Sztuczna „pandemia” covid już się skończyła. Ludzie wreszcie zrozumieli, że dla większości covid był dość łagodną chorobą, a zgony podczas tej pandemii były raczej skutkiem blokowania przez establiszment medyczny skutecznego, taniego leczenia, które było znane od początków pandemii, i stosowania bardzo szkodliwych, okaleczających procedur medycznych, a także w wyniku wprowadzenia przez rządy lockdownów oraz medycznego stanu wojennego, blokującego dostęp chorych do opieki medycznej. Najwięcej ludzi zmarło jednak z powodu masowego stosowania nieprzetestowanych, eksperymentalnych, zabójczych szczepionek covid, będących de facto broniami biologicznymi.
Po upływie 2,5 roku od rozpoczęcia tych szczepień widzimy ogrom spowodowanych przez nie okaleczeń i zgonów. Do 12 sierpnia 2022 do amerykańskiej bazy VAERS zgłoszono 30347 zgonów, co znaczy, że było ich ponad 3 miliony, głównie w USA i UE. (Liczby zgłoszonych przypadków należy pomnożyć przez 100, ponieważ zgłaszanych jest tylko ok. 1% wszystkich przypadków powikłań). Najwięcej (20 100) zgonów było w r. 2021 r., gdy najwięcej osób się szczepiło, a do
połowy sierpnia 2022 r. zgłoszono po szczepieniach 3734 osoby; 6393 zgonów nie ma zaznaczonej daty (Tabela 1).
Tab. 1. Zgony po sczepieniach covid zgłoszone do VAERS
Year Died Events Reported Percent (of 30,347)
Year Died
Events Reported
Percent (of 30,347)
2020
113
0.37%
2021
20100
66.23%
2022
3734
12.30%
Unknown Date
6393
21.07%
Total
30347
100.00%
Wykres (2) ilustruje interwał czasowy od szczepień covid do wystąpienia zgonów. Najwięcej osób zmarło w dniu szczepienia i następnym (zgłoszono wtedy 6735 zgonów), drugi szczyt pojawił się w dniach 15-30 po szczepieniu, a trzeci po 120 dniach (5220 zgonów).
Interwał czasowy zgonów od szczepień
Tabela (3) pokazuje liczby wszystkich zgonów poszczepiennych zgłoszonych do VAERS w różnych latach. Widzimy, że liczba śmiertelnych ofiar szczepień w r. 2021 przewyższała tę z roku poprzedniego ponad 51 razy! To prawdziwy holokaust poszczepienny. I był on spowodowany wyłącznie ludobójczymi szczepionkami covid.
Zgony po wszystkich szczepieniach zgłoszone do VAERS w różnych latach
Year Died
Events Reported
Percent (of 30,347)
1990
29
0.07%
1991
162
0.41%
1992
197
0.49%
1993
213
0.53%
1994
210
0.53%
1995
140
0.35%
1996
135
0.34%
1997
169
0.42%
1998
163
0.41%
1999
173
0.43%
2000
210
0.53%
2001
210
0.53%
2002
174
0.44%
2003
217
0.54%
2004
206
0.52%
2005
206
0.52%
2006
216
0.54%
2007
257
0.64%
2008
327
0.82%
2009
329
0.82%
2010
318
0.80%
2011
323
0.81%
2012
313
0.78%
2013
338
0.85%
2014
367
0.92%
2015
366
0.92%
2016
434
1.09%
2017
468
1.17%
2018
529
1.32%
2019
600
1.50%
2020
421
1.05%
2021
21812
54.58%
2022
9234
23.11%
Unknown Date
495
1.24%
Total
39962
100.00%
Wszystkie światowe statystyki wykazują, że osoby szczepione wielokrotnie częściej chorują na covid i umierają od osób niezaszczepionych, co dowodzi totalnego fiaska tych szczepionek. Osobiście znałam 9 zaszczepionych osób, które zmarły w latach 2021-2022, podczas gdy nikt niezaszczepiony z moich znajomych nie zmarł w tym okresie. Najtragiczniejsze jest to, że szczepienia covid zabijają społecznie najbardziej wartościowych, zdrowych ludzi młodych i w średnim wieku. By zamaskować zgony poszczepienne, establiszment medyczny wymyślił nową chorobę – „zespół nagłej śmierci dorosłych” (ang. SADS od Sudden Adult Death Syndrome). Są to jawne manipulacje, analogiczne do ukrywania poszczepiennej przyczyny śmierci łóżeczkowej niemowląt. Warto posłuchać raportu brytyjskiego dziennikarza, przedstawiającego dane z UK i Kanady dotyczące nagłych zgonów młodych, wysportowanych, zaszczepionych osób. Warto tu zwrócić uwagę na tabelę pokazującą nadmiarowe zgony w roku szczepień 2021, w porównaniu do roku bez szczepień 2020.
Amerykańska agencja kontroli chorób (CDC), która wcześniej naganiała ludzi do szczepień i naciskała na korporacje, by przymuszały do nich pracowników, ostatecznie przyznała, że nie chronią one przed covidem, lecz są okaleczające i zabójcze. Natomiast agencja kontroli leków (FDA), wyjawiła, że szczepionki te nie były dostatecznie przetestowane i zostały zatwierdzone pod presją karteli farmaceutycznych, biurokratów medycznych i polityków. Dr Anthony Fauci z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH), który wg. swego widzimisię serwował w mediach antynaukowe dyrektywy odnośnie masowych szczepień, noszenia masek, zamykania szkół, szpitali, oraz zniewalania ludzi w domowych więzieniach, ostatecznie poddał się do dymisji. Teraz amerykańscy senatorowie i kongresmeni oraz zwykli ludzie wytaczają mu procesy o celowe wywołanie sztucznej pandemii, udział w wykreowaniu genetycznie zmodyfikowanego wirusa SARS-CoV-2 o wzmocnionej zakaźności, oraz uczestnictwo w produkcji ludobójczych pseudo-szczepionek.
Wszystko wskazuje, że posypią się głowy wielu osób współodpowiedzialnych za około covidowe zbrodnie przeciw ludzkości i wywołanie światowego kryzysu gospodarczego. Jednym z celów tych zbrodni był plan zafałszowania wyborów prezydenckich w USA poprzez głosowanie pocztowe.
================
Wykres (4) ilustruje tygodniowe liczby zgonów w Polsce wg. GUS. Na początku b.r. utrzymywały się jeszcze nadmiarowe zgony po zeszłorocznych szczepieniach, lecz w tygodniu 21 liczby zgonów spadły do poziomów z lat 2018-2019, kiedy nie było ani covida ani szczepień covidowych. Nie ma żadnych przesłanek, by kontynuować podawanie ludziom kolejnych dawek bezwartościowych, lecz bardzo szkodliwych preparatów covidowych. (4)
Wobec powyższych faktów zadziwia ignorancja, arogancja lub zła wola polityków oraz lobbystów koncernów farmaceutycznych, którzy dla zysków nadal promują nieskuteczne, ludobójcze preparaty covidowe. Powinni oczekiwać, że dosięgnie ich sprawiedliwość i odpowiedzą przed sądami oraz społeczeństwem za udział w zbrodniach covido-szczepiennych.
Zgodnie z przewidywaniami, a także – z mnogością „hipotez” dotyczących rybiego holokaustu na Odrze – wszystko właśnie kończy się wesołym oberkiem. Z mnogości owych hipotez pani minister Moskwa, namówiwszy się uprzednio ze swoim niemieckim odpowiednikiem, wybrała „złote algi”, czyli organizmy, których nadmierne nagromadzenie podobno powoduje masowe wymieranie ryb. Przyjęcie tej „hipotezy” ma same plusy dodatnie, bo sprawia, że nikogo nie można obciążyć odpowiedzialnością za ten dopust Boży.
W tej sytuacji opozycji wyjęto z żagli nawet najlżejszy powiew, w następstwie czego może ona już tylko wykonywać przedsięwzięcia pozorne w postaci np. „Niedzielnego Czuwania Odry nad Wisłą w Krakowie”, czy „Marszu Żałobnego”, jaki został urządzony nad Wisłą w Warszawie z inspiracji Sióstr Rzek. To jakaś nowa formacja o której nic nie wiem. Nie wiem nawet, czy w proteście, albo w geście solidarności ściągają majtki, czy tylko staniki, czy może i jedno i drugie. Bo trzeba nam wiedzieć, że ściąganie, wszystko jedno; majtek czy staników, stało się ważną deklaracją ideologiczną, pozwalającą zorientować się w mnogości ruchów feministycznych. Taki na przykład „Femen” skupiający nieskromne panienki ukraińskie, ściąga tylko staniki, natomiast majtki zostawia – o czym mogliśmy się przekonać na podstawie happeningu z mimowolnym udziałem niemieckiego kanclerza Olafa Scholza.
To w ogóle jest nowa gałąź straszliwej wiedzy, bo na przykład uczestniczki Strajku Kobiet ograniczały się do wymachiwania „macicami” przed nosem skonsternowanych policjantów, ale nie ściągały z siebie niczego. Inna sprawa, że to był listopad, kiedy łatwo się przeziębić. W lecie, to co innego. W lecie można ściągać majtki z każdego powodu, dzięki czemu i idea jest uhonorowana i widzowie, również telewizyjni, mają mnóstwo uciechy.
Tak czy owak rybi holokaust kończy się właśnie wesołym oberkiem i nie wiadomo, czym niezależne media miałyby się w tej sytuacji zajmować, gdyby nie Donald Tusk. Rozmawiając z panienką ze zblatowanej TVN, która zapomniała mu powiedzieć, że kamera już pracuje, szef Volksdeutsche Partei, wyznał, że perspektywa znalezienia się w Sejmie napełnia go niechęcią graniczącą ze wstrętem. To niewątpliwie szczere wyznanie doskonale rozumiem. Chodzi o to, że według mego ostrożnego szacunku, około jednej trzeciej Wielce Czcigodnych Parlamentarzystów, to wariaci w sensie medycznym. Wiadomo, ile udręki może normalnemu człowiekowi sprawić nawet przelotne obcowanie z takim wariatem, a cóż dopiero, gdy z całą ich gromadą trzeba stale obcować aż przez cztery lata? Żeby tylko obcować. Donald Tusk, jako szef Volksdeutsche Partei z pewnością musiałby objąć stanowisko premiera, a jeśli nawet nie – to przynajmniej szefa klubu parlamentarnego. Jako premier miałby wygodniejszą sytuację, bo wtedy podlizywać się wariatom musiałby szef klubu, ale gdyby to on był szefem klubu – strach pomyśleć! Dlatego jego szczera wypowiedź przypomina mi deklarację Kukuńka z roku 1990: „Ja nie chcem być prezydentem! Ja muszem być prezydentem!”
W takim razie musimy postawić pytanie, jaka przemożna siła zmusza Donalda Tuska, by kandydował do Sejmu wbrew swej woli? Pewne światło rzuca na tę sprawę tak zwany „gabinet cieni” jaki Platforma Obywatelska miała przed wyborami w 2007 roku. Była to grupa polityków, przewidzianych na poszczególne resorty. Na przykład ministrem finansów miał być pan Zbigniew Chlebowski, ministrem obrony narodowej – pan Zdrojewski, ministrem sprawiedliwości – pani Pitera – i tak dalej. Ale kiedy przyszło do tworzenia rządu, to tylko dwoje ludzi objęło resorty, na które byli szykowani: pani Kopacz i pan Drzewiecki. Stanowisko ministra finansów objął poddany brytyjski Jacek „Vincent” Rostowski z pierwszorzędnymi korzeniami, stanowisko ministra obrony – lekarz psychiatra Bogdan Klich, a stanowisko ministra sprawiedliwości – pan Zbigniew Ćwiąkalski – i tak dalej.
Charakterystyczne było to, że ani premier Tusk, ani żaden z członków „gabinetu cieni” nie pisnął ani słowa protestu. Najwyraźniej rząd skonstruowała Donaldu Tusku czyjaś Mocna Ręka, której ani on, ani pozostali, nie ośmielili się sprzeciwić. Co to za ręka? Wyjaśnienia dostarcza wiosna 2008 roku, kiedy to Donald Tusk kazał aresztować Petera Vogla, który tak naprawdę, jako Piotr Filipczyński, pochodził z porządnej, ubeckiej rodziny, był skazany za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem na 25 lat więzienia, ale w 1982 albo 1983 roku na przepustkę z więzienia wyjechał do Szwajcarii, pod zmienionym nazwiskiem został finansistą, a prezydent Kwaśniewski ułaskawił go w ostatnim dniu swojego urzędowania.
Jak pamiętamy, spowodowało to wybuch „afery hazardowej”, w następstwie której Donald Tusk dostał od starych kiejkutów – bo to im się naraził – szlaban na prezydenturę. Ale Nasza Złota Pani załatwiła mu Nagrodę im. Karola Wielkiego, co było aluzją, że jeśli od tej chwili ktoś podniesie rękę na Donalda Tuska, to będzie miał z nią do czynienia. Ostrzeżenie podziałało i okazało się, że nie było żadnej afery hazardowej, ale prezydentura już była stracona. Na wszelki tedy wypadek Nasza Złota Pani Mocną Ręką przeniosła Donalda Tuska na brukselskie salony – ale kiedy w czerwcu 2021 roku porozmawiał z nią prezydent Józio Biden – to następnego dnia Donald Tusk zgłosił zamiar powrotu na ojczyzny łono. No i powrócił, wykonuje zadanie i chociaż perspektywa wydaje mu się „upiorna”, to nie ma rady.
Przypomina to anegdotkę z 1962 roku, kiedy to wybuchł kryzys karaibski. Chruszczow zainstalował na Kubie rakiety z głowicami jądrowymi, co Fidela Castro trochę przestraszyło, więc powiada, że on rzuciłby to wszystko i wrócił w góry – na co Chruszczow: „nie nada, Fiedia”. Toteż i Donald Tusk musi zacisnąć zęby.
Taka sytuacja graniczy z męczeństwem, które w Polsce upowszechnia się z szybkością płomienia. Oczywiście na czele białego orszaku męczenników maszeruje pan sędzia Igor Tuleya, któremu faszystowski reżym Jarosława Kaczyńskiego pogwałcił podstawowe prawo człowieka do orzekania. Pan sędzia Tuleya jest w sytuacji trochę podobnej do sytuacji feldkurata Ottona Katza z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Jak pamiętamy, feldkuratem Ottonem Katzem interesował się „Watykan”, podczas gdy sędzią Tuleyą – Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Ale na tym męczeństwa się nie kończą. Na przykład pan Michał Szpak ujawnił, że reżymowa telewizja zakazywała mu malowania paznokci na tęczowo i nawet oglądała mu podeszwy. Ciekawe w jakim celu – bo pewien młody człowiek doznał męczeństwa w przychodni lekarskiej, kiedy to pani doktor nie chciała uznać w nim kobiety i podobno domagała się dowodu rzeczowego. Ale to jeszcze nic w porównaniu z piosenkarką śpiewającą pod pseudonimem „Margaret”. W dzisiejszych czasach trudno utrzymać się na topie, zwłaszcza, że te wszystkie piosenki są do siebie podobne. Toteż „Margaret” po 20 latach przypomniała sobie, że przecież w wieku lat 10 została zgwałcona. To w dzisiejszych czasach rzecz zwyczajna; jak ktoś nie był zgwałcony, a przynajmniej – molestowany – to nie ma co pokazywać się w towarzystwie i nie o to chodzi, tylko o to, że okazało się, iż to zdarzenie ją „ukształtowało”. Nawiasem mówiąc, nie ją jedną; „ukształtowanych” w ten sposób jest Legion – a wszystko jeszcze w latach 70-tych przewidział Janusz Szpotański, pisząc w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu”: „Przez łóżek sto przechodzi szparko, stając się damą i pisarką.”
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wskaźnik śmiertelności z powodu covida wynosi 0,1 proc. – przedstawia dane włoski Instytut Służby Zdrowia.
Według tego samego instytutu na samym początku ogłoszonej pandemii wskaźnik ten wynosił 19,6 proc. Ale niemal od razu zaczął spadać.
W styczniu 2021 roku wskaźnik przypadków śmiertelnych wśród zakażonych wynosił 2,4 proc., rok później spadł do 0,2 proc. A teraz to już 0,1 proc.
Zauważono zarazem, że odsetek ten odpowiada danym dotyczącym ludności innych krajów europejskich.
Ponadto w dokumencie Instytut zwrócił uwagę na różnice dotyczące innych parametrów na początku pandemii, przede wszystkim z powodu zredukowanych możliwości diagnostycznych. I tak na przykład w lutym 2020 roku dziennie wykonywano we Włoszech około 3100 testów, podczas gdy obecnie jest to średnio 175 tysięcy.
Podobne badania przeprowadził niedawno Uniwersytet Stanforda, który przeanalizował dane z 14 krajów. Wskazano, że wśród osób starszych, powyżej 70. roku życia wskaźnik umieralności jest wyższy. Młodsze warstwy wiekowe miały bardzo niskie wartości wskaźnika zgonów.
0-19 lat: 0.0027 proc.
20-29 lat: 0.014 proc.
30-39 lat: 0.031 proc.
40-49 lat: 0.082 proc.
50-59 lat: 0.27 proc.
60-69 lat: 0.59 proc.
69> lat: 2.4 proc.
Także WHO przyznało niedawno, że śmiertelność na koronawirusa jest na poziomie ciężkiej sezonowej grypy. Według tej organizacji wskaźnik śmiertelności infekcji (IFR) wynosi 0,13 proc.
Wprawdzie pokora jest pierwszą z siedmiu cnót głównych każdego katolika lecz mylą się ci, którzy utożsamiają ją z bojaźnią w krytycznej ocenie słów i postępków pasterzy prowadzących nas na manowce wiary rzymskokatolickiej. Tu nie może być żadnych kompromisów, nawet jeśli herezji czy apostazji dopuszczają się najwyżsi hierarchowie Kościoła, z papieżami włącznie. Dla tych, którzy doświadczają wewnętrznego rozdarcia między posłuszeństwem wobec przedstawicieli władzy kościelnej, a piętnowaniem ich oczywistych błędów mamy potężny oręż utwierdzający w przekonaniu, że czynią słusznie. Jest nim Konstytucja „CUM EX APOSTOLATUS” ustanowiona przez Papieża Pawła IV w 1559 roku i nadal stanowiąca jedno z głównych źródeł Prawa Kanonicznego.
Przy okazji: Bóg zapłać redaktorom portalu Święta Tradycja (https://swietatradycja.wordpress.com), na którym opublikowano polskie tłumaczenie Konstytucji oraz Panu Piotrowi Mrotkowi (YouTube), który nagłośnił fakt istnienia tego dokumentu.
H. Jez.
Konstytucja CUM EX APOSTOLATUS z 15 lutego AD 1559
Papież Paweł IV, Biskup Paweł Sługa Sług Bożych. Na wieczną rzeczy pamiątkę.
Na mocy powierzonej Nam przez Boga (pomimo braku zasług z naszej strony) władzy apostolskiej, spoczywa na Nas obowiązek troski o całą trzodę Pańską. Z tego powodu mamy wiernie troszczyć się o tę trzodę i owocnie nią kierować. Winniśmy więc obyczajem dbałego pasterza pilnie czuwać i uważnie zadbać o to, aby nauczycielami błędu nie stali się ci, którzy gardzą tym, że są uczniami prawdy, oraz o to, aby wygnać z owczarni Chrystusowej, tych, którzy w tych czasach pełnych grzechu, na własnej polegając roztropności, świadomie i zgubnie występują przeciwko porządkowi prawdziwej wiary, a przez przesądy i fałszywe wymysły odwracają sposób rozumienia Pisma świętego i usiłują rozbić jedność Kościoła katolickiego, jednorodną zaś tunikę Pańską starają się rozedrzeć.
§ 1. Zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest do tego stopnia poważna i niebezpieczna, iż w razie odstępstwa od wiary można się sprzeciwić, oskarżając go, nawet papieżowi, który pełni władzę BOGA i Pana naszego JEZUSA CHRYSTUSA na ziemi, a nad narodami i królestwami posiada pełnię mocy i wszystko podpada pod jego osąd, on sam zaś na tym świecie przez nikogo nie może być osądzony. Pamiętamy ponadto, że gdy zagrożenie jest poważniejsze, to należy mu się pełniej i usilniej sprzeciwić, aby fałszywi prorocy, albo tacy, którzy posiadają również władzę świecką nie mogli zgubnie usidlić prostych dusz, a niezliczonych ludów poddanych ich trosce duchowej bądź władzy doczesnej iżby nie mogli wraz z sobą zwieść ku zatracie i potępieniu, aby nigdy nie dała się ujrzeć ohyda spustoszenia na miejscu świętym, o której jest mowa od Daniela proroka. Chcemy więc wypełnić nasz pasterski obowiązek i wyłapać (o ile z Bożą pomocą będziemy mogli) lisy rujnujące winnicę Pańską, a wilki powstrzymać poza owczarnią, abyśmy się nie okazali niemymi psami, które nie szczekają, abyśmy nie zginęli wraz ze złymi gospodarzami i nie byli porównani do najemników.
§ 2. Po odbyciu dojrzałego namysłu nad tymi kwestiami, wraz z naszymi czcigodnymi braćmi, kardynałami Świętego Kościoła Rzymskiego, za ich radą i jednomyślną zgodą, mocą naszej władzy apostolskiej przyjmujemy i odnawiamy wszystkie razem i każdą z osobna ekskomunikę, suspensę, interdykt, konfiskatę oraz wszelkie inne wyroki, cenzury i kary nałożone przez któregokolwiek z naszych poprzedników, papieży rzymskich, albo przez osoby uważane za takich (również wydane na mocy ich listów prywatnych), czy też przez święte Sobory uznane w Kościele Bożym, a także zawarte w dekretach i postanowieniach świętych Ojców, albo w jakichkolwiek świętych kanonach, konstytucjach i zarządzeniach apostolskich wydanych i ogłoszonych przeciwko heretykom bądź schizmatykom. Nakazujemy ponadto, aby były one na zawsze zachowywane, a jeżeli nie obowiązują obecnie, to aby zostały przywrócone. Prócz tego chcemy i postanawiamy, aby w każdy z tych wyroków, cenzur i kar popadli wszyscy, którzy dotychczas odpadli od wiary katolickiej, bądź wpadli w jakąkolwiek herezję, czy też popadli w stan schizmy, albo ją wzbudzili, czy też zostali pochwyceni na takim uczynku, bądź go wyznali, albo został im udowodniony, a także ci (oby Bóg zechciał do tego nie dopuścić przez swą łaskawość i w całej swej dobroci), którzy w przyszłości od wiary odpadną, albo wpadną w herezję, popadną w stan schizmy, wzbudzą schizmę, czy też będą pochwyceni i okaże się, że odpadli, wpadli, popadli, wzbudzili czy też byli pochwyceni, bądź też wyznają taki fakt, albo będzie im udowodniony, niezależnie od ich stanu, stopnia, porządku, położenia i godności, nawet gdyby cieszyli się godnością biskupa, arcybiskupa, patriarchy, prymasa, albo jakąś inną większą godnością kościelną, albo gdyby posiadali zaszczyt bycia kardynałem czy też urząd legata Stolicy Apostolskiej w jakimkolwiek miejscu, zarówno na stałe, jak i na pewien czas, a także gdyby cieszyli się władzą czy też zaszczytem świeckim hrabiego, barona, markiza, księcia, króla i cesarza.
§ 3. Prócz tego bierzemy pod uwagę, że słuszne jest aby ci, których miłość wobec cnoty nie powstrzymuje od zła, byli odstraszeni od niego strachem przed karą, oraz że biskupi, arcybiskupi, patriarchowie, prymasi, kardynałowie, legaci, hrabiowie, baronowie, markizowie, książęta, królowie i cesarze, którzy powinni nauczać innych, a dobrym przykładem utwierdzać ich w wierze katolickiej, gdy nie dopełniają swych obowiązków to grzeszą bardziej niż inni, gdyż nie tylko wiodą na potępienie samych siebie, ale wraz z sobą do potępienia i w przepaść śmierci ciągną niezliczonych innych, którzy są poddani ich opiece i władzy, albo w inny sposób są im podporządkowani. Dlatego za podobną zgodą i radą, mocą tej naszej konstytucji, która ma obowiązywać na zawsze, na znak obrzydzenia wobec tak wielkiej zbrodni, największej i najbardziej szkodliwej dla Kościoła Bożego, mocą pełni naszej władzy apostolskiej ustalamy, postanawiamy, stwierdzamy i określamy, że zachowując w mocy, skuteczności i obowiązywaniu wyżej wymienione wyroki, cenzury i kary, wszyscy razem i każdy z osobna spośród biskupów, arcybiskupów, patriarchów, prymasów, kardynałów, legatów, hrabiów, baronów, markizów, książąt, królów i cesarzy, którzy dotychczas (jak o tym była mowa) odpadli od wiary, bądź wpadli w herezję, czy też popadli w stan schizmy, albo ją wzbudzili, czy też zostali pochwyceni na takim uczynku, bądź go wyznali, albo został im udowodniony, albo w przyszłości odpadną, albo wpadną w herezję, popadną w stan schizmy, wzbudzą schizmę, czy też będą pochwyceni i okaże się, że odpadli, wpadli, popadli, wzbudzili czy też byli pochwyceni, bądź też wyznają taki fakt, albo będzie im udowodniony, ponieważ większą niż inni ponoszą odpowiedzialność, zatem oprócz wspomnianych wyroków, cenzur i kar będą również mocą samego czynu, bez żadnego innego orzeczenia prawnego, ani decyzji, zgoła, całkowicie i trwale pozbawieni swych urzędów, kościołów katedralnych (również metropolitalnych), patriarchalnych i prymasowskich oraz godności kardynalskiej i wszelkiej funkcji legata, jak również czynnego i biernego prawa do zabierania głosu, a także wszelkiej władzy i klasztorów, beneficjów oraz urzędów kościelnych, czy to związanych z troską duszpasterską, czy też niezwiązanych, a także funkcji świeckich i wszelkich stanowisk w zakonach, które uzyskali na mocy jakiejkolwiek decyzji i przydziału apostolskiego, w użytkowania tytularne, opiekę, zarząd bądź w jakikolwiek inny sposób oraz w których, bądź też wobec których posiadają jakiekolwiek uprawnienie, jak również wszelkich dochodów i przychodów oraz rocznych zysków z podobnych dochodów i przychodów oraz zysków, które są im zastrzeżone i przyznane, a także hrabstw, baronii, marchii, księstw, królestw i cesarstwa. Ponadto będą do posiadania tych uprawnień niezdolni i niezdatni, a uważani będą za odpadłych i upadłych we wszystkim i w każdy sposób, nawet gdyby się wcześniej wyrzekli tego rodzaju herezji podczas otwartego procesu. Ponadto nigdy nie będą przywróceni do swego poprzedniego stanu, a więc nie zostaną przywróceni, ponownie obdarzeni, przywołani i odnowieni w posiadaniu kościoła katedralnego, metropolitalnego, patriarchalnego bądź prymasowskiego, ani do godności kardynalskiej, ani do innej godności, czy to mniejszej, czy też większej, ani nie otrzymają prawa do zabierania głosu czy to czynnego, czy biernego, ani nie otrzymają władzy, ani klasztorów i beneficjów, a także hrabstw, baronii, marchii, księstw, królestw i władzy cesarskiej. Z powodu łaskawości zaś i życzliwości Stolicy Apostolskiej zostaną umieszczeni w jakimś klasztorze albo innym miejscu zakonnym, dla odbycia wieczystej pokuty o chlebie boleści i wodzie żalu, chyba że nie wykażą oznak prawdziwej skruchy i nie dokonają odpowiedniej pokuty, bo wtedy powinni być raczej poddani osądowi władzy świeckiej w celu nałożenia stosownej kary, po odpowiednim rozpatrzeniu sprawy. Wszystkie osoby tego rodzaju powinny być w taki sposób uważane, traktowane i oceniane przez wszystkich, niezależnie od stanu, stopnia, porządku, położenia i godności, także przez osoby cieszące się godnością biskupa, arcybiskupa, patriarchy, prymasa, albo posiadające jakąś inną większą godnością kościelną, albo zaszczyt bycia kardynałem, czy też godność świecką, w tym również hrabiego, barona, markiza, księcia, króla i cesarza. Jako tacy powinni być unikani oraz pozbawieni oznak jakiejkolwiek życzliwości.
§ 4. Posiadacze prawa patronatu, albo uprawnienia do mianowania duchownych odpowiednich do objęcia kościołów katedralnych, w tym także metropolii, oraz kościołów patriarchalnych, czy też klasztorów albo innych beneficjów kościelnych, które zostały opróżnione wskutek tego rodzaju pozbawienia, aby na skutek długotrwałego wakansu kościoły te nie doznały szkody, ale wyrwane z rąk heretyków zostały oddane odpowiednim pasterzom, którzy wiernie poprowadzą lud na ścieżki sprawiedliwości, ci do których to należy powinni przedstawić Nam, albo osobie będącej w tym czasie papieżem rzymskim stosownych kandydatów do objęcia tych kościołów, klasztorów i beneficjów w czasie przewidzianym w prawie albo określonym w umowach bądź układach zawartych ze wspomnianą Stolicą Apostolską. W przeciwnym wypadku po upływie określonego czasu pełne i swobodne prawo do rozporządzania tymi kościołami, klasztorami i beneficjami przechodzi mocą samego faktu na Nas, bądź na wspomnianą osobę będącą wówczas papieżem.
§ 5. Ponadto ci, którzy ośmielą się świadomie przyjmować albo bronić, sprzyjać, ufać albo głosić nauczanie tych, którzy w ten sposób będą schwytani, uznani bądź zdemaskowani, wtedy mocą samego czynu popadną w karę ekskomuniki oraz popadną w niesławę. Nie będą ponadto dopuszczeni i nie będą mogli być dopuszczeni, czy to przez zabranie głosu, czy też osobiście, na piśmie, czy też za pośrednictwem posła, albo pełnomocnika do żadnego urzędu publicznego bądź prywatnego, ani do zebrania bądź synodu, czy też soboru powszechnego bądź prowincjonalnego, ani do konklawe kardynałów, ani do żadnego zgromadzenia wiernych, ani do wyboru kogokolwiek, ani do złożenia świadectwa. Oprócz tego nie będą mieli prawa wyrażać swej woli, ani nie zostaną dopuszczeni do dziedziczenia majątków. Ponadto nikt nie będzie musiał odpowiadać im w żadnej sprawie. Gdyby to byli sędziowie, wtedy ich orzeczenia nie będą miały żadnej mocy, a żadne sprawy nie będą im oddawane do rozpatrzenia. Gdyby zaś byli adwokatami, wówczas nikt nie może korzystać z ich pracy. Gdyby byli notariuszami, wtedy akty przez nich wystawione nie będą posiadać żadnej mocy ani znaczenia. Ponadto gdy będą to osoby duchowne, to mocą samego faktu zostaną pozbawieni wszystkich razem i każdego z osobna kościoła, również katedralnego, metropolitalnego, patriarchalnego i prymasowskiego, jak również wszelkiej godności, dowolnego klasztoru, beneficjum i urzędu kościelnego, a nawet (jak to zostało wyżej określone) zdolności w dowolny sposób uzyskanej. Zarówno zaś duchowni ci, jak i świeccy, nawet posiadający wspomniane wyżej zdolności, albo posiadający wspomniane godności będą mocą samego faktu pozbawieni wszelkich królestw, księstw, dominiów, dóbr feudalnych i własności doczesnej, które znajdują się w ich posiadaniu, dobra zaś tego rodzaju, oraz królestwa, księstwa, dominia i dobra feudalne mają być im odebrane, staną się wolne i będą należeć jako prawo i własność do tych, którzy wcześniej byli w ich posiadaniu, jeżeli tylko zachowają szczerą wierność i jedność ze Świętym Kościołem Rzymskim i będą pozostawać w posłuszeństwie wobec naszej osoby i wobec naszych następców, papieży rzymskich, którzy zostaną wybrani w zgodzie z normami kanonicznymi.
§ 6. Dodajemy również, że gdyby kiedykolwiek się okazało, że jakiś biskup, a nawet pełniący obowiązki arcybiskupa, patriarchy, albo prymasa, czy też kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego, albo jak to zostało wyżej powiedziane legat, czy też papież rzymski przed dokonaniem jego wyboru do godności kardynała, albo przed wyniesieniem go do godności papieskiej odpadł od wiary katolickiej, albo popadł w jakąkolwiek herezję, wówczas wybór albo wyniesienie tej osoby, nawet dokonane w zgodzie i jednomyślnie przez wszystkich kardynałów będzie żadne, nieważne i próżne. Wybór ten bądź wyniesienie nie może być także uznane, ani nie uzyska ważności czy to na drodze przyjęcia obowiązków, ani przez konsekrację, ani przez objęcie władzy i zarządu wynikających z urzędu, ani przez rzekomą koronację papieską, ani przez uroczyste oddanie czci, ani przez wyrażenie powszechnej obediencji, w żadnym czasie, ani w żadnym razie nie może być uznane za zgodne z prawem. Ponadto taka osoba, awansowana do godności biskupa, arcybiskupa, patriarchy albo prymasa, czy też wybrana do godności kardynała, albo obrana na papieża nie uzyska żadnej zdolności do sprawowania władzy czy też w sprawach duchownych, czy też świeckich, nie może być traktowana, że władzę tę posiada, ale wszystkie razem i każda z osobna z wszelkich wypowiedzi, czynów, działań i decyzji dokonanych przez tę osobę, oraz następstwa tych aktów będą pozbawione wszelkiej mocy, nie będą mieć żadnego znaczenia, ani nie będą dla nikogo normą prawa. Prócz tego wszystkie razem i każda z osobna z osób wyniesionych i awansowanych w taki sposób do swych godności, mocą samego faktu, bez żadnego dokonanego w tej kwestii ogłoszenia będą pozbawione wszelkich godności, miejsc, zaszczytów, tytułów, władzy, urzędów i mocy, nawet gdyby wcześniej nie odpadły od wiary, bądź nie wpadły w herezję, czy też nie popadły w stan schizmy, ani jej nie wzbudziły, czy też nie zostały pochwycone na takim uczynku.
§ 7. Osoby podporządkowane zarówno duchownym diecezjalnym, jak również zakonnym, a także osobom świeckim, jak również kardynałom, a nawet tym, którzy brali udział w wyborze na papieża, tego, kto wcześniej odpadł od wiary, albo był heretykiem, czy też schizmatykiem, czy też tym, którzy w inny sposób zgodzili się z tym wyborem i wyrazili swe posłuszeństwo wobec niego, oddali mu cześć, a także kasztelanom, prefektom, dowódcom i urzędnikom, również naszego umiłowanego miasta Rzymu i całego Państwa Kościelnego, oraz osobom wyniesionym bądź awansowanych do godności w przedstawiony sposób są zgoła zwolnione od wszelkiego posłuszeństwa, czci i ponoszenia winy, nawet gdyby było to utwierdzone przysięgą bądź ślubowaniem, czy też gwarancją. Powinni natomiast ich unikać jako czarowników, pogan, celników i herezjarchów (pozostają natomiast winni zachowania wierności i posłuszeństwa wobec przyszłych biskupów, arcybiskupów, patriarchów, prymasów, kardynałów i rzymskiego papieża wybranych zgodnie z zasadami prawa). Dla utrudnienia zaś działalności wspomnianych osób wyniesionych i awansowanych we wspomniany sposób, gdyby tamci usiłowali nadal pełnić swą władzę i rządzić, zobowiązani są wezwać przeciwko nim pomocy ramienia świeckiego. Z powodu zaś uzasadnionego powyższymi okolicznościami wypowiedzenia posłuszeństwa i wierności tym osobom (które rozdzierają jednorodną tunikę Pańską) nie będą oni podpadać pod żadne cenzury ani kary.
§ 8. Postanowienia tej konstytucji mają obowiązywać bez względu na jakiekolwiek przeciwne konstytucje i zarządzenia apostolskie, a także przywileje, zezwolenia i listy apostolskie udzielone tymże biskupom, arcybiskupom, patriarchom, prymasom i kardynałom, oraz wszystkim innym, w jakimkolwiek brzmieniu i kształcie, jak również bez względu na wszelkie klauzule i dekrety, w tym wydane na mocy własnej inicjatywy i w oparciu o pewną wiedzę, oraz w oparciu o pełnię władzy apostolskiej (także podczas konsystorza), albo w jakikolwiek inny sposób, również gdyby decyzje te zostały ponownie zatwierdzone i ponowione, a także włączone do zbioru praw, jak również bez względu na wszelkie postanowienia konklawe, choćby zostały zatwierdzone przez przysięgę, potwierdzenie apostolskie, albo w jakikolwiek inny sposób i nawet gdyby zostały zaprzysiężone przez nas samych. Wszystkie te postanowienia uważamy niniejszym za przytoczone dosłownie w ich brzmieniu i w sposób szczególny oraz wyraźnie je odwołujemy, o ile zachowują jeszcze moc, bez względu na jakiekolwiek przeciwne postanowienia.
§ 9. Aby zaś wszyscy, których to dotyczy, mogli poznać treść tego listu, rozkazujemy, aby ten list (albo jego odpis, który winien posiadać taką samą moc, gdy będzie potwierdzony podpisem publicznego notariusza i pieczęcią jakiegoś dostojnika kościelnego), został ogłoszony i wywieszony przez naszych woźnych na drzwiach Bazyliki Księcia Apostołów w Rzymie, na Kancelarii Apostolskiej i na rynku Campo Flora. Kopie te mają tam pozostać, a ten sposób ogłoszenia będzie uważany za wystarczający i traktowany jako zgodne z prawem i uroczyste ogłoszenie, żadnego zaś innego sposobu ogłoszenia nie będzie potrzeba i nie będzie oczekiwany.
§ 10. Nikt zatem nie może się ośmielić naruszyć tej naszej zgody, ponowienia, postanowienia, decyzji, ograniczenia, woli oraz dekretu, ani w żaden sposób nie może się temu lekkomyślnie sprzeciwiać. Gdyby jednak ktoś się na to odważył, ten niech wie, że naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz świętych apostołów Piotra i Pawła.
Papież Paweł IV
Dane w Rzymie, u świętego Piotra, dnia 15 lutego roku Pańskiego 1559, w czwartym roku naszego pontyfikatu.
† Ja, Paweł, biskup Kościoła katolickiego.
Z języka łacińskiego przełożył Jerzy Słotwiński
Tekst oryginalny w: BULLARIUM ROMANUM. TOMUS PRIMUS. ROMAE, Ex Typographia Reverendae Camerae Apostolicae. MDCXXXVIII (1638). SUPERIORUM PERMISSU, pp. 602-604.
CODICIS IURIS CANONICI FONTES. CURA Em.mi PETRI Card. GASPARRI EDITI. VOLUMEN I. CONCILIA GENERALIA – ROMANI PONTIFICES USQUE AD ANNUM 1745. N. 1-364. ROMAE. Typis Polyglottis Vaticanis MCMXXXVI (1936), n. 94, pp. 163-166.
Przypisy:
(*) Konstytucja ta została potwierdzona przez papieża Piusa V w bulli Inter multiplices.
Dodatek węglowy cieszy się ogromną popularnością. Tylko do czwartku (25 sierpnia) rybnicki magistrat naliczył ponad 3000 złożonych wniosków. Mnożą się jednak wątpliwości. Zgodnie z zapisami ustawy świadczenie przyznawane jest gospodarstwom domowym, niezależnie od liczby pieców węglowych w budynku. Dochodzi do sytuacji, że domownicy korzystający z jednego kotła dostają kilka dodatków węglowych. Tu mamy hit z Rybnika – miejscowy OPS otrzymał 4 wnioski od gospodarstw, które zajmują pomieszczenie o powierzchni nieprzekraczającej… 40 metrów kwadratowych!
Dodatek węglowy: mieszkańcy rzucili się do wypełniania wniosków
O tym informowaliśmy Was 17 sierpnia. Od tego dnia Ośrodek Pomocy Społecznej przy Raciborskiej i na Kampusie przyjmuje od rybniczan wnioski o dodatki węglowe. Akceptacja oznacza wypłatę jednorazowego świadczenia w postaci 3 tysięcy złotych.
Jak informuje nas Agnieszka Skupień, rzecznik rybnickiego magistratu, do wczoraj (24 sierpnia) złożono 3000 wniosków, z czego 700 drogą elektroniczną. Najwięcej wniosków złożonych w tradycyjnej formie trafiło do OPS-u poprzez kampus. Znajdują się tam 4 stanowiska.
Kosztowna luka w przepisach
Jest jednak pewien poważny mankament w zasadach ubiegania się o dodatek węglowy. Zgodnie z zapisami ustawy świadczenie przyznawane jest gospodarstwom domowym, niezależnie od liczby pieców węglowych w budynku. Dochodzi do sytuacji, że domownicy korzystający z jednego kotła dostają kilka dodatków węglowych. Zgodnie z ustawionymi zasadami – jest to legalne.
Kiedy mówimy o np. dwóch gospodarstwach domowych w jednym budynku? Posłużymy się przykładem: na parterze mieszka jedna rodzina, a na pierwszym piętrze rodzice męża lub żony z parteru. Jeżeli osoby z obu pięter korzystają z np. swoich lodówek, pralek, telewizorów, łazienek – możemy mówić o dwóch gospodarstwach domowych.
To, że taki model życia społecznego jest popularny w Polsce od dawna, nikogo nie trzeba przekonywać. Tego jednak nie wziął pod uwagę nasz rząd określając zasady przyznawania dodatków węglowych.
Polacy widząc lukę prawną – składają po 2-3 wnioski, zamiast 3 tys. złotych mogą zwinąć 2 i 3 razy tyle. Zauważają to urzędnicy w rybnickim magistracie.
Aktualnie zostało złożonych ponad 3000 wniosków, ponad 700 złożono elektronicznie. Nasilają się sytuacje, w których mieszkańcy wycofują wniosek złożony do CEEB, by go skorygować, ze względu na podawane dane o ilości osób w gospodarstwie domowym i źródle ogrzewania. Cześć składających wnioski o dodatek węglowy zaczyna je wycofywać, ze względu na coraz częściej upowszechniane informacje na temat tego, że świadczenie to jest przyznawane na gospodarstwo domowe, a nie na budynek, czy źródło ogrzewania – wyjaśnia Agnieszka Skupień.
Magistrat nie prowadzi jednak statystyk dotyczących podwójnych wniosków na jeden budynek.
Z małego mieszkania złożono 4 wnioski o dodatek węglowy
O ile jeszcze taki sposób rozumienia tych przepisów (dwa gospodarstwa w budynku – red.) jest zrozumiały, o tyle trudno komentować sytuacje, w których w mieszkaniu, nieprzekraczającym 40 metrów kwadratowych z jednym piecem kaflowym, z jedną kuchnią i jedną łazienką funkcjonują …cztery gospodarstwa domowe. Z takiego mieszkania złożono cztery wnioski –
Rząd ukraiński rozpoczął przygotowania do „wielkiej wojny” z Rosją jeszcze w 2019 roku, po tym jak Zelenski odmówił podpisania nowych porozumień mińskich. Takie oświadczenie złożył sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow. Ukraina w grudniu 2019 roku odmówiła uregulowania konfliktu w Donbasie na warunkach zaproponowanych przez Rosję, Niemcy i Francję, po czym groźba starcia z Rosją stała się bardziej realna.
Według Daniłowa, Kijów widział nieuchronność wojny i dlatego rozmieścił wszystkie siły na granicy z Donbasem, aby się do niej przygotować.
–Przygotowywaliśmy się do wojny, a przygotowania zaczęły się po 9 grudnia 2019 roku, kiedy prezydent Żeleński nie zgodził się w Paryżu na warunki, które proponowały nam Rosja, Francja i Niemcy. Mówiąc delikatnie, powiedział – „nie, przyjaciele, nie będzie Mińska 3, będziemy bronić naszego kraju”. Następnego dnia zrozumieliśmy, że wielka wojna z Federacją Rosyjską jest nieunikniona. – powiedział sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Narodowej.
Daniłow podkreślił, że przygotowania były prowadzone w tajemnicy, rząd nie zamierzał narażać ludności na ewentualne rozpoczęcie działań wojennych, dlatego można było przygotować się na „rosyjskie uderzenie”. To właśnie tajne przygotowania spowodowały, że po sześciu miesiącach działań bojowych armia rosyjska „nadal nie mogła zająć Donbasu”.
-Gdybyśmy uprzedzili, że jutro będzie wojna, gdybyśmy nie mieli pewnych wydarzeń, to do dzisiaj wróg byłby już w Warszawie, Tallinie, Wilnie i innych miastach – dodał. Wcześniej Kreml mówił, że rozpoczynając operację specjalną, rosyjskie wojsko wyprzedziło dosłownie o kilka dni armię ukraińską, która była już gotowa do ataku na Doniecką i Ługańską Republikę Ludową. Daniłow tylko przezornie nie wspomniał ani słowem, że w tych przygotowaniach do „wielkiej wojny” intensywnie pomagali Ukraińcom już od 2014 roku agenci CIA oraz oficerowie armii USA – ukryci, ale prawdziwi aktorzy tego spektaklu.
…. NAJPIERW Lechu podgryziemy korzenie… Ś.p.Mirosław Marian Krupiński
Antoni Jasiński | 2022-08-27 https://naszepismo.pl/2022/08/27/najpierw-lechu-podgryziemy-korzenie/
MIREK Z LEWEJ DO LECHA: ” ...Najpierw Lechu podgryziemy korzenie…”’
DZIESIĄTA ROCZNICA ŚMIERCI
28sierpnia 2012 r. zmarł Mirosław Marian Krupiński
Ś+P Mirosław urodził się 8 IX 1939 w Świniuchach (obecnie Ukraina). Absolwent Politechniki Wrocławskiej, Wydz. Inżynierii Sanitarnej (1964), studiów podyplomowych w zakresie technologii uzdatniania wody, oczyszczania ścieków i ochrony środowiska na Politechnice Warszawskiej.
Od IX 1980 w „S”; rzecznik prasowy MKZ w Olsztynie; w VI i IX 1981 delegat na I WZD Regionu Warmińsko-Mazurskiego, przewodniczący ZR, delegat na I KZD, wiceprzewodniczący KK. 13 XII 1981 przewodniczący Krajowego Komitetu Strajkowego.
16 XII 1981 po pacyfikacji Stoczni Gdańskiej im. Lenina aresztowany, przetrzymywany w AŚ w Gdańsku: z powodu choroby serca hospitalizowany, następnie w Bydgoszczy, w VII 1982 skazany wyrokiem Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni na sesji wyjazdowej w Bydgoszczy na 3,5 roku więzienia, osadzony w ZK w Łęczycy, we wrześniu 1983 zwolniony na mocy amnestii; pozbawiony możliwości pracy w swoim zawodzie.
Od V 1987 na emigracji w Australii; inżynier konsultant w firmie Zyg Rytter & Partners w Sydney, nast. inżynier projektant w Water Authority of Western Australia w Perth i w Albany, od 2004 na emeryturze. Autor publikacji: Zaułki zbrodni, Australijska przygoda, Australijskie migawki. Do 28 V1987. rozpracowywany przez Wydz. III WUSW w Olsztynie w ramach SOR krypt. Szaradzista. (z Encyklopedii Solidarności)
Mirosław Krupiński odpowiadaja Lechowi Wałęsie:
„Odpowiadanie na bełkot jest chyba najtrudniejszym rodzajem odpowiedzi jaką czlowiek może podjąć. Dlatego odpowiadanie na to co podpisał Lech Walesa (bo pisał to ktoś inny, biegły w pisaniu a nie podpisany) nie sprawia mi ani przyjemności ani satysfakcji. Uważam jednak że odpowiedzieć muszę i to odpowiedzieć niejako z urzędu w imieniu tych w wypowiedzi Pana oplutych. Jest to dla mnie tym trudniejsze że kiedyś byliśmy bliskimi współpracownikami i to Lech Walesa wysunął moją kandydaturę na wiceprzewodniczacego KK na I Zjeździe „S”, co po uzgodnieniu ze swoim Regionem (Warminsko Mazurskim), którego byłem wcześniej przewodniczacym – zaakceptowałem.
Zacznę od przyznania pewnej marginalnej dla sprawy racji Wałęsie na którego publiczny list adresowany do ogółu Polonii tu publicznie odpowiadam: – Prawdą jest że na początku lat 80tych wyjechało z Polski wielu oportunistow, wielu wysłanych przez PRL agentów, wielu ludzi przedkładających wyjazd (najczęściej z rodziną) ponad więzienie czy represje – czasem bardzo dotkliwe i uniemożliwiające normalne życie. Pisze mi się to łatwo bo nie należę do żadnej z tych kategorii o czym L. Wałęsa wie.
Inna prawdą jest też, ze więcej ludzi wyjechało z III RP uciekajac przed ubóstwem i prześladowaniami nie wiele rożniącymi się od PRLowskich, wielu wyjechało z III RP równie slużbowo w czasie prezydentury Lecha Walesy i Aleksandra Kwasniewskiego w celu inwigilacji i sterowania Polonią. Znów – jest mi łatwo o tym pisać bo i do tych kategorii nie należałem. Ludzie Ci zostali przez Pana & Consortes na wyjazd skazani, zmuszeni, lub służbowo wydelegowani...
Wyjechałemz Polski (a piszę o tym bo było zapewne wielu innych o podobnej motywacji) bo zaobserwowałem rozpoczynający się proces dawania sobie buzi naszego byłego „Wodza” i jego wspólników z naszymi byłymi wrogami. Dla mnie i dla tych mnie podobnych alternatywą wyjazdu nie było więzienie, nie była śmierć głodowa, a chęcią wyjazdu nie była chęć poprawienie sobie bytu. Wrecz przeciwnie – ja zdawalem sobie sprawę, że wyjezdzając z pustymi kieszeniami bytu lepszego niz miałem w PRL (szczególnie przed uwięzieniem, które odsiedziałem W całości, BEZ ubiegania się o łaske ani O warunkowe zwolnienie) na emigracji sobie nie zbuduję.
O scenariuszu przyszłej Magdalenki, oczywiście bez jej nazwy i daty – wiedziałem od wczesnej wiosny roku 1983, a dowiedziałem się o nim w więzieniu w Łeczycy od FRASYNIUKA, który wybełkotał całą prawdę o planach mając mnie za swojego – no bo byłem wiceprzewodniczącym Związku z kandydatury Wałęsy, a poza tym kto, w pojęciu Frasyniuka, mógł taką świetną ofertę udziału odrzucić, nieprawdaż? Jeszcze przez jakiś czas miałem wątpliwości czy „wiedzieć” znaczyło w przypadku Wałęsy „uczestniczyć” w planie. Watpliwości rozwiały się na początku roku 1986 (śledzłem uważnie dostępne relacje o sytuacji w możliwych źrodłach polskich, z bibułą konspiracyjną włącznie) i zagranicznych. Relacje te i widoczne dla mnie zjawiska potwierdzały mi zaawansowany już etap planu o jakim usłyszałem w ZK Łęczyca. Obrzydzenie jakie mnie wtedy opanowało było głównym powodem mojego wyjazdu.
Rok czasu zajęło mi załatwienie formalności emigracyjnych i likwidacja swoich spraw w Polsce (od wyjścia z więzienia bylem pozbawiony pracy ale miałem zarejestrowaną i działającą pracownię projektową – jestem inżynierem). Wyjechałem 7 maja 1987 roku na zaproszenie i na koszt rządu Australii, który uznał moje kwalifikacje zawodowe za użyteczne w nowym kraju. Aby dopowiedzieć do końca – wyjechałem z „obrzydzenia” do życia w Kraju, gdzie rządzą bandyci a flirtują z nimi, już otwarcie, moi wcześniejsi współuczestnicy walki z tymże bandytyzmem politycznym. Pierwsze lata były emocjonalnie trudne i pracowite bo odbudowywałem swoją bazę życiową od zera, a wyjechałem mając lat prawie 48) . Do roku 1996 moje wiadomości o sytuacji w Polsce i o zaistniałych układach politycznych i mafijnych pochodziły głównie z listów od znajomych, rodziny i byłych kolegów z „S”. Treść tych informacji sprawiła że nigdy nie żałowałem swojej decyzji wyjazdu, aczkolwiek brakowało mi Polski i moich własnych wydeptanych w niej ścieżek.
Od roku 1996 miałem dostęp do internetu, założyłem swoją witrynę internetową i zacząłem czytać i pisać o Polsce. W roku 1997 skończylem pisanie ksiazki „Zaulki Zbrodni”, dostępnej w całości na mojej witrynie wraz z głównymi dokumentami z opisywanego okresu (13 grudzien 1981 – 17 wrzesien 1983). Książka wywołała wiele odpowiedzi i zdziwienie że żyję i, że w ogole istniałem.
Dowiedziałem się że wraz z początkiem III RP zaczęto i przeprowadzono w Polsce dokładną czystkę moich Sbeckich, prokuratorskich i sądowych dokumentow i śladów istnienia. Zostało mi to co wywiozłem – a ponieważ zawsze byłem systematyczny i skrupulatny – zostały mi oryginalne wtórniki urzędowe tak pracowicie niszczonych w Polsce wałęsowskiej dokumentów. Książkę i przed jej wydaniem drukiem i po jej wydaniu przekazałem do kilku adresatów, w tym do byłego Zarządu Regionu I „S” i do IPN równolegle ze składanym w roku 2001 wnioskiem o dostęp do dotyczacych mnie dokumentów.Istnienie tej książki wywoływało często konsternacje, czasami strach. Bo dokumentowała to co w wyniku czystki miało nie istnieć.
Nie czuję się specjalnie wyróżnionym tą czystką – choć uważam że miała ona związek z moim rozstaniem się z Lechem Wałesą we wrześniu 1983 roku. Wiem że czyścili archiwa (w tym przypadku swoje, ale nie tylko) i Wałęsa i Michnik i cała grupa „autorytetów” zakłopotanych swoją rzeczywistą przeszłością. Ogladałem kilka filmów dokumentalnych, w tym posiadany do dziś film Nocna Zmiana, zawierający i ówczesne wyjaśnienia Lecha Wałęsy, i spoconego z miną zbitego psa Jacka Kuronia i bardzo zdenerwowanych innych obalaczy Rzadu Olszowskiego. Dotarła też do mnie, juz później, pewna ilość pokrewnych temu i podobnym wydarzeniom w III RP dokumentów, negatywów i relacji.Otrzymywałem opisy odbieranych przez moich byłych kolegów z ZR „S” dokumentów archiwalnych z zamazywanymi na czarno nazwiskami, co mnie samego zniecheciło do niepotrzebnej podróży po ich odbiór.
Tak wiec, Panie Wałesa, z pewnymi wyjątkami to nie wyjeżdżąjący z Polski Polacy zdradzili swój Kraj – to ich zdradzono i sprzedano i sprzedaje się do dzś zmuszając do emigracji zarobkowej na zasadach często bardzo zbliżonych do przymusowych robót w czasie WWII. Ci którzy Pana i pańską „Polskę” zdradzili wracają z Dworca Victoria w Londynie z dziurami w portkach. To oni padli łupem i ofiarą Pana prezydenytury i Pana kolesiów, libacje z którymi w Magdalence może Pan znaleźć na fotkach frontowej strony witryny „USOPAL”. Ja też je (i inne) mam, ale szkoda mi na nie miejsca na moich witrynach. Dlaczego? – Bo wstydzę się okresu swojej przedstanowojennej nieświadomości, w której uważałem Pana za człowieka uczciwego. Pragne Pana zapewnić, że w mojej drugiej Ojczyźnie – Australii czuję się znacznie lepiej niż z Panem czułbym się w obecnej Polsce. I myślę że nie czuję się w tym odosobniony. Mirosław Krupinski b. przewodniczący ZR „S” Regionu Warminsko Mazurskiego b. wiceprzewodniczący KK „S” po I Zjezdzie. Albany, Western Australia 18 kwietnia 2006, ”
Śp. Mirek Krupiński jest także autorem Propozycji Deklaracji Polonii Niezależnej, opublikowanej po raz pierwszy w Naszym Piśmie w której pisał m.in:
Działania będą miały na celu:= odkłamanie od 15 lat fałszowanej historii okresu PRL, stanu wojennego i okresu pomagdalenkowego – poprzez archiwizację i publikacje (również w formie książkowej) dokumentów i przekazów historycznych,
– prostowanie rozpowszechnionych już i wciąż rozpowszechnianych kłamstw dotyczących tego okresu/ piętnowanie antypolskich w swojej treści, formie i skutkach wywystąpień polskich polityków, mediów, historyków i propagandzistów oraz podobnych działań sił niepolskich ale Polski i Polaków dotyczących / publiczne opiniowanie rządowych i medialnych działań, ustaw i regulacji urzędowych mających szkodliwy wpływ na stosunki pomiędzy Społeczeństwem Polskim i Polonią / przesyłanie rządom kraju zamieszkania informacji dotyczących patologii rządzenia w Polsce, życiorysów politycznych szkodzących Polsce polityków, przypadków korupcji, nadużywania lub łamania prawa (w aspekcie praw człowieka i obywatela),
-zapobieganie osiedlania się przez skompromitowanych i nie do końca rozliczonych polityków i prominentów polskich w krajach zamieszkania i działania Polonii Niezależnej,/ publikowania opisów dostrzeganych przypadków korupcji, prania lub deponowania nieuczciwie zdobytych środków finansowych, ukrytych a szkodliwych dla Polski transakcji itp w krajach zamieszkania Polonii.
(…) D). Polonia Niezależna powita każdy uczciwy rząd polski i nawiąże z nim normalną i uczciwą współpracę./ Zawsze będzie jednak obserwować i analizować działania i skutki działań każdego rządu polskiego, nie wykluczając deklaratywnego zerwania z nim stosunków jeżeli pójdzie on w ślady opisywanych wyżej rządów pomagdalenkowych. / (…) E). Polonia Niezależna dołoży wszelkich starań aby kryminalne przestępstwa sprawujących władzę, fałszowanie historii czy też przedkładanie działań na korzyść sił obcych ponad działania na korzyść Polski zostały ujawnione i ukarane w majestacie prawa polskiego lub międzynarodowego. (…)
Niestety tym dokumentem nie zainteresował się wtedy, i aż do dzisiaj, żaden działacz, żadna organizacja polonijna, aby nie budzić „Demonów” – bo Polonia musi być apolityczna – więc Autor został skazany na zapomnienie!
Mirek jeszcze zdrowy obiecywał mi kilkakrotnie przyjazd do mnie z Albany (WA) na Tasmanię – jak mówił – na ryby. i grzyby… Cieszył się ze swojej łódki motorowej na której pływał i łowił…Niestety nie zdążył! Św. Piotr zabrał go do swojej łodzi…
Powyższe zdjęcie wykonał jego kolega Alex Matwiejszyn w Albany – w ostatnim miejscu Jego drogi życiowej. Dla Mirka łaską jest to, że On zza tamtej strony kurtyny już zna nie tylko od podszewki tajemnice – „Koni Trojańskich na Antypodach”, ale setki innych zakulisowych tajemnic, które my poznamy dopiero jak Tam z Mirkiem się spotkamy. A DZISIAJ W 10 ROCZNICĘ TWOJEJ ŚMIERCI ODPOCZNIJ MIRKU W POKOJU WIECZNYM. CZEŚĆ TWOJEJ PAMIĘCI .
I proszę… Zauważ Mirku, że dotrzymałem słowa, które Ci dałem w czasie ostatniej naszej rozmowy, kiedy się już wybierałeś TAM; więc poczytaj sobie dzisiaj – TAM…!
Polska Grupa Górnicza zwiększa limity na zakup węgla. Jednorazowo będzie można kupić maksymalnie 3 tony.
„Aby zwiększyć dostępność surowca dla odbiorców indywidualnych oraz umożliwić kupno węgla jeszcze większej liczbie klientów, spółka wprowadziła od 22 sierpnia w odbiorze gotówkowym na kopalniach limit 3 ton dla jednego klienta (dotychczas 5 ton)” – poinformowała Polska Grupa Górnicza.
Spółka argumentuje, że chce w ten sposób zwiększyć dostępność węgla dla klientów indywidualnych. Przypomina też, że poprawiła funkcjonalność swojego sklepu internetowego. Od połowy tygodnia dodanie towaru do koszyka gwarantuje możliwość jego zakupu.
Ceny węgla rosną
W zeszłym tygodniu Polska Grupa Górnicza podniosła ceny węgla. Stawki za tonę poszły w górę średnio o 20 proc., tona węgla opałowego zamiast 1 tys. kosztuje 1,2 tys. za tonę. Jednocześnie do sprzedaży trafiło ponad 120 tys. ton węgla dla gospodarstw domowych.
Jak podaje PGG, przeznaczenie do sprzedaży takiej ilości węgla umożliwiło dokonanie rekordowej ilości transakcji. Od wtorku, według zapewnień spółki, węgiel mogło kupić 26 tys. klientów.
Składy węglowe boją się o przyszłość
Z końcem lipca Polska Grupa Górnicza rozwiązała dotychczasowe umowy z autoryzowanymi sprzedawcami węgla. Nowa sieć dystrybucji ma pojawić się za kilka tygodni. Nie wiadomo, na jakich zasadach będzie działała i kto będzie w niej handlował – pisze „Rzeczpospolita”.
Na razie składy świecą pustkami, a ich pracownicy obawiają się o to, czy firmy będą dalej istnieć.
Na początku czerwca odbyło się spotkanie przedstawicieli Solidarności z zarządem Polskiej Grupy Górniczej. Pytany później przez dziennikarzy Dominik Kolorz, przewodniczący związkowców, powiedział, że nowa sieć ma funkcjonować w sposób zbliżony do franczyzy.
„Składy działające według nowych umów będą miały określoną maksymalną marżę, którą będą mogły naliczać. PGG ma ściśle nadzorować, czy ta zasada jest przestrzegana. Każdy, kto będzie sprzedawał węgiel w wyższej cenie lub mieszał węgiel z PGG z innym i sprzedawał go drożej, zapłaci gigantyczną karę finansową” – wyjaśnił.
Unia Europejska uznała i oficjalnie ogłosiła, że aspartam jest niegroźny – jednocześnie chce wpłynąć na dozwoloną ilość cynamonu w produktach. Nową dyrektywę odczują przede wszystkim Duńczycy ze względu na ich narodowy przysmak – pebber nodder, ale również piekarze, ciastkarze i przedstawiciele wszystkich gałęzi przemysłu gdzie wykorzystywany jest cynamon. Według badań cynamon jest dobrym dodatkiem do potraw – cynamon uwrażliwia organizm na insulinę, przez co ma właściwości obniżające glikemię, ma właściwości antywirusowe, antyseptyczne, stymuluje krążenie krwi, poprawia trawienie (zawiera dużo błonnika).
Przeciwny nowej ustawie był Paul Nuttal, który powiedział – Człowiek musiałby zjeść tyle wypieków z cynamonu, że prędzej umarłby z powodu otyłości, niż odczuł efekty uboczne tej przyprawy – dodatkowo do chwili obecnej nie zanotowano by ta przyprawa wywoływała efekty uboczne (spożycie cynamonu jest wielokrotnie większe np.: w Azji).
Jedynym argumentem dla ograniczenia użycia cynamonu jest badanie przeprowadzone w 2013 r. przez Amerykanów i Saudyjczyków, w którym udowodniono, że przyprawa w zastosowaniu przemysłowym, powstała z tzw. cynamonu chińskiego zawiera 63 razy więcej kumaryny – która ma wywoływać problemy z wątrobą.
O ile cynamon ma niewielu przeciwników, tak na temat aspartamu toczą się nieustanne spory zespołów badawczych – ostatnie analizy z grudnia 2013 roku dowodzą, że jeśli jego spożycie nie przekroczy 40mg/kg masy ciała dziennie, aspartam jest nieszkodliwy dla naszego organizmu. Nadal nie ma jednak jednostronnej opinii na jego temat.
Z pomnika na przemyskim cmentarzu upamiętniającego ofiary mordów ukraińskich zbrodniarzy z OUN – UPA, na Wołyniu i Podolu usunięto rzeźbę przedstawiającą zamordowane dzieci, przywiązane do pnia drzewa drutem kolczastym. Powód kuriozalny: rzekoma samowola budowlana , choć w 2003 roku, kiedy oddawano monument w pełnej celebrze, nikt nie kwestionował jego legalności. Rzeźba trafiła do magazynu, a decyzja o jej usunięciu wywołała burzę wśród środowisk kresowych, które domagają się jej powrotu na dawne miejsce.
Zdemontowali pomnik bo był niepoprawny politycznie i zabiegali o to miejscowi Ukraińcy, ze Stowarzyszenia Ukraińców w Polsce, oddział w Przemyślu, wykorzystując przy tym swoje wpływy i dojścia do władz lokalnych ( Przemyślem rządzi koalicja PiS – SLD, przy wybitnym wsparciu prezydenta Wojciecha Bakuna, którzy nawet nie kryją, że przychyliliby nawet nieba ukraińskim szowinistom )
Do demontażu doszło jednak bezpośrednio na skutek doniesienia, w formie ultymatywnej przez Andrzeja Czornego – zastępcę koła kombatantów UPA w Przemyślu, który zażądał demontażu rzeźby znajdującej się na pomniku. Tak więc na wniosek członka organizacji czysto nazistowskiej, a zarazem ludobójczej, zdemontowano symbol upamiętniający dziesiątki tysięcy polskich ofiar, bestialsko wymordowanych przez zwyrodniałych rezunów z OUN – UPA i co gorsza, dokonały tego haniebnego czynu organy podległe rządowi RP. Stało się tak, jak usprawiedliwiono to całkowicie fałszywie, w imię rzekomej walki z samowolą budowy nielegalnych pomników, które nie odnoszą się jednak nigdy do naprawdę nielegalnych upamiętnieni banderowskich potworów z UPA i innych ukraińskich formacji zagłady w służbie Adolfa Hitlera i III Rzeszy. Największym skurwysyństwem tego antypolskiego aktu władz Przemyśla, było rozpoczęcie tej ich urojonej walki z samowolami budowlanymi, od rozbiórki symbolu polskich ofiar, a nie ich ukraińskich katów. To również jest znamienny znak czasu w jakim przyszło nam wszystkim żyć. Ukazujący, że dla Polaków na polskiej ziemi, nie ma już miejsca, a jeśli już, to co najwyżej na takich samych warunkach, jakie posiadali nasi rodacy w Generalnym Gubernatorstwie Hansa Franka, którego najgorliwszymi pomagierami w eksterminacji Polaków, byli właśnie Ukraińcy.
Jak widać to już nie po raz pierwszy, banderowcy z UPA i ich pogrobowcy , oraz ich lokalni, polińscy pomagierzy ustalili nam już zasady, według jakich mamy żyć w naszym własnym domu.
Nie wiedziałem też, że w Polsce, zupełnie legalnie działają tzw. stowarzyszenia i koła ,,żołnierzy” UPA, choć winno się ich raczej nazywać adekwatnie do ich czynów, towarzystwami krwawych rezunów UPA, jakimi pozostają do dnia dzisiejszego, a nie żadnymi żołnierzami, którymi nigdy nie byli.
A jeśli już to Pan Ziobro i jego ministerstwo, nazywające się chyba dla żartu sprawiedliwości. powinien teraz dać też zielone światło do legalnego zaistnienia stowarzyszeń żołnierzy Waffen SS, funkcjonariuszy Gestapo, czy też Sicherheitsdienst – Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy, ja również stowarzyszeń bratnich nam litewskich formacji kolaboracyjnych, takich jak Szaulisi i Sauguma. No bo dlaczego nie, jeśli legalnie działają w Kraju Przemarszu, koła i stowarzyszenia ,,żołnierzy” UPA, którym to wszystkim bojcom spod znaku tryzuba, IPN wydał swego czasu świadectwa moralności, pokrzywdzonych przez komunizm, na podstawie których, wszyscy żyjący do dziś heroje, otrzymują wysokie emerytury kombatantów wojennych z kieszeni swoich polskich ofiar!
To również IPN umieścił banderowskich rezunów, morderców setek tysięcy naszych rodaków na Kresach II RP, w „Indeksie represjonowanych w PRL z powodów politycznych”. Na liście figurują dziesiątki nazwisk członków UPA. Powstaje pytanie – jak to się stało, że w tym rejestrze umieszczono upowców? Jakie były przesłanki merytoryczne i polityczne? Można łatwo się domyśleć, że za takim rozwiązaniem stoi grupa pracowników IPN o wyraźnie probanderowskiej proweniencji. Są oni w IPN od samego początku, kiedy instytucja ta była pod kontrolą Unii Wolności. To ci pracownicy razem z naiwnymi polskimi historykami opracowali sławetny „Atlas podziemia niepodległościowego”, w którym straty UPA w walce w WP i KBW wliczono lekką rączką do strat polskiego podziemia! Mimo że w ogromnej większości przypadków podziemie polskie zwalczało UPA gdzie tylko się dało. Czy jednak hasełko „walki z komuną” może być aż tak zaczadzające, by godzić się na taką manipulację? Czy w imię tej obsesji mamy stawiać pod pręgierzem żołnierzy WP i KBW (w dużej części pochodzących z Kresów, często członków Samoobrony i AK), a wynosić na piedestał członków organizacji, która nosi na sobie piętno zbrodni ludobójstwa? Czy polscy kierownicy IPN (najpierw Kieres, teraz Kurtyka) nie mogą zrozumieć, że gdyby po 1945 roku nastała Polska „londyńska”, to także rozprawiłaby się z UPA, bo chodziło tu nie tylko o zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa, ale i rację stanu? Kto więc w tej poronionej logice jest zbrodniarzem a kto bohaterem – gen. Stefan Mossor, przedwojenny oficer, wybitny sztabowiec, dowodzący Grupą Operacyjną „Wisła”, czy analfabeta z sotni „Hromenki”? To wstyd, że musimy dzisiaj zadawać takie pytania.
Wszystkie nazwiska tych żołnierzy wyklętych z UPA figurują także w oficjalnym Atlasie Polskiego Podziemia Niepodległościowego wydanym przez IPN!!!
Czy możecie mi drodzy Państwo pokazać taki drugi naród na świecie, tak pozbawiony rozumu i resztek instynktu samozachowawczego jak Polacy?
W końcu oni wszyscy też walczyli z wrażym komunizmusem i bolszewizmusem, według retoryki popaprańców z PiS, więc tym bardziej zasługują przeca na godne uhonorowanie i wpisanie w poczet żołnierzy wyklętych! W tym samym zresztą celu stworzono kult tzw. Żołnierzy Wyklętych, by dzięki temu otworzyć furtkę do legalnej działalności w Polsce wszelkich możliwych banderowskich organizacji i stowarzyszeń, i dania im w ten sposób możliwości, całkowicie legalnego kultu tych ukraińskich ludobójców w Polsce oraz wznoszenia im pomników i tablic pamięci, ku ich czci, tak jak ten na górze Monaster, w miejscu likwidacji przez pozorowaną czotę Czumaka, ostatniego prowydnyka tzw. Kraju Zakierzonskiego – Jarosława Starucha Stiaha.
Bohaterscy członkowie pozorowana czoty Czumaka, którzy wykryli kryjówkę prowydnyka tzw. Kraju Zakierzońskiego – Jarosława Starucha – Stiaha i doprowadzili do jego likwidacji
Miron Sycz na obchodach 78 rocznicy sowieckiej agresji na Polskę – 17 września 2017 r.
Że w istocie tak było, świadczy to, że jeszcze do roku 2020 na wszystkich obchodach tzw święta Żołnierzy Wyklętych 1 Marca i 17 Września w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę, wspieranej przez ukraińskich nacjonalistów, w Elblągu, gościem honorowym, był rok w rok, zgadnijcie kto? Zgadliście… Miron Sycz we własnej osobie.
Kiedy w 2011r. Sejm ustanawiał 1 marca Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych była to burzliwa i emocjonująca chwila – wspominał Miron Sycz, wicemarszałek województwa warmińsko – mazurskiego, na obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Elblągu
Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.
PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431
Szanowni Państwo! Co to są wartości europejskie? Wiedzą to tylko ci, którzy je ustalają, czyli Niemcy. Takimi przejściowymi, nieudanymi wartościami było „multi-kulti”. Niestety, tak zwani uchodźcy, zawiedli panią kanclerz na całej linii. Nie dość, że do żadnej roboty się nie rwali, to i jako siła destrukcyjna, w krajach takich jak Polska, nie sprawdzili się. Socjal był za mały. Przy rozwalaniu państwa trzeba się napracować, nie wystarczą same hasła w imię praworządności. Z destrukcją Państwa Polskiego boryka się teraz dość nieporadnie (dla nas na szczęście) Tusk. Ale on nie ma innego wyjścia odkąd został delegowany do „tego kraju”. Może jednak są jakieś unijno-europejskie wartości? Zależy dla kogo. Niemcy, Holendrzy, czy Francuzi zdają się gorliwie popierać kult zboczeńców, czego przejawem są parady, nie wiadomo dlaczego zwane skromnie paradami „równości”. Dodawanie do tego jeszcze praw szariatu, to idiotyzm, do jakiego Polacy nie dorośli. Dlatego trzeba ich najpierw ucywilizować, wprowadzając „wartości” specjalne, tylko dla nich przeznaczone. Te wartości europejskie dla Polaków różnią się zasadniczo od innych, którymi mogliby, czy powinni kierować się Niemcy, albo Francuzi. Unia Europejska żąda od nas wprowadzenia kuriozalnego prawa zezwalającego każdemu sędziemu, kwestionowanie kompetencje dowolnego innego sędziego do orzekania. Czegoś takiego nie ma w żadnym cywilizowanym kraju. I o to właśnie chodzi! O wykazanie, że Polacy są anarchistami i potrzebują pruskiej dyscypliny, którą można by wprowadzić ruskimi bagnetami. A to przełożyłoby się na polską tanią siłę roboczą i znowu miałby kto zbierać niemieckie szparagi. Nie mnie jednak osądzać europejskie wartości, skoro nie umiem nawet połapać się w wartościach facebookowych. Co bym napisała, to jestem banowana, dlatego nie szukajcie moich tekstów na tej platformie. Jakoś tak, z platformami mi nie po drodze.
Czym sie kończy włażenie w d… Ukraińcom. Gigantyczne kolejki na granicy polsko-ukraińskiej. Polscy kierowcy wracają pobici, przewoźnicy grożą blokadą.
Kilkudziesięciokilometrowe kolejki, bójki między kierowcami, przetrzymywanie pustych ciężarówek oraz opieszałość polskich celników — to główne problemy, na które skarżą się polscy przewoźnicy, którzy wożą pomoc humanitarną dla Ukrainy. Domagają się od polskich władz rozwiązania sytuacji. Jeżeli ich żądania nie zostaną spełnione, w grę wchodzi nawet całkowita blokada przejść granicznych.
Polscy przewoźnicy apelują do rządzących o rozwiązanie kryzysowej sytuacji na granicy polsko-ukraińskiej. Nasi wschodni sąsiedzi nie chcą przepuszczać pustych ciężarówek, które wracają do kraju
Tylko na jednym przejściu w wielokilometrowych kolejkach stoi niemal 2 tys. ciężarówek. Kierowcom puszczają już nerwy
— Ukraińcy demolują nasze samochody i wybijają szyby. Dziś w nocy też była taka sytuacja. Dochodzi też do rękoczynów i bójek między kierowcami. Strach tamtędy jechać — mówi nam Robert Gradus, szef firmy transportowej z Chełma
Służba celna zapewnia, że robi wszystko, by odprawić jak najwięcej aut. Według naszych informacji przyszły nowe wytyczne dotyczące zaostrzenia kontroli
— Po wybuchu wojny, w ramach pomocy Ukrainie poluzowano pewne przepisy. Niestety, nasi wschodni sąsiedzi zaczęli to wykorzystywać — podkreśla nasz informator
Na początku tego tygodnia grupa lubelskich i podkarpackich przewoźników spotkała się w Zamościu, by omówić sytuację na granicy polsko-ukraińskiej. Uczestnicy spotkania głównie skupili się na aktualnych wydarzeniach, jakie mają miejsce w drodze powrotnej do Polski. Konkluzją tego spotkania było powołanie Zamojskiego Komitetu Protestacyjnego.
Dotarliśmy do protokołu tych obrad. Z dokumentu wyłania się ponury obraz sytuacji, jaka panuje na naszej wschodniej granicy — kolejki sięgające ponad 40 kilometrów, bardzo długi czas oczekiwania na kontrolę sanitarną, niewydolność służb celnych oraz brak pełnej obsady stanowisk, opieszałość urzędników i kierowanie pustych ciężarówek na prześwietlenie rentgenem, zamiast umożliwienie szybkiego powrotu do kraju. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem, jaki pojawił się po stronie ukraińskiej.
Zdaniem przewoźników nie działa umowa między Polską a Ukrainą, która dotyczy przepuszczenia wracających do kraju pustych ciężarówek. Przez kilka ostatnich tygodni samochody przewożące pomoc humanitarną i artykuły spożywcze do Lwowa po rozładowaniu towaru mogły szybko wrócić do Polski. Teraz muszą stać w wielokilometrowych kolejkach.
— Ta umowa ciągle obowiązuje, ale tylko z naszej strony. Z Polski do Ukrainy szybko wracają puste ciężarówki, które przewoziły zboże. Problem pojawił się po ukraińskiej stronie. Nasi wschodni sąsiedzi nie chcą przepuszczać polskich pojazdów. Na przejściu w Dorohusku rządzą ukraińscy kierowcy. To smutne, ale Ukraina ma gdzieś polskich przewoźników. Nasze samochody muszą czekać przez siedem dni w kolejce — mówi w rozmowie z Onetem Robert Gradus, właściciel firmy transportowej z Chełma.
Na przejściu granicznym Dorohusk-Jagodzin powstał tzw. zielony pas, który umożliwia bezproblemowy i szybki przejazd dla pustych ciężarówek. Mogą z niego korzystać m.in. autokary, puste cysterny i auta o masie powyżej 7,5 tony. W Dorohusku granicy nie mogą przekroczyć samochody osobowe oraz mniejsze auta ciężarowe. Takie działania miały usprawnić ruch na granicy.
— W Dorohusku większe ciężarówki mogły jeździć pasem przeznaczonym dla aut osobowych. Odprawy trwały zazwyczaj kilkanaście minut. I działało to przez miesiąc, ale ukraińska strona zbuntowała się. Twierdzą, że Polacy nie pomagają im w odprawach fitosanitarnych i weterynaryjnych. Takich transportów jest odprawianych zbyt mało, ponieważ przejście graniczne z odpowiednimi służbami nie pracuje 24 godz. na dobę — tłumaczy Jarosław Jabłoński z Zamojskiego Komitetu Protestacyjnego.
Wybijanie szyb i bójki między kierowcami
Nasi rozmówcy nie chcą powiedzieć co dokładnie przewożą. Jest to tajemnica. Mówią tylko, że pomoc humanitarna trafia do żołnierzy i ukraińskiej ludności cywilnej. Gdyby ciężarówki wracały szybciej, to takich transportów byłoby więcej.
Kiedy wszystko sprawnie działało, transport z Polski do Lwowa, łącznie z powrotem do kraju, trwał około sześciu dni. Obecnie przewiezienie towaru, rozładunek i czekanie w kolejce na możliwość przekroczenia granicy trwa nawet 12-13 dni.
Przepuszczanie polskich kierowców nie spodobało się ich ukraińskim kolegom po fachu, którzy również stoją w długich kolejkach. Upał, brak odpowiednich warunków sanitarnych i nerwy robią swoje.
— Dzieją się tam dantejskie sceny. Ukraińcy demolują nasze samochody i wybijają szyby. Dziś w nocy też była taka sytuacja. Dochodzi też do rękoczynów i bójek między kierowcami. Strach tamtędy jechać. To jakaś masakra — dodaje Robert Gradus.
— Dość często zdarzały się sytuacje, że auta wracały zniszczone, a kierowcy pobici. I to dalej ma miejsce — podkreśla Jabłoński.
Będzie blokada granicy?
Przewoźnicy domagają się od polskich władz rozwiązania problemu. Komitet protestacyjny wystosował do lubelskiego i podkarpackiego urzędu wojewódzkiego pisma, w którym przedstawiono postulaty firm transportowych.
„Chcemy pomagać Ukrainie — jest to zrozumiałe, ale my musimy także mieć możliwość przeprowadzenia przewozów transportowych, aby nasze firmy się rozwijały. W przeciwnym wypadku nie pozostanie nam nic innego, jak zamknięcie działalności i pozwolenie na zalanie naszego rynku firmami ze Wschodu” — czytamy w protokole ze spotkania polskich przewoźników.
— Apelujemy do polskich władz o rozwiązanie tej sytuacji. Chcemy załatwić sprawę ugodowo. W innym przypadku przystąpimy do bardziej drastycznych rozwiązań — całkowicie zablokujemy granicę. Jeżeli odetniemy Ukraińcom dopływ paliwa, to może w końcu ktoś się zainteresuje tą sprawą. Ale to ostateczność — zaznacza Robert Gradus.
Przejścia nie są gotowe na taki ruch
Rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Lublinie przyznaje, że kolejki w stronę Polski na przejściach z Ukrainą w Dorohusku i Hrebennem wynikają z bardzo dużej w ostatnim czasie liczby odpraw transportów produktów rolno-spożywczych, w tym zbóż.
— Liczba dojeżdżających do granicy pojazdów ciężarowych jest niewspółmiernie wysoka w porównaniu z możliwościami przepustowymi przejść — nawet jeśli, w związku ze wdrożonymi rozwiązaniami, zostały one zwiększone. Przykładowo, w Dorohusku optymalna przepustowość na kierunku przywozowym do Polski wynosi około 600 pojazdów ciężarowych odprawionych w ciągu doby. Tymczasem w czwartek 25 sierpnia po stronie ukraińskiej przed przejściem Dorohusk-Jagodzin czekało na wjazd do Polski około 1,8 tys. ciężarówek — mówi nam Michał Deruś, rzecznik prasowy IAS w Lublinie.
Przypomina też, że wiele wjeżdżających do Unii Europejskiej towarów przechodzi nie tylko odprawę celną, ale wymaga też kontroli innych służb i instytucji, w tym kontroli weterynaryjnych, sanitarnych, fitosanitarnych czy inspekcji handlowej.
— Zgodnie z obowiązującymi przepisami, transporty muszą być skontrolowane przez odpowiednie służby, by nie było ryzyka wprowadzenia jakichś zagrożeń na teren Unii Europejskiej, np. chorób odzwierzęcych — dodaje Deruś.
Nowe wytyczne
Polscy celnicy w żaden sposób nie odpowiadają za sytuację po stronie ukraińskiej. Rzecznik mógł się tylko odnieść się do zarzutów o opieszałość polskich służb. Zapewnia nas, że służba celno-skarbowa w Dorohusku ma zabezpieczoną optymalną obsadę kadrową na każdej zmianie do wykonywania czynności związanych z odprawą pojazdów ciężarowych oraz autokarowego ruchu osobowego. W razie potrzeby możliwe są przesunięcia funkcjonariuszy z innych komórek.
— To, że jest kolejka, nie oznacza bynajmniej, że nasi funkcjonariusze pracują wolniej niż kilka miesięcy wcześniej, gdy liczba oczekujących na przekroczenia granicy pojazdów była znacznie niższa. Wręcz przeciwnie: obecnie tej pracy jest znacznie więcej — tłumaczy Michał Deruś.
I dodaje: Liczba funkcjonariuszy wykonujących obowiązki na pasach odpraw w każdej chwili jest optymalna i uwzględnia możliwości wjazdowe pojazdów na teren przejścia granicznego celem dokonania odprawy. Pozwala to na efektywne wykorzystanie obsady obecnej na danej zmianie.
Nieco więcej światła na obecną sytuację rzuca nam nasz anonimowy rozmówca z lubelskiej administracji skarbowej. Okazuje się, że znów wprowadzono dokładniejsze kontrole przejeżdżających ciężarówek.
— Przyszły nowe wytyczne „z góry”, by zaostrzyć kontrole. Po wybuchu wojny, w ramach pomocy Ukrainie poluzowano pewne przepisy. Niestety, nasi wschodni sąsiedzi zaczęli to wykorzystywać. W przewożonych transportach znajdowało się nie tylko to, co deklarowano w papierach. Dlatego też trzeba było ponownie wrócić do dokładniejszego sprawdzania towarów — mówi nasz rozmówca.
=====================
mail: …i słusznie! Jak ktoś sam się nie szanuje — to i inni nie mają powodu, by go szanować. Skoro wielu nie odróżnia pomiędzy pomocą humanitarną, a żenującym „włażeniem w d…” — to niech „zbierają”… może to ich czegoś wreszcie nauczy
Jak donosi brnża mleczarska, z powodu wysokich cen energii elektrycznej i gazu, mogą nastąpić niedobory mleka na rynku.
W polskich sklepach od pewnego czasu brakuje cukru.
Jak donosi Związek Polskich Przetwórców Mleka, problem ten może wkrótce dotyczyć białego napoju.
Czy PiS wprowadzi program “krowa plus”?
W ostatnim czasie nad Polską pojawiło się widmo braku cukru. Nastąpiły braki. Niektóre markety wprowadziły nawet limity na zakup .
Teraz pojawiło się nowe widmo – jak donosi branża mleczarska, z powodu wysokich cen energii elektrycznej i gazu, mogą nastąpić niedobory mleka na rynku. Przewiduje się wprowadzanie planów ograniczeń w poborze tych mediów do poziomów niepozwalających na utrzymanie produkcji, magazynowania, a nawet funkcjonowania przyzakładowych oczyszczalni ścieków.
Polscy mleczarze ponoć wielokrotnie apelowali do rządu o zmiany w przepisach. Jako że nie zaowocowało to upragnioną reakcją ze strony władz, Związek Polskich Przetwórców Mleka postanowił wydać specjalny komunikat. Jak twierdzi, rząd nie podejmuje aktywnych działań na rzecz objęcia ochroną naszej branży przed czynnikami mającymi negatywny wpływ na działalność.
Komunikat mleczarzy
W apelu możemy przeczytać, że obecne problemy mleczarzy spowodują
przerwanie procesów produkcyjnych, co skutkować będzie niedoborem wyrobów na rynku i poważnymi stratami finansowymi dla zakładów. Nie należy zapominać, że jednocześnie straty poniosą rolnicy, od których surowiec po prostu nie będzie odbierany. Wtedy pojawi się problem co zrobić z taką ilością niewykorzystanego mleka, jak go zutylizować? Obawiamy się, że konsekwencje takiej sytuacji dla środowiska naturalnego mogą być opłakane.
Jeśli zabraknie mleka, cukru, gazu i węgla, to oby nam [nie?? ] zabrakło cierpliwości.
Prof. Miłosz Parczewski, członek nieistniejącej już osławionej Rady Medycznej ds. COVID-19, znów zabrał głos. Teraz apeluje o masowe testowanie.
Podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa prof. Parczewski zasłynął m.in. z propozycji, by niezaszczepionych przeciwko covidowi obowiązywała godzina policyjna oraz zakaz przemieszczania się pomiędzy województwami.
Z rozbrajającą szczerością i uśmiechem na twarzy przyznawał także, że zamknięcie fryzjerów w imię walki z koronawirusem nie miało oparcia w danych naukowych. Ot, po prostu zamknięto i już.
Po kilku miesiącach medialnej ciszy, prof. Parczewski wraca. Teraz apeluje, by Polaków poddać masowym covidowym testom.
Prof. Parczewski jest przekonany, że „ilość wirusa SARS-CoV-2 krążącego w populacji jest bardzo duża”. Ubolewa natomiast, że nie ma masowych testów, więc nie wiadomo, jak duża.
– System testowania w żaden sposób nie odzwierciedla rzeczywistej liczby przypadków. Wykrywamy ich zapewne jakieś 10 proc. Patrząc natomiast na to, jak pracują izby przyjęć i szpitale, widać, że ilość krążącego w populacji wirusa SARS-CoV-2 jest bardzo duża – twierdzi.
Jego zdaniem należy wrócić do szybszego i szerszego testowania na obecność wirusa, a lekarze rodzinni powinni mieć jeszcze lepszy dostęp do testów antygenowych. Chciałby też powrotu do możliwości samodzielnego wystawiania zleceń na testy przez pacjentów.
Ponadto prof. Parczewski przebąkuje o konieczności powrotu do izolacji, bo teraz ludzie zbyt normalnie żyją. – W tej chwili nie ma żadnych wytycznych, czy osoby z kontaktu powinny choćby przez kilka dni się obserwować, izolować ani kiedy miałyby wykonać sobie test – ubolewa.
Standardowo też nie mogło zabraknąć wątku o maskach. Prof. Parczewski widziałby powrót do poprzedniego stanu rzeczy, czyli obowiązek szmatek na twarz w pomieszczeniach zamkniętych i miejscach zgromadzeń. Łaskawie oszczędziłby ludzi w parkach i ogólnie na świeżym powietrzu.
Po co szczepionka przeciw rotawirusom? W krajach rozwiniętych infekcja rotawirusem nie wydaje się być związana ze śmiertelnością. Czego nie do końca można powiedzieć o szczepionce przeciw rotawirusom, w tym szczepionce o nazwie RotaTeq firmy Merck, w której profesor Paul Offit miał swój udział.
Tabela zgłoszonych przypadków rotawirusa przez brytyjski National Health Service w latach 2000 i 2012 pokazuje niezwykle spójne liczby w ilości około 15.000 rocznie (prawdopodobnie 200 tysięcy przypadków): nie wspomniano o przypadkach zgonów. Widać z tego, że szczepionka Rotarix firmy GSK, została wprowadzona do brytyjskiego kalendarza szczepień w 2013 roku, aby zapobiec biegunce, a nie śmierci.
[Tabele – w oryginale. MD]
Szczepionka przeciw rotawirusom
Oryginalna szczepionka przeciwko rotawirusom RotaShield, sprzedawana przez Lederle, została wycofana po roku z powodu związku z poważnymi stanami gastrycznymi o nazwie wgłobienie jelita, w którym pewien odcinek jelita nachodzi na siebie co powoduje zatkanie i zator.
Raporty w VAERS (System raportowania niepożądanych zdarzeń poszczepiennych) dla szczepionki RotaShield Lederle wymienia 124 odnotowane przypadki wgłobienia jelit w tym jeden ze skutkiem śmiertelnym (1 na 124).
Nowsze produkty, jeden firmy Merck o nazwie RotaTeq do którego powstania przyczynił się Paul Offit i czerpie z niego zyski oraz i Rotarix firmy GSK związane są z podwyższonym poziomem wgłobienia. Raporty VAERS (do 9 lutego 2015) dla szczepionki Offit / Merck RotaTeq wprowadzonej na rynek w 2006 roku, wymieniają 1.130 przypadków wgłobienia z 11 towarzyszącymi zgonami (1 na 107).
Wgłobienie jest objawem specyficznie związanym ze szczepionkami przeciw rotawirusom. Należy pamiętać, że te szczepionki rzadko podawane są oddzielnie od innych szczepionek, jednak całkowita suma zgłoszeń do VAERS przypadków w których pacjent zmarł jest niepokojąco wysoka.
Kilka lat temu wygrałam sprawę sądową z firmą STOEN. Tak się wówczas nazywała firma z którą podpisałam umowę na dostarczanie energii elektrycznej. Otóż pewnego dnia otrzymałam fakturę opiewającą na przeszło 4 tysiące. Miała to być opłata za pobór energii według wskazania licznika. Nie było takiej możliwości, ten licznik obsługiwał tylko łazienkę i ubikację, a wodę ciepłą dostarcza mi elektrociepłownia. Zwykle płaciłam za energię zużytą na oświetlenie tych pomieszczeń około 120 złotych rocznie, zażądałam więc kontroli licznika. Za kilka tygodni otrzymałam dokument w którym pan ekspert STOENU określił stan licznika jako doskonały. Miał trzymać obroty ( cokolwiek to miało znaczyć) i miał w ogóle same zalety ( licznik nie ekspert). Do rachunku dopisano mi zatem 500 złotych za zbędną zdaniem firmy ekspertyzę. Co gorsza otrzymałam następne rachunki z prognozą około 4 tysięcy na każdym. Zdecydowałam się oddać sprawę do sądu po opłaceniu na polecenie adwokata pierwszego rachunku z adnotacją: „kwota nienależnie pobrana, będę domagać się jej zwrotu”.
W STOENIE nikogo nie obchodziły moje argumenty merytoryczne, które podnosiłam w pismach. Przy takim poborze energii w moim mieszkaniu musiałaby pracować przez całą dobę betoniarka a poza tym przez bezpiecznik musiałby płynąć prąd o natężeniu 25 amperów co było niemożliwe gdyż bezpiecznik „przepuszczał” tylko 10 amperów. Nie wiem jak zakończyłaby się ta sprawa gdyż niezależna pani sędzia była całkowicie impregnowana na wiedzę i logikę. Nie odróżniała wata of wolta, więc nie było sensu używać argumentów technicznych. Na szczęście adwokat wykrył, że liczniki w mojej kamienicy są nie atestowane od kilkunastu lat więc ich wskazania są w sensie prawnym nieważne. Sprawę wygrałam i STOEN musiał przekazać na moje konto prawie 10 tysięcy. Był to zwrot nienależnie pobranej kwoty, odsetki od tej kwoty, zwrot kosztów sprawy sądowej , kosztów fałszywej ekspertyzy oraz kosztów obsługi prawnej. W rezultacie w całej kamienicy natychmiast zmieniono liczniki.
Pewien miły monter powiedział mi, że jeżeli przychodzi jego kolega czyli inny monter i prosi na przykład o kombinerki albo o szklankę wody trzeba stanowczo odmawiać i patrzeć mu na ręce. Monterzy mają polecenie żeby zrywać z liczników plomby a potem twierdzić, że zastali już zerwane co obciąża lokatora mieszkania wysoką grzywną. Nie wiem czy to prawda ( zaznaczam to przez ostrożność procesową ) ale pilnie stosuję się odtąd do jego rady.
Nauczyłam się też dokumentować każdy krok, robić zdjęcia licznika przy każdej wizycie montera i sprawdzać rachunki. Przy reklamacji polecam osobie obsługującej klientów zajrzeć do komputera aby przekonała się, że wygram każdą sprawę z firmą, która stale zmienia nazwy. Nazywała się przez pewien czas STOEN potem „Innogy”, a obecnie nazywa się „E.ON”. A może są to inne firmy ( to też zaznaczam przez ostrożność procesową) lecz mają tylko podobny modus operandi.
Oto kuriozalna historia potyczek pewnej młodej osoby z firmą pośredniczącą w dostarczaniu energii.
Firma Innogy wystawiła jej w 2000 roku tak zwane faktury prognozujące nie uwzględniające jednak faktycznego stanu licznika pomimo, że jego odczyty były regularnie zamieszczane na stronie <moje. innogy.pl>. Prognozy te wielokrotnie przekraczały rzeczywiste zużycie energii co po interwencji właścicielki posesji zostało uwzględnione w fakturze korygującej, która wykazała nadpłatę w wysokości 732,85 zł. oraz faktyczne zużycie energii (w okresie od 01.05.20 do 31.10.20 )w wysokości 60kWh przy prognozie 1320,46kWh czyli przeceniającej to zużycie przeszło 20 razy.
Firma Innogy przeprosiła klientkę za nieporozumienie i zawiadomiła odrębnym pismem, że nadpłatę zalicza na poczet kolejnych rachunków. Do zapłaty na dzień 10.02 21 pozostała kwota 201,77 zł. która oczywiście została uregulowana, po czym klientka niespodziewanie dostała z Sadu Rejonowego w Lublinie nakaz zapłaty na kwotę 551,86 zł z powództwa właśnie firmy Innogy Wniosła od tego nakazu zapłaty sprzeciw. Sąd w Lublinie uznał ten sprzeciw za zasadny i umorzył postępowanie obciążając obydwie strony jego kosztami. Niespodziewanie pojawił się w tej sprawie kolejny sąd- Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi- Południe żądając od klientki tej samej kwoty 551,86zł z tego samego powództwa. Uzasadnienie powództwa to 12 stron prawniczego bełkotu nie ma więc sensu tego czytać, ani tym bardziej przytaczać. Od tego nakazu klientka oczywiście też się odwołała argumentując, że sprawa została ostatecznie rozstrzygnięta przez sąd w Lublinie. Zastanawiamy się teraz ile jest w Polsce Sądów Rejonowych i czy wszystkie będą po kolei żądać od klientki w imieniu firmy Innogy rosnących sum.
Mechanizm działania tej firmy albo tych firm jest prosty. Zatrudniają kancelarię prawną, która produkuje sążniste pisma zupełnie bez związku z faktami i z rzeczywistością. Co gorsza nie do zrozumienia dla przeciętnego człowieka. Obawiam się, że autorzy tych pism też ich nie rozumieją gdyż w przeciwnym razie musieliby zwrócić uwagę na nonsensy i wewnętrzne sprzeczności w tych pismach zawarte. Jeżeli roszczenia firmy są niezbyt wygórowane wiele osób reguluje je w ciemno gdyż nie mają czasu ani ochoty na sprawy sądowe.
Inny przypadek. Firma E.ON Klient otrzymuje fakturę z prognozą zużycia za kwotę 133.56 zł. VAT od tej kwoty powinien wynosić 133.56x 0.05= 6.678zł. Zaokrąglając do jednego grosza 6, 68 zł. W fakturze wystawionej przez firmę VAT wynosi 6.99zł. Nawet gdyby to była prawidłowo obliczona kwota ( a nie jest) to 133, 56+ 6.99= 140,55zł. Tymczasem żąda od klienta zapłacenia 147, 54 zł pod rygorem wyłączenia prądu. Zatem klient zamiast zapłacić 133,56 x 1.05=140, 24 zł zapłaci o !47,54- 140,24= 7,3zł więcej.
Pani kierowniczka działu windykacji nie umie liczyć procentów ani dodawać ułamków dziesiętnych. Trudno uwierzyć, że ukończyła szkołę podstawową. Przez ostrożność zaznaczę, że dysponuję pełną dokumentacją opisywanych spraw.
Przez Last updated sie 24, 2022 kadr z filmu „Wołyń”/fot.
W dniach 11-15 sierpnia 2022 roku ukraiński instytut Info Sapiens przeprowadził na Ukrainie sondaż dotyczący Rzezi Wołyńskiej. Zaledwie 5% respondentów wskazało, że była to „czystka etniczna na Polakach przeprowadzona z rozkazu dowództwa UPA” i tylko 6% bezwarunkowo zgadza się na ekshumacje ofiar tego ludobójstwa, zbudowanie cmentarzy i zamontowanie tablic informujących, że mieszkańców polskich wiosek zabiła UPA.
Warunkową zgodę na ekshumację, budowę cmentarzy i zamontowanie tablic informacyjnych wyraziło 53% respondentów. Jako warunek wskazali, że na grobach ukraińskich ofiar polskiego podziemia zostaną zamontowanie podobne tabliczki. Natomiast 24% w ogóle nie zgadza się na ekshumację.
Jak wygląda wiedza Ukraińców na temat Rzezi Wołyńskiej? W raporcie z badania napisano, że 15% wie o niej, a 62% „trochę słyszało o tych wydarzeniach”. 42% respondentów miało problemy z odpowiedzią na pytanie czym była Tragedia Wołyńska lub Rzeź Wołyńska. Według 27% była to „wzajemna wojna polskiego i ukraińskiego podziemia, której ofiarą padła polska i ukraińska ludność cywilna”. Według 9% były to „mordy na polskich mieszkańcach Wołynia i Galicji przeprowadzone przez niektóre oddziały UPA, wbrew rozkazom dowództwa UPA”. Tyle samo respondentów (9%) wskazało, że były to „wzajemne mordy polskich i ukraińskich chłopów”, a 8% uważa, że była to „wojna polskiego podziemia przeciw Ukraińcom, którzy musieli się bronić”. Zaledwie 5% wskazała „czystkę etniczną na Polakach przeprowadzoną na rozkaz dowództwa UPA”. Pytania z określeniem „ludobójstwo” nie było.
Z sondażu wynika też, że według 38% ankietowanych rola Polaków w historii Ukrainy, „do II wojny światowej była głównie negatywna, a potem głównie pozytywna”, 33% ocenia rolę Polaków w historii Ukrainy jako „głównie pozytywną”, a 8 proc. uważa, że była ona „głównie negatywna”. – Mieszkańcy Galicji nieco mniej pozytywnie oceniają rolę Polaków – tylko 23% ocenia ją pozytywnie, a 12% respondentów ocenia ją negatywnie – czytamy w raporcie.
Z sondażu wynika, że po agresji rosyjskiej 24 lutego 73% Ukraińców zmieniło swoją opinię o Polakach na lepszą. Wynik ten jest w przybliżeniu taki sam we wszystkich zbadanych regionach Ukrainy.
Ukraińców pytano też jak docelowo powinny wyglądać relacje Polski i Ukrainy. 40% wskazało, że „oba państwa powinny być przyjaźnie do siebie nastawione, przekraczanie granicy powinno być prostsze, lecz nie ma potrzeby konsultowania swojej polityki”. 29% uważa, że „oba państwa powinny uzgadniać między sobą politykę zagraniczną, granica między nimi powinna być czysto symboliczna, a ludzie powinni mieć możliwość swobodnego przemieszczania się i pracy w obu państwach”. Tyle samo (29%) wybrało odpowiedź „oba państwa powinny się wzajemnie wspierać, a swoją politykę konsultować. Należy usprawnić przekraczanie granicy, aby nie było tam kolejek”. – Galicja to jedyny region, w którym nieco ponad połowa Ukraińców nie chce nadmiernego zbliżenia z Polską, być może ze względu na pamięć o polskim panowaniu w przeszłości – czytamy w raporcie.
Badanie przeprowadzono na próbie 1036 respondentów metodą CATI (wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo) na losowej próbie numerów telefonów komórkowych. Próba jest reprezentatywna dla dorosłej populacji Ukrainy (w wieku 18 lat i więcej). Struktura próby odpowiada strukturze populacji pod względem takich parametrów jak płeć, wiek, obszar zamieszkania i region.
Ankieta nie została przeprowadzona w Autonomicznej Republice Krymu, mieście Sewastopol, a także na innych terenach Ukrainy okupowanych przez Rosję, gdzie ukraińscy operatorzy nie świadczą usług telefonii komórkowej. Badanie nie obejmuje również Ukraińców, którzy wyjechali za granicę. Maksymalny błąd statystyczny nie przekracza 3,1%. Na części wykresów dane nie sumują się do 100 proc. Sytuacja taka występuje w pytaniach wieloodpowiedziowych. W przypadku pytań z możliwą jedną odpowiedzią minimalne odchylenia od 100% wiążą się z zaokrągleniami procentowania. Pełna wersja raportu zostanie opublikowana na początku września.
W lipcu 2022 roku Konfederacja Korony Polskiej, czyli partia Grzegorza Brauna, wydała broszurę pt. „Stop ukrainizacji Polski”. W tej 60-stronicowej publikacji znajduje się analiza sytuacji Polski, obarczonej kilkumilionową mniejszością ukraińską przybyłą jako „uchodźcy wojenni”, oraz propozycje zmian legislacyjnych nakierowanych na powrót uchodźców do ich kraju, a nie na ich osiedlanie w Polsce. Publikacja wywołała furię zarówno po stronie zwolenników rządu, jak też opozycji totalnej. Braun został natychmiast opluty jako „ruska onuca” i „agent Kremla”. Jednak w mainstreamowych programach nikt nie podjął merytorycznej dyskusji z tezami i propozycjami zawartymi w tej broszurze. Dlaczego? Dlatego, że większość Polaków dowiedziałaby się wtedy, co się w tej broszurze znajduje i przyznałaby Braunowi rację. A przecież to byłby polityczny cios dla mainstreamu opowiadającego Polakom bajki z mchu i paproci.
Co zatem jest w broszurze „Stop ukrainizacji Polski”? Jest w niej postulat efektywnej kontroli granicy. Nie może, bowiem, być tak, że wojna na wschodzie Ukrainy oznacza niekontrolowany napływ do naszego kraju wszystkich, którzy przedstawią się jako uchodźcy. Przecież oczywistym jest, że w takiej sytuacji wjadą do Polski nie tylko ci, którzy potrzebują pomocy, ale też ci, których zadaniem jest działanie na szkodę Rzeczypospolitej, w tym autentyczni rosyjscy agencji.
Jak wskazano w broszurze, efektywna kontrola granicy ma też na celu ochronę przed importem przestępczości i przenikaniem broni oraz ochronę epidemiologiczną. I nie chodzi tutaj o kowidową histerię, ale o to, że np. występowanie na Ukrainie gruźlicy jest siedem razy częstsze niż w Polsce. To nie jest teoria spiskowa, tylko twarde dane, a Ukraina znajduje się na sporządzonej przez WHO liście krajów, w których stwierdzono występowanie gruźlicy odpornej na leczenie.
– Polaków zachęcano, by przyjmowali Ukraińców pod swój dach, do swoich rodzin, nie informując szeroko o istnieniu tego rodzaju zagrożeń. Miliony kobiet, dzieci, osób starszych, personelu służby zdrowia, narażonych zostało potencjalnie na poważne konsekwencje wynikające z takiego lekceważącego bezpieczeństwo zdrowotne podejścia. Władze RP powinny chociażby monitorować i izolować osoby ubiegające się o ochronę, w sytuacji, gdy zagrażają one zdrowiu publicznemu – czytamy w broszurze.
Bardzo ważnym postulatem zapisanym w „Stop ukrainizacji Polski”, jest to, aby pomoc finansowa była udzielana uchodźcom w ramach odrębnego systemu świadczeń, a nie jako świadczenia socjalne wypłacane Polakom. Pomoc ta powinna też być udzielana wyłącznie osobom, które faktycznie uciekły przed działaniami wojennymi, a nie tym, które przybyły do Polski z obszarów niezagrożonych. Wysokość świadczeń dla uchodźców powinna być też skalkulowana według zasady „chronimy życie, a nie poziom życia”.
To są rzeczy oczywiste, ale polskie władze w ogóle ich nie uwzględniły i efekt jest taki, że świadczenia są wypłacane Ukraińcom w dobrej, a nawet doskonałej sytuacji finansowej, którzy przyjechali do Polski z terenów bezpiecznych, a niektórzy nawet zdążyli już wrócić do siebie, ale nadal pobierają świadczenia fundowane z kieszeni polskiego podatnika. Czy tak powinno być? Nie powinno, ale skoro mówi o tym Grzegorz Braun, to jedyną odpowiedzią są wyzwiska.
W broszurze „Stop ukrainizacji Polski” znalazł się też postulat przeciwdziałania dyskryminacji Polaków w sferach edukacji, służby zdrowia i zatrudnienia, a także wprowadzenie prawa do wymówienia kwatery uchodźcom przez rodziny udzielające im gościny. – Tysiące polskich rodzin przyjęło pod swój dach uchodźców z Ukrainy, biorąc na siebie ryzyko związane z pobytem nieznanych im ludzi we własnym domu. (…) Ze strony państwa polskiego należy się tym osobom nie tylko wdzięczność, ale przede wszystkim konkretne wsparcie i ochrona, gdy będą, z takich czy innych powodów, chciały zrezygnować z udzielania dalszej gościny – czytamy w broszurze. To znowu jest rzecz oczywista, ale powiedzenie tej oczywistej rzeczy wywołuje oskarżenia o nieludzkie traktowanie uchodźców i „mowę nienawiści”.
Najważniejszym postulatem, z punktu widzenia dalszych losów państwa polskiego, jest postulat dotyczący nowelizacji przepisów o obywatelstwie w kierunku zaostrzenia kryteriów jego przyznawania. Konfederacja Korony Polskiej domaga się, aby dla ubiegających się o polskie obywatelstwo cudzoziemców wydłużyć minimalny okres nieprzerwanego przebywania na terytorium RP do 10 lat, postawić ścisłe wymogi językowe, zaostrzyć warunki samodzielności ekonomicznej, wprowadzić warunek niekaralności, wprowadzić obowiązek podpisania deklaracji o chęci przyjęcia kultury polskiej i polskiego systemu wartości, w tym akceptacji dla wartości chrześcijańskich, a w przypadku obywateli Ukrainy i osób deklarujących narodowość ukraińską – wymóg deklaracji potępienia zbrodniczej tradycji Bandery, OUN, UPA i zobowiązanie do niepodejmowania aktywności wiążących się z szerzeniem tych zbrodniczych ideologii.
Zarówno polskie władze, jak i opozycja totalna udają, że nie widzą postępującej banderyzacji Ukrainy. Ale przecież jest to fakt i myślenie życzeniowe nic tu nie zmieni. Postulat wprowadzenia deklaracji potępiającej banderyzm jest więc jak najbardziej na miejscu. Oczywiście wywołał on furię ukrainofilów, którzy stwierdzili, ze takich deklaracji wymagać nie wolno, bo to uwłacza godności uchodźców uciekających przed ruskimi bombami. Nie wiem, co może być uwłaczającego w stwierdzeniu, że nie pochwala się ludobójstwa. Czy mamy zgodzić się na gloryfikację zbrodniczego banderyzmu, żeby Ukraińcy nie poczuli się niekomfortowo?
Zalecam Państwu lekturę broszury „Stop ukrainizacji Polski”, którą znajdziecie na stronie Konfederacji Korony Polskiej TUTAJ. Nie ma tam żadnej „mowy nienawiści”, ani „rosyjskiej propagandy”. Jest głos rozsądku, który oby nie był głosem wołającego na puszczy w obecnym ukrainofilskim amoku serwowanym Polakom zarówno przez władzę jak i opozycję totalną oraz ich stronników. A o tym, jaki jest poziom tego amoku, można przekonać się obserwując na Twitterze reakcję, jaką wywołało upowszechnianie hasztagu #StopUkrainizacjiPolski przez Marcina Skalskiego, od niedawna publikującego na naszym portalu.
Dzięki akcji rozkręconej przez Skalskiego hasztag #StopUkrainizacjiPolski znalazł się na pierwszy miejscu w trendach na polskim Twitterze. W odpowiedzi ukrainofile stwierdzili, że Skalski jest „ruskim zjebem”, „ruskim agentem” i „ciężkim debilem”. Ogłosili też, że mocodawcy „płacą mu w rublach” i „powinny zająć się nim służby”. Oczywiście wszystkie te konta są anonimowe i oczywiście taki ściek pojawia się nie tylko pod wpisami Skalskiego, ale również pod wpisami innych osób wrzucających tweety z hasztagiem #StopUkrainizacjiPolski. Nie ma żadnej merytorycznej dyskusji na temat broszury Konfederacji Korony Polskiej, do której odnosi się hasztag. Jest za to np. wpis po angielsku publikowany przez różne konta, w którym czytamy, że zamieszczanie hasztagu #StopUkrainizacjiPolski to „akcja zorganizowana przez rosyjską propagandę”. W tym wpisie, który jest identyczny na różnych kontach, napisano też, że „wszyscy Polacy popierają Ukrainę”, a „rosyjska propaganda niech idzie tam, gdzie poszły moskiewskie statki”. Wpis oznaczany jest hasztagami #NieDlaRuskiejPropagandy i #RosjaToZło.
Jak widzicie, ukrainofilski amok trwa, a każdy głos, który jest mu przeciwny, ma być zakrzyczany i oznaczony jako „ruska onuca”. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który stosowano wobec osób protestujących przeciw zabójczej polityce lockdownu, szkodliwej zasadzie „dystans, dezynfekcja, maseczka” oraz masowemu podawaniu eksperymentalnych preparatów nazywanych szczepionkami na kowid. To jest ten sam szantaż emocjonalny, który podczas pandemii brzmiał „zaszczep się dla innych” i przy pomocy którego babcie straszono wnuczkami, a dzieci kolegami ze szkoły. Teraz mamy oddać wszystko Ukrainie i nie zadawać żadnych pytań, ani nie wyrażać żadnego sprzeciwu, bo jeśli to zrobimy, to jesteśmy „ruskimi zjebami” i przez nasz brak entuzjazmu ruskie bomby spadną na Warszawę.
Powtarzam: nikt nie podejmuje merytorycznej polemiki z tezami zapisanymi w broszurze „Stop ukrainizacji Polski”. I tak samo nikt nie podejmował merytorycznej polemiki z tezami osób, które wskazywały na szkodliwość polityki kowidowej. Efektem tej polityki jest 200 tysięcy nadmiarowych zgonów spowodowanych systemowym odcięciem pacjentów od służby zdrowia. Skutki ukrainofilskiego amoku też będą dramatyczne. Każdy rozumny człowiek jest w stanie to przewidzieć, tak jak każdy rozumny człowiek był w stanie przewidzieć, do czego doprowadzi zamknięcie szpitali, przestawienie przychodni na teleporadę i uzależnienie pomocy medycznej od wyniku kowidowego testu. Ale rozum nie jest dziś w cenie. Liczą się emocje i nic poza tym. Niestety, za ten ukrainofilski amok polityków i części społeczeństwa zapłacimy wszyscy. A cena za głupotę jest zawsze wysoka.
Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińskahttps://www.paypal.me/katarzynats
Kazanie na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
St. Mary’s (Kansas),15 sierpnia 1979 r. Pięć lekcji Maryi .
Za „ The Angelus”, lipiec 2079, tłumaczył Tomasz Maszczyk
Zbawienie ze Wschodu? Zawsze Wierni nr 4/2022 (221), str. 109
==========
Drodzy Bracia,
chciałbym ukazać wam w kilku słowach, jak bardzo ważne jest, aby podczas tego bolesnego kryzysu, który przechodzi obecnie Kościół, Najświętsza Maryja Panna stała się naszym przewodnikiem oraz wzorem. Trzymając się Jej, możemy być pewni, że nie zbłądzimy na manowce. Patrzmy na Nią, zadawajmy sobie pytanie, co czyniła podczas swego życia, czego pragnie nas nauczyć, a zobaczymy, że uczy nas Ona tego, czego zawsze na przestrzeni dwudziestu wieków naucza Kościół.
Pierwszą wzmiankę o Najświętszej Maryi Pannie, zapowiadającą Jej rolę, znaleźć możemy w protoewangelii, w Księdze Rodzaju. Już wówczas przedstawiana jest jako królowa wyruszająca do boju, jako królowa zastępów, królowa armii gromadząca wokół siebie wszystkie moce niebieskie, wszystkie łaski Boże aby toczyć walkę. Walkę z kim? Z diabłem!
Sam Bóg zapowiada szatanowi: „Położę nieprzyjaźń pomiędzy tobą a Dziewica Maryją”. Tak więc Najświętsza Dziewica ma wroga. I mowa tu o nieprzyjaźni nie tylko pomiędzy Nią a szatanem, ale też pomiędzy potomstwem- szatana a potomstwem Maryi; pomiędzy światem, pomiędzy wszystkim reprezentowanym przez tych, którzy są dziećmi szatana, którzy walczą z Bogiem, którzy Nim gardzą a Synem Maryi, naszym Panem Jezusem Chrystusem, oraz tymi, którzy będą dziećmi Najświętszej Maryi Panny.
Istnieją więc na świecie z woli Boga – dwie armie: armia dzieci Najświętszej Maryi Panny oraz armia dzieci szatana. Bóg zaś położył pomiędzy nimi nieprzyjaźń, która trwać będzie aż do końca czasów, do końca świata. Konsekwentnie Maryja, już przed swymi zapowiedzianymi przez Boga narodzinami, wciąga nas do walki, swojej walki, która zakończy się Jej zwycięstwem. Do walki toczonej niekiedy w okresach bolesnych, trudnych i uciążliwych. Jeśli jednak podążać będziemy za Maryją, możemy być pewni naszego z Nią zwycięstwa.
Zwycięstwo, którego pragnie Najświętsza Maryja Panna, to triumf nad szatanem, a konsekwentnie – nad grzechem. Jest Ona symbolem tych, którzy nie chcą grzechu, którzy nie chcą okazywać nieposłuszeństwa Bogu. Jest to walka, którą Najświętsza Maryja Panna toczyć będzie na przestrzeni wszystkich wieków. Zapowiadając narodziny swej Matki, Bóg udziela nam wspaniałej lekcji, obwieszczając, że daje nam Matkę, niebieską Matkę, która toczyć będzie walkę. Będziemy więc walczyć wraz z Nią ze wspólnym wrogiem, którym jest szatan, oraz przeciwko tym wszystkim którzy jak on występują przeciwko Bogu.
Być może zauważyliście, że ostatnio w literaturze religijnej unika się wspominania o wrogach Kościoła, o wrogach Boga, o wrogach naszego Pana Jezusa Chrystusa. Pragnie się, aby ci wrogowie stali się naszymi braćmi. Zamiast zwalczać w nich grzech, który oddala ich od Boga, okazując im miłość, a więc starając się ich nawrócić, postępuje się w sposób, jak gdyby prawdziwe dzieci Maryi oraz ci, którzy nie chcą nimi być, byli w istocie braćmi. To jednak nieprawda. Musimy starać się sprawić, aby ludzie ci stali się dziećmi Maryi, nie możemy jednak uznawać ich za dzieci Boga, jeśli nie są Jej dziećmi.
Drugą lekcją, jaką dała nam Najświętsza Maryja Panna, gdy ukazał się Jej archanioł Gabriel, jest Jej wiara. Pierwszym, o czym wspomina Ewangelia, opisując zwiastowanie jest wiara Maryi. A Jej kuzynka Elżbieta pozdrawia Ją: Beata quae credidisti — „Błogosławionaś, któraś uwierzyła,”.
Tak, Najświętsza Maryja Panna wierzyła. W kogo, w co? Wierzyła, że Syn, który miał się z Niej narodzić, jest Synem Bożym; wierzyła w bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa; wierzyła w bóstwo swego Najświętszego Syna.
Najświętsza Dziewica daje nam tu wspaniałą lekcję. Od tej pory żyje wyłącznie dla panowania swego Syna, dla chwały swego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa. W największej pokorze sama mówi, że wybrana została ze względu na swą pokorę. Święta Elżbieta nie wahała się Ją wychwalać właśnie za to: „Błogosławiona jesteś, o Maryjo, ponieważ uwierzyłaś”. Także my musimy wierzyć, musimy wierzyć, że nasz Pan Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Musimy wierzyć w całe nasze Credo, we wszystkie prawdy, które przekazała nam Najświętsza Maryja Panna, we wszystkie prawdy, którym dawała Ona świadectwo wobec apostołów, a oni przekazywali je dalej. Musimy zachować tę Wiarę nienaruszoną. Prośmy Maryję, abyśmy mieli wiarę taką jak Ona wiarę tak głęboką, tak silną, tak odważną jak Najświętsza Maryja Panna.
Trzecim wydarzeniem z życia Maryi, które pokazuje nam, w jaki sposób powinniśmy postępować, były gody w Kanie Galilejskiej. Jak pamiętacie, zabrakło wówczas wina i słudzy przyszli powiedzieć o tym Maryi. A co im Ona odpowiedziała „Czyńcie wszystko, cokolwiek powie wam mój Boski Syn”. Oto Ewangelia Maryi. Wszystko streszcza się w jednym zdaniu: „Czyńcie wszystko, co mówi wam Jezus”.
Maryja kieruje te słowa nie tylko do służących z Kany, ale również do nas. Już na samym początku publicznej działalności Zbawiciela Najświętsza Maryja Panna mówi do nas, mówi do tych, którzy będą uczniami Chrystusa. A kiedy zwracać się będziemy do Niej, aby zapytać, jak powinniśmy postąpić w trudnych okolicznościach naszego życia, odpowie nam tak samo jak służącym podczas godów w Kanie: „Czyńcie wszystko, cokolwiek On warn mówi. Czyńcie wolę Chrystusa Pana. Zachowujcie przykazania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jeśli pełnić będziecie Jego wolę, będziecie zbawieni. Wówczas wasze dusze, które są być może niczym woda, przemienia się w wino, w szlachetne wino. Przepełnione zostaną łaską Pana, wszystkim, czego potrzebujecie, aby wypełniać przykazania Boże”. To trzecia lekcja, jaka daje nam nasza niebieska Matka.
Czwartą lekcją, której nam udziela, jest Jej obecność na Kalwarii, gdzie nie jest Ona kapłanem składającym ofiarę – jest nim bowiem sam nasz Pan Jezus Chrystus – jednak Najświętsza Maryja Panna jest tam obecna. Apostołowie uciekli, pozostał przy Niej jedynie św. Jan. Poprzez tę obecność na Kalwarii Dziewica Maryja pokazuje nam znaczenie Ofiary Krzyża, a konsekwentnie znaczenie Ofiary Mszy św. Jest Matką kapłanów. Jest Matka wszystkich wiernych. I przez tę obecność, stojąc przy swoim Boskim Synu, krwawiącym za nasze grzechy, Maryja ukazuje Go nam i mówi: „Patrzcie, jak bardzo was umiłował mój Boski Syn oddał całą swą Krew, którą dałam Mu w swym łonie, Krew, która pokrywa obecnie całe Jego ciało. Jego Serce zostało otwarte. Jego głowa jest przebita cierniami, Jego ręce i stopy są przebite wszystko to z miłości do was”. I będzie to trwało aż do końca czasów poprzez Najświętszą Ofiarę Mszy.
Tak więc Najświętsza Maryja Panna uczy nas wielkiej tajemnicy miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa, uobecnionej w Ofierze Kalwarii, w Ofierze Mszy i w Eucharystii. Gdyż Ofiara Mszy daje nam także Eucharystię: Ciało i Krew Żertwy, które musimy spożywać, aby osiągnąć życie wieczne. Powiedział to sam Jezus Chrystus: „Jeśli nie będziecie spożywali Ciała mojego i pili Krwi mojej, nie będziecie mieli życia Wiecznego”.
Tak więc nasz Zbawiciel uczynił ten niewyobrażalny, niewiarygodny cud, prawdziwie dając nam swoje Ciało i swoją Krew jako pokarm i napój. Oto, czego dokonała wielka miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa — i jest to lekcja, którą Dziewica Maryja daje nam poprzez swą obecność u stóp Krzyża swego Syna na Kalwarii.
I na koniec, ostatnią lekcją, która daje nam Najświętsza Maryja Panna, jest Jej obecność pośród apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy. To za Jej pośrednictwem dane zostaną apostołom łaski, to poprzez Nią zstąpi na nich Duch Święty. Tego uczy nas Kościół. Apostołowie zostali tego dnia uświęceni przez Ducha Świętego dzięki wstawiennictwu i pośrednictwu Dziewicy Maryi. Ona sama nie potrzebowała już przyjmować Ducha Świętego przepełniona była Duchem Świętym. Archanioł Gabriel powiedział do Niej: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski”. Tak więc nie musiała już otrzymywać Ducha Świętego.
Była tam jednak obecna, ponieważ pragnęła przekazać Ducha Świętego apostołom, gdyż Chrystus Pan pragnął, aby został On im przekazany a konsekwentnie Kościołowi właśnie poprzez Nią. Stała się tam prawdziwie Matką Kościoła, ponieważ to Ona poprzez swe pośrednictwo dała Ducha Świętego apostołom.
Tak więc Najświętsza Maryja Panna uczy nas kochać Kościół, kochać Ducha Świętego, którego otrzymujemy za pośrednictwem wszystkich sakramentów ustanowionych przez Zbawiciela, a zwłaszcza przez udział W Najświętszej Ofierze Mszy i Eucharystii. Tego właśnie uczy nas Maryja.
Musimy więc żywić najgłębsze oddanie Kościołowi i to właśnie dlatego, że jesteśmy mu oddani, bronimy naszej matki, bo Kościół Rzymskokatolicki jest naszą matką. I właśnie dlatego, że jesteśmy oddanymi synami Kościoła – ponieważ kochamy Kościół, ponieważ kochamy Rzym, ponieważ kochamy wszystkich prawdziwie reprezentujących św. Kościół katolicki bronimy naszej wiary, bronimy tego, co dała nam Najświętsza Maryja Panna.
Nie chcemy, aby zmieniano nasz Kościół. Nie chcemy innego Kościoła. Chcemy Kościoła Rzymskokatolickiego. Tego, który Najświętsza Maryja Panna przekazała apostołom w Duchu Świętym. To tego Kościoła chcemy. To ten Kościół kochamy – Kościół Matki Jezusa, Kościół Najświętszej Maryi Panny, Kościół Niepokalanego Poczęcia, Kościół Wniebowzięcia Matki Bożej. To jest Kościół, który czcimy, Kościół, któremu pragniemy pozostać wierni na zawsze. Tak więc błagamy tych, którzy sprawują władzę w Kościele, aby nie zmieniali naszego Kościoła, aby pozostali wierni Kościołowi Maryi, aby pozostali wierni Najświętszej Dziewicy, wszystkim lekcjom, jakich Ona nam udzieliła.
I proszę was usilnie, moi drodzy Bracia, abyście byli zaczynem Kościoła katolickiego, tej miłości do Kościoła katolickiego, we wszystkich waszych krajach, we wszystkich waszych rodzinach, we wszystkich waszych domach. Pozostańcie dziećmi Maryi, módlcie się do Najświętszej Maryi Panny. Medytujcie nad lekcjami, jakie wam Ona daje. Będziecie Wówczas prawdziwymi katolikami. Nie możecie być dziećmi Najświętszej Dziewicy, w sposób pełny i święty, nie będąc najlepszymi dziećmi Kościoła katolickiego To właśnie upewnia nas, że jesteśmy faktycznie prawdziwymi synami Kościoła. Jestem więc przekonany, że kiedy wrócicie do siebie, będziecie prawdziwymi reprezentantami Kościoła katolickiego i że uczynicie wszystko, co w waszej mocy, aby trwał on pomimo wszelkich trudności oraz doświadczeń. Musimy wszyscy się dziś modlić, abyście byli prawdziwymi świadkami. Podobnie jak apostołowie otrzymali Ducha Świętego poprzez Dziewicę Maryję i wyruszyli, aby dawać świadectwo Ewangelii na całym świecie, tak też wy musicie być świadkami Dziewicy Maryi, Ducha Świętego, którego otrzymaliście poprzez Nią i dawać świadectwo waszej wierze w Boga, w naszego Pana Jezusa Chrystusa, świadectwo waszej miłości do Kościoła, gdziekolwiek moglibyście się znaleźć.
Międzynarodowi gangsterzy konsekwentnie dopinają swój plan walki z tzw. „teoriami spiskowymi”, tworząc w tej sprawie kolejne przepisy, zarówno w UE, jak i USA. Oczywiście, będą troskliwie realizowane i u nas. Póki co jednak, korzystając z chwilowej wolności w tej kwestii oraz zbliżającej się wielkimi krokami kolejnej rocznicy 9/11, przypomnijmy o tym, że najpowszechniej propagowaną teorią spiskową na ten temat, jest teoria rządu USA.
Niewiele osób wie, że wbrew temu, co media wmawiają całemu światu o rzekomym sprawstwie w zamachach na Amerykę organizacji Al-Kaida, nigdy nie przedstawiono zarzutów jej liderowi – Osamie Bin Laden. Nie przeprowadzono śledztwa w sprawie tych ataków, ograniczono się tylko do powołania kabaretowej „Komisji 9/11” oraz przyznano najbliższym ofiar odszkodowania. Nie wszystkim zresztą, a tylko tym, którzy zobowiązali się do zaprzestania dalszych dochodzeń i uznali sprawę za zamkniętą. O szczegółach piszę w swoich książkach, więc nie będę ich tu przywoływał.
Warto jednak nadmienić, że właśnie rodziny 76 ofiar, które nigdy nie pogodziły się z zamieceniem ich tragedii pod dywan, wystosowały ostatnio do prezydenta Bidena list, w którym żądają oddania narodowi afgańskiemu 7 mld dolarów, jakie rząd amerykański był łaskaw sobie przywłaszczyć po upadku Kabulu. Oficjalnie, USA „zamroziło” te aktywa, tłumacząc to tym, że posłużą do spłacenia zobowiązań wobec rodzin ofiar, ponieważ odpowiedzialnymi za zamachy uznano Talibów. Jednak w liście czytamy, że te pieniądze, znajdujące się ówcześnie na kontach Banku Centralnego Afganistanu, nie należały nigdy do Talibów, tylko do Afgańczyków, a ich zablokowanie jest „z punktu widzenia prawa podejrzane, a do tego niemoralne”.
Biden podtrzymuje kłamliwą narrację swoich poprzedników, trzymając rękę na własności państwa, które Amerykanie niszczyli przez dwie dekady, a porzucając w odwrocie pozostawili broń wartą miliardy, która nadal będzie siała śmierć i spustoszenie. 31 lipca 2022 r., w wyniku ataku bezzałogowego statku powietrznego armii USA, zabity został kolejny przywódca Al Kaidy – Ajman al-Zawahiri. Jak podaje polskojęzyczna wersja
Wikipedii „do zabicia go zostały wykorzystane dwie rakiety typu Hellfire, prawdopodobnie w wariancie R9X, wyposażonym w specjalne ostrza zamiast ładunków wybuchowych. Członkowie rodziny, których odwiedzał terrorysta, nie ucierpieli w wyniku ataku”. Cynizm tego opisu jest porażający.
Z braku miejsca nie będę rozwijał wątku rządowej teorii spiskowej, rozprawiłem się z nią wielokrotnie, wspomnę tylko o ćwiczeniach, które odbywały się co tydzień, począwszy od 4 sierpnia 2001 r. pod dowództwem
NORAD, o obiecującej nazwie „Fertile Rice”, co można tłumaczyć, jako „żyzny ryż”. Zakładano w nich, że bojówki Osamy Bin Ladena zaatakują w ciągu 24 do 36 godzin, cele w Waszyngtonie. W okólniku rozesłanym do zainteresowanych ośrodków podano, że zamachowcy „prawdopodobnie zdobyli przynajmniej jeden, a być może dwa bezzałogowe statki powietrzne”, sugerując, iż może chodzić o rosyjskie drony „Colibri”, zmodyfikowane do wystrzelenia ze statku, który wypłynął z jednego z portów arabskich. Podano także, że zamierzają uderzyć w „bardzo widoczny obiekt rządowy” w rejonie Waszyngtonu. Informowano, że drony są wyposażone w czujniki podczerwieni, sterowanie wizyjne oraz mogą wykonywać lot po opublikowanych punktach nawigacyjnych lub dowolną trasą wyznaczoną przez operatora. Dokładnie taki wariant uderzenia w Pentagon opisywałem w książce
„Projekt Phoenix”. Ponadto, sugerowano, że drony przenoszą bomby paliwowe, które mogą zostać zrzucone na cele. Tego typu ćwiczenia, notorycznie powtarzano, oswajając wszystkie służby wojskowe, policyjne, ratownicze i kontroli ruchu lotniczego, z tymi niezmiennymi elementami gry, czyli kilkoma samolotami bezzałogowymi, Osamą Bin Ladenem, ładunkami wybuchowymi, budynkami rządowymi – do znudzenia. Dziś już wiemy, że jeden z samolotów skierowano na Pentagon, ruch drugiego symulowano nad Białym Domem, trzeci kierujący się rzekomo na Kapitol, zestrzelono w Shanksville. Podobne ćwiczenia prowadzono w różnych centrach dowodzenia, na wiele miesięcy wcześniej, ale zawsze nazywano je z jakże szczególną nadzieją obfitych zbiorów – „Fertile Angel”, „Fertile Gain”, „Fertile Spade”. No i zbierali żniwo przez ponad 20 lat.
List, o którym wspomniałem, budzi jednak nadzieję, że coraz więcej ludzi rozumie, iż ciągle jeszcze obecne są w tym starym, nie zaoranym do końca świecie takie wartości, jak prawo, moralność, człowieczeństwo. A żniwiarze obcych pól zderzą się w końcu z problemem klęski urodzaju, którego żaden Dyzma im nie rozwiąże.