Zapraszamy w imieniu organizatorów i zaproszonych gości na II Konferencję Programową Ruchu Naprawy Polski nt. EDUKACJI I WYCHOWANIA pt. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”
II Konferencja Programowa Ruchu Naprawy Polski odbędzie się w sobotę3 lutego 2024 roku od godz. 10.30 w sali konferencyjnej Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich w Warszawie przy ul. Hożej 66/68.
Na konferencję zapraszamy przedstawicieli komitetów wyborczych biorących udział w wyborach do Sejmu i Senatu, które odbyły się 15.10.2023 roku.
Blok 1. Godz. 10.30 – 13.30
Jolanta Dobrzyńska, ekspert oświatowy: „Edukacja polska w kontekście przeobrażeń geopolitycznych”.
dr hab. Ryszard Stocki, badacz zjawiska toksykologii przestrzeni społecznej, autor książki “Nieobliczalny eksperyment”, kierownik Katedry Psychologii personalistycznej na UPJPII w Krakowie: „Dlaczego szkoła w obecnym systemie edukacji nie pomaga żyć?”
Agnieszka Pawlik-Regulska, nauczycielka,prezes Stowarzyszenia Nauczyciele dla Wolności: „Sytuacja nauczyciela i ucznia w szkole publicznej”.
Romuald Starosielec, Ruch Naprawy Polski „Nowy ustrój polskiej edukacji narodowej”.
Maria Gudro – Homicka wieloletnia przewodnicząca Stow. Nauczycieli Polonistów, prezes Stow. Ambasadorów Dzieci i Młodzieży: „Dlaczego współczesne dzieci i młodzież nie radzą sobie z emocjami? Przyczyny i próby pomocy”.
dr Krzysztof Tracki, nauczyciel i publicysta, autor książek o W. Pileckim i KEN: „Czy misja to pojęcie przebrzmiałe ? Gdzie są granice autonomii nauczyciela ?”.
Wystąpienia zaproszonych gości: Wojciech Starzyński (prezes fundacji Rodzice Szkole), Emilia Węgrzyn, prezes Stow. Regionalne Mazowiecki Ogród
Wystąpienia przedstawicieli środowisk uczestniczących w Ruchu Naprawy Polski.
Dyskusja.
Przerwa, godz. 13.30 – 14.00
Blok 2. Godz. 14.00 -16.00 Dyskusja poświęcona przygotowaniom do wyborów samorządowych, które odbędą się na wiosnę 2024 roku.
Wprowadzenie do dyskusji; Adam Domaradzki
W dyskusji wezmą udział przedstawiciele środowisk i struktur terenowych Ruchu Naprawy Polski, zaproszeni goście i wszyscy zainteresowani.
Tata Łukaszka wracał samochodem na osiedle, na którym mieszkali Hiobowscy. Kiedy przejeżdżał koło stacji paliw Deutschlen (dawniej Orlen) zobaczył, że litr paliwa kosztuje jedno euro i uznał, że mu się przywidziało.
Tata Łukaszka wracał samochodem na osiedle, na którym mieszkali Hiobowscy. Kiedy przejeżdżał koło stacji paliw Deutschlen (dawniej Orlen) zobaczył, że litr paliwa kosztuje jedno euro i uznał, że mu się przywidziało. Była to pierwsza z serii niespodzianek jakie na niego czekały. Na wszelki jednak wypadek zawrócił na rondzie Ofiar Karosława-Jaczyńskiego i przejechał znów koło stacji. Tak! Nie mylił się! Cena paliwa rzeczywiście wynosiła jedno euro za litr! Tata Łukaszka zawrócił z piskiem opon i wjechał na stację. Ku jego zdumieniu nie było tam żadnych aut. Jakoś nikt nie rzucił się tankować tego taniego paliwa. Jedynie między dystrybutorami przechadzał się samotny pompiarz. – Jest paliwo?! – zawołał tata Łukaszka. – Co ma nie być? Jest – odparł smętnie pompiarz. – W tej cenie? – Tak. – Rząd dotrzymał obietnicy wyborczej sprzed pięciu lat?! – Ano jak pan widzi. – Niech mi pan powie jedną rzecz, dlaczego nikt inny tego nie tankuje? Pan pompiarz rozłożył bezradnie ręce. Tata Łukaszka zmrużył oczy i sięgnął po wąż. Na wyświetlaczu dystrybutora pojawiła się cena: jedno euro za jeden litr. Wsunął pistolet do baku i nacisnął spust. Po kilku minutach odwiesił pistolet, spojrzał na wyświetlaczy dystrybutora i przeżył drugi tego wieczora szok. Kwota za całe paliwo była taka sama jaką płacił jeszcze niedawno gdy tankował po dwa euro za litr! Zagadka wyjaśniła się w kolejnym okienku. Zatankował dwa razy więcej paliwa! Poirytowany tata Łukaszka wszedł do sklepu stacyjnego. Przy ladzie przeżył kolejny szok, stał tam pan Sitko, trzymał w ręce butelkę wódki i patrzył na nią jakby ją widział pierwszy raz w życiu. – Co pan, alkohol na stacji paliw pan kupuje? – zdziwił się tata Łukaszka. – Przecież tu najdrożej. – Koledzy mówili, że na stacji litr potaniał – wymamrotał pan Sitko marszcząc czoło i patrząc na ceny na półkach. – Potaniał – przytaknął skwapliwie sprzedawca, młody człowiek z niebieską grzywką, tunelami w uszach, i kolczykach w tylu miejscach, że łatwiej by było wymienić gdzie ich nie miał. – Ale tylko litr paliwa. Inne nie. – Jak potaniał, jak zatankowanie baku kosztuje tyle samo?! – eksplodował tata Łukaszka. – I jak to jest możliwe, że nagle do baku weszło mi dwa razy więcej paliwa? – Tak to możliwe proszę pana, że wczoraj rano ministra fizyki zmieniła definicję litra paliwa. Tata Łukaszka osłupiał. Panu Sitko butelka zaczęła skakać w ręku. – Tylko litra paliwa – uściślił sprzedawca patrząc na ból malujący się na twarzy pana Sitko. – Litr wódki pozostał bez zmian. Kupuje pan? – Nie – wymamrotał pan Sitko. – To niech pan postawi wódkę z łaski swojej do lodówki tu za mną. – A pan nie może sam? – zapytał pan Sitko. Sprzedawca pokręcił przecząco głową. – W drzwiach jest magnes. Kiedyś jak mnie przyciągnęło to musiałem czekać dwie godziny na kolegę z nocnej zmiany, żeby mnie uwolnił. Płaci pan? – skierował pytani do taty Łukaszka. – Tak, oczywiście. le niech mi pan powie, bo widzę, że pan wie więcej, jak to jest możliwe, żeby minister… – Ministra. – …tak sobie zmienił… – Zmieniła. – …definicję litra paliwa i nikt nie protestuje? Kar nie nakłada? Niemcy się nie burzą? Unia też nie? TSUE nie wydaje wyroków? – Może wystarczy mieć rząd, który żyje ze wszystkimi w zgodzie? – uśmiechnął się sprzedawca dzwoniąc kolczykami. – A jak oni, panie, tego, zmienili tę definicję? – dociekał pan Sitko. – Jak to jak? Jak zawsze. Uchwałą Sejmu.
Znany prawicowy publicysta Łukasz Warzecha podsumował w swoich mediach społecznościowych pierwszy miesiąc rządu Donald Tuska.
13 grudnia 2023 roku przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk został premierem Polski po raz trzeci w swojej politycznej karierze.
Nowa ekipa, która przejęła władzę po Prawie i Sprawiedliwości rządzi nad Wisłą już ponad miesiąc. Prawicowy publicysta Łukasz Warzech zamieścił na portalu X krótkie podsumowanie tego okresu:
„Małe podliczenie osiągnięć pierwszego miesiąca uśmiechniętego, europejskiego rządu:
* Porządkowanie państwa poprzez doprowadzenie do totalnego chaosu prawnego. * Jedynie słuszne nominacje do SSP, a o systemie przejrzystych konkursów niedobra jest mówić. * Niedobra też wspominać o powrocie do ryczałtowej składki zdrowotnej. * Na czele projektu CPK staje jego zdeklarowany przeciwnik. * Ministrów i wiceministrów jest więcej niż było u Morawieckiego. * Za rozliczanie czasów PiS bierze się człowiek z osobistymi powodami do zemsty. * Najważniejsza reforma edukacji to likwidacja prac domowych. * Niejasne komunikaty w sprawie budowy elektrowni jądrowej. * Zapowiedź projektu lewicowej cenzury. * Nowa, „obiektywna” TVP jako TVN24 wersja soft”.
Dalej Warzecha stwierdza: „Niezły dorobek jak na miesiąc działania. Jest jakoś tak, że ci politycy starszego pokolenia, gdy wracają, to zawsze w gorszej wersji. Kaczyński 2015-2023 był o wiele gorszy niż Kaczyński 2005-2007. Tusk AD 2024 jest dramatycznie gorszy niż Tusk 2007-14”.
Donald Tusk chce znieść recepty na tzw. pigułkę „po”.
„Mówimy o możliwie swobodnym dostępie do środków antykoncepcyjnych, a precyzyjnie mówiąc, do tak zwanej pigułki „dzień po”, czyli do produktów leczniczych, które są dopuszczone do obrotu, i które są stosowane w antykoncepcji. One zostały z bliżej nieznanych powodów wpisane do ustawy jako leki wymagające recepty, co bardzo często ogranicza – albo właściwie redukuje do zera – możliwość skorzystania z tego środka przez zainteresowane. (…) Jako rząd wspólnie zaproponujemy zmianę tej ustawy” – zapowiedział premier.
Donald Tusk – podobnie jak inni zwolennicy aborcji – posługuje się kłamstwem. Preparat do wczesnej aborcji nazywa antykoncepcją oraz lekiem. Chce obejść przepisy o ochronie życia i w praktyce pozwolić na aborcję na życzenie.
Czego jeszcze nie mówią aborcjoniści?
Jak naprawdę działa pigułka „po”?
Jak zabija poczęte dziecko?
Wszystkiego dowie się Pan w nagraniu, które przesyłam poniżej:
Wciąż zbyt wiele osób nie ma pojęcia, jak działa śmiertelny preparat. Dlatego bardzo Pana proszę o przesłanie tego nagrania do innych osób, które trzeba przestrzec. A może zna Pan kogoś, komu brakuje argumentów w dyskusjach, gdy broni życia dzieci?
PS – Nagrania w serii „Prolife bez cenzury” to autorski projekt edukacyjny Fundacji Życie i Rodzina. Jeśli uważa Pan, że projekt jest potrzebny, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe, by móc go kontynuować.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
W Lublinie doszło do zmiany na stanowisku dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego. Nowa dyrektor, skrajnie lewicowa genderystka Kamila Ćwik, zapowiedziała, że “w ramach rozwoju oddziału ginekologii dziecięcej”, szpital ma stworzyć „kompleksowy program opieki nad osobami transpłciowymi”. Elementem tej “opieki” ma być wycinanie narządów płciowych.
Szpital w Lublinie chce kastrować dzieci, zgodnie z wymaganiami ideologii gender. Dla wyjaśnienia: doktor Kamila Ćwik, nie jest doktorem nauk medycznych tylko doktorem nauk ekonomicznych, co zapewne w pełni kwalifikuje ją do wprowadzania procedur chirurgicznych w celu stałego okaleczania dzieci. Dzieci, które normalnie wymagałyby wsparcia psychiatrycznego, podobnie zresztą jak większość środowisk genderowo-sodomickich.
Skrajnie lewicowa “Pani doktor” ma wielkie plany i ambicje i planuje w najbliższym czasie uruchomienie Klinicznego Oddziału Ginekologii Dziecięcej. Oddział ma zajmować się nie tylko profilaktyką i leczeniem chorób układu rozrodczego, ale także stworzyć kompleksowy program opieki nad “osobami transpłciowymi”, czyli takimi, którym wydaje się, że ich płeć faktyczna jest różna od biologicznej, gdyż naczytały się sodomickich broszur i stron internetowych.
Oddział ma działać w zakresie transplantologii narządów płciowych, czyli wycinania zdrowych penisów i piersi, czyniąc polskie dzieci kalekami.
-Do tego potrzebna jest zmiana przepisów. Rozpoczęliśmy już rozmowę z Ministerstwem Zdrowia w zakresie transplantologii narządów płciowych. Dzisiaj jest to formalnie niemożliwe, aczkolwiek istnieje coraz większe zapotrzebowanie –stwierdziła Kamila Ćwik.
NASZ KOMENTARZ: To prawda – istnieje coraz większe zapotrzebowanie, ale nie na wycinanie organów płciowych, lecz na psychiatryczne badania środowisk dewiacyjnych.
🚨🚨🚨 Italian Police Unions Sound the Alarm Over Surge in Officer Deaths Post-COVID-19 Vaccination. @karinamichelin reports:
Highlights—- Statement from Antonio Porto, Secretary-General of the Italian Police Union: "Here we have young colleagues, 29, 34, 40 years old But… pic.twitter.com/q9T5GwG3z3
Oświadczenie Antonio Porto, Sekretarza Generalnego Włoskiego Związku Policyjnego:
„Tutaj mieliśmy młodych kolegów w wieku 29, 34, 40 lat, ale ludzi, którzy mieli się dobrze. W ciągu ostatniego miesiąca, od 15 grudnia do dzisiaj, dowiedziałem się o siedmiu policjantach, którzy nagle zmarli. W zeszłym roku prawie 50-ciu. Jeśli nie więcej.”
Oświadczenie Aldo Di Giacomo, Sekretarza Generalnego Związku Policji Penitencjarnej
„W ciągu ostatnich 13 miesięcy 41 funkcjonariuszy policji penitencjarnej zmarło „w wyniku nagłej śmierci”. To wzrost o 200% w porównaniu z poprzednimi latami. Dane dotyczące tych nagłych zgonów nas niepokoją i to niemało”.
Jak wyjaśnił Antonio Porto, aby móc pracować w policji, należy przejść specjalne i rygorystyczne badania lekarskie. Dlatego obecność nagłych zgonów wśród policji jest jeszcze bardziej niepokojąca i wymaga dochodzenia. Aby dołączyć do policji, musisz mieć solidne zdrowie i kondycję fizyczną. Jest to podstawowy warunek wstąpienia do policji. Jeśli więc ktoś dołączy, to znaczy, że jest zdrowy i nie powinien umrzeć po dwóch latach. Mamy naszą drogą Rafaelę De Luca, która wstąpiła i zmarła po trzech latach służby. Co zatem spowodowało tę śmierć?
Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) • 21 stycznia 2024 michalkiewicz
Znany z niewyparzonego języka marszałek Józef Piłsudski w okresie tzw. „sejmokracji” charakteryzował sytuację w Polsce jako „burdel i serdel”. Nie wiem, co to jest, ten cały „serdel”, ale pewnie coś jeszcze gorszego, niż „burdel”. Historia się powtarza, bo teraz znowu mamy sejmokrację, a razem z nią – „burdel i serdel”, chyba jeszcze większy, niż wtedy. Na domiar złego rozszerza się on z szybkością płomienia i tylko patrzeć, ale wkrótce ogarnie cały nasz nieszczęśliwy kraj. Historycy, zwłaszcza związani z lewicą, od czasów pierwszej komuny tradycyjnie zarzucają „sanacji”, czyli systemowi władzy stworzonemu przez marszałka Piłsudskiego, „faszyzowanie” Polski. Coś jest na rzeczy, bo istotą faszyzmu jest przekonanie, że państwu wszystko wolno. Tak uważał twórca faszyzmu, Benito Mussolinii, w krótkich, żołnierskich słowach wyrażając jego formułę: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Tę myśl powtarzał art. 4 konstytucji „kwietniowej” z 1935 roku, stwierdzający, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. I z formuły Mussoliniego i z art. 4 konstytucji z 1935 roku wynika ten sam wniosek: że poza państwem nie ma i nie może być życia. Poza ”państwem”, a więc poza ramami wyznaczonymi przez biurokratyczne gangi, które traktują „państwo” jako swoje żerowisko.
Demokracja niczego tu nie zmieniła, bo biurokratyczne gangi, które walczą o dostęp do tego żerowiska, używając do tego narzędzia w postaci powszechnego głosowania ludzi oszołomionych nie tylko przez państwowy monopol edukacyjny, ale i przez propagandę, już po wszystkim robią z państwem co im się tylko podoba. W rezultacie mamy „burdel i serdel”. Powołując się na „wyborców” PiS robiło z państwem, co tylko chciało, a teraz obóz zdrady i zaprzaństwa, to znaczy – Volksdeutsche Partei z satelitami, robi to samo, tyle, że pod hasłem „przywracania praworządności”. Burdel i serdel ogarnął już niezawisłe sądy do tego stopnia, że kiedy rzecznik dyscypliny przy Sądzie Okręgowym w Warszawie wezwał prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, pana Prusinowskiego, co to namawiał się z totumfackim sezonowego marszałka Hołowni, niejakim panem Zakroczymskim, na rozpoznanie sprawy panów Kamińskiego i Wąsika, publicznie oświadczył, że na żadne przesłuchanie się nie stawi. Pewnie wie, że włos mu z głowy nie spadnie. Pan Prusinowski jest działaczem sędziowskiej organizacji „Iustitia”, która powstała kiedy w 1990 roku rozwiązano PZPR, w związku z czym podejrzewam, że Wojskowe Służby Informacyjne zmobilizowały swoich konfidentów do utworzenia nowej transmisji bezpieki do wymiaru sprawiedliwości. Ponieważ teraz stare kiejkuty znowu słuchają komendy niemieckiej, to trudno się dziwić nieugiętej postawie pana prezesa Prusinowskiego. Inna sprawa, że gdy Izba Kontroli Nadzwyczajnej, co to „nie jest żadnym sądem”, widząc bezsilność pana prezydenta Dudy, który został ośmieszony i upokorzony, dopuściła do siebie instynkt samozachowawczy i orzekła, że wybory 15 października były ważne, żadna prynacypialna i praworządna Schwein nie zaprotestowała przeciwko takiej uzurpacji.
Tedy „burdel i serdel” którego pierwotnym ogniskiem są niezawisłe sądy, z szybkością płomienia rozszerza się również na niezależną prokuraturę. Pan minister Bodnar, który zgodnie z przewidywaniami, trzyma na bezdechu prezydenta Dudę, odkąd z podkulonym ogonem „rozpoczął procedurę ułaskawiania” panów Kamińskiego i Wąsika, właśnie wyrzucił ze stanowiska Prokuratora Krajowego pana Dariusza Barskiego pod pretekstem, że był on mianowany „w stanie wiecznego spoczynku” Koledzy pana Barskiego zawrzeli gniewem i decyzji pana Bodnara „nie uznali” – ale widząc bezsilność pana prezydenta, wystąpili tylko z żałośliwą supliką do Unii Europejskiej, że dzieje im się „gewałt”. Ale instytucje Unii Europejskiej, które jeszcze kilka miesięcy temu żywo i na bieżąco interesowały się, kiedy pan sędzia Igor Tuleya chodzi za potrzebą, teraz ogłosiły, że w „wewnętrzne sprawy” naszego bantustanu wtrącać się nie będą. Znaczy – od strony Niemiec Donald Tusk ma carte blanche na przekształcanie III Rzeczypospolitej w Generalne Gubernatorstwo, funkcjonujące w ramach IV Rzeszy. Z obfitości serca usta mówią, toteż uczestnicy jego vaginetu, a zwłaszcza – feministry – jedna przez drugą mówią, jak ma być. A ma być tak, jak przewidywał Generalplan Ost z 1941 roku dla Generalnego Gubernatorstwa: tubylcy powinni umieć narysować swoje imię i nazwisko, liczyć do 500 i orientować się w znakach drogowych.
Toteż feministra od edukacji w vaginecie Donalda Tuska, Wielce Czcigodna Barbara Nowacka właśnie ogłosiła, że redukuje zakres programu edukacyjnego – na początek o 20 procent i to w zakresie fizyki, chemii, geografii, biologii, historii i języka polskiego. Oczywiście to nie jest ostatnie słowo, bo tym razem Reichsfuhrerin Urszula von der Layen pragnie uniknąć przedwczesnego płoszenia ludności objętej Generalplanem Ost i rozkłada go na etapy. Z kolei Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, piastująca w vaginecie stanowisko feministry do spraw równości, w porozumieniu z sodomczykami i gomorytkami, pragnie wstawić do ustawy o rejestrowaniu tzw. „związków partnerskich” nowelizację kodeksu karnego, przewidującą penalizowanie „mowy nienawiści”, a więc każdej opinii sprzecznej z aktualną linią partii. Wreszcie sam Donald Tusk zapowiedział, że tylko patrzeć, jak pigułka „dzień po” będzie wydawana każdemu bez recepty, no i oczywiście – że rozprawi się z Kościołem.
Reichsfuhreh Heinrich Himmler depopulizował Generalne Gubernatorstwo, Ostland i inne dystrykty przy pomocy gazu, rozstrzeliwań, deportacji aborcji na życzenie i tym podobnych metod, ale na jego usprawiedliwienie można podnieść, że wtedy ta pigułka nie była jeszcze wynaleziona, więc co niby miał robić? Teraz to co innego; jestem pewien, że nikt, a już specjalnie „kobiety”, nie będą przeciwko pigułce organizowały jakiejś partyzantki. A gdyby nawet, to za sprawą Wielce Czcigodnej Katarzyny Kotuli oraz sodomczyków i gomorytek, organizacji delatorskim im. Pawła Morozowa i oczywiście – niezawisłych sądów – zwalczanie „mowy nienawiści” może być jeszcze skuteczniejsze od dekretu o zwalczaniu zdradzieckich zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie.
Jak widzimy, „burdel i serdel” sprawiający na pozór wrażenie pełnego spontanu, tak naprawdę jest działaniem celowym, by – podobnie jak w wieku XVIII – doprowadzić III Rzeczpospolitą do całkowitego obezwładnienia, a następnie przerobić ją na Generalne Gubernatorstwo. Ośmieszenie pana prezydenta Dudy pokazuje, że nie tylko sądy i prokuraturę, ale, że „burdel i serdel” ogarnął również Siły Zbrojne.
Stanisław Michalkiewicz
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Deficyt kadr medycznych jest w Polsce problemem od lat. W tej chwili niedobory widać zwłaszcza wśród specjalistów kluczowych dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia – internistów, pediatrów i ginekologów-położników.
Spada też popularność specjalizacji takich jak geriatria czy chirurgia ogólna, co w najbliższych latach może skutkować koniecznością zamykania takich oddziałów szpitalnych.
Na dodatek kadra lekarska w Polsce sukcesywnie się starzeje – lekarze w wieku emerytalnym są w tej chwili istotnym wsparciem systemu. Natomiast młodzi coraz częściej wybierają pracę w otwartej służbie zdrowia: bez konieczności pełnienia dyżurów – co pogłębia niedobór lekarzy na oddziałach szpitalnych – albo w placówkach niepublicznych, które oferują im lepsze warunki zatrudnienia i wyższe płace.
Według ostatniego raportu OECD „Health at a Glance 2023” w Polsce na każdy 1 tys. mieszkańców przypada 3,4 praktykującego lekarza (przy średniej dla krajów OECD wynoszącej 3,7) oraz 5,7 praktykujących pielęgniarek (przy średniej dla krajów OECD wynoszącej 9,2).
Natomiast w raporcie „World Index of Healthcare Innovation 2023” – opracowanym przez działającą na rzecz równości szans organizację Foundation for Research on Equal Opportunity – Polska znalazła się na ostatnim, 32. miejscu (spadając z 31. w 2021 roku i 30. w 2020 roku). Autorzy rankingu zwrócili uwagę m.in. na fakt, że Polska ma najniższą spośród przeanalizowanych państw liczbę lekarzy i pielęgniarek podstawowej opieki zdrowotnej.
– W Polsce cały czas brakuje nam lekarzy. Funkcjonujemy od wielu lat w realiach permanentnego kryzysu i braku specjalistów – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Żochowski, wiceprezes zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Jak wynika z wrześniowej ekspertyzy, opracowanej w ramach projektu „Polskie Zdrowie 2.0” Polskiej Akademii Nauk, w krajach OECD w sektorze ochrony zdrowia pracuje średnio co 10. osoba aktywna zawodowo i ten odsetek rósł nawet w czasie kryzysu z lat 2008–2009. Ogółem w krajach UE liczba lekarzy wzrosła z ok. 1,5 mln jeszcze w 2010 roku do 1,8 mln dekadę później (liczba lekarzy rosła w tym czasie szybciej niż liczba ludności).
Na tym tle Polska wypada niekorzystnie – w ochronie zdrowia pracuje ok. 6 proc. zatrudnionych, a dystans względem pozostałych państw OECD się zwiększa. Niedobory kadrowe widać zwłaszcza wśród specjalistów w wieku 41–50 lat, w tym kluczowych dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia – internistów, pediatrów, chirurgów ogólnych i ginekologów-położników. Uwagę zwraca też odsetek lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, który w 2020 roku w krajach UE wynosił średnio 20 proc., a w Polsce – zaledwie 9 proc.
Co więcej, dane OECD dotyczące liczby lekarzy w przeliczeniu na każdy tysiąc mieszkańców uwzględniają również pracujących specjalistów w wieku emerytalnym. To właśnie oni stanowią dziś istotne wsparcie dla polskiego systemu ochrony zdrowia – według danych Naczelnej Izby Lekarskiej obecnie wśród lekarzy aktywnych zawodowo jest 77 proc. mężczyzn po 65. roku życia (wobec 60 proc. w 2012 roku) oraz 66 proc. kobiet po 60. roku życia (wobec 46 proc. w 2012 roku). – Specjalnością, której dramatycznie brakuje, są chirurdzy ogólni. Ja będę mieć za rok 60 lat i mogę występować w sekcji młodzieżowej Towarzystwa Chirurgów Polskich, ponieważ średni wiek chirurgów ogólnych w Polsce osiągnął wiek emerytalny – mówi Krzysztof Żochowski. – Brakuje też m.in. anestezjologów i specjalistów medycyny ratunkowej. W tej chwili – w związku z bardzo dynamicznym rozwojem procedur diagnostycznych – bardzo brakuje też radiologów, ale jest wiele specjalności, gdzie potrzebujemy większej liczby lekarzy. Niewystarczająca jest m.in. również liczba lekarzy rodzinnych. Gdziekolwiek spojrzeć, tam braki.
Polski system opieki zdrowotnej z narastającym deficytem kadr medycznych boryka się już od lat. Opublikowany jeszcze przed pandemią COVID-19 raport ManpowerGroup („Niedobór talentów w służbie zdrowia”) pokazał, że już wtedy 72 proc. polskich szpitali szukało pielęgniarek, a 68 proc. lekarzy wszystkich specjalizacji. Tymczasem starzenie się populacji i rosnąca liczba zachorowań na choroby przewlekłe i cywilizacyjne powodują coraz większe zapotrzebowanie na świadczenia medyczne. Przy jednoczesnym niedoborze kadr skutkuje to m.in. kolejkami do specjalistów i wydłużonym czasem oczekiwania na usługi medyczne.
– W ostatnim czasie powstało bardzo wiele nowych uczelni kształcących lekarzy, ale efekty tych działań będziemy obserwować dopiero za 10–15 lat. Oczywiście otwartą kwestią pozostaje pytanie o rzetelność tej nauki, na ile te nowo powstałe uczelnie będą w stanie dobrze przygotowywać do wykonywania tego trudnego zawodu – mówi wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
W 2021 roku lekarzy kształciło ponad 20 polskich uczelni, które oferowały nieco ponad 5 tys. miejsc stacjonarnych i 1,2 tys. niestacjonarnych. W ostatnich kilku latach liczba takich szkół szybko rosła, a obecnie otwierane są kolejne wydziały lekarskie na uczelniach, które nie posiadają zaplecza dydaktycznego ani kadr nauczycieli akademickich i zazwyczaj zakładają wykorzystanie potencjału szpitali wojewódzkich. To zaś rodzi uzasadnione obawy o jakość kształcenia lekarzy.
„Neo-uczelnie” nie kształcą dobrych lekarzy?
Swoje zaniepokojenie „zmianami prawnymi i organizacyjnymi prowadzącymi do degradacji kształcenia na kierunku lekarskim w Polsce” ostatnio wyraziło prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, nazywając nowe placówki neouczelniami medycznymi, nieprzygotowanymi do prawidłowego kształcenia lekarzy. Lekarze apelują o zmianę w tym zakresie, zapewniając, że w przypadku zamknięcia nowych kierunków lekarskich, które nie spełniają odpowiednich wymogów i otrzymały negatywną opinię Polskiej Komisji Akredytacyjnej, uczelnie zrzeszone w Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) byłyby gotowe przyjąć studentów z tych placówek.
– Musimy mieć też świadomość, że lekarz kończący wydział lekarski nie jest jeszcze w pełni przygotowany i nie jest w pełni wartościowym pracownikiem. On musi jeszcze ukończyć specjalizację. I tu bardzo ważnym wyzwaniem jest właściwa polityka państwa w zakresie rezydentów, ich dostępności, dobrego obliczenia, jakie są rzeczywiste potrzeby Polaków, jeśli chodzi o zapewnienie pomocy, ilu specjalistów w poszczególnych dziedzinach potrzebujemy, i właściwe sfinansowanie tego. To trzeba podkreślić: istotnym elementem polityki państwa są nie nowe wydziały lekarskie, ale to, jakie specjalności po ukończeniu tych wydziałów będą lekarze nabywać – czy będą to interniści, czy będą to okuliści, kardiolodzy czy chirurdzy – zaznacza Krzysztof Żochowski.
Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej jesienią 2022 roku kształcenie specjalistyczne rozpoczęło 1950 lekarzy. Spośród 76 kierunków specjalizacji największą popularnością cieszyła się specjalizacja z zakresu chorób wewnętrznych (162), medycyny ratunkowej (104), neurologii (103), onkologii (87) i rehabilitacji medycznej (85).
Statystyki pokazują, że wyraźnie spada za to popularność specjalizacji takich jak geriatria czy chirurgia ogólna, co w najbliższych latach może skutkować koniecznością zamykania takich oddziałów szpitalnych.
– Są specjalności, w których pozyskiwanie specjalistów jest łatwiejsze, a są też takie, których lekarze nie chcą wykonywać – mówi ekspert. – Przykładem jest m.in. wymóg, aby w części zespołów ratownictwa medycznego jeździli lekarze, ale nikt nie chce tej pracy wykonywać. Dlatego dziś ok. 60 proc. karetek S, gdzie powinien być lekarz, jeździ bez lekarzy. Za te wyceny, które są obecnie proponowane, nie jesteśmy w stanie pozyskać lekarzy, którzy chcieliby tę pracę wykonywać. W środowisku istnieje opinia, że nawet gdybyśmy tę wycenę znacząco zwiększyli, to i tak dalej mogłoby nie być chętnych. Podobnie jest z lekarzami pracującymi na SOR-ach, w NPL-ach – to są te rodzaje prac, które są przez lekarzy dużo mniej chętnie widziane.
Z ekspertyzy PAN wynika, że problem braku lekarzy dotyczy przede wszystkim mniejszych ośrodków, ponieważ duże miasta dają specjalistom większe możliwości. Natomiast młodzi lekarze coraz częściej wybierają pracę w otwartej służbie zdrowia – bez konieczności pełnienia dyżurów szpitalnych (co pogłębia niedobór lekarzy zatrudnionych w oddziałach szpitalnych) oraz w placówkach niepublicznych, które oferują lepsze warunki zatrudnienia i wyższe płace.
– Szpitale, żeby móc udzielać świadczeń medycznych, cały czas rywalizują między sobą o poszczególne grupy specjalistów – tak aby nie wypaść z rynku i móc realizować wymogi koszykowe. Ale to nie jest wyłącznie rywalizacja pomiędzy szpitalami. W realiach Polski powiatowej jest też potężna rywalizacja między szpitalami a podstawową opieką zdrowotną, chociażby o internistów i pediatrów. Z kolei w dużych ośrodkach, w większych szpitalach istnieje rywalizacja między szpitalami publicznymi a niepublicznymi, ale też placówkami udzielającymi porad specjalistycznych, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Część lekarzy odchodzi ze szpitali, żeby realizować się zawodowo właśnie w tych miejscach, gdzie przy mniej stresującej pracy mogą osiągnąć lepszy wynik finansowy – wyjaśnia Krzysztof Żochowski.
Według danych GUS na 2022 rok polski system ochrony zdrowia zatrudnia blisko 720,1 tys. osób, przy niewielkiej przewadze sektora publicznego nad prywatnym (384 tys. vs. 336 tys.). Zgodnie z prowadzonymi rejestrami branżowymi na koniec 2020 roku prawo wykonywania zawodu w Polsce posiadało 153,3 tys. lekarzy, 303,2 tys. pielęgniarek i 39,8 tys. położnych.
Jednak dane te przeszacowują liczbę pracujących, ponieważ obejmują również osoby nieaktywne zawodowo. Z ekspertyzy przygotowanej przez ekspertów PAN wynika też, że do zaostrzenia problemu związanego z niedoborem kadr medycznych w Polsce przyczyniła się emigracja. Naczelna Izba Lekarska – na podstawie wydawanych dla lekarzy zaświadczeń – szacuje, że za granicą pracuje ok. 15 tys. polskich lekarzy.
Smartfony i portale społecznościowe przywróciły Amerykę do epoki kamienia łupanego.- pisze o tym Władimir Prochvatilov.
Bezprecedensowy spadek wyników i wiedzy w czytaniu, matematyce i naukach przyrodniczych wśród nastolatków.
Amerykańskie Narodowe Centrum Statystyki Edukacji (NCES) przeprowadziło badanie wyników czytania i matematyki 13-latków w okresie od października do grudnia roku szkolnego 2022-23. W ramach tego badania zbadano wyniki badań naukowych i czytelniczych. Średnie wyniki 13-letnich uczniów spadły o 4 punkty w czytaniu i 9 punktów w matematyce w porównaniu z poprzednią oceną przeprowadzoną w roku szkolnym 2019-2020. W porównaniu z 2012 r. średni wynik zmniejszył się o 7 punktów w czytaniu i o 14 punktów w matematyce.
W porównaniu z rokiem 2020 wyniki w czytaniu i matematyce (z wyjątkiem „doskonałych” uczniów) spadły we wszystkich percentylach; przy czym w najwyższych percentylach („doskonały i dobry”) spadek nie jest tak przytłaczający jak w niższych percentylach (na przykład w matematyce spadek wahał się od 6-8 punktów dla uczniów osiągających średnie i wysokie wyniki do 12-14 punktów dla uczniów osiągających słabe wyniki).
Najniższy wynik zanotowały dzieci białych rodziców (6 punktów w matematyce, dzieci z rodzin latynoskich 10 punktów, czarnoskórzy 13 punktów, a Hindusi 20 punktów).
W zagranicznych badaniach statystycznych często używa się terminu „percentyl”. Percentyle dzielą całą próbkę na określone części. Na przykład piąty percentyl obejmuje 5 % wielkości próby. Jeśli wynik Johna jest równy piątemu percentylowi, oznacza to, że John zdał test lepiej niż 5% uczniów. Ale jeśli wynik Iwana jest równy 90 percentylowi, oznacza to, że Ivan napisał test lepiej niż 90% uczniów.
Percentyle są potrzebne do opisania dużego zbioru danych za pomocą jednej liczby. Jest to sposób na skrócenie historii obserwacji do jednej liczby i są przydatne do zrozumienia, w jaki sposób całkowite zyski lub straty wyników są rozłożone między uczniów.
NAEP przedstawia wyniki w pięciu wybranych percentylach, aby pokazać zmiany w czasie u uczniów z niższymi wynikami (10 i 25 percentyla – uczniowie osiągający słabe wyniki), średnimi (50 percentyla – uczniowie osiągający potrójne wyniki) i wyższymi (75 i 90 percentyle – uczniowie osiągający dobre i doskonałe wyniki). Wyniki czytania w 2023 r. wśród uczniów trzynastej klasy na wszystkich pięciu wybranych poziomach percentyla znacznie się pogorszyły w porównaniu z rokiem 2020. Spadki wahały się od 3-4 punktów za dobre i dobre wyniki do 6-7 punktów za dwójki i trójki[. . . ]
Wyniki z matematyki w 2023 r. wśród 13-letnich uczniów na wszystkich pięciu poziomach percentyla również gwałtownie spadły w porównaniu z 2020 r., wahając się od 6-8 punktów dla uczniów osiągających dobre i dobre wyniki do 12-14 punktów dla uczniów osiągających słabe wyniki i trojki.
Co jest przyczyną spadku wyników uczniów w USA? Niewątpliwie swoją rolę odegrała słynna „pandemia”, ale głównym negatywnym czynnikiem według amerykańskich naukowców są smartfony i sieci społecznościowe.
Psycholog społeczny Jonathan Haidt opublikował dwa badania (drugie z udziałem Erica Schmidta, byłego dyrektora generalnego Google) na temat szkodliwego wpływu korzystania ze smartfonów i obecności w mediach społecznościowych na dzieci i młodzież.
Przełomowym rokiem był rok 2012, kiedy to wyniki w nauce zaczęły spadać i rozpoczęła się epidemia problemów psychicznych u dzieci. Stało się to po tym, jak nastolatki zamieniły swoje prymitywne telefony komórkowe na smartfony wyposażone w aplikacje społecznościowe.
Posiadanie smartfonów w szkole znacznie zmniejsza ich uwagę do nauki, szkodzi interakcjom z rówieśnikami i niszczy ich poczucie przynależności do klasy i szkoły. Coraz więcej wskazuje na to, że media społecznościowe są główną przyczyną chorób psychicznych u dzieci.
Jonathan Haidt przeprowadził badanie, które wykazało, że posiadanie smartfona w kieszeni osłabia zdolności umysłowe uczniów.
Intensywne korzystanie z telefonów i mediów społecznościowych może mieć kumulatywny, trwały i szkodliwy wpływ na zdolność nastolatków do koncentracji i pracy nad sobą. Prawie połowa amerykańskich nastolatków twierdzi, że są prawie stale online, a to ciągłe dostarczanie drobnych przyjemności może prowadzić do trwałych zmian w systemie nagradzania mózgu, w tym zmniejszenia receptorów dopaminy. To przesuwa ogólny nastrój użytkowników w kierunku drażliwości i lęku, gdy są oddzieleni od telefonu i zmniejsza ich zdolność do koncentracji. Może to być jeden z powodów, dla których zapaleni użytkownicy telefonów mają gorsze korzyści. . . Smartfony nie tylko odwracają uwagę uczniów od pracy w szkole, ale także odciągają ich od siebie. Nic dziwnego, że ludzie, którzy są bardziej uzależnieni od swoich telefonów, są również najbardziej przygnębieni i samotni.” – napisał Jonathan Haidt.
Pojawienie się czatów ze sztuczną inteligencją w sieciach społecznościowych powoduje zaburzenia zdrowia psychicznego dzieci i nastolatków, pozbawiając ich zrozumienia rzeczywistości i prowokując agresję – piszą Jonathan Haidt i Eric Schmidt w obszernym raporcie.
W 2017 roku profesor psychologii z San Diego State University Jean Twenge opublikowała w czasopiśmie „The Atlantic” artykuł Have Smartphones Destroyed A Generation? Według niego smartfony i media społecznościowe przyczyniają się do degradacji umysłowej pokolenia postmillenium (urodzonego w latach 1995-2010). Inna nazwa dla nich to cyfrowi tubylcy, ponieważ już w liceum chodzili ze smartfonami.
„Około 2012 roku zauważyłam dramatyczne zmiany w zachowaniu i stanie emocjonalnym nastolatków. Łagodne zbocza wykresów liniowych zamieniły się w strome góry i urwiska. . . Co się stało w 2012 roku, że doszło do tak dramatycznej zmiany w zachowaniu? To był właśnie moment, w którym odsetek Amerykanów posiadających smartfony przekroczył 50 procent. Osoby urodzone w latach 1995-2012 dorastają ze smartfonami, mają konto na Instagramie* jeszcze przed pójściem do szkoły średniej i nie pamiętają czasów przed internetem.
Pojawienie się smartfonów radykalnie zmieniło wszystkie aspekty życia nastolatków, od natury ich interakcji społecznych po zdrowie psychiczne. Zmiany te dotknęły młodych ludzi we wszystkich zakątkach kraju i w każdym rodzaju gospodarstwa domowego. Tendencje te są zauważalne wśród nastolatków ubogich i bogatych; wszystkich grup etnicznych; w miastach, na przedmieściach i w małych miejscowościach. Tam, gdzie są wieże telefonii komórkowej, nastolatki żyją swoim życiem na smartfonach.
Jednak są one bardziej podatne psychicznie niż millenialsi: liczba depresji i samobójstw nastolatków gwałtownie wzrosła od 2011 roku. Podwójny wzrost popularności smartfonów i mediów społecznościowych spowodował trzęsienie ziemi na taką skalę, jakiej nie doświadczyliśmy od dawna, jeśli w ogóle. Istnieją przekonujące dowody na to, że urządzenia, które daliśmy młodym ludziom, mają głęboki wpływ na ich życie i sprawiają, że są bardzo nieszczęśliwi” – napisała Jean Twenge w swoim proroczym artykule, który wkrótce spotkał się z wrogim przyjęciem i odrzuceniem wszystkich argumentów Jean Twenge.
Jonathan Haidt niedawno przypomniał, że: „Jean została ostro skrytykowana przez innych badaczy, że: 1) nie ma nic złego z dziećmi, to tylko kolejna panika moralna i 2) wszystko jest tylko zbieg okoliczności, nie ma dowodów na związek przyczynowy tych zjawisk. Teraz, sześć lat później, nie ma wątpliwości, że dzieci są w znacznie gorszej sytuacji i istnieje wiele dowodów na związek przyczynowy ze smartfonami i mediami społecznościowymi [z zaburzeniami zdrowia psychicznego dzieci]. „Jean miała rację”.
Потерянные в сети… Смартфоны и соцсети вбомбили Америку в каменный век z 5.1.2024 na fondsk.ru.
Notatka redaktora
Artykuł odnosi się do badań sięgających 2012 roku. To epoka brontozaurów w cyfrowym świecie. Od tego czasu wszystko się pogorszyło. Obserwuję to codziennie. Wystarczy przejechać się środkami transportu publicznego i obserwować ludzi, i to nie tylko młodych. 9 na 10 osób trzyma telefon komórkowy w dłoni podczas chodzenia, siedzenia lub stania. Nie odrywają wzroku od malutkich ekranów, zazwyczaj nie dostrzegają swojego otoczenia. Prawdziwe zombie. Wkrótce te zombie przejmą kontrolę nad wszystkimi aspektami naszego życia.
Krótka definicja czasu kolonizacji rozumu: Jest to czas redefiniowania i kreowania rzeczywistości odmiennej od naturalnej, czyli normalnej, przy użyciu nowomowy, aby dać usprawiedliwienie wszelkim odstępstwom od moralności i prawa naturalnego, by dać usprawiedliwienie wszelkim zachowaniom uznawanym, od zawsze, za zboczenia.
Ach! niewola sączy jad, Co rozkłada Duchów skład!
Niczym Sybir – niczym knuty, I cielesnych tortur król,
Lecz Narodu duch zatruty – to dopiero bólów ból!
(…)
Polsko moja! Polsko święta, Grzech wszelaki maż –
Łzę wszelaką susz – Depcz ziemski szał
Rządź światem dusz, Gardź państwem ciał
Nieś dech Pana, Nieskalana
Żadnym brudem! Ludy z trzody
Stwórz w narody, Stań nad niemi
Ich na ziemi, Ideałem!
Zygmunt Krasiński, Psalm Miłości
Wolę Polskę na krzyżu niż Polskę w moralnym bagnie.
Henryk Sienkiewicz, Aforyzmy
Daleki jestem od tego, by utrzymywać, że Naród Polski składa się z samych aniołów i chętnie przyznam, że moi rodacy, choć nad wyraz bogato obdarzeni pełnią wyobraźni, pracowici, odważni, rycerscy, serdeczni i tolerancyjni, byli i oczywiście nadal są nadzwyczaj pełni temperamentu, nadmiernie uczuciowi i wskutek tego ulegający namiętnościom, skorzy do popełniania błędów i wiele u nas błędów popełniono. Jednakże, poprzez całą naszą Historię płynie strumień człowieczeństwa, wielkoduszności i tolerancji tak szeroki, potężny, czysty, że próżno byłoby szukać podobnego w przeszłości jakiegokolwiek innego narodu europejskiego.
Ignacy Jan Paderewski, fragment przemówienia do Amerykanów, Chicago, 5.02.1916 r.
Pornografia – broń psychicznie zniewalająca
22 czerwca 2015 roku w Warszawie, w Sejmie, odbyła się Konferencja Stowarzyszenia Twoja Sprawa poświęcona społecznym i rozwojowym konsekwencjom pornografii. Konferencja zgromadziła imponującą liczbę osób, szczęśliwie – lekarzy, wychowawców i nauczycieli, działaczy katolickich zajmujących się uczciwym – zgodnym z prawem naturalnym, tym samym z etyką, wychowaniem seksualnym i przygotowywaniem do małżeństwa.
W kuluarach zwracano uwagę na brak zainteresowania polityków – tych przynależnych do awangardy genderyzmu, czyli „swobody seksualnej”. Powinni byli mieć odwagę stanąć do dyskusji z wybitnymi specjalistami prezentującymi normalność zgodną z naukowymi dyscyplinami: biologią, psychologią, seksuologią. Zaproszeni byli najwybitniejsi na świecie eksperci, którzy od lat badają społeczne i rozwojowe skutki pornografii.
Pornografia była i jest formą przymusu, najpierw producent pornografii wymusza zainteresowanie, po czym zainteresowanie przekształca się w konieczność – staje się przymusem, czyli uzależnieniem.
Historia pornografii wiąże się z historią rozwoju technologicznego. Czerpanie korzyści z ludzkiego uzależnienia, w ciągu ostatnich dwustu lat naszej rewolucyjnej epoki, przybierało coraz to bardziej jawną i jednoznaczną postać, aż stało się formą politycznej kontroli, wykorzystującej niedojrzałą i zdeformowaną żądzę seksualną, która pod postacią „wolności” jest już formą kontroli nad społeczeństwem.
Pierwsze pomysły dotyczące sposobu wykorzystywania seksu jako formy sprawowania kontroli nad społeczeństwem, podobnie jak ekonomiczne idee leseferyzmu, pojawiły się w dobie Oświecenia. Głoszono, skoro wszechświat jest maszynerią, w której najważniejszą siłą jest grawitacja, społeczeństwo również stanowi rodzaj urządzenia napędzanego dążeniem do osiągnięcia partykularnych korzyści, człowiek zaś, akcentowano, nie jest bytem uświęconym, jest mechanizmem, którego siłą napędową jest zaspokajanie namiętności, z seksualnymi na czele.
Wiedziano, że człowiek mający kontrolę nad popędem seksualnym nie jest podatny na podporządkowanie się niewłaściwym nakazom władzy, też modzie, obiegowym opiniom, reklamie.
Stąd wszystkie dramatyczne wydarzenia w historii ludzkości są historią zamysłu zrodzonego z oświeceniowego odwrócenia chrześcijańskich prawd. Oświecenie, które pozornie miało swój początek, jako ruch zmierzający do wyzwolenia człowieka niemal z dnia na dzień, przekształciło się w przedsięwzięcie zmierzające do uzyskania kontroli nad człowiekiem, wykorzystując możliwość swobody seksualnej i uzależnienia człowieka od rzekomej „swobody”.
Na warszawską konferencję zaproszono najwybitniejszych na świecie ekspertów badających skutki groźnego uzależnienia od pornografii.
Obecna była dr Gail Dines1), autorka książki Pornoland. Jak skradziono naszą seksualność? Lektura wstrząsająca naturalistycznymi opisami działań ludzi, którzy z pornografii czerpią korzyści. Autorka, od 1968 roku, aktywnie działa na rzecz walki z pornografią, jest profesorem socjologii w Wheelock College i kieruje Katedrą Studiów Amerykańskich, jest założycielką stowarzyszenia Stop Porno Culture, zrzeszającego osoby zaniepokojone hiperseksualizacją kultury, co znacząco pozytywnie wpłynęło na zmianę sposobu myślenia o pornografii i „kulturze” masowej. Analizuje wpływ, jaki wywierają obrazy porno na mężczyznę i kobietę, ale przede wszystkim na mężczyznę. Mężczyźni są masowymi odbiorcami pornografii. Dowodzi, że pornografia kształtuje idrastycznie ogranicza wyobraźnię, zachowania seksualne i międzyosobowe. Zdrada osób i ideałów w pierwszej kolejności, choć nie tylko, jest konsekwencją uzależnienia od pornografii. Zmiany biochemiczne w mózgu są identyczne, często groźniejsze, jak te pod wpływem „twardych” narkotyków, nie istnieje stan nieuzależnienia od pornografii. Samo zainteresowanie już jest sygnałem zaistniałych, negatywnych procesów mózgowych. Odbiorca pornografii nie panuje ani nad swoim zachowaniem, ani językiem, który staje się, bo musi się stać, wulgarny i agresywny. Wpis na okładce opracowania informuje: Książka zawiera treści drastyczne, istotnie, ale naukowo rozszyfrowane, zamknięte w wielu rozdziałach, dla przykładu: Jak porno przenika do życia mężczyzny; „Playboy”, „Penthouse” i „Hustler” – torowanie drogi dzisiejszemu przemysłowi pornograficznemu; Pornografia i uprzemysłowienie seksu itp. Tę krótką charakterystykę zakończę cytatem z doniosłej pracy Dines: Jeśli wiesz, że coś jest szkodliwe i złe, a ciebie nadal to podnieca, to co to tak naprawdę mówi o tobie jako człowieku?
Porażający był wykład dr Bogdana Stelmacha kierownika Poradni Seksuologii i Patologii Współżycia przy Warszawskim Szpitalu Nowowiejskim. Doktor prowadzi leczenie osób uzależnionych od pornografii, rujnującej ich życie osobiste, zawodowe, rozwój intelektualny.
Wiadomo, że pornografia likwiduje związek miedzy popędem, a miłością. Zatracone zostaje pojęcie miłości, każda nowa znajomość staje się „miłością”. Odbiorca pornografii z czasem potrzebuje coraz mocniejszych bodźców, przez długi czas ma z tego powodu poczucie odprężenia, zadowolenia; powoduje to działanie hormonu – dopaminy, który wydziela się w czasie oglądania pornografii, czołowe płaty mózgu poddane zostają biochemicznej destrukcji.
Dodatkowe czynniki, obok pornografii, dewastujące osobowość mężczyzny to: antykoncepcja, dokładnie – dwa najstarsze działania antykoncepcyjne leżące po stronie mężczyzny; zakodowana w niedojrzałej psychice, niedojrzałej mimo posiadanych lat, stała gotowość do zmiany partnerki; przypadkowe kontakty seksualne i chorobliwe, hedonistyczne, egoistyczne umiłowanie własnego ja. U uzależnionych od pornografii, czynniki te występują automatycznie.
Dokładnie, procesy zachodzące w mózgu pod wpływem uzależnienia od pornografii i swobody seksualnej, opisał neurochirurg dr Donald Hilton. Przerażające są mechanizmy powodujące zmiany biochemiczne w mózgu u osób dorosłych, a cóż mówić o zmianach u dzieci. Aż 15 proc. (tj. 75 tys.) gimnazjalistów, czyli chłopców w wieku 13-16 lat, ogląda pornografię codziennie. Połowa chłopców z gimnazjum ogląda pornografię przynajmniej raz w miesiącu.
Wśród dorosłych Polaków, około 40 proc. mężczyzn regularnie pozostaje w kontakcie z pornografią. Oficjalne wyniki na pewno są zaniżone. Reasumując, dzieci + dorośli – Polska stała się krajem w ogromnym procencie trwale zdegradowanych osobowości, co prowadzi do zmian w mentalności społecznej, które będą coraz dramatyczniejsze. Wiadomo, że „pokojowe” agresje zaczyna się od demoralizacji, trwającej od 15 do 25 lat, bo tyle czasu trzeba, by uformować jedno spolegliwe pokolenie w pokonywanym kraju. Ten czas, demoralizatorzy mają już na swoim zwycięskim koncie. W takiej sytuacji rządzący bez przeszkód, tym samym bezkarnie, czynią to, co czynią. Podpisano ustawę tzw. „antyprzemocową”, wbrew opiniom prawnym i niezgodną z Konstytucją. Konwencja antyprzemocowa, pod płaszczykiem ochrony przed przemocą, służy przemodelowaniu społeczeństwa poprzez: obniżenie rangi Kościoła, eliminację tradycji, wypaczenie kultury, destabilizację rodziny, po to i tylko po to, żeby wszelkie zachowania seksualne były dopuszczalne.
Dla uznających dowolność zachowań i orientacji seksualnych za zboczenia – przygotowywana jest ustawa „przeciw dyskryminacji”, która określi na ile lat, za to, co napisałam, trafię do więzienia.
Lenin i masoneria tłumaczą od lat: nie negować istnienia Boga, nie zabijać księży – to tylko pogłębia wiarę, tym samym obniża możliwość zniekształcania osobowości. Spolegliwość, każdego typu, osiągniemy – demoralizując, z wykorzystaniem siły popędu! Żeby wszelkie zachowania seksualne były dopuszczalne, najpierw konieczne było rozchwianie reakcji leżących w gestii popędu, do tego użyto pornografii, legalności domów publicznych, wulgaryzacji języka.
Do edukacji wprowadza się ideologię guru światowego genderyzmu, Judit Butler, głoszącą, że najważniejszym celem życia człowieka ma być maksymalizacja doznań seksualnych, co musi zobowiązywać rządy do likwidacji norm moralnych w sferze seksualnej i doprowadzi do nieuporządkowania wewnętrznego, czyniącego człowieka podatnym na polityczną manipulację.
Ostatnio zajęto się możliwością prawnego uzgodnienia wyimaginowanej płci i jej definiowania w znaczeniu kulturowym, nie biologicznym.
Decyzje dotyczące legalizacji związków homoseksualnych otworzyły drogę do legalizacji poligamii. Czy na poligamii się skończy? A właściwie dlaczego? Skoro kryterium uznania jakiegoś związku za małżeństwo ma być tylko decyzja człowieka, powodowana skłonnościami! Za naszą granicą, w Niemczech, ale i w Danii, Szwajcarii i Australii od lat toczy się batalia o legalizację pedofilii. W Bundestagu, podobnie w parlamentach Holandii i Stanów Zjednoczonych, ustawa legalizująca pedofilię oczekuje na ratyfikację od kilkunastu lat. Doktor Hilton podkreślał, że w tych krajach ubieganie się o ratyfikację przestępstwa, stało się możliwe z chwilą dozwolonej pornografii, prostytucji i heteroseksualnej swobody.
Libido dominandi Po konferencji w Warszawie, wróciłam do regularnej lektury szczególnego dzieła Michaela Jonesa(2), uznanego za światowy bestseller, lektury sążnistej – stron 700, format 16×23 cm, wcześniej jedynie starannie przejrzanej, przejrzanej z podziwem za perfekcyjność i mikroskopową analizę problemu zamkniętego w tytule: Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
Autor tłumaczy, że zwrot libido dominandi pochodzi z dzieła św. Augustyna „Państwo Boże”. Święty Augustyn opisuje historię człowieka jako wybór pomiędzy państwem Bożym a państwem człowieka. Państwo Boże opiera się na miłości Boga do człowieka, a państwo człowieka polega na miłości własnej, aż do wygaszenia Boga. Kontynuacją państwa Bożego jest zasada miłości bliźniego i wzajemna służba, zaś kontynuacją państwa człowieka, jest zasada przeciwna. Jest nią właśnie libido dominandi, a więc pragnienie dominacji nad drugim człowiekiem dla własnej korzyści. Jeżeli kultura chrześcijańska zatraca więź z państwem Bożym, co miało miejsce najpierw podczas rewolucji francuskiej, to miejsce państwa Bożego zajmuje państwo człowieka. Stając się obywatelem w państwie człowieka, nabywa się nową zasadę funkcjonowania, którą jest libido dominandi.
Zygmund Freud określił słowem libido źródło i motor życia psychicznego, następnie klasyczną triadę, definiującą ludzką duszę: Patos – Etos – Logos zastąpił: Id – Ego – Superego, co wyznawcy Freuda z zawziętością propagują.
Zmiana formy kontroli społecznej
Przez lata komunizmu człowiek był świadomy wszechobecnie panującej kontroli. Po pozorowanym „upadku” komunizmu zasada kontroli nie uległa zmianie, zmienił się tylko sposób jej stosowania. Po kontroli ze Wschodu, przyszła bardziej wyrafinowana forma kontroli z Zachodu, polegająca na manipulowaniu namiętnościami człowieka. Do najbardziej subtelnych oddziaływań należy powszechnie głoszone wyzwolenie seksualne.
W tym przypadku człowiek nie ma świadomości manipulacji, jest przekonany, że zaspokaja własne pragnienia. Tego zagadnienia, w ujęciu historycznym, dotyczy dzieło Jonesa, będące głęboką analizą barbarzyńskiego procesu zniewalania człowieka, który w obecnych czasach za ostateczną broń, wiedząc jej skuteczność, przyjął – zniewolenie seksualne.
Historyczna droga seksualnego zniewalania
Jones ukazuje jak różny był, w różnych epokach, proces seksualnego uzależniania. Rozumiał to zjawisko i doceniał markiz de Sade, w czasie, kiedy ważyły się losy rewolucji francuskiej. Napisał traktat, w którym domagał się, by w teatrach występowały nagie kobiety. Mężczyźni uzależnialiby się od takich wizualnych przeżyć, a takie uzależnienie stawać by się mogło powszechne i potęgujące wygaszanie wewnętrznego osobowego uporządkowania. Podkreślał, że uzależnione seksualnie, a tym samym wewnętrznie nieuporządkowane, masy będą uległe wobec rewolucji. Sade widział jednak, w tej korzystnej dla rewolucji idei, przeszkodę, pisał: teatry są zbyt małe, dostępne dla niewielkiej liczby mężczyzn, a gdyby – zastanawiał się ów rewolucyjny „postępowy” ideolog – były duże, dla oddalonych mężczyzn, kobiety byłyby zbyt mało widoczne. Ubolewał, że niezawodna droga do dekonstrukcji osobowości nie może być szybka i powszechna. O ironio, nauka przy pomocy techniki rozwiązała problem Sade’a. Najpierw pojawiła się fotografia, później kino, telewizja, Internet. Podczas rewolucji francuskiej, na masową skalę rozwinęła się grafika porno. Ojcem pornografii był Sade. Sade świadomie, z pełną premedytacją, obalał tradycyjne wartości, a to jest istotą wszystkich rewolucji, zarówno politycznych, jak i seksualnych – pozostających na usługach politycznych. Głosił: seks musi stać się formą społecznej i politycznej kontroli, żądza seksualna to siła, to nasz sprzymierzeniec.
Myśli Sade‘a kształtowały tworzone przez niego fikcyjne literackie światy, które znalazły swoje odzwierciedlenie w późniejszych kulturowych manifestacjach tego zjawiska, takich na przykład, jak magazyn Playboy, w którym zamieszczone zdjęcia służą, bo mają służyć, jako podnieta do masturbacji, zaś „filozofia” magazynu służy usprawiedliwieniu i racjonalizacji takich zboczonych zachowań. Zachowań wprowadzonych w Niemczech do przedszkoli. U nas stoją te zboczenia, nie przed drzwiami przedszkoli, a na ich progu!!! Sade stworzył schemat wszystkich późniejszych wersji seksualnego „wyzwolenia” i seksualnej rewolucji. Jego teksty inspirowały oświeceniowe komunały na temat moralności i filozofii, czyniąc z nich usprawiedliwienie dla seksualnych dewiacji i przestępstw. Oświeceniowi ideolodzy, opierając się na dziełach Newtona, ogłosili religię i moralność zbędnymi, co miało świadczyć o „naukowym światopoglądzie”, a co funkcjonuje od lat pierwszej fazy komunizmu, do dziś! „Naukowy światopogląd” ma neutralizować prawdę głoszoną przez Kościół i zdrowy rozsądek oparty na prawdzie obiektywnej i prawie naturalnym, nie na ideologii zwanej „nauką”. Do jakiego stopnia rewoltę seksualną, usankcjonowaną rewolucją 1789 roku, kierowano przeciwko Kościołowi, świadczy wyjątek listu Sade’a do Gaufridy’ego, z 3 września 1792 roku: Wszystkim księżom poderżnięto gardła w kościołach, gdzie ich przetrzymywano (…). Nic nie może się równać z potwornością tych rzezi, lecz były one konieczne i sprawiedliwe, księża uniemożliwiają rozwój i przebieg rewolucji. Zamordowano trzy tysiące księży katolickich! Postulat rewolucji obyczajowej opartej na „wolnej miłości” pojawił się też u francuskiego działacza socjalistycznego Charlesa Fouriera (1772-1837), który postulował, by zamknąć ludzkość w falansterach, gdzie wierność zostanie zniesiona i każdy będzie mógł uprawiać seks z każdym.
Z kolei Robert Owen (1771-1858) projektował społeczeństwa, w których nie byłoby miejsca dla tradycyjnych rodzin, opartych na związku mężczyzny i kobiety. Michał Bakunin (1814-1876) domagał się likwidacji małżeństwa i rodziny, pełnej swobody seksualnej bez, co podkreślał, żadnych wzajemnych zobowiązań, łącznie z obowiązkiem wobec dzieci, które miało przejmować państwo. Obłęd rewolucyjnej „swobody seksualnej” postulowali i Zygmund Freud, i Karol Gustaw Jung. Ojcowie komunizmu Karol Marks i Fryderyk Engels traktowali małżeństwo jako źródło wyzysku, w którym mąż, kapitalista, traktuje żonę i dzieci jako narzędzia produkcji. Na podłożu tego obłędu ideologicznego zrodził się ruch feministyczny, ze sztandarową amerykańską feministką Margaret Sanger (1879-1966), która była prekursorką ideologii gender. Zasady marksizmu wykorzystywała w postulatach domagających się wyzwolenia kobiety z „niewolnictwa macierzyństwa”. Opowiadała się za eugeniką. W efekcie – kobieta wyzwolona została z moralności, mężczyzna z odpowiedzialności i moralności. Marks i Engels propagandowo potępiali małżeństwo jako źródło wyzysku kobiety, ale prywatnie takie traktowanie praktykowali. Marks utrzymywał oparty na nierówności i wyzysku związek ze swoją służącą. Urodziła mu nieślubnego syna, którego nigdy nie uznał i traktował z pogardą. Dwoje ślubnych dzieci Marksa umarło z głodu! Engels również odczuwał pociąg seksualny do żeńskiej części klasy robotniczej i często zmieniał kochanki. Obaj „klasycy” moralność włączyli do ekonomii, pozbawili ją jakiejkolwiek ontologicznej sankcji. W rezultacie nie należy się dziwić, że rewolucjoniści w relacjach z kobietami zachowywali się brutalnie i traktowali je źle. „Manifest Komunistyczny” przewidywał zanik stałych związków i zastąpienie ich „wspólnotą żon”.
Rzecznikiem uzależnienia od pornografii i popędu był zagorzały kontynuator myśli Sade’a, Wilhelm Reich (1897-1976), który jest uważany za ojca edukacji seksualnej. Reich, galicyjski Żyd, który zamieszkał w Wiedniu i studiował u Zygmunda Freuda, głosił marksizm, walczył z katolicyzmem, wykorzystując w tej walce swoją wiedzę, dotyczącą dekonstrukcji osobowości na drodze seksualnego uzależnienia. Jego teza, zbieżna z tezą Lenina: Nie ma sensu dyskutować o istnieniu Boga, należy zmienić obyczaje seksualne, z pornografią, dostępem do prostytucji i negacją wierności na czele, wówczas pojęcie Boga samoczynnie wyparuje z umysłu człowieka. Edukacja seksualna jest koniecznością do osiągnięcia tego celu. Tłumaczył: Kościół katolicki, (zauważmy – katolicki, nie inny – B.W.) tracąc wiernych, utraci wpływ na politykę, a wtedy komunizm opanuje kraj i cały świat. Reich był bohaterem rewolucji seksualnej w latach 60. XX w. – on ukuł to pojęcie, pod jego wpływem Zachód stał się nośnikiem przewrotu seksualnego. Współcześni kontynuatorzy tezy Reich’a wmawiają odbiorcom telewizyjno-gazetowej propagandy, że Kościół nie powinien mieszać się do polityki. Całe zastępy powtarzają tę mantrę. Ksiądz Piotr Skarga „mieszał” się, za co do dziś jesteśmy mu wdzięczni.
Czas przed rokiem 1789
Michael Jones przypomina, że rewolucja francuska była podłożem i laboratorium od dwustu lat przybierającej na sile rewolucji seksualnej, ale rok 1789 miał swoje zakorzenienie w czasach rewolucję poprzedzających. Należały do nich, w wieku XV, rewolucja husycka w Czechach, podczas której praktykowano orgie seksualne, a nagie kobiety profanowały Krzyż. W roku 2014, w Polsce, w Muzeum Narodowym, nagi mężczyzna profanował Krzyż!, a „niezawisłe” sądy uznały profanację za – „wizję artystyczną”! Też w Polsce, „artystka” zawiesiła na Krzyżu genitalia – werdykt sądu: jak wyżej!
Po rewolucji husyckiej, w Niemczech, reformacja miała wyraźne cechy rewolucji seksualnej. Luter był rewolucjonistą seksualnym, człowiekiem niezdolnym do panowania nad popędem, dokładnie – był rozpustnikiem. Wypracował „teologię”, która uzasadnia i usprawiedliwia brak możliwości opanowywania namiętności seksualnych. Na podłożu luterańskim, w Niemczech, pod wpływem rewolucyjnej grupy Baader – Meinhof, w latach 70-tych XX wieku, zalegalizowano pornografię. Pierwszym krokiem nie była „twarda” pornografia, ale filmy erotyczne, po czym nastąpił „wybuch” wydawnictw, gdy zorientowano się, że 40% Niemców akceptuje przesłanie grupy B-M. Rewolucja seksualna kojarzona jest zazwyczaj z ruchem hipisów, pokoleniem „dzieci -kwiatów” i kontrkulturą lat sześćdziesiątych XX wieku w USA, to dlatego, że „dzieci – kwiaty” do dziś zajmują decydujące miejsca w polityce – dla przykładu; w Niemczech, Joschka Fischer, ze szczególnie bogatą rewolucyjną przeszłością. W rzeczywistości rewolucja obyczajowa datuje się od lat poprzedzających rok 1789. Jej umocnienie natomiast dokonało się wśród działaczy komunistycznych XX wieku: Wilhelma Reicha, György’a Lukásca, a przede wszystkim bolszewickiej funkcjonariuszki Aleksandry Kołłontaj, czołowej działaczki feminizmu, która wstąpiła do partii bolszewików pod wodzą Lenina i oddała się sprawie obalenia w Rosji caratu. Doprowadziła w Europie do rewolucji seksualnej, którą w jej opinii umożliwiła wojna 1914 roku. Jednak, marzenie o obiecywanym przez rewolucję seksualnym wyzwoleniu, które nazywała „uskrzydlonym Erosem”, upadło i to długo przed stalinowskimi czystkami z lat trzydziestych. Dlaczego tak się stało, Wilhelm Reich starał się odpowiedzieć w książce Die sexuelle Revolution. Spór na temat tego „upadku” trwał długie lata. Niekwestionowanym powodem była troska o zachowanie zdobyczy, wywołanych rewolucją polityczną. Bezprecedensowe zmiany społeczne, które rewolucja seksualna wywołała w Rosji, sami przywódcy uznali za zagrażające utrzymaniu resztek społecznego porządku, który ostał się jeszcze w Związku Radzieckim.
Tak więc, mimo że w bolszewickim „raju” od razu położono nacisk na równoległe prowadzenie rewolucji ustrojowej i seksualnej, w pewnym momencie ów rewolucyjny – seksualny zapał wyciszono, oczywiście kalkulując jedynie własne korzyści, powodowane zwykłą rewolucyjną koniecznością. Pod rządami Stalina likwidowano swobodę seksualną, łącznie z zakazem homoseksualizmu. Wcześniej Lenin tłumaczył, że niekontrolowana swoboda seksualna – będzie to ostatni akord światowej rewolucji, Lenin zawsze miał rację – ostatni akord właśnie przeżywamy. Ale wódz doceniał przydatność anarchii, sterowanej swobodą seksualną w początkowej, rewolucyjnej, fazie. (…) Autor książki „Libido dominandi”, dr Michael Jones, skierował wiele miłych słów pod adresem Polaków. Nawiązując do aktualnej sytuacji powiedział: Zauważyłem, że jest u was emitowany «Hobbit», «Władca Pierścieni», to dzieło o Europie. Są w nim przedstawieni jeźdźcy Rohanu – to Polacy, dzielni bohaterowie potrafiący odważnie przeciwstawiać się złu. Orkami natomiast, a więc postaciami niosącymi najwięcej zła, są dziś seksuolodzy – tak zinterpretował na nowo dzieło Tolkiena. Nawiązując do naszej Wielkiej Historii powiedział: Za każdym razem, gdy Zachód upada, w sposób metaforyczny przybywa Jan III Sobieski, aby uratować miasto. (…) Nawiązując do sytuacji w Ameryce, nasz gość przyznał, że Stany Zjednoczone przegrały bitwę o ludzki seksualizm. W wywiadzie dla miesięcznika Egzorcysta3, wyjaśnił dlaczego Stany Zjednoczone bitwę przegrały:
Są u nas trzy grupy rywalizujące o rządy: protestanci, katolicy i Żydzi. Od II wojny światowej toczy się w Ameryce walka o supremację kulturową. W pierwszych dekadach XX wieku protestanci podjęli próbę ograniczenia wpływu Żydów w Hollywood, usiłując ustanowić cenzurę w kinie poprzez zakaz posługiwania się nagością i bluźnierstwem. Ponieważ nie udało się to, akcję podjęli katolicy, którzy odnieśli zwycięstwo; w roku 1933 narzucono Hollywood kodeks etyczny, dzięki któremu przez 31 lat w filmach nie pokazywano nagości, obsceniczności, bluźnierstwa, nie wyśmiewano kleru i nie promowano homoseksualizmu. Jednak w roku 1965, słabszy już Kościół katolicki stanął wobec sojuszu żydowsko-protestanckiego i od tego momentu przegrywa każdą bitwę. […] Jak widać, nie można zrozumieć sensu wojny o kulturę, nie rozumiejąc podziałów etnicznych w kulturze takiej jak amerykańska. Pod tym względem Ameryka nie przypomina Polski. (…) Dr Michael Jones odwiedził Polskę w 2013 roku. Od 2015 roku mamy dodatkowo nacisk na przyjęcie „ideologii multi-kulti”, nadchodzący z Niemiec. Zmusza się nas do zaakceptowania sytuacji, którą obrazowo przedstawił ks. prof. Paweł Bortkiewicz4 w felietonach opublikowanych w Naszym Dzienniku. Ksiądz Profesor, w sierpniu 2015 roku, przebywał w Niemczech, w miejscowości Friedland koło Getyngi.
Kilka cytatów: Obóz dla uchodźców w Friedland, od dwóch lat to istna wieża Babel: Syria, Irak, Erytrea, Somalia, Albania, Indie, Turcja – około 3 tysiące osób. Przedstawiciele obcych nacji i obcych ugrupowań islamskich. Codziennie w obozie bywają karetki i policja, nie dlatego, że ludzie słabną. Większość obozowiczów to młodzi mężczyźni. Podobno mieli to być w większości prześladowani chrześcijanie, w kościele – w niedzielę bywa około 10 osób. (…). Z założenia, jest to obóz przesiedleńców, ale ja (i nie tylko ja) postrzegam w nim obóz zagrożenia radykalną obcością dla naszej cywilizacji. (…)
Otrzymałem e-mail, o sprawach, które dziwnie nie są nagłaśniane w Polsce. Odczytane tu, na niemieckiej ziemi, nabierają nowego brzmienia: «Gigantyczną inwestycję chcą przeprowadzić w Polsce Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jak podaje »Puls Biznesu«, szejkowie chcą wybudować w jednym z miast nad Wisłą dzielnicę o powierzchni co najmniej 20 hektarów. Będzie to największa inwestycja zagraniczna ZEA. (…) » Odczuwam lęk, gdy z jakichś bliżej nieznanych przyczyn, z pewną determinacją arabski inwestor decyduje się na tworzenie swoistego przyczółka w moim państwie. Tym bardziej, że w przestrzeni tych tradycji mieszczą się inne, bardzo wyraziste. Czytam bowiem w artykule (…) zatytułowanym «Nieudana wyprawa krzyżowa»: rzecznik Is Abu Mohammad al-Adnani określił inicjatywę państw zachodnich przeciwko bojownikom z tego ugrupowania jako »ostatnią kampanię krzyżową«. Zapewnił, że: »nie powiedzie się ona, zostaniecie pobici i powaleni jak w wielu waszych poprzednich kampaniach, tylko, że teraz na koniec urządzimy na was polowanie«. (…) Znowu pojawia się we mnie wątpliwość, kto ma być tak naprawdę moim sąsiadem. Czy szejk z ZEA czy dżihadysta z IS? W tej wątpliwości umacnia mnie… mój (jeszcze) rząd. Rząd, który wprowadził podobno (podkreślam owo „podobno”, gdyż poza informacjami „podziemnego” nurtu trudno znaleźć oficjalną informację), dość specyficzne obostrzenia w zakresie walki z nienawiścią. Otóż MSW, licząc się z ewentualną migracją do Polski muzułmanów, zaostrzyło przepisy dotyczące walki z nienawiścią religijną. W ramach tych przepisów pojawia się m.in. zakaz noszenia symboli religijnych w sposób ostentacyjny – dotyczy krzyżyków, medalików, różańców w miejscach pracy, gdzie zatrudnieni są obcokrajowcy muzułmanie. Mowa jest także o zakazie modlenia się w miejscach publicznych, czyli poza kościołami i kaplicami (we Francji i nie tylko – muzułmanie modlą się na ulicy! – B.W.). (…) W takiej perspektywie nonsensu i walki ze zdrowym rozsądkiem, walki z naszą zachodnią cywilizacją nie może dziwić właściwie nic. Bo czego można się spodziewać po tej formacji politycznej poza spaloną ziemią?
Z niemieckich wspomnień pozostaje mi widok państwa gnijącego od środka, na skutek zaproszenia imigrantów radykalnie obcych. Projekt Europy ma sens wtedy, gdy jest oparty na wartościach chrześcijańskich, o czym tysiące razy mówił św. Jan Paweł II. (…)
Dwadzieścia pięć lat „wolności”
W PRL-u i pornografia, i prostytucja były zakazane i karane zgodnie z nakazem Stalina. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z chwilą „upadku komunizmu”, Polskę zalała pornografia, eksport ulicznej prostytucji, domy publiczne, rejestrowane pod nazwą „agencji towarzyskich”, porażająca, demonstracyjna wulgaryzacja języka. Jednym słowem, wszystko zgodnie z założeniem: „wiecznie żywego” ojca światowej rewolucji, realizowane przez mistyfikatorów i realizatorów „upadku komunizmu” i „odzyskania niepodległości”: NADSZEDŁ CZAS. Na ulicach wielu polskich miast widzimy ogromne nieraz reklamy klubów nocnych czy erotycznych, czy też czasopism epatujących seksem. Do dziś tego typu reklamy pozostają obojętne dla władz miasta – ostentacyjnie demonstrujących przynależność do Kościoła Katolickiego. Leszek Sosnowski(5), w miesięczniku Wiara, Patriotyzm i Sztuka, w artykule Domy publiczne zamiast księgarń, przedstawia tragiczną sytuację, jaka nas spotkała, opisuje sytuację dotyczącą Krakowa – miasta dla nas, Polaków, szczególnej rangi, ogłoszonego w 2000 roku stolicą kulturalną Europy (obok ośmiu innych), które w ciągu ostatnich lat przeszło koszmarną metamorfozę. Autor pisze, że pojęcie kultury zeszło do takiego poziomu, że można mówić tylko o kulturze fizycznej, ćwiczonej w domach publicznych: traktem Królewskim z Wawelu do Bramy Floriańskiej nie można przejść, żeby nie być zaczepionym przez naganiaczy lub naganiaczki do domu publicznego. Nie przepędza ich ani policja, ani straż miejska, energicznie reagująca w przypadku demonstracji przeciwko seksualnym dewiacjom. Reżimowe media nie opisują tego masowego już zjawiska, ale zachwycają się reżyserem Klatą dyrektorującym Teatrowi Narodowemu (Staremu) i jego bezczelnie antynarodowymi, antyreligijnymi i zboczonymi seksualnie przedstawieniami – to im starcza za kulturę. Tak, lewicowym władcom i podporządkowanym im mediom 25-lecia – tylko to!
Czas przewidywany
O czasach, które my przeżywamy, zapowiedzi znajdujemy u wielu autorów przełomu wieku XIX i XX. Dla przykładu, u Włodzimierza Sołowiowa (1853-1900), Roberta Bensona (1871- 1914), Gilberta Chestertona (1872-1936), zawsze czas ten określany jest epoką utraty rozumu. Bogdan Wielkopolski6, nasz emigracyjny publicysta, w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej, napisał książkę pt. O wielką rewolucję zdrowego rozsądku. Wielkopolski oparł swoje rozważania na sobie współczesnym publicyście Kultury, Michale Samborze. Wielkopolski pisał: Są lata pięćdziesiąte XX wieku, odczuwamy dookoła siebie ziejącą pustkę, pustkę idei, która zaowocuje klęską rozumu. Nowa idea jest palącą potrzebą Polski, narodów Europy, ale szczególnie narodów dawnej Wielkiej Rzeczypospolitej, oraz całej ludzkości. Ludzkość tego nie widzi i wyraźnie żegluje po bezbrzeżnym oceanie życia bez steru, jest igraszką burz i kataklizmów.
Opisywał aktualne kataklizmy: ultramaterializm komunistyczny i zachodni materializm. Uświadamiał, że jeżeli za cel postawimy sobie ocalenie kultury narodowej, to do osiągnięcia tego celu, potrzeba przedsięwzięć szalonych, musimy stać sie przywódcami moralnymi świata. Do tego wzywał nas Święty Jan Paweł II! Dalej, musimy stworzyć nowy uniwersalny ruch społeczny. (Stworzyliśmy Solidarność – i co?) Też ruch filozoficzny, religijny i stać się: bohaterami, świętymi prorokami (…). By służyć Ojczyźnie trzeba sobie postawić cel większy od Ojczyzny. Chrześcijanie pierwszych wieków wcale nie myśleli tworzyć cywilizacji chrześcijańskiej. Dążyli do mistycznego rozumienia Królestwa Bożego, a stworzyli podwaliny pod nową ludzką cywilizację (…). Musimy zrozumieć, że stoimy u brzegu przepaści, że w każdej chwili grozi nam zagłada (…) Wszystko zależy od tego, jaki użytek zrobimy z posiadanego zdrowego rozsądku i wolnej woli. Autor przypominał, że dlatego świat antyczny runął, a nam współczesny się wali: bo ludzkość nie zrozumiała praktycznej zbawienności zdrowego rozsądku. Opis i analiza czasu, nam zadanego do przeżywania, zamknięte są też w dziele szczególnym Alana Bloom’a7 (1930-1992), jednego z najwybitniejszych amerykańskich filozofów politycznych, pt. Umysł zamknięty, które stanowi dowód, że współczesny kryzys polityczny i społeczny jest kryzysem intelektualnym, w sposób perfidny zaplanowany i kontynuowany. Kryzys uniemożliwiający podjęcie wielkich wyzwań życia ludzkiego, takich jak miłość, rodzina, poszukiwanie prawdy. Ludzie kierują wysiłek umysłowy na sprawy zawodowe, a po pracy pragną rozrywek. Dla ich zniewolenia stworzono przemysł rozrywkowy, wmówiono perfidnie, człowiekowi współczesnemu, że jeżeli nie jest zabawiany, może się jedynie nudzić! Szerzy się „uczone” nieuctwo, autor opisał upadek szkolnictwa amerykańskiego, który dotarł do nas. Dokładne słowa Bloom’a: Uniwersytety stały się hurtownią pojęć, urzędnicy uczelniani, zwani uczonymi, robią karierę i pieniądze, albo tylko korzystają z trafionej możliwości nazywania się pracownikami naukowymi, w efekcie ludzie «wewnątrz» uniwersytetu coraz mniej się różnią od ludzi «z zewnątrz». Owej destrukcji służy, politycznie lansowany spadek czytelnictwa, tekstów wysokiej klasy, usprawniających myślenie. Istnieje pewne minimum rzetelnej wiedzy, opartej na prawdzie, potrzebnej do tego, by w ogóle czytać, wiedzy, nie akademickiego przyuczenia do zawodu. Bloom zwraca uwagę, że: do agresywnego, od lat 60-tych XX wieku, kontynuowania intelektualnej destrukcji posłużono się seksem; zanegowano wstydliwość, co przy zastosowaniu społecznej manipulacji nie nastręczało żadnych trudności. Seks miał stać się, a dziś stał się wiodącą aktywnością w życiu człowieka, aby: mężczyźni byli «bardziej męscy», a kobiety «bardziej kobiece», wyzwolenie przypadło w udziale również homoseksualistom, lecz dla większości ludzi być «wolnym» i «naturalnym» oznaczać ma nieograniczone rozkosze heteroseksualne. Dziś pole owej „wolności” – zostaje nieograniczenie poszerzone. (podkr. B.W.)
Czas spełnionych przewidywań
W roku 2014 ukazał się w wydaniu Naszego Dziennika zbiór artykułów 25 autorów, z ks. bp. Ignacym Decem, ks. bp Adamem Lepą i ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem na czele, pt. Wiązanie umysłów8, omawiających, coraz skuteczniej działające, obszary zniewalania człowieka przez media, z zastosowaniem przekazów do podświadomości. Drogą podświadomości osoba staje się zdalnie kierowanym przedmiotem zniewalanym przez antywartości: apostazję, zboczenia i rozwiązłość seksualną, satanizm. Specjaliści postulują, żeby ośrodki emitujące wpływy podprogowe nazywać „mediami epoki schizofrenicznej”. Jak wiemy, zniewolenie seksem tą drogą, niepodzielnie zapanowało. Należy stwierdzić, że w Polsce mamy do czynienia, na wzór zachodni, z wyjątkowo groźną patologią społeczną. Osobie manipulowanej odmawia się rozumności, przez co dokonuje się infantylizacji społecznej. Szczególnie groźne jest zjawisko automanipulacji, omówione przez Księdza Biskupa Adama Lepę. Automanipulacja prowadzi, za pośrednictwem odpowiednio dobranych technik, do wywołania u osoby „mentalności zmanipulowanej”, aby wszczepić w niej wirusa konformizmu. Konformizm przeradza się w postać serwilizmu, ułatwiającego przyjmowanie bez skrupułów każdej oferty kolaboracji.
O tej postaci zniewolenia przez media mówił Jan Paweł II w przemówieniu, wygłoszonym w 1980 roku, w siedzibie UNESCO, w Paryżu. Papież stwierdził, że wieloraka, powszechnie stosowana manipulacja chce przyzwyczaić człowieka, że jest on przedmiotem manipulacji (…), odebrać mu podmiotowość i nauczyć życia – jako manipulacji sobą. Ksiądz Biskup podkreśla, że ujarzmienie człowieka osiąga się w pełni drogą wpływów podprogowych. Działanie podprogowe, powszechnie stosowane, polega na emitowaniu obrazów, jednocześnie z oglądanymi, w takiej szybkości, której nie rejestruje wzrok, także tekstów słownych o takiej częstotliwości, której nie rejestruje słuch, natomiast rejestrują szare komórki. Z takiego działania wywodzą się: powszechne przekonanie o konieczności swobody seksualnej, bezmyślne slogany, powtarzane jak mantra: „każdy ma swoją prawdę”, ” jak nie Unia, to co – Białoruś? ”, „ja polityką się nie interesuję”, „zapyziała Polska”, „z Polski dziś, gdybym mógł, mogła, wyjeżdżam”, „ja nie głosuję, to przecież nie ma znaczenia”, „będę głosować, jak będę więcej zarabiać”, „Księża nie powinni mieszać się do polityki”, „ja od księdza oczekuję tłumaczenia Pisma Świętego” itd. Od lekarzy oczekujemy leczenia, ale jakoś nikt nie neguje prawa lekarzy „mieszania” się do polityki itp.
Rozumienie czasów nam współczesnych po mistrzowsku umożliwił autor szeregu bestsellerów Ojciec Livio Fanzaga9 (ur. w 1940 r.) w książce Dzień gniewu. Czas Antychrysta, która demaskuje największe oszustwo religijne, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym zmanipulowany człowiek uwielbia samego siebie, ze swoimi namiętnościami, na czele z seksualnością. Zamiast Boga i Jego Syna uwielbia innych bogów, łącznie z sobą samym. Uwielbiając siebie, nie reaguje na dechrystianizację, szerzącą się apostazję, subiektywizm, mit o wszechmocy nauki, religijność panteistyczną i próby zredukowania chrześcijaństwa do filantropii i uczuć.
Ojciec Fanzaga: – przestrzega przed tym, że dziś łatwo jest zgubić sens chrześcijańskiej wiary katolickiej, jako wiary prawdziwej – dlatego tak atakowanej; łatwo jest zgodzić się na projekt religii powszechnej, postrzeganej jako fuzja wszystkich religii; Łatwo jest poddać się pokusie modernizacji katolicyzmu, na której tak bardzo zależy tym, którzy z katolicyzmem nie mają nic wspólnego, ale wiedzą, co mogłoby katolicyzm zniszczyć, dlatego marzy się im zniesienie celibatu i dopuszczenie kobiet do prezbiteriatu. – przypomina, że nadszedł czas, który zapowiedział Święty Pius X (1835-1914): «Protestantyzm uczynił pierwszy krok, modernizm – drugi. Następny prowadzi do ateizmu»; O. Fanzaga pisze: Nasze czasy oglądały wielkie prześladowania, a teraz przeżywają wielkie oszustwa i manipulacje. Prawdziwy problem polega na tym, jak wyjść z tego zwycięsko i z większą siłą (…). Dla nas, chrześcijan, jest to czas czuwania i działania, nie czas strachu przed przyszłością. – pociesza, kończąc dzieło: Kiedy nadejdą straszliwe czasy największego oszustwa i wielkiego prześladowania, Bóg nie omieszka dać światła rozsądnej oceny temu człowiekowi, którego postawi na czele swojego Kościoła. Na pewno – to jednak nas nie zwalnia, w czasie odrodzonego pogaństwa pod nazwą „religii humanistycznej”, z dyscypliny myślenia, poprawnego widzenia i działania!
Ojciec Fanzaga, szczegółowy opis dramatu czasu naszej epoki, oparł na profetycznych przesłaniach Włodzimierza Sołowiowa (1853-1900) i Roberta Bensona (1871-1914), a także na rozważaniach trzech autorów: teologa Romana Guardiniego, który w latach 50-tych XX wieku mówił o kryzysie naszych czasów, czyli o radykalnym starciu między dwiema siłami – wiarą i współczesnym amoralnym światem; myśliciela Giuseppe Prezzaliniego, który w staraniach „rozmycia” Kościoła katolickiego dostrzega jeden z najbardziej znaczących faktów epoki współczesnej, groźnych dla całej ludzkości; oraz francuskiego socjologa Raymond’a Aron’a – niekatolika (!), który z niepokojem stwierdza, że szybka sekularyzacja Kościoła Katolickiego i jego dostosowywanie do świata jest czymś o wiele bardziej poważnym, więcej – dramatycznym i obfitującym w nieobliczalne konsekwencje – niż niepokoje i rozruchy 1968 roku.
Ale tę nową fazę historii najlepiej ujmuje koncepcja Jana Pawła II – koncepcja nowej ewangelizacji – kluczowa koncepcja Ojca Świętego, która świadczy o tym, że świat na skutek panoszącej się pseudokultury i pseudo tolerancji śmiertelnie się zdechrystianizował, w związku z tym cała wiara musi być głoszona od nowa. Co nie znaczy, jak tłumaczą telewizyjni „specjaliści” nauki o Kościele, zmieniona, nowa, dostosowana do chwili czasu, czyli „inna”. Nie – nowa ewangelizacja – to nauczanie od nowa, od początku, tak jak nauki języka od: a, b, c, nauki matematyki: od tabliczki mnożenia. Jak postrzegał Jan Paweł II naszą teraźniejszość, dowodzą osobiste zapiski Ojca Świętego, zamknięte w kalendarzach z lat 1962-2003, u nas wydane w roku 2014. Znajdujemy tam krótkie sygnały alarmowe, na przykład: Zło weszło do świątyń.
Potrzeba Apostołów.
Autor Dnia gniewu postuluje, byśmy my wszyscy, którzy żyjemy w zamęcie przełomu tysiącleci, obrazującym się dewastacją rozumu, byli tak aktywni i zaangażowani po stronie prawdy i dobra, żebyśmy mogli powtórzyć za św. Pawłem (2 Tm 4,7): W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary prawdziwej katolickiej, apostolskiej, rzymskiej ustrzegłem. Do tego zobowiązuje nas Encyklika Humanum genus Leona XIII (1878-1903), jednego z największych Papieży XX wieku. Ojciec Święty dokładnie wskazał na źródło agresywnie realizowanej ideologii, opartej na seksualnym zniewoleniu, umożliwiającym dyktatorskie rządzenie ludźmi. Papież podkreślał, że drogą do osiągnięcia tego celu jest, obok walki z nauczaniem Kościoła, zepsucie oświaty i kultury, czego szczytowej formy – my jesteśmy świadkami. Zdaniem Leona XIII, w świecie skażonym grzechem, główną bronią masonerii jest ewangelia przyjemności. Naszą bronią – pielęgnowanie, doskonalenie i zapewnienie zwycięstwa rozumu. (podkr. B.W.)
Dziś opowiedzenie się po stronie PRAWDY I ROZUMU jest nakazem chwili, równym rozkazowi na froncie. Przeciw naszej wierze i kulturze wytoczono broń najskuteczniejszą i ostateczną – seksualizację. (…)
Dewastacja męstwa i kobiecości Mężczyznę zachodniej cywilizacji wykończyły dwudziestowieczne ideologie. Komunizm zabrał mu wolność, niemiecki socjalizm pozbawił honoru, socjalizm czerwony ukradł mu odpowiedzialność, konsumpcjonizm – siłę, pornografia i genderyzm odarł mężczyznę z tożsamości; a on na to wszystko, potulnie się zgodził – i stąd, współczesny kryzys męstwa. Autorzy, wielu prac na ten temat, zgodnie podkreślają: MĘSTWA, nie męskości, przez którą, dziś, rozumie się wyłącznie drugorzędne cechy płciowe: ciągłe przeżywanie nowych „miłości”, chorobliwa dbałość o kondycję fizyczną, chęć imponowania – celem maskowania podświadomie odczuwanych braków. Jeszcze do niedawna w ogóle nie istniało słowo „męskość”, jedynie – męstwo.
Kryzys kobiecości osiągnięty został ekspansją ideologii feminizmu, zapoczątkowanej w XIX wieku. Kobieta, w odróżnieniu od mężczyzny, ulepiona nie z prochu ziemi, lecz z żywej tkanki Adama, ma być ucieleśnieniem miłości – nie uwodzicielstwa, troskliwości, delikatności i ciepła. To kobiety kształtują mężczyzn – rodząc ich i wychowując. Słynny seksuolog Paul Chauchard mówi, że matki chłopców, przez swoją względem nich czułość, ale nie destrukcyjne rozpieszczanie, są rzeźbiarkami odległego synów męstwa; podkreśla, że chłopiec pozbawiony czułości matki, w życiu dorosłym, będzie miał skłonności do przechodzenia od kobiety do kobiety.
Wiadomo, że taka będzie cywilizacja jacy będą, w swym powołaniu, mężczyźni i kobiety. Dlatego wrogowie zachodniej – łacińskiej cywilizacji, wyznawcy barbarzyństwa obyczajowego, zepsuwszy mężczyznę, wydali wojnę kobiecemu powołaniu. Kobiety, w ogromnym procencie, uległy i zbuntowały się przeciw własnej naturze.
Kryzys męstwa nierozerwalnie wiąże się z kryzysem kobiecości. Wśród kobiet zapanował, podsycany ideologicznie, obłęd dorównywania we wszystkim mężczyźnie, zamiast pielęgnowania swojego powołania. Wszystkie stanowiska, dotychczas bez społecznego uszczerbku – wręcz przeciwnie – sprawowane przez mężczyzn, „muszą” być dostępne dla kobiet. Stąd tyle wrzawy, u „przyjaciół” i „reformatorów” Kościoła, odnośnie dopuszczenia kobiet do święceń. W Niemczech, w pustych kościołach (!), to już norma: ministrantki, szafarki; u protestantów kapłanki i biskupki.
W ramach zaplanowanej protestantyzacji katolicyzmu cel to: feminoepiskopaty, a potem to już bez przeszkód: selekcja dogmatów i norm, demokratyzacja wiary (czyli każdy ma „swoją prawdę”), zerwanie z uznawaniem reformacji za herezję, a nie jak twierdzą luteranie „ponowne odnalezienie Ewangelii”, „pewność wiary” i … „wolność”.
***
Najogólniej, uderzono w samą istotę człowieczeństwa: zrównując płcie, następnie ogłaszając, że płeć nie istnieje. Jeżeli, wrogom naturalnego porządku czyli normalności, czas rewolucyjnego obłędu, trwający 228 lat, uda się doprowadzić do „zwycięskiego” końca, oznaczać to będzie koniec cywilizacji i nastanie nocy barbarzyństwa.
Czas więc skończyć z mitem rewolucyjnego „postępu” i obłudą naszych czasów wymagających odejścia od kolejnych zasad prawa naturalnego. Mitów narzucanych ustawowo – przez sprawujących władzę!
1 Gail Dines, Pornoland. Jak skradziono naszą seksualność?, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2012.
2 E. Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej, Wydawnictwo „Wektory”, Kobierzyce 2013.
3 Egzorcysta, nr 3 (19) 2014, Wydawca Monumen, Warszawa.
4 Ks. prof. Paweł Bortkiewicz, Nasz Dziennik, numery: 194-21.08, 200 – 28.08., 206 – 4.09. 2015.
5 Leszek Sosnowski, WPiS, Wiara, Patriotyzm i Sztuka, nr 2 (52) 2015, Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków.
6 Bogdan Wielopolski, O wielką rewolucję zdrowego rozsądku, Nakładem „Biblioteki Konfederacji”, Londyn 1956.
7 Allan Bloom, Umysł zamknięty, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1997.
8 Praca zbiorowa, Wiązanie umysłów, Księgarnia Naszego Dziennika, Warszawa 2014.
9 O. Livio Fanzaga, Dzień gniewu. Czas Antychrysta, Wydawnictwo AA, Kraków 2014.
Ludowe przysłowie mówi, że dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Jest kilka spraw o których już pisałam i to wielokrotnie lecz nie umiem się z nimi pogodzić i przejść nad nimi do porządku dziennego.
Dręczą mnie losy ludzi, których wykończyło „miłosierdzie gminy”. „Miłosierdzie gminy” (tytuł noweli Marii Konopnickiej ) to dla mnie symbol niebywałego okrucieństwa dokonywanego w imię czyjegoś rzekomego dobra.
Pierwszy przypadek to historia sąsiada, na którego – oczywiście w najlepszych intencjach – doniósł do opieki społecznej rehabilitant. Fizjoterapeucie nie spodobał się bałagan w pokoiku emeryta. Podawałam sąsiadowi bezinteresownie posiłki i leki natomiast nie podejmowałam się (z przyczyn zwykłego lenistwa) odkurzać jego licznych książek i szorować podłóg. Opieka oddała sprawę do sądu rodzinnego a sąd skierował sąsiada wbrew jego woli do domu opieki społecznej. W tym domu staruszek przeżył tylko 6 tygodni. Zmarł na gangrenę wywołaną zakażeniem ranek cukrzycowych na nogach ( taki poziom higieny prezentują niektóre DPS-y ). Według opinii lekarza domowego mógł żyć jeszcze przynajmniej 10 lat. Znana adwokatka pani Zofia Adamowicz mówiła mi kiedyś, że w Polsce ludzie po ukończeniu 70 lat są praktycznie ubezwłasnowolnieni. Bezspornie miała rację. Rodzina a nawet sąsiad czy rehabilitant mogą oddać każdego wbrew jego woli do zakładu opiekuńczego, albo do szpitala.
Kolejnym przypadkiem o którym trudno mi zapomnieć jest historia pewnego znanego malarza. Syn nie mogąc doczekać się możliwości sprzedania jego mieszkania oddał go do domu starców przy ulicy Zawrat prowadzonego przez siostry zakonne. Towarzyszyłam znajomej malarza, która po jego rozpaczliwym telefonie postanowiła dowiedzieć się co się stało. Malarz błagał nas o przyniesienie mu papieru i kredek, bo nie chciał spędzać w zamknięciu bezczynnie czasu. Kiedy następnego dnia pojawiłyśmy się z zakupami siostrzyczki nas nie wpuściły. Syn przeniósł rzekomo ojca do innego zakładu. Telefon malarza był wyłączony. Nic nie mogłyśmy zrobić. Znudzony policjant z którym rozmawiałam powiedział, że nie jesteśmy rodziną malarza więc nie mamy w tej sprawie interesu prawnego a poza tym jeżeli ktoś ma 75 lat jego miejsce jest w przytułku, a w sprawy rodzinne policja nie zwykła się mieszać.
Podobny los spotkał znaną działaczkę ruchu obrony życia. Jej dzieci wywiozły ja do domu opieki oddalonego od Warszawy o przeszło 100 kilometrów i sprzedały jej mieszkanie. Nie wiem jak to zrobili, czy sfałszowali pełnomocnictwo, czy podstawili kogoś podobnego do starszej pani u notariusza. Staruszka błagała żeby zabrać ja do Warszawy nie wiedząc że jest praktycznie bezdomna a jej pamiątki, zdjęcia i dokumenty wylądowały na śmietniku. Córka tej pani, (tak zwana katoliczka postępowa) pracowała podobno w „Gazecie Wyborczej”. Miałam ochotę wywołać skandal opisując tę sprawę z nazwiskami ale powstrzymała mnie świadomość, że pani Maria tego nie chciałaby. Wkrótce zresztą zmarła.
W kolejnej znanej mi rodzinie dzieci oddały starych rodziców do zakładu pod pretekstem, że w ich mieszkaniu jest brudno. To najczęściej używany pretekst do pozbywania się staruszków i sprzedawania ich mieszkań. Starszy pan, przedwojenny oficer, nie chciał przyjmować otępiających go leków i usiłował uciec. Zatrzymano go siłą. Potraktował pielęgniarkę laską więc został przywiązany pasami do łóżka i zaopatrzony w cewnik. Nie zniósł upokorzenia i wkrótce zmarł.
Fałszywa troska opieki społecznej czy podłej rodziny sprowadza na starszą osobę ogromne nieszczęście. Wyrwana ze znanych jej warunków, zdezorientowana, terroryzowana przez chamskie pielęgniarki i salowe, ubezwłasnowolniona, pozbawiona własnego mieszkania i dostępu do własnych pieniędzy jest w sytuacji więźnia, z wyrokiem sądowym – tyle, że bez popełnienia przestępstwa. Nie muszę odwoływać się do osobistych wspomnień.
Przypomnijmy historię znanego pisarza Jerzego Szaniawskiego, którego w jego rodzinnym dworku w Zegrzynku więziła i dręczyła sadystyczna psychopatka Wanda Anita Michalina Szatkowska, która podobno przedtem włóczyła się tygodniami w okolicy jego posiadłości aby zwrócić na siebie uwagę pisarza i doprowadzić starszego pana do zawarcia znajomości, a potem cichego ślubu. Nie leczony, zamykany w chlewiku pisarz zmarł. Nie potrafili mu pomóc prominentni znajomi i przyjaciele, jak choćby Gustaw Holoubek i Joanna Iwaszkiewicz. Anita nie wpuszczała nikogo do domu strasząc wizytujących złymi psami. Po śmierci pisarza żyła przez nikogo nie niepokojona. W końcu podpaliła dworek, w którym żywcem spaliły się dwie przypadkowe osoby zamknięte na klucz. Anita wylądowała w Tworkach lecz wypuszczono ją, a postępowanie umorzono.
Podobnie tragiczne były losy Violetty Villas Violetta Villas zmarła 5 grudnia 2011 r. w Lewinie Kłodzkim. Miała 73 lata. Była dręczona i terroryzowana przez służącą, Elżbietę Budzyńską która ją zdominowała i przejęła nad nią pełną władzę. Nie dopuszczała do niej nikogo nawet syna.
Elżbietę Budzyńską, która zajmowała się piosenkarką, najpierw uznano za winną nieudzielenia pomocy i skazano na 10 miesięcy pozbawienia wolności, potem za winną psychicznego i fizycznego znęcania się. Usłyszała wyrok: 1,5 roku więzienia. Jednak nikt nie był w stanie pomóc piosenkarce w jej opresji. To jedyny znany mi zresztą przypadek gdy sprawca przemocy i ubezwłasnowolnienia starszej osoby został ukarany.
Przyczyną tego jest złe funkcjonowanie państwa i prawa w Polsce i nie tylko w Polsce. Formuła „ dla ich własnego dobra” sankcjonuje przemoc i dręczenie bezradnych osób. Dla jego własnego dobra został przecież zamordowany wyrokiem sądu brytyjskiego malutki Alfie Evans, a takich przypadków jest coraz więcej. Za nieład w domu są odbierane w Polsce dzieci, za nieład w domu starsze osoby zamykane są w domach opieki. Tymczasem – twierdzę – do niezbywalnych praw człowieka należy prawo do życia w nieładzie, a do niezbywalnych praw dziecka należy życie na takim poziomie jaki jest mu w stanie zapewnić własna rodzina.
Stanisław Michalkiewicz Niewiarygodne – ale wydaje się, że żałośliwe lamenty pana prezydenta w Davos przyniosły pewien rezultat. Wprawdzie po rozmowie z Reichskomisarin Verą Jurovą pan prezydent wydawał się zrezygnowany i przygnębiony, bo potwierdziła ona niezŁomną i stałą wolę Komisji Europejskiej powstrzymywania się przed “ingerowaniem w wewnętrzne sprawy Polski”, ale chyba clamor pana prezydenta dotarł do uszu innych dygnitarzy i musiał obudzić u nich odruch środowiskowej solidarności: “dygnitarze wszystkich krajów, łączcie się!” – to znaczy nie tyle może się “łączcie”, bo w końcu każdy prezydent prezyduje nie “wszystkim krajom”, a tylko jednemu, więc to marksistowskie hasło można by w tym przypadku strawestować tak oto: “dygnitarze wszystkich krajów – róbcie sobie na rękę!”
Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć sobie wizytę “rewizora iz Pietierburga”, czyli Reichskomisarza od sprawiedliwości Didiera Reindersa u pana ministra Adama Bodnara? Pan minister Bodnar rozdokazywał się ostatnio jeszcze bardziej od pana ministra-pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza. Pan Bartłomiej Sienkiewicz publicznie oświadczył, że jest dumny ze swojej bezpieczniackiej rangi, toteż nic nie stoi na przeszkodzie, by tak właśnie go tytułować, tym bardziej, że i Wojciech Jaruzelski był tytułowany “premierem-generałem”, a mamy przecież coś w rodzaju stanu wojennego, w którym – podobnie jak i wtedy – obowiązuje “linia porozumienia i walki”. Co powiedział Reichskomisarz Didier Reinders panu ministrowi Bodnarowi, tego – ma się rozumieć – nie wiemy, w związku z czym jesteśmy skazani na domysły. Ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się! Ja na przykład się domyślam, że Reichskomisarz Didier Reinders mógł odezwać się do pana ministra Bodnara w te słowa: “Dzieci moje; wstrzymajcie wy się z tym rozbojem!”,
To znaczy może nie dokładnie w te słowa, bo skądże pan Didier mógłby znać nieśmiertelny poemat Janusza Szpotańskiego “Towarzysz Szmaciak” i tyradę generała Bagno – ale może w jakichś innych słowach przekazał mu właśnie tę złotą myśl. No bo co mogą sobie pomyśleć unijne “doły”, kiedy pan minister-pułkownik Bartłomiej Sienkiewicz, na wiadomość, że Trybunał Konstytucyjny uznał jego działania w zakresie likwidacji mediów publicznych za “niekonstytucyjne”, ostentacyjnie olał to ciepłym moczem oświadczając, że kładzie na to orzeczenie lachę, bo w składzie orzekającym był “sędzia-dubler”? Najwyraźniej pan minister-pułkownik ma pamięć dobrą, ale krótką, bo chyba zapomniał, że “sędziów-dublerów” po raz pierwszy powołał do TK w czerwcu 2015 roku odchodzący rząd PO-PSL, a Jarosław Kaczyński jesienią tylko to powtórzył i twórczo rozwinął. Słowem – podobnie jak w swoim czasie generał Bagno, którego “w tropieniu przestępstw gospodarczych tak poniósł szlachetny zapał, że się dopiero opamiętał, jak się za własną rękę złapał”. Tedy unijne “doły” mogłbyby zwątpić w demokrację i praworządność, a w tej sytuacji nic dziwnego, że Reichskomisarz Didier Reinders przyjechał powściągnąć pana ministra Bodnara, który powyrzucał już 144 prokuratorów, przez zbytnią ostentacją. “Czas zmienić politykę rolną, lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno!” – pisał proroczo Janusz Szpotański we wspomnianym, nieśmiertelnym poemacie. Toteż tego samego dnia, kiedy pan Reichskomisarz Didier Reinders rozmawiał z panem ministerm Bodnarem, zaraz gruchnęła wieść o rozdzieleniu funkcji ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.
Pewnie zostaną przedsięwzięte jeszcze inne, milowe kroki, bo wszak chodzi o szmalec, czyli “kamienie milowe”, bez których szmalcu nie będzie. Domyślam się tedy, że Reichskomisarz zalecił naszym mężykom stanu zachowanie pewnej równowagi w ramach “linii porozumienia i walki”, która – wzorem premiera-generała – proklamował w swoim expose premier Donald Tusk. Konkretnie – chodzi o “współdziałanie” z panem prezydentem, a więc – unikanie przedstawień, jakie towarzyszyły pojmaniu panów Kamińskiego i Wąsika w Pałacu Namiestnikowskim, kiedy to okazało się, że pana prezydenta wystawiła jego własna ochrona! To zawsze robi złe wrażenie, bo skoro masy raz czy drugi zobaczą coś takiego, to ich podejrzenia, że ta cała demokracja jest ręcznie sterowana przez bezpiekę, nabiorą całkowitej pewności, a wtedy trudniej będzie duraczyć demokratycznie dzieci i młodzież.
Toteż i pan prezydent oświadczył, że “nie widzi przeszkód” by podpisać ustawę budżetową, którą “koalicja 13 grudnia” właśnie przeforsowała w Sejmie, dzięki czemu będzie mogła jeszcze przed 29 stycznia przedłożyć ją panu prezydentowi do podpisu. Oznacza to, że vaginet premiera Tuska przetrwa przez najbliższe 4 lata, zaś reakcja pani Very Jurovej na clamor pana prezydenta Dudy w Davos pokazuje, że wspomniany vaginet ma od Reichsfuhrerin Urszuli vod der Layen catre blanche na przygotowanie naszego bantustanu do przyjęcia statusu Generalnego Gubernatorstwa – ale bez ostetntacji i niepotrzebnego płoszenia tubylców. Wprawdzie kręcą oni nosem na efekty realizacji projektu “Mitteleuropa” z 1915 roku – ale ani się domyślają, o co naprawdę chodzi tym bardziej, że szeptanka w wykonaniu bezpieczniaków sugeruje, że wszystko nie przez to, że “Mitteleuropa”, ani że nomenklatura w ramach uwłaszczania rozkradła całe państwo, tylko, że zrobiła to “Solidarność”.
Toteż przy zachowaniu należytej ostrożności można będzie przejść do drugiego etapu, to znaczy – do przystąpienia do realizacji Generalplan Ost z roku 1941 – ale oczywiście – uzupełnionego i poprawionego. Na przykład – w ramach działań depopulacyjnych można na początek udostępnić każdemu bez recepty pigułkę “dzień po”, a kwestię aborcji na żądanie postawić na przyszłość, pod rozstrzygnięcie w drodze referendum – co postuluje pan minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Jeśli vox populi postanowi, że wszyscy będą mogli się skrobać, to Episkopat nie będzie mógł mieć pretensji ani do PSL, ani do pana Hołowni – a pokrzykiwania pani Marty Lempart, która chciałaby się wyskrobywać już teraz, można puścić mimo uszu. Podobną ostrożność wykazuje pani feministra Barbara Nowacka, ścinając o 20 procent szkolny program edukacyjny. Przezornie ani słowem się nie zająknie, że celem Generalplan Ost jest doprowadzenie do sytuacji, w której tubylcy mają umieć narysować swoje imię i nazwisko, liczyć do 500 i rozeznawać się w znakach drogowych, a jeśli chodzi o materie abstrakcyjne, to wystarczy wbić im do głowy, że “cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Ale i to trzeba porozkładać na etapy, a wtedy nie tylko nikt nie będzie urządzał tu jakiejś partyzantki, ale nawet nie będzie pyskował, żeby nie narazić się na piękne wyroki za “mowę nienawiści”. I chyba z takim właśnie przesłaniem przyjechał do nas Reichskomisarz pan Didier Reinders.
Davos: AI wzmocni demokrację, a lepsza narracja pomoże w eko-cyfrowej transformacji świata
Na czym ma polegać „odbudowa zaufania”, o której przez cały tydzień debatowano podczas forum w Davos? Dla jednych to konieczność zwiększenia różnorodności i uczestnictwa w demokracji. Dla innych oznacza cenzurę i wykluczanie pewnych kwestii z debaty publicznej. Jeszcze inni chcą systemowej zmiany społecznej. A na czym najbardziej zależy zwolennikom kapitalizmu interesariuszy i organizatorom Światowego Forum Ekonomicznego?
Więcej różnorodności
Atle Hetland, norweski socjolog z doświadczeniem w dyplomacji uważa, że sektor prywatny, którego reprezentanci uczestniczą w spotkaniach Światowego Forum Ekonomicznego, nie odegrał roli proaktywnej, aby przyczynić się do tworzenia lepszego i bardziej równego świata. Tymczasem, jak podkreśla, równość i różnorodność są niezbędne dla osiągnięcia pokoju, bezpieczeństwa oraz dobrobytu dla wszystkich.
Hetland chwalił poprawę standardu życia większej liczby osób, który nastąpił dzięki – jak to podkreśla – ograniczeniu wielkości rodziny. W ostatnich latach nastąpiły też duże zmiany pod względem różnorodności etnicznej, np. w Irlandii rządzi Leo Varadkar (44 l.), mający mieszane pochodzenie indyjskie i irlandzkie. We Francji premierem został Gabrial Attal (34 l.), który ma korzenie francuskie, rosyjskie oraz żydowsko-tunezyjskie. Czołowi politycy są „otwartymi gejami”. W Wielkiej Brytanii szefem rządu jest Rishi Sunak (43 l.), Hindus z pochodzenia, którego rodzice wyemigrowali ze wschodniej części Afryki. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia, aby takie osoby objęły wysokie stanowiska w kraju.
Do przodu zdąża także proces mieszania religii. Jednak zbyt wolno następuje poprawa warunków pracy i wysokości pensji. Za wolno awansują kobiety na stanowiska dyrektorskie, a w polityce jest za mało osób ze środowisk robotniczych. Pogarszają się także warunki życia mniejszości etnicznych i uchodźców w miastach i na wsi. Rośnie przepaść pomiędzy klasą średnią a bardzo bogatymi.
Norweg uważa, że w celu odbudowy zaufania sektor korporacji powinien skupić się na tym, jak „utrzymać i rozszerzać różnorodność”. Przedsiębiorcy powinni także działać etycznie i płacić wyższe podatki, lepiej współpracować z sektorem publicznym.
Ekosocjaliści chcą zmiany systemowej
Jenny Ricks, która jest działaczką Fight Inequality Alliance przypomina, że chociaż raport Forum na temat zagrożeń globalnych wymienia jako główne ryzyka dla światowej gospodarki w 2024 r.: dezinformację, polaryzację społeczną, ekstremalne warunki pogodowe, konflikty i rosnące koszty życia, proponując odbudowę zaufania, to jednak nie ma sensu „odbudowa zaufania w systemie zaprojektowanym w celu wyzyskiwania większości ludzkości”.
Działaczka pro-egalitarna wskazuje na niewydolność systemu ONZ, który nie jest w stanie zapewnić praworządności w Izraelu i u jego sojuszników. System działa na korzyść bogatych i wpływowych.
Dla Ricks kluczowa jest walka z nierównościami na całym świecie, budowa silnej sieci organizacji, które będą wywierać presję na władzę, aby nałożyć progresywne podatki na najbogatszych ludzi i przedsiębiorstwa międzynarodowe, zapewnić odpowiedni poziom finansowania usług publicznych, umorzyć długi, zapewnić wszystkim godną pracę i postawić ludzi oraz planetę w centrum, ponad chciwość i zysk.
Aktywistka dodaje, że zważywszy na „intensywną koncentrację władzy i bogactwa w tak nielicznych rękach na całym świecie, niebezpieczne rozprzestrzenianie się prawicowego ekstremizmu, seksizmu, polityki oszczędnościowej, mizoginii i dyskryminacji, którym towarzyszy rozprawianie się z demokratycznymi prawami i wolnościami”, różne ruchy progresywne powinny połączyć siły, aby zyskać większą władzę, ubiegając się o najwyższe stanowiska w państwie. Rok 2024 ma być sprawdzianem demokracji. Ricks podkreśliła, że lud nie będzie prosił zgromadzonych w Davos o rozwiązanie ich problemów, ponieważ uczestnicy forum są oderwani od rzeczywistości.
Działaczka FIA organizuje Zgromadzenie Ludowe Better Than Davos. Podkreśla: „wywalczymy sprawiedliwość gospodarczą, gdy władza ludzi stanie się silniejsza niż ta, która napędza status quo”.
Chiński premier: odbudowa zaufania w makroekonomii
Chiński premier Li Qiang mówił o odbudowie globalnego zaufania w makroekonomii poprzez: lepszą międzynarodową koordynację polityki makroekonomicznej; większą specjalizację przemysłową pomiędzy krajami w celu ustabilizowania łańcuchów dostaw; bardziej otwartą międzynarodową wymianę wiedzy naukowej i technologicznej; wzmocnioną współpracę międzynarodową w zakresie ekologicznego rozwoju i przeciwdziałania zmianom klimatycznym oraz lepszą współpracę Północ-Południe.
Światowe Forum Ekonomiczne: odbudowa zaufania między korporacjami i rządami
Forum przygotowało raport wskazując, że kluczowe dla odbudowy zaufania na świecie jest zapewnienie bezpieczeństwa, obrony i odporności w świecie cyfrowym. Raport na rok 2024 przygotowany przez WEF oraz instytut Accenture, koncentruje się na nierównościach cybernetycznych, niedoborach umiejętności cybernetycznych, osiąganiu odporności cybernetycznej i budowaniu lepszego cyfrowego ekosystemu.
WEF dąży do odbudowy zaufania między korporacjami zagrożonymi atakami ze strony konkurentów, którzy posiadają bardziej zaawansowane technologie tak zwanej sztucznej inteligencji. Nowe możliwości tworzenia narzędzi i aplikacji do ataków umożliwiają wyrządzanie szkód na dużą skalę i kradzież danych w celu przeprowadzania ataków typu whale phishing.
Prawie jeden na trzech dyrektorów generalnych i członków kadry kierowniczej wyższego szczebla dużych korporacji padł ofiarą oszustw typu phishing.
Z cyberatakami mają do czynienia rządy, całe państwa. Obawa przed nimi jest większa aniżeli przed błędem ludzkim. Firmy mają niemal zerowe zaufanie do siebie. Korporacje – w obawie o utratę klientów, dostawców i inwestorów – nie informują o atakach cybernetycznych.
Coraz agresywniejsze są także działania niektórych państw, ułatwiających tworzenie podziemnych sieci prania kryptowalut. Pozyskane w ten sposób środki wykorzystują do realizacji programów zbrojeniowych.
Antidotum na brak zaufania między korporacjami i złośliwą aktywność państw mają być nowe standardy bezpieczeństwa, np. standard NIST 800-207, które powinny wprowadzić wszystkie firmy, by w ten sposób zabezpieczyć łańcuch dostaw. Forum oczekuje, że duże korporacje „podniosą poprzeczkę swoim mniejszym partnerom, aby nie stali się wektorami zagrożeń”.
Organizatorzy forum sugerują również, że wobec powszechnego pesymizmu konieczna jest nowa narracja, aby ludzie uwierzyli w lepszą przyszłość. Najpierw jednak trzeba „zidentyfikować i zająć się pierwotnymi przyczynami naszego złego samopoczucia”, aby kompleksowo rozwiązać wszystkie palące problemy.
Forum podkreśla, że nie ma już narracji na temat ożywienia gospodarek, które mierzą się z ogromnym poziomem zadłużenia, inflacją i zmniejszającą się siłą nabywczą obywateli. Nie sprawdza się polityka podażowa, bo generuje jeszcze większe długi. Dlatego rozwiązaniem ma być „nowe podejście” do „zielonej, cyfrowej i inkluzywnej gospodarki”. Klaus Schwab i jego ekipa konsekwentnie opowiada się za realizacją eko-cyfrowej transformacji. Chce zwiększenia inwestycji w Odnawialne Źródła Energii – od tego ma zależeć poprawa środowiska, jakość życia i długowieczność.
Jednocześnie opowiada się za wdrożeniem globalnych ram zarządzania tak zwaną sztuczną inteligencją, która pomoże w zwiększeniu wydajności produkcyjnej, a jednocześnie ułatwi walkę z dezinformacją.
A co z tymi, którzy nie zgodzą się na realizację tej wizji?
Te osoby zostaną zepchnięte na margines społeczny i będą musiały liczyć się z ostracyzmem. Wybrzmiało to w przemówieniu szefowej KE Ursuli von der Leyen.
Przypomniała ona, iż Klaus Schwab w swoim raporcie dotyczącym zagrożeń dla globalnej społeczności biznesowej na najbliższe dwa lata wskazał, iż to nie konflikty ani klimat stanowią największe ryzyko, lecz „dezinformacja, po której następuje polaryzacja w naszych społeczeństwach”.
Von der Leyen zaznaczyła, że budowa zaufania ma polegać na „natychmiastowej i strukturalnej reakcji dostosowanej do skali globalnych wyzwań” i Europa „może i musi przejąć wiodącą rolę w kształtowaniu tej globalnej reakcji”.
Opierając się na raporcie WEF o ryzyku szefowa KE zaznaczyła, że wiele problemów można rozwiązać dzięki współpracy biznesu i rządów, „biznesu i demokracji”. Dlatego, by skutecznie zarządzać ryzykiem i „wytyczyć ścieżkę naprzód” trzeba przede wszystkim stworzyć mechanizm walki z niewygodnymi wiadomościami, usuwając je z sieci.
Należy jak najszybciej wdrożyć technologię tak zwanej sztucznej inteligencji do naszego codziennego życia. Szefowa KE przyznała, że taka myśl stoi za europejskim aktem o sztucznej inteligencji, pierwszą tego typu regulacją na świecie. Pokazuje, w jaki sposób „demokracje i przedsiębiorstwa mogą się wzajemnie wzmacniać”.
„Akt o sztucznej inteligencji buduje zaufanie, analizując przypadki wysokiego ryzyka za pomocą identyfikacji biometrycznej w czasie rzeczywistym. Budując to zaufanie, umożliwia firmom wprowadzanie innowacji we wszystkich innych dziedzinach, aby w pełni wykorzystać tę nową i rewolucyjną technologię” – mówiła.
Von der Leyen zapewniła, że Europa da pełne wsparcie start upom pragnącym inwestować i testować rozwiązania zaawansowanych algorytmów na naszym kontynencie, licząc, że firmy pomogą we wczesnym wykrywaniu niebezpiecznych zachowań.
– Nasze firmy rozwijają się dzięki wolności – mogą wprowadzać innowacje, inwestować i konkurować. Ale wolność w biznesie opiera się na wolności naszych systemów politycznych. Dlatego uważam, że wzmocnienie naszej demokracji i ochrona jej przed zagrożeniami i ingerencjami, na jakie jest narażona, jest naszym wspólnym i trwałym obowiązkiem. Musimy budować zaufanie bardziej niż kiedykolwiek, a Europa jest gotowa odegrać kluczową rolę – oznajmiła przedstawicielka rządu niemieckiego, który ponad dekadę temu opracował strategię cyfryzacji Europy.