Tusk robi to, co umie najlepiej. Od dzisiaj podwyżki cen na żywność.

Tusk robi to, co umie najlepiej. Od dzisiaj podwyżki cen w sklepach

1.04.2024 tusk-robi-to-co-umie-najlepiej

Donald Tusk. Foto: PAP
Donald Tusk. Foto: PAP

Z końcem marca wygasło rozporządzenie, na mocy którego produkty żywnościowe zostały objęte obniżoną, zerową stawką VAT. Tym samym od poniedziałku stawka VAT na żywność wynosi znowu 5 proc.

Z końcem marca wygasło rozporządzenie, na mocy którego produkty żywnościowe objęte były obniżoną, zerową stawką VAT. W rezultacie od poniedziałku stawka podatku od towarów i usług będzie wynosić 5 proc.

Zmiana obejmie m.in. mięso, ryby i przetwory, mleko i produkty mleczarskie, jaja, miód naturalny, warzywa, owoce i przetwory, oraz orzechy. 5-proc. stawka VAT zostanie przywrócona także na tłuszcze roślinne i zwierzęce, zboża i przetwory ze zbóż, m.in. pieczywo i pieczywo cukiernicze, preparaty i mleko do żywienia niemowląt i dzieci, woda pitna i wybrane napoje, a także na dietetyczne środki spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego.

Według szacunków NBP, powrót do pięcioprocentowej stawki VAT może podbić inflację o 0,9 pkt. proc.

Podnoszenie podatków to jest to, co premier Donald Tusk robi najlepiej. Przypomnijmy, że to właśnie Tusk w 2011 roku podniósł tymczasowo podatek VAT z 22 na 23 proc. „tymczasowo na 3 lata”.

A już niedługo zapłacimy więcej za energię elektryczną, co oczywiście przełoży się na ceny wszystkich towarów i usług. Inflacja znowu wzrośnie, a rząd będzie zadowolony, bo im większa inflacja tym więcej może nam ukraść. I tak się kręci ten złodziejski proceder.

Rakiety, ISIS i Gestapo

Rakiety, ISIS i Gestapo

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    31 marca 2024 Izis

Panie doktorze, co JA przeżyłam! – Tak według Stefana Kisielewskiego rozpoczynała żydowska pielęgniarka swoje sprawozdanie o tym, jak pacjenci w szpitalu spędzili noc. Tymczasem polska pielęgniarka informowała doktora rzeczowo i bez egzaltacji.

Może tak było kiedyś, ale teraz już tak nie jest i to nie tyle z pielęgniarkami, tylko z dostojnikami wchodzącymi w skład vaginetu Generalnego Gubernatora – premiera Donalda Tuska, jak i tymi, którzy do vaginetu nie wchodzą.

Ale incipiam. Oto w nocy z soboty na niedzielę 24 marca, w polską przestrzeń powietrzną wpadła ruska, manewrująca rakieta. Jak poinformował nas już po wszystkim pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, wszyscy dygnitarze z panem prezydentem Dudą inclus, zostali o tym natychmiast poinformowani, a w dodatku poderwane w powietrze zostały dwa dyżurujące myśliwce polskie i dwa amerykańskie. Nic więcej się nie wydarzyło, bo rakieta przebywała w polskiej przestrzeni powietrznej tylko 39 sekund, poczem wróciła na stary szlak, to znaczy – nad Ukrainę. Każdy rozumie, że w ciągu 39 sekund nie można zwołać posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, to znaczy zwołać oczywiście można, ale zanim zwołani by się stawili, a zwłaszcza – zanim podjęliby decyzję i wydali stosowne rozkazy – to po rakiecie nie byłoby ani śladu. Zatem tylkośmy się o niej dowiedzieli, a przy okazji – również o tym, że państwo zachowało się „prawidłowo”. Tak w każdym razie powiedział pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz, więc nie wypada zaprzeczać.

Pojawiły się co prawda wątpliwości, czy państwo nasze nie powinno tej rakiety zestrzelić, ale czynniki miarodajne podały bodajże 88 powodów, dla których nie można było tego zrobić – a wśród nich był i ten, że wtedy rakieta by spadła i mogła zrobić komuś krzywdę. Rzeczywiście, coś takiego mogłoby się zdarzyć, a wtedy – strach pomyśleć! – ile protokołów trzeba by sporządzić, ile postępowań rozpocząć, więc nic dziwnego, że rada w radę uradzono, iż skoro rakiety nie zestrzelono, to nic nie szkodzi, bo w takim razie można podjąć próbę zestrzelenia ruskiego ambasadora w Warszawie. To znaczy – nie tyle może zestrzelenia, co wezwania go do MSZ, gdzie Książę-Małżonek zaprezentowałby mu mimicznie swoje wysokie niezadowolenie i w ten sposób zmusił do wyjaśnień, żebyśmy i my mieli z tego trochę satysfakcji. Niestety zatwardziały w swojej zatwardziałości ambasador to wezwanie zignorował, podnosząc, że Polska nie ma żadnego dowodu, iż – po pierwsze – w przestrzeń powietrzną wleciała jakaś rakieta, a po drugie – że była to rakieta ruska. Na takie zuchwalstwo nikt nie był przygotowany, bo każdy uważał, że skoro wszyscy zgodnie uznali, że rakieta wleciała i że była to rakieta ruska, to co tu jeszcze udowadniać? Toteż teraz trwają narady, co z tym całym ambasadorem zrobić. Czerwoną farbą już był oblany, więc nie ma co do tego wracać. Pojawiły się głosy, żeby go wydalić – ale decyzji jeszcze nie podjęto.

Nie podjęto tym bardziej, że jeszcze w piątek gruchnęła wieść, iż w podmoskiewskiej miejscowości Krasnogorsk terroryści zabili w sali koncertowej ponad 130 osób, a wiele innych poranili. Od detonacji budynek się zapalił i częściowo zawalił. Od razu pojawiły się komentarze, wśród których na szczególną uwagę zasługuje opinia pana doktora Witolda Sokały, który – nie ruszając się z Kielc, gdzie naucza studentów na tamtejszym Uniwersytecie Jana Kochanowskiego – od razu spenetrował prawdę, że zamachu dokonał Putin. Podobnie węzeł gordyjski przeciął w swoim czasie pan red. Bronisław Wildstein. Kiedy wywiady całego świata zachodziły w głowę, gdzież to złowrogi Saddam Husajn schował broń masowej zagłady, której istnienie było pretekstem do wojny miłującego pokój świata” z Irakiem – nie ruszając się z Warszawy spenetrował prawdę, że Saddam Husajn schował ją „w miejscach niemożliwych do wykrycia”. Od razu wszystko stało się jasne, a wojna z Irakiem nabrała charakteru wojny sprawiedliwej. Wprawdzie wkrótce do zamachu w Krasnogorsku przyznało się Państwo Islamskie, ale chyba pana doktora Sokały nie zbiło to z pantałyku i nadal obstaje przy swoim, to znaczy – przy złowrogim Putinie – niczym antysemitnicy, co to nawet wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i inne kataklizmy przypisują Żydom. Na domiar złego Rosjanie złapali kilku uczestników zamachu, którzy uciekali „w stronę Ukrainy”. Po podłączeniu ich do prądu delikwenci do wszystkiego się przyznali, ale na tym się nie skończyło, bo teraz zostaną ponownie podłączeni do prądu, żeby powiedzieli, kto im tę mokrą robotę zlecił. Ciekaw jestem, co powiedzą, na przykład – czy powiedzą, że na granicy ukraińskiej ktoś na nich czekał – i tak dalej – czyli podadzą oczekiwane nazwiska, adresy, kontakty i bliskie spotkania III stopnia? W każdym razie prezydent Zełeński, który nawet w obliczu ruskich nalotów zachowuje spokój, tym razem, wyraźnie zdenerwowany, nawymyślał złemu ruskiemu czekiście Putinowi, którego nawet nazwał „cynicznym stworzeniem”. Czyżby z tym zamachem coś poszło nie tak? Czyżby zamachowcy mieli co do jednego zginąć, a tymczasem – taka siurpryza, taki pasztet? Ładny interes!

Jak tam było tak tam było; zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – twierdził dobry wojak Szwejk. Toteż cały wolny, miłujący pokój świat, czeka na kolejne kremlowskie kłamstwa, które będzie można zdemaskować i przygwoździć, na wszelki jednak wypadek wzmacniając czujność przed Wielkanocą, bo z bisurmanami nigdy nic nie wiadomo. Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj najwyraźniej wkracza w nową fazę budowania Generalnego Gubernatorstwa w miejsce III Rzeczypospolitej. Otóż od pewnego czasu, a konkretnie – od deklaracji Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, która wśród ugrupowań przeciwnych budowie IV Rzeszy wymieniła również złowrogą Konfederację – pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby pan prezydent Duda do spółki z panem Mateuszem Morawieckim pragnął założyć nową partię. Tym fałszywym pogłoskom towarzyszyć zaczęły coraz częstsze przypadki polemik między działaczami Suwerennej Polski byłego ministra Zbigniewa Ziobry, z pretorianami pana Morawieckiego. Doszło nawet do wzajemnych wyzwisk, a w dodatku 26 marca gruchnęła wieść, że ABW włamała się do mieszkania pana Ziobry i kilku innych członków Suwerennej Polski.

Co tam podrzucili, co tam zabrali, poza telefonami – tego jeszcze nie wiemy – ale myślę, że ABW na pewno zdemaskuje jakąś zdradę. Najwyraźniej pan Mateusz Morawiecki na swoim odcinku, a Generalny Gubernator-premier Donald Tusk na swoim, przeprowadzają kurację przeczyszczającą, której celem jest niwelacja gruntu pod budowę Generalnego Gubernatorstwa. Jak już wszystkich, których nieubłaganym palcem wskazała Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, wspólnie zdemaskują, to wtedy głos zabierze „towarzysz Mauzer”, czyli pan minister Adam Bodnar. Chyba on też wkrótce zakończy kurację przeczyszczającą w prokuraturze i sądach, robiąc w ten sposób miejsce dla fagasów wskazanych mu i przez stare kiejkuty i przez BND, no a fagasy – jak to fagasy – będą solić przeciwnikom IV Rzeszy piękne wyroki. Zatem – wszystko jasne – a w tej sytuacji warto dodać, że literatura wyprzedza życie i to znacznie, bo jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński wszystko przewidział, pisząc w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”, że „każdy kraj ma Gestapo”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Cztery podstawowe herezje Bergoglio: Fałszywe miłosierdzie, kościelna legalizacja homoseksualizmu, herezje przeciwko Eucharystii, grzechy przeciwko 1 przykazaniu.

BKP: Cztery podstawowe herezje Bergoglio 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=21185  https://auferstehung.wistia.com/medias/7pg3xjumun

https://bcp-video.org/pl/podstawowe-herezje/  https://youtu.be/XvnSq5L_dCw

https://rumble.com/v48dv1c-podstawowe-herezje.html  cos.tv/videos/play/50155234985284608

ugetube.com/watch/TZtZZ1veFbz6wLB

Bergoglio dopuścił się herezji w czterech podstawowych obszarach.

Pierwszy obszar – głoszenie fałszywego miłosierdzia

W Piśmie Świętym przyjęcie miłosierdzia Bożego zawsze wiąże się z pokutą. Wyraża to przypowieść o synu marnotrawnym. Ale głoszenie fałszywego miłosierdzia wyklucza ten warunek zbawienia, jakim jest pokuta. Jezus nalega: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13:3).

Bergoglio głosi herezje i naucza ich publicznie, korzystając z uzurpowanej władzy papieskiej. Popełnia tę zbrodnię świadomie i dobrowolnie. Wymaga naśladowania czy realizacji swoich herezji. Opiera się na systemie kłamstw, który jest bardzo skuteczny. To dlatego, że składa się z bardzo żywych, z wyczuciem przekazywanych „prawd”, które chwytają za serce.

Wyjaśnia na przykład, że Jezus jest miłosierny i przebaczający, dlatego wobec pokutującego grzesznika diabeł jest bezsilny. Jednak pokutujący grzesznik ma także szczere pragnienie zerwania z grzechem. Ale Bergoglio nie chce tego i nie pozwala na to. Dlatego określenie „pokuta” i inne określenia biblijne są w jego ustach po prostu manipulacyjnymi frazesami.

Wtedy nie diabeł, ale Pan Jezus, który przebacza, jest bezsilny, bo grzesznik nie przyjmuje przebaczenia, lecz je odrzuca. Bergoglio uczy, aby nie uważać grzechu za grzech i trwać w nim. Zagłusza sumienia sodomitów frazesami w stylu: „Bóg kocha cię takim, jakim jesteś, więc i ty kochaj siebie takim, jakim jesteś”. W ten sposób uniemożliwia im zbawczą pokutę.

W katechizmie kardynała Tomáška z 1955 roku wymienione są grzechy przeciw Duchowi Świętemu:

Najpierw wymienia: nadmierne poleganie na miłosierdziu Bożym. Bergoglio świadomie i jednostronnie zapewnia grzeszników o miłosierdziu Bożym, aby nie odwracali się od grzechu i, jak mówi św. Bazyli, mieli więcej odwagi do grzechu, bo prawdy o wiecznym potępieniu głosić nie wolno. Bergoglio utrzymuje grzeszników na drodze do zagłady, celowo przeceniając miłosierdzie Boże.

Jako drugi grzech przeciw Duchowi Świętemu katechizm wymienia: sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej. Bergoglio między innym zaprzecza także prawdzie o sodomii, która w Piśmie Świętym jest wyraźnie potępiana jako wołający o pomstę grzech, ściągający z nieba ogień.

Jako kolejny grzech przeciw Duchowi Świętemu katechizm wymienia: zatwardziałe serce aż do śmierci. Wprowadzając błogosławieństwo związków homoseksualnych i podkreślając wierność w grzesznym związku, który nazywa miłością, Bergoglio stwarza warunki, w których grzesznicy mogą pozostać zatwardziali w tym grzechu aż do śmierci. W ten sposób Bergoglio nie tylko sam popełnia grzechy przeciwko samemu Duchowi Świętemu, ale także uczy innych ich popełniania i stwarza warunki dla tych grzechów.

Drugim obszarem, w którym Bergoglio dopuścił się herezji, jest kościelna legalizacja homoseksualizmu

Na pytanie dotyczące homoseksualizmu odpowiedział kontr-pytaniem: „Kim jestem…?” Czyniąc to, faktycznie odpowiedział, że jest jawnym heretykiem. Mianowicie, gdyby był chrześcijaninem, a tym bardziej, gdyby był papieżem, miałby obowiązek jednoznacznie nazywać grzech homoseksualizmu grzechem i wskazać grzesznikowi konieczność zbawczej pokuty. Jednak on, jako oczywisty heretyk, dąży do usunięcia prawa Bożego i zalegalizowania grzechu.

Poprzez rażącą herezję, która teraz w pełni objawiła się w jego synodalnej drodze LGBTQ, już dawno ekskomunikował się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. Prawdę tę podkreśla św. Bellarmin i inni nauczycieli i ojcowie Kościoła, opierając się na samej istocie nauczania Chrystusa. Przez cały czas sprawowania najwyższego urzędu Bergoglio otwarcie przy każdej okazji, słowem, gestem i czynami promuje sodomię. W 2018 r. nie pozwolił biskupom w USA zająć się kwestią sodomii, kiedy go o to poprosili. Zwolnił kardynała Müllera ze stanowiska prefekta Kongregacji Nauki Wiary, ponieważ odmówił niesprawiedliwej obrony homoseksualisty.

Zwolnił także innego prefekta Kongregacji i jego sekretarza, ponieważ wydali oświadczenie, że Kościół nie może błogosławić grzechu homoseksualizmu. On sam demonstracyjnie całował stopę transseksualisty w ramach ceremonii Wielkiego Czwartku. Umycie nóg wiąże się z Ostatnią Wieczerzą. Jezus nie umył nóg wrogom Kościoła, kobietom czy transseksualistom, ale swoim wybranym apostołom. Tym gestem Bergoglio ujawnił, kim są jego apostołowie ideologii LGBTQ.

Nadużywając władzy papieskiej, de facto aprobował transseksualizm i zbrodnię przeoperowania płci. Ponadto Bergoglio nie tylko umył stopy, ale także je ucałował, jest to gest latrii, czyli szacunku dla jedynego Boga. Tym gestem otworzył drzwi nieczystym demonom LGBTQ i dopuścił się bałwochwalstwa. We władzy papieskiej przyjął dla Kościoła innego boga, a potem sam dał się ostentacyjnie poświęcić szatanowi w Kanadzie. Stało się to w roku 2022, czyli już w czasie drogi synodalnej. W ten sposób przedstawił wszystkim katolikom wzór drogi odstępstwa od Chrystusa.

Jeśli chodzi o czystość moralną, przypomnijmy sobie słowa Jezusa: Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła (Mt 5:27-29).

Kiedy trzeba z takim radykalizmem zachowywać przykazanie „Nie cudzołóż”, co możemy powiedzieć o wypaczonej sodomii lub całej synodalnej drodze LGBTQ? Pamiętajmy przynajmniej, że Słowo Boże wyraźnie ostrzega przed tym grzechem karą doczesnego ognia (2 Pt 2:6), a także karą ognia wiecznego (Judy 7).

Stwierdzenie na synodzie, że Duch Święty im teraz objawił, że sodomia nie jest już grzechem, jest diabolicznym kłamstwem i bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu. To kłamstwo nie zostało im objawione przez Ducha Świętego, ale przez ducha diabelskiego, ducha nieczystego.

Trzeci obszar to herezje przeciwko Eucharystii

Celem przyjęcia Ciała i Krwi Chrystusa jest umocnienie się w walce z grzechem, a nie umacnianie się w grzechu. Bergoglio nakazuje, aby Eucharystię przyjmowały osoby bez spowiedzi, bez wyrzutów sumienia i bez chęci wyznania grzechów i odbycia pokuty, czyli osoby LGBTQ. Jest to publiczne nawoływanie do świętokradztwa. Pismo wyraźnie ostrzega, że taki człowiek je i pije wyrok na siebie (1 Kor 11:31).

Co więcej, w dokumencie końcowym Synodu o Amazonii Bergoglio wprowadza bezpośrednio do Liturgii pogańskie obrzędy i ducha pogańskiego. Jest to wiązka herezji przeciwko Eucharystii. Kardynał Brandmüller skomentował, że nie są to tylko herezje, ale wręcz głupota.

Promując pseudo-pandemię, Bergoglio nakazał księżom trzymać Najświętszy Sakrament w gumowych rękawiczkach. Do degradacji Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa prowadzi także promocja święceń kobiet na diakonisy, a później na kapłanki i biskupki.

Czwarty obszar to grzechy przeciwko 1 przykazaniu

Oprócz herezji związanych z prawdami dogmatycznymi w obszarze wiary Bergoglio dopuszcza się także publicznego bałwochwalstwa. Aktywnie uczestniczył w pogańskim rytuale w Ogrodach Watykańskich z udziałem czarodziejów i czarownic. Następnie uroczyście intronizował demona Pachamamę w Bazylice św. Piotra. Szczytem jego bałwochwalstwa jest publiczne poświęcenie się szatanowi pod przewodnictwem szamana w Kanadzie. To oczywiste herezje. W tym duchu Bergoglio promuje dialog międzyreligijny, co także jest oczywistą herezją.

Heretyckie oświadczenie, które Bergoglio podpisał w Abu Zabi, zawiera herezję, że wielość religii jest wolą Boga, to znaczy, że kult demonów w pogaństwie jest wolą Boga. To wyraźnie heretyckie stanowisko niszczy prawdziwą misję i czyni z misjonarzy jedynie pracowników kultury i społeczeństwa.

Bóg karze bałwochwalstwo aż do trzeciego-czwartego pokolenia (Pwt 5:9). Bałwochwalcy nie będą mieli udziału w królestwie Bożym (1 Kor 6:9; 1 Tm 1:10, Ap 21:8).

Wskazaliśmy na cztery podstawowe obszary herezji Bergoglio. Jest całkowicie jasne, że Bergoglio jest wielokrotnym i oczywistym heretykiem, który nadużywa papiestwa w celu szerzenia herezji w Kościele. Jedynym rozwiązaniem jest oddzielenie się od niego biskupów i księży, ponieważ on i jego sekta nie opuszczą dobrowolnie okupowanych urzędów kościelnych. Największą przeszkodą na drodze do kroku ratunkowego, czyli oddzielenia od heretyka, jest samobójcza herezja papolatrii!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                  + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

Herezje, za które Franciszek Bergoglio ekskomunikował się z Kościoła

bcp-video.org/basic-heresies/  /english/

bcp-video.org/it/quattro-eresie-fondamentali/  /italiano/

Fałszywe zmartwychwstanie transhumanistów

Stare herezje w nowych szatach. Fałszywe zmartwychwstanie transhumanistów

pch24.pl/stare-herezje-w-nowych-szatach

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Przyglądanie się osobom, które uwierzyły w obietnice, jakie składa transhumanizm i wiara w zbawienie przychodzące rzekomo przez technologię, to rzecz, na którą musimy zwracać uwagę i głośno o tym mówić, alarmować. Zbigniew Herbert w jednym z wierszy napisał: „Dowodem istnienia potwora są jego ofiary”. Jeśli spojrzymy na to, jakich ludzi pozostawia światu transhumanizm, zauważymy, że ofiar jest naprawdę wiele. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach i róbmy wszystko, żeby je ratować przed fałszywym zbawieniem oraz realnym wiecznym potępieniem – mówi w rozmowie z PCh24.pl ksiądz profesor Piotr Roszak.

Wielebny Księże Profesorze, przygotowując się do naszej rozmowy trafiłem na archiwalny numer kwartalnika „FRONDA” z tematem przewodnim „Cyber-zbawienie?”. Opublikowano tam m. in. przemyślenia na temat nowej ewangelizacji w związku z rozwojem nowych technologii, świata cyfrowego. Autorzy jednoznacznie zasugerowali, że Internet jest miejscem, gdzie Kościół powinien zacząć działać i głosić Słowo Boże. Jak ocenia Ksiądz Profesor postępy w tego typu działalności Kościoła na przestrzeni ostatnich lat?

Internet jest środkiem, dzięki któremu możemy dotrzeć z Dobrą Nowiną do ludzi, którzy znajdują się na nowym, cyfrowym kontynencie. Miejmy nadzieję, że nie są oni całkowicie pochłonięci cyberprzestrzenią, ale że traktują ją nadal – jak zresztą zakładano na początku ery Internetu – jako pewien środek komunikacyjny ułatwiający nawiązywanie kontaktów, relacji, ale także jako medium, a nie jako cel sam w sobie.

To jest rzeczywistość, w której Kościół katolicki z pewnością przez ostatnie lata starał się być obecny. To Kościół, jako jedna z nielicznych instytucji na świecie, ma odwagę powiedzieć uzależnionym od cyberprzestrzeni użytkownikom Internetu: „ZAWRÓĆ i zacznij podążać tam, gdzie jest prawdziwy cel twojego życia, czyli Jezus Chrystus”.

Internet bez wątpienia dla wielu stał się dzisiaj swego rodzaju bożkiem, który zasłania sobą wszystko inne, wszystko co nas otacza, i nie pozwala się nam rozwijać. Również dlatego kapłani, misjonarze zaczęli działać w sieci. Chcemy pokazać, że cyberprzestrzeń nie jest celem, do którego zmierzamy. Chcemy pokazywać użytkownikom Internetu drogowskazy, które poprowadzą ich prawdziwą drogą życia. Nie można bowiem bezkrytycznie rzucić się w wir nowego medium. Człowiek po to otrzymał od Stwórcy rozum, żeby potrafić rozróżniać wady i zalety, plusy i minusy, i wyciągać wnioski, a nie bezkrytycznie polegać na wytworze rąk ludzkich. Jedynym, na kim możemy bezkrytycznie polegać, jest Chrystus Pan. Nie Internet! Tylko Chrystus!

Z pewnością wiele jeszcze przed nami, katolikami do odrobienia, jeśli chodzi o Internet. W pierwszej kolejności musimy pokazywać, na czym polega etyka korzystania z sieci, bo ona absolutnie zawsze przychodzi za późno. Mamy taką tendencję we współczesności, że najpierw korzystamy z różnych środków i możliwości, a dopiero potem zastanawiamy się, czy to szkodzi, czy nie szkodzi…

Zwracał na to uwagę m. in. papież Grzegorz XVI, kiedy mówił o szansach i zagrożeniach związanych z gigantycznym rozwojem kolei żelaznej…

Dokładnie. Tutaj jest podobnie. Internet wiele nam daje, ale jednocześnie w świecie jest wiele jego ofiar. W przeszłości w tego typu przypadkach „za późno” ludzkość zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie jest przygotowana na nowe rozwiązania. Teraz jednak „za późno” jeszcze nie nadeszło, a wszystkie problemy związane z cyberprzestrzenią są przemilczane, spychane na dalszy plan, bagatelizowane albo przedstawiane jako „zło konieczne”.

Tutaj podkreślę raz jeszcze: jest wielka rola Kościoła. Oprócz głoszenia Ewangelii musimy uświadamiać wszystkich, że najpierw trzeba zrozumieć medium, jakim jest sieć cyfrowa; czy ma sens używanie jej w taki sposób, jak się nam to narzuca; czy czymś dobrym jest dostarczanie jej osobom nieprzygotowanym, etc. Wiemy przecież dobrze, że o ile udostępnimy ją komuś, kto jest niedojrzały, nieprzygotowany, kto nie zna się na obsłudze jakiegoś urządzenia, to nie dość, że taka osoba wyrządza krzywdę sobie, to jeszcze może zaszkodzić innym.

Krótko mówiąc: ostatnie lata to niewątpliwie postępy z przekazywaniem Słowa Bożego w świecie, który się dynamicznie rozwija. Z drugiej strony wciąż za mało mówimy, że Internet to także przestrzeń moralna, etyczna. Musimy o tym mówić, zwłaszcza, iż coraz bardziej utrwala się w powszechnej świadomości przekonanie, że Internet to miejsce „wolne od moralności”, że nie obowiązują tam jakiekolwiek zasady.

Dodałbym do tego jeszcze jedną kwestię: w cyberprzestrzeni naroiło się nam w ostatnim czasie wielu samozwańczych „wybawicieli świata i ludzkości”, którzy oferują coś, co nazwałbym „cyberreligią”. Zdecydowana większość z nich stręczy użytkownikom sieci swego rodzaju „zbawienie”, które ze zbawieniem rozumianym po katolicku nie ma nic wspólnego…

Zdecydowanie. Czymś innym jest „zbawienie Internetu”, a czymś innym zbawienie. Odnoszę wrażenie, że bardzo często cały wysiłek idzie na zdominowanie przestrzeni cyfrowej, przestrzeni wirtualnej, jakby to tam rozstrzygała się główna batalia o zbawienie człowieka.

Cały czas mamy bowiem do czynienia z fałszywą perspektywą, o której już mówiłem: Internet może być co najwyżej środkiem, a nie celem samym w sobie, nawet dla tych, którzy postrzegają siebie jako wirtualnych nomadów. Cały czas potrzebujemy spojrzenia na rzeczywistość realną, na Chrystusa Zmartwychwstałego, a nie rzeczywistość wirtualną i związaną z nią technologię.

Technologie mogą rościć sobie fałszywe pretensje do tego, aby uchodzić za zbawcze dla ludzkości i świata. Mogą i roszczą! Tak było przez wieki – technologie przedstawiano jako coś, co ma „zbawić”, czy też uratować świat i człowieka. Ale rozwiązać problem doczesny a „zbawić” to różne kwestie. Współcześnie jednak technologie nie tylko mają „zbawić” nas w sensie ziemskim, ale również przypisują sobie prawa do dystrybucji „zbawienia wiecznego”.

Czym jest to „wieczne zbawienie”, do którego prawa roszczą sobie nowoczesne technologie? Albo inaczej: jakie „zbawienie” oferują transhumaniści, bo domyślam się, że to ich ma Ksiądz Profesor na myśli, mówiąc o technologii i „wiecznym zbawieniu”?

Transhumaniści oferują wyłącznie „zbawienie”, które dla nich jest możliwe. Skoro odsunęli od siebie perspektywę nadprzyrodzoną i twierdzą, że istnieje tylko to, co doczesne, materialne; że nie istnieje żaden Bóg ani to, co głoszą chrześcijanie, to jedynym „zbawieniem”, jakie mogą zaproponować swoim wyznawcom, jest „długo-trwałość” czy „długo-bycie” na ziemi. Celowo nie używam słowa długowieczność mimo, że transhumaniści lubią go nadużywać, co sugeruje, że mamy do czynienia z bardzo inteligentną podróbką wieczności, chrześcijaństwa, soteriologii, czyli nauki o zbawieniu.

Transhumaniści mogą zaproponować „zbawienie” jedynie w wymiarze trwania, sugerując, że narzędziem do jego osiągnięcia nie jest przyjęcie łaski od Chrystusa, tylko wzięcie sprawy w swoje ręce przy zaangażowaniu technologii, która w rzeczywistości odrywa człowieka od tego, kim on naprawdę jest. Próbuje zaś przekształcić go w cyborga, dla którego zbawienie będzie wiązało się tylko z jedną sferą życia – sferą umysłową. Tymczasem przecież człowiek to nie tylko umysł, ale również dusza i ciało.

Mamy więc do czynienia z redukcją zbawienia do jednego wymiaru. Wynika to poniekąd z utraty ambicji, jaką od zawsze miało w sobie chrześcijaństwo. Wyznawcom Chrystusa przez wieki nie zależało bowiem na tym, żeby jedynie jakoś pozostać w pamięci następnych pokoleń i w ten sposób „ocaleć w historii”. My od zawsze chcieliśmy wieczności, czyli spotkania z Bogiem w Trójcy Jedynym; wieczności, która jest możliwa, jeśli jesteśmy w relacji do Tego, który jest wieczny sam w sobie.

Transhumaniści to wszystko rozcieńczają i fałszują, oferując nam sztuczkę związaną z możliwością transferu umysłu czy wszelakimi próbami innego „zbawienia”, które byłoby możliwe w świecie bez Boga. W niemal wszystkich wypowiedziach transhumanistów jasno widać bowiem, że chodzi o propozycję będącą kontrą wobec chrześcijaństwa.

Dlaczego transhumaniści wzięli sobie na celownik przede wszystkim chrześcijaństwo, a nie inne religie?

Przede wszystkim dlatego, że w chrześcijaństwie mamy do czynienia z bardzo silnym naciskiem na jedność duchową i psychofizyczną człowieka, który jest dziełem Boga obdarowanym duszą i ciałem; nie na zasadzie przeciwnych sobie, antagonizujących części, ale właśnie jako jedność. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Człowiek przeżywa na ziemi swój czas jako przygotowanie do wieczności, jako pielgrzymkę do Niebieskiej Ojczyzny.

W związku z powyższym chrześcijańska antropologia jest zasadniczo osadzona w rzeczywistości. Nie sprowadza człowieka tylko do miana jakiegoś elementu, nie pozwalając manipulować ciałem ani innymi składnikami ludzkiego bytu, co w innych religiach zdarza się nagminnie. Jeśli bowiem ktoś zakłada, że człowiek to tylko dusza, to w związku z tym z ciałem można robić, co się żywnie podoba. To dysponowanie ciałem widać wyraźnie w transhumanizmie. Jest to jeden z naczelnych postulatów transhumanistów. Ciało się nie liczy. Ciało jest dodatkiem do tego, co intelektualne czy umysłowe. Nawiasem mówiąc, chrześcijaństwo broni przy tym godności ciała – co jest pewnym paradoksem, ponieważ w mediach jest przedstawiane jako system negujący przyjemności cielesne. Jednocześnie jednak to właśnie chrześcijaństwo bardzo nobilituje ciało. Pokazuje, że troska o to ciało jest kluczowa dla duchowej kondycji człowieka i dla jego wiecznego losu, w którym człowiek nie zmartwychwstanie w pamięci ludzi, nie zmartwychwstanie w duszy. Przedmiot wiary wyznawanej w Credo stanowi przecież „ciała zmartwychwstanie”.

To, co Ksiądz Profesor powiedział, wydaje mi się kluczowe. Odnoszę bowiem wrażenie, że wielu odbiorców „religii” transhumanizmu wychodzi z założenia, iż ich mózg zostanie przetransferowany do innego ciała – biologicznego, cyfrowego, mechanicznego itd. Chyba niewielu zdaje sobie sprawę, że chodzi tak naprawdę o… no właśnie, o co? Zapisanie na dysku komputera ludzkich wspomnień i cyfrowe generowanie uczuć i emocji?

Warto zauważyć, że aby projekt transhumanistyczny się powiódł, trzeba koniecznie usunąć antropologię chrześcijańską i zastąpić ją gnostycką, czyli taką, która będzie redukowała człowieka do pierwiastka umysłowego. Wtedy rzeczywiście będzie można tę „tanią nieśmiertelność” jakoś sprzedać i pokazać, że jest ona rozwiązaniem.

Ale przecież główny transhumanista naszych czasów, czyli Yuval Noah Harari twierdzi, że jest ateistą, a nie gnostykiem…

Gnostycyzm może być również niereligijny i w tym sensie jest on wizją antropologiczną sprowadzającą człowieka wyłącznie do pierwiastka umysłowego. „Zbawienie”, które oferuje Harari, jest pozbawione – jak już podkreślałem – nadprzyrodzoności. Jest ono tylko i wyłącznie osadzone w tym świecie, poza którym, według transhumanistów, niczego nie ma. Tu właśnie mamy ewidentną linię sporu z chrześcijaństwem. Nie było przypadkiem, tylko wręcz znakiem Opatrzności, że święty Jan Paweł II rozpoczynając swój pontyfikat przypomniał słowa Pisma: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 26-27). Papież Polak przypomniał antropologię biblijną i w prorocki sposób zasugerował nam, że to właśnie będzie temat, który skupi współczesną dyskusję; że chrześcijanie znowu będą musieli bronić cielesności człowieka.

Znowu?

Tak, bo jest to sytuacja, która przypomina jako żywo pierwsze wieki chrześcijaństwa. Wówczas święty Ireneusz z Lyonu musiał stanąć w obronie wizji człowieka, jego powołania do wieczności, zbawienia przyniesionego przez Chrystusa, w sporze z gnostycyzmem. Ten ostatni z jednej strony próbował budować poczucie elitarności twierdząc, że wiedza i pogarda dla ciała są drogą do osiągnięcia zbawienia. Z drugiej strony sytuowała się ezoteryka, czyli próba pozbawienia się ciała i widzenia wpływu na ludzkie losy w jakichś magicznych, pozaziemskich siłach, prezentowanych jako alternatywa (fałszywa) dla Chrystusa; alternatywa oferująca człowiekowi zbawienie w sposób prostszy i mniej wymagający, właściwie „na przycisk”.

Dokładnie z tym samym mamy do czynienia w propozycjach transhumanistów. To nie są oferty szanujące integralność człowieka, jego tożsamość. To rozwiązania magiczne, czyli natychmiastowe.

Ludzkość od zawsze mierzy się z wieloma intelektualnymi problemami trwającymi czasami setki, a nawet tysiące lat; z pytaniami będącymi przedmiotem wielu sporów teologicznych i filozoficznych, a tu nagle jeden przycisk i sprawa jest załatwiona. A zatem mamy do czynienia po raz kolejny w historii ludzkich ideologii z pomysłami, które chcą zawładnąć umysłem i zatrzymać uwagę człowieka w taki sposób, aby pokładał on wiarę we własnych możliwościach, a nie otwierał się na to, co przychodzi z wieczności od Boga.

A czy można powiedzieć, że mamy do czynienia z odrodzeniem się, czy też nową odsłoną niezwykle groźnej herezji, jaka panoszyła się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – herezji monofizytyzmu?

Niewątpliwie trzeba stawiać takie pytania i bardzo dobrze, że Pan to zrobił. Mamy bowiem do czynienia z odarciem człowieka z wymiaru nadprzyrodzonego. W V wieku wyznawcy herezji monofizytyzmu próbowali odrzeć Pana Jezusa z Jego ludzkiej natury. Widać więc, że mamy do czynienia z podobną sytuacją – może istnieć tylko jedna natura. W wypadku transhumanizmu chodzi o naturę umysłową.

„Zbawienie” ma przynieść technologia i to ona ma zapewnić „zmartwychwstanie” umysłu…

Wypisz, wymaluj to samo głosili wyznawcy monofizytyzmu twierdząc, że na krzyżu umarł Chrystus człowiek, a nie Chrystus Syn Boży…

Analogia jest ewidentna. Czasy świętego Augustyna były naznaczone również sporem z manicheizmem czy z dualizmem, które niebezpiecznie rozdzielały sfery życia człowieka nie po to, żeby je połączyć. My w Chrystusie Panu też rozdzielamy pewne aspekty dotyczące Jego natury boskiej i ludzkiej w jednej osobie Syna Bożego. Robimy to jednak, aby je połączyć, a nie żeby oddzielać, przeciwstawiać sobie, traktować jako całkowicie odseparowane od siebie.

Dogmat chalcedoński z 451 roku, który przypomina nam o jedności Chrystusa, jest tutaj kluczowy. Nie oznacza to, że unifikujemy i nie dostrzegamy różnic. Dostrzegamy, ale jednocześnie podkreślamy, że to nie są różnice prowadzące do separacji.

Tak więc mamy do czynienia nie tylko z powrotem herezji monofizytyzmu, ale i dualizmu oraz manicheizmu, który deprecjonował materię, a nawet uważał ją za źródło istnienia zła. Wszystkie te trzy herezje łączy jedno: pogarda dla cielesności, która ma być co najwyżej dodatkiem. Stąd też wszystkie dostrzegane w życiu społecznym postulaty traktujące ciało tylko jak własność, albo uważające, że dysponowanie ciałem nie ma żadnych ograniczeń, są w mojej ocenie przejawem odradzających się herezji.

Przyglądanie się osobom, które uwierzyły w obietnice, jakie składa transhumanizm i wiara w zbawienie, jakie przychodzi rzekomo przez technologię, to rzecz, na którą musimy zwracać uwagę i głośno o tym mówić, alarmować. Zbigniew Herbert w jednym z wierszy napisał: „Dowodem istnienia potwora są jego ofiary”. Jeśli spojrzymy na to, jakich ludzi pozostawia światu transhumanizm, zauważymy, że ofiar jest naprawdę wiele. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach i róbmy wszystko, żeby je ratować przed fałszywym zbawieniem oraz realnym wiecznym potępieniem.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Cywilizacja śmierci II

Cywilizacja śmierci II

Izabela Brodacka

Francja jest pierwszym państwem na świecie, które wpisało do konstytucji prawo do aborcji, czyli zabijania nienarodzonych dzieci do 14 tygodnia życia. Wprawdzie nie pojawia się w tym zapisie słowo „prawo”, lecz „gwarantowana wolność” i nie ma mowy o zabijaniu, lecz o wyborze, ale przecież to tylko eufemizmy. 780 członków obu izb parlamentu zagłosowało za zabijaniem dzieci. Towarzyszy temu entuzjazm w mediach. Od dawna różne zboczenia podniesiono w tym kraju do rangi cnoty. Przez upodobanie do zboczeń upadł kiedyś Rzym, upadła starożytna Grecja, a obecnie upada cała Europa. Francja stojąc nad przepaścią zrobiła duży krok do przodu.

Jak zwykle proponuję państwu eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że do konstytucji jakiegoś kraju wpisano prawo do wyboru czy chcemy zabić uciążliwego psa sąsiadów, który przeszkadza nam nieustannym szczekaniem. Kodeks dopuszcza jak wiadomo prawo do obrony własnej gdy ktoś czy coś zagraża naszemu życiu lub zdrowiu, lecz nienarodzone dziecko, podobnie jak pies na łańcuchu nikomu nie zagraża tylko przeszkadza. Pojawienie się dziecka może przeszkadzać matce zmieniając jej tryb życia. Zabicie cudzego psa tylko dlatego, że szczeka wydaje nam się odrażające, a wpisanie tego prawa do konstytucji byłoby absurdalne, obrażające konstytucję i cały porządek prawny. Tym bardziej karygodne wydaje się być zabicie nie cudzego lecz własnego psa tylko dlatego, że nam przeszkadza. Osobą, która dopuści się takiego czynu zajmie się bez wątpienia prokurator, szczególnie gdy ten czyn został dokonany w okrutny sposób.

Jak jest zatem możliwe, że zabicie własnego dziecka z wyjątkowym okrucieństwem, bo przez pocięcie go żywcem na kawałki, może być uznane za czyn neutralny moralnie, niezbywalne prawo kobiety, które jest gwarantowane specjalnym zapisem w konstytucji? Jak ludzie mogą w to uwierzyć i to popierać?

Jak zawsze wszystko zaczyna się od zabiegów semantycznych. Wmawia się ludziom, że zabijane w łonie matki dziecko to nie człowiek, to płód, zlepek komórek, zygota. Jak zwykle w tym podejściu refleksję zastępuje sztywna procedura. Jeżeli można zabić dziecko do 12 tygodnia jego życia, to dlaczego nie można przesunąć terminu tego morderstwa o jeden dzień? Jeżeli do 12 tygodni plus jeden dzień to dlaczego nie plus dwa dni? I tak ad infinitum.

Terminy prekluzyjne i zawite nie mogą odnosić się do człowieka, mają sens tylko w odniesieniu do rzeczy martwych. Umowa najmu mieszkania wygasa w ostatnim dniu zapisanym w tej umowie. Prawo człowieka do życia nie może wygasać w jakimś prekluzyjnym czy zawitym terminie. Między innymi dlatego zniesiono w większości krajów karę śmierci.

Podobnym zabiegiem semantycznym sankcjonującym zbrodnię jaką jest pobieranie narządów od żywego jeszcze człowieka jest definicja śmierci mózgowej. W oczach lekarzy taki człowiek jest martwy i można go żywcem rozebrać na części zamienne. Nie trafia do nich argument, że muszą tego rzekomo martwego człowieka przed pobraniem narządów znieczulać, a przede wszystkim argument, że polskiemu profesorowi Janowi Talarowi udało się przywrócić do normalnego życia przeszło 1000 osób ze stwierdzoną śmiercią mózgową czyli śmiercią pnia mózgu.

Gdyby udokumentowano nawet tylko jeden taki przypadek należałoby definicję śmierci mózgowej uznać za niewłaściwą. Takim żywym dowodem jest Agnieszka Terlecka, którą po upadku z konia ojciec siłą wyrwał z rąk oprawców nie tyle w białych co w gumowych rękawiczkach i oddał pod opiekę doktora Talara. Dziewczyna żyje, skończyła studia, wyszła za mąż i urodziła zdrowe dziecko. To wszystko zreferował jej ojciec, pan Terlecki podczas konferencji poświęconej transplantologii, w której brałam udział. Obecni na sali przedstawiciele niezwykle silnego lobby transplantologicznego nie byli w stanie temu zaprzeczyć. Jest to lobby faktycznie niezwykle silne, bo związane z ogromnymi dochodami.

Do reklamowania społeczeństwu zgody na pobranie narządów używa się osób znanych i tak wybitnych intelektualnie jak Krystyna Janda. Głosiła ona hasło : „podziel się narządami” jakby można się było podzielić na przykład sercem (na marginesie – nowe władze powinny wpisać do polskiej Konstytucji prawo, że Krystyna Janda ma do końca życia grać wyłącznie role amantek, a prawnie zakazane jest proponowanie jej ról staruszek i czarownic.)

Natomiast profesor Talar za swe wybitne osiągnięcia został wynagrodzony rocznym zakazem wykonywania zawodu lekarza.

Państwo chińskie jak wiele totalitarnych państw handluje narządami pobranymi od więźniów skazanych na śmierć. Natomiast w Polsce jak w wielu innych rzekomo cywilizowanych krajach stosuje się definicję śmierci mózgowej czyli morduje ludzi, których być może udałoby się uratować. Vox populi nazywa wiejskich motocyklistów „dawcami”. Nie tylko dlatego, że jeżdżą nieostrożnie, lecz przede wszystkim dlatego, że jak głosi wieść gminna ( czyli vox populi) nikt ich nie ratuje, bo są z góry przeznaczeni do rozbioru na części zamienne. Wiadomo, że niezamożnych rodzin nie będzie stać na wytaczanie spraw sądowych lekarzom. Żadne statystyki nie ujmują podobnych przypadków. Podobnie znacząca jest ciemna liczba młodych osób, których nikt poza rodziną i fundacją Itaka nie szuka i które nigdy – żywe lub martwe -nie zostały odnalezione.

W medycynie współczesnej zdrowy rozsądek, uczciwość, moralność, empatię, a nawet przysięgę Hipokratesa zastąpiły procedury. Najlepszym tego dowodem jest fakt odwołania z dnia na dzień pandemii covid-19 gdy ze względu na wojnę na Ukrainie zaplanowano wpuścić do Polski miliony nie przebadanych ludzi. Tak jakby groźny koronawirus czytał zarządzenia i okólniki oraz stosował się do procedur.

Zawód lekarza z zawodu zaufania stał się zawodem kompletnego braku zaufania. W Holandii starsi ludzie boją się, że gdy zgłoszą się do lekarza czy do szpitala, przypadkowa komisja zadecyduje, że ich standard życia jest rażąco niski i dla ich własnego dobra należy ich poddać eutanazji czyli uśpić jak psa. Tyle, że oni wcale nie chcą umierać.

Zapanowała cywilizacja śmierci.

Poznań: Ukrainka sprzedawała adoptowane dzieci pedofilom. Upiorne szczegóły.

Ukrainka sprzedawała adoptowane dzieci pedofilom. Na jaw wyszły upiorne szczegóły. Osądzą ją w Poznaniu

torturowala-glodzila-i-sprzedawala-dzieci 18 maja 2023,

[To 10 miesięcy temu. Proszę o przesłanie mi ciągu dalszego. MD]

Zgotowała adoptowanym dzieciom piekło na ziemi. Miała cały wachlarz tortur, a bicie było najlżejszą z nich. Pozwalała obcym mężczyznom w obrzydliwy sposób wykorzystywać seksualnie dzieci. Sprawa wyszła na jaw, gdy uciekła do Polski przed wojną razem z całą gromadką maluchów. Teraz okrutna Ukrainka stanie przed polskim sądem.

Swietłana P. sprzedawała adoptowane dzieci pedofilom. Teraz odpowie przed sądem.
Swietłana P. sprzedawała adoptowane dzieci pedofilom. Teraz odpowie przed sądem. Foto: – / Fakt.pl

Być może mroczne i okrutne oblicze Swietłany P. nigdy nie zostałoby odkryte, gdyby nie wojna w Ukrainie. Kobieta prowadząca u naszych wschodnich sąsiadów rodzinny dom dziecka spakowała swoich podopiecznych i uciekła z ogarniętego wojną kraju do Polski.

Swietłana P. po wybuchu wojny uciekła do Polski

Tutaj znalazła bezpieczny azyl i spokój. Miała dziesięcioro podopiecznych w wieku od 4 do 16 lat. Myślała, że uda jej się, podobnie jak w Ukrainie, czerpać zyski ze sprzedaży seksualnej dzieci.

https://pulsembed.eu/p2em/xGl5fK6H9/

Swietłana świetnie się maskowała i grała troskliwą matkę. Często wrzucała do internetu zdjęcia z podopiecznymi. Na wszystkich wyglądały na szczęśliwe i zadowolone. Pod tą fasadą skrywały jednak wielki ból i cierpienie. Wręcz niewyobrażalny. Gdyby nie poznanianka, która mieszkała w tym samym hostelu w Poznaniu, co Swietłana, dzieci mogłyby cierpieć jeszcze długo.

Po przyjeździe do Polski Swietłanie pomagała fundacja i prywatne osoby. To one znalazły jej lokum. W hostelu. Jak w wielu przypadkach, miało to być miejsce tymczasowe, znalezione w czasie, gdy w Polsce pojawiło się wielu uchodźców.

Dzieci zwierzyły się Polce. Opowiedziały o torturach

Wystarczył miesiąc, żeby dzieci zaczęły zwierzać się mieszkającej tam Polce, że zastępcza matka się nad nimi znęca. Podczas jednej z wizyt zatrzymała u siebie dziewczynkę z Ukrainy, powiedziała Swietłanie, że wie, co robi dzieciom i zgłosiła sprawę policji.

– Kobieta, która tam mieszkała również z dziećmi, zauważyła, że dzieje się coś złego. To dzięki tej niej wyszło na jaw piekło, którego doświadczały dzieci – mówił w rozmowie z „Faktem” wyraźnie poruszony Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Okrutna Ukrainka sprzedawała dzieci obcym mężczyznom, a oni w ohydny sposób wykorzystywali jej seksualnie.
Okrutna Ukrainka sprzedawała dzieci obcym mężczyznom, a oni w ohydny sposób wykorzystywali jej seksualnie.

Śledczym wprost nie mieściło się w głowie to, co Ukrainka robiła dzieciom. – Dzieci zaczęły opowiadać o wszystkim, co je spotkało. I to jest trudne nawet do powtórzenia. Biegli potwierdzili, że dzieci nie konfabulują, że ich zeznania są wiarygodne – przyznaje prokurator Wawrzyniak.

Jednego z młodszych chłopców miała przywiązywać za genitalia do pianina. Biła dzieci po intymnych częściach ciała. Jednej z podopiecznych wciskała do ust zabrudzone fekaliami pieluchy. Biła podopiecznych krzakiem z kolcami, aby bardziej bolało. Niektórym obrywało się tłuczkiem do mięsa albo patelnią.

Swietłana zgotowała dzieciom piekło. Nie tylko biła, ale też je głodziła

52-latka nie pozwalała dzieciom spać, stawiając je na noc do kąta. Zakazywała czytania książek. – Jeden z zarzutów, który prokuratura postawiła Swietłanie P., dotyczy skrajnego niedożywienia białkowo-energetycznego dzieci, które stwarzało realne zagrożenia ich zdrowia i życia. Tutaj już nie mówimy o zwykłym niedożywieniu, ale o skrajnym głodzeniu – podkreśla prokurator.

Ten zarzut dotyczy czwórki dzieci. Prokurator zdecydował się nawet na jego modyfikację, zaostrzając go. Śledczy twierdzą, że to, czego doświadczały dzieci w Polsce, jest jedynie kontynuacją dramatu, jaki rozgrywał się od lat również w Ukrainie. P. prowadziła rodzinny dom dziecka od dawna.

Swietłanie P. grozi do 15 lat więzienia

Dzieci zostały Swietłanie P. odebrane. Polska nie zgodziła się na wydanie ich stronie ukraińskiej w obawie o ich bezpieczeństwo. U nas znalazły spokojne schronienie, w końcu bez bicia, wykorzystywania i znęcania się. 52-letnia Ukrainka natomiast stanie już za kilka dni przed polskim sądem. Grozi jej do 15 lat więzienia. Swietłana P. nie przyznaje się do niczego i odmawia składania zeznań. Oskarża dzieci o konfabulacje. Ta linia obrony raczej na niewiele jej się zda, bo śledczy w Polsce mają bardzo mocne dowody przeciwko wyrodnej matce. Swietłana P. stanie przed poznańskim sądem

Rząd Tuska chce krótszego tygodnia pracy. Warzecha: a ja uważam, że każdy powinien dostać 50-metrowe mieszkanie w Monako

Rząd Tuska chce krótszego tygodnia pracy. Warzecha: a ja uważam, że każdy powinien dostać 50-metrowe mieszkanie w Monako pch/rzad-tuska-chce-krotszego-tygodnia-pracy

Uważam, że tydzień pracy powinien zostać skrócony – zadeklarowała pani minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Ja natomiast uważam, że każdy powinien otrzymać 50-metrowe mieszkanie w Monako. I śmiem twierdzić, że moja deklaracja ma identyczną wartość co deklaracja pani minister”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha.

Technologia poszła do przodu, a efektywność pracy nie równa się jej długości. Polacy są tymi pracownikami, którzy są jednymi z najdłużej pracujących w UE, i brakuje im czasu na życie, na przyjaźń, na miłość, na spędzanie czasu z rodziną. Skrócenie tygodnia pracy to byłaby inwestycja społeczna – powiedziała w ostatnich dniach minister Dziemianowicz-Bąk argumentując potrzebę skrócenia tygodnia pracy w Polsce.

„Doprawdy, wzruszyłem się. Zwłaszcza tym passusem o miłości. Chodzi zapewne o kochanie rządu pana Tuska”, Łukasz Warzecha komentuje pomysł lewicowej polityk.

„Może ktoś jednak powinien pani minister wytłumaczyć, że jeśli skróci się tydzień pracy, to pracownicy będą musieli w krótszym czasie wykonać identyczną ilość pracy, co w ogromnej części przypadków nie będzie możliwe. I teraz zagadka: Czy oznacza to, że zarobią mniej (bo mniej wytworzą) czy że za mniejsze efekty będą musieli otrzymać identyczne co wcześniej wynagrodzenie?”, podkreśla publicysta.

Na koniec ekspert programu „Prawy Prosty PLUS” na antenie PCh24 TV przypomina słowa Lenina, który twierdził, iż w socjalizmie nawet kucharka będzie mogła rządzić państwem. „Czytając o pomysłach pani minister Dziemianowicz-Bąk, można odnieść wrażenie, że jesteśmy już prawie na tym etapie”, podsumowuje Łukasz Warzecha.

źródło: tygodnik „Do Rzeczy”

TG

Na Ukrainie banderyzm w pełnym rozkwicie. w POlsce – w dużym pąku.

Na Ukrainie nazizm jest w pełnym rozkwicie

.magnapolonia

W polskiej opinii publicznej panuje cicha zasada, że bardzo dobrze „sprzedaje się” wrzucanie do swoich wypowiedzi cytatów Jana Pawła II, gdyż Polacy to lubią, a w rzeczywistości nikt nie zwraca uwagi na treść słów. Zasada ta sprawdza się w słowach, jakie Jan Paweł II powiedział o znaczeniu historii:„Naród, który nie zna swojej przeszłości umiera i nie buduje swojej przyszłości”.

Na Ukrainie nazizm jest w pełnym rozkwicie. Rozkwit ten nie jest tylko chwilowym wybuchem uczuć, jakie towarzyszyły Ukraińcom, którzy współpracowali z nazistowskimi Niemcami w okresie II wojny światowej, lecz jest z góry zaplanowaną akcją, mającą na celu zakorzenienie tych poglądów wśród młodego pokolenia Ukraińców.

W 2019 roku na portalu Wprawo.pl ukazał się artykuł informujący, że młode pokolenie Ukraińców mieszkających w Polsce uczone jest zafałszowanej historii relacji polsko-ukraińskich, ukazując mordercę Banderę jako bohatera, a naszych wymordowanych rodaków na terenie południowo-wschodniej II Rzeczpospolitej jako komunistów[1].

Obecnie, po znaczącym wzroście liczby Ukraińców na terenie naszego kraju, nowo wybrany rząd warszawski poprzez minister edukacji narodowej poinformował, że rozpoczęto prekonsultacje zmiany podstawy programowej kształcenia ogólnego. Zmiany dotyczą także historii. Jedna z tych propozycji dotyczy wykreślenia zwrotu ludobójstwa ludności polskiej na na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej[2].

W  myśl dosłownych zapisów kwestia ludobójstwa na narodzie polskim, jakiego dopuścili się sadyści spod znaku OUN-UPA postrzegana ma być  już jako konflikt polsko-ukraiński, a nie ludobójstwo ludności polskiej[3]. Propozycja ta idealnie wpisuje się w zakłamaną ukraińską narrację historyczną, co potwierdza, że niezależnie od wyników wyborów w Polsce obecny rząd warszawski, tak samo jak ich oponenci z PiS-u, czuje się (…) sługami narodu ukraińskiego[4].

Jak zapowiada wiceminister edukacji Joanna Mucha, MEN chce włączyć do polskiego systemu edukacji dzieci z Ukrainy. W szkołach będą dla nich prowadzone specjalne lekcje ukraińskiego. Zatrudnieni będą także nauczyciele z Ukrainy[5]. W tym miejscu nasuwa się bezpośrednie pytanie: czego będą uczone w polskich szkołach ukraińskie dzieci przez nauczycieli z Ukrainy?

Biorąc pod uwagę rozkwit kultu nazistowskiego na Ukrainie[6] jak również groźby zamachów terrorystycznych pod adresem Polski, jakie nie tak dawno kierował Dmitrij Korczyński przywódca ukraińskich nacjonalistów wściekły za blokowanie granicy przez polskich rolników[7], możemy przyjmować, że pod szyldem nauczania będzie rozwijana piąta kolumna w Polsce, uczona kultu do zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA i nienawiści do Polaków.

Historia to nie zamknięta księga, którą obecnie można poczytać przy kominku. Dopóki dla narodów i plemion istotne będzie kultywowanie pamięci przodków i istotnych wydarzeń z historii ich życia, podejmowane próby ograniczania nauki tego przedmiotu lub ukazywanie ich zgodnie z widzimisie się kultywatorów wrogów naszych przodków jest świadomym skazywaniem obecnego i przyszłego pokolenia Polaków na powtórzenie historii Polaków z Wołynia.

Póki polska racja stanu i polski interes narodowy nie będzie priorytetowym dla osób zajmujących istotne miejsca w polskiej polityce, biorących za tą „pracę” ogromne pieniądze z polskich podatków, dopóty egzystencja i bezpieczeństwo całego polskiego społeczeństwa będą zagrożone.

Źródła:

[1]https://wprawo.pl/tylko-u-nas-podrecznik-bandera-i-ja-w-jezyku-polskim-czego-ucza-sie-ukrainskie-dzieci/

[2]https://historia.org.pl/2024/02/13/z-podstawy-programowej-znika-ludobojstwa-ludnosci-polskiej-na-na-wolyniu/

[3]https://historia.org.pl/2024/02/13/z-podstawy-programowej-znika-ludobojstwa-ludnosci-polskiej-na-na-wolyniu/

[4]https://pch24.pl/jestesmy-slugami-narodu-ukrainskiego-kompromitujace-stwierdzenie-rzecznika-msz/

[5]https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-lekcje-ukrainskiego-w-polskich-szkolach-wiceminister-o-plana,nId,7359147

[6]https://www.magnapolonia.org/tarnopol-uhonorowal-weterana-ss/

[7]https://twitter.com/JacekWilkPL/status/1757547186211139966

Ojczyk Gużyński zrobi porządek

Ojczyk Gużyński zrobi porządek

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Najwyższy Czas!”    30 marca 2024 ojczyk

Kiedy, jak kiedy, ale właśnie na Wielkanoc, trzeba wreszcie to powiedzieć: nie jest dobrze. To znaczy – oczywiście jest; jakże by inaczej, skoro Donald Tusk w ramach polityki miłości podwyższy nam VAT na żywność, żeby każdy mógł sobie wypić i zakąsić na odpowiednim poziomie, a nie tak – byle jak, skoro pani feministra Nowacka w vaginecie Donalda Tuska sprawi, że każdy uczeń nie tylko dostanie świadectwo, ale że będą tam same piątki, zwłaszcza z masturbacji i innych gałęzi straszliwej wiedzy i skoro pan Adam Bodnar, mając carte blanche od samej pani Very Jurovej, przywraca w naszym bantustanie praworządność po banderowsku i nawet wycofał wniosek o uchylenie immunitetu panu prezesowi Marianowi Banasiowi? Co prawda między ludem krążą głuche wieści, jakoby w proteście przeciwko Donaldu Tusku kury przestały się nieść, ale jeśli nawet, to przecież drobiazg niewątpliwy w porównaniu z tym, że panienki, w proteście przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu odmówiły rodzenia dzieci? Zresztą i teraz żadnych dzieci nie chcą, tylko domagają się aborcji, w czym celują zwłaszcza dwie moje faworyty: Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus i Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska. Poza przyjaźnią i sportem, co to łączyły trzech przyjaciół z boiska, obydwie łączy okoliczność że przekroczyły nie tyle tak zwany „wiek rębny” (akurat dostałem w prezencie przedwojenny „Poradnik gajowego”, więc wiem, co mówię), ile tak zwany wiek „koncepcyjny”. Nie chodzi przy tym o „koncepcje”, które na podobieństwo królików lęgną się w czeluściach głowy Kukuńka, tylko o to – jak mawiał Wiech – „co pan wisz, a ja rozumie”. Więc o ile oczywiście jest dobrze – bo taki jest rozkaz – to przecież jednocześnie nie jest dobrze – ale tylko na odcinku kościelnym.

Ryba, jak wiadomo, psuje się od głowy, więc kiedy tylko papież Franciszek poradził ukraińskiemu prezydentu Żełeńskiemu, by zdobył się na odwagę rozpoczęcia negocjacji, to natychmiast potępił go nie tylko Judenrat „Gazety Wyborczej”, nie tylko pan red. Tomasz Terlikowski, ale również – lud pracujący miast i wsi – czego dowodem był opublikowany przez „poświęcony” portal „Fronda”, co to w wolnych chwilach pasjonuje się zagadnieniem, ilu diabłów zmieści się na końcu szpilki – sondaż, w którym papieża Franciszka potępiło aż 60 procent obywateli. Ciekawe, że żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że papież może wiedzieć coś, o czym on jeszcze nie wie. Ale po co tu cokolwiek wiedzieć, skoro jest rozkaz, powtórzony przez pana prezydenta Dudę, że Ukraina musi wygrać „za wszelką cenę”? Skoro „za wszelką”, to znaczy, że również za cenę istnienia państwa polskiego? Najwyraźniej pana prezydent Duda coraz bardziej zaczyna przypominać nieżyjącego już rosyjskiego polityka narodowości prawniczej Włodzimierza Żyrynowskiego. W odróżnieniu od prawdziwych Rosjan musiał on pić więcej wódki, głośniej krzyczeć – i tak dalej – co go w końcu przyprawiło o śmierć. Toteż i pan prezydent Duda musi wierzyć w ostateczne zwycięstwo Ukrainy żarliwiej nawet od prezydenta Zełeńskiego, który zawsze może dołączyć do swojego wynalazcy Igora Kołomojskiego w Izraelu, podczas gdy pan prezydent Duda – gdzie?

Skoro tedy ryba psuje się od głowy, to nie ma rady – doszło w końcu do tego, do czego dojść musiało. Konkretnie chodzi o to, że po wyborze Jego Ekscelencji abpa Tadeusza Wojdy na przewodniczącego Konfrencji Episkopatu Polski, swój powrót na ojczyzny łono zapowiedział przewielebny ojczyk Paweł Gużyński ze sławnego, chociaż nie aż tak sławnego, jak zakon przewielebnych Ojców Konfidencjałów, zakonu przewielebnych Ojców Dominikanów, do którego w swoim czasie należał pan Tadeusz Bartoś. Jak pamiętamy, pan Bartoś, kiedy jeszcze był przewielebnym ojczykiem, z miedzianym czołem czytał, jak to Morze Czerwone rozstąpiło się przed Żydami, jak to wyszedł dekret od Cezara Augusta, aby „spisano wszystek świat” – i tak dalej. Kiedy jednak znudziły mu się rosoły na święconej wodzie i przeszedł na wikt świecki, od razu spenetrował prawdę – ale oczywiście nie tę o Morzu Czerwonym i Żydach – co to, to nie – tylko – że nie było żadnego spisu – i tak dalej. Ciekawe jaką rewelację po przyjeździe z Holandii, gdzie przebywał na rodzaju zesłania, przywiezie nam przewielebny ojczyk Paweł Gużyński. W tej Holandii to nieubłagany postęp dał się zauważyć już w czasie II Soboru Watykańskiego, więc do czegóż musiało tam dojść teraz? Nie ma rady, przewielebny na pewno zacznie modernizować nie tyle może nas, co tak zwanych – jak w swoim czasie pisał Judenrat „Gazety Wyborczej” – „ajatollahów”. Przewielebny bowiem wraca na ojczyzny łono z bojowym okrzykiem: „na pohybel hierarchom!” Wszystkim, co do jednego, czy jednak jakieś wyjątki przewiduje? Że nie oszczędzi JE abpa Tadeusza Wojdy, to rzecz pewna; jego przejrzał na wylot nie tylko Judenrat „Gazety Wyborczej”, ale również pan red. Tomasz Terlikowski, który teraz ocenia wszystkich pod kątem ich użyteczności dla przemysłu molestowania, gdzie awansował do stopnia kapitana. Okazuje się, że JE abp Wojda nie tylko „szczuł” przeciwko sodomczykom, nie tylko „nie poparł” pomnika ofiar pedofilii (ciekawe, kto w charakterze nagiej prawdy pozował artyście; czy przypadkiem nie Hermenegilda Kociubińska, jako najsławniejsza, można powiedzieć – sztandarowa ofiara?), no a teraz w dodatku odważył się stanąć na czele Konferencji Episkopatu Polski. „Mentalnie Episkopatu nie stać na wystawienie kogoś pokroju biskupów Życińskiego lub Pieronka” – stwierdza z goryczą przewielebny ojczyk Paweł Gużyński. No, jeśli chodzi o JE abpa Życińskiego, to rzeczywiście, miał on same zalety: „i w MSW i na uczelni” – jak pisze w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” Janusz Szpotański. Jako TW „Filozof” zwerbowany przez ppłk Alojzego Perliceusza, świetnie by się teraz nadał, podobnie jak JE bp Tadeusz Pieronek. Sam widziałem, jak dociskany podczas przesłuchania przez resortową „Stokrotkę” wreszcie pękł i przyznał się, że Żydów nawracać nie wolno. Wydawałoby się, że niczego więcej nam nie trzeba. A jednak nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Nie chodzi mi o to, by na miejsce JE abpa Wojdy szefem KEP mianować przewielebnego ojczyka Pawła Gużyńskiego. Wprawdzie niewątpliwie zrobiłby z tym całym Kościołem porządek – ale cały czas musiałby wisieć na telefonie do pana red. Michnika. Skoro tak, to czy by na przewodniczącego KEP nie mianować pana red. Adama Michnika? Myślę, że wyszłoby to naprzeciw jego najskrytszym marzeniom, a okoliczność, że nie ma on ani święceń, ani sakry byłaby właśnie koronnym dowodem, że tubylczy Kościół ostatecznie przezwyciężył średniowieczne gusła i nieodwołalnie wkroczył na świetlisty szlak nieubłaganego postępu.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Zarządzanie strachem, czyli wgnieciony Putin ante portkas

Zarządzanie strachem, czyli wgnieciony Putin ante portkas

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Ważne

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 29 marca 2024

Oczywiście, że portkas, bo priwislańska wierchuszka najwyraźniej się obawia, że jej się wspomniany Putin do d… dobierze, a d… ma to do sobie, że chroni się za portkami.

Kiedy „Poseł ze Śląska, oszust z Wrocławia!” (© Polscy Górnicy) trafnie zdiagnozował do ukrytego mikrofonu:

„Najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut”.
wszystko wydawało się nie tylko trafnie zdiagnozowane, ale i dokładnie zaplanowane:

ma być wojna i basta!

No i wojna wybuchła, a raczej – została wybuchnięta, bo wojny mają to do siebie, że same – nie wybuchają.
Nie wiem tylko, kto nazwał ją pełnoskalową i jakich jednostek w tej skali użył?

Milionów ofiar?
Bilionów zysków? (oczywiście, że zysków, bo wojny się prowadzi na kredyt, więc na wojnach kredytodawcy zarabiają).
***

Zarządzający nami kompradorzy, durniami (przynajmniej skończonymi) nie są, toteż do tej wojny potrzebuję tego no… poparcia.
Naszego poparcia, mianowicie.

Toteż gdy Samozajebisty Szymek, w rotacyjnym uniesieniu zapowiedział na lutowym spotkaniu wyborczym, że “wgnieciemy Putina w ziemię“, miał zapewne na myśli, że on wraz kolegami sobie na tym Putinie siądą i go tym sposobem w ziemię wgniotą.

Oczywiście pod warunkiem, że ziemia będzie miękka, a wgniatające d… twarde.

Potem tytułowe portki otrzepią i będą się mogli zająć sprawami naprawdę istotnymi, jak pigułka po, przed, w trakcie, a nawet – zamiast, że o ulubionym sprawdzaniu stanów kont nie wspomnę.

A całą resztą – to już my, kilkanaście milionów mężczyzn, zająć się mamy.

Że projekt biznesowy pt. Wojna jest traktowany poważnie, zasygnalizował wczoraj Władysław Nowobrodaty:

“uważam, że Europa powinna przestawić swój tryb gospodarki na tryb bezpośredniego zagrożenia wojną“.

Co się tłumaczy na polski:

„Biznes na wojnie będzie robiony!”, co już wiele lat temu przewidziała była posłanka PO, Beata Zasmarkana, znana z tego, że ją korupcyjnie molestował podwładny najświeższego, pisowskiego męczennika Mariusza.

Owszem, wspomniana Beata biznes swój widziała w wersji skromniejszej, bo zamiast na wojnie, użyła zwrotu na służbie zdrowia, ale też trafnie, bo takich lodów, jak patentem na Covida, to nikt przedtem w Kraju nad Wisłą nie ukręcił i do tego – na legalu, bo w tym projekcie to nawet Sanepid dawał kryszę (i paszport szczepionkowy w zestawie).

Ale że Covid przestał żreć, to nic innego naszym kompradorom nie pozostało, niż wojna, co potwierdził dziś Donald.

Nie, nie Trump, tylko ten, no… kaszubski:

w 5 zagranicznych gazetach potwierdził, bo w „El Pais”, “La Repubblica”, “Die Welt”, “Le Soir” i”Tribune de Geneve” oraz w jednej dla Polaków, ale też jakby zagranicznej, czyli “Gazecie Wyborczej”:

„wojna nie jest już pojęciem z przeszłości. Jest realna, w gruncie rzeczy zaczęła się ponad dwa lata temu.
To, co obecnie najbardziej niepokoi, to fakt, że możliwy jest dosłownie każdy scenariusz.
Takiej sytuacji nie mieliśmy od 1945 roku”

I że Nie chcę nikogo straszyćdodał – dowcipniś taki.

No, ale to pewnie takie kaszubskie poczucie humoru, którego mogę nie rozumieć.

Czy takie instrukcje przywiózł w zalakowanych kopertach od osoby znanej jako Dement One – nie wiem, ale przypuszczać mogę.
Jeszcze mogę (?)
***

Zastanawiam się tak przy Wielkim Piątku, czym my (te kilkanaście milionów polskich mężczyzna) mamy z Putinem w obronie interesów globalnych (eufemizm) wojować, skoro nawet zawodowa armia została sumiennie przez ferajnę z Nowogrodzkiej rozbrojona:

z czołgów, transporterów opancerzonych, artylerii, samolotów, a nawet – ręcznej broni przeciwpancernej i granatników, wraz zapasami amunicji?

A Kaszubi to rozbrajanie kontynuują , bo… wiadomo co.

Majtanie przed oczami podpisanymi umowami na dostawy sprzętu, które się dokonają za lat kilka, a nawet więcej, ma, owszem, siłę pijarową, ale siły ognia – nie.

I nawet, jeśli te dostawy dotrą, jadąc Norwidem – za późno, to i tak trzeba będzie za nie, nawet po latach, zapłacić.

Jak Pfizerowi, za zakontraktowane a nieodebrane szpryce, wycenione przez szulerów z BigPharma na 6 miliardów PLN.

***

Coś optymistycznego na koniec:

ponieważ Kaszuba zerwał z obowiązującą od czasów Magdalenkowych zasadą pacta sunt servanda (z kaszubskiego na nasze:
my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”),
Wirtualna Polska sygnalizuje, że w związku z wałkiem na NCBR (że też te pisowskie wałki musza się nazywać Narodowe?)

wiele osób wyjechało już za granicę. – Wiemy, że były dyrektor przebywa w Szwajcarii – powiedział Szczerba. Zwrócił także uwagę, że podobne tendencje dzieją się teraz wokół Orlenu. – Masowo wykupują nieruchomości w Turcji po to, żeby uzyskać obywatelstwo tureckie. Wiadomo, że Turcja nie realizuje ekstradycji nawet wtedy, kiedy wnioskuje o to taki kraj jak Polska, więc trwa ucieczka”

Cieszmy się, że ci, nachapani uciekinierzy, z pewnością na żadną wojnę nie pójdą – ktoś przecież musi ocaleć, żeby móc rozkręcić nowy, Wielki Projekt:

Odbudowę Polski ze zgliszcz.

Banki przecież takiej okazji nie przepuszczą!

samozajebisty-szymek-ruszy-z-belki-startowej

https://dorzeczy.pl/opinie/554346/wgnieciemy-putina-w-ziemie-holownia-tlumaczy-swoje-slowa.html

https://www.rp.pl/polityka/art40085611-donald-tusk-nie-chce-nikogo-straszyc-ale-wojna-jest-realna-musimy-byc-gotowi

https://fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/francja-mowi-o-gotowosci-na-wojne-wladyslaw-kosiniak-kamysz-o-bezposrednim-zagrozeniu-wojna-st7843612

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Pfizer-kontra-Polska-W-brukselskim-sadzie-odbyla-sie-pierwsza-rozprawa-8658458.html

https://wiadomosci.wp.pl/masowo-wykupuja-nieruchomosci-w-turcji-trwa-ucieczka-7011137342658689v

============================

mail:

To ten od „wgniatania”:

Jak kłamią w sprawie „sfer czystego transportu”

niedlasct.pl/wyciekla-instrukcja-z-warszawskiego-ratusza

Wyciekła instrukcja z warszawskiego ratusza!

Wyciekła instrukcja z warszawskiego ratusza!

Piątek, Marzec 29, 2024

Czy zastanawialiście się dlaczego dyskusja o SCT z jej zwolennikami jest na tak niskim poziomie? Mamy odpowiedź!

https://www.youtube-nocookie.com/embed/EbjmO8540PY

Instrukcja do pobrania

Strona na FB

Zamieszczamy również infografiki opracowane przez StopKorkom:

Are We Not Witnessing the Second Deicide?

Are We Not Witnessing the Second Deicide?

by Plinio Corrêa de Oliveira March 29, 2024

Are We Not Witnessing the Second Deicide?
Are We Not Witnessing the Second Deicide?

Looking at the current crisis of the Faith, we can say that we are witnessing the crucifixion of the Holy Catholic Church. We are seeing a crime comparable to the deicide because the Church is the Mystical Body of Christ. Killing the Church is like killing Christ. The only reason she does not die now is because she is immortal.

Thus, the Church appears today like Our Lord during the Passion as she walks dripping with blood and staggering under the weight of the Cross as she proceeds to the top of Calvary.

For two thousand years, the Church staggered through tribulation. She represents two thousand years of glory and martyrdom! Today, she appears to us at the height of her deformation.

We have known the Church as the most beautiful of all institutions. Today, we see her deprived of her beauty and disfigured. She has lost everything. We could say that she is almost unrecognizable…precisely this Church, who took our sins upon herself and suffered for us!

Yes, today, we are witnessing the martyrdom of the Holy Roman Catholic Church.

We should mourn the situation of the Church every day, from the moment we wake up to when we go to bed. It should be a pain that weighs upon us in the depths of our being.

Oh, let us consider thus the Holy Roman Catholic Church founded by our Lord Jesus Christ! This Church descended from Heaven like a light upon the perfect city! What have her enemies done to her?

Excuse me, but the pain of this tragedy is such that it prevents me from speaking more…

Let us ask Our Lady to make us feel this pain to the depths of our souls.

Zamordowali w szpitalu w Pradze nie to dziecko

Zrobili aborcję nie tej matce

zamordowali w szpitalu nie to dziecko

Do tragicznej pomyłki doszło w czeskim Praskim Szpitalu Uniwersyteckim na Bulovce. Do placówki zgłosiły się dwie cudzoziemki, które zostały ze sobą pomylone. W efekcie jedna z nich straciła dziecko.

Obie pacjentki były w czwartym miesiącu ciąży, jednak jedna przyszła na badania kontrolne, a druga na zabieg wykonywany w przypadku chorób macicy lub aborcji (nie wiadomo, czy kobieta chciała przejść zabieg usunięcia ciąży).

Doszło do pomyłki i matki zostały pomylone przez lekarzy. Matka, która przyszła tylko na kontrole, straciła dziecko.

Rzeczniczka szpitala Eva Stolejda Libigerová w rozmowie z iDNES.cz stwierdziła, że w Klinice Ginekologii i Położnictw doszło do „zdarzenia niepożądanego”.

Szpital wyraził już „żal” z powodu „nieszczęśliwego zdarzenia”. Przeproszono także matkę, która straciła dziecko i jej rodzinę.

Sprawą zajmuje się już czeska policja. Winni pomyłki zostali zwolnieni przez władze szpitala.

Książę Harry jest zamieszany w porno handel ludźmi?

Książę Harry jest zamieszany w handel ludźmi?

magnapolonia.org/ksiaze-harry-jest-zamieszany

Brytyjski książę Harry trafił do pozwu przeciwko amerykańskiemu raperowi Seanowi “Diddy’emu” Combsowi, który oskarżony jest o handel ludźmi i stosowanie przemocy seksualnej.

Książę Harry jest zamieszany w handel ludźmi? Producent nagrań Rodney “Lil Rod” Jones złożył pozew przeciwko raperowi Diddy’emu na 30 mln dol., oskarżając go o napaść na tle seksualnym i zmuszanie do współżycia z prostytutkami. W innym postepowaniu ścigany jest za handel ludźmi.

W swoim pozwie Rodney Jones stwierdził, że znajomość z księciem Harrym i innymi gwiazdami dawała raperowi i jego współpracownikom wiarygodność — na imprezach Diddy’ego, na których dochodziło do handlu ludźmi, zjawiali się znani sportowcy, politycy, artyści i międzynarodowi dygnitarze.

Sprawa staje się ciekawsza, gdy połączymy ze sobą kilka kropek. Oto wczoraj agenci jednostki śledczej Homeland Security Investigations weszli z nakazem do domów Diddy’ego w Los Angeles i Miami i dokonali w nich przeszukań. Na terenie lądowały też śmigłowce. Nie wiadomo oficjalnie, czy raper był wtedy w domu. W jednym z przeszukiwanych posiadłości zatrzymano natomiast dwóch synów “artysty”.

W 2007 roku William i Harry pozowali do zdjęć wraz z Kanye Westem i Diddym po ich występie na “Koncercie dla Diany”. Cała czwórka przywitała się serdecznie, a Harry położył rękę na ramieniu Diddy’ego. W 2012 roku Diddy w jednym z wywiadów tak mówił o przedstawicielu brytyjskiej rodziny:

– Naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy przyjadę do Wielkiej Brytanii, bo Londyn to jedno z moich ulubionych miast. Mam też nadzieję, że uda mi się spotkać księcia Harry’ego — to taki fajny facet (…). Potrzebuję go, żeby zabrał mnie do kilku dzikich klubów w Mayfair.

Jak wynika z dokumentów sądowych, Rodney “Lil Rod” Jones w okresie od września 2022 roku do listopada 2023 roku był w bliskich relacjach z raperem, mieszkał z nim i podróżował. Jego prawnicy informują, że znalazł się on pod wpływem narkotyków i pewnego razu miał “obudzić się nagi, z zawrotami głowy i zdezorientowany — leżał w łóżku z dwiema prostytutkami i panem Combsem”.

To nie pierwszy pozew przeciwko Seanowi “Diddy’emu” Combsowi. W listopadzie 2023 roku podobny złożyła jego była dziewczyna. Do rozprawy między raperem i Cassandrą “Cassie” Venturą nie doszło, choć kobieta utrzymywała, że gwiazdor latami molestował ją seksualnie, a w 2018 roku dopuścił się na niej gwałtu. Sprawa szybko zakończyła się porozumieniem. Diddy wypłacił jej “ośmiocyfrową kwotę za milczenie”.

Jak donosi „NBC News”, w sprawie powiązanej z przeszukaniami zostało również przesłuchanych kilku osób w Nowym Jorku. Agenci federalni zaplanowali też kolejne rozmowy. Mają one związek z oskarżeniami Diddy’ego o handel ludźmi, przemoc na tle seksualnym, stręczycielstwo, a także dystrybucję nielegalnych substancji i broni.

NASZ magnapolonia KOMENTARZ: Cały tzw. “showbiznes”, nie tylko w USA, to jeden wielki ściek, zbiorowisko osób upadłych moralnie. Naszym zdaniem należy całkowicie zresetować kulturę popularną i gruntownie oczyścić ją z degeneratów.

Gramatyka a arytmetyka: Brat wiceministra zatrudnił się w nieczynnym DPS-ie.

Brat wiceministra zatrudnił się w nieczynnym DPS-ie. Wyciągnął niezłą sumkę

29.03.2024 brat-wiceministra-zatrudnil-sie-w-nieczynnym-dps

Pieniądze, sto złotych.
Banknoty stuzłotowe. / Fot. PAP

Maciej Gramatyka, były wiceprezydent i obecny kandydat na prezydenta Tychów, zasłynął z pracy w nieczynnym Domu Pomocy Społecznej. Brat wiceministra cyfryzacji Michała Gramatyki (Polska 2050) zarobił z tego tytułu 100 tysięcy złotych. To wynik specjalnych umiejętności czy może innych czynników?

W 2022 roku, za pracę w nieczynnym DPS-ie w Kobiórze, Gramatyka otrzymał ponad 10 tys. zł. Rok później, w 2023 roku, na jego koncie pojawiło się już 94 545 zł. Łącznie, za pracę w nieczynnym DPS-ie, zarobił ponad 100 tys. zł.

Z prostej matematyki wynika, że w 2023 roku, ówczesny wiceprezydent Tychów zarabiał, na podstawie umowy o pracę z nieczynnym DPS-em w Kobiórze, prawie 8 tys. zł miesięcznie.

„Wprost” zapytał w Urzędzie Miasta, jakie obowiązki spoczywały na Gramatyce w nieczynnym DPS-ie. Odpowiedź była mocno wymijająca. Wskazano, że wszystko znajduje się w oświadczeniu majątkowym.

A skoro Gramatyka startuje obecnie na urząd prezydenta Tychów, to oświadczenie majątkowe jest publicznie dostępne. Wynika z niego, że w 2023 roku, oprócz dochodu z nieczynnego DPS-u, brat wiceministra zarobił prawie 213 tys. zł za posadę w Urzędzie Miasta, 71 tys. zł za posadę w Radzie Nadzorczej szpitala Megrez w Tychach. Ponadto pobrał 3 tys. zł diety za udział w posiedzeniach Rady Programowej Radia Katowice.

Maciej Gramatyka od 2010 roku był radnym Tychów. W latach 2014–2018 pełnił funkcję przewodniczącego rady miasta. Od 2018 roku do połowy października 2023 roku pełnił funkcję zastępcy prezydenta miasta Tychy ds. społecznych.

W połowie października 2023 roku, w wyborach parlamentarnych, dotychczasowy prezydent Tychów Andrzej Dziuba, zdobył mandat senatorski. To oznaczało zakończenie pracy na stanowisku wiceprezydenta m.in. dla Gramatyki, który jednak na długo nie pożegnał się z Urzędem Miasta, bo już 4 stycznia 2024 roku nowy wojewoda śląski powierzył mu sprawowanie funkcji prezydenta Tychów aż do kwietniowych wyborów samorządowych.

Amerykańskie szpilki przedwyborcze: Friday Funnies: Free Rent! MEMy

Friday Funnies: Free Rent!

More big Government picking winners and losers

ROBERT W MALONE MD, MS MAR 29
READ IN APP
 




“Way old, way old”


Name your favorite “depluralized” film.


[„ten po prawej… ]











A line from one of my favorite films.














Thank you for reading Who is Robert Malone. This post is public so feel free to share it.

”Who is Robert Malone” is a reader supported publication. Please consider a subscription to support our work.

Upgrade to paid

Invite your friends and earn rewards

If you enjoy Who is Robert Malone, share it with your friends and earn rewards when they subscribe.

Invite Friends

Feministra puściła bąka. Ojciec ostrzegał „przed taką minister”.

Ojciec ostrzegał „przed taką minister”. Szokująca zapowiedź Dziemianowicz-Bąk [VIDEO w NCz, mi się nie chce tego kopiować…]

29.03.2024 ojciec-ostrzegal-przed-taka-minister

[Minęły już niestety czasy, gdy do dobrego tonu należało nie natrząsanie się z nazwisk. Szkoda. MD]

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. / foto: PAP

Nowa władza chce wiedzieć, kto opiekuje się dzieckiem podczas nieobecności rodziców. – To informacja dla nas, dla systemu – zapowiada minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Rząd Tuska planuje wprowadzić dodatek w wysokości 1500 złotych dla rodziców, którzy potrzebują skorzystać z opieki nad dzieckiem. Wszystko ma być rejestrowane, nawet jeśli ktoś zdecyduje się powierzyć dziecko na przykład babci.

Na antenie Radia ZET o pomyśle władzy mówiła minister Dziemianowicz-Bąk. Jak podkreśliła, potencjalny opiekun miałby być weryfikowany przez system

W naszej propozycji pojawia się rzeczywiście taki wymóg, żeby zawrzeć jakiegoś rodzaju umowę – mówiła minister.

Umowa miałaby być zawierana nawet pomiędzy rodzicami a dziadkami, ciociami czy wujkami dziecka. – Tak, żeby zgłosić, kto konkretnie opiekuje się dzieckiem. To nie jest tylko kwestia jakiegoś układu pomiędzy rodzicem, a osobą sprawującą opiekę, to jest także informacja dla nas, dla systemu, czy to dziecko jest powierzone o sobie bezpiecznej – twierdzi Dziemianowicz-Bąk.

Chodziło jej m.in. o to, czy babcia nie znajduje się np. w rejestrze pedofilów. – Oczywiście ja tu tutaj nie chce sugerować niczego, ale musimy dmuchać na zimne – powiedziała. Dodała, że wszystko to miałoby być działaniem na rzecz „bezpieczeństwa dzieci”.

Pomysł podpisywania umowy z najbliższą rodziną na opiekę nad dziećmi jawi się jako kompletne wariactwo. Lewica daje też do zrozumienia, że rodzice nie wiedzą, co jest dla dzieci najlepsze, a wie to oczywiście system z armią urzędników na czele, która będzie potencjalnego opiekuna sprawdzać. Dziemianowicz-Bąk i jej świta chcą ingerować w każdy aspekt rodzinnego życia i nawet się z tym nie kryją. Minister przecież mówi wprost, że najważniejsza jest „informacja dla nas, dla systemu”.

W tym miejscu możemy tylko przypomnieć niedawne opinie ojca Dziemianowicz-Bąk, Remigiusza Dziemianowicza. Pisał on, że jeżeli jego córka zostanie ministrem edukacji, to współczuje dzieciom, ponieważ „wpadną w pełen nowomowy nazi-bolszewicki socrealizm”. „Ale niech ludzie nie skarżą się potem że jest syf, ostrzegam przed taką minister” – skwitował.

Atomowy kamuflaż rzeczywistych problemów energetyki

Atomowy kamuflaż rzeczywistych problemów energetyki

Władysław Mielczarski 22 stycznia 2024, biznesalert

Po 15 latach, od 2009 roku, od kiedy rozpoczął się Polski Program Energetyki Jądrowej dalej nie wiadomo: (a) jaka to będzie technologia, (b) kto tę technologię dostarczy, (c) ile będzie kosztował projekt i (d) jak zostanie sfinansowany. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że projekt jądrowy to rodzaj igrzysk, które służą kamuflowaniu nadchodzących trudności: braku energii i w następstwie kryzysu gospodarki oraz degradacji życia społeczeństwa – pisze prof. Władysław Mielczarski w BiznesAlert.pl.

Rozbudowa Elektrowni Opole. Zdjęcie: PGE

Rozbudowa Elektrowni Opole. Zdjęcie: PGE

Jaka technologia jądrowa

Nie wystarczyło 15 lat Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, aby zadecydować w jakiej technologii powstanie pierwsza polska elektrownia jądrowa. Były spotkania, listy intencyjne, a nawet zlecenia na wstępne określnie programu budowy, ale w dalszym ciągu nie wiadomo, jaka byłaby to technologia i kto dostarczy urządzenia do elektrowni jądrowej.

Dyskutuje się, że dostawcą ma być jedna z amerykańskich firm która zbankrutowała[1] w 2017 r. lub druga z Azji, która jest w sporze sądowym[2] z tą pierwszą o prawa do eksportu technologii. Na horyzoncie jest jeszcze trzeci: europejski dostawca ale konkretnej decyzji dalej nie ma. Można zastanawiać się: jakie będą kryteria wyboru dostawcy, procedury jego selekcji i czas, w jakim zostanie podpisana umowa? Czy można te prace sfinalizować w ciągu pięciu latach, aby później przystąpić do budowy elektrowni jądrowej? Budowa może trwać nawet kilkanaście lat, a zakończenie jej budowy to najwcześniej lata 2040-2045.

Jaki koszt elektrowni jądrowej

W dyskusjach pomija się możliwy koszt elektrowni jądrowej. Dostępne informacje wskazują[3], że koszty dwóch reaktorów w elektrowni Vogle w stanie Georgia, o mocy około 1200MW każdy, w podobnej technologii, jaka ewentualnie miałaby być w Polsce, kosztują ponad US$ 30 miliardów. To znaczyłoby, że planowana w Polsce pierwsza elektrownia to koszt ponad 135 miliardów zł (US$ 15 miliardów na jeden blok), a cena energii z takiej elektrowni jądrowej wynosiłby ponad 1000zł/MWh (1zł/kWh). Czy jesteśmy w stanie zagwarantować finansowanie dla pierwszej elektrowni jądrowej na poziomie 135 miliardów zł?

Od początku programu energetyki jądrowej dyskutuje się o „modelu finansowania”. I chociaż znane jest kilka modeli finansowania, chociażby takie jak: kontrakty różnicowe, francuskie Exeltium czy fińskie Monkala, a nawet rodzimy model SaHo, to w Polsce, ani firma EJ1 w swojej 15 letniej pracowitej działalności, ani administracja nie wskazały jaki model miałby realne zastosowanie, a to jest warunkiem niezbędnym dla rozpoczęcia realizacji inwestycji. Brak „modelu finansowania” stał się symbolem immobilizmu w realizacji programu jądrowego.

Kiedy możliwa budowa?

Biorąc pod uwagę czas budowy innych elektrowni jądrowych: Oikuluoto_3 – 18 lat (2005-2023), Vogle_3- 15 lat (2009-2024) czy Flamanville – 16 lat (2007-2023) oraz czas niezbędny na znalezienie „modelu finansowania”, podpisanie wszystkich umów i ewentualne obronienie decyzji środowiskowych przed sądami, co wszystko zajmie minimum 4-5 lat, można spodziewać się, że uruchomienia pierwszego bloku elektrowni jądrowej w Polsce byłoby możliwe po roku 2040, a realnie raczej po 2045 r. Czy wówczas będzie w Polsce jeszcze potrzebna elektrownia jądrowa?

Sygnalizowana katastrofa energetyczna

Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) w swoich ocenach stopnia bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej[4] ostrzega przed nadchodzącymi brakami energii elektrycznej, o ile nie zostaną szybko podjęte inwestycje w nowe, przystosowane do ciągłej pracy moce wytwórcze. MKiŚ analizowało dwa główne scenariusze: (1) scenariusz wcześniejszego odstawienia istniejących konwencjonalnych jednostek wytwórczych biorących udział w mechanizmie centralnego bilansowania oraz (2) scenariusz nieuwzględniający wcześniejszego odstawienia.

Niezależnie od zakładanego scenariusza do roku 2031 należałoby zbudować ponad 4000MW nowych centralnie sterowanych jednostek wytwórczych, a do roku 2035 nowe moce powinny sięgać 10-12 tys. MW – Rys. 1. Jednostki te muszą być przystosowane do pracy ciągłej i sterowanej centralnie. Znane technologie wskazują, że mogą to być tylko elektrownie węglowe, gazowe lub jądrowe. Jednak trzeba brać pod uwagę, że dokonujemy dekarbonizacji, gaz ziemny jest w ograniczonych ilościach dla energetyki wielkoskalowej, a elektrowni jądrowej, w najbardziej optymistycznym scenariuszu, można spodziewać się w latach 2040 – 2045.

Rys. 1. Ekstrakt z dokumentu resortu klimatu. Grafika: MKiS.

Rys. 1. Ekstrakt z dokumentu MKiŚ [4], str. 24

Sprawozdanie MKiŚ również wskazuje na wystąpienie braków w dostawach energii elektrycznej szacowanych w 2030 r. na 246 godzin rocznie, a w roku 2035, niedobory te pogłębią się do nawet ponad 2100 godzin rocznie[5], co oznacza niedobory energii elektrycznej przez ponad trzy miesiące w ciągu roku, czego skutkiem będzie paraliż gospodarki.

Czy budowa 3-4 bloków elektrowni jądrowych o mocy całkowitej rzędu 4 tys. MW, jaka miałyby miejsce po 2040 roku, jest w stanie zaspokoić potrzeby nowych mocy wytwórczych i zapobiec nadchodzących brakom energii elektrycznej?

Dyskusja o lokalizacji

Zamiast podjęcia kluczowych decyzji dotyczących technologii, dostawcy, kosztów i sposobów finansowania trwa dyskusja nad możliwymi miejscami lokalizacji. Jako miejsce wskazywane są nadmorskie choczewskie lasy w pobliżu plaż Bałtyku. Budowa tam elektrowni to silna ingerencja w unikalne systemy ekologiczne, nie tylko jako miejsce lokalizacji elektrowni, ale również zrzucania do morza, w każdej godzinie, tysięcy ton ciepłej wody z otwartych układów chłodzenia, jakie planowane są w elektrowni jądrowej nad brzegiem Bałtyku.

Wybrane miejsce na elektrownię jądrową nad brzegiem Bałtyku jest również jedną z najgorszych lokalizacji ze względu na transport energii elektrycznej. Na północy Polski nie ma dużych odbiorców energii, tak że zachodzi konieczność przesyłu znacznych ilości energii elektrycznej na południe kraju, do linii geograficznej: Kraków-Katowice-Wrocław, gdzie znajdują się największe odbiory. Wymaga to budowy kilku linii najwyższych napięć (400kV) o długości 500-600km. Każda z linii 400kV wymaga wyznaczenia pasa technologicznego szerokości około 70m, o ograniczonym dostępie. Trudno sobie wyobrazić budowę 4-5 linii najwyższych napięć poprzez lasy Pomorza, tereny rolnicze Wielkopolski i gęsto zaludnioną Centralną Polskę oraz wycięcie szerokich pasów technologicznych pod tymi liniami.

Przesyłanie energii z elektrowni jądrowej będzie blokowało przesył energii z wiatraków morskich, których tylko w pierwszym etapie ma powstać prawie 6 tys. MW, a w kolejnych latach moce te będą wzrastać, mogąc osiągnąć nawet do 20 tys. MW. I chociaż energia z morskich wiatraków jest bardzo kosztowna, to od strony technicznej jest jedyną możliwość istotnego zwiększenia produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Do rozstrzygnięcia będzie dylemat: elektrownia jądrowa czy wiatraki morskie.

Podsumowanie

Dotychczasowe działania wskazują, że nawet przy bardzo optymistycznych założeniach pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce może powstać nie wcześniej niż w latach 2040-2045. Do tego czasu, jak sygnalizuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska[6] w Polsce zabraknie energii elektrycznej, co może skutkować kryzysem gospodarki i degradacją poziomu życia społeczeństwa.

Rzeczywistym problemem przed jakim stoi polską energetyką jest zagwarantowanie energii elektrycznej w ciągu najbliższych 10 lat. Skupianie się na mało realnych projektach, takich jak elektrownia jądrowa, która ewentualnie powstałyby w bliżej nieokreślonej przyszłości, to kamuflowanie rzeczywistych problemów nadchodzących niedoborów energii elektrycznej i w następstwie głębokiego gospodarczego kryzysu.

[1] The New York Times, “Westinghouse files for Bankruptcy, in Blow to Nuclear Power”, 29 marca 2017 r, www.nytimes.com

[2] Korea Pro, “Unsolved Westinghouse lawsuit clouds South Korea’s nuclear plans”, 21 stycznia 2024, www.koreapro.org

[3] US Energy Information Administration, „First new U.S. nuclear reactor since 2016 is now in operation”, 1 sierpnia, 2023, www.eia.gov

[4] Ministerstwo Klimatu i Środowiska, „Sprawozdania z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej za okres od 1 stycznia 2021 r. do 31 grudnia 2022 r., www.bip.mos.gov.pl

[5] Jak w pkt. 4.

[6] Jak w pkt. 4.

Magazyny energii to klucz do transformacji energetycznej

Magazyny energii to klucz do transformacji energetycznej PGE

16 lutego 2023 biznesalert.pl/magazyny-energii

Spółki energetyczne coraz częściej inwestują w magazyny energii. Jest to spowodowane wzrostem udziału źródeł odnawialnych w wytwarzanej energii elektrycznej, co skutkuje coraz większym zapotrzebowaniem systemu, właśnie na magazynowanie. PGE właśnie rusza z projektem największego bateryjnego magazynu energii w Europie, który ma być jednym z filarów transformacji energetycznej – pisze Jędrzej Stachura, redaktor BiznesAlert.pl.

Magazyny energii. Fot. Eaton

Magazyny energii. Fot. Eaton

Magazyny energii to wciąż świeży temat w drodze ku transformacji energetycznej. Dzięki nim, energia może być magazynowana, gdy produkcja przeważa nad zużyciem, i wykorzystywana, gdy jest odwrotnie. To sprawia, że praca elektrowni nie musi być uzależniona od chwilowego zużycia.

Odnawialne źródła energii, a przede wszystkim energetykę wiatrową, wyróżnia zależność od warunków pogodowych. Ich niestabilność sprawia, że zaleta w postaci niskoemisyjności nieco blednie. Energetyka, w końcowym rozrachunku, nie może sobie pozwolić na brak stabilności, dlatego spółki coraz częściej umieszczają w swoich strategiach magazyny energii.

W ostatnich miesiącach liderem jeśli chodzi o otwieranie tych jednostek był Tauron. We wrześniu otworzył jeden magazyn w Cieszanowicach, a w listopadzie przyłączył do sieci elektroenergetycznej kolejny w Ochotnicy Dolnej w Małopolsce. – Magazyn energii w Cieszanowicach jest odpowiedzią na wzywanie w produkcji energii wiatrowej i zmienności w jej wytwarzaniu. Magazyn zbudowano na podstawie technologii LTO. Podstawowe parametry systemu to moc znamionowa – 3,16 MVA i pojemność użyteczna – 773,66 kWh. Sterowanie magazynu, w określonych przypadkach, odbywa się za pomocą dedykowanej dla tego aplikacji lub z poziomu Dyspozycji Stacyjnej wysokich napięć. Magazyn ma m.in. pozwolić na to, żeby pobrana energia z różnych źródeł odnawialnych mogła zostać zintegrowana – tłumaczy Tauron.

– Energia zmagazynowana w instalacji w Ochotnicy pozwoli na zaspokojenie dobowych potrzeb energetycznych 25 gospodarstw domowych. Magazyn ma przede wszystkim stabilizować napięcia w sieci dystrybucyjnej i wspierać funkcjonowanie prosumenckich instalacji fotowoltaicznych – dodaje.

Najwięksi w Europie

W lutym 2023 roku Polska Grupa Energetyczna ogłosiła przetarg na dostawę wielkoskalowego magazynu energii o nazwie BMEE Żarnowiec o mocy w przedziale 205-269 MW w Kartoszynie. – Projekt zlokalizowany w sąsiedztwie największej w kraju elektrowni szczytowo-pompowej Żarnowiec będzie też największym bateryjnym magazynem energii w Europie. Jego pojemność wyniesie około tysiąca megawatogodzin (1.000 MWh) – czytamy w komunikacie spółki.

Projekt ten jest więc jednym z największych tego typu w Europie. PGE zaznacza, że bateryjny magazyn energii elektrycznej w Żarnowcu wyróżnia się innowacyjnością. Świadczyć ma o tym przede wszystkim koncepcja jego współpracy z Elektrownią Szczytowo-Pompową Żarnowiec. – Umożliwi to pracę obu instalacji jako układu hybrydowego, w którym ładowanie energii lub rozładowywanie będzie realizowane w danym momencie przez jednostkę, która najbardziej efektywnie z ekonomicznego oraz technicznego punktu widzenia wykona swoją pracę.

Połączenie ESP oraz bateryjnego magazynu energii jest hybrydą dwóch technologii magazynowania energii o różniących się cechach. – Silną stroną ESP jest duża pojemność, z kolei przewagą technologii bateryjnej jest bardzo krótki czas reakcji. W zależności od potrzeby systemu elektroenergetycznego występującej w danej sytuacji, będzie można uruchomić pracę odpowiedniej instalacji zapewniając wymagany poziom parametrów w węźle Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE – przyp. red.). W tej sytuacji połączone technologie zasobników energii umożliwią zapewnienie w KSE elastyczności systemu w funkcji zmian w produkcji energii odnawialnej zależnej od warunków pogodowych – tłumaczy biuro prasowe PGE w odpowiedzi na pytania BiznesAlert.pl.

Magazyny i droga ku transformacji

Polska Grupa Energetyczna uznaje magazyny energii jako przyszłe źródło stabilnych przychodów oraz jedno z kluczowych rozwiązań w procesie transformacji energetycznej. Wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzanej energii elektrycznej pociąga za sobą zwiększenie zapotrzebowania systemu elektroenergetycznego na magazynowanie energii.

Spółka liczy na to, że we współpracy z innymi źródłami elastyczności, magazyny energii zapewnią stabilną pracę KSE w warunkach zmienności generacji niestabilnych źródeł odnawialnych przy jednoczesnym stopniowym wycofywaniu źródeł węglowych.