Izrael uchwalił „prawo” pozwalające zamykać palestyńskie dzieci w więzieniach

Izrael uchwalił prawo pozwalające zamykać palestyńskie dzieci w więzieniach

izrael-uchwalil-prawo-zamykac-palestynskie-dzieci-w-wiezieniach

7 listopada br. izraelski parlament Kneset przyjął ustawę zezwalającą na zamykanie do więzień nieletnich Palestyńczyków poniżej 14. roku życia. Nowe prawo zostało uchwalone stosunkiem głosów 55 do 33.

Izrael uchwalił prawo pozwalające zamykać palestyńskie dzieci w więzieniach. Przepisy będące “środkiem tymczasowym” zostały przyjęte na okres pięciu lat. Pozwalają sądom na nakazanie zatrzymania dzieci poniżej 14. roku życia w więzieniach, w przypadku skazania ich za morderstwo związane z „działalnością terrorystyczną”. Zgodnie z oświadczeniem Knesetu, po ukończeniu 14. roku życia, dziecko będzie nadal odbywać karę w więzieniu. Obowiązywanie tego środka może zostać przedłużone o maksymalnie dwa lata po uzyskaniu zgody ministrów sprawiedliwości i opieki społecznej oraz Komisji Konstytucyjnej Knesetu.

Ustawa zawiera również trzyletni przepis pozwalający sądom na osadzanie nieletnich w więzieniu zamiast -jak dotychczas- w ośrodkach dla nieletnich, na okres do dziesięciu dni, jeśli zostaną uznani za niebezpiecznych lub stanowiących zagrożenie dla innych. Sądy mogą również przedłużyć ten okres, jeśli okoliczności tego wymagają.

Według organizacji praw człowieka, w żydonazistowskich więzieniach przetrzymywanych jest obecnie ponad 270 nieletnich Palestyńczyków, pomimo rezolucji ONZ i międzynarodowych traktatów zakazujących więzienia dzieci.

Kneset uchwalił również inne kontrowersyjną ustawę, która umożliwia deportację członków rodzin Palestyńczyków biorących udział w atakach na Izraelczyków. Prawo nie określa, gdzie dokładnie rodziny i krewni zostaną deportowani. Mimo to izraelskie media twierdzą, że miejscem docelowym dla deportowanych ma być getto w Gazie.

Powszechnie uważa się, że oba akty prawne wymierzone są w arabskich obywateli Izraela i palestyńskich mieszkańców okupowanej Wschodniej Jerozolimy. Nie dotyczą one bowiem odpowiednio dzieci i członków rodzin Żydów.

NASZ KOMENTARZ: Różnicowanie prawa wobec obywateli zgodnie z ich pochodzeniem etnicznym, było fundamentem hitlerowskich tzw. ustaw norymberskich.

Ptaszek Boży obrażony

Ptaszek Boży obrażony

Stanisław Michalkiewicz    9 listopada 2024 michalkiewicz

Ponieważ, jak powszechnie wiadomo, nasi Umiłowani Przywódcy uprawianie prawdziwej polityki mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane, to kierują swoją aktywność na rozmaite przekomarzania – chyba, że chodzi o wykonywanie zadań zleconych przez któregoś z Naszych Sojuszników – na przykład „przywrócenia praworządności” w naszym bantustanie. Pod tym kryptonimem kryje się, jak wiadomo, operacja przywrócenia w naszym bantustanie rządów monopartyjnych – w tym przypadku – rządów Volksdeutsche Partei – no bo jakaż inna partia może sprawować przewodnią rolę w budowie narodowego socjalizmu w Generalnym Gubernatorstwie, instalowanym tu w ramach IV Rzeszy, jeśli właśnie nie Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda?

Partia Lenina simwoł swabody, partia nasza sowiest’ i czest’, partia eto sierdce i rozum naroda, budiet, była i jest” – głosiła rymowanka komunistycznej politgramoty w okresie pierwszej komuny – a wiadomo, że słuszna myśl raz rzucona w powietrze, prędzej czy później znajdzie swego amatora – w naszym przypadku w osobie Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, która w obywatelu Tusku Donaldu dlaczegoś sobie upodobała. Zresztą – powiedzmy sobie szczerze i otwarcie – któż inny lepiej wykona zadanie niwelacji terenu pod budowę Generalnej Guberni, jeśli nie obywatel Tusk Donald? Inne zadania najwyraźniej go przerastają („nie na naszą głowę, Eminencjo” – jak podobno powiedział niejaki Stanisław, kamerdyner kardynała Kakowskiego na wiadomość, że kardynał został członkiem Rady Regencyjnej, która ma rządzić krajem) – ale to właśnie dobrze, bo nie będzie próbował żadnych samowolek tym bardziej, że w razie czego bodnarowcy od pana ministra sprawiedliwości uriezaliby mu szyję.

Z władzą radziecką nie będziesz się nudził – twierdził Aleksander Sołżenicyn. Z narodowo-socjalistyczną też. Toteż właśnie jesteśmy świadkami scen myśliwskich ze złowrogim Antonim Macierewiczem w roli zwierzyny. Co się odwlecze, to nie uciecze; złowrogiemu Antoniemu Macierewiczowi jakoś upiekło się za pierwszej komuny, kiedy to, wbrew zakazowi płynącemu od partii i rządu, zorganizował był Komitet Obrony Robotników, do którego potem doszlusował Michnikuremek – ale stare kiejkuty są pamiętliwe i na takiego zbrodniarza spuszczą surową rękę sprawiedliwości ludowej nawet po 50 latach. Czego wtedy nie dopilnował generał Stanisław Kowalczyk, to dzisiaj dopilnuje generał Jarosław Stróżyk – chociaż oczywiście pod całkiem innym pretekstem.

Ale mniejsza już ze złowrogim Antonim Macierewiczem, chociaż widać gołym okiem, że mściwe stare kiejkuty zagięły na niego parol i musiały obywatelu Tusku Donaldu przypomnieć powinność jego służby: wiecie, rozumiecie Tusk, zróbcie wy mi tu porządek z tym całym Macierewiczem, bo inaczej to my z wami pogadamy! Nawiasem mówiąc, stare kiejkuty muszą mieć cały Legion konfidentów nie tylko w organach władzy i administracji, nie tylko w kluczowych segmentach gospodarki, nie tylko w prokuraturze i niezawisłych sądach, ale również w mediach i przemyśle rozrywkowym, gdzie na użytek „demokracji walczącej” wytwarzane są przez rozmaitych inżynierów ludzkich dusz masowe nastroje. Jednym z elementów tej wytwórczości są autorytety moralne. Doszło do tego, że w niektórych środowiskach, zwłaszcza tych, co to i za pierwszej komuny i teraz tworzą „obóz demokratyczny” tak się roi od autorytetów moralnych, że wprost nie można splunąć, by w któregoś nie trafić.

I taki właśnie casus pascudeus przytrafił się panu prezydentu Andrzeju Dudu. Pan prezydent Andrzej Duda uwija się jak w ukropie, żeby tylko dogodzić umiłowanej Ukrainie, a tymczasem niewdzięcznemu roszczeniowcu Zełeńskiemu wszystkiego mało i mało. A przecież, kiedy byłem latem w Toskanii, dowiedziałem się, że ma on tam posiadłość, że daj Boże każdemu. Więc chociaż pan prezydent stara się jak może i gdyby mógł, to nie oddałby zimnemu ruskiemu czekiście Putinu ani „jednego centymetra kwadratowego Ukrainy” – no ale wedle stawu grobla, więc w tej sprawie – podobnie zresztą, jak w bardzo wielu innych – nie ma on nic do gadania. Tymczasem funkcjonariusze Propaganda Abteilung w Judenracie „Gazety Wyborczej” I innych niezależnych mediach głównego nurtu, rozpętali taki jazgot w sprawie „przywracania praworządności”, że musiało to doprowadzić do zawrotu w rozmaitych głowach. Właścicielem jednej z takich głów jest pan prof. Adam Strzembosz, którego właśnie z tego powodu ostatnio nawet resortowa Stokrotka wołała do telewizji, żeby – jak autorytet moralny – zdemaskował i przygwoździł wskazanego przez nią nieubłaganym palcem delikwenta. Pan prof. Strzembosz, jako jegomość starej daty, a kto wie, czy trochę nie wyposzczony telewizyjną abstynencją, skwapliwie demaskował i przygważdżał, za co był przez reżyserów scen myśliwskich chwalony przed frontem pododdziału płomiennych szermierzy demokracji i praworządności. Najwyraźniej musiało mu to zaszkodzić, bo rozdokazywał się do tego stopnia, że podjął się liczenia przypadków, kiedy to pan prezydent złamał konstytucję. Doliczył do 16, a potem dlaczegoś przestał liczyć. Panu prezydentu tylko tego było trzeba i stwierdził, że pan prof. Strzembosz „ma wielkie doświadczenie w podtrzymywaniu komuny”.

Nic tak nie gorszy, jak prawda, toteż nie tylko pan prof. Adam Strzembosz obraził się na „taką głowę państwa”, ale gniewem zawrzało nie tylko środowisko autorytetów moralnych, ale i funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, których spuszczono z łańcucha, żeby obsikiwali pana prezydenta. Tymczasem pan prezydent skomplementował pana prof. Strzembosza trochę na wyrost. Nie sądzę bowiem, by miał on rzeczywiście „wielkie doświadczenie” w „podtrzymywaniu komuny”. Raczej był, a może nawet jest nadal – bo jeśli nie zdaje sobie sprawy, że ta cała „walka o praworządność”, to tylko parawan, za którym odbywa się niwelacja terenu pod budowę Generalnej Guberni – człowiekiem wielkiej naiwności.

Oto będąc Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego uznał, że środowisko sędziowskie „samo się oczyści”, to znaczy – pozbędzie się ze swoich szeregów konfidentów SB, a zwłaszcza – wywiadu wojskowego PRL , który po transformacji ustrojowej przepoczwarzył się w Wojskowe Służby Informacyjne. Nie tylko nic takiego nie nastąpiło, ale przeciwnie – wiele wskazuje na to, że pozycja konfidentów w sądownictwie w tym właśnie okresie się umocniła. Pan prof. Strzembosz nie mógł przecież nie wiedzieć, że w 1990 roku, gdy tylko rozwiązała się PZPR, niezawiśli sędziowie zaraz założyli organizację „Iustitia”. PZPR była transmisją bezpieki do środowiska sędziowskiego, no a „Iustitia”? Jaką rolę w powstaniu tej organizacji odegrały stare kiejkuty i czy wyznaczyły jej jakieś – jakie? – zadania? Czy to nie w czasie sprawowania prezesury SN przez pana prof. Strzembosza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpoczęła operację „Temida”, której celem był werbunek agentury wśród sędziów? Czy powstała obok „Iustitii” organizacja sędziowska „Themis” nie ma przypadkiem jakiegoś związku z tą operacją? Oczywiście pan prof. Strzembosz nie musiał być o tym wszystkim oficjalnie informowany, ale przecież rozmaite ważne informacje trafiają do nas również nieoficjalnie. Nie znaczy to że miał jakieś „wielkie doświadczenie” w „podtrzymywania komuny” w wymiarze sprawiedliwości, ale nie ulega wątpliwości, że dla starych kiejkutów jego naiwność mogła być prawdziwym darem Niebios właśnie dla utrwalenia wpływów, czy może nawet dominacji bezpieczniackiej agentury w środowisku sędziowskim.

Stanisław Michalkiewicz

Klimatyczna rewolucja Trumpa. Zieloni się zapłaczą.

Klimatyczna rewolucja Trumpa. Zieloni się zapłaczą. Tak wygląda plan nowego prezydenta USA

9.11.2024 nczas/klimatyczna-rewolucja-trumpa-zieloni-sie-zaplacza

Prezydent elekt Donald Trump planuje wycofać Stany Zjednoczone z klimatycznego porozumienia paryskiego. Zamierza też uszczuplić niektóre rezerwaty przyrody, aby umożliwić wiercenia i wydobycie surowców.

O projektach Trumpa poinformował w piątek dziennik „New York Times”. Powołał się na projekty rozporządzeń wykonawczych i proklamacji sporządzanych przez zespół Republikanina przygotowujący przejęcie przez niego władzy w styczniu przyszłego roku.

Porozumienie paryskie zobowiązuje państwa-sygnatariuszy do przedstawiania nowych i „bardziej ambitnych” planów ograniczania emisji gazów cieplarnianych co pięć lat. Zgodnie z umową muszą być przedstawione do lutego przyszłego roku.

Administracja prezydenta Joe Bidena przyrzekła przedstawienie przed końcem kadencji takiego planu, „aby pokazać, co należy zrobić i co można zrobić”. Departament Energii USA zapowiedział projekt zaktualizowanej analizy, która pozwoli na zgłaszanie publicznych uwag.

Z raportu wynika, że Trump zakończy także moratorium na wydawanie pozwoleń na eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) na duże rynki w Azji i Europie.

Administracja Bidena wstrzymała w styczniu zatwierdzanie nowych transakcji eksportowych LNG. Jej celem było zakończenie procesu badań dotyczących wpływu eksportu na środowisko i gospodarkę.

Raport wskazuje zarazem na to, że ekipa Trumpa ma uchylić przepisy, które pozwalają Kalifornii i innym stanom wprowadzać bardziej rygorystyczne normy w sprawie zanieczyszczeń. Niektórzy członkowie zespołu Republikanina rozważają też przeniesienie z Waszyngtonu siedziby Agencji Ochrony Środowiska (EPA).

O komentarz w sprawie przewidywanych zmian indagowała przedstawicieli przyszłej republikańskiej ekipy agencja Reutera. Rzecznik zespołu przygotowującego przejęcie władzy, Karoline Leavitt, zaznaczyła, że podczas kampanii wyborczej Trump zapowiadał wiele działań wyszczególnionych w raporcie.

Jak uzasadniała, wyniki wtorkowych wyborów dały mu „mandat do realizacji obietnic i on je spełni”.

800 plus dla Ukraińców, nawet jeśli dziecko nie uczy się w Polsce

800 plus dla Ukraińców, nawet jeśli dziecko nie uczy się w Polsce

dorzeczy/800-plus-dla-ukraincow

Poseł Grzegorz Płaczek otrzymał odpowiedź z ZUS. Chodzi o świadczenie socjalne 800 plus dla Ukraińców.

Wraz z nowym rokiem szkolnym wszystkie ukraińskie dzieci mieszkające w Polsce zostały objęte obowiązkiem szkolnym. W przypadku niezastosowania się rodzicom grozić ma postępowanie egzekucyjne i 100 zł grzywny, a od czerwca 2025 roku utrata prawa do korzystania z programu socjalnego 800 plus.

800 plus dla Ukraińców wciąż bez zmian

Poseł Grzegorz Płaczek, który interweniował w tej sprawie w ZUS, zwrócił uwagę, że podatnicy w dalszym ciągu finansują 800 plus Ukraińcom bez względu na to, czy dziecko mieszka w Polsce i uczy się w polskiej szkole, czy nie. Polityk podniósł temat m.in. dlatego, że w przestrzeni publicznej pojawiły się nieprecyzyjne informacje dotyczące ograniczeń socjalnych wypłat.

„Świadczenie 800+ nadal i nieprzerwanie jest wypłacane rodzicom ukraińskich dzieci NAWET WTEDY, gdy NIE uczą się w polskim systemie i nie mieszkają w Polsce (bowiem tej kwestii polskie państwo skutecznie nie kontroluje)!” – twierdzi parlamentarzysta.

ZUS potwierdza

Polityk załączył do swojego wpisu pismo z ZUS, które otrzymał w odpowiedzi na swoją interwencję poselską. [pismo w oryginale.md]

„Odsyłam także do przemilczanego Art. 17 Ustawy z dnia 15 maja 2024 r. o zmianie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, który wskazuje, że przepisy «mają zastosowanie po raz pierwszy przy ustalaniu prawa do świadczenia wychowawczego na okres rozpoczynający się dnia 1 czerwca 2025 r. W sprawach dotyczących świadczenia wychowawczego za okresy, które rozpoczęły się przed dniem 1 czerwca 2025 r. stosuje się przepisy dotychczasowe»”. – pisze Płaczek.

„Oznacza to, że Polska nadal wypłaca 800+ ukraińskim uczniom bez względu na to, czy mieszkają w Polsce oraz czy uczą się w polskich szkołach, WYDAJĄC MILIARDY ZŁOTYCH POLSKICH PODATNIKÓW! Jako poseł Konfederacji zastanawiam się, jak można w tak smutny sposób manipulować Polakami? Wstyd” – podsumował swój post Płaczek.

TO NIE POMOC, TO BLEF

TO NIE POMOC, TO BLEF

Krzysztof Baliński

Gdy w kwietniu tego roku Kongres przegłosował kolejny pakiet pomocowy dla Ukrainy, administracja Bidena pochwaliła się, że już wcześniej przekazała Ukrainie pomoc w wysokości 111 miliardów i że z przegłosowanym pakietem daje to łącznie 172 miliardy. Słowo „pomoc” należy ująć w cudzysłów. To wielki blef. Zaledwie 20 procent z przyznanych miliardów trafia bezpośrednio do Ukrainy i zasila jej budżetu. Konstrukcja pakietu pozwala, zamiast wspierać ukraińskie siły zbrojne, przekazywać środki na wsparcie… amerykańskich sił zbrojnych. W pakiecie zaszyto mechanizm pozwalający przekierować środki na uzupełnienie amerykańskich zapasów. Wygląda on tak: Armia USA przekazuje czołg ze swoich zapasów lub czołg używany od kilkunastu lat, „bo tylko on jest fizycznie dostępny i tylko on może być szybko dostarczony”. W jego miejsce kupowany jest dla armii taki sam czołg (oczywiście nowszej generacji) za 10 mln dolarów, i koszt tego zakupu wliczany jest w pakiet. Ale to nie wszystko – czołg jest przewożony przez ocean, potem jeszcze polskim pociągiem do Medyki, a to też kosztuje, bo trzeba zapłacić PKP Cargo (chociaż akurat to nie jest pewne, bo polscy frajerzy robią to za darmo).

Ale to nie wszystko – przeszło 1/5 wartości pakietu idzie na wsparcie działań armii USA w regionie, nie tylko żołnierzy, ale i pracowników administracyjnych Pentagonu oraz w ogóle ludzi, „którzy w jakiś sposób pracują na rzecz Ukrainy”. W pakiet wliczono koszty wzmocnienia bezpieczeństwa placówek USA na Ukrainie – i tak okrągła sumka przeznaczona jest na wzmocnienie ogrodzenia wokół ambasady USA w Kijowie. Krótko mówiąc – to nie jest pakiet pomocowy dla Ukrainy, ale głównie pakiet pomocy dla Ameryki, dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, wspierający tworzenie miejsc pracy dla Amerykanów.

Według Davida Camerona, brytyjskiego ministra spraw zagranicznych celem USA nie jest pokonanie, ale osłabienie Rosji: „Za 10 proc. budżetu obronnego USA zniszczono połowę potencjału armii Rosji”. Brytyjscy eksperci oceniają, że USA swoje cele w tej wojnie już osiągnęły, a były nimi, poza osłabieniem Rosji, sprzedaż amerykańskiej broni i wyczyszczenie magazynów. Potwierdził to republikański spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson,który głosował za pakietem, podobnie jak wszyscy Demokraci i 101 Republikanów (112 było przeciw): „Uważam, że lepiej jest wysłać amunicję na Ukrainę, niż amerykańskich żołnierzy”. Także Joe Biden przekonywał: „Ten pakiet pomocowy służy przede wszystkim nam”, a sekretarz obrony Lloyd Austin, zachęcając członków Kongresu do zatwierdzenia pakietu,uciekł się do argumentu: „Ta pomoc jest korzystna dla USA, ponieważ produkcja broni dla Ukrainy zmniejsza bezrobocie i powstają nowe miejsca pracy”.

Victoria Nuland, podsekretarz stanu USA (pochodząca zresztą z rodziny ukraińskich żydów) ujawniła, że rzeczywistym odbiorcą finansowego wsparcia dla Ukrainy jest amerykański kompleks zbrojeniowy: „A tak przy okazji, musimy pamiętać, że większość tych pieniędzy wraca z powrotem do USA, aby wyprodukować tę broń”. Sekundował jej „Washington Post” wyliczając korzyści, jakie poszczególne stany wyciągną z pakietu, i do których trafi najwięcej pieniędzy. Nawet senator J.D. Vance, który głosował przeciw pakietowi, przyznał: „Konflikt na Ukrainie trwa, bo zarabiają na nim solidnie amerykańskie firmy zbrojeniowe i instytucje finansowe”. Temat doprecyzował Ron Paul, podczas konferencji w instytucie swego imienia: Czy ktokolwiek wierzy, że 200 miliardów, które wydaliśmy na Ukrainę rzeczywiście trafiły do Ukrainy? Oczywiście nie. Trafiły do dobrze ustosunkowanych, z których większość operuje wewnątrz Beltway (czyli wewnątrz obwodnicy otaczającej Waszyngton).

„Sprzedaż amerykańskiej broni za granicę gwałtownie wzrosła w ubiegłym roku, osiągając rekordowy poziom 238 miliardów dolarów, głównie dzięki wojnie na Ukrainie i z uwagi na fakt, że inwazja Rosji nakręciła popyt. Rząd USA bezpośrednio wynegocjował kontrakty o wartości 81 mld dolarów” – poinformowała BBC, podkreślając, że zakupowym liderem jest Polska. Stacja wymienia zakup helikopterów Apache za 12 mld dolarów, systemów rakietowych Himars za 10 mld dolarów, czołgów M1A1 Abrams za 3,75 mld dolarów, systemów dowodzenia obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową za 4 mld dolarów. Dodaje też, że nowy premier zobowiązał się do kontynuowania programu modernizacji wojskowej poprzedniego konserwatywnego rządu. „Polska pomoc dla Ukrainy przebiła wszystkich”. „Polska jest wśród liderów wsparcia” – to tytuły polskojęzycznych gazet. „Polska jest mocarstwem humanitarnym” – to słowa ambasadora Marka Brzezińskiego.

Wielką i mierzalną w pieniądzu pomoc militarną, finansową i humanitarną ofiarowaną Ukrainie, kompleksowo oszacowali analitycy z niemieckiego Instytutu Gospodarki Światowej w Kiel. Stworzyli ranking państw najbardziej zaangażowanych w pomoc. Jak wypada w nim Polska? Jest na drugim miejscu, wyprzedzając takie kraje jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, a na miejscu pierwszym przy uwzględnieniu wielkości gospodarki kraju niosącego pomoc, to jest procenta PKB. Polska wydała, sumując pomoc rządową (ale nie licząc pomocy prywatnej i organizacji charytatywnych) 11,92 mld euro (czyli w przeliczeniu 56,6 mld zł). Żaden kraj w Europie nie udzielił Ukrainie tak wielkiego wsparcia jak Polska. W pierwszym roku wojny polski rząd przeznaczył na nią 2% PKB. Pod koniec 2023 r. było to już 3,1%, a dziś wynosi 4,9% PKB. Liczby robią wrażenie nawet na bogatych Niemcach. Dla porównania – zobowiązanie w zakresie pomocy wojskowej wynosi tylko 0,2 procent amerykańskiego PKB.

Rządzący Polską bardzo skąpo dzielą się informacjami na temat wysokości i zakresu pomocy. Z nieoficjalnych źródeł wiemy tylko, że 50 procent paliw wytwarzanych w polskich rafineriach trafia na Ukrainę, że nasi żołnierze i policjanci ćwiczą strzelanie kapiszonami, bo armii ukraińskiej przekazaliśmy wszystkie zapasy amunicji, że rzeczywista pomoc dla Ukrainy wynosi łącznie 140 mld zł (oprócz militarnej, humanitarna – 4,4 mld; świadczenia socjalne – 71,4 mld; pomoc prywatna – 10 mld itp.). Do tych kwot należały dodać środki na leczenie Ukraińców. Tylko od marca do września 2022 wykonano 752 tys. świadczeń dla pacjentów z Ukrainy. W roku 2023 wydano na nie 828 mln. W dodatku znikąd nie ma pomocy w wyliczeniu tej pomocy. Co prawda dr Leszek Sykulski, prezes partii Bezpieczna Polska (który sprzeciwia się udzielaniu Ukrainie bezwarunkowej pomocy wojskowej oraz ostrzega przed zorganizowaną akcją przesiedlania Ukraińców na teren Polski) obiecał takie wyliczenie a nawet zapowiedział powołanie w tym celu specjalnego zespołu, ale zajął się kombinowaniem, jakby tu umieścić przy władzy w Warszawie Komunistyczną Partię Chin.

Analitycy z Kiel policzyli, w jakim stopniu kraje wspomagające Ukrainę ogałacają swoje zasoby zbrojeniowe. W przypadku Polski, która obdarowała Ukrainę 300 czołgami (uprzednio zmodernizowanymi kosztem 1,5 mld zł), stanowi to 30 procent zasobów tej broni, czyli wyposażenie dwóch brygad pancernych. Amerykanie zaledwie uszczknęli swój arsenał – „przekazali” 3,9 proc. posiadanej ciężkiej broni. Ukraińcy dostali 30 proc. naszych haubic, 54 sztuki, na 188, które były w zasobach polskiej armii. Dostali też 40 sztuk bojowych wozów piechoty i 40 sztuk pojazdów opancerzonych. W sumie Polska darowała sprzęt o wartości 2,4 mld euro. Równocześnie mówili, że braki będą sukcesywnie uzupełniane dostawami z Korei Południowej i USA. Ale nie mówili, że uzupełnienie braków będzie kosztować kilkadziesiąt miliardów dolarów.

W tym miejscu przypomnieć należy, że 2 grudnia 2016, a więc ładnych kilka lat przed wybuchem wojny, rząd PiS zawarł z rządem ukraińskim umowę (a właściwie tajne porozumienie, bo nie było ratyfikowane przez Sejm i ujawniono je dopiero 3 lata później), która zawiera postanowienia lub raczej jednostronne zobowiązania rujnujące nasz kraj, pozbawiające go suwerenności, pozwalające na przejmowanie wszystkich zasobów ekonomicznych Polski. To ewenement w skali światowej. To tak, jakby Polska wypłacała Ukrainie kontrybucje wojenne.

Umowa mówi o nieodpłatnym przekazaniu Ukrainie uzbrojenia, produktów podwójnego zastosowania i mienia niebojowego pochodzącego z zasobów sił zbrojnych, zarówno w sprzęcie bojowym i niebojowym, wojskowym i cywilnym, czyli praktycznie zakładała przekazanie stronie ukraińskiej wszystkich zasobów, jakimi dysponuje Państwo Polskie, bez wyznaczania górnej granicy pomocy. Ze strony polskiej podpisał ją ówczesny minister obrony Antoni Macierewicz.

Pytany o udział amerykańskich wojsk w wojnie na Ukrainie, Joe Biden każdorazowo oświadcza, że nie zamierza wysłać tam amerykańskich żołnierzy. Ale od czego jest sojusznik, który przekonuje swoich obywateli o nieuchronności wojny z Rosją, kupuje ogromne ilości broni i reklamuje amerykańskie czołgi (które na Ukrainie grzęzną w błocie, a w Jemenie palą się wraz z zawartością jak zapałki, po ostrzelaniu z prymitywnych granatników). Krótko mówiąc wielki geszeft – zero kosztów, zero strat w ludziach i jeszcze bardzo dobry zarobek i dużo nowych miejsc pracy.

Przeciwko pakietowi głosowało w Senacie 112 Republikanów. Skąd takie nastawienie? Przeprowadzony przez konserwatywny Heritage Foundation sondaż ujawnił, że 56% Amerykanów uważa pomoc dla Ukrainy za zbyt dużą, zwraca uwagę na korupcyjną naturę ukraińskiego rządu i brak możliwości sprawdzenia, gdzie i na co idą pieniądze amerykańskiego podatnika, podkreślają, że Ameryka jest już zadłużona na 35 bilionów (i musi pożyczać co 100 dni 1 bilion), że powinna zabezpieczyć własne granice, a nie granice państwa, które większość Amerykanów nie potrafi znaleźć na mapie.

Donald Trump jest za zakończeniem wojny na Ukrainie, jest za dokończeniem budowy muru na granicy z Meksykiem oraz uważa programy pomocowe dla niebędących obywatelami USA za karygodne marnotrawstwo i rozdawnictwo pieniędzy podatnika. I czy tu podejście Trumpa różni się od podejścia tych w Polsce, którzy sprzeciwiają się wciąganiu Polski do wojny. Czy polski patriota nie powinien powtarzać za Trumpem: Dlaczego wydawać miliardy na obronę granicy Ukrainy, a nie na obronę granic przed nielegalnymi imigrantami i na budowę płotu na granicy z Ukrainą? Zatem, nikt myślący w kategoriach interesu swego kraju nie powinien być zmartwiony powrotem Trumpa, a już z pewnością nie powinni to być Polacy. Krótko mówiąc– zwycięstwo Trumpa to najlepsze, co nam się mogło przytrafić w tych ciężkich dla Polski czasach.

Wszystko to nie oznacza, że Trump, po wprowadzeniu się do Białego Domu, zmieni mechanizmy pomocowe dla zagranicy. Gdy był przy władzy uważał takie podejście za patriotyczne i w interesie Ameryki. Zwłaszcza, że za główny cel w polityce gospodarczej postawił reindustrializację Ameryki, a kompleks zbrojeniowy to ostatnie resztki przemysłu, które nie przeniesiono do Chin. Tu natrafi na sprzeciw lobby bankiersko-lichwiarskiego, które swój interes widzi nie w rozwoju przemysłu, ale w inżynierii finansowe i w lichwiarstwie, to jest wprowadzaniu w życie, jak to określił jeden z nich, największego i najgenialniejszego żydowskiego wynalazku – procenta od pożyczki.

USA na „pomocy” (w cudzysłowie) dla Ukrainy zarobiły. A co Polska na pomocy (bez cudzysłowu) dla Ukrainy zyskała? Faktury do opłacenie za amerykańską broń. W zamian za miliardy na utrzymanie przy władzy Zełenskiego i jego oligarchów, dostaliśmy „uchodźców” na utrzymanie i obowiązek finansowania nauczania dzieci ukraińskich o Banderze. Dostaliśmy też obowiązek przekazywania Ukrainie stałego procenta PKB. No i mamy doktrynę Dudy: Pomóżmy Ukraińcom wygnać Rosjan z Krymu (który z Ukrainą, nie ma nic wspólnego, gdzie Ruscy mieszkają równie długo jak biali i czarni Amerykanie w USA), aby tam sobie nastawiali pomników UPA i gdzie Polacy pojadą na wczasy pić piwko w cieniu marmurowego pomnika Bandery. W zamian za bezwarunkową pomoc dla Ukrainy, dostaliśmy też, na otarcie łez, niekończące się żądania, groźby i pomiatania oraz wyrazy wdzięczności w postaci roszczeń terytorialnych. Bo przypomnijmy – niedawno szef finansowanego z budżetu federalnego niemieckiego Instytutu Maxa Plancka, postawił tezę: „Ukraina może rzeczywiście mieć silniejsze roszczenia do polskiego Podkarpacia niż do Krymu lub Donbasu”. Innymi słowy, Ukraińcy lufy podarowanych im polskich haubic i czołgów skierują na nas.

Zapytany w kanadyjskiej telewizji CTV News o spotkanie z Donaldem Trumpem, nasz prezydencki dureń dokonał genialnego odkrycia: „Zatrzymanie rosyjskiej agresji pieniędzmi, nie poświęcając życia amerykańskich żołnierzy, jest opłacalne dla amerykańskiego podatnika”. Duda przypomniał o amerykańskich żołnierzach walczących i ginących na frontach I i II wojny światowej: „Dziś można uniknąć kolejnej takiej sytuacji, po prostu tylko płacąc pieniądze. I to się na pewno opłaca amerykańskiemu podatnikowi – zatrzymać tę wojnę pieniędzmi, nie poświęcając życia amerykańskich żołnierzy”. Czyli, przy okazji, dokonał szokującego odkrycia: USA dbają o swoje interesy!

Dlaczego o tym piszemy? Nie z troski o Ukrainę i Zełenskiego, ale po to, żeby w relacjach zagranicznych myśleć kategoriami polskiego interesu narodowego. I tu kilka uwag: To nie prezydent USA, ale prezydent RP ma obowiązek zabiegać o interes Polski; Trump nie będzie prezydentem Polski, lecz prezydentem USA i nie na nim będzie spoczywał obowiązek troszczenia się o polskie interesy; Nic nie zrobi dla Polski, jeśli nie będzie to w interesie USA; W obronie Polski nie kiwnie palcem, jeśli nie będzie to obrona Ameryki. Z Trumpem będzie można robić interesy, ale pod warunkiem unikania „murzyńskości” i „robienia laski”, twardego negocjowania, i że po naszej stronie do rozmów z nim zasiądą obrońcy interesu Polski, a nie interesu Ukrainy. Czy to krytyka Trumpa i przyznanie, że z Polską postąpi tak samo, jak z Ukrainą? Wprost przeciwnie! To wyraz uznania, bo interes własnego kraju dla prezydenta powinien być zawsze na pierwszym miejscu.

Czy pomysły pokojowe Trumpa są niebezpieczne dla Polski? Może tak się stać. Bo zamiast, jak Ameryka, wykorzystać wojnę dla umocnienia własnego kraju, umocnili Ukrainę. Bo zamiast zbroić siebie, zbroili Ukrainę. Bo marnowali czas, uznając, że od pilnowania polskich interesów ważniejsza jest walka z sezonowymi przeziębieniami, (których śmiertelność wynosiła 0,23 procenta), wyszczepienie wszystkich żołnierzy, wydawanie na tarczę antycovidową 140 miliardów, wykończenie tzw. Polskim Ładem setek tysięcy małych i średnich firm, nękanie polskich rolników (przez zalanie Polski śmieciowym zbożem z Ukrainy), walka z polskim antysemitami i „ruskimi onucami”, uczenie segregowania śmieci, inwestowanie w wiatraki i nowe plastikowe nakrętki do butelek. Gdy darowali Ukrainie 300 czołgów, nie myśleli o interesie Polski. Było tylko głupkowate gadanie: „Ha, ha, i tak byśmy je zezłomowali, toż to nic nie jest warte”. Nie kalkulowanie tak, jak Amerykanie: skoro oddajemy czołg, to musimy wojsku kupić w zamian inny. Jeśli to wszystko zbierzemy do kupy, to, o co w tym wszystkim chodzi? O głupotę? O zdradę stanu? A może o jedno i o drugie?

Krzysztof Baliński

Regeneracja wałów

Regeneracja wałów

Izabela Brodacka

Na ścianie jednej z kamienic w Alejach Ujazdowskich w pobliżu Placu Trzech Krzyży wisiał swego czasu szyld: „Regeneracja wałów”. Pod tym szyldem zbierali się podochoceni bywalcy sąsiednich knajp zaśmiewając się do łez. Zniecierpliwiony właściciel warsztatu dopisał własnoręcznie na szyldzie niezgrabnym pismem słowo „ korbowych” lecz to tym bardziej śmieszyło podpitych przechodniów. Takie były uroki nocnego życia w PRL. Nie miejmy złudzeń – bywalców nocnych lokali nie rozśmieszała perspektywa naprawy prawdziwych wałów korbowych, ani nawet ewentualnie wałów nadrzecznych. Termin „regeneracja wałów” nieodmiennie kojarzył im się z koniecznością zreformowania państwa polskiego, które trzeba zacząć od oddania do naprawy i zregenerowania rządzących nim wałów. To wynikało z ich rozmów, które wracając z pracy mimo woli podsłuchiwałam czekając na przystanku na autobus. Ekipy podpitych elegantów zmieniały się, lecz ku memu zdumieniu wszyscy mówili prawie to samo a przesłanie szyldu kojarzyło im się nieodmiennie z polityką. To zjawisko, które Michel Foucault nazwałby episteme – emanacja zbiorowej świadomości epoki, manifestowanej i werbalizowanej na różne sposoby i w różnych okolicznościach. Wszyscy w Polsce, poczynając od dozorcy a kończąc na profesorze uniwersytetu mieli świadomość, że rządzą nami wały i trzeba próbować jakoś te zużyte wały zregenerować, naprawić. Głęboko zakorzenione było również przeświadczenie, że w danych warunkach geopolitycznych nie da się tych wałów po prostu wymienić. Trzeba by było ich wszystkich powywieszać czego wbrew pobożnemu życzeniu wyrażonemu w znanej piosence („a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”) nikt tak naprawdę nie chciał, ani nie oczekiwał. Jasne było przede wszystkim, że komuniści nie dadzą się tak łatwo usunąć więc jedynym sposobem zmiany socjalistycznego ustroju jest przeciągnięcie tych komunistycznych wałów na naszą stronę, zregenerowanie ich.

Faktem bezspornym było, że rządziły nami wały. Ludzie którzy dzięki rosyjskim tankom zyskali swoje stanowiska i przywileje i którzy bali się wykonać jakikolwiek ruch, nawet jeżeli widzieli idiotyzmy, w których uczestniczą. Mam na myśli czasy po październiku, gdyż za czasów Stalina uczestniczyli w zbrodniach. W morderstwach sądowych, w torturowaniu akowców i innych uczestników niepodległościowego podziemia. Takie drobiazgi jak rabunek mieszkań, mebli obrazów i kosztowności nie zasługują nawet na wypominanie wobec ogromu tamtych, prawdziwych zbrodni. Socjalizm z odrobinę bardziej ludzką twarzą, o który zabiegali wszelkiej maści rewizjoniści charakteryzowała przede wszystkim wszechogarniająca głupota, niewolnicze zapatrzenie w Związek Sowiecki i niemożność. Obecnie nazywa się taki stan rzeczy imposybilizmem władz. Wtedy niemożność kojarzyła się z byciem kastratem, wałachem czyli wałem i za takich uważano powszechnie tych wszystkich ministrów, dyrektorów oraz dyplomatów. Nauką zarządzał człowiek, który nie umiał nawet pisać ortograficznie, przemysłem ktoś nie znający zasad mechaniki, gospodarką mędrek, który nie umiał obliczyć procentu a ambasadorowie nie znali na ogół żadnego języka w tym języka własnego kraju. „Gdyby oni rządzili dobrze to niech by sobie rządzili, ale niestety rządzą beznadziejnie i w tym kraju nie da się wytrzymać” – taką opinię słyszało się na co dzień w kawiarni i na ulicy.

Aktualne przez cały czas było przesłanie wierszyka, który faktycznie powstał dużo wcześniej, za czasów prezydentury Trumana czyli w latach pięćdziesiątych: „Truman, Truman, spuść ta bania, bo jest nie do wytrzymania. Jedna bombka atomowa i wrócimy znów do Lwowa. Choć zastaniem same zgliszcza, jednak ziemia to ojczysta. Druga mała, ale silna, i wrócimy też do Wilna”. Przesłanie to sprowadzało się do stwierdzenia, że za czasów komunizmu, a potem realnego socjalizmu w Polsce jest nie do wytrzymania. Nędza, brak mieszkań, braki w zaopatrzeniu. Kiełbasa zwyczajna i pasztetówka zwana szpachlówką jako rarytasy stołu. „Trybuna Ludu” zamiast papieru toaletowego na haku w toalecie. Maluch na talony dla przodowników pracy socjalistycznej i pralka Frania wystana w kolejce albo kupiona spod lady. Braki w zaopatrzeniu nie dotyczyły wyższych szarż komunistycznych lecz dotykały również szeregowych partyjników. Marzyła im się poza tym prawdziwa własność ziemi czy nieruchomości, a nie mieszkania funkcyjne przyznawane z łaski przywódców. Choć w teorii gardzili prywatną inicjatywą i badylarzami tak naprawdę nie mieliby nic przeciwko denacjonalizacji środków produkcji. Oczywiście pod warunkiem, że to oni staliby się fabrykantami i właścicielami ziemskimi. Socrealistyczni pismacy dochrapawszy się miana pisarza za wydawane w wielomilionowych nakładach nędzne produkcyjniaki, których tytułów nikt obecnie nie pamięta, uważali się za elitę intelektualną kraju. Jedni i drudzy sądzili, że oni i ich potomkowie będą zawsze rządzić Polską. To miał im zapewnić kontrakt Okrągłego Stołu. Przy jego okazji wały dały się łatwo zregenerować czyli nawrócić na liberalizm. Koncepcja regeneracji wałów była podstawowym błędem opozycji. Nadzieje, że komunista gdy się uwłaszczy i stanie się kapitalistą zacznie lepiej myśleć okazały się złudne. Wały się replikują, wały produkują kolejne wały. Inaczej mówiąc -ludzie tworzą struktury a struktury kształtują ludzi, Złudne było, pozytywistyczne przeświadczenie, że małe zmiany na lepsze doprowadzą do wielkich rezultatów. Jest inaczej –małe zmiany na gorsze prowadzą zawsze do rezultatów fatalnych lecz małe zmiany na lepsze też kończą się często źle. Dobrym przykładem jest naprawa samolotu przez regenerację jakiejś jego części. Zregenerowana część, na przykład jakiś wał, pęka doprowadzając do katastrofy. Zużyte i uszkodzone części samolotu należy wymieniać, a nie regenerować.

Okrągłostołowa regeneracja wałów doprowadziła do tego, że nadal nami rządzą wały jeszcze głupsze, mniej kompetentne i bardziej bezczelne od komunistycznych. Wały prowadzące państwo- jak ten samolot- wprost do katastrofy.

Polsko – żydowskie pogaduszki w roku 2024

Polsko – żydowskie pogaduszki w roku 2024

Autor: Redakcja Legionu, 8 listopada 2024

W atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, w tajemniczych zakamarkach u nowojorskiego rabina, odbyło się spotkanie w którym uczestniczyli:

Rabin Shmuley Boteach znany jako „Amerykański rabin”, syjonista, uczeń Menachema Mendela Schneersona, związany w przeszłości z Chabad-Lubawicz, a także znany z dwóch artykułów opisujących koszerne kolacje z Mateuszem Morawieckim.

W 2022 r. czasopismo Jewish Journal uznało Boteacha za jedną z 10 najlepszych gwiazd reality show w rankingu “The Top 10 Jewish Reality TV Stars of All Time.”.

Adrian Kubicki, konsul generalny III RP w Nowym Jorku. Były rzecznik prasowy PLL LOT. Mianowany w okresie rządu Morawieckiego. Kubicki jest znany z postulatu włączenia części  amerykańskich Żydów do Polonii.

Być może to zabrzmi w jakimś stopniu kontrowersyjnie, ale uważam, że diasporę żydowską w nowojorskim okręgu konsularnym, należy włączyć w szeroką definicję Polonii, dlatego że znakomita większość Żydów, którzy zamieszkują dzisiaj nowojorski okręg konsularny, to są Żydzi pochodzenia polskiego, z czego sobie bardzo często nie zdają sprawy i nie rozumieją nawet, jaką wartość to niesie dla ich osobistych historii.

Do poczynań pana Kubickiego, odniosła się swego czasu, Katarzyna Treter-Sierpińska publicystka wprawo.pl, pisząc:

“O tym, jak wygląda polsko-żydowski dialog w Nowym Jorku, mogliśmy przekonać się w kwietniu 2018, kiedy urządzono nagonkę na dr Ewę Kurek. Dr Kurek została laureatką nagrody im. Jana Karskiego przyznawanej przez Komitet Dialogu Polsko-Żydowskiego związany z Kongresem Polonii Amerykańskiej. Nagroda miała być wręczona podczas gali w Konsulacie RP w Nowym Jorku. Gala została jednak odwołana, a w nagonce wziął udział m.in. ówczesny sekretarz premiera Morawieckiego, Andrzej Pawluszek, który stwierdził, że uroczystość z udziałem dr Kurek „prowadziłaby do podziałów”

W nagonce na dr Kurek wziął również udział Jonny Daniels (na zdjęciu z ówczesnym rzecznikiem LOT i obecnym konsulem Kubickim). Zdjęcie zostało zrobione w maju 2018, a więc tuż po haniebnym ataku na polską historyk. Najwidoczniej Adrian Kubicki nie widział nic niestosownego w robieniu sobie fotek z Żydem, który zmieszał z błotem dr Kurek. Tak zachowuje się człowiek, który będzie teraz dbał o polsko-żydowski dialog w Nowym Jorku.

Kubicki już wykazał się na tej niwie jako szef Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku. W ramach dialogowania instytut urządził chanukową celebrę połączoną z wystawą zdjęć chasydów z Jerozolimy oraz uczestniczył w organizowaniu festiwalu Jidysz Nowy Jork”. /Były rzecznik LOT został konsulem RP w Nowym Jorku…/

Trzecim uczestnikiem spotkania był Michał Rachoń dziennikarz „PiS-owskich mediów”

Przebieg spotkania był nagrywany i sprawiał wrażenie rytualnego w sensie wygłaszanych wciąż tych samych standardowych formułek.

Shmuley Boteach  przedstawiając do kamery Kubickiego powiedział: Robiliśmy wspaniałą pracę razem, w Carnegie Hall /nowojorska hala koncertowa – przypis red./ i innych miejscach, aby wzmocnić polsko-żydowskie relacje, ale również w Polsce. Nowojorski rabin pochwalił  rząd PiS, który „robił tyle dla promocji Holokaustu”. Zwracając się do Rachonia podkreślił, ze zarówno rząd PiS oraz stacja telewizyjna w której pracuje Rachoń są bardzo pro-izraelskie.

Film pierwszy

Film drugi “dlaczego przychodzisz z flagą Izraela?”

Mordowanie dzieci na życzenie – to ukryty zapis ustawy Żukowskiej i Łobody, którą Sejm skierował do prac w komisjach.

Paweł Chmielewski pch2/hanba-tym-poslom-ustawa-zukowskiej-i-lobody-to-droga-do-bezkarnego-dzieciobojstwa

Hańba tym posłom! Ustawa Żukowskiej i Łobody to droga do bezkarnego dzieciobójstwa na masową skalę

Mordowanie dzieci na życzenie – to ukryty zapis ustawy Żukowskiej i Łobody, którą Sejm skierował dziś do dalszych prac w komisjach. Ekstremistyczny aborcjonizm musi spotkać się z natychmiastowym i zdecydowanym odrzuceniem przez polski naród. 

Sejm do dalszych prac w komisjach skierował ekstremistyczny projekt aborcyjny opracowany przez Annę Marię Żukowską z Lewicy i Dorotę Łobodę z KO. Aborcjonistki mówią, że chodzi „minimalny krok”, a ich projekt jest wręcz „konserwatywny”. Tak naprawdę proponowane przepisy zmierzają do faktycznego zalegalizowania dzieciobójstwa na życzenie aż do trzeciego miesiąca ciąży. Polska znalazłaby się w sytuacji nieco podobnej do Niemiec, tyle, że bez kilku bezpieczników, które przewidział niemiecki ustawodawca.

Dziś w Polsce mordowanie dzieci nienarodzonych jest zakazane, poza wypadkiem zagrożenia życia i zdrowia matki. Lewica próbuje obejść te regulacje różnymi drogami. Minister zdrowia Izabela Leszczyna wraz z premierem Donaldem Tuskiem i ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem przedstawiali niedawno anonimowe „wytyczne”, sugerując, że pod zagrożeniem zdrowia należy też rozumieć zdrowie psychiczne. Miałoby to otworzyć szerzej drogę do zabijania dzieci pod pozorem zaburzeń tego rodzaju.

Rzecz została jednak uznana nawet przez środowiska lewicowe za pozorną, bo wydane wytyczne nie mają żadnej mocy prawnej. Dlatego aborcyjna machina śmierci idzie dalej i sprawę podjęto ponownie.

Anna Maria Żukowska i Dorota Łoboda opracowały bardzo sprytny projekt, który zmierza do dekryminalizacji aborcji oraz pomocnictwa w aborcji. Nie ma sensu wdawać się w szczegóły, bo w całym projekcie istotny jest tak naprawdę tylko jeden zapis: zniesienie odpowiedzialności karnej za mordowanie dzieci.

Artykuł 152 Kodeksu Karnego mówi dziś, że „kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”; a także, że „tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerywaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania”. Ustawa Żukowskiej i Łobody proponuje uchylenie obu tych przepisów. 

To oznacza, że ktokolwiek zabiłby za zgodą kobiety jej dziecko nienarodzone do 12. tygodnia ciąży – byłby bezkarny. Innymi słowy, mordowanie dzieci nienarodzonych w Polsce pozostałoby wprawdzie nielegalne, ale do 3. miesiąca ciąży byłoby niekaralne. Oznaczałoby to pełną swobodę uśmiercania dzieci poczętych.

Dokładnie takie rozwiązania funkcjonują od wielu lat w Niemczech, z ważnym zastrzeżeniem: kobieta, która zamierza uśmiercić swoje własne dziecko, musi najpierw odbyć konsultację w specjalnej poradni i otrzymać formalne zaświadczenie o rozmowie. Musi następnie odczekać trzy dni, które mają być okresem potrzebnym do dalszego namysłu i dopiero wtedy może udać się do lekarza. Ten nie ma prawa zabijać dziecka – bo aborcja jest w Niemczech nielegalna – ale jeżeli kobieta przedłoży mu zaświadczenie, nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

Rozwiązania proponowane przez Żukowską i Łobodę są zatem jeszcze bardziej śmiercionośne niż te, które funkcjonują za Odrą; nie przewidują procedury uzyskiwania żadnych zaświadczeń ani konieczności odczekania jakiegokolwiek czasu. W myśl tych regulacji kobieta idzie do lekarza, który zabija jej dziecko – i już, dokonane morderstwo nie może zostać ukarane. 

Fakt, że tak ekstremistyczna i ludobójcza ustawa została przez większość sejmową skierowana do dalszych prac w komisji, zasługuje na najwyższe potępienie. Prezydent Andrzej Duda zapowiadał wielokrotnie, że nie podpisze żadnej ustawy, która poszerza w tego rodzaju sposób swobodę mordowania dzieci poczętych. Mamy nadzieję, że Prezydent tego słowa dotrzyma i jeżeli omawiana ustawa trafi na jego biurko – odmówi jej podpisania.

To, że w Sejmie znalazła się większość złożona z KO, Polski 2050, części PSL i Razem gotowa poprzeć dalsze prace nad tą ustawą, pokazuje, w jak fatalnym stanie moralnym i cywilizacyjnym znajduje się dziś Polska. Znaczna część posłów nie waha się lekko traktować sprawy życia i śmierci, masowego mordowania niewinnych. Nie interesuje ich ani wzgląd na prawo Boże, ani nawet dobro polskiego narodu. Znajdujemy się przecież w niezwykle głębokim kryzysie demograficznym. W Niemczech, gdzie aborcję jest wykonać nieco trudniej, niż byłoby w Polsce na gruncie tej ustawy, morduje się co roku 100 tysięcy dzieci. Jak wiele byłoby ofiar ustawy Żukowskiej i Łobody w Polsce?

Posłowie nie boją się krwi niewinnych na swoich rękach. Polacy muszą wiedzieć, z kim mają do czynienia; czekamy, aż głos zabiorą w tej sprawie również polscy biskupi, przypominając o ciężkiej odpowiedzialności przed Bogiem, która grozi im za ich czyny.

Odpowiedzialność przed narodem musimy wymierzyć my: wzywając posłów do opamiętania i stanowczo zwalczając wszystkie polityczne formacje, które gotowe są wprowadzać do naszego kraju mordercze prawa godzące w życie dzieci nienarodzonych.

Paweł Chmielewski

Kołtun medyczny

Kołtun medyczny

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

czyli wiara w dobroczynną moc „szczepionek”, tak wielka, że prowadzi miliardy ludzi wprost do grobów!


Dlaczego zniknęły epidemie?


I dlaczego szczepienia nie miały z tym zjawiskiem nic wspólnego?



Oszuści szczepionkowi odpowiedzą, że przyczyną zaniku epidemii były szczepienia.

Będą tej tezy bronić do upadłego, zwłaszcza ci  których sowicie opłacają  koncerny produkujący tak zwane szczepionki, oraz tak zwani pożyteczni idioci, czyli leniwi intelektualnie durnie którym nie chcę się dokształcić poprzez  lekturę powszechnie dostępnych w internecie prac naukowych!!

Teza o wyeliminowaniu epidemii poprzez szczepienia jest bardzo łatwa do obalenia.

Przypomnę, że epidemie gruźlicy ustąpiły w tym samym czasie zarówno w Anglii gdzie szczepiono na gruźlicę jak i w USA, gdzie szczepień na gruźlicę nie było! 
Szczepionki na różne choroby były wprowadzone na rynek już po ustąpieniu epidemii i nie miały żadnego wpływu na to zjawisko, co pokazał na oficjalnych danych statystycznych dr Jaśkowski w książce ” Szczepienia, trzysta lat oszustw”.

Przypomnę, że choroby  zakaźne ustąpiły samoczynnie w skali masowej, również te na które nigdy nie było i nie ma żadnych szczepionek!!

Szczepienia to współczesna odmiana kołtuństwa, czyli wiara w to, że kołtun na zawszonym łbie służy zdrowiu! Współcześni wyznawcy kołtuństwa szczepionkowego dowodzą, że wpuszczenie do organizmu człowieka gnijących odpadów zwierzęcych i ludzkich oraz chemicznych trucizn, jest gwarancją zdrowia!  ( więcej na ten tamat tutaj: 
Gnój zwany szczepionką
oraz tutaj:
Kanibalizm szczepionkowy

A jaka jest rzeczywistość udowodniona w tysiącach prac naukowych?

W skali światowej nie ma ani jednej pracy naukowej potwierdzającej skuteczność jakiejkolwiek szczepionki, co oficjalnie potwierdzają państwowe instytucje zajmujące się ochroną zdrowia, w tym polskie Ministerstwo Zdrowia.

Robert F. Kennedy Jr założyciel fundacji badającej wpływ szczepionek na zdrowie ludzi, wyznaczył nagrodę w wysokości 0,5 mln. dolarów dla osoby bądź instytucji która wskaże badania (swoje lub cudze) potwierdzające skuteczność szczepień. Minęło 9 lat i nikt się po odbiór nagrody nie zgłosił!

Poseł Wilk w interpelacji poselskiej zapytał polskiego ministra zdrowia czy ministerstwo posiada jakieś badania potwierdzające skuteczność szczepień. W odpowiedzi uzyskał informację, że ministerstwo nie posiada takich badań.

25 czerwca 2024 r. odbyło się w Sejmie II posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia i Życia Polaków.
Na podstawie analizy ponad 1200 publikacji naukowych i oficjalnych źródeł dr Błochowiak i dr Witczak wykazali, że obowiązkowe szczepionki podawane dzieciom w ramach kalendarza szczepień ochronnych są niebezpieczne,
a same badania kliniczne nad tymi szczepionkami zostały celowo przeprowadzone niezgodnie ze sztuką naukową, w celu zafałszowania ich końcowego wyniku. Z tego powodu obecne szczepionki nie powinny być dopuszczone do obrotu w Polsce.

Skoro wiara w kołtuństwo szczepionkowe jest współczesnym zabobonem i oszustwem nie mającej nic wspólnego z zanikiem epidemii, to co spowodowało, że epidemie same z siebie zniknęły?

Wymienię najważniejsze przyczyny:

1. Likwidacja głodu będącego zjawiskiem powszechnym w większości państw do końca XIX wieku, zwłaszcza na wsiach (przednówek w Polsce)

2. Budowa kanalizacji w miastach. Tam gdzie wybudowano kanalizację, nigdy już nie wybuchły żadne epidemie!

3. Pojawienie się bieżącej wody w miastach, zachowały się średniowieczne poradniki lekarskie przeznaczone dla kobiet w ciąży, które zalecały aby kobiety ciężarne piły kilka litrów dziennie…piwa. Nie było ono skażone biologicznie jak woda ze studni, gdyż w procesie fermentacji alkohol zabija różne patogeny.

4. Pojawienie się bieżącej wody i ubikacji w mieszkaniach, w skali masowej.

5. Wynalazek lodówek oraz ich masowe rozpowszechnienie, co ograniczyło psucie się żywności i zatrucie nią.

4. Zdecydowana poprawa warunków lokalowych w miastach i na wsi ( zachowało się wiele opisów tragicznych warunków bytowych na wsiach: w jednej izbie przebywało czasami kilkanaście osób wraz z inwentarzem)

5.Wprowadzenie 8 godzinnego dnia pracy. Za odporność immunologiczną organizmu ludzkiego odpowiada głównie witamina D3, która jest wytwarzana w skórze człowieka pod wpływem promieni słonecznych.
Przy 12 godzinnym dniu pracy, ludzie nie widzieli słońca: wychodzili do pracy gdy było jeszcze ciemno i wracali gdy już było ciemno!
Mieli ogromny deficyt witaminy D3, więc posiadali katastrofalnie obniżoną odporność organizmu. Stąd powszechność różnych chorób  w tym gruźlicy, czemu sprzyjało też powszechnie niedożywienie!

6. Postęp w medycynie ograniczający śmiertelność urazową, oraz wynalezienie antybiotyków.

7. Postęp cywilizacyjny szeroko rozumiany: edukacja, powszechne szkolnictwo, wyeliminowanie analfabetyzmu, elektryfikacja itp.

To powyższe czynniki wyeliminowały wszelakie epidemie! Szczepienia nie miały na to zjawisko żadnego wpływu na co jest tysiące dowodów naukowych.

Natomiast trujące mikstury wpuszczane ludziom do ich ciał jako „szczepionki” odpowiadają za ogrom chorób i zgonów, w tym nowotworowych!!!  (pisałem o tym tutaj:  pospoliteruszenie.org/Rak a szczepienia.html 
Przypomnę, że oficjalne dane statystyczne dotyczące przyczyn zgonów w USA pokazują, że zatrucie lekami i błędy w sztuce medycznej stanowią trzecią przyczynę zgonów, po chorobach sercowo naczyniowych i nowotworach. Rocznie ginie z rąk medyków w USA ok 200 tysięcy ludzi! 

Gdy kilkanaście lat temu wybuchł strajk generalny służby zdrowia w Izraelu, to w ciągi kilku miesięcy jego trwania śmiertelność  w populacji Żydów spadła o 30 %.
Gdyby przez analogię do statystyk amerykańskich oszacować ilość polskich obywateli zabijanych rocznie przez medyków lekami i błędami w sztuce lekarskiej, to „białe kitle” zabijają rocznie ok 60-70 tysięcy Polaków!

„Przyczepiło się gówno do okrętu i mówi płyniemy”.

Tym gównem są tak zwane szczepionki i inny farmaceutyczny syf , zaś okrętem otumanieni propagandą obywatele świata truci na wszelkie sposoby przez tak zwaną służbę zdrowia!
Apogeum tego zbrodniczego procesu była tak zwana „pandemia” covida-19, w trakcie której zatruto miliardy ludzi na całym świecie  tak zwanymi „szczepionkami”, czyli bronią biologiczną, na co są liczne dowody!


Anthony Ivanowitz 8.11.2024r.
www.pospoliteruszenie.org

Friday Funnies: The Winning Hand

Friday Funnies: The Winning Hand

God Bless America

Robert W Malone MD, MS Nov 08, 2024
















What are the Democrats? What’s that party for? When I was a kid they were the party of the working man, the little guy. That’s the Trumpian GOP now. When I was a young woman they were the antiwar party. That’s the Trumpian GOP. The party of generous spending? The Trumpian party says hold my beer. What belief do the Democrats hold that distinguishes them? LGBTQ, woke, gender theory, teachers unions, higher taxes? Why not throw in cholera and chlamydia?

Peggy Noonan, WSJ







For those that have been following the vote count…

Harris had won about 67 million votes, compared to the approximately 81 million Biden garnered in 2020. The vote count isn’t over yet – but the numbers don’t add up…










https://www.youtube-nocookie.com/embed/4aBQC1-DZqA?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


Raport ONZ: 70 % ofiar śmiertelnych wojny Izraela z Hamasem w Strefie Gazy stanowią kobiety i dzieci

Wstrząsające statystyki ONZ. W Strefie Gazy giną głównie kobiety i dzieci. „Systemowe naruszenia podstawowych zasad”

8.11.2024 nczas/w-strefie-gazy-gina-glownie-kobiety-i-dzieci

Chłopiec w Strefie Gazy. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Chłopiec w Strefie Gazy. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

70 proc. ofiar śmiertelnych wojny Izraela z Hamasem w Strefie Gazy stanowią kobiety i dzieci – wynika z raportu ONZ, opublikowanego w piątek. Badanie oparte jest na danych z pierwszego półrocza izraelskiej interwencji w tej palestyńskiej półenklawie.

ONZ zweryfikowała personalia około 25 proc. spośród 34,5 tys. zabitych podczas pierwszych sześciu miesięcy izraelskiej ofensywy w Strefie Gazy. Na tej podstawie organizacja oceniła, że 70 proc. ofiar śmiertelnych to kobiety i dzieci.

„Dane wskazują na systemowe naruszenia podstawowych zasad międzynarodowego prawa humanitarnego” – zaalarmował w raporcie Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka (UNHCHR) Volker Tuerk.

Najmłodsza ofiara zidentyfikowana przez ONZ to chłopiec, który zmarł dzień po narodzinach, a najstarsza – 97-letnia kobieta.

Strefa Gazy ma jedną z najmłodszych populacji na świecie – niemal 47 proc. spośród około 2 mln mieszkańców to osoby poniżej 18. roku życia. UNICEF, agencja ONZ działająca na rzecz dzieci, nazwała Gazę „najniebezpieczniejszym miejscem dla dzieci”.

Organizacje humanitarne od miesięcy ostrzegają przed katastrofalną sytuacją w pół-enklawie. W wyniku bombardowań zniszczone zostały szkoły, szpitale i obozy dla uchodźców. Brakuje podstawowych artykułów żywnościowych i leków, a Izrael blokuje znaczną część dostaw pomocy.

Wojna w Strefie Gazy wybuchła po ataku Hamasu na południowy Izrael 7 października 2023 r. W odpowiedzi izraelskie wojska rozpoczęły operację zbrojną, której celem – jak deklarują władze w Jerozolimie – jest całkowite zniszczenie struktur wojskowych i politycznych Hamasu oraz jego zaplecza. Według władz lokalnych, od początku izraelskiej ofensywy zginęło już ponad 44 tys. Palestyńczyków.

SZATAN NA CO DZIEŃ


Komentarz Eleison nr CMIII (903)

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

2 listopada 2024 fsspxr/komentarze-eleison

SZATAN NA CO DZIEŃ

„Ab inimico disce” to kolejne z wielu trafnych łacińskich sentencji – „Ucz się od swojego wroga”. Tekst zacytowany poniżej jest klasyczną ilustracją tej zasady. Pochodzi z klipu wideo dostępnego w języku francuskim w Internecie pod adresem crowdbunker.com/v/CPpx2RTFm7 . Pokazuje on starszego masona udzielającego praktycznych instrukcji niektórym ze swoich młodszych kolegów, jak trzymać dusze z dala od Chrystusa poprzez promowanie takich elementów życia codziennego, które coraz bardziej utrudniają prowadzenie jakiegokolwiek życia duchowego.

Masoneria jest potężnym wrogiem Chrystusa, powstałym w Londynie w 1717 roku i – z czego wielu masonów nie do końca zdawało sobie sprawę – mającym na celu zniszczenie Kościoła katolickiego. Szybko rozprzestrzeniła się na Francję i Amerykę i od tamtej pory odgrywa ważną rolę w dechrystianizacji całego świata.

Aby skorzystać z treści poniższego tekstu, katolicy muszą jedynie odwrócić wszystkie zawarte w nim rady. Mówi on na przykład, by trzymać się z dala od natury. Wręcz przeciwnie, św. Ignacy powiedział do małego kwiatka: „Bądź cicho, wiem, o kim do mnie mówisz”.

Słynny angielski poeta William Wordsworth (1770-1850) napisał podobnie:

„Dla mnie najpodlejszy kwiat, taki może dać wiatr
Myśli, które często leżą zbyt głęboko na łzy”.

Szatan jednak nie chce, aby dusze docierały do Boga poprzez jego stworzenie, dlatego szatańska masoneria, jeśli tylko może, eliminuje wszelki kontakt ludzi z naturą.

Poniższy tekst jest istotnie satanistyczny (w wolnym tłumaczeniu).

„…tak, aby nie mieli czasu na rozwijanie jakiejkolwiek zażyłej relacji z Chrystusem. Oto, co chcę, abyś zrobił. Odwróć uwagę ludzi od ich przywiązania do Jezusa Chrystusa i trzymaj ich z dala od Niego przez cały dzień. Zapytasz, jak mamy to zrobić? Zajmijmy ich nieistotnymi sprawami życia i wymyślmy wszelkiego rodzaju urządzenia, aby zająć ich umysły. Kuśmy ich, by wydawali i wydawali, by pożyczali i pożyczali, przekonujmy młode żony, że muszą iść do pracy, a mężów, że muszą pracować sześć dni w tygodniu, od ośmiu do dwunastu godzin dziennie, by mogli utrzymać swój standard życia. Rodzice nie mogą spędzać czasu ze swoimi dziećmi. Podczas gdy rodzina jest rozbijana, wkrótce dom nie będzie stanowił miejsca ucieczki przed presją pracy. Nadmiernie stymuluj ich umysły, aby nie mogli już usłyszeć cichego, małego głosu, który przemawia w ich wnętrzu. Niech słuchają radia podczas jazdy samochodem. Zachęć ich do ciągłego włączania telewizora, filmów lub płyt CD w domu. Niech wszystkie restauracje i sklepy w okolicy stale grają muzykę. To zaburzy ich umysły i odetnie od jakiegokolwiek zjednoczenia z Chrystusem. Napełniaj ich umysły wiadomościami i pogodą 24 godziny na dobę. Trzeba zając ich czas w samochodzie jaskrawymi reklamami. Zalej ich skrzynki e-mailowe i skrzynki na listy brudem i niepożądanymi wiadomościami e-mail, aby doprowadzić ich do grzechu śmiertelnego. Nawet na wakacjach pozwól im posunąć się za daleko. Spraw, by wrócili z wakacji wyczerpani, zdenerwowani i niegotowi do powrotu do pracy w następnym tygodniu. Nie pozwalaj im wracać na łono natury, by się zrelaksować, niech raczej uciekają się do parków rozrywki, wydarzeń sportowych, koncertów, kin i centrów handlowych, a ilekroć spotykają się na duchowym spotkaniu, niech nie rozmawiają o niczym głębokim ani o żadnej duchowej walce. Zniechęcaj ich do cieszenia się towarzystwem Chrystusa. Kiedy spotykają się razem, niech zamiast tego wypełniają swój czas paplaniną, głupim śmiechem i plotkami, tak by odchodzili z niespokojnymi sumieniami i uczuciami…”

Czyż nie znajdujemy istoty programu życia niezliczonych współczesnych rodzin, tego, co nazwalibyśmy „wyścigiem szczurów”? Czy nadal zastanawiamy się, dlaczego świat coraz bardziej oddala się od Boga? Jeśli przeciwnie, rodzice chcą wychowywać swoje dzieci w bliskości z Matką Bożą, niniejsze Komentarze polecają rodzinne czytanie każdego wieczoru Poematu Boga-Człowieka Marii Valtorty. Z pewnością Pan Jezus dał ten skarb powojennemu światu, między innymi jako alternatywę dla tak wielu zatrutych ekranów, które wkrótce miały wypełnić ludzkie domy.

Kyrie eleison.

Gigantyczny wzrost emisji CO2 z prywatnych lotów. Tak „ratują planetę” także klimatyści

Gigantyczny wzrost emisji CO2 z prywatnych lotów. Tak „ratują planetę” także klimatyści

pch/gigantyczny-wzrost-emisji-co2-z-prywatnych-lotow

(pixabay.com)

Roczne emisje dwutlenku węgla z prywatnych lotów wzrosły o 46 proc. między 2019 a 2023 rokiem, wynika z analizy opublikowanej w „Communications Earth & Environment”. Okazuje się, że latający prywatnymi samolotami mogą generować niemal 500 razy więcej dwutlenku węgla rocznie niż przeciętna osoba. Na tym nie koniec, emisje znacznie rosną podczas międzynarodowych wydarzeń – np. takich jak… konferencja klimatyczna COP 28.

Lotnictwo prywatne jest wysoce energochłonne i emituje znacznie więcej CO2 na pasażera niż loty komercyjne, ale korzysta z niego zaledwie około 0,003 proc. światowej populacji. Mimo to, pełna skala globalnego lotnictwa prywatnego i jego emisji jest słabo rozpoznana.

Stefan Gossling z Linnaeus University w Kalmar, w Szwecji wraz ze współpracownikami przeanalizował dane z rejestrów 18 655 789 prywatnych lotów wykonanych przez 25 993 zarejestrowane samoloty typu business jet w latach 2019-2023, które reprezentują zdecydowaną większość lotnictwa prywatnego. Następnie badacze obliczyli emisje CO2 dla każdego lotu, łącząc deklarowaną przez producentów normę zużycia paliwa modelu samolotu z czasem trwania lotu i jego trasą.

Odkryto, że te loty wytworzyły łącznie około 15,6 miliona ton CO2 w 2023 roku — średnio około 3,6 tony CO2 na lot. Oznacza to 46 proc. wzrost emisji z lotnictwa prywatnego w porównaniu z 2019 r. i stanowi około 1,8 proc. całkowitych emisji lotnictwa komercyjnego w 2023 r.

Autorzy zauważają, że duże wydarzenia międzynarodowe wiążą się z wyjątkowo dużą liczbą prywatnych lotów. Na przykład w przypadku konferencji klimatycznej COP 28 odnotowano 644 prywatne loty, które wytworzyły 4 800 ton CO2, natomiast w czasie Mistrzostw Świata FIFA 2022 wykonano 1 846 prywatnych lotów, generujących 14 700 ton CO2. Rekordziści wytworzyli 2 400 ton CO2 na osobę w 2023 r. To prawie 500 razy więcej niż przeciętna emisja na osobę w 2020 r. (4,5 tony ekwiwalentu CO2).

Źródło: PAP pap logo prac. MA

Koncepcja panny filozofówny

Koncepcja panny filozofówny

8.11.2024 Stanisław Michalkiewicz nczas/koncepcja-panny-filozofowny

Katarzyna Kasia oraz Stanisław Michalkiewicz.
Katarzyna Kasia oraz Stanisław Michalkiewicz. / foto: screen YouTube (kolaż)

Już od dawna twierdzę, że w naszym nieszczęśliwym kraju ma miejsce mechanizm dziedziczenia pozycji społecznej. Dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet jeśli mają tylko pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają, kiedy grają, a kiedy nie. Dzieci konfidentów zostają konfidentami, a dzieci filozofów – filozofami.

Jednym z przykładów takiego dziedziczenia pozycji społecznej jest doktor nauk filozoficznych, czy może doktorka tych nauk, pani Katarzyna Kasia.

Mówię o dziedziczeniu pozycji społecznej, bo jej ojcem był doktor habilitowany Andrzej Kasia, oczywiście filozof. Przyjaźnił się z nim Jan Himilsbach, który nawet czasami zachodził doń o poranku po „nieprzespanej nocy znojnej”, z przygodnymi kompanami, co to jeszcze niezupełnie wyszli z nirwany, pokazywał im doktora Kasię i mówił: wiesz, żłobie, kto to jest? To jest pan profesor filozofii i on zaraz pójdzie uczyć studentów. Podobno w przygodnych kompanach wzbudzało to cześć nabożną – bo profesorowie, a już zwłaszcza – filozofowie – wzbudzają w maluczkich cześć nabożną jako ci, co wspięli się na szczyty wszechnauk.

Tymczasem nic podobnego. Filozofia była nauką w starożytności, kiedy to stanowiła syntezę całej ówczesnej wiedzy. Później było to już coraz mniej możliwe i w rezultacie filozofowie tak naprawdę opowiadają nam o sobie, o swoich urojeniach, lękach, sympatiach i antypatiach. Nie ma w tym niczego specjalnie złego, ale nie jest to żadna nauka. Nieporozumienie polega na tym, że siłą inercji filozofia nadal pozostaje dyscypliną akademicką, więc filozofowie kolekcjonują tytuły naukowe i powierza się im nauczanie studentów, którzy naiwnie myślą, że to wszystko naprawdę.

Chociaż nie wszyscy, bo pamiętam kolegę Kaliksta H, który zbuntował się przeciwko nauczaniu filozofii, mówiąc z goryczą: co to za nauka? Jeden p…doli o Duchu, drugi o Idei – i ja mam sobie takimi głupstwami zaśmiecać pamięć?

Ale nec Hercules contra plures, więc filozofia nadal uchodzi za naukę, a jej adepci zaśmiecają biblioteki makulaturą, zwodząc maluczkich na manowce. Nawiasem mówiąc, nieżyjący już prof. Bogusław Wolniewicz, sam zresztą filozof, zauważył, że współczesna filozofia jest całkowicie bezpłodna, tylko ukrywa to za parawanem „organizacyjnej krzątaniny”, która ma nadawać jej pozory życia.

Faceci z wąsem

Wracając do pani Katarzyny Kasi, to obecnie znalazła ona przytulisko w rządowej telewizji, no bo jużci; z czegoś żyć trzeba, a coraz mniej jest chętnych do płacenia za zbawienne prawdy, że „Byt jest, a Odbytu nie ma”. No a tam – jak to w telewizji – trzeba z jednej strony piętnować, a z drugiej – lansować. Akurat wszyscy tak robią zarówno w telewizji rządowej, jak i w tych nierządnych. Różnica sprowadza się do tego, kogo się piętnuje, a kogo lansuje – ale o tym nie decydują szeregowi funkcjonariusze Propaganda Abteilung, tylko zaufani szefowie, a niekiedy nawet – oficerowie prowadzący. Na tym właśnie polega niezależne dziennikarstwo w niezależnych mediach głównego nurtu.

Więc tak się składa, że pani dr Katarzyna Kasia nie tylko sama piętnuje i lansuje, ale i jest lansowana. Mam na myśli niedawną publikację pani Katarzyny, puszczoną przez Judenraat „Gazety Wyborczej”. Podzieliła się tam z mikrocefalami, stanowiącymi środowisko tej gazety, uwagą, że „wkurza ją”, iż prawa dla kobiet ustalają faceci z wąsami. Na pierwszy rzut oka można byłoby sobie pomyśleć, że przyczyną irytacji mogą być te wąsy. Rzeczywiście, niektóre panie wąsów nie lubią, zwłaszcza tych krótko przystrzyżonych, bo podczas bliskich spotkań III stopnia kłują je one w tak zwane „okolice bikini” – ale jestem pewien, że pani dr Katarzynie Kasi nie o wąsy chodzi, tylko o to, że prawa dla kobiet ustanawiają faceci, wszystko jedno z wąsami czy bez. Wypływa z tego morał w tym sposobie, że najlepiej by było, gdyby prawa dla kobiet ustanawiały kobiety, a dla facetów – faceci.

Demokracja płci

Wymagałoby to jednak bardzo głębokiej reformy parlamentaryzmu, znacznie głębszej od postulowanej przez Fryderyka von Hayek’a „demarchii” – bo przewidywała ona wprawdzie dwie izby parlamentu, ale zróżnicowane cenzusem wieku, ale nie płci. Tymczasem spełnienie postulatu pani doktor Kasi musiałoby doprowadzić do demokracji płciowej, w której funkcjonowałyby dwa parlamenty; jeden damski, a drugi męski – podobnie jak obecnie toalety.

Inna sprawa, że wobec osiągnięć tak zwanej przez Józefa Stalina „nauki przodującej”, ta koncepcja może być już nieaktualna, bo liczba płci rośnie w postępie geometrycznym, a poza tym – na co zwrócił uwagę Tadeusz Boy-Żeleński – nawet w obrębie jednej płci mamy do czynienia z płynnością sytuacji. Jakże bowiem inaczej rozumieć fragment: „za co stwór podeszły wiekiem, co kobietą być już przestał, a nigdy nie był człowiekiem, windujemy na piedestał?”. Czy trzeba nam lepszego dowodu, potwierdzającego, że kobietą się nie jest, kobietą się bywa? W takim razie komu tak naprawdę powierzyć stanowienie praw dla kobiet, skoro faceci z wąsami panią doktor Kasię „wkurzają”?

Destrukcja więzi

W tej sytuacji trudno dopatrzyć się jakichś zalet „koncepcji” pani dr Katarzyny Kasi – ale paradoksalnie to właśnie może być powód, dla którego Judenrat „Gazety Wyborczej” udzielił jej łamów swojego pisma. Jak wiadomo, nasz tubylczy Judenrat, podobnie jak Judenraty w innych nieszczęśliwych krajach, tradycyjnie lokują się w pierwszych szeregach nieubłaganego postępu, czyli mówiąc konkretnie – rewolucji komunistycznej. Komunizm jest bowiem najlepszym sposobem uchwycenia i utrzymania władzy mniejszości nad większością, ponieważ z chwilą likwidacji własności prywatnej poddaje wszystkich ludzi dyktaturze władzy politycznej, która w dodatku dzisiaj – w związku z planami likwidacji pieniądza gotówkowego, mogłaby każdego podejrzanego o wrogie intencje, zwyczajnie i dosłownie wyłączyć.

Oczywiście o tym nie wolno głośno mówić, to znaczy – na razie jeszcze wolno, ale jak podkręceni przez Judenrat bodnarowcy zaczną korzystać ze stworzonego właśnie narzędzia terroru w postaci penalizacji „mowy nienawiści”, to każdego nienawistnika będzie można wtrącić do lochu, nawet – do dołu z wapnem. Zanim to jednak nastąpi, lepiej nie płoszyć przedwcześnie potencjalnych ofiar, więc wypada lansować rozmaite „koncepcje” – ot, chociażby takie, jaką właśnie przedstawiła nasza panna filozofówna – bo nuż natrafi ona na jakiegoś amatora, który będzie próbował wprowadzić ją w życie – co doprowadzi do jeszcze większego chaosu niż ten wytworzony przy okazji operacji „przywracania praworządności”. A o to właśnie chodzi, bo pierwszym krokiem do zwycięstwa rewolucji komunistycznej jest doprowadzenie do destrukcji wszystkich organicznych więzi społecznych i zastąpienie ich doktrynerskimi dyrektywami. A ponieważ cadykowie z Judenratu uznali, że koncepcja panny filozofówny może być podyktowana doktrynerskimi motywami, to udzielili jej swoich łamów.

Czy Polska będzie niepodległa?

Fundacja Pro-Prawo do życia
Czym jest niepodległość

Niepodległa może być tylko wspólnota, która jest świadoma swojej tożsamości. Tłum kibiców, albo fanów gwiazdy estrady niepodległy nigdy nie będzie, rządzą nim emocje mogące zmienić się w każdej chwili. Często bywało, że entuzjazm zamieniał się w panikę, w wyniku której członkowie tłumu tratowali się nawzajem. 
Niepodległość zasadniczo odnosi się do narodów, których spoiwem jest kultura. Naród może przetrwać przez wieki mimo braku własnego państwa, a nawet wrogości państwa, które nim włada. Podobne wątki znajdujemy w historii Polski. Naród polski przetrwał czasy upadku, a nawet wyszedł z nich wzmocniony. Jak do tego doszło? Warto dzisiaj, w przeddzień święta niepodległości, zastanowić się nad tą ważną kwestią i wyciągnąć z niej wnioski.Czy Polska będzie niepodległa? [foto]Niepodległość zasadniczo odnosi się do narodów, których spoiwem jest kultura. Naród może przetrwać przez wieki mimo braku własnego państwa, a nawet wrogości państwa, które nim włada. Przykładem mogą być Irlandczycy, którzy przetrwali wieki bezwzględnych prześladowań ze strony Anglików, aby na początku XX wieku zrzucić dominację angielską i stworzyć własne państwo. Krwawe prześladowania ze strony Anglii nie zdołały zniszczyć narodu, zakorzenionego w swojej kulturze, której rdzeniem była wiara katolicka zaszczepiona przez świętego Patryka i kultywowana przez jego następców. 

Podobne wątki znajdujemy w historii Polski. W odróżnieniu od Irlandii, Polska miała długie tradycje niezależnej, a nawet mocarstwowej, państwowości. Wspaniała historia nie uchroniła jednak Polaków od utraty państwowości pod koniec XVIII wieku. Powstania XIX wieku nie tylko nie doprowadziły do odbudowy państwa, ale przyczyniły się do ataku zaborców na instytucje kultury – szkolnictwo, klasztory, samorządy i na język polski. Ziemiaństwo, które było nośnikiem patriotyzmu, zostało zdziesiątkowane i pozbawione znacznej części majątków, w wyniku klęski Powstania Styczniowego.
Naród polski przetrwał jednak czasy upadku, a nawet wyszedł z nich wzmocniony. Jak do tego doszło?  

W 1877 roku miały miejsce objawienia w Gietrzwałdzie, w zaborze pruskim. Matka Boska objawiła się dwóm dziewczętom przygotowującym się do Pierwszej Komunii. Przez ponad 2 miesiące, za ich pośrednictwem, zwracała się do wiernych, żądając codziennego odmawiania różańca, porzucenia pijaństwa i przestrzegania zasad moralnych. Matka Boska mówiła po polsku! Objawienia wywołały olbrzymi odzew wśród Polaków we wszystkich zaborach. Rzesze pielgrzymów odmawiające różaniec po polsku uświadomiły sobie, że są jednym narodem.  Szacuje się, że w 1877 roku Gietrzwałd odwiedziło ponad pół miliona pielgrzymów, mimo, że zaborcy represjami próbowali ograniczyć ruch pielgrzymkowy. W kolejnych latach do Gietrzwałdu przybywały następne setki tysięcy pielgrzymów. 

Ksiądz Krzysztof Bielawny, w swojej książce „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu” pisze, że objawienia gietrzwałdzkie wywołały odrodzenie religijne, moralne, a w konsekwencji demograficzne narodu polskiego. Klasy wyższe utraciły swoją pozycję, a często również wiarę, ale nośnikiem patriotyzmu stał się lud polski, który odpowiedział na wezwanie Matki Boskiej do nawrócenia. W ciągu kolejnych czterech dziesięcioleci liczba Polaków we wszystkich zaborach wzrosła z 10 do 20 milionów. Ta ekspansja demograficzna stała się fundamentem do odzyskania niepodległości. Źródłem odrodzenia narodowego było jednak odrodzenie religijne. 

Spójrzmy z perspektywy objawień gietrzwałdzkich na to, co dzisiaj dzieje się w Polsce.  Kolejne rządy oddają atrybuty suwerenności instytucjom międzynarodowym. Rzuca się w oczy zapaść demograficzna  – w roku 2023 urodziło się w Polsce 272 000 dzieci, podczas, gdy w czasach II RP roczna liczba urodzeń przekraczała milion! Polska stała się celem ataku ideologicznego ze strony Unii Europejskiej i innych instytucji międzynarodowych, które żądają od polskich władz upowszechnienia aborcji i systemowej demoralizacji. Kolejne polskie rządy naciskom tym ulegają.  

W przeddzień Święta Niepodległości w Sejmie trwa debata dotycząca ułatwień w zabijaniu polskich dzieci w łonach ich matek. Być może ludobójcze postulaty lewicy nie uzyskają i tym razem większości, ale 

masowe, choć nielegalne, mordy aborcyjne na polskich dzieciach trwają od lat, a politycy, również ci, którzy podają się za patriotów, nic nie robią aby je powstrzymać. 

Trawestując słowa Jana Pawła II, można powiedzieć, że państwo, które zabija własne dzieci skazane jest na upadek. Czy ten upadek jest nieuchronny? Z pewnością nie powstrzyma go skorumpowana klasa polityczna, która myśli tylko o wygodnym życiu dla siebie. 
Odrodzenie Polski może przyjść tak, jak w wieku XIX: przez nawrócenie rzesz zwykłych Polaków. Recepta jest taka sama: różaniec, porzucenie pijaństwa (i innych uzależnień), przestrzeganie przykazań. 

Czy będziemy zdolni do takiego nawrócenia? 

Na pewno nie, jeśli będziemy bierni. Dlatego nasza Fundacja organizuje w całej Polsce publiczne modlitwy różańcowe w intencji odnowy moralnej Polski. Różańce te połączone są z ulicznymi akcjami informacyjnymi, w trakcie których budzimy sumienia Polaków, kształtujemy świadomość na temat aborcji i deprawacji dzieci oraz wzywamy do mobilizacji i podjęcia osobistych działań.
Dzięki temu kolejne osoby dołączają do nas i jako Kapitanowie Różańcowi, z pomocą naszych koordynatorów, zaczynają organizować takie działania w swoim miejscu zamieszkania. Setki osób gromadzą się dzięki temu na publicznych różańcach, często w miejscach, w których tego typu inicjatywy podejmowane są po raz pierwszy. Do tysięcy kolejnych modlitwa oraz prawda o aborcji i deprawacji dociera za pomocą megafonów i wielkoformatowych plakatów. W trakcie tych akcji w sposób szczególny zwracamy się o pomoc do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, której wizerunek umieściliśmy na bannerach. Aby wesprzeć kolejne osoby w organizacji różańców i kształtować sumienia kolejnych osób, niezbędne jest stałe i regularne wsparcie naszych darczyńców.

Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam dotarcie z prawdą i modlitwą do kolejnych Polaków, mobilizując w ten sposób nasze społeczeństwo do działania i przemiany moralnej.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl


Trump wygrał, Scholz upadł. Niemcy przygotowują się na zmianę w USA

7 listopada 2024 pch24.pl/trump-wygral-scholz-upadl

Trump wygrał, Scholz upadł. Niemcy przygotowują się na zmianę w USA

Paweł Chmielewski

Trump wygrał, Scholz upadł, Niemcy będą mieć nowy rząd. Jeżeli komuś wydawało się, że wraz z prezydenturą Trumpa to Polska stanie się najważniejszym sojusznikiem USA w Europie, niech patrząc na wydarzenia w Niemczech takie nadzieje porzuci.

Kiedy w styczniu 2021 roku prezydenturę w USA objął Joe Biden, w Niemczech formował się właśnie nowy rząd koalicyjny SPD, Zielonych i FDP. Obie strony doszły szybko do porozumienia w kluczowej dla Berlina sprawie: Waszyngton podjął decyzję o zezwoleniu na dokończenie budowy Nord Stream 2. Przygotowany w trójkącie Waszyngton-Berlin-Moskwa deal runął jednak w lutym 2022 roku. Niemiecka koalicja rządowa miała od tej pory gigantyczne problemy, które cały czas się spiętrzały.

Teraz koalicja upadła. W dniu, w którym ogłoszono zwycięstwo w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa, kanclerz Niemiec Olaf Scholz wyrzucił z rządu szefa FDP Christiana Lindnera, a to oznacza przyspieszone wybory. Sondaże nie pozostawiają złudzeń: przewaga chadecji jest tak gigantyczna, że nowym kanclerzem będzie Friedrich Merz. Nie wiadomo jeszcze, kiedy dojdzie do wyborów: Scholz mówił o marcu, CDU naciska na wcześniejszy termin.

SPD, jak wiadomo, jest od lat silnie powiązana z Rosją. Przypadki Gerharda Schrödera czy Manueli Schwesig to absolutna klasyka. CDU siedzi o wiele głębiej w kieszeni Stanów Zjednoczonych. Sam Friedrich Merz przez wiele lat współpracował jako finansista z takimi amerykańskimi gigantami jak Mayer Brown czy BlackRock. Sektor medialny stojący za CDU to w prostej linii twór Amerykanów, którzy po 1945 roku potrzebowali w RFN swojego zaplecza. Wiązali ze sobą ludzi nawet poprzez przynależność do lóż masońskich, vide casus samego Axela Springera.

Dziś absolutnie kluczowy jest czynnik ekonomiczny. Donald Trump oznacza nową politykę gospodarczą – także wobec Europy. Może oczekiwać zdecydowanych ruchów Niemiec wobec Chin. Scholz gwarantowałby jedynie trudności, a niemiecki biznes potrzebuje w relacjach z USA spokoju, nie problemów. 

A do tego… Cóż. W Niemczech stacjonuje dziś prawie 40 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Nie zostali do RFN zaproszeni; są tam dlatego, że kraj został pokonany i podbity. Rządy w Berlinie mają w wielu sprawach samodzielność, ale – bez przesady…

Jeżeli ktoś miałby nadzieję, że wraz z prezydenturą Donalda Trumpa to właśnie Polska stanie się nagle jakimś najbliższym sojusznikiem USA w Europie, niech, po pierwsze, przypomni sobie poprzednią kadencję, a po drugie – niech spojrzy na to, jak pod nowy układ w Waszyngtonie mebluje się właśnie nowy niemiecki rząd.

Paweł Chmielewski

Sikorski: Wielokrotnie chwaliłem Trumpa. Minister ma pecha, bo Internet nie zapomina

Sikorski: Wielokrotnie chwaliłem Trumpa. Minister ma pecha, bo Internet nie zapomina [FOTO]

8.11.2024 nczas/sikorski-wielokrotnie-chwalilem-trumpa-minister-ma-pecha

Radosław Sikorski. / foto: PAP
Radosław Sikorski. / foto: PAP

Odkąd stało się jasne, że Donald Trump zostanie 47. prezydentem USA, polska klasa rządząca zaczęła sobie nagle przypominać, jak bardzo lubi tego polityka. Najpierw w tym tonie wypowiadał się Rafał Trzaskowski, a teraz Radosław Sikorski.

Pierwszym, który nagle zaczął chwalić Donalda Trumpa, był Rafał Trzaskowski. Prezydent Warszawy w TVN24 zachwycał się realistycznym podejściem do polityki amerykańskiego prezydenta.

Czytaj więcej: Trzaskowski już lubi Trumpa. Prawdopodobny kandydat KO na prezydenta: To realista

W czwartek na temat wyniku wyborów prezydenckich w USA wypowiedział się szef polskiego MSZ – Radosław Sikorski. Politykowi przypomniało się, jak „wielokrotnie chwalił Trumpa”.

– Wybory mają swoje konsekwencje. Będziemy mieli teraz bardziej mięsisty język, bardziej jednoznaczny i bardziej stanowcze stawianie pewnych ważnych spraw. Proszę przejrzeć np. moje wypowiedzi z ostatnich paru miesięcy – powiedział.

Minister stwierdził dalej, że „wielokrotnie chwalił prezydenta Trumpa”.

– Nie tylko za to, że mówi, że państwa sojuszu NATO powinny więcej wydawać na zbrojenia, chwaliłem także formę stanowczą, dobitną, bo gdy mówiono w języku dyplomacji, do niektórych w Europie nie docierało – stwierdził.

Warto tu jednak przypomnieć, że Sikorski nazywał Trumpa m.in. „człowiekiem Putina” i twierdził, że popycha on USA w kierunku wojny domowej.

—————————–

Andrzej Zapałowski @A_Zapalowski

Teraz tylko wazelina!

Zdjęcie

Ratuj się kto może!

Ratuj się kto może!

Poza Franklinem Roosveltem, który był z powodu drugiej wojny światowej czterokrotnie wybierany, nikt przed Trumpem nie był w stanie wygrać trzech wyborów prezydenckich!

Ostrzeszów 07.11.2024 r.

Na złość wszelkim prognozom, wbrew intensywnej, dyskryminującej kampanii pomówień, pomimo ponawianych prób zabójstwa, nie zważając na wiele spraw sądowych wytyczonych mu z powodów, które można byłoby zastosować praktycznie do wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych, na przekór „obrońcom demokracji”, którzy w październiku ponad 5 tysięcy razy udowadniali, że Trump to nowe wcielenie wąsatego Adolfa – został ponownie wybrany z druzgocącą przewagą na prezydenta USA. Poza Franklinem Roosveltem, który był z powodu drugiej wojny światowej czterokrotnie wybierany, nikt przed nim nie był w stanie wygrać 3 wyborów prezydenckich!

Nie sądzę, aby była to prawda, jednak rozbawiła mnie informacja, że Barack Obama właśnie opuścił Stany Zjednoczone. Samo wyobrażenie uciekających wraz z laureatem pokojowej nagrody Nobla w jednym samolocie Hilary Clinton, Nancy Pelosi, z bębniącym palcami po poręczy siedzenia Georgem Sorosem, z przykucniętą z tyłu samolotu i przerażoną Viktorią Nulland opierającą głowę na ramieniu dzielnego Billa Gatesa i trzymającego ją za rękę Antony’ego Fauciego, może poprawić humor każdemu z nas.

Kiedy prezydent Obama dowiedział się, że Trump jednak wygrał…

Ula Wodelejem pogratulowała Trumpowi zwycięstwa:

Urszula von der EU serdecznie gratuluje Donaldowi Trumpowi zwycięstwa w wyborach i wyobraża sobie, że Trump prawdopodobnie nie będzie miał nic lepszego do roboty niż współpraca z nią nad “silną agendą transatlantycką”. 

Trump kandydował, aby uczynić Amerykę “znowu wielką”, nie było żadnej wzmianki o UE.

Do ponownego zaprzysiężenia Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych zostało ponad 10 tygodni. Jeśli czegoś globaliści nie wywiną, to ta uroczystość odbędzie się 20 stycznia 2025 roku. Jestem przekonany, że Trump zwolni z więzień wszystkich oskarżonych o „zamach na Kongres” 6 stycznia 2021 roku. W ten sposób zwolni się miejsce dla „bohaterów” oszustwa wyborczego z poprzednich wyborów.

Ostatni dolar dla Zełenskiego i jego banderowców. Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Opublikowano 07.11.2024 r. na world-scam.com

New York, Manhattan – Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

8.11.24 New York, Manhattan – Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

08/11/2024 antyk2013

Od maja 2015 roku odprawiana jest w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca Msza Święta w rycie tradycyjnym („trydenckim”) za naszą Ojczyznę Polskę.
Miejsce: Nowy Jork – Manhattan. Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel.
Czas: 19-ta.
Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.
Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę.
Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron.
Mam ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze.

USA: Czy będzie „rzymską sprawiedliwość” wobec „głębokiego państwa”?

USA: Bannon zapowiada „rzymską sprawiedliwość” wobec „głębokiego państwa”

pch24.pl/usa-rzymska-sprawiedliwosc-wobec-glebokiego-panstwa?

Steven Bannon, były doradca prezydenta Donalda Trumpa, który spędził cztery miesiące w więzieniu i na tydzień przed wyborami został wypuszczony, zapowiedział „surową, rzymską sprawiedliwość” wobec tych, którzy mieli „skraść wybory” w 2020 r. Zaznaczył, że może Trump jest dobrym, empatycznym człowiekiem, ale on nie. Od wypowiedzi Bannona zdystansował się doradca sztabu wyborczego prezydenta-elekta.

Bannon trafił do więzienia po tym, jak odmówił stawienia się na komisji powołanej przez demokratów i Speaker Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, która – wbrew prawu – żądała wyjawienia przez niego wszelkich informacji o prezydencie i jego komentarzach wypowiedzianych mniej więcej w okolicach 6 stycznia 2021 r., gdy doszło do zamieszek na Kapitolu. Bannona wówczas obowiązywała tajemnica. Odmówił składania zeznań w komisji kongresowej i za rzekomą „obrazę” komisji został uwięziony.

Były doradca prezydenta jest przekonany, że w 2020 r. doszło do oszustw wyborczych, w wyniku których ekipa Biden-Harris mogła przejąć władzę.

Obiecał tym, którzy manipulowali głosami, preparowali fałszywe dowody przeciwko Trumpowi i innym osobom, że nadejdzie „sprawiedliwość”. Nie zasługujecie na zemstę, lecz na sprawiedliwość mówił, dodając, że „zasługują na to, co nazywamy surową rzymską sprawiedliwością i jesteśmy gotowi ją wam dać”.

Były doradca i strateg Trumpa komentował słowa prezydenta-elekta o konieczności zjednoczenia narodu. – Może być empatyczny. Może mieć dobre serce. Może i jest dobrym człowiekiem, ale my NIE! – ostrzegł.

Bannon kierował swoje słowa wobec osób związanych z „deep state” (głębokie państwo), które za kulisami, bez uprawnień wpływają na politykę i które są winne uwięzienia wielu osób związanych z zamieszkami na Kapitolu.

Oceniając zwycięstwo Trumpa zwrócił uwagę na „najbardziej epicki polityczny powrót w historii”. Prezydent – elekt nie tylko walczył z fałszywymi oskarżeniami, próbami zabójstwa i falą obelg, ale ostatecznie zemścił się politycznie na swoich wrogach, odzyskując Biały Dom, który „został mu skradziony w 2020 r.”, ale także „zaatakował z niepowstrzymaną siłą rzymskiego gladiatora na sterydach, pozostawiając swoich przeciwników w kurzu”. Zdobył Biały Dom, a jego partia Senat i prawdopodobnie zdobędzie Izbę Reprezentantów.

Komisja Pelosi, która opublikowała raport szkalujący Trumpa miała zataić informacje uniewinniające go. Sama Speaker przyznała, że ponosi znaczną odpowiedzialność za zamieszki, ponieważ odrzuciła wówczas złożoną przez Trumpa ofertę dotyczącą wystawienia w pogotowiu dodatkowych żołnierzy Gwardii Narodowej. Ponadto wybory poddane zostały wpływom zewnętrznym ze strony Marka Zuckerberga, który przekazał 400 milionów dolarów lokalnym urzędnikom wyborczym, a ci często wykorzystywali je do rekrutacji wyborców z okręgów demokratycznych. „Deep state” zaś instruowało media, aby ukrywały szkodliwe informacje na temat skandali rodzinnych Bidena.

Ekipa Trumpa będzie chciała zbadać działania komisji Pelosi pod kątem fałszowania dowodów, manipulowania świadkami, przekupywania i namawiania do krzywoprzysięstwa, spiskowania mającego na celu oszukanie Stanów Zjednoczonych.

Bannon zasugerował, aby Marjorie Taylor Greene pełniła funkcję szefa Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego za Trumpa. Kongresmenka, która po raz trzeci zdobyła mandat, w rozmowie z Bannonem obiecała, że nowa administracja „rozmontuje głębokie państwo”. – Przywrócimy narodowi amerykańskiemu pokój i dobrobyt, zakończymy te zagraniczne wojny i zakończymy oszustwo związane ze zmianą klimatu – zadeklarowała.

Greene zdecydowanie broniła przed ściganiem osób, które oskarżano o „szturmowanie Kapitolu” 6 stycznia 2021 r.

Według FBI w ciągu 45 miesięcy od 6 stycznia w prawie wszystkich 50 stanach ponad 1532 osobom postawiono zarzuty związane z naruszeniem prawa, w tym ponad 571 osób oskarżono o napaść lub utrudnianie egzekwowania prawa. Sprawy są prowadzone przez Biuro Prokuratora Stanów Zjednoczonych dla Dystryktu Kolumbii oraz Sekcję ds. Zwalczania Terroryzmu Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Departamentu Sprawiedliwości, która nie podlega DHS.

Bannon z Greene zobowiązali się „pracować jak szaleni”, aby zapewnić ułaskawienie wszystkim „zwolennikom J6”, a także „dotrzeć do tych ludzi, którzy ich prześladowali”. Były strateg Trumpa ostrzegł rząd federalny, że „zapłaci cenę za próbę zniszczenia tego kraju” i że gdy tylko prezydent-elekt Donald Trump obejmie urząd, całe agencje zostaną „zmiecione”. Skrytykował agencje federalne i telewizję kablową MSNBC za „łamanie ludziom życia”.

Porównał Trumpa do Lucjusza Cyncynata, patrycjusza rzymskiego, konsula i dyktatora, który „od pługa powrócił do polityki, by ratować Republikę Rzymską”. Legenda mówi, że Cyncynat o wyborze na dyktatora przez rzymski Senat podczas wojny z ludem Ekwów dowiedział się, gdy orał w polu. Pokonawszy wroga, natychmiast zrzekł się urzędu, by powrócić do pracy na roli. Stał się symbolem cnót obywatelskich.

Doradca sztabu wyborczego prezydenta-elekta Corey Lewandowski oznajmiła, że Steve Bannon nie wypowiada się w imieniu prezydenta-elekta Trumpa. – Nikt nie przemawia w imieniu prezydenta poza prezydentem, a to, co prezydent powiedział i jak powiedział wczoraj wieczorem na scenie, jest takie, że będzie prezydentem dla wszystkich, a my mamy teraz szansę zjednoczyć kraj zjednoczyć ten kraj – oznajmiła Lewandowski.

Źródło: thehillnews.com, wnd.com, dailymail.com, revolver.news.com

AS