Magazyny energii to klucz do transformacji energetycznej

Magazyny energii to klucz do transformacji energetycznej PGE

16 lutego 2023 biznesalert.pl/magazyny-energii

Spółki energetyczne coraz częściej inwestują w magazyny energii. Jest to spowodowane wzrostem udziału źródeł odnawialnych w wytwarzanej energii elektrycznej, co skutkuje coraz większym zapotrzebowaniem systemu, właśnie na magazynowanie. PGE właśnie rusza z projektem największego bateryjnego magazynu energii w Europie, który ma być jednym z filarów transformacji energetycznej – pisze Jędrzej Stachura, redaktor BiznesAlert.pl.

Magazyny energii. Fot. Eaton

Magazyny energii. Fot. Eaton

Magazyny energii to wciąż świeży temat w drodze ku transformacji energetycznej. Dzięki nim, energia może być magazynowana, gdy produkcja przeważa nad zużyciem, i wykorzystywana, gdy jest odwrotnie. To sprawia, że praca elektrowni nie musi być uzależniona od chwilowego zużycia.

Odnawialne źródła energii, a przede wszystkim energetykę wiatrową, wyróżnia zależność od warunków pogodowych. Ich niestabilność sprawia, że zaleta w postaci niskoemisyjności nieco blednie. Energetyka, w końcowym rozrachunku, nie może sobie pozwolić na brak stabilności, dlatego spółki coraz częściej umieszczają w swoich strategiach magazyny energii.

W ostatnich miesiącach liderem jeśli chodzi o otwieranie tych jednostek był Tauron. We wrześniu otworzył jeden magazyn w Cieszanowicach, a w listopadzie przyłączył do sieci elektroenergetycznej kolejny w Ochotnicy Dolnej w Małopolsce. – Magazyn energii w Cieszanowicach jest odpowiedzią na wzywanie w produkcji energii wiatrowej i zmienności w jej wytwarzaniu. Magazyn zbudowano na podstawie technologii LTO. Podstawowe parametry systemu to moc znamionowa – 3,16 MVA i pojemność użyteczna – 773,66 kWh. Sterowanie magazynu, w określonych przypadkach, odbywa się za pomocą dedykowanej dla tego aplikacji lub z poziomu Dyspozycji Stacyjnej wysokich napięć. Magazyn ma m.in. pozwolić na to, żeby pobrana energia z różnych źródeł odnawialnych mogła zostać zintegrowana – tłumaczy Tauron.

– Energia zmagazynowana w instalacji w Ochotnicy pozwoli na zaspokojenie dobowych potrzeb energetycznych 25 gospodarstw domowych. Magazyn ma przede wszystkim stabilizować napięcia w sieci dystrybucyjnej i wspierać funkcjonowanie prosumenckich instalacji fotowoltaicznych – dodaje.

Najwięksi w Europie

W lutym 2023 roku Polska Grupa Energetyczna ogłosiła przetarg na dostawę wielkoskalowego magazynu energii o nazwie BMEE Żarnowiec o mocy w przedziale 205-269 MW w Kartoszynie. – Projekt zlokalizowany w sąsiedztwie największej w kraju elektrowni szczytowo-pompowej Żarnowiec będzie też największym bateryjnym magazynem energii w Europie. Jego pojemność wyniesie około tysiąca megawatogodzin (1.000 MWh) – czytamy w komunikacie spółki.

Projekt ten jest więc jednym z największych tego typu w Europie. PGE zaznacza, że bateryjny magazyn energii elektrycznej w Żarnowcu wyróżnia się innowacyjnością. Świadczyć ma o tym przede wszystkim koncepcja jego współpracy z Elektrownią Szczytowo-Pompową Żarnowiec. – Umożliwi to pracę obu instalacji jako układu hybrydowego, w którym ładowanie energii lub rozładowywanie będzie realizowane w danym momencie przez jednostkę, która najbardziej efektywnie z ekonomicznego oraz technicznego punktu widzenia wykona swoją pracę.

Połączenie ESP oraz bateryjnego magazynu energii jest hybrydą dwóch technologii magazynowania energii o różniących się cechach. – Silną stroną ESP jest duża pojemność, z kolei przewagą technologii bateryjnej jest bardzo krótki czas reakcji. W zależności od potrzeby systemu elektroenergetycznego występującej w danej sytuacji, będzie można uruchomić pracę odpowiedniej instalacji zapewniając wymagany poziom parametrów w węźle Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE – przyp. red.). W tej sytuacji połączone technologie zasobników energii umożliwią zapewnienie w KSE elastyczności systemu w funkcji zmian w produkcji energii odnawialnej zależnej od warunków pogodowych – tłumaczy biuro prasowe PGE w odpowiedzi na pytania BiznesAlert.pl.

Magazyny i droga ku transformacji

Polska Grupa Energetyczna uznaje magazyny energii jako przyszłe źródło stabilnych przychodów oraz jedno z kluczowych rozwiązań w procesie transformacji energetycznej. Wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzanej energii elektrycznej pociąga za sobą zwiększenie zapotrzebowania systemu elektroenergetycznego na magazynowanie energii.

Spółka liczy na to, że we współpracy z innymi źródłami elastyczności, magazyny energii zapewnią stabilną pracę KSE w warunkach zmienności generacji niestabilnych źródeł odnawialnych przy jednoczesnym stopniowym wycofywaniu źródeł węglowych.

Trzy podstawowe aspekty budowy elektrowni jądrowej

Trzy podstawowe aspekty budowy elektrowni jądrowej

Władysław Mielczarski 30 stycznia 2024, biznesalert.pl/budowa-elektrownia-jadrowa

– Głównymi przeszkodami dla rozwoju polskich elektrowni jądrowych jest niewłaściwe zarządzanie, w szczególności oddzielenie projektowania od wykonawstwa, co może doprowadzić do wyboru różnych technologii w projekcie i przetargu. Projekt może również zostać opóźniony na skutek niejednoznacznej oceny środowiskowej wskazującej trzy opcje technologii chłodzenia, w tym dwie z chłodniami kominowymi oraz dwie lokalizacje elektrowni: w Choczewie i Żarnowcu – pisze prof. Władysław Mielczarski w BiznesAlert.pl.

Elektrownia jądrowa. Fot. Freepik

Elektrownia jądrowa. Fot. Freepik

  • Program Polskiej Energetyki Jądrowej powstał w styczniu 2009 roku. Po 14 latach, w roku 2023 nastąpiło zawarcie dwóch umów w sprawie elektrowni jądrowej w Polsce. W dniu 22 lutego 2023 roku Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) podpisały z Westinghouse Electric Company umowę rozpoczynającą wspólne działania.
  • Firmy budujące elektrownię i dostarczające wyposażenie zostaną określone po wyborze wykonawcy, które odbędzie się najprawdopodobniej w formie przetargu. Ponieważ nie zastosowano systemu „zaprojektuj i zbuduj”, to preferowana w projekcie technologia może być inna niż technologia wybrana w wyniku przetargu.
  • Od początku programu energetyki jądrowej dyskutuje się o „modelu finansowania”. Jednak realną opcją dla Polski jest finansowanie budowy elektrowni tylko poprzez kontrakty różnicowe.
  • Istotnym elementem jaki może wpływać na środowisko jest rozpływ wody zrzutowej oraz szkodliwych substancji, jakie mogą występować w wodach zrzutowych elektrowni.

Po opublikowaniu w Biznes Alert w dniu 22 stycznia 2024 roku artykułu „Atomowy kamuflaż rzeczywistych problemów energetyki” na temat kluczowej dla polskiej energetyki inwestycji otrzymałem sporo zapytań. Myślę, że projekt ten wymaga przekazania więcej informacji dotyczących trzech podstawowych aspektów: (a) technologii, (b) sposobu finansowania oraz (c) wpływu na środowisko.

Technologia elektrowni jądrowej

Program Polskiej Energetyki Jądrowej powstał w styczniu 2009 roku. Po 14 latach, w roku 2023 nastąpiło zawarcie dwóch umów w sprawie elektrowni jądrowej w Polsce. W dniu 22 lutego 2023 roku Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) podpisały z Westinghouse Electric Company umowę rozpoczynającą wspólne działania. Podpisana umowa (ang. Bridge Contract) zakłada przygotowanie założeń projektu.

Następnie w dniu 27 września 2023 roku, PEJ i konsorcjum Westinghouse – Bechtel podpisały umowę na zaprojektowanie elektrowni jądrowej w Polsce (ang. Engineering Services Contract), w ramach 18-miesięcznego kontraktu. W zakresie tej umowy znajdują się główne komponenty elektrowni, tj. wyspa jądrowa, wyspa turbinowa oraz towarzyszące jej instalacje i urządzenia pomocnicze, a także budynki administracyjne, czy też infrastruktura związana z bezpieczeństwem obiektu .
Należy wziąć pod uwagę, że zarówno pierwszy kontrakt (Bridge Contract), jak i drugi (Engineering Services Contract) nie są kontraktami na budowę elektrowni i dostawę wyposażenia.

Firmy budujące elektrownię i dostarczające wyposażenie zostaną określone po wyborze wykonawcy, które odbędzie się najprawdopodobniej w formie przetargu. Ponieważ nie zastosowano systemu „zaprojektuj i zbuduj”, to preferowana w projekcie technologia może być inna niż technologia wybrana w wyniku przetargu. Ta różnica może spowodować konieczność powtórzenia części prac projektowych.

Biorąc pod uwagę czas budowy innych elektrowni jądrowych: Oikuluoto_3 – 18 lat (2005-2023), Vogle_3- 15 lat (2009-2024) czy Flamanville – 16 lat (2007-2023) oraz czas niezbędny na uzgodnienie „modelu finansowania”, ogłoszenie i rozstrzygnięcie przetargu, podpisanie wszystkich umów, co zajmie minimum 4-5 lat, to można spodziewać się, że uruchomienia pierwszego bloku elektrowni jądrowej w Polsce byłoby możliwe po roku 2040, a realnie raczej po 2045 roku.
Konieczne jest wbudowanie do 2035 roku prawie 12000MW nowych, dyspozycyjnych mocy wytwórczych , niezbędnych dla zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, jednak elektrownia jądrowa jaka powstałaby po 2040 roku nie rozwiąże problemów bezpieczeństwa energetycznego, a może tylko te problemy pogłębić poprzez skierowania większości zasobów na budowę tylko jednej elektrowni.

Modele finansowania – konieczny przetarg

Dostępne informacje wskazują , że koszty dwóch reaktorów w elektrowni Vogle w stanie Georgia, o mocy około 1200MW każdy, w podobnej technologii, jaka ewentualnie miałaby być w Polsce, kosztują ponad US$ 30 miliardów. Również informacje z budowy reaktorów w Hinkley Point wskazują na znaczne opóźnienia w realizacji i rosnące koszty, które osiągnęły już 33 miliardy funtów . To znaczyłoby, że planowana w Polsce pierwsza elektrownia to koszt ponad 135 miliardów zł (US$ 15 miliardów na jeden blok), a cena energii z takiej elektrowni jądrowej wynosiłby ponad 1000zł/MWh (1zł/kWh).

Od początku programu energetyki jądrowej dyskutuje się o „modelu finansowania”. Jednak realną opcją dla Polski jest finansowanie budowy elektrowni tylko poprzez kontrakty różnicowe, które są pomocą publiczną i z którą wiąże się szereg ograniczeń dotyczących uzyskiwania zgody na taką pomoc i sposobu organizowania przetargów.

Dla praktyki zamówień publicznych największe znaczenie mają obowiązki notyfikacyjne, mające obligatoryjne zastosowanie do wszelkich konkurencyjnych trybów postępowań o udzielenie zamówień o wartości co najmniej 250 milionów euro. Komisja Europejska jest jednak uprawniona do rozszerzenia tego obowiązku, jeżeli uzna, że dane oferty wymagałyby przeglądu ex ante ze względu na podejrzenie, że wykonawcy mogli skorzystać z subsydiów zagranicznych w ciągu trzech lat poprzedzających złożenie oferty. Regulacją w tej sprawie jest Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2560 z dnia 14 grudnia 2022 roku w sprawie subsydiów zagranicznych zakłócających rynek wewnętrzny, powszechnie nazywane FSR (akronim od terminu z języka angielskiego: „Foreign Subsidies Regulation”.

Aspekty środowiskowe

Lokalizacja

Raport oddziaływania na środowisko wykonany przez Główną Dyrekcję Ochrony Środowiska (GDOŚ) dotyczy następujących wariantów lokalizacji elektrowni jądrowej:

1. Lubiatowo- Kopalino (Choczewo), w trzech podwariantach dotyczących chłodzenia elektrowni:
a. Otwarty układ chłodzenia z użyciem wody morskiej
b. Zamknięty układ chłodzenie (chłodnie kominowe) z użyciem wody morskiej
c. Zamknięty układ chłodzenie (chłodnie kominowe) z użyciem odsalanej wody morskiej
2. Żarnowiec, w dwóch podwariantach chłodzenia elektrowni:
a. Zamknięty układ chłodzenie (chłodnie kominowe) z użyciem wody morskiej
b. Zamknięty układ chłodzenie (chłodnie kominowe) z użyciem odsalanej wody morskiej

Należy zwrócić uwagę, że z pięciu analizowanych opcji cztery przewidują chłodzenie w układzie zamkniętym z użyciem chłodni kominowych. Przeprowadzone przez GDOŚ analizy zakładają budowę reaktorów w technologii AP1000 o mocach brutto 1250MW. W przypadku wyboru innej technologii w przetargu na wykonawcę elektrowni może zachodzić konieczność aktualizacji części analiz środowiskowych.

Wody zrzutowe

Preferowanym układem chłodzenia wskazanym w analizach jest otwarty układ chłodzenia z użyciem wody morskiej co wiąże się z zrzucaniem ciepłej wody, po schłodzeniu reaktorów, do morza. W raporcie wpływu na środowisko określono temperaturę wody zrzutowej na około 10oC większą od temperatury wody morskiej.

Istotnym elementem jaki może wpływać na środowisko jest rozpływ wody zrzutowej oraz szkodliwych substancji, jakie mogą występować w wodach zrzutowych elektrowni. Badanie wpływu na środowisko wskazuje, że wpływ działania elektrowni jądrowej w układzie otwartym w lokalizacji Choczewo może sięgać ponad 12km, a wzrost temperatury w miejscu zrzutu wody chłodzącej może wynieść +3oC – Rys. 2.

Rys. 2. Przykłady wzrostu temperatury wody i stężenia chloru. Tom IV Raport oddziaływania na środowisko, str. 1091 oraz str. 1087, GDOŚ, 2023. Cytat.
Szczegółowe badania dotyczące wpływu wody zrzutowej z elektrowni pracujących w układzie otwartym na środowisko wskazują, że już wzrost temperatury wody o 2oC może mieć istotny negatywny wpływ na środowisko . Pomimo, że jak w przypadku przekazywania wody zrzutowej do rzek, wielkość wody zrzutowej w stosunku do całego przepływu wynosi około 12 procent, a stały przepływ wody w rzekach zapewnia mieszanie się ciepłej wody z chłodniejszą wodą z góry rzeki, to występuje negatywne oddziaływanie systemu chłodzenia na środowisko. W przypadku zrzucania wody z elektrowni do morza nie występuje stały przepływ wody chłodzącej, jak w przypadku rzek, a zatem nie występuje podobny efekt chłodzenia. Innym problemem jest występowanie prądów morskich mogących przemieszczać ciepłą wodę na płytsze obszary, gdzie jej oddziaływanie jest silniejsze.

Zrzuty wody chłodzącej powodują występowanie efektu „pióropusza termicznego”, co widać również na Rys. 2 zaczerpniętym z Raportu badania wpływu na środowisko dla elektrowni zlokalizowanej w gminie Choczewo. Jednak rozpływ ciepłej wody zrzutowej pokazany na Rys. 2 jest tylko wynikiem symulacji komputerowej. Rzeczywisty wpływ wody ciepłej wody zrzutowej może być znacznie większy.

Przykład rzeczywistego „pióropusza termicznego”, jaki tworzą ciepłe wody zrzutowe na rzece Wiśle, dla elektrowni o mocy o 50 procent mniejszej niż planowana elektrownia jądrowa jest pokazany jako zdjęcie z kamery termowizyjnej – Rys. 3.

Trzeba również brać pod uwagę, że elektrownia jądrowa, o wielkości 3*1250MW będzie zrzucała ponad 500 tys. ton (pół miliona ton na godzinę) ciepłej wody na godzinę o temperaturze większej od wody otoczenia o około 10oC. Jest to ponad 2,5x więcej od elektrowni Kozienice i ponad 4x więcej od elektrowni Połaniec, gdzie pomimo ciągłego napływu chłodnej wody z góry rzeki występują problemy z zrzutem ciepłej wody, a podniesienie temperatury wód rzeki wpływa negatywnie na florę i faunę.

Wydaje się, że konieczna jest dalsza dyskusja dotycząca wpływu planowanej elektrowni jądrowej w gminie Choczewo, pracującej w układzie otwartym na środowisko i weryfikacja zalecanej lokalizacji.

Podsumowanie

Dotychczasowe działania wskazują, że nawet przy bardzo optymistycznych założeniach pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce może powstać nie wcześniej niż w latach 2040-2045. Do tego czasu, jak sygnalizuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska w Polsce zabraknie energii elektrycznej, co może skutkować kryzysem gospodarki i degradacją poziomu życia społeczeństwa.

Wybrane miejsce na elektrownię jądrową nad brzegiem Bałtyku nie tylko wpłynie negatywnie na środowisko, ale jest również jedną z najgorszych lokalizacji ze względu na transport energii elektrycznej. Na północy Polski nie ma dużych odbiorców energii, tak że zachodzi konieczność przesyłu znacznych ilości energii elektrycznej na południe kraju, do linii geograficznej: Kraków-Katowice-Wrocław, gdzie znajdują się największe odbiory. Wymaga to budowy kilku linii najwyższych napięć (400kV) o długości 500-600km.

Atom to przeszłość! Prof. Władysław Mielczarski rozsądnie o energetyce.

Atom to przeszłość! Prof. Władysław Mielczarski w „Rozmowie Niekontrolowanej”

Rozmowa Niekontrolowana Łukasz Warzecha

W najnowszym wydaniu programu moim gościem jest pan prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, także autor na portalu Biznesalert.pl. Rozmawiamy o tym, czy energetyka jądrowa ma sens, czy warto dopłacać do węgla, czy OŹE dadzą nam niezależność energetyczną oraz czy opłaca się mieć na dachu panele fotowoltaiczne.

====================================

Teksty prof. Mielczarskiego w serwisie Biznesalert: https://biznesalert.pl/author/wladysl…

==================================

Chętnie bym polemizował z prof. Mielczarskim, gdyby mnie p. Warzecha, czy podobni zaprosili:

Otóż mamy technologie, tanie i w większości sprawdzone, gromadzenia energii. Tak na najbliższe dni, jaki na zimę. Mówię o tym, [dawniej np. w sejmie], i piszę od trzydziestu lat. Pada ciągle na głuche i tępe uszy „rządzących”. .

https://sklep.antyk.org.pl/f/O+energetyce+dla,t/

30 zł

Z cyklu Collegium Humanum: „Nie ma drugiej takiej drukarni” dyplomów i tytułów. – Czy to fałszywy lub naiwny optymizm?

„Nie ma drugiej takiej drukarni”. Wykładowca uderza w Collegium Humanum

money/nie-ma-drugiej-takiej-drukarn

============================

[Oby tytuł nie okazał się zbyt optymistyczny. Mirosław Dakowski]

Przypadki kumoterstwa mogą się zdarzać. Nie sądzę jednak, żeby w Polsce istniała jeszcze druga taka „drukarnia” – mówi „Rzeczpospolitej” Rafał Adamus, radca prawny i profesor Uniwersytetu Opolskiego, odnosząc się do afery w Collegium Humanum.

"Nie ma drugiej takiej drukarni". Wykładowca uderza w Collegium Humanum
Collegium Humanum to prywatna uczelnia prowadząca m.in. programy MBA (East News, Tomasz Jastrzebowski/REPORTER)

– Dla mnie afera Collegium Humanum była dużym zaskoczeniem. Idea masowej symonii, czyli handlu dyplomami, a także sama jego skala są dla mnie szokujące – stwierdza prof. Adamus.

Przypomnijmy, że 32 osoby usłyszały zarzuty w sprawie afery Collegium Humanum. Prokuratura mówi o zorganizowanej grupie przestępczej, którą miał kierować rektor. Według śledczych grupa ta wydawała dyplomy ukończenia studiów podyplomowych, w tym MBA, w sytuacji, gdy osoby nie spełniały kryteriów, nie uczestniczyły w zajęciach, nie złożyły wymaganego egzaminu. Rektor Paweł C. został zatrzymany w lutym tego roku.

Afera Collegium Humanum. Naukowiec mówi o „drukarni”

– Istnieją zewnętrzne procedury kontrolne, choć nie wykluczam, że jednostkowe przypadki kumoterstwa mogą się zdarzyć. Tak samo jak przypadki zaniżania standardów na korzyść płacących studentów. Nie sądzę jednak, aby w Polsce istniała jeszcze taka „drukarnia” – podkreśla prof. Adamus w rozmowie z „Rzeczpospolitą.

Collegium Humanum to prywatna uczelnia założona w 2018 r. przez Pawła C., będącego również jej rektorem. Chwilę wcześniej zmieniły się przepisy, które pozwoliły zastąpić dyplomem MBA państwowy egzamin dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa.

„Newsweek” już w ubiegłym roku opublikował wyniki dziennikarskiego śledztwa, które wykazało, że w Collegium Humanum dyplom MBA można było uzyskać w dwa-trzy miesiące, gdy tymczasem program takich studiów powinien trwać trzy semestry. Tygodnik jeszcze za rządów PiS opublikował listę kilkudziesięciu osób powiązanych z władzą, które chwaliły się dyplomem z Collegium Humanum. Okazało się, że dyplomy MBA tej uczelni uzyskiwali także samorządowcy, menedżerowie i politycy związani również z innymi partiami, w tym również Koalicją Obywatelską.

Potępy nowoczesności: Sieć fotoradarów łapie 32 samochody jednocześnie. Ponad milion mandatów. M. inn. Warszawa, ul. Ostrobramska-Fieldorfa.

Mandat leci co 1,5 minuty. Tam kierowcy wpadają najczęściej. Gdzie uważać?

Tomasz Sewastianowicz auto.dziennik

Fotoradar i odcinkowy pomiar prędkości
Fotoradar i odcinkowy pomiar prędkości / Tomasz Sewastianowicz

Najskuteczniejszy odcinkowy pomiar prędkości „wystawia” mandat co 1,5 minuty. Sieć fotoradarów obejmuje ponad 580 urządzeń w tym francuskie przyrządy, które łapią 32 samochody jednocześnie. Do tego jest system, przed którym nie ostrzegają żadne znaki. Gdzie uważać?

Oto najbardziej zapracowane fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości. Ponad milion mandatów

Fotoradary zarejestrowały w 2023 roku 600 470 wykroczeń. Z kolei kamery odcinkowego pomiaru prędkości przyłapały ponad 320 tys. kierowców. Systemy RedLight działające na skrzyżowaniach ujawniły 44 978 przypadków przejechania na czerwonym świetle oraz 2157 naruszeń na przejazdach kolejowo-drogowych.

To oznacza, że wszystkie urządzenia systemu CANARD złapały ponad milion kierowców wliczając także namierzonych w 2024 roku. Które urządzenia okazują się żyłą złota?

Fotoradary nowej generacji. Sieć obejmuje 583 urządzenia

Dalszy ciąg materiału pod wideo

https://videotarget.pl/player/v2/stream/eyJzaXRlIjoxMDMyLCJwbGFjZW1lbnQiOjEwNDYsInRlbXBsYXRlIjo1LCJjb250ZXh0IjoxMjMsInR5cGUiOiJzdHJlYW0ifQ==?type=stream

Główny Inspektorat Transportu Drogowego wymienił najstarsze i najbardziej awaryjne fotoradary Fotorapid CM. Zamiast tych urządzeń w 2023 roku przy drogach stanęło 98 przyrządów Multaradar CD i 147 fotoradarów Mesta Fusion RN francuskiej firmy IDEMIA. W 2 lokalizacjach wprowadzono urządzenia TraffiStar SR390 do rejestracji przejazdu na czerwonym świetle.

Kodeks kierowcy. Mandaty. Punkty karne. Znaki drogowe

Fotoradar Mesta Fusion RN w miejscowości Dzierżenin DK 61 Fotoradar Mesta Fusion RN w miejscowości Dzierżenin DK 61 / Tomasz Sewastianowicz

Nowy fotoradar Mesta Fusion RN łapie 32 samochody jednocześnie

Francuski fotoradar to obecnie najnowocześniejsze tego typu urządzenie w Polsce. Potrafi jednocześnie namierzyć 32 samochody na 8 pasach ruchu i rozpoznawać tablice rejestracyjne dzięki systemowi ANPR. Odpowiednie ograniczenie prędkości jest automatycznie przypisywane dla różnych pasów i do każdego samochodu, na podstawie jego klasy.

Mesta Fusion RN nie tylko wychwytuje przekroczenia dozwolonych limitów. Umie też wyłapać jazdę: na zderzaku, z prędkością utrudniającą ruch (blokowanie), po buspasie, na zakazie, pod prąd, po chodniku czy pasem awaryjnym (np. kiedy inne auta stoją w korku), przekraczanie linii czy wyprzedzanie z niewłaściwej strony. Sprzęt można skonfigurować do rejestracji naruszenia zakazu ruchu ciężarówek. Przyrząd może jednocześnie rejestrować wykroczenia w trybie zbliżania się i oddalania – ta funkcja jest istotna m.in. ze względu na motocyklistów. Fusion RN ustawiony przy skrzyżowaniu wyłapie przejazd na czerwonym świetle. Jego uwadze nie umknie skręt w lewo z pasa do jazdy prosto lub w prawo. Złamanie zakazu zawracania też skończy się zdjęciem i mandatem.

Najbardziej zapracowane fotoradary – lokalizacje

Najbardziej zapracowane fotoradaryLiczba ujawnionych naruszeń
Autostrada A1, Gliwice11 004
Warszawa, ul. Ostrobramska-Fieldorfa10 246
Solec Kujawski10 081
Szczecin, ul. Gdańska-Basen Górniczy10 067
Warszawa, ul. Pułkowa7971

Odcinkowy pomiar prędkości – tam kierowcy wpadają najczęściej

Odcinkowy pomiar prędkości powiększył się o 40 nowych lokalizacji w 13 województwach. Urządzenia kontrolują ok. 180 km dróg, w tym autostrady i trasy szybkiego ruchu. Łącznie sieć CANARD liczy 75 zespołów OPP obejmujących nadzorem kamer ponad 400 km dróg.

Zaskakująco skuteczny okazuje się odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A4 między węzłami Kostomłoty a Kąty Wrocławskie uruchomiony w pod koniec lipca 2023 roku. Z danych wrocławskiego GDDKiA wynika, że średnio w ciągu doby węzłem Kąty Wrocławskie przejeżdża ok. 69 tys. pojazdów. A jak wyglądają statystyki mandatów?

Odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A4 – mandat co 1,5 minuty

Na 8-kilometrowym odcinku autostrady A4 obowiązuje ograniczenie do 110 km/h dla samochodów osobowych i do 80 km/h dla aut ciężarowych. Mandat dostaje każdy kierowca, którego średnia z przejazdu jest wyższa niż ten limit. W sumie odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A4 od uruchomienia 21 lipca do końca 2023 roku zarejestrował niemal 152,5 tys. naruszeń w 164 dni. Czyli OPP na A4 na dobę łapał 930 kierowców, a na godzinę 39. To daje mandat co 1,5 minuty! Dla porównania drugi pod względem skończoności OPP zamontowany na S7 ujawnił „tylko” 27,4 tys. wykroczeń.

Odcinkowy pomiar prędkościLiczba ujawnionych naruszeń
Autostrada A4, Kąty Wrocławskie, Kosomłoty152 475
Droga S7, Skomielna Biała, Naprawa (tunel Zakopianki)27 400
Droga S7, Falęcice, Nowy Gózd25 550

Odcinkowy pomiar prędkości nowej generacji na autostradzie A4 już łapie kierowców Odcinkowy pomiar prędkości nowej generacji na autostradzie A4 już łapie kierowców / GDDKiA

Przed systemem RedLight nie ostrzegają żadne znaki. Mandat 500 zł i 15 punktów karnych.

Systemy RedLight działające na skrzyżowaniach ujawniły 44 978 przypadków przejechania na czerwonym świetle oraz 2157 naruszeń na przejazdach kolejowo-drogowych. Przed tymi kamerami nie ostrzegają żadne znaki. Za przejazd na czerwonym świetle grozi mandat 500 zł i 15 punktów karnych.

Urządzenia Red-LightLiczba ujawnionych naruszeń w 2023 roku
Wrocław, ul. Gądowianka, Na Ostatnim Groszu, Bystrzycka12 588
Bielsko-Biała, ul. Sami Stok, Warszawska, Eugeniusza Kwiatkowskiego5301
Nowy Sącz, Al. Piłsudskiego, Królowej Jadwigi, Jana Kilińskiego4944

Warszawa – „Wirtualny Sztetl”. Żydzi będą edukować Polaków za pieniądze od Niemców.

Żydzi będą „edukować” Polaków za pieniądze od Niemców. Umowa z Muzeum POLIN podpisana

29.03.2024

Muzeum POLIN i niemiecka flaga.
Muzeum POLIN i niemiecka flaga. / Foto: Wojciech Kryński – Museum of the History of Polish Jews, CC BY-SA 3.0 pl, Wikimedia Commons / Pixabay (kolaż)

Umowę przekazania grantu na 1 mln euro podpisali w czwartek w Warszawie ambasador Niemiec Viktor Elbling i dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN Zygmunt Stępiński. Grant umożliwi realizację projektu „Pamięć, Edukacja, Dostępność”.

Realizacja projektu edukacyjnego „Pamięć, Edukacja, Dostępność” możliwa będzie dzięki 1 mln euro, przekazanego przez Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec. Uroczystość podpisania umowy o przekazaniu grantu odbyła się w czwartek w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie. Projekt służyć ma upowszechnianiu dziedzictwa polskich Żydów poprzez programy edukacyjne, szkolenia, umożliwianiu dostępu do kultury, budowaniu partnerstw lokalnych, rozbudowywaniu zasobów historycznych.

– Jestem niezwykle zobowiązany rządowi federalnemu Niemiec za przekazanie miliona euro na program „Pamięć, Edukacja, Dostępność”, który łączy działania edukacyjne, integracyjne i upowszechniające wiedzę o tysiącletniej obecności Żydów w naszej części Europy. Ambicją grantodawcy oraz zespołu Muzeum POLIN jest zapewnienie naszej publiczności doświadczenia, które zmieni jej sposób myślenia; tak, aby historia polskich Żydów stała się dla niej tak samo znacząca i żywa, jak ich własna – powiedział podczas czwartkowej uroczystości Stępiński.

Projekt skierowany jest przede wszystkim do młodzieży szkolnej, nauczycieli, a także społeczności lokalnych w całej Polsce. Celem jest poszerzanie wiedzy na temat historii i kultury polskich Żydów, a także walkę z antysemityzmem. Jak szacują organizatorzy, obejmie on ok. 70 tys. uczestników.

Stępiński przypomniał o historycznej wizycie kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Willy’ego Brandta w Warszawie w grudniu 1970 r. Polityk udał się wówczas pod Pomnik Bohaterów Getta, wcześniej – przy Grobie Nieznanego Żołnierza – oddał hołd poległym w czasie II wojny światowej Polakom.

– Po złożeniu wieńca, Willy Brandt ukląkł na stopniach pomnika. Ten gest, mimo żelaznej kurtyny, obiegł światowe media. Obserwatorzy zinterpretowali je jako przyznanie się Niemiec do winy za Zagładę narodu żydowskiego. Działo się to wszystko o niepełne sto kroków od miejsca, w którym teraz przebywamy – powiedział dyrektor POLIN.

– Nie istnieją żadne dowody pozwalające uznać to zachowanie za zaplanowane przez specjalistów od wizerunku czy niemieckich polityków – twierdził, podkreślając, że niemiecki kanclerz decyzję o wykonaniu gestu podjął w drodze z Wilanowa, gdzie mieszkał w czasie wizyty. „Uświadomił sobie, że standardowe pochylenie głowy w tym wypadku będzie niewystarczające”. „Tym jednym, symbolicznym gestem dokonał dla stosunków niemiecko-żydowskich i polsko-niemieckich więcej niż wszyscy przed nim i wielu po nim (…) Uklęknięcie przed pomnikiem Natana Rapoporta otworzyło drogę do dialogu, porozumienia, a wreszcie pojednania”.

Do wizyty kanclerza nawiązał także Viktor Elbling, ambasador Niemiec. – Willy Brandt nie ponosił przecież bezpośredniej odpowiedzialności, ale należał do tamtej generacji. Opuścił Niemcy jako socjaldemokrata. Ale tym gestem brał na siebie odpowiedzialność za to, co się stało. Współcześnie powinniśmy zadawać sobie podobne pytanie choć, oczywiście, nie ponosimy winy osobiście. Ciąży na nas jednak odpowiedzialność jako na Niemcach. I nie jest to rodzaj odpowiedzialności, która się kiedyś kończy – zaznaczył.

W ramach projektu zaplanowano warsztaty edukacyjne dla uczniów i nauczycieli, przeprowadzane w szkołach, muzeach i online, działania skierowane do społeczności ukraińskiej w Polsce, a także programy dla szerokiej publiczności. Jednym z nich będzie „Muzeum na kółkach”, które „odwiedzi” 10 miejscowości w Polsce (głównie tych do 50 tys. mieszkańców); każdej wizycie towarzyszyć ma program kulturalny, przygotowywany we współpracy z lokalnymi partnerami projektu. Zaplanowano także „letnie spotkania z kulturą”, które odbywać się będą w plenerze, na terenie wokół muzeum.

Przygotowano także programy dla rodzin, które odbywać się będą przede wszystkim w Miejscu Edukacji Rodzinnej „U Króla Maciusia”, nawiązującego do myśli pedagogicznej Janusza Korczaka. Program dla młodzieży i nauczycieli oraz mniejszości narodowych obejmuje zajęcia Letniej Szkoły Otwartej, prowadzone online, a także międzynarodową konferencję o tematyce historycznej i metodologicznej. Wzmacnianiu kompetencji związanych z „edukacją antydyskryminacyjną” służyć mają zajęcia dla tzw. „multiplikatorów”, czyli osób, zaangażowanych i popularyzację i ochronę żydowskiego dziedzictwa kulturowego. Specjalne szkolenia z rozpoznawania i przeciwdziałania antysemityzmowi prowadzone będą także dla służb mundurowych.

– Muzeum POLIN prowadzi jeden z najbardziej rozbudowanych projektów edukacyjnych nie tylko w Polsce, ale także wśród europejskich, może nawet światowych muzeów. To możliwe dzięki temu, że instytucje, państwa podzielają naszą misję: przywracać i chronić pamięć o historii polskich Żydów, łącząc to z pewnymi współczesnymi elementami jak antydyskryminacja i potępienie wszystkich form wykluczenia. Rząd niemiecki jest naszym partnerem od lat; był on jednym z pierwszych donatorów muzeum, przeznaczył znaczącą dotację na przygotowanie i wykonanie wystawy stałej – przypomniał dyrektor Muzeum POLIN.

– Grant, który przekazała nam Republika Federalna Niemiec jest wyjątkowo ważny, pozwala nam bowiem kontynuować bez zakłóceń naszą działalność edukacyjną – dodał.

Projekt umożliwi także działania wewnątrz Muzeum, m.in. modernizację wybranych stanowisk multimedialnych czy przygotowanie nowych nagrań na audio-przewodniki po wystawie stałej, rozwijanie portali internetowych „Wirtualny Sztetl” i „Polscy Sprawiedliwi”, a także digitalizację zbiorów placówki.

Faryzeizm wiecznie żywy. Jak wyzwolić się z zakłamania w religii

28 marca 2024 pch24.pl/faryzeizm-wiecznie-zywy-jak-wyzwolic-sie-z-zaklamania

Faryzeizm wiecznie żywy. Jak wyzwolić się z zakłamania w religii

Religia nie może być niczemu podporządkowana, ani w nas, ani w życiu społecznym. To jest pryncypium, które wyzwala także dzisiaj z faryzeizmu. I tak musi pozostać na zawsze. Faryzeusze biblijni nie skorzystali z takiej propozycji, którą przedstawił im Jezus, a uczynił to w sposób nadzwyczajnie jednoznaczny. Nie możemy sądzić, że dzisiaj mogłoby być inaczej. Nie możemy oddać religii żadnej innej sile, niż siła jej czystości – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl ks. prof. Janusz Królikowski z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Marta Dybińska: Księże Profesorze, kim byli faryzeusze w czasach Chrystusa?

Ks. prof. Janusz Królikowski: – Faryzeusze w czasach Chrystusa, właściwie i ściśle biorąc, stanowili ważne i wpływowe stronnictwo religijno-polityczne o bardzo określonej opcji teologicznej. Z przekonaniem oczekiwali Mesjasza, a więc byli bardzo mocno zakorzenieni w tradycji mesjańskiej Starego Testamentu, przy czym trzeba pamiętać, że byli mocno uwikłani w wizję mesjańską o charakterze politycznym. Oczekiwali Mesjasza jako wyzwoliciela politycznego, co bardzo odpowiadało narodowi znajdującemu się pod rzymską okupacją. Wolność polityczna to coś bardzo zasadniczego, często nawet jawiąc się jako coś pierwotnego, od czego wszystko zdaje się zależeć, łącznie z religią. Było to po ludzku zrozumiałe, ale dalece niewystarczające z punktu widzenia religijnego. Potrzebowało oczyszczenia i tego dokonywał Chrystus, choć faryzeuszom nie przychodziło to do głowy.

Faryzeusze i saduceusze mieli odmienne poglądy w kilku sprawach, bo np. ci pierwsi wierzyli w zmartwychwstanie, natomiast saduceusze – odrzucali zmartwychwstanie ciała. Jednak mimo różnic byli zgodni co do śmierci Chrystusa na krzyżu? I jedni, i drudzy krzyczeli: „Ukrzyżuj!”?

– Chrystus burzył wizję religijną i teologiczną zarówno faryzeuszy, jak również – w o wiele większym stopniu – saduceuszy. Ponieważ czynił to bardzo wnikliwie, opierając się w prezentowaniu swojej opcji na wyszukanej argumentacji, a nawet odwołując się do kompromitowania poglądów przeciwników, nie mogąc Mu sprostać, faryzeusze i saduceusze solidarnie postanowili Go zlikwidować. Można powiedzieć, że nic tak nie wstrząsa człowiekiem, jak otwarte wykazanie mu, że się myli. W odniesieniu do faryzeuszów i saduceuszów Jezus uczynił to niejednokrotnie i to publicznie, co więcej – uczynił to w odniesieniu do ich przekonań religijnych, które odgrywają najbardziej zasadniczą rolę w życiu człowieka, dlatego ich radykalna reakcja jest po ludzku uzasadniona. Doszło do tego, że zachowawcza opcja polityczna, której faryzeusze i saduceusze byli wręcz zakładnikami, skłoniła ich do decyzji o zlikwidowaniu Jezusa jako tego, kto burzył ich życiowe przekonania. Likwidacja Chrystusa jawiła się im jako jedyna droga prowadząca do wyzwolenia i obrony zajmowanego stanowiska. A więc i słowa: „Ukrzyżuj Go!”.

Można powiedzieć, że energii do działania dodawała faryzeuszom zazdrość i nienawiść?

– Ten wątek na pewno zasługuje na uwzględnienie. Jezus przyciągał do siebie zwolenników faryzeuszy, a więc osłabiał ich opcję i jej wpływy. Siła Jego nauczania dawała się jasno poznać. Faryzeusze tracili wielu zwolenników, a to budziło ich niepokój, a nawet zazdrość. Nauczanie Jezusa nie skłoniło faryzeuszów do zastanowienia się nad ich stanowiskiem, ale pobudziło ich do jego ślepej obrony. Przyznanie się do błędu boli, a więc nie zdecydowali się do niego. Wybrali drogę łatwiejszą, mimo iż zbrodniczą.

Czego faryzeusze i saduceusze oczekiwali od Chrystusa?

– Najprościej mówiąc, oczekiwali od Jezusa poparcia dla swoich idei. Różnili się jednak między sobą, a nawet zwalczali. Faryzeusze, owszem, kierowali się ideami religijnymi, ale interpretowali je w kluczu politycznym. Jezus reprezentował podobne idee religijne, ale nie interpretował ich politycznie. Perspektywa Jezusa była ściśle religijna. Faryzeusze idee religijne podporządkowali polityce. Saduceusze też myśleli religijnie, ale w sposób bardzo zawężony, gdyż wiele zagadnień religijnych do nich nie przemawiało, jak na przykład idea zmartwychwstania. Zdaje się, że myśleli mocno w kluczu materialistycznym. Oczywiście, także oczekiwali poparcia ze strony Jezusa, chociaż nie bardzo mogli się tego spodziewać. Nauczanie Jezusa szło po linii mocno duchowej.

Współcześnie zdarza się usłyszeć, że ktoś jest określany słowem „faryzeusz”. Co charakteryzuje faryzeuszy dwudziestego pierwszego wieku?

– Pojawiające się obecnie odwołanie do „faryzeuszy” i „faryzeizmu” oddaliło się mocno od tradycji biblijnej, chociaż do niej nawiązuje. Wskazuje ono głównie na fałszywą postawę, której cechą rozpoznawczą jest to, że co innego się mówi, a co innego robi. Nie musi to dotyczyć sfery religijnej, jak w faryzeizmie biblijnym, ale posiada sens o wiele szerszy, dotycząc każdej dziedziny życia. Wydaje się, że jednak sprzeczność w dziedzinie religijnej zachowała pierwszorzędne znaczenie. Faryzeusz dzisiejszy to ten, kto kłamie w dziedzinie postaw religijnych.

Jakie znaczenie dziś dla nas ma fakt, że Chrystus potępiał czyny faryzeuszy? 

– Jest to na pewno wezwanie do zastanowienia się nad potrzebą oczyszczenia w dziedzinie religijnej, aby nie podporządkować jej i jej zasad jakiemuś kryterium zewnętrznemu, przede wszystkim politycznemu. To religia, jako najwyższa zasada życia ludzkiego, ma stanowić zasadę krytyki wszelkich innych rzeczywistości, łącznie z polityką. Odwrócenie tego postępowania hermeneutycznego, oczywiście pojawiające się realnie, może być uznane za współczesny przejaw faryzeizmu. Czy nie zasługujemy nierzadko na takie samo potępienie, na jakie zasłużyli faryzeusze?

Jak przestać być faryzeuszem?

– Religia nie może być niczemu podporządkowana, ani w nas, ani w życiu społecznym. To jest pryncypium, które wyzwala także dzisiaj z faryzeizmu. I tak musi pozostać na zawsze. Faryzeusze biblijni nie skorzystali z takiej propozycji, którą przedstawił im Jezus, a uczynił to w sposób nadzwyczajnie jednoznaczny. Nie możemy sądzić, że dzisiaj mogłoby być inaczej. Nie możemy oddać religii żadnej innej sile, niż siła jej czystości.

W sensie szerszym wyzwolić się z faryzeizmu oznacza postawić na prawdę jako pierwotną zasadę codziennego życia. Życie ma być świadectwem dawanym prawdzie, a w ten sposób ma poddawać się uświęceniu dokonywanemu przez Boga. Demaskowany faryzeizm woła o autentyzm wszelkich naszych postaw.

Czego uczy nas przypowieść o faryzeuszu i celniku?

– Uczy nas stawania w prawdzie wobec Boga i wobec siebie, przede wszystkim w dziedzinie religii, co potem może zostać rozciągnięte na wszystkie inne dziedziny życia. Nie zdradzić religii, a zwłaszcza prawdy o prymacie Boga w życiu osobistym i społecznym, a zarazem o naszej małości z powodu grzechu, to pierwsze wskazanie przywołanej przypowieści. Uznanie tej podstawowej prawdy prowadzi do usprawiedliwienia przed Bogiem, jak zapewnił sam Chrystus.

Bóg zapłać za rozmowę

Marta Dybińska

Wołodymyr Zełenski: Ukraina nie ma już artylerii

28 marca 2024 zelenski-w-usa-ukraina-nie-ma-juz-artylerii

Wołodymyr Zełenski: Ukraina nie ma już artylerii

(fot. President Of Ukraine / Zuma Press / Forum)

Rosja na 100 proc. wykorzystuje przerwę we wsparciu USA dla Ukrainy; nie mamy już prawie w ogóle artylerii – powiedział w wyemitowanym w czwartek wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CBS prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

Ostrzegł [postraszył… md] , że bez amerykańskiego wsparcia Ukraina przegra, a wojna bardzo szybko może „przyjść do Europy”.

[Uśśśś, niby dlaczego? Imperium chce wschodniej Ukrainy, która była pod jej władza od Potiomkina, a nie – „Europy”. Chce też by umowy Mińskie [nie wchodzenie Ukrainy do NATO czy UE] były utrzymane MD]

Zełenski rozmawiał z reporterem CBS pośród ruin osiedla w niezidentyfikowanym mieście na wschodzie Ukrainy. Prezydent przestrzegł jednak, że ukraińskie wojska nie będą w stanie wytrzymać dużo dłużej bez wsparcia ze strony USA i że pomoc potrzebna jest jak najszybciej, zwłaszcza w obliczu tego, że na przełomie maja i czerwca spodziewana jest duża rosyjska ofensywa.

„Przedtem musimy nie tylko przygotować się, nie tylko ustabilizować sytuację, bo nasi partnerzy czasem są zadowoleni, że ustabilizowaliśmy sytuację. Ale ja mówię, że potrzebujemy pomocy teraz” – powiedział Zełenski, dodając później, że „nie mamy już prawie w ogóle artylerii”.

Zaznaczył, że Rosja „na 100 procent” korzysta z przerwy w dostawach broni z USA wynikającej z trwającego od miesięcy impasu w Kongresie w sprawie pakietu pomocowego dla Ukrainy. Dodał, że najbardziej potrzebne są pociski rakietowe do obrony powietrznej oraz amunicja artyleryjska.

Pytany, czy podtrzymuje swoje wcześniej wyrażane zdanie, że bez wsparcia USA Ukraina przegra wojnę, Zełenski odpowiedział twierdząco, choć zauważył, że „to nie takie proste”. Dodał jednak, że w przypadku porażki Ukrainy wojna „może przyjść do Europy i do Stanów Zjednoczonych”. „Może przyjść do Europy bardzo prędko” – ocenił.

PAPpap logo / oprac. PR

Koniec z zasadą – „wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych”.

Tusk jednak wybrał „rewolucję”

28.03.2024 nczas/tusk

Donald Tusk.
Donald Tusk. / foto: PAP

Nad Polską zawisły ciemne chmury. Odchodzimy od tzw. systemu demokratycznego i wcale nie chodzi tu o jakieś łamanie prawa, ustaw, czy konstytucji. Naczelną zasadą tego systemu było bowiem – „wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych”.

Tak jest na całym „demokratycznym świecie”. W przypadku nie dającej się ukryć korupcji, czy złapaniu za rękę na łamaniu prawa, sprawy ciągną się latami, a nawet jeśli zapadają czasami wyroki, to więzienie jest luksusowe, wyroki niskie i szybko pojawiają się amnestie.

Można tu podać za przykład Francję i wyroki na prezydentów Chiraca, czy Sarkozyego. W pierwszym przypadku były prezydent po prostu nie doczekał kary, w drugim skończyło się na na bransoletce na nodze. Można też spojrzeć na sprawę pani Kali w PE. Spokojnie sobie „europosłuje”, chociaż bardziej dobitnych dowodów korupcji, jak w jej przypadku, już się znaleźć nie da.

Podobnie bywało i w Polsce. Kończyło się na „podszczypywaniu” poprzedniej ekipy, ciągnących się procesach, chowaniu się za immunitet. 13 grudnia nastąpił koniec tego typu „tradycji demokratycznej”. Niby można by sprawie przyklasnąć, ale, niestety, nie doszło do jakiejś „iluminacji” Donalda Tuska. Bardziej, przy zgodzie i za poduszczeniem UE i „możnych tego świata”, postawiono na ostateczne zniszczenie PiS. I to w tym celu nowa koalicja podstawową „zasadę demokracji” złamała.

Założono, że formacja Zjednoczonej Prawicy i jej podobne nigdy już do władzy nie zostaną dopuszczone. Taka zmiana systemu to już swoisty rodzaj „rewolucji”. Nietrudno sobie wyobrazić, że kolejna zmiana ekipy osadziłaby przecież w aresztach setki obecnych „rewolucjonistów” z PO, Lewicy, czy Trzeciej Drogi, a taki Bodnar „zarobiłby” pewnie z… 25 lat. Byłoby wreszcie „zielone światło” dla np. czyszczenia z lewicowych „złogów” sądów, uczelni, dyplomacji i nie pomogłaby by nikomu Bruksela, Berlin, ani ETPC, ani żaden ETS.

Tusk może i jest mściwy, ale nie jest wariatem. Musi mieć jakieś gwarancje, że żadna Zjednoczona Prawica do władzy już nie dojdzie. Wynika z tego, że ta koalicji władzy nie odda i to, co przypisywała władzy PiS (np. jakiś stan wojenny), sama w ostateczności zrealizuje.

Należy się przy tym spodziewać dużej determinacji obecnej ekipy, bo „powrót złej karmy” to miecz, który zawisłby praktycznie nad całą obecną koalicją 13 grudnia. I właśnie dlatego, by „polecieć historyczną zajawką” aktorki Szczepkowskiej: 13 grudnia skończyła się w Polsce demokracja!

Czy Prokuratorzy Europejscy będą ścigać za mowę nienawiści w Polsce?

Czy Prokuratorzy Europejscy będą ścigać za mowę nienawiści w Polsce?

Autor: AlterCabrio , 28 marca 2024 ekspedytczy-prokuratorzy-europejscy-beda-scigac

«Głównym celem konstruktorów integracji europejskiej była przemiana świadomości narodowej Europejczyków na świadomość paneuropejską i ukształtowanie tym samym nowego człowieka dla nadchodzącej ery globalizacji. Uświadamiał przy tym, że do realizacji utopii, a następnie do jej kontynuacji potrzebni są ludzie, z utopią łączy się konieczność wychowania nowego człowieka. Musi to być człowiek nowy, który zaaprobowałby negację pewnych praw naturalnych, stanowiącą sedno programu utopijnej doktryny.»

Właśnie dlatego Kościół wraz z katolickim państwem narodowym stoją na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi Europy, a każdy człowiek, który wierzy w prawdziwe wartości Europy, mówiąc o nich będzie oskarżany o rzekomą „mowę nienawiści”.

−∗−

Czy Prokuratorzy Europejscy będą ścigać za mowę nienawiści w Polsce?

Włodarze Unii Europejskiej wcale nie potrzebują zmiany traktatów, żeby stworzyć Państwo Europa. Ono powstaje na naszych oczach poprzez powolne, ale sukcesywne przejmowanie kompetencji państw narodowych i wychowywanie nowego człowieka – unijczyka. Władze krajowe tracą na znaczeniu, rosną natomiast kompetencje organów unijnych.

Po wyborach w 2023 roku i zwycięstwie ugrupowań, których liderem jest Donald Tusk, nadszedł czas na kolejny krok, który wraz z obecnym premierem wykonał minister Adam Bodnar. Jest nim skierowanie do Komisji Europejskiej i Rady Unii Europejskiej notyfikacji o przystąpieniu do Prokuratury Europejskiej (EPPO). O jego możliwej sile i tragicznym oddziaływaniu na Polskę możemy przekonać się już niebawem, a to za sprawą pułapki w zapisach Traktatu z Lizbony, dzięki której wkrótce może się okazać, że Polacy będą stawiani przed sądami za tzw. „mowę nienawiści” przez unijnych prokuratorów.

Drugie dno przepisów ustanawiających Prokuraturę Europejską

Pozornie sprawa przystąpienia do Prokuratury Europejskiej jest banalna, a w odczuciu przeciętnego obywatela wręcz konieczna. Prokuratura wszak będzie miała za zadanie prowadzić postępowania przygotowawcze, wnosić i popierać oskarżenia oraz wytaczać powództwa w sprawie przestępstw na szkodę budżetu UE, takich jak nadużycia finansowe, korupcja, pranie pieniędzy i transgraniczne oszustwa VAT-owskie. Niech tylko wystawi głowę ten, kto by nie chciał, żeby pieniądze z naszych podatków nie trafiały do wyłudzaczy i przestępców – przeciętny Polak nie zrozumie, dlaczego ktoś mógłby przeciwstawić się tak ważnym zadaniom Prokuratury Europejskiej – temu zaraz łeb odetnie propaganda zagranicznej władzy medialnej w Polsce. Tymczasem wszyscy powinniśmy przeciwstawić się pomysłowi przystąpienia do EPPO, bo jak to zwykle bywa z prawem stanowionym przez lewicę, za wzniosłymi sprawami kryją się zapisy, które mają ujarzmić polski lud tubylczy, który przecież jeszcze nie dorósł do „unijnej wersji Europy”. Jeżeli jednak ktoś głowę podniesie, to musi przekonać Polaków, że walka będzie dotyczyć ustanowienia nowej prokuratorskiej władzy, którą Bruksela uczyni swą nową oligarchią w Polsce. Ta zaś stanie w jednym rzędzie z mediami i kapitałem zagranicznym działającymi w Polsce. Bronić będą interesów zewnętrznych i posłużą jako narzędzia terroru ścinające głowy tych, którzy z projektem Mittelleuropy się nie zgadzają.

Jak będzie wyglądać skazywanie za mowę nienawiści?

Wspomnijmy sprawę niezbyt odległą dotyczącą prezesa Fundacji Pro – Prawo do Życia, Mariusza Dzierżawskiego, który został skazany za zniesławienie aktywistów LGBT. Czym aktywiści zostali zniesławieni? Informowaniem Polaków między innymi o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Na stronie fundacji możemy przeczytać: Sąd stwierdził, że to na nim [M. Dzierżawskim – przyp. aut.] spoczywa ciężar udowodnienia prezentowanych przez Fundację treści, po czym sędzia w ogóle nie odniósł się do przedstawianych na piśmie wniosków z poważnych artykułów naukowych, które potwierdzały tezy głoszone w trakcie akcji „Stop pedofilii”. Potem sąd odrzucił prawie wszystkie pytania, które obrońca próbował zadać świadkom oraz odmówił powołania kluczowego dla Fundacji świadka. Dowody na piśmie zostały przez sąd zignorowane, świadkom oskarżenia nie mogliśmy zadawać pytań, bo sąd je uchylał, a powołania istotnego świadka sąd odmówił¹. Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe, skazał Mariusza Dzierżawskiego na rok ograniczenia wolności w wymiarze 20 godzin prac społecznych miesięcznie, nakazał przeproszenie pokrzywdzonych, a także zapłatę nawiązki na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej w wysokości 15 tys. zł oraz pokrycie kosztów sądowych. Skoro dzisiaj sąd skazuje obywatela za przedstawianie faktów naukowych na ulicach polskich miast, to co nas czeka po zmianach, które szykują nam uniokraci używając sformułowania „mowa nienawiści”? W zasadzie zablokuje to możliwość obrony prawdziwych wartości europejskich jakimi jest prawo do życia każdego człowieka czy opartej na katolickiej moralności. I o to właśnie chodzi!

Traktat lizboński z pułapką o wymiarze transgranicznym

Traktat z Lizbony powołał tzw. Prokuraturę Europejską w rozdziale 4 w artykule 69e. Autorzy traktatu, wiedząc jak ważna jest dla powołania Stanów Zjednoczonych Europy Prokuratura Europejska oraz znając realia związane z oporem rządów państw członkowskich, pozostawili zapis, w którym możemy przeczytać, że w przypadku braku porozumienia i w sytuacji gdy co najmniej dziewięć Państw Członkowskich pragnie ustanowić wzmocnioną współpracę na podstawie danego projektu rozporządzenia, informują one o tym Parlament Europejski, Radę i Komisję. W takim przypadku uznaje się, że upoważnienie do podjęcia wzmocnionej współpracy (…)². W ten sposób powołano Prokuraturę Europejską, do której nie weszła między innymi Polska, która pomimo tego miała większe sukcesy w walce z mafią VAT-owską niż większość krajów członkowskich wzmocnionych o prokuratorów europejskich. Moim jednak zdaniem nie brak efektywności Prokuratury Europejskiej był powodem rezygnacji z organu, który przecież mógł walczyć ze zorganizowaną przestępczością. Najbardziej prawdopodobną przyczyną była furtka, która pozwalała na poszerzenie zakresu działań Prokuratury Europejskiej. Ustęp 4 wspomnianego artykułu daje Radzie Europejskiej możliwość zmiany ustępu 1. Możemy tam przeczytać, że Rada Europejska może, jednocześnie lub później, przyjąć decyzję zmieniającą ustęp 1 w celu rozszerzenia uprawnień Prokuratury Europejskiej na zwalczanie poważnej przestępczości o wymiarze transgranicznym oraz odpowiednio zmieniającą w związku z tym ustęp 2 w odniesieniu do sprawców i współsprawców poważnych przestępstw dotykających więcej niż jedno Państwo Członkowskie. Rada Europejska stanowi jednomyślnie po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego i po konsultacji z Komisją³. Co to oznacza? Po pierwsze, że konstruktorzy tego traktatu dali sobie czas na przygotowanie zmian wśród opornych państw europejskich. Po drugie, wiedząc, że UE jest tak zaprojektowana (a w szczególności jej system wyborczy), że to i tak oni nadają jej kierunek oraz, że wcześniej czy później i tak do zmiany władzy w państwach zatrzymujących integrację dojdzie, zostawili sobie furtkę, która umożliwi rozszerzenie kompetencji Prokuratury Europejskiej w innych krajach, a następnie rozszerzenie jej kompetencji. Prawdopodobieństwo, że w każdym „demokratycznym” kraju członkowskim władza będzie przez następną dekadę wyłącznie uniosceptyczna jest równe zeru. Natomiast kiedy w uniolandzie, do władzy dojdzie już ta prounijna, świadomie lub nie, wprowadzi do swojego kraju Prokuraturę Europejską. Po trzecie, kiedy już takie państwo wejdzie do projektu EPPO, to uniosceptyków będzie można dyscyplinować już poprzez prokuratorskie struktury unijne. Prokuratorzy Europejscy w Polsce odnajdą jakieś wadliwe rozliczenie funduszy, które dzisiaj są powszechne i niszczą rynek europejski. Zaś specjalne polityczne komisje przyznające fundusze unijne wyszukają powody, żeby nie przyznawać pieniędzy firmom, które takich proeuropejskich, ale antyunijnych, ekstremistów wspierają.

Fundusze unijne tak zdominowały rynek, że bez nich nie sposób konkurować z innymi firmami, które z nich korzystają. Taki układ tworzy rynek zniewolony przez centralę, scentralizowaną gospodarkę, która powoli będzie niszczyła unijną utopię tak, jak komuna zniszczyła ZSRR.

Mamy zatem jeden pewnik, tylko odsunięty w czasie, niebawem Prokuratura Europejska będzie mogła śmiało ścigać w Unii ludzi za tzw. mowę nienawiści, a może jej to umożliwić zwrot „przestępczość w wymiarze transgranicznym”. Dlaczego?

Jak mowa nienawiści staje się transgraniczna

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen już w swoim programie zawarła informację o poszerzeniu kompetencji EPPO. Prokuratura Europejska powinna mieć większą siłę i uprawnienia, powinna mieć możliwość prowadzenia postępowań w sprawach dotyczących terroryzmu transgranicznego i jego ścigania – komunikowała do europosłów zasiadających w Parlamencie Europejskim. Był to jeszcze etap, kiedy prowadzona przez nią Komisja Europejska starała się rozszerzyć kompetencje Prokuratury Europejskiej poprzez wykazanie, że terroryzm jest przestępstwem o wymiarze transgranicznym. Należy tu dodać, że w ten sposób rozpoczęła dzielną walkę z błędami unijnej polityki multi-kulti, a konsekwencjami błędów wielokulturowej utopii polityków z Brukseli są obciążeni wszyscy. Zgwałcone kobiety, atakowani cywile, czy też ofiary zamachów. Należy jednak zadać sobie pytanie, czy nie była to wyrafinowana gra, która od początku była nastawiona na poszerzenie kompetencji EPPO w krajach europejskich? Jedno rozszerzenie zakresu spraw, którymi mogą zajmować się Prokuratorzy Europejscy, ułatwi bowiem otwarcie się społeczeństwa na kolejne, a Traktat z Lizbony i jego zapis o rozszerzeniu kompetencji EPPO jest niebitym dowodem, że taki plan był od początku.

We wrześniu 2021 roku Komisja Europejska wystosowała do Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej komunikat o tytule: Bardziej inkluzywna i bezpieczna Europa: rozszerzenie wykazu przestępstw UE o nawoływanie do nienawiści i przestępstwa z nienawiści. Jego autorką jest nikt inny jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. W jej komunikacie nie przeczytają państwo nic o Prokuraturze Europejskiej. Jest natomiast wiele o mowie nienawiści, która stała się problemem wagi najcięższej i, co najistotniejsze, odkryto tam wymiar transgraniczny mowy nienawiści. Transgraniczny wymiar przestępstw z nienawiści jest bezpośrednio związany z transgranicznym wymiarem nawoływania do nienawiści. Nienawiść przemieszcza się ponad granicami państw, prowadząc do spirali przemocy. Podobnie jak w przypadku nawoływania do nienawiści ideologie leżące u podłoża przestępstw z nienawiści mogą być rozwijane na arenie międzynarodowej i szybko rozpowszechniane w internecie – napisała Ursula von der Leyen⁴. W jej komunikacie wyszczególnione są zachowania związane z antysemityzmem, ale nie tylko. Możemy też przeczytać, że UE w ramach prawa karnego zapewni zdecydowaną reakcję w szczególności ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek i niepełnosprawność⁴. Czytając te fragmenty miałem przed oczyma nienawistne hordy zwolenników aborcji na ulicach polskich miast w 2020 roku, które butelkami i kamieniami rzucały w ludzi broniących kościołów, ale niestety nie odnalazłem takich przykładów nienawiści w dokumencie Komisji Europejskiej. Pomimo, że chrześcijanie są na świecie najczęściej prześladowaną grupą społeczną (również w UE), to nie znalazłem w tym materiale choćby najmniejszej wzmianki na ich temat. Ujawniono natomiast brakujące ogniwo, które już niebawem poszerzy kompetencje Prokuratury Europejskiej. Oto terroryzm i mowa nienawiści stają się przestępstwami transgranicznymi. Przypomnę tylko, że Rada Europejska zgodnie z artykułem 69e ustęp 4 Traktatu z Lizbony może zmienić ustęp 1 w celu rozszerzenia uprawnień Prokuratury Europejskiej na zwalczanie poważnej przestępczości o wymiarze transgranicznym. Potrzeba już tylko jedności Rady Europejskiej. Widząc, że w wielu sprawach odpuszcza już osamotniony (między innymi przez poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości) w walce premier Węgier Wiktor Orban, obawiam się, że nastąpi to szybciej niż nam się wydaje.

Oczywiście nie dyskutuję tu ze stwierdzeniem, że mowa nienawiści i terroryzm mają charakter transgraniczny, staram się uzmysłowić, że było to sformułowanie kluczowe do dalszej realizacji planu Państwa Europa, kolejnym elementem układanki, który odbierze nam możliwości realnego przeciwdziałania próbie zniszczenia Polski.

Bomba z opóźnionym zapłonem

W Polsce wszystko odbywa się w sposób niezauważony. W grudniu 2023 roku rząd przyjął wniosek ministra sprawiedliwości o przystąpienie do Prokuratury Europejskiej, a w styczniu bieżącego roku skierował do Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej formalną notyfikację o przystąpieniu do niej. Tego samego miesiąca w Luksemburgu z przedstawicielami Prokuratury Europejskiej spotkali się pełniący obowiązki Prokuratora Krajowego Jacek Bilewicz oraz wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, a na koniec stycznia przyjechała do Polski prokurator europejska Laura Kövesi. W żadnym komunikacie nikt nie informował o planach Komisji Europejskiej o poszerzeniu kompetencji Prokuratury Europejskiej, nikt też nie mówił, czym są przestępstwa transgraniczne, o które mogą się poszerzyć kompetencje EPPO. W zasadzie nie dziwi tempo, w jakim minister Bodnar realizuje cel, jakim jest dołączenie do Prokuratury Europejskiej. Znając jego poglądy, dziwię się raczej wielu środowiskom politycznym, że nie robią z tego tematu ważnego tematu społecznego. Wszyscy znamy go ze ślepej wręcz obrony środowisk LGBT, które według niego były w Polsce prześladowane. Dziwne, bo do tej pory nie znam osobiście żadnego zwolnionego z pracy przez swoje skłonności homoseksualisty, znam natomiast kilka osób, które swą pracę straciły z powodu obrony wartości, które zbudowały silną Europę.

Inna droga dla rozszerzenia uprawnień Prokuratury Europejskiej

Zmiana Unii Europejskiej w coraz bardziej scentralizowany byt państwowy wiedzie dwiema drogami: oficjalną i nieeksponowaną. O tej drugiej metodzie napisałem powyżej, nazywa się ją w Unii drogą przenoszenia kompetencji. Jest ona niczym innym jak wykorzystywaniem prawa i organów unijnych do trwałych zmian zasad funkcjonowania UE poprzez jej wewnętrzne prawne regulacje. Pierwsza, oficjalna, dotyczy zmian tzw. Traktatów Unii Europejskiej, które są umowami międzynarodowymi dotyczącymi porządku organizacyjnego, prawnego Unii Europejskiej i wskazują jej tzw. wartości. Obecne zmiany przegłosowane w listopadzie 2023 roku przez Parlament Europejski, które wymagają między innymi akceptacji Rady Europejskiej, nazywane są przez swych autorów i zwolenników konstytucją Stanów Zjednoczonych Europy. Należy tu odrzucić jakiekolwiek podobieństwo ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Ktokolwiek przeanalizuje te dwa byty, szybko zauważy jak odmienne są to pomysły na państwowość. Powinniśmy też zwrócić uwagę na różnice wyznaniowe, kulturowe i historyczne tych dwóch obszarów. Wiara, kultura i historia Europy sprawiają, że mówienie o Państwie Europa jest zwykłą utopią, która doprowadzi do tragedii. O tym jednak napiszę innym razem. Wrócę do drogi oficjalnej. Ma ona wiele wad, jedną z nich jest jej czasochłonność. Przekonali się o tym „ojcowie założyciele” Unii Europejskiej, którzy nie dożyli realizacji planów, które sobie postawili. Niemniej widać jak krok po kroku, traktat po traktacie, przynosi efekty i realizuje się ich sen, w którym wymarzyli sobie fałszywy pokój dla Europy. Kontynuatorzy ich planu działają i krok po kroku osiągają kolejne jego cele, nawet jeżeli miałoby to oznaczać zniewolenie dla milionów Europejczyków!

Warto tu się na chwilę zatrzymać i wskazać czym jest integracja oraz jak pokój jest postrzegany przez elity niemieckie. O pokoju wspominał już w kontekście projektu Mitteleuropy Paul Anton de Lagarde, który stwierdził, że: pokój w Europie zapanuje wówczas, gdy Niemcy będą sięgać od Ems do ujścia Dunaju, od Dźwiny do Triestu, od Metz do Bugu, gdy zjednoczone siły niemieckie pokonają Francję i Rosję. Ponieważ cały świat chce pokoju, musi zaakceptować Niemcy w takich granicach⁵. W 1951 roku dowiedzieliśmy się też, jak Niemcy rozumieją integrację. Wtedy to minister handlu w rządzie Konrada Adenauera dr Seebolm pytał Czy wolna Europa chce się przyłączyć do Niemiec. Mówił o Niemczech jako o sercu Europy i o tym, że to członki organizmu powinny się dostosować do serca, a nie na odwrót⁶. W tym samym roku Adenauer miał uznawać utworzenie Europy silnej ekonomicznie i politycznie za jedyną drogę prowadzącą do odzyskania przez Niemcy wschodnich terytoriów⁶.

Polacy muszą pojąć, że rozumienie znaczeń poszczególnych słów przez niemieckie elity różni się od naszego, i trzeba zawsze analizować je przez pryzmat interesu niemieckiego. Dziwi to, że w świetle trudnych i krwawych historycznych relacji polsko-niemieckich nadal trzeba o tym przypominać.

Spójrzmy teraz na proponowane zmiany w traktatach. Wspominałem już o obecnym artykule Traktatu z Lizbony, który do rozszerzenia kompetencji Prokuratury Europejskiej wymaga jednomyślności Rady Europejskiej. Zostanie on całkowicie zastąpiony poprawką, która daje Parlamentowi Europejskiemu i Radzie w drodze rozporządzeń, zgodnie ze zwykłą procedurą ustawodawczą, określać zasady funkcjonowania Prokuratury Europejskiej. Inny będzie zatem sposób zmiany funkcjonowania EPPO. Pozostawi się w tym zakresie dobrowolność Państwu Europa. Patrząc na pozostałe zmiany, które odbiorą państwom członkowskim zasadę jednomyślności, będzie to w praktyce oznaczać, że europosłowie z Francji, Włoch, Luksemburga, Belgii, Holandii i Niemiec, stanowiący od początku grupę kierującą w UE, będą mogli w komitywie narzucić zasady działania Prokuratury Europejskiej. To nie wszystko, bo w ten sam sposób będą mogli decydować o wielu innych sprawach związanych z neokolonią Polska.

Wraz z przegłosowaniem przez Parlament Europejski poprawek Traktatu o funkcjonowaniu UE zmieniono również wiele zapisów wzmacniających kierunek ekoszaleństwa europejskiego. Pomimo kiepskich, na tle świata, wyników gospodarczych UE, ekoideologia stanie się obowiązującą doktryną prawną. Inne poprawki czynią z Unii Europejskiej wspólnotę już nie gospodarczą a ideologiczną. Przykładem jest kolejna przegłosowana poprawka w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, gdzie w artykule 3 dodano punkt 2a o brzmieniu: Każdy ma prawo do autonomii cielesnej, do swobodnego, świadomego, pełnego i powszechnego dostępu do zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych oraz do wszystkich związanych z tym usług opieki zdrowotnej bez dyskryminacji, w tym do dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji⁷. Nowy wspaniały świat! Jeżeli te zmiany zostaną w dalszym procesie legislacyjnym zaaprobowane, to swoboda wypowiedzi stanie się ograniczona, a w zasadzie, w zależności od interpretacji przepisów przez prokuratury i sądy, nawet zakazana. Publicyści, politycy, działacze społeczni, jeżeli tylko urażą kogoś z jednej z faworyzowanych przez UE grup, zostaną publicznie oskarżeni i skazani, tak jak wspomniany w tym materiale prezes Mariusz Dzierżawski. Jeszcze raz powtórzę: to prawo szykowane jest dla wyznaczonej grupy ludzi, która utożsamia się z prawem naturalnym i prawdziwymi wartościami Europy. Tyrania ideologiczna będzie powszechnie obowiązującą doktryną w Europie, a system będzie oparty o zamkniętą kastę: sędziów i polityków, którzy – jak to pisał ojciec public relations Edward Bernays – w wielu przypadkach nawet sami nie będą świadomi istnienia grup nimi sterujących, bo istotną cechą społeczeństwa demokratycznego jest świadome i inteligentne sterowanie zachowaniami oraz opiniami tłumu. Ci, którzy manipulują tymi zachodzącymi w społeczeństwie procesami, tworzą niewidoczny rząd sprawujący rzeczywistą władzę nad krajem⁸. Czy sprawujący rzeczywistą władzę nad rządem dusz w Polsce są Polakami? A może Polakami wyłącznie posługują (między innymi przez poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości) tworząc oligarchiczny system władzy nad neokolonią? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom. Przypomnieć warto, kto w Polsce przyczynił się do dalszej drogi legislacyjnej tych skandalicznych poprawek. Została ona przegłosowana między innymi przez europosłów wybranych w Polsce takich jak: Łukasz Kohut, Róża Thun, Sylwia Spurek, Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Włodzimierz Cimoszewicz, Bogusław Liberadzki i Leszek Miller. Zapamiętajmy te nazwiska – choć nie wiem, czy ktoś moich słów nie zinterpretuje jako mowy nienawiści.

Nowy wspaniały człowiek

Unia Europejska, która miała dbać o wymiar gospodarczy państw europejskich, stała się nagle organem nadzoru moralnego, który chce dyscyplinować wszystkich stosujących mowę nienawiści. Problem polega na tym, że twarde postawienie faktów może być też za taką mowę uznane. Wszyscy zaś, którzy w UE nie chcą być „fajni”, lecz pragną bronić prawdy, twardo pokazując fakty, w dodatku nie chcą zrozumieć, że wiara katolicka i jej zasady powinny znaleźć się na śmietnisku historii, będą musieli przyjąć do wiadomości, że Europa nie jest miejscem dla nich. No chyba że marzą o europejskim więzieniu! Twarde i zgodne z prawem naturalnym i prawdą obiektywną argumenty mogą ranić. Natomiast jak się zrani katolika, zbezcześci miejsca kultu, to nie są jeszcze akty nienawiści, bo przecież sądy uniewinniają ludzi dokonujących różnego rodzaju profanacji. O dziwo najczęściej sprawcami są ludzie związani ze środowiskiem LGBT. Zatem jak zrozumieć mowę nienawiści? Gdzie znaleźć jej definicję, która sprawi, że każda grupa społeczna będzie miała prawo poprzez dyskusję szukać prawdy? Niestety, nie o prawdę tu chodzi. Chodzi o władzę, którą można zdobyć, wykorzystując grupy mniejszościowe. Kosztem ma być cierpienie dzieci wykorzystywanych przez homoseksualnych pedofilów, a przyzwolenie na to jest osiągalne choćby rękami sądów skazujących za prezentowanie danych naukowych o przestępstwach pedofilii w tych środowiskach. Dzieci staną się „słusznymi” ofiarami, na ich cierpieniu zostanie zrealizowany utopijny projekt wizji integracji „ojców założycieli” – Państwo Europa. Niewielu wszak ludzi wie, że dla powstania Stanów Zjednoczonych Europy, jak ów projekt nazwał Martin Schultz, potrzeba nowego człowieka.

Prof. Jerzy Chodorowski pisał:

głównym celem konstruktorów integracji europejskiej była przemiana świadomości narodowej Europejczyków na świadomość paneuropejską i ukształtowanie tym samym nowego człowieka dla nadchodzącej ery globalizacji. Uświadamiał przy tym, że do realizacji utopii, a następnie do jej kontynuacji potrzebni są ludzie, z utopią łączy się konieczność wychowania nowego człowieka. Musi to być człowiek nowy, który zaaprobowałby negację pewnych praw naturalnych, stanowiącą sedno programu utopijnej doktryny⁹.

Właśnie dlatego Kościół wraz z katolickim państwem narodowym stoją na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi Europy, a każdy człowiek, który wierzy w prawdziwe wartości Europy, mówiąc o nich będzie oskarżany o rzekomą „mowę nienawiści”. Czy potrafimy jeszcze walczyć o zmianę kierunku, w którym podąża zjednoczona wokół utopijnego projektu Europa?

Źródła:

¹ Fundacja Pro – Prawo do życia, Proces Mariusza Dzierżawskiego przed sądem w Gdańsku, 2024.01.18

² Baza aktów prawnych Unii Europejskiej, Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską podpisany w Lizbonie dnia 13 grudnia 2007 r.

³ Baza aktów prawnych Unii Europejskiej, Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską podpisany w Lizbonie dnia 13 grudnia 2007 r.

⁴ Ursula von der Leyen, Bardziej inkluzywna i bezpieczna Europa: rozszerzenie wykazu przestępstw UE o nawoływanie do nienawiści i przestępstwa z nienawiści, 2021.12.21

⁵ A. Wolff-Powęska, E. Schulz, Przestrzeń i polityka w niemieckiej myśli politycznej, s. 34–35.

⁶ Michael, Adenauer zawsze myślał o integracji Europy przez pryzmat interesu Niemiec

⁷ Parlament Europejski, Wnioski Parlamentu Europejskiego w sprawie zmiany Traktatów. Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 22 listopada 2023 r. w sprawie propozycji Parlamentu Europejskiego dotyczących zmiany Traktatów (2022/2051(INL)), 2023.11.22

⁸ Edward L. Bernays, Propaganda, Wydawnictwo Wektory, 2020 r, s. 19

⁹ Jerzy Chodorowski, Rodowód ideowy Unii Europejskiej, wydanie I,  Dom wydawniczy “Ostoja”, 2005 rok,   s. 12

____________

Czy Prokuratorzy Europejscy będą ścigać za mowę nienawiści w Polsce?, Mariusz Piotrowski, 27 marca 2024

−∗−

Warto porównać:

Czerwony ład unijny czyli pełen wachlarz zakazów
Miesiąc miodowy z Unią Europejską już dawno za nami, a teraz rozwija się szara codzienność związku. Okazuje się więc, że związek ten nie jest ani z miłości, ani z rozsądku. […]

____________

Od ekologizmu do klimatyzmu
Trwające aktualnie protesty rolników stanowią doskonałą okazję ku temu, by przyjrzeć się ideologii, która jest dziś jednym z podstawowych źródeł ich obaw i problemów. Ideologia ta nie jest bowiem tym, […]

Częste mycie skraca życie.

Częste mycie skraca życie. „Układ immunologiczny człowieka potrzebuje ciągłej stymulacji”

28.03.2024 czeste-mycie

Mikrobiolog prof. Beata Sobieszczańska radzi, aby w trosce o zdrowie swoje i rodziny nie przesadzać z higieną i przy świątecznych porządkach nie stosować w nadmiarze detergentów. Według niej nadmierna czystość otoczenia szkodzi naszej odporności, a usuwanie brudu to nie sterylizacja.

W przesłanym w czwartek przez uczelnię komunikacie kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Beata Sobieszczańska zwróciła uwagę, że bezwzględna walka z bakteriami jest nie tylko bezzasadna, ale po prostu szkodliwa, bo grupa bakterii zagrażających ludzkiemu zdrowiu jest znikoma.

„To zaledwie jedna szósta spośród tych, które znamy. Pozostałe są dla nas przyjazne i wręcz konieczne do życia. Owszem, brud jest siedliskiem wielu patogenów, ale zupełnie czym innym jest jego likwidowanie, a czym innym pozbywanie się zbyt wielu bakterii” – powiedziała.

Zauważyła, że tendencja do nadmiernej higieny i dbałości o czystość otoczenia nasiliła się w wyniku pandemii COVID-19, co ma swoje wymierne, negatywne skutki. Izolacja, nieustanne mycie rąk i dezynfekcja przedmiotów codziennego użytku spowodowały ograniczenie kontaktu nie tylko z koronawirusem, ale też z wszelkimi innymi mikroorganizmami.

„Układ immunologiczny człowieka potrzebuje ciągłej stymulacji. Nieużywany mięsień ulega atrofii, czyli zanika. Podobnie z układem immunologicznym. On także potrzebuje bodźców, a jeśli ich nie ma, przestaje prawidłowo działać” – wyjaśniła mikrobiolog.

Według niej z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia po pandemii. Wróciło wiele chorób, jest znacznie więcej przypadków grypy, RSV wśród dorosłych, szkarlatyny itp.

„To wszystko efekt długotrwałego przebywania w warunkach, w których układ immunologiczny nie był odpowiednio stymulowany i niejako stracił pamięć, przestając rozpoznawać zagrożenie. Spowodowało to spadek odporności i podatność na patogeny” –powiedziała.

Dodała, że komórki pamięci immunologicznej tworzą się od urodzenia. Dlatego ważne, aby małemu dziecku zapewniać normalny kontakt ze środowiskiem, a nie obsesyjnie usuwać z jego otoczenia wszelkie bakterie czy izolować od innych.

„To normalne, że małe dzieci chorują, kiedy pójdą do żłobka czy przedszkola. W kontakcie z obcymi mikroorganizmami organizm uczy się odporności. Nie ma powodu do niepokoju, gdy maluch zje coś czasem z niezbyt czystej podłogi albo się pobrudzi w kałuży. Takie sytuacje są korzystne w kształtowaniu układu immunologicznego. Większość mikroorganizmów ze środowiska nie jest szkodliwa dla zdrowia. A przed tymi nielicznymi, które są śmiertelnie groźne, chronią szczepienia” – powiedziała prof. Sobieszczańska.

Zwróciła uwagę, że po pandemii niektóre higieniczne nawyki pozostały, nasilił się także trend do stosowania środków antybakteryjnych, nawet w kosmetykach. Przykładem modne ostatnio jony srebra. Jako składnik dezodorantów są rzeczywiście toksyczne dla bakterii powodujących nieprzyjemny zapach potu, ale także zabijają wszelkie inne kolonizujące skórę pod pachami. W tym także te, które zwalczaną tę woń. Szkód wynikających z nadużywania antybakteryjnych środków do higieny ciała jest więcej.

„Bakterie kolonizujące ludzką skórę pełnią różne pożyteczne funkcje, m.in. chronią nas przed grzybicami. Jeśli je regularnie usuwamy, zaczynają nas atakować grzyby, pojawiają się też inne problemy dermatologiczne. Z tego powodu nie powinno się nie tylko przesadzać z higieną ciała, ale także z praniem ręczników. Nie trzeba, a nawet nie należy, robić tego codziennie. Powód jest prozaiczny: płyny do mycia nie zabijają od razu wszystkich bakterii ze skóry, niedobitki pozostają na ręczniku podczas wycierania. Mają szansę do nas wrócić przy ponownym użyciu ręcznika i wyświadczyć nam przysługę, pozwalając odbudować zniszczoną florę. Zmiana ręcznika raz w tygodniu absolutnie wystarczy, a wręcz będzie dla nas korzystna. A na marginesie: pot zdrowego i prawidłowo odżywiającego się człowieka jest bezwonny. Żeby zlikwidować przykry zapach, czasem wystarczy zmienić dietę” – powiedziała prof. Sobieszczańska.

Pokazała też szerszy aspekt zbiorowego antybakteryjnego szaleństwa, wykraczający poza najbliższe otoczenie. To zanieczyszczenie środowiska. Hektolitry detergentów stosowanych do szorowania mieszkania trafiają do ścieków, a stamtąd do gleby. W dużym stopniu wracają do nas z żywnością i koło się zamyka.

„Jednym ze skutków bezmyślnego niszczenia bakterii jest nasilająca się w ostatnich dekadach antybiotykooporność. Świat mikroorganizmów broni się przed działaniem człowieka, pojawiają się nowe szczepy, coraz bardziej oporne na antybiotyki. Rośnie liczba chorób bakteryjnych, których już nie potrafimy leczyć. Jak tak dalej pójdzie, wrócimy do ery sprzed antybiotyków, co będzie miało dramatyczne skutki” – podsumowała prof. Sobieszczańska

Jej zdaniem nie możemy dać sobie wmówić, że bakterie to samo zło, bo to nieprawda. Nasz organizm kolonizują miliony bakterii, spośród których znamy może połowę.

„Wciąż nie wiemy wszystkiego o interakcjach, jakie między nimi zachodzą i nie znamy roli, jaką pełnią w naszych organizmach. Z pewnością jednak jest ona bardziej korzystna niż zabójcza, o czym świadczy fakt, że jako ludzkość istniejemy setki tysięcy lat w symbiozie z bakteriami” – podkreśliła

Populacja Europy zaczęła już spadać – teraz czeka nas już tylko zjazd…

twitter/Kristof

Krzysztof Szczawinski @Kristof_Poland

Populacja Europy zaczęła już spadać – teraz czeka nas już tylko zjazd… Obecnie nie jest jeszcze źle, gdyż mamy dużo ludzi w sile wieku – ludzi wychowanych w latach 80ych i 90ych – żyjemy obecnie w cywilizacyjnym apogeum – doceniajmy to… Ale za 20 lat nie będzie już tak wesoło… Ostatni wyż demograficzny będzie przechodzić na emeryturę i będzie zdany na pokolenie jedynaków wychowywanych obecnie… No i na migrantów… Może naprawdę nie być wesoło… Jedyne rozwiązanie to mieć dzieci… Najlepiej trójkę lub więcej… Kto o to teraz nie zadba może potem bardzo żałować… Nie będzie już tak wesoło i beztrosko jak teraz…

Zdjęcie

W takt kremlowskich kurantów

W takt kremlowskich kurantów

Stanisław Michalkiewicz  28 marca 2024 w-takt

Nie ma rady, chyba trzeba będzie podjąć radykalne decyzje, może nawet decyzję o ostatecznym rozwiązaniu kwestii chrześcijańskiej, a zwłaszcza – katolickiej. Może jeszcze nie teraz, bo teraz premier bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu jeszcze bije się z myślami, jakby tu dokończyć operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Rafah, żeby z jednej strony doprowadzić do zakończenia, ale jednocześnie – by nie zaszkodzić prezydentu Józiowi Bidenowi w kampanii prezydenckiej, nad którą – jak to w demokracji – unosić się muszę gęste opary obłudy. Konkretnie chodzi o to, by kule i pociski, przy pomocy których dokona się ostatecznego rozwiązania, miały prawidłowe kalibry, bo wtedy nikt nie będzie mógł powiedzieć, że prawa jakichś człowieków zostały naruszone. Ale nawet i teraz nic nie szkodzi, by się zastanowić, w jaki sposób doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii katolickiej – a jak już stosowne programy pilotażowe zostaną obmyślone, to można będzie trzaskać.

Tym bardziej, że nie trzeba specjalnie nic nowego wymyślać, bo starsi i mądrzejsi w Ameryce nie tylko już wszystko obmyślili, ale nawet stosowny plan wprowadzili w życie. Wyjaśnił to w audycji telewizyjnej sam pan red. Tomasz Terlikowski, robiący za katolika zawodowego, a przy okazji dorabiający sobie w mediach powiązanych ideowo, a może nawet finansowo z Judenratem „Gazety Wyborczej”. W rozmowie z udziałem pana Cezarego Michalskiego, który najpierw biegał za konserwatystę, a potem zbisurmanił się na lewicy, pan red. Terlikowski przypomniał, że kilkanaście diecezji katolickich w Ameryce zbankrutowało w konfrontacji z tamtejszym przemysłem molestowania. Jak tylko się okazało, że z molestowania można wydostać szmal, „tak, jak za okupacji z Żyda”, natychmiast mnóstwo osób zaczęło sobie przypominać, że „me too !” – znaczy się – że były molestowane. Tamtejsze niezawisłe sądy zastosowały zasadę odpowiedzialności zbiorowej, w myśl której, za figle duchownego molestanta materialnie odpowiadają Bogu ducha winni parafianie, którzy nikogo nie molestowali. Jak wiadomo, słuszna myśl, raz rzucona w powietrze, prędzej, czy później znajdzie swego amatora. Żeby prawdziwa zasługa nie zginęła w mroku niepamięci, wypada przypomnieć, że zwolennikiem zasady odpowiedzialności zbiorowej był w czasach nowożytnych wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Wprawdzie „obawiając się sądu zagniewanego ludu” – jak to wyraził inny zwolennik zasady odpowiedzialności zbiorowej Józef Stalin – musiał on się zastrzelić, ale jego myśl znalazła kontynuatorów nie tylko w Związku Radzieckim, ale i w Ameryce, a skoro w Ameryce – to i w naszym, sojuszniczym bantustanie.

Żeby nie być gołosłownym, muszę przypomnieć postać pani sędzi – oczywiście niezawisłej – Anny Łasik, ze znanego na całym świecie z niezawisłości Poznania, która z powodzeniem zasadziła tę zasadę na gruncie tubylczym. Wydaje ona teraz plon stokrotny w kolejnych niezawisłych sądach, do których jedna przez drugą tłoczą się ofiary w nadziei rozwiązania sobie dzięki temu problemów socjalnych. Jak tak dalej pójdzie, to i tubylcze diecezje też pójdą z torbami, zwłaszcza gdy ich odrynariusze nie będą słuchali się pana red. Terlikowskiego, co to nieubłaganym palcem pokazuje im właściwą drogę: samokrytyki i czynnego żalu.

Więc kiedy na jednym odcinku frontu ideologicznego uwija się pan red. Tomasz Terlikowski, na odcinku politycznym Judenrat „Gazety Wyborczej” dokonał ostatnio wielkiego odkrycia. Może ono nie takie znowu wielkie, bo już po sugestii papieża Franciszka, by Ukraina zdobyła się na odwagę negocjacji, sprawa została prawidłowo oświetlona – że mianowicie ten cały papież Franciszek politycznie idzie na pasku Kremla, a w ogóle – jak przypomnieli panowie Obirek i Nowak, którzy viribus unitis nieubłaganym palcem dźgają Kościół katolicki w chore z nienawiści oczy – że ten cały Jorge Maria Bergoglio, kiedy jeszcze nie był papieżem Franciszkiem, to dokazywał z argentyńską juntą („Junta- juje” – jak pisał Janusz Anderman, co to wprawdzie ma talent, ale mały) generała Rafała Videli. Słowem – pryncypialnie go zlustrowali. Jak dokazywał z juntą, to dlaczego nie ma dokazywać z Kremlem?

Co prawda pan red. Michnik też dokazywał z zimnym ruskim czekistą Putinem w Klubie Wałdajskim, ale to zupełnie co innego. Czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty – mawiali SS-mani – i ta zasada się przyjęła również w innych środowiskach, które normalnie SS-manów pryncypialnie potępiają.

Toteż bez wielkiego zdziwienia odnotowujemy odkrycie Judenratu „Gazety Wyborczej”, że na czele „lobby antyaborcyjnego” w Europie, a może nawet i na świecie stoi Kreml. Oczywiście nie dlatego, by przejmował się „zygotami” – bo „zygoty” obchodzą zimnego ruskiego czekistę Putina tyle, co zeszłoroczny śnieg, tylko – żeby sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, który znękaną ludzkość, pod przewodem starszych i mądrzejszych, wiezie ku świetlanej przyszłości. Jak wyjaśnił legitymujący się pierwszorzędnymi korzeniami pan prof. Paweł Ehrlich z Pensylwanii, świetlana przyszłość ma polegać na tym, że światowa populacja zostanie zredukowana najwyżej do miliarda osobników, żeby – po pierwsze – zrobić miejsce, znaczy się – Lebensraum dla innych gatunków – czego domaga się zaprzyjaźniona z Judenratem Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot – a po drugie – żę trzeba przecież zostawić trochę głupich gojów, którym można by pożyczać pieniądze na wysoki procent. Tak bowiem doradził starszym i mądrzejszym sam Stwórca Wszechświata: „Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”.

To odkrycie Judenratu wyjaśnia wszystkie meandry, jakimi ostatnio podąża papież Franciszek. Niby z jednej strony nie ma nic przeciwko błogosławieniu sodomczyków i gomorytek, prawidłowo ćwierkając, że nie chodzi o aprobatę dla „grzechu”, tylko – żeby nikogo nie „wykluczać” – ale kiedy przychodzi do aborcji, to zaraz staje dęba, podobnie jak cały Episkopat Polski – może z wyjątkiem Jego Eminencji Grzegorza kardynała Rysia, który – jeśli nawet w tej sprawie ćwierka tak samo, jak wszyscy, to przecież wcale nie dlatego, by naprawdę tak myślał, tylko w myśl zasady, że gdy wejdziesz między wrony – i tak dalej – ale in pectore myśli po swojemu, jak się należy. Tedy tym odkryciem Judenrat za jednym zamachem podgarnął wszystkich wrogów klasowych na jedną kupkę: i Episkopat i Ordo Iuris i Konfederacja i kunktatorski były ojczyk Szymon Hołownia – wszyscy oni tańcują tak, jak zagra im na kremlowskich kurantach zimny ruski czekista Putin, który właśnie ośmielił się zostać prezydentem Rosji, chociaż ani pan red. Michnik, ani Judenraty go nie zatwierdziły.

Stanisław Michalkiewicz

Miało nie żyć – świadkowie aborcji przerywają milczenie

:„Miało nie żyć” – świadkowie aborcji przerywają milczenie

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Proszę wygodnie usiąść w fotelu i dopiero wtedy otworzyć link. Bo materiał, który za chwilę Pan zobaczy, jest porażający.

Wstrząśnie każdym.

Świadkowie aborcji zdecydowali się mówić.

Wysłuchaliśmy tego, co mieli do powiedzenia.

A potem postanowiliśmy, że musi to usłyszeć cała Polska.

Powstaje film dokumentalny pt. „Miało nie żyć”. Jego najważniejsi bohaterowie nie pojawiają się na ekranie, bo… już nie żyją. To maleńkie, niewinne dzieci, na które Polska wydała wyrok śmierci, a aborterzy wyrok wykonali.

Byli jednak świadkowie tych bestialskich mordów. W filmie opowiedzą, co zrobiono z dziećmi i jak bardzo walczyły one o życie zanim nadeszło to, co nieuchronne… I co robili „lekarze”, aby śmierć dzieci nadeszła szybciej, a płacz maluszków nie przeszkadzał w pracy szpitala.

Właśnie teraz, gdy w Polsce dyskusja o aborcji wchodzi na najwyższy poziom hipokryzji. Gdy ustala się, kogo i jak mordować. Gdy Ministerstwo Zdrowia zamienia się w Ministerstwo Śmierci, a posłowie licytują się, kto złoży bardziej morderczy projekt ustawy. Pokażemy, jak wygląda rzeczywistość, którą próbuje się wygładzić mówiąc o „prawach kobiet”, „decyzjach” i „wyborach”.

Te dzieci nie miały żadnego wyboru. Były mordowane z zimną krwią, a w proceder ten angażowano osoby, które niekoniecznie wiedziały, do jakiego zabiegu są właśnie kierowane.

Dlatego mówią.

Cały dokument będzie miał ponad 40 minut i jest w końcowej fazie produkcji.

Proszę zobaczyć zwiastun:

Gdyby YT usunął trailer, jest on także na Rumble: https://rumble.com/v4lw725-miao-nie-y-trailer.html

Szanowny Panie,

Uważam, że „Miało nie żyć” powinno zobaczyć jak najwięcej ludzi. Potrzeba tego głosu, gdy politycy szykują ustawy o legalizacji aborcji. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, że nie wiedział, o czym jest dyskusja.

To nie wszystko…

Niespełna tydzień temu w Sejmie pokazano proaborcyjny film „O tym się nie mówi”, a patronat nad wydarzeniem objął sam Marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Film przekonuje, że należy cofnąć wyrok TK o aborcji eugenicznej i przywrócić możliwość mordowania chorych dzieci. Pokaz w Sejmie wpisuje się w przygotowania do rozpatrzenia ustaw legalizujących aborcję – ich pierwsze czytanie ma nastąpić 11 kwietnia.

Gdy dowiedziałam się, że druga osoba w państwie patronuje projekcji filmu za aborcją i to jeszcze na terenie Sejmu RP, zrozumiałam, że przygotowujemy dokument „Miało nie żyć” dokładnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny.

To właśnie TEN czas.

Potrzebuję teraz funduszy, aby jak najszybciej skończyć i rozpromować film, którego trailer Pan obejrzał. Trzeba działać szybko, by ten ważny materiał mógł trafić do ludzi w najbliższych dniach – jeszcze przed posiedzeniem Sejmu. Termin jest absolutnie kluczowy. Treści antyaborcyjne trudno rozchodzą się w Internecie, więc koszty związane z rozpowszechnianiem materiału będą znaczne.

Potrzebuję pieniędzy na:

– zorganizowanie pokazu otwartego – już w najbliższych dniach,

– druk plakatów i materiałów informacyjnych o filmie,

– dystrybucję płatnych reklam w Internecie,

banery reklamowe.

Miało nie żyć” musi dotrzeć jak najszerzej. Bo będzie próba ograniczenia zasięgu tego filmu.

Potrzebuję co najmniej 20 000 złotych, aby skutecznie zrealizować pierwszy etap kampanii promocyjnej filmu. I muszę pozyskać tę kwotę szybko, bo ustawy legalizujące aborcję są w grafiku Sejmu już za 2 tygodnie.

Czy może Pan pomóc?

Czy uważa Pan, że „Miało nie żyć” to film, który powinna zobaczyć cała Polska?

Czy może Pan wpłacić kwotę, o której wysokości sam Pan zdecyduje, aby pomóc w dystrybucji filmu?

Może to być 40, 100, 160 złotych lub inna suma, jaką uzna Pan za właściwą, aby pomóc sprawie.

Wpłaty proszę kierować na numer konta Fundacji Życie i Rodzina:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.

Kod SWIFT: BIGBPLPW. Proszę o dopisek „Miało nie żyć”.

Można też płacić Blikiem/kartą/szybkim przelewem pod linkiem www.RatujZycie.pl/wesprzyj.

Relacje świadków aborcji to najmocniejsza oręż w walce z aborcją. Zróbmy wszystko, aby jak najszybciej trafiły do opinii publicznej.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Kaja Godek
Kaja Godek Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Produkcja tego filmu – z uwagi na jego treść – była dla mnie i dla całego zespołu Fundacji niezwykle wyczerpująca psychicznie. Walczymy z czasem, by wypuścić film jeszcze przed posiedzeniem Sejmu w sprawie aborcji.Proszę Pana o pomoc.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Izraelska propagandystka stojąca za narracją o “masowych gwałtach” Hamasu zdemaskowana jako oszustka

Izraelska propagandystka stojąca za narracją o “masowych gwałtach” Hamasu zdemaskowana jako oszustka

Data: 26 marzo 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire

Cochav Elkayam-Levy, izraelska prawniczka będąca w centrum kampanii oskarżającej Hamas o systematyczną przemoc seksualną dokonaną 7 października, została oskarżona przez izraelskie mass media o wyłudzanie pieniędzy od darczyńców oraz szerzenie dezinformacji. Zarzuty pojawiły się zaledwie kilka dni po tym, jak Elkayam-Levy otrzymała prestiżową Nagrodę Izraela.

Jako założyciel tak zwanej Komisji Cywilnej ds. Zbrodni Hamasu przeciwko Kobietom i Dzieciom popełnionych 7 Października, izraelska prawniczka Cochav Elkayam Levy https://www.cochavelkayam.com/ https://de.wikipedia.org/wiki/Cochav_Elkayam-Levy, była głównym źródłem dla zachodnich organizacji medialnych forsujących narrację, że palestyńscy bojownicy dokonywali masowych i systematycznych napaści na tle seksualnym w trakcie ataków na Izrael.

Elkayam-Levy wystąpiła w specjalnym programie CNN na ten temat, którego narratorem był żarliwie proizraelski gospodarz Jake Tapper, który określił ją jako “eksperta w dziedzinie praw człowieka, który zorganizował komitet obywatelski w celu udokumentowania dowodów”. Haaretz przedstawił Elkayam-Levy jako temat nadętego artykułu, który niezgodnie z prawdą twierdził, że jej praca “przedstawia przerażający obraz, który nie pozostawia miejsca na wątpliwości”: 7 października terroryści Hamasu systematycznie dokonywali aktów gwałtu i wykorzystywania seksualnego”.

Następnie, 6 grudnia 2023 r., członkowie Rady Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu oraz asystentka prezydenta i dyrektor Rady ds. Polityki Płci Jennifer Klein gościli Elkayam-Levy w Waszyngtonie, aby usłyszeć “o jej pracy nad zbieraniem zeznań i dokumentowaniem dowodów wydarzeń z 7 października oraz opracowaniem kompleksowego rozliczenia przemocy na tle seksualnym popełnionej przez Hamas”.

Teraz, ekstrawagancja prawniczki w zakresie public relations przyniosła jej Nagrodę Izraela, najbardziej prestiżowe wyróżnienie, jakie obywatel Izraela może otrzymać od swojego rządu. “Powinniśmy zdecydowanie przeciwstawić się wyraźnemu zaprzeczeniu i rosnącej fali antysemityzmu” – zadeklarowała w oświadczeniu z 21 marca, przyjmując nagrodę.

Jednak trzy dni później, największa izraelska gazeta, YNet, opublikowała artykuł potępiający, oskarżając Elkayam-Levy o oszukiwanie głównych darczyńców, w tym członka administracji Bidena, rozpowszechnianie fałszywych opowieści o okrucieństwach Hamasu i niedotrzymanie obietnicy dotyczącej dużego raportu na temat przemocy seksualnej z 7 października.

Ludzie odcięli się od niej, ponieważ jej badania są nieprecyzyjne” – powiedział izraelski urzędnik państwowy w rozmowie z YNet. “W końcu cała historia polega na tym, że chcą nas oskarżyć o rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, a jej metodologia nie była ani dobra, ani dokładna”.

Urzędnicy państwowi byli szczególnie oburzeni faktem, że Elkayam-Levy rozpowszechniała zdyskredytowane twierdzenia, jakoby bojownik Hamasu wyciął płód ciężarnej kobiecie przed jej zgwałceniem – kłamstwo rozpowszechnione po raz pierwszy przez znanego oszusta – Yossiego Landaua ze słynącej ze skandali organizacji ZAKA. “Historia o ciężarnej kobiecie, której rozcięto brzuch – historia, która okazała się nieprawdziwa, a ona rozpowszechniła ją w międzynarodowej prasie” – skarżył się urzędnik w rozmowie z YNet. “To nie żart. Stopniowo profesjonaliści zaczęli się od niej dystansować, ponieważ jest niewiarygodna”.

Elkayam-Levy jeszcze bardziej zraziła do siebie rząd Izraela, tworząc własną “komisję cywilną” wokół jednoosobowej operacji, którą prowadziła pod nazwą Deborah Institute, stwarzając poczucie, że reprezentuje Tel Awiw w oficjalnym charakterze. “Na początku była naprawdę bardzo aktywna, co było bardzo miłe” – powiedział informator z YNet. “Potem zaczęła nazywać siebie komisją cywilną. Ludzie byli zdezorientowani, członkowie Kongresu zwracali się do ludzi, którzy pracują z Izraelem i pytali, co to jest – ‘Izrael stworzył komisję?’. To myląca nazwa. I pytanie, czy coś takiego w ogóle istnieje? Czy istnieje taki organ? Odpowiedź brzmi – nie. To jest organ. Ona jest komisją cywilną”.

Poprzez swój Deborah Institute, Elkayam-Levy zebrała miliony dolarów. Ale jeśli wierzyć źródłom rządowym, które rozmawiały z YNet, oszukała ona bogatych amerykańskich żydowskich darczyńców, takich jak Rahm Emanuel, obecnie ambasador administracji Bidena w Japonii, i przelała pieniądze na swoje osobiste konto bankowe.

Według YNet, Elkayam-Levy zaapelowała o 8 milionów dolarów na uruchomienie swojej “Komisji Obywatelskiej”, prosząc o 1,5 miliona dolarów na “zarządzanie i administrację”. “Rahm Emanuel, ambasador USA w Japonii, przekazał jej pieniądze, a ona przyjęła darowizny od wielu osób i zaczęła prosić o pieniądze na odczyty” – skarżył się izraelski urzędnik.

Po ponad pięciu miesiącach badań, żądna rozgłosu prawniczka nie przedstawiła jednak niczego, co mogłoby uzasadnić jej ogromną zbiórkę pieniędzy. Istotnie, raport o okrucieństwie” – który Elkayam-Levy obiecała swoim sponsorom, a który miał dostarczyć wyraźnych dowodów na systematyczną przemoc seksualną ze strony Hamasu 7 października – jeszcze nie pojawił się.

W międzyczasie próbowała podobno utrudnić wizytę w Izraelu specjalnego przedstawiciela ONZ ds. przemocy seksualnej podczas konfliktów, Pramili Patten, której raport został ostatecznie reklamowany przez Izrael jako “dowód” przestępstw seksualnych popełnionych przez Hamas, pomimo przyznania przez samą Patten, że nie zawierał on żadnych dowodów i nie posiadał mandatu dochodzeniowego ONZ.https://thegrayzone.com/2024/03/07/media-concocts-un-hamas-rape-report/

Po raz pierwszy dowiedziałem się o zamiłowaniu Elkayam-Levy do fałszowania faktów podczas prezentacji, którą przedstawiła 11 listopada 2023 r. w Towarzystwie Majmonidesa Uniwersytetu Harvarda. Przedstawiła tam zdjęcia kurdyjskich bojowniczek poległych w walce jako izraelskich Żydówek, które zostały zabite i zgwałcone przez bojowników Hamasu podczas Nova Electronic Music Festival 7 października.

Po tym, jak zdemaskowałem jej rażące fałszerstwo, Elkayam-Levy odmówiła sprostowania swojego twierdzenia, zamiast tego dziękując mi na Twitterze/X za promowanie jej pracy. https://twitter.com/MaxBlumenthal/status/1732484798424240185

«Przewodnicząca izraelskiej komisji śledczej ds. gwałtów dokonanych przez Hamas, @CochavElkayam, przedstawia stare zdjęcie martwych kurdyjskich bojowniczek jako kobiet napadniętych seksualnie na festiwalu muzycznym Nova.

Podczas przemówienia 11/12 dla Harvard’s Maimonides Society, Elkayam odniósła się do “obrazu kobiety rozebranej od pasa w dół… sfotografowanej na festiwalu muzycznym Nova”.

Zdjęcie to zostało pierwotnie opublikowane na anonimowej stronie Hamas-Massacre promowanej przez rząd Izraela, ale zostało usunięte bez potwierdzenia po tym, jak wykazałem, że zostało opublikowane po raz pierwszy w 2022 roku i przedstawiało martwe bojowniczki kurdyjskie.

Dokumentacja tutaj: https://twitter.com/MaxBlumenthal/status/1724688009293873502»

Wypadnięcie z łask Elkayam-Levy następuje w momencie, gdy New York Times publikuje raport podający w dalszą wątpliwość już wcześniej zdyskredytowany artykuł gazety z 28 grudnia 2023 r., w którym zarzucono Hamasowi “systematyczną przemoc seksualną” w dniu 7 października. Według raportu Timesa z 25 marca, izraelski ratownik medyczny identyfikujący się jako “G” (prawdziwe nazwisko: Guy Melamed https://twitter.com/MaxBlumenthal/status/1745708695533625423) okłamał gazetę, twierdząc, że znalazł zwłoki nastoletnich dziewcząt w kibucu Beeri bez ubrań, co wyraźnie wskazywało na gwałt. “Nagranie zrobione przez izraelskiego żołnierza, który był w Beeri 7 października… pokazuje ciała trzech ofiar w pełni ubranych i bez widocznych śladów przemocy seksualnej” – stwierdził Times.

«Wow. @nytimes właśnie obalił własne ludobójcze okrucieństwo propagandowego kłamstwa o zgwałceniu 2 nastoletnich dziewcząt w Kibucu Be’eri 7 października. Ale czy teraz oficjalnie się z tego wycofa? @gettleman oszukańcze “śledztwo” z 28 grudnia? https://nytimes.com/2024/03/25/world/middleeast/video-sexual-assault-israel-kibbutz-hamas.html»

INFO: https://thegrayzone.com/2024/03/25/israeli-propagandist-hamas-grifter-fraud/ (automat.)

Bardzo rozsądnie o przyszłości Warszawy. JKM.

Zaskakująca debata w TVP. Korwin-Mikke wypuścił świerszcza. „Trzaskowskiemu trzeba założyć kaftan (…) Z wariatami się nie rozmawia. Do szpitala!”

27.03.2024 nczas-!!/w-tvp-korwin-mikke-mówi rozsądnie

Korwin-Mikke, debata, Warszawa
Janusz Korwin-Mikke podczas warszawskiej debaty wyborczej w TVP Info Fot. print screen z tvp.info

Działo się podczas debaty wyborczej kandydatów na prezydenta Warszawy w TVP Info. Janusz Korwin-Mikke wielokrotnie nazywał Rafała Trzaskowskiego „komunistą”

Niekrępowany przez politycznych marketingowców i szefów kampanii Janusz Korwin-Mikke zaserwował widzom debaty kandydatów na prezydenta Warszawy w TVP popis w swoim klasycznym stylu. Wypowiedzi polityka były ostre, dynamiczne, a wielu zapewne uzna je za kontrowersyjne.

Edukacja

– Myślałem, że najgorzej będzie za pana Czarnka, a okazuje się, że będzie jeszcze gorzej pod rządami duetu: pani Nowacka i pan prezydent Trzaskowski. Ja mam zupełnie inną wizję niż ci ludzie. Mam wizję szkoły, w której nie będzie żadnego LGBTQ. Jeżeli się pojawią jacyś ludzie od trans-gender to zostaną skierowani na policję, że demoralizują mi dzieci i wytłumaczymy od razu dzieciom, że taki człowiek, który zrobi sobie trans-gender, nie będzie ani mężczyzną, ani kobietą, nie będzie mógł mieć dzieci i będzie nieszczęśliwy przez całe życie. Nie będziemy w ogóle nic poza tym w szkole mówić o płci, bo szkoła nie jest od seksu, żeby to jasno powiedzieć. Będę finansował edukację przede wszystkim domową i prywatną, ale przede wszystkim taką, w której nie ma koedukacji, bo najgorszą rzeczą w szkolnictwie poza upaństwowieniem jest koedukacja. Przez 4 tys. lat edukacji nie było koedukacji dopóki czerwona hołota nie przyszła – mówił Janusz Korwin-Mikke.

Transport

– Warszawa przyjazna kierowcom! Ja stawiam na prywatne samochody. Ma być miasto jak w Ameryce, a nie miasto-ogród. Oczywiście – hulajnogi, rowery, skutery i motocykle [są], ale w Warszawie bywają deszcze i śniegi. Autobusy – jasne, metro, ale tylko obwodnice wewnątrz [miasta]. Nie będę rozbudowywał metra poza centrum. Na końcu metra mają być tramwaje, które mają odjeżdżać co 30 sekundy. W Chicago co 3 sekundy z dworca odjeżdża autobus […]. I oczywiście przez centrum, przez Marszałkowską poprowadzę dwupoziomową jezdnię trzypasmową. Nie chcę mieć Korei Północnej, jak w wykonaniu tego człowieka [polityk wskazał na Rafała Trzaskowskiego], gdzie tam są tramwaje, a nie ma samochodów. Ten człowiek, to jest komunista, który takiej Warszawy chce – powiedział Janusz Korwin-Mikke.

Zdrowie

– Ja mam swoje lata. 5 lat spędziłem w sejmowej komisji zdrowia i wiem, co można zrobić, a czego nie, ale niektóre rzeczy można zrobić na poziomie Warszawy. Na przykład: dlaczego aparatura warta miliony stoi nie wykorzystywana, a ludzie czekają na wyniki badań miesiącami? Ja będę dofinansowywał, ale tylko te placówki medyczne, które będą pracowały przez 24, albo przynajmniej przez 16 godzin – mówił założyciel Najwyższego Czasu!.

Skąd według Korwin-Mikkego wziąć personel? – Jak się pojawią pieniądze, to Polacy wrócą, przyjadą tam Białorusini, Rosjanie, Ukraińcy, Chińczycy, Hindusi. Wszystko jedno – to musi działać – powiedział polityk.

– Po drugie trzeba pamiętać, że najbardziej szkodzi ludziom, a szczególnie mężczyznom, brak mięsa. A ten człowiek, pan Trzaskowski, domaga się, żeby zlikwidować w ogóle jedzenie mięsa. Należy do takiej komunistycznej jaczejki C40 i sugeruje jedzenie nam świerszczy – dodał.

Mówiąc to, Janusz Korwin-Mikke wyciągnął z kieszeni pudełko, z którego wyjął świerszcza i wyrzucił owada na środek studia.

Rafał Trzaskowski stwierdził, że Korwin-Mikke „daje się nabierać na pisowską propagandę”.

– To nie jest tak, że się daje nabierać, bo osobiście oglądałem przedwczoraj pańskie wystąpienie w Buenos Aires, widziałem pana wystąpienie na takiej młodzieżowej imprezie na Mazurach, gdzie pan mówił, że to będzie robione – odpowiedział prawicowy polityk.

Bezpieczeństwo

Janusz Korwin-Mikke mówił: – Nie widzę najmniejszego związku pomiędzy bezpieczeństwem a nocną prohibicją, więc nie będę na takie głupie pytanie odpowiadał. Mnie chodzi o to, żeby ludzie w Warszawie byli bezpieczni, a kto nam zagraża? W Korei Północnej działa Kim Dzong Un, taki dyktator okropny, i on tam wprowadza na przykład tramwaje obowiązkowo, samochodom nie pozwala jeździć, tak jak pan Trzaskowski, ale uwaga – czy to Kim Dzong Un blokuje nam jazdę samochodem? Czy to Kim Dzong Un stawia słupki, że nie możemy parkować? To Kim Dzong Un chce nam zrobić strefę czystego parkowania? Nie! To robi ten komunista [Korwin-Mikke wskazał palcem na Trzaskowskiego], który chce nam odebrać prawo jazdy samochodem, a nie Kim Dzong Un i jeżeli mamy być bezpieczni, to temu człowiekowi trzeba założyć kaftan bezpieczeństwa.

Korwin-Mikke zapowiedział, że on nie ustąpi Unii Europejskiej ws. zielonych stref w Warszawie.

Mieszkania

– Zero mieszkań komunalnych i socjalnych. Ludzie mają mieć tanie mieszkania, a nie dostawać za darmo – zapowiedział Janusz Korwin-Mikke.

JKM stwierdził, że gdyby rządził w Polsce, to mieszkania byłyby nawet 7 razy tańsze, ale rządząc „tylko” w Warszawie może sprawić, że będą „2,5 raza tańsze”.

Korwin-Mikke skrytykował socjalne pomysły kandydatki Lewicy. To co mówi pani Biejat, to nie są tanie mieszkania. To są bardzo drogie mieszkania, które ona potem sprzeda z 1/4 ceny swoim znajomym, seksworkerkom, feministkom, ludziom z miejskich ruchów. Tak jak za komuny robotnicy na MDM-ie dostawali za ćwierć darmo mieszkania. Pani Biejat ma dokładnie taki sam stosunek do tego. Nie będzie żadnych mieszkań darmowych – stwierdził

Światopogląd

Pytanie o światopogląd było tak naprawdę pytaniem o sprawę aborcji. Korwin-Mikke stwierdził, że nie widzi związku miedzy jednym a drugim.

– Ja się przygotowałem do odpowiedzi na pytania o światopogląd. Ja tu chciałem walczyć z religią. Konkretnie z religią wiary w globalne ocieplenie, która dominuje teraz w Warszawie. Niedawno dwie idiotki oblały syrenkę czerwoną farbą, wrzeszcząc „Ziemia płonie, jesteśmy ostatnim pokoleniem”. One same tego nie wymyśliły. Sfinansował to pan Trzaskowski i to pan Trzaskowski mówił, że Ziemia płonie. Kiedyś katolicy straszyli nas, że piekło płonie, a teraz ci ludzie straszą nas płonącą Ziemią – stwierdził.

– To jest coś przerażającego, co się robi pod tym pretekstem. Zabrania się jazdy samochodem, zabrania się jedzenia. To są po prostu szaleńcy. To jest religia. Ich nie da się przekonać. Taka pani Greta Thunberżanka jest całkowicie nieprzemakalna.

To są po prostu wariaci i trzeba powiedzieć jasno: król jest nagi. Z takimi ludźmi się nie dyskutuje. Z wariatami się nie rozmawia. Do szpitala!dodał.

Jaka powinna być przyszłość CPK i stołecznych lotnisk?

– Jeżeli deweloper buduje mieszkania, to buduje takie, jakie chcą ludzie, a jeżeli miasto buduje mieszkania, to buduje takie, jak ono chce i ludzie potem muszą w tym mieszkać – mówił Korwin-Mikke.

Jeśli chodzi o CPK, to polityk zauważył, że jest to kwestia, o której zdecyduje rząd.

– To nie zależy od Warszawy. Jeśli państwo zdecyduje, że likwiduje Okęcie i robi tam CPK, co uważam za idiotyzm, w Madrycie zrezygnowana z tego, w Berlinie budowano 28 lat, na pewno nie za mojej kadencji to będzie oczywiście, także nie ma w ogóle o czym mówić. To w ogóle nie jest temat Warszawy. Ta decyzja zapadnie przecież nie w Warszawie, ja jestem za tym, żeby Okęcie zostało w Warszawie, ale to nie ja o tym będę decydował, tylko o tym będzie decydowało państwo niestety, a nie prywatny właściciel, który powinien to robić – powiedział.

Wizja efektywnej współpracy z rządem

– Nie wiem, jaki rząd będzie wtedy rządził, bo to się może zmienić w ciągu trzech dni. Takie rzeczy się zdarzają. Wiec co ja mam na takie rzeczy odpowiadać? Natomiast przede wszystkim samorząd i rząd nie powinny się w ogóle spotykać. Jest rzeczą niedopuszczalną, żeby się rząd wtrącał do samorządu i niedopuszczalną, żeby samorząd na przykład ogłaszał, że popiera Czeczenię, albo że zwalcza Czeczenię. Jeżeli coś takiego powie samorząd, to trzeba rozwiązać radę Warszawy i powołać wybory do nowej rady Warszawy. Samorząd ma robić swoje i nie powinno być żadnych sporów – stwierdził Korwin-Mikke.

– Niestety mamt absurdalną sytuację, że Warszawa płaci 2 miliardy z czymś janosikowego, a rząd daje Warszawie z łaski 3 miliardy i trzeba o nie na dwóch łapkach żebrać, czy tłumaczyć i prosić. To jest skandaliczne. Prościej jest nie zabierać Warszawie janosikowego i nie dawać dotacji. Warszawa sobie wtedy poradzi podobnie jak każde miasto – dodał.

Korwin-Mikke: Będę walczył o prawa mężczyzn!

– Jak Polak jedzie do Nowego Jorku, to nie chce mieć zielonych placów, tylko chce mieć ruch, dynamikę. Tak samo jak chłopak przyjedzie z Kałuszyna, to nie chce mieć zielonych terenów, bo zielone tereny ma w Kałuszynie. On chce dynamikę, ruch, żeby się dorabiać, żeby mieć tanie mieszkania, żeby móc sobie kupić po dwóch latach, żeby się dorabiać. Po to przyjeżdża do Warszawy. To jest podstawowa sprawa – żeby to było miasto ludzi, którzy się dorabiają, szybko jeżdżą po Warszawie. Tu załatwią, tam załatwią i się dorobią, a nie ludzi, którzy sobie idą na spacerek wesoło, spokojnie i umierają. Gdyby tacy ludzie jak pan Trzaskowski rządzili w Ameryce, to do dziś by tam hasały stada bizonów. Nie byłoby żadnej imigracji do Ameryki. To jest całkowicie inna wizja – powiedział na koniec podczas swobodnej wypowiedzi Korwin-Mikke.

– Ja będę walczył o prawa najbardziej uciskanej grupy ludzi. O prawa mężczyzn! Mężczyźni są najbardziej uciskaną i wyzyskiwaną grupą w Polsce. U mnie nie będzie krzywdzenia mężczyzn tak, jak to się robi na każdym kroku. Ja będę walczył o prawa mężczyzn – dodał.

China: 1947 – 33 Trappist Monks

1947 – 33 Trappist Monks

August 1947 – April 1948 Yangjiaping, Hebei asiaharvest.org/china

The Cistercians are one of the many branches of the Catholic Church. Also known as ‘Trappists’, they were founded in 1098 when a saintly abbot named Robert led 21 monks to a remote location of Citeaux, France, where they followed Benedict of Nursia’s ‘Rules for Monasteries,’ written in the sixth century. Trappist monks are characterised by the vow of silence, which applies whenever they are on monastery grounds. From time to time the monks are expected to leave the monastery and share the spiritual lessons they have learned with people in the outside world.

In 1883 a Trappist monastery was established in the mountains of north China at Yangjiaping, just outside the Great Wall, about 80 miles (130 km) north of Beijing. Through great ingenuity and much sweat and tears they carved the monastery grounds out of 10 sq. miles (26 sq. km) of completely barren land, gradually transforming it into a useable condition. One report sayid:

“In the Trappist tradition, the area chosen by the monks…was remote and difficult to reach. Indeed, Yangjiaping was sufficiently isolated that a journey of three days by mule was required to reach the abbey from the nearest railway stop. When the Trappists first came to their hundred square-mile foundation it was virgin wilderness, and the early monks frequently encountered tigers and leopards.”[1]

The monks’ aims were the perusal of quiet meditation, peaceful contemplation, agricultural cultivation, and social work. Although European missionaries had founded the monastery, by the time of the Communist persecution, only a handful of the 75 monks residing at Yangjiaping were foreigners. Over time these harmless men won the respect of the local community to such an extent that people would not cut wood from the forests around the monastic lands. Ironically, the remote location chosen for the Yangjiaping Monastery also turned out to be a strategic location for military manoeuvres during the chaotic 1930s and 1940s in China.

During the Second World War, Japanese troops entered the monastery and stole the monks’ grain and other food. When the Communists came into the area they decided the monks had willingly helped the Japanese by providing food for them. The Communists hatred for the Catholics was obvious. Whenever Japanese troops drew near,

“Communist guerrillas fired off guns whose fire seemed to come from the monastery itself. Their agents painted abusive anti-Japanese slogans upon the monastery walls. These things brought down on the monks reprisals from the Japanese—as they were intended to do.”[2]

In the summer of 1947, a sequence of events that led to the end of the Yangjiaping monastery began. On July 1st two lay brothers herded goats and cows near the monastery were arrested and sentenced as “oppressors of the people.” A large mob consisting of more than 1,000 people from 30 villages were summoned to a mock trial at the ‘Peoples’ Court’, where all kinds of imaginary crimes were shouted at the startled monks. The furniture and other belongings of the monastery were given to people who accused the monks of various imagined crimes at staged public rallies, including some “witnesses” who were trucked in from faraway locations.

The monks had never seen any of these ‘professional accusers’ before. One man was awarded the rectory furniture because he reported his parents had been “frightened” by foreigners in 1909! The monastery’s cows and goats were confiscated and given to locals, while ten tons of grain and other supplies used to feed the poor were stolen to feed Communist troops. Just a few years previously the grateful local community had presented a memorial tablet to the monks, saying “The benefits you have brought us are as weighty as the mountains.”

The mob completely stripped the buildings bare of any removable item. Even the leather covers were torn from books in the monastery library, while the invaluable volumes were discarded on the floor by the illiterate peasants. The Communists took away the eye-glasses used by most of the monks, arguing that the villagers didn’t wear glasses, so why should they? It was later learned that some local Catholics had surreptitiously joined the looters in order to safeguard the sacred vessels and vestments. During the looting,

“the monks knelt in silent prayer for their oppressors. One by one the Trappists were called into the church to stand trial before the altar, where commissars stood armed with clubs to beat them into ‘confessing’. A Catholic woman who protested—her name was Maria Chang—was beaten into unconsciousness and dragged from the church.”[3]

Maria Chang had shown remarkable courage and boldness. She told the judges the truth—that the monks had only come to China only to share Christ and to help the poor. The beating she received was so severe that many thought she had died. Guards threw the church banner over her body. Maria recovered, but was placed under arrest and held at Yangjiaping for months. The judges were embarrassed by Maria’s courage, and determined not to let any other people make speeches to prevent a similar occurrence. The judges moved straight to the ‘peoples’ verdicts,’ calling out names of monks and asking the mob for their decision. One by one the people shouted, “Death!” By the end of the farcical proceedings, the result was

“condemnation to death of a number of the monks. They were accused of conniving with the Japanese in the first instance, and then of collaborating with the Nationalist Government. The other monks were at first sentenced to prison…. They were ordered to leave the monastery. They were forced to leave with their hands tied behind their backs.”[4]

After the looting was over the French abbot was shackled to the frozen ground for two months as punishment. He and two other French priests were later expelled from China.

Most of the Trappist martyrs died during an exhausting death march of approximately 100 miles (162 km). On the evening of August 12, the Communist commander, Li Cuishi, decided to use the monks as pack-animals to move supplies from the monastery to an army battalion at Zhang Gezhuang. The monks were forced to march over extreme terrain day and night. The freezing winter wind cut their bodies. After returning to the monastery three men, including 82-year-old priest Bruno Fu, died on August 15, 1947, from the sheer physical exhaustion and mental strain of their ordeal. Fou had been due to celebrate 50 years as a priest on the very day he died. The celebrations would certainly have exceeded all his expectations as he was welcomed to heaven by Jesus whom he had loved and served for so many years.

The men who survived soon came to envy those who had died. They were “handcuffed with wire tightly bound around their wrists. It was to stay there for weeks and months, so that when they ate, they were forced to lap up the food from the ground, like animals.”[5] Clement Gao, aged 75, dropped dead from exhaustion as he returned to Yangjiaping on August 18th, while Philip Wang Liu, also in his 70s, fell in the doorway after reaching his beloved monastery and never recovered. For those who had survived the initial ordeal, only a short recuperation was allowed before they were ordered to do another march on the night of August 28th. Along the way they were made to sleep in pig-pens. To entertain their captors, daily ‘trials’ were held, where the ‘accused’ were beaten for the soldiers’ sadistic pleasure. This death march took place

“in beating rain and violent winds, across steep, rugged mountains. The younger monks tried to help or even carry the older ones. All had to survive on meagre rations of dry cereal. Guards, enduring in part the same miserable hardships, vented their anger and frustration on the monks. There was no mercy.”[6]

William Camborieu, Albert L’Heureux, and Stephen Maury.

On the night of September 6th, as the group approached Ma Lai village, one of the younger monks carrying the 69-year-old Frenchman William Augustin Camborieu stumbled and fell on the mountain trail. The frail priest’s head was cut open on a jagged rock and he bled to death. Camborieu had already endured imprisonment at the hands of the Japanese a few years earlier. After his release he could have easily returned to the comfort of his native France, but he chose to remain in Yangjiaping because of his love for China and his desire to serve God.

When the march reached the village of Dengjiayou, Trappist priest Albert L’Heureux[7] felt that he had reached the end of his life. The Canadian-born priest signalled this to the other prisoners with the sign-language Trappists use to communicate with each other during the times they observe a vow of silence. L’Heureux was a former Jesuit theologian who had received permission to leave his former order and dedicate the remainder of his life to monastic prayer and meditation, and so transferred from Hangzhou in Zhejiang Province to the Trappist Monastery at Yangjiaping.

L’Heureux’s hands had been “bound together behind his back with steel wire for more than one month when he arrived at Dengjiayou. His wrists had swollen, and the bones were visible in the horrible wounds.”[8] That night the Canadian passed away. His body had simply expired from the toll of inhumane torture and stress. The next morning a young soldier told the survivors,

“‘He died very peacefully. He looks like that man on the figure-ten frame in your church.’ In Chinese the figure ten is a cross. Brother Marcellus and the three others who went over to bury him had to agree. They found [his] legs crossed, the shrunken right foot resting above the left. The swollen wrists were resting on his breast. There was something deeply beautiful about his emaciated face. Christ had died again for China in his beloved monk.”[9]

Perhaps one indication of the horrors endured by the Trappists can be seen in the fact that the survivors did not give any detailed account of the events for more than 30 years. L’Heureux’s colleague, Father Sebastian, later wrote:

“We took him out and laid him on a stretcher. He did not look like a corpse at all, smiling as he was, with both hands crossed over his breast. Bending on one knee, we took up the stretcher and as we walked, we looked at his smiling face and we prayed for him. When we reached the slope of the mountain, we dug a hole only about one foot deep and buried him, because it was raining and the soldiers would not wait.”[10]

The gentle monks were forced to endure a terrible 25-day stay in Dengjiayou village, during which

“The whole charade of the Peoples’ Court began again. The brutality was worse than ever. And meted out on bodies already severely debilitated by all the hardships of the death march. And the goal of the persecutors? It was now nothing less than that these monks would deny the very existence of God. For the Communists were establishing an atheistic state that would be purged of the opium of religion.”[11]

Because of the incredibly filthy conditions, the stay at Dengjiayou achieved nothing but to further break down the physical and mental health of the prisoners. One report says,

“All lived in conditions of incredible filth, and those who had their hands unbound tried to help their shackled and bound brothers remove lice and other vermin from their unwashed bodies. It was later reported that several of the monks whose hands were bound had almost literally been eaten to death by the vermin which afflicted them.”[12]

One priest, Maurus Bougon, tried to escape from the Communists during the death march. They soon recaptured him and cut off both his feet as punishment, and later executed him to put him out of his misery. A 60-year-old French priest, Stephen Maury, had invested many years of his life in China. Unable to bear the load of the death march, he was carried into Dengjiayou by four of his brethren on September 8th. As soon as they entered the village, Maury breathed his last and passed into the presence of God. Two days later, on September 10, Marcus Li Chang, a 62-year-old monk from Hejian in Hebei Province, also surrendered his life as a result of the intense strain.

During one agonizing day (September 15th), three more Chinese Trappists died. Their names were Matthias Ying[13] (a native of Shandong Province), Aloysius Ma,[14] and Andreas Li. Five days later Bartholomew Qin (aged 54), and Aloysius Ren[15] (75) also perished. Their bodies were placed in shallow graves and dug up by hungry dogs and wolves which ate the flesh and left body parts strewn about the village. To the Trappists, funeral rituals are extremely elaborate, and death is considered a monumental event to be cherished and honoured. To have limbs and body parts of their beloved colleagues devoured by beasts was almost too much for the survivors to bear. More sorrow was added to the monks when they were told the Yangjiaping Monastery had been destroyed. Three of the believers were allowed to return to see for themselves. The huge stone walls remained standing, but everything inside the monastery had been reduced to rubble.

Anthony Fan; Augustine Faure
Michael Xiu; Aelred Drost; Chrysostom Zhang

The 62-year-old Prior of Yangjiaping, Anthony Fan, suddenly died on October 13th. The final French priest to die was the acting superior of the community, the 70-year-old Augustine Faure, who perished on October 18th. The fact that these two men’s health had appeared to be improving led the others to suspect they were poisoned.

Even after some of the prisoners were released the impact of the brutal summer continued to reap a harvest of martyrs. On October 31, the 66-year-old Lucas Fan died at Zhejiadai in Hebei Province, as did Malachi Chao and Amadeus Liu on November 1st. In late November and throughout the month of December heaven’s scroll of martyrs was added to by the names of Franciscus Shu (aged 48), Henry Chang (50), Thomas Zhao (45), Michael Xiu (46), Simon Shu (50), and the aged Gabriel Dian (86). Aelred Drost (37), from the Dutch abbey of Tilburg, went to his ultimate reward on December 5th.

On January 18, 1948, Basil Geng (32) died at Huanghuagou. The Communists believed Seraphim Shu (38) was the future leader of the monastery, so he was tried and beaten more than 20 times. By the end, “his thumbs were wired together behind his back, his big toes were wired together, and then a short wire joined the two links. He could only kneel or lie on his side.”[16]

February 5th “was a particularly fateful day. After suffering so much, Seraphim and the 29-year-old Chrysostom Zhang were taken out and laid on a flat stone. Then their heads were crushed with sharp stones, and they were beheaded. At the same time four brothers were shot: Brothers Alexis Liu, Damian Hang,[17] Eligius Sui[18] and John Miu.”[19] Damian Hang had excruciatingly had his hands wired behind his back since July 23rd the previous year, and his feet had been crippled from an earlier frostbite. In the end, “he could only crawl about. And for this he was confined and subjected to additional abuse.”[20] Information was later received that

“six of the Brothers had been beaten to death with clubs. Still later, five of the Trappists and a lay catechist from Banbu were all stoned to death—a death which, in China, means laying one’s head upon a heavy stone, while another is dropped to smash the skull. Brother Wang died of blood poisoning from the festering wounds on his bound wrist. Two more of the monks died in jail in 1951. In all, 33 of the 75 Trappists perished from the death march punishment.”[21]

The final recorded Trappist death resulting from this barbarous persecution was that of 32-year-old Thomas Yuen who died at Mujiazhuang, Hubei, in April 1948. It is likely that the true number of Trappist monks who died from the tortures of 1947 and afterwards is higher than those martyrs named here. Many of the Chinese believers who were released into society and never heard of again. The monks who survived the carnage realized the New China was no place for their ministry. In addition to their physical ailments, they suffered major psychological scars which most of them carried to their graves. A small group of survivors was led to the safe environment of Hong Kong by Paulinius Lee, who founded the Trappist Monastery on Lantau Island which continues to function to this day. Because of the humble nature of the Trappist monks and their refusal to seek any publicity, this terrible incident has rarely been mentioned in the annals of Chinese Church history, even though it ranks among the worst atrocities ever committed against any group of Christians.

© This article is an extract from Paul Hattaway’s epic 656-page China’s Book of Martyrs, which profiles more than 1,000 Christian martyrs in China since AD 845, accompanied by over 500 photos. You can order this or many other China books and e-books here.

1. Myers, Enemies Without Guns, 1.
2. Palmer, God’s Underground in Asia, 8.
3. Palmer, God’s Underground in Asia, 28.
4. Galter, The Red Book of the Persecuted Church, 170 (f.n.10).
5. Palmer, God’s Underground in Asia, 28.
6. Taken from “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949,” published on a website which is no longer operational.
7. Some accounts give his first name as Alphonso.
8. Myers, Enemies Without Guns, 11.
9. “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949.”
10. Patrick J. Scanlan, Stars in the Sky (Hong Kong: Trappist Publications, 1984), 295. Other eyewitness accounts of the terrible massacre of Yangjiaping are Stanislaus M. Jen, The History of Our Lady of Consolation, Yang Jia Ping (Hong Kong: n.p., 1978); Stanislaus M. Jen, The History of Our Lady of Joy (Liesse) Written for Its Golden Jubilee of Foundation (Hong Kong: Catholic Truth Society, 1978); and Jeroom Heyndrickx (ed.), Historiography of the Chinese Catholic Church: Nineteenth and Twentieth Centuries (Louvain Chinese Studies I, Leuven: Ferdinand Verbiest Foundation, 1994).
11. “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949.”
12. Myers, Enemies Without Guns, 11.
13. Some sources give Ying’s first name as Emile.
14. Some sources give Ma’s first name as Conrad.
15. Some sources give Ren’s first name as Gonzaga.
16. “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949.”
17. Some sources give his name as Damien Wang.
18. Some sources give his name as Elgius Zi.
19. “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949.”
20. “China’s Hope: The Story of the Chinese Cistercian Martyrs 1942-1949.”
21. Palmer, God’s Underground in Asia, 29.

==============================

mail:

Potrzebujesz dobrego ukraińskiego paszportu? Możesz niedrogo kupić z Rosji.

Potrzebujesz ukraińskiego paszportu? Możesz niedrogo kupić z Rosji.

Możesz korzystać bez obaw

W Rosji gwałtownie rośnie popyt na… fałszywe ukraińskie dokumenty

oprac. Bartosz Lewicki wiadomosci.dziennik

Wikimedia Commons / Cekay

Rosyjski serwis informacyjny Fontanka donosi, że wśród Rosjan gwałtownie rośnie popyt na fałszywe ukraińskie paszporty. Handlarze sfałszowanymi dokumentami twierdzą, że mogą one ułatwić relokację do Europy i uzyskać dostęp do świadczeń przyznawanych ukraińskim uchodźcom – podaje serwis uawire.org.

Większość ofert online to legalne usługi świadczone przez prawników w celu pomocy ukraińskim uchodźcom, którzy zgubili paszporty lub akty małżeństwa i nie mogą wrócić do domu, aby je odzyskać.

Ale na zamkniętych grupach w portalach społecznościowych rośnie też rynek handlu fałszywymi dokumentami.

„Możesz korzystać bez obaw”

„Twój paszport (krajowy lub międzynarodowy) jest sporządzany przy użyciu oryginalnych blankietów. Dane są dodawane do rejestru państwowego za pośrednictwem naszych połączeń” – czytamy w jednej z reklam tego typu nielegalnych usług. Reklama twierdzi, że na dokumencie umieszczane są wszystkie zabezpieczenia, jak odpowiednie perforacje i wszystkie pieczęcie. „Ostatecznie otrzymujesz prawdziwy dokument, z którego możesz korzystać bez obaw” – czytamy w jednej z reklam.

Ceny takiego dokumentu wahają się od 3000 do 9000 dolarów – podaje portal Fontanka.

CHINA’S MODERN MARTYRS: FROM MAO TO NOW

“CHINA’S MODERN MARTYRS: FROM MAO TO NOW

China’s Modern Martyrs: From Mao to Now


Anthony E. Clark, Ph.D.


Part 1, Accusations

He was in the world, and though the world was made through him, the world did not
recognize him.”
John 1:10


I have just returned from another year in China where I have witnessed the
Church grow. I have seen churches struggle to accommodate the crowds who come for
Holy Mass, and I have listened to countless stories of Christian suffering under China’s
Communist rule. Over the years I have traveled with, worshipped with, and prayed with
Chinese Catholics. Priests have risked their safety to meet me at secluded places,
accompany me on peasant-filled busses to remote places of Catholic martyrdom, and
send me surreptitious messages about the continued suppression, suffering, and
humiliation that China’s Catholics endure every day. I once sat across from a crippled
underground bishop, his spine permanently stooped over from twenty years of torture in a
Communist prison because he refused to denounce the Pope. The bishop’s eyes beamed
with joy, despite his distorted face, and he said over and over, “Thank you, Lord.” At
such times when I am with holy Chinese Catholics who have suffered tortures for their
faith, I recall the famous line from Saint Augustine: “God had one Son on earth without
sin, but never one without suffering.” This holy bishop, Hu Daguo (1920-2011), was
divinely connected to the suffering Son for whom he too had suffered. For nearly a
decade I have preserved testimonies, handwritten accounts, and archival documents that
outline how China’s Church has suffered under its Communist authorities, and in the 2
following series I will highlight some of those stories, stories that will help Catholics
better understand China’s modern martyrs, from Mao to now.


Looking Ahead: His Excellency, Bishop Thaddeus Ma Daqin 馬達欽主教


While most Westerners hear only of China’s “economic miracle” and its appalling
persecution of Tibetan Buddhists, few news sources or those persons in college
classrooms discuss the government’s consistent maltreatment and discrimination against
Catholic Christians. Only hours after Bishop Ma Daqin was consecrated the Auxiliary
Bishop of Shanghai in July, 2012, the 54-year-old champion of Shanghai’s Catholic
community was quietly escorted away by plain clothed Communist officers. He has not
been publically seen since. Bishop Ma was favored and recognized by Pope Benedict
XVI, and was set to succeed the recently-deceased Bishop of Shanghai, Aloysius Jin
Luxian, SJ, (1916-2013) a Jesuit who suffered 27 years of imprisonment before his
release. China’s Communist government only begrudgingly allows Catholicism to remain
active, and the state remains adamant that Church hierarchy remains obedient first to the
government, and governs the Catholic community in complete separation from the Holy
Father in Rome “in all matters except spiritual ones.” Ma Daqin is first a Catholic, and
for this he is now under house arrest.
During his ordination as bishop, Ma Daqin allowed the three consecrating bishops
who are in communion with the Holy See to lay hands on him, but when an illegitimate,
state-supported bishop approached him, Ma stood up to embrace the other bishops,
defying state interference in Church law. And after this bold act, the new Bishop Ma
announced in his public thank-you speech that he declined any further affiliation with the 3
Communist-controlled Catholic Patriotic Association. He would, he said, devote himself
only to his ministry as a bishop of the Roman Catholic Church. Shanghai’s crowded Saint
Ignatius cathedral erupted into a long and enthusiastic applause of open support for the
bishop’s defiance against the government. While unconfirmed, I was told by sources in
Beijing that Bishop Ma is still under arrest at the Sheshan Catholic seminary near
Shanghai, and is undergoing “reeducation” by the local authorities. China’s Catholics are
heartened by Bishop Ma’s courageous opposition to Communist control, and continue to
pray for a renewed era of clerical resistance to the state’s heavy, and often cruel,
interference in the Church’s life and affairs in China.


Looking Back: A Communist Attack Against God, the Trappist Abbey of China


The history of Communist hostility against Christianity in China reaches back
more than eight decades before Bishop Ma Daqin’s heroic defiance in Shanghai, and
perhaps one of the most tragic examples of how merciless the Party can be is the
appalling Communist massacre of thirty-three holy martyrs connected to Our Lady of
Consolation Trappist Abbey at Yangjiaping. Still today, Chinese Catholics only speak of
this incident in hushed tones for fear of the government. In 1947, a bedraggled and
terrorized group of Trappist monks arrived in Beijing, where the American Jesuit, Fr.
Charles J. McCarthy, SJ, (1911-1991) was the first person to collect the horrible stories
of what had happened to their celebrated abbey, then in ruins. The stories they provided
Fr. McCarthy had clearly stirred the young priest, for he later penned one of the most
harrowing accounts of Communist atrocities in China’s early modern history. He began
his narrative in vivid terms:


In the early morning hours of August 30, 1947, the Trappist Abbey of Our Lady
of Consolation . . . was reduced to ruins by fire. . . . The burning of their
monastery, affected by Communists who control this region, was but one act, and
not the most pathetic, in a long tragic persecution inflicted on the brave Trappist
Community. At present writing, sixteen Trappists are known to have died during
the ordeal.1
The death toll indeed rose beyond sixteen, and as the details of their deaths came to light
the inhumane tactics of China’s Communists also became known.
Perhaps our best source of what happened in 1947 at Yangjiaping Abbey are the
published descriptions by Fr. Stanislaus Jen, OCSO (1936-2003), one of the Chinese
monks who witnessed many of the incidents.2 Fr. Jen recounts that Communist forces
under Mao Zedong (1893-1976) had gained control of the area around Yangjiaping
Abbey in late 1937, and by 1939 had decided to begin a campaign against the Christian
monks. At noon one day some of the monastery Oblates left the enclosure to enjoy a walk,
and were startled to discover an army of 8,000 Communists that had surrounded the
community. Commanding officers entered the Abbey and demanded that the monks
surrender the few rifles they had been given during the Boxer Uprising in 1900 to defend
themselves; the situation was tense. Fearing an attack on the monastery, the monks
surrendered their rifles, and once they were unarmed the Communists forced themselves
into the Abbey and searched through every room, even upturning the floors. As Fr.
Stanislaus wrote, “Even the Oblates foresaw the end of O. L. of Consolation for the
monks.”3 5
Under orders of Chairman Mao’s leader of the People’s Liberation Army, Zhu De
(1886-1976), some of the monks were arrested; “they were stripped of their clothes, tied
by thumbs and big toes behind their back and hanged in trees in the valley for hours in
icy cold winter temperature.”4 Scoffing at Bro. Alexis Liu, OCSO (d. 1948), soldiers shot
bullets near his head to frighten him. The People’s Army eventually left the Abbey,
leaving behind representatives of the Communist police, and from that time on the
monastery was “completely under the control of the Communists.”5 During the decade
before 1949, when China became a Communist country, Chairman Mao was already
asserting strongly the Party’s position against religion, especially the Christian religion.
In one impassioned speech, Mao proclaimed that, “the imperialist powers have never
slackened their efforts to poison the minds of the Chinese people,” and this “policy of
cultural aggression,” he argued, “is carried out through missionary work, through
establishing hospitals and schools, publishing newspapers” to “dupe the people.”6
Christians, he told his followers, were imperialists determined to take over China, and
since nearly three-fourths of China’s Christians were Catholic, the People were
encouraged to attack Catholic institutions and convert them to their own way of thinking.


Accusations: The People’s Court and the Trappist Monks of Yangjiaping


An exceptional account of what the Communists did to the Trappists next is found
in Gerolamo Fazzini’s, The Red Book of Chinese Martyrs, though even this work does
not provide all the tragic details.7 By April 1947, the Communists began gathering people
near the Abbey and conducted “peasant association meetings,” during which the Party
cadres contrived false allegations that the monks had taken land from “the People,” and
that the Catholics were determined to tyrannize the Chinese. After pillaging the 6
monastery, the Communists organized an open-air trial before more than a thousand
villagers. At the first of these “People’s courts,” on 1 July 1947, two of the monks were
dragged before a crowd, accused of “oppressing the people of China,” and ordered to
give the Abbey’s goats to the peasants.
At another trial on 10 July, the monks were again presented to the People’s Court.
The thirty-nine-year-old Fr. Seraphin, OCSA (1909-1948), was, as Thomas Merton,
OCSA (1915-1968), wrote in his The Waters of Siloe, “marked out for particularly cruel
treatment,” and was “beaten across the back with clubs for two hours” in the presence of
the villagers, many of whom were formerly friends of the Abbey.8 The monks stood on
stage stripped to the waist – the Communists tore their habits during their arrests. The
charge: the Abbey had collaborated with foreign colonial powers during the Boxer
Uprising and used the guns received from the French government to oppress the Chinese
people. The verdict: the People’s court ordered the monks to repay to the local peasants
all it “had stolen from the people.” The next trial was held on the morning of 23 July. The
Communist soldiers kicked the monks as they walked from their residence to the Abbey
church, where the soldiers occupied the choir stalls while the monks began to chant the
morning Divine Office: Laudáte Dóminum de cælis; laudáte eum in excélsis, “Praise the
Lord from the heavens; praise him in the heights above.”9 Peasants filed into the nave as
they sang.
Theresa Marie Moreau’s dramatic book, Blood of the Martyrs: Trappist Monks in
Communist China, describes the scene of this final trial in the Abbey church: 7
A table for the judges had been placed underneath the extinguished sanctuary
lamp. . . . Father Gulielmus Cambourieu [OCSO (1870-1947)], gifted with a
sensitive nature, whispered to his confreres, ‘Were all going to die martyrs. Let’s
make a general Act of Contrition.’ They were to be tried before another People’s
Court.10
The Communist court summoned Father Seraphin to the platform and accused him of
spying among the neighboring villages, gathering information for the Japanese. After
denying the false charge, members of the People’s Liberation Army were ordered to beat
the monk with clubs. The abuse was so severe that Father Seraphin cried out, “Have a
little mercy.” His judge’s reply was direct: “The time for mercy is past; this is the hour of
our revenge.”11 A Catholic woman named Maria Zhang was commanded to testify
against Father Seraphin, but after she defended him before the court the young woman
was tied to a column and beaten on her head and back. Collapsing from the abuse, the
Communists thought she was dead; “they took one of their crude festal banners, threw it
over the prostrate form, then calmly resumed the trial.”12
Selected village representatives gathered in the nave, and at last demanded that
the entire Trappist community should be executed. The Party cadre officiating at the trial
coldly informed the monks that, “the people’s decision is our decision; for the
Communist government is the people’s government.”13 One after the next, the Trappist
monks were forced to the corner of the church, near where the vigil lamp of the Blessed
Sacrament was suspended, and their hands and feet were shackled in chains. Their
rosaries, scapulars, and holy medals were taken away, and they were escorted to the
monastery refectory, where they were imprisoned to await their punishment. The monks 8
submitted to Christ’s divine will, for as Saint benedict had written in his Rule, “monks
are men who can claim no dominion even over their own bodies or wills.”14 The trial and
the accusations were a charade. The Abbey and the surrounding villages had always lived
in peace, and the monks had even helped the villagers on many occasions. The Party had
carefully orchestrated the trials and beatings; they had turned the villagers against the
monks with fabricated rumors and encouraged them to raid the monastery’s provisions
and seize its land and animals. The Trappists had lost everything but their lives, but many
would lose even this.


The Hidden History of China’s Communist Government


China’s current government is careful to hide the events of this tragedy, and few
people in and out of China today are aware of the unpitying violence the Communist
Party has inflicted upon China’s Catholics. Over the past several years the horrific events
of the Trappist martyrdoms in 1947 China have punctuated my research on other
historical events. After Mass at Beijing’s West Church, an elderly Catholic man called
me to the parish center to show me materials he had gathered about the Yangjiaping
massacre, and suggested a surreptitious meeting with one of the Abbey survivors. I later
met this survivor and recorded his tragic story of what happened. Last year, Theresa
Marie Moreau kindly sent me a copy of her summoning book, Blood of the Martyrs, and
in a recent correspondence she expressed her hope that the Trappist martyrs of China are
someday elevated to the honor of the Altar as canonized saints in the Catholic Church.
And during research visits to important Catholic archives in Europe, I inadvertently came
across several rare documents related to the Trappist monks in China who were tried,
tortured, and martyred by Chinese Communists. 9
Other accounts of Communist persecution of China’s Catholics have been given
to me during recent trips to China. “We can’t say anything about this,” they tell me, “but
you can.” In the next several columns I write for Catholic World Report, I will honor the
wish of these holy and suffering Chinese Catholics, and tell some of these stories so more
may know about the atrocities committed against the Church in China by its current
government. Mao’s People’s Liberation Army, his Red Guards, and his Party officials
have buried priests alive, tortured them in cruel prisons, and subjected countless faithful
Christians to “reeducation” classes and years of harsh conditions at remote Labor Camps.
In the next issue of “Clark on China,” I shall outline what happened to the Trappist
monks of Our Lady of Consolation Abbey at Yangjiaping after their trials. Relying on
several sources, including the report taken by Fr. Charles J. McCarthy in 1947 and the
testimony given to me by one of the survivors, I will describe the terrible death march
inflicted on the monks, and the awful torments they endured under China’s People’s
Liberation Army. As one Communist soldier informed the monks, “Before long, in our
territories there will be no Catholic Church.” Despite their sufferings, or perhaps because
of them, the area around Yangjiaping now boasts a thriving Catholic population. The
Trappist monks, and the Chinese Catholics today who remember their torments in 1947,
highlight well the words of Saint Peter in his first Epistle:
Beloved, do not be startled at the trial by fire now taking place among you to
prove you, as if something strange were happening to you; but rejoice, in so far as
you are partakers in the suffering of Christ.

=============================

[Poniższych obrazów nie znalazłem, a szkoda. Gdyby ktoś znalazł, daj mi znać MD]

======================
Images:
001: Our Lady of Consolation Trappist Abbey before its destruction by Chinese
Communists in 1947.
002: Our Lady of Consolation Trappist Abbey church during Holy Mass before its
destruction by Chinese Communists in 1947.
003: The monks Our Lady of Consolation Trappist Abbey before their persecution by
Chinese Communists in 1947.
004: The survivors from Our Lady of Consolation Trappist Abbey after their suffering
under Communist persecution. This photo was taken in Beijing, October 1947; Fr.
Charles J. McCarthy, SJ, is seen in the back row, fourth from the right.
All photographs are from Ren Dayi任達義, Yinshui siyuan Chahaer huai laixian
Yangjiaping Shengmu shenwei yuan Shengmu shenle yuan zhi muyuan 飲水思源察哈爾
懷來顯楊家坪聖母神慰院聖母神樂院之母院 (Hong Kong 香港: 1978).
任達義, Yinshui siyuan Chahaer huai laixian Yangjiaping Shengmu shenwei yuan
Shengmu shenle yuan zhi muyuan 飲水思源察哈爾懷來顯楊家坪聖母神慰院聖母神樂
院之母院 (In Remembrance of Our Lady of Consolation Abbey, Yangjiaping, Chahar
Province, the Mother House of Our Lady of Joy, Liesse) (Hong Kong 香港: 1978). 11
Notes:
=============================================
1 Charles J. McCarthy, SJ, “A Trappist Tragedy,” in Paolino Quattrocchi, Monaci nella
Tormenta [Abbaye de Cîteaux, 1991], 136.
2 The document I am relying on most is a fascimile of one of Fr. Jen’s books, provided to
me by an anonymous Catholic at Beijing’s West Church: Fr. Stanislaus Jen/Ren Dayi,
OCSO 任達義, Yinshui siyuan Chahaer huai laixian Yangjiaping Shengmu shenwei yuan
Shengmu shenle yuan zhi muyuan 飲水思源察哈爾懷來顯楊家坪聖母神慰院聖母神樂
院之母院 (In Remembrance of Our Lady of Consolation Abbey, Yangjiaping, Chahar
Province, the Mother House of Our Lady of Joy, Liesse) (Hong Kong 香港: 1978).
3 Stanislaus Jen, Yinshui siyuan ,17-18.
4 Stanislaus Jen, Yinshui siyuan, 18.
5 Stanislaus Jen, Yinshui siyuan, 19.
6 Mao Zedong, “The Chinese Revolution and the Chinese Communist Party,” in Selected
Works of Mao Tse-tung, Vol. 2 (Beijing: Foreign Language Press, 1965), 312.
7 See Gerolamo Fazzini, The Red Book of Chinese Martyrs (San Francisco: Ignatius Press,
2006), pages 285-310.
8 Thomas Merton, The Waters of Siloe (New York: Harcourt, Brace and Company, 1949),
254.
9 Psalm 148.
10 Theresa Marie Moreau, Blood of the Martyrs: Trappist Monks in Communist China
(Los Angeles: Veritas Est Libertas, 2012), 29. 12

11 Merton, The Waters of Siloe, 256.
12 Stanislaus Jen, Yinshui siyuan , 99.
13 Stanislaus Jen, Yinshui siyuan , 99.
14 The Rule of Saint Benedict, Chapter XXXIII (London: Baronius Press, 2005), 48.
15 I Peter 4:12

The Martyrs of Japan: Champions of the Faith

The Martyrs of Japan: Champions of the Faith

by Ben Broussard March 26, 2024 tfp/the-martyrs-of-japan-champions-of-the-faith/

The Martyrs of Japan: Champions of the Faith
The Martyrs of Japan: Champions of the Faith

It was March of 1585. After three exhausting years spent traveling halfway around the world, Julian and his friends, all Japanese converts to the Catholic Faith, looked out on Rome. They were probably the first Japanese to gaze on the Eternal City, which seemed like something out of a dream. As they arrived, a large crowd gathered to welcome them in the evening twilight. Julian and his fellow Japanese nobles were escorted by the cavalry of the Pontifical Army. Trumpets blasted and torches blazed before them in the magnificent Jesuit Church of the Gesù; a solemn Te Deum resounded in thanksgiving for their arrival.

Julian eagerly awaited meeting the Holy Father the next day, so much so that he could hardly sleep. In the morning, he and his entourage were met by the ambassadors of the Catholic powers of Europe. The Papal Guards led the grand procession through the streets. As they approached Castel Sant’Angelo, the cannons fired in salute. Entering the Vatican Palace, Julian and his fellow Japanese prostrated themselves before the Holy Father’s throne.

Pope Gregory XIII rose, bedecked in papal tiara and flowing robes of state. With tears in his eyes, the aging pope raised Julian from the floor and embraced him. He did the same for the others in the entourage, the first of the Holy Father’s Japanese children to have the honor.

Julian, at long last, solemnly presented the letters of the Catholic princes whom he represented. Through an interpreter, he declared: “Your Holiness, we come in our own names and in the names of our princes to acknowledge you as the Vicar of the Son of God on earth, and to pay you the homage of the Christians of Japan.”

Seeking Peter’s Blessing

Julian Nacaura, Mancio Isto, Martin Fara and Michael Cingina had left their homes in Japan in the spring of 1582. Though their mission took three years of traveling to fulfill, here they were, standing before the Vicar of Christ. After a visit to St. Peter’s Basilica, the Holy Father conversed with them at length on the needs of the Church in Japan.

Pope Gregory was gladdened at hearing reports from these serious young men and zealous Catholics. With over 300,000 in the ranks of the baptized, growing seminaries and many converts of influence, the Church in Japan was the largest in Asia. Pope Gregory listened intently as they related their hopes for Japan’s conversion.

Remaining in Rome for some time, the Japanese visited many places of pilgrimage, including the catacombs and tombs of the holy martyrs. The four young Japanese knelt before the shrines of their forerunners in the Faith. Little did they know that Julian Nacaura would one day join the ranks of the martyrs.

Three weeks later, Pope Gregory XIII passed away. His successor was Pope Sixtus V. The new pope immediately called an audience with the Japanese entourage. He imparted the apostolic benediction and gave them places of honor at the awe-inspiring Papal Coronation.

A few days later, Pope Sixtus made the four young men the first Japanese Papal Knights. They knelt before the Holy Father and swore to defend the Faith with their lives. After assisting at a Solemn Mass and receiving the Sacred Host from the hands of Pope Sixtus, the four young men departed to bear the Apostolic Blessing to the Catholics of their country.

Their journey from Japan to Rome had taken three years and two months. The return journey would take even longer. Having left Nagasaki in 1582, they did not see Japan again until 1590. Their return marked the start of brutal persecution.

Brutal Persecution and Martyrdom

Saint Francis Xavier had arrived in Japan in 1549. The Jesuit mission in the country soon flourished. Every kingdom on the islands had large groups of Christians. Trouble began in 1580 as Catholics grew in number. Dutch merchants began spreading lies, insisting the Catholic Jesuits were the means for subjecting Japan to European rule.

The Japanese prince, Taicosama, who came to power by defeating other princes in battle, began to pressure Catholic nobles to abandon their Faith. In 1587, he issued an edict of banishment against foreign Jesuits, Franciscans and Dominicans, forcing most into exile. Twenty-six of their residences and more than 140 churches were destroyed.

In 1590, the news of the arrival of the four young nobles from their embassy to the Vatican soon spread. Advisors close to Taicosama lied to him, saying that they had gone to Europe to hand over Japan’s sovereignty to foreigners of the West.

At Taicosama’s orders, soldiers soon arrested all of the clergy in the kingdoms of Osaka and Miyako (modern-day Kyoto). Taicosama next issued an order outlawing the Christian religion. He ordered that six European Franciscan missionaries, three Japanese Jesuits and fifteen Japanese laymen, including three young boys, be executed by crucifixion in Nagasaki. They were transported more than 500 miles and exposed to the insults of the people as they passed. Onlookers were astonished to see looks of profound joy on their faces, knowing they would shed their blood for Jesus Christ.

The three youngest prisoners, Thomas age 14, Anthony age 13, and Louis age 11, tied together in the same cart, began singing the Pater Noster and the Ave Maria when they passed through the cities. The multitudes were filled with admiration.

Two young Japanese Catholics, Peter Sekugiro and Francis Fahalente, followed the condemned religious the entire way. The guards tried in vain to make them leave. Peter and Francis were thus also condemned, bringing the total to 26.

On February 5, 1597, they were led to a hill overlooking Nagasaki where crosses had been prepared for them. They all began to weep tears of joy. Each embraced his cross and kissed it. They were tied to the crosses with coarse cords and lifted up. Father Peter Baptist intoned the canticle Benedictus, which the others joined in. One by one they were pierced through with two lances which, thrust into their sides, crossed each other at the breast and came out through the shoulders. Eyewitnesses said that a heavenly light surrounded their bodies. Faithful Catholics soon approached and gathered the blood of the martyrs.

The Blood of Martyrs: Seed of the Church

Word spread quickly of this first martyrdom. Thousands of Japanese soon flocked for instruction in the Faith, edified by the heroic example of the martyrs. Miracles worked through the prayers of the martyrs became numerous.

Japanese Catholics began to invoke the new martyrs for the grace to suffer and die for Jesus Christ. Our Lord granted their splendid petition in short order. In honor of Our Lady, communities were formed with the particular intention of praying for the fortitude necessary to die for Christ.

The death of Taicosama in 1598 brought no relief to the Catholics of Japan. Daifusama soon replaced him, the first ruler of the Tokugawa Shogunate. This dynasty ruled Japan throughout the 17th century, multiplying the attacks on the Catholic faithful.

Intense pressures were put in place for Catholics to renounce their faith. Officials rounded up the faithful and forced them to step on crucifixes or holy objects as a sign of their repudiation of the Faith. The weak among them relented, but large numbers of the devout refused, marking themselves for death.

When the clergy were expelled, a poor blind man named Damian began to teach catechism and baptize, encouraging his fellow Christians. The local prince offered him great gifts if he would give up his faith, and threatened him with death if he refused. He quickly replied: “You give me the choice of life and death. It is death I choose, and I prefer it to all the goods you promise me.” He was led out to a place of execution, and his executioner told him he could still be saved should he deny his faith. Damian answered: “I am a Christian. Do your work.” He was then beheaded.

Nobility of Japan Martyred

Near Arima, there were eight noble families condemned to die for refusing to renounce their faith. Twenty thousand Christians soon appeared to accompany them to their deaths. They formed columns singing the Litany of the Blessed Virgin as they approached the place of execution.

The youngest, James, was asked if he would like to be carried as he became tired from walking. He replied: “We are imitating our Captain who ascended Calvary on foot. Now we must labor; eternity will give us a long rest.” When others wept at seeing him condemned, he chastised them: “Why do you weep? Do you not envy my happiness? Walk merrily, as you see me doing.”

Approaching the place of execution, the condemned kissed the stakes they would be tied to and burned. Leo Caniemon spoke boldly to the crowds of Christians there: “My brethren, the Christian religion is the only one in which we can be saved. Persevere in the faith. Let not our torments frighten you. The sufferings are light and short. The reward is great and is eternal. Be you the witnesses that we die for faith in Jesus Christ.” The fire beneath them was lit, and all the Christian onlookers fell on their knees. The remains of the martyrs were taken to Nagasaki and buried beside a church.

The following year, any samurai who refused to renounce Christianity was stripped of his title and banished. A famed samurai named Justo Takayama faced exile for his refusal to abandon his faith. He and 300 Japanese Catholics set sail from Nagasaki, never to return.

Throughout the decade of 1620, new persecutions arose, and larger numbers of Catholics were executed. On just one day in 1622, twenty-five religious were burned to death after witnessing the beheading of thirty Japanese faithful.

A Fate Worse than Death: Torture

A new edict came from the emperor: the Christians should no longer be put to death but tortured until they renounce their faith. At Mount Ungen near Nagasaki, hundreds of Christians were tortured with flames, lashings, boiling water poured over their heads, and all manner of cruelties. Many of those tortured died from their wounds. Father Anthony Iscida, a Japanese Jesuit priest, spent three years in prison, after which he was taken to Mount Ungen. All his limbs were dislocated, and sulfuric waters were poured over him for thirty days. He was finally burned alive.

In 1633, Julian Nacaura was led through Nagasaki to be executed. Though far from the Rome of his earlier travels in time and distance, he was closer than ever to the Eternal City in his heart. He was now a Jesuit priest, and was the last remaining in the country. He reminded those he passed that he was among the first Japanese sent to Rome, and was glad to give his life for Christ. Julian was hung head down in a pit, and died after three days of agony.

Shimabara: The Catholics’ Last Stand

For years the Catholics of Japan had suffered persecutions with heroic patience. However, the Catholics of the south soon took up arms against their cruel overlord. Early in 1643, more than 35,000 Catholics rose up and occupied the fortified town of Shimabara, which they held for several months.

The Tokugawa Shogunate sent an invasion force to put down this rebellion. 125,000 troops surrounded Shimabara for a lengthy siege. Shiro Amakusa, a samurai who had lost his position, led the Catholic army to inflict heavy losses on the enemy. He famously cried out during a skirmish, “We would rather die one swift death than a thousand slow ones.”

The Catholics held out for some time. However, the Protestant Dutch landed with their heavy cannons and breached the walls. Men, women and children were massacred. The remaining 4,000 Catholics taken prisoner were transported to the rock of Papenburg overlooking Nagasaki harbor. The last survivors of Shimabara were hurled to their deaths from a high cliff.

Underground “Treasure” Discovered—200 Years Later

The Tokugawa Shogunate fully implemented a policy of isolation that lasted 200 years. Only the Dutch were allowed to maintain a trade mission in the country; all other Europeans were banned. The Jesuit clergy, who would attempt to enter undetected during this time, were all arrested and executed.

Catholicism in Japan went underground for two centuries. In 1867, the Japanese policy officially changed, and religious were allowed back into the country. Priests of the Foreign Mission Society of Paris were the first to arrive and erect a church at Nagasaki. To their great surprise, many Japanese approached, asking if they were celibate and venerated the Blessed Virgin.

Upon investigating, the European priests were shocked to find large communities of believers numbering in the thousands. For centuries they had preserved the sacrament of baptism. Every Catholic they questioned knew the catechism and prayers in Japanese and Latin by heart.

The missionaries soon sent word to Europe of the incredible preservation of the Faith in Japan. Catholics deprived of priests for 200 years had faithfully clung to the Faith and passed on Church teaching intact. Pope Pius IX, on hearing the report, declared it a miracle.

Future Workings of Grace

From the first baptisms by Saint Francis Xavier in 1549, enemies of the Church have been working to extinguish the Faith in Japan. In spite of brutal persecutions, however, the Faith lives on.

Catholics in Japan today make up less than 2% of the population. Through centuries of imposed cultural uniformity, most modern Japanese show little openness to conversion.

God’s ways are not our ways, however. Through the heroic sacrifices of thousands of martyrs, many known only to God, a glorious future period will certainly come to Japan. Contrasting their centuries of isolation, a Christian civilization will one day take root in Japan, sending out missionaries to spread the Gospel.

The Japanese martyrs are now glorifying God forever and stand ready to intercede for us in these dark times. Let us continually beg them for the fortitude needed to be faithful unto the end.