„Robaczywe” jedzenie w Carrefour. Ceny – kosmiczne.

„Robaczywy” asortyment w Carrefour. Batony, chipsy i suszone owady u handlowego potentata

Filip Adamus robaczywy-asortyment


Promowane przez „ideologicznych” przeciwników diety mięsnej produkty spożywcze z insektów pojawiły się już w kilku warszawskich sklepach francuskiej sieci Carrefour. Pięć placówek koncernu na półki wprowadziło mąkę ze świerszczy oraz przekąski na jej bazie. Nie zabraknie też samych suszonych insektów odpychających samym wyglądem. 

„Odpowiadając na (…) trend, Carrefour Polska rozszerza swoją ofertę o kolejne produkty firm Foodbugs oraz Robaki z Paki, które klienci mogą znaleźć już w pięciu warszawskich sklepach, m.in. w Westfield Mokotów oraz Westfield Arkadia”, czytamy w komunikacie zagranicznej firmy.

Klienci, którzy odważą się spróbować promowanej przez ekologicznych fanatyków „żywności”, mogą wybierać spośród kilku produktów – w asortymencie znajdzie się „mąka proteinowa” ze startych świerszczy, produkowanych na jej bazie batonów, „robaczywych” chipsów, czy samych suszonych insektów z dodatkiem różnorodnych przypraw, dostarczanych przez firmę „robaki z paki”. Wśród „rarytasów” producenta znaleźć można m.in. larwy mącznika młynarka.

Jak poinformował dyrektor Działu Rozwoju Formatów i Konceptów Handlowych w polskiej filii Carrefoura, Piotr Lubiewa, jeszcze w fazie testowej sprzedaż jadalnych robaków dała obiecujące zysk rezultaty. – Dlatego też zdecydowaliśmy się na rozszerzenie naszego asortymentu i wprowadzenie go do kolejnych sklepów Carrefour – mówił cytowany przez portal businessinsider.com.pl mężczyzna.

Pomimo zgody unijnych instytucji na obrót produktami z insektów na terenie zrzeszonych w niej państw członkowskich kontrowersję wciąż wzbudza niepewny wpływ spożycia owadów na zdrowie konsumentów. Niepokoją m.in skutki spożycia niestrawnej dla człowieka chityny. 

Źródło: businessinsider.com.pl FA

===================

mail:

…Suszone świerszcze o smaku śmietany. Opakowanie 20 g kosztuje 15 zł.

Przetwórnie nie kupią polskich owoców !? Mają chłodnie pełne ukraińskich mrożonek.

Przetwórnie nie kupią polskich owoców !? Mają chłodnie pełne ukraińskich mrożonek.

przetwornie-nie-kupia-polskich-owocow

To dla nas dramat – mówi WP prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski. Po zbożu – kolejny problem.

Firmy przetwórstwa mają chłodnie pełne ukraińskich mrożonek i przekonują, że nie opłaca im się już kupować tegorocznych owoców z Polski.

Związek Sadowników RP na swojej stronie internetowej zamieścił apel „Nie dla importu z Ukrainy!” [czytaj wpis NIE dla importu owoców z Ukrainy ! >>>].

Prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski w rozmowie z Wirtualną Polską mówi wprost: – Za kilka tygodni rozpoczynają się pierwsze zbiory. Najpierw to będą truskawki, później maliny, wiśnie, porzeczki i wśród tych gatunków sytuacja na początku będzie najtrudniejsza.

Pierwszy kryzys na pewno dotknie producentów owoców miękkich, jagodowych. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że na rynku jabłek sytuacja będzie niewiele lepsza. Jabłka zrywamy na jesieni, wtedy dopiero robi się sok. Już wiemy, że sok jabłkowy do Polski dociera i zapewne będzie go bardzo dużo. To ogromna konkurencja i zagrożenie dla polskiego sadownictwa – podkreśla szef Związku Sadowników RP.

Maliszewski mówi WP, że już w tej chwili do chłodni w Polsce wpłynęły przetwory z owoców wyprodukowanych w Ukrainie. – Zalegają w chłodniach, gdzie wjechały po bardzo niskich cenach. Będą zajmować miejsce, które – do tej pory – miały na rynku owoce pochodzące z Polski – alarmuje.

Marcin Tyc, plantator truskawek i malin z województwa świętokrzyskiego, w rozmowie z Wirtualną Polską mówi, że już od ubiegłego roku obawia się tego, jak będzie wyglądał tegoroczny sezon na owoce takie jak truskawki czy maliny. – Już w zeszłym roku problem był ogromny – podkreśla.

– Na chłodniach nie byłem w stanie konkurować z owocami z Ukrainy. W zeszłym roku nie były objęte cłem i podatkiem. Właściciele chłodni pokazywali mi faktury za zamrożoną malinę z Ukrainy. Gotowy produkt, który mieli w takiej samej cenie, jaką mi tutaj musieliby zapłacić za świeży produkt, który musieliby jeszcze obrobić. A mrożonki z Ukrainy wjeżdżały do Polski jak turyści – dodaje.

Rozmówca WP dodaje: – Byliśmy pod kreską. Ceny były dyktowane przez to, co idzie z Ukrainy. Tam jest tania, masowa produkcja. Nie do końca dbają o jakość – stosowali pestycydy, herbicydy, owoce są strasznie pędzone.

– Nie dziwię się decyzji chłodni – kupują tam, gdzie taniej. Dopóki w tej samej cenie mieli malinę moją i ukraińską, brali moją. Ale jak się okazało, że produkt ukraiński może być nawet o 1/4 tańszy to tylko nierozsądny właściciel chłodni brałby polską drogą malinę. W biznesie patriotyzm odchodzi na bok – dodaje Tyc.

Jak podkreśla nasz rozmówca, niektóre chłodnie już mówią, że nie ma opłacalności kupowania i produkowania mrożonki np. z malin w Polsce, bo dużo taniej kupi się mrożonkę z Ukrainy. – To oznacza, że polscy producenci nawet nie będą mieli gdzie sprzedać owoców. A ci, którzy zaryzykują kupno maliny, by zrobić z niej mrożonkę, będą chcieli to zrobić po bardzo niskich cenach. To jest dla nas dramat – podkreśla Maliszewski.

– Na razie podejmujemy działania, by zatrzymać ten proceder. Zaproponujemy, żeby dać nam wsparcie do eksportu owoców poza Unię Europejską. Dać możliwość skupu interwencyjnego, zrobienia z tym czegokolwiek. Inaczej, nie z naszej winy, będziemy mieli problemy. Przestrzegamy, że działania trzeba podjąć już teraz – apeluje Maliszewski.

– W nowym sezonie, za kilka tygodni, będzie tak, że nie będą kupować takich ilości jak w poprzednich latach. Mają kupione sporo zapasów z Ukrainy, kupią znów tanio z tego kraju, więc nie będą płacić Polakom dobrych cen. To zagrożenie – wyjaśnia Maliszewski. I ostrzega, że „ogromny napływ importowanych produktów z Ukrainy w tym roku, spowoduje zaniżenie ceny„.

Możemy przełamać tę dynamikę. A wszystko co wystarczy zrobić – to powiedzieć „Nie”. „Nie podporządkuję się”. Kult i jego czarci pomiot – Cz. III-dokończenie.

Możemy przełamać tę dynamikę. A wszystko co wystarczy zrobić – to powiedzieć „Nie”. „Nie podporządkuję się”. Kult i jego czarci pomiot – (cz. III-dokończenie).

David Icke: Kult i jego czarci pomiot – jak oni działają (cz. III-dokończenie)

Jak wielu z 8 miliardów ludzi potrzeba, aby agenda tego „kultu” stała się niewykonalna?

A jednak ich agenda jest narzucana miliardom. Dlaczego? Bo te miliardy na to pozwalają. Przyzwolenie ludzi. Oto sedno tej władzy.

David Icke (przedstawiony w cz.I ) opowiada w rozmowie z Brianem Rose o tym, jak Kult opanowuje świat i dąży do zniewolenia ludzkości.

Możemy przełamać tę dynamikę. A wszystko co wystarczy zrobić – to powiedzieć „Nie”. „Nie podporządkuję się”.

Część I tekstu : “Kult” i jego czarci pomiot – jak oni działają?
Część  II  tekstu: Kult i jego czarci pomiot – Odebrać ludziom energię i żywność!  Chiny w awangardzie. Zlikwidować państwa !! Cz.II.
Część II tekstu kończyła się słowami: „Bo ja wiem, że oni nie mają żadnej władzy.”

=====================KontynuacjaSpójrzmy co się dzieje w Chinach. 25 milionów ludzi zamknięto w domach w Szanghaju, 400 milionów w całym kraju. Chiny mają populację 1,5 miliarda ludzi.
Weź liczbę członków Komunistycznej Partii Chin, razem z tym psychopatą Xi Jinpingiem, dodaj do tego służby mundurowe, i odejmij tę liczbę od 1,5 miliarda.
Przecież to ledwo dotyka brzegów. Gdyby znaczna część tych 1,5 miliarda ludzi odmówiła współpracy z systemem, wyszliby na ulice i oznajmili: „Wracamy do normalnego życia. Nie będziemy już więźniami we własnych domach.” Rządowe nakazy byłyby nie do wyegzekwowania.
Nie obchodzi mnie, jak dużo masz kodów QR. To jest nie do wyegzekwowania. Jest za dużo ludzi.
Powiedzmy, że jedna trzecia Chińczyków – 500 milionów ludzi – oznajmia: „Dość tego. Koniec z tym. Kaput. Kończymy z tym”

Ilu…?
Jak wielu z tych 8 miliardów ludzi potrzeba, aby agenda tego kultu stała się niewykonalna?
Ten Kult w porównaniu z globalną populacją jest tak mały liczebnie, jeśli chodzi o ludzi którzy w pełni wiedzą i rozumieją jaki jest plan, że muszą rekrutować z populacji docelowej swych administratorów rządowych i pracowników organów ścigania.
Tak więc służby mundurowe oraz dziennikarze – pożal się Boże „dziennikarze” – wstają każdego ranka – słuchacie, policjanci i wojskowi na całym świecie? – codziennie rano wstają, odwożą dzieci do szkoły,idą do pracy, egzekwując na populacji docelowej, z której sami się wywodzą, to co ta mała grupa na samym wierzchołku kultu chce, aby robili i egzekwowali, a potem wracają do domu do swoich dzieci.
Tych samych dzieci i wnuków, którym poprzez swe codzienne działania – patrz: covidowe lockdowny, patrz: obecne wydarzenia w Chinach – narzucają totalny zamordyzm, w którym będą żyć do końca życia.
Własnym dzieciom i wnukom. A ci politycy zasiadający w rządach i samorządach, którzy rządzą ludźmi i zmuszają ich – a przynajmniej próbują – do robienia tego, co dyktuje im sekta działająca poprzez rządy, oni też mają dzieci i wnuki i też codziennie pracują nad tym, aby ich własne dzieci i wnuki przeżyły resztę życia w technologicznie wygenerowanym i zarządzanym poprzez sztuczną inteligencję faszyzmie, który przewyższa wszystko, co naziści mogliby nawet wymyślić.
I tak oto, jeśli się tak zastanowić: jeśli odliczymy dziennikarzy, którzy programują ludziom percepcję, bo sami też są percepcyjnie zaprogramowani, a którzy w przeważającej części należą do populacji docelowej, jeśli odliczymy służby mundurowe (które są z populacji docelowej), jeśli odliczymy administrację rządową, która w większości też jest z populacji docelowej, to ilu tych gnojków zostanie?!
A jednak ich agenda est narzucana miliardom. Dlaczego? Bo te miliardy na to pozwalają.
I wiesz, mówiłem to już wiele razy: Ten Kult mnie nie martwi, nie ma on żadnej władzy.
Władza, którą posiada ten Kult, to władza, którą otrzymuje od ludzi w postaci ich przyzwolenia.
W postaci wiary w tę władzę.


Populacja oddaje Kultowi swoją własną władzę i to jedyna władza, jaką ten kult kiedykolwiek posiadał. Przyzwolenie ludzi.

Oto sedno tej władzy.


To dlatego mniej martwi mnie sam kult, a bardziej populacja. Bo istnieją dwa typy ludzi, reprezentujący dwa typy mentalności,które pozwoliły się narodzić i rozwinąć każdej tyranii w historii.
Nieważne, czy był to chiński komunizm, czy niemiecki nazizm, czy cokolwiek innego.
Jedna grupa to ludzie ślepo posłuszni, którzy bezrefleksyjnie przyjmują wszystko co mówi im autorytet i ślepo w to wierzą, a następnie postępują zgodnie z tym,w co ślepo uwierzyli.
Ta grupa to dla systemu bułka z masłem. Cokolwiek im się powie, oni w to wierzą i to robią.
To ludzie z gatunku: „Tak mówili w telewizji, więc to musi być prawda.”

Druga grupa to ludzie, którzy nie chcą się pokornie podporządkowywać tak jak pierwsza grupa, ale boją się konsekwencji niepodporządkowania się. Boją się konsekwencji nierobienia tego, co mi się każe. Te dwie grupy były odpowiedzialne za narodziny każdej tyranii w historii.
totalitaryzm
Bo totalitaryzm nigdy nie jest wprowadzany przez „faszystów”. Nigdy nie ma tych „faszystów” wystarczająco dużo.

Totalitaryzm powstaje dzięki przyzwoleniu ludzi na totalitaryzm, czy to poprzez bezmyślne robienie tego co im się każe, czy poprzez robienie co im się każe ze strachu przed nierobieniem tego.

Pozostaje jeszcze trzecia grupa, która z kolei zakończyła każdą tyranię w historii, czyli ludzie, którzy widzą co się dzieje, widzą że są okłamywani, rozumieją dlaczego są okłamywani i jaki jest tego ostateczny celi odmawiają współpracy.

Ci ludzie wolą umrzeć, niż zaakceptować to co próbuje im się narzucić.

I to właśnie tacy ludzie, z taką mentalnością, zakończą i tę tyranię.

Jeśli ktokolwiek ma ją zakończyć, to tylko ludzie o takiej mentalności.


Jedną z rzeczy, które moim zdaniem musimy zrobić, teraz gdy już sprawy zaszły tak daleko, jest to, że musimy przestać myśleć o konsekwencjach.
Musimy robić to, co wiemy, że jest słuszne, a konsekwencje same się o siebie zatroszczą.
Niewspółpracowanie z tyranią, aby ta tyrania upadła.
Jeśli zaczniemy myśleć o konsekwencjach takiego postępowania, zawsze znajdziemy listę na tyle długą, że będziemy mogli powiedzieć: „Cóż, chciałbym robić to, co wiem, że jest słuszne, ale nie z takimi konsekwencjami.”

A oto co ja próbuję ludziom uświadomić, i to już od bardzo dawna: jeśli myślisz, iż konsekwencje postawienia się systemowi są złe TERAZ, poczekaj jeszcze trochę, a zobaczysz jakie będą konsekwencje – nie tylko dla ciebie, ale też dla twych dzieci i wnuków – NIEPOSTAWIENIA się tyranii i NIEZAPRZESTANIA współpracy z nią.

Bo to, dokąd to zmierza, nie ma precedensu w całej historii ludzkości.

A jeśli ludzie myślą, że to co mówię to szaleństwo, cóż, to samo mówili, gdy 30 lat temu opisywałem dokładanie to, co widzimy dziś.

Spójrz wstecz na całą historię rasy ludzkiej. Na dowolną kulturę, w dowolne miejsce.

Co widzisz?

Nieliczni zawsze kontrolują masy. Zawsze.

Dlaczego?  Bo te masy oddają swoją władzę nielicznym w postaci przyzwolenia.
Albo ze ślepej wiary, albo ze strachu przed konsekwencjami nieposłuszeństwa.

Cała historia ludzkości oparta jest na tym procesie, na tej dynamice.
Mamy teraz możliwość przerwania tego cyklu. Przerwania tej dynamiki, która doprowadziła nas tu, gdzie teraz jesteśmy. Dynamiki, poprzez którą nieliczni zawsze kontrolują masy.
Możemy przełamać tę dynamikę. A wszystko co wystarczy zrobić
– to powiedzieć „Nie”. „Nie podporządkuję się”.
Jeśli to, co każecie mi robić, prowadzi do zniewolenia mnie i moich dzieci, to nie ma mowy, żebym to robił.”

A jeśli zrobi to wystarczająco dużo ludzi, to jeszcze dziś wieczorem będzie po wszystkim.
Koniec

=======================
Cała rozmowa (lektor PL).
bitchute.com/video
Tłumaczenia dokonała genialna Georgina Orwell. Polecam jej kanał, gdzie zgromadziła ponad 140 niezwykle ciekawych pozycji (wszystkie we własnym tłumaczeniu):
Georgina-Orwell
Opracowanie: Joanna M.Wiórkiewicz

Kult i jego czarci pomiot – Odebrać ludziom energię i żywność!  Chiny w awangardzie. Zlikwidować państwa !! Cz.II.

Ku globalnej bezwzględnej dyktaturze. Zlikwidować państwa!

Kult i jego czarci pomiot – Odebrać ludziom energię i żywność !

Ku globalnej bezwzględnej dyktaturze. Zlikwidować państwa!

Jeśli chcesz zobaczyć, jaka przyszłość planowana jest dla Zachodu, spójrz na Chiny dzisiaj.

Zmierzają w kierunku „lockdownów węglowych”, „lockdownów klimatycznych”.
To szaleństwo! Świat zwariował. To dom wariatów. … A gdy  już zrozumiesz, że to dom wariatów, wszystko nabiera sensu.

David Icke: Kult i jego czarci pomiot – jak oni działają (cz. 2)

david-icke-kult-i-jego-czarci-pomiot-cz-2

David Icke (przedstawiony w cz.I ) opowiada w rozmowie z Brianem Rose o tym, jak Kult opanowuje świat i dąży do zniewolenia ludzkości


Część I tekstu : “Kult” i jego czarci pomiot – jak oni działają?


Część I kończyła się słowami:
„Zasadniczo, pytanie które ludzie powinni sobie zadawać ilekroć widzą i analizują jakiekolwiek działanie rządu, brzmi: Kto zyskuje na tej sytuacji? Kto zyskuje na tym, że uwierzę w to, w co władza każe mi wierzyć? I za każdym razem okazuje się, że korzyści odnosi wyłącznie ten Kult i jego program globalnej kontroli.
=======================================
Kontynuacja:
David Icke: – A zatem: zmiana klimatu.
Bez dwutlenku węgla wszyscy bylibyśmy martwi, bo nie byłoby przyrody. Świat przyrody wysysa dwutlenek węgla z atmosfery. Jest on dla roślin tym, czym dla nas tlen. I mamy wspaniały symbiotyczny związek ze światem przyrody: wdychamy tlen, a wydychamy dwutlenek węgla, który z kolei wchłaniają rośliny.

Teraz musisz ludziom wmówić, że dwutlenek węgla – czyli gaz niezbędny do życia, podobnie jak tlen – powoduje zanieczyszczenie środowiska. Dwutlenek węgla jest niewidzialnym gazem. Ale ty pokazujesz w mediach na całym świecie obrazy zanieczyszczeń i dymu wydobywającego się z kominów gdy mówisz o dwutlenku węgla. Czyli znów: manipulacja percepcją. 
Sprawiasz, że populacja zaczyna utożsamiać dwutlenek węgla, który jest niewidzialny, z zanieczyszczeniami, które można zobaczyć.
I tak oto dwutlenek węgla stał się „zanieczyszczeniem”. Gaz niezbędny do życia.
I wtedy mówisz: „Skąd pochodzi ten węgiel? Pochodzi z paliw kopalnych.”„ A więc jeśli mamy zatrzymać jego emisję, która podgrzewa świat” – kolejne kłamstwo -” to musimy się pozbyć paliw kopalnych.”
I co wtedy robisz?
To co robi Biden, odkąd doszedł do władzy: zamykasz rurociągi, zabraniasz poszukiwania nowych źródeł paliw kopalnych na terenach państwowych, manipulujesz systemem finansowym tak, aby dalsze wydobycie paliw kopalnych było finansowo niewykonalne, zmieniasz prawo tak, by uderzyć w paliwa kopalne w każdy możliwy sposób. I ogłaszasz, że od tej pory trzeba korzystać z odnawialnych źródeł energii, takich jak energia słoneczna i wiatrowa.
A przy okazji:

Skąd pochodzi zdecydowana większość turbin wiatrowych? Z Chin.
Skąd pochodzi większość paneli słonecznych? Z Chin.

Ten wątek stanie się istotny w dalszej części naszej rozmowy.
Czyli jednocześnie wzmacniasz Chiny i celujesz w paliwa kopalne. A to sprawia, że cena energii idzie w górę.
„A więc co jeszcze możemy zrobić? Cena energii rośnie, to dobrze.” „-Wywołamy wojnę zastępczą między Rosją i Chinami a Zachodem. a następnie nałożymy sankcje na Rosję. Nałożymy sankcje na rosyjski gaz i na rosyjską ropę Rosja ma ogromne rynki zbytu dla swej energii w Chinach i w Indiach. A więc…

Kto jest największym przegranym w wyniku nałożeniu sankcji na Rosję? Zachód.

Bo celem tego Kultu jest doprowadzenie zachodniej gospodarki do ruiny i zniszczenie zachodniego społeczeństwa w takim kształcie jaki znamy. A więc teraz wywołałeś wojnę zastępczą na terytorium Ukrainy.

„Tak bardzo zależy nam na narodzie ukraińskim,, że nigdy nawet nie wspomnieliśmy o rozmowach pokojowych i zakończeniu tej wojny.”
„Wysyłamy tam tylko coraz więcej broni aby podsycać ogień, bo chcemy aby ta wojna trwała jak najdłużej, bo wpisuje się w nasz program.”

A więc co się teraz dzieje? Nie tylko wzrasta koszt energii, ale też masowo spada jej podaż.
A jaki to ma skutek?

Wciąga ludzi na niższe poziomy społeczeństwa „Igrzysk Śmierci”. Wpycha ich w całkowitą zależność. Co dalej: Myślisz: „OK, chcemy kontrolować to, od czego ludzie są zależni.

Energię już kontrolujemy. To podnosi cenę wszystkiego i sprawia, że ludzi nie stać na ogrzewanie. To dobrze, dobrze.”

„Czego jeszcze potrzebują ludzie? Jedzenia! Tak!

Co możemy z tym zrobić? O, wiem! Podczas trwania lockdownów zaczęliśmy rozmontowywać globalny łańcuch pokarmowy.. Jesteś tam, Bill Gates? Chcemy, żebyś wykupił mnóstwo ziemi uprawnej w Ameryce i przejął produkcję żywności.”

A więc teraz Bill Gates, Pan „Covid”, Pan „Szczepionka na Covid”, oraz Pan „Zmiany klimatyczne spowodowane przez człowieka”.
Bill Gates jest teraz największym właścicielem ziem uprawnych w Ameryce.
„Co jeszcze musimy zrobić? Kto produkuje jedzenie? Rolnicy! A więc teraz musimy uderzyć w nich.!”
Kto jest największym producentem i eksporterem żywności na świecie? Ameryka. Ok.
A kto jest na drugim miejscu? Holandia! Mamy w Holandii naszego człowieka, nie? Jak mu tam? Rutte… Tak, to nasz człowiek. Mark Rutte, premier Holandii. Zawsze pilnujemy żeby wygrał wybory, bo robi co mu każemy.”

A więc teraz, gdy coraz głośniej mówi się o nadchodzących niedoborach żywności i rozmontowywaniu globalnego łańcucha pokarmowego, mamy Marka Rutte, stojącego na czele holenderskiego rządu, który uderza w tysiące holenderskich rolników, aby zabrać im ziemię, przejąć ją na własność.

A wszystko opiera się na demonizowaniu azotu. Wiecie, że w Holandii mają „Ministra ds. Azotu” ?
A dlaczego jako pretekstu używają azotu? „Bo azot przyczynia się do zmian klimatycznych”.
Tak więc teatrzyk zwany „zmianami klimatu”, podobnie jak teatrzyk zwany „Covid”, to istna studnia bez dna, niewyczerpane źródło pretekstów. – Ta globalna sieć tajnych stowarzyszeń  centralnie sterująca wydarzeniami na świecie – dla niego nie istnieją granice państw.
Oni chcą zlikwidować granice państw.  To część wprowadzanej globalnej bezwzględnej dyktatury. 
Chcą zlikwidować państwa,
aby świat zaczął oficjalnie funkcjonować tak, jak rzeczywiście, ale na razie nieoficjalnie – funkcjonuje.
W tej chwili tak nie jest. W tej chwili świat wygląda, jakby składał się z różnych państw z granicami. Właśnie dlatego chcą zniesienia granic. To dlatego George Soros ma organizację o nazwie ’Open Society Foundations’ zmierzającej właśnie do likwidacji granic.
Dla nich granice nie istnieją. Rząd Chin to rząd należący do Kultu. Rząd USA należy do Kultu. Rząd brytyjski należy do Kultu.Rząd francuski też. Wszystkie państwa to teatrzyk dla mas.
I dziś zaczyna być coraz bardziej oczywiste to, co mówię już od dawna:
Chiny stworzono jako poligon testowy dla globalnego państwa faszystowskiego.

Rewolucja Mao była zorganizowana i finansowana przez Kult. A jej celem było właśnie to, aby stworzyć zamknięte społeczeństwo, którego system – oparty na technologii, a obecnie także na sztucznej inteligencji – system masowej kontroli i masowej inwigilacji w czasie rzeczywistym mógł być inkubowany i udoskonalany, a gdy już osiągnie kształt jaki oni zaplanowali, zostanie rozprzestrzeniony na cały świat i stanie się systemem globalnym.
Innymi słowy – a mówię to już od kilku dekad – Jeśli chcesz zobaczyć, jaka przyszłość planowana jest dla Zachodu, spójrz na Chiny dzisiaj. A więc co dzieje się teraz w Chinach – a działo się to jeszcze zanim rozpoczęto teatrzyk pt. „Covid”, zresztą właśnie w Chinach.
Mają tam kod QR, zauważ – odkąd rozpoczął się „Covid”, stał się też wszechobecny na Zachodzie, nie przypadkiem, i ten kod QR całkowicie kontroluje życie ludzi w Chinach.
Jeśli twój kod QR nie wyrazi zgody, w jakiejkolwiek sytuacji, nie możesz wykonać danej czynności ani udać się w pożądane miejsce. I doszło do tego, że obecnie ok. 400 milionów Chińczyków przebywa w areszcie domowym, pod pretekstem tzw. polityki „Zero Covid”. która nie ma absolutnie nic wspólnego z Covidem, ani ze zdrowiem.
Chodzi o kontrolę.
25 milionów ludzi w Szanghaju siedziało w areszcie domowym. A co zainicjowało te masowe protesty, trwające w Chinach tygodniami: w bloku mieszkalnym wybuchł pożar, w którym zginęło ponad 10 osób, w tym przynajmniej jedno dziecko. Bo nie mogli się wydostać z mieszkania, bo zostali tam dosłownie uwięzieni przez rząd.

Zaplombowali im drzwi, założyli drut kolczasty na ogrodzenia. I to właśnie zapoczątkowało protest. 
Jeśli chcesz zobaczyć, co jest planowane dla Zachodu, spójrz na Chiny dzisiaj.
Oto dokąd oni zmierzają.

Widziałem niesamowite nagranie z Chin, które ktoś nagrał telefonem jakieś trzy tygodnie temu, na którym widać olbrzymią kolejkę samochodów czekających na przejazd przez punkt kontrolny i do każdego samochodu podlatuje dron z czytnikiem kodów QR i sprawdza kogo przepuścić, a kogo nie.
I jak wyjaśnia ten Chińczyk na nagraniu, w Chinach już w 2017 roku technologia masowej inwigilacji poprzez sztuczną inteligencję osiągnęła taki poziom, że jeśli przejdziesz na drugę stronę ulicy w niedozwolonym miejscu kamery to rozpoznają i z twojego konta automatycznie ściągana jest opłata za mandat. Oto świat, do którego zmierzamy.
M.in. dlatego oni chcą cyfrowej waluty. 
Dlatego właśnie chcą,żeby cały świat był cyfrowy. Wtedy będą mogli zabierać ci pieniądze z konta kiedy tylko zechcą. To dlatego niedawno wszystkie państwa G20 zgodziły się- oczywiście, że się zgodziły, spróbowałyby nie – że niezbędne jest wprowadzenie Paszportu Szczepionkowego i cyfrowych walut czyli znów – podobnie jak z tymi drag queens – wszystkie państwa nagle jednocześnie wpadły na ten sam pomysł wprowadzenia waluty cyfrowej.
Już w 1992 roku pisałem w swej książce pt. „Bunt Robotów”, – w 1992 roku! – że oni planują pozbyć się gotówki i wprowadzić globalną walutę cyfrową. I dokładnie to właśnie widzimy. 
Co wprowadzono podczas lockdownów covidowych?
Jak działają Paszporty Szczepionkowe?
Kody QR.
I już widzimy, że firmy wydające karty kredytowe, takie jak Master Card, produkują karty, które śledzą twe wydatki i sumują twój rzekomy ślad węglowy. A gdy już osiągniesz limit swego śladu węglowego, którego wysokość ustalają oni, twoja karta przestaje działać. Dostajesz określony limit „śladu węglowego” a po jego wykorzystaniu nic już nie możesz kupić.

I zmierzamy w kierunku „lockdownów węglowych”, „lockdownów klimatycznych”.
Rząd ogłosi lockdown „bo limit węglowy został przekroczony”.

Lockdowny covidowe były prekursorem dla przyszłych lockdownów, które będą wprowadzane nie tylko z powodu kolejnych „pandemii”, ale też z powodu „zmian klimatu”. A więc widzimy…
Czyli teraz będą nas zamykać w domach, bo „emitujemy za dużo dwutlenku węgla”.

Zamykane jest całe miasto i wszyscy obywatele indywidualnie.
Już nas wytresowano do lockdownów, tylko teraz będą pod innym pretekstem.
Cóż, myślę – a raczej wiem to na pewno – że okres lockdownów Covidowych otworzył wielu ludziom oczy na to, że to, do czego się przyzwyczailiśmy i co uważamy za normalne, może się zmienić w jednej chwili.
A skala nadchodzących zmian – jeśli na nie pozwolimy -przekracza granice wyobraźni większości ludzi.
Nie będziemy stanie nic robić – wykonać jakiejkolwiek czynności, udać się w jakiekolwiek miejsce -jeśli kod QR nam na to nie pozwoli. 

Podczas lockdownów covidowych: bez kodu QR nie mogłeś wejść do restauracji. Bez kodu QR pokazującego, że przyjąłeś tzw. „szczepionkę” – bo to bynajmniej nie jest szczepionka – nie mogłeś iść na imprezę sportowączy na jakiegokolwiek inne wydarzenie.
To był tylko przedsmak tego, co jest planowane i test mający sprawdzić stopień uległości społeczeństw wobec takich rozwiązań. I gdy ludzie tacy jak Bill Gates forsują narrację o zmianach klimatycznych, obowiązkowych szczepieniach i o Covidzie, a Klaus Schwab, prezes Światowego Forum Ekonomicznego – kolejna marionetka Kultu – mówi, że tzw. „pandemia Covid” to szansa, okazja, którą trzeba wykorzystać do przekształcenia świata, to mówią właśnie o tym.
I lepiej żeby ludzie się szybko obudzili, bo ich plan nabiera tempa, w miarę jak ich władza rośnie. że ta cyfrowa waluta nie będzie miała żadnego rywala. będzie jedna światowa waluta cyfrowa.Jak już mówiłem, pisałem o tym w książce „Bunt Robotów” już w 1992 roku.
Więc każda twoja pojedynczatransakcja będzie rejestrowana i system będzie o niej wiedział w  czasie rzeczywistym. I jak zawsze, totalitaryzm jest wprowadzany stopniowo. Zaczynasz od gotówki, potem wprowadzasz karty kredytowe. .O, zobaczcie jak łatwo się nimi płaci! Jakie to ułatwienie, jaka wygoda!”
OK, a więc wprowadziłeś karty kredytowe, a jednocześnie jest opcja gotówki. Ale ty nie chcesz gotówki. Chcesz tę gotówkę zlikwidować. A więc zaczynasz ją likwidować.
Oddziały bankówsą stopniowo zamykane. To się dzieje na całym świecie. Nie można już iść do banku i operować gotówką. Bankomaty na całym świecie są stopniowo likwidowane. Nie można już pobrać gotówki.
Gdy zaczął się Covid, Światowa Organizacja Zdrowia już na samym początku ogłosiła: „Covidem można się zarazić od używania gotówki”.

I nagle, niemal od razu, próbuję kupić kawę w małym kiosku na dworcu, a oni mówią mi, że mogę płacić tylko kartą, bo gotówka przenosi Covid. Tak naprawdę chodziło wyłącznie o to, aby odzwyczaić ludzi od gotówki.
Byłem raz w supermarkecie i chciałem zapłacić gotówką. A sprzedawca podsuwa mi pod nos specjalny pojemnik z uchwytem i mówi: „Włóż pieniądze do środka”. Udałem, że nie wiem o co chodzi i pytam: „Dlaczego?”
„Od używania gotówki można złapać Covid.” „A więc dlaczego sprzedajecie gazety?”  Cisza.
I zwróć uwagę, że w gazetach pisano wtedy:  „Można złapać Covid od gotówki, ale nie od gazet. ” Możecie wyjaśnić, gdzie tu logika? „
„Nie, nie możemy. Po
prostu tak jest. Bo chcemy pozbyć się gotówki, bo nasi mocodawcy tak sobie zażyczyli, ale nie chcemy, abyś przestał kupować gazety”


To szaleństwo! Świat zwariował. To dom wariatów.
A gdy  już zrozumiesz, że to dom wariatów, wszystko nabiera sensu.

Gdy próbujesz doszukać się w tym wszystkim jakiejś logiki, znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie, nic nie trzyma się kupy. Gdy zrozumiesz, że to dom wariatów prowadzony przez szaleńców i psychopatów, wtedy wszystko nagle układa się w spójną całość. 
Jak mówiłem o Trumpie już w 2016 r.,zanim został prezydentem, wprowadzono go na scenę po to, aby podzielił Amerykanów.
Był taki facet,który nazywał się Saul Alinsky, który jest autorytetem dla ludzi takich jak Obama, Hillary Clinton i Nancy Pelosi. Napisał książkę pt. „Zasady dla radykałów”, w  której opisał, w jaki sposób można zamienić społeczeństwo demokratyczne w komunistyczne. I podkreślał tam, że nie atakuje się korporacji bez twarzy.
Wybierasz jednego faceta i kierujesz swój atak przeciw niemu. Obwiniasz go – za wszystko. Bo – jak to mówili naziści – propaganda powinna być jak najprostsza. Nie komplikujcie, propaganda ma być prosta.
To tak jak z propagandą przeciwko mnie: „To antysemita i negacjonista Holokaustu. Koniec tematu”.
Jakieś dowody? Nie, niepotrzebne. Po prostu powtarzajcie to w kółko.
Chodzi o kontrolę percepcji, bo to ona kształtuje zachowanie.
Chcesz kontrolować zachowanie ludzi? Kontroluj ich percepcję. A percepcja wynika z otrzymywanych informacji.
To dlatego oni chcą kontrolować informacje. Bo wtedy kontrolują naszą percepcję, a więc i zachowanie.  I  jedną z rzeczy, którą oni teraz robią, i oczywiście robili to już dużo wcześniej, ale nigdy dotąd aż tak jawnie, jest umieszczanie kompletnych kretynów na czołowych stanowiskach politycznych.
Ma to dwa cele: po pierwsze, ludzie tracą szacunek do swego kraju, tego właśnie chcą, bo chcą w ogóle wyeliminować państwa i zastąpić je globalną monokulturą.Nie będzie już krajów, nie w takim kształcie jaki znamy. Ani narodów. 
To wszystko jest częścią dłuższego procesu nazywanego 'Wielkim Resetem’.
A po drugie oni chcą przez to pokazać, bo teraz przeszli już od ukrywania swych planów bo nie da się ich już ukryć, oni są już tak blisko swego celu końcowego, że muszą przebić się z tym na powierzchnię, tak więc przeszli już od ukrywania ich do mówienia:„Spójrzcie, kontrolujemy wszystko. Możemy umieścić niedołężnego starca w Białym Domu jako prezydenta Stanów Zjednoczonych Możemy to zrobić.Spójrzcie! Możemy posadzić u władzy kopletnych kretynów: Jacindę Ardern w Nowej Zelandii, Justina Trudeau w Kanadzie, itd.”
Możemy posadzić na stołku kogo tylko chcemy”
To wszystko jest częścią łamania ducha ludzi, tak aby powiedzieli: „Cóż, nie możemy nic zrobić. Ich władza jest zbyt silna.”
A oni powtarzają; „Możemy umieścić na stanowisku politycznym kogo tylko chcemy. Zatem nie walczcie z nami. To strata czasu.I tak wszystko kontrolujemy.”
A powodem, dla którego chcą, abyśmy uwierzyli w ich władzę jest to, że wcale jej nie mają.Bo garstka osób nie da rady kontrolować 8 miliardów ludzi, jeśli te 8 miliardów ludzi na to nie pozwoli.
Czyli oni muszą ukształtować naszą percepcję tak, byśmy uwierzyli, że mają nieograniczoną władzę, podczas gdy wcale jej nie mają. Oni nie mają nad nami władzy. Ale chcą abyśmy wierzyli, że ją mają, bo wtedy nie będziemy się im sprzeciwiać.
I to jest jedna z tych rzeczy, które mówię, a za którą oni tak bardzo chcą mnie uciszyć.
Bo ja wiem, że oni nie mają żadnej władzy.

Koniec cz. II,część III nastąpi

Całą rozmowę można obejrzeć i wysłuchać w polskim tłumaczeniu (!) tutaj:
bitchute
Tłumaczenia dokonała genialna Georgina Orwell. Polecam jej kanał, gdzie zgromadziła ponad 140 niezwykle ciekawych pozycji (wszystkie we własnym tłumaczeniu):
georgina%20orwell

„Kult” i jego czarci pomiot – jak oni działają?

David Icke: Kult i jego czarci pomiot – jak oni działają?

Chcą stworzyć sytuację, w której światowa populacja zostanie doprowadzona do takiej nędzy i desperacji, że przejmą nad nią kontrolę, poprzez totalne uzależnienie jej od siebie.

===============================

Witam w 'London Real’, nazywam się Brian Rose. moim gościem jest David Icke (wym.Ajk) angielski autor, sygnalista i mówca publiczny oraz wizjoner. Profesjonalny badacz światowych spisków.

Brian Rose: Twoją misją od ponad 30 lat est ujawnienie kto i co tak naprawdę kontroluje świat. Jesteś autorem ponad 20 książek. Wykładałeś w ponad 25 krajach,przemawiając na żywo – czasem przez 10 godzin – do dziesiątek tysięcy ludzi, a twoje niewiarygodnie profetyczne przepowiednie trafiają do odbiorców ze wszystkich środowisk. Twoje badania nad czołowymi postaciami politycznymi, wpływowymi rodzinnymi liniami krwi, globalnymi wydarzeniami i pandemią spotkały się z powszechną krytyką ze strony mediów głównego nurtu
A teraz, w 2022 r., z powodu twego nieustającego dążenia do ujawnienia prawdy,  otrzymałeś zakaz wjazdu do Holandii oraz 25 innych krajów europejskich przez następne dwa lata i zostałeś ogłoszony „terrorystą trzeciego stopnia”. Jak już kiedyś mówiłem, choć nie we wszystkim się z tobą zgadzam, będę do śmierci bronił twego prawa do mówienia tego i twego prawa do zgromadzeń w każdym kraju na tej planecie.  
Witaj ponownie w London Real!
David Icke: Dziękuję, Brian. 
Co wydarzyło się 4 listopada? Tego dnia zakazano ci wstępu do 26 krajów w Europie na całe dwa lata. 
Jestem banowany w wielu różnych miejscach. A ponieważ żyjemy w świecie, gdzie kłamstwa stały się normalnością, a „dezinformacja” to nowe określenie na prawdę lub alternatywną opinię, 
to jeśli system chce cię uciszyć w skali globu, to znaczy że musisz mieć do powiedzenia coś ważnego. Taka cenzura to prawie ak medal wojenny. bo jeśli próbują cię uciszyć na taką skalę, na skalę globalną, to najwyraźniej mówisz coś, co oni chcą utrzymać przed ludźmi w tajemnicy.
Tak czy inaczej, zostałem zaproszony aby wygłosić przemówienie na Wiecu Pokojowym w Amsterdamie, który miał się odbyć bodajże 6 listopada. I zgodziłem się: „Tak, nie ma problemu.” I tu miała miejsce następująca sekwencja wydarzeń – a dokładnie to samo stało się w Australii: 
Rozpoczął się na mnie atak: „Ten człowiek to negacjonalista Holokaustu i antysemita!” 
Następnie – a to samo działo się w Australii – media to podchwyciły i zaczęły wszędzie wzmacniać ten sam przekaz: „Ten człowiek to antysemita i negacjonalista Holokaustu!” 
Media w Holandii całkowicie mnie zdemonizowały. Gazety głównego nurtu, telewizja, radio, wszyscy. Ani jeden z nich nie przyszedł do mnie i nie zaproponował, abym sam się wypowiedział i przedstawił swój punkt widzenia. Ani jeden. 
Bo ci ludzie nie mają jaj, ani kręgosłupa, ani bladego pojęcia. Tak więc mam zakaz wjazdu nie tylko do 26 krajów, w tym Holandii, ale też do ogromnej części świata, w tym Australii.
I tu pojawia się pytanie:

Sekundę, to przecież tylko jeden facet, mieszkający w jednopokojowym mieszkaniu na wyspie Isle of Wight, a dostał zakaz wstępu do tych wszystkich krajów od tych wszystkich rządów! Co takiego on może mówić? 
A drugie pytanie jest takie – a jest to kwestia, którą warto podkreślić. Dlaczego oni się mnie boją? I dlaczego boją się mnie tak bardzo, że posuwają się do tak niedorzecznych dziecinnych skrajności, aby uniemożliwić ludziom usłyszenie tego, co mówię?
To tylko pokazuje – a podkreślam to od lat – gdzie leży prawdziwa władza. Wcale nie w rękach tych ludzi, którzy „wydają się” mieć władzę. Gdyby to oni mieli władzę, to, z faktu, że gdzieś jakiś jeden facet głośno o tym mówi. Jedynie by się śmiali: „To bez znaczenia, przecież mamy władzę”. 
A jednak ma to dla nich znaczenie, i to tak bardzo, że zabronili mi wstępu do sporej części świata! Dlaczego? Bo wiedzą, że ich narracja jest dziecinnie prosta do obalenia.

I dlatego jedynym sposobem, w jaki mogą bronić swej niedorzecznej narracji, jest uciszanie kogokolwiek, kto ją demaskuje i obnaża jej absurdalność. I to wyjaśnia dlaczego skala cenzury na całym świecie – w mediach głównego nurtu, w Dolinie Krzemowej i wszędzie indziej – przybrała tak histeryczny wymiar.
Powodem, dla którego oni tak bardzo się mnie boją, jest to, że wchodzę w króliczą norę tak głęboko, iż dochodzę do samego źródła tego globalnego spisku, którego celem jest zniewolenie ludzkości. I opisuję jak to działa i jak te wszystkie kropki się łączą, tak że te wszystkie instytucje – organizacje, ludzie, rządy, systemy bankowe, Dolina Krzemowa, Światowa Organizacja Zdrowia – nie działają w izolacji i w sposób przypadkowy, lecz – gdy się wejdzie wystarczająco głęboko w te organizacje – dochodzi się do poziomu, na którym one wszystkie tworzą jedną sieć popychającą świat w bardzo konkretnym kierunku.

I widzimy, że w miarę jak oni są coraz bliżej swego celu, to, że wszystkie grupy, organizacje i jednostki poruszają się jako jeden organizm stało się rażąco oczywiste dla każdego, kto ma oczy.
Widzimy jak cała grupa G20 jednomyślnie prze do cyfrowego świata, do świata kodów QR na wzór modelu chińskiego. 
I gdy spojrzy się na kluczowe elementy tego programu – czy to na Covid, czy na „szczepionki”, czy na „globalne ocieplenie z winy ludzi”, czy na Ukrainę, czy cokolwiek innego – wszystkie rządy forsują tę samą narrację, media głównego nurtu na całym świecie forsują tę samą narrację, a Dolina Krzemowa cenzuruje każdego kto tę narrację podważa.
Ludzie uważają nas za „teoretyków spiskowych”. A więc ja proponuję nazwać takich ludzi „teoretykami zbiegu okoliczności”.Bo to, że wszystkie te różne instytucje i różne grupy nagle mówią jednym głosem i zgodnie cenzurują każdego kto się z nimi nie zgadza, cóż – to cholernie wielki zbieg okoliczności.
I trzeba wyjaśnić, jak taki zbieg okoliczności w ogóle może mieć miejsce. Trzeba wyjaśnić, w jaki sposób kraje i organizacje na całym świecie wszystkie jednocześnie wpadły na ten sam pomysł: „O, mam świetny pomysł!” „-O, ja mam taki sam!” „Ja też! „Umieścimy w szkołach drag queens, aby czytały małym dzieciom bajki, a potem pójdziemy o krok dalej – tak, jak ma to obecnie miejsce w Ameryce i wielu innych krajach – gdzie drag queens będą machać dzieciom przed nosem swymi genitaliami.”
Jest to robione z bardzo konkretnego powodu, później do niego dojdziemy. W każdym razie wyjaśnijcie mi, teoretycy przypadku, w jaki sposób na ten pomysł wpadło tak wiele krajów jednocześnie. 
Mam takie powiedzenie: poznaj ich cel, a zobaczysz drogę którą do niego zmierzają. 
Jeśli nie wiesz, do czego zmierzają elity, to codzienne wydarzenia wydają się być przypadkowe. Nie wydają się w ogóle powiązane. Ale jeśli wiesz dokąd jesteśmy prowadzeni, nagle te „przypadkowe wydarzenia” stają się bardzo wyraźną sekwencją kroków małych kroczków(choć teraz to już raczej dziki sprint) – prowadzących do określonego celu.
Przyjrzyjmy się więc temu celowi.
Już od bardzo dawna tłumaczę ludziom jaki on jest. Mówiłem o tym zanim jeszcze nazwałem to „społeczeństwem Igrzysk Śmierci”. Po prostu gdy ukazały się te filmy, to co symbolizowały było absolutnie odzwierciedleniem społeczeństwa, które ten Kult planuje. Teraz nazywane jest to 'Wielkim Resetem’.
Właśnie to jest sednem 'Wielkiego Resetu’: transformacja ludzkiego społeczeństwa w społeczeństwo z filmów „Igrzyska Śmierci”.A więc co to takiego? 
Wyobraźcie sobie piramidę, bo to wszystko ma formę hierarchii piramidalnej. Cały system oparty jest na tej strukturze. Ta hierarchia jest podzielona na sektory, tak że ludzie w dolnych sferach piramidy, którzy wdrażają program ustalony przez tych na górze, nawet nie wiedzą, że w ogóle istnieje jakaś „góra”. Oni po prostu robią to, co każą im robić ci z poziomu wyżej, bez zadawania pytań.
Na szczycie piramidy zasiada maleńka garstka ludzi. To samo jądro tego globalnego Kultu. Jeśli spojrzysz ile ludzi tworzy to wewnętrzne jądro, prawdopodobnie wszystkich dałoby się zmieścić w jednym pokoju.
Na samym dole tej piramidy jest globalna populacja, która jest pod kontrolą tej garstki na górze poprzez system zależności. Zależność równa się kontroli. 
To, od czego jesteś zależny w obszarze podstawowych aspektów egzystencji kontroluje cię.
A pomiędzy tą maleńką garstką na szczycie – czyli wewnętrznym jądrem Kultu – a globalną populacją planowane jest – i mówię to już od dziesięcioleci – państwo policyjno-wojskowe (bo wojsko i policja zostaną połączone w jedno).
To państwo policyjno-wojskowe już zaczęło być widoczne podczas lockdownów covidowych, a w Chinach jest już w pełnym rozkwicie (o czym też za chwilę opowiem). Państwo policyjno-wojskowe ma za zadanie narzucić ogółowi populacji wolę tej garstki na górze i powstrzymać ludzi przed buntem przeciwko tym ze szczytu piramidy. 
I tu ci na górze zadają sobie pytanie: jak stworzyć taki system?
Cóż, po pierwsze, jeśli planujesz uzależnić ogół populacji od garstki nielicznych na górze, to przede wszystkim ci nieliczni muszą kontrolować podstawy ludzkiej egzystencji.
A jeśli chodzi o populację, to musisz zniszczyć jej zdolność do uzyskiwania niezależnego dochodu, pochodzącego czy to z własnej niezależnej firmy czy z pracy dla innej niezależnej firmy. Bo dopóki ludzie mają własne źród o utrzymania,nie możesz ich kontrolować.
A więc musisz odebrać ludziom możliwość prowadzenia niezależnych firm (niezależnych od Kultu), a tym samym zniszczyć zatrudnienie w tych firmach. 
A więc teraz widzimy – jak mówiłem od samego początku – czemu tak naprawdę służyły te lockdowny. Chodziło przede wszystkim o podtopienie globalnej gospodarki, czego konsekwencje odczuwamy coraz dotkliwiej.
To jak domino: popchniesz jeden element, a jeden za drugim upadną wszystkie inne. 
A zatem stwarzasz sytuację, w której upadnie mnóstwo małych firm, zniknie mnóstwo firm i mnóstwo miejsc pracy.
Ale to dopiero początek. Chcesz to kontynuować, bo chcesz zniszczyć cały system. A jak tego dokonać?
Cóż, zastanówmy się chwilę. Czego potrzebuje każda firma? Czego potrzebuje każdy człowiek? Co jest niezbędne do produkcji i transportu towarów? Co jest niezbędne do produkcji i dystrybucji żywności?
Energia.
Zatem jeśli podniesiesz cenę energii, to wzrośnie cena „wszystkiego”.
Właśnie to widzimy.
Ponadto, podczas lockdownów dodrukowano z powietrza i wpompowano do gospodarki olbrzymie ilości pieniędzy, co w rezultacie doprowadziło do ogromnej inflacji. Wiadomo było, że tak się stanie. Właśnie po to to zrobili. Bo twoim celem jest zniszczenie niezależnych źródeł dochodu, w tym dochodów z emerytury, 
poprzez doprowadzenie do spadku ich wartości.

Ponieważ chcesz stworzyć sytuację, w której światowa populacja zostanie doprowadzona do takiej nędzy i desperacji, że przejmiesz nad nią kontrolę, poprzez uzależnienie jej od siebie.

 Tak więc cały ten proces rozpoczął się od lockdownów. I tu dochodzimy do prawdziwego powodu – lub raczej do jednego z głównych powodów – dla których zaczęli wciskać ludziom tę absurdalną, całkowicie nienaukową narrację o zmianach klimatycznych spowodowany przez człowieka.
Zasadniczo, pytanie które ludzie powinni sobie zadawać ilekroć widzą i analizują jakiekolwiek działanie rządu, brzmi: Kto zyskuje na tej sytuacji? Kto zyskuje na tym, że uwierzę w to, w co władza każe mi wierzyć?

I za każdym razem okazuje się, że korzyści odnosi wyłącznie ten Kult i jego program globalnej kontroli.

Koniec części I. Część II nastąpi

=================================

Całą rozmowę można obejrzeć i wysłuchać w polskim tłumaczeniu (!) tutaj:
bitchute
Tłumaczenia dokonała genialna Georgina Orwell. Polecam jej kanał, gdzie zgromadziła ponad 140 niezwykle ciekawych pozycji (wszystkie we własnym tłumaczeniu): georgina=video

Deep fake audio: Załadować próbkę głosu – i nim mówić..

Deep fake audio jest już w zasięgu ręki każdego. Uruchomili serwis, gdzie można załadować próbkę głosu i generować dowolną wypowiedzianą nim frazę

31 stycznia 2023, deep-fake-audio-juz-w-zasiegu-reki

Oczywiście wymagane jest odznaczenie potwierdzenia, że mamy prawo do używania danego głosu, ale część osób niezbyt się przejmuje tego typu checkboxami. Engadget donosi np. o przypadkach klonowania głosów celebrytów, którzy następnie „wypowiadali” rozmaite kompromitujące frazy.

Inny przykład niedobrego zastosowania tej technologii to zaawansowany vishing – tego typu jak np. ten.

Regularni czytelnicy sekuraka pamiętają pewnie niedawnego newsa o podobnym projekcie Microsoftu, gdzie do sklonowania głosu wystarczyło raptem parę sekund nagrania (ale nie udostępniono prostego interfejsu umożliwiającego upload dowolnego głosu). Microsoft zastrzega:

Since VALL-E could synthesize speech that maintains speaker identity, it may carry potential risks in misuse of the model, such as spoofing voice identification or impersonating a specific speaker. We conducted the experiments under the assumption that the user agree to be the target speaker in speech synthesis. If the model is generalized to unseen speakers in the real world, it should include a protocol to ensure that the speaker approves the use of their voice and a synthesized speech detection model.

Dla Polaków jest też dobra informacja – zobaczcie dopisek na pierwszym zrzucie: „currently works best on US-English accent”.

Postępy cyber-bandytyzmu: Sklonowali głos prezesa (deep fake). A pracownicy zlecili przelewy.

Sklonowali głos prezesa (deep fake). I przekonali pracowników żeby zlecili przelewy na równowartość przeszło 100 milionów PLN

21 października 2021, –Michał Sajdak sklonowali-glos-prezesa-i-przekonali-pracownikow-ci-zlecili-przelewy

Temat opisuje Forbes, wskazując również na dokumenty sądowe dostępne tutaj. Co się wydarzyło? Wg relacji najpierw próbka głosu prezesa została nagrana (może np. jakaś prelekcja na konferencji) a następnie przetworzona.

Po przetworzeniu atakujący mogą już wymawiać głosem prezesa dowolne zdanie.

Jeśli chcecie przetestować tego typu technologię, to zobaczcie ten przykład: tacotron

Wracając do opisywanego oszustwa zacytujmy obszerny fragment z Forbesa:

In early 2020, a bank manager in the United Arab Emirates received a call from a man whose voice he recognized—a director at a company with whom he’d spoken before. The director had good news: His company was about to make an acquisition, so he needed the bank to authorize some transfers to the tune of $35 million. A lawyer named Martin Zelner had been hired to coordinate the procedures and the bank manager could see in his inbox emails from the director and Zelner, confirming what money needed to move where. The bank manager, believing everything appeared legitimate, began making the transfers.

Emiraty Arabskie twierdzą, że w akcji została użyta właśnie technologia klonowania głosu (czytamy o tym w dokumentach sądowych, które dotyczą dwóch z siedemnastu oskarżonych).

Jeśli interesują Cię tego typu ciekawostki, zapraszamy na nasze modułowe szkolenie cyberawareness.

Swoja drogą jakiś czas temu opisywaliśmy podobną sprawę, gdzie na celowniku była firma brytyjska:

the CEO of an unnamed UK-based energy firm believed he was on the phone with his boss, the chief executive of firm’s the German parent company, when he followed the orders to immediately transfer €220,000 (approx. $243,000) to the bank account of a Hungarian supplier. (…) Mr. Kirsch believes hackers used commercial voice-generating software to carry out the attack. He recorded his own voice using one such product and said the reproduced version sounded real.

No więc – idzie nowe? A może już dawno przyszło, tylko nikt specjalnie nie chce się chwalić swoimi dużymi wpadkami?

============================

Por.: Dwa groźne wypadki – i wnioski z nich wynikające.

Ukrainka tłumaczy rodakom, jak zyskać prawo do 1587 zł polskiej emerytury za tydzień pracy w Polsce. „Chociaż tydzień na umowie-zlecenie 1-2 godzinki”.

Ukrainka tłumaczy rodakom, jak zyskać prawo do 1587 zł polskiej emerytury za tydzień pracy w Polsce

bibula

Ukrainka związana z Centrum Praw Kobiet zamieściła w sieci nagranie, w którym wyjaśnia swoim rodakom, jak zyskać prawo do polskiej minimalnej emerytury, przepracowując w Polsce zaledwie tydzień. Film obejrzało kilkaset tysięcy użytkowników.

W sieci pojawiło się nagranie Ołeny Dechtiar (Olena Dekhtiar), Ukrainki i działaczki społecznej, związanej z Centrum Praw Kobiet. Na krótkim filmie na TikToku wyjaśnia, jakie warunki muszą spełnić Ukraińcy, by za tydzień pracy w Polsce zyskać prawo do emerytury w wysokości 1587 zł brutto miesięcznie. Chodzi o obywateli Ukrainy ze statusem UKR, nadawanym na mocy specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa.

– Decyzja jest bezterminowa i będziecie otrzymywać polską emeryturę niezależnie od tego, gdzie się znajdujecie – czy w Polsce, czy wracacie na Ukrainę czy będziecie gdzieś w innym kraju. Taka dobra nowina – mówi Ukrainka.

Dechtiar podaje przykład emerytki z Ukrainy, w wieku powyżej 60 lat, która na Ukrainie otrzymywała miesięcznie 4 tys. hrywien emerytury, tj. równowartość 450 zł.

– Przyjechała do Polski i tu jedyne, co trzeba, to popracować niedużo na umowę o pracę lub na umowę-zlecenie; chociaż tydzień na umowie-zlecenie 1-2 godzinki tygodniowo. (…) [Trzeba – red.] znaleźć warianty takiej pracy, żeby z wami podpisali umowę i podali informację do Urzędu Pracy i oczywiście zapłacili podatki. Dalej idziecie do ZUSu z dokumentem, wypełniacie tam wniosek (nie mam w nim niczego skomplikowanego) i po półtorej miesiąca przyszła pozytywna decyzja i już 18 kwietnia emerytura przyszła na rachunek – opowiada Ukrainka.

@helena_ua_pl#варшава#життявпольщі#польща#допомогаукраїнцям#легалізаціяпольща♬ оригінальний звук – Олена Дехтяр

Nagranie ukraińskiej działaczki zyskało sporą popularność. Na TikToku do soboty 22 kwietnia wieczorem obejrzało je ponad 450 tys. użytkowników.

Dodajmy, że Ołena Dechtiar jest oficjalnie związana z Centrum Praw Kobiet, a przedstawia się jako „ekspert ds. wykształcenia i legalizacji [pobytu] w Polsce”.

Zaznaczmy – jesienią ub. roku zwracaliśmy uwagę, że coraz więcej obywateli Ukrainy otrzymuje z ZUS rentę lub emeryturę. We wrześniu 2022 r. wypłacono polskie emerytury już 3276 obywatelom Ukrainy (wówczas 1338,44 zł brutto miesięcznie, od br. 1588,44 zł).

Z tego 2953 świadczenia wypłacono w kraju, zaś 323 zostały wytransferowane za granicę, przy czym niektórzy ukraińscy emeryci nie mają stażu składkowego wymaganego do nabycia uprawnień emerytalnych. Co więcej, ZUS wydaje rocznie 36 mln zł na ukraińskie emerytury. Osobom, które mają zbyt niskie emerytury, państwo polskie wyrównuje do kwoty minimalnego świadczenia.

Zawarta pomiędzy Polską a Ukrainą umowa o zabezpieczeniu społecznym, podpisana w 2012 roku, pozwala obywatelom Ukrainy, którzy mają – w przypadku kobiet 20 lat pracy, a mężczyzn – 25 lat pracy i mieszkają w Polsce, na wypłatę najniższego świadczenia z ZUS. Nawet jeśli kwota ta nie wynika z odprowadzanych za nich w Polsce składek.

Obywatele Ukrainy, którzy legalnie pracowali w Polsce, mogą otrzymywać dwie emerytury. Muszą spełnić warunki do otrzymania tego świadczenia w obu państwach. ZUS wypłaca wówczas emeryturę lub rentę za okres przepracowany w Polsce, zaś ukraiński odpowiednik Zakładu – za lata przepracowane na Ukrainie.

Minimalna emerytura na Ukrainie wynosi 2,5 tys. hrywien miesięcznie, czyli 321 zł. W sytuacji, gdy dojdzie do tego emerytura w ZUS, która wyniesie np. 100 zł miesięcznie, obywatel Ukrainy będzie miał w sumie 421 zł miesięcznie – mniej niż minimalne świadczenie w Polsce. Państwo polskie w 2022 roku dopłacało mu wtedy 917 zł miesięcznie, by emeryt otrzymał najniższe wówczas świadczenie w wysokości 1338,44 zł. Obecnie, w związku z podwyższeniem wysokości emerytury minimalnej, to już dopłata 1167,44 zł. Dodajmy, że nawet w przypadku ukraińskiej emerytury w wysokości 4 tys. hrywien, państwo polskie może dopłacić ponad tysiąc zł miesięcznie.

Przypomnijmy, że na koniec III kwartału br. w ZUS zarejestrowanych było ponad milion obcokrajowców, w tym prawie 750 tys. Ukraińców, o ponad 20 proc. więcej niż rok temu. Ogółem, cudzoziemcy stanowią już 6,5 proc. wszystkich ubezpieczonych w Polsce.

Kresy.pl

Za: Kresy.pl (22 kwietnia 2023) | https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainka-tlumaczy-rodakom-jak-zyskac-prawo-do-1500-zl-polskiej-emerytury-za-tydzien-pracy-w-polsce-video/

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]

Synod o Synodalności: Bezczelniejsze biskupy-lutry – od Lutra. 'Kochamy sekularny świat, chcemy iść „naprzód” ’

Synod o Synodalności: Bezczelniejsze biskupy-lutry – od Lutra.

Synod o Synodalności. Biskupi Europy ogłosili: Kochamy sekularny świat, chcemy iść „naprzód”

Paweł Chmielewski synod-o-synodalnosci-kochamy-sekularny-swiat

Rada Konferencji Episkopatów Europy opublikowała dokument podsumowujący spotkanie synodalne w Pradze. Konkluzja jest prosta: Europa ogłasza „jedność w różnorodności”, co będzie sprzyjać decentralizacji doktrynalnej. Ma być więcej „kobiet w Kościele”, „inkluzja wobec LGBTQIA+” i rozwodników, otwarcie na „sekularny świat”. Zmian w doktrynie ma nie być, ale po co komu one potrzebne, skoro i tak każdy robi, co mu się podoba?

Rzeczywistość kościelna w Europie ulega gwałtownym przeobrażeniom. Rewolucyjni biskupi z wielu krajów przekonują, że wkrótce dojdzie do zmian „głębszych niż reformacja Lutra” (bp Overbeek, Niemcy). W kilku krajach błogosławi się związki homoseksualne, w kilku udziela Komunii świętej protestantom. Ta sytuacja rozpadu doktrynalnego była przedmiotem debaty na spotkaniu synodalnym Europy w Pradze, ale tylko po to, by zrezygnować z batalii o prawdę – i zgodzić się na „różnorodność”. Widać to w dokumencie, który wreszcie, po długim oczekiwaniu, opublikowała Rada Konferencji Episkopatów Europy (CCEE) – organ organizujący synodalność na naszym kontynencie, na zlecenie samej Stolicy Świętej.  

Czekaliśmy aż dwa miesiące

Ponad dwa miesiące po zakończeniu spotkania synodalnego w Pradze opublikowany został wreszcie dokument finalny. Tekst podsumowuje debaty toczone na tym spotkaniu; jako taki stanowi wkład w globalny proces synodalny, równoważny z analogicznymi dokumentami z innych kontynentów. Specjalna komisja pracuje obecnie w Watykanie nad zebraniem wszystkich tych tekstów razem, tak, by stworzyć dokument roboczy dla „pierwszej rzymskiej fazy Synodu o Synodalności”, która odbędzie się w październiku tego roku.

W tym artykule zajmę się krótkim omówieniem dokumentu europejskiego, zaproponuję ocenę dotyczącą jego znaczenia dla dyskusji światowej oraz zastanowię się nad rolą, jaką odegrała Polska w jego tworzeniu i co za tym idzie w całym procesie synodalnym. 

Krótkie przypomnienie, o co chodzi w Procesie Synodalnym

W maju 2021 roku Franciszek ogłosił, że <<Kościół katolicki na całym świecie wchodzi na „drogę synodalną”>>. Zarządził przeprowadzenie szerokich dyskusji biskupów, księży i świeckich w każdej diecezji na świecie. Te dyskusje odbywały się na przełomie lat 2021 i 2022. Ich wyniki trafiły do Rzymu i zostały przetworzone w dokument roboczy, który wysłano później do synodalnych zespołów kontynentalnych. Takie zespoły przygotowały obrady na każdym z kontynentów, w Europie była to Praga. W lutym tego roku w Pradze obradowali delegaci wszystkich episkopatów z Europy i ustalili to, co opiszemy poniżej. Ustalenia kontynentalne trafiły do Watykanu.

Tam są właśnie przerabiane w dokument roboczy, o którym będą radzić uczestnicy Synodu o Synodalności w Rzymie w październiku tego roku. To jeszcze nie koniec. To, co uradzą, stanie się z kolei podstawą drugiego Synodu o Synodalności w Rzymie – w październiku 2024 roku. Na wtedy przewidziany jest koniec całego Procesu Synodalnego: po nim ma rozpocząć się etap wcielania w życie synodalnych postanowień.

Swoim rozmachem i szerokością tematyki przypomina to Sobór Powszechny, tyle, że rozszerzony o konsultowanie świeckich oraz pozbawiony jakiejkolwiek przejrzystości procedur. Jakie są założenia i cele całego Procesu, pisałem szeroko w książce „Papież Franciszek i mafia z Sankt Gallen. Kto stoi za rewolucją w Kościele”, wydanej w 2022 roku. W skrócie można też znaleźć kilka kluczowych idei w tekście „Nadchodzi nowa era. Oto Kościół synodalnego Weltethosu” opublikowanym w styczniu 2023 roku na łamach PCh24.pl (kosciol-synodalnego-weltethosu ).

Spotkanie w Pradze

Synodalne spotkanie w Pradze odbywało się w dniach 5 – 12 luty tego roku. Z Polski uczestniczyli w nim: abp Stanisław Gądecki, abp Adrian Galbas, prof. Aleksander Bańka, s. Mirona Turzyńska. Dodatkowo w Pradze obecny był jeszcze współpracownik abp. Gądeckiego, ks. Mirosław Tykfer. To między innymi ks. Tykfer zasiadał w wąskim Komitecie Redakcyjnym, który przygotował Dokument Finalny. Owocem praskiego spotkania są w sumie trzy dokumenty: oprócz „Dokumentu Finalnego” to także „Uwagi Końcowe” oraz „Notatka Konkludująca Biskupów”. Notatka Biskupów to wyłącznie rodzaj podziękowań.

Kluczowe są za to „Uwagi Końcowe”, które stanowią rodzaj „podsumowania wykonawczego” spotkania w Pradze i są tak naprawdę próbą zwięzłego ujęcia clue całego „Dokumentu Finalnego”. Dlatego w opublikowanym teraz przez CCEE PDF-ie podsumowującym całe spotkanie z Pragi to właśnie „Uwagi Końcowe” zostały podane jako pierwsze, poprzedzając „Dokument Finalny”.

Hasło: „Jedność w różnorodności”

W „Uwagach Końcowych” bardzo mocno zaznaczyła się dominacja Kościołów z Europy Zachodniej. Czytamy w nich, że na spotkaniu w Pradze dużą rolę odegrał problem nadużyć seksualnych, co domaga się „prośby o przebaczenie” dla „pojednania, uleczenia pamięci i przyjęcia zranionych”. Zamieszczenie tego wątku w „Uwagach Końcowych” na eksponowanym miejscu jest ważne, bo to właśnie kryzys nadużyć seksualnych jest wykorzystywany przez dzisiejszych modernistów jako „punkt rewolucyjny” – tak jak Marcin Luter zasłaniał się handlem odpustami by uzasadniać rewolucję w teologii, tak współcześni moderniści zasłaniają się nadużyciami seksualnymi.

Następnie w „Uwagach Końcowych” zawarto następująco apel: „Musimy kochać różnorodność w naszym Kościele i wspierać się we wzajemnym poszanowaniu”; wskazano dalej na fundamentalną wagę „jedności w różnorodności, która pozwala na ucieczkę od pokusy uniformizacji”. Budowę Kościoła „w kulturze naznaczonej różnorodnością” wskazano też jako jeden z głównych celów wynikających ze spotkania w Pradze.

To ważne, bo hasło „jedność w różnorodności” jest próbują wyjścia z impasu, jaki stwarza następująca sytuacja: Belgowie błogosławią związki homoseksualne i mówią, że są one dobre, a Polacy zgodnie z nauką Kościoła odrzucają to i nazywają je grzesznymi; Niemcy dopuszczają do Komunii świętej protestantów, a Słowacy zgodnie z nauką Kościoła odrzucają to i nazywają błędem – i tak dalej. Zamiast konfrontować się w walce o prawdę, w Pradze postanowiono zadekretować „jedność w różnorodności” – każdy robi mniej więcej to, co mu się podoba.

Wśród celów „Uwag Końcowych” zwarto też „podjęcie konkretnych i odważnych decyzji dotyczących roli kobiet na wszystkich płaszczyznach, także w procesie decyzyjnym”. W tle jest debata o dopuszczeniu kobiet do diakonatu oraz kapłaństwa, a także debata o udziale kobiet w strukturach kierowniczych w Kościele.

Wreszcie „Uwagi Końcowe” wskazują na konieczność budowy „Kościoła synodalnego” poprzez ponowne rozważenie relacji między kapłanami a świeckimi czy nowe odczytanie Eucharystii w kontekście synodalnym. W tle jest debata o nowych posługach dla osób świeckich i demokratyzacji procesów decyzyjnych w Kościele, a także o zwiększeniu roli świeckich w liturgii.

Dokument Finalny: Kościół chce uczyć się od sekularnego społeczeństwa

„Uwagi Końcowe” ogłoszono jeszcze podczas spotkania w Pradze, stąd to tekst znany. Przypominam o nim, bo pozostaje najważniejszy. Opublikowany teraz „Dokument Finalny” jest o wiele dłuższy, mając aspirację do reprezentowania całości debaty w Pradze, ale – jak wskazano – nie jest tak istotny, jak „Uwagi Końcowe”.

Również w Dokumencie Finalnym czytamy wiele o „jedności w różnorodności”. Niemal na samym początku dokumentu pojawia się na przykład następujący passus: „W tej podróży wzajemnego słuchania zrozumieliśmy, że możemy być zjednoczenie w różnorodności: «Różnorodność, której nie brakuje – w historii, kulturze, tradycjach, kontekstach społeczno-religijnych – jest wielkim bogactwem. Doświadczyliśmy piękna dialogu na 360 stopniach, nie tylko między Wschodem a Zachodem, ale także Północą i Południem, nie zapomnijmy: od Cypru i Malty po kraje skandynawskie. Wymieniamy cenne dary, które budują braterstwo i pozwalają nam prowadzić misję»”. Kilka stron dalej pojawia się podobne stwierdzenie: „Ze świadomością, która rosła podczas zgromadzenia, czujemy dziś, że możemy wyznać, iż nasz Kościół jest piękny, jest nosicielem żywotnej różnorodności, która jest także naszym bogactwem”.

Niestety, to, co bolesne z polskiej perspektywy, to pewna dewaluacja doświadczenia naszego kraju i innych z naszego regionu. W Dokumencie Finalnym czytamy bowiem o podziale „na Wschodnią i Zachodnią Europę, który jest dziedzictwem podziału kontynentu na opozycyjne bloku pod koniec II wojny światowej”. W debacie zachodnioeuropejskiej ten motyw używany jest zwykle do tego, by wykazać niższość i „naturalne braki rozwojowe” krajów Europy Wschodniej, które nie doszły jeszcze do tego samego rozpoznania, co ich sąsiedzi z Zachodu, bo najpierw muszą przezwyciężyć dziedzictwo komunizmu.

Ze względu na ilość miejsca, które temu poświęcono, za kluczowy element można uznać postulat Dokumentu Finalnego dotyczący relacji Kościoła ze światem. Mamy tu do czynienia z proklamacją „pozytywnego podejścia” znanego z II Soboru Watykańskiego i lat bezpośrednio po Soborze. Dokument Finalny wskazuje, że Europa jest zsekularyzowana – ale ta sekularyzacja miałaby stać się źródłem bogactwa dla Kościoła. „Negatywne podejście, które potępia świat i społeczeństwo, jest bezpłodne. Mamy wiele do zaoferowania światu, ale musimy też od niego wiele otrzymać. Otwartość na świat może pomóc w lepszym zrozumieniu Ewangelii” – głosi dokument, powołując się na raport z Belgii. Z kolei Portugalczycy wezwali do wejścia „w dialog ze współczesną kulturą i myślą, na takie tematy jak AI, roboty czy sprawy tożsamości płciowej (LGBTQIA+)”. I dalej: „W Europie zmiana przybiera specyficzną formę w związku z konfrontacją z coraz bardziej zeświecczonym społeczeństwem. Tak naprawdę jednorodne społeczności chrześcijańskie już nie istnieją. Nie jest niczym dobrym po prostu obserwować tę sytuację albo doświadczać jej jako zagrożenia i czegoś, czemu należy się sprzeciwiać. Jako Kościół żyjemy w świecie, ale niekoniecznie w chrześcijańskim świecie. To wymaga zmiany mentalności i prawdziwego nawrócenia po naszej stronie”. Dopiero w dalszej części dokumentu pojawiają się zastrzeżenia względem takiej otwartości na świat, która mogłaby wpłynąć na rozmywanie Ewangelii; tutaj cytowana jest także Polska. Wybrzmiewa to dość wyraźnie, niemniej jednak ze względu na układ tekstu jest jakby mniej ważne.

Wątek jest kluczowy nie tylko ze względu na ilość miejsca, którą zajmuje, ale także z powodu jego strategicznego znaczenia dla pryncypiów konstytuujących plan „przebudowy” Kościoła. Pozytywne podejście do sekularyzmu jest niebezpiecznie bliskie filozofii idealistycznej, która wychodząc z pozycji agnostycznych posługuje się kategorią „mitycznej prawdy” zamiast „prawdy obiektywnej” głosi dyktaturę relatywizmu i zmienności w czasie wszystkich przekonań i twierdzeń, również dogmatycznych. Pozytywna ocena świata, w którym chrześcijaństwo nie pełni roli definiującej, jest nielogiczna. W zgodzie z nauką Kościoła o społecznym panowaniu Jezusa Chrystusa, społeczeństwo winno być swoistą analogią Królestwa Bożego. Uznanie, że nią być nie musi, oznacza zgodę na tworzenie analogii innego porządku – a przyjęcie postawy, zgodnie z którą te urządzenia społeczne wyrastające z niekatolickiego porządku mają kreatywnie wpływać na Kościół, kończy się w sposób oczywisty: sekularyzacją katolicyzmu. Dlatego, w pełnej zgodzie z relatywistyczną koncepcją „prawdy mitycznej”, część ludzi Kościoła głosi dziś, jakoby nauczanie na przykład na tematy moralne mogło się zmieniać, ponieważ „nowe światło” rzuciły na te kwestie twierdzenia socjologiczne przyjmowane dzisiaj za pewnik.

W „Dokumencie Finalnym” wiele mówi się w tekście o kobietach, zapowiadając zmiany w tym zakresie. Niemniej jednak w kluczowej sprawie diakonatu i/lub kapłaństwa wspomina się tylko o konieczności „dalszego namysłu” i „pogłębienia refleksji”. Mimo wszystko nie brakuje głosów przynajmniej sugerujących możliwość dopuszczenia ich większej roli w liturgii oraz sprawowaniu władzy w Kościele. „Obecne doświadczenie synodalne jest ważnym znakiem nadziei dla wielu i zachęca ich do wspólnego poszukiwania nowych wiarygodnych ścieżek. Dotyczy to rozpoznania godności i powołania wszystkich ochrzczonych osób, a zwłaszcza kobiet”; „Zaangażowanie kobiet nie jest substytucją spowodowaną przez brak mężczyzn, ale odpowiedzialną implementacją teologii powszechnego kapłaństwa wiernych” – czytamy w Dokumencie. „Problem kobiet”, podkreśla dokument, urasta do niezwykle ważnej rangi ze względu powszechność jego podnoszenia. „Wkład prawie wszystkich delegacji dotyczył tematu partycypacji kobiet i ich roli w Kościele. «Wiele kobiet mówiło o swoim bólu i niezgodzie na uczestnictwo w życiu Kościoła, mówiło o uczuciach wykluczenia i dyskryminacji. Kobiety odgrywają kluczową rolę w życiu Kościoła, ale wielu mężczyzn i kobiet mówiło o Kościele, który wyklucza pełnię darów kobiet» . To jeden z najczęściej powracających punktów we wszystkich raportach, ujmowany w podobnych słowach” – podaje Dokument Finalny, powołując się na doświadczenie różnych krajów, z całej Europy.

Może mieć to szczególnie duże znaczenie w zestawieniu z dokumentem choćby z Ameryki Łacińskiej, który również kładzie nacisk na konieczność wypracowania nowego miejsca dla kobiet w Kościele. W dyskusji latynoamerykańskiej szczególnie żywe są tutaj propozycje dotyczące liturgii.

W kwestii homoseksualizmu nie pojawiły się żadne twarde konkluzje. Z jednej strony w dokumencie nagminne jest absurdalne wymienianie „społeczności LGBT” jako grupy „marginalizowanej w Kościele”, jednym tchem z – uwaga – „biednymi, opuszczonymi, migrantami, niepełnosprawnymi”, a także z „rozwodnikami w powtórnych związkach”. Przypomniano jednak, że otwartość na „osoby LGBTQIA+” musi wiązać się z podkreślaniem, że w Kościele „nie wszystko jest dozwolone”.

Liturgia trydencka jest w dokumencie niemal nieobecna. Wspomniano tylko krótko o „napięciach” w obszarze liturgii, a konkretnie kwestia Mszału z 1962 pojawiła się tylko jako wspominana przez delegacje z Francji, Anglii, Walii i krajów skandynawskich.

Podsumowanie: co z tego wyniknie?

Tekst Uwag Końcowych oraz Dokumentu Finalnego jest w sumie dość nieprecyzyjny i nie wynikają z niego żadne twarde wnioski. Z perspektywy celów rewolucji nie musi to być jego wada, bo podstawę do argumentacji mogą w nim znaleźć zarówno środowiska progresywne jak i konserwatywne. Te pierwsze mają pewną przewagę w ilości materiału. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo ostateczne decyzje będą zapadać na innym szczeblu: w Watykanie, po obu Synodach w Rzymie, jesienią tego i następnego roku. Kluczowe będzie to, co ostateczni redaktorzy i zawiadowcy procesu synodalnego „wyciągną” z dokumentu z Pragi. Jeżeli będą chcieli wspierać radykalną przebudowę Kościoła, znajdą do tego dość podstaw.

Można tylko bardzo ostrożnie prognozować, że jako całość, dokument synodalny z Pragi będzie wspierał zmiany w Kościele w następujących obszarach:

– pozytywne podejście do świata i epoki sekularyzmu;

– nowa rola kobiet w strukturach zarządzania w Kościele;

– nowe rozumienie kapłaństwa, przemodelowane w duchu „walki z klerykalizmem”;

– kontynuacja debaty o diakonacie i kapłaństwie kobiet;

– nowa rola świeckich w zarządzaniu w Kościele

– większa „demokratyzacja” liturgii;

– zgoda na „nowe duszpasterskie podejście” do homoseksualistów czy rozwodników;

– decentralizacja „duszpasterska”: w różnych krajach i diecezjach wiara jest rozumiana różnie, ale nie wpływa to na doktrynę, a „jedynie” na konkretne rozwiązania duszpasterskie.

Takie są główne kierunki synodu z Pragi. Jak zostaną przetworzone w praktyce w życie, zdecyduje papież i najbliżsi mu ludzie. Wydaje się, że różnorodne zmiany wynikające z paradygmatycznego „pozytywnego” oceniania świeckiej kultury są nieuchronne. Ich głębokość zależy jednak także od naszych działań. Jak wyznał niedawno austriacko-brazylijski progresywny biskup, Erwin Kräutler, papież Franciszek niekiedy cofa się przed pewnymi rewolucyjnymi krokami, bo boi się, że inaczej doprowadziłby do schizmy. Nacisk i działania przeciwko Rewolucji choćby dlatego mają sens.

Paweł Chmielewski

Life is brutal, plugaws and full of zasadzkas

Nie przesadzajmy – powiedział ogrodnik

Stanisław Michalkiewicz 22 kwietnia 2023 Nie przesadzajmy

„Life is brutal, plugaws and full of zasadzkas” – mawiali nadwiślańscy światowcy pod koniec komuny. Teraz volapikiem polsko angielskim, czy odwrotnie – angielsko-polskim, mówi coraz więcej obywateli, zwłaszcza młodych, którzy snobują się na cudzoziemszczyznę, co jest jeszcze jednym podobieństwem do sytuacji Polski w wieku XVIII. Te wysiłki wyglądają rozmaicie, w zależności od stopnia lingwistycznego zaawansowania delikwentów, przyjmując niekiedy postać tzw. „francais-negre”, to znaczy – manger-manger, boire-boire, czyli jeść-jeść, pić-pić, albo, w przypadku wersji angielskiej – „moja twoja zjeść”. Nie wiadomo, do czego to doprowadzi, bo jeśli wysiłki rządu „dobrej zmiany” doprowadzą w końcu do przyłączenia Polski do Stanów Zjednoczonych (wojsko amerykańskie już u nas jest, a będzie go jeszcze więcej, więc początek jest zrobiony), to język polski może tam być dopuszczony na trzecim miejscu po angielskim i hiszpańskim – bo od czego jest tolerancja? W takiej sytuacji główny ciężar przeprowadzenia tego lingwistycznego eksperymentu spadnie na niezależne media głównego nurtu, zwłaszcza na telewizję rządową i telewizje nierządne. Będzie to oczywiście wymagało przestrzegania obowiązku wzmożonej czujności tym bardziej, że nawet niechcący można dopuścić się myślozbrodni.

Coś takiego przytrafiło się pani Magdalenie Wolińskiej-Riedi, która przez całe lata nadawała dla TVP korespondencje z Watykanu w sposób nie zwracający niczyjej uwagi. Ale dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie. Na drodze świetnie rozwijającej się kariery stanęła wojna, jaka Stany Zjednoczone prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca. Dopuściła się ona bowiem nawet nie na antenie TVP, ale na Twitterze myślozbrodni treści następującej: „Czyli stygmatyzujemy cały rosyjski naród za szaleństwo Putina i spółki. Chyba tylko my Polacy, którzy wyssaliśmy nienawiść z mlekiem matki, możemy to tak interpretować”. Szczerze mówiąc, w tej wypowiedzi nie dopatruję się żadnej myślozbrodni. Pani Wolińska-Riedi, zgodnie z rozkazem, uważa za szaleńca nie tylko Putina, ale i „spółkę”. Rzeczywiście – któż inny mógłby się zbuntować przeciwko Panu Naszemu z Waszyngtonu, jak nie szaleniec? Co do tego żadnych wątpliwości być nie może, a kto uważa inaczej, jest agentem Bundeswe… – to znaczy pardon – jakiej tam znowu „Bundeswehry”? Agentem Bundeswehry zostawało się za pierwszej komuny, kiedy partia walczyła z zachodnioniemieckimi rewizjonistami i odwetowcami, zwłaszcza z Hupką i Czają. Teraz, za aktualnej komuny, partia walczy z Putinem, więc kto nie uważa go za szaleńca, ten jest agentem Putina, a w najlepszym razie – ruską onucą. Pani Wolińska-Riedi zachowała się zatem prawidłowo; uznała za szaleńca nie tylko „Putina”, ale również – bliżej nieokreśloną „spółkę” – więc od razu widać, że chciała jak najlepiej. Skoro jednak tak się sprawy mają, to – a contrario – cały naród rosyjski szaleńcem być nie może, bo czym w takiej sytuacji różniłby się od Putina i spółki? W takiej sytuacji stygmatyzowanie go jest sprzeczne z nakazami politycznej poprawności – co pani Wolińska-Riedi z podziwu godną logiką podkreśla. Jak dotąd zatem żadnej myślozbrodni się nie dopuściła. Wątpliwości może wzbudzać druga część jej wypowiedzi o tej „nienawiści”, którą „Polacy wyssali z mlekiem matki”. To się może nie podobać, ale czy to jest myślozbrodnia?

Przecież pani Wolińska-Riedi tylko zacytowała opinię wpływowych czynników izraelskich, a więc państwa, któremu nikt w Polsce nie ośmiela się w żadnej sprawie, a więc – również i w tej – sprzeciwiać. Nie wiadomo nawet, czy tę opinię osobiście podziela, ale nawet gdyby ją podzielała, to przecież taka opinia Ukrainie zaszkodzić nie może. Przeciwnie – może okazać się nawet przydatna w przyszłości, gdyby na przykład prezydent Włodzimierz Zełeński chciał nas w jakiejś sprawie podkręcić. Po takiej recenzji zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak i nieprzejednana opozycja tworząca obóz zdrady i zaprzaństwa, jeden przez drugiego rzuciłaby mu się do stóp gwoli przebłagania, Czy w tej sytuacji wypada czynić zarzut pani Magdalenie Wolińskiej-Riedi, że myśli szeroko i perspektywicznie? Przeciwnie – myślę, że takich właśnie publicystów nam potrzeba, a zwłaszcza – takich korespondentów TVP w Watykanie.

Ja na przykład, będąc na jej miejscu załatwiłbym u Ojca Świętego Franciszka intencję mszalną – za dusze żołnierzy ukraińskich i rosyjskich, poległych w tej wojnie. W obliczu Wieczności nie powinniśmy przecież ulegać politycznemu zacietrzewieniu, bo przecież legat papieski, opat Arnoud Amaury raz na zawsze wyjaśnił, by – jak to na wojnie – zabijać wszystkich, a Bóg rozpozna swoich”. Zatem przeprowadzanie jakichś rozróżnień w tej sprawie naruszałoby kompetencje Pana Boga, a w tej sytuacji mam nadzieję, że nawet pan red. Terlikowski, który pryncypialnie schłostał papieża Franciszka za niedostatek entuzjazmu w potępianiu Putina, by się ze mną zgodził. Teraz co prawda sytuacja się trochę skomplikowała, bo przewielebny ojciec Mogielski, który był nieutulony w żalu, że Kościół nie śpiewa mu do snu kołysanek z powodu seksualnego molestowania go w młodości, właśnie wybrał sobie innego Pana Boga w Kościele Ewangelicko-Augsburskim, ale pan red. Terlikowski tak daleko się chyba nie posunie. Zresztą nie można wykluczyć, że i przewielebny ojciec Mogielski też się zreflektuje, kiedy się okaże, że u tego drugiego Pana Boga nie jest oficerem, tylko zwykłym szeregowcem.

Więc chociaż świadoma dyscyplina i obowiązek wzmożonej czujności powinny być w niezależnych mediach głównego nurtu, a zwłaszcza telewizjach rządowych nierządnych bezwarunkowo przestrzegane, to trzeba pamiętać, żeby nawet w słusznej sprawie nie przedobrzyć, tylko zachować poczucie rzeczywistości. Na przykład portal „Onet” uznał niedawną wypowiedź węgierskiego premiera Wiktora Orbana za „kontrowersyjną”. Wprawdzie teraz jest rozkaz, że Wiktor Orban nie może mieć racji w żadnej sprawie, bo sprzeciwia się zatwierdzonej linii partii i rządu „dobrej zmiany” i nie poświęca interesu państwa węgierskiego dla interesów ukraińskich oligarchów, ale pomyślny sami – czy jeśli tenże Wiktor Orban na krzesło powie, że to krzesło, to będziemy się z nim spierać dla samej zasady? Nie sądzę, żeby miało to sens tym bardziej, że właśnie powiedział, że gdyby USA i Zachód wstrzymały pomoc dla Ukrainy, to wojna musiałaby się zakończyć. Przecież to oczywista oczywistość, którą musiałby uznać, a przynajmniej – przyjąć do wiadomości nawet pan generał Polko – a tymczasem portal „Onet” uważa ją za „kontrowersyjną”. Czyżby tamtejsi koledzy dziennikarze naprawdę uważali, że może być inaczej, że Ukraińcy mogliby strzelać bez prochu?

RŻNĄ GŁUPA a UCHODŹCÓW KUPA

RŻNĄ GŁUPA a UCHODŹCÓW KUPA

Krzysztof Baliński 13 kwietnia 2023

Prof. Zygmunt Maurycowicz Bauman pouczał: „Jeśli Europa w ciągu 30 lat nie przyjmie co najmniej 30 milionów imigrantów, stanie w obliczu upadku demograficznego, który spowoduje upadek cywilizacji europejskiej”. Swój pomysł na ratowanie Europy ma Alek Kwaśniewski. Przedstawił go w grudniu 2012 r. w Akademii Obrony Narodowej: „Europa nie przetrwa, jeśli nie postawi na politykę multi-kulturowości. Musimy być coraz bardziej otwarci, musimy się zastanowić, jak stworzyć warunki dla setek tysięcy ludzi gotowych osiedlić się w Polsce i stać się obywatelami Rzeczypospolitej”. Mieliśmy też wypowiedź, która przeszła do historii – Martin Schulz publicznie, z teutońską butą zagroził Polsce użyciem siły, gdy odmówiła przyjęcia kontyngentu uchodźców przydzielonych nam przez Merkel, grożąc: Powinni natychmiast opuścić Unię Europejską. Europa staje się coraz bardziej różnorodna. Kto tego nie chce, musi się wymeldować z Unii i się izolować.

Kto robi wszystko, żeby Ukraińcy zostali w Polsce na zawsze? Kto nadaje przybyszom ogromne przywileje i zniechęca do powrotu do siebie? Kto wygania Polaków „na zmywak” do Londynu i zbierania szparagów pod Berlinem?. Jeśli cię nie przekonuje, że to przemyślana operacja, to przypomnij sobie słowa Morawieckiego, że Polacy „będą zapierdalać za miskę ryżu”, i Gowina, że „Ukraińcy będą przyszłą elitą Polski”. Jeśli i to cię nie przekonuje, to przypomnij sobie słowa Dudy „Wszyscy, którzy przybywają do Pałacu Prezydenckiego i czują swój związek z Rzecząpospolitą Polską, z krajem, w którym zostałem wybrany na urząd Prezydenta są dla mnie Polakami. To nie jest kwestia krwi. Jeżeli ktoś pyta o krew to ja się często uśmiecham i mówię: Pokażcie Polaka, który jest w stanie na sto procent powiedzieć, że nie ma w swojej krwi nawet najmniejszej domieszki krwi żydowskiej”.

Przeczytaj też „Jerusalem Post”, który 11 dni przed wojenką na wschodzie pisał o tajnych planach rządu izraelskiego dotyczących ewakuacji 200 tysięcy obywateli ukraińskich pochodzenia żydowskiego. „Trwająca dziś operacja przerzutu Żydów była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w Warszawie” – mówił Szmul Szpak z Agencji Żydowskiej. Ale cyferki się nie zgadzają. Na lotnisko Ben Gurion dotarło 35 tysięcy. W Polsce zostali, uprzednio w przemyślany sposób wyselekcjonowani (jak na Umschlagplatz?) starzy, chorzy, niedołężni, nienadający się do służby w wojsku i policji. Taką hipotezę potwierdziła 8 marca ambasada Izraela, dziękując polskim władzom za wsparcie, oraz Duda, który podczas obchodów Chanuki w Belwederze podziękował Żydom „za przyjęcie w Polsce imigrantów”. I czy nie była to druga operacja „Most” tak, jak poprzednia, sfinansowana pieniędzmi ukradzionymi Polakom?

„Poradnik dla obywateli Ukrainy w Polsce” – dwustustronicowe vademecum ma pomóc tym, którzy chcą osiedlić się w naszym kraju. Jest rozdawany w biurach organizacji pozarządowych, cerkwiach, konsulatach ukraińskich, i przypomina wydany w 2015 r. przez Sorosa instruktaż dla islamistów, którzy zmierzali do Europy. Ale to nie wszystko – już piszą poradnik, jak łatwo się pozbyć Polaków z Polski, jak stworzyć z Podkarpacia ukraiński okręg autonomiczny, jak powołać „Wolne Miasto Wrocław” (tak, jak przedwojenny Gdańsk, zarządzany – nomen omen – przez komisarza, ale nie z Ligi Narodów tylko z Brukseli).

W pro-imigracyjnym praniu mózgów prześcigają się rządowe i antyrządowe gazety oraz rządowe i antyrządowe organizacje. Fundacja Republikańska w raporcie „Polski model gościnności. Ramy nowej polityki imigracyjnej opartej na dobru wspólnym” postuluje zapewnienie każdemu imigrantowi indywidualnej ścieżki kariery, czym mieliby się zająć specjalnie wyznaczeni urzędnicy i instytucje zasilane państwowymi dotacjami. I rzeczywiście, skomplikowane dzieło budowy wielokulturowej, wielorasowej, wieloreligijnej i wielojęzycznej „Nowej Polski”, wymagać będzie wielu budowniczych, i to dobrze opłacanych. Bo zadanie jest trudne, bo trzeba będzie rozwiązywać spory religijne i kulturowe oraz konflikty o „sprawiedliwy” podział dóbr z uchodźcami. Potrzebne będą tysiące nowych posad w branży azylowo-imigracyjnej i wielka reforma edukacji polegająca na przekwalifikowaniu nauczycieli matematyki i fizyki na belfrów od zwalczania „mowy nienawiści”.

Gdy w lipcu 2022, Grzegorz Braun opublikował broszurę „Stop ukrainizacji Polski”, zwracając uwagę, że przybysze z Ukrainy będą mogli ubiegać się o prawo stałego pobytu, a wkrótce po tym o obywatelstwo, został oskarżony o antyukraińską fobię i putinizm. Tymczasem 26 lutego Paweł Szefernaker, wiceminister pochodzenia uchodźczego poinformował, że Ukraińcy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przybyli do Polski, mogą od 1 kwietnia występować o pobyt stały w Polsce. „Mamy tego świadomość, że część osób będzie chciała zostać w Polsce na dłużej. Dzieci poszły tutaj do szkoły, uczą się języka, część osób rozpoczęła tutaj prowadzenie własnej działalności gospodarczej, podjęło pracę legalnie w Polsce, płacą podatki, składki. W związku z tym, te osoby pracują również na polski sukces gospodarczy, polskie PKB, od 1 kwietnia będą mogły również występować o pobyt stały w Polsce”.

Informacje o zachęcaniu Ukraińców do polskiego obywatelstwa potwierdza Natalia Panczenko. W RMF FM przekonywała, że społeczność ukraińska jest świetnie zorganizowana, ale „dobrze by jednak było, gdyby Ukraińcy mieli swoją reprezentację w Sejmie. Ale do tej pory o tym nie myśleliśmy, pewnie dlatego, że większość z tych osób nie ma obywatelstwa polskiego”. Szybko dodała, że jeszcze przed wybuchem wojny w Polsce mieszkało 2,5 mln Ukraińców, „i te osoby już zaczynają te obywatelstwa dostawać”. Razem z prowadzącym doszła też do konkluzji: „Powoli dojrzewamy do tego, żeby na przykład partia polityczna powstała, jeśli chodzi o Ukraińców w Polsce”. To nie byle kto. To dobrze poinformowana liderka społeczności ukraińskiej w stolicy, działaczka finansowanej przez Sorosa fundacji „Otwarty Dialog”, szefowa organizacji o wszystko mówiącej nazwie, Majdan-Warszawa. I co najważniejsze wyznająca pogląd, że gdy rezuni UPA nabijali polskie dzieci na sztachety płotów, to „walczyli z Polakami o niepodległą Ukrainę”.  

Decyzje o przyznaniu Ukraińcom prawa stałego pobytu wydawane są szybko i taśmowo. Prawdziwym milowym krokiem ku przekształcenia Polski w państwo wielonarodowe, będzie przyznanie obywatelstwa. Wtedy sytuacja stanie się nie do odwrócenia, będzie skutkować stałą obecnością w naszym kraju 5-6 mln Ukraińców, którzy sprowadzą do Polski swoje rodziny i przyciągną, niczym magnes, kolejnych imigrantów. W rezultacie, Polska w krótkim czasie dorobi się kilkudziesięcioprocentowej mniejszości etnicznej. Z taką sytuacją nie mieliśmy jeszcze do czynienia w Europie, bo nawet w państwach nawykłych do masowej imigracji nie doszło do takiej koncentracji przybyszów z jednego kraju i jednej narodowości.

Biuro prasowe Ministerstwa Pracy Uzbekistanu poinformowało: „Polskie miasta Łódź i Lublin są gotowe przyśpieszyć i uprościć wydawanie zezwoleń na pracę dla Uzbeków. Strona polska potwierdziła swoją gotowość do współpracy z Uzbekistanem, między innymi w kwestii przyśpieszenia i uproszczenia procedury wydawania zezwoleń na pracę”. Ale to nie wszystko – rząd Morawieckiego zaczął wciskać nam Hindusów. Money.pl  podaje wprost, co nam się szykuje:  „Słyszałem, że 30 tysięcy Hindusów czeka na wjazd do Polski, a Konsulat RP w New Delhi nie wyrabia z rozpatrywaniem wniosków. Codziennie odbieram po 20 telefonów w sprawie zatrudnienia. Dzwonią polskie firmy i pytają o możliwość ściągnięcia do pracy Azjatów. Nie tylko Hindusów, ale też Nepalczyków czy Bengalczyków” – mówi Jacek Zieliński z Promoman, firmy zajmującej się rekrutowaniem do pracy w Polsce.

O 25 tysiącach już zwerbowanych w Indiach przez polskie firmy, którzy otrzymali pozwolenia na pracę od urzędów wojewódzkich i czekają na wizy do Polski, pisze także „Gazeta Prawna”. Tekst napisano w formacie „kopiuj-wklej”. „Wspaniali, tani, zdyscyplinowani pracownicy z Ukrainy” zmieniono na „wspaniali, tani, zdyscyplinowani pracownicy z Indii”, a wszystko opatrzono utyskiwaniami, że w Polsce brakuje chłopów pańszczyźnianych, którzy wyjechali „na saksy”. Na szczęście zareagował portal medianarodowe.com: „Poznajmy nazwiska pożytecznych idiotów”. I wymienia ambasadora RP w New Delhi oraz konsula generalnego w Bombaju. A na pytanie „Co robić?”, odpowiada:  Natychmiast zamknąć konsulaty w Indiach! Pisać protesty na adres ambasady i konsulatu; wyjść przed MSZ na al. Szucha 23 w Warszawie.

Azjaci walą nad Wisłę drzwiami i oknami. W sumie, tylko w pierwszym roku po objęciu rządów, Morawiecki ubogacił Polskę 18 tysiącami takich obcych. Pozwolenia na pobyt stały wydano 4015 Hindusom, 642 Nepalczykom, 525 obywatelom Bangladeszu, 416 Azerom, 104 Indonezyjczykom, 718 Irakijczykom, 221 Irańczykom, 155 Kirgizom, 610 Pakistańczykom, 1863 Turkom, 733 Uzbekom. W styczniu 2018 r. pozwolił na osiedlenie się w Polsce: 2724 Hindusów, 1264 Turków, 461 Nepalczyków, 390 Pakistańczyków, 386 obywateli Bangladeszu, 367 Uzbeków, 334 Irakijczyków. Rok później wydano 69 tys. zezwoleń na pracę dla obywateli 40 krajów azjatyckich, najwięcej Nepalczykom i Hindusom. Morawiecki przyjął też 2,7 tys. tzw. „imigrantów Merkel”. Innymi słowy: rząd PO chciał sprowadzić Azjatów z Niemiec czyli z Zachodu, a rząd PiS sprowadził ich ze Wschodu. Ot i cała różnica!

Za szerokim otwarciem granic lobbują, uważnie wysłuchiwane przez premiera, organizacje pracodawców. Preteksty są te same od lat: brak rąk do pracy; gospodarka traci konkurencyjność. „Nie podoba ci się, to zatrudnię Ukraińca” – taką odzywkę stosują w stosunku do niezadowolonych z płacy Polaków. Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców domaga się sprowadzenia z zagranicy 5 mln pracowników. Do osiągnięcia takiej liczby Ukraina nie wystarcza, dlatego sięgają po 200 mln klepiących biedę mieszkańców Bangladeszu. Jeszcze dalej idzie Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club, postulując uchwalenie specjalnej ustawy migracyjnej, która „otworzyłaby drzwi” przed przybyszami z południowej półkuli. I już wkrótce będziemy mieli sytuację: zagraniczni inwestorzy skuszeni pomocą publiczną na stworzenie nowych miejsc pracy otwierają hurtownie (zwane centrami logistycznymi), w których zatrudniają Azjatów, a rząd chwali się tysiącami nowych miejsc pracy.

Tylko w Warszawie działa sto, często założonych przez imigrantów i zatrudniających imigrantów agencji, które legalizują pobyt przybyszów. Proceder jest prosty: We współpracy z agentami, którzy pracują na miejscu (i zamieszczają ogłoszenia: Poland easy work visa success 99%), ściągają imigrantów, wystawiają im fikcyjne zapotrzebowanie na pracowników, a wcześniej tworzą fikcyjną firmę, która fikcyjne zapotrzebowanie wystawia. I tak przestępczy proceder trwa w najlepsze. W dodatku, tak naprawdę nie wiemy, kogo do Polski wpuszczamy, bo w takich krajach jak Indie, za 50 dolarów można kupić każdy dokument. Dlaczego ABW milczy? Bo zna zakusy rządu i zapowiedź b. wicepremiera, że obok Ukraińców, Hindusi i Nepalczycy mają zostać elitą polskiego społeczeństwa?

Polka mieszkająca w Londynie z przerażeniem odnotowała: 14,5 procenta kolorowych mniejszości wygenerowały premiera. Ale to nie wszystko – Szkocja też ma  premiera, który w pierwszym dniu urzędowania odprawił muzułmańskie modły w swoim gabinecie. Humza Yousaf w partyjnych eliminacjach pokonał chrześcijankę, która sprzeciwiała się uznawaniu związków homoseksualnych. I mamy taki układ: na czele szkockiego rządu i nacjonalistycznej Szkockiej Partii Narodowej stoi praktykujący muzułmanin z Pakistanu, który popiera małżeństwa homoseksualne,  obiecuje przywrócenie zablokowanej przez Parlament Brytyjski ustawy o „zmianie” płci nawet przez dzieci i bez zgody rodziców, a wcześniej przeprowadził w tamtejszym parlamencie ustawę przeciwko „mowie nienawiści”. Okazuje się też, że według szkockiego nacjonalisty z Pendżabu na wysokich stanowiskach w Szkocji jest zbyt wielu białych – wyliczył i obwieścił w parlamencie, że Szkoci w Szkocji zajmują 91,8 proc. wysokich posad, co oznacza, że w panuje tam strukturalny rasizm.

Azjaci opanowali Wyspy Brytyjskie, i to w sensie dosłownym. Brytyjski premier urodził się w rodzinie z Pendżabu. Burmistrz Londynu przybył z Pakistanu. Szefem rządu Irlandii jest pół-Hindus. Może już wkrótce zaczną rządzić Polską? Polską już rządzą uchodźcy – jeden z Moraw, a drugi z czeskiego Cieszyna, ale czy nie czas na uchodźcę z Azji? Jest też inny scenariusz: Gdy powstanie Ukrapolin, prezydentem zostanie ktoś w stylu Bandery, premierem niedorżnięty przez sotnie OPA żydowski arendarz, prezydentem przyszłej stolicy owego tworu mer Lwowa, a stanowisko zachowa ryży minister cyfryzacji, za udane pacyfikowanie polskich mediów, które sprzeciwiają się przekształcaniu Polski w obóz dla uchodźców.

MEN zatwierdziło piękną, kolorową książeczkę dla najmłodszych uczniów. Na jej okładce widnieją podobizny trojga dzieci: Kalima, Abrahama i Abdula. „Mamy Kalima, Abrahama i Abdula to Polki. Tata Kalima jest z Konga, Abdula z Iraku, Abrahama z Izraela” – czytamy. Dalej następuje krótki opis wojen w Kongu i Iraku. Kraj Abrahama opisano bardzo oględnie: „a u taty Abrahama trwa walka”. Opis kończy się konkluzją:  „Dla Kalima, Abdula i Abrahama Polska to spokojny kraj. Tutaj nie ma walk jest spokojne życie”. Uwagę zwraca mały Żydek. Czyżby w MEN już wiedzieli, że Polskę nawiedzą Izraelczycy i że rząd zgodził się na oddanie im polskiego majątku, którym będzie zarządzał Abraham, gdy dorośnie?

Domagają się łatwego i szybkiego dostępu do kobiet. Na ulicach polskich miast widzimy coraz częściej mieszane pary, w których niemal zawsze kobieta jest Polką a mężczyzna kolorowy. W Wielkiej Brytanii co trzecia Polka ma dziecko z Pakistańczykiem. Tymczasem, 95 procent migrantów z Indii, gdzie na skutek selektywnych aborcji dziewczynek brakuje 70 milionów kobiet, to młodzi mężczyźni, w znacznym stopniu motywowani przekonaniem, że w Polsce znajdą żonę. Agencje pracy ekspediujące ich do Polski zapewniają: „Łatwo znajdziecie sobie polskie żony”. Sprawa jest naprawdę poważna. Nadwyżka młodych, sfrustrowanych Polaków przekracza już milion, i niedługo zabraknie dla nich kobiet!

Co robić? Zadawać pytania, a okazją zbliżające się wybory: W którym programie wyborczym zawarta jest obietnica otwarcia granic? Co zrobią, by zachęcić do powrotu Polaków ze Wschodu i powstrzymać eksodus na Zachód? Żądać odpowiedzi przed wyborami, żeby nie powtórzyła się sytuacja, kiedy to na antyimigranckiej retoryce wjechali do Sejmu. Beata Szydło wraca z przytupem, jako twarz kampanii wyborczej PiS, czy nie jako przynętę dla prawicowego elektoratu? Nie pozwólmy się oszukać po raz kolejny, bo obudzimy się w kraju, który nie jest nasz!Niech, po raz pierwszy w historii, Polak będzie mądry przed szkodą a nie po szkodzie. A co do wyborów: wcielajmy w życie zapomniane już hasło abp. Józefa Michalika: „Katolik ma obowiązek głosować na katolika, mason na masona, a żyd na żyda”.

Krzysztof Baliński

Dwa groźne wypadki – i wnioski z nich wynikające.

Dwa groźne wypadki – i wnioski z nich wynikające.

Mirosław Dakowski. 21 kwiecień 2023

Dwa lata temu znajoma otrzymała w nocy telefon od córki z Kanady. Córka roztrzęsionym głosem mówiła: Mamo, stało się nieszczęście. Wypadła mi pod samochód kobieta, nagle, nie zdążyłam zahamować i ją zabiłam. Nie wiem co robić!! …Na szczęście w patrolu policji który przyjechał, znalazła się oficer-Polka. Zaproponowała mi, że sprawę da się załagodzić, ale potrzeba 15 000 dolarów.

Matka pyta: Kochanie jak mogę ci pomóc?

Córka: Ona mówi że ma ojca w polskiej policji, jest oficerem w Warszawie. To on mógłby wpaść po te pieniądze, i już wszystko będzie chyba załagodzone.

Roztrzęsiona starsza pani zadzwoniła do swego syna, który na szczęście był bardziej krytyczny. Zadzwonił natychmiast do Kanady na ten posterunek, o którym mówiła jego „siostra”, i dowiedział się, że o żadnym wypadku nic nie wiedzą. Próbował zorganizować pułapkę na tego „oficera policji”, który miał przyjść po pieniądze. Ale „dzielny oficer” widocznie się zorientował, bo nie oddzwonił. Zawiadomiono policję, śledczych, no i śledztwo” trwa” – już dwa lata.

Drugi:

Córka znajomej jest osobą znaną w świecie medialnym. Przedwczoraj roztrzęsiona zadzwoniła do mamy, mówiąc: Mamo ja przed chwilą zabiłam kobietę!! Wpadła mi nagle na maskę!! A mówię tak niewyraźnie, bo mam złamany nos. Na szczęście dzieci [tu wymieniła ich imiona] są w domu, pod opieką Lesi [która naprawdę u niej pracuje]. Panowie oficerowie mówią, że sprawę da się załagodzić, ale potrzebne jakieś 45 000. Przecież masz, załóż, ja ci za parę dni oddam. Ale to chodzi o czas…

Dopiero w tym momencie znajoma zaczęła podejrzewać, o co tamtej chodzi. Powiedziała: „Dobrze córeczko, oddzwonię ci, gdy tylko zdobędę pieniądze, część wyciągnę z szafy, pożyczę od sąsiada„

„Mamo, ale ja dzwonię z telefonu pana oficera, jest to telefon zastrzeżony. To on wpadnie do ciebie za 20 minut dobrze?”

– Doskonale a ja tymczasem zadzwonię i dowiem się jak tam dzieci – powiedziała mama.

No i tu sprawa się rypła. Ani „córka „, ani oficer się nie pojawili. Natomiast prawdziwa córka, siedząca spokojnie w domu, się wściekła i chciała zawiadomić prawdziwą policję.

Czy to coś da, nie wiemy. Ja przed paru tygodniami dostałem pismo z Komendy Policji, że moje zgłoszenie [naprawdę groźnego przestępstwa – KLĄTWA w teatrze Powszechnym] sprzed trzech lat… właśnie zostało umorzone. Z braku czegoś tam. Podpisy, pieczęcie.

==============

W związku z tym poszperałem trochę, by się dowiedzieć, jak działają programy imitujące głosy. Takie programy były już użyte w czasie przedstawienia on line, zwanego „World Trade Center 9/11” w 2001 roku, gdzie jeden z porwanych pasażerów zadzwonił z samolotu do mamusi, i przedstawiał się jej dwukrotnie z imienia i nazwiska. Tam zszokowana matka tego drobiazgu nie zauważyła.

Ale przez te 22 lata postęp w informatyce, w tak zwanej „sztucznej inteligencji” jest ogromny. Już dwa lata temu można było za niewielkie pieniądze kupić program, który głos dowolnej osoby, na przykład jakiejś aktoreczki ubiera w barwę głosu wybranej osoby. Wystarczy nagrać parę wystąpień w telewizji, oraz parę rozmów telefonicznych przyszłej ofiary, trochę poćwiczyć, by ta aktoreczka miała nie tylko barwę głosu przyszłej ofiary, ale również używała jej standardowych powiedzeń.

Bierzmy to pod uwagę, gdy zadzwoni do nas ktoś najbliższy, którego rozpoznamy po głosie, i rozdygotanym głosem coś nam zacznie mówić.

Pamiętajmy, że te grupy bandyckie są bezczelne i sprytne, ale jednak mało twórcze, niezbyt inteligentne.

Potęgi klucz

Potęgi klucz

Małgorzata Todd  klucz

Szanowni Państwo!
          „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Te święte słowa przed czterystu laty wypowiedział Jan Zamoyski założyciel Akademii. Ktoś z nam współczesnych zauważył, że trudno jest porównać wychowania patriotycznego dawnego i obecnego.

W okresie międzywojennym szkoła mogła uczyć patriotyzmu, bo dzieci słyszały ten sam przekaz od rodziców, w kościele i w szkole.
       W PRL-u szkoła mówiła „po radziecku”. Dzieci kacapskich konfidentów w domu i szkole słyszały to samo, a do kościoła nie chodziły. Powyrastały na internacjonalistów proletariackich, dla których „polskość, to nienormalność”. W domach o patriotycznych tradycjach dzieci wiedziały, że szkoła kłamie. Wyrastały niejako na potencjalnych „spiskowców”.

      Drzewiej mawiano: „Ucz się ucz, bo nauka, to potęgi klucz”. Czy to jeszcze ma sens, kiedy władzę nad światem próbują przejmować nieuki wszelkiej maści? Ma, chociażby z powyższego względu. Czego teraz w szkołach uczą, tego nie wiem. Na szczęście, trafił nam się mądry, a nawet błyskotliwy Minister Oświaty, który wie co robi. Szkoła, mam nadzieję, spełnia nadal trzy podstawowe warunki: wychowuje, przekazuje wiedzę i ćwiczy w nabywaniu umiejętności. Wiedza wszelaka jest już nieznośnie rozległa i nawet po odcedzeniu ideologii strojącej się w piórka nauki, jej zasięg w każdej dziedzinie rośnie lawinowo. Wiedza to jedno, a umiejętności, to drugie. Na początku XX wieku kaligrafia była przydatna i wymagała zapewne więcej ćwiczeń, niż obecnie opanowanie obsługi smartfona.

     A gdyby tak w ramach ćwiczeń, uczyć dzieci umiejętności artystycznych? Wiem, że zamiast poświęcać czas na jakieś nieudolne machanie pędzlem, można pstryknąć fotkę, która zachwyci pięknem. Może zatem więcej wysiłku poświęcić grze na instrumentach, których dawniej zapewne brakowało. Nauka aktorstwa „oprzyrządowania” nie wymaga, a jest to bardzo pożyteczna umiejętność i wcale nie służy ona do wprowadzania w błąd. Przeciwnie, uczy wczuwania się w role osób, z którymi mamy kontakt. Łatwiej ją zastosować w codziennym życiu, niż wykutą nawet na blachę psychologię. Aktorstwo nie przeszkodziło, a moim zdaniem, pomogło osiągnąć to, co osiągnęli tacy ludzie jak Karol Wojtyła, czy Ronald Reagan.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Ignorancja, nienawiść i kłamstwo. Żydowskie oszczerstwa nt. Narodowych Sił Zbrojnych.

Ignorancja, nienawiść i kłamstwo. Żydowskie oszczerstwa nt. Narodowych Sił Zbrojnych.

Stanowcza reakcja na żydowskie oskarżenia: „Powielanie tez propagandy stalinowskiej”

stanowcza-reakcja-na-zydowskie-oskarzenia-tez-propagandy-stalinowskiej

W związku z haniebną treścią oświadczenia organizatorów tzw. niezależnych obchodów rocznicy powstania w getcie warszawskim, opublikowaną przez portal jewish.pl, Prezydium Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ wyraża stanowczy sprzeciw wobec szkalowania pamięci Bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego z formacji Narodowe Siły Zbrojne.

Anonimowym autorom oświadczenia nie spodobało się, że premier polskiego rządu odwiedził groby zmarłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, którym po wyzwoleniu z niemieckich obozów pomagali żołnierze Brygady Świętokrzyskiej. Anonimowi autorzy posunęli się do stwierdzenia na portalu społecznościowym, że „premier potrafi drugą ręką zapalić znicz hitlerowskim kolaborantom z NSZ”, a portal jewish.pl powielił te pomówienia. Takie zdarzenie nie miało miejsca – premier zapalił znicz na grobach cywilnych ofiar obozów koncentracyjnych.

Informujemy, że Narodowe Siły Zbrojne były tą formacją Polskiego Państwa Podziemnego, w której szeregach walczyli także Żydzi i Polacy żydowskiego pochodzenia oraz zajmowali w tej strukturze wysokie stanowiska, nawet wyższe niż w innych formacjach Polskiego Państwa Podziemnego. W NSZ służyli m.in.: ppłk Jerzy Krafft ps. „Zygmunt Wiesławski” − komendant Okręgu VI Mazowsze Południe, mjr Stanisław (Szmul) Ostwind-Zuzga ps. „Kropidło” − komendant Powiatu NSZ Węgrów, por. Feliks Pisarewski ps. „Parry” − oficer sztabu Okręgu I (Warszawa), ppor. Józef Makowski ps. „Ziuk”, dr Juda Kamiński ps. „Migoń”, por. Alfons Antoni Krysiński, Andrzej Konic ps. „Zawisza” i wielu innych.

Inny żołnierz NSZ, z pochodzenia Żyd z Łodzi, Aleksander Szandcer ps. „Dzik”, który walczył na Lubelszczyźnie w oddziale NSZ mjr.cc. Leonarda Zub-Zdanowicza ps. „Ząb”, poświęcił swoje życie w czasie bitwy z Niemcami pod Górą Puławską, żeby uratować cały oddział NSZ, który był okrążany przez Niemców.

Brygada Świętokrzyska NSZ w dniu 5.05.1945 roku uratowała 280 Żydówek przed spaleniem żywcem przez Niemców w niemieckim obozie koncentracyjnym w Holiszowie.

Niemcy wyselekcjonowali 280 Żydówek spośród 1000 więźniarek prawie wszystkich europejskich narodowości. Zamknęli Żydówki w oddzielnym baraku, pod który podłożyli materiały łatwopalne i czekali na rozkaz podłożenia ognia, by spalić te kobiety żywcem. Brygada Świętokrzyska, która przechodziła niedaleko, idąc na spotkanie z jednostkami armii amerykańskiej, dowiedziała się od Czechów o tych przygotowaniach i, pomimo czeskich próśb o niepodejmowanie działań w obawie przed odwetem ze strony Niemców, Brygada Świętokrzyska NSZ zaatakowała niemiecki obóz koncentracyjny i oswobodziła wszystkie więźniarki, przy stratach 2 rannych. Żadna więźniarka nie zginęła.

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w 2018 roku ufundował i wmurował na murze byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie tablicę pamiątkową upamiętniającą to wydarzenie.

To na grobie zmarłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, którymi po wyzwoleniu opiekowali się żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ, premier rządu polskiego zapalił znicz, co tak rozwścieczyło organizatorów „niezależnych” obchodów w getcie warszawskim. Ewidentnie organizatorom obchodów przyświecają takie anty-wartości jak ignorancja, nienawiść i kłamstwo.

Związek Żołnierzy NSZ wyraża stanowczy sprzeciw wobec powielania tez propagandy stalinowskiej o NSZ. Nie zgadzamy się na wzbudzanie podziałów i nienawiści, na rasistowskie dzielenie społeczeństwa polskiego pod względem rasowym i etnicznym. Narodowe Siły Zbrojne zostały utworzone przez polski obóz narodowy – największą opcję społeczno-polityczną w II Rzeczypospolitej. To ideolodzy obozu narodowego już ponad sto lat temu sformułowali nowoczesną definicję polskości – kto jest Polakiem. Ta definicja jest aktualnie powszechna w społeczeństwie polskim i jest definicją kulturową – nie bierze w ogóle pod uwagę pochodzenia etnicznego.

„Fakt urodzenia się lub zamieszkiwania na pewnym terytorium i pochodzenia plemiennego nie może decydować nie tylko o narodowości tysięcy i milionów ludzi, ale nawet pojedynczych osób. Wieki wspólnego życia politycznego, wspólność kultury duchowej i materialnej, wspólność interesów itd. więcej stokroć znaczą, niż wspólność pochodzenia lub nawet języka” – napisał Jan Ludwik Popławski w 1900 roku, jeden z ojców założycieli obozu narodowego.

Dlatego nie powinno dziwić, że to właśnie w szeregach NSZ obywatele polscy pochodzenia żydowskiego, a także Żydzi mogli służyć w podziemnym Wojsku Polskim i walczyć z niemieckim okupantem, a także pełnić wyższe funkcje w strukturach NSZ. Ta prawda o polsko-żydowskiej historii nie dociera do redakcji portalu jewish.pl i organizatorów tzw. niezależnych obchodów w getcie warszawskim. Narracja oparta na kłamstwie z samej definicji nie jest i nie może być „sprawą pamięci”, jak to fałszywie deklarują organizatorzy tzw. „niezależnych obchodów w getcie warszawskim”.

Polska państwem frontowym USA – na długo? Trzeba być bystrym i bezczelnym

Polska państwem frontowym USA na długo? Trzeba być bystrym i bezczelnym

Andrzej Krajewski usa-polska-panstwo-frontowe

Rola frontowego sojusznika Stanów Zjednoczonych to pakiet możliwości, które wcale nie są oczywiste. Dlatego czerpią z nich korzyści ci, którzy są bystrzy lub bezczelni. Reszcie pozostaje narzekanie na amerykański egoizm lub imperializm.

W czasach PRL krążył dowcip dający receptę, jak Polacy mogliby szybko dojść do dobrobytu. Mówił, że należy wypowiedzieć wojnę USA, a następnie się poddać. Tak aby Amerykanie musieli Polskę okupować. Natchnieniem do żartu były losy Japonii oraz Republiki Federalnej Niemiec po II wojnie światowej i ewentualnie nakręcony w 1959 r. film „Mysz, która ryknęła”. Z genialnym Peterem Sellersem, grającym w nim kilka postaci. Przy czym akurat w przypadku tego dzieła bankrutujące księstwo Grand Fenwick wojnę wypowiedzianą USA, po to, żeby się dostać pod okupację Amerykanów, przypadkiem wygrało. Ku rozpaczy jego władczyni, premiera i wszystkich obywateli.

Polska – państwo frontowe

W dłuższych okresach czasu życie potrafi nakreślić, niemal równie nieprawdopodobne scenariusze. Z opowiadających sobie wspominany dowcip raczej nikt nie zakładał, iż pokolenie później wojska USA nie tylko będą stacjonować na terytorium Polski, ale też III RP stanie się sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Od czasu najazdu Rosji na Ukrainę sojusznikiem coraz bliższym, bo takowych dla USA są zawsze ich „państwa frontowe”.

Po 1945 r. Waszyngton pod swą pieczą miał ich całkiem sporą gromadkę, aby zgodnie z doktryną powstrzymywania, sformułowaną przez George Kennana, blokować ekspansję Związku Radzieckiego i reszty krajów komunistycznych. Kluczową rolę w gronie ówczesnych „państw frontowych” odgrywały: RFN, Włochy, Turcja, Japonia oraz Korea Południowa. Ich rozwój przebiegał bardzo różnymi ścieżkami, ale każde odniosło znaczące sukcesy. Czy okazywały się one trwałe, aż do dziś, to zupełnie inna sprawa.

Jednakże znajdując się w bardzo ścisłych relacjach z Amerykanami, wspomniane kraje do końca zimnej wojny gruntownie się zmodernizowały. Podnosząc swe znaczenie, zwłaszcza na niwie ekonomicznej. Uchwycenie skąd ta prawidłowość, wcale nie jest proste, z winy samych Amerykanów, odznaczających się w warunkach europejskich niespotykaną elastycznością.

Na Starym Kontynencie naturalne jest bowiem dążenie do ujednolicania wszystkiego, co zaczyna egzystować pod jednym sztandarem. Znakomity tego przykład stanowi Unia Europejska. Od swego zarania, czyli Wspólnoty Węgla i Stali, oprócz bycia ponadnarodową organizacją oraz strefą wolnego handlu, pełniła ona rolę promotora konwergencji mającej zbliżać do siebie europejskie nacje. Ujednolica się więc wszystkiego, co tylko możliwe. Temu choćby służy trwające od dekad harmonizowanie przepisów i norm w krajach członkowskich UE, będące czymś na kształt syzyfowej pracy, bo musi trwać stale i bez końca.

Natomiast Stany Zjednoczone ponad wszystko inne przedkładają osiąganie celów oraz zysków. Cała reszta to środki temu służące. Stąd nigdy na poważnie nie zależało Waszyngtonowi by np. Turcja zaczęła nieco bardziej przypominać wcale nieodległe RFN, czy Włoch, zaś Korea Południowa choćby Japonię. Najmniej zaś kolejnym prezydentom rezydującym w Białym Domu chciało się dbać, żeby „państwa frontowe” sukcesywnie upodabniały się do protektora, który objął je swą strefą wpływów.

Turcja

W Turcji w drugiej połowie XX w. armia, z regularnością szwajcarskiego zegarka, co 10 lat przeprowadzała nowy pucz w imię obrony zasad narzuconych narodowi przez Atatürka. Jednocześnie amerykańska pomoc finansowa i techniczna umożliwiła temu krajowi modernizację gospodarki, powstanie wielu nowych elektrowni, dróg i mostów (oczywiście przy udziale firm zza oceanu). Aż pod koniec zimnej wojny stała się Turcja bardziej demokratyczną republiką niż jest nią obecnie.

Korea Południowa

Trwające szesnaście lat autorytarne rządzy prezydenta Park Chung-hee w Korei Południowej również nie należały do najprzyjemniejszych. Ale to wówczas biedny kraj zaczął powoli zamieniać się w jednego w azjatyckich tygrysów. Na początku tej drogi prezydent zadbał, żeby głównymi beneficjentami amerykańskiej pomocy stały się „magnackie” rody, które tak zdobyty kapitał zainwestowały w budowę uprzywilejowanych firm, nazwanych czebolami. Mogąc liczyć zawsze na pomoc prezydenta: Hyundai Motors, Daewoo, LG, Samsung, Ssangyon i kilka innych, zdominowały gospodarkę kraju. Po czym zamiast ją zdegenerować (jak to się zdarzyło np. w Rosji za czasów rozkwitu koncernów oligarchów), po śmierci Chung-hee nadal rosły i to ponad rozmiary Korei. Stając się wielkimi, międzynarodowymi korporacjami, stawiającymi na nowoczesność. Ich sukces zagwarantował bogactwo całemu państwu.

Japonia

Z kolei Japonia skok rozwojowy, podczas zacieśniania relacji ze Stanami Zjednoczonymi, zawdzięczała swej bezbrzeżnej bezczelności. Już pod koniec XIX w. Kraj Kwitnącej Wiśni po raz pierwszy doganiał Zachód, kopiując z niego wszystko co najlepsze. Potem w odniesieniu do wyrobów przemysłowych ten sam manewr powtórzono po I wojnie światowej. Skoro dwa razy się udało, kiedy Stany Zjednoczone otworzyły się na firmy z okupowanej przez siebie wyspy, ich szefowie zainicjowali trzecie podejście. Do czego też nakłaniał i z całych sił pomagał tamtejszy rząd.

Kopiowano i kradziono w USA, co tylko się dało. W książce „War by Other Means: Economic Espionage in America” John J. Fialka twierdzi, że głównym zajęciem japońskiego wywiadu na początku lat 70. było wykradanie technologii w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych. Wykorzystywano je masowo w: samochodach, motocyklach, telewizorach, aparatach fotograficznych, sprzęcie hi-fi, magnetowidach, kalkulatorach. To tymi produktami koncerny z Kraju Kwitnącej Wiśni podbiły światowe rynki. Co ciekawe administracja Richarda Nixona miała świadomość, na jaką skalę Japończycy kradną i niewiele z ową wiedzą zrobiła. Kolejni prezydenci raczej tego nie żałowali. Japońskie korporacje okazały się pojętnymi uczniami i same zaczęły zadziwiać swą innowacyjnością, lokując nadmiar posiadanego kapitału w USA. W latach 70. było to jeszcze skromne 7,5 mld dolarów inwestycji bezpośrednich, lecz między 1980 a 1989 r. już ponad 100 miliardów dolarów. Czyż nie opłaciło się Amerykanom wcześniej dać się okradać?

Włochy

Włochom USA gwarantowały przede wszystkim zachowanie stabilności przy systemie polityczno-społecznym skonstruowanym tak, aby wydawało się to zupełnie niemożliwe. Tajemnicą poliszynela było, że CIA oraz amerykańska ambasada dbają, żeby partia komunistyczna nigdy nie wygrała wyborów w Italii, ani też nie weszła do koalicji rządzącej. Drugą oczywistą regułą pozostawało, iż najbardziej proamerykańscy politycy, poczynając od ojca włoskiej chadecji Alcide De Gasperiego, zawsze mogą liczyć na wsparcie USA. Reszta pozostaje mniejszą albo większą zagadką do dziś.

Oto bowiem przez całą zimną wojnę w rozdzieranym dramatycznymi konfliktami państwie całkiem wygodnie egzystował sobie zamieszkujący je naród. Włochy dzielił konflikt między bogatą północą, a biednym południem oraz prawicą i lewicą. Na to nakładał się terroryzm, uznawany przez organizacje komunistyczne oraz faszystowskie za naturalne narzędzie prowadzenia walki politycznej. W „latach ołowiu” (1969-1980) przybierając masową skalę. Choć i tak więcej ofiar miały na sumieniu organizacje mafijne, dysponujące często większą władzą od struktur państwa. Rząd w Italii upadał co kilka miesięcy, kolejne wybory niczego nie zmieniały, a kraj gospodarczo … rozkwitał. Między 1950 a 1970 rokiem Włochy zamiast pogrążyć się w wojnie domowej, były najszybciej rozwijającym się ekonomicznie państwem w Europie. W tym okresie dochód na jednego mieszkańca wzrósł tam 2,3 krotnie, gdy w sąsiedniej Francji o marne 36 proc.

RFN

Z wyliczanki państw frontowych pozostała jeszcze RFN. No ale tu nie ma żadnych zaskakujących zagadek do wyjaśnienia. Niemcy wzorowo wykorzystały możliwości dawane przez Plan Marshalla, wzorowo się zdemokratyzowały, wzorowo udawały pełną denazyfikację, wzorowo rozwinęły przemysł na czele z motoryzacyjnym, który podbił amerykański rynek. A przy okazji wzorowo wykorzystywały parasol ochronny, jaki zapewniała im armia USA.

Polska

A teraz od roku „państwem frontowym” dla Stanów Zjednoczonych stała się Polska i wszystko wskazuje na to, że pozostanie nim na bardzo długo. Nawet jeśli Rosja poniosłaby totalną klęskę w wojnie i zaczęła chylić się ku upadkowi, są jeszcze Chiny. Tymczasem Europa to taki mały półwysep przylepiony do ogromnej Azji, zaś bramą wjazdową do niego są ziemie III RP. Dopóki USA chcąc okrążać Państwo Środka i stosować wobec niego doktrynę powstrzymywania, dopóty muszą trzymać bramę wjazdową na Stary Kontynent pod swą kontrolą. To zaś oferuje ogromne możliwości.

Cały kłopot w tym, że Stany Zjednoczone to nie Unia Europejska. Wzajemnych relacji nie określają biurokratyczne procedury, gwarantowane traktatami reguły, systemy funduszy, itp. itd. Albo jest się bezczelnym i kreatywnym a wówczas „sky is the limit” albo grzecznym nabywcą broni i entuzjastycznym gospodarzem podczas wizyt kolejnych lokatorów Białego Domu.

Wprawdzie podpisanie na początku tego tygodnia listu intencyjnego miedzy przedstawicielami amerykańskiego EXIM Bank, Development Financial Corporation oraz Orlen Synthos Green Energy, dotyczącego wsparcia budowy w Polsce modułowych reaktorów jądrowych daje nadzieję, że może zacznie się coś zmieniać. Jednak wzajemne obroty handlowe w niezbyt imponującej wysokości 27 mld dolarów, najlepiej świadczą jak bardzo Stany Zjednoczone są dla Polski odległym krajem. Na dodatek trudnym do zrozumienia, bo staranna dbałość o własne interesy rzadko bywała polską specjalnością.

Dno piekła 

Dno piekła 

Izabela BRODACKA

Ludowe przysłowie  mówi, że dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Kryje ono w sobie, jak zwykle ludowe przysłowia, głęboką mądrość.

Każdy ze zbrodniczych systemów totalitarnych zaczynał się od utopii, a każda utopia ma w sobie na pozór pewne racjonalne jądro. Na przykład marksizm opierał się na stwierdzeniu wyzysku klasy robotniczej  przez kapitalistów. Był to bezsporny fakt. Między bajki włóżmy brednie na temat tworzenia przez kapitalistę i jego robotników kochającej się rodziny. Podobną brednią są opisy niewolnictwa jako systemu rodzinnego, gdzie biali i czarni żyją we wzajemnej miłości i harmonii, oraz podobne opisy systemu pańszczyźnianego. Oczywiście mogło się zdarzyć, że dzieci kochały czarną nianię, albo, że panicz nadmiernie spoufalił się z jakąś dziewczyną folwarczną. Prawdą jest również że kapitalista, właściciel majątku, czy właściciel plantacji dając i organizując pracę, zapewniał swoim pracownikom minimum egzystencji. Pozycję społeczną  dziedzica i pańszczyźnianego chłopa dzieliła jednak przepaść. Choć szlachetne wydaje się marzenie szlacheckich rewolucjonistów o zrównaniu praw wszystkich ludzi na Ziemi, jednak jak pokazały kolejne rewolucje chłop pańszczyźniany na ogół chciał zająć miejsce dziedzica, a nie zrównać się w prawach i stanie posiadania z nim i ze wszystkimi innymi ludźmi na świecie.

Niektórym nawet się to udawało. Dowodem były spasione oblicza członków KC. Nie wystarczały im cudze mieszkania przy Szucha, w Alei Róż i Alei Przyjaciół meblowane zrabowanymi po dworach i pałacach antykami. KC zapewniał im opłacaną przez państwo służącą  oraz samochód służbowy z szoferem, a ich żony brylowały w pałacach Nieborowa i Obór. Była to raczej elita spożycia i użycia, bo przecież nie elita intelektualna i nie prawdziwa elita władzy. Pozostając na usługach sowietów instalowali w Polsce komunizm i za to właśnie dostawali mieszkania i przywileje. System, który po zwycięstwie proletariatu miał zapewnić ludzkości powszechny dobrostan jako warunek konieczny tego dobrostanu zakładał zlikwidowanie czy wręcz wymordowanie arystokracji i burżuazji. Był to warunek konieczny lecz nie wystarczający, bo w miarę postępu komunizmu walka klasowa miała się zaostrzać. Mgliste, szlachetne, trochę naiwne marzenie o powszechnej równości prowadziło zatem na samo dno piekła jakim był terror, masowe mordy i niewola społeczeństw. Było mgliste, naiwne  a przede wszystkim nieuczciwe intelektualnie, bo całkowicie sprzeczne z powszechnie znaną ludzką skłonnością do stratyfikacji, do pozycjonowania się. Hierarchie społeczne rodzą się jak wiadomo spontanicznie.  W przedszkolu, w szkole, w Akademii Nauk i w więzieniu. Poza tym ludzie różnią się urodą, stanem zdrowia i uzdolnieniami. Czy aby beznogi nie czuł się  gorszy i wykluczony należy wszystkim zdrowym obciąć nogę?

Podobnie szlachetna lecz niewątpliwie naiwna jest chęć zlikwidowania raz i na zawsze cierpienia zwierząt na naszej planecie. Aby przerwać łańcuch pokarmowy, który rządzi światem  należałoby wymordować wszystkie zwierzęta mięsożerne, a ludzi terrorem zmusić do wegetarianizmu. [Iiii. Oni widzą dalej, Autorko: Wolą nas wymordować, choć w ¾… md]

Pomijam tu  realny problem jakim byłby wówczas nadmierny rozrost populacji zwierząt roślinożernych dla których regulatorem liczebności w danym ekosystemie i naturalnym selekcjonerem są zwierzęta mięsożerne. Rolę selekcjonerów musieliby wówczas podjąć szlachetni i litościwi obrońcy zwierząt. Musieliby zabijać w ramach wyrzeczenia się zabijania. Musieliby zabijać „dla własnego dobra zabijanych zwierząt”. Ta pokrętna logika podszyta zwykłą hipokryzją bywa dla słabych intelektualnie uzasadnieniem czy usprawiedliwieniem aborcji i eutanazji.

To bardzo charakterystyczne, że realizacja utopii zawsze stwarza prawdziwe problemy z którymi ta utopia nie jest w stanie się uporać. W imię utopijnej walki o uwolnienie powietrza od CO2 zamierza zmusić się obywateli do rezygnacji z samochodów spalinowych na rzecz samochodów elektrycznych, które uszkodzone potrafią palić się przez 24 godziny wydzielając ogromne ilości spalin, a ich gaszenie odbywa się przez zanurzenie samochodu w całości w specjalnym, odpowiednich rozmiarów, kontenerze zużywającym wiele ton wody. (Dla niedowiarków:  pozar-elektrycznego-samochodu)

Poza tym szlachetne pomysły, nawet niegroźne, często są sprzeczne albo się nawzajem wykluczają. W trosce o czystość trawników nakazuje się na przykład zbierać psie kupki, które pozostawione w spokoju rozłożyłyby się w dwa tygodnie. Zbiera się je do plastikowych woreczków, które jak wiadomo rozkładają się 400 lat.

Pod pocztą przy Nowogrodzkiej w Warszawie od lat rdzewieje nigdy nieużywana platforma, która w założeniu miała służyć podnoszeniu inwalidy w wózku na schody. Podobne platformy niszczeją w wielu innych punktach miasta. Inwalidka, dla której na jej prośbę wysyłałam list na poczcie wyjaśniła mi, że sensacja związana z uruchamianiem platformy i z podróżowaniem na takiej platformie jest dla niej tak upokarzająca, że woli poprosić przypadkową osobę o pomoc, niż być rozrywką dla gapiów. Szlachetne intencje jeżeli nawet są szlachetne, a nie służą terroryzowaniu ludzi pod ich pretekstem, są kompletnie nielogiczne, wewnętrznie sprzeczne i asymetryczne. Dziecko z zespołem Downa można zgodnie z postulatami lewactwa swobodnie zabić w łonie matki, natomiast nie można mu w szkole zwrócić uwagi na niewłaściwe zachowanie.

Zauważmy, że rodzący się totalitaryzm zawsze posługuje się znakami niewerbalnymi i stygmatyzacją związaną z tymi znakami. W czasie pandemii maseczka na twarzy wcale nie miała chronić od wirusów lecz była znakiem przynależności. Zdaniem ministra zdrowia – do ludzi z poczuciem odpowiedzialności za innych. Faktycznie – do ludzi słabych, skłonnych podporządkować się każdemu absurdowi. Naznaczała uległych. Tak jak kiedyś opaska z żółtą gwiazdą. stygmatyzowała Żydów.

Każda próba naznaczania jakiejś grupy ludzi powinna być dla nas sygnałem alarmowym, bo prowadzi na dno piekła.

Książki: „KoronaŚwiry”; Dr. Wodarg: „Fałszywe pandemie”.

Książki: KoronaŚwiry; Dr. Wodarg: „Fałszywe pandemie”.

Argumenty przeciwko rządom STRACHU.

Co znajdziemy w pakiecie KoronaŚwiry?

pakiet-koronaswiry

W pakiecie KoronaŚwiryznajdą Państwo pozycje, które idealnie się dopełniają, ukazując tym samym przed czytelnikiem pandemię COVID-19 z wielu perspektyw.

Książka Wolfganga Wodarga Fałszywe pandemie. Argumenty przeciwko rządom strachuw sposób naukowy podchodzi do omówienia szkodliwości wirusa SARS-CoV-2 oraz do słuszności wykorzystywania w diagnozowaniu choroby nim wywołanej testów PCR.

Publikacja Agnieszki Wolskiej i Piotra Szlachtowicza Koronaświry pozwala z kolei przyjrzeć się pandemii od strony publicznej (w książce znalazły się cytaty lekarzy, polityków, naukowców oraz celebrytów na temat pandemii). Zestawiając obie książki, można zauważyć, że reakcje ludzi, którzy uważani powinni być za autorytet, były nieadekwatne do skali zagrożenia, jakie niosła ze sobą choroba, którą w swojej książce przedstawił dr Wodarg.

Pakiet KoronaŚwiry dedykowany jest wszystkim tym, którzy pragną bliżej przyjrzeć się okolicznościom pandemii COVID-19. Czas na pewne podsumowanie tego, czym przez ostatnie lata karmiły nas media głównego nurtu.

Z jakimi haniebnymi wypowiedziami mieliśmy do czynienia?

W jaki sposób celebryci tacy jak Magda Gessler, czy Tomasz Lis przyczynili się do szerzenia dezinformacji na temat pandemii?

Do jakich stwierdzeń w swych wypowiedziach zdołali posunąć się lekarze i politycy?

Jak wyglądał cały proces wzbudzania w społeczeństwie strachu i siania paniki?

Sukces Morawieckiego i PiS: FitFor55: Koszt 527 miliardów euro do 2030r. Potem wzrośnie! Zrobili to ŚWIADOMIE.

Sukces Morawieckiego i PiS: FitFor55: Koszt 527 miliardów euro do 2030r. Potem wzrośnie! Zrobili to ŚWIADOMIE.

Katarzyna TS: PiS jest za, a nawet przeciw

21 kw. , 2023 pis-jest-za-a-nawet-przeciw

W piątek (21.04.2023) odbyła się konferencja prasowa eurodeputowanych Prawa i Sprawiedliwości Anny Zalewskiej i Tomasza Poręby. Tematem konferencji było przyjęcie przez Parlament Europejski przepisów wdrażających pakiet FitFor55. Za tymi przepisami głosowali eurodeputowani z tzw. opozycji totalnej, czyli Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz, Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Jerzy Buzek, Włodzimierz Cimoszewicz, Jarosław Duda, Tomasz Frankowski, Andrzej Halicki, Krzysztof Hetman, Danuta Hubner, Adam Jarubas, Jarosław Kalinowski, Łukasz Kohut, Janusz Lewandowski, Elżbieta Łukacijewska, Leszek Miller, Jan Olbrycht, Radosław Sikorski, Sylwia Spurek i Róża Thun.

Europosłowie PiS wskazali, że jest to lista osób, które głosują przeciw Polakom, ponieważ wdrożenie pakietu FitFor55 oznacza drastyczne podwyżki cen energii, wzrost kosztów transportu oraz budowy i utrzymania domów. Likwidacja darmowych uprawnień do emisji CO2 w już istniejącym systemie ETS spowoduje podniesienie cen prądu i ogrzewania, a także zlikwiduje tanie przeloty. Wzrosną też koszty transportu gazu, który jest przewożony do Polski drogą morską. Natomiast nowy system ETS II, którym objęty zostanie transport drogowy i budownictwo, to po prostu gigantyczny podatek nałożony na właścicieli aut oraz domów i mieszkań. Będą oni musieli płacić podatek od emisji CO2, tak jak obecnie płacą go wytwórcy energii. Nikt nie wie, jaka faktycznie będzie wysokość tych opłat. Ale na pewno nie będzie tanio. W systemie ETS II cena ma początkowo wynosić 45 euro za tonę. Dla porównania: w istniejącym już systemie ETS ceny uprawnień wzrosły z 5 euro za tonę w 2017 roku do 100 euro za tonę w 2023 roku. Do jakiej kwoty dojdziemy?

Gdyby nie było systemu ETS, ceny energii w Polsce byłyby dziś niższe o ok. 60%. Skutkiem wdrożenia FitFor55 będzie dalszy wzrost cen energii plus haracz od domów i samochodów. System skonstruowany jest tak, że najbardziej uderzy w państwa najbiedniejsze, a w tych państwach – w ich najbiedniejszych obywateli. System ETS to po prostu handel powietrzem, dzięki któremu bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Dlatego europosłowie PiS mają rację, gdy krytykują europosłów z opozycji totalnej za to, że głosowali za przyjęciem przepisów wdrażających FitFor55. Ale jest jedno „ale”, które eurodeputowani Zalewska i Poręba strategicznie przemilczeli podczas dzisiejszej konferencji. O czym zatem nie usłyszeliśmy ani słowa? O tym, że w grudniu 2020 roku premier Mateusz Morawiecki zgodził się na przyjęcie „ambitnego celu klimatycznego”, czyli 55 proc. redukcji emisji CO2 do 2030 roku. To właśnie jest FitFor55. Morawiecki mógł zawetować FitFor55 już na starcie, ale zrezygnował z weta i machina ruszyła. Ówczesny minister klimatu z ramienia PiS, Michał Kurtyka, zapewniał, że dzięki decyzji premiera Morawieckiego „mamy porozumienie, które z jednej strony pozwala realizować cel unijny, a z drugiej tworzy warunki do sprawiedliwej transformacji polskiej energetyki i gospodarki”.

Nie zapominajmy też, że w grudniu 2019 roku premier Morawiecki zgodził się na Zielony Ład, czyli tzw. zero-emisyjność do 2050 roku. To też mógł zawetować, ale tego nie zrobił. Zielony Ład dostał zielone światło, a Morawiecki tradycyjnie ogłosił sukces zapewniając, że Polsce nic nie grozi, bo kanclerz Merkel zapewniła go, że będziemy mogli dochodzić do zeroemisyjności „w swoim tempie”. Dziś zbieramy owoce tych sukcesów negocjacyjnych Morawieckiego, które mają nas kosztować 527 miliardów euro do 2030 roku. To są cztery roczne budżety Polski! I to jest wspólna „zasługa” rządu PiS oraz opozycji totalnej. Dlatego uśmiałam się do łez, gdy usłyszałam, jak europoseł Poręba zapewnia, że Prawo i Sprawiedliwość „nigdy nie zgodzi się na tego typu rozwiązania, które pod płaszczykiem walki o klimat, mają de facto uderzać w ludzi, mają doprowadzić do tego, żeby żyło się gorzej, żeby pogorszyły się standardy życia, żeby było coraz większe ubóstwo”.

Panie Poręba, wy już się na to zgodziliście! Zgodziliście się w 2019 roku i w 2020 roku. Chyba, że premier Morawiecki nie jest premierem, tylko szefem opozycji totalnej. O ile jednak mi wiadomo, Morawiecki jest członkiem PiS i stoi na czele rządu, tak jak stał, gdy godził się na Zielony Ład i FitFor55. Wtedy PiS był za, a teraz jest przeciw? Czy wy jesteście nienormalni, czy po prostu tak samo cyniczni i bezczelni, jak cyniczny i bezczelny jest Donald Tusk?

Gdyby ktoś uważał, że Morawiecki działał wbrew PiS, to przypominam, co Jarosław Kaczyński powiedział o Zielonym Ładzie w maju 2021 roku. Zapytany w Programie I Polskiego Radia, czy Polska w kontekście transformacji energetycznej będzie „sojusznikiem, czy niewolnikiem” europejskiego Zielonego Ładu, Kaczyński odpowiedział: Musimy przyjmować pewne realia i dzisiaj ta tendencja do tego, co można określić jako budowa nowego ładu jest taka, że odrzucanie jej oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju różne kłopoty. (…) Ten plan jest czymś, w czym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę.

Ta cena to systemowe zubożenie społeczeństwa polskiego. Ta cena to haracz nakładany na produkcję energii, transport i budownictwo. Ta cena to drenowanie kieszeni Polaków w imię kuriozalnej ideologii klimatyzmu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapewniał, że warto w tym uczestniczyć, a dziś dowiadujemy się od europosłów PiS, że uczestniczyć w tym nie należy i to, co się stało, jest wyłącznie winą europosłów z PO, PSL i SLD.

Nie! To jest wspólna wina polityków partii rządzącej i polityków opozycji totalnej. Wespół w zespół wpakowali nas w to nieszczęście, jakim jest Zielony Ład i FitFor55. Różnica polega na tym, że opozycja totalna otwarcie popiera ten projekt, a rządzący udają, że nas przed nim bronią. Gdy przyszło do podejmowania decyzji szkodliwych dla Polski, to PiS był za, ale gdy nie da się już dłużej ukrywać, jakie są konsekwencje tych decyzji, to PiS jest przeciw.

Ale to jest cyrk!

I jeszcze jedno. Gdyby ktoś chciał usprawiedliwiać Morawieckiego argumentując, że nie wiedział, do czego doprowadzi zgoda na Zielony ład i FitFor55, to przypominam, że w 2019 roku wielokrotnie pisałam w moich felietonach, do czego to doprowadzi.

W felietonie pt. „Dziewczynka wraca na drzewo” z czerwca 2019 roku napisałam: 

Należy w końcu zdać sobie sprawę z grozy sytuacji. Realia wyglądają następująco: jesteśmy celem klimatycznych gangsterów, którzy łupią nas na potęgę. Opłaty za emisje CO2 to haracz, który ci gangsterzy nakładają na każdego wytwórcę energii z paliw kopalnych. Przekłada się to nie tylko na wzrost cen prądu i produktów, ale prowadzi również do ucieczki przemysłu z Europy, a więc skutkuje likwidacją miejsc pracy. Apetyty klimatycznych gangsterów rosną. Już szykują się do wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt, co musi skończyć się drożyzną, a nawet głodem, o którym Europa zapomniała. No to sobie przypomni. A kolejnym krokiem będzie zakaz używania samochodów na benzynę, ropę i gaz. Jeśli klimatyczni gangsterzy dopną swego, będziemy siedzieć o głodzie w nieogrzewanych domach przy świeczce, a uciec z tego „raju” nie będzie jak, bo środki transportu będą tylko dla wybranych.

Natomiast w felietonie pt. „Klimatyczna egzekucja na raty”, opublikowanym w grudniu 2019 roku pisałam:

Produkcja wszystkich dóbr materialnych będzie stopniowo wygaszana, a na produkty wytwarzane poza UE zostanie nałożony podatek klimatyczny. Krótko mówiąc: wracamy na drzewo, a ten powrót będzie kosztował europejskich podatników 3 biliony euro. (…) Zapis wynegocjowany przez Polskę to po prostu klimatyczna egzekucja na raty. Tak, czy siak, Polska zobowiązała się do neutralności klimatycznej, czyli dekarbonizacji gospodarki i wdrażania całego pakietu legislacji, który niedługo rzuci na stół Komisja Europejska.

Jeśli ja wiedziałam, czym skończy się zgoda na to zielone szaleństwo, to jakim cudem Morawiecki tego nie wiedział? Do jasnej cholery! Przecież to on jest premierem, a nie ja. To on ma do dyspozycji cały sztab ludzi analizujących sytuację, a nie ja. Jak to możliwe, że ja wiedziałam, a on nie wiedział? Otóż musiał wiedzieć! Morawiecki musiał wiedzieć, jakie będą konsekwencje zgody na Zielony Ład i FitFor55. I wszyscy politycy PiS, którzy zajmowali się tą kwestią, też musieli o tym wiedzieć. I byli za. A teraz są przeciw?

Dzisiejsza konferencja prasowa eurodeputowanych PiS to jest teatrzyk dla „ciemnego ludu”. Celem tego teatrzyku jest wmówienie Polakom, że PiS broni nas przed czymś, w co sam nas wpakował. A dlaczego nas w to wpakował? Prawdopodobnie dlatego, że Kaczyński i Morawiecki sądzili, iż dostaną wielką kasę z UE i będą mogli rozdawać ją kupując sobie poparcie, żeby rządzić przez kolejne kadencje. Ale kasy nie ma i nie będzie. Jest natomiast Zielony Ład i FitFor55, czyli zielona biedą z nędzą. Sprawy zaszły już tak daleko, że nie wiem, czy kiedykolwiek się z tego wyplączemy. Ale nie dajmy sobie wmówić, że PiS nie przyłożył do tego ręki.