Ks. prof. Piotr Roszak: Między dekadencją a Zbawieniem.

Ks. prof. Piotr Roszak: Między dekadencją a Zbawieniem.

/pch24-miedzy-dekadencja-a-zbawieniem

(Oprac. GS/PCh24.pl)

My, chrześcijanie wiemy, że nasze życie trwa, a zbawienie jest ziszczeniem wszystkich największych pragnień człowieka. To jest coś, za czym tęsknili wszyscy święci i na co byli gotowi. Ta pamięć o tym dokąd święci zmierzają, co jest celem ich wędrówki, pozwalała im podejmować odważne, ryzykowne, ale zawsze oparte o Boże słowa decyzje. To generowało także skutki dla ludzi, którzy byli wokół nich, to generuje skutki również dla nas. Można więc powiedzieć: od tego, jak człowiek patrzy na to, co go czeka po śmierci, za jakim życiem tak naprawdę tęskni – czy z Bogiem, czy bez Boga, za niebem, czy piekłem – od tego zależy kształt kultury i cywilizacji, od tego zależy czy wybierzemy dekadencję, czy życie – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak.

———————-

Dekadencja, nihilizm egzystencjalny, marazm, beznadzieja… Dlaczego szeroko pojmowany Zachód wybrał własną śmierć, a nie życie, którym jest Chrystus Zmartwychwstały?

To pokłosie długiego procesu, który rozpoczął się ponad 100 lat temu od kryzysu modernistycznego, kiedy to zostały zakwestionowane podstawowe wartości, na których zbudowano cywilizację chrześcijańską. Na ich miejsce zaczęto wstawiać propozycje wymyślone – niesprawdzone historią czy doświadczeniem kulturowym, a nawet ludzkim rozumem. Miały one całkowicie zmienić i ostatecznie zmieniły świat. Zwróćmy uwagę: nie zostały przyjęte dlatego, że się sprawdziły, że okazały się lepsze od chrześcijaństwa, ale zostały ideologicznie zaproponowane i na siłę wprowadzane, nawet jeśli oznaczały wielkie społeczne koszta.

Nie jest przypadkiem, że na początku XX wieku europejskie społeczeństwa charakteryzował podobny do obecnego klimat intelektualny. To nastrój dekadentyzmu, apatii i wszechobecnej nudy. Ludzie po prostu twierdzili, że są znudzeni światem, który – niby dzięki osiągnięciom nauki – poznali do końca. Mało kto jednak zwracał uwagę, że było to myślenie życzeniowe, bo z biegiem lat się okazało, ile jeszcze nie wiemy; i że to świat pozbawiony Boga oraz wartości, które wskazywały na to, co jest po życiu doczesnym, nadając sens decyzjom i wysiłkom podejmowanym każdego dnia.

Ale to, co działo się ponad 100 lat temu, przez lata aż po dzień dzisiejszy, niestety mutowało. Nihilizm zapoczątkowany przez Nietzschego – który twierdził, że człowiek jest twórcą wartości, a nie kimś, kto je odczytuje – był w rzeczywistości ideologią proponującą inżynierię nowego świata, np. budowanego w oparciu o siłę czy prawo silniejszego – stąd „wola mocy”, którą promował niemiecki filozof. Skoro wartości nie odczytujemy, a wymyślamy, to kto je ma wymyślać? Silniejszy – twierdził Nietzsche.

Patrząc skrótowo na historię późniejszych dziesięcioleci widać, że tamten nihilizm przepoczwarzył się w postmodernizm, ale program dla świata i ludzkości nie zmienił się. Nadal chodziło o zamknięcie człowieka w świecie materialnym, o ponowne wejście do „jaskini Platona”, tylko tym razem mówiono, iż nie ma świata poza tą jaskinią a człowiek po prostu musi się przygotować na to, że nigdy z niej nie wyjdzie. Miało to ogromne konsekwencje kulturowe i duchowe, ponieważ krok po kroku pozbawiano człowieka odniesienia transcendentnego. To trochę tak – idąc za metaforą Zbigniewa Herberta – jak z kurą, która przez przebywanie z ludźmi, udomowiona, przestała być ptakiem i jedynie go przypomina.

To wszystko ma jednak swoje konsekwencje: nie jest przypadkiem, że przez wcześniejsze wieki niemal wszystkie znaczące pomysły społeczne lub polityczne rodziły się z chrześcijaństwa, a w XX wieku i obecnie mamy do czynienia z koncepcjami generalnie krótkowzrocznymi, polegającymi na rozwiązywaniu bieżących problemów, gaszeniu pożarów, doraźnych działaniach. Nie ma zaś głębszej refleksji nad próbą budowy świata będącego w stanie przywrócić człowiekowi nadzieję. A nadzieja jest tutaj kluczowa…

Nadzieja i zbawienie. Bardzo dziękuję, że Ksiądz Profesor wywołał Nietzschego, który napisał „Bóg umarł”. Chyba wszyscy znają te słowa niemieckiego filozofa, ale niewielu zna ich kontekst. Jego zdaniem „Bóg umarł” bo świat odrzucił Stwórcę, czy też odwrócił się od Niego. Nietzsche zaproponował w związku z tym, żeby znaleźć nowego boga i stworzyć nową rzeczywistość zbawienia. Od ponad 100 lat tego pomysłu nie udaje się zrealizować. Mało tego: im bardziej się to nie udaje, tym bardziej świat chce to wdrażać…

Nietzsche pisząc o „śmierci Boga”, w którego dotychczas wierzono na zachodzie Europy, zwracał uwagę, że Stary Kontynent zaczyna odwracać się od dotychczasowych wartości. Pierwszym momentem antychrześcijańskiego wystrzału było „oświecenie”. Nietzsche stwierdził, że proces ten jest już tak daleko posunięty, iż trzeba przejść na wyższy poziom, jakim jest autokreacja człowieka.

Wydaje mi się, że rację mają ci, którzy należą do teologicznej szkoły tzw. Radykalnej Ortodoksji – jak John Milbank – twierdząc, że wszystkie współczesne problemy społeczne mają tak naprawdę swe źródło teologiczne i były powiązane z próbami „psucia” teologii. To, co się stało i dzieje w Europie, jest tak naprawdę konsekwencją odwrócenia się od Stwórcy i szukania zbawienia w sobie samym. To pokłosie nie tylko nurtu marksistowskiego, który z różnymi mutacjami trwa do dziś. To przede wszystkim echo sporu o eschatologię, o to, co dalej niż doczesne życie. Nie tylko o to, jak rozwiązywać bieżące sprawy, ale o to, kim jest człowiek, po co jest człowiek, dokąd człowiek zmierza i jaki jest jego główny cel. To, że przestaliśmy o tym rozmawiać, wcale nie oznacza, że tego celu nie ma. 

Zatem kluczowy problem współczesności brzmi: czy ludzkie życie ma wymiar metafizyczny, czy też chodzi w nim co najwyżej o jakieś relacje wewnątrz tego świata? Czy człowiek ma myśleć o zbawieniu, zmartwychwstaniu, życiu wiecznym, czy też ma zostać zamknięty w jakiejś niszy i zredukowany do materii, do tego co mierzalne?

Te kwestie nieprzypadkowo się nie pojawiają w przestrzeni publicznej, a jeśli nawet się pojawią, to natychmiast słyszymy dominującą narrację, że człowiek niczym nie różni się od zwierząt. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo zostanie to „zatwierdzone” na poziomie prawnym, kiedy zostaną zrównane „prawa zwierząt” z prawami człowieka.

„Pan Bóg nie oferuje programu wyborczego. Pan Bóg przynosi ratunek i zbawienie”, mówił swego czasu Tomasz Wróblewski…

Pan Bóg przede wszystkim dał człowiekowi OBIETNICĘ. To jest kluczowe słowo! Pan Bóg powiedział do człowieka: daję ci wolność; możesz zrealizować coś, co sprawi, że będziesz w pełni szczęśliwy. To szczęście zaczyna się dla ciebie tu na ziemi, kiedy żyjesz w zgodzie z błogosławieństwami i Ewangelią, które nie są żadnym kagańcem na Twoją wolność, tylko tym co ma ją rozwinąć i doprowadzić do pełni, po to żebyś przekroczywszy próg wieczności mógł cieszyć się tym, co jest prawdziwym spełnieniem tego, o czym myślałeś i marzyłeś w trakcie swoich licznych wyborów ziemskich.

Chrześcijaństwo ma bardzo spójną i logiczną koncepcję życia człowieka; życia, które zmierza do ważnego finału. To Pan Bóg jest tym, który ma inicjatywę, który zaprasza nas do studni z wodą życia. Jeśli odrzucamy Jego zaproszenie i obietnicę; jeśli mówimy, że życie sprowadza się do „tu i teraz”, to po pierwsze, narażamy się na potępienie w życiu wiecznym, a w życiu doczesnym na dekadencję i zapaść. To ostatnie jest nawet potwierdzone szeregiem badań, które pokazują jak religia pozytywnie wpływa na człowieka, na jego dobrostan – nic dziwnego, bo przecież łaska została dana „dla” natury, aby ją podnieść na wyższy poziom możliwości, uzdrowić, a nie by jej przeszkadzać…

Odrzucając chrześcijaństwo człowiek Zachodu przestał wiedzieć, po co żyje. Mało tego: śmierć kogoś na Zachodzie jest odbierana albo jako „zniknięcie” – po prostu ktoś gdzieś poszedł, wyprowadził się, może kiedyś wróci, może nie, takie rzeczy się zdarzają – albo jako coś, co obserwujemy zwłaszcza w krajach Beneluksu: „game over”, koniec meczu, gasimy światło, nie ma dogrywki…

Na Zachodzie tematy życia i śmierci zostały zbanalizowane i ośmieszone. Jest to konsekwencja dekadencji i nihilizmu, od kwestii których zaczęliśmy naszą rozmowę. Nie da się zrozumieć dlaczego współczesny człowiek odrzucił śmierć; dlaczego zepchnął ją do szpitalnych katakumb, żeby nie musiał na nią patrzeć w życiu codziennym; dlaczego z taką agresją reaguje na przypominanie średniowiecznego memento mori: „pamiętaj, że umrzesz”, bez zrozumienia mechanizmów antychrześcijańskiej rewolucji. Póki co jesteśmy na etapie, że jeszcze gdzieś pokątnie, po cichu, ale na pewno nie na forum publicznym można mówić, iż po tym życiu istnieje życie wieczne i każdy z nas kiedyś przekroczy próg wieczności.

Współczesnemu człowiekowi „po ludzku” trudno wytłumaczyć, że kiedyś jego życie się skończy; że nie będzie on nieustannie piękny, młody, zdrowy i nieśmiertelny. Aby to zrozumieć, potrzebne jest nawrócenie. Bez nawrócenia po prostu odrzuci on spójną i logiczną wizję śmierci, jaką głosi chrześcijaństwo.

Jeśli nie ma odniesienia do wieczności, do życia z Bogiem, to jaki jest sens i wartość podejmowanych decyzji? Życie jest oceniane, czy może raczej mierzone tylko przez pryzmat skuteczności albo opłacalności. To jest właśnie jedno z największych kłamstw współczesności – kultura krótkowzroczna i krótkoterminowa. Chrześcijaństwo przez wieki skupiało się na tym, żeby pokazać chociażby wartość ofiary z własnego życia, poświęcenia dla innych, miłości, czasem heroizmu. Tego nie są w stanie dać „święci” laicyzmu. Tego nie jest w stanie zaoferować kultura sprowadzająca człowieka do maszyny, interfejsu komputerowego czy struktury neuronalnej mózgu.

Wcale się nie dziwię, że główna oś sporu między chrześcijaństwem a współczesnością tak naprawdę leży dzisiaj w dwóch dziedzinach: w antropologii i w eschatologii.

Jeśli chodzi o antropologię, to tutaj św. Jan Paweł II doskonale wiedział, od czego zacząć pontyfikat i dlatego od początku mówił, kim jest człowiek, jako istota stworzona na obraz i podobieństwo Boga; za czym człowiek tak naprawdę tęskni i co go spełni.

Z kolei z eschatologią współczesny świat toczy walkę totalną, aby zepchnąć ją na margines i absolutnie o niej nie rozmawiać. Niekiedy nawet do teologii przenika ten trend. Dawniej słyszeliśmy wiele kazań o życiu wiecznym, o zbawieniu i potępieniu, o niebie, o piekle i o czyśćcu…

Lata temu słyszałem nawet kazania o grzechu…

No właśnie… To jest taki bardzo ważny, teologiczny rachunek sumienia, jaki trzeba przeprowadzić, gdy widzimy, że coś nie działa. Jeśli nie zmieniamy kultury, jeśli nie jesteśmy „źródłem światła w świecie” jak mówił św. Paweł w Liście do Filipian, tylko przyzwyczajamy się do ciemności i zaczynamy się w niej urządzać, to coś jest nie tak z naszą wiarą i nami samymi. My mamy światło od Chrystusa Zmartwychwstałego, który pokonał śmierć i który żyje. Musimy iść razem z Nim, być zawsze blisko Niego, aby nieść Jego światło światu.

Człowiek Zachodu zapytałby: tylko po co? Przecież to wymaga ode mnie dużo wysiłku, a poza tym ta Ewangelia jakaś taka mało życiowa. Wolę sobie obejrzeć serial na Netflixie, a ludzi starszych, chorych i cierpiących zamknąć w jakiś getcie, żeby nie psuć swojego dobrego samopoczucia samą myślą, że istnieją…

Takie myślenie faktycznie dzisiaj dominuje, ale historia uczy nas, że tego rodzaju podejście do życia prędzej czy później staje się niewydolne. Nagle bowiem okazuje się, że w społeczeństwie są potrzebni ci, którzy ofiarują swój czas, swoje życie dla innych i – co jest zgrozą dla współczesności – nie robią tego dla pieniędzy ani innych korzyści. Tacy ludzie zawstydzają tych wszystkich, którzy uważają, iż da się przejść przez życie na najniższych tonach, niezauważonym.

Współczesny świat próbuje wyrugować ze świadomości etos ofiary; etos człowieka, który potrafi patrzeć dalej niż inni i pokazywać drogę. W efekcie społeczność karłowacieje duchowo, a ludzkie życie sprowadza się do banału, jak obejrzenie nowego serialu czy zakup nowych butów. Nawet jeśli serial oglądają miliony widzów, a buty polecają tysiące celebrytów, to nadal jest to banał.

Wielkie sprawy są, moim zdaniem, trochę jak korzenie, na które wylano asfalt. Po jakimś czasie zaczną one rozrywać nawierzchnię. Czasem będzie to rok, czasem dziesiątki lat. Niestety, jest to czas stracony. Skutki trwającego „asfaltowania chrześcijaństwa” tak naprawdę zobaczymy dopiero za jakiś czas, być może ich świadkami będą dopiero przyszłe pokolenia.

Na Zachodzie wiele dzieci nie chce patrzeć na starzejących się rodziców bądź po prostu uważa, że ci przeszkadzają im w życiu, w robieniu kariery etc. Dlatego też często oddawani są do domów opieki, ewentualnie wynajmuje się osobę do opieki nad nimi. Wielu Polaków jeździ do Niemiec, aby – jak powszechnie się to nazywa – „wycierać tyłki” starszym osobom. Ci, którzy w taki sposób pracują, często podkreślają, że tu chodzi o coś więcej: starsza osoba potrzebuje obecności drugiej osoby, bliskości, towarzystwa, kogoś, z kimś można porozmawiać. Problem jest potworny, problem narasta, ale niewielu zdaje się go dostrzegać…

Żyjemy w kulturze podróbek; w kulturze, która zachwyca się imitacją, falsyfikatem, żeby nie powiedzieć – popłuczynami. Kiedy przychodzi sytuacja graniczna taka jak ta, którą Pan opisał, wówczas wychodzi, co tak naprawdę ukształtowało człowieka.

Współczesny świat próbuje leczyć się, ale niestety objawowo, a nie istotowo, nie przyczynowo. Nawet jeśli znane są powody braku empatii, dekadencji etc., to nie mówi się o nich głośno, tylko podaje taką czy inną tabletkę przeciwbólową, która na kilka godzin załagodzi sprawę.

Proszę zauważyć, że mamy do czynienia z tendencją coraz szerszego określania różnych zachowań ludzkich, które dawniej były uznawane za podstawę moralności i coś oczywistego. Dzisiaj to wszystko musi być skodyfikowane, dzisiaj trzeba wyłożyć człowiekowi, ile pieniędzy musi wpłacić na organizację pożytku publicznego, żeby „mieć czyste sumienie”, ile czasu musi poświęcić dzieciom, by uznano go za dobrego rodzica… Zresztą: ile w ogóle wolno mieć mu dzieci, aby nie został nazwany dzieciorobem, patologią albo człowiekiem odpowiedzialnym za katastrofę klimatyczną.

O czym to świadczy? O tym, że z duszy człowieka Zachodu wypłukano podstawę jego tożsamości. Jeżeli ten proces potrwa nadal, to będziemy mieli do czynienia z kodyfikowaniem, wyjaśnianiem i uzasadnianiem najbardziej podstawowych i oczywistych postaw moralnych, jak np. ustąpienie miejsca starszej osobie w tramwaju. Z tym mamy do czynienia w świecie, który postawił na nihilizm oraz dekadencję. Ten świat stracił motor rozwoju i dochodzi do ściany. Niestety, nie słychać głosów, które powiedziałyby, że nastąpiła pomyłka; że źle się stało i źle się dzieje, a my znaleźliśmy się na drodze donikąd.

W jakiś sposób próbował to uświadomić światu Joseph Ratzinger, ale z furią został on zakrzyczany. Określano go mianem człowieka, który nie rozumie współczesności, który myli się w swoich diagnozach, etc. Dlaczego? Ponieważ pokazał on sensowną drogę ratunku dla współczesnego świata – ratunku, jakim jest Chrystus i Ewangelia, która ratuje ludzki rozum przed szaleństwem odchodzenia od prawdy! Chrystus daje nam nadzieję. Nadzieja ta staje w obliczu prawy o człowieku i nie próbuje oswajać się ze śmiercią i jej banalizować, a nawet czynić z niej produktu kulturowego. Ratzinger zwracał uwagę, że człowiek współczesny próbuje udowodnić swoją dominację nad śmiercią i robi to na różne sposoby – najczęściej poprzez ryzykowanie własnym życiem w coraz bardziej absurdalnych i radykalnych formach. To, zdaniem Ratzingera, miało służyć człowiekowi, aby wmówić mu, iż nie boi się on śmierci i wcale nie potrzebuje Boga, bo to jak umrze, zależy tylko od człowieka i nikogo innego.

Generalnie zgadzam się z tym, co Ksiądz Profesor powiedział, ale zastanawiam się, kto ma dzisiaj przypominać, że ratunkiem dla świata jest Chrystus? Ma to zrobić papież? Mają to zrobić kardynałowie Franciszka? Przepraszam, ale powiem brutalnie: dla nich problemem nie jest totalna sekularyzacja i ateizacja Zachodu; dla nich nie jest problemem to, że ci, którzy wciąż uczestniczą w Mszy Świętej, tracą wiarę w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Dla nich problemem jest kapłaństwo kobiet i błogosławienie LGBT…

Tak się właśnie kończy spychanie najważniejszych problemów na dalszy plan i rajcowanie się substytutami… Odnoszę wrażenie, że także Kościół ulega presji – już od dłuższego czasu – żeby nie podejmować najważniejszych tematów. Często ma to charakter bardzo uczony, postępowy… ale wycinkowy, pozbawiony szerszego nakreślenia sytuacji. Takie diagnozy zostawiał nam św. Jan Paweł II. Pokazywał on, że spór o prawo do życia to większa część starcia cywilizacji i otwierał nam na to oczy. Naśladowców takiego stylu pasterskiej troski chyba zbyt wielu nie ma…

Kiedy ostatni raz słyszał Pan o promowanej przez Kościół publikacji mającej na celu realne pokazanie, w którym miejscu jesteśmy – czy nasza cywilizacja się zwija, czy rzeczywiście następuje postęp; co to w ogóle znaczy postęp – czy to więcej możliwości wyboru, dopuszczenie do kapłaństwa kobiet i uznanie aborcji za cnotę, czy też podstawowe prawo człowieka? Takich publikacji nie dość, że jest niewiele, to Kościół najczęściej podchodzi do nich poprzez wzruszenie ramionami, niestety!

Jest to związane, powiedzmy to wprost, z podprogową cenzurą. Uświadomienie sobie przez człowieka, który zabłądził, w którym miejscu się znajduje, wyzwala w nim wiele różnych działań. To się jednak blokuje, człowiek ma nie zastanawiać się, dokąd zmierza, tylko pędzić naprzód. Nieważne dokąd, nieważne po co. Kiedy zacznie się nad tym zastanawiać, wówczas znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że właściwie wszyscy jesteśmy zbawieni; którzy będą głosić fałszywe miłosierdzie, aby przekonać taką osobę do powrotu na drogę donikąd.

Dlaczego część ludzi Kościoła zajmuje się w związku z tym „czymkolwiek”, a nie tym, co najważniejsze? Przykro mi to mówić, ale tacy kapłani jak Ksiądz Profesor – którzy stawiają tak niepopularne diagnozy – są dzisiaj w mniejszości…

Do Kościoła również docierają różne pokusy. Jeśli jest grana jakaś symfonia, to wielu ludzi Kościoła ma czasami ochotę przyłączyć się i grać tak jak wskazuje dyrygent. Tylko że Kościół ma zupełnie inną melodię! Kościół gra w zupełnie innej orkiestrze! Głos Kościoła musi wskazywać na to, co naprawdę ważne.

W XX wieku Kościół nie szedł z postępem czy z tą agendą zmian, które przychodzą ze świata. Kościół pokazywał właściwą nutę – jak pierwsze skrzypce, względem których wszystkie instrumenty stroi się przed koncertem – i zapraszał innych do współpracy. Kościół był krok do przodu, ponieważ nieustannie pokazywał, iż zmierza do zbawienia i chce tam zaprowadzić ze sobą każdego. Iść przed światem pokazując drogę, a nie nadskakiwać z tyłu, próbując nadążyć za innymi. Ktoś idący za plecami innych po prostu za nimi idzie, bo nie widzi drogi!

W sytuacji, kiedy Kościół przyjmuje odwrotną perspektywę – perspektywę nadążania za światem, za współczesnością, Ewangelia staje się opcją numer 2, numer 3, numer 10, a potem bez numeru. To wielki błąd, ponieważ Ewangelia była, jest i będzie dla każdego katolika opcją podstawową! Nie mylili się ci, którzy budowali Europę w oparciu o Ewangelię jako zasadę numer 1. Niestety, to się zmieniło. Ewangelia staje się dla wielu co najwyżej dodatkiem, który ma potwierdzić, że ktoś ma rację. Wtedy jest dla niej miejsce, można ją cytować, powoływać się na nią, etc. Natomiast, kiedy okazuje się, że Ewangelia kwestionuje dany paradygmat, to wówczas jest ona czymś złym, wstecznym, a zbudowany na niej Kościół Chrystusa trzeba zaorać…

Jest wielu kapłanów, którzy próbują pokazywać prawdę Ewangelii i głosić naukę będącą w kontrze do współczesności. Wciąż są kapłani, którzy bardziej słuchają Boga niż ludzi. Są jednak również i tacy, którzy muszą dokonać rachunku sumienia, i mam tutaj na myśli wszystkich chrześcijan – zarówno hierarchię Kościoła jak i tych, którzy każdego dnia dają świadectwo swej wiary, a także [mam na myśli] siebie samego. Rachunek sumienia powinien być naszą codziennością, bo bez tej praktyki ciężko będzie ocalić chrześcijańską duszę pośród tych ciemności, które będą panowały. To nie będzie łatwa praca i nie ma się co tutaj oszukiwać, ale musimy ją wykonać, żeby nie być skazanymi na dekadencję, nihilizm i w końcu śmierć.

Telewizja PCh24 TV wyprodukowała film dokumentalny „Umrzesz. I co dalej?”. Jak odpowiedziałby Ksiądz Profesor na pytanie zawarte w jego tytule?

Kościół uczy, że „dalej” jest sąd szczegółowy i Sąd Ostateczny, spojrzenie na ludzkie życie z perspektywy Bożego zaproszenia oraz życie polegające na przyjęciu zbawienia danego w Chrystusie: czy nie zostało przyjęte na marne lub roztrwonione, albo na odrzuceniu – na niebie, albo na piekle. Jest element oczyszczenia, oddzielenia ziarna od plew, który prowadzi do zjednoczenia z Bogiem.

Konsekwencje ludzkich czynów, opowiedzenia się za Chrystusem, trwania w relacji z Nim mają wpływ na los, który czeka każdego człowieka. Można więc powiedzieć, że od mojej osobistej relacji z Chrystusem zależy wszystko.

No właśnie… Nie zniknę, tylko będę albo nie będę z Chrystusem…

„Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie” [z Prefacji o zmarłych].

My, chrześcijanie wiemy, że nasze życie trwa, a zbawienie jest ziszczeniem wszystkich największych pragnień człowieka. To jest coś, za czym tęsknili wszyscy święci i na co byli gotowi. Ta pamięć o tym, dokąd święci zmierzają, co jest celem ich wędrówki, pozwalała im podejmować odważne, ryzykowne, ale zawsze oparte o Boże słowa decyzje. To generowało także skutki dla ludzi, którzy byli wokół nich; to generuje skutki również dla nas. 

Można więc powiedzieć: od tego jak człowiek patrzy na to, co go czeka po śmierci, za jakim życiem tak naprawdę tęskni – czy z Bogiem, czy bez Boga, za niebem, czy piekłem – od tego zależy kształt kultury i cywilizacji, od tego zależy, czy wybierzemy dekadencję, czy życie. 

Bóg zapłać za rozmowę.

Rzecznik Praw Dziecka ostrzega przed LGBT: Gdy zadomowią się pseudo-tęczowe kolorowe szmaty.

Rzecznik Praw Dziecka ostrzega przed LGBT: Gdy zadomowią się pseudo-tęczowe kolorowe szmaty…

dorzeczy

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak ostrzega przed skutkami rewolucji kulturowej w Polsce.

Mikołaj Pawlak opublikował felieton na portalu Niedziela.pl, w którym podkreśla potrzebę stawiania dzieciom jasnych granic. Jak tłumaczy granice nie są po to, by dziecko ich nigdy przekroczyło, gdyż tego się nie da uniknąć, tylko by zdawało sobie sprawę, gdzie zaczyna się niebezpieczeństwo.

RPD stwierdził następnie, że „wiatr historii zaczął właśnie wywiewać prawdziwych ratowników i pozwala ich miejsce zajmować pseudotęczowym przebierańcom”, którzy chcą usuwać wszelkie granice.

„Gdy nad szkolnymi tablicami zamiast krzyży powszechnie zadomowią się pseudotęczowe kolorowe szmaty, a w niektórych dzielnicach miast – półksiężyce, będziemy żyć w świecie, w którym będą rządzić pokolenia wychowane bez wartości i zasad, nieznające granic i nieumiejące walczyć ze złem; które nie będą umiały przekazywać takich wartości swoim dzieciom. I wtedy dzisiejsze policyjne statystyki zaczniemy wspominać jako czas szczęśliwości i bezpiecznej oazy pokoju” – czytamy.

RPD dodaje, że „sami sobie ściągnęliśmy na głowę huragan” i w związku z tym sami musimy, we własnych domach, „zadbać o to, by nasze dzieci poznały granice dobra i zła. Od tego bowiem zależy ich bezpieczna przyszłość”.

Lobby LGBT naciska na współpracowników Tuska

Z kolei we wtorek aktywista środowisk LGBT Bart Staszewski spotkał się z politykami KO, Lewicy oraz Trzeciej Drogi, którzy chcą sformować nowy rząd. Tematem spotkania były zmiany w prawie.

Aktywista domaga się od polityków wdrożenia „Pakietu Pierwszej Pomocy dla społeczności LGBT+”. Czym dokładnie ma być „Pakiet Pierwszej Pomocy”? Chodzi m.in. o nowelizację Kodeksu karnego, która zakaże „mowy nienawiści na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”.

Ponadto Staszewski domaga się „odpolitycznienie mediów publicznych oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, stworzenie kanału współpracy z organizacjami LGBT+ na poziomie rządowym, wstrzymanie toczących się konkursów grantowych Narodowego Instytutu Wolności i Funduszu Sprawiedliwości oraz kontroli rozstrzygniętych konkursów grantowych.

Proporcje człowieka, Ziemi, Galaktyki, Wszechświata – i Nieba.

Proporcje człowieka, Ziemi, Galaktyki, Wszechświata i Nieba.

Mirosław Dakowski, spod Turbacza, 10

Do napisania tych uwag skłoniła mnie zasłyszana kiedyś wiadomość, że jakiś pobożny, postępowy ksiądz, a może nawet demokratyczny, ekumeniczny biskup zaproponował, by uczynić Pana Jezusa „królem wszechświata”. Również fakt, że miła inteligentna katoliczka powiedziała mi, że przecież pojęcie Wszechświata zawiera w sobie także Niebo. Oba poglądy są nielogiczne.

Rozważmy więc te proporcje. Zajmowałem się w życiu obiektami i procesami wydawałoby się bardzo małymi i bardzo szybkimi. Mierzyliśmy czasy jednej milionowej [mikrosekunda] , potem jednej miliardowej [ns], wreszcie setki piko sekundy [10^(-12) ]. Liczyliśmy również przebieg procesu rozszczepienia, które zachodzi w 10 do minus 18 sek. A trafić trzeba było neutronem czy innym ksenonem w jądro o średnicy 10^(-14) metra.

Badanie cząstek elementarnych i ich interakcji prowadzi naturalnie i bezpośrednio do pierwszej minuty po pojawieniu się Czasu i Przestrzeni. A stało się to 13.7 miliardów lat temu.

Stąd moje uwagi.

Człowiek patrzący rozumnie na Ziemię widzi siebie bardzo malutkim.

Gdy zaś spojrzy przez lunety oraz odpowiedni aparat matematyczny, zachwyci się pięknem i wielkością układu planetarnego wokół naszego Słońca.

Potem zobaczy, że Słońce płynie gdzieś prawie na peryferiach jednej z gałęzi Drogi Mlecznej, czyli Galaktyki.

Patrząc dalej: Nasza Galaktyka zawiera kilkaset miliardów słońc.

Takich galaktyk, połączonych w Grupy Lokalne, w większe dziwne struktury, jest z kolei we Wszechświecie pewnie ponad 250 miliardów.

Imponujące, prawda?

Ale Stwórca stworzył ten Wszechświat od tak – pyk – i pojawił się , wraz ze swoim Czasem…. W jakimś swoim celu, nam rozumem niedostępnym. Przy Jego Królestwie, które nazywamy Niebem, cały Wszechświat to mniej niż ziarnko piasku.

Tymczasem wygląda na to, że jesteśmy jedynymi istotami stworzonymi rozumnymi, obdarzonymi wolną wolą, w całym Wszechświecie.

Trudno bowiem sobie wyobrazić, by Stwórca gdzie indziej, w innych na przykład galaktykach stworzył istoty również obdarzone wolną wolą. Nie wydaje się zbyt logiczne, by gdzieś tam również pojawiła się jakaś Kosmiczna Ewa, którą by kusił ten sam Szatan, który kusił naszą realną Ewę. Przecież i tam musiałby się w tej sytuacji pojawić Zbawca.

A dublowanie takich sytuacji nie wygląda na racjonalne ani logiczne. Jeśli tak – to przecież wszelkie, ciągle się pojawiające, ale.. niespójne – opowieści o ludzikach z Plejad, czy innych gwiazd – są wymysłem, gra wyobraźni. Lub – złudą szatana, by jakoś tędy nas kusić..

O możliwości istnienia świata bez grzechu pierworodnego pisał w drugim tomie swojej trylogii międzyplanetarnej Clive Staples Levis. Ta powieść nazywa się „Perelandra”. Jednak są to tylko marzenia, rozważania, nieprawdopodobne z punktu widzenia logiki.

Więc uświadommy sobie proporcje wymienione w tytule.

Naćpany Ukrainiec [kokaina], dezerter przemycał nachodźców. Gdy go zatrzymano, wyciągnął nóż.

Naćpany Ukrainiec, dezerter przemycał nachodźców. Gdy go zatrzymano, wyciągnął nóż.

magnapolonia-nacpany-ukrainiec-przemycal-nachodzcow

Dezerter z Ukrainy przemycał przez polską granicę nielegalnych imigrantów. Podczas zatrzymania groził nożem funkcjonariuszom Straży Granicznej. Jak się później okazało, “uchodźca wojenny” był też pod wpływem narkotyków.

Młody Ukrainiec przemycał nachodźców. “ Funkcjonariusze z Placówki SG w Zielonej Górze-Babimoście zatrzymali po pościgu za dostawczym busem młodego Ukraińca, który jednak nie zamierzał się poddać. Mężczyzna przyłapany na przemycie migrantów, będący pod wpływem narkotyków, groził nożem funkcjonariuszom SG i dopiero policyjny negocjator skłonił cudzoziemca do oddania się w ich ręce.” – czytamy w komunikacie Straży Granicznej.

Funkcjonariusze SG oddali strzały ostrzegawcze. Okazało się jednak, że kierowca nie zamierzał się poddać. “Wyjął nóż i zaczął grozić najpierw funkcjonariuszowi SG, następnie stwierdził, że sam się okaleczy. Na miejsce zdarzenia wezwano ratowników medycznych, policjantów z negocjatorem oraz straż pożarną. Po rozmowie z policyjnym negocjatorem mężczyzna odłożył nóż i został zatrzymany przez funkcjonariuszy” – podaje Straż Graniczna.

Okazało się, że kierowca pojazdu, 26-letni dezerter Ukrainy, w przestrzeni ładunkowej busa zamierzał dowieźć do Niemiec grupę łukaszenkowych nachodźców.

Funkcjonariusze SG po przeszukaniu samochodu znaleźli w drzwiach kierowcy woreczek z białą substancją (0,5 grama), która po sprawdzeniu narkotestem okazała się być kokainą. Badanie wykonane na obecność narkotyków w organizmie kuriera także dało wynik pozytywny.

Ukraińca zatrzymano i przedstawiono zarzuty organizowania przekroczenia wbrew przepisom polsko-niemieckiej granicy, niedostosowanie się do polecenia zatrzymania pojazdu, czynnej napaści na funkcjonariusza oraz prowadzenia pojazdu pod wpływem środka odurzającego. Decyzją sądu zastosowano wobec obywatela Ukrainy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Za popełnione przestępstwa mężczyźnie grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Co znamienne, obcokrajowcy stanowili aż 90% osób zatrzymanych w ubiegłym roku za pomoc przy nielegalnym przekraczaniu granicy. Wśród zatrzymanych było najwięcej Ukraińców i Gruzinów. Podobnie wyglądała sytuacja rok wcześniej. Także w 2021 roku 90% osób zatrzymanych za przemyt nielegalnych imigrantów stanowili cudzoziemcy. Wówczas w statystykach SG też dominowali obywatele Ukrainy i Gruzji. Jak informował portal Kresy.pl, najwięcej liczbowo, przestępstw popełniają w Polsce Ukraińcy.

NASZ KOMENTARZ: Jak zwykle w takich sytuacjach, domagamy się deportowania dezertera na Ukrainę, a nie utrzymywania go w więzieniu za polskie pieniądze. Niech zażyje swoje ulubione prochy i ruszy do mięsnego szturmu pod Robotyne lub inną Awdijiwką.

Jak Matka Boska Częstochowska wskrzesiła siekierą porąbanych.

Jak Matka Boska Częstochowska wskrzesiła porąbanych siekierą.

„Mieszkaniec Lubelski (niektórzy Lubliński piszą) z małżonką i czeladzią wyszedłszy z domu, dwóch synaczków, dwuletniego w kolebce i czteroletniego w domu zostawił. Starszy, jako widział ojca w jatkach baranom i cielętom podrzynającego gardła, także dwuletniemu w kolebce bratu nożem poderżnął gardło. Widząc bez ducha w kolebce krwią oblanego brata, a chłosty się bojąc, schronił się za stos drew nałożonych w kominie.

Przychodzi matka, nie widząc i nie wiedząc jako żałobna w kolebce dziecięcia rzeź, w piecu podpali drwa, które jako dobrze podsuszone, płomienisto gorejąc, dymem wprzód zaduszone dziecię, a potem płomieniem otoczone piekły. Nieszczęsna matka wyrwie z pożaru syna, a ratunku żadnego umarłemu dać nie mogąc, jeszcze z płomieniów ognia nieostudzonego łzami ciepłemi chłodzi. Przestąpi próg, obaczy krwią z kolebki płynący potok, z którego pociechy nie znającym, ponurzona żalem na pół obumiera.

Nadchodzi mąż, w domu tragiczne widowisko znajdzie, a rozumiejąc, że śmierci synów z matki przyczyna, żonę bijąc, zabija, jakoby do zupełniejszego żalu.

Trupami widząc położony dom, a rady pociesznej sobie dać nie mogąc, do przyjaciół się udaje, z których namowy, większą nad człowieka zawziąwszy w przyczynie Matki Bożej ufność postanowienie, w trumnie prezentuje trupów przed obrazem na Jasnej Górze.

Dosyć daleką odprawiwszy drogę, podczas nieszporów godziny tu stawa, przed obrazem matkę z synami stawia, aż gdy przyszło do Matki Niepokalanej hymnu, w domu Zacharyasza śpiewanego Magnificat, owego wiersza: „albowiem uczynił mi wielkie rzeczy On, który możny jest i święte Imię Jego”, jak ze snu obudzeni, z matką powstają synowie, przy wielkiej ludu z różnych miejsc zgromadzonego frekwencyi.

Tak uwielbiona jest zaprawdę znacznym cudem przyczyna Matki Boskiej, która jako to sobie ulubiła miejsce, niewidzianym przedtem pokazała żywota przywróconego dobrodziejstwem roku Pańskiego 1540.

MARYAN JASTRZĘBIEC, „W OBRONIE CZCI JASNOGÓRY”, NAKŁADEM POLSKO-KATOLICKIEJ KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ ZDZISŁAWA RZEPECKIEGO i S-KI W POZNANIU. Rok 1911.

Ten sam FAKT CUDU [jak i wielu innych] opisany jest we współczesnej nam książce, dostępnej na Jasnej Górze, „Cuda Matki Boskiej Częstochowskiej”.

Nasi kuzyni – denisowianie i neandertalczycy. Też pochodzą od Adama i Ewy.

Nasi kuzyni – denisowianie i neandertalczycy. Też pochodzą od Adama i Ewy. Spod Turbacza 9, październik

Mirosław Dakowski

Nauce znane są już dwie, pokrewne nam gałęzie człowieka [ „my” – to jest homo sapiens, czyli „rozumny??”]. Neandertalczyk, jego pożywienie, mieszkanie, zwyczaje, sztuka, nawet wierzenia studiowane są od XIX wieku. Genetycy odkryli, udowodnili, że krzyżował się z nami [powtórzę: nie chcę używać przyjętego określenia „sapiens”, bo gdzież to widać przeważanie rozumu ,adwolą, często pokraczna, w „naszej” odmianie homo?]. Musiały tam więc być nie tylko zauroczenia, ale i zakochania czy miłości. I wiara w Stwórcę, z pierwotnego Objawienia. Więc dusza.

Denisowianie, których szczątki znaleziono w jaskini Denisowej.

Szczątki należały do osobników, które żyły około 41 tys. lat temu. Znaleziono je w Denisowej Jaskini w paśmie górskim Ałtaj na Syberii. Znani są dotąd archeologom, antropologom – chyba jedynie z paru zębów i kości palca u ręki od różnych osób, ale na pewno ludzi. Mieli technikę, kulturę, sztukę!

Z Viki: Denisowianie wykazywali niskie zróżnicowanie genetyczne, z drugiej zaś strony wysoki i zróżnicowany poziom hybrydyzacji z neandertalczykiem oraz innym (nieznanym dotąd) archaicznym przedstawicielem rodzaju Homo. Przedstawiciele Homo sapiens z Azji i Oceanii wykazują domieszkę genetyczną denisowian, u Papuasów jest ona najwyższa i wynosi ok. 6%.

W 2008 w Denisowej Jaskini na Syberii znaleziono dwa fragmenty kamiennej bransolety wykonanej z zielonego, prześwitującego chlorytu. Badania tej ozdoby i jej kontekstu archeologicznego pozwoliły w 2015 oszacować, że pochodzi sprzed około 40 000 lat. Tym samym wiek tej ozdoby (będącej w momencie opublikowania datowania najstarszą znaną bransoletą kamienną świata) wskazywał na to, że została wykonana przez denisowian. Widoczne są przy tym duże umiejętności wytwórcy, a wywiercony w niej otwór wykonano szybko obracającym się wiertłem. Otwór ten był miejscem zawieszenia jakiegoś dodatkowego elementu.

Czy znajdziemy inne wytwory kultury denisowian? Na przykład malunki naskalne? Znaleziono jednak, że duża część polinezyjczyków i podobnych ras ma ogromny udział genów tych denisowian. Więc i oni krzyżowali się często z „nami „. I tam musiały więc być zakochana, uczucia. Znamy więc trzy gałęzie człowieka.

Teraz następuje wstawka o komunistach i ich „uczonych”.

W końcu lat 20-tych XX wieku akademik dr Ilja Iwanowicz Iwanow, znany już uczony od krzyżowania nawet gatunków, zaproponował ” partii i rządowi”, czyli towarzyszowi Stalinowi, że skrzyżuje człowieka z odmianą szympansa – bonobo, bo ta odmiana jest „nam” najbliższa. Taka krzyżówka to byłby świetny żołnierz, doskonały robotnik, a także dawca organów dla starzejących się członków Biura Politycznego, a może nawet… dla całego KC? Zaakceptowano.

[Por: Krzyżowanie komsomołek z małpą bonobo a Zielony Ład UE

Jak radziecki naukowiec chciał skrzyżować człowieka z małpą ]

Akademik Iwanow z ekipą pojechał do Gabonu, gdzie złapano dla nich sporo małp Bonobo. Samice inseminowano tam spermą człowieka radzieckiego. Syn akademika Sasza był już bardzo zmęczony i blady, ale zapłodnień się nie doczekano.

Na Krymie, w pięknym sanatorium czy w więzieniu, prowadzono próby z komsomołkami – ochotniczkami. Już wydawało się, że jest sukces, bo jedna z dzielnych królic komunizmu zaszła w ciążę. Okazało się, że szczęśliwym tatusiem będzie nie małpa, a postawny strażnik obozowy.

Eksperymenty Akademika Iwanowa zakończyły się więc klęską. Przypieczętowano ją posadzeniem go do konc-łagru,w Gułagu, gdzie zginął w 1936 roku. Miałem bardzo interesującą książkę Rosjanina o tych próbach, niestety znajomy mi ją ukradł czy zrabował a potem zawieruszył.

Na motywach tej, wtedy sławnej w Sowietach sprawy, powstała krótka powieść satyryczna „Psie serce”. Psie serce (ros. Собачье сердце) to tytuł opowiadanie Michaiła Bułhakowa, opublikowanego po raz pierwszy w ZSRR w roku 1987. Początkowo utwór miał znaleźć się w tomie Diaboliada , wydanym w 1925 roku, jednak włączeniu opowiadania do zbioru sprzeciwił się przewodniczący moskiewskiej rady miejskiej, Lew Kamieniew.

Kazirodztwo.

Kazirodztwo u wszystkich chyba plemion, potem narodów, jest zakazane, tabu. Dawno bowiem zauważono, że dzieci poczęte przez brata i siostrę, czy bliskich krewnych, często bywają, ułomne fizycznie i/lub umysłowo. Małżeństwa rodzeństwa były jednak dozwolone, ba… nakazane w dynastiach władców, na przykład faraonów, którzy uznali się za na tyle „szlachetniejsi” od poddanych, że nie powinni się z nimi pospolitować małżeństwami. No i było wśród ich potomstwa bardzo dużo kalek, głuptaków itp. Trochę podobnie bywało w rodach królewskich, na przykład u Habsburgów. Prześladowała ich hemofilia. A też głupoli bywało sporo.

Wyjaśnienie jest obecnie proste: Bliscy krewni mają na tyle zbliżony materiał genetyczny, że mutacje utrwalają się, a te są przecież w ogromnej większości negatywne. Natomiast ciągi genetyczne ludzi o odmiennych przodkach powodują eliminację mutacji jednej ze stron, więc rodzą się dzieci zdrowe. Fred Hoyle w pracy „Matematyka ewolucji” przedstawił dowody na to.

W przypadku pierwszych rodziców, Adama i Ewy oczywiście musiało się pobierać rodzeństwo. A skutków negatywnych nie było, bo inaczej by cały rodzaj ludzki zmarł szybciutko, czy natychmiast i zginął. Jedynym racjonalnym chyba wyjaśnieniem jest to, że Stwórca dał Adamowi i Ewie idealny, zdrowy materiał genetyczny. Zaś szkodliwe mutacje przez wiele pierwszych pokoleń były tak rzadkie, że nieszkodliwe. A później już wszedł ten, cudowny, proces eliminacji szkodliwych mutacji. Jasno przedstawia to Fred Hoyle w książce Matematyka Ewolucji. On sam był ateistą, więc w Stwórcę nie chciał wierzyć.

Wracam do naszych kuzynów, denisowian i neandertalczyków Byli ludźmi, a jest dogmatem, że człowiek pochodzi od jednej pary, której Stwórca dał duszę nieśmiertelną. Nazywamy ich Adamem i Ewą. Uczyni antropologowie w końcu XX wieku odkryli, że wszyscy pochodzimy od jednej kobiety, którą nazwali „mitochondrialną Ewą „. Oczywiście niewierzący w Stwórca wymyślili, że… „może były jednak inne kobiety, które miały samych synów??” Słabiutki to kontr-argument. Może jednak nauka dogrzebie się do tego, że i Adam był jeden, jedyny?

My w to wierzymy z całą pewnością, bo to dogmat.

Powtarzam:

W takim razie neandertalczycy i denisowianie mieli duszę nieśmiertelną. A może były jeszcze inne odgałęzienia człowieka? Czemu wyginęli? Ale zbawieni spośród nas spotkają ich przedstawicieli w Niebie!

Są to ciekawe i zabawne pytania, może paradoksy.

BREAKING: „Died Suddenly” is being caused by the COVID vaccines. Matematyka potwierdza.

BREAKING: „Died Suddenly” is being caused by the COVID vaccines

I have the data. OR=2.22 p=.005. In other words, the debate is over. The „safe and effective” COVID vaccines are responsible for the increase in „died suddenly” events. No doubt about it anymore.

Steve Kirsch 31 paź 2023

It turns out that Stew Peters was right and the „fact checkers” were wrong. Vaccinated people are dying suddenly at a statistically significantly higher rate than the unvaccinated. The problem is that the fact checkers never had a shred of data to support their drivel. Did you ever see the odds ratios or p-values of their studies? Of course not!

Executive summary

I compiled detailed information on over 500 deaths that happened in 2021 and later. The source was family members or people who had detailed knowledge of the person who died (including things like date of last vaccination, number of vaccinations, cause of death, etc).

Each person was asked to assess whether they judged the death to be “in line with expectations” or not.

While this is “technically” a subjective criteria, it is relatively infrequent that people have difficulty in making this assessment accurately. And over large numbers, the imperfections of any single human judgment are drowned out in the wisdom of the crowd.

The result of the analysis is highly statistically significant: the COVID vaccines are causing these events. Odds ratio= 2.22. One-sided p-value 0.005.

The numbers were consistent for people with doses 1,2,3,4 and more vs. the unvaccinated.

An irresistible offer to make a lot of money fast without any risk

This offer expires after I make the data public. It can be accepted anytime before that.

Some people claim, without evidence and without seeing the underlying record level data, that the survey must be biased and that the true, unbiased result is that there is no signal and the COVID vaccines are not increasing all-cause mortality.

The point of the offer is to prove that people who claim my survey data is biased or wrong without even having looked at the survey data are all “big hat, no cattle.” All of them.

Simply use the Contact me form to let me know how much money you want to bet that you are right. I will then execute a written contract with the highest serious bidder binding both parties to the deal before I publicly disclose the data.

If you are confident in your statement that the result is wrong without even seeing the data, then this is a virtually no-risk opportunity to make a lot of money really fast.

I lose if you can prove the conclusions of a statistically significant increase in all-cause mortality were wrong (e.g., after accounting for bias, there was no signal) or that the data was tampered with to achieve the result of statistically significant increase in all cause mortality. I’ll even give you access to the Airtable history which would expose any data manipulation.

After we have a written contract in place, I will supply you with the record level data of all survey responses. You then simply use statistical techniques to prove that the data, after adjusting for bias, actually does not have a statistically significant signal that the vaccine is killing people. Then you win.

If we disagree on your analysis, a panel of epidemiologists, h-index of 50 or more, will decide who wins. The epidemiologists will be randomly selected by a mutually agreeable consulting firm. The pot is divided in accordance with the vote distribution.

If you are confident that the vaccine is safe and is not increasing all-cause mortality, then then this is virtually a no-risk deal for you. It is easy money.

Deal or no deal?

The source data

Here’s the pivot table from Airtable:

I’ll release the full dataset publicly soon.

The calculation

The odds are defined as expected:unexpected.

Fisher matrix values were extracted from the table: 22 49 73 362 which total 506 deaths

One-sided p-value 0.005
Odds ratio= 2.22
95% Confidence Interval (low=1.2, high=4.0)

The “correlation isn’t causation” gaslighting method exposed

There are some famous examples where correlation isn’t causation. But those are really rare. Occam’s razor usually applies in real life.

In this case, it’s impossible for there to be any other cause.

There is simply no possible alternative mechanism.

The cause has to be something injected to impact mortality in this way.

You’d have to be blind not to see it.

But if you think I’m wrong….you have an opportunity to make a LOT of money!

The offer to challenge me and make $250,000

I believe in statistics and I believe I have less than a 1% chance of losing a bet on this question. I like those odds.

But if you think my survey is “biased” and you believe the medical community who falsely claim (without ANY statistical data) that the vaccines aren’t causing sudden deaths, then you can instantly make $250,000 if you can prove using more credible data that I’m wrong and there is not a statistically significant effect here. Judging to be done by a neutral panel of epidemiologists selected by a mutually agreeable third party consulting firm.

Have you noticed that all these trolls on X tell me I’m full of something, but whenever I challenge them to a wager to decide the question, they NEVER EVER want to pursue it. Who would not want to double their money risk free? WTF?!?!?

Money is really a very powerful tool because it tells you instantly who is telling you the truth and who is gaslighting you. It’s like a lie detector that is always correct.

That’s why I make these offers. To expose the fact that none of the people actually believe their own bullshit.

None of them. Not a single one.

Bonus questions

  1. If the vaccine is so safe, why won’t anyone take my bet? If people really believe the vaccine is safe, millions of people should be jumping at the offer to win $250,000 risk free! What is holding them back? Is it perhaps that they have less than 1% chance of winning? Might that have something to do with it? Do you think maybe?
  2. Why isn’t there a single published paper in the medical literature that has explored this question? Answer: because it wouldn’t get published and the researchers would never get funding ever again.

My tribute to the “fact checkers”

Finally, we have data. The fact checkers were wrong.

The fact checkers remind me of a famous scene from The Treasure of Sierra Madre:

Do you remember the story of Professor Harold Hill?

A vaccine, don’t you understand?!?! Oh Ya Got Trouble…Trouble I say! Right here in River City!

Professor Hill was one of the original “misinformation spreaders.” As you recall, he was trying to warn the kind people of River City about the presence of a vaccine in their community 😉

Here’s what he said:

A vaccine, don’t you understand?
Friend, either you’re closing your eyes to a situation you do not wish to acknowledge
Or you are not aware of the caliber of disaster
Indicated by the presence of a vaccine in your community

Well, ya got trouble my friend
Right here I say, trouble right in River City

Now friends, let me tell you what I mean
You got 1, 2, 3, 4, 5, 6 shots in your arm
Shots that mark the difference between health and sickness
With an”SV40″ DNA and that rhymes with „V” and that stands for vaccine!!

< lyrics are a work in progress. Had to rush to market at Warp Speed so I made few mistakes which I am not liable for thanks to the PREP Act. >

You can listen to the original song here. Enjoy.

Summary

It’s time for the gaslighting on Sudden Deaths to stop.

The vaccines are decreasing the odds of a normal death by a factor of 2.23 (from .3 to .13). In other words, the vaccines are causing more people to die suddenly, just like you have observed. You are not crazy. They want to make you think you are crazy. But now you have the data and they do not. The tables are now turned.

Do not let them gaslight you any longer with the argument that “sudden deaths have always happened; there is no difference in rate.” Now, for the first time, you have data that shows they are lying. And they have nothing. Zero. Zilch. They never had any data to support their ridiculous claims.

But we’ve never had the numbers to actually prove it until now because we didn’t have the data.

But now, thanks to my readers, we finally have the numbers and you were right. You weren’t imagining anything. The COVID vaccine caused more people to die unexpectedly; no doubt about it.

These vaccines are a disaster and need to be stopped immediately.

Please consider supporting my work

I make claims to expose the truth. I am the only guy on earth, AFAIK, who is making wagers to make it crystal clear that nobody who supports the narrative has any confidence in their beliefs. These people are all what we might call “big hat, no cattle.

If you find the research I do valuable to you and to society, if you are not already a paid subscriber, please consider subscribing for just $5/month or $50/yr. The Substack is currently my only income stream and the more funds I can raise, the more people I can support who are doing work to further the mission. Thanks!

Ależ bezczelna hutzpa! Wyrzucić Palestyńczyków z ich ojczyzny, do Egiptu i Europy.

Wyciekł tajny dokument izraelskiego wywiadu! SPRAWDŹ

Zespół wPolityce.pl

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/669125-wyciekl-tajny-dokument-izraelskiego-wywiadu-sprawdz


Niezależny magazyn online +972 prowadzony przez dziennikarzy palestyńskich i izraelskich, ujawnił dokument wewnętrzny izraelskiego ministerstwa wywiadu z datą 13 października, w którym przedstawia trzy scenariusze zakończenia wojny w Strefie Gazy.

Według magazynu, ministerstwo potwierdziło autentyczność dokumentu przekazanego władzom Izraela.

Hiszpański dziennik „As” opublikował w środę jego anglojęzyczną wersję.

Zgodnie z pierwszym rozwiązaniem proponowanym przez resort wywiadu, po zakończeniu wojny ludność palestyńska pozostaje w Strefie Gazy pod rządami władz Zachodniego Brzegu Jordanu (Autonomia Palestyńska).

Druga opcja jest podobna, ale zakłada arabski rząd nieislamski w Strefie Gazy, na wzór Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Przesiedlenie całej ludności

Trzecie rozwiązanie zaleca „przymusowe i na stałe” przesiedlenie całej ludności Strefy Gazy – 2,2 mln osób najpierw na Półwysep Synaj w Egipcie, w ramach „projektu humanitarnego”. Zaleca przy tym wywarcie presji na Stany Zjednoczone, aby doprowadziły do przyjęcia uchodźców przez Egipt. Następnie inne kraje, głównie basenu Morza Śródziemnego, w tym europejskie – Grecja i Hiszpania – miałyby pomoc w absorpcji części uchodźców. [Przecież to byliby „wygnańcy”, bandyto!! MD]

Zgodnie z dokumentem, wiele krajów mogłoby pomóc w projekcie przesiedlenia ludności Gazy, przeznaczając środki finansowe lub przyjmując uchodźców.

Oprócz Egiptu i Stanów Zjednoczonych, które miałyby wywierać presję na kraje, dokument wymienia Arabię Saudyjska, Maroko, Libię, Tunezję, Kanadę, a także dwa kraje europejskie – Grecję i Hiszpanię.

Dokument wskazuje na wkład, jaki oba te państwa UE mogłyby wnieść dla realizacji izraelskiego projektu, określonego jako „absorpcja i osiedlenie” uchodźców palestyńskich, w zamian za „budżet absorpcyjny”.

Konsultowane przez dziennik „El Confidencial” źródła w ministerstwie spraw zagranicznych Hiszpanii zaprzeczyły, aby Izrael kontaktował się z Madrytem w celu negocjowania projektu.

Według hiszpańskiego dziennika „rozwiązanie dwupaństwowe konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie jest realną opcją dla Izraela, a atak Hamasu otworzył nową szansę – wysiedlenia Palestyńczyków ze Strefy Gazy”, co „eliminuje możliwość utworzenia państwa palestyńskiego na pierwotnie zakładanym terytorium”.

Zgodnie z wiedzą portalu Times of Israel władze izraelskie potwierdziły otrzymanie dokumentu, ale biuro premiera Benjamina Netanjahu zbagatelizowało go, nazywając „dokumentem koncepcyjnym”.

Jednak według „Financial Times” w poniedziałek premier Benjamin Netanjahu już próbował przekonać niektórych europejskich przywódców do przyłączenia się do inicjatywy.

mly/PAP

SYNOD PRZECIWKO KOŚCIOŁOWI – I

Komentarz Eleison nr DCCCL (850)

28 października 2023 fsspxr-komentarze-eleison

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

SYNOD PRZECIWKO KOŚCIOŁOWI – I

Kościół katolicki zawsze nauczał, że zarówno jego doktryna, jak i ustrój mają pochodzenie boskie, ponieważ zostały ustanowione przez Jezusa Chrystusa, aby stanowiły fundament Jego Kościoła i nigdy nie mogły być zmieniane przez ludzi, nawet najwyższych dostojników w Jego Kościele. Jednak na podstawie tego wszystkiego, co wiemy o obecnym synodzie biskupów, który obraduje w Rzymie w październiku, można stwierdzić, że papież Bergoglio ma zamiar wprowadzić rewolucyjne zmiany w nauczaniu i ustroju Kościoła za pośrednictwem tego właśnie synodu. Na przykład, uczestnikami wszystkich poprzednich synodów byli przede wszystkim biskupi, ale zgodnie z ideą demokratyzacji Kościoła wyrażoną przez Sobór Watykański II (1962-1965), tym razem dużą część będą stanowić ludzie świeccy, w tym kobiety.

W obliczu zagrożenia, jakie dla samego przetrwania Kościoła niesie ten synod, pięciu rzymskich kardynałów z całego świata – Brandmüller (Niemcy), Burke (USA), Sandoval (Meksyk), Sarah (Gwinea) i Zen (Chiny) – skierowało do Bergoglio w dniu 10 lipca tego roku „dubia”, czyli listę poważnych wątpliwości doktrynalnych, z prośbą o wyjaśnienie, całkowicie zgodnie z prawem kanonicznym, co miał on na myśli, wypowiadając się przy różnych okazjach na temat: 1 Bożego Objawienia, 2 związków osób tej samej płci, 3 synodalności, 4 kobietach księżach i 5 żalu grzeszników.  Oto, co Kościół naucza w tych kwestiach:

1 Boskie Objawienie: cokolwiek Kościół podał do wierzenia jako doktrynę pochodzącą od Boga, nigdy nie może być zmienione;

2 Związki osób tej samej płci: obiektywnie grzeszne sytuacje, np. związki osób tej samej płci, nie mogą być naprawione przez dobre intencje grzeszników, ale pozostają one niewiernością wobec Bożego Objawienia, które je potępia.

3 Synodalność: każde spotkanie biskupów, takie jak synod, abstrahując od udziału świeckich i kobiet, pozostaje grupą, z którą papież może się konsultować, ale nie może ono współrządzić Kościołem;

4 Kobiety księża: z samej natury sakramentu święceń wynika, że kobieta nigdy nie będzie mogła ważnie przyjąć święceń kapłańskich;

5 Żal grzesznika: Spowiedź jest nieważna, jeśli penitent nie ma wystarczającego żalu za grzechy.

W dniu 11 lipca tego roku Bergoglio odpowiedział na każde z pięciu „dubiów” własnymi rozważaniami. Jego pełne odpowiedzi zawarte w liście z 11 lipca można znaleźć w Internecie, np. na stronie edwardpentin.co.uk. [w języku polskim: https://pch24.pl/tylko-u-nas-cala-odpowiedz-franciszka-na-dubia/%5D.

1 Boskie objawienie jest wiążące na zawsze, ale to, co wiąże na zawsze, może wymagać reinterpretacji w celu dopasowania do nowych okoliczności nowych czasów.

2 Odwieczna treść nie jest tym samym, co kulturowe uwarunkowania. Zawsze musi istnieć duszpasterska miłość do owiec Kościoła. Ich zachowanie nie zawsze jest zgodne z normami kościelnymi.

3 Lud katolicki musi współpracować w rządzeniu Kościołem przez papieża. Każdą taką współpracę można nazwać „synodalną”. Ale aby pasowała do Kościoła powszechnego, musi być zawsze szeroko otwarta.

4 Kościół zawsze nauczał, że kobiety nie mogą być kapłanami, ale mają równe prawa z mężczyznami.

5 Oczywiście Kościół zawsze wymagał pokuty do rozgrzeszenia, ale w naszych czasach sprawy posunęły się tak daleko, że sam fakt, że grzesznik przychodzi do spowiedzi, może być wystarczający, aby zasłużyć na rozgrzeszenie.

Pięciu kardynałów nie mogło być usatysfakcjonowanych takimi wyjaśnieniami, bez względu na to, jak pobożne i pełne dobrych intencji mogłyby się one wydawać. Dlatego też w dniu 21 sierpnia ponownie napisali do papieża z pięcioma „wątpliwościami”, przeformułowanymi tak, aby prosić o jasną i doktrynalną odpowiedź „tak” lub „nie” na każdą z ich wątpliwości. Oto jak przeformułowali te same wątpliwości, aby uzyskać od papieża dokładną odpowiedź, której wymagały pytania.

1 Tak czy nie, jeśli jakiś dokument został raz zdefiniowany jako Boża doktryna, to czy można go później zmienić?

2 Tak czy nie, czy katolicki ksiądz może pobłogosławić związek osób tej samej płci? Czy seks pozamałżeński jest nadal grzeszny?

3 Tak czy nie, czy obecny synod biskupów będzie sprawował najwyższą władzę w Kościele?

4 Tak czy nie, czy sakramentalne święcenia kapłańskie kobiety mogą być kiedykolwiek ważne?

5 Tak czy nie, czy penitent wyznający grzech, ale nie żałujący za niego, może ważnie otrzymać rozgrzeszenie?

Jeśli Synod będzie usiłował zmienić katolicką doktrynę w którymkolwiek z tych punktów, nie będzie to synod katolicki, a normalną konsekwencją będzie schizma w Kościele.

Kyrie eleison.

The German Synodal Way: Will it Change Church Teaching to “Include” Homosexuals?

The German Synodal Way: Will it Change Church Teaching to “Include” Homosexuals?

by José Antonio Ureta and Julio Loredo de Izcue October 27, 2023 tfp.org/the-german-synodal-way

The German Synodal Way: Will it Change Church Teaching to “Include” Homosexuals?
The German Synodal Way: Will it Change Church Teaching to “Include” Homosexuals?

Pope Francis has convoked a “Synod on Synodality” in Rome during October. Many faithful Catholics have expressed concern as the Synod’s promoters have proposed severe and potentially destructive changes to the Church’s structures and teachings.

The following article, adapted from the recently published book, The Synodal Process Is a Pandora’s Box, discusses changes to Catholic Moral Teaching by Germany’s Synodal Way.

Synodaler Weg means Synodal Way. It is the particular way the Catholic Church in Germany has chosen to adapt to synodality, independently of the universal Synod, anticipating it and even surpassing Rome’s orientations.

Its call for radical change can be found in a preparatory document for the Weg that states: “We are convinced that the reorientation of pastoral ministry will not be possible without a substantial reshuffle of the Church’s sexual doctrine…In particular, the doctrine that considers sexual intercourse ethically legitimate only in the context of a lawful marriage and only in permanent openness to procreating offspring has led to a widespread rupture between the magisterium and the faithful.”1

Likewise, another Weg document states,

Same-sex sexuality—also realized in sexual acts—is therefore not a sin that is punished by God and is not to be deemed intrinsically evil…

  1. In the course of this re-evaluation of homosexuality, among other things, passages 2357—2359 as well as 2396 (homosexuality and chastity) of the Catechism[of the Catholic Church] should be revised…“Homosexual acts” must be removed from the list of “grave sins against chastity.”2

Yet another document is very clear: “One of the tasks of the Synod would be to develop a new view of homosexuality and same-sex relationships and to work toward an opening.”3

Others Support the German Position

Luxembourg Cardinal Jean-Claude Hollerich, relator general of the October Synod, agrees. He declared that the Church’s doctrine on homosexual relations is “false” and must, therefore, be changed because “the sociological-scientific foundation of such teaching is no longer correct.”4

Get the book now! The Synodal Process Is a Pandora’s Box is now available for $10.95.
Click here to get your copy now.

Other bishops’ conferences share this opinion. For example, some French bishops recently asked the pope to have the Catechism of the Catholic Church modified to not condemn homosexual acts as “intrinsically disordered” and “contrary to the natural law.” The French Bishops’ Conference has designated a commission of theologians to study reformulating the doctrine on this subject.5

Weg Promoters Propose Replacing Church Moral Doctrine

Weg promoters propose a new approach to sexual morality. It should be based no longer on divine and natural law but on the self-perception of one’s responsibility toward others.

Prof. Thomas Söding, vice president of the Synodaler Weg, writes: “The solution to the problem lies in redefining the relationship between personality and sexuality in Church teaching…Individual responsibility increases, combined with social tolerance and acceptance by the Church, which clearly defines when there is abuse [invasive behavior] and when human rights and dignity are attacked. But the Church also defines sexual self-determination and responsibility concerning others and oneself without spying on [people’s] sexual practices.”6

Other Calls for “Including” Homosexuals?

Almost all concluding documents of the synodal journey’s continental stages (Continental Syntheses) explicitly mention the need to include LGBT persons.

Moreover, high-ranking prelates have taken a similar line. For example, as already mentioned, Cardinal Jean-Claude Hollerich, relator general of the Synod, believes that changing the Church’s teaching on homosexuality is necessary.

Get the book now! The Synodal Process Is a Pandora’s Box is now available for $10.95.
Click here to get your copy now.

For his part, Cardinal Robert McElroy, bishop of San Diego, argues that the universal Synod is the right occasion to examine some Church doctrines, including the question of women’s ordination to the priesthood. However, his main focus is on the “radical inclusion of LGBT people.”

For the Californian cardinal, the Church’s distinction between persons of homosexual orientation who abstain from sinning and those who sin by committing homosexual acts is pastorally inconvenient as it divides the community about receiving Holy Communion and actively participating in Church life. All LGBT persons should be included based on the “dignity of every person as a child of God” without making the distinctions the Church makes.7

https://www.facebook.com/v17.0/plugins/page.php?adapt_container_width=true&app_id=&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df2d6d419fe8cf28%26domain%3Dwww.tfp.org%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwww.tfp.org%252Ff2b6a20db26d80c%26relation%3Dparent.parent&container_width=744&height=130&hide_cover=true&hide_cta=false&href=https%3A%2F%2Ffacebook.com%2FTradition.Family.Property.TFP%2F&locale=en_US&sdk=joey&show_facepile=false&small_header=true&width=400

Photo Credit:  © sborisov – stock.adobe.com

FacebookTweetPinLinkedIn

Email

FacebookTweetPinLinkedIn

Email

Footnotes

  1. Der Synodale Weg, “Leben in gelingenden Beziehungen – Grundlinien einer erneuerten Sexualethik,” p. 2, accessed Jun. 21, 2023, https://www.synodalerweg.de/fileadmin/Synodalerweg/Dokumente_Reden_Beitraege/SV-IV/SV-IV_Synodalforum-IV-Grundtext-Lesung2.pdf.
  2. Der Synodale Weg, “Handlungstext—Lehramtliche Neubewertung von Homosexualität,” pp. 4–5, accessed Jun. 21, 2023, https://www.synodalerweg.de/fileadmin/Synodalerweg/Dokumente_Reden_Beitraege/beschluesse-broschueren/SW8-Handlungstext_LehramtlicheNeubewertungvonHomosexualitaet_2022.pdf.
  3. Der Synodale Weg, “First Synodal Assembly, Jan. 30–Feb. 1, 2020, Frankfurt,” p. 16, accessed Jun. 21, 2023, https://www.synodalerweg.de/fileadmin/Synodalerweg/Dokumente_Reden_Beitraege/Synodalversammlung-I-Protokoll.pdf.
  4. “I believe that this is false. But I also believe that here we are thinking further about the teaching. So, as the Pope has said in the past, this can lead to a change in teaching. “So I believe that the sociological-scientific foundation of this teaching is no longer correct.” (Simon Caldwell, “Cardinal Hollerich: Church Teaching on Gay Sex Is ‘False’ and Can Be Changed,” The Catholic Herald, Feb. 3, 2022, https://catholicherald.co.uk/cardinal-hollerich-church-teaching-on-gay-sex-is-false-and-can-be-changed/)
  5. See Solène Tadié, “‘Several’ French Bishops Ask Pope to Reformulate Catholic Doctrine on Homosexuality,” National Catholic Register, Mar. 13, 2023, https://www.ncregister.com/blog/some-french-bishops-ask-pope-to-reformulate-doctrine.
  6. Thomas Söding, Gemeinsam unterwegs: Synodalität in der katholischen Kirche (Ostfildern, Germany: Matthias Grünewald Verlag, 2022), 271–72.
  7. Raymond J. de Souza, “Cardinal McElroy’s Attack on Church Teachings on Sexuality Is a Pastoral Disaster,” National Catholic Register, Jan. 26, 2023, https://www.ncregister.com/commentaries/cardinal-mcelroy-s-attack-on-church-teachings-on-sexuality-is-a-pastoral-disaster.

Franciszek-klimatysta zastąpi „pro-palestyńską” Gretę Thunberg?

Papież Franciszek zastąpi propalestyńską Gretę Thunberg?

1.11.2023 Autor:AW nczas.info-franciszek-zastapi-grete

Papież Franciszek.
Papież Franciszek. / foto: Wikimedia, Palácio do Planalto, CC BY 2.0

Papież Franciszek ogłosił w środę w telewizji RAI, że pojedzie na konferencję klimatyczną COP28 do Dubaju. Tym samym potwierdził wcześniejsze informacje mediów na ten temat.

W wywiadzie dla dziennika pierwszego programu włoskiej telewizji publicznej Franciszek, zapytany o to, czy pojedzie do Dubaju na konferencję klimatyczną COP28, odpowiedział: „Tak, pojadę do Dubaju. Myślę, że polecę 1 grudnia i będę do 3 (grudnia), będę tam trzy dni”.

Niedawno słynna wagarowiczka Greta Thunberg ogłosiła, że popiera Palestyńczyków, w związku z tym sama Gazeta Wyborcza ogłosiła jej niekompetencję, więc prawdopodobnie zabraknie jej w Dubaju. jednak papież Franciszek w zastępstwie powinien sobie dzielnie poradzić.

4 października papież opublikował adhortację apostolską „Laudate Deum” na temat kryzysu klimatycznego, która jest kontynuacją jego encykliki ekologicznej „Laudate si’” z 2015 roku.

============================

mail:

To on też ma Aspergera?

Halloween – Samain, „najświętsza” noc okultystów [no i satanistów]

Prison Planet prisonplanet.pl-halloween-samain

2013-10-31

Kultura

Największym świętem w kalendarzu okultystów/druidów jest Samain (nazywanym również Samhain, Sauin) zaczynającym od 29 października i trwającym do 31, a którego nazwa oznacza „koniec lata”. Dzień ten był dla Celtów końcem roku i początkiem nowego. Samain to według ruchów neopogańskich również nazwa celtyckiego boga śmierci, przedstawianego jako rogate bóstwo. Tradycja tego święta sięga około roku 1000 p.n.e. i rozwinęła się wśród ludów Celtyckich, choć w podobnej formie była obecna na całym świecie (również w Polsce- patrz Dziady).

Przez dni poprzedzające święto Samain zbierano wiklinę i budowano z niej kolosa na kształt człowieka z klatkami wewnątrz. Nazywało się to wiklinowy człowiek (ang. wicker man). Druidzi przygotowywali również lampy stworzone z wydrążonej rzepy i wypełniali je tłuszczem zbieranym z poprzednich ofiar ludzkich (stąd dziś lampy drążone w dyniach). Rozpalano wielkie stosy i stawiano na nich olbrzymie kotły wypełniając je m.in. jabłkami, wodą, miodem.

Następnie druidzi udawali się do mieszkańców, domów, zamków etc dobijając się do drzwi, pytając “trick or treat?” (Po polsku należy to przetłumaczyć jako “sztuczka magiczna lub dar”, obecnie przemieniło się to w zwyczaj zbierania cukierków w krajach anglosaskich wypaczając pierwotne znaczenie na “cukierek albo psikus”). Jeśli osoba współpracowała z druidami oddawała kogoś ze służby albo członka własnej rodziny jako “dar”, ofiarę składaną tej nocy. Jako nagrodę za oddanie “daru” druidzi zapalali i pozostawiali wcześniej przygotowane rzepowe lampy wypełnione ludzkim tłuszczem przed domem, które miały chronić domowników przed demonami wywoływanymi tej nocy. Jeśli natomiast ludzie nie współpracowali z druidami, nie oddawali człowieka na ofiarę, kapłani malowali krwią na drzwiach sześcioramienną gwiazdę w okręgu (heksagram). To miało otworzyć mieszkańców na demoniczne siły, które miały ich atakować podczas nocy Samain.

Po godzinach wędrówki druidzi wracali na miejsca ofiarne i ustawiali w rzędach sprowadzone “dary”. Do wcześniej przygotowanego, wrzącego kotła wrzucano świeże jabłka, dając ofiarom opcję wyciągnięcia zębami jabłka z wrzącego kotła. Jeśli osobie za pierwszym razem się to udało puszczano ją wolno, jeśli nie, to druidzi łapali taką ofiarę i obcinali jej głowę.

Następnie do wcześniej przygotowanego postumentu wiklinowego człowieka wsadzano podarowanych ludzi i ofiary z jedzenia. Ostatecznie podpalano całość paląc ludzi żywcem.

Wiadomości o ceremoniach druidów zawarte są w źródłach Posejdoniosowych oraz w tekstach Pliniusza. Juliusz Cezar opisał w „Commentarii de Bello Gallico”  wiklinowe figury ogromnych rozmiarów (immani magnitudine simulacra), które wypełniano żywymi ludźmi i podpalano.

Inne makabryczne rytuały obejmowały to o czym pisał Strabon, o „ofiarach i wróżbach, które sprzeciwiają się naszym zwyczajom”, od kiedy Rzymianie ich zabronili. Dalej opisuje jak ofiara ludzka zostaje pchnięta nożem w plecy, a z jej śmiertelnych drgawek odczytuje się znaki. Diodor relacjonuje nieco inną wersję tego samego rytuału. Innymi formami składania ofiar z ludzi opisanymi w szczegółach przez Strabona były: strzelanie do ofiary z łuków, wbijanie na pal oraz ofiara całopalna składana zarówno z ludzi jak i zwierząt wewnątrz plecionki z łoziny w kształcie ogromnej postaci (kolosson).

Po rytuale spalenia wiklinowego człowieka rozpalano ogniska gdzie następnie przywoływano demony. Druidzi przebierali się w makabryczne kostiumy mające wystraszyć i utrzymać pod kontrolą wywoływane demony (stąd przebieranie się na Halloween). Demony wywoływane tej nocy mogły obejmować celtycką boginię natury. Podczas Samain partnerką bóstwa Dagda (dobry bóg) była bogini natury- Morrigan. Występuje ona w tekstach iryjskich jako Królowa Demonów, do której odnoszono też inne budzące grozę epitety, jak Neman, Panika, Badb Catha, Kruk czy Pola Bitwy; w innych kontekstach pojawiają się takie imiona, jak Macha i Medb (Maeve), z którymi łączy się symbolika i cały szereg atrybutów związanych z koniem, a dokładniej z klaczą. Bóg Samain miał również synonimy Bel i Chrom (Crom Cruach).

W księgach DindsenchasAnnals of the Four Masters, spisanych przez chrześcijańskich zakonników, opisane są coroczne rytuały jakie w Samain przeprowadzał król Tigernmas. Składał on w ofierze pierworodne dziecko rozbijając jego głowę o kamienny posąg bożka Chroma. Król ten później zmarł, wraz z częścią swojej drużyny podczas odprawianych rytuałów.

Tym samym jak wyraźnie widzimy Halloween nie jest po prostu zwykłym, śmiesznym, atrakcyjnym, komercyjnym świętem z krajów anglosaskich ale powrotem do kultu celtyckiego, rogatego boga śmierci Samaina. Prawie każda większa tradycja Halloween, zapalanie lamp w dyni, chodzenie po cukierki i noszenie przebrań jest zakorzeniona w starożytnych, celtyckich praktykach a rytuały odprawiane trzy tysiące lat temu zostały skrupulatnie odtworzone w obecnych realiach.

Sklep Halloween w USA:
https://www.youtube.com/embed/c1DUoexIj2Y?feature=player_detailpage

Palenie wiklinowego człowieka:
https://www.youtube.com/embed/msZgKlJIbhc?feature=player_detailpage

„Zabawy” z wyławianiem jabłek:
https://www.youtube.com/embed/AtWyBcUQtlw?feature=player_detailpage

Pytanie pozostaje dlaczego tego typu pogańskie święta są promowane na całym świecie? Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta i nie ma nic wspólnego z komercjalizacją czy amerykanizacją życia. Wystarczy przyjrzeć się elitom świata zachodniego, których nadrzędny kult masoneryjny zorganizowany został na modłę systemu druidycznego razem z jego rytuałami i kalendarzem świąt. Dobitnie udowodnił to zagadnienie Alex Jones wkradając się do Bohemian Groove gdzie elity świata spotykają się by wziąć udział w corocznych rytuałach.

Oto jak elity tego świata spotykają się raz do roku by odbyć druidyczne rytuały w Bohemian Groove:
https://www.youtube.com/embed/m_RydcSsctI?feature=player_embeddedOGLĄDAJ DALEJ>>>

https://youtube.com/watch?v=AUq4jhuVMWE%3Ffeature%3Dplayer_embedded

Tym samym niewinne święto Halloween, które również trafiło do polski ma kompletnie inny kontekst, o którym media głównego nurtu zawsze zapominają wspomnieć. Nie wspomina się o tym aby nie spłoszyć mas ludzi, które zapędza się w kierunku rewitalizacji pogaństwa i budowaniu nowej zielonej religii. Tutaj chodzi o powolną infiltrację kulturalną i konwersję zachodniego świata.

Na stronie 96 satanistycznej Biblii, Anton LaVey napisał: „Po własnych urodzinach, dwa główne święta satanistyczne to Noc Walpurgii (1 maja) i Halloween.” Podobnie w kalendarzu Wicca jest to jedno z najważniejszych świąt w którym czci się rogatego boga śmierci, który zanosi dusze zmarłych do zaświatów. Rogaty bóg Samain, Pan, Faun, Baphomet i ostatecznie babiloński Nimrod, są synonimami tego co w naszej kulturze nazywamy Szatanem lub w jego bardziej „oświeceniowej” wersji Lucyferem. Czy zatem ktokolwiek przy zdrowych zmysłach powinien uczestniczyć w takich obrzędach, paradach czy innych zajęciach?

Zanim więc, ktoś kupi dynię i wystawi ją przed domem, pośle swoje dziecko na zabawę halloween lub samemu weźmie w niej udział powinien się dwa razy zastanowić w czym bierze udział

.|  Film: „Sekrety Bohemian Groove”   |  Do 2050 Klub Rzymski planuje konwersję Chrześcijaństwa w zieloną religię.  |  Przeciwko masonerii.  |  Religia, kultura i wielka wojna. #1   |  Religia, kultura i wielka wojna. #2   |  Film: Odkrywając ruch Nowej Ery. ( New Age )  Zdjęcia z balu Rothschildów obnażają fascynację elit okultyzmem.Kto rządzi światem. Wykład Stanleya Monteitha, Braterstwo Mroku.  |

Czy istnieją cuda poza Kościołem Katolickim?

Mirosław Dakowski, październik 2023, też z Turbacza, 8

Szukałem relacji o cudach w różnych kościołach protestanckich, czyli w sektach heretyckich. Tych grup, o różniących się dogmatykach, lub bez obowiązującej dogmatyki, są dziesiątki tysięcy. Relacje, które znalazłem, dotyczyły znalezienia zgubionej walizki, lub szybkiego uzdrowienia z uleczalnej choroby. Nie znalazłem zresztą żadnych dowodów potwierdzonych, wiarygodnych. Gdyby ktoś z czytelników znał, znalazł wiarygodne relacje, proszę o przesłanie mi.

Czytałem relacje, wyglądające na wiarygodne, o kilku kapłanach sufi [to gnostycka sekta islamizmu] lewitujących w ekstazie na pokładzie okrętu. Ale to potrafi robić z ciałami opętanych również Szatan, co jest udokumentowane w wielu relacjach z katolickich egzorcyzmów. Szamani azjatyccy, syberyjscy w transie latają na swoich bębnach. Poza relacjami pisanymi i filmikami, opowiadały mi o tym wiarygodne osoby oglądające to na własne oczy. Czy uzdrowiciele filipińscy potrafią wyjąć chory organ wnikając w ciało pacjenta – i uleczyć go? Nie wiem, ale kiedyś byłem bliski zawiezienia do nich ukochanej, nieuleczalnie chorej osoby.

Z prawosławiem dzieli nas, katolików, z punktu widzenia nie teologa, lecz laika, naprawdę bardzo mało. Chyba głównie to, że u nich każdy [ może prawie każdy?] z patriarchów kościoła narodowego jest Kefasem, Piotrem czyli Opoką. Stąd tak liczne kościoły autokefaliczne.

Szukałem cudów w Rosji. Zupełnie amatorsko, więc poszukiwania te są bardzo dziurawe. Oto ściśle i pewnie udokumentowana historia. W Sylwestra 1955, w Kujbyszewie [obecnie znów Samara] odbywała się potańcówka komsomolców z okazji Nowego Roku w domku babci którejś z dziewczyn. Ładna Zoja komsomołka była sama, bo jej chłopak nie mógł przyjść czy też się spóźniał. Zdjęła więc ze ściany ikonę Świętego Mikołaja i zaczęła z nią tańczyć. W pewnej chwili skamieniała. Przyjechało pogotowie, milicja, potem KGB. Stała tak bardzo wiele dni, co najmniej parę tygodni. Miasto zawrzało. Przychodziły do tego domku, zamienionego wkrótce w kaplicę, setki, potem tysiące ludzi dziennie. Fotografie, filmy. Komitety partyjne i komsomolskie były w panice. Wydały zakazy odwiedzania domku, wyjaśniania w prasie i radio. Pewnego razu przyszedł do Zoi staruszek, objął ją. Zoja ożyła, staruszek sobie gdzieś poszedł. Żywą Zoję widziały tysiące ludzi, sprawę również opisały komunistyczne gazety. Zoja podobno wstąpiła do klasztoru. Po paru latach domek i kaplica przy nim postawiona „się spaliły „. Pamięć i dokumentacja jednak pozostały. W post-sowieckiej Rosji nakręcono film na kanwie tego cudu. Nie oglądałem.

Opisywano wiele cudów w okolicy Czarnobyla, tak przed, jak i po katastrofie 1986r.. Opisy te wyglądały prawdopodobnie, ale duchowo były raczej małe. Wyczytywałem to na portalu Trzeci Rzym, niestety już jest on niedostępny. Może w Archiwum mojej Strony się uchowały? O prawosławnym folklorze z cudownościami pisać nie będę. Jest rozczulająco miły i naiwny.

Były cuda w Starym Testamencie, czyli mozaizmie. Dużo i wiarygodne. Czy są jakieś wiarygodne relacje o cudach w talmudyzmie?

O cudach Jezusa Chrystusa nic oczywiście pisać nie będę. To Bóg.

Jak któryś z 19-wiecznych prześmiewców, ateistów i poetów powiedział przed śmiercią o Jego miłosierdziu: C’est son métier.

„Cuda ” wśród sekt charyzmatyków nigdy nie były ani przez nich, ani w Kościele analizowane poważnie, z dowodami. Opisywany w wielu książkach o Medziugorie „cud w zamrażarce”, gdzie to chłop wyciągał tygodniami ze swojej zamrażarki mięso jednego cielaka i ugaszczał nim setki pielgrzymów, jest parodią rozmnożenia chleba. W książkach księży bliźniaków Armand i Guy Girard i Janko Bubalo [np. „Medziugorie, błogosławiona ziemia”, 1986 ] opisywano panią z Kanady, Georgette Faniel, którą tak popieścił jakiś duch, że na jej pupie pojawiły się krwawe kropki w kształcie dwójki [2], znak że to „ich dwoje „. Raz opisywali to księża bracia bliźniacy, a potem [w kolejnym wydaniu tej samej książki] tę relacje bez jakichkolwiek zmian podpisał jakiś lekarz, dr. Fayer Mashiki. Miało to być dowodem, że pojawiająca się w Medziugorie „Gospa”, to Matka Boża. Różańce z Medjugorie, które z czasem pokrywają się „złotem”, przynoszą fortunę sprzedającym je oszustom. Takie „rewelacje” mają w zamyśle sztabu Złego ośmieszyć samą zasadę cudów. Przecież wśród oświeconych prostaków już chyba co najmniej od stulecia szerzą powiedzonko „panie… cudów nie ma…”

Natomiast od pierwszych wieków chrześcijaństwa [t.j. katolicyzmu] są wiarygodne relacje tysięcy, a chyba nawet setek tysięcy dużych cudów. Wskrzeszenia, przywrócenia wzroku, nawet bez przywrócenia istnienia źrenicy [to u Ojca Pio]. Ogromna jest na przestrzeni wieków ilość udokumentowana cudów w kronikach, w państwach i państewkach na Półwyspie Apenińskim. Krytyczne, surowe analizy bollandystów to potwierdzają.

Mieliśmy też przecież wskrzeszenia porąbanych siekierą dzieci i kobiety wśród cudów na Jasnej Górze. Umieszczę osobno jeden z opisów, w pełni wiarygodnych.

W Saragossie, w Hiszpanii w wieku XVII znana była powszechnie następująca historia:

Chłopak wiejski złamał sobie nogę. Ponieważ rana przez dłuższy czas ropiała, nie goiła się, wdała się gangrena, amputowano mu nogę w okolicy kolana w szpitalu w Saragossie. Ponieważ pochodził z biednej rodziny, której byłby ogromnym ciężarem, pozostał w Saragossie i trzy lata żebrał pod katedrą!! Widziany był w tym stanie i znany tysiącom ludzi. Miał wielką część dla czczonej tam Matki Bożej de Pilar. Według poprzednich danych [nie zaś legend!] Matka Boża pojawiła się w Saragossie jeszcze ze swego życia na ziemi, w roku 40-tym Anno Domini, by pomóc apostołowi Jakubowi nawracać krnąbrnych Katalończyków.

Chłopak, Miguel, codziennie nacierał sobie kikut nogi oliwą z lampek palących się pod figurą Matki Bożej. Kiedyś, w marcu 1640 roku, postanowił wrócić do odległego domu w Calandzie. Część drogi czołgał się i szedł na kulach, część przebył na kolejnych wozach życzliwych ludzi. Na wsi, rodzina bardzo ucieszyła się z jego powrotu. Ale położyli go spać na jakimś sienniku na podłodze, bo całą wioskę zajęli żołnierze przejeżdżający przez tę wieś, czy miasteczko. W nocy matka zajrzała pod płaszcz, którym był przykryty syn, i zauważyła że chłopak ma obie nogi. Okazało się, że ma swoją nogę, która dawno i daleko w szpitalu w Saragossie została mu najpierw obcięta, a potem pochowana na cmentarzyku obciętych członków przy szpitalu. Część odcięta [miała blizny po dawnych wypadkach] i takie te same blizny znaleziono na nodze cudownie odrośniętej. Cud ten stał się znany w całej Hiszpanii jako Cud Cudów, i są nawet obrazy [chyba Velázquez?] na których król Hiszpanii Karol IV w otoczeniu dworu całuje ze czcią nogę tego byłego żebraka Miguela uzdrowionego przez Matkę Bożą.

por.: Cud cudów

Z wielu tysięcy uzdrowień w Lourdes – surowa komisja uczonych różnych specjalizacji, wśród których byli i są ateiści, żydzi i masoni, która je starannie badała, uznała co najmniej setki za niewytłumaczalne w sposób naturalny. A Kościół uznał około 70 za niewątpliwe cuda.

Cud Słońca w Fatimie był opisywany, m.inn. przez wojujących ateistów i masonów, ściśle analizowany przez fizyków, na przykład Zawistowski, Cud Słońca [w Fatimie] – według metody naukowej.

Cuda Pana Boga, za pośrednictwem Ojca Pio są opisane w dziesiątkach książek. Istnieje pełna dokumentacja tych cudów. A później, to znaczy po latach 60-tych zeszłego wieku jakby… źródło cudów wyschło. Są co prawda dwa cuda eucharystyczne w Polsce, w Sokółce i Zielonej Górze. Przypominają wątpiącym, tak księżom jak i wiernym, o prawdziwej obecności Chrystusa w konsekrowanej hostii.

Ale więcej o wstrząsających, jawnych cudach nie czytałem. Ani o znanych, świętobliwych cudotwórcach.

Czy i czemu nastała taka posłucha na prawdziwe cuda ? Może pojawią się znów, gdy wreszcie naprawdę katolicki papież poświęci Rosję i „następnie nastanie jakiś czas pokoju”?

A może naprawdę zbliżamy się do końca Czasu i do Przyjścia Zbawiciela – Sędziego?

I wtedy „kto uwierzył, będzie zbawiony a kto nie uwierzył będzie potępiony”??

 Number of planned low-orbit satellites NOW EXCEEDS ONE MILLION

 Number of planned low-orbit satellites NOW EXCEEDS ONE MILLION
Arthur Firstenberg <info@cellphonetaskforce.org>
On Sunday, SpaceX launched 23 satellites from Cape Canaveral in the morning, and 22 more from Vandenberg Air Force Base in the evening. This brought the total number of operating satellites irradiating the Earth to about 8,800.SpaceX has been sending up satellite-laden rockets every few days this year, in its haste to satisfy an insatiable demand for bandwidth by the billions of human beings who use cell phones. But SpaceX is not the only one. Hundreds of companies are competing for a share of the global market to supply Internet from the sky to the world’s population.On January 5, 2022, I sent out a newsletter listing 147 companies and government agencies from 34 countries that were operating, launching, or planning fleets of satellites that, if they were all launched, would total about half a million in our skies, far outnumbering the visible stars. On October 17, 2023, the journal Science, reviewing filings with the International Telecommunication Union, informed the world that the number of filings and the number of planned satellites have again more than doubled. There are more than 90 filings for constellations of over 1,000 satellites each. Twenty-three have over 5,000 satellites, and eight have over 10,000 satellites.
As of December 31, 2022, the number of satellites being planned by 300 companies and governments exceeded one million. And in June, 2023, E-Space, a company based in France and founded by Greg Wyler in 2022, filed a plan for a single megaconstellation containing 116,640 satellites. E-Space had previously filed a plan, via the government of Rwanda, for an even larger constellation containing 327,320 satellites. Two days after his new filing with the ITU, Wyler clarified that “Our filing in France is in addition to our filings in Rwanda.”Our new network, People Without Cell Phones, is more important than ever. The only way to diminish the demand for bandwidth that is turning the Earth into a giant computer, with all living beings electrocuted inside of it, is to stop using cell phones. Not to use them less frequently, but to throw them away. The ability to use them, no matter how infrequently, requires the entire planet to be irradiated.
Please join our network by forming a local chapter where you live. You can set your own rules, but it is important to have meetings in person. Please contact me if you need help and let me know that you are doing it. Our goal is to establish an expanding global presence of communities that do not use cell phones. It is up to us. 
 Arthur Firstenberg  President, Cellular Phone Task ForceAuthor, The Invisible Rainbow: A History of Electricity and LifeP.O. Box 6216Santa Fe, NM 87502
USA
phone: +1 505-471-0129
arthur@cellphonetaskforce.orgOctober 17, 2023 
 This newsletter is also available for viewing and sharing as a webpage, as a PDF, and on Substack. This newsletter and the last 62 newsletters are available on the Newsletters page of the Cellular Phone Task Force, both in English and other languages.

Jak św. Mikołaj zagrał na nosie KGB. Historia z samego środka ZSRR.

Jak św. Mikołaj zagrał na nosie KGB. Historia z samego środka ZSRR.

Łukasz Kobeszko – 6.12.22 aleteia.-cud-w-kujbyszewie-stojanije-zoi-sw-mikolaj-i-zoja-karnauchowa [Poniżej – jak „postępowi katolicy” ten cud opisują. Prawda wyglądała bardziej „soczyście”. MD]

Był Sylwester 1955 roku. Zoja – działaczka młodzieżówki komunistycznej [komsomoł md] – przed zabawą pokłóciła się ze swoim chłopakiem. Nie mając z kim tańczyć, rzuciła ironiczny żart pod adresem ikony św. Mikołaja. „On też jest Nikołaj, więc mogę z nim zatańczyć. Jeżeli jest Bóg, niech mnie ukarze!”. Dziewczyna zdjęła ikonę ze ściany i zaczęła z nią tańczyć. Nagle znieruchomiała…

Starożytny święty działał także w samym środku programowo ateistycznego państwa, jakim był ZSRR w latach 50. XX w. O wydarzeniach w Kujbyszewie opowiadano sobie w czasach radzieckich szeptem i pomimo ścisłej cenzury historię – której bohaterem stał się biskup Mir Licyjskich i członkini młodzieżowej organizacji komunistycznej – znano od Moskwy po Władywostok. Poznaj mało znaną historię cudu św. Mikołaja biskupa.

Legendy i prawda o św. Mikołaju

Święty Mikołaj jest zapewne przodującym świętym, jeżeli chodzi o ilość związanych z nim opowieści o cudach, zarówno na chrześcijańskim Zachodzie, jak i Wschodzie, gdzie zawsze był otaczany szczególną czcią. Dzisiaj trudno jest orzec, ile z nich to legendy, niemniej w każdej z nich znajdziemy dwa ważne, powtarzające się elementy.

Po pierwsze, święty ratuje w nich ludzi znajdujących się w sytuacjach – racjonalnie patrząc – niemal zupełnie bez wyjścia i beznadziejnych. Z drugiej strony nadprzyrodzone interwencje biskupa Mikołaja, bardzo często nagłe i nieoczekiwane, nie miały tylko i wyłącznie charakteru doraźnego „pogotowia ratunkowego”, ale mają zawsze głębszy cel: skłonić człowieka do nawrócenia, przyjaźni z Bogiem, do pełnego zaufania Jego opiece oraz zachęcić do dostrzeżenia potrzeb drugiego człowieka, w którym objawia się Chrystus.

Stąd wartościowe jest przypominanie tych opowieści nie tylko w dzień wspomnienia liturgicznego Świętego, ale również w Adwencie, zachęcającym nas do „przygotowania drogi Panu”.

Mało znana w Polsce jest historia niewyjaśnionego do dzisiaj zdarzenia [?? sic!! md] , które miało miejsce w samym środku ZSRR w mieście Kujbyszew (obecnie Samara) niedługo po śmierci Stalina. Nie był to jednak jeszcze czas odwilży politycznej, a władze komunistyczne, po krótkotrwałej liberalizacji polityki religijnej podczas II wojny światowej, stopniowo powracały do restrykcyjnej polityki wobec chrześcijaństwa i ludzi wierzących.

Zdjęła ikonę św. Mikołaja i zaczęła z nią tańczyć

Obchodzenie Bożego Narodzenia było w ZSRR przez długi czas wykorzeniane z tradycji społecznej i zastąpiły ją zupełnie świeckie świętowanie sylwestra i Nowego Roku, choć zachowujące pewne dawne świąteczne atrybuty w postaci choinek, życzeń i uroczystych kolacji w gronie rodzinnym.

W ostatni dzień 1955 roku na domowej imprezie w prowincjonalnym Kujbyszewie bawili się członkowie Komsomołu – masowej organizacji politycznej młodzieży. Wśród nich była robotnica zakładów przemysłowych Zoja Karnauchowa. [To obecnie, jak dawniej – miasto Samara, działo się w domu przy ulicy Czkałowa 84]

Według opowiadań Zoja tuż przed zabawą pokłóciła się ze swoim chłopakiem, stąd przyszła na nią sama. Czuła się nie najlepiej, zwłaszcza że niemal wszyscy goście stawili się na imprezę w parach. Nie mając z kim tańczyć, Zoja rzuciła ironiczny żart pod adresem schowanej gdzieś w zakamarkach ściennych ikony św. Mikołaja, należącej do dziadków gospodarzy zabawy. „On też jest Nikołaj, więc mogę z nim zatańczyć!”. Dodała przy tym: ”Jeżeli jest Bóg, niech mnie ukarze!”. Dziewczyna zdjęła ikonę ze ściany i zacząć z nią tańczyć.

To, co było dalej, wiadomo z zachowanych w archiwach raportów milicji i KGB:

Towarzyszka Zoja Karnauchowa natychmiast zastygła w bezruchu. Pozostawszy na środku pokoju, tow. Z. Karnauchowa została sparaliżowana wraz z ikoną, którą przycisnęła do piersi. Towarzyszka Z. Karnauchowa nie upadła, tylko stała z ikoną Mikołaja Cudotwórcy w rękach. Ponieważ tow. Z. Karnauchowa nie wykazywała aktywnych oznak życia, ale stała z otwartymi oczami (…) członek Komsomołu urodzony w 1939 r., posłał po okręgowego oficera milicji.

Partię i KGB ogarnął lęk

Do domu przy ulicy Czkałowskiej 7 przyjechała również karetka. Zoja była rzeczywiście sparaliżowana i nie mogła wykonywać żadnych ruchów, stała się jakby zupełnie skamieniała. Pacjentka jednak cały czas oddychała, jej gałki oczne wykonywały ruchy mimowolne, a puls był normalny. Nie było możliwe podanie Zoi żadnego rodzaju zastrzyku rozluźniającego (igły strzykawek nie były w stanie wbić się w skórę) ani doustna aplikacja środków zwiotczających mięśnie lub uspokajająco-nasennych, gdyż nikt nie był w stanie otworzyć młodej kobiecie ust i zaciśniętej twardo szczęki.

Już następnego dnia wiadomość o dziwnym zdarzeniu rozpowszechniła się po całym mieście. Milicja i KGB otoczyły dom wstrzymując wokół niego ruch uliczny, wkrótce większość mieszkańców przesiedlono do lokali zastępczych, dopóki afera, na co bardzo liczono, się nie wyciszy.

Już kilkanaście dni później zebrały się lokalny komitet partii komunistycznej oraz funkcjonariusze KGB. Zastanawiano się, jakimi środkami zablokować szerzenie się w mieście „paranoi religijnej” oraz skonstatowano, że mamy do czynienia z „prowokacją wymierzoną w komunistyczne i ateistyczne społeczeństwo, szykowaną przez wywiady państw zachodnich przed kolejnym zjazdem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego”.

Z drugiej strony, funkcjonariusze, którzy raportowali w sprawie, sami zaczęli mieć nieprzyjemności od swojej „góry” i być oskarżani o uleganie „religianctwu i przesądom niegodnym leninistów”. „Czegoś takiego jeszcze nie było! W dokumentach radzieckiej milicji pisać o św. Mikołaju i ikonach?! Przecież to niedopuszczalne!” – mieli się w rozmowach prywatnych skarżyć szef miejskiego KGB i sekretarz partii.

Na licznych funkcjonariuszy bezpieki w Kujbyszewie padł blady strach. „Pracownicy aparatu bezpieczeństwa w społeczeństwie komunistycznym boją się św. Mikołaja, nastolatki oraz ikon. Święty z bajek wam gra na nosie?!” – wyśmiewano z kolei Kujbyszewian w Moskwie. Pomimo tego zadecydowano nałożyć na wydarzenie ścisłe embargo informacyjne. Nie było ono jednak szczelne, gdyż wiadomości o incydencie w noworoczną noc rozbiegły się po całym kraju.

Dalsze losy Zoi

Co jednak stało się z samą Zoją? Po 128 dniach letargu, w Wielkim Poście i tuż przed Wielkanocą, po odmówieniu w jej intencji specjalnej modlitwy błagalnej w tradycji wschodniej – molebnia, dziewczyna została uwolniona od paraliżu i z jej rąk wyjęto ikonę.[Tu „zapomnieli” napisać o przyjściu staruszka, którego widziało dziesiątki osób. MD]

Władze postarały się niestety, aby o dziewczynie słuch zupełnie zaginął – odizolowano ją od najbliższych, po czym zamknięto w nieznanym z adresu szpitalu psychiatrycznym. Pieczołowicie zniszczono też jej dokumentację osobistą, stąd przypuszcza się, że Zoja zmarła w jednym zakładów zamkniętych, trudno więc określić, jakiego wieku dożyła.[?? md].

W mieście powtarzano sobie, że ponoć nocą z domu, w którym przebywała sparaliżowana dziewczyna, dobiegało wołanie żeńskiego, donośnego głosu: „Nawróćcie się, toniecie w grzechach!”. Pomimo że w mieście działało bardzo niewiele świątyń, a chodzenie na nabożeństwa było bardzo źle widziane przez władze, w 1956 r. w cerkwiach Kujbyszewa pojawiło się wielu nowych wiernych.

Cud w Kujbyszewie jest dzisiaj określany w rosyjskiej kulturze mianem „Stojanija Zoi” (dosł. „Stania Zoi”). Niektórzy łączyli dziwne wydarzenia w Kujbyszewie z symboliczną zapowiedzią zmian, które zaszły w ZSRR w 1956 r., gdy na XX zjeździe KPZR sekretarz generalny Nikita Chruszczow po raz pierwszy ujawnił masowe zbrodnie Stalina.

Drewniany dom, w którym doszło do wydarzenia, istniał do 2014 r. i był odwiedzany przez pielgrzymów oraz turystów, jednakże „uległ spaleniu”. W 2009 r. na motywach wydarzenia nakręcono również film fabularny w reżyserii Aleksandra Proszkina.

W postaci samej Zoi – niewątpliwie tragicznej, która w doczesnym wymiarze życia nie doświadczyła happy endu – widać ślady popularnej w tradycji wschodniej teologii jurodiwych – szaleńców dla Chrystusa, którzy odrzuceni przez społeczeństwo, są swoistym znakiem skłaniającym ludzi do nawrócenia, modlitwy i zbliżenia się do Boga.

W przypadku „cudu kujbyszewskiego” pomógł w nim św. Mikołaj, który najwyraźniej właśnie owianej złą sławą służbie bezpieczeństwa komunistycznego reżimu zagrał na nosie.

Na podstawie. Жоголев А. Стояние Зои : чудо святителя Николая в Самаре. — Рязань : Зерна, 2010.

O ideologii totalitarnego utylitaryzmu: Cejrowski: Ci ludzie powinni tkwić w więzieniach za okrucieństwo.

Cejrowski: Ci ludzie powinni tkwić w więzieniu za okrucieństwo

1.11.2023 https://nczas.info/2023/11/01/cejrowski-ci-ludzie-powinni-tkwic-w-wiezieniu-za-okrucienstwo/

Paweł Lisicki i Wojciech Cejrowski.
Paweł Lisicki i Wojciech Cejrowski Źródło: YouTube

Paweł Lisicki, redaktor naczelny DoRzeczy.pl, i podróżnik Wojciech Cejrowski z okazji Uroczystości Wszystkich Świętych rozmawiali w programie „Antysystem” o różnym podejściu do zmarłych w Polsce i na świecie.

1 listopada w Kościele Katolickim obchodzona jest uroczystość ku czci Wszystkich Świętych. W Polsce jest to dzień ustawowo wolny od pracy, w którym Polacy odwiedzają groby swoich bliskich zmarłych i modlą się za nich przez wstawiennictwo świętych.

– Różne narody i kultury mogą wyrażać na różne sposoby to samo, ale w Polakach przetrwało to tradycyjne podejście do śmierci i zwłok, czyli szacunek, pamięć. Mamy wielką wartość, jaką jest pamiętanie, troska i cześć – stwierdziła Paweł Lisicki w programie „Antysystem” DoRzeczy.pl.

– To bardzo pozytywne i wyróżnia to nas na tle narodów europejskich i zachodnich, zaczynając od Stanów Zjednoczonych. Tam ideologia totalitarnego utylitaryzmu sprawiła, że zwłoki są pozbawione elementu szacunku i godnego upamiętnienia. Sprowadzono je do jakiejś funkcji i można z nimi robić coraz więcej rzeczy – dodał.

– To zabawa ezoteryzmu, albo różne formy okultyzmu. To już trzeba zrobić rozmowę z egzorcystą, który przekona nas, że trzeba wystrzegać się takich rzeczy jak ognia piekielnego – odpowiedział mu Wojciech Cejrowski.

– Mówię o tym jako o zjawisku masowym. Coraz więcej stanów w USA wprowadza np. usługę, by rozsypywać prochy i spulchniać glebę. Kolejnym przykładem, jak zmienia się podejście narodów Zachodu do śmierci jest coraz bardziej krzewiąca w tych państwach ideologia eutanazyjna. Na przykład znacząca część Holendrów zostaje zabita. To coś sprzecznego z naszym postrzeganiem, czym jest wartość i godność człowieka. Z przerażeniem obserwuję te zmiany, które trafiają do Europy. Polska na szczęście temu nie uległa – stwierdził Lisicki.

– Okropne to są rzeczy. Ci ludzie powinni tkwić w więzieniu za okrucieństwo. Wracając do tematu, to księża powinni uczyć dorosłych katechizmu, bo większość z nas niczego nie pamięta. Czym jest palenie zniczy? To przedłużenie modlitwy – odpowiedział słynny podróżnik z Kociewia.

„Oświecony pociąg” Spinellego. Pociąg socjalistyczny zawsze jedzie do końcowej stacji “komunizm”.

Oświecony pociąg Spinellego

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Ważne

Autor: wawel , 31 października 2023 ekspedyt

imageBronisław Linke „Autobus” (Unii Europejskiej)

MOTTO

1. “W Parlamencie Europejskim 24.10.2023 r. miało miejsce uroczyste przekazanie propozycji Manifestu dla Federalnej Europy opracowane przez Grupę Spinellego.”

2. “Przesłanie Manifestu z Ventotene [którego autorami są włoski komunista Altiero Spinelli (1907-1986), usunięty z Partii Komunistycznej za trockizm oraz Ernesto Rossi (1897-1967)] jest dobitne, wyraziste i jasne: główną, jeśli nie jedyną, przyczyną wszystkich nieszczęść trapiących współczesną cywilizację europejską, kulminujących w tragedii II wojny światowej, jest ideologia suwerenności narodowej […] To zaś, co zaproponowali Spinelli i Rossi nie jest żadnym lekarstwem na choroby porewolucyjnego państwa narodowego, lecz przeniesieniem jakobińskiego centralizmu partykularnego (w jednym państwie) na poziom ponadnarodowy, a więc multiplikacją zła, której wszystkich złowrogich konsekwencji nie można dziś nawet przewidzieć. […] Rewersem zaś wykluczenia tego chrześcijańskiego fundamentu Europy jest domyślne uznanie przez autorów manifestu za fundament „współczesnej cywilizacji” jedynie tzw. Oświecenia, a więc epoki, w której rebelia przeciwko chrześcijaństwu przybrała po raz pierwszy charakter otwarty, bezkompromisowy i powszechny.”

[J.Bartyzel] 

3. “Paradoksalność wszelkich odmian takiego stanowiska polega natomiast na postulowaniu wprowadzenia prawdziwej demokracji i wolnego społeczeństwa przy jednoczesnym stwierdzeniu, że przejście do takiego stanu rzeczy odbyć się może jedynie za sprawą kierownictwa oświeconej mniejszości, posługującej się w tym celu środkami niedemokratycznymi i indoktrynacją.”
[F.Ludwin] 

4. “Bierną rewolucją powinien zaś kierować sztab rewolucyjnej elity intelektualnej umiejscowionej w kierownictwie partii komunistycznej będącej właśnie nowoczesnym, kolektywnym „Księciem”. Ze względu jednak na pozycyjny charakter wojny manewrowej w biernej rewolucji, wymagającej elastyczności i nawet pewnej finezyjności środków, tak, aby wprowadzać w instytucje władzy kulturowej „ducha rozłamu” ( scissione ) w sposób niezauważalny, nie jest celowe, aby komuniści wysuwali się na plan pierwszy oraz zbyt ostentacyjnie prezentowali swój rzeczywisty i ostateczny cel.

[J.Bartyzel] 

—————————————-

Ostatnich kilka lat dobitnie pokazało KTO powozi naszymi wagonami. Nie myślę tu, oczywiście, tylko o wagonach ze zbożem humanistyczno-technicznym ;). Bo z tymi wagonami z ziarnem to prosta sprawa – ongiś wwoził całe korowody tirów BEZ-CELNIE BEZCZELNIE taki np. Sekuła (Prezes Głównego Urzędu Ceł, prokuratura oskarżyła go o popełnienie czterech przestępstw, m. in. o działanie na szkodę Głównego Urzędu Ceł; w 2000 r. Sekuła podobno popełnił samobójstwo, a całkiem na pewno zmarł od ran postrzałowych). Jak widać w kwestii “celnej” nic się nie zmieniło od 20 lat – pastorał władzy przeszedł tylko w inne ręce. I doszła bajka o niewinnym carze, co dla Polski dobrze chce. No i dzisiaj cele ceł (w interpretacji MM “cele celów”) nie doprowadzą nikogo na łono Abrahama z ranami postrzałowymi brzucha, bo… system usunął niedociągnięcia.

Dzisiaj lewa kasa na  maseczkach, działkach, respiratorach, zbożu technicznym i wszystkim co na pseudopandemii i wojnie da się opylić z godnym uwagi przebiciem – nie nazywa się już przestępstwem, lecz sprawnością działania, troską o społeczeństwo i międzynarodową solidarnością. Wszak nadane nam przez deep state made in USA  miano “mocarstwo humanitarne” zobowiązuje ;). Dzisiaj żarcie pestycydów w mące (vide: chloropiryfos, niezwykle toksyczny pestycyd zakazany w UE a masowo sypany na Ukrainie) to polska racja stanu. I wciąż nasz tramwajo-pociąg czyni postępy (postęp musi być, bo co by z ambony ogłaszał co tydzień duet Kuźmiuk-Czarnecki?). Postęp jest, bo miały być fabryki dronów i samochodzików ekologicznych a jest zapowiedź (?) fabryki błogosławionych “szczepionek” i fabryki pocisków.

Chwała Mateuszu! Wpieriod! Aaa, bym zapomniał o fabryce naklejek “ruska onuca”, które to gadźety są niezastąpione, gdy nas złapią na popełnianiu przestępstwa – wtedy drzemy się w niebogłosy na tego, co złapał nas za rękę na przytulaniu kasy: “Jak śmiesz! Tyyy, tyy… ruska onuco! Osłabiasz nasze zdolności obronne! Putin tylko na to czeka!” I nagle sytuacja się odwróci: demaskatorzy wszelkiej rasy złodziejów staną w obliczu linczu ze strony pasażerów tramwaju Polska Patriotyczna. Da się?

Da.

Jest też w tym wyraźny postęp, bo niegdysiejszy okrzyk przyłapanego na kradzieży “To nie moja ręka!” był li tylko obronny. Okrzyk “ty ruska onuco!” stawia świat zorganizowanej przestępczości politycznej na całkiem nowym poziomie, poziomie w 100% ofensywnym. Niedługo ten sposób zejdzie pod strzechy i tacy na przykład zdemaskowani  kieszonkowcy w tramwaju na ostrzegawczy i wskazujący na nich okrzyk: “Uwaga! Złodziej!”  będą odkrzykiwać “Ty ruski agencie, ruska onuco, odwal się ode mnie! Ile ci płaci Putin?!” Jest postęp i dobra zmiana? Jest.

Jednym słowem nie jest źle. Sami humaniści na czele państwa, filantropi i zbawcy.

Nasz pociąg pędzi do przodu!

“A tłoki kołami ruszają z dwóch boków”, (“tłoki” to oczywista literówka Tuwima ;), winno przecież być “tłuki”).

1.

Wielu jedzie na pociągu do szczęścia. Na naszym pociągu do szczęścia. Najlepsza jazda jest na ludzkim pociągu do szczęścia.

Wracając więc do początkowej kwestii: kto powozi tym pociągiem? Źli ludzie już dawno powiadali, że kierujących pociągiem najlepiej rozpoznać po… strojach służbowych i kreacjach. Stylowe fartuszki, bródki przycięte bronsteinowsko i trewirowy rozmach rzucały się w oczy od wieku wśród molestujących Europę inkubów i sukkubów.

W tym świecie zjaw, demonów i potworzyszcz z lubością powtarzana jest bajka socjalistów o obaleniu komunizmu.

Niczego nie obalili, tylko poszerzyli bazę ludzką oraz ideową socjalizmu i jego definicję. Najprzyjemniej robi się transformacje… definicji. Najlepsze kasztany są na placu Pigalle-Solidarności. Rewizjonista lubi je nie tylko jesienią.

Nie obalili komunizmu – bo komunizmu nie było w PRL. PRL to było państwo socjalistyczne. Kiszczak zrobił pierestrojkę socjalizmu PRL w społeczną gospodarkę rynkową.

Komunizm to końcowa stacja, nigdy nie osiągalna, żyjąca tylko w wyobraźni socjalistów używana przez nich jako motywator mas do pracy w obrębie państw urządzonych socjalistycznie a nazywanych dowolnie. Komunizm to byt wirtualny, można dowolnie zmieniać jego nazwy, gdyż on nie istnieje i nie istniał – zmienić można np. “komunizm” na “polski model dobrobytu”, “zrównoważony rozwój”, “ekonomia współdzielenia”, “zielona transformacja”. Słowo-dynamo socjalizmu, jego prądnica ma wiele twarzy, mnóstwo wariantów. Co najmniej tyle, ile sefirotów ma kabalistyczne drzewo. Im więcej, tym lepiej. Tym większy zawrót głowy i utrata orientacji przestrzennej, czasowej i duchowej u pasażerów wywożonych w siną, zieloną, czerwoną i różową dal…

Niektórzy mówili, że kiedyś nazwa stacji końcowej brzmiała Macht. Nazwa jest jednak nieważna, ważne jest tylko, by był to jedyny przystanek, by był to przystanek końcowy i by był… nieosiągalny.  Komunizm istnieje tylko w specyficznych umysłach zdominowanych przez syndrom jerozolimski, kompleks mesjasza i kompleks Boga. Nieosiągalność celu jest gwarancją niewymienialności okupującej pociąg obsługi, czyli ciągłego dawania szans przez lud pasażerski grupie kilku drużyn konduktorsko-kierowniczo-motorniczych wiozących ludzi. Wśród członków obsługi panują ciepłe bardzo stosunki, familiarne, iście rodzinne. Bo jak głosi pieśń, którą często nucą pod nosem sprawdzając pasażerom bilety: “Tradycja w narodzie rzecz święta, w wybranym szczególnie przyjęta, gdy dziadek w obsłudze, syn dziadka w obsłudze, syn syna a wnuków wnuczęta.”

Socjaliści po to mówią, że obalili komunizm, by ukryć swoją socjalistyczność i ukryć to, że nie obalili komunizmu, lecz tylko przepoczwarzyli socjalizm. Nikt nie mówi: pierwszy niesocjalistyczny rząd, pierwszy niesocjalistyczny premier. Coś tu ktoś chce przed nami najwyraźniej ukryć… Mówi się: pierwszy niekomunistyczny rząd, pierwszy niekomunistyczny premier – bo to nic nie znaczy, czy też raczej, bo znaczyć może dowolną rzecz. I o to właśnie chodzi, by rzecz była dowolna. Gdy rzecz (“rzecz” także w pierwotnym znaczeniu, czyli: “mowa”) jest dowolna, to kierujący biegiem rzeczy mają wolność …  Wszystko odbywa się w sferze sefirotów, w miejscu zwanym ou-topos . W świętym Nigdy. Ogłaszają zwycięstwo nad czymś co nie istnieje, nie istniało i nie może istnieć. Ogłaszać zwycięstwo muszą, by nikt nie pomyślał, że walki w ogóle nie było. Nie ma nic bardziej psychologicznie zrozumiałego niż to, że kolaborant ogłasza sam siebie przemyślnym triumfatorem. Upadek komunizmu to nieistniejące zwycięstwo nad nieistniejącym, lecz niszczącym wszystko poza sobą, bytem. A socjalizm tego komunizmu nieśmiertelnym synem i… ojcem. Zresztą nazwę “socjalizm z powodzeniem zastąpić można inną (neokolonializm, neofeudalizm, kolonialny globalizm, FEDERALIZM, zjednoczenie, oświecona demokracja, Rzesza etc. etc.), bo nie o nazwy tu chodzi, lecz o rozpoznawalną strukturę tego gmachu.

Pociąg socjalistyczny zawsze jedzie do końcowej stacji “komunizm” (czy mówiąc bardziej konkretnie: do stacji ochlokracja sterowana z tylnego siedzenia przez plutokratów). Ponieważ z powodu częściowego zniesienia cenzury lud pasażerski stał się trochę bardziej świadomy – motorniczowie socjalistyczni od czasu do czasu zmuszeni są zmieniać nazwy końcowej stacji ogłaszając, że już do niej nie jadą, lecz pociąg jednak nieubłaganie dalej dąży w tym samym kierunku. Socjalizm ma tylko jeden kierunek: apoteoza i dobrobyt… POŚREDNIKÓW oraz władców marionetek.  Końcowa stacja socjalizmu jest nieosiągalna – na tym polega socjalizm – na dążeniu do celu, który wciąż się oddala, bo istnieje tylko w mózgach socjalistycznych motorniczych i kierowników pociągu. Socjalizm jest patologicznym, rozgorączkowanym stanem mózgu i słyszeniem głosów. Słyszeniem głosów “ludu”. Aby pasażerowie nie zorientowali się, że cała obsługa pociągu jest zamiejscowa – przez głośniki puszczane są pieśni patriotyczne. Aby nadzieja nie wygasała mimo ciągle oddalającego się końca podróży – na ekranach w korytarzu wyświetlana jest całodobowo prezentacja w powerpoincie pt. Cele komunizmu , a ponieważ sam komunizm jest celem, to prezentacja ma zaktualizowany tytuł: “Cele celów”, albo “Cel celu”, w wersji popularnej: Cela cel.

Socjalizm jest drogą bez celu stworzoną dla ulokowanej w danym kraju obsługi pociągu i dla tych z obcych dyspozytorni ruchu, którzy projektują tory – by obydwie te grupy nie lubiąc parać się pracą – miały wciąż świeże owoce pracy. Komunizm jest torami pod których jedzie pociąg socjalizmu. Torami, które kładą niewolnicy wierząc, że prowadzą one do sprawiedliwości społecznej i szczęścia w pewnej, nie za bliskiej i nie za odległej przyszłości. W przyszłości ulokowanej w takiej odległości czasowej, by prawie każdy miał nadzieję, że jeszcze za życia zdąży się “na nią załapać”. Pociąg Mazowieckiego miał dojechać do stacji dobrobyt (nowa nazwa komunizmu) za 15 lat. Po 15 latach nikt już nie pamiętał, że miała już być stacja końcowa. A po następnych 15 (czyli w sumie 30) latach kazano wszystkim wysiąść, lecz nie była to stacja końcowa, lecz … druga stacja początkowa. Kazano ludziom złapać trochę oddechu. I ogłoszono, że w związku ze zmianą rozkładu jazdy i robotami na torach pociąg dojedzie do końcowej stacji za 15 lat, czyli za 45 lat od chwili wyjazdu. Ponieważ liczba 45 jest uważana za szczęśliwą, gdyż w 1945 r. jedna okupacja zamieniła się na drugą, a każda zmiana jest ożywcza, a czasem nawet bywa dobrą zmianą, to nikt nie zauważył, że za ogłoszone 45-letnie opóźnienie nikt nie przeprosił, a zresztą po co przepraszać, skoro cała obsługa wie, że sensem tego pociągu nie jest dojazd, lecz jazda i podwyżki cen biletów komunikowane podczas jazdy. Wszyscy więc wsiedli, po krótkiej przerwie na papierosa odświeżonych marzeń, by nie zostać na postoju w polu jak Himilsbach z angielskim. Albo jak polscy rolnicy i hodowcy z ukraińskim zbożem, drobiem, miodem i orzechami. Pociąg ruszył.

2.

Pierwsi zaczęli się budzić ci, którym często śniła się niepodległość. Pociągiem pełnym pośredników i kast organizujących handel towarami produkowanymi podczas jazdy przez podróżnych nie można jednak dojechać do stacji niepodległość. W rozkładzie jazdy pociągu socjalistycznego nie ma takiego przystanku. Kasty pośredników kierujące pociągiem i handlujące w nim nie dadzą się usunąć z pociągu – swoje prawo do okupowania pociągu i nieskończonego obwożenia go po bezdrożach nazywają patriotyzmem. Jest to patriotyzm odwrotny od patriotyzmu pasażerów. Dwa statusy ludzi z pociągu są także przyczyną dwóch niepodległości – jedna to kastowa niepodległość, niepodleganie żadnej kontroli a druga, to niepodległość prawdziwa, o której czasem marzą najniepokorniejsi z niewolników, z biegiem lat jednak zastępując to marzenie podsuniętą przez Niepodległą nikomu (prócz marionetkowego Imperatora) obsługę pociągu – wizją uciekającej, szczęśliwej stacji końcowej. Jedna i druga. Druga i jedna. Dwie (por. J.J.Lipski, Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy).

Czy końcowy przystanek uciekał o tyle, o ile się do niego pociąg przybliżał, czy też końcowa stacja trwała nieruchomo w środku koła, po którego obwodzie niestrudzenie krążył pociąg po ułożonych w okrąg torach, przeliczając swoimi kołami leżące pod torami podkłady  (ideologiczne)  w liczbie będącej wielokrotnością 1945 – nie dało się stwierdzić. W każdym razie najbystrzejszym z pasażerów po długim wystawaniu w korytarzu przed nieszczelnymi oknami zdawało się, że w określonych interwałach czasowych za oknem pojawiają się te same budynki, o tej samej liczbie pięter a komunikaty obsługi brzmią jakby były odtwarzane z taśmy. Wszystko jawiło się jakimś cyklem zawiązanym mocno i ściśle, jak węzeł kotwiczny. Wszystko było powtarzalne, oprócz bezczelności obsługi pociągu oraz grubości złotych łańcuchów od identyfikatorów, które to bezczelność i grubość  rosły regularnie, związane ze sobą zasadą wzajemnej proporcjonalności i solidarności. Niektórzy twierdzili, że widzieli, jakoby pociąg krążył dokoła laserowej projekcji 3 D obrazującej trzech mężczyzn pijących szampana: Marksa, Schumana i Spinellego. Gdy chcieli z innymi się podzielić tym, co widzieli, tamci powtarzali jak automaty: “Nie jest źle. Jest lepiej. Nie jest źle, jest lepiej. Zresztą bilety kupił na ten pociąg  Najgenialniejszy Zamawiacz Biletów, świętej pamięci pan prezydent i profesor . On nie mógł chcieć dla nas źle. On nie mógł się mylić. Wszystko się zgadza, zgadza, zgadza…”

To tory, to pociąg. To pociąg pędzący i pędzi jednaki, miarowy, wierzący…

Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy, I koła turkocą, i puka, i stuka to:  Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!

Gdy pociąg rusza, rozpala się oczekiwania. Gdy już jedzie – wygasza się je. To taki internacjonalny marsz z racami i pochodniami oczekiwań. W kłębach dymu. Fumokracja. Dymokracja.

Kiedyś kibitki i Sybir realny, teraz pociąg należący do firmy Spinelli-Reich pędzi na duchowy Sybir… A nasi przewodnicy mówią, że nie można doń nie wsiąść, bo wtedy znaleźlibyśmy się na marginesie.

Jeśli jacyś z pasażerów zaczynają dopytywać się o rozkład jazdy, by w razie czego przesiąść się na inny pociąg – zostają wyciągani z pociągu i oskarżani o bolszewicki faszyzm terrorystyczny, lub o bolszewicki terroryzm faszystowski, a żeby zagłuszyć akcję wyciągania i krzyki wyciąganych – przez głośniki puszcza się wspomnienia potomków polskich powstańców, seriale przygodowe o rządach sanacji i fabularyzowane słuchowiska historyczne o bitewnych sukcesach Berka Joselewicza. Najgorzej zaś są traktowani ci, którzy śmieli domagać się wymiany obsługi na miejscową…

Ci, którzy zaczynają się bardziej grzecznie pytać: “Czy na pewno jedziemy w tym kierunku, co trzeba?” spotykają się z niechętnymi spojrzeniami zapatrzonych w ekrany (jęk szklany… śmiech szklany…) na których miga prezentacja pt. Cele jazdy i słyszą powtarzaną pewnym głosem odpowiedź: “Schuman wie, dokąd jedziemy, bo Klamm mu powiedział…” [Klamm to nieuchwytny zarządca zamku z powieści “Zamek” F. Kafki; przyp. mój, wawel].  Gdy ktoś dalej drąży temat mówiąc: “Przecież Schuman już dawno nie żyje i nigdy nie mówił o tym kierunku, o którym myślicie, ale o przeciwnym” – to potępiany spojrzeniami prawie wszystkich zostaje umieszczony w izolowanym przedziale z ekranem nadającym filmy o marnym losie nazistów i o Norymberdze. Do tej samej celi izolowanej trafiają ci, którym nie trafia do przekonania to, iż musimy jechać w dobrym kierunku, bo przecież bilety zamawiał Mistrz Zamawiania Biletów. Kiedy razu pewnego ktoś na takie dictum odrzekł, że – jak opowiadają – ten genialny zamawiacz biletów kiedyś zatrzymał pociąg mówiąc, że musi wpuścić filantropijną grupę kelnerów, która rozda wszystkim darmowe posiłki. Wpuszczeni wprawdzie mieli fartuszki, lecz zaburzali całe życie w pociągu, budzili ludzi po nocach szukając z latarkami w ich bagażach różańców, podczas postojów wyskakiwali i kładli się na torach, albo zamykali się w przedziale z córkami bulwersując wszystkich wydobywającymi się z niego odgłosami. Czy ktoś zadający się z takim towarzystwem i narzucający je pasażerom bez pytania się ich o zdanie – może gwarantować zakup dobrych biletów?

Każdy, kto podejrzewa, że cały pociąg, rozkład jazdy, końcowa stacja – to fikcja żywiąca obsługę, pośredników i producentów torów – nazywany jest: onuca, negacjonista, agent, nacjonalista, Polnischer Bandit i element antyspołeczny a imię jego zostaje wymazane z księgi żywych, chociaż żyje dalej. I tak się zaczyna i taką ma cenę wychodzenie z pociągu, który nigdy się nie zatrzymuje, bo donikąd jedzie. I z którego w miarę jazdy coraz mniej można wysiąść…

image

Ilustracja. “To para, co z kotła rurami do tłoków,

A tłoki kołami ruszają z dwóch boków

image
image
image
image
image
image

Tagi:„federalizm”, Marks, oświecona demokracja, rewolucja, Rzesza, Spinelli, Trocki – Lejba Bronstein, UE

O autorze: wawel

===============

mail:

A w Polsce:

OD UNII LUBELSKIEJ… DO UNII EUROPEJSKIEJ

Ambasador Kataru w USA: «To Waszyngton poprosił nas o goszczenie przywódców Hamasu»

Ambasador Kataru w USA stwierdza za pośrednictwem WSJ: «To Waszyngton poprosił nas o goszczenie przywódców Hamasu»

Date: 30 ottobre 2023 Author: Uczta Baltazara

Katar odrzuca oskarżenia Izraela o wspieranie Hamasu i ustami ambasadora emiratu w Stanach ZjednoczonychMeshala bin Hamada Al Thani’ego https://en.wikipedia.org/wiki/Meshal_bin_Hamad_Al_Thani stwierdza w artykule opublikowanym przez Wall Street Journal, że “biuro polityczne Hamasu w Katarze zostało otwarte w roku 2012 na prośbę Waszyngtonu, który chciał ustanowić poufne linie komunikacji” z ruchem islamistycznym.

Ambasador wyjaśnił, że wszystkie fundusze przekazywane z Kataru do Strefy Gazy na przestrzeni lat były dostarczane “w pełnej koordynacji z Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i agencjami ONZ, takimi jak Światowy Program Żywnościowy i Koordynator Specjalny ds. procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie”.

Al Thani stwierdził, że “głęboko niepokojącym jest fakt, że w mediach pojawiły się kłamliwe narracje na temat Kataru z wyraźnym zamiarem eskalacji konfliktu. Narracje te tworzą przeszkody dla konstruktywnych wysiłków mediacyjnych i mają na celu uniemożliwienie negocjacji”.

INFO: https://www.lastampa.it/esteri/2023/10/30/diretta/israele_hamas_medio_oriente_guerra_news-13818490/ https://www.imolaoggi.it/2023/10/30/wsj-qatar-fu-washington-a-chiederci-di-ospitare-leader-di-hamas/

https://widgets.wp.com/likes/index.html?ver=20230906#blog_id=130134912&post_id=14016&origin=babylonianempire.wordpress.com&obj_id=130134912-14016-654201d00ec73

VIDEO: Szef wywiadu Arabii Saudyjskiej oskarża Izrael o “przelewanie” katarskich pieniędzy na konto Hamasu21 ottobre 2023In „Senza categoria”

Łączcie kropki…24 ottobre 2023In „Senza categoria”

Zeznania z 7 października ujawniają, że izraelskie wojsko „ostrzeliwało” izraelskich obywateli czołgami i rakietami27 ottobre 2023In „Senza categoria”

Ile Polacy „mają na życie”? I jak wypadamy na tle Europy?

Ile Polacy mają na życie? I jak wypadamy na tle Europy? Zaskakujące wyniki raportu

Anna Rogalska gospodarka.dziennik

Ile Polacy mają na życie? Jak wypadamy na tle Europy?
Ile Polacy mają na życie? Jak wypadamy na tle Europy? / Shutterstock

Najnowszy raport dotyczący siły nabywczej mieszkańców Europy przedstawia budżet domowy, jakim dysponują Polacy na tle pozostałych mieszkańców Europy. Wnioski nie są optymistyczne. Nie dość, że zajmujemy bardzo odległe miejsce, to w samej Polsce, w zależności od miejsca zamieszkania zawartość naszych portfeli drastycznie się różni.

Polska na tle Europy. Najnowszy raport

Najnowszy raport GfK określa średnią siłę nabywczą mieszkańców Europy. Oznacza to nic innego jak to, ile pieniędzy mamy na życie. Średnia kwota w Europie wynosi 17,6 tys. euro na rok na osobę. W Polsce to 10,9 tys. euro. W przeliczeniu na złotówki to równowartość około 49 tys. złotych.

Polska zajęła w tym roku 29. miejsce wśród 42 krajów. Awansowaliśmy tym samym o jedno miejsce w porównaniu z ubiegłym rokiem. Tak wygląda to na mapie:

GfK Purchasing Power Europe 2023 GfK Purchasing Power Europe 2023, źródło: GfK / Materiały prasowe

Poziom zamożności w Polsce. „Przepaść między regionami”

Chociaż kwota 49 tys. złotych na rok nie wydaje się wcale mała, bo oznacza około 4 tys. zł do wydania miesięcznie na osobę, to jednak jest to średnia budżetu wszystkich mieszkańców Polski. Według raportu, tyle realnie przecięty mieszkaniec Polski ma do wydania w ciągu roku, uwzględniając świadczenia od państwa i po odliczeniu podatków. Patrząc jednak na poszczególne regiony widać drastyczne różnice.

Zauważają to autorzy raportu, którzy podsumowali sytuację w Polsce słowami: „Nadal istnieje szczególnie duża przepaść między regionami zamożnymi i nieuprzywilejowanymi”. Jak czytamy we wnioskach z badania – tylko 83 okręgi mają ponadprzeciętną siłę nabywczą na mieszkańca, podczas gdy 297 okręgów jest poniżej średniej krajowej. Najbliższy ogólnopolskiej polskiej średniej jest powiat sokołowski z kwotą 10 921 euro na mieszkańca.

W Warszawie dochody mieszkańców są prawie trzykrotnie wyższe (17 980 euro) niż w powiecie kolneńskim, który znajduje się na końcu zestawienia (765 euro). W stolicy średnia jest zbliżona do tej europejskiej. Najwyższym budżetem domowym dysponują mieszkańcy większości stolic regionów w Polsce. Obrazuje to poniższa mapa.

GfK Purchasing Power Poland 2023 GfK Purchasing Power Poland 2023, źródło: GfK / Materiały prasowe

Mapa bogactwa w Europie

Kwoty, jakimi dysponują mieszkańcy krajów znajdujących się w europejskiej czołówce, z punktu widzenia Polski wydają się szokujące. Na pierwszym miejscu znalazł się Lichtenstein z budżetem 68 843 euro na osobę. Za nim jest Szwajcaria z kwotą 49 592 euro na mieszkańca rocznie. Na trzecim miejscu Luksemburg, którego mieszkańcy mają na życie 40 931 euro w ciągu roku.

Na końcu listy, bez zaskoczenia, znajduje się Ukraina. Tam siła nabywcza na mieszkańca wynosi 2 478 euro.

Czyście kiedyś widzieli Czyściec? Spojrzenie okiem świętych i mistyków

Czyście kiedyś widzieli Czyściec? Spojrzenie okiem świętych i mistyków

pch24.pl/czyscie-kiedys-widzieli-czysciec

(Workshop of Peter Paul Rubens (Flemish, Siegen 1577–1640 Antwerp)/ metmuseum.org)

„Po tamtej stronie bowiem nie ma tupetu! Nikt nie może i nie chce udawać innego, niż jest, nie może i nie chce nadrabiać niczego krętactwem i formą. Żadne względy nie istnieją. JEST TYLKO TO, CO JEST. Każda dusza widzi jasno stopień swej doskonałości, a widzi go w świetle Prawdy, której ani zagmatwać, ani odłożyć, ani uniknąć, ani zmylić niepodobna!

Ta Prawda – jest! I nie tylko jest, ale więcej nic nie ma.” [1]– pisze Stefania (Fulla) Horak (1909-1993) polska współczesna mistyczka, sybiraczka i filozof, którą mieszkańcy Nieba odwiedzali, niemalże jak sąsiedzi, w jej mieszkaniu we Lwowie. Z porzuconą w młodości wiarą, ciętym językiem, filozoficznym, dociekliwym i bystrym umysłem – pragnęła Boga ponad wszystko. Jej nad wyraz rozwinięty zmysł obserwacji pozwolił zobaczyć z bliska nawyki, pozory i fałsz, czyli to, jak ludzie przeżywają miłość. Dziwiła się, że niedoskonały człowiek, pełen wad i naleciałości może w sposób doskonały zawładnąć sercem i myślami drugiego. Głód PRAWDY pchał Fullę do poszukiwań. Nie znalazł zaspokojenia jej pod zasłoną ludzkiej miłości, którą łączyła nić milczącej umowy: „ja będę kłamał tobie, a ty mnie…” [2]

Żyła więc w rozdarciu.  Z jednej strony widząc wokół siebie, w relacjach człowieka z człowiekiem tylko niesytych i przesyconych, myślała, że może jakoś zgubi się pośród nich, z drugiej zaś, w wielkiej udręce poszukiwała PRAWDY. PRAWDY, która jest DO-SŁOWNA. Nie tylko jest słowem, które było na początku i przez które wszystko się stało, ale dotrzymuje słowa, bez którego nic się nie stało, z tego, co się stało.[3]„Chciałabym wierzyć w Boga…Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!…A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością”.[4] „Bóg gdyby był – musiałby ludzi kochać. Czyżby ich inaczej stwarzał? Skończyłby niewątpliwie nawet Sam ze Sobą, nie mając żadnej istoty, którą by mógł uszczęśliwić i gdyby mu wszystkie sprawy tego świata były równie obojętne, jak mnie”– pisała Fulla do zaprzyjaźnionej zakonnicy. I ciągnęła dalej: „Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane”…[5]

W rozpaczliwych katuszach, nienasyceniu, głodzie poszukiwań, i strzępów nadziei na jej spełnienie – Fulla modliła się: „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!” [6] Zalecana przez spowiednika, a przez trzy miesiące, na wpół świadomie powtarzana przez nią modlitwa zaowocowała tym, że 10.08.1935r o godzinie 6-tej po południu podczas salonowego spotkania – światło zaczęło kręcić się nad głową Fulli. Zbiegło się to w czasie, kiedy jedna z uczestniczek spotkania opowiadała o cudzie, który zawdzięcza Matce Boskiej Częstochowskiej. Fullę ogarnął wówczas gwałtowny, niepochamowany, rozdzierający płacz. „Poprzez oszołomienie, poprzez szum walącej w uszach krwi, dotarły wreszcie do mej świadomości bezładne słowa o jakimś świetle nade mną. Potem usłyszałam, że wszyscy o tym tylko mówią. O świetle, które zjawiło się nad moją głową. (…) Przebiegając salon, słyszałam jeszcze ich zdumione okrzyki, że owo światło posuwa się razem ze mną i razem ze mną wychodzi”. [7]

Bóg potrafi zaskakiwać. Nie tylko fizycznym doświadczeniem tego, że JEST, ale tego, że JEST Bogiem Do – SŁOWNYM. Przykład Fulii jest doskonałym potwierdzeniem słów Jezusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. (Mt, 7,7-8) Św. Magdalena Zofia Barat, założycielka Sacré Coeur we Francji była pierwszym gościem, który przyszedł do Fulii z zaświatów. To właśnie ona, była kierownikiem Fulii na drodze chrześcijańskiej doskonałości, rozpalając w niej miłość do Najświętszego Serca Jezusa.

Światło, którym Bóg zaspokoił głód poszukującej PRAWDY Fulii pozwoliło jej doświadczyć rzeczywistości Piekła, Nieba i Czyśćca.

„Czyściec jest. I to jest tak samo naprawdę – a raczej prawdziwiej – niż to wszystko, co tu na ziemi, daje się zmysłami rozpoznać. Jakże więc straszną niespodzianką, jakiem zaskoczeniem będzie dla każdego niewierzącego człowieka to wszystko, co duszę jego musi już spotkać po śmierci (…) Bezmyślność nie uratuje człowieka przed niczem. Strusie chowanie głowy w piasek jest tu najbezsensowniejszą stratą czasu, który by można spożytkować na skuteczne zapobieganie przyszłym mękom”.[8]

 Tajemnicę czyśćca poznało wielu mistyków i świętych. Wszyscy mówią jednogłośnie, że pragnienie Boga jest najstraszliwszą męką duszy. Nieśmiertelna, wyzwolona z ciasnoty zmysłów, pragnie powrócić do swego Stwórcy i Pana. „Bóg ciągnie ją ku Sobie, jak olbrzymi, o przemożnej, obezwładniającej sile magnes (…) Tęsknota za Bogiem jest więc czemś, czego dusza wyzbyć się nie może, tak jak ślepe, bezwolne opiłki metalu nie mogą przestać rwać się ku przyciągającym je biegunom magnesu. Tęsknota ta jest więc niejako tłem, na którem zarysowują się rozmaite desenie i zygzaki cierpień, udręczeń i stanów pokutującej duszy.” [9]

Czyściec jest więc lustrzanym odbiciem prawdy. Dostaniemy tam wszystko to, czym grzeszyliśmy za życia. Zupełnie tak, jakby grzeszne skłonności mówiły do nas: „Chcesz? – to masz.” Jednak zaspokojenie ich nie ma już ziemskiego smaku, którym da się napompować ludzkie ego. Jest to smak goryczy, gdyż z chwilą gdy oczy ciała zamykają się na zawsze – na zawsze otwierają się oczy duszy. Jednym, ogarniającym spojrzeniem widzą one jasno wszelkie odchylenia, lekceważenia, zaniedbania – od nakreślonej Bożym planem linii. W tym duchowym układzie odniesienia widzą również bilans zysków i strat. Jakże odmienny od tego, który powszechnie, dostępny jest na ziemi. Właśnie owo widzenie zysku, który dusza mogłaby osiągnąć, a który z własnej woli utraciła, powoduje w niej najsroższe męczarnie. „Pomyślmy, jak dręczyłby się człowiek, który by za grosze odsprzedał los, na który potem padłaby główna wygrana!” [10]  Jednocześnie dusza czyśćcowa chce cierpieć moralnie, gdyż będąc w prawdzie – podziwia Bożą sprawiedliwość, dlatego tak jak z własnej woli, żyjąc w ciele – zrezygnowała z głównej wygranej, łapiąc to, czym nęcił świat, tak i teraz dobrowolnie przyjmuje wszelkie cierpienie, by móc przygotować się, oczyścić i dojrzeć w miłości do spotkania z Ojcem.

Dusza będąca w PRAWDZIE widzi również każde najdrobniejsze drgnienie swego serca, które zaliczone jest na jej dobro, każdą zwycięską walkę, która doprowadziła do ujarzmienia dla Boga cielesnej natury. To widzenie następuje natychmiast, od pierwszej chwili rozstania się z ciałem.[11] „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Łk 12,40) Moment śmierci – to najważniejszy moment życia. To moment grozy. Moment świadomości. Bycia nagim i samotnym wobec Sprawiedliwości.

Objawienia mistyczne i spotkania ze świętymi[12] w sposób plastyczny ukazały Fulli Horak rzeczywistość czyśćca. Składa się z rozmaitych kręgów, w których każda wina ma swój odpowiednik w cierpieniu. Prócz Kręgu Głodu, Lęku, Grozy i Utrapień, Fulla wyróżnia dwanaście innych przez które przechodzi odłączona od Źródła dusza. Nie mniej, jak sama zauważa, ukazanie stanów wyzwolonej z materii duszy jest przełożeniem tego, co niepojęte, na nieporadną ciasnotę jaką dysponuje ludzki język. Choćby przez pryzmat tej trudności zaglądnijmy tam na chwilę.

1.Krąg Błądzeń jest najstraszniejszym Kręgiem Czyśćca. Dusza krąży wówczas blisko ziemi lecz nie ma z nią już żadnego kontaktu. Nie widząc kresu swej obecnej męki bez wytchnienia porusza się bezcelowym, ciągłym ruchem, szukając nie wiadomo czego. Błądząca świadomość własnej osobowości szuka właściwego sobie miejsca. Jednak nie czując czasu, przestrzeni, celu ani sensu, poza upiorną teraźniejszością – nie wie co z nią będzie. Znajdują się tu niektórzy z niepotępionych oprawców Chrystusa.

2.Krąg Ciemności jest stanem gdzie dusza nadal nie wie jeszcze niczego o Bogu. Z drobiazgowością rozpamiętuje własne winy, grzechy, błędy, pomyłki i zaniedbania, rozumiejąc jedynie to, jak nędznym i marnym był zysk w porównaniu ze stratą. Żal do samej siebie, rozpacz i bezsilność, świadomość opuszczenia – to niegasnący żar, który ją trawi.

3.Krąg Bałwochwalców – znajdują się tu ci, którzy na pierwszym miejscu stawiali siebie, innych ludzi, ambicję, naukę, czy przedmioty. Mają oni teraz świadomość Jedynego Boga. Chcą widzieć światło i błagać Go o pomoc, jednak w którąkolwiek stronę nie spojrzą widzą przed sobą dawne bożki. I do nich zwracają się z pomocą, mimo, że rozumieją cały bezsens swej prośby.

4.Krąg Współwinnych – przebywają w nim wszyscy, którzy pomagali sobie w grzechu. Najwięcej jest tu dusz, które łączyła grzeszna miłość. Mając się nieustannie przed oczyma i nie mogąc się przed sobą ukryć czują do siebie żal i wyrzuty sumienia. Teraz już jasno widzą swe plugawe wartości. Chcieliby o sobie wzajemnie zapomnieć zrzucając na ukochaną za życia osobę całą odpowiedzialność – jednak rozstać się nie mogą. Pamięć wspólnych chwil rodzi u nich żal i wstyd, którego nie znali za życia.

5.Krąg Widzenia Następstw jest okrutnie bolesny, gdyż przebywająca w nim dusza jasno i wyraźnie widzi wszelkie konsekwencje swych złych uczynków, błędów, złego przykładu, czy fałszywie głoszonych zasad i pojęć. Widzi jak każde odchylenie od Bożych prawd mści się na dzieciach, wnukach i prawnukach. Cierpi więc nie tylko za siebie, ale również za wszystkie grzechy, których stała się powodem. Oglądając najdalsze następstwa swych win na ziemi widzi również pracę swojego życia, której podwalinami był grzech i występek.

6.Krąg Samotności – męczą się tu dusze, które bezmyślnie zagłuszały się w życiu pustą gadaniną, bezwartościowym zgiełkiem czy grzeszną rozrywką. Teraz w absolutnej samotności rozmyślają nad straconymi latami. Otaczając się za życia ludźmi i hałasem – chcieliby jak dawniej kogoś przywołać, ale zewsząd napotykają jedynie beznadziejną pustkę nie mając żadnej pewności jej końca.

7.Krąg Gwarnej Udręki – tu w kontraście do Kręgu Samotności znajdują się dusze tych, którzy grzeszyli biernie, ceniąc sobie ponad wszystko spokój. Pozornie nie robili nic złego, jednak z wyniosłej, wzgardliwej i egoistycznej zachłanności na siebie samych – byli zamknięci na bliźniego nie czyniąc dobra, którym mogliby się z innymi podzielić. Stęsknione za ciszą, wszędzie napotykają czyjąś obecność. „Ruch-gwar-zamęt-ruch-i-gwar-nieustająca, nieznająca wypoczynku udręka i znużenie…” [13]

8.Krąg Pragnienia – w nim to, z pełną świadomością ohydy swoich czynów znajdują się dusze tych, którzy pragnienia ciała zaspokajali w użyciu, zboczeniach i rozpuście. Czując dławiący wstręt do samych siebie, brud, skalanie i niechlujstwo, pali je nieugaszone pragnienie czystości. Tęsknota za źródłem Wody Żywej – gdy wokół wszystko jest suche, gorące i wrogie – pobudza świadomość szpetoty ich grzechu.

9.Krąg Urojenia obejmuje swym zasięgiem dusze tych, którzy żyjąc zachciankami permanentnie szukali nowych przeżyć, póz, czy nieszczęść. Pławiąc się w nich wybierali te, w których im było do twarzy. Są tu dusze tych, którzy żyli z dala od prozaicznych obowiązków życia codziennego. Teraz plątają się w fałszywej gmatwaninie własnej sztuczności, świadomie i prawdziwie już ocenianej.

10.Krąg Zwodniczych Nadziei „przytula” tych, którzy budząc próżną nadzieję u innych nie dotrzymali danego słowa czy obietnic. Mieli mnóstwo dobrych postanowień i porywów, których z niedbalstwa nie doprowadzali do końca, na później odkładając poprawę i prawdziwą modlitwę. „Będzie się im ciągle zdawało, że dochodzą już do kresu swej udręki, że (…) tylko rękę wyciągnąć – parę kroków zrobić – i nagle poczują się na samym dnie zwątpienia i rozpaczy. Wytężone pięcie się po szklanej prostopadłej ścianie i bezsilne usuwanie się na sam dół…” [14]

11.Krąg Właściwej Pokuty to krąg przez który przejdzie każda dusza mająca coś do odpokutowania. Tu – w przeciwieństwie – do kręgów niższych dusza nie męczy się już własnym bólem, ale patrząc niejako z lotu ptaka na całe swoje życie, pamięta każdy dzień, każdą chwilę i każdą myśl którą obrażała Stwórcę. Im subtelniejsza i bardziej uposażona – tym większy jest jej ból i rozpacz. „Oczyszczona w poprzednich kręgach ze wszystkiego, co osobiste, przetopiona niejako cierpieniem, wyługowana męką z wszystkich naleciałości ziemskich – trwa oto myślą przed Stwórcą swoim i Panem, bolejąc najstraszliwiej nad obrazą Jego Przedwiecznej Doskonałości”.[15]

12.Krąg Obojętny przynosi duszy ogromną ulgę. Jest bowiem stanem, w którym dusza nic już nie czuje. Tu już się nie cierpi. Tu się czeka. I choć dusza nie wie jak długo trwać będzie to czekanie, wita ten krąg jak rozbitek, który widzi zbawczą wyspę. Jedne dusze odpoczywają tu po przebytych mękach, inne czekają, aż ktoś na ziemi naprawi to, co zniszczyli, czy zaniedbali w życiu. Są tu dusze księży niedbale odprawiających Mszę Świętą, są dusze literatów piszących przeciw prawom Bożym, a także takie, które dzięki wstawiennictwu Maryi, prośbom swego patrona, czy modlitwom i uczynkom żyjących – Bóg skrócił mękę z poprzednich kręgów, zamieniając jakość kary z krótszej i cięższej, na dłuższą i łagodniejszą.[16]

Nasze światy przenikają się. Jak mówił ksiądz Piotr Pawlukiewicz: „To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy.” Potrzebujemy się więc wzajemnie, by osiągnąć pełnię zjednoczenia w Chrystusie. Chrystusie, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.[17] Nikt też, żaden przywódca religijny, czy prorok, nie oddał swojego życia za nasze życie. Jezus oddał je po to, by móc przygotować nam miejsce w domu Ojca. Można by więc dywagować, przytaczać argumenty i prowadzić najrozmaitsze dysputy na temat tego, co jest pełnią i jak do niej dojść… Nie mniej, najdelikatniej mówiąc, ignorancją byłoby przejść obok Do-słownej Prawdy. Prawdy naszej wiary, której pełnomocnictwa i autorytetu SŁOWA doświadczyła poszukująca jej Fulla, wchodząc w namacalną rzeczywistość tego, czym jest niebo, piekło, a także czyściec i świętych obcowanie. Ale nie tylko ona…

Życie Marii Simmy (1915-2004) prostej, austriackiej kobiety wypełnione było szczególnym kontaktem z duszami czyśćcowymi. Przychodziły one do niej, jak święci do Fulli. Widziała je, rozmawiała z nimi i podejmowała czyny ekspiacyjne. Jak to zwykle bywa, gdy świat duchowy odsłania przed niektórymi ludźmi swoje tajemnice, psychiatrzy i teolodzy odsłaniają swoje diagnozy. Tak było i w przypadku Marii. Nikt jednak nie dopatrzył się oszustwa, czy choroby.  W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem mistyczka prezentuje w wielu kwestiach ciekawy punkt widzenia, jeśli chodzi o życie dusz czyśćcowych. Jakże zbieżny do tego, co doświadczyła Fulla. Ta sama treść, choć ubrana w inną formę.

Podkreśla, że czyściec jest nie tylko stanem, jak naucza dziś wielu teologów, ale również miejscem, które składa się z trzech poziomów. Im niższy poziom, tym większe cierpienie dusz. „Tak, wydaje się, że gromadzą się najliczniej wokół ołtarza lub w okolicach miejsca śmierci. (…) Dusze nie przychodzą do mnie lub do nas z Czyśćca, ale przychodzą do nas z Czyśćcem. To jest wiele różnych miejsc, nie jedno, i wiele różnych stanów, a nie tylko jeden. (…) Dzieje się zapewne tak, gdyż według niej: (…) Bóg nigdzie dusz NIE UMIESZCZA! Dusze osądzają się same i potem przyporządkowują się same na odpowiedni poziom. To ONE SAME chcą się oczyścić zanim dołączą do Boga. Niektóre są tam zaledwie pół godziny, a inne cały czas aż do ostatniego dnia. Przeciętnie, według dusz jest to okres czterdziestu lat.” [18] Oczywiście, w obrazowym przełożeniu na ziemskie jednostki postrzegania czasu, gdyż po tym życiu czas przestaje istnieć. Będąc w prawdzie i mając jasne doświadczenie Boga są cierpliwie i chcą cierpieć, by móc pojawić się przed JEGO obliczem w nieskazitelnym stanie. Nie chcą tu wcale wrócić, nie mniej pojawiają się, wyłącznie za zgodą Boga po to, by błagać nas o pomoc.

Maria wspominając rok 1940, kiedy po raz pierwszy pokazała się jej dusza czyśćcowa, tak opisuje to wydarzenie: „Obudziłam się słysząc, że ktoś chodzi po moim pokoju. Rozglądałam się, myśląc, kto by to mógł być. Nigdy nie byłam bardzo bojaźliwa. Raczej zaatakowałabym, zamiast się bać. Zauważyłam, że jakiś mężczyzna przechadza się obok mnie wolnym krokiem. Cierpkim tonem zażądałam wyjaśnień:

– Jak tu wszedłeś? Czego tu szukasz?

Jakby nic nie słyszał, nadal chodził po pokoju – tam i z powrotem.

– Co robisz? – pytałam dalej. Nie otrzymałam jednak żadnej odpowiedzi.

Wyskoczyłam z łóżka i chciałam go schwytać, ale łapałam tylko powietrze. Nie było nic więcej. Wróciłam do łóżka, a on znowu zaczął chodzić. „No, dobrze – pomyślałam. – Widzę tego człowieka, a zatem czemu nie mogę go złapać? Wstałam z łóżka jeszcze raz i zaczęłam chodzić powoli obok niego. Chciałam go zatrzymać… po raz kolejny trafiłam jednak w próżnię. Nic więcej. Poczułam się mniej pewnie. Była prawie 4.00 nad ranem. Mężczyzna zniknął, ale ja nie mogłam zasnąć. Po Mszy Świętej poszłam do mojego kierownika duchowego i opowiedziałam mu całe zdarzenie.

– Jeśli coś podobnego się jeszcze powtórzy – wyjaśnił mi krótko – nie pytaj: „Kim jesteś?”, ale: „Czego ode mnie chcesz?”.

Następnej nocy postać wróciła. Była to ta sama osoba co poprzednio. Spytałam:

– Czego ode mnie chcesz?

Mężczyzna odpowiedział:

-Ofiaruj w mojej intencji trzy Msze Święte, a będę uwolniony.

(…) Inne dusze czyśćcowe prosiły mnie, bym dla nich cierpiała. Były to wielkie cierpienia. Kiedy dusza przychodzi, budzi mnie, stukając, wołając lub szturchając albo w jeszcze inny sposób. Pytam ją szybko: „czego chcesz?” albo: „co mam robić?”…Tak jedna z dusz zapytała mnie kiedyś:

– Możesz dla mnie cierpieć?

Wydawało mi się to dziwne, ponieważ do tej pory żadna z nich nie wyraziła takiego pragnienia.

Odpowiedziałam jej:

-Tak, ale co mam robić?

Ona zaś rzekła:

-Przez trzy godziny doświadczysz ogromnego bólu całego ciała, ale po upływie tego czasu będziesz mogła wstać i kontynuować swoją pracę, jakby się nic nie stało. W ten sposób odejmiesz mi dwadzieścia lat czyśćca.

Zgodziłam się. Miałam takie bóle, że ledwie rozumiałam, gdzie jestem, (…) Wydawało mi się, że te trzy godziny to raczej trzy dni albo trzy tygodnie. Kiedy wszystko się skończyło, okazało się, że rzeczywiście upłynęły tylko trzy godziny. Czasem musiałam cierpieć tylko pięć minut, ale jakże dłużył mi się ten czas!” [19]

Życie wielu świętych i mistyków, idąc w głąb historii duchowości katolickiej, przeplatało się z nawiedzeniami dusz czyśćcowych. Spośród nich należy wspomnieć chociażby Św. Grzegorza Wielkiego który zapoczątkował praktykę Mszy Świętych gregoriańskich odprawianych przez cały miesiąc. A historia była taka.

Kiedy Grzegorz Wielki był jeszcze opatem w klasztorze na wzgórzu Celio, jego współbrat Justus przyznał się do kradzieży trzech złotych soldów. Jako pokutę i przestrogę dla innych współbraci, z polecenia opata umarł w osamotnieniu na niepoświęconej ziemi, zaś do jego grobu wrzucono wspomniane trzy soldy. Grzegorzowi jednak sumienie nie dawało spokoju, poczuł litość, a na myśl o katuszach czyśćcowych zakonnika polecił, aby  odprawiono za niego trzydzieści Mszy Świętych. Po ich odprawieniu dusza Justusa ukazała się Kopiozjuszowi, jego rodzonemu bratu, powiadamiając go, że właśnie została uwolniona z Czyśćca.[20] Historia ta pokazuje jak wielką siłą dla wyzwolenia duszy jest bezkrwawa ofiara Chrystusa podczas Mszy Świętej, gdzie już nie grzesznik, ale sam Chrystus prosi Swojego Ojca o zbawienie dla duszy. W przypadku gregorianek istnieje uzasadnione przekonanie o szczególnej ich skuteczności.

Siłę Komunii Świętej w intencji dusz czyśćcowych poznała  również Św. Małgorzata Maria Alacoque, która w swoim Pamiętniku duchowym pisze: „Widziałam pewną zakonnicę, zmarłą już od dłuższego czasu, która mi powiedziała, że cierpi wiele w czyśćcu (…) a był nim widok jednej z krewnych wtrąconej do piekła. (…) zdawało mi się jakby owa dusza swoje cierpienia we mnie wcisnęła”.[21] Wyznała, że cierpi z powodu lenistwa, niedbalstwa i niewierności względem Boga. Widziała ją rozciągniętą na łożu z płomieni którego spód był utworzony z ostrych, ognistych gwoździ wnikających w jej ciało. „Rozdzierają mi serce żelaznymi grzebieniami z ognia – jest to najsroższa boleść moja za myśli szemrzące i krytykujące (…) a mój język pożera robactwo za mowy, które prowadziłam przeciw miłości (…)oto usta moje całe owrzodziałe.” [22] I ciągnęła dalej:  „Proś Boga za mną, ofiaruj Mu swoje cierpienia w łączności z cierpieniami Jezusa Chrystusa, by ulżyć moim.” [23] mówiła prosząc jednocześnie o przystępowanie za nią do Komunii Świętej.  „Skoro przyjęłam Komunię Świętą, o którą mnie prosiła, powiedziała mi, że jej straszliwe męczarnie znacznie się zmniejszyły, gdyż na jej intencję odprawiono Mszę Świętą ku czci Męki Pańskiej; jednak została jeszcze długo w czyśćcu, w którym cierpiała męki należne duszom, które były oziębłe w służbie Bożej”.[24]

Św. Gertruda, Św. Katarzyna z Genui, Św. Teresa z Avili, Św. Małgorzata z Kortony, Św. Brygida, Św. Weronika Giuliani, bł. Anna Katarzyna Emmerich, Św. Gemma Galgani, Św. Faustyna Kowalska, Teresa Neumann, Maria Valtorta, Teresa Musco i wielu innych – wszyscy oni – mieli wgląd w rzeczywistość czyśćca i podejmowali heroiczne czyny ekspiacyjne, które nie tylko przyczyniały się do wzrostu ich własnej wiary, ale były realnym dowodem miłości bliźniego. „Święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechu rozwiązani.” (2 Mch 12,45)

Anna Katarzyna Emmerich porównywała czyściec do piekła, gdzie jedyną różnicą był ograniczony czas jego trwania. W najgłębszych jego czeluściach widziała złe duchy dręczące dusze przypominaniem popełnionych kiedyś grzechów, dusze biczowane, rozrywane zębami psów, poniewierane, leżące w okowach lub jedna na drugiej, zamurowane, znoszące głód, pragnienie, zimno, upał, nędzę, trwogę i opuszczenie. Cierpienia duchowe też były zróżnicowane, zależnie od rodzaju grzechów. Były to męczarnie sumienia lub serca.[25] Dlatego właśnie świadomość doniosłości bezkrwawej ofiary Chrystusa i jej zaniedbywanie przez tych, którzy znajdują się jeszcze na ziemi, nazywała: „szkaradnym okradaniem najbiedniejszych spośród biednych.” [26]

Nie sposób nie wspomnieć Św. Ojca Pio, który nieustannie modlił się za dusze czyśćcowe heroicznym aktem ofiarowania swych cierpień, a także w czasie sprawowania Mszy Świętej. W jego życiu chlebem powszednim było przenikanie się światów realnego i duchowego – a ze zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu łączyła go szczególna więź. Kiedy pewnego razu Ojciec Pio w czasie obiadu opuścił refektarz, udając się do drzwi wyjściowych klasztoru, w ślad za nim podążyło dwóch braci. Będąc już blisko niego usłyszeli, że prowadzi rozmowę z kimś, kogo nie widzieli. Zakłopotani osłupieli ze zdziwienia, nie wiedząc, co o tym myśleć. Pio spokojnie wyjaśnił: „Nie martwcie się! Właśnie rozmawiam z kilkoma duszami, które są w drodze z czyśćca do raju. Zatrzymały się tutaj, by mi podziękować, ponieważ dziś rano wspomniałem je podczas Mszy Świętej.” [27] Innym razem pewna kobieta zapytała go: „Ojcze, proszę mi opisać czyściec”. Odpowiedział: „Córko moja, dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody.” [28]

Misterium nieśmiertelności – Czyściec. Wraz ze swoim Aniołem Stróżem odwiedziła go również  Św. Faustyna. W Dzienniczku, tak wspomina tą wizytę: „Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie. I zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie, to tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona przynosi im ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.” [29]

To właśnie Maryja, choć korzy się przed Bożą sprawiedliwością – jest najczulszą Orędowniczką dusz cierpiących w Czyśćcu. Cierpienie dobrowolnie przyjęte i złożone w Jej ręce ma największą wartość. Ona – Matka Miłosierdzia – ma moc i prawo w każde Swoje Święto wyzwolić kilka dusz najsrożej cierpiących lub uprosić u Swojego Syna złagodzenie kar i przejście w łagodniejszy krąg czyśćca.[30]

Szczytem wędrówki przez czyściec i kontakty z duszami tam cierpiącymi jest Muzeum Dusz Czyśćcowych, a raczej „pokój dusz czyśćcowych” zrobiony z małej zakrystii w kościele Sacro Cuore del Suffragio w Rzymie.[31] Powstał on z inicjatywy ojca Victora Jouëta, mającego szczególne nabożeństwo za zmarłych. Impulsem do jego założenia był pożar, który wybuchł w tymże kościele 15 listopada 1897r. Rozprzestrzeniający się od ołtarza ogień wypełnił kaplicę, a wierni na drewnianym  panelu przy ołtarzu dostrzegli oblicze cierpiącej osoby. Pożar ugaszono, świątynię odbudowano, zaś wydarzenie uznano za nadprzyrodzone, związane z objawieniem się duszy czyśćcowej. Znajdujące się tam muzealne relacje i eksponaty fizycznie zaświadczają o rzeczywistości czyśćca, a wypalone w książkach i na fragmentach tkanin ślady dłoni i palców uwidaczniają przenikanie się światów i komunikację między nimi.

 Właśnie dlatego dusze, które z chwilą swojej ziemskiej śmierci, w domu Ojca jeszcze się nie znalazły, obcują z nami na ziemi prosząc o pomoc w dojściu do Nieba. Śnią się, zjawiają, zostawiają namacalne, realnie wypalone ślady dłoni, czy samych tylko końcówek palców. Są jak bezdomni żebracy żyjący w rozkroku między Niebem, a Ziemią. Jak pisze ojciec Victor Jouët: „Życie dusz czyśćcowych to również życie. Trzeba więc uznać to, co wymyka się naszej kontroli, i nie odrzucać tego rozumowo. Bóg jest Panem ducha i materii, stworzył jedno i drugie. Cóż więc dziwnego w tym, że chce – zawsze z korzyścią dla swoich stworzeń – działać, wykorzystując ducha i materię w sposób dla nas niezrozumiały?” [32]

Dusze czyśćcowe są Kościołem Cierpiącym, a cierpienie jest jedyną modlitwą, która zbliża je do celu. Nie mogą już nic dla siebie zrobić. Żyją w PRAWDZIE, którą z odwagą myślenia poszukiwała Fulla Horak. Są nędzarzami, którzy z dopustu Bożego proszą Kościół Wojujący o jałmużnę miłości. Chcąc z nami obcować – fizycznie zjawiają się i pukają do naszych serc poprzez pukanie do okna, drzwi, naciskanie klamki, zrzucanie przedmiotów… I nie jest to doświadczenie tylko świętych, mistyków, czy ktoś mógłby dodać – chorych psychicznie ludzi…

Msza Święta, Komunia, każdy najmniejszy nawet ból, uzyskiwanie odpustów zupełnych, które całkowicie uwalniają z czyśćca jedną konkretną duszę. Ale także każdy dobry uczynek, myśl, modlitwa, wyrzeczenie, post, jałmużna, kroki w drodze na cmentarz, zapalone światełko – wszystko to ma  dla dusz czyśćcowych ogromne znaczenie. O ile poniesione jest w ich intencji. Tak jak ciało, by żyć potrzebuje pożywienia, tak dusza potrzebuje modlitwy. Modlitwa za zmarłych jest najlepszą duchową inwestycją, która przynosi 100% zysku. Jak mówi nam Św. Jan Maria Vianne’y w swoim kazaniu – „Ten co się modli za duszami w czyśćcu cierpiącymi, skoro tylko stanie przed trybunałem Jezusa Chrystusa dla zdania rachunku ze swego życia, dusze owe już staraniem jego uwolnione z czyśćca rzucą się do stóp Zbawiciela i powiedzą: Panie, zlituj się nad tą duszą ona nas wyrwała z płomieni, ona za nas uczyniła zadość Twej sprawiedliwości. Zapomnij jej przewinień, jak ona błagała, żebyś zapomniał przewinień naszych”. [33]

Oby święty dzień śmierci dla wszystkich był odnalezieniem zagubionej perły.

Danuta Knap – Nowotarska 

[1] F. Horak, Święta Pani, wyd. AA, Kraków 2020, s.185

[2] Tamże, s. 40

[3] Zob. (J 1,1- 4)

[4] F. Horak, tamże, s. 8

[5] F. Horak, tamże, s. 22-23

[6] Tamże, s. 43

[7] Tamże, s. 46

[8] Tamże, s. 186

[9] Tamże, s. 187

[10] Tamże, s. 184

[11] Zob. tamże, s. 183

[12] Fullę w jej mieszkaniu przy ul. Kopernika we Lwowie odwiedzali: (prócz Św. Magdaleny Zofii Barat pod dyktando której spisywała swoje doświadczenia) kardynał Mercier, Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, January i Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney, Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc, Stefan, Mikołaj.

[13] Tamże, s.191

[14] Tamże, s. 193

[15] Tamże, s. 194

[16] Zob. tamże, s.185-196

[17] Zob. (J, 14,6)

[18] Uwolnijcie Nas Stąd!, Z Marią Simmą rozmawia Nicky Eltz, wyd. M, Kraków 2015, s. 24-29        

[19] Maria Simma, Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi, pierwsze polskie wydanie, za: Marcello Stanzione, Cierpiące dusze, wyd. Esprit, s.150-154

[20] https://bernardyni-alwernia.pl/msza-sw-gregorianska/

[21] Pamiętnik Duchowny Św. Małgorzaty Marii Alacoque, wyd. Apostolstwa Modlitwy Księża Jezuici, Nihil obstat, Kraków 1947 s.146

[22] Tamże, s. 147.

[23] Tamże, s.146

[24] Tamże, s. 148

[25] Zob. A. K. Emmerich, Sekrety dusz czyśćcowych, wyd. AA, Kraków 2011, s. 9-10

[26] Tamże, s. 9.

[27] Głos Ojca Pio 6/132/2021

[28] Tamże

[29] Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, wyd. Misericordia, Nihil obstat, Imprimatur, Kraków 1979, s. 45

[30] Zob. F. Horak, Święta Pani, wyd. AA, Kraków 2020, s. 201

[31] Zob. Grzegorz Fels, Ratujcie nas, wyd. Fronda, s.174

[32] Marcello Stanzione, Cierpiące dusze, wyd. Esprit, Kraków 2013, s. 12

[33] https://stacja7.pl/swieci/to-boza-izba-chorych-jak-czysciec-opisywal-sw-jan-maria-vianney/