Psychologowie i socjologowie od lat zastanawiają się nad mechanizmem tworzenia tłumu. Nad mechanizmem nakładania polaryzacji na chaotycznie poruszające się ludzkie cząstki tak aby zaczęły podążać w wybranym kierunku i zwrocie. Ten mechanizm jest tajemnicą od stuleci, a przede wszystkim od czasów wielkich totalitaryzmów XX wieku. Trudno naprawdę zrozumieć w jaki sposób Hitler, mały zakompleksiony pokurcz który w trakcie swoich przemówień łapał się w kroku jak pijany wokalista jazzowy mógł pociągnąć za swoimi rojeniami naród, który wydał Kanta.
Pierwsza zasada tworzenia grupy mówi że grupa tworzy się zawsze przeciwko komuś. Jest to więcej niż prawo socjologiczne, to prawo przyrody a nie – wbrew obiegowym poglądom- wynik wychowania czy manipulacji. Każdy kto ma do czynienia z grupą dzieci w przedszkolu czy szkole ma okazję zaobserwować jak tworzy się dziecięca grupa. Zawsze znajdzie się dziecko zbyt grube, zbyt chude, zbyt inteligentne albo rude, z którym nikt nie chce się bawić, a nawet stanąć w jednej parze. Wysiłki nauczycielki czy przedszkolanki żeby przełamać ten ostracyzm przynoszą wręcz przeciwny rezultat. Bogu ducha winne dziecko zostaje okrzyknięte kapusiem i jego los jest przesądzony. Pracując w szkole stanowczo odradzałam rodzicom próby przekupywania grupy. Radziłam natychmiastowe przeniesienie dziecka do innej szkoły gdzie ze wszystkich sił powinno się starać żeby ponownie nie stać się ofiarą. Teraz jest jeszcze gorzej. Rozwój Internetu sprawił, że naznaczenie ofiary przez grupę niesie się za nią do kolejnej szkoły. Podobnie jak opinia frajera czy cwela niesie się za skazanym do kolejnego więzienia. Przed stygmatyzacją przez grupę nie ma ucieczki. Gdy grupa rozszerza się tworząc większą społeczność naukowcy nazywają zjawisko zbiorowych uprzedzeń psychozą tłumu.
Pojęcie to pojawiło się w wywiadzie Joe Rogana z Dr Robertem Malone. Robert Wallace Malone jest amerykańskim lekarzem i biochemikiem. Jego wczesne prace dotyczyły technologii mRNA. Podczas pandemii COVID-19 Malone wszedł w konflikt ze społecznością naukową promując uznane za błędne informacje na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek na COVID-19. Na przykład twierdząc, że przez celową blokadę wczesnego leczenia w USA doszło do pół miliona nadmiarowych zgonów.
Dr Peter McCullough (kardiolog z Buffalo) twierdzi, że obecny świat jest właśnie w stadium formowania psychozy tłumu. Z psychozą tłumu mamy do czynienia wtedy, gdy myślenie grupowe jest tak silne, że prowadzi do niezrozumiałych i w konsekwencji przerażających skutków, natomiast ludzie trzeźwi czują się w tym świecie jak w zakładzie dla obłąkanych. Dr Mattias Desmet z Uniwersytetu w Gandawie, w Belgii uważa, że gdyby ludzie trzeźwi, nie poddający się psychozie tłumu porozumieli się, mogliby się przeciwstawić zbiorowemu szaleństwu. Właśnie w tym jest problem, uważam, że od pewnego krytycznego momentu ludzie nie są już w stanie się zorganizować ani porozumiewać.
Termin formowanie tłumu używany był od XIX wieku przez takich autorów jak Gustave Le Bon, Freud, Elias Canetti.
Formowanie tłumu czyli formowanie psychozy tłumu jest specyficznym rodzajem tworzenia grupy, które ma istotne skutki dla funkcjonowania jednostki. Czyni ludzi niezdolnymi do krytycznego dystansu wobec tego, w co wierzy grupa. I ostatecznie grupa zaczyna wierzyć w najbardziej absurdalne rzeczy. Podczas rewolucji w Iranie w 1979 roku, ludzie szczerze wierzyli, że na powierzchni księżyca pojawia się obraz Ajatollaha i w czasie pełni wpatrywali się jak obłąkani w jego tarczę. To przykład jak absurdalne mogą być wierzenia tłumu i jednocześnie to jedna z typowych cech zjawiska formowania tłumu.
Ludzie sformowani stają się gotowi poświęcić wszystko, co było dla nich ważne, nim rozpoczęło się formowanie. I co najważniejsze mają tendencję do piętnowania ludzi, którzy się z nim nie zgadzają. Zaczynają popełniać wobec nich okrucieństwa, a ostatecznie starają się ich wyeliminować. Co typowe, robią to tak, jakby zniszczenie tych ludzi było ich etycznym obowiązkiem.
Rewolucja francuska, powstawanie Związku Radzieckiego oraz nazistowskich Niemiec to historyczne przykłady formowania tłumu. Jednak aby do tego doszło populacja musi być w określonym stanie psychologicznym.
Większość ludzkości jest podatna na manipulacje. Inaczej mówiąc prawie każdy może stać się nazistą, jeśli znajdzie się w odpowiednich okolicznościach i zostanie odpowiednio ukształtowany. Nie chroni przed tym ani inteligencja ani poziom wykształcenia. Ukierunkowane obecnie edukowanie lekarzy o szczepionkach to trening posłuszeństwa, to rodzaj eksperymentu Miligrama, a maski to symbol poddania się społeczności.
Aby powiodło się formowanie tłumu ludzie muszą czuć się samotni, jak to nazwała Hannah Arendt, zatomizowani.
Przed kryzysem związanym z Covid-19 liczba samotnych ludzi w społeczeństwie zachodnim, a nawet na całym świecie osiągnęła szczyt. W ogólnoświatowym sondażu Gallupa ponad 30% ludzi podało, że nie ma ani jednego autentycznego związku. W Wielkiej Brytanii Theresa May mianowała ministra ds. samotności, a lekarz naczelny Stanów Zjednoczonych w 2017 roku ogłosił w USA epidemię samotności.
Kolejny warunek wynikający z pierwszego to brak poczucia sensu pracy i sensu życia. Przed kryzysem związanym z Covid -19 ponad 60% ludzi na świecie twierdziło, że ich praca jest bez sensu, a tylko 15% uznało własną pracę za ważną. Trzeci warunek to powszechne poczucie zagrożenia połączone z potrzebą uczestniczenia w strategii rozbrajania tego lęku.
W czasie krucjat obiektem lęku i wrogiem byli muzułmanie, w czasie polowań na czarownice przedmiotem lęku były czarownice, podczas rewolucji francuskiej i w Związku Radzieckim była to arystokracja, a w nazistowskich Niemczech Żydzi. W czasie kryzysu związanego z Covid-19 wrogiem jest nie tylko wirus lecz wszyscy ludzie, którzy odmówili udziału w walce z nim.
Cała uwaga ludzi skierowana jest na jeden, bardzo mały aspekt rzeczywistości. A reszta rzeczywistości znika w ciemnościach.
„Bardzo się cieszymy, że sytuacja jest lepsza, niż wszyscy się spodziewali” – Adam Glapiński [napisał, więc nie wiadomo, czy też w namordniku – kagańcu. Kto im te kagańce nakazuje?]
Błażej Kmieciak, szef państwowej komisji ds. pedofilii ogłosił skierowanie do Rady Etyki Mediów wniosku przeciwko Radiu Szczecin i Tomaszowi Duklanowskiemu. Dziennikarz opisał aferę pedofilską w otoczeniu zachodniopomorskiej Platformy Obywatelskiej.
Dziennikarz Tomasz Duklanowski ujawnił, że skazany za pedofilię Krzysztof F. kandydował z list Platformy Obywatelskiej.
Szef komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak oświadczył, że zamierza zgłosić dziennikarza do Rady Etyki Mediów za ujawnienie personaliów ofiar.
Skazany za pedofilię Krzysztof F. był pełnomocnikiem marszałka Geblewicza, mężem zaufania Rafała Trzaskowskiego, aktywistą LGBT i terapeutą. Kandydował z list PO z hasłem „Dobro powraca”. Marszałek Geblewicz wiedział, że został on zatrzymany i postawiono mu zarzuty pedofilskie, jednak w tej sprawie zapanowała zmowa milczenia w zachodniopomorskiej PO. Mimo że jedna z ofiar – 13 letni chłopiec – to syn znanej parlamentarzystki
– napisał dziennikarz Tomasz Duklanowski.
Z kolei szef państwowej komisji ds. pedofilii [sic !!] Błażej Kmieciak na antenie Polsatu News oświadczył, że przeciwko dziennikarzowi skierowano wniosek do Rady Etyki Mediów.
Państwowa Komisja ds. Pedofilii skierowała do Rady Etyki Mediów wniosek o zbadania tej sprawy, czy standardy etyczne pięknego zawodu dziennikarza nie zostały w tym przypadku złamane
– stwierdził szef komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak.
Deklarację szefa Państwowej Komisji ds. Pedofili skomentował w mediach społecznościowych Tomasz Duklanowski, nazywając ją skandalem. Wskazał, że próbuje się obwinić jego, a nie Platformę Obywatelską, która chciała zatuszować aferę.
Inną rzeczą jest, gdy organizacja taka jak WEF decyduje, że nadszedł czas, aby zmienić świat od góry do dołu i przerobić planetę na korporacyjny obraz. Ideał, do którego dąży Schwab, sądząc z jego przemówień i pism, to coś w rodzaju zglobalizowanej UE, z jej ponadnarodowymi i zakorzenionymi biurokratycznymi metodami przenoszonymi na poziom międzynarodowy, z dźwigniami władzy spoczywającymi w rękach godnych zaufania mężczyzn i kobiet z Davos.
__________***__________
Nie musisz być teoretykiem spiskowym, aby obawiać się Światowego Forum Ekonomicznego
Samuel Greg, wybitny specjalista w dziedzinie ekonomii politycznej w Amerykańskim Instytucie Badań Ekonomicznych i autor niedawno wydanej książki The Next American Economy: Nation, State, and Markets in an Uncertain World, napisał dobry artykuł dla Spectator o WEF w przededniu Davos 2023.
Przekonuje, że jeśli zależy ci na wolności, demokracji i samostanowieniu narodu, to całkowicie racjonalne jest zaniepokojenie wpływami Klausa Schwaba i jego zwolenników. Nie dlatego, że są lalkarzami kontrolującymi polityków na całym Zachodzie, ale dlatego, że ich idee przenikają wyższe szczeble globalnej elity. W szczególności wiara Schwaba w odgórną, technokratyczną formę rządów, której przykładem jest UE.
Nie dzierży żadnej formalnej władzy politycznej i nie może nikogo do niczego zmusić. Niemniej jednak, od momentu powstania w 1971 roku, WEF stał się organizacją, która ucieleśnia najwyższe zaufanie do imperatywu określonego typu osób rządzących światem odgórnie. W swoim słynnym eseju z 2004r. zatytułowanym „Martwe dusze” [‘Dead Souls’], politolog Samuel P. Huntington nazwał ten pierwowzór „Człowiekiem z Davos”.
Sprytny przydomek, którego ani Schwabowi, ani WEF nigdy nie udało się zrzucić. „Davos Man” był skrótowym opisem Huntingtona dla „naukowców, międzynarodowych urzędników państwowych i dyrektorów w globalnych firmach, a także odnoszących sukcesy przedsiębiorców w dziedzinie zaawansowanych technologii”, którzy myśleli podobnie i mieli tendencję do postrzegania lojalności i granic narodowych jako „pozostałości z przeszłości”. Huntington zasugerował również, że Człowiek z Davos patrzył z nieukrywaną pogardą na tych, którzy nie radzili sobie z programem – niezależnie od tego, jaka była jego treść.
Na tym polega najgłębszy problem z WEF. Gdy ludzie spotykają się w środowiskach międzynarodowych, aby omawiać problemy, dzielić się spostrzeżeniami i nawiązywać kontakty, to jedno. Liderzy biznesowi, politycy i organizacje pozarządowe robią to cały czas.
Ale inną rzeczą jest, gdy organizacja taka jak WEF decyduje, że nadszedł czas, aby zmienić świat od góry do dołu i przerobić planetę na korporacyjny obraz. Ideał, do którego dąży Schwab, sądząc z jego przemówień i pism, to coś w rodzaju zglobalizowanej UE, z jej ponadnarodowymi i zakorzenionymi biurokratycznymi metodami przenoszonymi na poziom międzynarodowy, z dźwigniami władzy spoczywającymi w rękach godnych zaufania mężczyzn i kobiet z Davos.
Krótko mówiąc, łatwo jest karykaturować WEF i Schwaba jako coś podobnego do fikcyjnej [organizacji] Spectre Iana Fleminga i jej przestępczego mózgu Ernsta Stavro Blofelda. Jednak program realizowany obecnie w miejscach takich jak Davos jest na tyle alarmujący, że każdy, kto wierzy w zachowanie rzeczy takich jak wolność, suwerenność i decentralizacja władzy, powinien być zaniepokojony.
Z ostatniej chwili: Robert Malone prezentuje bardziej pikantne podejście do aktualnego programu WEF na swoim Substack’u, szczególnie nr 4 na liście priorytetów WEF: „Przygotowanie się na następną pandemię wymaga zlikwidowania dysproporcji zdrowotnych”. Nieprzyjemnie przypomina to nową toksyczną ideologię, o której mówiłem wczoraj, która łączy skrajną awersję do ryzyka – pandemii, zmian klimatu, mowy nienawiści itp. – ze „sprawiedliwością”, czyli zaangażowaniem w ochronę grup „wrażliwych”, np. mniejszości etnicznych i społeczności LGBTQ+. Tak więc argument przemawiający za, powiedzmy, utrzymaniem na stałe obowiązku noszenia maseczek brzmiałby mniej więcej tak: choroby wirusowe przenoszone drogą powietrzną mają nieproporcjonalnie negatywny wpływ na ludzi zmarginalizowanych, ponieważ mają oni mniejszy dostęp do opieki zdrowotnej, dlatego rządy mają moralny obowiązek nałożenia nakazu noszenia maseczek.
Schwab’o mi albo kto nam to robi W menu na dziś tekst o pomysłodawcy szalonego i groźnego projektu, zwanego Wielkim Resetem. Temat tej osoby przewijał się na łamach portalu wielokrotnie, ale zawsze jako temat poboczny. Poniżej artykuł […]
_______________
Great Reset – rok zerowy Wiedzą, że ich kłamstwa nie mają żadnego sensu. I wiedzą, że ty wiesz, że nie mają one żadnego sensu. Chcą, żebyś to wiedział. O to chodzi. W menu na dziś […]
_______________
Sianie spustoszenia czyli kto ma plany na przyszły rok Aby poradzić sobie z obecnymi kaskadowymi kryzysami, ale co ważniejsze, aby doprowadzić do namacalnych, pozytywnych dla systemu zmian w perspektywie długoterminowej, Światowe Forum Ekonomiczne organizuje w styczniu swoje 53. Doroczne […]
Na konferencji prasowej, która odbyła się na krótko przed Bożym Narodzeniem, niemiecka konserwatywna Alternatywa dla Niemiec (partia AfD) opublikowała dane, które można uznać za najważniejsze jak do tej pory, i które wskazują na szkody, jakie zastrzyki mRNA przeciw covid wyrządzają populacjom na całym świecie.
___________***___________
Medialna cenzura: niemiecka partia ujawnia koronny dowód, czyli dane dotyczące „szczepionki”, wybuch „nagłych i nieoczekiwanych” zgonów (wideo)
Niemiecka konserwatywna partia AfD opublikowała dane, które można uznać za najbardziej krytyczne jak dotąd, i które wskazują na szkody, jakie zastrzyki mRNA przeciw covid wyrządzają populacjom na całym świecie.
Na konferencji prasowej, która odbyła się na krótko przed Bożym Narodzeniem, niemiecka konserwatywna Alternatywa dla Niemiec (partia AfD) opublikowała dane, które można uznać za najważniejsze jak do tej pory, i które wskazują na szkody, jakie zastrzyki mRNA przeciw covid wyrządzają populacjom na całym świecie.
Dzięki niemieckiemu systemowi statystycznemu śledzenia urazów poszczepiennych, naukowcy zajmujący się danymi byli w stanie przeprowadzić badania porównawcze dotyczące wielu rodzajów urazów poszczepiennych, porównując dane z 2016r. z pierwszym kwartałem 2022r. I chociaż liczba zgłoszeń dotyczących szczepionek na Covid prawdopodobnie zaniżona jest o około 90 procent, niemieckie dane zebrane przed wprowadzeniem szczepionek mRNA na Covid pozwalają na utworzenie użytecznej grupy porównawczej przed i po rozpoczęciu tej kampanii szczepień.
„W 2021 roku natknęliśmy się na różne wzrosty”, wyjaśnia Martin Sichert, rzecznik ds. polityki zdrowotnej AfD, jedynej niemieckiej partii politycznej, która sprzeciwia się nakazom szczepień. „W przypadku raka, w przypadku chorób jelit i tak dalej. Jednak znaleźliśmy również liczby, które są tak szokujące, że powiedzieliśmy, ja powiedziałem, że to musi być tematem naszej konferencji prasowej”.
Sickert i jego analityk danych, Tom Lausen, odkryli ogromny wzrost nagłych i nieoczekiwanych zgonów. Od prawie roku krążą niepotwierdzone historie z firm ubezpieczeniowych o oszałamiającym wzroście liczby przypadków nadmiernych zgonów. Mimo to publikacja tych danych wydaje się być pierwszą zawierającą skorelowane liczby potwierdzające to, o czym mówią nam krążące opowieści.
„W 2017 roku było 14 zgonów dziennie. W 2018 roku było 14 zgonów dziennie. W 2019 roku było 18 zgonów dziennie. Potem, w 2021 roku, nagle następuje skok do 97 zgonów dziennie. W rzeczywistości od pierwszego kwartału 2021r. mamy w każdym kolejnym kwartale więcej „nagłych i nieoczekiwanych” zgonów niż we wszystkich poprzednich latach razem wziętych. Więc to więcej niż czterokrotny wzrost „nagłych i nieoczekiwanych”, które tu widzimy” – powiedział Sickert. „To było absolutnie niespodziewane i naprawdę szokujące. A więc tak naprawdę, oznacza to, że każdego dnia dochodziło do 70 lub więcej „nagłych i nieoczekiwanych” zgonów”.
Brzmi to jak lista urazów poszczepiennych zgłoszonych do amerykańskiego systemu VAERS, gdzie już dawno temu liczba zgłoszonych urazów po szczepionkach na Covid przewyższyła liczby ze wszystkich raportów o urazach dla wszystkich innych szczepionek łącznie od początku zgłoszeń. Nie mówiąc już o zgonach.
Niemieckie dane zostały ujawnione dzięki prośbie AfD o dostęp do informacji skierowanej do KBV, stowarzyszenia reprezentującego wszystkich niemieckich lekarzy, którzy otrzymują ubezpieczenie. To również 72 miliony osób objętych ustawowym ubezpieczeniem zdrowotnym w Niemczech.
Jednak informacje te zostały zakwestionowane przez tradycyjne media oraz ZI, medyczny instytut badawczy w Niemczech, w zakresie interpretacji danych. Każdy, kto śledził historię Covid i późniejszą debatę na temat szczepionek, z pewnością wie, że dane mogą kłamać i były szeroko wykorzystywane w tym celu przez ostatnie trzy lata. Doskonałe opracowanie na temat publikacji tych danych można znaleźć tutaj: ważne jest, aby czytać komentarze tam, gdzie toczy się otwarta dyskusja.
Jak słusznie zauważa autor, A MidWestern Doctor, Big Pharma uzyskała szczególny rodzaj przywileju braku krytycznego myślenia, przez co wykazanie, że szczepionka może kiedykolwiek być winna czemukolwiek, stało się prawie niemożliwe. Ten punkt wyjścia i zmowa mediów głównego nurtu, połączona z cenzurą i zalewem propagandy, praktycznie gwarantuje, że nawet tak wstrząsające dane, jak ta publikacja AfD, nie doczekają się szerokiego, wyważonego nagłośnienia.
Ale poniższy wykres upraszcza wszystkie klucze dostarczone przez KBV i jest łatwy do odczytania dla laików zajmujących się danymi. A eksplozja zgonów od 2021 roku jest wyraźna.
Jednak chociaż korelacja nie dowodzi związku przyczynowego, jest bardzo podejrzana. „Nie możemy powiedzieć, że jest to na pewno spowodowane szczepieniem, ale jest to jeden z czynników, o których wiemy, że pojawił się w pierwszym kwartale 2021r.”, mówi Sickert. „Dopóki nie zostanie udowodnione coś przeciwnego, podejrzenie, że istnieje związek, jest tak silne, że podawanie tych szczepionek powinno zostać zawieszone, tak jak w przypadku wszystkich innych leków”.
Sickert i Lausen wskazywali palcem na Instytut Roberta Kocha i Instytut Paula Ehrlicha za to, że nie wykonały swojej pracy w zakresie oceny danych w celu zapewnienia bezpieczeństwa produktów medycznych. Twierdzą, że w rzeczywistości instytuty te zrobiły wszystko, co w ich mocy, aby nie oceniać danych w celu ustalenia bezpieczeństwa tych eksperymentalnych szczepionek. Co więcej, Instytut Paula Ehrlicha przyznaje, że ponad 90 procent zgonów i zdarzeń niepożądanych nie jest zgłaszanych przez lekarzy, ale przez krewnych, co prawdopodobnie prowadzi do poważnego niedoszacowania.
Sickert wezwał do wznowienia sekcji zwłok jako jasnego i łatwego sposobu zrozumienia przyczyny śmierci i wykazania możliwych powiązań ze statusem szczepień.
Obejrzyj konferencję prasową Alternative für Deutschland, z tłumaczeniem od RAIR Foundation USA [ang]:
Zgony wśród 30 procent. W Niemczech wzywają do badań „Mówimy o znaczącej liczbie, która powoduje konieczność systematycznego podejścia do tego problemu” – powiedział Kubicki. Zdaniem polityka FDP władze sanitarne powinny „regularnie” przeprowadzać sekcje zwłok wszystkich osób, które zmarły w […]
______________
‘… nagle’ czyli najnowszy dokument Stew Peters’a Dokument traktujący o szczepieniach, konsekwencjach przedstawianych przez między innymi balsamistów i lekarzy, informatorów wojskowych i wielu innych ludzi pomagających ludzkości w toczącej się wojnie informacyjnej. […]
______________
Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o… Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]
______________
„Bezpieczne i skuteczne” czyli instrukcje na czas apogeum Po tej serii wydarzeń pokazano reportera BBC, który publicznie stwierdził: „Dla wprowadzenia was w kwestie dziennikarskie. Po prostu nie dyskutujemy, w ramach polityki redakcyjnej, nie debatujemy z antyszczepionkowcami, bez względu […]
If you don’t know what freedom is, better figure it out now!
===========================================
pokutujący łotr: Ciekawe, czy znajdzie się odważny, który pokaże te dane takiemu prof. Simonowi, który bez wstydu popisuje się teraz na Pejsbuku poradami “pana doktora” dla “naszych seniorów” cierpiących na choroby wieńcowe i miażdżycę. Co jeść, czego unikać itd. i różne odmóżdżone starowinki stokrotnie dziękują na forum za te “bezcenne rady pana profesora”. Powiedzieć że mdli, gdy to się czyta, to mało. Oczywiście ani słowa o tym, ilu “naszych seniorów ” oddało ducha wskutek słuchania porad “drogiego pana profesora” sprzed dwóch lat, gdy nakazywał im miesiącami siedzieć w domach z dala od swych lekarzy, rodzin czy strawy duchowej w Kościele, strasząc ich i ogłuszając swym “autorytetem” nakazywał odcinać od płuc życiodajny tlen przez zakładanie na usta brudnej ścierki i nie chodzić do parków i lasów, o szczypawkach nie wspominając. Cała nadzieja, że jest kara Boża na takich.
Niesamowite: Wspólnota Świętego Idziego wylewa krokodyle łzy po śmierci Benedykta XVI
Piero Laporta (generał dywizji Korpusu Inżynierów, od roku 2010 na emeryturze) – 3 stycznia 2023
Obserwując mętność włoskiego dziennikarstwa – od roku 1994, Piero Laporta zajął się w działalnością publicystyczną, nie ograniczając się do tematów wojskowych, co byłoby naturalne, biorąc pod uwagę wykonywaną wówczas pracę (Biuro Polityki Wojskowej Sztabu Generalnego Obrony – Ufficio Politica Militare dello Stato Maggiore della Difesa). Współpracował z wieloma gazetami i czasopismami, włoskimi i nie tylko (Libero, Il Tempo, Il Giornale, Limes, World Security Network, ItaliaOggi, Corriere delle Comunicazioni, Arbiter, Il Mondo). Dziś współpracuje z gazetą La Verità. Prowadzi bloga http://www.pierolaporta.it o nazwie OltreLaNotizia. https://www.vipiu.it/leggi/author/pierolaportagmail-com/
===============================
Ciarki mnie przechodzą, kiedy obserwuję, jak przed mikrofonem RAI, cerber ze Wspólnoty Świętego Idziego leje krokodyle łzy po śmierci Benedykta XVI.
Wracają wspomnienia, gonią się nawzajem, pędzą – podczas gdy ów miodowy głos usiłuje wyślizgać drogę, która Benedykta XVI prowadzi do nieba.
Tenże głos sprawia, że wracam pamięcią do pewnego licznego kręgu rzymskiego – aktywnego do dnia dzisiejszego; do prominentnego emisariusza rządu USA – trzymającego łapy w finansach (gdzie pozostaje do dziś) oraz w polityce włoskiej – do postaci z najwyższych szczebli National Security Agency, który chełpił się dymisją, do której wkrótce miał być zmuszony Benedykt XVI, podczas gdy mijały pierwsze tygodnie jego pontyfikatu.
Robił to z nonszalancją i arogancją, z których filtrował projekt autorstwa kogoś jeszcze ważniejszego niż jego własna – i tak potężna – organizacja.
Dzisiejszego poranka, telewizja przypomina mi również dni, w których ów – udający prożydowskiego – pewny siebie mason i autentyczny efebofil był udręką podczas ostatnich miesięcy życia św. Jana Pawła II, opowiadając się za oszczerczą tablicą w Yad Vashem, mającą na celu oczernienie JE Czcigodnego Piusa XII, tego samego wielkiego papieża, który w 1947 roku został nominowany przez dziadków kustoszy Yad Vashem do Pokojowej Nagrody Nobla.
Po wyborze Benedykta XVI, w środowisku owej rzymskiej koterii, która lawiruje pod hasłami “Bóg umarł” i “Jezus jest feikniusem”, zapanowała panika – jak na dworze faraona, kiedy Morze Czerwone zamknęło się.
Mafia z St Gallen? – Bez żartów, był to listek figowy dla rzeczonej, rzymskiej koterii – kopuły demonów, która odizolowała Benedykta XVI, zostawiając go samego, podczas gdy siepacze z NSA [National Security Agency] biczowali prawdę, by następnie ją ukrzyżować.
To, co stało się zaraz potem – wojny, zamachy na Syrię, Libię, Tunezję, Egipt, Kaukaz i Rosję, gazy paraliżujące i wirusy – całe to plugastwo, które pochorowało i zubożyło ludzkość, nie byłoby niemożliwe, gdyby Kościół zdołał zachować swój wolny, autorytatywny i czysty głos, wolny od przyjaźni z pułkownikami argentyńskimi, a także od uklęknięć przed brytyjskimi bractwami skupionymi wokół antypapieskiej królowej.
[Przepraszam: Poniższy tekst jest wyciągnięty z Archiwów. Widzę w nim powtórki. Nie będę ich usuwał, by nie namącić więcej. Pozatem – te powtórki warte przeczytania – tak tekst jest AKTUALNY. M. Dakowski]
Wspólnotę św. Idziego – stworzoną i kierowaną przez włoskiego polityka (był ministrem ds. współpracy międzynarodowej w rządzie Mario Monti’ego – powołanym do życia po eliminacji rządu Berlusconi’ego), historyka i wykładowcę o nazwisku Andrea Riccardi określa się często jako „ONZ z Zatybrza”.
Andrea Riccardihttps://en.wikipedia.org/wiki/Andrea_Riccardihttp://www.andreariccardi.it/biografia/ Stwarzyszenie działa również w Polsce. Organizuje od pewnego czasu tzw. „korytarze humanitarne”, przerzucające migrantów do Europy. Przeglądając stronę Wspólnoty (publikowaną także w języku polskim) dowiadujemy się, że kilka miesięcy temu Andrea Riccardi przyjechał do Warszawy z okazji nadania mu tytułu „Człowieka Pojednania”. Nagroda została odebrana 28 maja 2017 w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Polska wersja artykułu mówi:
„Wyróżnienie przyznawane jest przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów osobom działającym na rzecz zbliżenia, poznania i pojednania chrześcijan i Żydów w Polsce. W ceremonii wziął udział m.in. kard. Kazimierz Nycz, który wyraził swoją wielką sympatię dla laureata oraz założonej przez niego Wspólnoty Sant’Egidio, a także prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Fotografie z uroczystości: http://laboratorium.wiez.pl/wp-content/uploads/2017/05/z-dyplomem_www-OK.jpgwww.santegidio.org/immagini/news/3/DSC01281.jpg
Laudację na cześć laureata wygłosił prof. Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Nazwał w niej Andreę Riccardiego człowiekiem wizji. Zaznaczył, że tytuł Człowieka Pojednania został przyznany założycielowi Wspólnoty Sant’Egidio ze względu na jego osiągnięcia w pracy społecznej na rzecz potrzebujących, podtrzymywanie „ducha Asyżu”, formację młodzieży w duchu otwartości i wpływ na polski dialog, a zwłaszcza dialog chrześcijańsko-żydowski.– Jego dzieło – Wspólnota Saint’Egidio wciąż się rozwija, przynosi owoce i rozszerza działalność na cały świat – powiedział. Stanisław Krajewski zaznaczył, że Riccardi razem ze wspólnotą żywo reaguje na problem kryzysu uchodźczego, angażując się w organizację korytarzy humanitarnych”. Andrea Riccardi w Warszawie: wiara, która nie chroni się za muramihttp://www.santegidio.org/pageID/3/langID/pl/itemID/21272/Andrea-Riccardi-w-Warszawie-wiara-kt%C3%B3ra-nie-chroni-si%C4%99-za-murami.html
Zaś w styczniu 2018, z okazji 104 Światowego Dnia Migranta (czyżbyśmy faktycznie obchodzili już 104 razy takowe święto?) pan Kazimierz Nycz, figurujący w polskim Kościele jako kardynał – podczas celebracji liturgii razem ze Wspólnotą św. Idziego stwierdził: „Papież Franciszek każdemu z nas przypomina, także w tegorocznym orędziu na Dzień Migranta i Uchodźcy, że spotkanie z migrantem, spotkanie z uchodźcą jest dla każdego chrześcijanina okazją do spotkania z Chrystusem”. „Są tacy uchodźcy, którzy potrzebują radykalnej pomocy m.in. medycznej, której nie mogli uzyskać w swoim kraju z powodu wojny. Dla nich stworzone są korytarze humanitarne we Włoszech i Francji, aby nie zabrakło serca chrześcijańskiego i pomocy”
W tymże kontekście informacyjnym interesującą rzeczą jest zapoznanie się z tym, co o Wspólnocie św. Idziego pisał znakomity watykanista włoski Sandro Magister. W swym artykule z roku 1998 – noszącym wiele mówiący tytuł „Sant’Egidio story. Il grande bluff” – „San’Egidio story. Wielki bluff” – Magister pisze: „Robią za demiurgów pokoju. Kandyduje się ich do nagrody Nobla. Są w łaskach papieża. Są najbardziej świętowanymi w świecie włoskimi katolikami.Ich twierdza znajduje się na rzymskim Zatybrzu, na placu św. Idziego, w dawnym klasztorze karmelitanek, posiadającym także kościół. Na bramie nie ma jednak żadnej tabliczki. Obok funkcjonuje snobistyczna kawiarnia „Pane, amore e fantasia”, z szyldem imitującym taśmę filmową i fotografią Giny Lollobrigidy, ale i tam nie napisano, że jest własnością Sant’Egidio.Również ich Msza, odprawiana w sobotni wieczór jest potajemna. Odbywa się ona za zamkniętymi drzwiami w pobliskiej bazylice Santa Maria in Trastevere, do której członkowie Wspólnoty docierają poprzez labirynt pomieszczeń i podwórek wewnętrznych, a to dlatego, że tak bazylika jak i prawie że wszystkie przylegające do niej budynki należą do stowarzyszenia, wraz z dwoma antycznymi gmachami usytułowanymi na placu.
Wspólnota św. Idziego jest i nie jest widoczna. Wiadomo, że jej członkowie ofiarują ciepłe posiłki bezdomnym i że pomagają osobom starym nie posiadającym rodziny. (…)
Kiedy amerykański sekretarz stanu – Madeleine Albright przebywała w Rzymie – spędziła więcej czasu z nimi niż u papieża. Wychodząc ze spotkania ze Wspólnotą dokonała jej betatyfikacji stwierdzając: «Wonderful people». Sant’Egidio posiada znakomicie pracujące biuro PR i wszyscy wyrażają się o niej z zachwytem.Co do reszty – wspólnota jest jak legendarny Opus Dei, tzn. nieprzenikniona. Nawet w Watykanie nie wiedzą czym społeczność ta zajmuje się, kiedy jej członkowie znajdują się wyłącznie we własnym gronie.Również papież nie jest w te sprawy wtajemniczony, pomimo, że jest ich przyjacielem. Gdyby wiedział, że praktycznie rzecz biorąc Wspólnota zniosła sakrament pokuty, zastępując go publicznymi imprezami mea culpa, odbywanymi podczas ich spotkań – zbeształby ich surowo.Gdyby znał ich dziwactwa jak chodzi o materię małżeństwa i prokreacji – nie pozostałby obojętny. Gdyby wiedział, że podczas ich mszy homilię wygłasza zawsze Andrea Riccardi – założyciel stowarzyszenia i jego szef, który nie jest księdzem, więc nie powinien głosić kazań (istnieje niedawno opublikowany kategoryczny tego zakaz) – wezwałby ich do posłuszeństwa.To ci od św. Idziego w roku 1986 zorganizowali międzyreligijny meeting w Asyżu, z udziałem papieża modlącego się razem z Dalaj Lamą, metropolitami prawosławnymi, pastorami protestanckimi, mnichami buddyjskimi, żydowskimi rabinami, muzułmańskimi mufti, oraz guru i szmanami wszelkich możliwych wierzeń. Od tamtego momentu, każdego roku wspólnota powtarza model Asyżu w różnych miastach. (…) Stanowią one crescendo widowiskowych choreografii wraz z uroczystościami transmitowanymi na cały świat i kalejdoskopem sławnych gości zapraszanych z 5 kontynentów – calkowicie opłacanych i rozpieszczanych. Koszt jednego meetingu to pół miliona dolarów które pochodzą z subwencji rządowych i prywatnych”.
Nawiązując do okoliczności powstania i pierwszych lat funkcjonowania wspólnoty – Magister stwierdza: „Ale pomimo tego rodzaju referencji i sugestywnych obrzędów – profil katolicki Wspólnoty św. Idziego pozostaje efemeryczny a jej ścieżki kręte.Oficjalną datą jej powstania jest 7 luty 1968 rok. Jednakże w owym momencie nie wydarzyło się nic nowego. Przyszli członkowie stowarzyszenia należeli wtedy do jednego z kół GS, tj. Gioventù Studentesca (Młodzieży Studenckiej) – organizacji założonej przez księdza Luigi Giussani, która po przejściu nawałnicy z roku 1968 przyjęła nazwę Comunione e Liberazione. Riccardi poznał ją w swych latach gimnazjalnych, w Rimini. Po powrocie do Rzymu, przyszły założyciel Sant’Egidio nawiązał kontakty z członkami GS uczącymi się w rzymskich liceach im. Virgilio, Dante i Mamiani”.
Oto jak Sandro Magister opisuje kolejne przekształcenia społeczności: „Rozpoczyna się faza monastyczna w zyciu wspólnoty. (…) Również z powodu młodego wieku wszyscy są stanu wolnego. Wyobrażają się więc jako 'bezżenni dla Królestwa Niebieskiego’ i 'mnisi na pustyni miasta’. Swych leaderów nazywają przeorem i przeoryszą i mianują także ich zastępców. Mieszkają w małych zespołach, podzieleni wg. płci. (…) Ich dni upływają pod szyldem 'ora et labora’, gdzie 'labora’ oznacza zajmowanie się posiłkami dla ubogich, sprzątanie w domach ludzi starych i opiekę pozaszkolną dla dzieci z peryferii.
Ale i faza monastyczna przemija szybko. W lecie 1978 roku, podczas rekolekcji członkowie Wspólnoty św. Idziego zwierzają się sobie i wyznają, że prowadzą zdecydowanie zbyt ożywioną wewnątrzwspólnotową aktywność seksualną.Od tego czasu przestaje sie mówić o 'nowym monastycyzmie’ i odbywają się pierwsze uroczystości weselne. Obowiązuje jednak całkowite posłuszeństwo niekwestionowanemu 'opatowi’, którym jest Riccardi i który w międzyczasie ukończył prawo oraz jako samouk zaczął studiować historię ze szczególnym naciskiem na historię Koscioła Katolickiego. Zrobił to zresztą aż do zdobycia stołka nauczyciela akademickiego.Jakby za sprawą magii – historię studiują również inni ważni członkowie (płci męskiej) stowarzyszenia. Wyróżnia ich nie tylko chęć studiowania historii Kościoła, ale fakt, że członkowie Wspólnoty pragną ją tworzyć.Rok 1978 to rok trzech papieży: umiera Paweł VI, a po interregnum papieża Albino Luciani – wstępuje na tron Jan Paweł II. Podczas dwóch ostatnich preconclave, a w szczególności ostatniego – Wspólnotę sw. Idziego odwiedza mnóstwo kardynałów ze wszystkich kontynentów; staje się ona miejscem nieoficjalnych schadzek, podczas których omawia się posunięcia wyborcze.
Aktywiści społeczności organizują kampanię na rzecz kardynała wikariusza Rzymu – Ugo Poletti. Conclave rozczarowuje ich – wygrywa nieznany im Polak – Karol Wojtyła. Wystarczy jednakże zaledwie kilka tygodni by odrobić straty. Członkowie stowarzyszenia analizują dokładnie mapę pierwszej papieskiej wizyty, która ma odbyć się w rzymskiej parafii w dzielnicy Garbatella. Na trasie znajduje się przedszkole z pomieszczeniem, którego okna wychodzą na ulicę. Przez tydzień członkowie wspólnoty uczą dzieci śpiewać po polsku i nakazują im śpiewać także w niedzielę, podczas gdy do budynku zbliża się papież. Wojtyła słyszy śpiew, zatrzymuje się i wchodzi do środka by poznać szczegóły wydarzenia. W ten sposób rodzi sie idylla pomiędzy Janem Pawłem II i Wspólnotą św. Idziego. (…)
Lata osiemdziesiąte są fazą stopniowego podboju Kościoła – aż do jego szczytu. W roku 1986 Wspólnota otrzymuje uznanie kanoniczne. Jednakże jeszcze ważniejsze są bezpośrednie kontakty nawiazane z niektórymi kluczowymi osobistościami watykańskimi. Trzy z nich są do tej pory wielkimi zwolennikami Sant’Egidio. Pierwszą jest sekretarz osobisty Jana Pawła II – Stanisław Dziwisz – wszechmocne factotum; następnie kardynał Roger Etchegaray – latający ambasador papieski, wysyłany na gorące fronty światowe; trzecim zaś jest kardynał Achille Silvestrini, ważny pracownik kurii. (…)Jeszcze innym opiekunem Wspólnoty św. Idziego był jezuita i arcybiskup Mediolanu – Carlo Maria Martini, nazywany członkiem honorowym stowarzyszenia. W roku 1975, Martini – pracujący wówczas w Rzymie jako rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego – natknął się na Wspólnotę i został nią zafascynowany do tego stopnia, że był w niej aktywny przez 4 lata. Zajmował się staruszkiem mieszkającym na Zatybrzu i odprawiał Mszę w rzymskim rejonie Alessandrino. Martini’emu towarzyszyła wiernie z ramienia Wspólnoty młoda jej członkini Gina Schilirò, zaś Maura de Bernart kilka lat wcześniej zdobyła dla sprawy ks. Vincenzo Paglia (dzisiejszy biskup, zwolennik Bergoglia)”.
W swym bardzo ciekawym tekście Sandro Magister opisuje dziwaczne obyczaje wewnętrzne, obowiązujące w stowarzyszeniu a także walki pomiędzy jego leaderami. Całkowicie niecodzienne było również „domowe hodowanie” księży związanych ze wspólnotą. Zacytujmy i tym razem watykanistę:
„Sant’Egidio dysponuje około tuzinem księży. Pomijając Vincenza Paglię i Ambrogio Spreafico (Paglia był wieloletnim proboszczem rzymskiej bazyliki Santa Maria in Trastevere) – cała reszta duchownych „urosła w domu” – bez zaliczenia seminariów diecezjalnych. O tym, kto ma zostać księdzem decyduje wspólnota, tj. Andrea Riccardi. A do wyświęcenia takich księży wystarcza zaprzyjaźniony biskup, w oczekiwaniu na chwilę, w której biskupem zostanie jeden z nich. Kandydatem jest Paglia”. (Przypominam, że artykuł pisany jest w roku 1998). O doradcy duchowym (już od lat ’70) Wspólnoty św. Idziego – biskupie Vincenzo Paglii (odpowiedzialnym za sprofanowanie katedry w Terni), mówi post: Bergoglio i Paglia otwierają Kościół na eutanazję – I Paglia poszedł do nieba razem z trans i gejami
[A tu arcy-pedał [to ten w czarnej czapeczce] ze swym kochankiem i oczywiście innymi z Sodomy:
Ze Wspólnotą związany jest także arcybiskup Matteo Zuppi, który był zastępcą proboszcza Paglii w bazylice zatybrzańskiej. Po śmierci kardynała Carlo Caffarry (Bolonia), będącego jednym z 4 autorów „dubia” – biskupi włoskiego regionu Emilia Romagna zaproponowali na jego następcę mons. Francesco Cavinę, biskupa diecezji Carpi, ex pracownika watykańskiego Sekretariatu Stanu, który jednakże (w przeszłości) podczas spotkania za zamkniętymi drzwiami w Watykanie otwarcie skrytykował Franciszka w jego obecności. 6 miesięcy po tym zajściu, do Bolonii (jako arcybiskup metropolita) przyjechał mons. Matteo Zuppi, rzymianin, asystent kościelny Wspólnoty św. Idziego.
Swój artykuł Sandro Magister kończy słowami: „Wspólnota nie jest liczebna. Ale jej aktywiści określają się jako 'mrówki zdolne do realizacji wielkich spraw przy pomocy małych środków’. Są potężnym lobby. Będą mieli wpływ na przyszłe conclave. Nikt z kościelnych bonzów nie chce mieć w nich wrogów. Riccardi zaś często mówi do swoich: 'Musimy robić wrażenie, że jesteśmy czymś więcej niż to, czym jesteśmy. Naszym cudem jest wielki bluff'”.
Pauperyzm i marketing. Poparcie dla Trzeciego Świata, ale bez utraty zażyłości z władzą. Wspólnota posiada znakomite wejścia do instytucji, które się liczą; do biur, z których zarządza się i do najmocniej akredytowanych zakrystii…”
Również papież nie jest w te sprawy wtajemniczony, pomimo, że jest ich przyjacielem. Gdyby wiedział, że praktycznie rzecz biorąc Wspólnota zniosła sakrament pokuty, zastępując go publicznymi imprezami mea culpa, odbywanymi podczas ich spotkań – zbeształby ich surowo.
Gdyby znał ich dziwactwa jak chodzi o materię małżeństwa i prokreacji – nie pozostałby obojętny. Gdyby wiedział, że podczas ich mszy homilię wygłasza zawsze Andrea Riccardi – założyciel stowarzyszenia i jego szef, który nie jest księdzem, więc nie powinien głosić kazań (istnieje niedawno opublikowany kategoryczny tego zakaz) – wezwałby ich do posłuszeństwa.
To ci od św. Idziego w roku 1986 zorganizowali międzyreligijny meeting w Asyżu, z udziałem papieża modlącego się razem z Dalaj Lamą, metropolitami prawosławnymi, pastorami protestanckimi, mnichami buddyjskimi, żydowskimi rabinami, muzułmańskimi mufti, oraz guru i szmanami wszelkich możliwych wierzeń. Od tamtego momentu, każdego roku wspólnota powtarza model Asyżu w różnych miastach. (…) Stanowią one crescendo widowiskowych choreografii wraz z uroczystościami transmitowanymi na cały świat i kalejdoskopem sławnych gości zapraszanych z 5 kontynentów – calkowicie opłacanych i rozpieszczanych. Koszt jednego meetingu to pół miliona dolarów które pochodzą z subwencji rządowych i prywatnych”.
Nawiązując do okoliczności powstania i pierwszych lat funkcjonowania wspólnoty – Magister stwierdza:
„Ale pomimo tego rodzaju referencji i sugestywnych obrzędów – profil katolicki Wspólnoty św. Idziego pozostaje efemeryczny a jej ścieżki kręte.
Oficjalną datą jej powstania jest 7 luty 1968 rok. Jednakże w owym momencie nie wydarzyło się nic nowego. Przyszli członkowie stowarzyszenia należeli wtedy do jednego z kół GS, tj. Gioventù Studentesca (Młodzieży Studenckiej) – organizacji założonej przez księdza Luigi Giussani, która po przejściu nawałnicy z roku 1968 przyjęła nazwę Comunione e Liberazione. Riccardi poznał ją w swych latach gimnazjalnych, w Rimini. Po powrocie do Rzymu, przyszły założyciel Sant’Egidio nawiązał kontakty z członkami GS uczącymi się w rzymskich liceach im. Virgilio, Dante i Mamiani”.
Oto jak Sandro Magister opisuje kolejne przekształcenia społeczności:
„Rozpoczyna się faza monastyczna w zyciu wspólnoty. (…) Również z powodu młodego wieku wszyscy są stanu wolnego. Wyobrażają się więc jako 'bezżenni dla Królestwa Niebieskiego’ i 'mnisi na pustyni miasta’. Swych leaderów nazywają przeorem i przeoryszą i mianują także ich zastępców. Mieszkają w małych zespołach, podzieleni wg. płci. (…) Ich dni upływają pod szyldem 'ora et labora’, gdzie 'labora’ oznacza zajmowanie się posiłkami dla ubogich, sprzątanie w domach ludzi starych i opiekę pozaszkolną dla dzieci z peryferii.
Ale i faza monastyczna przemija szybko. W lecie 1978 roku, podczas rekolekcji członkowie Wspólnoty św. Idziego zwierzają się sobie i wyznają, że prowadzą zdecydowanie zbyt ożywioną wewnątrzwspólnotową aktywność seksualną.
Od tego czasu przestaje sie mówić o 'nowym monastycyzmie’ i odbywają się pierwsze uroczystości weselne. Obowiązuje jednak całkowite posłuszeństwo niekwestionowanemu 'opatowi’, którym jest Riccardi i który w międzyczasie ukończył prawo oraz jako samouk zaczął studiować historię ze szczególnym naciskiem na historię Koscioła Katolickiego. Zrobił to zresztą aż do zdobycia stołka nauczyciela akademickiego.
Jakby za sprawą magii – historię studiują również inni ważni członkowie (płci męskiej) stowarzyszenia. Wyróżnia ich nie tylko chęć studiowania historii Kościoła, ale fakt, że członkowie Wspólnoty pragną ją tworzyć.
Rok 1978 to rok trzech papieży: umiera Paweł VI, a po interregnum papieża Albino Luciani – wstępuje na tron Jan Paweł II.
Podczas dwóch ostatnich preconclave, a w szczególności ostatniego – Wspólnotę sw. Idziego odwiedza mnóstwo kardynałów ze wszystkich kontynentów; staje się ona miejscem nieoficjalnych schadzek, podczas których omawia się posunięcia wyborcze.
Aktywiści społeczności organizują kampanię na rzecz kardynała wikariusza Rzymu – Ugo Poletti. Conclave rozczarowuje ich – wygrywa nieznany im Polak – Karol Wojtyła. Wystarczy jednakże zaledwie kilka tygodni by odrobić straty. Członkowie stowarzyszenia analizują dokładnie mapę pierwszej papieskiej wizyty, która ma odbyć się w rzymskiej parafii w dzielnicy Garbatella. Na trasie znajduje się przedszkole z pomieszczeniem, którego okna wychodzą na ulicę. Przez tydzień członkowie wspólnoty uczą dzieci spiewać po polsku i kazują im śpiewać także w niedzielę, podczas gdy do budynku zbliża się papież. Wojtyła słyszy śpiew, zatrzymuje się i wchodzi do środka by poznać szczegóły wydarzenia. W ten sposób rodzi sie idylla pomiedzy Janem Pawłem II i Wspólnotą św. Idziego. (…)
Lata osiemdziesiąte są fazą stopniowego podboju Kościoła – aż do jego szczytu. W roku 1986 Wspólnota otrzymuje uznanie kanoniczne. Jednakże jeszcze ważniejsze są bezpośrednie kontakty nawiazane z niektórymi kluczowymi osobistościami watykańskimi. Trzy z nich są do tej pory wielkimi zwolennikami Sant’Egidio. Pierwszą jest sekretarz osobisty Jana Pawła II – Stanisław Dziwisz – wszechmocne factotum; następnie kardynał Roger Etchegaray – latający ambasador papieski, wysyłany na gorące fronty światowe; trzecim zaś jest kardynał Achille Silvestrini, ważny pracownik kurii. (…)
Jeszcze innym opiekunem Wspólnoty św. Idziego był jezuita i arcybiskup Mediolanu – Carlo Maria Martini, nazywany członkiem honorowym stowarzyszenia. W roku 1975, Martini – pracujący wówczas w Rzymie jako rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego – natknął się na Wspólnotę i został nią zafascynowany do tego stopnia, że był w niej aktywny przez 4 lata. Zajmował się staruszkiem mieszkającym na Zatybrzu i odprawiał Mszę w rzymskim rejonie Alessandrino. Martini’emu towarzyszyła wiernie z ramienia Wspólnoty młoda jej członkini Gina Schilirò, zaś Maura de Bernart kilka lat wcześniej zdobyła dla sprawy ks. Vincenzo Paglia (dzisiejszy biskup, zwolennik Bergoglia)”.
W swym bardzo ciekawym tekście Sandro Magister opisuje dziwaczne obyczaje wewnętrzne, obowiązujące w stowarzyszeniu a także walki pomiędzy jego leaderami. Całkowicie niecodzienne było również „domowe hodowanie” księży związanych ze wspólnotą. Zacytujmy i tym razem watykanistę:
„Sant’Egidio dysponuje około tuzinem księży. Pomijając Vincenza Paglię i Ambrogio Spreafico (Paglia był wieloletnim proboszczem rzymskiej bazyliki Santa Maria in Trastevere) – cała reszta duchownych „urosła w domu” – bez zaliczenia seminariów diecezjalnych. O tym, kto ma zostać księdzem decyduje wspólnota, tj. Andrea Riccardi. A do wyświęcenia takich księży wystarcza zaprzyjaźniony biskup, w oczekiwaniu na chwilę, w której biskupem zostanie jeden z nich. Kandydatem jest Paglia”. (Przypominam, że artykuł pisany jest w roku 1998).
O doradcy duchowym (już od lat ’70) Wspólnoty św. Idziego – biskupie Vincenzo Paglii (odpowiedzialnym za sprofanowanie katedry w Terni), mówi post:
Bergoglio i Paglia otwierają Kościół na eutanazję – I Paglia poszedł do nieba razem z trans i gejami
Ze Wspólnotą związany jest także arcybiskup Matteo Zuppi, który był zastępcą proboszcza Paglii w bazylice zatybrzańskiej. Po śmierci kardynała Carlo Caffarry (Bolonia), będącego jednym z 4 autorów „dubia” – biskupi włoskiego regionu Emilia Romagna zaproponowali na jego następcę mons. Francesco Cavinę, biskupa diecezji Carpi, ex pracownika watykańskiego Sekretariatu Stanu, który jednakże (w przeszłości) podczas spotkania za zamkniętymi drzwiami w Watykanie otwarcie skrytykował Franciszka w jego obecności. 6 miesięcy po tym zajściu, do Bolonii (jako arcybiskup metropolita) przyjechał mons. Matteo Zuppi, rzymianin, asystent kościelny Wspólnoty św. Idziego.
„Wspólnota nie jest liczebna. Ale jej aktywiści określają się jako 'mrówki zdolne do realizacji wielkich spraw przy pomocy małych środków’. Są potężnym lobby. Będą mieli wpływ na przyszłe conclave. Nikt z kościelnych bonzów nie chce mieć w nich wrogów. Riccardi zaś często mówi do swoich: 'Musimy robić wrażenie, że jesteśmy czymś więcej niż to, czym jesteśmy. Naszym cudem jest wielki bluff'”.
Ciekawie scharakteryzował Wspólnotę także dziennikarz Stefano Zurlo, który napisał:
„Pauperyzm i marketing. Poparcie dla Trzeciego Świata, ale bez utraty zażyłości z władzą. Wspólnota posiada znakomite wejścia do instytucji, które sie liczą; do biur, z których się zarządza i do najmocniej akredytowanych zakrystii.
Ich hasłem jest stwierdzenie, że chrześcijaństwo ma na celu wyzwolenie ostatnich. Ubogimi sa dla nich nade wszystko ci, którzy nie są w stanie związać końca z końcem; którym brakuje pieniędzy by dobrnąć do końca miesiąca. Krótko mówiąc – rzeczywistość odczytywana jest przy pomocy lunety katolicyzmu demokratycznego.
Jest to doskonałe menù dla lewicy, chociaż wspólnota umie być wszechpartyjną. Zjawisko to było dobrze widoczne, kiedy Paglia został biskupem diecezji Terni, tj. 2 kwietnia 2000. Jego konsekracja odbyła się w Bazylice św. Jana na Lateranie w Rzymie, w obecności tysięcy osób. Paglia obszedł cały kościół, jakby był papieżem, po to by zebrać gromkie oklaski wiernych, wśród których znajdowali się politycy wszystkich partii. Paglia, a wraz z nim jego przyjaciele i współpracownicy mają taką właśnie naturę: wydają się być bliscy prawicy, centrum i lewicy. Faktycznie, Wspólnota św. Idziego będąca superwyszkolonym lobby – prosi o pieniądze wszystkie kolejne rządy.
Tyle że jej serce należy do lewicy – w kontekście papuperyzmu, który faworyzuje miotających się na dnie drabiny społecznej, tj. tam, gdzie ubogi nie jest ubogim w duchu, ale tym, który niczego nie posiada.
Natomiast Wspólnocie św. Idziego niczego nie brak. Obfituje w finansowania, w aprobatę i poparcie ze strony ważnych gazet. O ile Comunione i Liberazione oraz Opus Dei znajdowały się nieustannie na celowniku dzienników lewicowych, preparujących oskarżenia graniczące z science fiction, o tyle Sant’Egidio i jej leaderzy byli zawsze hołubieni, a wspólnota dostawała znaczącą pomoc w związku z jej projektami: dla przykładu 600 milionów lirów na walkę z Aids w Mozambiku – wartość czeku od Billa Gates’a, przesłanego przez prezydenta Microsoft Italia – Roberta Paolucci.
Apostołowie powszechnego pokoju świetnie umieją sprzedać się. (…) Riccardi i Paglia czują się jak u siebie w domu nie tylko w stolicach państw afrykańskich, ciemiężonych przez nędzę i walki, ale także na salonach, które liczą się”.
Centrum władzy Monti’ego jest Wspólnota św. Idziego – czerwone lobby fałszywych ubogich
Il centro di potere di Monti è la comunità di Sant’Egidio lobby rossa dei finti poveri
W roku 2014 (już po Synodzie) Andrea Riccardi, apelował by „zmienić zarząd Kościoła”. Stwierdził wtedy:
„Dykasteriami powinny kierować osoby zsynchronizowane z Franciszkiem. Aktualny rząd jest rządem Benedykta XVI i to właśnie w strukturze rządu Franciszek spotyka się z najsilniejszym oporem w stosunku do projektowanych przez siebie zmian”.
In occasione della sua visita in Italia, il presidente degli Stati Uniti George W. Bush incontra una delegazione internazionale della Comunità di Sant’Egidio
Wnioski na temat katokomunistów z Sant’Egidio nasuwają się same.
Wielki bluff: O katokomuchach od św. Idziego
RAM 26 styczeń 2018
Wspólnotę św. Idziego – stworzoną i kierowaną przez włoskiego polityka (był ministrem ds. współpracy międzynarodowej w rządzie Mario Monti’ego – powołanym do życia po eliminacji rządu Berlusconi’ego), historyka i wykładowcę o nazwisku Andrea Riccardi określa się często jako „ONZ z Zatybrza”.
Stwarzyszenie działa również w Polsce. Organizuje od pewnego czasu tzw. „korytarze humanitarne”, przerzucające migrantów do Europy.
Przeglądając stronę Wspólnoty (publikowaną także w języku polskim) dowiadujemy się, że kilka miesięcy temu Andrea Riccardi przyjechał do Warszawy z okazji nadania mu tytułu „Człowieka Pojednania”. Nagroda została odebrana 28 maja 2017 w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Polska wersja artykułu mówi:
„Wyróżnienie przyznawane jest przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów osobom działającym na rzecz zbliżenia, poznania i pojednania chrześcijan i Żydów w Polsce. W ceremonii wziął udział m.in. kard. Kazimierz Nycz, który wyraził swoją wielką sympatię dla laureata oraz założonej przez niego Wspólnoty Sant’Egidio, a także prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Laudację na cześć laureata wygłosił prof. Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Nazwał w niej Andreę Riccardiego człowiekiem wizji. Zaznaczył, że tytuł Człowieka Pojednania został przyznany założycielowi Wspólnoty Sant’Egidio ze względu na jego osiągnięcia w pracy społecznej na rzecz potrzebujących, podtrzymywanie „ducha Asyżu”, formację młodzieży w duchu otwartości i wpływ na polski dialog, a zwłaszcza dialog chrześcijańsko-żydowski.– Jego dzieło – Wspólnota Saint’Egidio wciąż się rozwija, przynosi owoce i rozszerza działalność na cały świat – powiedział. Stanisław Krajewski zaznaczył, że Riccardi razem ze wspólnotą żywo reaguje na problem kryzysu uchodźczego, angażując się w organizację korytarzy humanitarnych”.
Andrea Riccardi w Warszawie: wiara, która nie chroni się za murami
Zaś w styczniu 2018, z okazji 104 Światowego Dnia Migranta (czyżbyśmy faktycznie obchodzili już 104 razy takowe święto?) pan Kazimierz Nycz, figurujący w polskim Kościele jako kardynał – podczas celebracji liturgii razem ze Wspólnotą św. Idziego stwierdził:
„Papież Franciszek każdemu z nas przypomina, także w tegorocznym orędziu na Dzień Migranta i Uchodźcy, że spotkanie z migrantem, spotkanie z uchodźcą jest dla każdego chrześcijanina okazją do spotkania z Chrystusem”.
„Są tacy uchodźcy, którzy potrzebują radykalnej pomocy m.in. medycznej, której nie mogli uzyskać w swoim kraju z powodu wojny. Dla nich stworzone są korytarze humanitarne we Włoszech i Francji, aby nie zabrakło serca chrześcijańskiego i pomocy”
Kardynał Nycz: Przyjmijmy uchodźców, żeby przyjąć Chrystusa
W tymże kontekście informacyjnym interesującą rzeczą jest zapoznanie się z tym, co o Wspólnocie św. Idziego pisał znakomity watykanista włoski Sandro Magister. W swym artykule z roku 1998 – noszącym wiele mówiący tytuł „Sant’Egidio story. Il grande bluff” – „San’Egidio story. Wielki bluff” – Magister pisze:
„Robią za demiurgów pokoju. Kandyduje się ich do nagrody Nobla. Są w łaskach papieża. Są najbardziej świętowanymi w świecie włoskimi katolikami.
Ich twierdza znajduje się na rzymskim Zatybrzu, na placu św. Idziego, w dawnym klasztorze karmelitanek, posiadającym także kościół. Na bramie nie ma jednak żadnej tabliczki. Obok funkcjonuje snobistyczna kawiarnia „Pane, amore e fantasia”, z szyldem imitującym taśmę filmową i fotografią Giny Lollobrigidy, ale i tam nie napisano, że jest własnością Sant’Egidio.
Również ich Msza, odprawiana w sobotni wieczór jest potajemna. Odbywa się ona za zamkniętymi drzwiami w pobliskiej bazylice Santa Maria in Trastevere, do której członkowie Wspólnoty docierają poprzez labirynt pomieszczeń i podwórek wewnętrznych, a to dlatego, że tak bazylika jak i prawie że wszystkie przylegające do niej budynki należą do stowarzyszenia, wraz z dwoma antycznymi gmachami usytułowanymi na placu.
Wspólnota św. Idziego jest i nie jest widoczna. Wiadomo, że jej członkowie ofiarują ciepłe posiłki bezdomnym i że pomagają osobom starym nie posiadającym rodziny. (…)
Kiedy amerykański sekretarz stanu – Madeleine Albright przebywała w Rzymie – spędziła więcej czasu z nimi niż u papieża. Wychodząc ze spotkania ze Wspólnotą dokonała jej beatyfikacji stwierdzając: «Wonderful people».
Sant’Egidio posiada znakomicie pracujące biuro PR i wszyscy wyrażają się o niej z zachwytem.
Co do reszty – wspólnota jest jak legendarny Opus Dei, tzn. nieprzenikniona. Nawet w Watykanie nie wiedzą czym społeczność ta zajmuje się, kiedy jej członkowie znajdują się wyłącznie we własnym gronie.
Jean-Baptiste Lefevre, mając pieniądze, wynajął niezgorszą kwaterę, na dodatek przyzwoicie umeblowaną i z góry za trzy miesiące opłacił i locum i wikt i opierunek, czym wprawił w niekłamany zachwyt gospodarzy.
Siedział teraz na łóżku, przy zawartych na wewnętrzną zasuwę drzwiach i napawał się widokiem stosu złotych, nowiuśkich i lśniących, jakby dopiero co wyszły spod sztancy mincerza, monet.
Naraz posłyszał delikatne pukanie do drzwi. Przyrzucił złoto rogiem wypłowiałej kapy, powstał, podszedł do wejścia, odsunął zasuwę i zerknął przez szparę. W progu stała młodziuchna córka gospodarzy, tak na oko może ze czternaście-piętnaście lat licząca, ale nadzwyczaj powabna i wspaniale rozwinięta.
– Czegoż to chcesz, moja piękna?
– Matka pyta, czy byście czegoś nie przekąsili. Nie zeszliście na śniadanie na dół, to mnie tu przysłała.
– Zaspałem, ciężki dzień miałem i minioną noc ciężką. Ale dziękuje za pamięć. Powiedz matce, że owszem, że chętnie bym coś zjadł. A jak ci na imię, moja ty cudna?
– To akurat nie tajemnica – uśmiechnęła się zalotnie – Florine. Ależ się pan umiesz przypodchlebić dziewczynie! No, no!
– Pięknie!
– Co pięknie?
– Pięknie masz na imię.
Florine zrobiła niewinną minkę.
– A dasz mi buziaka na rozbudzenie apetytu?
Florine się zaczerwieniła po samo czoło.
– Panie… jakby to ojciec posłyszał, to by was chyba zarąbał siekierą…
– A zarąbał już kogoś?
– A czy ja wiem?! – Florine odzyskawszy rezon, roześmiała się perliście.
– To się dowiedz, bo jeśli nie zarąbał, to pozwolisz mi się pocałować w te słodkie usteczka. Dobrze?
Dziewczyna, chociaż prawie dziecko jeszcze, nie wyglądała na pierwszą naiwną.
– A cóż bym z tego miała?
– O! Widzę, że mówisz do rzeczy! Miałaś już jakichś chłopców?
– Jak dotąd, to jeszcze nie.
– Prawda li to?
– Najszczersza!
– Zatem jesteś najzwyczajniej w świecie łasa na pieniądze.
– Może tak… może nie… może i wy mi się, panie, podobacie – tyłek macie zgrabny – co nie wyklucza, że pieniądze również – znów się roześmiała. – Parę monet, na jakiś uroczy prezencik?…
– Przecie nie chcę ci wianka zabierać, a tylko o całusa proszę.
– To i cóż z tego? I całus ma swoją cenę. Nie stać was, panie, na mnie. Ot co!
– Przecie ci się podobam. Samaś tak rzekła.
– Ba! – wzruszyła ramionami.
Student przez jakiś czas patrzył jej w oczy, a ona nie odwracała wzroku. W końcu to on oczy spuścił i jakby odpowiadając na wcześniejsze wątpliwości dziewczyny, zawołał:
– Mnie?! Mnie nie stać?? Na dziesięć, na sto takich jak ty stać mnie! I to nie tylko na pocałunek!
Podniecony do granic możliwości, bo Florine, drocząc się z nim, niby to przypadkiem, uniosła nieco suknię, odsłaniając zgrabną kostkę i odrobinę cudnie toczonej łydki, nie bacząc, co robi, gwałtownie odrzucił na bok róg kapy, odsłaniając przed dziewczęciem cały ów stos złotych monet.
Florine aż zaniemówiła z wrażenia.
– No? I co teraz? Mogę cię pocałować?
Córka gospodarzy odzyskawszy spokój, nie odpowiedziała mu na owo pytanie.
– Zaraz przyniosę śniadanie.
Obróciła się na pięcie i wybiegła na korytarz.
Wtedy dopiero student uświadomił sobie, że głupio zrobił, ujawniając swoje bogactwo, ale co się stało, to się nie odstanie. Pomyślał, że najlepiej będzie, jeśli zmieni stancję. Postanowił zająć się tym zaraz po obiedzie. Chociaż żal mu było tracić tego, co już tutaj z góry opłacił.
Florine wróciła ze śniadaniem. Była bardzo miła. Niedwuznacznie dawała chłopakowi do zrozumienia, że odwiedzi go, gdy ciemności zapadną…
Jean-Baptiste ostatecznie więc uznał, iż niepotrzebnie się wyląkł. Przecie lepiej pielęgnować takiego lokatora jak on, niż się go pozbywać. Spodziewał się kradzieży, i owszem, ale nie tego, że zaraz ktoś zechce go zamordować. I to w centrum Paryża, gdzie raczej trudno byłoby pozbyć się trupa.
Florine tymczasem zaś wciąż się do niego umizgiwała, co już rozwiało jego ostatnie wątpliwości i rozterki.
– A niech tam, zostaję… chociaż wygląda, że młódka chce mnie troszkę oskubać… ale dla jej urody, warto na to pozwolić, absolutnie warto… – rozmarzył się.
– Co, panie, powiedzieliście? – panna nie dosłyszała.
– Że śniadanie smaczne. No, chodźże teraz do mnie, kruszyno – odrzekł.
Wytarł gębę rękawem, objął dziewczynę w talii i przyciągnąwszy do siebie, namiętnie pocałował w usta.
Nie broniła się, a i jeszcze odwzajemniła pocałunek.
Jean-Baptiste już nie mógł doczekać się nocy…
* * *
– Merde!1 – zaklął pod nosem Ambroise, ojciec Florine, potykając się o wyszczerbiony zębem czasu stopień schodów prowadzących na pięterko.
– Cicho, stary… – towarzysząca mu żona, Amália, szturchnęła męża w bok.
Ciemno było, choć oko wykol. Para szła po omacku. Wreszcie dotarli do właściwych drzwi. Stary poskrobał w nie delikatnie raz i drugi. Nie było reakcji.
– Chyba śpi.
– Cicho, stary!
Pocisnął klamkę. Drzwi uchyliły się bezszelestnie. Za dnia, pod nieobecność studenta, który wyszedł powałęsać się po mieście, Amália zadbała o to, żeby nie skrzypiały. Chociaż niebo było mroczne, noc bezksiężycowa, to w pomieszczeniu było odrobinę jaśniej niż na schodach.
Żona zatrzymała się przy wejściu, mąż zaś na palcach skierował się w stronę posłania, na którym spoczywał Jean-Baptiste. Jeszcze krok… jeszcze krok… dotarł na miejsce. A potem, zza pasa u spodni wyciągnął siekierę, odchylił się nieco do tyłu i jednocześnie odrobinę w bok, żeby wziąć lepszy zamach, po czym na oślep zadał leżącemu potężny cios. Najwyraźniej przypadek to sprawił, bo morderca nie był w stanie ocenić, w którą część ciała celuje, ale akurat trafił prosto w głowę, a ta rozpękła się na pół niczym dojrzała dynia. Rzygnęły dokoła rozbryzgi krwi i mózgu.
Amália drżąc z emocji, skrzesała ogień i zapaliła knotek łojowej świeczki. Uniosła ją do góry i nieomal zemdlała na widok, tego, co ujrzała na posłaniu. Zrobiło się jej niedobrze i zwymiotowała w kącie.
– Nie rozczulaj się stara! Już dobrze po północy, a przed nami wiele pracy. Ciężkiej!
Zawinęli trupa w prześcieradło i pled, omotawszy mu pierwej głowę szmatą, żeby zatamować krwawienie, i zaczęli go zwlekać po schodach, do piwnicy. Nielekki był, choć niezapasiony i młody. Po śmierci jakby ważyło się więcej, chociaż to subiektywne odczucie.
W loszku czekała już na zwłoki dość płytka grobowa jama wykopana nieopodal jednej ze ścian. Wtłoczyli w nią nieboszczyka i przysypali ziemią, którą na końcu bardzo starannie udeptali, a na koniec posypali po wierzchu warstwą kurzu, w który się jeszcze za dnia zaopatrzyli, zbierając go po kątach i zakamarkach.
Na pomysł bowiem, iżby zamordować lokatora i nielicho się przez to obłowić, wpadli natychmiast po tym, jak córka im powiedziała, że student pochwalił się przed nią wielką stertą złota.
Kobieta poświeciła – było idealnie, ziemia w piwnicy wyglądała na nieruszaną.
– Wracamy, stary, wracamy na górę. Trzeba posprzątać.
Pospołu, chociaż to mężczyźnie niezbyt wypadało, szorowali podłogę, zeskrobywali krew i odpryski mózgu ze ścian. Robili to szybko, ale zarazem starannie i solidnie. Kiedy zaczęło świtać, uporali się z robotą.
Zakrwawioną pościel zwinęli w tobół i upchnęli do przepaścistego kuchennego pieca. Mieli zamiar, roznieciwszy ognień spalić ją, tak by żaden ślad się nie ostał, a przy okazji wykorzystać też jakoś, żeby całkiem nie poszła na zmarnowanie, więc przynajmniej ugotować na niej śniadanie.
* * *
Florine obudziła się, jak na nią, bardzo późno, kiedy słonce jęło już zaglądać przez okno do jej izdebki. Zdziwiła się, że nikt jej nie budził, żeby zapędzić do pomocy w kuchni, albo posłać na targ.
Była też zła, bo z wieczora zaplanowała sobie, że po północy odwiedzi studenta i pobaraszkuje z nim trochę. Ale zaraz po zmroku usnęła tak mocno i spała tak twardo, że cały plan wziął w łeb.
W końcu podniosła się z posłania, twarz, szyję i uszy obmyła w glinianej misce o chabrowobłękitnej szklistej polewie, a potem pomaszerowała do kuchni.
W piecu buzował ogień, a śniadanie miało być lada chwila gotowe.
– Córko, a idźże obudzić młodzieńca. Powiedz, żeby zszedł, bo posiłek czeka.
– Dobrze, matko – odpowiedziała Florine. Posłusznie skinęła głową, wyszła z kuchni i pomaszerowała schodami do góry.
Nie minęło dłużej niż chwil parę i do uszu starych doleciał głos dziewczęcia:
– Chodźcie tu czym prędzej.
– I po cóż to? – odkrzyknął ojciec.
– Jego tu nie ma!
– Jak to nie ma?
– Zwyczajnie! Ulotnił się. I nawet pościel ukradł! A tyle przecie miał złota!
Starzy nie śpiesząc się, weszli na pięterko.
– A to ci łajdak! – zapiszczała skrzekliwie matka. – A to łotr! Na pościel, mówisz, się złakomił?
– Ano tak.
– Przebolejemy, w końcu zapłacił za trzy miesiące z góry.
– Ale ja miałam… – zaczęła Florine.
– Coś miała? Nadzieje, że się będziesz z nim gziła? I parę sou2 ci wpadnie do kieszeni fartuszka?
Dziewczyna nic już nie powiedziała, tylko zawstydzona spuściła głowę.
– Gdy nam o jego bogactwie powiedziałaś, matce się zamarzyło, żeby mu czynsz podnieść. Ale się ulotnił. Widzisz? Nic z twoich planów stara – rzekł Ambroise i porozumiewawczo mrugnął do żony…
* * *
Ambroise i Amália odczekali aż Florine wybierze się na targ. Kiedy już drzwi się za nią zamknęły, drżącymi rękami rozsupłali worek z pieniędzmi, wysypali je na stół i napawali ich widokiem. Teraz już mogli być spokojni o przyszłość nie tylko własną, ale i córki.
Naraz, skądś z ulicy, do ich uszu doleciał odgłos ciężkich kroków kogoś, kto najwyraźniej zmierzał w stronę drzwi ich domu.
Czym prędzej zatem zgarnęli złoto do worka, ten mocno związali rzemieniem i wsunęli za kredens.
Ktoś zastukał w futrynę.
Gospodarz podniósł się więc zza stołu i otwarł pukającemu. W wejściu stał mężczyzna, cały ubrany na czarno, według najnowszej kastylijskiej mody, z jednym tylko barwnym akcentem bogatego stroju, karmazynowym piórem egzotycznego ptaka u kapelusza, wskazującym na to, iż pewnie musiał odwiedzić Nową Hiszpanię, Nowy Świat odkryty za Oceanem i wpatrywał się zimnym wzrokiem w twarz pana Ambroise’a.
– Jestem diuk don Ferulci de Atanas de Piserente y Diofio.
– Witam, witam niziuchno, w naszych skromnych progach, książę miłościwy – gospodarz aż zgiął się w pałąk.
Don Ferulci spojrzał na niego jakimś dziwnym wzrokiem, po czym zapytał:
– Czy nie zawitał do was młody człowiek, student?
– Nie, panie! – razem wykrzyknęli mąż i żona.
– A to… to jakiś wasz znajomy, panie?… – wybąkał Ambroise.
– Poniekąd.
– I cóż to znaczy?
– Posiadał coś, co do niego nie należało.
– A do kogo, jeśli wolno zapytać? – Ambroise jeszcze bardziej się zgiął, tak że zdawało się, iż wkrótce dotknie nosem podłogi.
– Nie wasza to rzecz – ozwał się groźnie i opryskliwie zarazem przybysz.
– Ale jego nie ma, panie – z lękiem wyszeptała żona gospodarza.
– Taak?
– Tak… właśnie… uciekł dzisiejszej nocy…
– O?! – zdziwił się szlachcic. – A miał jakiś powód po temu? Jak domniemywacie? Ale, ale! A cóż to skrywacie za kredensem? – don Ferulci wypatrzył skrawek rzemienia wystający ze skrytki.
– Eee, nic takiego.
– Czyżby? – zapytał szlachcic, ironicznie się uśmiechając. – Jeśli to rzeczywiście nic takiego, to wyciągnijcie to na wierzch.
Ambroise miał zamiar się postawić, sprzeciwić, czy chociażby zaprotestować, ale kiedy spostrzegł, że dłoń przybysza spoczęła na rękojeści szpady, w milczeniu podszedł we wskazane miejsce i wywlókł worek na środek izby. Z przerażenia strumyk potu spływał mu wzdłuż kręgosłupa, zęby dzwoniły, a włosy na przedramionach zjeżyły się i uniosły.
– A teraz go otwórz i pozwól, że zajrzę do środka.
– Proszę.
Don Ferulci rozchylił brzegi tobołka.
– Nie, to nie moje. Możesz zachować zawartość.
Gospodarz odetchnął z ulgą. Wraz ze szlachcicem zerknął do wnętrza worka i osłupiał ze zdumienia. Worek był aż po wręby napełniony nie złotem, lecz wyszlifowanymi przez wodę rzecznymi kamieniami…
– I warto było? – zapytał don Ferulci, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu, głośno trzasnąwszy drzwiami…
Tuż za progiem minął wracającą z targu Florine. Leciuchno się do niej uśmiechnął i zlustrował od stóp do głów.
Minister poprosił, by Tomasz Terlikowski „znalazł w sobie pokłady honoru” (fot. PAP/Tomasz Waszczuk)
Dzisiaj wystosowałem pisemne wezwanie do Tomasza Terlikowskiego, aby mnie przeprosił – w ten sposób szef MEiN Przemysław Czarnek odniósł się w środę w Telewizji Republika do słów Tomasza Terlikowskiego, że „uczestniczy w ponownym gwałcie” na nieletniej ofierze pedofila.
Ofiarami była dwójka nastoletnich dzieci znanej parlamentarzystki, a do przestępstwa doszło w 2020 roku. Sprawca został skazany na 4 lata i 10 miesięcy pozbawienia wolności. Mimo że wyrok zapadł w 2021 roku, Platforma Obywatelska i jej politycy ukrywali ten fakt.
„We współpracy z organizacjami pozarządowymi dał się poznać jako rzetelny, pełen zrozumienia partner, nastawiony na wspólną realizację celów związanych z przeciwdziałaniem patologii społecznych w zakresie problemów wynikających z uzależnień oraz związanych ze stosowaniem przemocy” – zachwalano w nim przestępcę.
Część internautów skrytykowała też matkę ofiar, która ich zdaniem nie zareagowała na krzywdę wyrządzaną własnym dzieciom.
Sprawę skazania Krzysztofa F. skomentował w programie „Jedziemy” w TVP Info minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Minister został zapytany o stanowisko Olgierda Geblewicza, według którego „sprawa dotyczy pedofilii, a więc nie powinna być przedmiotem debaty publicznej ze względu na dobro ofiary”.
Zdaniem Czarnka, „środowisko lewicowo-liberalne w Polsce, które jawnie opowiada się za demoralizacją, dzisiaj wstydzi się tego, że prawomocnie skazywane są osoby, które są wprost z tego środowiska i są blisko związane z liderami tego środowiska, z szefami partii bądź kandydatami na prezydenta tej partii”.
Pełnomocnik marszałka ds. uzależnień Krzysztof F. został skazany na 4 lata i 10 miesięcy pozbawienia wolności za doprowadzenie małoletniego w wieku…[—-]
– To jest wstyd, który oni mają. Ale szkoda, którą ma społeczeństwo, polega na tym, że przez tak długi okres nikt o tym nie wiedział, było to ściśle ukrywane. To, że sąd w sposób niejawny rozpatrywał tę sprawę po to, żeby nie naruszać dóbr ofiary – to jest zupełnie jasne. My o ofierze też nie rozmawiamy. Mówimy nie o ofierze, ale o sprawcy – o pedofilu, który został uznany za pedofila prawomocnym orzeczeniem sądu – i jako taki powinien być pokazany, żeby wszyscy się wystrzegali kontaktu z nim, ponieważ jest niebezpieczny dla społeczeństwa – ocenił.
Dodał, iż „ukrywanie faktu, że jest to pedofil skazany prawomocnym wyrokiem sądu jest działaniem na szkodę społeczeństwa”.
Tomasz Terlikowski na Twitterze oskarżył ministra o „uczestnictwo w nagonce na rodziców dziecka” a nawet „w ponownym gwałcie na dziecku”. W odpowiedzi Czarnek wezwał Terlikowskiego do przeprosin.
W środę w Telewizji Republika minister Przemysław Czarnek pytany było o tę sprawę. Szef MEiN powiedział, że obdarza Terlikowskiego „chrześcijańską miłością bliźniego” i że mu wybacza. – Natomiast proszę, aby stanął na wysokości zadania, znalazł te ogromne zapewne pokłady honoru, które ma, i przeprosił – podkreślił. Czarnek powiedział, że nie mówił ani o rodzicach, ani o dziecku.
2011 – Rok Kłyma Sawura w Tarnopolu, partnerskim mieście Elbląga
Dziś przypomnimy wam o inicjatorze Rzezi Wołyńskiej, mordercy… Pułkownik Ukraińskiej Powstańczej Armii, Dmytro Klaczkiwski… Był to także dowódca UPA-Północ, członek Prowydu OUN, czyli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów… zbrodniarz wojenny.
Co ciekawe w latach 1939–1940 pełnił funkcję przewodniczącego Junactwa OUN, które zostało reaktywowane na Ukrainie po 1989 roku. (Tzw. Junacy UPA, to byli młodzi zwyrodniali zbrodniarze w wieku od 8 do 18 lat z tzw. Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów, którzy będąc częścią ukraińskiej czerni, wchodzili do polskich miejscowości, które wcześniej spacyfikowały bandy UPA, a Junacy UPA, kończyli akt zbrodni, dobijając swoje polskie ofiary w sposób czasem wielokrotnie przewyższający zwyrodnialstwo starych, zaprawionych w rzeziach rezunów UPA, a następnie ograbiając do cna wymordowane przez siebie polskie ofiary banderowskiego ludobójstwa.)
Podczas III Konferencji OUN, która miała miejsce w dniach 17–23 lutego 1943, należał do działaczy wskazujących, jako największych wrogów Polaków.
W czerwcu 1943 roku wydał tajną dyrektywę dowództwa UPA-„Piwnicz” w sprawie przeprowadzenia wielkiej akcji wymordowania polskiej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat.
„(…) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat (…) Tej walki nie możemy przegrać, i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi. „
Tak więc słowa rozkazu o wymordowaniu Polaków od 16 do 60 roku życia, które kilka lat temu prezydent Czech Milos Zeman przypisał Stepanowi Banderze, w rzeczywistości wypowiedział inny zwyrodnialec, a mianowicie Dmytro Kłaczkiwskij – Kłym Sawur
A tak dodatkowo… to ma on swój pomnik w mieście Równe… którego miastem partnerskim jest Piotrków Trybunalski, Radomski i Zabrze… natomiast drugi pomnik znajduje się w Zbarażu, który współpracuje z miastami takimi jak Bolesławiec, Głubczyce czy Miedźna. Wstyd…
Pomnik zwyrodniałego, ukraińskiego ludobójcy Dmytro Kłaczkiwskiego, pierwszego dowódcy UPA, w Zbarażu
Zapomniałbym! Tarnopolska Rada Obwodowa poświęciła rok 2011 Dmytrowi Klaczkiwskiemu!
15 Kwietnia 2011 r. Już wtedy partnerskie miasto Elbląga, Tarnopol ogłosił Rok 2011, rokiem Jewhena Konowalca, pierwszego szefa OUN i Dmytro Klaczkiwskiego, dowódcy UPA Północ, który wraz z Romanem Szuchewyczem wydał rozkaz rzezi polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej.
Rok 2011 był rokiem Jewhena Konowalca, pułkownika armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
Ponadto przez cały rok odbywać się będą liczne imprezy ku czci pierwszego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii Kłyma Sawura. Takie decyzje podjęli deputowani Tarnopolskiej Rady Obwodowej 14 kwietnia. Właściwie rok Jewhena Konowalca został ogłoszony z okazji 120 rocznicy jego urodzin. – Rada regionalna zaleca administracji regionalnej opracowanie i przedstawienie do zatwierdzenia listy działań mających na celu uczczenie roku bohatera i zapewnienie ich finansowania w ciągu dwóch tygodni – powiedział szef rady regionalnej Ołeksij Kajda.
Za tą decyzją opowiedziało się 66 posłów na 68 obecnych. Poparli go także regionaliści. Witalij Szafranski z frakcji Ukraińskiej Partii Ludowej podkreślił znaczenie upamiętnienia w regionie 100 rocznicy urodzin rodowitego Zbarażanina Dmytra Klaczkiwskiego, lepiej znanego pod pseudonimem Klym Sawur. – Był pierwszym dowódcą UPA – mówi zastępca. – Po nim dowództwo nad ukraińskimi rebeliantami objął Roman Szuchewycz.
Decyzję tę poparło również 66 posłów. Zamiast tego lokalni wybrani przedstawiciele nie poparli inicjatywy libertarian, by zakazać umieszczania sowieckich symboli na instytucjach państwowych regionu.
Pomniki Klaczkiwskiego to wstyd i hańba! Wołyń pamiętamy! i przypominamy że oprócz Polaków ginęli także Ukraińcy, Rosjanie, Ormianie, czy Żydzi, albo nawet Czesi z rąk szowinistów z pod znaku UPA!
Taką samą hańbą było również ogłoszenie przez władze Tarnopola roku pamięci tego zwyrodniałego rzeźnika naszych rodaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej. A jeszcze większą hańbą, a nawet zdradą stanu jest utrzymywanie jakichkolwiek relacji z banderowskimi władzami Tarnopola i niesienie im jakiejkolwiek pomocy, w momencie, gdy raz po raz rzucają pod naszym adresem kolejne zniewagi w postaci, kolejnych uchwał, gloryfikujących i wynoszonych przez nie na piedestał chwały, największych morderców naszych rodaków, takich jak Dmytro Kłaczkiwśkij, Konowalec, Bandera, Szuchewycz i wielu innych bez żadnej refleksji, zastanowienia i choćby minimalnego poczucia zażenowania wobec nas, którego nie mają wcale.
I można by to wszystko skwitować uśmiechem politowania, gdyby półgłówki z elbląskiego ratusza, wodzone za nos, jak dzieci w ciemnym lesie, przez zimnych, cynicznych nazistów z Tarnopola, robiły to co robią na własny koszt i we własnym imieniu. Wiemy jednak dobrze, że tak nie jest, albowiem wszystko co czynią w swoich kundlich stosunkach z banderowskimi władzami Tarnopola, robią wyłącznie na Nasz koszt i w naszym imieniu, nie pytając nas ani o zdanie w tej kwestii, ani też nie posiadając na to żadnych plenipotencji od kogokolwiek, wierząc naiwnie, że prowadzenie takiej polityki, przyniesie im i nam wszystkim na dłuższą metę coś dobrego. Mylą się, bo tak nie będzie nigdy. Śmiertelną iluzję, w jakiej żyją, biorąc za rzeczywistość, z którą nie ma ona nic wspólnego.
Za przestrogę tym politycznym naiwniakom bez żadnej wyobraźni, niech posłużą słowa mera Lwowa, ulubieńca bezrozumnych polskojęzycznych yelit Andrija Sadowego, wypowiedziane 1 stycznia tego roku w czasie uroczystości ku czci ukraińskiego zbrodniarza wojennego Stepana Bandery, który stwierdził, iż całe obecne pokolenie Ukraińców wyrosło na kulcie tego bohatera samostijnej.
Mer Sadowy – niestety dla nas – się nie mylił. Na kulcie ukraińskich ludobójców wyrosło bowiem całe nowe pokolenie neobanderowców, gotowych iść w ślady rezunów ćwiartujących kobiety w ciąży, czy nabijających na widły niemowlęta. Cywilizowany świat ogniem i mieczem powinien wyplenić ideologię morderców z Ukrainy, na co czekają ,,polskie” władze? Na kolejny Wołyń? Ostatnie czerwone lampki alarmu palą się już ognistą barwą ostatniego ostrzeżenia! Ani grosza wsparcia dla banderowskiej Ukrainy. Jeśli ma być banderowska, niech jej nie będzie wcale, gdyż jeśli banderowska Ukraina się ostoi, nie będzie nas Polaków, jak stwierdził to jasno i bez ogródek we wrześniu 1939 roku sam prowydnyk Stepan Bandera, mówiąc:
Polacy nie chcą samostijności
Ukrainy, bo wiedzą, że tylko
Ukraina może im zadać
śmiertelny cios i rozwalić Polskę.
Ale polskojęzyczne pseudo elity zarządzające nad Wisłą krajem przemarszu z woli amerykańskiego hegemona, nienawykłe do samodzielnego myślenia, jak widać nie potrafią do dziś pojąć swoimi ptasimi móżdżkami, tych jakże prawdziwych słów przywódcy OUN – UPA, które jak widać przerastają ich wyobrażenia i zdolności pojmowania, które mają bardzo, ale to bardzo ograniczone. I kolejne nie tyle już nawet zniewagi, czy splunięcia im przez banderowców w twarz, co jawne już kolejne defekacje robione prosto na ich głowy, biorą dalej za gesty przyjaźni i dobrej woli ze strony pogrobowców UPA, oblizując się przy tym z uśmiechem na twarzach, jak po degustacji czekoladek Lindta. Biedny jest naród i kraj, skazany na zagładę, mający takich sterników. Polska A.D. 2023, idąca na dno jak Titanic, którego ,,pasażerowie” robią sobie jeszcze pamiątkowe selfie, ginąc wraz z nim.
Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.
PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431
Organizacje LGBT w Polsce działalność, finansowanie, sieć powiązań
Warszawa, październik 2019
Całość szukać tu: Fundacja Mamy i Taty
Spis treści
Wstęp
Ogólna charakterystyka organizacji
1. Podstawowe informacje 10
2. Źródła finansowania 11
3. Grantodawcy 17
4. Współpraca z samorządami 18
5. Współpraca z biznesem 19
6. Przepływy finansowe między organizacjami 20
7. Powiązania polityczne organizacji LGBT 21
8. Inne powiązania organizacji LGBT 24
9. Znaczenie kluczowych organizacji dla środowiska LGBT 25
10. Relacje osobowe i organizacyjne w środowisku LGBT 25
11. Media zainteresowane tematem LGBT 26
12. Organizacje LGBT w mediach społecznościowych 27
Kluczowe organizacje o zasięgu ogólnopolskim
I. Fundacja im. Stefana Batorego 28
II. Kampania Przeciw Homofobii 36
III. Miłość Nie Wyklucza 47
IV. Lambda Warszawa 53
V. Fundacja Replika 60
VI. Fundacja Trans-fuzja 63
Organizacje regionalne
VII. Fundacja Wolontariat Równości 70
VIII. Stowarzyszenie Grupa Stonewall 79
IX. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT „Tolerado” 84
X. Lambda Szczecin 91
XI. Kultura Równości 96
XII. Stowarzyszenie Stan Równości 100
XIII. Fundacja Akceptacja 103
XIV. Stowarzyszenie Queerowy Maj 107
XV. Fundacja Równość.org.pl 110
XVI. Stowarzyszenie Fabryka Równości 113
XVII. Fundacja na Rzecz Różnorodności Polistrefa 116
2XVIII. Stowarzyszenie Tęczówka 119
XIX. Prowincja Równości 123
XX. Stowarzyszenie Marsz Równości w Lublinie 126
XXI. Płocki Marsz Równości 129
XXII. Marsz Równości w Rzeszowie 132
XXIII. Stowarzyszenie Tęczowe Opole 134
XXIV. Stowarzyszenie Instytut Równości 136
XXV. Stowarzyszenie Pracownia Różnorodności 138
XXVI. Stowarzyszenie Tęczowy Białystok 141
XXVII. Stowarzyszenie Równość na Fali 144
Organizacje „tematyczne”
XXVIII. Fundacja Wiara i Tęcza 148
XXIX. Stowarzyszenie My Rodzice 150
XXX. Akceptacja Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób Homoseksualnych, Biseksualnych i
Transpłciowych
XXXI. Fundacja Tęczowe Rodziny 156
XXXII. Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego (PTPA) 159
XXXIII. Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej 163
XXXIV. Stowarzyszenie Bears of Poland 168
XXXV. Fundacja REFFORM 170
XXXVI. Fundacja Cicha Tęcza 174
XXXVII. Stowarzyszenie Sistrum Przestrzeń Kultury Lesbijskiej 176
XXXVIII. Stowarzyszenie „Klub Sportowy Chilli” 179
XXXIX. Stowarzyszenie Voces Gaudii 180
IL. Stowarzyszenie Profilaktyki Zdrowotnej „Jeden Świat” 182
Wsparcie Fundacji Mamy i Taty
3Wstęp
W 2010 roku Fundacja Mamy i Taty przygotowała raport: „Przeciw wolności i demokracji. Strategia polityczna lobby LGTB w Polsce i na świecie: cele, narzędzia, konsekwencje.”
W raporcie tym Fundacja przewidywała, iż strategia lobby politycznego LGBT będzie rozwijać się w następujących kierunkach:
1.dążenie do penalizacji tzw. mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną,
2.wprowadzenie do szkół tzw. edukacji seksualnej uwzględniającej poglądy ideologów LGBT na kwestię orientacji seksualnej,
3.zrównanie związków partnerskich z małżeństwem,
4.przyznanie parom homoseksualnym prawa do nieograniczonej adopcji dzieci.
5.zaostrzenie walki z ludźmi, środowiskami i instytucjami nie zgadzającymi się z poglądami środowiska LGBT i wyrażającymi publicznie swój sąd w tej sprawie.
Punkty te stały się otwartymi postulatami środowiska LGBT i stanowią istotną oś sporu światopoglądowego w Polsce.
Obecnie prezentujemy dokument opisujący finansowanie i powiązania polityczne organizacji LGBT.
Przedstawiamy wywiad z Krzysztofem Falińskim – kandydatem do Sejmiku Województwa.
Krzysztof Faliński, syn Józefa Jerzego Falińskiego? Czy to Pana motyw do kandydowania?
W pewnym sensie tak, nie można nie być synem własnego ojca. Ale przede wszystkim jestem Krzysztofem Falińskim, który uważa, że w dzisiejszych czasach nie można stać z boku. Nie można bezczynnie godzić się z ograniczaniem czy hamowaniem swobód i oddolnych inicjatyw.
Przez wiele lat w samorządzie współpracowałem z osobami dyskryminowanymi i wykluczonymi oraz ze wspierającymi te osoby organizacjami. Utwierdziło mnie to z jednej strony w przekonaniu o potrzebie otwartości, zrozumienia, pomagania, a z drugiej w ogromnym szacunku do pracy społecznej.
Bycie radnym daje mi szansę na wsłuchiwanie się i realne wspieranie ruchów społecznych i obywatelskich. Według mnie to właśnie w oddolnych inicjatywach, prócz najlepszej wiedzy i kompetencji społeczników, znajduje się dobro. To z niego płynie chęć niesienia pomocy i działania na rzecz potrzebujących lub na rzecz własnej społeczności.
A dobro, bezinteresowność, szacunek do pracy to wartości bardzo mi bliskie, wyniesione z domu, zaszczepione właśnie przez ojca i przez mamę, przez rodzinę. Pojedynczy dobry człowiek może wiele, ale wielu dobrych ludzi może jeszcze więcej. Chciałbym mieć szansę tych ludzi słuchać i wspierać.
Uważa Pan, że nadchodząca kadencja samorządowa to Pana czas i miejsce?
Uważam, że przeszedłem długą drogę zawodową, która pozwoliła mi nabyć wiedzę i kompetencje w obszarach bliskich mi jako człowiekowi. Chciałbym móc to wykorzystać i przydać się w miejscu, w którym ustala się ważne kierunki pracy samorządu regionalnego.
Moje doświadczenia zawodowe to w dużym stopniu praca z potrzebującymi wsparcia oraz w obszarach związanych z profilaktyką zdrowia w różnych jego aspektach. Początki mojej zawodowej drogi to Ośrodek Pomocy Społecznej w Barlinku, Środowiskowy Dom Samopomocy dla Osób z Zaburzeniami Psychicznymi, specjalistyczne usługi opiekuńcze w miejscu zamieszkania.
Później pracowałem jako inspektor ds. jakości usług medycznych w Regionalnym Szpitalu Onkologicznym w Szczecinie oraz jako specjalista ds. promocji zdrowia w Zachodniopomorskim Centrum Organizacji i Promocji Zdrowia w Szczecinie.
Od 2004 roku jestem związany zawodowo z Urzędem Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego w Szczecinie, gdzie zajmowałem stanowiska od inspektora po dyrektora, cały czas w obszarze profilaktyki oraz spraw społecznych. Obecnie jestem Pełnomocnikiem Marszałka ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Praca urzędnika wyższego szczebla dała mi możliwość diagnozowania problemów i potrzeb społecznych oraz kreowania zintegrowanej polityki wsparcia zarówno osób potrzebujących, jak i działających na ich rzecz organizacji pozarządowych.
Ale pełną świadomość problemów, dysfunkcji, zagrożeń dała mi praca terapeuty. Jestem psychoterapeutą, specjalistą terapii uzależnień, trenerem interpersonalnym, trenerem procesów grupowych. Wiedzę i doświadczenie zdobywałem m.in. w Instytucie Psychologii Zdrowia w Warszawie, Dolnośląskim Centrum Psychoterapii we Wrocławiu, Centrum Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach w Warszawie, Krajowym Centrum ds. AIDS, Stowarzyszeniu Na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, Polskim Towarzystwie Psychologicznym. Jako terapeuta pracowałem w Zachodniopomorskim Towarzystwie Rodzin i Przyjaciół Dzieci Uzależnionych „Powrót z U” w Szczecinie, a obecnie w Centrum Terapeutycznym Symetria w Szczecinie.
Moja praca zawodowa i terapeutyczna to obszary bardzo trudne, często związane z ludzką krzywdą i cierpieniem. Uzależnienie, przemoc, dyskryminacja, wykluczenie społeczne. To obliguje mnie do stałej pracy nad sobą. Uczy empatii, wrażliwości, równowagi.
[—]
Prawie 25 lat pracy w różnych obszarach, to bogaty dorobek. Co uznaje Pan za swój największy sukces? Ma Pan na swoim koncie nagrody, wyróżnienia?
Nigdy nie przywiązywałem wagi do nagród, nie jestem typem kolekcjonera. Nie było czasu aby się o nie starać, zgłaszać czy aplikować. Jak na tyle lat pracy nie ma ich wiele. Ale jest taka, która cieszy mnie szczególnie. Jest to złota „Czerwona Kokardka”. To wyróżnienie przyznawane za działania na rzecz poprawy jakości życia osób żyjących z HIV, chorych na AIDS oraz za działania profilaktyczne w dziedzinie HIV i AIDS w Polsce. „Czerwona kokardka” jest symbolem solidarności z osobami żyjącymi z HIV i AIDS, ich rodzinami i bliskimi. Złote odznaczenie przyznawane jest przez grono nosicieli i osób chorych. Z dumą znalazłem się w gronie innych odznaczonych, wśród których są na przykład pani Jolanta Kwaśniewska czy ksiądz Arkadiusz Nowak. To odznaczenie jest dla mnie naprawdę ważne. Myślę, że podobnie ucieszyłby mnie jedynie Order Uśmiechu.
To chyba dość daleko idąca skromność. Są przecież sukcesy związane z Pana realnym wpływem na rozwiązania prawne, np. zmiany dotyczące sprawców przemocy w ustawie o przemocy w rodzinie. Jest zaszczepienie na teren naszego województwa idei terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach. Są ciekawe wojewódzkie kampanie społeczne dotyczące jazdy pod wpływem alkoholu, niekontrolowanego zażywania leków bezreceptowych czy używania substancji psychoaktywnych. Są wykłady dla słuchaczy uniwersytetu trzeciego wieku. Jest praca biegłego sądowego. Nie ma zatem powodu do takiej skromności. Może mniej skryty będzie Pan w opowiedzeniu, co Pana fascynuje prywatnie?
Mam to szczęście, że moje prywatne zainteresowania łączę w dużym stopniu z działalnością zawodową. Interesują mnie obszary związane z psychologią, psychoterapią, profilaktyką uzależnień. Pracuję społecznie, prowadząc stowarzyszenie „Równość na Fali”, nastawione na przeciwdziałanie wszelkim przejawom dyskryminacji. Mam szczęście współpracować ze świetnymi ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Bardzo lubię ludzi, bardzo lubię też zwierzęta. Z racji licznych obowiązków mogę zapewnić opiekę jedynie mało wymagającemu kotu, ale bardzo kocham psy. Ostatnio organizowałem warsztaty dla właścicieli agresywnych psów. Z zainteresowaniem śledzę działania na rzecz dzikich zwierząt, np. ochrony wilków. Moją pasją w czasie wolnym są od zawsze podróże. Lubię odwiedzać inne kraje, poznawać inne kultury, smakować nowych kuchni. Z tego smakowania zrodziła się moja kolejna pasja – gotowanie. Od ponad roku prowadzę w Szczecinie własną restaurację – Marshal food. [—]
Jak zachęci Pan wyborców do oddania na siebie głosu?
Staram się być dobrym i uczciwym człowiekiem, wierzę w dobro w innych ludziach, wierzę w bezinteresowność, w czyste intencje. Chcę słuchać, widzieć, wiedzieć i pomagać. Liczę na głosy tych wyborców, którzy zgadzają się ze mną, że dobro powraca.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
W kościele pod wezwaniem Trójcy Świętej w Kielcach, ul. Jana Pawła II 7 o godz. 17.30 Różaniec Święty przed Najświętszym Sakramentem, Msza święta o godz. 18.00
Dr Wilson Chin, urodzony w Hongkongu, przeszkolony w Wielkiej Brytanii lekarz, który praktykował medycynę w Queensland w Australii, nie żyje po tym, jak został „zaszczepiony” na covid. Chin był agresywnym promotorem szczepień covid będąc jednym z pierwszych, którzy zaczęli wstrzykiwać dzieciom w wieku poniżej 12 lat – po zatwierdzeniu odmiany mRNA (messenger RNA) firmy Pfizer dla dzieci w wieku 5-11 lat.
U pierwszych dwóch dziewczynek, którym Chin wstrzyknął zastrzyki , rozwinęły się natychmiastowe konwulsje i początkowo sądzono, że zmarły w jego klinice. Chin szybko jednak oświadczył fanatykowi Nine News i „reporterowi” MacKenzie Colahanowi, że dziewczynki mają się dobrze i że ich niekorzystne wyniki nie miały nic wspólnego z „strzałami”. W następstwie skandalu Chin jęczał i narzekał w mediach na „groźby”, które rzekomo otrzymywał. Potem nadeszły święta i Chin podobno „zmarł nagle” w Wigilię Bożego Narodzenia lub w jej pobliżu w wieku 34 lat. Raporty wskazują, że śmierć Chin była „powiązana medycznie” i „niezwiązana ze zdrowiem psychicznym” [w jasnym języku: „nie popełnił samobójstwa” MD]. Na podstawie okoliczności możemy jedynie przypuszczać, że Chin zmarł nagle z powodu zastrzyków, do których agresywnie popychał innych i sam je przyjmował.
Reporterkę ABC News , Ericę Gonzalez, spotyka podobny los jak Chin; umiera „nieoczekiwanie” Mniej więcej w tym samym czasie, gdy to wszystko się działo, niespodziewanie zmarła inna wybitna postać, reporterka ABC News , Erica Gonzalez. Oficjalna data śmierci Gonzalez to 21 grudnia, zaledwie trzy dni przed śmiercią Chin. I podobnie jak jego, śmierć pani Gonzalez nosi podręcznikowy podpis nagłej śmierci „po dźgnięciu„, prawdopodobnie związanej z incydentem sercowym.
Cztery dni wcześniej reporter CNN Drew Griffin również zmarł nagle, chociaż sieć obwiniła o to jego „długą walkę” z rakiem. Następnie mamy Daxa Tejera, innego reportera ABC News , który zmarł nagle na atak serca 23 grudnia. W powiązanych wiadomościach dane z Australii pokazują, że odkąd zastrzyki covidowe zostały wprowadzone pod koniec 2020 roku, liczba urodzeń w Down Under spadła o zdumiewające 71 procent.„W grudniu 2021 r. liczba urodzeń była co najmniej o 11 000 mniejsza niż w jakimkolwiek innym miesiącu od 1975 r., czyli od najdalszego okresu wstecz, jaki można znaleźć w Internecie” — wskazują raporty.
Nadmiar zgonów jest również poza wykresem w Australii, gdzie 144 650 z nich zgłoszono między styczniem 2022 r. a wrześniem 2022 r. Historyczna średnia dla tego okresu to 124 664 zgonów. „W związku z tym w 2022 r. odnotowano prawie 20 000 dodatkowych zgonów, czyli około 16% wzrost w stosunku do średnich historycznych”, zauważa The Covid Blog . Tymczasem rząd Australii nadal kłamie na ten temat. Twierdzi, że populacja Australii w jakiś sposób wzrosła do 26 milionów na dzień 30 czerwca 2022 r., mimo że liczba zgonów znacznie wzrosła, a liczba urodzeń znacznie spadła.
„Rząd prawdopodobnie użyje danych dotyczących imigracji, aby uzasadnić to kłamstwo”,mówi The Covid Blog. „Kraj przyjął 395 000 imigrantów od czerwca 2021 do czerwca 2022, co stanowi wzrost o 171% w stosunku do liczby imigrantów rok wcześniej. Ale nawet te liczby przybywających imigrantów są znacznie niższe niż w 2020 r. (509 600) i 2019 r. (547 310). Rekordowa liczba Australijczyków opuściła kraj w 2019 r. (315 200). Jednak w kolejnych latach liczba ta znacznie spadła”.
Niestety dla „w pełni zaszczepionych”, którzy wciąż żyją, rok 2023 prawdopodobnie będzie dla nich bardzo złym rokiem. Degradacja odporności pogorszy się w nadchodzących miesiącach, prowadząc do jeszcze większej liczby zgonów i potencjalnego dalszego spadku populacji o 50 procent do końca 2024 r. „Przyznano, że każdy kraj zachodni uległ „TPTB” i zakasał rękawy przy stawkach powyżej 70%”, mówi „The Covid Blog „. „Ale jeśli ten 96-procentowy odsetek podwójnie zaszczepionych, jak twierdzi rząd australijski, jest prawdziwy, oznacza to całkowitą likwidację całego kraju bez jednego wystrzelenia przez wroga. Witamy w Wielkim Resecie”.
Zaszczepieni nie wiedzieli, że mandaty na szczepionki będą wyrokami śmierci – młodzi i zdrowi ludzie nigdy nie zwykli po prostu „umierać” w tak zdumiewającym tempie
( Natural News ) Czytanie tej powiązanej historii w Daily Mail w czwartek rano złamało mi serce. Donosząc, że właśnie zmarł „ Wielki Bohater ”, 47-letni, odznaczony dowódca operacji specjalnych Navy SEAL Robert Ramirez III, który został znaleziony martwy w swoim domu w San Diego miesiąc po przejęciu elitarnej SEAL Team One, komentatorzy historia nie marnowała czasu, docierając do tego, czego historia zaniedbała. Ponieważ najczęściej cytowanym komentarzem do historii z „ Lori w Teksasie ”, były; „Prawdopodobnie dostał wymuszony na nim zastrzyk mRNA”, wszystkie pozostałe komentarze i odpowiedzi z najwyższymi głosami pokazują, dlaczego globaliści powinni trząść się w swoich szatańskich butach jako ludzie na całym świecie szybko budzą się do swojego „ ludobójstwa za pomocą skrzepów ”. I chociaż wojskowi niedawno twierdzili, że śmierć Ramireza nastąpiła w wyniku samobójstwa , komentatorzy oryginalnej historii widzieli, co ukrywa wojsko i rząd. „Oczywiście, że dostał zastrzyk. Był w wojsku i na stanowisku kierowniczym. To było nakazane.Nie wiedział, że będzie to wyrok śmierci!“„Dosłownie jesteśmy świadkami, jak NWO ciągnie pop-op w zwolnionym tempie na całym świecie, a jednak tylko niewielki procent z nas jest na tyle przytomny, by to zauważyć. Surrealistyczne.To tak, jakbyśmy dzielili się odcinkiem Twilight Zone, ludzie!”„Najlepszą rzeczą w byciu teoretykiem spiskowym jest brak zapalenia mięśnia sercowego”.
„Niech zgadnę….Zmarł nagle! Atak serca lub we śnie.“„Zaszczepiony do nowego grobu. Czego nie mogli zrobić talibowie, zrobili vax”.„Twój rząd zabija cię, zmuszając do dźgnięcia, tragicznie”. „Umarł nagle… wyszukaj w Google”. „Żadnego faulu,z wyjątkiem faulu obowiązkowego dźgnięcia.” „Wszyscy o tym myślimy; czy był leczony przez mNRA? (Oczywiście, że był!)Poza tym zdrowe, młode osoby nigdy nie odchodziły w takim tempie”.„AR-15 jest zdecydowanie mniej śmiercionośny niż mRNA C19”.
„Nigdy nie myślałem, że będę się tak martwić o swoją oczekiwaną długość życia w wieku 51 lat. Wygląda na to, że dotarcie tak daleko w dzisiejszych czasach przekracza wszelkie szanse. Moje najszczersze kondolencje dla jego rodziny i przyjaciół.”
Z kmdr. Śmierć Ramireza nadeszła w tym samym czasie, co cała masa „nagłych zgonów ”, takich jak niedawna śmierć zawodnika NFL Pittsburgh Steelers Franco Harrisa, który zmarł niespodziewanie zaledwie kilka godzin po udzieleniu wywiadu radiowego, w którym powiedział ankieterowi, że „ czuł się świetnie ”, ostrzegaliśmy zaledwie kilka dni temu w tym artykule ANP , że „rok 2023 będzie pełen„ nadmiaru śmierci ”” i wyraźnie obserwujemy, jak to się teraz rozwija. Warto zauważyć, że jak donosi Health Impact News w tym nowym artykule , Franco Harris był także rzecznikiem CDC, wzywając Amerykanów do wykonywania „ zabójczych szpryc ”. Z tym czy innym elementem rządu Stanów Zjednoczonych „wspierającym badania nad zwiększeniem funkcji koronawirusa od Ukrainy po Wuhan w Chinach„ i całą drogę powrotną do Karoliny Północnej, a globaliści właśnie pokazują nam swój „ podręcznik ” na kolejną „ katastroficzną zarazę ” ostrzeżenie, że ich najnowsza broń biologiczna prawdopodobnie właśnie została wypuszczona na nas, biorąc pod uwagę, że zaledwie kilka miesięcy po ich „ Wydarzeniu 201 ” rozpętało się całe piekło COVID, ilekroć Bill Gates i WHO przeprowadzają ćwiczenia symulujące unicestwienie rasy ludzkiej, powinniśmy bardzo uważać. Ponieważ z poparciem wśród Amerykanów dla gwałtownie spadających „ zastrzyków z zakrzepami”, jak wskazał dr Joel Hirschhorn w tej nowej historii ANP , globaliści zdecydowanie muszą ujawnić nowy plan, aby ponownie przestraszyć otępiałe masy i chętne do ustawienia się w kolejce ich „ strzałów ”, większość nie mając pojęcia, że te dźgnięcia mogą sprowadzić na nich wyrok śmierci, ponieważ tak wielu ludzi na całym świecie dowiaduje się o tym o wiele za późno.
I choć na szczęście szczepionki nie zabijają wszystkich, inni o wiele za późno dowiadują się, że „ zastrzyki od zakrzepów ” dość często wiążą się z niszczycielskimi skutkami ubocznymi, takimi jak te, na które cierpi teraz piosenkarka / performerka Celine Dion, znana jako „w pełni zaszczepiony” i obecnie cierpi na niezwykle rzadką chorobę zwaną „ zespołem sztywnej osoby ”,która jest jednym z wymienionych skutków ubocznych wstrzyknięcia informacyjnego RNA (mRNA) firmy Pfizerdla grypy Fauci . I chociaż firma Pfizer w pełni wiedziała o związku między swoimi szczepionkami a „ syndromem sztywnej osoby ” już na początku 2021 r., kiedy amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) oficjalnie dowiedziała się o związku w kwietniu 2021 r., dlaczego ludziom NIGDY TEGO NIE POWIEDZIELI, że przyjmowanie ich szczepionek może prowadzić do tak katastrofalnych skutków ubocznych? Cóż, ponieważ zrobienie tego spowodowałoby „wahanie się przed szczepionkami” i gwałtowny spadek zysków wielkiej mafii farmaceutycznej, a oni na pewno nie mogliby tego teraz mieć, prawda. Poszliśmy dalej i umieściliśmy kilka filmów poniżej, niektóre faktycznie stworzone przez ludzi, którzy zostali zranieni przez „ dźgnięcie ” i teraz mówią o tych urazach , więcej słów ostrzeżenia dla tych, którzy wciąż mogą myśleć o przyjęciu swoich śmiertelnych zastrzyków od tych, którzy rzeczywiście rzucili się, by to zrobić. Z jednym filmem, w którym lekarz ostrzega nas, że niezliczona liczba kanadyjskich lekarzy nie żyje, prawdopodobnie z powodu „ zabójczego strzału ”, jak widzimy w innym filmie, jedna gadająca głowa proszczepionkowców ma teraz płuca pełne skrzepów krwi, podczas gdy inne wideo dowodzi, że obecnie krąży strasznie dużo „ choroby ”. AllNewsPipeline.com
Na początku roku prezydent uda się do Szwajcarii, gdzie weźmie udział w WEF – World Economic Forum – w Davos – zapowiedziała szefowa KPRP Grażyna Ignaczak-Bandych. Wizyta prezydenta na imprezie Klausa Schwaba to jeden z głównych punktów programu na 2023 rok.
Jak zapowiedziała szefowa prezydenckiej kancelarii, uczestnictwo Andrzeja Dudy w forum stojącym za ideą Wielkiego Resetu COVID-19 będzie „okazją, wzorem lat ubiegłych, na oficjalne i mniej oficjalne rozmowy z ważnymi gospodarczo partnerami”.
Jak poinformowała Ignaczak-Bandych, zaplanowano również udział prezydenta Dudy w V Konferencji ONZ w Katarze. „Trwają także intensywne przygotowania do szczytu NATO. Zaplanowany jest również udział w Szczycie Inicjatywy Państw Trójmorza w Bukareszcie. Ponadto kontynuowana będzie dotychczasowa polityka w Afryce i Azji, która to związana jest z wymianą gospodarczą oraz odkrywaniem nowych rynków zbytu dla polskich produktów” – podkreśliła szefowa KPRP.
„Urzędnikom zamieszanym w sprawę doręczone zostaną powiadomienia o uznaniu za podejrzanych; rozważany jest rodzaj środka zapobiegawczego”…
===========================
Wysocy rangą urzędnicy ukraińskiej służby celnej są zamieszani w defraudację setek milionów hrywien, pochodzących z eksportu ukraińskiego zboża – poinformowała we wtorek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).
SBU wspólnie z ukraińskim Biurem Bezpieczeństwa Gospodarczego (BBG) ujawniła przestępczy proceder, w którego organizację zamieszanych było 10 wysokich rangą urzędników, w tym zastępca szefa jednego z wydziałów ukraińskiej Państwowej Służby Celnej oraz kierownictwo tej służby w obwodzie odeskim.
Rozwinęli oni na szeroką skalę mechanizm uchylania się od płacenia podatków za eksport ukraińskiego zboża. W efekcie państwo straciło setki milionów hrywien (1 hrywna to ok. 0,12 zł – PAP).
W celu realizacji procederu założono ponad 370 fikcyjnych podmiotów gospodarczych. Za ich pośrednictwem nieuczciwi „przedsiębiorcy” masowo kupowali pszenicę od rolników prywatnych, przedsiębiorstw rolnych i dużych holdingów. Aby zatrzeć ślady łańcuchów dostaw i uniknąć płacenia obowiązkowych danin do budżetu, „przedsiębiorcy” sprzedawali produkty z jednej podstawionej firmy do drugiej, a następnie zbywali zboże eksporterom w celu jego sprzedaży za granicę – podała SBU.
Jak wynika z dokumentów śledztwa, funkcjonariusze BBG wykryli ten proceder na wczesnym etapie i ostrzegli Państwową Służbę Celną pisemnie. Celnicy nie zareagowali na czas i dopuścili do sprzedaży ponad 1 mln ton produktów zbożowych. Ustalono, że zboże było eksportowane przez porty w Odessie, Czarnomorsku i Piwdennym – poinformowała służba.
Podczas 30 przeszukań w pomieszczeniach administracyjnych centrali Państwowej Służby Celnej, na terenie portów oraz w miejscach zamieszkania podejrzanych, stróże prawa znaleźli notatki, dokumenty w formie elektronicznej i telefony komórkowe z dowodami machinacji.
Urzędnikom zamieszanym w sprawę doręczone zostaną powiadomienia o uznaniu za podejrzanych; rozważany jest rodzaj środka zapobiegawczego. Trwa śledztwo mające na celu ustalenie wszystkich okoliczności przestępstwa i określenie dokładnych strat dla budżetu państwa – zaznaczono w komunikacie SBU.
Skazanie doktora Zbigniewa Martyki przez Sąd Lekarski w trybie kiblowym na roczne zawieszenie prawa wykonywania zawodu, wywołało spory rezonans w części opinii publicznej. Konkretnie w tej części, która czuje się zaniepokojona postępami komunistycznej rewolucji, jaka przewala się przez Amerykę Północną i Europę, a której elementem była tresura podjęta przy okazji i pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa. Promotorzy komunistycznej rewolucji zintensyfikowali pod tym pretekstem tresurę całych narodów do zachowań stadnych. Jak wiadomo, taka tresura jest tym skuteczniejsza, im bardziej masowy przybiera charakter, dlatego też każdego, kto próbuje się z tresury wyłamać, promotorzy rewolucji energicznie piętnują przy pomocy zwerbowanych na tę okazję hunwejbinów, wśród których – jak się okazuje – znalazł się też Sąd Lekarski.
Charakterystyczna przy tym jest recydywa stalinowskich metod, o których renesansie świadczył nie tylko wyrok, ale również jego uzasadnienie. Doktor Martyka został bowiem skazany za „głoszenie poglądów niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy medycznej”. To uzasadnienie jest absurdalne z samej swojej istoty, bowiem nauka polega między innymi na kwestionowaniu aktualnego stanu wiedzy, bez czego niemożliwy były jakikolwiek postęp. Gdyby „aktualny stan wiedzy” w zakresie medycyny nie był kwestionowany, gdyby nie głoszono poglądów z tym stanem sprzecznych, to pewnie do tej pory w akademiach medycznych uczono by najskuteczniejszych formuł zamawiania chorób lub ich odczyniania przy pomocy guseł.
Jestem pewien, że mnóstwo ludzi byłoby z tego zadowolonych, bo mogliby się z tego doktoryzować, habilitować, podobnie jak za pierwszej komuny doktoryzowali się i habilitowali z centralizmu demokratycznego, a więc czegoś, czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Wtedy też tworzyły się hierarchie, w ramach których funkcjonowały również sądy, pilnujące, by nie pojawiły się jakieś zagrażające temu stanowi rzeczy idee. Na straży tamtego porządku stała partia i jej zbrojne ramię w postaci Służby Bezpieczeństwa, która z każdym niepokornym jegomościem robiła tak zwany porządek. W czasach stalinowskich na przykład, nazywało się to „kontrrewolucyjną agitacją”, która mogła obejmować nie tylko spiżowe prawdy, zatwierdzane i podawane masom do wierzenia na kolejnych zjazdach partii, ale też spiżowe prawdy naukowe, na przykład – fantasmagorie ulubieńca Józefa Stalina, Trofima Łysenki, który przez Ojca Narodów został uznany za przedstawiciela nowej postępowej nauki, mianowicie – „nauki przodującej”. Kto w tę przodującą naukę powątpiewał, to znaczy – nie okazywał na jej widok odpowiedniego entuzjazmu, a co gorsza – jeśli ośmielił się podawać w wątpliwość ustalone przez nią raz na zawsze spiżowe prawdy, to mógł wylądować w dole z wapnem, a w najlepszym razie – dostać dziesięć lat łagru, który nauczyłby go pokory wobec osiągnięć nauki przodującej.
Pan doktor Martyka w dole z wapnem jeszcze nie wylądował, ani nawet w łagrze w Gostyninie, ale przecież jesteśmy dopiero na początku drogi, więc wszystko dopiero przed nami. W koszmarnych czasach XIX-wiecznych nikomu takie metody dyskusji naukowych jeszcze nie przychodziły do głowy, bo z poglądami sprzecznymi z aktualnym stanem wiedzy dyskutowano na sympozjonach i bez udziału sądów, czy bezpieki. Teraz jednak płomienni szermierze wolności badań naukowych, czy w ogóle – wolności słowa – podkulili pod siebie ogony i pochowali się w mysie dziury – bo oficerowie prowadzący najwyraźniej surowo przykazali im siedzieć w domu.
Jakże zresztą inaczej, kiedy przez Europę i Amerykę Północną znowu kroczy w triumfalnym pochodzie nauka przodująca, której koryfeusze, przyglądając się niewielkiej przestrzeni między swymi nogami, co i rusz odkrywają coraz to nowe płcie, z czego powstaje straszliwa wiedza, obrastająca nie tylko w prężne i cwane kadry, ale również w dogmaty, na straży których coraz częściej zaczynają stawać policje, prokuratury i niezawisłe sądy, przywołujące niedowiarków do porządku przy pomocy oskarżeń o uprawianie „mowy nienawiści”? A co to jest ”mowa nienawiści”? To proste, jak budowa cepa. „Mowa nienawiści”, to wypowiedzi i poglądy sprzeczne, a przynajmniej odstające od zatwierdzonych przez rozmaite Judenraty – między innymi przez Judenrat „Gazety Wyborczej”. Bo odpowiednią atmosferę – podobnie jak w czasach stalinowskich – tworzą postępowe media, sterowane niechybnymi rękami potomstwa przedstawicieli ówczesnej awangardy ludu pracującego miast i wsi. O tej chwalebnej ciągłości świadczy nie tylko kontynuacja kadrowa, ale również mechanizm propagandy, polegający na tym, by nadzorcy i kaci prezentowali się w charakterze ofiar.
Oto niedawno minęła kolejna rocznica zamordowania prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza. Z jakichś sekretnych przyczyn prezydent Narutowicz nie został – w odróżnieniu od innych polityków II Rzeczypospolitej – potępiony i skazany na damnatio memoriae przez żydokomunę, ale nawet zachował w PRL swoje ulice. Z okazji tej kolejnej rocznicy, na łamach swojej gazety, głos zabrał pan redaktor Adam Michnik, piętnując „szczujnie”, czyli psiarnie, jakie trzymała endecja, a teraz trzyma Ciemnogród, prześladujący szlachetny Jasnogród, którego najlepszym przedstawicielem w naszym bantustanie jest właśnie Judenrat „Gazety Wyborczej”. To był właśnie przykład tego, znanego z czasów stalinowskich, mechanizmu komunistycznej propagandy, polegającego na tym, że organizatorzy polowań na czarownice użalają się nad swoim losem zwierzyny łownej.
Bo przecież jest publiczną tajemnicą, że w ostatnich 30 latach nie było ani jednej nagonki na osoby lub środowiska broniące swobody wypowiedzi i swobody badań naukowych, w której Judenrat wspomnianej gazety nie odgrywałby zgodnej z leninowskimi normami życia partyjnego, roli jej organizatora, a przynajmniej – uczestnika – jeśli organizatorem został wcześniej kto inny – na przykład stary żydowski grandziarz finansowy, nawiasem mówiąc – współwłaściciel spółki wydającej wspomnianą żydowską gazetę dla Polaków. Judenrat tradycyjnie stoi w awangardzie walki z „homofobią” i innymi orwellowskimi myślo-zbrodniami. Zgodnie ze swoim przeznaczeniem stanął tedy po stronie gówniarstwa z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, które oskarżyło o rozliczne myślo-zbrodnie panią prof. Ewę Budzyńską i zażądało usunięcia jej z uczelni.
Powtórzyła się w ten sposób historia z czasów stalinowskich, kiedy to ówcześni hunwejbini zainicjowali nagonkę na prof. Władysława Tatarkiewicza pod pretekstem wygłaszania przez niego „czysto politycznych wystąpień o charakterze wyraźnie wrogim budującej socjalizm Polsce”. Teraz pretekst był inny; już nie „kontrrewolucyjna agitacja”, tylko myślo-zbrodnie na tle moczopłciowym. Gówniarstwo z Uniwersytetu Śląskiego nie chciało słuchać opinii sprzecznych z rozpowszechnionymi w środowiskach gówniarskich, które – jak to gówniarstwo – w czasach stalinowskich i teraz było i jest bardzo podatne na spiżowe prawdy głoszone przez kontynuatorów Trofima Łysenki, którzy tym razem doskonalą się w genderactwie i innych zbrodniczych bredniach, kładących się coraz gęstszym cieniem na polskich uniwersytetach. I władze Uniwersytetu Śląskiego tchórzliwie przyznały rację gówniarstwu. Tchórzliwie – bo pewnie w obawie, że w przeciwnym razie ich również wytupie ono z sal wykładowych. Tak właśnie działa mechanizm szczujni w służbie komunistycznej rewolucji, której (…) Judenrat „Gazety Wyborczej”, podobnie jak inne Judenraty, pełni „z okiem bystrym i ręką niechybną”.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.