Wprawdzie wiadomo, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom, ale to, co dzieje się teraz, nie mogłoby przyśnić się nikomu – nawet w gorączce. Oczywiście są wyjątki – na przykład w osobach autorów niemieckiego portalu „Onet”, albo jeszcze lepiej – w osobach funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, zatrudnianych przez Judenrat „Gazety Wyborczej”. Oto autor „Onetu” z całą powagą informuje o piosenkarce Duffy, która gdzieś przepadła na całe 4 lata. Okazało się, że została porwana i zgwałcona – ale nie raz, tylko nieprzerwanie przez całe cztery tygodnie, w dodatku w obcym kraju, do którego trafiła w stanie odurzenia. Nie wiadomo, czy przez resztę czasu ów raptus też ją gwałcił, czy też już nie musiał, a wróciła, bo skończyły się pieniądze? Jak tam było, tak tam było, ale to nieważne. Szkoda, że autorem tej informacji nie był filozof, bo może miałby bujniejszą fantazję i na przykład zasugerowałby piosenkarce, że porwali ją mieszkańcy Wenus – no bo gdzie można dostarczyć ofierze porwania więcej przeżyć, niż na Wenus – a w dodatku ci Wenusjanie są tak obficie wyposażeni przez naturę, że kto chociaż raz zostanie przez takiego zgwałcony, to już nie tylko niczego więcej nie pragnie, ale w dodatku nic nie pamięta, niczym towarzysze Odyseusza po zjedzeniu lotosu w krainie Lotofagów. To by się nawet bardziej trzymało kupy, zwłaszcza, że walka klasowa na Wenus, o której w latach 50-tych wspominał pewien poczytny autor powieści science-fiction, już się chyba szczęśliwie zakończyła i teraz rządzi tam – jak się należy – Michnikuremek w koalicji z folksdojczami.
Miejmy nadzieję, że następne piosenkarki będą bardziej pomysłowe i do swoich opowieści dodadzą dramatyzmu, wzbogacając je również w tak zwane „momenty”, dzięki czemu granica między literaturą faktu, a pornografią zostanie raz na zawsze zatarta. Tutaj akurat filozofowie nie bardzo się sprawdzają, bo przypominam sobie, jak pani profesor Maria Szyszkowska podczas dyskusji w telewizji dała do zrozumienia, że zdefiniowanie pornografii przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Już prawie w to uwierzyłem, bo jakże tu nie wierzyć, aż tu nagle następnego dnia sierżant policji na Bazarze Różyckiego złapał jakiegoś jegomościa z torbą pełną kaset pornograficznych. Wystarczyło, że rzucił na nie przelotnym spojrzeniem i już wiedział, z czym ma do czynienia. Po tym incydencie lepiej zrozumiałem, o co chodzi w określeniu: „nędza filozofii”.
Rozmarzyłem się na temat możliwości, jakie otwierają się przed literaturą, zwłaszcza tą feministyczną, która – jak wiadomo – koncentruje się „na niewielkiej okolicy, między regio genus anterio, regio pubice i regio oralis”.
Tak przynajmniej uważał poeta Tadeusz Różewicz, pisząc, jak to „pewna panienka w Paryżu zrozumiała, że nie ma dna i napisała wypracowanie o spółkowaniu witaj smutku (…), a to, co było niegdyś przesionkiem piekła, zostało przez modną literatkę zmienione w vestibulum vaginae”.
Tymczasem ostatnie wypadki, podobnie jak wiele wcześniejszych też, skłoniły mnie do ponownego zainteresowania się reinkarnacją. Wprawdzie przemawiają przeciwko niej rozmaite argumenty, a zwłaszcza ten, że osobnik reinkarnujacy się absolutnie nic nie pamięta ze swoich poprzednich wcieleń, niczym piosenkarka Duffy ze swoich przeżyć z gwałcicielem – ale z drugiej strony spotykamy się z zagadkowymi wypadkami i sytuacjami, które powinny każdego skłonić do zastanowienia. Oto Leopold Tyrmand w swoim „Dzienniku 1954” relacjonuje, jak to na jakimś literacko-partyjniackim konwentyklu pastwiono się nad pisarzem, „niejakim Konwickim”. Napisał on powieść, jak się należy; „kochankowie p…lą się pod nadzorem podstawowej organizacji partyjnej” i w ogóle – ale towarzyszki Melanii Kierczyńskiej to nie zadowoliło. Tu następuje opis Melanii Kierczyńskiej, która „w życiu wypełnionym walką o socjalizm kutasa widziała chyba tylko w atlasie anatomicznym”, a w ogóle to wygląda jak zlepek brodawek i wyschłych kości. Ta Melania Kieczyńska musiała wcielić się w pewną dziennikarkę, której nazwiska nie wymienię, bo jeden proces mi wystarczy – podobnie, jak znana w czasach stalinowskich z „Fali 49” Wanda Odolska, która najwyraźniej musiała osiedlić się w ciele resortowej „Stokrotki”, czyli pani red. Moniki Olejnik. Czy zdecydowały o tym jakieś resortowe względy, czy coś innego – to nieważne – bo istotne jest przecież przesiedlenie.
Ale to wszystko nic w porównaniu z przypadkiem pana mecenasa Romana Giertycha. Jest on podobno pełnomocnikiem jegomościa występującego jako „główny świadek prokuratury” w „aferze Funduszu Sprawiedliwości”. Pan mecenas Giertych nie może się tego jegomościa nachwalić za to, że wzorowo „współpracuje” w tej sprawie z prokuraturą – a jestem przekonany, że stało się to w następstwie skutecznej perswazji pana mecenasa Giertycha i pana mecenasa Jacka Dubois. Otóż tu właśnie wydaje się pies pogrzebany, ale jednocześnie wyłania się problem. Starsi ludzie może pamiętają jeszcze sławnego w okresie stalinowskim, a i potem też, pana mecenasa Mieczysława Maślanko. Był on bardzo drogim panem mecenasem – podobnie jak pewien inny, współczesny, z kancelarią w Poznaniu – ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o to, że – jak pisze pan Tadeusz Płużański – pan mecenas był jednym z nielicznych tak zwanych „tajnych obrońców” to znaczy – dopuszczanych do spraw tajnych. Musieli oni – jak ujawnił Józef Światło – spełniać wyśrubowane ubeckie standardy.. Oto po rozmowie z Józefem Różańskim, który w telegraficznym skrócie uświadomił politycznie pana mecenasa Maślankę o celach, jakie partia pragnie osiągnąć przy okazji procesu Adama Doboszyńskiego, pan mecenas Maślanko całą swoją energię i talenty perswazyjne poświęcił na przekonanie Doboszyńskiego, by się do wszystkiego przyznał. Ponieważ te perswazje mecenasa Maślanki wsparte były torturami zadawanymi przez Adama Humera, Doboszyński przyznał się do współpracy w wywiadem niemieckim, ale na rozprawie wszystko odwołał. Oczywiście na niezawisłym sądzie – jak to na sądzie – nie zrobiło to najmniejszego wrażenia tym bardziej, że pan mec,. Maślanko nazwał swego klienta „chałupnikiem awanturnictwa politycznego”.
Gdyby więc pan mecenas Mieczysław Maślanko, w ramach reinkarnacji wcielił się w pana mecenasa Romana Giertycha, to nie byłoby problemu. Problem pojawia się w momencie, gdy w tym przypadku mamy do czynienia z dwoma panami mecenasami, którzy – jak przypuszczam – na wyścigi doradzają swemu klientowi, by wzorowo „współpracował” z prokuraturą”.
Zatem – czy jegomość wcielający się w kolejne ciało, może jednocześnie wcielić się w dwa ciała, czy tylko w jedno – a jeśli w jedno – to w które – i jakie względy o tym decydują? Ciekawe, co na ten temat sądzą specjaliści od reinkarnacji, od których podobno w naszym nieszczęśliwym kraju aż się roi?
Święta świętami, a tu świat nie próżnuje. Pierwszego kwietnia, wcale nie było prymaaprylisowo, szczególnie w Strefie Gazy. „Najbardziej humanistyczna armia świata” (to nie żart, tak o sobie mówią Żydzi) zaatakowała konwój z pomocą humanitarną, w wyniku czego zabito całą ekipę wiozącą pomoc Palestyńczykom, a wśród nich Polaka, Damiana Sobola. Wokół tej tragedii rozegrała się osobna, tym razem niestety tragifarsa, w wykonaniu polskiej polityki. Myślę, że pora ją tu naświetlić i wyjaśnić, nawet trochę lepiej niż ma to podobno zrobić z całą sprawą śledztwo w izraelskiej armii. Zacznijmy więc od początku. Strefa Gazy Sprawa trwa od dawna, ale do szerokiej świadomości światowej opinii publicznej dotarła właściwie po 7 października 2023, kiedy palestyński Hamas zaatakował osiedla żydowskie poza granicami Strefy, zamordował ponad tysiąc ludzi, w większości cywilów. Był to atak terrorystyczny Hamasu, choć de facto uczyniony zbrojnym ramieniem tej organizacji, jakim jest brygada Izz al-Din al-Kassam. Bo Hamas jest wybraną demokratycznie siłą polityczną Palestyńczyków o dość ciekawej proweniencji. Od dawna się mówi i potwierdza w wielu źródłach, że do powstania organizacji, a już na pewno do jej wzrostu przyczynił się… Izrael, a zwłaszcza jego obecny premier Netanjahu. Czemu miałby tak zrobić? Ano temu, że zarówno jego, jak i stojącej za nim grupie wyborców chodzi o „ostateczne rozwiązanie” kwestii palestyńskiej. A są tu dwie koncepcje, z tym, że druga jest wariantowana obecnie przez Izrael po to, by ta pierwsza nie zaistniała. Pierwsza zasadza się bowiem na koncepcji dwóch państw, to znaczy, żeby obok siebie istniały na obecnej ziemi państwa Izrael dwa organizmy państwowe: izraelski i palestyński. Z tą koncepcją walczy i Izrael, i jego siły polityczne, choć jest ona na ustach całego świata, w papierach oenzetowskich i świadomości opinii publicznej. Obecny premier, który ma inną koncepcję, zaraz o niej opowiem, walczył ze strategią dwupaństwowości, głównie eskalując konflikt z Palestyńczykami. Wcześniej miał do czynienia z bardziej ugodową OWP, która zbierała sympatię i poparcie światowe wobec powstania państwa palestyńskiego. W związku z tym wsparto powstanie bardziej radykalnego Hamasu, by ten swym ekstremizmem odstręczył od poparcia idei palestyńskiego państwa gremia światowe. Do tego dodatkowo wzmożono prześladowanie Palestyńczyków zarówno w Gazie, jak i na Zachodnim Brzegu, by jeszcze bardziej nakręcić spiralę wzajemnych ataków i odwetów. Tak bardzo, że w wyborach politycznych Palestyńczycy pogonili ugodową OWP i dali władzę walczącemu z okupantem Hamasowi. Netanjahu więc miał i ma co chciał i za każdym razem jak identyfikował problem u siebie z koalicjantami, to atakował gdzieś Palestyńczyków, ci się odwijali, Izrael „musiał” interweniować, atakowany naród izraelski skupiał się wokół władzy, nie było czasu na niesnaski i w ten sposób, grając palestyńską kartą obecny premier Izraela osiągał swoje wewnętrzne cele. Nie szkodzi, że po drugiej stronie rosło również zagrożenie wobec jego własnych obywateli, ale mógł nim zagrać, bo wszystko dało się zrzucić na tych strasznych hamasowców. Netanjahu, mistrz powtórki Miało tak być i tym razem, kiedy Hamas zaatakował 7 października Izrael. Życie polityczne Netanjahu wisiało właśnie na włosku, zaś kwestia tego, że wojska izraelskie dały się niespodzianie zaskoczyć atakiem jest od pierwszych dni konfliktu przedmiotem spekulacji światowych, nawet i części opinii izraelskiej, bo śledztwo w tej sprawie odbędzie się (jak obiecał bohater zamieszania) już po wojnie z Hamasem, z czego wielu wyciąga wnioski, że chociażby z tego powodu ten konflikt będzie trwał wiecznie. Hamas przeprowadził atak terrorystyczny, zaś Izrael się odwinął. Mamy właściwie nie wojnę, bo po tamtej stronie raczej nie ma wojska palestyńskiego, ale coś w rodzaju akcji pacyfikacyjnej. I trzeba przyznać, że wiele działań armii izraelskiej tłumaczonych jest moralnym prawem i taktyczną koniecznością odwetu, jako symetryczna odpowiedź na działania Hamasu. Z jednym zastrzeżeniem – Hamas to organizacja terrorystyczna z pełnymi reperkusjami tego stanu, czyli nielegalna, jej członkowie będą aresztowani w każdym demokratycznym kraju, a więc nie można tu mówić o symetrii działań. Bo Izrael, stosując podobne metody, pomnożone skalą własnego uzbrojenia, jest państwem a nie nielegalną organizacją terrorystyczną, które należy do wielu organizacji międzynarodowych i podpisało wiele (choć z pewnymi wyjątkami) konwencji międzynarodowych, które obecnie narusza. W związku z tą skalą i prawnymi konsekwencjami przynależnymi państwom Izrael w rezultacie dopuszcza się zbrodni wojennych, ludobójstwa i zbrodni przeciw ludzkości, co łatwo można wywieść, nie tylko na podstawie tego, że z inicjatywy RPA toczy się przeciwko Izraelowi sprawa o takie uczynki przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości i sprawy Izraela słabo tam stoją. Wszystkie działania Izraela wypełniają znamiona łamania podstawowych konwencji humanitarnych, których stroną jest Izrael, na co zwrócił uwagę doktor Szewko. Ale wróćmy do prawdziwych celów tej pacyfikacji. Ostateczne rozwiązanie Już nawet oficjalnie, ustami wręcz niektórych członków izraelskiego rządu mówi się o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii palestyńskiej”. Mówi się tak oficjalnie również dlatego, że rządzą tam, również wpisane w prawie, zasady wręcz rasistowskie, które w innych demokratycznych państwach nie ostałyby się, co zresztą jest przyczynkiem do tego, że wielu zastanawia się, czy sam fakt demokratycznego wybierania reprezentantów takich postaw lokuje taki kraj w gronie demokracji. Kwestia rozwiązania problemu palestyńskiego jest wariantowana: od jakiejś formy gettyzacji sprawy (czyli powrotu do stanu sprzed 7 października, ale z gwarancją blokady ekscesów a la Hamas), czyli zamiast państwa to jakiś megaobóz jeszcze bardziej pilnowany i izolowany niż niegdysiejsza Gaza, aż po coraz bardziej ekstremalne scenariusze na „zniknięcie” problemu wraz ze zniknięciem narodu. Tu (uwaga!) najbardziej ugodową propozycją jest taka, żeby tych Palestyńczyków sobie wzięły jakieś inne kraje. Najbardziej ekstremalny scenariusz, polegający na eksterminacji narodu, jest właśnie realizowany. To jest rzeź. Obecnie Izrael (a kto to wie jak ci on liczy) wspomina o ponad 32.000 ofiar wśród Palestyńczyków, z czego ponad 2/3, czyli około 23.000 to są kobiety i dzieci. Tak wojuje z Hamasem armia izraelska. Najtragiczniejsza jest tu statystyka i nawet nie chodzi o spektakularne porównania ponad dwuletniej wojny rosyjsko-ukraińskiej jeśli chodzi o śmierć cywilów, o dzieciach już nie wspominając. Zgrozą napawa manipulacja związana z liczbą czynnych hamasowców, po których do Gazy wybrali się żydowscy wojskowi. Najpierw było to ze 3.000 terrorystów, ale skala śmierci Palestyńczyków, a już w szczególności cywilów wskazywała, że na jednego potencjalnego hamasowca ginęło kilkanaście kobiet i dzieci. W związku z tym, głównie w propagandzie izraelskiej, stał się cud i po ataku na Gazę liczba hamasowców z bronią w ręku zaczęła rosnąć wykładniczo, aż do 30.000 członków. Gdyby ataki Izraela były precyzyjne to byłoby już po sprawie, ale trudno uznać ponad dwadzieścia tysięcy kobiet i dzieci za bojowników organizacji terrorystycznej. Tak więc Izrael wciąż utrzymuje, że wśród Palestyńczyków znajdują się niedorżnięci hamasowcy, co usprawiedliwia ich ciągłe ataki. Ale sprawa się zbliża do ostatecznej wersji zakończenia sprawy palestyńskiej. Rafah – miejsce ostateczne Otóż w wyniku bombardowań i przesiedleń Palestyńczyków (co jest nota bene kolejną zbrodnią przeciwko ludzkości, ale tylko w przypadku rosyjskich przesiedleń ludności ukraińskiej) ponad półtora miliona Palestyńczyków (plus pół miliona miejscowych) znalazło się w rejonie Rafah. Czyli skomasowano tam resztki niedobitych na północy Strefy, blisko granicy z Egiptem. Mamy tam do czynienia z katastrofą humanitarną, gdyż ginie tam kilkanaście, głównie dzieci, dziennie. Z głodu. Izrael znacznie opóźnia dotarcie pomocy humanitarnej czekającej na wjazd od strony Egiptu. Potrzeba kilkuset ciężarówek z pomocą dziennie, zostaje przepuszczonych kilkanaście. Dochodzi już do zrzutów lotniczych pomocy humanitarnej, jak za czasów oblężenia Warszawy. Analogie do Powstania Warszawskiego są zarówno zabronione jak i całkowicie uzasadnione. Mamy do czynienia z odwetem za zryw ciemiężonych, których przecież i Niemcy w 1944 roku nazwaliby terrorystami, gdyby takie pojęcie, zamiast „polskich bandytów”, istniało w obiegu. Jest jeszcze jedna analogia. Żydzi na terenach zdobytej Gazy systemowo wysadzają wszystkie budynki, które jeszcze wystają z ziemi, coś jak Niemcy po upadku Powstania. Chodzi o to, by kwestie ewentualnego powrotu Palestyńczyków do status quo rozwiązać mieczem i dynamitem – nie będzie do czego wracać. To samo z eksterminacją ludności. Bo to, że mamy głód w namiotach i ziemiankach Rafah to nic. Rafah jest już bombardowane, co jest już eksterminacją w przypadku stłoczenia na tym terytorium 365 km kwadratowych, ale Izrael przeznaczył na strefę humanitarną dla 2 milionów ludzi obszar beduińskiej wioski Muwasi, wielkości lotniska w Tel Awiwie. Gęstość zaludnienia w rejonie przekracza już 20.000 ludzi na kilometr kwadratowy, co daje nam wskaźnik na poziomie Paryża. Bez infrastruktury i jedzenia. I to się bombarduje, zaś Netanjahu obiecuje ofensywę na to największe pole namiotowe na świecie.Cel jest jeden – ci co się ostaną wśród żywych będą wypchnięci do Egiptu. Świat się zgodzi z powodów humanitarnych, nawet pociśnie niechętny Kair i sypnie kasą. Ale Egipt, posiadający już płot na granicy z Izraelem postawił płot drugi, tym samym utworzył ogrodzoną strefę, w której ewentualnie, nie wpuszczając Palestyńczyków do siebie, potrzyma te dwa miliony nieszczęśników. Sprawa się więc rozwiąże. Palestyńczycy wylądują w kolejnym getcie, tym razem poza granicami Izraela i Tel Awiw pozbędzie się problemu umiędzynaradawiając go na poziomie humanitarnym. A czemu Egipt nie chce przyjąć Palestyńczyków? Ano temu, że wzorem Libanu będzie atakowany przez Izrael, który będzie chciał przecież dopaść, tym razem hamasowców, a nie hesbollachowców jak w Libanie, na terenie obcym. Odwet to odwet, c’nie? A więc idzie ku ostatecznemu rozwiązaniu. Trzeba tylko jeszcze bardziej zabijać, by świat zrozumiał swoją powinność, a Izrael na wieki już rozwiązał swój problem. No co z tego, że za cenę hekatomby ofiar, to pójdzie w zapomnienie, a kto będzie fikał to dostanie antysemicką łatkę i będzie zadziobany przez świat, który już kupił historię narodu żydowskiego jako jedynej ofiary nazistów. A skoro ofiarę mamy jedyną, to reszta to są kaci, a więc kajać się i wybaczać wszystko. Nawet podobne techniki.Załatwienie całej sprawy to działania wielowątkowe. Wymienię tylko dwa. Informacja i pomoc humanitarna. Po pierwsze media. Teraz już każdy, coraz rzadszy, dziennikarz chcący relacjonować tę rzeź wie już, że umieszczenie na swym hełmie napisu „Press” zamiast go chronić stwarza cel do ataków. Od czasu rozpoczęcia konfliktu zginęło już ponad 200 dziennikarzy. Strzela się do nich specjalnie. Dlaczego? Ano z takiego samego powodu z jakiego rozstrzelano konwój z pomocą humanitarną. Chodzi o to, żeby nie przyjeżdżali. Co do mediów to chodzi o to, żeby takich tam z napisem „Press” na kaskach nie było, bo wtedy jedynym źródłem informacji o konflikcie będzie propaganda izraelska i będzie już spokój. I teraz przechodzimy do naszego Polaka. Zadajmy pytanie i to bez względu na możliwe konsekwencje tego zdarzenia – czy po tym incydencie ochota do niesienia pomocy humanitarnej wzrośnie wśród wolontariuszy czy osłabnie? A jaka będzie konsekwencja takich postaw? Ano eskalacja sytuacji kryzysu humanitarnego w katastrofę i presja na świat oraz Egipt, by „coś z tym zrobić”. Tak jakby działania Izraela były jakimś dopustem bożym, żywiołem obiektywnym, nad którym nikt nie może zapanować, tylko likwidować jego skutki. Dlatego zginął ten Polak i kilku nieszczęśników ze świata. Izrael a sprawa polska No to teraz przejdźmy do naszych baranów. Zaraz po katastrofie zareagował cały świat, tylko… Polska milczała jeden cały dzień. I tu trzeba się zatrzymać. Czemu tak było? Ano temu, że Polacy, moim zdaniem, konsultowali się z Amerykanami jak mają zareagować. Coś jak w sprawie rakiet w Przewozowie, kiedy trzeba było ustalić co mamy mówić: oskarżać Ukraińców czy zwalać na Ruskich, mimo ewidentnych dowodów, że to się Ukraińcy zabłąkali ze swą strzelanką (albo chcieli umiędzynarodowić konflikt, czego się nie dowiemy gdyż śledztwo zawieszono z powodu braku współpracy z Ukrainą). Nota bene był to ostatni moment resztek szacunku Ukraińców do Polaków, bo jak się Kijów zorientował, że nie mamy w sprawie wojny nawet PR-owskiej sprawczości i o wszystko się będziemy pytali Waszyngtonu, to nas olał jako element wtórny i bierny i udał się ze wszystkim do… Niemca. A więc nasi czekali na to co pozwoli nam w sprawie izraelskiego ataku mówić Waszyngton, co było smutne, zwłaszcza w porównaniu z natychmiastową i jednoznaczną reakcją choćby takiego premiera Australii, którego obywatel miał pecha być ukatrupiony w tym konwoju przez rakiety „najbardziej humanistycznej armii świata”. Polacy więc milczeli, pospekulujmy dlaczego czekali na… zgodę USA, a właściwie zostali do czegoś przez Waszyngton użyci. Najpierw jednak postawmy kwestię – USA a Izrael w kontekście wojny w Gazie. Dla Bidena to przedwyborczy koszmar. Nie dość, że w polityce wewnętrznej nie może się odciąć od własnej polityki wpuszczania uchodźców, którzy zrobili z amerykańskich miast jesień średniowiecza, to jeszcze na polu międzynarodowym taki bigos. Amerykanie już zapomnieli o blamażu afgańskiej ucieczki, a tu trafił się taki problem. Bo rząd amerykański… popiera działania Izraela, nawet widowiskowo blokuje wszelkie rezolucje już nawet nie grożące sankcjami Izraelowi, ale wzywającymi do oczywistego zaprzestania tej rzezi. Oczywiście PR-owsko apeluje i się oburza, ale wysyła wciąż do Izraela kasę i bomby, które zaraz padają na Palestyńczyków. A potem mówi, że kasy i bomb dla takiej Ukrainy to nie ma w banku ani w magazynach. A najprostszym sposobem na ukrócenie tej rzezi, o które apeluje Biden, byłoby zaprzestanie pomocy dla Izraela. Wtedy to by się skończył, postulowany oralnie przez USA, problem z eksterminacją cywilów. Ameryka a sprawa izraelska I nie tylko świat to widzi, ale i widzą to Amerykanie. Ci demokratyczni, paradoksalnie są za Palestyńczykami, jak to lewica. I kłopot polega na tym, że pomagając Izraelowi Biden uderza we własny elektorat. A to obniża mu i tak geriatrycznie padające poparcie. Z drugiej strony lobby żydowskie jest przysłowiowo wszechmocne w USA i jakby tylko jakiś polityk amerykański sprzeciwił się – podkreślam – jakimkolwiek działaniom Izraela, to i znajdzie się kasa na poparcie jego kontrkandydata w okręgu, ale i też ktoś trzeba pogrzebie się w przeszłości takowego antysemity i znajdzie pachnące dymami Auschwitz wypowiedzi polityka i nazi-przodków jego. A więc kłopot nie polega na poglądach przedstawicieli demosu, bo te są gotowe poprawnościowo, ale na poczuciu ludu głosującego. A że zbliżają się wybory, to przy urnie może się rozejść prawda czasu z prawdą ekranu i Demokraci mogą przepaść nie tylko ze swym kandydatem, ale i w Kongresie.USA napominają Izrael tylko z tego powodu. Gdyby nie było ciśnienia tej sytuacji na taktyczny moment wyborczy, to szło by proizraelsko pełną parą. Teraz mamy jeszcze dwójpolówkę – tonizujący PR i jednak przesyłanie narzędzi eksterminacji oraz „kryszę” dyplomatyczną. Gdyby nie wybory nawet napomnień o zagładzie narodu by nie było. Ale czemu to Żydzi stawiają swego największego (jedynego?) sojusznika w tak niewygodnej sytuacji? Ano dlatego, że mogą. Mają mocne lobby u tegoż sojusznika i w związku z tym w poważaniu światową opinię publiczną. Netanjahu jest więc osobistym koszmarem Bidena, o czym wie premier Izraela. I nic sobie z tego nie robi. Gra na Bidenie jak na pianinie, nawet nie bez specjalnego powodu zaatakował pośrednio Iran, by ten odpowiedział odwetem. Eskaluje panikę u siebie, ludzie w Izraelu wykupują żarcie przed irańskim kontratakiem, odkurzają schrony i zastanawiają się czy puścić dzieci do szkół. I co, USA odmówią pomocy zaatakowanemu sojusznikowi? No nie! Czy sprawa palestyńska zejdzie na drugi-trzeci plan? Tak, oczywiście. Czy wszystko pójdzie w niepamięć? To jasne.To sprytne, ale poraża cynizm. A więc, by wyleźć z eskalowanego na potrzeby wewnętrznej polityki konfliktu na poziomie eksterminacji narodu palestyńskiego trzeba podwyższyć stawkę o wojnę z groźnym państwem. Ryzykuje się przecież życie własnych obywateli. Tak, bo ta gra Netanjahu to o skalę do góry podniesiony casus palestyński. Aby zrobić dobrze swojemu rządzeniu, utrzymać sojusznika w szachu bezwarunkowego poparcia, ryzykuje się kilkadziesiąt tysięcy rakiet wystrzelonych na własnych obywateli. To iście szatański plan. Amerykańce pozwolili albo kazali I dopiero teraz możemy wrócić do nas. Myślę, że myśmy poczekali dzień z reakcją i dowiedzieliśmy się co możemy, a właściwie mamy, powiedzieć. Zadziwia ten dzień ciszy i nagła zdecydowana reakcja. Było cicho i wszyscy nagle zadęli w jedną trąbę. A to znaczy, że dostali te same nuty. Od Amerykanów. Ci, w świetle tego, co zostało pokazane powyżej, nie mogą tak w czambuł zaatakować Izraela za ten w sumie terrorystyczny napad, a więc użyli do tego swego podręcznego. I nasi zadęli w pryncypialną trąbę. Ale hola-hola. A kto przeprowadził sondującą rozmowę z ambasadorem Izraela, co on na to? Jednorządowe media? TVN? No nie – prywatny kanał socjalmediowy. Dopiero stąd dowiedzieliśmy się co myśli w tej sprawie Izrael, bo inaczej bylibyśmy oddani narracji polskiego MSZ, z której wynikało, że w Izraelu zginął jakiś Polak, i gdyby nie wieści z innych źródeł to z brzmienia komunikatu naszej dyplomacji w dzień zajścia wynikało, że równie dobrze mógłby to być wypadek samochodowy. I nagła eskalacja oficjeli nie wynikała z medialnego blamażu ambasadora zaprzyjaźnionego kraju, ale z pozwoleństwa USA. Waszyngton zadecydował, że Polska może upomnieć Izrael, nawet eskalując swą pryncypialność do wreszcie wyrażonego żądania zawieszenia walk i zmontowania wokół tej idei międzynarodowej koalicji. Chodzi o to by tak by wyszło, że źle Żydzi zrobili, ale nie ustami Bidena. Czyli żeby izraelski wilk był syty i wyborcza owca cała. Sprawa postawy ambasadora Izraela jest tu sprawą wtórną, ale grzaną przez media jako zasadniczą. Tu nie chodzi o to, że to jakiś wyjątkowy antypolski osobnik. Nie – pierwszy raz, dzięki nota bene prywatnym mediom, mogliśmy zobaczyć co naprawdę Izrael myśli mówi o tym konflikcie i… Polakach, o mediach już nie wspominając. Wszelkie próby tłumaczenia, że to taki gościu i tak ma, nie mają żadnego sensu i tylko zamulają sprawę. Polacy są u Izraela na ostatnim miejscu szacunku. Pomijając lizusowską postawę polskiego rządu wobec tego kraju to jesteśmy traktowani jako niebezpieczny konkurent do „jedyności” ofiary drugiej wojny światowej. A na tym stoi przecież wyjątkowość izraelskiej racji stanu, a więc mówimy o sprawach poważnych. I Izraela kwestią nie jest to, że przysłał tu „pomyłkowo” polakożercę, ale że on jest reprezentantem raczej średniej, a nie ekstremalnej postawy Żydów wobec Polaków. Dzięki temu wystąpieniu mieliśmy nie do czynienia z jakimś ekscesem pojedynczego oszalałego dyplomaty, ale z wyjątkową z powodów polskiej cenzury, emanacją postawy Izraela na rynku światowego przekazu swoich racji. Oni tak gadają do wszystkich, tylko pierwszy raz się spotkali z polskim dziennikarzem, który nie wiedział, że obowiązuje go w tej sprawie postawa klęcząca. Porozumienie ponad podziałami, czyli klientystyczna racja stanu A to, że nasi rządzący mają tu – narracyjne dodajmy, bo nikt ambasadora nie wydala – porozumienie ponad podziałami, to jeszcze jeden dowód na to, że nie prowadzimy żadnej, ale to żadnej własnej polityki. Nawet w sprawie reakcji narracyjnej musimy się pytać Waszyngtonu. Wtedy – przy zgodzie, a raczej poleceniu – dla ich własnych celów napinamy swoje muskuły reglamentowanego w rzeczywistości oburzenia. Ale czemu tu się dziwić? A kiedyś było inaczej? Zawsze mieliśmy zwasalizowaną rację stanu, bez względu na ekipę rządzącą. Taką nas przebiliście Polską. Pookrągłostołową. I na nią głosuje ponad 70% Polaków. To czemu się dziwić zewnętrznym patronom tego układu, skoro mają takich klientów? Napisał Jerzy Karwelis Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
Życie na linie 12. „Mieszanina nihilizmu i cynizmu”.
Pędząca Glizda
Jak oceniali Chyżego koledzy? „Mieszanina nihilizmu i cynizmu” – mówili o nim najczęściej. Inni chłopcy z „Okienka” też bywali cyniczni lecz raczej w gębie. Był w nich rys romantyczny – tęsknota do wielkiej miłości, do wielkich przygód, wyczynów sportowych i podróży. Jedni się wspinali, inni żeglowali, jeszcze inni latali na paralotni. Natomiast Chyży był typowym produktem marginesu społecznego. Chłopiec z miejskiego podwórka, z niezamożnej rodziny, którego jedyną rozrywką było „haratanie w gałę” piłką szmacianką. Jak mówili koledzy – Chyży ma w sobie coś z Rosjan z ich charakterystyczną labilnością. Potrafi zjednać sobie ludzi, bratać się z nimi i nagle i niespodziewanie potraktować ich, nie wiadomo dlaczego, z niezwykłą brutalnością. Opowiadali jak walił kiedyś piłką w roślinkę w doniczce, którą dostał od kogoś w prezencie, tak długo, aż z roślinki zostały same strzępy. Dopiero wtedy się uspokoił. Przy czym robił to na zimno, bez emocji która mogłaby wytłumaczyć to idiotyczne zachowanie.
Gdy wszedł w świat polityki zaczął snobować się na znawstwo win, cygar i muzyki klasycznej. To znawstwo było jednak nie najwyższej próby. Kiedyś zachwycał się odtwarzaną z płyty – jego zdaniem – sonatą Beethovena, podczas gdy był to „Koncert włoski” Bacha. Pomylić Bacha z Beethovenem i sonatę z koncertem to dla melomana prawdziwa sztuka. Wyjaśnienie było proste – pomyliły się koperty, w których były przechowywane płyty. Co ciekawe nikt nie odważył się zwrócić Chyżemu uwagi na popełniony błąd. Koledzy i pracownicy bali się jego słynnych napadów wściekłości. Wiedzieli, że jest zakompleksiony i wyjątkowo mściwy. Wiadomo – mówili- Chyży Rój musi być mściwy. Tak jak każdy rój gryzących owadów.
Tylko raz, jeden z kolegów zareagował po męsku na świństwo, które zrobił mu Chyży organizując skierowany przeciwko niemu strajk w elektrociepłowni. Chyży malował jakieś drzwi do kibla czyli wykonywał pracę tak zwanego „dołowego” albo w grypserze „okiennej” „kapelucha” a chciał być opłacany jak robotnik wysokościowy pracujący w ciężkich warunkach, bo w działającej elektrociepłowni. Brygadzista sprał go po mordzie i w ten sposób zakończył się strajk. Tę nauczkę Chyży dobrze zapamiętał. Unikał brygadzisty jak tylko mógł i starał się szkodzić mu po cichu. Chyży nie pił wódki co w oczach chłopców z „Okienka” było wadą. Wiadomo, że lud uważa niepijącego za kapusia, kapustę, kabel czy – jak to teraz mówią- „sześćdziesionę”. Chłopcy naśmiewali się po cichu z zachwytów Chyżego nad toskańskim winem Brunello di Montalcino. Twierdzili, że gdyby mu podetknąć sikacza z kartonu, w butelce od Brunello, zachwycałby się tym sikaczem tak jak zachwycał się Bachem wziętym za Beethovena. Byli niesprawiedliwi. Bach Bachem ale do win Chyży miał naprawdę nosa. Nie zmienia to faktu, że pozując na dżentelmena z cygarem w ręku, którym się oczywiście, jak trzeba, nie zaciągał, z kieliszkiem włoskiego wina i przy dźwiękach – jak to złośliwi chłopcy nazywali – jakiejś muzyki pogrzebowej wyglądał tak jak wyglądał, jak mały Jaś, który roi sobie, że jest arystokratą. No może nie koniecznie arystokratą z urodzenia, lecz arystokratą ducha. Chyży nie miał żadnych hamulców jeżeli chodzi o sposoby pozyskiwania środków na cygara i drogie wina. Zresztą w „ Okienku” za czasów komuny nikt nie miał kłopotów z kasą. Dopiero gdy komuna niefortunnie się skończyła w wyniku – jak chłopcy naiwnie sądzili – ich intensywnego knucia, a tak naprawdę w wyniku szatańskiego planu wydymania społeczeństwa, wielu z chłopców straciło grunt pod nogami. Lecz Chyży Rój dopiero wtedy rozwinął żagle.
C D N
Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
=====================================
Mirosław Dakowski:
Marek, nazywany w młodości „Siwym „, bo był wtedy jasnym blondynem, opowiadał nam po latach przy żeglarskim ognisku, jak przekonał swego podwładnego, przy pomocy prania po mordzie, by przestał pajacować ze strajkiem.
Gdy aferałowie zostali powołani do „władzy”, usłyszał: „Ty, Marek, nie nadajesz się na ministra; jesteś za uczciwy”. Pozostał przy konserwacji wiatraków. Niemieckich.
Obecny przy ognisku Maciek P. uśmiechał się jakby zażenowany i tłumaczył: „bo wiecie, wy nie możecie zrozumieć wielkiej polityki; w tym trzeba być”.
YouTube usunął kolejne nagranie z Tomaszem Sommerem
„Ten film został usunięty z powodu naruszenia Warunków korzystania z usługi YouTube” – taki napis zobaczą osoby, które spróbują obejrzeć rozmowę Tomasza Sommera z Tomaszem Cukiernikiem na YouTubie. Na szczęście są jeszcze inne platformy, na których można działać. Cukiernik i Sommer pojawią się natomiast na Targach Książki Patriotycznej w Łodzi.
„Nagrałem wczoraj z Tomaszem Cukiernikiem rozmowę o jego nowej książce. Wrzuciłem ją na Rumble a on na swojego YouTuba. Po kilku godzinach z YouTuba rozmowa zniknęła. Oni chyba cierpią na jakąś paranoję” – informuje redaktor naczelny Najwyższego Czasu! Tomasz Sommer.
Nagranie na swoim kanale Cukiernik promował wpisem: „20 lat w Eurokołchozie”. Gdy kliknie się w udostępniany przez niego link, zobaczymy napis „Ten film został usunięty z powodu naruszenia Warunków korzystania z usługi YouTube”.
Na szczęście istnieją wciąż platformy, które nie stosują tak zawziętej cenzury, choć nie pozwalają one tak dobrze zarabiać jak te największe.
Rozmowa Tomasza Sommera z Tomaszem Cukiernikiem wciąż jest dostępna w serwisie Rumble. Co takiego nie przeszło przez cenzurę YouTube’a?
„Podjęliśmy decyzję o ustanowieniu misji natowskiej na Ukrainie” – zapowiedział Radek Applebaumowy. Termin „misja” ma w sobie pewne urocze niedomówienie. Minister nie określił przecież (i nikt go o to nie zapytał) czy „misja NATO” oznaczać ma jakieś dodatkowe przedstawicielstwo dyplomatyczne/polityczne, czy raczej kolejne zadania szkoleniowe – czy po prostu interwencję zbrojną. „Misja” oznaczać może wszystko i nic, w zależności od przebiegu wypadków i dalszych decyzji podejmowanych przez kierownictwo Paktu. NATO wysyła zatem kolejny sygnał, że „coś robi”, „jest zaangażowane”, ale nie tak, by dało się z tego decydentów rozliczać, tak na forum międzynarodowym, jak i krajowym.
Pełzająca interwencja
Oczywiście, można zakładać, że mamy do czynienia z pełzającą interwencją, z postępującym oswajaniem zachodniej opinii publicznej z obecnością wojsk NATO na Ukrainie (gdzie faktycznie znajdowały się na długo przed lutym 2022 roku). Nie można jednak tego zweryfikować metodami kontroli demokratycznej i parlamentarnej, podobnie jak i np. nie sposób dowiedzieć się od władz III RP co miałaby oznaczać „unia polsko-ukraińska” czy „coraz bardziej zaawansowane prace” nad jakimś nowym „porozumieniem Polska-Ukraina”. Zalewa nas morze słów, jakby rządzący starali się w ten sposób ukryć jedyny wyraz mający dziś naprawdę znaczenie: WOJNA.
Napoleon Najmniejszy
Ostatnio w pierwszym szeregu potencjalnych interwentów znalazł się Emmanuel Macron. Cóż, przy COVIDzie też starał się być prymusem globalistów, a zarządzanie stanem wyjątkowym/wojennym wyraźnie temu szczeremu liberalnemu demokracie odpowiada najbardziej. Paryż wyraźnie wybiera się więc na kolejną wojnę krymską, podobnie jak 171 lat temu prowadzony pod rączkę przez Anglosasów. Niestety, ale sprzyja temu postępujący kryzys energetyczny Europy. Francuzi ze swoimi elektrowniami jądrowymi z nieskrywaną satysfakcją mogli obserwować problemy reszty UE, zmuszanej do przestawiania całych sektorów gospodarki na nowe kierunki dostaw i źródła energii. Jednak tak, jak Anglosasi zadali cios niemieckiej Energiewende dokonując zamachu terrorystycznego na NordStream, tak Francja padła ofiarą własnego uzależnienia od Waszyngtonu i zadufania swojej polityki neokolonialnej. Afrykańskie przebudzenie, które znacznie przyspieszyło w ostatnich kilkunastu miesiącach, jak i rosną obecność w Afryce rosyjskich inwestycji energetycznych oraz chińskiego kapitału postawiła pod znakiem zapytania tradycyjne łańcuchy zaopatrzenia francuskiej metropolii. Nie mogąc zdyscyplinować niesfornych dawnych kolonii i nie potrafiąc samemu wyzwolić się spod amerykańskiej kolonii – francuskie kierownictwo polityczne wydaje się przyjmować podsuwane przez Anglosasów pseudorozwiązanie zewnętrzne. Nie mogąc zdobyć Niamey – Francuzi wrócą pod Bałakławę. A przynajmniej pomogą posłać tam Polaków.
Polacy zaś… Cóż, nie będziemy pewnie od tego, by im nie towarzyszyć. W końcu w 1812 r. do Moskwy w forpoczcie Wielkiej Armii też jako pierwsi wjechali polscy huzarzy. I jako ostatni z niej uciekli. Czy jednak teraz byłoby podobnie?
Nie stój, nie czekaj, co robić?! Uciekaj!
Według ostatnich badań opinii publicznej jedynie ok. 19 proc. Polaków byłoby gotowych samemu wstąpić do wojska by walczyć z obcą (czyt. rosyjską) agresją. Niewielu mniej, bo 16 proc. uciekłoby zagranicę, przede wszystkim do krewnych na emigracji zarobkowej w Niemczech i UK. I tu odpowiedzmy sobie może na pytanie: czy jeśli III RP przystąpi do wojny z Rosją i w wyniku pierwszych klęsk Polacy rzucą się do ucieczki z domów (o czym już rozmawia się na FB) – Niemcy wsiądą w swoje mercedesy i zaczną nas masowo przywozić do siebie, przez Odrę, tak jak my zrobiliśmy z Ukraińcami w lutym 2022 r.? Czy też tymczasowe kontrole graniczne okażą się stałe, układ z Schengen zawieszony, a zamiast „Herzlich Willkommen” usłyszymy znajome „Passkontrolle. Ihren Ausweis bitte!”?
Wystarczy jeden żołnierz!
Zdecydowana większość Polaków deklaruje jednak bierność. W tej sytuacji wciąż działają dotychczasowe lewary propagandowe, w tym zwłaszcza „Ukraina walczy za nas”, dzięki czemu wciąż ponad 67 proc. społeczeństwa popiera przekazywanie do Kijowa sprzętu wojskowego, choć tylko 54 proc. popiera wysyłanie ciężkiego sprzętu, zwłaszcza pancernego. Do 41 proc. spadło też poparcie dla pomocy finansowej i do 46 proc. dla przyjmowania tak zwanych uchodźców w Ukrainy. Jedynie 10 proc. Polaków dopuszcza możliwość wprowadzenia na Ukrainę Sił Zbrojnych RP. Gdyby więc władze w Warszawie chciałyby legalnie zatwierdzić włączenie się Polski do wojny, na przykład poprzez referendum – mimo dotychczasowych wysiłków bez wątpienia poniosłyby klęskę. Można więc być zupełnie pewnym, że jeśli taka decyzja zapadnie – nikt Polaków o zdanie pytać nie będzie, a polscy żołnierza na Ukrainie po prostu się znajdą, zapewne od razu w ogniu walki, byle tylko stworzyć fakty dokonane. By zostać przy przykładzie francuskim – przyszły marszałek Ferdynand Foch został zapytany na francusko-brytyjskiej naradzie sztabowej tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny jaki minimalny brytyjski korpus ekspedycyjny powinien znaleźć się we Francji w przypadku wybuchu konfliktu z Niemcami. „Wystarczy jeden angielski żołnierz” – odpowiedział Foch. – „A my już postaramy się, żeby zginął…”. Pamiętajmy o tej zasadzie zanim zostanie zalegalizowana obecność choćby jednego polskiego żołnierza na Ukrainie!
„Koalicja zdolności opancerzonych”…
Tymczasem może się ich tam znaleźć o wiele więcej. Minister obrony Kosiniak-Kamysz zapowiedział przecież wydzielenie 2,5 tysięcy żołnierzy jako polski wkład do formacji/mechanizmu nazwanych w potwornej polszczyźnie „koalicją zdolności opancerzonych”. Komentatorzy już zgryźliwie zauważyli, że taki potworek językowy będzie wyjątkowo głupio wyglądał na pomnikach pierwszych ofiar III wojny światowej…
Jeśli chodzić będzie o efekt czysto polityczno-propagandowy można też spodziewać się użycia okrzyczanego LITPOLUKRBRIG-u, czyli tzw. Litewsko-Polsko-Ukraińska Brygada im. Wielkiego Hetmana Konstantego Ostrogskiego, co jest wspólną czapą dla zróżnicowanych jednostek, głównie artyleryjskich, zmechanizowanych i szturmowych, formalnie o stanie ok 4,5 tys. ludzi. Trzeba jednak pamiętać, że Brygada ta funkcjonowała dotąd niemal wyłącznie w warunkach sztabowych, a więc przedstawia wartość bojową nie większą od chorągiewek na mapach.
Wreszcie jakąś podpowiedzią powinien być dla nas skład uczestników ćwiczeń NATO DRAGON-24, w których wzięło udział ok 15 tys. żołnierzy polskich, ćwiczących coś, co zdaniem kierownictwa Paktu miało stanowić „dynamiczną obronę przed atakiem na wschodnią flankę NATO”, a z zewnątrz do złudzenia przypominało przygotowanie do inwazji z terytorium Polski na Białoruś i obwód kaliningradzki. Być może są to też wskazówki sugerujące, że Warszawie powierzono w przypadku wojny aż dwa zadania – zarówno polityczno-militarną demonstrację na Ukrainie, siłami zbyt słabymi, być zmienić stosunek sił na korzyść Kijowa, ale wystarczającymi, by zaakcentować polskie tendencje samobójcze, jak i realną dywersję wojskową, przede wszystkim wobec Białorusi, celem wciągnięcia Mińska do wojny i związania jego sił, np. przed otwarciem kolejnego frontu w Pribałtyce.
Oczywiście też sam fakt, że takie analizy są snute, a po polskich drogach przesuwają się coraz większe masy wojska – ma w sobie wszystko z zabawy zapałkami przy beczce prochu. Zabawy prowadzonej przez zdrajców na polecenie bandytów i z milionami Polaków w roli potencjalnych ofiar.
Mamy dość zwarte i niewielkie towarzystwo myślące i prawicowe, za to dookoła TVN i „Wyborcza”. Przyjaciel od kajaków, mgr inż. budownictwa: kiedyś czytał Wyborczą i oglądał TVN, ale na spływach wybiliśmy mu z głowy.
Dwóch jego synów dorosłych, po ATK (co można studiować „z cywila” na ATK?) lewacy; jeden zajadły, drugi umiarkowany. Wnuczka po studiach lewaczka. Żony synów również sycone prawdą z TVN. Wyraźne zaniedbania wychowawcze, gdyby w swoim czasie im wbijano prawidła historyczne do głowy, może by dzisiaj byli inni.
Drugi przyjaciel od kajaków, mgr inż. geodeta, prawica umiarkowana. Córkę starszą o dobrych poglądach Pan mu zabrał, ale jej dwójka dzieci „lewakuje”. Druga córka lewaczka, jej dzieci chodziły na demonstracje z błyskawicami. Próby dyskusji: „Ja nic nie chcę słuchać! Nie chcę słuchać!”. Za późno formować umysł, który się „nachlipał” prawdy ze współczesnej „Naje Fraje”.
Chyba mają wycięte ośrodki samodzielnego myślenia. Nie zdają sobie sprawy, że nieuniknionym następstwem aborcji i braku przyrostu naturalnego za kilkadziesiąt lat będzie eutanazja i niczym niehamowana imigracja innej cywilizacji do Europy. Dlaczego eutanazja? Bo kto się będzie opiekował starymi bezdzietnymi babami, porzuconymi przez „partnerów” i za czyje pieniądze? Niech składają się chociaż na trumny albo urny i miejsca w kolumbarium.
Dlaczego imigracja? Bo będzie puste miejsce „w tym kraju”, a natura pustki nie znosi. Dla przykładu: w 1950 roku Polska i Turcja miały porównywalną ilość ludności: PL 25 mln, TR 21 mln. W 2020: PL 38 mln (1,5 x), TR 82 mln (prawie 4 x). Podobnie jest albo jeszcze lepiej w innych krajach islamu i nie tylko islamu: Egipt 1950 21 mln -> 2020 101 mln; Meksyk 1950 28 mln -> 2020 135 mln (dane: ISBN 978-83-941876-7-5). Kto potrafi, niech myśli: będzie miał kto przyjść na gotowe po wymarłych Polakach (i różnych Europejczykach), którzy nie chcą mieć potomstwa. Broń atomową zapewni islamowi Francja, która ją posiada jako jedyna w tej części Europy, i w której islam demokratycznie przejmie władzę „brzuchami kobiet” za jedno, może półtora pokolenia.
Inny przyjaciel, torakochirurg, nie zaniedbywał wychowania dzieci, a i tak syn (architekt) ma w głowie siano. Propaganda nie potrzebuje cudów, pod jej wpływem siano samo w głowie się robi z mózgu.
Znajomi z działek mówią, że trzynastka i czternastka im się należy. Nie chcą słuchać, że za Rostowskiego nie było „piniendzy”. Głosują na lewactwo.
Mój syn też był sycony przez kolegę mądrościami z „Wybiórczej”: dostawał od niego przeczytane egzemplarze za darmo, zaczynał narzekać na Kościół i księży. Zdążyłem go przekonać po powrocie z emigracji, że próbują go wciągnąć na zwolennika innej cywilizacji. Jakoś mi się udało go zawrócić, chociaż trudno mu iść prosto.
Tak czy owak, wygląda na to, że nie potrafiliśmy wychować następnego pokolenia, a wielu z naszego utraciło zdolność samodzielnego myślenia (np. gałązka brzozy spowodowała katastrofę 100-tonowego samolotu — powiada 80-letni, skądinąd sprawny umysłowo magister inżynier po tęgich studiach!). Ogląda TVN cały dzień, w przerwach „Wybiórcza” itp.
Mam nadzieję, że jeśli nie napuszczą nam „muslimów”, z reszty się otrząśniemy. Swoją drogą nasi „prawicowi” przywódcy z „dobrej zmiany” podpisywali (lub nie anulowali) dziwne konwencje: Fit for 55, z Marrakeszu o migracji, z Istambułu przemocowa… Wybierali do polityki osobników wyszukanych z jakiegoś klucza: Marcinkiewicz, Sikorski, Gowin, Giertych, Kurski, Morawiecki, Niedzielski… Podpisywali pożyczki, których im nie dano, ale zwrócić trzeba, zamykali kopalnie i łapali zamiast tego wiatr w wiatraki. Kucali przed byle kim, zapalali świece chanukowe. Głosili jedno, robili drugie, gotowali Polaków metodą „na żabę”. Nie potrafili oczyścić sądów, mass mediów, opublikować „aneksu” (!), wychować młodzieży szkolnej – rezultat widzimy. Mieli senat, sejm, prezydenta, a teraz „ostał im się ino sznur” i TV Republika, której szef w swoim czasie został, jak mówią, odznaczony przez bezpiekę Ukrainy… Ciekawe za co?
Podobno zarówno były, jak i aktualny premier mają swoje kartoteki TW w niemieckich służbach specjalnych. Jeśli to nieprawda, czemu tego nie powiedzą głośno?
Czy można być równocześnie filosemitą, masonem i Polakiem wyznającym zasady cywilizacji wprowadzanej u nas od Chrztu Polski? Śp. prof. Bogusław Wolniewicz, ateista, filozof i logik: „możemy należeć tylko do jednej wspólnoty duchowej danego poziomu”. Śp. Lech, minister sprawiedliwości, na wniosek rabina wstrzymał ekshumację w Jedwabnem, złamał prawo i dał podstawy wrogom do plucia na Polaków. W interesie naszej, polskiej wspólnoty? Orban nie wkłada jarmułki i po raz kolejny w cuglach wygrał wybory, za to nasz Naczelnik państwa umknął przed „bratankiem” gdy tamten przyjechał do Polski.
Mam nadzieję, że jednak Pan Bóg nas ochroni po tęgim oćwiczeniu batem.
Od maja 2015 roku odprawiana jest w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca Msza Święta w rycie tradycyjnym („trydenckim”) za naszą Ojczyznę Polskę. Miejsce: Nowy Jork – Manhattan. Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel. Czas: 19.00 Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę. Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę. Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron. Mam ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze.
„Miało nie żyć” – film dokumentalny o aborcji w Polsce – jest już gotowy. Serdecznie zapraszam Pana na premierę – w ten poniedziałek 8 kwietnia o godzinie 20:00 w Centrum Prasowym Foksal w Warszawie. Wydarzenie poprowadzi red. Paweł Zdziarski.
W poprzednim mailu wysyłałam Panu zwiastun. Jeśli go Pan jeszcze nie widział, podaję link ponownie:
Właśnie ten tydzień, gdy w Sejmie mają się decydować losy nienarodzonych – rozpoczniemy pokazem filmu, w którym świadkowie aborcji ujawniają, jak naprawdę morduje się w Polsce dzieci.
Ich relacje są wstrząsające.
Sama nie mogę powstrzymać łez, gdy oglądam ten reportaż. A praca nad jego wyprodukowaniem była dla mnie i dla całego zespołu Fundacji bardzo obciążająca psychicznie.
To film, który całkowicie zmienia perspektywę. I ma ją zmienić, aby pomóc nienarodzonym dzieciom uniknąć aborcji.
Szanowny Panie,
Raz jeszcze serdecznie zapraszam na premierę „Miało nie żyć”. Centrum Prasowe Foksal, u. Foksal 3/5 w Warszawie, w poniedziałek 8 kwietnia o godzinie 20:00.
Przypominam dziecięcą zgadywankę: „Co to jest? Czarna jagoda. A dlaczego czerwona? Bo jeszcze zielona”. Trująca zielona jagoda jaką jest terroryzujący społeczeństwa „ zielony ład” dojrzewając bynajmniej nie staje się czerwona lecz jak dobrze widać staje się czarna, brunatna.
Do siedziby wydawnictwa 3DOM, którego właścicielem jest Tomasz Stala weszła ABW, policja i prokuratura. Łącznie było to przeszło 20 osób. Przeszukane zostało również prywatne mieszkanie wydawcy i jego działka letniskowa. Pretekstem do najścia były książki Dariusza Ratajczaka. Zarekwirowano również książki Radosława Patlewicza i Stanisława Trzeciaka. Były wśród nich „ Pogrom w Krakowie”, „Mord rytualny w Rzeszowie” oraz „ Protokoły mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym” .
Łatwo zauważyć według jakiego klucza były wybierane te książki. Wątpię czy chciałbym obecnie kupować i czytać książki, które zostały zarekwirowane przez ABW. Sprzed lat pamiętam spór z pewnym znajomym, który opierając się na tezach Ratajczaka wmawiał mi, że w Oświęcimiu nie było prawdziwych komór gazowych, bo budynki tych komór były nieszczelne i gaz uciekałby nie spełniając swojej morderczej roli. Kiedy argumentowałam, że mój ojciec, który był więźniem karnej kompanii w Oświęcimiu potwierdzał gazowanie ludzi, odparł: „ wybacz większym autorytetem jest dla mnie Ratajczak niż twój świętej pamięci ojciec” co mocno mnie rozjuszyło i wyraziłam się brzydko na temat – również już wówczas świętej pamięci – pana Ratajczaka. Mogę przytaczając z pamięci jego tezy coś przekłamać bo nie chciało mi się wówczas nawet zajrzeć do jego książek i z nim polemizować.
Nie przyszłoby mi jednak do głowy, żeby postulować ich zakazanie czy zniszczenie. Jak pisze w „Warszawskiej Gazecie” pan Srokowski istnieją instytucje, których zadaniem jest polemizowanie z niesłusznymi poglądami. Istnieją krytycy, historycy, naukowe gremia i również prywatne światłe osoby. Kto ma decydować o wartości książek? Straż Pożarna, Pomoc Drogowa, czy Koło Gospodyń Wiejskich? A może urząd cenzora z ulicy Mysiej w Warszawie, który część z nas dobrze pamięta, a ci którzy z racji wieku nie mogą pamiętać, powinni się o nim uczyć. To co uczyniła koalicja „ !3 grudnia” jest moim zdaniem o wiele gorsze niż gdyby reaktywowała urząd cenzorski.
Pozwolono aby o poziomie i przeznaczeniu książek decydowali prości niewykształceni funkcjonariusze, nie posiadający żadnych poglądów na ich temat. A gdyby nawet mieli poglądy, to powinni zachować je dla siebie, albo zaprezentować u cioci na imieninach, albo pisać listy do redakcji, założyć stowarzyszenie walczące z tezami Ratajczaka czy wygłaszać przeciwko tym tezom filipiki z ławki w najbliższym parku. Cała władza w ręce mas – to czasy stalinowskie gdy młodociani hunwejbini jeździli po wsiach rozkułaczać chłopów zabierając im według swego widzi mi się sprzęty rolnicze i ziarno siewne. Nawet jeżeli mieli jakieś wytyczne od partyjnych władz nic nie może usprawiedliwić ich zbrodniczej, a wcale nie młodzieńczej aktywności, choć prześladowanie niewinnych ludzi umożliwił im system. Podobnie teraz to system umożliwia prześladowanie książek i poglądów podobnie jak system umożliwia czy inspiruje bicie na ulicach niewinnych spokojnych ludzi i wycieranie sobie butów polską flagą. Od tego jest już tylko jeden krok do palenia książek na placach. Pamiętamy jaki system to inspirował i przeprowadzał.
Wybieranie książek przeznaczonych do zniszczenia czy tylko aresztowania przez prostych funkcjonariuszy prawa (a raczej bezprawia) przypomina mi zabawne wydarzenia sprzed trzydziestu bodajże lat. Otóż w Instytucie naukowym imienia Nenckiego, zajmującym się badaniami w dziedzinie fizjologii mózgu, niezwykle istotnymi dla leczenia ludzi, specjalna komisja etyki naukowej, na mocy ustawy o zwierzętach, którą wówczas spłodzono, miała zajmować się przyznawaniem naukowcom określonej liczby szczurów do badań laboratoryjnych. Ponieważ żaden z naukowców nie chciał wejść do tej idiotycznej komisji zmuszono do tego bodajże portiera i dwie sprzątaczki i oni odtąd decydowali o przydziale zwierząt laboratoryjnych. Nic nie ujmując portierowi i sprzątaczkom – niech każdy robi to co potrafi i się tego trzyma – jak jednak pamiętamy to Pol Pot zmuszał prostych rolników do przeprowadzania operacji chirurgicznych, a chirurgów do kopania rowów. Operowani przez rolników umierali w męczarniach, a chirurdzy, gdy zbyt wolno kopali rowy, byli zabijani motyką. Jest to najczarniejszy okres w dziejach Kambodży.
Wracając do koalicji „ 13 grudnia”. Usłyszałam na własne uszy jak ktoś zachwalając niejakiego Majchrowskiego jako męża opatrznościowego Krakowa powiedział, że ma on niebieskie oczy oraz – nie pamiętam – habsburską, nordycką czy teutońską szczękę i dlatego jest najlepszym kandydatem na wieczne sprawowanie urzędu prezydenta miasta. Osłupiałam. Czy to znaczy, że czekają nas znowu ustawy norymberskie?. Oczy czarne i piwne są już znowu w niełasce? A o czym ma właściwie świadczyć habsburska szczęka? O przynależności do rasy nordyckiej?
Dobrze widać, że wraca stare. Zapanowała cywilizacja śmierci likwidująca osoby chore pod pretekstem ich własnego dobra. Przecież to nie tylko postulował, lecz zrealizował Hitler każąc zabijać chorych psychicznie i upośledzone dzieci. Od aresztowania czy internowania książek prezentujących niewłaściwe zdaniem rządzących poglądy już blisko do palenia książek na stosach co robili hitlerowscy siepacze. Od bicia na ulicach niewinnych ludzi i likwidowania siłą różnych instytucji publicznych może być blisko do „nocy długich noży”. Podobnie groźne jest tworzenie przez rządzących własnego prawa czyli bezprawia.
Naiwni uważali, że trująca zielona jagoda jaką jest „zielony ład” dojrzewając poczerwienieje. To znaczy, że zielony ład grawituje w kierunku komunizmu. Jest o wiele gorzej. Trująca zielona jagoda na naszych oczach staje się brunatna. U bram Europy stoi prawdziwy faszyzm, a nie straszak faszyzmu, którym nas faszerowano przez wiele lat w ramach pedagogiki wstydu.
===========================================
mail:
O Ratajczaku. Pisze Pani: „ Mogę przytaczając z pamięci jego tezy coś przekłamać bo nie chciało mi się wówczas nawet zajrzeć do jego książek”.
„Gdzie tu sens, gdzie logika?– jak mówił chłopczyk wyrzucony z klasy za zanieczyszczenie powietrza. Ja nasmrodziłem, a oni w tym siedzą”.
Jeśli Panie nie czytała, co widać, to powtarza Pani kłamstwa z Gazety Wybiórczej i okolic. Dariusz Ratajczak tylko cytował, zresztą krytycznie i krótko, jakieś poglądy cudze. A zajęło to może 2% jednej z jego książki.
Warto jednak choć zajrzeć do książek, o których wydaję się sądy.
A mord rytualny wykonany wtedy na NIm przeraził i „uspokoił” wielu badaczy.
W prawdziwie katolickim domu nieodzowne jest kultywowanie cnoty czystości. Bez tego rodzina wpada w spiralę upadku, która może doprowadzić do jej ostatecznego upadku moralnego i materialnego.
Wręcz przeciwnie, w domach, w których kultywuje się anielską cnotę czystości , wszystkie inne cnoty znajdują żyzną glebę do rozkwitu. Wzmacniają się więzi rodzinne, atmosfera staje się harmonijna, a kontakty towarzyskie przyjemne.
Z tego powodu wielu świętych twierdziło, że czystość jest „królową cnót”. Święty Franciszek Salezy mawiał, że „czystość jest lilią cnót”, dzięki której ludzie wyglądają jak anioły.
Niestety wiele mediów, zwłaszcza telewizji i Internetu, wrzuca do domów tony nieczystych śmieci. Szerzą jawną niemoralność i pornografię, aby niszczyć niewinność dzieci, rozbijać rodziny i małżeństwa, podważać dobre obyczaje, a nawet dopuszczać się perwersji seksualnych.
Oto kilka myśli wielkich świętych, które mogą pomóc ojcom i matkom wychowywać dzieci, pokazując im piękno dziewictwa i rozmawiając o okropnościach grzechów przeciwko czystości.
„Czystość, czyli czystość serca, zajmuje chwalebne i wyróżniające miejsce wśród cnót, ponieważ ona sama umożliwia człowiekowi oglądanie Boga; dlatego sama Prawda powiedziała: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają”. – Św. Augustyn
„Pokora jest gwarancją czystości. W kwestii czystości nie ma większego niebezpieczeństwa niż brak lęku przed niebezpieczeństwem. Jeśli chodzi o mnie, gdy znajdę mężczyznę pewnego siebie i pozbawionego lęku, uznaję go za straconego. Mniej niepokoję się o tego, kto ulega pokusom i stawia opór, unikając okazji, niż o tego, kto nie jest kuszony i nie stara się unikać okazji. Kiedy ktoś stawia się w sytuacji, mówiąc: Nie upadnę, jest to prawie nieomylny znak, że upadnie, z wielką krzywdą dla swojej duszy.” – Św. Filip Neri
„Musimy być czyści. Nie mówię jedynie o czystości zmysłów. Musimy zachować wielką czystość naszej woli, naszych intencji i wszystkich naszych działań.” – Św. Piotr Julian Eymard
„Czysta dusza jest piękną różą, a trzy Osoby Boskie zstępują z nieba, aby wdychać jej zapach.” – Św. Jan Vianney
„Święta Czystość, królowa cnót, cnota anielska, jest klejnotem tak cennym, że ci, którzy ją posiadają, stają się podobni do aniołów Bożych w niebie, chociaż przyobleczeni w śmiertelne ciało” – Św. Jan Bosko .
Wiemy już od dawna, że mafia farmaceutyczna wymyśla nowe choroby i stwarza atmosferę zagrożenia, by osiągnąć jeszcze większe zyski. Dobrym przykładem jest ADHS. Proponowanym lekarstwem na tę najczęściej wmówioną chorobę jest Ritalin – drugi po heroinie najsilniejszy narkotyk. Legalny handel narkotykami to także ważna dziedzina działalności BigPharma.
Największy producent „eliksiru szczęścia” firma Pfizer poszła jeszcze dalej w tym kierunku. Po wielkim sukcesie pseudoszczepionki mRNA, która już teraz wywołuje wyjątkowo agresywnego raka turbo, wydała lekką ręką sumę 43 miliardy dolarów amerykańskich na wykupienie Seagen – największej firmy onkologicznej na świecie. Zajmuje się ona leczeniem spowodowanym przez szprycę mRNA wielu odmian raka turbo. Informacje te pochodzą z opublikowanego 17 grudnia 2023 roku na The People Voice artykułu: Pfizer zakłada się o 43 miliardy dolarów, że „turbonowotwory” eksplodują na całym świecie – źródło.
Firma Seagen przynosi aktualnie dochody na poziomie 2 miliardów dolarów. Można z tego wyciągnąć logiczny wniosek, że pan Bourla – szef Pfizera – zdaje sobie sprawę, że jego „ratujący cały świat” przed „straszliwym wirusem” środek, przyczyni się w najbliższym czasie do olbrzymiego wzrostu zachorowań na bardzo agresywne przypadki raka.
W kolejce po turbo raka…
Zbrodnia ludobójstwa w większości ludzi nieświadomych, że są ofiarami podstępnej ideologii depopulacji, nie zakończyła się na milionach nagle i nieoczekiwanie zmarłych. Bezpłodność poszczepieńców oraz szczepienie ciężarnych kobiet to także element bezwzględnej masowej zbrodni. Zwolennicy fałszywej teorii o przeludnieniu świata powinni zostać poddani w pierwszym rzędzie „dobroczynnemu” działaniu tych technik depopulacyjnych. Obiecujące zyski osiągnięte zostaną dzięki masowo i szybko umierającym ofiarom, poszczepiennych odmian raka turbo. Jak długo jeszcze będziemy zwracać się o pomoc medyczną do sprawców bardzo poważnych chorób?
Nie czytają dokumentów, nie chcą wiedzieć, co się dzieje w Polsce, w Europie i na świecie, dopóki micha pełna, ciepła woda w kranie, grzejnik grzeje, a na ekranie ulubiona rozrywa. Potomkowie zwycięzców spod Grunwaldu, Kłuszyna, Chocimia, Wiednia, Racławic, Stoczka, Radzymina, Komarowa, Monte Cassino leżą dziś obżarci na kanapach, wyciągnęli swe członki leniwe, uśpili gnuśne umysły. Nie zachciało im się zadbać nie tylko o wychowanie własnego potomstwa, ale nawet o jego spłodzenie. Dlatego dzisiejsi sybaryci niedługo już, gdy sił im zbraknie, zdychać z głodu będą w samotności, wyjąc z boleści bezsensu swej egzystencji, patrząc z przerażeniem na swe życie jak na portret Doriana Greya.
−∗−
Ucieczka z burdelu, albo kto nami rządzi
Docierające do opinii publicznej wieści o tym, co się dzieje i co ma się dziać przyprawiają tych, co już wiedzą o dreszcz niepokoju, przeradzającego się stopniowo w przerażenie. Wiedza ta dociera do ludzi stopniowo i powoli, w takim tempie, w jakim dotyczy ich osobistej sytuacji. Wiele już pisaliśmy o obojętności większości na przyszłość ich własną i ich dzieci. Większość ludu bowiem nie obchodzi wcale los Ojczyzny, co z państwem, co z narodem, dopóki im samym jest znośnie i nie dostrzegają istotnych braków.
Nie czytają dokumentów, nie chcą wiedzieć, co się dzieje w Polsce, w Europie i na świecie, dopóki micha pełna, ciepła woda w kranie, grzejnik grzeje, a na ekranie ulubiona rozrywa. Potomkowie zwycięzców spod Grunwaldu, Kłuszyna, Chocimia, Wiednia, Racławic, Stoczka, Radzymina, Komarowa, Monte Cassino leżą dziś obżarci na kanapach, wyciągnęli swe członki leniwe, uśpili gnuśne umysły. Nie zachciało im się zadbać nie tylko o wychowanie własnego potomstwa, ale nawet o jego spłodzenie. Dlatego dzisiejsi sybaryci niedługo już, gdy sił im zbraknie, zdychać z głodu będą w samotności, wyjąc z boleści bezsensu swej egzystencji, patrząc z przerażeniem na swe życie jak na portret Doriana Greya.
Globalno – unijne elity obmyśliły swe plany, które opisały, a teraz realizują. Lud ich nie poznał, bo mu się nie chciało, wolał też brać dotacje i karmić się euro na kredyt. Wszak każdy taki leniwy sybaryta jest zarazem wyborcą, swym głosem decyduje, czy wybrać Jarka, czy Donka. Powinien więc dojść do prawdy, że różnice między dwoma skrajnymi wyborami mają charakter jeno przypadłościowy, nie zmieniając istoty. Żeby jednak umieć to rozróżnić, należy mieć choć podstawową wiedzę z propedeutyki filozofii i logiki, a tego przeciętny wyborca dzisiejszy nie zna ni w ząb, ani też nie uważa, ze powinien wiedzieć coś więcej, niż wie, a wie tyle, co nic, lub gorzej jeszcze – wie źle. Leniwi sybaryci, uznający się za speców, syci jadła, napoju i głupoty opróżnili więc swe dzbany z mądrości, jaką umieściły w nich poprzednie pokolenia, lubo też nie starali się ich napełnić wcale. Puste czeluście wypełnili globaliści, posługując się lewackimi pompkami, wlewając do dzbanów swoje własne ciecze. Następnie tak przemyślnie zaczęli huśtać sybarytami, że ich dzbany wpadły w skorelowany ruch wirowy, przez co ciecze, wlane uprzednio zmieniły stan skupienia w plazmę, kotłującą się w dzbanach jak w plazmotronach. Wielu naszych rodaków ma więc wir plazmowy w dzbanie, i jest to na tyle duża grupa, że wywiera znaczący wpływ na wybory polityczne, co prowadzi do takiego skutku, że Polska nie prowadzi swojej własnej polityki. W warunkach ziemskich nie da się bowiem utrzymać równowagi termicznej z otoczeniem, dlatego dzbany wypełnione wirem plazmowym zderzają się wciąż z innymi dzbanami plazmowirowymi, co stwarza chaos społecznych atomów, które wciąż nie mogą się zestalić w jakieś konsekwentne ciało polityczne. Analogia chemiczno – fizyczna jest tu jak najbardziej na miejscu. Jedną z głównych zasad masońskich jest przejęta z alchemii formuła: solve et coagula, co znaczy: „rozpuszczaj i zestalaj”. Najpierw więc należy prawdę rozwodnić, następnie zamieszać i wymieszać, aby ustalić nową substancję, pożądaną przez alchemika. Globaliści umyślili sobie skorzystać z tego receptu, aby zbudować nowy ład światowy wedle innej gnostycko – masońskiej zasady: ordo ab chao – porządek z chaosu. Najpierw więc tam, gdzie istnieje porządek, wprowadzają chaos, aby z niego wyprowadzić swój własny, upragniony nowy ład. Najlepszym więc sposobem jest ludziom zamieszać w głowach, aby mieli plazmowy wir w dzbanie, bo dzięki temu ani się nie dogadają, ani tez nie zrozumieją, dokąd i do czego są popychani. Wirujące, zderzające się nieustannie dzbany nieuchronnie oscylują w jednym kierunku – tam, gdzie ściąga ich pole grawitacyjne czarnej dziury globalno – unijnej.
Nie dałoby się jednak ludu w ten stan wprowadzić, gdyby globaliści nie mieli narzędzi do tego. Pierwotną ich siłą jest panowanie nad ludzkimi żądzami i pragnieniami, poprzez przejęcie środka, dzięki któremu można je zaspokajać. Środkiem tym jest pieniądz, a rządzi nim od wieków zwarta grupa gnostyków. Mogli oni tak się wybić na pieniądzu, gdyż chrześcijan obowiązywał niegdyś zakaz lichwy, a gnostyków nie, dlatego w miarę jak chrześcijanie odrzucali swoją wiarę, a wraz z nią etykę, cnotę, mądrość i wiedzę, puste miejsce wypełnił wir plazmowy w dzbanie, napędzany dłużnym pieniądzem gnostyków. Najpierwsze postępy zrobili wśród elit rządzących narodami i wskazujących, co robić należy, a czego nie wypada. Ci zostali wciągnięci w korowód grzechu, zdrady i kłamstwa, w ten sposób kupieni już na zaś. Ci więc, którzy winni narody chronić przed złymi myślami i zgubnymi ideami wpuścili wrogów ukrytych za pięknymi słowami. Jedni udali, że niczego nie wiedzą i niczego nie widzą. Drudzy rzeczywiście nie wiedzieli i nie widzieli, chociaż ich obowiązkiem było wiedzieć i widzieć, ci więc popełnili grzech ignorancji, co nie usprawiedliwia ich wcale. Trzeci wreszcie z rozmysłem wzięli pieniądze i z lubością zgodzili się na to, co wróg ukryty chciał z ludem uczynić.
Tak więc zhańbili się wielce politycy, artyści, uczeni i niektórzy kapłani, zamiast bonum publicum wybrali bowiem pulsowanie swych trzewi, trawiących nadmiar dóbr, którymi gnostycy brzuchy im wypełnili. Z nich największą hańbę ponoszą ci, którzy szczególnie lud winni chronić przed zgorszeniem, a dusze przed drogą do piekła. Ci, co dumnie wciąż twierdzą, że są kapłanami Kościoła, wierzącymi katolikami, sługami Pana. Rozpleniło się więc plemię wężowe modernistycznych księży, fajnokatolików, dobroludzistów, otwartych na wszystkich, a najbardziej na demony. Modni postępowi księża, a nawet niektórzy biskupi, co prawdziwą naukę katolicką porzucili, gęby swe kłamliwe fałszywie szczerzą, a co drugie zdanie to łeż i kłamstwo. Ci, co tak dziś w Judaszu zakochani, sami judaszowe imię przybrali i już udali się w mrok, do tych samych arcykapłanów, aby za srebrniki zdradzić Pana, a przy tym Ojczyzną swoją i naród. Ci na dwie kategorie się dzielą: na tych, którzy już zapłatę otrzymali i srebrniki swe przeliczyli, oraz na tych, co na zapłatę dopiero liczą, wiernie służąc tym, którzy im ją obiecali.
Gdy Polacy zwiedzeni, oszukani, ogłupieni, opętani próbują coś zmienić, zakładają partyjkę i myślą, że gdy do wyborów staną, zaraz Polskę zmienią. Ci są jeno pożywką gnostyków, zwiększając chaos, z którego wyłonić się ma nowy, masoński porządek. Inni, zawiedzeni tymi, o których myślą, że rządzą, w kolejnych wyborach wybierają ich przeciwników. Oni w równym są błędzie. Ci bowiem, co z ekranów się puszą, nie rządzą państwem, a jedynie sterują plazmowymi wirami w dzbanach. Jeśli przeanalizuje się kolejne ekipy, formujące rządy w Polsce po 1989 r. ujrzymy ciekawą prawidłowość. Jest to z grubsza stały garnitur nazwisk, aktywnych prze Okrągłym Stole i wokół niego. Wówczas grupa znajomych, zarządzających PRL-em, korzystając z układu gnostyków globalnych, europejskich i sowieckich dogadała się z tzw. „demokratyczną opozycją”. Lud myślał, że byli to ludzie z przeciwnych barykad, gdy w rzeczywistości obu grupom było bliżej do siebie, niż każdej z nich do ludu. Obie sitwy spotkały się więc z Magdalence, gdzie omówili interes, kręcący się do dziś. Nie można odmówić im pewnej finezji – nazwa Okrągłego Stołu nawiązuje zarówno do Króla Artura i jego rycerzy, jak i do jednej z najważniejszych lóż, rządzących światem, anglosaskiej grupy „The Round Table”. Per analogiam można więc zaryzykować twierdzenie, że w Polsce rządzi nieprzerwanie i niepodzielnie Loża Okrągłego Stołu, w skrócie LOST. Jeśli więc ktoś ma nadzieję na zmiany istotowe, bazując na obecnie istniejących siłach politycznych w Polsce, to może co najwyżej spodziewać się zmiany frakcji lożowej. W ten sposób zmienić się mogą przypadłości naszego obecnego stanu, ale nie zmieni się jego istota – wszyscy lożowcy zgodnie godzą się na podległość Polski i dryfowanie w stronę unijno – globalnego burdelu.
Inaczej nie można nazwać rzeczywistości, kreowanej przez gnostyckie elity unijno – globalne. Cóż bowiem dzieje się w burdelu – chędożenie i kradzież. Chędożone są prostytutki przez klientów. Panienki są jednocześnie okradane ze swej ludzkiej godności i dużej części przychodów z nierządu. Tego zawłaszczania dokonują alfonsi i burdelmamy, i w takim charakterze występują unijno – globalni urzędnicy, naganiacze i politycy, nie wyłączając lożowców LOST-u. Klienci też są okradani – korzystając z ich nieuwagi, podbierane są portfele, a oni sami, zwabieni do burdelu uciechami, czyli grantami i dotacjami, poniewczasie orientują się, że nie są tam klientami, lecz prostytutkami, i że nie oni będą chędożyć, lecz sami będą chędożeni. Zaiste, mają za swoje ci wszyscy, którzy zgodzili się odrzucić to, co własne i wzięli to, co obce. Nie byłoby bowiem unijno – globalnego burdelu, nie byłoby burdelmam i alfonsów, gdyby sam lud nie oddał się powszechnemu nierządowi.
Nierząd powszechny polega na tym, że większość narodu godzi się na konszachty rodzimych lożowców i machinacje unijno – globalnych gnostyków, stawiając wszelako jeden warunek: taki owaki chce mieć przyzwolenie, aby sam mógł kraść i chędożyć, i to bez żadnych wyrzutów sumienia. Taki nierządnik życzy sobie takiego ładu, w którym każdy będzie mógł robić, co mu się podoba, być tym, kim tylko zechce, i dostawać za to socjal od państwa, zarządzanego przez lożowców. I tu właśnie objawia się obietnica judaszowych srebrników, składana przez współczesnych arcykapłanów i uczonych w piśmie. To właśnie obiecują nierządnikom, że będą mogli do woli kraść i chędożyć i nikt im nie powie nic takiego, co mogłoby wyrzuty sumienia sprowadzić, mało tego, jeszcze będą przez prawo chronieni, a na to wszystko zawsze znajdą się pieniądze, wyczarowywane przez budżet lub fundusze unijne. Za te obietnice rozkoszy trzeba oczywiście coś zdradzić – rację stanu, interes narodu, tożsamość kulturową, wiarę ojców. Nierządnikom zdaje się, że niewielka to cena za obietnicę kradzieży i chędożenia, dlatego, że oni te wartości już wcześniej odrzucili, i teraz tylko chuć burdelu nimi kieruje.
W oczekiwaniu na wejście do unijno – globalnego zamtuza zdążyli już zburdelizować swoje własne życie, zamieniając swoje domy i rodziny w mikroburdele, gdzie zamiast zasad chrześcijańskich prawa Sodomy obowiązują. Najważniejsze z nich brzmią: „czyń wedle woli swojej, jedyne prawo” oraz „bóg i moje prawo”. Każdy sobie takie tabliczki w mosiądzu obstalował i na drzwiach swego mikroburdelu, czyli Sodomy domowej dumnie zawiesił. Ponieważ jednak wraz z chrześcijaństwem odrzucili i rozum, i wiedzę, nie wiedzą przeto, że pierwsze prawo pochodzi z Ordo Templi Orientis, a drugie jest dewizą Masonerii Rytu Szkockiego. A wysoko wtajemniczeni bracia wiedzą, że inne zasady są dla swoich, inne dla profanów. Wszelako oszukani, ogłupieni i opętani Polacy z wirem plazmowym w dzbanie wierzą, że kierując się wyłącznie swoim interesem i własnym prawem osobistym zmienią rzeczywistość na lepszą dla siebie, chociaż nie wykazują żadnego wysiłku, aby zrozumieć to, co chcą zmienić. Nie widzą przede wszystkim tego, że jeśli chcą zmienić Polskę, wpierw muszą zmienić siebie.
Zmiana na lepsze, zaczęta od siebie, pociągnie za sobą zmianę w rodzinie i miejscu pracy. Zmiana, dokonana na znaczną skalę spowoduje polepszenie stanu dużej części społeczeństwa, co będzie promieniować i pociągać za sobą resztę. Lepiej żyjące społeczeństwo wyłoni z siebie siłę polityczną, złożoną z ludzi, którzy będą pragnęli lepiej żyć nie tylko w domu, ale i wobec świata. Taka dopiero siła może odsunąć od wpływów Lożę Okrągłego Stołu i sprawić, że wreszcie stanie się LOST i więcej już nie powróci. Wszelkie dążenie do poprawy sytuacji Polski i Polaków musi bezwzględnie przyjąć trzy założenia. Pierwsze, że trzeba uwolnić się od smyczy, na której trzyma nas globalna finansjera. Drugie, że należy zerwać więzy zależności wobec ONZ i jej lucyferycznych projektów społeczno – politycznych. Trzecie, że Unia Europejska jest wrogiem wobec Polski, Polaków i wszystkich pozostałych narodów europejskich, należy więc bez wątpliwości dążyć do wyjścia Polski z tej organizacji, a także popierać jej rozpad. Tak należy zdefiniować podstawy polskiej racji stanu AD 2024. Każdego polityka należy pytać, jaki ma pomysł na realizację tych trzech celów. Jeśli odpowie, że cele są inne, lub będzie kluczyć, lub nie odpowie wcale, to nie będzie polityk wolnej Polski, lecz co najwyżej funkcjonariusz zarządu okupacyjnego, by nie rzec: naganiacz i alfons unijno – globalnego burdelu.
Możemy go scharakteryzować krótko, jako połączenie trzech elementów: psychiatryk, lager, zamtuz. Tworzyć go będzie synergiczne współdziałanie porządku unijnego i globalnego. Porządek unijny określany jest przez UE i jej organy, porządek globalny przez ONZ, jej agendy oraz organizacje ponadnarodowe.
Jeśli więc jako Polacy nie zdecydujemy się na zerwanie tych zależności, czeka nas wciągnięcie do unijno – globalnego burdelu, czyli psycho – łagro – zamtuza. Zerwanie z nim i odzyskanie wolności wymaga zgodnego współdziałania jak największej ilości ludzi, którzy są Polakami lub mogą nimi być. Do tej drugiej grupy zaliczam również tych, którzy byli z naszego narodu, ale zrezygnowali z bycia Polakami dla wolności kradzieży i chędożenia. Jeśli więc my, Polacy nie zdecydujemy się na ucieczkę z burdelu, to czeka nas wolność przymusowej prostytutki – do bycia chędożonymi i okradanymi przez alfonsów i burdelmamę, za pomocą rosnących regulacji, przepisów, podatków, opłat, nakazów, zakazów, obowiązków, ograniczeń. Bezwzględnie jednak należy pamiętać o tym, że aby skutecznie uciec z psycho – łagro – zamtuza, wpierw trzeba zreformować nasze własne, prywatne sprawy, tak, aby nasze progi były twierdzami, a nie Sodomami.
Zagrożenia polskiej suwerenności Słowem, które najlepiej obrazuje dzisiejszy stan społeczeństwa polskiego jest zobojętnienie. Podczas gdy ogromna część społeczeństwa zanurza się od prawie dwóch dekad w jałowym, kompletnie rujnującym polską wspólnotowość konflikcie politycznym między […]
„Ty wiesz, iż fałszywe świadectwo wydali przeciwko mnie” (Dan 13, 43)
Temat komunistycznych prześladowań katolików w Chinach nie jest w Polsce szeroko znany, więc tym bardziej cieszy inicjatywa wydania wspomnień Rose Hu Radość w cierpieniu, książki będącej zapisem losów autorki skazanej za wyznawaną wiarę na 15 lat więzienia, która w aresztach, więzieniach i obozach pracy Chińskiej Republiki Ludowej spędziła łącznie 28 lat. Wspomnienia Rose Hu można traktować jako głos całego pokolenia chińskich katolików, którzy konsekwentnie odpowiedzieli na papieskie wezwanie Piusa XII do „wypełniania obowiązków religii chrześcijańskiej ze stanowczą wiernością, wymagającą w niektórych wypadkach heroicznej siły”. Jest to opowieść o konfrontacji wiary z nieludzkim systemem, który w Polsce ciągle pozostaje mało znany. Niniejszy szkic zapewne nie wyczerpie wszystkich wątków dotyczących tematu prześladowań Kościoła w Chinach, jednak ufam, że pomoże Czytelnikom w lekturze, przybliżając okoliczności opisywanych wydarzeń.
Krwawy świt
Najbardziej dojmującym doświadczeniem katolików dotkniętych prześladowaniami w Chinach była świadomość opuszczenia i pozostawienia własnemu losowi. Pisali o tym liczni misjonarze, wydaleni z Chin w latach 50 XX w. Sukcesem komunistów było stworzenie warunków pozbawiających swoje ofiary wszelkiej nadziei i stawiających je przed wyborem pomiędzy modlitwą o śmierć a akceptacją komunistycznego „porządku”. Siostra Katarzyna Ho, tak podobna do autorki niniejszej książki, aresztowana w wieku 18 lat za aktywne uczestnictwo w Legionie Maryi w Szanghaju (tego samego pamiętnego 8 września 1955 r.) wspominała, że obozy pracy, do których trafiali uznani za wrogów, były miejscami samotności, w których modlono się o śmierć. Głód, fizyczne zmęczenie, choroby i brud, towarzyszące ciężkiej pracy ponad możliwości uwięzionych kobiet, przekładały się na stopniowe osłabienie sił psychicznych i woli człowieka. Buntował się organizm, ustawały jego funkcje, załamywała się struktura psychiczna, a wola ustępowała otępieniu, prowadzącemu do rezygnacji z siebie, ze swoich przekonań i swojej odrębności jako istoty ludzkiej. Tym, którzy przechowywali w duszy płomyk wiary, umęczony Chrystus podawał dłoń i wyciągał z otchłani. Siostra Ho pisała: „Z powodu mojej wiary zamknęli mnie w więzieniu. Odizolowali od świata zewnętrznego. Próbowali zmanipulować swoją propagandą. Wiedziałam, że to kłamstwa. Nie mogłam uciszyć sumienia, nie mogłam zaprzeczyć mojej wierze. Nie mogłam wyrzec się wiary, która jest najcenniejszym darem, za który wielu chrześcijan oddało życie”. Nie pierwszy raz w historii świadomość, że inni zostali wystawieni na śmiertelną próbę, umacniała i skłaniała do złożenia dobrowolnej ofiary z samego siebie. Właśnie to dobrowolne poświęcenie okazało się najjaśniejszą gwiazdą na ciemnym niebie, najdoskonalszym wyrazem naśladowania Chrystusa, a zarazem fundamentem szańca, który pozostał niezdobyty przez komunistów, gdyż był poza zasięgiem ich władzy.
Pierwsze uderzenie
Chińskich katolików umacniał w oporze wzniosły przykład niepozornego, ale otoczonego powszechnym szacunkiem biskupa Szanghaju Ignacego Kunga (Gong Pinmei), wyświęconego przez Piusa XII w sierpniu 1950 r. Hierarcha stanął na czele jednego z najważniejszych katolickich ośrodków w Chinach, zamieszkiwanego przez ponad 110 tys. wiernych (1,6% mieszkańców miasta). Szanghaj był perłą w koronie Matki Bożej nazywanej Cesarzową Chin. Nieliczna w Państwie Środka społeczność katolicka, najczęściej rozproszona na prowincji, w Szanghaju była doskonale zorganizowana; wpływowa i bogata, stanowiła elitę sięgającą korzeniami XVII w. W mieście znajdowało się sanktuarium Matki Bożej w Sheshan, będące mobilizującym chińskich wiernych centrum pielgrzymkowym; tam też nuncjusz Antonio Riberi utworzył Centralne Biuro Katolickie, koordynujące działania wszystkich religijnych i świeckich inicjatyw na terenie całego kraju. W prace biura było zaangażowanych kilkuset zagranicznych i chińskich duchownych.
Wyświęcenie odważnego i pobożnego Kunga stanowiło dla władz nieprzyjemne zaskoczenie. Trwająca wojna w Korei skłaniała chińskich komunistów do rozprawy z przeciwnikami ideologicznymi i politycznymi, oskarżonymi o współpracę z amerykańskimi imperialistami. Tym bardziej, że ogłoszona w 1949 r. papieska ekskomunika dotykająca wszystkich, którzy podejmowali współpracę z komunistami, zdaniem przywódców ChPK stawiała katolików jednoznacznie po drugiej stronie barykady. Im bardziej zmieniała się sytuacja na froncie na korzyść interweniujących wojsk ONZ, tym głośniej w Pekinie wzywano do rozprawy ze szpiegami i kontrrewolucjonistami. W 1951 r. wydalono z Chin nuncjusza Riberiego, a w więzieniach wylądowało wielu „obcych” duchownych, których usiłowano zmusić do przyznania się do szpiegostwa na rzecz USA. Kanadyjczyk o. Arthur Vendam SFM, przełożony diecezji Lishui w Chinach, wspominał: „Zabrano mnie do pustego pokoju. […] Powiedzieli mi, że zostawią mnie w nim na miesiąc, żebym mógł medytować nad moimi zbrodniami i nad wszystkim, co zrobiłem przeciwko władzy podczas moich 24 lat pobytu w Chinach. Rząd wie wszystko o moich przestępstwach i nic nie mogę ukryć. Powinienem je sam wyznać. […] Pod koniec miesiąca zostałem wezwany na przesłuchanie, gdzie powtórzono wszystkie oskarżenia, które zarzucono mi w Lishui. Ponownie zaprzeczyłem wszystkiemu, ale oni ciągle powtarzali te same oskarżenia dzień po dniu. Po pewnym czasie zabrali mnie do innej celi i nadal przychodzili każdego dnia, dwa, trzy, cztery razy i kolejno mnie przesłuchiwali. Za każdym razem pytali, czy myślałem o swoich przestępstwach i chcę się do nich przyznać. Ciągle powtarzali, że «są dwie drogi: droga do życia i droga do śmierci». To było powtarzane regularnie i monotonnie przed każdym przesłuchaniem, w czasie którego zmuszano mnie do zaakceptowania zarzutów, ostrzegając: «Jeżeli nie przyznasz się do swoich przestępstw przeciwko władzy, umrzesz. Jeżeli przyznasz się do swoich zbrodni, zostaniesz uwolniony»”.
Świat chce nas zastraszyć
W Szanghaju starano się działać poprzez zastraszenie, choć i tam zdarzały się porwania, pobicia i tortury, czego najlepszym przykładem są losy chińskiego jezuity o. Bedy Changa, aresztowanego w 1951 r. Torturowany w więzieniu w celu wymuszenia zeznań, zmarł w listopadzie tego samego roku. Jego pogrzeb przekształcił się w olbrzymią manifestację mieszkańców Szanghaju i zaowocował wieloma nawróceniami, jednak największym owocem męczeńskiej śmierci o. Changa, dziekana katolickiego uniwersytetu Aurora w Szanghaju, był masowy napływ młodzieży do Legionu Maryi. Ci, którzy wówczas zasilili organizację, od kilku miesięcy będącą na celowniku bezpieki, nie mieli najmniejszych złudzeń, że droga, którą wybrali, to droga heroicznego trwania u boku Chrystusa. Niepowodzenie zarządzonej w Szanghaju tzw. akcji rejestracyjnej członków Legionu, opisywanej przez Rose Hu w swoich wspomnieniach, spowodowało chwilowe wstrzymanie aresztowań i represji, które komuniści starali się wykorzystać do pozyskiwania osób skłonnych do współpracy.
Uderzenie nastąpiło 8 sierpnia 1955 r.; to wówczas, kiedy Rose Hu jako jedna z wielu osób, została aresztowana przez chińską bezpiekę. W ciągu kilku dni uwięziono w Chinach co najmniej 20 tys. katolików, z czego 1500 w samym Szanghaju. Uderzenie skierowano w duchownych, zakonników i zakonnice, przywódców grup wiernych oraz aktywnych członków stowarzyszeń. Szczególnie mocno dotknięto aresztowaniami środowisko Legionu Maryi związane z Aurorą. Zwieńczeniem całej akcji było aresztowanie w październiku 1955 r. bp. Ignacego Kunga. Aresztowanym postawiono zarzuty o charakterze kryminalnym. Często były spreparowane, opierały się na niepotwierdzonych donosach lub zeznaniach innych osób. Oskarżeni musieli udowodnić swoją niewinność. Pierwsze przesłuchania miały na celu wyodrębnienie grupy skłonnej do ustępstw, zaparcia się i złożenia zeznań obciążających inne osoby. Los tych, którzy trwali przy swoich przekonaniach, był przesądzony.
Sekta „made in China”
Wszystko wskazuje na to, że w momencie aresztowań w 1955 r. władze partyjne miały już przygotowany scenariusz działań zmierzających do powołania państwowego „kościoła katolickiego”. W lipcu 1957 r. w Pekinie zorganizowano katolicki kongres „patriotyczny” i ściągnięto nań 241 delegatów z całych Chin, żeby położyć podwaliny pod powstanie Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich. W 1958 r. – przy sprzeciwie papieża – wyświęcono jednego biskupa, po czym w ciągu roku kolejnych 26, tworząc w ten sposób zależną od rządu hierarchię tzw. Kościoła patriotycznego.
Akcja aresztowań z 1955 r. była zakrojona tak szeroko, że w niektórych częściach Chin (szczególnie w Szanghaju) pozostawiła wiernych bez jakiejkolwiek opieki duszpasterskiej.
Sytuacja była łatwa do wykorzystania przez komunistów i utworzenie przez nich tzw. Kościoła patriotycznego przez dużą część chińskich katolików zostało przyjęte biernie lub z uczuciem ulgi. Jedność z Wiecznym Rzymem spoczęła na barkach osób takich jak Rose Hu.
16 marca 1960 r. rozpoczęła się propagandowa rozprawa sądowa przeciwko „Gong Pinmei i jego zdradzieckiej klice kontrrewolucyjnej”. Werdykt trybunału rewolucyjnego, działającego na wzór sądów stalinowskich, skazywał bp. Ignacego Kunga na dożywocie jako winnego przestępstw w postaci: jawnej wrogości wobec decyzji rządu w czasie konfliktu w Korei, sprzeciwianiu się reformie rolnej, wrogości wobec reform socjalistycznych w Chinach i działalności szpiegowskiej w siatce przebywającego w chińskim więzieniu szefa szanghajskiego Centralnego Biura Katolickiego, bp. Jamesa Walha.
Polski czytelnik powinien być świadomy faktu, że w tym krótkim szkicu przedstawiono zaledwie mikroskopijny wycinek prześladowań Kościoła w Chinach. Po 1960 r. trwały one nadal, a osoby podejrzane o nielojalność wobec władz komunistycznych trafiały do obozów pracy. Pod koniec lat 50 XX w. periodyk misyjny „The Scarboro Missions” informował: „W czasie, gdy komunistyczny reżim nieustannie głosi, że w Chinach panuje wolność religijna, doszła do nas informacja o aresztowaniu 40 katolickich prawników w Szanghaju. Oskarżono ich o przestępstwo głoszenia prawdy, że katolik bezwarunkowo podlega władzy Rzymu, z powodu domagania się uwolnienia bp. Ignacego Kunga z Szanghaju oraz utrzymywania, że Legion Maryi nie jest organizacją reakcyjną”. Prześladowania Kościoła katolickiego trwają do chwili obecnej. Katolicy za swoje przekonania trafiają do więzień oraz są zsyłani do obozów pracy.
Terror jako mechanizm rządzenia
Przywódca chińskich komunistów Mao Zedong nigdy nie taił swoich zbrodniczych planów. Jego fascynacje metodami stalinowskimi zaowocowały stworzeniem systemu powszechnej kontroli i strachu, który wprowadzał w zakłopotanie nawet sowieckich towarzyszy. Jeszcze w trakcie wojny domowej z nacjonalistami Mao zdefiniował podstawową zasadę maoistowskiej rewolucji, stwierdzając, że „zabijanie wskazywanych zdrajców jest rewolucyjną koniecznością, dzięki której ludność, pozbawiona innego wyboru, będzie zmuszona do kontynuowania rewolucji”. Fraza „braku wyboru” pojawia się na wszystkich późniejszych etapach rewolucji maoistycznej. Mao miał świadomość, że wśród likwidowanych „zdrajców” tylko około 10% stanowili rzeczywiści, zdeklarowani i aktywni wrogowie komunizmu. W 1944 r. na forum przywódców partyjnych przeprosił za dokonane czystki na terenach opanowanych przez komunistów, za co został nagrodzony oklaskami. W tym samym czasie modyfikował metody eliminowania przeciwników, rozwijał koncepcje reedukacji jako metody represji i budował zręby największego na świecie i najlepiej zorganizowanego ekonomicznie, istniejącego do dziś, systemu obozów niewolniczej pracy. Wraz ze zwycięstwem nad dotychczasowym sojusznikiem, jakim dla komunistów byli nacjonaliści, przyszła kolej na ukrytych wrogów politycznych. W 1949 r. w referacie dla Komitetu Centralnego ChPK Mao stwierdził, że zakończony etap walki militarnej nie kończy rozprawy z innymi wrogami komunizmu w Chinach. Pozostali wrogowie bez karabinów, nieużywający broni, zdaniem Mao byli nie mniej niebezpieczni i zdeterminowani i nie można ich było lekceważyć. Więcej: bagatelizowanie ich byłoby błędem. W swoich wypowiedziach Mao obrazowo stwierdzał, że liczba wrogów i imperialistycznych szpiegów w Chinach jest taka, jak „włosów w futrze”.
W ideologicznej wizji Mao Chiny stały się polem konfrontacji pomiędzy dwoma przeciwstawnymi – ideowymi, kulturowymi, politycznymi i mentalnymi – blokami: „czerwonym” (rewolucyjnym, komunistycznym, proletariackim, w języku propagandy „chłopskim”, robotniczym) a „czarnym” (reakcyjnym, kontrrewolucyjnym, imperialistycznym, obcym, religijnym, prawicowym, a od lat 60 XX w. – dodatkowo inteligenckim). Jako jednego z najbardziej niebezpiecznych wrogów komunizmu w Chinach wskazywano chiński Kościół katolicki, posiadający na początku lat 50 XX w. zaledwie ok. 3 mln wiernych (tj. 0,6% wszystkich ludzi zamieszkujących Chiny).
Tajne plany komunistów wobec Kościoła
Rozprawa z Kościołem katolickim miała być konsekwentna i bezwzględna, ale stosunkowo bezkrwawa. Starano się unikać prowokowania reakcji międzynarodowych i po cichu rozbijać Kościół od wewnątrz. Działania poprzedzała akcja propagandowa, przedstawiająca Kościół katolicki jako narzędzie imperialistów, a duchownych katolickich (zwłaszcza 5500 zagranicznych misjonarzy) jako potencjalnych szpiegów. Kościół katolicki miał działać na szkodę Chińczyków, wspierać wrogów Chin, zajmować się szkodliwą działalnością społeczną, tworzącą atmosferę nielojalności wobec rządu komunistycznego. Partia przyjęła szereg tajnych dyrektyw nakazujących szeroko zakrojone działania, polegające na zbieraniu materiału obciążającego i ujawniającego prawdziwe oblicze duchownych i katolickich działaczy. Według wytycznych Komitetu Centralnego, działalność Kościoła katolickiego miała zostać całkowicie zablokowana, a struktury hierarchiczne rozbite i podporządkowane władzy. W dokumencie nazwanym umownie Zasadą dziewięciu punktów (opublikowanym przez Worldmission Fides Service w 1958 r.) cel ten został wyrażony bezpośrednio, jako nakaz do realizacji przez każdego członka ChPK. „Każdy towarzysz zajmujący stanowisko decyzyjne musi dogłębnie zrozumieć, że Kościół katolicki idący na pasku imperializmu musi zostać całkowicie rozbity i zniszczony”. W dokumencie postulowano infiltrację struktur kościelnych, stowarzyszeń, szkół, organizacji parafialnych itp. Agentów skłaniano do przyjmowania chrztu, aby tym skuteczniej realizowali wytyczne partii komunistycznej. Postulowano zdobywanie popularności wśród wiernych, aktywność w stowarzyszeniach katolickich, inicjowanie wśród wiernych działań propagujących rzekomo obojętną ideologicznie walkę o pokój na świecie, przeciwstawianą dążącemu do wojny imperializmowi. Zalecano praktyczne stosowanie zasady „przyciągnij wroga, aby go zniszczyć” poprzez gorliwy udział w nabożeństwach, „pochlebne i słodkie rozmowy”, wreszcie wszystkie „inteligentne sposoby, aby zbliżyć się do duchownych i śledzić ich każdy krok”. Należało odkryć i uderzyć w słabe punkty w strukturze Kościoła; miało to posłużyć do rozbijania wspólnot, przeciwstawienia świeckich duchownym, szerzenia wśród wiernych podziałów, a wreszcie do wsączenia w nich zwątpienia – „zniszczenia kościelnej i religijnej trucizny przez naszą uleczającą truciznę” (sic!).
Działania przeciwko Kościołowi prowadzono w sposób dobrze przemyślany, dzieląc na kolejne etapy, wg scenariusza nazwanego przez francuskiego badacza Jean-Louisa Margolina „taktyką salami”, polegającą na stopniowym separowaniu kolejnych grup ludzi od reszty społeczeństwa – i likwidowaniu ich. Dokumenty wydobyte z chińskiego archiwum i opracowane przez amerykańskiego historyka Paula Marianiego ukazują etapy działań komunistycznych w opisywanym przez autorkę wspomnień Szanghaju. Pierwsze uderzenie, przy akompaniamencie propagandy, zostało wymierzone w duchownych pochodzących spoza Chin, przede wszystkim Europejczyków i Amerykanów. Zagranicznych misjonarzy przedstawiono jako szpiegów Trumana; aresztowano ich i w większości deportowano, przy okazji przedstawiając w prasie jako najgorszy element imperialistyczny. Drugi etap polegał na propagandowym podkreślaniu przez władze komunistyczne… wolności religijnej, jednocześnie wymierzając uderzenie w elementy rzekomo szkodzące narodowi („zainfekowane przez obcych”). Katolików na podstawie sfabrykowanych materiałów oskarżano o przestępstwa takie jak szpiegostwo, działanie dywersyjne, sabotaż, niegospodarność etc. Celem było dzielenie wiernych i wyodrębnienie grupy podatnej na komunistyczną propagandę, skłonną do ustępstw, nierzadko rekrutowaną spośród osób, które przyznały się do spreparowanych zarzutów. Oba te elementy wyraźnie widać we wspomnieniach Rose Hu, w doświadczeniach bliskich jej kapłanów oraz osób „złamanych”, a także w spreparowanych zarzutach wobec niej samej. Trzecim etapem było propagandowe mobilizowane wiernych do „aktywnego uczestnictwa”, polegające na definiowaniu linii podziałów ideologicznych i wskazywaniu wrogów. Celem tego etapu była całkowita anarchizacja działalności Kościoła i uaktywnienie elementów, na których miał być budowany tzw. Kościół patriotyczny. Komuniści chcieli zniszczyć Kościół poprzez oddzielenie go od Rzymu – wyhodowanie jałowej i niedającej owoców chińskiej hybrydy, a w perspektywie eschatologicznej (o czym oczywiście sami nie myśleli) skazanej na wrzucenie w ogień.
Pewien chiński politruk na jednym z ideologicznych szkoleń (jakich w ówczesnych Chinach odbywało się setki tysięcy) wystawił katolikom zaskakująco dobrą opinię: „Co do katolików, to jest praktycznie niemożliwe, żeby ich przekonać i sprawić, by poszli za nami. Każdy z nich jest jak twierdza w samym sobie; każdy z nich broni się jak forteca. Nie znają strachu, nie boją się poświęcenia; są mistrzami dla samych siebie, niezmienni i odważni. Jeśli przez przypadek zdobędziemy jednego z nich, aby [zrealizować] nasze pomysły, to będzie to ogromne zwycięstwo, zbliżające nas do osiągnięcia celu”. Celem jego przemówienia oczywiście nie było oddanie sprawiedliwości dwudziestoletnim studentom z Legionu Maryi, z całą rozrzutnością młodości stawiającym swoje kariery, szczęście, zdrowie, a nawet życie na szali losu. Jego zadanie polegało na zmobilizowaniu kolektywu do bardziej wytężonej pracy i walki przeciwko „demonicznemu wrogowi”, a przez to niedosiężnemu i prawie niepokonanemu. W istocie katolicy byli dalecy od tego obrazu, o czym uczciwie pisze Rose Hu.
Laogai – każda kara jest dożywociem
W 1950 r. komunistyczne Chiny i ZSRS zawarły umowę, dzięki której szereg rozwiązań administracyjno-organizacyjnych miało zostać przeszczepionych ze Związku Sowieckiego do Chin. Jednym z nich stały się obozy pracy, którymi od pewnego czasu interesowali się przywódcy partii komunistycznej. Rezolucja III Konferencji Narodowego Bezpieczeństwa Wewnętrznego ChRL z 1951 r. stawiała w tym zakresie konkretne wymagania: „Wielka liczba ludzi, którzy odsiadują swoje wyroki, to duży potencjał ekonomiczny. W celu ich zreformowania, w celu rozwiązania problemów związanych z [przepełnionymi] więzieniami, w których skazani kontrrewolucjoniści siedzą i jedzą za darmo, powinniśmy zorganizować nasze obozy pracy [laogai]. W sytuacjach, w których taka metoda jest wykorzystywana, należy ją rozszerzyć”. Bardzo szybko przystąpiono do wcielania w życie tego pomysłu, pomimo tego, że oficjalna decyzja o powołaniu do życia obozów zapadła na mocy rezolucji Kongresu ChPK kilka lat później – 7 września 1954 r. Oblicza się, że ok. 80 do 85% wyroków wydawanych przez sądy chińskie w latach 1955–1971 kończyło się deportacją do obozu pracy. Przypadek Rose Hu nie odbiega od losów większości Chińczyków zatrzymanych w ramach masowych akcji represyjnych, urządzanych na polecenie Mao i innych przywódców ChPK. Autorka po aresztowaniu trafiła do doraźnego aresztu, gdzie próbowano ją przekonać do współpracy. Z niego została przeniesiona kolejno do kilku aresztów i więzień. Jej proces nie był jawny, a członkini Legionu Maryi została poinformowana o wyroku skazującym prawie trzy lata po aresztowaniu – w 1958 r. Wyrok skazujący ją na 15 lat więzienia za przestępstwo prowadzenia działalności kontrrewolucyjnej w reakcyjnej organizacji oznaczał deportację do jednego z obozów pracy przymusowej laogai. Należy tu zwrócić uwagę, że odbywanie właściwej kary więzienia rozpoczynało się dopiero wraz z ogłoszeniem wyroku (a nie od momentu zatrzymania), a system sądowniczy w trakcie jego odbywania „uzupełniał” go o kolejne lata za nieprzestrzeganie obozowej dyscypliny. Rose Hu, aresztowana w 1955 r., rozpoczęła odbywanie kary w 1958 r., a na wolność została wypuszczona w 1983 r., po prawie 28 latach pozbawienia wolności! Wyrok wydany w czasach Mao, zauważa Jean-Louis Margolin, prawie zawsze był karą na całe życie.
W okresie, w którym autorka wspomnień przeżywała dramatyczne wydarzenia związane z aresztowaniem i deportacją do obozu pracy przymusowej, system obozów Laogai był na etapie krzepnięcia i przyjmowania ostatecznego kształtu. Stopniowo wyodrębniały się cztery kategorie osób objętych pracą przymusową. Opisał je Harry Wu – nieżyjący już wieloletni więzień obozów i działacz na rzecz pamięci o ich ofiarach. Do 1961 r. system nie rozróżniał pomiędzy osobami trafiającymi do obozów pracy przymusowej na podstawie wyroku sądu czy samego zatrzymania przez organa bezpieczeństwa. Co prawda w 1957 r. komuniści wprowadzili do systemu penitencjarnego pojęcie aresztu administracyjnego, ale do 1961 r. nie był on zbyt często stosowany. Sytuacja uległa zmianie w 1961 r., kiedy to obozy podzielono na podstawowe dwa rodzaje: Obozy Naprawy Poprzez Pracę (laogai) oraz Obozy Reedukacji Poprzez Pracę (laojiao); osadzeni w tych obozach stanowili dwie podstawowe grupy więźniów. Zesłani do laogai byli rzeczywistymi niewolnikami systemu komunistycznego. Skazani najczęściej na wieloletnie lub dożywotnie wyroki, pozbawieni praw obywatelskich, poddani żelaznej dyscyplinie, zorganizowani na sposób wojskowy, pracowali bez widoków na polepszenie swojej doli. Jedynym sposobem skutecznej ucieczki dla nich była śmierć. Z kolei więźniowie laojiao byli w obozach pracy poddawani reedukacji, czyli mieli zostać przywróceni komunistycznemu kolektywowi. Osadzeni nie posiadali wyroków (byli zatrzymani do czasu wydania decyzji administracyjnej o odwołaniu aresztu, na podobnej zasadzie jak internowani w Polsce w czasie stanu wojennego w 1981 r.), nie tracili praw obywatelskich (choć nie uczestniczyli w procedurach wyborczych demokracji ludowej), otrzymywali drobne wynagrodzenie, mieli też prawo do odwiedzin. Długość ich pobytu teoretycznie zależała od sprawowania, choć w praktyce nie była krótsza niż kilka lat. Pomimo tego, że areszt administracyjny był praktyką związaną z prześladowaniami politycznymi, najłatwiej można było znaleźć się w obozach laojiao za zwykłe przestępstwa kryminalne (kradzież, narkomanię, prostytucję etc.). Najmłodsi (znani badaczom) osadzeni w tych obozach mieli po 14 lat, pomimo klauzuli prawnej obowiązującej w Chinach mówiącej o wymaganym wieku „16 lat”. Warunki pracy i organizacji tej kategorii więźniów były takie same jak w laogai. Otrzymany wyrok najczęściej był zakamuflowanym dożywociem, co widać na podstawie funkcjonowania dwóch „wyższych” grup obozowych: „przymusowo zatrudnionych specjalistów”, nazywanych na wyrost „wolnymi pracownikami” oraz kategorii „uwolnionych”. W obu przypadkach jest mowa o osobach przetrzymywanych na potrzeby obozów pracy, które formalnie utraciły prawo do decydowania o sobie: nie mają prawa opuszczenia rejonu obozu, mogą tylko otrzymać jedną lub dwie przepustki na rok, otrzymują niewielkie wynagrodzenie, niektórym z nich przyznaje się prawo do sprowadzenia rodziny lub jej założenia. Proceder przymusowego osiedlania więźniów po odbyciu kary do końca lat 60 XX w. dotyczył prawie 95% wszystkich więźniów laogai. Wszystkie te kategorie spotkamy na kartach wspomnień Rose Hu.
Należy pamiętać, że opisany we wspomnieniach system obozów funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Szacuje się, że w chwili obecnej na terenie Chin działa ok. 1000 Obozów Naprawy Poprzez Pracę i Obozów Reedukacji Poprzez Pracę, wraz z placówkami dla nieletnich i obozami specjalnymi (wg Harry’ego Wu, przez 19 lat więźnia tych obozów, w latach 90. XX wieku było to 990 obozów), w których może znajdować się nawet 6,8 mln ludzi (wg oficjalnych danych chińskich – od 0,5 mln do 2 mln więźniów). System obozowy przynosi chińskim komunistom olbrzymie korzyści finansowe. Wydany w 1988 r. przez Biuro ds. Laogai w Ministerstwie Sprawiedliwości ChRL Podręcznik więziennictwa stwierdza wprost, że laogai to nie tylko narzędzie dyktatury proletariatu i naturalny element funkcjonowania społeczeństwa socjalistycznego, ale także duża część należących do państwa przedsiębiorstw produkcyjnych, „dzięki której społeczeństwo się bogaci”. Obiekty laogai – czytamy w tym podręczniku – „to zarazem obiekty dozoru, jak i specjalne przedsiębiorstwa”.
* * *
Mam nadzieję, że powyższe krótkie wprowadzenie oraz przypisy umieszczone w tekście, zawierające biogramy i wyjaśnienie najważniejszych pojęć, pomogą zrozumieć główne wątki wspomnień Rose Hu, a jednocześnie nie przesłonią ich wymiaru duchowego, bowiem to właśnie żarliwa wiara pozwala przetrzymać każdy głód i każde prześladowanie, będąc prawdziwą tarczą i ochroną. Opisany przez św. Ambrożego przykład św. Pelagii jest tego dobrym przykładem. Otoczona przez oprawców, oświadczyła, że życie oddaje dobrowolnie, i tą deklaracją nie tylko odebrała im władzę nad sobą, ale też pozostawiła za sobą wszystko to, co niewolnicze. Nie był to z jej strony incydentalny akt odwagi – jak mogłoby się komuś, patrzącemu powierzchownie, wydawać – ale przejaw wynikającego z podążania za Chrystusem całkowitego wyzbycia się przywiązania do świata, efekt zaparcia się siebie aż do odrzucenia wstydu, dumy i wszelkich światowych myśli. Ścieżka przeznaczona dla nielicznych. Rose Hu bardzo przypomina św. Pelagię.
Dyplom MBA z uczelni Collegium Humanum tylko w tym roku pozwolił prezydentowi Wrocławia Jackowi Sutrykowi dorobić do pensji w ratuszu średnio blisko 13 tysięcy złotych miesięcznie. To pieniądze, które dostał ze spółek samorządowych w Tychach i Gliwicach.
Jacek Sutryk musiał ujawnić swoje zarobki w oświadczeniu majątkowym składanym na koniec kadecji. Zeznanie dotyczy dwóch pierwszych miesięcy 2024 roku. W styczniu i w lutym Sutryk jako prezydent Wrocławia zarobił w urzędzie miejskim łącznie 64384,70 zł, czyli przeciętnie ponad 32 tysiące złotych miesięcznie. Ale do tej gigantycznej wypłaty i tak dorabiał, pracując w radach nadzorczych komunalnych spółek w Tychach i Gliwicach. Powołali go tam prezydenci tych miast. W Tychach Sutryk zarobił w styczniu i lutym łącznie 14233,45 zł, w Gliwicach – 11671,37 zł. Daje to przeciętnie 13 tysięcy dodatkowego dochodu miesięcznie.
Sutryk mógł dostać intratne posady w radach nadzorczych dzięki dyplomowi MBA z Collegium Humanum. Posiadanie takiego dyplomu (albo ukończenie odpowiednich studiów, np. prawniczych) to jeden z warunków pracy w radach nadzorczych publicznych spółek. Sutryk dyplom MBA zdobył w czerwcu 2020 roku. Już 10 czerwca zasiadał w radzie nadzorczej w Tychach, dwa lata później dostał posadę w Gliwicach.
Jak Jacek Sutryk zdobył dyplom MBA? Jak sam twierdzi, za studia zapłacił z własnej kieszeni oraz zdał egzamin. Mimo licznych próśb, prezydent Wrocławia nie przedstawił jednak dotąd żadnych dokumentów, potwierdzających tę deklarację.
Prokuratura i CBA prowadzą tymczasem śledztwo w sprawie działaności Collegium Humanym. Mówią o „działaniu zorganizowanej grupy przestępczej, która w zamian za przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych wystawiała dokumenty związane z ukończeniem studiów oraz dyplomami MBA uprawniającymi do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa”. Dotąd zatrzymano w tej sprawie dziewięć osób, w tym rektora uczelni Pawła C.
– Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że dyplomy zostały wydane pomimo tego, że osoby które je otrzymały nie odbyły studiów. W większości tych przypadków „studiowanie” ograniczało się do zapłaty za świadectwo kwoty wskazanej przez rektora lub z nim wynegocjowanej i odbioru świadectwa przez „absolwenta” – mówi cytowany przez tygodnik Newsweek prowadzący sprawę prokurator Piotr Żak. „Rektor wydawał polecenie, by wydrukować komuś dyplom, a kurier stał już na progu. Zdarzało się, że dzwonił sam zainteresowany i żądał, by wydrukować dokument, bo idzie do rady nadzorczej spółki skarbu państwa i musi mieć MBA. Drukowano” – opisuje dalej Newsweek, powołując się na pracowników uczelni.
Nie wiadomo na razie, jak wielu studentów mogło zdobyć dyplomy MBA w nieuczciwy sposób. Jacek Sutryk zarzeka się, że do nich nie należy.
Szanowny Panie! Tuż po tym, jak Donald Tusk zapowiedział prześladowania lekarzy i szpitali za odmowę aborcji, rozpoczął się medialny atak na Szpital im. Falkiewicza we Wrocławiu. Prześladowania jak na rozkaz zaczęły w tym samym momencie największe polskojęzyczne media.
Powód? W ciągu ostatnich dwóch lat nie dokonano w tym szpitalu ani jednej aborcji. Co więcej, do szpitalnej kaplicy uroczyście sprowadzono relikwie błogosławionej niedawno polskiej rodziny Ulmów, która w trakcie wojny ukrywała Żydów przed Niemcami. Takie ataki będą się nasilały również na inne placówki, ponieważ według planów Tuska i aborcyjnego lobby wszystkie polskie szpitale mają być ośrodkami aborcyjnymi, a głównym kryterium oceny pracy szpitala ma być to, czy wykonuje on aborcję! Jeśli będziemy bierni, to już wkrótce może nie być szpitali bezpiecznych dla kobiet, dzieci i wszystkich naszych rodzin. Musimy działać!Jak na komendę, niemal w tym samym czasie, największe polskojęzyczne media opublikowały na swoich łamach artykuły szkalujące Szpital im. Falkiewicza we Wrocławiu i nową dyrekcję tej placówki. Media głównego nurtu piszą m.in. o „draństwie” i złym traktowaniu pacjentek, do jakiego ma rzekomo dochodzić w tym szpitalu. A konkretnie chodzi o to, że od dwóch lat nie zamordowano w tym szpitalu poprzez aborcję żadnego dziecka w łonie matki.
Szpital, w którym w ostatnim czasie nie dokonano żadnej aborcji, znalazł się na celowniku aborcyjnego lobby. Innym powodem ataków jest to, że wedle relacji medialnych nowa dyrekcja szpitala to „ortodoksyjni katolicy”. Objawiło się to m.in. uroczystym sprowadzeniem do szpitalnej kaplicy relikwii błogosławionej, polskiej rodziny Ulmów, zamordowanej przez Niemców w trakcie II wojny światowej za ukrywanie Żydów. Obecność relikwii w szpitalu ma promować świętości małżeństwa i rodziny oraz świadomość, że ludzkie życie zaczyna się od poczęcia.
Gazeta Wyborcza, jako jedno z mediów atakujących placówkę, opisała sytuację w Szpitalu Falkiewicza słowami:
„Tam jest jak w sekcie.”
Warto w tym momencie przypomnieć, że w USA ośrodki aborcyjne prowadzi Świątynia Szatana, która jest oficjalnie zarejestrowanym na terenie Stanów Zjednoczonych związkiem wyznaniowym. W ośrodkach tych nie tylko namawia się kobiety do aborcji, ale także zachęca do wykonywania przed aborcją satanistycznych i okultystycznych rytuałów. Informowaliśmy już o tej wstrząsającej sprawie. To wszystko jakoś nie przeszkadza mediom głównego nurtu… Przeszkadza im za to brak aborcji, oraz obecność relikwii i tematu pomocy udzielanej Żydom przez Polaków. Nie powinno nas dziwić, że w tych atakach przodują polskojęzyczne media, których właścicielem jest duży, niemiecki koncern wydawniczy.
Panie MirosĹ‚awie, najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby spojrzeć na wydarzenia we wrocławskim szpitalu z perspektywy planów rządu Donalda Tuska, który wykonuje polecenia międzynarodowego lobby aborcyjnego.
Tusk zapowiedział, że każdy lekarz, który odmówi aborcji, będzie z urzędu ścigany przez prokuratora. Karany ma być również cały szpital, w którym odmówi się kobiecie aborcji. Medialne ataki na szpital Falkiewicza to zapowiedź tych prześladowań oraz „rozpoznanie”, którego celem jest sprawdzenie nastrojów Polaków i tego, jaka będzie reakcja społeczna.
Docelowo, szpitale w Polsce mają być oceniane przede wszystkim przez pryzmat tego, czy dokonuje się w nich aborcji. Na pierwszym miejscu nie będzie ogólna jakość opieki zdrowotnej, ilość dostępnych świadczeń, czas oczekiwania do lekarza czy nowoczesność sprzętu medycznego, tylko to, czy można w nim zamordować dziecko poprzez aborcję.
„Czy dokonujecie aborcji?” – będą pytać prokuratorzy, kontrolerzy i urzędnicy Ministerstwa Zdrowia. Od odpowiedzi na to pytanie będą zależały dalsze losy dyrekcji, lekarzy i całego szpitala, który wedle zapowiedzi Tuska ma utracić kontrakt z NFZ za odmowę aborcji, co w praktyce będzie skutkowało koniecznością likwidacji oddziału ginekologicznego lub nawet całej placówki!
Panie MirosĹ‚awie, czas oczekiwania na niektóre zabiegi czy operacje w polskich szpitalach to nawet kilka lat. Pomimo tego, działania rządu skupiają uwagę opinii publicznej przede wszystkim na kwestii dostępu do aborcji. Nie jest to przypadek i nie jest to „temat zastępczy”, za jaki uważają aborcję liczni komentatorzy.
Aborcja to jeden z głównych filarów anty-moralnej rewolucji, która opanowała już umysły i sumienia społeczeństw Zachodu, a teraz w szybkim tempie wdziera się do Polski. Celem tej rewolucji jest biologiczne, kulturowe i cywilizacyjne zniszczenie naszego narodu. Już teraz możemy mówić o katastrofie demograficznej – rodzi się najmniej Polaków od początku prowadzenia pomiarów. Upowszechnienie aborcji jeszcze bardziej przyspieszy zapaść demograficzną, co będzie miało ogromne skutki dla wszystkich w wymiarze moralnym, społecznym i gospodarczym.
Kwestia aborcji to jednak nie tylko przyszłość, to również teraźniejszość. Co plany Tuska i aborcyjnego lobby oznaczają w praktyce dla każdego z nas?
Jeżeli wszystkie szpitale w Polsce staną się ośrodkami aborcyjnymi, to nigdzie kobieta w ciąży nie będzie mogła czuć się bezpiecznie. Jeśli za odmowę aborcji lekarzowi będzie groził prokurator, a szpitalowi jego zamknięcie, to oczywiste jest, że aborcja będzie promowana, a pacjentki będą jeszcze bardziej do niej namawiane.
Już teraz lekarzom wystarczy podejrzenie choroby u dziecka, aby zacząć wywierać presję na rodziców w celu dokonania aborcji. „W tej sytuacji to jedyne wyjście” – słyszą od lekarzy rodzice dzieci, u których podejrzewa się chorobę lub wady genetyczne. W naszej Fundacji mamy wiele świadectw od kobiet, których dzieci miały urodzić się niepełnosprawne lub obarczone poważnymi wadami. Po porodzie okazywało się, że prognozy i przepowiednie lekarzy były błędne, a dzieci rodziły się zdrowe, lub odzyskiwały sprawność po odpowiednim leczeniu i terapii. Dzieci te przeżyły tylko dlatego, że ich rodzice nie ulegli emocjonalnej presji i szantażom lekarzy-aborcjonistów, którym nie chciało się zaopiekować dziećmi w łonach matek. Woleli wypisać skierowanie na aborcję i mieć „problem” z głowy.
Jeżeli aborcyjne lobby zrealizuje swoje plany, to wszystkie rodziny w Polsce będą zagrożone, gdyż aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. Już za kilka dni, od najbliższej środy do piątku, w Sejmie RP zacznie się debata na temat projektów ustaw, których celem jest upowszechnienie w Polsce aborcji i zmuszenie wszystkich szpitali do stania się ośrodkami aborcyjnymi. Musimy to powstrzymać! Musimy stawić opór!W czwartek 11 kwietnia, w trakcie trwania sejmowej debaty, nasza Fundacja organizuje w Warszawie Marsz w obronie dzieci. Zaczynamy Mszą Św. o godz. 15:00 w bazylice Świętego Krzyża, po czym o 16:00 gromadzimy się na wiecu pod pomnikiem Kopernika, skąd przejdziemy pod Sejm RP. Zapraszam Pana do udziału w Marszu. Proszę również zachęcić swoich znajomych do udziału w Marszu (w tym celu można np. pobrać oficjalny plakat Marszu z naszej strony, w wersji internetowej lub do druku). Jeżeli nie może Pan osobiście uczestniczyć w Marszu, proszę wesprzeć organizację naszych akcji finansowo. Równolegle do Marszu, nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne i publiczne modlitwy różańcowe w intencji powstrzymania aborcji.
Takie akcje nasi wolontariusze przez kilka lat organizowali regularnie pod Szpitalem im. Falkiewicza we Wrocławiu, gdzie w latach 2009-2016 zamordowano w wyniku aborcji 21 nienarodzonych dzieci. Modliliśmy się o zaprzestanie aborcji, o przemianę serc pracowników szpitala, pokazywaliśmy prawdę o zabijaniu dzieci przechodniom i personelowi. W ciągu ostatnich dwóch lat nie dokonano w tym szpitalu ani jednej aborcji. Zmieniła się dyrekcja placówki, która deklaruje prawo do życia dla wszystkich swoich pacjentów. Teraz szpital atakowany jest przez aborcjonistów za to, że nie zabija. Pan Jezus zapewnił nas, że: „jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” Wielu aborcjonistów, pro-aborcyjnych polityków i najważniejszych liderów aborcyjnego lobby nawróciło się pod wpływem modlitwy i kontaktu z prawdą o aborcji. W wielu miejscach na świecie udało się ograniczyć aborcję pomimo ogromnej presji ze strony mediów i aktywistów radykalnej lewicy (m.in. w wielu stanach USA, gdzie wprowadzono prawne zakazy aborcji, co doprowadziło do zamknięcia licznych „klinik” aborcyjnych). Takie zmiany w Polsce również są możliwe, ale musimy być konsekwentni i nieustępliwi w modlitwie oraz działaniu w obronie życia.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana aktualnie możliwa, i umożliwienie nam w ten sposób prowadzenia dalszej walki o życie. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPWO wrocławskim szpitalu im. Falkiewicza głośno jest we wszystkich mediach, gdyż w ciągu ostatnich dwóch lat nikogo w nim nie zamordowano. Medialne ataki na tę placówkę to wstęp do tego, co czeka wszystkie szpitale w Polsce, jeśli nie staniemy do walki z aborcyjnym lobby i usłużnymi mu politykami.
Zapraszam Pana do udziału w naszym Marszu w obronie dzieci. Proszę Pana również o wsparcie naszych działań i umożliwienie nam dalszej walki. Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Trwa walka o życie nienarodzonych – niech Twój głos będzie słyszany. Dosłownie! Zaapeluj do sumień polskich posłów o zagłosowanie przeciwko legalizacji procederu aborcji.
Już przy okazji najbliższego posiedzenia Sejmu (10-12 kwietnia) będą procedowane następujące projekty ustaw:
Lewicy „o bezpiecznym przerywaniu ciąży” a więc legalizacji mordowania dzieci do 12. tygodnia ciąży
Koalicji Obywatelskiej „o świadomym rodzicielstwie”, który zakłada możliwość zabicia dziecka do 12. tygodnia ciąży (w niektórych przypadkach także po 12. tygodniu) oraz zmuszenie placówki leczniczej do dokonania aborcji w przypadku, gdy będzie związana umową z NFZ.
Trzeciej Drogi „o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, który zakłada odwrócenie skutków orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. i powrót do krwawego kompromisu aborcyjnego
Lewicy o zmianie ustawy – Kodeks Karny – w postaci częściowej depenalizacji i dekryminalizacji czynów związanych z aborcją: całkowitego wyłączenia przestępności zabicia dziecka do 12. tygodnia ciąży za zgodą kobiety oraz wyłączenia karalności aborcji za zgodą kobiety w sytuacji ciężkiego, nieodwracalnego upośledzenia lub nieuleczalnej choroby dziecka
Stoimy w obliczu kluczowych decyzji dotyczących życia nienarodzonych polskich dzieci. Nie możemy pozostawać obojętni wobec tego wyzwania. Działajmy teraz, przeciwstawiając się krwawym planom lobby aborcyjnego.
Obrona życia jest naszym wspólnym obowiązkiem. To walka o najbardziej podstawowe prawa i godność każdej istoty ludzkiej. Wyraźny sprzeciw wobec wszystkich prób deprecjonowania prawa do życia. Niech nasz głos będzie słyszany!
Działajmy teraz, zjednoczeni w obronie nienarodzonych.
Apel do posłów RP
Dołącz do naszej akcji, zadzwoń do posłów z Twojego regionu lub napisz na ich skrzynki mailowe i zaapeluj do ich sumień! Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, jesteśmy wezwani do obrony życia nienarodzonych.
Musimy wywrzeć nacisk na posłów wszystkich Klubów Parlamentarnych: Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 – Trzeciej Drogi, Polskiego Stronnictwa Ludowego – Trzeciej Drogi, Lewicy, Konfederacji oraz koła Kukiz’15 i posłów niezrzeszonych i zachęcić ich do głosowania przeciwko projektom wymierzonym w życie nienarodzonych.
Sprawmy, by podstawowe wartości, których nie wolno negocjować, były reprezentowane w Sejmie. Apelujmy do sumień naszych przedstawicieli, przypominając im o konstytucyjnej gwarancji prawa do życia. Jeśli chcą zasłużyć na nasz szacunek i dobrą opinię przyszłych pokoleń, muszą zagłosować przeciwko projektom ustaw, które deprecjonują to najbardziej podstawowe prawo.
Znajdź na naszej stronie posła lub posłów z Twojego okręgu. Zadzwoń na podany przy nazwisku numer do Biura Poselskiego. Powiedz, że oczekujesz od niego, aby oddał głos PRZECIW aborcyjnym projektom. Bądź stanowczy, a jednocześnie kulturalny.
Zapewnij, że sprawdzisz, jak zagłosował i uwzględnisz to w najbliższych wyborach.
Możesz skorzystać z tego przykładu:
(Może to być rozmowa z samym parlamentarzystą lub z pracownikiem jego biura)
Szanowny Panie / Szanowna Pani
Jak podało biuro Marszałka Sejmu, od 10 do 12 kwietnia w Sejmie odbędzie się posiedzenie, w trakcie którego będzie Pan(i) głosował(a) m.in. nad projektami aborcyjnymi.
Liczę, że Pan(i) Poseł ……… zajmie jednoznacznie stanowisko i zagłosuje przeciwko wprowadzaniu prawa aborcyjnego!
Aborcja nie jest bowiem sprawą wyznawanej religii czy światopoglądu.
To kwestia współczesnej wiedzy medycznej i prawa do życia, które wynika z prawa naturalnego.
Aborcja oprócz śmierci dziecka, niesie poważne ryzyko dla zdrowia i życia matki, a jej konsekwencje dotykają niekiedy całej rodziny.
Tych skutków doświadcza także personel medyczny, zwłaszcza, jeśli jest zmuszany do udziału w zabójstwie człowieka.
Dlatego apeluję do Pani Poseł/Pana Posła o odrzucenie propozycji zmian prawnych, które godzą w życie kobiet i dzieci, a tym samym w dobro i przyszłość naszego kraju.
Zapewniam, że zapamiętam, w jaki sposób Pan(i) Poseł głosował(a), i wezmę to pod uwagę podczas kolejnych wyborów nie tylko samorządowych, ale już tych do europarlamentu.
Nie oddam głosu na partię, która opowiada się za mordowaniem dzieci w łonach matek!
Jesteśmy świadkami globalnego procesu, który prowadzi do samozniszczenia ludzkości i wpływa na wszystkie obszary życia publicznego. Za nim jest duch kłamstwa i śmierci. Wielu zadaje pytanie: kto jest odpowiedzialny za proces samozagłady społeczeństwa ludzkiego? Odpowiedzialność w pewnym stopniu spoczywa dziś na wszystkich ludziach. Na niektórych więcej, na innych mniej, ale na wszystkich. Dlaczego? Ponieważ obecne zmiany, które są dosłownie zbrodnią przeciwko ludzkości, są przez ludzi milcząco akceptowane. Cały system autodestrukcji zbudowany jest na zawodowym kłamstwie, a za nim kryje się duch kłamstwa i śmierci. Wnika nie tylko we wspomniane dziesięć obszarów, ale wpływa na całe społeczeństwo ludzkie.
1) Ustawodawstwo
Doszło do nadużycia ustawodawstwa. Dobro, prawda, sprawiedliwość i moralność są definiowane negatywnymi pojęciami i karane. Przeciwnie, zło, oszustwo, niesprawiedliwość, niemoralność i zbrodnie są definiowane przez pozytywne pojęcia i są uprzywilejowane. Ponadto za pomocą oszustwa sprawiedliwe prawa są dziś zastępowane przez antyprawa. Posłom do zatwierdzenia przedstawiany jest niezrozumiały tekst, którego nie można rozszyfrować. Ponadto posłowie zwykle zatwierdzają na raz tak dużą liczbę ustaw, że nie mają możliwości i czasu, aby dowiedzieć się, co zatwierdzają. Ponadnarodowe konwencje, uchwały i zalecenia sprzeczne z interesami poszczególnych narodów mają pierwszeństwo przed prawem państwowym i zmuszają państwo do uchwalania destrukcyjnych praw.
2) Systemy przestępcze
Na bazie antyprawa wprowadzane są do społeczeństwa systemy przestępcze pod pozytywnymi pojęсiami, takimi jak tzw. społeczny system prawny wymiaru sprawiedliwości dla nieletnich czy system tzw. organizacji non-profit itp. W celu ich promowania są nadużywane pozytywne pojęcia.
Pod pojęciem „ochrony kobiet” promuje się feminizacja, rozkład rodziny, ideologia gender i kradzież u kobiet ich dzieci. Pod pojęсiem „ochrony przed przemocą domową” promuje także kradzież dzieci, która jest najokrutniejszą formą przemocy wobec matek i dzieci. W samej Norwegii co roku od 70 do 100 skradzionych w taki sposób dzieci popełnia samobójstwo, a informacje na ten temat są traktowane jako poufne. Pojęcie „rodzina zastępcza” oznacza w rzeczywistości handel dziećmi oraz ich psychologiczną i moralną tyranię oraz dewastację.
Pod pojęciem „praw mniejszości” społeczeństwo jest podporządkowane agresywnym grupom LGBTQ. Chodzi o uprzywilejowanie wypaczeń ze szkodą dla całego społeczeństwa. Pod pojęciem „praw antydyskryminacyjnych” jest zatwierdzane ustawodawstwo dotyczące masowej dyskryminacji większości populacji. Edukacją seksualną nazywa się systematyczna demoralizacja dzieci już od przedszkola. Dzieci są pozbawione własnej tożsamości, kiedy wbija się im do głowy, że nie są ani chłopcem, ani dziewczynką. Następnie poddają je terapii hormonalnej, z katastrofalną perspektywą operacji zmiany płci. Społeczeństwo na ten temat milczy i dlatego ponosi współodpowiedzialność za wszystkie te zbrodnie.
3) Ideologia gender
Ideologia gender stała się ideologią przewodnią, mimo że jest to autodestrukcja, utrata rozumu i podstawowych zasad moralnych. W praktyce jest promowana przez ekonomiczną, legislacyjną i medialną presję, a objawia się okaleczeniem psychicznym i fizycznym, zwłaszcza młodych ludzi, z których robi transseksualistów. Społeczeństwo de facto zostaje przekształcone w dom wariatów. Jednak na temat tych kroków autodestrukcji współczesne społeczeństwo milczy. Z tego powodu wina spada na niego.
4) Przestępstwa wobec dzieci
Jeszcze przed urodzeniem dziecka matki zmuszone są je zabijać. Prawie każdą matkę straszą, że jej dziecko będzie miało zespół Downa. W rzeczywistości jest to terror psychologiczny oparty na kłamstwie. Z drugiej strony absurdalnie legitymizuje się tzw. macierzyństwo zastępcze i tzw. ektogeneza, czyli sztuczne stworzenie dzieci.
Zaraz po urodzeniu dzieciom podaje się szczepionki, które powodują autyzm, utratę odporności, utratę płodności, choroby autoimmunologiczne, nowotwory itp. Trend satanizacji dzieci objawia się nie tylko w tzw. edukacji seksualnej czy w serialach animowanych i grach komputerowych, ale także tym, że dziecięce ubranka, zabawki i to, co otacza dzieci, jest zapełnione scenami przedstawiającymi najróżniejsze przedpotopowe potwory, po prostu demony, czy też symbole śmierci, taki jak czaszki, szkielety, makabryczne sceny, co niszczy psychikę dziecka. Kradzież i handel dziećmi, jak już wspomnieliśmy, to najgorsze przestępstwa wobec dzieci! A społeczeństwo znów absurdalnie milczy.
5) Nadużywanie medycyny
Obecnie w anormalny sposób jest nadużywana medycyna. Nie są to tylko szkodliwe szczepionki, ale bezpośrednio pod przykrywką medycyny i Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) państwom są narzucane projekty mające na celu redukcję człowieczeństwa. WHO ma pierwszeństwo przed rządem stanowym. Ogłasza pseudopandemię, czego byliśmy świadkami w niedawnym eksperymencie covidowym. Największym propagatorem tego systemu kłamstw i śmierci był pseudopapież Franciszek. Można spodziewać się kolejnej pseudopandemii, po której nastąpią eksperymentalne szczepienia. Stwarza to nie tylko śmiertelne zagrożenie dla życia ludzkiego, ale niesie ze sobą także zagrożenie ukrytego czipowania, czyli całkowitego pozbawienia człowieka wolności i przekształcenia człowieka w biorobota. Społeczeństwo to toleruje i dlatego ponosi za to odpowiedzialność.
6) Edukacja
Dziś edukacja już nie wychowuje i nie przygotowuje dzieci do moralnego i satysfakcjonującego życia. Wręcz przeciwnie, poprzez antyedukację seksualną i zmuszanie ich do uzależnienia od smartfonów, prowadzi je do degeneracji.
7) Uzależnienie od smartfonów
Obecnie większość ludzi w swojej pracy musi używać smartfonów. Istnieje niebezpieczeństwo, że mogą stopniowo i niezauważalnie popaść w uzależnienie. Smartfon okradne człowieka z wszystkiego czasu, prywatności i komunikacji rodzinnej, zamykając go w swoim własnym świecie. Ale system w społeczeństwie zmusza wszystkich ludzi, od najmłodszych do najstarszych, do posiadania smartfona. Bez tego napotykają przeszkody nie do pokonania.
Nie można zaprzeczać ogromnym zaletom, jakie niesie ze sobą Internet i smartfony, ale nie można też ignorować negatywnego celu, dla którego zostały tak szeroko rozpowszechnione, jakim jest zniewolenie ludzi i stopniowe przechodzenie do czipowania. Eksperci powinni ocenić, jakie pozorne pozytywy przynosi smartfon w porównaniu z negatywami, jakie powoduje. Ale wielu notorycznych użytkowników smartfonów nie będzie już chciało przyznać się do tej obiektywnej prawdy.
8) Cyfryzacja i sztuczna inteligencja
Obecnie priorytetem polityki państwa staje się wprowadzenie sztucznej inteligencji. Z tym wiąże się także niszczycielska ideologia transhumanizmu. Cyfryzacja przenika wszystkie sfery, a jednocześnie odbywa się masowe przejście na 5G, nie biorąc pod uwagę poważnego zagrożenia, jakie powoduje. Promując je, jednostronnie wskazuje się na zalety. Jednak celowo jest przemilczany cel, jakim jest całkowita kontrola populacji i jej chipowanie.
Projekt „Dzieciństwo-2030” to jedno z międzynarodowych oszustw. Dzieci są fiksowane na sztuczną inteligencję. Są to bardzo poważne zbrodnie przeciw ludzkości.
Wszelka technologia, zwłaszcza nowoczesna, jeśli nie jest w rękach moralnych ludzi, służy masowej autodestrukcji społeczeństwa i ludzkości. De facto to broń masowego rażenia.
9) Interwencja w przemyśle spożywczym
Obecnie przemysł spożywczy wytwarza produkty modyfikowane genetycznie. Zdrowe, klasyczne, pożywne produkty spożywcze, np. z mleka czy mięsa, absurdalnie zamieniane są na świerszcze i mączniki, choć udowodniono, że np. chinina pochodząca z owadów jest bardzo szkodliwa dla organizmu człowieka.
10) Nauka
Nauka jest dziś szczególnie nadużyta dla redukcji człowieczeństwa. Są to np. spiski dotyczące kryzysu klimatycznego, nadużycie genetyki, geoinżynierii, np. rozpylania chemtrails, i inne. Obejmuje to również mRNA szczepienie zwierząt, aby mięso, jaja i mleko zostały zakażone szczepionkami genetycznymi. Planowane jest także przeniesienie wszystkich leków na mRNA, dzięki czemu klasyczne leki nie będą już dostępne. Wszystkie osiągnięcia nauki i techniki zwracają się przeciwko człowiekowi i ludzkości.
Do dziś nie została rozwiązana kwestia zadośćuczynienia za covidową aferę związaną z pseudopandemią. Ilu osobom odmówiono operacji i niezbędnych interwencji medycznych i ilu zmarło z powodu fanatyzmu covidowego! Ilu niewinnych ludzi zostało zwolnionych z pracy, lekarzy, nauczycieli i innych, którzy nie chcieli zaakceptować tej zbrodni. Winni afery covidowej powinni zatem zostać teraz sprawiedliwie ukarani. Rządy krajowe mają moralny obowiązek przyznać się swoim obywatelom, że zostali oszukani i że są teraz gotowi zrekompensować zdrowotne skutki eksperymentalnych szczepień i inne szkody, ponieważ covid-19 był wielkim oszustwem.
Niech katolicy inicjują biskupów, aby każdy z nich w liście pasterskim przeprosił za promowanie covidowego oszustwa. W przeciwnym razie społeczeństwo zaakceptuje kolejne sztuczne pandemie i późniejszy terror wobec niewinnych obywateli. Aby duch kłamstw i śmierci w dzisiejszym społeczeństwie został sparaliżowany, należy zdemaskować obecne oszukańcze systemy i ukarać winnych.
Kierownik WCH ds. zdrowia i nauki Christof Plothe DO zadał 36 pytań podczas ostatniej konferencji prasowej#Genewa na temat praw człowieka i COVID-19:
1- Dlaczego nie powiedziano nam, że wirus Covid 19 został opatentowany przez firmę Moderna w 2018 roku?
2- Dlaczego Moderna wyprodukowała 100 000 dawek szczepionki Covid-19 w 2019 r., zanim wybuchła pandemia?
3- Dlaczego, wbrew wszelkim dowodom naukowym, zastosowano blokady i maski?
4- Dlaczego nie powiedziano nam, że „szczepionka” nie pozostaje w ramieniu, ale gromadzi się w całym ciele?
5- Dlaczego zalecono wykonanie testu PCR, skoro nie jest on przeznaczony do celów diagnostycznych?
6- Dlaczego definicje „szczepionki” i „odporności stadnej” zostały zmienione przed wybuchem Covid-19?
7- Dlaczego ogłoszono pandemię, skoro wskaźnik śmiertelności był porównywalny z grypą?
8- Dlaczego nie przeprowadzono badań genotoksyczności, teratogenności i rakotwórczości, a mimo to powiedziano nam, że „szczepionka” jest bezpieczna?
9- Dlaczego nie przeprowadzono odpowiednich obserwacji wszystkich osób, którym wstrzyknięto lek podczas stosowania nowego produktu terapii genowej?
10- Dlaczego nie przypominano regularnie lekarzom i społeczeństwu o konieczności zgłaszania działań niepożądanych tych nowych i eksperymentalnych „szczepionek” genetycznych?
11- Dlaczego podczas trwającej pandemii zalecono „szczepionkę”, która jest przeciwwskazana w wakcynologii?
12- Dlaczego zalecono „szczepionkę” osobom z lepszą naturalną odpornością?
13- Dlaczego nową terapię genową wprowadzono po trzech miesiącach, a nie wymaganych dziesięciu latach?
14- Dlaczego nie powiedziano nam, że w badaniu firmy Pfizer więcej osób zmarło w grupie zaszczepionej niż w grupie kontrolnej?
15- Dlaczego powiedziano nam, że zastrzyki na Covid są „bezpieczne i skuteczne”, skoro dowody tego nie potwierdzały?
16- Dlaczego dyskredytowano, karano i więziono przeciwne głosy ze strony nauki i praktyki lekarskiej?
17- Dlaczego po raz pierwszy w historii zniechęcano lekarzy do leczenia choroby i kazano im czekać na szczepionkę?
18- Dlaczego odradzano wczesne leczenie, skoro wiemy, że jest to najważniejsze narzędzie w leczeniu każdej choroby zakaźnej?
19- Dlaczego skuteczne i bardzo bezpieczne leki, takie jak hydroksychlorochina i iwermektyna, zostały zdyskredytowane, a nawet zakazane?
20- Dlaczego producenci nowych terapii genowych nie chcieli, aby ich dane były publikowane przez 75 lat?
21- Dlaczego zalecono dzieciom zastrzyki, maski i izolacje Covid, skoro wiadomo było, że nie są one poważnie dotknięte i nie rozprzestrzeniają Covid?
22- Dlaczego zalecono zastrzyki Covid w czasie ciąży, skoro ponad 80% dzieci zginęło w badaniach, gdy kobiety były szczepione w pierwszym trymestrze ciąży?
23- Dlaczego zapewniono zgodę w nagłych przypadkach, skoro w ciągu pierwszych trzech miesięcy po wprowadzeniu szczepień zmarło ponad 2000 osób?
24- Dlaczego nie wywołano oburzenia naukowców po opublikowaniu ponad 3500 artykułów wykazujących skutki uboczne zastrzyków na Covid-19?
25- Dlaczego konflikty interesów są tolerowane przez władze medyczne, skoro FDA, EMA i WHO są w 80–90% finansowane przez przemysł?
26- Dlaczego nie było odpowiedniej edukacji lekarzy, pacjentów i społeczeństwa,i w związku z tym brak możliwości świadomej zgody?
27- Dlaczego i w jaki sposób media zostały przechwycone, tak że forsowały tylko jeden program na całym świecie?
28- Dlaczego skuteczne protokoły leczenia, które istnieją od 2020 r., zostały zakazane i uznane za nielegalne?
29- Dlaczego nie mówi się nam o niepotrzebnych zgonach przypisanych Covidowi, ale w rzeczywistości spowodowanych środkami jatrogennymi (np. Midazolam, wentylacja) zastosowanymi na początku 2020 r.?
30- Dlaczego nie poinformowano o fundamentalnej roli poziomu witaminy D, diety i mikrobiomu, skoro te środki mogłyby zapobiec prawie 100% zgonów z powodu Covid-19?
31. Dlaczego pewne procedury medyczne były i są narzucane ludziom wbrew ich woli, podczas gdy Deklaracja Norymberska wyraźnie się temu sprzeciwia?
32- Dlaczego badania nad zwiększeniem funkcjonalności, takie jak te dotyczące Covid-19, nie są zakazane na całym świecie?
33- Dlaczego nadal stosuje się produkt mRNA, skoro wiemy, że mRNA jest włączany do ludzkiego genomu, co skutkuje produkcją innych, nieznanych białek?
34- Dlaczego nie zatrzymano nieudanej koncepcji mRNA, skoro wiemy, że zwiększa ona prawdopodobieństwo, że biorca zarazi się Covid-19, wykazując w ten sposób negatywną skuteczność?
35-Dlaczego te produkty są nadal zalecane, skoro uważa się, że co najmniej 17 milionów ludzi zmarło w wyniku zastrzyków?
36-Dlaczego nie prowadzi się dochodzeń w sprawie nadmiernej liczby zgonów oraz wzrostu zachorowań na raka i problemy z sercem itp., które rozpoczęły się w 2021 r., a nie w 2020 r.?
Podczas pandemii korony ludność była mantrą przekonywana, że tylko szczepienia mogą zapewnić realną ochronę przed rozprzestrzenianiem się choroby. Europejska Agencja Leków (EMA) zaprzecza teraz tym stwierdzeniom, zrzucając w ten sposób prawdziwą bombę. Czy to przybliża proces prawny o krok?
−∗−
To już oficjalne – EMA: Szczepionki na COVID-19 nie chronią przed zakażeniem!
[Tekst transkrypcji zachowany w tłumaczeniu automatycznym zgodnie ze stroną źródłową -AC]
W listopadzie 2023 r. Europejska Agencja Leków opublikowała wybuchowy list. List był odpowiedzią na pytanie kilku parlamentarzystów UE dotyczące szczepionek mRNA i ich skutków ubocznych. EMA stwierdziła dosłownie: \”Rzeczywiście ma Pan rację, wskazując, że szczepionki przeciwko Covidzie-19 nie są dopuszczone do zapobiegania przenoszeniu wirusa z jednej osoby na drugą”.
Według EMA szczepionki nigdy nie zostały przetestowane i dopuszczone do ochrony przed infekcją i dalszym rozprzestrzenianiem się. Według holenderskiego polityka i posła do Parlamentu Europejskiego Marcela de Graaffa, wszystkie kampanie szczepień przeciwko koronie, które były wykorzystywane do wywierania presji na ludność w całej Europie, aby “chronić siebie i innych”, były zatem nieuzasadnione i wprowadzały w błąd. Jeśli przypomnimy sobie presję na szczepienia oraz propagandę polityczną i medialną ostatnich lat, bardzo zaskakujące jest to, że w mediach nie było ogólnego oburzenia po tym wybuchowym oświadczeniu EMY. Biorąc pod uwagę wiele skutków ubocznych szczepień, ważniejsze niż kiedykolwiek jest pogodzenie się z tym, co się stało, aby takie ekscesy nigdy więcej się nie powtórzyły. Posłuchaj, jak europoseł de Graaff podsumowuje najważniejsze odpowiedzi EMA.
Konferencja prasowa Marcel de Graaff: EMA przedstawia szokujące fakty dotyczące szczepień przeciwko Covidzie-19
W zeszłym miesiącu Joachim Koers i sześciu innych posłów do Parlamentu Europejskiego napisało list do EMA, europejskiej agencji odpowiedzialnej za dopuszczanie produktów leczniczych na rynek europejski. Poprosiliśmy w nim o wyjaśnienie wielu problemów związanych ze szczepionkami na COVID-19. Problemy te są na tyle poważne, że zwróciliśmy się do EMA o cofnięcie pozwolenia na dopuszczenie go na rynek.
W tym miesiącu otrzymaliśmy od EMA odpowiedź na nasze pismo, które zawiera szokujące fakty. Po pierwsze, EMA wyraźnie stwierdza, że wprowadziła na rynek szczepionki przeciwko koronie tylko i wyłącznie w celu indywidualnej immunizacji, a w żadnym wypadku w celu kontroli zakażeń, a już na pewno nie w celu zapobiegania infekcjom lub ich ograniczania.
Jest to druzgocące dla rządów, które rozpoczęły kampanię wyborczą z przesłaniem, że robią to dla kogoś innego.
Nic z tego nie jest poprawne. EMA nie tylko nie dopuściła szczepionek do stosowania w celu zapobiegania infekcjom, ale posunęła się nawet dalej i stwierdziła w swojej odpowiedzi, cytuję: “Sprawozdania z oceny EMA dotyczące dopuszczenia szczepionek do rynku, które podkreślają brak danych na temat ryzyka infekcji …”. – Innymi słowy, szczepionki nie miały na celu zapobiegania infekcjom i z pewnością nie ma danych, które wskazywałyby, że szczepionki pomagają w zapobieganiu infekcjom. W rzeczywistości EMA stwierdza, że wielokrotne narażenie na wirusa zwiększa ryzyko infekcji, nawet u osób zaszczepionych.
Prowadzone przez rząd masowe kampanie na rzecz szczepień w celu ochrony własnych rodziców, sąsiadów i najsłabszych w społeczeństwie były nie tylko nieautoryzowane, ale także całkowicie nonsensowne i nieoparte na faktach. Ale niestety jest jeszcze gorzej. EMA mówi: “Szczepienia mają na celu wyłącznie ochronę osoby zaszczepionej, a przed zaszczepieniem osoby lub pacjenta” – cytuję ponownie EMA- “przed podaniem lub zaleceniem jakiegokolwiek szczepienia należy dokładnie rozważyć wszystkie informacje dotyczące bezpieczeństwa”. Tak więc miałbyś prawo do szczepienia tylko wtedy, gdyby lekarz stwierdził, że jest to właściwe w twoim przypadku, a ponieważ praktycznie nikt w wieku poniżej 60 lat nie był zagrożony poważnymi powikłaniami związanymi z koronawirusem, z kilkoma wyjątkami, nikt w wieku poniżej 60 lat nie powinien być szczepiony.
Hale sportowe pełne zaszczepionych osób były zatem całkowicie sprzeczne z zastosowaniem, do którego szczepionki zostały dopuszczone przez EMA.
Jeszcze gorzej będzie z oceną bezpieczeństwa szczepionek. Dla EMA ważne było, aby skutki uboczne były odpowiednio rejestrowane, a EMA twierdzi, że \”Spodziewamy się wielu zgłoszeń działań niepożądanych występujących w trakcie lub wkrótce po szczepieniu”. Oznacza to, że skargi muszą być zgłaszane, zwłaszcza w pierwszej fazie szczepienia.
Rząd poparł politykę, zgodnie z którą skargi te nie były zgłaszane w ciągu pierwszych dwóch tygodni po szczepieniu, ponieważ szczepionka potrzebowała od 10 do 14 dni, aby zacząć działać. Wszystkie skargi w tym okresie zostały przypisane koronawirusowi. Jest to nie tylko oszustwo, ale także celowe narażanie ludzkiego życia. Chciałbym jeszcze raz przypomnieć, że nadal zmagamy się z ogromną tak zwaną niewyjaśnioną nadumieralnością. Krótko mówiąc, te informacje z EMA są druzgocące dla polityki szczepień Rutte i De Jonge.
Rząd wiedział, że szczepionki nie chronią przed rozprzestrzenianiem się wirusa, ale nie przekazał tej informacji swoim obywatelom. Wręcz przeciwnie, wymusił szczepienia na naszych obywatelach za pomocą kłamstw, ukrył skutki uboczne i naraził na szwank zdrowie każdego, kto je otrzymał. Kampanie szczepień należy jak najszybciej przerwać, ponieważ nie są one po prostu bezpieczne i nie spełniają wymogów EMA. A rząd i wszystkie partie polityczne, które to wspierały, powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności za swoje kłamstwa i oszustwa. Dziękuję.
EMA potwierdza w swoim piśmie z dnia 18 października 2023 r.: ”Szczepionki przeciwko COVIDZIE-19 nie zostały dopuszczone do stosowania w celu zapobiegania przenoszeniu wirusa z jednej osoby na drugą. Wskazanie obejmuje jedynie ochronę osobistą osób zaszczepionych”. Prawnik Markus Haintz mówi: “Według EMA wynika to jasno z dokumentów autoryzacyjnych. Jednak obowiązkowe szczepienia dla instytucji i sił zbrojnych w Niemczech (D) oraz powszechne obowiązkowe szczepienia w Austrii (A) były uzasadnione ochroną grup szczególnie wrażliwych przed infekcją. Uzasadnienie odpowiadało zatem niedozwolonemu wskazaniu, a obowiązkowe szczepienia wypełniały tym samym znamiona przestępstwa przymusu”.
Propaganda szczepień narzucona przez państwo i media zmusiła wiele osób do przymusowego szczepienia. Wiele osób podążyło za dominującym i pozornie etycznym apelem o “ochronę siebie i innych” w dobrej wierze lub ze strachu. I to właśnie ci ludzie muszą teraz żyć z konsekwencjami niekiedy poważnych skutków ubocznych szczepień. Nie wspominając już o eksplodującej liczbie zaszczepionych osób, które zmarły “nagle i niespodziewanie” w wyniku szczepienia. Oświadczenia EMA były dostępne dla rządów, WHO i najwyższych władz UE od samego początku, dlatego nie możemy już mówić o niewiedzy . To kwestia intencji! Pamiętamy ogromną presję wywieraną na samą populację niemiecką:
* Były minister zdrowia Jens Spahn (CDU): “Jeśli chcesz zrobić coś więcej niż odwiedzić ratusz lub supermarket, musisz się zaszczepić”.
* Minister zdrowia Karl Lauterbach (SPD): “Niezaszczepieni ludzie są odpowiedzialni za to, że nigdzie nie dojdziemy… Cały kraj będzie zakładnikiem tych ludzi. Nie możemy sobie na to dłużej pozwolić”.
* Minister zdrowia Karl Lauterbach (SPD) atakuje nieszczepionych opiekunów podczas demonstracji słowami: “Nie wnieśliście żadnego wkładu i uważam za oburzające, że nadal macie bezczelność nadużywać demonstracji tych, którzy pracowali!”. – “Wasza praca nie wniosła żadnego wkładu, chcę to jasno powiedzieć”.
* Kanclerz federalny Olaf Scholz (SPD): “Każdy ma możliwość zmiany sytuacji poprzez zaszczepienie się… Szczepienia, wzmocnienie, to jest sposób na wyjście z kryzysu” – i dalej: “Niestety, nie zaszczepiono wystarczającej liczby obywateli. I wszystko, czego teraz doświadczamy, ma z tym związek”.
* Lider CDU Friedrich Merz: “Nigdy więcej niezaszczepionych ludzi w biurze, nigdy więcej niezaszczepionych piłkarzy na boisku, nigdy więcej niezaszczepionych posłów w Bundestagu, nigdy więcej niezaszczepionych studentów w sali wykładowej”.
* Przewodniczący Rady Ministrów Markus Söder (CSU): “Wprowadźmy wreszcie obowiązkowe szczepienia w Niemczech… Obowiązkowe szczepienia nie są naruszeniem swobód obywatelskich. Jest to raczej warunek odzyskania naszej wolności”.
* Dorothee Bär, wiceprzewodnicząca grupy parlamentarnej CDU/CSU ds. rodziny i kultury: “Szczepienia ratują życie – to nasze najważniejsze narzędzie w walce z pandemią. Dlatego jestem za wprowadzeniem powszechnego obowiązku szczepień. Musimy zwiększyć presję na szczepienia za pomocą obowiązku opartego na sankcjach, aby jak najszybciej zlikwidować obecną lukę w szczepieniach”.
* Były polityk Partii Zielonych Boris Palmer zasugerował: “Można by uzależnić wypłaty emerytur, rent, a nawet dostęp do miejsca pracy od przedstawienia dowodu szczepienia”.
* Tobias Hans, CDU, były minister kraju związkowego Saara: “Jesteś teraz poza życiem społecznym. Dlatego konsekwentnie robimy 2G”\… “Wierzymy, że dzięki temu możemy przełamać falę”.
* Prezydent federalny Frank-Walter Steinmeier: “Większość ludzi w naszym kraju szczepi się, aby chronić siebie i innych. Ci, którzy się nie szczepią, narażają własne zdrowie i narażają nas wszystkich na ryzyko”.
* Były prezydent Niemiec Joachim Gauck do osób niezaszczepionych: “To straszne, że żyjemy w kraju, w którym żyją nie tylko ludzie wykształceni, ale także wystarczająca liczba szaleńców”.
* Rainer Stinner, polityk FDP: “Żaden antyszczepionkowiec nie będzie traktowany jak wróg państwa. Po prostu, miejmy nadzieję, że wkrótce, nie będą mogli już wychodzić do ludzi, ponieważ są niebezpiecznymi szkodnikami społecznymi. Ale ma wolność, by się nie szczepić. Ale nie ma wolności, by mi zagrażać”.
* Polityk FDP Strack-Zimmermann “Nie można pozwolić, by nieszczepieni terroryzowali większość jako mniejszość”, i dalej: “W tych czasach niewiele można wykluczyć…”.
* Jessica Rosenthal (organizacja młodzieżowa SPD): “Powszechny obowiązek szczepień nie ogranicza naszej wolności, ale nam ją zwraca”.
* Prezenterka ZDF Sarah Bosetti: “Ale zaczynam się zastanawiać, czy podział społeczeństwa jest naprawdę taki zły. Nie, społeczeństwo nie podzieliłoby się na pół. Ponieważ ludzie, którzy chcą podzielić społeczeństwo, są w rzeczywistości dość daleko na prawo i dość daleko na dole. A taki dodatek jest nie niezbędny dla przetrwania całego kompleksu w najściślejszym tego słowa znaczeniu”.
* Przewodniczący Światowego Stowarzyszenia Medycznego Frank Ulrich Montgomery: “Ponieważ w tej chwili naprawdę doświadczamy tyranii nieszczepionych, którzy rządzą dwiema trzecimi zaszczepionych i narzucają nam wszystkie te środki. Tak, celowo używam terminu “tyrania”
Wiele innych znanych osobistości również skorzystało z okazji, aby zniesławić osoby niezaszczepione i obwinić je za rozprzestrzenianie się wirusa:
Jednak ci, którzy odmawiają szczepień, nie postrzegają siebie jako sprawców, ale jako ofiary.
Wszyscy wiemy, kto ponosi winę za ten czwarty punkt zwrotny.
Cóż, wielkie dzięki dla wszystkich niezaszczepionych.
Zgodnie z zarządzeniem, osoby niezaszczepione nie powinny w ogóle świętować.
Tyrania niezaszczepionych.
Prawicowi radykałowie.
Mniejszość, a są to osoby niezaszczepione
Pandemia niezaszczepionych.
Ideolodzy spisku
Ludzie, którzy odmawiają szczepień.
Tak, głupi ludzie i antysemici.
Ci ludzie powinni zostać pobici.
Dlaczego mieliby mieć takie same prawa jak my?
Dzięki tobie zbliża się kolejna zima w zamknięciu.
Jeśli nie chcesz się szczepić, masz problem.
Musimy zapłacić za to cenę.Jesteś teraz poza życiem społecznym.
Jesteś teraz poza życiem społecznym.
Nie chodzi więc o obowiązkowe szczepienia.
Grzywny, kwarantanna, utrata zatrudnienia.
Prędzej czy później takie zasady zostaną wprowadzone dla osób, które nie zostały zaszczepione
Dokładna ocena prawna tego, co się stało, nie jest oczywiście pożądana przez polityków ani media, a zatem nieuchronnie pojawia się pytanie, jakie kroki prawne są konieczne, aby pociągnąć winnych do odpowiedzialności.
Niemiecki prawnik Ralf Ludwig i jego inicjatywa ZAAVV [Centrum Ponownej Oceny, Wyjaśnienia, Ścigania Prawnego i Zapobiegania Zbrodniom Przeciwko Ludzkości w związku ze Środkami Corony] i przy wsparciu wielu innych prawników, złożył około 600 zarzutów karnych w Prokuraturze Federalnej w Karlsruhe i jest gotowy udać się aż do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, aby “zapobiec zbrodniom przeciwko ludzkości z powodu środków korony”. Poniższy wywiad z prawnikiem Ralfem Ludwigiem dostarcza informacji na temat sytuacji prawnej. Możecie również pomóc w bardzo praktyczny sposób, rozpowszechniając ten i inne programy edukacyjne na temat pogodzenia się ze zbrodniami korony. Oświeceni ludzie są najskuteczniejszym kontrapunktem dla podburzających naród inicjatorów minionej pandemii, a tym bardziej dla tych samych inicjatorów kolejnych pandemii i innych arbitralnie wywołanych kryzysów.