Polska przekupywana własnymi pieniędzmi

Polska przekupywana własnymi pieniędzmi

 Stanisław Michalkiewicz 4 listopada 2023 michalkiewicz

Gdyby oglądać telewizje; rządową i nierządną, można by odnieść wrażenie, że kampania wyborcza nie tylko się nie skończyła, ale dopiero się rozkręca – z tym, że o ile w telewizji rządowej dominuje nurt katastroficzny, to w nierządnej – triumfalistyczny. Na ile i jeden i drugi jest uzasadniony – to osobna sprawa. Tymczasem Niemcy, skwapliwie korzystając z udzielonego im w marcu br. przez prezydenta USA Józia Bidena pozwolenia na urządzanie Europy po swojemu, nie zasypiają gruszek w popiele, tylko starają się stworzyć fakty dokonane jeszcze przed możliwą zmianą na stanowisku amerykańskiego prezydenta w listopadzie przyszłego roku. Nie tylko nie wiadomo, kto nim będzie, ale przede wszystkim nie wiadomo, co mu strzeli do głowy, więc trzeba korzystać z okazji i kuć żelazo póki gorące.

Ta sytuacja jest znakomitą ilustracją, że Niemcy są – mimo wszystko, to znaczy – mino wariactw ekologicznych i migracyjnych – państwem poważnym. Jak pamiętamy, w wieku XX, dwukrotnie próbowały zjednoczyć Europę metodami militarnymi – ale to im się nie udało. I za pierwszym i za drugim razem poniosły klęskę, zwłaszcza w drugiej wojnie światowej, kiedy to państwo niemieckie zostało zlikwidowane, Europa została skotłowana, całe narody znienawidziły Niemców, a kontrolę nad Europą przejęli Amerykanie do spółki z Sowietami, czego symbolem była Jałta. Toteż w tej sytuacji jakakolwiek rywalizacja między Niemcami i Francją, czy między Niemcami i Anglią o hegemonię w Europie, przestała mieć sens. Dlatego też, kiedy tylko gwoli stworzenia zapory przed sowiecką presją na Europę Zachodnią, Amerykanie w 1949 roku zdecydowali się na odtworzenie państwa niemieckiego, kanclerz Adenauer niezwłocznie porozumiał się w Francją, co do poczynań, jakie wydawały się wtedy niezbędne dla rozpoczęcia procesu odzyskiwania przez Europę politycznego znaczenia w świecie.

Żadne militarne metody oczywiście nie wchodziły w grę nie tylko ze względu na Stalina, ale również – ze względu na obecność w Niemczech amerykańskiego wojska okupacyjnego. Toteż Niemcy, w podskokach poddając się „denazyfikacji”, wyrzekły się militarnych prób jednoczenia Europy, w porozumieniu z Francją, a wkrótce również z Włochami, rozpoczynając żmudny proces pokojowego jednoczenia Europy poprzez korumpowanie biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne kraje. Pierwszy krok zmierzał do odbudowy gospodarki państw europejskich, co paradoksalnie ułatwił Stalin, inspirując Amerykanów do ogłoszenia Planu Marshalla. Dzięki niemu oraz dzięki realizacji pomysłu, by w Europie ustanowić jednolity obszar celny w postaci Wspólnego Rynku, pokojowe jednoczenie Europy zyskało solidne podstawy.

Ale wszystko jedno – militarne, czy pokojowe – cały czas chodziło przecież od to samo, to znaczy – by Europę tak czy owak zjednoczyć, oczywiście pod kierownictwem niemieckim. Mówił o tym jeszcze w 1943 roku Adolf Hitler na spotkaniu z gauleiterami. Roztoczył przed nimi wizję przyszłej Europy, w której „małe państwa” nie będą miały racji bytu, bo Europą mogą prawidłowo pokierować tylko Niemcy. Ciekawe, że do podobnych wniosków doszedł Alfiero Spinelli, w odróżnieniu od Adolfa Hitlera, otoczony w Unii Europejskiej kultem. On z kolei uważał, że dla dobra przyszłej Europy trzeba zlikwidować tutejsze historyczne narody. Oczywiście nie w ten sposób, by je wymordować, tylko – żeby przerobić je na tak zwany nawóz historii, na którym wyrośnie nowa, tym razem już wymarzona komunistyczna Europa.

Przełomowym momentem w tym procesie było wejście w życie w roku 1993 traktatu z Maastricht, który w sposób zasadniczy zmienił formułę funkcjonowania wspólnot europejskich – a konfederacji, czyli związku państw – jakim Europa była pierwotnie – na federację, czyli państwo związkowe – jakim staje się na naszych oczach. Wspominam o tym, by pokazać, że żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie mógł w roku 2003, kiedy to u nas odbywało się referendum akcesyjne, o tym nie wiedzieć. Wszyscy wiedzieli, bo przypuszczenie, że nie, byłoby po prostu niegrzeczne.

Wiedzieli – a mimo wszystko Anschluss do Unii Europejskiej nam stręczyli. Że robili to liderzy Lewicy, to rzecz normalna; oni zawsze muszą mieć nad sobą jakiegoś fuhrera, któremu by służyli; jak nie Hitlera, to Stalina, jak nie Stalina, to Kohla – wszystko jedno kogo, byle tylko zagwarantował im on możliwość pasożytowania na historycznym narodzie tubylczym. Bo od 1944 roku nie ma już jednolitego narodu polskiego, tylko historyczny naród polski zmuszony został do dzielenia terytorium państwowego z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, której lewica stanowi polityczną ekspozyturę. Transformacja ustrojowa niczego tu nie zmieniła, bo wywiad wojskowy, któremu Amerykanie i Sowieci przekazali uzgodniony przez siebie projekt do wykonania, zakręcił się jeszcze w drugiej połowie lat 80-tych wokół wyselekcjonowania takiej „reprezentacji społeczeństwa”, do której komunistyczna bezpieka miałaby zaufanie. Dlatego też przez ostatnie 30 lat każde „święto demokracji”, czyli wybory, mają charakter plebiscytowy; albo za jedną, albo za drugą frakcją owej „reprezentacji społeczeństwa”, do której w żadnym razie nie może doszlusować prawica, zwłaszcza narodowa. Pilnuje tego nie tylko bezpieka, ale również zainteresowane w takim właśnie ukształtowaniu sceny politycznej środowiska żydowskie w Polsce i poza nią, kontrolujące, a może nawet za pośrednictwem mediów, sprawujące rząd dusz w naszym bantustanie. Teoretycznie pretenduje do tego Kościół, ale chyba nie jest on w stanie wytrzymać tej konkurencji nie tylko ze względu na widoczny gołym okiem i pogłębiający się kryzys przywództwa we własnych szeregach, ale przede wszystkim ze względu na procesy zachodzące w samej jego Centrali, która coraz wyraźniej lokuje się w ariergardzie rewolucji komunistycznej. Świadczy o tym choćby ostatni dokument „synodu o synodalności”, którego intencją jest ostrożne przygotowanie katolickich mas do poddania się ideologicznemu kierownictwu promotorów komunistycznej rewolucji – tym razem pod pretekstem „otwarcia na słuchanie” i wystrzegania się „wykluczania kogokolwiek”, a zwłaszcza sodomczyków, najwyraźniej uznanych na tym etapie za sól ziemi czarnej.

Toteż nic dziwnego, że sytuacja dojrzała do tego, by historyczne europejskie narody w świetle jupiterów, za miskę soczewicy, a nawet gorzej – bo w zamian za pieniądze z Funduszu Odbudowy, które przecież – jako pożyczone w ich imieniu przez Komisję Europejską, będą musiały oddać – odstąpiły te resztki suwerenności, których jeszcze próbują się trzymać. Ale coraz słabiej – bo skoro w 2003 roku zdecydowały się na Anschluss, w nadziei, że Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka, to teraz już za późno na jakikolwiek sprzeciw. Toteż nikt się nie sprzeciwia, a tylko wykorzystuje tę sytuację propagandowo, do potępieńczych swarów – jakby kampania wyborcza nadal trwała.

Franciszek zgorszył wiernych. Skandale Synodu o Synodalności

https://www.lifesitenews.com/news/pope-francis-scandalized-the-faithful-from-the-outset-of-the-synod/

30.10.2023

Papież Franciszek „skandalizował wiernych” od samego początku Synodu.

Współzałożyciel i redaktor naczelny LifeSiteNews, John-Henry Westen, poprowadził koalicję znanych katolickich świeckich potępiających skandale ostatniego Synodu na temat synodalności na konferencji prasowej w Rzymie dziś rano (30.10.2023).

RZYM (LifeSiteNews) – Znani katoliccy świeccy odnieśli się do skandali ostatniego Synodu o Synodalności na konferencji prasowej w Rzymie.
Katoliccy świeccy, którzy przemawiali do mediów w Rzymie, to m.in. współzałożyciel i redaktor naczelny LifeSiteNews John-Henry Westen, Michael Matt z gazety The Remnant, ugandyjska posłanka Lucy Akello, Kenijka Alice Muchiri, francuska dziennikarka Jeanne Smits, obrończyni dzieci Liz Yore i brytyjski adwokat (prawnik procesowy) James Bogle. Dostarczyli oni LifeSiteNews i innym mediom oświadczenia, które posłużyły jako przewodnik po ich uwagach.

Odczuwając ulgę, że raport opublikowany przez Watykan 28.10. nie zawierał żadnej jawnej próby obalenia odwiecznej doktryny, John-Henry Westen zauważył, że papież Franciszek „zgorszył wiernych”, sugerując, że biblijny zakaz stosunków homoseksualnych może zostać zniesiony.

„Podczas całego Synodu na temat synodalności papież Franciszek uczynił swoje osobiste nauczanie sprzeczne z wiarą bardziej wyraźnym niż kiedykolwiek wcześniej” – powiedział Westen w komunikacie prasowym.   

„Od samego początku skandalizował wiernych, wybierając na przywódców synodu biskupów, którzy sprzeciwiają się nauczaniu wiary na temat rodziny” – kontynuował.

Jednym z takich prałatów był relator generalny kardynał Jean-Claude Hollerich, który otwarcie oświadczył, że nauczanie Kościoła przeciwko seksowi między osobami tej samej płci jest „fałszywe”. Inni to otwarcie pro-LGBT amerykańscy biskupi.

„…Kiedy biskupi USA wybrali konserwatywnych biskupów na swoich przedstawicieli na synodzie, papież Franciszek dokonał osobistej selekcji wśród biskupów USA, wybierając tych, którzy forsują program homoseksualny” – zauważył Westen.

„Należeli do nich Blase Cupich, Wilton Gregory, Robert McElroy, Joseph Tobin, z których wszystkich mianował kardynałami pomimo – a może właśnie z powodu – odrzucenia przez nich nauczania Kościoła”, kontynuował.

„Aby zademonstrować ponad wszelką wątpliwość swój program synodu, papież Franciszek mianował najbardziej znanego propagatora homoseksualizmu w Kościele katolickim w Ameryce, jezuitę o. Jamesa Martina, jako delegata do głosowania na synodzie”.

Westen zauważył również, że tuż przed oficjalnym rozpoczęciem synodu papież Franciszek zasugerował, że księża mogą sami decydować o udzielaniu „błogosławieństw parom homoseksualnym”.

Podczas synodu papież Franciszek znalazł czas na spotkanie z Whoopi Goldberg; według Vatican News, aktorka wychwalała papieża za jego otwartość na homoseksualizm. Papież Franciszek spotkał się również i pochwalił znaną działaczkę LGBT, siostrę Jeannine Grammick, „która została potępiona za lekceważenie nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu przez poprzednich dwóch papieży”, przypomniał Westen. Dodał, że w zeszłym tygodniu papież Franciszek rozmawiał ze współprzewodniczącymi „Globalnej Sieci Tęczowych Katolików” (GNRC), koalicji dysydenckich, pro-LGBT, samozwańczych grup katolickich z całego świata.

Westen zakończył swoją wypowiedź zapewniając słuchaczy, że LifeSiteNews kocha i modli się za błądzącego papieża.

Amerykański tradycjonalista i redaktor gazety Michael Matt również sprzeciwił się pozornej otwartości na homoseksualizm sygnalizowanej przez „Kościół synodalny” w ostatnich tygodniach. Powiedział, że to „dopiero początek” i próba wprowadzenia „nowej rzeczywistości moralnej”.

„Przepraszam więc tych, którzy dziś rano odetchnęli z ulgą na swoich kanałach YouTube, ale nie macie pojęcia, o czym mówicie” – powiedział.

„Plan jest taki, aby wykorzystać proces synodalny do nawrócenia świata katolickiego w ciągu najbliższych 12 miesięcy, aby zaakceptować ogromne zmiany” – kontynuował.

„Dlaczego? Ponieważ przezwyciężenie 2000 lat katolickiej teologii moralnej opartej na Biblii zajmie trochę czasu” – stwierdził Matt: „W kwestii homoseksualizmu Katechizm jest jasny: „… akty homoseksualne są wewnętrznie nieuporządkowane. Są sprzeczne z prawem naturalnym (…) W żadnym wypadku nie mogą być aprobowane” (KKK 2357).  

„W jaki sposób Kościół może udzielić Bożego błogosławieństwa związkom homoseksualnym bez bluźnierczego proszenia Boga o błogosławieństwo dla aktów wewnętrznie nieuporządkowanych i moralnie grzesznych? To niemożliwe”. Chociaż błogosławienie „małżeństw” homoseksualnych nie zostało wspomniane w oświadczeniu synodalnym, Matt oświadczył, że kwestia ta jest „nadal na wokandzie”.

Przypomniał, że w swojej odpowiedzi z 2 października na najnowsze dubia, papież Franciszek zauważył, „że Kościół katolicki, dążąc do 'duszpasterskiej roztropności’, powinien rozeznać, czy istnieją sposoby udzielania błogosławieństw osobom homoseksualnym, które nie zmieniają nauczania Kościoła na temat małżeństwa”. „Nie ma to jednak nic wspólnego z małżeństwem” – oświadczył Matt.

„Chodzi o błogosławienie osób zaangażowanych w stosunki seksualne poza małżeństwem, ponieważ Kościół nie zezwala na „małżeństwa” osób tej samej płci. Jak więc księża mogą błogosławić tych, których styl życia obejmuje akty pozamałżeńskie, które „w żadnym wypadku nie mogą być zatwierdzone”?” – zapytał. „Jak Kościół może błogosławić związki, które angażują się w 'akty poważnej deprawacji’ i są 'wewnętrznie nieuporządkowane’ i 'sprzeczne z prawem naturalnym’?” 

Zwrócił uwagę, że młodzi ludzie mogliby postrzegać błogosławienie przez Kościół związków homoseksualnych jako „przymykanie oczu na cudzołóstwo w ogóle”.    

„Błogosławienie związków homoseksualnych byłoby co najmniej sygnałem, że Kościół katolicki nie traktuje już poważnie własnego nauczania moralnego na temat konkubinatu, seksu pozamałżeńskiego i cudzołóstwa” – podsumował Matt.  

Dwie afrykańskie delegatki, Lucy Akello, ugandyjska posłanka i Alice Muchiri z kenijskiej Inicjatywy Duchowego Wsparcia Katolickich Parlamentarzystów, przeciwstawiły tradycyjne afrykańskie wartości rodzinne, historycznie wspierane przez Kościół katolicki, neokolonialnej próbie zmuszenia afrykańskich katolików do zaakceptowania homoseksualizmu i jego promocji w ich krajach. 

Lucy Akello powiedziała za pośrednictwem komunikatu prasowego: „Przebyłam dziś całą drogę do Rzymu, aby zostać policzoną i być może stać się misjonarzem świata zachodniego, ponieważ zapomnieliście, że przynieśliście Ewangelię do Afryki, a my tylko bronimy tego, co nam przynieśliście i co współbrzmi z naszymi wartościami i praktykami”.

„To taki odpowiedni moment, aby wyobrazić sobie, że te same instytucje, które przyniosły chrześcijaństwo z całym jego pięknem do Afryki i reszty świata, mogą być wykorzystywane w ten sam sposób do szerzenia fałszywych nauk pod pozorem akceptacji, inkluzywności i innych tego typu terminów” – stwierdziła Alice Muchiri w swoim komunikacie prasowym. „Te same instytucje, które potępiają poligamię wśród Afrykanów, teraz przyzwalają na obrzydliwość”.

Doświadczona dziennikarka Jeanne Smits zwróciła uwagę, że tak zwany „Synod na temat synodalności” wcale nie był synodem. „Z samego faktu, że głos oddano osobom świeckim, nie może on pretendować do posiadania jakiejkolwiek formy autorytetu lub znaczenia” – zauważyła. „Nie odpowiada on 'synodowi biskupów’. Więc nawet jeśli poprosi o rewolucyjne zarzuty w doktrynie lub moralności, nie będzie to oznaczać dokładnie nic: tylko światową presję na instytucję, która została ustanowiona przez samego Chrystusa jako hierarchiczna komunia”. 

Niemniej jednak zauważa, że proces ten „zaszczepił (…) ideę, że nauki Kościoła mogą się zmieniać i dostosowywać do świata, czyniąc życie chrześcijańskie o wiele łatwiejszym, ponieważ zapomina o rzeczywistości prostej i wąskiej ścieżki”.

Smits podkreślił również ironię faktu, że świeccy „są proszeni o udział w rozwoju doktryny Kościoła”, podczas gdy „ignorancja religijna i błędna katecheza” są obecnie tak widoczne w sondażach.

„Jednym ze słów kluczowych tego synodu (który nie jest synodem) jest 'duszpasterstwo'” – zauważyła. „Ale jak nasi duszpasterze mogą być 'duszpasterzami’, skoro (nagle)  jest tak wiele niejasności co do tego, czego nauczał nas i czego chce od nas nasz Pan?”.

Synod nie zaproponował jeszcze „spektakularnych zmian”, ale Smits wierzy, że przyniesie „głęboką rewolucję w postrzeganiu tego, czym jest Kościół i jak funkcjonuje… 'nowy sposób bycia Kościołem'”.

„Synod przedstawił całemu światu obraz egalitarnej instytucji, w której wszyscy – nawet niekatolicy lub ci, którzy otwarcie sprzeciwiają się moralności nauczanej przez Kościół, ale chcą być „wewnątrz” bez nawrócenia – mają równe prawo do zabrania głosu, wizualnie na tym samym poziomie co nasi kardynałowie, biskupi i księża” – powiedziała.

„Ta rewolucja już się dokonała”.

Smits uważa, że rewolucja ta odrzuca definicję Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa, na rzecz pojęcia „Ludu Bożego, nowego Kościoła bardziej zainteresowanego sprawiedliwością społeczną, ekologizmem i „włączeniem” („inkluzywnością”) niż zbawieniem dusz”. Postrzega to jako „teologię ludu”, „argentyńską odmianę teologii wyzwolenia” promowaną przez papieża Franciszka.

Adwokat Liz Yore, która przez 25 lat prowadziła dochodzenie w sprawie wykorzystywania seksualnego duchownych, oskarżyła papieża Franciszka o prowadzenie „rakiety ochronnej dla drapieżników”.  Odniosła się do pontyfikatu Franciszka wraz z pojawieniem się osławionego kardynała Daneelsa na loggii z nowo wybranym papieżem i sobotnim „obłudnym” dokumentem synodalnym. 

„Synod na temat synodalności, zarówno w Instrumentum laboris, jak i w sobotnim oświadczeniu, nieustannie mówi o słuchaniu i dialogu ze światem. Niemniej jednak papiestwo to wielokrotnie obrażało i ignorowało ofiary nadużyć duchownych” – powiedziała Yore. 

Zacytowała ostatnie oświadczenie synodu: „Kościół musi słuchać ze szczególną uwagą i wrażliwością głosów ofiar nadużyć seksualnych, duchowych, ekonomicznych i instytucjonalnych ze strony duchownych. Autentyczne słuchanie jest podstawowym elementem podróży w kierunku uzdrowienia, skruchy, sprawiedliwości i pojednania” i zapytała: „Czy ten pontyfikat autentycznie słuchał ze szczególną uwagą głosów ofiar nadużyć seksualnych duchownych? Odpowiedź brzmi NIE”.

„Krótka analiza punktów synodalnych dotyczących nadużyć ze strony duchowieństwa uwypukli hipokryzję stosowaną przez ojców synodalnych” – stwierdził Yore. „Jako ci z nas, którzy dostrzegają i odróżniają język od wydajności i którzy rozpoznają przepaść między niejednoznacznymi pojęciami, takimi jak” duch słuchania i dialogu „a rzeczywistością, raport synodalny jest powierzchowny i kłamliwy”. 

W raporcie końcowym czytamy: „Podobnie jak w Liście do Ludu Bożego, zgromadzenie synodalne potwierdza „otwartość na słuchanie i towarzyszenie wszystkim, w tym także tym, którzy doświadczyli nadużyć i krzywd w Kościele”. Stwierdza również, że „zajęcie się warunkami strukturalnymi, które sprzyjały takim nadużyciom, pozostaje przed nami i wymaga konkretnych gestów skruchy”.  

„Szczerze mówiąc,” strukturalnym warunkiem „, który sprzyja ukrywaniu nadużyć, jest sam Franciszek” – oświadczyła Yore w swoim oświadczeniu prasowym.  „Po 50 latach badań, raportów, skandali, to poniżające i obraźliwe, że ojcowie synodalni rozpowszechniają mit o potrzebie dalszego badania problemu nadużyć duchowieństwa”.

„Podczas gdy Franciszek wyraźnie słyszy wołanie Matki Ziemi, jest głuchy na krzyki ofiar nadużyć ze strony duchowieństwa. Podczas gdy rzekomo podnoszące się oceany chwytają go za serce, jego bezduszne odrzucenie molestowanych konsekrowanych zakonnic jest mrożące krew w żyłach”. 

Londyński prawnik James Bogle, historyk i autor, stwierdził, że „jesteśmy świadkami bezpośredniej infiltracji Kościoła przez obcego ducha i to na najwyższych szczeblach. Chociaż Kościół nigdy nie może zostać pokonany, zło może spowodować ogromne zamieszanie wśród wiernych i utratę dusz, i właśnie tego jesteśmy świadkami w naszych czasach”.  

Odniósł się do niedawnego zgromadzenia biskupów, księży i świeckich jako „fatalnie nieudanego synodu” i „bezwartościowego oszustwa”.

„Synod na temat synodalności nie jest wykonaniem autentycznego Magisterium Kościoła ani Magisterium w ogóle” – powiedział Bogle.

„Jest to nieudana próba naśladowania tego sprytnego urządzenia, zapożyczonego od marksistowskich agitatorów politycznych, w którym porządek obrad, spotkania, przemówienia i ostateczny wynik są starannie zarządzane, aby osiągnąć wcześniej ustalony i zmanipulowany wynik” – kontynuował.

Bogle, konwertyta, powiedział, że „tego rodzaju manipulacja” była próbowana w Kościele Anglii, aby wprowadzić świecką kontrolę i „kapłanki”, i chociaż osiągnęła te cele, zawiodła na poziomie duszpasterskim.

„Większość anglikańskich kościołów jest teraz praktycznie pusta” – zauważył.

Uważa on jednak, że rzymska próba nie powiodła się w osiągnięciu swoich celach, a jednocześnie przyniosła takie same (zerowe) skutki duszpasterskie.

„Uczestnicy szybko znudzili się bezcelową i bezsensowną rundą dyskusji” – powiedział.  „Nic nie zostało konkretnie postanowione. To były 4 tygodnie marnowania czasu, ale to nie powstrzyma manipulatorów przed dalszymi próbami narzucenia nam błędu”.

Bogle uważa, że Rzym powinien uczyć się od Canterbury: oszustwo „prowadzi tylko do pustych kościołów”.  Uważa on, że obecny papież prowadzi katolików w jednym z dwóch kierunków: apostazji lub przyjęcia tradycyjnej łacińskiej mszy.

„Im bardziej oszustwo i fałsz są narzucane, tym bardziej wierni albo całkowicie opuszczają Kościół, albo, jeśli odkryją to na czas, zaczynają chodzić na tradycyjną mszę w rycie rzymskim, gdzie usłyszą i przyswoją sobie pełną wiarę katolicką, a nie synodalne oszustwo” – powiedział.  

============================

mail:

„Papież Franciszek spotkał się również i pochwalił znaną działaczkę LGBT, siostrę Jeannine Grammick, “która została potępiona za lekceważenie nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu przez poprzednich dwóch papieży”,

======================
Szkoda, że nie mianował jej kardynałą…

Od Międzymorza do Mitteleuropy

Od Międzymorza do Mitteleuropy

Adam Wielomski konserwatyzm

Konflikt między Ukrainą i Polską nie jest o zboże. Spór ten jest tylko widocznym dla opinii publicznej symptomem zerwania w obustronnych stosunkach. Dodajmy, że nieuchronnego, co przewidział już ponad 100 lat temu Roman Dmowski, a czego politycy PiS nie potrafili czy nie chcieli dostrzec. Spór ten jest konieczny i wynika z mapy, czyli z geopolityki.

Przez ostatnie półtora roku ciągle czytałem o sobie, że jestem „ruską onucą”. Nawet nie dlatego, że popierałem rosyjską agresję na Ukrainę – bo nie popierałem jej jako wielce niekorzystnej dla Polski – ale dlatego, że nie rozczulałem się nad Ukrainą jak Szymon Hołownia nad konstytucją. Nie, nie rozczulałem się, gdyż  byłem pewny, że Ukraina nie będzie przyjacielem Polski. Nawet nie ze względu na Wołyń i stare dzieje, ale z powodu mapy.

W 1908 roku Dmowski opublikował pracę „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, w której dokonał niezwykle trzeźwej analizy geopolitycznych celów Niemiec. Wskazał, że Berlin posiada dwóch wrogów w swojej ekspansji na wschód: Polaków (jako naród, gdyż państwa wtedy nie mieliśmy), którzy zasiedlają ziemie przeznaczone dla niemieckich osadników, a także Rosję, która ogranicza niemiecki marsz na wschód militarnie i politycznie. Stąd pogląd Dmowskiego, że Niemcy staną na głowie, aby obudzić ukraiński nacjonalizm i doprowadzić do stworzenia państwa ukraińskiego, które od wschodu naciskałoby na Polaków, równocześnie wypychając Rosję z Europy. W oparciu o Ukrainę niemiecka gospodarka stworzy projekt, który kilka lat później sami niemieccy polityki określili Mitteleuropą.

Czy jeśli powstałoby państwo ukraińskie to Kijów zgodziłby się na ten projekt, stając się wasalem ekonomicznie i politycznie zależnym od Niemiec? Tak, bo nie miałby innego wyjścia. Ponieważ Rosja nie zgodzi się na państwo ukraińskie, stworzone kosztem jej historycznej kolebki (Ruś Kijowska) i wypchnięcia jej z Europy, to nie zawaha się podjąć wszelkie kroki, aby tę państwowość unicestwić, włącznie z wojną. W tej sytuacji rząd w Kijowie, mając do wyboru albo unicestwienie pod naporem rosyjskim, albo zachowanie państwowości za cenę niemieckiej kontroli i ekonomicznej eksploatacji, wybierze „mniejsze zło”, czyli hołd Berlinowi. I hołd taki Żeleński właśnie złożył Olafowi Scholzowi, czego wyrazem było publiczne poparcie niemieckich aspiracji do stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Cała polityka rządów postsolidarnościowych, opierając się na mirażu stworzonym przez Giedroycia i rojeń piłsudczyzny o „Polsce federacyjnej”, polegała na wierze, że uda się Ukrainę nakłonić do stworzenia wielkiego sojuszu, albo i federalnego UkroPolu, które oprze się rosyjskiej ekspansji na zachód i niemieckiej na wschód. Ponieważ w przypływie resztek racjonalizmu w Warszawie zdawano sobie sprawę, że jest to sojusz dwóch państw słabych przeciw dwóm mocarstwom, to chciano ten projekt powiększać do rozmaitych Trójmórz, Międzymórz, etc., angażując przy okazji Stany Zjednoczone jako gwaranta jego istnienia.  Ci, którzy czytają moje teksty wiedzą, że zawsze podchodziłem do tego pomysłu z głęboką rezerwą. Nie wierzyłem ani we wspólny interes kilkunastu podmiotów, które miały tę strukturę tworzyć; ani w ich potencjał (stąd określenie Nędzymorze), ani w trwałe zaangażowanie amerykańskie.

W Polsce jednak w ten projekt wierzono, a wszystkie głosy wyrażające wątpliwości klasyfikowane jako „onucyzm”. Innymi słowy, zaklinano rzeczywistość, aby nagięła się do ideału. Paradoksalnie, w Kijowie, gdzie tradycja dyplomatyczna  i uprawiania polityki międzynarodowej prawie nie istnieje, w mrzonki te nie uwierzono, wybierając Realpolitik, by nie rzec, że czysty makiawelizm. Dlaczego?

Z bardzo prostego powodu. W projekty „nędzymorskie” głównie angażowała się Polska. Kijów stanął więc przed wyborem. Albo sojusz z państwem o średnim potencjale jak Polska przeciw Rosji i Niemcom równocześnie, albo sojusz z ekonomicznym mocarstwem jak Niemcy przeciwko Rosji i Polsce. Analiza typu SWOT (silne i słabe strony) jednoznacznie wskazywała, że lepiej być z Berlinem przeciwko Moskwie i Warszawie, niż ze słabą Warszawą przeciwko osi Moskwa-Berlin. Dlatego Kijów wydoił polską armię z całego możliwego do przejęcia uzbrojenia, po czym makiawelicznie odwrócił sojusze, dogadując się z Berlinem. Jako zwolennik Realpolitik nie potępiam Ukrainy, przeciwnie, podziwiam kunszt tej młodziutkiej i niedoświadczonej przecież dyplomacji i czekam na dymisję min. Raua jako politycznie odpowiedzialnego za klęskę polskiej polityki wschodniej, choć oczywiście nakreślono ją na Nowogrodzkiej w gabinecie rzekomo nieomylnego Prezesa.

Na naszych oczach projekt polskiego Międzymorza przekształcił się w projekt niemieckiej Mitteleuropy. W Polsce nikt się tego nie spodziewał, ponieważ media cały czas podtrzymywały mit rzekomego sojuszu niemiecko-rosyjskiego. Tak, sojusz taki istniał, ale do 2022 roku. W 2022 roku w Niemczech miano „słowa roku” przyznano Zeitenwende, czyli „przełomowi epok”. Niemieckie elity, po wahaniach przez pierwsze miesiące toczącej się wojny, ogłosiły poparcie dla Ukrainy i wojnę z sojuszem Rosja-Chiny. Widzi to każdy przeglądający niemieckie portale dotyczące spraw międzynarodowych, wystąpienia Scholza i niezbyt lotnej szefowej MSZ Annaleny Baerbock.

Polskie media fakt ten zignorowały całkowicie, naśmiewając się ze starych hełmów, które Niemcy podarowały Ukrainie, gdy my wysyłaliśmy „Twarde” i „Rosomaki”. Polskie media, a także wpatrzona w nie polska elitka polityczna, nie dostrzegły Zeitenwende niemieckiej polityki zagranicznej, która z sojuszu z Rosją przeszła do konfrontacji, a której celem jest budowa Mitteleuropy, której centralnymi punktami są: 1/ przyjęcie Ukrainy do UE; 2/ zmiana traktatów unijnych w kierunku państwa federalnego.

Właśnie dlatego Kijów, za wszelką cenę chcący uciec od zależności od Rosji, złożył hołd lenny Berlinowi i śmiało poszedł na konfrontację z Warszawą, której pisowski rząd takiej federalizacji jest mocno niechętny.

Cegła

Cegła
          
mtodd.pl
           Szanowni Państwo!
„Reklama dźwignią handlu.” Tak twierdziła propaganda za czasów PRL. Niedorzeczność polegała na tym, że wszystkiego brakowało i reklamowanie jakiegokolwiek towaru pozbawione było sensu. Sprzedawało się wszystko w każdej ilości.
Czasy się zmieniły, doczekaliśmy się klęski urodzaju, zwłaszcza reklam. Wszystkim wszystko wciska się nachalnie: nastolatkom kremy przeciwzmarszczkowe, kupno samochodu, czy jachtu, o zmianie płci na razie nie wspominając, bo ten luksus dopiero przed nimi, po zmianie rządu na bardziej „postępowy”. Reklamiarze są niezmordowani. Mnie, na przykład proponują przedłużenie tego, czego z natury nie posiadam i nie chodzi tu wcale o przedłużenie spłaty kredytu.
Jak sobie radzić z tą nachalnością? Wysłuchanie w internecie co mają do powiedzenia mądrzy ludzie, wymaga nie lada samozaparcia. Co pięć minut włącza się ta sama reklama. Gdybym nawet lubiła jedzenie przez tę reklamę zachwalane, to obrzydzono by mi je dokładnie. Wyniki ostatnich wyborów pokazały niestety niewielką odporność naszego społeczeństwa na reklamę. Wielu pozwoliło sobie wmówić, że kłamstwo, to przecież rzecz normalna, a demokratyczni Niemcy o niczym tak nie marzą, jak o uszczęśliwieniu głupich według nich Polaków, którzy nie są w stanie zauważyć nawet wiszącej nad ich głowami siekiery.
A co z tą tytułową cegłą? Nie, proszę Państwa, nie skończyłam jeszcze pisać książki, którą można by nazwać cegłą. Tytuł felietonu nawiązuje do zawołania: „kup pan cegłę za 100 złoty, cegła tańsza od kapoty”. W PRL-u słowa te oznaczały – w ciemnym zaułku propozycję nie do odrzucenia. Teraz rolę pokątnego rzezimieszka z ciemnego zaułka przejęła sama Unia Europejska. Cegły, jakie nam wciskają, to zarówno „walka o klimat”, jak i przymusowa relokacja „biednych” bandytów, masowo zwożonych do Europy przez niemieckie firmy. To tak na początek, bo jak już oficjalnie będziemy europejską prowincją, nikt nas o zdanie w żadnej kwestii nie zapyta. Żadne referenda, ani nawet wybory niczego już nie zmienią.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd
---

Wybuchowe panny niemłode

Wybuchowe panny niemłode

Izabela Brodacka

 

Rafał Trzaskowski słynie ze szczególnego wyboru finansowanych przez niego inicjatyw i osób. Szkoda, że Trzaskowski płaci tym ludziom z naszych pieniędzy. Nie wiem czy byłby równie hojny gdyby miał świadomość, że będzie musiał te pieniądze zwrócić. Przede wszystkim zauważmy, że Rafał Trzaskowski ma feblika do dam. Nie powinno nas to dziwić, przecież Trzaskowski sam nazwał się publicznie – excusez le mot- dupiarzem.

Pierwsza z hojnie dotowanych przez Trzaskowskiego pań to Jolanta Gontarczyk. Jej zasługi nie sposób przeceniać. Jolanta Gontarczyk była funkcjonariuszką bezpieki, której powierzono trudne zadanie rozbicia ruchu katolickiego skupionego w Niemczech wokół założyciela ruchu oazowego księdza Blachnickiego. Ksiądz Blachnicki kontaktu z Gontarczyk i jej mężem nie przeżył. Przez dłuższy czas łudzono się, że informacje na temat prawdziwej proweniencji niebezpiecznej pary (Jolanty Gontarczyk posługującej się pseudonimem Panna, a od pewnego czasu nazwiskiem Lange i jej męża o pseudonimie Yan ) tak zdenerwowała księdza Blachnickiego, że zmarł na serce. Niedawno zostało ujawnione, że ksiądz z całą pewnością został otruty. Jolanta Gontarczyk nie czekając na ewentualne działania śledcze z jej udziałem, spóźnione zresztą o przeszło 20 lat, zwiała właśnie do Nowej Zelandii, która nie ma z Polską umowy o ekstradycji przestępców.

Miałam nieprzyjemność być sąsiadką pani Gontarczyk vel Lange gdyż w nagrodę za swoje zasługi, po śmierci księdza Blachnickiego i ucieczce z RFN, Gontarczykowie otrzymali od miasta w prezencie mieszkanie w zabytkowej kamienicy przy ulicy Poznańskiej. Gontarczyk przyglądała mi się wrogo na podwórku a ja nie wiedząc kto to jest zastanawiałam się czym mogłam tę elegancką damę urazić. Swoje mieszkanie Gontarczykowie sprzedali gdy atmosfera w kamienicy stała się dla nich nieznośna. Ktoś wywiesił w gablotce administracyjnej artykuł pod tytułem (o ile pamiętam) „Zabójcza Panna”. Pewnego dnia na bramie pojawiła się powieszona na konopnym sznurze kukiełka z wyciętym z gazety zdjęciem Panny zamiast twarzy i wyciekającą jej z ust krwią. Sąsiedzi mieli również wiele zastrzeżeń do działalności Gontarczyk we Wspólnocie Mieszkaniowej ale tego nie będę opisywać bo nie chcę się w tym babrać. Jak powiedział jeden z sąsiadów: „różne tu profesjonalistki mieszkały i pracowały ale takiej jak ona jeszcze nie mieliśmy”. Jak się państwo domyślają słowo „profesjonalistki” jest tutaj eufemizmem. Gontarczyk vel Lange kręciła się zawsze przy lewicy ale nawet tacy jak Miller stare komuchy woleli się jej pozbyć. Uhonorował ją Rafał Trzaskowski kwotą około 2 milionów złotych przeznaczonych na propagowanie w szkołach zboczeń płciowych. „Swój do swego po swoje”- to najkrótszy komentarz jaki mi się nasuwa.

Kolejną damą futrowaną przez Trzaskowskiego jest dość leciwa Agnieszka Holland. Niestety jego wybór nie ma zapewne związku z wiekiem lecz z jej antypolską działalnością. Piszę „niestety” bo przekonywałam kiedyś bosmana w Iławie, który nie chciał wpuścić do przystani mojej łódki, że żaglówki, kobiety i wino im są starsze tym są lepsze. Popatrzył na mnie ponuro i powiedział – „wina mogę się ewentualnie napić”. Tak więc jestem prawie pewna, że Holland nie zauroczyła Trzaskowskiego swoim wdziękiem osobistym lecz działalnością kulturalną. Być może nawet nie samą działalnością kulturalną lecz potencjałem eksplozyjnym, który w niej tkwi. Pewien zwolennik PO powiedział, że posiada ona taką siłę eksplozji jak największa rosyjska bomba termojądrowa, nazwana Car-Bomba. Car miał moc ponad 60 megaton. 30 października 1961 roku został zrzucony z wysokości ponad 10 tys. metrów ze specjalnie przerobionego Tupolewa Tu-95. Wybuch był odczuwalny nawet na Alasce, a część skalistych wysepek po prostu wyparowała. Zwolennicy totalnej opozycji mają nadzieję, że dzięki filmowi Agnieszki Holland, a przede wszystkim dzięki jej pozycji artystycznej w świecie, PiS po prostu wyparuje i będą mieli zapewnioną władzę do końca życia a nawet aż do dziesiątego pokolenia. 

Faktycznie film Agnieszki Holland pod tytułem „ Zielona Granica” jest porażający. Poraża zakłamaniem, bezczelnością ale przede wszystkim nienawiścią do Polski. Nie ma sensu się zastanawiać czy tą nienawiść wyssała artystka z mlekiem matki, czy wyćwiczyła ja brylując w salonach warszawki, czy  nienawiść do Polski jest dobrze notowana w Niemczech i we Francji i zapewnia komercyjny sukces. Pani Holland zapomniała jednak, że Polacy nie gęsi i – parafrazując Reja – swój rozum mają. Poza tym niewielu z nich ma skłonności masochistyczne i lubi być chłostanym i poniżanym. Holland dobrze odnajduje się w roli dominy i jest z niej zapewne dumna ale nas – wyrażając się potocznie -nie kręcą takie zabawy. Jak wielu komentatorów sądzę, że film Agnieszki Holland był strzałem w totalna opozycję. Trafił w kolano w stopę czy jeszcze -à discrétion -gdzie indziej ale z całą pewnością trafił. Przeciwko Holland, a więc totalnej opozycji, zagłosują najprawdopodobniej obrażani i przedstawiani jako hitlerowcy pogranicznicy i ich rodziny. Powinni zagłosować mieszkańcy terenów przygranicznych, którym sporny mur zapewnił bezpieczeństwo. Być może z obrażanymi żołnierzami straży granicznej zechcą solidaryzować się żołnierze innych formacji i ich rodziny. Powinni solidaryzować się wszyscy Polacy. Dosyć mamy chyba pedagogiki wstydu realizowanej za pomocą takich kłamliwych książek jak „ Sąsiedzi” Grossa oraz filmów takich jak ” Zielona granica”. Antypolskie filmy nie są zresztą żadną nowością. Już w czasie II Wojny Światowej w amerykańskich filmach obecne były antypolskie stereotypy. Mówi o tym książka pt. „Hollywood’s War With Poland, 1939-1945” (Wojna Hollywood z Polską 1939-1945) 

Autor książki M.B.B. Biskupski jako przykłady podaje takie filmy jak „In Our Time” (W naszych czasach) i „None Shall Escape” (Nikt nie ucieknie), oba z 1944 roku, a także popularną komedię „To Be Or Not To Be” (Być albo nie być) z 1942 r. Wspólnym mianownikiem tych antypolskich wytworów jest biografia ich twórców. 

O tym, jak – według Shlomo Sanda – wymyślono “ziemię Izraela”, “Erec Israel”

O tym, jak – według Shlomo Sanda – wymyślona została “ziemia Izraela”

Date: 4 novembre 2023 Author: Uczta Baltazara babylonianempire

FOTO: Shlomo Sand https://en.wikipedia.org/wiki/Shlomo_Sand

Pierre Stamboul jest ważnym członkiem Union Juive Française pour la Paix https://fr.wikipedia.org/wiki/Union_juive_fran%C3%A7aise_pour_la_paix. Jako antysyjonistyczny Żyd, sekularysta i wolterianin, analizuje idee innego, znanego żydowskiego intelektualisty – Shlomo Sanda, autora książki “Wynalezienie narodu żydowskiego” (Fayard 2006). Tym razem, Stamboul rekonstruuje “wynalezienie ziemi żydowskiej”.

Jak wymyślono ziemię Izraela. «Istnieje jeden aspekt wojny izraelsko-palestyńskiej, którego nigdy nie należy lekceważyć. Syjonizm dokonał gigantycznej manipulacji żydowską historią, pamięcią i tożsamością. To właśnie ta manipulacja umożliwia większości Żydów (zarówno w Izraelu, jak i na całym świecie) wspieranie kolonialistycznego i militarystycznego projektu, który każdego dnia coraz bardziej niszczy Palestynę i szerzy apartheid».

Morderczy mit: “Bóg dał tę ziemię narodowi żydowskiemu”.

W swojej poprzedniej książce (Comment le peuple juif fut inventé, Fayard, 2008), Shlomo Sand zredukował dwa fundamentalne mity syjonizmu do minimum: wygnanie i powrót. Nie, nie było masowego exodusu Żydów, gdy wojska Tytusa zniszczyły Świątynię w 70 r. n.e.. Dzisiejsi Żydzi nie są potomkami starożytnych Hebrajczyków. Są oni w większości potomkami konwertytów. Syjonistyczna idea, że po wiekach wygnania powrócili do ziemi swoich przodków, jest fikcją.

Tym razem Shlomo Sand rozprawia się z kolejnym morderczym mitem. Dla członków ruchu narodowo-religijnego “Bóg dał tę ziemię narodowi żydowskiemu”, a w imię tych fundamentalistycznych koncepcji Palestyńczycy są intruzami. Ale “świeccy” syjoniści podzielają ten sam pogląd. Przekształcili Biblię w księgę kolonialnego podboju, twierdząc, że Żydzi zawsze mieli niezachwiane przywiązanie do “ziemi Izraela”, co daje im wyłączne prawo własności. To właśnie ten mit ziemi jest przedmiotem rozważań autora, który posługuje się przyjemnym stylem i licznymi odniesieniami historycznymi i bibliograficznymi. Krótko mówiąc, jest to książka absolutnie niezbędna.

Historie prywatne

W Comment le peuple juif fut inventé  Shlomo Sand opowiedział szereg osobistych anegdot. Jego wieloletnia przyjaźń z palestyńskim poetą Mahmoudem Darwishem, wygnanym z własnego kraju, któremu nie pozwolono nawet zostać pochowanym w rodzinnej wiosce (która już nie istnieje). Opowiada również historię swojego katalońskiego teścia, ocalałego z hiszpańskiej wojny domowej, który ostatecznie “wylądował” w Izraelu.

Tam Shlomo daje nam kilka wskazówek na temat swojego pochodzenia. Urodził się w jednym z obozów dla Żydów ocalałych z nazistowskiego ludobójstwa, dla których istniało tylko jedno możliwe miejsce przeznaczenia: Izrael. Za europejską zbrodnię zapłacili Palestyńczycy.

W roku 1967 Shlomo był żołnierzem armii, która dokonała krwawego podboju Wschodniej Jerozolimy. Opisuje nacjonalistyczną gorączkę młodych ludzi wokół niego, pewność “powrotu do ziemi przodków”. Opisuje również bezinteresowną zbrodnię wojenną: starszego Palestyńczyka torturowanego na śmierć przez armię, która twierdzi, że jest moralna. Jego pisarstwo jest przesycone wielkimi emocjami.

Shlomo Sand jest profesorem historii na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Jego uniwersytet, położony na obrzeżach miasta, został zbudowany na miejscu jednej z wielu wiosek (kilkuset) wymazanych z mapy, gdy ludność palestyńska została wypędzona w 1948 roku. Mieszkańcy tej wioski nie walczyli i do końca mieli nadzieję, że nie zostaną wypędzeni. Państwo Izrael praktykuje całkowite zaprzeczanie prawdziwej historii tej ziemi, a w szczególności Palestyńczyków. Shlomo opowiada o pracy izraelskiego stowarzyszenia antykolonialnego Zochrot, które przywraca pamięć o tych wymazanych z mapy wioskach.

Shlomo był aktywny w skrajnie lewicowym antysyjonistycznym ruchu Matzpen w latach 80-tych. Nie określa się już jako antysyjonista. Jednak nawet bardziej niż jego poprzednia publikacja, jego książka z wielką skutecznością burzy syjonistyczne mity.

Opowiada się za dwoma państwami żyjącymi obok siebie w Palestynie, które byłyby państwami dla wszystkich swoich obywateli. Pisze jednak: “Na pierwszy rzut oka okupacja, trwająca już piątą dekadę, przygotowuje grunt pod utworzenie państwa dwunarodowego”.

Jest przeciwny prawu powrotu dla palestyńskich uchodźców. Dla porównania wyjaśnia, że miliony Niemców z Europy Wschodniej, którzy są potomkami tych, którzy zostali wypędzeni w 1945 roku, nie powrócą. Jednak wyraźnie pokazuje, że wypędzenie Palestyńczyków z ich kraju w 1948 r. było przestępstwem i że Izrael uczynił to wypędzenie ostatecznym. Jego badanie wioski zniszczonej pod budowę uniwersytetu (i jej mieszkańców) jest precyzyjne i bezkompromisowe.

Przed rokiem 1967 miał nadzieję, że jego kraj będzie w stanie znormalizować sytuację i zawrzeć sprawiedliwy pokój. Z goryczą pisał: “Nie wiedziałem, że przez większość życia będę żył w cieniu reżimu apartheidu, podczas gdy “cywilizowany” świat, częściowo z powodu wyrzutów sumienia, będzie czuł się zobowiązany do kompromisu z nim, a nawet do wspierania go”. Słowo “apartheid” jest często używane w książce do opisania obecnej rzeczywistości.

Ziemia zamieszkana przez wiele narodów i religia z zagranicy

W książce Jak wynaleziono naród żydowski znajduje się rozdział poświęcony pojęciu “narodu”, który jest trudny do przeczytania dla niespecjalisty. Tym razem Shlomo analizuje pojęcia ojczyzny, granic, prawa ziemi i prawa krwi. To żmudny rozdział, ale jego konkluzja jest jasna. Roszczenie syjonistów do powrotu do ich “ojczyzny” w imię napisanej na nowo historii nie opiera się na żadnej z różnych konstrukcji ojczyzny, jakie zna historia.

Jak w historii nazywała się ziemia, która obecnie jest Izraelem/Palestyną? Jakie znaczenie ma Jerozolima?

Biblia mówi o Kanaanie i stwierdza, że Hebrajczycy przybyli z zagranicy. Mówi się, że dwie główne postacie, Abraham i Mojżesz, przybyły – pierwsza z Mezopotamii [miasto Ur], a druga z Egiptu. Postacie te są legendarne. Księga Jozuego (która jest prawdziwą apologią czystek etnicznych i ludobójstwa) przywołuje ziemię zamieszkaną przez wiele ludów, które pozostały tam pomimo masakr. Innymi słowy, religia żydowska opisuje ludzi z zewnątrz, którzy żywią straszliwą nienawiść do tubylców.

W Biblii Odkrytej izraelscy archeolodzy oszacowali, że Biblia została zasadniczo napisana w królestwie Judei, na krótko przed zajęciem Jerozolimy przez Babilończyków (VII w. p.n.e.). Shlomo Sand idzie dalej. Uważa on, że tekst został napisany przez uczonych, którzy zostali upoważnieni przez perskiego cesarza Cyrusa do powrotu do Jerozolimy, a nawet później w okresie hellenistycznym. Uczeni ci byli otoczeni przez chłopów, z których większość nadal była poganami, co wyjaśnia wszystkie złe rzeczy, które Biblia mówi o tubylcach.

W księgach biblijnych obietnica ziemi dla narodu wybranego jest zawsze obwarowana warunkami. Wszystko jest uwarunkowane stopniem wiary w Boga. Kiedy dzisiejsi religijni osadnicy twierdzą, że “Bóg dał im tę ziemię”, oddalają się od tekstu założycielskiego. Region Izraela/Palestyny był nazywany Kanaanem, a region Jerozolimy Judeą. Region ten miał niejednorodną populację i mówiono tam różnymi językami. Dopiero w czasach Machabeuszy (II wiek p.n.e.) religia rozprzestrzeniła się na nowe regiony (Samaria, Galilea, Negew), a następnie dalej do Imperium Rzymskiego. Nie ma odniesienia do “ziemi obiecanej”. Żydowski filozof Filon z Aleksandrii żył w czasach Jezusa Chrystusa i jest mało prawdopodobne, aby pielgrzymował do pobliskiej Jerozolimy.

W przeciwieństwie do mitu nauczanego dziś w izraelskich szkołach (exodus kilku milionów Żydów, gdy wojska Tytusa zniszczyły Drugą Świątynię), w pierwszym i drugim wieku naszej ery miały miejsce trzy poważne bunty żydowskie, odzwierciedlające fundamentalny antagonizm między politeistami a monoteistami. Nie było jednak masowego exodusu, a tym bardziej w takiej liczbie. Po ostatnim żydowskim buncie (Bar Kokhba, 135 r. n.e.) region przyjął nazwę Palestyny, a ludność przeszła na chrześcijaństwo, a pięć wieków później na islam. Nie ma śladu terminu “Erec Israel” (ziemia Izraela) w tamtym czasie.

Religia żydowska i brak przywiązania do ziemi

Pierwsze przykazanie Talmudu “wyraźnie zabrania wiernym żydowskim organizowania się w celu emigracji do świętego domu przed nadejściem Mesjasza”. Jedynie odłam judaizmu, karaimi, głosił imigrację do Palestyny. Pomimo tego, że (podobnie jak Żydzi) byli szeroko rozproszeni po całym świecie, Karaimi byli obecni w Jerozolimie, gdy miasto zostało zajęte przez krzyżowców, a w Jerozolimie nadal znajduje się synagoga Karaimów.

Żydowscy uczeni, którzy odwiedzili ten region w średniowieczu, szukali głównie swoich współwyznawców. Jeden z nich zauważył, że w Damaszku było znacznie więcej Żydów niż w Jerozolimie.

U podstaw syjonizmu leży alija, czyli “przybycie” do Izraela. To manipulacja: alija to (w kabale) “mistyczne wznoszenie się osoby, które jest skondensowane w formule: wznoszenie się duszy”. Od IV do XIX wieku kroniki odnotowały tylko 30 żydowskich pielgrzymek do Palestyny, podczas gdy odnotowały 3500 relacji z pielgrzymek chrześcijańskich. Trudno się temu dziwić. Pielgrzymowanie jest tradycją chrześcijańską, a następnie muzułmańską. Żydowska modlitwa “w przyszłym roku w Jerozolimie” przywołuje nadchodzące odkupienie, a nie emigrację. “Dla religijnego Żyda Święte Miasto jest wspomnieniem, które karmi głos, a nie atrakcyjnym miejscem geograficznym”.

A gdyby syjonizm był wynalazkiem chrześcijańskim?

Chrześcijańskie ruchy syjonistyczne są dziś dobrze znane. Te ruchy ewangelizacyjne były bardzo potężne we wspieraniu kolonizacji Palestyny finansowo i politycznie. Nawiasem mówiąc, ci syjonistyczni chrześcijanie są przywiązani do “nierealnego Żyda”, a nie do prawdziwych Żydów. Dla nich Żydzi muszą wypędzić Armagedon (= zło = Arabów) z ziemi świętej, a następnie nawrócić się na “prawdziwą wiarę”, w przeciwnym razie znikną, ponieważ ten trend jest millenarystyczny (i antysemicki). Ci syjonistyczni chrześcijanie utożsamili kolonizację nowych terytoriów (Ameryka Północna, Afryka Południowa, Australia) z podbojem Kanaanu przez Jozuego.

Mohamed Taleb poszedł już dalej, twierdząc, że syjonizm ma chrześcijańskie korzenie. Chrześcijańscy syjoniści są “dysydentami” protestantyzmu (ewangelikami, purytanami).

Shlomo Sand mówi również o anglikanach i gromadzi fakty dotyczące historii Anglii. Od XVI wieku, wraz z reformacją, zaczęto tłumaczyć Biblię. Starożytny świat hebrajski, opisany w Biblii, stał się znajomy. “Nierealny Żyd” stał się sympatyczny. Po kilku wiekach zakazów, Cromwell (w 1656 r.) zezwolił na powrót Żydów do Anglii (czynniki ekonomiczne również odegrały sporą rolę). Żydzi wydaleni z Hiszpanii, którzy schronili się w Holandii, przyczynili się do dobrobytu tego konkurenta).

Wiele brytyjskich osób publicznych mówiło o “powrocie” Żydów do Palestyny (w XIX wieku Shaftsbury, Palmerston i oczywiście Disraeli, premier). Brytyjczycy wykazywali coraz większe zainteresowanie Palestyną, istotnym ogniwem na drodze do Indii.

Po pogromach w 1881 r. miliony Żydów z Imperium Rosyjskiego wyjechały na Zachód. Udali się głównie do Stanów Zjednoczonych, ponieważ Wielka Brytania zamknęła swoje drzwi. W 1905 r. Lord Balfour, który został premierem w 1905 r., uchwalił bardzo restrykcyjne prawo przeciwko imigracji, głównie Żydów. Publicznie wygłaszał antysemickie komentarze. Ten sam Lord Balfour wysłał Rothschildowi słynną Deklarację Balfoura w 1917 roku. Nie ma w niej sprzeczności. Dla Balfoura Żydzi byli “nieasymilowalni”, jeśli przybyli do Europy, ale stali się kolonistami służącymi interesom Imperium Brytyjskiego, jeśli osiedlili się w Palestynie. Z wielu powodów, w tym przywiązania do znanej lektury Biblii, Deklaracja Balfoura zyskała konsensus czołowych brytyjskich polityków.

Na początku XX wieku trzy zjawiska polityczne połączyły się, aby projekt syjonistyczny stał się wykonalny: chrześcijańska wrażliwość świata protestanckiego połączona z brytyjską wizją kolonialną, zjadliwy antysemityzm w Europie Wschodniej i pojawienie się żydowskiego nacjonalizmu, który wymyślił wszystko: historię, ziemię i język.

Syjonizm i religia żydowska

Wszyscy znamy zjadliwą krytykę syjonizmu ze strony żydowskich socjalistów, którzy byli hegemonami w europejskim świecie żydowskim aż do II wojny światowej. Bund, partia robotnicza opowiadająca się za “autonomią kulturową” dla Żydów bez określonego terytorium, była zaciekle antysyjonistyczna. Socjalistyczne i komunistyczne partie robotnicze, w których działało wielu Żydów, również były bardzo krytyczne.

Mniej znany jest radykalny sprzeciw religijnych Żydów wobec syjonizmu. Książka Yacova Rabkina In the Name of the Torah, Jewish Opposition to Zionism dostarcza wielu faktów. Często myślimy o obecnej postawie religijnych Żydów. Od 1967 r. większość z nich stała się kolonialistyczna, nacjonalistyczna i rasistowska, jak Ovadia Yossef, założyciel Shass, czy główny rabin miasta Safed, który zabrania wynajmowania mieszkań “Arabom”. Jednak nie zawsze tak było, a Shlomo Sand przypomina nam, że dla ludzi religijnych “ziemia święta” nigdy nie była ojczyzną Żydów. Judaizm reformowany był przeciwny syjonizmowi, ponieważ obawiał się (słusznie), że opóźni on marsz w kierunku równych praw. Ortodoksyjni Żydzi byli jeszcze bardziej surowi. Zacytujmy niektóre z ich komentarzy: “Przyjmijcie Torę na pustyni, bez kraju, bez własności ziemi”, “Syjoniści dążą tylko do zrzucenia jarzma Biblii i przykazań i zachowują tylko to, co narodowe, taki będzie ich judaizm”.

W syjonizmie ziemia zastępuje Biblię, a pokłony przed przyszłym państwem zajmują miejsce żarliwości wobec Boga.

Kiedy Teodor Herzl próbował przekonać rabinów do syjonizmu, zdecydowana większość z nich protestowała, a nawet organizowała opór wobec idei syjonistycznych. W 1900 r. kilku z nich opublikowało broszurę zatytułowaną “Pouczająca książka dla uczciwych ludzi przeciwko systemowi syjonistycznemu”.

Syjonizm nie tylko zaprzeczał podstawowym prawom (odrzucenie rasizmu, kolonializmu i nierówności), ale także zaprzeczał religii. Znacjonalizował żydowski język religijny i przekształcił Biblię w księgę kolonialnego podboju.

Syjonizm i Arabowie

Kwestia obecności Arabów w Palestynie na początku ruchu syjonistycznego prawie nigdy nie była poruszana. Podobnie jak większość kolonizatorów, syjoniści nie widzieli (lub nie chcieli widzieć) rdzennej ludności.

A jednak, podczas gdy imigracja Żydów do Palestyny była dozwolona do 1922 r., kraj ten nadal był w 90% arabski. A Palestyńczycy stanowili 2/3 populacji, gdy wybuchła wojna w 1948 roku.

Wśród syjonistów byli humaniści, którzy wyobrażali sobie pokojowe współistnienie z Palestyńczykami. Należeli do nich Ahad Haam, a później Martin Buber. Wkrótce jednak zostali oni wyparci przez zwolenników “transferu”, czyli wypędzenia Palestyńczyków.

W swoim filmie La terre parle arabe francusko-palestyńska filmowiec Maryse Gargour pokazuje, że wszyscy przywódcy syjonistyczni byli zwolennikami “transferu” już w 1930 roku. Różnili się jedynie co do metody jego przeprowadzenia.

Od 1930 r. większość syjonistycznych badań nad przeszłością starała się zlokalizować i utrzymać Ziemię Izraela w centrum “żydowskiej istoty”. Doszli do szalonego wniosku, że “Arabowie zajęli Ziemię Izraela w 634 roku i od tego czasu pozostają tam jako obcy okupanci”. Niektórzy propagandyści posuwają się nawet do porównywania tego z arabską obecnością w Hiszpanii, która trwała ponad 7 wieków. W rzeczywistości, poza wszystkimi samo-usprawiedliwiającymi się tekstami, jedynym hamulcem syjonistycznej kolonizacji były ograniczenia równowagi sił. To dlatego obecny rząd Izraela, który jest wspierany na odległość przez Zachód, wydaje się być w stanie uciec od wszystkiego.

Shlomo Sand analizuje szereg mitów, które towarzyszyły syjonistycznemu podbojowi: mit pracy, mit kibucu, który poza egalitarnym ideałem był przede wszystkim narzędziem podboju ziemi zarezerwowanej tylko dla Żydów, oraz mit związku zawodowego Histadrut, również zarezerwowanego tylko dla Żydów. Kibuce były systematycznie tworzone na obszarach przygranicznych, aby zapobiec powrotowi “infiltratorów” (= palestyńskich uchodźców). Obecnie ich liczba spada, ponieważ przeszliśmy do nowej formy kolonizacji.

Od roku 1967

Mit ziemi kierował polityką syjonistyczną. Od 1967 r. znajduje się w jej centrum.

Syjonistyczna kolonizacja odbywała się pod wyimaginowaną, dynamiczną i mobilizującą egidą “odkupienia ziemi”.

Shlomo Sand jest bardzo surowy dla “syjonistycznej lewicy”, która brała udział we wszystkich podbojach.

Istniał konsensus co do koncepcji “judaizacji ziemi”, co oczywiście oznaczało wypędzenie Palestyńczyków. Najbardziej zagorzali nacjonaliści wywodzili się z lewicy: Mosze Dayan, Yigal Allon.

Shlomo Sand uważa, że wojna z 1967 r. nie była zaplanowana przez żadną ze stron. Mam wątpliwości oparte na relacjach rodzinnych. Jeden z kuzynów mojego ojca, generał izraelskich sił powietrznych, powiedział mi już w lipcu 1967 r., że Izrael nie był zagrożony, że plany bombardowań były gotowe od lat i że kolonizacja miała się wkrótce rozpocząć.

Jak tylko wojna się skończyła, najwybitniejsi izraelscy intelektualiści podpisali “manifest na rzecz większego Izraela”, wstęp do kolonizacji. 20 lat później, pomimo Intifady, zasada państwa “etnodemokratycznego” odzyskała przewagę. Syjonizm jest piekielną maszyną, która nie zatrzyma się z własnej woli.

Podsumowując

Logicznie rzecz biorąc, Izrael jest dziś rządzony przez skrajnie prawicową koalicję. Konsensus, który do tego doprowadził, jest częściowo wynikiem całkowicie przerobionej historii. Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki, Shlomo Sand z pewnością będzie szeroko czytany w Izraelu. Syjoniści będą go oczerniać. Wybitni specjaliści zostaną wysłani, aby obalić niezaprzeczalne fakty. Ta książka powinna pomóc nam obalić mordercze mity. W dniu, w którym stanie się możliwe “przełamanie frontu domowego” w Izraelu, ta książka, podobnie jak poprzednia, pomoże Izraelczykom pozbyć się zafałszowanej tożsamości, która nie tylko pomaga zniszczyć palestyńskie społeczeństwo, ale jest również ostatecznie samobójcza dla Izraelczyków.

INFO: https://www.legrandsoir.info/commntla-terre-d-israel-fut-inventee-shlomo-sand.html

……………………………….

https://en.wikipedia.org/wiki/Eli_Ben-Dahan

Katolicka Polska? Roczny [kolejny] spadek liczby urodzeń wyniósł 11%

Katolicka Polska? Z deszczu pod rynnę gloria

Roczny spadek liczby urodzeń w Polsce wyniósł 11%, tym samym osiągając po raz pierwszy dwucyfrowy format (NotesFromPoland.com, 26 października).

Pomiędzy styczniem i wrześniem 2023 liczba urodzeń wyniosła 210 tys., co stanowi spadek o 25 tys. (10,6%) mniej w porównaniu z tym samym okresem w 2022. Z kolei liczba zgonów we wspomnianym okresie wzrosła o 34 tys., osiągając poziom 303 000.

W 2022 liczba narodzeń osiągnęła najniższy poziom od czasów Drugiej Wojny Światowej, a liczba zgonów przewyższa liczbę narodzin już dziesiąty rok z rzędu.

Na przestrzeni sześciu lat liczba urodzeń zmalała o 30%.

Podczas gdy Franciszek i jego dekadencka świta obcują z homoseksualistami, w „katolickich” krajach UE możemy 'poszczycić się’ następującymi współczynnikami płodności: Polska (1,33), Włochy (1.25), Hiszpania (1.19), Malta (1.13). Żaden z uczestników [s]eks-synodu nie był poruszony bym faktem.

W trakcie 8 lat sprawowania władzy partia Prawa i Sprawiedliwości stawiała sobie za cel poprawę takiego stanu rzeczy, wprowadzając różnego rodzaju programy socjalne, ale wszystko jak krew w piach.

Grafika: © Tjflex2, Flickr, CC BY-NC-ND, #newsSnxepxrlub

m.rekinek

Zdjęcie powinno pokazywać króliki, a nie koty, wszak to Bergoglio zarzucił, że katolicy rozmnażają się jak króliki.

Kłamstwo o „pokrewieństwie cywilizacyjnym” z Izraelem

Kłamstwo o pokrewieństwie cywilizacyjnym z Izraelem

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Świat, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna , 4 listopada 2023 ekspedyt–klamstwo-o-pokrewienstwie-cywilizacyjnym-z-izraelem

„Dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. A dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym.” — Barbara Engelking

Dziś, parafrazując tę rasistowską wypowiedź, można dopisać: Dla Polaków i Palestyńczyków śmierć jak śmierć. A dla Żydów? Spotkanie z Najwyższym… czy może odwrotnie: z Najniższym?

Ludobójstwo, którego dokonuje Izrael w Palestynie, mordując niewinne dzieci jest relatywizowane za pomocą propagandy, której składową częścią jest twierdzenie o cywilizacyjnym pokrewieństwie pomiędzy cywilizacją zachodnią a Izraelem czyli cywilizacją żydowską. Padają nawet takie stwierdzenia jak: „należymy do tej samej cywilizacji”.

Sprawę należy rozpatrzyć w dwóch aspektach czasowych

  1. Okres do XX wieku, w którym cywilizację zachodnią wielu utożsamiało z cywilizacją chrześcijańską
  2. Okres od przełomu XX i XXI wieku w którym na zachodzie zaczęła dominować „cywilizacja śmierci”

W pierwszym okresie rozdźwięk pomiędzy cywilizacją żydowską a cywilizacją łacińską jest bezdyskusyjny. Różnica wynika z innych fundamentów cywilizacyjnych. Naszym fundamentem są: dobro zróżnicowane ze złem za pomocą etyki katolickiej, prawda poznawana za pomocą filozofii greckiej i jej narzędzi, sprawiedliwość osiągana za pomocą prawa rzymskiego. To wszystko razem stanowi  standardy w życiu zbiorowym, nie faworyzując żadnej z grup narodowościowych czy społecznych. U Żydów etyka sytuacyjna jest oparta na Talmudzie i zwyczaju stawiających Żyda ponad Goja nieustannie ćwiczonego batem antysemityzmu. Interesy żydowskie osiągane są kosztem wolności, majątku lub życia kogoś, kto nie jest Żydem lub nie przynależy do sojuszniczych grup wsparcia realizacji tychże interesów.

Nie ma syntez między cywilizacjami – i to jest trzecim prawem dziejowym – Feliks Koneczny

Etykę sytuacyjną stosowaną przez Żydów opartą na moralnym relatywizmie można zobrazować przykładem mentalności Kalego opisanej w powieści Sienkiewicza „W pustyni i w Puszczy”. Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy. W kontekście Palestyny zwrócił na to uwagę ks. Isakowicz-Zaleski pisząc o kradzieży palestyńskiej ziemi dokonywanej przez Żydów.

Inaczej sprawa zaczyna się kształtować w czasach nam współczesnych, w których cywilizacja łacińska jest gwałtownie wypierana przez systemy skorelowane z interesami żydowskimi, ale nie tylko. Tworzący się podział grupuje po stronie zła nie tylko Żydów, bo część środowisk żydowskich opowiada się przeciw ludobójstwu Izraela, skupiając także jego sojuszników tworzących cywilizację śmierci. Cywilizacja śmierci oparta na ideologiach: neomarksistowskiej i globalistycznej tworzy nowy antyświat z wizją totalitarnego porządku. W tym sensie syjoniści z Izraela, czekający na swojego Mesjasza, stanowią jedność „cywilizacyjną” z satanistami z zachodu. Po stronie Dobra nic się nie zmieniło. Królem jest Jezus Chrystus.

Krzyż nie ma nic wspólnego z synagogą szatana

Hej, Zachodzie, mówię do ciebie! Czy chcesz znowu wojny między krzyżem a półksiężycem? /Prezydent Turcji, Erdogan/

Krzyż nie ma nic wspólnego ani z Izraelem, ani z USA, ani z sojuszem państw, które wspierają syjonistów. Ludobójstwo w Gazie jest wydarzeniem tej miary, wobec którego żaden porządny człowiek nie powinien przejść obojętnie. Nie jest to oczywiście równoznaczne z zaangażowaniem się politycznym, nie daj Boże militarnym po którejkolwiek ze stron przyszłej wojny pomiędzy syjonistami i ich sojusznikami a państwami arabskimi. Będąc jednak po stronie cywilizacji łacińskiej stajemy wbrew wszelkim degeneratom, którzy już zdążyli wiele razy usprawiedliwić i rozgrzeszyć różnych morderców. Wszyscy, którzy mordują premedytacją niewinne dzieci wliczając to w koszt realizacji swojej obłąkanej i zaborczej wizji, powinni spotkać się z potępieniem ze strony ludzi cywilizowanych.

i [znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami,
a nie są nimi, lecz synagogą szatana / Ap 2,9/

Tagi:cywilizacja śmierci, cywilizacja łacińska vs cywilizacja zydowska, Gaza, ludobójstwo, synagoga szatana

O autorze: CzarnaLimuzyna Wpisy poważne i satyryczne

1 komentarz

CzarnaLimuzyna 4 listopada 2023

Jeżeli miałbym cokolwiek dopisać o Polsce, to w formie OSTRZEŻENIA przed przyjmowaniem pod nasz dach przesiedleńców, którzy są, w zależności od rodzaju prowadzonej operacji, albo narzędziem zniszczenia albo wprost, na dalszym etapie, kolonizatorami. Chodzi chronologicznie o: ukraińskich banderowców, a potem w zależności od realizowanego wariantu: islamistów lub syjonistów i rasistów z Bliskiego Wschodu.

„Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł – jak świnia!”. Jak Chopin przed śmiercią przyjął Pana Jezusa

„Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł – jak świnia!”. Jak Chopin przed śmiercią przyjął Pana Jezusa

https://pch24.pl/bez-ciebie-moj-drogi-bylbym-zdechl-jak-swinia-jak-chopin-przed-smiercia-przyjal-pana-jezusa/

#Fryderyk Chopin #ks. Aleksander Jełowicki #nawrócenie #Zmartwychwstańcy

(Fryderyk Chopin, Eugene Delacroix)

Świat nie chce słyszeć o tym, że znana i kochana osoba zakochała się w doskonałości Bożej i dostrzegła marność swego dotychczasowego życia. Tak było z Fryderykiem Chopinem, którego zna każdy, ale mało kto wie, jak gwałtowne nawrócenie przeżył przed śmiercią.

Gdy w europejskich salonach rozbrzmiewały dźwięki utworów Chopina, nikt nie zastanawiał się, z jakiego duchowego podłoża wyrasta ich estetyka. Podobnie jak Mickiewicz, również Chopin miał szczęście posiadać głęboko wierzącą matkę, która zrobiła wszystko, by wpoić mu zamiłowanie do religii.

Muzyka Chopina wyrasta z polskiej gleby, unosząc z sobą wszystko, co składa się na polskość. Właśnie dlatego jest w niej zapisana ta niezwykła moc przenoszenia do korzeni, do ojczyzny, o której tak pięknie świadczy anegdota z życia emigracji polistopadowej opisana przez Chopina w liście do Delfiny Potockiej:

Mickiewicza widuję – onegdaj był u mnie. Zmienił się bardzo. Tak sponurzał, że go ani piosenkami naszymi, ani Filonem jak dawniej rozruszać nie mogę. Wiem, po co przychodzi i zaraz grać siadam, każąc wszystkich od drzwi odprawić, że to niby mam lekcje… Ostatnio bardzo długo mu grałem, bojąc się na niego oglądnąć, a słyszałem, że płacze. Jak wychodził, sam pomogłem mu się ubrać. Mickiewicz za głowę mię ścisnął najczulej, a w czoło mocno pocałował, pierwsze tego wieczora wymówiwszy słowa: „Bóg Ci zapłać, przeniosłeś mię…” – nie dokończył, bo łzy go za gardło ścisnęły. I tak pasując się z tym płaczem, wyszedł.

I podobnie, jak w przypadku Adama Mickiewicza – w którego życiorysie pamięć narodowa „anulowała” jedenaście lat, podczas których przeżywał nawrócenie i poszukiwanie drogi do katolickiej ortodoksji – również Fryderyka Chopina dotknęła na narodowa i kulturowa amnezja.

Chodzi mianowicie o ostatnie dni jego życia, w których nieustępliwe zabiegi o uratowanie jego duszy czynił ks. Aleksander Jełowicki ze zgromadzenia zmartwychwstańców, które położyło nieśmiertelne i nieocenionej wagi zasługi dla Polski. To właśnie ten zakon – do powstania którego przyczynił się Mickiewicz – był niemal jedyną ostoją rozumu politycznego i konserwatywnej, katolickiej wizji dziejów, podczas gdy cała Polacy w kraju i na emigracji pławili się w coraz to nowych pomysłach, jak odreagować tragedię zaborów – z pominięciem własnej za nią odpowiedzialności.

Tenże Jełowicki opisuje w liście do Ksawery Grochowskiej. Jeszcze pod wrażeniem śmierci Chopina, piszę o niej słowo. Umarł 17 października 1849 roku o godzinie drugiej z rana. Od lat mnogich życie Chopina było jak na włosku. Ciało jego, zawsze mdłe i słabe, coraz bardziej się wytrawiało od ognia jego geniuszu. Wszyscy się dziwili, że w tak wyniszczonem ciele dusza jeszcze mieszka i nie traci na bystrości rozumu i gorącości serca. Twarz jego jak alabaster zimną była, białą i przejrzystą; a oczy jego, zwykle mgłą przykryte, iskrzyły się niekiedy blaskami wejrzenia – czytamy.

Zawsze słodki i miły, i dowcipem wrzący, a czuły nad miarę, zdawał się już mało należeć do ziemi. Ale niestety, o Niebie nie myślał – dramatycznie dodaje duchowny, jeszcze z lat dziecinnych przyjaciel kompozytora. Ks. Jełowicki wskazuje, że Chopin niewielu miał wokół siebie ludzi dobrych, którzy o zbawienie duszy się troszczyli, a jego czcicielami byli szczególnie ci, którym nie po drodze było ze Stwórcą.

A tryumfy jego w sztuce najwnikliwszej zagłuszyły mu w sercu Ducha Św. jęki niewypowiedziane. Pobożność, którą z łona matki Polki był wyssał, była mu już tylko rodzinnym wspomnieniem. A bezbożność towarzyszów i towarzyszek jego lat ostatnich wsiąkała coraz bardziej w chwytny umysł jego i na duszy jego jak chmurą ołowianą osiadła zwątpieniem. I tylko już mocą wykwintnej przyzwoitości jego się stawało, że się nie naśmiewał głośno z rzeczy świętych, że jeszcze nie szydził – opisuje zmartwychwstaniec.

W takich okolicznościach Fryderyk Chopin zapadł na śmiertelną chorobę, stanowiącej powikłanie po gruźlicy, która była już ostatnim epizodem jego cierpienia na tej ziemi. Ks. Jełowicki zaklinał go, by przystąpił do spowiedzi, ale Chopin wyznawał, że jest w związku z tym rozdarty: Ach, rozumiem cię, rzekł mi, nie chciałbym umrzeć bez Sakramentów, aby nie zasmucić Matki mej ukochanej; ale ich przyjąć nie mogę, bo już ich nie rozumiem po twojemu. Pojąłbym jeszcze słodycz spowiedzi płynącą ze zwierzenia się przyjacielowi; ale spowiedzi jako Sakramentu zgoła nie pojmuję. Jeżeli chcesz, to dla twej przyjaźni wyspowiadam się u ciebie, ale inaczej to nie.

Przywoływanie żadnych świętości nie odnosiło skutku. Ks. Jełowicki postawił zatem na modlitwę, w którą zaangażował wszystkich współbraci. W końcu, gdy lekarz wezwał go, mówiąc, iż za nic nie ręczy, Chopin poprosił do siebie ks. Jełowickiego i powiedział tylko jedno zdanie: Kocham cię bardzo, ale nic nie mów, idź spać. Po nocy duchowej walki o duszę przyjaciela, rano odprawił Mszę Świętą w intencji swego brata Edwarda, w dniu wspomnienia jego patrona. Tak się składało, że Edward Jełowicki był również serdecznym przyjacielem Fryderyka.

Ofiarując za jego duszę Mszę świętą, tak prosiłem Boga: O Boże, litości! Jeżeli dusza brata mego Edwarda miłą jest Tobie, daj mi dzisiaj duszę Fryderyka! – wspomina autor listu. I kontynuuje: Więc ze zdwojoną troską szedłem do Chopina. Zastałem go u śniadania, do którego gdy mię prosił, ja rzekłem: „Przyjacielu mój kochany, dziś są imieniny mego brata Edwarda”. Chopin westchnął, a ja mówiłem tak dalej: „W dzień mego brata daj mi wiązanie”. „Dam ci, co zechcesz”, odpowiedział Chopin, a ja odrzekłem: „Daj mi duszę twoją!”. „Rozumiem cię, weź ją!”, odpowiedział Chopin i usiadł na łóżku.

Następnie jednak sprawa przybrała dla samego duchownego nieco nieoczekiwany obrót. Jak pisze: Wtedy radość niewymowna, ale oraz i trwoga ogarnęły mię. Jakżeż wziąć tę miłą duszę, by ją oddać Bogu? Padłem na kolana, a w sercu moim zawołałem do Pana: „Bierz ją sam!”. I podałem Chopinowi Pana Jezusa ukrzyżowanego, składając Go w milczeniu na jego dwie ręce. I z obu oczu trysnęły mu łzy. „Czy wierzysz?”, zapytałem. Odpowiedział: „Wierzę”. „Jak cię matka nauczyła?”. Odpowiedział: „Jak mię nauczyła matka!”. I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego, w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą. I tuż przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił.

Ks. Aleksander Jełowicki opisuje, jak Chopin przemieniony łaską Bożą, stał się jakoby innym człowiekiem. Rozpoczęła się trwająca cztery doby agonia. Cierpliwość, zdanie się na Boga, a często i rozradowanie towarzyszyły mu aż do ostatniego tchnienia. Wpośród najwyższych boleści wypowiedział szczęście swoje i dziękował Bogu, że aż wykrzykiwał miłość swą ku Niemu i żądzę połączenia się z Nim, co prędzej. I opowiadał swe szczęście przyjaciołom, co go żegnać przychodzili, a i w pobocznych izbach czuwali – czytamy.

Wówczas miała miejsce piękna scena, gdy Chopin, ocknąwszy się, ujrzał tłum ludzi zgromadzonych wokół jego łóżka i powiedział: Co oni tu robią? Czemu się nie modlą? Ks. Jełowicki zaintonował litanię do Wszystkich Świętych, którą śpiewali wszyscy, w większości niewierzący, zgodnym głosem, a na wezwania modlitewne mieli – według świadectwa zmartwychwstańca – odpowiadać nawet obecni na miejscu protestanci.

Chopin co chwilę przywoływał najświętsze imiona Zbawiciela, Jego Niepokalanej Matki oraz jej oblubieńca Józefa. Wypominał przy tym lekarzom, że bez celu przedłużają jego życie, gdy on wybiera się już do Pana: Zadajecie mi na próżno cierpienia srogie. Możeście się pomylili. Ale Bóg się nie pomylił. On mię oczyszcza, O, jakże Bóg dobry, że mię na tym świecie karze! O, jakże Bóg dobry!

Jełowicki daje wreszcie świadectwo, jak dobitna była świadomość Chopina tego, co zyskuje dzięki nawróceniu i tego, czym jawi mu się jego dotychczasowe życie w świetle miłości, dobroci i doskonałości Bożej. W końcu on, co zawsze był wykwintnym w mowie, chcąc mi wyrazić całą wdzięczność swoją, a oraz i nieszczęście tych, co bez Sakramentów umierają, nie wahał się powiedzieć: „Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł – jak świnia!” – czytamy.

A tak autor listu opisuje ostatnie tchnienie genialnego kompozytora i miłośnika Ojczyzny: W samym skonaniu jeszcze raz powtórzył Najsłodsze Imiona: Jezus, Maria, Józef, przycisnął krzyż do ust i do serca swego i ostatnim tchnieniem wymówił te słowa: „Jestem już u źródła szczęścia!…”. I skonał. Tak umarł Chopin! Módlcie się za nim, ażeby żył wiecznie.

Ta niesamowita i całkowicie zapomniana historia pokazuje, jaką „perłą ukrytą” w historii naszego narodu jest wiara. Ta wiara, która niegdyś krzepiła naszych wojowników, z okrzykiem Jezus, Maryja, bij – zabij! ruszających do boju z nieprzyjaciółmi Krzyża Świętego; że już ponad sto siedemdziesiąt lat temu, gdy umierał Chopin, perspektywa wieczności bynajmniej nie stawiła dla Polaków – a przynajmniej dla elit – głównego punktu odniesienia. Trudno się zatem dziwić, że tę opowieść o ostatnich dniach kompozytora przykrył kurz niepamięci.

Z drugiej strony przychodzi refleksja, że wówczas – choć na Boga już się nie oglądano – to przynajmniej piękno sztuki zrodzone w ludzkiej duszy było jeszcze w cenie. Właśnie to piękno było siłą, przez którą działała miłość, która wkładała w usta protestantów wezwania litanii do Wszystkich Świętych i która nawróciła swego czasu tak wiele osób, gdy Adam Mickiewicz przeżywał lata swego katolickiego rozkwitu.

Podejmując tę refleksje w czasach, gdy muzyką nazywa się zbiór chaotycznych dysonansów, a w galeriach podziwiane są bohomazy, których nie sposób zrozumieć bez pisemnego „manifestu” osoby uważającej się za artystę, warto wspomnieć nie tylko same okoliczności śmierci Fryderyka Chopina, ale także ową niepowtarzalną wartość piękna – należącej do triady dóbr, obok prawdy i dobra, o które tak gorliwie walczył inny wielki Polak – Cyprian Kamil Norwid, piszący:

Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.

Filip Obara

Ukryta historia wykorzystania USA do stworzenia państwa Izrael

Ukryta historia wykorzystania USA do stworzenia państwa Izrael

Date: 3 novembre 2023Author: Uczta Baltazara babylonianempire-ukryta-historia-wykorzystania-usa

(przekład automatyczny)

W miarę pogłębiania się kryzysu między Izraelczykami i Palestyńczykami po ataku Hamasu z 7 października, możemy zastanowić się nad tym, jak w ogóle powstało państwo Izrael. W obecnym momencie, gdy na horyzoncie rysuje się III wojna światowa, gdy Izrael dokonuje masakr na ludności cywilnej Gazy, a liczba ofiar śmiertelnych przekracza 9000, z czego ponad 4000 to dzieci, oraz gdy zachodnia armada gromadzi się we wschodniej części Morza Śródziemnego, warto zapoznać się z książką dziennikarki Alison Weir zatytułowaną Against Our Better Judgment: Ukryta historia tego, jak Stany Zjednoczone zostały wykorzystane do stworzenia Izraela. Książka została opublikowana w roku 2014; jest pełna często trudno dostępnych szczegółów i jest mistrzowsko udokumentowana. Alison Weir jest również szefową założonej przez siebie grupy: If Americans Knew.

Książka Alison Weir ma kluczowe znaczenie dla rozważenia sposobów uzyskania szerszej perspektywy w celu rozładowania sytuacji. Jest również bardzo interesująca w odniesieniu do większego potencjalnego konfliktu, w którym amerykańscy przywódcy polityczni ponownie używają frazy “Oś Zła”, tym razem w celu opisania narodów Rosji, Chin i Iranu. (Czasami dla porządku dorzuca się do tego Koreę Północną). To oczywiście Iran jest wskazywany przez amerykańskich przywódców jako domniemany sponsor grup oporu w Palestynie i okolicach, w tym Hamasu. Poniżej przedstawiam najważniejsze moim zdaniem fragmenty książki Alison Weir. Moje własne komentarze redakcyjne zostały wyróżnione kursywą. Numery stron podano w nawiasach tylko w przypadku cytatów z książki.

Pochodzenie syjonizmu w USA. Wbrew naszej lepszej ocenie: The Hidden History of How the U.S. Was Used to Create Israel rozpoczyna się od wyjaśnienia, że poparcie dla syjonizmu, definiowanego jako pragnienie utworzenia żydowskiego państwa narodowego gdzieś na świecie, sięga w historii Stanów Zjednoczonych późnych lat osiemdziesiątych XIX wieku, mniej więcej w czasie, gdy ruch syjonistyczny stawał się widoczny w Europie. W latach 1910-tych w Stanach Zjednoczonych były już tysiące zwolenników tego ruchu, choć wielu Żydów sprzeciwiało się syjonizmowi, uznając, że nie leży on w interesie narodu żydowskiego i z pewnością doprowadzi do antagonizmu wobec niego. Prawdopodobnie większość Żydów w USA nigdy nawet nie słyszała o syjonizmie i / lub była zadowolona z asymilacji z amerykańskim społeczeństwem. W rzeczywistości nie było niczego, co można by nawet postrzegać jako “problem antysemityzmu” w USA w tym czasie.

Rola sędziego Sądu Najwyższego USA Louisa Brandeisa i utworzenie Parushim. Mimo to niektórzy bardzo wpływowi ludzie stali się syjonistami, w tym sędzia Sądu Najwyższego USA Louis Brandeis, którego głównym uczniem był przyszły sędzia Sądu Najwyższego Felix Frankfurter. Brandeis utworzył tajną organizację o nazwie Parushim, której jedynym celem było doprowadzenie do utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie. Ta syjonistyczna organizacja wymagała przysięgi, która wydawała się dawać władzę życia i śmierci jej zaprzysiężonym członkom.

“Parushim”, pisane również “Purushim”, to hebrajskie słowo, od którego pochodzi nazwa “faryzeusze”, oznaczająca “separatystów”. Od faryzeuszy pochodzi judaizm rabiniczny i idea, że “nie powinniśmy się asymilować ani akulturować”. (prezi.com) Chciałbym zauważyć, że książka Alison Weir nie miała na celu przedstawienia głębszych motywacji ruchu syjonistycznego, poza jego twierdzeniem, że jest reakcją na europejski “antysemityzm”. Aby uzyskać więcej głębi, polecam uważną lekturę klasycznej książki The Controversy of Zion autorstwa brytyjskiego dziennikarza Douglasa Reeda (1895-1976).

Sędzia Louis Brandeis był blisko związany z bankierem z Wall Street Jacobem Schiffem. Brandeis był również ściśle zaangażowany w tworzenie Systemu Rezerwy Federalnej, podobnie jak Schiff, choć zaangażowanie Brandeisa w kwestie polityczne było w dużej mierze zakulisowe.

Dodam, że Rezerwa Federalna była w dużej mierze projektem U.S. Money Trust i brytyjskich/ europejskich Rothschildów. Rothschildowie byli również mocno zaangażowani w syjonizm oraz w tworzenie i wspieranie państwa syjonistycznego. Fakt, że syjonizm był sponsorowany przez niezwykle bogatych ludzi, może sprawić, że zadamy sobie pytanie, w jakim stopniu nagrody finansowe odegrały rolę w szybkim nawróceniu wielu Żydów i nie-Żydów na syjonizm w tym okresie. Informacje na temat utworzenia Rezerwy Federalnej można znaleźć w mojej książce Our Country, Then and Now (Clarity Press, 2023).

Współpraca między Parushim a Wielką Brytanią. Parushim sędziego Louisa Brandeisa ściśle współpracowali z syjonistami w Wielkiej Brytanii, w tym podróżowali tam i z powrotem, aby przekonać rząd brytyjski do wyznaczenia Palestyny jako przyszłej żydowskiej ojczyzny. Stało się to po tym, jak przywódcy syjonistyczni odrzucili takie lokalizacje jak Kenia. W ten sposób powstała “umowa” między Wielką Brytanią a Parushim, że jeśli Brytyjczycy wygenerują to, co stało się Deklaracją Balfoura, amerykańscy syjoniści postarają się zapewnić udział USA w I wojnie światowej przeciwko Niemcom po stronie Wielkiej Brytanii. Umowa ta została wypełniona przez obie strony, choć podobnie jak w USA, wielu brytyjskich Żydów sprzeciwiało się syjonizmowi z podobnych powodów – jako zagrożeniu dla żydowskiej asymilacji.

Deklaracja Balfoura stanowiła, że należy “jasno zrozumieć, że nie należy robić niczego, co mogłoby naruszać prawa obywatelskie i religijne istniejących nieżydowskich społeczności w Palestynie”. (s. 97) W tym czasie społeczności nieżydowskie stanowiły 92 procent populacji Palestyny.

Syjonizm i brak zawarcia pokoju z Imperium Osmańskim. I wojna światowa rozpoczęła się w 1914 roku. W latach 1915-1916 Imperium Osmańskie, które było sprzymierzone z Niemcami, ale nie prowadziło wojny z USA, zaproponowało zawarcie odrębnego pokoju z USA. Stany Zjednoczone wysłały delegację w celu wynegocjowania tego odrębnego pokoju, ale Brandeis poinformował brytyjskich syjonistów, że delegacja jest w drodze. Brytyjscy syjoniści wysłali swojego przywódcę, Chaima Weizmanna, aby przechwycił delegację USA w Gibraltarze, gdzie przekonał ją do odwołania negocjacji. Powodem było to, że Brytyjczycy zamierzali po wojnie zgłosić roszczenia do Palestyny jako ojczyzny dla Żydów, więc chcieli mieć pewność, że Palestyna będzie dostępna dla brytyjskiej kontroli. Celem Brytyjczyków było rozbicie Imperium Osmańskiego, a nie pozostawienie go w stanie nienaruszonym w wyniku odrębnego pokoju zainicjowanego przez Stany Zjednoczone.

Ostrzeżenia przed projektem syjonistycznym. Dyplomaci w Departamencie Stanu USA, zarówno w Waszyngtonie, jak i na Bliskim Wschodzie, byli świadomi syjonistycznego projektu i ostrzegali przed nim, argumentując, że milion Palestyńczyków zostanie wysiedlonych lub stanie się wirtualnymi sługami/niewolnikami najeźdźców.

I wojna światowa. W 1917 r. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny po stronie Wielkiej Brytanii, zgodnie z syjonistycznym porozumieniem, a Niemcy zostały pokonane wraz z Osmanami. Wielka Brytania podpisała również tajne porozumienie z Francją, na mocy którego uzyskała kontrolę nad Palestyną po zakończeniu wojny. Kontrola została wdrożona za pośrednictwem brytyjskiego mandatu zatwierdzonego przez Ligę Narodów.

W tym okresie w społeczeństwie amerykańskim zaczął narastać antagonizm wobec Żydów, częściowo w reakcji na przekonanie, że Żydzi kontrolowali banki i inne instytucje finansowe. Pojawiły się również “Protokoły Mędrców Syjonu”. Chociaż twierdzono, że jest to fałszerstwo z carskiej Rosji, Protokoły zyskały wiarygodność i rozgłos dzięki Henry’emu Fordowi i innym.

Niemcy były świadome, że syjoniści przyczynili się do klęski Niemiec w I wojnie światowej. Przyczyniło się to do antyżydowskiego nastawienia Niemców po wojnie i było czynnikiem późniejszej antyżydowskiej polityki nazistów.

Podczas I wojny światowej Parushim przekazali FBI listę Amerykanów, którzy byli przeciwnikami syjonizmu lub wojny. Wiele z tych osób zostało aresztowanych i wysłanych do więzienia. Przez cały ten czas Brandeis kierował sprawami zza kulis. Był prawdopodobnie najpotężniejszą osobą w USA, ale jego działalność polityczna była tajna lub prowadzona przez pełnomocników.

Pod koniec I wojny światowej prezydent Woodrow Wilson wysłał do Palestyny komisję w celu zbadania sytuacji. Jej raport, znany jako Komisja King-Crane’a, “zalecał przeciwstawienie się syjonistycznemu stanowisku nieograniczonej imigracji Żydów w celu uczynienia z Palestyny państwa wyraźnie żydowskiego”. W raporcie stwierdzono, że “syjoniści oczekują praktycznie całkowitego wywłaszczenia obecnych nieżydowskich mieszkańców Palestyny”, że “do osiągnięcia tego celu potrzebna będzie siła zbrojna” oraz że “projekt uczynienia Palestyny wyraźnie żydowską wspólnotą powinien zostać porzucony”. Raport Komisji Króla-Crane’a “został stłumiony”. (p.25)

Syjonizm po I wojnie światowej. W okresie międzywojennym rosnąca liczba amerykańskich syjonistów pracowała nad realizacją projektu utworzenia Izraela. W Niemczech syjoniści wspierali powstanie nazistów, ponieważ doprowadziło to do tego, że niemieccy Żydzi chcieli wyemigrować do Palestyny. W Iraku, gdzie żydowscy przywódcy nie popierali syjonizmu, iraccy Żydzi byli atakowani, a nawet mordowani, aby zmusić ich do emigracji do Palestyny. Bez wzbudzania niepokoju Żydów na całym świecie, że nie są bezpieczni w swoich ojczyznach, syjonistyczni planiści wierzyli, że nie będzie wystarczającej liczby żydowskich osadników, aby stworzyć państwo syjonistyczne i zmusić Palestyńczyków do wyjazdu.

Przeciwnikom syjonizmu w amerykańskiej służbie dyplomatycznej grożono zniszczeniem kariery, jeśli nie poprą twierdzeń, że Żydzi w innych krajach cierpią z powodu dyskryminacji i powinni przenieść się do Palestyny. Syjoniści pracowali nad ograniczeniem możliwości imigracyjnych dla Żydów w innych krajach niż Palestyna, w tym w USA. Syjoniści sprzeciwiali się działaniom rządu brytyjskiego mającym na celu ograniczenie liczby Żydów, którzy mogliby wjechać do Palestyny.

Współpraca między syjonistami a nazistami. Opierając się na pracy autorki Hannah Arendt, Edwin Black napisał The Transfer Agreement: Dramatyczną historię paktu między Trzecią Rzeszą a żydowską Palestyną. Według autora Toma Segeva, “Arendt stwierdziła, że wielu Żydów przeżyłoby, gdyby ich przywódcy nie pomogli nazistom zorganizować koncentracji Żydów w gettach, ich deportacji na wschód i transportu do obozów zagłady”. (str. 146) Zostało to nazwane “Porozumieniem Haavara”.

Słynny żydowski bojkot niemieckich produktów w latach 30. XX wieku mógł być zainicjowany przez syjonistów w celu promowania antyżydowskich nastrojów prowadzących do większej chęci emigracji Żydów do Palestyny. Inni syjoniści twierdzili, że prześladowani Żydzi byli skłonni do zostania rewolucyjnymi komunistami w tym samym celu.

Działalność syjonistyczna między wojnami światowymi. W Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku przywódcy syjonistyczni stłumili mowę o państwie żydowskim w Palestynie i skupili się na tworzeniu tam nowych instytucji jako przedsięwzięć altruistycznych. Przykładem był Uniwersytet Hebrajski, otwarty w Jerozolimie w 1925 roku. Przywódcy syjonistyczni narzekali, że większość amerykańskich Żydów postrzega siebie przede wszystkim jako obywateli amerykańskich. Organizacje takie jak American Zionist Emergency Council i United Jewish Appeal zostały założone w celu generowania funduszy i wsparcia. Darowizny na rzecz United Jewish Appeal w 1948 r. były czterokrotnie wyższe niż na rzecz Amerykańskiego Czerwonego Krzyża. Niektórzy Żydzi, jak Amerykańska Rada Judaizmu, nadal sprzeciwiali się syjonizmowi jako sprzecznemu z prawdziwymi żydowskimi interesami. ACJ sprzeciwiała się “antysemickiemu rasistowskiemu kłamstwu syjonistów, jakoby Żydzi na całym świecie stanowili odrębne, narodowe ciało”. (p.152)

Zwolennicy syjonizmu w Stanach Zjednoczonych mieli potężnych zwolenników politycznych. Kongresman z Nowego Jorku Emanuel Celler powiedział prezydentowi Harry’emu Trumanowi: “Wypędzimy cię z miasta”, jeśli nie poprze programu. Senator Jacob Javits powiedział: “Będziemy walczyć na śmierć i życie, aby stworzyć żydowskie państwo w Palestynie, jeśli będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobimy”. (s. 38) Propaganda syjonistyczna obejmowała finansowanie bestsellerowych pro-syjonistycznych książek autorstwa nie-Żydów. Syjoniści, tacy jak bogaty prawnik z Wall Street Samuel Untermyer, zaczęli wprowadzać do dyskursu “dyspensacjonalistyczne” idee “chrześcijańskiego syjonizmu” poprzez sponsorowanie “Biblii Scofielda”. (Untermyer był również czołowym zwolennikiem Rezerwy Federalnej i orędownikiem światowego żydowskiego bojkotu Niemiec).

Dziś, jak wszyscy wiemy, “chrześcijański syjonizm” wśród “ewangelików” jest częścią fundamentalnego wsparcia izraelskiego lobby. Czołowi ewangelikalni duchowni, tacy jak Jerry Falwell, otrzymali duże darowizny od zwolenników syjonizmu. Cała “dyspensacjonalistyczna” mitologia obejmująca “pochwycenie” itp. została skonstruowana i promowana w celu uzasadnienia politycznego związku między tą grupą amerykańskich religiantów a najbardziej ekstremalnymi frakcjami izraelskiej polityki, kierowanymi obecnie przez takie postacie jak premier Benjamin Netanjahu. Chociaż Netanjahu ujawnił tę szaloną mitologię, aby ukryć izraelskie ludobójstwo w Strefie Gazy, temat ten nie został szczegółowo omówiony w książce Alison Weir, więc nie będzie tu dalej poruszany.

Protestanckie wsparcie dla syjonizmu. W latach trzydziestych XX wieku amerykańscy syjoniści próbowali zorganizować amerykańskich protestantów na rzecz swojego poparcia. Pod koniec II wojny światowej Chrześcijańska Rada Palestyny liczyła 3000 członków, a Amerykański Komitet Palestyny 6500. Apel do protestantów opierał się na generowaniu współczucia dla uchodźców, choć nie wspominano o setkach tysięcy Palestyńczyków, którzy stali się uchodźcami z powodu syjonistycznego przejęcia. Podczas izraelskiej wojny o niepodległość w latach 1947-1949 chrześcijańskie kościoły i instytucje w Palestynie zostały zaatakowane przez syjonistów wraz z Palestyńczykami.

Początki terroryzmu i podział Palestyny przez ONZ. W Palestynie w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku syjoniści próbowali kupić palestyńską ziemię, ale niewielu mieszkańców chciało ją sprzedać. Syjoniści zaczęli więc organizować siły terrorystyczne, aby ich wypędzić. Te grupy terrorystyczne były również wymierzone w brytyjskich urzędników państwowych, ponieważ Palestyna nadal była Mandatem Brytyjskim. Autorka Alison Weir przytacza wypowiedź Davida ben Guriona, pierwszego premiera Izraela, która sugeruje, że przynajmniej częściowo zapoczątkowało to dzisiejsze ogólnoświatowe zjawisko terroryzmu.

Na początku wojny z lat 1947-1949 Żydzi stanowili 30 procent ludności Palestyny, ale posiadali tylko 6-7 procent ziemi. W 1947 r. Wielka Brytania przekazała Mandat Palestyny ONZ. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego w sprawie podziału dała syjonistom 55 procent ziemi w Palestynie. Departament Stanu USA sprzeciwił się planowi podziału jako sprzecznemu z życzeniami miejscowej ludności i naruszającemu interesy USA oraz zasady demokracji. Urzędnicy ostrzegali, że podział “zagwarantowałby, że problem Palestyny byłby stały i jeszcze bardziej skomplikowany w przyszłości”. (s. 45) Urzędnicy stwierdzili, że propozycja dotyczyła “teokratycznego państwa rasowego”, które dyskryminowałoby “ze względu na religię i rasę”. (str. 45) Wiodący antysyjonistyczny urzędnik Departamentu Stanu, Loy Henderson, został wygnany przez swoich przełożonych na stanowisko ambasadora w Nepalu.

Sprzeciw rządu USA wobec syjonizmu. Niemniej jednak praktycznie cały amerykański rząd był przeciwny powstaniu państwa żydowskiego w Palestynie. Oświadczenia i raporty zostały sporządzone przez komisję z 1946 r. kierowaną przez ambasadora Henry’ego F. Grady’ego, CIA, Szefów Połączonych Sztabów i podsekretarza stanu Deana Achesona. W raporcie szefów sztabów z 1948 r. stwierdzono, że “strategia syjonistyczna będzie dążyć do zaangażowania [USA] w stale poszerzającą się i pogłębiającą serię operacji mających na celu zapewnienie maksymalnych celów żydowskich”. (p.47)

Przywódcy żydowscy doskonale zdawali sobie sprawę, że podział Palestyny przez ONZ był tymczasowy i że z czasem państwo żydowskie rozszerzy się, aby wchłonąć cały region. Sformułowano koncepcję “Erec Israel”, zgodnie z którą państwo syjonistyczne obejmowałoby Transjordanię, a także części Libanu i Syrii. Syjoniści zaczęli również wykorzystywać antagonizm Stanów Zjednoczonych wobec Związku Radzieckiego jako argument za utworzeniem prozachodniego państwa żydowskiego. Nawiązywało to do wczesnych dni syjonizmu, kiedy przywódcy syjonistyczni scharakteryzowali proponowane przez siebie państwo jako bastion brytyjskich wpływów na Bliskim Wschodzie, tj. jako przedłużenie brytyjskiego kolonializmu i geopolityki.

Dziś prosyjoniści argumentują, że Izrael jest przyczółkiem łagodnych “judeochrześcijańskich” wpływów na Bliskim Wschodzie, próbując wzbudzić antagonizm wobec miliarda muzułmanów na świecie w rzekomym “zderzeniu cywilizacji”. Takie postawy stały się widoczne w polityce Stanów Zjednoczonych podczas “wojny z terroryzmem” administracji Busha i Cheneya, która trwa do dziś poprzez oznaczanie przez USA antysyjonistycznych grup, takich jak Hamas i Hezbollah, jako organizacji “terrorystycznych”. Dzieje się tak pomimo przytoczonego powyżej faktu historycznego, że to syjoniści wprowadzili terroryzm na Bliskim Wschodzie.

Uznanie Izraela przez USA i rola prezydenta Trumana. Stany Zjednoczone były pierwszym krajem, który uznał Izrael za niepodległe państwo, gdy 14 maja 1948 r. prezydent Harry Truman wydał oświadczenie o uznaniu po proklamowaniu przez Izrael niepodległości w tym samym dniu. Główną motywacją Trumana było wówczas, i nadal jest, zdobycie poparcia Żydów w wyborach prezydenckich w tym roku. Jego decyzja spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem sekretarza stanu George’a Marshalla, sekretarza obrony Jamesa Forrestala, CIA i Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz najwyższego urzędnika Departamentu Stanu George’a Kennana. Agent wywiadu Kermit Roosevelt napisał: “Obecny przebieg światowego kryzysu będzie w coraz większym stopniu zmuszał Amerykanów do uświadomienia sobie, że ich interesy narodowe i interesy proponowanego państwa żydowskiego w Palestynie będą ze sobą sprzeczne”. (s. 51) W przeciwieństwie do przekonania, że amerykańskie interesy naftowe promowały syjonistyczny projekt, urzędnicy argumentowali, że negatywnie wpłynie to na zdolność USA do dostępu do zasobów Bliskiego Wschodu. Truman miał również pro-syjonistyczne osoby na wysokich szczeblach swojej administracji.

Autorka Alison Weir wskazuje, że przekupstwo również odegrało pewną rolę. “Gore Vidal napisał: ‘Gdzieś w późnych latach pięćdziesiątych, ten światowej klasy plotkarz i okazjonalny historyk, John F. Kennedy, opowiedział mi, jak w 1948 r. Harry S. Truman został w zasadzie porzucony przez wszystkich, gdy przyszedł ubiegać się o urząd prezydenta. Wtedy pewien amerykański syjonista przyniósł mu dwa miliony dolarów w gotówce, w walizce, na pokładzie jego pociągu kampanijnego. ‘To dlatego tak szybko uznaliśmy Izrael’”. (s. 167) Żydowski biznesmen Abraham Feinberg wyjaśnił swoją zbiórkę gotówki dla Trumana w wywiadzie opublikowanym przez Bibliotekę Trumana w 1973 roku. CIA odkryła również nielegalny handel bronią prowadzony przez Feinberga na rzecz grup syjonistycznych.

Być może będę pierwszym pisarzem, który wskaże, że działania Trumana polegające na przyjmowaniu łapówek, gdyby zostały odkryte, mogłyby być postrzegane i traktowane jako przestępstwo podlegające impeachmentowi.

Syjonistyczne przejęcie Palestyny. W momencie proklamowania niepodległości Izraela i natychmiastowego uznania jej przez Stany Zjednoczone, rezolucja ONZ o podziale Palestyny została przyjęta, a między siłami syjonistycznymi i arabskimi wybuchła wojna. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło plan podziału stosunkiem głosów 33 do 13, przy 10 głosach wstrzymujących się, przy czym wiele krajów zostało poddanych intensywnemu syjonistycznemu lobbingowi i groźbom. Na przykład “Finansista i długoletni doradca prezydenta Bernard Baruch powiedział Francji, że straci pomoc USA, jeśli zagłosuje przeciwko podziałowi”. (str. 55) Szwedzki mediator ONZ, hrabia Folke Bernadotte, został zabity przez syjonistycznych zabójców. Do dnia dzisiejszego nigdy nie udowodniono, że U.N. w swoim podziale Palestyny miała jakiekolwiek umocowanie prawne. Innymi słowy, było to prawdopodobnie działanie pozaprawne w odpowiedzi na syjonistyczny lobbing.

Chociaż sporadyczne akty przemocy między Żydami a palestyńskimi Arabami miały miejsce przez poprzednie dwie dekady, syjoniści dokonali masowych masakr Palestyńczyków po rezolucji ONZ w sprawie podziału. Do końca wojny o niepodległość Izraela w 1948 roku, ponad 750 000 Palestyńczyków zostało wypędzonych z terytorium kontrolowanego przez syjonistów. Izraelski historyk Tom Segev napisał: “Izrael narodził się z terroru, wojny i rewolucji, a jego stworzenie wymagało pewnej dozy fanatyzmu i okrucieństwa”. (str. 58) Dziś nazywa się to po arabsku “Nakba” – “katastrofa”.

Najbardziej znana masakra miała miejsce w wiosce Deir Yessin w kwietniu 1948 roku, zanim jakiekolwiek arabskie armie dołączyły do walki. Zamordowano tam z zimną krwią 254 mieszkańców wioski. Szefami dwóch bojówek obecnych w Deir Yessin, Irgunu i Gangu Sterna, byli Menachem Begin i Icchak Szamir, z których obaj zostali później premierami Izraela. Irgun zbombardował hotel King David w Jerozolimie 22 lipca 1947 roku, zabijając 86 osób. Gang Sterna zabiegał również o pomoc od państw Osi podczas II wojny światowej.

Syjonistyczne organizacje frontowe w USA. W latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku syjoniści utworzyli szereg organizacji przykrywkowych w celu zbierania pieniędzy wykorzystywanych do finansowania działań bojowych w Palestynie. Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone utrzymały embargo na broń przeciwko Izraelowi i Bliskiemu Wschodowi. Irgun był jednym z głównych sponsorów organizacji przykrywkowych, których celem było ominięcie embarga. Jedna z grup, Żydowska Armia Bezpaństwowych i Palestyńskich Żydów, twierdziła, że została utworzona do walki z nazistami w Europie, ale zamiast tego miała walczyć z Brytyjczykami i Arabami w Palestynie. Grupy te wyznawały tak radykalne ideologie, jak pogląd, że “nie-Żydzi są wcieleniem szatana i że świat został stworzony wyłącznie dla Żydów”. (s. 67) Inna grupa, kierowana przez ortodoksyjnego rabina Barucha Korffa, uknuła spisek mający na celu wysadzenie brytyjskiego biura spraw zagranicznych w Londynie, który został ujawniony w New York Herald Tribune. Dzięki wpływom politycznym, amerykańskie zarzuty przeciwko Korffowi zostały wycofane. Później “stał się bliskim przyjacielem i gorącym zwolennikiem prezydenta Richarda Nixona, który nazwał go ‘moim rabinem’”. (s. 71) Wsparcie Nixona dla Izraela przejawiło się w gigantycznym transporcie lotniczym zaopatrzenia wojskowego, który pomógł uratować Izrael przed klęską w wojnie Jom Kippur w 1973 roku. Inną ważną organizacją zbierającą pieniądze na wysyłanie broni syjonistom w Palestynie był Instytut Sonneborna. Między 1939 a majem 1948 r. działała również Żydowska Agencja na rzecz Izraela, która zebrała równowartość 3,5 miliarda dolarów.

Syjonizm i przestępczość zorganizowana. Finansowymi zwolennikami niepodległości Izraela byli członkowie przestępczości zorganizowanej, w tym Meyer Lansky, szef żydowskiej mafii w USA. W artykule z 19 kwietnia 2018 r. w Tablet (tabletmag.com) zatytułowanym “Gangsterzy dla Syjonu: Yom Ha’atzmaut: Jak żydowscy gangsterzy pomogli Izraelowi uzyskać niepodległość”. Robert Rockaway napisał: “W 1945 r. Agencja Żydowska, przedpaństwowy rząd Izraela kierowany przez Dawida Ben-Guriona, stworzyła rozległą tajną sieć zakupu i przemytu broni w Stanach Zjednoczonych. Operacja została przeprowadzona pod egidą Haganah, podziemnego prekursora Sił Obronnych Izraela, i zaangażowała setki Amerykanów z różnych środowisk. Byli wśród nich milionerzy, studenci rabinatu, handlarze złomem, byli generałowie, studenci college’u, marynarze, przemysłowcy, chemicy, inżynierowie, protestanci i katolicy, a także Żydzi. Jedną z grup, która pozostała anonimowa i o której rzadko się mówiło, byli mężczyźni, którzy byli twardzi, uliczni, nieustraszeni i mieli dostęp do gotówki: Żydowscy gangsterzy”. Rockaway, emerytowany profesor Uniwersytetu w Tel Awiwie, napisał również, że dzięki kontroli nad amerykańskimi portami żydowska mafia organizowała dostawy broni do Izraela na pokładach statków pływających pod banderą Panamy.

Rekrutacja Żydów do przeniesienia się do Palestyny. “Syjonistyczne kadry infiltrowały obozy dla przesiedleńców, które zostały utworzone w celu przetrzymywania uchodźców wysiedlonych podczas II wojny światowej. Ci infiltratorzy próbowali potajemnie przerzucać ludzi do Palestyny. Kiedy okazywało się, że większość z nich nie chce jechać do Palestyny, starali się ich przekonać – czasami siłą”. (s. 74) Innym źródłem rekrutacji były żydowskie przybrane dzieci w chrześcijańskich domach. Syjoniści twierdzili, że są jedynym przedstawicielem wszystkich Żydów na świecie, aby legitymizować wysiłki zmierzające do skierowania ocalałych z wojny do Izraela, a nie do krajów takich jak USA, do których wielu wolało się udać. “Po tym, jak dobrowolna rekrutacja przyniosła mniej niż 0,3 procent populacji DP [przesiedleńców], wprowadzono obowiązkowy pobór”. (s. 79) Niektórzy poborowi musieli walczyć w Palestynie w syjonistycznej wojnie o niepodległość. W międzyczasie w Waszyngtonie utworzono tajną grupę Sieff, której zadaniem było prowadzenie zakulisowego lobbingu na rzecz syjonistycznego projektu. Grupa była chroniona przez tak wpływowe osoby jak sędzia Sądu Najwyższego Felix Frankfurter, sekretarz skarbu Henry Morgenthau Jr. oraz wspomniany wcześniej finansista i doradca prezydenta Bernard Baruch.

Los palestyńskich uchodźców. Trzy czwarte miliona palestyńskich uchodźców uciekło do sąsiednich regionów w wyniku gigantycznej katastrofy humanitarnej. W raporcie Departamentu Stanu z 1948 roku stwierdzono, że “całkowita bezpośrednia pomoc zaoferowana… przez rząd Izraela do tej pory składa się z 500 skrzynek pomarańczy”. (str. 83)

Wartość ziemi skonfiskowanej przez syjonistów wyniosła 5,2 biliona dolarów w przeliczeniu na dzisiejsze dolary. Chrześcijanie również ucierpieli, ponieważ “liczne klasztory, hospicja, seminaria i kościoły zostały zniszczone lub pozbawione swoich chrześcijańskich właścicieli i opiekunów”. (s. 83) Wysiłki amerykańskich urzędników rządowych, aby wstrzymać pomoc dla rządu izraelskiego z powodu kryzysu uchodźczego, zostały odrzucone przez prezydenta Trumana.

Syjonizm i media. Już podczas I wojny światowej syjoniści sprawowali niemal całkowitą kontrolę nad amerykańską prasą. Obejmowało to umieszczanie pro-syjonistycznych artykułów w prestiżowych gazetach, takich jak The New York Times. W 1953 roku autor Alfred Lilienthal napisał: “Zdobycie amerykańskiej prasy przez żydowski nacjonalizm było w rzeczywistości niewiarygodnie kompletne. Czasopisma i gazety, zarówno w wiadomościach, jak i kolumnach redakcyjnych, przedstawiały głównie syjonistyczne poglądy na wydarzenia przed, w trakcie i po podziale”. (s. 86) Syjonistyczny przymus obejmował wycofywanie reklam, anulowanie prenumerat i umieszczanie na czarnych listach dziennikarzy i autorów, nawet tych, którzy wykazywali choćby śladowe współczucie dla wysiedlonych Palestyńczyków. Szczególnie emocjonalne we wspieraniu syjonizmu były czasopisma The Nation i New Republic. Przykładem tego, jak syjoniści mogli zniszczyć karierę autora, był atak na znaną wówczas dziennikarkę Dorothy Thompson po tym, jak “zaczęła mówić o palestyńskich uchodźcach, była narratorem filmu dokumentalnego o ich trudnej sytuacji i potępiła żydowski terroryzm”. (p.92)

Wszyscy wiemy, że całkowite nachylenie amerykańskich mediów w kierunku syjonizmu i Izraela dominuje w doniesieniach informacyjnych na wszystkich poziomach i w całym spektrum ideologicznym, od czołowych gazet i sieci po to, co pozostało z dziennikarstwa w małych miastach. Dotyczy to również tak zwanych “niezależnych” mediów, takich jak Breitbart. Początek tej stronniczości rozpoczął się, być może nieprzypadkowo, w okresie przed I wojną światową, kiedy redakcje amerykańskich gazet zostały przejęte przez propagandystów sympatyzujących z Systemem Rezerwy Federalnej i Money Trust. Dziś mamy oczywiście internet, który zaczął wkraczać w kontrolę wiadomości przez pro-establishmentowe korporacje medialne i cenzorów Deep State. Jednak media internetowe również muszą być ostrożne, więc często są zredukowane do roli “ograniczonych miejsc spotkań”, zgłaszając tylko wybrane historie, które protestują przeciwko szczególnie rażącym izraelskim wykroczeniom, ale nigdy “szerszego obrazu”.

Podsumowując, możemy powiedzieć, że jak jasno wynika z książki Alison Weir, to głównie amerykańscy syjoniści sfinansowali i umożliwili brutalne przejęcie Palestyny, a tym samym ponoszą współodpowiedzialność za okrucieństwa popełnione w ciągu ostatnich trzech czwartych wieku na zróżnicowanej populacji, której przodkowie żyli w pokoju i byli zakorzenieni w tym regionie od tysiącleci. Ludność ta zamieszkiwała również święte miasto Jerozolimę, święte dla religii żydowskiej, chrześcijańskiej i islamskiej.

Książka wyjaśnia również, że ludzie mogą sprzeciwiać się syjonizmowi – siłowemu ustanowieniu żydowskiego państwa narodowego w Palestynie – bez bycia antyżydowskimi lub “antysemickimi”. Oczywiście większość rdzennych mieszkańców Palestyny to “Semici” pod względem pochodzenia etnicznego i języka. Ponadto najsilniejszymi przeciwnikami pierwotnego ruchu syjonistycznego w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie w innych krajach byli i nadal są sami Żydzi, którzy z powodzeniem zasymilowali się z kulturami gospodarzy. Przykładami są chasydzcy Żydzi z Brooklynu w Nowym Jorku i Żydzi w Iranie, którzy odmawiają wspierania Izraela.

Wiele kolejnych tomów można lub należy napisać o wspieraniu Izraela i syjonizmu przez Stany Zjednoczone oraz o ingerencji Izraela i syjonizmu w wewnętrzne sprawy USA. Zaliczyłbym do nich badanie możliwego udziału Izraela w zabójstwach JFK/RFK i atakach z 11 września, przyzwolenie USA na izraelski program broni nuklearnej, powiązania Izraela z neokonserwatystami, którzy kontrolują dzisiejszą politykę zagraniczną USA, oraz dzisiejsze podżeganie do III wojny światowej przeciwko ponad połowie krajów świata, zaczynając od nemezis Izraela, Iranu. Czy USA wdadzą się w III wojnę światową z powodu swojej pro-syjonistycznej niewoli?

INFO: https://www.unz.com/article/review-against-our-better-judgment-by-alison-weir/

Syn współzałożyciela WEF Najadi nazwał zastrzyki bronią biologiczną służącą depopulacji. Gwałtowny wzrost liczby turbo-nowotworów.

Syn współzałożyciela WEF nazwał zastrzyki bronią biologiczną służącą depopulacji

pch24.pl-zastrzyki-bronia-biologiczna-sluzaca-depopulacji

#covid #mrna #ONZ #OUN #preparaty genetyczne #wef #WHO #zastrzyki

(Pascal Najadi. Fot. swebbtube.se)

„WEF, WHO, GAVI, Big Pharma, Big Tech, Bill Gates – wszyscy zalecali globalne zaszczepienie ludzkości bronią biologiczną, wstrzyknięcie nanolipidów 5,7 miliardom ludzi… Nie możemy już dłużej tolerować podmiotów, które promują podawanie trucizny” – powiedział w dramatycznym wystąpieniu Pascal Najadi, syn współzałożyciela Światowego Forum Ekonomicznego.

  ————————-

Pascal Najadi to syn Hussaina Najadiego, który do wczesnych lat 80. współpracował z Klausem Schwabem. Nazwał zastrzyki stosowane pod hasłami walki z covid-19 bronią biologiczną służącą „demobójstwu”.

Demobójstwo” – wyjaśnia relacjonujący wystąpienie portal Life Site News – to sformułowany kilkadziesiąt lat temu termin odnoszący się do masowych zabójstw dokonywanych przez rząd na ludności cywilnej – bezpośrednio lub poprzez zaniechanie.

Całe zło na świecie związane z demokracją, niestety pochodzi z Genewy – mówił Najadi, wskazując na cały szereg globalnych organizacji z siedzibami w tym mieście, a mających wpływ na światowe „zarządzanie pandemią”. Jak wskazał Najadi, akcja „wyszczepiania” ludności wielu państw przyniosła skutek w postaci śmierci około 50 milionów osób oraz niszczące dla zdrowia skutki wykryte u kolejnych dziesiątek milionów ludzi.

Szwajcarska metropolia stała się m.in. sercem Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz Światowego Sojuszu na rzecz Szczepień (GAVI).

Światowe Forum Ekonomiczne – którego mój ojciec był współzałożycielem zanim na początku lat 80. z odrazą opuścił Klausa Schwaba – ma „immunitet dyplomatyczny” od rządu szwajcarskiego – mówił autor wystąpienia.

Jako obywatel Szwajcarii oświadczam tu teraz, że WEF nie kwalifikuje się już do immunitetu dyplomatycznego. Wzywam władze szwajcarskie i służby bezpieczeństwa do natychmiastowego aresztowania tych osób – powiedział Najadi.

Jak podkreślił, WEF, WHO, GAVI, Big Pharma, Big Tech, Bill Gates – wszyscy oni zabiegali o przeprowadzenie globalnej akcji szczepienia ludności preparatem będącym w istocie bronią biologiczną.

A my, Szwajcarzy ich gościmy? Nie możemy dłużej tolerować żadnego podmiotu promującego wstrzykiwanie ludzkości trucizny – podkreślał.

Syn dawnego współpracownika Klausa Schwaba posłużył się własnym przykładem.

Jestem ofiarą. Umieram z tego powodu [tak zwanych szczepień – PCh24.pl], i moja matka też – wyznał Najadi, który wcześniej opisał, że doznał poważnych obrażeń ciała, gdy szwajcarscy lekarze wstrzyknęli mu „truciznę”. Obecnie, jak podkreśla – wskutek przyjęcia zastrzyku Pfizera – cierpi na nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną. Lekarze szacują, że jego życie skróci się o 25 lat.

To demobójstwo – powtórzył wskazując na nagłe zgony dzieci i gwałtowny wzrost liczby tak zwanych turbo-nowotworów – przypadków błyskawicznie rozwijającego się i późno wykrywanego raka.

W marcu Najadi złożył pozew cywilny w Sądzie Najwyższym stanu Nowy Jork przeciwko firmie Pfizer, Inc.. Powód ma nadzieję, że sprawa położy kres produkcji i wprowadzaniu do użytku zastrzyków mRNA.

Pod koniec ubiegłego roku Najadi wniósł oskarżenie przeciwko prezydentowi Alainowi Bersetowi o nadużycie stanowiska publicznego w związku z jego rolą w stręczeniu Szwajcarom eksperymentalnego preparatu bez ich świadomej zgody.

Paradoks naszych czasów polega na tym, że mamy szersze autostrady, ale węższe punkty widzenia

Obserwacje George’a Carlina:
[na podst.: neon ]
Paradoks naszych czasów polega na tym, że mamy wyższe budynki, ale niższy temperament,
szersze autostrady, ale węższe punkty widzenia.
Wydajemy więcej, ale mamy mniej, kupujemy więcej, ale mniej się cieszymy.
Mamy większe domy i mniejsze rodziny, więcej udogodnień, ale mniej czasu.
Mamy więcej stopni naukowych, ale mniej rozsądku, więcej wiedzy, ale mniej osądów,
więcej ekspertów, ale więcej problemów, więcej medycyny, ale mniej dobrego samopoczucia.
Pijemy za dużo, palimy za dużo, wydajemy zbyt lekkomyślnie, śmiejemy się za mało,
jeździmy za szybko, za bardzo się złościmy, kładziemy się zbyt późno, wstajemy zbyt zmęczeni,
czytamy za mało, oglądamy telewizję za dużo i modlimy się zbyt rzadko.
Pomnożyliśmy nasz majątek, ale zmniejszyliśmy nasze wartości.
Mówimy za dużo, kochamy zbyt rzadko i nienawidzimy zbyt często.
Nauczyliśmy się, jak zarabiać na życie, ale nie jak żyć.
Dodaliśmy lata do życia, a nie życie do lat.
Przebyliśmy całą drogę na Księżyc i z powrotem, ale mamy problem z przejściem przez ulicę, aby poznać nowego sąsiada.
Podbiliśmy przestrzeń kosmiczną, ale nie przestrzeń wewnętrzną.
Robiliśmy większe rzeczy, ale nie lepsze.
Oczyściliśmy powietrze, ale zanieczyściliśmy duszę.
Pokonaliśmy atom, ale nie nasze uprzedzenia.
Więcej piszemy, ale uczymy się mniej.
Planujemy więcej, ale osiągamy mniej.
Nauczyliśmy się spieszyć, ale nie czekać.
Budujemy więcej komputerów, aby przechowywać więcej informacji i tworzyć więcej kopii niż kiedykolwiek wcześniej,
ale komunikujemy się coraz rzadziej.
To czasy fast foodów i powolnego trawienia, wielkich ludzi i małych charakterów, wysokich zysków i płytkich relacji.
To czasy, w których są dwa dochody, ale więcej rozwodów, bardziej wyszukane domy, ale rodziny rozbite.
Są to dni szybkich wycieczek, jednorazowych pieluch, wyrzucania moralności, przygód na jedną noc,
ciał z nadwagą i pigułek, które robią wszystko, od rozweselenia, uspokojenia, aż do zabicia.
To czas, kiedy na wystawie jest dużo, a w magazynie nic.
Czas, w którym technologia może dostarczyć ci ten list,
i czas, w którym możesz podzielić się tym spostrzeżeniem lub po prostu kliknąć „Usuń”.
Pamiętaj, aby spędzić trochę czasu z bliskimi, ponieważ nie będą oni wiecznie.
Pamiętaj, powiedz miłe słowo osobie, która patrzy na ciebie z zachwytem, ​​bo ta mała osoba wkrótce dorośnie i opuści cię.
Pamiętajcie, żeby mocno przytulić osobę obok was, bo to jedyny skarb, jaki możecie ofiarować sercem, a to nie kosztuje ani grosza.
Pamiętaj, aby powiedzieć swojemu mężowi i bliskim „kocham cię”, ale przede wszystkim szczerze to powiedzieć.
Pocałunek i uścisk zagoją ból, jeśli wypływają z głębi ciebie.
Pamiętaj, aby trzymać się za ręce i pielęgnować tę chwilę, bo pewnego dnia tej osoby już nie będzie.
Daj czas na miłość, daj czas na rozmowę! I daj czas na podzielenie się cennymi myślami w swoim umyśle.
I zawsze pamiętajcie, życia nie mierzy się liczbą oddechów, ale tymi chwilami, które zapierają dech w piersiach.

U progu nowego etapu

U progu nowego etapu

Stanisław Michalkiewicz magnapolonia

Gdyby jakiś polski nieboszczyk z okazji Wszystkich Świętych zmartwychwstał i zabrał się do czytania “Gazety Wyborczej”, to mógłby nabrać podejrzeń, że tamtejszy Judenrat ma na punkcie Kościoła katolickiego i w ogóle – chrześcijaństwa – obsesję. Takie podejrzenie byłoby zresztą uzasadnione i to podwójnie. Po pierwsze dlatego, że Żydowie na punkcie chrześcijaństwa mają obsesję od samego początku, to znaczy – odkąd chrześcijaństwo się pojawiło.

Chodzi o to, że do czasu pojawienia się chrześcijaństwa Żydowie uważali, że są wyjątkowi, ponieważ są pupilami Stwórcy Wszechświata, z którym pewien mezopotamski koczownik zawarł geszeft, na podstawie którego Stwórca Wszechświata zobowiązał się oddać im świat w arendę. Nie cały Wszechświat; co to, to nie – ale naszą – jak mówią ekologowie – “planetę”, co to obecnie przeżywa niewymowne katiusze z powodu globalnego ocieplenia.

Tymczasem chrześcijaństwo nie tylko podważyło ten judaistyczny ekskluzywizm, ale nawet go w pewnym sensie ośmieszyło, ponieważ za ulubieńców Stwórcy Wszechświata uznało również tak zwanych głupich gojów. Tymczasem Żydowie głupich gojów uznają za istoty człekopodobne – o czym każdy może się przekonać choćby na podstawie lektury broszury księdza Bonawentury Pranajtisa “Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”.

Teraz wprawdzie JE abp Stanisław Gądecki przeforsował w naszym nieszczęśliwym kraju obchody “Dnia Judaizmu”, podczas których część katolickiego duchowieństwa zajmuje się propagowaniem żydowskiego przemysłu rozrywkowego. Niektórzy – jak np. JE bp. Tadeusz Pieronek, podczas przesłuchania, jakiemu poddała go resortowa “Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik na konwejerze w TVN  – przyznał nawet że Żydów nie wolno na chrześcijaństwo nawracać.

W ten sposób ocenzurował samego Pana Jezusa, który przykazywał apostołom, by “szli i nauczali wszystkie narody”, a nie tylko niektóre – ale najwyraźniej Ekscelencja uważał, że z Panem Jezusem łatwiej się dogada, niż z  resortową “Stokrotką”. Ciekawe, że przy tym wszystkim zwolennicy wspomnianego “dialogu” nie przechodzą na judaizm, tylko trzymają się tego całego chrześcijaństwa, jak pijany płotu.

Wyjaśnienie może być proste; rabinowie wcale nie życzą sobie takich konsekwencji dialogu, bo stanowiłoby to dla nich pojawienie się konkurencji, której nikt nie lubi, a zwłaszcza – delegaci Stwórcy Wszechświata na poszczególne kraje. Poza tym i poeta twierdzi, że najlepiej, kiedy człowiek “się trzyma tego, w co już raz wdepnął”, podając negatywny przykład rabina ben Alego ze Smyrny. “Gdy go grzeszna zwabiła pokusa na katolicki dwór Constantinusa, wyrzekł się wiary ojców i Talmudu i zaczął kochać bliźnich – nie bez trudu.”

Aliści wkrótce cezarem obwołano Juliana Apostatę. “Rabbi się tedy modli do Zeusa, uczy się mitologii lecz psikusa los powtórnemu zrobił neoficie, bo Apostata w Persji stracił życie. Więc wrócił Kościół i rządy biskupie, a neofita znów dostał po d…”.

Toteż nic dziwnego, że i Judenrat, który – jak wszystkie Judenraty wszystkich gazet wyborczych na świecie – niezmiennie pozostaje w awangardzie rewolucji komunistycznej – do Kościoła  i chrześcijaństwa zieje nienawiścią w nadziei, że rewolucja zmiecie je z powierzchni “planety”, która dzięki temu będzie mogła zostać oddana w arendę starszym i mądrzejszym.

Drugi powód może być nie tak doniosły, tylko natury raczej osobistej. Nie wiem, czy przywódca tubylczego Judenratu, pan red. Adam Michnik, był ochrzczony, chociaż na etapie łaszenia się  “lewicy laickiej” do Kościoła, swego syna ochrzcił i to u samego księdza prałata Henryka Jankowskiego – ale nie sądzę, by kiedykolwiek przystępował do spowiedzi. On nie – ale inni członkowie Judenratu już mogli. Z takich doświadczeń niekiedy rodzą się obsesje, o których wspomina poeta w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak”.

Jest tam scena, kiedy szef UB Rurka karci Szmaciaka za mało wartościowe donosy: “Wiecznie ten klecha! Do znudzenia! Pewnie ci nie dał rozgrzeszenia za to, że w kwiecie swej młodości waliłeś konia bez litości?”

Podobnie było w przypadku mojej faworyty, Wielce Czcigodnej Joanny Scheuring-Wielgus, która do dzisiaj nie może zapomnieć o kłopotliwej sytuacji, kiedy w wieku 14 lat się spowiadała, a spowiednik koniecznie chciał wiedzieć, czy już się bzykała.

Toteż po latach zaciągnęła do papieża Franciszka swego przełożonego z fundacji “Nie bzykajcie się”, pana Marka Lisińskiego jako ofiarę księdza-pedofila, a  wzruszony Ojciec św. nawet go pocałował – na szczęście tylko w rękę – bo wkrótce okazało się, że pan Lisiński nie jest żadną ofiarą, tylko naciągaczem, niczym Zenek Dreptak z ballady Tadeusza Chyły. Jak się okazuje, wskazówka dla każdego, kto chce przez życie przejść spokojnie, by nie rozdrażniał trzech ludzi: kobiety, kucharza i człowieka z nożem, jest uzasadniona.

Muszą się tego wystrzegać zwłaszcza ludzie znani i zamożni – jak na przykład Roman Polański. Okazało się właśnie, że jakaś pani po 50 latach przypomniała sobie, że ją upił i nie tylko wsadził jej rękę pod spódniczkę, ale nawet “zgwałcił”. Ciekaw jestem ile pod tym pretekstem od niego zażąda; czy tylko miliona dolarów, czy – uznając, że na biednego nie trafiło – np. nie 10 milionów? Słusznie; jak naciągać, to naciągać!

Wymowni Francuzi twierdzili, że najlepszymi przyjaciółmi kobiet są brylanty – ale tak było na poprzednich etapach, kiedy niezawisłe sądy jeszcze tak nie współczuły “siostrom”, jak teraz. Teraz najlepszymi przyjaciółmi kobiet są niezawisłe sądy. Wracając do Romana Polańskiego, to chciałbym przypomnieć, że mniej więcej te same środowiska, które jeszcze niedawno stawały w jego obronie, pryncypialnie schłostały Janusza Korwin-Mikke, kiedy powiedział, że ustalać tak zwany “wiek rębny” dla panienek powinny one same w porozumieniu z matkami – a nie rząd.

Ta reakcja pokazuje, jak bardzo zakorzenione są w naszym społeczeństwie, nawet w środowiskach wykształconych, ciągoty etatystyczne.

Daleko z tym nie zajedziemy tym bardziej, że oto – po marcowym przyzwoleniu, jakiego kanclerzowi Scholzowi udzielił Józio Biden, by Niemcy urządzały Europę po swojemu – na naszych oczach przyspiesza budowa IV Rzeszy, wskutek czego faszyzm zostanie nam – chciałem napisać: narzucony – ale wcale nie musi być nam narzucony, bo przez zdecydowaną większość naszego społeczeństwa będzie przyjęty z radością – że wreszcie państwo się wszystkim zajmie.

Najwyraźniej również Kościół wyczuwa nadchodzące znaki czasu i próbuje się do nich akomodować – o czym świadczy list skierowany do szerokich mas ludowych przez Ojców Synodalniaków. Jeśli tak się stanie, będzie to znak, że nadszedł nowy etap, kiedy Kościół i chrześcijaństwo stanęło w ariergardzie rewolucji komunistycznej. W tej sytuacji również Judenraty gazet wyborczych chyba będą musiały trochę się wyciszyć?

Relacja z konferencji w Rzymie: „Kościół w Czasach Wielkiego Resetu”.


„Sylwia Mleczko, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Piszę do Państwa, aby podzielić się wyjątkowym doświadczeniem, jakim było uczestnictwo w konferencji Rome Life Forum, która odbyła się w Rzymie w tym tygodniu. Konferencja ta, zatytułowana „Sojusz antyglobalistyczny – Odnowienie świata w Chrystusie”, została zorganizowana przez katolicką, kanadyjską fundację medialną LifeSiteNews. Odbyła się ona tuż po sesji Synodu o Synodalności w Watykanie, który, według wielu, budzi obawy dotyczące formalizacji m.in. nieortodoksyjnych nauk dotyczących rodziny.

Celem konferencji było skonfrontowanie się ze złem „Głębokiego Kościoła” (tzw. Deep Church) i „Głębokiego Państwa” (tzw. Deep State) oraz ich zaangażowaniem w agendę Wielkiego Resetu. Wielu mówców wyrażało duże obawy związane z ich wpływem na wiarę chrześcijańską i Kościół Katolicki. 

Termin „Głęboki Kościół” odnosi się do domniemanej, nieformalnej sieci wpływów wewnątrz struktur Kościoła Katolickiego, która jest porównywana do koncepcji „Głębokiego Państwa”. Mowa tu o osobach, które mają wpływ na decyzje i kierunek działania Kościoła, działając często w ukryciu i mając na celu promowanie swoich idei, które mogą być sprzeczne z oficjalnymi nauczaniem i wartościami Kościoła. Ideami takimi mogą być akceptacja zachowań permisywnych (rozwiązłości), promowanie błogosławieństwa par homoseksualnych w kościele oraz koncepcji globalistycznych i ekoglobalistycznych, a także eksponowanie tych wymienionych idei jako rzekomo najistotniejszych we współczesnej działalności Kościoła. 

Przygotowałam nową petycję w tym temacie – WIĘCEJ INFO TUTAJ

Honorowym gościem konferencji był kardynał Gerhard Müller, który wygłosił przemówienie podkreślające konieczność wierności objawieniu Chrystusa.

Kardynał Müller ostrzegł, że wszelkie próby „modernizacji” przekazu nauczania Ewangelii przez Kościół Katolicki „przyniosłyby tylko złudne rezultaty”.

Z wielką powagą kardynał Müller powiedział: „Papież i biskupi muszą trzymać się misji Kościoła 'dla zbawienia świata w Chrystusie’, a nie służyć liberalnej ideologii 'woke'”.

Podkreślił również, że jego zdaniem, Synod niestety ma na celu „przygotowanie nas do akceptacji homoseksualizmu…”

W odniesieniu do pokusy dostosowania Ewangelii do aktualnych trendów świata kardynał przywołał słowa św. Pawła:

„A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa.” (List do Galatów 1, 10-12).

Kardynał dodał: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom„. (Hbr 13, 8-9).

W obliczu wyzwań dzisiejszego świata Kościół nie może dążyć do zdobycia aprobaty świata poprzez służenie świeckim ideologiom, lecz musi zawsze głosić „Chrystusa ukrzyżowanego, który jest (…) mocą Bożą i mądrością Bożą”. (1 Kor 1, 23-24).

Pragnę przypomnieć, że Kardynał Gerhard Ludwig Müller jest niemieckim duchownym katolickim, który pełnił funkcję prefekta Kongregacji Nauki Wiary w Watykanie od lipca 2012 roku do lipca 2017 roku. Kongregacja Nauki Wiary, dawniej znana jako Święte Oficjum, jest jedną z najważniejszych dykasterii Kurii Rzymskiej, odpowiedzialną za głoszenie i ochronę doktryny katolickiej na całym świecie. Ksiądz Kardynał Müller jest również autorem wielu prac teologicznych i uważany jest za eksperta w dziedzinie dogmatyki. Po zakończeniu swojej misji jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Müller pozostał wpływową postacią w Kościele, często wypowiadając się na tematy dotyczące doktryny i moralności katolickiej.

Konferencja, która odbyła się 31 października i 1 listopada, zgromadziła kilkaset osób z całego świata – z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Irlandii, Australii, Wielkiej Brytanii, Ugandy, Włoch, Polski, Niemiec, Austrii, Słowacji i wielu innych krajów. 

Na fotografii, od lewej strony: Matilde Giunti, reprezentująca CitizenGO Włochy oraz moja osoba. 

Album ze zdjęciami z konferencji – TUTAJ

Jako uczestniczka konferencji, miałam również przywilej zwiedzenia niezwykłych miejsc w Rzymie. Odwiedziłam Muzea Watykańskie, w których przechowywane są bezcenne dzieła sztuki zgromadzone przez wieki. Ogromne wrażanie ponownie zrobiła na mnie znajdująca się w Muzeach Kaplica Sykstyńska. Jedno z najbardziej znaczących dzieł renesansowej architektury i sztuki, słynie przede wszystkim z fresków, które zdobią jej wnętrze. Najbardziej znanym elementem jest sklepienie kaplicy, zaprojektowane i wykonane przez Michała Anioła Buonarrotiego w latach 1508-1512, które przedstawia serię scen z Księgi Rodzaju, w tym słynne „Stworzenie Adama”, gdzie Bóg wyciąga rękę, aby ożywić pierwszego człowieka.

Kaplica Sykstyńska jest również miejscem, gdzie odbywają się konklawe – zamknięte zebrania kardynałów, podczas których wybierany jest nowy papież.

Udałam się też do Bazyliki Świętego Piotra. Rzym, z jego bogatą historią i kulturowym dziedzictwem, stanowił idealne tło dla tematów poruszanych podczas konferencji, nadając wydarzeniu niezapomnianą atmosferę.

Jestem głęboko wdzięczna za możliwość bycia częścią tego wydarzenia i za Państwa nieustające wsparcie, które umożliwia nam wspólne dążenie do prawdy. Niech nasze wspólne wysiłki przynoszą dobre owoce.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Sylwia Mleczko z zespołem CitizenGO

PS Zachęcamy do wsparcia CitizenGO darowizną. Państwa zaangażowanie finansowe umożliwia nam nieustanne działanie na rzecz ochrony życia, rodziny i wolności. Jeżeli cenią Państwo naszą pracę i mogą Państwo nas wesprzeć, zachęcamy do rozważenia regularnego wsparcia finansowego dla CitizenGO. Już 30 zł miesięcznie pozwala nam nieustannie działać na rzecz naszych wspólnych celów.

Ponad milion dzieci w październiku odmawiało różaniec w intencji pokoju. Co czwarty uczestnik modlitwy pochodził z Polski.

Ponad milion dzieci w październiku odmawiało różaniec w intencji pokoju. Co czwarty uczestnik modlitwy pochodził z Polski.

pch24-milion-dzieci-odmawialo-rozaniec

#milion dzieci modli się na różańcu #modlitwa #Pomoc Kościołowi w Potrzebie #różaniec

(fot. Pomoc Kościołowi w Potrzebie)

Do modlitwy różańcowej, jaka w październiku odbyła się z inicjatywy Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, po raz pierwszy zgłosiło się ponad milion dzieci z całego świata. Co czwarty uczestnik pochodził z Polski.

Kampania „Milion dzieci modli się na różańcu” połączyła najmłodszych ze 124 krajów. – Akcja przekracza granice państw i kontynentów; gromadzi dzieci wokół wspólnej intencji, jaką jest pokój – mówi ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Polska była krajem, z którego wysłano najwięcej zgłoszeń – ponad 275 tys. Dalej znalazły się Słowacja (ponad 156 tys.), Filipiny (ponad 136 tys.), Wielka Brytania (ponad 77 tys.) oraz Brazylia (blisko 47 tys.). Kampania „Milion dzieci modli się na różańcu” dotarła też do krajów rozdartych przemocą i konfliktami zbrojnymi. Wśród uczestników byli najmłodsi z Ukrainy, Izraela, Palestyny, Nigerii, Nikaragui, Pakistanu czy Indii.

Modlitwie dzieci od lat towarzyszy ogromna kreatywność wychowawców i katechetów. W szkołach pojawiają się instrumenty, dekoracje nawiązujące do kampanii i gazetki szkolne. Nauczyciele decydują się też na specjalne katechezy poprzedzające różaniec, a nawet konkursy wewnątrzszkolne” – zaznacza ks. prof. Cisło.

Tegoroczna kampania objęła ponad 600 polskich szkół i przedszkoli oraz 80 parafii. Sercem modlitwy różańcowej dzieci ponownie było Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem. Poprzez transmisję, dostępną na stronie internetowej, do akcji mogli dołączyć m.in. najmłodsi przebywający w szpitalach.

Łączna liczba zarejestrowanych uczestników z całego świata po raz pierwszy przekroczyła milion. – Na stronie internetowej pojawiło się 1 039 628 zgłoszeń zaznacza ks. prof. Cisło.

Z informacji, jakie dotarły do Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, wynika, że faktyczna liczba uczestników mogła być jeszcze wyższa. Wiele osób wzięło udział w akcji bez rejestracji. Z Kongo wpłynęło 1300 zgłoszeń, jednak wiadomości, jakie wysłali uczestnicy, pochodzą z ponad 80 szkół i instytucji kościelnych, a tylko w trzech z nich modliło się ponad 5 tys. dzieci.

Źródło: Biuro Prasowe PKWP

Czy Izrael zaczyna przegrywać wojnę informacyjną? Co jest większą zbrodnią: Holokaust czy „kolonizacja”?

Czy Izrael zaczyna przegrywać wojnę informacyjną? Co jest większą zbrodnią: Holokaust czy kolonizacja?

autor: PAP/EPA

Wielu ekspertów wyraża dziś wątpliwość, czy Izrael jest w stanie wygrać konflikt militarny w Strefie Gazy. Otwarte pozostaje jednak również pytanie, czy Żydzi są w stanie wygrać wojnę informacyjną, czyli przekonać świat do własnej interpretacji sporu z Palestyńczykami. Wiele wskazuje na to, iż w owej bitwie na narracje tracą oni swą dotychczasową pozycję, zwłaszcza w krajach zachodnich.

Kto sprawcą, a kto ofiarą?

Do tej pory Izraelczycy byli postrzegani na Zachodzie przez pryzmat Holokaustu – jako naród ofiar nazistowskiego ludobójstwa. Teraz jednak powyższa optyka zaczyna się zmieniać. Coraz częściej Izrael jest przedstawiany jako państwo rasistowskie, w którym panuje apartheid i które prowadzi ludobójczą politykę wobec cywilnej ludności palestyńskiej. Nagrania z bombardowań w Strefie Gazy są dla dzisiejszej młodzieży w krajach zachodnich czymś bardziej przemawiającym do wyobraźni niż zdjęcia niemieckich obozów zagłady, znane głównie z czarno-białych kronik filmowych. Dziś to już nie Żydzi, lecz Palestyńczycy jawią się w oczach wielu jako naród ofiar, natomiast Izrael sadzany jest na ławie oskarżonych jako sprawca ich nieszczęść.

Jest to punkt widzenia coraz częściej obecny na Zachodzie we wpływowych kręgach nowej lewicy, środowiskach akademickich oraz diasporze muzułmańskiej. By się przekonać o oddziaływaniu tego rodzaju idei, wystarczy obejrzeć nagrania z licznych manifestacji propalestyńskich, które odbywają się masowo w Europie Zachodniej. Sama tylko demonstracja w Londynie zgromadziła ponad 100 tysięcy uczestników.

Czy zbrodnie mogą być usprawiedliwione?

W tym kontekście niezwykle ciekawie brzmią wyniki sondażu przeprowadzonego ostatnio w Stanach Zjednoczonych. Respondentom zadano pytanie, czy dokonana 7 października masakra żydowskiej ludności cywilnej, podczas której zamordowano ponad 1200 osób, w tym wiele kobiet i dzieci, jest „usprawiedliwiona” cierpieniami Palestyńczyków. W najmłodszej grupie wiekowej (od 18 do 24 lat) aż 51 proc. ankietowanych odpowiedziało, że tak – zbrodnia Hamasu jest usprawiedliwiona. W następnej grupie wiekowej (od 25 do 34 lat) osób myślących w ten sam sposób było 48 proc. Dla porównania: wśród respondentów powyżej 65. roku życia odsetek tych, którzy znajdowali usprawiedliwienie dla wspomnianego mordu, wynosił zaledwie 9 proc.

Co to znaczy? Znaczy to, że Żydzi przegrywają wojnę informacyjną w Stanach Zjednoczonych wśród najmłodszych pokoleń – pokoleń, które są bardziej zsekularyzowane i podatne wpływy lewicy niż generacja ich rodziców. Rozsadnikiem propalestyńskich i antyizraelskich idei w USA są przede wszystkim wyższe uczelnie. Do wielce symptomatycznego wydarzenia doszło niedawno na uniwersytecie Stanforda, gdzie jeden z wykładowców nakazał na zajęciach sześciu żydowskim studentom stanąć w kącie jako członkom narodu prześladującego Palestyńczyków. On także usprawiedliwiał masakrę 7 października, a tych, którzy dokonali owego mordu, nazwał „bojownikami o wolność”.

Ponieważ antyizraelskich zajść na amerykańskich uczelniach jest coraz więcej, bogaci mecenasi żydowskiego pochodzenia przestają przekazywać datki uniwersytetom, na których niegdyś studiowali oni sami bądź ich dzieci. Natura nie znosi jednak próżni. Jako hojni darczyńcy świata akademickiego w USA pojawiają się więc coraz częściej sponsorzy z państw muzułmańskich: Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, a zwłaszcza Kataru. Ten ostatni kraj finansuje m.in. liczne wydziały naukowe na amerykańskich uczelniach, np. katedrę dziennikarstwa na Northwestern University, która podpisała niedawno umowę o współpracy strategicznej z katarską telewizją Al-Jazeera. Islamski punkt widzenia na konflikt izraelsko-palestyński zaczyna więc dominować wśród studentów w Stanach Zjednoczonych.

Antysemiccy czy antyizraelscy?

Zachodni zwolennicy Hamasu podkreślają, że nie mają poglądów antysemickich, a jedynie antyizraelskie, czyli ich wrogość budzą nie sami Żydzi jako tacy, lecz polityka państwa Izrael. Sprawa jest jednak bardziej złożona, ponieważ antyizraelska argumentacja na Zachodzie wpisuje się w szerszy lewicowy dyskurs antykolonialny, co zasadniczo zmienia postać rzeczy.

Żeby to zrozumieć, wróćmy do wspomnianego już wykładowcy z uniwersytetu Stanforda, który kazał żydowskim studentom stanąć w kącie. Na tych samych zajęciach powiedział on, że w wyniku kolonizacji zginęło więcej ludzi niż podczas Holokaustu. Tak więc kolonizacja jest o wiele straszniejszą zbrodnią niż Holokaust. Zatem Izrael, który skolonizował Palestyńczyków, zgodnie z argumentacją owego profesora, popełnił większą zbrodnię niż Holokaust, a więc nie może być uważany za ofiarę, lecz za sprawcę. Co więcej, kontynuując ten wywód, Holokaust należy już do przeszłości, natomiast kolonizacja Palestyny trwa nadal, dlatego należy się jej wszelkimi środkami przeciwstawić.

Pamiętajmy, że dyskurs antykolonialny i antyrasistowski w USA sadza na ławie oskarżonych nie tylko kolonizatorów i handlarzy niewolników, lecz całą kulturę zachodnią stworzoną przez białego człowieka, obarczając ją odpowiedzialnością za rasizm i kolonializm. Dlatego właśnie obala się pomniki bohaterów walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych czy katolickich misjonarzy, a z programów nauczania wyrzuca się dzieła Homera czy Szekspira.

Analogicznie, na tej samej zasadzie, posługując się retoryką antykolonialną, odrzuca się dziś nie tylko politykę państwa Izrael czy ideologię syjonistyczną, ale całą kulturę żydowską jako winną kolonizacji Palestyńczyków. Zarzuty padają więc pod adresem bohaterów Starego Testamentu, takich jak Mojżesz czy Jozue, a przede wszystkim pod adresem samego Boga Jahwe, który nakazał Izraelitom zdobyć ziemię Kanaan i wytępić ludy kananejskie. To już nie jest oskarżanie polityki Benjamina Netanjahu czy radykalizmu osadników na Zachodnim Brzegu Jordanu, lecz całej żydowskiej tradycji narodowej i religijnej jako „usprawiedliwiającej kolonizację”.

Jak zachowa się Unia Europejska?

Widzimy, że w tych sprawach nie ma zgodności także na naszym kontynencie. W Brukseli nabiera obecnie tempa proces federalizacji mający przekształcić Unię Europejską w coś w rodzaju superpaństwa, w którym unijna centrala przejęłaby niemal wszystkie istotne kompetencje państw narodowych. Jednym z takich obszarów miałaby być wspólna dyplomacja. Rodzi się oczywiście pytanie, w jaki sposób ustalić jednorodną politykę zagraniczną takiego tworu, mimo istnienia zasadniczych różnic między poszczególnymi państwami. Pokazał to dobitnie przykład niedawnego głosowania nad rezolucją dotyczącą konfliktu izraelsko-palestyńskiego, zgłoszoną przez Jordanię na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

Podczas wspomnianego Zgromadzenia przyjęto rezolucję wzywającą do wprowadzenia natychmiastowego rozejmu i zaprzestania działań wojennych w Strefie Gazy. Opowiedziało się za tym 120 państw, 14 było przeciwnych, zaś 45 wstrzymało się od głosu.

Wcześniej Kanada zaproponowała poprawkę do wspomnianej rezolucji, popartą przez USA oraz wszystkie kraje Unii Europejskiej, które wezwały do wyraźnego potępienia Hamasu za atak przeprowadzony na Izrael 7 października. Poprawka nie została jednak przyjęta, gdyż nie uzyskała poparcia dwóch trzecich członków Zgromadzenia.

Jak w tej sytuacji postąpiły kraje UE? Cztery państwa – Austria, Chorwacja, Czechy i Węgry – zrobiły to samo co Stany Zjednoczone, czyli głosowały przeciwko rezolucji, uważając, że posiada ona antyizraelski charakter. Po przyjęciu dokumentu przez Zgromadzenie minister obrony Republiki Czeskiej Jana Černochová oświadczyła, że wstydzi się za ONZ i najlepiej byłoby, gdyby jej kraj wystąpił z tej organizacji.

Odmienne stanowisko zaprezentowało osiem innych krajów UE: Belgia, Francja, Hiszpania, Irlandia, Luksemburg, Malta, Portugalia i Słowenia. One z kolei poparły rezolucję, mimo że wcześniej odrzucona została poprawka potępiająca Hamas, za którą wszystkie się opowiadały. Głosowały więc tak samo jak Rosja, Chiny i kraje muzułmańskie.

Następnych piętnaście państw unijnych wstrzymało się od głosu. To Bułgaria, Cypr, Dania, Estonia, Finlandia, Grecja, Holandia, Litwa, Łotwa, Niemcy, Polska, Rumunia, Słowacja, Szwecja i Włochy, które postąpiły tak, jakby nie chciały się zbyt jednoznacznie opowiadać po żadnej ze stron izraelsko-palestyńskiego sporu.

Głosowanie to zwiastuje dla Unii Europejskiej (jeżeli przekształci się ona w federalne superpaństwo) duże problemy w przyszłości. Jak bowiem uzgodnić wspólne stanowisko, gdy trzeba będzie przemówić jednym głosem, a stanowiska 27 krajów będą odmienne? A przecież spraw, w których państwa unijne różnią się między sobą, jest znacznie więcej, np. stosunek do współpracy z Rosją czy do polityki imigracyjnej.

Głosowanie to zwiastuje jednak problem także dla Izraela. Pokazuje ono, że większość krajów tzw. Globalnego Południa sympatyzuje bardziej z Palestyńczykami niż z Żydami. Do tej pory Izrael mógł liczyć na zrozumienie i wsparcie głównie w świecie zachodnim. To się jednak zaczyna zmieniać na niekorzyść Żydów. Unia Europejska staje się w tej kwestii coraz bardziej podzielona. Nawet w Ameryce najmłodsze pokolenia odrzucają to, co dla ich rodziców i dziadków wydawało się pewnikiem. Pytanie, po której stronie będzie sympatia Zachodu – w miarę zaostrzania się izraelsko-palestyńskiego konfliktu – pozostaje otwarte.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/669205-czy-izrael-zaczyna-przegrywac-wojne-informacyjna

Kto żyje z ciałem w Niebie.

Kto żyje z ciałem w Niebie.

Mirosław Dakowski, fizyk, katolik. TG 11

Oczywiście Jezus Chrystus, wniebowstąpienie z ciałem widziało dużo Apostołów i uczniów. Ciało Chrystusa było uwielbione, jak piszą to ewangeliści. On pokazał przecież, że przechodzi przez ściany i zamknięte drzwi, ale jadł, by ukazać nam ziemską realność tego odnowionego ciała.

Matka Boża została wzięta do nieba z ciałem. Prawosławni nazywają to bardzo miło: успение, Zaśnięcie (przed ogłoszeniem dogmatu o wniebowzięciu w roku 1950 katolicy także to święto nazywali Zaśnięcie NMP). Przed nimi, a wiemy to ze Starego Testamentu, poszedł do nieba z ciałem Henoch. A Eliasza zawieziono tam w wozie ognistym…

To są cztery Osoby. Kto jeszcze? Czy są jakieś inne relacje, czy aluzje w Starym i Nowym Testamencie?

Czy możliwe jest, by któryś z pobożnych mężów pogańskich, znających, czczących Objawienie Pierwotne został wzięty z ciałem? Chyba nie.

Tam, w Niebie życie w ciele na pewno wygląda inaczej niż tutaj. Na przykład nie obowiązują, są raczej rozszerzone tutejsze prawa o ograniczeniu prędkości do prędkości światła, o przyspieszeniach [nie szkodzą Im przecież ogromne przyspieszenia przy ukazywaniu się widzącym ].

Stwórca obiecał i objawił nam, że uczynił świat, a więc Wszechświat, „według miary, liczby i wagi”, czyli racjonalnie. To samo obowiązuje na pewno w obecnym Niebie, a będzie obowiązywać w przyszłym świecie tej części ludzkości, która zda Boży egzamin.

Zademonstrowano nam, na przykład w Lourdes, pojawienie się materii znikąd [ponad 7 gramów potasu u Petera Ruddera, p.: UZDROWIENIE PIOTRA RUDDERA , Uzdrowienia w Lourdes a ateiści ], czy znikanie około 20 kg wody u umierającej dziewczyny, co udokumentowano w dokumentach Komisji Cudów w Lourdes, a opisał naoczny świadek, wtedy ateista, a przyszły laureat Nagrody Nobla z medycyny, Alexis Carrel. Nie zamieniła się ta ciecz w energię wg znanego równania: E=mc2, bo by spowodowało to gigantyczną eksplozję, na całą Europę co najmniej.

Po prostu ta materia przestała istnieć!

Takie fakty ciekawią mnie z punktu widzenia fizyka. Ci fizycy, którzy się tam znajdą, w Niebie, będą mieli radość poznania praw poszerzonych.

Czy więc ci ludzie, których nazywamy zbawionymi, będą wreszcie mogli kolonizować całą naszą Galaktykę, a nawet cały Wszechświat? Wątpiący powiedzą mi, że chyba takie materialne, fizyczne zainteresowania będą poniżej potrzeb i perspektyw Zbawionych. Może, rozumiem argument, ale mnie, człowieka starego u wrót wieczności, to ciekawi.

Już w XIX wieku wielki Polak, hrabia August Cieszkowski, twórca Akademii Rolniczej i rolnictwa Wielkopolskiego, był tym zainteresowany. Jego brązowy grobowiec, dwuskrzydłowe drzwi odlane z brązu, w Wierzenicy w Wielkopolsce, który zamówił u Teofila Lenartowicza, mają kształt „Wrót do Wieczności”.

Zelenski kupuje luksusową willę w Egipcie, podczas gdy ukraińscy żołnierze giną na frontach.

Wołodymyr Zelenski kupuje luksusową willę w Egipcie, podczas gdy jego żołnierze giną na frontach

Kategoria: Archiwum, News, Polityka, Polska, Świat, Tematycznie, Ważne

Autor: pokutujący łotr , 1 listopada 2023 http://infobrics.org/post/39188/

Willa w El Gouna w Egipcie zakupiona w br. przez Wołodymyra Zelenskiego za 5 milionów dolarów

Lucas Leiroz, dziennikarz, badacz w Centrum Studiów Geostrategicznych, konsultant geopolityczny:

Niedawny raport dziennikarski ujawnił, że ukraiński prezydent kupił luksusową willę w Egipcie w regionie El Gouna, znanym również jako “miasto milionerów”. Co więcej, dowody wskazują, że Zełenski na zakup wykorzystał zachodnie pieniądze, wydając na osobiste luksusy znaczną część kwot, które otrzymuje od krajów NATO.

Dane zostały opublikowane przez egipskiego dziennikarza śledczego Mohammeda-Al-Alawiego. Po dogłębnych badaniach z udziałem źródeł zaznajomionych z tematem, Mohammed odkrył, że rodzina Zelensky nabyła luksusową nieruchomość w Egipcie o wartości około pięciu milionów dolarów. Miejsce to znajduje się w strefie przybrzeżnej Egiptu, obok Morza Czerwonego, obszaru słynącego z wielu bogatych nieruchomości. Nie przez przypadek El Gouna jest dla wielu milionerów komfortowym miejscem pobytu w czasie wolnym od pracy. Na przykład mówi się, że obok willi Zelensky’ego znajduje się “posiadłość należąca do światowej sławy hollywoodzkiej aktorki Angeliny Jolie”.

Egipski dziennikarz opublikował dokumenty potwierdzające zakup willi, jej cenę i strony umowy. Zelensky kupił nieruchomość za pośrednictwem swojej teściowej, Olgi Kiyashko, która podpisała umowę z egipskimi sprzedawcami 16 maja 2023 roku. Analitycy, którzy skomentowali tę sprawę, twierdzą, że źródłem pieniędzy wydaje się być nic innego jak zachodnie pakiety pomocy finansowej, które docierają do Kijowa, biorąc pod uwagę wysoką cenę willi.

“Jestem zaskoczony, że krewni najwyższych ukraińskich urzędników zaczęli kupować luksusowe nieruchomości po rozpoczęciu wojny na Ukrainie. Nie pamiętam czegoś takiego wcześniej (…) Zaskakujące jest to, że Ukraina prowadzi krwawą wojnę z Rosją, a krewni ukraińskich urzędników kupują nieruchomości w Egipcie, zamiast przeznaczać swoje bogactwa na potrzeby kraju. Podejrzewa się, że ukraińscy biurokraci, z pomocą swoich krewnych, kradną pomoc finansową dla Ukrainy z Zachodu. Jestem przekonany, że zakup willi w El Gouna przez teściową Zelenskiego jest wynikiem korupcji i kradzieży pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Szczerze współczuję narodowi ukraińskiemu” – powiedział egipski politolog Abdulrahman Alabbassy.(…)

Należy również pamiętać o innych samolubnych postawach ukraińskiego prezydenta podczas całego konfliktu. Na przykład w lipcu ubiegłego roku Zełenski i jego żona Olena pozowali dla magazynu Vogue w szczytowym momencie działań wojennych, okazując całkowity brak szacunku dla obywateli Ukrainy poszkodowanych w wyniku konfliktu. Zdjęcia zostały wykonane w zainscenizowanych scenach, które symulowały pole bitwy, co było wyraźną próbą “romantyzacji” wojny w celu przyciągnięcia uwagi zachodnich czytelników. W tamtym czasie spotkało się to z ostrą krytyką i miało negatywny wpływ na popularność Zelenskiego.

(…)

Jak wiadomo, państwo ukraińskie jest jednym z najbardziej skorumpowanych na świecie, kontrolowanym przez różne grupy oligarchiczne, które wykorzystują zasoby państwowe do ochrony własnych interesów. Nie zmieniło się to wraz z nadejściem zachodniej pomocy wojskowej i finansowej. Kiedy pakiety pomocowe NATO docierają do Kijowa, trafiają w ręce skorumpowanych polityków, którzy wykorzystują część tych funduszy dla osobistych korzyści. Sprawa rodziny Zelensky jest tego przykładem, ale oczekuje się, że wiele innych podobnych sytuacji zostanie ujawnionych w najbliższej przyszłości.

Tagi: korupcja, pomoc dla Ukrainy, Ukraina, wojna, Zalenski kupuje wille

O autorze: pokutujący łotr

komentarze:

  1. zapinio 1 listopada 2023:Bardzo, bardzo antysemickie…
  2. CzarnaLimuzyna 1 listopada 2023   – w odpowiedzi do: zapinio 19:50
  3. A co to za semici z chazarskiego miotu. Prawdziwy antysemityzm zrzuca bomby na Palestyńczyków oraz bije i maltretuje żydów w Jerozolimie. Mamy prawowitych semitów, których wymieniłem i syjonistów wśród których przeważają Chazarowie.A poza tym już można, można szerzyć antysemityzm. Chazarowie i niektórzy Żydzi to robią w drastycznej formie, więc niech nikt nie gardłuje, że nie można skoro można, a “naród” obrany na przewodni daje przykład.Poziom antysemityzmu wśród syjonistów izraelskich jest bardzo duży. Paradoks historii. Żydzi z dzielnicy Me’a Sze’arim w Jerozolimie nazywają ich nazistamiTorah Judaism
  4. @TorahJudaism
  5. Today, during a police raid to take down Palestinian flags in the anti-Zionist Jewish neighborhood, Mea Shearim in Jerusalem, the Israeli policemen were recorded attacking residents and knocking residents down on the road, hitting, and punching them in the face. Police violence against ultra-Orthodox Jews continues constantly, Zionists constantly attack Jews, this must stop. The only crime of these Jews is that they stand with the Palestinian people and are against Zionism.
  6. 0:09 / 0:33
  7. 4,1 mln Wyświetlenia
  8. =============================
  9. pokutujący łotr 2 listopada 2023 :
  10. Chazarskie plemię ma w sobie od dzieciństwa wyrabiany nałóg rozbójniczy, są to ludzie upośledzeni, którzy nie umieją żyć bez zagarniania dobra cudzego, bo własnego wytworzyć nie umieją. Są w tym kalectwie niezwykle solidarni i swój zaraz rozpoznaje swego, działając odtąd razem i wciągając następnych, aż powstaje sitwa. Te oczka się łączą tworząc sieć, i tak dalej…
  11. ====================================
  12. W rzeczywistości ta wiadomość tylko potwierdza to, co od dawna piętnowano na temat hipokryzji Zełenskiego i jego nieustannej pogoni za luksusem i korzyściami osobistymi. Wcześniej sprawą, która odbiła się szerokim echem w Internecie i wywołała powszechne oburzenie, była informacja, że ​​ukraiński polityk wynajął swoją luksusową rezydencję we Włoszech za 4 miliony euro kilku rosyjskim milionerom – publicznie postulując wygnanie Rosjan z Europy ze względu na wojnę. 
  13. =======================
  14. mail:
  15. To „nowość” z sierpnia. Widoczne umknęła letnikom. Zwycięska ofensywa: Zełenski kupuje luksusową willę w Egipcie.

Two-fifths of Labour shadow cabinet have been funded by pro-Israel lobbyists

Two-fifths of Keir Starmer’s cabinet have been funded by pro-Israel lobbyists

As Labour refuses to join calls for a ceasefire in Gaza, Declassified reveals the extent to which the shadow cabinet, including Starmer himself, has been financed by a pro-Israel lobby group and an individual funder.

JOHN McEVOY 2 November 2023

https://www.declassifieduk.org/two-fifths-of-keir-starmers-cabinet-have-been-funded-by-pro-israel-lobbyists/

Angela Rayner, Keir Starmer and Rachel Reeves at the Labour Party conference in Liverpool, 9 October 2023 (Photo by Christopher Furlong/Getty Images)

Some 13 of the 31 members of Labour’s shadow cabinet have received donations from a prominent pro-Israel lobby group or individual funder, it can be revealed. 

The list of recipients includes party leader Keir Starmer, his deputy Angela Rayner, shadow foreign secretary David Lammy, and even the former vice-chair of Labour Friends of Palestine, Lisa Nandy, who is now shadow international development minister.

These donations were provided by Labour Friends of Israel (LFI), a pro-Israel lobby group which takes MPs on “fact-finding” missions to the region, and Sir Trevor Chinn, a multi-millionaire business tycoon and long-time pro-Israel lobbyist.

More than half of Starmer’s shadow cabinet are listed as parliamentary supporters or officers of LFI.

The group was established in 1957 to “act as a bridge linking [Israeli prime minister David Ben Gurion’s party] Mapai… with the Labour Movement in Great Britain”.

It has since described itself as “a Westminster based lobby group working within the British Labour Party to promote the State of Israel”.

RELATED

UK political leaders bring shame on the country

READ MORE 

Labour Friends of Israel

LFI does not disclose its funders, but was revealed during an undercover Al Jazeera documentary in 2017 to have close relations with the Israeli embassy in London.

The organisation’s parliamentary officer, for instance, admitted on camera that LFI and the Israeli embassy “work really closely together, but a lot of it is behind the scenes”.

One of LFI’s main activities is to fund Labour MPs to go on “fact-finding” missions to Israel. 

Declassified has found that since 2002, LFI has contributed over £150,000 towards such activities. Between 2001 and 2009, LFI took more Labour MPs on trips abroad than any other lobby group. 

“Eight members of Starmer’s shadow cabinet have received money from LFI to travel to Israel”

Eight members of Starmer’s shadow cabinet have received money from LFI to travel to Israel since being elected MPs. This includes David Lammy, shadow health secretary Wes Streeting, shadow business, energy, and industrial strategy secretary Jonathan Reynolds, and shadow attorney general Emily Thornberry. 

A further recipient of travel funds is shadow chancellor Rachel Reeves, who is currently a parliamentary vice-chair of LFI.

The value of the trips for the members of the shadow cabinet amounts to over £17,000, with additional expenses in Israel frequently covered by the Israeli Ministry of Foreign Affairs.

LFI has also donated to Wayne David, the shadow foreign minister for the Middle East and North Africa.

‘Essential strategic partner’

“We are proud of Labour’s record in government to strengthen the ties between Britain and Israel”, LFI’s website states. “We view Israel as an essential strategic partner in the Middle East”.

In July 2022, David Lammy made an unpublicised three-day trip to Israel which was organised by LFI. It is unclear who funded the visit; it does not appear in Lammy’s register of interests.

Lammy’s visit came after a number of human rights organisations, including Amnesty International, Human Rights Watch and B’tselem, had criticised Israel’s practice of apartheid against Palestinians.

Michael Rubin, LFI’s director, noted that Lammy’s “first visit to Israel as Shadow Foreign Secretary is an important moment in the restoration of Labour’s deep and historic ties of friendship with the Jewish state”.

Starmer has described LFI as ‘an invaluable source of energy and ideas for me and my team’

Keir Starmer has addressed a number of LFI events. In a keynote speech to its annual lunch in November 2021, he repeated the racist and colonial adage that Israel was founded by “social democrats who made the desert flower”.

Last month, Starmer addressed the LFI reception at the Labour party conference in Liverpool, describing the lobby group as “an invaluable source of energy and ideas for me and my team”.

As of 31 October, just four of the 79 MPs and MSPs listed as LFI supporters or officers have signed a parliamentary Early Day Motion which calls for “an immediate de-escalation and cessation of hostilities”. 

It also calls for “the end of the total siege of Gaza” in order “to guarantee international humanitarian law is upheld and that civilians are protected”. No members of the shadow cabinet have signed the motion.

Pro-Israel lobbying

Sir Trevor Chinn is a British multi-millionaire who has spent decades working in the motor industry, chairing such organisations as the AA, the RAC, and Kwikfit.

Chinn is also a longstanding pro-Israel lobbyist. Since the 1980s, he has funded LFI and Conservative Friends of Israel and played a leading role in groups such as Britain Israel Communications and Research Centre (BICOM) and the Jewish Leadership Council.

The Guardian described BICOM in 2009 as “Britain’s most active pro-Israeli lobbying organisation – which flies journalists to Israel on fact-finding trips and organises access to senior government figures”. 

It added that the organisation had “received nearly £1.4m in two years from a billionaire donor whose father made a fortune manufacturing arms in Israel”, referring to Poju Zabludowicz, a London-based business tycoon.

Starmer received a £50,000 donation from Chinn during his campaign for the Labour leadership in 2020 – and failed to declare this until after he’d won the election.

RELATED

Pro-Israel lobby group paid for UK foreign and home secretaries’…

READ MORE 

Declassified has found that Chinn has donated to eight other members of the shadow cabinet, including Rayner, Lammy, Reeves, Streeting, shadow education secretary Bridget Phillipson, shadow work and pensions secretary Liz Kendall, and shadow environment secretary Steve Reed.

Remarkably, Lisa Nandy, a former vice-chair of Labour Friends of Palestine, has also accepted money from Chinn. 

The value of Chinn’s donations to Starmer and members of his shadow cabinet amounts to almost £200,000. In a speech to LFI’s annual lunch in 2022, Reeves thanked Chinn for “your friendship and your invaluable support to Keir and our party”.

Chinn is also one of the key bankrollers of Labour Together, recently described in Politico as a “highly influential think tank quietly shaping the direction of the party”. Chinn has furnished the group with over £360,000 over recent years.

Annexation

While Chinn supports a number of pro-Israel initiatives in Britain, he is not reflexively supportive of Israeli government policy. In 2020, he signed an open letter warning that Israel’s annexation of the West Bank “poses an existential threat to the traditions of Zionism in Britain, and to Israel as we know it”.

The letter continued that: “Annexation would be a shot in the arm for the BDS [Boycott, Sanctions, and Divestment] movement and the delegitimisation of Israel. It will take calls for sanctions against Israel away from the fringes of the far-left and catapult them into the mainstream of the political discourse”.

Other forms of lobbying don’t make it onto the register of interests. As Electronic Intifada revealed, Steve Reed recently met with Chinn and others to discuss Labour policy on the BDS movement.

“Steve will never accept attempts to exceptionalize and delegitimize Israel”, leaked minutes from the meeting noted. “Steve committed to discuss with the Whips and the Leader’s Office about legislation on BDS”.

Luke Akehurst, a member of Labour’s governing body, the National Executive Committee, is the director of We Believe in Israel, a pro-Zionist lobby group which has confirmed that it works “with a range of stakeholders including the Israeli embassy”.

RELATED

Israel’s long-held plan to drive Gaza’s people into Sinai is…

READ MORE 

Keir Starmer: Friend of Israel

It is difficult to measure the overall impact of these lobbying efforts on Labour’s current policy on Israel. 

LFI supports calls for an “humanitarian pause” in the bombing rather than a ceasefire, and frequently shares posts from the Israel Defence Forces (IDF) on Twitter.

The Labour party’s current support for Israel’s bombing campaign in Gaza and opposition to a ceasefire is also clearly guided by a reluctance to step out of line with US policy.

As Declassified recently reported, the Labour party is seeking to foster the Atlantic relationship, and has been signalling to Washington that the “brief period when Jeremy Corbyn’s party challenged the establishment consensus on foreign policy” is well and truly over.

However, the pro-Israel campaign remains one of the largest lobbying forces within British politics, and this clearly buys a certain degree of influence.

Since becoming leader of the Labour party, Starmer has been a loyal friend of Israel, refusing to join leading human rights organisations in naming Israel as an apartheid state and abstaining on the BDS bill which prevents public bodies from boycotting Israel.

He even suggested Israel “has the right” to withhold power and water from Gaza, before attempting to backtrack on this.In recent days, Starmer has reemphasised that he does “not believe” that a ceasefire in the Middle East is the “correct position”.

TAGGED:

ABOUT THE AUTHOR

John McEvoy is an independent journalist who has written for International History Review, The Canary, Tribune Magazine, Jacobin and Brasil Wire. VIEW MORE ARTICLES

POLTERGEIST

POLTERGEIST

[Jakiś ks. prof. napisał ostatnio: część ludzi zdaje się wierzyć w duchy, w poltergeisty i inne tego typu istoty…” md]

————————————–
Andrzej Juliusz Sarwa
Nigdy nie byłem zbyt łatwowierny, nigdy też nie byłem nadto sceptyczny. Zawsze starałem się podchodzić do świata i zjawisk w nim zachodzących w sposób ostrożny, ale równocześnie byłem otwarty na przyjmowanie do wiadomości i godzenie się z każdym, najbardziej nawet nieprawdopodobnym zdarzeniem, o ile rzecz jasna miałem absolutną pewność, że ono rzeczywiście zaistniało.


Oczywiście wielokrotnie zdarzyło mi się słuchać rozmaitych i licznych relacji o niewytłumaczalnych faktach, jakich świadkami czy uczestnikami byli krewni oraz bliżsi i dalsi znajomi. Owszem, słuchałem owych opowieści zawsze chętnie (bo je lubię, podobnie jak pewnie lubisz je Ty, Czytelniku), ale przecież nigdy wszystkiego, co zasłyszałem, nie przyjmowałem absolutnie bezkrytycznie, starając się – o ile było owo możliwe – sprawdzić prawdomówność i rzetelność opowiadającego.

Jak nietrudno się chyba domyślić, zdarzało się, że pragnąłem, aby i mnie spotkało coś tak dziwnego, niesamowitego, budzącego dreszcz emocji, co spotykało moich rozmówców. Niestety – tak dobrze nie ma i niewytłumaczalnych zdarzeń nie doświadcza się na zawołanie.

Aż tu raptem, zgoła nieoczekiwanie, moje wcześniejsze pragnienie się ziściło. Niestety, nie byłem wówczas przygotowany na przeżycie niesamowitości, wszystko to mnie po prostu zaskoczyło i dlatego chyba pierwszym odruchem było szukanie – co jest zresztą chyba typowe – racjonalnych wyjaśnień.

Ale przejdźmy do rzeczy. Może jednak zacznę od początku. Pamiętam doskonale: było to 8 maja 1982 roku, między godziną 18.30, a 20.00. Nie zajmowałem się wówczas jeszcze pisarstwem, lecz uprawiałem, któryś tam z kolei, przypadkowy, absolutnie mnie niesatysfakcjonujący zawód. Pracowałem wówczas w Spychaczowie, małym podwrocławskim miasteczku.

Tego dnia miałem popołudniowy dyżur, który pełniłem z dwiema jeszcze osobami Grażyną M. i Bronisławem W. Około godziny 18.20 przyszedł mnie odwiedzić mój kolega Stanisław J., który nie był pracownikiem Urzędu Telekomunikacyjnego, a sprowadził go wówczas do mnie interes.

Skoro się zjawił, postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na podwieczorek. Gdy zatem zagwizdał czajnik, a herbata poczęła dymić ze szklanek, wszyscy usiedliśmy – gość również – w niewielkim pomieszczeniu, sąsiadującym z biurem napraw telefonicznych z jednej strony i wąskim, ciemnym korytarzykiem, zakończonym ciężkimi metalowymi drzwiami, prowadzącymi na klatkę schodową, a z niej na podwórze na tyłach Urzędu, z drugiej strony.

Jedliśmy ubogie kryzysowe kanapki, popijaliśmy „popularną” lurą udającą herbatę i rozmawialiśmy na jakieś błahe tematy. Gdy zacząłem ze swoim znajomym Stanisławem J. umawiać się na spotkanie u mnie w mieszkaniu, gdzie mieliśmy zabrać się do przepisywania na maszynie tekstu książki, którą przełożył z angielskiego, dało się słyszeć kilkakrotne, bardzo silne – jakby pięścią – uderzenia w żelazne zewnętrzne drzwi, sąsiadującego z naszym pomieszczeniem korytarzyka.

– Pewnie to któraś z telefonistek – zauważyła Grażyna M., nie kwapiąc się, by wstać, podejść do tych drzwi i wpuścić osobę stojącą za nimi.

Zresztą żadnemu z nas nie chciało się ruszać z miejsca. Aż wreszcie, widząc, że nikt tego nie ma zamiaru uczynić, sam wstałem. Podszedłem do ciężkich podwoi, uchyliłem je, ale nie zobaczyłem za nimi nikogo.

– Pewnie były to tylko żarty – zauważył Bronisław W. – Pewnie telefonistka szła do kiosku i przechodząc obok naszych drzwi, postukała w nie.

Ale nim zdążyłem dobrze usiąść przy brudnym, obskubanym biurku, na którym stała moja szklanka z herbatą i nadgryziona kromka chleba, z centrali automatycznej do naszych uszu dobiegł tak potworny hałas, że wszyscy porwaliśmy się z przerażeniem na równe nogi.

Trwał akurat stan wojenny, znajdowaliśmy się na terenie obiektu zmilitaryzowanego, urządzenia telekomunikacyjne były pod szczególną ochroną, a tu wyglądało, iż na naszym dyżurze centrala się rozpada. Już obydwaj z drugim dyżurnym widzieliśmy się w więzieniu.

Łomot (nie potrafiłem znaleźć bardziej odpowiedniego słowa) był tak ogromny, że ani przez chwilę nie mieliśmy wątpliwości, iż to istotnie rozpadają się urządzenia albo – co nam dosłownie zamroziło krew w żyłach – do pomieszczenia centrali dostał się jakiś szaleniec i teraz ją demoluje.

Dźwięki dobiegające naszych uszu jako żywo przypominały ze straszną, potworną siłą zadawane żelaznym łomem uderzenia w metalowe stojaki z wybierakami.

Obydwaj z Bronisławem W. co rychlej przebiegliśmy te kilka kroków do pomieszczenia centrali, ale nim zbliżyliśmy się do stojaków, łoskot jak nieoczekiwanie się zaczął, równie nieoczekiwanie ustał.

Spoglądaliśmy na siebie zupełnie zdezorientowani, a potem poczęliśmy dokładnie i szczegółowo oglądać urządzenia. Pracowały spokojnie jak zawsze. Słychać było terkotanie wybieraków, startujących, gdy abonenci w swoich mieszkaniach podnosili słuchawki i wykręcali numery.

A zatem? Co to było? Tego, co słyszeliśmy przez jedną czy dwie minuty, nie umieliśmy sobie wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Wszystko się okazało w absolutnym porządku. Więc? Zaczęliśmy powątpiewać w swoje zdrowe zmysły.
Powoli szliśmy przez pomieszczenie centrali, w kierunku pokoiczku, gdzie usiłowaliśmy się posilić podwieczorkiem, a co się nam nie udawało. I wtedy znów się zaczęło! Tym razem wyglądało na to, że jakiś wariat kopie ciężkimi buciorami w drewniane drzwi korytarza prowadzącego w głąb budynku Urzędu Telekomunikacyjnego, jednocześnie na zmianę silnie potrząsając żaluzjową kratą oddzielającą nasze pomieszczenie od reszty budynku.

– Ki licho? – zawołał Stanisław J., który zawsze i wszędzie zachowywał kamienny spokój i zdrowy sceptycyzm. Podbiegliśmy czym prędzej do owych drzwi wszyscy trzej, a za nami Grażyna M., która pierwsza zaczęła się bać.

Na cienkie deski stanowiące lichą przegrodę między pomieszczeniem biura napraw telefonicznych a korytarzem wiodącym w głąb budynku, cały czas spadały silne ciosy. Jeszcze moment, a deski rozsypią się w drzazgi. Bronisław W. delikatnie ujął za klamkę, jednocześnie przekręcając klucz tkwiący w zamku i z całej siły pchnął drzwi, otwierając je na całą szerokość.

Zdumieni wytrzeszczyliśmy oczy: za nimi nie było nikogo. Tylko żaluzjowa krata, potrząsana przed chwilą jakąś nieznaną ręką, jeszcze się chwiała!

I dopiero wówczas poczuliśmy ogarniającą nas grozę. Tak, grozę. To chyba będzie najodpowiedniejsze słowo. Uświadomiliśmy sobie bowiem, że jest rzeczą absolutnie niemożliwą, aby te silne uderzenia mogły pochodzić od istoty z krwi i kości. Żaden śmiertelnik nie byłby w stanie umknąć i schować się w ciągu – dosłownie – ułamka sekundy, bo tyle właśnie trwało otwieranie drzwi. Zresztą, po ich otwarciu, co już wcześniej zaznaczyłem, jeszcze się chwiała żelazna żaluzjowa krata, znajdująca się tuż za nimi.

Zdezorientowani i przestraszeni zamknęliśmy drzwi i stojąc za nimi, spoglądaliśmy jeden na drugiego, nie bardzo wiedząc, co o tym myśleć. Lecz nie dano nam czasu na zastanowienie. Oto bowiem na nowo rozpoczął się potworny, przerażający łomot. Drzwi drżały pod ciosami, ze szpar obok futryny posypały się grudki odbitego tynku. A jednocześnie słychać też było charakterystyczny klekoczący łoskot żaluzjowej kraty.
Bronisław W. znów nagle i gwałtownie nacisnął klamkę i znów na korytarzu nie zobaczyliśmy nikogo, choć krata tak jak i poprzednio, jeszcze delikatnie się chwiała.
Wybiegliśmy z pomieszczenia, ale zanim zbliżyliśmy się do najbliższego sąsiadującego z biurem napraw telefonicznych pokoju, oto rozpętało się prawdziwe piekło. Z pokoiku zwanego monterką, w którym znajdowały się ustawione pod ścianami metalowe szafki ubraniowe telemonterów, dobiegł naszych uszu tak przerażający łomot, że poprzednie hałasy zdały się przy nim delikatne i ciche. Oto „coś” (bo już mieliśmy stuprocentową pewność, iż nie może to być żadna cielesna istota), ni mniej, ni więcej, tylko – na co niezbicie wskazywały odgłosy – jęło ciskać ciężkimi metalowymi szafkami o podłogę.
Lecz nim dopadłem drzwi monterki, potężny huk dobiegł naszych uszu z pomieszczeń piwnicznych, ku którym – rad nierad – musiał skierować się mój współdyżurny.
Na monterce panował – jak chyba już łatwo się domyślić – idealny porządek. Szafki stały równo, zupełnie nietknięte tak jak zwykle pod ścianami. Podobnie niczego nie znaleziono w piwnicy.
Zrezygnowani postanowiliśmy dać spokój całej sprawie, bo i co tu można było zdziałać, kiedy tylko słyszeliśmy łoskot i nic poza tym?
I wówczas – niejako na pożegnanie – raz jeszcze rozpętało się piekło: niesamowite huki dobiegały naszych uszu z wielu miejsc jednocześnie – słychać było dobijanie się do drewnianych drzwi na korytarz, i do żelaznych, prowadzących na klatkę schodową, potrząsanie żaluzjową kratą, uderzenia w stojaki z wybierakami, przewracanie metalowych szafek, wreszcie rumor w piwnicy.
Około godziny 20-tej zapanowała wreszcie cisza. Owo „coś” nie dawało nam spokoju przez półtorej godziny! Był to – powtarzam – majowy wieczór, widno i w pomieszczeniu znajdowało się nas czworo. A zatem? Zatem omamy czy przywidzenia należy absolutnie wykluczyć.
Podobne zdarzenie – a pracowałem w tej instytucji jeszcze przez kilka lat – nigdy więcej się już nie wydarzyło. Tylko starzy pracownicy opowiadali, że zanim jeszcze ja przyszedłem pracować do tego urzędu, jakieś dziwne trzaski słyszała jedna z telefonistek mająca nocny dyżur. Poza tym zaobserwowała, iż okazała palma rosnąca w ciężkiej donicy, przesuwa się po podłodze w jej kierunku…
Andrzej Juliusz Sarwa

====================

Tło:

Zastanawialiśmy się, czemu ten Poltergeist, a może poltergeisty, robiło taki akustyczny raban. Jedynie akustyczny, bo potem stwierdziliśmy, że stojaki z wybierakami są nieuszkodzone. A rumor był taki, że jeden z kolegów, ateista narobił w gacie ze strachu. Następnego dnia przyszedł na dyżur z krzyżem, który mu dała żona.

Dodam więc, może niedyskretnie, tło:

Budynek tej centrali telefonicznej zbudowano za komuny na średniowiecznym cmentarzu. Z drugiej strony, jak to bywało w podobnych przedsiębiorstwach, bywało tam pijaństwo, rozpusta, na przykład dyrektor na sprzątaczce wołał: dajcie mi jeszcze wódki.

Może więc złe duchy ciągnęły tam jak swój do swego?

======================

mail:

Może profanacja cmentarza spowodowała otwarcie jakichś furt piekielnych – i wypuszczenie na krótko tego poltergiesta?