Odnaleziony tekst umowy Nr 5518 między Polską [PRL], a Ameryką [USA] z 16 lipca 1960r. o zapłacie 40 mln dolarów i zrzeczeniu się tym samym ew. dalszych żądań ze strony rządu i obywateli USA

UNITED STATES OF AMERICA and POLAND

Agreement (with annex and exchange of notes) regarding claims of nationals of the United States. Signed at Washington, on 16 July 1960

Ten pełen tekst Umowy jest tu:

https://drive.google.com/file/d/1-RXfC-elyHKEUt2U05EXn2IJG5kQtNVG/view

m. inn.:

The Government of Poland, agrees to pay, and the Government of the

United States agrees to accept, the sum of $40,000,000.00 United States cur

rency in full settlement and discharge of all claims of nationals of the United

States, whether natural or juridical persons, against the Government of Poland

on account of the nationalization and other taking by Poland of property and of

rights and interests in and with respect to property, which occurred on or before

the entry into force of this Agreement.

=================================

Odnaleziona zaginiona, sensacyjna umowa Nr 5518 z 1960r. Dotyczy ustawy Senatu USA S.447.

Po wielomiesięcznych poszukiwaniach został odnaleziony zagubiony dokument stanowiący umowę między USA a Polską z 16 lipca 1960 roku, zarejestrowana w USA 6 stycznia 1961 roku. Ten fakt stawia w innym świetle ustawę S447 Senatu USA. O tym się nie mówi, a powinno. To sensacyjny dokument, który powinien poznać każdy Polak. Jest sensacyjny gdyż oficjalnie przedstawiciele rządu RP prawdopodobnie o niej zapomnieli lub został zagubiony.

Link do umowy w języku angielskim (druk urzędowy): 

https://drive.google.com/file/d/1-RXfC-elyHKEUt2U05EXn2IJG5kQtNVG/view

Link do umowy w języku angielskim (z podpisami): http://www.historycy.org/index.php?s=b1e75d296afa5fd96818974a0c387d95&act=Attach&type=post&id=24542

Link do umowy w języku polskim (z podpisami):

http://www.historycy.org/index.php?s=b1e75d296afa5fd96818974a0c387d95&act=Attach&type=post&id=24543

Todd Callender – Rola szpitali, „szczepionek” i systemu 5G w trwającym ludobójstwie (napisy PL)

https://www.bitchute.com/video/we1pkTHPLjc5/  Georgina Orwell

Żyjemy w szalonych czasach, na świecie dzieją się niebywałe rzeczy. W związku z tym na moim kanale pojawiały się już różne szokujące treści. Lecz niniejsze nagranie to zdecydowanie jeden z najbardziej fascynujących, ale i najbardziej przerażających materiałów, jakie przyszło mi tłumaczyć. Momentami miałam wrażenie, że tłumaczę nie prawdziwą rozmowę, lecz ścieżkę dialogową do jakiegoś filmu science-fiction.

Jest to zapis rozmowy Todda Callendera z członkami niemieckiej Pozaparlamentarnej Komisji Śledczej ds. Koronawirusa, która odbyła się w dn. 25 marca 2022 r. w ramach 97-ego posiedzenia Komisji. 
W toku rozmowy Todd omawia rolę, jaką odgrywają szpitale, „szczepionki” na Covid i system 5G w trwającym globalnym ludobójstwie.

Opowiada też o toczącym się federalnym postępowaniu sądowym w ramach pozwu zbiorowego przeciwko amerykańskiemu Departamentowi Obrony, Ministerstwu Zdrowia i FDA, który Todd złożył w sierpniu ubiegłego roku w imieniu członków amerykańskich służb zbrojnych w związku z przymusem „szczepień” na Covid.
Wywiad z Toddem trwa ok. 67 minut, a po nim zamieściłam kilka krótkich materiałów filmowych dotyczących zagadnień omawianych przez Todda w nagraniu. Miejcie na uwadze, że te filmiki dotyczą tylko technologii, które są jawne i oficjalnie dostępne, a przecież wiemy, że wiele wynalazków, zanim trafi na rynek cywilny, pierwotnie opracowywanych jest dla wojska i najpierw przez długi czas bada się je i testuje pod kątem ich zastosowań militarnych. Tak więc nie łudźmy się: to, co przedstawia się ludziom jako „najnowocześniejsze zdobycze technologii”, to w rzeczywistości stare, od dawna istniejące rozwiązania, znane wojsku i służbom wywiadowczym od wielu dekad. Możemy sobie tylko wyobrażać, jakimi technologiami oni rzeczywiście dysponują…

Todd Callender jest amerykańskim prawnikiem specjalizującym się w dziedzinie prawa międzynarodowego, ubezpieczeń, podatków międzynarodowych, transakcji transgranicznych oraz zdrowia i niepełnosprawności. 
Od ponad 20 lat pracuje w branży ubezpieczeń zdrowotnych i na życie. Analizuje globalne trendy w obszarze biomedycyny dotyczące ryzyka zachorowalności i śmiertelności w międzynarodowym kontekście prawnym. Pełni funkcję członka zarządu wielu międzynarodowych firm, m.in. jest dyrektorem generalnym dużej grupy ubezpieczeniowej.

Odkąd w 2021 r. po raz pierwszy natknęłam się na postać Todda Callendera, z zapartym tchem śledzę jego działalność i oglądam wszystkie wywiady z nim jakie tylko uda mi się znaleźć. Jestem pod głębokim wrażeniem jego wiedzy, doświadczenia i determinacji, z jaką broni prawa i wolności medycznej i z jaką dąży do pokonania zbrodniarzy odpowiedzialnych za operację „Covid-19” i trwające ludobójstwo.

Korzystając z okazji, że tym razem udało mi się stworzyć na tyle krótki opis pod filmem, że zostało jeszcze trochę znaków do wykorzystania, pragnę bardzo serdecznie podziękować wszystkim widzom mojego kanału za oglądanie i rozpowszechnianie tych filmów i za wszelkie wyrazy wsparcia, jakie od Was otrzymuję!
Jestem bardzo szczęśliwa, że te treści trafiają do tak wielu osób. To nadaje sens całej mojej pracy i pozwala mi zachować nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone…
Jeśli ktoś ma ochotę skontaktować się ze mną bezpośrednio, mój adres email to  GeorginaOrwellPL@protonmail.com
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

=========================================

Dodatkowe linki dla osób pragnących zgłębić tematy poruszane w nagraniu (wszystkie materiały w języku polskim):

Nowoczesne technologie wojskowe, globalne trendy strategiczne, wojna przyszłości:
www.prisonplanet.pl/trend_trak/czlowiek_w_kontekscie,p1289678933
www.prisonplanet.pl/polityka/przez_nbic_nato_bedzie,p193311236
www.prisonplanet.pl/?sid=&q=nbic
www.prisonplanet.pl/?sid=&q=darpa
www.prisonplanet.pl/audycje/audycja_prisonplanetpl_-,p1088280470
www.bitchute.com/video/joVXP6gk7HeZ/
www.bitchute.com/video/XzdDreu1bnNr/

„Szczepionki” na Covid jako narzędzie transhumanizacji w kontekście prawa patentowego, nowy gatunek człowieka:
www.bitchute.com/video/Jv9RyHOWamEw/

5G:
https://www.bitchute.com/video/KaIoLzCVn390/
https://www.bitchute.com/video/BFGyxESQIsec/
https://www.bitchute.com/video/rYq3mYxlHhsi/
https://www.bitchute.com/video/XKplAtZtwaCF/ (lektor) + https://www.bitchute.com/video/XzdDreu1bnNr/ (napisy)

Dwa wywiady z Duncanem O’Finioanem, który w latach 60-tych jako kilkuletni chłopiec został włączony do tajnego programu „Superżołnierz”:
www.youtube.com/watch?v=zkI1_9XnIuo
www.youtube.com/watch?v=977S5uN0OuE

Katastrofa: Kolejna spółka z Grupy Azoty ogranicza produkcję nawozów

PAP

https://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/nawozy/kolejna-spolka-z-grupy-azoty-ogranicza-produkcje-nawozow,122455.html

Zarząd zakładów w Kędzierzynie podjął decyzję o ograniczeniu w środę do minimum, czyli do 43 proc. pracy instalacji produkcyjnych nawozów

Zarząd zakładów w Kędzierzynie podjął decyzję o ograniczeniu w środę do minimum, czyli do 43 proc. pracy instalacji produkcyjnych nawozów, fot. Grupa Azoty

, fot. Grupa Azoty

Należące do Grupy Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn ograniczyły od środy produkcję nawozów azotowych z powodu wysokich cen gazu. Sytuacja na rynku gazu, determinująca rentowność produkcji jest całkowicie niezależna od Grupy Azoty – podkreśliła spółka.

Azoty Puławy wstrzymują produkcję nawozów azotowych. Jaki jest powód?

Obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od Grupy Azoty i nie była możliwa do przewidzenia – podkreśliła też w komunikacie Grupa. Przypomniała, że rynkowe notowania gazu w okresie ostatniego półrocza wzrosły z poziomu 72 euro za MWh w dniu 22 lutego do poziomu 280 euro za MWh 23 sierpnia 2022 r.

W ciągu ostatnich dni, z powodu wysokich cen gazu produkcję ograniczyły inne fabryki chemiczne, należące do Grupy Azoty.

Zakłady Azotowe Puławy ograniczyły produkcję amoniaku do około 10 proc. możliwości; wstrzymana została produkcja w Segmencie Tworzywa oraz w Segmencie Agro, za wyjątkiem produkcji siarczanu amonu z Instalacji Odsiarczania Spalin i płynów katalitycznych, zawierających amoniak i mocznik.

Na początku sierpnia, z powodu wysokich cen gazu Zakłady Azotowe Puławy całkowicie wstrzymały do odwołania produkcję melaminy.

Akcje Azotów tracą ponad 5 proc. po zawieszeniu części produkcji

Czytaj więcej

Azoty Puławy wstrzymują produkcję nawozów azotowych. Jaki jest powód?

Z kolei zakłady w Tarnowie wstrzymały prace instalacji do produkcji nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6.

W trakcie ogłoszonego postoju instalacji produkcyjnych realizowane będą procesy inwestycyjne oraz remontowe, w tym planowany wcześniej, główny remont instalacji Poliamidów – poinformowała też Grupa Azoty.

Czytaj więcej

Akcje Azotów tracą ponad 5 proc. po zawieszeniu części produkcji

W środę ceny gazu w holenderskim hubie TTF utrzymywały się na poziomie 273-283 euro za Mwh. W piątek Gazprom ogłosił, że gazociąg Nord Stream 1 w dniach 31 sierpnia-2 września zostanie zamknięty z powodu prac serwisowych przy ostatniej działającej turbinie w tłoczni Portowa. Po ponownym uruchomieniu przesył ma powrócić do poziomu 33 mln m sześc. dziennie, czyli ok. jednej piątej maksymalnej zdolności.

Anwil wstrzymuje produkcję nawozów z powodu wysokich cen gazu

Czytaj więcej

Anwil wstrzymuje produkcję nawozów z powodu wysokich cen gazu

BKP: Watykańska moneta 20 € i skandal nachalnego promowania szczepień.

Jesteśmy świadkami szokującego wydarzenia. Watykan zaczął bić 20€ monety promujące szczepienia dzieci! Jedna strona monety przedstawia herb Franciszka. Z drugiej strony są dwie osoby i chłopiec gotowy do zastrzyku, wszyscy w maskach na ustach. W tle wisi krzyż, który wskazuje, że jest to chrześcijański ośrodek szczepień. To powiązanie Watykanu z polityką szczepień jest szokujące.

Pseudopapież Franciszek jest fanatycznym zwolennikiem szczepień przeciwko covid. Jako pierwszy europejski przedstawiciel państwa wprowadził zwalnianie nieszczepionych pracowników Watykanu.

Karykatura, wyryta na monecie – mężczyzna, kobieta i chłopiec – nawiązuje bezpośrednio do Świętej Rodziny. Tak więc pseudopapież skupił teraz swoją propagandę szczepień na rodzinach z celem, aby skłonić wszystkich do szczepienia swoich dzieci! Czy Maria i Józef zaszczepiliby Jezusa eksperymentalnym i toksycznym preparatem? Nigdy! Czy zaryzykowaliby, w ten sposób że zabiją Jezusa? Takiego ryzyka by NIGDY nie podjęli!

Przygotowanie przymusowych szczepień dzieci – to działalność przestępcza, zainicjowana przez firmę Pfizer w styczniu 2021 roku.

Dane z brytyjskiego Urzędu Statystyk Narodowych z 2021 r. pokazują, że dzieci w wieku od 10 do 14 lat, które otrzymały dwie dawki szczepionek przeciw Covid-19, miały między styczniem a październikiem 2021 r. w ryzyko śmierci 51 razy większe niż dzieci, które nie zostały zaszczepione. A tę przerażającą rzeczywistość pseudopapież Franciszek notorycznie bojkotuje.

 We Francji, bez publicznego ogłoszenia przez rząd, przygotowują eksperymentalne szczepienie dzieci na początek roku szkolnego 2022-2023, jak wynika z dokumentu najbardziej autorytatywnej francuskiej służby zdrowia – La Haute Autorité de Santé.

Dr. Sucharit Bhakdi, mikrobiolog, ostrzega, że transgenetyczne zastrzyki mają zastąpić konwencjonalne szczepionki! Francja i inne kraje zaplanowały włączyć te niebezpieczne preparaty do obowiązkowych szczepień dzieci już od 3 roku życia! To będzie ale większa katastrofa niż starożytna powódź! Będzie tu całe pokolenie genetycznie modyfikowanych organizmów, a pytanie brzmi, czy w ogóle będą mieli potomstwo, a jeśli tak, to jakie. A to wszystko dzieje się w intencjach odstępczego Watykanu.

Watykan swoją przestępczą strategię promuje, odwołując się do manipulacyjnych argumentów BIG PHARMA (Wielkiej Farmacji). Watykan dziś stał się siedzibą demonów „głębokiego kościoła” i tajnych porozumień z wielkimi mocarzami świata.

że do Watykanu przeniknęły przeciwne siły, jest dla katolików oczywiste. Ale fakt, że Watykan już otwarcie akceptuje i promuje obecną satanistyczną ideologię zła, wstrząsa światem. Watykan nadużył najwyższego autorytetu kościelnego przeciwko dzieciom. Katolicy teraz będą samobójczo prowadzić swoje dzieci do ośrodków szczepień, a na ostrzeżenia będą głupio skandować: „Nie obrażajcie nam Świętego Ojca!”

W książce „Nowy porządek barbarzyńców” dr. Richard Day mówi: „Kiedy Kościół rzymskokatolicki upadnie, reszta chrześcijaństwa z łatwością podąży za nim… Niektórzy pomyślą, że Kościół przeciwstawi się całemu temu złu, ale w rzeczywistości Kościół nam pomoże”.

Wielu biskupów, księży i świeckich nie podziela z pseudopapieżem tego samego zdania na temat transgenetycznych zastrzyków. Nie ma wątpliwości, że zbrodnicze szczepienia dzieci jeszcze bardziej podzielą krwawiący Kościół.

Przytoczyliśmy tutaj fakty z informacyjnych artykułów. Bizantyjski Katolicki Patriarchat może do nich jedynie dodać z proroka Izajasza Boże słowo: „Zwodzicielami (Mojego) się stali przywódcy narodu, a ci, którym przewodzą, zgubili się!” (Iz 9:16).

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                        + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

19.07.2022

Pobierz: Watykańska moneta 20 € i szczepienia (19.07.2022) 

Zginęli w obronie polskiej niepodległości. 80 lat temu hitlerowcy ścięli błogosławioną Poznańską Piątkę

https://pch24.pl/zgineli-w-obronie-polskiej-niepodleglosci-80-lat-temu-hitlerowcy-scieli-blogoslawiona-poznanska-piatke/

(fot. prtscr/youtube/ Evtis B2)

80 lat temu w Dreźnie Niemcy wykonali wyrok śmierci na Czesławie Jóźwiaku, Edwardzie Kaźmierskim, Franciszku Kęsym, Edwardzie Kliniku i Jarogniewie Wojciechowskim. Pięciu młodych wychowanków salezjańskiego oratorium w Poznaniu zginęło za udział w konspiracyjnej organizacji. W 1999 r. Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi.

Wieczorem 24 sierpnia 1942 r. na dziedzińcu Landgericht (sądu krajowego) przy Münchner Platz 3 w Dreźnie kat Alfred Roselieb uruchomił gilotynę. Pod jej ostrzem zginęli młodzi błogosławieni. Pięciu wychowanków salezjańskiego oratorium w Poznaniu wcześniej zostało skazanych na karę śmierci „z powodu przygotowań do zdrady stanu” wobec III Rzeszy.

Czesława Jóźwiaka, Edwarda Kaźmierskiego, Franciszka Kęsego, Edwarda Klinika oraz Jarogniewa Wojciechowska połączyło oratorium przy ul. Wronieckiej 9 w Poznaniu. „Właściwie to mam dwa domy – jeden na Łąkowej, drugi przy Wronieckiej 9. Nawet trudno powiedzieć, w którym spędzam więcej czasu” – pisał w prowadzonym przez siebie pamiętniku Kaźmierski.

Szacuje się, że na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych w ośrodku przy ul. Wronieckiej wolny czas po zajęciach szkolnych spędzało łącznie ok. 300 osób w wieku od 10 do 18 lat.

We wrześniu 1939 r. Czesław uczestniczył w walkach obronnych jako żołnierz ochotnik batalionu Przysposobienia Wojskowego. Jego pozostali czterej koledzy również zgłosili się do tej formacji, lecz nie zdążyli już uczestniczyć w walkach. Po powrocie do Poznania zastali tam już niemieckich okupantów.

8 października 1939 r. Wielkopolska została włączona do Rzeszy pod nazwą tzw. Kraju Warty. Polska ludność została pozbawiona wszelkich praw, ograbiona z majątku, a jej część (inteligencję, działaczy niepodległościowych) poddano eksterminacji. Niektórych mieszkańców regionu wysiedlono na terytorium Generalnego Gubernatorstwa. Pozostałych poddano germanizacji i policyjnemu terrorowi. Na czele „Kraju Warty” stanął gauleiter NSDAP, Arthur Greiser.

Jeszcze w 1939 r. na terenie Wielkopolski powstały pierwsze konspiracyjne organizacje. Jedną z nich była Narodowa Organizacja Bojowa (NOB), kierowana przez Antoniego Wolniewicza, który powierzył tworzenie struktur konspiracyjnego harcerstwa Lechowi Masłowskiemu. Ten skontaktował się z Czesławem Jóźwiakiem, który zasilił szeregi podziemnej struktury i wprowadził do niej swoich czterech towarzyszy.

W ramach konspiracyjnej działalności piątka salezjańskich wychowanków podjęła rozpoznanie wywiadowcze niemieckich jednostek stacjonujących na terenie Poznania, m.in. oddziałów Luftwaffe w dawnym gimnazjum Bergera. Kolportowali pismo konspiracyjne „Polska Narodowa”. Podkomendni Jóźwiaka, pseudonim „Piotr”, zbierali informacje o Polakach, którzy starali się o wnioski o wpis na niemiecką listę narodowościową, by stać się volksdeutschami.

21 września 1940 r. gestapowcy aresztowali Edwarda Klinika. Dwa dni później do cel Staatspolizeileitstelle Posen w dawnym Domu Żołnierza, podczas okupacji siedzibie gestapo w Poznaniu, trafili Jóźwiak, Wojciechowski, Kaźmierski i Kęsy.

„Pierwsze śledztwo – jeden z najstraszniejszych dni w moim życiu, którego nigdy nie zapomnę” – pisał Klinik w liście z 23 września do rodziny. Wyjątkowo brutalnym torturom poddano także przywódcę grupy.

Z cel w Forcie VII piątka trafiła do więzienia we Wronkach. 23 kwietnia 1941 r. osadzono ich w Berlinie-Neukölln, a później w więzieniu na zamku Osterstein koło Zwickau (Saksonia).

Według ustaleń IPN 31 lipca 1942 r. Landgericht Posen (sąd krajowy w Poznaniu) podczas sesji wyjazdowej w Zwickau skazał poznańską piątkę na karę śmierci za „przygotowania do zdrady stanu” wobec III Rzeszy. „Oskarżeni zagrozili bezpieczeństwu Wielkiej Rzeszy Niemieckiej podczas stanu wojny. Zgodnie z zasadą prawną stosowaną przez sąd zasłużyli na karę, jakiej, biorąc pod uwagę aktualną fazę walki o istnienie narodu niemieckiego, wymaga bezpieczeństwo Rzeszy” – pisano w uzasadnieniu wyroku.

18 sierpnia przewieziono ich do więzienia przy drezdeńskim Landgericht (sądzie krajowym) i osadzono w pojedynczych celach śmierci.

„Bóg dobry bierze mnie do siebie […] Idę do nieba, do zobaczenia” – oświadczał Franciszek Kęsy w ostatnim liście do rodziny.

Zachowały się także listy pozostałych skazanych. Mimo tragicznego położenia i zbliżającej się śmierci zaskakuje spokojny, pełen wiary ton, w jakim pisali.

„Do ostatniej chwili z moją silną wiarą w sercu idę spokojnie do wieczności, gdyż nie wiadomo, co by mnie tutaj na ziemi czekało. Was proszę, moi kochani, o modlitwę za moją grzeszną duszę, proszę Was o przebaczenie mych grzechów młodości. Ściskam Was i całuję z całego serca i z całej duszy. Wasz zawsze kochający Syn i brat Edzio” – pisał Klinik do swoich najbliższych.

24 sierpnia 1942 r. ok. godz. 20.30 Jóźwiak, Kaźmierski, Kęsy, Klinik oraz Wojciechowski zostali straceni. Świadkiem ich śmierci był kapelan więzienny ks. Franz Bänsch. Tuż przed śmiercią skazańcy zaintonowali pieśń religijną. Jeszcze tego samego dnia Bänsch zapisał: „Dziś przeszli do wieczności ludzie święci”. Ciała zamordowanych pogrzebano poza murami cmentarza w Dresden-Plauen.

13 czerwca 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi wśród 108 męczenników II wojny światowej.

 (PAP)/ oprac. FA

Światowa Deklaracja Klimatyczna: nie ma stanu zagrożenia klimatycznego, a „polityka dekarbonizacji” jest szkodliwa.

23 sierpnia 2022 https://pch24.pl/swiatowa-deklaracja-klimatyczna-nie-ma-stanu-zagrozenia-klimatycznego-a-polityka-dekarbonizacji-jest-niewlasciwa/

(fot. Pixabay)

Rządy w USA czy w UE przyjmują ustawy przewidujące ogromne dotacje na walkę z tak zwanymi zmianami klimatycznymi, sugerując, że Ziemia ociepla się w zawrotnym tempie. Część naukowców alarmuje, że grozi nam katastrofa klimatyczna, o ile natychmiast nie wyhamujemy produkcji przemysłowej, nie ograniczymy przemieszczania się, spożycia mięsa, w ogóle konsumpcji wszystkiego, a nawet dzietności. Tymczasem grupa innych uczonych wskazuje, że nie grozi nam żadna katastrofa klimatyczna i wzywa do odpolitycznienia nauki o klimacie. Ponad tysiąc uczonych podpisało Światową Deklarację, że nie ma stanu zagrożenia klimatycznego.

World Climate Declaration: There Is No Climate Emergency  – to inicjatywa Climate Intelligence, fundacji założonej w 2019 roku przez holenderskiego emerytowanego profesora geofizyki Guusa Berkhouta i holenderskiego dziennikarza naukowego Marcela Croka.

W deklaracji – pod którą stale składane są podpisy kolejnych uczonych – opublikowanej 27 czerwca 2022 r. – można przeczytać, że nie ma stanu zagrożenia klimatycznego, a nauka o klimacie powinna być mniej polityczna i bardziej naukowa.

Skrytykowano alarmistyczne modele klimatyczne Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) – ciała doradczego ONZ – obwinianie za  zmiany klimatyczne człowieka  i politykę dekarbonizacji.

Nauka o klimacie powinna być mniej polityczna, a polityka klimatyczna bardziej naukowa. Naukowcy powinni otwarcie odnosić się do niepewności i przesady w ich prognozach globalnego ocieplenia, podczas gdy politycy powinni beznamiętnie policzyć rzeczywiste koszty, a także wyimaginowane korzyści z podjętych przez nich środków politycznych” – zasugerowano.

„Archiwum geologiczne ujawnia, że ​​klimat Ziemi zmienia się tak długo, jak istnieje planeta, z naturalnymi fazami zimnymi i ciepłymi. Mała epoka lodowcowa zakończyła się dopiero w 1850 roku. Nic więc dziwnego, że przeżywamy teraz okres ocieplenia. Ocieplenie jest znacznie wolniejsze niż przewidywano. Świat ocieplił się znacznie mniej niż przewidywano na podstawie modelu antropogenicznego ocieplenia IPCC. Przepaść między światem rzeczywistym a modelowym światem mówi nam, że daleko nam do zrozumienia zmian klimatycznych. Polityka klimatyczna opiera się na nieodpowiednich modelach. Modele klimatyczne mają wiele niedociągnięć i są mało prawdopodobne, ponieważ są to narzędzia polityki. Nie tylko wyolbrzymiają działanie gazów cieplarnianych, ale…ignorują ​​również fakt, że wzbogacanie atmosfery w dwutlenek węgla jest korzystne. CO2 to pokarm roślinny, podstawa wszelkiego życia na Ziemi. CO2 nie jest zanieczyszczeniem. Jest niezbędne dla całego życia na Ziemi. Większa ilość CO2 jest korzystna dla przyrody, zazielenienia naszej planety. Dodatkowe CO2 w powietrzu sprzyja wzrostowi globalnej biomasy roślinnej. Opłaca się również rolnictwu, zwiększając plony upraw na całym świecie.

Globalne ocieplenie nie zwiększyło klęsk żywiołowych. Nie ma żadnych statystycznych dowodów na to, że globalne ocieplenie nasila huragany, powodzie, susze itp., klęski żywiołowe lub powoduje ich częstsze występowanie.

Istnieje jednak wiele dowodów na to, że środki ograniczające emisję CO2 są równie szkodliwe, co kosztowne. Polityka klimatyczna musi respektować realia naukowe i gospodarcze. Nie ma zagrożenia klimatycznego. Dlatego nie ma powodu do paniki i alarmu. Zdecydowanie sprzeciwiamy się szkodliwej i nierealistycznej polityce zerowej emisji dwutlenku węgla netto – propozycji na rok 2050”.

W deklaracji ubolewano, że „nauka o klimacie zdegenerowała się w dyskusję opartą na przekonaniach, a nie na solidnej samokrytycznej nauce”.

Pod deklaracją podpisało się do tej pory ponad tysiąc uczonych, a jednym z jej autorów jest fizyk atmosfery prof. Richard Lindzen, który nazwał obecną narrację klimatyczną „absurdalną”. Lindzen, profesor meteorologii w Massachusetts Institute of Technology (MIT), znany z prac o dynamice atmosfery i falach atmosferycznych, członek Narodowej Akademii Nauk, pracował w Międzynarodowym Zespole ds. Zmian Klimatu (IPCC) na początku lat 2000. Ostro krytykował kolegów z IPCC za alarmistyczne raporty. Sprzeciwia się obwinianiu ludzi za „zmiany klimatyczne”, wskazując, że mają oni znikomy wpływ.

W zeszłym roku Steven Koonin, podsekretarz ds. nauki w administracji Obamy, opublikował książkę zatytułowaną „Unsettled”, w której wskazywał, że „nauka jest niewystarczająca, aby sporządzać użyteczne prognozy dotyczące zmian klimatu w nadchodzących dekadach, a tym bardziej tego, jakie powinny być nasze działania”.

Pod deklaracją podpisali się m. in.: prof. Ivar Giaever, prof. Guss Berkhout, dr Cornelsi Le Pair, prof. Reynald du Berger, prof. Jens Morton Hansen, prof. Jan-Erik Solhelm, prof. Richard Lindzen, prof. Ingemar Nordin, prof. Ian Plimer i wielu innych.

W kwietniu 2022 r. prof. William Happer z Princeton University i prof. Richard Lindzen w jednej z komisji rządowych (US Securities and Exchange Commission) odnieśli się do propozycji wprowadzenia nowego wymogu dla przedsiębiorców, zasady dotyczącej ujawnianie informacji na temat tak zwanego ryzyka klimatycznego dla inwestorów.

Podkreślili, że jako fizycy, którzy całą swoją karierę zawodową poświecili badaniu klimatu, mogą stwierdzić, że „nie ma ryzyka klimatycznego powodowanego przez paliwa kopalne i dwutlenek węgla. A zatem brak podstaw naukowych proponowanej reguły. Przyjęcie zaś takiej reguły będzie miało katastrofalne konsekwencje dla ludzi na całym świecie”. Zasugerowali, że wszelkie próby manipulacji stężeniem dwutlenku węgla grożą powszechnym głodem i wymieraniem.

Źródło: clintel.org, wnd.com, sec.gov

Kult Pachamamy w Boliwii. Ofiary z LUDZI. „Sullu”.Qulqi Uru. Franciszek w euforii??

12.08.2022 https://www.tvp.info/61805705/mlody-czlowiek-niemal-stracil-zycie-przez-kult-pachamamy

Młody mieszkaniec miasta Achacachi w prowincji Omasuyos w zachodniej Boliwii – Victor Hugo Mica Alvarez przeżył zdarzenie, które mogło skończyć się dlań tragicznie. Jak sam powiedział miejscowym mediom, jeden towarzysz (camarada) poczęstował go piwem, po czym Victor stracił przytomność – relacjonuje Katolicka Agencja Informacyjna..

„Zakopali mnie żywcem. Nie wiem, jak to się stało. Pamiętam tylko, że towarzysz zaprosił mnie na piwo, po czym straciłem wątek, byłem pijany” – wspominał. Opowiadał, że gdy się ocknął, okazało się, że znajduje się w zamkniętej trumnie, złożony jako „sullu”, czyli ofiara bogini ziemi Pachamamie. Wokół siebie widział ziemię i piasek – był na budowie. Kiedy udało mu się zbić wieko, natychmiast zgłosił się na policję. Policjanci odmówili jednak przyjęcia zgłoszenia. Usłyszał, żeby przyszedł, gdy wytrzeźwieje.

Wspomniane ofiary – „sullu” to najczęściej zarodki wycięte z ciężarnych lam, ale także liście koki i ciastka, składane Pachamamie, czyli bogini Ziemi, w Boliwii. Indianie z grup etnicznych Quechua i Aymar czczą ją 1 sierpnia. Dotyczy to zresztą nie tylko Boliwii, ale również ludów tubylczych w Argentynie, Chile, Ekwadorze, Kolumbii i Peru. Na północy Chile święto to nazywa się Qulqi Uru. Obyczaj ten uważany jest zwykle za „odpłatę Matce Ziemi” w podzięce za jej owoce lub jako prośbę o coś.

„Góralski zwyczaj tych ludów składania ofiar Pachamamie nie ma dawnych korzeni, ale jest jak najbardziej współczesny, popierany przez władze boliwijskie, a nawet czasami tolerowany przez niektórych dostojników kościelnych pod przykrywką inkulturacji ewangelicznej” – powiedział, komentując całe zdarzenie dla latynoskiej agencji katolickiej ACI Prensa, argentyński kapłan ks. Javier Olivera Ravasi.

O Pachamamie świat dowiedział się w czasie Synodu Biskupów dla Amazonii w październiku 2019 w Watykanie, zwłaszcza po ustawieniu jej drewnianych figurek w Ogrodach Watykańskich i w bazylice św. Piotra. Posążki te przedstawiały ciężarną kobietę, co miało symbolizować płodność ziemi. Znalazły się one także na trasie Drogi Krzyżowej, którą odprawiono wtedy w rzymskim kościele Matki Bożej na via Transpontina. Po wykradzeniu ich z bazyliki i wrzuceniu do Tybru przez kilku młodych ludzi sprawa stała się głośna, wywołując wielkie niezadowolenie obecnych w Rzymie delegacji ludów tubylczych z Amazonii. Papież Franciszek przeprosił wówczas tych, „którzy poczuli się urażeni tym czynem” – pisze Katolicka Agencja Informacyjna

1 sierpnia ub.r., w święto Bogini Ziemi, na stronie argentyńskiej diecezji Venado Tuerto znalazła się „modlitwa” do niej, stylizowana na Pozdrowieniu Anielskim (Zdrowaś Mario).

Uzasadniając taki krok autorzy wpisu wyjaśnili, że Pachamama „jest symbolem płodności, ziemi i świętości życia, jest mitem mającym ładunek duchowy, który można wykorzystać”. Podkreślono również, że „niektóre święta religijne zawierają w sobie znaczenie święte i są miejscem nowego spotkania się i braterstwa, są nowymi drogami dla Kościoła i osiągnięcia ekologii całościowej”.

Tłumaczenia te nie przekonały jednak wielu diecezjan, wręcz przeciwnie – tekst modlitwy uznali oni za szyderstwo z modlitwy maryjnej i już 3 sierpnia diecezjalna Caritas, bo to ona zamieściła kontrowersyjny materiał, przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się tym zgorszeni a samą modlitwę usunięto.

===========================

To samo zdarzenie – trochę inaczej : https://misyjne.pl/misja/boliwia-zakopano-zywcem-mlodego-czlowieka-jako-ofiare-dla-pachamamy/

To katastrofa rolnictwa, czyli GŁÓD: Należąca do PKN Orlen grupa Anwil też wstrzymuje produkcję

To katastrofa rolnictwa: Należąca do PKN Orlen grupa Anwil też wstrzymuje produkcję.

https://nczas.com/2022/08/23/co-sie-dzieje-nalezaca-do-pkn-orlen-grupa-anwil-wstrzymuje-produkcje/

Należąca do PKN Orlen włocławska spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych. Powodem są rekordowe ceny gazu, głównego surowca do produkcji tego typu nawozów.

W związku z bezprecedensowym i rekordowym wzrostem cen gazu ziemnego w Europie, spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych – przekazał Orlen we wtorkowym komunikacie.

Jak podkreślono, Anwil na bieżąco monitoruje sytuację na rynku surowców i jak tylko warunki makroekonomiczne na rynku gazu ulegną stabilizacji, produkcja zostanie wznowiona. W czasie postoju linii produkcyjnych Anwil będzie realizował prace remontowe i inwestycyjne – zaznaczył Orlen.

W nocy z poniedziałku na wtorek Grupa Azoty poinformowała, że „w związku z nadzwyczajnym i bezprecedensowym wzrostem cen gazu ziemnego” zarząd podjął decyzję o czasowym zatrzymaniu pracy część instalacji i ograniczeniu produkcji.

Należące do Grupy Azoty Zakłady Azotowe Puławy ograniczyły produkcję amoniaku do około 10 proc. możliwości; wstrzymana została produkcja w Segmencie Tworzywa oraz w Segmencie Agro – nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6, za wyjątkiem produkcji siarczanu amonu z Instalacji Odsiarczania Spalin, oraz roztworów katalitycznych z mocznikiem i amoniakiem.

Jak podkreśliła Grupa Azoty, obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od spółki i nie była możliwa do przewidzenia.

[Była, była, kolego!! A nie należało dawać ciągle dupy tym złym i głupim ludzikom z UE. Mirosław Dakowski]

Na początku sierpnia z powodu wysokich cen gazu Zakłady Azotowe Puławy całkowicie wstrzymały do odwołania produkcję melaminy.

W poniedziałek ceny gazu w holenderskim hubie TTF sięgnęły 270-280 euro za MWh, po wzroście o ok. 15 proc. w ciągu jednego dnia. W trakcie minionego tygodnia ceny gazu na europejskim rynku wzrosły o ok. 25 proc. We wtorek do południa poziom cen w TTF znacząco się nie zmienił.

W piątek rosyjski Gazprom ogłosił, że gazociąg Nord Stream 1 od 31 sierpnia do 2 września zostanie zamknięty z powodu prac serwisowych przy ostatniej działającej turbinie w tłoczni Portowa. Po ponownym uruchomieniu przesył ma powrócić do poziomu 33 mln m sześc. dziennie, czyli ok. jednej piątej maksymalnej zdolności.

Unplugged, czyli jak zostaniemy i bez gazu, i bez prądu

Konrad Rękas https://konserwatyzm.pl/rekas-unplugged-czyli-jak-zostaniemy-i-bez-gazu-i-bez-pradu/

Kolejne rządy najpierw gigantycznymi kosztami przestawiły polską energetykę na zasilanie gazem ziemnym, obecnie nie ustając w staraniach, by gazu w Polsce zabrakło.

Trzymając się tej samej logiki, III RP karnie realizuje założenia polityki energetycznej Unii Europejskiej, czym uniemożliwia sobie powrót do technologii węglowych, ale jednocześnie nie czyni nic, by zgodnie z zaleceniami Brukseli postarać się o własną infrastrukturę energii ze źródeł odnawialnych (RE), czyli obecnie przede wszystkim wielkich ferm wiatrowych umieszczonych na szelfie morskim. Ponure żarty z oparcia polskiej energetyki na chruście stają się więc rzeczywistością. Rząd zaś jest na najlepszej drodze, by za jednym zamachem gazu do kraju nie sprowadzić, za to kolejny kawałek polskiego potencjału oddać w obce ręce.

Mieliśmy czas się przygotować

Jak wiadomo, jedyną dużą siłą opozycyjną w Polsce – jest Najwyższa Izba Kontroli. I to jej właśnie zawdzięczamy kolejną miażdżącą informację pokontrolną, tym razem dotyczącą właśnie odnawialnej bezmyślności kolejnych rządów III RP.

Unijna strategia ograniczenia emisji gazów cieplarnianych jest znana co najmniej od European Union Climate and Energy Package 2008, A Roadmap 2011, Porozumienia Paryskiego z 2015 r. i Clean Energy for All Europeans Package 2016, a jej implementacja do regulacji unijnych odbyła się bez żadnych polskich protestów. Rządy PiS na żadnym etapie nie sprzeciwiały się ani nie starały się zablokować rozwiązań znanych obecnie jak pakiet Fit for 55, zobowiązujący kraje członkowie do redukcji emisji o 55 proc. do 2030 r. Cel ten nie jest żadną miarą do osiągnięcia bez zwiększenia udziału RE w krajowym mixie energetycznym, o czym władze znakomicie wiedziały, na co się godziły i z czym swoim zwyczajem nie uczyniły absolutnie nic, oprócz paru papierowych deklaracji.

Tymczasem niezależnie od tego co wiemy o niskiej energetycznej wydajności RE i od oczywistej absurdalności opierania na nich polityki energetycznej w kraju leżącym na węglu i położonym na naturalnym kierunku transferu gazu ziemnego – dopóki jesteśmy w strukturach zachodnich (nie tylko zresztą unijnych, bo tą samą drogą idzie też np. UK), dopóty nie mamy innego wyjścia niż zwiększać liczbę wiatraków na skalę przemysłową i solarów na lokalną i indywidualną. Koniec, kropka. Albo odcinamy się od Zachodu, albo gramy, świecimy, grzejemy i jeździmy tak jak on. Oto fakty.

Zgadzali się, chociaż nie cieszyli?

Oczywiście, na użytek wewnętrznej polityki w Polsce PiS, a zwłaszcza Solidarna Polska udawały i udają, że są w jakimś sporze z Brukselą. Zamiast zróżnicowanego mixu energetycznego mieliśmy więc pomieszanie konfrontacji z celami KE z propagandą niby-to-etatystyczną i pro-socjalną, w wyniku czego zrezygnowano zarówno z kontynuowania reform rynku energii, jak i ich cofnięcia. Oficjalnie i praktycznie Polska nie odrzuciła paradygmatu neoliberalnego, choć w szczególności polityka obecnego rządu może sprawiać takie wrażenie. W efekcie nie rozwiązano dotąd problemu przestarzałych bloków energetycznych i sieci przesyłowych, z których 47 proc. ma ponad 40 lat. Brak nowych inwestycji każe przewidywać zmierzenie się z problemem brakującej pojemności energetycznej. W przypadku Polski nie sprawdziły się także (bo nie mogły) obietnice i zapewnienia związane z liberalizacją handlu transgranicznego energią. Zamiast pojawienia się rezerw i obniżki kosztów – Polska boryka się z kołowymi przepływami energii między Niemcami a Austrią blokując zarówno udostępnianie zdolności przesyłowych eksportowych, jak i import z Niemiec, w efekcie podwyższając ryzyko blackoutu.

Biurokrata wie lepiej!

W zakresie RE przyjęte rozwiązania prawne, szczególnie odnośnie biomasy oznaczały oparcie tych technologii na importowanych surowcach, a co za tym idzie dalszy drenaż finansowy kraju. Polska zdecydowała się na ograniczenia rozwoju dynamiki lądowej energetyki wiatrowej wprowadzając w 2016 r. restrykcyjne przepisy, przez co zaczęła spadać dynamika inwestycji. Po chwilowym boomie w listopadzie 2021 r. Sejm przyjął równie niekorzystne rozwiązania odnośnie domowych instalacji paneli słonecznych.

Nie wynika to jednak bynajmniej z negatywnego nastawienia rządu wobec samych RE, ale raczej wobec energetyki rozproszonej, czyli możliwie zlokalizowanej, a więc i względnie chociaż mniej zależnej od państwowego bałaganu, korupcji i zamordyzmu. W ramach nowej „Polityki Energetycznej Polski do 2040” przyjętej w lutym 2021 r. założono, że wielkoskalowe inwestycje w sektorze RE mają realizować spółki państwowe, w tym oczywiście ORLEN. Nasza energetyka odnawialna miała być oparta o skomercjalizowane przedsiębiorstwa państwowe, dysponujące ponad 60 proc. zainstalowanych mocy i generujące ponad 2/3 energii elektrycznej. Pomysł sam w sobie nie byłby taki zły (choć powinien być uzupełniony większym udziałem energetyki rozproszonej, bezpieczniejszej w czasach ogólnego kryzysu). Diabeł jednak, jak zwykle w III RP, tkwi w szczegółach, a zwłaszcza w realizacji ogólnikowych deklaracji.

Pierwsza duża instalacja offshore, Morska Farma Wiatrowa Baltic Power, miała ruszyć wg planu w 2024/25 roku. I zdaniem NIK na pewno nie ruszy, bo sama jej budowa zacznie się, być może, w 2026/27 r. Co też się może nie udać, bo jak dotąd nie udało się nawet wskazać lokalizacji głównego terminala inwestycyjnego, czyli technicznego zaplecza takiej instalacji morskiej. To znaczy wskazano, w Gdyni. Potem w Gdańsku. I Szczecinie-Świnoujściu. Chociaż może w duńskim Rønne? Albo niemieckim Sassnitz-Mukran? Wszystkie zakładane inwestycje grzęzną po polsku: w uzgodnieniach, opiniach i zezwoleniach. Każdym wnioskiem każdorazowo zajmuje aż 11 organów administracji, a prowadzone 23 postępowania wymagają co najmniej 40 uzgodnień między instytucjami od samorządów, przez różnej maści nadzory i ABW. A wszystko to po to, by na polskim wietrze i prądzie i tak położyli łapy obcy.

Złoty interes z Norwegami. Dla Norwegów

Bo gadanie o wielkim powrocie państwowej energetyki – to tylko bajki dla patriotycznych i socjalnych wyborców. W rzeczywistości tworzy się wielkie strojki, by część z nich tym łatwiej sprywatyzować, a do części od razu wpuścić zagranicznych udziałowców. Już dziś „partnerem” ORLEN-u jest kanadyjskie NP BALTIC WIND B.V. / NORTHLAND POWER INC., PGE Polska Grupa Energetyczna S. A. tylnymi drzwiami wpuszcza duńskie ØRSTED WIND POWER A/S, 50 proc. w projekcie firmowanym przez POLENERGIĘ S.A. ma norweskie WIND POWER AS, a większość Norwegom zapewni w ramach MFW Bałtyk II i Bałtyk III także kontrolowanie przez OSLO EQUINOR POLSKA sp. z o.o. Zupełnie samodzielnie występują natomiast RWE RENEWABLES INTERNATIONAL PARTICIPATIONS B.V. z Holandii oraz razem EDP RENEWABLES S.A. (Portugalia) i ENGIE S.A. (Francja). I to by było na tyle jeśli chodzi o polską energetykę w polskich rękach.

Oczywiście też jednak jest w tym wszystkim drugie dno, nie tylko zresztą Bałtyku, ale i… Morza Północnego. W zestawieniu najciekawsza jest bowiem obecność firm norweskich i duńskich. Nie jest tajemnicą w branży, że powodzenie ich przedsięwzięć, skrajne ich ułatwienie przez władze polskie, przy jednoczesnym utrudnianiu życia konkurentom – jest warunkiem w ogóle prowadzenia jakichkolwiek rozmów o wypełnieniu Baltic Pipe.

Jak wiemy, początkowo będzie nim płynąć jedynie 2-3 mld m. sześc. gazu ziemnego ze złóż dzierżawionych przez PGNiG na Szelfie Noreweskim. A od 2024 r. być może także 1,28 mld m. sześć. rocznie z duńskiego złoża Ørsted. Tak, to ta sama nazwa. Te same norweskie i duńskie kapitały zainteresowane przejęciem polskiego rynku offshore. I nie tylko offshore, bo także energetyką wodorową, stanowiącą absolutny rdzeń unijnej strategii odchodzenia od rosyjskiego gazu. I wszystko to oddamy Norwegom, byle nam pozwoli przesyłać gaz, który sami wydobywamy dzierżawiąc od nich odpłatnie pola gazowe i Duńczykom, którym za gaz i tak zapłacimy horrendalne stawki. Dzięki temu pozbędziemy się RE i zapłacimy za gaz, za który już raz zapłaciliśmy i którego część własnym kosztem wydobywamy. Słowem – standardowy złoty interes à la la III RP.

Ale cóż, najważniejsze – że to nie Ruscy!

Porwanie Ukrainek, czyli kolejny skok na polską kasę. Kto bogatej Polsce zabroni…

Rusza fundusz imienia błogosławionego Klemensa Szeptyckiego, mający na celu pomoc ukraińskim sierotom wojennym i kobietom uwolnionym z niewoli – poinformował w środę w Kijowie szef KPRM Michał Dworczyk. https://www.bankier.pl/wiadomosc/Dworczyk-Rusza-fundusz-ktory-ma-pomoc-ukrainskim-sierotom-wojennym-i-kobietom-uwolnionym-z-niewoli-8391286.html

========================

Konrad Rękas https://konserwatyzm.pl/rekas-porwanie-ukrainek-czyli-kolejny-skok-na-polska-kase/

Na początek ustalmy jedną rzecz. Jakie u licha „kobiety i dzieci uwolnione z rosyjskiej niewoli”?

Jeńcy i niewola – definicje prawne

Przecież to jest bijąca w oczy bzdura i jawne wyłudzanie polskich pieniędzy, trudno już nawet zliczyć która. Status jeńca wojennego jest regulowany artykułem 4 i 5 Konwencji Genewskiej z 12. sierpnia 1949 r.  Zgodnie z nimi do niewoli bierze się:  „1) członków sił zbrojnych Strony w konflikcie, jak również członków milicji i oddziałów ochotniczych, stanowiących część tych sił zbrojnych; 2) członków innych milicji i innych oddziałów ochotniczych, włączając w to członków zorganizowanych ruchów oporu, należących do jednej ze Stron w konflikcie i działających poza granicami lub nawet w granicach własnego terytorium, pod warunkiem, że te milicje lub oddziały ochotnicze, włączając w to zorganizowane ruchy oporu, odpowiadają następującym warunkom: a) mają na czele osobę odpowiedzialną za swych podwładnych; b) noszą stały i dający się z daleka rozpoznać znak rozpoznawczy; c) jawnie noszą broń; d) przestrzegają w swych działaniach praw i zwyczajów wojny; 3) członków regularnych sił zbrojnych, którzy podają się za podlegających rządowi lub władzy nie uznanym przez Mocarstwo zatrzymujące; 4) osoby towarzyszące siłom zbrojnym, ale nie należące do nich bezpośrednio, jak na przykład cywilni członkowie załóg samolotów wojskowych, korespondenci wojenni, dostawcy, członkowie oddziałów pracy lub służb, powołanych do opiekowania się wojskowymi, pod warunkiem, że otrzymali oni upoważnienie od sił zbrojnych, którym towarzyszą, przy czym te ostatnie obowiązane są wydać im w tym celu kartę tożsamości według załączonego wzoru; 5) członków załóg statków handlowych, włączając w to kapitanów, pilotów i uczniów, oraz członkowie załóg samolotów cywilnych Stron w konflikcie, o ile nie przysługuje im prawo do korzystniejszego traktowania na mocy innych postanowień prawa międzynarodowego; 6) ludność terytorium nie okupowanego, która przy zbliżaniu się nieprzyjaciela chwyta spontanicznie za broń, aby stawić opór inwazji, a nie miała czasu zorganizować się w regularne siły zbrojne, jeżeli jawnie nosi broń i przestrzega praw i zwyczajów wojennych”. Słowem, raz jeszcze – jakie kobiety i dzieci?

Wbrew temu, co opowiada się w mediach III RP – na Ukrainę nie najechała Złota Orda. Wojna jest brutalna, niszcząca, stanowi straszliwą traumę dla ludności cywilnej. Ale nikt nie bierze w niej jasyru. Siły Zbrojne Rosji ani milicje republik ludowych nie porywają cywilów – bo niby po co? Tam są przesuwane granice, niszczy się bezwzględnie wojsko przeciwnika, ale przecież nawet kijowska propaganda, przy całym swym prymitywizmie nie twierdzi, że jest to wojna o d…!

Kto bogatej Polsce zabroni?

No więc skąd niby miałyby się wziąć beneficjentki funduszu imienia błogosławionego ministra Dworczyka? Ruscy je porwali, niczym Rzymianie Sabinki, a potem oddali po odkochaniu?

Przecież to bzdura aż bijąca w oczy nawet sentymentalnych i tkliwych na niewieścią niedolę Polaków. Z budżetu III Rzeczypospolitej już wyasygnowano 8 milionów złotych, a zbliżoną hojność mają okazać kolejne spółki Skarbu Państwa, fundusze, agencje i wszystko to, co też jest naszymi pieniędzmi, tylko już całkiem wyprowadzonymi poza społeczną kontrolę i świadomość.

Dzięki tej NASZEJ, nas wszystkich hojności – jakieś kobiety na Ukrainie czy też ukraińskie imigrantki w Polsce dostaną po 10.200 zł jednorazowo i dalszą pomoc finansową o nieokreślonej jeszcze bliżej wysokości. Przewidziany jest również zasiłek „na dzieci”, bo to zawsze lepiej brzmi. By dostać zasiłek rodzinny, niegdyś zupełnie podstawowy i oczywisty – dochód na członka polskiej rodziny nie może obecnie przekroczyć 674 zł miesięcznie.

Dzięki nieprzekroczeniu progu, rozprasowanego obecnie przez inflację – dostaje się 95 zł miesięcznie na dziecko do 5. roku życia, 124 zł na te w wieku 5-18 lat i 135 zł między 18 a 24 rokiem życia. Kryterium dochodowe dla sławnego 500+ – to obecnie 800 zł na osobę. Dziecko ukraińskie, będące obywatelem Ukrainy i z obojga ukraińskich rodziców, którzy zginęli podczas wojny – dostanie od państwa polskiego 643 zł BEZ WZGLĘDU na dochód.

Skąd taka nierówność? Bo tak błogosławiony Dworczyk postanowił o twoich pieniądzach, ty onuco!

Niestety, są sieroty wojenne na Ukrainie. Im szybciej ta wojna się skończy – tym będzie ich mniej i to byłby właściwy kierunek pomocy ukraińskim dzieciom. Ale jest też bieda w Polsce. Głęboka, rozszerzająca się, pozbawiająca wszelkiej nadziei. I będzie coraz bardziej odczuwalna, bo błogosławiony minister Dworczyk rozdaje polskie pieniądze Ukrainkom twierdzącym, że rosyjski najazd wywołał w nich traumę paraliżują na całe dwa dni wszelką aktywność na Tinderze!

Kto bogatej Polsce zabroni…

Grupa Azoty S.A. w konsekwencji rekordowo wysokich cen gazu ziemnego zatrzymuje instalacje do produkcji nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6

https://grupaazoty.com/aktualnosci/grupa-azoty-s-a-w-konsekwencji-rekordowo-wysokich-cen-gazu-ziemnego-czasowo-zatrzymuje-instalacje-do-produkcji-nawozow-azotowych-kaprolaktamu-oraz-poliamidu-6

W związku z rekordowymi cenami gazu ziemnego, głównego surowca wykorzystywanego przy produkcji w Grupie Azoty S.A., w dniu 22 sierpnia 2022 r. Spółka podjęła decyzję o czasowym zatrzymaniu z dniem 23 sierpnia 2022 roku instalacji do produkcji nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6.

W wyniku agresji Rosji na Ukrainę, od 24 lutego 2022 r. obserwujemy na europejskich giełdach nadzwyczajne, historycznie wysokie ceny gazu ziemnego. Notowania gazu w okresie ostatniego półrocza wzrosły z poziomu 72 EUR/MWh w dniu 22.02.2022 r., do poziomu 276 EUR/MWh w dniu 22.08.2022 r.

Spółka kontynuuje produkcję katalizatorów, osłonek poliamidowych, kwasów humusowych, skrobi termoplastycznej oraz kwasu azotowego stężonego.

W trakcie ogłoszonego postoju instalacji produkcyjnych realizowane będą procesy inwestycyjne oraz remontowe, w tym planowany wcześniej, główny remont instalacji Poliamidów.

Należy podkreślić, że Grupa Azoty S.A. utrzymywała dotychczas produkcję na maksymalnych możliwych mocach, nawet w obliczu znaczących ograniczeń lub całkowitego wstrzymywania produkcji przez największych europejskich producentów.

W celu utrzymania bezpieczeństwa procesowego instalacji produkcyjnych oraz realizacji zobowiązań dla odbiorców zewnętrznych w zakresie dostaw energii elektrycznej, energii cieplnej i wody pitnej prace będą kontynuować: elektrociepłownia, stacja uzdatniania wody pitnej oraz oczyszczalnie ścieków.

Obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego – pomimo jego dostępności – determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od Spółki i nie była możliwa do przewidzenia.

Spółka stale monitoruje poziom cen wszystkich surowców oraz rentowność procesów produkcyjnych i na tej podstawie będzie podejmowała dalsze decyzje biznesowe.

Piąty Ojciec – Założyciel UE: Adolf H.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  23 sierpnia 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5236

W wywiadzie udzielonym braciom Karnowskim Naczelnik Państwa buńczucznie oznajmił, że będzie zwalczał Unię Europejską. Jak słusznie uważają przedstawiciele obozu zdrady i zaprzaństwa, oznacza to, że utracił już nadzieję na uzyskanie z Unii szmalu. Wszystko to być może, ale ja zwróciłbym uwagę również na to, że od 2003 roku, a może nawet wcześniej, Naczelnik Państwa Unię Europejską Polakom stręczył, podobnie jak lider obozu zdrady i zaprzaństwa, szef Volksdeutsche Partei, Donald Tusk, który w tej sprawie z Naczelnikiem Państwa szedł ręka w rękę („róbmy sobie na rękę”).

Tak było w roku 2003, podczas referendum w sprawie Anschlussu, kiedy to obydwaj antagoniści zgodnie stręczyli do Unii. Tak było również 13 grudnia 2007 roku, kiedy to w Lizbonie szef Volksdeutsche Partei Donald Tusk, razem z Księciem-Małżonkiem Radosławem Sikorskim, podówczas wystruganym na ministra spraw zagranicznych, podpisali z Lizbonie słynny traktat lizboński, w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który ze względów konstytucyjnych traktatu podpisać nie mógł, ale gdyby mógł, to podpisałby go obydwoma rękami.

Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy to 1 kwietnia 2008 roku w Sejmie obóz zdrady i zaprzaństwa oraz PiS (przy sprzeciwie części posłów), z Naczelnikiem Państwa na czele, głosował za ustawą upoważniającą prezydenta Kaczyńskiego do ratyfikowania tego traktatu. 10 października 2009 roku prezydent Kaczyński skwapliwie z tego upoważnienia skorzystał, traktat ratyfikował, dzięki czemu wszedł on w życie 1 grudnia 2009 roku, proklamując Unię Europejską, jako odrębny podmiot prawa międzynarodowego.

Taki oto jest rodowód („oto rodowód jest rodziny żony Wuera – Wuerzyny”) Unii Europejskiej, z którą Naczelnik Państwa zapowiada teraz walkę do upadłego. Gdyby naprawdę chciał uwolnić Polskę od unijnej dominacji, to jeszcze pani Beata Szydło mogła złożyć w Brukseli stosowne dokumenty i dzisiaj – kto wie – może bylibyśmy poza Unią Europejską, jak Szwajcaria, Norwegia, czy Wielka Brytania.

Tymczasem nic z tych rzeczy; Naczelnik Państwa żadnych procedur nie wszczyna, tylko trzaska dziobem, że będzie „dążył”, podobnie jak wcześniej „dążył” do „prawdy” w sprawie katastrofy smoleńskiej, a teraz „dąży” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych – ale też żadnej noty do rządu niemieckiego nie składa. Nawet szef opozycyjnej CDU powiedział mu w Warszawie, że chyba nie znajdzie takiego rządu niemieckiego, który by się na reparacje dla Polski zgodził, toteż wszystkie te inicjatywy obliczone są jedynie na uwodzenie wyznawców Naczelnika Państwa przy pomocy usłużnych niezależnych mediów, które tych wyznawców będą rozhuśtywać emocjonalnie, żeby głosowali na PiS, jako jedynego defensora Ojczyzny.

Ciekawe, że podobny program głosi lider obozu zdrady i zaprzaństwa, szef Volksdeutsche Partei Donald Tusk, który zachowuje się, jakby miał obsesję na punkcie Naczelnika – a Naczelnik – jakby miał obsesję na punkcie Tuska. W ten sposób wyznawcy obydwu obrządków są rozhuśtywani emocjonalnie, dzięki czemu, żeby pozyskać ich głosy, nic już nie trzeba mówić o państwie. Wcale bym się tedy nie zdziwił, gdyby się okazało, że Naczelnik Państwa zwyczajnie się z Donaldem Tuskiem po cichu podzielili rolami – co zresztą wiele lat temu sugerował Ludwik Dorn, kiedy jeszcze uchodził za „trzeciego bliźniaka” – że mianowicie trzeba w naszym nieszczęśliwym kraju wprowadzić system dwupartyjny.

Wróćmy jednak do Unii Europejskiej, której ojcostwo przypisuje się Robertowi Schumanowi, który – tylko patrzeć – jak zostanie wyniesiony na ołtarze i będziemy musieli się do niego modlić, a kto wie – może nawet będzie miał własną świątynię, niczym Jerzy Waszyngton w Ameryce. Występuje on tam w postaci nadnaturalnej wielkości posągu w pełnej gali masońskiej – ale to w głównej nawie, bo w podziemiach świątyni jest jeszcze jeden jego posąg, tylko mniejszy.

Zwiedzając ten przybytek byłem trochę zawiedziony, że w jakiejś bocznej nawie nie ma posągu Jerzego Waszyngtona jako dziecka – ale USA, to nie Związek Sowiecki, więc jakieś różnice muszą być. Innym Ojcem Założycielem Eurokołchozu jest też Jean Monnet, który – niczym Stanisław Wokulski – wykazał niebywały talent przy organizowaniu dostaw wojskowych podczas pierwszej i drugiej wojny światowej, a trzecim był niemiecki kanclerz Konrad Adenauer. Ojcostwo Unii Europejskiej przypisuje się też Włochowi, Alcide de Gasperiemu, który również – tylko patrzeć – jak zostanie wyniesiony na ołtarze.

Jak się okazuje, ten sukces ma wielu ojców, ale chyba przez niedopatrzenie nie wymienia się jeszcze jednego, piątego Ojca Założyciela, mianowicie wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. On też marzył o zjednoczonej Europie, tyle, że po swojemu, ale przecież liczą się nie tylko skutki, ale również intencje – a Adolf Hitler – jak się okazuje – intencje miał zacne, podobnie jak obecnie – Klaus Schwab.

Do wiadomości potomności, żeby prawdziwa cnota nie pozostała bez nagrody, przypominam tedy rekapitulację przemówienia Adolfa Hitlera na zebraniu reichs – i gauleiterów, zapisaną pod datą 8 maja 1943 roku w „Dziennikach” Józefa Goebbelsa:

Z tego wszystkiego Fuhrer wyciągnął jednak taki wniosek, że cała ta gromada małych państw, istniejących obecnie w Europie, musi zostać zlikwidowana tak szybko, jak to możliwe. Celem naszej walki musi pozostać stworzenie jednolitej Europy. Klarowną organizację może Europa uzyskać jedynie od Niemców. Innej siły przywódczej praktycznie nie ma (…) Naszym celem musi być przy tym nadanie Europie nowej formy. Ta nowa forma może być skutecznie realizowana jedynie pod niemieckim przywództwem. Żyjemy dzisiaj w świecie zniszczenia i zniszczeń, które nastąpią. My nie stworzyliśmy tego świata. Jedynie wielokrotnie wyprzedziliśmy naszych wrogów w uświadomieniu sobie, że ten świat jest bytem rzeczywistym i nie pozostaje nam nic innego, jak wykorzystanie go w ten sposób, aby osiągnąć nasze cele. Fuhrer daje wyraz niezachwianej pewności , że Rzesza w którymś momencie opanuje całą Europę. Będziemy musieli stoczyć jeszcze bardzo wiele bojów, ale będą one prowadzić bez wątpienia do najznakomitszych sukcesów. Od tego moment będzie już praktycznie wytyczona droga do panowania nad całym światem. Kto ma Europę, ten zagarnia dla siebie światowe przywództwo.

Adolf Hitler był zwolennikiem militarnego podboju, jako metody jednoczenia Europy. Jak wiemy, to się nie udało – ale każda słuszna myśl, raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora. I tak się stało w tym przypadku.

Historia jednak nigdy nie powtarza się w sposób identyczny, toteż metoda militarnego podboju została zastąpiona metodą pokojowego jednoczenia Europy, która – jak wynika z niedawnego artykułu kanclerza Olafa Scholza we „Frankfurtet Allgemeine Zeitung” wchodzi obecnie w etap stopniowego likwidowania „małych państw”, a z umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki, wyłania się program budowy w Europie IV Rzeszy, jako europejskiego imperium o strukturze federalnej. Czegoż innego mógłby dzisiaj chcieć Adolf Hitlera, skoro Unia Europejska na naszych oczach ewoluuje w kierunku IV Rzeszy, a wszystkie koła kręcą się ku ostatecznemu zwycięstwu – co niedawno zauważył nawet Naczelnik Państwa?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Nie zabija się filozofów – prof. Jacek Bartyzel

https://www.bibula.com/?p=135856

Nie zabija się filozofów – prof. Jacek Bartyzel

Przerywam na chwilę sierpniową „abstynencję” od fejsbuka, aby dać wyraz swojemu obrzydzeniu sposobowi podawania przez polskie – a raczej należałoby rzec: polskojęzyczne – media informacji o zamordowaniu w zamachu terrorystycznym córki prof. Aleksandra Dugina, które to media ledwie skrywają swoją satysfakcję z powodu tego mordu.

Śp. Daria Dugina zginęła zapewne „przez pomyłkę” i „w zastępstwie” swojego ojca, co do którego spodziewano się, że będzie jechał tym samochodem (przypomina to okoliczności innego, znanego z historii mordu politycznego, kiedy to skarbnik Action Française, Ernest Berger został zepchnięty pod nadjeżdżający pociąg w metrze przez morderczynię, która wzięła go z wyglądu za Charlesa Maurrasa), chociaż nie można wykluczyć, że świadomie chciano uderzyć ojca zabijając mu dziecko (tak jak z kolei w upozorowanym „samobójstwie” Philippe’a Daudeta).

Ktokolwiek dopuścił się tego aktu terrorystycznego (osobiście nie wierzę w żadną „Republikańską Armię Narodową”, a moim zdaniem sprawców lub przynajmniej mocodawców należałoby szukać albo w amerykańskich służbach specjalnych, nienawidzących Dugina jako wroga demoliberalnego atlantyzmu, albo w ukraińskich – zaprzeczenia władz w Kijowie są nazbyt skwapliwe, zaś argumentacja, iż Ukraina nie jest państwem terrorystycznym, jak Rosja, mało wiarygodne, bo obie te nacje i ich państwa mieszczą się w tej samej, orientalnej „kulturze politycznej”, w której mordowanie przeciwników stanowi normę).

Oprócz powtarzania bzdurnej mantry o „ideologu Kremla”, „propagandyście” i „mózgu Putina” – ideologiczne i geopolityczne koncepcje A. Dugina były przezeń rozwijane, gdy jeszcze nikt o Putinie nie słyszał – mówi się, że wzywał do mordowania Ukraińców. Przypomnę, że kiedy wybuchła I wojna światowa, czołowi filozofowie i poeci niemieccy wzywali do zabijania Francuzów i ich sojuszników w imię wyższości germańskiej Die Kultur, a takoż czołowi intelektualiści francuscy i angielscy wzywali do zabijania germańskich „Hunów” w imię postępu i wyższości zachodniej Civilization, ale jakoś nikt nie zamordował z tego powodu Maxa Schelera czy Emile’a Durkheima, bo rozumiano, że myśliciele i artyści, jak popadną w patriotyczne uniesienie, to nie znają granic swojej weny retorycznej.

Normą naszej tradycji moralnej jest przecież właśnie to, że nie zabija się za myślenie, a więc nie zabija się filozofów, nawet jeżeli ich poglądy są nam niemiłe (nb. w wypadku prof. Dugina przynajmniej antyliberalna strona jego koncepcji winna nam być właśnie miła, przy odrzuceniu aspektów gnostyckich i imperialno-wielkoruskich), a jeśli zdarzy się, że jednak się ich zabija, to jest to – począwszy od Sokratesa – hańbą społeczeństw to czyniących.

Jest mi zatem wstyd za te prawie rozradowane komentarze, toteż tej chwili składam Aleksandrowi Gieljewiczowi – jak ojciec ojcu, profesor profesorowi i chrześcijanin-katolik chrześcijaninowi-prawosławnemu – wyrazy głębokiego współczucia z powodu tragicznej śmierci jego córki.

Prof. Jacek Bartyzel

[Źródło:] Profil fb

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (21-08-2022) | https://myslpolska.info/2022/08/22/bartyzel-nie-zabija-sie-filozofow/

============================

Dołączam się do tych wyrazów głębokiego współczucia

Mirosław Dakowski

WHO zmieniło nazwę małpiej ospy na Clade – użytą podczas symulacji pandemii z roku 2018, tj. CLADE X

WHO zmieniło nazwę małpiej ospy na Clade – użytą podczas symulacji pandemii z roku 2018, tj. CLADE X

Date: 22 agosto 2022Author: Uczta Baltazara0 Commenti

Pandemię “COVID-19” poprzedziło kilka gier symulacyjnych, m.in. szeroko znany «Event 201». Mniej znany jest fakt, że odbyła się również symulacja dotycząca małpiej ospy. W roku 2018, w Johns Hopkins Center for Health Security miała miejsce symulacja «Clade X Exercise». https://www.centerforhealthsecurity.org/our-work/exercises/2018_clade_x_exercise/ https://homelandprepnews.com/countermeasures/28399-clade-x-simulated-pandemic-put-political-leaders-public-notice/

Warto zauważyć, że WHO zmieniło obecnie nazwę ospy małpiej; jest ona obecnie nazywana Clade 1 i Clade 2. https://www.cidrap.umn.edu/news-perspective/2022/08/who-unveils-new-monkeypox-variant-names https://www.who.int/news/item/12-08-2022-monkeypox–experts-give-virus-variants-new-names

Bill Gates w roku 2017: “Następna epidemia może objawić się na ekranie komputera terrorysty wykorzystującego inżynierię genetyczną do stworzenia syntetycznej wersji wirusa ospy lub niezwykle zaraźliwego i śmiertelnego patogenu grypy”.

Trzy miesiące później Johns Hopkins Center for Health Security po raz pierwszy od wielu lat rozpoczęło szczegółowe planowanie nowych manewrów pandemicznych – jeszcze większych i bardziej złożonych niż poprzednie. Ich tytuł brzmiał “Clade X” (foto powyżej).https://liebertpub.com/doi/abs/10.1089/hs.2019.0097?journalCode=hs https://www.youtube.com/embed/rsha-Ui2Cww?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=it&autohide=2&wmode=transparent https://www.nogeoingegneria.com/effetti/salute/loms-rinomina-il-vaiolo-delle-scimmie-come-clade-esattamente-come-nella-simulazione-della-pandemia-del-2018-clade-x/embed/#?secret=1cvD8lG3dK#?secret=9FFOB2zJ2M

Condividi:

WRealu24 skasowane przez YouTube! CO DALEJ? Liczba ludzi, którzy podejmują walkę ze „światowym systemem” – cały czas rośnie!!

Liczba ludzi, którzy podejmują walkę ze „światowym systemem” – cały czas rośnie!!

https://banbye.com/watch/v_hSUD8uek3P14

20 mocnych minut

wRealu24 skasowane przez YouTube! CO DALEJ? Rola, Plewa, Braun, Winnicki, Korczarowski i Wilk OSTRO odpowiadają w Sejmie RP!

W cieniu rybobójstwa

Stanisław Michalkiewicz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    21 sierpnia 2022

Rybi holokaust, jaki w dniach ostatnich nastąpił w Odrze, zepchnął na drugi, a nawet na jeszcze dalsze plany rewelacje, jakimi przez cały sezon ogórkowy karmiły swoich odbiorców niezależne media głównego nurtu w Polsce. O ile przedtem głównym tematem były podróże po kraju Naczelnika Państwa i Donalda Tuska, podczas których obydwaj Umiłowani Przywódcy podsrywali się wzajemnie, ewentualnie testowanie sędziów na niezawisłość, odbywające się zwłaszcza z Sądzie Najwyższym, być może dlatego, że pensje tamtejszych sędziów są najwyższe, więc i niezawisłość też, a także opowieści o reparacjach wojennych od Niemiec, to teraz tylko Odra i spływające z jej nurtem do morza śnięte ryby. To znaczy one do morza nie dopłyną, o tym nie ma mowy, bo są po drodze wyławiane i przekazywane do utylizacji. W ten sposób wyłowionych zostało już co najmniej 100 ton – aż dziw bierze, że tyle ich w Odrze w ogóle było.

Wszyscy zachodzą w głowę, co też mogło spowodować takie masowe rybobójstwo. Początkowo głównym podejrzanym była rtęć, ale Niemcy to zdementowali, chociaż nie do końca, bo po kolejnych badaniach rybich zwłok podobno ktoś kazał jednak wykryć tam ślady rtęci. Ale pani minister Moskwa wysunęła inną hipotezę, że mianowicie przyczyną zatrucia Odry było nadmierne zasolenie wody, spowodowane zrzutami słonej wody z kopalni. Których? A właśnie – tajemnica to wielka. Nie było to zresztą ostatnie słowo, bo środowiska radykalnych sanitarystów, przestrzegające przed kolejną falą koronawirusa zaczęły rozpowszechniać fałszywe pogłoski, jakoby przyczyną wyginięcia odrzańskich ryb było to, że nie zostały one zaszczepione przeciwko odrze.

Mnogość tych hipotez jest o tyle zaskakująca, że w naszym nieszczęśliwym kraju są co najmniej cztery urzędy, które powinny zajmować się ochroną środowiska: Ministerstwo Klimatu i Ochrony Środowiska, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Główny Inspektorat Ochrony Środowiska oraz Wody Polskie. Najwyraźniej te dwa ostatnie zostały – jak na razie – głównymi winowajcami katastrofy, bo pan premier Morawiecki „ w trybie natychmiastowym” zdymisjonował szefa Wód Przemysława Dacę oraz Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Michała Mistrzaka. Głowy się tedy posypały, ale mimo to nadal nie wiadomo, co było przyczyną zatrucia Odry, chociaż sprawę badają niezliczone laboratoria polskie, a także niemieckie. W rezultacie, wśród rozmaitych możliwości, wyjaśnienia może dostarczyć informacja, że wodę w Odrze zatruł Putin – co by pasowało każdemu: i Polsce i Niemcom i Czechom, a przede wszystkim – Ukraińcom, no i oczywiście – Stanom Zjednoczonym.

Ostatnio bowiem również na Krymie dzieją się zagadkowe rzeczy; eksplozje następują jedna po drugiej, ale Amerykanie powiadają, że amerykańska broń nie jest tam używana, a z kolei Ukraińcy – co prawda tak, żeby im nikt nie uwierzył – ale też się nie przyznają do ataków na Krymie. W tej sytuacji może to być prowokacja Putina, a skoro robi on nawet takie rzeczy, to dlaczego nie miałby wytruć ryb w Odrze? W takiej sytuacji nie tylko wszyscy odetchnęliby z ulgą, ale również ja mógłbym ubiegać się od milion złotych nagrody, ustanowionej za wskazanie sprawcy.

Tymczasem premier Morawiecki naigrawa się z Donalda Tuska, że „trzymał kciuki” za rtęć w Odrze, a niemiecki minister, dementując tę fałszywą pogłoskę, wbił mu nóż w plecy. W związku z tym opozycja już tylko ubolewa nad niedolą ryb, które w dodatku nie mają głosu. Tutaj jednak otwierają się przed klasą polityczną szerokie perspektywy, bo jeśli, dajmy na to, Volksdeutsche Partei kreowałaby się rzecznikiem ryb nie tylko w Odrze, ale i Wiśle oraz innych rzekach, to mogłaby wygrać przyszłoroczne wybory w cuglach i osadzić na synekurach w spółkach Skarbu Państwa swoich faworytów. Wspominam o tym m.in. dlatego, że właśnie w niezależnych mediach ukazały się niedyskrecje, iż osoby ulokowane przez Naczelnika Państwa w radach nadzorczych albo zarządach spółek Skarbu Państwa, w ciągu kilku lat dorobiły się milionowych majątków.

Któż w tej sytuacji nie chciałby poświęcić się służeniu Polsce?

Skażenie Odry zepchnęło na dalszy plan również Święto Wojska Polskiego, które w tym roku miało przebieg skromniejszy, niż w latach poprzednich. Przede wszystkim nie było defilady z użyciem ciężkiego sprzętu. Złośliwi powiadają, że to dlatego, że nie miałoby co defilować, jako że ciężki sprzęt został przez Polskę w całości przekazany Ukrainie, a spodziewanego, to znaczy – zakupionego tysiąca czołgów z Korei Południowej jeszcze nie ma. Wprawdzie wicepremier i minister obrony narodowej, pan Mariusz Błaszczak twierdzi, że mimo tych transferów polskiego uzbrojenia na Ukrainę, polskie zdolności obronne nie doznały żadnego uszczerbku, ale tak czy owak defilady nie było. Bardzo możliwe, że w tej sytuacji filarem naszej obronności jest gwarancja udzielona nam przez JE ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezńskiego, że w razie czego Stany Zjednoczone będą broniły Polski do ostatniej kropli krwi – no i wręczenie nominacji 11 nowym generałom. W ogóle polska armia ma być najsilniejsza w Europie, bo jeśli nadejdą czołgi kupione w Korei Południowej i Ameryce, to będziemy mieli tyle czołgów, ile Wielka Brytania, Niemcy i Francja razem wzięte. Przed taką armią pierzchnie w popłochu każdy wróg, ale biorąc pod uwagę naszego pecha to obawiam się, że właśnie wtedy wojna się skończy.

Adam Grzymała-Siedlecki wspomina, jak to jeszcze w czasach rozbiorowych, dwory ziemiańskie w poszczególnych parafiach rywalizowały ze sobą o to, w której parafii będzie najbardziej okazały odpust, nie tylko w zakresie nabożeństwa, ale i w fazie późniejszej, rozrywkowej, która z udziałem licznych gości odbywała się na plebanii, często do późnej nocy. Z czymś podobnym mamy do czynienia teraz, z tą różnicą, że nie chodzi o rywalizację między parafiami o okazałość odpustu, tylko między telewizją rządową i jedną z telewizji nierządnych, żydowską telewizją dla Polaków, czyli TVN.

Rywalizują one między innymi o festiwale piosenki. O ile festiwal polskiej piosenki w Opolu jest zdominowany przez telewizję rządową, w związku z czym szansoniści niechętni rządowi „dobrej zmiany” unikają go, jak ognia, o tyle rozpoczynający się 16 sierpnia, trzydniowy festiwal w Sopocie jest odpustem firmowanym raczej przez żydowską telewizję dla Polaków, więc szansoniści opozycyjni, jeden przez drugiego, garną się do tamtejszej Opery Leśnej drzwiami i oknami, żeby śpiewać „o miłości, przyjaźni, empatii i pomocy potrzebującym”. Kiedy to piszę, festiwal jeszcze się nie zaczął, ale myślę, że wykonawcy okażą się na poziomie i jeśli, dajmy na to, będą śpiewać „o miłości”, to między wszystkimi 77 płciami, bo w przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia z wykluczeniem i stygmatyzacją, a to – jak wiadomo – gorsze jest od śmierci.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

W niecałe dwa lata podstawowe produkty spożywcze zdrożały po około 90 proc. Restaurator pokazuje prawdę o inflacji.[Woda też drożeje!!]

Restaurator pokazuje prawdę o inflacji. „Pseudo-obniżka VAT-u”

Damian Słomski https://businessinsider.com.pl/biznes/inflacja-i-ceny-zywnosci-w-praktyce-restaurator-pokazal-faktury/e0rtzhe

Oficjalne dane pokazują, że od wybuchu pandemii ceny w Polsce wzrosły średnio ponad 20 proc. Podobnie jest z żywnością.

Tymczasem faktury zakupowe jednego z restauratorów pokazują kilkukrotnie większą skalę drożyzny

  • Właściciel bistro z podkrakowskiej miejscowości pokazał nam faktury, z których wynika, że w jego przypadku w niecałe dwa lata podstawowe produkty spożywcze zdrożały po około 90 proc.
  • Zauważa, że wprowadzona przez rząd obniżka VAT dla restauratorów przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Teraz płacą jeszcze więcej, a na zmianach skorzystali dystrybutorzy.
  • Przyznaje, że w wymarzoną restaurację włożył z żoną całe oszczędności i wszystko wskazuje na to, że m.in. przez inflację jeszcze wiele lat nie wyjdą na zero. Minimalizują straty i nie chcą zbankrutować
  • ========================

Oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wskazują, że średni wzrost cen dóbr i usług konsumpcyjnych w ciągu ostatniego roku wyniósł 15,6 proc., a od początku pandemii przekroczył 21 proc. Podobne podwyżki dotknęły żywność, co przełożyło się też na cenniki restauracji.

To jednak średnia wyciągnięta dla pewnych towarów i usług. Ostatecznie w jednych obywateli inflacja uderza mocniej, w innych słabiej. Właściciel podkrakowskiej restauracji wyśmiewa liczby podawane przez urzędników. Wskazuje, że skala podwyżek cen podstawowych produktów spożywczych, które służą przygotowaniu dań, jest w jego przypadku znacznie większa.

– Przerażają mnie obecne ceny. Kiedy słyszę o inflacji, która wynosi kilkanaście procent, to ogarnia mnie złość. To nieprawda. Rzeczywista inflacja jest dużo, dużo wyższa. Nie wiem, dlaczego jest to ukrywane — wskazuje w rozmowie z Business Insider Polska właściciel bistro „Palce lizać” z podkrakowskiej miejscowości Siepraw.

Od blisko dwóch lat, czyli od momentu wejścia w biznes, zbiera faktury za produkty kupowane na potrzeby serwowanych dań i nam je pokazał.

Porównania przyprawiają o zawroty głowy. Restaurator przyznaje, że jest w bardzo trudnej sytuacji, bo już na starcie musiał zmierzyć się z pandemią. Z tego względu nie mógł liczyć na pomoc państwa. Teraz toczy nierówną walkę z inflacją.

Gigantyczny wzrost cen żywności

Na niektórych produktach zauważyłem nawet 200-300 proc. podwyżki. Półtora roku temu kupowałem pięciolitrowy olej w cenie około 20 zł. Teraz dokładnie taki sam olej, od tego samego producenta i tej samej pojemności kosztuje 57 zł — wylicza.

Smalec wieprzowy (200 g) jeszcze pod koniec 2020 r. kupował po 94 gr. Teraz końcówka jest podobna, ale z dwójką z przodu (2,92 zł). Filet z kurczaka chodził po 13-14 zł, a dało się go dostać też za niecałe 10 zł. Teraz w cenniku jest po 22 zł. Zwraca też uwagę na jaja, które z dokładnie tej samej fermy na początku kupował po 30 gr za sztukę, a teraz producent liczy sobie 48 gr.

Restauracji nie omijają też konsekwencje paniki cukrowej. Nasz rozmówca za kilogramową paczkę w pierwszych miesiącach działalności płacił niecałe 2 zł. Ostatnio na fakturze widniała już stawka 5,53 zł za sztukę.

Warto zauważyć, że to ceny z hurtowni, w których zaopatrują się właściciele restauracji. Są więc niższe niż te, które widnieją ostatecznie na półkach sklepowych.

— Bardzo trudno jest prowadzić bistro, mając takie podwyżki. Przeanalizowałem faktury na najbardziej podstawowe produkty, takie jak jajka, mleko, masło i inne tłuszcze, różnego typu śmietany, sery i mięso oraz warzywa. Przez ostatnie półtora roku średni wzrost cen w ich przypadku wyniósł ponad 90 proc. – podsumowuje.

Przyznaje, że gdy chodzi nawet na zwykłe zakupy, prywatnie, to w popularnej sieci dyskontów widzi, że od lutego ceny zwiększyły się o blisko 30 proc. Zwraca przy tym uwagę na — jego zdaniem — pseudoobniżkę VAT-u, którą z dumą chwali się rząd.

— Na fakturach wyraźnie widać, że ceny po „obniżce VAT” pozostały tak naprawdę na tym samym poziomie, na jakim były pierwotnie. Odpowiednio wcześniej zostały przez dostawców podniesione, by po obniżeniu podatku wygenerować przez nich większy zysk. W praktyce dla branży gastronomicznej jest to dodatkowe 5 pkt proc. podatku VAT do odprowadzenia — podkreśla restaurator.

Zaznacza jednak, że miał do czynienia z jednym jedynym wyjątkiem. Był nim dostawca jaj, który faktycznie obniżył swój cennik o VAT.

Rosnące ceny żywności nie są jedynym problemem branży. Restauracje, tak jak inne firmy, muszą mierzyć się też z gigantycznym wzrostem opłat za szeroko rozumianą energię. Koszty transportu ze względu na drogie paliwa są oczywiste, ale jak zauważa nasz rozmówca, opłaty za gaz w jej przypadku zwiększyły się o około 100 proc.

Jeszcze gorzej jest z rachunkami za prąd, które skoczyły o blisko 400 proc. Choć dodaje, że akurat w przypadku energii elektrycznej zmienił operatora, więc porównywalność danych jest przez to nieco zaburzona.

Ile płacą klienci, a ile powinni?

— U mnie w małej miejscowości sycący zestaw dwudaniowy, czyli zupa i porządne danie mięsne, kosztuje 18 zł. Żeby móc ponieść wszystkie koszty i osiągnąć satysfakcjonującą marżę, tak naprawdę musiałbym podnieść cenę zestawu do około 25 zł — przyznaje szef bistro „Palce lizać”.

Gdy startował z biznesem, ten sam zestaw był po 16 zł. Jedyne podwyżki w cenniku wprowadził tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Podkreśla, że nie chce bardziej podnosić cen. Zamiast tego stara się szukać oszczędności i nowych klientów.

W bistro najdroższa potrawa to żeberka glazurowane miodem. Duża porcja po podwyżce sprzed kilku miesięcy o 4 zł kosztuje 28 zł.

Jedni restauratorzy starają się nie odstraszać klientów cenami. Inni balansują na granicy opłacalności, a duża część dostosowuje cenniki do nowych realiów. W efekcie spada popyt, co potwierdzają branżowe analizy.

Wyniki badania PMR przeprowadzonego w maju 2022 r. na potrzeby raportu „Rynek HoReCa w Polsce 2022. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2022-2027” pokazują, że z powodu wzrostu cen połowa Polaków ogranicza wizyty w lokalach gastronomicznych (66 proc.). W przypadku zamówień na dowóz lub na wynos taką deklarację składa 63 proc. ankietowanych.

Ta sama ankieta pokazuje, że zdecydowana większość społeczeństwa jest coraz bardziej świadoma swoich wydatków. Ze stwierdzeniem, że „gotując samodzielnie, można zaoszczędzić”, zgadza się 75 proc. Polaków korzystających z usług gastronomicznych.

— To trudna branża. Jest bardzo ciężko. Gdyby nie pandemia i inflacja, byłbym bardzo szczęśliwy. Te przeszkody odbierają jednak sporo satysfakcji. W wymarzoną restaurację włożyliśmy z żoną całe nasze oszczędności i wszystko wskazuje na to, że długo tego nie odrobimy — przyznaje z żalem właściciel bistro.

— Obawiam się, że przy obecnych kosztach możemy nie wyjść na zero przez kolejne 10 lat. Robimy wszystko, żeby biznes był rentowny, ale w tej chwili jest to niemożliwe. Staramy się oszczędzać i minimalizować straty. Chcemy uniknąć losu, który już spotkał część gastronomii, która zmuszona była do zamknięcia — podkreśla.

Turystów nie brakuje, ale dzielą porcje

Na sytuację narzekają zarówno restauratorzy z małych miejscowości, dużych miast, jak i najpopularniejszych turystycznych regionów. Ci ostatni zawsze w sezonie mają duże obłożenie. Tak jest i tym razem. Gorzej z przełożeniem tego na pieniądze.

Na półmetku wakacji np. pod tatrami nie można było narzekać na frekwencję, ale Tatrzańska Izba Gospodarcza (TIG) wskazuje, że turyści ze względu na ceny są dużo bardziej oszczędni.

– Dosyć czytelnie spadł średni rachunek, licząc per capita, czyli z każdego stolika. Restauratorzy notują mniejsze utargi w porównaniu z latami poprzednimi .

Powołując się na informacje od przedstawicieli branży, dodaje, że w poprzednich latach goście zamawiali więcej, a incydentalne było dzielenie porcji na kilka osób.

– Teraz takie zamówienia są standardem. W gastronomii kluczem nie jest obłożenie stolików, a średni utarg od stolika – zauważa.

Autor: Damian Słomski, dziennikarz Business Insider Polska

==========================

Zarobki mamy polskie, a ceny wody będą europejskie. Szykują się ostre podwyżki taryf

https://innpoland.pl/183205,ceny-za-wode-niedlugo-wzrosna

Wyższe rachunki za wodę są pokłosiem wysokiej inflacji oraz wzrostu cen energii. Z tego powodu przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne wraz z samorządami podnoszą taryfy.

  • Wiele przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych chce podnieść taryfy za wodę
  • Niektóre podwyżki nie są jednak proporcjonalne do ponoszonych strat, o czym mówił pod koniec lipca Przemysław Daca, były prezes Wód Polskich
  • W 2021 roku podwyżka cen za wodę w Polsce wyniosła 3,9 proc. rok do roku przy inflacji HICP na poziomie 14,2 proc. Jak będzie teraz?

Depopulacja Polski. Niezaprzeczalny, ogromny „sukces PiS”.

Depopulacja Polski. Niezaprzeczalny, ogromny sukces PiS

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, WażneAutor: Redakcja, 21 sierpnia 2022

Depopulacja danego obszaru geograficznego jest procesem złożonym. Termin wyludnienie oznacza zmniejszenie liczby ludności. Nic jednak nie mówi o stosowanych metodach, a są to:

  1. Depopulacja wojenna lub zakamuflowana (zgony nadmiarowe podczas lockdownu medycznego, zwiększenie śmiertelności z powodu obniżenia standardu świadczeń zdrowotnych).
  2. Wysiedlanie, deportacje (metoda wojenna).
  3. Pobudzenie emigracji (wyjazdów z kraju ludności rodzimej).
  4. Zmniejszenie dynamiki urodzeń (mały wskaźnik dzietności) m.in. poprzez szykany ekonomiczne.
  5. Przesiedlenie obcego pod względem cywilizacyjnym, kulturowym elementu etnicznego.

Żadna z dotychczasowych formacji politycznych po 1989 roku nie osiągnęła takich sukcesów w tej dziedzinie jak socjalistyczna formacja Kaczyńskiego, realizująca ze zbrodniczym rozmachem następujące punkty: pierwszy (częściowo), trzeci, czwarty i piąty.

Oczywiście, proces depopulacji rozpoczął się na długo przed rządami PiS, jednak nikt inny nie przyśpieszył go aż do tego stopnia. Aktualnie w Polsce rodzi się mniej dzieci niż podczas II Wojny Światowej, a w sytuacji utrzymania się niekorzystnych tendencji nasza dynamika demograficzna (liczba zawartych małżeństw, liczba urodzeń) ustabilizuje się na poziomie 20 milionowego kraju.

Prognozy demograficzne sporządzane w drugiej połowie lat 80-tych przewidywały, że w XXI wieku Polska przekroczy liczbę 50 mln mieszkańców.

Aby przybliżyć czytelnikowi obraz zmian prezentujemy wykres urodzin w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Spadek z jednego miliona do 331 tys.

W roku 2021 urodziło się w Polsce zaledwie 331 tys. dzieci.

Wywiad z ideologiem NWO wydrukowany w socjalistycznej „Kulturze” w 1975 r.

Prof. Dennis L. Meadows podał w nim konkretną liczbę ludności dla Polski – 15 milionów obywateli, która według niego jest “wielkością optymalną”.

ANDRZEJ BONARSKI: Wydaje mi się, że „Granice wzrostu” nie uwzględniają różnic między typem gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej, że nie uwzględniają tempa (…)

PROF. DENNIS L. MEADOWSWolałbym odpowiedzieć nie bezpośrednio. Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej (…)

A. B.: Jak wyobraża sobie Pan drastyczne zahamowanie rozrodczości?

D. L. M.: Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności.

A. B.: Czy nie wydaje się Panu, że każda rodzina może chcieć kiedyś mieć dzieci i ma do tego prawo?

D. L. M.: Absurd.

A. B.: Nie sądzę, by dało się tak całkowicie lekceważyć tradycję i biologię.

D. L. M.: Łatwo ją zmienić.

 (…) ANDRZEJ BONARSKI “Kultura” z 12 stycznia 1975, s. 7

_______________________________________________

A oto efekty polityki depopulacyjnej realizowanej w Polsce przez każdą, bez wyjątku, ekipę rządową:

Rocznik Demograficzny 2021/ GUS/

Polityka PiS oznacza przyśpieszenie depopulacji Polski

Teza, że program 500+ pomoże w zwiększeniu dzietności i odwróci katastrofalne tendencje na stałe była głoszona przez cynicznych propagandzistów. Chwilowy wzrost urodzin był efektem realizacji wcześniej podjętych decyzji o drugim i trzecim dziecku. Intensywny program NWO realizowany przez PiS w formie wprowadzania kolejnych lockdownów (zdrowotnego, energetycznego, żywnościowego, finansowego), a mówiąc wprost: program okradania i depopulacji Polaków, niszczenia przedsiębiorstw, w tym firm rodzinnych jest milowym krokiem na drodze do realizacji wytyczonych, antypolskich celów. Na razie, Polacy dają się okradać i pozwalają się zabijać. Jedni boją się represji i broni palnej w rękach współczesnych folksdojczów, inni skulili się w powłoce niewolnika i pełzają dalej, w stronę przepaści.

Ks. Isakowicz-Zaleski: Oto polska racja stanu w relacji z Ukrainą. „Na kogo” gra prezydent Duda i władze.

Marta Markowska https://nczas.com/2022/08/19/ks-isakowicz-zaleski-oto-polska-racja-stanu-w-relacji-z-ukraina-wywiad/

Uległość pana prezydenta wobec władz Ukrainy, co sam akcentuje, jest tak daleko posunięta, że nie tylko się nie upomina o pochówki ofiar, ale ustępuje we wszystkich innych sprawach. Pytanie: czyje interesy pan prezydent reprezentuje? – pyta ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” podejmuje tematy upamiętnienia ludobójstwa na Wołyniu, dzieleniu ofiar na lepsze i gorsze oraz polskiej racji stanu w kwestii relacji polsko-ukraińskich.

Marta Markowska: Postawa prezydenta RP Andrzeja Dudy podczas uroczystości upamiętnienia ludobójstwa na Wołyniu wzbudziła spore kontrowersje. Do Księdza oraz do grupy Polaków trzymających baner z prośbą o zniesienie zakazu ekshumacji zwłok pomordowanych na Wołyniu prezydent zaapelował o „miarkowanie słów”. Czy zdaniem Księdza jest to jednoznaczny dowód na to, że nasz prezydent nie dba o dobrze rozumiany interes Polaków, lecz reprezentuje służalczą postawę względem naszego wschodniego sąsiada?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Choć słowa prezydenta są bardzo znamienne, znacznie istotniejsze jest to, co nasz prezydent robi, a ściślej czego nie robi, a jako prezydent III RP powinien czynić. Od 2015 roku prezydent i jego otoczenie, a także władze obozu rządzącego składały i nadal składają liczne deklaracje dotyczące kwestii ludobójstwa i pochówku polskich ofiar na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i w innych częściach Kresów. Niestety, są to tylko obietnice. Przez siedem lat nie zrobiono nic.

W tym roku po raz pierwszy pan prezydent, pan premier i ambasador Ukrainy przyszli na uroczystości upamiętniające Krwawą Niedzielę, która była apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Wydawało się, że będzie to wielki krok do przodu. Padły deklaracje, ale… tylko deklaracje. Chociaż pan prezydent wygłosił bardzo emocjonalne, trwające 21 minut przemówienie, w którym dość chaotycznie mieszał wątki historyczne i polityczne), później sam sobie zaprzeczył. Kiedy bowiem przeszedł obok banneru rodzin kresowych upominających się o pochówek swoich krewnych, moim zdaniem użył absolutnie niewłaściwych słów. Padły słowa w charakterze upomnienia czy pogróżek, że mamy miarkować słowa, że trzeba pójść inną drogą, że to nie służy żadnej ze stron. Prezydent nie powiedział, kto jest tą drugą stroną, natomiast jego wypowiedzi w czasie przemówienia i późniejsze są skrajnie proukraińskie.

Nie jestem przeciwny współpracy Polski z Ukrainą, ale powinna się ona odbywać na szczeblu partnerskim. Uległość pana prezydenta wobec władz Ukrainy, co sam akcentuje, jest tak daleko posunięta, że nie tylko się nie upomina o pochówki ofiar, ale ustępuje we wszystkich innych sprawach. Pytanie: czyje interesy pan prezydent reprezentuje? Jest prezydentem niezależnej Rzeczypospolitej czy też myśli już o swojej przyszłości jako działacz czy przedstawiciel UKRAPOLU, czyli sojuszu Ukrainy z Polską? Oczywiście są to mrzonki, niemniej bardzo niebezpieczne.

Na swoim Twitterze zadał Ksiądz panu prezydentowi bardzo trafne pytanie: czy podobne słowa byłby w stanie skierować do ofiar holokaustu Żydów? Odpowiedzi Ksiądz nie uzyskał, ale możemy się jej domyślać.

Prezydent Andrzej Duda, jak również przedstawiciele innych opcji politycznych, inaczej traktują rodziny ofiar zbrodni katyńskiej, inaczej rodziny kresowe, czyli krewnych pomordowanych na Wołyniu, a jeszcze inaczej rodziny ofiar holokaustu. Wszystkie te wydarzenia były ludobójstwami. Każdy zamordowany i jego rodzina powinni być potraktowani jednakowo. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby pan prezydent mówił o miarkowaniu słów wobec rodzin ofiar holokaustu albo żeby mówił, żebyśmy dbali o wrażliwość niemiecką – bo przecież drugą stroną w przypadku holokaustu Żydów są Niemcy. Nie można w ten sposób dzielić ofiar na lepsze i gorsze. Myślę jednak, że to jest charakterystyczny rys obozu rządzącego, który wyraźnie rozróżnia ofiary. Ofiary „dobre” to ci, którzy zginęli z rąk Niemców lub Sowietów, a ofiary „gorsze” to te, które zginęły z rąk Ukraińców.

Wreszcie obóz rządzący rozróżnia ofiary żydowskie od ofiar polskich, co moim zdaniem jest ogromnym błędem, bo każda ofiara – czy to był Polak, czy Rosjanin, czy Ukrainiec, czy przedstawiciel innej narodowości – ma takie samo miejsce w naszej pamięci. To wszystko byli obywatele polscy! Każdy obywatel II RP okresu międzywojennego powinien być uszanowany, gdyż zginął z rąk okupanta. Niestety, dzisiaj widzimy, że pan prezydent dał się wplątać w takie podzielenie ofiar na lepsze i gorsze.

Jeżeli obserwujemy takie uprzywilejowanie Ukrainy, to czy zgodnie z tym, co mówi jeden z posłów Konfederacji, mamy już do czynienia z ukrainizacją Polski?

Myślę, że i tutaj nastąpiło pomieszanie pewnych pojęć. Jeszcze raz podkreślę: dobra współpraca między Polską a Ukrainą jest bardzo ważna, ale z pozycji partnerskiej, można nawet powiedzieć: braterskiej, a nie w sytuacji, w której Polska jest ciągle w pozycji służebnej wobec Ukrainy i ma spełniać jej oczekiwania.

Słowa pana prezydenta o tym, że zostały zniesione granice, moim zdaniem, godzą w polską rację stanu. Konstytucja RP mówi, że Rzeczpospolita ma konkretne granice. Jakiekolwiek próby znoszenia tych granic wymagają zgody całego społeczeństwa, a nie tylko polityków na górze, którzy sobie ubzdurają, że mamy UKRAPOL.

Przed naszym przystąpieniem do UE było referendum, a tu nagle bez referendum obóz rządzący ciągle podkreśla, że będziemy tworzyli wspólne państwo z Ukrainą. Hola, hola! Najpierw trzeba zapytać suwerena po jednej i po drugiej stronie. Z tego, co wiem, Ukraina wcale się nie pali, żeby być w UKRAPOLU razem z Polakami. Z różnych powodów.

Podobnie ukrainizacja Polski jest bardzo niebezpieczna.

Prowadzę Fundację im. Brata Alberta, która opiekuje się prawie 150 osobami z Ukrainy Wschodniej. Są to głównie kobiety i dzieci. Niedawno zginął mąż jednej z pań, która pracuje w kuchni. Był ukraińskim żołnierzem w Charkowie. Nie ma cienia wątpliwości, że trzeba tym ludziom pomagać, co nie oznacza, jak się postuluje, żeby wprowadzać język ukraiński jako drugi w Polsce bądź dawać Ukraińcom lepsze prawa w Polsce niż Polakom. Takie działanie prowadzi do konfliktów polsko-ukraińskich, a służebna rola kamerdynera, sługi-współpracownika jest fatalna. Część polskich polityków wpada w amok. Już budowaliby nowe państwo itd. Najpierw trzeba wygrać wojnę, dopiero potem mówić o wspólnym państwie. Trzeba także ustalić zasady partnerskie. Jeżeli Polacy tak pomagają Ukrainie, to dlaczego na Ukrainie ciągle obowiązuje zakaz pochówków ofiar rzezi Wołyńskiej?

W związku z obecną sytuacją na Ukrainie do Polski przybyło ogromnie wielu uchodźców. Czy myśli Ksiądz, że wraz z końcem wojny ci ludzie powrócą, czy też zostaną w Polsce na stałe?

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja bardzo szybko się zmienia. Kiedy wybuchła wojna, większość osób – w tym ja, moi przyjaciele – miała nadzieję, że to będzie wojna krótkotrwała i uchodźcy szybko wrócą do swoich domów. Teraz okazuje się, że ta wojna będzie przeciągana i obserwujemy wzajemne wykrwawianie się obu stron. Rosjanie dokonują straszliwych zniszczeń na Ukrainie Wschodniej. Okazuje się, że część tych rodzin nie ma już gdzie wrócić. Część wyjedzie za granicę, ale znaczna część pozostanie w Polsce.

Pytanie, czy Polska jest przygotowana na to, żeby utrzymywać, poprzez świadczenia socjalne, tak ogromną grupę cudzoziemców. Kraje Zachodnie są bardzo ostrożne w tego rodzaju działaniach, a jeśli podejmują działania, to są one bardzo przemyślane. W Polsce natomiast to jest „Hajda na koń! Szable w dłoń! Ruszamy w bój! Będziemy się bić! Pędzimy naprzód!”. To wyskakiwanie przed szereg spowoduje, że gdy przyjdzie zima, może pojawić się pytanie, jak utrzymać ośrodki dla uchodźców z Ukrainy, podczas gdy zabraknie pieniędzy na utrzymanie polskich organizacji charytatywnych.

Już pojawiły się protesty pracowników warsztatów terapii zajęciowych dla niepełnosprawnych, którzy nie są w stanie się utrzymać, bo uginają się pod ciężarem inflacji. Trzeba to jakoś mądrze rozdzielić. Nie na zasadzie przyznawania środków grupie uprzywilejowanej kosztem braku pomocy dla obywateli polskich. Sytuacja jest bardzo trudna. Obawiam się, że znaczna część Ukraińców nie wróci do swojego kraju – z rożnych powodów – i będą w Polsce odbijali się od ściany do ściany, bo przecież nie będzie aż tyle pracy w Polsce, zwłaszcza dla kobiet.

Głównym problemem rysującym się na tle kwestii uchodźców jest sytuacja ekonomiczna i kryzys, z jakim się w tej chwili mierzymy. Po drugie: Polska była przez bardzo długi czas państwem jednonarodowościowym. Polacy przywykli do tego, że wokół siebie widzą samych rodaków. Kiedy nagle idąc przez miasto, nie słyszą w ogóle języka polskiego – reagują. Jest to bowiem dla nas sytuacja trudna i niecodzienna.

To jest problem już dawno opisany w historii. Jest granica asymilacji przybyszów z obcego państwa w danej strukturze. Jeden z historyków obrazowo opisał to w sposób następujący: ile łyżeczek cukru można jednorazowo rozpuścić w szklance herbaty? Jeżeli pewna grupa osób powoli wchodzi w struktury danego państwa, to się asymiluje. Tak jak moi przodkowie Ormianie i wiele innych mniejszości narodowych w Polsce. Tak samo asymilują się przecież i Polacy w innych państwach. Gwałtowne przybycie milionowych rzesz może spowodować, że struktury państwowe kompletnie nie będą na to przygotowane, a grupy te nie będą się asymilować. Przykład mamy we Francji, gdzie nawet w trzecim pokoleniu emigranci z Afryki Północnej nie asymilują się, mimo że na co dzień mówią po francusku. Tu może być podobnie.

Pytanie: ile osób w państwie polskim może zostać przyjętych tak, by znaleźli pracę, zasymilowali się na tyle, żeby ich dzieci poszły do polskich szkół, żeby nauczyli się języka polskiego – a nie tworzyli państwa w państwie?

Obecnie w dużych polskich miastach przebywają bardzo liczne grupy ukraińskie, które w ogóle nie mają kontaktu z Polakami. Tworzą strukturę wewnętrzną. Niedawno byłem z supermarkecie. Ukrainka stojąca w kolejce do kasy rozmawiała ze sprzedawczynią po ukraińsku. Może nie tyle sam fakt rozmowy po ukraińsku jest szokujący, ile pytanie, co będzie dalej. Dojdzie do takiej sytuacji, że Polacy nagle poczują się jak nie w swoim państwie. Ile tych łyżeczek można rozpuścić w jednej szklance, czyli ile tysięcy czy milionów cudzoziemców może się w danym państwie zasymilować? Śmiem twierdzić, że 3 mln się nie zasymilują… Ciągle będzie to trochę obce ciało. Trzeba natomiast pomóc – czego, moim zdaniem, nie ma – tym osobom, które chcą zostać w Polsce, widzą tu swoją przyszłość, ale na zasadzie poszanowania praw polskich. To nie większość ma się dopasować do mniejszości. To mniejszość ma się dopasować do większości.

Mam wrażenie, że w tej chwili jest trochę na odwrót…

To prawda. Nasza nadgorliwość, wybieganie przed szereg nas ośmiesza. Dla przykładu: idiotyczna jest dyskusja nad określeniem: „na Ukrainie” czy „w Ukrainie”; czy możemy wywiesić taką, czy inną flagę. W telewizji państwowej od pięciu miesięcy wszyscy prezenterzy mają wpiętą polsko-ukraińską flagę. Kiedy była rocznica ludobójstwa na Wołyniu, to te flagi zdejmowali. To jest paranoja.

Jeżeli państwo polskie chce być państwem polskim, nie może tworzyć takich sytuacji. Jest takie powiedzenie: chcesz być szanowany, szanuj najpierw sam siebie. Jeżeli Polska chce być szanowana, nie może się przefarbować na całkiem inne struktury, tylko powinna szanować swoje tradycje. Pomagajmy tym, którzy przybywają. Twórzmy dla nich miejsca pracy, ale niech oni też szanują nasze tradycje i nasze zwyczaje.

Jest Ksiądz współautorem książki pt. „Wołyń. Przemilczana zbrodnia na Polakach”. Czy mógłby Ksiądz pokrótce przybliżyć jej treść?

Są to rozmowy ze świadkami. Zarówno świadkami ludobójstwa, którzy jeszcze żyją – wtedy byli małymi dziećmi, dziś mają po 90 lat – jak również historykami i publicystami, którzy zajmują się tym tematem. Zestawienie wielu osób z różnych stron tego problemu – świadkowie, historycy, dzieci ofiar – pokazuje, jak bardzo ten problem jest skomplikowany.

Niezależnie, kto się wypowiada i niezależnie w której książce, zawsze przewijają się dwie sprawy. Po pierwsze: III RP dokonała grzechu zaniechania. Mija 30 lat od zmiany ustroju w Polsce i 30 lat istnienia niepodległej Ukrainy. Polska była pierwszym krajem, który uznał Ukrainę za niepodległe państwo. Przez ten czas ani polscy, ani ukraińscy politycy nie potrafili rozwiązać tego problemu, czyli znaleźć drogi prowadzącej, po pierwsze, do pochowania ofiar, po drugie – do wyjaśnienia wątpliwości. Widać wyraźnie, że wina leży po stronie polityków, a nie ofiar. Bardzo ciekawym wątkiem jest spojrzenie na problem oczami statystycznego Ukraińca. Ja to widzę w rozmowach z uchodźcami, którymi się opiekuję. Dla większości Ukraińców informacje na temat ludobójstwa pochodzą z ukraińskich mediów rządowych. Niestety tam też media podporządkowane są władzy państwowej, a politycy ukraińscy utrzymują, że należy o wszystkim zapomnieć. Coś tam było, Polacy pobili się z Ukraińcami i dla świętego spokoju należy o wszystkim zapomnieć.

Myślę, że ustawiczne mówienie o tym jest bardzo ważne. Chodzi o to, żeby społeczeństwo ukraińskie zobaczyło ten problem nie jako problem stricte polityczny, tylko ludzki: pochować ofiary, postawić krzyże, wspólnie się pomodlić i iść dalej. Moim zdaniem, oba społeczeństwa bardzo szybko dogadałyby się między sobą – na co jest wiele pozytywnych przykładów na poziomie lokalnym. Natomiast politycy nie chcą się dogadać, nadal żyją w kłamstwie i je pielęgnują. Tak jak fundamentem PRL-u, komuny było kłamstwo katyńskie, tak fundamentem negatywnych relacji polsko-ukraińskich jest zaniechanie wołyńskie.

Podsumowując, można wywnioskować, że dziś domaganie się sprawiedliwości dziejowej, prawdy historycznej stało się czymś nieakceptowalnym, nieprawidłowym. Wielu ludzi z mainstreamowych mediów zarzuca tym, którzy nadal walczą o tę prawdę, bycie ruską onucą. Skąd czerpać siłę i motywację do walki o dobre imię swej ojczyzny?

Bardzo dobrze pamiętam czasy komunizmu lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, czas „Solidarności”. Propaganda komunistyczna ustawiała wtedy sprawę tak: ktokolwiek mówi o zbrodni katyńskiej, jest amerykańskim agentem, a dotykanie tej sprawy ma rozbić bardzo dobre relacje Polski i Związku Radzieckiego. Dzisiaj PiS, PO i inne partie de facto kopiują tę propagandę komunistyczną, zmieniają tylko nazwy. Twierdzą, że ktokolwiek dotyka sprawy Wołynia, domaga się pochówku ofiar, mówi o gloryfikacji zbrodniarzy, jest ruskim agentem. Kiedy czytam, co piszą na portalach społecznościowych ideolodzy PiS-u, załamuję ręce. Oni po prostu powtarzają komunistyczną propagandę. Patrząc natomiast na to w trzeźwy sposób, rozwiązanie tego problemu poprzez powiedzenie prawdy, przeprosiny ze strony Ukrainy i cofnięcie zakazu pochówku jest wybiciem amunicji stronie rosyjskiej. Konflikt o pochówki będą wykorzystywać nie tylko Rosjanie, ale także Niemcy i inne narody, czego mamy przykłady. Dopóki ten wrzód nie zostanie oczyszczony, a rana zasklepiona, zawsze ktoś obcy to wykorzysta. Na razie klasa polityczna cały czas żyje mitami: zapomnieć, to znaczy rozwiązać problem. Nie da się zapomnieć i nie da się rozwiązać tego problemu bez pochowania ofiar.