Im dłużej przyglądam się temu pontyfikatowi tym bardziej odnoszę wrażenie, a jestem tylko jednym z wielu, że Franciszek realizuje dokładnie przygotowany i przemyślany plan rozmontowania, przewrotu w Kościele – przekonuje redaktor naczelny tygodnika „DoRzeczy” Paweł Lisicki, podsumowując 10-lat pontyfikatu argentyńskiego hierarchy.
Publicysta szczegółowo opisuje najbardziej jaskrawe przykłady rozmywania nauczania Magisterium. To choćby arbitralna decyzja – wbrew całym wiekom Tradycji – potępiająca moralnie karę śmierci, próby zniechęcania do nawracania na wiarę katolicką poprzez utożsamienie misyjności z prozelityzmem czy relatywizacja terroru islamskiego poprzez porównanie z chrześcijańskim fundamentalizmem.
To promocja indyferentyzmu i relatywizmu religijnego poprzez przyjęcie kontrowersyjnego dokumentu z Abu Dhabi, udzielenie patronatu nad budową świątyni „Religii Abrahamowych” i sprzyjanie dziwacznemu kultowi Pachamamy w Rzymie. To jednoczesne otwarte uderzenie w środowiska Tradycji Katolickiej wyrażone w Traditionis Custodes i samą Mszę Wszechczasów.
To w końcu wyraźne nadużycia w głoszeniu nauki Magisterium dotyczącej moralności seksualnej. Od niejasnych i niejednoznacznych wypowiedzi na temat związków jednopłciowych, w stylu „Kim jestem aby Cię osądzać?”, po otwarte wsparcie dysydenckich tzw. duszpasterstw LGBT, przymykanie oka na działania homoseksualnych drapieżców jak kard. Gustavo Óscara Zanchetty czy Theodore’a McCarricka. To bagatelizacja proaborcyjnej działalności demokratycznych polityków – Barracka Obamy i Joe Bidena, oraz brak stanowczych działań ws. niemieckiej Drogi Synodalnej.
„Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, bo im dłużej przyglądam się temu pontyfikatowi tym bardziej odnoszę wrażenie, a jestem tylko jednym z wielu, że Franciszek realizuje dokładnie przygotowany i przemyślany plan rozmontowania, przewrotu w Kościele” – przekonuje publicysta.
„Zebrane tu przykłady nie są wynikiem wpadek, pomyłek, błędów, ale konsekwentnie realizowanym programem. Kto go wymyślił? W jaki sposób? Jedno jest pewne: jeśli to program i jeśli Franciszek go realizuje, a na to wiele wskazuje, to odpowiedzi na wszystkie pytania należy szukać, badając zamysły grupy kardynałów i duchownych, która stała za wyborem Franciszka w 2013 roku” – zauważa, wskazując na grupę postępowych hierarchów zwaną Mafią z St. Gallen.
Powołując się na rozważania amerykańskiej dziennikarki Julii Meoni, autorki książki „Mafia z Sankt Gallen. Tajna grupa reformistów wewnątrz Kościoła”, Lisicki wskazuje, że program papieża Franciszka jest po prostu programem radykalnie „postępowego” kardynała Carla Marii Martiniego, który marzył o wewnętrznej wolcie w ramach Kościoła na miarę Rewolucji Francuskiej.
Co więcej, Martini miał najpierw zawrzeć kompromis z kard. Ratzingerem podczas konklawe w 2005 r. (co uniemożliwiło przyszłemu papieżowi skuteczną walkę z liberałami), a następnie na wieść o spodziewanej abdykacji Benedykta XVI zewrzeć szeregi modernistów, którzy w 2013 r. wybrali na papieża swojego kandydata Jorge Bergoglio kosztem konserwatywnego Angelo Scoli. „Powtarzam, są to jedynie hipotezy i Meloni starannie to zaznacza. Jednak z perspektywy czasu stają się one coraz bardziej prawdopodobne. Pełną prawdę może poznamy w przyszłości. A może nie i będzie ona znana jedynie Bogu, który bada serca ludzkie” – konkluduje publicysta.
Na III Międzynarodowym „Szczycie Edycji Genomu Ludzkiego”, jaki odbył się w Francis Crick Institute w Londynie, poinformowano o wynikach eksperymentu, który umożliwił naukowcom stworzenie myszy bez biologicznej matki. Do eksperymentu wykorzystano komórki skóry pobrane od samca myszy. Badacze i media już sugerują, że może to „utorować drogę” parom homoseksualnym, by „mieć dzieci spokrewnione z oboma rodzicami”.
==========================
Eksperyment nadzorował Katushiko Hayashi z Uniwersytetu Kiusiu w Japonii, który stwierdził, że „jest to pierwszy przypadek stworzenia zdrowych i silnych oocytów z męskich komórek”. Naukowcy dokonali 600 prób, których wynikiem było uzyskanie siedmiu myszy. Podobne doświadczenia prowadzono w 2018 r., kiedy z męskich komórek badaczom udało się wyhodować 12 myszy. Jednak wówczas zwierzęta miały problemy z oddychaniem i szybko zdechły. Obecny eksperyment zakończył się sukcesem: myszy nie tylko rosły zdrowe, ale też miały własne młode.
Jak informuje „The Guardian”, „zespół Hayshiego obecnie usiłuje powtórzyć swoje osiągnięcie z komórkami ludzkimi”. Zdaniem naukowca zastosowanie tej metody w przypadku ludzi „z samego punktu widzenia technologii (…) będzie możliwe nawet za 10 lat”. Hayashi nie ma nic przeciwko wykorzystaniu tej technologii, by umożliwić parom homoseksualnym posiadanie dziecka „jeśli udowodni się, że jest to bezpieczne”. Dodał też, że jeśli chodzi o jej zastosowanie „nie jest to kwestia [do rozstrzygnięcia] tylko dla programu naukowego, ale także dla społeczeństwa”.
Hayashi twierdzi, że podstawowym założeniem eksperymentu była pomoc kobietom dotkniętych niepłodnością, w tym cierpiącym na zespół Turnera. Pojawiają się jednak sugestie, że zastosowanie tej technologii w przypadku ludzi może okazać się problematyczne, gdyż „ludzkie komórki wymagają dużo dłuższych okresów kształtowania, by uzyskać dojrzałą komórkę jajową, co może zwiększyć ryzyko, że nabędą on niepożądanych zmian genetycznych”.
Próby hodowania ludzi jednak nie ustają. Naukowcy eksperymentują także z zastosowaniem sztucznej macicy, czego przykładem są badania prowadzone w Izraelu, gdzie w roku 2021 według naukowców udało się im w ten sposób wyhodować „setki” myszy.
Nigdy jeszcze w historii Kościoła katolickiego nie było papieża, który wywoływałby tak liczne skandale – swoim nauczaniem. Przez dziesięć lat, które minęły od wyboru Jorge Mario Bergoglio na urząd Piotrowy, narosła już prawdziwa góra problematycznych wypowiedzi, decyzji i dokumentów.
Wiele z nich stanowi tak naprawdę kontynuację czy uwypuklenie elementów kryzysu epoki posoborowej; są jednak również prawdziwe nowinki – o wyjątkowo wybuchowym charakterze.
O kontrowersyjnym przebiegu konklawe w 2013 roku; o sugerujących niezgodność z nauką Kościoła wypowiedziach Franciszka; o dyktatorskich metodach rządów – napisano już wiele, od ogłoszonej w 2014 roku wybuchowej „Non è Francesco” Antonio Socciego przez „Il papa dittatore” Henry’ego Sire’a (2017) czy „Die verwirrende Theologie des Papstes Franziskus” Heinza-Lothara Bartha (2020), by wymienić tylko trzy bardziej znaczące tytuły. Nie chcę tu powtarzać całej listy znanych zarzutów, zwracając jedynie uwagę na kilka, jak myślę, najpoważniejszych spraw.
Made in Sankt Gallen
Po ogłoszeniu przez Benedykta XVI decyzji o abdykacji kardynał Jorge Mario Bergoglio musiał rozumieć, że nadchodzi jego czas. Na konklawe w 2005 roku był głównym konkurentem Józefa Ratzingera. Wspierali go liberalni hierarchowie z Europy skupieni w tak zwanej mafii z Sankt Gallen. Nie zmienili faworyta. W 2013 roku przeprowadzili szeroko zakrojoną operację zabezpieczania poparcia dla Bergoglia, tym razem skutecznie. Franciszek od samego początku pokazywał, że jest ściśle związany z grupą, która uczyniła go papieżem. Chętnie cytował przywódce sanktgalleńczyków, arcybiskupa Mediolanu kard. Carlo Marię Martiniego, mówiąc, że Kościół jest zapóźniony wobec świata o 200 lat.
Martini i pozostali członkowie liberalnej grupy – Walter Kasper, Karl Lehmann, Godfried Danneels, Cormac Murphy-O’Connor – mieli konkretny program „reform”, a Franciszek zaczął go realizować od pierwszych minut pontyfikatu, zresztą często z ich nieskrywaną pomocą. Wyjście na balkon bazyliki św. Piotra w białej sutannie, trącące sekularyzmem „buona sera” – Jorge Mario Bergoglio przedstawił się światu jako ten, który dołoży wszelkich sił, by zasypać przepaść oddzielającą katolicyzm od wyrosłego na gruncie rewolucyjnym świata.
To znane fakty, ale przypominam o nich z prostego powodu: nie da się ani zrozumieć, ani właściwie ocenić pontyfikatu Franciszka, jeżeli będzie się nań patrzeć jako na rządy kontrowersyjnej jednostki. Jorge Mario Bergoglio jest produktem konkretnego kościelnego milieu – i jak sam przyznał w wywiadzie z września 2022 roku, od samego początku „krok po kroku” realizuje jedynie to, czego oczekiwali kardynałowie na spotkaniach poprzedzających konklawe 2013. ci kardynałowie to właśnie klika sanktgalleńczyków.
Decentralizacja – zbawienna, ale dla kogo?
W programowej adhortacji Evangelii gaudium papież ogłosił „zbawienną decentralizację” Kościoła, która miałaby wyrażać się w rezygnacji Rzymu z głoszenia „definitywnego nauczania lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata”. Wkrótce zobaczyliśmy w praktyce, co to oznacza. Franciszek zwołał dwuetapowy synod biskupów poświęcony rodzinie. Linię ideową tych synodów wyznaczył jeden z jego wielkich elektorów, Walter Kasper, autor koncepcji „miłosierdzia”, które zakłada Kantowską autonomię sumienia i prymat duszpasterstwa nad doktryną. Pomimo starań konserwatywnych biskupów o zatrzymanie Kasperiańskiej rewolucji, Franciszek w 2016 roku ogłosił posynodalną adhortację Amoris laetitia w takim kształcie, jaki został z góry zaplanowany (wiemy o tym od abp. Bruno Forte, sekretarza specjalnego synodu w 2014 roku; za swoją niedyskrecję Forte został następnie całkowicie odsunięty na bok). Kilka zawartych w niej słów-wytrychów pozwoliło pokazać, jak ma wyglądać „zbawienna decentralizacja”. Odwołując się do Amoris laetitia wielu biskupów na świecie porzuciło odwieczną praktykę Kościoła, zgodnie z którą osoby po rozwodzie, które wstąpiły w powtórny związek, nie mogą przystępować do Eucharystii. Rewolucjoniści znieśli wszelkie ograniczenia: obiektywne normy zastąpiono subiektywnym „procesem rozróżniania”, który sprowadzał się do decyzji sumienia jednostki. W efekcie w wielu diecezjach jeżeli rozwodnik w nowym związku decyduje, że chce otrzymywać Komunię świętą – to ma mieć do tego prawo.
Ładunek wybuchowy podłożony pod katolicką teologię
Znawcy tematu przestrzegali już wówczas, że sprawa z rozwodnikami to dopiero początek. Austriacki filozof prof. Josef Seifert nazwał Amoris laetitia „bombą” podłożoną pod katolicką teologią. Miał rację. Pomimo upływu lat to właśnie Amoris laetitia pozostaje najważniejszym dokumentem Franciszka. Przewrót, którego dokonał papież, wykładając w tekście adhortacji nową wizję sumienia, cały czas rezonuje. Rewolucjoniści używają tej adhortacji do najrozmaitszych reform: to z odwołaniem do Amoris laetitia dopuszczono w wielu niemieckojęzycznych diecezjach niektórych protestantów do Komunii świętej; to Amoris laetitia stała się podstawą wprowadzania w różnych częściach świata błogosławienia związków homoseksualnych. Teraz w Stanach Zjednoczonych Amoris laetitia przyświeca progresistom chcącym znieść związek między pozamałżeńskim wykorzystaniem seksualności a grzechem ciężkim.
Stolica Apostolska, zgodnie z zapowiedzią Franciszka wyrażoną w Evangelii gaudium, rzeczywiście pozwala na „decentralizację”: w sytuacjach, w których pojawiają się opisane wyżej „otwarcia duszpasterskie” z odwołaniem do Amoris laetitia w ogóle nie reaguje, pozwalając, by biskupi podejmowali autonomiczne decyzje o wymiarze de facto doktrynalnym. W kategoriach socjologicznych można powiedzieć, że Kościół traci spoistość doktrynalną. Na płaszczyźnie duchowej należałoby raczej wskazać na ogarnianie wielu części wspólnoty katolickiej przez siłę Antychrysta. Jeżeli bowiem zgodnie z nauką Kościoła pewne określone zachowania są obiektywnie grzeszne, to ci biskupi, którzy ogłaszają je cnotliwymi i zgodnymi z Bożą wolą, dopuszczają się ciężkiego bluźnierstwa.
Ta właśnie sytuacja stanowi o szczególnym novum pontyfikatu Franciszka: nigdy jeszcze w historii Kościoła katolickiego papieże nie pozwalali na to, by biskupi w świetle dnia błogosławili niemoralność. Do rozmaitych skandalicznych sytuacji, oczywiście, dochodziło także w przeszłości: było jednak wiadome, że jeżeli jakiś hierarcha nie zgadza się z nauką Kościoła, to występuje przeciwko Ojcu Świętemu. Dzisiaj jest inaczej: kardynałowie, biskupi, księża i świeccy, którzy podważają katolickie stanowisko na temat rozwodów, homoseksualizmu czy antykoncepcji mogą być przekonani raczej o wsparciu papieża.
Inne skandale Franciszka
Wszystkie inne skandale i kontrowersje – a jest ich niemało – związane z pontyfikatem Franciszka nie stanowią już tego rodzaju nowości. Nie zmniejsza to, oczywiście, ich wagi; napiszę o nich jednak krócej, bo chciałbym, aby to właśni rewolucyjność Amoris laetitia wybrzmiała w tę rocznicę ze szczególną siłą. Skandale te są raczej powtarzaniem i uwypuklaniem, niekiedy radykalnym, różnych elementów kryzysu Kościoła katolickiego po II Soborze Watykańskim.
Tak jest na przykład w sprawie dialogu międzyreligijnego. Po Vaticanum II pojawiło się w tej kwestii w Kościele mnóstwo poronionych inicjatyw, zaciemniających nauczanie Kościoła. Do 2013 roku wizerunkowym szczytem tych patologii było niewątpliwie międzyreligijne spotkanie modlitewne w Asyżu w 1986. Mimo wszystko nawet tam św. Jan Paweł II dawał wyraz jednoznacznej wierze w to, że zbawienie jest tylko w Chrystusie. Pontyfikat Franciszka niejako kurczowo „chwycił” te tendencje – i rozwinął je do niespotykanych rozmiarów. Kult pogańskiej bogini Pachamamy przy okazji Synodu Amazońskiego w Rzymie w październiku 2019, jak dziś widzimy, był dopiero wstępem do najgorszego. 1 marca tego roku w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich otwarty został Dom Rodziny Abrahamowej, gdzie stanęły obok siebie kościół, meczet i synagoga – uznane tym samym symbolicznie za trzy równoprawne drogi religijne, dokładnie tak, jak mógłby sobie to wyobrazić wolnomularz Gotthold Lessing, autor słynnego „Natana Mędrca”, peanu na cześć indyferentyzmu religijnego. Dokładnie tak, jak chciałby tego Carlo Maria Martini, którego z tak wielkim żalem żegnali w 2012 roku włoscy masoni. Dom Rodziny Abrahamowej nie jest jednak inicjatywą otwarcie masońską, wspieraną z pompą przez jedną z wpływowych lóż. Nie, to pomysł propagowany przez samego papieża. Przy wszystkich zastrzeżeniach, jakie można – i słusznie – mieć do dialogicznego kierunku papieży Pawła VI czy Jana Pawła II, tego rodzaju koncepcje były jednak nie do pomyślenia. Dziś jest inaczej.
Podobnie jest w sprawie liturgii.
Jest prawdą, że papież Franciszek niemiłosiernie prześladuje wspólnoty tradycyjne. Zaczęło się to już w 2013 roku, kiedy Watykan rozpoczął wojnę z Franciszkanami Niepokalanej; później uderzano w wiele zgromadzeń czy całych diecezji w różnych krajach świata, które cieszyły się dużą liczbą powołań dzięki swojej tradycyjnej formacji liturgicznej. Wreszcie w 2021 roku przyszło wielkie uderzenie w postaci motu proprio Traditionis custodes, zaostrzone później najpierw przez Responsa ad dubia, a wreszcie ostatnio przez „Reskrypt” kardynała Roche’a. Choć antytrydenckie działania Franciszka stoją w jawnej sprzeczności z opisanymi wyżej koncepcjami „decentralizacji”, nie są przecież niczym nowym: ostrość walki z dawną liturgią przypomina przecież czasy bezpośrednio po reformie liturgicznej Pawła VI. Franciszek postanowił niejako cofnąć się do okresu papieża Montiniego, uznając, że Jan Paweł II a zwłaszcza Benedykt niejako „zdradzili” dziedzictwo liturgiczne tamtego papieża – i trzeba je zabezpieczyć, sięgając po metody tak brutalne jak te, po które sięgał w tej kwestii sam Paweł VI. Także symbolicznie duch abp. Annibale Bugniniego wrócił do Watykanu: sekretarz „zreformowanej” Dykasterii ds. Kultu Bożego, bp Vittorio Viola, nosi na placu pierścień biskupi Bugniniego – nie przeszkadza mu, że Paweł VI ostatecznie zesłał go do Iranu, najpewniej pod wpływem oskarżeń o przynależność do masonerii.
Trudno byłoby też przypisać Franciszkowi jakąś szczególną oryginalność także w jego wysiłkach na rzecz budowy doczesnego dobrobytu. Papieże przecież nie stronią od zabierania głosu w kwestiach ekonomicznych i społecznych, toteż – co do zasady – nie zaskakuje nas ani nie gorszy, że również Jorge Mario Bergoglio angażuje się na rzecz walki z wykluczeniem ekonomicznym, ochrony środowiska czy troski o zdrowie. Problem jednak w tym, że w odróżnieniu od części poprzednich papieży wybiera tu jednak wyjątkowo kontrowersyjnych sojuszników – a może to raczej oni wybierają Stolicę Apostolską na instrument wspomagający realizację własnych projektów. Współpracę Franciszka z Klausem Schwabem, Rotschildami czy CEO Pfizera moglibyśmy jednak z wielkim bólem jakoś znieść, pamiętając, że i w minionych wiekach suwereni Państwa Watykańskiego niejednokrotnie nadmiar swojej energii przeznaczali na cele bynajmniej nie duchowe, a właśnie czysto światowe. Jest to patologia, ale jak dobrze nam znana.
Wreszcie ideą o wciąż nieznanych rozmiarach pozostaje Synod o Synodalności. O tym procesie, który przekształca Kościół na całym świecie, pisaliśmy w PCh24.pl wielokrotnie, nie byłoby zatem celowe, by tu rzecz przedstawiać bardziej szczegółowo. Wystarczy jedynie wspomnieć, że synodalność jawi się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej jako instrument pozwalający coraz sprawniej zaprowadzać „zbawienną decentralizację” – to znaczy dekretować rozbicie doktrynalne. Dokładnie tak, jak proponował to guru grupy z Sankt Gallen, kardynał Martini, marząc o „synodalnym” Kościele bez twardego kręgosłupa doktrynalnego. Tak było choćby na spotkaniu synodalnym w Pradze, gdzie biskupi z całej Europy, nie mogąc dojść do konsensusu w takich kwestiach jak rozwody, LGBT czy rola kobiet, stwierdzili ostatecznie, że należy postawić na „jedność w różnorodności” – a co to konkretnie oznacza, to już każdy, kto tę „różnorodność” wprowadza, sam sobie ustali.
Kiedy to się skończy?
Franciszek zapowiadał, że jego pontyfikat potrwa krótko; w jego początkach przekonywał, że będzie kierować Kościołem najwyżej kilka lat. Stało się jednak inaczej, a co więcej Jorge Mario Bergoglio zapowiedział ostatnio, że nie zamierza powtarzać kroku Benedykta XVI i rezygnować z urzędu. Na ile to poważne deklaracje, trudno powiedzieć: jeszcze kilka lat temu mówił coś dokładnie przeciwnego. Jeżeli Franciszek zostanie papieżem do śmierci, w pewnym sensie powinno nas to cieszyć, bo abdykacja papieża Ratzingera stanowi po dziś dzień niezwykle poważny problem eklezjologiczny. A jednak z każdym kolejnym rokiem pontyfikatu Franciszka pogłębia się wewnętrzny rozpad katolicyzmu. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób jego następca miałby posklejać to, co w ostatnich latach zostało tak silnie rozbite – nawet jeżeli miałby wolę do takiego sklejania. To jednak nie jest pewne: Franciszek zadbał o nasycenie Kolegium Kardynalskiego zagorzałymi liberałami, co powszechnie ocenia się jako próbę zagwarantowania sobie ideowego następstwa.
W ostatnich miesiącach rosnąca liczba kardynałów i biskupów mówi wprost o rozprzestrzeniających się w Kościele herezjach, a nawet o groźbie schizmy. Miejmy nadzieję, że właśnie herezje i schizmy nie będą ostatecznie główną spuścizną, jaką pozostawi po swoich rządach Kościołowi Jorge Mario Bergoglio. W tę rocznicę o to możemy prosić dobrego Boga.
„Do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa został złożony zapowiadany akt oskarżenia przeciw dr Pawłowi Grzesiowskiemu. Pan doktor teraz będzie musiał przed sądem udowodnić, iż podważałem podstawową wiedzę medyczną oraz zaprzeczałem oczywistym metodom zapobiegania chorobom zakaźnym” – poinformował w mediach społecznościowych dr n. med. Zbigniew Martyka.
Jak dodał, „przed sądem karnym nie wystarczy jedynie opinia pana pediatry, aby zdyskredytować wypowiedzi zakaźnika z wieloletnim doświadczeniem, które w każdym przypadku poparte były konkretnymi badaniami naukowymi”.
Akt oskarżenia dotyczy wypowiedzi Pawła Grzesiowskiego z 21 grudnia 2022, w której – w ocenie oskarżyciela – pomówił go o podejmowanie działań stanowiących zagrożenie dla pacjenta, a jego poglądy ocenił jako podważające wiedzę medyczną.
Chodzi o słowa Grzesiowskiego: „Lekarz, który podważa podstawową wiedzę medyczną, zaprzecza oczywistym metodom zapobiegania chorobom zakaźnym takim jak, nie wiem, izolacja czy kwarantanna czy właśnie szczepienia, testy, powoduje zagrożenie dla pacjenta i to jest najważniejsze” oraz „szerzenie poglądów antyszczepionkowych, antymaseczkowych, antycovidowych jest ewidentnym zagrożeniem dla pacjentów”.
Dr Martyka uznał, że słowa te narażają go na utratę zaufania potrzebnego do zajmowania stanowiska kierownika oddziału zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej oraz wykonywania zawodu lekarza.
W informacji o złożeniu pozwu dr Martyka podkreślił, że jest to „kolejny krok, aby osoby odpowiedzialne za tragiczne wydarzenia minionych trzech lat poniosły odpowiedzialność karną”.
Dr Martyka wyjaśnił też dlaczego pozew pojawił się z małym opóźnieniem. Jak napisał, „konieczne było wcześniejsze sporządzenie odwołania od niesławnej, grudniowej decyzji Okręgowego Sądu Lekarskiego w Krakowie oraz profesjonalne przygotowanie się do kolejnej rozprawy – tym razem w Poznaniu – gdzie w procesie zbiorowym będzie sądzonych kilkudziesięciu lekarzy, którzy ośmielili się podpisać apel, aby ostrożnie podchodzić do nieprzebadanych produktów mRNA oraz by nie zmuszać ludzi do przyjmowania tych preparatów”.
Jak dodał, „niestety okazało się, że apelowanie o wolny wybór dla pacjentów w tej jakże ważnej sprawie dotyczącej ich zdrowia jest, wg izb lekarskich, ogromną winą, za którą należy co najmniej zawiesić prawo wykonywania zawodu”.
Na początku XVIII w. z judaizmu talmudycznego wśród Żydów polskich powstał ruch ludowy, który dążył w przeciwieństwie do surowości talmudycznej i ascetyzmu, do nadanie religii treści liberalnych. Duchowym przywódcą zwolenników chasydyzmu był Izrael z Międzyborza na Podolu (1698-1758), który był czczony przez swoich 40 tys. wyznawców jako święty i cudotwórca (cadyk), działający w imieniu Boga (bali szem Tob, w skrócie beszt, stąd powstała nazwa besztanie, czyli chasydzi (pobożni). Chasydyzm, który od początków powstania głosił służbę bożą w rozmodleniu, nabożeństwie, pokorze i radości serca, szybko odszedł od tych ideałów i został zwalczany przez autorytety talmudyczne. Rabini polscy wielokrotnie obkładali chasydyzm klątwami (1772, 1781, 1785 i 1796) Później, chyba ze względów taktycznych, ukorzyli się i stali się surowymi wyznawcami Talmudu.
Wyodrębnienie się chasydyzmu w swej klasycznej formie poprzedziło objawienie się Mesjasza Szabateja Cewiego w 1665 roku i powstanie sabatanizmu. Nauki Cewiego zapoczątkowały sabataizm, który odrzucał prawo judaistyczne i nakazywał studiować kabałę, szczególnie „Księgę Blasku” („Zohar”) i wypełniać jej wskazania. Później wyodrębniła się częściowo inspirowana sabataizmem kontrtalmudyczna sekta prochrześcijańska, frankizm, którą założył wyrosły w sabatajskim środowisku Jakub Lejbowicz Frank. Był twórcą żydowskiej sekty frankistów (nazwanej na jego cześć), kupiec, kabalista, rabin sabatarianistyczny, cadyk, teozof, działacz społeczno-polityczny, reformator religijny, astrolog, alchemik, samozwańczy, ogłosił, że jest trzecim Mesjaszem, po Szabetaju Cewi i Baruchji Ruso i utożsamił się z Jezusem Parakletem, ostatecznym zbawicielem. Frank o Polsce:
„Gdyby mi dawano wszystkie kraje, kosztownemi kamieniami napełnione, nie wyszedłbym z Polski, bo to jest sukcesja Boga i sukcesja ojców naszych” (Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 904. Za: Fronda).
To właśnie za nim Żydzi uzurpują sobie prawo do Polski. Jest to skandal, że Żydzi wypędzani wielokrotnie z państw europejskich, zostali gościnnie przyjęci w Polsce. Dawniej gość, obecnie już gospodarz. Dziś występując pod nazwiskami polskimi zawłaszczają naszą Ojczyznę, mówiąc, że Polska to jest sukcesja Boga i ich ojców. Fałszują historię,
W rocznicę śmierci cadyka, chasydzi gromadzą się przy jego grobie, wierząc, że w ten dzień dusza zmarłego nawiedza miejsce spoczynku, modlą się i zostawiają tam niewielkie karteczki z wypisanymi prośbami, zwane kwitłech.
Tradycja ta jest wciąż żywa – do grobów cadyków w Dynowie, Leżajsku, Łańcucie, Ropczycach czy Rymanowie do dziś regularnie przybywają chasydzi z całego świata (zlak_lancut). W Rymanowie został pochowany cadyk Menachem Mendl z Rymanowa (1745-1815).
Etymologicznie termin „chasyd” jest tytułem używanym dla różnych pobożnych osób i różnych grup żydowskich od czasów biblijnych, a także wcześniejszego ruchu, Hasidel Aszkenaz średniowiecznych Niemiec. Dziś terminy hasidut i hasid ogólnie kojarzą się z filozofią chasydzką i wyznawcami ruchu chasydzkiego.
Chasydzka tradycja i myśl zyskały wielbicieli spoza jej bezpośrednich zwolenników i spoza ortodoksyjnej wiary żydowskiej, za jej charyzmatyczną inspirację i kabalistyczne spostrzeżenia.
W XX wieku neo-chasydyzm ponownie zainteresował się chasydyzmem i kabałą, gdzie jego zasięg wykracza poza ortodoksyjnych Żydów. Żydowski egzystencjalista filozof Martin Buber spędził pięć lat w izolacji studiując teksty chasydzkie, co miało ogromny wpływ na jego późniejsze pisanie. Później Buber wprowadził chasydyzm do świata zachodniego poprzez prace nad opowieściami chasydzkimi.
Chasydzka dynastia Ger
Chasydzka dynastia Ger wywodzi się z Góry Kalwarii (jid. „Gur”; „Ger”). Na początku XIX wieku został uchylony zakaz osiedlania się Żydów w Kalwarii, którzy w krótkim czasie stali się największą grupą wyznaniową w mieście. Góra Kalwaria stała się wtedy jednym z ważniejszych w Polsce centrów chasydyzmu (działał tu m.in.cadyk Icchak Meir Ater). Pierwszy Rebe – Wielki Rabin Icchak Meir Alter (1798-1866)), znany również jako „Chidushei Harim”. Założyciel dynastii chasydzkiej Ger w Górze Kalwarii w 1859 r. Obecnym jest ósmy Rebe – Wielki Rabin Jacob Arie Alter (ur. 1939), syn Simchy Bunema Altera. Swoją posługę pełni od 1996 r.
Dynastia chasydzka jest dynastią chasydzkich duchowych, znanych jako rebbes.
Nazwisko Alter zostało przyjęte prawdopodobnie w latach 20. XIX w przez Icchaka Meira Altera, pierwszego cadyka z Góry Kalwarii, wokół którego – po śmierci M.M. Morgensterna – skupiła się część chasydów kockich. Jako cadyk ostatecznie ustanowił swą siedzibę w Górze Kalwarii w 1859, nadal rezydując i utrzymując związki z Warszawą.
1. Każdy członek dynastii jest nazywany Admor (skrót od Adireinu moreinu rabeinu, tj. „Nasz mistrz, nasz nauczyciel i nasz rabi”).
2. Ciągłość dynastii zapewniają potomkowie liderów.
3. Imiona nadawane są od nazw kluczowych miast Wschodniej Europie.
Żydzi w pierwszych latach XX wieku, mieli znaczną ogólnoświatową władzę nad gospodarką, polityką i mediami. W późniejszych latach ich władza wyraźnie wzrosła.
„Tanja”
W 1796 roku Szneur Zalman opublikował pisane przez około 20 lat dzieło zatytułowane „Likkutej Amarim” (hebr. Zbiór powiedzeń), znane powszechnie jako „Tanja” (nauczyliśmy się). Natychmiast zyskało ono aprobatę wielu chasydów. Księga ta prezentuje żydowskie idee mistyczne dotyczące duchowego i moralnego rozwoju człowieka oraz wszechobecności Boga. Tanja dla wielu przeciwników chasydyzmu była podejrzanym dziełem, ponieważ odsłoniła zakryte dotąd tajemnice Tory. Księga studiowana codziennie przez cały rok. Cykl kończy się 19 dnia miesiąca Kislev – w rocznice uwolnienia Szneura Zalmana z petersburskiego więzienia. Została wydana w 1796 r. „Tanya” zajmuje się żydowską duchowością, psychologią i teologią z punktu widzenia filozofii chasydzkiej i jej wewnętrznych wyjaśnień na temat kabały (mistycyzmu żydowskiego). Zawiera porady dla każdego, jak służyć Bogu w codziennym życiu.
Główną księgą Chabadu jest „Tanja”. Księga i wszyscy rabini Chabadu dzielą ludzkość na ludzi, czyli Żydów – „naród wybrany” i resztę – ogromną większość ludzkiej populacji jako goim – czyli bydło. Tu w niczym nie różnią się od wszystkich talmudystów. Zgodnie z nauką „Tanji”, bóg stworzył świat wyłącznie dla Żydów: „Królestwo jego jest jedynie dla narodu Izraela…” hl. 41, str. 241 księga Tanja).
Chabad-Lubawicz
Pod koniec XVIII w. z chasydyzmu wyodrębniła się sekta Chabad-Lubawicz w rosyjskiej miejscowości Lubawicze na terenie obecnego rejonu rudniańskiego obwodu smoleńskiego, założona przez rabiego Szneyra Zalmana ben Barucha z Ladów (1745-1812), cadyka, z kręgu Dow Ber Mezeritcha, i była rozwijana przez 7 pokoleń, przez jego następców, aż do końca XX wieku.
W swej historii Chabad-Lubawicz miało 7 rebe wywodzących się z jednej dynastii. Josef Icchak (Joseph Isaac) Schneersohn (1880-1950) był ortodoksyjnym rabinem i szóstym Rebe (duchowy lider) z Chabad Lubawicz z chasydzkiego ruchu. Na następcę wyznaczył swego młodszego zięcia Menachema Mendla Schneersona (1902-1994), ostatniego i uważanego dość powszechnie za najwybitniejszego, zaniechał wyboru następcy i od jego śmierci w 1994 grupa nie posiada swego rebe. Obecnie jest najszybciej rozwijającą się grupą chasydzką – liczącą ok. 200 tysięcy wyznawców na całym świecie. Sekta wyznaje kabałę.
Centrala Chabad Lubawicz mieści się w Nowym Jorku. Jedną z kluczowych figur Chabadu jest były wiceprezydent Al Gore, którego ojciec był niegdyś przyjacielem słynnego Armanda Hammera, a ten przyjacielem „Lenina” (/prezes-pis-spotkal-sie).
Dr David Duke w książce „Żydowski Suprematyzm” („Jewish Supremacism”) o Chabad Lubawicz pisze: Jako wstępne spojrzenie na żydowską supremację, można wskazać na bliskie stosunki Białego Domu w Stanach Zjednoczonych z bardzo silną, ekstremistyczną organizacją żydowską Chabad Lubawicz.
Co to jest Chabad Lubawicz? Jest to światowa ultra-ortodoksyjna żydowska organizacja ekstremistyczna, mająca członków w każdym wiodącym państwie świata. Jeśli nie jesteś zaznajomiony z tą organizacją, jej rasowa supremacja zaszokuje cię.
Chabab Lubawicz uczy, że Goje są nieczystymi, gorszymi stworzeniami, których jedynym celem na ziemi jest służba Żydom. Różni rabini Chabad twierdzą, że Żydzi mają dosłownie DNA Boga, podczas gdy Goje są „niebiańskim odpadem stworzenia.” Często uczą oni, że nie ma grzechu, a jest faktycznie słuszne, by zabić lub oszukać Goja. Niektórzy czytelnicy mogą nie chcieć w to uwierzyć, ale każde szybkie szukanie w Internecie na oficjalnych stronach Chabad i pismach wielu rabinów Chabad zawierają każde słowo, które mówię. Przekonasz się, że wszystko, co jest w żydowskiej supremacji’ jest dokładnie udokumentowane i posiada odnośniki.
Chabad i inni ekstremistyczni ortodoksyjni rabini często piszą kolumny w największej żydowskiej gazecie w Stanach Zjednoczonych, „Jewish Week”. W gazecie tej znajdują się postawy supremacyjne, które każdy przyzwoity człowiek nazwałby przerażającymi. Oto cytat:
„Co do Gojów … postawa Zalman (była): „dusze Gojów są tak zupełnie inne i gorsze. Są całkowicie złe, bez jakichkolwiek cech odkupienia,” … Jeśli każda prosta komórka ciała Żyda pociąga za sobą boskość, jest częścią Boga, to każdy jej łańcuch DNA jest częścią Boga. W związku z tym, jest coś szczególnego w żydowskim DNA. …
Jeśli Żyd potrzebuje wątroby, czy można wziąć wątrobę przechodzącego od niewinnego nie-Żyda by uratować Żyda? Tora prawdopodobnie zezwoli. Żydowskie życie ma nieskończoną wartość,” wyjaśnił. „Jest coś nieskończenie bardziej święte i unikalne w żydowskim życiu niż życiu nie-Żyda” – Chabad Lubawicz, rabin Icchak Ginsburgh w „Jewish Week”, największej żydowskiej publikacji w Stanach Zjednoczonych.
Oświadczenie to wydał główny rabin Icchak Ginsburgh sekty Lubawicz, można je znaleźć w „Jewish Week” z 26.04.1996 r. Wielu chrześcijan miałoby wątpliwości co do autentyczności tego cytatu tylko dlatego, że nie mogą wierzyć żadnemu przywódcy religijnemu faktycznie mówiącemu, że dla Żyda byłoby moralne zabicie Goja i zabranie mu wątroby. W wielu moich wykładach przedstawiam horror tego co powiedział rabin Ginsburgh, wskazując nie-Żydom wśród słuchaczy, że twierdzi on, że Żydzi mają moralne prawo do zabicia twojej matki lub ojca, syna lub córki, męża lub żony, by zapewnić wątrobę Żydowi. Zło takiego oświadczenia wychodzi po prostu poza rozumienie większości z nas, ale znowu, to oświadczenie zostało wydane w największej, najbardziej popularnej publikacji żydowskiej w Stanach Zjednoczonych (Dr David Duke, „Żydowski Suprematyzm”, Wydawnictwo Ruch Twórczy, 2013). Pisał o tym ks. dr Stanisław Trzeciak w książce „Goje to bydło, czyli judaizm w praktyce”.
Rabin Owadia Josef (1920-2013), był duchowym przywódcą partii Szas wchodzącej w skład koalicji rządzącej Izraelem. W przemówieniu w synagodze oznajmił, że „goje rodzą się po to, bydłu służyć Żydom”. – Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie – Potem porównał osoby, które nie są Żydami do… zwierząt pociągowych pisze „Rzeczpospolita” (szokujace-slowa-rabina-goje-jak-zwierzeta).
27 listopada 2008 r. agenci Federalnego Biura Śledczego (FBI) wtargnęli do głównej siedziby żydowskiej organizacji Chabad-Lubavitch w nowojorskiej dzielnicy Brooklyn, okazując nakaz rewizji – informuje jednozdaniowy komunikat jednej z agencji informacyjnych (COL), niestety nie podjęty przez ogólnoświatowe serwisy informacyjne i dostępny jedynie po hebrajsku. Opinii publicznej nie są do tej pory znane motywy […] (http://www.bibula.com/?s=chabad).
Synagoga chasydów z Chabad-Lubawicz znajduje się w Warszawie. Reprezentuje ona chasydzki nurt judaizmu. Inną tego typu synagogą w Polsce jest Synagoga Izaaka Jakubowicza w Krakowie. W czerwcu 2007 roku Gmina Wyznaniowa Żydowska w Krakowie wydzierżawiła synagogę grupie chasydzkiej Chabad-Lubawicz, która przystosowała ją dla celów kultowych. W jednym z mniejszych pomieszczeń otwarto sklep z produktami koszernymi.
Chabad Lubawicz w Polsce
W Polsce 17 kwietnia 2008 r. prezydent Izraela, Szymon Peres spotkał się z przedstawicielami ruchu Chabad-Lubawicz, z rabinem Szalomem Stamblerem na czele w Pałacu Prezydenckim. Prezydent Peres, któremu towarzyszyli przedstawiciele ambasady Izraela w Polsce, nakreślił ostatnią literę w słowie „Izrael” w nowym zwoju Tory, która wkrótce została przeniesiona do synagogi Chabadu.
16 sierpnia 2017 r. członkowie Chabad Lubawicz spotkali się z Jarosławem Kaczyńskim. Polską rządzi żydowska sekta Chabad Lubawicz poprzez figuranta Morawieckiego (Stanisław Krajski, „Masoneria polska 2018).
Na szczytach władzy w Polsce, zwłaszcza obecnie, jest wielu członków sekty Chabad Lubawicz, poczynając od bardzo wpływowego „kierowcy z tylnego fotela” Johny Danielsa.
PZU to jedna z największych spółek kontrolowanych przez skarb państwa. Fundacja PZU jest sponsorem żydowskiej sekty Chabad Lubawicz w Polsce – na oficjalnej stronie koszernego tworu znajduje się informacja „Strona internetowa Chabad Lubawicz oraz pracownia multimedialna powstały dzięki wsparciu: Fundacja PZU” (polin-fundacja-pzu-sponsorem-zydowskiej-sekty).
Mesjanizm
Podobnie jak w przypadku innych grup chasydzkich, członkowie Chabad Lubawicz żyją nadzieją, że ich rebe byłby Mesjaszem. Sam Schneerson rozmawiał z teściem, jako Mesjaszem swojego pokolenia. Ponadto Chabad rebe często mówił z pasją o przyjściu odkupienia i rychłym przybyciu Mesjasza. Od śmierci Rebego, są tacy, którzy trwają w przekonaniu, że Schneersohn po śmierci nadal jest Mesjaszem, czasami mówią o tym bardzo głośno. W większości członkowie Chabad Lubawicz wierzą, że Schneersohn został wskrzeszony, natomiast inni głoszą, że Schneershn umarł,.
Zgodnie z nauką „Tanji”, po przyjściu Maszjacha lub Mesjasza, w którym chabadczycy widzą siódmego rebe Menachem Mendel Schneersona, bóg zniszczy trzy klipy, i zginą te wszystkie narody świata, które jedzą nieczyste zwierzęta.
Kabała
W haśle „Kabała” zamieszczonym w „Polskim Słowniku Judaistycznym” czytamy: „W XVII w. Polska stała się terenem ekspansji ruchu sabataistycznego, który należy uznać za gorzką lecz znaczącą próbę realizacji kabalistycznej idei ekumenicznej (…). W XVIII w. tu właśnie rozwinęła się fascynująca odmiana kabały, zwana chasydyzmem, dzięki której idee kabały przekształcone i twórczo rozwijane przetrwały do dziś”. Prekursorem był tu Elizabeth Cewi, kabalista, który miał liczne kontakty z islamskim odpowiednikiem kabały – sufizmem. Przez kabalistów, między innymi Natana z Gazy, został uznany za Mesjasza. Tym samym część środowisk żydowskich uznało, że „przestaje obowiązywać prawo żydowskie, a jedynym prawodawcą staje się Mesjasz”. Cewi zaczął „ostentacyjnie łamać prawo żydowskie”. Nauki Cewiego zapoczątkowały sabataizm, który odrzucał prawo judaistyczne i nakazywał studiować kabałę, szczególnie „Księgę Blasku” („Zohar”) i wypełniać jej wskazania. W tym momencie wśród polskich Żydów pojawił się Israel Baal Szem Tow, nazywany też, w skrócie, BeSzT, jeden z twórców chasydyzmu, który nakazał pominięcie rabinów w kontakcie z Bogiem i w interpretacji pism, zalecał kabałę, głosił panteizm, odrzucał umartwienie i ascezę, i nakazał chwalić Boga śpiewem i tańcem. Zalecał również modlitwę „ekstatyczną”, która ma prowadzić do „stanu radosnego uniesienia i zachwytu” (podobną do tej, która pojawia się we wspólnotach katolickich charyzmatyków) (chabad-lubawicz-kabala-masoneria)
Żydowscy filozofowie średniowiecza, tacy jak Majmonides (1138-1204), pogodzili judaizm z filozofią grecką. Już w młodości czytał tych greckich filozofów dostępnych w tłumaczeniach arabskich i był głęboko zanurzony w naukach i nauce kultury islamu. Podziw Maimonidesa dla komentatorów neoplatońskich doprowadził go do doktryn, których późniejsi Scholastycy nie zaakceptowali. Na przykład Majmonides był zwolennikiem teologii apofatycznej. W tej teologii próbuje się opisać Boga poprzez atrybuty negatywne. Na przykład nie należy mówić, że Bóg istnieje w zwykłym tego słowa znaczeniu; można powiedzieć, że Bóg nie istnieje.
W średniowieczu we Francji w Troyes na północy i w Narbonne na południu Żydzi założyli swoje szkoły kabalistyczne. Narbonne było europejską stolicą średniowiecznej kabały. Kabała została ukształtowana w średniowieczu pod wpływem prądów żydowsko-hellenistycznych w połączeniu z filozofią neoplatońską o zabarwieniu wschodnim. Początki Kabały jednak sięgają I wieku n.e., kiedy to upadający judaizm biblijny, pod wpływem chrześcijaństwa, znalazł chwilowy zasiłek w filozofii greckiej, a mianowicie w neoplatonizmie.
W Aleksandrii zhellenizowani Żydzi prowadzili szkoły egzegetyczne, w których zaczęto uprawiać egzegezę na wzór stoików. W odróżnieniu od Greków żydowscy egzegeci stosowali alegoryczną metodę wyłącznie do interpretacji Biblii, która uczyła wyznawców jak żyć i postępować. Natomiast Grecy interpretowali teksty filozoficzne i mitologiczne, ponieważ uczyły ich sposobu życia. Egzegeci żydowscy Arystobulus i Filon Aleksandryjski (20 p.n.e.- 50 n.e.) przyjęli alegoryczną metodę od greckich uczonych głównie od Kallimacha i Kalistrata. W działalności żydowskiej, która zamieszkiwała Aleksandrię przejawił się również neopitagoreizm. Dotyczy to głównie Filona, który był przedstawicielem grecko-żydowskiej filozofii synkretycznej, w której łączył elementy filozofii Platona i stoicyzmu. Tradycje Filona w neopitagorejskim sensie kontynuował w II w. n.e. Saturnin z Antiochii. Wcześniej, gdyż w II w. p.n.e. Arystobulus należał do szkoły pitagorejczyków. Szczególnie zajmował się liczbami, które były dla niego symbolami (Jerzy Hejmer, „Aleksandria czasów Orygenesa”, Meander, PWN, Warszawa 1986).
Z połączenia filozofii pitagorejczyków z interpretacją platońskiego państwa „doskonałego” na kanwie religii perskich magów rozwinął się neopitagoreizm.
Zmieszawszy idee platońskie z elementami religii wschodnich, usiłowali wykazać, że zabobon, magia i każdy przesąd, nie tylko znajdzie w nim wygodne dla siebie miejsce, ale nawet usprawiedliwienie. Pitagorejczycy posiadali wiedzę tajemną.
Do tej wiedzy zaliczyć należy nauki o reinkarnacji, sposób dochodzenia do poznania praw, które rządzą światem i ludźmi, zajmowanie się niewidocznymi siłami oraz okultyzmem, praktykowali magię. W jej zakres wchodziło panowanie nad zjawiskami przyrody, wywoływanie nadzwyczajnych wrażeń i skutków przy pomocy sił tajemnych, rzucanie i odczynianie uroków, ale przede wszystkim ujarzmianie woli osób drugich. Hebrajscy uczeni twierdzą, że kabała reprezentuje ukrytą mądrość, wykraczającą poza granice pism. Znajdują się w niej informacje o przeszłych i przyszłych istnieniach.
Neopitagorejczycy penetrowali w II w. kulturę duchową chrześcijan. Ich dziełem jest „Ewangelia Prawdy”, „Apokryficzne list Jakuba”, Ewangelia Tomasza”, „Ewangelia Judasza” oraz 48 innych gnostycznych ksiąg.
Kabała więc, która jest uważana przez Żydów za najlepszą i niewzruszoną podstawę wszelkiej magii ma swoje źródło w neopitagoreizmie, ale też w neoplatonizmie.
„Sefer ha-Bahir” („Księga Światła Ukrytego” lub „Księga Światłości”) jest jednym z podstawowych tekstów kabalistycznych. Tradycja żydowska przypisuje go tanaicie z II wieku, Nachanji ben ha-Kana. Faktycznie jednak został on zredagowany w Prowansji pod koniec XII wieku. Jako jego autora dawniej podawano działającego w tym środowisku Izaaka Ślepego, obecnie jednak uważa się, że autor pozostaje nieznany. Jest kompilacją wątków pochodzących z czasów gaonów opracowaną w formie midraszu. Wiele zawartych w nim treści ma charakter nieortodoksyjny. Porusza, między innymi, kwestie symbolicznej wykładni liter alfabetu hebrajskiego i ich związku ze stworzeniem świata. W swej treści odwołuje się do „Sefer Jecira”. W księdze pojawia się koncepcja dziesięciu sefirot, trzech wyższych i siedmiu niższych, skojarzonych z przykazaniami Dekalogu. Pojawia się w niej również żeński aspekt Boga, dziesiąta sefira szechina. „Sefer ha-Bahir” zawiera również pierwsze koncepcje idei wędrówki dusz, zwanej od XVI wieku gil gul (poniżej).
Szymon bar Rabban Szimon bar Jochaj; znany pod akronimem Raszbi lub także krótko Jochaj (100-160), rabin, czynny w II wieku. Miszna często określa go po prostu mianem „Rabin Szymon”. Był słynnym tannaitą, uczniem rabina Akiby ben Josefa. Tradycja przypisuje mu autorstwo księgi Zohar, która do dnia dzisiejszego pozostaje podstawowym tekstem żydowskiej mistyki i kabały..
Zohar („Księga blasku”) jest to mistyczny komentarz do Tory, Pieśni nad Pieśniami i Księgi Rut, powstały w XIII w. Jest napisany po aramejsku i hebrajsku. Dzieło spisał prawdopodobnie Mojżesz z Leonu, ale zawiera ono także fragmenty wcześniejszego pochodzenia. Poza komentarzami do wspomnianych ksiąg zawiera rozważania, interpretacje „halachy”, traktaty o chiromacji i fragmenty filozoficzno-mistyczne. Do dnia dzisiejszego pozostaje podstawowym tekstem żydowskiej mistyki i średniowiecznej kabały.
Neoplatonizm – z wielości do jedności
Do Kabały przeniknęły idee pitagorejskie, neoplatońskie i gnostyckie, skutkiem czego Kabała zaczęła być oskarżana o odchodzenie od monoteizmu. Powstała między III a VI w. n.e. Księga Stworzenia (Sefer Jecira), która wyznaczyła podwaliny nowożytnej Kabały, opisuje m.in. stworzenie świata na sposób neoplatoński. Zamiast stworzenia „ex nihil” postuluje ona istnienie „Ain Sof” – niepoznawalnego Absolutu, który emanuje z siebie pośrednie duchowe sfery (Sefiry), z których tworzy się materialne uniwersum. Bóg uznawany jest w niej nie za Stwórcę, a za „pierwotną przyczynę” Stworzenia – niektórzy kabaliści tego okresu uznawali istnienie archanioła Metatrona (odpowiednika gnostyckiego Demiurga) – bożego agenta stwarzającego świat i wikłającego się w materię (a więc skalanego nią). Jest charakterystyczne, że te obce na gruncie Judaizmu nurty zostały objaśnione przy pomocy uświęconych liter hebrajskich, z których uczyniono mistyczne ścieżki do oświecenia. Jest ona głównym źródłem kabalistów.
„Sefer Jecira” wprowadziła ideę uniwersalnego Absolutu w miejsce Boga rozumianego jako władca Izraela.
Kolebką neoplatonizmu była Aleksandria, gdzie w tym duchu prowadził wykłady Ammonios Sakkas (175–242 r. n.e.). Jego uczniem był Plotyn (203-269 r.), który w swoich fantastycznych rojeniach dopuszczał nie tylko możliwość, lecz i rzeczywistość magii, a medycynę próbował przeciągnąć w sferę teozofii. Plotyn był odnowicielem filozofii Platona. Cechą charakterystyczną neoplatonizmu jest połączenie idei platońskich ze stoicyzmem, orfizmem oraz z pewnymi ideami religijno-mistycznymi. Filozofia neoplatońska traktuje ten świat jako odbity, więc narzuca konieczność stosowania symboli, jako jedynego języka przekazu.
Według neoplatonizmu, wszechświat jest pewną całością, składającą się z wielu stopni bytu, uszeregowanych hierarchicznie. Poprzez materie nieożywioną, świat roślinny i zwierzęcy, dochodzimy do człowieka, który stoi na granicy świata materialnego i duchowego. Ponad człowiekiem znajdują się stopnie bytu duchowego, na którego najwyższym szczeblu znajduje się tajemnicza, nierozpoznawalna istota, której celem jest jedność. Jest ona identyczna z Bogiem. Jedność jest doskonała, wielość jest niedoskonała. Poprzez ducha i duszę świata dochodzimy do z jedności do różnorodniejszej wielości, która jest coraz bardziej niedoskonała; od doskonałego ducha, poprzez duchy mniej doskonałe do duszy ludzkiej i wreszcie do materii. Etycznym celem człowieka jest połączenie się z Bogiem. Osiąga się je przez odwrócenie się od wielości, a zwrot do Boga, prze co przezwyciężamy w swej duszy wielość, poznając Boga, ale nie za pomocą poznania pojęciowego, lecz intuicyjno-mistycznego.
Inaczej mówiąc, jedność jest doskonała (dobra), wielości jest niedoskonała (zła). Z jedności, która była na początku, świat doszedł do różnorodności. Należy się odwrócić od tej wielości i powrócić do jedności, gdyż ona jest podstawą i przyczyna wszystkiego, z której jest wszystko, i która jest we wszystkim, uduchowiona i uduchowiająca. Rozwija się w nieskończoność powstających i ginących światów. Ze stanowiska egoizmu narodowego, państwa wznoszą się do szerszego ujęcia, według tych nauk, wskutek natchnienia i zapału. Wielość to państwa, narody, rasy i religie. Nauki te pochodzą od Plotyna, a w XV w. rozwinął je Giordano Bruno, który był neoplatonikiem. W 1600 r. po siedmioletnim procesie został spalony na stosie za herezje. Globalizm opiera się na platonizmie, neoplatonizmie, pitagoreizmie (Orfizm), neopitagoreizmie i innych doktrynach filozoficznych.
Porfiriusz (233-304), grecki filozof, uczeń Plotyna, rozwinął jego nauki. Był zaciekłym przeciwnikiem chrześcijaństwa i obrońcą religii pogańskich. Z 15 ksiąg jego dzieła „Adversus Christianos” (Przeciw chrześcijanom)) zachowały się jedynie fragmenty. Natomiast Jamblich, zm. ok. 330 r. n.e, uczeń Porfiriusza, filozof neoplatoński, nad świątynią neoplatonizmu osadził sklepienie, na którym dumnie zasiadłszy, ogłosił się kapłanem i obiecywał światu rozwiązać najgłębsze tajemnice.
Reinkarnacja
Kabaliści wierzą w reinkarnację, której doktryna jest wyłożona w Gilgul a właściwie „gilgul neszamot”. Jest to żydowska doktryna metempsychozy, wywodząca się z misteriów eleuzyńskich i gnostyckich. Platon, filozof grecki, nauki o reinkarnacji głoszone przez kapłanów eleuzyńskich zmodyfikował i następnie je opisał w „Fajdrosie”. W tej formie występuje ona w kabale. W mistyce żydowskiej reinkarnacja jest obecna od XIII w, za sprawą „Sefer ha Bahir”. We wczesnej kabale uważano, że gilgul może trwać nawet tysiąc pokoleń, Zohar podaje natomiast, że jedynie trzy. Wedle doktryny giglul każda dusza z natury pragnie uzyskać doskonałość i złączyć się z Bogiem, jeśli jednak nie uda się jej to za życia, otrzymuje kolejną szansę w innym ciele. Grzesznicy, którzy za życia nie odpokutowali za swą niegodziwość w kolejnym ciele kontynuują swe oczyszczanie przez spadające na nich kary. Z kolei dusze ludzi sprawiedliwych mogą powracać celem niesienia pomocy. Kolejne wcielenie mogą służyć również wykonaniu szczególnych, rozciągniętych na wiele pokoleń zadań. Koncepcję rozwinął Chaim Vital w dziele „Sefer ha Gilgulim”. Dla niego wędrówka dusz była kosmicznym prawem. Widział w niej również metaforę żydowskiego losu – wygnania. Poszczególne dusze były dla niego tylko częściami pierwotnej duszy Adama. Wędrówkę dusz może zakończyć tylko duchowa naprawa, lub Mesjasz, sam człowiek jednak, w swej skłonności do grzechu wciąż pogarsza swój los.
W księdze „Zohar” o reinkarnacji napisano następująco: „Dusze muszą ponownie przyłączyć się do absolutnego ciała, z którego się pojawiły. Lecz, aby tego dokonać, musza rozwinąć wszystkie doskonałości, których zarodek został w nich zasiany, a jeśli nie spełnią tego warunku w ciągu jednego życia, muszą rozpocząć drugie, trzecie, i tak dalej, aż spełnią warunek, który pozwoli im połączyć się z Bogiem. Kabaliści wyobrażenie o Bogu mają neoplatońskie i ukazują go jako En-Sof „Nieskończonego” i całkowicie transcendentnego, niedostępnego ludzkiemu poznaniu i emanującego siebie sferycznie aż do najniższych głębi kosmosu. Według Powszechnej Encyklopedii Żydowskiej chasydzi są wyznawcami reinkarnacji.
Depopulacja ludności świata według Chabad Lubowicz
Henryk Pająk, pisarz i wydawca kilkudziesięciu książek o tematyce narodowej, jeden z pierwszych w III RP piszących o niewygodnych kwestiach stosunków polsko-żydowskich oraz o zbrodniach banderowców, m.in. wydał wspomnienia płk. Stanisława Żochowskiego z Australii, byłego szefa Sztabu Narodowych Sił Zbrojnych pisze tak o sekcie w książce „Ostatni transport do Katynia”:
– Jej istotą jest agresywny, wojowniczy ekstremizm na rzecz żydostwa oparty na podstawach talmudyzmu, co można nazwać szczególnym rodzajem geopolityki. Dobitnie o tym pisze rabin Eduard Hodos – zwierzchnik charkowskiej społeczności żydowskiej, nieprzejednany rzekomo przeciwnik sekty Chabad Lubawicz.
Ujawnia on niedostępną dla gojów wewnętrzną sytuację w tej sekcie, rozpoznaną przez niego już w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Chabad rozpoczął energiczną penetrację Rosji. Pamiętamy, jak to żydomasoński Klub Rzymski w 1968 roku zaplanował zmniejszenie populacji ludzkiej do połowy, a „przydział” dla Polski ustalono na 15 milionów tubylców.
Tymczasem Chabad Lubawicz domaga się redukcji populacji ludzkiej do 600 milionów gojów, podczas gdy łączna liczba samej diaspory żydowskiej jest oficjalnie szacowana na około 13 milionów, ale nie brak szacunków podwajających tę liczbę. Biorąc pod uwagę to, że ortodoksyjni Żydzi rozmnażają się tylko nieco wolniej niż króliki, to Chabad Lubawicz komponuje takie proporcje gojów do Żydów, że Żydów będzie na Ziemi około 15 milionów, a gojów tylko około 600 tysięcy, czyli kilkadziesiąt razy mniej niż Żydów. [Depopulacja świata.
Chabad Lubawicz posiada tajne wpływy w super elitarnym „Komitecie 300” i poprzez niego buduje zręby tego „holokaustu” ludzkości. Ludobójcze, ekstremistyczne ideologie Chabadu wspierane przez żydowską finansjerę i agresywny rasistowski syjonizm, staną się śmiercionośne dla 99 procent populacji ludzkości. Na zewnątrz, w rozmowach z gojami, chabadyści łaskawie podwyższają liczbę mających przetrwać gojów do jednego miliarda, ale prywatnie mówią o 600 tysiącach gojów. Z tego tylko około 20 tysięcy powinno cieszyć się względną wolnością, dobrobytem i czystym środowiskiem. Chabad jako już teraz dominująca siła diaspory żydowskiej, ustawia siebie na szczycie piramidy elit żydowskich, bo goje w ogóle się nie liczą (prezes-pis-spotkal-sie-zydowskimi-liderami).
Tak wygląda Centrum Kulturalne Menora, które zostało otworzone w październiku 2012 r. Jest to nowoczesny budynek składający się z siedmiu segmentów o wysokości sześciu, jedenastu, szesnastu i dwudziestu jeden pięter, o łącznej powierzchni około 50 000 metrów kwadratowych. Liczba segmentów budynku odpowiada liczbie ramion menory. Jest to największy na świecie ośrodek społeczności żydowskiej.
Ester Katz szacuje liczbę Żydów w Dniepropetrowsku na 50.000-60.000 osób.
Widzimy jaki wpływ na Francję, Anglię, Niemcy mają muzułmanie.
Nie sposób przeoczyć wpływu Lubawiczów na Ukrainę…….
Co jest interesujące w tym budynku będącym podróbką menory mieści się między innymi:
centrum Informacyjne,
biuro podróży,
ekskluzywny sklep z chałatami szytymi przez najdroższych krawców,
sklep z pamiątkami.
Święte z nieświętymi….
Budowa Centrum Menora została sfinansowana przez dwóch żydowskich przedsiębiorców Giennadija Bogolubowa przewodniczącego gminy żydowskiej Dniepropetrowska oraz Igora Kołomojskiego przewodniczącego Zjednoczonej Żydowskiej Wspólnoty Ukrainy oraz gubernatora obwodu Dniepropetrowskiego.
====================
Chabad-Lubawicz (hebr. חסידות חב”ד) – grupa chasydów powstała przed 250 laty, pod koniec XVIII wieku w rosyjskiej miejscowości Lubawicze (ros. Любавичи, Lubawiczi na terenie obecnego rejonu rudniańskiego obwodu smoleńskiego), założona przez rabiego Szneura Zalmana. W swej historii Chabad-Lubawicz miało 7 rebe wywodzących się z jednej dynastii. Ostatni i uważany dość powszechnie za najwybitniejszego Menachem Mendel Schneerson zaniechał wyboru następcy i od jego śmierci w 1994 grupa nie posiada swego rebe.
Obecnie jest najszybciej rozwijającą się grupą chasydzką – liczącą ok. 200 tysięcy wyznawców na całym świecie. Znana jest z licznych akcji misyjnych wśród Żydów.
Chabad-Lubawicz zachęca osoby o żydowskich korzeniach, ale nieposiadające żydowskiej matki, do konwersji na judaizm.
————————–
Nazwa Chabad hebr. חב”ד (Ch-B-D) jest hebrajskim akronimem trzech hebrajskich słów zwanych sefirami, wchodzących w skład kabalistycznego Drzewa Życia[1]:
Chochma (hebr. חכמה) – druga sefira, określenie oznaczające mądrość,
Bina (hebr. בינה) – trzecia sefira, określenie oznaczające zrozumienie,
Daat (hebr. דעת) – jedenasta sefira, określenie oznaczające wiedzę.
Chasydzi z Chabad-Lubawicz mają swoją synagogę w Warszawie.
Poniżej chasydzi Lubawicz, Kaczyński i słynny Daniels – wojewoda polski Izraela.
Lubawiczowie i Wałęsa;
Lubawiczowie i Bush
Jakby ktoś myślał, że Putin nie ma wpływu na Ukrainę:
Tusk i Lubawiczowie:
Tak żebyście wiedzieli, że Polski nie ma już dawno. Jesteśmy województwem Izraela i trzeba się z ta myślą niewoli oswoić.
” Gdy Rabbi Sholom Ber Stambler wręczył Donaldowi mezuzę z intencją, aby chroniła jego i jego dom (mezuzę zawiesza się na na zewnętrznej prawej framudze drzwi), a potem chciał ją trzymać w ozdobnej szkatułce, żeby nie przeszkadzała premierowi w dalszej drodze i przeżywaniu świętych dla judaizmu miejsc – p.Tusk nie oddał jej, powiedział, że będzie ją sam niósł”
Poniżej pastor Olechnowicz liderów ruchu Polska dla Jezusa powiedział do Żydówki Hanny:
Pastor wskazuje w niej na mesjańską misję Polski i Polaków, którą będzie można zrealizować dopiero pod przewodnictwem nowych, wybranych przez Boga przywódców. Jego zdaniem wybrańcami z pokolenia Dawida jest właśnie Platforma – Donald Tusk i Bronisław Komorowski, którzy po zakończeniu starej epoki katastrofą smoleńską, poprowadzą Polskę do odnowy i jedności.
Bóg dał naszemu narodowi, nie boję się tego powiedzieć, przywódców o sercu Dawida. To nie jest deklaracja polityczna, to jest deklaracja duchowa. Kiedy Dawid został królem, bo Bóg tak chciał, to nie była polityka, to było Królestwo Boże, które przychodzi. Bóg dał temu narodowi przywódców o sercu Dawida. I Kościół, najlepszą rzecz, jaką może zrobić, to ich błogosławić. Nie wszystko musimy rozumieć i nie wszystko musimy wiedzieć, nie wszystkiego musimy być świadkami. Troszkę czasami trzeba zaufać temu, co Bóg wkłada w wasze serca. Zaufajcie nam. Jedyna rzecz, którą mamy zrobić w tym okresie, to modlić się i błogosławić”
Dlatego uważam, że wszelkie polityczne ruchy wolnościowe nie mają sensu. Żydzi są wszędzie i przy takiej niemocy dopiero sobie uświadamiam, jak potężne i niezniszczalne jest Królestwo Niebieskie. Jest niezniszczalne ponieważ nie ma granic ziemskich, nie ma wpływu żaden żydowski polityk. Nawet jeśli kościoły przepełnione są Żydami, to i tak wspólnotą Królestwa Bożego jest wspólnota w Duchu Bożym, a tutaj agentów nie ma.
geopolityka : Chabadyści uważają Menahema Schnersona, urodzonego w Dniepropietrowsku, za Żydowskiego Mesjasza. Centrum Menora wybudowano właśnie w celu umożliwienia jego ponownego przyjścia na Ziemię.
W mieście Dnipro ma nastąpić ponowne przyjście Żydowskiego Mesjasza, wyczekiwane przez najbardziej prężną i wpływową organizację żydowską na Ziemi.
Tysiące chasydów przybyło do Leżajska w rocznicę śmierci cadyka Elimelecha.
I świętują…
otrzymane mail’em:
….dopóki nie obejrzałem to nie wierzyłem że można w miejscu publicznym w Polsce takie libacje organizować i chlać radośnie gorzałę w najlepsze. Tym bardziej, że widzimy w tym materiale za namiotem policyjny radiowóz sic!….
Z pewnością i znowelizowana ustawa o całkowitym zakazie spożywania alkoholu w miejscach publicznych tych [—] nie dotyczy, bo oczywiście w Polsce Polacy nie rządzą…. Jest jeden goj: szabes-goj sprzątający śmieci.
mail: Zaintrygował mnie osobnik w 4:50 min który składa pokłony bagażnikowi opla…
======================
Centrum Menora w Dniepropetrowsku
============================
mail , 2023
Przyjeżdżający do Leżajska żydzi uczestniczą w nocnych modlitwach przed grobowcem cadyka, tzw. ohelem. Proszą cadyka o uzdrowienia, pomyślność dla dzieci i powodzenie w interesach, a swoje życzenia zapisują na karteczkach zwanych kwitełe. Modlitwom towarzyszy śpiewanie psalmów. Wierzą, że cadyk w rocznicę śmierci (zmarł 11 marca 1787 roku) zstępuje z nieba i zabiera do Jahwe ich prośby.
Konflikt między Izraelem i Kościołem widziany oczami RABINÓW.
[z książki „TALMUD czy BIBLIA ? Gdzie są „korzenie” chrześcijaństwa, W judaizmie czy w mozaizmie? W talmudzie czy w biblii??Ks. Prof. MICHAŁ PORADOWSKI Przytaczam ze względu na zwiększoną ostatnio agresję kłamstwa na te tematy. Powtarzam tekst z Archiwum 2018 roku – bo ciągle aktualny.. W 2023 są już jawnie w Watykanie. MD]
Zdaniem żydów istnieje nieunikniony konflikt miedzy Izraelem i Kościołem, gdyż Kościół uważa sie za pełnię mozaizmu, za jego „ukoronowanie”, a stąd tez Izrael staje sie juz niepotrzebny, gdyż spełnił swoja misje dziejowa, skoro z niego przyszedł juz zapowiedziany i oczekiwany Mesjasz, który ufundował Kościół. W tej sytuacji żydom nie pozostaje nic innego jak uznać Jezusa z Nazaretu za obiecanego Mesjasza, a Jego Kościół za pełnię „Domu Izraela” i wejść do Kościoła (jak wszystkie inne ludy), stając sie tylko jego mala czastka, a wiec zniknąć ze sceny świata jako główny protagonista Historii; albo tez, odrzucając idee, że Jezus z Nazaretu jest zapowiedzianym Mesjaszem, uznać Kościół za swego największego wroga, bo uzurpatora roli historycznej Izraela, jako „ludu wybranego” do rządzenia światem na wieki.
Zydzi wybrali tę drugą ewentualność, bo ta pierwsza byłaby dla nich samobójstwem. Tak wygląda rzeczywistość historyczna według żydów, ale także i według oficjalnej nauki Kościoła w ciągu całej jego historii, a takze i ostatniego soboru, bo chociaż Kościół uznaje, ze Izrael otrzymał od Boga „wybraństwo”, to jednak takze twierdzi, że owe „wybraństwo” skończyło sie z chwila przyjścia na swiat Mesjasza, którym jest Jezus Chrystus. Od czasu Odkupienia i zalozenia Kosciola przez Chrystusa Pana, Syna Bozego, naród żydowski przestał byc „narodem wybranym”, gdyż godność ta przeszła na wyznawców wiary Chrystusowej, a przede wszystkim sam Kościół, jako Ciało Mistyczne Chrystusa Pana (zob., dekret Drugiego Soboru Watykanskiego Lumen gentium), jest teraz owym „ludem Bozym”.
Należy wiec nam jeszcze raz powrócić do mysli sw. Augustyna o „podziale Izraela” – et devidetur Israel in duo – gdyzcześć Izraela, która uznala w Jezusie z Nazaretu obiecanego Mesjasza i przyjela chrzest oraz wiare (nauke) Chrystusa Pana, włączając sie w ten sposób w Jego Cialo Mistyczne, którym jest Kościół, nadal jest „ludem wybranym”, ale nie wyłącznym, gdyż do tego „ludu wybranego”, którym jest odtad Kościół, należą także i ci wszyscy z innych ludów, którzy uwierzyli, iz Chrystus Pan jest zapowiedzianym Mesjaszem, a nadto takze, iz jest Bogiem-Czlowiekiem, przyjeli Jego nauke i przez chrzest swiety zostali włączeni w Kosciól, a wiec w Mistyczne Cialo Chrystusa, tworząc, razem z nawróconymi zydami, jeden „lud Bozy”, który oczekuje nowego i ostatecznego przyjscia Chrystusa Pana w chwale i majestacie, jako Sędziego i Króla calego swiata, a Królestwo Jego trwac bedzie na wieki wieków.
Ale druga część Izraela, ta która nie tylko ukrzyzowala Jezusa z Nazaretu, ale takze Go odrzucila na zawsze, stala sie nie tylko „opozycja” wobec Kosciola, ale tez i jego wrogiem, sluzac juz nie Bogu, lecz szatanowi i walczac z Kosciolem „na śmierć i zycie”, az do czasu drugiego przyjścia Zbawiciela.
Jednakże, według sw. Pawla, żydzi, przynajmniej częściowo, nawrócą sie na wiarę chrześcijańską pod koniec świata. W Liscie do Rzymian, sw. Pawel przewiduje, ze nawrócenie to (tylko czesciowe) nastapi dopiero wtedy, kiedy wszystkie ludy pogańskie wejdą do Kościoła (oczywiście takze częściowo), a to juz sie spełnia w naszych czasach, gdyz Ewangelia jest juz opowiadana w różny sposób wszystkim ludom na calym swiecie (choc z róznym skutkiem), nawet osobiście przez samego Papieza, a wiec nadchodzi takze czas na nawrócenie sie i zydów (chociazby tylko częściowo).
Odnosny tekst z Listu sw. Pawla do Rzymian jest nastepujacy: „Nie chce jednak, bracia pozostawiac was w nieswiadomosci co do tej tajemnicy (…), ze zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela az do czasu gdy wejdzie (do Kosciola) pelnia pogan. I tak caly Izrael bedzie zbawiony, jak to jest napisane: „Przyjdzie z Syjonu wybawiciel, odwróci nieprawosci od Jakuba. I to bedzie moje z nimi przymierze, gdy zgladze ich grzechy„. Co prawda – gdy chodzi o Ewangelie – sa oni nieprzyjaciólmi(Boga), ze względu na wasze dobro, gdy jednak chodzi o wybranie, sa oni – ze względu na przodków – przedmiotem milosci. Bo dary laski i wezwanie Boga sa nieodwołalne” (Rz 11,25-29)
A dlaczego zydzi maja sie nawrócic dopiero po wejsciu do Kościoła wszystkich ludów poganskich, a wiec nie żydowskich? Odpowiedz nie jest latwa, bo ani Pismo Swiete, ani tez tradycja nic szczególnego na ten temat nie mówia, ale mozna przypuszczać, ze powodem tego jest „wyjątkowość” zydów, która polega na pewnego rodzaju ich wyższości wobec innych ludów. Chodzi tu o „wyzszosc w tym sensie, ze sa oni bardziej zaradni, ruchliwi, ambitni, cieszacy sie wyjatkowa odpornoscia na wplywy innych kultur, a przede wszystkim bardziej niz inne ludy, zawsze szukaja rzeczywistej wladzy, stad tez gdyby weszli gromadnie do Kosciola, zwlaszcza w jego poczatkach, przed wejsciem innych ludów, zachodziloby niebezpieczenstwo, ze mogliby calkowicie opanowac Kosciól, objac cala wladze i nie dopuszczac do Niego innych ludów, instrumentalizujac Kosciól wylacznie na korzysc Izraela. Oczywiscie nie odnosi sie to do wszystkich zydów, ale glównie judaistów, którzy zawsze okazywali w czasach przedchrzescijanskich tendencje niesłużenia Bogu, lecz poslugiwania sie Bogiem i religia dla wlasnych ziemskich i doczesnych celów. Przeciez zawsze usilowali judaisci sprowadzic monoteizm do monolatrii, a te pojmowali nie jako sluzbe Bogu plemiennemu, lecz posługiwali sie Bogiem i religia (w tym wypadku juz nie Bogiem, a tylko bożkiem).
Przyjrzyjmy sie wiec odnośnym tekstom niektórych judaistów, ab zaznajomić sie z ich sposobem myślenia w tych sprawach.
I tak, na przyklad, francuski judaista Rabi uwaza, że sam Izrael jest obiecanym Mesjaszem, a wiec i „wybawicielem” całego świata. Oczywiscie, ze przez to „wybawienie” rozumie tylko rządy żydowskie nad calym swiatem, gdyz wieczność i zycie pozagrobowe dla judaistów nie istnieja, gdyz JUDAIZM JEST RADYKALNA I ABSOLUTNA DOCZESNOŚCIĄ i wedlug judaizmu wszelkie blogoslawienstwa Jehowy odnosza sie tylko do doczesnosci.
Izrael będąc „narodem wybranym” jest przeznaczony przez Jehowę do rządzenia światem, a wiec wszystkimi krajami i ludami i przez te rządy polityczno-kulturalne urzeczywistnia sie tak „zbawienie” samego Izraela, ja także i wszystkich innych ludów.
Rabi pisze: „Chrześcijaństwo zajmuje sie glównie zbawieniem człowieka jako jednostki, judaizm zas myśli o zbawieniu Domu Izraela, które to zbawienie jest jednocześnie jedynym zbawieniem wszystkich ludów. To bylo zadanie w ciagu wieków talmudystów i kabalistów. W tej perspektywie rozumie sie istnienie tak licznych przepisów i zakazów, bo to dzieki nim utrzymuje sie wspólnota zydowska, od której zalezy zbawienie swiata”. (Rabi, Anatomie du Judaimse Francais, Paris, 1962, s. 203-204)
Podobnie ujmuje te zagadnienia jeden z najwybitniejszych judaistów współczesnych, który odegrał dużą role w obradach Drugiego Soboru Watykańskiego w sprawach judaizmu, niedawno zmarły Jules Isaac, który pisze:
„Sposób w jaki wiara chrześcijańska walczyla o swa niezaleznosc (robi tu aluzje do stopniowego uniezaleznienia sie Kosciola od wladzy swieckiej od czasów Konstantyna az do dzis) musial szybko i fatalistycznie doprowadzić ja(wiare chrzescijanska) do walki na smierc i zycie przeciwko Izraelowi <<wedlug ciala>>, gdyz ten nowy Kosciól deklarowal sie byc prawdziwym i jednym Izraelem Bozym <<wedlug ducha>>. Ale, czy zdajemy sobie sprawe z tak wielkich pretensji? To równaloby sie czemus gorszemu niz szkalowaniu ludu zydowskiego, to równaloby sie pozbawieniu go wspanialosci zycia, swietego ognia i mozna nawet powiedziec pozbawienia wlasnej duszy. Nadto – gdyz także istnieją związki i zależności miedzy tym co jest duchowe i tym co jest doczesne – pozbawienia go miejsca, które zajmuje jako „slonce”, pozbawienia go jego przywilejów w Cesarstwie” (Jules Isaac, Genese de l’Antisemitisme, Calman-Levy, Paris, 1956, s. 150)
Aby lepiej te mysli judaistów zrozumieć przytoczmy jeszcze inny tekst z tejze książki. Jules Isaac pisze: „28 października 312 roku, bitwa na moście Milvius, przed bramami Rzymu. Konstantyn walczy przeciwko cesarzowi Majencjuszowi. Konstanty zwycięża. Przypuszcza sie, ze jego przeciwnik utonal w Tybrze. Wystarczyła jedna bitwa, aby zmienic calkowicie oblicze swiata, oblicze religijne (…) Zwyciestwo Konstantyna bylo oceniane jako poczatek ery, ery Cesarstwa chrześcijańskiego. Prawda jest, ze dzieki temu wprowadzono wolność i równość co do wierzen i kultów (313)(…). Od tego czasu, z powodów dotychczas jeszcze niewyjasnionych, Konstantyn-Zwyciezca zwiazuje swe losy z losami Kosciola Chrystusa i tenze wychodzi zwycięsko, gdyz uzyskuje poparcie ze strony cesarza, zostaje uprzywilejowany przez Panstwo, idzie ku lepszej sytuacji, ale takze bardziej niebezpiecznej, stajac sie Kosciolem zlaczonym z Panstwem, a wiec Kosciolem Panstwowym. Wazna ta i zaskakujaca decyzja, przez jednych krytykowana, a przez drugich wychwalana, jedna z najwazniejszych w Historii, dla której królowanie Konstantyna jest tylko wstępem i która jest uzupełniana w ciagu owego nadzwyczajnego wieku. Ale ten nieslychany los Kosciola powoduje nieszczęście Synagogi, gdyz dla niej wiek czwarty jest epoka fatalna, która prowadzi ku niepokojacej przyszlosci, ku zalobie i katastrofom” (Jules Isaac, Genese de L’Antisemitisme, d.c., s. 155-156). Inny autor pisze na ten temat: „Kiedy, na skutek niespodziewanych zmian, jakie zna Historia, Kosciól chrzescijanski z przesladowanego przechodzi do stanu zwycieskiego i szybko staje sie Kosciolem oficjalnym, tysiac szescset lat temu, w latach 312 i 337, judaizm doswiadcza takze zmiany sytuacji, lecz na odwrót. Jak dotad bowiem korzystal w cesarstwie z przywilejów i w krótkim czasie zostal upokorzony, wysmiany, zbezczeszczony. Od tego czasu wspólpracy Kosciola z Panstwem (chrzescijanskim) zaczeto sie wypracowywanie systemów zakazów i przesladowan, który doszedl do szczytu w epoce, kiedy Kosciól rzymski w rzeczywistosci doszedl do wladzy w Chrzescijanstwie XIII wieku.” I dalej, tenze autor tak pisze: „Chrześcijaństwo dla żyda jest wyrzeczeniem sie z „wybraństwa”, jest otwarciem sie na zbratanie ze wszystkimi, a jednocześnie wielkim amen wobec Boga i Jego decyzji, a zarazem jest przyjeciem bólu i smierci, wyrzeczeniem sie wlasnego Ja (Ego), wlasnego interesu i wlasnej nieufnosci. Zaden inny naród, o ile wiem, nie zostal poddany przez Chrześcijaństwo tak trudnej próbie, jako iz dla zadnego innego ludu przyjecie Chrześcijaństwa nie znaczylo na dluzszy okres zaniknięcia jako naród.
W żadnym innym narodzie dawne tradycje religijne, które musialyby porzucić, przyjmujac wiare Chrystusowa, nie byly tak intymnie zwiazane z zyciem obywatelskim. Gdyz dla innych ludów cesarstwa rzymskiego religia byla w rzeczywistości tylko „nadbudowa”, ozdoba. Mogla byla byc zmieniana bez zburzenia budowli. Natomiast dla zyda religia jest fundamentem, racja bytu, baza. Apostolowie zapraszali do porzucenia wszystkiego, gdyz Niebo ich oczekiwalo. Zyd odpowiedział nie, bo nie moze byc prawda, ze Bóg tego wyrzeczenia wymaga.” (Francois Fejto, Dieu et son Peuple, Paris, 1960). „Chrzescijanstwo uwaza, ze jest prawdziwym Izraelem – wedlug <<ducha>>, a nie wedlug <<ciala>> – wierzy, zże ostatecznie zastepuje Izraela. Niestety, Izrael nie zniknal i nie chce zniknac” (Josue Johouda, L’Antisemitisme, Miroire du Monde, 1958, s.50) „Izrael przedstawia sie w historii jako lud szczególny, gdyz jest jednoczesnie religia i narodem, bez zadnej możliwości oddzielania od siebie tych dwóch rzeczywistosci, jak sie to zdarza u innych ludów. Bez watpienia, Izrael jest rasa, ale nie w sensie biologicznym, jak tego wymaga rasizm, lecz w sensie etyczno-historycznym” (Josue Jehouda, L’Antisemitisme, d.c., s. 209) „Prawdziwy mozaizm, oczyszczony i rozwiniety przez Izajasze, Jeremiasza i Ezechiela, rozszerzony przez zydowski hellenizm, doprowadzilby Izraela do Chrzescijanstwa, gdyby nie esraizm, faryzeizm i talmudyzm. Ideologie te niechybnie powstrzymały masy zydowskie w więzachwymagań i praktyk rytualnych. Skoro nie mozna bylo zakazac czytania Biblii zaczeto ja lekcewazyc, a uczeni w Pismie oswiadczyli, ze <<Prawo jest woda a Miszna winem>>. Stad tez czytanie Biblii uwazano jako malo pozyteczne i nie tak konieczne do zbawienia, jak lektura Miszny” (Bernard Lazare, L’Anitisemitisme, d.c., s. 57)
I jeszcze parę tekstów na temat doczesności „Wiadomo jest, ze dawny judaizm nie znal zycia pozagrobowego. Wedlug niego nie mozna praktykować dobra i zla jak tylko na tym swiecie ziemskim. Jeżeli Bóg chce wynagrodzić i karac, moze to zrobic tylko w ciagu życia człowieka na ziemi. Stad tez, tylko tutaj, na ziemi, czlowiek sprawiedliwy moze prosperować, a człowiek zly cierpieć” (Werner Sombart, Les Juif et la vie economique, Paris, 1923, s. 227). „Idealem zydowskiego monoteizmu jest szczescie ludzkie na ziemi. Biblia nigdy nie mówi o zyciu przyszlym (czyzby?) i wiadomo jest jak male znaczenie przypisywali bohaterzy Homera basniom. Tak Biblia, jak i Homer, pragna zyc szczesliwie na ziemi. Biblia dzieki praktykowaniu sprawiedliwosci, a Homer przez szukanie piekna i wolnosci” (D. Pasmanik, Qu’est-ce que le Judaizm?, Paris, 1930, s.18). „Zycie po śmierci nie istnieje dla Izraela. Izrael nigdy nie wierzył w zycie pozagrobowe, z wyjatkiem w czasie swego zmierzchu (…) Przymierze jest kontraktem obustronnym(…) Izrael jest strasznym realista. Zada tutaj, na ziemi, w doczesnosci wynagrodzenia dla kazdego, kto praktykuje dobro i kary zloczynców. Wszyscy wielcy prorocy, jak Eliasz, Izajasz, Jeremiasz i Ezechiel żądająsprawiedliwości na ziemi, a jesli jej nie ma, to znaczy, ze czlowiek jej nie jest godny, ze na nia nie zasluguje. Trzeba bylo czekac az na sw. Pawla, aby umieszczac sprawiedliwosc po smierci” (Elie Faure, La Question juive, Paris, 1934, s. 83). „Filozofia zyda byla bardzo prosta (…) zyjac na ziemi pragnal on cieszyc sie zyciem i zadal przyjemnosci nie moralnych, ale materialnych, które upiększają i czynia rozkoszna egzystencje na ziemi. Skoro raj nie istnieje, mógl spodziewać sie od Boga za swa wierność tylko wynagrodzenia konkretnego: bogactwa, dobrobytu, zdrowia itd.” (Bernard Lazare, L’Antisemitisme, o.c., T. II, s. 155). Wydaje sie, ze przytoczone teksty pozwalają nieco zrozumieć psychikę żydowską, tak różną od chrześcijańskiej.
Przytoczone opinie należą wyłącznie do autorów żydów.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 12 marca 2023 Kwachu
Już nie bardzo było wiadomo, czym się ekscytować po odlocie Pana Naszego do ciepłych krajów, bo spory naszych Umiłowanych Przywódców o to, którego więcej kocha Pan Nasz miłosierny, czy nawet o różnicę łajdactwa już mało kogo ekscytują. W takiej sytuacji każde wydarzenie jest na wagę złota, a zwłaszcza takie, w którym występuje nieboszczyk. A właśnie tak się zdarzyło, że 16-letni młodzieniec odebrał sobie życie. Może nawet i to nikogo by nie ruszyło, bo w Polsce tylko w roku 2022 odnotowanych zostało 2 tysiące zamachów samobójczych osób poniżej 18 roku życia, ale tym razem stało się inaczej. Samobójcą był bowiem nie byle kto, tylko syn Wielce Czcigodnej posłanki Koalicji Obywatelskiej, który w dodatku kilka lat temu był molestowany, niestety nie przez księdza, tylko jakiegoś cywila. Gdyby bowiem przez księdza, to można by kampanię moralnego oburzenia połączyć z zarządzonym przez Judenrat obsrywaniem Jana Pawła II, no ale nie ma rzeczy doskonałych. Taki nieboszczyk to i tak prawdziwy dar Niebios nie tylko dla polityków, którzy bez przerwy muszą dokładać nowego paliwa pod kocioł, ale również dla przemysłu molestowania, który w ten sposób otrzymał potężny impuls rozwojowy.
Toteż poruszone zostały Moce, zarówno te Niebieskie w osobie katolika zawodowego, pana red. Terlikowskiego, który z tego powodu natychmiast doznał „wściekłości”, jak i te Piekielne w postaci rozmaitych politycznych ambicjonerów, którzy na rozdrapywaniu ran pragną zaistnieć w roku wyborczym. Ponieważ pan Trzaskowski właśnie skierował był do tak zwanej „laski” projekt ustawy o zrobieniu porządku z rządową telewizją – żeby ją skasować i zostawić tylko telewizję nierządną – to oburzenie opinii publicznej, a zwłaszcza autorytetów moralnych, co to na sygnał oburzają się, na co tam akurat trzeba, skierowało się oczywiście przeciwko telewizji rządowej.
Toteż kiedy pani Magdalena Ogórek próbowała przeprowadzić tam apologetyczny program o gospodarczych sukcesach rządu „dobrej zmiany”, dzięki któremu Polska rośnie w siłę, a ludzie – przynajmniej niektórzy – żyją dostatniej, niczym za Edwarda Gierka, goście reprezentujący obóz zdrady i zaprzaństwa nie chcieli nawet tego słuchać, tylko usiłowali od razu zmienić temat na rozpamiętywanie tragedii 16-latka, którą zamierzali ukazać na tle szalejącej nietolerancji nie tylko wobec „kochających inaczej”, którzy niedługo zaczną spółkować po kościołach podczas nabożeństwa, ale i wobec osób molestowanych, które, niekiedy po wielu latach, przypominają sobie, że przecież były „gwałcone” i to po „kilkaset razy”, a niezawisłe sądy sypią piękne wyroki, dzięki czemu nie tylko molestowani mają czym obetrzeć sobie łzy, ale i prześwietna palestra, a wraz z nią – cały wymiar sprawiedliwości. I słusznie – bo cóż wynagradzać w tych zepsutych czasach, jeśli nie siostrzane i braterskie współczucie? Kogo w takiej sytuacji mogą jeszcze obchodzić gospodarcze sukcesy rządu „dobrej zmiany”, kiedy jest wyraźny rozkaz, czym należy się na tym etapie interesować?
A właśnie zaczęła się kampania wyborcza, w której ugrupowania tworzące „bandę czworga”, podobnie jak to było w roku 2019, będą się licytowały, ile to która wyda forsy, żeby obywatelom przychylić nieba. Wyraźnym sygnałem, że licytacja się rozpoczęła, była deklaracja znanego liberała Donalda Tuska, który zapowiedział, że gdy tylko w Polsce obejmie władzę („Gdy tylko w Polsce obejmę władzę, szereg surowych ustaw wprowadzę. Za krowobójstwo, za świniobicie, będę odbierał mienie i życie” – odgrażał się Gnom w słynnej „Rozmowie w kartoflarni”, prowadzonej ze słynnym ukraińskim poetą Tarasem. Z kolei Taras, jak pamiętamy, zachwalał Gnomowi życie na Ukrainie: „Kiszonek mnogo na Ukrainie. Bywa, że mija za dzionkiem dzionek, a tam nic nie ma, oprócz kiszonek”).
Najwyraźniej Putin o tym chyba nie wie, wskutek czego wojna na Ukrainie weszła już na dobre z fazę przewlekłą, przyjmując postać wojny pozycyjnej. Więc Donald Tusk zapowiedział, że gdy tylko w Polsce obejmie władzę, to zaraz zacznie rozdawać mieszkania na kredyt w ogóle nieoprocentowany. Zwracam uwagę, że mamy dopiero początek marca, a wybory mają być na jesieni. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Naczelnik Państwa, albo pan premier Morawiecki zamacha rękami i powie, że jak tak, to rząd będzie rozdawał mieszkania w ogóle bez żadnego kredytu. I co wtedy zrobi Donald Tusk? Nie ma rady; będzie musiał obiecać, że jak tak, to on z kolei takie mieszkania za darmo, to znaczy – na koszt państwa – wyposaży w kuchnię, pralkę, zmywarkę i lodówkę i resztę mebli. Jestem pewien, że na takie dictum ze strony Donalda Tuska, Naczelnik Państwa ogłosi, że rząd tę lodówkę wszystkim obywatelom zapełni, nie zapominając przy tym o dodaniu pół litra do obiadu, który oczywiście też będzie darmowy.
Podkreślam to, żeby pokazać ewolucję poglądów Donalda Tuska, którego poznałem 1 lipca 1989 roku na zjeździe towarzystw gospodarczych i środowisk liberalnych w Gdańsku. Wtedy uważał on jeszcze że nie ma darmowych obiadów, ale teraz najwyraźniej odszedł od tych sprośnych błędów Niebu obrzydłych i uważa, że nie tylko są darmowe obiady, ale darmowe mieszkania i wszytko inne. W tej sytuacji będzie starał się nadal przelicytowywać Naczelnika Państwa, co nie jest zadaniem łatwym – aż nadejdzie termin wyborów, które tę licytację zakończą. Po ich szczęśliwym zakończeniu obywatele będą pocieszać się nadzieją, że nasi Umiłowani Przywódcy o wszystkich obietnicach przedwyborczych zapomną. W przeciwnym razie państwo zostałoby tak zadłużone, że w rezultacie lichwiarska międzynarodówka mogłaby przejąć jego zasoby na własność bez jednego strzału – o czym niedawno mówił pan prezydent Duda, uzasadniając konieczność realizacji programu zbrojeniowego. Chodzi o to, żebyśmy nie musieli walczyć.
Nooo, to jest do załatwienia; jeżeli lichwiarska międzynarodówka przejmie na własność zasoby całego państwa, to czy będzie jeszcze o co walczyć? Zresztą, co by na to powiedział Nasz Najważniejszy Sojusznik, który przecież nie dla zabawy przyjął ustawę nr 447?
W tym zatroskaniu pojawiło się światełko w tunelu w postaci poparcia, jakiego trzej ambasadorowie udzielili kandydaturze urodzonego w czepku Aleksandra Kwaśniewskiego na I Sekretarza NATO. Powiadają, że co ma wisieć – nie utonie. Aleksander Kwaśniewski zawsze chciał być I Sekretarzem – jak nie KC PZPR, to ONZ, jak nie ONZ, to przynajmniej NATO. Temu pragnieniu podporządkował wszystko, z interesami państwowymi Polski włącznie, toteż nie jest wykluczone, że tym razem może mu się udać. Ma za sobą co najmniej dwa atuty. Po pierwsze – jak prezydent naszego bantustanu nie sprzeciwił się zainstalowaniu tajnego więzienia CIA w Starych Kiejkutach, więc Nasz Najważniejszy Sojusznik, bez którego aprobaty posada I Sekretarza NATO nie może być obsadzona, może być zainteresowany tym, by objął ją kandydat zdolny do wszystkiego.
Poza tym Aleksander Kwaśniewski kolegował w zarządzie ukraińskiej firmy gazowej Burisma Holding z synem obecnego prezydenta USA Hunterem Bidenem, gdzie razem kręcili lody, o których kremlowska propaganda opowiada teraz cuda-cudeńka. W tej sytuacji trochę się dziwię, że tylko trzech ambasadorów poparło tę kandydaturę. Ale poczekajmy jeszcze trochę, a pewnie kolejni ambasadorowie się zreflektują i Aleksander Kwaśniewski wreszcie zostanie I Sekretarzem.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Nach dem Ende der Maskenpflicht: Werden Maskenträger in Wiens Öffis nun von der Polizei abgestraft?
Seit dem 1. März ist es fix: Nach fast drei Jahren ist es aus mit der Maskenpflicht in den Wiener Öffis – wird nun das Tragen von Masken bestraft?
Nachdem Wien als letztes Bundesland noch an der FFP2-Maskenpflicht in öffentlichen Verkehrsmitteln festgehalten hatte, gab Bürgermeister Michael Ludwig schlussendlich klein bei – seit 1. März war’s das nun österreichweit mit der Maskenpflicht in Öffis. Kurios: Musste man bis zuletzt beim Verzicht auf die Maske mit Strafen rechnen, könnte man nun unter Umständen für das Tragen einer Maske abgestraft werden.
Denn eigentlich tritt mit dem Ende der Maskenpflicht wieder das seit 2017 gültige Verhüllungsverbot in Kraft. Demnach ist es an öffentlichen Orten verboten, sein Gesicht bis zur Unkennbarkeit zur verhüllen, worunter das Tragen einer Maske definitiv fällt. Werden nun jene zur Kasse gebeten, die aus unterschiedlichen Gründen weiterhin nicht auf das Tragen einer Maske verzichten wollen?
Fakt ist: Die Wiener Linien haben keine Exekutivbefugnis von Bundesgesetzen. Wie eine Sprecherin gegenüber „Heute” erklärt, gibt es kein Vermummungsverbot in der Hausordnung. Jeder, der eine Schutzmaske tragen möchte, kann dies auch tun.
Wypowiedzi Janiny Ochojskiej o działaniach polskich leśników wobec migrantów są kompromitujące – ocenił wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski. Związana z PO europosłanka oskarżyła pracowników Lasów Państwowych o to, że ukryli kilkaset ciał zmarłych uchodźców w masowym grobie przy polsko-białoruskiej granicy.
Wiceminister Rzymkowski komentował, że wypowiedź Janiny Ochojskiej przyjął ze zgrozą, ponieważ jest to kalka rosyjskiej i białoruskiej propagandy.
– Jest to niezwykle ośmieszające Polskę na arenie międzynarodowej. Cieszy jedynie to, że pani Ochojska nie znalazła chóru osób jej wtórujących. Jest osamotniona w kolportowaniu tego typu bzdur. Ale jest to kompromitujące, że europarlamentarzysta z Polski tego typu kompletnie oderwane od rzeczywistości tezy stawia – zaznaczył Rzymkowski.
Chodzi o wypowiedź Ochojskiej w radiu TOK FM. – Myślę, że ofiar tej granicy (polsko-białoruskiej) jest o wiele więcej. „One są albo w jakimś zbiorowym grobie, bo nie zdziwiłabym się, gdyby w czasie kiedy był zamknięty dostęp do granicy, po prostu pozbierano ciała, żeby nie było tych dowodów. W tej chwili mówi się o prawie 300 osobach, które zaginęły” – stwierdziła O.
Zasugerowała też, że to polscy leśnicy byli odpowiedzialni za „uprzątnięcie ciał”. – Dlaczego tak sądzę? Był taki moment, kiedy powołano leśników z całego kraju. Po co? Przecież nie po to, żeby pomogli puszczy w trudnym momencie. Ale po coś ich zwołano – powiedziała.
Na słowa Ochojskiej zareagowały Lasy Państwowe, które skierują przeciwko europosłance pozwu o naruszenie dóbr osobistych. LP składają też zawiadomienie do prokuratury.
„Okryła się hańbą i za to odpowie. Składamy zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Janinę Ochojską za pomówienie leśników, jakoby potajemnie zakopywali ciała uchodźców w masowych grobach przy granicy z Białorusią” – pisał rzecznik Lasów Państwowych Michał Gzowski.
Ziobro: To nie może ujść bezkarnie
Do sprawy odniósł się też minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.[a to już bla-bla.. Oni zawsze tylko gadają. MD]
[Znalazłem w starych papierach kawałek tego tekstu, rozczuliłem się. Więc przypominam całość]
Po południu przez jezioro przypłynął z lasu zaskroniec. Wraca jak zwykle do rodziny, jak urzędnik po biurze. Na wyspie co prawda borowików nie ma, choć były ciepłe deszcze. Przed laty, nawet gdy się wyszło na poranną przechadzkę z saperką, przynosiło się grzybów sporo. Kiedyś trójka ludzi, którym nie chciało się popłynąć do Siemian po jedzenie, przez cztery dni żyła tylko grzybami i chlebem, sól czosnkową dostali od wędkarza. Teraz na jeziorze snują się ze trzy żagle, wieczorem brak tak licznych niegdyś ognisk. Nie udało się kupić sandacza od rybaka, bo on jest ostrożny, przestraszony, obowiązują go procedury. Ale to już inny świat.
Z sąsiedniego biwaku pani przynosi nam drewno, „kupna” wiązeczka, , bo oni już płyną do domu. Zabrali drewno do lasu..
Ten jenot, który zabierał w nocy niedojedzone konserwy do siebie, w tym roku się gdzieś wyniósł. Interwencja tamtego świata spowodowała, że opustoszały różne kurwidołki, zwykle działające nad jeziorem. Modni i postępowi, w szczególności t. zw. redaktorzy TV, dokądś się wynieśli. Nawet nie chce nam się pomyśleć dokąd. Nie bolą więc już uszy od łykendowych dyskotek z lat ubiegłych. Zimowe sztormy znów zabrały z półtora metra brzegu, więc kolejna olcha czarna uschła. Za rok będzie jak znalazł na ognisko.
Koło nasz łódeczki na przystaniach czy biwakach gromadzą się gapie. Jak to możliwe, taka niska, bez kabiny i bez motorka? A w razie sztilu napędzają ją trzy pagaje. Nowocześni czasami w ogóle pagaja nie mają na łodzi, same silniki, a są tacy, którzy chwalą się gps-em. Uciekamy.
Spotkani chłopcy, harcerze opowiadają, że gdy spoceni i umęczeni upałem dotarli do jakiejś chałupy pod lasem, to gospodyni najpierw zachęciła ich do umycia się i odświeżenia przy studni z kołowrotem [nie na elektrykę – dodała dumnie], a potem gościła maślanką z zimnika [nie z lodówki] i świeżo upieczonych chlebem. Przed nocą chłop spytał, czy palą, a gdy odpowiedzieli że są przecież harcerzami, upewnił się: ale tymi prawdziwymi, nie postępowymi?. Gdy chcieli mu dać dowody osobiste, jak to gdzie indziej ludzie żądają, gdy udostępniają stodołę, odparł: Ja czytam dowód na twarzy, nie z papierków. Chłop mówi: jest trudno, ale chyba te krowy utrzymamy. A syn już w Tamtym Świecie, ale obiecuje wrócić. Różne zioła suszą się pod daszkiem. A kowidy? – pytają chłopaki. Iiii, to może u miastowych, co mają telewizor.
Oni zaś odmawiają trzy razy dziennie Anioł Pański. A do kościoła macie daleko? Będzie ze trzy km, ale nasz proboszcz umarł, a nowy ksiądz już taki gitarowy, ma też ministrantki, i tego kovida się boi. To my jeździmy na prawdziwą Mszę, do Gdyni na Wiczlińska. Znacie chłopcy? Znamy, znamy, numer 11-ty – pochwalili się. Ale jak to stąd daleko? Będzie z 90 km, niedaleko…Po pożegnaniu i odejściu znaleźli w plecaku gomółkę tego sera co im tak smakował rano.
U nas na wyspie czaple przelatują wieczorami, ale tych białych, co bywały dawniej, nie widzimy. Nie rozmnożyły się czy co? A może ci od covid, z Tamtego Świata, jakoś je procedurami ekologicznymi utłukli. [W następnym roku zobaczyliśmy dwa gniazda na sąsiadujących z sobą wysokich drzewach, ale… na cypelku niedostępnym dla łódek, bo zarośniętym trzcinami. Do nas przylatują tylko na posiłki – bo tu płytkie wody, rybek dużo]
Na jeziorze rzadko, w łykend, pojawia się i kręci wyjec – łykendowy motorek z durniem na wierzchu. To się go egzorcyzmuje niecenzuralną ale bogatą [głównie z ruska] wiązanką.
Część miastowych wybiera nomen omen bierną emigrację wewnętrzną. Od mediów, od kłamstwa. Znany kiedyś w tamtym świecie tłumacz i organizator wielkich eventów, który już przed laty był się przeniósł tutaj i zatrudnił u leśniczego jako drwal, odzyskał właśnie utraconą przez jakieś zwidy czy kowidy pracę drwala. Dobrze. Inni, prepersi, są przygotowani do życia bez cywilizacji. Spotkałem kiedyś w lesie grupę mężczyzn, poczęstowali mnie między innymi węgorzem. Pod doskonały samogon. Chwalę jedno i drugie. A wie pan, że to był pieczony wąż – oświadczają z dumą. Teraz tę Puszczę Białowieską zżera ekologiczny kornik. Czy bezpowrotnie?
Odwiedziłem starego znajomego, któremu przed ćwierć wiekiem doradziłem jak uruchomić produkcję paliwa rzepakowego do traktorów i golfa. Ma dalej te mieszalnie, na bimber z ziemniaków i oleje ze smażalni i z rzepaku z własnej tłoczni, prostej w budowie. To jest tak zwana estryfikacja, której celem jest zmniejszenie lepkości przyszłego paliwa. A wymagania urzędników są blokujące, absurdalne. Obecnie różnica jest taka, że dawniej był prekursorem nowoczesności i ekologii, a teraz robi wszystko w tajemnicy przed władzą i życzliwymi. Ma duże gospodarstwo, to mu się opłaca. Ale sąsiadom paliwa nie sprzedaje, by się boi, by przypadkiem nie wygadali. „Nowoczesne” silniki diesla mają już zabezpieczenia przeciwko paliwu ekologicznemu – nie odpalają. Jeżdżą tylko na drogim paliwie firm oficjalnych. Rolnicy pielęgnują więc i naprawiają stare silniki i dawne wytwórnie paliw roślinnych – obecnie to już bimbrownie paliwowe.
Tu na wsi ludzie oczywiście gotują paląc drewnem i gałęziami, gromadzą też drewno na zimę do grzania domu. U nas, pod Warszawą, policja ekologiczna, straż groziła mi – i wreszcie wlepiła mandat – za ogrzewanie domu drewnem. A systematycznie donosiła do nich, do tej Policji ekologicznej, prawnik, daleka nasza sąsiadka, oczywiście zupełnie anonimowo i bezkarnie. Że ogrzewamy w zimie dom drewnem !! [odpadowym, tanim…]. To trucizna to CO2– mówią naigrawając się strażnicy. Śmieją się ze swej roli? Z adwokatki – donosicielki? Ze mnie?
Bywają też doskonałe samogony, śliwowice, dereniówki, ale lepiej jest samemu je przewozić, bo pracownicy firm kurierskich, na przykład GLS bezkarnie rabują przesyłki pod osłoną prawną prawników firmy.
==================
Cieszę się, że oficjalnie i uroczyście w przemówieniu przekazałem ministrom Kancelarii Prezydenta, że ten cały narzucony Zielony Ład ma takie szanse powodzenia jak osiągnięcia akademika Łysenki, który przekształcał przyrodę, na przykład drozda usiłował przekształcić w szpaka zdaje się, czy też żyto w pszenicę.
Do normalnego świata ten ideologiczny obłęd Zielonego Ładu chyba jednak nie zdąży dojść, zawali się zapewne niedługo pod ciężarem swego absurdów. Mam nadzieję.
Czym jednak obecni władcy są zmuszani do wprowadzania tych absurdów – nie wiem. A ich liczenie na bezkarność jest na pewno co najmniej przesadzone.
Świat naturalny, żyjący i rozwijający się według praw nadanych przez Stwórcę jest okrutnie tępiony przez planistę Złego. Ale wiecie przecież państwo że to nic nowego! Tak się dzieje od czasu, gdy Zły skusił Pramatkę do zjedzenia owocu z drzewa złego i dobrego. I te owoce uwiedzenia i my spożywać mamy. Tylko że teraz determinacja, pycha i rozpacz Planisty jest większa, bo on wie, że to jego Ostatnia Walka, że ta sztuczna Planowa rzeczywistość musi się zawalić. Pamiętajmy, że świat normalny, stworzony przez Stwórcę, na pewno przetrwa, warto więc się z nim załapać.
Przerywam te impresje i leniwe rozważania, bo znów wraca do domu nasz zaskroniec. Może wyprowadzi swe dzieci na naukę pływania?
13. dnia miesiąca – o godz. 18 w wałbrzyskiej kolegiacie p.w. Świętych Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza święta w intencji Ojczyzny, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15-tej.
Modlić się będziemy – jak zawsze – o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, ale pragniemy też odpowiedzieć modlitwą naszą na pojawiające się wyzwania, aby Opatrzność Boża z grożącego nam zła wyprowadziła nieporównanie większe dobro oraz tryumf Niepokalanego Serca Królowej Różańca świętego.
W obliczu zorganizowanego ataku bezbożnych mass-mediów na św. Jana Pawła II, co ma oczywisty związek z rewolucją sodomską i próbami narzucania totalitarnej ideologii gender przez agenturalno-korupcyjny układ rządzący Unią Europejską, w godzinie Miłosierdzia odprawimy Drogę Krzyżową w intencji, aby czołowi polscy artyści zaangażowali swój autorytet w obronie Papieża Poety, który ich wywyższył w Liście do artystów jako tych, którym Bóg powierzył zadanie sprawowania „twórczej władzy nad otaczającym światem”.
Serdecznie zapraszam do wspólnego modlitewnego szturmu! MP
Ojciec Gabriel Gerberon1, benedyktyn-maurysta2, po latach tułaczki, po latach więzienia, czując, że chyba zbyt wiele czasu mu już nie zostało, będąc tak blisko wielkiego świata, a zarazem tak odeń oddalony, czując swoją bezsilność zamknięty na głucho w jednej z cel twierdzy Vincennes3, któregoś dnia na spokojnie, bez emocji zaczął rozważać, czy aby nie podpisać dokumentu, do podpisania którego od lat go nakłaniano… dokumentu potępiającego heretyckie – według Rzymu – zdania z dzieła Jansena…
Do tej pory był nieugięty, ale ostatecznie, przemyślawszy wszystko po raz kolejny, już nie był taki zatwardziały w swoim uporze. Miękł gdzieś od środka. Przyszło mu na myśl, że przecież nawet mniszki z Port-Royal w końcu się ugięły i podpisały, zastrzegając jednocześnie, że czynią to wyłącznie ze względu na posłuszeństwo, które ślubowały… Więc tak naprawdę te ich podpisy w oczach Bożych, jako wymuszone czy to siłą, czy podstępem, czy kruczkiem prawnym, nie miały żadnego znaczenia. A przecie i on był mnichem… i on ślubował posłuszeństwo… co innego ksiądz świecki4, tego wola nie była ograniczona żadnym ślubem, ale on i jego wola? Wszak nie w pełni nią dysponował, a na dodatek odmawiając wykonania polecenia przełożonych, dopuszczał się grzechu, łamiąc jeden ze ślubów zakonnych… dziwna, niezdrowa sytuacja…
Podszedł do okna zakratowanego masywnymi kutymi sztabami z żelaza i spojrzał w niebo. Chmury powolutku przesuwały się po nim popychane prądami powietrza. I tyle tylko zobaczył. Nie objawiło mu się nic nadprzyrodzonego, zachmurzone niebo żadnego znaku mu nie dało… Był dalej sam ze swoim dylematem i udręką duszną zarazem…
Zapadł zmrok, który rychło przemienił się w głuchą noc. Ogarek świecy, jaki mu stróż łaskawie pozostawił, powoli dogorywał. Obok ogarka leżał dokument, do którego podpisania go nakłaniano, w zamian obiecując wolność. Kałamarz z inkaustem i zaostrzone, nieużywane dotąd pióro gęsie też były na wyciągnięcie ręki.
Gerberon ukrył twarz w dłoniach i zaniósł się łkaniem.
– Boże… Boże… – szeptał, lecz Bóg nie odpowiadał.
I w końcu się ugiął, drżącą dłonią przysunął papier i przybory piśmienne. Jeszcze raz tylko się zawahał, nim zamoczył pióro w atramencie. A potem jakby z obrzydzeniem zerkając kątem oka na dokument, jednocześnie unosząc i przekrzywiając nieco głowę, z jękiem złożył swój podpis na kartce…
* * *
Kardynał Noailles5, gdy dowiedział się, że Gerberon podpisał, odetchnął z niekłamaną ulgą. Oto spacyfikował kolejnego znaczącego jansenistę, asłuchając relacji z tego wydarzenia, aż plasnął w dłonie zadowolony wielce.
– Eminencjo, zapytał kleryk, który przyniósł księciu kardynałowi tę nowinę. – Eminencjo i co dalej z krnąbrnym benedyktynem?
– Cóż, danego słowa się dotrzymuje. Tym bardziej że trzeba szanować jego podziwu godny upór. Wszak przesiedział w więzieniach szmat czasu… ile dokładnie?… ile to było lat?… – dopytywał kardynał.
– Chyba siedem – opowiedział kleryk. – Od roku 1703 do bieżącego, 1710… tak, siedem.
– A zatem miał długą i srogą pokutę i wiele czasu na przemyślenia. Trzeba go uwolnić.
– Tak, eminencjo. Tak się też stanie.
Kleryk skłonił się i wyszedł.
* * *
Ojciec Gerberon, gdy przewieziono go do opactwa Saint-Denis nieco na północ od Paryża, zapewne dlatego tutaj, by zwierzchność mogła mieć nań oko, odetchnął z ulgą. I to nie tylko w przenośni, lecz także dosłownie. Powietrze, otwarta przestrzeń – oto czego mu najbardziej brakowało w więziennych murach. Więc teraz kiedy tylko mógł, przechadzał się po klasztornym ogrodzie i oddychał pełną piersią, jakby chcąc się nim nasycić na zapas.
Ale także nie próżnował. Zabrał się za pisanie dziełka, w którym odwoływał swoje potępienie jansenistycznych błędów i herezji…
* * *
Kiedy wieść o tym, że ów mąż Boży nie tylko jest na wolności, ale i przy odrobinie szczęścia można się z nim spotkać, porozmawiać, a nawet u niego wyspowiadać, byle dyskretnie, w paryskim środowisku jansenistycznym zapanowała wielka radość.
Jednym z tych, którzy się wyjątkowo z tego ucieszyli, był znany już nam z rue Cloître-Notre-Dame Jean-Luc. Sumienie bowiem gryzło go bardzo z powodu popełnionego wyjątkowo – w jego mniemaniu – obrzydliwego grzechu, dlatego też przez dłuższy czas szukał możliwości spotkania się ze świątobliwym ojcem Gerberonem, żeby ulżyć duszy i sumieniu, bo żadnemu ze znajomych księży nie miał odwagigo wyznać.
Kiedy więc abbéd’Étemare w kręgu swych synów i córek duchowych oznajmił któregoś wieczora, że udało mu się zorganizować dla nich sekretne spotkanie z benedyktynem, owym sławnymmęczennikiem za prawdę, Jean-Luc nie mógł nie wykorzystać takiej okazji…
* * *
Mikołaj, początkowo bywał gorliwym uczestnikiem modlitewnych spotkań przy rue du Cloître-Notre-Dame No8, nie ze szczególnej pobożności bynajmniej, lecz aby mieć pretekst do częstego odwiedzania tego domu, bo nie tracił nadziei, że kiedyś spotka tę piękną nieznajomą, która zaczepiła go na balu karnawałowym w Wenecji. Teraz jednakże w tej swojej dewocji znacznie ochłódłi na pobożnych schadzkach jansenistów rzadziej bywał, choć wciąż jeszcze bywał.
Na próżno jednak. Okna mieszkania na piętrze prawdopodobnienależące do apartamentu markizy i jej wnuczki wciąż pozostawały w dzień zamknięte, a w nocy ciemne, więc w końcu do reszty jużwystygł w tej swojej wyrachowanejnabożnościi prawie zaniechał wizyt.
Tymczasem mijały dni, tygodnie, miesiące wreszcie. Mikołaj gruntownie zwiedził Paryż, pobliski Wersal, wypuścił się wraz z panem Zbylutem Bartuszem i dalej w głąb Francji, jednakowoż jego główna kwatera pozostawała w Paryżu przy rue de la Tannerie, dokąd po każdej z wypraw krajoznawczych wracali.
Młodzieniec poznał wiele wysoko urodzonych osób, dla których najlepszą legitymacją jego szlachectwa były pieniądze rozrzucane garściami, więc lubiano go i zapraszano do pierwszych domów i pałaców, tak że w końcu zaczął się zastanawiać, czy aby nie zacząć zabiegać o to, by zostać przedstawionym iu dworu. To byłoby coś! I to dla kogo? Dla takiego nędzarza z przedmieścia! O czym nigdy nie zapominał.
I tego też późnego popołudnia, 18 marca 1711 roku, zastanawiał się nad tym samym… Tyle że w Wielkim Poście, a ten właśnie trwał, absolutnie nie byłoby to możliwe. Może po Wielkanocy zacznie szukać kogoś, kto by się zgodził spełnić jego marzenie, jego pragnienie,by przedstawiono go królowi…
I kiedy to takie myśli przelatywały mu przez głowę, usłyszał dyskretne kołatanie do drzwi. Odruchowo powiedział:
– Proszę wejść! Otwarte! – bo pana Bartusza akurat nie było, jemu zaś nie kwapiło się wstawać z wygodnego fotela.
Drzwi uchyliły się ze skrzypieniem, a w powstałej szparze pokazała się cudna główka Rosalie, jednej z jego sióstr duchowych ze stadka abbéd’Étemara.
Porwał się na nogi, tak go zdumiała owa wizyta samotnej dziewczyny w mieszkaniu również samotnego kawalera. Było to co najmniej niestosowne.
– Cóż cię tu sprowadza mademoiselle?
– Przysyła mnie ojciec d’Étemare, bo dzisiejszego dnia, późnym wieczorem, będziemy mogli odwiedzić świętego człowieka. Ponieważ ongiś wyraziłeś chęć poznania takiej osoby, a dziś nadarza się okazja… a że tylko ja byłam akurat pod ręką, to mnie tu do ciebie abbé posłał…
– Świętego człowieka? Masz na myśli, mademoiselle, benedyktyna z Saint-Denis?
– W rzeczy samej, panie kawalerze.
– Gdzie więc i o której mam się stawić?
– Masz udać się ze mną. Teraz.
Mikołaj zasępił się nieco, pan Bartusz bowiem wymusił na nim przyrzeczenie, iż nigdy bez jego wiedzy i ewentualnie towarzystwa nie uda się w obce miejsce, z obcą osobą.
Dumał chwilę, co mu też wypada uczynić, w końcu jednak uznał, że w klasztorze, do którego się udają, raczej nic złego spotkać go nie może, postanowił tedy, że pójdzie z panną, a panu Bartuszowi zostawi karteluszek z informacją gdzie i do kogo się wybrał.
* * *
Człowiek uznawany za świętego przyjął przybyłych z nieco wymuszonym uśmiechem.Uprzejmie, ale oschle. Mogło to wynikać, nie z niechęci, ale ze złego samopoczucia. Widać było, że zdrowie mu nie dopisuje. Chociaż starał się maskować kiepską kondycję, to i tak nie potrafił opanować grymasu bólu, który co jakiś czas pokazywał się na jego twarzy.
Przybyli wpatrywali się benedyktyna niczym w obraz cudowny. Milczeli. On też milczał. W końcu ciszę przerwał niepewny głos Jean-Luca:
– Ojcze…
– Tak, synu?
– Ojcze… chciałbym się przed tobą wyspowiadać…
Gerberon spojrzał mu w oczy i skinął głowa.
– Dobrze. Wysłucham. Wszakże wiedz, iż tylko według prawdziwych reguł Sakramentu Pokuty, reguł starożytnych i zalecanych od wieków, a teraz zaniechanych, wyśmiewanych, wzbranianych. Czyś gotów?
– Tak… ojcze… – Jean-Luc jakby się zawahał.
– Zatem mów. In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti.
– Amen.
– Słucham zatem.
– Ojcze… publicznie? W głos? Przy wszystkich?
– Tak, bo tak w swojej pradawności Kościół nakazywał.
– Ale przecie potem przecie zaniechał…
– Ergo, Kościół pobłądził.
– Kościół pobłądził? – w głos zdumiał się Białecki. – A jeśli pobłądził, to najwyraźniej brak mu asystencji Ducha Świętego. Hmm… Ergo – jeśli teraz pobłądził to i ongiś też mógł pobłądzić. Czego więc mamy się trzymać, jeśli nic nie jest pewne?
– Ktoś ty? – zapytał wyraźnie poirytowany benedyktyn.
– Kawaler Nicola de Bialecki, padre.
– Nic mi to nie mówi.
– Wybacz mu ojcze, hardy, bo to szlachcic polski, więc do pokory nie nawykły, a na dodatek nauki pobierał u jezuitów – wtrącił abbéd’Étemare, zakłopotany mocno samym faktem, że Mikołaj ma czelność wdawać się w dyskusje, podważać zdanie tak świętego człowieka i znakomitego teologa, za jakiego Gerberona uważali janseniści.
– Ach, u jezuitów! Zatem istotnie trzeba mu wybaczyć, tym bardziej że widzę, iż teraz zaczął podążać właściwą ścieżką.
Odwrócił się do Jean-Luca:
– Zatem wyznaj swoje grzechy. Czym to obraziłeś Pana Boga?
Obecni w celi poczuli się niezręcznie i mocno skrępowani więc chcieli wyjść na korytarz, lecz benedyktyn zatrzymał ich skinieniem dłoni.
Zostali więc, ale wbili oczy w podłogę i starali się myśleć o czymś innym, a nie o wyznaniach ich przyjaciela. Lecz przecie uszu nie dało się zamknąć…
Jean-Luc tymczasem, wyznawszy grzechy pomniejsze, jako to lenistwo, rozproszenie na modlitwie, naraz jakby się zaciął. Zamilkł.
– To już wszystko? – zapytał Gerberon.
– Nie, ojcze wyszeptał przez ściśnięte gardło pokutnik.
– Co więc jeszcze?
– Ja… ja… ja… – znów zamilkł.
– Cóż owo znaczy, to „ja…”? – benedyktyn odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy.
– To grzech wyjątkowo obrzydliwy i straszny…
– Mów!
– Miałem myśli nieczyste, pałając pożądliwością ku tutaj obecnej Madeleine… – wychrypiał mężczyzna blady jak trup i zaczął drżeć na całym ciele.
– Taak…istotnie… grzech towyjątkowo obrzydliwy i straszny…
Dziewczyna, której owo wyznanie dotyczyło, aż dech straciła i zaczerwieniwszy się po samo czoło, twarz skryła w dłoniach.
Tymczasem benedyktyn po raz kolejny zapytał:
– Czy to już wszystko?
– Tak ojcze, to… to… już wszystko…
– Zatem nakładam na ciebie pokutę… będziesz pościł o samej wodzie… a wolno ci będzie wypić jenodemiard6wody na dzień… będziesz pościł przez dni trzydzieści i dziewięć… nie nakazuję czterdziestu, iżbyś nie myślał, że zrównasz się z naszym Panem i Odkupicielem, który przez dni czterdzieści wstrzymywał się od jadła i napoju na pustyni, a kiedy już wypełnisz pokutę, udzielę ci absolucji… Żałuj za grzechy.
– Kiedy to będzie? Owo rozgrzeszenie? – szeptem zapytał Mikołaj.
– Chwileczkę… policzę – również szeptem odpowiedział mu abbé – 28 marca, w wigilię Niedzieli Palmowej… pewnie planuje dopuścić pokutnika do Komunii św. w Wielki Czwartek…
Mikołaj pokręcił głową.
– Jeśli pokutnik dożyje – mruknął pod nosem.
– Co pan powiada, panie kawalerze?
– Nic, nic ważnego – odparł Mikołaj i jął bacznie przyglądać się Jean-Lucowi.
A ten ostatni, kredowo blady, wciąż drżąc na całym ciele, ucałowawszy dłonie spowiednika, bardziej zawstydzony niż przestraszony wyszedł z celi na korytarz. Pozostali skłoniwszy głowy na pożegnanie przed Gerberonem, podążyli za mężczyzną…
=-=================-===============-=
Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:
2W 1621, jako antidotum na rozluźnienie życia w klasztorach benedyktyńskich utworzono Zgromadzenie Benedyktynów św. Maura (ucznia św. Benedykta, który działał w Galii), które zatwierdził papież Grzegorz XV. Głównym klasztorem Zgromadzenia było opactwo Saint-Germain-des-Prés w Paryżu.
3Zamek we Francji, na przedmieściu Paryża, od XII wieku ulubiona przez królów baza do wyjazdów na polowania, w późniejszych czasach przerobiony na więzienie.
4Dziś zwany diecezjalnym, nie zakonnik, określenie zapewne pochodzi jeszcze z czasów, gdy księża się żenili.
5Louis-Antoine de Noailles (1651-1729 r.), kardynał oraz arcybiskup Paryża.
6Dawna francuska miara pojemności cieczy – nieco mniej niż ¼ litra.
W wywiadzie udzielonym 10 marca dla InfoBae.com Franciszek labidził z powodu „oporu” ludzi „złej woli”.
Jego zdaniem istnieje „dobry rodzaj sprzeciwu”, gdzie „dobry projekt jest rozpatrywany i omawiany”. Jakby nie było, Franciszek nie raz udowodnił, że dla niego wszelki „opór” to „zły opór”. Tym razem papież upiera się – „ten opór, który mam na myśli, idzie wstecz i szuka sposobności do zdrady” – podczas gdy sam Franciszek zdradza Pismo Święte i nieustannie wraca myślami do lat sześćdziesiątych.
Franciszek jest tak wściekły na Arcybiskupa Viganó, że wypowiada się o nim bezpośrednio – uwaga, nowy szczyt niekompetencji w historii papiestwa – nazywając go „dobrze znanym amerykańskim biskupem, który odgrywał rolę nuncjusza” – w rzeczywistości Viganò jest Włochem, który to był nuncjuszem na USA.
Franciszek powiedział o nim – „Nie wiadomo, czy ten człowiek jest katolikiem, czy też nie; on jest na granicy”. Przygadał kocioł garnkowi – przecież rzekomo Franciszek nie wierzy w „Boga Katolików”.
Osąd na temat Viganò („Kim jestem, żeby oceniać”) ukazał się dokładnie tego samego dnia, w którym Niemcy zbluźnili Panu Bogu, przegłosowując homo „błogosławieństwa” pod nosem niewzruszonego tym faktem Franciszka.