USA: Dzieci nieszczepione są znacznie zdrowsze od szczepionych. AUTYZM !!

21.08.2022 | https://wolnemedia.net/dzieci-nieszczepione-sa-zdrowsze-od-szczepionych/

Profesor Epidemiologii i Biostatystyki na Uniwersytecie w Jackson ujawnił szokujące dane na temat skutków stosowania współczesnych szczepionek. Wcześniej takich badań nigdy nie robiono. Pierwsze badanie tego rodzaju, badające zaszczepione i niezaszczepione amerykańskie dzieci, uczące się w domu, a nie w szkole (w domowych szkołach), ujawniło, kto jest zdrowszy…

A dla rodziców jest to okazja do refleksji. W przypadku amerykańskich dzieci coś jest nie tak. Cierpią one na alergie, astmę, zaburzenia lękowe, choroby autoimmunologiczne, autyzm i nadpobudliwość. Są rozproszone i niezdolne do nauki. 32 miliony amerykańskich dzieci – lub 43% z nich – cierpi na co najmniej jedną z 20 chorób przewlekłych, nie licząc otyłości. Ponadto rośnie częstotliwość występowania takich uprzednio rzadkich chorób u dzieci jak autyzm, syndrom braku uwagi i nadpobudliwości (ADHD), cukrzyca 1-go typu i zespół Tourette’a, chociaż tylko niewielka ilość badań zawiera te dane.

W porównaniu z pokoleniem swoich rodziców, dzisiejsze dzieci są cztery razy bardziej predysponowane do rozwoju chorób przewlekłych. Podczas gdy ich dziadkowie i babcie w dzieciństwie, być może, ani razu nie zażyli żadnej pigułki, współczesna generacja dzieci urzeczywistnia marzenie handlowego agenta firmy farmaceutycznej: ponad milion amerykańskich dzieci poniżej piątego roku życia bierze leki psychiatryczne.

Ponad 8,3 miliona dzieci w wieku poniżej 17 lat przynajmniej raz zażywało leki psychotropowe, a w dowolnym miesiącu roku każdy co czwarty otrzymuje co najmniej jedno lekarstwo na cokolwiek.

Fast food, zła genetyka, zbyt wiele czasu przy ekranie telewizora, gry wideo, plastik – każdy czynnik środowiskowy można nazwać przyczyną takiego wybuchu chorób, chociaż nikt nie potrafi adekwatnie wyjaśnić skali epidemii.

Przy tym jest jeszcze jeden czynnik, który nie stał się przedmiotem badań, choć dzieci otrzymywały odpowiednie zastrzyki we wzrastających dawkach, wielokrotnie wyższych niż te, które otrzymały poprzednie generacje: 50 dawek 14-tu szczepionek do sześciu lat życia, 69 dawek 16-tu szczepionek farmaceutycznych, zawierających bardzo silne składniki, do lat 18-tu.

Zapewnia się nas, że szczepionki są „bezpieczne i skuteczne”, mimo że oficjalni przedstawiciele służby zdrowia przyznają, że czasami stykają się oni ze skutkami ubocznymi, łącznie ze śmiercią. Ponadto nie przeprowadzono ani jednego długoterminowego badania, dotyczącego wpływu szczepień na ogólny stan zdrowia. I co najciekawsze – ani jedno z opublikowanych badań do chwili obecnej nie porównało dzieci zaszczepionych i niezaszczepionych odnośnie ich stanu zdrowia po upływie lat po szczepieniu. Nie ma takich badań do tej pory.

Badanie pilotażowe: 666 dzieci, które uczyły się w domu w wieku od 6 do 12 lat w czterech stanach USA, zostało opublikowane 27 kwietnia 2017 r. w czasopiśmie “Journal of Translational Sciences”.

W badaniu porównano 261 zaszczepionych dzieci z 405 częściowo lub całkowicie nieszczepionymi dziećmi. Dokonano oceny ich ogólnego stanu zdrowia na podstawie relacji ich matek, dotyczących wykonanych szczepień i diagnozowanych przez terapeutę chorób.

Wyniki badania, dotyczące wzrostu chorób immunologicznych, takich jak alergie i zaburzenia układu nerwowego, w tym autyzm, powinny zmusić rodziców do dwukrotnego zastanowienia się, zanim zaszczepią swoje dziecko:

– zaszczepione dzieci 4 razy częściej miały diagnozę autystycznego spektrum;

– zaszczepione dzieci 30 razy częściej miały diagnozę alergicznego nieżytu nosa (cierpieli z powodu wzrostu temperatury), niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci 22 krotnie częściej cierpią na alergie od leków, niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci 5 razy częściej miały diagnozę niezdolności do nauki niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci miały o 340% większe prawdopodobieństwo wystąpienia diagnozy ADHD, niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci 5,9 raza częściej miały rozpoznanie zapalenia płuc, niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci 3,8 raza częściej miały rozpoznanie zapalenia ucha środkowego (otitis media), niż dzieci nieszczepione (OR 3,8);

– zaszczepione dzieci o 700% częściej poddawane były operacji odwadniania ucha, niż dzieci nieszczepione;

– zaszczepione dzieci 2,4 razy częściej miały jakąś chorobę przewlekłą, niż dzieci nieszczepione.

NAUCZANIE W DOMU?

Problem przeprowadzenia podobnego badania, które do tego przeprowadzane jest o około 100 lat za późno, niż należałoby, polega na tym, że prawie wszystkie amerykańskie dzieci są teraz szczepione. Jeśli 95% dzieci otrzymuje zastrzyki, to istnieje mało sposobów, aby zbadać długoterminowe skutki.

Jesli porównać amerykańskie dzieci z nieszczepionymi dziećmi, na przykład we Wspólnocie Amiszów, to wyniki są jednoznaczne, ale krytycy uważają, że takie badanie nie jest przekonujące. To jak porównywanie jabłek i pomarańczy. Istnieje zbyt wiele innych zmiennych – żywność, świeże powietrze, czas przebywania przed komputerem, itp – mogą wyjaśnić różnice w poziomie zdrowia i wykryte zależności koniecznie wyjaśnia się szczepieniami.

Z tego powodu Anthony Mawson, profesor Epidemiologii i Biostatystyki Uniwersytetu w Jackson (Jackson State University), wraz z kolegami Azad Bhuiyan i Binu Jacob oraz wspólnie z Brianem D. Ray, szefem Instytutu Badawczego Nauczania w Domu w Salem (National Home Education Research Institute in Salem) przeprowadzili badania wśród dzieci, uczących się w domu i nie chodzących do szkoły.

W tym przypadku porównywano dzieci, uczące się w domu, z dziećmi uczącymi się w domu (jabłka porównano z jabłkami). Przy tym dzieci na nauce domowej w pełni pasują do standardowego profilu rodziny amerykańskiej.

Badanie przeprowadzane było anonimowo w trybie online w stanach Floryda, Luizjana, Mississippi i Oregon.

TARGI CHORÓB

Zarówno szczepione, jak i nieszczepione dzieci podczas badania czasem chorowały. Zgodnie z oczekiwaniami, dzieci zaszczepione rzadziej chorowały na niektóre infekcje, przeciwko którym zostały zaszczepione, znacznie rzadziej na ospę wietrzną i krztusiec.

Jednak nie było żadnego dowodu na to, że zaszczepione dzieci były lepiej chronione przed odrą lub świnką. Dzieci w obu grupach miały tę samą zapadalność na odrę, świnkę, żółtaczkę typu A i B, grypę, rotawirus i zapalenie opon mózgowych (wirusowe i bakteryjne).

Ponadto, nieszczepione dzieci okazały się bardziej odporne na niektóre choroby, które rzekomo „zapobiegane są szczepionką” niż u dzieci szczepionych. Od 2000 roku zalecano wykonywać 4 szczepienia przeciwko siedmiu różnym szczepom infekcji pneumokokowej (zapalenia płuc) w wieku do 15 miesięcy (w porównaniu do 13 szczepów w 2010 roku), jednak zaszczepione dzieci na 490% częściej chorowały na zapalenie płuc, niż nieszczepione.

DRENAŻ MÓZGÓW

A więc, jaka jest cena tej ochrony szczepionkowej przeciwko krztuścowi i ospie wietrznej?

Związek między autyzmem a szczepionkami jest głównym bolesnym punktem w całej dyskusji o szczepionkach.

Autyzm wcześniej był rzadką chorobą, a dziś w każdej klasie znajdzie się dziecko z tym zaburzeniem:

w latach 1980. jedno dziecko z autyzmem przypadało na 10 000 dzieci,

na początku lat 1990. na 2500 dzieci.

5 lat temu jedno dziecko z autyzmem przypadało na 88 dzieci,

a dziś na 68 dzieci.

W cytowanym badaniu przytoczone są dane, że u zaszczepionych dzieci ryzyko rozwoju autyzmu jest 4 razy wyższe niż u nieszczepionych. Autyzm – to upośledzenie umysłowe i zakłócenie koordynacji ruchowej (cierpi centralny układ nerwowy).

„Nie znamy wszystkich przyczyn autyzmu” – oświadczył Ośrodek Kontroli Autyzmu. W rzeczywistości, badacze z Ośrodka po prostu nie chcą się przyznać, że nie wykryli ani jednej przyczyny autyzmu. I ani jednej metody leczenia. Do tej pory wciąż cytują badania z czasopisma “Pediatrics” z 2004 roku, negujące związek między autyzmem a szczepieniami, chociaż jeden z autorów, uczony akademicki William Thompson, później przyznał, że on i jego koledzy ukryli dane (zachował kopie), które wskazywały na związek między autyzmem a szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce.

„O mój Boże, nie mogę uwierzyć, że myśmy to zrobili” – oświadczył Thompson w rejestrowanej rozmowie telefonicznej z Brianem Hookerem, profesorem bioenergetyki na Uniwersytecie Simpsona (Simpson University) i ojcem autystycznego dziecka.

Przypadek z Thompsonem, który rzucił światło na szczepienia, stał się podstawą filmu dokumentalnego 2016 roku „Szczepienia: od ukrywania do katastrofy” (“Vaxxed: From Cover-Up to Catastrophe”), autor – Andrew Wakefield, gastroenterolog, jeden z pierwszych, który założył, że istnieje związek między szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce a autyzmem w końcu lat 1990. i stał się symbolem tego, jak system łamie tych, którzy się nie zgadzają. Centrum Kontroli Chorób nie chce, aby ludzie oglądali ten film.

Centrum zapomina również przypomnieć, że rząd federalny został zmuszony do uznania roli szczepionek na rozwój autyzmu i wypłacił odszkodowania dla niektórych rodziców dzieci, dotkniętych chorobą. Szereg sądów uznało również związek między autyzmem a szczepieniami.

Ponadto istnieją tysiące rodziców, którzy według sądów i rządu nie istnieją, ale którzy opowiadają tę samą historię: zobaczyli oni, jak u ich dzieci po szczepieniu zaczął się rozwijać autyzm.

Uszkodzenie mózgu i układu nerwowego spowodowane szczepionką nie jest czymś nowym. Ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia, które powoduje niepełnosprawność i, być może, ślepotę, zostało opisane w literaturze medycznej już od wielu dziesięcioleci i jest udokumentowaną konsekwencją prawie każdej szczepionki.

Choroba powoduje białe plamy widoczne w obrazie rezonansu magnetycznego MRI w mózgu (ang. -MRI – magnetic resonance imaging) i może rozwinąć się w stwardnienie rozsiane.

Zespół Narkolepsji i Guillaina-Barre’a to inne przykłady. A więc, jaką rolę mogą odgrywać szczepionki przy uszkodzeniach mózgu? Nie pytajcie o to oficjalne agencje, ponieważ one nigdy nie zajmowały się tym problemem.

Jednak badanie, przeprowadzone przez Jackson University wykazało, że niemożność uczenia się u zaszczepionych dzieci jest pięciokrotnie wyższa niż u dzieci nieszczepionych.

U zaszczepionych dzieci cztery razy wyższe jest prawdopodobieństwo zachorowania na ADHD i trzy razy wyższe, aby otrzymać dowolne zaburzenie układu nerwowego (czyli spowolnienie wzrostu i rozwoju mózgu, a także centralnego układu nerwowego ze względu na trudności w uczeniu się, ADHD i autyzm).

RTĘĆ, ALUMINIUM I CO JESZCZE?

Wiadomo, że składniki szczepionek powodują zaburzenia w mózgu. Robert Kennedy Jr badał niebezpieczeństwa rtęci w tiomersalu, stosowanym jako środek konserwujący w szczepionkach, jak również związany z autyzmem.

Inną znaną i dobrze udokumentowaną neurotoksyną jest aluminium. Jest dodawany do szczepionki w celu wywołania odpowiedzi immunologicznej. Ostatnie badania obaliły wszystko to, co wcześniej twierdzili naukowcy (a mimo to Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom nadal je odrzuca), a mianowicie: aluminium nie opuszcza naszego organizmu przez wiele godzin lub dni. Pozostaje on przez lata i może migrować do różnych narządów, w tym do limfy, śledziony i mózgu. Aluminium w szczepionkach może doprowadzić do zespołu przewlekłego zmęczenia, makrofagowego zapalenia mięśniowo-modzelowatego w licznych chorobach autoimmunologicznych, chorobie Alzheimera.

Może również powodować nagłą śmierć po szczepieniu i autyzm.

Zarząd Kontroli Żywności i Leków nawet nie zaprzecza toksyczności aluminium. Przyznaje nawet, że w szczepionkach jest wystarczająco dużo toksyn, aby spowodować opisane skutki.

Jednakże uznają występowanie takiej szkody jedynie przy doustnym oddziaływaniu aluminium.

Nawet w tym przypadku rejestrowane jest zaburzenie pamięci u myszy laboratoryjnych, a ponadto „młode zwierzęta wydawały się słabsze i mniej aktywne, jeśli ich matki były poddawane działaniu dużych ilości aluminium w okresie ciąży i karmienia.”

Działanie przez wstrzyknięcie raczej nie jest bezpieczniejsze. „Powinno być oczywiste, że droga przenikania, podczas którego aluminium przechodzi przez ochronne bariery przewodu pokarmowego i/lub skóry, wymaga znacznie mniejszej dawki do wystąpienia działań niepożądanych”, twierdzi się w badaniu z 2014 roku, oskarżającym aluminium w epidemii autyzmu.

Oprócz toksycznych metali, takich jak aluminium i rtęć, szczepionki może zawierać substancje zanieczyszczające w postaci DNA, pobranego z niemowląt po aborcji, DNA zwierząt i retrowirusy. Ponadto, szczepionki zawierają inne zanieczyszczenia, łącznie z metalem, które nie są mierzone przez organa kontrolujące i konsekwencje których dla zdrowia nigdy nie były badane.

POŁĄCZENIE Z INFEKCJAMI UCHA

Dzieci szczepione według badania miały cztery razy większe prawdopodobieństwo, niż dzieci nie szczepione, do otrzymania lekarskiej diagnozy „infekcja ucha”, i o 700% częściej tym dzieciom wykonywano operację, dotyczącą drenowania ucha w celu zwalczania infekcji nawracających się lub opornych na leczenie.

Ilość ostrych infekcji ucha błyskawicznie wzrosła na całym świecie w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Dziś są tak powszechne, że nie zwraca się już na nie uwagi. Na te infekcje cierpi 80% amerykańskich dzieci w wieku trzech lat.

Dziś jest to główny powód do wizyty u lekarza, przyjmowania antybiotyków i interwencji chirurgicznych u dzieci – chodzi o instalowanie rurki z tworzywa sztucznego w uchu. Infekcje ucha u dzieci kosztują system opieki zdrowotnej prawie trzy miliardy dolarów rocznie.

W badaniu przeanalizowano raporty dotyczące infekcji ucha środkowego z rządowej bazy zgłoszeń, dotyczących ubocznych skutków szczepionek. Analiza ujawniła 438 573 przypadki rozwoju zapalenia ucha u dzieci w wieku poniżej jednego roku w ciągu jednego tygodnia po szczepieniu w okresie lat 1990-2011. Zapaleniu ucha często towarzyszy temperatura i inne objawy zapalenia, a także uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. Jeśli są to tylko dzieci w wieku poniżej 1 roku życia, u których choroba rozwinęła się w ciągu jednego tygodnia po zaszczepieniu, to u jakiej ilości dzieci w każdym wieku występują infekcje uszne po szczepieniu? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

BOMBA ATOMOWA DLA MIKROORGANIZMÓW

Moson i jego koledzy badali mechanizm powstawania infekcji ucha. W związku z tym cytują oni badanie z 2006 roku, w którym badano wszystkie rodzaje bakterii w nosowych kanałach dzieci, zaszczepionych przeciwko pneumokokom i porównano uzyskane wyniki z dziećmi, żyjącymi przed masową immunizacją (uodparnianiem) tą szczepionką.

W rezultacie ujawniono wzrost ilości bakterii o nazwie M. catarrhalis w grupie zaszczepionej. Jak się okazało, to właśnie te bakterie powodują zwiększone ryzyko infekcji ucha. Nic dziwnego, że zaszczepione dzieci dwukrotnie częściej przyjmowały antybiotyki. Byli też częściej hospitalizowani.

Antybiotyki o szerokim spektrum działania, na przykład takie, które są często stosowane w leczeniu infekcji ucha, działają na mikroorganizmy jak napalm, który spala wszystkie patogeny, ale także szkodzi i oddziałuje na inne drobnoustroje. W wyniku ich wpływu zmienia się skład mikrobiotyczny. Jak bardzo te zmiany mogą wpłynąć na nasze zdrowie – nauka dopiero teraz zaczyna badać ten problem. Nowe wyniki badań wskazują na rosnącą listę chorób, takich jak zespół jelita drażliwego, otyłość, choroby Leśniowskiego-Crohna, cukrzyca, stwardnienie rozsiane, zaburzenia lękowe, niepokój, depresje, choroby psychiczne, takie jak schizofrenia i autyzm.

W badaniu Lancet, przeprowadzonym w Danii w 2011 roku, naukowcy doszli do wniosku, że szczepionka przeciw pneumokokom miała „znacznie szersze skutki na mikroflorę niż wcześniej zakładano, z czego wynika potrzeba szczegółowego monitorowania przy wykorzystywaniu szczepionek …”

Inne ostatnie badanie wykazało, że wraz ze zniszczeniem pneumokoków, szczepionka uwalnia miejsce dla kilku innych rodzajów czynników zakaźnych.

JAKI JEST WYNIK WPŁYWU 69 SZCZEPIONEK NA MIKROFLORĘ DZIECKA?

Oficjalni przedstawiciele systemu opieki zdrowotnej do tej pory nawet nie zajmowali się tą sprawą.

Badania Uniwersytetu w Jackson pokazują, że zaszczepione dzieci trzydzieści razy częściej miały rozpoznanie alergicznego nieżytu nosa (katar sienny), niż dzieci nieszczepione.

Ta proporcja przewyższa związek między paleniem a rakiem płuc. Zaszczepione dzieci miały również większą częstotliwość występowania alergii i trzykrotnie wyższe ryzyko wystąpienia egzemy. Wszystkie zaburzenia alergiczne prowadzą do bardziej intensywnego pobierania leków. Badania wykazały, że zaszczepione dzieci 22 razy częściej przyjmowały leki przeciwalergiczne, niż dzieci nieszczepione.

Alergiczny nieżyt nosa (katar sienny) jest kolejną, szybko przybierającą na wadze chorobą dzieci. W 2012 roku dotknęło to 6,6 miliona dzieci. Ta choroba jest ściśle związana z innym ostrym zaburzeniem dziecięcym – astmą. Ponad trzy miliony amerykańskich dzieci cierpi z powodu alergii na żywność, a co czwarte dziecko ma egzemę. Liczba chorób alergicznych rośnie na całym świecie i w chwili obecnej cierpi na nie prawie połowa wszystkich amerykańskich dzieci w wieku szkolnym.

Podobnie jak w przypadku autyzmu, przedstawiciele systemu opieki zdrowotnej nie mogą wyjaśnić gwałtownego wzrostu liczby chorób alergicznych. Jednak naukowcy przeprowadzają eksperymenty na zwierzętach, poddając je działaniu składników z aluminium, takich, jak te stosowane w szczepionkach. Ostatnie eksperymenty opisują, w jaki sposób naukowcy wykorzystują aluminium do stymulowania alergicznego nieżytu nosa (kataru siennego) u myszy.

To badanie z 2014 roku pokazuje, jak naukowcy wykorzystali dwutlenek glinu w połączeniu z pałeczką krztuśca (Bordetella pertussis – bakteria ta występuje w szczepionce DTP dla każdego dziecka w wieku dwu, czterech, sześciu i 18 miesięcy; szczepionki te zawierają również aluminium).

Naukowcy poddali zwierzęta działaniu antygenu drogą doustną, na przykład poprzez żywność, taką jak soja lub orzeszki ziemne. Zadaniem polegało na tym, aby uzyskać szczury, cierpiące na alergie na pokarm.

Badania opisują, w jaki sposób dwutlenek glinu w połączeniu z białkiem jaja, które również jest składnikiem szczepionek, jest używany do wywoływania astmy u zwierząt.

Jak Centrum Kontroli Chorób może nie uznać, że składniki, które sami uczeni wykorzystują do wywoływania chorób alergicznych u zwierząt, również powodują analogiczne choroby u dzieci? Żadnych wyjaśnień? „Nie ma żadnych wyjaśnień dla różnic w wynikach stanu zdrowia w grupach zaszczepionych i nieszczepionych dzieci, oprócz samych szczepień” – podsumowują autorzy badania.

Chociaż badanie nie zakłada analizy związków przyczynowo-skutkowych, jednak istnieje bardzo jasna wzajemna korelacja pomiędzy szczepieniami a częstotliwością występowaniem chorób przewlekłych.

Przy tym dzieci częściowo zaszczepione wykazują średni poziom częstotliwości występowania ospy wietrznej, kokluszu, infekcji ucha, zapalenia płuc, alergicznego nieżytu nosa, ADHD, egzemy i niezdolności do uczenia się.

Moson i jego koledzy zakładają, że “wyniki badań wymagają kontynuacji tego rodzaju pracy. Zbadanie i zrozumienie biologicznych przyczyn tych nieoczekiwanych skutków szczepień jest ważnym czynnikiem, zapewniającym politykę szczepień, opartych na realnych faktach”. Niewiele jednak jest nadziei na to, że władze służby zdrowia okażą zainteresowanie i zrozumienie w związku z wynikami tego badania. Ich stanowisko jest jasne: szczepionki – to cud współczesnej medycyny. Uratowały one miliony istnień ludzkich i poprawiły jakość życia jeszcze większej liczby ludzi.

Istnieje jednak niewielka okoliczność zauważona od początku masowych szczepień – polega ona na tym, że wiele dzieci poważnie ucierpi wskutek szczepień, a niektóre z nich umrą.

Uważa się, że ich życie jest bardzo małą ofiarą w imię wielkiego dobra ratowania ludzkości przed niebezpiecznymi chorobami zakaźnymi.

Przez ponad wiek uznawano za dogmat, że zalety szczepień przewyższają ich wady. Ponadto po 1995 roku wprowadzono 5 nowych szczepionek, więc ich łączna liczba dla dzieci w wieku przedszkolnym wynosi już 35.

Nigdy nie przeprowadzono badań nad kompleksowym skutkiem stosowania takich szczepionek. Rzeczywistość jest niestepująca: prawdziwe zalety szczepionek leżą w płaszczyźnie teoretycznej, a związane z nimi ryzyko nie zostało jeszcze do tej pory zbadane.

Rosnąca „wojna ze szczepieniami” wiąże się z tym, że wielu niezdecydowanych rodziców zadaje pytanie Centrum Kontroli Chorób: dlaczego lekarze, otrzymujący korzyści ze stosowania szczepionek, są oficjalnymi przedstawicielami publicznej służby zdrowia?

Czy można powierzać państwowym władzom służby zdrowia ochronę swoich dzieci, jeśli te organa są tak ściśle związane z przemysłem farmakologicznym?

Dlaczego w szczepionkach występują toksyny? Czy moje dziecko naprawdę potrzebuje tej szczepionki? Czy po prostu usiłuje mi się ją sprzedać, jak colę czy grę komputerową? Dlaczego uważamy za dopuszczalne świadome poświęcenie niektórych dzieci dla wspólnego dobra? Czy to powszechne dobro jest rzeczywistością, czy też mirażem? Szczepionki mogą czasami powstrzymać rozwój naturalnych zakażeń, takich jak ospa wietrzna.

Ale jakim kosztem? Jakie są jeszcze konsekwencje stosowania szczepionek? I jeśli szczepionki są tak cudowne, to dlaczego amerykańskie dzieci są tak chore?

Projekt pilotażowy potwierdza, że ​​jeżeli nasza oficjalna medycyna i państwowe służby zdrowia są naprawdę zainteresowane zdrowiem dzieci, a nie zyskiem ze sprzedaży szczepionek i ochroną religii szczepień przed świętokradztwami, to nie powinny one zmuszać wszystkich do wierzenia im na słowo, a wziąć na siebie odwagę, aby wyjaśnić prawdę.

Instytut Badań Zdrowia Dziecka (CMSRI) jest organizacją medyczną i naukową, założoną w celu finansowania niezależnych badań medycznych, badających czynniki rozwoju chorób przewlekłych i rozprzestrzeniania się dysfunkcji.

Autorstwo: Celeste McGovern
Tłumaczenie: Andrzej Leszczyński
Źródła oryginalne: GhostShipMedia.com, KolokolRussia.ru
Źródło polskie: Wolna-Polska.pl

Dobroczynność. W obliczu sytuacji panującej w naszym kraju i na świecie.

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3081

ks. Łukasz Szydłowski FSSPX Zawsze Wierni nr 4/2022 (221)

Czy mamy pomagać uchodźcom? Czy pomoc ta ma być tak ochocza oraz tak szczodrobliwa? Czy rząd powinien tak hojnie udzielać pomocy obcokrajowcom, gdy we własnym kraju jest tylu potrzebujących?

To i jemu podobne pytania mogą nasuwać się katolikom w obliczu sytuacji panującej w naszym kraju i na świecie. Bardzo wyraźną odpowiedź dał już św. Tomasz z Akwinu oraz bazujący na jego nauce teolodzy moralni. Niniejszy artykuł jest wolnym tłumaczeniem rozdziału traktującego na ten temat wyjętym z Sumy moralnej o. Merkelbacha1.

Zasada ogólna

Doktor Anielski podaje, jakim usposobieniem mamy się charakteryzować jako katolicy – być gotowymi do pomocy:

Skoro miłość rozciąga się na wszystkich ludzi, to także dobroczynność powinna obejmować wszystkich, ale zależnie od okoliczności miejsca i czasu, ponieważ wszystkie objawy (uczynki) cnót powinny uwzględniać właściwe okoliczności2.

Jest to zasada ogólna, która jednak wymaga doprecyzowania i rozróżnień, które również poczynił św. Tomasz, omawiając ordo caritatis, porządek miłości. Aby odpowiedzieć na pytanie, komu, kiedy i w czym mamy pomóc, należy uwzględnić kilka okoliczności3.

Okoliczności wymagające rozpatrzenia

I. Osoby, którym pomagamy4

Biorąc pod uwagę potrzebujących pomocy należy uwzględnić bliskość i zjednoczenie z Bogiem oraz z nami. W zależności od tego ktoś będzie bardziej albo mniej miłowany oraz bardziej albo mniej będzie zasługiwał na naszą pomoc.

Rozróżniamy trzy zasadnicze zjednoczenia:

  1. Cielesne – wynikające z pokrewieństwa, ugruntowane w dobrach rodzinnych, wspólnocie życia: między rodzicami a dziećmi, między małżonkami, między krewnymi.
  2. Duchowe – wynikające z więzów religijnych, ugruntowane w dobrach wiecznych i duchowych: między członkami Kościoła katolickiego, między członkami wspólnoty religijnej, między kapłanem a wiernymi, między kaznodzieją a słuchaczem, spowiednikiem a penitentem itd.
  3. Cywilne – wynikające z więzi politycznej, ugruntowane na dobrach społecznych: między rodakami, dobroczyńcą a obdarowanym, towarzyszami broni itp.

II. Dobra, jakich mamy udzielić potrzebującym

Rozróżniamy dobra, których możemy udzielić kochanej czy potrzebującej osobie:

  1. Wieczne i duchowe, nadprzyrodzone albo naturalne – dobra bezpośrednio tyczące się duszy i jej zbawienia, moralnej jej doskonałości, jak łaska uświęcająca, cnoty.
  2. Doczesne, wewnętrzne, naturalne, cielesne albo duchowe – które służą do naturalnej doskonałości człowieka, jak np. życie, integralność i zdrowie ciała, wiedza, wolność itp.
  3. Doczesne, zewnętrzne, naturalne – honor i dobre imię stojące ponad bogactwami, majątkiem.

III. Konieczność, w której znajduje się osoba potrzebująca

Człowiek może mieć zróżnicowane potrzeby różnorakich dóbr i ze względu na to wyróżnia się trojaki stan konieczności:

  1. Skrajna konieczność – gdy występuje zagrożenie potępienia albo śmierci, albo innego podobnego zła, np. stałe pozbawienie wielkiego dobra wspólnego ludzkiej naturze, tj. zdrowia ciała i rozumu, wolności itp., pewnie zagrażającego, którego bez pomocy bliźniego nie da się uniknąć.
  2. Ciężka konieczność – gdy dobra wyżej wymienione prawdopodobnie zostaną utracone i bez wielkiego trudu nie da się tego uniknąć albo gdy zagrażające zło jest ciężkie, ale nie skrajnie ciężkie, np. sprawiedliwe uwięzienie, znaczna infamia, ciężka choroba, utrata statusu społecznego, znaczna utrata dóbr, przez co utrudnione może być utrzymanie.
  3. Powszechna, zwykła konieczność – gdy można sobie poradzić bez większej trudności samemu. W takiej konieczności są zwykli grzesznicy, ubodzy, żebracy.

Sposoby miłowania

Oprócz tego należy również rozróżnić rodzaj miłości. Bez tego rozróżnienia możemy nie zrozumieć, jak można żądać od matki, aby była bardziej gotowa stracić swoje dziecko, niż popełnić grzech. Żadna matka chyba nie będzie w stanie mieć żywszego uczucia wobec Boga niż wobec swojego dziecka. Mogłaby więc myśleć, że mniej kocha Boga, ale niekoniecznie tak jest.

Stąd potrzebne jest poniższe rozróżnienie sposobu miłowania:

  1. Obiektywny – tego więcej miłujemy, dla kogo chcemy większego dobra.
  2. Szacunkowy – tego więcej miłujemy, komu życzymy więcej dobra niż innemu, kogo przedkładamy nad innego, kogo boimy się bardziej stracić niż innego.
  3. Intensywny – tego więcej miłujemy, wobec kogo mamy żywsze i mocniejsze uczucie.

Po dokonaniu i uwzględnieniu tych rozróżnień, można przejść do omówienia poszczególnych przypadków.

Porządek miłości

I. Porządek między Bogiem a nami

Zasada: Boga mamy miłować ponad wszystko:

  • Obiektywnie – mamy pragnąć dla Boga dóbr nieskończonych i pragnąć chwały Boga więcej niż własnej czy bliźniego.
  • Szacunkowo – mamy bardziej woleć wszystko stracić i cierpieć, niż stracić Boga. Bardziej kochać dobra nieskończone niż stworzone, dobro wspólne bardziej niż dobro osobiste. Bardziej kochać Boga niż nas samych czy bliźniego.
  • Intensywnie – nie jest wymagana intensywność w miłowaniu Boga. To, co podpada pod zmysły, co jest nam obecne, bardziej porusza nasze uczucia, stąd bardziej są miłowane miłością uczuciową, intensywną.

II. Porządek między nami a bliźnim

Zasada: W podobnych okolicznościach, tj. w podobnej konieczności i w braku podobnych dóbr, mamy miłować siebie bardziej niż bliźniego.

1. Uwzględniając dobra wieczne i duchowe – mamy bardziej miłować zbawienie swoje niż bliźniego:

  • Nie można nigdy zgrzeszyć nawet lekko dla zbawienia bliźniego.
  • Nie można narażać się na bliższą okazję do grzechu, a więc taką, w której się upadnie w grzech. Można tylko narażać się na okazję dalszą, tj. taką, w której pozostaje nadzieja, że się nie upadnie. Jest to dozwolone, gdy bliźni znajduje się w skrajnej konieczności i zagrożeniu dóbr duchowych.
  • Więcej pragnąć dla siebie łaski i chwały niż dla swego bliźniego; nie można pragnąć dla siebie mniejszej chwały.
  • Wybierać to, co doskonalsze dla siebie, choć dla dobra duchowego albo doczesnego możemy czasami stawiać potrzebę bliźniego wyżej od naszej, np. kapłan przerwie odmawianie brewiarza, aby wysłuchać spowiedzi.

2. Uwzględniając dobra wieczne i duchowe bliźniego w stosunku do naszych doczesnych, mamy bardziej miłować duszę bliźniego i jego zbawienie niż nasze ciało:

  • W skrajnej konieczności i niebezpieczeństwie duchowym bliźniego mamy ciężkie zobowiązanie pomóc bliźniemu nawet z narażeniem własnego życia, np. aby ochrzcić dziecko umierające, wyspowiadać grzesznika, który nie potrafi wzbudzić żalu doskonałego itp., jeśli tylko osoba ta nie znalazła się w owym niebezpieczeństwie z własnej winy, np. z powodu pojedynku czy narażania się na utratę życia. Pomóc należy, jeśli jest nadzieja na jej udzielenie oraz nie ma innej osoby, która mogłaby pomóc, oraz nie wyniknie z tego większa szkoda dla wielu innych osób.
  • W ciężkiej konieczności, zagrożeniu duchowym – gdy bliźni nie jest w stanie z powodu ignorancji, silnej namiętności, nałogu itp. sam się uwolnić, wtedy jest ciężkie zobowiązanie niesienia mu pomocy nawet z narażeniem dóbr doczesnych, takich jak: dobre imię, honor, majątek. Nie mamy obowiązku narażać swojego życia. Miłość może tylko do tego zachęcać, ale nie narzuca obowiązku, chyba że z racji pełnionej posługi jesteśmy zobowiązani do narażenia życia:

Z obowiązku, np. proboszcz w czasie zarazy, aby udzielić sakramentu spowiedzi nawet z narażeniem życia czy dóbr doczesnych, bądź lekarz, strażak, żołnierz, policjant itd. – w okolicznościach, gdy dobra obywatela są zagrożone.

Z konieczności publicznej – gdy dobro wspólne, a więc dobro wielu, jest zagrożone. Wówczas dobro osobiste, nawet życie, należy poświęcić dla dobra wspólnego.

  • W konieczności powszechnej, zwyczajnej, duchowej należy pomóc bliźniemu bez własnej szkody cielesnej, choćby to była tylko szkoda lekka.

3. Uwzględniając tylko dobra doczesne, należy bardziej miłować życie i dobra doczesne własne niż życie i dobra doczesne bliźniego. Więcej jednak mamy miłować bliźniego w dobrach cielesnych niż nas samych w dobrach zewnętrznych:

  • W skrajnej konieczności doczesnej jest ciężkie zobowiązanie pomocy bliźniemu nawet ze znaczną szkodą własną w rzeczach doczesnych, ale nie ma obowiązku pomocy przy użyciu nadzwyczajnych środków, np. kosztownego leczenia (do tego nawet sami wobec siebie nie jesteśmy zobowiązani), ani z narażeniem życia czy innego dobra równoznacznego, chyba że chodzi o skrajną konieczność państwową, wówczas mamy obowiązek narażać w obronie granic Ojczyzny nawet życie. Jednak można ze względu na cnotę, na jej heroizm, poświęcić swoje życie, aby ratować chorych podczas zarazy, osobę ważną dla Kościoła czy państwa, bądź dla ratowania rodziny będącej w potrzebie. Wyżej ceni się dobra duchowe, zasługę nad własne życie, a dobra duchowe stoją wyżej od cielesnych.
  • W ciężkiej konieczności doczesnej jest ciężkie zobowiązanie pomocy prywatnej osobietylko wtedy, gdy nie dotknie nas przy tym umiarkowana niedogodność. Jeżeli jednak należy pomóc wspólnocie w takiej konieczności, wówczas mamy być gotowi ponieść nawet ciężką niedogodność.
  • W konieczności powszechnej doczesnej należy pomóc bliźniemu, jeśli będzie to bez niedogodności dla nas.

III. Porządek miłości między różnymi bliźnimi

Zasada: Porządek miłości nakazuje bardziej miłować lepszych ludzi miłością obiektywną, bliskich miłością szacunkową i intensywną.

  1. Lepsi, świętsi – są godni miłości obiektywnej większej niż inni, tzn. mamy miłować w nich dobro, jakie posiadają, i radować się z tego dobra, pragnąć i życzyć im jeszcze większej chwały i szczęśliwości, ponieważ są godniejsi i zasługują na nasz większy szacunek i naszą większą cześć.
  2. Nam bliżsi – przy uwzględnieniu podobnych okoliczności należy ich bardziej miłować niż innych:
    • intensywnie – im ktoś bliższy, tym mocniej uczuciowo jest kochany;
    • szacunkowo – tych miłujemy więcej, wobec których mamy więcej powodów do miłowania i których sobie wybraliśmy do miłowania przez przyjaźń. Zjednoczeni z nami pokrewieństwem są zjednoczeni z wielu powodów, a nie tylko z powodu powszechnej miłości do wszystkich ludzi;
    • obiektywnie – pośrednio, gdyż dobro w bliźnim może wzrastać i się zmniejszać i dlatego możemy chcieć, aby bliscy wzrastali w dobrym i byli lepsi niż inni.

Bardziej więc miłujemy bliskich miłością życzliwą i pragnieniem dobra oraz jesteśmy wobec nich bardziej miłosierni i dobroczynni.

W dobrach, które nas z kimś łączą, należy wyżej stawiać tego, który jest nam w tych dobrach bliższy. W tym, co tyczy się natury, więcej miłować krewnych, w dobrach cywilnych bardziej miłować rodaków niż przybyszów, podczas wojny towarzyszów broni bardziej niż innych5.

W dobrach wspólnych wszystkim, wiecznych czy doczesnych, należy bardziej miłować tych, którzy są nam bliżsi, są z nami ściślej zjednoczeni. Dlatego więź cielesna jest ważniejsza niż duchowa czy cywilna. Miłość nie niszczy porządku natury, ale go udoskonala. Trzeba opuścić zakon czy wojsko, jeśli byłoby to konieczne dla utrzymania rodziców.

IV. Porządek między krewnymi

Ogólnie i zwyczajnie porządek jest następujący; jeśli okoliczności są podobne, najpierw należy pomóc:

  1. żonie
  2. dzieciom
  3. ojcu
  4. matce
  5. braciom i siostrom
  6. innym krewnym
  7. przyjaciołom, dobroczyńcom, przełożonym, osobom potrzebnym państwu.

W tej hierarchii zakłada się, że są podobne okoliczności i podobna konieczność i że w grę wchodzą podobne dobra. Jeśli byłaby w tym nierówność, wówczas należy najpierw wspierać bardziej potrzebujących.

Możliwe modyfikacje

Mogą więc zaistnieć sytuacje, gdy ten porządek ulegnie zmianie:

  1. w skrajnej konieczności, zagrożeniu – rodzice są przed innymi, gdyż dali nam życie i należy ich życie zachować,
  2. w różnych okolicznościach można zmienić porządek – matka dobra i staranna ma być bardziej miłowana niż ojciec zły i rozrzutny, przyjaciel bliski i dobroczyńca bardziej niż krewny daleki,
  3. można też zmienić porządek z powodu obowiązku stanu albo specjalnego zobowiązania – proboszcz jest bardziej zobowiązany do nauczania parafian niż krewnych, chyba że krewni są w skrajnej konieczności, a wtedy to oni mają pierwszeństwo.

Rodzice – gdyż podobniejsi Bogu – mają być miłowani obiektywnie i z szacunkiem większym niż żona i dzieci, ale ci natomiast więcej mają być miłowani szacunkowo i intensywnie oraz dobroczynnie, gdyż są bliżsi.

Zakończenie

Odpowiedzi na postawione na początku artykułu pytania wymagają więc poczynienia pewnych rozróżnień. Ponadto musimy pamiętać, że nawet znając zasady wyżej podane i tak pozostaje jeszcze potrzeba zastosowania roztropności przy ocenie sytuacji, czy komuś pomóc, czy nie. Stąd różna może być ocena w zależności od różnej znajomości okoliczności, osób, którym mamy pomóc. Powinno to nas uczyć pokory w ocenianiu oraz wielkiej powściągliwości. Zasady są może proste, ale ich zastosowanie może być bardzo różne.

Wyżej wymienione zasady mają wielkie znaczenie tak w sytuacjach nadzwyczajnych, jak i tych zwyczajnych, codziennych. Może niejedno małżeństwo dałoby się uchronić przed rozpadem czy kryzysami, gdyby zarówno rodzice pamiętali, gdzie jest ich miejsce, gdy ich dzieci zakładają swoją rodzinę, jak i małżonkowie nie zapominali, jak są dla siebie ważni i jak wysoko mają sobie siebie nawzajem stawiać. Żaden rodzic nie jest wyżej od żony czy męża, nawet dzieci nie są ważniejsze. Wszak nie byłoby dzieci i nie miałyby one zapewnionego ogniska domowego, gdyby rodzice nie miłowali się, jak należy.

Gdyby uwzględniło się również wyżej wspomniane rozróżnienie w tzw. pandemii, może nie byłoby tylu skandalicznych rozwiązań i zachowań, które obnażyły tchórzostwo i małoduszność kapłanów, lekarzy czy innych, którzy mieli pomagać duchowo i cieleśnie.

Co będzie, gdy rzeczywiście na ulicy trup będzie się ścielił gęsto? Czy znajdzie się wystarczająca liczba kapłanów, lekarzy gotowych do pomocy potrzebującym…? Ostatnie dwa lata pozwalają nam postawić takie pytanie i zakończyć ten artykuł słowami ks. Władysława Gurgacza SI, któremu jeden z księży, bojąc się prześladowań ze strony komunistów, odmówił spowiedzi:

Drogi księże… przykro mi, że po udzieleniu rekolekcji moim chłopcom i po wyspowiadaniu ich ja sam zostanę na Wielkanoc bez spowiedzi… Nasuwa mi się jeszcze bolesna refleksja, że jeśli większość księży w Polsce jest tak wystraszona i zahukana tupetem czerwonych, to co będzie w razie większego prześladowania? Obawiam się, by Kościół nie poniósł w kraju podobnych strat jak we Francji w 1789 podczas rewolucji, gdzie mnóstwo kapłanów uległo terrorowi, a nawet zaparło się wiary6.

Przypisy

  1. o. B.H. Merkelbach OP, Summa theologiae moralis ad mentem d. Thomae et ad normam iuris novi, Desclée et Brouwert, Brugis 1959, t. 1, s. 691–701.
  2. św. Tomasz, Suma teol., II–II, q. 31, art. 2. Ad 1. Mówiąc po prostu, nie jesteśmy zdolni świadczyć dobrze wszystkim ludziom i każdemu z osobna, choć każdy z nas może się spotkać z wypadkiem, kiedy będzie dobrze coś uczynić nawet poszczególnym ludziom. Miłość więc domaga się, aby człowiek, nie mogąc czynnie świadczyć dobrodziejstw innemu człowiekowi, był jednak duchowo gotów czynnie mu pomóc, gdy nadarzy się ku temu sposobność. Jednakże możemy być dobroczynni wobec wszystkich ludzi w ogólności, np. modląc się za wszystkich, chrześcijan i niechrześcijan. Ad 2. W grzeszniku należy uwzględniać winę i naturę. Należy mu świadczyć dobrze, aby wesprzeć jego naturę, ale nie aby popierać jego winę, bo to byłoby nie dobrodziejstwem, lecz złodziejstwem.
  3. Tamże, art. 3: Łaska i cnota działają zgodnie z porządkiem ustanowionym mądrością Bożą. Otóż porządek natury domaga się, aby to, co działa najpierw i mocniej, oddziaływało na rzeczy sobie bliższe; np. ogień ogrzewa przedmioty bliższe. Podobnie i Bóg darów swej dobroci udziela najpierw i obficiej istotom Jemu bliższym, jak tego dowodzi Dionizy. Udzielanie zaś dobrodziejstw jest czynnością miłości w stosunku do innych, a wobec tego powinno się być bardziej dobroczynnym w stosunku do osób bliższych. Bliskość między ludźmi zależy od tego, co ich łączy. Krewnych łączy wspólnota urodzenia, obywateli wspólnota państwowa, wiernych wspólnota duchowa itd. Zatem dobrodziejstwo ma być świadczone w zależności od rodzaju wspólnoty. Jednym słowem, każdemu bardziej świadczyć należy dobrodziejstwa należące do tego, co stanowi o większej bliskości. To jednak może ulegać zmianom zależnie od okoliczności, miejsca, czasu i spraw; w pewnych bowiem wypadkach bardziej należy pomóc obcemu znajdującemu się w wielkiej potrzebie niż własnemu ojcu niebędącemu w tak wielkiej potrzebie.
  4. Tamże, ad 1.: W tych słowach Pan Jezus nie zakazał zapraszać do stołu przyjaciół i krewnych, mówiąc wprost; zakazał zapraszania ich w tym celu, „żeby cię i oni nawzajem wezwali”, bo takie zaproszenie nie byłoby dyktowane miłością, lecz chciwością. Zachodzą jednak wypadki, w których należy do stołu zaprosić raczej obcych, mianowicie gdy znajdują się w większej potrzebie. Jest rzeczą zrozumiałą, że w tych samych okolicznościach należy pomagać raczej ludziom bliższym. W takich wypadkach, gdy jeden jest nam bliższy, a drugi bardziej potrzebujący, nie można postawić jakiegoś prawidła ogólnego określającego, komu bardziej należy pomóc, bo różne są stopnie bliskości i potrzeb; należy raczej postępować według rozsądku.
  5. Tamże: Dobro społeczne wielu ludzi jest bliższe Bogu niż prywatne dobro jednostki. Dlatego też cnotą jest narazić nawet swe własne życie dla dobra społecznego państwa lub Kościoła. A ponieważ udział w wojnie służy obronie państwa, dlatego pomagając towarzyszowi broni, żołnierz pomaga mu nie jako osobie prywatnej, lecz w pewnym stopniu całej społeczności. Nic więc nadzwyczajnego, że w tego typu przypadkach daje się pierwszeństwo człowiekowi obcemu przed krewnym.
  6. D. Golik, F. Musiał, Władysław Gurgacz. Jezuita wyklęty, WAM, Kraków 2014, s. 87.

Schizma bez Rusi. Ruś – patrocinium beati Petri. Rozdarte serce Rusi. Cz II.

Schizma bez Rusi. Ruś – patrocinium beati Petri.

Rozdarte serce Rusi. Cz II.

Ryszard Mozgol Zawsze Wierni nr 4/2022 (221) https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3069

Ruś specjalnie nie odczuła zerwania jedności kościelnej z Rzymem. Przez długi czas informacja ta mogła najwyżej oddziaływać na środowiska zakonne, ulegające wpływom greckim. Propaganda rosyjska XIX wieku brała sobie za punkt honoru udowodnienie, że po 1054 r. nastąpiło automatyczne zerwanie z Zachodem. Jak pisze rosyjski badacz Michał baron Taube, ta hipoteza nie wytrzymuje najmniejszej krytyki. Przedstawione powyżej fakty związane z dramatycznymi wydarzeniami 1054 r. przypadały na czas rządów „łacińskiego” księcia kijowskiego Jarosława (†1054), utrzymującego ścisłe związki polityczne z papieżem Benedyktem VIII (1012–1024) i wojującego przeciwko Bizancjum. Zerwanie jedności z Rzymem przez Bizancjum, na Rusi poprzedzał rozgrywający się w latach 1039–1043 spór księcia z metropolitą kijowskim, odmawiającym kanonizacji księcia Włodzimierza kijowskiego, oraz trzyletnia wojna z Cesarstwem Bizantyjskim w latach 1043–1046. W momencie zerwania jedności na tronie metropolity kijowskiego zasiadał zaufany człowiek Jarosława, Filaron, piastujący swój urząd bez przyzwolenia Konstantynopola. Jak pisze Taube, schizma „zastała Kościół ruski samodzielny i oderwany kanonicznie od działań patriarchatu bizantyjskiego”. Interesujący jest fakt, że papieska misja, udająca się do Konstantynopola w celu zażegnania tego bolesnego rozłamu, wybrała okrężną drogę przez Kijów, gdzie została przywitana z wszelkimi honorami przez wielkiego księcia i ruskie duchowieństwo. Właśnie w Kijowie doszło do ważnego spotkania pomiędzy legatem kard. Humbertem a wysłannikami bizantyjskiego cesarza Konstantyna, którzy prosili przedstawiciela papieża o przekazanie kopii sporządzonego dekretu ekskomunikującego Cerulariusza. Przy pomocy tej właśnie kopii przywiezionej a civitate Russorum – co odnotowano w jednej z kronik – cesarz udowodnił „bizantyjskiemu papieżowi” fałszerstwa tekstu. Cytowany już prawosławny historyk Kościoła Gieorgij P. Fedotow pisał, że w okresie kijowskim, nie istniały ani polityczne, ani psychologiczne powody do separacji, bo „Ruś była otwarta zarówno na Zachód, jak i na Wschód”.

Jedynym eksponentem polityki patriarchatu konstantynopolitańskiego na Rusi było duchowieństwo zakonne: liczni Grecy i Bułgarzy – zwykli mnisi i przełożeni o bardzo różnych poglądach dotyczących sporu – przebywający na tym terenie. Właśnie w zaciszu klasztornym, przede wszystkim w Ławrze Peczerskiej, powstawały pod koniec XI wieku i przez XII i XIII wiek najbardziej zaciekłe teksty antyłacińskie. Jednym z nich jest szeroko znana Powieść minionych lat, o której Koneczny napisał z pewną przesadą, że jest to w całości dzieło, „w którym szalona nienawiść do «łaciństwa» idzie o lepsze z niesłychanym nieuctwem teologicznym”. Zdaniem autora latopisu, łacińscy duchowni żenią się albo z jedną niewiastą, albo z siedmioma, poza tym odpuszczają grzechy przy pomocy odpustów, „co jest najgorsze ze wszystkiego”4. Społeczeństwo ruskie było odporne na ten rodzaj propagandy, tym bardziej, że była ona głoszona przez znienawidzonych Greków, ale trzeba również przyznać, że wysuwane argumenty teologiczne i liturgiczne były dla ruskich elit politycznych i prostego ludu po prostu niezrozumiałe. W Nowogrodzie w XII wieku kobiety, wraz z dziećmi, powszechnie korzystały z posługi kapłańskiej tzw. duchownych Waregów (łacinników). Metropolita Hilarion (1051–1055) w swoich dziełach, pisanych przecież w czasach rozłamu, nie wspomina ani słowem o rzekomych różnicach teologicznych i liturgicznych. Na początku XII wieku książę Włodzimierz Monomach domagał się wyjaśnień od patriarchatu konstantynopolitańskiego odnośnie do różnic między Kościołami zachodnim i wschodnim. Od metropolity greckiego Nicefora otrzymał odpowiedź, która ograniczała się do powtarzanego za Cerulariuszem zarzutu dotyczącego używania opłatka. Jednak w tym samym czasie Teofilakt, arcybiskup Ochrydy w Bułgarii, oficjalnie głosił, że żadne zarzuty pod adresem łacinników nie dotyczą prawd wiary, natomiast wynikają one z rywalizacji i braku „autentycznego ducha chrześcijańskiej miłości”.

Ruś – patrocinium beati Petri

Następujące po 1054 r. zbliżenie książąt Rusi z Konstantynopolem lub Rzymem było w dużej mierze podyktowane względami politycznymi. Dla społeczeństw księstw ruskich, dla których sprawy polityki były obce, nabierały one nierzadko głębokiego znaczenia religijnego. W trakcie rywalizacji między Rzymem a Konstantynopolem, do XIII wieku społeczeństwo opowiadało się przeważnie po stronie papieża, na co można znaleźć liczne dowody.

Jednym z przykładów takich zależności politycznych między książętami ruskimi a papiestwem i Europą zachodnią była sprawa księcia Izasława. Po śmierci księcia Jarosława Mądrego na Rusi nastąpiło rozbicie dzielnicowe. Centrum politycznym pozostał Kijów, gdzie na tronie książęcym zasiadł najstarszy syn Jarosława – Izasław. Utrzymał się na nim niedługo, obalony przez koalicję młodszych braci. Pozbawiony władzy książę musiał uchodzić z kraju, by szukać wsparcia poza jego granicami. Przez jakiś czas przebywał na dworze Bolesława Śmiałego, prosił o pomoc cesarza Henryka IV, w końcu zdecydował się na wysłanie specjalnego poselstwa do papieża Grzegorza VII. Do Rzymu wyruszył jego syn Jaropełk Piotr, by z rozkazu ojca oddać całą Ruś pod opiekę następcy św. Piotra – patrocinium beati Petri.

Grzegorz, pomimo trwającego sporu z Henrykiem IV, wystąpił w obronie słusznych roszczeń Izasława i przekazał jego synowi dwa posłania – pierwsze dla samego Izasława, zaś drugie dla Bolesława Śmiałego, z rozkazem rozpoczęcia działań wojennych na Rusi. Jak wiemy, dla polskiego króla zakończyły się one fatalnie… Niemniej dzięki staraniom katolickiej Europy w 1077 r. Izasław powrócił do Kijowa. Jego syn Jaropełk Piotr, który został księciem włodzimiersko-wołyńskim i turowskim, wraz ze swoją matką, polską księżniczką Gertrudą, pozostał aż do swojej tragicznej śmierci wiernym poddanym papieża. Na monetach umieścił podobiznę pierwszego papieża, a w Kijowie jego staraniem wzniesiono kościół pw. św. Piotra Apostoła. Natomiast księżnej Gertrudzie Ruś zawdzięcza wspaniały psałterz, tzw. Liber praecum Gertrudis, zawierający modlitwy do św. Piotra i ilustracje przedstawiające Jaropełka, jego żonę i Gertrudę oddających cześć św. Piotrowi i Zbawicielowi. Na kuriozum zakrawa fakt, że Jaropełk Piotr, katolicki książę Rusi, został zaliczony przez prawosławie w poczet świętych i jest czczony 21 listopada.

Ale przypadek Izasława i Jaropełka nie był na Rusi odosobniony. W 1255 r. książę halicki Daniło Romanowicz, ostatni wielki przedstawiciel „zachodnioeuropejskich” władców ruskich sprzed katastrofy tatarskiej, jak pisał o nim rosyjski historyk baron Taube, przyjął koronę i tytuł króla Rusi (rex Russiae) od samego papieża.

O tym, że stosunki Rusi z papiestwem nie były jednostronne i nie były wyłącznie zabiegami peryferii Europy o względy hegemona, świadczą wydarzenia, które rozgrywały się ok. 1089 r. W tym czasie do Kijowa przybyło poselstwo antypapieża Klemensa III (1080–1100), liczącego na udzielenie mu poparcia przez ruskiego księcia oraz metropolitę Jana II i związane z tym wzmocnienie swojej pozycji w Europie wobec papieża Grzegorza VII. Metropolita, pomimo poparcia bizantyjskich zarzutów wobec Kościoła rzymskiego, przyjął poselstwo z wszelkimi honorami i odpowiedział Klemensowi III, używając wyłącznie zwrotów należnych prawowitemu papieżowi, a więc uznając władzę Rzymu. Pochodzący z Grecji metropolita kijowski Jan przez posłów informował antypapieża o toczących się z Konstantynopolem rozmowach, które żywo interesowały Klemensa III. Następca Jana II, metropolita Efrem II (+1093), kontynuował politykę swojego poprzednika. Po wyborze na stolicę metropolitalną (1091) wysłał zwyczajowe poselstwo do papieża w celu uzyskania potwierdzenia swojego wyboru, które otrzymał bez przeszkód.

Jak widać, związki Rusi z łacińską Europą do XIII wieku były żywe i oparte na pełnej łączności z papieżem. Ruskie elity polityczne – świeckie i duchowne – były zainteresowane takimi kontaktami w tej samej mierze, co papiestwo i władcy Zachodu. Powoływanie się na pełne podporządkowanie religijne i polityczne Rusi Konstantynopolowi, należy do XIX-wiecznej fikcji historycznej, podbudowującej rosyjski mit polityczny.

Społeczeństwo Rusi a katolicyzm

Warto przyjrzeć się również związkom łączącym ludność Rusi z łacińską Europą. Wynikały one w wielu przypadkach z głębokiej religijności ludu ruskiego. Liczni pielgrzymi z Rusi włączali się w rwący potok ludzi, którzy z modlitwą na ustach przemierzali Europę i Bliski Wschód. W takich miejscach, jak Rzym, Jerozolima czy Betlejem, nie dziwią inskrypcje i notatki o gościach z odległej Rusi. Źródła niemieckie pełne są wzmianek o peregrinantes de Ruzia, którzy przechodzili przez ziemie cesarstwa, wędrując do Rzymu, a nawet Composteli. Ihumen Daniło odwiedził Ziemię Świętą w początkach XII wieku, gdy była ona integralną częścią Christianitas. Księżna Prakseda, pochodząca z linii książąt połockich, odbywała pielgrzymkę do Rzymu, w którym pozostała przez siedem lat „służąc Bogu”, i gdzie zmarła w 1239 r.

Bardzo popularne były pielgrzymki do włoskiego miasta Bari, dokąd przeniesiono ze Wschodu otaczane czcią prochy św. Mikołaja Cudotwórcy (1087), co było wyraźnym działaniem antybizantyjskim. Na Rusi przyjęto to bez jakichkolwiek oporów, podobnie jak odrzucone przez patriarchat konstantynopolitański przesunięcie wspomnienia tego świętego na 9 maja. Zarządzenie papieskie na Rusi wprowadził wspomniany już metropolita Efrem II.

Innymi przejawami silnych związków łączących ówczesną Ruś z cywilizacją łacińską był kult świętych charakterystycznych dla Europy Zachodniej i wynikające z tego sprowadzanie relikwii, obrazów i figur, typowych dla zachodniego kręgu kulturowego, oraz udział Rusi w procesie powstawania fundacji kościelnych. Są to jednak mało znane sprawy. Na Rusi był rozpowszechniony kult papieża i męczennika św. Klemensa Rzymskiego (90/92–101), który po schizmie został patronem licznych kościołów. Książę Izasław szczególną czcią darzył św. Wojciecha. Ruskie dokumenty wspominają o wotum książęcym – sztandarze podarowanym katedrze gnieźnieńskiej. Zapiski kościelne wskazują, że na rzekomo prawosławnej Rusi wierni czcili katolickich świętych: czeskich, skandynawskich i angielskich. W XII wieku modne stały się budowle kościelne nawiązujące wprost do sztuki romańskiej. Prócz ikon przedstawiających Matkę Bożą czcią otaczano wizerunki Madonny Dalmackiej, Weneckiej, Sycylijskiej, Rzymskiej, a nawet Hiszpańskiej. Figura św. Mikołaja Cudotwórcy w soborze mikołajewskim w Możajsku, tak ważna od XVI wieku dla dopełnienia rytu koronacyjnego carów, jest ewidentnym przykładem silnego oddziaływania kultury Europy Zachodniej na Ruś. Arystokracja ruska w pierwszej połowie XII wieku wspierała budowę klasztoru św. św. Jakuba i Gertrudy w Ratyzbonie, przekazując na ten cel jałmużnę w wysokości około 100 marek. W tym samym czasie współfinansowano budowę klasztoru w Lugumkloster w Szlezwiku-Holszynie. Z drugiej strony sobór Uspienski kijowskiej Ławry Peczerskiej, „ostoi” prawosławia na Rusi, został ufundowany przez pochodzącego ze Skandynawii Warega Szymona (1073), pieniądze na budowę kościoła św. Mikołaja w Kijowie przekazał Wareg Holmi, a monastyr w Nowogrodzie powstał w 1106 r. z inicjatywy „Rzymianina Antoniego”. Trudno przypuszczać, aby były to przejawy ówczesnego ekumenizmu. Przykłady te świadczą raczej o katolickości Rusi, która znajdowała się na rozdrożu pomiędzy Rzymem a Konstantynopolem. Niewątpliwie przywiązanie do katolicyzmu było wielkie, choć nie można też bagatelizować wpływów patriarchatu konstantynopolitańskiego.

Mimo wszystko Ruś była traktowana jak kraj misyjny. Do walki ze schizmą, ale również chrystianizacji plemion pogańskich na Wschodzie, przystąpiły zakony. Szlakiem św. Brunona ruszyli mnisi augustiańscy z Bremy, głosząc Ewangelię wśród Liwów i Estów (1184 r.), wspierani po krótkotrwałym zatargu przez księcia połockiego Włodzimierza. W Kijowie niemalże bez przerwy znajdowali się przedstawiciele klasztoru św. Emmerama z Ratyzbony.

W XIII wieku w Kijowie została stworzona placówka dominikańska przy łacińskim kościele Dziewicy Maryi (za tę placówkę odpowiedzialny był pochodzący ze Śląska św. Jacek Odrowąż i jego macierzysty krakowski klasztor dominikanów). Papież Grzegorz IX powierzył opiekę nad ruskimi katolikami polskim biskupstwom we Wrocławiu, Krakowie i Lubuszu. Wśród popularnych na Rusi klarysek znajdowały się liczne przedstawicielki rodów książęcych – co może być zaskakujące – wschodniego obrządku. Wydaje się, że tradycja liturgiczna Wschodu była przez te zakony w pełni respektowana, a ślady tego możemy jeszcze odnaleźć w XIV wieku w nadaniach króla Korony Polskiej – św. Jadwigi Andegaweńskiej.

Z powyższych faktów wynika, że wydarzenia 1054 r., które doprowadziły do rozłamu w Kościele, nie miały na Rusi zbyt dużego znaczenia. Podobnie zdobycie Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 r. nie odbiło się tam specjalnym echem. Ziemia św. Włodzimierza pozostawała w łączności z Kościołem katolickim.

Głowa św. Klemensa patrzy na Zachód

Stosunki rusko-bizantyjskie od początku nie układały się zbyt dobrze. Rok 1054 poprzedzały liczne konflikty książąt kijowskich z Konstantynopolem. Sytuacja nie zmieniła się po schizmie. Bizantyjczyków na Rusi nie darzono zaufaniem. Największy spór, który rozpoczął się w 1147 r. i trwał do 1155 r., dotyczył zależności Kijowa od patriarchy Konstantynopola. Ujawnił on w całej rozciągłości apetyty Bizancjum na rozciągnięcie swego panowania duchowego i świeckiego nad Rusią. Książę kijowski Izasław Mścisławicz, wnuk Monomacha, doprowadził do obsadzenia stolicy metropolitalnej w Kijowie przez cieszącego się dużym autorytetem mnicha Klimę. Wybór ruskiego mnicha dokonany przez ruskiego księcia bez porozumienia z „papieżem Wschodu” z Konstantynopola budził wątpliwości. Bizancjum zażądało pozbawienia metropolity Klimy urzędu. Zwołany przez hierarchów ruskich sobór był wyraźnie podzielony, chociaż zwolennicy Konstantynopola działali głównie w obawie o swoje godności. Większość stanowili stronnicy Klimy, a jednocześnie zwolennicy Rzymu.

Biskup czernichowski, odwołując się do nadużywanego przez Konstantynopol zwyczaju, powiedział: „Wiem, że biskupi stanowią sobą sobór, mają prawo ustanowić metropolitę; ponieważ u nas znajduje się głowa św. Klemensa – jeśli Grecy stawiają patriarchę ręką św. Jana, to i my możemy postawić metropolitę”. „Tak też uczynili” – napisał kronikarz. Taube podkreślał, że ustanowienie metropolity kijowskiego bez zgody patriarchy nastąpiło sto lat po schizmie, „która miała zerwać wszelką duchową więź między Rusią a Rzymem i na zawsze związać Ruś z Bizancjum”. Na przeszkodzie zakusom patriarchatu stanęła głowa św. Klemensa, papieża męczennika, otaczana na Rusi czcią od czasów, kiedy według tradycji przyniósł ją na Ruś św. Cyryl.

Badania prawosławnego rosyjskiego historyka A. Pawłowa z drugiej połowy XIX wieku wskazują, że na Rusi nie zapomniano o prymacie św. Piotra ani w sferach duchownych, ani wśród elit świeckich. Działania hierarchii bizantyjskiej w Kijowie odczytywano jako bezprawną uzurpację. Metropolici kijowscy trzymali się litery 28. kanonu Soboru Chalcedońskiego (451), na którym przyjęto, że patriarcha Konstantynopola posiada drugie miejsce w hierarchii Kościoła po biskupie rzymskim5. W ten sposób rozstrzygnięto pytanie postawione przez patriarchę Aleksandrii sto lat wcześniej, w czasie Soboru w Nicei (325), które przez arcybiskupa Konstantynopola zostało wykorzystane do próby wzmocnienia swojej pozycji. To wtedy pojawił się argument, wykorzystywany w zmodyfikowanej formie od XVI wieku przez patriarchat Moskwy, że pozycja Konstantynopola wynika z przeniesienia stolicy cesarstwa nad Bosfor. Na Soborze Chalcedońskim pogląd ten nie uzyskał szerszego poparcia, a papież Leon (440–461) uzyskał od bizantyjskiego cesarza Marcjana i cesarzowej Pulcherii jego uroczyste odwołanie. Na nowo przypomniał go Cerulariusz kilkaset lat później.

Śmierć i zniszczenie

Przełomowym momentem w dziejach tej części Europy był najazd mongolski. Wydarzenie, które odcisnęło piętno przede wszystkim na dziejach politycznych i kulturowych, ale też religii Rusi. Okupacja tatarska zniszczyła uprzywilejowaną pozycję Kijowa i mocno osłabiła jego panowanie na Wschodzie, pozwalając na swobodny rozwój pogańskiego państwa litewskiego; wreszcie zaprzepaściła starania mające na celu trwałe zespolenie Rusi z Zachodem, przez pełne włączenie w obręb Kościoła katolickiego, oddając dziedzictwo św. Włodzimierza prawosławiu.

W 1218 r. posuwające się na zachód plemiona mongolskie, pobiły na rozległych stepach Kubania żyjące tam koczownicze plemiona Alanów, Połowców i Czerkiesów. Pokonani Połowcy zwrócili się o pomoc do książąt ruskich, którzy rozpoczęli żmudne przygotowania do obrony. W maju 1223 r. połączone wojska książąt ruskich poniosły dotkliwą klęskę nad rzeką Kałką. Ruski latopis notował: „Wskutek grzechów naszych przyszły nieznane ludy, o których nikt nie wie, co za jedni są, skąd się wzięli i jaka ich wiara. A zwą ich Tatarami”. W jednej bitwie Ruś straciła sześciu książąt, siedemdziesięciu wojewodów i wielkich bojarów, dziesięć tysięcy wojowników, nie licząc poległych Połowców. Trzynaście lat później rozegrał się finał dramatu. Pod ciosami piekielnych wojowników tatarskich legło w gruzach księstwo riazańsko-muromskie, spalono doszczętnie księstwa włodzimierskie, smoleńskie i czernichowskie. W listopadzie 1240 r. Tatarzy – „wysłannicy Tartaru” – stanęli pod murami Kijowa, który po krótkiej i desperackiej obronie został zdobyty. W mieście urządzono rzeź, mordując tysiące osób. Taki sam los spotkał Halicz…

Kronikarz kijowski, mnich Serapion odmalowywał tragiczną sytuację Rusi słowami:

Poczuliśmy na sobie srogość Boga naszego. Zniszczone cerkwie Boże, splugawione naczynia święte, ciała świątobliwych mnichów ptakom rzucone w śnieg, krew ojców i braci naszych […] napełniła ziemię. Zginęła moc naszych książąt i wojewodów, dzielni nasi, napełnieni strachem, uciekli. Większa część braci naszych wywieziona w niewolę. Wsie nasze zarosły trawą i wielkość nasza została poskromiona, piękność zginęła, bogactwo nasze drugim w korzyść się dostało. Trud nasz poganie otrzymali. Ziemia nasza stała się majętnością obcoplemieńców […]. Jak deszcz ściągnęliśmy na siebie gniew Boga. Nie było kaźni, która by nas ominęła.

Potęga Rusi została zachwiana.

Jedynym księstwem, które uszło cało, było księstwo Aleksandra Newskiego (1220–1263), którego władca zdecydował się na świadomą i pełną współpracę z najeźdźcą. W 1251 r. udał się do Batu-chana i się zaprzyjaźnił się z nim. Usynowiony przez chana i wsparty kontyngentem mongolskim Newruja powrócił na Ruś z uznanym przez Seraj tytułem władcy Wszechrusi. Rozpoczął zdecydowanie wrogie rządy wobec Zachodu, jednoznacznie występując przeciwko katolickiemu władcy Rusi Halicko-Wołyńskiej, łacińskiemu królowi Danielowi (1253–1264), przeciwko katolickim misjonarzom i Kawalerom Mieczowym. Odpowiadając papieżowi na wezwanie do powrotu na łono Kościoła katolickiego, kniaź Aleksander pisał lekceważąco: „[…] znam to wszystko… A co do twoich słów – nie mamy zamiaru ich słuchać i nie chcemy twojej nauki”.

Aleksander Newski znalazł potężne wsparcie w kijowskim metropolicie Cyrylu II (1247–1281), który ok. 1250 r. w pełni poparł jego plany polityczne, opuścił Kijów i schronił się we Włodzimierzu. Kijów przestał pełnić rolę centrum władzy kościelnej na Rusi. Warto zwrócić uwagę, że wrogość Cyryla wobec unii była motorem napędowym poparcia dla programu politycznej symbiozy rusko-mongolskiej budowanego przez Aleksandra Newskiego. Metropolita wraz ze swoimi zwolennikami zalecał wiernym gorliwe modlitwy za „niezależnego króla” (chana), uzyskując od tolerancyjnych religijnie Mongołów zawarowany karą śmierci „zakaz znieważania religii prawosławnej”, wymierzony we wszelkie działania misyjne Kościoła katolickiego.

Jeden z głównych myślicieli nacjonal-bolszewizmu i rosyjskiego eurazjatyzmu Gieorgij Wiernadski jeszcze przed II wojną światową słusznie i logicznie twierdził, że wielki chan był „obrońcą wiary prawosławnej”. Zapewne z głębokiego rosyjskiego sentymentu (powtórzonego przez rosyjskiego historyka Borysa Ramma) wyrósł apokryficzny przekaz o przyjęciu umierającego Aleksandra Newskiego na łono Kościoła katolickiego przez wysłannika papieskiego i misjonarza, franciszkańskiego zakonnika Jana di Piano Carpiniego, przebywającego z misją w stolicy państwa mongolskiego. Postać umierającego w samotności Aleksandra Newskiego, pogromcy krzyżowców z filmu Sergieja Eisensteina, podobno wzruszyła Stalina, który miał stwierdzić, że tak wspaniały kniaź nie mógł w ten sposób umrzeć…

Oczywiście w całej tej historii nie ma ziarna prawdy.

Tatarska fala, która pod koniec lat 30. XIII wieku zalała Ruś, spowodowała wytrącenie księstw ruskich z orbity Christianitas i zerwanie dotychczasowych więzów łączących te tereny z Europą Zachodnią. Gieorgij P. Fedotow w swojej pracy o Rusi Kijowskiej pisze, że najazd mongolski był dla niej kataklizmem, dotykającym nie tylko polityki, ekonomii, ale powodującym również upadek życia religijnego, zanik ducha ruskiego chrześcijaństwa i postępujący rozkład politycznej moralności. Ruś Kijowska nie odbudowała już swojego znaczenia.

Szybciej rozwijający się sąsiedzi – Węgry oraz Polska wychodząca z okresu rozbicia dzielnicowego w początkach XIV wieku – rozpoczęły rywalizację polityczno-militarną o te ziemie. Tereny Rusi południowej zostały przywrócone Kościołowi katolickiemu za cenę utraty niezależności politycznej. Na północy triumfowało jeszcze pogaństwo rozprzestrzeniające się z Litwy prowadzącej szeroką ekspansję militarną na Rusi, hamowaną po 1343 r. przez luźną koalicję krzyżacko-polską. W takiej sytuacji pierwszoplanową rolę odgrywały pozostające pod słabnącym i nieuciążliwym już zwierzchnictwem tatarskim ziemie na peryferyjach Rusi.

Wszystkie te procesy wzmacniały pozycję prawosławia. Katolicyzm, pomimo swobodnego rozprzestrzeniania się na obszarach Rusi znajdujących się pod zwierzchnictwem Polski i Węgier, w szerokich kręgach społecznych utożsamiano z obcymi. Paradoksalnie, państwem swobody religijnej „prawowierija” stała się podporządkowana chanowi, nic nieznacząca do tej pory Moskwa, której wpływy w ciągu całego XV wieku wciąż rosły, m.in. z powodu przeniesienia tam w połowie XIV wieku siedziby metropolity kijowskiego. Wpływy Moskwy rosły o tyle, o ile malało znaczenie Konstantynopola, upadającego pod ciosami rozprzestrzeniającego się bez przeszkód islamu.

Lepiej zginąć, niż być katolikiem

Wielokrotne propozycje unii kościelnej ze strony Rzymu napotykały na zdecydowanie negatywną odpowiedź „konstantynopolitańskich papieży”. W 1274 r. sprawę unii wziął w swoje ręce cesarz bizantyjski Michał VIII Paleolog, który zaakceptował papieską zwierzchność nad Kościołem wschodnim. W czasie uroczystej Mszy św. w Lyonie przedstawiciele Bizancjum podczas wzniosłego odśpiewania Credo trzykrotnie powtórzyli słowo filioque na znak jedności kościelnej. Unia nie została jednak zaakceptowana przez społeczeństwo cesarstwa i dużą część schizmatycko nastawionego duchowieństwa. Siostra cesarza Michała powiedziała: „Lepiej, żeby zostało zniszczone imperium mojego brata niż czystość wiary prawosławnej”. W czasie przygotowań do zawarcia drugiej unii prawosławia z Kościołem katolickim cesarz bizantyjski Manuel II Paleolog podsumował nieszczere zabiegi duchowieństwa bizantyjskiego w słowach skierowanych do następcy tronu, późniejszego cesarza Jana VIII:

Zbadawszy dogłębnie zamysły niewiernych [mahometan], z całą pewnością wiemy, że bardzo niepokoją się oni oraz obawiają się, byśmy czasem nie pojednali się i nie zjednoczyli z chrześcijanami Zachodu […]. Myśl o soborze i miej to na uwadze, głównie ze względu na to, że musisz bać się niewiernych. Rzeczy tej jednakże nie posuwaj, bo nasi [Bizantyjczycy] – jak mi się wydaje – żadną miarą nie są zdatni do znalezienia drogi i sposobu trwania w łączności, porozumieniu, pokoju, miłości i zgodzie; jeśli zważy się, że nie mają zamiaru ich – mówię o (chrześcijanach) zachodnich – traktować tak, jak czyniliśmy to w dawnych wiekach (przed rozłamem kościelnym).

Mimo wszystko 6 lipca 1439 r., w czasie Soboru Ferraro-Florenckiego, podpisano dekret unijny, likwidujący dotychczasowy rozłam w Kościele. Zgoda nie potrwała długo. W 1485 r. unia została oficjalnie zerwana przez Cerkiew prawosławną. Dodajmy, że mniej więcej w tym samym czasie Iwan III stwierdził, że pokój pomiędzy Moskwą a państwem polsko-litewskim nie jest możliwy, a oba te państwa skazane są na odwieczną walkę, przerywaną krótkimi okresami pokoju.

Zwolennicy ruskiego prawosławia doskonale zdawali sobie sprawę, że dziedzictwo kijowskiej metropolii nie należy całkowicie do nich. Z tego powodu punkt ciężkości prawosławia od połowy XIV wieku przesuwał się stopniowo na północny wschód, z Włodzimierza w kierunku Moskwy. Pierwszym metropolitą kijowskim, który na stałe przeniósł się pod opiekuńcze skrzydła tatarskich czambułów, był Teognost (1328–1353), przeciwnik wszelkich prób zawarcia unii. W 1458 r. metropolici moskiewscy zrzekli się szacownego tytułu metropolitów kijowskich. Wiązało się to z zawarciem unii kościelnej z 1439 r., którą poparł pochodzący z Grecji metropolita kijowski Izydor (1385–1463). Jego los był smutny – został uznany za heretyka, pozbawiony urzędu, wygnany z Moskwy, zmarł na wygnaniu w Rzymie. Na miejsce prawowiernego, katolickiego metropolity kijowsko-moskiewskiego książę Wasyl wyznaczył zaufanego biskupa Jonę. Konstantynopol nie uznał decyzji księcia moskiewskiego, za co przez nowego „prawowiernego” metropolitę został uznany za heretyka. W 1453 r., gdy sułtan wjeżdżał na białym koniu do najpiękniejszej świątyni chrześcijaństwa, kościoła Hagia Sophia w Konstantynopolu, w Moskwie powitano tę wiadomość z radością. „Drugi Rzym” – miasto Konstantyna, zostało ukarane za ustępstwo względem łacinników, za herezję. Rodził się mit „trzeciego Rzymu”.

W czasie gdy Konstantynopol upadał, książęta moskiewscy prowadzili skuteczną walkę z Tatarami, zakończoną ostatecznym zwycięstwem kniazia Iwana III w 1480 r. Księstwo moskiewskie było jedynym niezależnym państwem prawosławnym na świecie, a przejęcie w 1472 r. przez Iwana III spuścizny politycznej Cesarstwa Bizantyjskiego i utworzenie patriarchatu moskiewskiego, było ugruntowaniem zwycięskiej pozycji prawosławia na sporym terytorium moskiewskiej Rusi. W tym czasie patriarchatowi moskiewskiemu podlegało już więcej wiernych niż poddanemu Turkom patriarsze Konstantynopola. Promieniująca z Kijowa stara Ruś katolicka została uśmiercona przez uzurpatorów moskiewskich, zatrutych jadem mongolskiej niewoli.

Trzeci Rzym – jedno kłamstwo – dwie wiary

Twórcą tego mitu był ihumen Filoteusz (ok. 1465–1542) z klasztoru eleazarowskiego w Pskowie. Po Rzymie cesarzy i papieży, po ukaranym za grzech odstępstwa od prawosławia Konstantynopolu patriarchów, przyszła kolej na Moskwę metropolitów. To na Moskwie od tej pory spoczęła misja doprowadzenia ludzkości do zbawienia, ponieważ to w niej połączyła się potęga Rzymu i Konstantynopola. Mo­skwa miała uratować świat pogrążający się w degeneracji. Rosyjską ideę mesjanistyczną wieńczyła budowa królestwa Bożego na ziemi, które – zdaniem Filoteusza – miał urzeczywistnić car Wasyl III, przedstawiciel dynastii, według wykoncypowanej genealogii pochodzącej od starożytnego cesarza Augusta. W Moskwie miał znaleźć swoją siedzibę Mesjasz u boku prawosławnego cara.

Nietrudno odnaleźć w tej utopii pierwociny zaczynu, z którego wykiełkowała sowiecka utopia proletariackiego „raju na ziemi”, który z Moskwy rozniesie po świecie sprawiedliwe i dostatnie społeczeństwo bezklasowe. Również alternatywna utopia globalistycznego putinowskiego „Russkogo Mira” (warto zwrócić uwagę, że słowo „mir” oznacza nie tylko pokój, ale szerzej: ład, porządek, świat i wszechświat), zawiera ten sam ładunek niebezpiecznego założenia, że rosyjskie wybraństwo jest skutecznym lekiem na wszystkie bolączki chorego świata.

Ostrze myśli Filoteusza było skierowane przeciw katolicyzmowi, papiestwu i całej cywilizacji łacińskiej, nazwanej później „zgniłym Zachodem” (ros. gniłyj zapad)6. Najazd tatarski zaczęto postrzegać jako szczęśliwy dopust Boży. Ojciec rosyjskiej historiografii Nikołaj M. Karamzin pisał, że najazd tatarski zawierał wiele elementów pozytywnych, a „Moskwa zawdzięcza swoją wielkość chanowi”, choć Aleksander Puszkin szydził z tego poglądu, zwracając uwagę, że Tatarzy nie byli Maurami, którzy po najazdach zostawili przynajmniej algebrę i Arystotelesa. Aleksiej Chomiakow pisał, że Mongołowie byli „słuczajnostju sczastliwuju” (szczęśliwym przypadkiem) dla Rosji. Według archimandryty Konstantego „jarzmo tatarskie uchroniło Rosję przed pokusami łacinników, a później przed zachodnim humanizmem. A może i jarzmo sowieckie uchroniło Rosję przed jeszcze gorszymi pokusami zachodnimi?” („Russkij wiestnik” nr 12, 18–25 marca 1992 r.)7. Wraz ze wrastaniem prawosławia w Ruś, ze wzajemnym przenikaniem się państwa carskiego z prawosławiem, następowało zatracanie idei powszechności, katolickości. Iwan Groźny twierdził: „Nasza wiara nie jest grecka, lecz rosyjska, chrześcijańska”.

Ale uczciwi prawosławni badacze zwracają uwagę na o wiele istotniejszy problem. Wraz z rozszerzaniem samodzierżawia na Cerkiew prawosławną duch religijny ulegał stopniowemu wypaczeniu, które swój kulminacyjny moment osiągnęło za panowania Piotra I. Zdaniem Gieorgija P. Fedotowa „reformy” religijne cara zdegradowały prawosławie z wiary do elementu kultury politycznej państwa. Stworzony w 1721 r. przez Piotra I Świętobliwy Synod Rządzący był przysłowiową kropką nad „i” wcześniejszego kursu antycerkiewnego cara – podporządkował Cerkiew państwowemu ministerstwu, na czele którego stał zawsze świecki urzędnik (oberprokurator), posiadający kompetencję do określania zasad religijnych, ale przede wszystkim państwową wyłączność w sprawach kanonizacji!

W Związku Sowieckim odpowiednią rolę synodu pełniło przeznaczone do tego ministerstwo z nadzorującym jego prace wydziałem KGB (od lat 60. XX wieku tzw. IV Wydział V Zarządu KGB). Kontrola życia religijnego była rozległa do tego stopnia, że partia komunistyczna opiniowała kandydatów do prawosławnego seminarium. Nie dziwi zatem, że oprócz „widzialnej”, oficjalnej Cerkwi, wspierającej dzisiejsze zbrodnicze działania Kremla, w Rosji do chwili obecnej funkcjonuje katakumbowa Cerkiew prawosławna, nieakceptująca postsowieckiego modelu religijnego.

Dla dzisiejszych zwolenników idei „trzeciego Rzymu”, takich jak Władimir Widemann, w „trzecim Rzymie” z prawosławiem połączyły się ideały rzymskie i hellenistyczne i dzięki „duchowi rosyjskiemu” – rosyjskiemu geniuszowi – zostały wyniesione do formy najwyższej, z pomocą której nastąpi zbawienie ludzkości. Mikołaj Bierdiajew tak podsumował to zjawisko: „Prawosławie okazało się wiarą rosyjską. W wierszach religijnych Ruś to wszechświat, car rosyjski to car nad carami, Jerozolima to również Ruś. Ruś jest tam, gdzie prawda wiary. Rosyjskie posłannictwo religijne, jedyne w swoim rodzaju, związane jest z siłą i wielkością państwa rosyjskiego, z wyjątkowym znaczeniem cara rosyjskiego”.

Myśl tę kontynuuje Oswald Spengler, niemiecki filozof kultury i historii, który w idei „trzeciego Rzymu” zauważył narzędzie polityczne carów dążących do zdobycia drogi do Konstantynopola i Jerozolimy. Rosyjski imperializm religijno-państwowy odrzucił charakterystyczne dla Zachodu pojęcie narodu.

W ostatnim czasie Władimir Putin nazwał w swoim przemówieniu „naród rosyjski” – „narodem trójjedynym”, które to pojęcie, bazując na czytelnym symbolu teologicznym, faktycznie odnosi się do oświeceniowego neologizmu „Rosja – Rosjanin”, pod którym nie rozumie się etnicznego mieszkańca imperium. Pojęcie to przeciwstawiano etnicznemu pojęciu „Rusa”, na rzecz takich mglistych terminów jak „wszechsłowiańskość”, odnoszoną jednak nie do Czechów czy Polaków, ale „sąsiadów” Konstantynopola – Serbów i Bułgarów8… Wszechsłowiańskość, prawosławne postrzeganie rzeczywistości politycznej to „zaklinanie” plemion przez stepowego chana. Jak twierdzi rosyjski ideolog i historyk religii Aleksandr Dugin: „My wszyscy – Rosjanie, Serbowie, Tatarzy itd. – reprezentujemy żywioł barbarzyński”9.

I widzimy to w całej okazałości w trakcie barbarzyńsko prowadzonej na Ukrainie wojny, z ostrzałem artyleryjskim cywilnych osiedli, masowymi gwałtami i mordowaniem cywilów, infiltracją ludności, deportacjami w głąb „imperium”, zorganizowaną grabieżą czy stosowaniem taktyki spalonej ziemi. Dawka turańszczyzny, jaką w czasie okupacji tatarskiej przyjęła Ruś moskiewska, przetrwała do dziś. Mesjanizm komunistyczny był w dużym stopniu kontynuacją mesjanizmu prawosławnego. Już w roku 1921, w obliczu faktycznego zwycięstwa bolszewickiej rewolucji w Rosji (po nieudanej interwencji państw zachodnich, przegranej przez Białych wojnie domowej i dwuznacznych postanowieniach traktatu ryskiego) część rosyjskich działaczy emigracyjnych wezwało do „zwrotu na Wschód”. Gieorgij Wiernadski głosił zwycięstwo czerwonej Międzynarodówki – „naszej partii komunistycznej”, które zapowiada budowę euroazjatyckiego państwa. Stworzenie przez Lenina Kominternu (Trzeciej Międzynarodówki) nacjonal-bolszewik Nikołaj Ustriałow postrzegał jako kontynuację idei Trzeciego Rzymu, wzywając nacjonalistów do wygaszenia walki z sowietami. Trzeci Rzym – Moskwa prawosławia, trzeci Rzym – Moskwa Kominternu, ze swoją quasi-religijną terminologią, był w konsekwencji prostym przeniesieniem idei stolicy świata z prawdziwego Rzymu do Moskwy. Ale Moskwa stanowi antytezę Rzymu. Jest zaprzeczeniem jedności, powszechności, wreszcie apostolskości Kościoła. Jest pogaństwem, samouwielbieniem, antropocentryzmem, partykularyzmem. „Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Obejmuje ono i włącza w siebie pogaństwo” – mówi z dumą Dugin.

„Rosja… rozszerzy swoje błędy…”

Metropolita petersburski Ioann pisał na łamach „Russkogo wiestnika”, że„jesteście przecież rodem wybranym”, „sens religijny rosyjskiej historii zdecydowanie przekracza granice narodowe”, a „wszechświatową, kosmiczną” misją Rosji jest pokonanie zgniłego Zachodu – Antychrysta – i utworzenie Nowej Rusi jako „zjednoczonego Kościoła”. To narodowi rosyjskiemu „Bóg wyznaczył szczególną służbę, będącą sensem życia rosyjskiego we wszystkich jego przejawach”, a Rosja jest „Tronem Bożym”, naród rosyjski – „narodem bogonoścą”. Wtóruje mu dziś (wypowiedź z 17 kwietnia 2022 r.) deputowany Dumy, wnuk Wiaczesława Mołotowa, Wiaczesław Nikonow: „We współczesnym świecie jesteśmy ucieleśnieniem sił dobra. To jest metafizyczne starcie sił dobra i zła… Toczymy naprawdę świętą wojnę i musimy ją wygrać”.

Takie wypowiedzi niestety można przywoływać bez końca.

Tymczasem rzeczywistość rosyjskiego „tronu Bożego” jest daleka od wizji prawicowych „Putinversteher” (niem. ‘rozumiejących Putina’), konserwatywnych, tradycjonalistycznych, prorosyjskich „użytecznych idiotów”.

Dzisiejsza Rosja nie stanowi żadnej konserwatywnej, religijnej czy tradycjonalistycznej alternatywy dla zsekularyzowanego Zachodu. Pogrążona jest w głębokiej społecznej, religijnej i ideowej degeneracji. Szumne prawosławne zaklęcia i „konserwatywna” retoryka ideologów skrywają dawne bolszewickie cele – wprowadzenie własnego globalnego „rosyjskiego” porządku. Oficjalne rosyjskie sztandary ustępują w czasie świąt komunistycznej czerwieni, a prawosławna retoryka propagandy szybko wpada w stare stalinowskie tory „walki z faszyzmem”. Społeczeństwo rosyjskie nie tylko nie stanowi żadnej zorganizowanej społeczności opartej na tradycyjnych wartościach, ale w jego obrębie nie ukształtowały się żadne tradycyjne siły z niezależnym zapleczem gwarantującym skuteczne renovatio.

Degeneracja społeczeństwa i depopulacja kraju widoczna jest w państwowych statystykach, które już w 2011 r. rosyjskie media i deputowani Dumy oskarżali o fałszowanie rzeczywistości10. Niemniej dramatycznie wyglądają statystyki religijne. Co prawda 60% Rosjan uważa się za prawosławnych, ale według statystyk policyjnych regularnie uczęszcza do cerkwi kilka procent wiernych (2-4%).

Obecnie najliczniejszą wspólnotą prawosławną na świecie jest Cerkiew Prawosławna Ukrainy, a nie – jak mogłoby się wydawać – Cerkiew moskiewska… Od kilku lat putinowski reżim tropi winnych tego rozkładu społeczeństwa, wskazując jednak zawsze wrogów nieuchwytnych lub dalekich, takich jak „amerykański konsumpcjonizm”, „kapitalistyczny kult zysku”, „wrogi świat Zachodu”, a nawet nieżyjący prezydent Jelcyn.

Nie jesteśmy zdziwieni i zaskoczeni tą sytuacją. Otrzymaliśmy czytelne wskazówki w orędziu fatimskim, zawierającym wezwanie do poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Miała być to gwarancja powstrzymania prześladowań w Rosji. Jak wiemy zwlekano z tym długo, a przez to sprawa ugrzęzła w plątaninie politycznych interesów. Ostrzeżenie zawarte w objawieniach zazwyczaj zbywano lub przemilczano. „Wtenczas Rosja już rozszerzy swoje błędy na świat, powodując wojny i prześladowania Kościoła”.

Powtórzmy: Początki Rusi wiążą się nierozerwalnie z katolicyzmem. Ruś nie uległa schizmie, ale pozostała wierna papiestwu. Triumf prawosławia na Rusi wiąże się nie ze schizmą Cerulariusza, lecz z najazdem mongolskim. Można rzec, że prawosławie zwyciężyło wraz ze zniszczeniem starej Rusi Kijowskiej, zwyciężyło przy pomocy strzał mongolskich wojowników. Moskiewskie prawosławie wieszczące wielkość „Trzeciego Rzymu”, stało się polityczną ideologią państwową, a nie odłamem chrześcijaństwa. Na gruncie tej ideologii komuniści zbudowali konstrukcję bolszewickiego „raju na ziemi”, który teraz proponuje się w opakowaniu „Rosyjskiego Świata”.

Serce Rusi podzielone na pół, rozdarte między wiernością Kościołowi katolickiemu a przywiązaniem do narodowej odrębności, krwawi do dziś… Rosja dalej rozszerza swoje błędy…

Przypisy

  1. Michał Taube zwraca uwagę na absurdalne działanie polegające na przesuwaniu datacji powstania ruskich praw kanonicznych na czasy późniejsze niż X-XI wiek, co w świetle propagandy prawosławnej, mówiącej o zerwaniu po 1054 r. wszelkich kontaktów ze „zgniłym Zachodem”, wydaje się zabawne.
  2. Został nim z nadania papieskiego uczony Bułgar Aleksy, który jednakże w wyniku greckich intryg musiał opuścić Kijów.
  3. Ten znany prawosławny religioznawca pisał: „Rozłam został spowodowany dodaniem słowa filioque do Credo nicejsko-konstantynopolskiego”. Zdaje się, że Eliade przychyla się do twierdzenia, że odpowiedzialność za przyjęcie na Zachodzie tego terminu teologicznego, używanego w modlitwie przez wiernych do dziś w czasie niedzielnych i świątecznych Mszy św., spada na arbitralną decyzję cesarzy niemieckich. W tym przypadku już 1014 r. i pamiętna koronacja św. Henryka II byłaby datą schizmy. W ten sposób Eliade aluzyjnie przyznaje, że prawosławne rozumienie tego problemu teologicznego zostaje sprowadzone do sporu stricte politycznego…
  4. Inny fragment: „Nie przyjmuj też nauki od łacinników, ich bowiem nauka jest skażona, wszedłszy bowiem do cerkwi nie kłaniają się ikonom, jeno stojąc ukłoni się i, skłoniwszy się, narysuje krzyż na ziemi i całuje, a podniósł­szy się stanie na nim nogami; leżąc tedy całuje, a wstawszy depcze. Tego zaś apostołowie nie przekazali; przekazali bowiem apostołowie krzyż postawiony całować i ikony przekazali”. Dla wzmocnienia akcentu propagandowego fragmenty zostały włożone w usta św. Włodzimierza, księcia odpowiedzialnego za chrystianizację Rusi w IX wieku, czyli jeszcze przed schizmą. Bardzo często autorstwo tekstów antykatolickich przypisywano znanym osobom żyjącym bardzo wiele lat przed rozłamem, aby nadać tekstom większego znaczenia.
  5. 28. kanon Soboru Chalcedońskiego: „Ojcowie słusznie przyznali przywileje stolicy Starego Rzymu, ponieważ był on miastem cesarza. Z tego samego powodu stu pięćdziesięciu najczcigodniejszych biskupów uznało, że najświętsza stolica – Nowy Rzym, zaszczycony pobytem cesarza i senatu i cieszący się takimi samymi przywilejami cywilnymi jak Stary Rzym cesarski, powinien mieć te same przywileje w porządku kościelnym i być na drugim po nim miejscu”.
  6. Fiodor Dostojewski w Idiocie wkłada w usta Myszkina tyradę, która była bliska jego poglądom: „Według mnie, rzymski katolicyzm nie jest wiarą, ale po prostu kontynuacją Zachodniego Imperium Rzymskiego – wszystko w nim podporządkowane jest tej idei, począwszy od wiary. Papież zagarnął ziemię, tron ziemski i ujął miecz w rękę – tylko do miecza dodano kłamstwo, krętactwo, oszustwo, fanatyzm, przesądy, łotrostwo, grano na najświętszych, najszczerszych, najbardziej ufnych i płomiennych uczuciach ludu – wszystko, wszystko sprzedano za pieniądze, za podłą władzę świecką”.
  7. I. Massaka analizując poglądy rosyjskich mesjanistów, pisze: „Większość Eurazjatów oceniła najazd tatarsko-mongolski nie jako kataklizm dziejowy, lecz niezwykle pomyślną dla Rosji okoliczność historyczną – Tatarzy, pod dowództwem Dżyngis-chana, zapoczątkowali jedność polityczną i państwową Eurazji. Najazdy mongolsko-turańskie powstrzymały agresję łacińskiego Zachodu. Nie było podboju ziem ruskich ani tatarsko-mongolskiej niewoli, lecz coś w rodzaju pokojowego współistnienia dwóch państwowości”.
  8. Aleksandr Dugin usiłuje przedstawić rosyjski model polityczny w atrakcyjnych dla wszystkich nacji barwach: „Te narody [narody Europy Środkowo-Wschodniej – przyp. RM] same w sobie są wartościowe i dostojne, z przepiękną historią i kulturą: dostojni Rumuni i Bułgarzy – nasi prawosławni bracia. Bohaterscy i romantyczni Polacy, choć nas nie lubią. Węgrzy – niezwyciężeni wojownicy. Tylko Czesi kojarzą się z piwem i kiełbaskami. Obecnie jednak narody te prowadzą w Europie taką politykę, że gorszej nie można sobie wyobrazić”. Proszę zwrócić uwagę na ukrytą w tej wypowiedzi doraźność, określaną przez „prowadzoną obecnie politykę” wobec Rosji. To ona jest kluczem do zrozumienia roli odgrywanej przez tzw. eurazjatyzm w dzisiejszej polityce rosyjskiej.
  9. Michał Magnicki, rosyjski myśliciel czasów oświecenia, w polemice z historykiem Mikołajem Karamzinem pisał: „Wykładowcy historii powszechnej powinni byli kłaść główny nacisk na takie istotne problemy, jak upadek hardego Rzymu jako kara za wszystkie bezeceństwa, zaś sprawców tego upadku – barbarzyńskie hordy – należało pokazywać jako narzędzie w ręku Boga”.
  10. Poruszone zagadnienie wymagałoby osobnego obszernego opracowania. Wnikliwy czytelnik jest w stanie znaleźć odpowiednie informacje w Internecie. Liczba mieszkańców Rosji w 2020 r. wynosiła 144 mln i pomimo odnotowanego wzrostu w 2014 r. spowodowanego aneksją Krymu i Sewastopola ciągle spada. Spis powszechny Federacji Rosyjskiej z 2010 r. zakończył się skandalem, z brakującymi prawie 10 mln ludzi nieujętymi w spisie, którymi okazali się Chińczycy stanowiący populacyjną większość na Dalekim Wschodzie Rosji. Według oficjalnych danych liczba „legalnych aborcji” w Rosji utrzymuje się na poziomie ok. 1 mln (1,23 mln w 2011 r.; 900 tys. w 2014 r.), choć deputowana Dumy Jelena Mizulina twierdziła w 2011 r., że liczba aborcji niezarejestrowanych w Rosji jest rocznie kilka razy wyższa i może wynosić od 5 do 12 mln przypadków. Liczba dzieci przychodzących na świat w Rosji rocznie wynosi ok. 1,4 mln (1,44 mln w 2020 r.) i nie jest wystarczająca do utrzymania stabilnej polityki ekonomicznej, społecznej i militarnej. Od 2016 r. utrzymuje się stała tendencja spadkowa. System ekonomiczny Rosji od dziesięcioleci opiera się na rabunkowej eksploatacji złóż, a poziom zużycia infrastruktury przemysłowej oceniano oficjalnie na poziomie 48%, przy nieoficjalnych danych zużycia infrastruktury sięgających 75%! Oligarchiczny model drenujący surowce i wyzyskujący najuboższych wraz z rabunkową gospodarką, przekładają się na niewyobrażalne obszary biedy społecznej, która według danych Rosstatu z 2019 r. dotyka 21 mln Rosjan. Wasilij Simczew, dyrektor Naukowo-Badawczego Instytutu Statystyki Rosji stwierdził, że różnica pomiędzy 10% najbogatszych i 10% najuboższych Rosjan nie jest 16-krotna, jak podają instytucje rządowe, ale faktycznie aż 36-krotna! W biedzie żyje zatem blisko 48 mln Rosjan. Jeśli do tego dodamy (dane z 2010 r.) ok. 1 mln bezdomnych dzieci, ok. 12 mln alkoholików, ok. 4,5 mln narkomanów i przestępczość (według prof. S. Inszakowa z Prokuratury Generalnej – 2009 r.) na poziomie minimum 26 mln przestępstw (przy oficjalnie 3 mln przestępstw rocznie), to uzyskujemy obraz daleki od ideału „narodu bogonoścy”.

Rozdarte serce Rusi. Cz I.

Ryszard Mozgol

Zawsze Wierni nr 4/2022 (221) https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3069

Od Redakcji: Prezentujemy czytelnikowi artykuł, który ukazał się na łamach „Zawsze Wierni” przed dwudziestu jeden laty. Okazuje się, że nic nie stracił na aktualności, ale wręcz przeciwnie – zyskał. Niniejsza wersja artykułu została rozszerzona i zaktualizowana przez Autora.

====================

Rozgrywające się na naszych oczach tragiczne wydarzenia na Ukrainie skłaniają do postawienia pytań o tożsamość Rusi, o jej związek z Moskwą, o rolę prawosławia i podstawy historyczne dzisiejszych wydarzeń. Czy jest możliwe, aby dawne wydarzenia odgrywały znaczącą rolę w dzisiejszych sporach politycznych? Są one sprężyną tych wydarzeń czy tylko propagandowym ozdobnikiem uzasadniającym zbrodnie, chciwość i bezwzględność polityków? Zastanówmy się nad tym, rozpatrując przeszłość i tradycję prawosławia oraz Rusi.

Rosja od stuleci jest dla Europy zagadką. Od XVII/XVIII-wiecznego przełomu dokonanego przez cara Piotra I przywykło się traktować Rosję jako wschodnią rubież Europy. Powtarzana za rosyjskimi i francuskimi myślicielami teza oświecenia o granicy Europy przebiegającej na Uralu na dobre zadomowiła się w umysłach. Jednak pod cienką powłoką europejskiej glazury Rosja ujawnia swoje azjatyckie – tatarskie, turańskie – oblicze, całkowicie różne od zachodnioeuropejskiego (łacińskiego).

Dzisiejsi historycy traktują Moskwę jako „genetyczne” przedłużenie Kijowa, dokładnie tak samo jak prawosławie, identyfikowane jako element łączący Ruś Kijowską z Księstwem Moskiewskim. Jest to błąd opierający się na nadinterpretacjach prawosławnej historiografii z wcześniejszych stuleci, która za punkt honoru przyjęła udowodnienie powyższych tez. Moskiewskie zainteresowanie Kijowem datuje się na XVI wiek, na czasy panowania króla Zygmunta II Augusta, który bezskutecznie usiłował doprowadzić do zawarcia wieczystego pokoju z Iwanem IV. To wtedy sformułowano pierwsze poważne roszczenia terytorialne względem Rusi Kijowskiej i miast ruskich, jako ojcowizny carów, pozostającej w granicach wrogiego państwa polsko-litewskiego.

Ruś Kijowska stanowiła ważny i uznany element średniowiecznego Christianitas; schizma z 1054 r. nie oderwała jej od Kościoła katolickiego, bo to nastąpiło dopiero po tragicznym w skutkach najeździe tatarskim w XIII wieku. W tym samym czasie kiedy upadł Kijów, rozpoczął się dynamiczny rozwój Moskwy, która – aby podnieść swą rangę – zawłaszczyła przeszłość Rusi. Wrogość wobec katolicyzmu pogłębiał związek Moskwy z podupadającym cesarstwem bizantyjskim: carowie moskiewscy uważali się za jego politycznych i religijnych spadkobierców. Musimy jednak pamiętać, że tradycyjnie ruskim wyznaniem jest katolicyzm w obrządku greckim, nie zaś prawosławie.

W 861 r. silna flota ruskich Normanów (Waregów) znienacka zaatakowała Konstantynopol. Sytuacja miasta była na tyle trudna, że dopiero dyplomatyczne wybiegi patriarchy Focjusza i „cud” uratowały stolicę cesarstwa przed spaleniem. Tak wyglądały pierwsze kontakty Bizantyjczyków z Rusią.

Pierwsze, ale nie ostatnie, ponieważ następny najazd, pod dowództwem kniazia Igora (Ingwara), zagroził Konstantynopolowi w 941 r. Dla przebywających na Rusi dumnych wareskich wojowników Konstantynopol był ostatecznym celem politycznym. Budowane na terytorium całej Rusi – od Skandynawii po brzegi Morza Czarnego – bazy etapowe były traktowane nie jako zalążek państwa ruskiego, ale zaplecze potrzebne do ostatecznego zwycięstwa nad Grekami.

Chrześcijańska Ruś Olgi

Początki chrześcijaństwa na Rusi wiążą się z panowaniem księżnej św. Olgi (Helgi), chociaż ślady pierwszych kontaktów z chrześcijaństwem są dużo wcześniejsze. Już od pewnego czasu na wybrzeżach Morza Czarnego istniały dobrze zorganizowane gminy chrześcijańskie, dla których Ignacy, patriarcha Konstantynopola, wyświęcił biskupa. Nie pozostała również bez echa misja na Rusi św. św. Cyryla i Metodego wśród wyznających judaizm i pogaństwo Chazarów. W 944 r. w Kijowie istniał już Kościół, a pierwszym biskupem ruskim został, przysłany na prośbę Olgi przez Ottona I, mnich Adalbert. Niestety, jego misja zakończyła się niepowodzeniem w związku z oporem pogan. Chrześcijańska księżna Olga w dalszym ciągu utrzymywała serdeczne kontakty z katolickim Zachodem, reprezentowanym przez cesarza Ottona. Po rządach zatwardziałego poganina Świętosława za panowania jego starszego syna Jaropełka pojawiły się w Kijowie poselstwa z Rzymu i Konstantynopola, co odnotowano w ruskich latopisach. Pierwszymi męczennikami Rusi byli prawdopodobnie chrześcijanie obrządku łacińskiego, Waredzy policzeni w poczet świętych – św. św. Jan i Teodor, zabici w Kijowie przez pogan w 983 r. Całe niemalże słownictwo kościelne stosowane na Rusi, jak udowodnili badacze, pochodzi z łaciny, która dotarła tam przyniesiona w języku niemieckim i dialektach skandynawskich. Pochodzące z czasów św. Włodzimierza ruskie prawodawstwo religijne jest nierozerwalnie związane z kanonicznym prawodawstwem pochodzenia niemieckiego, co tak bardzo starała się zafałszować historiografia prawosławna1. Wreszcie bezpośredni wpływ na przyjęcie chrześcijaństwa (987) przez księcia Włodzimierza, późniejszego świętego, którego Daniel-Rops opisuje jako „lubieżnego olbrzyma, nieokrzesanego żołnierza, który zmarł w zgrzebnej szacie pokutnika i wsławił się miłosierdziem i łagodnością”, miał prawdopodobnie normański wódz Olaf Tryggvason, król Norwegii w latach 995–1000, który w czasie jednej ze swoich wypraw przywiózł do Kijowa bp. Pawła z Konstantynopola. Skandynawskie sagi informują o serdecznych stosunkach łączących św. Włodzimierza z Olafem i przekazują wieści o nawróceniu Włodzimierza przez Normana. Ruś wprawdzie przyjęła chrzest z Konstantynopola, ale genetycznie chrześcijaństwo ruskie wiąże się nierozerwalnie z kręgiem kultury zachodniej.

Łacińskie wpływy czy łacińska Ruś?

Od momentu przyjęcia chrztu na Rusi niemalże co parę lat pojawia się poselstwo z Rzymu. W 989 r. poselstwo papieża Jana XV przywiozło na Ruś czczoną do dziś relikwię głowy św. Klemensa, papieża, o której jeszcze przyjdzie nam pisać. Tworząc chrześcijański porządek europejski w 1000 r., papież Sylwester II i cesarz Otton III nie pominęli również Rusi, wpisanej w funkcjonowanie tzw. Rzeszy Słowiańskiej pod panowaniem Bolesława Chrobrego. Nie dziwi w tym kontekście wytężona praca na Wschodzie biskupa kołobrzeskiego Rainberna. W 1007 r. do Kijowa przybył św. Brunon, przyjaciel Ottona III, nauczyciel cesarza św. Henryka II, goszczony przez św. Włodzimierza. Książę kijowski, żegnając Brunona na granicy swojego państwa, odśpiewał hymn Piotrze, czy mnie kochasz? Paś owce moje, będący „łacińskim” wyznaniem wiary Włodzimierza. Przyjęcie chrztu z Konstantynopola nie oznaczało wcale popadnięcia w ścisłą zależność od patriarchy i cesarza bizantyjskiego. Wzajemne kontakty bizantyjsko-ruskie były raczej chłodne.

Panowanie księcia Jarosława Mądrego (1019–1054) skutkowało dalszym zacieśnieniem kontaktów Rusi z papiestwem i chrześcijańskim Zachodem. Tuż przed rozłamem kościelnym zachodnioeuropejska krew Rurykowiczów powróciła w polityczny krwiobieg europejskiej Res Publica Christiana poprzez małżeństwa licznego potomstwa kniazia z domami panującymi Szwecji, Polski, cesarstwa, Norwegii, Węgier i Francji. Tylko jedno z tych licznych małżeństw połączyło politycznie Ruś z Bizancjum. Syn księżnej Anny Jarosławówny i króla Francji Henryka – Hugo de Vermandois – był jednym z przywódców pierwszej wyprawy krzyżowej. Córka Bolesława Chrobrego wyszła za mąż za syna kniazia – Świętopełka. Całe panowanie księcia Jarosława Mądrego było politycznie ukierunkowane na łaciński Zachód czy to w momencie gdy w 1021 r. poprosił papieża Benedykta VIII o uzyskanie niezależnego od Konstantynopola biskupa2, kiedy patriarcha odmówił kanonizacji księcia Włodzimierza, czy wreszcie gdy wbrew Bizancjum osadził na tronie metropolity prołacińskiego Rusina Filarona. Schizma dokonana w XI wieku przez bizantyjczyków zastała Ruś wrośniętą w Christianitas.

Schizma minor Focjusza

Wielowiekowa niechęć pomiędzy mieszkańcami wschodniej i zachodniej części cesarstwa została podbudowana sprawą Focjusza (IX w.), stając się zarazem przygrywką do majaczącego na horyzoncie historii rozłamu w chrześcijaństwie. Pomimo zupełnego podporządkowania Kościoła władzy świeckiej w Bizancjum znajdowali się jeszcze duchowni zdolni do przeciwstawiania się zepsuciu i nadużyciom cesarskiego dworu. Jednym z nich był patriarcha Ignacy, wspierający odsuniętą od władzy świątobliwą cesarzową Teodorę. Widząc niemoralne, wręcz bluźniercze zachowanie młodego basileusa Michała III, a także rozprężenie panujące wśród zauszników cesarskich, z których np. minister Bardas żył w jawnym związku z własną synową, Ignacy wystąpił przeciw nim. Bardas, potraktowany przez patriarchę w należny jawnogrzesznikom sposób, poprzysiągł starcowi zemstę. Nie trzeba było długo czekać. Sprytna intryga dworska zakończyła się upadkiem Ignacego i zamknięciem go w klasztorze, jednak wywołała ona nieprzewidywalny w skutkach kryzys religijny.

Miejsce po Ignacym zajął gruntownie wykształcony, ambitny i… oddany cesarzowi Focjusz. Problem był jeden – Focjusz był osobą świecką. Nie była to jednak przeszkoda nie do pokonania, a przypadek św. Ambrożego stanowił potrzebny precedens. W ciągu czterech dni od 20 grudnia 858 r. otrzymał wszystkie siedem święceń, łącznie z kapłańskimi, i w Boże Narodzenie był już patriarchą. Drugi kłopot tkwił w fakcie, że święceń udzielał biskup obłożony przez Ignacego karami kościelnymi. Poprzedni patriarcha trwał w świętym uporze, a równolegle kształtowało się stronnictwo przeciwne Focjuszowi. Toteż gdy do Rzymu wpłynął zwyczajowy „list synodalny”, będący czymś w rodzaju wniosku o uznanie święceń wschodnich patriarchów, papież Mikołaj I (858–867) odpowiedział niejednoznacznie i wysłał do Konstantynopola legatów w celu zbadania całej sprawy oraz przekazania cesarzowi żądania zwrotu zagrabionych przez Bizancjum terytoriów. Jednak legaci zwiedzeni przez Focjusza zupełnie nie wywiązali się ze swoich obowiązków, za co zostali pozbawieni urzędu przez Mikołaja. Ferment pogłębiła wizyta zwolenników Ignacego w Rzymie (nie mieli oni poparcia samego Ignacego!) i prośba, traktowanego przez Bizancjum jak lennika króla Bułgarów Borysa, o misjonarzy łacińskich z Rzymu. Focjusz i cesarz byli niezadowoleni. W Konstantynopolu zawiązano wielki spisek, mający na celu detronizację papieża. Na synodzie konstantynopolitańskim Focjusz zaatakował papieża, miotając oskarżenia o sprzeniewierzenie się dogmatom i „nieuzasadnione pretensje”, po czym wschodni hierarchowie zadeklarowali wolę pozbawienia papieża urzędu. Jednak tryumf „patriarchy” okazał się chwilowy, bowiem zdjęty z urzędu papież niespodziewanie zmarł w listopadzie 867 r., w chwili kiedy Focjusz chciał go ostatecznie pognębić. Kilka dni później, po serii morderstw, tron cesarski objął żołdak Bazyli I, założyciel dynastii macedońskiej. Po skrytobójstwie Bardasa i Michała III przyszła kolej na Focjusza, który uratował życie, ale stracił urząd. Ten polityczny nuworysz musiał ze względów politycznych zażegnać napięcia religijne, przeto „rehabilitował” Ignacego i poszedł na ustępstwa wobec Rzymu. Spór z Focjuszem poszedł w niepamięć, ale ujawnił głęboki rozdźwięk pomiędzy chrześcijaństwem zachodnim (rzymskim) a wschodnim (bizantyjskim). Wbrew pozorom nie były to różnice doktrynalne, dogmatyczne, lecz chodziło o prestiż, nadęty w Konstantynopolu do monstrualnych rozmiarów. Dyplomata Focjusz dyskretnie sprawował urząd do ok. 886 r., nie rzucając się w oczy, ale jego traktaty – przeczący prymatowi biskupa Rzymu Przeciw tym, którzy twierdzą, że Rzym jest główną siedzibą i O Duchu Świętym zwalczający łacińskie rozumienie filioque – przygotowały grunt pod schizmę z 1054 r.

Rzymskie sandały Humberta i bizantyjski pył

Reformatorska polityka „kluniackiego” papieża Leona IX (1049–1054) wzbudziła w połowie XI wieku popłoch w patriarchacie konstantynopolskim. Następcą Focjusza na tronie patriarszym został Michał Cerulariusz, potomek senatorskiego rodu bizantyjskiego, u którego wybujałe ambicje łączyły się z surową ascezą i uwielbieniem teologii. Nowy patriarcha wychodził z założenia, że jego godność nie jest „niższa od godności purpury czy diademu”, planując wyłączenie spraw Kościoła bizantyjskiego spod władzy cesarza i ograniczenie wpływów Rzymu poprzez nadanie swemu urzędowi rangi „papieża Wschodu”. Przez pewien czas skrzętnie ukrywał swoje plany, powoli sącząc jad inspirowany dziełami Focjusza. Kazimierz Zakrzewski przypisuje Cerulariuszowi autorstwo absurdalnych zarzutów wysuwanych przez ortodoksów pod adresem łacinników: o używanie do Komunii „martwego chleba”, czyli opłatka zamiast chleba drożdżowego, jedzenie mięsa z niewykrwawionych zwierząt, czczenie soboty jako dnia świętego, zniesienie Alleluja w czasie Wielkiego Postu i… golenie bród. Emigracyjny badacz prawosławny Gieorgij P. Fedotow, zwracał uwagę na specyficzny charakter tych zarzutów, ich brak związku z dogmatami i teologią, sytuując je „w sferze rytualnego tabu” obecnego we wschodnich obrządkach. Fedotow w swojej obszernej pracy na temat ruskiej religijności we wczesnym średniowieczu zwraca uwagę i podkreśla, że bizantyjskie klątwy dotyczące przaśnego chleba, spożywania mięsa z duszonych zwierząt i potraw z krwi czy nieprzestrzegania postu poprzedzającego Wielki Post nie były respektowane na obszarze Rusi pomimo probizantyjskiej postawy metropolity kijowskiego Jana II (†1089). Wręcz przeciwnie, pochodzący z Grecji metropolita w dokumentach wymieniających rzekome błędy katolików stwierdzał autorytatywnie, że przyjmowanie Komunii św. w obrządku łacińskim „w razie potrzeby i z miłości do Chrystusa” jest dopuszczalne i ważne. Prawosławie moskiewskie kilkaset lat później zabroni wszelkich takich przypadków.

Jak na złość ambitnym planom Michała Cerulariusza, początek lat 50. XI wieku przebiegał w duchu pełnej współpracy pomiędzy papieżem, cesarzem bizantyjskim Konstantynem IX a cesarzem łacińskim Henrykiem III. W Europie krążyła przepowiednia, według której „lew i lwiątko miały pokonać i ujarzmić dzikiego osła”. Przepowiednia zwiastowała pokonanie islamu przez sojusz cesarski. Jednak plany wielkiej europejskiej polityki przewidywały miejsce tylko dla trzech graczy, czego patriarcha Konstantynopola nie chciał zaakceptować. Cerulariusz podjął niebezpieczną grę.

Papież Leon IX przez pewien czas nie reagował na prowokacje patriarchy, prowadząc wobec Konstantynopola elastyczną politykę. W tym czasie Cerulariusz rozkazał zamknąć wszystkie kościoły i klasztory łacińskie w stolicy Bizancjum, wyklinając przy tym łacińskie duchowieństwo, które dopuściło się herezji „azymityzmu” (używanie opłatka). Trzy największe władze europejskie starały się uspokajać sytuację w związku ze wspólnym zagrożeniem normańskim w południowej Italii. Patriarcha miał jednak duży posłuch u fanatycznie nastawionego motłochu miejskiego, który już kilka razy udowodnił Konstantynowi, co to znaczy vox populi… Ostatni raz miało to miejsce podczas ogłaszania ekskomuniki nałożonej na „ulegających żydowskim przesądom” łacinników, gdy rozpoczęły się rozruchy, w czasie których w jednym z łacińskich kościołów sprofanowano konsekrowane Hostie. Reakcja papieża była natychmiastowa. Leon IX wysłał do Konstantynopola legatów w osobach kard. Humberta z Moyenmoutier, zdolnego, oddanego, zdecydowanego rzecznika reformy kościelnej, oraz kanclerza kurii Fryderyka Lotaryńskiego, odznaczającego się dużymi zdolnościami umysłowymi, późniejszego papieża Stefana IX (1057–1058). Obaj mieli dobre rozeznanie w sytuacji Kościoła bizantyjskiego i mogli liczyć na przychylność wschodniego cesarza.

Walka z Cerulariuszem nie była łatwa, tym bardziej że całkiem liczni zwolennicy Rzymu w Kościele wschodnim znajdowali się daleko od areny wydarzeń. Kardynał Humbert udzielił patriarsze Cerulariuszowi odpowiedzi na zadane przez niego w prowokacyjnych listach pytania. Papież nie miał już ochoty tolerować impertynencji w stylu: „Jeśli ty uczcisz moje imię chociaż w jednym kościele w Rzymie, ja zobowiązuję się uczcić twoje na całym świecie”, co zostało skwitowane przez legata wezwaniem skierowanym do patriarchy w imieniu papieża o jedność z Rzymem, bo w przeciwnym razie Kościół wschodni stanie się „zgromadzeniem heretyków, zbiorowiskiem odszczepieńców i przybytkiem szatana”. Słowa Humberta odniosły skutek. Traktat o błędach łacinników spalił w obecności cesarza mnich Nicetas, akceptując autorytet papieski. Reszta hierarchów Kościoła bizantyjskiego, pomimo zbicia argumentów patriarchy, przerażona lub wściekła pozostała przy swoich błędnych mniemaniach. Michał Cerulariusz, pozostając w ukryciu, nie odważył się osobiście, twarzą w twarz, spotkać z legatami papieskimi. W związku z tym 15 lipca 1054 r. (podawana jest również data o dzień późniejsza), decydując się na pozbawienie Cerulariusza patriarchatu, kard. Humbert wraz z otoczeniem wkroczył do bazyliki Hagia Sophia, przerywając uroczystości, i złożył na ołtarzu bullę wyklinającą patriarchę. Opuszczając ją, strząsnął bizantyjski pył z rzymskich sandałów na znak zerwania wszelkiej łączności z odszczepieńcami. Schizma stała się faktem. Konstantyn IX chciał jeszcze załagodzić spór, ale ekskomunikowany patriarcha skontrował jego działania, wypuszczając na ulicę antyłacińskie masy. 24 lipca 1054 r. synod Kościoła wschodniego, obradujący w bazylice Hagia Sophia, przyjął edykt wyklinający łacinników. Ze względu na pogorszenie się sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie, śmierć papieża i przedłużający się okres wyboru jego następcy sytuacja nie uległa zmianie. Głosy przeciwników Cerulariusza na Wschodzie – m.in. patriarchy Antiochii Piotra – zostały zagłuszone. Wzrastała wzajemna wrogość, podsycana pismami w rodzaju Traktatu o Frankach, z którego można było się dowiedzieć, że na Zachodzie podczas Mszy kobiety nieprzyzwoicie zabawiają się z kapłanami…

„Mniejszą” schizmę Focjusza od „większej” schizmy Cerulariusza dzieli przepaść intelektualna. Ich przyczyną była wyłącznie walka o władzę – jak to napisał Kazimierz Zakrzewski – pomiędzy głównymi ośrodkami władzy kościelnej i odrzucenie osadzonego głęboko w tradycji Kościoła prymatu św. Piotra. Bunt Focjusza poszukiwał swojego uzasadnienia czy może skrywał swoje intencje za parawanem rzekomych różnic dogmatycznych. Cerulariusz nie był tak drobiazgowy, poprzestając na skutecznym oddziaływaniu propagandowym skierowanym ku ciemnym masom nierozumiejącym subtelnych różnic dogmatycznych. Przykład Cerulariusza jest zapowiedzią rzucającego się w oczy nieuctwa teologicznego, na które zwracał uwagę Feliks Koneczny, pisząc o prawosławnej literaturze religijnej i historiografii.

Można włożyć między bajki opinie mówiące o filioque jako głównej przyczynie rozłamu w Kościele, co czynią przede wszystkim prawosławni, np. Mircea Eliade3. Pobieżny przegląd prawosławnej teologii średniowiecznej dotyczącej pochodzenia Ducha Świętego ukazuje istnienie w jej wnętrzu w pełni „łacińskiego” rozumienia problemu filioque.

Traktaty Nicetasa z Maronei, Nicefora Blemmydesa, Jana Bekkosa powstałe już po schizmie w XII i XIII wieku opierały się, jak pisze o. Benedykt Huculak OFM, na wschodniej tradycji teologicznej, „rozciągającej się od I Soboru Nicejskiego (325) do Nicaenum II (787)”, udowadniając osadzenie rozumienia pochodzenia Ducha Świętego od Ojca i Syna (filioque) w greckiej tradycji. Stworzone przez Focjusza, a przejęte przez Cerulariusza koncepcje również na Wschodzie były uważanie za co najmniej podejrzane teologicznie, żeby nie powiedzieć heretyckie, co dostrzegł już kard. Humbert w pamiętnym roku 1054.

[cdn]

Możliwe dla naszego kraju są następujące „pandemie”: Grypa wronia, wróbla, gołębia, srocza, kurza, gęsia, kacza, perliczkowa, indycza, etc.

Możliwe dla naszego kraju są następujące „pandemie”: Grypa wronia, wróbla, gołębia, srocza, kurza, gęsia, kacza, perliczkowa, indycza, etc. etc. …

Jan Rybskijr@basta.org.pl

Rozporządzenie będące kluczem do naszego zniewolenia!!!

WHO może ogłosić w każdej chwili każdy rodzaj przeziębienia, jako „grypę wywołaną szczepem pandemicznym wirusa” lub każde z nich deklarując jako „grypa ptaków” (patrz załącznik, par. 3 poz. 12 na liście), co prowadzić będzie w myśl Ustawy z 2008 roku do naszego zniewolenia i przymusowych śmiercionośnych i zombizujących zastrzyków mRNA zwanymi szczepieniami ochronnymi (Dlaczego? – patrz mój poprzedni mail). 

Możliwe dla naszego kraju są następujące „pandemie”: Grypa wronia, wróbla, gołębia, srocza, kurza, gęsia, kacza, perliczkowa, indycza, etc. etc. …

UWAGA a propose WHO i jej kompetencji jw.: Zbrodniarz wojenny ścigany prawem, przydupas niejakiego Gates’a, pełniący jednocześnie funkcję dyrektora generalnego WHO, niejaki Tedros Ghebreyesus (jaka organizacja taki dyrektor, jaki pan taki sługa) z uwagi na rozłam opinii podjął jednoosobowo w sobotę, dnia 23 lipca br, decyzję o nadaniu małpiej ospie (jaki rozum dyrektora, taka ospa) status „globalnego zagrożenia dla świata” (choroba jest na poniższej liście Rozporządzenia), co jest najwyższym poziomem na skali ostrzeżeń wydawanych przez WHO. Stąd do ogłoszenia przez WHO pandemii tej choroby jeden krok, dlatego i to nieformalne działanie ww. zbrodniarza i jego pośpiech.

Podstawą do debaty na forum WHO nad tą chorobą (trwała ona od 21 lipca br.) było niespełna 17.000 przypadków zachorowań na całym globie liczącym bez mała 8.000.000.000 ludzi. To trochę ponad 2 przypadki zachorowań na 1 milion ludzi, co pokazuje skalę skretynienia, uprawianego w ramach zbrodniczego WHO.

Ponadto nie jest to choroba śmiertelna, i jak sama nazwa wskazuje, do zarażenia dochodzi poprzez bezpośredni bliski kontakt z zarażonym zwierzęciem, czyli małpą. A jak wie pewnie WHO, a jej dyrektor z małpim rozumem na pewno, małpy żyją w każdym kraju na świecie, nawet na Grenlandii, i wszystkie są nosicielami tej choroby. Wiadomym jest jednak, o czym „main-stream’owi” nie wolno pisać, że jest to choroba „kochających inaczej” płci męskiej. Dlatego też jest ona relatywnie popularna w USA. A co tam jest modne, musi być modne na całym świecie.  

Powyższa informacja w sprawie małpiej ospy pokazuje, że prawdziwe jest powyższe twierdzenie dotyczące możliwości „zrobienia” z każdej choroby pandemii, np. z łamiących się paznokci, których dziennie łamie się na świecie pewnie więcej, jak te rozpatrywane na forum posiedzenia generalnego WHO łącznie 17.000 przypadków małpiej ospy – co w przypadku zadrapania złamanym paznokciem i zarażenia krwi brudem znajdującym się pod nim, może nieść ze sobą śmiertelne skutki.

Biorąc pod uwagę śmiertelność przypadków zachorowania na Covid na poziomie globalnym 0,6% oznaczało by, że w przypadku złamanych paznokci (i tego konsekwencji) na zakażenie krwi z tego tytułu musiałoby umrzeć na 17 000 przypadków ok. 100 osób, co biorąc pod uwagę choroby towarzyszące jest wysoce prawdopodobne, tym bardziej, że jedna osoba ze złamanym paznokciem może zadrapać nim wiele osób i pandemia zarażenia krwi z tego powodu gotowa. Ratując ludzi przed złamanymi paznokciami na drodze izolacji posiadaczy takowych – uratujemy świat przed kolejną „zarazą”.  

Także w przypadku wejścia w życie przedmiotowego rozporządzenia (vide załącznik) każde nasze wejście do lasu obarczone będzie ryzykiem zamknięcia w izolatorium i przymusowego przyjmowania zastrzyków i leków niewiadomego składu, działania i skutków (casus „szczepionek na Covid-19” się kłania). Dlaczego? Ponieważ pobyt w lesie powoduje sytuację „styczności pośredniej ze źródłem zakażenia” wścieklizną roznoszoną po lesie przez zwierzęta, która to choroba znalazła się też na poniżej przytaczanej liście. A podczas „badań dla celów nadzoru epidemiologicznego” da się wszystko udowodnić, co testy PCR w przypadku SARS-COV-2 pokazały najlepiej. Wystarczy do tego, aby fikcyjna, chroniona przecież RODO osoba, rzekomo powiadomiła  sanepid o naszej wizycie w lesie (to się nazywa w Rozporządzeniu „uzyskanie innych informacji o podejrzeniu”, czyli mówiąc potocznie – donos).

Science fiction? Nie, proszę Państwa, tak stanowi Ustawa z 2008 roku w połączeniu z załączonym (na razie) projektem Rozporządzenia. 

Gdyż, jak czytamy w par. 3 rozporządzenia: „państwowy powiatowy inspektor sanitarny po uzyskaniu danych lub innych informacji o podejrzeniach (czyli np. donosu „życzliwego sąsiada”) albo przypadkach zakażeń, zachorowań albo zgonów z powodu choroby zakaźnej, kierując się opartą na wiedzy medycznej własną oceną stopnia zagrożenia dla zdrowia publicznego oraz wytycznymi państwowego inspektora sanitarnego wyższego stopnia*, w ramach prowadzonego dochodzenia epidemiologicznego kieruje na badania dla celów nadzoru epidemiologicznego w kierunku:

  1. błonicy;
  2. brucelozy;
  3. cholery;
  4. czerwonki bakteryjnej;
  5. duru brzusznego i zakażeń pałeczkami durowymi;
  6. duru wysypkowego (w tym choroby Brill-Zinssera) i innych riketsjoz;
  7. durów rzekomych A, B, C i zakażeń pałeczkami rzekomo-durowymi;
  8.  dżumy;
  9.  giardiozy;
  10.  gorączki Q;
  11. gruźlicy płuc;
  12. grypy wywołanej szczepem pandemicznym wirusa lub grypy ptaków u ludzi;
  13. jersiniozy;
  14. kampylobakteriozy;
  15. kiły;
  16. kryptosporydiozy;
  17. krztuśca;
  18. leptospirozy;
  19. nosacizny;
  20. odry;
  21. ornitozy;
  22. ospy małpiej;
  23. ospy prawdziwej;
  24. ostrego nagminnego porażenia dziecięcego (poliomyelitis) oraz zakażeń wirusem polio;
  25. płonicy;
  26. różyczki;
  27. salmoneloz oraz zakażeń wywołanych innymi pałeczkami z rodzaju Salmonella niż Salmonella Typhi i Salmonella Paratyphi A, B, C;
  28. tularemii;
  29. wąglika;
  30. wirusowych gorączek krwotocznych, w tym żółtej gorączki;
  31. wirusowych zapaleń wątroby (A, B, C, inne) oraz zakażeń wywołanych przez wirusy zapalenia wątroby;
  32. wścieklizny;
  33. zakażenia wirusem bliskowschodniego zespołu niewydolności oddechowej (MERS);
  34. zakażenia wirusem SARS-CoV-2;
  35. zakażenia wirusem zachodniego Nilu;
  36. zakażeń żołądkowo-jelitowych lub zatruć pokarmowych o etiologii infekcyjnej lub nieustalonej;
  37. zakażeń werotoksycznymi pałeczkami Escherichia coli (STEC/VTEC);
  38. zakażeń wirusem zespołu ostrej niewydolności oddechowej (SARS).  ===========================================

* Co oznacza powyższe Rozporządzenie: Otóż to, że to urzędnik sanepidu, nie posiadający kompetencji lekarza ALE natchniony nagle wiedzą medyczną (Polak potrafi) ORAZ posłuszny woli swojego szefa (sam Główny Inspektor Sanitarny, niejaki p. Saczka, z zawodu informatyk, nie ma pojęcia zawodowego o tym, co robi) będzie decydować o naszym życiu i śmierci. Wytłumaczenie, dlaczego tak będzie i na jakiej podstawie tak twierdzę, znajduje się w moim poprzednim mailu… Jak już wcześniej pisałem: Orwell’owi zabrakło fantazji do opisania nadchodzącej faszyzacji życia społeczno-gospodarczego na planecie Ziemia.

================================

mail:

==============================

Mądrość zwana sprytem –

Mądrość zwana sprytem – Stanisław Michalkiewicz

W niezapomnianym skeczu kabaretu „Dudek” z Janem Kobuszewskim i Wiesławem Gołasem pt. „Ucz się Jasiu” jest scena, kiedy Jan Kobuszewski, jako właściciel warsztatu hydraulicznego, pyta ucznia Jasia, którego gra Wiesław Gołas, „do czego jest ta rura?” – na co Jasio przygląda się przez chwilę rurze i powiada: „ta rura jest do niczego”. Kto by wtedy pomyślał, że była to scena prorocza, zapowiadająca zgryzoty, jakie będą udziałem Polski w związku z dostawami gazu przez Baltic Pipe, a właściwie w związku z brakiem tych dostaw. Polska uczestniczyła w budowie tego gazociągu, która kosztowała 2,2 mld euro i – jak wielokrotnie byliśmy zapewniani – miał on być gwarantem naszego bezpieczeństwa energetycznego, umożliwiając rezygnację z dostaw gazu rosyjskiego. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, chociaż na przełomie wiosny i lata premier Morawiecki wystąpił z zagadkową pretensją, by rząd norweski podzielił się z Polską zyskami ze sprzedaży gazu, a nawet wezwał mieszkających w Norwegii Polaków, by w tej sprawie zaczęli rząd norweski molestować.

Pan premier Morawiecki już wcześniej wpadał na różne pomysły, ale – przynajmniej na pierwszy rzut oka – mieściły się one w ramach normalności w sensie medycznym, – bo jeśli chodzi o sens ekonomiczny, to już nie. Na przykład program dekarbonizacji Polski wydawał się dziwaczny, bo niby dlaczego państwo miałoby rezygnować z korzystania z nośników energii, którymi dysponuje na rzecz nośników, którymi nie dysponuje, a w każdym razie – nie dysponuje nimi w stopniu wystarczającym do zaspokojenia potrzeb krajowych, wynoszących około 20 mld metrów sześciennych gazu rocznie?

Koniecznością „ratowania planety” wyjaśnić tego nie można, bo – po pierwsze – to uzasadnienie nie wytrzymuje krytyki w sytuacji, gdy znacznie większe gospodarki, niż polska, jak np. gospodarka amerykańska, czy chińska, wcale z węgla nie rezygnują, a – po drugie – zależność dobrostanu „planety” od spalania paliw kopalnych jest oczywista przede wszystkim dla niestabilnej emocjonalnie szwedzkiej panienki Grety Thunberg, z której sprytni rodzice podobno wyciągnęli już mnóstwo szmalu – no i oczywiście – dla rzesz jej młodocianych wyznawców, którzy o „planecie” wiedzą wszystko, chociaż nie bardzo potrafią wyjaśnić – o czym kilkakrotnie się przekonałem – dlaczego właściwie zmieniają się pory roku.

Z drugiej strony jednak wiadomo, że od polityków, zwłaszcza takich, jak pan premier Morawiecki, zbyt wiele wymagać nie można, bo dla doraźnych korzyści partyjnych czy nawet osobistych, gotowi są na rozmaite głupstwa, a poza tym rząd „dobrej zmiany” swojemu postępowaniu nadawał pozory racjonalnego uzasadnienia, właśnie reklamując korzyści, jakie będziemy odnosili, kiedy tylko gazociąg Baltic Pipe zostanie ukończony. Tymczasem gazociąg został ukończony już jakiś czas temu, ale gaz do Polski jak dotąd nim nie płynie i okazuje się, że nie bardzo wiadomo, czy popłynie, przynajmniej w ciągu najbliższych dwóch lat. Słowem – na razie „ta rura jest do niczego” – jakby powiedział Jasio, grany przez Wiesława Gołasa.

Ta rura jest do niczego” przynajmniej na razie, ale nie dlatego, by nie nadawała się do tłoczenia gazu. Ona się nadaje, ale – jak głoszą fałszywe pogłoski – Polska na razie z tego gazu nie będzie mogła skorzystać z powodu jakichś niejasności w umowie z Norwegami i Duńczykami. Wygląda na to, że pan premier Morawiecki o tych niejasnościach i wynikających z nich konsekwencjach, został poinformowany kilka miesięcy temu, właśnie kiedy zaczął kierować pod adresem norweskiego rządu i pracujących w Norwegii Polaków żądania wykraczające poza normalność w sensie medycznym.

Zwróćmy jednak uwagę, że w innych sprawach, na przykład dotyczących osobistego majątku, pan premier Morawiecki sprawia wrażenie człowieka całkiem sprawnego umysłowo, a nawet obdarzonego specyficznym rodzajem mądrości, który nazywamy sprytem. Skąd zatem u niego takie objawy zaćmienia w sprawach publicznych? Warto, by zajęło się tym jakieś konsylium weterynarzy, ale chyba do tego nie dojdzie, więc spróbujmy wyjaśnić ten fenomen na własną rękę.

Zacznijmy od tego, że polityczna kariera pana Mateusza Morawieckiego zaczęła się od stanowiska doradcy doskonałego premiera Donalda Tuska, który już wtedy stał na czele Volksdeutsche Partei i w którym Nasza Złota Pani z Berlina szczególnie sobie upodobała. Jak wiadomo, Donald Tusk Naszej Złotej Pani pozostał wierny aż do chwili obecnej, co z jednej strony nawet dobrze o nim świadczy, że nie jest niewdzięcznikiem – podczas gdy pan Mateusz Morawiecki dokonał politycznej wolty, przechodząc z obozu zdrady i zaprzaństwa do obozu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, za co został wynagrodzony stanowiskiem wicepremiera w rządzie Beaty Szydło. Takie transfery zdarzały się i wcześniej, na przykład Wielce Czcigodny poseł Antoni Mężydło przeszedł w PiS do Volksdeutsche Partei i – jak publicznie zapewniał – wcale nie musiał z tego powodu zmieniać poglądów. Jak było w przypadku pana Mateusza Morawieckiego – tego nie wiem, bo w duszy u niego nie byłem, natomiast pragnę zwrócić uwagę na kolejny ważny etap w karierze wicepremiera Morawieckiego.

Oto w następstwie „głębokiej rekonstrukcji” rządu „dobrej zmiany”, w ramach której Naczelnik Państwa spuścił z wodą ministra obrony Antoniego Macierewicza, a panią premier Szydło odesłał na emeryturę do Parlamentu Europejskiego, pan wicepremier Morawiecki został premierem z zadaniem – jak pamiętamy – „ocieplenia stosunków z Unią Europejską”. Warto dodać, że ta „głęboka rekonstrukcja” nastąpiła w kilka miesięcy po felonii, jakiej względem swego wynalazcy dopuścił się pan prezydent Andrzej Duda, który po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią, zapowiedział zawetowanie ustaw regulujących funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w naszym bantustanie, z czym mamy do dzisiaj coraz większe zgryzoty. Czy nominacja pana Mateusza Morawieckiego na premiera rządu „dobrej zmiany”, nie była przypadkiem efektem kompromisu do, którego Naczelnik Państwa, wskutek osłabienia felonią pana prezydenta Dudy został zmuszony?

Tego oczywiście nie wiemy, ale przecież musiała być jakaś ważna przyczyna, dla której wicepremierem, a następnie premierem rządu „dobrej zmiany”, został były doradca doskonały premiera Tuska, w którym Nasza Złota Pani szczególnie sobie upodobała i mocną ręką przeniosła, a następnie prowadziła przez europejskie salony? W międzyczasie wszczęła i prowadzi przeciwko Polsce wojnę hybrydową przy pomocy Donalda Tuska, ale z drugiej strony, przy pomocy premiera Mateusza Morawieckiego, doprowadza do obezwładnienia energetycznego Polski, już to pod pretekstem jej „dekarbonizacji”, już to wskutek „niejasności” w umowie gazowej z Norwegami i Duńczykami, by w rezultacie doprowadzić do tego, by Polska, podobnie jak inne państwa, kupowały od Niemiec rosyjski gaz tłoczony rurociągiem NordStream 2, który – jak tylko uda się tej zimy zorganizować kryzys energetyczny w Europie – chyba będzie musiał zostać uruchomiony?

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org)    20 sierpnia 2022

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5234

Daria Dugina, córka głównego ideologa Putina, zginęła w zamachu.

https://nczas.com/2022/08/21/daria-dugina-corka-glownego-ideologa-putina-zginela-to-byl-zamach-video-foto/

W wybuchu samochodu na autostradzie pod Moskwą zginęła Daria Dugina, córka Aleksandra Dugina, nazywanego „mózgiem” lub „filozofem” Władimira Putina i absolutnego zwolennika inwazji na Ukrainę.

Świadkowie mówią, że samochód eksplodował podczas jazdy w rejonie miasta Odincowo pod Moskwą. Według potwierdzonych przez rosyjską agencję TASS informacji, znajdowała się w nim Daria Dugina. Kobieta zginęła na miejscu.

To Aleksander Dugin miał jechać autem.

Na opublikowanych w sieci materiałach filmowych widać płonące auto, w którym zginęła Daria Dugina. Jak twierdzą lokalne media, chwilę wcześniej miała zabrać swojego ojca. „Guru” Kremla w ostatniej chwili zmienił zdanie i wsiadł do innego pojazdu, unikając w ten sposób śmierci. To sugeruje, że prawdziwym celem zamachu był Aleksander Dugin. W dostępnych w internecie nagraniach widać trzymającego się za głowę Aleksandra Dugina stojącego w pobliżu płonącego samochodu terenowego córki, która wracała z festiwalu „Tradycja”.

Aleksandr Dugin uznawany jest za jednego z głównych doradców rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Kremlowski ideolog jest m.in. zwolennikiem ekspansywnej polityki Rosji, a także wojny na Ukrainie.

Nazywany „mózgiem Putina” filozof uważa, że Moskwa właśnie poprzez zajęcie Ukrainy powinna rozpocząć budowę „imperium euroazjatyckiego od Dublina po Władywostok”, stając się alternatywą dla chylącego się ku upadkowi Zachodowi. Zdaniem Dugina powstałym w ten sposób mocarstwem powinni kierować Rosjanie.

Główne media twierdzą, że ideologie Dugina mają istotny wpływ na politykę Kremla. Zwolenniczką tych poglądów była także jego córka, która pracowała jako dziennikarka i była redaktor naczelną „United World International”.

=============================

Straszne. Pomódlmy się do Boga w Trójcy o miłosierdzie nad światem.Mirosław Dakowski

Problemy polityków

z sieci:

„Lecący balonem mężczyzna uświadomił sobie nagle, że się zgubił. Zmniejszył wysokość lotu i zobaczył w dole kobietę. Opuścił się jeszcze niżej i krzyknął do niej:

– Przepraszam, czy może mi pani pomóc? Obiecałem przyjacielowi, że dolecę do niego w ciągu godziny, ale sam już nie wiem gdzie jestem….

Kobieta odpowiedziała:

– Jest Pan w balonie napełnionym gorącym powietrzem, unoszącym się około 10 metrów nad ziemią. Znajduje się Pan między 40 a 41 stopniem północnej szerokości geograficznej oraz między 59 a 60 stopniem długości zachodniej…

– Pani jest inżynierem ? – spytał mężczyzna z balonu.

– Tak – odpowiedziała kobieta – a skąd pan wie ?

– No cóż – rzekł baloniarz – wszystko to, co pani powiedziała, jest z merytorycznego i fachowego punktu widzenia prawdziwe, ale ja w dalszym ciągu nie mam bladego pojęcia co zrobić z tymi wszystkimi informacjami, a fakty są takie, że się zgubiłem.

Szczerze mówiąc, w ogóle pani mi nie pomogła, a tak zasadniczo, to nawet przez panią jestem jeszcze bardziej spóźniony.

– A pan jest na pewno wysoko postawionym politykiem?! – odparowała kobieta.

– Niesamowite!!! Faktycznie jestem politykiem…. – odpowiedział mężczyzna. – Skąd pani wiedziała ?

– No cóż… Nie wie pan, gdzie pan jest, nie wie pan, dokąd zmierza, złożył pan obietnicę, której nie jest pan w stanie dotrzymać, oczekuje pan od ludzi, którzy znajdują się niżej, że rozwiążą za pana pańskie problemy.

Poza tym fakty są takie, że jest pan nadal dokładnie w tej samej sytuacji, do której pan doprowadził, ale uważa pan, że to moja wina…”

Będziesz wisiał!! Niedzielski jest zbrodniarzem zza biurka. Oczywiste dowody. Ukrainizacja Polski. O inflacji. Grzegorz Braun – pozwolono mu mówić Prawdę! 1 godzina –

Na dziś Szanowna Pani, trzeba to nazywać po imieniu.

Grzegorz Braun sprytnie wykorzystał nadarzającą się możliwość dotarcia do sporej grupy odbiorców nie będących do końca zwolennikami Konfederacji. Na pierwszy rzut oka, pierwsze kilkadziesiąt komentarzy zamieszczonych pod filmem jest… pozytywna lub bardzo pozytywna. Tylko jeden, dość osobliwy komentarz, można zaliczyć do niepochlebnych. Bardzo duża grupa osób napisała, że jest pozytywnie zaskoczona. Prawdopodobnie wśród tej grupy byli również ci, którzy do tej pory nie znali poglądów posła “Korony Polskiej”.

Zdążyła pani tutaj doprowadzić do sporego materii pomieszania, więc rozplączmy ten węzełek”…

1 godzina –

Bardzo proste oczywiste stwierdzenia – Szokujące dla wierzących głównemu ściekowi.

Siedem lat chudych

Izabela Brodacka 20 sierpnia

Po siedmiu latach rządów „dobrej zmiany” czeka nas zapewne przynajmniej siedem lat zimna i głodu. Jedną z głównych tego przyczyn jest mit globalnego ocieplenia. Wątpliwe czy ktokolwiek z rządzących uwierzył w globalne ocieplenie. Jednak wprowadzają oni „zielony ład” realizując cudze przestępcze plany zniewolenia ludzkości. Oznacza to przede wszystkim odejście od energetyki węglowej czyli nie tylko zamykanie czy wręcz zatapianie kopalń lecz płacenie przez producentów ogromnych haraczy za emisję CO2 i śledzenie w ich produktach tak zwanego „śladu węglowego”. Nikt, w naszym kraju, nie ośmielił się sprzeciwić zbiorowemu szaleństwu , nabożnie podejmowano kolejne kroki i zobowiązania. Na przykład do 2035 roku wszystkie samochody mają mieć napęd elektryczny. Nikt się nie zastanawia czy to jest w ogóle możliwe i jakie to będzie miało skutki dla ludzi i dla gospodarki. Nikt się nie zastanawia również nad faktem że technologie fotowoltaiczne powodują ogromne szkody ekologiczne. Aby otrzymać tonę litu trzeba przepłukać dwadzieścia ton rudy zużywając 70 ton wody. 

Podejmując jakiekolwiek działania na masową skalę należy robić tak zwany rachunek ciągniony, oceniać opłacalność tych działań w świadomości ich dalekosiężnych konsekwencji. Za czasów Clintona w jednym z okręgów USA dla oszczędności wody określono maksymalną dopuszczalną pojemność spłuczki klozetowej. Ku zdziwieniu autorów tego pomysłu zużycie wody w ubikacjach wzrosło. Przyczyna była prosta, ludzie spłukiwali muszlę klozetową po kilka razy. W Polsce dowcipni jak zawsze internauci zaproponowali żeby dla oszczędności wody spłukiwać muszlę co trzeci raz. 

„Pięć lat temu dotarło do nas, co się na świecie dzieje. I że nie ma od tego odwrotu, a my musimy iść ze światem, a nie przeciwko niemu – mówią górnicy”. Tak  wiernopoddańczo i kłamliwie twierdziła Rzeczpospolita .w artykule pod tytułem  „Pożegnanie z węglem”.  Podaję link żeby każdy mógł sobie przeczytać te pompatyczne brednie. (https://klimat.rp.pl/walka-o-klimat/art19148051-pozegnanie-z-weglem). 

Dziś nasi rządzący obudzili się jak cтрекоза (konik polny, po rosyjsku rodzaju żeńskiego) z bajki Kryłowa, która „oглянуться не успела, kак зима катит в глаза”. (nie zdążyła się obejrzeć a tu zima zajrzała jej w ślepia). Mam nadzieję że Kryłow nie został w Polsce zdelegalizowany.  

Teraz, gdy pozalewano kopalnie, gdy wypłacono górnikom odprawy wysyłając ich na zieloną trawkę premier Morawiecki zarządza w trybie nagłym import 4,5 miliona ton węgla z przeznaczeniem dla gospodarstw domowych. Jak twierdzi natomiast pani Łukaszewska-Trzeciakowska zakontraktowano 7 milionów ton natomiast sprowadzono 3 miliony. To czysty kabaret – Polska położona na węglu sprowadza węgiel z antypodów. Wymuszanie wiary w dogmat globalnego ocieplenia przypomina jak żywo wymuszanie wiary w dogmaty komunistyczne. Wiary w walkę klas, w dialektykę rozwoju społeczeństw czy choćby w osiągniecia Miczurina i Łysenki. Rezultatem tej wiary był miedzy innymi Wielki Głód-  Hołodomor (po ukraińsku Голодомор czyli zamorzenie głodem ) Przyczyną głodu w ZSRR, najbardziej dotkliwego właśnie na Ukrainie, był pięcioletni plan gospodarczy wprowadzony przez Stalina w 1929. Plan zakładał kolektywizację obszarów rolnych. Chłopi radzieccy mieli być pozbawieni własności i pracować w kołchozach.  Za kradzież kłosa zboża groziła kara śmierci. W grudniu 1932 Stalin wprowadził obowiązek meldunkowy dla mieszkańców miast co praktycznie uniemożliwiało ucieczkę z głodujących  wsi. 

Nikt nie ma wątpliwości, że głód z lat 1932–1933 na Ukrainie był sztuczny. Nie wiadomo jednak czy była to zaplanowana antyukraińska akcja Stalina czy też głód był wynikiem bolszewickiej zbrodniczej głupoty każącej wierzyć w sowiecki raj dla przyszłych pokoleń.  Liczba ofiar głodu szacowana jest na 10 milionów.

Odejście od energetyki węglowej wymusili na Polsce Niemcy. To również Niemcy uzależnili swój kraj i zachodnią Europę od rosyjskiego gazu. Teraz żądają żeby Polska dzieliła się z nimi swoimi rezerwami. 

W zideologizowanej trosce o środowisko holenderski rząd postanowił ostatnio ograniczyć wpływ rolnictwa na emisję gazów cieplarnianych poprzez likwidację 30 procent krajowych hodowli zwierząt oraz wprowadzenie przymusowego wykupu ziemi od rolników. Czy władze Holandii chcą wywołać współczesny Голодомор na świecie przez zbrodniczą w swej głupocie ideologię „zielonego ładu”?

Przez wiele lat nakłaniano w Polsce obywateli do zmiany systemu ogrzewania na gazowe. Teraz plakaty zachęcające: „zamień kopciucha na ogrzewanie ekologiczne” jakoś zniknęły. Opalający swoje domy węglem mają natomiast otrzymać dodatek w wysokości 3 tysiące na gospodarstwo domowe. Można to traktować jako premię za zdrowy rozsądek przejawiający się w fakcie, że ogrzewający swe domy węglem nie podporządkowali się ideologii „zielonego ładu”. Gdyby swego czasu szeregowi Polacy uwierzyli w ideologię komunistyczną tak jak podobno  w nią uwierzyli liczni polscy intelektualiści, choćby na przykład Leszek Kołakowski,  dawno bylibyśmy jedną z sowieckich republik albo ku radości Stalina wymarlibyśmy z głodu.

Ideologia komunistyczna jest jak groźny wirus, nieustannie mutuje, a kolejne mutacje są groźniejsze od poprzednich  bo trudniejsze do rozpoznania. „Zielony ład” to jedna z mutacji marksizmu kulturowego. Wszystkie mutacje marksizmu mają wspólną cechę – w imię brzmiącego szlachetnie lecz  nierealnego, dalekiego celu czyni się i akceptuje doraźne zło. Nie do zrealizowania jest na przykład powszechna równość ludzi choćby dlatego, że  ludzie tego nie chcą i  są różnie obdarowani przez naturę. Podobnie nie do zrealizowania jest troska o wszystkie istoty żywe choćby dlatego, że niektóre z nich, na przykład pasożyty , są naszymi naturalnymi wrogami. W imię równości ze szkodą dla wszystkich wymordowano arystokrację i elity Rosji i mordowano elity naszego kraju.  W imię troski o naszą błękitną planetę i  jej ginące gatunki skazuje się nas obecnie na lata chude. 

Bo lata tłuste już były i właśnie się skończyły. 

O trupach i kochankach w szafie.

20.08.2022 Stanisław Michalkiewicz https://prawy.pl/121671-stanislaw-michalkiewicz-o-trupach-w-szafie-felieton/

Od 1990 roku mijają już 32 lata, a my nadal nie wiemy, czego w archiwach MSW, szukała tzw. “komisja Michnika” – czy to znalazła, a jeśli tak, to jaki zrobiła z tego użytek. Bo jakiś użytek chyba zrobiła.

Jak dowiedziałem się kiedyś od mojego Honorable Correspondant, podczas kontroli w archiwum MSW natrafiono na teczkę Bronisława Geremka. To znaczy nie tyle na teczkę, co na jej okładki – bo poza nimi nic w teczce nie było.

Tymczasem, skoro była teczka, to musiała coś zawierać, ot choćby kartkę z zapisanym zdaniem: “Zatrzymany podczas obchodu dworca” – jaką podczas chruszczowowskiej “odwilży” znalazł nieszczęśnik, któremu udało sie przeżyć 25 lat łagru, na jaki został skazany z powodu tego zatrzymania, a co w “Archipelagu GUŁ-ag” opisał Aleksander Sołżenicyn.

Najwyraźniej zawartość teczki Bronisława Gremka została przez kogoś usunięta. Przez kogo – nie wiadomo – ale w tej sytuacji podejrzenia muszą kierować się również w stronę “komisji Michnika”, która nie tylko przez kilka miesięcy buszowała w archiwum MSW, ale w dodatku, wbrew obowiązującym tam procedurom, nie pozostawiła żadnych śladów swojej obecności, ani też nie złożyła sprawozdania.

Warto dodać, że ta “komisja” w skład której wchodził co najmniej jeden tajny współpracownik SB, penetrowała archiwa MSW u progu sławnej transformacji ustrojowej, kiedy to rekrutowano korpus zbawców ojczyzny i kompletowano korpus autorytetów moralnych. Dla pełnego obrazu musimy jeszcze dodać, że o ile Służba Bezpieczeństwa, której szef, generał Mirosław Milewski, został w maju 1985 roku zdymisjonowany ze wszystkich stanowisk partyjnych i państwowych, a sama SB została na przełomie lat 80-tych i 90-tych poddana tzw. “weryfikacji”, w następstwie której wyrzuceni ze służby ubecy stali się najtwardszym jądrem przestępczości zorganizowanej, to wywiad wojskowy, który transformację ustrojową przeprowadzał pod nadzorem Daniela Frieda i Władimira Kriuczkowa, przeszedł ją w szyku zwartym i pod nazwą “Wojskowych Służb Informacyjnych”, przez 16 last działał oficjalnie już w “wolnej Polsce”, werbując korpus nowych konfidentów i plasując ich w kluczowych segmentach nie tylko państwa, ale i życia publicznego.

Żeby postawić kropkę nad “i”, trzeba dodać, że konfidenci SB, którzy zostali przejęci przez Urząd Ochrony Państwa, albo przez Wojskowe Służby Informacyjne, nigdy nie zostali ujawnieni – może z wyjątkiem dwóch przypadków. Jeden miał miejsce 4 czerwca 1992 roku, kiedy to szef Klubu Parlamentarnego KL-D Jan Krzystof Bielecki, zwoławszy posiedzenie klubu, zjawił się z zalakowanymi kopertami i powiedział: nie otwierałem, ale który był – niech wstanie. Wstało trzech – ale jeden – jak się okazało – niepotrzebnie, bo już był konfidentem UOP i w kopercie fiszki z jego nazwiskiem nie było.

Drugim znanym mi przypadkiem jest pewien lubelski profesor, którego pełnych akt o znanych mi sygnaturach nie mogłem dostać w lubelskim IPN z uwagi na ich “wypożyczenie”, ale potem wpadła mi w ręce sporządzona przez SB lista konfidentów z ulicy Narutowicza i przyległych w Lublinie, gdzie przeczytałem nazwisko, adres i pseudonim owego profesora, który – jak się okazało jeszcze później – został przejęty przez “nowe” służby. [Oj, znałem go dobrze… Kł.. MD]

Ale to raczej przypadki wyjątkowe, które potwierdzają regułę, że konfidenci są przez swoich oficerów prowadzących chronieni przed dekonspiracją, dzięki czemu bezpieczniacy mogą ręcznie sterować nie tylko całym państwem, ale również całym życiem publicznym. Konfidenci ci bowiem zostali starannie uplasowani w takich miejscach, gdzie różne pomysły przybierają postać prawa – a więc w konstytucyjnych organach państwa, w miejscach, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, z sektorem finansowym na czele, w miejscach, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, w miejscach, gdzie wydaje się wyroki; kogo wtrącamy do lochu, albo puszczamy z torbami, a kogo puszczamy wolno i wreszcie w miejscach, gdzie kształtowane są masowe nastroje, a więc w mediach, przemyśle rozrywkowym i środowiskach opiniotwórczych.

Ci konfidenci też wiedzą, komu zawdzięczają swoje wyniesienie, pozycję materialną i społeczny prestiż, toteż są dyspozycyjni i zdyscyplinowani. Jeśli dodamy to tego, że w początkach transformacji ustrojowej założyciele obecnych ubeckich dynastii, które stanowią trzon tak zwanych “służb”, poprzewerbowywali się do naszych nowych sojuszników, a te zależności reprodukują się w kolejnych owych dynastii pokoleniach, to lepiej rozumiemy przyczyny, dla których na przykład tak wielka część środowiska sędziowskiego wmontowuje się w wojnę hybrydową, jaką od 2016 roku Niemcy prowadzą przeciwko Polsce – tym razem z wykorzystaniem pretekstu praworządności. Tak byłoby nawet wtedy, gdyby ABW nie przeprowadziła w swoim czasie operacji “Temida”, której celem był werbunek konfidentów właśnie w środowisku sędziowskim.

Jeśli chodzi o środowiska opiniotwórcze, to zdumiewająca była zwłaszcza postawa wielu dostojników Kościoła, którzy nie tylko bagatelizowali przypadki tajnej współpracy duchownych z SB i nie wyciągali z tego powodu żadnych konsekwencji, ale w dodatku wyrażali życzenie, by bezpieczniackie archiwa zostały “zabetonowane”.

Przypomina to postawę Pani, Która Zabiła Pana z ballady Mickiewicza “Lilie”: “Ach, pójdę aż do piekła byleby moją zbrodnię wieczysta noc powlekła!” Trudno w tej sytuacji się dziwić, że to milczące przyzwolenie na jedno łajdactwo, zostało przez wielu odczytane, jako przyzwolenie na kolejne łajdactwa, pod pretekstem których wrogowie Kościoła prowadzą dziś przeciwko niemu nieustającą kampanię.

Te wszystkie wspomnienia odżyły po przeczytaniu swego rodzaju odezwy, jaką skierował przewielebny ojciec Ludwik Wiśniewski OP do Naczelnika Państwa. Wskazuje on – zresztą całkowicie słusznie – że kierowana przez Jacka Kurskiego rządowa telewizja zatruwa “Duszę Narodu”. To prawda – ale nie cała. Cała prawda bowiem wygląda tak, że “Duszę Narodu” z jednej strony zatruwa telewizja rządowa, ale z drugiej strony – również telewizja nierządna, żydowska telewizja dla Polaków, czyli TVN.

Tymczasem przewielebny ojciec Wiśniewski sprawia wrażenie, jakby tego nie dostrzegał, niczym mąż, który zastał żonę w sytuacji wskazującej na zdradę małżeńską. Z trzaskiem otwiera kolejne drzwi w poszukiwaniu gacha, za każdym razem komunikując głośno: “tu go nie ma!” Wreszcie otwiera szafę, a tam stoi gach [goły md] z rewolwerem w ręku. “I tu go nie ma!” – krzyczy mąż zatrzaskując drzwi szafy.

Przewielebny Ojciec Ludwik Wiśniewski za pierwszej komuny był znany ze swej opozycyjnej postawy. Byłoby przykro, gdyby miało się okazać, że w swojej szafie ma trupa, który zmusza go do wybiórczej troski o “Duszę Narodu”.

Anulowanie Różańca? Głupota lewaków wodą na nasze młyny.

Filip Obara https://pch24.pl/anulowanie-rozanca-glupota-lewakow-woda-na-nasze-mlyny/

Przykładów na działanie tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni, jest bez liku. Szatan przerasta nas w inteligencji, ale pada ofiarą własnej nienawiści… i głupoty swoich popleczników.

I tak nagonka na Różaniec w wykonaniu znanego liberalnego czasopisma przyniosła jeden jedyny efekt – wypromowanie modlitwy różańcowej, a przynajmniej symbolu Różańca.

Kilka dni temu w „The Atlantic” ukazał się artykuł, którego tytuł brzmiał początkowo Jak różaniec stał się symbolem ekstremistów, a następnie został zmieniony na Jak ekstremistyczna kultura broni próbuje zaadoptować różaniec.

Jak karabin AR-15 stał się sakralnym atrybutem dla chrześcijańskich nacjonalistów w ogóle, tak różaniec nabrał militarnego znaczenia dla radykalno-tradycyjnych (lub „rad trad”) katolików – skonstatował Daniel Panneton.

Armia tradi-katolików solą w oczach liberałów

Dla liberalnego autora nie do pomyślenia jest konwencja kulturowa, zgodnie z którą amerykańscy katolicy na jednym zdjęciu umieszczają karabin i różaniec. Jego liberalne serce tym bardziej truchleje, gdy słyszy, że ci sami mężczyźni nawołują do wsparcia szeregów… Kościoła Wojującego. Święci Pańscy, duchowni w sutannach, różańce i karabiny, a do tego… słowa pełne „agresywnej homofobii” – to zestaw wrażeń, który zdecydowanie przekracza skalę tolerancji pana Pannetona.

Narzekając na „ultrakonserwatywny katolicyzm” Amerykanów i ich „skrajnie prawicową kulturę”, publicysta używa języka zarezerwowanego wyłącznie dla wielkiego uderzenia. Normalnie w „The Atlantic” ukazują się teksty odpowiednio wysmuklone intelektualnie, tak że przeciętny amerykański leming może poczuć, że przynależy do jakiejś wyższej, bardziej wysublimowanej kasty. Ale od czasu do czasu trzeba przywalić tak, by cały kredyt zaufania uzyskany u czytelników spożytkować do ataku na najświętsze wartości. Tym razem działa zostały wymierzone w Różaniec, co w sumie nie dziwi, a nawet… cieszy.

Efekt jest bowiem podobny do tego, który miał miejsce, gdy aborcjoniści wzięli na cel katolickie świątynie po obaleniu przez Sąd Najwyższy rzekomego „prawa” do zabijania dzieci nienarodzonych. Szumne hasła bojowe wznoszone w mediach społecznościowych zaowocowały wprawdzie kilkoma atakami na kościoły, a nawet aktem profanacji, ale ostatecznie więcej szumu było… po drugiej stronie barykady.

Wszystkie protestanckie portale pro-life rozpisywały się na temat antykatolickich zamieszek, a z newsów wyłaniało się wyraźne utożsamienie Kościoła ze sprzeciwem wobec aborcji i poszanowaniem wartości ludzkiego życia. Jeszcze wcześniej te same media – prowadzone przez ludzi niewierzących w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie – bombardowały eter doniesieniami o Joe Bidenie, który nie powinien otrzymywać tegoż Pana Jezusa w Komunii Świętej.

A teraz – śledząc aferę różańcową – włączmy Fox News. Widzimy jak katolicki dziennikarz, który „ma Różaniec na biurku” razem z latynoską komentatorką o przyjemnej aparycji i czarująco zachrypniętym głosie – która ma „różaniec albo i dwa w swojej torebce” – nabijają się w najlepsze z głupoty przeintelektualizowanych lewaków z „The Atlantic”, a w materiał klikają setki tysięcy widzów. W sumie miliony, jeżeli zliczymy wszystkie programy i artykuły na ten temat.

Oto amerykański protestant – którego napędza konserwatywny sprzeciw wobec lewactwa – widzi na ekranie tysiąc różnych ujęć różańca i słyszy, że w tych katolickich paciorkach zawiera się wszystko, czego najbardziej nienawidzą jego neomarksistowscy wrogowie.

Nic, tylko podziękować lewakom!

Ale… Różaniec naprawdę jest bronią!

Lewacy czują, że coś jest na rzeczy i dlatego tak się boją. Dlatego taka kaczka jest wypuszczona na medialne wody. Z odmętów antykatolickiego bełkotu cytowanego wyżej Daniela Pannetona wyłania się istotne spostrzeżenie:Ci uzbrojeni radykalni tradycjonaliści przyjęli duchowe przekonanie, że różaniec może być bronią w walce ze złem i przekształcili go w coś dosłownie niebezpiecznego.

Tak, dosłownie. Różaniec jest bowiem bronią, którą podała nam do rąk sama Pogromicielka szatana, Ta, która zmiażdżyła jego głowę i której dzieci – według niezawodnej obietnicy – mają lub będą miały udział w Jej wiekuistym tryumfie nad siłami zła. Kto odmawia Różaniec, rozważa najświętsze tajemnice wiary i łączy się z duchem katolickiej ortodoksji, w świetle której upadają wszystkie ponętne ideologie głoszone z zapałem godnym lepszej sprawy przez tuby Rewolucji.

Jak mówi wspomniana wyżej latynoska, osobowość telewizyjna Rachel Campos-Duffy: Musimy z tym walczyć, nie możemy tylko śmiać się z tych niedorzeczności, ale musimy zrozumieć, że w naszym kraju i na świecie chrześcijaństwo i wiara w ogóle są atakowane, dlatego musimy bronić naszych praw religijnych i odpierać tego typu bigoterię wymierzoną w chrześcijan. I potwierdza obawy pana Pannetona, zauważając, że wszyscy marksistowscy totalitaryści boją siły katolickiej modlitwy. Na koniec Rachel zachęca do zmawiania Różańca, bo „rodzina, która modli się razem, pozostaje razem”.

Dziwnym trafem jej słowa o antychrześcijańskich nastrojach okazały się nieprzesadzone, gdyż po artykule w „The Atlantic” doszło do serii aktów wandalizmu, którym uległy katolickie pomniki z symboliką różańcową – takie jak figura św. Antoniego Padewskiego przy szkole w Waszyngtonie, której patronuje tenże święty.

Oby wszyscy stali się Różańcowymi Ekstremistami – życzy sobie katolicki pisarz i podcaster dr Taylor Marshall, odpowiadając na artykuł Daniela Pannetona. Jeżeli nową zbrodnią jest wiara w Boga, to bądźmy wszyscy zbrodniarzami sugeruje jedna z użytkowniczek Twittera, cytując abp Fultona Sheena. Jestem dumny z bycia różańcowym ekstremistą. Nasza Pani od Najświętszego Różańca, módl się za nami! – pisze popularny duchowny udzielający się na blogu i w mediach społecznościowych jako Ksiądz V. I dodaje: P.S. dla The Atlantic – Różaniec to sakramentalium, a nie sakrament.

No właśnie – bo pan Panneton nie zadał sobie trudu, by rozróżnić te dwie rzeczy. Podobnie jak nie zadał sobie trudu, by zapoznać się z nauką o Kościele Wojującym na ziemi, Cierpiącym w czyśćcu i Tryumfującym w niebie. A wisienką na torcie serwowanych przez niego głodnych kawałków jest powołanie się na… Franciszka. Dla liberalnego publicysty nawet otwarcie neomarksistowski papież może być chłopcem do bicia, tylko dlatego, że powiedział kiedyś: Nie ma drogi do świętości bez duchowej walki.

Ale nawet gdyby tekst w „The Atlantic” nie był aż tak niemerytoryczny i od cepa napastliwy, to i tak autor wylałby sporo wody na młyny wszystkich katolików i konserwatystów w USA. Tak samo jak aborcjoniści i inni gwałciciele prawa Bożego, którzy ślepną z nienawiści do tego stopnia, iż nie widzą nawet tego, że swoimi wybrykami promują wiarę i wartości – przyczyniając się do coraz wyrazistszej i skuteczniejszej reakcji po stronie Kontrrewolucji.

Yes, the Rosary is a Mighty Weapon Against Evil. It’s the Solution, Not the Problem

August 16, 2022 | John Horvat II  https://www.tfp.org/yes-the-rosary-is-a-mighty-weapon-against-evil-its-the-solution-not-the-problem/?PKG=TFPE22267

Daniel Panneton, a sensationalist writer in The Atlantic, thinks he has just uncovered a vast “rad trad” Christian nationalist conspiracy centered on the Rosary. The hit piece, “How Extremist Gun Culture Is Trying to Co-Opt the Rosary,” tries to turn the august sacramental into an alt-right talisman.

By guilt of association, he claims the Rosary is entangled with an “absolutist gun culture” and “conspiratorial politics.” Any conservative activists praying the Rosary risk being accused of weaponizing it and thus are a danger to society.

Mr. Panneton could have saved himself much time and trouble if he had just researched the Rosary beyond the conspiratorial websites he trolled to put together his dramatic rant.

Catholics have never hidden the fact that the Rosary is a weapon in the fight against the forces of evil. For seven centuries, the Rosary has been a powerful weapon against the world, flesh and the devil. The present era is no exception to the rule. Indeed, it is needed now more than ever.

Saint Dominic first promoted the Rosary as a means of fighting against the Albigensian heresy in the thirteenth century. In 1571, Pope Pius V convoked all of Christendom to pray the Rosary to overcome the Muslim fleet at Lepanto. The date of the Catholic victory on October 7th was later declared the Feast of the Most Holy Rosary.

When the Blessed Mother appeared to three shepherd children in Fatima, Portugal, in 1917, she asked everyone to pray the Rosary daily to end the fighting in Europe. Many credit the retreat of the Soviet Army from Austria in 1955, after the Second World War, to the massive public rosary rallies organized all over the nation by Fr. Petrus Pavlicek.

Wherever there is a fight against Church enemies, the Rosary is at the heart of the struggle. The Church has never hidden the Rosary and the militant imagery associated with being Christian in a hostile world. There is nothing wrong with adapting that imagery to modern times and warfare. It was not without reason that Blessed Pope Pius IX said: “Give me an army saying the Rosary, and I will conquer the world.”

With a proven track record, the Rosary is a real and effective weapon against real enemies of the Church. It strikes terror in the hearts of those who persecute the Church, including those involved in the present culture war.

Thus, Mr. Panneton’s attacks on the Rosary can only be explained because he sees it as a threat to the present godless culture. He cannot fail to notice that the Rosary increasingly appears everywhere on the front lines of the culture war. Its incredible power has closed abortion clinics, canceled Drag Queen Story Hours and angered satanic activists. His attack targets not alt-rightists but faithful Catholics in the public square praying the Rosary in successful obedience to Mary’s Fatima request. And it terrifies him.

Mr. Panneton’s concern about the Rosary has three significant flaws.

He does not understand the nature of the Rosary as a prayer that unites the person to the Blessed Mother. Thus, he creates the blasphemous fiction that the rosary beads as a good luck charm are weaving themselves into an extremist fringe.

The Rosary, by its nature, links the Catholic faithful to Our Lady, who is all pure, all good and incapable of sin. Nothing about Our Lady can be against the common good. Those who say the Rosary will forever strive to do nothing contrary to God’s law. To suggest that devotees to the Rosary are potential alt-right terrorists is an insult to all who love and pray the Rosary.

His second problem is his desire to isolate the Rosary to render it harmless. While he accuses conservatives of weaponizing the Rosary, he wants to ghettoize it. He deems the Rosary acceptable as long as it stays inside the churches and out of the public square. The Rosary must be reduced to a security blanket to bolster weak souls afflicted with anxieties. It must be kept in the hands of those he deems “holy” and therefore ineffective. The mixture of Catholic activism and the Rosary cannot be allowed.

Finally, Mr. Panneton’s vision of the Rosary wants to limit its use to vague and ambiguous evils. Rosary devotees must keep their fights subjective and internal. Target a folkloric “Satan” that exists only in the imaginations of nervous Catholics and not the real world.

The minute the evil is identified with a satanic Black Mass at Harvard University or Oklahoma City Hall, the LGBTQ+ agenda or “reproductive rights,” the writer sounds the alarm. The Rosary then favors dangerous “homophobic” positions. It represents a “militarism [that]also glorifies a warrior mentality and notions of manliness and male strength.”

The wrongheaded Canadian writer shows his true extremist colors by defending all the leftist positions. When the other side says to stop using the Rosary, that is a sure sign that it is having an immense impact on the “principalities and powers” that dominate the modern world (Eph. 6:12). It is time to press the attack.

The Rosary is a most powerful weapon. Catholics need to use it proudly, publicly and fervently.

Liga Przeciwko Zniesławieniu (ADL) a żydowska metodyka inwigilacji Ameryki

2014-01-16 https://www.bibula.com/?p=72680

Poniżej prezentujemy tłumaczenie opracowania, które ukazało się na najnowszym (styczeń 2014) numerze miesięcznika Culture Wars. Pismo to, prowadzone od początku przez dr. E. Michaela Jones’a, stanowi obecnie najbardziej konstruktywne konserwatywne pismo wydawane w świecie angielskojęzycznym. Porusza, najczęściej przemilczane przez inne wydawnictwa, kluczowe zagadnienia dotyczące wydarzeń w USA i na świecie.

————————————-

Liga Przeciwko Zniesławieniu (ADL) a żydowska kultura inwigilacji Ameryki

Wieczorem 30 kwietnia [2013 roku] wiceprezydent Joe Biden wygłosił ważne przemówienie na gali z okazji 100-lecia Ligii Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League – ADL) w Waszyngtonie, DC. Chociaż Biden miał inne plany na ten wieczór, zmienił je i pojawił się tutaj ponieważ (w jego własnych słowach):

„Już dawno dowiedziałem się, że nie ma możliwości odmówienia Abe (Foxmanowi). Wiem, że myślicie, iż żartuję. Nie, nie żartuję”. Później Biden kontynuował: „Będzie to zuchwałe z mojej strony kiedy to powiem, ale ja się tu czuję jak w rodzinie. Byłeś ze mną, ja byłem z tobą, od czasu kiedy jako 30-letni dzieciak zostałem zaprzysiężony w Senacie amerykańskim na początku 1973 roku. Tak więc wpadnięcie tu jest dla mnie zaszczytem”. [1]

W dalszej części przemówienia Biden nadal wyrażał głęboki respekt i podziw dla swoich słuchaczy. Zażartował:

„Wiem, iż ogromna większość Amerykanów myśli, że jestem Żydem, ale naprawdę jestem katolikiem. Jestem prawdziwym katolikiem”. Ale, przyznał Biden: „Wykształciła mnie ADL i wiele osób, które znajdują się na tej sali. Byliście ze mną, i uważam że słuszne jest by powiedzieć: byliście w każdej ważnej sprawie. I w każdej sprawie. Nawet nie pamiętam ani jednej sprawy, w której byśmy się nie zgadzali”. [2]

[…] Przemówienie Bidena skupiało się również na przeszłości i biegu historii. Biden wspominał:

„Kiedy 50 lat temu był tu John Kennedy, oto co powiedział o was wszystkich. Powiedział, cytuję, że 'Wasza niestrudzona pogoń za równością traktowania wszystkich Amerykanów wniosła trwały i znaczący wkład w naszą demokrację’.”

Biden zauważył:

„50 lat później powiem wam, i mówię to szczerze: staliście się sumieniem Ameryki. Staliście się sumieniem tego kraju. Niezależnie od tego jaki jest problem”. [3]

Rozwijając swoje przemówienie, Biden rozwodził się nad wychwalaniem ADL jako „amerykańskiego sumienia”. Przyznał:

„Jak może słyszeliście, wtedy miałem drobny problem z poparciem dla gejowskich małżeństw. Ale spójrzcie na was wszystkich, spójrzcie na walkę w jaką się zaangażowaliście. I znowu nie żartuję: ta społeczność mnie wykształciła”. Później Biden dumnie oświadczył: „Dla mnie praca z Abe i jego poprzednikami przez ostatnich 40 lat, była zaszczytem, i to dzięki wam jesteśmy lepszym, bardziej ludzkim, przyzwoitszym społeczeństwem”. [4]

faktyczne skutki działalności ADL były jednak bardzo destrukcyjne dla społeczeństwa

Pomimo tak żarliwego poparcia prezydenta, faktyczne skutki działalności ADL były jednak bardzo destrukcyjne dla społeczeństwa. Od jej utworzenia w 1913 roku, ADL była siłą napędową za dekryminalizacją sodomii i aborcji, jak również główną siłą za stworzeniem państwa inwigilacyjnego w Ameryce.

Na zakończenie swojego przemówienia, Biden obdarował ADL kolejnymi pochwałami:

„Jesteście najbardziej wpływową, najbardziej słuchaną i najbardziej szanowaną organizacją w tym mieście. Wy jesteście sumieniem naszej większej społeczności. I za to wam dziękuję. I chcę życzyć wam kolejnych 150 lat. Bardzo dziękuję wam wszystkim”. [5]

Biorąc wiceprezydenta za słowo, wydaje się iż 100-letnia rocznica ADL jest odpowiednią okazją do zbadania spuścizny tej organizacji. Wiceprezydent Biden zadeklarował, iż była najbardziej wpływową, najbardziej słuchaną i najbardziej szanowaną organizacją w Ameryce.

Patrząc z drugiej strony, pismo The American Mercury* zaznaczyło także tę okazję, ale doszło do innego wniosku. W artykule „ADL: 100 lat nienawiści” [ADL: 100 Years Of Hate] napisano:

ADL działa jako prywatna agencja wywiadowcza, wysyłając szpiegów, infiltratorów, mącicieli i agentów-prowokatorów do tych obozów – zarówno żydowskich jak i nie-żydowskich – które nie zgadzają się z radykalnie proizraelskim i rasistowskim programem żydowskim. Również, tak jak agencja wywiadu, sporządza ogromną bazę danych zawierającą osobiste informacje o politykach, pisarzach, dysydentach, działaczach, wydawcach, blogerach, a nawet niezrzeszonych obywatelach, żeby, jeśli ci ludzie, zgodnie z opinią ADL, „wyjdą przed szereg”, można było zastraszać, „demaskować”, szantażować, i tym sposobem uciszać z maksymalną skutecznością. [6]

The American Mercury przedstawił także techniki stosowane przez ADL w celu wpływania na organizacje publiczne i rządowe, twierdząc że:

ADL bezczelnie wykorzystuje swoje fundusze na „edukację” funkcjonariuszy służb porządkowych poprzez swoją organizację zwaną ‘Law Enforcement Agency Resource Network’ (LEARN), która wykorzystuje perswadujące techniki do przekonywania organów policji aby uznawały nielubiane przez ADL jednostki i grupy jako kryminalnie niebezpieczne, zarazem uznając ADL i jej sojuszników jako grupy o duchu pro-społecznym i korzystnym. Dlatego nazwa ADL i jej faktyczny cel są sprzeczne: „Jak na ironię, biorąc pod uwagę jej nazwę, jedną z używanych przez nią głównych technik, dla których najbardziej przydatne jest jej ogromne archiwum wywiadowcze, jest publiczne zniesławianie tych, których ADL uznała za wrogów.”[7]

Zwolennicy ADL uważają, że te sprzeczności są konieczne do promowania „demokracji” i „wolności”. W „Słowniku historycznym izraelskiego wywiadu” [Historical Dictionary of Israeli Intelligence], dr Ephraim Kahana z Wydziału Politologii w Western Galilee College w Izraelu, twierdzi:

„Każda demokracja, a demokracja bardziej niż nie-demokracja, wymaga narzędzia tajnego działania. Zwykle uważa się to za „trzecią opcję”, która jednak często nie przynosi skutecznych efektów. Izraelski wywiad działa w sposób tajny. Niektóre z jego akcji były bardzo skuteczne i robiły wrażenie, podczas gdy inne nie udały się i były fiaskiem”. [8]

Pomimo ryzyka, że te szemrane akcje zawsze w końcu zamieniają się w chaos, judaizm popiera je do celów strategicznych. Jan Goldman bada te idee w książce „Etyka szpiegostwa: podręcznik dla zawodowego szpiega” [Ethics of Spying: A Reader for the Intelligence Professional, t. 2] W rodziale 6., Shlomo Shapiro z Wydziału Socjologii Bar-Ilan University w Izraelu twierdzi:

„Państwo Izrael daje bardzo szerokie uprawnienia swoim służbom wywiadowczym do walki z terroryzmem i zabezpieczenia jego ładu demokratycznego. Te uprawnienia obejmują: aresztowania, przesłuchania, przeprowadzanie głębokich nalotów na prywatność, ograniczanie swobód jednostki, a nawet dokonywanie egzekucji”. [9]

Shapiro wyjaśnia również, że te oszukańcze techniki są w judaizmie nie tylko aprobowane, ale także promowane. Nawiązuje on  do „Podstaw etyki – mówienie kłamstw na zewnątrz, prawdy wewnątrz” [Basic Of Ethics – Lying Outside, Telling Truth Inside] i wyjaśnia:

„Najbardziej zasadniczą podstawą etyki wywiadu w Izraelu jest mówienie – wewnątrz organizacji – całkowitej prawdy. Ten element może wydawać się prawie oczywisty, a nawet banalny, ale historia wywiadu uczy inaczej”.

Shapiro zauważa, że:

„Agenci i zajmujący się sprawą oficerowie, pracując przez długi okres pod fałszywą tożsamością, nabierają innych percepcji 'prawdy’, albo 'prawd’. Ale prawda, albo prawdziwe i pełne raporty, stanowią istotę skutecznej pracy wywiadu”. [10]

Shapiro tłumaczy tę zasadę wnioskując:

„Oficerów izraelskiego wywiadu uczy się od samego początku, że to oni mają okłamywać cały świat, jednak nigdy swoich zwierzchników i kolegów”.

Później potwierdza tę ideę stosując żydowską zasadę „Wojnę będziesz wywoływał sprytem”:

„Wykorzystywanie wywiadu i tajnych akcji to legalne narzędzia wojny i polityki obronnej. Żydowska religia uznaje konieczność 'brudnych sztuczek’ i działań, które w innych okolicznościach byłyby nie do przyjęcia, żeby zapewnić bezpieczeństwo społeczeństwu i zachować żydowską ciągłość”. [11]

Stuletnia historia ADL w Ameryce pokazała, że założono ją na tych samych zasadach i jest gotowa i chętna do stosowania „brudnych sztuczek” w celu promowania żydowskich interesów.

Na przestrzeni ostatniego stulecia, ADL wyrosła na międzynarodową organizację z główną siedzibą w Nowym Jorku i 29 biurami w głównych miastach. Kierowana przez krajowego dyrektora Abrahama [Abe] Foxmana, organizacja ma aktywa wartości $171 milionów i wydaje $55 milionów rocznie na promocję żydowskich interesów. [12]

Choć ADL z zasady była odporna na krytykę, doświadczyła jednego wielkiego koszmaru PR-owskiego w 1993, kiedy to agent ADL o nazwisku Roy Bulock – handlarz sztuki z San Francisco i znany tam w społeczności gejowskiej, którego specjalnością była infiltracja patriotycznych, arabsko-amerykańskich organizacji na rzecz Ligi – posiadał nielegalnie zdobyte i bardzo prywatne dane na temat swoich 'celów’, dane które mógł dostać tylko od policji i z innych poufnych teczek rządowych, a które to dane wykryto również w teczkach samej ADL, kiedy policja zrobiła nalot na siedziby ADL w San Francisco i Los Angeles w wyniku zdemaskowania Bullocka. [13]

W rzeczywistości media głównego nurtu nawet wspomniały o tej historii. The Los Angeles Times 9 kwietnia 1993 roku napisał:

„W czwartek policja skorzystała z nakazu przeszukania ADL tutaj [San Francisco] i w Los Angeles, zatrzymując dowody na [istnienienie i działanie] krajowej sieci wywiadu, oskarżonej o przechowywanie teczek o ponad 950 grupach politycznych, gazetach i związkach zawodowych, jak również o aż 12.000 osobach”.

Pomimo tych szkodliwych rewelacji, ADL nigdy nie oskarżono, a tych 48 wysuniętych zarzutów przestępstw – umorzono. [14] Jak pisze The American Mercury:

„W roku 2000 zawarto piękną umowę, zgodnie z którą ADL nie przyznała się do niewłaściwych czynów, w ramach pozasądowej ugody wypłaciła kwotę poniżej $200.000, część opłat sądowych, a resztę przekazała dla 'grup charytatywnych zwalczających nienawiść’ (inaczej mówiąc, grup jakie mogłaby wspierać ADL – jedną z nich była ’Hate Crimes Reward Fund’), wydała słabą apologię za korzystanie z usług 'zdobywców informacji’, którzy naruszali prawo, rzekomo bez wiedzy ADL, a następnie z niewyobrażalną bezczelnością potwierdzenia swoje 'prawa’ do szpiegowania każdej grupy i każdego, co zawsze robiła!” [15]

Oprócz tego skandalu z 1993 roku, ADL w zasadzie udawało się uciec spod publicznej krytyki. Każdy na tyle odważny by wypowiadać się przeciwko ich tajnym działaniom zostaje automatycznie oskarżany o antysemityzm. Dlatego nigdy nie obarczono jej odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane przeciwko amerykańskim obywatelom. Ale niedawno ujawnione teczki FBI w ramach Uchwały o Wolności Informacji [Freedom of Information Act – FOIA] pokazują prawdę o ADL i jej tajnych kampaniach w ostatnim stuleciu.

Leo Frank

Sto lat temu ADL wszczęła reakcję na proces Leo Franka w Atlancie w stanie  Georgia. W książce „Żydowski duch rewolucyjny” [The Jewish Revolutionary Spirit], dr E. Michael Jones napisał, że „Uprzedzenia rasowe na południu Ameryki dotyczyły sprawy czarnych i białych”. W tamtych czasach Żydów postrzegano jako „naród z księgi” i na Południu panował bardzo mały antysemityzm. [16]

Jones wyjaśnia:

Proces Franka odbywał się w czasie kiedy uwolnienie się Południa z okresu Rekonstrukcji było faktem dokonanym. Linczowanie, jeśli w ogóle, zanikało w 1913 roku, i obywatele stanu Georgia chętnie pokazywali swoją lojalność wobec prawa. Pod tym względem większość jej mieszkańców proces Franka postrzegała z poczuciem dumy, jako pokazujący jak daleko doszli od niedawnej trudnej przeszłości. Pomimo wybuchowych materiałów u sedna sprawy Leo Franka – gwałt i mord 14-letniej dziewczyny – nikogo nie zlinczowano, nawet murzyńskiego strażnika Jima Conleya, zanim sprawa trafiła przed sąd. Jeśli cokolwiek miał pokazać, to proces Franka właśnie nie wykazał żadnych uprzedzeń, gdy oskarżył Franka zamiast murzyńskiego strażnika fabryki ołówków, Jima Conleya.

W tym kontekście historycznym proces Leo Franka był dosyć niezwykły. Pomimo brutalnej, strasznej zbrodni, mieszkańcy Georgii pozostali stosunkowo spokojni i pozwolili sądowi zdecydować o jego wyniku. Ponadto, zamiast natychmiastowego oskarżenia Jima Conleya, murzyńskiego strażnika fabryki, śledczy badali dowody i doszli do wniosku, że odpowiedzialnym był kierownik fabryki, Leo Frank. Podczas procesu kilku świadków zeznało przeciwko osobie Leo Franka: „Pracownice zeznały, że Frank często wchodził do ich szatni i obdarowywał je niechcianymi uprzejmościami w formie pocałunków i pieszczot’. Świadkowie stwierdzili również, że: „Chłopiec-gazeciarz, który był przyjacielem Mary Phagan, zeznał, że Frank śledził ją i bała się ona przebywać z nim kiedy była sama, tak jak to miało miejsce w ostatnim dniu jej życia gdy weszła do jego biura by odebrać wypłatę”. [18]

Chociaż dowody piętrzyły się przeciwko Leo Frankowi, jego zrozpaczeni adwokaci w końcu zaczęli grać przeciwko Jimowi Conleyowi, podejrzanemu Murzynowi, kartą rasizmu. Jeden z adwokatów Franka, Luther Z. Rosser, powiedział ławie przysięgłych:

„Conley jest prostym, nieludzkim, pijanym, brudnym i kłamliwym Murzynem o szerokim nosie, przez który prawdopodobnie wciągnął tony kokainy”. Dodał: „Oni mają brudnego, czarnego Murzyna, a żeby nadać rozmachu jego zeznaniu, obcięli mu włosy, ogolili go i wykąpali. Ściągnęli szmaty z jego pleców i wszedł tutaj jak gładka cebula. Próbowali by wyglądał jak szanowany Murzyn”. [19]

W końcu prawnicy Franka zrozumieli, że ich strategia poniosła fiasko i tym razem postanowili wyrazić pogląd, że sądem motywowało uprzedzenie wobec Żydów. Ale prokurator stanowy Hugh Dorsey zapytał ławę przysięgłych:

„Panowie, czy według was mną, albo tymi detektywami, kieruje uprzedzenie? Czy my jako zaprzysiężeni funcjonariusze prawa chcieliśmy oskarżyć Leo Franka z powodu jego rasy i religii, a odpuścić Jimowi Conleyowi, Murzynowi? Czy to miałoby być uprzedzenie?” [20]

13 października 1913 roku sąd uznał Franka winnym i skazał go na karę śmierci. Po odczytaniu wyroku, Dorseya „nosili na rękach trzej mężczyźni pośród tłumu liczącego 5.000 ludzi, zebranego by usłyszeć wyrok”. Proces Franka zrobił z prokuratora Dorseya lokalnego bohatera, a później wybrano go na amerykańskiego senatora. Jones wyjaśnia:

„Mieszkańcy Georgii poczuli, że sprawa Franka potwierdziła praworządność organów stanowych. Frank miał swój dzień w sądzie. Nikt nie uciekał się do samosądu. Wymierzono sprawiedliwość”. [21]

Ale wspólnotę żydowską Atlanty oburzył ten werdykt skazujący. Uważali, że skazanie Franka było osobistym atakiem na ich wspólnotę. Rabin David Marx ze sprawy Franka zrobił swoją własną i przekonał pewnych wpływowych Żydów by zebrali się i zrobili wszystko co konieczne żeby unieważnić ten wyrok. I rzeczywiście, rabin Marx wyjechał do Nowego Jorku w celu zdobycia poparcia innych grup żydowskich. [22]

Jones zauważa:

Chodziło o sprawę praworządności i o to czy prawo odnosiło się do wszystkich mieszkańców Georgii, niezależnie od ich rasy, majątku i koneksji. . . Byli dumni z ich powrotu do procesów sądowych, a jednak prasa krajowa okrzyczała ich fanatykami, bo skazali Żyda; w procesie, który przez każdego który w nim uczestniczył, był uznany jako sprawiedliwy i ponad podziałami. Dla przeciętnego mieszkańca Georgii, fakt że stan nie przeforsował skazania Jima Conleya, czy fakt że tłum go nie zlinczował, był oznaką iż system prawny Georgii pokonał uprzedzenia. Teraz jednak prasa krajowa atakowała Georgię za uprzedzenia, które – jak sama wiedziała – nie występowały, a mianowicie antysemityzm i ignorowała wszelkie zebrane w procesie dowody poświadczające o ich zaufaniu w praworządność i sprawiedliwość procedur. [23]          

Jones twierdzi:

„Mieszkańców Georgii faktycznie nazwano antysemickimi fanatykami, bo dali Leo Frankowi sprawiedliwy proces i nie ulegli wstawianiu się północnych dzienników, z których większość należała do Żydów”.

W tamtym czasie grupy żydowskie zyskiwały również siłę polityczną z powodu zwiększającej się imigracji i ich wpływu w wydawnictwach, na Broadwayu i w przemyśle filmowym. [24] Kombinacja tych elementów doprowadziła do ogromnej żydowskiej kampanii o unieważnienie wyroku Franka.

Kiedy rabin Marx spotkał się z Amerykańskim Komitetem Żydowskim (AJC), ten „zgodził się poprzeć sprawę Franka poprzez zakulisowe manipulowanie opinią publiczną”. Źeby zrealizować te cele, AJC zatrudnił Alberta Laskera, członka ich własnej wspólnoty i szefa chicagowskiej firmy PR. W przeszłości Lasker wykorzystywał techniki marketingowe by wykreować słynne marki, takie jak powo Budweiser i Quaker Oats. W tym przypadku Lasker wykorzysta te metody by „podważyć legalność werdyktu Franka i zaangażować opinię publiczną do jego anulowania”. [25]

Lasker zgodził się na prowadzenie kampanii PR, a nawet zainwestował kwotę $1.000 z własnych pieniędzy na wsparcie tej sprawy. Laker wymyślił PR-owy slogan „Prawda maszeruje” [„The Truth is on the March„], który dzienniki w całym kraju powtarzały podczas trwania procesu.

Lasker wynajął również znanego prywatnego detektywa Williama Burnsa, by przyjechał do Georgii i przeprowadził dochodzenie w sprawie tej zbrodni. W rzeczywistości Burns nie prześledził nic, a pieniądze wykorzystał do przekupienia świadków aby wycofali swoje zeznania przeciwko Frankowi. Faktycznie: „Większość pieniędzy z tej kampanii poszła do detektywa Burnsa, który wykorzystywał je na przekupienie świadków by odwołali złożone pod przysięgą zeznania”. [26]

W końcu stan Georgia wezwał Burnsa przed sąd i ujawnił tajną kampanię przekupienia świadków. Kiedy Dorsey przepytywał Burnsa, ten wyznał, że przekupywał, groził i kilku świadków wprowadził w błąd żeby wycofali swoje zeznania przeciwko Frankowi. Ostatecznie Burnsa i jego współtowarzyszy skazano za przekupstwo świadków, a Burnsa wypędzono z miasta. W międzyczasie Sąd Najwyższy Georgii podtrzymał opinię sędziego Benjamina Hilla –  odrzucenia wszczęcia nowego procesu Franka 14 października 1914 roku. Po kolejnej apelacji sprawa Franka została wysłuchana i 25 lutego 1914 roku, głosami 7 do 2, wyrok został podtrzymany przed Sądem Najwyższym USA.[27]

Po decyzji sądu najwyższego, jedynym sposobem unieważnienia wyroku wobec Leo Franka było przekonanie gubernatora Georgii, Johna Slatona, by odwrócił decyzję sądu. Otrzymał on listy i telegramy od amerykańskich senatorów reprezentujących stany Connecticut, Idaho, Illinois, Louisiana, Michigan, Mississippi, Pennsylwania, Teksas i Wirginia z prośbą by unieważnił decyzję sądu. Otrzymał również ponad 100.000 listów i petycji zawierających ponad 2 miliony podpisów. Ponadto sam Slaton miał również konflikt interesów, gdyż był członkiem tej samej kancelarii prawnej co prawnicy Franka. [28]

Niemniej jednak, 21 czerwca 1915 roku Slaton złagodził wyrok Franka, na pięć dni przed wygaśnięciem swojej kadencji gubernatora. Po tej decyzji Slaton opuścił stan i serdecznie przyjęto go w Nowym Jorku. Ale mieszkańcy Georgii byli wściekli: „Kiedy historie o fetowaniu Slatona przez bogatych nowojorczyków dotarły do Georgii, oburzenie jeszcze raz wzrosło. Mieszkańców Georgii, których oburzyło złagodzenie wyroku Franka, a jeszcze bardziej oburzyło przyjęcie ich zdradzieckiego gubernatora w Nowym Jorku, pewna ich liczba postanowiła wziąć prawo w swoje ręce”. [29]

17 sierpnia 1915 roku grupa wpływowych ludzi porwała Franka z więzienia stanowego w Milledgeville, Georgia, i przetransportowała go do Marietta, Georgia, miasta Phagana, gdzie został zlinczowany. Rozwiązany w 1869 Ku Klux Klan, odrodził się w Święto Dziękczynienia tego samego roku. Oczywiście ironia całej tej sytuacji jest taka, że grupy żydowskie twierdziły iż interweniowały by bronić Franka i zwalczać uprzedzenie. W rzeczywistości, do całej sytuacji wprowadzili własne uprzedzenia, które rozlały się na inne grupy.

W reakcji na proces Leo Franka, „Żydowska Loża Masońska” [30], znana także pod nazwą B’nai B’rith, 31 października 1913 roku zorganizowała ADL. Organizacja ta kontynuowała dziedzictwo rozpoczęte przez Leo Franka, rabina Marxa i Alberta Laskera.

ADL była organizacją PR-owską,  utworzoną w celu kreowania i manipulowania opinią publiczną. Ale jej tajne działania często złe sytuacje czyniły jeszcze gorszymi i stwarzały więcej problemów. Tak jak podpalacz w straży pożarnej, ADL spieszy by gasić pożary, które ich uprzedzenie pomogło wzniecić.

Początkowe lata

Kiedy utworzono ADL jej program założycielski deklarował: „Najpilniejszym celem Ligi jest powstrzymanie, poprzez odwoływanie się do rozsądku i sumienia, i jeśli konieczne, do prawa, zniesławiania żydowskiego narodu”. W książce „B’nai B’rith i wyzwanie przywództwa etnicznego” [B’nai B’rith and the Challenge of Ethnic Leadership], Deborah Dash Moore napisała: „Wierząc w zdolność 'ważnych osobistości żydowskich, które taktownie bronią sprawy tolerancji’, ADL uważała iż mogła wpływać na postawy wywołujące powszechne uprzedzenia. Faktycznie zdobyła siłę dzięki indywidualnym przedstawicielom w całym kraju, często należącym do lokalnych lóż B’nai B’rith, którzy działali jako obserwatorzy w swoich społecznościach”. [31]

Ale wkrótce ADL zrozumiała, że odwoływanie się do „rozsądku” i „sumienia” nie było bardzo skuteczne. Ich „obserwatorzy” donosili o incydentach, które uważali za antysemickie, ale to nic nie dawało. Stopniowo przywódzwo ADL postanowiło, że konieczne było „odwoływanie się do prawa”. Jak wyjaśnia Deborah Moore, zgodnie z duchem czasu [Sigmund] Livongston i [Richard] Gutstadt przekształcili ADL pod koniec lat 1930 w ogromny magazyn informacji o nazistach w Ameryce, materiał, którym później podzielono się z Federalnym Biurem Śledczym (FBI), którego ludzie przychodzili by fotografować teczki  ADL”. [32]

Oczywiście, analiza Moore wywołuje więcej pytań niż odpowiedzi. Na przykład, w jaki sposób ADL zdobywała te informacje? Czy szpiegowała obywateli amerykańskich? Ponadto, w jaki sposób ADL definiowała tych ludzi jako nazistów? Czy ci ludzie sami utożsamiali się z nazistami, czy byli tylko przeciwni amerykańskiemu zaangażowaniu w wojnę? A także, w jaki sposób ADL związała się z FBI? Czy te organizacje współpracowały ze sobą, czy działały niezależnie od siebie?

Przez wiele lat te pytania pozostawały bez odpowiedzi, ale ostatnio ujawnione dokumenty FBI pokazują, że ADL szpiegowała amerykańskich obywateli, często swoich wrogów etykietowała jako „nazistów” – albo od niedawna jako „terrorystów” – bez żadnego dowodu, i że działali bardzo blisko z FBI. Odpowiadając na prośby w ramach Uchwały o Wolności Informacji [FOIA], FBI ujawniła tysiące wcześniej tajnych dokumentów wykazujących bliskie relacje między obu tymi organizacjami. Relacje te rozpoczęły się kiedy ADL zaproponowała FBI swoją sieć przedstawicieli i zasobów.

W dniu 8 sierpnia 1940 FBI odniosła się do poufnej listy 1.600 przedstawicieli ADL wysłanej przez ADL. Miles Goldberg z ADL sporządził listę i oczekiwał, że FBI wykorzysta członków ADL jako informatorów i tajnych agentów. Ponadto: „komandor J W Gregory z IX Regionu Marynarki. . . poprosił o kopię [listy]”. [33]

Ale ADL próbowała także pozostać niezależna od FBI i kontynuować własne tajne działania. 22 sierpnia tajny agent ADL powiedział FBI, że „został poinstruowany przez Dave’a Blackera, jednego z liderów lokalnej ADL. . . by nigdy nie ujawniać FBI ani nikomu innemu iż jest w taki sposób zatrudniony”. Według raportu, Blacker „jako powód podał to, że element antyżydowski oskarżył ADL o posiadanie prywatnych śledczych, i ADL nie życzy sobie by stać się powszechnie znaną instytucją, która zatrudnia prywatnych śledczych”. [34] Inne wczesne incydenty także ingerowały w relacje między obu organizacjami.

16 września agent FBI G.B. Norris napisał, że informatora ADL Rice A. Pierce’a agenci tego biura, którzy się z nim kontaktowali, uważali za „niezrównoważonego psychicznie”. Samuel I. Sievers, żydowski adwokat i prezes ADL wynajął Pierce’a w celu składania raportów i sporządzenia listy ludzi „podejrzanych przez niego o działania nie-amerykańskie”. Agent FBI Norris wyjaśnia, że Sievers „oryginalnie skierował [Pierce’a] do tego biura żebyśmy mogli skorzystać z dostarczonych przez niego informacji. Ogromna większość tych informacji, na pierwszy rzut oka, jest ewidentnie niewiarygodna”. [35]

Inaczej mówiąc, FBI nie ufała ADL. Rozumieli, że każda otrzymana od nich informacja była prawdopodobnie nieobiektywna i „niewiarygodna”. Ale FBI musiała widzieć jakąś wartość w tych danych, gdyż pozostawała z kontakcie z ADL. Wiarygodna czy nie, ADL nadal twierdziła, że była dość chętna do usług dla FBI w każdy możliwy sposób. 20 września w raporcie sporządzonym przez agenta FBI W. S. Devereaux: „Ustalono z panem Milesem Goldbergiem, sekretarzem ADL, B’nai B’rith, Chicago, Illinois, żeby udostępniać FBI nazwiska i adresy ich osobistych kontaktów i źródeł informacji w całych Stanach Zjednoczonych”. [36]

W rzeczywistości to ustalenie między FBI i ADL sięgało głębiej niż dostarczanie podstawowych informacji kontaktowych.

Agent FBI Devereaux wyjaśnił: „Pan Goldberg poinformował, że wymienione na listach osoby będą współpracowały i udostępnią każdą posiadaną przez nie teczkę, również jeśli się je poprosi zdobędą informacje o osobach którymi szczególnie interesuje się Biuro”. Później Miles Goldberg rzeczywiście wyjechał do Waszyngtonu, DC w celu złożenia osobistej wizyty w siedzibie FBI. [37]

W liście z 19 listopada 1940 FBI podziękowała Goldbergowi za „przekazywanie im numerów publikowanego 'Biuletynu’, które były przydatne dla FBI”. [38]

List był podziękowaniem dla Goldberga i ADL za „wspaniałego ducha współpracy wykazanego w tej jak i w wielu innych sprawach. Mam nadzieję że odwiedzi nas Pan podczas kolejnej podróży do Waszyngtonu”. Dosyć ciekawe jest to, że biuletyny ADL, które były „przydatne dla FBI”, zawierały stronnicze i pełne uprzedzeń raporty przeciwko „Amerykanom o dwuczłonowych nazwiskach”** i dziennikach publikowanych w językach obcych.

W tygodniowym biuletynie ADL z 11 września 1940, w nagłówku czytamy: „Goebbels wykorzystuje wolność amerykańskiej prasy”:

„Wywrotowe węże” – jak rysownik The New York Telegram 21 lat temu nazwał publikacje niemiecko-języczne – jeszcze raz czołgają się przez propagandowe zarośla. Te samozwańcze 'amerykańskie gazety w języku niemieckim’, przez Theodora Roosevelta nazwane 'Hyphen Press’, znowu ciężko pracują by narzucić sprawę niemieckich rasistów. Większość z nich, oprócz ograniczonej liczby dzienników drukowanych w ojczystych językach, wszystkie swoje zagraniczne informacje polityczne czerpią z tworzonych przez Goebbelsa wiadomości. [39]

Inaczej mówiąc, ADL uważała, że każdy dziennik drukowany po niemiecku był automatycznie propagandą rasistowską. Faktycznie sam język niemiecki uważano za rasistowski z natury. Te ataki trwały w kolejnym biuletynie, wydanym 18 września, których nagłówek brzmiał: „Hyphen Press sprzyja autonomii kulturowej” . W następnym tygodniu, 25 września nagłówek nawet deklarował: „Hail Lindberg! Kampania wspierana przez amerykańskich nazistów” [40] Dlatego dosyć pouczające jest to, że FBI uważała te źródła za tak ważne, iż chciała je otrzymywać do swojego wykorzystania przez Biuro.

15 stycznia 1941 roku FBI doniosła, że ADL przysłała im listę „dotyczącą osób o tendencjach wywrotowych mieszkających w Cincinnati, Ohio”. Dalej podaje: „Informacji o typie organizacji, do których należą te osoby nie można dostarczyć do czasu powrotu do miasta Milesa M. Goldberga, szefa ADL”. Kiedy Goldberg wrócił, raport wyjaśniał: „[Miles Goldberg] poradził mi, że zdobyli oryginalną listę członków Przyjaciół Nowych Niemiec (Friends of New Germany), i że aktualizują adresy tych osób”. [41]

Inaczej mówiąc, osoby określone przez ADL jako posiadające „skłonności wywrotowe” zostały odszukane i śledzone przez ich organizację. Ale nie wspomina się o zastosowanych przez nich kryteriach definiujących co faktycznie znaczy określenie „wywrotowy”. 6 marca FBI doniosła, że George Furth, członek ADL z Cleveland, „zaproponował zasadność skontaktowania się z przedstawicielami w innych  miastach regionu w celu ustanowienia bliższych relacji, żeby informacje można było przekazać FBI w tym mieście”. [42] W tej sytuacji FBI współpracowała z ADL poprzez Ligę Praw Człowieka, którą zorganizował rabin Abba Hillel Silver i reprezentowała wspólnotę żydowską w Cleveland.

26 sierpnia Liga Praw Człowieka wysłała FBI oświadczenie denuncjujące ks. Charlesa Coughlina i jego zwolenników z grupy kobiecej w Cleveland, Unii Amerykańskich Matek [United Mothers Of America]***. W oświadczeniu były również nazwiska i adresy należących do niej kobiet. Liga twierdziła: „Wykorzystują one Pierwszy Komitet Amerykański [First Committee] i Wheelera, Lindbergha i Martina Sweeneya jako rzeczników do swoich pokojowych zamiarów, choć faktycznie pełnią rolę promotorów dyskryminacji rasowej i sabotażystów wszelkich wysiłków obrony demokracji. Świadomie czy nie, są agentami nazistów w tym kraju”. [43]

Zgodnie z tą opinią, każdy kto promuje pokój był oczywiście rasistą i automatycznie nazistą, niezależnie od tego czy wiedział o tym czy nie. Żydowska definicja „nazisty” jest wyjątkowa i pokazuje, że uważali oni, iż ludzie mogli być agentami „nazistów” nie mając o tym nawet świadomości. Ponadto, żydowska definicja „nazisty” nie jest dosłownym określeniem opisującym ludzi z reżimu niemieckiego, ale symboliczną etykietą wykorzystywaną w automatycznym dyskredytowaniu każdego kto nie zgadza się z ADL. Dlatego w tamtych czasach typowo używali tego wyrażenia żeby atakować osoby zaangażowane w ruch America First.

11 listopada FBI wydała „Raport  o ADL i jej potajemnych działaniach” na Zjeździe Komitetu America First [America First Committee Rally], który odbył się w czwartek 30 października w Madison Square Garden. Raport mówił, że agenci ADL zinfiltrowali zjazd posługując się skradzionymi przepustkami prasowymi. Agent FBI zatrzymał Arnolda Forstera i jego fotografa, którzy mieli fałszywą Policyjną Kartę Prasową [Police Press Card]. Kiedy FBI chiała przeprowadzić śledztwo jak do tego doszło, ADL wywarła „ogromną presję na komisarza Seery i Komitet Burmistrza ds. Kart Prasowych [Mayor’s Committee on Press Cards] żeby nie zajmować się incydentem Fostera”. Później agent FBI stwierdził: „Cały incydent jest typowy dla pewnych nagannych metod, jak również wpływu, wykorzystywanych przez ADL. . .” [44]

Ale 7 grudnia 1914 wszystko w końcu się zmieniło i wepchnęło Amerykę w wojnę. Wkrótce potem ADL uznała swoją misję za zakończoną i rabin Paul Richman rzekomo zapytał specjalnego agenta FBI, L. B. Nicholasa, czy „przydatność ADL wygasła i powinna się rozwiązać”. [45]

Ale FBI nie poinstruowała ADL o jej rozwiązaniu. Zamiast tego postrzegała ADL jako cenne źródło, które powinni wykorzystywać do zbierania wojennych danych wywiadowczych o amerykańskich cywilach.

Pierwsze konflikty

16 stycznia 1942 roku agent FBI A. H. Johnson napisał raport o niedawnym przemówieniu wygłoszonym przez członka ADL na temat zacieśniania się relacji między obu organizacjami:

Jerry Friedman poinformował 40 kobiet z różnych lóż [ADL], że FBI uznała ADL za najbardziej skuteczną organizację cywilngo wywiadu. Przy zachowaniu utrzymania ścisłej tajemnicy, przeczytał on kilka linijek listu Wywiadu Wojskowego do 'pewnej agencji rządowej’. Friedman powiedział również tym kobietom, że ADL przekazała FBI 30.000 nazwisk osób ze swoich teczek, które współpracowały z FBI w kwestii informacji o rekrutach do wojska i marynarki. [46]

Ale relacje między obu organizacjami szybko stały się napięte, kiedy FBI zrozumiała, że ADL miała własne cele. Niektórzy agenci FBI narzekali, że agenci ADL mówili coś innego innym osobom, zależnie od tego z kim rozmawiali. Wielu z nich irytowało się kiedy członkowie ADL mówili grupom publicznym, że ich organizacja szkoliła agentów FBI. Ogólnie rzecz biorąc, wielu z ich uważało, że większość agentów ADL była bardzo nieprofesjonalna i niewykwalifikowana do działań śledczych, w które się angażowali.

Było jasne, że FBI otrzymała w wyniku utrzymywania kontaktów z ADL więcej niż się spodziewała. FBI uważała, że ADL istniała po to by dostarczać FBI wojenne dane wywiadowcze o amerykańskich cywilach. Ale ADL chciała aby przepływ informacji działał w obie strony. Agentów FBI szczególnie alarmowały prośby ADL o tajne teczki FBI w celu uniknięcia „dublowania wysiłków”. Zrozumieli, że ADL zawsze próbowała manipulować sytuacjami w celu promowania własnych interesów.

16 marca 1943 roku agent FBI Caroll Doyle sporządził raport na temat rozmowy jaką odbył z Williamem I. Boxermanem z ADL: „Pan Boxerman uczestniczył w dyskusji o nieefektywnym sposobie zajmowania się sprawą i podkreślił, że ADL miała informację, która byłaby dużo przydatniejsza, gdyby Biuro zwróciło na nią większą uwagę.” Boxerman skrytykował także dyrektowa FBI, J.  Edgara Hoovera i jego decyzje. 7 maja Hoover sporządził własny raport w którym zakwestionował te zarzuty i stwierdził, że uwagi Boxermana dotknęły go osobiście. Hoover ostrzegł również o zwiększającym się podziale między FBI i ADL. Później ADL zwolniła Boxermana, ale problemy pozostały. [47]

19 maja wicedyrektor FBI, P. E. Foxworth ostrzegł Hoovera, że informatorzy z ADL i Liga AntyNazistowska (ANL) brali udział  w „szantażowaniu osób, które prawdopodobnie były lojalne i niewinne, jak również dlatego, że takie organizacje uważali dla własnych celów za pro-faszystowskie”. Raport sugerował również, że ADL „bardziej interesowała się własnymi korzyściami materialnymi, a jej praca jest skierowana bardziej na prześladowania i wrabianie jej wrogów, niż ujawnianie nazizmu i faszyzmu i ochronę narodu żydowskiego. . . któremu hołdują”. [48]

Innymi słowy, FBI poszła do łóżka z ADL, a następnego ranka obudziła się pełna żalu. Uważali, że ADL mogła dostarczać im cenne informacje, ale szybko dowiedzieli się, że ADL bardziej interesowały „własne korzyści” i „wrabianie wrogów”. W międzyczasie członkowie żydowskich grup zaczęli mówić, że ADL miała oficjalne koneksje z FBI. Według raportów FBI: „ADL wydała raport pokazujący, że w ciągu roku organizacja przeprowadziła dla FBI 373 śledztwa „. [49]

4 lutego 1942, FBI wyraziła swoją frustrację o tych raportach: „Dyrektor Hoover został zmuszony do zajęcia stanowiska na długo przed okazaniem się, że prywatne agencje śledcze nia miały powodu do istnienia, że jedynie tworzyły histerię i przyczyniały się do organizowania samoobrony i ducha tłumu”. Inaczej mówiąc, FBI zaczęła rozumieć niebezpieczeństwo tajnej działalności i czarnych operacji, a mianowicie, że zawsze wymykały się spod kontroli. Źeby ograniczyć szkody, skontaktowała się z ADL by jasno powiedzieć, że „FBI nigdy nie prosiła ADL o prowadzenie dochodzeń, ale, oczywiście, chętnie zobaczą posiadane przez nią informacje. . .” [50]

FBI wyraźnie powiedziała, że nie chcieli aby publicznie wiązano ich z ADL, ale chciała kontynuować badanie ich materiałów. Innymi słowy, FBI i ADL nie miały oficjalnych „relacji”, ale mieli nadzieję być „przyjaciółmi odnoszącymi korzyści”. Raporty pokazują również, że FBI martwiła się prowadzonym przez Kongres śledztwem, które ujawniłoby relacje między obu grupami. Kiedy FBI skontaktowała się z ADL, rabin Richman zaprzeczył wszelkiej odpowiedzialności i za krążące żenujące raporty publiczne obwinił Amerykański Komitet Żydowski (AJC). Ale raport zauważył również, że „Richman stał się w jakiś sposób podekscytowany. Podczas rozmowy był bardzo niespokojny, najwyraźniej zdenerwowany”. [51]

Konflikt między FBI i ADL nadal się nasilał i wybuchł kiedy Frank Prince, tajny śledczy ADL, publicznie ogłosił, że wkrótce zastąpi J. Edgara Hoovera jako dyrektor FBI. 25 listopada ADL chciała ograniczyć szkody i zorganizowała spotkanie z agentem FBI – L .B. Nicholsem. W spotkaniu uczestniczyli: rabin Paul Richman, waszyngtoński przedstawiciel ADL; Maurice Bisgyer, dyrektor wykonawczy B’nai B’rith, oraz Richard Gudstadt, dyrektor ADL. [52]

Na spotkaniu ADL nadal ogólnie obwiniała AJC, a szczególnie Jacoba Spolansky’ego. Gustadt uważał, że ADL i AJC zaciekle rywalizowały między sobą, mimo że przyszłe dowody wykazały, iż  jego opinia była absolutnie fałszywa i myląca. Późniejszy raport FBI mówi:

Gudstadt stwierdził, że chciał aby było wyraźnie zrozumiałe, że ADL w 100 procentach stała za Biurem, że zrobią wszystko co Biuro zechce, nawet że się rozwiążą. Prawdę mówiąc, to on poruszył wizytę Richmana do Biura wkrótce po wypowiedzeniu wojny, kiedy to Richman zapytał mnie czy ich przydatność się skończyła i powinni się rozwiązać. Oczywiście nie skomentowałem tego. [53]

Inaczej mówiąc, Gudstadt zrozumiał, że ADL przekroczyła granice i desperacko chciał naprawić relacje organizacji z FBI. Faktycznie Gudstadt nawet był gotów przedstawić kolejną propozycję rozwiązania ADL na prośbę FBI. Ale po raz drugi FBI nie poinstruowała ADL by się rozwiązała. [54] Oni nadal postrzegali ADL jako cenne źródło, które mogli wykorzystywać do gromadzenia informacji wywiadu wojennego o amerykańskich cywilach.

Podczas pozostałej części spotkania Gudstadt kontynuował swoją „obietnicę wierności” wobec FBI. Nichols donosi, że Gudstadt powiedział mu: „Jeśli będą konflikty między ich ludźmi i naszymi, albo jeśli ich ludzie nie działali prawidłowo, szybko ich zwolni. W tym momencie powiedziałem wyraźnie, że Biuro nie próbowało kierować ani B’nai B’rith, ani ADL”. [55] Tymczasem FBI dalej naciskała o więcej odpowiedzi, podczas gdy ADL kontynuowała zaprzeczać swoim powiązaniom z Frankiem Princem.

Nichols donosił:

„Powiedziałem Gudstadtowi, że doszło do nas z różnych źródeł w Detroit, że Prince został wysłany do Detroit by śledzić [Geralda L .K.] Smitha i słyszeliśmy, że otrzymywał $1.000 tygodniowo. . .” Kiedy Gudstadt próbował temu zaprzeczać, Nichols otwarcie to odrzucił: „Pozostał fakt, że on, Gudstadt, jako szef ADL, wykazał ich zdecydowane zaufanie do Prince’a, że dobrze wiedział, iż Prince był przeciwny FBI i posunął się tak daleko, że próbował zastąpić jego dyrektora, że spreparował długotrwałą kampanię by usunąć dyrektora z urzędu”. [56]

Nichols dalej wyjaśnił Gudstadtowi, że „Jeśli chodzi o Biuro, gdyby ADL wolała trwać przy Prince’u, to była ich sprawa, ale nie mogli grać na dwa fronty, i będziemy zmuszeni zerwać kontakty z ADL”. W odpowiedzi Gudstadt nieśmiało „wtrącił jeszcze raz i zapytał czy chcemy by się rozwiązali, a jeśli tak, to rozwiążą się w ciągu 24 godzin. Powiedziałem mu, że to nie my kierujemy ADL”. [57]

Zasadniczo Nichols dał Gudstadtowi ultimatum i chciał wiedzieć czy ADL była za czy przeciwko FBI. W odpowiedzi Gustadt nadal zaprzeczał wszelkiej odpowiedzialności i wielokrotnie proponował rozwiązanie ADL. Nichols wielokrotnie twierdził, że nie interesowało go „kierowanie ADL”, ale podzielił się z Gudstadtem kilkoma propozycjami. Nichols uważał, że agent ADL John Metcalfe „był człowiekiem gadatliwym” i Gudstadt „wtedy zapytał czy powinien zwolnić Metcalfe’a. Powiedziałem mu jeszcze raz, że to nie my kierowaliśmy ADL, że to on powinien podjąć decyzję”. [58]

Na zakończenie spotkania, co pokazuje raport Nicholsa, „Gudstadt dalej oświadczył, że chciał by wyraźnie zrozumiano, że jeśli kiedykolwiek będzie coś w ich organizacji co nas będzie niepokoić, powinniśmy mu powiedzieć i zrobią wszystko co w ich mocy by to naprawić”. [59] Dwa dni po spotkaniu John Metcalfe zadzwonił do agenta FBI Nicholsa i powiedział mu, że ADL go zwolniła.

Nichols poinformował, że „wtedy Metcalfe zapytał czy mógłby przygotować memorandum i wysłać je do Biura. Powiedziałem mu, że to byłoby w pełni zadowalające. . .” [60] Podsumowując, FBI „nieoficjalnie” poinstruowała ADL by ta zwolniła Metcalfe’a, gdyż „był człowiekiem gadatliwym”, tylko po to by później wykorzystać go do poznania wewnętrznych mechanizmów ADL. Inaczej mówiąc, FBI wykorzystywała takie same tajne działania i mroczne operacje prowadzone przez ADL, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa stosowania takiej taktyki.

2 czerwca 1943 roku, Luigi S. Criscuolo, wydawca nowojorskiego biuletynu „The Rubicon”, poinformował, że został zwabiony przez agentów ADL, którzy mówili iż są „nieoficjalnymi pomocnikami Departamentu Sprawiedliwości i prowadzili dla niego dochodzenie”. Raport FBI pokazuje, że „dwukrotnie do jego biura przyszły dwie różne kobiety i próbowały wymusić na nim jakąś antysemicką wypowiedź, ale nie dał się w to wciągnąć. Jedna z tych kobiet podała swoje nazwisko jako pani K. D’Oxylion. Zadzwonił tam i dowiedział się, że nazywała się Stefani Kaahn albo Kuhn”. [61]   

Criscuolo dowiedział się także o drugiej kobiecie która go odwiedziła. Jeszcze raz raport FBI pokazuje, że druga kobieta, podająca swoje nazwisko jako Maher, udawała iż jest pro-niemiecka i antysemitka. Uważa, że przysłała ją albo ADL, albo Liga Anty-Nazistowska. W mieście szerzyła się pogłoska, że ADL i Liga Anty-Nazistowska były nieoficjalnymi pomocnikami Departamentu Sprawiedliwości i prowadziły dochodzenia w jego imieniu”. [62]

Jeszcze raz FBI zastosowała presję, i jeszcze raz ADL zapewniała o swojej lojalności. 24 sierpnia FBI wydała raport mówiący o tym, że ADL „jawi się być chętna pomagać FBI w każdym prowadzonym przez nich śledztwie. Teczki organizacji mają być udostępnione agentom, i każda informacja mogąca pomóc w śledztwie ma być dostarczona do tego biura. . .” Ale FBI ostrzegła również:

„Oczywiście, nawiązując te kontakty agenci byli ostrożni by uniknąć ujawnienia jakiejkolwiek tajnej informacji. Pan Arnold Foster jest głównym śledczym tej organizacji i w przeszłości dostarczał informacji naszym agentom”. [63]

W tym momencie FBI coraz bardziej irytowały ciągłe wypowiedzi, że od ADL otrzymywała raporty o „incydentach antysemickich”. W raporcie FBI z 30 sierpnia agent FBI Sears stwierdził, że tajne operacje ADL i raporty o antysemityzmie były „nic nie warte”, były to „pogłoski dla celów politycznych”. Później przyznał po przejrzeniu ich, że „nie martwią go pośrednie narzekania, bo w ten sposób dodają sobie znaczenia”. Inaczej mówiąc, Sears przyznał, że ADL miała własne cele. Zrozumiał ich „cel polityczny” i wiedział, że narzekania na temat antysemityzmu były „sposobem dodawania sobie znaczenia”. [64]

Ale dyrektor FBI, J. Edgar Hoover, nadal nalegał by agenci FBI uczestniczyli w spotkaniach ADL. W raporcie z 15 listopada agent FBI Drayton napisał: „Piszę do Biura bo nie mogę zrozumieć powodu nacisków ADL żeby przedstawiciel tego Biura spotykał się z tą grupą. Ale czuję, że na ich presję w tej kwestii wpływa jakiś ukryty powód”. [65] Oczywiście, tym ukrytym powodem było to, że ADL miało nadzieję na wykorzystywanie swoich koneksji z FBI do ataków na swoich krytyków.

Tymczasem ADL rozrastała się jako organizacja. 9 lutego 1944 FBI wydała raport, że w ubiegłym roku ADL otrzymała w darowiznach 3 miliony dolarów ***. Jak mówi raport, Jack Holmes z Warner Brothers Studio stwierdził: „większość [z tych $3 milionów] pochodziła od głównych studio filmowych i prominentnych żydowskich aktorów filmowych, reżyserów i innych wybitnych osób z tego przemysłu. Powiedział, że tylko Warner Brothers Studio wpłaciło na fundusz $60.000. . .” [66]

Dzięki tym dodatkowym funduszom ADL poszerzyła swoją tajną kampanię przeciwko krytykom. Według raportu FBI z 22 marca, agent Nichols twierdził, że ADL podrzucała historie do dzienników. Nichols szczególnie odniósł się do historii w Chicago Sun i St. Louis Dispatch o National Synarchist Union w Meksyku ****. W książce „Meksyk: biografia władzy” [Mexico: Biography of Power], Enrique Krauze napisał, że Ruch Synarchistyczny był pod wpływem „katolicyzmu społecznego zaproponowanego przez papieża Leona XIII w encyklice Rerum Novarum„. [67]

W rzeczywistości amerykańscy katolicy ogólnie zgadzali się z ruchem National Synarchist i jego celami. W książce „Orzeł i Dziewica” [The Eagle and the Virgin], Mary Kay Vaughn napisała: „Większość północno-amerykańskich katolików była konserwatywna i pozytywnie postrzegała program społeczny Sinarquista, zgodny z encyklikami Rerum Novarum (1891) i  Quadragesimo Anno (1931)”. [68]

Ale ADL uważała, że National Synarchist Union zasadniczo ograniczała się do faszyzmu klerykalnego i faktycznie atakowała wolność i demokrację. Dlatego ADL zorganizowała kampanię PR by zdyskredytować meksykański ruch społeczny. W raporcie, agent FBI Nichols przyznał: „Coś mi mówi, że ADL podrzuca ten materiał, bo ostatnio przysłała nam kopię memorandum o Ruchu Sinarquistów” Innymi słowy, ADL zorganizowała kampanię PR żeby manipulować opinią publiczną. [69]

„Żydowskie Gestapo”

4 kwietnia 1944 roku amerykański senator Rufus Holman z Oregonu skontaktował się z agentem FBI C. W. Steinem i poprosił go o spotkanie. Kiedy Stein pokazał się 15 minut później, senator Holman poprosił FBI i Departament Sprawiedliwości o przeprowadzenie dochodzenia o działalności ADL. Uważał, że ADL wykorzystywała swoje fundusze i wpływy do organizowania tajnej kampanii przeciwko jego reelekcji. Jak mówi raport FBI, C. W. Stein wrócił do pracy po spotkaniu i skonsultował się z innym agentem:

Kiedy wróciłem do biura rozmawiałem z agentem specjalnym Davidem A. Silverem, z pochodzenia Żydem, którego dom jest w Portland. Z powodu jego religii i miejsca zamieszkania [Portland], dobrze zna żydowską działalność i politykę stanu Oregon. Poinformował mnie, że David Robinson, prawnik, jest szefem lokalnej ADL. Silver powiedział, że Robinson jest tajnym informatorem #7 na liście Biura i jest / był ważny w dostarczaniu informacji o działalności German American Bund, zanim Department uznał ją za organizację wywrotową. [70]

David Robinson, szef lokalnej ADL, był również znany FBI jako „tajny informator #7” i inwigilował amerykańskich cywilów. W dalszej części raportu Stein pisze:

„Silver powiedział, że wie o tym iż Robinson jest bardzo przeciwny reelekcji sen. Holmana, bo uważa go za antysemitę, i że Robinson określił Holmana potencjalnym amerykańskim faszystą, przeciwnym pracownikom / związkom zawodowym [anti-labor], i że jest głupi. Silver powiedział, że Robinson jest bardzo mocnym zwolennikiem Wayne’a L Morsea’a. . . Powiedział również, że Robinson stara się zdobyć żydowskie głosy dla Morse’a”. [71]

Inaczej mówiąc, podejrzenia sen. Holmana były słuszne. Ale FBI postanowiła nie wszczynać dochodzenia. W raporcie agent FBI C. W. Stein wyjaśnia:

„Zastępca dyrektora D. M. Ladd. . . powiedział, że podjęta przeze mnie akcja była zgodna z polityką Biura, i że powinienem powiedzieć p. Holmanowi, że Biuro nie będzie wszczynać dochodzenia, gdyż nie było dowodów na działalność wywrotową. . .” [72]

W rzeczywistości było mnóstwo dowodów na działalność wywrotową. Ale FBI angażowała się w taką samą działalność wywrotową jak ADL i obawiała się, iż dochodzenie zdemaskuje obie. Ostatecznie FBI miała legalny obowiązek przyjąć apel sen. Holmana i przeprowadzić śledztwo o działaniach wywrotowych ADL. Ale zignorowała prośbę amerykańskiego senatora, wybranego na reprezentanta narodu, by chronić tożsamość „tajnego informatora #7”, Davida Robinsona.

Kiedy sen. Holman dowiedział się iż nie będzie dochodzenia, wściekł się. Zgodnie z raportem:

„[Holman] powiedział, że nie ma żadnej kontroli nad działalnością ADL, i że on 'zamierza informować o tych s—ynach’.” Następnie Holman powiedział, że zwróci się do prokuratora generalnego by odpowiedział na cztery pytania: 1) Czy ADL ma oficjalne uznanie amerykańskiego rządu? 2) W jaki sposób oni określają kto jest antysemitą? 3) Jakiej używają broni? 4) Kto ich finansuje? Kto ich dotuje i jakimi kwotami?” [73]

Pytania sen. Holmana były absolutnie słuszne i prawidłowe śledztwo w tej kwestii zdemaskowałoby ADL. Pokazałoby zacieśniające się relacje między FBI i ADL. Drugi kierunek śledztwa zbadałby etykietę „antysemicką” wykorzystywaną przez ADL w celu dyskredytacji jej krytyków, trzeci ujawniłby ich tajne kampanie inwigilacyjne, i czwarty zwróciłby uwagę na mętnych dawców opłacających całą jej działalność.

Krytycy zawsze stosowali „antysemityzm” żeby piętnować sen. Holmana, głównie opierając się na jego wypowiedzi z 4 marca 1941 roku w amerykańskim Senacie:

Wątpię czy prawo jest całkowicie po jednej stronie obecnych walczących stron. Hitler przynajmniej. . . złamał kontrolę międzynarodowych bankierów i handlowców nad ich [nieadekwatnym] wynagrodzeniem za pracę niemieckiego narodu. Uważam, że korzystne byłoby, gdyby kontrola międzynarodowych bankierów i handlowców nad wynagrodzeniem i standardem życia Anglików została złamana przez naród angielski, i gdyby kontrola międzynarodowych bankierów i handlowców nad zarobkami i oszczędnościami w poziomie życia ludzi w USA została złamana przez amerykański naród. [74]

Oczywiście, w swoim przemówieniu tego dnia sen. Holman nie wspomniał o narodzie żydowskim, ani nie wymienił żadnych żydowskich nazwisk, jednak wypowiedzi te automatycznie określono jako „antysemickie”. Dlatego żydowska idea „antysemityzmu” przekracza dosłowną definicję, a mianowicie rasistowską opinię, że naród żydowski jest genetycznie gorszy. Zgodnie z żydowską ideą „antysemityzmu”, wszelka krytyka narodu żydowskiego z jakiegokolwiek powodu – to oczywiście „antysemityzm”. Żydowską definicję „antysemityzmu” poszerzono o wszelką krytykę Wall Street, Hollywood, czy [później] państwa Izrael.

Pomimo przytłaczających dowodów na to, że podejrzenia sen. Holmana były słuszne, jego prośbę do prokuratora generalnego Francisa Biddle odrzucono. Biddle’a, który był również głównym amerykańskim sędzią w procesach norymberskich, nie interesowało śledztwo w sprawie ADL, czy ujawnienie ich tajnej inwigilacji amerykańskiego narodu. 19 maja 1944 zajmujący urząd sen. Rufus Holman przegrał w republikańskich wyborach wstępnych.

Dziennik The  Spokane Daily Chronicler napisał, że zdenerwowany Holman wrócił do Waszyngtonu, niezadowolony ze swojej klęski i cytował jakoby obwiniał za nią „pieniądze i oszczerczą kampanię przeciwko mnie”. [75] Choć większość mass-mediów szybko odrzuciła opinię Holmana jako paranoidalną „teorię spiskową”, Pittsburgh Post-Gazzette napisała, że zwycięstwo Wayne’a Morse’a nad Holmanem było dość dziwaczne: „Zwykli republikanie go nie lubią. . . a Morse, nie mając prawie funduszy i poparcia organizacji, ku zdziwieniu większości obserwatorów, pokonał Holmana”. [76]

Chociaż ADL uniknęła kontrowersji i pokonała jednego z najpotężniejszych krytyków, coraz bardziej niepokoiła się z powodu wszelkiej publicznej krytyki. W memorandum biurowym FBI, agent Nichols napisał:

Przyszedł [Rabin] Paul Richman z ADL. Powiedział, że zauważył rosnącą reakcję ze strony liderów rządowych przeciwko jego organizacji. Na przykład spotyka osoby, które wydają się być wobec niego przyjazne, a na kolejnych spotkaniach stają się oficjalne. Podobnie słyszał pogłoski, że ADL nie ma dobrej opinii i w niektórych grupach mówi się o niej jako o 'żydowskim Gestapo’. Nie wie w jaki sposób poprawić to uczucie, i zastanawiał się czy mógłbym mu coś poradzić. Powiedziałem mu, iż nie miałem żadnej rady. Następnie zastanawiał się czy czułem iż on był takim złym facetem. Odpowiedziałem, że według mnie był dobrym człowiekiem. . . [77]

Dziecinna i żałosna rozmowa rabina Richmana z agentem Nicholsem ujawniła nieczyste sumienie, jak również pokazała wzrastający niepokój w szeregach ADL. Widocznie  martwiła ich potencjalna reakcja albo konsekwencje jeśli ujawni się opinii publicznej ich „mroczną działalność”. ADL martwiła się konsekwencjami co może się wydarzyć gdyby ich program potajemnej inwigilacji wymknął się spod kontroli. Niemniej jednak, nadal spiskowali nowe przedsięwzięcia w swoich kampaniach PR w celu szpiegowania amerykańskich cywilów i manipulowania opinią publiczną.

24 listopada 1944 roku raport FBI pokazał, że tajny agent ADL Arnold Forster, wcześniej zatrzymany za kradzież przepustki prasowej by dostać się na zjazd America First, planował następną tajną operację inwigilacji obywateli amerykańskich: tym razem planował zemstę za proces Leo Franka. „Do mojego biura przyszedł p. Arnold Forster  z ADL z nowojorskiego biura. . . P. Forster oświadczył, że wybierał się na południe, odwiedzi Atlantę, Georgię, Birmingham, Alabama, Nowy Orlean, Luizjanę i Teksas w celu zdobycia informacji o ostatnich trendach, które mogą interesować ADL”. [78]

Spiskując w ramach misji przeciwko Południu, Forster poprosił o teczki FBI, które pomogą mu wytypować ważne grupy:

Powiedziano p. Forsterowi, że z oczywistych powodów teczki w biurze dotyczące takich spraw były bardzo tajne, i że nie mogłem dostarczyć mu potrzebnych mu danych. Powiedział mi, że p. Paul Richman, waszyngtoński przedstawiciel ADL, był w bardzo bliskim kontakcie z zastępcą dyrektora Biura L. B. Nicholsem, a ja poradziłem p. Forsterowi, że z uwagi na te relacje między p. Richmanem i p. Nicholsem w Waszyngtonie, byłoby bardziej wskazane, z punktu widzenia ADL jak również FBI, by takie dane otrzymał  przez p. Richmana. P. Forster stwierdził, że rozumiał stanowisko Biura w tej kwestii. [79]

Inaczej mówiąc, FBI dała ADL te tajne dokumenty FBI poprzez rabina Richmana, który dostarczył je Forsterowi. On wykorzystał je do przeprowadzenia swojej kampanii inwigilacji przeciwko Południu, które ADL chciała zniszczyć od czasu procesu Leo Franka. Faktycznie ADL zamierzała rozpocząć nowy projekt przypominający olbrzymią kampanię PR zorganizowaną przez rabina Marxa i Alberta Laskera. Ale nowy program miał utylizować nowoczesne techniki medialne i stworzyć podstawę nowoczesnej kultury amerykańskiej.

ADL, PR i media

Na początku 1945 roku, Joint Defense Appeal z Amerykańskiego Komitetu Żydów i ADL rozesłały apel o fundusze by zebrać 4 miliony dolarów i wszczęła nową kampanię PR. Apel stwierdzał, że nowy program ma za zadanie „dotarcie do każdego mężczyzny, kobiety i dziecka każdego dnia w roku; każdego programu w prasie. . . radio. . . reklamach. . . komiksach. . . szkołach. . . przemówieniach. . . informacji. . . lokalnych społecznościach. . . filmach. . . kościołach. . . w związkach zawodowych i grupach specjalnych. . . ” [80]

W liście tym czytamy: „Na każdych 100 Amerykanów, 25 jest skażonych antysemityzmem! 25 jest przeciwnych antysemityzmowi! 50 nie ma zdania i mogą zostać przekonani albo do grupy przeciwnej antysemityzmowi, albo zdecydowanie antysemickiej. . .”

Dlatego nowy program będzie „dynamiczny, zgodny z obecnymi trendami i od razu stał na baczności w celu zwalczania każdej powstającej nowej sytuacji. Jest to program skoordynowanej obrony, uwzględniającej techniki profesjonalne i mass-media gotowe dotrzeć do 136 milionów amerykańskich mężczyzn, kobiet i dzieci”. [81]

Joint Defense League (JDL) zadeklarowała:

Ta wojna na froncie krajowym wymaga osób dobrze wyszkolonych i znających  techniki zwalczania fanatyzmu religjnego i rasowego. . . Ludzi którzy znają antysemitów takimi jakimi naprawdę są. . . Ludzi którzy rozpuszczą siłę słowa drukowanego i mówionego. . .”

Inaczej mówiąc, ADL chciała ludzi rozumiejących techniki marketingowe i potrafiących manipulować opinią publiczną. Ta krajowa kampania będzie kosztować 4 miliony dolarów rocznie, gdyż „potrzebne są duże kwoty do operowania ogromną machiną wykwalifikowanych ludzi. . . 4 miliony dolarów to minimum na podejmowaną teraz działalność krajową. . . na opracowanie rozwijającego się programu. . . na zapewnienie materiału dla nowych kanałów. . . na zapewnienie opinii publicznej i badań naukowych”. [82]

ADL uznała także, że nadszedł kluczowy czas dla tej kampanii i okazję kształtowania i wpływania na powojenną Amerykę:

Podsumowując 4-milionową [$] kampanię JDL można powiedzieć, że nigdy wcześniej tak mała kwota nie mogła kupić tak ogromnego programu działania. . . Ta kampania musi być subskrybowana – więcej niż subskrybowana – byśmy nie stracili tego dogodnego momentu zadania teraz decydującego ciosu naszym wrogom – w czasie kiedy amerykańska chłonność umysłu jest w momencie szczytu. . . Jutro powojenna zmiana postaw będzie centralnym punktem i nasz moment wielkiej okazji już przejdzie. . . Musimy zdobyć fundusze żeby w pełni skorzystać z tej niezwykle sprzyjającej nam sytuacji. [83]

Ta nowa kampania PR opierała się na wykorzystaniu różnych rodzajów mediów by dotrzeć do wielkich grup ludzi. W 1945 roku ADL „miała średnio ponad  65.000 pojedynczych emisji radiowych w tym roku, podczas gdy w ubiegłym roku było ich 60.000, średnio 216 pojedynczych emisji dziennie. . . każdego dnia w roku!” Także poprzez reklamy w dziennikach, „seria 26 pełnostronicowych reklam teraz toczy się w 397 dziennikach, w przeciwieństwie do ubiegłego roku, całkowitej liczbie reklam liczącej 2.000, wobec 1.000 w ubiegłym roku, teraz o całkowitej cyrkulacji 100 milionów czytelników”. [84]

Kampania obejmowała również różne formy literatury propagandowej: „Ponad 330.000 egzemplarzy ważnych książek zawierających nasz przekaz wysyłano do bibliotek i innych instytucji gdzie są dostępne publiczności w tym roku, wobec 50.000 w roku ubiegłym. Ponadto: „Nasz wydział PR dystrybuował ponad 9 milionów ulotek w tym roku, wobec 3 milionów w ubiegłym! Wszystko to przygotowuje się tak by odpowiadała publiczności, do której jest skierowana”. Dystrybuowali także 40 milionów komiksów by dotrzeć do młodszej publiczności. [85]

JDL miała również nadzieję na zdobycie wpływu na młodzież poprzez system szkół publicznych: „Z organizacjami edukacyjnymi dzielimy rozwój podręczników szkolnych i materiałów opracowanych w celu umożliwienia lepszego zrozumienia i docenienia wartości kulturowych różnych grup składających się na amerykański naród. . . wysoko wyszkoleni w fazach edukacji międzykulturowej”. Mieli także nadzieję na wprowadzenie „edukacji wizualnej” i utworzenia filmów edukacyjnych do dystrybucji w szkołach. [86]

Kolejnym aspektem nowego programu było poszerzenie programu tajnej inwigilacji by monitorować amerykańskich obywateli: „Wydział Rozpoznawczy i Dochodzeniowy jest powstającą sekcją programu obronnego. . . Gromadzone przez ten wydział fakty kieruje się do odpowiednich władz w celu podjęcia działań zaradczych i wykorzystania jako przewodnika dla wszystkich operacji programu obronnego”. Ponadto Wydział Badań i pracownicy biblioteki prowadzą bazy danych skatalogowanych faktów. . . ponad 2 miliony istotnych  informacji dla programu obronnego. . . rzadkich oficjalnych dokumentów poszukiwanych przez agencje rządowe. . .” [87] Faktycznie dyrektor Wydziału Rozpoznawczego i Dochodzeniowego, Arnold Forster, nadal zajmował się prowadzeniem misji tajnych inwilgilacji przeciwko stanom południowym.

ADL mierzy i celuje w arabskich Amerykanów

Wydział Rozpoznawczy i Dochodzeniowy JDL publikował miesięczny biuletyn The Facts zawierający dane z inwigilacji zebranej o grupach uważanych przez nich za niebezpieczne. Chociaż wiele z celów inwigilacji to byli „zwykli podejrzani”, w tajną kampanię ADL przeciwko obywatelom  amerykańskim wprowadzono nową grupę. W czerwcowym numerze The Facts z 1946 roku, jego otwierająca sekcja skupiła się na „szerzenie zorganizowanej propagandy arabskiej w USA”. ADL oskarżyła arabskie grupy o „tajną propagandę wrogą dobrostanowi wspólnoty żydowskiej”. [88]

ADL ostrzegła, że arabskie grupy „nie są od razu uznawane przez nas za wrogów, bo unikają inwektyw i bezczelnych kłamstw. Ich ukryte powody nie są skieroowane przeciwko naszej subtelności. A zatem, ich propaganda, pozornie wiarygodna i rozsądna, jest tym skuteczniejsza i w konsekwencji bardziej niebezpieczna”. Uważają również, że nie powinno się ufać żadnej dobroci: „Oczywiście, jest to strategia dobra dla arabskich rzeczników w USA, by niekiedy zapewniać Żydów o ich sympatii i przyjaźni. Ale żeby zrealizować swój cel, podżegacze nie wahają się by wywołać antyżydowskie uczucia wśród amerykańskiego narodu, nawet zaakceptowali i zachęcali do współpracy notorycznych, najgorszego kalibru ludzi „podgryzających” Żydów „. [89]

Inaczej mówiąc, ADL zdecydowała, że ich nowym oponentem w powojennej Ameryce będą grupy arabskie. Dalej wyjaśniali: „Członkowie Instytutu Spraw Arabsko-Amerykańskich, jak również członkowie Komitetu Wykonawczego i jego Rady Doradczej, często wysyłali listy do amerykańskiej prasy, zwłaszcza New York Timesa i The Herald-Tribune, krytykujące żydowski poglądy o Palestynie”. [90] Co ważniejsze, ADL była absolutnie przerażona tym, że te grupy arabskie będą współpracować z innymi istniejącymi organizacjami i utworzą koalicję przeciwko tajnej kampanii „czarnych operacji” jaką zorganizowali. Dlatego Wydział Rozpoznawczy i Dochodzeniowy ADL zaczął działać i w jakiś sposób zdobył poufne dane finansowe z Chase National Bank: „Instytut [ds. Arabsko-Amerykańskich], który ma konto w Chase National Bank, ma widocznie zapewnione istotne fundusze. Źródła bankowe ujawniły, że jego organizacja zabiega tylko o składki członkowskie w wysokości $10 z ich listy około 3.500, z czego oni otrzymują tylko niewielką część opłaconych składek. W ubiegłym tygodniu, ich bilans w banku wynosił 9 tysięcy dolarów. . .” [91]

Oczywiście w związku z powyższym twierdzeniem nasuwają się słuszne pytania. Co dokładnie oznacza termin „źródła bankowe”? Czy była to poufna informacja zdobyta dzięki nielegalnym działaniom? Czy Chase National Bank dostarczył danych, czy agenci ADL ukradli te informacje? Również, od których innych organizacji ADL otrzymała poufne bilanse kont bankowych? Choć na te pytania nigdy nie odpowiedziano, ADL wyraźnie wykorzystywała swoje kontakty i ludzi do szpiegowanoa amerykańskich obywateli. Tymczasem Arnold Forster wrócił z Południa i swoimi informacjami podzielił się w październikowym numerze The Facts. W biuletynie było także ostrzeżenie: „Słowo ostrzeżenia: ten raport jest tajny i nie mamy pozwolenia na przekazanie go poza naszą grupą profesjonalistów. Dlatego prosimy was byście nie pokazywali jego treści żadnej zajmującej się rozpowszechnianiem informacji osobie lub agencji. Jest ona wyłącznie dla waszej osobistej informacji”. [92]

ADL również nadal lobbowała FBI i wykorzystywała swoje kontakty z gubernatorem. Jak mówi raport FBI z 6 maja 1947, Forster wysłał list do sekretarza stanu George’a C. Marshalla z prośbą by Normanowi Jaques, kanadyjskiemu politykowi z Social Credit Party, zakazano przyjazdu do USA. [93] Ale te działania też wywołały krytykę ADL ze strony urzędników rządowych.

6 października 1947 roku w Kongresie odbyło się przesłuchanie w celu zbadania utraty reputacji spowodowanej tajnymi teczkami. Kiedy na przesłuchaniu wspomniano o ADL, Harry B. Mitchell, przewodniczący Komisji Służby Cywilnej skomentował: „Domniemam iż są to organizacje komunistyczne, [ale] naprawdę nie wiem”. Amerykańska senator Clare E. Hoffman z Michigan szybko dodała: „Powiem wam, że są to artyści w sztuce szkalowania”. [94]

Dyrektor FBI J. Edgar Hoover wydawał się zgadzać i ADL coraz bardziej go irytowała. W raporcie FBI z 23 listopada Hoover napisał: „materiał dostarczony przez ADL w przeszłości do tego Biura funkcjonariusze Ligi uważają teraz za absolutnie niewiarygodny. . . organizacja B’nai B’rith została nieuczciwie oszukana przez informatora”. [95]

Innymi słowy, tajne, mroczne działania ADL niebezpiecznie wymykały się spod kontroli, jak zawsze. Niemniej jednak, tajna kampania ADL przeciwko arabskim Amerykanom nadal się rozwijała. W raporcie FBI z 21 grudnia 1951, FBI odpowiedziała na inwigilację o „Pracownikach Ligi Arabskiej w USA”. Raport pokazuje, że agenci FBI rozmawiali z tajnym agentem ADL, któremu płacono za zajmowanie się arabską działalnością w ONZ, kiedy udawał zagranicznego korespondenta. [96]

7 lipca 1961 roku, Benjamin R. Epstein, krajowy dyrektor ADL, wysłał bardzo ważny list do Saula Joftesa, sekretarza wykonawczego B’nai B’rith. Epstein napisał: „Jak panu wiadomo, od wielu lat ADL zajmowała się bardzo ważną, poufną inwigilacją arabskiej działalności i propagandy”. Następnie Epstein dodał:

„Nasze informacje, poza tym iż są istotne dla własnych operacji, były bardzo cenne i służyły zarówno Departamentowi Stanu USA jak i izraelskiemu rządowi. Wszystkie dane udostępniano obu krajom za pełną wiedzą każdego, że pochodzą od nas”. [97]

Następnie Epstein zaproponował program poszerzonej inwigilacji monitorowania arabskich Amerykanów i ich organizacji:

W celu pozyskania kompletnych i dokładnych informacji o tych działaniach, musimy śledzić polityczne wysiłki arabskiego korpusu dyplomatycznego, ich lobby i programy propagandowe wychodzące z ich ambasad, z wyszczególnieniem Ligi Arabskiej, relacje Arabów z organizacjami takimi jak Przyjaciele Ameryki na Bliskim Wschodzie i ich profesjonalne działania promocyjne. Charakter tych działań dostarczył nam istotne, udokumentowane informacje, które stanowiły podstawę działalności antysemickiej, anty-izraelskich programów i posunięć politycznych. W wielu przypadkach nasze informacje demaskowały arabskie plany zanim zostały wdrożone. [98]

Ale Epstein twierdził także, że na rozpoczęcie kampanii ADL potrzebowała dodatkowych funduszy:

Na ostatnim spotkaniu naszej komisji odbyliśmy poważną dyskusję na ten temat. Panowało przekonanie, że ta działalność jest niezmiernie ważna i nie powinno się jej przerywać. Dlatego zwracamy się z prośbą by Pan przedstawił ten problem Radzie Międzynarodowej o wsparcie finansowe. Koszt całego tego wysiłku to 25 tysięcy dolarów. Mamy nadzieję, że Międzynarodowa Rada B’nai B’rith rozważy międzynarodowe aspekty tej usługi jako sprawę właściwej troski o jej poparcie. Oczywiście chętnie dostarczymy wam wszelkich szczegółowych informacji o tej działalności, co może pomóc wam w podjęciu decyzji. [99]

Podsumowując, Epstein otwarcie przyznał iż ADL prowadziła ogromną kampanię inwigilacyjną przeciwko amerykańśkim cywilom, która dostarczała informacje dla amerykańskiego Departamentu Stanu i izraelskiego rządu. Faktycznie program nadal się poszerzał i rósł dzięki funduszom z Międzynarodowej Rady B’nai B’rith. Te misje szpiegowskie obejmowały Krajową Konwencję Studentów Arabskich 22 sierpnia 1969 roku, kiedy agenci ADL, wykorzystując kryptonimy, udawali dziennikarzy i zinfiltrowali konfrencję. Zamierzali rozpoznać grupę i określić jak zdobyć nad nią kontrolę od wewnątrz. [100]

Ale niektórych w FBI faktycznie niepokoiło wymykanie się spod kontroli „czarnych operacji” ADL. 26 sierpnia FBI sporządziła raport, w którym czytamy, że prowadzona przez ADL inwigilacja Krajowej Konwencji Arabskich Studentów „w żaden sposób nie wzbogaca informacji dostarczonych przez tajnych informatorów Biura, którzy uczestniczyli w corocznej Konwencji OAS***** w sierpniu 1969. Ponadto uważa się, że informacje wcześniej przekazane przez Biuro miały większą wartość wywiadowczą dla Biura i może pochodziły z bardziej obiektywnego źródła”. [101]

Ponadto, raport FBI kwestionował legalność ADL i uważał, że można ją uznać za agencję zagraniczną: „Poza stronniczym, widocznym podejściem, uważa się, iż najprawdopodobniej reprezentuje naruszenie zmienionej Uchwały o Rejestracji Zagranicznych Agentów. Ten raport pokazuje dochodzenie prowadzone przez ADL przy wykorzystaniu szyfrowanych źródeł, pretekstów takich jak raporty o lokalnych wiadomościach, itd.”  FBI niepokoił się również proponowanym przez ADL planem obejmującym wykorzystanie „HIAS [Hebrew Immigrant Aide Society = Towarzystwo Pomocy Hebrajskim Imigrantom] do infiltracji OAS w Nowym Jorku”. [102]

Niektórzy członkowie FBI zauważyli również bliski kontakt ADL z izraelskim rządem:

„Nie ma żadnych dowodów wskazujących na to, że te informacje są gromadzone w imieniu zagranicznego kierownictwa, ale za nieprawdopodobne uważa się przypuszczenie, żeby nie przekazywano ich funcjonariuszowi z izraelskiego rządu, w związku z wyjątkowo bliskimi powiązaniami między ADL i izraelską stroną”. Niepokoje te wydają się być dość poważne, gdyż raport sporządzono anonimowo i agent zdecydował „nie oddawać go  do upowszechniania w odpowiedniej. . .” [103]

FBI wchłania ADL

Pomimo tego niepokoju, przywództwo FBI z chęcią nawiązało jeszcze bliższe relacje z ADL.  Raport dyrektora Edgara J. Hoovera z 17 stycznia 1968 praktycznie wchłonął ADL w struktury FBI.  W memorandum, Hoover powiedział swoim agentom: „ADL otrzymuje znaczne informacje interesujące to Biuro i dobrze współpracowała w przeszłości przekazując nam takie informacje. Macie natychmiast zorganizować łączność z szefem regionalnego biura ADL na waszym terenie i wyjaśnić jurysdykcję i zaintresowania tego Biura”. [104] Do raportu załączył nawet listę regionalnych biur ADL.

Dyrektywa Hoovera doprowadziła do odnowionych bliskich relacji FBI z ADL. Jak czytamy w raporcie z 30 maja 1979, biuro ADL w Nowej Anglii [Region Stanów Zjednoczonych, obejmujący 6 stanów: Maine, New Hampshire, Vermont, Massachusetts, Rhode Island i Connecticut – przyp. Tłumacza] skontaktowało się z FBI i zaproponowało spotkanie w celu przedyskutowania „zagrożeń terrorystycznych”. Późniejszy raport z 29 czerwca pokazał, że FBI spotkało się z ADL i przekazało jej kontakty, które ta powinna wysłać swoim informatorom. Dodatkkowy raport z 2 lipca mówi, że dyrektor ADL Leonard Zakim podziękował agentom FBI i miał nadzieję na „pozytywne relacje w przyszłości”. [105]

W innym memorandum z 8 stycznia 1985, dyrektor William H. Webster nakazał, by „każde biuro FBI skontaktowało się z regionalnym biurem w celu ustanowienia łączności i linii komnikacyjnych żeby szybko otrzymywać wszelkie zarzuty w kwestii naruszania praw obywatelskich”. W następnym miesiącu, FBI nawet rozpowszechniła raport ADL z 1984 roku ona temat Ku Klux Klanu i grup neonazistowskich. Dyrektor Webster nakazał swoim agentom przejrzenie raportu i załączonej listy regionalnych biur ADL, do współpracy z którymi ich zachęcał. [106]

Faktycznie ADL rozpoczęła organizowanie ćwiczeń szkolenowych dla agentów FBI. 24 sierpnia 1990 roku akademia FBI wysłała list z podziękowaniami do Irwina J. Sualla z Wydziału Rozpoznawczego i Dochodzeniowego ADL za przeprowadzenie „seminarium szkoleniowego na akademii FBI w Quantico, Wirginia”. [107] W innym liście z 13 października 1993, dyrektor ADL Abe Foxman powiedział dyrektorowi FBI – Louisowi Freeh: „Było dla mnie przyjemnością spędzić czas z panem w ubiegłym miesiącu i jestem zachwycony tym, że był pan przygotowany na wznowienie szkolenia w ramach programu „Inne miejsca pracy” organizowanego przez ADL”. [108]

Foxman tłumaczył:

„W ramach wysiłków zwalczania uprzedzeń i dyskryminacji, ADL zorganizowała Instytut „Świat Różnorodności” (A World of Difference Institute), kompleksowe szkolenie i doradztwo prowadzące programy edukacyjne dla przedsiębiorstw, instytucji akademickich, agencji rządowych i ogólnie, dla całego społeczeństwa. ADL zorganizowała specjalne szkolenie dla pracowników organów ścigania odpowiadające ich szczególnym potrzebom”. [108]

Foxman stwierdził z dumą:

„’Specjalne szkolenie dla pracowników organów ścigania’ odzwierciedla historię Ligi jako uznawanego w kraju lidera w dziedzinie praw obywatelskich i relacji międzyludzkich. Program umożliwia społeczności organów ścigania badanie sposobów świętowania i wdrażania [multietnicznej, multirasowej i multirasowej] różnorodności istniejącej w naszym społeczeństwie.  To Szkolenie, zaprojektowane  jako interaktywne, wykorzystuje ćwiczenia eksperymentalne przeznaczone dla społeczności korporacyjnej i przedsiębiorstw w celu promowania koncepcji różnorodności kulturowej. Nadaje się dla wszystkich szczebli zatrudnienia, jest dostępne jako seminaria pół-dniowe, jedno- lub dwudniowe, i jako tylko prezentacja. [110]

Inaczej mówiąc, ADL teraz zarządzała szkoleniem personelu organów ścigania na temat różnorodności:

Każdą sesję prowadzi 2-osobowy zespół szkoleniowców o innym pochodzeniu rasowym i kulturowym. Jak panu wiadomo, od marca 1992 roku zorganizowaliśmy różne formy szkolenia przy czterech różnych okazjach, w tym sesje 'Szkolimy szkoleniowców’ i dwie sesje dla Instytutu Rozwoju Dyrektorów FBI (FBI Director’s Executive Development Institute). Staramy się wzbogacać zdolność FBI w zapewnianiu szkolenia o różnorodności dla jej personelu poprzez nasz program 'Szkolenie szkoleniowców’. Podobnie jesteśmy gotowi zaproponować ciągłe 1-dniowe sesje dla Instytutu Akcji Afirmatywnej (Affirmative Action Training Institute). [111]

W końcowej części listu Foxman napisał:

„Na zakończenie, jesteśmy gotowi zapewnić usługi doradcze by pomóc wam w rozwoju przyszłego planu działań FBI w kwestii różnorodności. Proszę dzwonić do mnie o sprawie Instytutu i programu „Świat różnorodności” albo do pracowników Instytutu w celu opracowywania lub wyjaśniania. Oczekuję iż wkrótce się spotkamy i wznowimy z FBI nasze programy szkoleniowe w zakresie różnorodności”. [112]

10 listopada dyrektor FBI Freeh napisał krótką odpowiedź do Foxmana:

Drogi Abe. . . Jak wiesz, w FBI kładziemy szczególny nacisk na szkolenie o różnorodności. Mocno zaangażowałem się  w równość i rożnorodność w biurze i publicznie zobowiązałem się do tego by stały się jedną z priorytetów mojej kadencji. Nie ma żadnej innej alternatywy jeśli chcemy zrealizować naszą misję”. [113]

Ale w kwietniu następnego roku ADL stanęła wobec kryzysu krajowego, kiedy ujawniono inwigilację grup i kradzież tajnych teczek przez tajnego śledczego Roya Bullocka i oficera policji z San Francisco. Po przeszukaniach i nalotach na biura ADL, zarzuty jednak umorzono, opracowano ugody sądowe, i FBI nadal pracowała blisko z ADL.

W 2008 roku ADL sponsorowała podróż  grupy 15 agentów FBI do Izraela, „gdzie na własne oczy widzieli strategie i taktyki  antyterrorystyczne”. [114] ([zob. np.] „Amerykańscy funkcjonariusze organów ścigania uczą się strategii antyterrorystycznych od izraelskich odpowiedników.” – U.S. Law Enforcement Officials Learn Counterterrorism Strategies from Israeli Counterparts, 19 grudnia 2008 – [informacja na stronie ADL – przyp. Tłumacza])

W styczniu 2009 roku ADL otrzymała Nagrodę dla Liderów Społecznych (Community Leadership Award), „która nagradza jednostki i organizacje za wysiłki w zwalczaniu przestępczości, terroryzmu, narkotyków i przemocy w Ameryce”. Jak mówi zastępca dyrektora FBI, John Miller, „ADL była nieocenionym partnerem w naszych wysiłkach dotarcia do społeczeństwa. Wykonana przez nią praca w pomocy społeczeństwu i wspólnocie w organach ścigania w kwestii zrozumienia pochodzenia i konsekwencji przestępstw na tle uprzedzeń, grup nienawiści i terrorystów, była wzorowa”. [115] W ciągu kolejnych lat ADL często koordynowała sesje szkoleniowe dla FBI i wysłała wielu agentów FBI do Izraela by zdobyli wiedzę o „antyterroryzmie”.

Nowoczesna żydowska epoka inwigilacji

Wieczorem 21 maja, dokładnie 3 tygodnie po swoim porywającym przemówieniu w ADL, wiceprezydent Joe Biden wygłosił kolejne oświecające przemówienie honorujące amerykańskich Żydów. Dla upamiętnienia Miesiąca Dziedzictwa Amerykańsko-Żydowskiego, Biden zadeklarował:

„Prawdą jest, że żydowskie dziedzictwo, żydowska kultura, żydowskie wartości, są tak istotną częścią tego kim jesteśmy, że słuszne jest powiedzenie, iż żydowskie dziedzictwo jest amerykańskim dziedzictwem. Naród żydowski ma ogromny wkład w Amerykę. Źadna inna grupa nie miała takiego ogromnego wpływu per capita niż wy wszyscy tutaj obecni wraz z waszymi poprzednikami”[116]

Biden dalej chwalił:

„Zajmujecie 11% miejsc w amerykańskim Senacie. Stanowicie 1/3 laureatów Nagrody Nobla. Tak wiele myśli występujących w tym narodzie, szczególnie emanuje z ponad 5.000-letniej żydowskiej historii, tradycji i kultury”. Następnie dodał: „Nie możecie mówić o ruchu praw obywatelskich w tym kraju nie mówiąc o żydowskich jeźdźcach wolności  i Jacku Greenbergu. Nie możecie mówić o zaangażowaniu kobiet nie mówiąc o Betty Friedan, albo amerykańskim postępie w nauce i technologii nie wspominając Einstena i Carla Sagana, albo muzyki Gershwina, Boba Dylana i tak wielu, wielu innych ludzi”. [117]

Biden zauważył również przekształcający cel nowoczesnej kultury amerykańskiej:

Uważam, że kultura i sztuka wpływa na ruchy w Ameryce, wpływa na nasze postawy w Ameryce, w takim samym stopniu jak wszystko inne. . . Nie moglibyśmy tego zrobić polegając tylko na części legislacyjnej. To było dokonane poprzez „Will and Grace” ****** i poprzez media społecznościowe. Dosłownie. To zmieniło postawy ludzi. I dlatego jestem pewien, że ogromna większość zaakceptuje i szybko zaakceptuje [gejowskie małżeństwo]. Myśląc o tym co za tym stało, założę się że 85% tych zmian, czy w Hollywood czy w mediach społecznościowych, są rezultatem żydowskich liderów w przemyśle. Ten wpływ jest ogromny, wpływ jest ogromny. I dodam, że to wszystko przynosi dobro. [118]

Na zakończenie Biden oświadczył, że „żydowskie wartości” są „tak głębokie i tak zakorzenione w amerykańskiej kulturze”.

Wyjaśnił, że „żydowskie dziedzictwo ukształtowało nas takimi jakimi jesteśmy – nas wszystkich, nas, mnie – tak bardzo, albo bardziej iż jakikolwiek inny czynnik w ostatnich 223 latach. I taki jest fakt”. Zadeklarował: „Uważam, że jak zwykle, nie doceniacie wpływu żydowskiego dziedzictwa. Naprawdę tak myślę. Jesteśmy wam wdzięczni, jesteśmy wdzięczni waszym wcześniejszym pokoleniom”. [119]

Dlatego, jak mówią Biden i Slezkine, wartości żydowskie zakorzenione w amerykańskiej kulturze odpowiadają za kulturę tajnych inwigilacji, która charakteryzuje nowoczesną epokę żydowską. Faktycznie, Międzynarodowe Muzeum Szpiegowskie w Waszyngtonie, DC [International Spy Museum], założone by gloryfikować historię szpiegostwa, utworzył Milton Maltz, członek zarządu ADL. Maltz, który nadal służy jako założyciel i prezes zarządu Międzynarodowego Muzeum Szpiegowskiego, „rozwinął w sobie zainteresowanie wywiadem i sprawami bezpieczeństwa narodowego kiedy pracował dla Agencji Bezpieczeństwa Narodowego [NSA] w Waszyngtonie, DC”. [121]

Ale nasila się także reakcja przeciwko tym programom tajnej inwigilacji i wielu krytyków, których irytuje nowoczesna żydowska epoka szpiegowania. W tej grupie jest 35 światowych liderów, których rozmowy telefoniczne ostatnio podsłuchiwała NSA. Najbardziej znany cel, niemiecki kanclerz Angela Merkel, stwierdziła, że zmniejszyło się jej zaufanie do USA. Niemiecki minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich powiedział: „Jeśli Amerykanie podsłuchiwali telefony komórkowe w Niemczech, to złamali niemieckie prawo na niemieckiej ziemi”. [122]

Eugene Robinson z Washington Post także ukazał oburzenie w artykule „NSA poza kontrolą” [The Out-of-Control NSA]: „Powiedzmy to wyraźnie: NSA wścibiała nos w rozmowy przez telefony komórkowe niemieckiej kanclerz Angeli Merkel? Może aż przez dekadę? A prezydent Obama nic o tym nie wiedział? Albo ktoś tu kłamie, albo Obama musi uznać, że NSA, w dążeniu do wszechwiedzy poza wszystko co mógł wymyślić Orwell, wymknęła się spod kontroli”. [123]

Ponadto, Robinson zapytał o cel takiego programu inwigilacji: „Co agencja zrobiła ze zdobytymi  tajemnicami? Czy te informacje są jeszcze przetrzymywane? Czy wymienieni zagraniczni przywódcy – a nie wiemy kim są – mają wierzyć, że nie ma żadnego problemu w tym, że NSA wie wszystko o ich osobistych rozmowach, tak jak Amerykanie mają wierzyć, że można zaakceptować fakt, że agencja przetrzymuje zapisy wszystkich naszych rozmów telefonicznych?” [124]

W obronie naszej wolności

Pomimo tych ważnych problemów, neokonserwatywni patrioci szybko zaczęli bronić NSA 'w obronie naszej wolności”. Sen. Marco Rubio z Florydy mimowolnie wyjaśniał: „Każdy szpieguje każdego. I taki jest fakt. A czy chcą to przyznać publicznie, czy nie, to inna sprawa. Każdy kraj ma inne możliwości. Ale w końcu, jeśli jesteś urzędnikiem amerykańskiego rządu, podróżującym zagranicę, wiesz że wszystko co masz na swojej komórce, na iPadzie, może być monitorowane przez zagraniczne agencje wywiadowcze, łącznie z należącymi do twoich własnych sojuszników”. [125]

Uzasadnienie Rubio, że „każdy to robi” jest zarówno niedojrzałe jak i niemoralne. On i jego neokoserwatywni kumple odrzucają tradycyjne reguły prawa i suwerenność państwa. Zamiast tego bronią tych nieudanych programów tajnej inwigilacji, które wymknęły się spod kontroli, i wywołali więcej problemów niż rozwiązali. Nadal promują oszustwo usiłujące wmówić, że szpiegostwo w jakiś sposób promuje wolność.

Dr E. Michael Jones bada tę dychotomię w swojej e-książce „Kultura dżihadu w Teheranie” [Culture Jihad in Tehran]:

„Tak jak Mossad, tak i masońska republika Ameryki realizuje swoje cele metodą oszustwa. W każdej organizacji masońskiej są dwie prawdy – ezoteryczna prawda dla mistrzów wszechświata, którzy stanowią personel tajnych stowarzyszeń rządzących krajem – i egzoteryczna prawda dla zwykłych idiotów oglądających Super Bowl w TV i chodzących na wyścigi NASCAR”. [126]

Podobnie, film z 2012 roku „Argo” symbolizuje nowoczeą epokę żydowską i gloryfikuje amerykańską kulturę tajnej inwigilacji:

Argo to perwersyjny hołd oddany i pokazujący jak zaniepokojone amerykańskie elity widzą udane peryferyjne powstanie przeciwko ich powszechnej hegemonii kulturowej. Przesłaniem Argo jest to, czego można oczekiwać od masońskiej republiki Ameryki. Amerykanie są oszustami. Ben Affleck porusza się beztrosko z jednego oszustwa do drugiego, fałszuje wizy, jest zaangażowany w produkcję fałszywego filmu, który jest produkowany przez Hollywood – amerykańskie ministerstwo propagandy. Uczy zakładników jak oszukać porywaczy. Każdego szkoli w oszustwach, i dlatego mamy uznawać go za amerykańskiego bohatera”. [127]

Michael Timmons

Artykuł jest tłumaczeniem opracowania pt „The Anti-Defamation League and America’s Jewish Culture of Surveillance„, które wydrukowane zostało w miesięczniku Culture Wars, styczeń 2014, vol. 33, no. 2

Przypisy w klamrach dostępne są w Redakcji Culture Wars.

Tłumaczenie: Ola Gordon i LM

PRZYPISY TŁUMACZA [LM]:

* The Mercury Magazine – jedno z najbardziej wpływowych intelektualnych pism wydawanych w Stanach Zjednoczonych, ukazujące się w latach 1924-1981. W połowie lat 1950 przyjęło bardzo wyrazistą postawę ukazując zgubny dla Ameryki wpływ środowisk żydowskich, co przyczyniło się do izolacji pisma i jego upadku. W w/w tekście mowa jest o piśmie (i stronie internetowej http://theamericanmercury.org/), które wznowiło swoją działalność w 2010 roku.

** Ang. Hyphenated Americans – pejoratywny termin stosowany na początku XX wieku w odniesieniu do osób mających, w uproszczeniu, podwójne, łączone myślnikiem nazwiska. Określenie było jednak szersze i obejmowało głównie osoby, nie tyle o dwuczłonowych nazwiskach, ile osoby z korzeniami w innych państwach, najczęściej urodzonych w krajach katolickich, jak Irlandia oraz pochodzących z Niemiec. Uważano, że osoby te, bądź określane mianem Hyphen Press media, są w pierwszej kolejności wierne krajowi swego pochodzenia, a dopiero później nowemu miejscu osiedlenia. W rzeczywistości, nieufność wobec tych osób wynikała nie tyle z ich związków z państwami pochodzenia, lecz z ich sprzeciwu wobec planów wciągania Stanów Zjednoczonych w wojnę światową, czy też ogólniej, katolickiemu światopoglądowi. Wpływowe środowiska żydowskie, które parły do światowych konfliktów – tak I, jak i później II wojny światowej – cechowały się wrogim nastawieniem wobec tych osób i rozpowszechniło ten termin i wrogość wobec tych antywojennie nastawionych osób i grup. Takie samo wrogie nastawienie było widoczne i wielokrotnie afiszowane przez prezydentów – Teodora Roosevelta i Woodrowa Wilsona. Prezydent T.Roosvelt wprost oskarżył szanowaną organizację katolicką Rycerze Kolumba o „dwuczłonowość”. W rzeczywistości, najbardziej nielojalną, antyamerykańską grupą w Stanach Zjednoczonych, do której termin jest niemal szyty na miarę, są wpływowe grupy amerykańskich Żydów. Szczególnie jest to widoczne współcześnie, kiedy to osoby o podwójnych obywatelstwach – amerykańskim i izraelskim – zajmują kluczowe pozycje w najważniejszych instytucjach życia politycznego, finansowego, tzw. wymiaru sprawiedliwości, mediów czy przemysłu rozrywkowego. „Dwuczłonowymi” są też ci żydowscy amerykańscy obywatele, z duchem skierowanym ku syjonistycznej ideologii i – wrogiemu interesom Ameryki – Izraelowi.

*** Ks. Charles Couglin (1891-1979) był jedną z najbardziej szanowanych osób w całych Stanach Zjednoczonych, i jedną z najbardziej znanych, głównie w latach 1926-1945. Swoją fenomenalną popularność zawdzięczał jasnemu przekazowi opartemu na solidnej doktrynie Kościoła katolickiego, klarownym i prostym przekazie ujawniającym zgubne skutki i knowania masonerii oraz wpływowych grup żydowskich. Medialny rozgłos uzyskał poprzez wykorzystanie swego wielkiego talentu oratorskiego i organizatorskiego, co zaowocowało m.in. stworzeniem audycji radiowych, przez wiele lat najpopularniejszych w całej Ameryce (nawet najwięksi oponenci szacują, że ich słuchalność przekraczała 30 milionów słuchaczy tygodniowo); poprzez wydawanie, a następnie rozdawanie i przesyłanie za darmo na życzenie, doskonałych książek i broszur o tematyce społecznej, itp. Ks. Couglin pisał w nich wprost np. o żydowskich korzeniach przywódców rewolucji bolszewickiej, podając wiele szczegółów biograficznych; pisał o manipulacjach bankierów żydowskich wyzyskujących amerykańskich obywateli (m.in. wskazywał na prawdziwe cele utworzenia prywatnej instytucji o zwodniczej nazwie „Federalny Bank”); o wciąganiu Ameryki do światowych konfliktów zbrojnych przez żydowskich graczy, itp. Był wielkim wrogiem antykatolickich ideologii, tak nazizmu jak i komunizmu.

Jego audycja została we wrześniu 1940 roku zdjęta z anten radiowych, za sprawą zarówno bezpośrednich nacisków prezydenta F.D. Roosevelta (którego wysłannikiem był Joseph P. Kennedy, ojciec przyszłego prezydenta Johna F.Kennedy’ego), jak i knowań – układających się z rządem wprowadzającym program New Deal – grupy biskupów amerykańskich. Od strony prawnej, jako pretekst wykorzystano nowe przepisy przyznające i limitujące koncesje na programy radiowe. Postać ks. Couglina jest celowo, jeśli nie zapominana (np. w polskojęzycznej Wikipedii nie ma nawet hasła o nim), to zniekształcana, właśnie przez żydowskie i antykatolickie grupy wpływu, oskarżające go bezpodstawnie o antysemityzm, fanatyzm religijny, a nawet faszyzm czy nazizm.

Nota bene, postać ks. Ch.Couglina domaga się wręcz solidnego opracowania biograficznego. Powinno się w niej znaleźć zestawienie tej postaci i jego dzieł, z innym fenomenem, działającym tym razem pół wieku później i na drugiej półkuli, czyli z o. Tadeuszem Rydzykiem. Oczywiście porównanie wskazuje na zbieżności w talentach organizacyjnych i ich efektach, jakkolwiek każdy obserwator zauważy diametralnie odmienne ukształtowanie i przekaz sfery teologiczno-liturgicznej: ks. Couglin operował pojęciami tomistycznymi i solidnymi podstawami tradycji Kościoła, zaś o. Rydzyk jest typowym przykładem posoborowego modernizmu.

Natomiast jedną ze zbieżności obu postaci i ich dzieł, jest ukryty wróg ich działalności, czyli masoneria żydowska, której naciski doprowadziły do zamknięcia audycji radiowych ks. Couglina, a w przypadku ks. Rydzyka, od lat usiłuje tego dokonać. (zob. np. tutaj)

*** Stosując oficjalny kalkulator inflacyjny, i bez uwzględniania innych czynników, stanowi to kwotę 40 milionów dolarów w 2013 roku.

**** National Synarchist Union (hiszp. Unión Nacional Sinarquista) – Narodowy Związek Synarchistyczny, założona w 1937 roku w Meksyku organizacja, opierająca się na katolickiej doktrynie społecznej wyłożonej m.in. w encyklice Rerum Novarum Leona XIII. Pokojowo zwalczająca komunizm i wrogów Kościoła katolickiego. Znienawidzona przez masońskie i żydowskie wpływowe grupy i bezpodstawnie oskarżana o antysemityzm, nazizm i faszyzm.

***** OAS – (ang. Organization of American States) – Organizacja Państw Amerykańskich, utworzona w 1948 r. panamerykańska organizacja skupiająca 35 państw, w tym wszystkie państwa Ameryki Łacińskiej (bez Kuby) oraz USA i Kanadę.

****** „Will & Grace” – nadawany w latach 1998-2006 przez kanał NBC serial (sitcom) opowiadający o losach dwóch bohaterów mieszkających razem ze sobą w Nowym Jorku: Will jest prawnikiem i gejem, a Grace dekoratorką wnętrz. Serial upowszechnił tematykę gejowską. Twórcami i producentami serialu jest dwóch Żydów, z których jeden jest zadeklarowanym homoseksualistą. Serial był forsowany wśród odbiorców (poprzez reklamę, dobór najlepszych pór nadawania, powtórki, prasowe komentarze, itp) i stał się najbardziej oglądanym serialem w telewizji w latach 2001-2005.

410. rocznica narodzin „Kniazia Jaremy”. Uroczystości na Świętym Krzyżu.

https://pch24.pl/410-rocznica-narodzin-kniazia-jaremy-uroczystosci-odbeda-sie-na-swietym-krzyzu/

21 sierpnia minie 410 lat od dnia przyjścia na świat księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, bohatera walk z rebelią Bohdana Chmielnickiego i polskiego męża stanu. Rocznicowe obchody odbędą się na Świętym Krzyżu, gdzie leżą zmumifikowane szczątki „Kniazia Jaremy”.

Uroczystość rocznicową rozpocznie o godz. 11.30 Msza św. w świętokrzyskiej bazylice. Po jej zakończeniu na błoniach rekonstruktorzy z Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej i miłośnicy militariów i kultury polskiej XVII wieku zaprezentują widowisko „Żywot Jeremiego Wiśniowieckiego” oraz przybliżą historię polskiej husarii.

Jak informuje Karol Bury z Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, w trakcie imprezy będzie można zobaczyć dziesięć koni husarskich. W pierwszej odsłonie będzie prezentowana lekka husaria polska z jej początków, czyli z czasów bitwy pod Orszą w 1514 roku. W drugiej zaś pokazana będzie formacja w takiej formie, w jakiej jaka walczyła w bitwie pod Beresteczkiem.

W programie obchodów zaplanowano husarski turniej konny, pokaz musztry paradnej i bojowej halabardników, a także gonitwy. Będzie też prezentacja mody dworskiej, tańców z epoki i muzyki barokowej.

O godz. 14 wykład pt. „Święty Krzyż skarbnica historii. Od Bolesława Krzywoustego do Księcia Jeremiego” wygłosi wybitny znawca tematu prof. Krzysztof Bracha z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego.

Wstęp na wydarzenie jest wolny. Na czas jego trwania wokół Świętego Krzyża wprowadzone zostaną udogodnienia dla przyjeżdżających. Wyznaczone będą parkingi i drogi dojazdowe.

Organizatorami obchodów 410. rocznicy urodzin księcia Jeremiego Wiśniowieckiego są m.in.: Starostwo Powiatowe w Kielcach, świętokrzyskie Zgromadzenie Zakonne Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach, Urząd Gminy w Bielinach, Urząd Miasto – Gminy w Nowej Słupi.

Patronat honorowy nad widowiskiem objął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

Książę Jeremi Michał Wiśniowiecki herbu Korybut (zwany Jaremą) urodził się 17 sierpnia 1612 w Łubniach. Wsławił się jako niezłomny obrońca Rzeczpospolitej przed powstaniem Chmielnickiego, równie głośna była jego konwersja na katolicyzm z prawosławia, w którym był wychowywany. Zmarł nagle 20 sierpnia 1651 r. w obozie wojsk koronnych pod Pawołoczą na Ukrainie. Był księciem na Wiśniowcu, dowódcą wojsk koronnych, wojewodą ruskim, starostą przemyskim, starostą nowotarskim, ojcem króla polskiego Michała Korybuta Wiśniowieckiego.

Żona, księżna Gryzelda Konstancja z Zamoyskich Wiśniowiecka, obawiając się sprofanowania zwłok męża przewiozła trumnę z jego doczesnymi szczątkami na Święty Krzyż i złożyła w grobowcu rodziny Oleśnickich.

Święty Krzyż to najstarsze polskie sanktuarium. Przechowywane są w nim relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Opactwo benedyktyńskie założone zostało z inicjatywy Bolesława Chrobrego w 1006 r. Obecnie opiekę nad nim sprawuje Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Zwornik świata – AZJOPA – ??

Zwornik świata – AZJOPAPepe Escobar

https://www.bibula.com/?p=135823

Wyjaśnienie od tłumacza. W tekście pojawia się pojęcie Zwornik świata, tłumaczenie angielskiego Heartland, dosłownie centrum świata. Jest to pojęcie geopolityczne ukute przez Halforda Mackindera na początku XX wieku. W skrócie [wielkim. MD] opiera się na założeniu, że kto kontroluje Azję Centralną, ten kontroluje świat. Więcej:(https://en.wikipedia.org/wiki/The_Geographical_Pivot_of_History)

[Wyjaśnienie MD: AZJOPA – duchowa i materialna dominacja Ducha Azji nad „Europą” to marzenie ludzi Wielkiego Stepu, ale ślepych na Objawienie Jezusa Chrystusa. Mam wśród nich rozmówców. Mirosław Dakowski]

Przytłaczający zbiorowy debilizm Zachodu można porównać do struktury, opadającej szybciej niż wymagają tego od niej prawa grawitacji. Zachód pogrąża się w czarnej dziurze zupełnego rozkładu społeczno-politycznego.

Koniec (ich) historii okazuje się być przyspieszonym procesem historycznym o oszałamiających konsekwencjach. Konsekwencje są o wiele głębsze niż te spowodowane przez samozwańcze „elity”, za pomocą swoich chłopców/dziewczynek na posyłki – dyktujących dystopię wywołaną przez zaciskanie pasa i finansjalizację. Jednym słowem, przez to, co zdecydowali nazwać Wielkim Resetem, a następnie, po poważnym niepowodzeniu, Wielką Narracją.

Finansjalizacja wszystkiego, oznacza całkowite urynkowienie samego Życia. W swojej najnowszej książce „No-Cosas: Quiebras del Mundo de Hoy” (po hiszpańsku, brak jeszcze tłumaczenia na angielski), czołowy niemiecki filozof współczesny (Byung-Chul Han, który tak się składa, że jest Koreańczykiem), analizuje, w jaki sposób kapitalizm informacyjny, w przeciwieństwie do kapitalizmu przemysłowego, przekształca w towar to, co niematerialne: „Samo życie nabiera formy towaru (…) znika różnica między kulturą a komercją. Instytucje kultury są traktowane jako dochodowe marki.

Najbardziej toksyczną konsekwencją jest to, że „całkowita komercjalizacja i merkantylizacja kultury miała wpływ na zniszczenie wspólnoty (…) Wspólnota jako towar jest końcem wspólnoty.”

Polityka zagraniczna Chin pod rządami Xi Jinpinga proponuje ideę wspólnoty opartej na wspólnej przyszłości dla ludzkości, zasadniczo jest to projekt geopolityczny i geo-ekonomiczny. Jednak Chiny wciąż nie zgromadziły wystarczającej ilości „miękkiej siły”, by przełożyć to na kulturę i przekonać do niej większość świata. Dotyczy to zwłaszcza Zachodu, dla którego chińska kultura, historia i filozofia są praktycznie niezrozumiałe.

W Azji Środkowej, gdzie teraz jestem, odrodzona chwalebna przeszłość może oferować inne przykłady „wspólnoty partycypacyjnej”. Błyskotliwym przykładem jest nekropolia Shaki Zinda w Samarkandzie.

Afrasiab – starożytna osada, poprzedzająca Samarkandę – została zniszczona przez hordy Czyngis-chana w 1221 roku. Jedynym zachowanym budynkiem była główna świątynia miasta: Shaki Zinda.

Znacznie później, w połowie XV wieku, gwiazda astronomii Ulugh Beg, sam będąc wnukiem turko-mongolskiego „zdobywcy świata” Timura, wywołał nie mniej ni więcej, a renesans kulturalny. Wezwał architektów i rzemieślników ze wszystkich zakątków imperium Timurydów i świata islamu, do pracy nad czymś, co stało się de facto kreatywnym laboratorium artystycznym.

Aleja 44 grobowców w Shaki Zinda reprezentuje prace mistrzów różnych szkół, harmonijnie tworząc unikalną syntezę stylów architektury islamskiej.

Najbardziej niezwykłą dekoracją w Shaki Zinda są stalaktyty, zawieszone w grupach w górnych częściach nisz portalowych. Podróżnik z początku XVIII wieku opisał je jako „wspaniałe stalaktyty, wiszące jak gwiazdy nad mauzoleum, uzmysławiając wieczność nieba i naszą kruchość.” Stalaktyty były  w XV wieku nazywane „muqarnas”: czyli w przenośni „gwieździste niebo”.

Niebo chroniące (Wspólnotę)

Kompleks Shaki Zinda jest obecnie w centrum zainteresowania  rządu Uzbekistanu, polegającym na przywróceniu Samarkandzie jej dawnej świetności. Centralnymi, ponadhistorycznymi pojęciami są tutaj „harmonia” i „wspólnota” – a te sięgają daleko poza islam.

Jako ostry kontrast wobec powyższego, nieoceniony Alastair Crooke zilustrował śmierć eurocentryzmu, nawiązując przy tym do Lewisa Carrolla i Yeatsa. Jak przez szkło powiększające możemy zobaczyć pełne kontury tandetnego spektaklu narcystycznej obsesji na własnym punkcie i usprawiedliwienia oferowanego przez „najgorszych” z ludzi, a jednak wciąż „pełnych namiętnej intensywności”, jak przedstawił to Yeats.

A jednak, w przeciwieństwie do Yeatsa, „najlepszym” też nie brakuje „przekonania”. Być może są nieliczni, ostracyzowani przez kulturę, ale widzą, że „szorstka bestia, której godzina nadeszła w końcu, chyli się ku…”. Brukseli (nie Jerozolimie) „by się narodzić”.

Ta niewybieralna gromada nieznośnych miernot – od von der Leyen i Borrella do tego kawałka norweskiego drewna Stoltenberga – może sobie marzyć, że żyje w czasach sprzed 1914 roku, kiedy Europa była politycznym centrum. Jednak teraz nie tylko to „centrum nie może się utrzymać” (Yeats), ale przesiąknięta eurokratami Europa została definitywnie pochłonięta przez zamęt, stała się nieistotnym politycznym zaściankiem, nieodwracalnie flirtującym z powrotem do statusu sprzed XII wieku.

Fizyczne aspekty Upadku – zaciskanie pasa, inflacja, brak gorącej wody, zamarzanie na śmierć tylko po to aby wspierać neonazistów w Kijowie – zostały poprzedzone, i żadne chrześcijańskie figury nie są tutaj potrzebne, przez ogień siarki i  Upadek Duchowy.

Transatlantyccy panowie tych papug pozujących na „elity”, nigdy nie byli w stanie wymyślić żadnego pomysłu skupionego na harmonii, a jeszcze bardziej na „wspólnocie”, który mogliby sprzedać Globalnemu Południu.

To, co sprzedają, poprzez swoją Jednomyślną Narrację, a właściwie swoją wersję „We Are the World”, to warianty „nie będziesz posiadał niczego i będziesz szczęśliwy”. Gorzej: będziesz musiał za to zapłacić – drogo zapłacić. I nie masz prawa marzyć o żadnej transcendencji – niezależnie od tego, czy jesteś wyznawcą Rumiego, Tao, szamanizmu czy proroka Mahometa.

Najbardziej widocznymi oddziałami uderzeniowymi tego redukcjonistycznego zachodniego neo-nihilizmu – przesłoniętego mgłą „równości”, „praw człowieka” i „demokracji” – są wymazani tatuażami i pentagramami bandyci, poddawani szybkiej denazyfikacji na Ukrainie.

Świt nowego oświecenia

Zbiorowy pokaz zachodniego samo-usprawiedliwiania się, zainscenizowany w celu zatarcia jego rytualnego samobójstwa, nie zawiera śladów poświęcenia, jakie niesie ze sobą ceremonialne seppuku. Wszystko, co robią, to ciągłe pogrążanie się w nieugiętej odmowie przyznania, że mogli się poważnie pomylić.

Jak to możliwe, że ktokolwiek śmie drwić z zestawu „wartości” wywodzących się z Oświecenia!!! Jeśli nie złożysz pokłonu przed tym błyszczącym kulturowym ołtarzem, jesteś po prostu barbarzyńcą, którego można oczernić, sponiewierać, odwołać, prześladować, sankcjonować, a na końcu zbombardować HIMARS-em.

Wciąż nie mamy post-Tik Tok-owej wersji Tintoretta, który przedstawiałby zbiorowe zachodnie wielopłaszczyznowe pogrążanie się w dantejskich komnatach pop-kulturowego piekła. To, co mamy, i co musimy znosić, dzień po dniu, to kinetyczna bitwa pomiędzy ich „Wielką Narracją” lub narracjami, a czystą i jasną rzeczywistością. Ich obsesja na punkcie tego, że wirtualna rzeczywistość musi zawsze „wygrywać” jest patologiczna. W końcu jedynym zajęciem, w którym są doskonali, to produkcja fałszywej rzeczywistości. Szkoda, że nie ma już wśród nas Baudrillarda i Umberto Eco, którzy zdemaskowaliby ich haniebne szaleństwa.

Czy zmienia to coś na ogromnych połaciach Eurazji? Oczywiście, że nie. Wystarczy śledzić zawrotny ciąg spotkań dwustronnych, umów i postępującej interakcji BRI, SCO, EAEU, BRICS+ i innych organizacji wielostronnych, aby uzyskać wgląd w to, jak konfigurowany jest nowy system światowy.

W Samarkandzie, w otoczeniu hipnotyzujących przykładów sztuki Timurydów, w połączeniu z boomem gospodarczym, który przywodzi na myśl wschodnioazjatycki cud z początku lat 90. ubiegłego wieku, wyraźnie widać, że Zwornik świata powraca ze zdwojoną siłą – i z pewnością odeśle dotknięty pleonazmem Zachód na margines świata.

Zostawiam was w momencie psychodelicznego zachodu słońca zwróconego w stronę Registanu, na skraju nowego oświecenia, które prowadzi Zwornik świata w kierunku opartej na rzeczywistości wersji Shangri-La, uprzywilejowującej harmonię, tolerancję, a przede wszystkim poczucie wspólnoty.

Pepe Escobar

Tłum. Sławomir Soja Źródło: The Saker (August 14, 2022) – „The Second Coming of the Heartland”

Procesje Różańcowe za Polskę już w najbliższą niedzielę!

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Sierpień to miesiąc, w którym wspominamy wiele szczególnych wydarzeń w historii naszej Ojczyzny i Kościoła. To okazja do refleksji i dziękczynienia – Bogu i ludziom – naszym przodkom, których ofiarność i determinacja, posunięta tak często do oddania życia, wysłużyła nam życie w kraju wolnym od obcego okupanta.
Dlatego już w najbliższą niedzielę 21 sierpnia w Warszawie i w innych miastach odbędą się dziękczynne Procesje Różańcowe za Polskę. Centrum Życia i Rodziny jako współorganizator tego wydarzenia bardzo zachęca do wzięcia udziału w tym wydarzeniu!
Data nie jest przypadkowa. Jest to wigilia święta Matki Bożej Królowej, a ponieważ wciąż trwamy w Oktawie Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wspominamy także największe polskie zwycięstwo, jakim był Cud nad Wisłą. Podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku polscy żołnierze wsparci orędownictwem Królowej Polski powstrzymali najazd bolszewickiej hordy i ogień rewolucji, który miał objąć nasz kraj i całą Europę zachodnią.
Dlatego podczas stołecznej procesji, modląc się na Różańcu Świętym, będziemy dziękować Matce Bożej Łaskawej, Patronce Warszawy, za zwycięstwo pod Radzyminem oraz prosić o dar wolności dla Kościoła katolickiego w Polsce i na świecie. Odnowimy także Akt Zawierzenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi, prosząc także „by rodziny polskie były szkołą wiary, nadziei i miłości, oraz by wzrastały w nich święte powołania do kapłaństwa, do życia konsekrowanego i do służby dobru wspólnemu”.
Proszę tylko zobaczyć, jak liczna była procesja, która przeszła przez stolicę w maju.Informacje o pozostałych miastach znajdą Państwo na stronie RozaniecZaZyciem.pl
Organizatorami tego wydarzenia są osoby przewodzące wielu lokalnym i ogólnopolskim wspólnotom, organizacjom, inicjatywom, stowarzyszeniom i fundacjom działającym w łączności z Kościołem Katolickim, zrzeszone w grupie „Zjednoczeni 2022”. Wśród nich jest również Centrum Życia i Rodziny.
Dlatego bardzo serdecznie zapraszam wszystkich z Państwa z okolic Warszawy do wspólnej modlitwy podczas Mszy Świętej pod przewodnictwem bp. Romualda Kamińskiego, która rozpocznie się o 13.00 w Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Kawęczyńskiej 53 a następnie do udziału w procesji modlitewnej, która wyruszy o godz. 14.00.
Zachęcam, aby każdy kto z ważnych względów nie będzie mógł wziąć udziału w procesji, zjednoczył się duchowo z uczestnikami wydarzenia. Warto połączyć się we wspólnym dziele, trwając w modlitwie różańcowej przed Najświętszym Sakramentem.
Równocześnie, jeśli uznają Państwo, że nasze zaangażowanie w organizację takich wydarzeń jest ważne i potrzebne, to bardzo proszę o wsparcie. Z promocją i rozpowszechnianiem informacji o procesjach łączy się dużo pracy kreacyjnej i technicznej, a także doraźne wydatki: tylko na tę niedzielę wydrukowaliśmy ponad 200 plakatów.Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Dla Polski jest to szczególny czas. Wciąż za naszą wschodnią granicą trwa wojna, wciąż słyszymy, że pokój w Europie i na świecie jest zagrożony… Dlatego uciekamy do pomocy Pana Boga i zawierzamy Niepokalanemu Sercu Maryi prosząc, by „zapanował błogosławiony pokój w całej rodzinie ludzkiej”.
Zapraszam zatem do uczestnictwa i wspólnej modlitwy!
  Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056

Medjugorie – historia kłamstw, manipulacji, nieposłuszeństwa. Oświadczenie ks. bp Pavao Žanicia – biskupa Mostar-Duvno

Oświadczenie ks. bp Pavao Žanicia – biskupa Mostar-Duvno, opublikowane w maju 1990 r.
Całość tłumaczenia.
Trudno mi to było czytać, jak można w usta Matki Niepokalanej, nieskalanej żadnym grzechem, wkładać takie kłamstwa i manipulacje? Prawda zdeptana! Krótkie streszczenie tych łgarstw, ale wprost poraża! Postawa duchownych, ukryć prawdę, bronić fałszu!

„Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.” (2 Tm 4,4).

Medjugorie – historia kłamstw, manipulacji, nieposłuszeństwa.

Poniżej oświadczenie ks. bp Pavao Žanicia – biskupa Mostar-Duvno, opublikowane w maju 1990 r.


W latach 1987 – 1990 była trzecia Komisja. W styczniu 1987 w wyniku sugestii Kongregacji ds. Doktryny Wiary, kardynał Franjo Kuharić przewodniczący Konferencji Biskupów i biskup Żanić wydali wspólny komunikat w który ogłosili utworzenie trzeciej Komisji i w którym poprosili wiernych aby nie organizowali pielgrzymek motywowanych „z góry” które byłyby przypisywane wydarzeniom w Medjugorie. Komisja składała się z 11 księży ( 6 zakonnych, 5 diecezjalnych), 4 lekarzy i psychologów, i jednej siostry zakonnej jako sekretarki. Komisja miała 23 spotkania w Zagrzebiu w Sekretariacie Konferencji Biskupów. Pierwsze spotkanie było w kwietniu 1987 a ostatnie 23 sierpnia 1990. Oświadczenie zostało opublikowane w maju 1990 roku.

PRAWDA O MEDZIUGORJU

(…)
google.com/file/d/1B6gjWeTBjY-rtyXAggUi7fzPHVLMsca5/view

https://drive.google.com/file/d/1B6gjWeTBjY-rtyXAggUi7fzPHVLMsca5/view

Medjugorie – historia kłamstw, manipulacji, nieposłuszeństwa.

Poniżej zamieszczam oświadczenie ks. bp Pavao Žanicia – biskupa Mostar-Duvno, opublikowane w maju 1990 r.

W latach 1987 – 1990 była trzecia Komisja. W styczniu 1987 w wyniku sugestii Kongregacji ds. Doktryny Wiary, kardynał Franjo Kuharić przewodniczący Konferencji Biskupów i biskup Żanić wydali wspólny komunikat w którym ogłosili utworzenie trzeciej Komisji i w którym poprosili wiernych aby nie organizowali pielgrzymek motywowanych „z góry” które byłyby przypisywane wydarzeniom w Medjugorie. Komisja składała się z 11 księży ( 6 zakonnych, 5 diecezjalnych), 4 lekarzy i psychologów, i jednej siostry zakonnej jako sekretarki. Komisja miała 23 spotkania w Zagrzebiu w Sekretariacie Konferencji Biskupów. Pierwsze spotkanie było w kwietniu 1987 a ostatnie 23 sierpnia 1990. Oświadczenie zostało opublikowane w maju 1990 roku.

PRAWDA O MEDZIUGORJE

1. Prawda o wydarzeniach w Medjugorie jest przedmiotem badań przeprowadzanych przez komisję Konferencji Episkopatu Jugosławii (BKJ). Ich praca przebiega powoli. Dlatego w tym oświadczeniu chciałbym pomóc Komisji w jak najszybszym podjęciu decyzji. Powstaje propaganda na rzecz Medjugorie, aby postawić Kościół i świat przed faktem dokonanym. Taki był zamiar obrońców Medjugorie od samego początku. Musimy przyznać, że im się udało, ponieważ z drugiej strony pracujemy zbyt wolno lub milczymy. Z tych powodów i dla tych motywacji, które dały mi wiele, którzy z całego świata zdają sobie sprawę, że prawda jest zdeptana, postanowiłem opublikować kolejne oświadczenie, zgodnie z moim zadaniem i sumieniem, aby pomóc Komisji. Tym oświadczeniem pragnę obudzić sumienie tych, którzy bronią Medjugorie.

Ich ścieżka jest prosta, szeroka i wszystko z górki, podczas gdy moja jest trudna, ciernista i pod górę. Kościół i Madonna nie potrzebują kłamstw. Jezus mówi: „Prawda was wyzwoli” (J 8, 32); „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6); „Z tego powodu się urodziłem i po to przyszedłem na świat: aby dać świadectwo prawdzie. Ktokolwiek jest z prawdy, słucha mego głosu ”(J 18, 37).

Krótki opis kłamstw na temat Medjugorie zajęłyby 200 stron, ale na razie pragnę jedynie przedstawić to krótkie streszczenie bez użycia naukowego podejścia. Jestem trochę zaniepokojony faktem, że w niektórych sprawozdaniach moje imię jest obecne w tytułach, i rzeczywiście od początku „objawień” byłem w centrum wydarzeń z powodu mojej pozycji biskupa i moich obowiązków. Przykro mi również wspomnieć o niektórych „nieprzyjemnych rzeczach”, ale bez nich argumenty straciłyby na sile. W każdym razie najbardziej nieprzyjemne rzeczy nie zostaną wymienione.

2. Charakterystyczne podejście: Marina B., przewodnik turystyczny Atlas Travel, przywiozła księdza z Panamy do mojego biura w sierpniu 1989 r .: jego imię: Rodriguez Teofilo, ksiądz Matki Bożej z Lourdes. Wraz z nim przybył Carmen Capriles – dziennikarz, dyrektor generalny agencji IATA, Avenida Alberto Navarro, Apartado 1344 Zone 7, Panama. Marina przedstawiła się jako przewodnik, tłumacz języka angielskiego i nawróciła się w Medjugorie.

Kapłan zapytał mnie, z jakich powodów nie wierzyłem w „objawienia”. Powiedziałem mu, że mam co najmniej 20 powodów, by nie wierzyć, z których nawet jeden jest konieczny i dostateczny, dla tych, którzy są trzeźwi i dobrze wykształceni w wierze – aby dojść do wniosku, że objawienia nie są nadprzyrodzone.

Powiedziałem mu o sprawie byłego ojca franciszkanina Ivicy Vego. Za jego nieposłuszeństwo, z polecenia naszego Ojca Świętego, Papieża,[2] został wydalony z zakonu franciszkańskiego OFM [3] przez swojego generała, zwolniony ze ślubów i zawieszony a divinis. Nie przestrzegał tego rozkazu i nadal odprawiał Mszę św., Udzielał sakramentów i żył ze swoją kochanką.

Nieszczęśliwie jest pisać o tym wszystkim, jednak trzeba zrozumieć, o kim mówi Madonna. Według pamiętnika Vicki i twierdzeń „widzących” Matka Boża powiedziała 13 razy, że jest niewinny i że biskup się myli. Kiedy jego kochanka, siostra Leopolda, zakonnica, zaszła w ciążę, oboje opuścili Medjugorie i życie zakonne i zamieszkali razem w pobliżu Medjugorie, gdzie urodził się ich syn.

Teraz mają dwoje dzieci. Jego modlitewnik jest nadal sprzedawany w Medjugorie i poza nim w setkach tysięcy egzemplarzy.

Poprosiłem Marine o przetłumaczenie tego na angielski. Nie można winić Mariny za to, że wpadli w społeczność, która ukrywa prawdę. Spontanicznie odpowiedziała zgodnie z praktyką Medjugorie: „Czy musimy mu powiedzieć te złe rzeczy?” Odpowiedziałem, mówiąc, że gdyby te „złe wydarzenia” nie zostały zachowane i ukryte, ci ludzie z Panamy odkryliby to wcześniej i nie powinni byli podróżować do Medjugorie na darmo. Ukrywanie tej prawdy jest niesprawiedliwością i grzechem: chociaż może być nieprzyjemne, trzeba to powiedzieć.

3. Maryjny teolog René Laurentin zachowuje się w ten sam sposób.

Przyszedł odwiedzić mnie w Boże Narodzenie 1983 roku i zaproponowałem mu obiad. Zapytał mnie, dlaczego nie wierzę w objawienia. Powiedziałem mu, że zgodnie z pamiętnikiem Vicki i słowami innych „widzących” ta „dama”przemówiła do biskupa. On Laurentin szybko odpowiedział: „Nie publikuj, bo istnieje/jest wiele pielgrzymów i nawracają się.” Byłem wstrząśnięty tym oświadczeniem znanego mariologa! Niestety stanowisko Laurentina pozostało takie: ukryć prawdę i bronić fałszu. Napisał w dziesięciu książkach na temat Medjugorja, a prawie we wszystkich z nich, że objawienia to prawda, a biskup Žanić pod ostrzałem. On wie, co ludzie lubią słuchać. Więc było mu stosunkowo łatwo znaleźć tych, którzy mu uwierzyli. „To veritate quidem auditum avertent, aby Fabulas autem convertentur Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.(2 Tm 4,4).

„Jasnowidze” i obrońcy Medziugorja prowadzeni przez Laurentina, od początku rozumieli, że współczesny wierzący w komunistycznym kraju bardzo szybko wierzy, we wszystko „cudowne”, w pozorne cudowne uzdrowienia i najwyraźniej w komunikaty „Madonny”.[chodzi o Gospę. MD]

Głównymi bohaterami, na których spoczywa opinia o pozytywna o Medjugorje, jest emerytowany biskup F. Franić, [4] ojciec René Laurentin, ojciec L. Rupčić OFM, ojciec Amorth, ojciec Rastrelli S J. oraz niektórzy franciszkanie i charyzmatycy z całego świata. Szybko opublikowano wiele książek, a także artykuły, broszury, filmy i pamiątki. W grę wchodzą agencje turystyczne, pielgrzymki, modlitewniki napisane przez dwóch franciszkanów Vego i Prusinę, którzy zostali wydaleni z zakonu franciszkańskiego [5] opublikowane w kilku językach w 600 000 egzemplarzy, fanatyczne grupy modlitewne inspirowane rzekomymi orędziami Matki Bożej i największym motywatorem wszystkiego – pieniądze.

Nikt nigdy nie wspomina o czymkolwiek, co mogłoby podważyć wątpliwości dotyczące „objawień”. Biskup ostrzegł wszystkich, ale „maszyneria” poszła naprzód swoją drogą. Wspomniano o 50 cudownych uzdrowieniach, a następnie 150, 200, 300 i tak dalej. Laurentin wybrał 56 dossier i wysłał je do „Bureau Medical de Lourdes”. Dr Mangiapan odpowiedział w Biuletynie z kwietnia 1986 r., że akta te nie mają żadnej praktycznej wartości i nie można ich wykorzystywać ani traktować jako poważnych dowodów objawień w Medjugorie.

Wiele napisano o wyzdrowieniu Diany Basile. Wysłałem dokumentację do dr. Mangiapan, który zbadał sprawę i zajął stanowisko: „Opinia bardziej niż zastrzeżona”. Jest to przypadek stwardnienia rozsianego. Więcej zostanie o tym napisane później w książce.

4. Wiarygodność widzących – Mirjana Dragićević. Miesiąc po rozpoczęciu „objawień” pojechałem do Medjugorie, aby przesłuchać „widzących”. Poprosiłem każdego z nich o złożenie przysięgi na krzyżu i zażądałem, aby mówili prawdę (ta rozmowa i przysięga zostały zapisane na taśmie). Pierwszą była Mirjana:

„Poszliśmy opiekować się owcami, kiedy nagle…”. (Ksiądz parafialny przerwał i powiedział mi, że faktycznie poszli palić, co ukryli przed rodzicami). „Chwileczkę, Mirjana, jesteś pod przysięgą. Czy poszłaś opiekować się owcami? Położyła dłoń na ustach: „Wybacz mi, poszliśmy palić”. Następnie pokazała mi zegarek, na którym nastąpił „cud”, ponieważ wskazówki zegarka zwariowały. Zaniosłem zegarek do zegarmistrza, który powiedział, że z pewnością upadł i został zniszczony. Po zwróceniu zegarka powiedziałem jej, żeby nie wspominała, że zdarzył się cud. Jednak w nagranych później taśmach powiedziała, o tym, jaki cud nastąpił w zegarku i początkowo wyszli szukać owiec. Później twierdziła, że Matka Boża powiedziała, że ​​wszystkie wyznania są równe. W jakim stopniu możemy uwierzyć Mirjanie?

6. Vicka Ivanković jest od początku główną „widzącą” i za jej pośrednictwem twórczynią Medjugorie, ksiądz Tomislav Vlašić OFM, rozpowszechnił główną część kłamstw o Medjugorie. Przedstawił się Papieżowi w liście z 13 maja 1984 r., jak następuje: „Jestem ojciec Tomislav Vlašić, ten, który według Boskiej Opatrzności kieruje wizjonerami z Medjugorie”.

Byłoby dla niego lepiej, gdyby wycofał się na pustynię i milczał, ponieważ jego przeszłość mówi o nim wystarczająco dużo. Vicka dużo mówiła i pisała, przez co popadła w wiele sprzeczności. Profesor Nikola Bulat, członkini pierwszej komisji, przesłuchała ją i napisała o niej 60-stronicowe studium.

Policzyła wszystkie nielogiczności i kłamstwa jej pamiętnika. Wspomnę tylko o zakrwawionej chusteczce. Krążyły pogłoski, że pewien taksówkarz wpadł na zakrwawionego mężczyznę. Dał taksówkarzowi zakrwawioną chusteczkę i powiedział: „Rzuć to w rzekę”. Kierowca spotkał kobietę ubraną na czarno. Zatrzymała go i poprosiła, by dał jej chusteczkę. Dał jej swoją, ale ona powiedziała:

„Nie ta, tylko zakrwawioną chusteczkę”. Dał jej chusteczkę, której chciała, a ona powiedziała: „Gdybyś rzucił ją w rzekę, to byłby koniec świata. „Vicka Ivanković napisała w swoim dzienniku, że zapytała Matkę Bożą, czy to wydarzenie jest prawdą, a ona odpowiedziała, że ​​to prawda, a także: „Ten człowiek pokryty krwią był moim synem Jezusem, a ja (Matka Boża) byłam kobietą ubraną na czarno ”. Co to za teologia? Z tego wynika, że ​​Jezus chce zniszczyć świat, jeśli chusteczka zostanie wrzucona do rzeki i że to Matka Boża ratuje świat!

7. 14 stycznia 1982 r. Vicka, Marija i mały Jakov przyszli mnie odwiedzić.

Vicka zaczęła mówić dość nerwowo, ponieważ kłamała. Powiedziała: „Matka Boża posłała nas, aby powiedzieć wam, że jesteście zbyt surowi wobec franciszkanów …” – „W jaki sposób?” – „Nie wiemy!”. Dwaj księża franciszkańscy z Mostaru, Ivica Vego i Ivan Prusina, których biskup próbował usunąć z Mostaru z powodu nieporządku i nieposłuszeństwa wobec wiernych nowo utworzonej parafii katedralnej w Mostarze, bronili się przed przełożonymi, mówiąc, że nie opuszczą Mostaru, ponieważ Matka Boża przez Vickę powiedziała im, żeby nie wyjeżdżali.

O tym poinformował mnie członek rady prowincji franciszkańskiej. Na naszym spotkaniu zapytałem Vickę: „Czy Matka Boża powiedziała coś o księżach Mostaru, Vego i Prusiny?” – „Nie, nie znamy ich”, wszyscy trzej odpowiedzieli. Nasza rozmowa trwała 30 minut i wszystko nagrałem na taśmie. Kilkakrotnie poruszałem kwestię księży Mostaru i zawsze odpowiadali: „Nie znamy ich”. Później w dzienniku Vicki odkryłem, że bardzo dobrze znają tych księży. Było jasne, że kłamią, jednak nie chciałem z nimi o tym rozmawiać, aby zachować pewność siebie podczas naszych rozmów.

8. 4 kwietnia 1982 r. Vicka i Jakov przyszli mnie odwiedzić „… wysłani przez Madonnę”. Księża Mostaru, ks. Vego i ks. Prusina zostali wydaleni z Zakonu Franciszkańskiego OFM w styczniu tego roku przez przełożonych swojego Zakonu. Wielu wyznawców „Madonny” broniło wydalonych księży.

Podczas naszej rozmowy Vicka bardzo podekscytowana zaczęła: „Ostatnim razem, gdy tu byliśmy, nie powiedzieliśmy wam wszystkiego i dlatego Matka Boża nas skarciła. Rozmawialiśmy o wielu sprawach i dlatego zapomnieliśmy … „- O czym zapomnieliście?” – „Matka Boża powiedziała nam, abyśmy wam powiedzieli, że ci księża, Vego i Prusina, są kapłanami i dlatego mogą odprawiać Mszę św. Tak jak inni kapłani . ”Poczekaj chwilę. Czy Matka Boża powiedziała ci to przed naszym ostatnim spotkaniem? ”- Tak i dlatego wysłała nas do ciebie. Ostatnim razem mówiłam o wielu innych sprawach i zapomniałam o tym wspomnieć”. Podczas naszego poprzedniego spotkania kilkakrotnie zapytałem ją, czy Matka Boża powiedziała coś o tych dwóch kapłanach. Było dla mnie jasne, że Vicka kłamała, a to był wystarczający dowód, że nie mogłem uwierzyć w jej twierdzenia. Marija i Jakov również wzięli udział w tym kłamstwie.

9. Pod koniec stycznia 1983 r. przyszedł do mnie Ojciec Grafenauer, słoweński ksiądz jezuicki, z zamiarem zbadania fenomenu Medjugorie. Wysłuchał 20 taśm i po ich wysłuchaniu powiedział, że nie pojedzie do Medjugorie, ponieważ doszedł do wniosku, że Madonny tam nie ma. Po moim naleganiu pojechał do Medjugorie i po kilku dniach powrócił jako „nawrócony” o. Vlašića. Przyniósł trochę dokumentów, rzucił je na stół i powiedział: „Oto, co Matka Boża chce, abym powiedział!” Zrozumiałem to jako spisek obalenia biskupa z pomocą Matki Bożej. Dokumenty, które przyniósł, były kompilacją pamiętnika Vicki, kroniki parafialnej i dokumentów pisanych ręcznie. Z tego powodu trudno jest ustalić, gdzie zostały napisane po raz pierwszy. Vicka i ci, którzy bronili Medjugorja, ukrywali to przed biskupem przez ponad rok.

10. Vicka nigdy nie zaprzeczyła, że Matka Boża powiedziała te rzeczy lub że zapisała je w dzienniku. Zapewnienie i autentyczność tego można najlepiej potwierdzić na kasecie nagranej przez ojca Grafenauera podczas rozmów z Vicką i Marija. Kopie kasety pozostawił w parafii Medjugorie biskupowi, a także Konferencji Episkopatu w Zagrzebiu. Powinieneś posłuchać tej kasety!

Rozmowa z Vicką Graf.: Biskup ma za zadanie ocenić, czy jest to Matka Boża.

Vicka: Może oceniać jak chce, ale wiem, że to Matka Boża.

Graf: Kościół mówi o tych, którzy ufają sobie, że jest to znak, że Madonna tutaj nie jest kwestionowana.

Vicka: Niech ci, którzy mają wątpliwości, mają je, ja ich nie mam.

Graf: To nie jest dobra rzecz … powiedziałaś kiedyś biskupowi, że powinien bardziej zwracać uwagę na Matkę Bożą niż na papieża.

Vicka: Tak.

Graf: Oznacza to, że biskup powinien cię słuchać bardziej niż papieża.

Vicka: Nie, nie ja.

Graf: Ale biskup nie wie, jakie to jest zjawisko i być może nie jest to Matka Boża.

Vicka: Tak, to Madonna.

Graf.: Powiedziałaś biskupowi, że należy mu zarzucić, że ci dwaj (Vego i Prusina) są niewinni i że mogą wykonywać swoje obowiązki kapłańskie.

Vicka: Tak.

Graf.: Czy słuchają spowiedzi? Czy Matka Boża mówiła o tym?

Vicka: Tak.

Graf.: Matka Boża tak mówi, a Papież mówi, że nie mogą …

Vicka: Papież może powiedzieć, co chce, mówię wam, jak się mają sprawy!

Graf.: Zobacz, wg. tego dochodzimy do wniosku, że to nie jest Matka Boża … Papież mówi nie, że nie mogą odprawiać Mszy św. I nie mogą słuchać spowiedzi; a z drugiej strony Matka Boża mówi, że oboje mogą. To nie może być.

Vicka: Wiem, co jest słuszne (co powiedziała Matka Boża).

Graf.: To nie może być prawda. Położyłbym rękę na ogniu, aby zaświadczyć, że tak nie jest, aby zaświadczyć, że to nie Madonna mówi. Kiedy dana osoba ma większy dar, istnieje również większe niebezpieczeństwo, że diabeł może nad nią pracować.

Cóż za poniżające upokorzenie Matki Bożej! Na podstawie tych oświadczeń niszczyłaby posłuszeństwo w Kościele, posłuszeństwo wobec biskupa, przełożonych Zakonu OFM i Ojca Świętego. Broniłaby Vego!

11. Objawienie w Cerno. Cerno to wioska niedaleko Medjugorie. Ósmego dnia od początku objawień w Medjugorie miało miejsce „objawienie” w pobliżu Cerno. „Widzący” poinformowali o tym wydarzeniu tego samego wieczoru księdza Jozo Zovko, ówczesnego proboszcza Medjugorie. Powiedzieli, że Matka Boża powiedziała cztery lub pięć razy, że pojawi się jeszcze tylko przez trzy dni, to znaczy 1, 2 i 3 lipca. Zostało to nagrane na kasecie wydanej przez ojca Ivo Sivrić OFM. Taśma została odtworzona. Kilka lat później ksiądz Janko Bubalo napisał książkę zatytułowaną: Tysiąc spotkań z Madonną. Jest to książka rozmów z Vicką. Vicka nie wspomina o tym wydarzeniu, dlatego ojciec Bubalo zapytał, czy Matka Boża powiedziała „jeszcze tylko trzy dni”, czy nie.

Vicka odpowiedziała, że ​​tego nie pamięta!

Oczywiste jest, że Vicka mówi kłamstwo i że Matka Boża nie może powiedzieć tego, co mówi Vicka. Vicka buduje takie oświadczenia. Czy powinno to pozostać nieznane reszcie świata? Nie wolno czynić zła (jak wmawianie kłamstwa Matce Bożej), aby uzyskać dobro (takie jak pielgrzymki, modlitwy itp.).

12. „Widząca” Marija Pavlović. Oto pisemne sprawozdanie z rozmowy nagranej między Ojcem Grafenauerem a Marija:

Graf: Czy Matka Boża powiedziała, że ​​winny jest biskup?

Marija: Tak.

Graf: Czy powiedziała, że Vego i Prusina nie są winni?

Marija: Tak.

Graf: Kiedy Matka Boża mówi, że winny jest biskup, natychmiast budzi to podejrzenia i możemy dojść do wniosku, że … to nie Matka Boża mówi. Wizjonerzy … głoszą plotki, że winny jest biskup.

Marija: Matka Boża powiedziała nam.

Graf: To wywołuje bunt w Hercegowinie i nie są to dobre wyniki. Ludzie będą źli na biskupa i obrażać jego reputację. Jak Matka Boża może robić takie rzeczy? Kościół wie … że Matka Boża jest dobra i nigdy nie zrobiłaby takich rzeczy.

Marija: Matka Boża powiedziała nam.

Biskup F. Franić, ojciec Laurentin i wielu innych wie o tym wszystkim, jednak nic nie mówią. Jakiego rodzaju teologia może zaakceptować te oświadczenia Matki Bożej poprzez deklaracje „widzących”, dla których ich nauczyciel, ksiądz i liturgista – biskup, który zgodnie z prawem przyjął swoje zadanie od Chrystusa przez Kościół – że w sercu nie ma miłości Boga, który został ogłoszony grzesznikiem na całym świecie, który powinien się nawrócić, a aby odmawiano modlitwy w tym celu w Medjugorie? Stwierdzono również, że sam Jezus modli się za wydarzenia w Medjugorie. Twierdzenie, że biskup musi słuchać wyroku Matki Bożej [tj Gospy md] , jest absurdem. To obraza Madonny, Matki Kościoła. Bóg wie, że nie jestem bezgrzeszny i że Matka Boża może mnie krytykować, jednak tylko Bóg jest sędzią. Nigdy nie otrzymałem nagany ani ostrzeżenia ze strony Stolicy Apostolskiej za moją posługę biskupią.

13. Twórca Medjugorie, ojciec Tomislav Vlašić , między innymi opublikował i rozprowadził w wielu językach 17-stronicową broszurę zatytułowaną: „Wezwanie w roku maryjnym” Mediolan, 25 marca 1988 r. Książka dotyczy założenia grupy modlitewnej dla młodych mężczyzn i kobiet (z Medjugorie), którzy mieszkaliby razem w Parmie we Włoszech, co jest niespotykane w historii Kościoła. To oni uratowaliby świat. Najwyraźniej Matka Boża dała Ojcu Vlašićowi i Agnes Heupel (Niemka rzekomo uzdrowiona w Medjugorie) inspirację do ustanowienia i prowadzenia tej wspólnoty w sposób podobny do świętego Franciszka i świętej Klary, jak opisał Vlašić. Aby ta akcja się powiodła, ojciec Vlašić poprosił Marija Pavlović o dodanie „swojego świadectwa” na trzech stronach. Jest członkiem społeczności i 21 kwietnia 1988 roku napisała: „Czuję potrzebę …”

Podsumowując, Matka Boża przekazała dokładny program tej wspólnocie „Królowej Pokoju” i prowadzi wspólnotę przez Ojca Vlašicia i Agnes, którzy przekazują orędzia społeczności. „Jestem w społeczności od półtora miesiąca. Mam objawienia i Matka Boża prowadzi mnie w tajemnicy cierpienia, która jest fundamentem tej wspólnoty. Muszę wszystko zapisać i opublikować, kiedy Matka Boża mi powie. Zrozumiałem Boży plan, który rozpoczął przez Maryję w parafii Medjugorie.”

Cytat pochodzi ze stron 15 i 16 tekstu księdza Vlašicia. Obrońcy Medjugorie szybko zrozumieli, że ta społeczność młodych mężczyzn i kobiet, którzy mieszkają, śpią, pracują i modlą się razem w tym samym domu, prędzej czy później zniszczą siebie i Medjugorie. Dlatego wysłali swojego inspektora, ojca Jozo Vasilja do Parmy. Poszedł z biskupem Parmy, prałatem B. Cocchi i ojcem T. Vlašićem do Zgromadzenia w Rzymie. Powiedziano im, że Kościół nie może pozwolić na istnienie takiej wspólnoty, a ks. Vlašić otrzymał rozkaz jej rozwiązania i powrotu do Hercegowiny. Vlašić nie posłuchał natychmiast, jednak wrócił później. Oto, co Ojciec Jozo Vasilj wyjaśnił mi o społeczności.

14. Sama Marija Pavlović złożyła kolejne publiczne oświadczenie w dniu 11 lipca 1988 r. Oświadczenie wydrukowano na kartce papieru i rozprowadzono w taki sam sposób, jak oświadczenie z 21 kwietnia 1988 r. (O którym mowa w pkt 13). W tym oświadczeniu wycofała twierdzenie, że Matka Boża wyraziła zgodę na wspólnotę Vlašić / Heupel w Parmie. Wyjaśniła, że ​​ojciec Vlašić wywarł na nią presję, by powiedziała to stwierdzenie, które nie było zgodne z prawdą. (Pełny tekst tego oświadczenia pochodzi z maja 1990 r.).

15. Marija nie zaprzecza, że ​​złożyła pierwszą deklarację . Ojciec Vlašić kilkakrotnie wymagał od niej oświadczeń, co oczywiście oznacza manipulację jednym z „widzących”. Możemy więc dojść do wniosku, że Marija świadomie wypowiedziała kłamstwa przy pierwszej lub drugiej okazji. Skłamała, a to przypisuje Matce Bożej. Jest dla mnie jasne, że ona (Marija) jest zabawką w rękach Ojca Vlašicia. Było to dla mnie jasne już wcześniej, jednak jak dotąd nie miałem konkretnych dowodów na poparcie tego. Ojciec Vlašić tak samo manipulował wszystkimi wizjonerami. [6] –>( [6] Niemiecki fotograf Walter Fürhoff zeznał, że widział Mariję Pavlović, w towarzystwie o. Vlašića, który kopiował wiadomości, które dla niej napisał.) Pod wpływem tego rodzaju manipulacji Marija powiedziała, że ​​Matka Boża płacze, gdy ktoś wspomniał o biskupie na spotkaniu modlitewnym: „Z Madonny spłynęła duża łza. Łza spłynęła jej po twarzy i zniknęła w chmurze pod jej stopami. Matka Boża zaczęła płakać i wstąpiła do nieba płacząca. ”(22 sierpnia 1984 r.) – oczywisty wynalazek księdza Vlašicia, który zamierzał przestraszyć biskupa.

Dlaczego obrońcy Medjugorie nie wspominają o oświadczeniach Marii? Czy te „złe” rzeczy muszą być ukryte przed światem, skoro w Medjugorie jest wiele „konwersji”? Ojciec Laurentin pisze w swojej książce Dernières Nouvelles 3 , na stronie 27, że pewien prałat poprosił Marija o modlitwę za przesłanie od Matki Bożej dla jego kapłana (prałata). Marija odpowiedziała: „Matka Boża powiedziała, że ​​powinni przeczytać książkę Laurentina i ją rozpowszechniać!”

Okropnym grzechem jest przypisywanie własnych kłamstw Matce Bożej.

Kiedy świat się o tym dowie, kto już im uwierzy? Zostały zdyskredytowane. Nikt nie może zniszczyć tego konkretnego dowodu. Będzie reprodukowany i rozpowszechniany ustnie. Wiem dobrze, że jest wielu, którzy ignorują ten materiał. Przyjmują wydarzenia Medjugorie w sposób irracjonalny, z wielkimi emocjami i osobistymi zainteresowaniami. Są ślepi, ale dokumenty te pozostaną częścią historii Kościoła i Mariologii.

16. „Widzący” Ivan Dragicević. Jeśli chodzi o „wielki znak”, Vicka wspomina go 13 razy w pamiętnikach i 14 razy wspominała w gazecie parafialnej, 52 razy na kasetach i przy wielu okazjach w rozmowach z biskupem. Wiosną 1982 r. poprosiłem „wizjonerów” o napisanie wszystkiego, co wiedzieli o znaku, „tajne”bez upublicznienia. Zasugerowałem im, żeby napisali informacje na papierze w dwóch egzemplarzach. Wtedy zostałoby to zapieczętowane w kopercie, a kopia pozostałaby z nimi, a jedna z biskupem. Kiedy więc pojawi się „znak”, otwieramy koperty i sprawdzamy, czy „znak” został przewidziany, czy nie.

Ojciec Tomislav Vlašić, ówczesny proboszcz Medjugorie, powiedział „wizjonerom”, aby powiedzieli, że Matka Boża powiedziała im, aby niczego nie zapisywali, więc nie zrobili tego. Ivan Dragićević był wtedy w seminarium franciszkańskim w Visoko w Bośni i nie został o tym poinformowany. Dwóch członków pierwszej komisji, dr. M. Zovkić i dr. Ž. Puljić (obecnie biskup Dubrownika) odwiedził Iwana w Visoko. Dali mu kartkę papieru koloru zielonkawego z napisanymi pytaniami na maszynie. Ivan napisał treść „znaku”, podając dokument i podpisał go w ich obecności bez słowa ani śladu strachu.

Kilka lat później ojciec Laurentin napisał, że Ivan osobiście powiedział mu, że nie napisał absolutnie nic na tej kartce papieru i że oszukał dwóch członków Komisji. 7 marca 1985 r. trzech członków Komisji poszło zapytać Ivana, czy to, co napisał Laurentin, było prawdą. Ivan powiedział, że to prawda i że mogą iść dalej i otworzyć kopertę w biurze kancelarii, ponieważ znajdą tylko kartkę białego papieru. Wrócili do Mostaru, gdzie spotykała się Komisja, i otworzyli kopertę przed wszystkimi członkami. W kopercie, na zielonkawej kartce papieru, znaleźli napisaną treść „znaku”:

Matka Boża powiedziała, że ​​zostawi znak. Treść tego znaku zdradzam tobie. Znak jest taki, że w Medjugorie będzie duża świątynia na cześć moich objawień, świątynia na mój obraz. Kiedy to się stanie? Znak pojawi się w czerwcu.

Data: 9 maja 1982.

Widzący: Ivan Dragicevic.

==========

Po usłyszeniu tego kłamstwa członkowie pierwszej komisji chcieli zakończyć wszystko bez dalszej pracy, jednak pozostali. Kilka dni po tym wydarzeniu ojciec Slavko Barbarić OFM zabrał gdzieś „widzących” i poinstruował ich wszystkich, w tym Ivana, aby napisali w oświadczeniu, że Ivan nie ujawnił znaku!

Ivan wysłał wiadomości od Matki Bożej do biskupa. 24 kwietnia 1984 r.

Matka Boża powiedziała o biskupie:

„Mój syn Jezus modli się za niego, aby on (biskup) uwierzył i podjął lepsze działania na rzecz Medjugoria”. Dodała: „Jak zareagowałby, gdyby mój Syn pojawił się na ziemi? Czy wtedy uwierzyłby?”

Odnośnie Komisji, Matka Boża mówi tylko: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się! Medytujcie i żyjcie orędziami, które wam przekazałem, a zobaczycie, dlaczego przybyłam”.

Ivan Dragicevic, Medjugorje.

17. Ivan Dragicevic: „Powiedz biskupowi, że czekam jego szybkiego nawrócenia na wydarzenia w Medjugorie, zanim będzie za późno. Niech przyjmuje te wydarzenia z obfitością miłości, zrozumienia i wielkiej odpowiedzialności. Chcę, abyście unikali konfliktów między kapłanami i przestali ujawniać ich negatywne zachowania. Ojciec Święty powierzył wszystkim biskupom zadanie pełnienia niektórych funkcji w swoich diecezjach. Wśród nich parafie w Hercegowinie. Z tego powodu czekam jego nawrócenia na te wydarzenia. To jest moje drugie i ostatnie ostrzeżenie. Jeśli to, na co czekam, nie nastąpi, mój sąd i sąd mego Syna czekają na biskupa. Oznacza to, że nie znalazł drogi do mojego Syna Jezusa”. Matka Boża powiedziała mi, żebym wam przekazał tę wiadomość.

Z poważaniem

Bijakovići, 21 czerwca 1983 r

Ojciec Tomislav Vlašić przyniósł mi ten dokument, który bardziej niż prawdopodobne sam napisał w chwili uniesienia.

18. Ivan prowadził własny dziennik objawień przez kilka lat. Ten dziennik nie został upubliczniony, podobnie jak dziennik Vicki, ani pisma obu. Dzienniki są oryginalnymi źródłami wydarzeń, jednak pełne są naiwnych roszczeń, oczywistych kłamstw i absurdów. Są dobrym dowodem na to, że „widzący” nie widzą Madonny ani nie otrzymują od niej wiadomości. Te wiadomości zostały napisane przez kogoś innego i przekazane Iwanowi do podpisania, jakby były jego własnymi.

Kiedy ojciec Grafenauer przyniósł mi fragmenty z pamiętnika Vicki, później poprosiłem Vickę, aby przyniosła mi pamiętnik. Napisała do mnie 7 maja 1983 r .: „Odkryłam, że rozprowadzają fragmenty z mojego pamiętnika …”. Był to bardzo ważny punkt, który Komisja uznała za dobry argument, że dziennik został napisany przez samą Vickę lub że uważa go za własny. Później także ojciec T. Vlašić doszedł do tego wniosku i w 1984 r. oświadczył Komisji i mnie, że Vicka nie napisała do mnie tego listu, a raczej, że franciszkanin (prawdopodobnie sam Vlašić) to zrobił i że przekazał jej do podpisu! Istnieje wiele podobnych przykładów manipulacji, ale żaden z nich nie ma tak jednoznacznych dowodów njak ten.

19. Tajemnice i tajemnice. Od początku „objawień”, aby zapobiec odkryciu niespójności na ich kontach, „jasnowidzom” wyraźnie polecono potwierdzić, że „Madonna” mówi inaczej do każdego z nich. Kiedy przy stole powstawały „tajemnice”, wszyscy musieli mieć swoje (w sumie 60) i nikt nie musiał nikomu ich ujawniać. Mirjana i Ivanka otrzymały list od Matki Bożej, którego nikt nie powinien czytać. Na początku nie było żadnych chwil ekstazy, a społeczności nie unikano. Przyznali, że skonsultowali to, poprosili „Madonnę”, aby mogły przepisać treść „wielkiego znaku” na papierze i zakleić go w kopercie. „Madonna” odpowiedziała: „Nie!” Jednak Ivan napisał znak, a następnie powiedział (to też zostało zapisane na taśmie), że „Madonna” nie skarciła go za to. Sekrety miały zostać przekazane kapłanowi (franciszkaninowi). Dlaczego nie zostały przekazane Komisji, biskupowi ani papieżowi? W pierwszych miesiącach często mówili, że nadejdzie „wielki znak”: bardzo szybko, szybko i tak dalej … Pod koniec pierwszego roku zmienili ton. Przez półtora roku Vicka pisała „Życie Madonny” jest to wielki sekret, który zostanie opublikowany „kiedy Madonna na to pozwoli”. Komisja poprosiła o ten pamiętnik na temat Madonny, jednak „Madonna” nie wyraziła zgody na ich prośbę. Czy Komisja może zobaczyć dziennik, nie biorąc go ani nie otwierając? Nie, nie może! Okazuje się, że jest to plan wyśmiewania tych, którzy są wystarczająco naiwni, aby czekać na ten znak do końca świata. Wcześniej powiedziałem, a teraz powtarzam to oświadczenie.

20. Oszczerstwa przeciwko biskupowi. „Biskup także wierzył na początku”.

To nie jest prawda. Podczas gdy komuniści prześladowali franciszkanów, „widzących” i pielgrzymów, broniłem ich wszystkich i dlatego nie zmieniłem zdania „z powodu gróźb ze strony republiki lub dlatego, że księża diecezjalni chcieli tego ode mnie”. Przez wielu jest to po prostu wymyślone oszczerstwo.

Podczas gdy publicznie broniłem uwięzionych franciszkanów, ojciec Jozo Zovko powiedział podczas dochodzenia, że ​​biskup jest „wilkiem” i „hipokrytą”. Są to dokładnie zapisane słowa z jego wypowiedzi. Adwokat Zovko NN zapytał przez kolegę, co ja zrobiłem Zovko, aby zasłużyć na tak poważne zarzuty. Ojciec T. Vlašić często umieszczał słowa „Madonny” w ustach „widzących”, jak twierdzenie „Madonny”, że Szatan (w tym przypadku biskup) chce zniszczyć swój plan. Wszystko to napisał jaśniej w liście do przyjaciół Watykanu. Skarżyłem się na to oskarżenie – na fakt, że nazwał biskupa szatanem – przed Vlašićiem i jego prowincjałem. Nie zaprzeczył mojemu sprzeciwowi, ale uzasadnił swoje słowa, mówiąc, że napisał je pod wpływem intensywnych emocji.

Osoba może powiedzieć coś w momencie silnej emocji, ale nie można tego zapisać i przetłumaczyć na języki obce.

21. Z ich owoców. Najczęstszym argumentem obrońców Medziugorja jest to, że owoce wydarzeń w Medjugorie dowodzą, że tam pojawia się Matka Boża.

Ci, którzy wiedzą trochę więcej o pielgrzymach przybywających do Medziugorja, mówią: owoce najbardziej zagorzałych obrońców Medziugorja pokazują, że sami nie wierzą w objawienia. Gdyby wszystkie „złe rzeczy” mogły zostać upublicznione, to z pewnością odpowiedź byłaby zdecydowanie negatywna dla wszystkich. Jednak ojcowie Laurentin, Rupčić, Vlašić, Barbarić i inni skrupulatnie ukrywają prawdę. Jeśli obrońcy Medziugorja spotykają kogoś sceptycznie nastawionego do objawień, szybko izolują tę osobę, oskarżają go o coś i ogłaszają, że jest szalony (Jean-Louis Martin [7]). Większość pobożnej publiczności naiwnie padła ofiarą wielkiej propagandy, opowieści o objawieniach i uzdrowieniach.

Ci ludzie sami stali się największą propagandą wydarzeń. Nie przestają nawet myśleć, że prawda została ukryta przez umyślne kłamstwa. Nie zdają sobie sprawy z faktu, że nawet cudowny powrót do zdrowia nie został potwierdzony przez kompetentnych ekspertów i instytucje, takie jak Bureau Medical de Lourdes. Nikt nie wie, że mały Daniel, stary Jozo Vasilj, Venka Brajčić i inni wspomniani w pierwszych książkach o Medziugorju nie zostali uzdrowieni.

22. Obietnice uzdrowienia są charakterystyczne dla wydarzeń. Jeśli nie występują zgodnie z obietnicą, odmawia się ich istnienia, ponieważ nigdy nie zostały nagrane na taśmie ani spisane na papierze. Wiele obietnic zakończyło się tragicznie. Interesuje nas to, czy „Madonna” daje te obietnice, czy też są one wymyślone przez „widzących”. Tragiczny koniec Marko Blaževicia, opisany przez arcybiskupa Emeryta z Belgradu, arcybiskupa Turka, wiele mówi o „obietnicach” uzdrowienia. Arcybiskup napisał 22 maja 1984 r., że był hospitalizowany na oddziale kardiologii klinicznej szpitala w Belgradzie. Dostał łóżko, które wcześniej zajmował Marko Blažević z Buna, niedaleko Mostaru, który miał przejść operację. Blažević powiedział arcybiskupowi i wielu innym pacjentom, lekarzom i pracownikom szpitala, że ​​Matka Boża obiecała przez „widzących”, że operacja się powiedzie. Zakonnica, która asystowała w sali operacyjnej, napisała mi później, że żona i córka Blaževicia rozmawiały z nią z fanatyczną wiarą w „obietnicę Matki Bożej”. Nawet lekarz był przekonany o tej obietnicy. Pacjent nie obudził się po operacji. Podczas operacji grupa pacjentów żarliwie modliła się za drzwiami sali operacyjnej. Wielu mówiło o tym incydencie, który pozostawił wielu bardzo rozczarowanych i zawstydzonych przed ludźmi innych wyznań i ateistów. Ojcu Vlašićowi, w typowy sposób ukrywania prawdy, udało się przekonać córkę zmarłego Blaževicia do biskupa, aby powiedziała mu, że Matka Boża kazała im tylko się modlić, a nie obiecała, że operacja się powiedzie.

23. Franciszkanie i duchowieństwo diecezjalne. Stosunki między duchowieństwem franciszkańskim i diecezjalnym dotyczące obowiązków duszpasterskich w parafiach w Hercegowinie zostały ustanowione decyzją Stolicy Apostolskiej w 1899 r. Na wniosek samych franciszkanów i ówczesnego biskupa Paškala Buconjić OFM. Zgodnie z tą decyzją parafie miały zostać równo podzielone na dwie grupy po 50% wiernych (między franciszkanami i duchowieństwem diecezjalnym). Ponieważ w tym czasie nie było duchowieństwa diecezjalnego, w 1923 r. parafie legalnie należące do nich pozostawiono franciszkanom ad nutum S. Sedes, („na prośbę Stolicy Apostolskiej”) Biskup Čule, pierwszy biskup diecezjalny w Mostarze, został skazany w 1948 r. na 11 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności (reżim komunistyczny). Odsiedział osiem i pół roku tego wyroku, zanim został zwolniony. Pod koniec jego uwięzienia liczba księży diecezjalnych zaczęła rosnąć. W 1968 r. Stolica Apostolska nakazała franciszkanom scedować pięć parafii na diecezję. Ledwo dali dwie parafie. W 1975 roku, po wielu latach rozmów i konsultacji, wydano dekret Stolicy Apostolskiej dotyczący podziału na parafie Hercegowiny ( Romanis Pontificibus) 6 czerwca 1975 r.). Franciszkanie publicznie i zbiorowo potępili ten dekret, chociaż zarządzali ponad 80% wiernych w diecezji Mostar.

W 1976 r. z powodu nieposłuszeństwa hierarchia prowincji franciszkańskiej wraz z prowincją Šilić utraciła władzę i od tego czasu prowincja utraciła niezależność, a generał Zakonu bezpośrednio kieruje prowincją ad instar– ( honorowi, promowani przez papieża)

Kolejną karą było to, że w 1979 r. Franciszkanie z Hercegowiny nie mogli uczestniczyć w wyborach generała. Pierwszym punktem, o którym nowy generał wspomniał swoim braciom w Hercegowinie, było: „Rozwój i stworzenie posłuszeństwa i współpracy z biskupem Hercegowiny”. Nieposłuszeństwo panuje dziś tak jak wcześniej, a „Matka Boża” od samego początku broni nieposłusznych franciszkanów. Vicka pisze w swoim dzienniku o objawieniach, że biskup ponosi winę za cały bałagan w Hercegowinie. To się powtarza wiele razy. Sami franciszkanie są podzieleni. Opozycji franciszkańskiej broniącej Medjugorie udało się obalić swoich zwierzchników ad-instar, który rozwinął dobre stosunki z biskupem i założył grupę, która broni Medjugorja. Nowy prowincjał ad instar, ojciec Jozo Vasilj, nie udało mu się stworzyć pokoju i porządku wśród braci, więc uciekł z misji do Zairu i nie wróci! (Owoce?). Został zastąpiony przez wice-prowincjała i Generał wezwał do posłuszeństwa wszystkich innych, w przeciwnym razie prowincja zostanie zniesiona. „A teraz, kiedy wszyscy ponoszą odpowiedzialność przed nałożeniem sankcji sądowych lub zniesieniem prowincji” ( Acta Ordinis Fratrum Minorum, str. 1/89) prowincja nie będzie miała własnej hierarchii, dopóki dekret (Romanis Pontificibus) nie wejdzie w życie. Trzej wizytatorzy OFM, którzy odwiedzili prowincję w 1988 r., powiedzieli, że w prowincji nie ma ani jednego franciszkanina, który byłby za wprowadzeniem dekretu. Ta opinia jest przesadzona, ale wciąż ważna.

24. To tylko część „dobrych owoców” wydarzeń. Jednak pielgrzymi wiedzą tylko, że biskup „nienawidzi franciszkanów”. Duża liczba franciszkanów w prowincji dobrze współpracuje z biskupem, a ci franciszkanie nawet nie wierzą w objawienia. Niektórzy z nich nigdy nie postawili stopy w Medjugorie.

Wielu dobrych franciszkanów poprosiło mnie o napisanie czegoś, abyśmy mogli wspólnie rozpocząć bitwę przeciwko kłamstwom z Medjugorie, ponieważ wierzą, że „Bóg surowo ukarze nas franciszkanów, ponieważ rozpowszechniliśmy kłamstwa i kłamstwa na świecie i uzyskaliśmy pieniądze."

Ze 100 kapłanów diecezjalnych diecezji Hercegowiny nikt nie wierzy w objawienia. Spośród 42 biskupów Jugosławii (zwykłych, pomocniczych i emerytowanych) tylko jeden był jasny, głosząc swoje idee i broniąc wydarzeń. Z 15 członków pierwszej komisji, utworzonej przez biskupa Mostaru z pomocą biskupów i prowincji Jugosławii, 11 stwierdziło, że w wydarzeniach w Medziugorju nie ma nic nadprzyrodzonego, dwóch (franciszkanów) powiedziało, że objawienia są autentyczne, jeden członek powiedział, że coś jest w rdzeniu (na początku), a drugi wstrzymał się od głosu. W przeciwieństwie do tego, co rozpowszechniali obrońcy Medziugorja, Stolica Apostolska nigdy nie wnioskowała, że nie widziała ani nie omijała wyroku w sprawie trzyletniej pracy Komisji. Stolica Apostolska nigdy też nie odrzuciła biskupa.

25. Od początku wydarzeń ostrzegałem franciszkanów, że muszą poczekać na osąd Kościoła, aby wspólnie szukać prawdy. Jednak przywódcy wydarzeń, których celem było jak najszybsze sprowadzenie mas do Medjugorie, zarobili dużo pieniędzy na propagandę i wykorzystali Madonnę w walce z biskupem.

Zrobili cuda o słońcu. Wielu pielgrzymów uszkodziło oczy, patrząc na słońce.

Przytaczali 50, 150, 200 i 300 uzdrowień i mówili różne rzeczy, widząc, że wierni uwierzyli we wszystko, co powiedzieli, zwłaszcza gdy biskup F. Franić i ojciec Laurentin byli tam, aby ich popierać. Wierni z Medjugorie patrzą na wydarzenia zgodnie z ich instrukcjami, tak jak dzieje się to we wszystkich innych miejscach objawień, czy są prawdziwe, czy fałszywe.

26. Włosi bardzo dobrze znają „historię” Giglioli Ebe Giorgini, założycielkę fałszywego stowarzyszenia „Zakon Jezusa Miłosiernego”. Rozwiedziona i ponownie wyszła za mąż cywilnie, spędziła trochę czasu na znachorstwie. Zebrała młode kobiety do siebie , otrzymała i zarobiła duże sumy pieniędzy. Miała dwóch kapłanów i wiele domów. Prowadziła podwójne życie i sama stworzyła fałszywe stygmaty. Jej „siostry” podążały za nią fanatycznie i nazwały ją Mamma Ebe. Miała także męskie powołania, ale ktoś, kto ją opuścił, oświadczył, że prowadzi niemoralne życie. Miała wiele klejnotów i złota, dwa jachty, trzydzieści dwa futra itp.

Wielu w Kościele sprzeciwiało się jej stylowi życia, podczas gdy inni fanatycznie bronili jej, powołując się na dobre wyniki. Pochwaliło ją nawet dwóch biskupów. Dwukrotnie w nocy policja dokonała nalotu na jej pokój w domu matki i znaleźli ją w łóżku z jednym z jej seminarzystów. Wybuchł skandal i została dwukrotnie skazana na kilka lat więzienia wraz z franciszkaninem, który był jej spowiednikiem. Prasa mówi o tym skandalu od lat. Nakręcono także nielegalny film, ale jego zwolennicy fanatycznie i na ślepo bronili go, nawet gdy to stowarzyszenie rozpadło się. Według nich była świętą, która przyciągnęła wiele powołań, co dla wielu było wystarczającym argumentem, że z „owoców” była oczywiście inspirowana przez Boga! Ślepota religijna jest niezwykle trudna do wyleczenia. Fanatyzm przyniósł początek herezji w Kościele, dziś prowadzi do powstania sekt.

Protestancki pastor Jim Jones rozwinął dużą organizację charytatywną w południowym Chicago i zebrał duże sumy pieniędzy oraz wielu wyznawców swojej sekty. Aby uzyskać większą swobodę w pracy, około tysiąca osób wyjechało do Gujany w Ameryce Południowej, gdzie założyli „Jonestown” jako swoją ojczyznę. Ustanowili dyktaturę z fanatycznym posłuszeństwem wobec swojego „Mesjasza”. Wiele napisano o strasznych wydarzeniach, o niemoralności Jonesa i o tym, jak schwytano i zabito niektórych, którzy próbowali uciec ze społeczności. Potem zabrakło im pieniędzy. Krążyły pogłoski, że wojsko USA zainterweniuje, więc Jones kazał im wycofać się do dżungli. Nie widząc wyjścia, poprosił wszystkich, aby odebrali sobie życie i udali się w podróż do wieczności.

Ponad dziewięćset z nich poszło z filiżankami do dużego garnka, aby wypić truciznę, a potem padli martwi. Co dało im siłę do popełnienia samobójstwa?

Fanatyzm!

Jednak kiedy wierni chrześcijanie słyszą o objawieniach i cudach, z łatwością akceptują te wydarzenia jako fakty, nie krytykując ich wcale. Pogrąża ich ślepota i fanatyzm. Cokolwiek się mówi, wierzy się automatycznie, na przykład, że zwykłe różańce w Medjugorie zamieniają się w złoto! I ludzie naprawdę w to wierzą! Bez minimalnego krytycznego stosunku do wydarzeń.

27. Ta ślepota na wydarzenia w Medjugorie dotknęła także niektórych księży i biskupów. Wielu włoskich kapłanów (takich jak Amorth, Restrelli i inni) mogli łatwo wiedzieć, że biskup, Komisja, biskupi Jugosławii, część franciszkanów i wszyscy księża diecezjalni nie wierzą w te wydarzenia. Niemniej jednak unikali prawdy, pomimo, że przyjąłem wszystkich, którzy pytali o te wydarzenia i poświęciłem im swój czas. Jestem szczególnie zaskoczony brakiem kolegialności niektórych biskupów. Nikt nie ma obowiązku zaakceptować mojego osądu, ale sumienie zmusza wszystkich do dokładnego przestudiowania wydarzeń w Medjugorie przed zajęciem stanowiska, szczególnie jeśli osoba ta ma władzę w Kościele, tak jak biskupi.

Co oni ci zrobili, Madonna! Przez dziewięć lat nosili cię jako atrakcję turystyczną. Rozmawiali z Tobą, gdziekolwiek chcieli, jakbyś była wróżbitą.

Przekazali wiadomości i mówią, że przybywasz i pojawiasz się, ale poza ich argumentami nie mają nic, by udowodnić, że to, co mówią, jest prawdą. Cały świat czeka na „wielki znak”, a naiwni czekają i wierzą ponownie. Niestety ci, którzy prowadzą te wydarzenia, nie zmieniają swojego nastawienia, chociaż wisi nad nimi groźba generała zniesienia prowincji.

To tylko mała lista tego, o czym chciałbym pisać. Mam nadzieję, że będę miał okazję pisać obszerniej, z dokładną dokumentacją i opublikować książkę o tych wydarzeniach.

28. W Medjugorie jest wiele modlitw i pobożnych czynności. Niektórzy twierdzą, że były również konwersje. Rzeczywiście otrzymałem wiele naprawdę poruszających listów i współczuję tym, którzy wcześniej czy później się rozczarują. Ale był też fanatyzm, przesąd i złe informacje o wydarzeniach Medjugorie. Otrzymałem także wiele wulgarnych oskarżeń, o których nie mogę wspomnieć, a wszystkie w imię „Królowej pokoju”. To, co jest pozytywne w tych wydarzeniach, nie może usprawiedliwić kłamstw i kłamstw, które zostały rozpowszechnione, aby zdobyć świat dla Boga.

Jezus powiedział:

„Przyszedłem na świat, aby świadczyć o prawdzie” (J 18, 37), Kościół mógłby łatwo przyciągnąć masy, jeśli zniósłby szóste przykazanie, zezwolił na rozwód, pozwolił wszystkim wierzyć i robić, co chcą. Ale Jezus umarł na krzyżu za prawdę, a męczennicy oddali życie za prawdę. Święty Paweł napisał do swoich wiernych:

„Jeśli ktoś głosi wam inną ewangelię niż tę, którą otrzymaliście, niech będzie przeklęty” (Ga 1,9).

Dzisiaj wiele grup modlitewnych z całego świata modli się z modlitewnikiem ks. Ivica Vego i rozmyślają nad rzekomymi orędziami Matki Bożej, jakby były one ważniejsze niż Biblia i nauczanie Kościoła. Mimo tych wydarzeń wierzę, że Matka Boża poprosi o łaski niezbędne Kościołowi, aby mógł żyć prawdą Chrystusa.

Wiem, że prawdopodobnie będzie wiele szczerze oddanych dusz, które mnie źle zrozumieją i uznają za wroga Matki Bożej. Byłem wiele razy w Lourdes i innych sanktuariach objawień, które Kościół uznał. To, co robię, to bronię prawdy, bronię Kościoła i modlę się do Boga, abym mógł za to poświęcić swoje życie.

29. Ci, którzy pisali o Medjugorie, dobrze sprzedali swoje książki i osiągnęli wielkie zyski. Niestety ci, którzy pisali krytycznie, nie poszło im tak dobrze, ponieważ natknęli się na zorganizowany bojkot. Z drugiej strony historii ludzie powinni przeczytać:

Sivrić, Dr. Ivo, OFM. (Franciszkanin urodzony w Medjugorje i obecnie mieszkający w St. Louis, MO, USA), The Hidden Side of Medjugorje (The hidden side of Medjugorje, Psilog Editions, 1989, CP 300, Saint-François-du-Lac, Quebec, Kanada, JOC 1M0 Tel. (514) 568-3036.

Gramaglia, Pensylwania, nieporozumienie z Medziugorja, objawienia maryjne czy zjawiska średniego wieku? Claudiana, Turyn, 1987, ss. 172.

Jones, E. Michael, Medjugorje: The Untold Story (Medjugorje, Untold Story, Fidelity Press, 206 Marquette Avenue, South Bend, IN, 1994, ss. 144.)

Pavao Zanic,

Biskup Mostaru

===========================

Jest też nagrany krótki film (bo tylko 35 minut) poświęcony historii „objawień w Medjugorie.

https://www.youtube.com/watch?v=iVWXTfc-vXo HYPERLINK

"https://www.youtube.com/watch?v=iVWXTfc-vXo&t=1514s"& HYPERLINK

"https://www.youtube.com/watch?v=iVWXTfc-vXo&t=1514s"t=1514s

Czemu Komendant Główny Policji gen. insp. Jarosław Szymczyk i Mariusz Kamiński minister MSWiA nękają obrońców życia a nie ścigają aborcjonistek handlujących pigułkami poronnymi…?

https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2022.0819m.html

Kazali przynieść pudło po butach, by odebrać ciało dziecka po aborcji

================

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Niedawno pisałam do Pana o tym, że Policja nęka wolontariuszkę Fundacji za pokazywanie prawdy o aborcji i o związku biznesu aborcyjnego ze szczepieniami na Covid. Sprawa rozwija się. Małgosia przesłała na komisariat pisemne stanowisko w sprawie pikiety, od której wszystko się zaczęło, a teraz czeka na rozstrzygnięcie – najprawdopodobniej wyrok nakazowy z sądu, od którego będziemy się odwoływać. Szykujemy się do batalii o prawdę.

Przypomnijmy, że Policja działa w sposób zadziwiający: zamiast wystawić wezwanie do stawienia się na przesłuchanie, przyjechała po Małgosię prosto do jej domu, a funkcjonariusze chcieli dokonać przesłuchania w mieszkaniu w obecności innych domowników, w tym niepełnosprawnej córeczki Małgosi. Policja wykazuje się niezwykłym zaangażowaniem.

Dlaczego z równą pasją nie ściga np. aborcjonistek handlujących w sieci pigułkami poronnymi…?

Dlaczego traktuje obronę życia jako przestępstwo, podczas gdy aborcjonistki bez przeszkód organizują zabijanie dzieci i jeszcze publicznie się tym chwalą?

O co chodzi w sprawie Małgosi? O pikietę połączoną z publicznym Różańcem, która miała miejsce 6 listopada ubiegłego roku – przeszło 9 miesięcy temu! Akurat teraz, gdy Fundacja prowadzi działania, by powstrzymać kolejny lockdown i akcję szczepień niemoralnymi preparatami – ktoś przypomniał sobie, że w blisko rok temu Małgosia pokazywała na ulicy zdjęcie abortowanego dziecka! Co za zbieg okoliczności!

Szanowny Panie!

Trzymam rękę na pulsie i będę dawała Panu znać o kolejnych krokach w tej bulwersującej sprawie. Ściganie ludzi za to, że sprzeciwiają się zabijaniu dzieci, to istne kuriozum! Jest skandaliczne, że nie ściga się morderców, ale ludzi, którzy powstrzymują mordowanie. Z pewnością, gdyby wolontariusze Fundacji nie psuli szyków wielkiemu biznesowi, wszyscy mielibyśmy spokój. Aborcja to bardzo dobry zarobek, a wielkie koncerny odnoszą z niej korzyści finansowe.

Chcę, by wiedział Pan jeszcze to: Małgosia jest jedną z kobiet, które działają w Fundacji, bo same kiedyś dokonały aborcji. W ostatnim czasie udzieliła wywiadu, w którym opowiada, jak 23 lata temu pozwoliła lekarzom zabić swojego synka. Opisuje, jakie były i są konsekwencje tego, co się stało. Mówi rzeczy wstrząsające. Proszę przeczytać choćby ten fragment:

nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje, nie rozumiałam. (…) Więc podpisałam zgodę na przerwanie ciąży…

Mój syn urodził się żywy na łóżku ginekologicznym. W momencie, w którym go wyjęto i położono mi między nogami, okazało się, że jego serce nadal bije, więc lekarze musieli poczekać aż przestanie bić. Wcześniej, gdy jeszcze był w moim łonie, codziennie podawali mu truciznę, by spowodować jego zgon. Po tym sprawdzali, czy nadal jego serce bije, ale on miał bardzo silne serce i żył jeszcze chwilę po wyjęciu na zewnątrz.

Po tym wszystkim wpadłam w amok, dotarło do mnie, że to nie było przerwanie czegoś, do czego można za chwilę wrócić, ale że moje dziecko autentycznie umarło. Chciałam go jeszcze zobaczyć, ale lekarz nie chciał mi go pokazać, więc zadarłam głowę, by móc to zrobić. Tego widoku nie zapomnę do końca życia… Mój syn leżał na prawym boku, miał podkurczone nóżki, zgięte rączki… to nie był zlepek komórek, to był mały człowiek, któremu przestało bić serce. Ponieważ nie mogłam zapanować nad sobą, zawołano anestezjologa, który mnie uśpił.

Lekarze nie chcieli wyrzucić dziecka do odpadów medycznych, bo był trochę za duży, leżał na sali zabiegowej, w blaszanej misce przykryty ligniną, gdzie każdy przechodził, były badane inne pacjentki. W końcu do mojej mamy, która była wtedy przy mnie, przyszła salowa i poprosiła ją, by przyniosła pudełko po butach i zabrała ciało

Całą rozmowę może Pan przeczytać pod tym linkiem:

https://www.zycierodzina.pl/kazali-przyniesc-pudelko-po-butach-by-zabrac-dziecko/.

Zachęcam także, aby przesłać link innym osobom, aby dowiedziały się z pierwszej ręki, jak naprawdę wygląda aborcja, jak jest okrutna i jak tragiczne konsekwencje z sobą niesie.

Matkom, które pozwoliły zabić swoje dzieci, nikt i nic nie jest w stanie wrócić ich synów i córek. Wiele z nich angażuje się jednak w obronę życia, aby ratować inne maluchy. Bardzo się cieszę, że po tak strasznych doświadczeniach dziewczyny znajdują siłę, by działać przeciw aborcji. Feministki twierdzą, że „aborcja jest OK”. Świadectwo kobiet takich jak Małgosia pozwala zobaczyć, że proaborcyjne slogany to gigantyczne kłamstwo.

Oby ta historia pomogła uratować kolejne dzieci zagrożone zabiciem w łonach matek.

Serdecznie Pana pozdrawiam!


Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – wciąż zbieramy fundusze na pomoc prawną dla Małgosi. To niezwykle ważne, by w tej sytuacji czuła się bezpieczna i była otoczona fachowym wsparciem. Jeśli uważa Pan, że należy pomóc, proszę o dokonanie wpłaty na dane widoczne w stopce niniejszego maila. W tytule przelewu bardzo proszę wpisać „pomoc prawna”.