Polska. Nadchodzi przesilenie… Marek T. Chodorowski

Polska. Nadchodzi przesilenie… Marek T. Chodorowski

Polska. Nadchodzi przesilenie… Rozmowa NISS z Markiem Tomaszem Chodorowskim – Salon Ludzi Wolnych.

Autor: AlterCabrio , 7 kwietnia 2024 ekspedyt

‘Powrót Polaków do korzeni. Powrót Polaków do polskości. Ale będzie to pewien proces i prawdę powiedziawszy, trudno jest przewidzieć jak długo potrwa. Co to znaczy? Jest to powrót Polaków do stanu psychofizycznego, mniej więcej z XVII, XVI i XV wieku. Musimy dokonać mentalnego przeskoku przez ten okres ponad 300 lat demoralizacji i potężnej “pracy nad Polakami”, żeby wyprzeć z Polaków polskość.’

‘Widać było, że to się nie udało w okresie międzywojennym. Natomiast po roku 1945 przystąpiono do tego samego zadania z niesamowitą siłą. A po roku 1989, czyli w tzw. III RP, demoralizacja i rozkład polskiej świadomości jeszcze przyspieszył, co wydaje się dziwne i zaskakujące w porównaniu z czasami komunistycznymi. Czyli demoralizacja idzie pełną parą.’

‘Wykonano ten sam manewr, który był wykonany przez Stalina, tzn. zastąpiono elity elitami w cudzysłowie. W miejsce elit wprowadzono najczęściej agenturę. I to agenturę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale też często agenturę bezpośrednio moskiewską, która później przewerbowywana była, przynajmniej w pewnej części, do rozmaitych służb zachodnich.’

−∗−

Polska. Nadchodzi przesilenie… Rozmowa NISS z Markiem Tomaszem Chodorowskim – Salon Ludzi Wolnych

Premiera: 18 lutego 2024r.https://www.youtube.com/embed/xEhBpi1B1VM?si=vNW9E56evcoO_Yop

https://youtube.com/watch?v=xEhBpi1B1VM%3Fsi%3DvNW9E56evcoO_Yop

−∗−

Zakazana historia

Zakazana historia wieczorek/zakazana-historia

Nowa podstawa programowa nauczania historii zbulwersowała Polaków. Trudno pozostać Polakiem, skoro najważniejsze wydarzenia i postaci, które nas ukształtowały, mają być usunięte z pamięci.

Tak czyniły w przeszłości władze zaborcze/okupacyjne, zakazując uczenia historii na drodze do anulowania Polski i narodu polskiego. Podczas okupacji komunistycznej historia co prawda była nauczana, a nawet mobilizowano do jej poznawania, argumentując: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”, ale historia była tak zafałszowana na potrzeby instalacji najlepszego z systemów, że jak Jaś się zbyt dobrze jej nauczył, to Jan ma trudności, aby się jej oduczyć. Stąd ze znajomością historii Polacy mają problemy, a obecne postępowe władze polityczne same zamierzają pogłębić jej nieznajomość.

Nie stworzono w III RP należytego systemu edukacji, i to na wszystkich szczeblach, stąd mała odporność systemowa i kadrowa na dewiacje edukacyjne nowej władzy politycznej. W dziedzinie historii najnowszej wiele zrobił IPN, z imponującymi wydawnictwami wcześniej zakazanej historii, ale nie bez zaniedbań. Na anulowanie w historiach akademickich istnienia komunizmu i jego skutków nawet najlepsi historycy nie zdołali odpowiednio zareagować.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim trwa kolejna już, XXVIII edycja „Konkursu wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim”, którego laureaci mogą sobie wybrać dowolny kierunek studiów na UJ. Warto mieć taką wiedzę, którą należy posiąść na podstawie lektur obowiązkowych, w których szczególne miejsce mają „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” (wyd. 2000 r). Ale w nich nie ma takiego słowa jak komunizm czy stan wojenny, o czym pisałem wielokrotnie, domagając się od historyków wycofania takiego dzieła z obiegu edukacyjnego. Bez skutku! Takiej historii nie zakazano, mimo że jest fałszywa.

Nawet ci historycy, którzy krytykują ostro i słusznie antypolskie podstawy programowe, na fałszywe podstawy programowe tego konkursu nie reagują. Do tryumfu zakłamanej historii wystarczy tylko, aby dobrzy historycy milczeli.

„Szczepionki zdecydowanie powodują autyzm, a rząd kłamie na temat tej rzeczywistości od dziesięcioleci”. Oszustwa Departamentu Sprawiedliwości

Oszustwa Departamentu Sprawiedliwości 

Prawnicy amerykańskiego DOJ dopuścili się oszustwa w sprawie obrażeń poszczepiennych.

MARIUSZ JAGÓRA APR 6 mariuszjagora@substack.com
 
READ IN APP
 

Rolf Hazlehurst, prawnik współpracujący z Children’s Health Defense i ojciec chłopca, u którego zdiagnozowano autyzm, złożył wniosek w amerykańskim Federalnym Sądzie ds. Roszczeń, w którym zarzuca prawnikom reprezentującym Departament Zdrowia i Opieki Społecznej USA oszustwo, polegające na ukrywaniu oraz fałszowaniu dowodów na to, że szczepionki mogą powodować autyzm.

We wniosku Hazlehurst zarzucił, że prawnicy Departamentu Sprawiedliwości USA (DOJ), którzy reprezentowali Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (HHS) w  sprawach dotyczących obrażeń spowodowanych szczepionkami, wielokrotnie oszukiwali system sądowniczy – od Krajowego Programu Odszkodowań za Urazy Spowodowane Szczepieniami (NVICP) po Sąd Najwyższy USA.

Oszustwo to doprowadziło do tego, że tysiącom rodzin dzieci poszkodowanych przez szczepionki odmówiono prawa do odszkodowania i prawa do rozpatrzenia ich spraw.

„Wniosek zawiera bardzo poważne i dobrze uzasadnione zarzuty dotyczące masowego oszustwa sądowego” – powiedział Kim Mack Rosenberg, główny radca prawny CHD, który jest również doradcą Hazlehursta w sprawie – „Dowody przedstawione na poparcie wniosku jasno wskazują, że prawnicy z Departamentu Sprawiedliwości ukrywali i oraz fałszowali bardzo istotne informacje przed biegłymi w ramach Programu odszkodowań za urazy poszczepienne oraz przed sędziami w sądach”.

Syn Hazlehursta zapadł na autyzm po tym, jak został zaszczepiony jako niemowlę. Jego rodzina i tysiące innych pokrzywdzonych osób złożyło wnioski o odszkodowanie za autyzm wywołany szczepionkami za pośrednictwem Krajowego Program Odszkodowań za Urazy Spowodowane Szczepieniami. Program skonsolidował wszystkie wnioski w tzw. Omnibus Autism Proceeding, zestawie sześciu reprezentatywnych „przypadków testowych” – w tym syna Hazlehursta – jako podstawę do orzeczenia w pozostałych 5400 sprawach, rozpatrywanych przez specjalnych biegłych Sądu Federalnego ds. Roszczeń, w celu zbadania, czy istniał związek przyczynowo-skutkowy między szczepieniem a autyzmem.  Główny ekspert medyczny Departamentu Sprawiedliwości, dr Andrew Zimmerman, poinformował prawników Departamentu Sprawiedliwości podczas trwającego postępowania zbiorczego, że zmienił swoją pierwotną opinię i orzekł, że szczepionki powodują autyzm w niektórych przypadkach, o czym nie poinformowano poszkodowanych i biegłych NVICP. Prawnicy DOJ, zamiast podzielić się zmienioną opinią ZimmermanA, zwolnili go z obowiązków świadka, nadal jednak wykorzystywali fragmenty jego pierwotnej pisemnej opinii, aby udowodnić, że szczepionki nie powodują autyzmu – fałszywie przedstawiając jego stanowisko i popełniając tym samym „oszustwo sądowe”, co z czasem przerodziło się w schemat oszustwa o daleko idących konsekwencjach.  Prawnicy DOJ wielokrotnie kłamali przedstawiając pierwotną wersję opinię Zimmermana jako ostateczną i ukrywali inne dowody, które pojawiły się podczas przesłuchań w sprawie „przypadków testowych” w kolejnych sprawach przed wieloma sądami. W rezultacie tego oszustwa tysiące osób poszkodowanych nie otrzymało odszkodowania. Oszustwo to miało wpływ na Program Odszkodowań za Obrażenia Spowodowane Szczepieniami – w szczególności na Omnibus Autism Proceeding, Sąd Roszczeń Federalnych, Sąd Apelacyjny dla Okręgu Federalnego, a nawet Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych.

Dyrektor generalna CHD Mary Holland powiedziała The Defender: „Szczepionki zdecydowanie powodują autyzm, a rząd kłamie na temat tej rzeczywistości od dziesięcioleci”.

Pod koniec lat 80. znaczna liczba pozwów sądowych dotyczących urazów poszczepiennych związanych ze szczepionką DPT firmy Wyeth (obecnie Pfizer), w połączeniu z „rażąco niewystarczającą rekompensatą” dla ofiar urazów poszczepiennych, zagroziła rentowności programu szczepień. W odpowiedzi Kongres przyjął w 1986 roku ustawę National Childhood Vaccine Injury (ustawa dotycząca obrażeń u dzieci spowodowanych szczepieniami), która powołała osobny sąd ds. szczepionek. Ustawa zapewniła przemysłowi farmaceutycznemu szeroką ochronę przed odpowiedzialnością i wprowadziła system wypłat odszkodowań dla dzieci poszkodowanych przez szczepionki za pośrednictwem Krajowego Programu Odszkodowań za Urazy Spowodowane Szczepionkami.

Program został pierwotnie zaprojektowany jako szybka, elastyczna alternatywa dla często kosztownej i długotrwałej cywilnej areny tradycyjnego procesu. Aby otrzymać odszkodowanie, rodzice składają wniosek do programu. Sąd ds. roszczeń federalnych (który nadzoruje program) wyznacza „specjalnych biegłych” – zazwyczaj prawników, którzy wcześniej reprezentowali rząd USA – do rozstrzygania indywidualnych roszczeń. Postępowanie NVICP jest mniej formalne niż typowe postępowanie sądowe. Jeśli poszkodowany zgłosi roszczenie dotyczące szczepionki objętej programem i wymienionej w tabeli urazów poszczepiennych – wykazie znanych skutków ubocznych związanych z niektórymi szczepionkami w określonych ramach czasowych – zakłada się, że szczepionka spowodowała uraz, a składający wniosek o odszkodowanie kwalifikuje się do wypłaty bez konieczności dowiedzenia związku przyczynowego. Jednak w przypadku roszczeń dotyczących urazu niewymienionego w tabeli lub urazu, który nie wystąpił w uznanych ramach czasowych – składający wniosek musi udowodnić, że szczepionka spowodowała uraz. Dowody obejmują dokumentację medyczną i zeznania biegłych, jednak decyzja w zależy w dużej mierze od decyzji biegłego NVICP. Od decyzji można odwoływać się do Sądu Roszczeń Federalnych, Sądu Apelacyjnego dla Okręgu Federalnego, a ostatecznie do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, jednak uzyskanie odszkodowania w ramach NVICP jest wyjątkowo trudne. Postępowania często zamieniają się w przeciągające się, sporne bitwy ekspertów, a zaległości w sprawach są znaczne.

 „Ustawa o szczepionkach z 1986 roku jest jedną z podstawowych przyczyn epidemii autyzmu. Zrozumienie, dlaczego tak jest i w jaki sposób Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych dopuścił się oszustwa wobec sądów, w tym Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, jest kluczem do zakończenia epidemii autyzmu” – twierdzi Hazlehurst.

Szczypta historiozofii

Stanisław Michalkiewicz: Szczypta historiozofii szczypta

Cała Polska wstrzymuje oddech przed niedzielnymi wyborami do samorządów terytorialnych. No, może nie cała, ale z całą pewnością partyjni aktywiści, bo z fusów, jakie zostaną przedstawione spragnionej wieści publiczności będą wróżyć swoje przyszłe suckesy lub porażki. Ale nie tylko oni.

Jeszcze bardziej wstrzymują oddech kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, bo  te stanowiska łączą się nie tylko z możliwością dysponowania pieniędzmi, ale również, a może nawet przede wszystkim – z możliwością rozdzielania posad, dzięki czemu można sobie zyskać dozgonnych przyjaciół, albo odwrotnie – śmiertelnych wrogów.

Ale na tym nie koniec, bo oddech wstrzymują również ci, którzy do tej pory te wszystkie synekury obejmowali; czy będą korzystać z dobrego fartu przez następne 4 lata, czy też trzeba  będzie ruszać z posad – ale nie “bryłę świata”, jak głosi kultowa piosenka komunistów pod tytułem “Międzynarodówka” – tylko samemu, co w wielu przypadkach gorsze jest od śmierci. Od takiego, co musiał ruszać z posad, odwracają się przyjaciele, bo po co przyjaźnić się z pechowcem, który – kto wie? – może przynosi pecha?

Taką właśnie anegdotkę opowiadał mi ś.p. kolega Aleksander Rozenfeld:

Starsze żydowskie małżeństwo przeżywa kryzys. Mąż od samego rana nie odzywa się do żony, a nawet nie odpowiada na jej dociekliwe pytania. Żona jakoś przetrwała do wieczora, ale wieczorem troska i ciekawość przemogły, więc pyta mężą, czy on przypadkiem nie chory.  A on, żydowskim zwyczajem, odpowiada pytaniem na pytanie: czy ty byłaś ze mną, jak były pogromy? Na co ona – naturalnie, przecież uciekliśmy do tej samej bramy i tak się poznaliśmy. – Aha – on na to –  a byłaś ze mną, jak jechałem do Oświęcimia? Na co żona dotknięta do żywego powiada: ty chyba naprawdę jesteś chory i w dodatku tracisz pamięć. Przecież jechaliśmy w tym samym wagonie!  Na co mąż: oj, widzę, że ty mi pecha przynosisz!

Więc teraz cała Polska tylko wstrzymuje oddech, a co to będzie, jak już Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi wyniki? Jak mówił klasyk demokracji Józef Stalin, który na temat demokracji wygłaszał spiżowe sentencje, ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. Toteż od takiej komisji wiele zależy. Wyobraźmy sobie tylko, że na przykład w Warszawie pan Rafał Trzaskowski uzyskał tyle samo głosów, co pani – oczywiście Wielce Czcigodna – Magdalena Biejat.

W kodeksie wyborczym nie mogłem się doczytać, co się wtedy dzieje, więc przypuszczam, że obydwoje wygraliby wybory ex aequo. To znaczy, że Warszawa miałaby podwójnego prezydenta. To nawet dobrze nie tylko z tego względu, że Warszawa tyle wycierpiała, iż jakieś względy z tego tytułu się należą, ale również, a może przede wszystkim dlatego, że taka para siłą rzeczy  musiałaby odbywać bliskie spotkania III stopnia, co mogłoby – chociaż oczywiście by nie musiało – zaowocować pojawieniem się potomstwa.

W ten sposób pojawiłaby się warszawska dynastia prezydencka, na podobieństwo ubeckich dynastii, które wywierają przemożny wpływ na życie publiczne naszego nieszczęśliwego kraju już w czwartym pokoleniu.

Zresztą nie tylko naszego nieszczęśliwego kraju, ale całej Europy, a może i świata. Wracam do mojego pomysłu racjonalizatorskiego, który przed wieloma laty, w czynie społecznym pierwszomajowym, przedstawiłem opinii publicznerj – ale głuche milczenie było mi odpowiedzią.

A szkoda, bo gdyby tak wtedy Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński poświęcił się dla Polski, porzucił stan starokawalerski i poślubił piękną Julię Tymoszenko, to byłaby szansa na pojawienie się dynastii, a wtedy unia polsko-ukraińska, o której mówił pan prezydent Andrzej Duda w przemówienu z okazji 3 maja, zyskałaby solidne podstawy dynastyczne.

Kto wie, czy wtedy prezydent Obama musiałby resetować swój reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich z 17 września 2009 roku i wywalać 5 mld dolarów na zorganizowanie w Kijowie “majdanu”, co doprowadziło do wojny, jaką Stany Zjednoczone wraz z całym NATO prowadzą na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca? Aż strach pomyśleć, ile pieniędzy pochłonęła już ta wojna i ile jeszcze pochłonie, bo prezydent Zełeński  ani myśli o zakończeniu wojny, tylko domaga się coraz więcej forsy – jak to militaryści.

Jak wiadomo, uważają oni, że trzeba korszystać z wojny, bo pokój będzie straszny. I słuszna ich racja, bo pomyślmy sami; gdyby na Ukrainie nie było wojny, to czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach futrowałby tę skorumpowaną oligarchię miliardami dolarów i miliardami euro? Tymczasem w sytuacji, gdy Amerykanie kombinują, jakby tu się wyplątać z ukraińskiej awantury, słyszymy, że na lipcowym szczycie NATO w Waszyngtonie ma zostać utworzony specjalny fundusz gwoli wspierania Ukrainy sumą 100 mld euro.

I tak dobrze – tak w każdym razie poinformował nas– że te 100 mld euro to po to, by Polska nie była wepchnięta do wojny z Rosją w sposób nie stwarzający żadnych zobowiązań dla NATO. Być może tym razem Książę-Małżonek wyjątkowo mówi prawdę, ale oczywiście żadnej pewności mieć nie można, bo przecież nie będzie tak, jak my chcemy, tylko tak, jak nam każą Nasi Sojusznicy i Sojusznicy Naszych Sojuszników.

Dopiero teraz widzimy, ilu nieszczęść, ilu paroksyzmów, mógłby uniknąć nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj, nie tylko Ukraina, nie tylko Europa i NATO, ale kto wie, czy nie cały świat – bo od Ukrainy może zapalić się cała atmosfera  i nic już nie uratuje “planety” przed zagładą – przed czym ostrzegają aktywistki i aktywiści “ostatniego pokolenia”, za co pan prezydent Trzaskowski futruje ich szmalcem z miejskich funduszów w nadziei, że będą prorokować przeciwko złowrogiemu Jarosławowi Kaczyńskiemu, a nie przeciwko niemu.

A przecież wtedy, kiedy ten pomysł racjonalizatorski zgłaszałem w czynie pierwszomajowym, Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie musiałby aż tak bardzo dla Polski się poświęcać; Julia Tymoszenko była jeszcze znacznie piękniejsza, niż jest teraz, więc mógłby połączyć piękne z pożytecznym tym bardziej, że przecież nikt nie może wiedzieć, ile stuleci przetrwałaby stworzona w ten sposób dynastia.

Kto wie, czy nie stworzyłaby ona jakiegoś tysiącletniego imperium, dzięki czemu nie musielibyśmy dzisiaj, wraz z byłym niestety Naczelnkiem Państwa, martwić się, co w sprawie naszego losu postanowią budowniczowie IV Rzeszy.

Czy pozwolą nam pozostawić III Rzeczpospolitą, oczywiście poddaną ostrej kuracji przeczyszczajacej, czy jednak – co wyglada na bardziej prawdopodobne – położą kres istnieniu III Rzeczypospolitej wraz z charakterystycznym dla niej, polskim safandulstwem i z Donaldem Tuskiem na fasadzie, urządzą nam Generalne Gubernatorstwo, gdzie zapanuje taka dyscyplina, o jakiej nam się nie śniło?

Pierwszym historycznie udokumentowanym cudem różańcowym było zwycięstwo floty chrześcijańskiej w bitwie pod Lepanto.

lepanto-1571

7 października 1571 r., 60 km na południowy zachód od Nafpaktos (Lepanto), na Morzu Jońskim, u wylotu Zatoki Patraskiej, rozegrała się bitwa morska, pomiędzy Turcją (Imperium osmańskie) a Świętą Ligą, jedna z najkrwawszych bitew morskich w dziejach świata.

Święta Liga –koalicje państw europejskich, tworzone w XV–XVII w. przez papieży; dwie koalicje o charakterze antyfrancuskim, zawiązane 1495 i 1511 z udziałem zwłaszcza papieża, Wenecji, Hiszpanii i cesarza, przeciwstawiły się francuskiej ekspansji we Włoszech (wojny włoskie 1494-1559); koalicje zawiązane 1571 i 1684 miały charakter antyturecki; Święta Liga z 1571 (papież, Hiszpania, Wenecja, joannici) zwyciężyła Turków pod Lepanto; Święta Liga z 1684 (papież, cesarz, Rzeczpospolita, Wenecja i od 1686 Rosja) doprowadziła do złamania potęgi Turcji w wojnie trwającej do 1699 (pokój karłowicki). [Encyklopedia PWN]

W 1571 r. zagrożenie ekspansją potęgi tureckiej (imperium osmańskiego) było wyjątkowe. Europa była rozbita schizmą protestancką oraz wewnętrznymi sporami, a monarchowie Francji i Niemiec rozważali nawet nawiązanie współpracy z przyszłym okupantem tureckim. Jedynym możnowładcą, który postanowił za wszelką cenę ratować chrześcijańską Europę przed groźbą inwazji islamskiej, był papież Pius V. Tylko jego determinacji należy zawdzięczać zwołanie Świętej Ligi, która nie tylko stawiła czoła potężnemu imperium osmańskiemu, ale i ocaliła Europę.  

               Rocznica bitwy pod Lepanto – 7 października 2008 r.:

♦ www.youtube.com/watch

♦ www.youtube.com/watch

Imperium osmańskie (zdobycze terytorialne do 1683 r.)           [en.wikipedia]

„Opowieść o św. Piusie V i bitwie pod Lepanto”

Największym, a jednocześnie pierwszym historycznie udokumentowanym cudem różańcowym było zwycięstwo floty chrześcijańskiej w bitwie pod Lepanto. Wydarzenie to zadecydowało o przyszłości Europy, zaś jedną z wówczas konkurujących ze sobą form modlitwy różańcowej – tą znaną po dzień dzisiejszy – uczyniło modlitwą cenioną przez ludzi, propagowaną przez duchownych, przez papieży połączoną z odpustami. Od 1571 r. możemy mówić o ostatecznym ugruntowaniu się jednej formy modlitwy różańcowej.

Państwa wyznające islam od początku dążyły do narzucenia siłą swojej religii całemu światu. Kalif Umar ibn al=Chattab (lub Omar) zajął Jerozolimę w roku 637, a więc w pięć lat po śmierci Mahometa po czym wjechał do miasta na białym wielbłądzie. Ziemia Święta przestała należeć do chrześcijan. W VIII w. muzułmanie, po opanowaniu Afryki Północnej, zajęli Hiszpanię i doszli aż do Poitiers. “Podwojenie tej odległości doprowadziłoby Saracenów do granic Polski i wzgórz Szkocji”– pisał ówczesny historyk.

Przez krótki czas inwazja Mahometan była skutecznie powstrzymywana przez wyprawy krzyżowe, jednak niebawem islam znów zaczął przeć na zachód. Muzułmańskie imperium kończyło budować ogromną flotę. Turcy planowali zająć chrześcijańskie porty śródziemnomorskie, a z nich ruszyć na podbój Rzymu. Bazylikę papieską chcieli zamienić na stajnię dla swych koni.

Wszystko to działo się pod koniec XVI w., w latach, kiedy papieżem był św. Pius V. Pisano o nim, że był on“jednym z niewielu chrześcijan traktujących dosłownie słowa i czyny Chrystusa, nie uznającym wyjątków i ograniczeń, człowiekiem, który przeszedł przez świat jak jasna pochodnia rozświetlająca mroki”. Ten pobożny dominikanin w starości wybrany na stolicę św. Piorta był wielkim czcicielem Maryi i gorącym propagatorem różańca. To właśnie on włączył dwuczęściowe Zdrowaś Maryjo do zreformowanego brewiarza, przez co nadał Pozdrowieniu Anielskiemu ostateczną postać, zatwierdzoną przez liturgię Kościoła. To spod jego pióra wyszły słowa:“Różaniec jest najpobożniejszym sposobem modlitwy do Boga, sposobem łatwym do stosowania przez wszystkich, którzy trwają w wysławianiu Najświętszej Dziewicy”.

Sława świętości Piusa V była tak wielka, że dotarła aż do sułtana Selima II, “pana całej ziemi”, który do swych licznych tytułów pragnął dopisać tytuł władcy Europy. Skrzętni kronikarze odnotowali fakt, że kiedyś, spoglądając na Adriatyk, wyszeptał, że bardziej niż wszystkich galeonów chrześcijańskich boi się modlitw Piusa V. Niebawem miało się okazać, jak dalece lęk jego był słuszny…

Był wrzesień 1571 r., kiedy do Europy dotarła wieść, że armada turecka opuściła porty Konstantynopola. Zorganizowana przez Piusa V flota Świętej Ligi wypłynęła naprzeciw przeważającym liczebnie okrętom nieprzyjaciela. Ważyły się losy – nie tylko Europy, ale i chrześcijańskiej wiary.

Nadszedł dzień 7 października. Papież trwał właśnie na modlitwie w swym dominikańskim klasztorze… Pius V ze łzami w oczach przyzywał pomocy Najświętszej Panienki:

– Daj zwycięstwo. Nie dla naszej chwały, ale dla Twojej, Pani i Matko. Pod płaszcz Twego miłosierdzia uciekamy się… Otocz nas płaszczem, uznaj za swe dzieci, weź pod swoją opiekę.

Świątobliwy starzec klęczał już klika godzin. Nie czuł jednak bólu, jaki rozsadzał jego kolana, nie czuł że obciążony kręosłup jęczy jak maszt wygięty w wichurze. Papież był nieobecny w swym ciele. Jego dusza przebywała tam, gdzie odwiecznie ustawiony został tron Wszechmmogącego, a który Bóg dzieli z niepokalaną Matką swego Syna.

Nagle papież usłyszał szum wiatru i łoskot żagli. Zdawało mu się, że znajduje się nie w watykańskiej kaplicy, lecz w gdzieś na pełnym morzu, wśród okrętów przygotowujących się do wielkiej bitwy.

Papież podniósł oczy… W tej samej chwili, wieleset kilometrów od Rzymu, w zatoce Lepanto zaczęła się podnosić spowijająca morze mgła. Pius IX ujrzał Matkę Bożą, jak rozpościera swój płaszcz nad flotą, a oczom chrześcijańskich żołnierzy ukazały się na horyzoncie setki żagli. Chrystusowy Namiestnik zacisnął złożone do modlitwy dłonie. Sto tysięcy ludzi po obu stronach zaczęło przygotowywać się do walki. Święty papież zapatrzył się w Niepokalaną Panienkę i Jej niebieski płaszcz. Ale ani chrześcijańscy, ani zgromadzeni pod znakiem półksiężyca marynarze i żołnierze nie wiedzieli, że poza nimi na bolu bitwy jest jeszcze ktoś inny. Papież szepnął: “Matko, nie opuszczaj nas ze względu na swego Syna, Jezusa Chrystusa, który nas umiłował i umarł za nas na krzyżu.”W tym momencie na flagowym okręcie załopotała wielka bandera z ukrzyżowanym Chrystusem. Kazał ją wciągnąć na maszt admirał Jan don Austria. W tej chwili wielki Maryjny płaszcz zamknął się chrześcijańskim wojskiem.“Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit” – “Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maria różańcowa dała nam zwycięstwo” – napisali później Wenecjanie na ścianie zbudowanej w swym mieście kaplicy dziękczynnej.

Nierówne siły starły się na wiele godzin. Rozpętała się bitwa, od której wyniku zawisły losy całego chrześcijaństwa i Europy… Tylko papież znał już jej wynik…

Była to ostatnia w historii bitwa morska, którą toczono tak jak na lądzie: tysiące żołnierzy, indywidualne pojedynki, tylko ziemia była chwiejna i wokół rozpościerało się bezdenne morze. Papież słyszał szczęk oręża, krzyki rannych, wołania tonących. Nie patrzył jednak na to, co działo się na morzu. W swym widzeniu spoglądał wyżej, w oczy Maryi, które były spokojne. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Świętej Ligi i już się nie cofnęła.

Kronikarze odnotowali, że gdy kończył się dzień, papież Pius siedział z kardynałami w małej bibliotece na Watykanie. Nagle przerwał rozmowę, opuścił towarzyszących mu dostojników i podszedł do okna. Zatrzymał się przed nim, a po chwili odwrócił się z promiennym uśmiechem, by ogłosić odniesione w tym dniu wielkie zwycięstwo. Pius V podał wynik bitwy na dwa tygodnie wcześniej, zanim oficjalny kurier dotarł z tą wieścią do Rzymu!

Zwycięstwo pod Lepanto było ogromne. Zatopiono pięćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników.

Św. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej.W encyklice napisał:“Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej.” Papież spełnił swoją misję – ocalił Europę przez swe posty i modlitwy, przez wezwanie chrześcijan do wielkiej modlitwy różańcowej. Mógł odejść już na zasłużone odpocznienie. Pół roku później Pan wezwał go do siebie.

Pius IX tak napisał o tej bitwie w encyklice Ingravescentibus malis: “Kiedy zaś niewierni mahometanie, dufni w swą flotę potężną i wojska ogromne, nieśli narodom Europy klęskę i niewolę, wzywano z woli Ojca Świętego z całą usiłnością opieki Matki niebieskiej i pokonano w ten sposób wrogów, a statki ich zatopiono”. Czyż słowa te nie są wskazówką i dla nas, na współczesne czasy, w których trwa wielka bitwa o wiarę w Boga i o cześć Maryi, Jego Matki?

Anonimowy hymn z przełomu V-VI w. tak oddaje cześć Maryi, opiekunce narodów:

Dziewicza Matko Boga,

my, lud ze wszystkich narodów,

głosimy Cię błogosławioną;

Ten, który przewyższa wszystko,

Chrystus, Bóg nasz, w Tobie zechciał zamieszkać.

Błogosławieni jesteśmy,

którzy w Tobie znajdujemy naszą obronę,

wstawiasz się bowiem za nami dniem i nocą…

Wyśpiewujemy Ci więc nasz hymn pochwalny, głosząc:

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą!

Niech słowa tej modlitwy wypełnią nasze dusze i pomogą nam jeszcze bardziej pokochać Tę, którą pozdrawiamy w różańcu jako Pełną łaski.

Wincenty Łaszewski

Gilbert Keith Chesterton „Lepanto”

„Lepanto”

Paolo Veronese, „Bitwa pod Lepanto”, obraz olejny z 1578 r. Wenecja, Accademia.

 Gilbert Keith Chesterton

„Lepanto”

Białe fontanny dźwięczą w wirydarzach słońca,
Sułtan Bizancjum do ich wtóru śmiech swój wtrąca,
Śmiech, który kaskadami jak fontanna pada:
Grozę w krąg sieje śmiech ten, twarz od śmiechu blada,
Broda jak bór wstrząsana, krwawy ust półksiężyc –
Wysłał flotę na morze i chce świat zwyciężyć.


Zamilkły w trwodze miasta u przylądków włoskich,
Adriatyk zastępów jego zląkł się morskich,
Papież ręce błagalne do królów wyciąga,
Do walki wzywa z wrogiem, który mu urąga.
Zimna Anglii królowa w zwierciadle się wdzięczy,
Cień Walezjuszów na mszy w roztargnieniu klęczy,
Od wysp Hiszpanii zmierzchłych cicho grają działa –
Twarz Sułtana od śmiechów głośnych w słońcu pała.

Cichy bębnów drgnął warkot zza gór nieboskłonu. –
Do boju z nich wyruszył Książę, pan bez tronu
I bez korony; chociaż zmazą rodu tknięty,
Jako rycerz Europy ostatni i święty,
Zdjął oręż z ściany zamku; jak trubadur słucha,
Ptak mu jakiś o Wschodzie, o Krzyżowcach grucha.

W ciszy bezbrzeżnej szumiąc dąży w skrętach drogi
Hufiec rycerzy Krzyża – mały, lecz bez trwogi.
Dźwięczą jękliwe dzwony, dział im wtórzą miedzie,
Z Wyprawą don Juan d′ Austria tak Krzyżową jedzie.

Flagi wojska napięte w zimnej nocy wichrze,
Ciemnieją swą purpurą, lśnią w pozłoceń iskrze,
Blask się pochodni w bębnach i brązach migoce,
Fanfary uderzają i trąby w pomroce.
Działa przodem się toczą, wódz za działem jedzie.
Brodę pogładził, okiem wesołym w krąg wiedzie,
Strzemię potrąca z wzgardą, jakby deptał trony,
Wódz wolnych sam jak sztandar świeci rozjaśniony.
Cześć, chwało Hiszpanii, cześć ci, cześć!
W oddali czeka morski brzeg,
Książę przyspiesza krok i bieg.

Mahomet śni w swym raju nad gwiazdami jutrzni,
(Juan potrąca groźnie ostrzami swych włóczni) 
Mahomet z piersi hurys młodych szaty zrywa,
Blask oceanu i zórz go jasnych okrywa.
Powstając wstrząsa ziemią swych pawich ogrodów,
Nad drzewa się podnosi i głosami grzmotów
Przyzywa Azraela, czarnego demona,
Skrzydlatego Ariela i bożka Ammona.
„Olbrzymy i geniusze,
Z rozgwiezdnych przybądźcie tu pól,
W burzy takiej i zawierusze,
Jaką Salomon wzbudził król”.

Pędzą w purpurze i we krwi z zorzanych obłoków,
Z świątyń, gdzie żółte bóstwa się kryją wśród mroków,
Wstają w szatach zielonych z wód sinej komory,
Gdzie nieb przepaście, zły czar i ślepe potwory.
Nad nimi śluzy prądów, wodorost oślizgły,
Choroba je przygniata małżów, trąd perlisty.
Podnoszą się w lazurze mgieł studni srogiej,
Przed Mahometem się gromadzą, liżą nogi.
On zaś mówi: „Przetrząsnąć góry, gdzie są mnichy,
Przesypać piaski pustyń, by zniknął ślad lichy
Po kościach świętych, ścigać giaurów w dzień i w nocy,
Bo to, co nam groziło ongi, wraca w mocy.

Pieczęcią Salomona zamknęliśmy wszystko
Pod słońcem: cierpień, trudów, wiedzy, łez źródlisko,
A oto gwar się podniósł w górach i poznaję:
Ten sam to gwar jest, który wstrząsał nasze kraje
Przed czterema wiekami. To ten, co nie rzecze:
„Kismet”, nie wierzy w losy rzucone człowiecze,
To Ryszard, Rajmund, Gotfryd, to rycerze, którzy
Z śmierci się śmieją, kiedy o los walczą duży.
Nogami ich stratujcie! Walczmy o swój pokój!”

Warkot usłyszał bębnów, szczęk armat u wód stoku,
(Don Juan d′ Austria wiedzie rycerzy na wojnę)
Okrzyki, grzmoty, znów brzegi spokojne:
Z Iberii wypadł grom!
Porzucił książę kraj i dom!
Alkazaru pusty stoi prom.
Święty Michał z skał wyspy spogląda na morza,
(Don Juan zbrojny przez wód żegluje bezdroża).
Gdzie Anioł patrzy po wodach, gdzie fala wciąż wraca,
Gdzie rybacy i żagle czerwone i praca,
Lancą potrząsa anioł, skrzydłami porusza,
Przez Normandię głos poszedł, lecz nikt się nie rusza,
Nikt z pomocą nie spieszy. Pełno na północy
Kwestii zawiłych, sporów, wszędzie ślepe oczy,
Wszędzie zgaszony zapał, gniew, entuzjazm, ogień.
Nad bratem brat się znęca, chce być wyższy odeń,
Mordują się nawzajem, nie chcą znać Chrystusa,
Jeśli piętnem potępień jest znaczona dusza.
Nienawidzą Marii, choć jest matką Boga.

Ale don Juan d′Austria mknie po wód rozłogach,
Przez burzę pędzi i przez dżdżystych dni zaćmienie.
Puzony jego huczą i warg huczy tchnienie:
Bogu w niebiosach cześć!
Chwałą niechaj brzmi pieśń!
Tak do statków koła
Don Juan d′Austria woła.

Król Filip z Złotym Runem na szyi w komnacie,
(Don Juan d′Austria w zbroi na pokładzie). 
Ściany z atłasów czarnych, jak grzechu powaby,
Karły się wynurzają z nich, sługi i raby.
Król czarę w ręku trzyma, patrzy w jej kolory,
Dotyka czary, dzwoni – i zbladł nagle chory.
Twarz jak grzyb robakami i trądem stoczony,
Jak zioła oszklonymi znieczulone domy,
Śmierć z dna pucharu wyszła, śmierć dzieł w które wierzył.

Don Juan d′Austria właśnie na Turka uderzył,
Polowanie rozpoczął, rozpuścił ogary – 
Od brzegów się Italii odgłos niesie, gwary,
Głosami krzyczy dział,
Strzałem mówi na strzał – 
Rozpocząwszy kanonadę
Wiedzie książę w bój armadę.

Papież się o wieczorze w kaplicy znajdował
(Don Juan w ogniu stoi, dym dział w okrąg powiał) 
W monstrancji gdzie twarz Boga się ukrywa co dnia,
Za oknami tajemnic, w których świat się zdrobnia,
Jak w zwierciadle ogląda papież w groźnym zmierzchu
Półksiężyc na wojennych galeonów wierzchu,
Których pan jest – Ukryty. Cień rzucają hardy
Na Krzyż, Zamek Anioła i szyk wojsk otwarty,
Lwów zakrywają postać na statkach Wenecji.
A ponad okrętami pałac wodzów świeci,
Pod nimi kazamaty, w nich tłum przytroczony
Galerników chrześcijan, więźniów rząd ruchomy,
Ludzie – jeńcy, górnicy odcięci od światła,
Uciemiężonych naród; których jasność zgasła.

Podobni niewolnikom, którzy w dni zaraniu
Schodów stopnie pod niebo wznieśli bogom w dani,
Lub tłumom niemym na babilońskim granicie
Co pod rumakiem Króla chcą ratować życie.
Nie jeden rozum stracił w tej czeluści piekła,
Do której wciąż patrzyła stróżów twarz zaciekła.

O Bogu już zwątpili, nie czekali znaku – –
(Tymczasem don Juan – linię przełamał w ataku!) 
Z krwawych okrętów ogniem dział kieruje książę,
Jak dowódca piratów krwią zabarwia grąże.
Szkarłat posoki płynie przez komnaty ze złota
Tam gdzie trzymano jeńców; rozrąbał ich wrota.
Łamie ścian szranki, wolność przywraca tysiącom.
Bladzi, zdziwieni, ślepi patrzą w jaśń ślepiącą.

Cześć, Hiszpanii cześć!
Bogu podziękę nieść!
Potęgę wrogów ukrócił,
Braciom don Juan wolność wrócił.

Cervantes na galerze miecz do pochwy kładzie
(Don Juan z wieńcem wraca w kawalkadzie),
Patrzy: na drodze rycerz tuła się hiszpańskiej,
Chudy i błędny. Śmieje się, – nie śmiech sułtański
To jednak. Śmieje się, miecz w pochwę wkłada krwawy

(Lecz don Juan d′Austria wraca z Krzyżowej Wyprawy). 

Poemat epicki G. K. Chestertona „Lepanto”, opublikowany w 1911 r., był powtarzany przez angielskich żołnierzy w okopach pierwszej wojny światowej.

====================================

Lepanto

Chesterton’s masterpiece, an amazing piece of history and poetry

—————————————-

White founts falling in the courts of the sun,
And the Soldan of Byzantium is smiling as they run;
There is laughter like the fountains in that face of all men feared,
It stirs the forest darkness, the darkness of his beard,
It curls the blood-red crescent, the crescent of his lips,
For the inmost sea of all the earth is shaken with his ships.
They have dared the white republics up the capes of Italy,
They have dashed the Adriatic round the Lion of the Sea,
And the Pope has cast his arms abroad for agony and loss,
And called the kings of Christendom for swords about the Cross,
The cold queen of England is looking in the glass;
The shadow of the Valois is yawning at the Mass;
From evening isles fantastical rings faint the Spanish gun,
And the Lord upon the Golden Horn is laughing in the sun.

Dim drums throbbing, in the hills half heard,
Where only on a nameless throne a crownless prince has stirred,
Where, risen from a doubtful seat and half-attainted stall,
The last knight of Europe takes weapons from the wall,
The last and lingering troubadour to whom the bird has sung,
That once went singing southward when all the world was young.
In that enormous silence, tiny and unafraid,
Comes up along a winding road the noise of the Crusade.
Strong gongs groaning as the guns boom far,
Don John of Austria is going to the war,
Stiff flags straining in the night-blasts cold
In the gloom black-purple, in the glint old-gold,
Torchlight crimson on the copper kettle-drums,
Then the tuckets, then the trumpets, then the cannon, and he comes.
Don John laughing in the brave beard curled,
Spurning of his stirrups like the thrones of all the world,
Holding his head up for a flag of all the free.
Love-light of Spain – hurrah!
Death-light of Africa!
Don John of Austria
Is riding to the sea.

Mahound is in his paradise above the evening star,
(Don John of Austria is going to the war.)
He moves a mighty turban on the timeless houri’s knees,
His turban that is woven of the sunset and the seas.
He shakes the peacock gardens as he rises from his ease,
And he strides among the tree-tops and is taller than the trees,
And his voice through all the garden is a thunder sent to bring
Black Azrael and Ariel and Ammon on the wing.
Giants and the Genii,
Multiplex of wing and eye,
Whose strong obedience broke the sky
When Solomon was king.

They rush in red and purple from the red clouds of the morn,
From temples where the yellow gods shut up their eyes in scorn;
They rise in green robes roaring from the green hells of the sea
Where fallen skies and evil hues and eyeless creatures be;
On them the sea-valves cluster and the grey sea-forests curl,
Splashed with a splendid sickness, the sickness of the pearl;
They swell in sapphire smoke out of the blue cracks of the ground, –
They gather and they wonder and give worship to Mahound.
And he saith, “Break up the mountains where the hermit-folk may hide,
And sift the red and silver sands lest bone of saint abide,
And chase the Giaours flying night and day, not giving rest,
For that which was our trouble comes again out of the west.
We have set the seal of Solomon on all things under sun,
Of knowledge and of sorrow and endurance of things done,
But a noise is in the mountains, in the mountains, and I know
The voice that shook our palaces – four hundred years ago:
It is he that saith not ‘Kismet’; it is he that knows not Fate;
It is Richard, it is Raymond, it is Godfrey in the gate!
It is he whose loss is laughter when he counts the wager worth,
Put down your feet upon him, that our peace be on the earth.”
For he heard drums groaning and he heard guns jar,
(Don John of Austria is going to the war.)
Sudden and still – hurrah!
Bolt from Iberia!
Don John of Austria
Is gone by Alcalar.

St. Michael’s on his Mountain in the sea-roads of the north
(Don John of Austria is girt and going forth.)
Where the grey seas glitter and the sharp tides shift
And the sea-folk labour and the red sails lift.
He shakes his lance of iron and he claps his wings of stone;
The noise is gone through Normandy; the noise is gone alone;
The North is full of tangled things and texts and aching eyes
And dead is all the innocence of anger and surprise,
And Christian killeth Christian in a narrow dusty room,
And Christian dreadeth Christ that bath a newer face of doom,
And Christian hateth Mary that God kissed in Galilee,
But Don John of Austria is riding to the sea.
Don John calling through the blast and the eclipse
Crying with the trumpet, with the trumpet of his lips,
Trumpet that sayeth ha!
Domino gloria!
Don John of Austria
Is shouting to the ships.

King Philip’s in his closet with the Fleece about his neck
(Don John of Austria is armed upon the deck.)
The walls are hung with velvet that is black and soft as sin,
And little dwarfs creep out of it and little dwarfs creep in.
He holds a crystal phial that has colours like the moon,
He touches, and it tingles, and he trembles very soon,
And his face is as a fungus of a leprous white and grey
Like plants in the high houses that are shuttered from the day,
And death is in the phial and the end of noble work,
But Don John of Austria has fired upon the Turk.
Don John’s hunting, and his hounds have bayed –
Booms away past Italy the rumour of his raid.
Gun upon gun, ha! ha!
Gun upon gun, hurrah!
Don John of Austria
Has loosed the cannonade.

The Pope was in his chapel before day or battle broke,
(Don John of Austria is hidden in the smoke.)
The hidden room in a man’s house where God sits all the year,
The secret window whence the world looks small and very dear.
He sees as in a mirror on the monstrous twilight sea
The crescent of his cruel ships whose name is mystery;
They fling great shadows foe-wards, making Cross and Castle dark,
They veil the plumed lions on the galleys of St. Mark;
And above the ships are palaces of brown, black-bearded chiefs,
And below the ships are prisons, where with multitudinous griefs,
Christian captives sick and sunless, all a labouring race repines
Like a race in sunken cities, like a nation in the mines.
They are lost like slaves that swat, and in the skies of morning hung
The stairways of the tallest gods when tyranny was young.

They are countless, voiceless, hopeless as those fallen or fleeing on
Before the high Kings’ horses in the granite of Babylon.
And many a one grows witless in his quiet room in hell
Where a yellow face looks inward through the lattice of his cell,
And he finds his God forgotten, and he seeks no more a sign –
(But Don John of Austria has burst the battle-line!)
Don John pounding from the slaughter-painted poop,
Purpling all the ocean like a bloody pirate’s sloop,
Scarlet running over on the silvers and the golds,
Breaking of the hatches up and bursting of the holds,
Thronging of the thousands up that labour under sea
White for bliss and blind for sun and stunned for liberty.
Vivat Hispania!
Domino Gloria!
Don John of Austria
Has set his people free!

Cervantes on his galley sets the sword back in the sheath
(Don John of Austria rides homeward with a wreath.)
And he sees across a weary land a straggling road in Spain,
Up which a lean and foolish knight forever rides in vain,
And he smiles, but not as Sultans smile, and settles back the blade. . .

(But Don John of Austria rides home from the Crusade.)

=========================================

Nafpaktos (Lepanto, Naupactus) – wejście do średniowiecznego warownego portu

Bitwa pod Lepanto (1571) – Święta Liga vs Imperium osmańskie 

Niejawny sąd kapturowy nad lekarką z Białegostoku! Ośmieliła się ostrzegać dzieci przed „szczepionkami”

Niejawny sąd kapturowy nad lekarką z Białegostoku! Ośmieliła się ostrzegać dzieci przed „szczepionkami”

niejawny-sad-kapturowy-nad-lekarka

Producenci preparatów „przeciw Covid-19” przekazali na rzecz Izby Lekarskiej, której sąd prześladuje obecnie doktor Sienkiewicz… prawie pół miliona złotych (483 420)!

(Fot. Oprac. GS/PCh24.pl)

Jeżeli komuś wydawało się, że prześladowanie „nieprawomyślnych” lekarzy za to, że kierowali się nauką, a nie rządową propagandą w sprawie „pandemii koronawirusa” mamy za sobą, to przypadek dr hab. Doroty Sienkiewicz zburzy jego spokój… Sytuację opisuje Jan Pospieszalski na platformie X.

Wczoraj przed Sądem Naczelnej izby Lekarskiej w Warszawie miała miejsce rozprawa pani dr hab. Dorota Sienkiewicz, która odpowiada za to, że podczas tzw walki z pandemią, ośmieliła się nagrać apel do uczniów, by dobrze rozważyli poddanie się szczepieniom – podaje Pospieszalski.

Doktor Sienkiewicz utraciła prawo do wykonywania zawodu na mocy decyzji sądu lekarskiego w Białymstoku, od której właśnie się ona odwołała. Jedyną „winą” lekarki było to, że zgodnie z ustaleniami medycznymi informowała, że dzieci rzadko chorują na COVID-19, a przebieg choroby jest łagodny, natomiast eksperymentalny preparat, który im się wciska, jest niewystarczająco przebadany i nieznane są konsekwencje szczególnie w tej grupie wiekowej – pisze Pospieszalski

Obecna rozprawa przed lekarskim „sądem kapturowym” odbyła się w trybie niejawnym. Lekarze odpowiedzialni za tę hucpę postanowili ukryć przed oczyma publiczności i mediów bezeceństwo swoich uznaniowych decyzji na temat represjonowania kolegów i koleżanek po fachu, którzy nie zechcieli bezrefleksyjnie powtarzać nienaukowej propagandy rządu w Warszawie i Światowej Organizacji Zdrowia.

Okazuje się, że producenci preparatów „przeciw Covid-19” przekazali na rzecz Izby Lekarskiej, której sąd prześladuje obecnie doktor Sienkiewicz… prawie pół miliona złotych (483 420)! Czy zatem lekarz – podsądny, który krytykuje procedury związane z tymi profilaktycznymi preparatami ma szansę na sprawiedliwy proces? – pyta autor wpisu.

Co więcej, jak wynika z dochodzenia przeprowadzonego przez mec. Arkadiusza Tetelę, który broni doktor Sienkiewicz, wszyscy „sędziowie” owego „sądu” są obciążeni przyjmowaniem grantów, dotacji lub honorariów od karteli farmaceutycznych – czytamy we wpisie Jana Pospieszalskiego. Dlatego adwokat złożył wniosek o wyłączenie z rozprawy całego składu sędziowskiego.

Pospieszalski dokładnie opisuje korupcję w białostockiej Izbie Lekarskiej, podając przykłady dotyczące osób obecnie orzekających w sprawie dr hab. Doroty Sienkiewicz. Publicysta podaje także inne przykłady skandalicznych działań kliki lekarskiej przeciwko uczciwym lekarzom, którzy nie poddali się presji środowiska.

Szkoła prywatna jest lepsza od publicznej. I znacznie tańsza.

Powszechne przekonanie, że szkoła prywatna jest lepsza od publicznej

7.04.2024 szkola-prywatna-jest-lepsza

Według 75 proc. Francuzów szkoła prywatna jest lepsza od szkoły publicznej. Nic dziwnego, że uczniów w prywatnych placówkach (głównie zresztą katolickich), wzrosła we Francji z 16,5 proc. w 2011 r. do 17,6 proc. w 2022 r.

Według sondażu instytutu Odoxa dla BFM Business, 75 proc. Francuzów twierdzi, że edukacja prywatna jest lepsza od publicznej. Ankietowani uważają, że taki system szkolny pozwala uczniom osiągać lepsze sukcesy. Większość chce umieszczać swoje dzieci w szkołach prywatnych (54 proc. w porównaniu do 45 proc. preferujących szkoły publiczne), pomimo pewnych dodatkowych kosztów

52 proc. Francuzów zgadza się także z tym, że szkoły prywatne powinny być finansowane z ich podatków. Państwo wspomaga szkoły prywatne, z którymi podpisało kontrakty, sumą 10 miliardów euro.

W szkołach prywatnych uczy się 2,2 miliona dzieci (dane Trybunału Obrachunkowego z 2023 r.). Takich placówek, w większości katolickich, jest 7,5 tysiąca. W ostatnich latach odsetek ich uczniów wzrasta, z 16,5 proc. w 2011 r. do 17,6 proc. w 2022 r.

Lewicowym krytykom takich szkół brakuje nich „różnorodności społecznej”. Lewica wielokrotnie stawiała też postulaty odebrania pomocy finansowej państwa placówkom religijnym. Takie prywatne szkoły zwalniają jednak najbiedniejszych z czesnego, nie ma też kryteriów np. religijnych, a nawet obowiązkowej katechezy w szkołach katolickich. Bywa, że szkoły katolickie chętnie wybiera muzułmańska klasa średnia…

Według Sekretariatu Generalnego ds. Edukacji Katolickiej (Sgec), edukacja prywatna pozwala państwu na znaczne oszczędności. „Gdyby państwo miało kształcić wszystkich uczniów szkół prywatnych, musiałoby wydawać o 9 miliardów euro rocznie więcej” – podliczył Philippe Delorme, sekretarz generalny Sgec.

Źródło: Valeurs/ BFM

Odległy cel coraz bliżej

Odległy cel coraz bliżej

Stanisław Michalkiewicz odległy cel

Co tu dużo gadać; Judenrat “Gazety Wyborczej” myśli perspektywicznie. Niedoścignionym wzorem  perspektywicznego myślenia był “drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek – jeden z naszych “skarbów narodowych” – jak określiła go pani Magdalena Albright, podówczas sekretarz stanu USA. Drugim naszym skarbem narodowym był bowiem “profesor” Władysław Bartoszewski. Otóż w 1993 roku, z inicjatywy posła Alojzego Pietrzyka został złożony wniosek o votum nieufości wobec rządu panny Hanny Suchockiej. Przed głosowaniem Wielce Czcigodny poseł Andrzej Potocki odwiedził był biuro Unii Polityki Realnej, która miała wówczas 4 posłów, żeby wysondować, na jakich warunkach UPR mogłaby głosować za rządem. Posłowie UPR podali dwa warunki: jeśli koalicja rządowa obniży stawkę VAT z 22 do 7 procent oraz – jeśli poprze ustawę o restytucji mienia. Po 5 godzinach  poseł Potocki oświadczył, że koalicja warunki odrzuca, wobec czego następnego dnia 4 posłów UPR głosowało przeciwko rządowi, który upadł zaledwie jednym głosem.

Okazało się przy tym, że prof. Geremek w ogóle nie powiadomił koalicyjnych posłów KL-D o tych warunkach, które według nich były do przyjęcia. Ale prof. Geremek wolał zaryzykować upadek własnego rządu, niż doprowadzić do przeforsowania ustawy o restytucji mienia, która zakładała przywócenie obywatelom polskim własności zagrabionej przez komunistów. Już wtedy myślał, a może już wtedy wiedział o  przygotowaniach żydowskich organizacji przemysłu holokaustu do wysunięcia wobec Polski roszczeń majątkowych, dotyczących m.in. tak zwanej własności bezdziedzicznej i wolał, by ta sprawa pozostała otwarta. I tak się stało i tak jest aż do dnia dzisiejszego.

Judenrat “Gazety Wyborczej” nie tylko myśli perspektywicznie, ale wykorzystując swój wpływ na mikrocefali sufluje im, jak mają postępować, ubierając te instukcje w postać informacji, na przykład – co na jakiś temat myślą postępowe kobiety. Okazuje się, że coraz wiecej postępowych kobiet w Polsce  nie chce mieć dzieci. Część nie chce, żeby zrobić na złość Naczelnikowi Państwa, ale inna część nie chce mieć dzieci ze względu na życiowe wygody. To prawda, że znacznie przyjemniej tylko się bzykać, a potem ewentualny wypadek przy pracy wyskrobać, niż podejmować trud wychowania dzieci. Najciekawszy jednak jest sposób myślenia postępowych kobiet, które unisono uważają, że “już nie musimy” mieć dzieci. Jeśli Judenrat “Gazety Wyborczej” nie  koloryzuje na ten temat, to byłby to bardzo poważny argument przeciwko dopuszczaniu postępowych kobiet do rządzenia państwem, ponieważ nie są one w stanie przewidzieć skutków swoich decyzji.

Domyślam się, że pogląd, jakobyśmy już nie musieli mieć dzieci, jest uzasadniany przez postępowe kobiety tym, że jest ZUS, który wypłaci im emeryturę w wysokości uzależnionej od wielkości składki na ubezpieczenie spoleczne. W tej sytuacji koszty wychowania i wykształcenia dzieci osłabiają nadzieję na wysoką emeryturę, kiedy to zaczyna się prawdziwe życie. Podobny pogląd głosił w swoim czasie Jerzy Urban, który w odróżnieniu od postępowych kobiet był inteligentny, chociaż była to inteligencja zdeprawowana. Jedną z przyczyn tego zdeprawowania upatruję w tym, że Jerzy Urban był Żydem, podobnie jak członkowie Judenratu “Gazety Wyborczej”, którzy w lansowaniu takich poglądów mają swój interes.

Tymczasem nieżyjący od 2014 roku amerykański ekonomista, laureat nagrody Nobla z ekonomii w roku 1992, Gary Stanley Becker, w książce “Ekonomiczna teoria zachowań ludzkich” twierdzi, że ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Jednym z przykładów takiej, nawiasem mówiąc – błędnej – kalkulacji są właśnie powszechne, obowiązkowe ubezpieczenia społeczne. Pozornie rozrywają one związek między poziomem życia ludzi starszych, a posiadaniem przez nich dzieci. Zanim się one pojawiły, dzieci były przez rodziców traktowane jako inwestycja, bo od ich posiadania, od ich przygotowania do życia i od ich wychowania – czy zostało im wpojone poczucie odpowiedzialności, czy nie – zależał los ludzi starych. Ubezpieczenia społeczne pozornie związek ten rozrywają, a temu wrażeniu sprzyja też działalność państwa, zainteresowanego, by jak najwięcej pieniędzy wpływało do systemu. Nie chcecie mieć dzieci? To świetnie, to w takim razie udostępnimy wam środki antykoncepcyjne, zalegalizujemy aborcję – i tak dalej. W rezultacie liczba dzieci systematycznie spada, ale po 40-50 latach okazuje się, że gwałtownie wzrósł w społeczeństwie odsetek ludzi starych, których utrzymanie staje sie coraz bardziej kosztowne. Jak obliczono, wydatki na człowieka w ostatnich 6 miesiącach jego życia są podobne do wydatków, jakie ubezpieczalnia ponosi na tego samego człowieka przez cały wcześniejszy okres jego życia.

W tej sytuacji rozsądek i rachunek ekonomiczny podpowiada, żeby ten okres maksymalnie skrócić, a najlepiej – całkiem go wyeliminować. Z tego powodu propaganda eutanazji pojawia się i nasila w krajach, gdzie systemy ubezpieczeń społecznych zmierzają do bankructwa. Aborcja i eutanazja to dwie strony tego samego medalu tym bardziej, że na skutek wzrostu odsetka ludzi starych, muszą rosnąć obciążenia ludzi młodszych z tytułu składek ubezpieczeniowych. O ile w latach 60 przypadało w Polsce na jednego emeryta-rencistę siedem osób wpłacających do systemu, to obecnie już mniej, niż dwóch, a te proporcje stale się pogarszają. W rezultacie ludzie młodzi, którzy mogliby zalożyć rodziny, kupić sobie mieszkanie – i tak dalej – drenowani są z pieniędzy pod pretekstem, że kiedyś dostaną emeryturę. Ale kiedy obciążenie z tego tytułu wzrośnie nadmiernie, młodzi ludzie mogą się zbuntować przeciwko utrzymywaniu starców-wampirów i nawet w katolickim kraju, takim, jak Polska może pojawić się poparcie dla legalizacji eutanazji.

Czy przypadkiem nie na to właśnie liczy Judenrat “Gazety Wyborczej”, realizujący na terenie naszego bantustanu zadania wyznaczane przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu, którym w 2018 roku udało się przeforsować w Kongresie USA ustawę numer 447? Jeśli nawet liczebność społeczeństwa polskiego spadnie, to liczba nieruchomości pozostanie taka sama, a po szczęśliwej zmianie właścicieli, można będzie pozostałych epigonów oczynszować. Inaczej być nie może, bo przecież bez kredytu niedługo nie da się żyć, a każdy kredytobiorca jest dożywotnim niewolnikiem banksterów i musi pracować na ich zyski. Ale żeby to zrozumieć, trzeba zdawać sobie sprawę z dalekosiężnych skutków własnych działań, tedy na wszelki wypadek Judenrat “Gazety Wyborczej” intensywnie duraczy postępowe kobiety, bo skoro są postępowe, to znaczy, że są na duraczenie podatne. 

Co tu dużo gadać; myślą perspektywicznie!

Stanisław Michalkiewicz

Wychodzimy z nirwany

Wychodzimy z nirwany

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  7 kwietnia 2024 nirwana

Nasz nieszczęśliwy kraj powoli wychodzi ze świątecznej nirwany, która w Wielkanoc trwa znacznie krócej, niż w czasie Bożego Narodzenia. Dało to w swoim czasie Janowi Tadeuszowi Stanisławskiemu, profesorowi mniemanologii stosowanej, pretekst do sławnej dysertacji o wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia.

Ale oprócz tego, że obecna świąteczna nirwana trwała znacznie krócej, to jeszcze nie była pełna, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, pan prezydent Andrzej Duda zawetował nowelizację prawa farmaceutycznego. Nowela do tej ustawy polegała na wprowadzeniu zasady, że tak zwana pigułka „dzień po” będzie mogła być sprzedawana bez recepty również panienkom, które ukończyły 15 lat. Ponieważ koalicja „13 grudnia” nie dysponuje w Sejmie większością wystarczającą do obalenia weta prezydenta do ustawy (276 mandatów), to, zwłaszcza na lewicy rozległ się jęk zawodu, a następnie – zgrzytanie zębów.

Przybrało ono postać buńczucznych deklaracji Wielce Czcigodnej Izabeli Leszczyny, która w vaginecie Donalda Tuska pełni funkcję feministry zdrowia, że w takim razie rząd wprowadza „plan B”. Potwierdził to również Donald Tusk. „Plan B” polega na tym, by w drodze rozporządzenia wyposażyć aptekarzy w prawo wystawiania recept na wspomniane pigułki. Najwyraźniej rząd liczy na to, że aptekarze opętani żądzą zysku będą wystawiać panienkom recepty w dowolnych ilościach, bo im więcej recept wystawią, tym więcej pigułek sprzedadzą. No a panienki – jak to panienki – będą wreszcie szczęśliwe, bo będą mogły imprezować na okrągło, bez obawy tak zwanego „zaskoczenia”.

Drugi powód, to oczywiście wybory samorządowe, w których nasz mniej wartościowy naród tubylczy wybierze sobie 46 tysięcy radnych, a oprócz nich – 1464 wójtów, 906 burmistrzów i 107 prezydentów miast. Wybory na radnych nie są może aż tak ekscytujące, jak wybory na „włodarzy” – bo „włodarze” będą rozdzielali w samorządach rozmaite synekury, po których wielu obywateli wiele sobie obiecuje, zwłaszcza że czasy są coraz cięższe.

Oto rząd likwiduje zerową stawkę VAT na żywność i wprowadza 5-procentową – ale to chyba tylko na początek, bo w miarę upływu czasu zarówno ten podatek, jak i wszystkie inne, będą rosły razem z krajem.

Poza tym wybory stwarzają politycznym gangom okazję do przetestowania aktualnych politycznych wpływów – czy rosną, czy przeciwnie – słabną. Dlatego też Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, sprawująca w vaginecie Donalda Tuska groteskową funkcję feministry do spraw równości (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy), wezwała „kobiety”, żeby masowo stawiły się do głosowania, bo to głosowanie „za aborcją”. Na razie bowiem za sprawą sezonowego marszałka Hołowni, co to w tej sprawie prawdopodobnie poszedł na rękę Władysławu Kosiniaku-Kamyszu, który najwyraźniej nie chciał ryzykować przed wyborami samorządowymi konfrontacji z Kościołem, sprawa aborcji zeszła z porządku dziennego i ma zostać rozstrzygnięta w „referendum”. Ale to tylko odroczenie, toteż Lewica, popierana w tej sprawie przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, mobilizuje siły na zapowiadane referendum, licząc na to, że panienki, wdzięczne za wprowadzenie „planu B”, będą masowo ją popierały. Wszystko to oczywiście być może, ale co tu ukrywać; „plan B” nie jest już taki atrakcyjny, jak brak recept, bo jednak przed aptekarzem panienka będzie musiała się wylegitymować, to znaczy – pokazać legitymację szkolną, że ukończyła 15 lat – no a to jednak już dekonspiracja. Toteż pani feministra Leszczyna, która w cywilu była nauczycielką języka polskiego, gwoli dodania panienkom otuchy zapowiedziała, że żaden z lekarzy nie będzie mógł się powoływać na „klauzulę sumienia”, tylko każdy sumienie będzie musiał zostawić za drzwiami szpitala imienia króla Heroda. Ciekawe, czy postawią tam policjanta, żeby pilnował pozostawionych sumień przed złodziejami, bo wprawdzie sumienie nie kosztuje dzisiaj drogo, ale kto wie, czy już wkrótce jego wartość nie wzrośnie?

Tymczasem, zanim jeszcze zdążyliśmy zapaść w nirwanę, gruchnęła wieść o odwołaniu pana generała Jarosława Gromadzińskiego ze stanowiska dowódcy Eurokorpusu. Ten Eurokorpus jest rodzajem zygoty europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO – bo właśnie główną jego cechą jest owa „niezależność”. Okazało się jednak, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego, która wypączkowała z rozwiązanych przez złowrogiego Antoniego Macierewicza we wrześniu 2006 roku Wojskowych Służb Informacyjnych, co to przygotowały i nadzorowały prawidłowy przebieg sławnej transformacji ustrojowej w naszym bantustanie, wszczęła przeciwko generałowi Gromadzińskiemu jakieś „energiczne śledztwo”.

O co konkretnie chodzi – tego nie wiemy, w związku z czym na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby chodziło o szpiegostwo na rzecz złowrogiego Putina. Gwoli przecięcia tych fałszywych pogłosek, pan generał wydał oświadczenie, w którym podkreśla, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Inni generałowie, na przykład pan generał Roman Polko, skrytykowali postępowanie ministra obrony narodowej w tej sprawie, że podrywa to autorytet, a nawet ośmiesza polskich generałów przed światem. Pozostaje zagadką, czy ma z tą sprawą jakiś związek fermentacja w wojsku, w którym oficerowie domagają się „rozliczeń”. Wygląda na to, że kuracja przeczyszczająca obejmie nie tylko prokuraturę i niezawisłe sądy, ale również – naszą niezwyciężoną armię.

Co więcej – jeśli fałszywe pogłoski o wepchnięciu Polski przez Naszych Sojuszników do wojny z Rosją okażą się prawdziwe, to kuracja przeczyszczająca będzie musiała być przeprowadzona szybko, bo nawet Donald Tusk mówi, iż żyjemy w okresie „przedwojennym”. Chyba, że wszystko rozstrzygnie się w całkiem innych kategoriach, to znaczy – nasza niezwyciężona armia zostanie wypchnięta na Ukrainę w charakterze świeżego mięska armatniego, a tam porządek z nią zrobi złowrogi Putin, dzięki czemu nasi Umiłowani Przywódcy zachowają czyste sumienia, które następnie będą mogli wystawić na licytację przez kolejnymi wyborami.

O takiej możliwości świadczy incydent w Strefie Gazy z udziałem bezcennego Izraela. Tamtejsze „siły obronne” ostrzelały mianowicie konwój humanitarny, który dla Palestyńczyków objętych operacją ostatecznego rozwiązania stosownej kwestii, wiózł żywność. Wśród konwojentów był wolontariusz z Przemyśla, 36-letni pan Damian Soból. W związku z tym Książę-Małżonek wprawdzie przybrał groźną minę, ale grzecznie „osobiście poprosił” ambasadora Izraela, Jakowa Liwne o wyjaśnienia.

Niewątpliwie je otrzyma – na przykład takie, że wszystko było w jak najlepszym porządku, bo konwój był prawidłowo oznakowany, więc nie ma podstaw, by kogokolwiek karać, a i pociski, które go trafiły, miały prawidłowy kaliber.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Łachudry

6 kwietnia 2024 r. | Nr 14/2024 (666)
Łachudry
mtodd
       Szanowni Państwo!
       Czy nazwanie kogoś łachudrą jest przejawem „mowy nienawiści”? Zależy kogo. Łachudry, łajdaki i łotry są pod specjalną ochroną, natomiast ci, którzy ośmieli by się tak ich nazywać, „podpadają automatycznie pod paragraf”.
Ekipa koalicji 13 grudnia nie spocznie, póki nie wymieni miejscami przestępców, wpakowanych do więzień, na tych, którzy ich tam wsadzili. Putin takich rzezimieszków wysyła na front. Jeśli uda im się przeżyć, to wygrywają los na loterii.
       W „postępowej i praworządnej” Polsce rzezimieszki wrócą po prostu do procederów sprzed odsiadki. Już „swój wymiar sprawiedliwości” znajdzie, albo nie, na to jakiś paragraf. Wystarczy przecież, że łachudrę skazał jakiś tam nieprawomyślny sędzia spoza „nadzwyczajnej kasty”.  20 tys. łotrów wypuszczonych z więzień już będzie wiedziało jak i komu się odwdzięczyć. Taka dziejowa zamiana miejsc.  
       A może jest to zwyczajny etap na drodze torowania nowego, globalnego systemu totalnego zniewolenia? Bądźmy czujni, na ile jest to możliwe i jeszcze nie zakazane. Wytresowanie „nowego człowieka”, czyli po prostu łachudry, nie powiedzie się bez naszego przyzwolenia.
Jako ludzkość, zdaliśmy egzamin z tchórzostwa śpiewająco, dając sobie wmówić nieistniejącą pandemię. Przed nami kolejne wyzwania. Kto nie wykaże się zadowalającym poziomem głupoty i lenistwa, w tym umysłowego, nie ma czego tu szukać po roku 2030. Eutanazję ma zapewnioną na życzenie, albo i bez życzenia.
       Idźcie na wybory i postarajcie się, żeby nie wybrać żadnej łachudry!
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Tybr wpada do Potomaku: Czy katoliccy politycy muszą być prześladowani…

Tybr wpada do Potomaku: czy katoliccy politycy muszą być prześladowani…

Tybr wpada do Potomaku: czy katoliccy politycy muszą być prześladowani?

19 grudnia 2010 12:00/w Kościół, Polska, Rodzina Radia Maryja

Wykład Scotta J. Blocha, byłego doradcy prezydenta USA George´a W. Busha,
wygłoszony na III Międzynarodowym Kongresie „Katolicy i polityka: szanse i
zagrożenia”,
który odbył się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w
Toruniu w dniach 26-27 listopada 2010 r.

====================================

„Wydaje mi się bowiem, że Bóg nas, apostołów, wyznaczył jako ostatnich, jakby na
śmierć skazanych. Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom; my
głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy
doznajecie szacunku, a my wzgardy… Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy,
gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy
się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili”
(1 Kor
4, 9-13).
W życiu miałem momenty sławy, kiedy byłem w centrum opinii publicznej i miałem
sposobność tworzenia dobrych rzeczy. Pragnę przedstawić, jak te okoliczności
wpływają na człowieka, który chce zachować swoje zasady. Czy wywiązałem się
dobrze, czy też źle ze sprawowanych urzędów, zależy już od oceny waszej i
innych. Wiele informacji na mój temat można znaleźć w internecie – multum to
ataki zmyślone, jeśli nie zupełnie fałszywe. Przepraszam z góry, że nie jestem w
stanie odnieść się do wielu szczegółowych spraw, które okazały się zależne od
plątaniny mechanizmów prawnych. Od kilku już lat moi przeciwnicy boją się, że
opowiem o wszystkim w książce. W 2008 r. na antenie Narodowego Radia Publicznego
(National Public Radio) ogłosili nawet, że napisałem już książkę pt. „Korupcja w
stolicy” („Corruption in the Capital”).

Tymczasem moją jedyną książką jak do tej
pory jest opracowanie zbioru pism angielskiego pisarza Hilairego Belloca pt.
„Kapitalny Belloc: prorok naszych czasów” („The Essential Belloc: a Prophet for
Our Times”)
, który ukazał się w 2010 roku.


Sam Belloc bardzo lubił Polskę. Zarówno on, jak i Gilbert Keith Chesterton
odwiedzili wasz piękny kraj i uznali go za „główny cud nowożytnych czasów”.
Belloc uważał, że Polska jest obdarzona tym typem rycerstwa i rozumienia dawnego
porządku katolickiej Europy, które wydają się zagrożone wszędzie indziej.
Zdaniem Belloca, Jan Sobieski był archetypem polskiego wojownika, który obronił
chrześcijaństwo przed barbarzyńcami stojącymi u jego bram. Z chwilą, gdy
proroctwo Belloca na temat rozkwitu islamu okazało się prawdziwe, potężny
najeźdźca wtargnął na teren chrześcijańskiej Ameryki i Europy, usiłował
zlaicyzować i oczyścić ich przestrzeń ze znaków wiary i chrześcijaństwa. Ta
niezdrowa sytuacja jest powodem, dla którego służba społeczna dla dzisiejszych
katolików jest czymś, co prowadzi do bezpośredniej konfrontacji z laickim duchem
tego świata – z duchem dążącym do całkowitego usunięcia chrześcijan z życia
publicznego.
Belloc miał wiele do powiedzenia o katolikach w świecie i w życiu społecznym.
Najbardziej znanym wystąpieniem na ten temat była jego mowa przed wyborami do
parlamentu, w której powiedział: „Panowie, jestem katolikiem. O ile to możliwe,
chodzę na Mszę św. każdego dnia. Oto jest różaniec. O ile to możliwe, klękam i
odmawiam go codziennie. Jeżeli odrzucicie mnie z uwagi na moją religię, to będę
dziękował Bogu, że zaoszczędził mi ujmy bycia waszym reprezentantem”.
Belloc zdobył mandat do parlamentu, pomimo iż w Anglii jego katolicyzm był
poważną przeszkodą. Zwłaszcza ten odważny typ katolicyzmu, który nie zatajał
wiary przed opinią publiczną ani też nie szukał wymówek i nie szedł na kompromis
ze swoją epoką. Piastując urząd, Belloc nie darzył sympatią „systemu partyjnego”
ze wszystkimi jego układami ze światem bankierów, specjalistów od reklamy i
dealerów popularności. Zrozumiał, że partie są takie same, z wyjątkiem
nielicznych różnic programowych. Próbował nasycać kulturę sensem katolickim,
podobnie jak próbuje czynić to uczelnia, w murach której się znajdujemy, i do
czego dążą organizatorzy tego kongresu. Jestem wdzięczny za zaproszenie
skierowane do mnie przez prof. Piotra Jaroszyńskiego i Wyższą Szkołę Kultury
Społecznej i Medialnej oraz prof. Petera Redpatha i Fundację Cywilizacji
Zachodu. To ważne dzieło – to apostolat katolickiej kultury, szerzący dobroć,
porozumienie, miłość do piękna i prawdy.
Kiedy przybyłem do Waszyngtonu, również zainicjowałem pierwsze w tym mieście
Towarzystwo im. Hilairego Belloca po to, aby do naszej stolicy wprowadzić trochę
innej cywilizacji, kultury i przyjaźni. Wyszły mi naprzeciw tamtejsze katolickie
i konserwatywne koła, które stają się coraz bardziej otwarte na pozyskiwanie i
angażowanie ludzi. Próbujemy więc walczyć o nasze ideały, mając w swoich
szeregach tak wspaniałych mówców, jak: o. James Schall, Joseph Pearce, Harry
Crocker i inni. Śpiewamy piosenki do tekstów Belloca, palimy cygara, siedzimy
przy lampce wina, spożywamy wspólny posiłek i rozmawiamy o wybranym eseju
Belloca lub jego książce.
Jestem więc niezmiernie wdzięczny, iż nareszcie mogłem przybyć do ziemi, na
której miały miejsce wielkie wydarzenia historyczne; do kraju, który przeżył
prawdziwą przemianę i w którym narodził się duch katolickiej demokracji; do
kluczowego miejsca w historii zbawienia; do rodzinnego domu największego
człowieka XX wieku – Karola Wojtyły, Papieża Jana Pawła Wielkiego. Moja córka
uczęszcza obecnie do szkoły im. Jana Pawła Wielkiego, wspaniałej placówki
prowadzonej przez Siostry Dominikanki z Nashville.

Urwiska postmodernizmu
Przejdźmy teraz do głównego tematu naszego kongresu i zapytajmy, czy z podjęciem
przez katolików służby społecznej wiąże się jakieś ryzyko, a jeśli tak, to czy
należy je podejmować. Problem dotyczy tego, czy katolicy w ogóle mogą
zaangażować się w politykę, a kiedy już się zaangażują, to czy mogą uczynić to w
sposób, który autentycznie będzie obejmował zarówno porządek polityki, czyli
sztukę czynienia tego, co możliwe – mówiąc językiem Arystotelesa – jak i
porządek wiary, czyli sztukę tego, co niemożliwe – parafrazując słowa Jezusa
Chrystusa.
Katolicy, podejmując społeczną służbę – zwłaszcza na drodze wyborów – często
zdają się uważać za coś cnotliwego rezygnację z cnoty na korzyść czegoś, co
moglibyśmy określić względami praktycznymi. Tym czymś mogą być kolejne stopnie
kariery, postępowanie z duchem czasu, pragnienie, by nikomu się nie narazić czy
też chęć uchodzenia za ludzi „miłych” – osobliwy powód właściwy dla gatunku
„homo erectus”. Ponieważ „być człowiekiem” oznacza stać prosto, nie chować się,
nie leżeć ani nie czołgać się na brzuchu.
Skupimy się jednak na innych katolikach, na tych poważnych, którzy potrafią
wybić się na mistrzostwo w polityce, a jednocześnie sumiennie dochować wierności
swojej wierze. Problemem dla większości katolików w życiu politycznym jest nie
tyle kultura, ile oni sami – brakuje im świadomości, że znajdują się w samym
centrum kultury postmodernistycznej, nie pod wpływem filozofii realistycznej,
dostrzegającej obecność prawdy w rzeczach i w nas samych, lecz filozofii
postmodernistycznej, która jest w większości pragmatyczna, technokratyczna i
nastawiona na manipulację oraz produkcję rzeczy i przyjemności. Można łatwo być
wessanym w nurt tego procesu o naturze biurokratycznej. Wystarczy po prostu
chodzić na spotkania, dać się skusić urokom rzeczy praktycznych, następnie
nasłuchać się obietnic, że jeśli zrobisz to, co ci się każe – a ciężko jest
oprzeć się sile biurokracji – wzniesiesz się na wyższe szczeble stanowisk
partyjnych, komitetów, urzędów państwowych, tych z wyboru i tych z nominacji, a
wtedy dopiero będziesz w stanie czynić prawdziwe dobro. W biurokracji zawsze
jest jakieś „a wtedy dopiero”.
John Courtney Murray w swojej ciągle interesującej i ważkiej książce pt. „Te
prawdy głosimy” („We Hold These Truths”) skoncentrował się na społeczeństwie
zbudowanym na fundamencie realistycznej epistemologii, które powstało z wiary
zrodzonej w Jerozolimie, z filozofii odkrytej w Atenach oraz ze sprawiedliwości
i skuteczności rodem z rzymskiego prawa. Ale próbował on również wzywać
modernistyczne społeczeństwo do powrotu do zasad prawa naturalnego. (Nie udało
się.) Krótko mówiąc, po tym, jak Murray napisał swoją książkę, większa część
społeczeństwa w Ameryce i Kościoła w świecie przeszła nad urwiskiem
postmodernizmu, by wejść w swego rodzaju rozchwianą etykę utylitarystycznego i
technokratycznego manipulowania ludźmi dla przyjemności, władzy, rozrywki i
wolności od bólu. Ta właśnie etyka zaczęła dominować w naszych instytucjach
społecznych, mediach, kulturze, edukacji i polityce. Teraz z kolei to polityka
zaczyna dominować np. nad ludźmi, którzy mają inne zdanie. Dzisiaj, moralne
rozumowanie właściwe Ameryce Murraya i każdej poważnej dyskusji na forum
państwa, wśród jego obywateli nakierowanych na wspólne dobro – to moralne
rozumowanie ustąpiło miejsca imperatywom wolnej miłości i radykalnej autonomii
jednostki – stworzonej przez państwo, które ciągle umacnia swoją niemal boską
władzę nad społeczeństwem i wiarą jego obywateli.
Jakie siły spotykają się u zbiegu Potomaku i Tybru – tam, gdzie nieodparta żądza
stanowisk i wpływów w Rzymie naszych czasów, jakim jest Waszyngton, może
wciągnąć każdego w swoje coraz większe wiry?

Cel: rozliczyć biurokratów
Miałem szczęście piastować kierownicze stanowisko w szeregach administracji
amerykańskiej za prezydentury George´a Busha, najpierw w Departamencie
Sprawiedliwości jako wiceszef Biura ds. Inicjatyw Społecznych i Religijnych, a
następnie jako dyrektor Urzędu Kontroli Państwa. Nazywano mnie doradcą
specjalnym Stanów Zjednoczonych. Mój urząd był autonomicznym i stałym urzędem,
który nadzorował władzę wykonawczą i Biały Dom w zakresie ich niewłaściwego
postępowania, nieudolności, naruszania prawa, używania stanowisk publicznych do
realizacji celów partyjnych i propagandy wyborczej. Chroniłem ludzi, których
nikt inny by nie ochronił. Odkryłem, że ochrona państwa, do czego mój urząd
został powołany, ma korzenie w biblijnej Księdze Mądrości: „Zróbmy zasadzkę na
sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam
łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów… Dotknijmy go obelgą i
katuszą, by poznać jego łagodność…” (por. Mdr 1, 16-2, 24). Jest to bardzo
trafny opis reakcji ludzi na tych, którzy ostrzegają i donoszą o
nieprawidłowości, nieudolności czy niebezpieczeństwie, które zagraża
społeczeństwu.
Można powiedzieć, że mój urząd był urzędem solidarności z tymi, którzy
potrzebowali głosu, musieli powiedzieć prawdę, pragnęli opowiedzieć swoją
historię o ucisku, o nadużyciu władzy, o niewłaściwym wykorzystaniu środków
publicznych, o naruszeniach porządku i prawa, które są ważne w stabilnym
społeczeństwie obywatelskim. Potrzebujemy bowiem proroków, ludzi, którzy
podejmują ryzyko zwrócenia uwagi narodu, kiedy ktoś źle postępuje.
Niektóre z głośniejszych spraw, jakie prowadziłem, wymagały, abym ujawniał
różnego rodzaju rewelacje, chronił moich podwładnych, czy też abym prowadził
dochodzenie przeciwko wysoko postawionym urzędnikom w mojej administracji.
Znajdywałem informacje do swojej pracy w tysiącach samolotów lądujących
awaryjnie z powodu niebezpiecznych pęknięć w ich kadłubach, wszczynałem
dyscyplinarne akcje przeciwko wysokim urzędnikom w wielu departamentach i w
samym Białym Domu, byłem obrońcą praw moich podwładnych w takich miejscach, jak:
Departament Obrony (sprawa wadliwych pomp Katrina i nieprawidłowości kontraktów
rządowych), Służby Ochrony Pogranicza (sprawa upozorowanej intrygi
łapówkarskiej), a także Administracja Lotnictwa Federalnego (sprawa ukrywania
awarii systemu nawigacji ruchu powietrznego oraz niedomagań inspekcji
orzekających o zdolności do lotu). Składałem zeznania przed Kongresem Stanów
Zjednoczonych i regularnie występowałem w mediach. Pisywałem, przemawiałem do
środowisk uniwersyteckich i innych wielkich zgromadzeń. Wszystko po to, aby
głosić, jak ważne jest posiadanie sprawiedliwego rządu, aby pokazywać ludziom,
że w szeregach władzy panuje uczciwość, a politycy nie żyją na koszt państwa,
nic nie robiąc. Stworzyłem jednostkę zajmującą się bezpieczeństwem inspektorów
kontroli państwa i ich uprawnieniami pracowniczymi. Ktoś wyliczył, że moje
dochodzenia kosztowały przemysł lotniczy 1 mld USD. Jednak każdy z moich
współpracowników powie, że moje i ich decyzje sprawiły, iż setki tysięcy ludzi
mogą teraz bezpieczniej korzystać z usług komercyjnych linii lotniczych. Z kolei
wielu lobbystów, członków rządu czy też ludzi spoza niego nie jest zadowolonych
przeze mnie. Występowałem przeciwko dziesiątkom ważnych urzędników,
doprowadzając niejednokrotnie do ich dymisji, jak chociażby w przypadku szefa
agencji o wartości 40 mld USD, która nadzoruje wszystkie rządowe zakupy i
budowy; dwóch inspektorów generalnych i jednego prokuratora.
Mam w sobie niechęć wobec stałego bohatera utworów Franza Kafki – wobec
biurokracji, a konkretnie biurokratów: niewidzialnych, przez nikogo
niewybieranych i nieodpowiedzialnych ludzi, którzy faktycznie rządzą światem.
Kiedy podejmuje się próby poddania ich pracy konkretnym zasadom, zredukowania
zaległości, ustalenia celów, aby móc osiągać rezultaty; kiedy się nawet
zawstydzą i wezmą do pracy – to tylko podrażnia ich dumę, przez co podejmują
wszelkie starania, aby raz na zawsze pozbyć się wszystkiego, co wchodzi im w
drogę. Przejąłem urząd, w którym zalegały sprawy niezałatwione od dziesięciu
lat, zredukowałem je do zera w ciągu pierwszych sześciu kwartałów pracy, po czym
nie tolerowałem już żadnych zaległości do końca mojego urzędowania. Zwracałem
się z prośbą i otrzymywałem od moich pracowników trzy-, a czasem czterokrotny
wzrost pozytywnych rezultatów, osiąganych w dochodzeniach sądowych i wygranych
przez nas sprawach. Krytykowałem ludzi, którzy mianowali mnie na to stanowisko,
czyli gryzłem rękę, która mnie karmiła. Przestrzegałem także prawa, a to
szczególnie bolało święte krowy naszych czasów.

Oskarżenie: katolik zbyt gorliwy
Zostałem zaatakowany za to, że jestem zbyt katolicki. Oskarżył mnie o to jeden z
członków sztabu pewnego kongresmena z Nowego Jorku. Nastąpiło poruszenie –
William Donohue z Ligi Katolickiej zażądał przeprosin od kongresmena Elliotta
Engela. I ten przeprosił. „American Spectator” zamieścił wówczas artykuł pt.
„Katolicy nie muszą aplikować”. Pozwolę sobie zacytować fragment tego artykułu,
aby pokazać, jak przedstawił on to wydarzenie:
„Grupy nacisku z Waszyngtonu – znane ze swej antyreligijnej wrogości wobec
konserwatystów – prowadzą skoordynowaną kampanię oszczerstw przeciw Scottowi
Blochowi, nominowanemu przez George´a Busha na urząd specjalnego doradcy, który
przeprowadza kontrolę państwa i przedkłada jej wyniki na ręce swych
przełożonych. W wywiadzie dla 'The American Spectator’ Pete Leon, dyrektor ds.
legislacyjnych w sztabie Eliota Engela, który domaga się dymisji Blocha, ujawnił
skrajny fanatyzm antyreligijny, znamionujący całą kampanię. Przedstawiając swoje
obiekcje wobec Blocha, Leon powiedział: 'Jest on gorliwym katolikiem’, lecz
kiedy zorientował się, jaką popełnił gafę, szybko rzucił znany tekst z serialu
komediowego: 'Nie żeby było w tym coś złego’ (D. Holman, „No Catholics Need
Apply”, „The American Spectator”, 15 IV 2005
[http://spectator.org/archives/2005/04/15/no-catholics-need-apply, odczyt: 2 XI
2010).
Jednak zdaniem ugrupowań atakujących Blocha, gorliwy katolik na tym urzędzie to
pomyłka. Grupy, o których mowa, nie uznają wierzącego katolika za godnego
kierowania urzędem, który za czasów Billa Clintona służył im za taran do
realizacji celów liberalnych. Scott Bloch, zaprzysiężony w styczniu 2004 r. jako
specjalny doradca Stanów Zjednoczonych, rozgniewał te hermetyczne grupy nacisku
nie dlatego, że nie spełniał swoich obowiązków, lecz dlatego, że spełniał je
zbyt dobrze.
Rozpoczynając pracę, stanął on wobec tysiąca zaległych, niezałatwionych spraw.
Zdemaskowane nadużycia oraz odwołania, czekające na rozpatrzenie niekiedy od
trzech lat, pokrywały się kurzem na półkach federalnej biurokracji, a zasadnicze
problemy przechodziły niezauważone. Po piętnastu miesiącach Bloch, wykazując
zdrowe lekceważenie dla stołecznego etosu interesownej jak zwykle biurokracji,
niemal zlikwidował te zaległości i szkody, które powstały za rządów ekipy
Clintona…

Nagonka to krzyż
To, co wyprowadziło z równowagi homoseksualne grupy aktywistów, to fakt, że
Bloch zakończył wykorzystywanie do celów propagandowych internetowej strony
swojej instytucji prowadzonej przez zdeklarowaną lesbijkę Elaine Kaplan,
nominowaną przez Billa Clintona. Kiedy Bloch obejmował urząd, na stronie tej
widniały informacje, które zaliczały orientację seksualną do chronionych. Odkrył
on jednak, że rozporządzenia prezydenta Clintona bezprawnie zwiększyły zakres
uprawnień jego instytucji o sprawy dyskryminacji z uwagi na orientację
seksualną. Bloch dostrzegł, że prawo zabrania dyskryminacji na bazie
postępowania, które nie wpływa niekorzystnie na wydajność pracy, i że orientacja
nie ma statusu klasy w prawie zwyczajowym, historii ustawodawczej, czy też
zwykłym znaczeniu prawa.
Przeciwko takiemu posunięciu zaprotestowały Kampania Praw Człowieka, czasopisma
homoseksualne, kongresmeni: Barney Frank, Eliot Engel i inni. Engel wezwał
Blocha do dymisji w październiku ubiegłego roku.
Żywa wiara jest esencją krytyki Blocha. W programie radiowym Boba Garfielda
stwierdzono niedawno: 'Mr. Bloch był zastępcą dyrektora w Biurze Inicjatyw
Religijnych przy Departamencie Sprawiedliwości, a więc nakażemy inspektorom
kontroli państwa, żeby bardziej wierzyli…’. Temu komentarzowi towarzyszyły
salwy śmiechu.
Nadchodzące miesiące mogą tylko przymnożyć Blochowi kłopotów, zwłaszcza jeśli
konserwatystom nie uda się zdemaskować, czym jest ta lewicowa kampania
antykatolicka. Niedawno rzecznik Rządowego Biura Odpowiedzialności (GAO)
potwierdził, że jego instytucja skontroluje Urząd Kontroli Państwa na wniosek
senatorów: Henry´ego Waxa i Danny´ego Davisa. Nie wiadomo jednak, jakie motywy
przyświecają sprawie. Komisja senacka ds. rządu planuje przeprowadzenie tej
kontroli na wiosnę tego roku.
’Być może metody mojego działania są niekonwencjonalne – mówi Bloch – lecz nie
trzymam się biurokratycznej dyplomacji. Nie jest ona czymś, co chcę zrozumieć”.
Natomiast spotkanie z synem Michaelem (21 lat), najstarszym z siedmiorga dzieci
– starszym szeregowym, który właśnie wrócił ze swojej drugiej wyprawy do Iraku,
utwierdziło Blocha w przekonaniu, że misja jego urzędu jest uzasadniona’”.
W ciągu kolejnych trzech lat byłem celem ośmiu dochodzeń wszczynanych przez
Kongres, który nie miał żadnej władzy nad moim urzędem. Najeżdżali mnie również
w moim domu i w biurze agenci FBI i penetrowali materiały prowadzonych przeze
mnie spraw, zajmując wszystkie tajne i poufne akta. Być może przypomina to
państwu czasy komunistyczne. Jestem wdzięczny za to, że mogłem służyć
społeczeństwu przez około 8 lat. Czy katolik podejmujący publiczną służbę zawsze
jest powodem takich konfliktów? Czy każdy człowiek podejmujący publiczną służbę,
który jest katolikiem, musi cierpieć? Istota problemu sprowadza się do kwestii,
co jest celem przywództwa i władzy. Czy najważniejszy jest ten, kto decyduje,
co, kiedy i gdzie? Czy musi się on również liczyć z prawdą, sprawiedliwością i
naszą ludzką naturą?
Nasz Pan, Jezus Chrystus, powiedział: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do
cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22, 21b). Naszym obowiązkiem, jeśli
przyjdzie nam pełnić służbę społeczną lub zajmować przywódcze stanowisko, jest
robić dobrą robotę. Naszym obowiązkiem jest oddać państwu dobrą pracę, której
motywem nie jest ideologia, partia, dogmat czy nawet wiara, lecz sprawiedliwość,
prawo i dobro wspólne. Nie ma bowiem sprzeczności między prawami władzy
państwowej i władzy Boga. Przeważnie zachodzi zgodność między władzą i rządami
państwa a prawem Bożym. Jeżeli jednak władza w państwie orzekłaby, że to ona
jest bogiem, a zwykły obywatel nie ma prawa modlić się do prawdziwego Boga, to
wówczas naszym obowiązkiem byłoby taką władzę odrzucić, jak czynili to pierwsi
męczennicy.
Oddajemy cezarowi to, co należy do niego, właściwie sprawując swój urząd. Czasem
jednak służba społeczna stawia nas wobec problemów, których nie chcielibyśmy
doświadczyć na swojej drodze. Tutaj pojawia się konieczność ofiary – pojawia się
ona dokładnie w momencie, kiedy uznajemy, że trzeba nam zrobić to, co słuszne,
nawet jeśli pokrzyżuje to plany króla. Przekonał się o tym św. Tomasz Morus.
Chciał zadowolić króla w niewłaściwy sposób. Owszem, był on „dobrym sługą króla,
ale najpierw Boga”.
Obecnie przywilej urzędu i władzy przypadł niechrześcijanom. Możesz cieszyć się
ich względami, jeśli jesteś katolikiem zsekularyzowanym. Z kimś takim
niechrześcijanie uwielbiają pokazywać się wszędzie i przyklejać katolicką
etykietę do ustaw, które obrażają prawo Boże. A ponieważ władza kocha samą
siebie, więc nie troszczy się o zasady czy o ideały. Zdradzi nawet hołubione
przez siebie wartości po to, aby ukarać kogoś swojego, kto oddalił się od
oficjalnych działań i przekonań. Nie można bowiem służyć Bogu i mamonie.
Papież Benedykt XVI w przemówieniu do polityków na Cyprze powiedział: „Kiedy
służba publiczna jest pełniona wiernie, pozwala nam wzrastać w mądrości i
prawości, osiągnąć osobiste spełnienie. Platon, Arystoteles i stoicy
przywiązywali wielką wagę do owego spełnienia – eudemonii – jako celu każdego
człowieka, a sposobu na osiągnięcie go upatrywali w moralnym postępowaniu. Dla
nich, a także dla wielkich filozofów islamskich i chrześcijańskich, którzy
poszli w ich ślady, praktykowanie cnoty polegało na postępowaniu zgodnym ze
zdrowym rozsądkiem i na poszukiwaniu wszystkiego tego, co prawdziwe, dobre i
piękne” (Benedykt XVI, „Trzy sposoby propagowania prawdy moralnej w życiu
publicznym”, „L´Osservatore Romano”, nr 8-9/2010, s. 10).
Nawiązując do Jana Pawła II, Papież Benedykt XVI przypomniał, w jaki sposób
należy dbać o właściwe decyzje w życiu publicznym: „Mój poprzednik Papież Jan
Paweł II napisał kiedyś, że obowiązek moralny nie powinien być postrzegany jako
prawo narzucające się z zewnątrz i domagające się posłuszeństwa, lecz raczej
jako wyraz Bożej mądrości, której ludzka wolność dobrowolnie się poddaje (por.
„Veritatis splendor”, 41). Jako ludzie znajdujemy swoje ostateczne spełnienie w
odniesieniu do Rzeczywistości Absolutnej, której odbiciem jest tak często
rozbrzmiewające w naszym sumieniu naglące wezwanie do służby prawdzie,
sprawiedliwości i miłości” (Tamże).
Zaproponował on wówczas trzy zasady. Po pierwsze, propagowanie prawdy moralnej
na drodze obiektywnych, faktycznych decyzji. Po drugie, opisywanie mechanizmu
wykorzystywania tzw. wartości jako środka promocji tyrańskich ideologii
politycznych. Natomiast w nawiązaniu do tradycji prawa naturalnego, o którym
pisał o. Murray, podczas Soboru Watykańskiego II Papież stwierdził: „Po trzecie,
propagowanie prawdy moralnej w życiu publicznym wymaga nieustannego wysiłku,
jakim jest stanowienie odpowiednich praw w oparciu o zasady etyczne prawa
naturalnego… Kiedy popierane przez nas działania polityczne pozostają w
zgodzie z prawem naturalnym, wspólnym całej ludzkości, wtedy nasze postępowanie
staje się bardziej rozważne i sprzyja tworzeniu klimatu zrozumienia,
sprawiedliwości i pokoju” (Tamże, s. 11).

Czas prześladowań
Arcybiskup Charles Chaput z Denver, kapucyn, często pisze i mówi o zderzeniu
cezara z Bogiem w polityce. Zna on dobrze te niebezpieczeństwa. W swojej książce
pt. „Oddajcie Cezarowi” („Render unto Ceasar”) pokazuje znakomicie, w jaki
sposób wierzący katolik zderzy się z duchem naszych czasów, jeżeli prawdziwie
opowie się po stronie słusznych zasad.
Następnie, by wyjaścić, dlaczego wpływ katolików na społeczeństwo jest ważny,
arcybiskup powiedział: „Usuwając Chrystusa, usunie się jedyny solidny fundament
dla naszych wartości, instytucji i sposobu życia. Powiedziałbym, że obrona
zachodnich ideałów jest jedynym sposobem, jakim my i nasi sąsiedzi dysponujemy,
uniknięcia nowych form represji – czy to ze strony ekstremistów islamskich, czy
też laickich technokratów”.
Potrzeba, abyśmy byli tak przekonani o prawdach wiary, że gorliwie będziemy żyć
tymi prawdami, kochać tymi prawdami i bronić tych prawd, nawet za cenę naszej
niewygody i cierpienia.
Kardynał Grancis George z Chicago jest chętnie cytowany, gdyż powiedział: „Ja
umrę w łóżku; mój następca umrze w więzieniu; a jego następca umrze śmiercią
męczennika”.
Jeśli ludzie sprzeciwią się Tobie, wzgardzą Tobą i upokorzą Cię – będzie to znak
Bożej miłości. Jest też pociecha w udręczeniu, którą pokazał św. Tomasz Morus.
„Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego
powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” (Mt 5, 11). Nie znaczy to, że musisz
chcieć, by tak się stało. Dojdzie do tego po prostu z uwagi na to, kim jesteś.

Naucz się modlić
Uważam, że miałem szczęście. Jednym z głównych dobrodziejstw mojej pracy było
to, że urzędowałem dokładnie naprzeciwko katedry św. Mateusza w Waszyngtonie, z
jej pięknym, sakralnym wnętrzem, w którym każdego dnia odprawiano trzy Msze
Święte, w którym spędzałem czas na modlitwie i kontemplacji przed Najświętszym
Sakramentem. Zatem gdybym został zapytany o to, co ktoś zainteresowany
piastowaniem urzędu czy podjęciem służby publicznej powinien robić, aby się do
tego przygotować, odpowiedziałbym, że najważniejsza jest modlitwa – naprawdę
naucz się modlić. Katolicka Ameryka zagubiła sens modlitwy, modlitwy myślnej i
kontemplacji, która przywraca pogodę ducha i daje siłę do walki.
Biada tobie, jeśli jesteś powołany, by ponieść cierpienie związane z tymi
ciężarami i wzbraniasz się przed nimi ze strachu. Powinniśmy bowiem pragnąć
doświadczyć prześladowania i cierpienia, które z konieczności towarzyszy
przywódcom, a także doświadczyć ryzyka stania się głupcem dla Chrystusa.


Na zakończenie chciałbym zacytować trzecią zwrotkę „Ballady do Matki Boskiej
Częstochowskiej”, k
tóry to utwór jego autor, Hilaire Belloc, napisał po powrocie
z podróży do Polski w 1920 r. i po wizycie w sanktuarium maryjnym na Jasnej
Górze. Moim zdaniem, trafnie opisuje ona sposób naszego zaangażowania w służbę
publiczną na drodze ofiary. Jako że jedyna prawdziwa ofiara i służba, jaką
możemy złożyć i podjąć, pochodzi z nas samych:


„Ballada do Matki Boskiej Częstochowskiej”
I
Pani i Królowo, tajemnic Tajemnico,
Któraś Regentką na niezmąconych
niebiosach,
Święta Hilda widziała we śnie
Twoje lice,
a muzyka za Tobą szła po rosach.
Przyjmiesz mnie, Pani,
pod chmur wysokich przyłbicą,
gdy do owczarni wrócą owce
i noc bosa.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
II
Morza są strome, mroźne i dzikie
w swej mocy,
tak straszne, gdy się zmagasz
w ich rozdartej toni,
ogromny ugór wód
pośród zimowej nocy,
gdzie żadna przystań
znikąd żagli nie uchroni.
Lecz Ty mnie poprowadzisz
ku światłom w zatoce,
ja w porcie rozpowiem
hymn o Twej obronie.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
III
Domie złoty, pomagasz tym,
co są wpółprzegrani,
Kaplico Miecza,
Wieżo ze Słoniowej Kości,
Aureolo, szczodry jest Twój
splendor,
Pani –
Tyś Wizją Wojownika,
a świata Światłością.
Dodasz sił, mój ostatni Sojuszu
w otchłani, do odwetu, do chwały,
co z nieugiętości.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
Przesłanie
Księciu upodleń, kupionych i
sprzedawanych,
ten wiersz w twym rozwalonym
chlewie napisany
wyznaje wiarę, w której
wierniem trwał przez lata
i ogłasza, z czym umrzeć chcę,
schodząc ze świata.

Hilaire Belloc. „Ballada do Matki Boskiej Częstochowskiej”.

Hilaire Belloc. „Ballada do Matki Boskiej Częstochowskiej”.


I
Pani i Królowo, tajemnic Tajemnico,
Któraś Regentką na niezmąconych
niebiosach,
Święta Hilda widziała we śnie
Twoje lice,
a muzyka za Tobą szła po rosach.
Przyjmiesz mnie, Pani,
pod chmur wysokich przyłbicą,
gdy do owczarni wrócą owce
i noc bosa.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
II
Morza są strome, mroźne i dzikie
w swej mocy,
tak straszne, gdy się zmagasz
w ich rozdartej toni,
ogromny ugór wód
pośród zimowej nocy,
gdzie żadna przystań
znikąd żagli nie uchroni.
Lecz Ty mnie poprowadzisz
ku światłom w zatoce,
ja w porcie rozpowiem
hymn o Twej obronie.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
III
Domie złoty, pomagasz tym,
co są wpół-przegrani,
Kaplico Miecza,
Wieżo ze Słoniowej Kości,
Aureolo, szczodry jest Twój
splendor,
Pani –
Tyś Wizją Wojownika,
a świata Światłością.
Dodasz sił, mój ostatni Sojuszu
w otchłani, do odwetu, do chwały,
co z nieugiętości.
To jest wiara, w której trwam
i trwałem przez lata:
W niej chcę umrzeć, gdy przyjdzie
mi zejść z tego świata.
Przesłanie
Księciu upodleń, kupionych i
sprzedawanych,
ten wiersz w twym rozwalonym
chlewie napisany
wyznaje wiarę, w której
wierniem trwał przez lata
i ogłasza, z czym umrzeć chcę,
schodząc ze świata.

=======================

aleteia [wyjątki md]

Belloc w 1928 roku odwiedził Polskę i spędził dwa dni (16 i 17 września) na Jasnej Górze. Napisał wówczas wiersz „Ballade To Our Lady of Częstochowa”. Oprawił tekst w ramki i powiesił w kaplicy cudownego obrazu Matki Bożej.

Ballada zniknęła

Wiersz Belloca był dość dobrze znany Polakom mieszkającym na Wyspach. Dlatego kiedy dziennikarz Sekcji Polskiej radia BBC Gregory Macdonald w 1960 roku dowiedział się, że na Jasnej Górze nie ma nigdzie wystawionego na widok publiczny rękopisu „Ballady…” (Został zdjęty ze ściany? Zgubił się? A może nigdy tam nie zawisł?), postanowił sporządzić kopię i dostarczyć ją do Częstochowy.

Poprosił Tolkiena o artystyczne przepisanie wiersza.

Ojcowie szukają w archiwach

Gdzie teraz jest kaligrafia Tolkiena? Na pewno nie ma jej w kaplicy cudownego obrazu Matki Bożej. Zapytaliśmy ojców paulinów o losy rękopisu. Okazuje się, że trudno go dzisiaj odszukać. Żadnej wzmianki na ten temat nie udało się znaleźć ani w katalogu archiwum, gdzie przechowywane są dokumenty, ani w katalogu zbiorów sztuki wotywnej, gdzie umieszcza się dzieła sztuki. Kustosz zbiorów sztuki wotywnej o. Stanisław Rudziński pytał starszych współbraci, ale nikt nie pamięta takiego daru.

Z tamtej strony globu: Ostra krytyka eksperymentalnej terapii genowej mRNA. Ujawnia też korupcję.

Z tamtej strony globu: Ostra krytyka eksperymentalnej terapii genową mRNA. Ujawnia też korupcję.

https://www.aussie17.com/p/prof-ian-brighthope-slams-experimental

Profesor Ian Brighthope ostro krytykuje eksperymentalną terapię genową mRNA i ujawnia korupcję TGA

Wiemy, że nanocząsteczka lipidowa pobierze RNA, ale dochodzi także do skażenia genomu poszczególnych osób z DNA.

5 kwietnia 2024 r Transkrypcja AI. [???}

W niedawnym wywiadzie dla Efrata Fenigsona profesor Ian Brighthope wyraził swoje poważne obawy dotyczące szybkiego przyjęcia szczepionek mRNA i naruszenia integralności australijskiego organu regulacyjnego, Agencji ds. Towarów Terapeutycznych (TGA). Jako założyciel Australasian College of Nutritional & Environmental Medicine (ACNEM), Brighthope jest niezłomną osobą w dziedzinie medycyny żywieniowej i środowiskowej oraz wybitną postacią w dyskursie na temat praktyk w zakresie opieki zdrowotnej.

Zagłębiając się w sedno swoich obaw, krytyka Brighthope’a dotycząca szczepionek mRNA jest zarówno wszechstronna, jak i głęboko niepokojąca. Wyraził poważne obawy dotyczące ich wpływu na zdrowie człowieka, podkreślając ich potencjalną ingerencję w najbardziej podstawowe procesy biologiczne organizmu. „Widzieliśmy szkody wyrządzone przez tę truciznę naszym komórkom somatycznym, widzieliśmy, jak trucizna przedostaje się do komórek rozrodczych, jąder i jajników, wytwarzając „swoje” plemniki i komórkę jajową” – szczegółowo opisał, przedstawiając ponury obraz sytuacji. wtargnięcie tych szczepionek na poziom komórkowy.

Następnie wyjaśnił ryzyko związane z nanocząsteczkami lipidowymi używanymi do dostarczania mRNA do komórek i podkreślił zanieczyszczenie DNA odkryte przez Kevina McKernana i odtworzone w kilku niezależnych laboratoriach na całym świecie: „Wiemy, że nanocząsteczki lipidowe pobierająą RNA i występuje również zanieczyszczenie z DNA do genomu jednostki.” To skażenie, ostrzega Brighthope, obejmuje w dużej mierze nieznane terytoria z nieprzewidywalnymi skutkami długoterminowymi, a jednocześnie zauważalnymi skutkami natychmiastowymi. „Nie wiemy więc dokładnie, co się stanie, ale z pewnością wiemy, że będzie to miało wpływ na cykle rozrodcze. W przypadku kobiet wiemy, że ma to wpływ na płodność i wiemy, że ma to wpływ na przeżycie embrionów i płodu” wyjaśnił, podkreślając głębokie implikacje dla płodności człowieka i potencjalnych przyszłych pokoleń.

Krytyka nie kończy się na wpływie fizjologicznym. Brighthope odnosi się również do zapalnego charakteru systemu podawania szczepionki i jego szerszych implikacji: „I jest to nadużywanie tej toksycznej szczepionki mRNA zawartej w nanocząstce lipidowej, która ma charakter wysoce zapalny, przedostaje się do mózgu ludzi i ma niekorzystny wpływ na jednostki.”

Przypadkowo liczba roszczeń z tytułu niepełnosprawności neurologicznej w Wielkiej Brytanii wzrosła o szokujące 15,6% w czerwcu 2021 r., by w 2022 r. gwałtownie wzrosnąć o bezprecedensowe 95,2%. [ŹRÓDŁO]

[Po prawej – Nadmiarowe „niepełnosprawności, uszkodzenia. Wykres można powiększyć w oryginale. MD]

ŹRÓDŁO Finanse Tech (Ed Dowd)

Ponadto profesor Brighthope naświetlił problematyczną strukturę finansowania TGA.

]Australijski organ regulacyjny ds. leków, TGA, otrzymuje 96% środków od przemysłu farmaceutycznego. Ten głęboko zakorzeniony konflikt interesów kwestionuje bezstronność decyzji regulacyjnych TGA, które zatwierdzają leki firm, które je finansują.

Rozmowa dotyczyła dalej szerszych konsekwencji takich naruszonych ram regulacyjnych dla ogólnego bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek dla dzieci. Profesor Brighthope krytycznie ocenił obecne protokoły szczepień, wskazując na niepokojący brak solidnych badań potwierdzających ich skuteczność w zapobieganiu chorobom. „Teraz wiemy, że wiele z tych szczepionek jest albo bezużytecznych, albo powoduje działania niepożądane” – zauważył.

Ameryka też wybiera: Friday Funnies: „Democracy” eclipsed. MEMy.


Friday Funnies: Hod Roddin’

„Democracy” eclipsed.

ROBERT W MALONE MD, MS APR 5
 
READ IN APP
 












„Whoever would overthrow the liberty of a nation must begin by subduing the freeness of speech.” 

―Silence Dogood, likely pseudonym of Benjamin Franklin.





Thank you for reading Who is Robert Malone. This post is public so feel free to share it.





”Who is Robert Malone” is a reader supported publication. Please consider upgrading to a paid subscription to support our work.

Upgrade to paid


“Seldom do people think things through foolishly. More often, they do not bother to think things through at all, so that even highly intelligent individuals can reach untenable conclusions because their brainpower means little if it is not deployed and applied.”

– Thomas Sowell

małe rybki: 22 osoby aresztowano w związku z oszustwami na kwotę 600 mln euro z funduszu UE Covid

22 osoby aresztowano w związku z podejrzeniem oszustwa na kwotę 600 mln euro z funduszu UE Covid

22 osoby aresztowano w związku z podejrzeniem oszustwa na kwotę 600 mln euro z funduszu UE Covid

https://www.lemonde.fr/en/europe/article/2024/04/04/22-arrested-over-suspected-600-million-euro-eu-covid-fund-fraud_6667369_143.html#

22 osoby aresztowano w związku z podejrzeniem oszustwa na kwotę 600 mln euro z funduszu UE Covid

We Włoszech, Austrii, Rumunii i na Słowacji aresztowano osoby w ramach represji wobec osób podejrzanych o czerpanie pieniędzy z pomocy związanej z odzyskaniem środków w związku z Covid-19.

„Le Monde” z AFP 4 kwietnia 2024 o 13:43 (Paryż),

W czwartek 4 kwietnia władze aresztowały 22 osoby w czterech krajach europejskich w ramach śledztwa w sprawie podejrzenia oszustwa na kwotę 600 milionów euro związanego z odzyskaniem środków pieniężnych z tytułu Covid-19, podała prokuratura bloku. W wyniku dochodzenia w sprawie rzekomej siatki przestępczej, która przypuszczalnie przejęła fundusze, przeprowadzono dziesiątki nalotów i aresztowań we Włoszech, Austrii, Rumunii i na Słowacji – podała w oświadczeniu Prokuratura Europejska.

Organizacja przestępcza jest „podejrzana o wyłudzenie 600 milionów euro z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) dla Włoch” – stwierdziła EPPO z siedzibą w Luksemburgu. Dodał, że biuro w Wenecji włoskiej jednostki policji finansowej Guardia di Finanza na zlecenie sędziego przedprocesowego zamroziło aktywa o wartości ponad 600 mln euro.

Spośród 22 aresztowanych podejrzanych ośmiu umieszczono w areszcie do czasu procesu, a pozostałych 14 umieszczono w areszcie domowym, a jednemu z nich, księgowemu, zakazano wykonywania zawodu. EPPO stwierdziła, że skupiała się na rzekomej siatce przestępczej, która w latach 2021–2023 stworzyła program oszustwa mający na celu uzyskanie pieniędzy z udziału Włoch w RRF.

RRF, utworzona, aby pomóc krajom bloku odbić się od ciosu gospodarczego zadanego przez pandemię Covid, była warta ponad 720 miliardów euro, finansowana w dużej mierze ze wspólnych pożyczek UE.

Model ten, zwłaszcza wspólne zaciąganie pożyczek, jest reklamowany przez niektóre kraje UE jako model, który można powielić, gdy Unia Europejska będzie intensyfikować swój przemysł obronny i współpracę w odpowiedzi na zagrożenie ze strony Rosji oraz w celu wspierania Ukrainy.

„Le Monde” z AFP

Nędza filozofii i zagadki reinkarnacji

Nędza filozofii i zagadki reinkarnacji

Stanisław Michalkiewicz  •  6 kwietnia 2024 nendza

Wprawdzie wiadomo, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom, ale to, co dzieje się teraz, nie mogłoby przyśnić się nikomu – nawet w gorączce. Oczywiście są wyjątki – na przykład w osobach autorów niemieckiego portalu „Onet”, albo jeszcze lepiej – w osobach funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, zatrudnianych przez Judenrat „Gazety Wyborczej”. Oto autor „Onetu” z całą powagą informuje o piosenkarce Duffy, która gdzieś przepadła na całe 4 lata. Okazało się, że została porwana i zgwałcona – ale nie raz, tylko nieprzerwanie przez całe cztery tygodnie, w dodatku w obcym kraju, do którego trafiła w stanie odurzenia. Nie wiadomo, czy przez resztę czasu ów raptus też ją gwałcił, czy też już nie musiał, a wróciła, bo skończyły się pieniądze? Jak tam było, tak tam było, ale to nieważne. Szkoda, że autorem tej informacji nie był filozof, bo może miałby bujniejszą fantazję i na przykład zasugerowałby piosenkarce, że porwali ją mieszkańcy Wenus – no bo gdzie można dostarczyć ofierze porwania więcej przeżyć, niż na Wenus – a w dodatku ci Wenusjanie są tak obficie wyposażeni przez naturę, że kto chociaż raz zostanie przez takiego zgwałcony, to już nie tylko niczego więcej nie pragnie, ale w dodatku nic nie pamięta, niczym towarzysze Odyseusza po zjedzeniu lotosu w krainie Lotofagów. To by się nawet bardziej trzymało kupy, zwłaszcza, że walka klasowa na Wenus, o której w latach 50-tych wspominał pewien poczytny autor powieści science-fiction, już się chyba szczęśliwie zakończyła i teraz rządzi tam – jak się należy – Michnikuremek w koalicji z folksdojczami.

Miejmy nadzieję, że następne piosenkarki będą bardziej pomysłowe i do swoich opowieści dodadzą dramatyzmu, wzbogacając je również w tak zwane „momenty”, dzięki czemu granica między literaturą faktu, a pornografią zostanie raz na zawsze zatarta. Tutaj akurat filozofowie nie bardzo się sprawdzają, bo przypominam sobie, jak pani profesor Maria Szyszkowska podczas dyskusji w telewizji dała do zrozumienia, że zdefiniowanie pornografii przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Już prawie w to uwierzyłem, bo jakże tu nie wierzyć, aż tu nagle następnego dnia sierżant policji na Bazarze Różyckiego złapał jakiegoś jegomościa z torbą pełną kaset pornograficznych. Wystarczyło, że rzucił na nie przelotnym spojrzeniem i już wiedział, z czym ma do czynienia. Po tym incydencie lepiej zrozumiałem, o co chodzi w określeniu: „nędza filozofii”.

Rozmarzyłem się na temat możliwości, jakie otwierają się przed literaturą, zwłaszcza tą feministyczną, która – jak wiadomo – koncentruje się „na niewielkiej okolicy, między regio genus anterio, regio pubice i regio oralis”.

Tak przynajmniej uważał poeta Tadeusz Różewicz, pisząc, jak to „pewna panienka w Paryżu zrozumiała, że nie ma dna i napisała wypracowanie o spółkowaniu witaj smutku (…), a to, co było niegdyś przesionkiem piekła, zostało przez modną literatkę zmienione w vestibulum vaginae”.

Tymczasem ostatnie wypadki, podobnie jak wiele wcześniejszych też, skłoniły mnie do ponownego zainteresowania się reinkarnacją. Wprawdzie przemawiają przeciwko niej rozmaite argumenty, a zwłaszcza ten, że osobnik reinkarnujacy się absolutnie nic nie pamięta ze swoich poprzednich wcieleń, niczym piosenkarka Duffy ze swoich przeżyć z gwałcicielem – ale z drugiej strony spotykamy się z zagadkowymi wypadkami i sytuacjami, które powinny każdego skłonić do zastanowienia. Oto Leopold Tyrmand w swoim „Dzienniku 1954” relacjonuje, jak to na jakimś literacko-partyjniackim konwentyklu pastwiono się nad pisarzem, „niejakim Konwickim”. Napisał on powieść, jak się należy; „kochankowie p…lą się pod nadzorem podstawowej organizacji partyjnej” i w ogóle – ale towarzyszki Melanii Kierczyńskiej to nie zadowoliło. Tu następuje opis Melanii Kierczyńskiej, która „w życiu wypełnionym walką o socjalizm kutasa widziała chyba tylko w atlasie anatomicznym”, a w ogóle to wygląda jak zlepek brodawek i wyschłych kości. Ta Melania Kieczyńska musiała wcielić się w pewną dziennikarkę, której nazwiska nie wymienię, bo jeden proces mi wystarczy – podobnie, jak znana w czasach stalinowskich z „Fali 49” Wanda Odolska, która najwyraźniej musiała osiedlić się w ciele resortowej „Stokrotki”, czyli pani red. Moniki Olejnik. Czy zdecydowały o tym jakieś resortowe względy, czy coś innego – to nieważne – bo istotne jest przecież przesiedlenie.

Ale to wszystko nic w porównaniu z przypadkiem pana mecenasa Romana Giertycha. Jest on podobno pełnomocnikiem jegomościa występującego jako „główny świadek prokuratury” w „aferze Funduszu Sprawiedliwości”. Pan mecenas Giertych nie może się tego jegomościa nachwalić za to, że wzorowo „współpracuje” w tej sprawie z prokuraturą – a jestem przekonany, że stało się to w następstwie skutecznej perswazji pana mecenasa Giertycha i pana mecenasa Jacka Dubois. Otóż tu właśnie wydaje się pies pogrzebany, ale jednocześnie wyłania się problem. Starsi ludzie może pamiętają jeszcze sławnego w okresie stalinowskim, a i potem też, pana mecenasa Mieczysława Maślanko. Był on bardzo drogim panem mecenasem – podobnie jak pewien inny, współczesny, z kancelarią w Poznaniu – ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o to, że – jak pisze pan Tadeusz Płużański – pan mecenas był jednym z nielicznych tak zwanych „tajnych obrońców” to znaczy – dopuszczanych do spraw tajnych. Musieli oni – jak ujawnił Józef Światło – spełniać wyśrubowane ubeckie standardy.. Oto po rozmowie z Józefem Różańskim, który w telegraficznym skrócie uświadomił politycznie pana mecenasa Maślankę o celach, jakie partia pragnie osiągnąć przy okazji procesu Adama Doboszyńskiego, pan mecenas Maślanko całą swoją energię i talenty perswazyjne poświęcił na przekonanie Doboszyńskiego, by się do wszystkiego przyznał. Ponieważ te perswazje mecenasa Maślanki wsparte były torturami zadawanymi przez Adama Humera, Doboszyński przyznał się do współpracy w wywiadem niemieckim, ale na rozprawie wszystko odwołał. Oczywiście na niezawisłym sądzie – jak to na sądzie – nie zrobiło to najmniejszego wrażenia tym bardziej, że pan mec,. Maślanko nazwał swego klienta „chałupnikiem awanturnictwa politycznego”.

Gdyby więc pan mecenas Mieczysław Maślanko, w ramach reinkarnacji wcielił się w pana mecenasa Romana Giertycha, to nie byłoby problemu. Problem pojawia się w momencie, gdy w tym przypadku mamy do czynienia z dwoma panami mecenasami, którzy – jak przypuszczam – na wyścigi doradzają swemu klientowi, by wzorowo „współpracował” z prokuraturą”.

Zatem – czy jegomość wcielający się w kolejne ciało, może jednocześnie wcielić się w dwa ciała, czy tylko w jedno – a jeśli w jedno – to w które – i jakie względy o tym decydują? Ciekawe, co na ten temat sądzą specjaliści od reinkarnacji, od których podobno w naszym nieszczęśliwym kraju aż się roi?

Stanisław Michalkiewicz