Donald Celnik a sprawa polska

Donald Celnik a sprawa polska

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/8-02-donald-celnik-a-sprawa-polska/

Trump siłacz

8 lutego, wpis nr 1336

Trump przystąpił do działania, czym zadziwił świat. Wiadomo – świat w okresie post-polityki tak się przyzwyczaił do jej form, że wszelkie natychmiastowe spełnianie obietnic wyborczych staje się sensacją. Do tej pory to było tak, że albo taki wybrany polityk walił głupa, że coś tam mówił „w sensie merytorycznym”, albo, że przecież dowiózł, choć w ogóle nie dowiózł, albo coś wspominał, że by dowiózł, ale inni sypią piach w szprychy. Kumulacją tych trzech podejść jest obecnie postawa rządu Tuska. Opowiada się na wymienione trzy sposoby, że wszystko jest ok, choć wszyscy – łącznie z uśmiechniętymi akolitami – uważają, że Tusk jest nagi.

Trump a post-polityka

Ale Trump dowozi. I najbardziej dziwi świat, że dowozi swe obietnice użycia narzędzi wojny celnej z wybranymi państwami. To u niego narzędzie uniwersalne – raz się postraszy taryfami Meksyk za niepilnowanie granicy czy pobłażania kartelom narkotykowym, raz Kolumbii za nieprzyjęcie nachodźców, znowu postraszy się Kanadę, ale tu trudno chyba o inny pretekst niż kwestia geopolityczna – z Kanady ani nie przechodzą do Stanów miliony uchodźców, ani tony narkotyków. Trump, jak kiedyś Al Pacino w „Ojcu Chrzestnym” robi porządki u siebie – na zachodniej półkuli. Na razie strony dały sobie po razie i się rozeszły, jednak – oprócz Chin – właściwie to wszyscy przyklękli na jedno kolano i dali sobie ze 30 dni czasu, by się ogarnąć.

Trump ma w cłach jeszcze jeden argument, kosztowny, choć tym razem zrozumiały dla swych wyborców. Bo zabawa w cła to broń obosieczna – można się nadziać na retorsje. A chodzi o to, że Trump w zakresie ekonomicznym skupił się na krajach, z którymi ma ujemny bilans handlowy. To znaczy, że Stany więcej sprowadzają niż same sprzedają w tych kierunkach. A z tego wynika, że na rynku, w różnych jego segmentach, mamy w USA dużo towaru zza granicy. A to znaczy, że ego towaru, w konkurencyjnej cenie nie produkują Amerykanie. I teraz mamy taką sytuację, że ceny tych importowanych dóbr wzrosną o wartość ceł, co podroży koszty Amerykanom i zacznie się presja inflacyjna.

Ten ruch ma wytworzyć mechanizm, w którym te celne nisze powinna wypełnić wytwórczość amerykańska, ale to trochę potrwa kiedy czy to amerykańscy producenci się ruszą, byli robotnicy nauczą, czy zagraniczni producenci przeniosą produkcję do Stanów by uniknąć ceł. Będzie więc okres przejściowy, w którym będą problemy z inflacją i… brakiem towarów. Ale zobaczymy ile Amerykanie będą mieli cierpliwości, by to przeczekać.

Europa na celowniku

Ale już słyszymy zapowiedzi, że ta celna fala ma przyjść do USA. Bilans taka Unia ma z USA dodatni, a więc będzie ci ona na celowniku Trumpa. W przypadku relacji Europa-USA trudno mówić o pretekstach takich, jak nielegalna imigracja do Stanów, czy przemyta narkotyków – tu już jedziemy z pakietem wprost: macie stać murem przy dolarze, nie romansować z Chinami, kupować od USA energię a może i broń za ileś tam procent swojego PKB. Wtedy popatrzymy jakie i komu cła się przywali.

Najbardziej istotna jest tu kwestia „komu” i „jakie”. Trump bowiem w tym celnym ruchu nie będzie gadała z żadną tam Unią. On będzie gadał z każdy europejskim krajem osobno. Powód będzie prosty – każdy kraj ma tutaj w różnym stopniu za uszami, a więc pakiety mogą być szyte indywidualnie. Moim zdaniem Unia nie przetrzyma tego eksperymentu. Będzie to jak walnięcie pioruna w rabarbar. Bum! i wszystkie włókna do tej pory, zdawałoby się, jednolitego organizmu rozejdą się w najróżniejsze strony. I skończy się pitolenie o jedności Unii, ba – nawet jej zacieśnianiu, bo trzeba przypomnieć, że jesteśmy wciąż w fazie zacieśniania mechanizmów integracyjnych, co się wykłada – w powolnym, acz przyspieszającym trybie centralizacji Unii. A tu taki „sprawdzający” cios.

To będzie jak crash test. Unijny samochodzik roztrzaska się o celną ścianę Trumpa i zobaczymy i co był cały wart i co są warte jego części składowe, o systemach bezpieczeństwa nie mówiąc. Moim zdaniem z tego testu wynikać będzie kilka wniosków:

Koniec Unii?

Po pierwsze – Unia może tego nie wytrzymać, kiedy pod jednym ciosem ujawnią się wszelkie skrywane dotąd coraz mniej udolnie – egoizmy państwowe. Szczególnie ujawni się egoizm niemiecki – Unia ma być przecież pokojowym (na razie) narzędziem instytucjonalnej dominacji Niemiec nad Europą. A jak jej to pokaże – ratując się sama, straci polityczną dźwignię do egzekwowania swej dominacji na kontynencie. Być może Trump zada jej ostateczny cios, który przyspieszy jej upadek, co byłoby wiekowym wkładem amerykańskiego prezydenta, kontynuującego tradycję poprzedników, że czasem trzeba w Europie waszyngtońskiego wektora, by ta się ogarnęła ze swych szaleństw. Trump może tak zrobić, bo Europa nie zauważa, że zaczyna już grać w drugiej lidze ważności geopolitycznych zmagań. Stary Kontynent wciąż żyje ułudą swej wielkości, która była tylko 300 letnią przerwą w dominacji Wchodu. Europa niosła zachodnią cywilizację po morzach i oceanach, ta się przyjęła w innych stronach rzecz można – wybiórczo. A tu gra mocno real – proszę pokręcić globusem i naocznie widać, że Europa to taki półwysep kontynentu Azjatyckiego, ważny już tylko coraz bardziej z racji zasług, które już odchodzą w przeszłość.

Po drugie – Trump może sobie pogra różnie krajami w zależności od tego które z ich eksportowych towarów są (na razie) w USA niezastępowalne, a które jak najbardziej i sektorowo się tu układać. Ciekaw jestem jakie w tym względzie ma na siebie pomysły Polska. Bo jestem przekonany, że już od dawna w polskich ministerstwach trwają szczegółowe narady nad analizą sektorowych obszarów naszego eksportu do Stanów, odbywają się symulacje stanu poszczególnych branż w wariantach wprowadzenia ceł 10, 20, 30%. Nasze służby dyplomatyczne nie wychodzą z samolotów, szukając nowych rynków zbytu. Przepraszam – uniosłem się, ale co, pomarzyć nie wolno? Wiem, że tak się nie dzieje, bo cała ta nasza dyplomacja to nadaje się tylko do „opcji zero”, czyli wszyscy won. I nie to, że nikt tego nie zauważy, ale zauważymy to sami – od razu będzie lepiej, jak w samochodzie, który przestanie jechać na zaciągniętym ręcznym.

Niestety – będzie gorzej, zobaczycie

A może być gorzej? Pewnie, zawsze coś tam się wymyśli. A będzie tak (zobaczycie!), że jak Trump zacznie rozmowy z każdym z krajów unijnych osobno to w Brukseli rozlegną się głosy, żeby się wszyscy złapali pod ręce, gdyż tylko w jedności nie damy się podzielić i rozgrywać osobno. Będą surmy grzmiały, że po to jest ten unijny projekt, że to czas próby. Będzie nawoływanie tym razem do solidarności członków UE, choć jeszcze brzmią w salach brukselskich poprzednie głosy – żeby mali siedzieli cicho, że weto małych zabija rozwój, że inne kraje to mają inny niższy poziom rozwoju demokracji, więc adaptowanie przez nich tych samych rozwiązań co w krajach rozwiniętych ma całkiem inne efekty – najczęściej złe. Że – tym razem – liczy się każdym, choćby najmniejszy, bo jesteśmy jak łańcuch, tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.

I kto stanie w pierwszy szeregu solidarystycznej Europy? Tak, zgadliście – Tusk z jego uśmiechnięta Polską. Zobaczycie. To my będziemy ustami, przez które spietrany Berlin będzie wypowiadał te akty strzeliste. Pal licho obciach i udawane prymusostwo Tuska, to podlizywanie się, harcowanie, wybijanie brukselskich obgadywanych tylko haseł od razu na biało-czerwone transparenty – bo to tylko wstyd, do którego stajemy się coraz bardziej przyzwyczajeni. Numer będzie jeszcze lepszy. Będzie jak z Mercosurem.

Merkoszczur

Przypomnę, że chodzi o traktat Unii z Ameryką Południową. Unia tak już zmiażdżyła europejskie rolnictwo, że trzeba będzie jednak coś zjeść. Z drugiej strony zielonoładowy numer, którym zgniotła kontynentalnych ratajów jest w mocy, ale tylko w Europie. W Ameryce Południowej to już można śmierdzieć, a więc nieobarczone zielonym szaleństwem towary z Ameryki Południowej będą atrakcyjne cenowo, zaś ułuda hasła „nie mamy planety B” ostatecznie już obnażona.

Jak się Unia tu zachowała, a jak Polska? Ano Unia pogrzmiała, że to super układ, Polscy rolnicy gnieceni od Zachodu przez Mercosur, od wschodu zaś przez wolną (od ceł chyba) Ukrainę trochę poszumieli w Warszawie na otwarciu polskiej prezydencji (Ursula, dla której był ten spektakl nie przybyła, bo akurat dostała dyplomatycznego zapalenia płuc, by uniknąć przesłuchań w sprawie rewelacji związanych z wielomiliardowymi zakupami via sms znanej na świecie szczepionki, u producenta której pracuje jej mąż), a więc rolnicy poszumieli po czym stało się co? Polska podpisała umowę Mercosur bez zmian (pewnie i bez zwyczajowego czytanie, gdyż Tusk zeznał kiedyś, że i Traktatu Lizbońskiego nie czytał). Mieliśmy to pokazane jako święto naszego znaczenia w Europie. I tak zostaliśmy z różowym na wierzchu.

Bo od razu – równolegle rozpoczął się proces, w którym wiele państw europejskich zaczęło wnosić o wyłączenia w tym traktacie. Chodziło o te obszary rolnictwa, w których poszczególne państwa chroniły swoje kluczowe obszary własnej produkcji. I takie wyłączenia zostały dopisane. I tak zostaliśmy, my prymusi, bez ochrony, jak Himilsbach z angielskim. A inne kraje naszej Unii, z gębami pełnymi frazesów o solidarności, na które nabierają się już chyba tylko Polacy, zadbały o swoje interesy.

Powtórka z rozrywki

Tak samo będzie i teraz. Obawiam się bowiem, że staniemy znowu w pierwszym szeregu, sami będziemy zabiegać o „trzymanie się za ręce” i nie wychodzenie na siku bo nas tam w pojedynkę napadnie klozetowy Trump i skorumpuje. Ustalimy, że ani procenta w tył, jak nie to nie, a poszczególni inni członkowie będą się jednak wymykać do zastępczej sławojki, że niby jednak za potrzebą, jedną ręką będą trzymać megafon nawołujący, że – jak wałkowa Solidarność „nie damy się zniszczyć, ani podzielić”, a drugą ręką będą podpisywali Trumpowi różne wyłączenia, procenciki i sektory chronione. Tak będzie, zobaczycie.

Unia, jak o powiedziałem, tego może nie przetrzymać,

zaś Polska – tego przetrzymać nie może.

Bo chodzi też i o nasz crash test, to on pokazuje jak jesteśmy mocni. A jesteśmy tu – jak widać – słabsi nawet niż Unia, której istnienie jest już coraz bardziej iluzoryczne. Ale tak to jest gdy się latami maluje i klepie karoserię, nie dolewa benzyny, dokłada na pakę, nie oliwi silnika gospodarki , a kołami społecznych aspiracji kręci się w dwie plemiennie przeciwne strony. Taki samochód nie ma szans w crash teście, zwłaszcza, gdy okazuje się, że jego strategiczny, unijny zderzak okazał się zrobiony w podobnego kartonu jak nasz polski, a właściwie, sienkiewiczowski. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Trzeba głośno mówić

Trzeba głośno mówić

Izabela BRODACKA

„Trzy razy pomyśl potem zrób a wyda czyn owoce”. Straciłam zaufanie do tego starego aforyzmu”. Wiele przykładów wskazuje, że jeżeli trzeba coś ważnego zrobić należy robić to natychmiast ,bez zwłoki a przede wszystkim bez zbędnego gadania. Ci którzy opowiadają o swoich zamiarach giną niespodziewanie w niejasnych wypadkach lub padają ofiarą skrytobójców. Gdyby profesor Walerian Pańko nie zapowiedział w mediach, że następnego dnia ujawni w Sejmie wszystkie ustalenia NIK na temat afery FOZZ i jej beneficjentów być może żyłby do dziś dnia. Sama słyszałam tę wypowiedź i pamiętam, że mnie zmroziła. „Po co on to mówi” – pomyślałam – „ powinien nic nie mówić i natychmiast zrobić to co zaplanował”. Następnego dnia zginął w nigdy nie wyjaśnionym wypadku samochodowym, a akta FOZZ-u zaginęły. Tak przynajmniej powiedział mi Lech Kaczyński pokazując pusty sejf.

Ten sam błąd popełnił komunistyczny premier Piotr Jaroszewicz. Błąd tym dziwniejszy, że znał dobrze obyczaje swoich towarzyszy. Jaroszewicz od dłuższego czasu zapowiadał wydanie swoich pamiętników, w których obiecywał napisać prawdę i tylko prawdę. Prawdę nie tylko niewygodną lecz bardzo groźną dla działającej nadal w Polsce sowieckiej agentury ukrytej po transformacjach w różnych organizacjach i instytucjach. Jego pamiętniki, których istnienie potwierdzał syn oraz liczni znajomi zginęły i nigdy się nie odnalazły. Kolejne ustalenia skandalicznie prowadzonego śledztwa mogły świadczyć tylko o lekceważącym stosunku władz do sprawy. Skandalem było przede wszystkim wpuszczanie na miejsce zbrodni licznych ciekawskich zadeptujących wszelkie ślady, poza tym poszukiwanie sprawców mordu wśród lokalnych rzezimieszków. Jaroszewicz zmarnował okazję powiedzenia prawdy, zginął torturowany i upokarzany i jak twierdzą ludzie z jego środowiska był sam sobie winien. „Prawdy mu się zachciało, też coś”- mawiano w kuluarach. Prawda dla lewicy jest wrogiem a nie wartością.

Trudno uwierzyć w taką dezynwolturę lecz bardziej jeszcze zdumiewający jest przypadek zabójstwa generała Marka Papały. Policje wszystkich krajów w przypadku zabójstwa jakiegokolwiek funkcjonariusza, nie mówiąc już o komendancie, zwierają szeregi i solidarnie dążą do ujęcia sprawcy. Tymczasem policja wykazywała skrajne lekceważenie tej sprawy. Publikowano absurdalne, nawet dla laika, komunikaty i jak w przypadku Jaroszewicza typowano przypadkowych sprawców spośród lokalnego marginesu społecznego. Podobno Papała żonglował jakimiś papierami, które traktował jako zabezpieczenie i atut. Pomylił się. Jeżeli chciał prawdy powinien wysypać natychmiast wszystko co wie. Może i tak by zginął lecz zyskałaby prawda. Na „hakologię stosowaną”, która jest moim zdaniem przyczyną zabetonowania naszego życia politycznego Papała był jak się okazało za słaby. Przecenił swoje możliwości.

Podobny błąd popełnił również Andrzej Lepper. Jego zabójstwo nie zostało i nie zostanie zapewne nigdy wyjaśnione. Nie ma sensu przytaczać tu argumentów, że nie było to samobójstwo bo są powszechnie znane i jak na razie dostępne w sieci. Jak na razie, bo dyktatura 13 grudnia szykuje nam cenzurę prewencyjną. Już jest projekt.

Rozumie to dobrze prezydent Donald Trump. Pierwszego dnia swego urzędowania zabrał się do rozmontowywania domu wariatów w którym zamknęło nas wszystkich światowe lewactwo. Zapowiedział przede wszystkim odejście od ideologii dowolnego wyboru płci stwierdzając bez ogródek, że są tylko dwie płcie. Zapowiedział odstąpienie od religii zielonego ładu nie tylko bzdurnej, lecz bardzo niebezpiecznej dla wszystkich krajów i społeczeństw. Wyciągnął właściwe wnioski z zamachu w którym cudem uniknął śmierci i zdecydował się odtajnić akta dotyczące innych zamachów w USA, przede wszystkim zabójstwa Johna Kennedy’ego.

To wielki krok w historii Ameryki gdzie ludzie od dawna uważają, że demokracja jest fikcją, że to tylko listek figowy dla rządów deep state, a to co najważniejsze z konieczności jest tajne i ukryte przed społeczeństwem. Miejmy nadzieję, że Trump zdąży zrealizować swoje obietnice, a przede wszystkim odtajnić akta. John Kennedy nie zdążył przecież – jak pamiętamy – zrealizować swoich politycznych planów.

Za najważniejsze posunięcie Trumpa uważam jednak przeciwdziałanie tak zwanej tranzycji. Tranzycja czyli nieodwracalne okaleczanie ogłupionej młodzieży i dzieci będzie niewątpliwie symbolem hańby naszej epoki tak jak obozy zagłady są hańbą XX wieku a przede wszystkim hańbą wszystkich współczesnych Hitlerowi Niemców.

Kolejną niezwykle ważną dla świata sprawą jest przeciwstawienie się zapędom różnych krajów, w tym Polski i krajów UE, do reaktywowania cenzury. Jasne stało się, że roli czwartej władzy nie odgrywają i nie mogą odgrywać żadne tak zwane media głównego nurtu zależne od sponsorów i -tak jak obecnie w Polsce- od brutalnych działań władzy. Rolę kontrolera władzy mogą pełnić wyłącznie wolne media społecznościowe.

Wracając do wydarzeń krajowych. Tę stajnię Augiasza mógłby oczyścić tylko krystalicznie czysty strumień prawdy. Nie bójmy się prawdy. Nie liczmy się z układami towarzyskimi i partyjnymi. Trzeba sporządzić rejestr spraw koniecznych do wyjaśnienia i ujawniać co w tych sprawach wiemy. „Nie trzeba głośno mówić” dał tytuł swojej wspaniałej powieści Józef Mackiewicz. Wynika z niej, że wręcz przeciwnie, trzeba głośno mówić. Losy książek Mackiewicza w wolnej Polsce, czyli fakt, że środowisku Michnika udało się zablokować na długie lata ich rozpowszechnianie, oraz ostatecznie sprowadzić grono wielbicieli jego twórczości do koneserów starszego pokolenia ma fatalne skutki.

Naiwność wszelkich Julek i innych lemingów bierze się stąd, że sami nie doświadczyli na własnej skórze działania imperium zła i łykają jak gęś kluski te wszystkie propagandowe brednie którymi są karmieni. Ostatnie pokolenie, płonąca planeta i temu podobne. Jeżeli nie otrzeźwieją naprawdę będą ostatnim pokoleniem. Miejmy jednak nadzieję, że działania Trumpa będą jak wody rzek Alfios i Penejos które oczyściły mityczne stajnie.

Sekretarz ds. Energii Trumpa zdemolował oszustwo klimatyczne: Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany.

Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax in Just Two Minutes, RAIR Foundation, February 7, 2025

Autor: AlterCabrio , 7 lutego 2025

„Ludzie, którzy kierują polityką — media, politycy — nigdy nie zadali sobie trudu, aby dowiedzieć się czegokolwiek o zmianach klimatu i najwyraźniej w ogóle nie doceniają tego, że koszt i przystępność cenowa energii są fundamentalne dla ludzkiego dobrostanu. Zawsze tak było, wszędzie i zawsze”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Sekretarz ds. Energii Trumpa zdemolował oszustwo klimatyczne w zaledwie dwie minuty

Senat USA właśnie zatwierdził Chrisa Wrighta na stanowisko Sekretarza ds. Energii, a alarmiści klimatyczni już panikują. Wright, mówiący bez ogródek ekspert ds. energii, jest gotowy rozmontować katastrofalną agendę klimatyczną ery Bidena, która dusiła amerykański przemysł, a jednocześnie wzbogacała globalne elity.

Wright, wieloletni krytyk histerii klimatycznej, jasno dał do zrozumienia: nie ma kryzysu klimatycznego. W filmie z 2023r. opublikowanym na jego stronie LinkedIn nie krył się, nazywając aktywistów klimatycznych „panikarzami” i porównując politykę energetyczną Bidena do nieudanego komunizmu Związku Radzieckiego.

„Ludzie, którzy kierują polityką — media, politycy — nigdy nie zadali sobie trudu, aby dowiedzieć się czegokolwiek o zmianach klimatu i najwyraźniej w ogóle nie doceniają tego, że koszt i przystępność cenowa energii są fundamentalne dla ludzkiego dobrostanu. Zawsze tak było, wszędzie i zawsze” — oświadczył Wright.

„Ta ignorancja obejmująca znaczenie energii i prawdziwe fakty dotyczące zmian klimatycznych — napędzają masowo destrukcyjny ruch. Nie tylko destrukcyjny dla dobrobytu ekonomicznego, ale także dla samej nauki. Przemawiam w szkołach, a ta histeria odciąga młodych ludzi od prawdziwej nauki. Nauka polega na kwestionowaniu i podważaniu, a nie na ślepym przyjmowaniu odgórnych nakazów, które uzasadniają z góry ustalone cele polityczne”.

Wright zniweczył tak zwaną „transformację energetyczną”, ujawniając, że pomimo 2 bilionów dolarów dotacji i dwóch dekad nieustającej propagandy, zależność świata od paliw kopalnych prawie się nie zmieniła. W 2000r. globalne zużycie energii ze źródeł kopalnych wynosiło 86%. W 2020r., po całej histerii na temat zielonej energii, nadal wynosiło 84%.

„To wcale nie jest transformacja energetyczna” – powiedział Wright wprost.https://rumble.com/embed/v6fq17v/?pub=4

.

Po raz pierwszy ujawnił to oszustwo na National Conservatism Conference w 2021r., gdzie skrytykował polityków i media za ich rażącą ignorancję w kwestii prawdziwej nauki o klimacie. Stanowisko Wrighta jest jasne: zielona agenda nie dotyczy ratowania planety — chodzi o kontrolę i redystrybucję bogactwa.https://www.youtube.com/embed/rK0Rl7rC13I?si=N3_3U9qvyEkIvaJH

.

Pod przywództwem Wrighta Ameryka stoi na skraju rewolucji energetycznej — takiej, która stawia przystępność cenową, niezawodność i siłę ekonomiczną ponad globalistyczne fantazje i oszustwa finansowane przez podatników. Kartelowi klimatycznemu kończy się czas. Amerykanie się budzą.

Oni nie ratują planety. To ty jesteś okradany.

____________

Trump’s Energy Secretary Torches the Climate Hoax in Just Two Minutes, RAIR Foundation, February 7, 2025

Totalna wojna informacyjna czyli kto fabrykuje umysły i rzeczywistość

Totalna wojna informacyjna czyli kto fabrykuje umysły i rzeczywistość

Total Information Warfare: How the State Manufactures Your Mind and Reality (Video), Amy Mek, February 5, 2025

Autor: AlterCabrio , 7 lutego 2025

Wypowiedzi generała ujawniają psychologiczną operację na wielką skalę, w której rządy i media współpracują ręka w rękę, aby narzucić narrację, która służy ich interesom, a nie odzwierciedla obiektywnej rzeczywistości. „To manipulacja faktami i wydarzeniami, aby narzucić preferencyjną rzeczywistość swojej własnej populacji, swojemu przeciwnikowi i międzynarodowej opinii publicznej”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Totalna wojna informacyjna: jak państwo fabrykuje twój umysł i rzeczywistość (wideo)

Emerytowany holenderski generał dywizji Frank van Kappen otwarcie przyznaje, że rządy i media prowadzą totalną wojnę informacyjną, manipulując faktami w celu narzucenia fałszywej rzeczywistości, która kontroluje percepcję społeczną i dyktuje zachowania.

W niezwykłym wyznaniu w telewizji ogólnokrajowej emerytowany holenderski generał dywizji Frank van Kappen ujawnił niepokojącą prawdę: rządy i media fabrykują „preferencyjną rzeczywistość”, aby manipulować postrzeganiem opinii publicznej. Te rewelacje, transmitowane w WNL Op Zondag, nie są teorią spiskową — to zimny, twardy fakt prosto od szanowanego eksperta wojskowego i strategicznego.

Wypowiedzi generała ujawniają psychologiczną operację na wielką skalę, w której rządy i media współpracują ręka w rękę, aby narzucić narrację, która służy ich interesom, a nie odzwierciedla obiektywnej rzeczywistości. „To manipulacja faktami i wydarzeniami, aby narzucić preferencyjną rzeczywistość swojej własnej populacji, swojemu przeciwnikowi i międzynarodowej opinii publicznej” – stwierdził van Kappen.

Systemowa operacja informacyjna

Słowa Van Kappena potwierdzają to, co wielu od dawna podejrzewało: jesteśmy w środku wojny informacyjnej. Rządy, za pośrednictwem kontrolowanych mediów, dyktują, co ma być postrzegane jako prawda, skutecznie kształtując przekonania, emocje i zachowania całych populacji. „To jest właśnie to, w czym tkwimy” – wyjaśnił, potwierdzając, że nie jest to spekulacja, ale aktywna praktyka. „Więc manipulujesz faktami i wydarzeniami w taki sposób, że projektujesz preferowaną rzeczywistość, rzeczywistość telewizyjną. I wszystkie strony to robią”.

Dziennikarz David Boerstra, rozmawiając w podcaście z byłą prezenterką Blckbx Sanae Orchi, podkreślił znaczenie oświadczenia van Kappena. „To było wyemitowane w samej telewizji krajowej. To nie jest teoria spiskowa ani nic takiego. Tutaj jest to po prostu otwarcie przyznane: fakty i wydarzenia są manipulowane, aby uzyskać preferowaną rzeczywistość”, stwierdził Boerstra. Innymi słowy, rząd konstruuje wymyślony świat dla mas, podczas gdy media sumiennie to egzekwują.https://rumble.com/embed/v6etxdv/?pub=4

Wybitny autorytet przemawia

Van Kappen nie jest tylko kolejnym głosem w tłumie. Jego kwalifikacje są nienaganne: były doradca ds. operacji pokojowych ONZ, wieloletni członek holenderskiego Senatu z ramienia VVD i uznany autorytet w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa. Przewodniczył Stałemu Komitetowi Spraw Zagranicznych, Obrony i Współpracy Rozwojowej oraz uczestniczył w zgromadzeniach parlamentarnych NATO i OBWE. Jego słowa mają znaczenie, ponieważ pochodzą od człowieka, który działał na najwyższych szczeblach międzynarodowej strategii wojskowej.

Była prawniczka Carine Knapen podkreśliła powagę jego oświadczenia, dodając: „To jest dokładnie to, co rządy i media robią od wielu lat. To wojna psychologiczna przeciwko ludziom”.

Aktywne środki w działaniu

Stephen Coughlin, czołowy ekspert w dziedzinie analizy wywiadowczej i wojny, od dawna ostrzegał przed tym zjawiskiem. Jego praca — szczególnie w wywiadach przeprowadzonych z RAIR Foundation — konsekwentnie i szczegółowo opisuje, w jaki sposób współczesne rządy i media współdziałają, tworząc fałszywą rzeczywistość, która warunkuje populacje do podporządkowania się z góry ustalonym programom politycznym. To, co van Kappen nazywa „operacją informacyjną”, rozpoznał jako Aktywny Środek [Active Measure] — ukierunkowany atak propagandowy mający na celu oszukanie i wpłynięcie na daną populację.

Coughlin udokumentował, w jaki sposób aktywne środki są wykorzystywane do podważania niezależnego myślenia, rozmontowywania sprzeciwu i narzucania narracji kontrolowanych przez państwo. Na przykład reakcja na covid-19 była doskonałym przykładem tego, w jaki sposób rządy wykorzystywały techniki manipulacji psychologicznej, aby osiągnąć całkowite podporządkowanie. To, co zostało określone jako „polityka zdrowia publicznego”, było w rzeczywistości skrupulatnie przeprowadzonym ćwiczeniem kontroli społecznej. Strach był bronią. Narzucane przez media narracje miażdżyły alternatywne punkty widzenia. Dysydenci byli oczerniani i uciszani. Nie chodziło o bezpieczeństwo. Chodziło o podporządkowanie się.

Wroga propaganda, nie tylko „fake newsy”

Przez lata krytycy głównego nurtu mediów nazywali to „fake newsami”. Jednak termin ten nie oddaje w pełni istoty oszustwa. To, czego jesteśmy świadkami, to nie tylko stronniczość czy dezinformacja — to wroga propaganda. Rządy nie służą już ludziom. Służą globalistycznym agendom. Suwerenność narodowa, wolności jednostki i sama obiektywna rzeczywistość są atakowane przez wojnę informacyjną mającą na celu wytworzenie zgody na politykę, która w przeciwnym razie zostałaby odrzucona przez każdą myślącą populację.

Współczesny Zachód jest teraz w uścisku operacji psychologicznej o pełnym spektrum. Media nie zawodzą w swojej roli — odnoszą sukcesy dokładnie w tym, do czego zostały zaprojektowane: w uprawianiu propagandy dla mas, aby te wierzyły i działały w sposób, który przynosi korzyści rządzącej elicie.

Uwolnienie się od narzuconej rzeczywistości

Telewizyjne oświadczenie Van Kappena powinno być sygnałem ostrzegawczym. To nie jest teoria — to otwarte wyznanie człowieka, który działał na najwyższych szczeblach globalnej strategii obronnej. Jego ostrzeżenie należy traktować poważnie.

Aby przeciwstawić się tej wojnie informacyjnej, ludzie muszą aktywnie szukać niezależnych źródeł informacji, kwestionować narzucane im narracje i odmawiać bycia biernymi konsumentami sankcjonowanej przez państwo propagandy. Ta bitwa nie jest toczona za pomocą pocisków, ale kontrolą nad samą prawdą. I nie miejcie złudzeń: wojna o rzeczywistość jest w pełnym toku.

Czas się obudzić! Teraz!

____________

Total Information Warfare: How the State Manufactures Your Mind and Reality (Video), Amy Mek, February 5, 2025

Ponad setka lekarzy „sądzona” przez Naczelną Izbę Lekarską. Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw.

Ponad setka lekarzy przed Naczelną Izbą Lekarską. „Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw”

7.02.2025

114 lekarzy może zostać ukaranych przez Naczelną Izbę Lekarską. Powodem jest mówienie prawdy na temat Wielkiej Histerii w trakcie jej trwania. Proces ma odbyć się dzisiaj.

Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców poinformowało o planach ukarania 114 lekarzy, którzy mówili prawdę na temat Covid-19.

„Naczelna Izba Lekarska chce ukarać 114 lekarzy, w tym doktorów i profesorów, urządzając im zbiorowe, pokazowe procesy w Poznaniu, Gdańsku i we Wrocławiu. Lekarze mają zostać ukarani za to, że ośmielili się głosić prawdę i bronić standardów naukowych podczas pandemii Covid-19” – czytamy na stronie PSNLiN.

„Pierwsza sprawa przeciwko 19 lekarzom odbyła się 17.03.2023 roku w Poznaniu w sądzie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. Adwokatowi Arkadiuszowi Teteli reprezentującemu większość lekarzy udało się doprowadzić do cofnięcia wniosku o ukaranie do Naczelnego Sądu Lekarskiego, który jednak po uzyskaniu opinii prof. Iwony Paradowskiej – Stankiewicz, kontynuuje sprawę, powierzając kolejny proces sądowi lekarskiemu przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku, który odbędzie 7.02.2025 r. od godz. 13.30” – poinformowano.

Lekarze będą sądzeni m.in. „za poparcie listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów dostępnego na stronie listlekarzy.pl oraz za poparcie drugiego apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2”.

„W grupie pierwszych 19 lekarzy, którzy stanęli przed sądem lekarskim w Poznaniu są m.in. dr Katarzyna Bross Walderdorff, lek. med. Aneta Borczyk Kotwas, dr hab. n. med. Dorota Sienkiewicz, dr Tomasz Dmochowski, prof. dr hab. n. med. Krystyna Opałko, lek. Paweł Basiukiewicz, dr. n. med. Zbigniew Martyka, prof. dr hab n.med. Ryszard Rutkowski, prof. zw. dr hab n. med. Maria Sobaniec Łotowska, lek. Anna Martynowska. W kolejnej grupie lekarzy z Gdańska jest m.in. prof. Andrzej Frydrychowski” – wyliczono.

Postępowanie wszczął poprzedni Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Grzegorz Wrona. Wydał też postanowienia o przedstawieniu zarzutów i skierowaniu wniosku o ukaranie.

„Zarzucił lekarzom publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postaw antyzdrowotnych i działanie na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa, poprzez podpisanie ww. listów i apeli” – poinformowało PSNLiN.

Stowarzyszenie podkreśla, że „od początku organy samorządu lekarskiego rażąco naruszały prawo, nie dawały gwarancji bezstronności i obiektywnego prowadzenia postępowania”. Oceniono też, że „prowadzone postępowanie ma charakter nękania lekarzy”.

– W różnych informatorach, mediach pojawia się coraz więcej sceptyków co do szczepień, mówiących o zagrożeniach. Na tej liście są także lekarze – żebyście państwo mieli świadomość. My wszystkich tych lekarzy w tej chwili będziemy – brzydkiego słowa użyję – przesłuchiwać czy wzywać do wyjaśnień ich postawy przed organami odpowiedzialności zawodowej – powiedział 8 grudnia 2020 roku podczas posiedzenia Senackiej Komisji były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja, cytowany przez PSNLiN.

Adwokaci Arkadiusz Tetela, Piotr Schramm, Stanisław Zapotoczny i inni prawnicy, którzy bronią lekarzy, wskazują na szereg naruszeń prawa w prowadzonym postępowaniu. Wśród nich są: postępowanie nie jest oparte na dowodach, a na szykanach; wnioski dowodowe obwinionych są nagminnie oddalane lub pomijane; odmawia się obwinionym prawa do obrony; utrudnia się zapoznanie z aktami postępowania; rażąco narusza się prawo do wolności słowa; wyznacza się jako właściwe do rozpoznania sprawy sądy lekarskie daleko poza miejscem zamieszkania obwinionych.

„We wszystkich dotychczasowych sprawach w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy w zakresie szczepień przeciwko COVID-19 sądy lekarskie nielegalnie wyłączały jawność, mimo, że jest to zasadą rzetelnego procesu. Również i w tej sprawie istnieje duże prawdopodobieństwo, że jawność zostanie wyłączona. Lekarze i obywatele demokratycznego Państwa Prawa żądają poszanowania ich praw i umożliwienia zajęcia przez nich stanowiska w sprawie na jawnej rozprawie i zwrócili się w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich” – podkreśliło PSNLiN.

Grzegorz Braun solidarny z nękanymi lekarzami. „Szopka i groteska”.

Grzegorz Braun w Gdańsku solidarny z nękanymi lekarzami. „Szopka i groteska” [VIDEO]

7.02.2025 https://nczas.info/2025/02/07/grzegorz-braun-w-gdansku-solidarny-z-nekanymi-lekarzami-szopka-i-groteska-video/

Czas epidemii „to były straszne rzeczy, których nie wolno nam zapomnieć”, łącznie z „ćwierć miliona zgonów tzw. nadmiarowych”.

Grzegorz Braun
Grzegorz Braun. / foto: PAP

Przed siedzibą Sądu Lekarskiego w Gdańsku pojawił się europoseł Grzegorz Braun, który udzielił wsparcia grupie medyków, która krytykowała szczepienia na koronawirusa SARS-CoV-2, a teraz doświadcza formy zemsty zawodowej. 114 lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia podpisało list otwarty w tej sprawie.

Od tego czasu trwa nękanie sygnatariuszy. Przy tej okazji przypomniano słowa byłego już prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzeja Matyji, który w 2020 roku podczas posiedzenia Senackiej Komisji stwierdził, że: „w różnych informatorach, mediach pojawia się coraz więcej sceptyków co do szczepień, mówiących o zagrożeniach. Na tej liście są także lekarze – żebyście państwo mieli świadomość. My wszystkich tych lekarzy w tej chwili będziemy – brzydkiego słowa użyję – PRZESŁUCHIWAĆ czy WZYWAĆ DO WYJAŚNIEŃ ich postawy przed organami odpowiedzialności zawodowej”.

Wezwanie 52 z nich przed Sąd Lekarski w Gdańsku to część tego nękania w ramach wniosku o ukaranie lekarzy. Ich prawnik przypomniał, że nie popełnili oni żadnego błędu lekarskiego. Wcześniej 19 medyków sądzono już we Wrocławiu, kolejne pół setki czeka rozprawa przed podobnym gremium w Poznaniu.

Dla zebranych w Gdańsku był to kolejny pokazowy proces, który ma zastraszać środowisko. W przemówieniach przypomniano, że lekarze krytykujący niesprawdzone szczepienia byli po prostu wierni zasadzie lekarskiej „po pierwsze nie szkodzić”.

Ponad setka lekarzy “sądzona” przez Naczelną Izbę Lekarską. Ośmielili się bronić prawdy, pacjentów i nauki przed pandemicznym terrorem kłamstw.

Grzegorz Braun przypomniał, że czas epidemii „to były straszne rzeczy, których nie wolno nam zapomnieć”, łącznie z „ćwierć miliona zgonów tzw. nadmiarowych”. Braun podkreślił, że tych ludzi „zabił reżim eurokołchozowy”. Sam proces nazwał „szopką” i „groteską”.

„Jako Polak, pacjent, nawet przyszły, bardzo serdecznie dziękuję wszystkim lekarzom, prawnikom, którzy bronią tych pierwszych, a jako polityk domagam się odpolitycznienia medycyny” – dodał poseł Braun.

„Ekologiczna” podróż ludzi Tuska do Gdańska. Za pociągiem z rządem… miał lecieć samolot !

https://wpolityce.pl/polityka/720728-co-za-odlot-rzadowy-samolot-lecial-za-pociagiem-z-tuskiem

Kogo chcieli oszukać? Tak wygląda „ekologiczna” podróż ludzi Tuska do Gdańska. Za pociągiem z rządem… miał lecieć samolot !

======================

Jak wynika z ustaleń Rafała Bochenka, wyjazd rządu do Gdańska mógł wyglądać zupełnie inaczej, niż próbują to przedstawiać ludzie obozu Donalda Tuska. Okazuje się, że „ekologiczna” podróż pociągiem miała drugie dno.

Politycy obozu rządzącego udali się do Gdańska na spotkanie z unijnymi komisarzami. W ramach „ekologicznej” opowieści, politycy obozu Tuska udali się tam pociągiem.

Lot rządowego samolotu

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości ustalił, że podróż rządu do Trójmiasta trudno uznać za ekologiczną. Okazało się, że za rządem zebranym w pociągu… leciał samolot.

Coś nieprawdopodobnego! Pojechali do Gdańska na imprezę z Kolegium Komisarzy pociągiem, bo: miało być taniej; miało być ekologicznie; miał być dobry PR, że niby z ludźmi (choć wokół pełno poprzebieranych służb ochrony, mało osób przypadkowych) – pisze Bochenek.

A co się okazało?! Za szajką Tuska i tak leciał rządowy samolot z Warszawy do Gdańska! Czyli nie było ANI taniej, ANI ekologicznie. Jako Polacy zapłaciliśmy za ten wypad tuskowców PODWÓJNIE … Jedynie propagandowy PR – w pierwszym momencie – się udał – czytamy w jego wpisie.

Pandemia covid to fałsz…

AlterCabrio , 7 lutego 2025 Pandemia covid to fake…

The Covid Pandemic was Fake…, Kit Knightly, Feb 6, 2025

Miliony botów i podrabianych profili wypluwały miliony statusów na Facebooku w stylu „moja ciotka zmarła na covid, módlcie się za nas i zachowajcie bezpieczeństwo”. Wszystkie były fałszywe.

Wszystko było ustawione. Sztuka z obsadą setek tysięcy. Podzielona na nieskończenie małe komórki graczy niezdolnych do zrozumienia swojej roli w wielkim obrazie.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Pandemia covid to fake…

Pandemia covid to fałsz.

Nie mówię o tym, czy choroba istniała, czy nie, bo to nie ma znaczenia, gdyż pandemia była fałszywa.

Zdjęcia zwłok na ulicy w Wuhan były nieprawdziwe.

Chłodnie do przewożenia ciał były nieprawdziwe.

Przepełnione szpitale to fałsz.

„Przypadki” i „zgony” były nieprawdziwe.

Tańczące pielęgniarki były udawane.

Prace badawcze i recenzje były fałszywe.

Strach był fałszywy. Powiedzieli ci to. Powiedzieli, że nie jesteś w niebezpieczeństwie i ufali, że ich nie usłyszysz.https://www.youtube.com/embed/adj8MCsZKlg?si=rtHCt-PPtJ5tprjw

Szczepionki były fałszywe. Ich testy bezpieczeństwa były fałszywe.

Nowe badania naukowe, które głosiły, że maski działają – obalając dziesięciolecia starych badań – były fałszywe.

Podrabiani sprzątacze udający sprzątanie…

Obejrzyj film

Fałszywi politycy udawali, że noszą maski, o których wiedzieli, że nie działają…

Obejrzyj film

Fałszywi lekarze ubrani w podrabiane środki ochrony osobistej w obecności prawdziwej osoby, która nie została zaproszona na imprezę kostiumową.

Obejrzyj film

Fałszywi ludzie łamali fałszywe zasady, o których wiedzieli, że nie działają i nie mają znaczenia, bo nie było się czego obawiać.

Fałszywi ludzie fałszywie łkający o fałszywych szczepionkach przed prezenterami telewizyjnymi, którzy udają, że wierzą jemu. Fałszywi dziennikarze piszący fałszywe felietony w fałszywych gazetach, broniący jego.

Fałszywi lekarze twierdzący, że fałszywe protesty są bezpieczne, ponieważ fałszywy rasizm jest gorszy niż fałszywy wirus.

Nie, psy nie potrafią wyczuwać wirusów. To fałsz.

Maski obowiązkowe, gdy stoisz, ale nie gdy siedzisz. Kolejny fałsz.

Fabryki samochodów nie mogą przestawiać się w locie, aby produkować respiratory… i nie muszą tego robić, ponieważ respiratory nie są nawet potrzebne do leczenia chorób układu oddechowego. Podwójne oszustwo.

„Szczepionka”, która nie zapobiega przenoszeniu wirusa ani zakażeniom, jest fałszywa.

Fałszywe konta w mediach społecznościowych wyrażające na Twitterze fałszywe obawy dotyczące fałszywych pielęgniarek, które nigdy nie umarły:

Tracey Z and the nurses who never died, May 11, 2020

…lub zamieszczanie komentarzy ‘spoczywaj w pokoju’ pod zdjęciami stockowymi.

Miliony botów i podrabianych profili wypluwały miliony statusów na Facebooku w stylu „moja ciotka zmarła na covid, módlcie się za nas i zachowajcie bezpieczeństwo”. Wszystkie były fałszywe.

Wszystko było ustawione. Sztuka z obsadą setek tysięcy. Podzielona na nieskończenie małe komórki graczy niezdolnych do zrozumienia swojej roli w wielkim obrazie.

Propaganda pointylistyczna. Całe tysiące maleńkich punktów, które nie wyglądają jak nic, co przypomina rzeczywistość, gdy ogląda się je pojedynczo, ale oglądane z daleka tworzą wielki projekt.

Nic z tego nie było prawdą.

Zdecydowana większość ludzi nie zrozumiała jeszcze, co to dokładnie oznacza i nadal nie stosuje tych lekcji w analizie mediów.

Minęło pięć lat od narodzin covid-19, niemal co do dnia, a na horyzoncie widać już kolejną falę wielkich narracji.

Kiedy to zrobią, powinniśmy pamiętać o głębi oszustwa związanego z covidem. Jak wiele z tego było udawane.

Ponieważ lekcja płynąca z covid-19, jeśli zostanie właściwie przyswojona, ma potencjał, by wszystko wywrócić do góry nogami.

________________

The Covid Pandemic was Fake…, Kit Knightly, Feb 6, 2025

−∗−

Friday Funnies: Snort Out Loud – And the fun has just begun

And the fun has just begun

Robert W Malone MD, MS Feb 7, 2025






BTW- True story

FYI: The Republicans did not agree to delay the vote on Kash Patel’s nomination for FBI Director. Instead, the Democrats used a procedural rule within the Senate Judiciary Committee to force a one-week delay. This delay was not a result of Republican agreement, but rather a strategic move by the Democrats utilizing existing committee regulations.













https://www.youtube-nocookie.com/embed/8Ixv_UDTDHo?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber. We are deeply grateful to the decentralized network of paid subscribers that enables us to continue doing what we do to support freedom.


Who is Robert Malone is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.






For those that didn’t get the joke, the first time around – here is your second chance…

Friday Funnies: Snort Out Loud –

And the fun has just begun

Robert W Malone MD, MS Feb 07, 2025






BTW- True story

FYI: The Republicans did not agree to delay the vote on Kash Patel’s nomination for FBI Director. Instead, the Democrats used a procedural rule within the Senate Judiciary Committee to force a one-week delay. This delay was not a result of Republican agreement, but rather a strategic move by the Democrats utilizing existing committee regulations.













https://www.youtube-nocookie.com/embed/8Ixv_UDTDHo?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0






For those that didn’t get the joke, the first time around – here is your second chance…

Nowy ambasador USA w Polsce. Pasje czy pejsy…

Nowy ambasador USA w Polsce. Sommer: „Trump to najwyraźniej wie, więc przysłał do Polski ortodoksa i dobrego syjonistę”

7.02.2025 https://nczas.info/2025/02/07/nowy-ambasador-usa-w-polsce-sommer-trump-to-najwyrazniej-wie-wiec-przyslal-do-polski-ortodoksa-i-dobrego-syjoniste/

Prezydent USA Donald Trump mianował w czwartek biznesmena, komentatora i byłego wydawcę dziennika „The Jerusalem Post” Thomasa Rose’a nowym ambasadorem USA w Polsce. Znany z silnie pro-izraelskich poglądów Rose był również doradcą byłego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a.

„Thomas jest szanowanym biznesmenem i komentatorem, który przez prawie dekadę prowadził udany program radiowy w Sirius XM i pełnił funkcję wydawcy i dyrektora generalnego «The Jerusalem Post». Zadba o to, aby nasze interesy były reprezentowane w Polsce i zawsze stawiał Amerykę na pierwszym miejscu” – napisał Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social.

Rose pełnił też wcześniej rolę głównego stratega i starszego doradcy byłego wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Portal Jewish Insider określił go jako jednego z najbliższych powierników byłego wiceprezydenta.

W ostatnim czasie publicysta zabierał głos w sprawie Polski na platformie X, krytykując rząd Donalda Tuska za grożenie aresztowaniem premiera Izraela Benjamina Netanjahu oraz chwaląc prezydenta Andrzeja Dudę za przekonanie Tuska do zmiany decyzji. „Gratulacje dla Andrzeja Dudy za uniknięcie rozłamu w stosunkach USA-Polska i stając w obronie Polski, przekonując Donalda Tuska do cofnięcia tej okropnej decyzji” – pisał 9 stycznia.

W innych wpisach krytykował też zmiany wprowadzone przez rząd w mediach publicznych, a także podkreślał, że polskie władze podziemne nie były zaangażowane w tłumienie powstania w getcie warszawskim – jak mylnie stwierdziła dziennikarka NBC Andrea Mitchell – lecz stawiały opór Hitlerowi. Na platformie X i na łamach „New York Post” opowiadał się też za pomocą Ukrainie i odrzucał tezy – sugerowane m.in. przez Donalda Trumpa – że wojna została sprowokowana przez NATO.

Według sylwetki publicysty opublikowanej w „Indianapolis Monthly”, Rose jest „ognistym konserwatystą, zagorzałym syjonistą i ortodoksyjnym Żydem”. Jest też częstym komentatorem spraw dotyczących Izraela i Bliskiego Wschodu w mediach amerykańskich i izraelskich i często ostro krytykował prezydenta Bidena za „opuszczenie” Izraela i „pro-palestyńskie sympatie”.

W latach 1997-2005 był wydawcą i szefem dziennika „Jerusalem Post”, zaś wcześniej działał we władzach w stanu Indiana, skąd pochodzi. W latach 80. był też dziennikarzem japońskiej stacji telewizyjnej i napisał książkę „Big Miracle” (Wielki cud) o operacji uwolnienia wielorybów spod arktycznego lodu. Książka doczekała się w 2012 r. hollywoodzkiej ekranizacji.

„Odruchowo stają na baczność”

Do mianowania Rose’a na ambasadora USA w naszym kraju odniósł się m.in. redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u dr Tomasz Sommer.

„Polskie elity rządzące, na widok Żyda odruchowo stają na baczność, klękają na oba kolana albo padają plackiem. Trump to najwyraźniej wie, więc przysłał do Polski ortodoksa i dobrego syjonistę. Racjonalny wybór – trzeba przyznać. Wystarczy porzucić judeo-serwilizm i przestanie takim być” – skwitował.

„Myślę, że trzy rzeczy zagrały:

1. tradycyjnie lobby żydowskie

2. głośna sprawa aresztowania Netanjahu jakby przyjechał do Auschwitz

3. Donosy o tym jakie głupoty wygadywał Tusk o Trumpie.

Nie ma sentymentów, będzie drenowanie Polaków” – ocenił wydawca nczas.info Adam Wojtasiewicz.

——————–

Adam Wojtasiewicz @wojtasiewiczpl

Myślę, że trzy rzeczy zagrały: 1. tradycyjnie lobby żydowskie 2. głośna sprawa aresztowania Netanjahu jakby przyjechał do Auschwitz 3. Donosy o tym jakie głupoty wygadywał Tusk o Trumpie. Nie ma sentymentów, będzie drenowanie Polaków.

„Coś czuję, że nowy ambasador USA w Polsce łatwo znajdzie wspólny język z Andrzejem Dudą. Te same pasje, te same priorytety” – ironizował prof. Adam Wielomski.

„Źle Pan profesor przeliterował «pejsy» w ostatnim zdaniu swojego wpisu” – odpisał mu Kamil Osiegowski.

„Były szef @Jerusalem_Post ambasadorem USA w Polsce. 447 mode on? :)” – pytał z kolei Rafał Otoka-Frąckiewicz.

Źródło:PAP/X

Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

9.02.25 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

05/02/2025 antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

=====================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści

Opery mydlanej ciąg dalszy

Opery mydlanej ciąg dalszy

Stanisław Michalkiewicz https://prawy.pl/133146-Michalkiewicz-Opery-mydlanej-ciag-dalszy

“Łoj cebula i cosnek ni ma cipa kostek. Łoj ni ma ani ziobra – jaka łona dobra!” – takie rewelacje słyszymy w ludowej piosence z Mazowsza, a jeśli z obawą cytuję te słowa w oryginale, to dlatego, że stanowią one myśl przewodnią, można powiedzieć – libretto kolejnego aktu opery mydlanej, jaką z łaski vaginetu obywatela Tuska Donalda zostaliśmy uraczeni na karnawał.

Myślałem, że vainet obywatela Tuska Donalda zafundował nam operę mydlaną z panem Marcinem Romanowskim w roli głównej na okres świątcznej nirwany z okazji Bożego Narodzenia, które już wkrótce będziemy obowiązkowo obchodzić razem z Chanuką, a ściślej – Chanukę razem z Bożym Narodzeniem – ale jak się okazało – nie doceniłem szczodrobliwości vaginetu obywatela Tuska Donalda, który zafundował nam kolejne akty opery mydlanej na karnawał – żebyśmy się nie nudzili, jak zakręci nam się w głowach od hołubców. Tym razem jednak w roli głównej obsadzony został już nie pan Marcin Romanowski, który obywatelu Tusku Donaldu i pozostałym oprawcom z wrogiego Budapesztu pokazuje środkowy palec – tylko znienawidzonego Ziobrę Zbigniewa, na którego parol zagięła Wielce Czcigodna Sroka Magdalena. Ten Ziobro Zbigniew musiał jej coś zrobić, jakiegoś “wesołego alleluja” – jak żaliła się w swoim czasie Irena Kwiatkowska na pewnego szuję: (“Szuja – alleluja wesołego zrobił mi!”) – jeszcze jak była w gangu Jarosława Kaczyńskiego – bo z tej żałości potem przylgnęła do pobożnego Jarosława Gowina, aż wreszcie wylądowała w bezbożnej Volksdeutsche Partei. Czy to z własnej inicjatywy Wielce Czcigodna Sroka Magdalena odbywała te polityczne peregrynacje, czy też realizowała zadania w ramach służby bezpieczeństwu, któremu się poświęciła – dość na tym, że zapłonęła nieprzejednaną nienawiścią do złowrogiego Ziobry Zbigniewa. A ponieważ nadarzyła się okazja, że Voksdeutsche Partei zrobiła ją przewodniczącą sejmowej komisji do spraw złowrogiego Pegasusa, to urządziła polowanie na Ziobrę Zbigniewa, zaś te sceny myśliwskie ze Środkowego Mazowsza posłużyły do napisania kolejnego aktu opery mydlanej.

Zgodnie z receptą Afreda Hitchcocka na interesujące widowisko , najpierw powinna wybuchnąć bomba atomowa, a potem napięcie już rośnie wedle własnej dynamiki – najsampierw rozpoczęły się “poszukiwania” złowrogiego Ziobry Zbigniewa przez policję. I co Państwo powiecie? Policja, która w mgnieniu oka “namierza” sprawców gróżb karalnych miotanych pod adresem Sługi Bożego “Jurka” Owsiaka, łapie ich, przesłuchuje, a oni nie tylko przyznają się do wszystkiego, ale jeszcze prawidłowo zeznają, że do tych myślo-zbrodni zostali zainspirowani audycjami złowrogiej telewizji “Republika” – tutaj zachowywała się całkiem inaczej. Szlajała się to tu, to tam , a złowrogiego Ziobry Zbigniewa jak nie było, tak nie było. I kiedy już wszyscy tracili nadzieję, okazało się, że poszukiwany, jak-gdyby-nigdy-nic, w złowrogiej telewizji “Republika” udziela wywiadu panu red. Rachoniowi. Natychmiast siedzibę telewizji “Republika” otoczyła kompania policjantów – ale jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy – z tej gorliwości zapomnieli o upoważnieniu do “wkroczenia” do siedziby tej stacji, w związku z czym pan red. Sakiewicz zatrzasnął stalowe zabezpieczenie, ufundowane dzięki szczodrości sympatyków. Policyjni siepacze nie odważyli się tego zabezpieczenia sforsować, chociaż jeden strzał z granatnika rozwiązałby problem, tylko pokornie czekali, aż złowrogi Ziobro Zbigniew skończy wywiad. Potem oddał się on do dyspozycji policjantów, którzy przywieżli go do Sejmu, gdzie komisja pod przewodnictwem Wielce Czcigodnej Sroki Magdaleny, nie czekała ani chwili, tylko w tempie stachanowskim przegłosowała, by złowrogiego Zbigniewa Ziobrę nie poddawać krzyżowemu ogniowi przesłuchań, tylko złożyć wniosek o umieszczenie go na dni 30 w areszcie wydobywczym. Ten cały areszt wydobywczy to, nawiasem mówiąc, wynalazek Ziobry Zbigniewa, skąd nauka jest dla żuka, że kto czym wojuje, od tego może zginąć.

Wokół tej sprawy namnożyło się mnóstwo kontrowersji, bo Wielce Czcigodny Wipler Przemysław wychlapał przed mikrofony i kamery że jak pani Sroka dowiedziała się iż Ziobro Zbigniew jest już w Sejmie, to wpadła w rodzaj paniki i pospiesznie zarządziła głosowanie wniosku o areszt oraz zamknięcie posiedzenia, zaś Wielce Czcigodna Kluzik Rostkowska Joanna szturchała niekumatych posłów, żeby nie marudzili.

Co prawda obydwie Wielce Czcigodne temu zaprzeczają, ale wiarygodność zwłaszcza Wielce Czcigodnej Joanny Kluzik-Rostkowskiej jest w moich oczach zerowa. Przeżyła ona bowiem tyle przełomów politycznych i ideowych, że podejrzewam, iż kręgosłup moralny, jako organ nieużywany, stopniowo jej zanikł. Świadczy o tym choćby nazwa politycznego gangu, w jakim brała udział po opuszczeniu Prawa i Sprawiedliwości: “Forsa jest najważniejsza”, to znaczy pardon; nie żadna tam “fosa” tylko “Polska” – Polska jest najważniejsza – gdzie kolegowała z takimi autorytetami moralnymi, jak Pawło Kowal, czy Paweł Poncyliusz, co widocznie musiało ją ostatecznie zbrzydzić i dała nura do Voksdeutsche Partei z ramienia której obecnie zarabia na bułeczkę i masełko w komisji do sprawy Pegasusa. Na domiar złego złowrogi Ziobro Zbigniew chlapnął, że na progu Sejmu zatrzymała go Straż Marszałkowska wyjaśniając, że komisja Wielce Czcigodnej Sroki “obraduje” – ale potem sie okazało, że już “zamknęła obrady”, oskarżając przy okazji złowrogiego Ziobrę Zbigniewa, że się przed jej oblicze perfidnie “nie stawił”.

Teraz do opery mydlanej włączyli się jurysprudensi, wśród nich pan prof. Andrzej Zoll, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, sędzia Sądu Najwyższego i autorytety drobniejszego płazu – co gwarantuje nie tylko kontynuację, ale i obrastanie opery mydlanej w coraz to nowe wątki, nazwijmy je – “odpryskowe”. Jestem pewien, że do końca karnawału rozrywkę na najwyższym poziomie mamy zapewnioną, a jak dobrze pójdzie, to widowisko może przeciągnąć się również przez okres Wielkiego Postu, aż do Wielkiejnocy, z którą też nie bardzo wiadomo, co wkrótce będzie, bo słychać już głosy o ujednoliceniu daty, a skoro tak, to jestem pewien, że na dacie się nie skończy. Te materie nie wchodzą jednak do naszej opery mydlanej, więc na razie rzućmy na nie zasłonę, a co ma być, to pewnie będzie.

W tej sytuacji nikogo już nie obchodzi, że Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen znowu obsztorcowała Polskę, a więc i vaginet obywatela Tuska Donalda, a nawet głosi jakieś surowe kary. Patrząc na ostatnie fotografie Reichsfuhrerin, niepodobna nie zauważyć, że po chorobie się postarzała, a że “kobieta zmienną jest”, to może w tej sytuacji już straciła w obywatelu Tusku Donaldu, który – powiedzmy to sobie otwarcie i szczerze – też nie jest Adonisem? Więc chociaż for… – to znaczy pardon – jaka tam znowu “forsa”? Nie forsa, tylko Polska, Polska Jest Najważniejsza, to wszyscy chyba czujemy, że o naszych sprawach zadecydują starsi i mądrzejsi, podczas gdy my będziemy przeżywać kolejne akty opery mydlanej.

Stanisław Michalkiewicz

Tak niemiecki koncern Ringier Axel Springer „edukuje” Polaków

Fundacja Pro-Prawo do życia 
Szanowny Panie!
Portal Onet Styl Życia opublikował niedawno kolejny artykuł promujący cudzołóstwo, rozwiązłość seksualną i poligamię. Materiał opisuje, jak rzekomo „rozkwitł” związek dwojga ludzi, którzy postanowili spróbować seksu grupowego z obcymi osobami oraz homoseksualizmu.
Wiele osób uważa, że tego typu treści to po prostu śmieci jakich pełno w internecie, które publikowane są dla wywołania sensacji, przyciągnięcia odbiorców i zarobienia pieniędzy na skandalach. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi. To jest medialna „edukacja seksualna” w praktyce. Takie propagandowe teksty tworzone są w zgodzie ze stworzonymi w Niemczech Standardami Edukacji Seksualnej w Europie. Na podstawie tych samych Standardów w MEN stworzono podstawę programową do nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”, który już od 1 września ma wejść do polskich szkół. Celem jest zniszczenie moralnych fundamentów istnienia naszego narodu. Nie jesteśmy jednak skazani na taki scenariusz – podobnie jak kiedyś i dzisiaj może przyjść odnowa, ale musimy mobilizować się do działania.Jak niemiecki koncern edukuje Polaków? [foto]Artykuł pojawił się kilka dni temu na facebookowym profilu Onet Styl Życia, obserwowanym przez 614 000 osób. Wydawcą tego polskojęzycznego portalu jest niemiecki koncern Ringier Axel Springer (były pracownik tej korporacji, odpowiedzialny za promocję treści w internecie, napadł w 2022 r. na kierowcę naszej furgonetki Jana).

Materiał opisuje historię Gage’a i Olivii, którzy postanowili zrezygnować z monogamicznego związku. Jak podaje Onet Styl Życia:

„Para wypróbowała „swinging”, czyli przygodny seks z obcymi osobami lub seks grupowy, niemonogamiczną formę aktywności seksualnej. W rozmowie z dailystar.co.uk przyznali, że oboje korzystają z aplikacji randkowych, gdzie poszukują osób, które są otwarte na swinging. Twierdzą, że taka forma życia seksualnego zapewnia im wspaniałe doznania i sprawia, że są dla siebie jeszcze lepszymi partnerami w związku. Sypiają zarówno w pojedynczymi osobami, jak i uprawiają seks grupowy. Olivia powiedziała też, że próbowała seksu z kobietą.” 

To wszystko miało poskutkować tym, że:

„Odkąd zaczęli sypiać z innymi ludźmi, ich związek rozkwitł. [Olivia] twierdzi, że oboje czują się w tej relacji bardzo bezpiecznie i komfortowo, żadne z nich nie ma problemu z tym, że druga osoba sypia z przypadkowymi ludźmi.”

Artykuły takie jak ten regularnie publikowane są nie tylko na Onecie, ale również w większości polskojęzycznych mediów głównego nurtu.

Panie Mirosławie, dla wielu osób, w tym również licznych „ekspertów” z zakresu mediów i dziennikarstwa, tego typu materiały to przykład na to, jak za pomocą obyczajowych sensacji i skandali przykuć uwagę znudzonych zalewem informacji odbiorców, aby zarobić pieniądze na oglądalności, reklamach i odsłonach portali. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi inie taki jest główny cel publikacji takich treści. 

Artykuł Onetu to modelowy przykład medialnej „edukacji seksualnej” prowadzonej w oparciu o wytyczne pochodzące z niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej. Standardy te powstały na podstawie „badań naukowych” nad seksualnością człowieka prowadzonych przez Alfreda Kinseya, który „badał” zachowania pedofilów, prostytutek oraz kryminalistów osadzonych w więzieniach za przestępstwa seksualne (w tym m.in. niemieckiego zbrodniarza wojennego Friedricha von Ballusecka, który w trakcie okupacji wykorzystywał seksualnie polskie dzieci). Informacje zebrane od pedofilów takich jak Balluseck Kinsey przekształcił następnie w „dane naukowe” na temat seksualności dzieci i dorosłych. 

Powstałe na takiej „nauce” Standardy Edukacji Seksualnej zakładają, że już od momentu narodzin należy oswajać dzieci z „różnymi modelami rodzin”, „rożnymi koncepcjami rodziny”, „różnymi typami związków” oraz „rozmaitymi stylami życia”. Zgodnie ze Standardami, dzieci już od przedszkola mają rozwijać w sobie szacunek dla różnych „norm” związanych z seksualnością. Dzieci mają także kształtować akceptację dla „różnych sposobów wyrażania seksualności”. 

Portal Onet Styl Życia zaproponował więc swoim odbiorcom „różny styl życia” – polegający na cudzołóstwie, rozwiązłości seksualnej, poligamii, zmianie partnerów seksualnych i aktach homoseksualnych. To po prostu medialna „edukacja seksualna” w praktyce. 

Taka „edukacja” sieje spustoszenie w umysłach Polaków, w szczególności wśród dzieci i młodzieży, która najczęściej w nieograniczony sposób korzysta ze smartfonów z dostępem do internetu, bez jakiegokolwiek nadzoru ze strony rodziców. To właśnie wielogodzinny kontakt dzieci i nastolatków z mediami elektronicznymi wywołał rewolucję moralną w Polsce i na całym Zachodzie. Jak trafnie skomentował jeden z internautów pod artykułem Onetu: 

„Onet i kilka innych mediów propaguje od lat hedonizm, samorealizację, indywidualizm itp itd – to jest tzw inżynieria społeczna, która rozłożona jest na lata. Kiedyś dominowały artykuły o tym jak ratować / naprawiać małżeństwo, jakim szczęściem są dzieci i tak dalej a teraz wręcz odwrotnie – dzieci to problem, jak coś w związku jest nie tak to po co się męczyć i podejmować próby naprawy jak można być singlem i korzystać z rozwiązłego trybu życia itp. Głównym problemem nie są pieniądze i mieszkania jak nam się wmawia, kiedyś byliśmy bardzo biedni i dzieci się rodziły. Nastąpiła ogromna zmiana kulturowa (opisana powyżej) i teraz zbieramy tego owoce. Jeśli reklamujemy model anty rodzinny to właśnie to dostajemy.” 

To prawda. Nawet w czasach PRL, gdy jedzenie było na kartki, a władza promowała ateizm i aborcję, rodziło się w Polsce o wiele więcej dzieci. Np. w 1982 roku, w trakcie stanu wojennego, urodziło się 705 400 dzieci. Dla porównania – w 2024 roku urodziło się 250 000 dzieci, najmniej w historii pomiarów sięgającej XIX wieku. 
To właśnie efekt medialnej rewolucji kulturowej, promującej model „róbta co chceta” w sferze seksualności i relacji międzyludzkich. 

Kolejną fazą tej rewolucji ma być systemowa „edukacja seksualna” w szkołach, docelowo obowiązkowa dla wszystkich uczniów. Rząd Tuska chce taką „edukację” wprowadzić już od 1 września tego roku pod nazwą „edukacji zdrowotnej”.

Taka „edukacja” przez ostatnie 10 lat była intensywnie forsowana w szkołach w całym kraju na poziomie samorządowym. Władze dużych miast, takich jak Warszawa, Gdańsk, Poznań czy Wrocław wdrażały do szkół własne programy „edukacji seksualnej” (jedną z takich osób był wiceprezydent Gdańska ds. edukacji Piotr K., który został niedawno skazany prawomocnym wyrokiem sądu za pedofilię). Korzystając z przychylności lokalnych polityków organizacje „edukatorów seksualnych” wchodziły do szkół i organizowały lekcje z dziećmi. Jedną z takich grup jest Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, do której należała m.in. „edukatorka” Żenia Aleksandrowa.
W internecie możemy znaleźć wywiad z nią zatytułowany: „Jak wygląda życie i seks w kilkuosobowym związku?” Aleksandrowa mówi w nim, że: 

„W związku poliamorycznym jesteśmy z kimś w relacji, kochamy się, ale jednocześnie pozwalamy na to, że może pojawić się ktoś jeszcze, czy z mojej strony czy ze strony partnera. Albo może pojawić się osoba, która będzie z nami wspólnie funkcjonowała (…) Fajne jest to, że możesz mieć partnerów, którzy realizują twoje różne fantazje”.

Teraz taka „edukacja” od 1 września ma wejść do polskich szkół. Wedle opublikowanej przez MEN podstawy programowej, która powstała w oparciu o niemieckie Standardy Edukacji Seksualnej, uczniowie maja uczyć się m.in. o masturbacji, LGBT, różnych „orientacjach seksualnych” i „tożsamościach” płciowych, rodzajach związków nieformalnych i homoseksualnych, rozwodach, aborcji, antykoncepcji i bezdzietności. 
Podstawa programowa do „edukacji zdrowotnej” słowem nie wspomina np. o tym, że współżycie seksualne musi się wiązać z miłością i odpowiedzialnością. Zamiast tego, uczniowie mają kształtować w sobie postawę moralnego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną. 

Dalsze postępy tej (anty)moralnej rewolucji oznaczają cywilizacyjną i demograficzną zagładę narodu. Taki scenariusz nie musi się jednak zrealizować. Od ponad 10 lat obserwujemy pozytywne zmiany, jakie dokonują się pod wpływem kampanii społecznych naszej Fundacji, w ramach których ostrzegamy rodziców przed deprawacją i „edukacją seksualną”. Jak przyznają nawet skrajnie lewicowe media takie jak Gazeta Wyborcza, pod wpływem naszych akcji odwoływane były deprawacyjne zajęcia w szkołach oraz propagandowe wydarzenia typu „Tęczowe Piątki”. W niektórych miejscowościach lokalne programy „edukacji seksualnej” zostały wstrzymane z powodu braku chętnych, gdyż uświadomieni rodzice nie wysyłali swoich dzieci na takie lekcje. W wielu miejscach Polski rodzice zaczęli organizować się w lokalne grupy i organizacje, aby wzajemnie się wspierać i sobie pomagać. Wielu rodziców kontaktowało się w ostatnich latach z naszą Fundacją pytając o porady w zakresie wyboru szkoły, przejścia na edukację domową lub zasad posiadania i korzystania ze smartfonów przez dzieci i młodzież (wciąż zachęcamy do kontaktu e-mailowego z nami w tych sprawach). Mamy świadectwa wielu rodziców, którzy zastosowali te rady w praktyce, co przełożyło się na lepsze wychowanie dzieci i poprawę ich życia rodzinnego.
Dzięki akcjom zainicjowanym przez naszą Fundację udało się powstrzymać w latach 2014-2015 pierwszą próbę wprowadzenia do Polski „edukacji seksualnej” wedle niemieckich Standardów, świeżo przetłumaczonych wtedy na język polski i zaprezentowanych publicznie na konferencji organizowanej przez ówczesny rząd Donalda Tuska.
Przyczyniła się do tego masowa mobilizacja rodziców po tym, jak rozpoczęliśmy naszą inicjatywę ustawodawczą „Stop pedofilii”, pod którą zebraliśmy ponad 250 000 podpisów, oraz gdy rozprowadziliśmy w Polsce ponad 125 000 broszur „Jak powstrzymać pedofila?”.
Dzisiaj, po 10 latach od tych wydarzeń, gdy rząd Tuska po raz kolejny chce wprowadzić systemową deprawację w szkołach, może stać się to samo. Politycy mogą ugiąć się pod presją społeczną, czego zwiastuny już widać po tym, że wyciszyli temat „edukacji zdrowotnej” na czas kampanii wyborczej.
Nasze akcje mogą wydać kolejne dobre owoce i doprowadzić do całkowitego zablokowania planów deprawatorów, o ile będziemy kontynuować nasze działania i ciągle powiększać ich zasięg na kolejne miasta, miasteczka i miejscowości w całym kraju. Dlatego chcemy organizować kolejne uliczne akcje informacyjne, publiczne modlitwy różańcowe, przejazdy furgonetek, wystawy, kampanie billboardowe oraz akcje rozdawania naszych najnowszych broszur ostrzegawczych dla rodziców na temat „edukacji zdrowotnej”.
W najbliższym czasie potrzebujemy na te kampanie ok. 15 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam te działania i dotrzeć do kolejnych Polaków, zwłaszcza do rodziców, z ostrzeżeniem przed planami deprawacji ich dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

USA: propaganda Antify za rządowe pieniądze. „Antyterrorystyczne” granty na walkę z konserwatywną i chrześcijańską opozycją

USA: propaganda Antify za rządowe pieniądze. „Antyterrorystyczne” granty na walkę z konserwatywną i chrześcijańską opozycją

https://pch24.pl/usa-propaganda-antify-za-rzadowe-pieniadze-antyterrorystyczne-granty-na-walke-z-konserwatywna-i-chrzescijanska-opozycja

(fot. pixabay.com )

Wychodzą na jaw kolejne informacje o środkach, jakimi władze Stanów Zjednoczonych wspomagały działania lewicowych radykałów. Jednym ze źródeł pieniędzy dla skrajnych grup były fundusze dedykowane… walce z terroryzmem.

W praktyce programy wykorzystano, by podkopać wiarygodność konserwatywnej i chrześcijańskiej opozycji.

Jak ujawniła organizacja Free Speech America, przez ostatnie 4 lata rządów Joe Bidena Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykorzystywał program do zapobiegania terroryzmowi, by dyskredytować przeciwników politycznych. Fundusz istniał już od czasów prezydentury Baracka Obamy. Za rządów Bidena został on jednak zasilony dodatkowym kapitałem.

W ramach funduszu rozdysponowano 40 milionów dolarów. „Miały one posłużyć promowaniu „umiejętności korzystania z mediów i inicjatyw krytycznego myślenia online”, wyjaśniał portal opoka.org.pl. „Jednym z beneficjentów programu był Uniwersytet w Dayton, który dostał przeszło 352 tys. dolarów na działania utożsamiające konserwatystów z neonazistami”, dodało medium.

Uczelnia za pieniądze z grantu zorganizowała chociażby seminarium prowadzone przez aktywist[k]ę „ANTIFY” Michaela Loadenthala. Prelegent radził w jego czasie, jak skrajna lewica może ograniczać dostęp konkretnych osób lub środowisk do platform społecznościowych.

Na Uniwersytecie w Dayton za rządowe środki głoszono jednak i bardziej radykalne tezy. W trakcie mających „zapobiegać terroryzmowi” spotkań Republikanów, konserwatywne media, czy znanego gubernatora DeSantisa porównywano z nazistami i ostrzegano przed ryzykiem „drugiego Holokaustu”.

„Ta grupa zadaniowa ds. terroryzmu jest zaangażowana w aktywny wysiłek demonizowania i eliminowania chrześcijańskich, konserwatywnych i republikańskich organizacji przy użyciu pieniędzy podatników. To, co odkryliśmy, wymaga wszczęcia postępowania karnego”, komentował ustalenia Brent Bozell, przewodniczący organizacji America’s Media Watchdog.  

Źródło: opoka.pl FA

nadkom. Arkadiusz Górecki – bohaterski obrońca Owsiaka – awansował na szefa KMP

Zatrzymanie chorej 66-latki za złe słowa o Świętym Jurasie. Policjant awansował na szefa KMP

7.02.2025 https://nczas.info/2025/02/07/zatrzymanie-chorej-66-latki-za-zle-slowa-o-swietym-jurasie-policjant-awansowal-na-szefa-kmp/

arkadiusz gorecki kmp wloclawek
Pierwszy od lewej nadkom. Arkadiusz Górecki – nowy komendant KMP Włocławek / Fot. KMP Włocławek

Czy „wykazywanie się” policji poprzez ściganie nieprzychylnych Jerzemu Owsiakowi wpisów jest niezwykle korzystne dla pracowników mundurowych? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że nadkom. Arkadiusz Górecki został awansowany na Komendanta Miejskiego Policji we Włocławku. Niewiele wcześniej prowadził „bohaterską” akcję przeciwko 66-letniej seniorce, która niepochlebnie napisała w Internecie o Jerzym Owsiaku.

„giń człeku i to jak najszybciej dość okradania dość twego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary bo takie noszą LGBT” – napisała 12 stycznia użytkowniczka Facebooka „Iza Izabela” [pisownia oryg. – red.].

Chwilę później wpis wpadł w oko pracownikom Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Policja wystąpiła do Mety o przekazanie danych osoby, która dokonała wpisu.

Do przesłuchania prokuratorskiego w niecałą dobę

14 stycznia, czyli dwa dni później, dane zostały przekazane. Okazało się, że to Izabela Majewska, która ma 66 lat. Mieszka w Toruniu. Prawnik kobiety zaznaczył, że kobieta zgadza się na podawanie swojego nazwiska.

Biuro oceniło sobie, że to groźba bezprawna, co kwalifikuje się pod art. 190 Kodeksu karnego, czyli „kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby dla niej najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Tego samego dnia CBZC przesłało notatkę do Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód.

Tego samego dnia, czyli 14 stycznia, do CBZC, Zarządu w Warszawie, przychodzi po południu adwokat Jacek Olejarz. Przedkłada wystawione tego samego dnia pełnomocnictwo podpisane przez Jerzego Owsiaka.

„Olejarz składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez 'Izę Izabelę’. Wskazuje, że autorka internetowego postu dopuściła się dwóch przestępstw: groźby karalnej oraz publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni, czyli nawołuje internautów do zabicia Jerzego Owsiaka” – podaje wp.pl.

Według prawnika, słowa te wywołały „uzasadnioną obawę, że będą spełnione”.

„To kluczowe w sprawach dotyczących gróźb bezprawnych – orzecznictwo sądowe i doktryna jednoznacznie określają, że przestępstwo jest wtedy, gdy nie tylko pojawia się groźba, lecz także, gdy wywołuje ona realną obawę u adresata, że zostanie spełniona. Wynika to zresztą z samej treści przepisu” – podkreśla portal wp.pl.

Zawiadomienie przyjęto i błyskawicznie przekazano do Torunia. Wciąż 14 stycznia, około godz. 19 do mieszkania Izabeli Majewskiej wyruszyła grupa Komendy Miejskiej Policji w Toruniu w celu zatrzymania kobiety.

„Skład ekipy: pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu nadkom. Arkadiusz Górecki, naczelnik wydziału kryminalnego KMP w Toruniu asp. szt. Cezary Więcławski oraz jeden z funkcjonariuszy wydziału kryminalnego” – podała „Wirtualna Polska”.

„Na miejscu po wielokrotnym pukaniu do drzwi mieszkania nikt nam nie otworzył, z wnętrza lokalu nie wydobywały się żadne odgłosy mogące świadczyć, że jakaś osoba jest w środku” napisano w notatce funkcjonariusza wydziału kryminalnego.

Nazajutrz po godz. 6 ponownie przyszli policjanci, tym razem bez komendanta i naczelnika. Pani Majewska była w mieszkaniu i wpuściła ich. O godz. 6.25 nastąpiło zatrzymanie. Według policjantów „zachodzi obawa matactwa i ukrywanie się”. Przeprowadzono przeszukanie mieszkania „na legitymację”, czyli bez zgody sądu, gdyż – zdaniem funkcjonariuszy – sprawa jest niecierpiąca zwłoki. Kobieta oddała przedmiot, który według policji służył do popełnienia rzekomego przestępstwa, czyli smartfon.

„W wydziale dochodzeniowo-śledczym KMP w Toruniu wszczęte zostaje dochodzenie. Błyskawicznie, bo od razu po dowiezieniu kobiety na komendę, zostają jej postawione zarzuty. W ocenie funkcjonariusza Izabela Majewska bezprawnie groziła Jerzemu Owsiakowi, że go pozbawi życia, oraz publicznie namawiała inne osoby do zabicia szefa WOŚP. Od złożenia zawiadomienia i powzięcia przez toruńskich policjantów oraz prokuraturę informacji do postawienia zarzutów mija więc kilkanaście godzin” – podkreśla WP.

Wiele mówi też treść sporządzonego protokołu.

„kobieta, wykształcenie zawodowe, 66 lat, emerytura w wysokości 767 zł netto, mieszkanie 34m2, ciężka choroba, przyjmowane leki na serce. Izabela Majewska wyjaśnia, że napisała do Jerzego Owsiaka „giń człeku”, ale to nie oznacza, że chciała go zabić. Po prostu ją Owsiak denerwuje, a ona chciałaby, żeby rozliczył się ze wszystkich faktur, a nie się głupio tłumaczył. Nie miała w ogóle planu – przyrzeka – nic Jerzemu Owsiakowi zrobić” – czytamy.

O 10.35 zakończyło się przesłuchanie przez policję. Zaraz potem, o 11.10 prokurator Sylwia Czarnecka zaczyna przesłuchanie prokuratorskie.

Awans jednego z obecnych policjantów

Jak się okazuje, jeden z „bohaterów” tej sytuacji, wspomniany pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu nadkom. Arkadiusz Górecki doczekał się właśnie awansu. Przejął obowiązki Komendanta Miejskiego Policji we Włocławku.

„Jego nominację ogłosił podczas uroczystości insp. Jakub Gorczyński, który wręczył mu rozkaz personalny” – podaje portal ddwloclawek.pl.

„Nadkom. Górecki swoją służbę rozpoczął w Oddziale Prewencji Policji w Warszawie w 2002 roku. Od 2003 do 2017 roku był związany z Komendą Powiatową Policji w Lipnie, gdzie pracował w prewencji, ruchu drogowym oraz zarządzaniu kryzysowym” – czytamy na lokalnym portalu.

Oczywiście, niech nikt nie ma żadnych wątpliwości, że ten awans Góreckiemu się należał za całokształt służby. A akcja przeciwko staruszce nie wynikała z przyczyn politycznych i w ogóle nie miała nic wspólnego z awansem pracownika policji.

Karnista: Ta sprawa to żart

Wracając jeszcze do sprawy Majewskiej, prok. Czarnecka zatwierdziła przeszukania policji „na legitymację”. Wydała też postanowienie o zastosowaniu środków zapobiegawczych: Obowiązek stawiania się na komisariacie policji trzy razy w tygodniu, zakaz opuszczania kraju, 300 zł poręczenia majątkowego oraz zakaz publicznego wypowiadania się o sprawie i zakaz zbliżania się do Jerzego Owsiaka.

Łaskawie zaznaczono, że „nie zachodzi konieczność stosowania surowszego środka zapobiegawczego”. Dzięki temu seniorka nie trafiła do aresztu na trzy miesiące.

Majewska udzieliła potem wywiadu w propisowskiej telewizji Republika. Wydział dochodzeniowo-śledczy KMP stworzył notatkę z odnotowaniem tego faktu.

„Na dowód funkcjonariusz 'wydrukował’ YouTube’a, a dokładniej zrzuty ekranu, na których widać kobietę rozmawiającą z pracownikiem TV Republika” – czytamy na wp.pl.

Majewskiej grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Kobietę w obronę wzięło Ordo Iuris.

– Ta cała sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart – stwierdził karnista z UJ i adwokat dr hab. Szymon Tarapata.

Zaznaczył, że to ośmieszanie państwa polskiego.

– W tej sprawie, przede wszystkim, nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni. Równie dobrze można by postawić zarzuty komuś, kto po przeczytaniu tego tekstu napisałby w komentarzu „a niech tego prawnika trafi szlag”. Groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby. Daleki jestem od twierdzenia, że skierowanie słów „giń człeku” w takim kontekście, jaki miał miejsce w sprawie, było taką zapowiedzią. Trudno też uznać, że autorka wpisu kogoś nakłaniała do popełnienia zbrodni. Kontekst wypowiedzi i okoliczności jej sformułowania absolutnie o tym nie świadczą – wyjaśnił dr hab. Tarapata.

– W całej tej sprawie mam wrażenie, że kilka osób potrzebuje więcej ogłady, wyczucia i – po prostu – dawki zdrowego rozsądku – ocenił i dodał, że policja i prokuratura mogłyby nie zadziałać tak szybko, gdyby całość nie była sprawą medialną i nie dotyczyła osoby pełniącej funkcję publiczną.

„Czy to pełnomocnik Jerzego Owsiaka powiadomił policję o wpisie Izabeli Majewskiej, czy policja powiadomiła pełnomocnika, aby możliwe było ściganie kobiety?

Adwokat Jacek Olejarz nie chciał z nami rozmawiać – zaznaczył, że ma pełnomocnictwo do składania zawiadomień, a nie do rozmów z mediami. Jerzy Owsiak oraz fundacja nie odpowiedziały na nasze pytania. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości przekonuje natomiast, że 'powzięło informację o wskazanym przez Panów wpisie od pełnomocnika Jerzego Owsiaka.

Pokrzywdzony złożył zawiadomienie o przestępstwie do CBZC’. Szkopuł w tym, że CBZC dowiedziało się o wpisie 12 stycznia, na co jest dowód w postaci notatki policyjnej, a pełnomocnik otrzymał pełnomocnictwo od Jerzego Owsiaka i złożył zawiadomienie 14 stycznia. Jak to więc możliwe, że policja dowiedziała się o sprawie z zawiadomienia? Nikt tego nie wyjaśnia” – podkreśla redakcja wp.pl.

Błyskawiczna akcja, czyli jak państwo złapało emerytkę „grożącą Owsiakowi”

Błyskawiczna akcja, czyli jak państwo złapało emerytkę grożącą Jerzemu Owsiakowi

Paweł Figurski Patryk Słowik 7 lutego 2025 wiadomosci.wp.pl/blyskawiczna-akcja-czyli-jak-panstwo-zlapalo-emerytke-grozaca-jerzemu-owsiakowi

Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, wysoko postawieni policjanci idący na zatrzymanie, które się nie powiodło, nalot o 6 rano i błyskawicznie działająca prokurator.

Wirtualna Polska pokazuje, jak państwo polskie ujęło 66-letnią kobietę, która napisała na Facebooku szefowi WOŚP „giń człeku”.

  • Na podstawie kilkudziesięciu dokumentów i rozmów z kilkunastoma osobami pokazujemy, jak wyglądała sprawa, którą zajmowali się najważniejsi politycy w państwie – od chwili umieszczenia wpisu „giń człeku” aż po postawienie zarzutów 66-letniej Izabeli Majewskiej.
  • Policja – gdy pytaliśmy ją o sprawę – próbowała wprowadzić opinię publiczną w błąd. Otrzymaliśmy przeprosiny, gdy policjanci zorientowali się, że mamy ich wewnętrzną dokumentację.
  • – Ta sprawa to odlot! Prokuratura i policja popłynęli tu w niesłychany sposób – komentuje dr hab. Szymon Tarapata, karnista z UJ i adwokat.
  • – Prowadziłem wiele spraw dotyczących gróźb karalnych, ale z takim przypadkiem się nie spotkałem – stwierdza dr Łukasz Chojniak, adwokat.
  • Podkreślamy: jako autorzy tekstu wyrażamy sprzeciw wobec każdej formy hejtu i przemocy w przestrzeni publicznej. Artykuł prezentuje działania państwa w szeroko komentowanej sprawie i nie jest próbą obrony jej bohaterki.

Wpis namierzony

12 stycznia 2025 r. pod facebookowym wpisem Jerzego Owsiaka, szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, użytkowniczka „Iza Izabela” komentuje: „giń człeku i to jak najszybciej dość okradania dość twego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary bo takie noszą LGBT” [pisownia oryginalna – red.].

Wpis, dosłownie chwilę później, dostrzegają funkcjonariusze policji z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Robią to – jak wynika z notatki powstałej w CBZC – „podczas wykonywania czynności” w zarządzie w Radomiu.

Policja występuje do Mety, operatora Facebooka, o przekazanie danych osoby, która dokonała wpisu. Uzyskuje je. Wtedy występuje do firmy telekomunikacyjnej o kolejne dane. Otrzymuje je. 14 stycznia 2025 r. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości już wie, że „Iza Izabela” to mieszkająca w Toruniu 66-letnia Izabela Majewska (jej obrońca przekazała, że kobieta zgadza się się na podawanie nazwiska). Udaje się to ustalić dzięki porównaniu zdjęcia umieszczonego przez kobietę na Facebooku z fotografią widoczną w Rejestrze Dowodów Osobistych.

Biuro ocenia, że wpis kobiety to groźba bezprawna – czyli przestępstwo z art. 190 kodeksu karnego („Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby dla niej najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”). Ściganie tego przestępstwa odbywa się na wniosek pokrzywdzonego.

14 stycznia 2025 r. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości przesyła notatkę do Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód.

Tego samego dnia, czyli 14 stycznia, do CBZC, Zarządu w Warszawie, przychodzi po południu adwokat Jacek Olejarz. Przedkłada wystawione tego samego dnia pełnomocnictwo podpisane przez Jerzego Owsiaka.

Olejarz składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez „Izę Izabelę”. Wskazuje, że autorka internetowego postu dopuściła się dwóch przestępstw: groźby karalnej oraz publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni, czyli nawołuje internautów do zabicia Jerzego Owsiaka.

Mecenas Olejarz wskazuje, że słowa „Izy Izabeli” wzbudziły w Jerzym Owsiaku „uzasadnioną obawę, że będą spełnione”.

To kluczowe w sprawach dotyczących gróźb bezprawnych – orzecznictwo sądowe i doktryna jednoznacznie określają, że przestępstwo jest wtedy, gdy nie tylko pojawia się groźba, lecz także, gdy wywołuje ona realną obawę u adresata, że zostanie spełniona. Wynika to zresztą z samej treści przepisu.

Mecenas podczas zeznań wnosi o odstąpienie od przesłuchania Jerzego Owsiaka. Ten bowiem nie ma nic do dodania ponad to, co mówi jego pełnomocnik.

Zawiadomienie zostaje przyjęte i sprawa błyskawicznie zostaje przekazana do Torunia.

Zastępca komendanta i naczelnik kryminalnych pukają do drzwi

Nadal jest 14 stycznia. Około godz. 19 do mieszkania Izabeli Majewskiej udaje się ekipa z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Celem jest zatrzymanie kobiety. Skład ekipy: pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu nadkom. Arkadiusz Górecki, naczelnik wydziału kryminalnego KMP w Toruniu asp. szt. Cezary Więcławski oraz jeden z funkcjonariuszy wydziału kryminalnego.

Policyjny zespół dociera pod mieszkanie kobiety, puka wielokrotnie do drzwi. Ta jednak nie otwiera. 66-latka „przechytrzyła” policję, po prostu nie było jej w domu.

W notatce sporządzonej przez funkcjonariusza wydziału kryminalnego czytamy: „Na miejscu po wielokrotnym pukaniu do drzwi mieszkania nikt nam nie otworzył, z wnętrza lokalu nie wydobywały się żadne odgłosy mogące świadczyć, że jakaś osoba jest w środku”. Zostaje podjęta decyzja: trzeba iść następnego dnia.

15 stycznia, chwilę po godz. 6 rano, do mieszkania Majewskiej przychodzą funkcjonariusze wydziału kryminalnego KMP w Toruniu, tym razem już bez komendanta i naczelnika. Lokatorka jest w mieszkaniu i otwiera.

Dokładnie o godz. 6:25 kobieta zostaje zatrzymana. Policjanci w protokole wpisują, że zatrzymanie jest związane z tym, że „zachodzi obawa matactwa i ukrywania się”.

W tym samym protokole funkcjonariusze wpisują: kobieta, emerytka, 66 lat, według oświadczenia jest w grupie ryzyka wylewu i zawału serca, ma zdiagnozowanego raka piersi.

Dochodzi do przeszukań mieszkania oraz Izabeli Majewskiej – „na legitymację”, czyli bez zgody sądu, bo sprawa jest niecierpiąca zwłoki. Kobieta samodzielnie wydaje przedmiot, który zdaniem policjantów służył do popełnienia przestępstwa. To smartfon.

Po przejrzeniu galerii zdjęć, SMS-ów, listy połączeń, a także przejrzeniu wykorzystywanych przez kobietę na telefonie aplikacji, udaje się niezbicie wykazać, że „Iza Izabela” to Izabela Majewska. Innym dowodem na to, że ona to ona, jest fakt, że od początku kobieta to przyznaje.

W toku oględzin smartfona wychodzi na jaw, że Majewska częściej komentowała wpisy Jerzego Owsiaka – negatywnie, najczęściej wskazując na potrzebę rozliczenia się przez szefa WOŚP z pieniędzy pochodzących ze zbiórek Orkiestry.

W wydziale dochodzeniowo-śledczym KMP w Toruniu wszczęte zostaje dochodzenie. Błyskawicznie, bo od razu po dowiezieniu kobiety na komendę, zostają jej postawione zarzuty. W ocenie funkcjonariusza Izabela Majewska bezprawnie groziła Jerzemu Owsiakowi, że go pozbawi życia, oraz publicznie namawiała inne osoby do zabicia szefa WOŚP.

Od złożenia zawiadomienia i powzięcia przez toruńskich policjantów oraz prokuraturę informacji do postawienia zarzutów mija więc kilkanaście godzin.

300 zł poręczenia majątkowego i zakaz opuszczania kraju

W protokole przesłuchania podejrzanej czytamy: kobieta, wykształcenie zawodowe, 66 lat, emerytura w wysokości 767 zł netto, mieszkanie 34m2, ciężka choroba, przyjmowane leki na serce. Izabela Majewska wyjaśnia, że napisała do Jerzego Owsiaka „giń człeku”, ale to nie oznacza, że chciała go zabić.

Po prostu ją Owsiak denerwuje, a ona chciałaby, żeby rozliczył się ze wszystkich faktur, a nie się głupio tłumaczył. Nie miała w ogóle planu – przyrzeka – nic Jerzemu Owsiakowi zrobić.

O godz. 10:35 kończy się przesłuchanie przez policjantów.

Tego samego 15 stycznia sprawą zajmuje się prokuratura. Prokurator Sylwia Czarnecka przystępuje do przesłuchania Izabeli Majewskiej o godz. 11:10.

Majewska wyjaśnia: „To jest dla mnie kpina. To jest nękanie człowieka. Ja nie mam nic przeciwko LGBT, my nawet z mężem mamy takiego znajomego, którego zaprosiliśmy do swojego domu na święta i go ugościliśmy. On nas odwiedza. Ja tylko uważam, że te okulary są brzydkie i powinien je zmienić”.

Kobieta przyznaje, że opublikowała wpis. Nie przyznaje się jednak do tego, że groziła Jerzemu Owsiakowi i że nawoływała internautów do tego, by ktoś szefa WOŚP zabił.

Prokurator Czarnecka działa dalej: zatwierdza przeszukania policji „na legitymację”, uznając, że trzeba było szybko zabezpieczyć mienie służące do popełnienia przestępstwa. Przeszukanie mieszkania? „Wypadek niecierpiący zwłoki”.

Czarnecka wydaje postanowienie o zastosowaniu środków zapobiegawczych. Nakłada na Izabelę Majewską obowiązek stawiania się na komisariacie policji trzy razy w tygodniu, zakazuje jej opuszczania kraju, zobowiązuje do wpłaty 300 zł poręczenia majątkowego, a także zabrania publicznego wypowiadania się o sprawie. Kobieta nie może też zbliżać się do Jerzego Owsiaka.

Prokurator w uzasadnieniu wskazuje, że „nie zachodzi konieczność stosowania surowszego środka zapobiegawczego”. Dzięki temu spostrzeżeniu emerytka unika tymczasowego aresztowania.

Izabela Majewska chwilę później udziela wywiadu Telewizji Republika. Zostaje to dostrzeżone przez toruńską policję. W wydziale dochodzeniowo-śledczym KMP powstaje notatka, w której wskazano, że Majewska udzieliła wywiadu mediom. Na dowód funkcjonariusz „wydrukował” YouTube’a, a dokładniej zrzuty ekranu, na których widać kobietę rozmawiającą z pracownikiem TV Republika.

W sprawę włączają się prawnicy związani z Ordo Iuris, którzy zostają obrońcami kobiety. Izabeli Majewskiej grozi do trzech lat pozbawienia wolności.

Skąd Jerzy Owsiak dowiedział się o wpisie?

– Ta cała sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart – uważa dr hab. Szymon Tarapata, karnista z UJ i adwokat. I dodaje, że byłoby to wszystko nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że tak naprawdę jest straszne, bo to ośmieszanie polskiego państwa.

– W tej sprawie, przede wszystkim, nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni. Równie dobrze można by postawić zarzuty komuś, kto po przeczytaniu tego tekstu napisałby w komentarzu „a niech tego prawnika trafi szlag”. Groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby. Daleki jestem od twierdzenia, że skierowanie słów „giń człeku” w takim kontekście, jaki miał miejsce w sprawie, było taką zapowiedzią. Trudno też uznać, że autorka wpisu kogoś nakłaniała do popełnienia zbrodni. Kontekst wypowiedzi i okoliczności jej sformułowania absolutnie o tym nie świadczą – zauważa Tarapata.

Zastrzega, że oczywiście nie popiera agresywnych wpisów kierowanych do osób publicznych. Nie zmienia to jednak faktu, że nie każdy agresywny, chamski, a nawet nienawistny wpis, stanowi groźbę bezprawną oraz nawoływanie do popełnienia przestępstwa.

– W całej tej sprawie mam wrażenie, że kilka osób potrzebuje więcej ogłady, wyczucia i – po prostu – dawki zdrowego rozsądku – ironizuje Tarapata. Dorzuca, że najdelikatniej mówiąc, nie jest przekonany, by policja i prokuratura zadziałały tak szybko, gdyby cała sprawa nie była medialna i nie dotyczyła osoby publicznej.

W sprawie pojawia się zresztą kilka pytań.

Podstawowe: czy to pełnomocnik Jerzego Owsiaka powiadomił policję o wpisie Izabeli Majewskiej, czy policja powiadomiła pełnomocnika, aby możliwe było ściganie kobiety?

Adwokat Jacek Olejarz nie chciał z nami rozmawiać – zaznaczył, że ma pełnomocnictwo do składania zawiadomień, a nie do rozmów z mediami.

Jerzy Owsiak oraz fundacja nie odpowiedziały na nasze pytania.

Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości przekonuje natomiast, że „powzięło informację o wskazanym przez Panów wpisie od pełnomocnika Jerzego Owsiaka. Pokrzywdzony złożył zawiadomienie o przestępstwie do CBZC”.

Szkopuł w tym, że CBZC dowiedziało się o wpisie 12 stycznia, na co jest dowód w postaci notatki policyjnej, a pełnomocnik otrzymał pełnomocnictwo od Jerzego Owsiaka i złożył zawiadomienie 14 stycznia. Jak to więc możliwe, że policja dowiedziała się o sprawie z zawiadomienia? Nikt tego nie wyjaśnia.

Dalej: aby uznać, że ktoś dopuścił się groźby bezprawnej, trzeba ustalić, że adresat czuje się zagrożony. Czy policja i prokuratura mogły to uznać na podstawie deklaracji pełnomocnika Jerzego Owsiaka?

– Nie żartujmy, to wbrew wszelkim zasadom – mówi dr Łukasz Chojniak, adwokat. Twierdzi, że w swojej wieloletniej praktyce nie spotkał się z takim przypadkiem, bo zawsze trzeba, wcześniej bądź później, przesłuchać pokrzywdzonego.

Zdaniem Chojniaka przesłuchanie Jerzego Owsiaka było więc niezbędne, by ustalić, czy rzeczywiście czuje się zagrożony i czy obawia się, że Izabela Majewska go zabije. Ale nawet to ostatecznie nie wystarcza do tego, by uznać, że doszło do groźby bezprawnej, bo organ procesowy musi jeszcze ustalić, czy pokrzywdzony mógł obiektywnie czuć się zagrożony.

– Sam fakt bycia ubogim emerytem nie oznacza, że nie można spełnić groźby zabicia innej osoby. Ale także sam fakt napisania bardzo brzydkiej wiadomości na Facebooku nie oznacza, że ktoś powinien odpowiadać z art. 190 par. 1 w zbiegu z art. 255 par. 2 kodeksu karnego. Być może powinien odpowiadać za inny czyn, a być może coś uznać należałoby za zachowanie bardzo brzydkie, ale niepodlegające odpowiedzialności karnej. To właśnie powinno zostać ustalone przez prokuraturę i policję, między innymi na podstawie przesłuchania adresata wiadomości – wskazuje Chojniak.

To zresztą wynika z ukształtowanego od wielu lat orzecznictwa sądowego. Przykładowo w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 5 maja 2022 r. (sygn. II AKa 22/22) sąd stwierdził:

„Nie wystarczy, że pokrzywdzony oświadczy, iż obawiał się spełnienia groźby. Konieczne jest bowiem dokonanie oceny, czy jego przekonanie miało obiektywne podstawy w ustalonych okolicznościach.

Obiektywizacja podstawy wymaga zaś oceny w oparciu zarówno o osobowość pokrzywdzonego, jak i okoliczności, które pozwalają stwierdzić, że każdy przeciętny człowiek o podobnej osobowości, cechach psychiki, intelektu co pokrzywdzony, w ustalonych okolicznościach, uwzględniając także wcześniejsze ewentualne relacje pomiędzy oskarżonym a pokrzywdzonym, towarzyszące wypowiedziom zachowania, uznałby groźbę za rzeczywistą i wzbudzającą obawę jej spełnienia”.

Policja okłamuje, a potem przeprasza

Dlaczego toruńska policja zdecydowała się wysłać do Izabeli Majewskiej pierwszego zastępcę komendanta miejskiego oraz naczelnika wydziału kryminalnego? Spytaliśmy o to KMP. Najpierw otrzymaliśmy zaprzeczenie. Przekazaliśmy więc funkcjonariuszom notatkę, którą wytworzył ich kolega z komendy. Wtedy dowiedzieliśmy się, że doszło do nieporozumienia, usłyszeliśmy przeprosiny. Jednocześnie policja zapewniła nas, że nie ma nic dziwnego w tym, że pierwszy zastępca komendanta miejskiego i naczelnik wydziału kryminalnego poszli do umieszczającej w Internecie wpisy emerytki, bo niedawno w innej sprawie – człowieka, który chciał popełnić samobójstwo, skacząc z mostu – poszedł zastępca naczelnika.

„Faktem jest, że było to działanie niestandardowe, jednak sytuacja, w której działaliśmy, również była wyjątkowa. Biorąc pod uwagę informacje napływające z kraju, o groźbach kierowanych pod adresem pokrzywdzonego oraz osób związanych z fundacją, a także uzyskanych informacji o możliwości zakłócenia imprez masowych podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, sprawa została potraktowana priorytetowo, a zagrożenie uznano za prawdopodobne” – wyjaśnia oficer prasowa KMP w Toruniu.

Drugi z oficerów prasowych został odsunięty od sprawy – trwają w jego sprawie czynności wyjaśniające mające na celu ustalenie, dlaczego w pierwotnej odpowiedzi zostaliśmy wprowadzeni w błąd.

Wreszcie: dlaczego prokuratura uznała, że postawienie zarzutów Izabeli Majewskiej to była właściwa decyzja, choć nawet nie przesłuchano pokrzywdzonego, oraz jaka była podstawa zastosowania środków zapobiegawczych, w tym zakazu wypowiadania się przez podejrzaną?

Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu, zastrzega, że „postępowanie znajduje się w początkowej fazie, nie zostały w nim zgromadzone wszystkie niezbędne dowody, a dopiero po ich zebraniu, dokonana zostanie ich ocena prawnokarna i podjęta zostanie decyzja o sposobie zakończenia postępowania karnego”.

Mówiąc prościej, nie wiadomo czy emerytka trafi na ławę oskarżonych, czy ostatecznie prokuratura uzna, że nie groziła Jerzemu Owsiakowi, ani nie namawiała nikogo do tego, by go zabić.

„Prokurator zastosował wobec podejrzanej środki zapobiegawcze – między innymi, na podstawie art. 258 1 pkt 2 i par. 3 Kodeksu postępowania karnego w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania karnego. Zdaniem prokuratora – referenta tej sprawy, niezbędnym było także wydanie zakazu publicznego wypowiadania się przez podejrzaną na okoliczności czynów będących przedmiotem tego postępowania. Nie była więc taką przesłanką obawa ucieczki ze strony podejrzanej, a obawa matactwa oraz obawa popełnienia przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu” – przekazał nam mailowo prokurator Kukawski.

Policja informuje, że odstąpiła od założenia kajdanek Izabeli Majewskiej ze względu na jej wiek i stan zdrowia.

Paweł Figurski i Patryk Słowik, dziennikarze Wirtualnej Polski

Napisz do autorów: Pawel.Figurski@grupawp.pl, Patryk.Slowik@grupawp.pl

Pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu oraz naczelnik wydziału kryminalnego walczą po stronie Owsiaka przeciw emerytce

Tak policja zatrzymywała 66-latkę za wpis o Owsiaku. „Popłynęli w niesłychany sposób”

Katarzyna Rochowicz 07.02.2025 tak-policja-zatrzymala-emerytke-za-wpis-o-owsiaku

Wirtualna Polska ujawniła kulisy zatrzymania 66-letniej kobiety, która opublikowała w sieci wpis na temat Jerzego Owsiaka. – Prokuratura i policja popłynęli tu w niesłychany sposób – ocenił w rozmowie z portalem karnista dr hab. Szymon Tarapata z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

O co chodzi: Izabela M. z Torunia została zatrzymana w drugiej połowie stycznia i usłyszała zarzuty kierowania gróźb karalnych wobec Jerzego Owsiaka. 66-latka napisała m.in. w sieci: „giń człeku i to jak najszybciej dość okradania, dość twego dorabiania się z naiwności Polaków”.

Emerytka podczas przesłuchania przyznała się, że opublikowała wpis, ale nie, że groziła Owsiakowi i że nawoływała, do tego by ktoś go zabił. Została objęta dozorem policyjnym, ma zakaz kontaktowania się z szefem WOŚP oraz zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż sto metrów. Zobowiązano ją także do wpłaty 300 zł poręczenia majątkowego (pobiera emeryturę w wysokości 767 zł netto). Nie może również wypowiadać się publicznie o sprawie. Na razie nie wiadomo, czy kobieta trafi na ławę oskarżonych, czy śledczy uznają, że nie groziła ona Owsiakowi.

Kulisy zatrzymania:

Niemal miesiąc od incydentu, w piątek 7 lutego, Wirtualna Polska ujawniła kulisy zatrzymania 66-latki.

14 stycznia wieczorem do jej mieszkania udała się policja. Jak opisuje portal, był to m.in. pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu oraz naczelnik wydziału kryminalnego KMP. Kobiety nie było jednak w domu. Następnego dnia przyszli do niej o 6 rano i chwilę później została zatrzymana. Jak mieli stwierdzić w notatce, „zachodzi obawa matactwa i ukrywania się”. Policja miała przeszukać jej mieszkanie bez zgody sądu, kobieta oddała im także samodzielnie swój telefon. Ponadto, w sprawie nie przesłuchano pokrzywdzonego („Jurka” Owsiaka), by ustalić, czy czuł się zagrożony przez kobietę i czy obawia się, że 66-latka go zabije.

Policja zaprzecza, a potem przeprasza: Dziennikarze zapytali policję, dlaczego wysłano do domu kobiety pierwszego zastępcę komendanta miejskiego oraz naczelnika wydziału kryminalnego.

Ta jednak zaprzeczyła, dopiero po okazaniu notatki stwierdzono, że „doszło do nieporozumienia” i przeproszono. „Faktem jest, że było to działanie niestandardowe, jednak sytuacja, w której działaliśmy, również była wyjątkowa” – przekazała rzeczniczka prasowa toruńskiej komendy miejskiej. Jak dodano, „sprawa została potraktowana priorytetowo, a zagrożenie uznano za prawdopodobne”. Policja dodaje też, że „odstąpiła od założenia kajdanek ze względu na jej wiek i stan zdrowia”.

——————————–

„Popłynęli w niesłychany sposób”: Adwokat dr hab. Szymon Tarapata w rozmowie z WP zauważa, że „ta sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart„. Karnista stwierdził, że to ośmieszanie państwa polskiego. – To odlot. Prokuratura i policja popłynęli tu w niesłychany sposób – stwierdził i dodał, że w tej sprawie „nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni”. Zaznacza, że groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby. 

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: „’Giń i to jak najszybciej’. 66-latka usłyszała zarzuty za groźby wobec Jerzego Owsiaka”.

Rozpad Konfederacji

Rozpad Konfederacji

7.02.2025 Adam Wielomski https://nczas.info/2025/02/07/rozpad-konfederacji/

Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun oraz Krzysztof Bosak.
Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun oraz Krzysztof Bosak. / foto: PAP/Pixabay (kolaż)

Akurat gdy zasiadałem do pisania tego tekstu, kilku polityków Konfederacji ogłosiło usunięcie z jej szeregów Grzegorza Brauna, acz złożyli dopiero wniosek o jego usunięcie. Oczywiście establiszment Konfederacji zna skład sądu partyjnego i prawdopodobnie nawet wynik głosowania nad wykluczeniem. Czy Konfederacja musiała się rozpaść?

Moim zdaniem rozpad ten był tylko kwestią czasu. Od samego początku w tym ciekawym projekcie politycznym zarysowały się dwa wykluczające się stanowiska. Grzegorz Braun i Janusz Korwin-Mikke postawili sobie za cel zbudowanie stronnictwa antysystemowego, które dzięki zjednoczeniu różnych środowisk będzie mogło przekroczyć magiczną barierę 5 proc., zasiąść w Sejmie i prezentować urbi et orbi program polskiego antysystemu, nie licząc na to, że w szybkim czasie partia ta przejmie w Polsce władzę.

Stawiając na to, że jest to możliwe dopiero po kompletnym załamaniu się rządzących elit, złośliwie zwanych przeze mnie mianem „elitki infantylno-agenturalnej” (złośliwość nie wyklucza trafności). Ruch Narodowy i część działaczy środowiska korwinistycznego również dążyła do powstania zjednoczonego stronnictwa skupiającego wszystkie siły antysystemowe, także w celu przekroczenia 5 proc. i wejścia do polityki sejmowej, aby na podstawie tego potencjału doszlusować do istniejącego establishmentu i stać się częścią elitki infantylno-agenturalnej.

Dr Sławomir Mentzen stworzył dobrą, obrazową wizualizację, mówiąc o „wywracaniu stolika”, którą jego przeciwnicy szybko przekuli w formułę „dosiadania się do stolika”. Tak, partię antysystemową można zbudować albo w celu obaleniu systemu, albo w celu wymuszenia na partiach systemowych posunięcia się w celu zrobienia miejsca dla nowego uczestnika.

Obydwa te projekty były zbieżne do wyborów parlamentarnych, w których Konfederacja osiągnęła 5 proc., przekroczyła próg wyborczy i rozsiadła się w fotelach sejmowych. Od tego momentu drogi obydwu grup zaczęły się intensywnie rozchodzić. Jedni chcieli wespół z PiSem tworzyć koalicję rządową, co się nie udało z powodu zbyt słabego wyniku i PiS, i Konfederacji. Inni chcieli mieć wejście do Sejmu, aby tutaj przygotowywać nowy Spisek Prochowy. Drogi poczęły się dramatycznie rozchodzić, przy czym powoli następowała zmiana układu sił.

Środowisko „korwinistyczne” zostało przejęte przez duet dr Sławomir Mentzen i Przemysław Wipler, w dziwnych okolicznościach z Ruchu Narodowego odszedł Robert Winnicki i zastąpił go mało samodzielny politycznie Krzysztof Bosak. Janusz Korwin-Mikke został usunięty. W tej sytuacji stanowisko konsekwentnie antysystemowe podtrzymywał Grzegorz Braun (i jego Korona).

Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś publicznie, że PiS mogłoby współtworzyć rząd z Konfederacją, ale bez Grzegorza Brauna, bo ten jest prorosyjski (a było to jeszcze przed akcją z gaśnicą). To rzecz oczywista, o której wie Kaczyński, wiedzą o tym również Mentzen, Bosak i Braun. Wiem o tym również ja i każdy w miarę ogarnięty obserwator polskiej rzeczywistości politycznej. Wtedy zrodziła się zrazu niejasna, ale potem coraz bardziej wyrazista myśl o rozwodzie między Koroną Brauna a resztą Konfederacji. Rozmawiałem z Grzegorzem Braunem już po tej wypowiedzi Kaczyńskiego i on już wtedy wiedział, że decyzja o przygotowaniu papierów rozwodowych została podjęta i jedyny problem stanowił wybór terminu ich wysłania pod jego adres zameldowania.

Establishment Konfederacji zastanawiał się długo, kiedy i w jakich okolicznościach pozbyć się Brauna. Dać mu odejść samemu? Wypchnąć go? Wyrzucić dyscyplinarnie, jak JKM? Oczywiście nad tym samym zastanawiał się też i Grzegorz Braun: czekać na pozew? Szukać dowodów zdrady, rzucić papierami i odejść z krzykiem? A może zdradzić samemu w najbardziej dogodnych okolicznościach?

Osobiście uważałem, że Grzegorz Braun nie powinien był zgłaszać swojej kandydatury w wyborach prezydenckich, lecz czekać spokojnie na porażkę wyborczą Sławomira Mentzena (którą cały czas prognozuję, gdyż sondaże początkowe w kampaniach prezydenckich rzadko pokrywają się z końcowym wynikiem), po czym zażądać rewizji parytetów i przywództwa. Miało to jednak tę wadę, że w razie dobrego wyniku Mentzena sytuacja Korony Brauna stałaby się tragiczna. Gdyby Mentzen utwierdził swoją pozycję, to Braun nie zostałby wyrzucony, lecz (jak przypuszczam) wbrew umowie koalicyjnej zostałby pozbawiony jedynek w wyborach do Sejmu.

Establishment Konfederacji dobrze zna siły i słabości swojego koroniarskiego koalicjanta: jedno wybuchowe nazwisko, za którym podąża całkiem liczna grupa szczerych i oddanych entuzjastów plus stosunkowo słabo zbudowana struktura terenowa partii. Po przełożeniu tego na język politycznych możliwości wygląda to następująco: możliwość zrobienia dobrego wyniku w wyborach prezydenckich, gdzie wyborcy głosują na nazwiska i niepewność zebrania podpisów w wyborach sejmowych, gdzie podpisy trzeba zebrać w połowie okręgów. Co więcej, wybory prezydenckie to najlepsza szansa, aby na entuzjazmie zbudować struktury terenowe pod przyszłe wybory parlamentarne.

Establishment Konfederacji wielokrotnie publicznie upokarzał Grzegorza Brauna, choćby ogłaszając możliwość przeprowadzenia „prawyborów”, w których elektorat miał mieć możliwość wybrania na kandydata Mentzena lub Bosaka, a gdyby komuś ten wybór nie pasował, to Bosaka lub Mentzena.

Chowano go dosłownie w szafie, aby nie przeszkadzał Mentzenowi w walce o centrowy elektorat tik-tokowy z Polską 2050, który nie lubi politycznej wyrazistości. Establishment partyjny zakładał, że Braun da się dopchnąć do muru i zmarginalizować albo odejdzie. W obydwu wypadkach by go już właściwie nie było.

Ogłaszając swój start w wyborach prezydenckich, Grzegorz Braun postawił na jedną kartę całą swoją przyszłą karierę polityczną. Albo zrobi wynik, który zapewni Koronie polityczną samodzielność, albo zejdzie ze sceny politycznej. Tymczasem establishment Konfederacji szykuje nową kampanię tik-tokową, aby zapolować na elektorat Polski 2050.

Polska 2050 versus Polska 2060.

„Big Miracle”. Trump mianował ambasadora USA w Polsce. Rose jest „ognistym konserwatystą, zagorzałym syjonistą i ortodoksyjnym Żydem”.

Trump mianował ambasadora USA w Polsce. To były wydawca żydowskiego dziennika

7.02.2025 https://nczas.info/2025/02/07/trump-mianowal-ambasadora-usa-w-polsce-to-byly-wydawca-zydowskiego-dziennika/

Prezydent Andrzej Duda oraz Thomas Rose.
Prezydent Andrzej Duda oraz Thomas Rose. / foto: X: @TomRoseIndy

Prezydent USA Donald Trump mianował w czwartek biznesmena, prawicowego komentatora i byłego wydawcę dziennika „The Jerusalem Post” Thomasa Rose’a nowym ambasadorem USA w Polsce. Znany z silnie proizraelskich poglądów Rose był również doradcą byłego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a.

„Thomas jest szanowanym biznesmenem i komentatorem, który przez prawie dekadę prowadził udany program radiowy w Sirius XM i pełnił funkcję wydawcy i dyrektora generalnego »The Jerusalem Post«. Zadba o to, aby nasze interesy były reprezentowane w Polsce i zawsze stawiał Amerykę na pierwszym miejscu” – napisał Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social.

Rose pełnił też wcześniej rolę głównego stratega i starszego doradcy byłego wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Portal Jewish Insider określił go jako jednego z najbliższych powierników byłego wiceprezydenta.

„Jestem głęboko zaszczycony, że nasz historyczny @POTUS (Prezydent Stanów Zjednoczonych) poprosił mnie o pełnienie funkcji ambasadora w Polsce. Jeśli zostanę zatwierdzony, będę każdego dnia robił wszystko, co w mojej mocy, aby promować, bronić i rozwijać interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i naszego wspaniałego prezydenta” – napisał kandydat Trumpa na platformie X.

Obecnie Rose jest współgospodarzem konserwatywnego talk-show i podcastu Bauer&Rose Show w radiu satelitarnym SiriusXM, którego ostatni odcinek ukazał się w czwartek. Rose ocenił w nim likwidowaną przez Donalda Trumpa i Elona Muska amerykańską agencję pomocową USAID jako „największą operację prania pieniędzy Demokratów w historii”.

W ostatnim czasie publicysta zabierał głos w sprawie Polski na platformie X, krytykując rząd Donalda Tuska za grożenie aresztowaniem premiera Izraela Benjamina Netanjahu oraz chwaląc prezydenta Andrzeja Dudę za przekonanie Tuska do zmiany decyzji.

„Gratulacje dla Andrzeja Dudy za uniknięcie rozłamu w stosunkach USA-Polska i stając w obronie Polski, przekonując Donalda Tuska do cofnięcia tej okropnej decyzji” – pisał 9 stycznia.

W innych wpisach krytykował też zmiany wprowadzone przez rząd w mediach publicznych, a także podkreślał, że polskie władze podziemne nie były zaangażowane w tłumienie powstania w getcie warszawskim – jak mylnie stwierdziła dziennikarka NBC Andrea Mitchell – lecz stawiały opór Hitlerowi. Na platformie X i na łamach „New York Post” opowiadał się też za pomocą Ukrainie i odrzucał tezy – sugerowane m.in. przez Donalda Trumpa – że wojna została sprowokowana przez NATO.

Według sylwetki publicysty opublikowanej w „Indianapolis Monthly”, Rose jest „ognistym konserwatystą, zagorzałym syjonistą i ortodoksyjnym Żydem”. Jest też częstym komentatorem spraw dotyczących Izraela i Bliskiego Wschodu w mediach amerykańskich i izraelskich i często ostro krytykował prezydenta Bidena za „opuszczenie” Izraela i „propalestyńskie sympatie”.

W latach 1997-2005 był wydawcą i szefem dziennika „Jerusalem Post”, zaś wcześniej działał we władzach w stanu Indiana, skąd pochodzi. W latach 80. był też dziennikarzem japońskiej stacji telewizyjnej i napisał książkę „Big Miracle” (Wielki cud) o operacji uwolnienia wielorybów spod arktycznego lodu. Książka doczekała się w 2012 r. hollywoodzkiej ekranizacji.