Cejrowski o oficjalnej ukraino-manii: Nie popieram premiera. Nie podoba mi się, co wywinął Prezydent Duda

Cejrowski OSTRO o oficjalnej ukraino-manii: Nie popieram premiera. Nie podoba mi się, co wywinął Prezydent Duda

https://nczas.com/2022/12/29/cejrowski-ostro-nie-popieram-premiera-nie-podoba-mi-sie-co-wywinal-prezydent-duda-video/

W pierwszym odcinku programu „Antysystem” Wojciech Cejrowski i Paweł Lisicki omawiali kwestię wojny na Ukrainie. Znany podróżnik odniósł się między innymi do słów premiera Mateusza Morawieckiego.

============================

Przypomnijmy, iż podczas wizyty w Kijowie premier Morawiecki stwierdził, że Polska zawsze będzie wspierać Ukrainę. – Stoimy ramię w ramię z ukraińskimi przyjaciółmi i partnerami i zawsze będziemy was wspierać powiedział Morawiecki.

„A gdyby Ukraina nagle zaczęła…”

Czy premier pytał wyborców o zdanie? Na przykład mnie. Czy bezczelnie głosi tezy sięgające daleko poza swoją kadencję, jakieś takie strategiczne i absurdalne? Zawsze? Pod każdymi warunkami? A gdyby Ukraina nagle zaczęła strzelać do nas, to też będziemy ją popierać? pytał znany podróżnik.

Lisicki zapytał „jak się ma do tego mianowanie na wiceministra spraw zagranicznych p. Andrieja Melnyka”? Przypomniał, iż Melnyk „w czerwcu tego roku udzielił wywiadu niemieckim mediom, gdzie podważył ludobójstwo na Wołyniu, stwierdził, że Polacy mordowali dziesiątki tysięcy Ukraińców podczas II Wojny Światowej i powiedział, że los Ukraińców w II Rzeczpospolitej był niesłychany, niewyobrażalny i porównał to, tak jakby II Rzeczpospolita była czymś porównywalnym z III Rzeszą albo Związkiem Sowieckim”.

On to wszystko publicznie powiedział, a my twierdzimy, że my zawsze będziemy popierali Ukrainę – dodał. Cejrowski jednak na to zaprotestował i powiedział, że „nie my twierdzimy. Premier Morawiecki, czyli jakaś drobna frakcja, która ma lojalistów po tej stronie”.

„Mi się bardzo nie podoba”…

Ja ani nie popieram premiera, ani takich wypowiedzi. Tak samo jak mi się bardzo nie podoba to, co wywinął prezydent urzędujący Duda – powiedział.

Rodzinom Wołyńskim powiedział, że muszą ważyć słowa, gdy mówią o swoich przodkach rozdzieranych na strzępy, obdzieranych ze skóry, nadziewanych na sztachety. Że mają ważyć słowa i chwilę później postawił świeczkę w oknie pałacu prezydenckiego z okazji Wielkiego Głodu na Ukrainie – dodał.

Czyli on zważył, że los rozszarpywanych Polaków i dzieci nadziewanych na sztachety jest mniej wart i trzeba ważyć słowa od Wielkiego Głodu na Ukrainie. Kto go ustanowił takim sędzią? – pytał Cejrowski.

Tak się zastanawiam jak komuś mogło przyjść do głowy, żeby tym ludziom, tym Polakom powiedzieć, że powinni ważyć słowa. Brak słów – podsumował Lisicki.

Dr. Anna Martynowska: “Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze” !

Dr. Anna Martynowska: “Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze” !

https://gloria.tv/post/99UsowNk7CEv3v498ChiN8U2F

Tym razem o skandalach, które następują od ponad dwóch i pół roku. Izby Lekarskie tych, którzy mają czelność stanąć po stronie prawdy, stanąć po stronie nauki, stanąć po stronie tego, co przed tak zwaną pandemią było normalnym, nękają. Oni dostają wyroki zawieszenia w czynnościach. Nie mogą wykonywać swojego zawodu lekarza. Tak się stało właśnie w kwestii pana doktora Zbigniewa Martyki. Tak się działo z panią doktor Anną Martynowską, która non stop jest narażona na szykany Izb Lekarskich – mówi redaktor Piotr Szlachtowicz.
Zbigniew Martyka: Dlaczego Izby lekarskie prześladują mądrych lekarzy? System eliminuje niewygodnych?
Rok zakaz wykonywania zawodu lekarza dla doktora Zbigniewa Martyki

Mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, zwaną dla niepoznaki Izbami Lekarskimi, więc trzymając się tej nomenklatury muszę powiedzieć, że ci państwo z Krakowa poszli na tak zwany rympał. (…) Lekarze doprowadzili do tego, że zawieszono doktorowi Martyce prawo wykonywania zawodu na rok. Mam nadzieję, że pod izbą był arcybiskup Jędraszewski, ponieważ pan doktor Zbigniew Martyka swoim życiem, swoim postępowaniem daje przepiękne świadectwo wiary, prawdy i odwagi – wypowiada się doktor Anna Martynowska.
Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich i walka o prawdę!
– Mam nadzieję, że było pod izbą Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich, ponieważ jeden z ich członków, który stanął w prawdzie, został haniebnie przez tę zorganizowaną grupę przestępczą haniebnie potraktowany. Czy tak było? Róbmy tak dalej, a dostaniemy do, na co sobie zasłużyliśmy – dodaje doktor Martynowska.

Jan Pospieszalski OTRO komentuje: Dr Zbigniew Martyka skazany!
Niezłomni lekarze prześladowani

To, co dzieje się w obecnych czasach w Polsce jest skandalem. Lekarze niezłomni atakowani, wyszydzani za mówienie prawdy, za leczenie zgodnie z nauką. Taki los spotkał doktora Zbigniewa Martykę, który miał odwagę. No właśnie! Prawda jest przemilczana przez media mainstreamowe, a lekarze karani.

Doktor Anna Martynowska nie boi się powiedzieć prawdy o Izbach Lekarskich, które wręcz prześladują lekarzy.
Źródło: wRealu24 (BanBye)
WIDEO;
Anna Martynowska: „Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze?!” – Wolnosc.TV

„Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej”. Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD).

Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD).

Naukowcy i specjaliści podważają fałszywy konsensus. „Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej”

https://nczas.com/2022/12/29/naukowcy-i-specjalisci-podwazaja-falszywy-konsensus-nie-ma-zadnej-katastrofy-klimatycznej/

Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD). Podważyli w niej powszechnie obowiązującą narrację, jakoby to człowiek powodował większość lub nawet wszystkie zmiany klimatyczne, a także twierdzenie, że istnieje „konsensus” naukowy w tej sprawie.

Według autorów Deklaracji, nie ma żadnego zagrożenia dla klimatu. Pod dokumentem podpisało się ponad 1100 ekspertów z całego świata, na czele z laureatem Nagrody Nobla z fizyki prof. Ivarem Giaeverem. Jak podkreślono, nauka o klimacie obecnie opiera się na „wierze” – nie zaś na solidnej nauce, poddającej się samokrytyce.

Skala sprzeciwu wobec współczesnej «ustalonej» nauki o klimacie jest niezwykła, biorąc pod uwagę, jak trudno jest w środowisku akademickim pozyskać granty na jakiekolwiek badania klimatyczne, które odbiegają od politycznej ortodoksji” – podkreśla dailysceptic.org .

Jeden z głównych autorów tej publikacji, profesor Richard Lindzen, ocenił, że obecna narracja ws. klimatu jest „absurdalna”. Jak podkreślił, „uwiarygadniają” ją zależni od grantów naukowcy-propagandziści oraz posłuszni agendzie dziennikarze. Wskazał, że stoją za tym biliony [w Europie się mówi: miliardy md] dolarów.

W Deklaracji ostrej krytyce poddano m.in. modele klimatyczne. Autorzy dokumentu podkreślili, że „wiara” w wynik takiego modelu to de facto przyjęcie za pewnik tego, co założyli jego twórcy. Co więcej, modele klimatyczne stanowią dziś jeden z „filarów” wszelkich „dyskusji” na temat klimatu. Według naukowców jest to ogromny problem.

„Powinniśmy uwolnić się od naiwnej wiary w niedojrzałe modele klimatyczne” – wskazali autorzy WCD. „W przyszłości badania nad klimatem muszą położyć znacznie większy nacisk na nauki empiryczne” – czytamy.

W Deklaracji wskazano też, że przewidywania klimatycznych „ekspertów” się nie sprawdzają. Jako przykład podano założenia IPCC – Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu utworzonego przez ONZ – ws. przewidywanego ocieplenia od czasu zakończenia „małej epoki lodowcowej” w ok. 1850 r. Jak się okazało, ocieplenie nie było tak duże, jak przewidywano.

Rozdźwięk między światem rzeczywistym a modelowanym mówi nam, że jesteśmy daleko od zrozumienia zmian klimatu” – skwitowali naukowcy i specjaliści.

Podkreślono również, że klimat Ziemi zmieniał się, odkąd powstała nasza planeta. Okresy zimne i ciepłe występują więc na Ziemi naturalnie.

Zwrócono też uwagę na pozytywne aspekty emisji CO2, którą obecnie próbuje się ograniczać. „CO2 nie jest zanieczyszczeniem” – czytamy.

„Jest niezbędny dla całego życia na Ziemi. Fotosynteza jest błogosławieństwem. Więcej CO2 jest korzystne dla przyrody, zazieleniając Ziemię; dodatkowy CO2 w powietrzu promował wzrost globalnej biomasy roślin. Jest to również dobre dla rolnictwa, zwiększając plony upraw na całym świecie” – wskazano.

Naukowcy podkreślili również, że nie ma żadnych statystycznych dowodów na to, że „globalne ocieplenie” nasila huragany, susze, powodzie i inne klęski żywiołowe lub sprawia, że występują częściej. „Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej” – oświadczono.

„Zdecydowanie sprzeciwiamy się szkodliwej i nierealistycznej polityce zerowej emisji CO2 netto proponowanej na rok 2050” – oznajmili autorzy Deklaracji.

W ich ocenie celem globalnej polityki powinien być „dobrobyt dla wszystkich”, który to cel może zostać osiągnięty poprzez zapewnienie niezawodnej i przystępnej cenowo energii w każdym czasie.

Pod deklaracją podpisali się m.in. Polacy: Marek Boiński, Przewodniczący Prezydium Krajowej Sekcji Energetyki NSZZ Solidarność; Zbigniew Gidzinski, ekspert Solidarności ds. polityki klimatycznej oraz były sekretarz Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego Kancelarii Prezydenta RP; Jarosław Grzesik, Przewodniczący Krajowego Sekretariatu Związku Zawodowego Pracowników Górnictwa i Energetyki NSZZ oraz Dominik Kolorz, Przewodniczący Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ.

Pełna lista sygnatariuszy dostępna jest TUTAJ.

Doniesienia te skomentował na Twitterze m.in. Krzysztof Szczawiński.

„Czyli nie ma żadnego konsensusu, z niczym się nie spieszy, modele pokazują to, czego chcą ci którzy za nie płacą – i to wszystko jest jednym wielkim politycznym kłamstwem, którego wynikiem są kretyńskie decyzje przez które wszystko jest teraz takie drogie, a będzie jeszcze gorzej” – napisał.

Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne i duchowe samobójstwo

BKP: Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne

i duchowe samobójstwo

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20073  https://czestochow.wistia.com/medias/f29pxy2zmf

https://rumble.com/v22d9l2-w-posoborowym-katechizmie.html  cos.tv/videos/play/41292375306048512

ugetube.com/watch/WSu3xtD5NXVOysg  bitchute.com/video/o3j086WVKIEK/

Wielu promotorów LGBTQ powołuje się na katechizm, a mianowicie na artykuły 2358-59. W katechizmie w tych artykułach są naprawdę mylące sformułowania, które otwierają drzwi do rozprzestrzeniania się amoralnej infekcji. Muszą być usunięte z katechizmu, ponieważ propagują fałszywą naukę – fałszywą ewangelię, za którą zgodnie ze Słowem Bożym spada anatema, czyli wykluczenie z Kościoła Chrystusowego i przekleństwo (Ga 1,8-9).

Duchowe korzenie katechizmu

Jan Paweł II we wstępie do katechizmu pisze: „ W 1986 r. zleciłem komisji złożonej z dwunastu kardynałów i biskupów z kard. Josephem Ratzingerem na czele przygotowanie projektu katechizmu, o jaki prosili ojcowie synodalni. Prace komisji wspierał komitet redakcyjny, złożony z siedmiu biskupów diecezjalnych, specjalistów w dziedzinie teologii i katechezy.

Jan Paweł II w tym samym roku 1986 wezwał do Asyżu przedstawicieli pogańskich kultów i modlił się z nimi. Był to gest apostazji, który wytworzył przeświadczenie jakoby czczenie demonów i Chrystusowej śmierci na krzyżu były równorzędnymi drogami do zbawienia. Ten gest de facto zlikwidował misje.

Również w tym czasie Jan Paweł II postarał się, żeby nowy Kodeks już nie zawierał kary ekskomuniki za członkostwo w masońskiej organizacji. W ten sposób oficjalnie przyjął masonów do Kościoła. Dziś już zajęli kluczowe stanowiska w całym Kościele katolickim.

Jeśli chodzi o katechizm i promowanie w nim sodomii, ówczesnemu kardynałowi Ratzingerowi trudno było zapobiec egzekwowaniu dwuznacznych sformułowań w artykułach 2358-59, nawet jeśli odpowiedzialność za to promowanie sodomii teraz rzucają na niego.

Pismo Święte mówi o sodomii w wielu miejscach a to negatywnie i ostrzegawczo. Tradycja Kościoła również. Św. Jan Chryzostom napisał: „Najgorszą ze wszystkich namiętności jest żądza między mężczyznami. Dlatego powiadam wam, że oni są gorsi od morderców i że lepiej umrzeć niż żyć w takiej hańbie. Morderca oddziela tylko duszę od ciała, a ci niszczą duszę w ciele… Nic, absolutnie nic nie jest bardziej szalone i szkodliwe niż ta perwersja”(In Epistulam ad Romanos).

Papież św. Pius V postanowił: „Jeśli duchowny (diakon, kapłan lub biskup) popełnia przestępstwo sodomii, musi zostać zdegradowany ze statusu duchownego i przekazany świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości. Ten karał tę zbrodnię w taki sam sposób jak morderstwo”.Papież dodał: „W przeciwnym razie to zło nie zostanie wykorzenione”.

Cytat z KKK ar. 2358: „Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne …”

Używanie w odniesieniu do skłonności homoseksualnych terminu „wrodzone” jest manipulacją,  ażeby homoseksualizmowi nie można było nic zarzucić. Tylko że w ten sposób nie patrzy na homoseksualizm ani Boże słowo, ani Tradycja Kościoła. To, co katechizm nazywa „wrodzonymi homoseksualnymi skłonnościami”, jest w rzeczywistości, zgodnie z Pismem Świętym, karą za grzech bałwochwalstwa przodków, czyli za grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu. W Liście do Rzymian wskazuje się na ten rdzeń: „Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy… Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności, …mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd.…” (Rz 1:27).

Posoborowy Kościół przemienił prawdę Bożą na kłamstwo i zachęca do szacunku dla pogańskich demonów, dlatego szerzy się w nim homoseksualizm. Jeśli człowiek zastąpi czczenie prawdziwego Boga czczeniem pogańskich bożków, w rzeczywistości demonów, kara spada na potomstwo aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Tak mówi pierwsze przykazanie Dekalogu. Pomimo to II Watykański Sobór w dekrecie Nostra aetate ten zakazany szacunek dla pogańskich kultów i ich demonów oficjalnie wytyczył. Stworzyło to warunki do masowego rozprzestrzeniania się homoseksualizmu.

Jakie formy przybiera obecnie bałwochwalstwo wśród chrześcijan? Są to zen i jogistyczne medytacje, otwartość i zachwyt dla hinduizmu, buddyzmu, dekadenckiej muzyki, wywodzącej się z szatańskiego voodoo, różne formy wróżbiarstwa np. horoskopy, różne formy magii, spirytyzm, okultystyczna medycyna, homeopatia, akupunktura.

Kościół ani w czasie soboru, ani po nim nie powiedział jasnego słowa o grzechach przeciw pierwszemu Przykazaniu, czyli o pogaństwie i okultyzmie. Przeciwnie, dekretem Nostra aetate promował jako priorytet we wszystkich teologicznych szkołach szacunek dla pogańskich kultów (religii), de facto i dla ich demonów. Milczenie w sprawie inwazji pogaństwa i okultyzmu praktycznie było i nadal pozostaje niepisanym prawem katolicyzmu.

Za skłonnościami homoseksualnymi, nazwanymi wrodzonymi, kryje się w rzeczywistości negatywna siła duchowa, która wpływa również na psychikę. Tę moc Biblia i Tradycja Kościoła nazywają demonem, czyli nieczystym duchem. Jezus nie tolerował nieczystych duchów, ale je wypędzał i ludzi od nich uwalniał, w przeciwieństwie do współczesnego Kościoła, który robi dokładnie na odwrót.

W Dekalogu najważniejsze jest pierwsze przykazanie. Wyraża ono osobistą relację z Bogiem. Z tej relacji i z tej prawdziwej czci wierzący czerpie siłę w walce z infekcją zła, która jest w nim i w świecie, a także stoi za podstępnymi atakami demonicznych sił.

Kiedy człowiek opuszcza pion, czyli relację z Bogiem, i zaczyna czcić stworzenie, widzialne lub niewidzialne (czyli upadłe anioły), to nie ma już siły na przestrzeganie moralnych norm Bożego prawa i w innych przykazaniach.

Z homoseksualizmem jest związany cały system zła. Stać się niewolnikiem lub medium nieczystych demonów nie jest niewinną rzeczą. To przekleństwo ciągnie osobę i całe społeczeństwo na ścieżkę własnego samozniszczenia.

Cytat KKK ar.2358: „Powinno się unikać wobec nich (sodomitów) jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji

Oznacza to, że katechizm zabrania nazywania grzechu grzechem, a tym samym unieważnia Boże prawo. Już nie ma na celu zbawienia dusz i ratowania zniewolonych ludzi, ale służy masowemu rozprzestrzenianiu się tej duchowej i jednocześnie amoralnej infekcji. Duch, stojący za homoseksualizmem, nie tylko dyskryminuje, ale bezwzględnie podporządkowuje sobie całe społeczeństwo, w tym i Kościół. Każdy, kto się nie podporządkuje, jest piętnowany jako homofob, któremu zgodnie z nowoczesnym prawem grozi surowa reedukacja i trzy lata więzienia.

Cytat KKK ar. 2358: „Dlatego powinno się ich traktować (homoseksualistów) z szacunkiem, współczuciem i delikatnością.

Pytamy: do czego powinniśmy mieć szacunek? Do duszy człowieka? Wtedy musimy przeciwstawić się sodomii, tak jak tego wymaga prawo Boże. A może kładzie się nacisk na szacunek dla ciała? W takim razie musimy również przeciwstawić się sodomii, ponieważ sodomia degraduje ludzkie ciało. Wynika z tego, że pojęcie szacunku jest tutaj jedynie manipulacją. Respektowanie sodomii jest sprzeczne z prawem Bożym i ludzką przyzwoitością oraz naturalną moralnością – etyką.

Jeśli chory jest zarażony np. tyfusem czy dżumą, nie będzie domagał się od zdrowego człowieka szacunku, związanego z fałszywym współczuciem i delikatnością, co prowadziłoby do rozprzestrzeniania się infekcji. Katechizm celowo milczy na temat potrzeby prawdziwej pokuty i o prawdziwej istocie problemu homoseksualizmu, ani nie podkreśla potrzeby unikania bliskich okazji do grzechu, walki z myślami, uczuciami i wyobrażeniami.

Poprzez współczucie człowiek zawsze otwiera się drugiemu. Ale za homoseksualizmem kryje się nieczysty duch, a pierwszym krokiem do zaakceptowania go jest współczucie, delikatność, a następnie myśl — homoseksualne uczucia i pragnienia, które osiągają kulminację w działaniu. W ten sposób człowiek w pełni otwiera się na sodomię, przełamuje barierę i staje się homoseksualistą. A do tego naprowadza Katechizm Katolicki! Jest to rażąca zbrodnia przeciwko Bożemu prawu i przeciwko wiernemu katolikowi, który szanuje autorytet Kościoła, a tym samym katolicki katechizm.

Biblia jednoznacznie potępia sodomię i nazywa ją nie tylko grzechem, ale także obrzydliwością i perwersją, wskazując, że za to grozi kara doczesnego (2 Pt 2:6) i wiecznego ognia (Judy 7). Wśród tych, którzy nie będą mieli udziału w królestwie Bożym, są wymienieni i nieskruszeni sodomici (1 Kor 6:9). Prawo Mojżeszowe ustanowiło dla tych, którzy popełnili akt homoseksualny, karę śmierci (Kpł 20:13).

Sodomita w celu swojego wyzwolenia powinien podjąć następujące kroki: zaakceptować prawdę o sodomii i skuteczne środki walki z grzechem. Jednocześnie musi mieć prawdziwy szacunek dla Boga, dlatego konieczne jest odcięcie się od korzeni sodomii, jakimi są bezbożność i bałwochwalstwo (Rz 1,21-25), związane z różnymi formami okultyzmu.

Cytat KKK ar. 2359: „Dzięki cnotom panowania nad sobą …niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni … oni (sodomici) powinny przybliżać się do doskonałości chrześcijańskiej

Osoba, będąca w niewoli nieuporządkowanej seksualności, żadnych teorii na temat samokontroli i chrześcijańskiej doskonałości nie traktuje poważnie. A wymaganie od katolika bezinteresownej przyjaźni z tym sodomitą jest jak wysyłanie baranka do wilka.

Prawdziwa bezinteresowna przyjaźń jest możliwa tylko w formie duchowej rozmowy z co najmniej dwoma świadkami. Czyniąc to, należy wyraźnie wskazać nauczanie Pisma Świętego i Tradycji. Ale ta osoba będzie argumentować katechizmem. I tu widzimy potworną zbrodnię katechizmu, która nie pozwala bronić prawdy Bożej ani przyjąć wyzwolenia. Zwolennik KKC będzie twierdził, że nie jesteście mądrzejsi od Ojca Świętego Jana Pawła II, który zatwierdził ten katechizm. Artykuły 2358 i 2359 muszą zatem zostać skreślone, w przeciwnym razie na katechizmu pozostaje Boża anatema.

O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym” (Ef 5:3)

Słowo Boże nigdzie nie nakazuje postawy szacunku, współczucia, delikatności, niedyskryminowania wszeteczeństwa, cudzołóstwa czy homoseksualizmu, czyli nieczystości, jak czyni to katechizm.

O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.” (Ef 5,12-13).

Słowo Boże nie prowadzi do bezinteresownej przyjaźni z ludźmi, którzy odrzucają pokutę i prawdę. Są nimi osoby LGBTQ. Manipulacja ze współczuciem i delikatnością otwiera drzwi do masowego rozprzestrzeniania się sodomii i jednocześnie uniemożliwia wyzwolenie.

Przeciwnie, Pismo Święte wzywa nas aby nazywać zło złem i obrzydliwość obrzydliwością, aby w ten sposób chronić się przed fałszywym współczuciem, fałszywą delikatnością i fałszywym szacunkiem. „Wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem” (Ef 5:13).

Chodzi tu o ciężki grzech, uzależnienie i niewolnictwo, które trzyma w niewoli wszystkich tych, którzy otworzyli się na tego nieczystego ducha.

Jedynym słowem „szacunek”, a to do pogaństwa, II Watykański Sobór zniósł prawdziwy szacunek do Boga i de facto usunął pierwsze przykazanie Dekalogu. Następnie katechizm, jedynym słowem „szacunek”, a to do sodomii, likwiduje Boże i moralne prawa. W Kościele zamiast wiary zapanowała niewiara, kryjąca się za modernizmem z historyczno- krytyczną metodą. Także zapanowała otwartość na pogańskie bałwochwalstwo poprzez dekret „Nostra aetate”. To przygotowało grunt pod masowe rozprzestrzenianie się sodomii. Duch absurdalnego szacunku dla sodomii przejawiał się także w posoborowym katechizmie. Dziś zamiast szacunku do Boga i do Jego przykazań mamy tu Sodomę i Gomorę. Pseudo-papież Franciszek dopełnia to Synodem o synodalności. Kopie tym grób dla Kościoła katolickiego. To ma na sumieniu II Watykański Sobór i posoborowy katechizm Jana Pawła II.

Artykuły katechizmu 2358-59 ściągnęły na ten katechizm Boże przekleństwo za głoszenie innej – fałszywej ewangelii (por. Ga :8-9). Następnie ta antyewangelia zaraża szczerych katolików i spada na nich przekleństwo. Dlatego te artykuły, promujące sodomię, muszą zostać z katechizmu usunięte!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10. 12. 2022

Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne i duchowe samobójstwo

vkpatriarhat.org/en/?p=22540  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16000  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12656  /español/

Zapisz się do naszego newsletter  bit.ly/3PJRfYs

Opowieść z dalekich prerii (1)

https://gloria.tv/post/hdFgaP9XzbLx1AzQDk3Hk6mtR

Opowieść z dalekich prerii (1)

Właściwie nikt nie wie dlaczego plemię Płaskogłowych (Flathead) otrzymało takie właśnie miano. Na pewno nie stosowało ono zwyczaju spłaszczania głów. W XVIII wieku plemię to osiadło w dolinie Bitterroot Valley (czyli Dolinie Gorzkich Korzeni) w Górach Skalistych, w dzisiejszej Montanie. Pod koniec tamtego stulecia wśród jego członków zaczęło krążyć proroctwo o bladych twarzach odzianych w czarne szaty, którzy pojawią się w dolinie i nauczą lud nowej religii oraz nowego sposobu modlitwy. Owi odziani na czarno mężowie mieli nosić krzyże i nie mieli żon a ich przyjście miało zwiastować pokój, jednak również wkrótce miał też nadejść koniec indiańskiego życia. W roku 1805 do doliny dotarła ekspedycja Lewisa i Clarka, odnotowując osobliwy charakter miejscowych Indian. Otóż wyróżniali się oni wśród innych czerwonoskórych moralnością, doceniali w szczególności coś na wzór chrześcijańskiej czystości. W następnych latach do doliny przybyli traperzy irokescy i pół-krwi Indianie, którzy mieli kontakt z kanadyjskimi jezuitami. Opowiadali oni Płaskogłowym, oczywiście w miarę swojej ograniczonej wiedzy i możliwości, o potężnym lekarstwie Wiary Katolickiej oraz jej misjonarzach – jezuitach w „czarnych szatach”. Wśród nich wyróżniał się ochrzczony Irokez z rejonu Montrealu zwany Ignace La Mousse (Mysz) z powodu postury albo Starym Ignacym, który zyskał wśród nowych towarzyszy wielki szacunek i wpływ. Opowiadał im o cudownościach Wiary Katolickiej.

Ponieważ najbliższy ośrodek jezuitów znajdował się w Saint Louis, Missouri, odległym o ok. 2500 km, które Płaskogłowi kojarzyli też z ekspedycją Lewisa i Clarka (ten ostatni mieszkał zresztą wówczas nadal w St. Louis), Indianie postanowili wysłać tam delegacje z prośbą o przysłanie katolickich księży. Pierwsza taka wyprawa wyruszyła w roku 1831 i składała się z czterech Indian, którzy towarzyszyli karawanie handlarzy. Do Miasta Świętego Ludwika przybyli na początku października, składając wizytę u gen. Clarka i w miejscowym kościele. Dwaj z nich zachorowali, co niestety było powszechną przypadłością wobec nieodporności Indian na europejskie choroby. Na widok przekazanego im Krucyfiksu objęli go czule i nie oddali aż do śmierci. Otoczono ich opieką duszpasterską. Niestety też miejscowy biskup Rosati nie miał jak spełnić ich prośby – brakowało misjonarzy i środków finansowych na tak poważne przedsięwzięcie jak misja w krainie nazywanej wówczas Oregonem.

Sytuację postanowili wykorzystać protestanci i posłali misję do Płaskogłowych. W roku 1834 metodyści Jason i Daniel Lee nie zostali przez plemię przychylnie przyjęci. W roku 1835 Płaskogłowi wychodząc naprzeciw spodziewanemu jezuicie ze współplemieńcami nad Rzekę Zieloną spotkali “misję” protestanta Markusa Whitmana. Ponieważ „misjonarze” nie odpowiadali opisowi księży w „czarnych szatach”, w szczególności mieli żony, nie mieli krucyfiksów i nie sprawowali Mszy, wódz Insula nie przyjął ich i wrócił do domu.

Do Saint Louis posłano kolejną petycję. Tym razem wyprawę podjął, latem roku 1835 sam „Stary Ignacy” wraz z synami, którzy mieli zostać ochrzczeni. Mała grupka bezpiecznie dotarła do celu i synowie Ignacego przyjęli Chrzest, otrzymując imiona Karol i Franciszek Ksawery. Delegacja przedstawiła ponownie biskupowi Józefowi Rosatiemu prośbę o misjonarzy i na wiosnę roku 1836 bezpiecznie wróciła do domu w Górach Skalistych. Wobec braku kapłana w roku 1837 Stary Ignacy wyruszył do Saint Louis w kolejną wyprawę. Tym razem towarzyszyli mu trzej Płaskogłowi i jeden Indianin z plemienia zwanego (również nie wiadomo czemu) Przekłutymi Nosami. Po drodze, którą od Fort Laramie odbywali w towarzystwie białych podróżujących do St. Louis, nad rzeką Platte zostali napadnięci przez bandę Siuksów. Białych w tym Starego Ignacego, który był odziany po europejsku wypuszczono, lecz ten odmówił opuszczenia członków delegacji indiańskiej. Wszystkich ich zabito. W roku 1839 wyruszyła jednak do Saint Louis kolejna delegacja. Prowadzili ją ochrzczeni Irokezi Ignacy zwany Młodym (nie będący krewnym Starego Ignacego) oraz Piotr Gaucher (Leworęki). Na ich drodze do Saint Louis miało się znów wydarzyć coś niespodziewanego co zmieniło ich losy.

Piotr Jan de Smet był flamandzkim księdzem, u schyłku lat trzydziestych swego żywota. Urodził się w roku 1801, w Dendermonde, w późniejszej Belgii i w wieku 19 lat postanowił wstąpić do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Mechelen. Jednak, już roku 1821, wśród dwunastki belgijskich jezuitów, którzy postanowili oddać się pracy misjonarskiej, wyruszył za Ocean Atlantycki, do Ameryki. Nowicjat odbył w White Marsh, w rejonie Baltimore i w roku 1823 został wysłany do Florissant, na północ od Saint Louis by ukończyć studia teologiczne i nauczyć się języków indiańskich. We wrześniu roku 1827 otrzymał święcenia kapłańskie. W roku 1830 De Smet został skarbnikiem kolegium jezuickiego św. Ludwika. Problemy ze zdrowiem uniemożliwiły mu podjęcie misjonarskiej pracy – udał się w roku 1833 do Flandrii, dla poratowania zdrowia. Do St. Louis wrócił dopiero w roku 1837. W roku 1838 pomagał w założeniu Misji Św. Józefa w obecnym Iowa, w dawnym forcie Council Bluffs, gdzie mieszkali Indianie Potawatomi. Tam uderzyło go rozpijanie Indian przez handlarzy whiskey, które skutkowało dodatkowym zdziczeniem, agresją i mordami. “Namiętność dzikich ludów do mocnych napojów jest nie do wyobrażenia. Oddają konie, koce, słowem, wszystko, by dostać choć trochę tego wzmagającego brutalność płynu. Ich pijaństwo kończy się dopiero wtedy, gdy nie mają już co pić. Część naszych neofitów nie była w stanie się oprzeć temu straszliwemu strumieniowi i dała się w nim utopić. Napisałem żywiołowy list do Rządu przeciw tym ohydnym handlarzom”.

W prowadzeniu dzieła misyjnego przeszkadzał brak środków. Jak o. de Smet pisał w lipcu roku 1838 z Misji św. Józefa do Matki Przełożonej sierocińca w Termonde: “Nasz Przełożony przesłał nam, z St. Louis, dobra o wartości 500 dolarów, w ozdobach dla kościoła, tabernakulum, dzwon oraz zaopatrzenie i ubrania na rok. Przez długi czas nie miałem butów a od Wielkanocy brakuje nam zaopatrzenia. Cały lud Potawatomi cierpi na niedostatek, mając za pożywienie jedynie żołędzie i trochę dzikich korzonków”. Niestety łódź z zaopatrzeniem utonęła w nurtach Missouri na oczach ks. de Smeta. Ocalały jedynie pług, piła, para butów i trochę wina. Mimo to, pisze o. de Smedt: “Opatrzność była nadal dla nas przychylna. Przy pomocy pługa mogliśmy obsiać duże pole zboża, była to pora orki. Użyliśmy piły do budowy lepszego domu i powiększenia naszego, już zbyt małego kościoła. Dzięki butom mogę chodzić po lasach i preriach bez obawy o ukąszenia węży, których tu sporo. Zaś wino pozwala nam na składanie każdego dnia Bogu Najświętszej Ofiary Mszy, co stanowi przywilej, którego od długiego czasu byliśmy pozbawieni” (wszystkie cytaty, o ile odmiennie nie wskazano za: Life, Letters and Travels of Father Pierre-Jean de Smet SJ, vol. 1, Nowy Jork 1905, książka dostępna na archive.org)

Owoców pracy przybywało. “Na Wielkanoc mieliśmy 50 kandydatów do Pierwszej Komunii” – pisze wspomnianej Matce Przełożonej – “Otworzyłem bramy niebieskie wielkiej liczbie, mimo podstępów piekła, która przeszkadza im w nie wstępować”. Oprócz pracy misjonarskiej, o. de Smet parał się też kartografią, przenosząc na mapę górny bieg rzeki Missouri od rzeki Platte do rzeki Big Sioux. 18 września 1839 roku, gdy o. de Smet przebywał w misji, w Council Bluffs rzeką Missouri przypłynęła łódź z Indianami, zmierzającymi do St. Louis. Jak zanotował o. de Smet:

„18-tego września przybyli nas odwiedzić dwaj katoliccy Irokezi. Przez 23 lata przebywali pośród ludu zwanego Płaskogłowymi oraz Przekłutymi Nosami (…) Nigdy dotąd nie widziałem ludzi dzikich tak gorliwych w sprawach religii. Dzięki swym pouczeniom i przykładowi wywołali u całego tego ludu wielkie pragnienie Chrztu. Całe to plemię ściśle obchodzi Niedzielę i zbiera się kilka razy w tygodniu na modlitwę i śpiewanie pieśni. Jedynym celem tych dobrych Irokezów jest pozyskanie kapłana, żeby przybył i dokończył to co tak szczęśliwie zaczęli. Daliśmy im listy polecające do naszego Wielebnego Ojca Przełożonego w St. Louis. (…)”

Delegaci ci, którzy bezpiecznie dotarli do St. Louis i ponownie przedłożyli prośbę obu plemion, wywarli na o. de Smecie takie wrażenie, że postanowił wyruszyć na misję wśród Płaskogłowych. Tymczasem Młody Ignacy pozostał w St. Louis by asystować o. de Smetowi w podróży, zaś jego kompan wyruszył pod koniec października w podróż powrotną do ojczystej krainy, gdzie dotarł szczęśliwie na początku wiosny 1840, przynosząc zapewnienie że tym razem „Czarna Szata” na pewno przybędzie. 27 marca roku 1840 o. de Smet wyruszył wraz z “Młodym Ignacym” w drogę – najpierw parowcem w górę Missouri do Westport, potem w towarzystwie handlarzy futrami w długą drogę i, mimo przeszkód, w tym ciężkiej gorączki podczas podróży, 5 lipca 1840 roku odprawił w okolicy miasta Daniel pierwszą Mszę Świętą w obecnym stanie Wyoming.

Zacytujmy fragmenty z dziennika jezuity-misjonarza: “po nie więcej niż sześciu dniach na pustkowiu, chwyciła mnie nagła gorączka, z dreszczami, które zwykle poprzedzają ataki gorąca. Gorączka ta opuściła mnie dopiero w Yellowstone, gdy wracałem z gór. (…) Moi przyjaciele doradzali mi powrót, lecz moje pragnienie ujrzenia ludów gór przeważyło nad ich wszystkimi dobrymi radami.” 4 czerwca o. de Smet z towarzyszami pokonali widły Laramie, dopływu Platte i znaleźli się na terytorium Szejenów, którzy przyjęli o. de Smeta bardzo gościnnie. Jak zanotował jezuita: “wódz objął mnie i przywitał mówiąc: Black robe [tj. Czarna Szato, określenie jezuitów wśród Indian], moje serce było bardzo szczęśliwe kiedy dowiedziałem się że kim jesteś. Nigdy mój wigwam nie oglądał większego dnia. Jak tylko otrzymałem wieści o twym przybyciu kazałem by mój wielki kocioł został napełniony aby wydać dla ciebie ucztę pośród mych wojowników. Witaj. Kazałem zabić na twą cześć moje trzy najlepsze psy, były bardzo tłuste.” Jak zapisał o. de Smet “mięso dzikiego psa jest bardzo delikatne i niezwykle smaczne, bardzo przypomina mięso prosiaka”. Na uczcie się nie skończyło. “Skorzystałem z okazji” – zapisał o. de Smet – “by pomówić z nimi o głównych punktach religii. Wyjaśniłem im Dziesięć Przykazań Bożych i część artykułów Credo”.

30 czerwca, nad Rzeką Zieloną spotkała o. de Smeta delegacja powitalna dziesięciu Płaskogłowych, wysłanych po informacji Piotra Gauchera, że długo oczekiwany zakonnik jezuicki na wiosnę przybędzie. Byli tu także biali traperzy i myśliwi oraz Indianie z plemienia Wężów czyli Szoszonów. Po wypaleniu zwyczajowej fajki pokoju “przekazałem im powód mojej wizyty, nakaz jaki Bóg wydał Czarnym Szatom by szli i nauczali Jego świętego Prawa wszystkie narody ziemi”. Po słowach o. de Smeta Indianie rozważali je przez około półgodziny, po czym ich rzecznik w imieniu wodzów odpowiedział: “Czarna Szato, twe słowa przeniknęły do naszych serc; nigdy już ich nie opuszczą. Pragniemy poznać i praktykować owe wspaniałe prawo jakie właśnie dałeś nam poznać, w imię Wielkiego Ducha, którego kochamy. Cały nasz kraj jest otwarty dla ciebie, musisz jedynie wybrać miejsce na siedzibę. My wszyscy opuścimy równiny i lasy by przyjść i oddać się pod twe rozkazy”.

Tymczasem o. de Smet przywitał się z Płaskogłowymi, którzy mieli go odprowadzić na swoje terytorium. Jak zanotował: “nasze spotkanie nie było spotkaniem obcych lecz przyjaciół, to było jakby dzieci wybiegły na spotkanie swego ojca po jego długiej nieobecności. Płakałem z radości, obejmując ich a oni także, ze łzami w oczach, witali mnie najczulszymi wyrazami.” O. de Smet spotkał także rodaka z Gandawy, dawnego żołnierza napoleońskiego Jana Chrzciciela de Veldera, który opuścił ojczyznę 30 lat wcześniej i pamiętał jedynie modlitwy w rodzinnym języku a który zaofiarował się towarzyszyć i służyć misjonarzowi.

Msza Św. na prerii, 5 lipca była z pewnością pierwszą w Górach Skalistych na północ od Kalifornii. W liście do współbrata o. Barbelina z lutego 1841 o. de Smet wspominał “w niedzielę, 5 lipca miałem pociechę odprawić Świętą Ofiarę Mszy, pod gołym niebem. Ołtarz umieszczono na podwyższeniu i otoczono gałązkami oraz girlandami kwiatów. Zwracałem się z przesłaniem do zgromadzonych po francusku i angielsku oraz mówiłem także przez tłumacza do Płaskogłowych i Indian Szoszonów. Było to widowisko zaiste poruszające serce misjonarza, widzieć zebranych z tak wielu różnych narodów, którzy wszyscy asystowali przy naszych świętych Tajemnicach z wielkim zadowoleniem. Kanadyjczycy śpiewali hymny po francusku i łacinie, zaś Indianie w swym własnym języku. Był to prawdziwie katolicki kult. Miejsce to nazywają francuscy Kanadyjczycy od tego czasu Prerią Mszy.”

Do spotkania z 1600 Indianami Płaskogłowymi i Przekłutymi Nosami, którzy wyszli o. de Smetowi doszło około 12 lipca w paśmie Teton, w malowniczej Dolinie Piotra (Pierre’s Hole), gdzie Indianie obozowali. Było wiele oznak radości – starsi płakali, młodsi radośnie wołali. O. de Smeta zaprowadzono do namiotu wodza Wielkiej Twarzy. Ten zakończył krótkie powitanie słowami: “Czarna Szato, będziemy słuchać słowa z Twoich ust.” Przedstawiono tam misjonarzowi m.in. dzwon, którym miał wzywać ich na modlitwy. “Odmówiłem modlitwy wieczorne” – zapisał o. de Smet – “i na koniec zaśpiewali razem, harmonijnie, co bardzo mnie zdziwiło i co uznałem za godne podziwu jeśli chodzi o ludzi dzikich, kilka pieśni swej własnej kompozycji, chwalących Boga. Niemożliwe jest bym opisał wam uczucia jakie miałem w tym momencie. Jak poruszające jest dla misjonarza usłyszeć chwałę Najwyższego głoszoną przez ubogie dzieci puszcz, które wcześniej nie miały szczęścia przyjąć światła Ewangelii!” I dalej: “gdy wszyscy byli gotowi dzwoniłem na modlitwę i od pierwszego do ostatniego dnia okazywali wciąż ten sam zapał by słuchać słowa Bożego. Ich gorliwość była tak wielka, że potrafili biec by znaleźć dobre miejsce, nawet przynoszono tam chorych (…) Często mówili mi że z zachwytem słuchają słowa Bożego. (…) Piętnaście dni później, po naukach, obiecałem odznakę pierwszemu, który będzie w stanie bezbłędnie odmówić Pater noster, Ave Maria, Credo, Dziesięć Przykazań Bożych i Cztery Akty [nb. o. de Smet przetłumaczył te modlitwy na język Płaskogłowych] . Wstał wódz: “Ojcze – powiedział – twoja odznaka należy do mnie”. I ku memu wielkiemu zdumieniu wyrecytował wszystkie te modlitwy, nie opuszczając ani słowa. Objąłem go i wyznaczyłem swym katechetą. Ów dobry dziki włożył tak wiele gorliwości i wysiłku w swe zadanie, że w ciągu niecałych dziesięciu dni cały lud znał swoje modlitwy.

O. de Smet rozpoczął od razu katechizację i ochrzcił 350 Indian a w sumie podczas pierwszego pobytu 600, wśród nich dwóch wodzów Płaskogłowych i Przekłutych Nosów. “Wszyscy inni żarliwie pragnęli dostąpić tego samego zaszczytu a ich dyspozycja była bez wątpienia doskonała, lecz ponieważ nieobecność misjonarza miała być tylko chwilowa, aby dać im pojęcie o godności tego sakramentu i wypróbować ich co do nierozerwalności więzów małżeńskich, rzeczy nieznanej pośród indiańskich ludów Ameryki, pomyślałem że będzie roztropnie przełożyć ich chrzest na kolejny rok”. 22 lipca o. de Smet dotarł z Indianami na granicę głównego terytorium Płaskogłowych, nad Jezioro Henryka w pobliżu źródeł Missouri, gdzie spędził miesiąc. Tam też o. de Smet wspiął się na wysoką górę.

Oddajmy mu znowu głos: “Ojcowie Towarzystwa w służbie misyjnej na brzegach Missisippi i jej dopływów, od Council Bluffs po Zatokę Meksykańską przyszli mi na myśl. Płakałem z radości z powodu szczęśliwych wspomnień w mym sercu. Podziękowałem Panu że raczył pobłogosławić trudom sług swoich, rozsianych po tej rozległej winnicy, prosząc jednocześnie o Jego Boską łaskę dla wszystkich ludów Oregonu, a zwłaszcza dla Płaskogłowych i Przekłutych Nosów, którzy ostatnio, tak gorliwie zebrali się pod sztandarem Jezusa Chrystusa (…) Odmówiłem Mszę dziękczynną u stóp tej góry, otoczony mymi dzikusami, którzy wznosili pieśni na chwałę Bożą i ustanowiłem się w tej ziemi w imię naszego świętego założyciela (…) Podczas całego mego pobytu w górach odprawiałem Msze Święte regularnie w niedziele i święta oraz inne dni, kiedy Indianie nie zwijali rankiem obozu. (…) [Indianie] brali sumienny udział z wielką skromnością, uwagą i pobożnością a ponieważ były wśród nich różne ludy, śpiewali chwałę Bogu w językach Płaskogłowych, Przekłutych Nosów i Irokezów. Kanadyjczycy, mój Flamand i ja śpiewaliśmy po francusku, angielsku i po łacinie. Płaskogłowi mieli już od kilku lat zwyczaj, że nie zwijają nigdy obozu w niedziele, lecz spędzają ów dzień na praktykach duchowych”.

Po tym wszystkim o. de Smet postanowił wrócić do Saint Louis by z uwagi na tak podatny grunt wrócić z większymi siłami, to jest z większą ilością Kapłanów oraz by zebrać środki na dalszą pracę misyjną czemu służyły m.in. cytowane tu relacje. Podróż powrotną rozpoczął 27 sierpnia roku 1840. Jak napisał we wspomnianej już korespondencji do o. Barbelina: “wyznaczyłem jednego z wodzów by mnie zastępował podczas mej nieobecności, aby przewodniczył w ich wieczornych i porannych modlitwach oraz by w niedzielę wzywał ich do zachowania cnoty a także chrzcił małe dzieci oraz tych, którzy byli poważnie chorzy. Żałość była na ich wszystkich twarzach i łza w każdym oku”.

Nazywajmy rzeczy po imieniu

Nazywajmy rzeczy po imieniu

Izabela Brodacka

Sytuacja geopolityczna sprawiła, że nieustannie zastanawiamy się nad stosunkiem sił do możliwości. W konflikcie Rosji i Ukrainy chodzi o siły militarne. W naszym kraju natomiast warto się zastanowić czy stać nas na taki zakres pomocy humanitarnej jaki ofiarowujemy Ukrainie. W tych dyskusjach stosowany jest, a nawet nadużywany zwrot „mierz siły na zamiary”, który pochodzi z „Pieśni filaretów” Adama Mickiewicza, napisanej w 1820 roku dla tajnego stowarzyszenia patriotycznego młodzieży wileńskiej.

O dziwo zwrot ten używany jest obecnie w zupełnie przeciwnym znaczeniu niż użył go Mickiewicz i w sprzeczności z elementarną logiką. Przez polityków i dziennikarzy używany jest w sensie, że zamiary należy dostosowywać do możliwości, że nie należy ryzykować porywając się z motyką na słońce. Tymczasem jeżeli chciałoby się nawoływać do ostrożności należałoby przecież powiedzieć: „mierz zamiary na siły”.

Znaczenie słów Mickiewicza jest zatem dokładnie przeciwne do obecnie używanego. Zwrot „mierz siły na zamiary” oznacza u Mickiewicza, że to możliwości trzeba dostosowywać do zamiarów, i że najpierw trzeba stawiać sobie ambitne i dalekosiężne cele a dopiero potem szukać sposobów ich zrealizowania. Warto to sprawdzić w oryginale, przy czym zauważmy, że w wersji pierwotnej siła była użyta w liczbie pojedynczej, było  „mierz siłę na zamiary”.

Cyrkla, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siłę na zamiary,
Nie zamiar podług sił.

W odniesieniu do wojny na Ukrainie – powinniśmy mierzyć zamiary na siły, tak naprawdę jednak mierzymy siły na zamiary, a nawołując w naszym mniemaniu do umiarkowania i ostrożności faktycznie nawołujemy do czegoś wręcz przeciwnego.

Trudno ustalić w jaki sposób  powstało to nieporozumienie. To nie jest zwykły błąd językowy jak na przykład nagminne używanie przez telewizyjne pogodynki zwrotu „temperatury minusowe” zamiast „temperatury ujemne” oraz  setki podobnych błędów popełnianych przez polityków i dziennikarzy.

Używanie bez cienia refleksji tego zwrotu świadczy, że język polski jest nadal gwałcony, bo jak za czasów komuny słowom przypisuje się znaczenia wręcz przeciwne do ich znaczenia prawdziwego. Za czasów komuny zmiana znaczenia słów najczęściej odbywała się przez dodanie do właściwego słowa jakiegoś przymiotnika, który funkcjonując  jako differentia specifica miał je redefiniować. Tak powstał na przykład termin „demokracja ludowa”, która – jak się mawiało- miała tyle wspólnego z demokracją co krzesło elektryczne ze zwykłym krzesłem.

Można podać wiele przykładów bezceremonialnego obecnie gwałcenia języka. Na przykład „preparat genetyczny na bazie technologii mRNA”  niesłusznie nazywa się „szczepionką”, a „walka o praworządność w Polsce” jest w istocie rzeczy „walką z praworządnością”, walką o zachowanie status quo, czyli postkomunistycznego bezprawia.

Używanie słów niezgodnie z ich znaczeniem, albo co gorsza w przeciwnym znaczeniu, jest najistotniejszym symptomem zniewolenia społeczeństwa, które już nie zauważa codziennego kłamstwa albo milcząco je akceptuje. I nie jest to kłamstwo sporadyczne, które można przypisać konkretnym osobom lecz kłamstwo systemowe, instytucjonalne. W obronie kłamstwa instytucjonalnego stają nie tylko ci, którzy na kłamstwie korzystają lecz również ci, którzy dali się kłamstwu zwieść. W obronie kłamstwa komunistycznego, którego przejawem była komunistyczna nowomowa, stawali nie tylko partyjni prominenci lecz naiwniacy, którzy uwierzyli w dobrodziejstwa komuny i liczni oportuniści którzy godzili się używać bez protestów jej zakłamanego języka dla własnej korzyści, a nawet bez wyraźnej korzyści.

Doskonale rozumiał to George Orwell. W jego słynnej powieści „ Rok 1984”  możemy przeczytać napisane wielkimi literami –„WOJNA TO POKÓJ, WOLNOŚĆ TO NIEWOLA,  NIEWIEDZA TO SIŁA”. Doskonale rozumiał to również Sołżenicyn, który ubolewał nad śmiercią języka rosyjskiego. Jak twierdził – jego rodacy zapomnieli znaczenia większości rosyjskich słów, a do porozumiewania się wystarczy im kilkaset słów wzbogaconych źle rozumianą angielszczyzną. Rosjanie jak pisał Sołżenicyn nie umieją już odróżniać kłamstwa od prawdy, lata niewoli zamordowały nie tylko język lecz i ducha narodu.

Dlatego trzeba pilnować języka polskiego żeby nie uległ podobnej degeneracji.

Pewien znany mi młody działacz ekologiczny nosi dokumenty w teczce z rysunkiem jaszczurki i napisem: „ life let it be”. Jego organizacja chce wydać podobną teczkę z odpowiednim napisem w języku polskim. Tłumacząc na polski to hasło napisałabym: „niech sobie żyje” mając na myśli oczywiście  jaszczurkę. Albo: „życie – niech sobie będzie”. Młody człowiek upiera się jednak żeby na teczce umieścić napis: „ niech żyje”. albo „ „chrońmy wszelkie życie”, albo- jego zdaniem dosłownie – „niech będzie życie”. Tłumaczyłam mu,  że „niech żyje” wykrzykuje się podczas wieców i pijackich biesiad więc tu nie pasuje. Tłumaczenie nie musi być dosłowne natomiast powinno oddawać ducha przesłania. Przesłanie reklamującej ochronę przyrody teczki jest następujące – żyje sobie mała jaszczurka, nikomu nie przeszkadza więc pozwólmy jej nadal żyć. Chodzi o to żeby nie niszczyć bezmyślnie życia. „Chrońmy wszelkie życie” jest nadinterpretacją, podsuwa natychmiast argument, że przecież nie możemy i nie chcemy chronić wszelkiego życia na przykład groźnych dla życia człowieka  wirusów i bakterii, a nawet pcheł i kleszczy.

Jeszcze w kwestii dosłowności. Idiom angielski : „collect hay while the sun is shining” czyli: „ zbieraj siano gdy świeci słońce” tłumaczymy: „kuj żelazo póki gorące”. Obydwa idiomy odwołują się do mądrości ludowej lecz etyka tłumacza nie nakazuje nam posługiwać się dosłownym tłumaczeniem idiomu angielskiego. Podobnie „let us call a spade a spade” nie tłumaczymy: „nazywajmy łopatę łopatą” lecz „nazywajmy rzeczy po imieniu”.

I właśnie o to chodziło Norwidowi gdy postulował: „odpowiednie dać rzeczy słowo”  oraz  Słowackiemu gdy pisał : „chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa”.

Młodziankowie naszych czasów, ofiary Molocha i Bafometa

Młodziankowie naszych czasów, ofiary Molocha i Bafometa

Roman Motoła https://pch24.pl/mlodziankowie-naszych-czasow-ofiary-molocha-i-bafometa/

Historia świętych młodzianków, których ofiara nakarmiła strach i morderczą żądzę władzy Heroda, ma dzisiaj swą kontynuację i tragiczny wyraz w postaci milionów dzieci zabijanych przez aborcjonistów. Krwawemu kultowi sprzyja szerokie lobby przemysłu śmierci, skupiające wielkie potęgi tego świata, a usypiające czujność i moralną wrażliwość mas poddawanych ciągłej indoktrynacji.

Ogłoszony niemal pół wieku temu wyrok w amerykańskim procesie Roe ve. Wade otworzył tamę zorganizowanemu, legalnemu przemysłowi śmierci. [Sąd Najwyższy uchylił to orzeczenie w czerwcu 2022.md]. Do dzisiaj rozlewa się po świecie falą tak szeroką, że miejsca, w których każde nienarodzone dziecko jest naprawdę bezpieczne, to już zaledwie pojedyncze wyspy. To oczywiście efekt kulturowego i politycznego wpływu lewicowo-liberalnych prądów idących od największego światowego mocarstwa, jakim wciąż pozostają jeszcze Stany Zjednoczone. Na ich obszarze toczy się wciąż prawdziwa wojna na śmierć i życie. Obrońcy „najmniejszych” (Mt 25, 40) mają przeciwko sobie potęgę mediów, kina i całej popkultury oraz zdemoralizowanych bądź „tylko” wybierających opcję oportunizmu tak zwanych osób publicznych. Ten oddech Molocha idzie w parze z tragicznymi plonami światowego komunizmu.

Ochrona życia, niestety, coraz bardziej przypomina dziś partyzantkę. To już nie tylko stawanie naprzeciw potędze popkultury, która w dużej mierze skutecznie doprowadziła do „odczłowieczenia” nienarodzonych. Dzisiaj trudno już znaleźć polityków czy ugrupowania traktujące tę fundamentalną kwestię jako coś więcej niż paliwo doraźnej odpowiedzi na aktualne zapotrzebowanie społeczne bądź wręcz jako element kampanii wyborczej.

W naszym kraju, w związku z tragicznym post-peerelowskim dziedzictwem prawnym i kulturowym, kwestia ochrony nienarodzonych ma swoją własną, osobną historię. Jej ostatnim bardzo znaczącym akcentem jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku. Usunął on eugeniczną przesłankę aborcyjną, ale nie rozwiązał w całości problemu legalnych zagrożeń życia poczętego.

Dzięki długo przeciąganemu w czasie orzeczeniu, rządzący pozbyli się problemu w postaci dużej presji społecznej. Owszem środowiskom pro-life udało się zmobilizować głównie katolicką część publicznej do silnego wystąpienia przeciwko prawu, które skazywało na śmierć dzieci podejrzewane o chorobę bądź niepełnosprawność. Dla wielu osób radosny moment opublikowania werdyktu TK oznaczał jednak poczucie, że sprawa jest załatwiona i nic więcej nie trzeba robić. Nie słychać z politycznych ław, foteli i kanap mocnych głosów w obronie tych, których poczęcie nastąpiło w wyniku przestępstw – gwałtów czy współżycia nieletnich. Zapewne nikt nie chce się w tej kwestii wychylać bo problem niemal nie istnieje w społecznej świadomości. Być może dopiero widoczne powszechnie kampanie podejmujące temat prawa do życia tych osób ośmieliłyby parlamentarzystów aby wyraźnie opowiedzieli się za bezbronnymi.

Ważnych problemów dotyczących prawa do życia jest więcej. Władze administracyjne bardzo opornie odnoszą się do konieczności położenia tamy jawnemu procederowi szerzenia aborcji farmakologicznej. Różnego rodzaju killing-teamy cieszą się najwyraźniej uzasadnionym poczuciem bezkarności. Bez oporów publicznie ogłaszają zdesperowanym, niedojrzałym matkom swoje numery telefonów i oferują wyłącznie jeden rodzaj „wsparcia”. Z kolei eugenicy w białych kitlach mogą rozciągać przesłankę mówiącą o zagrożeniu życia lub zdrowia matki na przykład na… zdrowie emocjonalne i wykazywać, że „donoszenie ciąży oznaczać będzie dla desperatki potężny cios wymierzony w jej psychikę”. Stąd prosta droga do zakamuflowanej aborcji „na życzenie”.

Aby zapobiec takim zjawiskom potrzebna jest ciągły społeczny nacisk. Ten zaś może ukształtować się pod wpływem nieustannej, systematycznej pracy informacyjnej i formacyjnej wszystkich środowisk przyjaznych życiu. Ich zadaniem jest w pewnym sensie „przywrócenie człowieczeństwa” niewinnym najmniejszym ludziom, zdehumanizowanym przez antykulturę, media i przeważającą część klasy politycznej. Z kolei rolą dziennikarzy i twórców, którzy nie wyzbyli się sumienia, jest nagłaśnianie postaw afirmujących życie: przede wszystkim matek nieulegających proaborcyjnym naciskom pseudolekarzy i własnego otoczenia. Na wiele pozytywnego hałasu zasługuje też praca osób na różne sposoby wspierających ciężarne kobiety pozbawione pomocy ze strony najbliższych.

Niedawno, akurat na krótko przed świętami Bożego Narodzenia katolicy otrzymali z Watykanu mocny sygnał świadczący o tym, że niezłomna postawa pro-life może oznaczać potężne kłopoty w kolejnej sferze. Suspendowanie księdza Franka Pavone, który jako jeden z niezbyt licznych duchownych miał odwagę napominać proaborcyjnych polityków z pierwszych stron gazet, świadczy dobitnie o tym, że duch tego świata, duch Bafometa i Molocha odnosi dzisiaj sukcesy tam, gdzie jeszcze niedawno nie miał wstępu.

Narzucają w Polsce dzieciom „zmianę płci”. To bardzo skomplikowana operacja, która może trwać 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi.

Narzucają w Polsce dzieciom „zmianę płci”. To bardzo skomplikowana operacja, która może trwać nawet 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi.

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>

Parlament Hiszpanii przyjął ustawę o tzw. „zmianie płci”, wedle której już nawet 12 letnie dzieci będą mogły wpisywać do urzędowych dokumentów dowolną płeć. Prace nad podobnymi lub jeszcze dalej idącymi przepisami trwają już m.in. w Niemczech, Danii, Portugalii, Szwajcarii, Norwegii czy Irlandii. Jednak oczy międzynarodowych aktywistów LGBT zwrócone są obecnie przede wszystkim na Polskę – to właśnie w naszym kraju niezwykle intensywnie oswaja się dzieci za pomocą mediów z tzw. „zmianą płci”. Co więcej, równolegle zachęca się młodych Polaków do samookaleczania i podejmowania bardzo niebezpiecznych „kuracji hormonalnych”, które blokują proces dojrzewania. Ideolodzy gender i LGBT przyznają przy tym otwarcie, że główną przeszkodą na drodze do ich celów są rodzice. Dlatego starają się trafić bezpośrednio do dzieci, przede wszystkim poprzez ekrany ich smartfonów. Proszę przeczytać na czym polega ich strategia.
Przyjęta przez niższą izbę hiszpańskiego parlamentu ustawa przewiduje, że osoby mające ukończone 16 lat będą mogły rejestrować inną płeć w dokumentach urzędu stanu cywilnego na życzenie. Wymagana będzie jedynie deklaracja wnioskodawcy. Z kolei w przypadku dzieci w wieku 12-14 lat o „zmianie płci” w dokumentach decydować będzie sąd, przy czym będzie mógł przychylić się do wniosku nawet w przypadku sprzeciwu rodziców dziecka.   Ustawę o „zmianie płci” popiera m.in. hiszpańska minister ds. równouprawnienia Irene Montero, która jakiś czas temu powiedziała publicznie, że „dzieci mogą mieć relacje seksualne z kimkolwiek im się podoba.” 
Do zmiany prawa przymierzają się także Niemcy, którzy chcą uprościć procedurę „zmiany płci” w dokumentach dla dzieci i młodzieży. Za naszą zachodnią granicą ma do tego wystarczyć jedynie oświadczenie w urzędzie stanu cywilnego   Panie MirosĹ‚awie, cały proces tzw. „zmiany płci” nie kończy się jednak na formalnej zmianie w urzędowych dokumentach. Jego najważniejszą częścią jest namówienie na tzw.„tranzycję”, czyli zablokowanie procesu dojrzewania za pomocą substancji hormonalnych hamujących proces dorastania, lub chirurgiczną „zmianę płci” poprzez okaleczenie.
Jak wygląda to drugie?   Możemy się tego dowiedzieć ze strony internetowej jednej z polskich klinik, która w swojej ofercie ma „korektę płci”. Jak wynika z udostępnionych informacji, jest to bardzo skomplikowana operacja, która może trwać nawet 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi. Innymi słowy – na niezwykle niebezpiecznym dla życia i zdrowia okaleczaniu człowieka.   Na Zachodzie moda na „zmianę płci” lawinowo rośnie wśród dzieci i młodzieży. W latach 2018-2019 tylko do jednej kliniki w Londynie, która zajmuje się tzw. „zmianami płci” u dzieci, zgłosiło się aż 2 590 maluchów! 4 lata wcześniej było ich ponad 3 razy mniej. Zgodę na hormonalną zmianę płci do niedawna otrzymywały tam nawet kilkuletnie dzieci. Duży wzrost „zmian płci” notuje się także w innych krajach, szczególnie w Skandynawii.  
Skąd się to bierze?   Jest to forsowana przez aktywistów LGBT moda, którą można się „społecznie zarazić” poprzez internet i media społecznościowe. 
Głównym powodem „zmiany płci” u dzieci jest medialna propaganda i przebywanie w grupach rówieśniczych, w których w podobnym czasie jeszcze jedna lub dwie osoby wykazywały podobne skłonności.   „Zmiana płci” przez dzieci jest bardzo mocno promowana w internecie. Szczególnie forsowany jest wizerunek tzw. „drag kids”, czyli małych dzieci przebierających się i uważających za płeć przeciwną. Na Youtube możemy zobaczyć m .in. wywiad z 8 letnim chłopcem przebranym za dziewczynkę (tzw. drag queen), który dobrze obrazuje przerażające skutki propagandy. Chłopiec mówi na nagraniu, że:   „Nikt nie może układać komuś życia. Nieważne co ktoś o tym myśli. Jeśli chcesz być drag queen, a rodzice cię takiej nie lubią – potrzebujesz nowych rodziców. Jeśli chcesz być drag queen, a przyjaciele cię takiej nie lubią – potrzebujesz nowych przyjaciół.”  
Oprócz fizycznej, psychicznej i duchowej krzywdy wyrządzanej dzieciom przez tzw. „zmianę płci”, celem propagandy LGBT jest rozbijanie rodzin i niszczenie relacji międzypokoleniowych. Widać to wyraźnie na przykładzie uruchomionego w polskim internecie portalu, który zachęca młodzież do „zmiany płci”. Oprócz porad dotyczących samookaleczania i przyjmowania niebezpiecznych substancji hormonalnych, znajdują się tam m.in. porady na temat tego, w jaki sposób postawić własnych rodziców przed sądem!   Jak możemy przeczytać w poradniku rozpowszechnianym wśród polskich dzieci i młodzieży, oznaczenie własnej płci w dokumentach można zrobić w naszym kraju poprzez proces cywilny o ustalenie płci, w którym formalnie pozywa się swoich rodziców. 
Jak piszą aktywiści LGBT:   „Jeśli wiesz, że Twoi rodzice będą sprawiać problemy w czasie procesu lub po pierwszej rozprawie widzisz, że sędzia jest w jakiś sposób Tobie nieprzychylny, to nie wahaj się zwrócić na któryś z wyżej podanych adresów.”   Wspomniane adresy to dane kontaktowe do organizacji LGBT oraz współpracujących z nimi kancelarii prawnych, które udzielają wsparcia procesowego.   W Polsce za pomocą internetu oswaja się dzieci z tym procederem na coraz większą skalę. Dzięki smartfonom z nieograniczonym dostępem do sieci, które dzisiaj ma niemal każde dziecko i nastolatek, propaganda LGBT trafia bezpośrednio na ekrany młodych Polaków, niezależnie od ich miejsca zamieszkania. Nawet w małych miejscowościach i na wsiach, gdzie nie ma organizacji LGBT, nie odbywają się uliczne „parady równości” i nie ma „edukacji seksualnej” w szkołach, młode umysły zatruwane są treściami podważającymi tożsamość człowieka. Na czym to w praktyce polega?   Punktem wyjścia jest przekonanie młodego człowieka, że nie możne być pewnym swojej płci oraz „orientacji seksualnej”, dlatego warto eksperymentować, przebierać się w ubrania przeciwnej płci, wchodzić intymne relacje z rówieśnikami tej samej płci itp. Ideolodzy LGBT wmawiają dzieciom, że jeżeli ktoś np. urodził się chłopcem to nie znaczy, że jest chłopcem – być może jest dziewczynką, lub jakąś inną, bliżej nie określoną płcią. Ostatecznie, celem życia w ideologii LGBT jest nieustanna „ekspresja seksualna”, która polega na wielokrotnych „zmianach płci” w zależności od nastroju i upodobania, oraz licznych eksperymentach seksualnych z przedstawicielami różnych płci.
Polska jest obecnie jednym z głównych celów międzynarodowych ideologów LGBT. W ostatnich latach w naszym kraju podejmowano już nieudane próby forsowania przez Sejm projektów ustaw, podobnych do tych z Zachodu, których celem miało być ułatwienie „zmiany płci”. W związku z tym, aktywiści LGBT skupiają się obecnie na oswojeniu polskiego społeczeństwa ze swoimi żądaniami, w szczególności dzieci i młodzieży. Ich działaniom sprzyjają największe media, które otwarcie promują ideologię LGBT, oraz brak świadomości rodziców, którzy bezrefleksyjnie dają swoim dzieciom komputery i smartony z nieograniczonym dostępem do internetu.
Aby ratować przyszłość naszego narodu, Fundacja Pro-Prawo do Życia organizuje w całej Polsce akcje informacyjne, za pomocą których głosimy prawdę, kształtujemy świadomość oraz mobilizujemy innych do działania w obronie dzieci. Za pomocą akcji ulicznych, pikiet, przejazdów furgonetek, wielkoformatowych billboardów i wystaw, możemy w sposób niezależny docierać do Polaków. Wywołuje to furię aktywistów LGBT i deprawatorów oraz sprzyjających im polityków i urzędników. W czasie gdy rozmaici „edukatorzy seksualni” swobodnie rozpowszechniają wśród polskiej młodzieży treści zachęcające do samookaleczania, organy ścigania skupiają się na wolontariuszach naszej Fundacji.  
Wyrok 1 000 zł grzywny usłyszał niedawno nasz 75 letni wolontariusz pan Mikołaj,który był członkiem legalnego zgromadzenia publicznego zorganizowanego przez naszą Fundację w trakcie tzw. „parady równości” LGBT w Częstochowie w lipcu tego roku. Sąd skazał go za to, że w trakcie „parady” prezentował treści odmienne (!) od propagandowych haseł wygłaszanych na ulicy przez aktywistów LGBT. Razem z panem Mikołajem skazana została nasza wolontariuszka Anna, która usłyszała wyrok 500 zł grzywny za udział w tym samym, legalnym zgromadzeniu.   Prześladowania trwają, ale my nie zamierzamy się poddać. 
Musimy dotrzeć do kolejnych Polaków, gdyż to jedyna szansa na zmianę świadomości naszego społeczeństwa i obronę dzieci przed kalectwem, które szykują dla najmłodszych aktywiści LGBT. W najbliższym czasie zamierzamy zorganizować akcje m.in. w: Warszawie, Krakowie, Toruniu, Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, Sopocie, Elblągu, Olsztynie, Ełku, Radomiu, Lublinie, Bydgoszczy, Siedlcach i Białymstoku. Aby zrealizować te plany potrzebujemy ok. 12 000 zł.   Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych akcji informacyjnych i dotarcie do Polaków z ostrzeżeniem przed tym, co aktywiści LGBT chcą zrobić ich dzieciom.  
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

To pracowity rząd utrzymuje państwo. I pszczoły.

Gdy rząd utrzymuje państwo

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5309 „Najwyższy Czas!”  •  27 grudnia 2022

Od wprowadzenia stanu wojennego minęło już 41 lat, a przecież był on – co widać z perspektywy czasu – dramatycznym zakończeniem pewnego etapu wprowadzania w Polsce ustroju jakiego świat nie widział, a jaki wykombinowali sobie jeszcze w XIX wieku doktrynerscy Żydowie z Karolem Marksem, którego niektórzy uważają za filozofa, a z kolei inni – za obdarzonego tupetem, elokwentnego dyletanta, co w sumie na jedno wychodzi. Jak pamiętamy, w pierwotnej wersji, państwo miało „zanikać”, podobnie jak pieniądz, a w jego miejsce miały wchodzić stowarzyszenia wolnych wytwórców. Pieniądz natomiast nie byłby już potrzebny, bo te stowarzyszenia dawałyby każdemu „według potrzeb”. Jednak w konfrontacji z rzeczywistością i naturą ludzką, te teoretyczne założenia nie wytrzymały krytyki i żeby jakoś opanować chaos, Józef Stalin, asekuracyjnie powołując się na Marksa, nie tylko przywrócił państwo w całej jego straszliwej postaci asyryjskiej despotii, które „wolnych wytwórców” ujęło w karby żelaznej dyscypliny na pograniczu niewolnictwa i za pośrednictwem centralnego planifikatora dyktowało każdemu, jakie wolno mu mieć „potrzeby”.

Na przyczynę rozbieżności między teoretycznymi założeniami i rzeczywistością wskazał Stanisław Lem w „Bajce o trzech maszynach opowiadających króla Genialona”, której negatywnym bohaterem jest niejaki Malapucyusz Chałos. Zaproponował on w ramach ustrojowej reformy, by zamiast dotychczasowego połączenia równoległego – bo akcja toczy się w środowisku robotów, czyli „sztucznej inteligencji”, z którą tyle nadziei wiążą rozmaici półgłówkowie – wprowadzić połączenie szeregowe. Jeśli tedy – a owe roboty czerpały energię elektryczną z pocierania – chociaż jeden się potrze, to wszyscy będą mieli prądu pod dostatkiem. Okazało się jednak, że nikt nie chciał się pocierać. – Co ja się będę pocierał; niech się sąsiad pociera – z czego wyniknęło ogólne bezprądzie. Sytuacja ta wymagała oczywiście „dalszego doskonalenia”, które pamiętamy z lat 70-tych, dopóki wszystko się nie skawaliło i trzeba było wrócić do surowej, stalinowskiej dyscypliny, czego dokonał generał Jaruzelski „suwerenną decyzją”. „Stąd nauka jest dla żuka”, że z inteligencją, wszystko jedno – naturalną, czy sztuczną – niczego zaplanować się nie da, a już specjalnie – idealnego ustroju, jakiego świat nie widział.

Wróćmy jednak do etapu, który zakończył się stanem wojennym. Wśród cech, jakimi się ona charakteryzował, chciałbym zwrócić uwagę na jedną. W tamtym czasie mianowicie nic nikomu się nie opłacało. Prawdopodobnie było to następstwem ustanawiania przez partię i rząd cen towarów, przed czym przestrzegał Milton Friedman. Ustanawiając odgórnie ceny, władza pozbawia się w ten sposób podstawowej informacji ekonomicznej – ile co naprawdę kosztuje.

W tych warunkach o jakimkolwiek racjonalnym zarządzaniu oczywiście nie mogło być mowy, toteż partia i rząd powszechnie posługiwały się zaklinaniem rzeczywistości, która na te zaklęcia okazywała się wyjątkowo oporna. „Niemały kłopot mam z ekonomiką, która się w ręce dostała magikom, co jak kapłani afrykańskich plemion, gusła sprawują nad wyschniętą ziemią” – pisał poeta w „Sądzie nad Don Kichotem”.

Próbowano oswobodzić się z doktrynerskiej niewoli, wprowadzając tzw. „ceny komercyjne”, a nawet całe „sklepy komercyjne”, ale to niczego nie rozwiązywało, bo „Pisma” nie można było uchylić. „Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie” – pisał jeden poeta, podczas gdy drugi mu wtórował, pisząc, jak to pewien władca, „gnębiąc poddanych surowym edyktem, utwierdził Pismo i rozstał się z wiktem”. Toteż w sytuacji bez wyjścia partia i rząd chwyciły się środka ostatecznego. Skoro nikomu nic się nie opłacało, to rząd zaczął do wszystkiego dopłacać żeby chociaż w ten sposób stworzyć wrażenie jakiejś równowagi.

Od tamtej pory minęło prawie 50 lat i oto, co się dzieje? Historia się powtarza, o czym świadczy niedawne spotkanie Naczelnika Państwa z rolnikami i innymi przedstawicielami polskiej wsi w Przysusze. Po serii komplementów, jak to rolnicy „żywią i bronią”, Naczelnik przeszedł do nakreślania świetlanych perspektyw, które wprawdzie są świetlane, ale mają jeden plus ujemny – że mianowicie są perspektywami. Na to oczywiście nic poradzić nie można i nie chodzi o to, byśmy tu nad tym wydziwiali.

Ważniejsze jest bowiem to, na jakim fundamencie te świetlane perspektywy są zbudowane. Otóż są one zbudowane na założeniu, że rząd będzie rolnikom do wszystkiego dopłacał i w ten sposób doprowadzi do zrównania poziomu życia na wsi z poziomem życia w mieście, którego mieszkańcom, czyli „miastowym”, Naczelnik – podobnie jak podczas wcześniejszego zebrania budującego, lekarzom – nie szczędził gorzkich słów.

Warto zwrócić uwagę, że – podobnie jak przed 50 laty, za czasów Edwarda Gierka i jego pierwszego ministra Piotra Jaroszewicza – również i teraz dopłacanie przez rząd do wszystkiego, jest metodą uniwersalną. Zacznijmy od tego, że rząd dopłaca do obywateli. Zaczął od dzieci, ale w miarę „dalszego doskonalenia”, system rządowych dopłat obejmował coraz to nowe grupy obywateli, aż do starców, zwanych „seniorami”. W rezultacie musi nieuchronnie dojść do tego, że wszyscy obywatele znajdą się na utrzymaniu rządu. Ale nie tylko oni. O ile przyzwyczailiśmy się już do rządowych dopłat do każdej obywatelskiej rodziny, to w Przysusze okazało się, że system dopłat wkrótce przekroczy ramy gatunku ludzkiego, bo pan Kowalczyk, który towarzyszył Naczelnikowi jako minister rolnictwa zapowiedział, że systemem rządowych dopłat już wkrótce zostanie objęta każda rodzina pszczela. Dotychczas pszczoły cieszyły się opinią stworzeń wyjątkowo pracowitych, co znalazło nawet wyraz w teologii, bo w hymnie pochwalnym, jaki w Wielką Sobotę śpiewa się w kościołach na cześć „woskowej kolumny”, czyli paschału, jest mowa o „pracowitej pszczole”. Skoro jednak również rodziny pszczele mają zostać objęte systemem rządowych dopłat, to znaczy, że produkowanie miodu również i dla nich przestało być opłacalne. Ładny interes!

Wygląda na to, że szybkim krokiem zbliżamy się do modelu państwa i gospodarki, jaki panował u nas przed 50 laty, kiedy to partia i rząd do wszystkiego dopłacały. Jak obliczył prof. Eugeniusz Rychlewski z SGH, w roku 1989, czyli roku zamknięcia PRL, wartość majątku trwałego w przemyśle była o pół miliarda dolarów niższa od sumy zagranicznego zadłużenia Polski. Na jaką sumę Polska zadłużona jest dzisiaj – tego oczywiście nie wiemy, bo to najściślej strzeżona tajemnica państwowa, ale wiemy, że w roku 2024, a może nawet jeszcze w roku przyszłym, same koszty obsługi tego długu przekroczą 105 mld złotych rocznie, Czy i historia się powtórzy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tak plują Polakom w twarz! Ukraińskie ulice nazwane imionami zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza.

Tak plują Polakom w twarz! Ukraińskie ulice nazwane imionami zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza.

https://nczas.com/2022/12/28/tak-pluja-polakom-w-twarz-ukrainskie-ulice-nazwane-imionami-zbrodniarzy/

Miasto Izium w obwodzie charkowskim przeprowadza derusyfikację nazw ulic. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że otrzymują one imiona banderowskich zbrodniarzy. Ostatnio jedną z ulic nazwano na cześć Stepana Bandery, przywódcy OUN-B, a teraz kolejną ulicę przemianowano na ul. Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcy UPA, odpowiedzialnego za ludobójstwo na Polakach.

Obrazek ilustracyjny. Marsz ukraińskich nacjonalistów w 2019 r. fot. Wikimedia Commons

Izium stał się teatrem walk od końca lutego. Od początku kwietnia miasto było pod kontrolą Rosjan. Siły ukraińskie wkroczyły do niego 10 września.

Z informacji agencji Ukrinform podawanych w pierwszym tygodniu grudnia wynika, że w mieście zmieniono nazwy 21 ulic, które miały związek z Rosją. Szef administracji wojskowej miasta podpisał zarządzenie w tej sprawie, a dokument opublikował w mediach społecznościowych zastępca mera Wołodymyr Matsokin. Wcześniej zmieniono nazwy 22 innych ulic. Kolejny, trzeci dekret podpisany przez szefa lokalnych władz Walerego Marczenkę, Matsokin opublikował w poniedziałek. Dotyczy on 19 ulic.

I tak w Iziumie nie ma już m.in. ul. Puszkińskiej, której nadano imię Stepana Bandery. Przypomnijmy, że Ukrainiec został w styczniu 1936 roku skazany przez sąd w Warszawie na karę śmierci za zorganizowanie zamachu na ministra spraw wewnętrznych RP Bronisława Pierackiego. Później zamieniono ją na dożywocie. Bandera jednak we wrześniu 1939 roku wyrwał się z więzienia.

Bandera był też jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), a od 1940 r. przywódcą Prowodu OUN-B. Ta organizacja była zaś odpowiedzialna za Rzeź Wołyńską.

Inną z ulic przemianowano na ul. Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcę Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przewodniczącego Sekretariatu Generalnego Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej i zbrodniarza wojennego. To Szuchewycz, jako główny dowódca UPA, ponosi bowiem bezpośrednią odpowiedzialność za przyjęcie Rzezi Wołyńskiej jako taktyki walki z Polakami. W wyniku „czystki etnicznej” przeprowadzonej przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej śmierć, w bestialski sposób, zadano około 100 tys. Polaków. Na Wołyniu zamordowano ok. 40-60 tys. Polaków, w Małopolsce Wschodniej – od 20 tys. do 40 tys., a na ziemiach współczesnej Polski od 6 tys. do 8 tys.

Matsokin, jak przystało na przedstawiciela państwa ukraińskiego, nazwał Szuchewycza „wybitnym Ukraińcem”, który wraz ze zmianą nazwy ulicy otrzymał „swoje należne miejsce”.

Akademicka przewodnia siła narodu. Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Akademicka przewodnia siła narodu.

Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Ulice „15 grudnia” do dziś sławią powstanie PZPR, przewodniej – przez ponad 40 lat – siły narodu, której sztandary co prawda wyprowadzono u zarania III RP, ale przewodnicy nadal funkcjonują w życiu publicznym Polski, choć biuro polityczne PZPR niejako przeniosło się do Brukseli.

Wśród przewodników wysokiego szczebla, także brukselskiego, jest wielu akademików, choć – o dziwo – istnienie PZPR na ogół nie zostało nawet zauważone w historiach polskich uczelni. I ten stan rzeczy niemal nikogo nie dziwi. Nic bez nakazania/poparcia/przyzwolenia przewodniej siły narodu nie mogło w PRL funkcjonować. I na uczelniach obowiązywała nomenklatura partyjna, kształtując oblicza naszych uczelni – zarówno kadr, jak i absolwentów.

I ukształtowała w taki sposób, na tak długo, że nikt dziś nawet się nie zastanawia, skąd wzięły się obecne kadry akademickie. Na pytania: ile uczelnia potrzebuje pieniędzy, aby zidentyfikowała istnienie PZPR w swej historii, nie dostałem nigdy odpowiedzi. Nie można wykluczyć, że i przeznaczenie na taki projekt badawczy całego naszego budżetu nie byłoby wystarczające. Cel taki nie zostałby osiągnięty, bo chodzi przecież o unieważnienie istnienia i sposobów działania, formatowania domeny akademickiej (i nie tylko) przez PZPR, aby niewygodna dla beneficjentów prawda nie wyszła na wierzch.

Ta kosztowna polityka cancel culture chyba jest jedną z przyczyn ubóstwa uczelni – tak materialnego, jak i duchowego. Naukowcy wprowadzają do historii fałszywe informacje – chyba dla dezorientacji społeczeństwa – o spektakularnym upadku PZPR na uczelniach pod koniec PRL. Czyli co? Polityczne czystki pod koniec epoki jaruzelskiej przeprowadzały bezpartyjne władze uczelni? Podziemna jeszcze Solidarność?

O prześladowaniach partyjniaków, i to także w latach stanu wojennego (też nierozpoznawanego w historiach uczelni), sam słyszałem i do takich prześladowców mnie zaliczano – jeszcze w III RP! I dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów 41 RAZY od czasu wprowadzenia mRNA.

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów 41 RAZY od czasu wprowadzenia mRNA.

„Bezpieczna i skuteczna” czyli skąd się wzięło 4070%

https://ekspedyt.org/2022/12/27/bezpieczna-i-skuteczna-czyli-skad-sie-wzielo-4070/ AlterCabrio

Nie ma tu nic do oglądania. Nie zwracaj uwagi na ten 4070% wzrost liczby poronień i martwych porodów, co pokazał raport Systemu Zgłaszania Zdarzeń Poszczepiennych (VAERS). System VAERS to stosowana przez rząd federalny metoda monitorowania powikłań poszczepiennych poprzez raporty w czasie rzeczywistym.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu SHTF na temat drastycznego wzrostu liczby poronień i martwych porodów, na co wskazują już oficjalne dane. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

__________***__________

[Grafikę najlepiej powiększać w nowym oknie/zakładce]

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów o 4070% od czasu wprowadzenia mRNA

Szczepionka jest „bezpieczna i skuteczna” zdaniem samego CDC, FDA i rządu federalnego.

Nie ma tu nic do oglądania. Nie zwracaj uwagi na ten 4070-procentowy wzrost liczby poronień i martwych porodów, co pokazał raport Systemu Zgłaszania Zdarzeń Poszczepiennych (VAERS). System VAERS to stosowana przez rząd federalny metoda monitorowania powikłań poszczepiennych poprzez raporty w czasie rzeczywistym. Jak donosi OpenVAERS.com:

W 2016 roku dr Cody Meissner był autorem artykułu dla AAP News, w którym stwierdził: „W 2012 roku zgłoszenia otrzymano od pracowników służby zdrowia (41%), producentów (29%), innych źródeł (17%) oraz zaszczepionych lub rodzin (14 %).”

Firma Pfizer, twórca jednej ze słynnych „szczepionek” mRNA, niedawno ujawniła, że ​​szczepionka może powodować zakrzepy krwi. Jak poinformował wczoraj The Gateway Pundit, prezes firmy Pfizer ds. międzynarodowych rynków rozwiniętych, Janine Small, przyznała, że ​​szczepionka nigdy nie była testowana pod kątem tego, czy zapobiega przenoszeniu choroby, zanim weszła na rynek.

Znane skutki zapalenia mięśnia sercowego i innych urazów serca nie tylko zostały dobrze udokumentowane w publikacjach, ale obecnie są także potwierdzone przez producenta szczepionki i samą FDA. A teraz, gdy Twitter dopuszcza „wolność słowa” (w pewnym sensie), wiadomość zaczyna przechodzić do głównego nurtu.

Ale to, na co nie zwraca się zbytniej uwagi, to niewiarygodny wzrost liczby poronień i martwych porodów. Poniższe wykresy pokazują dramatyczne wzrosty, za OpenVAERS:

Wydaje się, że liczba poronień w wyniku szczepionki innej niż na covid wzrosła w 2008r. w związku ze szczepionką przeciw HPV. Liczba ta wyniosła nieco ponad 160 przypadków (165). W 2021 i 2022 roku widzieliśmy odpowiednio 3379 i 1445 przypadków związanych ze szczepionkami na COVID.

Warto wspomnieć, że badanie Harvarda szacuje, że do VAERS zgłaszany jest zaledwie niewielki procent rzeczywistych powikłań. Proces ten jest uciążliwy dla lekarzy i pielęgniarek, a są sygnaliści [whistleblowers], którzy twierdzą, że są, jakby to ująć, „zniechęcani” do pisania raportów do VAERS. A więc rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa.

Należy mieć w pamięci te anomalie w liczbie zgłaszanych powikłań, a także to zniechęcanie, gdy zaczniesz rozpatrywać wzrost przypadków zapalenia mięśnia sercowego, a także zgonów:

„Bezpieczne i skuteczne”.

To przejdzie do historii jako jedna z największych zbrodni w historii świata.

_________________

VAERS Shows a 4070% Increase in Miscarriages and Stillbirths Since mRNA Roll-out, December 26, 2022

−∗−

BONUS

Analityk biotechnologiczna alarmuje, że technologia mRNA już może znajdować się w szczepionkach dla dzieci

„To sygnał alarmowy” – ostrzegła analityk biotechnologiczny Karen Kingston.

„W latach 2020-2021 wskaźniki szczepień dzieci spadły o około 15%. Ale w latach 2020-2021 [poważne powikłania i zgony] wzrosły czterokrotnie”.

„Więc bardziej niż prawdopodobne jest to, że w tych zastrzykach jest już technologia mRNA”.

_________________

Biotech Analyst Sounds the Alarm that mRNA Technology May Be in Childhood Vaccines, December 26, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

‘A potem przyszli po nienarodzone’ czyli co widzi patolog
Dr Ryan Cole, patolog, który mówił o anomaliach, które odkrył w ciałach zaszczepionych i niezaszczepionych pacjentów od czasu wprowadzenia szczepionek przeciwko covid, widzi teraz nietypowe oznaki, które są ogromnym sygnałem […]

_________________

‘Nie jest bezpieczna’ czyli co pokazało badanie Rasmussen Reports
Siedmioprocentowy odsetek poważnych skutków ubocznych jest bezprecedensowy. Z danych V-safe wiemy, że oznacza to faktycznie, że efekty uboczne były tak poważne, że osoby musiały zwrócić się o pomoc lekarską. Gdyby […]

_________________

„To osłabia odporność każdego, kto wciąż żyje” – dr Chris Shoemaker (wywiad)
Jeśli masz znacznie uszkodzony układ odpornościowy, to bardziej prawdopodobne jest, że będziesz cierpieć z powodu dziwnych lub kłopotliwych lub zbyt częstych infekcji. Ale w rzeczywistości to całe społeczeństwo jest dotknięte, […]

_________________

Komórki nie kłamią: mRNA działa!
„Białko kolczaste jest toksyną”, mówi patolog dr Ryan Cole, i prawie na pewno powoduje raka w wielu przypadkach. “Wiemy, że białko kolczaste może indukować szlaki nowotworowe. I to się dzieje. […]

_________________

„W wielu przypadkach będzie to wyrok” – dr Geert Vanden Bossche
Szczepionka przeciw covid wyłącza układ immunologiczny dziecka – Geert vanden Bossche OSTRZEŻEGA przed zgonami! „W wielu przypadkach będzie to wyrok śmierci dla dziecka” […]

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Przechwycono 380 mln dawek fentanylu. W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys.ludzi.

Przechwycono 380 mln dawek fentanylu. W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys.ludzi.

Mogłyby uśmiercić wszystkich Amerykanów.

https://nczas.com/2022/12/28/przechwycono-ogromne-ilosci-fentanylu-moglyby-usmiercic-wszystkich-amerykanow/

Agencja do Walki z Narkotykami (DEA) przechwyciła w 2022 r. ogromne ilości fentanylu, które mogłyby uśmiercić wszystkich Amerykanów. To ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r. – wynika z najnowszego raportu.

2 mg fentanylu.

Według Drug Enforcemenet Administration w mijającym roku służby przechwyciły 379 mln dawek fentanylu, zwierającej zaledwie dwa miligramy tej substancji, która nawet w tak małej ilości jest dla człowieka śmiertelna. Fentanyl jest substancją wyjątkowo silnie uzależniającą, nawet 50 razy bardziej niż heroina.

Substancja ta wykorzystywana jest w medycynie, głównie w anestezjologii, jako silny środek przeciwbólowy, i jest dostępna wyłącznie na receptę. Należy do grupy opioidów jako narkotyczny środek przeciwbólowy, silniejszy niż morfina. Tak silne działanie jest zasługą tego, że znacznie łatwiej rozpuszcza się ona w tłuszczach i szybciej przenika do mózgu. Lek ten dostępny jest w postaci tabletek, plastrów oraz w ampułkach.

Fentanyl nielegalnie sprzedawany zwykle dostępny jest w tabletkach, przypominających te które oferowane są w aptekach na receptę. Agencja do Walki z Narkotykami (DEA) twierdzi, że w 2022 r. przechwyciła w sumie 4,5 tys. kg tej substancji, aż ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r.

Fentanyl głównie jest przemycana do USA z Meksyku, gdzie powstaje w tajnych manufakturach; masowo wykorzystuje się w nich substancje czynne sprowadzane z Chin.

W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys. Amerykanów. Aż dwie trzecie tych tragedii związanych jest z przedawkowanie fentanylu. Oprócz tej substancji Agencja do Walki z Narkotykami w minionym roku przechwyciła 59 tys. kg metamfetaminy, około 2 tys. kg heroiny oraz około 200 tys. kg kokainy.

Przesłanie Bożonarodzeniowe Franciszka: Musimy się nawrócić na wszystko…co Kościół do tej pory odrzucał…

Przesłanie Bożonarodzeniowe Franciszka: Musimy się nawrócić na wszystko…co Kościół do tej pory odrzucał – Robert Morrison

https://www.bibula.com/?p=137851

Życzenia świąteczne Franciszka, skierowane do Kurii Rzymskiej zawierały kilka elementów, które wyrwane z kontekstu są autentycznie katolickie, a nawet budujące. Jednym z dominujących tematów jest na przykład potrzeba nawrócenia:

„Nawrócenie to niekończąca się opowieść. Najgorszą rzeczą, jaka mogłaby się nam przydarzyć, to myślenie, że nie potrzebujemy już nawrócenia, ani jako jednostki, ani jako wspólnota. Nawrócenie, to uczenie się wciąż na nowo przesłania Ewangelii i wprowadzanie tej wiedzy w życie. Nie chodzi tylko o unikanie zła, ale o czynienie wszelkiego dobra, jakie tylko możemy. To właśnie oznacza nawrócenie”.

Podobne napomnienia możemy znaleźć u niektórych wielkich świętych, a z pewnością wszyscy święci mieli ducha lepszego poznania Boga, miłości i służby Bogu.

Nie dziwi jednak, że Franciszek nie ogranicza „nawrócenia” do wzrastania w świętości. Skupia się natomiast, na „nawróceniu” przede wszystkim w kontekście uczenia się nowych rzeczy o Ewangelii:

„Jesli chodzi o Ewangelię, jesteśmy zawsze jak dzieci, które muszą się uczyć. Złudzenie, że poznaliśmy już  wszystko, sprawia, że popadamy w duchową pychę.”

Zanim zastanowimy się, w jaki sposób Franciszek rozwija ten temat, zatrzymajmy się na rozszyfrowaniu tych dwóch zdań. W sposób oczywisty mówi on, że pycha duchowa jest zła i wszyscy możemy się z tym stwierdzeniem zgodzić, nawet jeśli większość z nas stara się wykorzenić pychę duchową z naszego życia. Ale jest to również aluzja do czegoś innego, co rozwija w swoim Bożonarodzeniowym orędziu: nie możemy polegać na interpretacjach, jakie  Ewangelii nadał  Kościół w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat. Musimy je ponownie ocenić w świetle zmieniającego się świata. Tak więc, zgodnie z całkowicie odwróconą logiką Franciszka, pychą jest podporządkowanie się temu, czego Kościół zawsze nauczał, a pokorą poleganie na własnych siłach intelektualnych. Z pewnością jest to ten rodzaj elokwencji, którą posłużył się Wąż, by zwieść Ewę w ogrodzie Eden i Ojców Soborowych na SW II.

Następnie, Franciszek pochwalił SW II za nawrócenie całego Kościoła:

W tym roku minęła sześćdziesiąta rocznica otwarcia Soboru Watykańskiego II. Czym był ten Sobór, jeśli nie wielkim momentem nawrócenia całego Kościoła? Jak zauważył Św. Jan XXIII: 'Ewangelia się nie zmienia; ale my zaczynamy ją pełniej rozumieć’. Nawrócenie, które zapoczątkował Sobór, było wysiłkiem pełniejszego zrozumienia Ewangelii i uczynienia jej istotną, żywą i skuteczną w naszych czasach.”

Franciszek przypomina nam, jak bardzo SW II był niezbędny dla wprowadzenia jego programu i programu globalistów. Twierdzi, że SW II uczynił Ewangelię bardziej „istotną, żywą i skuteczną w naszych czasach”, przez co rozumie, że Sobór dał postępowcom wsparcie, którego potrzebowali, by wdrożyć inicjatywy podważające to, czego Kościół zawsze nauczał.

Oparcie się Franciszka na Janie XXIII uwypukla sofistykę, która jest kluczem do całego ataku na katolicyzm: „Ewangelia się nie zmienia; to my zaczynamy ją pełniej rozumieć”. Franciszek już nam powiedział, że kwestionowanie tego jest „duchową pychą”, ale jego świąteczne przesłanie ciągle nie wyjaśniło, jak to poparcie dla „nawróconego katolicyzmu” pasuje do Przysięgi Antymodernistycznej Św. Piusa X:

Szczerze utrzymuję, że Doktryna Wiary została nam przekazana od Apostołów poprzez Prawowiernych Ojców w dokładnie tym samym znaczeniu i zawsze w tej samej wymowie. Dlatego całkowicie odrzucam heretyckie przeinaczenie, że dogmaty ewoluują i zmieniają się z jednego znaczenia na inne, różne od tego, które Kościół utrzymywał wcześniej.”

Wersja Ewangelii Franciszka nie tylko różni się od tego, czego Kościół zawsze się trzymał – ale jest całkowicie sprzeczna z nauczaniem Kościoła w wielu ważnych aspektach, co każdy racjonalny i uczciwy obserwator może łatwo zauważyć. Kiedy więc mówi, że musimy pełniej zrozumieć Ewangelię, to tak naprawdę oznacza, że musimy odrzucić to, czego Kościół zawsze nauczał i przyjąć coś, co Kościół zawsze potępiał. Franciszek nalega więc, byśmy teraz wierzyli w to, czego odrzucenia wymagał od wszystkich katolickich księży i biskupów Św. Pius X.

Franciszek kontynuował swoje świąteczne przesłanie, potępiając przekonania tych katolików, którzy się z nim nie zgadzają:

„Przeciwieństwem nawrócenia jest 'bezruch’, tajemne przekonanie, że nie mamy już nic więcej do nauczenia się z Ewangelii. Jest to błąd polegający na próbie skrystalizowania orędzia Jezusa w jednej, wiecznie obowiązującej formie. Zamiast tego, jej forma musi być zdolna do ciągłych zmian, aby jej treść mogła pozostać stale taka sama. Prawdziwa herezja polega nie tylko na głoszeniu innej Ewangelii (por. Ga 1, 9), jak powiedział nam Św. Paweł, ale także na zaprzestaniu przekładania jej przesłania na dzisiejsze języki i sposoby myślenia, co właśnie uczynił Apostoł pogan. Zachować oznacza utrzymać przy życiu, a nie uwięzić orędzie Chrystusa.”

Sofistyka Franciszka jest tu tak elegancka, że faktycznie możemy się na nią nabrać. Może rzeczywiście potrzebujemy papieża, który przetłumaczy przesłanie Ewangelii na nowe sposoby myślenia? Przecież Bł. Pius IX napisał coś podobnego:

„80. Papież rzymski może, i powinien, pogodzić się z postępem, liberalizmem i nowoczesną cywilizacją.- -Allokucja 'Jamdudum cernimus’, 18 marca 1861.”

Niestety dla Franciszka, Pius IX zapisał to jako tezę potępioną w swoim Syllabusie Błędów z 1864 roku.

Ci, którzy mieli szczęście ignorować bezbożne machinacje Franciszka, być może nie rozumieją, dlaczego nalega on, na nowe interpretacje niezmiennego nauczania Kościoła. Aby lepiej zrozumieć, o co tu chodzi, wystarczy rozważyć jednoznaczne słowa Św. Pawła z Listu do Rzymian:

„Dlatego podał je Bóg w namiętności sromoty. Bo niewiasty ich odmieniły używanie przyrodzone w ono używanie, które jest przeciw przyrodzeniu. Także i mężczyzni, opuściwszy przyrodzone używanie niewiasty, zapalili się w swych pożądliwościach jeden ku drugiemu, mężczyzna z mężczyzną sromotę płodząc, a zapłatę, która była słuszna, błędu swego na sobie odnosząc.” 1 Rz 26,27

To właśnie promuje Franciszek poprzez swoje wielkie publiczne poparcie dla ks. Jamesa Martina. To właśnie widzimy w niedawnym, gorszącym oświadczeniu 50 włoskich księży – homoseksualistów.  Św. Paweł poucza, że Pan Bóg potępi nie tylko grzeszników, ale i tych, którzy godzą się na ich grzechy:

„Którzy sprawiedliwość Boską poznawszy, nie wyrozumieli, iż co takowe rzeczy czynią, godni są śmierci. A nie tylko, którzy je czynią, ale też którzy czyniącym zezwalają”. 1 Rz, 32

Globaliści i Lawendowa Mafia nie mogą tolerować tych, którzy tolerują to, co napisał Św. Paweł. I dlatego musimy być „nawróceni”, abyśmy byli wystarczająco oświeceni, by zdać sobie sprawę, że słowa Św. Pawła oznaczają dziś coś dokładnie przeciwnego. Oto Świąteczne przesłanie Franciszka: każdy kto się na to nie zgadza, jest pełen duchowej pychy i herezji.

Na szczęście dla Franciszka, Synod o Synodalności zapewnia mechanizm nawracania tych, którzy mogą być nawróceni i wygnania tych upartych Tradycjonalistów, którzy nie pozwolą się nawrócić:

„Jak to miało miejsce wiele razy w historii Kościoła, tak i w naszych czasach, poczuliśmy się wezwani, jako wspólnota wierzących, do nawrócenia. Proces ten jest daleki od zakończenia. Nasza obecna refleksja nad synodalnością Kościoła jest owocem przekonania, że proces rozumienia orędzia Chrystusa nigdy się nie kończy, ale nieustannie stawia przed nami wyzwania.”

Franciszek i globaliści nie będą zadowoleni, dopóki nie zrobią tyle, ile mogą, by zniszczyć religię katolicką, a synod o synodalności jest dziś jednym z ich najsilniejszych instrumentów.

Oczywiście, jest to wszystko ogromnie przygnębiające, ale Bóg dopuszcza to dla dobra dusz, które Go kochają i chcą pełnić Jego wolę. Kiedy widzimy, jak źli i bezczelni stali się złoczyńcy, widzimy dzieło szatana. A gdy widzimy, jak szatan i ci złoczyńcy zawzięcie atakują to, czego Kościół zawsze nauczał, mamy więcej powodów do tego, by trwać przy prawdziwym  katolicyzmie. Rzeź niewiniątek dokonana przez Heroda pokazała, jak ważne było Boskie Dzieciątko, podobnie ataki Franciszka na tradycyjny katolicyzm pokazują nam, jak istotna jest dziś niezmienna Wiara katolicka. 

Franciszkowa, elegancka obrona tych diabelskich kłamstw, w jego bożonarodzeniowym przesłaniu, jest znakiem, że wie on, iż wierni katolicy odrzucili jego program. Powinniśmy się modlić o nawrócenie Franciszka, ale nie możemy mieć nic wspólnego z jego antykatolicką, globalistyczną niegodziwością.

Niech Bóg da nam wszystkim łaskę, abyśmy zawsze pozostawali wierni Jego Kościołowi, w sytuacji, gdy Franciszek i globaliści próbują Go zniszczyć. Bóg na końcu wygrywa, a wielkim zaszczytem jest robić wszystko, co możemy, by walczyć o Jego chwałę i zbawienie dusz. Najświętsza Maryjo Panno, Pogromicielko wszystkich herezji, Módl się za nami!

Robert Morrison

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (December 26, 2022) – „Francis’s Christmas Message: We Must Convert to What the Church Has Always Rejected”

Kijowski reżim, który żąda od Zachodu rezygnacji z rosyjskiej ropy, po cichu załatwił sobie większe o 18,3% zyski za tranzyt

Kijowski reżim, który żąda od Zachodu rezygnacji z rosyjskiej ropy, po cichu załatwił sobie większe o 18,3% zyski za tranzyt

Mimo toczącego się konfliktu na Ukrainie i wielkiej „nienawiści” kijowskiego reżimu do Rosji tam, gdzie Kijów może zrobić interes, potrafi dojść do porozumienia z „wrogiem”. Do takiej sytuacji zaliczyć należy dalszy tranzyt rosyjskiej ropy na zachód przez terytorium Ukrainy. Zawarcie przez kijowski reżim słynący z rozpowszechniania dezinformacji pokazuje prawdziwe oblicze tej niby „wojny”, a także potwierdza, że uzyskiwanie korzyści finansowych jest ważniejsze niż życie obywateli. W obliczu takiego rozwoju sytuacji ciekawe jest, kiedy propagandysta Zełenski ponownie skieruje żądanie wprowadzenia natychmiastowych sankcji przez Zachód w zakresie importowania ropy. 

Opłaty taryfowe za transport ropy przez Ukrainę wzrosną od 1 stycznia o 18,3%. Takie dane podaje na swojej stronie internetowej rosyjska państwowa spółka naftowa Transnieft Nowe taryfy na nitkach gazociągu „Przyjaźń” na Słowację i Węgry w związku z porozumieniem z ukraińskim operatorem Ukrtransnafta.

Nowa opłata wyniesie 13,6 euro za tonę, w porównaniu z poprzednią stawką 11,5 euro za tonę, wynika z informacji cytowanych we wtorek przez agencję prasową Interfax. Obecna cena obowiązuje od 1 kwietnia 2022 r. 

При возвращении на позиции дроны зачастую выдают местоположение операторов и целых подразделений

При возвращении на позиции БПЛА зачастую выдают местоположение операторов и целых подразделений

При возвращении на позиции БПЛА зачастую выдают местоположение операторов и целых подразделений

https://topwar.ru/207639-pri-vozvraschenii-na-pozicii-bpla-zachastuju-vydajut-

В зоне боевых действий возвращающийся на позиции, с которых он был запущен, дрон нередко выдает противнику точное местоположение своего расчета.

При возвращении на исходные позиции дроны нередко помогают противнику вскрывать позиции своих операторов. Аэроразведка может засечь вражеский дрон и прослеживать траекторию его полета до самого места посадки.

После того, как позиция операторов коптера оказывается вскрытой, по ней незамедлительно наносится артиллерийский удар. Слаженная работа аэроразведчиков и артиллеристов дают впечатляющие показатели эффективности.

На днях наши бойцы именно после отслеживания всего маршрута полёта дрона противника нанесли артиллерийский удар по позиции оператора, нанеся огневое поражение подразделению ВСУ.

https://vk.com/video-210812857_456248189

Но нужно понимать, что это, как говорится, обоюдоострое оружие. Возвращение беспилотников может вскрывать и наши позиции, что необходимо учитывать при подготовке операторов.

[—-]

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Пусти меня, отдай меня, Воронеж

Пусти меня, отдай меня, Воронеж:

Уронишь ты меня иль проворонишь,

Ты выронишь меня или вернешь,

–Воронеж – блажь, Воронеж – ворон, нож.

=====================

Barańczak:

Niech mnie wypuści, zwróci już Woroneż

–Miasto, czy mnie uronisz, czy zabronisz,

Czy mnie poskromisz, czy poronisz w kurz?

Woroneż – stróż, Woroneż – wroni nóż

=============================

Rymkiewicz:

Wypuść mnie już, oddaj mnie im, Woroneż,

Zabronisz mnie czy zwrócisz, czy zawronisz,

Czy mnie uronisz, obrócisz w perz i kurz,

Woroneż – perz, Woroneż – wrona, nóż

———————————

Nie uwzględnili obaj jednego znaczenia:

чёрный ворон – kibitka [wożąca skazańców na Sybir; o niej mówiła Nadzieżda 30 lat później, w Moskwie]

Осип Мандельштам – Преодолев затверженность природы

Осип Мандельштам – Преодолев затверженность природы: 

Преодолев затверженность природы,

Голуботвердый глаз проник в ее закон.   

В земной коре юродствуют породы,

И как руда из груди рвется стон,

И тянется глухой недоразвиток

Как бы дорогой, согнутою в рог,

Понять пространства внутренний избыток 

И лепестка и купола залог.  

Январь – февраль 1934