PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY. ZWIASTUN NARODU-WODZA.

ZWIASTUN NARODU-WODZA. POWSZECHNE PRZYMIERZE IZRAELSKIE

Nie będziesz cierpiał nad sobą żadnej obcej prasy, abyś długo panował nad gojami. Zawładnijmy prasą, a wnet będziemy rządzić i kierować losami całej Europy.

PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY.

=================

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 138

W 1872 r. Ulysses Grant, bohater Północy w Wojnie Secesyjnej, został ponownie wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych. [Ulysses Grant, generał wojsk Północy, był wolnomularzem i wrogiem katolicyzmu. W 1854 r. ten były pułkownik zawodowy został wydalony z armii za pijaństwo. Przyjaźnił się z bankierami żydowskimi Seligmanami; był wykorzystywany jako figurant i człowiek do specjalnych poruczeń przez tajne towarzystwa w USA; por. J. Lombard, op. cit., t. III, str. 364-371.]

W tym samym roku wygłosił przemówienie zawierające zapowiedź przyszłej „przewodniej roli” narodu amerykańskiego w umacnianiu demokracji, która to rola została ostatecznie usankcjonowana w Traktacie Wersalskim z 1919 roku: „Cywilizowany świat zmierza w kierunku republikanizmu – tj. rządów narodu, których sprawowanie powierza on wyłonionym przez siebie przedstawicielom; a nasza wielka Republika powołana jest aby służyć jako przewodnik wszystkim pozostałym […]. Nasz Stwórca przygotowuje świat na to ażeby w stosownym czasie stał się on jednym wielkim narodem, mówiącym jednym językiem, gdzie ani armia, ani flota wojenna nie będą już potrzebne ”

W tym samym roku przenosi się do Nowego Jorku Międzynarodówka Komunistyczna założona przez Żyda Karola Marksa. Już od 1867 r. swoją siedzibę w tym mieście ma Powszechne Przymierze Republikańskie Mazziniego, a od 1843 r. działa tam bardzo wpływowa żydowska organizacja masońska B’nai Brith, czyli „ściśle tajny zakon przeznaczony wyłącznie dla Żydów sprawujących Odpowiedzialne funkcje.”

W dniu 12 września 1874 r. B’nai B’rith zawarł z Radami Najwyższymi Rytu Szkockiego porozumienie O wzajemnym uznawaniu (tzw. konkordat). Podpisy pod dokumentem złożyli. Armand Levy z ramienia B’nai Brith oraz Albert Pike jako szef Najwyższego Dyrektoriatu Dogmatycznego Rytu Szkockiego – w imieniu Masonerii Powszechnej.

Przy czym nie chodziło tylko o wzajemne uznawanie intencji, ale przede wszystkim o wspólnotę doktryn. Co się tyczy strony masońskiej, Pike skodyfikował je już w swoim opasłym traktacie „Morals and Dogma”:

„Wszystkie prawdziwe religie dogmatyczne wywodzą się z Kabały i do niej powracają; wszystko co wielkie i naukowe w myśli religijnej wszystkich iluminatów: Jakuba Boehme, Swedenborga, Saint- Martina i pozostałych – bierze się z Kabały; jej zawdzięczają swe sekrety 1 symbole wszelkie stowarzyszenia masońskie ”.

Podobną tezę wyakcentował rabin Livorno Elia Benamozegh. W swoim dziele uważanym za kwintesencję współczesnej myśli żydowskiej, pt. Izrael a Ludzkość: „PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY.

Zresztą fundamentalne dzieła rabinistyczne z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej dostarczają wielu dowodów na to, że Haggada była ludowa wersja nauki tajemnej, która pod względem metod inicjacyjnych wykazuje zaskakujące podobieństwa z instytucją masońska. Kto zada sobie trud, aby przyjrzeć się baczniej stosunkom między judaizmem a Masonerią filozoficzną i ogólnie – misteriami, pozbędzie się przynajmniej częściowo swego pogardliwego stosunku do Kabały.

W wydaniu francuskim z 1961 r. znajdujemy w przypisie następujący komentarz rabina kabalisty Elio Toaffa do zdania wydrukowanego powyżej dużymi literami: „Osobom, które mogą być zaskoczone powyższym stwierdzeniem, należy wyjaśnić, iż teologia masońska istnieje w takim sensie, że w Masonerii kultywowana jest tajna doktryna religijna wprowadzona przez gnostyckich Różokrzyżowców w momencie ich połączenia z Wolnymi Mularzami w 1717 r. Owa tajna doktryna, czyli gnoza, jest w wyłącznym posiadaniu Masonerii Wysokich Stopni, tj. Masonerii filozoficznej”.

Salvatore Farina, mason 33 st., nie przeczy temu, choć wypowiada się bardziej hermetycznie: „To, co Masoneria Szkocka zawdzięcza Kabale, to alegoria świętego słowa, która napełni nasze ręce pełnią gnozy, oraz panowanie nad wszechświatem.

Zresztą już W 1861 r. pojawiają się zapewnienia strony żydowskiej, że [jej] stosunki z masoneria „ ściślejsze, niż się na ogół sadzi. Judaizm winien żywić do całej masonerii głęboką sympatię, i nic, co dzieje się w tej potężnej instytucji nie powinno być mu obojętne. [.] Duchem masonerii jest duch judaizmu w jego najbardziej fundamentalnych przekonaniach; to jego idee, jego język, nieomal jego organizacja.”

Jeszcze jaśniej ujął to ojciec rabina z B’nai Brith Stephana S. Wise’a, który w 1873 r. założył Unię Kongregacji Żydów Amerykańskich:

„Masoneria jest instytucją żydowską, której historia, stopnie, funkcje, hasła i katechizm są żydowskie od początku do końca, za wyjątkiem jednego pośredniego stopnia i kilku słów wypowiadanych podczas wtajemniczenia.

Powyższe tezy podsumowuje Izrael Mair Lau, obecny Wielki Rabin i największy autorytet religijny Izraela w swojej wypowiedzi z okazji czterdziestej rocznicy założenia Wielkiej Loży Masońskiej Państwa Izrael: „wszystkie zasady masonerii są zawarte w księdze narodu żydowskiego.” (nie chodzi o Biblię, lecz o Talmud — przypisek redakcji) .

Jeżeli ktoś nadal jest skłonny sądzić, że zbitka „judaizm-masoneria” to efekt tendencyjnej i naciąganej interpretacji, niech zapozna się z poniższym stwierdzeniem Żyda E. Helbronnera: „Kwestia żydowsko – masońska to moim zdaniem […] nie jest żadna bujda. Można ją zasadnie podnosić, ponieważ od dwudziestu lat (czyli jeszcze przed 1916 rokiem — przypisek redakcji) wszystkimi ruchami rewolucyjnymi kierowali z reguły Żydzi bezpaństwowcy, mający wsparcie lóż masońskich. Rozstrzygające wydaje się stwierdzenie rabina i masona Magnina zamieszczone w „B’nai B’rith Magazine”, tom XLIII, str. 8:

„B’nai B’rith to jedynie wybieg. Wszędzie, gdzie masoneria może przyznać się swobodnie, że jest żydowska zarówno z samej natury jak ze względu na realizowane założenia, to z punktu widzenia naszego celu wystarczają zwykłe reguły.

A wracając do porozumienia z 1874 r., do którego doprowadził Albert Pike (który przy tej okazji posłużył się swym masońskim imieniem Limoude Ainchhoff) i Armand Levy, oto jego brzmienie:

„My, Wielki Mistrz, Konserwator Świętego Palladium, Najwyższy Patriarcha masonerii całego Wszechświata, za zgodą wielkiego i Dostojnego Kolegium Zasłużonych Masonów, zgodnie z aktem Konkordatu zawartego między Nami a trzema federalnymi Konsystorzami Ameryki, Anglii i Niemiec, przez nas dziś podpisanego, przyjęliśmy jedno postanowienie: „W dniu dzisiejszym, zgodnie z zasadami określonymi w Konkordacie, zostaje założona Generalna Konfederacja Izraelskich Tajnych Lóż.” Zaprzysiężono pod Świętym Sklepieniem Wielkiego Wschodu Charleston w dolinie drogiej sercu Boskiego Mistrza, w pierwszym dniu Księżyca Tikshru 12 czerwca siódmego miesiąca roku 00874 (=1874 przypisek redakcji) Prawdziwego Światła.”

Jak dodaje Emmanuel Ratier, mogło to być powodem, dla którego B’nai B’rith przez długi czas powstrzymywał się od krytykowania Ku Klux Klanu. Założony de facto przez Pike,a – generała wojsk konfederatów – i przez przedstawicieli wysokich stopni masonerii Południa, liczący w latach dwudziestych 3-5 mln członków Ku Klux Klan nie napotykał na sprzeciwy ze strony ADL (Anti-Defamation League, oficjalnie działającej organizacji, będącej narzędziem B’nai Brith) ani samego B”nai Brith. W styczniu 1923 r. B’nai B’rith oświadczył wręcz: „Ku Klux Klan może stać się instrumentem postępu i filantropii, pożytecznym zarówno dla państw, jak i dla ich obywateli, o ile pozbędzie się kilku tysięcy fanatyków, którzy spychają go na drogę nietolerancji, nikczemności i zbrodni.”

Kiedy w Ameryce wspomniane stosunki zaczęły się zacieśniać i „nabierać rumieńców”, w Europie – a konkretnie w Paryżu – dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu Rotszyldów i bogatego bankiera Mojżesza Montefiore powstała w 1860r. nowa Międzynarodówka: Powszechne Przymierze Izraelskie.

Izaak Mojżesz Cremieux zwany Adolfem (1796-1880) był współzałożycielem i jedną z najznamienitszych osobistości tej organizacji. Był on francuskim adwokatem związanym z Rotszyldami, wiceprzewodniczącym Żydowskiego Konsystorza w Paryżu, ministrem sprawiedliwości (1848). W 1870 r., po okresie Drugiej Republiki, otrzymał tytuł Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Francji, zanim został mianowany (w dn. 8 marca 1869 r.) Suwerennym Wielkim Komandorem Rady Najwyższej Francji.

Cremieux, który już w tamtym czasie dostrzegał znaczenie mediów jako narzędzia wpływania na tak zwaną „opinię publiczną”, zasłynął z maksymy: „Pieniądz i wszystko inne miejcie za nic. Jeżeli posiadacie prasę, posiądziecie całą resztę.”

Tę maksymę sparafrazował na swój sposób angielski rabin Mojżesz Montefiore: „Dopóki dzienniki na całym świecie nie będą w naszych rękach, wszystko na nic się nie zda. Miejmy stale W pamięci jedenaste przykazanie: „Nie będziesz cierpiał nad sobą żadnej obcej prasy, abyś długo panował nad gojami. Zawładnijmy prasą, a wnet będziemy rządzić i kierować losami całej Europy”.

Powszechne Przymierze Izraelskie – nowa Międzynarodówka otwarta w duchu kosmopolityzmu na wszystkich Żydów niezależnie od ich kraju pochodzenia i religii („Żydzi ze Wschodu i z Zachodu, z Północy i z Południa, wszyscy stano— wimy społeczność podtrzymująca świętą, niezniszczalną więź’” — oświadczy 12 maja 1872 r. Cremieux) istotnie dążyło do zjednoczenia wszystkich Żydów diaspory w imię ich żywotnych interesów, przy czym spoiwem miał tu być mocno akcentowany synkretyzm, który został scharakteryzowany przez samego Crćmieux w 1861 r. na łamach oficjalnego organu Przymierza, kierowanego przez Isidore’a Kahna: „Powszechne Przymierze Izraelskie nie ogranicza się do naszego wyznania; jest ono adresowane do wszystkich wyznań; pragnie przenikać wszystkie religie – podobnie, jak przenika wszystkie kraje. Niechaj światli ludzie, niezależnie od swoje- go wyznania, wstępują do tego Powszechnego Przymierza Izraelskiego, którego cel jest tak szlachetny i pro-cywilizacyjny. Chodzi o to, by wyciągnąć rękę do tych wszystkich, którzy wychowawszy się w innej niż nasza wierze wyciągają ku nam swoją braterską dłoń, uznając, że wszystkie religie oparte na moralności, która ma swoje zakorzenienie wXBogu, powinny odnosić się do siebie przyjaźnie i usuwać bariery rozdzielające to, co pewnego dnia ma zostać połączone. Oto jest, panowie, piękne i wzniosłe posłannictwo naszego Powszechnego Przymierza Izraelskiego.” („Archiwa Izraelskie”, XXV, str. 51445346)

Również W 1861 r. Archiwa Izraelskie, francuski periodyk żydowski, zapowiedziały uroczyście rychłe nadejście „Nowego Jeruzalem, święcie posadowionego między Wschodem a Zachodem, a które ma zastąpić podwójne miasto Cesarzy i Papieży.” (XXV, str. 600, 1861) dając tym samym do zrozumienia, jaki los ma spotkać Wieczne Miasto — Stolicę Piotrową i ośrodek Chrześcijaństwa.

Jeszcze dziś rozlegają się echa tej wyroczni — np. w organie British Israel „Wake Up!”, gdzie W artykule noszącym znamienny tytuł „Uwaga – Rzym zmie— rza nieuchronnie ku swojemu przeznaczeniu” (numer styczniowo—lutowy 1994) przypomniano przepowiednię Roberta Fleminga Jr, przyjaciela i zausznika Wilhelma III (1650-1702), dotyczącą ostatecznego upadku Rzymu, który miałby zbiegać się kabalistycznie z końcem tysiąclecia: Tysiąclecie (tysiącletnie królowanie świętych) zacznie się po tym, jak dojdzie do ostatecznego i doszczętnego zniszczenia Rzymu papieży […] koło roku 2000; […] samemu Chrystusowi przypadnie zaszczyt zgładzenia wielkiego wroga – a stanie się to w momencie Jego ponownego, nadzwyczajnego przyjścia […]”. (Robert Fleming Jr, „The Rise and Fall of Rome Papal”, Londyn, 1701, str. 44)

LASY: To atak gospodarczy Niemiec [UE] na Polskę. [a 447 to pikuś?]…

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: To atak gospodarczy

atak-gospodarczy

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: Atak ma ma podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna

Nie mam wątpliwości, że atak na lasy ma przede wszystkim podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać – powiedział dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica w wywiadzie opublikowanym w środę w „Gazecie Polskiej”.

Kubica odniósł się w rozmowie m.in. do uwagi dziennikarza, że „w ostatnich dwóch dekadach mieliśmy kilka prób zmiany systemu gospodarowania lasami i wywrócenia stolika, a teraz do wszystkiego dołączają instytucje międzynarodowe”.

Rzeczywiście nie sposób nie zauważyć, że przez ostatnich 30 lat wewnętrzne ataki na Lasy Państwowe okazywały się nieskuteczne. Za każdym razem, gdy ktoś snuł intrygi i próbował sięgnąć po polskie lasy, to opór społeczeństwa był tak duży, że się to ostatecznie nie udawało. Myślę, że to dlatego towarzystwo, które nadal jest zainteresowane robieniem biznesu na upadku Lasów Państwowych, udało się do swoich kolegów za granicą— ocenił.

Rola wyroku TSUE

Uzyskali to wsparcie w sposób widoczny. Najpoważniejszą kwestią jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Szczególnie niebezpieczny jest element zaskarżania Planów Urządzania Lasów. Ten mechanizm może faktycznie oznaczać, że zostanie zablokowana gospodarka leśna- powiedział.

Zwrócił uwagę, że „to wszystko dzieje się tuż po tym, jak komisja ENVI w Parlamencie Europejskim – przy poparciu polityków PO i PSL – zagłosowała za tym, by przenieść kompetencje z krajów członkowskich na poziom całej wspólnoty”.

Dzieje się to mimo, że traktat lizboński stanowi wprost, że gospodarka leśna to wyłączna kompetencja państw członkowskich. Okazuje się że urzędnicy brukselscy chcą z tylnego fotela zarządzać lasami w Polsce. Efekty będą opłakane, podobnie jak miało to miejsce w Puszczy Białowieskiej— ocenił.

Pytany, czy widzi grupy interesu zainteresowane zdestabilizowaniem Lasów Państwowych, Kubica stwierdził, że nie ma wątpliwości, że atak ma przede wszystkim podłoże gospodarcze.

Cała narracja o chronię przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać— zaznaczył.

================================================

Podłoże gospodarcze -raz . Kolejny sposób by wykazywać nadrzędność TSUE nad polską polityką -dwa . Metoda na znalezienie synekur dla zielonych pasożytów -trzy. Marcin1111

Czy już wiemy dlaczego od kilku lat CODZIENNIE w mediach (wyborcza, tvn, wp, onet itd.) oczerniani są polscy leśnicy? Czy już wiemy w jakim celu i w czyim interesie przeprowadzono akcję „Rospuda” i akcję „Puszcza Białowieska”? Czy już wiemy, dlaczego dzisiaj forsowane jest kłamstwo o „pierwotnej puszczy karpackiej” rzekomo wycinanej przez polskich leśników? Obudźmy się, Polacy! Jozin #34212

Chodzi o uwalenie bardzo dochodowego przemysłu drzewnego i meblarskiego ! Pracę straci pół miliona Polaków ! Andrzej67. #26839

Ten wyrok [… ] sędziowskich TSUE ma na celu całkowite zablokowanie jakichkolwiek inwestycji w Polsce, bo zawsze, przy jakiejkolwiek budowie, trzeba jakąś roślinkę zniszczyć, więc ekoświry będą mogły zablokować WSZYSTKO.

Bardzo aktualne: Mason GARIBALDI: BICZ NA KOŚCIÓŁ I NA CYWILIZACJĘ CHRZEŚCIJAŃSKĄ

Mason GARIBALDI: BICZ NA KOŚCIÓŁ I NA CYWILIZACJĘ CHRZEŚCIJAŃSKĄ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 132

Jednym ze stałych motywów apologetyki Risorgimento jest postać Giuseppe Garibaldiego, przedstawianego w barwach czystego idealisty i heroicznego bojownika, zawsze gotowego chwycić za broń w obronie uciśnionych wszędzie tam, gdzie wolność (oczywiście rozumiana po masońsku) była deptana lub zagrożona. Nimb chwały jakim otoczono tę legendarną już dzisiaj postać, sprawił, że nie było we Włoszech miasta, miasteczka ani wsi, gdzie nie nazwanoby jego imieniem placu ulicy, dworca itp. ( co więcej, „mówienie źle o Garibaldim” stało się sformułowaniem, które weszło nadługo do języka potocznego jako określenie mające zganić kogoś, kto w tępym uporze nie chce przyjąć do wiadomości oczywistych faktów).

Ale minął ponad wiek od tamtych wydarzeń i rzeka prawdy, którą usiłowano przykryć jakby całunem, rozlała się na tysiąc strumieni — pomimo czujności i trwaniu w nieustannym pogotowiu stróżów oficjalnej wykładni. Wyidealizowane postaci w nieskazitelnych apostołów, odważnych polityków i niezmordowanych wodzów zaczęły się rozwiewać, ukazując drugi szereg mniej znanych, za to o wiele potężniejszych kondotierów.

„W latach 1815 – 1870 istniały obok siebie dwie Europy: jedna – oficjalna, i druga, licząca zaledwie kilka tysięcy osób wyznających podobne ideały i które łączył duch odnowy społecznej. Osoby te siłą rzeczy, ale też siłą własnej determinacji dużo podróżowały i obracały się w szczególnych środowiskach […]. To one miały wkrótce zadecydować o nowym obliczu Kontynentu.”

Jeśli przyjrzeć się bliżej życiu i działalności Garibaldiego okaże się m.in., że w Urugwaju (po niespodziewanym przejściu do przeciwnego obozu) wolał on walczyć o zagwarantowanie Brytyjskiemu Imperium monopolu handlowego na Rio de Plata, występując przeciwko hegemonii katolicko-iberyjskiej.

I właśnie w Montewidco, rozpoczęła się w 1844 r. jego masońska kariera, zwieńczona stopniem Rytu Szkockiego – który otrzymał w Turynie dnia 17 marca 1844 i najwyższą godnością Wielkiego Hierofanta Rytu Egipskiego Memfis- Misraim (1881). Nigdy by tego nie osiągnął bez pomocy opiekuńczego boga w postaci brytyjskiej masonerii.

Nawet oficjalny historyk masonerii włoskiej, Aldo Alessandro Mola, uznał za stosowne podkreślić niezwykłą rolę tego czynnika: „[…] Wyprawa tysiąca odbywała się od początku aż do końca pod egidą brytyjską lub, jeśli kto woli, pod patronatem masonerii brytyjskiej.”

Czyniąc aluzję do szczególnej troskliwości Braci, którym udało się przy pomocy Adriana Lemmiego zwietrzyć spisek mający doprowadzić do zdyskredytowania, a być może nawet do zgładzenia Garibaldiego, A. Mola zaznacza, iż ten ledwo co wrócił „z „oficjalnej wizyty” w Wielkiej Brytanii, gdzie powitano go z wielkimi honorami, jakie dotąd nie przypadły w udziale żadnemu zwykłemu obywatelowi.

Giulio di Vita dodaje: „W wyniku przeglądania archiwów i czasopism edynburskich udało mi się ustalić fakt wypłacenia Garibaldiernu naprawdę niebagatelnej sumy pieniędzy podczas jego krótkiego pobytu w Genui, gdzie zawinęła do portu jego Ekspedycja. Była to dokładnie wymieniona kwota trzech mln franków francuskich, przekazana Garibaldiemu w złotych piastrach tureckich.

Trudno jest obecnie oszacować finansową wartość tej kwoty. Porównując ją z wartością innych walut ówczesnej Europy i odnosząc do dochodu narodowego, można powiedzieć w dużym przybliżeniu, iż stanowi ona ekwiwalent kilku milionów dzisiejszych dolarów. […] Potwierdzenie istnienia tajnej kasy Ekspedycji znajdujemy w liście Ippolita Nievo, oficjalnego szefa Intendentury, do jego siostry. Intendentura dysponowała m.in. rezerwą złota i innymi walorami na potrzeby wyprawy wojennej. Nievo pisze, że z przezorności trzyma sporą ilość „mieszków złota” pod siennikiem w swoim mieszkaniu.

Ów szczegół może rzucać interesujące światło na hipotezy dotyczące okoliczności śmierci Ippolita Nievo oraz na zniknięcie parowca „Ercole”, którym ten płynął z Palermo do Neapolu. Nievo, który po zakończeniu epopei Tysiąca miał zgłOsić się do Kwatery Głównej Armii Królewskiej i do ministerstwa Wojny, miał przy sobie całą dokumentację finansową Ekspedycji. Nie mogło w niej oczywiście brakować szczegółowych danych na temat sposobu wykorzystania złota otrzymanego przez Garibaldiego tuż przed jego wyprawa. Jak wiadomo, parowiec „Ercole” zatonął podczas krótkiego rejsu na Morzu Tyrreńskim. Inne jednostki pływające w tym rejonie nie natrafiły na sztorm. Wkrótce zaczęto snuć domysły o akcie sabotażu, który miał doprowadzić do wybuchu kotłów. Zdają się to potwierdzać niedawne oględziny wraku. Trzeba pamiętać. że piastr turecki. czyli waluta Imperium. które Utl Itilltn wieków panowało nad połową wybrzeży środziemno-morskich, był ceniony i uznawany w całym basenie Morza Śródziemnego, a zwłaszcza na takich wyspach. jak Sycylia. Malta, Kreta i Cypr.

Nie możemy formułować wprost oskarżeń o korumpowanie władz administracyjnych i cywilnych Królestwa Obojga Sycylii. Jednak nie ulega wątpliwości, że iście triumfalny pochód legionów Garibaldiego od Zatoki Palermo do Wezuwiusza znakomicie ułatwiał fakt nagłego nawrócenia możnych dostojników burbońskich z Sanfedyzmu na demokrację liberalną. Nie jest też nonsensowną teza, że katalizatorem tego olśnienia, przywodzącego na myśl zdarzenia Pięćdziesiątnicy, było złoto. […]

Istniały prawdopodobnie dwie linie strategii politycznej. Celem pierwszej było uderzenie w Papiestwo w jego wymiarze doczesnym – czyli bezpośrednio we Włoszech – a tym samym stworzenie warunków dla powstania państwa laickiego.

[…] Wyprawa Tysiąca pozostaje wydarzeniem, które wywarło wpływ na kształt nowożytnej Europy. Zbiegła się ona w czasie z Wojną Secesyjną w USA, z rewolucją przemysłową oraz z budową Kanału Sueskiego i przyczyniła się do uruchomienia procesu destabilizacji i przebudowy (przypomina to masońskie dewizy: „solve et coagula” i „ordo ab chao” — przypisek redakcji) w regionie Morza Śródziemnego, który trwa do dziś.

Równiez Giacinto de Sivo (1814—1867), autor o sympatiach pro-burbońskich, demaskuje w cytowanym dziele „machinę intryg i korupcji, przy pomocy której Anglicy i Piemontczycy przekupili cały rząd Franciszka II, w tym premiera Liboria Romano, a także znaczną część dowódców i urzędników, czyniąc jedna z najpotężniejszych na Półwyspie armii i niemniej potężną marynarkę wojenną praktycznie bezbronnymi W obliczu tysiąca kiepsko uzbrojonych ochotników.”

Z kolei Alianello przyglądając się wydatkom poniesionym podczas Wyprawy Tysiąca stawia pytanie: „gdzie podziało się pięć milionów dukatów wypłaconych legalnie lub wyprowadzonych po cichu z Banku w Palermo przez jasnowłosego wyzwoliciela? Tę sprawę spowija mrok tajemnicy […]. Nie przeniknie go nawet wzrok Argusa.”

Inna kwestia, nad którą podręczniki historii zazwyczaj „prześlizgują się”, dotyczy posiłków, które w ciągu trzech miesięcy od wyruszenia tysiąca ochotników na słynną wyprawę dotarły do Sycylii, by wzmocnić liczebnie oddziały Garibaldiego. Były to aż 22 tys. żołnierzy, na ogół służących wcześniej w woj sku sardyńskim, z którego bądż zostali zwolnieni, bądź pozwolono im zdezerterować3l7. Garibaldi poświęcił swoje życie na dechrystianizację narodów, w tym zwłaszcza narodu włoskiego, na bezpardonową walkę z Kościołem i papieżem Piusem IX, którego ośmielił się nawet nazwać „kubikiem gnoju”, na uderzanie w Papiestwo – „nieprzejednanego wroga Włoch i Jedności” i w księdza, w którym widział on „największego szkodnika spośród wszystkich stworzeń, będącego główną przeszkodą w urzeczywistnianiu postępu ludzkości oraz idei braterstwa między ludźmi i narodami.”,

W swoim liście z 1869 r. do loży Prawdziwy Postęp Społeczny w Genui mason 33 st. Garibaldi oznajmia: „[…] Tak! Zadaniem Masonerii, która niesie Powszechne Przymierze Demokratycznego i ludzkiego Braterstwa, jest zwalczanie despotyzmu i kleru – obu tych reprezentantów obskurantyzmu, niewolnictwa i nędzy.”

W dążeniu do celu, jakim była laicyzacja Włoch, nie przebierał w środkach. Mimo swoich republikańskich przekonań nie zawahał się wstąpić w szeregi Domu Sabaudzkiego: „Gdyby powstały zastępy demonów chcące zwalczać despotyzm i księży, zaciągnąłbym się do nich.”

To jego zawzięty antyklerykalizm doprowadził (już po proklamowaniu Królestwa Włoch) do batalii o zapewnienie protestantom i Żydom równych praw, do zlaicyzowania szkolnictwa podstawowego, do objęcia księży obowiązkową służbą wojskową, do zniesienia szkół kościelnych, a wreszcie do prób upowszechnienia praktyki kremacji zwłok, by odebrać Kościołowi możliwość „żerowania na zmarłych.”

Garibaldi dokonał żywota 2 czerwca 1882 r. Wcześniej wyraża w testamencie wolę, aby jego zwłoki zostały spalone. Oświadcza też, Że nie życzy sobie „kiedykolwiek odrażających, godnych pogardy i łajdackich usług księży, których uważam za okrutnych wrogów rodzaju ludzkiego, w tym szczególnie Włoch.”

A zatem w wyniku ostrzelania z armat słynnej Porta Pia stało się rzeczywiście tak, że władza doczesna Papieży legła w gruzach. Masoneria tryumfuje: „Skończył się czas zabobonów, czyli myślenia religijnego. Oto Papiestwo jest pogrążone również jako władza duchowa, w ślad za upadkiem jego władzy doczesnej. To tryumf wolnej myśli ludzkiej,”

Rzym jest nie tylko stolicą Włoch, ale także masonerii. Przewidział to Albert Pike, wskazując na ten kraj jako na drugą siedzibę „Rytu Palladycznego”, jeszcze zanim ustanowił Adriana Lemmiego swoim następcą na stanowisku szefa światowego dyrektoriatu Rad Najwyższych 33 stopnia. Fakt ten nastąpił w 1894 r. i dyrektoriat Rytu Palladycznego przeniósł swoją siedzibę do Rzymu. W tym czasie proces destrukcji władzy doczesnej papieża wydaje się przesądzony: samowole i napaści, okradanie i poniżanie katolików będą na terytoriach „wyzwolonych” przez lata na porządku dziennym – przy zupełnej obojętności t.zw. katolickich mocarstw.

Można mówić wręcz, bez obawy o przesadę, o nowym „Sacco di Roma” (złupieniu Rzymu). Nastąpią grabieże na ogromną skalę, kasata zakonów, konfiskata dóbr kościelnych na rzecz liberalnego rządu. Będzie dochodizić do plądrowania kościołów i profanowania Eucharystii; rozpętają się prześladowania kleru i religijnych rodzin. Ale szczyt bestialstwa następuje w nocy 13 lipca 1881 r., kiedy rozpasana hałastra, podżegana przez masonów, usiłuje wrzucić ciało Piusa IX do Tybru, podczas przeniesienia jego szczątków do Bazyliki Św. Wawrzyńca .

Przewodniczący Rady Agostino Depretis (mason 33st) i minister spraw zagranicznych Stanislao Mancini od razu obarczyli winą za ten haniebny czyn samych katolików. Nic nowego pod słońcem! Mason Depretis oczywiście nie zauważył, co „brat” Alberto Mario (1825 – 1883), pisarz i dziennikarz spod znaku Mazziniego, napisał nazajutrz po tym zajściu w masońskiej gazecie codziennej „La lega della Democrazia”:

Przenoszono wczoraj ścierwo Piusa IX; jego zabalsamowane zwłoki zostały złożone do krypty wśród gwizdów tłumu. Gdyby nie bagnety żołnierzy i rewolwery policjantów, zostałyby one zrzucone z żałobnego rydwanu […]. Nasze serca odpowiadały echem na te gwizdy. Pius IX był durniem. Uosabiał Kościół Katolicki, który jest dziś zredukowany do monstrualnego głupstwa. Rzymskim klerykałom dostało się za przenosiny tego Papieża ojcobójcy i pajaca. Zostali wygwizdani. Witamy te gwizdy z zadowoleniem. Ale spotkałyby się one z jeszcze większym aplauzem z naszej strony, gdyby szczątki tego wielkiego imbecyla zostały wrzucone z Mostu Św. Anioła do Tybru.”

Trzydzieści lat po wydarzeniach pod Porta Pia Leon XIII skonstatuje: „Ograbienie z suwerenności państwowej dokonało się po to, by wykańczać po trochu władzę duchową Głowy Kościoła. W tamtych czasach budowano pracowicie jeszcze jeden mit, mit o Trzecim Rzymie: po pierwszym Rzymie – starożytnym, i drugim – papieskim, miał nastać Rzym laicki i pogański, odrodzony dla wartości „obywatelskich”, demokratyczny, wolny od wszelkiego jarzma i przymusu doktrynalnego. Wróg (który dziś wdarł się do serca Chrześcijaństwa) będzie musiał czekać prawie sto lat – dzięki niestrudzonemu oporowi papieży przedsoborowych – na to, by wślizgnąć się do wewnątrz i zatknąć na dachu Kościoła „insygnia Wdowy”.

Komeniusz: W centrum Wszechświata stoi człowiek –

Komeniusz: W centrum Wszechświata stoi człowiek –

STRUKTURA TAJNYCH STOWARZYSZEŃ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 63

LUX IN TENEBRIS

Posiadając już w pełni skrystalizowane koncepcje Komeniusz ogłosił drukiem W Amsterdamie „Lux in tenebris” (1657). Pewne zbieżności doktrynalne dają podstawy, by sądzić, że pisząc to dzieło był on pod wpływem mesjanistycznych proroctw rabina Abardanela (1437—1508)102, opublikowanych w tymże mieście w roku 1644 (to również rok ukazania się Panortosji). W tych proroctwach była mowa o zniszczeniu Kościoła Rzymskiego i Papiestwa, w którym widziano Antychrysta, dzięki skoordynowanemu działaniu sprzysiężonych krajów Północy, Tatarów oraz Turcji.

Tytuł był zaczerpnięty z Ewangelii wg Św. Jana, „ale osiem lat później (1665), prawdopodobnie w celu usunięcia z owego dzieła znaczeń związanych z tajemnicą

Wcielenia, pojawi się w jego miejsce „Lux e tenebris ” – światło wydobywające się z mroków – co dużo trafniej oddaje ideę rewolucyjnego bóstwa, które według różo-krzyżowców ma zastąpić prawdziwego Boga Objawienia ” .

Zgodnie z programem Komeniusza, prekursora współczesnego globalizmu, z owych mroków miałby się wyłonić Super-Kościół będący źródłem światła i integrujący w sobie wszystkie religie dzięki działaniu krajowych Konsystorzy – Kościołów narodowych, by w imię jednoczącego humanizmu o obliczu filantropijnym i tolerancyjnym doprowadzić do ogłoszenia równości i jednakowej godności wszystkich religii.

Jednak ten plan napotykał na kolosalne przeszkody, zwłaszcza w postaci doktryny katolickiej, hierarchii, papieskiego nauczania, zaś na płaszczyźnie politycznej – dynastii Habsburgów. Komeniusz będzie wobec niej szczególnie zajadły, wyczekując końca „Pychy Antychrysta ”, zgładzenia „Bałwochwalcy” oraz jego przedstawiciela, Papieża, określanego mianem „bożka ”.

Oto tłumaczenie z łaciny (fotokopia oryginalnego tekstu jest w książce) paru znamiennych fragmentów rozważań Komeniusza, zamieszczonych w jego przedmowie do „Lux in tenebris” (na podstawie kopii egzemplarza dzieła przechowywanego w Bibliotece Narodowej w Rzymie):

„II — Papież jest wielkim Antychrystem i Nierządnica babilońską.

III — Bestia, której dosiadła Nierządnica jest (Święte) Cesarstwo Rzymskie, a zwłaszcza Dom Austriacki.

IV — Bóg nie będzie tego dłużej znosił, przeciwnie: utopi świat bezbożników w morzu krwi

V — W tym celu poruszy Niebo i Ziemię, tj. sprawi, że jedne ludy powstaną przeciwko drugim, co wywoła zamęt, jakiego jeszcze nie widziano.

VI — Skutkiem tej wojny będzie śmierć Papieża i upadek Domu Austriackiego.

VII — [Polegną] z rąk ludów rozjuszonych ich tyrania, które zlecą się z czterech krańców Świata.

VIII— Pierwsze będą ludy Północy i Wschodu. [. .]

X — Próżno będą trudzić się w pojedynkę; lecz wreszcie z połączenia ich sił wyjdzie dzieło Boże

XI – A dokona się to niesłychanie szybko: w jeden rok, jeden miesiąc, jeden dzień, jedną godzinę, ku osłupieniu całego Świata.

XII— Turcy i Tatarzy wkroczą, by sprawić to dzieło.

XIII— Dzięki nim przyniosą światło Ewangelii.

XIV— Nastąpi powszechna Reforma Świata przed końcem czasów.

XV— Zasady i kształt tej reformy są postanowione, aby zginęły Bożki wraz z Bałwochwalcami i aby wszędzie na nowo zakwitł najczystszy kult Boga.”

========================

Tekst, jak widać, prawdziwie prorocki i jakże aktualny! Odsłania on arkana anty-teologii różokrzyżowców, która już sama wystarcza, by uzasadnić istnienie takiego planu – niezależnie od tego, w jakie synkretyczne szaty próbuje się on stroić – oraz dowodzi wielowiekowej ciągłości działań i dążeń. Jest tu ukazana Pierwsza Wojna Światowa, która zmiotła Dwór Austriacki, masoński atak przeciwko Papiestwu na przestrzeni wojen, jakie toczyły się w XIX w., z momentem kulminacyjnym w postaci wkroczenia do Rzymu [wojsk piemonckich] przez wyłom w Porta Pia w 1870 r., co doprowadziło do pozbawienia Papiestwa niezależności ekonomicznej i politycznej, wreszcie przenikanie idei modernistycznych, Konkordaty oraz Sobór Watykański II.

To wielce charakterystyczne, że motyw zniszczenia Kościoła Katolickiego „w jeden rok, jeden miesiąc, jeden dzień, jedną godzinę” powraca znowu – w sposób jeszcze bardziej naglący – we współczesnym tekście różokrzyżowców, gdzie Kościół Katolicki ukazany jest jako apokaliptyczna nierządnica i gdzie postacie Jakuba i Jana, którzy przychodzą zająć miejsce Papieża, symbolizują kolegializm demokratyczny biskupów i duchowieństwa:

„Który najpierw zacznie zamierać pośród doktrynalnego zepsucia kleru, co pociągnie za sobą zmierzch mistycznego ducha rzymskiego i jego ostatniego, integrystycznego bastionu […] Bogu dzięki – nadchodzi koniec Rzymu, dzięki wysiłkowi młodych kapłanów, którzy niedługo nie będą mieli nic wspólnego z klerykalnym obskurantyzmem, zwłaszcza tym, jaki istniał od XVI do XX wieku. Piotr i ci, którzy do niego należą, muszą teraz znowu liczyć się z Jakubem i Janem oraz tymi, którzy z nimi trzymają, i nie mogą nawet śnić o „zmiażdżeniu” kogokolwiek. […] Wtedy chrześcijański Rzym zostanie alchemicznie zasztyletowany […] w niecałą godzinę, niecałe sześćdziesiąt minut […] dzięki bezlitosnemu parciu z zewnątrz na papieski Rzym”.

Niech czytelnikowi, który zarzuciłby, że taka interpretacja myśli Komeniusza jest nieco naciągana, odpowiedzi udzieli znany badacz globalizmu Yann Moncomble, który stwierdza:

„Już wtedy widział, jak w ślad za Jerzym z Podiebradu (król Czech, sukcesor Jana Husa, teolog, organizator narodowego kościoła czeskiego – nota red.), nadchodzi zjednoczona Europa. Komeniusz, którego Michelet nazwał „Galileuszem pedagogii”, jawi się tu jako jeden z czołowych internacjonalistów, myślący już wówczas o stworzeniu języka bardziej giętkiego od łaciny. Wszystkie te pomysły odnajdujemy u niektórych masonów (np. idee i język Zamenhofa) a w szczególności na 18. stopniu Rytu Szkockiego, co daje masonerii podstawy, by traktować tego człowieka [Komeniusza], który tak niezwykle wyprzedził swoją epokę, wprawdzie nie jako jej bezpośredniego przodka, ale na pewno jako jednego z jej przewodników duchowych”.

Oto sama Masoneria autorytatywnie potwierdza przynależność Komeniusza do gnostyckiego związku Różokrzyżowców (a trzeba zaznaczyć, że 18. stopień Rytu Szkockiego jest też zwany stopniem „Suwerennego Księcia Róży i Krzyża”)

a nadto – wpisując się w najbardziej autentyczną i rdzenną doktrynę różokrzyżowców – podkreśla „emancypację ludzkości przez Gnostycyzm”. Stopień, o którym mowa, jest „jednym z najważniejszych stopnii masońskich; należał on i należy do niemal wszystkich Rytów” – nie tylko do Rytu Szkockiego.

Można by zatem dojść do konkluzji, że dla Komeniuszaw centrum wszechświata stoi człowiek – obraz mikrokosmosu, a zarazem potencjalny władca widzialnego świata, który go otacza, tj. makrokosmosu. Choć formalnie Komeniusz nie neguje upadku pierwszych rodziców, jego poglądy są w tej mierze bardzo zbieżne z poglądami humanistów doby Odrodzenia – zwłaszcza tymi reprezentowanymi przez niemieckiego prałata i teozofa Nicolasa de Cusa (1401-1464), za to bardzo oddalone od dogmatu katolickiego. W jego rozumieniu człowiek posiada w sobie to, co jest mi potrzebne do zbawienia:

„Nie trzeba przynosić człowiekowi czegoś z zewnątrz; wystarczy wydobyć z niego to, co ma on w sobie, rozwinąć to i ukazać w całej doniosłości” (Didactica magna, V, 5).

W innym miejscu zaś stwierdza:

„Czego potrzebuje człowiek? Siebie samego. Powinien on nauczyć się poznawać i cenić siebie […]. Nie powinien już szukać otuchy i wsparcia w innych, ale w sobie. W tobie samym drzemie świat – nie szukaj go poza sobą” (Unum necessarium, V, 2-4).

Patrząc przez ten pryzmat, dzieło Komeniusza jest prometejskim hymnem na cześć człowieka, jedynego architekta swoich własnych losów. Przyznał to – aczkolwiek nie wprost – Jean Piaget, profesor na Sorbonie i członek władz UNESCO, pisząc:

ducha jego filozofii odnajdujemy w jego pedagogii dyscyplinarnej, gdzie ten teolog w niewielkim tylko stopniu zwraca uwagę na grzech pierworodny, za to opiewa nieustannie przyrodę, którą cechuje ustawiczny postęp”.

Na cześć owego proroka światowej dyktatury wtajemniczonych, dyktatury elit uważających się za „oświecone z góry”, opartej na ekumenicznej i antykatolickiej super-religii (choć częste odniesienia do chrześcijaństwa dość skutecznie przesłaniają centralną ideę kultu człowieka) entuzjastyczną laudację wygłosił 16 kwietnia 1993 r. na międzynarodowym sympozjum odbywającym się w Rzymie pod hasłem „Spuścizna Komeniusza, bilans stulecia” wcale nie jakiś wolnomularz, lecz Książę Kościoła, Kardynał Poupart, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, który złożył Komeniuszowi hołd jako pionierowi nowej edukacji „człowieka przez człowieka” .

Już samo to stwierdzenie świadczy dobitnie o tym, jak głęboko idee wypracowane w cieniu lóż masońskich zdołały przeniknąć do wnętrza współczesnego Kościoła.

Adwokackie oskarżenia i antysemityzm w Strasburgu

Adwokackie oskarżenia i antysemityzm w Strasburgu

Antysemitą jest ten, którego nie lubią Żydzi.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  14 marca 2023 michalkiewicz

Przed jednym ze znanych na całym świecie z niezawisłości niezawisłych sądów w Poznaniu, 27 lutego dobiegł końca proces grupy 32 osób oskarżonych o złośliwe przeszkadzanie w sprawowaniu obrzędów religijnych, to znaczy – Mszy św. w poznańskiej katedrze. Jak pisze na łamach swojej „Gazety Wyborczej” tamtejszy Judenrat, ten największy w czasie rządów PiS proces kończą „mocne oskarżenia” – ale nie przeciwko sprawcom zakłócenia, tylko – przeciwko polskiemu Kościołowi.

Przypomnijmy, że po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny, którego postępactwo zasadniczo nie uznaje, orzeczenia, że tzw. aborcja genetyczna jest sprzeczna z konstytucją, która „każdemu”, a więc – również ludziom bardzo małym i zarazem bardzo chorym, gwarantuje prawną ochronę życia – w całej Polsce odbyły się protesty zwolenników bezkarności dzieciobójstwa.

Część z nich przyszła do poznańskiej katedry i podczas Mszy zaczęła wykrzykiwać hasła, rozpościerać transparenty i rozrzucać ulotki. Odprawiający Mszę ksiądz przerwał nabożeństwo, poprosił uczestników, by nie wdawali się w żadne spory z demonstrującymi osobami, do których zwrócił się, by zaprzestały awantur, a kiedy to nic nie pomogło, poprosił przez mikrofon, by ktoś wezwał policję. Policja nawet przyjechała, co w Poznaniu nie zawsze się zdarza, bo tamtejsze władze, z panem prezydentem Jaśkowiakiem, są nader postępowe i z jakichś zagadkowych powodów wyczulone zwłaszcza na sprawy erotyczne, więc i policja musi „powinność swej służby rozumieć”, by nie narazić się na nieprzyjemności. Grupa 32 oskarżonych ma oczywiście adwokatów, z których Poznań słynie w świecie co najmniej tak samo, jak z niezawisłości tamtejszych niezawisłych sądów, a którzy właśnie wygłosili swoje oskarżycielskie mowy.

Przypomina to trochę scenariusz z procesów „żołnierzy wyklętych” w czasach stalinowskich, kiedy to wielu adwokatów współzawodniczyło z prokuratorami w oskarżaniu swoich klientów – ale oprócz tych podobieństw są i różnice. Dzisiejsi adwokaci nie oskarżają swoich klientów, tylko – Kościół w Polsce. Z ław obrończych przedstawiono opinię, że ten proces jest „polowaniem na czarownice”, a w ogóle, to Kościół w Polsce „zawsze był antysemicki, homofobiczny i mizoginiczny”, zaś księża „widzą w kobietach diabły”. Adwokaci zawsze mają skłonność do przesady – i tak jest również w tym przypadku. Coraz więcej księży jest bowiem oskarżanych o bzykanie kobiet starszych i młodych, więc przynajmniej oni chyba nie widzą w bzykanych paniach „diabłów”, bo doświadczeni praktycy twierdzą, że bzykanie diabła jest jeszcze bardziej niebezpieczne, niż bzykanie jeża.

Zresztą – tak przynajmniej twierdził w jednym ze swoich odczytów dla panienek w Krakowie Stanisław Przybyszewski – w przypadku bzykania to raczej diabeł jest stroną aktywną, a poza tym wyposażony jest w zimnego jak lód phallusa z którego wystają haczyki w kształcie małych harpunów. Ale mniejsza już o to, bo adwokaci – jak to adwokaci – muszą jakoś swoich klientów bronić, jak tam potrafią, a wiadomo od teoretyków wojny, że najlepszą metodą obrony jest atak. W tym przypadku na Kościół w Polsce – że jest „antysemicki” i tak dalej.

Obawiam się, że te adwokackie oskarżenia również są przesadzone, a może nawet – w ogóle niesłuszne. Zacznijmy od Adama i Ewy, czyli od antysemityzmu. Według klasycznej definicji, najtwardszym jądrem antysemityzmu jest przekonanie, że Żydzi są winni „wszystkiemu”. Być może są jacyś ludzie, którzy tak myślą, ale nie sądzę, by było ich zbyt wielu. Chodzi o to, że na świecie raz po raz wybuchają wulkany, trzęsie się ziemia, rozmaite okolice nawiedzają powodzie, albo niszczą gigantyczne pożary – ale Żydzi nie mają z tym nic wspólnego, chyba, że któryś z nich padnie ofiarą takiego kataklizmu. Toteż tak pojmowany antysemityzm nie bardzo się nadaje do oskarżania. W tej sytuacji przedsiębiorczy wojownicy z antysemityzmem ze względów utylitarnych sięgnęli po inną definicję, w myśl której antysemitą jest ten, którego nie lubią Żydzi. Ta definicja znakomicie się nadaje do rozmaitych kampanii oskarżycielskich, bo oskarżana o antysemityzm osoba albo środowisko, o niczym nie wie, bo Żydzi przecież z góry nikogo nie uprzedzają, że zaczęli go nie lubić, więc zanim obmyśli jakieś sposoby obrony, nawet przy pomocy drogich panów mecenasów, to z reguły bywa to spóźnione i nieskuteczne.

Żydzi do chrześcijaństwa w ogóle, a zwłaszcza do Kościoła katolickiego, mają stosunek nieżyczliwy, o czym każdy może przekonać się z lektury broszurki autorstwa znawcy przedmiotu, księdza Justyna Bonawentury Pranajtisa Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”. Jest to o tyle dziwne, że – jak zauważył w swoim czasie chrześcijanin, ale z pierwszorzędnymi korzeniami, czyli Beniamin Disraeli – to właśnie chrześcijanie, a przede wszystkim – katolicy – są odpowiedzialni za popularyzację na całym świecie żydowskiej historii plemiennej, której opowieściom przypisują w dodatku inspirację ze strony Stwórcy Wszechświata, który najpierw upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku, któremu obiecał, że jeśli tamten będzie Go chwalił, to On w rewanżu uczyni go protoplastą „wielkiego narodu”.

Trudno tę formę aktywności uznać za dowód jakiejś niechęci do Żydów, których w tej sytuacji można podejrzewać o prowadzenie przeciwko chrześcijaństwu czegoś na kształt walki konkurencyjnej. Zdaje się, że chrześcijanie ostatnio skapowali, w czym rzecz, o czym świadczy rozwijający się „dialog z judaizmem”, w którym Kościół w Polsce zdecydowanie przoduje, podlizując się Żydom i propagując żydowski przemysł rozrywkowy. Trochę mnie dziwi, że poznańscy adwokaci zachowują się tak, jakby o tym wszystkim nie wiedzieli, więc uprzejmie podejrzewam, że oskarżając Kościół w Polsce o antysemityzm, tylko udają ignorantów, bo w przypadku mniejszej uprzejmości musiałbym uznać, że niczego nie udają.

Widać to jak na dłoni zwłaszcza na tle innego procesu, który niedawno przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu wygrała przeciwko Polsce panna Dorota Rabczewska, znana jako „Doda Elektroda”. Poszło o to, że pani Rabczewska, co prawda jeszcze na etapie przyjaźni z panem Adamem Darskim, który nosi pretensjonalny pseudonim „Nergal”, a w niektórych środowiskach uważany jest za delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie – dała wyraz przekonaniu, że prędzej uwierzyłaby w dinozaury, niż w Biblię, napisaną przez facetów naprutych winem i palących jakieś zioła.

Wynika z tego, że na tamtym etapie pani Rabczewska nie wierzyła nie tylko w Biblię, ale nawet w dinozaury, co w całej rozciągłości potwierdzałoby hipotezę Janusza Korwin-Mikke, że kobiety z reguły przyjmują za własne poglądy mężczyzn, z którymi akurat spółkują. Niezawisłe sądy w naszym bantustanie skazały ją za obrazę uczuć religijnych i dopiero trybunał w Strasburgu ją uniewinnił, nakazując przy okazji polskim podatnikom zapłacić jej jakieś zadośćuczynienie.

Moim zdaniem pani Rabczewska została w Polsce skazana za obrazę uczuć religijnych jak najbardziej słusznie, a uniewinnienie jej przez europejski Trybunał w Strasburgu przypisuję nieporozumieniu. Przyszło ono tym łatwiej, że żaden z niezawisłych sądów w naszym bantustanie nie podkreślił, że chodzi o znieważenie ŻYDOWSKICH uczuć religijnych, a nie jakichś tam mniej wartościowych uczuć chrześcijańskich.

Przecież Biblia została w całości napisana przez autorów żydowskich, a w tej sytuacji sugestia pani Rabczewskiej, jakoby tworzyli oni to dzieło w stanie upojenia alkoholowego i oszołomienia narkotycznego, z całą pewnością jest obraźliwa nie tylko dla nich, ale również dla tych, którzy napisane przez nich księgi uważają za natchnione przez Stwórcę Wszechświata, który – i tak dalej. Gdyby niezawisłe sądy w naszym bantustanie zwróciły na to uwagę, to Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dziesięć razy by się zastanowił, zanim by uniewinnił panią Rabczewską, a prawdopodobnie wcale by jej nie uniewinnił, choćby ze strachu przed oskarżeniem go o antysemityzm.

Do niezawisłych sądów w naszym bantustanie specjalnych pretensji mieć nie można, że w toku kontroli instancyjnej nie zauważyły tego słonia w menażerii, bo – jak zauważył już dawno ksiądz Benedykt Chmielowski – „koń, jaki jest – każdy widzi”. Jednak podejrzewanie o podobny brak spostrzegawczości Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu byłoby niegrzeczne. W takim razie nie ma innego wyjaśnienia, jak to, że wyrok uniewinniający panią Rabczewską był podyktowany wprawdzie starannie ukrywanym, niemniej jednak żywym, a nawet żarliwym antysemityzmem, jaki musi dominować w tym Trybunale.

Quod erat demonstrandum.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wielokrotnie znikający fresk Cudu nad Wisłą. [Na obecnej Białorusi, w Castel Gandolfo…]

Znikający fresk

Historię pisze się dziś w Rosji i Białorusi na nowo. Jej najbardziej wstydliwe, kompromitujące Rosjan karty muszą być zniszczone. Dlatego z kościoła Matki Boskiej Różańcowej we wsi Soły pod Smorgoniami (Białoruś, obwód grodzieński) znika fresk przedstawiający rozgromienie bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Paniczna ucieczka sołdatów przed obrońcami Warszawy w 1920 r. nie może gorszyć niczyich oczu.

Ewa Polak-Pałkiewicz znikajacy-fresk

Wtargnięcie do kościoła i zamalowanie ściennego malowidła pod hasłem, że „podżega do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym”, ma symboliczną i polityczną wymowę. Był to kolejny zamach na dzieło Piotra Siergijewicza, malarza o białoruskich korzeniach, ale Polaka z wyboru, ochotnika w wojnie bolszewickiej. Pierwszy raz zamalowali je Sowieci w 1944 r., „po wejściu drugiego bolszewika”, jak mówi się na Białorusi („pierwszy bolszewik” wszedł w 1939 r.). Malowidło odkrył w latach 90. i poddał renowacji obecny proboszcz ks. Leonard Stankowski). Było ono odwzorowaniem słynnego obrazu Jerzego Kossaka z 1930 r., w wielu fragmentach udanym. 

Pierwowzór – synteza cudu

„Cud nad Wisłą” krakowskiego malarza, który miał uczcić dziesiątą rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami, nie jest wiernym przedstawieniem bitwy pod Ossowem 14 sierpnia 1920 r., na motywach której Kossak oparł swoją malarską opowieść. Jest alegorią. Jednak zawiera syntezę wydarzeń, które stały się przełomem w historii XX-wiecznej Europy. Przywołuje symbolikę historyczno-religijną, która z naszym zwycięstwem się łączy. Przedstawia prawdziwy cud – chwilę, w której dopiero co powstały z niewoli kraj siłami ochotniczej armii pokonuje kilkukrotnie potężniejszego wroga.

Patrząc tylko po ludzku, byliśmy bez szans, zwłaszcza wobec braku realnej pomocy z Zachodu. Rozprawa z bolszewikami nie była tak widowiskowa, łatwa i szybka, jak pokazują to dziś migawki kronik filmowych czy pełne efektów specjalnych filmy w rodzaju obrazu Jerzego Hoffmana. Toczyła się ze zmiennym szczęściem, siły wroga były przytłaczające, zawziętość napastników wzmagała się z każdym dniem.

To obraz oryginalny, Jerzego Kossaka

=================

Gdyby Kossakowy obraz analizować tylko pod względem artystycznym, na pewno można by mu niejedno zarzucić: fotograficzny realizm postaci, nagromadzenie wątków (w dali widać Marszałka Piłsudskiego na koniu, we mgle porannej galopuje husaria, nadlatują polskie samoloty), nieścisłości topografii. Ale autor postawił sobie jako zadanie syntezy, uchwycenia dramatyzmu bitwy, wymowę bohaterskiej śmierci księdza Ignacego Skorupki.

Wreszcie wskazanie na interwencję Matki Boskiej, co z pewnością było najtrudniejszym wyzwaniem i z czym poradził sobie w sposób subtelny. Chciał też w realistycznym ujęciu ukazać panikę, jaką wywołało wśród bolszewików zarówno ukazanie się Maryi, jak i determinacja oraz nadludzki niemal wysiłek obrońców stolicy.

„Ja nie wiem, kto tę wojnę wygrał…” 

Bez wątpienia „trzeci Kossak” (syn Wojciecha, wnuk Juliusza) przekazał na słynnym płótnie to, co jest powodem naszej dumy: niebywałe męstwo, wiarę i zjednoczenie całego narodu.

Sowieci bali się Marszałka wprost panicznie. Podkreśla to ks. Walerian Meysztowicz, bohater wojny bolszewickiej, radca kanoniczny Ambasady Polskiej przy Watykanie (od 1932 r.): „Stalin bał się Piłsudskiego. Osoba wąsatego szlachcica o twardym wejrzeniu trzymała go jak na łańcuchu. Odważny nie był. Ambasador Grzybowski widział go kiedyś, gdy w przerażeniu przed urojonym zamachem, prawie czołgając się, szukał ratunku. Dopiero, gdy nie stało Marszałka, gdy na szachownicy został tylko bladooki histeryk z kosmykiem na czole – wówczas dopiero Stalin odważył się na wojnę. Wykorzystał niemieckie szaleństwo”.

Nuncjusz Ratti nie rozstaje się z ikoną jasnogórską

Jerzy Kossak udokumentował, że nasze zwycięstwo w wojnie bolszewickiej nie było tylko zwycięstwem militarnym.

I to jest z pewnością jednym z motywów barbarzyńskiego zniszczenia fresku w kościele w Sołach. Wizja Matki Boskiej na niebie nad Warszawą nad ranem 14 sierpnia 1920 r. pojawia się w relacjach sowieckich żołnierzy, właśnie tak, jak przedstawił ją Kossak: Maryja w znaku Matki Boskiej Łaskawej z wizerunku w sanktuarium Ojców Pijarów (obecnie Jezuitów) na Starym Mieście, w charakterystycznym rozwianym granatowym płaszczu, w koronie, z rozpostartymi ramionami, trzymająca w dłoniach połamane strzały, otoczona hufcami rycerskimi. 

Dla bolszewików obraz ten był tak przerażający, jak poświadczają relacje ludzi z okolic Warszawy, którzy słyszeli słowa sowieckich żołnierzy – przechowywane do dziś w parafiach Wyszkowa, Ossowa, Radzymina, Kobyłki i innych podwarszawskich miejscowości – że w jednej chwili zapomnieli o rozkazach i niechybnej śmierci za ich złamanie. O czekających ich bogatych łupach w stolicy „pańskiej Polszy”, o smaku zwycięstwa nad „starą Europą”. Uciekali jak wicher, rzucając po drodze broń, zostawiając konie, działa… 

Doskonale zdawał sobie sprawę z położenia Polski w czasie wojny bolszewickiej nuncjusz apostolski Achilles Ratti. Na dwa lata przed jej rozpoczęciem, udzielając w Chełmie specjalnego błogosławieństwa Polsce, zapowiedział: „Da Bóg, niedługo dźwignie się Wasza Polska – Ojczyzna, a w niej wolny i szlachetny naród polski nie będzie więcej prześladowany za swoje przekonania katolickie”.

W sierpniu 1920 r. nuncjusz Ratti wraz z kard. Aleksandrem Kakowskim, metropolitą Warszawy, odwiedzał rannych w szpitalach i żołnierzy w okopach, dodawał wszystkim otuchy. W czasie bitwy warszawskiej nie opuścił stolicy, był jednym z dwóch zaledwie dyplomatów wyższego stopnia (obok ambasadora Turcji), którzy nie szukali schronienia w Poznaniu. 

Wieść o śmierci Marszałka Pius XI mocno przeżył. „Eravamo amici”, powiedział, „Straciłem przyjaciela…” (przytacza jego słowa ks. Meysztowicz). Wyjeżdżając z Polski Achilles Ratti zabrał ze sobą dużych rozmiarów kopię obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, która umieszczona została później w głównym ołtarzu jego prywatnej kaplicy w Castel Gandolfo. Nad drzwiami zawisły mapy Polski ozdobione okazałym herbem Piłsudskich, Kościeszą.

Fresk, który zniknął z papieskiej kaplicy

Fresk w Sołach nie jest jedynym malowidłem przedstawiającym Bitwę Warszawską, który zdobił ściany świątyni. Skandal z jego zamalowaniem przypomina mało znaną historię innego, bardzo wybitnego malarskiego uwiecznienia zwycięstwa 1920 r. 

Jan Paweł II był niezwykle zaskoczony, gdy wkrótce po konklawe w 1978 r. odkrył w kaplicy w Castel Gandolfo – swojej ulubionej rezydencji – ścienne malowidła Jana Henryka Rosena przedstawiające Cud nad Wisłą i obronę Częstochowy.

Zostały one namalowane na prośbę Piusa XI w 1933 r. Na życzenie Pawła VI (w czasie, gdy watykańską Ostpolitik prowadził kard. Agostino Casaroli – określał ją sam mianem modus non moriendi, „sposobu, żeby nie umrzeć”; sprowadzała się ona do polityki ustępstw wobec reżimów komunistycznych m.in. w kwestii mianowania biskupów) freski zostały zasłonięte. Jan Paweł II ujawnił je ponownie. Był pod wielkim wrażeniem tych dzieł, zapragnął osobiście poznać ich twórcę. W 1980 r., po wielu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, Jan Henryk Rosen, sędziwy wówczas artysta, wykonał dla papieża wizerunek św. Stanisława, biskupa.

Papież Polak przypominał niejednokrotnie – także odwiedzając cmentarz bohaterów wojny bolszewickiej w Radzyminie – że urodził się w maju 1920 r., gdy bolszewicy szli na Warszawę. 

19.03.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe.

19.03.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

14/03/2023

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

15.03.23 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

15.03.23 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

14/03/2023

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita). Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).

Kategorie

Msze św. za Ojczyznę, Opole, Pokutne Marsze Różańcowe Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Opole, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę

80 lat temu Adolf Hitler zalegalizował aborcję polskich dzieci

80 lat temu Adolf Hitler zalegalizował bezkarną aborcję polskich dzieci

Hitler zalegalizował aborcję polskich dzieci

W tym roku mija 80 lat od 9 marca 1943 roku, kiedy Adolf Hitler wprowadził na terenie okupowanej przez Niemców Polski, „prawo” do nieograniczonego zabijania poczętych polskich dzieci.

  • Dariusz Horak 10 marca, 2023

Niemiecki dyktator jako drugi w Europie, po Józefie Stalinie, zalegalizował aborcję w swoim kraju. Aborcja była w Niemczech możliwa w przypadku, gdy dziecko miało posiadać wady wrodzone. Taka „selekcja” w zamyśle prowadziła do stworzenia idealnej „rasy panów”, pozbawionej ułomności fizycznych.

Sens rozporządzenia z 1943 roku na naszym terytorium, wprowadzającego całkowitą bezkarność dla Polek za zamordowanie swojego dziecka, znajdziemy w słowach Martina Bormanna, osobistego sekretarza Führera: „Obowiązkiem Słowian jest pracować dla nas. Płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki – im więcej, tym lepiej. Oświata jest niebezpieczna”.

Hitler w 1942 r. odnośnie aborcji wypowiedział się w następujący sposób: „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji”.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że to „niestety” jednak nie Hitler był „pionierem” zgody na mordowanie polskich dzieci. W latach międzywojennych, wyjątki od karalności aborcji wprowadzili w 1932 r. politycy sanacji rządzący w Polsce. Przepisy za zgodą Józefa Piłsudskiego, podpisał prezydent Ignacy Mościcki. W Kodeksie karnym (1932) wyłączono spod karalności zabójstwo dziecka „konieczne ze względu na zdrowie kobiety ciężarnej” lub w przypadku poczęcia w wyniku przestępstwa. Praktycznie oznaczało to „aborcję na życzenie”. Bardziej „liberalne” przepisy w Europie miał wtedy jedynie ZSRR.

Czy osoby opowiadające się w XXI wieku za zabijaniem dzieci, szczególnie niektórzy młodzi ludzie, mają świadomość do jakich „wzorców” upodabniają swoje poglądy?

Wrogowie naszej Ojczyzny chcieli, aby aborcja była w naszym kraju czymś powszednim. A to wszystko w celu zniszczenia naszego narodu. Czy inne zamiary mają ci, którzy teraz w imię nowoczesności i postępu chcą mordować bezbronne dzieci oraz te większe demoralizować? Dzisiejsi „ideologicznie przebudzeni” chcą zniszczyć małżeństwa i rodziny, bo to dzięki nim w społeczeństwie pojawiają się silni moralnie ludzie, zdolni walczyć z morderczymi ideologiami możnych tego świata.

Adolf Hitler, aby wprowadzić nieograniczoną aborcję w Polsce, swoim „Verordung” (tj. „rozporządzenie”) zapewnił brak kary za zabójstwo dziecka. Natomiast zabicie niemieckiego dziecka było karane nawet śmiercią!

Oto fragment dokumentu Rassenpolitisches Amt, Reichleitung (25.11.1939 r.): „Wszystkie środki, które służą ograniczeniom rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji” (cyt. za: „Zeszyty Oświęcimskie” nr 2/1958).

Hitler zapewnił matkom swobodę mordowania, dlatego współcześnie zlikwidowanie automatycznej bezkarności jest koniecznym krokiem w przepisach prawa, aby należycie bronić życia. Sprawiedliwe zapisy zawierał projekt ustawy „Stop aborcji 2021”, który Fundacja Pro – Prawo do życia wraz z tysiącami podpisów złożyła w Sejmie RP.

„Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych” – tak groził niemiecki zbrodniarz. Nas również wielu chciałoby podobnie zlikwidować. My jednak nie możemy ulec strachowi. Walka w obronie dzieci jest naszym obowiązkiem!

Źródła:
https://historia.interia.pl/(…)
https://pch24.pl/(…)
https://www.gosc.pl/(…)
https://isap.sejm.gov.pl/(…)

Dariusz Horak

Zaszczepione na COVID dzieci ze szkół średnich mają zatrzymanie akcji serca, zawały serca… VAERS.

Zaszczepione na COVID-19 dzieci ze szkół średnich mają zatrzymanie akcji serca, zawały serca podczas uprawiania sportu — plus 31 szokujących raportów VAERS, niektóre z nich śmiertelne

Dr 

William MakisGlobal Research, 13 marca 2023 r

COVID Intel 12 marca 2023 rTemat: 

Nauka i medycyna

Wszystkie artykuły Global Research można czytać w 51 językach, aktywując  przycisk Przetłumacz witrynę  pod nazwiskiem autora (wersja komputerowa)

Aby otrzymywać codzienny biuletyn Global Research (wybrane artykuły),  kliknij tutaj .

Śledź nas na Instagramie  i  Twitterze i subskrybuj nasz kanał Telegram . Zachęcamy do ponownego publikowania i szerokiego udostępniania artykułów Global Research.

***

18-letni sportowiec z liceum w Ohio miał zawał serca 

Ebonie Sherwood jest sportowcem z liceum w Ohio. Upadła podczas treningu na torze 7 marca 2023 roku i nie miała pulsu. Została przywieziona z resuscytacją i jest obecnie podłączona do respiratora i urządzenia ECMO. ( kliknij tutaj )

„Jest zawodniczką trzech dyscyplin sportowych. Jest jednym z najzdrowszych dzieci, jakie znamy. Jest taka aktywna”

Lekarze są zdezorientowani. „Jej lekarze chcą zobaczyć, czy jej serce będzie w stanie się wyleczyć, czy też trzeba będzie wprowadzić urządzenie, aby pomóc jej sercu.

„W najgorszym przypadku potrzebowałaby przeszczepu serca .

17-letnia cheerleaderka z Karoliny Północnej miała zawał serca

17-letnia Keianna rozgrzewała się do zawodów cheerleaderek w Raleigh w Karolinie Północnej, kiedy koledzy z drużyny zauważyli, że zachowuje się „dziwnie”. Jej mięśnie napinały się, a oczy wywracały do ​​tyłu. Keianna miała atak i nie oddychała. Nie miała też tętna (zatrzymanie akcji serca) ( kliknij tutaj ).

Rozpoczęto resuscytację, a następnie wykonano wstrząs defibrylatorem. Miała jeszcze 3 napady w szpitalu i musiała zostać zaintubowana.

17-letni biegacz cross country z Florydy miał zawał serca po biegu na 5 km

17-letni Gabe Higginbottom, licealny biegacz przełajowy, miał zawał serca 10 września 2022 r. po ukończeniu biegu na 5 km w Pensacola na Florydzie. ( kliknij tutaj )

Został przewieziony do szpitala i okazało się, że ma zablokowaną prawą tętnicę wieńcową wymagającą angioplastyki. Później przeprowadzili 3-godzinną operację, wstawiając dwa stenty i znaleźli dwa skrzepy krwi .

17-letni golfista z Florydy zmarł nagle podczas przygotowań do nadchodzącego turnieju golfa

17-letni Tyler Erickson , uczeń liceum na Florydzie, został znaleziony martwy na polu golfowym z powodu „zawału serca lub zakrzepu krwi” podczas przygotowań do nadchodzącego turnieju golfowego, zgodnie z oświadczeniem rodziny. ( kliknij tutaj )

Spędzał dzień na ćwiczeniach na polu golfowym, a wieczorem rodzina znalazła go leżącego na podłodze wózka golfowego. Jego ciało było martwe, a reanimacja nie przywróciła mu życia.

16-letni sportowiec z liceum w Idaho doznał zawału serca podczas podnoszenia ciężarów

16-letni Travis Johnston podnosił ciężary na siłowni 21 października 2021 r., kiedy doznał zatrzymania akcji serca . Po resuscytacji jego ciało zapadło w śpiączkę i pozostawało w śpiączce przez 48 godzin. ( kliknij tutaj ) ( kliknij tutaj )

Od czasu wybudzenia ze śpiączki gimnazjalista cierpi na „poważne delirium” i jest „bardzo zdezorientowany”.

16-letni sportowiec z liceum w Nevadzie doznał zawału serca podczas gry w flagową piłkę nożną i zmarł

16-letni uczeń szkoły średniej w Nevadzie, Ashari Hughes, upadł podczas meczu piłki nożnej z flagą uniwersytecką 5 stycznia 2023 r., Był hospitalizowany i zmarł później tej nocy. ( kliknij tutaj )

Według koronera hrabstwa Clark, przyczyną śmierci była wrodzona wada serca (nieprawidłowe pochodzenie prawej tętnicy wieńcowej). Jej śmierć została opisana jako „przyczyna naturalna” ( kliknij tutaj )

Jednak nie przeprowadzono żadnych testów w celu zbadania możliwości uszkodzenia serca przez szczepionkę COVID-19.

14-letni licealista z Północnej Karoliny zginął podczas ujeżdżania byka na rodeo

14-letni Denim Bradshaw zmarł 28 stycznia 2023 r. po tym, jak po raz pierwszy ujeżdżał byka na rodeo i doznał zatrzymania akcji serca. Zmarł w szpitalu ( kliknij tutaj )

Singapurskie Ministerstwo Zdrowia przyznaje 225 000 $ 16-letniemu chłopcu, który miał zatrzymanie akcji serca podczas podnoszenia ciężarów po pierwszej dawce Pfizera: 

Ministerstwo Zdrowia Singapuru przyznało 16-letniemu chłopcu odszkodowanie w wysokości 225 000 USD po zatrzymaniu akcji serca 6 dni po otrzymaniu pierwszej dawki leku Pfizer 27 czerwca 2021 r. i wymagającym intensywnej opieki ( kliknij tutaj ).

Badania medyczne wykazały, że rozwinęło się u niego ostre, ciężkie zapalenie mięśnia sercowego , które doprowadziło do pozaszpitalnego zatrzymania akcji serca. Zapalenie mięśnia sercowego było prawdopodobnie poważnym zdarzeniem niepożądanym wynikającym z otrzymanej przez niego szczepionki przeciwko COVID-19, które mogło zostać zaostrzone przez forsowne podnoszenie ciężarów ( kliknij tutaj )

W ramach programu pomocy finansowej w przypadku urazów poszczepiennych (VIFAP) zapewnianego przez Ministerstwo Zdrowia (MOH) jednorazowa pomoc finansowa w wysokości 225 000 USD została udzielona młodemu człowiekowi i jego rodzinie, ponieważ jego stan był ciężki i krytyczny

31 przypadków VAERS w USA u dzieci ze szkół średnich, u których wystąpiło zatrzymanie akcji serca po szczepionkach mRNA COVID-19

VAERS 1187918 : 15-letnia dziewczynka ze złożonymi problemami medycznymi miała zatrzymanie akcji serca 3-4 dni po drugiej dawce leku Moderna i zmarła 6 kwietnia 2021 r. (New Hampshire)

VAERS 1199455 : 17-letnia dziewczynka miała trudności z oddychaniem i ból w klatce piersiowej, doznała zatrzymania akcji serca 8 dni po pierwszej dawce Pfizera i zmarła 10 kwietnia 2021 r. (Wisconsin)

VAERS 1225942 : 16-letnia dziewczynka miała zatrzymanie akcji serca w domu 9 dni po pierwszej dawce Pfizera i zmarła 30 marca 2021 r. Miała zatorowość płucną (Wisconsin)

VAERS 1328262 : 17-letnia dziewczynka zgłosiła się 29 dni po pierwszej dawce Pfizera, ciężka obustronna zatorowość płucna z ciężkim nadciśnieniem prawokomorowym i niewydolnością serca, miała zatrzymanie akcji serca, wymagała ECMO na OIOM-ie, leczona na OIOM-ie Kardiologicznym (Georgia)

VAERS 1340501 : 16-letni chłopiec zgłosił się z trwającym 36 godzin bólem w klatce piersiowej i lewym ramieniu, miał zawał mięśnia sercowego 1 dzień po drugiej dawce Pfizera, uniesienie odcinka ST, troponina w 1000, hospitalizowany (Kalifornia)

VAERS 1387747 : 17-letni chłopiec obudził się z nagłym bólem w klatce piersiowej, miał zawał mięśnia sercowego 2 dni po drugiej dawce Pfizera, uniesienie odcinka ST, był hospitalizowany (Missouri)

VAERS 1420762 : 17-letnia dziewczynka miała zatrzymanie akcji serca 6 dni po podaniu dawki Pfizera i zmarła 23 czerwca 2021 r. (miejsce nieznane)

VAERS 1431289 : 13-letni chłopiec miał pozaszpitalne zatrzymanie akcji serca 17 dni po pierwszej dawce Pfizera, miał duży krwotok móżdżkowy i zmarł 20 czerwca 2021 r. (Minnesota)

VAERS 1446789 : 15-letni autystyczny chłopiec z ADHD kaszlał 6 dni po drugiej dawce Pfizera, miał dwa zatrzymania akcji serca (New Jersey)

VAERS 1474063 : 16-letni chłopiec miał silny ból w klatce piersiowej, zawał mięśnia sercowego 2 dni po pierwszej dawce Pfizera, podwyższone troponiny, hospitalizowany (obcy)

VAERS 1651389 : 16-letni chłopiec miał silny ból w klatce piersiowej, zawał mięśnia sercowego i zapalenie osierdzia 3 dni po drugiej dawce Pfizera, Troponiny 7000+, został hospitalizowany (Teksas)

VAERS 1693654 : 15-letni chłopiec miał zatrzymanie akcji serca podczas jazdy z przyjacielem 10 dni po drugiej dawce Pfizera, doznał ciężkiego uszkodzenia mózgu spowodowanego niedotlenieniem, był podtrzymywany przy życiu (Teksas)

VAERS 1702154 : 16-letni chłopiec miał pozaszpitalne zatrzymanie krążenia 6 dni po pierwszej dawce Pfizera i zmarł 1 września 2021 r. (zagraniczny)

VAERS 1796194 : 14-letni chłopiec miał zawał mięśnia sercowego i zapalenie osierdzia 19 dni po pierwszej dawce leku Pfizer i był hospitalizowany na OIT. Trwale niepełnosprawny (nie wyzdrowiał) (zagraniczny)

VAERS 1828901 : 17-letnia dziewczynka z bólem w klatce piersiowej i dusznością przez 48 godzin, 36 dni po drugiej dawce Pfizera, miała zatrzymanie akcji serca i zmarła 21 października 2021 r. (Waszyngton)

VAERS 1830419 : 16-letni chłopiec miał zatrzymanie akcji serca podczas biegu, po drugiej dawce Pfizera, miał encefalopatię niedotlenieniową, trwale niepełnosprawny (obcy)

VAERS 1959638 : 15-letnia dziewczynka z bólem w klatce piersiowej i ramionach, miała zawał mięśnia sercowego 1 dzień po pierwszej dawce leku Pfizer, trwale niepełnosprawna (obcokrajowiec)

VAERS 1971636 : 14-letnia dziewczynka miała zawroty głowy, ból głowy, a następnie zatrzymanie akcji serca 15 dni po pierwszej dawce leku Moderna, uraz mózgu tego samego dnia, zmarła w szpitalu 10 października 2021 r. (za granicą)

VAERS 1991078 : 14-letnia dziewczynka miała duszność, drgawki, miała zatrzymanie akcji serca 8 dni po pierwszej dawce Pfizera, zmarła 6 listopada 2021 r. (za granicą)

VAERS 2042005 : 13-letni chłopiec miał zatrzymanie akcji serca 7 miesięcy po drugiej dawce leku Moderna i zmarł nagle 1 stycznia 2022 r. (New Hampshire)

VAERS 2112926 : 13-letnia dziewczynka miała objawy zawału serca 14 dni po pierwszej dawce leku Pfizer i była hospitalizowana przez 5 dni (Pensylwania)

VAERS 2151665 : 14-letni chłopiec miał zatrzymanie akcji serca w domu przyjaciół 41 dni po drugiej dawce Pfizera, rozpoczęto reanimację, 3 razy reanimowano, zainstalowano defibrylator (Nowy Jork)

VAERS 2152560 : 7-letni chłopiec miał zatrzymanie akcji serca 13 dni po pierwszej dawce Pfizera i zmarł 16 lutego 2022 r. (Waszyngton)

VAERS 2171205 : 17-letni chłopiec miał ostry zawał mięśnia sercowego tego samego dnia co 3. dawka Pfizera, zwiększone stężenie troponin, powrót do zdrowia (obcy)

VAERS 2263095 : 15-letni chłopiec miał zawał mięśnia sercowego tego samego dnia po trzeciej dawce Pfizera, był widziany w nagłych wypadkach (obcy)

VAERS 2264954 : 13-letni chłopiec miał zawał mięśnia sercowego i zapalenie osierdzia 3 dni po pierwszej dawce Pfizera, trwale niepełnosprawny (obcy)

VAERS 2398786 : 17-letni chłopiec miał pozaszpitalne zatrzymanie akcji serca 6 dni po trzeciej dawce Pfizera i zmarł 22 czerwca 2022 r. (za granicą)

VAERS 2458174 : 15-letnia dziewczynka miała zatrzymanie akcji serca po drugiej dawce leku Moderna i zmarła (miejsce nieznane)

VAERS 2535782 : 11-letni chłopiec otrzymał trzecią dawkę Pfizera o 15:40, o 19:15 znaleziono twarz zanurzoną w wannie, zatrzymanie akcji serca, zmarł 21:00 13 grudnia 2022 (zagraniczny)

VAERS 2543364 : 14-letnia dziewczynka otrzymała pierwszą dawkę Moderny, 16 dni później miała ból głowy, zawroty głowy, gorączkę, a następnie zatrzymanie akcji serca, zmarła 11 października 2021 r. (za granicą)

VAERS 2582452 : 12-letnia dziewczynka miała ostry zawał mięśnia sercowego 5 dni po pierwszej dawce Pfizera i zmarła 10 listopada 2021 r. (za granicą)

Moje podanie…

Szczepionki mRNA COVID-19 firmy Pfizer i Moderna mogą powodować zarówno zatrzymanie akcji serca (zapalenie mięśnia sercowego), jak i zawał serca (zakrzepy krwi), z których oba mogą prowadzić do nagłej śmierci.

Obserwujemy coraz więcej zatrzymań akcji serca i zawałów serca u uczniów szkół średnich zaszczepionych na COVID-19. Wiele z tych wypadków kończy się śmiercią.

W tym artykule przedstawiłem 31 przypadków VAERS.

Rodzice muszą być świadomi bardzo poważnego ryzyka, jakie stwarzają szczepionki mRNA COVID-19 u wszystkich dzieci, ale szczególnie u dzieci aktywnych fizycznie.

Szczepionki Pfizer & Moderna COVID-19 mRNA nigdy nie powinny były być wprowadzane do dzieci w każdym wieku.

*

Uwaga dla czytelników: kliknij przyciski udostępniania powyżej. Śledź nas na Instagramie i Twitterze oraz subskrybuj nasz kanał Telegram. Zachęcamy do ponownego publikowania i szerokiego udostępniania artykułów Global Research.

Dr William Makis jest kanadyjskim lekarzem specjalizującym się w radiologii, onkologii i immunologii. Medal Gubernatora Generalnego, University of Toronto Scholar. Autor ponad 100 recenzowanych publikacji medycznych.

Czy w Polsce Prawo i Sprawiedliwość to tylko nazwa partii politycznej?

Czy w Polsce Prawo i Sprawiedliwość to tylko nazwa partii politycznej?

PiS

Otóż tak! Właśnie się o tym przekonaliśmy po raz kolejny. 7 marca znaczną większością głosów Sejm RP odrzucił obywatelski projekt zmian w prawie (autorstwa Fundacji Życie i Rodzina), mający na celu powstrzymanie publicznego propagowania aborcji, nawoływania do mordowania dzieci oraz informowania gdzie i jak można zabić dziecko poczęte.

Nie zdziwmy się zatem, gdy nędza różnoraka dopadnie kraj, którego posłowie i inni decydenci akceptują przelewanie krwi niewinnych. Wrogowie rozgrabią kraj, który dziatki swe ma w pogardzie.

  • Katarzyna Uroda
  • 8 marca, 2023

Dwa tygodnie temu rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek zapowiedział, że „(…) zgodnie z decyzją kierownictwa partii projekt dotyczący aborcji będzie odrzucony w pierwszym czytaniu (…)”. W wywiadzie dla PAP nie omieszkał dodać, że „(…) Projekt dotyczący aborcji, który został złożony w Sejmie jest projektem obywatelskim i projektem, z którym my jako Prawo i Sprawiedliwość nie mamy nic wspólnego, a to, że Sejm będzie musiał się nad nim pochylić wynika tylko z zasad, które dotyczą rozpatrywania obywatelskich inicjatyw ustawodawczych. Tak bywało już wielokrotnie (…)”.

Pan rzecznik stanowczo odżegnał się od tego, iż cokolwiek on i jego ugrupowanie ma wspólnego z inicjatywą w kierunku powstrzymania bezkarnego propagowania zbrodni ludobójstwa.

Propozycja sprawiedliwego prawa chroniącego najmniejszych już niejednokrotnie spotkała się z piekielną pogardą ze strony tych, którzy winni okazać im troskę. Barbarzyńcy zasiadający w ławach sejmowych (reprezentujący większość ugrupowań politycznych) już kilkakrotnie odrzucili projekty (autorstwa Fundacji Pro – Prawo do życia), których celem było zapewnienie całkowitej ochrony życia dzieci poczętych. Ostatnio, w grudniu 2021 r. posłowie Koalicji Obywatelskiej i szeroko rozumianej lewicy z piekielną zaciekłością okazali pogardę najbardziej bezbronnym dzieciom i tym, którzy stanęli w ich obronie. A posłowie Prawa i Sprawiedliwości zachowali się podobnie do Piłata, który z lęku przed utratą władzy opowiedział się za mordercą a skazał na śmierć Niewinnego. Okazało się, że w Sali Obrad Sejmu RP słowa: Prawo i Sprawiedliwość oznaczają wyłącznie nazwę ugrupowania politycznego, które zresztą już dawno się ich wyparło.

Wczoraj polscy posłowie po raz kolejny wydali wyrok na niewinnych

Głosowało 426 posłów, z czego 300 sprzeciwiło się lepszej ochronie życia dzieci, a 27 wstrzymało się od głosu.

Wśród 209 głosujących posłów PiS, 100 odrzuciło projekt, a przeciw było 88, reszta wstrzymała się od głosu.

Można się łatwo było domyślić jaki będzie los kolejnego obywatelskiego projektu ustawy mającego za zadanie wzmocnić ochronę życia dzieci w prenatalnej fazie rozwoju.

Aczkolwiek zawsze należy mieć nadzieję, że być może tym razem politycy uważający się za prawych i sprawiedliwych zachowają się jak trzeba i poprą pożądane zmiany w prawie.

Tak się niestety nie stało i znów zatriumfowało bezprawie i niesprawiedliwość!

Nie zdziwmy się zatem, gdy nędza różnoraka dopadnie kraj, którego posłowie i inni decydenci akceptują przelewanie krwi niewinnych. Wrogowie rozgrabią kraj, który dziatki swe ma w pogardzie.

Nie zdziwmy się, gdy przyjdzie czas słonej zapłaty za pogardę dla sprawiedliwości i pochwałę zbrodni. Biada piewcom piekielnego kłamstwa, biada sługom nieprawości, jeżeli nie zawrócą z tej haniebnej drogi. Biada tchórzom i sługom demona kompromisu ze złem, którzy składają mu ofiary z dzieci w świątyni pod wezwaniem świętego spokoju.

Przykre konsekwencje nikczemności jednych, poniosą nie tylko oni sami, ale również inni – my wszyscy, jeśli jako naród się nie opamiętamy i nie sprzeciwimy się stanowczo bezprawiu i niesprawiedliwości.

Żeby na świecie zapanował pokój i dobrobyt.. MEMy


Episkopat Ameryki Łacińskiej w dniach 6-10 marca odbywał zgromadzenie regionalne Synodu o Synodalności (Brasilia, Brazylia). W czasie Eucharystii Novus Ordo biskupi oddali cześć Pachamamie. Zdjęcia z abominacji opublikowała Diecezja San José de Mayo (Urugwaj).

Kilku biskupów zdecydowało się na koncelebrację w Obrządku Pachamamy. Podczas Eucharystii na zakończenie, Biskup San Pedro (Paragwaj), Pedro Jubinville, proklamował eko-religię, podkreślając, że należy słuchać „ziemi, flory, wody” oraz „płaczu ziemi„.

=======================================

Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie

Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie

Kaja Godek – Fundacja Życie i Rodzina < kontakt@zycierodzina.pl

Polska polityka pełna jest hipokryzji. Stu posłów rządzącej koalicji, którzy w zeszłym tygodniu zagłosowali za aborcją, postanowiło stroić się w piórka obrońców papieża Jana Pawła II.

Na tym samym posiedzeniu Sejmu sprzeciwili się projektowi obywatelskiemu „Aborcja to zabójstwo” i popisywali się spektakularną obroną papieża Polaka.

Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie”

– powiedział kiedyś w czasie pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II.

Tymczasem posłowie zrobili dokładnie odwrotnie: ogrzali się przed kamerami w blasku polskiego świętego, a gdy przyszło do głosowania nad ochroną życia nienarodzonych dzieci – sponiewierali nauczanie Jana Pawła II.

Okazali pogardę dla życia, dla swoich wyborców oraz dla swojego wielkiego Rodaka, który tak wiele razy wzywał, by opowiedzieć się przeciw mordowaniu nienarodzonych!

Mówię o tym wszystkim w nagraniu, które załączam [jest w oryginale MD]

zycie rodzina.

(Film dostępny jest też w serwisie BanBye: https://banbye.com/watch/v_IyvKVn8SW_9T)

Rebis. Alchemiczny symbol Róża-Krzyża.

Rebis. Alchemiczny symbol Róża-Krzyża.

STRUKTURA TAJNYCH STOWARZYSZEŃ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

ukryta-strona-dziejow

======================================

Zauważmy przewrotne, podstępne parodie symboli Chrystusowych.

==================================

Rebis ( =rzecz podwójna ). Alchemiczny symbol Róża—Krzyża.

Pojawił się on w „ Traktacie Azota ” ogłoszonym drukiem w 1659 r. przez alchemika Bazyla Valentina (postać w świetle dostępnych danych historycznych dość niejasna; być może saski mnich benedyktyński, żyjący w XV w. ). Można próbować rozszyfrować owo ujecie symboliczne w sposób następujący: „Bóg cywilizator”, czyli Lucyfer (czarny, z lewej strony) i Poznanie ( biała, kobieca część postaci, widoczna z prawej strony) – a więc oba przeciwstawne i komplementarne aspekty „Dobrej Zasady”, symbolizowanej przez postać androgyniczne;- podaje wtajemniczonym węże w koronach, emblemat Gnozy, a zarazem narzędzie, przy pomocy którego mają oni wyzwolić świat spod tyranii smoka, czyli „złego Boga” chrześcijan. Obie głowy są połączone pod jedną korona, nad którą jaśnieje światło wysokiego wtajemniczenia w kształcie sześcioramiennej gwiazdy.

Cała postać góruje nad smokiem, który przedstawia Demiarga, Boga chrześcijan, który w innych wariantach Rebis bywa obdarzony trzema głowami, co stanowi nawiązanie do chrześcijańskiej Trójcy”.

===============================

Inna wersja Rebisu, gdzie „Bóg cywilizator” i Poznanie ukazują wtajemniczonym węgielnicę i cyrkiel – symbole nauki, dzięki której mają oni wyswobodzić świat (ukazany jako kula ziemska) spod władzy Demiurga, Boga chrześcijan, przedstawionego w postaci smoka.

Polsce grożą nowe zabory. Czy można jakoś to zatrzymać ?

Polsce grożą nowe zabory. Czy można jakoś to zatrzymać ? 

Adam Białous polsce-groza-nowe-zabory


Po unijnych próbach narzucenia nam swojego antychrześcijańskiego oblicza, zmuszania Polski do legalizacji aborcji, eutanazji i związków homo, teraz eurokraci próbują zagrabić nasz majątek narodowy, aby wpędzić Polaków w niewolę gospodarczą.  

Eurokraci rządzący w UE idą coraz dalej w swoich próbach uczynienia z Polski kraju, który można maksymalnie eksploatować gospodarczo. Jednym z pierwszych kroków w tym kierunku było wprowadzenie handlu emisją CO2. Ogromne haracze płacą do unijnej kasy, dokładnie dla Europejskiego Systemu Handlu Emisjami, nasze elektrownie i inne duże zakłady przemysłowe. Tak naprawdę te grube miliardy pochodzą z kieszeni obywateli, czyli naszych portfeli, gdyż aż 60 procent rachunku, który płacimy za prąd, stanowią właśnie koszty nabycia uprawnień do emisji CO2. Jak tak dalej pójdzie, każą nam płacić za powietrze, którym oddychamy.

A spójrzmy na zagraniczne (zachodnioeuropejskie) sieci handlowe, które dominują w naszym kraju i każdego roku wyprowadzają z niego miliardy złotych. Czy to nie jest wyzysk? W ubiegłym roku 20 największych sieci handlowych w Polsce, wciąż dominuje w tym zestawieniu portugalska Biedronka, odnotowało przychody w wysokości prawie 200 miliardów złotych. Przy czym podatki, które te zagraniczne sieci płacą w Polsce są bardzo, a nawet „mega małe”.

Zgodnie z raportem „Francuskie firmy w Polsce”, zaprezentowanym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), liczne francuskie przedsiębiorstwa w ogóle nie płacą w Polsce podatku CIT, lub jest on odprowadzany w marginalnej wysokości. Przykładowo sieć Auchan w ciągu  4 lat (2016 – 19) osiągnęła w naszym kraju przychody, które przekraczają 51 mld zł, a równocześnie odprowadziła zaledwie niespełna 1,8 mln zł podatku dochodowego. Stanowi to zaledwie 0,004 procent przychodów sieci! Jakiś czas temu władze próbowały ukrócić to monstrualne wyprowadzanie pieniędzy z Polski, lecz okoniem stanęła UE, już wówczas pokazując swoje drapieżne oblicze.

Prawdziwym kuriozum jest blokowanie przez unijnych urzędników należnych Polsce pieniędzy m.in. z Krajowego Planu Odbudowy czy programów regionalnych. Eurokraci stawiają przy tym naszemu państwu jakieś kosmiczne warunki. A to żeby zmieniać, tak jak im się podoba, praworządnie przyjęte ustawy, a to żeby stawiać ludziom pod oknem szkodliwe dla zdrowia elektrownie wiatrowe. Nie można tego nazwać inaczej, jak tylko brudnym szantażem.

Natomiast ostatnie zakusy unijnych ideologów, żeby zawłaszczyć nasze ogromne dobro narodowe, czyli lasy i puszcze, to po prostu szczyt chorej zachłanności. Najpierw, ok. miesiąc temu, Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego wydała pozytywną opinię nt. zmian traktatów, które przeniosłyby kwestię leśnictwa z kompetencji krajowych do wspólnych UE. Oznacza to, że szefom UE roi się, iż będą w pełni kontrolować nasze lasy, które są skarbem nie tylko narodowym, ale i bardzo dochodowym. Na lasach w dużej mierze opiera się polski przemysł, szczególnie meblarski, ale i wiele innych gałęzi gospodarki.

W sumie lasy zajmują ponad 30 procent powierzchni Polski. UE, ogarnięta swoją nieopanowaną chciwością, chce więc przejąć kontrolę nad jedną trzecią terytorium naszego państwa. Aby to uczynić eurokraci z Brukseli zrobili w ostatnich dniach kolejny krok. Jest nim wydanie kuriozalnego wyroku przez Trybunału  Sprawiedliwości UE. Pozwala on, aby tzw. organizacje ekologiczne, szczególnie te międzynarodowe, mogły zaskarżać do sądów suwerenną gospodarkę Lasów Państwowych, a dokładnie plany zagospodarowania lasu. To sparaliżowałoby całą leśną gospodarkę. Gdy się słyszy o takich werdyktach, to na myśl przychodzą sceny opisane w książkach Orwella.

W branży drzewnej pracuje 500 tysięcy Polaków. Jeżeli dopuścimy, aby zaborcze plany UE weszły w życie, duża część tych osób, zasili szeregi bezrobotnych. Do góry wystrzelą też ceny drewna, które i tak są już bardzo wysokie. Na np. drewniane meble będzie stać jedynie najbogatszych. Zdrożeje też znacznie budowa domu czy innego budynku, gdyż więźby dachowe powstają z drewna, tak zresztą jak drzwi i dobrej jakości okna. Unia Europejska takimi swoimi zakusami na polski majątek, chce nas wpędzić w biedę. Można śmiało rzec -realizują werdykty UE, a będziesz zimą chodził w porwanych sandałach.

Do nędzy i komunikacyjnego wykluczenia prowadzą też unijne dyrektywy dotyczące całkowitego zakazu produkcji i używania aut z silnikami spalinowymi. Przecież prąd nie tanieje, a ceny małego „elektryka” rozpoczynają się od sumy 100 tysięcy złotych. Już  teraz, według sondaży, około 50 procent Polaków mówi, że nie stać ich na kupno samochodu elektrycznego. A jak wskazuje przykład Norwegii, tanieć te samochody nie będą. W bogatej Norwegii sprzedaż elektryków spadła w tym roku o 95 procent, po tym jak wprowadzono na nie 25 procentowy podatek VAT. Również naprawa elektryków jest o wiele droższa niż samochodów spalinowych. Szczególnie kiedy „padnie” bateria. Najtańsza kosztuje około 40 tysięcy złotych, a koszt jej bardzo skomplikowanej wymiany, może sięgnąć kosztu samej baterii!     

Kolejną bolesną prawdą, w zderzeniu z pomysłami UE, jest to, że nie ma u nas odpowiedniej infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych, a trzeba je często ładować, gdyż mają nieduży zasięg, szczególnie zimą. Mało też kto wie, że podziemne garaże np. pod galeriami, biurami, nie są przystosowane do parkowania tam elektryków. Bowiem gdyby jakiś się zapalił, mógłby wzniecić pożar, którego konwencjonalnymi środkami, czyli za pomocą systemów przeciwpożarowych zamontowanych w tych garażach, nie uda się ugasić, a to grozi śmiercią wielu osób. Dlatego też firmy posiadające takie masowe garaże, zaczynają wprowadzać zakaz wjazdu samochodów elektrycznych.

Podczas nachalnego wciskania nam samochodów elektrycznych, jednocześnie Unia Europejska chce przyspieszyć zamykanie polskich kopalń, które dostarczają węgiel do naszych elektrowni. Wiadomo przecież, że elektrownie węglowe są w Polsce głównym producentem energii elektrycznej. Bez nich cały nasz narodowy przemysł, i nie tylko on, by padł. Tymczasem po cichu Parlament Europejski pracuje nad projektem dyrektywy, która wprowadzi limit emisji metanu przy wydobyciu węgla. Polska miałaby cztery lata na dostosowanie się do unijnego drakońskiego limitu, co jest niemożliwe do wykonania, bo na to nie pozwalają obecne technologie. „Mamy wprowadzić taką technologie, której na świecie nie ma, żebyśmy nie emitowali pewnej wielkości metanu, która jest zapisana w dyrektywie i to powoduje, że w 2027 roku kopalnie PGG praktycznie przestają funkcjonować” – ostrzegał w Radio Maryja europoseł Grzegorz Tobiszowski.

Jak zwykle eurokraci za nie wykonanie ich dyrektywy, grożą wielkimi karami. Polskiej Grupie Górniczej, jeśli nie wypełni dyrektywy metanowej, unijni urzędnicy wyliczyli już roczną karę na poziomie 1,5 miliarda złotych. Szefowie polskich kopalń ostrzegają, że jeżeli rząd zgodzi się na unijną dyrektywę, to będą musieli zamknąć 9 zakładów, co byłoby dramatem dla górników, ale i dla całego społeczeństwa, bo bardzo mocno uderzyło by to w gospodarkę. Eurokraci muszą być zaślepieni ideologią ekologizmu, bądź nienawiścią do Polski, skoro nawet w czasach ogromnego kryzysu energetycznego, wciąż produkują dyrektywy, które mają na celu zmniejszenie produkcji energii.

Najwyraźniej lewicowe siły, które rządzą w Unii Europejskiej systematycznie realizują plan zniszczenia Polski. Próbują nam narzucić swoje chore ideologie LGBT czy ekologizmu, zmusić nas do całkowitej zgody ustawowej na zabijanie nienarodzonych i ludzi u kresu życia. Teraz dołączyły do tej ofensywy uderzenia w polską gospodarkę oraz majątek narodowy. Przy czym próby złamania ducha w narodzie wciąż się nasilają. Świadczy o tym zintensyfikowanie w ostatnim czasie ataków na Kościół i jego autorytety. Lewackie siły, które sobie uwiły żmijowe gniazdo w strukturach UE, dobrze wiedzą, że nie da się zniszczyć Polski, jeżeli najpierw nie zniszczy się Kościoła, który jest jej sercem.

Uderzenie w Kościół i Polskę jest silne, co świadczy o tym, że nasz kraj jest wciąż niezdobytą przez lewactwo twierdzą, broniącą chrześcijańskiej wiary.

Jeżeli, tak jak nasi przodkowie, mocno będziemy się trzymać Boga i jego praw, wyjdziemy z tej duchowej wojny zwycięsko. Pamiętajmy, co powiedział Chrystus do św. Faustyny „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości”.

Niech te słowa naszego Zbawiciela zagrzewają nasze serca do walki. Życzę sobie i wszystkim Polakom, abyśmy okazali się godni spełnienia, tej wspaniałej Bożej obietnicy.    

Syjonistyczny spisek przeciwko Kennedy’emu. TRZEJ MOGĄ DOCHOWAĆ TAJEMNICY, JEŚLI DWAJ Z NICH SĄ MARTWI.

Syjonistyczny spisek przeciwko Kennedy’emu.

MARK H. GAFFNEY  the-zionist-coup-against-kennedy
TRZEJ MOGĄ DOCHOWAĆ TAJEMNICY, JEŚLI DWAJ Z NICH SĄ MARTWI.


Ostatnie kilka lat to bolesny czas dla tych z nas, którzy są na tyle starzy, by pamiętać lata 60. Przez całe swoje życie obserwowałem, jak mój kraj podupada pod każdym względem. Był to  męczący, powolny i prawie niezauważalny proces ale odczuwalny  niczym jak tortury. Kto by dziesięć lat temu przypuszczał, że będziemy teraz na skraju wojny nuklearnej z Rosją? Każdego dnia przeglądam wiadomości i Internet z nadzieją i modlitwą o pojawienie się ruchu pokojowego. Ale gdzie oni są? Nawet w czasie, gdy wydarzenia eskalują i rozpędu nabiera wojna w Europie Wschodniej, nie widzę żadnych transparentów, żadnych protestujących na ulicach i bardzo mało dowodów na to, że ludzie rozumieją, co się wokół nich dzieje. Nigdy nie przypuszczałem, że do tego dojdzie.

II wojna światowa zakończyła się ~78 lat temu, a dziś nie pozostał przy życiu prawie nikt, kto by to pamiętał. Czy naprawdę musimy przeżywać koszmary historii co trzecie lub czwarte pokolenie tylko dlatego, że ludzie nie żyją wystarczająco długo, aby zachować przerażające wspomnienia poprzedniej wojny?

Pojawia się we mnie pewien sprzeciw wobec takiego wyjaśnienia,  jako zbytniego uproszczenia. Jest jeszcze jedna przyczyna takiej sytuacji:  nasz naród został pozbawiony praw obywatelskich, został tak ogłupiony i zdemoralizowany przez ponad 15 lat nieustającej propagandy (w tym nienawiści do Rosji), że nie jest już w stanie myśleć logicznie, ani działać na rzecz odbudowy ojczyzny.

Moim zdaniem najlepszą miarą naszego upadku jest fatalna jakość naszego przywództwa, zwłaszcza na szczeblu centralnym. Jeśli to prawda, to musimy zapytać: jak do tego doszło? W artykułach, które czytam i podczas rozmów z przyjaciółmi, często widzę/słyszę, że spirala upadku zaczęła się od zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. Zgadzam się z tym i uważam za oczywiste, że od tego czasu prawowita władza w naszym kraju znajduje się pod obstrzałem.

Ostatnio, po przeczytaniu niezwykłej książki francuskiego pisarza Laurenta Guyenota, Od Jahwe do Syjonu (2020), zostałem zmuszony do zmodyfikowania moich poglądów na temat zabójstwa JFK. Autor jest wybitnym biblistą i napisał najbardziej przenikliwą analizę syjonizmu, jaką kiedykolwiek czytałem. Jak wielu Amerykanów, tak i ja kiedyś wierzyłem, że za zamachem na JFK stały CIA i włoska mafia.

Teraz jednak zweryfikowałem tę znaną narrację, jako kolejną teorię spiskową.

Przez lata badałem morderstwo JFK na sposób niemal histeryczny, powracając do sprawy raz po raz. Prawda jednak pozostawała nieuchwytna z powodu fałszywych tropów, błędnych kierunków i sprzecznych narracji, których celem – musimy to zrozumieć – jest zatarcie faktów i utrzymanie nas w ignorancji. Jednak pomimo tej całej kontroli umysłów i propagandy, dowody na to, że wiceprezydent Lyndon Johnson (LBJ) zaaranżował zamach na Johna F. Kennedy’ego, są coraz mocniejsze. Przedstawię teraz niektóre z najistotniejszych wniosków, sedno tego, czego się dowiedziałem.

Powszechną wiedzą było to, że prezydent Johna F. Kennedy zamierzał zrezygnować z Johnsona podczas  zbliżającej się kampanii prezydenckiej w 1964 roku. Mniej znany jest fakt, że Johnson nie tylko miał zostać zastąpiony kimś innym, ale groziła mu kara więzienia. Podczas pierwszej kadencji brata, prokurator generalny Robert Kennedy dowiedział się wiele o przestępczej działalności Johnsona. RFK zaczął przekazywać te dowody do senackiej Komisji Regulaminowej. Na kilka godzin przed zamachem w Dallas, komisja wysłuchała  zeznań o tym, że Johnson otrzymał 100 000 dolarów łapówki za zawarcie kontraktu z teksańską firmą General Dynamics z Ft. Worth na budowę samolotu myśliwskiego F-111. (Roger Stone, The Man Who Killed Kennedy, 2013, s. 198)

Istniały również dowody na to, że Johnson otrzymał kolejną dużą łapówkę od teksańskiego biznesmena, Billie Sol Estesa.  Johnson ostrzegł Estesa, że Kongres wkrótce przyjmie ustawę, która pozwoli płacić farmerom za nieuprawianie bawełny. W tym czasie kraj miał ogromną nadwyżkę bawełny, a jej nadmiar powodował spadek cen. Estes szybko wykorzystał informację, dzierżawiąc setki tysięcy akrów teksańskiej ziemi uprawnej, co „uprawniało” go do milionowych dotacji. Później przyznał, że osobiście dostarczył Johnsonowi walizkę z 200 000 dolarów w gotówce jako zapłatę za informację. (James T. Tague, LBJ and the Kennedy Killing, 2013, s. 400)

Magazyn „Life” również zbierał dowody na temat podejrzanych interesów Johnsona i miał zamiar opublikować artykuł na ten temat w następnym numerze. Dziś niewielu Amerykanów zdaje sobie sprawę, że w chwili zabójstwa JFK, Johnson stał w obliczu skandalu korupcyjnego i prawdopodobieństwa postawienia zarzutów przez prokuraturę. Gdyby fakty wyszły na jaw, kariera polityczna LBJ byłaby skończona. Wiceprezydent Johnson zapobiegł temu, usuwając człowieka, który stał na jego drodze do władzy. (The Man Who Killed Kennedy, s. 199)

Kilku teksańskich współpracowników Johnsona, w tym jego sekretarz Bobby Baker i Billie Sol Estes, ostatecznie trafiło do więzienia. Po latach, Estes zeznał przed teksańską Wielką  Ławą Przysięgłych, że Johnson zlecił zabójstwo co najmniej sześciu osób, w tym swojej siostry. Siostra Johnsona, Józefa, najwyraźniej za dużo piła, miała za dużo romansów i wiedziała o wiele za dużo o sfałszowanych wyborach w 1948 roku, które wyniosły Lyndona do Senatu USA. W 1951 roku, płatny zabójca, Mac Wallace, został skazany za jedno z tych morderstw. Tylko dzięki umiejętnościom Johnsona w manipulowaniu teksańskim systemem sądowniczym, Wallace wykpił się pięcioletnim wyrokiem w zawieszeniu.

Jeśli brzmi to dla was niewiarygodnie, to wyobraźcie sobie jaka była moja reakcja. Co by nie pomyśleć,  jest to jednak prawda (LBJ and the Kennedy Killing, str. 395 – 400).
Jedne z najbardziej obciążających zeznań przeciwko Johnsonowi złożyła prostytutka Madeleine Brown; jego kochanka przez dwadzieścia jeden lat i matka jednego z jego trojga jego nieślubnych dzieci. W późniejszych latach, Brown swobodnie rozmawiała z badaczami tematu o tym, co wiedziała. W 1988 roku powiedziała Jamesowi T. Tague, że w Sylwestra 1964 roku, mocno odurzony Johnson opowiedział jej paskudną historię o tym, jak zaaranżował zabójstwo Kennedy’ego. (LBJ and the Kennedy Killing, s. 321)

Czy możemy jej wierzyć? Czy zeznania prostytutki są wiarygodne? Nieżyjący już autor James T. Tague uważał, że tak. W swojej książce z 2013 roku „LBJ and the Kennedy Killing” Tague stwierdził, że choć początkowo odrzucił historię Brown jako niewiarygodną, to z biegiem lat, gdy dokopywał się głębiej, był w stanie potwierdzić niemal wszystko, co mu powiedziała. Tague był w Dallas w dniu śmierci Kennedy’ego. Stał w pobliżu wiaduktu Dealey Plaza, gdy do tego doszło, i został lekko ranny przez mały kawałek betonu, który poleciał mu w twarz, gdy zabłąkany pocisk uderzył w pobliski krawężnik. Doświadczenie to wywarło na Tague tak głębokie wrażenie, że spędził następne czterdzieści lat, prowadząc śledztwo w sprawie zabójstwa Kennedy’ego. Jego książka to lektura obowiązkowa. (LBJ and the Kennedy Killing, s. 353-356)

 W noc poprzedzającą zabójstwo Kennedyego, w ogromnym podmiejskim domu  Clinta Murchison, miało miejsce istotne spotkanie. Było to przyjęcie urodzinowe z kolacją i drinkami na cześć J. Edgara Hoovera, dyrektora FBI, którego wieloletnia przyjaźń z Murchisonem jest dobrze udokumentowana. Hoover i jego homoseksualny partner Clyde Tolson (druga osoba w FBI) byli częstymi gośćmi na słynnym torze wyścigowym Murchisona w La Jolla w Kalifornii. Obaj panowie byli hazardzistami i uwielbiali wyścigi konne.

Tego wieczoru Johnson dotarł dopiero dobrze po północy, gdy goście się już rozjeżdżali. Mała grupa osób zebrała się w osobnym pokoju za zamkniętymi drzwiami. Brown powiedziała Tague, że czekała w salonie, a kiedy spotkanie w końcu dobiegło końca, Johnson podszedł, ścisnął jej rękę i szepnął do ucha: „pojutrze ci Kennedy już nie będą mi sprawiać kłopotów”. (LBJ and the Kenneddy Killing, s. 356)

Madeleine Brown zajmowała kierownicze stanowisko w firmie reklamowej w Dallas. Powiedziała znajomemu, że w dzień pracuje w reklamie, a w nocy jako call girl. Była wysokiej klasy prostytutką i poznała wielu wpływowych i bogatych mężczyzn w teksańskim światku. Była znana z tego powodu oraz z powodu jej związku z Johnsonem. Brown znała wszystkich obecnych na przyjęciu u Murchisona i zidentyfikowała dwadzieścia pięć osób, które zostały na późniejszym spotkaniu za zamkniętymi drzwiami.

Jej lista nazwisk pierwotnie pojawiła się w książce Roberta Gaylona Rossa z 2001 roku „The Elite serial Killers”. Tague przyznaje, że Brown piła tamtej nocy. Przyznaje, że jej lista wymaga dalszej weryfikacji. Wyjaśnienie, kto wyszedł wcześniej, a kto został na późnym nocnym spotkaniu jest kluczowe, ponieważ ta druga grupa była współwinna zabójstwa Kennedy’ego.

Kucharz i lokaj Murchisona potwierdzili niektóre nazwiska, podobnie jak Robert Gaylon Ross, który był przyjacielem Tague. Nie zamierzam omawiać każdego nazwiska z listy, a jedynie te, które moim zdaniem są najważniejsze. Oto lista.

H. L. Hunt, miliarder naftowy.Gubernator Teksasu John ConnallyDyrektor FBI J. Edgar Hoover.Clyde Tolson, zastępca Hooveraburmistrz Dallas Earle Cabellbyły burmistrz Dallas R. L. ThorntonSzeryf hrabstwa Dallas Bill DeckerJack RubyCarlos MarcelloStrażnik Teksasu i szeryf USA Clint PeoplesW. O. Bankston, lokalny dealer samochodowyJoe Yarbrough, przedsiębiorca budowlanyGeorge Brown, z Brown and Root
Amon G. Carter Jr.John Currington, doradca H. L. Hunta.John McCloy, przewodniczący Rady Stosunków ZagranicznychB. R. Sheffield, budownictwo wojskoweCliff Carter, dyrektor wykonawczy Komitetu Narodowego DemokratówJoe Civello, mafia z DallasLarry Campbell, przedstawiciel Jimmy’ego HoffyDon Smith, dyrektor generalny toru wyścigowego Del Mar.Mac Wallace, płatny zabójca

Zauważmy, że na liście znajduje się gubernator Teksasu John Connally, burmistrz Dallas Earle Cabell, były burmistrz R. L. Thornton i szeryf hrabstwa Dallas Bill Decker. Poprzez Cabella i Deckera, Johnson kontrolował również szefa policji w Dallas Jesse’ego Curry’ego i szefa wydziału zabójstw Willa Fritza.

Nazwisko gubernatora Connally znalazło się na liście, a jego rola była kluczowa. To właśnie Connally  zaprosił prezydenta Kennedy’ego do Teksasu. Pojawił się jednak problem, ponieważ szef Białego Domu, Jerry Bruno, nalegał na inną trasę przejazdu, która nie obejmowała Dealey Plaza, gdzie planowano zamach. Kiedy Connally nie chciał ustąpić w sprawie trasy, spór nabrzmiał do tego stopnia , że Biały Dom poprosił Billa Moyersa, ówczesnego zastępcę dyrektora Korpusu Pokoju, o próbę mediacji w celu znalezienia rozwiązania. Moyers był blisko zarówno Connally’ego jak i Johnsona. Dopiero gdy Connally zagroził całkowitym odwołaniem wizyty prezydenckiej, Biały Dom w końcu ustąpił i zgodził się na trasę przez Dealey Plaza. (The Man Who Killed Kennedy, s. 222-223)

Kolejna awantura również dotyczyła Connally’ego, choć tylko pośrednio. Wczesnym wieczorem 21 listopada, Kennedy wezwał Johnsona do swojego apartamentu w hotelu Rice w Houston. Doszło do ostrej kłótni o miejsca zajmowane w kolumnie samochodowej następnego dnia w Dallas. Johnson chciał, by Connally jechał z nim w obawie o jego bezpieczeństwo. Kennedy chciał jednak pokazać jedność partii i nalegał, by z Johnsonem jechał senator Ralph Yarborough.  Był on liderem liberalnego skrzydła Partii Demokratycznej w Teksasie, podczas gdy Johnson przewodził konserwatywnym demokratom. Oznaczało to, że Connally siedziałby z Kennedym w głównym pojeździe, narażając go na poważne obrażenia lub śmierć. Kennedy wygrał ten spór. Wściekły Johnson podobno wybiegł z pokoju.

Mimo ryzyka, Connally zrobił, co mu kazano. Był posłusznym wyrobnikiem Johnsona od czasu sfałszowanych wyborów w 1948 roku, kiedy to pełnił funkcję szefa kampanii Johnsona. Johnson chwalił się przy jakiejś okazji: 'Mogę zadzwonić do Johna Connally’ego o północy, i jeśli powiem mu, żeby przyszedł i wyczyścił mi buty, to przybiegnie’. Kłótnia Johnsona z Kennedym w Houston wyjaśnia, dlaczego przybył on do Murchisona dopiero po północy. (Robert A. Caro, Means of Ascent, 1990, s.118)

Obecny był również Amon G. Carter, Jr, właściciel Ft. Worth Star Telegram, gazety o największym nakładzie w Teksasie. Carter był również właścicielem radia WBAC i sieci telewizyjnej, Kanału 5 (NBC 5).

W spotkaniu uczestniczył również J. Edgar Hoover. Był on długoletnim sojusznikiem Johnsona i jego rola była kluczowa: Hoover miał zarządzać tuszowaniem sprawy. FBI kontrolowała gromadzenie dowodów i kierowała śledztwem w kierunku ustalonej wcześniej narracji o samotnym zamachowcu.

Zwróćmy uwagę, że poprzez wyżej wymienione osoby, Johnson kontrolował rząd stanowy i lokalny, miejsce planowanego zamachu, egzekwowanie prawa, media i tuszowanie sprawy. LBJ miał wszystko pod kontrolą.
 Johnson miał również nieograniczone wsparcie finansowe ze strony sektora naftowego. Potentat naftowy H. L. Hunt był obecny na spotkaniu i bez wątpienia podzielał antypatię swojego przyjaciela Clinta Murchisona do prezydenta Kennedy’ego. Obaj panowie mogli stracić miliony, jeśli Kennedy wprowadziłby zapowiadany  plan zmniejszenia lub wyeliminowania ulgi z tytułu wyczerpania zasobów ropy naftowej. Caroline Kennedy Schlossberg stwierdziła kiedyś, że jej matka Jackie Kennedy Onassis była przekonana, że za zabójstwem jej męża stoją teksańscy nafciarze (LBJ and the Kennedy Killing, s. 353).

 Na spotkaniu był obecny przynajmniej jeden z wykonawców zamachu, Mac Wallace, który, jak wspomniano, był wcześniej skazany za morderstwo. Po latach okazało się, że niezidentyfikowany wcześniej odcisk palca, który policja wydobyła z kartonu na szóstym piętrze Texas Book Depository, pasuje do odcisków Wallace’a pobranych w czasie jego procesu o morderstwo w 1951 roku. (Jesse E. Curry, JFK Assassination File, 1969, s. 53; zob. też Barr McClellan, Blood. Money & Power: How LBJ Killed JFK, 2003; zob. też LBJ and the Kennedy Killing, s. 392)

Obecny był również człowiek, który zastrzelił Lee Harveya Oswalda: Jack Ruby. Powszechnie wiadomo, że Ruby był gangsterem i zawsze zakładałem, że to oznacza włoską odmianę mafii. Ale myliłem się. Ruby naprawdę nazywał się Jacob Leon Rubenstein i był synem żydowskich imigrantów z Polski. Ruby miał powiązania z żydowskim podziemiem kryminalnym. Według byłego detektywa Departamentu Policji Los Angeles Gary’ego Weana, Rubin przyjaźnił się z gangsterem z Los Angeles Mickey’em Cohenem, który zastąpił Benjamina „Bugsy’ego Siegela” Siegelbauma na stanowisku szefa mafii żydowskiej na Zachodnim Wybrzeżu.

Detektyw Wean zgromadził obszerne dossier na temat Cohena i twierdzi, że w 1946 roku, kiedy po raz pierwszy spotkał Rubyego w Los Angeles, ten jechał razem z Cohenem w dużej czarnej limuzynie. Rok później Wean został przedstawiony Rubyemu w klubie nocnym w LA znanym jako Harry’s Place. (Gary Wean, There’s a Fish in the Courthouse, 1987, s. 681)

W swojej autobiografii Mickey Cohen opisuje  jak zauroczył się syjonizmem. Wspomina jak po II wojnie światowej zaczął wysyłać kontrabandę wojskową i nadwyżki broni do Irgunu. (Mickey Cohen, In My Own Words, 1975, s. 91-92)

Cohen znał osobiście szefa Irgunu, Menachema Begina, którego poznał, gdy terrorysta ukrywał się w Kalifornii. W tym czasie Begin był poszukiwany w Izraelu/Palestynie za wysadzenie hotelu King David w 1946 roku. Pozostawał na marginesie politycznym aż do wojny sześciodniowej w 1967 roku, kiedy to premier Levi Eshkol zaprosił go do „rządu jedności narodowej”. To oznaczało „rehabilitację” Begina. W późniejszym czasie dokonał politycznego powrotu i został nawet premierem Izraela.

 Ruby był również związany z „prezesem zarządu”, Meyerem Lansky, ojcem chrzestnym mafii żydowskiej. Ruby posiadał udziały w kasynie Lansky’ego, Colonial Inn, położonym na północ od Miami Beach. (Jim Marrs, Crossfire, 1989, str. 392)
Lansky był również syjonistą z silnymi powiązaniami z Izraelem. Lansky był głównym sponsorem Izraela i Ligi Antydefamacyjnej (ADL). Jego córka Mira Lansky Boland została później wysokim urzędnikiem ADL. (Steven Fox, Blood and Power: Organized Crime in Twentieth Century America, 1989, s. 314).

Chciałbym mieć wystarczająco miejsca, by odpowiednio opisać Meyera Lansky’ego. Jednak oddanie mu „sprawiedliwości” zapełniłoby całą książkę. Lansky był długoletnim wspólnikiem osławionego 'Lucky’ Luciano. Odegrał kluczową rolę w zaaranżowaniu historycznych spotkań w 1943 roku pomiędzy Luciano a amerykańskim Biurem Wywiadu Marynarki Wojennej (ONI). W tym czasie Luciano odbywał karę 30-50 lat więzienia w Nowym Jorku za uprawianie sutenerstwa. Marynarka Wojenna potrzebowała pomocy syndykatu Luciano, aby chronić amerykańskie porty i statki przed niemieckim sabotażem i atakami, co stało się  poważnym problemem. Układ zawarty podczas spotkań z Luciano, w których pośredniczył Lansky, osiągnął zamierzony cel.

Później mafijne powiązania Luciano zapewniły sukces amerykańskiej inwazji na Sycylię i obalenie Benito Mussoliniego. Po wojnie, w rewanżu za wyświadczone zasługi,  Stany Zjednoczone złagodziły wyrok Luciano i deportowały go do Włoch. Mussolini nienawidził mafii i prawie  ją zlikwidował w latach 30-tych. Jednak fatalny w skutkach kompromis rządu USA z Luciano umożliwił jej odrodzenie. W ciągu dwóch lat Luciano odbudował  handel heroiną na większą skalę niż kiedykolwiek.  Lansky tymczasem, zarządzał sprawami finansowymi Luciano w USA. (Alfred W. McCoy, The Politics of Heroin, 1972, str. 28 – 45

W latach 1949-1950 Lansky pomógł także Luciano założyć osławione French Connection, które zajmowało się przetwarzaniem i transportem tureckiego opium do Marsylii, gdzie było przetwarzane na heroinę, a następnie wysyłane do USA. Sieć nie była wyłącznie żydowska i obejmowała elementy sycylijskiej/włoskiej mafii Luciano, a nawet mafii korsykańskiej. Ale to Lansky zajmował się finansami i organizował pranie zysków. Sieć Lansky-Luciano „prosperowała” przez wiele lat i spowodowała ogromną eksplozję narkomanii w amerykańskich miastach. Duża część heroiny docierała do USA przez Kubę i Florydę. Transportem zajmował się inny sojusznik Lansky’ego, rodzina Trafficante z siedzibą w Tampie. (The Politics of Heroin, str. 44-45)

Duża część zysków wracała do Europy, gdzie była „prana” przez szwajcarskie banki. Po „wypraniu” pieniądze wracały do USA lub trafiały jako inwestycje gdzie indziej. Lansky, czarodziej w „praniu” nielegalnych pieniędzy, korzystał z wielu szwajcarskich banków, w tym jednego, którego był właścicielem, Exchange and Investment Bank of Geneva. Podobny pomysł zrealizował ortodoksyjny rabin, Tibor Pinchas Rosenbaum, zakładając  Międzynarodowy Bank Kredytowy (ICB) w Genewie. (The Politics of Heroin, str. 45; patrz także Michael Collins Piper, Final Judgement, 2004, rozdziały 7, 11 i 12))

ICB był bankiem żydowskim. Rosenbaum był również współzałożycielem Światowego Kongresu Syjonistycznego i dyrektorem (oraz skarbnikiem) Agencji Żydowskiej. ICB miał reputację banku przyjmującego depozyty od każdego, bez zadawania zbędnych pytań. Różne ministerstwa rządu izraelskiego miały konta w tym banku, m.in. Mossad, Ministerstwo Obrony i Histadrut, izraelska federacja pracy. Swoje konto posiadała Israel Corporation, wspierana przez rząd firma deweloperska. Według raportu w New York Times,  rząd izraelski korzystał z ICB do zakupów broni i do „pomocy w kierowaniu funduszy z międzynarodowej społeczności żydowskiej do Izraela” (Clyde H. Farnsworth, „A Global Bank Tangle and its Lost Millions”, The New York Times, 9 kwietnia 1975).

Czy Izrael używał wypranych z narkotyków pieniędzy do finansowania transakcji zbrojeniowych, lub nawet do finansowania ultra tajnego programu broni jądrowej Izraela? Jest to możliwe. Swego czasu, Szymon Peres podobno wezwał Rosenbauma i zażądał 7 milionów dolarów w ciągu 24 godzin „dla bezpieczeństwa narodowego Izraela”. Rosenbaum zastosował się do żądania i dostarczył fundusze w ciągu jednej nocy. Biorąc pod uwagę tego rodzaju działalność, nie zaskakuje, że ICB upadł w latach 1974-1976 wśród zarzutów o okradanie klientów i plądrowanie aktywów. Historia ta jest tak poplątana, że przypomina wycieczkę Alicji z Krainy Czarów w dół króliczej nory. („A Global Bank Tangle and its Lost Millions”)

Z bardzo nielicznymi wyjątkami, badacze zamachu na JFK zazwyczaj przemilczali niemal pewny udział żydowskiego podziemia przestępczego w zbrodni stulecia. To musi się zmienić z powodu, który powinien być dla wszystkich oczywisty. Na początku lat 60-tych, krucjata prawna prokuratora generalnego Roberta Kennedy’ego przeciwko przestępczości zorganizowanej stanowiła poważne i bezpośrednie zagrożenie dla przestępczej organizacji Meyera Lansky’ego w USA. W 1961 roku Departament Sprawiedliwości Kennedy’ego osadził w więzieniu Mickeya Cohena, przedstawiciela Lansky’ego na Zachodnim Wybrzeżu, i oskarżył go o uchylanie się od płacenia podatków. (Wyatt Reid, Inside Mob Boss Mickey Cohen’s flashy Reign as the King of Los Angeles, August 6, 2022, posted at https://allthatsinteresting.com/mickey-cohen )

W 1963 roku departament sprawiedliwości RFK miał na celowniku także inną postać z kręgu Lansky’ego, Carlosa Marcello, który zarządzał holdingiem Lansky’ego w Nowym Orleanie.  Marcello był już raz deportowany, a w 1963 roku próbowano to zrobić ponownie. Żydowska mafia z pewnością miała motyw, by pozbyć się Kennedy’ego. To się nazywa instynkt samozachowawczy. Nie byłem więc zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że nazwisko Marcella znajduje się na liście gości Murchisona. (Hank Messick, Lansky, 1971, s. 86 – 87)

Podobno nad drzwiami motelu Marcello w Nowym Orleanie wisiał szyld. Napis brzmiał: TRZEJ MOGĄ DOCHOWAĆ TAJEMNICY, JEŚLI DWAJ Z NICH SĄ MARTWI. Chociaż rzeczywista rola Marcella w zamachu na JFK pozostaje niejasna, jednym z prawdopodobnych powodów jego obecności w Dallas było reprezentowanie Lansky’ego.

Z kolei rola Jacka Ruby’ego była bardzo dostrzegalna. Ruby powiedział swojemu obrońcy Williamowi Kunstlerowi, że zabił Oswalda „dla Żydów”. Przyznanie to jest tak szokujące, że zdobyłem egzemplarz autobiografii Kunstlera tylko po to, by potwierdzić, że Ruby to powiedział. Nie ma pomyłki, cytat można znaleźć w książce Kunstlera czarno na białym, dosłownie. Ale nie mniej szokujące były krętactwa Kunstlera, kiedy próbował przenicować ten komentarz i zmienić jego znaczenie. (William Kunstler, My Life as a Radical Lawyer, 1996, s. 158-160)

Kunstler opisał Rubina „jako jednego z najbardziej zdezorientowanych i zagmatwanych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Ale Ruby wydaje mi się całkowicie normalny w wywiadzie z 1965 roku. ( https://youtu.be/pooxqYBIlEw ) Zauważmy, że na końcu Ruby wspomina, że gdyby Adlai Stevenson był wiceprezydentem, zamach na JFK nigdy by się nie wydarzył. Jaśniej nie można tego było określić. To Stevenson był faworytem Kennedy’ego na stanowisko wiceprezydenta w 1960 roku. Jednym słowem, Ruby obwinia Johnsona o zabójstwo Kennedy’ego.

Według Petera Dale Scotta, jednym z pierwszych telefonów, jakie Ruby wykonał po aresztowaniu Oswalda, był telefon do Ala Grubera, współpracownika Mickey Cohena. (Peter Dale Scott, Deep Politics and the Death of JFK, 1993, s. 143)

Moim zdaniem Ruby został zobowiązany przez LBJ, by zabić Oswalda. Ale jest też możliwe, a nawet prawdopodobne, że Ruby potrzebował dodatkowej „perswazji”, aby uspokoić swoje nerwy. Każda decyzja mafii o zleceniu zabójstwa prezydenta USA musiała pochodzić z samej góry. Mógłby to być Luciano, ale Luciano zmarł w poprzednim roku. W listopadzie 1963 roku szefem wszystkich szefów został Meyer Lansky. Ale Lansky nigdy nie przekazałby takiej wiadomości osobiście. Delegowałby to zadanie komuś bliskiemu Ruby’emu. Nie mógł to być Cohen, który wciąż był za kratkami.
Jak ujęła to Gail Raven, była przyjaciółka Rubyego i tancerka w jego klubie Carousal: „Nie miał wyboru….Jack miał szefów, tak jak wszyscy inni”. Zauważmy, że Raven odnosi się do 'szefów’, a nie do szefa. (Arnaldo M. Fernandez, „The Hit Man And The Mobster: Jack Ruby And Santos Trafficante”, zamieszczone na stronie jack-ruby-and-santos-trafficante )

Dorothy Kilgallen prawie rozlewa mleko

Dorothy Kilgallen była jedną z najinteligentniejszych dziennikarek, które pisały o zamachu na Kennedy’ego. Była też jedną z najodważniejszych. Przez wiele lat Kilgallen była stałą bywalczynią popularnego telewizyjnego teleturnieju What’s My Line, w którym wykazywała się umiejętnością szybkiego myślenia. Kilgallen miała talent do odkrywania prawdziwej tożsamości zaproszonych gości. Była również autorką cotygodniowej kolumny informacyjnej, którą publikowało 200 gazet. Specjalnością Kilgallen były ciekawostki z Hollywood, głośne sprawy sądowe i nierozwiązane morderstwa. W latach 50-tych Kilgallen cieszyła się statusem gwiazdy.
Była też dziennikarzem śledczym z instynktem myśliwego. Po zabójstwie Kennedy’ego,  Kilgallen była pierwszą dziennikarką, która zakwestionowała oficjalną narrację o samotnym zamachowcu. Zrobiła to w felietonie, zamieszczonym tydzień po zamachu. 29 listopada 1963 roku napisała: „Sprawa jest zamknięta, prawda? Chciałabym wiedzieć, jak w takim dużym, sprawnym mieście jak Dallas, człowiek taki jak Jack Ruby, prowadzący lokal ze striptizem, mógł wchodzić i wychodzić z siedziby policji jak z klubu fitness w czasie, gdy mała armia stróżów prawa sprawowała „ścisłą opiekę” nad Oswaldem… To dlatego tak wielu ludzi mówi, że jest „coś dziwnego” w zabójstwie Oswalda, coś dziwnego w sposobie prowadzenia jego sprawy, jest wiele braków w oficjalnym raporcie…”.
Później,  gdy Kilgallen uczestniczyła w procesie Jacka Ruby’ego w Dallas, była jedyną dziennikarką, której pozwolono na wywiad z oskarżonym (dwukrotnie). Stało się to na prośbę samego Ruby’ego. Podobno „What’s My Line?” był jednym z jego ulubionych programów telewizyjnych. Kilgallen napisała, że została na procesie, ponieważ powiedziano jej, że Ruby chce z nią rozmawiać. Kiedy jeden z obrońców Ruby’ego, Joe Tonahill, zawołał ją, podeszła do ławy oskarżonych. Rubin wstał i grzecznie uścisnął jej dłoń. Napisała, że chociaż się uśmiechał, to „cały widok był niewymownie smutny”.
Kilgallen opisała go we wstrząsających słowach: 'Oczy Rubyego były szkliste, a kiedy uścisnęliśmy sobie dłonie, jego ręka lekko drżała, jak bicie serca ptaka. Jestem zdenerwowany i przygnębiony, powiedział. Czuję, że jestem na skraju czegoś, czego nie rozumiem, być może punktu przełomowego. Rubin powiedział jej wtedy, że jest „naprawdę przerażony”. ( kilgallen-in-words )

Według jednej z relacji, sędzia przewodniczący Joe B. Brown pozwolił Ruby’emu i Kilgallen (wraz z Tonahillem) na rozmowę za zamkniętymi drzwiami. Nawet strażnicy Ruby’ego nie byli obecni przy tej rozmowie. (Lee Israel, Kilgallen, 1979)

Jack Ruby nigdy nie zeznawał na własnym procesie. Była to integralna część strategii obrońcy Marvina Belli, który chciał przedstawić go jako „chwilowo niepoczytalnego” w chwili zabójstwa. Strategia ta jednak zawiodła. Ruby został skazany. Mimo to, podczas zeznań kilku świadków pojawiły się rozbieżności wskazujące, że oficjalna narracja nie mogła być prawdziwa. Na przykład, miejsce pobytu Ruby’ego w czasie zamachu budziło wątpliwości.
Jeden ze świadków zeznał, że w chwili zastrzelenia Kennedy’ego, Ruby przebywał w biurze Dallas Morning News, znajdującym się kilka przecznic od Dealey Plaza. Okna biura wychodziły na Dealey Plaza, z bezpośrednim widokiem na Texas Book Depository. Czy Ruby celowo tam był, aby obserwować zamach? Jeśli tak, to znaczy, że miał wcześniejszą wiedzę o zamachu. ( Ruby-Trial )

Kiedy sprawdziłem układ centrum Dallas za pomocą oprogramowania Google Earth Pro, byłem w stanie zmierzyć odległość od budynku Dallas Morning News do miejsca, w którym znajduje się „strefa zamachu” na Elm Street. Odległość ta wynosi 1,460 stóp(445 metrów).

Inne zeznania ujawniły, że Ruby podążał śladami Oswalda wieczorem 22 listopada, kiedy władze zaprezentowały Oswalda prasie, w City Hall. Poczekalnie policyjna była wypełniona reporterami i fotografami. Ruby był tam widziany z długopisem i notatnikiem w ręku, zachowując się tak, jakby był członkiem prasy, którym oczywiście nie był.
Z przesłuchań innych świadków wynikało również, że Ruby kontynuował śledzenie Oswalda  następnego dnia. Po południu 23 listopada, Ruby był widziany na trzecim piętrze ratusza, tuż przy wydziale zabójstw, gdzie przesłuchiwano Oswalda. Ruby znajdował się w korytarzu zatłoczonym przez prasę. Tak jak poprzednio, udawał reportera. Ruby był jednak dobrze znany w City Hall i jeden z detektywów krzyknął: „Jack, co ty tu robisz?”. Detektyw musiał krzyczeć, żeby go usłyszano, bo korytarz był zatłoczony i głośny. Ruby gestykulował i odpowiedział: 'Pomagam kolegom’. ( Ruby-Trial )

Te rozbieżności z pewnością oznaczają, że spotkanie Ruby’ego z Oswaldem nie nastąpiło przypadkowo. Strzelanina nie była też działaniem impulsywnym. Było ono z góry zaplanowane. Śledzenie Oswalda podważa również to, co Ruby powiedział Komisji Warrena, tj. „Nikt inny nie prosił mnie o zrobienie czegokolwiek. Nigdy nie rozmawiałem z nikim o próbie zrobienia czegokolwiek. Żadna organizacja przestępcza nie podsunęła mi żadnego pomysłu. Żadne osoby z podziemia przestępczego nie czyniły żadnych starań, aby się ze mną skontaktować. To wszystko wydarzyło się w ten niedzielny poranek…”.

W marcu 1964 roku Kilgallen próbowała skontaktować się z Robertem Kennedym za pośrednictwem Pierre’a Salingera, który powiedział Kennedy’emu, że „ma ona pewne informacje, które chce ci przekazać”. Do spotkania jednak nigdy nie doszło. W tym trudnym okresie, RFK przejęty był własnym bólem i stratą i unikał kontaktów z dziennikarzami, zwłaszcza tymi prowadzącymi śledztwo w sprawie zabójstwa jego brata. (David Talbot, Brothers, 2007, s.262)

Wielu badaczy ignorowało proces Jacka Ruby’ego jako mało istotny, prawdopodobnie dlatego, że Ruby nigdy nie zeznawał. Podejrzewam jednak, że ci sceptycy nigdy nie przestudiowali transkrypcji procesu w Dallas. Z pewnością proces ten przekonał Kilgallen (moim zdaniem słusznie), że Ruby był kluczem do ustalenia, kto zabił Kennedy’ego.

To prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego w sierpniu 1964 roku, około miesiąc przed oficjalnym ujawnieniem Raportu Komisji Warrena we wrześniu, Kilgallen ujawniła całą transkrypcję  zeznań Rubina przed Komisją. W jakiś sposób zdobyła kopię, liczącą 102 strony. Kilgallen opublikowała cały zapis w trzech numerach The New York Journal-American. Z perspektywy czasu wydaje się, że doprowadziła do wycieku stenogramu, aby zwrócić uwagę na nieudolne przesłuchanie Rubina przez Komisję, ale także, co ważniejsze, aby rzucić światło na rozbieżności ujawnione podczas jego procesu w Dallas. Przeciek skłonił J. Edgara Hoovera do założenia podsłuchu na telefonie Kilgallen. Poddał ją również inwigilacji.

Dorothy Kilgallen nigdy nie ujawniła szczegółów jej rozmów z Jackiem Ruby. Planowała opisać wszystko w książce „Murder One”, która miała być opublikowana przez Random House. Swoje notatki i manuskrypt trzymała cały czas przy sobie. Powiedziała przyjaciołom, że była bliska odkrycia, kto zabił Kennedy’ego. Kilgallen nie zdążyła jednak ukończyć swojej książki. Została znaleziona martwa 8 listopada 1965 roku w swoim mieszkaniu na Manhattanie. Ciało znalazł jej osobisty fryzjer Marc Sinclaire i natychmiast stwierdził, że została zamordowana. Kilgallen była w pełni ubrana, siedziała w łóżku, którego nigdy nie używała, w pokoju, w którym nigdy nie spała. Jako przyczynę śmierci podano mieszankę alkoholu i barbituranów, których ślady znaleziono na brzegu szklanki. Jej rękopis i notatki zniknęły.

Jednak spisek na życie Kennedy’ego nie był po prostu zamachem stanu dokonanym przez głodnego władzy wiceprezydenta, ani dziełem żydowskiego podziemia w celu obrony swojego narkotykowego imperium. Stawka była nieskończenie wyższa i za chwilę to ujawnię.

Ben Gurion i JFK

Ostatnim nazwiskiem z listy Madeleine Brown, które omówię, jest John McCloy. Ostatni nie oznacza, że najmniej istotny. Kiedy zobaczyłem jego nazwisko, byłem w szoku. Wystarczy wygooglować „John J. McCloy”, aby zrozumieć, kim był ten człowiek. Przez 50 lat, McCloy doradzał ośmiu prezydentom od Franklina D. Roosevelta do Ronalda Reagana, w tym Johnowi F. Kennedy’emu.

Pozwólcie, że pokrótce przedstawię jego bogatą karierę. Jako młody oficer artylerii, McCloy krótko walczył w ostatnich miesiącach I wojny światowej. Po wojnie wrócił na Harvard i ukończył studia prawnicze. W latach 20-30 McCloy cieszył się udaną karierą jako adwokat z Wall Street. Ten etap jego życia zakończył się jednak w 1940 roku, gdy został zwerbowany przez sekretarza wojny USA Henry’ego Stimsona. McCloy służył pod Stimsonem przez cały okres II wojny światowej jako planista wojenny i w kwestiach wywiadowczych. W tym okresie McCloy i James Donovan założyli Office of Strategic Services (OSS), prekursora CIA. Po wojnie McCloy został prezesem Banku Światowego, a następnie pełnił funkcję pierwszego Wysokiego Komisarza do spraw Niemiec. W tym charakterze nadzorował powstanie Republiki Federalnej Niemiec.
W latach 50. McCloy pełnił funkcję prezesa Chase Manhattan Bank, był przewodniczącym Fundacji Forda, a także powiernikiem Fundacji Rockefellera. Przez wiele lat pełnił również funkcję przewodniczącego prestiżowej Rady Stosunków Zagranicznych. Związek McCloya z Rockefellerami sięgał jego czasów na Harvardzie. Krótko mówiąc, niezwykły życiorys McCloya pokazuje, że w latach 50. osiągnął on szczyt amerykańskiego establishmentu władzy i znalazł się w wybranej grupie ludzi, którzy rządzili Ameryką. Był członkiem ścisłej elity.

McCloy doradzał prezydentowi Kennedy’emu w sprawach rozbrojenia i kontroli zbrojeń. Szczególne znaczenie dla tematu tego artykułu ma jednak fakt, że w 1963 roku Kennedy powołał McCloya na stanowisko swojego osobistego wysłannika na Bliski Wschód. Celem  jego misji było pośredniczenie w porozumieniu z premierem Izraela Davidem Ben Gurionem i zorganizowanie amerykańskiej inspekcji izraelskiego reaktora atomowego w Dimonie. W tym czasie tylko cztery państwa posiadały broń jądrową i Kennedy chciał, aby tak pozostało. Kennedy był zaniepokojony rosnącym prawdopodobieństwem, że wiele innych państw, w tym Izrael, wkrótce dołączy do „klubu atomowego” (Avner Cohen, Israel and the Bomb, 1998, s. 132).
Ben Gurion obiecał Kennedy’emu, że reaktor w Dimonie będzie służył wyłącznie celom pokojowym. Kiedy Kennedy spotkał się z Szymonem Peresem w Białym Domu, Peres ponownie zapewnił go, że Izrael „nie będzie pierwszym państwem na Bliskim Wschodzie, które posiądzie broń jądrową”. Ale co to tak naprawdę oznaczało? Eksperci wywiadu amerykańskiego wiedzieli, że reaktor w Dimonie był konstrukcji francuskiej i że Peres osobiście zorganizował transfer technologii. Biorąc pod uwagę jastrzębią przeszłość Peresa, Kennedy z pewnością pozostał sceptyczny. Amerykańscy eksperci nuklearni powiedzieli Kennedy’emu, że aby zagwarantować, że reaktor nie zostanie wykorzystany do produkcji zbrojeniowej, potrzebne są co najmniej dwie inspekcje rocznie. Propozycja Ben Guriona dotycząca (być może?) jednej wizyty w roku była niewystarczająca. (Israel and the Bomb, s. 118)
W połowie czerwca 1963 roku, McCloy przybył do Waszyngtonu na trzy dni konsultacji z urzędnikami administracji, po czym spotkał się z Kennedym. W tym czasie JFK podpisał mocno sformułowany list do Ben Guriona, który był równoznaczny z ultimatum. Konfrontacja z USA, której Ben Gurion starał się uniknąć, wydawała się nieuchronna. (Israel and the Bomb, str. 156)
Nagle Ben Gurion podał się do dymisji, prawdopodobnie był to unik, aby nie odpowiadać na ultimatum Kennedy’ego. Tym samym, sprawa Dimony znalazła się w zawieszeniu. Mimo to,  McCloy udał się na pierwszy etap planowanej misji dyplomatycznej. Najpierw do Egiptu, gdzie konsultował się z Abdulem Nasserem. Egipski prezydent wysłuchał McCloya, ale, co nie było zaskoczeniem, odpowiedział w wymijający sposób. Jednak z powodu braku reakcji Izraela z powodu rezygnacji Ben Guriona, Kennedy odwołał kolejny etap podróży McCloya – do Tel Awiwu. McCloy wrócił do Waszyngtonu i w ciągu kilku tygodni Biały Dom porzucił inicjatywę. Nowy premier Levi Eshkol upierał się, że potrzebuje więcej czasu na przestudiowanie propozycji Kennedy’ego.
W międzyczasie, proponowany przez Kennedy’ego  częściowy zakaz testów nuklearnych zyskiwał na popularności. JFK prawdopodobnie uznał, że sprawa inspekcji w Dimonie może poczekać i skupił swoje wysiłki na innej, nie mniej ważnej kwestii. Jak wiemy, misja Averella Harrimana do Moskwy w lipcu 1963 roku zakończyła się sukcesem. Pod koniec lipca, USA i Sowiety parafowały porozumienie o zakazie przeprowadzania prób jądrowych w atmosferze ziemskiej. We wrześniu 1963 roku Senat USA ratyfikował traktat, a w ciągu sześciu miesięcy ponad 100 krajów przystąpiło do niego lub podpisało go bez zastrzeżeń. Częściowy zakaz prób był wielkim osiągnięciem Kennedy’ego i całego świata.

John McCloy pokazuje swoją prawdziwą twarz
Teraz przechodzimy do mrocznej strony tej opowieści. Jako człowiek Rockefellera, McCloy miał wielu przyjaciół w przemyśle naftowym, w tym Clinta Murchisona. Wiemy, że latem 1963 roku Murchison zaprosił McCloya  do swojej meksykańskiej hacjendy na polowanie. Można sobie tylko wyobrazić, o czym ci dwaj potężni ludzie rozmawiali przy stekach i drinkach. (LBJ and the Kennedy Killing, str. 356)
Późniejsza obecność McCloya na spotkaniu 21 listopada 1963 r. w domu Murchisona w Dallas wskazuje, że „mędrzec” z Wall Street postanowił zdradzić Kennedy’ego i przyłączyć się do zamachu stanu przeciwko prawowitej władzy. McCloy nie był bynajmniej człowiekiem nieobliczalnym. Jego zaangażowanie z pewnością oznacza, że i inni członkowie amerykańskiej elity wiedzieli o zbliżającym się zamachu i go popierali. David Rockefeller już wcześniej zdecydował się na niecodzienny krok, publikując w magazynie Life mocno sformułowany list, krytykujący politykę gospodarczą Kennedy’ego.

Można założyć, że McCloy poinformował Murchisona, LBJ i innych o zablokowanej przez Kennedy’ego inicjatywie inspekcji reaktora w Dimonie. Chociaż Kennedy uzyskał później zgodę od premiera Eshkola na amerykańskie inspekcje, jego następca nie podzielał głębokiego zaangażowania Kennedy’ego w nierozmieszczanie broni atomowej. LBJ był bardziej niż skłonny odwracać głowę w drugą stronę.
Kontrole, owszem, były, ale nie dwie rocznie. Zrezygnowano z tego minimalnego wymogu. Wiemy również, że Izraelczycy oszukali amerykańskich inspektorów, instalując atrapę stanowiska kontrolnego z fałszywymi pokrętłami i fałszywymi danymi.
Amerykańscy naukowcy myśleli, że reaktor produkuje energię elektryczną, podczas gdy w rzeczywistości był on nastawiony na maksymalną produkcję plutonu. Nawet w czasie, gdy inspektorzy dokonywali obchodu, reaktor pracowicie produkował pluton do bomb. Izraelczycy oszukali inspektorów również w inny sposób, zamurowując drzwi do windy, aby ukryć szyby prowadzące do tajnej wytwórni sześć pięter pod ziemią.
Wydaje się, że fakt, iż wszystko uchodziło im na sucho, jeszcze bardziej ich rozzuchwalił. Przy okazji inspekcji w 1968 roku, Izraelczycy stali się agresywni, nękając amerykańskich inspektorów do tego stopnia, że ci przerwali inspekcję. Była to ostatnia amerykańska inspekcja. Po co w ogóle się trudzić? Urzędnicy amerykańscy musieli zdać sobie sprawę, że to wszystko było farsą. (Mark H. Gaffney, Dimona: The Third Temple, 1989, s. 69)
6 grudnia 1963 roku, ledwie dwa tygodnie po zamordowaniu Kennedy’ego w Dallas, Johnson przyznał Johnowi McCloyowi Prezydencki Medal Wolności za bliżej nieokreślone zasługi dla kraju. Kilka dni później Johnson powołał również McCloya do Komisji Warrena. Moim zdaniem, te bardzo publiczne gesty Johnsona były sygnałem dla amerykańskich elit, że zamach stanu został zakończony sukcesem. Jak wiemy, McCloy był sumiennym uczestnikiem „śledztwa” Komisji Warrena i pomagał promować narrację o samotnym zamachowcu. 'Orwellizm’ to jedyne słowo pasujące do opisu tego mrocznego rozdziału w historii USA.

Dziś nie można mieć wątpliwości co do poglądów McCloya na politykę zagraniczną USA. Kronika jego działań mówi sama za siebie. W Banku Światowym, McCloy współpracował z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) w celu uzależnienia pomocy dla krajów trzeciego świata od wprowadzenia przez nie programów oszczędnościowych, aby utrzymać je w zależności od Zachodu i uniemożliwić im rozwój własnej gospodarki. Podczas pracy w Fundacji Forda, McCloy zaaranżował, by ta rzekomo filantropijna instytucja potajemnie przekazywała pieniądze CIA na tajne operacje. W marcu 1964 roku McCloy pomógł CIA zorganizować przewrót, który obalił popularnego i niekomunistycznego prezydenta Brazylii, Joao Goularta. Podsumowując, McCloy był neokolonialistą i nie mniejszym łajdakiem niż sam Lyndon Johnson. (Donald Gibson, Battling Wall Street, 1994, s. 71-72, 79; patrz też William Blum, Killing Hope, 1995, s.163 – 169)

Na koniec muszę dodać wyjaśnienie.  Richard M. Nixon również znalazł się na liście Browna. Jednak republikański działacz polityczny i autor, Roger Stone, który znał Nixona osobiście i przeprowadził z nim wywiad, twierdzi, że Nixon opuścił przyjęcie u Murchisona na długo przed przybyciem Johnsona, a więc nie był częścią spisku mającego na celu zabicie Kennedy’ego. W świetle tego, pozwoliłem sobie usunąć nazwisko Nixona z listy Browna. Bez wątpienia Nixon, wytrawny polityk, w końcu sam się zorientował, co się stało i kto jest za to odpowiedzialny. (The Man Who Killed Kennedy, s. 229)
W oparciu o moje badania, podejrzewam, że Madeleine Brown mogła się pomylić także co do jeszcze jednego nazwiska – Clint Peoples. Sprawa ta wymaga dalszych badań.
W kolejnym artykule wykażę, że Lyndon Johnson był zagorzałym syjonistą.
MARK H. GAFFNEY 
tłum. Sławomir Soja

Ktoś ty? – Wasz, ojcze, wasz – jezuicki wychowanek… CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (12)

Ktoś ty? – Wasz, ojcze, wasz – jezuicki wychowanek…

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (12)

Pokuta Jean-Luca

Wiosna tego roku przyszła szparko. Nie marudziła w drodze. Trawy nabrały świeżej zieloności nieomal z dnia na dzień, na wilgotnych przedmiejskich ugorach, ale też na nieutwardzonych brzegach Sekwany wychyliły się z ziemi setki i tysiące kruchych srebrzystozielonych łodyżek zwieńczonych żółtozłocistymi kwiatuszkami, zwanymi przez miejscowych pas-d’âne, a po naszemu podbiał1, które niczym dywan utkany przez Najdoskonalszego Tkacza, zaścielał teraz szare połacie smutnych ugorów.

Jean-Luc leżał. Już w dwa tygodnie od spowiedzi ogarnęła go taka słabość, że bez pomocy nie był w stanie nawet udać się za potrzebą. Ale nie było na to rady. Gdyby nie dopełnił naznaczonej mu pokuty, to żar piekielnych czeluści mógłby go pochłonąć na wieczność, a tego bał się straszliwie, chociaż obawa przed piekłem dla jansenistów także była grzechem...

Cierpiał więc w milczeniu, chociaż cierpiał bardzo. Szczególnie dotkliwe było nieustanne nieomal pragnienie, które dręczyło go w dzień i w nocy. Właściwie to prawie nie sypiał, a zapadał tylko co i raz w drzemkę, z której budziła potworna suchość w ustach. Pragnienie było stokroć straszliwsze od głodu, a ów jeden demiard wody na dobę ledwo podtrzymywał go przy życiu.

Lecz oprócz owych cierpień fizycznych doskwierało mu miłosierdzie Madeleine, na którą patrząc pożądliwie „scudzołożył w sercu swoim”2, bo dziewczyna nie odstępowała jego łoża na krok, usługując mu i troszcząc się o niego… tak… jej troska przysparzała pokutnikowi ogromnej duchowej udręki. Szczególnie ciężkie było dlań to gdy po wielokroć każdego dnia zwilżała mu wargi, bacząc, by nawet przez przypadek, ni kropelka nie wpadła do ust.

W końcu wszakże zobojętniał na wszystko. Nawet i na dotyk ciepłych, delikatnych dłoni dziewczyny i nawet na to, co mu któregoś słonecznego popołudnia wyznała, chociaż na to ostatnie może nie do końca, bo łza zaszkliła mu się w oku

– Och Jean-Luc, Jean-Luc… Czemuś się nie odważył zagadać do mnie… moje serce było dla ciebie otwarte… gdybyś tylko mnie zechciał, z radością bym wyszła za mąż za ciebie… och Jean-Luc, Jean-Luc…

Spojrzał na nią przymglonymi oczami, w których kącikach pojawiło się więcej łez…

* * *

Do kaduka! – zaklął po polsku Mikołaj, gdy po długiej nieobecności przyszedłszy odwiedzić Jean-Luca spojrzał na niego.

Żółta niczym pergamin skóra, pomarszczona i wyschnięta, zapadnięte oczy nabiegłe krwią, chrapliwy oddech na przemian z rzężeniem wydobywające się ze słabiuśkich płuc, przeraziły go. Mikołaj nie wiedział, co ma począć, jak na to, co ujrzał zareagować. Oto na jego oczach umierał jeszcze nie tak dawno zdrowy i krzepki mężczyzna!

– Co wy robicie?! Czyście poszaleli? Dajcież mu co prędzej pić! Słyszycie?

Chłopak jął się rozglądać za jakimś naczyniem i za wodą, ale drogę zastąpił mu abbé d’Étemare i rozkładając ręce, nie puszczał dalej.

– Co chcesz uczynić, grzeszniku?! Precz!

– Co ja chcę uczynić? Ja chce tego tu człowieka ocalić, a wy go chcecie zabić!

– Precz!

– O, nie! Najpierw trzeba go napoić!

– Nie dokończył pokuty!

– Więc trzeba ją zmienić, skrócić, zrób to, wszak jesteś księdzem!

– Przenigdy! Nie, bo nie ja mu zadałem, więc nie jestem władny, by owo uczynić!

– A kto jest władny?

– Święty człowiek, ojciec Gerberon.

Mikołaj nic już nie rzekł, pędem wypadł z domu i rzucił panu Bartuszowi, który czekał na niego w karecie:

– Wyprzęgaj konia, muszę czym prędzej do Saint-Denis!

To karetą nie można?

– Można, ale wierzchem będzie szybciej.

– Ani siodła, ani strzemion, paniczu! Wsiadajcie do karety, ja umiem szybko powozić!

– Masz rację… niechże tak będzie.

Za chwilę okute żelaznymi obręczami koła ostro zaturkotały na wybojach…

* * *

– Gdzie ten łotr Gerberon? Gdzie on? Dawać mi go tutaj! – krzyczał Mikołaj, starając się sforsować wejście do klasztoru. Jakiś mnich przywabiony hałasem wyszedł do niego.

– W czym rzecz, panie kawalerze?

Młodzieniec zebrał się w sobie, zdusił nieco zdenerwowanie i siląc się na spokój, pokrótce zreferował rzecz całą.

Mnich zaś wysłuchawszy wieści, ze smutkiem pokręcił głową i powiedział:

– Obawiam się, że niewiele wskórasz, panie kawalerze.

– I czemuż to?

– Ojciec Gerberon umiera…

– Jak to umiera? Ale jeszcze dusza z niego nie wyszła?

– Jeszcze nie.

– Więc prowadź mnie do niego!

– Co to da?

– Nie wiem, może przemówię mu do sumienia.

– Tedy chodź – benedyktyn wzruszył ramionami.

* * *

Gerberon uchylił przymknięte powieki i spoglądając na Polaka, wyszeptał:

– Na odległość nie mogę… nic nie mogę… musimy się widzieć twarzą w twarz…

To czemuś, zbrodniarzu, tą pokutą na śmierć go skazał?

– Chciałem ocalić jego duszę…

– A teraz? Teraz też uważasz, że będzie ocalona?

– Bez absolucji… nie… nie… bez absolucji… nie…

– To jej udziel!

– Na odległość nie mogę… nic nie mogę… musimy się widzieć twarzą w twarz…

Mikołaj w bezsilnej wściekłości splunął na podłogę tuż przy łożu benedyktyna.

– Mam nadzieję, że cię Pan Bóg rozliczy, a diabli dla ciebie, zbrodniarzu, już tam pod kotłem ze smołą niecą ogień.

* * *

– A teraz co, paniczu? – zapytał pan Zbylut Bogusz.

– Czekaj waść, niechże myśli pozbieram… Żaden z tych łobuzów rozgrzeszenia mu nie udzieli, trzeba jakiegoś fortelu użyć.

– Fortelu? Przecież panicz go nie rozgrzeszy.

– Ja nie, ale chyba znalazłem sposób, który życia doczesnego tego nieszczęśnika nie uratuje, ale duszę mu ocali.

Mikołaj wyskoczył z karety i wydał taką oto dyspozycję Boguszowi:

– Ja wracam do umierającego, a ty pędem sprowadź mi tu jakiegoś jezuitę. Koniecznie jezuitę! Powiedz mu, że czeka nań konający, którego janseniści na tamten świat wyprawiają i każda chwila się liczy.

– Jak to z Wiatykiem? Przecie nie dostał rozgrzeszenia.

– Dostanie, moja w tym głowa! No, prędzej, prędzej, panie Zbylucie!

Szlachciura zaciął konie i karetka ruszyła pędem…

* * *

– I co? Co? – zebrani wokół łoża Jean-Luca pytali jeden przez drugiego.

– Ano nic – stary łotr, którego żeście tu ogłosili świętym za życia, także wydaje ostatnie tchnienie. A ponieważ pan, monsieur abbé nie czuje się upoważniony udzielić umierającemu absolucji, pora skorzystać z prastarego kościelnego zwyczaju. Wszak wy wciąż do starożytnych obyczajów chcecie wracać, no to teraz z jednego z nich skorzystamy. W końcu odebrałem gruntowne wykształcenie w jednej z najlepszych jezuickich Akademii w Polce, to i wiem co nieco.

Ksiądz Jean-Baptiste d’Étemare milczał, ale drżał z niepokoju, co też ten jezuicki wychowanek wymyślił. Mikołaj zaś, zbliżywszy się do Jean-Luca i rzekł:

– Słuchaj, bracie. W twoim przypadku zaszła okoliczność, która usprawiedliwia to, żeby odwołać się do starodawnej kościelnej praktyki, do spowiedzi przed nami, świeckimi, albowiem ten tu kapłan, obecny, ale nie wiedzący co to miłosierdzie, miłosierdzia nieznający woli twą duszę wydać na wieczne męki, niż cię przed nimi uratować.

– Cóż warta taka spowiedź? – z trudem zapytał Jean-Luc.

Ty umierasz i twój spowiednik umiera ani ty do niego, ani on do ciebie przyjść nie możecie, ergo rozgrzeszenia nie uzyskasz z przyczyn od was obydwu niezależnych. W konsekwencji twoją ostatnią spowiedź nie tylko można, lecz wręcz należy uznać za niebyłą. Dlatego też, jeśli pragniesz z całej mocy i gorąco spowiedzi sakramentalnej, a tej możliwości nie masz, jeśli wzbudzisz w sobie szczery i na ile tylko zdołasz doskonały żal za grzechy, skoro wyznasz tu jeszcze raz przed nami grzechy, które żeśmy już i tak poznali, a może i nowe jakie, których żeś się dopuścił w rozpaczy być może, śmierci głodowej tutaj oczekując, to Pan Bóg ci je przebaczy. I ta spowiedź, chociaż nie jest pełnym sakramentem, bo nikt z nas nie może udzielić ci absolucji, niezawodnie zgładzi twoje przewinienia, albowiem jest ona skuteczna ex opere operantis3, mocą tej skruchy, którą tu wyrazisz…

Ojcze – Jean-Luc błagalnie spojrzał na d’Étemara. – Czy to prawda?

– Formalnie rzecz biorąc… cóż… prawda… – odparł ksiądz, po czym pośpiesznie opuścił pokój, a po chwili słychać było z ulicy odgłos jego szybkich kroków.

Jean-Luc z trudem, ledwo słyszalnym głosem począł wyznawać swoje grzechy… Skończył, przymknął powieki i ciężko oddychał, z trudem.

Wtedy z trzaskiem otwarły się drzwi wejściowe i pierwszy wkroczył z dzwonkiem pan Bartusz przyodziany w komżę, bo odgrywał rolę ministranta, a za nim duchowny także w komży, ale i w stule na ramionach, niosąc Oleje i Najświętszy Sakrament.

Zebrani poklękali, a pan Bartusz wciąż dzwonił zawzięcie.

– Gdzie umierający?

– Tu, monsieur abbé – Mikołaj wskazał kapłanowi Jean-Luca.

– Synu… synu… czy mnie słyszysz?… Czy słyszysz? Ksiądz katolicki jest przy tobie.

– On już się wyspowiadał.

– A komu to? – zdumiał się jezuita.

– Nam, ojcze, wedle starożytnego obyczaju Kościoła, który spowiedź świecką dopuszcza in articulo mortis. Z tego żeśmy skorzystali. Rozgrzesz go ojcze, pomaż Olejami i zaopatrz Wiatykiem.

– Ktoś ty? – jezuita niepomiernie zdumiony, ale i zaniepokojony bacznie wpatrywał się w twarz Mikołaja.

– Wasz, ojcze, wasz – jezuicki wychowanek…

– Ach!… jezuicki… – kapłanowi wyraźnie ulżyło.

– Ojcze, nie egzaminuj mnie… bo ten tu kona!

Jean-Luc jednakże otwarł jeszcze, choć z niezmiernym trudem, oczy i błagalnie spojrzał na księdza.

Ów zaś, widząc, że mężczyzna rzeczywiście znalazł się już na granicy dwóch światów, uniósł dłoń, wyciągnął ją nad głową leżącego i wypowiedział skróconą formułę absolucji:

Ego te absolvo ab omnibus censuris, et peccatis, in nomine Patris, et Filii, + et Spiritus Sancti.4

Następnie pochylił się nad łóżkiem i począł mazać konającego Olejami…

O godzinie dziewiątej wieczorem Jean-Luc wyzionął ducha. Wody już nie zdążył się napić…

Działo się to 27 marca 1711 roku, kiedy Kościół wspomina aż dwudziestu sześciu męczenników – ilyryjskich, afrykańskich i perskich5, więc jezuita westchnął do nich w intencji zmarłego, aby powiedli go prostą drogą ku rajskiej szczęśliwościbo zapewne na wstawiennictwo tych, którzy oddali życie za wiarę, Pan Bóg zerka łaskawszym okiem?…

* * *

Ojciec Gerberon leżał na prostym, niezbyt wygodnym łóżku. Oczy miał przymknięte, a w splecionych na piersiach dłoniach trzymał różaniec. Ale chyba nie modlił się na nim, bo nie przebierał palcami jego ziaren. Bezgłośnie tylko poruszał wargami.

Zza okna celki mnicha, od strony kościoła dobiegał dźwięk dzwonów… „Niedziela Palmowa… ale on już jej przeżyje” – taka myśl przemknęła mu przez głowę…

Rzeczywistość doczesności jęła mu się mieszać z rzeczywistością krainy cieni…

Wzdrygnął się, a zimny pot, jaki wycisnął zeń paraliżujący strach, zrosił mu czoło.

– Ojcze… ojcze… – jakaś męska twarz pochylała się nad nim. – Ojcze… czy mnie słyszysz?

– Z niezmiernym trudem, z niewyobrażalnym wprost wysiłkiem chciał otworzyć oczy, ale jedynie odrobinę uchylił powieki, a potem znów zapadł się w pół-sen, w pół-czuwanie…

A dzwony biły, długo i dostojnie. Biły i biły, i biły i zdawało się, iż nigdy nie przestaną…

Gerberon usłyszał, ale jakby wewnątrz swojej głowy słowa, które oskarżały go… bez końca… wewnętrznym wzrokiem śledził zaś przesuwające się obrazy z całego swojego życia… a nie wszystkie były miłe… W tych chwilach… w tych ostatnich chwilach… uświadomił sobie i wreszcie do końca pojął wagę, znaczenie i skutki podejmowanych ongi wyborów, spełnianych czynów…

Zaczął się trząść, jakby dopadła go febra. Tym razem udało mu się na tyle odzyskać siły, iż rozwarł oczy i jął niemal zachłannie wpatrywać się w krucyfiks, który wisiał na ścianie naprzeciwko. Tak, jakby chciał się z tym krucyfiksem zespolić…

A dzwony biły i biły… nie ustawały… ich dźwięk zgrał się z rezonansem uderzeń jego serca i wibrował w głowie…

Znów pochyliła się nad nim jakaś męska twarz, a potem czyjeś palce mazały mu Olejem powieki, nozdrza, dłonie, stopy…

„Ach tak… więc zaraz nastąpi przejście zatem tak to wygląda…”

Wykrzywiona twarz demona, jedna, druga, kolejna… i kolejna… i oskarżenia… i niekończące się zarzuty…

Jęk wyrwał się z piersi konającego.

Ojcze Gerberon, jak ci mogę ulżyć? – stłumiony, bo jakby przez liczne warstwy materii przenikający, męski głos dobiegł skądś z nieokreślonej przestrzeni.

Gerberon zaczął charczeć… Zaczynała się agonia…

Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa… miserere mei, Deus… miserere mei, Deus… miserere…6

Gerberonowi zdało się… nie, nie zdało się… to się stało naprawdę… wszedł we mgłę, szarą i tak gęstą i lepką, iż na krok nic nie widział, nie widział nawet swojej dłoni, którą podetknął pod same oczy… Poruszał się więc po omacku. Stopami usiłował wymacać grunt, ale go nie było, a później wciągnął go jakiś wir i gnał i pędził kędyś hen, hen w nieznane…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Tussilago farfara – roślina lecznicza i jadalna.

2Słyszeliście, że powiedziano starym: „Nie będziesz cudzołożył”. A ja powiadam wam, że każdy, który patrzy na niewiastę, aby jej pożądał, już ją scudzołożył w sercu swoim. – Mt 5,27, Biblia Jakuba Wujka.

3Z dzieła działającego (łac.) – czyli: samo to dzieło, w tym przypadku taka spowiedź wywoła oczekiwany i pożądany skutek.

4Ja cię rozgrzeszam od wszystkich cenzur (tj. ekskomuniki, interdyktu i suspensy – jeśli oczywiście mogą one dotyczyć penitenta) i grzechów, w imię Ojca i Syna, + i Ducha Świętego. Amen. (łac.).

5Zob.: Acta Sanctorum Martii a Ioanne Bollando, S.I. (…) Tomus III, Antverpiae 1668, s. 685.

6Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina… zmiłuj się nade mną Boże… zmiłuj się nade mną Boże… zmiłuj się… (łac.).

Harari – grabarz człowieczeństwa.

Harari – grabarz człowieczeństwa.

PRAWDA o człowieku, z którym spotkał się Morawiecki

Harari – grabarz człowieczeństwa

Nowa książka prof. Adama Wielomskiego pt. „Yuval Noah Harari. Grabarz człowieczeństwa” jest dostępna w Bibliotece Wolności. Wieloletni publicysta „Najwyższego CZAS!”-u demaskuje w niej poglądy jednego z kluczowych ideologów nowego porządku świata po Wielkim Resecie.

Harari jest kreowany na autorytet „od wszystkiego”. Jego wypowiedzi są cytowane jako genialne bez względu na to czy dotyczą pandemii, wojny na Ukrainie, globalnego ocieplenia, agendy LGBT, religii czy przyszłości świata. Jego książki polecają takie osoby jak Mark Zuckerberg czy Bill Gates, a premier Mariusz Morawiecki był zaszczycony, że mógł sobie zrobić z nim zdjęcie podczas imprezy Impact’22.

Zdaniem prof. Wielomskiego Harari zawdzięcza ten wielki sukces nie merytorycznej zawartości swoich książek, a wręcz przeciwnie, dzięki jej brakowi!

W swojej trylogii stworzył opowieść, która ma pełnić rolę mitu dla świata po Wielkim Resecie. To Mit XXI a nawet XXII wieku. Mit, który ma zastąpić wszystko to, co stworzyła cywilizacja grecka, rzymska i chrześcijaństwo, a w co ludzie mają bezkrytycznie uwierzyć.

Mitu takiego potrzebuje kasta miliarderów, która dąży do stworzenia społeczeństwa niezdolnego do buntu, choćby z racji narastających nierówności społecznych. Jeśli ludzie uwierzą w spisaną przez Harariego opowieść, to obudzą się w takim właśnie świecie. W świecie, w którym garstka właścicieli globalnych korporacji przejmie kontrolę nie tylko nad całą własnością i władzą polityczną na naszej planecie, ale także nad ludzkimi ciałami i umysłami.

Książkę można nabyć na stronie sklep-niezalezna.pl lub klikając TUTAJ.