
————————————————–

—————————————–


————————————————–

—————————————–

Joe Kent: „Śledztwo w sprawie Charliego Kirka wstrzymane po tygodniu!”
Sabiene Jahn
Ten dodatek ukazał się 20 marca 2026 roku na stronie : apolut.net/der-mann-der-nein-sagte
a dzień wcześniej na stronie: globalbridge.ch/der-mann-der-nein-sagte
=========================================
Pojawił się dodatek do wywiadu, którego były koordynator USA ds. zwalczania terroryzmu Joe Kent udzielił amerykańskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi 18 marca 2026 roku – dzień po swojej rezygnacji. Kilka międzynarodowych mediów podchwyciło kluczowe stwierdzenia z tego wywiadu. Kent wskazuje na konkretne ograniczenia w procesie decyzyjnym w zakresie polityki bezpieczeństwa i strukturach śledczych. Jego relacja ze spotkania z Charliem Kirkiem w Gabinecie Prezydenckim jest szczególnie wymowna. Kent relacjonuje: „Ostatni raz widziałem Charliego Kirka na tym świecie w czerwcu (przyp. red. – 2025) w Gabinecie Prezydenckim”. Kirk bezpośrednio go do tego namawiał, mówiąc: „Joe, nie dopuść, abyśmy zostali wciągnięci w wojnę z Iranem”.
Kent następnie przedstawia szereg spostrzeżeń, które zostały podchwycone przez kilka mediów. Na przykład Associated Press cytuje z wywiadu, że odmienne opinie w administracji nie dotarły do prezydenta, a głosy krytyczne „nie zostały wysłuchane”. Kent jeszcze bardziej uszczegółowił śledztwo w sprawie śmierci Kirka. Według doniesień, w tym jednego z „New York Post”, stwierdził, że śledztwa, w które zaangażowane było również Narodowe Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu, nie mogły być kontynuowane.
Sam Kent stwierdza to z niezwykłą jasnością w wywiadzie: „Śledztwo, w które byłem zaangażowany – Narodowe Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu również było zaangażowane – zostało przerwane”.
Co więcej, wyjaśnia sekwencję zdarzeń, które doprowadziły do tego przerwania i opisuje zaskakująco krótki okres. Współpraca jego departamentu „zakończyła się po fazie ostrej – w pierwszym tygodniu” i poinformowano go, że skontaktują się z nim, jeśli będzie potrzebna dalsza pomoc. Jednocześnie jednak istniały nadal możliwości przeprowadzenia śledztwa. Kent stwierdza: „Wciąż było wiele spraw, które powinniśmy byli zbadać… były powiązania, które powinniśmy byli zbadać”. Co więcej, „Mieliśmy wiele innych tropów wskazujących na możliwe powiązania zagraniczne, ale uniemożliwiono nam ich zbadanie”.
Jednocześnie wyraźnie podkreśla ograniczenia swojej swobody wypowiedzi, stwierdzając, że „nie może wchodzić w szczegóły” w niektórych kwestiach. Jego główne stwierdzenie pozostaje celowo otwarte: „Nie wyciągam żadnych wniosków… Mówię tylko: Pozostają pytania bez odpowiedzi”.
Równocześnie kilka mediów, w tym „The Guardian”, donosi, że Kent w wywiadzie przedstawił obraz, w którym odmienne opinie w aparacie były marginalizowane, a procesy decyzyjne koncentrowały się w wąskim gronie.
W licznych postach Kent nie tylko postrzegany był jako kluczowy insider, ale także wyrażano chęć jego ochrony. Użytkownicy mediów społecznościowych publicznie domagają się zagwarantowania mu bezpieczeństwa, ponieważ przekazał on wrażliwe informacje na temat procesów decyzyjnych w polityce. Te reakcje, niezależnie od ich treści, wskazują na rosnącą nieufność do oficjalnych narracji.
Co więcej, według doniesień kilku międzynarodowych mediów, FBI prowadzi śledztwo w sprawie Kenta od miesięcy. Pierwszy raport na ten temat ukazał się 18 marca 2026 roku w „Semaforze” (elitarnym medium), a następnie został potwierdzony przez liczne uznane media, w tym Associated Press, NBC News, CBS News, The New York Times, Axios, Reuters, BBC i Der Spiegel.
Śledztwo koncentruje się na podejrzeniu, że informacje niejawne mogły zostać ujawnione niezgodnie z prawem. Niektóre doniesienia wspominają również o możliwych kontaktach z mediami w tym kontekście, wymieniając między innymi Tuckera Carlsona, bez konkretnego przyporządkowania konkretnych przepływów informacji. Krytyka Kenta napływa z różnych stron. Podczas gdy Taylor Budowich, przedstawicielka wewnętrznego kręgu Białego Domu, oskarża go o nielojalne zachowanie i powtarzające się przecieki, Liga Przeciwko Zniesławieniu (ADL), wpływowa amerykańska organizacja zajmująca się zwalczaniem antysemityzmu, odpowiedziała na oświadczenia Kenta dotyczące roli Izraela, oskarżając go o utrwalanie antysemickich stereotypów.
Jednocześnie stanowiska Kenta znalazły oddźwięk w rozmowie z Tuckerem Carlsonem w medialnym i politycznym klimacie, który od lat krytycznie odnosi się do interwencji wojskowych i aspektów polityki USA na Bliskim Wschodzie.
Obecna sytuacja jest jasna: nie wszczęto jeszcze żadnego formalnego postępowania karnego, czyli aktu oskarżenia, procesu przed wielką ławą przysięgłych ani rozprawy sądowej. „The Guardian” donosi, że śledztwo rozpoczęło się przed jego wyjazdem, a FBI odmówiło oficjalnego komentarza.
Jednoczesne wystąpienie [ze strony dyrektora Narodowego Centrum Antyterrorystycznego !!] publicznej krytyki polityki wobec Iranu i śledztwa przeciwko byłemu funkcjonariuszowi służb bezpieczeństwa jest uderzające. Ten punkt również wpisuje się w trwający cykl i wpisuje się w diagnozę samego Kenta: sieć otwartych pytań, przerwanych procesów i sprzecznych interpretacji.
Źródła i Przypisy:
1.) aljazeera.com//us-national-counterterrorism-center-director-joe-kent-resigns-over-iran-war ;
aljazeera.com/n/who-is-joe-kent-and-why-did-he-resign-as-trumps-counterterrorism-chief
2.) https://apnews.com/article/trump-iran-war-kent-resignation-
3.) reuters.com/world/middle-east/us-national-counterterrorism-center-director-resigns-over-war-iran
5.) dni.gov/index.php/careers/student-opportunities/organization/national-counterterrorism-center
www.dni.gov/index.php/newsroom/press-releases/press-releases-2025/4127-pr-42-25
https://www.dni.gov/index.php/nctc-who-we-are/director-nctc
https://www.dni.gov/index.php/nctc-how-we-work;
7.) @joekent16jan19
9.) abcnews.go.com/Politics/top-trump-counterterror-adviser-resigns-iran-war-imminent/story
euters.com/world/middle-east/us-national-counterterrorism-center-director-resigns-over-war-iran
https://apnews.com/article/trump-iran-war-kent-resignation
10.) ft.com/content/
Dodatkowe Źródła i Przypisy: (numeracja oryginalna -przyp. tłumacza)
10.) Interview: tuckercarlson.com/live-show-march-18-2026
11.) semafor.com/article/fbi-investigates-national-security-aide-who-resigned-over-war
12.) https://apnews.com/article/fbi-counterterrorism-classified-documents-
14.)cbsnews.com/news/joe-kent-trump-counterterrorism-iran-fbi-investigation-leak
15.) nytimes.com/2026/03/18/us/politics/fbi-joe-kent-intelligence-leak
16.) www.axios/joe-kent-fbi-leak-investigation
17.) reuters.com/world/middle-east/us-israeli-war-aims-iran-are-not-same-gabbard-says
reuters.com/world/iran-war-live-trump-administration-intelligence-officials-testify-after-joe-kent

——————————————-

———————————————–

————————————

————————-

————————–

—————————-

——————————-

Łukasz Winiarski, działający pod pseudonimem „Razprozak”.
Odczytywany dziś w kościołach, list postępowych, inkluzywnych biskupów, jest w swej wymowie tragiczny. Jest przykładem wiernopoddaństwa albo naiwnej głupoty i ignorancji, podanej pod postacią szlachetności i tolerancji.
,,Zauważmy: Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o „braku miłości”, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy. Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM”.
Ale czemu wy to czytacie ludziom w Polsce…? W kraju, gdzie ludzie tłumnie chodzą na filmy ż Agnieszki Holland, córki ż komunisty. W kraju, który po 1989 roku ukształtowała gazeta syna ż komunistów. W kraju, w którym pieniądze na stworzenie najpopularniejszej telewizji prywatnej dał aktualny przewodniczący Światowego Kongresu Ż. Gdzie wy widzicie ten straszny antysemityzm…?
Polska Agencja Prasowa, że w Niemczech w samym tylko 2024 roku odnotowano 8627 (!!!) incydentów o podłożu antysemickim. Polska jest pod tym względem jednym z najbezpieczniejszych dla nich miejsc na świecie. Wygadywanie BZDUR o antysemityzmie, który trzeba zwalczać, to działanie na szkodę państwa. Równie dobrze możecie napisać list do wiernych, i pisać, że za dużo Polaków jest miliarderami, i że powinniśmy mniej pieniędzy wydawać na jachty i prywatne śmigłowce, a więcej na fundowanie sierocińców i szpitali. Nie, w Polsce nie ma problemu z nadmiarem miliarderów. I w Polsce NIE MA problemu z antysemityzmem. Chyba że antysemityzmem biskupi chcą nazywać każdą sytuację, w której Polak ma odmienne zdanie niż Ż.
W Polsce do tego stopnia nie ma problemu z antysemityzmem, że gdy jakiś leczony psychiatrycznie wariat, który wcześniej zaatakował kościół, rzucił kamieniem również w synagogę – natychmiast zebrali się rabini, TVN, Adamowicz i, jakżeby inaczej, przewrażliwieni przedstawiciele Kościoła, żeby walczyć z ,,antysemityzmem” i ,,nienawiścią”.
Oczywiście, gdy zaatakowano kościół katolicki, to żadnych kamer ani rabinów nie było, ani żadnej atmosfery skandalu. W Polsce realny antysemityzm jest zjawiskiem do tego stopnia marginalnym, że niektórym bardzo zależy żeby go podkręcać na chama. Żenujące jest obserwowanie, że przykładają do tego rękę biskupi.
W liście przytoczono też słowa z soboru: ,,Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa”.
Ja może tylko przypomnę, że elementem naszej wiary jest grzech pierworodny – w którym wszyscy ponosimy zbiorową winę za grzech pierwszego człowieka. I wszyscy ponosimy – zbiorową – karę za jego grzech. Więc – ani ja, ani biskup, nie będziemy decydować o wspomnianej w liście kwestii. Ta decyzja należy tylko do Boga.
Kolejny fragment, stanowiący cytat: ,,Nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia”, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest– i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”.
Tyle że Jezus powiedział bardzo jasno i wyraźnie: ,,Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”. Albo: „Kto nie czci Syna, nie czci i Ojca, który Go posłał”. Albo: ,,Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym.”
Więc mamy do wyboru: albo wierzyć Jezusowi…
albo biskupom.
Na koniec – naczelnym rabinem Izraela jest Dawid Josef. Pomijam, że jego bliskim współpracownikiem jest człowiek skompromitowany i skazany za przyjęcie łapówki i oszustwa podatkowe.
Ale ojcem obecnego naczelnego rabina jest Owadia Josef. Autor słów:
,,Do czego są potrzebni goje? Do pracy. Do orania. Do zbierania plonów. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść. Jak władcy. Oto cel, dla którego zostali stworzeni goje. Z gojami jest jak z każdym innym, kiedyś muszą umrzeć, ale Bóg daje im długie życie. Po co? Wyobraź sobie, że komuś zdechnie osioł. To będzie się dla właściciela wiązało z dodatkowymi kosztami. Bo ten osioł był jego sługą. Powinien żyć długo, żeby dobrze pracować dla tego Żyda. GOJE RODZĄ SIĘ TYLKO PO TO, ŻEBY NAM SŁUŻYĆ. Inaczej ich obecność nie ma żadnego sensu. Ich jedyną misją jest służba ludowi Izraela”.
Szanowni biskupi, wysoka izbo – mało mi się podobają te słowa. Czy to już czyni ze mnie… antysemitę?
Czy obecny naczelny rabin Izraela, syn tego człowieka, odciął się już od tych skandalicznych słów ojca? Przeprosił za nie? Napisał list do wiernych, i potępił przekaz swojego ojca?
I czy w synagogach również są masowo odczytywane listy nawołujące do szacunku wobec chrześcijaństwa?
Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi…
Żyjemy w strasznych czasach, jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem. Głupota i naiwność podawane są jako szlachetność. Ale to nie powinno stanowić usprawiedliwienia dla porzucania wiary – wręcz przeciwnie. Przecież nawet w czasach Chrystusa żyli ,,uczeni w piśmie”, których Chrystus krytykował i napominał bardzo surowo, Pismo Święte nigdy nie ukrywało słabości duchowych nauczycieli. Nie ma w nim żadnego przesłania, że ,,rabin ma zawsze rację”. Nie ma więc sensu automatycznie zakładać, że biskup zawsze ją ma.
Warto słuchać mądrych księży i biskupów – nie trzeba słuchać każdego z nich, nawet jeśli któryś przemawia w imieniu całego Kościoła. Biskupi to ludzie – istoty niedoskonałe i grzeszne, a nie: nieomylne. Jedynym, któremu wierzący chrześcijanin jest winny bezwarunkowe posłuszeństwo, jest Bóg.
,,Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

=======================
mail:
Jakby nie zareagowali, to i tak zaciągnęli ekskomunikę! Zadziałała tu ekskomunika latae sententiae (z mocy samego prawa):
Na podstawie kan. 1364 § 1 KPK, dopuszczenie się herezji, apostazji lub schizmy skutkuje natychmiastowym zaciągnięciem kary.
W praktyce oznacza to, że biskup wyklucza się ze wspólnoty w chwili publicznego wygłoszenia błędnych nauk, natomiast późniejszy dekret hierarchii jedynie oficjalnie stwierdza zaistniały już stan faktyczny.
Ale w tym przypadku nie będzie żadnego dekretu.
Zgorszyli wielu, ale pewnie liczne osoby też uwiedli…
a

———————————————————————-

———————————-

—————————————————————-

————————————————

——————————————————

—————————————————–

————————————–


——————————

———————————————-

——————————————–

—————————————-

————————————————————-

———————————

—————————————–

PROCES GRZEGORZA BRAUNA. DZIEŃ CZWARTY/
Autor: Jacek Frankowski
| Głos obrońców życia musi dziś wybrzmieć! Przechodzę na stronę Marszu dla Życia i Rodziny w Krakowie! Szanowni Państwo, w ostatnim czasie dotarły do nas niepokojące informacje ze świata. Organy ONZ wprost zażądały od platform internetowych cenzurowania treści pro-life – twierdząc, że poglądy broniące życia nienarodzonych stanowią… „dezinformację”. Tak. Przekonanie, że każde ludzkie życie zasługuje na ochronę, ma być traktowane jak fałszywa wiadomość i usuwane z przestrzeni publicznej. Specjalny Program ONZ ds. Badań nad Reprodukcją Człowieka (HRP), działający przy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), uważa, że poglądy pro-life ograniczają dostęp do tzw. zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych. To nie jest daleka polityka. To realne zagrożenie dla każdego z nas – dla rodziców, którzy chcą mówić dzieciom prawdę o życiu, dla wspólnot, które od lat działają na rzecz rodzin, dla wszystkich, którzy wierzą, że głos sumienia ma prawo wybrzmieć. Głos pro-life jest nazywany niebezpiecznym – właśnie dlatego musimy go podnosić głośniej niż kiedykolwiek!Odpowiedzią na tego rodzaju próby usunięcia treści obrońców życia jest świadectwo. Odpowiedzią jest coroczny Marsz dla Życia i Rodziny. Właśnie dlatego z tym większą determinacją przygotowujemy XII Marsz dla Życia i Rodziny w Krakowie – wstępnie planowany na 21 czerwca br. (data może zostać przesunięta). Każdego roku Marsz gromadzi tysiące ludzi: rodziny z dziećmi, młodzież, seniorów, wspólnoty parafialne, organizacje społeczne i zagranicznych gości. Wspólny, radosny pochód ulicami Krakowa jest dowodem na to, że głos pro-life żyje – i że żadna instytucja na świecie nie jest w stanie go wygasić, dopóki są ludzie gotowi za nim stanąć. W tym roku to świadectwo nabiera szczególnego znaczenia. Kiedy ci, którzy powinni chronić wolność słowa, stają się jej cenzorami – wychodzenie na ulice staje się czymś więcej niż tradycją. Staje się aktem odwagi. Zapraszamy do odwiedzenia strony Marszu: https://akcje.piotrskarga.pl/marsz-dla-zycia-krakow/ Znajdą tam Państwo relacje z poprzednich edycji, aktualności o przygotowaniach oraz możliwość włączenia się w organizację tegorocznego wydarzenia.Czas mija szybciej, niż się wydaje – potrzebujemy Państwa pomocy już teraz!Wiemy, że do czerwca jeszcze kilka miesięcy. Ale organizacja wydarzenia na taką skalę to ogromne przedsięwzięcie, które zaczyna się na długo przed dniem wydarzenia. Już teraz trwają prace nad:zapewnieniem odpowiedniego nagłośnienia i pojazdów technicznych,materiałami informacyjnymi i upominkami dla uczestników,promocją medialną i obecnością w internecie,pełnym zabezpieczeniem logistycznym i organizacyjnym. Nie ukrywamy, każdy z tych elementów wymaga środków – i każde wsparcie, które otrzymamy dziś, pozwala nam działać spokojnie i planować XII edycję święta życia z rozmachem, zamiast „gasić pożary” w ostatniej chwili. Po tygodniu zbiórki udało nam się zebrać niecałe 5 700 złotych. Przed nami jednak jeszcze dużo pracy. Aby to wydarzenie mogło odbyć się hucznie i bezpiecznie, do zebrania mamy jeszcze niecałe 95 000 złotych.Dlatego, jeśli mają Państwo taką chęć i możliwość, serdecznie prosimy o wsparcie organizacji XII Marszu. Kwotę wsparcia wybierają Państwo. Wspieram organizację XII edycji Marszu! Dziękujemy za Państwa życzliwość i wszelkie zaangażowanie w to wydarzenie.Będziemy informować Państwa o postępach przygotowań, haśle tegorocznej edycji oraz ostatecznym terminie wydarzenia. Mamy głęboką nadzieję, że spotkamy się na ulicach Krakowa – i razem damy świadectwo temu, co naprawdę ważne, a tym samym nie pozwolimy na cenzurę wolności słowa za życiem! Pozdrawiamy i do usłyszenia!Marsz dla Życia i Rodziny w Krakowie Zapraszamy na stronę Marszu! |
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 22 marca 2026 michalkiewicz
Po zawetowaniu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o SAFE, obywatel Tusk Donald oskarżył go o „zdradę”, której „historia” mu nie zapomni – a niezależnie od tego, na pana prezydenta runęła lawina gorzkich słów krytyki, których nie szczędzi mu nie tylko środowisko związane bezpośrednio z vaginetem obywatela Tuska Donalda, ale również – mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, a dla których krynicą mądrości etapu jest oczywiście Judenrat „Gazety Wyborczej”, będący – wprawdzie niekonstytucyjnym, ale bardzo wpływowym ośrodkiem władzy w naszym bantustanie – a także wyższe kręgi naszej niezwyciężonej armii, która najwyraźniej już otrząsnęła z siebie odium po stanie wojennym z 1981 roku i szykuje się do nowego zadania – trzymania za twarz mniej wartościowego narodu tubylczego, tym razem nie w ramach PRL-u, a w ramach Generalnego Gubernatorstwa – bo taki mniej więcej status przewidują dla Naszego nieszczęśliwego kraju Niemcy w IV Rzeszy.
Klangor podnoszony przez wspomniane środowiska został uzupełniony deklaracją rzecznika Komisji Europejskiej Tomasza Regniera. Przypomniał on, że plan udzielenia Polsce pożyczki SAFE został przez Komisję Europejską zatwierdzony w iście stachanowskim tempie – chociaż taktownie już powstrzymał się od wychlapania, że najpierw został przez nią zasuflowany vaginetowi w Warszawie – no a teraz – powiada – „musimy go zrealizować”, żeby tam nie wiem co.
Toteż vaginet obywatela Tuska Donalda błyskawicznie podjął uchwałę w postaci tzw. „Planu B”, przewidującego, iż Polska tak czy owak pożyczkę weźmie – również bez ustawowego upoważnienia. Wprawdzie pan prof. Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego ostrzega, iż byłoby to złamanie konstytucji – ale kto by się w vaginecie przejmował takimi drobiazgami, skoro rozkaz przyjęcia pożyczki wyszedł od samej Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która musiała i Donaldu Tusku i Księciu-Małżonku zagrozić, że jeśli będą się wahać („Pan się waha” – jak powiedział pijak do przypadkowo napotkanego w parku wisielca), to ona przypomni, skąd wyrastają im nogi.
Tedy niezależnie od jazgotu w niezależnych mediach głównego nurtu, z których prawie nie wychodzi Wielce Czcigodny Krzysztof Gawkowski, mający w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra od cyfryzacji, a z którym kojarzy mi się fragment „Refleksji z nieudanych rekolekcji paryskich” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego („A w tłumie wciąż te same twarze – oszusta i potępionego”) – w ostatnią niedzielę wyciągnięty przez BND z naftaliny Komitet Obrony Demokracji skrzyknął na protestacyjną demonstrację przez Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie podobno aż 10 tys. osób.
Ciekawe ilu uczestników tej demonstracji jest konfidentami, jak nie starych kiejkutów, to bezpośrednio – niemieckiej BND, ilu emerytowanymi i czynnymi bezpieczniakami, którzy dostali służbowe polecenia, a ilu – durniami, którzy myślą, że to wszystko naprawdę?. Nie jest też jasne, kto personalnie w imieniu KOD firmował tę demonstrację – bo media nie wspomniały, by pojawił się tam pan Mateusz Kijowski – w swoim czasie idol tubylczej demokracji, ale w międzyczasie trochę zaśmierdziały.
Okazało się poza tym, że Judenrat „Gazety Wyborczej”, jak to się mówi – „dotarł” – do informacji, że ta cała pożyczka SAFE, to tylko taki początek, rodzaj fundamentu, na bazie którego nasz nieszczęśliwy kraj w ciągu najbliższych 10 lat będzie musiał dodatkowo pożyczyć na udelektowanie naszej niezwyciężonej armii jeszcze co najmniej 800 miliardów złotych. Razem ze 180 miliardami, przewidzianymi w ramach SAFE byłby to już okrągły bilion, czyli tysiąc miliardów. Nieomylny to znak, że pomysłodawcy tej operacji musieli uznać, iż Generalna Gubernia, przynajmniej pod pewnym względem, powinna przypominać Prusy.
W XVIII wieku mawiano bowiem, że wszystkie państwa mają armie, a tylko Prusy są wyjątkiem – bo tam armia ma państwo. Ponieważ nasz nieszczęśliwy kraj wprawdzie coraz bardziej upodabnia się do Rzeczypospolitej sprzed III rozbioru, ale Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie zamierza tylko na tym poprzestać i robi wszystko, by Generalna Gubernia przynajmniej pod tym względem dostąpiła germanizacji, to znaczy – upodobniła się do Prus. Naszej niezwyciężonej armii tylko w to graj – bo wiadomo, że najważniejszą rzeczą jest dosłużyć do emerytury, na której dopiero zaczyna się prawdziwe życie – a komu się służy, to rzecz wtórna, bo tak czy owak komuś służyć trzeba.
Uskrzydlony tak szerokim poparciem zarówno płomiennych obrońców demokracji, jak i mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, Judenratu i wierchuszki naszej niezwyciężonej, obywatel Tusk eskalował swoje zarzuty. Stwierdził mianowicie, że cała awantura z wetem pana prezydenta Nawrockiego jest wstępem do „polexitu”, w związku z czym, on „zrobi wszystko” żeby do tego nie dopuścić. Z obfitości serca usta mówią, więc w końcu dowiedzieliśmy się, o co chodzi naprawdę. Bo naprawdę chodzi o to, by Polska przepoczwarzyła się w Generalną Gubernię i to na wieki, a przynajmniej – aż do końca istnienia IV Rzeszy. Zadłużanie państwa, jak nie pod takim, to pod owakim pozorem, jest znakomitą metodą osiągnięcia tego celu.
Przykładem niemieckich wysiłków do podporządkowania sobie Europy Środkowej, jest nie tylko Polska – ale ostatnio – również Węgry. W pierwszej połowie kwietnia mają odbyć się tam wybory, które – wszystko na to wskazuje – przybiorą postać plebiscytu między premierem Wiktorem Orbanem, a jego konkurentem Piotrem Magyarem, ongiś współpracownikiem Orbana, ale teraz – prawdopodobnie obarczonym przez Niemcy zadaniem przejęcia steru państwa węgierskiego, by również z Węgier uczynić Generalne Gubernatorstwo w ramach IV Rzeszy. Tedy w ostatnią niedzielę (”ta ostatnia niedziela…”) odbył się w Budapeszcie pojedynek na demonstracje. Wiktor Orban twierdzi, że demonstracja jego zwolenników była liczniejsza, podczas gdy Piotr Magyar twierdzi, że było odwrotnie. Widać, że – podobnie jak to się dzieje z naszym nieszczęśliwym krajem – z jednej strony duszą Niemcy, a z drugiej – Ukraina, której prezydent niedawno pogroził Wiktorowi Orbanowi, że poda jego adres ukraińskim rezunom.
Tymczasem obywatel Żurek Waldemar postawił prezydentowi Nawrockiemu „ultimatum”, że jeśli nie odbierze ślubowania od wybranych niedawno przez Sejm sześciu kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to on zastosuje „Plan B”. Ponieważ do zrealizowania pogróżek postawienia prezydenta Nawrockiego przed Trybunałem Stanu, obywatelu Tusku Donaldu brakuje co najmniej 30 głosów członków Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu razem wziętych, to obywatel Żurek Waldemar najwyraźniej zamierza powtórzyć metodę „na rympał”, której użył w przypadku Prokuratury Krajowej.
Jak pamiętamy, grupa „silnych ludzi” wprowadziła faworytów obywatela Żurka Waldemara do gmachu Prokuratury Krajowej, skąd pozostałych prokuratorów wyrzuciła. W rezultacie podczas kolejnej odsłony procesu Grzegorza Brauna, prokurator zażądał wyłączenia jawności rozprawy pod kuriozalnym pretekstem, że jest ona „relacjonowana”. Jest to kolejny dowód, że walka o praworządność, która zatacza coraz szersze kręgi, siłą rzeczy wkroczyła już w rejony psychiatryczne – ale stachanowskie tempo, w jakim ten proces się odbywa pokazuje, iż obywatel Żurek dostał zadanie, by scenę polityczną naszego bantustanu przed nadchodzącymi w przyszłym roku wyborami uporządkować – oczywiście na swoim odcinku.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 22 |
Niedawne randomizowane badanie przeprowadzone przez badaczy z Nigerii wykazało, że tylko 3% uczestników uzyskało wyniki powyżej zachodniej średniej 100. Mediana IQ wszystkich uczestników wynosiła 69. Ponad 50% osób testowanych uzyskało wynik poniżej 70 punktów.
Na drugim końcu spektrum “uzdolnione” IQ wynosi 130 lub więcej; Tylko 2% całej populacji ludzkiej należy do tej kategorii. To prawie 30 punktów procentowych powyżej najwyższych wyników w nigeryjskim badaniu.
IQ mierzy zdolności poznawcze, a niekoniecznie wszystkie formy inteligencji. Mimo to jest to być może najlepszy sposób, jaki mamy, by dokładnie przewidzieć szybkość myślenia, rozpoznawanie wzorców i ogólny sukces w szkolnictwie wyższym (przede wszystkim w dziedzinach STEM). IQ zmienia się bardzo niewiele z czasem i wiekiem, a postęp w nauce rzadko prowadzi do wzrostu (w najlepszym przypadku może 5-10 punktów).
Jak wspomniano, niższe IQ zwykle wiąże się z wyższym ryzykiem przestępczości i impulsywnej przemocy. To nie jest czynnik, który można po prostu zignorować dla liberalnej cnoty. Zbyt niebezpieczne, by z tego szydzić.
To nie znaczy, że wszyscy ludzie o niskim IQ są niebezpiecznymi przestępcami lub że nie potrafią funkcjonować w społeczeństwie. Wielu z pewnością potrafi. Problemem są średnie wartości i ryzyko. Czy warto ryzykować masową imigrację ze znanych krajów o niskim IQ w krajach trzeciego świata, biorąc pod uwagę rosnące ryzyko przestępczości?
Logiczna odpowiedź brzmi: nie, oczywiście, że nie. Nie ma absolutnie nic do zyskania.
Idealnie byłoby, gdyby kraje zachodnie szukały najlepszych z każdego potencjalnego źródła imigracji. Można to mierzyć na wiele sposobów, a lojalność i chęć integracji są na szczycie listy. Mimo to warto też brać pod uwagę IQ. Nie ma praktycznego usprawiedliwienia, by to odrzucić, są tylko ideologiczne wymówki.
pch24.pl/mocny-komentarz-do-listu-kep

(Oprac. PCh24.pl)
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, prof. Jacek Bartyzel oraz filozof dr Paweł Milcarek skrytykowali treść listu Episkopatu dotyczącego Żydów. Wskazują, że jest to „list nieszczęśliwy”, który zawiera „jawną i oczywistą herezję”.
Krzysztof Bosak zwrócił uwagę, że pisanie listu w 40. rocznicę odwiedzenia synagogi przez papieża nie jest istotnym wydarzeniem. Wyraził zdziwienie, że trzeba ten dzień dziś upamiętniać. Zwrócił uwagę, że ten gest sprzed 40 lat niczego nam nie przyniósł. Bosak dodał, że biskupi milczą na temat wojny izraelsko-amerykańsko-irańskiej co jest „znamienne i odmienne od episkopatów innych krajów”.
W liście Episkopatu Polski przywołano również pojęcie antysemityzmu, które zostało określone jako „deficyt miłości”.
„Dyskutowanie o antysemityzmie, judaizmie czy „religii żydowskiej” bez zdefiniowania pojęć jest nonsensem. Jest tworzeniem bełkotu — zdań bez treści. Jest wiele wzajemnie wykluczających się odmian judaizmu i wiele wzajemnie wykluczających się definicji i praktyk klasyfikowania antysemityzmu. Jak można udawać nauczanie niczego w istocie nie ucząc? Wyczuwam brak przywiązania do logiki klasycznej i precyzyjnego formułowania myśli, czyli smrodek toksycznego intelektualnie postmodernizmu” – wskazał Krzysztof Bosak.
„Resztki nadziei zniknęły”
Bardzo mocno na list polskich biskupów zareagował prof. Jacek Bartyzel. Znany filozof idzie daleko w krytyce listu Episkopatu mówiąc, że „resztki nadziei zniknęły”. Wskazuje, że dokument zawiera „jawną i oczywistą herezję, iż istnieje kategoria osób – a mianowicie wyznających judaizm Żydów – które mogą uzyskać zbawienie bez przyjęcia Chrystusa, uznania Go za Mesjasza i Zbawiciela, będącego jedyną Drogą do Boga, i jeszcze przewrotnego uzasadnienia tej herezji „tajemnicą Bożą”.
Prof. Jacek Bartyzel w swoim wpisie zwraca uwagę na pojęcie antysemityzmu, które przez biskupów miałoby być określane „deficytem miłości”. To sformułowanie uznaje za „pospolite brednie”, które „się same kompromitują w kontekście politycznym izraelskich zbrodni wojennych”.
„Nadto jeszcze w tekście pada oskarżenie Kościoła nauczającego, że przez 1500 lat głosił jakoby błędną naukę na temat żydów – co jeśli byłoby prawdą, oznaczałoby, że Kościół nie jest nieomylny w swoim dogmatycznym nauczaniu, a więc stanowi to właściwie kolejną herezję” – wskazuje filozof.
Na koniec podkreślił, że nie zamierza skorzystać z sugestii i zaproszenia biskupów do odwiedzenia synagogi. „W takim razie to my, zwykli laici, którzy zachowali sensus catholicus, musimy powiedzieć: non possumus! Nie możemy słuchać waszej kacerskiej mowy, nie będziemy podążać za nią. Nie będziemy odwiedzać synagog, bo synagoga, która odrzuciła Chrystusa jest Synagogą Szatana” – skwitował.
„List nieszczęśliwy”
List Episkopatu w 40. rocznicę odwiedzin synagogi przez Jana Pawła II skomentował i skrytykował również dr Paweł Milcarek. Stwierdził, że to „list nieszczęśliwy”, zawierający gorszące fragmenty.
„List tworzący swoją konstrukcję na jednostronnych wyrażeniach wyjętych z przemówienia papieskiego w synagodze. Najbardziej niepotrzebny i gorszący jest w nim wrzucony na końcu tego listu fragmencik z dość drugorzędnego opracowania jednej z watykańskich komisji – w swoim najprostszym sensie sprzeczny z deklaracją Dominus Iesus i z Lumen gentium. Wstyd, że biskupi zechcieli sygnować dokument tak w sumie mylący i, biorąc pod uwagę spodziewany odbiór, oszukańczy – zapewne dlatego, że nikt z nich nie był rzeczą na tyle zainteresowany, żeby zobaczyć, że nie jest to po prostu słuszne ostrzeżenie przed antysemityzmem, lecz zachęta do zlekceważenia Ewangelii” – wskazał filozof.
Dr Paweł Milcarek w swoim komentarzu zwrócił uwagę na brak zainteresowania prawdą, a jedynie tym, „jak nas zobaczą”.
„Mści się jedna z podstawowych wad naszego czasu: brak zainteresowania prawdą, a zainteresowanie tylko tym „jak nas zobaczą” oraz reaktywność czysto polityczna. Sądzę bowiem, że biskupi puścili ten list, zredagowany przez jakiegoś eksperta oburzonego niedawną dyskusją na temat wybrania Żydów – ponieważ zostali zmotywowani rzeczywistym wzrostem nastrojów antyżydowskich. Chcąc jakoś się odnieść do tych nastrojów, zgodzili się na zły list. Jakby byli teologicznymi analfabetami” – ocenił dr Milcarek.
Źródło: Facebook, X.com WMa
==============================

Zmasowana krytyka filosemickiego listu Konferencji Episkopatu Polski. Komentatorzy wskazują na poważny błąd w przedstawionym przez polskich biskupów rozumowaniu.
KEP wykorzystał do publikacji filosemickiego i wprowadzającego chaos listu wizytę Jana Pawła II w II w rzymskiej Synagodze Większej. Rocznica wizyty przypada 13 kwietnia.
List nie porusza w ogóle kwestii żydowskiego ludobójstwa na Palestyńczykach w Strefie Gazy, agresywnej i ekspansjonistycznej polityki państwa czy też skrajnie antychrześcijańskiej tresury swoich obywateli przez rząd w Tel Awiwie. Zamiast tego przekonuje, że niezdefiniowany precyzyjnie „antysemityzm” ma być grzechem.
Polscy biskupi ponadto zakrzywiają doktrynę Kościoła i to nawet w kwestiach posoborowych. Jak twierdzą biskupi, rzekomo Żydzi mają być dalej „narodem wybranym”, wbrew stwierdzeniu przez Kościół, że to właśnie rzymski katolicyzm i jego wierni są „Nowym Izraelem”.
Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej:
nczas/polscy-biskupi-zwariowali-czy-przyjeli-judaizm-juedeofilski-list-zaprzeczajacy-nauce-kosciola
Do listu KEP odniósł się krótko lider KKP Grzegorz Braun. Wytknął tchórzliwym biskupom polskim kolejny błąd w ich skandalicznym rozumowaniu.
„Kluczową NIEPRAWDĄ, która służy inicjatorom zwodzicielskiego i siejącego zamęt listu KEP za punkt wyjścia do ich manipulacji historią i soteriologią, jest z gruntu fałszywe utożsamienie judaizmu Talmudu z judaizmem Najświętszej Rodziny – a otóż taka tożsamość nie zachodzi i chwała Bogu nigdy nie zachodziła, cokolwiek by na ten temat zechciał wmawiać sobie i innym JE Ryś w owczej skórze” – napisał na X Grzegorz Braun.
Także prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski skrytykował zachowanie biskupów.
„Połajanie, składające się z niezwykle starannie wyłuskanych cytatów, publikowane w najgorszym momencie. Zaś ostatni akapit to instrumentalizacja inwokacji NMP. Przykre. Osobiście smutne” – ocenił.
Z kolei Marek Skalski z „Najwyższego Czasu!” krótko stwierdził, że „księża nie powinni odczytywać treści tego listu”, niezależnie od tego, jakie konsekwencji by im groziły.
„Panowie z @EpiskopatNews zabrali głos w trwającej od dekad rzezi ludności Bliskiego Wschodu. Wyczuwam ogromna wieź z wyznawcami Jezusa” – skomentował ironicznie Rafał Otoka-Frąckiewicz.
Krystian Kratiuk z pch24.pl opublikował na X krótki artykuł, w którym stwierdził, że „biskupi nie dość, że postanowili wysłać nas do synagog, to w dodatku powtarzają zdumiewające słowa o tym, że wyznawcy judaizmu idą drogą zbawienia bez Chrystusa”.
„I że jest to możliwe w jakiś 'tajemniczy’ sposób. List ukazał się właśnie na stronie KEP. Kończy się następującym akapitem: <<Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, 'wzrastał w wierności Jego przymierzu’ i mógł 'osiągnąć pełnię odkupienia’. Bo 'nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą>>. List nie jest podpisany przez jednego, konkretnego biskupa, ale przez cały episkopat. To szczególnie dojmujące. Doprawdy nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?” – podkreślił.
Następnie napisał o „smutku wynikającym z tego, że nikt z następców apostołów w Polsce nie zaprotestował”.
„Głębokiego smutku, z którym trudno sobie poradzić, wynikającego – proszę wybaczyć, ale takie jest moje przeświadczenie – z ciosu w serce Chrystusa, ciosu w serce Tego, który powiedział o sobie, że nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przez Niego, który JEST Drogą, Prawdą i Życiem. Biskupi piszą o deficycie miłości – owszem, zauważam tu olbrzymi deficyt miłości tak do Chrystusa jak i do wyznawców judaizmu. Oto wyklucza się z Serca Jezusowego naród, do którego On przyszedł” – czytamy dalej.
„Najlepsze jest to, że niezgadzających się z teologicznymi wnioskami wynikającymi z tego listu, zrazu łatwo będzie wrzucić do worka antysemitów – tak ten list jest przecież skonstruowany. W dodatku zostaje on opublikowany w wyjątkowym czasie – i nie myślę nawet o Wielkim Poście, ale o skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, gorąco komentowanej także w Polsce. Wiemy, że istnieją poważne i głębokie podziały wśród samych Żydów — od zwolenników syjonizmu po jego zdecydowanych krytyków, zarówno wśród intelektualistów, jak i części ortodoksyjnych Żydów, co sprawia, że osobom spoza tej wspólnoty trudno właściwie uchwycić złożoność problemu. Brak świadomości tych różnic wśród wielu Polaków prowadzi do uproszczeń, w których wszyscy Żydzi są traktowani jako jednolita grupa utożsamiana z biblijnym Izraelem, co stanowi istotne zafałszowanie rzeczywistości. Nie uwzględnia się przy tym wyraźnych rozróżnień między Żydami epoki Starego Przymierza, współczesnymi nurtami judaizmu oraz państwem Izrael jako konkretnym podmiotem politycznym, co w konsekwencji może potęgować nieporozumienia i kontrowersje” – stwierdził Kratiuk.
„W tej sytuacji uważam, że list KEP — mimo prawdopodobnie dobrych intencji, które ciężko mi jednak zrozumieć — może w praktyce przynieść zupełnie odwrotny od zamierzonego skutek w stosunku Polaków do przedstawicieli tamtego narodu. Strasznie to wszystko smutne” – ocenił.
===========================
mail:
Do diaska z takim epidiaskopem
=========================================

22/03/2026 zmianynaziemi/claude-od-anthropic-wybiera-cele-w-systemie-palantir-ai-decyduje-gdzie-spadaja
Wojna z Iranem weszła w fazę, której historia jeszcze nie widziała. Podczas gdy tradycyjne media skupiają się na eksplozjach nad Tehranem, prawdziwa rewolucja dzieje się w cyfrowych centrach dowodzenia. Sztuczna inteligencja nie wspiera już tylko żołnierzy – sama decyduje o tym, co zniszczyć.
System Maven Smart System, stworzony przez Palantir Technologies we współpracy z firmą Anthropic i jej modelem Claude, stał się centralnym narzędziem amerykańskich sił zbrojnych. W ciągu pierwszych 24 godzin operacji o kryptonimie Epic Fury zniszczono około 1000 celów. W pierwszych tygodniach kampanii liczba ta przekroczyła 5500.
Jedna niewielka jednostka, licząca zaledwie 20 osób, wykonuje pracę, którą dawniej musiałoby wykonywać 2000 analityków.
Maven łączy dane z 179 różnych źródeł – satelitów, dronów, radarów, sensorów, raportów wywiadowczych, lokalizacji telefonów komórkowych, ruchu internetowego i wiadomości tekstowych. Algorytm automatycznie identyfikuje pojazdy wojskowe, budynki, składy broni i liderów, tworząc listę priorytetów uderzeń. Człowiek nadal podpisuje się pod decyzją, ale cała analiza – ta wymagająca tysięcy godzin pracy – dzieje się w sekundy.
Craig Jones, ekspert ds. współczesnej wojny, nie ma wątpliwości: taki system redukuje ogromną ilość pracy ludzkiej do kilku sekund. Automatyzacja decyzji o celach otwiera jednak całą gamę problemów prawnych, etycznych i politycznych.
Kontrowersje budzi przypadek szkoły dla dziewcząt w południowym Iranie. W ataku zginęło ponad 170 osób, głównie dzieci. Obiekt był oznaczony w systemie jako kompleks wojskowy. Sztuczna inteligencja nie rozpoznała cywilnego charakteru budynku – rankiem dziewczynki właśnie do niego wchodziły. Pentagon prowadzi w tej sprawie dochodzenie.
Eksperci zwracają uwagę na zjawisko automatycznego uprzedzenia. Pod presją czasu ludzie mają tendencję do bezrefleksyjnego akceptowania sugestii algorytmów. Tymczasem dokładność modeli generatywnych bywa niepokojąco niska – w niektórych testach sięga zaledwie 25-30 procent. Błędy wynikają z ogromnych zbiorów danych, które łatwo mogą zostać zmanipulowane lub skażone dezinformacją.
Relacje między Departamentem Obrony a firmą Anthropic są napięte. Pentagon określił Anthropic mianem „ryzyka łańcucha dostaw”, co sugeruje dążenie do uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców technologii. Same przedsiębiorstwa technologiczne również dystansują się od bezpośredniego udziału w operacjach. Mimo to ich algorytmy działają na pierwszej linii.
Konflikty zbrojne w Gazie i Libanie pokazały, że podobne systemy nie są wynalazkiem amerykańskim. Izrael używał programów Habsora czy Lavender, które zwiększały liczbę celów z kilku do dziesiątek dziennie. To, co testowano na Bliskim Wschodzie, staje się wzorcem dla przyszłych operacji – również wobec Chin czy Rosji.
Organizacje międzynarodowe biją na alarm. ONZ ostrzega przed stronniczością algorytmów, brakiem odpowiedzialności i ryzykiem eskalacji. Sztuczna inteligencja nie zna moralnych hamulców – nie waha się, nie rozważa proporcjonalności szkód cywilnych. Badania symulacyjne pokazują, że modele AI w scenariuszach kryzysów nuklearnych eskalują konflikty w 95 procent przypadków.
Krytycy mówią o fabryce masowych zabójstw, gdzie odpowiedzialność się rozmywa. Czy błąd leży po stronie algorytmu, danych czy dowódcy? Palantir zapewnia, że oprogramowanie nigdy nie podejmuje śmiertelnych decyzji samodzielnie – człowiek zawsze pozostaje w pętli. W praktyce jednak łańcuch decyzyjny kurczy się tak bardzo, że nadzór staje się iluzoryczny.
Strategicznie Maven daje Amerykanom przewagę: szybsze reagowanie, dominacja informacyjna, mniejsze ryzyko dla własnego personelu. Eksperci nazywają to trzecią rewolucją offsetową po broni nuklearnej i technologii stealth. Ale cena może być wysoka – normalizacja wojny algorytmicznej, w której maszyny wybierają cele, a ludzie stają się jedynie formalnym punktem zatwierdzenia.
Wojna algorytmów nie ogranicza się do jednego gracza. Kraje autorytarne [?? md] ównież rozwijają podobne systemy, co grozi globalnym wyścigiem zbrojeń napędzanym sztuczną inteligencją. Firmy takie jak Palantir zarabiają na kontraktach warte ponad miliard dolarów, podczas gdy społeczeństwa tracą kontrolę nad decyzjami o wojnie.
Przekroczyliśmy granicę, za którą algorytm na dużą skalę buduje listę celów w aktywnym konflikcie zbrojnym. Pytanie nie brzmi już, czy maszyny będą uczestniczyć w wyborze celów, ale czy uda nam się utrzymać człowieka jako prawdziwe sumienie każdej operacji – nie jako pieczątkę, lecz jako ostatnią barierę przed masową destrukcją.
===================================
Źródła:
https://www.bloomberg.com/news/features/2026-03-12/iran-w…
https://www.the-independent.com/news/world/americas/proje…

—————————

——————————————————————

———————————————-

———————————-

———————————————-

————————————-

———————————————–

———————————————-

„Resztki nadziei zniknęły, skandaliczny list Episkopatu został oficjalnie zamieszczony na stronie KEP” – napisał prof. Jacek Bartyzel. Filozof zdecydowanie skrytykował inicjatywę polskich biskupów, którzy zachęcają w nim m.in. do odwiedzenia synagogi. Prof. Bartyzel radykalnie jednak odrzuca tę możliwość.
Z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w synagodze, Episkopat Polski przygotował list do odczytania w niedzielę 22 marca. Jego treść wywołała konsternację i krytykę wielu intelektualistów, pracowników akademickich czy katolickich publicystów. Bardzo mocnych słów w swoim komentarzu użył prof. Jacek Bartyzel z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Znany filozof idzie daleko w krytyce listu Episkopatu mówiąc, że „resztki nadziei zniknęły”. Wskazuje, że dokument zawiera „jawną i oczywistą herezję, iż istnieje kategoria osób – a mianowicie wyznających judaizm żydów – które mogą uzyskać zbawienie bez przyjęcia Chrystusa, uznania Go za Mesjasza i Zbawiciela, będącego jedyną Drogą do Boga, i jeszcze przewrotnego uzasadnienia tej herezji „tajemnicą Bożą”.
Prof. Jacek Bartyzel w swoim wpisie zwraca uwagę na pojęcie antysemityzmu, które przez biskupów miałoby być określane „deficytem miłości”. To sformułowanie uznaje za „pospolite brednie”, które „się same kompromitują w kontekście politycznym izraelskich zbrodni wojennych”.
„Nadto jeszcze w tekście pada oskarżenie Kościoła nauczającego, że przez 1500 lat głosił jakoby błędną naukę na temat żydów – co jeśli byłoby prawdą, oznaczałoby, że Kościół nie jest nieomylny w swoim dogmatycznym nauczaniu, a więc stanowi to właściwie kolejną herezję” – wskazuje filozof.
„Grozę tego listu wzmaga ból, że zabrakło, jak widać, w KEP, choćby jednego prawowiernego biskupa, który uderzył w stół i powiedział: dosyć, nie wolno nam zdradzić Chrystusa! Domyślamy się oczywiście kto był inspiratorem i autorem tego haniebnego dokumentu, sprzecznego nawet z powoływanymi deklaracjami SV2. Ale żeby nie znalazł się choćby jeden odważny, kiedy nie grozi przecież za to nawet żadne męczeństwo!” – zdecydowanie skomentował prof. Jacek Bartyzel.
Na koniec podkreślił, że nie zamierza skorzystać z sugestii i zaproszenia biskupów do odwiedzenia synagogi. „W takim razie to my, zwykli laici, którzy zachowali sensus catholicus, musimy powiedzieć: non possumus! Nie możemy słuchać waszej kacerskiej mowy, nie będziemy podążać za nią. Nie będziemy odwiedzać synagog, bo synagoga, która odrzuciła Chrystusa jest Synagogą Szatana” – skwitował.
Źródło: Facebook
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/czy-jest-jakies-wyjscie-na-nowa-polske

22 marca, wpis nr 1400
Dziś małe święto: tysiąc czterysta wpisów do tej pory. A miałem pisać pamiętniczek z dwóch tygodni kwarantanny…
Zeszło się, c’nie?
Mamy różny poziom dyskusji o polityce w Polsce. Króluje bieżączka, codzienna nawalanka plemiennych wzmożeń na poziomie newsów dnia i dziennych przekazów. Pojawiają się dłuższe wątki, ale te są ciągnione wyłącznie w celach eskalowania podziału Polaków na dwa szczekające na siebie stada. Wszystko temu służy, byśmy się kłócili, gdyż walcząc ze sobą na dole nie spoglądamy wzwyż, nie widzimy, że to wszystko idzie z góry: do nas na dół dzielący syf podszczuwania, do nich na górę – nasza bezradność owinięta w podatki. Ale to nasz chleb codzienny, czerstwy i coraz bardziej gorzki.
Drugi poziom to komentariat bardziej zaawansowany – to w nim pojawiają się wątki mechanizmów partyjnych, politycznego grzebania w prawie, unijnych wrzutek regulacyjnych. Tu króluje odczytywanie niepisanych, acz wdrażanych planów. Codziennie liczy się głosy, rozpatruje frakcje, znów przelicza się głosy. Takie taktyczne przesuwanie figurek po szachownicy demokracji przedstawicielskiej. Ważny motyw w tym wymiarze pojawia się po prawej stronie tej niepowszechnej medialnej debaty. Lewa dzisiaj, jak to mówi Bartosiak, poleruje berło rządzących i oprócz tropienia pisizmu nie masz tam żadnej myśli państwowej.
Błędy genetyczne
Wartościowa część tego prawicowego wątku odkrywa kolejną warstwę III RP, jej zaklęte w ustroju błędy genetyczne, które my widzimy coraz częściej w formie politycznych patologii, nie do końca identyfikując ich źródeł. A więc roztrząsa się zaklęte w naszej konstytucji wady i błędy, w końcu stare i podrdzewiałe trybiki, które kiedyś pracowały, choćby i na korzyść wyłącznie elitarnej warstwy kliki. Teraz, kiedy czasy się mocno zmieniły, zacinają się, trzęsą, łamią. Maszyna polskiego ustroju przeżywa konwulsje, zaś lud suwerenny widzi tylko przemalowane co kadencję obudowy, zaś wstrząsy tłumaczy mu się tym, że owszem – konstrukcja jest zacna – tylko poprzednicy ją popsuli. No, jest jeszcze Putin, winny za wszystko.

Mówię tu o pewnym publicznym trendzie do naprawy Rzeczpospolitej. Ma on dwa przejawy, ale jedną fatalną dominantę. Ten zbiór wspólny polega na tym, że właściwie cała III RP wciąż zajmuje się głównie… poprawianiem samej siebie. To tak jakby sam ustrój wiedział, że jest źródłem własnych kłopotów. Przecież cała ta biegunka legislacyjna – pomijając wsad dostosowawczy naszego prawa do unijnych dyrektyw – to są poprawki do istniejących ustaw. W sumie każda zmieniająca się ekipa zaczyna grzebać w ustawach od nowa, zamiast realizować jednolitą politykę wzrostu. Ta zmienność podejścia to nawet nie inne poglądy społeczno-gospodarcze kolejnych ekip, to by było jeszcze nieźle. Gros ustaw to zamiana, zawrócenie redystrybucyjnych strumieni środków publicznych w te strony społeczne, które akurat dana ekipa polityczna uzna za korzystne dla siebie pod względem wyborczym. Nie ma to nic wspólnego z dobrem państwa, tylko chodzi o to, by – właśnie jego kosztem, a właściwie kosztem jego rozwoju – kontynuować pobywanie w promieniach władzy, w tym wypadku dla samej władzy. O wątku agenturalnym, czyli czynieniu prawa i polityki dla realizacji cudzych interesów nie wspomnę, gdyż to sprawa oczywista.
Poprawianie III RP w permanencji
Ale nie po to zacząłem ten tekst, by głosić tu takie komunały. Mamy wysyp prób, widać, że często pozornych, naprawy kraju, ale służą one jednak taktycznym celom politycznym, są więc zasłoną dymną, która ma przysłonić nicnierobienie. III RP jest powoli jak socjalizm – walczy dzielnie z problemami, które sama tworzy poprzez system, na którym się opiera. I mamy do czynienia z pierwszym przejawem troski o Polskę: chodzi o kolejne – co kadencja – próby deregulacji. Praktycznie każda ekipa to obiecuje (oczywiście przed wyborami), zwłaszcza kieruje ten postulat wobec dyżurnych przedsiębiorców, których zaraz po wyborach w tej kwestii… zdradza. A to Palikoty stają na pryzmie papierów z regulacjami, a to powołuje się kolejne komisje do tropienia przerostów administracji, które same wkrótce stają się… jej przejawem. Kolejne podejścia w tym względzie, szczególnie dla przedsiębiorców, stają się już taką udręką, że niektórzy wolą, żeby nic nie deregulować, bo z tego tylko kłopoty.

Dyżurnym przykładem takich prób daremnych, a właściwie kontrproduktywnych, był Polski Ład, który miał wprowadzić porządek, stał się zaś gwoździem do trumny przedsiębiorców, a zwłaszcza PiS-u, który wydał to cudo na świat. Przedsiębiorcy znaleźli się w sytuacji jak ze słynnej bajki, kiedy „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Tak bardzo się wszyscy starali im pomóc, że wyszło z tego nieszczęście. Ale to był przykład politycznego podejścia do samozreformowania w końcu własnych regulacji, co prawda dziedziczonych z pokolenia na pokolenie polskiej plemiennej sztafety, ale będącej produktem markowym III RP.
Przypadek prezesa Brzoski
Ale mamy też różne próby niepolitycznego podejścia do tematu poprawienia Polski poprzez deregulacje – są to liczne inicjatywy, czy to samych przedsiębiorców, jakichś organizacji, nawet stowarzyszeń pracodawców, ale te są bardziej reaktywne i najczęściej ograniczają się do krytyki jakiejś jednej wyizolowanej regulacji. Nie mają więc nic wspólnego z systemem, zaś ich łatanie na łacie utrwala tylko system polskiej dziurawej kapoty. Ostatnio mieliśmy do czynienia z dużą próbą deregulacyjną, którą zapoczątkowała przygoda biznesmena Brzoski (ten od InPostowych paczkomatów) z premierem Tuskiem. Wyszedł z tego niezły projekt, dużo fajnych pomysłów, zgrabnie zebranych i skonsultowanych. I co? I nic.
Większość tu zacznie utyskiwać, że to była podpucha ze strony Tuska, który miał wrobić biznes w propozycje deregulacyjne. Zamiast sam się zająć tymi sprawami, to pod publiczkę powiedział – marudzicie, marudzicie, to wreszcie coś sami zaproponujcie. I stało się – Tusk dostał niezłą pakę pomysłów i… nic z tym nie zrobił. (Może to był ruch przekuty przez Brzoskę na zdobycie sztandaru przewodnictwa polskiemu biznesowi i założenie – również z przygotowaną w tym trybie paczką postulatów przedsiębiorców – ruchu politycznego, który wystartuje w tych wyborach). A więc po zwyczajowej klapie pomysłów na deregulacje odbitych przez rządzących wszyscy się rzucili na gęganie – no tak, jak zwykle nie dało się. Ale nie tu jest pogrzebany pies polskiego przekleństwa niemożności.

Głównym problemem jest „łatkowatość” podejścia. W ustawie o czymś tam, w paragrafie 3, ustęp 2 wystarczy dodać „i wynosi 16%”, w innym rozporządzeniu wykreślić słowo „podstawę liczy się od średniej krajowej” i będzie dobrze. Poważnie? Będzie dobrze od takiego łatania? Nie może być! Takie łatanie oddala nas od myślenia o tym czy w ogóle ten prawie już 40-letni płaszcz Najjaśniejszej w ogóle został dobrze skrojony od początku, a już w szczególności czy nie sparciał do tej pory, po takim czasie, czy przypadkiem nie pasuje już do polskiej geopolitycznej pogody? Nie – my będziemy łatać na łacie, podszywać stary rękaw nową podszewką. A że wieje przez ten płaszcz coraz bardziej, to napychamy szpary zwitkami pożyczonych pieniędzy i gazetami narracji. Tak dalej to nie pojedzie.
Analizy ale czy remedia?
Drugim aspektem troski o naprawę Polski jest coraz częściej szukanie właśnie dobrego kroju dla Polski na nowe czasy. Coraz częściej mówi się o systemie, ustroju i – też coraz częściej – o jego zmianie w sposób generalny, czyli zahacza się o kwestię konstytucji. I jest to racja z kilku powodów: po pierwsze jeśli traktować konstytucję jako instrukcję obsługi, a właściwie rozwoju potencjału naszego kraju i zamieszkujących go rodaków, to za mało o tym mówimy. Owszem – jako się rzekło w rozwiniętym, a więc nieczęstym komentariacie, wskazuje się na nasze życiowe konsekwencje błędów ustrojowych zawartych w konstytucji, ale jest to tylko (konieczny) początek, analiza przed remediami, których nam wciąż brakuje.

Po drugie Polacy nie potrafią rozmawiać o konstytucji. Owszem potrafią nią wymachiwać z taktycznych inspiracji rządzących. Taktycznych, gdyż na przykład w przypadku kiedy Tuski były w opozycji, to czytali ją dzieciom do snu i biedakom uwięzionym w tramwajach, zaś jak się towarzystwo dorwało do władzy, to niedawna bohaterka ich odniesień ustrojowych stała się momentalnie lekturą przeszkadzającą, którą poddano interpretacji „tak jak ją rozumiemy”. Jeżeli są jakieś głosy jak i gdzie jest niedobra ta nasza ustawa zasadnicza, tak w ogóle nie ma dyskusji na temat jak miałaby być ona lepsza i w których obszarach.
Polacy też nie rozmawiają o konstytucji z jednego naczelnego powodu – nasza ustawa ustaw pasuje bowiem całemu systemowi politycznemu, gdyż to dzięki jej regulacjom ten system jest taki jaki jest i może być tak słaby jakościowo i ludzko, a jednocześnie dochodzić do władzy i utrzymywać się przy niej. Dlatego konstytucja RP należy nie tyle do jednego z elementów POPiS-u, ale jest jego fundamentem. To jej zawdzięczają swoje przewagi dwa plemiona, to ona wytycza to zagrodzone pole, na którym odbywa się już tylko walka które z dwóch plemion wygra. Dlatego POPiS, ale i praktycznie cała klasa polityczna będzie tej konstytucji bronić jak kiedyś Jaruzel socjalizmu, czyli jak niepodległości.
Duda referendalny
Było parę nieśmiałych podejść do konstytucji, ale należy wskazać, że o skromnym wymiarze takich prób świadczy to, że najpoważniejszą była inicjatywa konstytucyjna prezydenta Dudy, co świadczy o tym, że jeśli to była próba najpoważniejsza, to cały interes jest nic nie wart. Prezydent Duda zaproponował dziwny proces dochodzenia do zmian w konstytucji: ogłosił referendum konsultacyjne, nie zaś referendum zmieniające konstytucję. Po prostu miano się zapytać, i to wariantowo, o różne pryncypia, niestety w większości tu nie nadające się do konstytucji. No bo co ma konstytucja do pytań typu: „Czy jest Pani/Pan za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości?”, czy „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych (takich jak świadczenia „500+”)?”.

Inicjatywa Dudy okazała się kapiszonem i chyba dobrze, że nie doszło do tego referendum, bo temat byłby spalony i obecnie zamknięty. Myślę, że ten pomysł jednak Dudzie utopił… PiS, gdyż jest to formacja jak najbardziej żyjąca z konstytucyjnych patologii, z zapisem o ordynacji proporcjonalnej w wyborach włącznie. Duda chciał się zapytać narodu w którą stronę ma pójść myślenie o zmianach konstytucji. Ale – właśnie – zabrakło tam pytań zasadniczych, bo ustrojowych. Skupiono się na przynależności do NATO czy Unii oraz gwarancjach pozycji rodziny czy choćby… roli w niej ojca. Projekt więc poległ, zaś swym poziomem mocno i na długo spłycił poziom dyskusji o ustawie zasadniczej. Mało tego – zaproponował jakąś dziwną formułę, gdzie znowu, tak jak w roku przyjęcia konstytucji w referendum, będziemy mieli tylko jeden projekt konstytucji, napisany przez polityków w ramach referendalnych konsultacji.
Jak można zmienić konstytucję?
Z tych nielicznych, którzy jeszcze rozprawiają o zmianie konstytucji (głównie jako się rzekło – dziennikarze) większość snuje dramatyczne scenariusze imposybilizmu. Żeby zmienić konstytucję – tak straszą lud – trzeba osiągnąć niemożliwy poziom konsensusu walczących ze sobą plemion. I to w obu przypadkach, to znaczy wtedy, kiedy miałaby to zrobić sama klasa polityczna reprezentowana w parlamencie, a także gdyby chciano zmienić konstytcuję w ramach referendum stanowiącego. Zmiana Konstytucji RP na nową w Polsce wymaga przeprowadzenia rygorystycznej procedury opisanej w art. 235, która obejmuje uchwalenie ustawy konstytucyjnej przez Sejm (większością 2/3) i Senat (większością bezwzględną). Projekt mogą zgłosić: 1/5 posłów, Senat lub Prezydent. A więc biorąc pod uwagę takie ostre wymogi zgody uważa się ten pomysł za niemożliwy, albo wręcz przeciwnie – nakazujący pełną mobilizację do zdobycia wręcz orbanowskich większości w obu izbach.
Ale drugą drogą, często zapominaną, acz o wiele łatwiejszą do osiągnięcia celu jest ścieżka prezydenckiego referendum konsultacyjnego w oparciu o art. 125 konstytucji. Wcale nie trzeba znokautować innych w wyborach, na mandatowy wynik których nałożony jest wypaczający filtr ordynacji wg. D’Hondta. W referendum, jak to w referendum, odwołujemy się do pojedynczych głosów mas liczonych wprost. Cały proces wygląda inaczej niż proces referendum konstytucyjnego. Referendum konstytucyjne jest decydujące, ale zamieszanie w niego Sejmu powoduje niemożność osiągnięcia progu 2/3 zgody i nie będzie nad czym „referendować”. Trzeba wrócić do przypalonego przez Dudę referendum konsultacyjnego.

Ma ono kilka wad i klika zalet. Co do wad – nie jest stanowiące, nie musi być uwzględnione przez ciała przedstawicielskie. Ale jeżeli naród się gremialnie opowie za konkretną zmianą, to może się tak stać, że cała klasa polityczna będzie się bała przeciwstawić woli ludu. Odpowiedź ludu musi być więc konkretna nie zaś ogólnikowa, bo jak się niekonkretami zajmą politycy, to przerobią każdą wolę ludu na swoje kopyto. Na pewno taki referendalny ruch konstytucyjny musiałby przeformułować postrzeganie priorytetów politycznych przez wyborców na skalę systemową, a więc warto tu zmienić paradygmaty myślenia ludu na rzeczywiste. Samo określenie pytań referendalnych byłoby poważnym pretekstem do konkretnej debaty nad analizą i przyszłością kraju. Pojawić by się mogły nowe struktury, idące w poprzek plemienności podziałów sceny politycznej, objawiliby się może nowi liderzy, może zaczątki nowych, tłumionych, acz potencjalnych elit. Byłby jakichś ruch i to konkretny, nie kolejne narzekanie, ale rzeczowe remedia dla kraju. I jeśli wyszedłby z tego dobry pakiet, to nawet gdyby III RP go olała politycznie, to stanowiłby on znakomity zaczyn konkretyzacji postulatów politycznych na przyszłe wybory.
Gracze zmiany
Ruch z referendum konsultacyjnym wymaga zaangażowania i zgody prezydenta oraz Senatu RP. A to ustawia już z góry i graczy, i teren walki politycznej. Dla prezydenta Nawrockiego byłby to egzamin z tego, czy jest bytem samodzielnym politycznie, czy będzie w kwestii dyskursu konstytucyjnego hamulcowym, gdyż – jako się rzekło – dla systemu III RP, a więc i dla PiS, obecna konstytucja jest gwarantem trwania tego dysfunkcyjnego układu politycznej dwójpolówki. Sztandar konstytucji mógłby zostać podjęty przez prezydenta i okazałoby się, czy to w ogóle jakiś ośrodek polityczny. Poza tym to prezydent mógłby być przekazicielem w górę energii do zmian, organizacyjnie pochodzących spoza dużego pałacu. Otworzyłoby to drogę do pozytywnej i konstruktywnej presji na prezydenta, by podjął ten pomysł i inicjatywę. Ustrojowo jest do tego niezbędny.
Drugim graczem potrzebnym do tego ruchu jest Senat, najwyraźniej przez PiS odpuszczany. I nie dziwota, jak człowiek sobie przypomni jego ustrojowe źródła w III RP. Senat to dziecko Okrągłego Stołu, zaproponowane przez Kwaśniewskiego jako otarcie łez dla wtedy opozycji solidarnościowej, która miała być tylko 35% kwiatkiem do kożucha rządzących w Sejmie komunistów. Kwaśniewski zaproponował więc powołanie Senatu, gdzie wybory nie będą limitowane i tam się mogą solidaruchy odkuć. I odkuły się, biorąc w 1989 roku 99% miejsc w Senacie, co pokazuje gdzie wtedy była umiejscowiona narodowa popularka. Ale Kwaśniewski dając szanse na Senat od razu się zabezpieczył – Senat mógł dawać poprawki do ustaw Sejmu, ale izba niższa i tak mogła zwykłą większością je unieważnić, co miało wtedy chronić komunistyczną większość w Sejmie. A więc Senat był na tamte czas taktyczny, zaś i wtedy, i teraz jest bezzębnym SENATORIUM, izbą choć wyższą, to nie mającą nic dogadania.
Ale fakt jego umieszczenia jako ważnego gracza w referendum każe się nad nim pochylić. I nagle w takim scenariuszu staje się ważnym na tyle, że można o niego zabiegać. PiS kiedy miał przez pierwszą kadencję po 2015 roku i Sejm, i Senat nic z nim nie zrobił, tylko używał go do przepychania ustaw w dwa dni. Ale jak Senat utracił w kadencji kolejnej to uznał, że jedyne co mu może wraży Senat zrobić przy pisowskiej większości w Sejmie, to tylko opóźniać proces legislacyjny, a więc była to strata tylko tempa. Widać to podejście w PiS-ie i teraz, kiedy powoli godzi się na przegraną w Senacie, będzie z tego, jak wylicza Marcin Palade, z 15 mandatów na 100.

Poniżej: mapka senackich okręgów dla PiS

Wszystkie grafiki za Marcin Palade Statystycznie.
Ale Senat można byłoby odbić, tylko trzeba byłoby zrobić to samo, co strona przeciwna – zrobić pakt senacki, ale prawacki. Ale coś się PiS-owi do tego nie spieszy, co jest kolejnym dowodem, że partia Kaczyńskiego nie umie w koalicje. Jest to też słaby prognostyk na koalicje sejmowe. I, o dziwo, na pakt senacki Kaczyńskiego namawiają obie Konfederacje, zaś PiS nie chce. A pakt senacki to wymarzony projekt dla Nawrockiego, który w ten sposób „oddałby” przysługę 3 milionom konfederatów, którym zawdzięcza swoje prezydenckie zwycięstwo. Wydaje się – ja wiąż jestem jednak optymistą, pytanie czy niepoprawnym -, że PiS zmądrzeje, kiedy już porzuci nadzieje na to, że premier in spe, czyli profesor Czarnek miałby doprowadzić do powstrzymania przepływu pisowców do Brauna. Wtedy można udać, że to inicjatywa Nawrockiego, chyba, że i jego przekona ambasador amerykańsko-izraelski, że nie wolno siadać z Braunem, nawet do chanukowej wieczerzy.
Ruch konstytucyjny
Moim zdaniem kwestia konstytucji będzie papierkiem lakmusowym dla prawdziwych intencji całej klasy politycznej. Szczególnie dla określenia „współczynnika antysystemowości” w każdej z partii. Można będzie się naocznie przekonać kto broni gnijącego systemu opartego na tej konstytucji. Zweryfikuje się też postawa Konfederacji Mentzena i Bosaka, gdyż trzeba będzie konkretnie odnieść się do rzeczywistej antystemowości, w znaczeniu systemu jako pookrągłostołowej III RP. Najprościej ma tu Korona Brauna, gdyż to ona będzie depozytariuszem tej weryfikującej wszystkich antysystemowości. Patrząc się na program Korony, to jest on mocno zaawansowany na poziomie ustrojowym. Wygląda jak piękny obraz przy plakatowych propozycjach konkurentów, licytantów na rozdawnictwo.
Instrukcja obsługi naszego potencjału wzrostów wymaga zmiany zasadniczej. Napisana na inne czasy, na inny potencjał, taktyczna w dodatku rozmyta kompetencyjnie konstytucja nie daje nam szans na rozwój. Wszystkie postulaty łatania a la Brzoska tylko mumifikują ten układ. W końcu dochodzą do poziomu implementacyjnego i tu wchodzi na pełnej petardzie III RP, która nie pozwoli na inne niż kosmetyczne zmiany. Postulat nowej konstytucji ułożyłby cały scenariusz działań politycznych, zweryfikowałby obecną scenę, wyzwoliłby, mam nadzieję, że istniejące, potencjały energii Polaków i przeniósłby dyskurs o Polsce w obszary pragmatycznej racjonalności. W końcu wszystkie dobre pomysły na Polskę kończą się na progu implementacji sprawczości, co wskazuje na słuszność postulatu Brauna, że żeby się ziściły choćby i najlepsze pomysły na Najjaśniejszą to „trzeba odzyskać niepodległość”. Zdobycie nowej konstytucji może więc stać się i drogą, i celem do wykonania tego szczytnego zadania prawdziwej naprawy Najjaśniejszej.
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
Janusz Cieszyński opublikował listę porodówek zamkniętych od lipca 2025 roku. Wpis pojawił się po słowach premiera Donalda Tuska dot. sytuacji w Lesku w woj. podkarpackim.
==================================================
Poseł PiS Janusz Cieszyński opublikował w sobotę wpis, w którym odniósł się do medialnej burzy wokół słów Donalda Tuska o porodówce w Lesku w woj. podkarpackim. Przypomnijmy, że w piątek na antenie TVN24 Tusk zapytany o sprawę porodówki w Lesku zarzekał się, że nie jest zamknięta. Jak ujawniono, porodówka w Lesku nie tylko zniknęła z początkiem 2026 r., ale szpital nie planuje nawet utworzenia tzw. pokoju narodzin.
„Warto mieć pod ręką garść faktów. A fakty są takie, że za zgodą wojewodów z rządu Donalda Tuska od lipca 2025 zamknięto lub zawieszono oddziały położnicze/neonatologiczne w 39 szpitalach (25 zamkniętych na stałe, 14 zawieszonych)” – napisał na platformie X Janusz Cieszyński.
Polityk PiS przedstawił listę zamkniętych oddziałów położniczych od lipca 2025 roku.
Zamknięte na stałe — 25 szpitali:
Lipiec 2025: Pyskowice (Szpital Powiatowy Gliwicki — oddz. gin-poł + neo + trakt porodowy), Olkusz (Nowy Szpital — oddz. gin-poł + neo), Krynica-Zdrój (oddz. ginekologii i położnictwa), Żory (oddz. noworodków)
Sierpień 2025: Szczebrzeszyn (oddz. ginekologiczny), Przeworsk (oddz. położniczo-ginekologiczny + neo)
Wrzesień 2025: Gostyń (oddz. położniczo-ginekologiczny + neo), Nowy Tomyśl (oddz. położniczo-ginekologiczny + neo), Głowno (oddz. neonatologii + sala porodowa)
Październik 2025: Bielsko-Biała / Szpital Św. Łukasza (oddz. ginekologiczny)
Listopad 2025: Bielsk Podlaski (oddz. neonatologii), Bydgoszcz / Szpital Jurasza (pododdz. intensywnej opieki neonatologicznej), Choszczno (sala porodowa), Jarocin (oddz. noworodkowy)
Grudzień 2025: Bielsko-Biała / Esculap (oddz. poł-gin + neo + zespół porodowy), Leżajsk (oddz. gin-poł + neo), Lesko (oddz. poł-gin + neo), Dąbrowa Tarnowska (oddz. gin-poł + neo), Miastko (oddz. poł-gin + neo + sala porodowa), Kętrzyn (oddz. ginekologii planowej)
Styczeń 2026: Łańcut (oddz. gin-poł + neo + oddz. ginekologiczny), Radzyń Podlaski (oddz. gin-poł), Turek (oddz. gin-poł + neo)
Luty 2026: Siemianowice Śląskie (oddz. neo + sale porodowe), Katowice / Tommed (oddz. gin-poł)
– czytamy we wpisie.
Z powodów finansowych od 1 stycznia 2026 r. oddział ginekologiczno-położniczy w Lesku w woj. podkarpackim został zamknięty. Warto podkreślić, że funkcjonowanie porodówki, mimo protestów, było zawieszone już do lipca 2025 r. Wcześniej zamknięto takie oddziały w dwóch innych bieszczadzkich szpitalach: w Sanoku i Ustrzykach Dolnych.
Jak tłumaczyło w ubiegłym roku ministerstwo zdrowia, utrzymywanie jednego punktu porodowego w regionie o tak niskiej liczbie porodów jest ekonomicznie nieopłacalne.
Na oficjalnej stronie Szpitala Powiatowego w Lesku w zakładce „oddziały” wymienione są obecnie: oddział anestezjologii i intensywnej terapii, szpitalny oddział ratunkowy, oddział dziecięcy, oddział rehabilitacji z pododdziałem neurologicznym, oddział chorób wewnętrznych oraz oddział chirurgii ogólnej z pododdziałem ortopedycznym. Na liście nie ma oddziału ginekologiczno-położniczego, czyli tzw. porodówki.
Oddział ginekologiczno-położniczy widniał na stronie internetowej szpitala jeszcze 17 października 2025 r.
Autor: pokutujący łotr, 22 marca 2026
Doskonała zwięzła analiza sytuacji na froncie i na zapleczu wojny usraelsko-irańskiej. Pułkownik Douglas McGregor, jak zawsze z precyzją i chłodem zawodowego żołnierza, przeprowadza wiwisekcję nieudolności, głupoty, próżności i pozoranctwa “elit Epsteina” rządzących dziś USA, wespół z ich zbójeckimi szefami w Tel Aviwie. Ta szajka, po totalnej kompromitacji czterodniowego blitzkriegu, wymyślonego przez tych bywalców Wyspy Rozkoszy, nie ma dziś żadnego racjonalnego planu jak ciągnąć tę krwawą awanturę inaczej, niż pchając narody w III Wojnę Światową wobec odważnej i bezwzględnej reakcji świetnie uzbrojonego Iranu. Nie maja oni innego pomysłu, jak tylko bombardować, bombardować, choćby celem były już tylko ewakuowane wcześniej w głąb Iranu opustoszałe fabryki i osiedla i choćby miliardy dolarów dziennie wyrzucane w błoto na te nieistotne cele, nie rujnowały przede wszystkim amerykańskiej gospodarki.
Taka obłąkana polityka prowadzi naczelną do niedawna gospodarkę świata do bankructwa i izolacji od głównych dzisiaj graczy, Chin i Rosji. Zwłaszcza, wobec ewidentnych głupot wygłaszanych do tego prawie co dzień przez “głównego w Białym Domu” (tak się teraz mówi na Trumpa, jego nazwisko już nie przechodzi dziennikarzom przez gardło) i “wojennych sukcesów” amerykańsko-izraelskiego gangu podżegaczy, otrąbianych prze kamerami z zapalczywością godną mów podpitego teścia na weselu, przez szefa obrony USA i amatora mocnych trunków, Petera Hegsetha.
Całość przypomina coraz bardziej słynne zdanie kończące poemat T.S. Eliota “Wydrążeni ludzie”: I tak się właśnie kończy świat, nie hukiem ale skomleniem.
This is the way the world ends not with a bang but a whimper
Podał: AlterCabrio , 20 marca 2026
−∗−
Jan Pospieszalski mówi o tym, na podstawie czego lekarze będą decydować o naszym życiu lub śmierci.
◊
Koniecznie należy porównać:
Nowe przepisy o “terapii daremnej” wywołują niepokój pacjentów
Jeżeli sądzicie, że konstytucja gwarantuje równy dostęp obywateli do służby zdrowia, to mam dla Was złą wiadomość. Już nie! Obecnie lekarz – nawet jednoosobowo internista z SOR – może zdecydować […]
______
Śmierć ubrana w medyczny uniform czyli jak doszło do sfałszowania pojęcia terapii daremnej
______
Polski naród jest prowadzony do unicestwienia
______
Więcej: terapia daremna