Iść kupą

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  14 lutego 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5338

9 października 2021 roku, z inicjatywy papieża Franciszka, rozpoczął się w Kościele katolickim „Synod o synodalności”, który ma trwać 2 lata. Na początku nie bardzo było wiadomo, o co w tym naprawdę chodzi, aż dzięki językoznawcom okazało się, że chodzi o to, by „chodzić razem”.

Do tej sprawy jeszcze wrócimy, a na razie przypomnę, że w grudniu 2021 roku na tych lamach zwróciłem uwagę na podobieństwo „Synodu o synodalności” do „konsultacji społecznych”, jakie za pierwszej komuny urządzała partia, kiedy nie bardzo wiedziała, co dalej robić – co w partyjnym żargonie nazywało się „rozluźnieniem”, albo nawet „utratą więzi z masami”. Znaczy „masy” sobie, a partia sobie, co oznaczało, że już nie chodzą razem, tylko samopas, poczas gdy „więź z masami” oznaczała, że chodzą kupą – ale oczywiście pod przewodnictwem partii.

To skojarzenie o podobieństwie „Synodu o synodalności” z ówczesnymi „konsultacjami społecznymi” przyszło mi do głowy również dlatego, że odnoszę wrażenie, jakby Kościół coraz bardziej upodabniał się do partii w tym sensie, że w coraz większym stopniu koncentruje się na własnym aparacie i na procedurach, co sprawia, że w stachanowskim tempie się biurokratyzuje. W tej sytuacji „Synod o synodalności” ma za zadanie stworzyć wrażenie przekraczania biurokratycznych barier, podobnie zresztą, jak to było z „konsultacjami społecznymi”, w których każdy mógł wziąć udział – ale tak naprawdę chodziło o to, by ścisłe kierownictwo mogło zrobić swoje, jednak z powołaniem się na wolę powszechną, co oczywiście rozmywało wszelką odpowiedzialność.

Teraz też „wszyscy” zaproszeni są do zabierania głosu, z tym, że jeszcze nie wiadomo, czy będzie tak samo, jak w partii, że krytyka – owszem – mogła być, ale tylko „konstruktywna”, to znaczy taka, która w żadnym razie nie zagroziłaby interesom aparatu, czy też dopuszczone będą również głosy niekonstruktywne. Niezależnie od tego można odnieść wrażenie, że – podobnie jak za pierwszej komuny w partii – tak obecnie w Kościele dyskusja koncentruje się wokół problemów nurtujących aparat. Jakże inaczej rozumieć dysputy, a nawet presję, by prawo obywatelstwa w Kościele zyskali sodomici i gomorytki, których nie można „stygmatyzować”, a tym bardziej ograniczać w prawie do zakładania „rodziny”?

Już mniejsza o to, że „rodzina” pochodzi od słowa „rodzić”, co w przypadku związków jednopłciowych jest biologicznie wykluczone, ale to bez znaczenia, bo ten postulat znakomicie komponuje się to z kolejnymi pragnieniami – żeby mianowicie dopuścić do święceń kobiety i znieść celibat.

Właśnie 5 lutego rozpoczął się w Pradze synod europejski, który odbywa się pod hasłem „Rozszerz przestrzeń twego namiotu”. Chodzi m.in. o to, by „do namiotu” wpuścić osoby „wykluczone”, za jakie uważają się sodomczykowie i gomorytki. A przecież na wpuszczeniu się nie skończy, bo skoro się ich „wpuści”, to tym bardziej nie będzie można ich „wykluczać”, ani „stygmatyzować”. W tej sytuacji „lawendowa mafia” o której zrobiło się ostatnio głośno, będzie mogła wyjść z podziemia, a kto wie, czy nie przejąć sterów.

W tej sytuacji tylko patrzeć, jak będzie musiało dojść do zmian doktryny, do czego zresztą jesteśmy od pewnego czasu przyzwyczajani. Na przykład we ramach podlizywania się Żydom, jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II ukazał się w Watykanie dokument, według którego „ w przeszłości” zdarzały się „niewłaściwe interpretacje” Ewangelii. Ich „niewłaściwość” polegała na tym, że nie podobały się Żydom. No dobrze – ale interpretowanie Ewangelii jest najważniejszym zadaniem Magisterium Kościoła, które korzysta z asystencji Ducha Świętego.

Jeśli zatem „w przeszłości” trafiały się interpretacje „niewłaściwe”, to skąd możemy mieć pewność, że te obecne na pewno są właściwe? Jeśli Duch Święty wtedy bywał na wakacjach, to dlaczego nie miałby wyjeżdżać i teraz?

Drugi przykład, to kara śmierci. Przez ostatnie dwa tysiące lat nie była sprzeczna z religią chrześcijańska, a teraz okazało się, że jest sprzeczna. Podobnie z sodomczykami. Fundamentem etyki chrześcijańskiej i w ogóle – cywilizacji łacińskiej – jest wymóg panowania nad instynktami. Tymczasem współczesne poglądy ewoluują w kierunku podążania za instynktami. To jest fundamentem tzw. antropologii humanistycznej, według której człowiek jest kłębowiskiem sił, których istnienia sobie nie uświadamia, a cóż dopiero – by nad nimi panował. Skoro tak, skoro „wszystko płynie”, to dlaczego ludzie mieliby się przejmować aktualną linią partii, która już jutro, albo pojutrze może się diametralnie zmienić? Toteż jedni przestają się tym przejmować, podczas gdy inni chronią się pod skrzydła tradycji, czyli Bractwa św. Piusa, zwanego „Lefebrystami” od nazwiska abpa Marcela Lefebvre.

Ale podstawowym problemem współczesnego Kościoła w Europie czy Ameryce, jest zanikanie potrzeby życia wiecznego. Ta potrzeba stała się w starożytności siłą napędową rozwoju chrześcijaństwa, które zaprezentowało niezwykle atrakcyjną, w porównaniu do religii pogańskich, wizję zaświatów. Ale wpuszczenie do namiotu sodomczyków, czy gomorytek nie będzie miało na to wpływu, więc przy pomocy takich, atrakcyjnych dla aparatu socjotechnik, kryzysowi się nie zaradzi. Wreszcie „chodzenie razem”, czyli kupą. Nie jestem pewien, czy to właściwa metoda. Przewodzenie nie polega na tym, że przywódca podąża za tłumem, tylko na tym, że go prowadzi, bo zna drogę do celu.

Z tego punktu widzenia papież Franciszek jest postacią osobliwą. Na użytek Europy i Ameryki, przez które przewala się rewolucja komunistyczna, prezentuje postępowość. Ale przemawiając w Sudanie Południowym, gdzie katolicy stanowią około 40 proc. tłumaczył im, że cząsteczki soli są wprawdzie bardzo małe, a sól po wrzuceniu do potrawy nawet znika – jednak to dzięki niej zmienia się cały jej smak. W ten sposób dodawał im otuchy. Ale tam rewolucja komunistyczna na razie konkiety nie robi, podczas gdy na Zachodzie – jak najbardziej. A na co stawia współczesna strategia rewolucyjna? W 1911 roku Lew Trocki pisał do Lenina – co podaje Włodzimierz Bykowski w książce „Dyktatura absurdu”, że „ucisk seksualny jest głównym sposobem zniewolenia człowieka”. Toteż bolszewicy w ramach akcji „precz ze wstydem” początkowo „upaństwowili kobiety”, aż dopiero Stalin, który przepuścił ich przez maszynkę do mięsa, doszedł do wniosku, że to ślepy zaułek i przywrócił dyscyplinę również w tej dziedzinie. Ale teraz triumfuje Trocki, więc nic dziwnego, że rewolucjoniści wykorzystują proletariat zastępczy, który mogliby „wyzwalać” to znaczy – kobiety i zboczeńców. Kościół w Europie i Ameryce podąża w tym samym kierunku, zgodnie ze spostrzeżeniem Mikołaja Davili, że straciwszy nadzieję, iż ludzie będą stosować się do jego nauczania, zaczął nauczać tego, co ludzie robią.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

W pięćdziesiątą rocznicę promowanego przez ruch New Age „Dnia Ziemi” Franciszek-Bergoglio wzywa pogańską boginię przyrody do wybaczenia grzechów

W pięćdziesiątą rocznicę promowanego przez ruch New Age „Dnia Ziemi” Franciszek-Bergoglio wzywa pogańską boginię przyrody do wybaczenia grzechów (1)

https://www.ultramontes.pl/traditio_dzien_ziemi.htm

„TRADITIO”

 ––––––––

5 października 2019 roku w watykańskich ogrodach Franciszek-Bergoglio wraz ze swymi neokardynałami oddał cześć nagiej bogini płodności Pachamamie. Bergoglio posunął się do „pobłogosławienia” pogańskiego bożka podczas gdy jeden neokardynał głębokim ukłonem oddał cześć bałwanowi. A teraz Bergoglio na pięćdziesięciolecie lewicowego „Dnia Ziemi” odwołał się do pogańskiej bogini natury.

 –––––––––––

 22 kwietnia 2020 roku, w pięćdziesiątą rocznicę „Dnia Ziemi” – powiązanego z pogańskim ruchem New Age nazywanym „ekologizmem” – marksistowsko-modernistyczno-pogański neopapież Franciszek-Bergoglio zwrócił się nie do prawdziwego Boga Wszechświata, Ojca, Syna i Ducha Świętego, lecz do pogańskiej bogini Ziemi. Bergoglio zwrócił uwagę, że Ziemia nie wybaczy naszych przewin, w tym jego sfabrykowanej listy „grzechów ekologicznych”. Tymczasem z prośbą o przebaczenie powinniśmy się zwracać nie do jakiejś abstrakcyjnej pogańskiej bogini natury, ale do prawdziwego Boga. Bergoglio zdążył już napisać peany na cześć pogańskiej bogini natury w „encyklice” Laudato si’ z 24 maja 2015 roku.

 Ujawniając swe komunistyczne korzenie, Bergoglio posunął się do pochwały lewicowego ruchu politycznego zwanego „ekologizmem” i zachęcił „młodych ludzi do wychodzenia na ulice”. „Ekologizm” jest z kolei powiązany z jeszcze bardziej upolitycznionym „Zielonym Ruchem”, który sfinansował i sponsorował uliczne protesty, które zakończyły się zamieszkami we Francji, Stanach Zjednoczonych i innych krajach.

 Pogańska mentalność skłoniła jeszcze Bergoglio do wmieszania wątków związanych z niesławnymi wydarzeniami z października 2019, kiedy „błogosławił” posążek nagiej amazońskiej bogini płodności Pachamamy w ogrodach watykańskich, a następnie umieścił go w Bazylice św. Piotra. Nawet członkowie neokościoła byli tak zgorszeni pogaństwem Bergoglio, że dwoje z nich pod osłoną ciemności cichaczem porwało idola i wrzuciło go w nurty rzeki Tyber. (Niektóre informacje w tym komentarzu zaczerpnięto z serwisu informacyjnego Reutersa).

Wierni katolicy! Franciszek-Bergoglio nie przestaje się demaskować jako poganin, komunista i członek ruchu New Age oraz czciciel bogini Pachamama. Grzechy, które go urażają, to jego własne wydumane „grzechy ekologiczne”, a nie grzechy obrażające Boga, które sam publicznie popełnia, takie jak: herezja, świętokradztwo, bałwochwalstwo i apostazja. Ochrona przyrody jest działaniem rozsądnym i zgodnym z biblijnym i katolickim nauczaniem. „Ekologizm” to pogański, lewicowy ruch polityczny, który z użyciem przemocy oddaje cześć naturze jako swej najwyższej bogini.

http://www.traditio.com/comment/com2004.htm (2)

 Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa

 (Większość ilustracji od red. Ultra montes).[Są w oryginale. MD]

 –––––––––––––––

Przypisy:

(1) Tytuł oryginalny: On the Fiftieth Anniversary of the New Age „Earth Day” Movement Francis-Bergoglio Invokes the Pagan Goddess of Nature to Forgive Sins.

(2) Por. 1) Ks. Benedict Hughes CMRI, a) Kult człowieka. b) Neopapież – fałszywy papież. c) d) Sedewakantyzm: jedyny logiczny wniosek. e) Farsa Vaticanum II. Rzetelna ocena soboru po pięćdziesięciu latach. f) Nowa praktyka „dialogu”. Duch apostolski zniszczony przez Vaticanum II. g) Zaniechanie potępienia: Bergoglio zaniedbuje obowiązek potępienia zła.. h) New Age, Nowa Religia. i) A on znowu swoje! Bergoglio wywołuje zgorszenie wśród katolików nonszalanckim podejściem do małżeństwa. j) Papież Pius XII – w pięćdziesiątą rocznicę śmierci. k) Marcin Luter. Życie i dziedzictwo arcyheretyka. l) „…ale nas zbaw ode złego…”. Czy modernistyczny kościół jest w stanie wyrzucić diabła? m) Franciszek-Bergoglio znowu atakuje! Pokaz dwulicowości Vaticanum II.

2) „Traditio”, a) Tradycyjni katolicy powinni być wdzięczni za wszystkich odważnych, tradycyjnych kapłanów, których mają. b) Czytelnik pyta: „Wychowałem się w Novus Ordo. Czy jestem prawdziwym katolikiem?”. c) Neo-Bractwo (FSSPX) Fellaya-Pagliarani uznaje obecnie biskupów Novus Ordo za prawowitych i wymusza na rodzicach dzieci ze szkół Bractwa, by modlić się za nich jako za „kapłanów i pasterzy”. d) Prominentni działacze Neokościoła Franciszka-Bergoglio potępiają go jako „heretyka” i wzywają do jego obalenia. e) Franciszek-Bergoglio w Ogrodach Watykańskich przewodniczy pogańskiej ceremonii ku czci „Matki Ziemi”. f) Franciszek-Bergoglio wyznaje, iż został prezbiterem Novus Ordo w dużej mierze dlatego, że chciał być komunistycznym „modernistycznym rewolucjonistą” w Neokościele. g) Paglia – arcybiskup neokościoła i przewodniczący firmowanej przez Franciszka-Bergoglio Akademii Życia [Śmierci] nazywa wiernych katolików „heretykami”, ponieważ uważają, że Judasz jest w piekle. h) Duchowny neokościoła publicznie odmawia ślubowania posłuszeństwa marksistowsko-modernistycznemu Franciszkowi-Bergoglio i jego „fałszywemu kościołowi”.

 3) „Antimodernist”, Bożonarodzeniowy koncert w Watykanie.

 4) Bp Donald J. Sanborn, a) Herezja i bluźnierstwo Bergoglio: „Bóg pragnie pluralizmu religii”. b) Poza Kościołem nie ma zbawienia. c) Heretyckie bluzgi Bergoglio w Maroko. d) Jawna herezja dotycząca ewolucji dogmatu.

 5) Jérôme Bourbon, a) Paweł VI: święty w niebie czy pachołek piekła? b) „Synod o rodzinie”: błogosławieństwo udzielone cudzołóstwu! c) Pięćdziesiąt lat „nowej mszy”: półwiecze kataklizmu.

 6) Patrick Henry Omlor, a) Zbójecki Kościół. b) Jan Paweł II Apostata. c) Anna Katarzyna Emmerich o „nowym kościele”.

 7) Kongregacja Św. Inkwizycji, Wyznanie Wiary dla heretyków przechodzących na łono Kościoła katolickiego.

 8) Bp Michał Nowodworski, a) Wiara i rozum. b) Liberalizm. c) Chrystianizm w walce z poganizmem. d) Chrystianizm i materializm. e) Bałowochwalstwo. f) Życie chrześcijańskie.

 9) Ks. Dr Fryderyk Klimke SI, Hasła etyczno-religijne monizmu.

 10) Św. Franciszek Ksawery, Modlitwa o nawrócenie pogan.

 (Przypisy od red. Ultra montes).

Krwawy kult bogini Ziemi, Pachamamy. Ofiary z dzieci. Franciszek dołączył.

Krwawy kult bogini Ziemi, Pachamamy. Franciszek dołączył.

https://www.salon24.pl/u/niewiarygodne/1282432,pachamama

Pachamama lub Mama Pacha (język keczua Matka Ziemia) – inkaska bogini ziemi, żona boga słońca Pacha Kamaqa. Pachamamę czcili Inkowie mieszkujący okolice Andów. Do dzisiaj wierzy się, że Pachamama dała życie bogini księżyca oraz bogowi słońca.

 Dawny kult Pachamamy, ofiary z dzieci

W 1995 roku w okolicy Arequipy, pięknego zabytkowego miasta na południu Peru amerykański antropolog Johan Reinhard na zboczu góry Ampato odnalazł zwłoki zamrożonej młodej dziewczyny. W laboratorium ustalono, że zmarła około 1450. Historia ta opisana jest w artykule Nieśmiertelne dzieci Inków.

Międzynarodowy zespół naukowców, wśród których były badaczki z UW i UMK, przez ostatnie lata lata badał mumie dzieci złożonych w ofierze ok. 500 lat temu przez Inków. Przed śmiercią dzieci te były odurzane za pomocą liści koki i substancji halucynogennych.

Zwyczaje te opisane są w artykułach Dzieci były odurzane i składane w ofierze. Makabryczny rytuał Inków  i Naukowcy: dzieci składane w ofierze przez Inków pochodziły z całego imperium

Poniżej przekopiowałam  tłumaczenie fragmentu pracy Religion 101: Ceremonial Human Sacrifice .

„Dla ogółu społeczeństwa najbardziej znaną starożytną cywilizacją południowoamerykańską jest cywilizacja Inków, która kwitła od około 1438 r. n.e. do podboju Hiszpanii w 1532 r. W tym dość krótkim okresie założyli oni ponad 100 ośrodków ceremonialnych na szczytach wielu z najwyższych gór w okolicy. Hiszpańscy kronikarze Inków donosili, że w tych ośrodkach składano ofiary bogom gór: żywność, kadzidła, napoje alkoholowe, tekstylia i ceramikę. 

Na szczytach wysokich gór Inkowie składali ofiary z dzieci. Poświęcenie życia dziecka, zgodnie z religią Inków, przynosiło honor rodzicom i błogie życie pozagrobowe dziecku. Dzieci zostawały wybrane na ofiarę na podstawie ich piękna i czystości. Podczas ceremonii Capacocha dzieci składano w ofierze bogini płodności Pachamama, która zapewniła obfite zbiory rodzinie w następnym roku.

Archeolodzy odkryli zmumifikowane ciała kilku złożonych w ofierze dzieci. Na szczycie Llullaillaca (6740 m wysokości) archeolodzy znaleźli platformę Inków, trzy pochówki i kilka grup ofiar. Analiza izotopowa włosów jednej z mumii (15-letniej dziewczynki znanej jako Llullaillaco Maiden) wykazała, że ​​jej dieta zmieniła się na rok przed śmiercią. W ostatnim roku życia jej dieta była bogata w białko zwierzęce i kukurydzę, żywność ogólnie zarezerwowaną dla elit. Sugeruje to, że została wybrana na ofiarę na jakiś czas przed właściwym rytuałem i miała specjalną dietę. Przez większość swojego życia jadła głównie rośliny okopowe, warzywa i komosę ryżową z bardzo małą ilością mięsa. Analiza izotopowa wykazała również, że miała mobilne dzieciństwo. W ustach miała garść liści koki. W ciągu ostatnich kilku miesięcy życia jej umysł znajdował się w znacznie zmienionym stanie z powodu benzoiloekgoniny, lipidu pochodzącego z koki.

W swojej książce Unlocking the Past: How Archaeologists Are Rewriting Human History with Ancient DNA archeolog z Uniwersytetu Cambridge, Martin Jones, pisze:

Kukurydza mogła przyczynić się do odmiennego stanu: dokładna równowaga różnych lipidów we włosach jest zgodna ze spożywaniem alkoholu wraz z koką. Była tak bardzo wysoko (zarówno w stanie psychicznym, jak i na wysokości), że jej senna śmierć mogła być spowodowana samą hipertermią”.

Jeśli chodzi o dwójkę młodszych dzieci, które znaleziono na Llullaillaco, Martin Jones donosi:

Ich mitochondrialne DNA wskazywało, że towarzyszące jej dwoje młodszych dzieci pochodziło z różnych rodzin, ale trzeci pomiar izotopów, tym razem siarki, wykazał, że ich profile żywieniowe zbiegły się (najprawdopodobniej w stolicy Cuzco) sześć miesięcy przed śmiercią, niektóre czas po tym, jak dziewczyna została utuczona mięsnym jedzeniem, i niedługo potem musieli wyruszyć w ostatnią wyprawę na szczyt wulkanu i ostateczne poświęcenie.

W odniesieniu do ceremonii związanych z ofiarą dzieci Inków, Nathaniel Scharping w artykule w Discover pisze:

Rytuały przygotowawcze mogły być długie i czasami obejmowały wielomiesięczną procesję, która wiła się od wioski do wioski przez imperium, a każdy przystanek był dla mieszkańców okazją do świętowania przejścia ofiary”.

Niektóre ofiary z ludzi Inków koncentrowały się wokół króla, który był potomkiem i ziemską manifestacją Inti, boga słońca. Bruce Trigger w swojej książce Understanding Early Civilizations: A Comparative Study pisze:

Dwustu lub więcej chłopców i dziewcząt zostało poświęconych w całym królestwie w ramach królewskich rytuałów intronizacyjnych. Jeśli król zachorował, cztery lamy i czworo dzieci zostawały zabite, a duże ilości materiału spalano, aby zapewnić mu powrót do zdrowia”.

Na wiele wieków przed powstaniem imperium Inków w Ameryce Południowej Moche również składali rytualne ofiary z ludzi. Realistyczna sztuka na ceramice Moche pokazuje, że wśród bogów zaangażowanych w składanie ofiar z ludzi byli bóstwo Rayed (kapłan-wojownik), bogini, która nosiła nakrycie głowy przypominające błazna oraz bóg ptak. W swoim wpisie na temat kultury Moche w The Oxford Companion to Archaeology Jeffrey Quilter pisze:

Kapłani Moche, którzy odgrywali role bogów, składali w ofierze jeńców, prawdopodobnie wziętych w bitwie. Centralnym aktem rytualnym było picie krwi pobranej z ofiar”.

Świątynia Księżyca (Huaca de la Luna) w Moche to piramida schodkowa z trzema platformami o podstawie o wymiarach 300 na 250 metrów. W huaca złożono co najmniej 70 ofiar z ludzi: wszyscy to dorośli mężczyźni z poderżniętymi gardłami. Patologia ofiar ofiarnych zdaje się sugerować, że byli to wojownicy, gdyż mieli połamane ręce i zmiażdżone palce. Chociaż wydaje się to sugerować, że byli wrogimi wojownikami, którzy zaatakowali Moche, ich DNA mówi inną historię: mężczyźni byli spokrewnieni z ludźmi mieszkającymi w mieście.”   

W pracach naukowych dotyczących odnalezionych mumii biorą udział polscy naukowcy. „Inkowie wierzyli – opowiada Socha – że w momencie złożenia ofiary dzieci miały stać się pośrednikami między bogami i ludźmi. Inkowie uważali dzieci za czyste i nietknięte – taki ich status miał ułatwić nakłonienie bogów do podjęcia określonych decyzji – tłumaczy Socha.”   /źródło/

Pachamama w Watykanie

4 października 2019 r., w wigilię rozpoczęcia Synodu Amazońskiego, w Ogrodach Watykańskich, w obecności papieża Franciszka oraz niektórych biskupów i kardynałów, miała miejsce ceremonia religijna, podczas której została użyta drewniana rzeźba nagiej, ciężarnej kobiety. Takie podobizny służą kultowi tak zwanej Matki Ziemi, Pachamamy.   

W kolejnych dniach drewniane, nagie figurki kobiece czczone były w Bazylice św. Piotra, przed grobem świętego Piotra. Papież Franciszek powitał również dwóch biskupów niosących na ramionach figurę Pachamamy i udających się z procesją do Sali Synodalnej, gdzie ta figurka została ustawiona na honorowym miejscu. Figurki Pachamamy zostały również wystawione na widok publiczny w kościele Santa Maria in Traspontina.

[na szczęście paru katolików wzięło te bałwany i wrzuciło do Tybru. Biedny Franio przepraszał. MD]


5 października 2019 roku w watykańskich ogrodach Franciszek-Bergoglio wraz ze swymi neokardynałami oddał cześć nagiej bogini płodności Pachamamie. Bergoglio posunął się do „pobłogosławienia” pogańskiego bożka podczas gdy jeden neokardynał głębokim ukłonem oddał cześć bałwanowi. A teraz Bergoglio na pięćdziesięciolecie lewicowego „Dnia Ziemi” odwołał się do pogańskiej bogini natury.
 

Więcej:

  1. Pachamama i umiłowana Amazonia, czyli trzeci synod papieża Franciszka,  Krystian Kratiuk
  2. PACHAMAMA, SYNOD AMAZOŃSKI I PAPIEŻ FRANCISZEK CZYLI GDZIEŚ POMIĘDZY SYMBOLAMI A BAŁWOCHWALSTWEM
  3. Religion 101: Ceremonial Human Sacrifice
  4. „Pachamama” – rytuał rodzinny Indian Andyjskich, Hajduk Ryszard

======================

Od wielu lat (i nie mówimy to tylko o pontyfikacie Franciszka) mamy do czynienia w kulturze masowej ze zjawiskiem idealizacji indiańskich kultur. Z jednej strony mamy papieża, który jedzie do Kanady przepraszać za przymusową edukację indiańskich dzieci i odzieranie ich z kulturowego dziedzictwa. Z drugiej strony nikt już nie mówi, że porywanie kobiet i dzieci, a następnie wychowywanie ich w kulturze swojego plemienia było nagminną i przyjętą wśród Indian praktyką, której nawet nikt nie potępiał. Powstaje wyidealizowany obraz Indianina jako człowieka żyjącego w harmonii z naturą. W rzeczywistości ta harmonia polegała na tym, że populacja Indian była intensywnie moderowana chorobami, głodem i wojnami plemiennymi. Tylko z powodu tych ograniczeń populacyjnych ludzie nie byli tam dla środowiska tak uciążliwi, jak w dynamicznie rozwijającej się Europie. Mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem podobnym do bambizmu. Z Pocahontas w roli głównej.

Jak dobierać grupy rządzące, by były to elity. Głos mężów mądrych z 1927 roku.

Jak dobierać grupy rządzące, by były to elity. Głos mężów stanu z 1927 roku.

Mirosław Dakowski [18.03.2007, z mego Archiwum, każdy może tam wejść]

Krakowskie pismo „Trybuna Narodu” pod kierunkiem Karola Huberta Rostworowskiego rozpisało ankietę „Jakiej ordynacji wyborczej do parlamentu potrzebuje Polska”. Opublikowano odpowiedzi paru luminarzy w n-rze 22 (str.10-11) z kwietnia 1927r.

„Demokracja polega na zasadzie większości. Usunięcie tej zasady jest negacją demokracji. Proporcjonalność zrywa z zasadą większości, a wskutek tego jest instytucją antydemokratyczną. Jeżeli przeto demokraci, którzy uważają, że wybór Prezydenta Rzplitej odbyć się może tylko wedle zasady większości, że każda ustawa w parlamencie może przyjść do skutku tylko większością, i to urządzenie uważają za sprawiedliwe i jedynie możliwe, jeżeli więc ci demokraci uważają wybór posłów wedle zasady większości za niesprawiedliwy i dlatego domagają się proporcjonalności, to w tej niekonsekwencji tkwi nietrudna do odgadnięcia zagadka. Inaczej nie uzyskaliby mandatów, a ta obawa czyni ich wrażliwymi na niesprawiedliwość, którą gdzie indziej ze spokojem znoszą. Niechętnie słuchają, gdy się podnosi, że tą drogą tj. z okazji obrony proporcjonalności wychodzi na jaw bezzasadność zasady większości, będącej istotą demokracji. Dopóki nie zostanie wynaleziony inny sposób uchwalania ustaw w parlamencie, jak przez zasadę większości, dopóty nie można od prawdziwych demokratów wymagać, aby niekonsekwencję, tkwiącą w proporcjonalności, znosili.

Co więcej! Nie ma instytucji bardziej piętnowanej przez stronnictwa demokratyczne, niż kurialność (t.j. zależność wagi głosu wyborcy od jego statusu). Tymczasem proporcjonalność jest zaprowadzeniem kurialności, a tylko kryterium przynależności do kurii nie polega na majątku, podatku etc., ale na przynależności do stronnictwa politycznego. Stronnictwa polityczne stają się kuriami. Gdyby indywidualiści, racjonaliści, wyznawcyla volonté générale , którzy sa twórcami nowożytnej demokracji, powstali z grobu, położyliby się do niego napowrót, zobaczywszy, co wnukowie zrobili z ich atomistyczną demokracją. Kurie są jej charakterystycznym zaprzeczeniem. Sprawa staje się tym bardziej interesująca, że i konserwatywne stronnictwa nie chcą się przyznać i zaakceptować takiej kurialności. Kryterium jej, przynależność partyjna, jest najszkodliwsze ze wszystkich dających się pomyśleć kryteriów kurialności.
To, cośmy dotychczas powiedzieli, powiedzianym zostało w obronie czystości teorii demokracji. Do czystości takiej nie przywiązują stronnictwa polityczne wagi. Idzie o mandaty, nie o teorie. Przytoczmy więc teraz argumenty praktyczne. W razie proporcjonalności wyborca nie głosuje na znanego mu, mającego jego zaufanie kandydata, głosuje nawet nie na stronnictwo polityczne – bo stronnictwa te n.p. u nas nie są ustalone – ale na przywódcę. Tak się też dzieje zwykle: na listach czołowe miejsce zajmuje w szeregu okręgów przywódca, osobistość znana i szanowana, (…) po nich zaś idą nie znani wyborcom kandydaci, wyznaczeni przez centralny zarząd stronnictwa. Jest to więc w rzeczywistości nie wybór dokonany przez wyborców, ale nominacja posłów przez stronnictwo. Wyborca może już tylko przyjąć lub odrzucić listę, a więc zdeklarować się jako zwolennik albo przeciwnik stronnictwa, ale osoby, indywidualnie oznaczonej jednostki, nie wybiera, bo ta jest mu narzuconą. Kto więc ubolewa nad rozwielmożnieniem się u nas partyjności, ten nie może oświadczyć się za proporcjonalnością. Zaprowadzona została w interesie stronnictw politycznych, a nie w interesie Państwa jako całości.
Uważa(-m) jednomandatowe okręgi wyborcze za w danych warunkach jedynie odpowiednie. To zmusi stronnictwa do kompromisu. Proporcjonalność czyni kompromisy w okręgach zbędnymi, przerzuca więc konieczność doprowadzenia do kompromisu na Izbę Poselską. Z jakim rezultatem, widzieliśmy i widzimy. Izba Poselska wybrana systemem proporcjonalności nie jest w stanie utworzyć większości. Obecnie … wyborca nie może mieć poczucia, że on właśnie o czymś decyduje. Decyzja zapada gdzieś w siedzibie centralnego zarządu stronnictwa, o czym dowiaduje się dopiero z ust agitatora lub z plakatów wyborczych.”

————————————
Nie jest to, wbrew pozorom, wyjątek z referatu na XIV Ogólnopolskiej Konferencji pod hasłem „Poseł z każdego powiatu”, Sala Kolumnowa Sejmu, 16 marca 2002r. Ani z konferencji Polskiego Towarzystwa Socjologicznego „Władza nad władzą”, PAN, Warszawa, 19 marca 2002r. Tam te sprawy były znów omawiane.

———————-
Jest to wyjątek z książki „Projekt Konstytucji” znanego prawnika konstytucjonalisty Władysława L. Jaworskiego z roku 1928. Widzimy, jak jasno i elegancko formułował przyczyny .. .obecnej ślepoty większości „mężów stanu”.


Trzy czwarte wieku temu, w rok po przewrocie majowym Piłsudskiego, rozgorzała wśród intelektualistów gorąca dyskusja o tym, jak z korzyścią dla Polski i Polaków powinno się dobierać elity rządzące. Szczególnie chodziło o metody doboru najlepszych ludzi do Sejmu.
Władysław L. Jaworski był profesorem prawa, wybitnym konstytucjonalistą. Politycznie związany był z Konserwatystami Krakowskimi (St. Tarnowski, Michał Bobrzyński i plejada innych twórczych i patriotycznych osób). W tym czasie również Wincenty Rzymowski (Klub Demokratyczny, potem – i po drugiej wojnie – SD), widząc niepożądane kierunki zmian jakości elit politycznych, potępiał proporcjonalność, żądał okręgów jednomandatowych.


Krakowskie pismo Trybuna Narodu pod kierunkiem Karola Huberta Rostworowskiego rozpisało ankietę „Jakiej ordynacji wyborczej do parlamentu potrzebuje Polska”. Opublikowano odpowiedzi paru luminarzy w n-rze 22 (str.10-11) z kwietnia 1927r.
Prof. Wincenty Lutosławski postulował m.inn. zmniejszenie ilości posłów i senatorów argumentując: „Więcej niż 50-ciu kompetentnych prawodawców w Polsce na pewno nie ma”.

Natomiast prof. Feliks Koneczny stwierdzał, że „Wobec niskiego stopnia wyrobienia politycznego lepszy dla nas system jednomandatowy.”
Profesor A.Peretiatkowicz z Poznania tak analizował sytuację na interesujący nas temat: „Proporcjonalny system wyborczy nie dał dobrych rezultatów. Rozwinął w społeczeństwie partyjnictwo i spowodował nieodpowiedni skład Sejmu. Jakkolwiek system ten ma wielkie zalety w krajach o wysokiej kulturze politycznej, to jednak w naszych warunkach bardziej wskazanym jest system jednomandatowy. Społeczeństwo nasze … nie chce być zależne od partyj w tym stopniu, który wytwarza system proporcjonalny. Chce głosować na osoby, nie na numery.

Zarzut, że przy systemie jednomandatowym wychodzą „prowincjonalne wielkości” o tyle jest nieprzekonywujący, że przy systemie proporcjonalnym posłami zostają często osoby, które nie mogłyby być nawet „prowincjonalnymi wielkościami”, gdyż nie mają żadnych kwalifikacji i żadnych zasług społecznych.
Przy systemie jednomandatowym trzeba się więcej liczyć z indywidualną wartością stawianych kandydatów, aniżeli przy systemie proporcjonalnym. Zważywszy dodatnie i ujemne strony różnych systemów wyborczych, dochodzę do wniosku, że stosunkowo najlepsze rezultaty daje stary system angielski, oparty na okręgach jednomandatowych i decydowaniu zwykłą większością głosów. Utrudnia on wysuwanie, jako kandydatów, analfabetów politycznych i utrudnia bloki i szacherki wyborcze związane z powtórnym głosowaniem. …
Parlament ma być nie „zwierciadłem narodu”, tylko organem zdolnym do pracy”
Widzimy, że w przełomowych latach 20-tych zeszłego wieku, w II Rzeczypospolitej myśliciele i intelektualiści znali i proponowali metodę JOW, niezależnie od osobistych sympatii politycznych. Ale to byli intelektualiści, a nie propagandyści partyjni! Wtedy politycy będący u władzy pozostali ślepi i głusi na te apele. Zbudowano „partię bezpartyjnych” z wszelkimi konsekwencjami takiego tworu. I rządzono przy jej pomocy. Innym dyskutantom pozostawiam kwestię „co by było, gdyby…”.
Obecna sytuacja jest nieporównanie bardziej dramatyczna, niż przed trzema czwartymi wieku. Jest jednak szansa, iż obecnie dotychczasowi politycy zdadzą sobie sprawę z wagi problemu doboru elit rządzących – i staną na czele Ruchu JOW. Jest to szansa dla nich.

 Ale ważne jest dla nas wszystkich, że jest to szansa dla Polski.

Po czym poznać, że polityk kłamie? Trzeba patrzeć, czy porusza ustami !

Po czym poznać, że polityk kłamie? Trzeba patrzeć, czy porusza ustami!

„Wybory”: Co to za gra? Gra w salonowca we dwóch.

Dlaczego politycy kłamią? Odpowiedź jest prosta: bo walczą o władzę!

Ruch JOW różni się tym, że nie jest ruchem walczącym o władzę.

Jerzy Przystawa, 3 października 2011[z Archiwum. Każdy może tam z mej strony wejść – i szukać „swego”. MD]

Biją głośno partyjne bębny, partie zwierają szeregi, jeżdżą po Polsce kolorowe busy, pełne uśmiechniętych i czarujących polityków. Wszystkie partie powywieszały swoje programy, a w nich jest wszystko, czego tylko dusza zapragnie, dla wszystkich grup społecznych teraz i w przyszłości.

 Dlaczego nie można wierzyć politykom, a w kampanii wyborczej w szczególności?

Porzekadło angielskie mówi: Po czym poznać, że polityk kłamie? Trzeba patrzeć, czy porusza ustami! Dlaczego politycy kłamią?

 Odpowiedź jest prosta: bo walczą o władzę! W programie żadnej z partii nie przeczytamy o tym podstawowym, zasadniczym celu ich walki, jakim jest władza! Wszędzie czarują nas zapewnieniami, jak nam będzie dobrze, jeśli przypadkiem pozwolimy im zdobyć wpływy i władzę.

 Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych różni się od nich wszystkich tym, że nie jest ruchem walczącym o władzę. My domagamy się prawdziwej reformy państwa, mamy jeden, konkretny postulat ustrojowy, którego wprowadzenie nie wymaga żadnych nakładów pieniężnych, który można wprowadzić w życie jednym machnięciem żuchwy. Nie jest to postulat wymyślony przez jakieś wynajęte think-tanki, nie jest to jeden z tych genialnych pomysłów, które każdego dnia przychodzą do głowy amatorskim politykom, ale jest to postulat sprawdzony na świecie, funkcjonujący w przodujących krajach demokratycznych od ponad 200 lat.

 Co więcej: jest to postulat, który rządząca Polską partia już przed laty ogłosiła jako swój postulat sztandarowy, a premier tej partii zapewniał nas publicznie, że nie spocznie, dopóki nie wprowadzi go w życie. Teraz, ten sam premier sformułował 21 Postulatów Programowych, ale wśród tych 21 na próżno szukać tego, do realizacji którego wielokrotnie się zobowiązywał.

 Mówią nam: „Ależ nie teraz! Teraz nie czas na zmianę ordynacji! Po wyborach!”

Przez ostatnie 22 lata NIGDY nie było czasu na publiczną dyskusję o ordynacji wyborczej, a przedstawiciele Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW NIGDY nie zostali dopuszczeni do poważnego zaprezentowania swego stanowiska w mediach publicznych. Ci, którzy sami siebie uznali za elitę polityczną kraju, uznali też, że o tym, jak mają być wybierani decydować mogą oni sami i nikt więcej! Społeczeństwo, obywatele, nie ma tu nic do gadania. My możemy jedynie na ich życzenie pójść do urn i co najwyżej ocenić, który z nich jest piękniejszy, a który troszkę brzydszy. I to są całe wybory. A potem to już oni, we własnym gronie, ustalą kto będzie rządził, a kto weźmie na siebie ciężki trud odgrywania roli opozycji. Bo bez opozycji, jak wiadomo, nie wypada i żeby była demokracja, to jakaś opozycja musi być.

 Te wybory, to próżny trud!

Przeciwnicy JOW piszą i opowiadają o jakimś syndromie straconego głosu, że podobno ludzie, aby nie stracić głosu nie głosują tam na tych, których chcieliby wybrać tylko, że jakaś niewidzialna siła zmusza ich do głosowania na tych którzy mają szansę.

 Jak pisze brytyjski politolog, prof. Michael Pinto-Duschinsky, w wyborach na listy partyjne nie poszczególne głosy, ale w ogóle całe wybory są stracone i szkoda na nie chodzić. Kodeks Wyborczy zabetonował polską scenę polityczną, uniemożliwiając wejście na nią nowym partiom. Dokonał tego (1) odbierając obywatelom bierne prawo wyborcze; (2) pozwalając PKW odrzucać rejestrację niewygodnych list wyborczych; (3) wprowadzając nierówność finansową i stawiając nowym partiom zapory majątkowe nie do przekroczenia, (4) oddając rządzącym partiom nieograniczony dostęp do środków masowego przekazu i praktycznie uniemożliwiając tym spoza sejmowego klucza korzystanie z mediów publicznych.

 Wiadomo więc już dzisiaj, kto wygra te wybory. Będą tylko drobne przesunięcia w proporcjach: może parę procent mniej dla PO, może parę procent więcej dla PiS i pozostałych opozycyjnych koalicjantów. NIKT nie zdobędzie większości niezbędnej do samodzielnego rządzenia. Na tym ta gra polega. Po to są zapisy o tym, że każda partia musi wystawić od 500 – 1000 kandydatów. Muszą to więc, w większości, być kandydaci byle jacy, niezasługujący na jakiekolwiek głosy, obowiązkowi wypełniacze list partyjnych, których samo pojawienie się na tych listach skutecznie zniechęca wyborców do poparcia partii, która ich wystawia. Ale im nie chodzi o to, żeby zdobyć samodzielną większość w parlamencie! Im chodzi o to, żeby nadal toczyła się gra, w której pieniądze, beneficja, stanowiska państwowe są przy nich.

 Co to za gra?

To gra przedstawiona dobitnie w filmie Rejs: gra w salonowca we dwóch! Jeden ciągle bije, a drugi ciągle zgaduje i nie może w żaden sposób zgadnąć, kto go walnął w sempiternę? Za komuny wszystko było jasne: wiedzieliśmy, kto nas wali, gdzie są ONI, a gdzie MY. Dzisiaj, dzięki pluralizmowi udało się ten jasny obraz zmącić i zagmatwać. Pluralistyczne media mącą nam w głowach, ukazując bez przerwy jakichś nowych onych, a publiczne skakanie sobie do oczu polityków z tej samej szajki ma stworzyć wrażenie, że tu jest demokracja, wolność słowa i państwo prawa.

Marsz o JOW jest potrzebny, aby głośno powiedzieć, że to fałsz: że nie ma demokracji, jak długo obywatele mogą tylko chodzić na głosowanie, ale nie wybierać; że nie ma wolności słowa, jak długo o najważniejszych sprawach państwa można rozmawiać tylko na jakichś niszowych portalach internetowych; że nie ma państwa prawa, jak długo prawnicy mogą robić co chcą, a sędziowie wydawać wyroki, jak się im podoba.

 Od tego, ilu nas będzie na Marszu zależy czy nasz głos będzie słyszany i przez kogo. Gdy media publiczne są zablokowane, gdy wszystkie partie polityczne słyszeć nawet nie chcą o reformie systemu wyborczego, gdy posłowie i senatorowie zawsze patrzą w drugą stronę – chłopom pańszczyźnianym, którzy domagają się statusu obywatelskiego, pozostaje tylko ULICA. Nie dajmy jej sobie odebrać!

 VI Marsz o JOW rozpocznie się w czwartek, 6 października, o godzinie 11. na skrzyżowaniu ulicy Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi w Warszawie. [ale… w 2011roku.. MD]Szczegóły na www.jow.pl .

Państwo kupiło 14 milionów ton węgla z Kolumbii za 1.500 zł za tonę, przy koszcie wydobycia w Polsce 400 zł za tonę.

Państwo kupiło 14 milionów ton węgla z Kolumbii za 1.500 zł za tonę, przy koszcie wydobycia w Polsce 400 zł za tonę.

Polska jest w szponach zdrajców na usługach Klausa Schwaba. Rafał Piech

Polska stała się energetycznym żebrakiem. Tymczasem przytłoczeni propagandą Polacy miotają się pomiędzy dwiema drogami prowadzącymi do tej samej przepaści.

O perspektywach Polski, o szansach na uniknięcie zagłady, o programie swojej partii mówi Rafał Piech

“85% zasobów węgla w EU znajduje się w Polsce”

Tymczasem nasze państwo kupiło 14 milionów ton węgla z Kolumbii… za 19 miliardów złotych czyli za 1.500 zł za tonę, przy koszcie wydobycia w Polsce 400 zł za tonę.

Gdyby władze Kuwejtu zdecydowały się na prośbę USA, aby zlikwidować wszystkie platformy wiertnicze i przestać wydobywać ropę na rzecz Ameryki i kupować ją 10 razy drożej, z Ameryki i innych państw. Myślę, że obywatele Kuwejtu szybko wywieźli na taczkach takich przedstawicieli władzy czy premiera.

Agenda 2030 zakłada całkowite wyeliminowanie małych, średnich i mikro przedsiębiorstw na rzecz potężnych korporacji.

Czy Polskę można uratować?

Na świecie nie uda się tego zatrzymać, ale w Polsce jeszcze jest szansa – mówi Rafał Piech „Polska Jest Jedna”. Cały świat wraca do węgla, wiele państw zwiększa wydobycie, a Polska, która mogłaby być węglowym potentatem stała się energetycznym żebrakiem.

  • „Polska” traktuje polskich przedsiębiorców jak przestępców.
  • Realne zadłużenie państwa wynosi ponad 4 biliony złotych
  • W Polsce 84% energii elektrycznej pochodzi z węgla
  • Za kwotę (19 miliardów złotych) wydaną na import złej jakości węgla moglibyśmy wybudować 6 kopalń w Polsce.
  • Byli komuniści mogliby się dużo nauczyć od funkcjonariuszy propagandowych z TVP
  • Polska jest w szponach zdrajców, działających na zgubę Polski i Polaków.
  • Byliśmy zdradzani od 1989 roku.

Rafał Piech:

Program dla Polski

Z Bogiem i rozumem

Zawierzyłem moją prezydenturę niepokalanemu sercu Maryi.

Tylko Polska Bogiem silna jest w stanie przeciwstawić się złu.

Tylko Polska Bogiem silna jest w stanie przeciwstawić się złu.

Poznaj Żyda! – Teodor Jeske-Choiński

Treść książki, którą trzymacie Państwo w rękach, zupełnie nie licuje z jej okładką – satyryczną, prześmiewczą, może nawet nieco infantylną. Pomyśli więc Czytelnik, że w trakcie lektury będzie zabawnie i wesoło?

Zapewniam Państwa, nie będzie.

OPIS

Teodor Jeske-Choiński wspiął się na intelektualne wyżyny, aby pomóc Czytelnikowi poznać psychologię narodu żydowskiego, który jest – według autora – zastygły i stężały w swoim „wybraństwie”. Psychologia ta jest zupełnie odmienną od tej, którą zna przeciętny zjadacz polskiego chleba, podobnie jak separatyzm, dążenia i przeświadczenie o wyjątkowości własnego narodu i pogarda dla obcych.

Przejdziemy więc z autorem przez historię niegdysiejszego narodu wybranego, poznamy jego złożoną mentalność. Dotkniemy licznych intryg, dowiemy się także, skąd wynikały niezliczone prześladowania Żydów. Autor pochylił się również nad kwestią asymilacyjną. Wszystko to poparte faktami i spójnym logicznym wywodem.

Dlaczego jest to takie ważne? Przecież czasy się zmieniły, powie niejeden. Symptomem zmiany czasów niech będzie jedynie okładka tej książki. Treść bowiem pozostaje aktualna i niezmienna, a zjawiska w niej opisywane nie są zabawne, lecz śmiertelnie niebezpieczne. Zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń związanych z Żydowskim Kongresem Wiedeńskim, którego postulaty są wyrazem potężnej pychy, wynikającej prawdopodobnie z tych powodów, które autor tak sprawnie opisał na kartach „Poznaj Żyda!”.

Praca, którą trzymacie Państwo w rękach, zakazana była przez cały okres PRL-u. Cieszę się, że dzięki Państwa pomocy mogliśmy się przyczynić do tchnięcia weń nowego życia.

Przemysław Holocher – wydawca


“Bawiliśmy się i bawimy się dotąd „zabawnymi“ Mośkami, Ickami, Abramkami, Geldhabami, przedrzeźniamy, śmiejąc się do rozpuku, ich komiczne ruchy, ich koślawy, odpadkami różnych języków popstrzony szwargot. Nie wielu z pomiędzy nas przyszło w ciągu wieków na myśl, że pod tą komiczną skorupą kryje się potężna indywidualność, stężała w ogniu bolesnych doświadczeń trzech tysięcy lat, że pod tą chytro-potulną grzecznością „uniżonego“ faktora, arendarza itd. czai się tłumiona siłą woli pycha „wybrańca Jehowy“, że pod tym „dobrodusznym“ uśmiechem wyzyskiwacza kipi bezgraniczna nienawiść do wszelkiej obcej siły, wybuchająca zawsze i wszędzie z furią nieprzejednanej vendetty, gdy z niej sprzyjające warunki zdejmą choćby na chwilę pęta sztucznej uległości.”

Co się tyczy tych plugawych myśli, co mimo woli naszej snują się w wyobraźni. Ks. Wawrzyniec Scupoli [13]

Co się tyczy tych plugawych myśli, co mimo woli naszej snują się w wyobraźni…

Ks. Wawrzyniec Scupoli [13]

ROZDZIAŁ LIX. O słodyczach i oschłościach w ćwiczeniach duchowych

Słodycze w ćwiczeniach duchowych pochodzić mogą, albo z zarozumiałej natury naszej, albo z poduszczeń szatana, albo wreszcie z łaski Boga. Źródło zaś skąd pochodzi ta słodycz poznać łatwo można ze skutków, jakie rodzi w duszy. Jeśli bowiem ta słodycz w nabożeństwie nie sprawia w nas żadnej poprawy, lękać się potrzeba, aby nie pochodziła z poduszczeń szatańskich, albo z zepsutej natury naszej, zwłaszcza, jeżeli w tym mamy wiele upodobania, jeżeli onego nazbyt szukamy, jeżeli to jest nam powodem do lepszego rozumienia o sobie. Skoro zatem uczujesz synu w sercu twoim pełność radości i upojenia duchowego, nie trać czasu na badanie skąd pochodzi ta błogość, ale strzeż się pilnie abyś na takową nic nie rachował, na niej wcale nie polegał, ani wreszcie abyś miał mieć lepsze rozumienie i upodobanie w sobie; przeciwnie, miej przed oczyma swe nicestwo, miej w nienawiści samego siebie, zrywaj coraz bardziej te węzły, które by mogły przywiązywać cię do jakiego stworzonego przedmiotu, choćby ten był nawet duchowym; Boga jedynie we wszystkim szukaj i Jemu wyłącznie staraj się podobać. Tym bowiem postępując sposobem, błogość i słodycz w duszy choćby nawet ze złego i zepsutego wychodzić miała źródła, zmieni wnet swą naturę i stanie się wyłącznie skutkiem łaski Boga.

Oschłość ducha płynie także z trzech powyżej wskazanych źródeł: 1) z poduszczeń szatana, który wszystkie swe natęża siły, aby ostudził w nas ducha pobożności, sprowadził z drogi do doskonałości wiodącej, a uwikłał w zwodnicze przyjemnostki świata; 2) z zepsutej natury naszej, która wiedzie do wielu błędów i zdrożności, czyni oziębłymi, leniwymi w służbie Bożej, i serce bardzo przykleja do dóbr ziemskich; 3) pochodzi wreszcie ta oschłość z łaski, jakiej nam Duch Przenajświętszy udziela, już dla oderwania serca naszego od tego wszystkiego, co nie jest od Boga i nie prowadzi do Boga, już dla przekonania nas, że wszystko cokolwiek w nas jest dobrem, płynie jedynie od Boga, już dlatego, abyśmy dary niebios coraz więcej szanować usiłowali, abyśmy ścisłej zjednoczyli się z Bogiem, wyrzekając się dla Boga nawet duchowych rozkoszy, z bojaźni, abyśmy do nich nazbyt nie przywiązywali serca, które całkowicie ma być dla Boga; już wreszcie dlatego, że Bóg podoba sobie, gdy nas widzi, mimo oschłość serca, mężnie wrogi zwalczających, i z Jego korzystających łaski.

Skoro zatem uczujesz w sobie synu, niesmak i oschłość w ćwiczeniach duchownych, wnijdź zaraz w tajnie serca twego, przeniknij i zbadaj, czy jaki upadek nie spowodował takowego stanu duszy, i poprawiaj się z niego co prędzej, nie dla odzyskania tej słodyczy, która często w gorycz się zamienia, ale raczej dlatego, abyś wyrzucił, wykorzenił z serca twego to wszystko, cokolwiek może nie podobać się Bogu. Jeżeli zaś mimo dokładnego sumienia swego zbadania, nie dostrzeżesz z swej strony winy tej oschłości, nie myśl już, ani pragnij słodyczy, ale usiłuj nabyć prawdziwego ducha nabożeństwa, które polega na zgadzaniu się we wszystkim z wolą Boga. Nie opuszczaj bynajmniej twych ćwiczeń duchowych, lecz chociażby najbardziej bezpożytecznymi, niemiłymi się wydawały, postanów i wykonywaj je ochotnie, statecznie; spełniaj bez wzdrygnienia ten kielich goryczy, który Ojciec niebiański własną tobie podaje ręką.

A jeżeli obok oschłości, która umysł twój zdrętwia i niesmakowitymi czyni rzeczy duchowe, uczujesz jeszcze umysł tak ściśniony widokiem trudności, tak zamroczony, otaczającymi go zewsząd ciemnościami, iż nie będziesz wiedział co przedsięwziąć, jak sobie poradzić, nie zrażaj się, pozostań na tym krzyżu, nie zstępuj z niego, nie szukaj ulgi, jaką ludzie, świat lub stworzenia wbrew woli Bożej przynieść by ci mogli. Ukryj ten ścisk duszy, nie uskarżaj się przed nikim, przedstaw go jedynie ojcu twej duszy, któremu wszystko co jest w sercu odkrywać winieneś, nie dla pozyskania ulgi, ale raczej dla nabycia mocy abyś mógł znieść tłoczące cię utrapienie z całymzastosowaniem się do woli Boskiej. Nie miej w podobnym wypadku zwyczaju, abyś Komunie, modły, lub inne duchowe ćwiczenia odprawował, w zamiarze uwolnienia się od takowego krzyża: byłoby to niecierpliwością, niedoskonałością; błagaj raczej Pana, o dodanie ci męstwa, abyś wzorem Jezusa i dla chwały Boga, wytrwał w ogniu doświadczenia chociażby do śmierci.

Jeśli rozstrojenie umysłu, nie dozwala ci synu, rozmyślać i modlić się jak zwykle, rozmyślaj przynajmniej i módl się jak możesz; gdy nie jesteś zdolnym zebrać uwagi, przynajmniej tę niemożność zastępuj westchnieniami, pragnieniami woli; do rozmyślania w duchu, dodaj modlitwę ustną, zwracaj się w takowej już do Pana, już do własnej duszy. Ten środek zrodzi w tobie cudowne skutki i będzie silnym pokrzepieniem we wszystkich ciężkościach i uciskach ducha. W podobnych zdarzeniach możesz tak synu, mówić z Psalmistą: Czemu smutna jesteś duszo moja, i czemu mnie trwożysz? Miej nadzieję w Bogu, Jemu jeszcze wyznawać będę, bo On jest Zbawcą i Bogiem moim (Ps. XLII, 5.). Czemuś Panie odstąpił mnie daleko? Czemu opuszczasz mnie w potrzebach i ucisku? (Ps. IX, 22.) Nie opuszczaj mnie Panie do końca (Ps. CXVIII, 8.).

Wspomnij synu, na przestrogę, jaką Bóg udzielił Sarze Tobiasza żonie, w ucisku i utrapieniu będącej, i powtarzaj nie tylko usty, ale i sercem jej słowa: Każdy kto Ciebie chwali Panie, wie, że jeżeli żywot jego będzie w doświadczeniu, zostanie za to ukoronowanym; a jeśliby był w utrapieniu, wybawion będzie; a jeśliby był w karaniu, ku miłosierdziu Twemu wolno mu przyjść będzie. Nie kochasz się bowiem w zatraceniu naszym, po gromach i burzy pogodę dajesz, a po płaczu i żałobie pocieszenie wlewasz. Niechajże imię Twoje, Boże Izraela, na wieki będzie ubłogosławione (Tob. III, 21-23.).

Wystaw także sobie synu, Zbawcę naszego, jak w Ogrójcu i na Kalwarii był opuszczony nawet od Ojca, chociaż jest Jego Synem najmilszym, jedynym; dźwigaj łącznie z Nim krzyż i z całego serca powtarzaj: Nie moja, ale Twoja Ojcze, niech się spełni wola (Łk. XXII, 42.). Tym sposobem ćwiczenia cierpliwości z pokorną jednocząc modlitwą, staniesz się Bogu dobrowolną miłą ofiarą, nabędziesz prawdziwej pobożności. Prawdziwa bowiem pobożność i nabożeństwo na tym zależy, abyśmy chętnie i statecznie dźwigali krzyż za Chrystusom, wszędzie, dokądkolwiek nas wzywać będzie; abyśmy miłowali Boga, dlatego że jest godzien wszelakiej miłości; abyśmy wreszcie ilekroć potrzeba wymaga, Boga dla Boga opuścili.

Gdyby większa część ludzi, podług tego cośmy dopiero powiedzieli, podług utrapień i cierpliwego ich znoszenia, nie zaś podług słodyczy doznawanych w ćwiczeniach duchowych, postęp w doskonałości duchowej mierzyli, nigdy by się tak nie łudzili jak teraz się mamią i oszukują, idąc za swym własnym, ale błędnym światłem, słuchając poduszczeń szatańskich; nigdy by nie przyszli do takiej niewdzięczności, do szemrania przeciw Panu, do narzekania bezzasadnego na łaskę, którą Bóg im daje gdy doświadcza ich cierpliwości; przeciwnie usiłowaliby w takich przykrych razach, służyć jak najwierniej Panu, przekonani, że cokolwiek Bóg zsyła lub dopuszcza, wszystko to jest ku Jego chwale i dla naszego dobra.

Wielkie to jest także złudzenie, iż niektóre osoby, a zwłaszcza niewiasty, wprawdzie brzydzą się grzechem i wszystkie natężają siły na unikanie okazji grzechowej, kiedy się zdarzy, że duch nieczysty trapi ich myślami sprośnymi i plugawymi, a nawet niekiedy widziadłami straszliwymi, wtenczas się okropnie trwożą, upadają na duchu, mniemają, iż Bóg już je opuścił: nie chcą pojąć i uwierzyć, aby Duch Przenajświętszy miał jeszcze przebywać w duszy, po której wyobraźni snują się tak obrzydłe widma. Wpadają w głęboki smutek, przychodzą prawie do rozpaczy; tak dalece, że już na wpół naciskiem pokusy zwyciężeni, już zamyślać poczynają wrócić do Egiptu, to jest do niewoli złych skłonności, których jarzmo strząsnąwszy z siebie, już się ich pozbyli. O niebaczni, iż dostrzec nie mogą znakomitej łaski, jaką im Bóg udziela, gdy dopuszcza na nich pokusy i doświadczenia! W tym dopuszczeniu Bóg zamierza, aby się nie zapominali, aby ściśnieni pokusą poznali swą słabość, nędzę, aby z całą ufnością uciekali się do Pana. Wielka to zatem jest niewdzięczność smucić się i narzekać na rzecz, za którą tysiące podzięk nieskończonej dobroci Boga składać winni. W podobnych przeto przypadkach, zastanów się naprzód synu, nad przewrotnymi skłonnościami naszej zepsutej natury; Bóg albowiem, który wie co jest nam najbardziej pożytecznego, pragnie, abyśmy poznali dobrze samych siebie, że sami z siebie jedynie tylko skłonni jesteśmy do grzechu; że bez Jego przytrzymującej nas prawicy, wpadlibyśmy wnajczarniejsze bezprawia. Następnie, wzbudź w sobie synu, ufność w miłosierdziu Boskim i bądź przekonanym, że skoro Bóg daje ci poznać niebezpieczeństwo, ma zamiar wydobyć cię z niego, i abyś się z Nim ściślej przez modlitwę zjednoczył. Nie tylko przeto nie narzekaj, ale oświadczaj się Panu z największą wdzięcznością.

Co się zaś tyczy tych plugawych myśli, co mimo woli naszej snują się w wyobraźni, niezawodną jest rzeczą, iż prędzej się ich pozbyć można, gdy w pokorze znosić będziemy tę przykrość, którą nam sprawiają, i gdy umysł nasz do innych zwracać będziemy przedmiotów, aniżeli, gdybyśmy niepokojeniem się i natężeniem umysłu, wybić je z wyobraźni usiłowali.

ROZDZIAŁ LX. O rachunku sumienia

Pod względem rachunku sumienia, na trzy rzeczy uwagę swą zwracać winieneś: 1) na zdrożności, jakie w ciągu dnia popełniłeś; 2) na okazje które do nich cię przywiodły; 3) na usposobienie i usiłowanie, jakieś przedsiębrał w zamiarze wykorzenienia z serca złych skłonności i nabycia cnót im przeciwnych.

Co do upadków w ciągu dnia popełnionych, zachowaj się synu podług tego, cośmy ci wskazali w rozdziale XXVI, w którym zawiera się to wszystko, co czynić winieneś, jeśli nieszczęściem w grzech upadniesz. Co się tyczy okazji, jakie cię do upadku przywiodły, usiłuj jak najpilniej, jak najmocniej onychże unikać. Na koniec, dla poprawy z upadków i nabycia cnót jakich ci niedostaje, uzbrój się w broń powyżej ci wskazaną, to jest: nic nie rachuj na siebie; nie miej żadnej w sobie ufności, ale całą ufność połóż w Bogu; módl się często i gorąco do Boga, a wreszcie obudzaj w sobie coraz nowe, coraz mocniejsze pragnienia, wyniszczenia wszelkiego zarodu złego, a przyozdobienia duszy w piękno cnoty.

Jeśli ci się udało odnieść jakie zwycięstwo nad sobą, albo wykonać jaki czyn dobry, niech cię to nie unosi, ani przywodzi do lepszego o sobie rozumienia. Radzimy ci nawet synu, abyś o tym jak najmniej myślał, z obawy, aby nie wcisnęło się do serca z tą myślą, jakie tajemne uczucie zarozumiałości i próżnej chwały. Wszystkie te sprawy zleć miłosierdziu Boskiemu, i o tym myśl tylko, abyś w przyszłości z większą dokładnością i gorliwością mógł wykonywać swe obowiązki. Nie zaniechaj podziękować Bogu w uniżeniu i pokorze, za wszelką możność i pomoc, jaką ci Pan udzielił do ich wykonania. Wyznaj, że On jest Twórcą wszelkiego dobra; złóż Mu szczególniej dzięki, że cię obronił w dniu tym od wielu widomych i niewidzialnych wrogów twej duszy, że ci natchnął wiele myśli dobrych, dostarczył sposobności do ćwiczenia się w cnocie, a wreszcie podziękuj za niezliczone inne jeszcze dobrodziejstwa, których nawet poznać nie umiesz.

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (13)

Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html

Wybory do Sejmu: Ani równe, ani bezpośrednie, ani proporcjonalne, ani powszechne. Jak wybrnąć.

Wybory do Sejmu: ani równe, ani bezpośrednie, ani proporcjonalne, ani powszechne. Legalność władzy a ordynacja wyborcza.

========================

Aktualny GŁOS sprzed 20 lat.

Zmiana ordynacji to warunek konieczny, lecz oczywiście niedostateczny, dania Polakom nadziei na niezawisłość i dobrobyt oraz uczciwsze rządy.

Mirosław Dakowski    18.03.2007.
Ludzie alarmują od dziesięciu lat: Ordynacja do Sejmu jest sprzeczna z Konstytucją! Były to kolejne nielegalne wybory ! Czy to nie za śmiałe twierdzenia? Konferencja
Chcemy Jednomandatowych Okręgów Wyborczych
w wyborach do Sejmu,
Uniwersytet Warszawski, 5 lipiec 2003
=====================================
Mirosław Dakowski
Wybory do Sejmu:
ani równe, ani bezpośrednie, ani proporcjonalne,
ani powszechne. (Legalność władzy a ordynacja wyborcza)
Motto: Wkładać na głowę czapkę trupią,
o Boże mój, kak eto głupio
Na czarne białe mówić nada,
to tak przemawia do Zapada…
Janusz Szpotański, Caryca i zwierciadło.
———————————————
W ostatnich dziesięcioleciach byliśmy świadkami niespotykanej w przeszłości manipulacji pojęciami, szczególnie abstraktami. Wydawało się nam, że w dziedzinie pomieszania pojęć stoimy już nad przepaścią. W ostatnich latach uczyniono jednak ogromny krok naprzód. Ilustracją tego oczywistego faktu niech będzie los czterech przymiotników wymienionych w tytule.
Ludzie alarmują od dziesięciu lat: Ordynacja do Sejmu jest sprzeczna z Konstytucją! Były to kolejne nielegalne wybory !
Czy to nie za śmiałe twierdzenia? Toć to pachnie wariactwem… Sprawę podnoszono już w 1993r. (m.inn. J.Człapiński, M. Giertych, M. Doruchowski i wielu innych): Przed wyborami w 1993 posłowie wprowadzili sławne „progi”. Konstytucja mówiła, że Sejm ma być wybierany w wyborach „proporcjonalnych”, co wprowadzenie „progów” ewidentnie złamało. Do zmiany zapisu konstytucyjnego potrzeba większości 2/3 (66.7%) głosów posłów biorących udział w głosowaniu. A tymczasem „za” tą zmianą było jedynie 63.8% posłów. Poprawka została przyjęta nielegalnie. Nadal formalnie obowiązuje więc stara ordynacja, czyli już wybory w 1993r. były nieważne. Najostrożniejsi powiedzą: Czyżby tak ważna dla Polski sprawa mogła być tak długo tuszowana? Czemu nie została zauważona przy pisaniu i uchwalaniu kolejnych konstytucji i wersji ordynacji? Czemu WŁADZA milczy – ?
Czemu jest to ważne dla nas? W cywilizacji chrześcijańskiej Prawo jest narzędziem moralności. W cywilizacji nam narzucanej postawiono przepisy prawa ponad etyką, ponad dobrem. Są to więc rządy kruczkarstwa. Trzymają się na byle jak skleconych „paragrafach”. Ale dlatego właśnie jest tak ważnym, by rządzące nami prawo było spójne i konsekwentne. Jeśli prawo takie nie jest – jakaż jest rzeczywista legalność WŁADZY? „Równe, bezpośrednie i proporcjonalne…” Już w Małej Konstytucji obowiązującej do 1997r ustalono, że wybory do Sejmu muszą być („są”…): powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym. Podobnie postanawia Art. 96 obowiązującej Konstytucji z 1997r.
Jednocześnie obowiązuje kolejny wariant ordynacji wyborczej do Sejmu, zmienianej już w latach 90-tych wielokrotnie. W ordynacji przypisano tym przymiotnikom zupelnie inne znaczenie, niż w Konstytucji czy w rozumienu potocznym. Ponieważ ani w tekście Konstytucji, ani w innych zbliżonych aktach prawnych nie ma definicji powyższych czterech (wytłuszczonych) pojęć, przytoczę ogólnie przyjęte w świecie cywilizowanym definicje: Wybory „powszechne” oznaczają, że każdy obywatel ma bierne i czynne prawo wyborcze. Rzadkimi wyjątkami są jedynie osoby sądownie obezwłasnowolnione, niektórzy najgroźniejsi przestępcy itp. Wybory „równe” oznaczają, że decyzja każdego uprawnionego do głosowania posiada w chwili głosowania równą wagę: każdy ważnie oddany głos ma wagę „jeden”. Wybory „bezpośrednie” oznaczają, że głos oddany na kandydata nie może być przeniesiony na inną osobę przez osoby obce, w szczególności przez „elektorów” czy przez władze poszczególnych partii politycznych. Wybory „proporcjonalne” oznaczają, że stosunek ilości mandatów otrzymanych przez poszczególne partie do ilości głosów oddanych na te partie musi być stały, w granicach niewielkich błędów. Oznaczają również, że stosunek liczby mandatów do liczebności uprawnionych do głosowania w okręgu musi być wielkością stałą w całej Polsce. [Dwie zmienne są do siebie proporcjonalne wtedy i tylko wtedy, gdy stosunek odpowiadających sobie wartości tych zmiennych jest wielkością stałą]. Pomijam, jako zbyt złożone, lecz realnie poruszane, ew. kwestie „proporcjonalności” dla kobiet i mężczyzn, stosunek ilości łysych do owłosionych, rolników do inżynierów, czy sprawy zboczeńców itp.
Zobaczmy, jak te warunki konstytucyjne zostały spełnione w paru ostatnich wyborach do Sejmu.

Ad 1. Warianty obowiązujących ordynacji stanowią, że listy wyborcze powinny być rejestrowane we wszystkich okręgach wyborczych, oraz powinny w wynikach (by być uwzględnione w podziale mandatów) osiągnąć próg 5% głosów w skali kraju. Oznacza to, że nawet, gdyby ktoś w skali swego okręgu wyborczego zebrał wszystkie głosy uprawnionych do głosowania, do Sejmu nie może wejść.
Obywatel jest więc pozbawiony biernego prawa wyborczego. Jest to pogwałcenie konstytucyjnej zasady powszechności wyborów. A wszelkie komitety wyborcze Komitetów Wyborców są jałowymi dziwolągami
Ad 2. „Równe”: Dla przykładu w wyborach z ‘97r. przeprowadzonych wg. ordynacji z 1993r. de facto anulowano ok.12 procent głosów wyborców, a mianowicie tych, którzy oddali głosy na partie, które nie przekroczyły progu (5%). Głosom tych wyborców nadaje się, i to dopiero po policzeniu wyników wyborów w całym kraju, wagę 0 (zero), gdy pozostałym pozostawia się wagę 1 (jeden). Warunek ten („równe”) nie jest więc spełniony.
Ponadto warunek ordynacji ustalający, że mandaty z listy krajowej dzielone są jedynie między partie, które przekroczyły 7% głosów w skali kraju, powodowało, że wyniki jeszcze bardziej odbiegały od konstytucyjnej zasady „równości” przy równoczesnym pogwałceniu zasady „bezpośredniości”. „Lista krajowa” została usunięta z wariantu ordynacji obowiązującej w 2002r, lecz obecność progu wyborczego gwałci konstytucyjną zasadę równości wyborów.
Mniejszości narodowe (obecnie niemiecka) są „bardziej równe” od krajowców (wyborców) o sympatiach pro-polskich (pozostałe partie). Mniejszości niemieckiej nie dotyka klauzula zaporowa (5 %). W skardze do Sądu Najwyższego z 1997r. zażądałem więc ukarania winnych tego stanu rzeczy: Nierówność traktowania wyborców ze względu na narodowość podlega bowiem karze na podstawie Art. 81 pkt.1 Przepisów Konstytucyjnych utrzymanych w mocy na podst. Art. 77 Ustawy Konstytucyjnej z dn. 17. X. 1992r. Karalna jest mianowicie dyskryminacja obywateli ze względu na płeć, narodowość, rasę itp. Dodam, iż Rada Europy (po kilkunastu latach pracy) określiła, że przynależność narodowa mniejszości oparta jest na „poczuciu związku z daną narodowością”. A takie poczucie jest przecież subiektywne. Można więc sobie wyobrazić, że ze względów pragmatycznych (uniknięcie progu 5%) duże grupy ludzi w Polsce zadeklarują swą przynależność do np. „mniejszości francuskiej” (sympatycy serów), lub „mniejszości chińskiej” (pracowici, lubiący ryż).
Ad 3. Sprawa „bezpośredniości”. Istnienie list kandydatów poszczególnych partii oznacza, że głosy wyborców, oddane na obdarzanego ich zaufaniem kandydata, przydziela się innym osobom, pozbawionym tego zaufania, poprzez arbitralne decyzje przywódców partii. Umożliwiono więc uzyskanie mandatu osobom, które nie uzyskały go w trybie wyborów bezpośrednich. Zostali oni odrzuceni przez przytłaczającą większość wyborców. Dla przykładu: Marek Rojszyk z SLD w wyborach w 1993r. uzyskał mandat poselski otrzymując 130 głosów w okręgu liczącym 1.326.927 wyborców. Udzielił mu swego zaufania jeden na dziesięć tysięcy wyborców. W wyborach z ‘97r. w okręgu nr. 1 (Warszawa) Wacław Olak z SLD uzyskał 342 głosy, a więc (na różny sposób) nie zgodziło się na tę kandydaturę 1 330 035 osób.
O wejściu tych kandydatów do sejmu zdecydowało ich „biuro polityczne” poprzez ułożenie listy partyjnej, a nie wyborcy! Został zatem pogwałcony konstytucyjny wymóg bezpośredniości.
Wybierańcy bez żenady używają w sejmie określeń „lokomotywa wyborcza” i „wagony”. W wyborach 2001r. w okręgu Koszalin wszedł z listy Samoobrony A.Lepper (44 814 glosów) i „wciągnął za sobą” niejakiego J.Łącznego (498 głosów). Umieszczony na pierwszym miejscu listy partyjnej przy wszystkich dotychczasowych wariantach ordynacji partyjniackiej (Wielomandatowych Okręgów Wyborczych – WOW) taki mąż stanu może wejść do sejmu i decydować o losach Polski.

Ad 4. Sprawa proporcjonalności:
a) W Polsce stosowano dotąd w WOW metodę d’Hondta i warianty przepisu Sainte Lague’go. Nie zapewniają one żadnej rzeczywistej „proporcjonalności” między liczbą głosów odddanych na poszczególne partie a liczbą mandatów otrzymanych przez te partie. Jedynie nazwa metody wprowadza w błąd, głównie zresztą niektórych profesorów – konstytucjonalistów (oportunizm?) i mniej świadomych rzeczy publicystów.
Są to recepty przeliczania głosów na mandaty na tyle skomplikowane, by obywatel, wyborca nie połapał się w ich sprzeczności z Konstytucją oraz w niezgodności ze zdrowym rozsądkiem, i by zgodził się na to, by jego głos był manipulowany przez przywódców partyjnych. Jak mówiono dawniej : By wynik był „tak czy owak – Zenon Nowak”.
Dowód z wyborów w 1997r.:
Na jeden mandat tys. głosów [Unormowane do 1.0 dla SLD]
(przed uwzgl. listy kraj.)
SLD 25.18 1.00
Mniejsz. Niem 25.5 1.012
AWS 25.74 1.02
UW 35.7 1.42
PSL 45.5 1.81
ROP 121.2 4.81
Uwaga!! Liczby w ostatniej kolumnie powinny być bliskie jedności, jeśli by konstytucyjny wymóg „proporcjonalności” był szanowany.
Zastosowanie progów likwiduje tę quasi-proporcjonalność zupełnie: Dowód:
Na jeden mandat tys. głosów [Unormowane do 1.0 dla SLD]
SLD 21.8 1.00
Mniejsz. Niem 25.5 1.17
AWS 22.0 1.01
UW 29.2 1.34
PSL 35.4 1.62
ROP 121.2 5.56
Ponieważ liczby z ostatniej kolumny odbiegają dla czterech partii (czy komitetów wyborczych) od wartości 1.00 więcej niż o 5%, a w przypadku ROP sięgają aż 556%, są więc dowodem na brutalne pogwałcenie konstytucyjnej zasady „proporcjonalności”.
b) Pozatem rozrzut stosunku liczebności elektoratu do liczby możliwych do uzyskania mandatów w różnych okręgach wykracza daleko poza pojęcie „wielkości stałej”:
Dla przykładu: Na podstawie wyborów z 93 r. sprawdzamy:
Okręg nr.1 – 1.326.927 uprawnionych, 17 mandatów, t.j. 78.05 tys. uprawn./1 mandat
Okręg nr.7- 178.009 uprawnionych, 3 mandaty, t.j. 59.34 tys. uprawn./1 mandat.
Na podstawie wyborów z 97r. sprawdzamy:
Okręg nr.49 (Włocławek) – 320 384 uprawnionych, 4 mandaty, t.j. 80.1 tys. uprawn./1 mandat
Okręg nr.7 (Chełm) – 183 352 uprawnionych, 3 mandaty, t.j. 61.1 tys. uprawn./1 mandat.
Współczynnik trudności zdobycia mandatu różni się w obu tych przypadkach o 31%, wyraźnie więc pogwałcona jest konstytucyjna zasada „proporcjonalności”, a jednocześnie „równości” szans wyborców.
Wybory świadczą więc o ogromnej nierówności traktowania wyborców.
Oto „podzielniki ” stosowane przy różnych wariantach ordynacji WOW w Polsce:
d’Hondt 1 2 3 4 5
St. Lague 1 3 5 7 9
St.L „modyf.” 1.4 3 5 7 9
St.L., unormow 1 2.1428… 3.5714… 5.000 6.4285…
Gdzie tu sens, gdzie logika? i jaka?
Czemu mamy dzielić liczbę głosów przez któreś z powyższych liczb, a nie np. przez „pi” czy obwód oka aktualnego marszałka Sejmu w calach?
Ukazuje to całą dowolność poszczególnych „recept” na „sprawiedliwy” podział mandatów.
Znany w politologii „indeks Gallaghera” (IG) jest odpowiednikiem matematycznej oceny rozrzutów wyników metodą najmniejszych kwadratów. Ocenia on odległość wyników wyborów od matematycznej proporcjonalności (pierwiastek z sumy kwadratów odchyleń). Im IG bliżej zera, tym wynik jest bardziej zbliżony do proporcjonalności. Otóż warianty ordynacji WOW przy wyborach w 2001r. dałyby:
Dla Saint Lague : IG=10.04, dla metody d’Hondta: IG=14.49, dla metody Hare’a: IG=8.29. A np. w USA ostatnio przy metodzie JOW otrzymano IG=5.43, czyli o wiele bardziej „proporcjonalnie”!
Dlaczego więc ciągle wraca argument, iż do zmiany ordynacji na JOW konieczna jest zmiana konstytucji, a więc posiadanie 2/3 mandatów „za”, itp.? Jest to skutek wspomnianego na wstępie, celowego pomieszania pojęć. Ordynację Wielomandatową (WOW), którą łatwo manipulować zgodnie a interesem klasy rządzącej, nazwano „proporcjonalną” licząc na nieznajomość arytmetyki i logiki u opinii publicznej. Ściśle przypomina to anegdotkę Wiecha, w której Walery Piecyk krzyknął do kogoś w tramwaju: „ty… sufraganie jeden!!!”. W odpowiedzi usłyszał obrażone: „ja sobie wypraszam, ty sam sufragan”.

Zlikwidujmy tę, żałosnej pamięci, ordynację WOW, gdyż jest anty-logiczna i anty-konstytucyjna. A tak długo u nas istnieje, gdyż ułatwia grabież Polski. I chroni posłów przed odpowiedzialnością. Co na to prawnicy konstytucjonaliści Autorzy podręczników prawa konstytucyjnego zgadzają się „w zasadzie” z tymi argumentami. Zobaczmy jednak, jakiego używają języka
– o liście krajowej (J.Galster i inn. Prawo Konstytucyjne str.117): „Pewne wątpliwości natomiast wywołać może wspomniana już instytucja listy państwowej. W piśmiennictwie formułowany jest pogląd, że istnienie list państwowych nie godzi się z zasadą bezpośredniości, gdyż (…) wprowadza grupę posłów, na których wyborcy nie głosowali bezpośrednio, lub nie głosowali w ogóle..”. Na szczęście lista krajowa została z kolejnych wariantów ordynacji WOW usunięta.
Z tabel widzimy, jak w praktyce wyborów w Polsce wygląda „proporcjonalność” metody d’Hondta. Zaś konstytucjonaliści ( J.Galster i inn. (Prawo Konstytucyjne): str. 119), zadowoleni widać z nazwy, nie analizując treści metody d’Hondta, piszą jedynie: „odejściem od bezwzględnej proporcjonalności wyborców jest t.zw. klauzula zaporowa”.. Zaś Banaszak i Preisner (Prawo Konstytucyjne) piszą: „Dyskusyjne z punktu widzenia zasady równości prawa wyborczego wydawało się początkowo wprowadzenie t.zw. klauzuli zaporowej”…. A potem.. ludzie przywykli?
I NIC nie piszą o pogwałceniu Konstytucji. Takich przykładów możnaby przytoczyć wiele. Wykręty władzy wykonawczej i sądowniczej O sprzeczności między konstytucją a ordynacją może formalnie rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Ale wystąpić do TK może prezydent RP, kilkudziesięciu posłów lub senatorów, szef ogólnopolskich Zw. Zaw. Alarmowaliśmy od lat! Przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich w piśmie z 2.II.1994 oświadcza, że „Rzecznik rozważa”… Cóż, długo rozważa….
Ponieważ wszystkie najwyższe organa Państwa uciekają w najróżniejsze tłumaczenia prawne (czy wykręty), by wykazać, dlaczego ta sprawa „nie leży w ich kompetencji”, konieczne się stało używanie różnych argumentów dopasowanych do różnych Urzędów:
Stąd np. pismo do Prezydenta Rzeczypospolitej w 1997r. zatytułowałem:
Wniosek o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie niezgodności z Konstytucją obecnej ordynacji wyborczej do Sejmu oraz o odłożenie wyborów do Sejmu i Senatu do czasu dostosowania ordynacji wyborczej do przepisów obowiązującej Konstytucji.
Natomiast skargę do Sądu Najwyższego:
Protest wyborczy w sprawie nielegalności wyborów z 21.IX.1997. Wnoszę o uznanie wyborów do Sejmu za nielegalne, gdyż wykonanie wyborów we wszystkich 52-ch okręgach, w szczegółności w okręgu nr. 1 (Warszawa), w którym głosowałem, pogwałciło Ustawę Zasadniczą.
Staramy się krętaczy „zagonić do narożnika”. Wielu obywateli (oraz ekspertów) na różne sposoby oraz używając różnych argumentów prawnych alarmowało: Rzecznika Praw Obywatelskich T. Zielińskiego (w 1993 i 94r.), Prezydenta RP L. Wałęsę (w 1993r.), Prezydenta RP A. Kwaśniewskiego (przed wyborami w ’97r.), Sąd Najwyższy i osobiście Adama Strzembosza (w ‘93, 94 i 97 r.), prof A. Zolla. Odpowiedzi (jeśli wreszcie udało się je wymusić) są żałosne: N.p. pismo, na które domagałem się merytorycznej odpowiedzi, było przeze mnie wysłane 6. X. Sąd Najwyższy odpowiada, iż decyzja z 16 września jest ostateczna. Różne pańcie-Sędziny SN to-to swym Autorytetem potwierdzają! Pytałem więc kolejnych I Prezesów SN, czy zatrudnili jasnowidza? Czy nie wstyd Panom Adamowi Strzemboszowi i Lechowi Gardockiemu (profesorom!) tak siebie i SN ośmieszać? A gdzie powaga Rzeczypospolitej ? WOW a JOW: Ordynacja narzędziem ratunku. Wszyscy wysocy urzędnicy, z którymi udało się na ten tamat rozmawiać, przyznają, że przytoczone argumenty są przekonywujące. NIKT jednak na razie nie zdecydował się na odwołanie nielegalnych przecież wyborów czy na doprowadzenie do uzgodnienia ordynacji z Konstytucją. Czyżby najwyższe władze Polski tak bały się tej sprawy? Czemu? Ośmieszająca władze sprzeczność między Ustawą Zasadniczą a ordynacją trwa. „Przedstawiciele wyborców” – posłowie – w kolejnych sejmach nie doprowadzili do – obiecanej nam w swych programach partyjnych – zmiany ordynacji na europejską, t.j. większościową w okręgach jednomandatowych. Wtedy powyżej opisane absurdy automatycznie by znikły.O sprawie nielegalności ostatnich parlamentów piszę i mówię po to, by Czytelnikowi, Słuchaczowi i wogóle Opinii Publicznej uświadomić, iż w warunkach ordynacji partyjniackiej (WOW), samopowielającej t. zw. „elitę polityczną” niemożliwe jest wybranie parlamentu odpowiedzialnego. Odpowiedzialnego za Polskę, odpowiedzialnego przed swym wyborca.
I dlatego dla wszystkich uczciwych sił politycznych, tak z prawa jak i z lewa, sprawa zmiany ordynacji na JOW jest najważniejsza: umożliwi, tak jak to uczyniła we Włoszech, uzdrowienie życia politycznego. Jest więc najmniejszym wspólnym mianownikiem dla wszystkich uczciwych ruchów politycznych. Nie promuje przecież Idej czy Interesów takich czy innych grup. Promuje jedynie dobór elit politycznych odpowiedzialnych przed wyborcą, aktywnych, uczciwych.
Nieuczciwość nie opłaca się przy ordynacji JOW. To nie slogan, lecz analiza wyników w różnych krajach, na przestrzeni wielu dziesięcioleci.
Czas, by wszystkich, którzy chcą żyć w uczciwszej Polsce, zjednoczył ten najmniejszy wspólny mianownik – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW).
Oczywiście, JOW nie są panaceum. Spójrzmy jednak, jak w krajach ordynacji JOW, o wiele trudniej jest obrabować, nakłamać, nie spełnić obietnic wyborczych, być bezkarnym… I być przy tym (i po tym !) u władzy.
Myślę n.p. o Kanadzie, Francji, Wielkiej Brytanii i – od paru lat – Włoszech. Gdzież są argumenty „europejczyków”, jeśli właśnie kraje Europy w ogromnej większości stosują tę ordynację (JOW)? Dlatego właśnie zwolennicy swego „pozostawania u koryta” w Polsce tak bardzo tę sprawę przemilczają. Argumentów im brak; a zwykle – pozatem – są tak wygadani…
Mówmy więc pełnym głosem, a referendum w tej sprawie wymusimy.
Zmiana ordynacji to warunek konieczny, lecz oczywiście niedostateczny, dania Polakom nadziei na niezawisłość i dobrobyt oraz uczciwsze rządy.

Działania „Imperium ZŁĄ” na przykładzie Japonii i azjatyckich Tygrysów. Jak to grozi nam.

„Idea podbija świat”, Kalergi. Działania „Imperium ZŁĄ” na przykładzie Japonii i azjatyckich Tygrysów.

Zabójstwo Shinze Abe. Stany Zjednoczone Europy i Liga Narodów.

Cynthia Chung.

Faszystowskie korzenie „Stanów Zjednoczonych Europy”

Pytanie brzmi: czy Niemcy i Japonia są na tyle głupie, by popełnić ten sam błąd dwa razy?

https://thesaker.is/why-shinzo-abe-was-assassinated-towards-a-united-states-of-europe-and-a-league-of-nations/

Sytuacja w jakiej znalazła się Japonia nie zaskakuje, ale prace nad tym trwały przez ostatnie 50 lat, jako jedno z założeń polityki Komisji Trójstronnej (choć nie ograniczają się tylko do tej instytucji). Wizja Ligi Narodów znajdowała się na liście życzeń tych, którzy rozpoczęli I wojnę światową, w nadziei na to, że świat zaakceptuje jeden ponad-narodowy  rząd w służbie imperium. Wielki Kryzys był kolejną próbę wdrożenia w życie wizji Ligi Narodów, drogą powołania „narodowej” odmiany socjalizmu we Włoszech i Niemczech (co nie byłoby możliwe bez kryzysu gospodarczego). To właśnie zapoczątkowało drugą wojnę światową, jako desperacką próbę siłowego wdrożenia takiej wizji na całym świecie.

Zawsze chodziło o to samo czyli o stworzenie organizacji kontrolującej świat, a ci, którzy nazywali siebie demokratami, często zasiadali przy tym samym stole z realizatorami takiej wizji.

 Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi, ojciec paneuropeizmu (któremu zdarzyło się być również zwolennikiem faszyzmu), w swojej autobiografii „A Crusade for Pan-Europe” z 1943 r, tak napisał:

„Antyfaszyści nienawidzili Hitlera (…), a jednak (…) utorowali mu drogę do sukcesów. Tym antyfaszystom udało się przekształcić Mussoliniego, największego wroga Hitlera w latach 1933 i 1934, w najsilniejszego sojusznika Hitlera. Nie winię włoskich i hiszpańskich antyfaszystów za odważną i uzasadnioną walkę z ich bezwzględnymi przeciwnikami  politycznymi. Winię demokratycznych polityków, zwłaszcza we Francji… za to, że tak długo  traktowali  Mussoliniego jako sojusznika Hitlera, aż nim się rzeczywiście stał.”

Według Kalergiego i wielu innych przedstawicieli „elit” o podobnym rodowodzie, perspektywa faszystowskich, paneuropejskich rządów była nieuchronna, a Kalergi wyrażał   wyraźną pogardę dla antyfaszystowskiego i demokratycznego oporu wobec tej „nieuchronności”. Z punktu widzenia Kalergiego, właśnie z powodu antyfaszystowskiego i demokratycznego oporu wobec  „pokojowego” przejścia do faszyzmu, doprowadzili oni do  sytuacji, w której faszyzm musiał zostać im narzucony przy użyciu brutalnej siły.

W oczach Kalergiego była to tragedia, której można było uniknąć, gdyby te kraje po prostu zaakceptowały faszyzm na „demokratycznych” warunkach.

Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi tak napisał w swojej autobiografii „Idea podbija świat”:

„Wykorzystanie masowej hipnozy do celów propagandowych jest najbardziej skuteczne w czasach kryzysu. W momencie, gdy narodowy socjalizm ubiegał się o władzę, miliony Niemców były całkowicie pozbawione stabilizacji życiowej.  Klasa średnia została zredukowana do poziomu proletariatu, a proletariat został bez pracy. Trzecia Rzesza była  ostatnią nadzieją dla opuszczonych, dla tych, którzy stracili swój status społeczny, dla tych pozbawionych gruntu pod stopami ludzi, szukających nadziei na życie, które straciło sens…Ekonomiczne tło ruchu hitlerowskiego staje się oczywiste, gdy przypomnimy sobie, że obie rewolucje Hitlera zbiegły się z dwoma wielkimi kryzysami gospodarczymi Niemiec: inflacją z 1923 roku i recesją z początku lat trzydziestych, z falami bezrobocia. W ciągu sześciu lat pomiędzy tymi wydarzeniami, które były dla Niemiec stosunkowo pomyślne, ruch hitlerowski praktycznie nie istniał.” 

Ojciec paneuropeizmu i duchowy ojciec Unii Europejskiej, hrabia Richard Coudenhove-Kalergi, często dobrze wypowiadał się o austriackim i włoskim faszyzmie, a nawet o „faszyzmie katolickim”, dlatego powyższy cytat jego autorstwa nabiera dodatkowego smaku. Kalergi przyznaje, że hitleryzm nie byłby możliwy, gdyby w Niemczech nie było dwóch okresów skrajnego kryzysu gospodarczego. Pytanie brzmi: czy były to kryzysy spontaniczne, czy raczej zostały wywołane celowo?

W swojej autobiografii z 1954 roku, „Idea podbija świat”, Kalergi tak pisze: „Nie ma wątpliwości, że popularność Hitlera opierała się głównie na fanatycznej walce, którą prowadził przeciwko Traktatowi Wersalskiemu.”

Jeśli przyjrzymy się politycznemu ekosystemowi, w którym poruszał się Kalergi, otrzymamy pewne wskazówki dotyczące powyższego pytania. Środowisko to obejmowało takich ludzi jak; Max Warburg, baron Louis Rothschild, Herbert Hoover, sekretarz stanu Frank Kellogg, Owen D. Young, Bernard Baruch, Walter Lippmann, pułkownik House, generał Tasker Bliss, Hamilton Fish Armstrong, Thomas Lamont, Justice Hughes. Wszyscy ci ludzie są wymienieni w autobiografii Kalergiego  jako jego baza wsparcia w Stanach Zjednoczonych. Byli oni zagorzałymi zwolennikami paneuropejskości Kalergiego, znanej jako „Stany Zjednoczone Europy”. Byli oni również zagorzałymi zwolennikami koncepcji Ligi Narodów i architektami Paryskiej Konferencji Pokojowej (1919-1920), która była odpowiedzialna za Traktat Wersalski, który wprowadził Niemcy w pierwszą falę ekstremalnego kryzysu gospodarczego.
W moim poprzednim artykule „Czy Japonia jest skłonna podciąć sobie gardło w ofierze dla amerykańskiego dominacji w Azji?” omówiłam, że to jest właśnie celem Komisji Trójstronnej. Mianowicie: tworzenie kryzysów gospodarczych w celu przeforsowania skrajnych reform strukturalnych.

Analityk finansowy i historyk Alex Krainer pisze tak:

„Komisja [Trójstronna] została założona w lipcu 1973 roku przez Davida Rockefellera, Zbigniewa Brzezińskiego oraz grupę amerykańskich, europejskich i japońskich bankierów, urzędników państwowych i naukowców, w tym Alana Greenspana i Paula Volckera. Została ona powołana w celu wspierania ścisłej współpracy między państwami, które tworzą trójczłonową strukturę dzisiejszego Zachodu. Ta „ścisła współpraca” miała być podstawą „trójczłonowej agendy” spadkobierców Imperium Brytyjskiego.”
Jej powstanie zorganizowała brytyjska ekspozytura w Ameryce, Rada Stosunków Zagranicznych (CFR), (innymi słowy: potomstwo Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, czołowego think tanku Korony Brytyjskiej).

9 listopada 1978 roku członek Komisji Trójstronnej, Paul Volcker (przewodniczący Rezerwy Federalnej w latach 1979-1987), potwierdził to na wykładzie wygłoszonym na Uniwersytecie Warwick w Anglii: „Kontrolowana dezintegracja gospodarki światowej jest uzasadnionym celem na lata 80-te”. Jest to również ideologia, która ukształtowała „Terapię szokową” Miltona Friedmana.

W 1975 roku, CFR rozpoczęła publiczne studium polityki globalnej, zatytułowane: „Projekt na  lata 80-te”. Motywem przewodnim tego projektu był „kontrolowany rozpad” światowej gospodarki, a raport nie próbował ukrywać konsekwencji czyli; głodu, chaosu społecznego i śmierci, jakie ta polityka sprowadzi na większość ludności świata.

To jest właśnie to, przez co przechodziła Japonia, a co ekonomista Richard Werner wykazał w swojej książce Princes of Yen, na podstawie której, nakręcono film dokumentalny o tej samej nazwie. Gospodarka Japonii została poddana działaniu zaprojektowanej bańki spekulacyjnej w celu wywołania kryzysu gospodarczego, który następnie uzasadniłby konieczność przeprowadzenia ekstremalnych reform strukturalnych.

Omówimy teraz pokrótce, w jaki sposób Stany Zjednoczone, gospodarki Tygrysów Ekonomicznych i Europa zostały poddane  procesowi sztucznych kryzysów gospodarczych i co to oznacza dla dzisiejszego świata? Jakie konsekwencje dla Europy miało podążanie za modelem „Stanów Zjednoczonych Europy” i czym różni się model jednego rządu światowego w postaci Ligi Narodów od struktury wielobiegunowej, składającej się z suwerennych państw narodowych.

Artykuł zakończę uwagami na temat przyczyn zamachu na Shinzo Abe.

Kolonializm 2.0:  Kryzys gospodarczy azjatyckich Tygrysów.

Japonia nie była jedyną wysoko rozwiniętą gospodarką w Azji, która w latach 90. znalazła się w najgłębszej recesji od czasów Wielkiego Kryzysu. W 1997 r. waluty gospodarek Tygrysów z Azji Południowo-Wschodniej nie były w stanie utrzymać stałego kursu wymiany wobec  dolara amerykańskiego i w ciągu roku załamały się o 60-80%.

Przyczyny tego krachu sięgają roku 1993. Wtedy to, gospodarki azjatyckich Tygrysów – Korea Południowa, Tajlandia, Indonezja – wdrożyły politykę agresywnej deregulacji przepływów kapitałowych i ustanowienia międzynarodowych udogodnień bankowych, które umożliwiły sektorowi korporacyjnemu i bankowemu swobodne pożyczanie pieniędzy z zagranicy, co było pierwszym takim przypadkiem w erze powojennej.

Nie było żadnej  potrzeby, aby gospodarki azjatyckich Tygrysów pożyczały pieniądze z zagranicy. Wszystkie pieniądze niezbędne do inwestycji wewnętrznych mogły być tworzone w kraju.

W filmie Princes of Yen, możemy usłyszeć:

” Presja na liberalizację przepływów kapitałowych przyszła z zewnątrz. Od początku lat 90-tych, MFW, Światowa Organizacja Handlu i Departament Skarbu USA lobbowały w tych krajach, aby pozwolić krajowym firmom na zaciąganie pożyczek za granicą. Argumentowali, że ekonomia neoklasyczna udowodniła, że wolny rynek i swobodny przepływ kapitału zwiększają wzrost gospodarczy.

Po deregulacji przepływów kapitałowych, banki centralne zaczęły tworzyć  zachęty dla firm krajowych do zaciągania pożyczek za granicą, czyniąc droższymi pożyczki w walutach krajowych od pożyczek w dolarach amerykańskich.

Banki centralne podkreślały w swoich publicznych wypowiedziach, że będą utrzymywać stały kurs wymiany z dolarem amerykańskim, tak aby kredytobiorcy nie musieli się martwić o to, że będą musieli spłacać więcej w swoich walutach krajowych niż pierwotnie pożyczyli. Banki otrzymały polecenie zwiększenia akcji kredytowej. Musiały jednak zmierzyć się z mniejszym zapotrzebowaniem na kredyty ze strony produktywnych sektorów gospodarki, ponieważ firmy te były zachęcane do pożyczania za granicą. Musiały więc uciec się do zwiększenia akcji kredytowej dla kredytobiorców o podwyższonym ryzyku.

Import zaczął się zmniejszać, ponieważ banki centralne zgodziły się na powiązanie swoich walut z dolarem amerykańskim. Gospodarki stały się mniej konkurencyjne, ale ich bilans obrotów bieżących został utrzymany dzięki pożyczkom udzielonym za granicą, które w statystyce bilansu płatniczego liczone są jako eksport. Kiedy spekulanci zaczęli sprzedawać tajlandzkie bahty, koreańskie wony i indonezyjskie rupie, banki centralne zareagowały daremnymi próbami utrzymania kursu walutowego do tego stopnia, aż roztrwoniły praktycznie wszystkie swoje rezerwy walutowe. Dało to zagranicznym pożyczkodawcom szerokie możliwości wycofania swoich pieniędzy po zawyżonych kursach wymiany.

Banki centralne wiedziały, że jeśli skończą im się rezerwy walutowe, będą musiały zwrócić się do MFW, aby uniknąć niewypłacalności. A kiedy MFW już się pojawi, banki centralne wiedziały, czego zażąda ta waszyngtońska instytucja, ponieważ jej żądania w takich przypadkach były zawsze takie same przez poprzednie trzy dekady: Banki centralne zostaną  uniezależnione od państwa [i tym samym podporządkowane dyktatowi MFW].

16 lipca tajski minister finansów wsiadł do samolotu lecącego do Tokio, aby poprosić Japonię o dofinansowanie. W tym czasie Japonia miała 213 mld USD rezerw walutowych, więcej niż łączne zasoby MFW. Byli gotowi pomóc, ale Waszyngton zastopował inicjatywę Japonii. Rozwiązanie rodzącego się kryzysu azjatyckiego musiało przyjść z Waszyngtonu, za pośrednictwem MFW.

Po dwóch miesiącach ataków spekulacyjnych, rząd Tajlandii wprowadził bahta na giełdę.

Jednocześnie, MFW obiecał prawie 120 miliardów dolarów zagrożonym gospodarkom Tajlandii, Indonezji i Korei Południowej. Natychmiast po przybyciu do krajów dotkniętych kryzysem, zespoły MFW założyły biura w bankach centralnych, skąd dyktowały warunki kapitulacji. MFW zażądał szeregu działań, w tym ograniczenia kredytów udzielanych przez  banki, poważnych zmian prawnych i gwałtownych podwyżek stóp procentowych. Gdy stopy procentowe wzrosły, kredytobiorcy wysokiego ryzyka przestali spłacać swoje kredyty.

Obciążone dużymi kwotami złych długów, systemy bankowe Tajlandii, Korei i Indonezji praktycznie zbankrutowały. Nawet zdrowe firmy zaczęły odczuwać skutki rozszerzającego się kryzysu kredytowego. Gwałtownie wzrosła liczba bankructw przedsiębiorstw. Bezrobocie wzrosło do najwyższego poziomu od lat 30. XX wieku”.

MFW dobrze wiedział, jakie będą konsekwencje jego polityki. W przypadku Korei miał nawet przygotowane szczegółowe, ale nieujawnione badania, które mówiły o tym, ile koreańskich firm zbankrutuje, jeśli stopy procentowe wzrosną o pięć punktów procentowych. Pierwsze porozumienie MFW z Koreą wymagało podwyższenia stóp procentowych o dokładnie pięć punktów procentowych.

Richard Werner stwierdził w wywiadzie, że: „Polityka MFW nie ma na celu spowodowanie ożywienia gospodarczego w krajach azjatyckich. Realizują one całkiem inny program, a jest nim zmiana systemów gospodarczych, politycznych i społecznych w tych krajach. W istocie,  działania MFW uniemożliwiają ożywienie gospodarcze takim krajom, jak Korea czy Tajlandia.”

Dziennikarz: „To interesujące. Więc mówi Pan, że MFW pogarsza kryzys i sugeruje, że jest to jego ukryty cel?”

Richard Werner odpowiedział: „Cóż, MFW zbytnio nie ukrywa tego celu, ponieważ dość wyraźnie żąda, aby zainteresowane kraje azjatyckie zmieniały prawo tak, aby podmioty zagraniczne mogły kupować wszystko, od banków po ziemię. I rzeczywiście, systemy bankowe mogą być dokapitalizowane, według warunków MFW, tylko poprzez użycie  pieniędzy zagranicznych, co wcale nie jest konieczne, bo dopóki te kraje mają własne banki centralne, mogą po prostu drukować pieniądze i dokapitalizować własne systemy bankowe. Nie potrzeba do tego zagranicznych pieniędzy. Tak więc agenda MFW polega na tym, aby rozwalić Azję z korzyścią dla interesów zagranicznych.”

MFW zażądał, aby banki mające kłopoty nie były ratowane, ale zamiast tego zostały zamknięte i tanio sprzedane dużym amerykańskim bankom inwestycyjnym. W większości przypadków, listy intencyjne MFW wyraźnie zalecały, że banki muszą być sprzedane inwestorom zagranicznym.

W Azji nie dopuszczono do zorganizowanych przez rząd działań pomocowych, które miały utrzymać przy życiu chore instytucje finansowe. Jednak, kiedy rok później podobny kryzys dotknął Amerykę, te same instytucje zareagowały inaczej.

W filmie Princes of Yen, możemy usłyszeć:

„Fundusz hedgingowy Long-Term Capital Management z siedzibą w Connecticut, który przyjmował jako klientów tylko zamożnych inwestorów indywidualnych i instytucje, lewarował swój kapitał o wartości 5 mld USD ponad 25 razy, pożyczając od banków światowych ponad 100 mld USD. Kiedy jego straty zagroziły możliwością wystąpienia systemowego kryzysu bankowego, który z kolei zagroziłby amerykańskiemu systemowi finansowemu i gospodarce, Rezerwa Federalna zorganizowała przypominającą kartel, akcję ratunkową, polegającą na zwróceniu się do banków z Wall Street i banków międzynarodowych o przekazanie środków finansowych, celem uniknięcia bankructwa.
Dlaczego Stany Zjednoczone mogą stawiać wymagania obcym państwom w imię wolnego rynku, skoro nie mają zamiaru egzekwować tych samych zasad we własnym domu?

Przykłady kryzysów japońskiego i azjatyckiego ilustrują, w jaki sposób kryzysy mogą być zaprojektowane w celu umożliwienia redystrybucji własności ekonomicznej oraz wprowadzenia zmian prawnych, strukturalnych i politycznych.”

Powodem, dla którego zakazano ratowania azjatyckich banków, było umożliwienie wykupu tych azjatyckich gospodarek przez podmioty zachodnie. Komu była już potrzebna Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, skoro MFW zapewniał kolonialne cele imperium?

Jawne cele MFW i Komisji Trójstronnej

MFW otwarcie nastawił się na przejęcie Azji przez zachodnią finansjerę, ale jaka była w tym rola dla Europy i Stanów Zjednoczonych, które znajdowały się w jej strefie wpływów? Czy one również miały skorzystać z tej  grabieży?

Krótka odpowiedź, która powinna być już oczywista, brzmi: Nie.

Sprowokowane kryzysy w Stanach Zjednoczonych i Europie miały na celu dalszą centralizację władzy w coraz mniejszym gronie i nie miały służyć ludziom, czy też, powiedzmy, poddanym, którzy akurat zamieszkiwali te regiony.

Europa szczególnie naraziła się na szwank ze względu na swoje przywiązanie do wizji „Stanów Zjednoczonych Europy”. Kraje należące do bloku walutowego Euro zrezygnowały z prawa do posiadania waluty narodowej i przekazały tę władzę Europejskiemu Bankowi Centralnemu (EBC), najpotężniejszemu i najbardziej tajnemu ze wszystkich banków centralnych.

W takim systemie żaden europejski kraj nie ma kontroli nad własną gospodarką i jest całkowicie narażony na to, co postanowi EBC.

Richard Werner zauważył: ” [EBC] bardziej skupia się na kreacji kredytu niż na stopach procentowych. EBC musi się wiele nauczyć na swoich błędach z przeszłości, ponieważ nie sądzę, aby wystarczająco uważnie obserwował kreację kredytu. Gdy w Hiszpanii i Irlandii, pod okiem EBC, mieliśmy do czynienia masową ekspansję kredytową, stopy procentowe pozostawały oczywiście takie same jak w reszcie w strefie euro, ale ilość cykli kredytowych była bardzo różna… Jest jedna stopa procentowa dla całej strefy euro, ale w 2002 roku EBC kazał Bundesbankowi [bankowi centralnemu Niemiec] ograniczyć kreację kredytu o największą kwotę w swoje całej historii, a jednocześnie nakazał irlandzkiemu bankowi centralnemu drukować tyle pieniędzy, jakby jutra nie było. Jakie są tego konsekwencje? Ta sama stopa procentowa ale czy to ten sam wzrost gospodarczy? Nie. Efektem jest recesja w Niemczech i  boom w Irlandii. Która zmienna to mówi? Oczywiście kreacja kredytu.”

Od 2004 roku, pod okiem EBC, wzrost kredytów bankowych w Irlandii, Grecji, Portugalii i Hiszpanii wynosił ponad 20% rocznie, a ceny nieruchomości szybowały w górę. Kiedy kredyty bankowe się skończyły, ceny nieruchomości załamały się, deweloperzy zbankrutowali, a systemy bankowe Irlandii, Portugalii, Hiszpanii i Grecji stały się niewypłacalne.

W filmie Princes of Yen słyszymy:

„EBC mógł zapobiec tym bańkom spekulacyjnym, tak samo jak mógł położyć kres następującym po nich kryzysom bankowym i gospodarczym. Nie zrobił jednak tego, dopóki nie poczyniono poważnych ustępstw politycznych, takich jak przeniesienie uprawnień fiskalnych i budżetowych z każdego suwerennego państwa do Unii Europejskiej”.

Zarówno w Hiszpanii, jak i w Grecji bezrobocie wśród młodzieży wzrosło do 50 %, co zmusza wielu młodych ludzi do poszukiwania pracy za granicą. Obrady organów decyzyjnych EBC są tajne. Zgodnie z traktatem z Maastricht, zabronione są wszelkie próby wpływania na EBC, na przykład poprzez demokratyczną debatę i dyskusję.

EBC jest organizacją międzynarodową, która stoi ponad i poza jurysdykcją jakiegokolwiek państwa członkowskiego. Jego pracownicy wyższego szczebla posiadają paszporty dyplomatyczne, a akta i dokumenty znajdujące się w Europejskim Banku Centralnym nie mogą być przeszukiwane ani konfiskowane przez żadną policję czy prokuraturę.

Komisja Europejska,  grupa ludzi nie pochodząca z wyborów, której celem jest zbudowanie „Stanów Zjednoczonych Europy” ze wszystkimi atrybutami zjednoczonego państwa, ma interes w osłabieniu poszczególnych rządów i wpływu demokratycznych parlamentów Europy. Okazuje się, że zasady dotyczące niezależności banków centralnych, na których opierał się Traktat z Maastricht, wynikały z zaledwie jednego opracowania, które zostało zlecone przez nikogo innego jak samą Komisję Europejską.”

Faszystowskie korzenie „Stanów Zjednoczonych Europy”

15 lutego 1930 roku, Churchill opublikował w The Saturday Evening artykuł zatytułowany „Stany Zjednoczone Europy”, w którym napisał:[1]

„…Reanimacja idei Stanów Zjednoczonych Europy jest w pełni zasługą hrabiego  Coudenhove-Kalergi…Liga Narodów, z której Stany Zjednoczone tak nierozważnie – biorąc pod uwagę ich rozległe i rosnące interesy – zrezygnowały, stała się w rzeczywistości, jeśli nie w formie, przede wszystkim instytucją europejską. Hrabia Coudenhove-Kalergi proponuje skupienie europejskich sił, interesów i uczuć w jednej gałęzi, która, gdyby się rozrosła, stałaby się pniem i w ten sposób uzyskałaby oczywistą dominację. Pomyślcie, jak potężna byłaby Europa, gdyby nie podziały! Niech Rosja powróci z powrotem, jak proponuje hrabia Kalergi, i jak to już w dużej mierze jest faktem, do Azji. Niech Imperium Brytyjskie, wyłączone z jego planu, realizuje swój własny ideał rozprzestrzeniania się po świecie. Nawet pomimo tego, zjednoczona, sfederowana lub częściowo sfederowana,  kontynentalnie świadoma siebie – Europa, z jej afrykańskimi i azjatyckimi posiadłościami i plantacjami, stanowiłaby niezrównany organizm.”

W swojej książce „Idea podbija świat”,  hrabia Richard Coudenhove-Kalergi tak pisze:

„Odkryłem ku mojemu zaskoczeniu, że poczucie europejskiej świadomości po raz pierwszy objawiło się podczas wypraw krzyżowych. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego wyprawy krzyżowe stanowiły najbardziej energiczny przejaw europejskiej solidarności. Na pewien czas waśnie między królami, książętami i miastami zostały zapomniane w imię wspólnej sprawy…Wreszcie, w 1834 roku Mazzini założył Młodą Europę, ruch mający na celu koordynację wszystkich istniejących ruchów rewolucyjnych w celu zbudowania nowej i zjednoczonej Europy na bazie nacjonalizmu i demokracji.”

Co ciekawe, Kalergi pisze, że Giuseppe Mazzini, którego  uważał za najnowocześniejszego organizatora  „zjednoczonej Europy na bazie nacjonalizmu i demokracji”, był również uważany za prekursora faszyzmu we Włoszech. Kalergi pisze:[2]

„Faszyzm w tym czasie [we Włoszech] nie zerwał jeszcze z parlamentaryzmem i demokracją. Nowy rząd włoski był rządem koalicyjnym; respektował zasadę monarchii konstytucyjnej, udając jedynie, że nadaje jej nowy wigor i autorytet. Odwoływał się do heroicznych instynktów młodzieży, do ducha poświęcenia i idealizmu. Próbował przywrócić szacunek dla wartości religijnych i chwalebnych tradycji starożytnego Rzymu. Okrzyknął Mazziniego  prekursorem faszyzmu.”

Temat krzyżowców będzie centralnym elementem idei Kalergiego dotyczącym Paneuropy.  Włączył nawet symbol krzyżowców do swojego sztandaru reprezentującego ideę  paneuropejską.

W autobiografii z 1943 roku, Kalergi dalej rozwija swój wątek krzyżowca Paneuropy:[3]

„Jako godło naszego ruchu wybrałem znak czerwonego krzyża nałożony na złote słońce. Czerwony krzyż, który był flagą średniowiecznych krzyżowców, wydaje się najstarszym znanym symbolem ponadnarodowego europejskiego braterstwa. W ostatnich czasach zyskał on również uznanie, jako symbol międzynarodowej działalności charytatywnej. Słońce zostało wybrane, aby reprezentować osiągnięcia kultury europejskiej w przyczynianiu się do oświetlenia świata. W ten sposób, hellenizm i chrześcijaństwo – krzyż Chrystusa i słońce Apolla – figurowały obok siebie jako dwa trwałe filary cywilizacji europejskiej.”

Ta idea „Stanów Zjednoczonych Europy”, wizja „paneuropejska” Kalergiego była sprytną i nieuczciwą grą słów. Stany Zjednoczone istniały pierwotnie w formie 13 kolonii podporządkowanych Imperium Brytyjskiemu. Kiedy jednak Stany Zjednoczone dążyły do uniezależnienia się od Imperium Brytyjskiego, organizując się w suwerenne państwo narodowe, ojcowie założyciele zjednoczyli nową republikę wokół systemu bankowości hamiltonowskiej. Ta innowacja w ekonomii politycznej przekształciła niespłacalne długi w nowy system kredytu federalnego, wprowadziła federalny protekcjonizm, aby sprzyjać lokalnemu rozwojowi przemysłowemu, i ukierunkowała banki na inwestycje, które poprawiły ogólny dobrobyt.

Tym sposobem, Stany Zjednoczone były w stanie stworzyć jedną walutę i bank narodowy, aby ułatwić handel, który podtrzymywał suwerenność gospodarczą nowo powstałego państwa.

Ta hamiltonowska organizacja gospodarcza wpłynęła z kolei na „Narodowy System Ekonomii Politycznej” Friedricha Lista, który doprowadził do powstania Zollverein(Niemiecki Związek Celny). Niemcy w tamtym czasie były również podzielone na regiony, jak Stany Zjednoczone (do tego momentu Niemcy nie były tak naprawdę narodem), a Zollverein pozwolił Niemcom po raz pierwszy w historii, ustanowić siebie jako suwerenne państwo narodowe. Friedrich List bezpośrednio odwoływał się do hamiltonowskiego systemu gospodarczego jako inspiracji dla Niemiec. System ten miał również wpływ na Sun Yat-sena, ojca Republiki Chińskiej, w jego „Trzech zasadach narodu”, które były bezpośrednim odniesieniem do programu gospodarczego Lincolna/Henryego C. Careya, który był kontynuacją zasad ekonomicznych Alexandra Hamiltona. Odżyło to również w postaci amerykańskich pro-lincolnowskich ekonomistów w Japonii, którzy pomogli zorganizować program wzrostu przemysłowego rozpoczęty wraz z restauracją dynastii Meiji( okres panowania cesarza Metsuhito).

Na tym polega formuła wielo-biegunowości, obrona i wzrost suwerennych państw narodowych. Owszem, istnieje również współpraca regionalna. Taka współpraca regionalna potrzebna jest dla dużych projektów infrastrukturalnych, takich jak kolej, które angażują liczne państwa. Ale współpraca regionalna nie powinna być mylona z wizją Ligi Narodów i możemy łatwo odróżnić te dwa projekty, patrząc na to, co faktycznie jest proponowane politycznie i ekonomicznie. 

W przypadku wizji Ligi Narodów, Paneuropy, Stanów Zjednoczonych Europy itp. itd. było dokładnie odwrotnie. Chodziło o odebranie władzy suwerennym państwom narodowym i przekształcenie ich w państwa wasalne podporządkowane systemowi imperialnemu. Znaczy to, że hasło „Stany Zjednoczone Europy” było nieuczciwym i mylącym odniesieniem do pierwotnych 13 kolonii amerykańskich. Było to nieuczciwe, ponieważ zamiast promować dalszą narodową suwerenność ekonomiczną, oczekiwano, że państwa Europy pozbędą się swojej suwerenności i będą podporządkowane scentralizowanej kontroli Unii Europejskiej (scentralizowana władza polityczna) i Europejskiego Banku Centralnego (scentralizowana władza ekonomiczna) oraz NATO (scentralizowana władza wojskowa). W takim układzie, żaden kraj w Europie nie miałby kontroli nad swoim politycznym, gospodarczym czy militarnym przeznaczeniem.

Aby wizja Ligi Narodów mogła wejść w życie, suwerenne państwa narodowe muszą zostać zdemontowane. Więcej na ten temat można znaleźć w mojej książce „The Empire on Which the Black Sun Never Set”.

Amerykański i europejski kryzys gospodarczy uczy nas, że podatnicy muszą płacić za coraz bardziej scentralizowane przejmowanie tego, co kiedyś było suwerennymi gospodarkami, w celu wzmocnienia pozycji bardzo małej grupy ludzi, a prawa i dobrobyt przeciętnych obywateli są coraz częściej postrzegane jako nieistotne.

Dlaczego zamordowano Shinzo Abe?

Były premier Japonii Shinzo Abe został zamordowany 8 lipca 2022 roku i choć w chwili zabójstwa nie był już premierem Japonii (pełnił tę funkcję w latach 2006-2007 i 2012-16 września 2020), był najdłużej urzędującym premierem w historii Japonii i nadal wywierał duży wpływ na kształtowanie polityki w tym kraju.

Wiadomość o zabójstwie Abe została przyjęta na świecie z mieszanką bardzo silnych emocji z obu skrajnych stron. Niektórzy byli przerażeni jego śmiercią i wychwalali to, co zrobił dla Japonii jako coś niemal świętego. Inni z kolei, ekstatycznie świętowali jego śmierć, uważając, że nic dobrego nie mogło wyniknąć z jego działalności, ze względu na jego próby wskrzeszenia ciemnej strony imperialnej przeszłości Japonii i publiczne okazywanie hołdu japońskim faszystom z czasów II wojny światowej. Kiedy wiadomość była jeszcze świeża, a  zamieszanie sięgało zenitu, wielu obwiniało nawet Chiny o zaaranżowanie śmierci Abe, uważając, że to one w oczywisty sposób skorzystały z tego wydarzenia.

To prawda, że Abe żył bardzo niebezpieczną i destrukcyjną misją przywrócenia Japonii statusu imperialistycznego imperium. Był skorumpowany i forsował niebezpieczną prywatyzację władzy w Japonii, powiększał przepaść między bogatymi a klasą średnią. Byłoby jednak zbytnim uproszczeniem  świętowanie jego śmierci jako absolutnego triumfu sprawiedliwości. Jak to wyraźnie widać siedem miesięcy po zabójstwie Abe, Japonia nie stała się państwem bardziej pokojowym i gotowym do dialogu ze swoimi wschodnimi partnerami. Stała się raczej o wiele bardziej wojownicza i ślepo oddana współpracy z coraz bardziej rozbuchanymi wojennymi żądaniami Zachodu. Japonia znacznie także zwolniła tempo współpracy gospodarczej i politycznej z Rosją i Chinami, która za życia Abe nabierała rozpędu.

Warto również zauważyć, że Abe został zamordowany na kilka tygodni przed cyrkową wycieczką Nancy Pelosi na Tajwan. Chociaż prowokacja Pelosi nie doprowadziła do żadnej konfrontacji militarnej, nie możemy powiedzieć, że nie było to jej zamiarem, ani że sprawy mogłyby się rozegrać zupełnie inaczej, jeśli chodzi o konfrontację militarną między Chinami a Stanami Zjednoczonymi.

Należy przypomnieć czytelnikowi, że w 2014 roku Japonia zmieniła lub „przeinterpretowała” swoją konstytucję, która dała więcej uprawnień Japońskim Siłom Samoobrony, pozwalając im na „obronę innych sojuszników” w przypadku wypowiedzenia im wojny. Stany Zjednoczone, oczywiście, w pełni poparły to posunięcie.

Ta „reinterpretacja” konstytucji Japonii skutecznie wpisała ją do struktury NATO jako tzw. państwa kontaktowego.

W grudniu 2022 roku, Japonia ogłosiła nową strategię bezpieczeństwa narodowego. Ta nowa strategia podwoiła wydatki na obronę. Japonia planuje również zainwestować w zdolności do przeciwdziałania atakom, w tym zakup amerykańskich rakiet typu Tomahawk i rozwój własnych systemów broni.

To właśnie wielka wizja Abe dotycząca powrotu Japonii do czasów jej „chwały” jako imperium była problematyczna dla wizji Ligi Narodów, ponieważ jeśli Japonia widziała siebie na równi z innymi wielkimi imperiami, a może nawet większą od nich, oznaczało to, że nie zamierzała zginać kolan. Innymi słowy,  Abe nie był skłonny sprzedawać Japonii jako lokalnej satrapii, a tego właśnie domagał się od niej zachodni dyktat. Zgodnie z zachodnim dyktatem Japonia miała zaakceptować swój los i popaść w załamanie gospodarcze, stać się coraz bardziej militarystyczna i ekstremistyczna oraz poprowadzić szarżę w stylu kamikadze w kierunku wojny z Chinami i Rosją, która doprowadziłaby do ruiny japońskiej cywilizacji. Nie wygląda na to, żeby Abe miał zamiar pójść na rękę tej nonsensownej wizji.

Emanuel Pastreich napisał wnikliwy artykuł pod tytułem „Zabójstwo arcyksięcia Abe”, można by po prostu zacytować sam tytuł i mówi on wszystko. [Artykuł został również opublikowany  pod tytułem „Globaliści przekraczają Rubikon: Zabójstwo Shinzu Abe”].

Pastreich pisze: „[Abe]… był najdłużej urzędującym premierem w historii Japonii i miał plany na trzecią kadencję.

Nie trzeba dodawać, że siły stojące za Światowym Forum Ekonomicznym nie chcą przywódców takich jak Abe, nawet jeśli są oni zgodni z globalną agendą, ponieważ są oni w stanie zorganizować opór wewnątrz państwa narodowego.

…W przypadku Rosji, Abe z powodzeniem wynegocjował w 2019 roku skomplikowany traktat pokojowy z Rosją, który znormalizował stosunki i rozwiązał spór dotyczący Terytoriów Północnych (po rosyjsku Wyspy Kurylskie). Udało mu się zabezpieczyć kontrakty energetyczne dla japońskich firm i znaleźć możliwości inwestycyjne w Rosji, nawet w sytuacji, gdy Waszyngton zwiększył presję na Tokio w sprawie sankcji.

Dziennikarz Tanaka Sakai zauważa, że Abe nie otrzymał zakazu wjazdu do Rosji po tym, jak rząd rosyjski zakazał wjazdu pozostałym przedstawicielom japońskiego rządu.

Abe również poważnie zaangażował się w negocjacje z Chinami, umacniając długoterminowe więzi instytucjonalne i prowadząc rozmowy o wolnym handlu, które osiągnęły przełom w piętnastej rundzie rozmów (9-12 kwietnia 2019 r.). Abe miał wolny dostęp do czołowych chińskich polityków i był przez nich uważany za wiarygodnego i przewidywalnego, nawet jeśli jego retoryka była ostro antychińska.

Krytycznym wydarzeniem, które prawdopodobnie uruchomiło proces prowadzący do zamachu na Abe, był szczyt NATO w Madrycie (28-30 czerwca).

Szczyt NATO był momentem, w którym  zakulisowi gracze ustanowili prawo dla nowego porządku globalnego. NATO znalazło się na szybkiej ścieżce ewolucyjnej i jego celem przestała być obrona Europy ale stworzenie niezależnej potęgi wojskowej, współpracującej z Globalnym Forum Ekonomicznym, miliarderami i bankierami z całego świata. NATO miało stać się „armią światową”, funkcjonująca podobnie jak Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska w innej epoce.

Decyzja o zaproszeniu na szczyt NATO przywódców Japonii, Korei Południowej, Australii i Nowej Zelandii była krytycznym elementem transformacji NATO.

Te cztery państwa zostały zaproszone do włączenia się w bezprecedensowy poziom integracji w zakresie bezpieczeństwa, włączając w to dzielenie się informacjami wywiadowczymi (udostępnianie ich międzynarodowym korporacjom z branży Big Tech), wykorzystanie zaawansowanych systemów broni (które muszą być administrowane przez personel międzynarodowych korporacji takich jak Lockheed Martin), wspólne ćwiczenia (które stanowią precedens dla procesu decyzyjnego) i inne „wspólne” działania, które podważają łańcuch dowodzenia w ramach państwa narodowego.

Kiedy Kishida(premier Japonii) wrócił do Tokio pierwszego lipca, nie ulega wątpliwości, że jednym z jego pierwszych spotkań było spotkanie z Abe. Kishida przedstawił Abe niemożliwe do spełnienia warunki administracji Bidena.

Nawiasem mówiąc, Biały Dom jest obecnie całkowicie narzędziem globalistów, takich jak Victoria Nuland (podsekretarz stanu ds. politycznych) i innych urzędników przeszkolonych przez klan Busha.

Żądania stawiane Japonii miały charakter samobójczy. Japonia miała zwiększyć sankcje gospodarcze wobec Rosji, przygotować się do ewentualnej wojny z Rosją, oraz przygotować się do wojny z Chinami. Funkcje wojskowe, wywiadowcze i dyplomatyczne Japonii miały zostać przekazane powstającej grupie prywatnych kontraktorów szykujących się na wyżerkę wokół natowskiego stołu.

Nie wiemy, co Abe robił w tygodniu poprzedzającym jego śmierć. Najprawdopodobniej rozpoczął wyrafinowaną grę polityczną, wykorzystując wszystkie swoje atuty w Waszyngtonie, Pekinie i Moskwie, a także w Jerozolimie, Berlinie i Londynie, aby wymyślić wielopoziomową odpowiedź, która sprawiłaby na świecie wrażenie, że Japonia popiera Bidena, jednocześnie szukając tylnymi drzwiami porozumienia z Chinami i Rosją.”

=======================

W tym miejscu należy postawić sprawę jasno, aby ten bałagan stał się widoczny dla wszystkich. Ci, którzy forsują katastrofalną politykę MFW, NATO i Światowego Forum Ekonomicznego, nie są mózgami, które za tym stoją. Dowodzi tego żenada niespełna dwumiesięcznej kadencji byłej premier Wielkiej Brytanii Liz Truss, która nawet nie odróżniała terytorium rosyjskiego od ukraińskiego, odpowiadając, że nigdy nie uzna Rostowa i Woroneża za miasta rosyjskie.

To tylko jeden ze zbyt wielu przykładów, które mają miejsce  niemal codziennie. Ci ludzie to doskonałe narzędzia do prowadzenia tak szalonej polityki z tego właśnie powodu, że nie rozumieją tego co robią. Są całkowicie pozbawieni wiedzy, są tylko kartonowymi wycinankami własnych wizerunków.

Realia sytuacji są takie, że żadne państwo nie jest w stanie przetrwać takiej ignorancji.

Nie chodzi tutaj o starcie bloku zachodniego z blokiem wschodnim. Chodzi o zrujnowanie wszystkich państw i utworzenie jednego imperium, lub jeśli wolicie takie sformułowanie, jednego rządu światowego. Jest to wizja Ligi Narodów, która była mokrym snem [sen… erotyczny] bardzo małej grupy ludzi od czasów pierwszej wojny światowej.

Nie chodzi też o demokrację zachodnią, liberalizm czy zachodnie systemy wartości. Chodzi i zawsze chodziło wyłącznie o przywrócenie systemów imperialnych. O to chodziło w pierwszej wojnie światowej, o to chodziło w drugiej wojnie światowej i o to chodzi w trzeciej wojnie światowej.

Co ciekawe, po raz kolejny widzimy Niemcy i Japonię, których palce gotowe są do pociągnięcia za język spustowy i rozpoczęcie kolejnej wojny światowej. Zgadnijcie jaki będzie los tych dwóch krajów, których bezwolne „przywództwo” myśli głupkowato o sobie, jako o części „elitarnej” grupy, która w jakiś sposób przetrwa podpalenie świata. Podobny głupi błąd popełnili podczas drugiej wojny światowej. Przekonają się po raz kolejny, jak bardzo są sami jak i ich cywilizacje są zbędne tej 'elitarnej’ grupie, którą tak bardzo pragną  wspierać.

Od czasu zabójstwa Abe jedna rzecz jest pewna. Japonia coraz szybciej zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku, który grozi znalezieniem się po raz kolejny po złej stronie historii. Pytanie brzmi: czy Niemcy i Japonia są na tyle głupie, by popełnić ten sam błąd dwa razy? Nie powinni zakładać, że uda im się przeżyć ten eksperyment po raz drugi.

Z autorką można skontaktować się pod adresem cynthiachung.substack.com

1. Coudenhove-Kalergi, Richard (1943) Crusade for Pan-Europe: Autobiography of a Man and a Movement. G.P. Putnam’s Sons, New York, s. 198-200. 

2. Coudenhove-Kalergi, Richard (1943) Crusade for Pan-Europe: Autobiography of a Man and a Movement. G.P. Putnam’s Sons, New York, s. 78. 

3. Coudenhove-Kalergi, Richard (1954) An Idea Conquers the World. Purcell & Sons Ltd., Wielka Brytania, s. 98.

Cynthia Chung tłum. Sławomir Soja

First-World Countries Are Becoming Narco-States. €60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year.

First-World Countries Are Becoming Narco-States.

60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year.

by James Bascom https://www.tfp.org/first-world-countries-are-becoming-narco-states/?PKG=TFPE3027

When we hear the term “narco-state,” certain countries usually come to mind—Mexico, Colombia, perhaps Italy and some African countries. In those places, the drug mafias rule with impunity, journalists and lawyers are assassinated and politicians receive death threats.

Not anymore. Thanks to globalization, government paralysis, a cultural acceptance of drug use and mass immigration, the lucrative international drug trade is bringing the same violence and corruption to the first-world countries of northern and western Europe, including the Netherlands, Belgium, France, Germany, Spain, and the U.K. Although Western countries have not seen the tens of thousands of drug-related murders that Mexico has every year, they are seeing the worst drug violence in their histories. It is a disaster that is only worsening but has been a long time coming.

A potent sign of this drug gang crisis was the July 2022 assassination of Peter R. de Vries, a well-known Dutch journalist and renowned crime reporter. De Vries, who was involved in the prosecution of a Moroccan drug lord, was shot to death in downtown Amsterdam, with his assassins recording the act on video. Although his murder sent shock waves through the country and the rest of Europe, De Vries’ death was merely the latest in a string of killings orchestrated by Moroccan gangs, dubbed the “Mocro Mafia.”

In response, the Dutch government subsequently pledged €500 million to fight organized crime. Still, the mayors of Amsterdam and Rotterdam have warned of a “culture of crime and violence that is gradually acquiring Italian traits.”

“I call the Netherlands a ‘narco-state 2.0,’” said Jan Struijs, chairman of the Nederlandse PolitieBond police union, in an interview with Swedish broadcaster SVT.

“We aren’t Mexico, with 14,000 dead bodies, but in our parallel economy, there is an attack on public order and unprecedented numbers of people with personal security—politicians, judges, prosecutors, police staff, journalists—because there is still a serious risk from organized crime. It is a huge problem being tackled on every front, but we have a long way to go.” The fear is that the flood of drug money into the country will necessarily lead to a death spiral of government corruption, inaction and lawlessness that would be nearly impossible to reverse.

Previously, the low crime rate in the country allowed prominent citizens to travel without security. All that has changed. Dutch Prime Minister Mark Rutte—who used to cycle alone to work in The Hague, now has permanent police protection. Princess Amalia, the daughter of King Willem-Alexander, was forced to abandon her plans last year to attend university in person over fears she would be attacked or abducted.

Fueling the drug trade is cocaine, the most profitable narcotic for the drug mafia. With tens of billions of dollars at stake, the drug gangs are not simply street thugs but organized international crime syndicates.

Police have discovered massive “factories” all over the country producing billions of euros worth of cocaine, ecstasy, methamphetamines and heroin. Gangs use automatic weapons and even grenades in their fights over territory. Illustrating the grisly methods of the drug mafia, police found seven soundproof containers near Rotterdam used to interrogate and torture rival gang members, and in 2016 discovered the severed head of a Moroccan gang member on the streets of Amsterdam.

Dutch police, overwhelmed with the flood of drugs, are simply unable to deal with the problem. Amsterdam ombudsman Arre Zuurmond acknowledged that at night the city center becomes “lawless” and turns into a “jungle.” “In the city center, criminal money is leading at night. The authority is no longer present,” he said, adding that “the police can no longer handle this situation.”

The same is happening across the Western world. In neighboring Belgium, an estimated €60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year. Belgian Justice Minister Vincent Van Quickenborne was put under enhanced protection after police discovered a plot to kidnap him. “I think we’ve entered in a new phase, a new phase called narco-terrorism, a phase where the narco-terrorists try to destabilize the society and get their grip on society,” Van Quickenborne told The Associated Press. “And of course, we will never allow our countries to become narco-states like you see them sometimes in Latin America.” In response, government ministers from six European countries—Netherlands, Belgium, Germany, France, Italy, and Spain—met last October in Amsterdam to discuss cooperation in the fight against the drug mafia.

Cocaine, in particular, is spiraling out of control. In France, police confiscations of cocaine increased from 1.6 tons in 1990 to 26.5 tons in 2021. In February 2021, German police in Hamburg seized 16 tons of cocaine with a street value of €1.5 billion, a European record. In January 2023, Spanish police seized 4.5 tons of cocaine worth €105 million in the Canary Islands. In the U.S., the total amount of drugs seized by the Border Patrol increased from 29.5 to 50 metric tons between 2016 and 2021. Yet the drugs seized by police represent a small fraction of the total.

The facts about the drug trade—deaths, overdoses, arrests and quantity of drugs seized—are easy to measure. More challenging to quantify and even more difficult to admit are the deeper, more philosophical reasons for its stratospheric climb. While the €600 billion global drug trade is undeniably complex, its principal causes can be laid squarely at the feet of the permissive, post-Christian, libertarian culture that dominates the Western world.

The main reason for the drug crisis is Western liberal ideology that, since the sixties, has destigmatized illicit drug use. Thanks to the influence of Christianity, drug intoxication used to be looked down upon as a sin, something that only criminals and vagabonds do. This Christian moral framework was replaced by a libertine individualism which made all morality relative and reduced society to a sand heap of individuals who could perform any act—even self-destructive ones—as long as they didn’t physically harm others. Western liberals spread myths and sophisms about drug use that successfully shifted public opinion in favor. They claimed that tolerating “soft drugs” such as marijuana would solve the drug problem. “Medical marijuana” was not only good but necessary to alleviate suffering. Legalization would eliminate the black market while reducing drug crime. One by one, Western countries began decriminalizing or implementing “tolerant” drug policies, starting with the Netherlands.

Only a few decades later, with the negative effects of widespread drug use becoming self-evident, many countries are regretting that decision.

A significant reason for this—apart from the growing consensus about the serious health effects of illicit drugs—is that drugs and crime are inseparable. Criminals have always been among the largest consumer of drugs, and where drugs are freely available, crime almost inevitably follows. Moreover, drug legalization expands, not eliminates, the black market. When drugs are legalized, consumption necessarily increases. Drug gangs almost always provide drugs cheaper than their legal (and taxed) competition. In Europe and the United States, the legalization of marijuana has led to greater profits for drug gangs than ever before.

Marijuana is a gateway drug for hard drugs such as cocaine and heroin. Not everyone who smokes marijuana will move on to cocaine, but nearly everyone who takes cocaine began with marijuana. When a culture of drug intoxication takes root, and drug abuse becomes just another lifestyle choice, it is more or less inevitable that hard drugs will follow. There is no moral justification to draw the line at marijuana if there is no absolute morality.

The same liberals who relaxed drug laws were at the same time responsible for the immigration crisis that is directly responsible for much of the drug crisis. For decades, these liberals have both eliminated borders thanks to the European Union while eliminating trade barriers through globalization. Both were indispensable conditions for the drug trade. They also encouraged large-scale immigration into the West, mostly from poor countries in Africa, the Middle East and Latin America. Although “politically correct” commentators refuse to recognize this, it is simply a fact that in Europe, these immigrants, most of them Muslim, are disproportionally responsible for the drug trade and the violence connected to it.

In the third decade of the twenty-first century, the crucial enablers of drug gangs are the far-left proponents of “woke” ideology. These radical progressives see drug dealers and criminals as an oppressed class at war with the oppressive structures of the West, notably the police, the rule of law, and “racist” anti-drug policies. “Woke” progressives and drug dealers are allies in the war to overthrow “capitalism,” the free market and what remains of traditional Christian morality and Western European civilization. At the end of the day, both are anarchists who seek to eliminate the state and replace it with a tribal society “with neither gods nor masters.”

The slide of the Netherlands into “narco-state” status is destroying the rule of law, the social fabric of society and traditional Dutch culture. A strong police response is indispensable, but only by addressing the roots of the drug crisis can the West hope to eliminate this scourge of the twenty-first century.

Uratowała swoje dziecko… które – według ginekologa – miało być martwe.

Uratowała swoje dziecko… które – według ginekologa – miało być martwe. Konferencja 40 Days for Life (40 Dni dla Życia).

Od: Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>
https://newsletter.ordoiuris.org/newsletter/2023/02/13/475/?email=dakowy@o2.pl&email_ref=dakowy@o2.pl&pid=129133&sid=104471926&mid_ref=003423&o1=50&o2=80&o3=130&o4=300&o5=500&r1=&r2=&r3=&r4=&r5=&nrb=02102000456100342300129133&nrbt=Darowizna%20na%20cele%20statutowe%20-%20dakowy@o2.pl&lp1=0&ptid=1&token=MDBDN0k0YWtvdC9jWQ==&t=MDBDN0k0YWtvdC9jWQ==#read-more
Szanowny Panie, Pani Paulina od lat wyczekiwała z mężem pierwszego dziecka. Gdy dwa lata temu poroniła, była załamana. Marzenia o rodzicielstwie stanęły pod znakiem zapytania. W październiku ubiegłego roku dowiedziała się jednak, że jest w kolejnej ciąży. Niestety, radość nie trwała długo. Już na pierwszej wizycie lekarz ginekolog powiedziała pani Paulinie, że dziecko nie żyje. Matka została skierowana do szpitala na aborcję martwego płodu. Była zdruzgotana, nie chciała jednak dać za wygraną i nie zaufała dramatycznej diagnozie. Wierzyła, że dziecko żyje… i miała rację!
W lubartowskim szpitalu trafiła na lekarza, który wstrzymał wykonanie aborcji i zlecił dodatkowe badania, które wykazały, że ciąża rozwija się prawidłowo. Wytłumaczył też rodzicom, że źródłem wcześniejszej błędnej diagnozy było zawyżenie wieku dziecka przez ginekologa.
Proszę sobie wyobrazić wielką ulgę matki oraz… jej szok, gdy następnego dnia przyszli do niej kolejni lekarze, aby podać… tabletkę poronną. – Ja już widziałam tę tabletkę, doktor trzymała ją w ręce. Odpowiedziałam, że nie chcę tabletki, że mam mieć czarno na białym napisane, że ciąża jest martwa – mówiła kobieta.
Dziś dziecko żyje i rozwija się prawidłowo pod sercem swojej niezłomnej matki, chociaż Pani Paulina została wypisana ze szpitala z „martwą ciążą”. Szpital do dzisiaj twierdzi, że wszystkie procedury zostały zachowane a pacjenci potraktowani należycie. Nasi prawnicy spotkali się w ubiegłym tygodniu z Panią Pauliną i jej mężem, który złożył wcześniej zawiadomienie do prokuratury. Będziemy ich reprezentować w postępowaniu karnym oraz dyscyplinarnym w sprawie błędnego skierowania do aborcji, wadliwiej diagnozy oraz zignorowania zapewnień Pani Pauliny o rzeczywistym wieku dziecka.
Gdyby nie to, że kobieta od lat czekała na upragnione dziecko, była zdeterminowana i doskonale zorientowana w przebiegu własnej ciąży – dziecko mogłoby już nie żyć. Ale nie każda matka ma w sobie tyle siły, determinacji i wiedzy medycznej. Tym bardziej, że aborcjoniści robią wszystko, by zniszczyć instynkt rodzicielski matek i ojców oraz szacunek do życia nienarodzonego. Podobnie jak w głębokim PRL-u, aborcyjni lobbyści pragną, by zabijanie dzieci stało się znowu zwykłym „zabiegiem” – jak wyrwanie zęba. Dlatego nasza aktywność jest tak ważna. Musimy uświadamiać Polakom, czym naprawdę jest aborcja i budować w społeczeństwie kulturę szacunku do życia.
Tę wiadomość piszę do Pana z Krakowa, gdzie wygłaszałem wykład podczas światowej konferencji inicjatywy 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) – globalnego ruchu pro-life, który został pokazany między innymi w słynnym filmie „Nieplanowane”. 
To imponująco duża międzynarodowa konferencja, w której uczestniczyło blisko 200 liderów z 22 krajów świata. Nie przypadkiem konferencja została zorganizowana w Polsce. Dla obrońców życia z obu Ameryk, Afryki, Europy, Australii i Oceanii nasz kraj stał się inspiracją po zakazaniu aborcji eugenicznej dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego sprzed dwóch lat. Organizatorzy poprosili Ordo Iuris o zaproszenie na wydarzenie liderów ruchu pro-life z całej Polski.  Wśród przemawiających byli dr Bawer Aondo-Akaa z Fundacji PRO – Prawo do życia i Collegium Intermarium, ks. Tomasz Kancelarczyk z Bractwa Małych Stópek i Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.
Organizowane przez 40 Days for Life czuwania modlitewne przed oddziałami amerykańskich klinik aborcyjnych doprowadziły do gwałtownego spadku dochodów aborcjonistów, a nawet do zamykania dziesiątek takich placówek. W wielu miejscach aborcyjni lobbyści w obawie przed działalnością 40 Days for Life doprowadzili do przyjmowania prawa, zakazującego modlitwy przez klinikami. Takie „strefy zakazu obrony życia” wprowadzano w Niemczech, USA, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Ostatnio za samą modlitwę w myślach aresztowano w Birmingham panią Isabel Spruce… W Polsce z podobnymi problemami mierzyli się działacze Fundacji Pro – Prawo do życia, którzy za pokazywanie prawdy na temat aborcji od lat stają przed sądami. Gdyby nie nasze wsparcie, Fundacja (opierająca swoją działalność na wolontariuszach) musiałaby wydać miliony złotych na kosztowne batalie sądowe. 
Tym sposobem aborcjoniści osiągnęliby swój cel, doprowadzając do bankructwa największej organizacji pro-life. Dzięki pomocy prawników Ordo Iuris, po 7 latach od pierwszych spraw sądowych, sytuacja wygląda zupełnie inaczej – mamy już prawie 150 rozstrzygnięć, w których sądy stanęły po stronie wolności słowa obrońców życia. W styczniu uzyskaliśmy już piąty wyrok Sądu Najwyższego, który po raz kolejny potwierdził, że obrońcy życia mają prawo pokazywać prawdziwe oblicze aborcji w ramach swoich pikiet i demonstracji. Aborcjoniści muszą pogodzić się z tym, że nie zamkną ust pro-liferom.
Wolność do mówienia prawdy o aborcji to pierwszy krok. Dostrzegamy jednak, że nie ma w Polsce jednego miejsca, gdzie rodzice mogliby uzyskać komplet potrzebnych informacji, gdy stają wobec najtrudniejszych wyzwań a aborcja jest im oferowana jako „rozwiązanie wszelkich problemów”. Nasi eksperci już pracują nad zbiorem dostępnych form pomocy dla matek i rodziców w trudnych sytuacjach. Omówimy w niej działalność domów samotnej matki, hospicjów perinatalnych, okien życia, ośrodków adopcyjnych i interwencyjnych ośrodków pre-adopcyjnych. Na podstawie tej analizy, chcemy przygotować praktyczny poradnik, który pomoże w dokonaniu właściwej decyzji i odnalezieniu realnej pomocy. Jednocześnie musimy walczyć ze śmiercionośną propagandą aborcjonistów, którzy przekonują, że aborcja jest zjawiskiem powszechnie popieranym przez większość polskiego społeczeństwa.
Dlatego w przyszłym tygodniu opublikujemy analizę sondaży opinii publicznej, z której wynika, że – wbrew propagandzie aborcjonistów i proaborcyjnych mediów – większość Polaków sprzeciwia się aborcji i wspiera życie. Nadal walczymy o ukaranie aborcjonistek z „Aborcyjnego Dream Teamu”, które w poczuciu całkowitej bezkarności nie tylko publicznie promują nielegalną aborcję, ale też pomagają w jej przeprowadzaniu. I to pomimo tego, że polskie prawo mówi wprost, że za pomocnictwo w aborcji grozi do trzech lat więzienia. 
Tydzień temu odbyła się kolejna rozprawa w precedensowym procesie Justyny W., podczas której obrońcy aktywistki aborcyjnej próbowali doprowadzić do wykluczenia Ordo Iuris z udziału w procesie. Na szczęście sąd nie wyraził na to zgody. Wyrok w tej sprawie może zapaść już w marcu. Od lat widzimy, że im większa jest skala naszej aktywności w sprawach obrony życia, tym szybciej następują zmiany i tym więcej dzieci możemy ocalić spod aborcyjnych narzędzi śmierci. To dzięki Panu możemy prowadzić tę działalność, chroniąc dzieci oraz stanowiąc zaplecze prawne dla wszystkich polskich ruchów pro-life.
Dlatego także dzisiaj zwracam się do Pana o wsparcie w tym trudnym, ale niezwykle ważnym i zwycięskim dziele obrony życia.   Aby dowiedzieć się więcej na temat tego, w jaki sposób walczymy z aborcyjną propagandą, proszę kliknąć w poniższy przycisk. CZYTAJ WIĘCEJ   Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
[w oryginale.. MD]
Wspólnie uratujmy niewinne dzieci
Nasza dalsza walka w obronie życia nienarodzonego z roku na rok przynosi wymierne efekty. Chociaż wiąże się ze znoszeniem najgorszych zniewag i obelg ze strony zmanipulowanych uczestników czarnych marszów, to niesie także nagrodę o niezmierzonej wartości – świadomość ocalenia setek dzieci przed okrutną śmiercią. To dzięki hojności i wsparciu Przyjaciół i Darczyńców Ordo Iuris mogliśmy tyle już dokonać i możemy planować opisane wcześniej działania. 
Jestem przekonany, że razem ocalimy tysiące dziewczynek i chłopców, dla których światowi magnaci aborcji już wyprodukowali aborcyjne szczypce, trucizny i klamry. Te działania to oczywiście konkretne koszty, których listą szczerze chcę podzielić się z Panem. Przygotowanie analizy sondaży opinii publicznej na temat aborcji, którą opublikujemy w przyszłym tygodniu kosztowało nas 10 000 zł. Teraz pracujemy nad analizą na temat form pomocy dla kobiet ciężarnych w trudnych sytuacjach życiowych. Na jej podstawie chcemy przygotować przystępny poradnik dla matek i rodzin w najtrudniejszych sytuacjach.
Przygotowanie, redakcja i publikacja poradnika to koszt rzędu 15 000 zł. Aby uratować życie jak największej ilości dzieci, będziemy chcieli zainwestować też co najmniej kilka tysięcy złotych w jak najszerszą promocję poradnika. Wierzę w to, że będziemy mogli to zrobić także dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan. Z konkretnymi kosztami wiąże się też nasz dalszy udział w procesie Justyny W. i wszystkich innych postępowaniach przeciwko aborcjonistom, które mogą wkrótce zostać wszczęte po serii zawiadomień, które trafiły w ostatnich tygodniach do polskich prokuratur. Koszty takich postępowań mogą być bardzo zróżnicowane. Czasem musimy na nie wydać 2 000 zł, a czasem nawet 20 000 zł – gdy sprawa wymaga nie tylko szczegółowej analizy, przygotowania pism procesowych i stawienia się na rozprawie, ale też zasięgnięcia opinii biegłych lekarzy lub ekspertów innych dziedzin. Nadal reprezentujemy też przed polskimi sądami obrońców życia. Choć wyroki Sądu Najwyższego dają nadzieję, że wkrótce aktywiści pro-life będą mogli zapomnieć o sądowych bataliach o wolność słowa, to wciąż na wokandzie mamy kilkanaście takich spraw.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal walczyć o prawo do życia dla każdego człowieka – także tego nienarodzonego.
Z wyrazami szacunku

P.S. Jedna śmierć to tragedia. Śmierć milionów to już tylko statystyka – ten powszechnie przypisywany Józefowi Stalinowi cytat doskonale obrazuje z czym mamy do czynienia w przypadku aborcji, będącej dziś najczęstszą przyczyną śmierci na całym świecie. W ubiegłym roku przeprowadzono na świecie 44 miliony aborcji. Choć dla wielu ludzi na świecie ta liczba to tylko zwykła statystyka, to musimy zawsze pamiętać, że w rzeczywistości to 44 miliony (a więc populacja większa niż cała Polska!) ludzkich istnień – dzieci, którym nigdy nie będzie dane zobaczyć tego świata. I nawet jeśli nie uratujemy wszystkich, to każde uratowane dziecko jest naszym wielkim sukcesem i nie możemy się poddawać w tej walce.
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.

 
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa (22) 404 38 50 www.ordoiuris.pl

19.02.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

19.02.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

14/02/2023przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

FacebookTwitter

https://web.facebook.com/v3.1/plugins/like.php?app_id=0&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df24c3252c215a5%26domain%3Dkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttp%253A%252F%252Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%252Ff354ed68f5deb56%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%2F%3Fp%3D9900&layout=button&locale=pl_PL&ref=addtoany&sdk=joey&width=90LinkedInEmailWykopPrint

Gmail Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Do nowego pokolenia Polaków: Przypominam drogę wyjścia z katastrofy „demokracji”.

Dla nowego pokolenia Polaków: Przypominam drogę wyjścia z katastrofy „demokracji”.

Mirosław Dakowski, luty 2023

Przed 30 laty Bronisław Geremek [ z domu Lewortow] zablokował naturalny, od stuleci skuteczny sposób doboru przywódców: Taki sam, jak w sporcie: Pierwszy na mecie jest zwycięzcą. First past the post, FPTP.

Jego [Geremka] prowadzący, „wielce czcigodni mistrzowie”, „dostojni”, „mędrcy”, z lóż [jak bezczelnie, pełni pychy siebie nazywają], mieli już media, tak te postkomunistyczne, jak i Gazetę Wyborczą. Oraz władzę zakulisową. Nie mogli więc nie zwyciężyć.

Dla nowego pokolenia Polaków: Tworzę więc nowy/stary dział, Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

O tym wszystkim mówiliśmy i pisali „na przełomie tysiącleci”… by sformułować to patetycznie a śmiesznie.

Wtedy między innymi Ojciec Dyrektor Rydzyk był wielkim zwolennikiem JOW i propagował je. Było wiele „Rozmów niedokończonych” na ten temat, cieszyły się ogromną popularnością, ja kiedyś mówiłem do 4-tej rano; od 1-szej w nocy już głównie dla Ameryki Północnej czyli USA i Kanady oraz Brazylii i Argentyny. Ojciec Dyrektor zaplanował już nawet cykl szkoleń w Toruniu. Oddzielnie dla chętnych z Polski Północnej oraz z Polski Południowej. I nagle, bez uprzedzenia, blokada. Nie powiedział nam o przyczynach. Cóż, zapewne argument nie do odrzucenia.

Do rozpoczęcia tego cyklu zachęciła mnie Miła Pani, kiedyś entuzjastka JOW i organizatorka kilku konferencji.

Ja: Tylko w JOW można jakoś tolerować „diemokrację”

Teraz zaś ONA pisze:

Oj nie – tu się nie zgadzam 

Sama też kiedyś tak o JOW-ach myślałam (nawet – o czym Pan pewnie nie wie  – „zorganizowałam w dawnych czasach”-(pewnie byl to 2000r) trzy spotkania prof Przystawy. Mieszkał u nas jadł, woziliśmy go na spotkania…)

Wyleczyłam się z tego – najlepszym przykładem jest Senat (JAKI SKŁAD?)

Sama kandydowałam i wiem że aby wygrać trzeba mieć forsę, forsę – dużo forsy.

————————————-

Otóż ze skandalicznego zaludnienia senatu [przecież wybranego według JOW !!!] można, należy – poza zastanowieniu się, wyciągnąć inne wnioski.

Okręg wyborczy do senatu, to – z powodu katastrofy demograficznej Polski – obecnie około 350 000. W czasie kampanii, jednoosobowo nie da się go objechać w całości nawet samochodem, nie mówiąc o rowerze. Miażdżącą przewagę ma więc kandydat naznaczony przez prezesów POPiS. Oni też dzierżą przecież TV.

Rzutki działacz lokalny znany i doceniany jest ludziom z jego okolicy, nie zaś z połowy województwa. Używając języka fizyki: JOW to oddziaływanie krótkozasięgowe, lokalne. Zaś ordynacja pseudo-proporcjonalna – to oddziaływania daleko-zasięgowe, więc globalne [znaczy: loże, finansiści.. ].

Z tych dwóch porównań wynika, że jego szanse w okręgu mającym 60000 wyborców są kilkadziesiąt razy większe, ogromne, mogą przełamać dyktat propagandy TV. Te siły na odległość kilkunastu kilometrów działają, ale na odległość kilkudziesięciu i pod obuchem zupyłnieTV zanikają.

Omówimy sprawę prawa Duvergera, uzasadnionego socjologicznie, a popartego paru-wiekowym doświadczeniem: JOW powoduje gromadzenie się nowych posłów w dwie grupy, które potem rządzą naprzemiennie. Powstaje też trzecia mała grupka, która dzielnie krytykuje i „nowy nurt” buduje. I są posłowie niezależni, zwykle bardzo prężni. Z ich poglądami grupy rządzące muszą się liczyć. Co jakiś czas [przykład Wielkiej Brytanii] nagle „ta trzecia” zajmuje miejsce tej mniej sprawnej z partii głównych.

W Wielkiej Brytanii przy równej ilości głosów na dwóch kandydatów, nie robi się dodatkowych wyborów, lecz rzuca się monetą. Bo przecież ten, co wygra, by był ponownie wybrany, musi uwzględniać potrzeby wszystkich wyborców, nie tylko swoich.

Jest też ogromna różnica w odporności na korupcję. Przy ordynacji partyjniackiej wystarczy porządnie skorumpować czy zastraszyć jedną czy dwie osoby. Natomiast w JOW trzeba by przedstawić propozycję jakiejś setce osób. I jest wtedy ryzyko, że 5 czy 10 z nich porządnie, profesjonalnie, kilko-kanałowo nagra takie propozycje. I co gorsza je opublikuje. A przecież szef jakiejś dużej partii nie opublikowałby, by nie zrobić sobie Wielkiego Wroga.

———————-

Takie sprawy będą przypominał w dziale JOW, by młodzi, co tak szybko rosną, nie musieli znów zaczynać od zera, jak my zaczynaliśmy trzydzieści parę lat temu.

Aha, istnieje Ruch JOW [http://jow.pl/ ], pozostałość, okruchy po rozgromieniu go przez jakiegoś celebrytę, agenta, który pod hasłem JOW wszedł do sejmu, wcześniej wyrzucając spośród kandydatów – wszystkich działaczy ruchu JOW [sic !!!] .

Tak działa ordynacja partyjniacka, dzieci. Musimy, musicie ją obalić.

W Ruchu JOW na pewno mają książki, pozostałość z lepszych czasów.

Oczywiście nie będę pisał artykułów na nowo, więc pewne archaizmy tolerujcie, proszę.

Rumuńska senator twierdzi, że trzęsienie ziemi w Turcji było dziełem spisku. Dramatyczne przemówienie w parlamencie.

Rumuńska senator twierdzi, że trzęsienie ziemi w Turcji było dziełem spisku. Dramatyczne przemówienie w parlamencie.

https:// ussanews.com/2023/02/13/romanian-senator-claims-turkeys-earthquake-was-a-man-made-attack/

[po https:// -usunąć spacje, bo bez nich u mnie adres wariuje. MD]

[Umieszczam informacyjnie, nie wiemy, czy są to dane wiarygodniej, skąd ona czerpała informacje i jak się ośmieliła mówić to w Parlamencie. Tłumaczenie dość maszynowe, warto przeczytać po angielsku. Tu nagranie, tekst wystąpienia po angielsku: https://trusttheq.com/nato-lawmaker-reveals-earthquake-weapon-killed-over-35000-in-turkey/ Poniżej tekstu jest video. Kogo to interesuje, niech sobie wszystko zapisze na odłączonym od sieci komputerze. MD]

=============================
Podczas swojego przemówienia w rumuńskim parlamencie w zeszłym tygodniu senator Diana Lovanovici oskarżyła Zachód o użycie „broni geologicznej” do spowodowania niszczycielskiego trzęsienia ziemi w Turcji.

Jest dla mnie bardzo jasne, że w tym momencie sprawy na poziomie międzynarodowym wymknęły się spod kontroli, głupcy grają jak Bóg i myślą, że wygrali grę” – powiedział senator. „Z powodu tych obłąkanych i psychopatycznych ludzi, którzy wywołują wojny i kataklizmy przy użyciu niekonwencjonalnej broni, my, ludzie, jesteśmy tylko liczbami, których mogą się pozbyć”.

Oskarżyła także globalistów o ich rolę w ludobójczym spisku wykorzystującym „domniemaną pandemię” i to, co opisała jako śmiertelne ukłucia covida.

——————–

Do tej pory ponad 33 000 osób zginęło, a dziesiątki tysięcy zostało rannych po ogromnym trzęsieniu ziemi o sile 7,8 w skali Richtera, które nawiedziło Turcję i sąsiednią Syrię.

Czy to możliwe, że trzęsienie ziemi zostało stworzone przez Stany Zjednoczone przy użyciu technologii HAARP?

Wielu, w tym senator Lovanovici, uważa, że ​​technologia ta została wykorzystana do ukarania Turcji za odmowę współpracy z Zachodem.

Poniżej przetłumaczony zapis wystąpienia pani senator.

————————————-

„Szanowni Państwo Senatorowie,

Od trzech lat mamy do czynienia z prawdziwą kampanią masowych mordów na całym świecie, albo poprzez rzekome pandemie i „nieuchronną potrzebę” wstrzykiwania niesprawdzonych szczepionek, które zabijają ludzi, albo przez wojny, które zmniejszają populację świata, ale przebudowują politykę międzynarodową, przestawiają bieguny władzy i zmienia granice.

Byliśmy świadkami wywoływania trzęsień ziemi na rozkaz, co w rzeczywistości jest atakiem na Turcję przez największego na świecie, który całkowicie nie lubił być ustawiany przez Recepa Tayyipa Erdogana, prezydenta Turcji.

Co więcej, jego pozycja neutralności i mediatora w wojnie ukraińsko-rosyjskiej głęboko ich zaniepokoiła.

Turcja jest drugim z militarnego punktu widzenia mocarstwem w ramach NATO. Jego [ Erdogana] stanowisko w sprawie zablokowania przystąpienia Szwecji do NATO, jego przemówienie w Davos, a także gest opuszczenia konferencji prasowej w środku tej konferencji, przeciwstawiając się Schwabowi, nie pozostały bez echa w zimnym świecie przywódców świata. Ale nikt nie pomyślał, że ludzie będą musieli umrzeć, tak wielu ludzi i w tak straszny sposób. I to tylko ostrzeżenie, bo nie był to najbardziej zaludniony obszar Turcji.

150 wstrząsów wtórnych niszczycielskiego trzęsienia ziemi, drugie większe niż pierwsze, bez epicentrum, obszar sztucznie stymulowany, broń geologiczna istniejąca od bardzo dawna, używana do tej pory bez powodowania zbyt wielu ofiar, prawdopodobnie do eksperymentów . Teraz zostało to wcielone w życie.

Jeśli przyjrzymy się uważnie mapie Turcji, zobaczymy, że jest ona poprzecinana gazociągami i ropociągami, co jest właściwie jednym z celów: ich zniszczeniem. Ale na 10 sekund przed wystąpieniem tak zwanego trzęsienia ziemi Turcy zamknęli te rurociągi. Ponadto na 24 godziny przed trzęsieniem ziemi 10 krajów wycofało swoich ambasadorów z Turcji. 5 dni przed jego wystąpieniem rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenie przed podróżą dla obywateli rumuńskich do Turcji, mimo że zagrożenia nie było, podobnie jak inne kraje.

Zabijając ludzi, służyli ich interesom. Z map pokazywanych we wszystkich kanałach telewizyjnych wynika, że ​​nie było epicentrum, ale linia z tysiącami trzęsień ziemi.

Tureckie tajne służby prowadzą śledztwo w sprawie możliwej przestępczej interwencji” (czytaj: udział innego państwa w wywołaniu pierwszego trzęsienia ziemi), co później było reakcją łańcuchową po destabilizacji płyt tektonicznych w regionie.

Jest bardzo jasne, że prezydent Erdogan został ukarany za swoją odwagę, godność i honor oraz bliskość z Federacją Rosyjską, w rzeczywistości za postawę neutralności i mediacji na rzecz pokoju. Ponadto pożądane jest odwrócenie uwagi od Ukrainy, gdzie przedstawiciele wielu krajów już zaczęli krzyczeć przeciwko despotyzmowi i rozkazom wydawanym przez prezydenta Zełenskiego, tak jakby rządził on światem i ktoś miał obowiązek wysyłania broni i udziału w swoją wojnę, w wojnie, w której poświęcił swój własny naród i zniszczył cały swój kraj. Każdy, kto mówi o pokoju, jest stawiany przy słupie hańby i atakowany ze wszystkich stron. Tak właśnie stało się w Rumunii, kiedy zapoczątkowałem wyjątkową inicjatywę Neutralność dla Rumunii. Pokój z Bukaresztu.

Wszyscy rzucili się na mnie, chociaż teraz, po roku wojny, prawie wszyscy mówią wszystko to, co ja mówiłem i popierałem od początku, twierdząc, że teraz są właścicielami tych idei.

Plagiatorzy! faryzeusze! Judasze !

Przez was ludzie umierali i nadal umierają, wszyscy macie ręce splamione krwią milionów ludzi zabitych w interesie jakichś szaleńców, którzy chcą rządzić światem. Niestety, na rumuńskim szczeblu kierowniczym mamy tylko niekompetentnych, idiotów, plagiatorów, złodziei, rabusiów, przestępców, tchórzy, zdrajców, a lista jest długa.

Ci niekompetentni, nagrodzeni przez obce kraje za szczególne zasługi w ich poparciu, ale kosztem Rumunii, próbują w tej chwili zmienić Rumunię z neutralnego, suwerennego państwa w państwo służalcze i ofensywne, poprzez które niektóre wielkie mocarstwa mogą realizować swoje działań wojennych i zamienić Rumunów w mięso armatnie dla dobra innych.

Judaszu, zatrzymamy cię za wszelką cenę i za wszelką cenę! Opuść Rumunię, aby była suwerenna i neutralna! Nie interesują nas czyjekolwiek wojny. Zawsze broniliśmy naszego narodu i ziemi i nikogo nie atakowaliśmy. Powinieneś wiedzieć, że zawsze byliśmy w obozie przegranych, nawet gdy obóz wygrywał. Zawsze płaciliśmy.

WYSTARCZA ! ZATRZYMAJ SIĘ TUTAJ! RUMUNIA ZACHOWA NEUTRALNOŚĆ, BEZ WZGLĘDU NA TO, CO OBIECALIŚCIE INNYM, ZDRAJCY!

MAMY OBOWIĄZEK UTRZYMYWANIA DOBREGO SĄSIEDZTWA W REGIONIE, O CO INNI PYTAJĄ! JEŚLI NIE JESTEŚ W STANIE OBRONIĆ NASZEGO POKOJU, A NIE JESTEŚ, TO ODEJDŹ, ALBO CIĘ ZROBIMY!

Jest dla mnie bardzo jasne, że w tym momencie sprawy na poziomie międzynarodowym wymknęły się spod kontroli, głupcy grają jak Bóg i myślą, że wygrali grę. Z powodu tych obłąkanych i psychopatycznych ludzi, którzy wywołują wojny i kataklizmy przy użyciu niekonwencjonalnej broni, my, ludzie, jesteśmy tylko liczbami, których mogą się pozbyć. Konieczne jest, aby wszystkie narody, narody świata, wspólnie się podniosły, obudziły z codziennych wygód i beztroski i tak jak w 1848 r. obroniły nasze szczęście i piękny świat w którym żyjemy.

Dlatego wzywam was wszystkich, którzy wciąż chcecie żyć w świecie Boga, a nie szatana, wzywam was do powstania do walki, do światowego buntu o wolność nas wszystkich i zniszczyć tych wrogów,

Zdejmij pazury z Turcji! Zdejmij pazury z Rumuni! Zdejmij pazury z ludu bożego! Ostrzeżenie dla psychopatów świata: Jeśli ty musisz zabijać ludzi, my też musimy was zniszczyć! Wszystko albo nic! Oko za oko i ząb za ząb! Prawo talionu!

Dziękuję!”

Kliknij ten link, aby wyświetlić oryginalne źródło tego artykułu.

=========================

Video: Senator rumuńska

siedem minut

===================================

mail:

Odpowiedź: Silne trzęsienie ziemi zarejestrowano we wtorek w południowo-zachodniej Rumunii – poinformowało Europejskie Śródziemnomorskie Centrum Sejsmologiczne (EMSC). Miało magnitudę 5,7. Dzień wcześniej w tym samym rejonie kraju również zatrzęsła się ziemia, a magnituda także przekraczała 5.

W ZUS-ie w cztery lata na nagrody i premie wydali 1,82 miliarda zł.

W ZUS-ie w cztery lata na nagrody i premie wydali 1,82 miliarda złotych

Konrad Bagiński 12 lutego 2023, https://innpoland.pl/190832,zus-w-4-wydal-1-8-miliarda-zl-na-nagrody-i-premie

W ciągu ostatnich 4 lat Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał na premie i nagrody dla swoich pracowników ponad 1,82 mld zł. Absolutny rekord został pobity w 2021 roku, gdy na te cele poszło ponad 670 milionów. Wtedy na każdego zatrudnionego przypadło po prawie 16 tysięcy.

  • Warszawska centrala Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przy ul. Szamockiej
  • ===================================
  • W 4 lata ZUS wydał na nagrody i premie dla swoich pracowników ponad 1,8 mld zł
  • Na pieniądze pracownicy ZUS nie mogli narzekać szczególnie w roku 2021
  • Wtedy na nagrody dla nich poszło ponad 670 mln zł, prawie 16 tys. zł na głowę
  • ZUS jest za to oszczędny, jeśli chodzi o kwestie reprezentacji

Od 2019 do 2022 roku włącznie ZUS wydał prawie 236 mln zł na nagrody i premie dla kadry kierowniczej liczącej ponad 2900 osób. W rekordowym 2021 roku kierownicy dostali średnio po prawie 25 tys. zł na głowę. W ciągu ostatnich 4 lat ich premie i nagrody nie schodziły poniżej 13 tys. zł rocznie.

To wszystko wynika z danych, jakie INNPoland.pl udostępniła posłanka Hanna Gill-Piątek. Dane otrzymała z samego ZUS w odpowiedzi na swoje pismo. Dane nie są pełne, jak przyznaje ZUS. Wysokość premii i nagród przypisana do roku 2022 nie obejmuje wypłat zrealizowanych w 2023 r. oraz m.in. premii za IV kwartał 2022 r.

Skąd tak wysoka kwota na nagrody w 2021 roku? ZUS twierdzi, że w 2021 roku fundusz wynagrodzeń osobowych został dodatkowo zasilony „środkami na nagrody indywidualne o kwotę 200 mln zł”. Stąd m.in. wzięło się 670 milionów na premie i nagrody.

W tym roku statystyczny pracownik ZUS dostał prawie 16 tys. zł ekstra. Tak się jednak składa, że w 2021 roku pracownicy ZUS grozili strajkiem. Czy to dlatego ich premie poszybowały w górę?

W tym samym roku świetnie obłowiła się kadra kierownicza. Zgarnęła nagrody i premie o łącznej wartości ponad 80 mln zł. Wyszło prawie 25 tysięcy na głowę. W latach 2019, 2020 i 2022 na nagrody i premie dla kadry kierowniczej szło odpowiednio prawie 49, prawie 67 i prawie 41 milionów. Dawało to rocznie ponad 13, prawie 19 i prawie 14 tys. zł na głowę.

ZUS podkreśla, że zatrudnia łącznie ponad 42 800 osób, z czego ponad 2900 osób na stanowiskach kierowniczych.Reprezentacja też kosztuje

Jak wynika z odpowiedzi ZUS na pismo posłanki Hanny Gill-Piątek, Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma osobnego funduszu reprezentacyjnego i okolicznościowego. I raczej nie szasta pieniędzmi na takie cele.

ZUS w zeszłym roku wydał niecałe 3,4 mln zł na reprezentację i ubrania dla pracowników. Z tej sumy prawie 2,9 miliona poszło na ubrania: apaszki, krawaty, naszywki z logo ZUS i ekwiwalent pieniężny za strój służbowy. Niecałe 550 tysięcy ZUS wydał na udział w targach i konferencjach oraz przyjmowanie zagranicznych delegacji.

A jak zarabia się w ZUS-ie?

W 2021 r. przeciętne całkowite miesięczne wynagrodzenie w ZUS wynosiło 6412,13 zł i było wyższe o 523,13 zł od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku. Przeciętne wynagrodzenie zasadnicze z angaży na dzień 31 grudnia 2021 r. wyniosło 4855 zł – to dane z MRiPS.

Resort podał je, kiedy pracownicy ZUS grozili strajkiem. Co ciekawe, pierwsze poważnie brzmiące informacje o możliwym strajku generalnym w ZUS-ie pojawiły się w roku 2021. Czy wysokie nagrody miały zniechęcić pracowników do strajku?

[—]