Tut. premier – i jego GURU – antychrystek??

Premier RP spotkał się z prorokiem globalnego trans-humanistycznego kibucu. Po co?

Piotr Relich https://pch24.pl/premier-polski-spotkal-sie-z-prorokiem-trans-humanistycznego-swiatowego-kibucu-po-co-opinia/

#impact’22 #Mateusz Morawiecki #PiS #trans-humanizm #Yuval Noah Harari #zrównoważony rozwój

Spotkanie premiera Morawieckiego z Hararim przypomina kontakt Ziemianina z Marsjaninem. Jak demokrata, światopoglądowy konserwatysta i katolik znalazł wspólny język z otwartym homoseksualistą, przeciwnikiem religii objawionych i wolnej woli?

A jednak, obaj panowie na zdjęciu uśmiechają się, zapewne wymieniając serdeczności. Czy w tym przypadku mamy do czynienia z czymś więcej niż zwyczajną polityczną kurtuazją?

Tegoroczny Impact’22, czyli „największe wydarzenie gospodarczo-technologiczne” w tej części Europy obfitował w nie lada niespodzianki. Gdy niegdysiejszy prezes WBK krzyknął do przedstawicieli sektora bankowego „koledzy opamiętajcie się!”, a w krytyce koncernów i korporacji prześcignął samego Zandberga, nic nie miało nas już prawa zaskoczyć. A jednak! Nie dalej jak kilka godzin później Kancelaria Premiera opublikowała zdjęcie uśmiechniętego Morawieckiego pogrążonego w rozmowie z izraelskim futurystą Yuvalem Noahem Hararim.

O czym rozmawiali, tylko Bóg i oni sami raczą wiedzieć. Wszak ich rozumienie rzeczywistości różni się niemal w każdym calu.[to szyderstwo ze strony autora tekstu, czy co?? MD] Ojciec czwórki dzieci, mąż jednej żony, konserwatysta światopoglądowy i gospodarczy liberał, składający ręce do modlitwy w pierwszych ławkach w kościele zapewne musi mieć problem, gdy za przewidywanie przyszłości bierze się otwarty homoseksualista uważający Biblię za „fake news”.

Na dodatek przekonujący, że homo sapiens zastąpi homo deus, wyzwolony od takich „przypadłości” jak śmierć, choroby, głód czy…tradycyjne religie. – Nie trzeba czekać na powtórne przyjście Chrystusa, skoro nieśmiertelność możemy osiągnąć za pomocą grupy nerdów i laboratoriów – przekonuje jeden z „najpopularniejszych intelektualistów ostatnich lat”.

Być może nie w aż takim stopniu, ale Morawiecki również zachwyconymi jest możliwościami jakie stwarza błyskawiczny rozwój wysokich technologii. Przecież nie trzeba zgadzać się z Izraelczykiem we wszystkim, by zaczerpnąć nieco inspiracji. Przykładowo opisywane przez Harari’ego „hakowanie ludzi”, czyli kształtowanie zachowań i wyborów całych grup społecznych to spełnienie marzeń każdego rządzącego. I nie potrzeba do tego żadnych czipów czy 5G; wystarczy systematycznie wyciągana wiedza na nasz temat, a coraz doskonalsza sztuczna inteligencja i uczące się z każdym dniem algorytmy poprowadzą nas, gdzie tylko zechcą władcy marionetek schowani za cyfrowym lustrem weneckim.

Z tą różnicą, że w myśli Morawieckiego, jednym z takich „władców” będzie cyfrowe państwo z narodowym sektorem bankowym, stanowiące konkurencję dla potentatów z Doliny Krzemowej i światowej finansjery.

Morawiecki i Harari to także zagorzali zwolennicy idei zrównoważonego rozwoju. Ówczesny prezes Banku Zachodniego WBK, mówiąc słynne słowa o „misce ryżu” przekonywał, że zadłużony po uszy świat czeka katastrofa, o ile nie „zrozumiemy, że możemy obniżyć nasze oczekiwania”, czyli zostaniemy przekonani do rezygnacji z własnego domu, nowego samochodu, czy wakacji na Rodos czy w Szarm-al-szejk. A do tego wystarczy „dziesięć do dwudziestu lat, lub wojna”, która „zmienia nastawienie w pięć minut”.

No cóż…szybko poszło.

Harari ma nawet pomysł co zrobić z wszystkimi „bezużytecznymi ludźmi” (org. useless people), których osiągnięcia czwartej rewolucji przemysłowej wyplują na margines egzystencji. Gry komputerowe, antydepresanty i kartki żywnościowe – oto jego plan dla być może większości z nas w przyszłości.

W końcu u obu Panów nie brakuje poparcia dla rozwiązań globalistycznych. Stwierdzając, że „dobry nacjonalista powinien być globalistą”, a „globalizm nie oznacza zaniechania tradycji, ale ustalenie zasad współpracy”, Harari spadł Morawieckiemu z nieba. Oto bowiem naczelny stroiciel fortepianów w iście dialektycznym stylu położył znak równości pomiędzy tradycyjną, katolicką Polską a ONZ-towskimi planami zapewnienia „praw seksualnych i reprodukcyjnych” (czyt. aborcja na życzenie dla każdego) i „równości płci (czyt. legalizacja homozwiązków).

A może zaproszenie Harari’ego do Poznania było możliwe, ponieważ przywiązani do tradycji i katolickiego rozumienia świata Polacy stanowią już folklorystyczną mniejszość? Być może dużo więcej w nas techno-ateistów, wyznających nową, globalistyczną formę etyki, dziękujących podobnym sprzedawcom marzeń owacją na stojąco.

W tym kontekście zdjęcie Morawieckiego z Hararim nabiera symbolicznego znaczenia. Uderzanie w patriotyczne tony i zajmowanie pierwszych miejsc w kościołach to zaledwie teatrzyk dla naiwnych. Dopiero w kuluarach wychodzi, że plan budowy „nowego wspaniałego świata” idzie bez zarzutu.

Kuchnia ziemianina na wygnaniu.   LATIFUNDIORUM POSSESSOR IN EXSILIO.

Kuchnia ziemianina na wygnaniu   LATIFUNDIORUM POSSESSOR IN EXSILIO SEU CULINA DOMI MULTORUM CONTIGNATIONIBUS[1]  
https://web.archive.org/web/20201203221949/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3068&Itemid=53
[To jako kolejna zachęta dla Młodych, gby wchodzili do Archiwum. MD]

Wojciech Korff Sieradzki; [stąd niżej czasem WKS] Warszawa 2011 r.  
Tak, życie ziemianina na wygnaniu ( post a. D. 1944-45 ), wyzutego z ojcowizny, odartego ze wszystkiego, dokumentnie zrujnowanego, prześladowanego i gnębionego, nie było łatwe. Zwykle lądował, z przymusu, w mieście „na etacie” a egzystował w betonowym bloku (to właśnie ów: domus multorum contignationibus ! ), w mieszkaniu o mikroskopijnych pokojach-pudełkach, których wysokość wynosiła ( i nadal wynosi ) 245 cm. Kuchnie ( niekiedy „ślepe” ! ) w owych „rezydencjach” miały 4, 6, 8 lub góra 10 m2, z kiepską wentylacją, w układzie „tramwajowym”, uniemożliwiającym jakiekolwiek sensowne działanie i wręcz poruszanie się. Brak spiżarni, której lodówka i zamrażarka nie zastąpią ( każdy kucharz to wie ! ), robił także swoje.
Przepisy spożywanych dotąd we dworze potraw trzeba więc było dostosować do tych koszmarnych warunków, tym bardziej, że rodzina się skurczyła ( pożegnano służbę, rezydentów, oficjalistów i innych domowników ) i rzadsze były także liczne biesiady w gronie rodziny, krewnych, komilitonów, sąsiadów i przyjaciół. Przepisy ze starych książek kucharskich (n.p. Ćwierczakiewiczowa, „Kucharka Litewska” czy Disslowa, że o starszych nie wspomnę, a nawet tzw. „nowoczesne” n. p. Ochorowicz-Monatowa czy Śleżańska ) musiały odejść w niebyt lub zostać silnie zmodyfikowane. Na prośbę Przyjaciół i Znajomych ( a szczególnie Jednego ! ) przytaczam poniżej garść, takich accomodati et probati do nowych warunków, przepisów rozmaitych potraw. Ze smutkiem konstatuję, że są to, w większości, potrawy „eintopf” ( z jednego gara ) – sic transit gloria mundi ! Podaję tylko te potrawy, do których wniosłem choćby szczyptę swojej inwencji. Stąd też nie ma tu licznych, praktykowanych także przeze mnie, potraw : rozmaitych bigosów, zup, mięsiw, sałatek, deserów, ciast czy wódek, które łatwo można znaleźć w książkach kucharskich, „po rodzinie” czy u zaprzyjaźnionej Starszej Pani.  
UWAGI OGÓLNE   Nasze ( bujda ! to peerelowskie ) elektryczne piekarniki przekłamują temperaturę – „nakręcasz” 200oC a w rzeczywistości w standartowym piekarniku temperatura oscyluje między 180 a 190o
C; trzeba „nakręcać” 20oC więcej – i ja to w poniższych przepisach podaję ! Woda do potraw ma być tylko miękka, tłuszcze uczciwe, zwierzęce, masło lub oliwa; ziarniste przyprawy zawsze tłukę w moździerzu. Mleko tylko tłuste, śmietanka 30%, śmietana 18-24% Sól stosuję tylko tzw. „grubą”. Garnki, w większości stalowe, niekiedy emaliowane ( zwłaszcza brytfanki do piekarnika, „kurczara” i „indyczara” ). Czasami ważne są ich rozmiary, wtedy, przy konkretnej potrawie je podaję. Szklanka = 200 ml., łyżka = stołowa, łyżeczka = herbaciana. Indyczara = do dużych ptaków/porcji; kurczara do mniejszych. Potrawy przedstawiam w tradycyjnej kolejności : rosół, zupy, mięsiwa, ryby, dodatki, ciasta, słodkości i alkohole.
  ROSÓŁ Podstawą każdej, a także tej, „na wygnaniu”, kuchni jest rosół, czyli wywar z mięsa ( mięs ) i włoszczyzny z przyprawami. Bierzesz gar stalowy 10-12 l. nalewasz miękkiej wody ( „kranówa” z chlorem niszczy aromaty i utwardza mięso – najlepsza jest filtrowana metodą odwróconej osmozy ). Kura od „kobiety” z targu ( dla warszawiaków polecam Wolumen ale może być także Nowoursynowska, Wałbrzyska, Banacha, pl. Szembeka czy inne targowiska ), opalić włosy, obrać z lotek, przetrzeć skórę szorstkim zmywakiem, wypatroszyć, ostro opłukać, wrzucić do moczenia w zimnej wodzie min. na 1,0-1,5 godz., dla wygody podzielić na ćwiartki, dodać 0,5-1,0 kg wołu ( szponder, rosołowe; bardziej klejący rosół da pręga lub łata ), przygarść żołądków drobiowych ( oczyścić i umyć ) i kilka, także drobiowych, serc, 4 marchewki, duży por lub dwa, duży seler, 4-6 pietruszek ( strzeż się pasternaku ! chłopi sprzedają warszawskim jeleniom pasternak zamiast pietruszki !!! ), wszystko średnio pokawałkowane + 2 ćwiartki średniej kapusty włoskiej + 2 suszone grzybki i 2-3 ćwiartki podpieczonej cebuli. W moździerzu utłuc ( oddzielnie ) 8-10 ziaren ziela angielskiego, 5-6 ziaren jałowca i płaską łyżeczkę ziaren pieprzu ( może być tzw. „kolorowy” ) + ok. 10 listów bobkowych. Do zawrzenia doprowadzać powoli, następnie niech „pyrkocze” 1,5-2,0 godz. Wyrzucić włoszczyznę (kapustę włoską zjadam ). Jeszcze 1,5-2,0 godz. niech „pyrkocze”, można dodać wody. Wyjąć mięsa, rozebrać do misek ( do zupy lub potrawki, wyrzucam skórę z kury ). Rosół odcedzić sitkiem, przelać do 9-11 litrowych słoików i trzymać w lodówce – kilka tygodni może tak stać, nadając się do każdej zupy, jako dolewka do pieczeni i duszenin. Także moje flaki i fasolkę „po bretońsku” czy forszmak na nim robię. Można modyfikować : ilość i gatunek włoszczyzny – mój dom lubi jak rosół „śmierdzi” stąd też duża ilość selera i pietruszki; można dodać cielęciny rosołowej lub/i wieprzowiny – quot libet. Reszta zup jest poniżej.
  ZUPY   BOTWINKA 2 pęczki botwinki pokrojonej, 2-4 buraki ( obrane i pokrojone ) wrzucić na mój rosół ( 2-3 l. ) lub wywar z włoszczyzny i szpondru; cytryna, cukier, sól i przyprawy do smaku, min. 1 godz. gotować, mięso wyjąć, pokroić, wrzucić, obficie dodać koperku. Buraki wyjąć, pokroić i dodać, jeszcze 1 godz., śmietana na 20 min. przed wydaniem.
  CHŁODNIK Pojemnik ( 400 g. ) zsiadłego mleka, poj. j. w. kefiru, poj. j. w. tłustej śmietany, roztrzepać intensywnie aż się bąbelki pokażą. Pęczek lub dwa botwinki ugotować do średniej miękkości, poszatkować ( jak mało dodać dwa buraki ), wrzucić do płynu, pęczek szczypiorku i pęczek natki posiekać, dodać przyprawy ( pieprz, pieprz ziołowy, sól, czosnek [ granulowany lub posiekany ], gałka lub kminek, obie papryki etc. – do uznania ). Starannie wymieszać, wstawić do lodówki, jutro dobra !  
KAPUŚNIAK Na moim rosole ( 2-3 l. ); wkroić 1/2-3/4 kg. żeberek ( mogą być także kości od schabu, mają więcej „kleju” ), sól, pieprz, poszatkowana cebula, ew. 2-3 ząbki czosnku, Zagotować, gdy mięso już miękkie obrać, kości wyrzucić, dodać 1/2 kg. kartofli i 1/4 kg. kiszonej, pokrojonej kapusty, gotować jeszcze max. 1/2 godz., przyprawy ( pieprz, ziele ang., kminek, listek bobkowy, j. w. ) dodać wcześniej. Można bez kartofli, niektórzy dodają zacierki. Różne są zboczenia.  
KURKOWA Na moim rosole ( 2 l. ), 0,3-0,4 kg. kurek ( po umyciu i pokrojeniu co większych ) gotować 1,0-1,4 godz.; można dodać kostkę grzybową Knorra/Winiar. Wrzucić pokrojone ziemniaki, jeszcze 20-30 min., zaciągnąć śmietaną. Niektórzy dodają zacierki; na wydaniu obficie posypać koperkiem. Jak masz mięso z rosołu, też można dodać ( podobno niekanoniczne ! ).  
OGÓRKOWA Na moim rosole ( 2 l. ), zetrzyj 5 sporych ogórków kiszonych ( ze skórką ), sporo wołu ( rosołowy, pręga, szponder ), gotuj 0,3 godz., 1/2 kg. kartofli w kostkę, jeszcze 15 min., można zaciągnąć śmietaną z łyżką mąki, doprawić do smaku, koperek.   ORZECHOWA KRYSTYNY SULKIEWICZOWEJ Może być mój rosół ( wtedy go nieco rozchrzcić ) albo na wywarze z chudego wołu z jarzynami ( 2 l. ) – mięso i jarzyny won. Dwie garści orzechów włoskich potłuczonych, gotować 20-30 min. Wrzucić na wrzątek kulki ( 0,3-0,5 kg. ) z wołowo-cielęcej mielonki + jajko + bułka i przyprawy ( mogą być panierowane ), koperek lub natka. Bardzo oryginalny smak. Na cholerę wyrzucać mięso ! Ja kroję i dodaję – nikt ze stołowników się nie skarżył ale podobno to niekanoniczne !  
RYBNA PO KANTOŃSKU ( do potraw postnych ) Na kurczaku lub jego częściach gotujemy wywar ( ok. 3 l. ) bez mięsa i włoszczyzny ( ! ). 0,5 ryby ( może być dorsz ) kroimy na 2 cm. kawałki, odsączamy mocno krewetki i/lub fruttki di mare. Wyjmujemy ptaka, obtarzane w mące kartoflanej i ubitym białku ryby i robale wrzucamy na wrzątek, dodajemy zmiażdżony czosnek ( 2-4 ząbki ) i utarty imbir ( 1 łyżeczka ), gotujemy na niewielkim ogniu 7-8 min., dodajemy otartą skórkę z cytryny, pieprz, sól do smaku, wyłączamy ogień i wlewamy sok z jednej cytryny oraz dodajemy koperek. Wydawać. Do tej zupy można dać nasz makaron, sojowy lub zrobić z naleśników ( podobno kantońskich ? ) : 2 żółtka, mąka pszenna i odrobina wody, zagnieść, smażyć cienkie naleśniki, rolujemy i kroimy b. cienko p. s. Nie wiem co zrobić z ptakiem ( ? ), ja, szkoda marnować, dodaję, pokrojony do wywaru, nikt się nie skarżył. Czasami robię tę zupę na moim rosole – też się nikt nie skarżył.
SEROWA 3 l. mojego rosołu zawrzeć, włożyć 4 duże serki topione i drobno posiekane ok. 10 pieczarek; po rozpuszczeniu serków ( stale mieszać ! ) gasimy ogień i wkładamy 10-15 dkg. rokpola lub innego pleśniowca, 2 łyżki oliwek i 2-4 łyżki kaparów ( drobno posiekane ), przyprawy do smaku; rozpuścić ser, natka lub koperek i na stół. Jeść gołą lub z dowolnym makaronem.   CIĘLĘCINA NA OSTRO 1 kg. cielęciny ( może być gorsza, „przednia” i tańsza ! ) bez kości umyć, osuszyć, pokroić na kawałki, krótko ale ostro podsmażyć na oliwie, pod koniec smażenia dodać masło. Odstawić aby przestygło. Przełożyć do gara i dodać 4 łyżeczki słodkiej papryki i 1 ostrej ( można, quot libet, curry ), 5 pokrojonych pomidorów bez skórki ( mogą być z puszki ), 3 posiekane duże cebule, 4-6 ząbków czosnku, także posiekane, 1 łyżeczkę oregano, 3 strączki ostrej papryki posiekać, 2 łyżeczki soli, dusić pod przykryciem ok. 15-20 min., dodać 1,0-1,5 szkl. białego, wytrawnego ( może być półsłodkie ) wina, dusić jeszcze 10-15 min., podsypać bułką tartą, jeżeli uznasz, że zbyt rzadkie i wydać. Zjeść natychmiast, kiepska potrawa do odgrzewania.  
CYNADERKI CIELĘCE 1,5 kg. naciętych lub rozkrojonych wzdłuż moczyć w zimnej wodzie min. 1 godz. Obgotować w mocno solonym wrzątku 5-10 min. Odcedzić, odparować i pokroić w talarki, ostudzić. Smażyć krótko na szmalcu, Uwaga !  „strzelają” niestety; do gara, wkroić 3 duże posiekane cebule, dużo pieprzu, dusić do miękkości, posolić do smaku, dodać mały pojemnik śmietany, papryki ostrej i słodkiej do smaku, może być gałka muszkatołowa, ew. kilka łyżek koncentratu pomidorowego ( tzw. ostrego ), pod koniec kilka łyżek masła, doprawić do smaku, zgasić ogień i wydawać. Można odgrzewać. Niektórzy dodają czerwonego wina, półwytrawnego lub półsłodkiego, ja nie. Wieprzowe są cięższe w smaku, rzadko praktykuję ( przepis podobny, wtedy, zamiast wina, dodać kieliszek [ 50 ml. ] spirytusu ), ale są miłośnicy.  
FASOLKA PO BRETOŃSKU Jak powszechnie ( ? ) wiadomo „fasolkę po bretońsku” wymyślił Polak ( jakiś typ po Powstaniu Listopadowym lub później, Styczniowym ??:? ). Pewien Francuz-Bretończyk wylądował, lekko tylko wstawiony ( co świadczy nagannie o jego tubylczych komilitonach ! ), w Warszawie, na pl. Napoleona w l. 30-tych zeszłego wieku i dostawszy w barze taką potrawę „ku wzmocnieniu” wielce się zdumiał usłyszawszy, że jest to jego „ojczysta” potrawa !!! ( stary numer, znany z wielu pamiętników ! ). 1/2 kg. fasolki ( „średni” lub „gruby” Jaś ) namoczyć na noc jak zima/wiosna/lato; na jesieni lub wczesną zimą wystarczy moczenie pół doby, odcedzić/odlać. Zalać moim rosołem + 0,3-0,5 kg. boczku wędzonego suro-wego, podsmażyć, 0,3-0,5 kg. mocno czosnkowej kiełbasy pokroić, przypra-wy/zioła do smaku quod libet ( konieczne jedynie obie papryki i pieprz ziołowy ), puszkę dużą ostrego koncentratu pomidorowego + drugą mniejszą. Po godzinie wyjąć boczek i pokroić ( na surowo to ciężka operacja ), wrzucić i jeść. Wychodzi 7-8 porcji. Tradycyjnie, w moim Domu, robimy ją pierwszy raz w roku ziemiańskim, który, jak wiadomo, liczy się od 1 lipca, na Zaduszki, kiedy to zmęczeni i zmar-znięci wracamy z Powązek ( do wódy znakomita ! ), ostatni raz w okolicach Wielkanocy, św. Stanisława lub „zimnych ogrodników”. Niektórzy dodają podsmażoną cebulę, czosnek posiekany i zioła ( podobno nawet curry – horribile dictum et auditum ! ) – ja nie uprawiam tego zboczenia.  
FLAKI MOJE Obecnie nie ma sensu samemu je warzyć ( smród już w majątku był potworny a w bloku sąsiedzi by protestowali ), kupuje się obecnie tylko mrożone „flaki wołomińskie” lub „kobyłeckie”, suche i białe 2 op. ( porcje po 0,8-1,0 kg. ). Żadne „flaki w zalewie” – to są śmiecie ! Zblanszować 5-10 min. w wodzie, starannie odcedzić, wręcz odcisnąć. Zalać moim rosołem, stosownie do domowego smaku dodać przypraw : konieczna gałka muszkatołowa 2 łyżeczki, imbir 1 łyż., czosnek 2-4 ząbki ( siekany i podsmażony lub granulowany 2 łyż. ), obie papryki w obfitości, listek bobkowy połamany i zioła ( ja dodaję tymianek, rozmaryn, pieprz ziołowy i bardzo dużo majeranku, ten ostatni na samym końcu ); pieprz; jałowiec i ziele ang. należy potłuc, 2 marchewki i 2 pietruszki ewentualnie seler wcześniej podgotować na miękko w wywarze, posiekać, wmieszać, gotuje się je ( tzn. flaki 1 ) max. 1 godz. ( są już obrobione termicznie ! ) przed wydaniem włożyć kostkę ( ! ) masła, rozpuścić, nie wrzeć !, solić na końcu i jeść. Nieodzowna jest, do podgryzania, świeża bułka „paryska”. Można zrobić zasmażkę, można jarzyny podsmażyć na patelni ( na maśle ! ) i wtedy dodać mąkę a następnie rozprowadzić wywarem, można, na wyczucie, dodać ziarenka „zasmażki błyskawicznej” Knorra. Są także, jak słyszałem, zboczeńcy, którzy do tych, polskich, flaków dodają curry !!! Niech im Pan Bóg wybaczy, o ile będzie chciał, ja nie !  
FORSZMAK ( LEKKO UPROSZCZONY ) 2-3 l. mojego rosołu, niech wrze. 40-50 dkg. boczku wędzonego, surowego pokroić na frytki ( słupki ), silnie podsmażyć i do gara; 3-4 duże cebule pokroić w pióra i j. w.; 40-50 dkg. tłustej, silnie naczosnkowanej i wędzonej kiełbasy j. w.; 30-50 dkg. polędwiczek wędzonych z warchlaka ( są bardzo drogie !, można je zastąpić innym chudym mięsem, niekoniecznie wieprzowym, wołowina się kłania ) j. w., 30-40 dkg. mocno kiszonych ogórków, pokroić na łachmytki ze skórką, podsmażyć, silnie odparować na tłuszczu i j. w. Wolno gotować aż zgęstnieje, doprawić do smaku. Praktykowana jest także zasmażka. Niektórzy dodają do środka kluski/makaron/kartofle. Ja nie.  
GĘŚ PIECZONA, PORCJOWANA Nie ma sensu w obecnych warunkach piec całą gęś ( a i piekarnik nie po temu, nadto łatwo wysycha bydlę ! ). Są do kupienia porcje – piersi i uda tegoż ptaka, liczyć min. po jednej porcji na człowieka ( jak mały lub małogłodny ! ). Odmrozić, oczyścić skórę, opalić ( włosy i lotki ), zalać bejcą ( octową z ziołami, zob. moja pieczeń ) na kilka dni, obracać codziennie. Po wyjęciu mocno odcisnąć, ja jeszcze, w tym momencie, trochę solę i pieprzę. Na ruszcie z pasemek podgardla ułożyć w emaliowanej indyczarze, skórą do góry, z wierzchu posmarować płaskim pędzlem oliwą lub sklarowanym masłem, można położyć na wierzch pasemka podgardla i/lub boczku wędzonego surowego. Piec w 220oC 20 min., podlać rosołem, po następnych 20 min. posmarować masłem, sprawdzić widelcem czy trochę krucha i odsłonić na ostatnie 20 min. co by zwierzę się obrumieniło. Ogólnie pieczenie winno trwać ok. 60-80 min. Tak jak przy kurczaku, indyku czy innym ptaku pieczonym można na 1/2 godz. przed końcem, dodać kilka szarych renet w ćwiartkach ( bez gniazd i skórki ) smak sosu będzie inny. Włożyć można także dodać kilka kartofli, większe przekrojone, niech się wykąpią w sosie – smaczne. Znakomita także na zimno, sporo tłuszczu z niej zostaje – jest on do wszystkiego, m. in. do innych mięs, grzanek i jajecznicy. Podobnie można obrabiać piersi ( płaty ) z kaczki, mój Dom mniej entuzjazmu przy nich wykazuje. Pieką się krócej ( 45 min., na ostatnie 15 min. je odsłonić aby skórka była chrupka ); a najlepsze są posmarowane smalcem z gęsi ( hi ! hi ! ).  
GICZ CIELĘCA 3-4 gicze cielęce ( średnia brytfanka ) przerąbane, oczyścić, opalić, umyć i krótko obsmażyć w garze na gorącej oliwie, wyjąć. W garze, na oliwie z masłem 2 cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 duży seler naciowy wraz z bulwą drobno posiekane ostro podsmażyć, dodać dużą puszkę pomidorów pokrojonych i małą puszkę ostrego koncentratu pomidorowego; z ziół preferuję tymianek i oregano ( ale : jak kto lubi, może n. p. papryki dodać ), 10-15 min. ostro podsmażyć. Do brytfanki włożyć gicze, posolić i popieprzyć, dodać sos z jarzynami, w piekarniku na 200-220oC niech pyrkoczą 1,5-2,0 godz, po poł. czasu dolać rosołu. Na pół godz. przed wydaniem można zalać beszamelem ( patrz : moje sosy ), wtedy zapiekać bez pokrywy. Na stół podaje się po obraniu z kości, wraz z sosem. Danie delikatne, można upikantnić, nie nadaje się do odgrzewania; na zimno średnie ( nawet z wódą ).  
GOLONKA A LA WKS
1 kg ( min. ! ) na mężczyznę, 1,5 kg. na mężczyznę i kobietę ( jak chuda ! ), umyj, opal ( gdy potrzeba ), nakłuj lub natnij skórę głęboko w wielu miejscach, natrzyj grubą solą i grubym, tłuczonym pieprzem, mocno wcierając przyprawy w mięso. Niech tak stoi dobę/dwie/trzy w kuchni ( w lecie w lodówce ) przykryte mokrą szmatą. Zrobić bejcę : 1/4 l. octu, winnego, czerwonego lub białego ( wolę czerwony ), 1/2-3/4 l. przegotowanej wody, pieprz ziołowy, czosnek granulowany, można dodać zioła, owinąć mokrą szmatą lnianą, do miski i niech tak stoi na balkonie ( jedynie w upały niech dzień spędzi w lodówce ), obracana codziennie przez 3-5-7 dni. Wyjąć, osuszyć, ułożyć w indyczarze na ruszcie z pasemek podgardla, słoniny i boczku wędzonego surowego, posmarować z wierzchu oliwą lub sklarowanym masłem i piec w 220-230oC 1/2 godz., następnie podlać moim rosołem, po następnej 1/2 godz. znowu podlać rosołem, po następnej 1/2 g. obrócić, ostatnie 1/2 godz. sprawdzić, że już miękka, postawić na sztorc i do otworu wlać, powoli, butelkę mocnego piwa ( 7-8% ), trochę także na skórkę, wyłączyć ogień, przykryć, odczekać 20-40 min. aż płyn się wchłonie i na talerz/e. Na 1 g. przed wyjęciem można włożyć do indyczary kilka przekrojonych cebul lub szarej renety ( bez gniazd i skóry ) a nawet kartofli, znakomita zakąska. Są rozliczne, b. dobre, przepisy na obrabianie/wzbogacanie golonek, z kapustą lub bez etc. ale mnie ta najbardziej odpowiada.  
INDYCZE UDŹCE PIECZONE 3-4 udźce do dużej indyczary. Oczyścić, opłukać, włożyć do zalewy ( patrz gęś); po kilku dniach odlać, odcisnąć, na ruszcie z podgardla, skórą do góry, posmarowawszy ją masłem sklarowanym, piec pod przykryciem w 210-220oC 1-1,5 godz. Co 15 min. podlewać moim rosołem i, naprzemiennie, smarować masłem. Nie obracamy. Na 1 godz. przed zakończeniem pieczenia można włożyć cebulę lub kartofle z solanki, na 1/2 godz. połówki lub ćwiartki szarej renety ( obranej i wypestkowanej ) – znakomity dodatek; po tym odsłonić i zrumienić. Dobre, już roczne bachorki je jadają !  
KAPUSTA, tzw. „MĄDRA”             Ulubiona potrawa noworoczna mojego Teścia, śp. Stanisława Staniszewskiego, praktykowana w wielu leśniczówkach. 1 kg. kiszonej kapusty, ¼ kg. grochu niełuskanego, namoczonego poprzednio na noc. Gotować ½ godz., dodać resztki, pokrojone, wędlin i mięs ze stołu świątecznego ( ok. ½ kg. ), gotować, mieszając, jeszcze 1/2-1,0 godz. aż kapusta i groch będą się maśliły  
KLUSKI KŁADZIONE > PAPRYKARZ   KOTLETY MIELONE Tak trywialna potrawa też ma swoje sekrety ( ją też można schrzanić ! ), stąd też niniejszym ją podaję. ( duża porcja – ok. 20 kotletów ). 1,5-2,0 kg. mielonej łopatki lub/i „od szynki”, jak mieszanka jest zbyt chuda dodać podgardla – mięso ma być tłuste ( ! ), żadnych wołowych dodatków !, 2-3 duże główki posiekanego czosnku, 3-4 spore cebule, drobno posiekane i zeszklone na szmalcu ( ale odcedzić z tłuszczu ! ), sól, pieprz, pieprz ziołowy, gałka muszkatołowa min. 3 łyżeczki ( ilość przypraw do uznania ), 4-5 jajek, wszystko wrobić, dodać 2-3 kajzerki, uprzednio obsuszone i namoczone w mleku ( odciśnięte w ścierce i rozdrobnione ), 1-1,5 szkl. tartego ostrego ( może być pleśniak ) lub tylko miękkiego i pachnącego żółtego sera. Jak wytwór jest za rzadki, można dosypać bułki tartej. Dobrze zmieszać, uformować, spłaszczyć, panierować w bułce tartej i na szmalec, smażyć dość długo na średnim ogniu. Piekarnik rozgrzać do 150-170OC i układać „na sztorc” kolejne porcje kotletów w brytfance, trzymać pod przykryciem, na wierzchu posmarować masłem. Tak mogą trwać wiele godzin. Na zimno i do kanapek oraz wódy też dobre.  
KURCZAK Z NADZIENIEM Duży, tłusty kurczak od kobiety z targu ( nie z fermy ! ), oczyścić, opalić, wyrwać resztki lotek, wyszorować skórę ostrym zmywakiem, wyjąć podróbki, umyć z obu stron, osuszyć, natrzeć solą i pieprzem z obu stron ( może być także gałka muszkatołowa i/lub pieprz ziołowy ), zostawić w chłodzie na min. 1,0-1,5 godz. Nie odcinać kupra. Napchać farszem, zaszyć krzyżowo starannie jedwabną lub bawełnianą nicią ( bez sztucznych dodatków ! ) – kuper w tej operacji jest bardzo pomocny ! Posmarować sklarowanym masłem i wstawić w kurczarze na ruszcie z podzielonego podgardla, zawsze piersią do góry, pod przykryciem, do nagrzanego na 220oC piekarnika. Piec 1,2-1,4 godz. Co 10-15 min. polewać rosołem i, naprzemiennie, smarować masłem. Gdy, przy kolejnym otwarciu piekarnika, widać silne napęcznienie ptaka – przekłuć w kilku miejscach tułów głęboko widelcem. Na 20 min. przed wydaniem można odkryć pokrywę aby skórka się przyrumieniła. Nadzienie : 15 dkg. wątróbki kurzej, 1,0-1,5 suchej kajzerki ( namoczonej, poprzedniego dnia, w mleku i odciśniętej ), zemleć, 1-2 łyżeczki gałki muszkatołowej, sól, pieprz  ( pieprz ziołowy, czosnek granulowany ? – wypróbować ), ew. zmielony kminek ( daje ostrość nadzieniu ), 2 żółtka, gruby pęczek posiekanej natki, kopiasta łyżka sklarowanego masła, wymieszać, jak za rzadkie dodać bułki tartej, na końcu delikatnie wrobić oba ubite białka. Uwaga ! ta porcja może się nie zmieścić w ptaka. Nie ma zmartwienia – wziąć małą jednorazową foremkę aluminiową ( w sklepie 0,80 zł. ), wysmarować masłem, oprószyć bułką, włożyć resztę nadzienia i na pół godz. przed końcem pieczenia ptaka, wstawić do piekarnika – pycha. Moja Rodzina tak lubi to nadzienie, że niekiedy samo je robię ( bez ptaka ! ); jemy je na gorąco a kolejnego dnia można na zimno consumare lub podsmażyć w plastrach na maśle. Kurczaka, po sprawieniu, można trzymać dobę/dwie/trzy w zalewie – 3 łyżki czerwonego octu winnego, 1/2 szklanki oliwy, 1/2 szkl. białego, wytrawnego wina ( inni dodają także otartą skórkę z pomarańczy, posiekaną natkę, zmiażdżony czosnek i kminek, pieprz ziołowy – quot libet ), wody do zakrycia w garze bejcowanego ptaka. Będzie bardziej kruchy i aromatyczny.   MŁODA KAPUSTA Ulubiona, wiosenna potrawa Mojej Żony, Anny ze Staniszewskich. Główka ( 1-2 kg. ) młodej, poszatkowanej, sparzonej kapusty, odcedzić. Do gara, podlać trochę moim rosołem, 3-4 wołowe kostki Knorra/Winiar, 2 łyżeczki potłuczonego w moździeżu kminku, ok. 1/2 kg. mocno wędzonej, pokrojonej kiełbasy ( można dodać 1/4 kg. boczku wędzonego, surowego ), niech się dusi ok. 40 min. Potem 10-20 dkg. stopionego, pokrojonego w drobną kostkę podgardla, dużo posiekanego koperku ( ja daję dwa grube pęczki ! ) i jeszcze 30-50 min. ( do miękkości ). Pycha, można dodać na talerz, prócz mięsa, po dwa kartofelki.  
NALEŚNIKI Z MIĘSNYM Z LUB JAKIMKOLWIEK INNYM NADZIENIEM Przepis mojej Mamy, ś. p. Alicji z Polubców ( bardzo średniej, by tak rzec łagodnie, kucharki ale Jej Matka, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa, była znakomitą kucharką – może to po Niej ? ), 1/4 wody, 1/4 mleka zmiksować, 3 jajka zmiksować, 1 łyżeczka soli zmiksować, po trochu wrabiać szklankę mąki, łyżkę sklarowanego masła j. w., po trochu drugą szklankę mąki ( lub więcej ) na wyczucie – trzeba uzyskać konsystencję gęstej śmietanki. Wtedy naleśniki będą cienkie, pachnące i delikatne. Grubsze tworzy mieszanka o konsystencji gęstszej śmietany. Wychodzi ok. 20 naleśników. W biednych czasach podsmażaliśmy je na maśle z Matką „gołe”. Najlepszy farsz na tę ilość naleśników : 40 dkg. cięlęciny ( może być najgorsza ) + 40-50 dkg. wieprzowiny ( od szynki, łopatka, gulaszowe ); gotować w moim rosole lub wywarze z włoszczyzną 1,5-2,0 godz.; odcedzić, zmielić, dodać 2 średnie cebule ( posiekane i zeszklone ), dodać 2 łyżki masła, 1 łyżkę kwaśnej śmietany, przyprawy do uznania. Konsystencja farszu ma być jak gęstego budyniu. Smażyć na wolnym ogniu po opanierowaniu w jajku i bułce lub bez.
  PAPRYKARZ Na 8 porcji : 1,0-1,2 kg. serdelowej ( najlepsza ale prawie nie występuje, nie wiedzieć czemu, w przyrodzie !? ), grubych serdelków lub parówkowej ( gorzej ) pokrojonych w talarki. 1-2 l. mojego rosołu, duża puszka ostrego koncentratu pomidorowego, 4 cebule, z tego 2 poszatkowane zeszklić i odcedzić z tłuszczu, 2 surowe, poszatkowane, naturalnie, dodać do wywaru, 2-4 ząbki posiekanego czosnku ( granulowany – min. 2 łyżeczki ). Dużo, do smaku ( min. 2 łyżeczki ) pieprzu ziołowego, także prawdziwego, 2 łyżeczki słodkiej i 1/2 łyż. ostrej papryki ( może być pieprz cayenne ), zioła do smaku. Dla odrębnej smakowo uczty można dodać kminek zmiażdżony lub gałkę muszkatołową ( zamiennie ! ). Sos można zagęścić mąką lub zasmażką, gotować krótko. Jeść z kluskami kładzionymi. Żonina i moja rekonstrukcja przepysznych klusek kładzionych Mojej śp. Matki, Alicji z Polubców ( fatalna z Niej była kucharka – wszystko robiła „na oko”, żadnych przepisów nie miała ! ), zasługa mojej Żony, że coś z Niej wydo-była ; 1 jajo, 1 szkl. mąki, 1 płaska łyżeczka soli, 1 duża, sklarowana łyżka masła, woda „na oko” ( jak to u Mamy Alicji ! ) – konsystencja ciasta ma być gęściejsza niż na naleśniki. Bez proszku !. Wrzucać na osolony wrzątek potłuszczony oliwą lub masłem, łyżką stołową, 5 min. pod przykryciem i potem, bez pokrywy jeszcze 3 min. To jest porcja bardzo skąpa na trzy osoby – zawsze można podwoić. Pyszne, można także podawać je także i do innych mięs.
PASZTET Jeden z wielu przepisów, nie roszczę sobie pretensji do posiadania jedynego, unikalnego, tajemnie posiadanego wzoru ! Nam ten odpowiada i smakuje; 30 dkg. wątróbek kurzych, po usunięciu błonek wraz 1-1,5 kajzerek namoczonych w mleku odcisnąć, zmielić; dodać 0,3 kg. wołowiny, 0,3 kg. tłustej łopatki, 0,3 kg. boczku wędzonego, nie parzonego, 1-2 spore cebule poszatkowane z przyprawami ( gałka musowo ! ) gotowane uprzednio min. 50 min.-1,20 godz. Po ostudzeniu dodać jeszcze 2-3 jaja, sól, przyprawy, zmieszać; na paskach słoniny lub podgardla piec w foliowych aluminiowych foremkach 60 min. przy temp. 190-210oC. Jeżeli ktoś ma dojście do szaraków od uczciwych myśliwych (nie wolno brać mrożonych ze sklepów !), można je dodać (bez futra i kości, naturalnie !), po podduszeniu i zmieleniu, smak pasztetu będzie inny. To jest przepis z wczesnych l. 60-tych XX w. od p. Najmrodzkiej z majątku Niwki (między Krośniewicami a Kłodawą).  
PIECZEŃ/DUSZENINA Podstawowe danie mięsne normalnego ( peerlowskiego ) domu. Bierzesz jedną łupę 1,2-1,6 kg, „od szynki”, łopatki lub schabu karkowego. Jeżeli masz więcej biesiadników kup dwie porcje ( a nie jedną większą ! ), mogą być pieczone/duszone w jednym garze. Ubić z lekka. Natrzeć solą, pieprzem, czosnkiem granulowanym ( lub siekanym ) i pieprzem ziołowym, nakłuć w kilku miejscach. Owinąć mokrą lnianą ścierką i włożyć do zalewy – 1/4 octu winnego białego + 3/4 przegotowanej wody i przyprawy ( pieprz ziołowy, papryki, czosnek, zioła do uznania ), niektórzy dodają białe wino; obracać codziennie. Trzy-cztery dni ma tak stać. Pieczeń – szklane, tzw. „żaroodporne”, naczynia są do niczego, jedynie stosować metalowe, emaliowane kurczary lub indyczary. Piekarnik rozgrzać do 220-240oC, włożyć pieczeń na paski podgardla, na wierzch dać je także, po 15-20 min. podlać rosołem, po następnych 15-20 min. dodać kilka ćwiartek ( obranych ze skórki i gniazd ) szarej  renety ( sos wychodzi kwaskowaty, Moja Rodzina to lubi ), po następnych 15-20 min. posmarować sklarowanym masłem. Po godz. lub nieco więcej, podawać. Przed podaniem można otworzyć brytfankę, zwierze się wówczas obrumieni ale uleci wiele aromatu i wyparuje sos – quot libes. Duszenina – na ostrym tłuszczu obsmażyć i, jednocześnie, dość długo, odparować z zalewy, mięso. Położyć na paskach podgardla, w garze o śr. 25 cm., dodać do duszenia 3-4 dość duże cebule, czosnek ( ja daję całą główkę siekaną, naturalnie ) i, jak tylko zacznie pyrkotać i puści sos dodać  papryk ( 2 łyżeczki słodkiej i 0,5 łyżeczki ostrej, do uznania ), 0,5-1,0 łyżeczek ziół, do uznania, 40-45 min. na jednym boku i ten sam czas na drugim. Pod koniec operacji można dodać 2-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego ( i śmietany ! ), jak jest mało sosu, podlać moim rosołem. Kroić poprzecznie. Smakowało bardzo, nawet osobom blisko spokrewnionym z rodami panującymi w Europie. Naturalnie, można zmieniać tę receptę i wzbogacać – inne dodawać przyprawy, ale ( przy moim przepisie ) wieprz jest kruchy i smakowity. Może być także bejca jarzynowa ( zetrzeć na tarce komplet jarzyn, dodać przyprawy, wiele utłuczonych ziaren, mniej octu, trochę oliwy; też macerować kilka dni ) ale mój dom tego nie lubi, zbyt mdłe i słodkawe.  
PIZZA A LA WKS ( POLSKA ) Pizze włoskie budziły i nadal budzą, jako obiekt konsumpcji, moją odrazę. Przyjaciółka, powróciwszy z Nowego Jorku, zdradziła mi przepis na przepyszne ciasto drożdżowe/podkład pizzy, otrzymany sekretnie od „Mamma di Cosa Nostra”, który mogłem zmodyfikować i rozwinąć wraz z nadzieniem, dla tubylców. 10 dkg. drożdży bardzo starannie rozetrzeć ze szklanką mąki, dodać kolejną szklankę mąki i wrabiać rękami : 2 całe jaja ( bez skorupek ! baranie ), kopiastą ( lub dwie ) łyżki sklarowanego masła, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 2 łyżki oliwy, 4 kopiaste łyżki cukru ( w porywach do 6-ciu, ja wolę 6 ). Wyrabiać aż będzie ciasto odchodziło od ręki ( dosypując mąki ) – ma być jak lekkie drożdżowe. Odstawić w ciepłe miejsce, przykrywszy ściereczką, na 1,2-1,5 godz., aż ciasto urośnie. Winno wzrosnąć dwukrotnie i wtedy rozwałkować na obszar dużej i wysokiej na min. 5 cm., dł. 35 a szer. 25 cm., brytfanny wraz z kołnierzem, nałożyć farsz z dodatkami i piec 40-50-60 min. w 190-210oC, po 3/4 czasu zredukować ogień na 170-180oC.
FARSZ, DODATKI, SOS I POKRYWA : poprzedniego dnia 1,2-1,4 dkg. tłustej wieprzowiny : schab karkowy, łopatka, ( „od szynki”, chudsze wtedy koniecznie z podgardlem ), podsmażyć, udusić, podlawszy moim rosołem, na miękko z 4 dużymi cebulami, 2-4 główkami czosnku, gałka muszkatołowa i ziele angielskie ( przyprawy do uznania, sól, pieprz, sugeruję zioła i stanowczo obie papryki ). Pokroić jak na drobny gulasz, dusić do względnej miękkości. Poprzedniego dnia także należy namoczyć sporą porcję grzybów ( 0,5 kg. prawdziwków i podgrzybków ), gotować długo w oddzielnym garze, odcedzić, odcisnąć, pokroić, wywaru nie wyrzucać. 0,5-0,75 kg. pieczarek podsmażyć ostro na patelni, odparować, odcedzić z tłuszczu, zmieszać grzyby z pieczarkami, doprawić na ostro ( m. in. czosnkiem i paprykami ). Na ciasto wyłożyć mocno odcedzone z tłuszczu, podgrzane, mięso, mocno uklepać, dołożyć posiekane grzyby z pieczarkami ( też podgrzane i odcedzone ), mocno uklepać. Wcześniej stworzyć sos :2 duże lub 1 duża i 1 mniejsza puszki ostrego pomidorowego koncentratu, wlać do odrębnego gara + 1 szklanka wody, 2-3 łyżki oliwy + 1 łyżka masła + 2 łyżeczki maggi, także sosu sojowego; papryka, pieprz i sól, ziarenka smaku ( ? ) – ma być słodko-ostro-kwaśny, cukru; niech trochę pyrkocze z 1 łyżką mąki ( dodaję także trochę startego sera ) – cały czas mieszać ! jak dobrze zgęstnieje zalać farsz. Utrzeć 25-35 dkg. sera żółtego, ostrego, np. królewskiego; doprawić rokpolem, zmieszanym ze zwykłym, ( najlepszy jest prawdziwy parmezan ), dodać zioła ( do wyboru ! ) posypać nim wierzch potrawy. Skorupę serową zrobić nieregularną aby sos miał jak parować, gdy skorupa serowa zrobi się nieprzepuszczająca, nakłuwać. Wydawać na gorąco, jest tego 6-8 obfitych porcji, na zimno i odgrzewane następnego dnia średnio smakują.  
ZRAZY WOŁOWE ( O ILE MOGŁYBY BYĆ JAKIEKOLWIEK INNE ! ) Bierzesz gar, niski ( taki jak do duszeniny ) o śr. 25 cm.; 1,5 kg. zrazówki wołowej ( nie daj się kupić na tzw. „kulę” wołową ! ), kroisz poprzecznie na cienkie ( 0,4-0,5 mm. grubości ) plastry o rozmiarze pudełka papierosów; lekko je zbijasz drewnianą pałką, osól, opieprz, wytarzaj w mące, obsmaż na ostrym szmalcu, odłóż. Poprzedniego dnia weź dwie garście suszonych grzybów, namocz, gotuj 1,5-2,0 godz., odcedź mocno, pokrój w paski, 0,8 kg. kartofli pokrój w cienkie talarki ( trzymaj je w mocno osolonej, ciepłej, zalewie ), 0,6 kg. cebuli pokrój w średnie plastry. Wziąć kuchcika ( nieodzowny ! ) aby trzymał gar skośnie i układać w nim na sztorc warstwy kartofli, mięsa i cebuli; kolejne warstwy aż do wypełnienia gara; każdą warstwę mięsa posypać obficie mielonym kminkiem; każdą warstwę cebuli/kartofli posypać solą i kminkiem ziarnistym ( nigdy nie jest go za dużo ! ). Na wierzch wyłożyć pokrojone grzyby wraz z cieczą z nich, podprawioną moim rosołem, starannie uklepać; niech, pyrkocze na średnim ogniu 50-60 min.. Robię zalewę – 0,33 kg. śmietanki, 0,4 kg. śmietany + do uznania mojego roztworu rosołowego, 1 łyżka mąki ( można dodać trochę tartego sera ). Zalać i jeszcze 25-40 min. niech pyrkocze. Można pokropić z góry Maggi. Wydać i jeść ze smakiem. Ja niczego nie dodaję, są zboczeńcy co dodają koncentrat pomidorowy, czosnek, jakieś zioła etc. Odmawiam.  
SOSY   BESZAMEL Porcja na zwykłą brytfankę ( wieprz, ryba, ptak ) : 3 kopiaste łyżki masła + 2 kop. łyżki mąki, przetrzeć, podgrzać ( zasmażyć jeżeli chcesz mieć sos brunatny. ) 0,35 śmietanki, 1 szkl. mleka, 10-15 dkg. pokrojonego/startego rokpolu, tyleż zwykłego żółtego, startego; sól, oba pieprze, czosnek, zioła – do uznania, gdy zacznie pyrkotać 5-7 min., odstawić, wystudzić, zaciągnąć 3-4 żółtkami. Wydać na stół na konkretne mięso. Gdy do zapiekanki, to po zaciągnięciu żółtkami natychmiast zalać rybę/mięso i zapiekać tyle czasu ile jest w przepisie. Uwaga ! winien być o konsystencji gęstego budyniu. Do indyczary sporządzić podwójną porcję.   POROWY 3 pory, 1/2 cebula, 2 szkl. mojego rosołu lub wywaru bulionowego, 3 łyżki sklarowanego masła, 4 łyżki mąki, 1 żółtko + przyprawy do smaku. Pory i cebulę posiekać, obsmażyć na ostro, zalać wywarem i gotować 15-20 min. stale mieszając; zagęścić mąką, przetrzeć przez sitko lub nie i doprawić 1 żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnej wody, podgotować. Do ciepłych i zimnych mięs znakomity !   SEROWY ( tzw. SKROMNY BESZAMEL ) 1/2 szkl. startego sera, 2 szkl. mleka, 3 łyżki masła, 4 łyżki mąki, 2 łyżki śmietany, 2 żółtka. Masło i mąkę przerobić w zasmażkę, rozprowadzić mlekiem, zagotować ( min. 10 min. ); dodać ser i żółtka ze śmietaną. Może być także do mięs, jaj i sałatek.  
PIĄTEK – POSTNA RYBA Dziś można kupić, bez wysiłku płaty, filety lub porcje w panierce rozmaitych gatunków ryb i je smażyć. Proponuję potrawę z najtańszych filetów/płatów ( bez panierki ! ) : 1 szklanka mąki, 1 jajo, trochę wody ( na wyczucie, nie do zdiagnozowania ! ), 1-2 łyżeczki curry, można także dodać trochę papryki, odrobina soli, pieprzu, ew. czosnku roztrzepać ( ma być rzadsze niż na naleśniki ! ). Maczać w tym kawałki ryby, smażyć na oliwie z masłem i natychmiast wydawać lub zapiec w moim skromnym beszamelu ( p. j. w. ).  
PIĄTEK – DORSZ PIECZONY/DUSZONY 60 dkg. dorsza podzielić na 4 porcje, włożyć do solanki na min. 0,5 godz., obsuszyć. 1 duża cebula, 1-2 marchwie, 1-2 pietruszki zetrzeć na drobne talarki, dusić na maśle/oliwie do zeszklenia, dodać 1,5 szklanki białego wina ( My wolimy półsłodkie ale może być wytrawne ), zagotować i sos wysadzić. Do brytfanki posmarowanej oliwą lub masłem włożyć dorsza, zalać sosem i piec 15-20 min w temp. 200OC; w tzw. „międzyczasie” sporządzić drugi sos : 0,2-0,3 l. śmietany rozrobić z 2 łyżkami mąki, 2-3 żółtkami i startym serem. Zalać rybę i jeszcze piec w 230oC 10-15-20 min. Tańszy kulinarnie wariant tej samej potrawy – DUSZENINA. 2 duże cebule/marchwie/pietruszki j. w. zeszklić w sporym garze z 2 ząbkami czosnku na maśle z oliwą, dodać 4 pomidory pokrojone, bez skórek, mogą być z puszki, przyprawy/zioła do uznania, dusić, mieszając min. 20 min. 60 dkg. dorsza ( porcjowanego ) po solance włożyć i jeszcze 15-20 min. dusić pod przykryciem. Da się zjeść choć przypomina się warszawskie hasło z pierwszej, bardzo srogiej, zimy okupacji ( 1939/1940 ) – „jedzcie dorsze, g… gorsze”.  
PIĄTEK – SOLA W ZALEWIE Sporcjowane płaty soli posolić i lekko oprószyć mąką, b. krótko obsmażyć na maśle. Odłożyć. W rondlu podsmażyć 2 z. czosnku + 5 szalotek ( posiekanych ) + 5 małych pomidorów ( lub z puszki ) + woda lub mój rosół + wino, białe, wytrawne lub półsłodkie ( szklanka ), odparować; włożyć do tego rybę, zalać moim beszamelem; piec 15-20 min. w 220OC; zbyt delikatne, dużo roboty.  
PIĄTEK – SZCZUPAK/SANDACZ ZAPIEKANY W BESZAMELU Gdy dostaniesz/kupisz szczupaka lub sandacza najpierw sprawdź jego świeżość ( instrukcja, jak sprawdzić, w każdej książce kucharskiej ). Nieświeża ryba jest wielką trucizną ! Najlepiej brać żywe, samemu zabijać lub zamrożone przyjmować ale tylko od przyjaciół – mrożone ze sklepów, by tak łagodnie rzec, są do d… Sprawiamy potwora, oskrobujemy z łusek, płuczemy w ostrej wodzie i albo, po obsuszeniu, nacieramy wewnątrz i zewnątrz szorstką solą, wkładając na dobę/dwie do lodówki albo trzymamy w ciepłej solance 2-4 godz. ( mówimy o standardowym zwierzu 2,0-2,5 kg. ! ). Wyjmujemy, jeszcze raz ostro płuczemy, suszymy, dzielimy na dzwonka 3-4-5 cm., układamy na kształt ryby, zawsze grzbietem do góry, w podłużnej brytfance ( kiedyś były takie specjalnie do ryb wyrabiane, z dziurkowanym podkładem ! ) napychając wnętrze farszem. Łeb i ogon odcinamy. FARSZ – 2 spore starte cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 seler, 1 kalarepka ( głęboko obrana ze zdrewniałej okrywy ), utrzeć, zeszklić na maśle lub poddusić, przyprawy do smaku, powinny być ostre – czysta ryba jest zdechła w smaku ! ; nadziać, zaszyć lub zawinąć w muślinową gazę. Niech się piecze na wolnym ogniu, początkowo 200oC , po 1,5 godz. zredukować ogień do 180oC. SOS – zalać tę konstrukcję moim beszamelem, zaostrzonym ( może być z dodatkiem tartego sera ), piec jeszcze 0,5-1,0 godz. Wydawać natychmiast, nie nadaje się do odgrzewania ani do spożywania na zimno.  
ŚLEDŹ PO OCHALSKU 2 jednokilowe op. „śledzi a la Matjas” Lisnera, odcedzić ( w rzeczywistości jest to 2 x 800 g. masy ), podzielić na kawałki 2-3 cm. 10 dużych główek czosnku, posiekanych zmieszać z 8-10 łyżkami majeranku i oliwą do konsystencji rzadkiej pasty, rozgnieść. Każdy łachmytek śledzia smarować tą pastą, umieszczać w słoiku lub misce ( na dno najpierw wlać trochę oliwy ), zalewać oliwą i następne warstwy, j. w. Wychodzą 3 litrowe słoiki. W lodówce mogą stać kilka miesięcy, są coraz lepsze, jedynie się maślą. To przepis-pamiątka po pierwszej, ś. p. Żonie Andrzeja Ochalskiego, Marii. Nam niesłychanie zasmakowały. Gdy chcesz mieć łagodniejsze, namocz na noc w mleku.  
ŚLEDŹ PO SIERADZKU Z dziesiątków, o ile nie setek przepisów „na śledzie”, mój Dom polubił i wypraktykował ten : 2 op. „śledzi a la Matjas” Lisnera ( j. w. 2 x 800 g. masy bez zalewy ), pokawałkować, każdy łachmytek posmarować z obu stron ostrą, gładką musztardą ( np. Kozaka ), posypać obficie drobno posiekaną cebulą i zalać oliwą i następne warstwy j. w. W temperaturze pokojowej niech się „przegryza” 3-4 dni, potem do lodówki. W niej może stać i kilka miesięcy, z czasem jest coraz lepszy, jedynie się maśli. Nie hołdowaliśmy w moim Domu, rozlicznym przepisom na śledzie w zalewie śmietanowej, z dodatkiem jabłek etc., jakkolwiek wcale nie są paskudne. Podaję tylko moje przepisy !  
BORÓWKI SMAŻONE 1 kg. borówek ( strasznie ciężko jest je zbierać, moja Żona to wie najlepiej ! najtaniej wychodzi kupić na targu ! ). Przebrać, w aluminiowym garze z dod. 1 szkl. wody gotować ok. 1/2 godz. Odstawić do następnego dnia. Drugie smażenie : ok. 1/2 godz., mieszając stale oby nie przywarły. Odstawić. Na trzeci dzień dod. 1 szkl. cukru, smażyć ok. 1 godz., stale mieszając i zbierając szumowiny; gorące wkładać do wyparzonych słoików; pasteryzować ok. 20 min. Do trzeciego smażenia można dod., pokrojone w ósemki/szesnastki, obrane, twarde gruszki ( n. p. bergamotki ). Pyszne do wszystkiego ( i same w sobie ). To była, ciężka, letnia/wakacyjna praca mojej Żony uprawiana w Jej ukochanych lasach świętokrzyskich nieopodal wsi Aleksandrów koło Szydłowca, składana ongi, corocznie, w hołdzie swojej Teściowej, która, tę „konfiturę” uwielbiała.  
CZOSNEK KONSERWOWY ( od Pani Zofii Berezowskiej ) 1 szkl. octu „zwykłego”, nie musi być „winny ( kilkukrotnie droższy ! i wcale niewiele lepszy ), 4 szkl. wody, 1 szkl. cukru, zmieszać, podgrzać, rozpuścić. Oddzielnie obrane ząbki czosnku, ziele ang., liść bobkowy, pieprz ziarnisty lekko potłuczony, jałowiec w ostrej solance sparzyć ( ew. kilka min. pogotować ), odcedzić, zalać gorącą  zalewą ( j. w. ) i pasteryzować. Standartowy słoik „podżemowy” 0,33 l. mieści trzy/cztery główki dużego czosnku. 50 główek dużego czosnku obrać ( to ciężka praca cocui domestici = kuchty domowej ! ) = 12 słoików + 3 szkl. octu + 2 szkl. cukru + 8 szkl. wody . Trzymać w szafie, stoi tyle, ile chcesz. Znakomita zagrycha !  
ĆWIKŁA DOMESTICA URBANA 1 kg. dużych okrągłych buraków ( najlepsza odmiana „czerwona kula 2” ) ugotować, obrać, ostudzić, zetrzeć na średniej tarce, dodać 2 kop. łyżeczki soli, pieprzu ( w tym ziołowego ) do uznania, 6 łyżeczek kopiastych cukru, może być posiekany czosnek i/lub zioła do smaku, kwasku cytrynowego w płynie na wyczucie oraz 0,33 l. słoik ostrego chrzanu. Nie pasteryzować ! Do mięs i wędlin wieki może w lodówce stać.  
GRUSZKI W ZALEWIE OCTOWEJ 5 kg. klapsów twardych, obrać, wybrać gniazda nasienne, podzielić na ćwiartki, ogonki zostawić, wrzucać do miski z letnią wodą mocno zaprawioną kwaskiem cytrynowym ( co by nie sczerniały ). Wrzucamy do wrzącego syropu – 2 l. octu zwykłego, 2,0-2,5 l. wody, 2,5 kg. cukru ( wodę i cukier wypraktykować do swojego smaku ), wiele goździków i połamany oraz miałki cynamon, do uznania ale do każdego słoika ma trafić kilka goździków i kilka kawałków cynamonu ! ) gotować do „zeszklenia”, max. 10-15 min. Do słoików ( wychodzi ich 6 litrowych ), zakręcić, pasteryzować w garze, na lnianej ścierce. Im dłużej stoją, tym bardziej zalewa gęstnieje a gruszki stają się bardziej esencjonalne. Z czasem syrop gęstnieje, łagodnieje i jest do wypicia. Znakomity dodatek do wszelkich mięs, wędlin i wódy. Kilka lat może stać w spiżarni. Syrop, dla ludzi cierpiących na tę przypadłość, znakomity na katza.  
JABŁKA DUSZONE Przepis mojej śp. Matki, bardzo je lubiła. 4,0 kg. papierówki, antonówki, złotej lub szarej renety ( ta najlepsza ! ), obrać, wybrać gniazda i tzw. „obicia”, pokroić na ćwiartki/ósemki; w małej ilości wody dusić, bez przykrycia aż się rozciapią. Dodać 6,0 kg. cukru ( spróbować : nasz, konfekcjonowany, cukier ma rozmaitą zawartość cukru w cukrze ! ), jeszcze trochę poddusić, odparować ( stale mieszając ! ). Do słoików na gorąco, pasteryzować. Świetne do wszelkich mięs, na zimno i ciepło, do szarlotki i samo w sobie.  
KOMPOT WIGILIJNY W sierpniu/wrześniu ususzyć w znakomitej, nowoczesnej, kilkukondy-gnacyjnej, elektrycznej suszarce ( także wspaniale suszy grzyby ! ) w ósemkach/szesnastkach, ze skórką : 2 kg. jabłek ( antonówka, szara reneta – ta lepsza, bez gniazd ), 2 kg. gruszek ( klapsy twarde w połówkach też bez gniazd ), 2 kg. śliwek ( uczciwe węgierki, mogą być częściowo z pestkami ale naciąć ). Trzymać, w przewiewie, w płóciennych woreczkach, niekiedy nimi poruszając. Gar 10-12 l. Zalać i namoczyć na noc w miękkiej wodzie, gotować do miękkości ok. 2 godz., dod. połamany cynamon i goździki ( obficie ); po odcedzeniu dod. 2-3 szkl. cukru ( do uznania Domu ), krótko zagotować. Starcza tylko na Wigilię i Pierwszy Dzień Świąt dla 6 osób – wszystko wypijają !, gdy zbyt esencjonalny dla gardła zawsze można go rozchrzcić wodą.
  SAŁATKA Z BURAKÓW I PAPRYKI ( Oli Biniszewskiej ) Uwaga ! robić gdy papryka jest najtańsza ( sierpień/wrzesień ). 4 kg buraków zagotować do miękkości ( odm. „czerwona kula 2” ), obrać i poszatkować na grubej tarce. 1 szkl. octu 10%, 1 szkl. wody, 1 szkl. oliwy, 1 szkl. cukru – zagotować. 2,5 kg. zielonej, pokrojonej w paski papryki zagotować w tej zalewie 5 min., dodać 1 kg. drobno pokrojonej cebuli, 6 łyżeczek soli, pieprz mielony do smaku ( i inne przyprawy do smaku, np. cukier ), kolejne 5 min. gotować. Wymieszać z burakami i do małych słoików. Pasteryzować 15-20 min. Oryginalny smak.  
ŚLIWKI W ZALEWIE OCTOWEJ 6 kg. śliwek, tylko prawdziwa węgierka, oczyścić i odpestkować, nie myć, upchnąć ściśle w 12-tu 1 l. słoikach i zalać wrzącą zalewą – 2 l. octu 10% + 2 l. wody, 4 kg. cukru, goździki ( „na oko” ) ale aby do każdego słoika weszło ich po kilka. Przykryć lekko nakrętkami. Po dobie robi się z nich 9-10 słoików; syrop zlać do gara, zagotować zalać w słoikach wrzącym, po kolejnej dobie powtórzyć operację dodając do gotowania potłuczony i mielony cynamon w odpowiednich, obfitych ilościach. Na 4-ty dzień zalać gorącym, nie wrzącym syropem, nie pasteryzować, zakręcić i do spiżarki. Wychodzi od 6 do 9 słoików. Wiele lat można trzymać w szafie. Znakomite jako dodatek do wszelkich mięs, wędlin i ptaków; z latami syrop ciemnieje, staje się łagodniejszy i bardziej esencjonalny – dla mężczyzn, cierpiących na poranne męki, znakomity na katza.  
PALUSZKI MOJEJ MATKI Nawet starzy górale ( i Kiowehowie także ! ) domniemywali skąd w Tej, tak antykucharskiej kobiecie, wziął się ten genialny ( a prosty ) przepis ( zapewne po rodzinie; Jej Mama, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa była znakomitą kucharką lub z innych podlaskich zaścianków ! ) ! Moja Żona – jest to ogromna, heroiczna wręcz Jej zasługa, wiele lat od Teściowej wyciągała ten przepis. Woziłem jego efekty, za młodu i później, na przyjęcia rodzinne, studenckie i przyjacielskie ( zżerali ! ), na moje wykopaliska ( zżerali ! ), do Anglii ( zżerali bezwstydnie, bez względu na płeć i sferę ! ), na wszelkie objazdy naukowe moje i mojej Żony ( zżerali, j. w. ) a także rozliczne wyjazdy wakacyjne nasze i naszych Dzieci ( zżerali, j. w., tu ważne hasło : zamek w Niedzicy – zżerali i zawsze mieli pretensję, że za mało przywoziłem ! ). Prymusem w tej dyscyplinie był Tadeusz Stefan Jaroszewski, prywatnie prof. historii sztuki, zżerał wszystko, barokowe peany wygłaszając. 3 szkl. mąki, 1,3 szkl. cukru pudru, 1 kostka masła, 4 żółtka, 3 łyżki śmietany; wyrobić, zagnieść, na 24 godz. wstawić w pergaminie do lodówki; walcować w paluszki, pokroić na 3-4 cm. kawałki i piec na blasze w 220-230oC przez 30-40 min., jak chcesz mieć lekko przypalone, to trochę dłużej !  
PIERNIK Jest to przepis mojej śp. Matki, Alicji, praktykowany już, za mojej pamięci, w l. 50-tych XX w,. po Jej rodzinie ( Araszkiewiczach ? Gliwińskich ? Korsakach ? Kulickich ? Kwiatkowskich ? Polubcach/Polubiczach ? Zaborowskich ? – ogólnie z podlaskich zaścianków; sama by tego nie wymyśliła – była słabą kucharką ). Od kilkunastu lat udoskonala go, z wielkim mozołem, jako że Jej Teściowa nie była łatwa w dziedzinie udostępniania swojej wiedzy kulinarnej, moja Żona, Anna ze Staniszewskich, Sieradzka. 10 dkg. fig suszonych, 10 dkg. moreli susz., 10 dkg. migdałów całych, sparzonych, obranych ( nie ze sklepu tzw. „wiórki” ! ), 10 dkg. daktyli, 10 dkg. skórki pomarańczowej kandyzowanej ( najlepiej własnego wyrobu ), 15 dkg. rodzynków; mogą być jeszcze śliwki suszone ( waga j. w. ) i orzechy potłuczone ( laskowe lub włoskie, lepsze włoskie ! ). Rodzynki sparzyć, resztę bakalii drobno posiekać i lekko oprószyć mąką, wymieszać wszystkie w sporej misce. 2 szklanki cukru, słoik ( 0,33 l. ) miodu gryczanego lub wrzosowego rozgrzać na małym ogniu, dodać 15 dkg. sklarowanego masła oraz mocne, ciemne piwo 0,33 l. ( najlepiej porter warszawski; kupić dwie butelki – drugą wypić podczas pracy ! ), ostudzić, dodać stopniowo 10 żółtek ( białka do lodówki ! ) wcierając je do masy miodowo-piwnej. 3 opakowania przyprawy do piernika, 2-3 łyżeczki kardamonu/kardemonii, 1/2-1,0 łyżeczki gałki muszkatołowej, 2 łyżeczki mielonego cynamonu, 2 łyżeczki sody – razem wymieszać i dodać do 5 szklanek mąki pszennej, przesianej. Wszystko starannie wymieszać, wlać płyn miodowo-żółtkowo-piwny, na końcu dodać bakalie i ubitą pianę z białek. Trzy podłużne blachy wysmarować szmalcem, oprószyć bułką tartą – masę wkładać do połowy wysokości. Piec w temp. 190-210OC ok. 45 min. ( sprawdzić patyczkiem czy nie jest wilgotne ! ). Nasz piecyk przypala od góry ( pewnie nie on jeden w PRL-u ) stąd też pod koniec pieczenia przysłonić wierzch folią aluminiową. Taki piernik, aromatyczny na świeżo, kilka tygodni nawet przechowy-wany w folii, utrzymuje swoje walory.  
SERNIK MÓJ ( WYPRAKTYKOWANY OD L. 60-TYCH XX W. ) 1 kg. sera ( tzw. „trzykrotka” lub zwykły, tłusty przekręcić przez maszynkę ), 1-2 serniksy ( lub inny proszek do serników ), 2 łyżki proszku do pieczenia, 2 łyżki mąki kartoflanej, 10-12 żółtek + 1,5-2,0 szklanki cukru pudru ( utrzeć na kogel-mogel ), 2 ugotowane kartofle przetrzeć, starannie ukręcić, dodać sklarowaną kostkę masła ( lub nieco więcej ! ), 2-3 cukry waniliowe, aromat ( jak kto lubi ), 10 dkg. rodzynków, mały słoik kandyzowanej posiekanej skórki pomarańczowej i na końcu białka z 8 jajek delikatnie wmieszać. Wylać, najlepiej, na dużą, okrągłą tortownicę ( wysmarowaną szmalcem i oprószoną bułką tartą ) i piec 60-70 min. w temp. 180-200OC. By mało opadał ( a będzie opadał, bo jest „ciężki” ), po terminie, stopniowo redukować grzanie i uchylić piekarnik. Wartościowy, kaloryczny i smaczny. Można dodać polewę. 1/2 szklanki uczciwej śmietany, 1 szkl. cukru, 1 tabl. gorzkiej czekolady, podgrzać, zawrzeć, zagotować aż zacznie gęstnieć ( naturalnie trzeba cały czas mieszać ! ), wtedy dodać łyżkę masła, 1-2 łyżkę brandy lub koniaku, lekko ostudzić i pokryć podstygnięty sernik. Kilka tygodni zachowuje swoje walory; można część zamrozić.  
TORT Jubileuszowy Dzieci. Na każde święta i uroczystości rodzinne nasze Dzieci domagały się od Matki tego tortu. 1/2 kg. biszkoptów ( tzw. „kocich języczków” ) kupionych w Warszawie u „Wróbla” przy pl. Politechniki lub u „Elsnera” na Bielanach ( żadnych erzatzów z supermarketów ! ). Biszkopty namoczyć krótko w mocnej esencji herbacianej ( dla dorosłych można dodać 2 łyżki spirytusu, dzieciom też ! ); odciskając, ułożyć z nich szczelnie warstwę na dnie okrągłej tortownicy, posmarowanej masłem i obsypaną bułką; przekładać kremem sporządzonym z kostki miękkiego masła i 1 op. budyniu waniliowego ( po ugotowaniu na mleku i ostudzeniu ). Porcję kremu podzielić na 2 cz. Do jednej dod. 2 łyżki soku cytrynowego; do drugiej 2 łyżki kakao. Naprzemiennie kłaść na biszkoptach cytrynową i kakaową masę – na wierzchu powinien być krem, a na nim ułożyć owoce.( truskawki, maliny etc. ). Przygotować dowolną galaretkę owocową,, zalać stygnącą, udekorować, ugarnirować ubitą śmietaną lub resztką kremu, potrzymać w lodówce min. 1/2 doby i wydać. Bachórstwo uwielbiało i nadal, zestarzawszy się, uwielbia !  
WIŚNIE KONFITURA 1,5 l. wody zagotować z 5 kg. cukru, na wrzący płyn wsypać 5 kg. wydrelowanych ( świetne są obecne plastikowe, ręczne drylowarki ! ) wiśni tzw. „szklanek” ( kupować kiedy są najsłodsze i najtańsze – czerwiec/lipiec ), gotować 1/2 godz. na niewielkim ogniu, mieszając i zbierając szumowiny. Odstawić. Następnego dnia gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieją/zeszklą się ( ok. 3 godz. ). Wychodzi 12-15 słoików 0,33 l. Pasteryzować. Lata całe mogą stać.  
AJERKONIAK Zmieniły się, od l. 60-tych, rozmiary żółtek ( ! ). Tedy obecnie należy brać 12 do 15 żółtek ( dawniej wystarczało 10 ), starannie obrać żółtka z „glutów” + 15-17 stołowych kopiastych, łyżek cukru pudru. Mieszać mikserem aż nie będzie grudek, 0,25 – 0,30 l. mleka ( podgrzanego do temp. pokojowej ) wlewać wolno do rozrabianego roztworu, mieszać aż się mleko wkręci. Następnie 0,25 spirytusu, także powoli wlewać, cały czas kręcąc. Gdy biała piana zniknie, można przerwać kręcenie. Wyjdzie tego ok. 1,25 l. produktu. Tak zrobiony ajerkoniak jest bardzo mocny a trzymany w lodówce gęstnieje. Nie dodaję aromatów ani kawy, kakao czy czekolady. Panowie mogą mieszać z koniakiem, a wszyscy dodawać n. p. do lodów.  
KRUPNIK tzw. wigilijny             Przepis mojego śp. Teścia ( p. wyżej – kapusta „mądra” ). Sporządzić w przeddzień Wigilii. 5 żółtek rozetrzeć z 1,5-2,0 szklankami cukru, dolać 2 łyżki kakao, ewentualnie 1 łyżeczkę sproszkowanego cynamonu, 1 szkl. letniego mleka, mieszając, powoli wlewać ćwiartkę spirytusu, mieszać aż się zgryzie. Odstawić, pić silnie podgrzany po powrocie z Pasterki z odległego, od leśniczówki, kościoła ( dzieciom też dawano ! ).
[1]           „Ziemianin na wygnaniu czyli kuchnia w bloku” – miłosierne tłumaczenie z łaciny dla współczesnych „młodych i wykształconych”.
PIZZA A LA WKS ( POLSKA ) Pizze włoskie budziły i nadal budzą, jako obiekt konsumpcji, moją odrazę. Przyjaciółka, powróciwszy z Nowego Jorku, zdradziła mi przepis na przepyszne ciasto drożdżowe/podkład pizzy, otrzymany sekretnie od „Mamma di Cosa Nostra”, który mogłem zmodyfikować i rozwinąć wraz z nadzieniem, dla tubylców. 10 dkg. drożdży bardzo starannie rozetrzeć ze szklanką mąki, dodać kolejną szklankę mąki i wrabiać rękami : 2 całe jaja ( bez skorupek ! baranie ), kopiastą ( lub dwie ) łyżki sklarowanego masła, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 2 łyżki oliwy, 4 kopiaste łyżki cukru ( w porywach do 6-ciu, ja wolę 6 ). Wyrabiać aż będzie ciasto odchodziło od ręki ( dosypując mąki ) – ma być jak lekkie drożdżowe. Odstawić w ciepłe miejsce, przykrywszy ściereczką, na 1,2-1,5 godz., aż ciasto urośnie. Winno wzrosnąć dwukrotnie i wtedy rozwałkować na obszar dużej i wysokiej na min. 5 cm., dł. 35 a szer. 25 cm., brytfanny wraz z kołnierzem, nałożyć farsz z dodatkami i piec 40-50-60 min. w 190-210oC, po 3/4 czasu zredukować ogień na 170-180oC.
FARSZ, DODATKI, SOS I POKRYWA : poprzedniego dnia 1,2-1,4 dkg. tłustej wieprzowiny : schab karkowy, łopatka, ( „od szynki”, chudsze wtedy koniecznie z podgardlem ), podsmażyć, udusić, podlawszy moim rosołem, na miękko z 4 dużymi cebulami, 2-4 główkami czosnku, gałka muszkatołowa i ziele angielskie ( przyprawy do uznania, sól, pieprz, sugeruję zioła i stanowczo obie papryki ). Pokroić jak na drobny gulasz, dusić do względnej miękkości. Poprzedniego dnia także należy namoczyć sporą porcję grzybów ( 0,5 kg. prawdziwków i podgrzybków ), gotować długo w oddzielnym garze, odcedzić, odcisnąć, pokroić, wywaru nie wyrzucać. 0,5-0,75 kg. pieczarek podsmażyć ostro na patelni, odparować, odcedzić z tłuszczu, zmieszać grzyby z pieczarkami, doprawić na ostro ( m. in. czosnkiem i paprykami ). Na ciasto wyłożyć mocno odcedzone z tłuszczu, podgrzane, mięso, mocno uklepać, dołożyć posiekane grzyby z pieczarkami ( też podgrzane i odcedzone ), mocno uklepać. Wcześniej stworzyć sos :2 duże lub 1 duża i 1 mniejsza puszki ostrego pomidorowego koncentratu, wlać do odrębnego gara + 1 szklanka wody, 2-3 łyżki oliwy + 1 łyżka masła + 2 łyżeczki maggi, także sosu sojowego; papryka, pieprz i sól, ziarenka smaku ( ? ) – ma być słodko-ostro-kwaśny, cukru; niech trochę pyrkocze z 1 łyżką mąki ( dodaję także trochę startego sera ) – cały czas mieszać ! jak dobrze zgęstnieje zalać farsz. Utrzeć 25-35 dkg. sera żółtego, ostrego, np. królewskiego; doprawić rokpolem, zmieszanym ze zwykłym, ( najlepszy jest prawdziwy parmezan ), dodać zioła ( do wyboru ! ) posypać nim wierzch potrawy. Skorupę serową zrobić nieregularną aby sos miał jak parować, gdy skorupa serowa zrobi się nieprzepuszczająca, nakłuwać. Wydawać na gorąco, jest tego 6-8 obfitych porcji, na zimno i odgrzewane następnego dnia średnio smakują.  
ZRAZY WOŁOWE ( O ILE MOGŁYBY BYĆ JAKIEKOLWIEK INNE ! ) Bierzesz gar, niski ( taki jak do duszeniny ) o śr. 25 cm.; 1,5 kg. zrazówki wołowej ( nie daj się kupić na tzw. „kulę” wołową ! ), kroisz poprzecznie na cienkie ( 0,4-0,5 mm. grubości ) plastry o rozmiarze pudełka papierosów; lekko je zbijasz drewnianą pałką, osól, opieprz, wytarzaj w mące, obsmaż na ostrym szmalcu, odłóż. Poprzedniego dnia weź dwie garście suszonych grzybów, namocz, gotuj 1,5-2,0 godz., odcedź mocno, pokrój w paski, 0,8 kg. kartofli pokrój w cienkie talarki ( trzymaj je w mocno osolonej, ciepłej, zalewie ), 0,6 kg. cebuli pokrój w średnie plastry. Wziąć kuchcika ( nieodzowny ! ) aby trzymał gar skośnie i układać w nim na sztorc warstwy kartofli, mięsa i cebuli; kolejne warstwy aż do wypełnienia gara; każdą warstwę mięsa posypać obficie mielonym kminkiem; każdą warstwę cebuli/kartofli posypać solą i kminkiem ziarnistym ( nigdy nie jest go za dużo ! ). Na wierzch wyłożyć pokrojone grzyby wraz z cieczą z nich, podprawioną moim rosołem, starannie uklepać; niech, pyrkocze na średnim ogniu 50-60 min.. Robię zalewę – 0,33 kg. śmietanki, 0,4 kg. śmietany + do uznania mojego roztworu rosołowego, 1 łyżka mąki ( można dodać trochę tartego sera ). Zalać i jeszcze 25-40 min. niech pyrkocze. Można pokropić z góry Maggi. Wydać i jeść ze smakiem. Ja niczego nie dodaję, są zboczeńcy co dodają koncentrat pomidorowy, czosnek, jakieś zioła etc. Odmawiam.  
SOSY   BESZAMEL Porcja na zwykłą brytfankę ( wieprz, ryba, ptak ) : 3 kopiaste łyżki masła + 2 kop. łyżki mąki, przetrzeć, podgrzać ( zasmażyć jeżeli chcesz mieć sos brunatny. ) 0,35 śmietanki, 1 szkl. mleka, 10-15 dkg. pokrojonego/startego rokpolu, tyleż zwykłego żółtego, startego; sól, oba pieprze, czosnek, zioła – do uznania, gdy zacznie pyrkotać 5-7 min., odstawić, wystudzić, zaciągnąć 3-4 żółtkami. Wydać na stół na konkretne mięso. Gdy do zapiekanki, to po zaciągnięciu żółtkami natychmiast zalać rybę/mięso i zapiekać tyle czasu ile jest w przepisie. Uwaga ! winien być o konsystencji gęstego budyniu. Do indyczary sporządzić podwójną porcję.  
POROWY 3 pory, 1/2 cebula, 2 szkl. mojego rosołu lub wywaru bulionowego, 3 łyżki sklarowanego masła, 4 łyżki mąki, 1 żółtko + przyprawy do smaku. Pory i cebulę posiekać, obsmażyć na ostro, zalać wywarem i gotować 15-20 min. stale mieszając; zagęścić mąką, przetrzeć przez sitko lub nie i doprawić 1 żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnej wody, podgotować. Do ciepłych i zimnych mięs znakomity !  
SEROWY ( tzw. SKROMNY BESZAMEL ) 1/2 szkl. startego sera, 2 szkl. mleka, 3 łyżki masła, 4 łyżki mąki, 2 łyżki śmietany, 2 żółtka. Masło i mąkę przerobić w zasmażkę, rozprowadzić mlekiem, zagotować ( min. 10 min. ); dodać ser i żółtka ze śmietaną. Może być także do mięs, jaj i sałatek.  
PIĄTEK – POSTNA RYBA Dziś można kupić, bez wysiłku płaty, filety lub porcje w panierce rozmaitych gatunków ryb i je smażyć. Proponuję potrawę z najtańszych filetów/płatów ( bez panierki ! ) : 1 szklanka mąki, 1 jajo, trochę wody ( na wyczucie, nie do zdiagnozowania ! ), 1-2 łyżeczki curry, można także dodać trochę papryki, odrobina soli, pieprzu, ew. czosnku roztrzepać ( ma być rzadsze niż na naleśniki ! ). Maczać w tym kawałki ryby, smażyć na oliwie z masłem i natychmiast wydawać lub zapiec w moim skromnym beszamelu ( p. j. w. ).  
PIĄTEK – DORSZ PIECZONY/DUSZONY 60 dkg. dorsza podzielić na 4 porcje, włożyć do solanki na min. 0,5 godz., obsuszyć. 1 duża cebula, 1-2 marchwie, 1-2 pietruszki zetrzeć na drobne talarki, dusić na maśle/oliwie do zeszklenia, dodać 1,5 szklanki białego wina ( My wolimy półsłodkie ale może być wytrawne ), zagotować i sos wysadzić. Do brytfanki posmarowanej oliwą lub masłem włożyć dorsza, zalać sosem i piec 15-20 min w temp. 200OC; w tzw. „międzyczasie” sporządzić drugi sos : 0,2-0,3 l. śmietany rozrobić z 2 łyżkami mąki, 2-3 żółtkami i startym serem. Zalać rybę i jeszcze piec w 230oC 10-15-20 min. Tańszy kulinarnie wariant tej samej potrawy – DUSZENINA. 2 duże cebule/marchwie/pietruszki j. w. zeszklić w sporym garze z 2 ząbkami czosnku na maśle z oliwą, dodać 4 pomidory pokrojone, bez skórek, mogą być z puszki, przyprawy/zioła do uznania, dusić, mieszając min. 20 min. 60 dkg. dorsza ( porcjowanego ) po solance włożyć i jeszcze 15-20 min. dusić pod przykryciem. Da się zjeść choć przypomina się warszawskie hasło z pierwszej, bardzo srogiej, zimy okupacji ( 1939/1940 ) – „jedzcie dorsze, g… gorsze”.  
PIĄTEK – SOLA W ZALEWIE Sporcjowane płaty soli posolić i lekko oprószyć mąką, b. krótko obsmażyć na maśle. Odłożyć. W rondlu podsmażyć 2 z. czosnku + 5 szalotek ( posiekanych ) + 5 małych pomidorów ( lub z puszki ) + woda lub mój rosół + wino, białe, wytrawne lub półsłodkie ( szklanka ), odparować; włożyć do tego rybę, zalać moim beszamelem; piec 15-20 min. w 220OC; zbyt delikatne, dużo roboty.  
PIĄTEK – SZCZUPAK/SANDACZ ZAPIEKANY W BESZAMELU Gdy dostaniesz/kupisz szczupaka lub sandacza najpierw sprawdź jego świeżość ( instrukcja, jak sprawdzić, w każdej książce kucharskiej ). Nieświeża ryba jest wielką trucizną ! Najlepiej brać żywe, samemu zabijać lub zamrożone przyjmować ale tylko od przyjaciół – mrożone ze sklepów, by tak łagodnie rzec, są do d… Sprawiamy potwora, oskrobujemy z łusek, płuczemy w ostrej wodzie i albo, po obsuszeniu, nacieramy wewnątrz i zewnątrz szorstką solą, wkładając na dobę/dwie do lodówki albo trzymamy w ciepłej solance 2-4 godz. ( mówimy o standardowym zwierzu 2,0-2,5 kg. ! ). Wyjmujemy, jeszcze raz ostro płuczemy, suszymy, dzielimy na dzwonka 3-4-5 cm., układamy na kształt ryby, zawsze grzbietem do góry, w podłużnej brytfance ( kiedyś były takie specjalnie do ryb wyrabiane, z dziurkowanym podkładem ! ) napychając wnętrze farszem. Łeb i ogon odcinamy.
FARSZ – 2 spore starte cebule, 2 pietruszki, 2 marchewki, 1 seler, 1 kalarepka ( głęboko obrana ze zdrewniałej okrywy ), utrzeć, zeszklić na maśle lub poddusić, przyprawy do smaku, powinny być ostre – czysta ryba jest zdechła w smaku ! ; nadziać, zaszyć lub zawinąć w muślinową gazę. Niech się piecze na wolnym ogniu, początkowo 200oC , po 1,5 godz. zredukować ogień do 180oC. SOS – zalać tę konstrukcję moim beszamelem, zaostrzonym ( może być z dodatkiem tartego sera ), piec jeszcze 0,5-1,0 godz. Wydawać natychmiast, nie nadaje się do odgrzewania ani do spożywania na zimno.  
ŚLEDŹ PO OCHALSKU 2 jednokilowe op. „śledzi a la Matjas” Lisnera, odcedzić ( w rzeczywistości jest to 2 x 800 g. masy ), podzielić na kawałki 2-3 cm. 10 dużych główek czosnku, posiekanych zmieszać z 8-10 łyżkami majeranku i oliwą do konsystencji rzadkiej pasty, rozgnieść. Każdy łachmytek śledzia smarować tą pastą, umieszczać w słoiku lub misce ( na dno najpierw wlać trochę oliwy ), zalewać oliwą i następne warstwy, j. w. Wychodzą 3 litrowe słoiki. W lodówce mogą stać kilka miesięcy, są coraz lepsze, jedynie się maślą. To przepis-pamiątka po pierwszej, ś. p. Żonie Andrzeja Ochalskiego, Marii. Nam niesłychanie zasmakowały. Gdy chcesz mieć łagodniejsze, namocz na noc w mleku.   ŚLEDŹ PO SIERADZKU Z dziesiątków, o ile nie setek przepisów „na śledzie”, mój Dom polubił i wypraktykował ten : 2 op. „śledzi a la Matjas” Lisnera ( j. w. 2 x 800 g. masy bez zalewy ), pokawałkować, każdy łachmytek posmarować z obu stron ostrą, gładką musztardą ( np. Kozaka ), posypać obficie drobno posiekaną cebulą i zalać oliwą i następne warstwy j. w. W temperaturze pokojowej niech się „przegryza” 3-4 dni, potem do lodówki. W niej może stać i kilka miesięcy, z czasem jest coraz lepszy, jedynie się maśli. Nie hołdowaliśmy w moim Domu, rozlicznym przepisom na śledzie w zalewie śmietanowej, z dodatkiem jabłek etc., jakkolwiek wcale nie są paskudne. Podaję tylko moje przepisy !  
BORÓWKI SMAŻONE 1 kg. borówek ( strasznie ciężko jest je zbierać, moja Żona to wie najlepiej ! najtaniej wychodzi kupić na targu ! ). Przebrać, w aluminiowym garze z dod. 1 szkl. wody gotować ok. 1/2 godz. Odstawić do następnego dnia. Drugie smażenie : ok. 1/2 godz., mieszając stale oby nie przywarły. Odstawić. Na trzeci dzień dod. 1 szkl. cukru, smażyć ok. 1 godz., stale mieszając i zbierając szumowiny; gorące wkładać do wyparzonych słoików; pasteryzować ok. 20 min. Do trzeciego smażenia można dod., pokrojone w ósemki/szesnastki, obrane, twarde gruszki ( n. p. bergamotki ). Pyszne do wszystkiego ( i same w sobie ). To była, ciężka, letnia/wakacyjna praca mojej Żony uprawiana w Jej ukochanych lasach świętokrzyskich nieopodal wsi Aleksandrów koło Szydłowca, składana ongi, corocznie, w hołdzie swojej Teściowej, która, tę „konfiturę” uwielbiała.  
CZOSNEK KONSERWOWY ( od Pani Zofii Berezowskiej ) 1 szkl. octu „zwykłego”, nie musi być „winny ( kilkukrotnie droższy ! i wcale niewiele lepszy ), 4 szkl. wody, 1 szkl. cukru, zmieszać, podgrzać, rozpuścić. Oddzielnie obrane ząbki czosnku, ziele ang., liść bobkowy, pieprz ziarnisty lekko potłuczony, jałowiec w ostrej solance sparzyć ( ew. kilka min. pogotować ), odcedzić, zalać gorącą  zalewą ( j. w. ) i pasteryzować. Standartowy słoik „podżemowy” 0,33 l. mieści trzy/cztery główki dużego czosnku. 50 główek dużego czosnku obrać ( to ciężka praca cocui domestici = kuchty domowej ! ) = 12 słoików + 3 szkl. octu + 2 szkl. cukru + 8 szkl. wody . Trzymać w szafie, stoi tyle, ile chcesz. Znakomita zagrycha !  
ĆWIKŁA DOMESTICA URBANA 1 kg. dużych okrągłych buraków ( najlepsza odmiana „czerwona kula 2” ) ugotować, obrać, ostudzić, zetrzeć na średniej tarce, dodać 2 kop. łyżeczki soli, pieprzu ( w tym ziołowego ) do uznania, 6 łyżeczek kopiastych cukru, może być posiekany czosnek i/lub zioła do smaku, kwasku cytrynowego w płynie na wyczucie oraz 0,33 l. słoik ostrego chrzanu. Nie pasteryzować ! Do mięs i wędlin wieki może w lodówce stać.  
GRUSZKI W ZALEWIE OCTOWEJ 5 kg. klapsów twardych, obrać, wybrać gniazda nasienne, podzielić na ćwiartki, ogonki zostawić, wrzucać do miski z letnią wodą mocno zaprawioną kwaskiem cytrynowym ( co by nie sczerniały ). Wrzucamy do wrzącego syropu – 2 l. octu zwykłego, 2,0-2,5 l. wody, 2,5 kg. cukru ( wodę i cukier wypraktykować do swojego smaku ), wiele goździków i połamany oraz miałki cynamon, do uznania ale do każdego słoika ma trafić kilka goździków i kilka kawałków cynamonu ! ) gotować do „zeszklenia”, max. 10-15 min. Do słoików ( wychodzi ich 6 litrowych ), zakręcić, pasteryzować w garze, na lnianej ścierce. Im dłużej stoją, tym bardziej zalewa gęstnieje a gruszki stają się bardziej esencjonalne. Z czasem syrop gęstnieje, łagodnieje i jest do wypicia. Znakomity dodatek do wszelkich mięs, wędlin i wódy. Kilka lat może stać w spiżarni. Syrop, dla ludzi cierpiących na tę przypadłość, znakomity na katza.  
JABŁKA DUSZONE Przepis mojej śp. Matki, bardzo je lubiła. 4,0 kg. papierówki, antonówki, złotej lub szarej renety ( ta najlepsza ! ), obrać, wybrać gniazda i tzw. „obicia”, pokroić na ćwiartki/ósemki; w małej ilości wody dusić, bez przykrycia aż się rozciapią. Dodać 6,0 kg. cukru ( spróbować : nasz, konfekcjonowany, cukier ma rozmaitą zawartość cukru w cukrze ! ), jeszcze trochę poddusić, odparować ( stale mieszając ! ). Do słoików na gorąco, pasteryzować. Świetne do wszelkich mięs, na zimno i ciepło, do szarlotki i samo w sobie.  
KOMPOT WIGILIJNY W sierpniu/wrześniu ususzyć w znakomitej, nowoczesnej, kilkukondy-gnacyjnej, elektrycznej suszarce ( także wspaniale suszy grzyby ! ) w ósemkach/szesnastkach, ze skórką : 2 kg. jabłek ( antonówka, szara reneta – ta lepsza, bez gniazd ), 2 kg. gruszek ( klapsy twarde w połówkach też bez gniazd ), 2 kg. śliwek ( uczciwe węgierki, mogą być częściowo z pestkami ale naciąć ). Trzymać, w przewiewie, w płóciennych woreczkach, niekiedy nimi poruszając. Gar 10-12 l. Zalać i namoczyć na noc w miękkiej wodzie, gotować do miękkości ok. 2 godz., dod. połamany cynamon i goździki ( obficie ); po odcedzeniu dod. 2-3 szkl. cukru ( do uznania Domu ), krótko zagotować. Starcza tylko na Wigilię i Pierwszy Dzień Świąt dla 6 osób – wszystko wypijają !, gdy zbyt esencjonalny dla gardła zawsze można go rozchrzcić wodą.  
SAŁATKA Z BURAKÓW I PAPRYKI ( Oli Biniszewskiej ) Uwaga ! robić gdy papryka jest najtańsza ( sierpień/wrzesień ). 4 kg buraków zagotować do miękkości ( odm. „czerwona kula 2” ), obrać i poszatkować na grubej tarce. 1 szkl. octu 10%, 1 szkl. wody, 1 szkl. oliwy, 1 szkl. cukru – zagotować. 2,5 kg. zielonej, pokrojonej w paski papryki zagotować w tej zalewie 5 min., dodać 1 kg. drobno pokrojonej cebuli, 6 łyżeczek soli, pieprz mielony do smaku ( i inne przyprawy do smaku, np. cukier ), kolejne 5 min. gotować. Wymieszać z burakami i do małych słoików. Pasteryzować 15-20 min. Oryginalny smak.  
ŚLIWKI W ZALEWIE OCTOWEJ 6 kg. śliwek, tylko prawdziwa węgierka, oczyścić i odpestkować, nie myć, upchnąć ściśle w 12-tu 1 l. słoikach i zalać wrzącą zalewą – 2 l. octu 10% + 2 l. wody, 4 kg. cukru, goździki ( „na oko” ) ale aby do każdego słoika weszło ich po kilka. Przykryć lekko nakrętkami. Po dobie robi się z nich 9-10 słoików; syrop zlać do gara, zagotować zalać w słoikach wrzącym, po kolejnej dobie powtórzyć operację dodając do gotowania potłuczony i mielony cynamon w odpowiednich, obfitych ilościach. Na 4-ty dzień zalać gorącym, nie wrzącym syropem, nie pasteryzować, zakręcić i do spiżarki. Wychodzi od 6 do 9 słoików. Wiele lat można trzymać w szafie. Znakomite jako dodatek do wszelkich mięs, wędlin i ptaków; z latami syrop ciemnieje, staje się łagodniejszy i bardziej esencjonalny – dla mężczyzn, cierpiących na poranne męki, znakomity na katza.  
PALUSZKI MOJEJ MATKI Nawet starzy górale ( i Kiowehowie także ! ) domniemywali skąd w Tej, tak antykucharskiej kobiecie, wziął się ten genialny ( a prosty ) przepis ( zapewne po rodzinie; Jej Mama, Władysława z Araszkiewiczów Polubcowa była znakomitą kucharką lub z innych podlaskich zaścianków ! ) ! Moja Żona – jest to ogromna, heroiczna wręcz Jej zasługa, wiele lat od Teściowej wyciągała ten przepis. Woziłem jego efekty, za młodu i później, na przyjęcia rodzinne, studenckie i przyjacielskie ( zżerali ! ), na moje wykopaliska ( zżerali ! ), do Anglii ( zżerali bezwstydnie, bez względu na płeć i sferę ! ), na wszelkie objazdy naukowe moje i mojej Żony ( zżerali, j. w. ) a także rozliczne wyjazdy wakacyjne nasze i naszych Dzieci ( zżerali, j. w., tu ważne hasło : zamek w Niedzicy – zżerali i zawsze mieli pretensję, że za mało przywoziłem ! ). Prymusem w tej dyscyplinie był Tadeusz Stefan Jaroszewski, prywatnie prof. historii sztuki, zżerał wszystko, barokowe peany wygłaszając. 3 szkl. mąki, 1,3 szkl. cukru pudru, 1 kostka masła, 4 żółtka, 3 łyżki śmietany; wyrobić, zagnieść, na 24 godz. wstawić w pergaminie do lodówki; walcować w paluszki, pokroić na 3-4 cm. kawałki i piec na blasze w 220-230oC przez 30-40 min., jak chcesz mieć lekko przypalone, to trochę dłużej !  
PIERNIK Jest to przepis mojej śp. Matki, Alicji, praktykowany już, za mojej pamięci, w l. 50-tych XX w,. po Jej rodzinie ( Araszkiewiczach ? Gliwińskich ? Korsakach ? Kulickich ? Kwiatkowskich ? Polubcach/Polubiczach ? Zaborowskich ? – ogólnie z podlaskich zaścianków; sama by tego nie wymyśliła – była słabą kucharką ). Od kilkunastu lat udoskonala go, z wielkim mozołem, jako że Jej Teściowa nie była łatwa w dziedzinie udostępniania swojej wiedzy kulinarnej, moja Żona, Anna ze Staniszewskich, Sieradzka. 10 dkg. fig suszonych, 10 dkg. moreli susz., 10 dkg. migdałów całych, sparzonych, obranych ( nie ze sklepu tzw. „wiórki” ! ), 10 dkg. daktyli, 10 dkg. skórki pomarańczowej kandyzowanej ( najlepiej własnego wyrobu ), 15 dkg. rodzynków; mogą być jeszcze śliwki suszone ( waga j. w. ) i orzechy potłuczone ( laskowe lub włoskie, lepsze włoskie ! ). Rodzynki sparzyć, resztę bakalii drobno posiekać i lekko oprószyć mąką, wymieszać wszystkie w sporej misce. 2 szklanki cukru, słoik ( 0,33 l. ) miodu gryczanego lub wrzosowego rozgrzać na małym ogniu, dodać 15 dkg. sklarowanego masła oraz mocne, ciemne piwo 0,33 l. ( najlepiej porter warszawski; kupić dwie butelki – drugą wypić podczas pracy ! ), ostudzić, dodać stopniowo 10 żółtek ( białka do lodówki ! ) wcierając je do masy miodowo-piwnej. 3 opakowania przyprawy do piernika, 2-3 łyżeczki kardamonu/kardemonii, 1/2-1,0 łyżeczki gałki muszkatołowej, 2 łyżeczki mielonego cynamonu, 2 łyżeczki sody – razem wymieszać i dodać do 5 szklanek mąki pszennej, przesianej. Wszystko starannie wymieszać, wlać płyn miodowo-żółtkowo-piwny, na końcu dodać bakalie i ubitą pianę z białek. Trzy podłużne blachy wysmarować szmalcem, oprószyć bułką tartą – masę wkładać do połowy wysokości. Piec w temp. 190-210OC ok. 45 min. ( sprawdzić patyczkiem czy nie jest wilgotne ! ). Nasz piecyk przypala od góry ( pewnie nie on jeden w PRL-u ) stąd też pod koniec pieczenia przysłonić wierzch folią aluminiową. Taki piernik, aromatyczny na świeżo, kilka tygodni nawet przechowy-wany w folii, utrzymuje swoje walory.  
SERNIK MÓJ ( WYPRAKTYKOWANY OD L. 60-TYCH XX W. ) 1 kg. sera ( tzw. „trzykrotka” lub zwykły, tłusty przekręcić przez maszynkę ), 1-2 serniksy ( lub inny proszek do serników ), 2 łyżki proszku do pieczenia, 2 łyżki mąki kartoflanej, 10-12 żółtek + 1,5-2,0 szklanki cukru pudru ( utrzeć na kogel-mogel ), 2 ugotowane kartofle przetrzeć, starannie ukręcić, dodać sklarowaną kostkę masła ( lub nieco więcej ! ), 2-3 cukry waniliowe, aromat ( jak kto lubi ), 10 dkg. rodzynków, mały słoik kandyzowanej posiekanej skórki pomarańczowej i na końcu białka z 8 jajek delikatnie wmieszać. Wylać, najlepiej, na dużą, okrągłą tortownicę ( wysmarowaną szmalcem i oprószoną bułką tartą ) i piec 60-70 min. w temp. 180-200OC. By mało opadał ( a będzie opadał, bo jest „ciężki” ), po terminie, stopniowo redukować grzanie i uchylić piekarnik. Wartościowy, kaloryczny i smaczny. Można dodać polewę. 1/2 szklanki uczciwej śmietany, 1 szkl. cukru, 1 tabl. gorzkiej czekolady, podgrzać, zawrzeć, zagotować aż zacznie gęstnieć ( naturalnie trzeba cały czas mieszać ! ), wtedy dodać łyżkę masła, 1-2 łyżkę brandy lub koniaku, lekko ostudzić i pokryć podstygnięty sernik. Kilka tygodni zachowuje swoje walory; można część zamrozić.  
TORT Jubileuszowy Dzieci. Na każde święta i uroczystości rodzinne nasze Dzieci domagały się od Matki tego tortu. 1/2 kg. biszkoptów ( tzw. „kocich języczków” ) kupionych w Warszawie u „Wróbla” przy pl. Politechniki lub u „Elsnera” na Bielanach ( żadnych erzatzów z supermarketów ! ). Biszkopty namoczyć krótko w mocnej esencji herbacianej ( dla dorosłych można dodać 2 łyżki spirytusu, dzieciom też ! ); odciskając, ułożyć z nich szczelnie warstwę na dnie okrągłej tortownicy, posmarowanej masłem i obsypaną bułką; przekładać kremem sporządzonym z kostki miękkiego masła i 1 op. budyniu waniliowego ( po ugotowaniu na mleku i ostudzeniu ). Porcję kremu podzielić na 2 cz. Do jednej dod. 2 łyżki soku cytrynowego; do drugiej 2 łyżki kakao. Naprzemiennie kłaść na biszkoptach cytrynową i kakaową masę – na wierzchu powinien być krem, a na nim ułożyć owoce.( truskawki, maliny etc. ). Przygotować dowolną galaretkę owocową,, zalać stygnącą, udekorować, ugarnirować ubitą śmietaną lub resztką kremu, potrzymać w lodówce min. 1/2 doby i wydać. Bachórstwo uwielbiało i nadal, zestarzawszy się, uwielbia !  
WIŚNIE KONFITURA 1,5 l. wody zagotować z 5 kg. cukru, na wrzący płyn wsypać 5 kg. wydrelowanych ( świetne są obecne plastikowe, ręczne drylowarki ! ) wiśni tzw. „szklanek” ( kupować kiedy są najsłodsze i najtańsze – czerwiec/lipiec ), gotować 1/2 godz. na niewielkim ogniu, mieszając i zbierając szumowiny. Odstawić. Następnego dnia gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieją/zeszklą się ( ok. 3 godz. ). Wychodzi 12-15 słoików 0,33 l. Pasteryzować. Lata całe mogą stać.   AJERKONIAK Zmieniły się, od l. 60-tych, rozmiary żółtek ( ! ). Tedy obecnie należy brać 12 do 15 żółtek ( dawniej wystarczało 10 ), starannie obrać żółtka z „glutów” + 15-17 stołowych kopiastych, łyżek cukru pudru. Mieszać mikserem aż nie będzie grudek, 0,25 – 0,30 l. mleka ( podgrzanego do temp. pokojowej ) wlewać wolno do rozrabianego roztworu, mieszać aż się mleko wkręci. Następnie 0,25 spirytusu, także powoli wlewać, cały czas kręcąc. Gdy biała piana zniknie, można przerwać kręcenie. Wyjdzie tego ok. 1,25 l. produktu. Tak zrobiony ajerkoniak jest bardzo mocny a trzymany w lodówce gęstnieje. Nie dodaję aromatów ani kawy, kakao czy czekolady. Panowie mogą mieszać z koniakiem, a wszyscy dodawać n. p. do lodów.  
KRUPNIK tzw. wigilijny             Przepis mojego śp. Teścia ( p. wyżej – kapusta „mądra” ). Sporządzić w przeddzień Wigilii. 5 żółtek rozetrzeć z 1,5-2,0 szklankami cukru, dolać 2 łyżki kakao, ewentualnie 1 łyżeczkę sproszkowanego cynamonu, 1 szkl. letniego mleka, mieszając, powoli wlewać ćwiartkę spirytusu, mieszać aż się zgryzie. Odstawić, pić silnie podgrzany po powrocie z Pasterki z odległego, od leśniczówki, kościoła ( dzieciom też dawano ! ).
[1]           „Ziemianin na wygnaniu czyli kuchnia w bloku” – miłosierne tłumaczenie z łaciny dla współczesnych „młodych i wykształconych”.

Czas na ślimaki – à la Vendée (Wandea)

MD https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1959&Itemid=53

            Czy wiedzą Państwo, skąd w kuchni Francuzów wzięły się tak wspaniałe dziesiątki dań, przepisów opartych na escargots (winniczki), czy grenouilles (żaby)?

            Otóż stało się to „dzięki” wielkiej rewolucji anty-francuskiej, a szczególnie decyzji wyrzynania ludzi i wypalania plonów przez „piekielne kolumny” rewolucjonistów w pokonanej Wandei w 1794 roku.

            To terror i głód skłonił niedobitki chłopów i szlachty w Wandei do rzucenia się w chaszcze i na bagna. I przeżyli dzięki żabkom i ślimaczkom. [winniczki hodowali już, jako specjał, Rzymianie. Ale nie znalazłem ich przepisu… md]  

            Maj – czerwiec jest okresem, w którym udka żabie oraz winniczki osiągają szczyty soczystości i smaku. Opiszę więc, jak przyprawiam winniczki à la Wandea (spolszczam już nazwę). Może się przyda.

            Zbieramy większe winniczki – młode niech se jeszcze pożyją i się rozmnożą. Zbieramy w podmokłych chaszczach, najlepiej po deszczu, lubią sobie wtedy pochodzić. Przy dobrej, wilgotnej pogodzie zbieram wiadro (na 8-10 osób) w godzinę – półtorej.

            Liczymy od jednego do dwóch tuzinów ślimaków na osobę.[ Nie więcej!! Mimo, że smakowite, trzeba je jeszcze strawić]

            Trzymamy przez 4-7 dni w wiadrach czy skrzynkach, np. plastikowych, z nałożoną na wierzch ażurową skrzyneczką na owoce (są silne, zwykłe pokrywki zrzucają – i wybierają wolność.)

            Wielbiciele zwierzątek mogą im wsypać paczuszkę otrąb lub mąki, by zbyt nie głodowały. A chodzi o to, by wykupały wszystko, co przedtem w terenie zjadły.

[Poniżej często używam słowa starannie. Brać to dosłownie, inaczej można danie zepsuć.]

            Potem starannie umyte umieszczamy w garze czy wiadrze i posypujemy solą (łyżka na tuzin) i polewamy octem 10% (ćwiartka na 3 tuziny). Giną. Przez 10-12 godzin wydziela się śluz. Znów starannie myjemy. [ „starannie „to znaczy w tym wypadku siedem razy, nie dwa razy, Leniu!]. Przez pół godziny gotujemy w posolonej wodzie. Wyjmujemy ślimaki ze skorupek, płuczemy i gotujemy 2 godz. w „court boullion”.

           „Court boullion”: Do wody (2 l. na 6-8 tuzinów) dodajemy marchew, cebulę, korzeń pietruszki (pokrojone), tymianek, liście laurowe, paczuszkę przyprawy do ryb, sól, pieprz. Dolewamy w trakcie gotowania białe wino (butelkę, wytrawne, kuchenne).

            Po tych 2-ch godz. niech ostygną w tym płynie. Równolegle starannie umyć i oczyścić skorupki, wytrząsnąć z nich wodę, suszyć kładąc otworem w dół na płótnie.

               Nadzienie. Na tuzin ślimaków : 60 g. masła, ostrą cebulkę (najlepiej eszalotkę), czosnek (dużo!), liście pietruszki, sól, pieprz (sporo, ale do smaku). Posiekać, wymieszać z masłem (na kilo mięsa ślimaków brałem 300 g masła).

            Wkładamy do suchych i czystych muszli: Powyższe masło, ślimaka, zamykamy znów masłem. Jeśli biesiadnicy początkujący, „obrzydliwi”, to można mięsko ślimacze pokroić – dla „normalnych” wkładamy w całości, lub uzupełniamy kawałkami.

            Umieszczamy na blasze lub w naczyniu do zapiekania w rozgrzanym piecu (termostat 6-7) grzać ok. 8 minut.

            Jak wiadomo z dyrektywy UE , ślimak to „ryba lądowa” (por. https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1684&Itemid=47 ), więc lubi pływać. Podawać z dobrze schłodzonym winem białym, wytrawnym, takim „do ryb”.

            Pozostałe po uczcie masełko zjadać z chlebem – wspaniałe!

Przygotowuje się dość krótko, tylko pisze się długo.

            Może dzięki temu przeżyjemy tak integrację z UE, jak i nagłą „przyjaźń z Miszką”.

Vive le ROY !

WIDMO GŁODU a Ślimaki u Lukullusa, w kuchni staro-polskiej i w UE

Ślimaki u Lukullusa, w kuchni staro-polskiej i w UE

[Tylko przypominam, młodzi na pewno zresztą nie czytali… A teraz- – maj – najlepsza pora na winniczki! https://web.archive.org/web/20201204201942/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2682&Itemid=53

========================

 – A pri czjom zdieś Ewropiejskij Sojuz? – Eto elemientarno, Watson! Gołod budiet objazatiel’no, togda budiem żrat’ ulitki! Dołzno wied’ byt’ wkusno!

            Po moim przypomnieniu  „Czas na ślimaki – à la Vendée (Wandea)” https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1959&Itemid=53

sporo osób z oburzeniem protestowało, że

1) przecież już rzymianie uwielbiali i hodowali ślimaki,

2) a polska szlachta też znała je i zajadała się.

TAK, to prawda!

            Ale przesłane mi przepisy rzymskie (głównie Apicjusza) nie opisują sposobu usuwania śluzu, ani nie proponują obfitego dodawania czosnku, który (z pietruszką) jest podstawą dobrego smaku winniczków. A rzymianie przecież dużo czosnku jedli (por. kąśliwe uwagi Petroniusza w „Quo vadis”).

Poniżej podaję przepisy ze sławnej książki z 1682 roku :

 ===

COMPENDIUM FERCULORUM

albo

ZEBRANIE POTRAW

PRZEZ URODZONEGO STANISŁAWA CZERNIECKIEGO JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI SEKRETARZA A JAŚNIE WIELMOŻNEGO JEGO MOŚCI PANA ALEKSANDRA MICHAŁA HRABIE NA WIŚNICZU

I JAROSŁAWIU LUBOMIRSKIEGO, WOJEWODY KRAKOWSKIEGO, SANDOMIRSKIEGO, ZATORSKIEGO, NIEPOŁOMSKIEGO, LUBACZEWSKIEGO, RYCKIEGO ETC. ETC. STAROSTY KUCHMISTRZA

AD USUM PUBLICUM NAPISANE

=======

Wydali i opracowali Jarosław Dumanowski i Magdalena Spychaj

Z przedmową Stanisława Lubomirskiego

==========

5. Ślimaki

Masz rozumieć o ślimakach, że tak całkiem, jako i siekane, mogą być w jeden sposób gotowane. Ślimaki wstaw, odwarz, wybierz z skorupek, skorupki same ochędoż wodą i solą, przewarz potym odebrane ślimaki w garnuszku, pietruszki drobno i cebule przydawszy włóż w ślimaki lubo siekane, lubo całkiem. Przewarz, przylej kapłoniego rosołu, masła płokanego, pieprzu, kwiatu. Przywarz, a nałożywszy w skorupki, daj.

6. Inaczej ślimaki

Ślimaki odwarzone siekane albo całkiem włóż w rynkę, daj pietruszki drobno krajanej, cebule pieczonej, rosołu, masła płokanego albo oliwy. Warz to społem, daj octu, wina, pieprzu, cynamonu, rożenków drobnych, cukru, limonią siekaną. Przywarz, a nałożywszy [w] skorupki daj.

             Trzeci przepis urodzonego Stanisława Czernieckiego, JKM sekretarza etc., opuszczam, smakosz znajdzie w podanej Księdze.

            Z tejże Księgi jest SEKRET DRUGI KUCHMISTRZOWSKI, opisany w „Panu Tadeuszu” (Mickiewicz podał błędnie źródło przepisu), cytuje poniżej:

Pan Tadeusz, księga XII

Tu Wojski skończył opis i laską znak daje,

I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje

Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany

I rosół staropolski sztucznie gotowany,

Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety

Wrzucił kilka perełek i sztukę monety

(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie).

Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!

[…]

Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,

Wyżyny, kawijary weneckie, tureckie,

Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,

Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!

W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,

U głowy przysmażona, we środku pieczona,

A mająca potrawkę z sosem u ogona.

=================

SEKRET DRUGI KUCHMISTRZOWSKI

Szczuka jedna całkiem nierozdzielna, nierozkrajana, smażona głowa, warzony śrzodek do rosołu albo kaszanatu, pieczony ogon, którą tak zrobisz:

Weźmij szczukę, jaką wielką chcesz, ogol trochę od głowy, w śrzodku zostaw łuszczkę. Od ogona też trochę ogol, spraw, natknij na rożen mięśny ten śrzodek z łuszczką, obwiń chustą, a obwiąż sznurkami, zmaczawszy tę chustę w occie winnym osolonym. Potrząśnij też solą głowę i ogon, a przyłóż do wolnego ognia, piecz a obracaj. Miej ocet winny, solony w rynce przy ogniu, któryby wrzał, a polewaj nim często tę chustę, którąś obwinął szczukę. Głowę też wcześnie pozynguj oliwą albo olejem, albo masłem, a potrząśnij trochę mąką pszenną i drugi raz, i trzeci raz to czyń, to się smażyć będzie, a ogon na ostatku, gdy się rumienić pocznie, pozynguj także czym chcesz, ale mąką nie potrząsaj, a gdy rozumiesz, że już gorąco, zdejmi z rożna, chustę odwiń, będziesz miał szczukę smażoną, warzoną i pieczoną.

============

– A pri czjom zdieś Ewropiejskij Sojuz? – Eto elemientarno, Watson! Gołod budiet objazatiel’no, togda budiem żrat’ ulitki! Dołzno wied’ byt’ wkusno!

Dżuma zmodyfikowana – Praca dla Ojczyzny nigdy się nie kończy!

Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej na­ukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.

[z książki: Biohazard , Ken Alibek, wyd. Prószyński , str. 132 i nn.

Przypominam wyjątek z książki sprzed dekady. Ten Ken Alibek [-ow] pracował potem dla Amerykanów,w Fort Detrick, a w 2022. był inspektorem- „doradcą” w bio-laboratoriach na Ukrainie. Tu – jeszcze w Sowietach…MD]

[—-]

Aby przystąpić do pracy nad pewnym szczepem dżumy, musiał otrzymać pisemne upoważnienie od samego Jurija Andropowa, ówcze­snego szefa KGB. Praca została uwieńczona sukcesem. Wówczas otrzymał roz­kaz, żeby jej wyniki zaprezentować na Kremlu. W towarzystwie strażnika pod bronią Domaradzki udał się na Kreml z ampułką zawierającą kultury zmutowa­nej dżumy, wnosząc ją przez wrota pradawnej fortecy niczym drogocenny skarb. Uroczyście zaprezentował fiolkę wojskowym i partyjnym aparatczykom. Trudno dociec, czego właściwie się spodziewali.

Takie absurdy doprowadzały go do rozpaczy, jednak do największej potycz­ki doszło w 1982 roku, kiedy Kalinin mianował nowego dowódcę wojskowego Oboleńska.

Nikołaj Nikołajewicz Urakow, autokratyczny generał ż XV Zarządu, w prze­szłości sprawował obowiązki zastępcy dyrektora obiektu kirowskiego. Znany był z wydawania rozkazów hermetycznym, wojskowym żargonem i nie miał cier­pliwości dla cywili, zwłaszcza tych, których uważał za bumelantów.

Urakow sam był znakomitym naukowcem. Otrzymał nagrodę państwową za opracowanie broni opartej na gorączce Q i odkąd go pamiętam, zawsze nostal­gicznie opowiadał „o swojej broni”. „Szkoda, że nie możemy wrócić do gorącz­ki Q – mawiał. – Kiedyś była to prawdziwa broń, teraz nikt nie. traktuje jej już poważnie” .

[—-]

Tymczasem rywalizacja przeniosła się z Oboleńska do kwatery głównej Bio­preparatu. Któregoś dnia byłem na Samokatnej podczas kłótni naukowca z ge­nerałem w gabinecie Kalinina. Ich krzyki słychać było na całym piętrze. Podsłu­chiwałem pod drzwiami Kalinina; wyglądało na to, że za chwilę dojdzie do rękoczynów. Domaradzki oskarżał Urakowa o stosowanie „taktyki sierżanta”; generał odpowiedział w podobnym duchu. Doprowadzony do rozpaczy Kalinin zaczął prosić Domaradzkiego o pohamowanie emocji.

– Czy takie zachowanie godne jest naukowca? Było to pytanie, które równie dobrze można by skierować do nas wszystkich.

         W końcu okazało się, że Kalinin przedkładał interes armii nad prerogatywy nauki. Domaradzkiego nie było już w Oboleńsku, kiedy w 1987 roku przenie­siono mnie do kwatery głównej. Został zdegradowany do stanowiska szefa la­boratorium w jednym z moskiewskich instytutów.         .

Ze wspomnień Domaradzkiego wynika głębokie przekonanie, że armia utrzymuje kontrolę nad badaniami biologicznymi do dzisiaj. Ich autor stwierdza, że zarówno Kalinin, jak i Urakow pozostali na kierowniczych stanowiskach naj­ważniejszych instytutów naukowych, i skarży się jednocześnie, że jego nadzieje na kontynuowanie eksperymentów z plazmidami rozwiały się z powodu braku funduszy.

Podsumowując swoją zawodową karierę, Domaradzki oświadcza, że pro­gram genetyczny, nad którym pracował, „nie uzasadniał ani nadziei z nim zwią­zanych, ani ogromnych zainwestowanych środków”. „W zasadzie nie wyprodu­kowaliśmy nic istotnego” – konkluduje.

Niestety, Domaradzki się mylił. To, co on rozpoczął, Urakow dokończył. Zdołał wyhodować szczepy dżumy odporne na znacznie szersze spektrum leków, które w zasadzie mogły się oprzeć wszystkim znanym nam antybioty­kom. Niespodziewany obrót spraw nastąpił także w związku z projektem „Ognisko„.

Kiedy młody naukowiec wszedł na mównicę, siedziałem na sali już od kilku godzin. Byłem zbyt zmęczony, aby uważnie słuchać; on tymczasem relacjonował ostatnie próby włączenia genów kodujących toksyczne białka do komórek róż­nych szczepów bakteryjnych.

Zacząłem słuchać uważniej, kiedy oświadczył, że znaleziono odpowiednią bakterię – gospodarza dla toksyny mielinowej. Chodziło o Yersinia pseudotuber­culosis, blisko spokrewnioną z Yersinia pestis. Wyniki badań laboratoryjnych by­ły obiecujące, podobnie jak potajemnie przeprowadzane eksperymenty na zwie­rzętach.

Wewnątrz laboratorium o szklanych ścianach do specjalnych desek przywią­zano pół tuzina królików. Wszystkie musiały oddychać przez urządzenie przy­pominające maskę tlenową. Był to jeden ze standardowych sposobów spraw­dzania skuteczności aerozoli na małych zwierzętach.

Ukryty za szybą technik naciskał guzik, dostarczając każdemu zwierzęciu nie­wielką dawkę patogenu zmienionego genetycznie. Po zakończeniu eksperymentu zwierzęta wracały do klatek i poddawano je obserwacji. U wszystkich królików wy­stąpiła wysoka gorączka i objawy zakażenia pseudotuberculosis. W jednej grupie do­świadczalnej króliki wykazywały także symptomy innej choroby. Początkowo szar­pały się, potem leżały bezwładnie. Ich tylne kończyny zostały sparaliżowane ­świadczyło to o działaniu toksyny mielinowej.

         Próby przebiegły pomyślnie. Patogen poddany transformacji genetycznej wy­wołał dwie choroby, z których jednej nie można było zdiagnozować.

         Na sali zapadła cisza. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z implikacji tego od­krycia.

Powstał nowy rodzaj broni. Po raz pierwszy mogliśmy produkować broń, po­sługując się związkami chemicznymi wytwarzanymi przez nasz organizm. Mogły one zniszczyć układ nerwowy, wpływać na nastroje, wywoływać zmiany psychi­ki, a nawet zabijać. Pracą naszego serca sterują peptydy. Jeśli jest ich zbyt dużo, prowadzi to do palpitacji serca, a w rzadkich przypadkach do śmierci.

Możliwość wpływania na nastroje była szczególnie interesująca dla KGB ­w połączeniu z faktem, że przyczyn nie mogliby wykryć patolodzy. Wyglądałoby na to, że ofiara zmarła śmiercią naturalną. Jakiż wywiad nie zainteresowałby się bronią, która zabija, nie pozostawiając żadnych śladów?

Tylko niewielki krok dzielił od włączenia genu mieliny toksycznej do komó­rek Yersinii pseudotuberculosis i wprowadzenia tego samego genu do Yersinii pe­stis, czyli dżumy. Tym sposobem mielibyśmy nową odmianę jednej z naj starszej znanych ludzkości broni biologicznych.

Yersinia pestis, zazwyczaj przenoszona przez pchły i gryzonie, była odpowie­dzialna za największe pandemie w historii ludzkości. Nieustępliwe rozprze­strzenianie się dżumy na kolejne miasta i kraje od wieków wzbudzało przeraże­nie, któremu dorównywała jedynie obawa przed ospą i grypą. Epidemia dżumy, zwana czarną śmiercią, zgładziła jedną czwartą mieszkańców czternastowiecz­nej Europy. W szczytowej fazie epidemii dżumy w 1665 roku w Londynie tygo­dniowo umierało siedem tysięcy ludzi. Ostatnia poważna pandemia wybuchła w Chinach w 1894 roku i trwała ponad dziesięć lat, swym zasięgiem ogarniając Hongkong oraz porty na całym świecie. Spustoszyła Bombaj, San Francisco oraz inne amerykańskie miasta położone nad brzegiem Pacyfiku. Ofiarą padło ponad dwadzieścia sześć milionów ludzi. Dwanaście milionów zmarło.

Dżuma, najokrutniejsza i najbardziej zaraźliwa choroba znana człowiekowi, należy do trzech schorzeń, wobec których obowiązuje kwarantanna i szczegółowe międzynarodowe przepisy. Każdy przypadek należy zgłosić Światowej Organiza­cji Zdrowia. Jedno ukąszenie zarażonej pchły może pozostawić we krwi lub w układzie limfatycznym człowieka nawet dwadzieścia cztery tysiące zarazków dżumy. Po okresie inkubacji, trwającym od jednego do ośmiu dni, ofiary zaczyna­ją odczuwać dreszcze, pojawia się także gorączka, ponieważ organizm usiłuje zwalczyć chorobę. Próby te przeważnie kończą się niepowodzeniem. Jeśli od ra­zu nie podejmie się terapii – postawiwszy trafną diagnozę – bakterie dżumy wy­niszczą organizm, chory zacznie majaczyć, dochodzi do uszkodzenia narządów wewnętrznych i śmierci.

W ciągu sześciu do ośmiu godzin po wystąpieniu pierwszych objawów pod powierzchnią skóry zaczynają powstawać bolesne, ciemniejące gruzełki, w mia­rę jak atakowane są kolejne obszary tkanki.. W pachwinie i pod pachami nastę­puje obrzęk węzłów chłonnych, wywołujący tak silne bóle karku, że nawet pa­cjenci w śpiączce wiją się w agonii.

Najcięższa jest płucna odmiana dżumy. Do zarażenia wystarczy jedno kaszl­nięcie lub kichnięcie chorego. Bakterie przedostają się do układu oddechowe­go i wywołują zapalenie płuc, a gromadzący się w nich płyn coraz bardziej utrudnia oddychanie. Okres inkubacji jest krótki – trwa nie dłużej niż kilka dni. Objawy pojawiają się niespodziewanie i często trudno je odróżnić od sympto­mów innych chorób zakaźnych. Niewłaściwa lub spóźniona diagnoza może do­prowadzić do śmierci.

         Kiedy układ odpornościowy usiłuje zwalczyć bakterie, wydzielają one silną toksynę, która wywołuje zapaść. Agonii zawsze towarzyszy ogromne cierpienie.

Ofiary płucnej odmiany dżumy choroba atakuje w ciągu osiemnastu godzin od pojawienia się toksyny; przed śmiercią przeważnie występują konwulsje, chory majaczy i popada w śpiączkę.

W XX wieku poprawa warunków sanitarnych w miastach oraz postęp medy­cyny sprawiły, że wybuchy epidemii dżumy stały się rzadkie – co roku notuje sięmniej niż dwa tysiące przypadków. Jednak choroba nadal występuje na terenach wiejskich w Stanach Zjednoczonych – w Teksasie, Kalifornii i w górach Sierra Nevada, gdzie jej nosicielami są psy stepowe i pręgowce amerykańskie. Ostatnio informowano o pojawieniu się dżumy wśród ludności Indii, Afryki, południowej Azji i południowo-wschodniej Europy. Choroba ta dotknęła także amerykań­skich żołnierzy w Wietnamie.

Od 1948 roku najskuteczniejszym lekiem przeciwko dżumie jest streptomy­cyna, antybiotyk podawany doustnie lub dożylnie. Z powodzeniem stosowano także tetracyklinę, gentamycynę i doksycyklinę. Pierwszą szczepionkę  przeciw­ko dżumie opracował rosyjski lekarz Waldemar M.W Haffkine w 1897 roku podczas pandemii wirusa Hongkong. Od tamtej pory powstało wiele szczepio­nek, są one jednak skuteczne tylko w przypadku dymienicy morowej i wymaga­ją co pół roku zastrzyków podtrzymujących odporność. Ich skuteczność jest róż­na, a w miarę powtarzania szczepień wzrasta ryzyko skutków ubocznych.

Według starych kronik po raz pierwszy posłużono się dżumą jako bronią w XIV wieku, kiedy Tatarzy zdobyli Kaffę na Półwyspie Krymskim, katapultu­jąc do miasta zwłoki ofiar zarazy. W czasie drugiej wojny światowej Japończycy zainteresowali się wykorzystaniem dżumy jako broni biologicznej, ponieważ skutki ataku mogły być wzięte za naturalny wybuch epidemii. Istniały jednak pewne trudności: kiedy usiłowali zrzucać z samolotów bomby zawierające za­razki, eksplozja zabijała bakterie. Ostatecznie opracowano wydajniejszy spo­sób: nad celem zrzucano miliardy zarażonych dżumą pcheł.

Amerykanie także pracowali nad bronią opartą na dżumie, ale zniechęcił ich szybki spadek wirulencji. Bakterie przestawały być groźne już po trzydziestu mi­nutach, co sprawiało, że aerozole stawały się bezużyteczne. Ostatecznie Ame­rykanie, w przeciwieństwie do nas, zarzucili ten projekt. Zarazki dżumy można hodować w szerokim spektrum temperatur i pożywek. W końcu udało nam się wyhodować szczep zdolny do przetrwania w postaci aerozolu i jednocześnie za­chowujący zdolność zabijania. Pilnowaliśmy, aby zapasy w Kirowie nigdy nie spadały poniżej dwudziestu ton bakterii dżumy.

Sukces projektu „Ognisko” ukazał nam prace nad dżumą w zupełnie nowym świetle. W ciągu następnych kilku miesięcy dzięki transformacji genetycznej na­ukowcy w Oboleńsku zdołali wzbogacić Yersinia pestis o gen toksyny mielinowej.

„Toksynowo -dżumowa” broń nie zdążyła powstać przed upadkiem Związku Ra­dzieckiego, jednak udany eksperyment otworzył przed badaczami nowe możli­wości łączenia właściwości bakterii i toksyn. Wkrótce naukowcy podjęli próby dokonania transformacji genetycznej bakterii, wykorzystując botulinum (toksynę jadu kiełbasianego), najbardziej śmiercionośną truciznę występującą naturalnie.

W innych okolicznościach odkrycie rosyjskich uczonych, świadczące o tym, że peptydy regulatorowe można powielać w warunkach laboratoryjnych, zosta­łoby szeroko nagłośnione i postrzegane jako przyczynek do poszerzenia wiedzy z zakresu chorób neurologicznych. Tymczasem zostało ono zaklasyfikowane ja­ko „ściśle tajne” i ukryte przed światem.

         Ostatnim mówcą był Urakow. Podchodząc do mikrofonu, żeby wygłosić pod­sumowanie, z trudem ukrywał dumę.

         – Jak zwykle także i tym razem osiągnęliśmy więcej, niż zamierzaliśmy – po­wiedział.

         Nie można było temu zaprzeczyć. Oboleńsk rozrósł się już wówczas tak bar­dzo, że pracownicy, aby przedostać się z jednego oddziału do drugiego, musie­li korzystać z autobusów. W konferencji uczestniczyło około czterech tysięcy naukowców i techników. Roczny budżet obiektu wynosił równowartość niemal dziesięciu milionów dolarów. Fundusze te wykorzystywano na zakup drogiej za­granicznej aparatury – mikroskopów elektronowych, chromatografów, wirówek wysokiej jakości, sprzętu do analizy laserowej.

Raport na temat toksyny mielinowej był tego dnia ostatnim z szeregu donie­sień o sukcesach. Innemu zespołowi udało się wyhodować szczep wąglika od­porny na działanie pięciu antybiotyków. Jeszcze inni naukowcy uzyskali odmia­nę nosacizny, niewrażliwą na leki.

Pomimo to Urakow najwyraźniej nie był jeszcze w pełni usatysfakcjonowany.

         – Uważnie przyglądamy się, jakie lekarstwa produkowane są w Stanach

Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii i Niemczech – powiedział. – Pamiętajmy, że praca dla ojczyzny nigdy się nie kończy.

Rosja nie dopuści do tego aby tak duży kraj jak Ukraina stał się członkiem potencjalnie wrogiego paktu jakim jest NATO.

Prof. W. J. Korab-Karpowicz: Głos Realizmu. Jak rozwiązać konflikt? Prof. John Mearsheimer o Ukrainie

Maj 11, 2022 https://wprawo.pl/prof-w-j-korab-karpowicz-glos-realizmu-jak-rozwiazac-konflikt-prof-john-mearsheimer-o-ukrainie/

Profesor Mearsheimer: „Obecna wojna dotyczy wysiłków Zachodu, aby uczynić z Ukrainy zachodnią twierdzę na rosyjskich granicach. Stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla Rosji i wywołało jej reakcję. Konsekwencje mogą być katastrofalne”.

Po 1989 roku myślenie o stosunkach międzynarodowych zdominowały teorie neoliberalne odwołujące się do roli instytucji, więzi gospodarczych i współpracy w utrzymaniu pokoju na świecie. Zaznaczył się też wpływ teorii krytycznych i postmodernistycznych. Profesor John Joseph Mearsheimer pozostał wierny realizmowi politycznemu. Jest twórcą tzw. realizmu ofensywnego – teorii opisującej interakcje między mocarstwami, kierującymi się przede wszystkim racjonalną chęcią osiągnięcia regionalnej hegemonii w anarchicznym systemie międzynarodowym. Jego książka „Tragizm polityki mocarstw” uważana jest, obok „Końca historii” Francisa Fukuyamy i „Zderzenia cywilizacji” Samuela P. Huntingtona, za jedną z najważniejszych prac o polityce międzynarodowej napisanych po zakończeniu zimnej wojny.

Realizm polityczny podkreśla znaczenie siły w polityce zagranicznej. Jak pisał klasyczny realista Hans Morgenthau, celem polityki zagranicznej państwa jest albo utrzymać swą siłę wobec innych państw, albo ją zwiększyć kosztem istniejącego rozkładu sił, albo ją zademonstrować w celu umocnienia swego wizerunku. Prowadzi to do polityki status quo, imperialistycznej lub prestiżu. Polityka status quo to polityka zachowawcza, która ma na celu własne bezpieczeństwo i utrzymanie aktualnego rozkładu sił, przez ewentualne jego skorygowanie; polityka imperialistyczna to polityka zaborcza, która ma na celu ekspansję i zmianę aktualnego rozkładu sił. Problem leży w tym, że w polityce zagranicznej mamy subiektywne percepcje i możemy zrobić błąd w odróżnieniu polityki status quo od polityki imperialistycznej, a to może być tragiczne w skutkach. Przykładem może być Układ Monachijski z 1938 roku kiedy roszczenia terytorialne Niemiec wobec Czechosłowacji zinterpretowane zostały jako polityka status quo. A jak zinterpretować obecną politykę Rosji?

Profesor Mearsheimer utrzymuje, że obecną wojnę między Rosją a Ukrainą należy odczytać jako skutek niewłaściwego odczytania dążenia Rosji do utrzymania aktualnego rozkładu sił w regionie. Mająca w perspektywie dalsze rozszerzenie się NATO o Ukrainę, co zmieniało by równowagę sił zdecydowanie na jej niekorzyść, Rosja, będąca mocarstwem regionalnym, zdecydowała się na zajęcie Krymu w 2014, a w 2022 na wojnę z Ukrainą. Realiści polityczni koncentrują się na siłach państw i opierają pokój na możliwości ustanowienia równowagi sił. Każde jej naruszenie, o ile nie może być skorygowane np. przez sojusze, potencjalnie grozi wojną. Dużo mniej uwagi poświęcają analizie wewnętrznej polityki państw, która jednak w przypadku Ukrainy ma znaczenie, aby w pełni zrozumieć obecny konflikt. Jego przyczyną jest też uchwalenie ustawy językowej narzucającej prawie trzydziestoprocentowej mniejszości rosyjskojęzycznej na Ukrainie język ukraiński jako urzędowy, odrzucenie wyniku referendum w Doniecku i Ługańsku uznającego autonomię tych republik w ramach Ukrainy, wojna w Donbasie oraz brak wdrożenia porozumień Mińsk I i Mińsk II.

Ponieważ w wizji realistów ofensywnych, takich jak Mearsheimer, w wielkich mocarstwach zaznacza się tendencja do zwiększenia swojej siły i wyścigu zbrojeń, pokój jest kruchy i dla jego zachowania należy dużo powściągliwości w działaniach i profesjonalnej dyplomacji. Tragedia dzisiejszej polityki polega na tym, że w świecie masowych mediów i reklam, emocje tłumu biorą górę nad rozsądkiem dyplomatów, a to wyraża się w wypowiedziach polityków, którzy zamiast ze sobą rozmawiać i wyjaśnić różnice stanowisk obrzucają się epitetami i doprowadzą do eskalacji wrogości. Wrogość rodzi wrogość, przemoc prowadzi do coraz większej przemocy. Sprawy, które powinny być rozstrzygnięte przy stole obrad, rozstrzygają się więc dziś na Ukrainie na polu bitwy i przynoszą ogromne ludzkie cierpienie. Paradoksalnie więc, pomimo tak wielkiego rozwoju technologii, nie posunęliśmy się dalej w sztuce zrozumienia innej strony i rzeczowej rozmowy. Raczej, im dłużej trwa konflikt między Rosją i Ukrainą, tym bardziej zaznaczają się wzajemne oskarżenia o przestępstwa wojenne i wzajemna retoryka wrogości, która pogłębia nienawiść i odczłowiecza drugą stronę oraz czyni zrozumienie między stronami i ich porozumienie wręcz niemożliwe.

Wojna musi się jednak skończyć, a Rosja, z uwagi na postrzegane przez siebie egzystencjalne zagrożenie jakim byłoby dla niej członkostwo Ukrainy w NATO i swój mocarstwowy wizerunek, nie może jej przegrać. Ukraina zaś, bez względu jak bardzo byłaby wspomagana przez sprzęt natowski, ma za małą siłę i nie będzie w stanie jej wygrać. Im więcej broni dostarczanej, tym więcej ofiar po obu stronach. Przedłużający się konflikt może więc jedynie doprowadzić do katastrofalnych zniszczeń i ogromnych strat ludzkich. Dlatego profesor Mearsheimer jest zagorzałym przeciwnikiem kontynuacji obecnej wojny Rosja–Ukraina oraz nawołuje do natychmiastowego zaprzestania tego konfliktu, który uważa za bardzo groźny dla pokoju światowego. Twierdzi, że największą ofiarą w tej wojnie będzie sama Ukraina, która w wyniku walk zostanie całkowicie zniszczona, a jeśli konflikt rozprzestrzeni się dalej, niewyobrażalne wręcz konsekwencje poniesiemy my wszyscy.

W analizie realisty politycznego wojna na Ukrainie nie wypływa z czynników nieracjonalnych, ale ma podłoże strategiczne. Tak jak Stany Zjednoczone nie mogły sobie pozwolić na to by w 1962 roku Kuba przyłączyła się do Układu Warszawskiego, a na jej terytorium umieszczone zostały rakiety mogące uderzyć w Waszyngton, tak dzisiaj na członkostwo Ukrainy w NATO nie może sobie pozwolić Rosja. Postrzega to jako zagrożenie dla swojej egzystencji jako niezależnego państwa. Strach, a w szczególności strach przed wzrostem obcej potęgi, to pierwotne ludzkie uczucie, które może doprowadzić do wojny. Doprowadził w starożytności, że Sparta uderzyła w Ateny i przez prawie trzydzieści lat toczyła się wojna peloponeska; dzisiaj do wojny skłonił Rosję, a strach przed nią spowodował z kolei reakcję Polski i innych państw. Profesor Mearsheimer zauważa jednak, że głównym źródłem strachu nie powinna być dla Zachodu upadająca już potęga, jaką jest Rosja, ale wzrastająca potęga jaką są Chiny. Wepchnięcie Rosji w konflikt przez rozszerzanie NATO i jej osłabienie na skutek wojny, pozbawia Stany Zjednoczone potencjalnego sojusznika, kiedy może dojść do konfliktu z Chinami. A czy taki konflikt jest realny? W opinii realistów politycznych nie wyzwolimy się od wojen. Chociaż przyznają, że są one często brudne i okrutne, toczyć się będą zawsze. Nie można ich zatrzymać literą prawa, a jedynie je ograniczyć za pomocą zastosowania reguł wojennych oraz szybciej je zakończyć dzięki chęci porozumienia i użyciu profesjonalnej dyplomacji. Tego realizmu powinni się nauczyć dzisiejsi liberalnie nastawieni politycy.

Zdaniem profesora Mearsheimera, Rosja nie dopuści do tego aby tak duży kraj jak Ukraina stał się członkiem potencjalnie wrogiego paktu jakim jest NATO. Oczekuje neutralizacji Ukrainy. Wynika to z chęci utrzymania aktualnego rozkładu sił, a więc jest to polityka status quo, a nie imperialistyczna. Nie należy się zatem spodziewać dalszej ekspansji Rosji i groźby dla Polski, czy krajów bałtyckich. Na to zresztą nie pozwala jej potencjał. Rosja nie dopuści też do tego, żeby prześladowana była rosyjska mniejszość językowa na Ukrainie. Na tych więc zasadach możne dojść do zawieszenia broni, negocjacji i do pokoju. W przypadku braku porozumienia, Ukrainie grozi rozdarcie, na część wschodnią, zajętą przez Rosję oraz część zachodnią będącą pod wpływami Zachodu. Istnieje jeszcze jeden scenariusz, że Rosja zostanie przyparta do muru i nie zrealizuje swoich planów, i że do wojny włączą się kraje członkowskie NATO. Ta sytuacja wydaje się jednak najbardziej niebezpieczna. Profesor Mearsheimer przestrzega i wtóruje mu Sir John Sawer, były szef brytyjskiego wywiadu M16: dajmy Rosji pole manewru, nie zapędzajmy jej w kozi róg. W końcu jest to potężne mocarstwo atomowe, a ranny niedźwiedź, który nie ma już wyjścia, decyduje się na wszystko.

Realizm polityczny wystrzega się moralizatorstwa. Zamiast prawić morały, jego teoretycy mówią raczej o wspólnych interesach państw lub o ich konflikcie oraz o ich sile i rozkładzie sił. To nie znaczy, że we współczesnym realizmie nie ma etyki. Tu nie chodzi jednak o to, aby w imię naszych zasad moralnych toczyć z kimś wojnę z uwagi na to, że w naszym mniemaniu je złamał, dopuszczając się, na przykład, naruszenia integracji terytorialnej innego państwa; a raczej, aby rozpoznać interesy obu stron i znaleźć punkt wspólny, tak aby najszybciej doprowadzić do zakończenia konfliktu, gdyż największą wartością jest życie ludzkie i ocalenie ludzi od cierpienia. Patrząc z tej etycznej perspektywy, szkoda tych żyć na Ukrainie, bez względu na to czy to życia ukraińskie czy rosyjskie, i dlatego trzeba jak najszybciej zakończyć wojnę, szczególnie, że w przypadku jej dalszej eskalacji jest ona śmiertelnie niebezpieczna dla nas wszystkich.

Do artykułu wykorzystałem materiał z książki profesora Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw” oraz jego liczne wypowiedzi publiczne utrwalone na filmach dostępnych na YouTube, min. „Why is Ukraine the West’s Fault?”, „Ukraine-Russia 2022 Analysis” i „On Who Gains The Most From The Ukraine-Russia War”.

Przeczytaj także:

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-rzniecie-glupa-czyli-polska-zakladnikiem-rosyjsko-ukrainskiej-prowokacji/embed/#?secret=b7DNAUoioR

Wokół Studni Mądrości

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  12 maja 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5177

W pewnym francuskim wesołym miasteczku pomysłowy przedsiębiorca urządził „Studnię Mądrości”. Za odpowiednią opłatą każdy, kto pragnął zaczerpnąć mądrości, mógł tam sobie zajrzeć. Jak wiadomo, ludzi spragnionych mądrości jest bardzo wielu, być może nawet wszyscy, zwłaszcza w sytuacji, gdy poznanie mądrości kosztowało tylko kilka sous. Toteż do „Studni” ustawiały się kilometrowe kolejki spragnionych mądrości. Zaglądali i z tajemniczymi minami odchodzili. Nie wiadomo, jak długo by to przedsięwzięcie działało, gdyby jakiś chlapa, który też tam zajrzał, nie opowiedział, co zobaczył. A zobaczył napis treści następującej: Pozwól i innym być głupim.

Jak wiadomo, „socjały nudne i ponure” ustanowiły sobie święto w rocznicę demonstracji, jaka 1 maja w roku 1886 miała miejsce w Chicago z udziałem socjalistów i anarchistów, w następstwie której doszło do zabójstw i demonstrantów i policjantów, a potem – do procesów wyznaczonych demonstrantów przed niezawisłymi sądami, które, rozumiejąc powinność swojej służby, poskazywały ich na śmierć. Rocznica tego wydarzenia stała się świętem na rzecz 8-godzinnego dnia pracy całego ruchu socjalistycznego, a więc zarówno tego narodowo-socjalistycznego, jak i bolszewickiego.

Bo trzeba nam wiedzieć, że 1 maja na terenie Polski zaczął być oficjalnie obchodzony jako dzień świąteczny dopiero od 1940 roku, kiedy to Niemcy ustanowili go na terenie swojej okupacji, a Sowieci – na swojej.

Warto tedy pamiętać, że święto 1 maja zostało ustanowione przez obydwu naszych okupantów. Z dzieciństwa pamiętam, jak ludzie spędzeni na pochód, w ramach którego defilowali przed lokalnymi kacykami, musieli m.in. śpiewać, że „dziś nikt nas do pracy nie zmusi, bo dzień ten przez lud jest obrany…” – i tak dalej. Do pracy akurat nikt tego dnia nikogo nie zmuszał – ale niech no by ktoś odmówił udziału w pochodzie, to zaraz zainteresowałby się nim Urząd Bezpieczeństwa ze wszystkimi tego konsekwencjami.

W rezultacie obchodzenie 1 maja stało się za komuny czymś w rodzaju nowej, świeckiej tradycji, co postanowił wykorzystać Kościół i decyzją papieża Piusa XII, w 1955 roku wprowadził tego dnia wspomnienie św. Józefa Robotnika”. Wprawdzie z oporami, ale zaczęło się to przyjmować i na przykład Antoni Słonimski napisał kiedyś, że jego pobożna służebnica domowa postanowiła w ramach „czynu 1-majowego”, udekorować kwiatami figurę Matki Boskiej, co Słonimskiemu stworzyło sposobność do konstatacji, że ludzie prości mają skłonność do łączenia dawnych kultów z nowymi. Od siebie dodam, że ludzie krzywi też.

Przykładu dostarcza inicjatywa Wielce Czcigodnego posła Macieja Gduli, pochodzącego z porządnej, resortowej rodziny. Na wieść o pomyśle, by dzień 1 maja poświęcić Narodowemu Czytaniu Pisma Świętego, zawrzał gniewem i zaproponował, by dzień 1 maja obwołać Dniem Narodowego Czytania „Kapitału”, autorstwa Karola Marksa.

Nawiasem mówiąc, ciekawe jakie fragmentu Pisma Świętego miałyby być 1 maja czytane, bo jak wiadomo, zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie, jest mnóstwo niezwykle interesujących fragmentów. Na przykład biblijna „Księga Estery”, to znakomita powieść sensacyjna, znacznie lepsza od tej, którą tak szczyci się jej autor, pan Jakub Żulczyk, co to wprawdzie ma talent, ale mały. Z kolei w Nowym Testamencie są fragmenty stanowiące pendant do „Kapitału” Karola Marksa, tyle, że z zupełnie odwrotnej pozycji.

Na przykład przypowieść o talentach, czy o robotnikach w winnicy zdecydowanie góruje nad „Kapitałem” po pierwsze dlatego, że i jedna i druga są krótsze od rozwlekłych, marksowskich elukubracji, a po drugie – że wypływające z nich wnioski są akurat sprzeczne z marksistowskimi mądrościami. Znakomitej wskazówki metodologicznej dostarcza zresztą ewangeliczna instrukcja, że „po owocach je poznacie”.

Otóż wszędzie tam, gdzie marksistowskie mądrości zostały wprowadzone w życie, przyniosły one masowe mordy, rabunek i nędzę, a milionom ludzi dostarczyły niewypowiedzianej udręki. Jak zauważył Aldous Huxley, marksizm jest próbą zmuszenia cywilizowanych Europejczyków, by postępowali jak Dajakowie, lub Eskimosi. Jest to oczywiście skazane na niepowodzenie, ale zanim to się okaże, „ileż radości dostarczy inicjatorom znęcanie się nad heretykami!” W tej sytuacji warto postawić pytanie, dlaczego mimo tak fatalnych doświadczeń, marksistowskie mądrości nadal znajdują wyznawców, choćby w osobie Wielce Czcigodnego posła Gduli?

Pewnej wskazówki dostarcza spostrzeżenie, że „głupiec zawsze znajdzie głupca, który go uwielbia” – ale to by chyba nie wyjaśniało sprawy do końca. Innej wskazówki dostarcza bowiem uwaga oficera brytyjskiego wywiadu, przytoczona przez Mieczysława Jałowieckiego w jego wspomnieniach „Na skraju imperium”. Otóż ten wykształcony Anglik twierdził, że komunizm jest sposobem zapanowania mniejszości nad większością i stąd jego popularność wśród Żydów, którzy – jeśli nawet nie są jakimiś religijnymi gorliwcami – to jednak też uważają, że Stwórca Wszechświata akurat ich wyznaczył, by panowali nad światem. Stąd taka skłonność tych środowisk do wpływania na edukację, media, przemysł rozrywkowy i lansowania „klasyków marksizmu”. Chodzi o to, że jeśli ktoś już przez nich przebrnie, to głupieje w sposób nieodwracalny, jak to wariaci, którzy przecież nie zdają sobie sprawy, że są wariatami. „Kto w szpony dostał się hipostaz – przestrzega poeta – rzeczywistości już nie sprosta”. Toteż celem marksistowskiego duraczenia jest doprowadzenie miliardów ludzi do trwałej utraty kontaktu z rzeczywistością, by stali się „człowiekami sowieckimi”, którzy wyrzekli się wolnej woli.

Ciekawe, czy Marks zdawał sobie sprawę z osobliwego („idiotropos”) charakteru swoich produkcji intelektualnych. Może tak – bo jak zapewniają znawcy przedmiotu – nigdy nie widział na oczy żywego robotnika, a wiedzę o ich życiu zwyczajnie czerpał z gazet. Ale może nie, bo zdaje się, że był bardzo zarozumiały – o czym świadczy jego opinia, że dotychczas filozofia objaśniała świat, podczas gdy on wykombinował sobie, jakby go tu zmienić. Toteż nic dziwnego, że marksizm od dziesięcioleci przyciąga rozmaitych półgłówków, którzy go „studiują”, rozdzielając włos na czworo, wskutek czego wydaje im się, że posiedli znajomość mechanizmów rozwoju dziejowego.

To jest znacznie gorsze od inicjatywy francuskiego przedsiębiorcy rozrywkowego i jego „Studni Mądrości”, bo ten przynajmniej leczył swoich klientów z głupoty, podczas gdy mam wrażenie, że inicjatywa Wielce Czcigodnego posła Macieja Gduli ma charakter odwrotny – żeby wszystkich innych też oduraczyć.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

The emptiness of the Twitter World. Much Ado about Elon Musk and Twitter

By John Horvat II https://www.returntoorder.org/2022/05/much-ado-about-elon-musk-and-twitter/?PKG=RTOE1571

The Internet is all aflutter about the future of Twitter. Tesla CEO Elon Musk has bought the social media platform for $44 billion. Many liberals fear the twitter-sphere may soon become a conservative medium. It will be the new Fox news, where ideas may circulate freely without being canceled.

Twitter is a platform on which members can post mini-messages of 280 characters (a tweet) on their personal pages. These postings also appear as tweets on the pages of followers. Thus, those with thousands of followers (which so many try to do) will have a vast number of tweets appearing on their pages that far exceeds their capacity to absorb them.

However, the goal is not to read all tweets but to monitor a personal page for interesting tweets, pictures and memes. The Twitter experience is like constantly reading headlines to get a general idea of what is happening inside each person’s Twitter world.

Twitter has definitely impacted the world. Public figures use it to announce monumental things, programs, candidacies and decisions. The Trump presidency revolved around his tweets. However, Twitter has also joined the cancel culture, and its algorithms send conservatives to Twitter jail.

Is It a Victory?

By buying Twitter, Mr. Musk puts all options on the table as he promises a “politically neutral” digital town square. He will open up the “black box” of artificial intelligence tools and algorithms that many claim discriminate against them.

Many rejoice over Mr. Musk’s acquisition of Twitter as a victory for free speech and public discourse. On the left, liberals frame the debate as opening the door to undefined “hate speech” and “misinformation.”

However, in addition to the message, the debate should also be about the medium. It should address the platform’s harmful effects. This perspective is missing much to the detriment of the nation.

The Medium Delivers the Wrong Message

Twitter is not just any social media site oriented toward the frenetic intemperance of postmodern lifestyles. Its problem is being a superficial medium for the functions it has assumed. Complex issues should not be discussed through 280-character impulses. Announcements should be surrounded with decorum so that people might give them the importance they deserve.

The Twitter platform is everything that is not needed in today’s frenzied culture. Its 280-character mini-messages cannot delve deeply into the matters of the day. America needs serious commentary, not shallow remarks. Things should be pondered over time, not glossed over in seconds. People need to slow down and not rush through the day’s news.

Everything about Twitter invites people to irreflection, superficiality, rashness and selfishness. The platform capitalizes on the moment’s sensation and ever greater desires for more stimuli, likes and retweets.

A Portal for Inappropriate Content

Another problem with Twitter is its content. Many see the new management of Twitter as a victory for the conservatives who suffered censorship on the platform. Mr. Musk promises to open up Twitter to all who wish to tweet.

Indeed, the new Twitter may serve to spread the conservative message better. However, it is also a portal for most inappropriate content, obscene images and vulgar memes that corrupt their viewers and drag down the culture. The nature of the medium allows such things to appear on the screen instantly as posts and reposts circulate freely.

Thus, any celebration of Twitter’s new management must also recognize that bad content circulates on Twitter in addition to good. Such content harms young and old alike as they navigate cyberspace’s dangerous shallows.

Mr. Musk’s emphasis on “free speech absolutism” does nothing to address the immoral content that drowns so many people. Many others are addicted to the dopamine rush caused when users receive likes and retweets from others. The freeing of Twitter may have some limited benefits to the conservative cause. However, it also means an even broader uncensored license for all who will use it for immoral or stimulating messages and images.

Much Ado About Nothing

However, the most important reason why the new Twitter is much ado about nothing is the emptiness of the Twitter world. The shallow messages of social media cannot compare with social relationships in a community. Its pithy messages can never be a forum for real discussion. The dopamine rush of its likes is no substitute for happiness.

Twitter is so characteristic of these hollow times. The tweet is but a flitting shadow in the lives of countless individuals who waste their time in irreflection. The platform feeds those stimulus-driven lifestyles that prove to be exhausting and meaningless.

Free or censored, Twitter offers little to this world in crisis and suffering. The world needs the much deeper platforms found in the family, community and Church to help lost and wandering souls find their ways in the postmodern wasteland. These are the things that no tweet can replace.

Połowa uchodźców/nachodźców chce zostać w Polsce z rodzinami

http://autonom.pl/polowa-uchodzcow-chce-zostac-w-polsce-z-rodzinami/ 2022-05-11

Grupa Progres przeprowadziła kompleksowe badania nastrojów wśród ukraińskich uchodźców, przybyłych do naszego kraju po wybuchu wojny na Ukrainie. Z przeprowadzonego sondażu wynika, że dokładnie połowa z nich zamierza nie tylko osiedlić się w Polsce, ale dodatkowo uczynić to wraz ze swoją rodziną.

Do 9 maja bieżącego roku do Polski przybyć miało już blisko 3,26 mln osób. Jednocześnie od 24 lutego, według danych Straży Granicznej, na Ukrainę miało powrócić około 1,123 mln osób.

W systemie PESEL zarejestrowano z kolei ponad 1,1 mln ukraińskich obywateli, mających dzięki temu dostęp do rynku pracy i szeregu programów socjalnych.

W związku z masowym napływem Ukraińców badania ich nastrojów przeprowadziła Grupa Progres, znana powszechnie jako agencja zatrudnienia zajmująca się ich ściąganiem do naszego kraju.

Z jej sondażu wynika, że 77 proc. Ukraińców poszukujących pracy przybyło do Polski ze swoimi rodzinami (2-3 osobami lub nawet większą liczbą), natomiast pozostałe 23 proc. przyjechało samemu.

Dokładnie 50 proc. ukraińskich uchodźców uczestniczących w badaniu zadeklarowało chęć pozostania w naszym kraju na dłużej, albo nawet na stałe. Po uspokojeniu się sytuacji powrócić na Ukrainę zamierza 42 proc. respondentów.

Jednocześnie przybysze zza wschodniej granicy nie są skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, gdy mieliby dzięki temu otrzymać pracę. Taką możliwość w badaniu Grupy Progres dopuściło zaledwie 5 proc. Ukraińców, nawet jeśli w zamian otrzymaliby dodatkowo mieszkanie.

Na podstawie: praca.interia.pl.

Ces yeux peuvent-ils mentir? Le dragon nucléaire prêt pour le grand bond en avant.

Ces yeux peuvent-ils mentir? Le dragon nucléaire prêt pour le grand bond en avant.
Fragment artykułu -przeglądu energetyki światowej. Skupiłem się na Chinach. Czytać z dużą uwagą, stąd ten tytuł. MD]
https://reseauinternational.net/crepuscule-atomique-occidental-vs-revolution-nucleaire-chinoise-quelques-digressions/

Si l’EPR finlandais a démarré à la fin de l’année 2021 pour une production à pleine puissance prévue pour la mi-2022 « après seize ans de chantier et douze ans de retard sur la date de mise en service prévue initialement », la situation reste critique, sinon pour le moins incertaine, pour son homologue français. Le début de l’année 2022 a en effet vu EDF reporter une nouvelle fois la mise en service de l’’EPR de Flamanville « de fin 2022 au second trimestre 2023 ». Selon la Cour des comptes qui qualifie le projet d’ « échec opérationnel », le coût total du chantier s’élèvera « à plus de 19 milliards d’euros ». La mise en service du réacteur de 3ème génération qu’est l’EPR de Flamanville était initialement prévue pour 2012 pour un budget prévisionnel de 3 milliards d’euros…

Le secteur nucléaire chinois, qui a pour sa part ravi le 2nd rang mondial à la France en produisant plus de 366 TWh en 2020 (contre 171 TWh en 2015 et 70 TWh en 2009), se porte à l’inverse comme un charme. En 2021, la Chine a produit 410 TWh d’électricité d’origine nucléaire pour une puissance installée en service de 54 GW. Si cette puissance installée est encore éloignée de celle des USA (93 réacteurs totalisant 95 GW dont la moyenne d’âge est de 42 ans), elle ne le restera pas encore très longtemps, la Chine visant une capacité installée (en service et en construction) de 100 GW à l’horizon 2025 et de 200 GW à l’horizon 2035 (soit une production annuelle de l’ordre de 1 500 TWh). A la fin de l’année 2021, la Chine comptait 16 réacteurs en construction (dont 12 réacteurs de 3ème génération Hualong-1, d’une puissance de 1,1 GW dotés d’une durée de vie nominale de 60 ans). Le 1er janvier 2022, la Chine comptait deux réacteurs Hualong-1 en service (Fuqing-5 et Fuqing-6), sans oublier Kanupp-2 et Kanupp-3 (entrés en service aux printemps 2021 et 2022 au Pakistan). Hualong-1, dont le taux d’équipements indigènes dépasse déjà 90 %, devrait surtout rapidement céder la place à une version optimisée (Hualong-2) d’ici 2024, qui verra le coût de construction passer de 17 000 à 13 000 yuans par kW installé (soit à peine plus de 2 milliards de $ US par unité) et la durée de construction ramenée de 5 à 4 ans.

Outre le réacteur Hualong-1, la Chine est également en train de construire ses deux premiers réacteurs CAP1400 sur le site de Shidao Bay (un autre modèle de REP de conception indigène de 3ème génération d’une puissance de 1,5 GW). Lancée en juillet 2019, la construction de ces réacteurs possédant plus de 90 % de composants indigènes doit s’achever en 2025.

La mise en œuvre à grande échelle de réacteurs chinois de 3ème génération est cependant loin d’être la seule réalisation majeure du secteur nucléaire chinois.

Le début de l’année 2022 a ainsi vu la connexion au réseau du premier des deux réacteurs nucléaires de démonstration de 4ème génération de la centrale de Shidaowan. Quand le deuxième réacteur sera mis en service cette année, les deux réacteurs à haute température (HTRC), d’une puissance thermique de 250 MW chacun produiront un total de 210 MW d’électricité (soit un rendement de 42 % et une production annuelle de 1,4 TWh suffisante pour 2 millions d’habitants). La construction de ce nouveau type de réacteur nucléaire refroidi à l’hélium (en place de l’eau pressurisée) est une première mondiale qui amène les experts occidentaux à reconnaître que « la Chine prend de l’avance dans la course aux nouveaux réacteurs nucléaires ».

Quelques mois auparavant, la Chine avait achevé la construction d’un autre réacteur expérimental de 4ème génération à sels fondus et au thorium, situé en plein désert de Gobi. Cette technologie brièvement explorée par les USA dans les années 1960, possède de multiples avantages, que ce soit en termes de sécurité, de déchets et d’approvisionnement en combustible, sans oublier son affranchissement de la dépendance traditionnelle à l’eau.

« Sur le papier, le mariage réacteur à sels fondus et thorium semble donc avoir tout bon. Si on n’y a pas eu recours plus tôt, « c’est essentiellement parce que l’uranium 235 était le candidat naturel pour les réacteurs nucléaires et que le marché n’a pas cherché beaucoup plus loin » ».

La commercialisation de ce nouveau type de réacteur nucléaire qui « ne présenterait que des avantages » et ne « produirait quasiment pas de déchets radioactifs » est prévue à l’horizon 2030.

Il faut en effet savoir que les réacteurs nucléaires (de 2ème et 3ème générations) basés sur l’uranium 235, le seul isotope d’uranium qui soit naturellement fissile, sont dépendants d’un combustible particulièrement rare qui ne représente que 0,7 % de l’uranium disponible (constitué à 99,3 % d’uranium 238 non-fissile). Le thorium 232, aussi commun que le plomb, résoudrait encore plus radicalement la problématique de la disponibilité à grande échelle très limitée du combustible nucléaire…

Enfin, il est également essentiel de souligner que deux réacteurs nucléaires de 4ème génération CFR-600 (réacteurs à neutrons rapides refroidis au sodium, également appelés surgénérateurs) sont aujourd’hui en construction sur le site de Xiapu (depuis décembre 2017 et décembre 2020), avec des mises en service respectives prévues pour 2023 et 2026. Ce type de réacteur peut être alimenté par de l’uranium 238 et grâce au traitement du combustible usé des centrales nucléaires traditionnelles.

En d’autres termes, la filière nucléaire chinoise est aujourd’hui en train de tester les principaux types de réacteurs nucléaires de 4ème génération, qui ont tous vu leur développement être abandonné par l’Occident, et ce comme le préalable évident à leur développement à grande échelle… Les inquiétudes croissantes de l’Occident en ce qui concerne les futures centrales nucléaires chinoises, notamment celles utilisant l’uranium 238, qui promettent à la Chine une transition vers une énergie abondante, relativement propre et bon marché, sont évidemment maquillées par leurs préoccupations sécuritaires, ces réacteurs de 4ème génération permettant notamment de produire du plutonium 239 à usage militaire…

Même les médias atlantistes les plus obstinément enragés, bien qu’ils se limitent à n’évoquer lapidairement que la partie visible de l’iceberg et ne puissent se départir de préjugés « sur la capacité du pays à sécuriser ses centrales » ainsi que sa communication « tchernobylesque », sont aujourd’hui forcés de reconnaître les réalisations et les ambitions mondiales sans précédent de la filière nucléaire chinoise et sa compétitivité internationale inégalée avec un coût du MWh estimé à 36 euros, contre 83 euros en Occident :

« Le pays compte ainsi bâtir plus de 150 nouveaux réacteurs dans les quinze prochaines années – plus que le reste du monde les trente-cinq précédentes. Le plan devrait coûter au pays la bagatelle de 380 milliards d’euros, avec l’objectif annoncé de produire 200 gigawatts d’ici 2035 ».

Alors que l’Occident hésite entre l’abandon (Japon, Allemagne) et la prolongation (USA, France) de ses parcs nucléaires vieillissants, se débattant entre aujourd’hui surcoûts, malfaçons, pertes de compétences et explosion du coût des énergies fossiles après des décennies de sous-investissement chronique dans son un secteur énergétique, sous-investissement motivé par l’avènement de « l’économie de bazar » occidentale post-industrielle, la Chine se dote aujourd’hui d’un mix énergétique de tout premier ordre (constitué de centrales thermiques, hydroélectriques, nucléaires, éoliennes et solaires) capable de lui assurer un avantage comparatif clef et par conséquent une compétitivité à long terme. Les analystes occidentaux les plus honnêtes et lucides soulignent surtout que la Chine a réalisé « une montée en puissance « tous azimuts » du nucléaire » :

« Ce pays ne se contente plus de construire et d’exploiter des réacteurs conçus à l’étranger. En s’inspirant des technologies françaises et américaines, il a acquis une maturité industrielle qui lui permet dorénavant de concevoir et construire des réacteurs dans des délais qu’aucun pays ne parvient plus à atteindre (5 ans à 6 ans). Leur coût annoncé, autour de 5 milliards d’euros, est largement inférieur à celui des autres réacteurs de troisième génération dans le monde. Les réacteurs chinois de troisième génération tels que le Hualong-1 et le CAP1400 équiperont majoritairement les nouvelles centrales nucléaires en Chine, et peut-être ailleurs dans le monde ».

Dans un article intitulé « Le dragon nucléaire chinois prêt pour le grand bond en avant », ces mêmes analystes soulignent que « cet essor industriel est inégalé dans l’histoire du nucléaire mondial » et conduira inévitablement à rapidement faire de la Chine « la référence en matière de centrales nucléaires car l’énorme volume de ce programme conduira à une optimisation industrielle et à la baisse des coûts de construction qui favoriseront encore davantage son déploiement », notamment à l’international.

En outre, la Chine vise à augmenter le rendement énergétique global des réacteurs nucléaires (voisin de 35 % sur les générateurs de type REP) en récupérant les calories (habituellement dissipées sous forme de vapeur d’eau au niveau des tours de refroidissement) en vue de la production d’eau chaude destinée au chauffage urbain. Un réacteur nucléaire générant 1 GW d’électricité possède une puissance thermique brute voisine de 3 GW, c’est-à-dire que seul un tiers de l’énergie thermique produite par les réactions de fission est convertie en électricité. Le 9 novembre 2021, La Chine a ainsi inauguré le premier chauffage nucléaire urbain du Monde couvrant la totalité de la zone urbaine de la ville de Haiyang (200 000 habitants sur 4,5 millions de m2 habitables). D’autres villes chinoises (comme Qingdao) en bénéficieront également, avec la promesse d’une bien meilleure rentabilité à long terme que la combustion d’énergies fossiles… Enfin, le tableau ne serait pas complet si nous n’évoquions pas la perspective à plus long terme (de l’ordre de trois décennies au moins), de la maîtrise de la fusion nucléaire, et donc la création d’un soleil artificiel. La Chine là encore à l’avant-garde de la recherche mondiale, avec pas moins de 6 réacteurs à fusion expérimentaux en fonctionnement… A n’en pas douter, le XXIème siècle promet d’être « le siècle chinois », n’en déplaise au camp atlantiste…

[—-]

Ces « complotistes » qui nous redonnent espoir

par Eric Montana.

Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité.

Lorsque nous avons créé TV-ADP, j’avais indiqué qu’il était essentiel de redonner la parole à ceux qui ont d’abord été traités comme des héros, et qui ont ensuite été mis à pied par ce gouvernement criminel, parce qu’ils refusaient de s’injecter un produit dont tout le monde ignorait la composition.

Après une gestion calamiteuse de la « pandémie » dans laquelle on interdisait aux médecins de soigner sous de fallacieux prétextes, après avoir vu des personnels soignants habillés de sacs poubelles pour traiter des malades, après avoir appris que notre pays manquait de masques à cause de l’incurie et de l’irresponsabilité des autorités politiques et sanitaires, après avoir subi les mesures liberticides les plus absurdes et dangereuses qu’on pouvait nous imposer, après avoir constaté le niveau innommable de la corruption dans le secteur de la santé, après avoir du supporter les élucubrations des médecins de plateaux dont la vraie place est en prison, après avoir relevé l’impunité judiciaire accordée aux labos pharmaceutiques par les gouvernements occidentaux, il a été décidé que l’ensemble des personnels hospitaliers devait accepter de se faire injecter le « vaccin » miracle ou alors perdre leur travail, leurs revenus et se retrouver au chomâge sans la moindre indemnité.

Le Docteur Eric Loridan tout comme le Dr Edouard Broussalian sont parmi ceux là. Et avec eux des dizaines de milliers d’autres…

Le Doc Loridan est le symbole même de l’honnêteté, de l’intégrité. Chirurgien émérite à l’hôpital de Boulogne sur Mer depuis près de 20 ans, il était apprécié et aimé par ses patients, respecté par la direction et ses confrères. Il faisait une carrière brillante, vivait confortablement de sa passion. Père de 6 enfants, il est un père admirable et un époux exemplaire. Un croyant, un homme de foi avec de hautes valeurs morales. Un exemple pour beaucoup.

Cet homme a été sommé de choisir. Accepter l’injection ou alors tout perdre. Participer en silence à une campagne de vaccination mystérieuse et garder son emploi, poursuivre sa carrière tranquillement en faisant ce qui heurtait sa conscience et sa raison, obéir sans broncher aux mesures sanitaires absurdes, se rendre complice de ce que l’avocat Reiner Fuellmich qualifie de « crime contre l’humanité », ou bien être exclu du système de santé avec interdiction d’exercer son métier.

Il a choisi. Il a refusé de se rendre complice de cette conspiration criminelle ou d’y participer, quelle qu’en soit la manière.

Quand un homme est capable d’un tel courage, quand un homme est capable de renoncer à sa carrière, à ses avantages, à ses privilèges, à sa position sociale parce qu’il a compris toute l’horreur de ce qu’on exigeait de lui, on ne peut que dire merci.

Merci au Docteur Loridan, au Dr Broussalian, au Dr Laurent Montesino, au Dr Olivier Soulier, au Dr Amine Umlil, au Dr Anne Marie Yim, au Dr Louis Fouché, au Pr Christian Perronne, au Prix Nobel Luc Montagnier, au Dr David Bouillon, au Dr Gregory Pamart, au Dr Pascal Sacré, à Alexandra Haurion-Caude, à Astrid Stuckelberger et à tous ceux que j’oublie.

Ils sont – à la différence des médecins de plateaux qu’on ne peut pas considérer autrement que comme des charlatans malhonnêtes sans conscience et sans morale,-  les médecins de la vie, les médecins de la vérité, les médecins de l’honneur et de la dignité.

Eux n’ont pas de conflits d’intérêts avec l’industrie pharmaceutique. Eux n’ont pas fait allégeance à des Loges funestes. Eux n’ont pas d’autre ambition que d’être utiles à leurs patients, aux êtres humains, aux malades. Eux sont incapables de trahir le Serment d’Hippocrate car ils aiment l’humanité quand d’autres rêvent de l’empoisonner, la réduire, la génocider…

Et puis, merci à Chloé Frammery, professeur de mathématiques et lanceuse d’alerte. Une intelligence vive, un esprit aiguisé, quelqu’un à qui on ne peut pas faire avaler n’importe quelle fable étiquetée OMS ou Bill Gates car elle décortique tout, analyse, scrute, compare, vérifie, recoupe. Elle est meilleure journaliste que les ignorants encartés qui se contentent de répéter tels des perroquets, la propagande indigeste et mensongère des agences de presse occidentales, véritables usines à désinformer, à manipuler, à maquiller la vérité.

Et avec elle, je veux saluer Silvano Trotta qui depuis le début de cette fausse pandémie fait un travail de réinformation phénoménal. Admirable Silvano Trotta que les chasseurs de complotistes et les mediamensonges tentent de décrédibiliser, salir, calomnier mais qui reste imperturbable et continue à privilégier la vérité.

Et puis je veux aussi rendre un hommage particulier à Reiner Fuellmich, à Diane Trotta, à Carlo Brusa, à Ellen Bessis, à Virginie de Araujo-Recchia et à tous les avocats qui luttent pour faire respecter nos droits contre une justice qui a perdu la boussole et punit les réfractaires, plutôt que de poursuivre la clique criminelle qui veut nous imposer le Grand Reset, la pauvreté, la famine, la guerre, le transhumanisme et le génocide programmé.

Ce sont toutes ces personnes magnifiques, lumineuses, attachées à la vérité et à la justice qui bâtiront le nouveau monde. Ce sont ceux-là qui nous redonnent espoir dans l’humanité.
Quant à ceux qui ont renoncé à leur humanité par amour des biens matériels et des honneurs, leur sort est scellé. Il n’y a pas de place pour eux dans le monde qui vient car les Saintes Ecritures dans Apocalypse 14 à 16 les ont déjà avertis : Heureux ceux qui lavent leurs robes, afin d’avoir droit à l’arbre de vie, et d’entrer par les portes dans la ville ! Dehors les chiens, les empoisonneurs, les impudiques, les meurtriers, les idolâtres, et quiconque aime et pratique le mensonge ! https://vk.com/video_ext.php?oid=430568862&id=456240275&hash=990f32a881286cae&hd=2

https://vk.com/video430568862_456240275

source : Mediazone

Legendarne dialogi – Wyimki smoleńskie.

Jerzy Gawryołek

Przypominam odrobinę archiwalnych wypowiedzi blogerów, ludzi smoleńskich – jak ich niedawno nazwano, a którzy poświęcili tysiące godzin na badanie Zbrodni smoleńskiej. Przypomnienie ich to hołd dla ich pracy mało znanej większości Polaków. Oficjalnie badania te, osób o różnych specjalnościach odrzucono gdyż nie pasowały do oficjalnej narracji „dwóch machających skrzydeł ptaszyska kłamstwa smoleńskiego” (prof. Dakowski) czyli komisji Obu Stron. Wyrywkowo wybrane komentarze dotyczą przykładowo stron @FREE YOUR MIND „Układ Warszawski – rekonstrukcja”/2016r. i INTHECLOUDS, ale tych stron jest o wiele więcej np. ALbatros z Lotu Ptaka, PIKO, i inni., które pokazują jaki „klimat” panował wówczas i jak wiele wydarzeń około smoleńskich zostało dziś zapomnianych lub zamiecionych pod dywan.

Free Your Mind

https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/732575,sensacja-wyladowali

A.M.: Samolot nie uderza w brzozę, nie odwraca się do góry, do góry kołami. Odwrotnie. Samolot uderza podwoziem, wypuszczonym podwoziem uderza o ziemię – wtedy następuje jego zapalenie się i odwrócenie.

Innymi słowy, miałoby dojść do awaryjnego lądowania, a dopiero potem do katastrofy. Czemu ten sensacyjny scenariusz musiał tyle lat spoczywać na półce w Warszawie, w jakimś telewizyjnym depozycie – Macierewicz jeden wie.

Czemu też stenogramów związanych z „taśmami Tuska-Putina” nie opublikowano (np. na łamach tak znakomicie ws. „smoleńskich” poinformowanej Gazety Polskiej) wraz z ogłaszaniem tej sensacji z „wylądowaniem” (na antenie TVP Info) – też nie wiadomo[4].

@MMARIOLA A.M. bardzo wybiórczo i dowolnie podchodzi do róznych informacji i środków dowodowych…

Z jednej strony „film Wisniewskiego” jest dla niego autentykiem i źródłem wiedzy jak choćby w temacie czarnych skrzynek ale już nie w temacie spostrzeżeń Wiśniewskiego co do jego wrażeń z miejsca „katastrofy”, które zakładając, ze to jego film, powinny być kompatybilne z jego opowiadaniem koło bramy.

Ptaszki śpiewaja…, totalna cisza…zadnego wybuchu…żadnych ciał… nie było porozrzucanego bagażu, brak foteli, taka mała katastrofa… jakby mały samolot itp.itd.

xl4.pl

@FREE YOUR MIND Moim zdaniem przez ostatnie miesiące szukano na gwałt takiego materiału, który spowodować mógłby u opinii publicznej wrażenie, że w dążeniu do prawdy o Smoleńsku dokonany został jakiś postęp. Najprawdopodobniej uznano jednak, że np. „nowe nagrania” CVR „przekazane przez Łotwę, Szwecję czy inną Danię” mogłyby spowodować zbyt duży „postęp” w dochodzeniu do prawdy i stąd opóźnienie w prezentacji dotychczasowych efektów pracy Zespołu. Ale w końcu przecież udało się znaleźć taki materiał który to odsłaniając niczego nie odsłania, prawda? Znaleźć takie coś naprawdę nie jest łatwo, wśród licznych „depozytów” PRiTV. A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi. Co najmniej dwójka w skali Rywina.

Free Your Mind

@XL4.PLtu oczywiście masz rację – posiedzenie odfajkowane, można odtrąbić sukces. Jak zaś wspominałem wyżej, najbardziej interesujące było wystąpienie E. Kochanowskiej (można się z nim zapoznać tu). Zastanowiło mnie w nim to, że była mowa o jakichś „niedawnych” pochówkach (czy „dochówkach”):

„(…) Do Polski przylatywały zalutowane trumny, bez dokumentacji medycznej, bez zaświadczenia lekarskiego stwierdzającego zgon, co wielu rodzinom utrudniało pochówek. Już w Moskwie wiele osób zaczęło mieć wątpliwości, które z czasem tylko się pogłębiały. Trumny były za lekkie albo tak ciężkie, że kilku mężczyzn nie mogło ich podnieść. A kilka dni po oficjalnych pogrzebach zaczęły się pojawiać dalsze szczątki i rozpoczęły się tak zwane dochówki. Niektóre rodziny miały ich po kilka i trwały one jeszcze do niedawna.”

Jak tu rozumieć określenie „do niedawna”? Czy to tylko przejęzyczenie, obrazowe określenie, czy mimo upływu lat jakieś szczątki są przewożone do Polski? I dalej:

„W maju 2010 r. 13 rodzin pochowało małe trumienki ze szczątkami swoich bliskich na Powązkach. Były tam też szczątki dwóch osób tak sprasowanych, że nie można było ich rozdzielić. W lipcu na Powązkach ofiarom postawiono pomnik, a pod tym pomnikiem urnę z prochami dwustu kilogramów niezidentyfikowanych szczątków. Decyzja została podjęta bez informowania rodzin przez ówczesnego ministra cyfryzacji Michała Boniego. (…)”

Aż się więc prosi o to, by powstała nadzwyczajna komisja parlamentarna, by np. przesłuchać Boniego i inne osoby decydujące o tego typu sprawach.

Kisiel

@XL4.PL” A gdyby tak przez przypadek ktoś przypomniał poranne wiadomości Polskiego Radia Program 1, z godziny 8:00 lub 9:00 rano z 10 kwietnia 2010? Mogłoby przecież wówczas dojść do poważnego politycznego trzęsienia ziemi.”

/…/

Free Your Mind

Co do „katyńskiego nastroju modlitewnego”, warto przytoczyć tę wymianę uwag (z posiedzenia z udziałem J. Sasina, głównego akustyka prezydenckiego, który też dość szybko z lotniska udał się na nabożeństwo):

„(Poseł NN.): (…) powiem szczerze, gdybym był sam borowcem, to by mnie w tym momencie mniej interesowała msza, a bardziej tutaj działalność wokół tego wraku i poszukiwanie tych szczątków – co robili ci pana towarzyszący borowcy, czy oni też pojechali z panem na mszę, czy zostali tam i, i, i szukali tych szczątków?

JS: Yyy…

AM: Proszę bardzo panie ministrze, ale ja mam taką prośbę do państwa wszystkich – formułujmy pytania, no, maksymalnie szanując yyy… wszystkie osoby i wszystkich, wszystkich ludzi, wszystkich z nas, funkcjonariuszy, urzędników, którzy brali w tym udział, bo to naprawdę niezwykle dramatyczne były okoliczności. Proszę bardzo.

JS: Wg mojej wiedzy funkcjonariusze BOR-u zostali tam na miejscu. Ja udałem się yyy… na mszę tylko z ambasadorem yyy… Bahrem i jeszcze jednym pracownikiem kancelarii. Wszyscy pozostali zostali na miejscu katastrofy…”

Strona INTHECLOUDS

Jest 10.04.2010. Czas około ósmej rano. Mój znajomy będąc jeszcze w pracy otrzymuje telefon odo żony. – Słuchaj, na TV TRWAM pokazują, że w Smoleńsku doszło do tragedii. To straszne, ale była katastrofa nie wiadomo czy ktoś przeżył.

To połączenie później w tajemniczy sposób zniknęło z jego telefonu.

Około ósmej rano… Po wielu miesiącach w internecie pojawiają się zrzuty ekranowe z „czwórki” z logo włoskich wiadomości i godziną: 7:52,

sporo detali które widać na zdjęciach, na filmach, które jednoznacznie wskazują: TU154 w polskich barwach lądowało 7ego kwietnia 2 razy.

Planowo 7. kwietnia miały lecieć 2 casy, 1 jak-40 i 1 tu-154.

Casy miały lądować w Smoleńsku kolejno (czas warszawski) 7:20 i 9:05

Jak-40 – 10:15

TU-154 – 11:00

http://clouds.web-album.org/photo/364929,program-10-04-2010-i-program-lotu-7-04-2010

Jak-40 musiał więc lądować wcześniej – może w ostatnim momencie przesunięto czas wylotu (dokument jest z 1.04)

Później lądował TU-154 z Lilientalem, Klimowiczem i Zubą – ok. 11:00.

Ok. 11:50 wylądował drugi TU-154 z Allenem Paulem na pokładzie.

„cokolwiek to bedzie postawię bilet, aby sikorski lecial oddzielnym samolotem“ (Donald Tusk)

http://niepoprawni.pl/blog/509/w-drodze-z-afganistanu-b-komorowski-ladowal-w-armenii

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

http://smolensk-2010.pl/2010-06-05-gruppenfuhrer-kat.html#comment-3871

http://wolnemedia.net/gospodarka/umowa-gazowa-symbolika-wasali/# w tle tej katastrofy jest GAZ

„…“Co się stało? Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu. Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, finansowe a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić. taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że ma światowy Gazprom i rurę tego światowego gazociągu wsadzi Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom. A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie eksportować gaz do Europy.

Niektóre cytaty z wypowiedzi Premiera Donalda Tuska, Palikota, Niesiołowskiego i Nałęcza:

Powiem brutalnie: nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem.

(Premier Donald Tusk o śp. Lechu Kaczyńskim, 14 X 2008)

Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki. Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż… “ (Palikot)

Gdyby tym samolotem nie leciał Lech Kaczyński, nie było by tej katastrofy. (Niesiołowski)

Dla tego spotkania premiera Tuska z Putinem warto było ponieść każdą cenę. (T. Nałęcz)

…przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał.. i to się wszystko zmieni“ – fragment wypowiedzi w RMF FM B. Komorowskiego

Powyższy zestaw tylko szczątkowo przypomina olbrzymią pracę blogerów z S24. Ukoronowaniem zespołowej pracy jest książka „Czerwona strona księżyca” i „Maskirowka smoleńska”.

Natomiast Książki „Kłamstwu na odlew. Nie było katastrofy smoleńskiej” nie ma w księgarniach i wydawnictwach. Żadne z tych „patriotycznych” nie zdecydowało się na jej wydanie. Mimo to, jest wciąż rozprowadzana.

Podana niżej forma zamawiania jest jedynym sposobem by tę książkę otrzymać.

Dziękując dotychczasowym darczyńcom zapraszam do zamawiania:

książka, + plakat A3 dwustronny, + wysyłka – razem 60zł.
proszę przekazać wpłatę na konto PLN

SKOK Stefczyka 79 7065 0002 0650 0352 2003 0001

dopisz : darowizna na druk książki
właściciel rachunku: Jerzy Gawryołek

(z racji, że niekiedy adres na potwierdzeniu wpłaty jest inny niż adres odebrania książki) –
potwierdź na mail: xubs2010@gmail.com podając adres doręczenia.

Otrzymane pieniądze pokrywają koszt druku z wysyłką i wspierają druk nastepnych egzemplarzy.

Prof. M. Dakowski rekomenduje tekst @Yurko o Smoleńsku

https://www.salon24.pl/u/zygmuntbialas/567919,prof-m-dakowski-rekomenduje-tekst-yurko-o-smolensku

Gdyby było inaczej…

Yurko 14/02/2014/strona nieaktywna http://arkanoego.net/index.php/2014/02/14/gdyby-bylo-inaczej/

https://www.youtube.com/watch?v=B8tqiL7-Vzw

. Pozostają nam dwie rzeczy:

– Ofiary w trumnach

– Znaczna ilość zdjęć i filmów. To na ich podstawie ktoś kiedyś zauważy iż części leżące na polance samosiejek nie są z polskich Tu154M. (ś.p. @3ZET Paweł Konrad SIRK PL)

$350 Million In Secret Payments to Fauci, Collins, Others at NIH

Nonprofit Watchdog Uncovers $350 Million In Secret Payments To Fauci, Collins, Others at NIH

by Tyler Durden https://www.zerohedge.com/political/nonprofit-watchdog-uncovers-350-million-secret-payments-fauci-collins-others-nih

Tuesday, May 10, 2022

Authored by Mark Tapscott via The Epoch Times,

An estimated $350 million in undisclosed royalties were paid to the National Institutes of Health (NIH) and hundreds of its scientists, including the agency’s recently departed director, Dr. Francis Collins, and Dr. Anthony Fauci, according to a nonprofit government watchdog.

“We estimate that up to $350 million in royalties from third parties were paid to NIH scientists during the fiscal years between 2010 and 2020,” Open the Books CEO Adam Andrzejewski told reporters in a telephone news conference on May 9.

“We draw that conclusion because, in the first five years, there has been $134 million that we have been able to quantify of top-line numbers that flowed from third-party payers, meaning pharmaceutical companies or other payers, to NIH scientists.”

The first five years, from 2010 to 2014, constitute 40 percent of the total, he said.

“We now know that there are 1,675 scientists that received payments during that period, at least one payment. In fiscal year 2014, for instance, $36 million was paid out and that is on average $21,100 per scientist,” Andrzejewski said.

We also find that during this period, leadership at NIH was involved in receiving third-party payments. For instance, Francis Collins, the immediate past director of NIH, received 14 payments. Dr. Anthony Fauci received 23 payments and his deputy, Clifford Lane, received eight payments.”

Collins resigned as NIH director in December 2021 after 12 years of leading the world’s largest public health agency. Fauci is the longtime head of NIH’s National Institute for Allergies and Infectious Diseases (NIAID), as well as chief medical adviser to President Joe Biden. Lane is the deputy director of NIAID, under Fauci.

NIH Director Dr. Francis Collins holds up a model of the coronavirus as he testifies before a Senate Appropriations Subcommittee looking into the budget estimates for the National Institute of Health (NIH) and the state of medical research, on Capitol Hill on May 26, 2021. (Sarah Silbiger/Pool via AP)

The top five NIH employees measured in terms of the number of royalty payments that they received while on the government payroll, according to a fact sheet published by Open the Books, include Robert Gallo, National Cancer Institute, 271 payments; Ira Pastan, National Cancer Institute, 250 payments; Mikulas Popovic, National Cancer Institute, 191 payments; Flossie Wong-Staal, National Cancer Institute, 190 payments; and Mangalasseril Sarngadharan, National Cancer Institute, 188 payments.

Only Pastan continues to be employed by NIH, according to Open the Books.

“When an NIH employee makes a discovery in their official capacity, the NIH owns the rights to any resulting patent. These patents are then licensed for commercial use to companies that could use them to bring products to market,” the fact sheet reads.

“Employees are listed as inventors on the patents and receive a share of the royalties obtained through any licensing, or ‘technology transfer,’ of their inventions. Essentially, taxpayer money funding NIH research benefits researchers employed by NIH because they are listed as patent inventors and therefore receive royalty payments from licensees.

An NIH spokesman didn’t respond by press time to a request for comment.

Andrzejewski told reporters that the Associated Press reported extensively on the NIH royalty payments in 2005, including specific details about who got how much from which payers for what work, that the agency is denying to Open the Books in 2022.

“At that time, we knew there were 918 scientists, and each year, they were receiving approximately $9 million, on average with each scientist receiving $9,700. But today, the numbers are a lot larger with the United States still in a declared national health emergency. It’s quite obvious the stakes in health care are a lot larger,” Andrzejewski said.

He said the files Open the Books is receiving—300 pages of line-by-line data—are “heavily redacted.”

“These are not the files the AP received in 2005 where everything was disclosed—the scientist’s name, the name of the third-party payer, the amount of the royalty paid by the payer to the scientist,” Andrzejewski said. “Today, NIH is producing a heavily redacted database; we don’t know the payment amount to the scientist, and we don’t know the name of the third-party payer, all of that is being redacted.”

Federal officials are allowed to redact information from responses to FOIA requests if the release of the data would harm a firm’s commercial privilege.

The undisclosed royalty payments are inherent conflicts of interest, Andrzejewski said.

“We believe there is an unholy conflict of interest inherent at NIH,” he said. “Consider the fact that each year, NIH doles out $32 billion in grants to approximately 56,000 grantees. Now we know that over an 11-year period, there is going to be approximately $350 million flowing the other way from third-party payers, many of which receive NIH grants, and those payments are flowing back to NIH scientists and leadership.”

Fauci and Lane told AP that they agreed there was an appearance of a conflict of interest in getting the royalties, with Fauci saying that he contributed his royalties to charity. Lane didn’t do that, according to Andrzejewski.

The governing ethics financial disclosure form in the past defined the royalty payments as income recipients received from NIH, which meant the recipients weren’t required to list their payments on the form.

But Andrzejewski said NIH has refused to respond to his request for clarification on the disclosure issue.

“If they are not, none of these payments are receiving any scrutiny whatsoever and to the extent that a company making payments to either leadership or scientists, while also receiving grants … then that just on its face is a conflict of interest,” he said.

Open the Books is a Chicago-based nonprofit government watchdog that uses the federal and state freedom of information laws to obtain and then post on the internet trillions of dollars in spending at all levels of government.

The nonprofit filed a federal Freedom of Information Act (FOIA) suit seeking documentation of all payments by outside firms to NIH and/or current and former NIH employees.

NIH declined to respond to the FOIA, so Open the Books is taking the agency to court, suing it for noncompliance with the FOIA. Open the Books is represented in federal court in the case by another nonprofit government watchdog, Judicial Watch.

Dystopia trans-humanizmu na horyzoncie – [a może już u nas w domu?]

Markus Fiedler

Dokąd zmierza transhumanistyczna podróż? Co mogłoby się stać, gdyby Klaus Schwab i jego banda samozwańczych filantropów zmienili bieg świata według własnych standardów?

Science-Fiction

Jak wiesz, jestem czytelnikiem i widzem science fiction. Ten gatunek już kilkakrotnie wyprzedzał puls czasu. Na przykład, jeśli obejrzysz arcydzieło Stanleya Kubricka 2001, Odyseję kosmiczną, w pierwszych minutach filmu zobaczysz scenę, w której komputer sztucznej inteligencji o nazwie „HAL” rozmawia z dwoma astronautami.

Spektakularne w tym jest to, że ten film, wydany w 1968 roku, zapowiada technologię, która pojawiła się na rynku dopiero w latach 2000.

Dwaj astronauci rozmawiają z maszyną HAL podczas jedzenia podczas wideokonferencji za pomocą dwóch dużych tabletów o rozmiarze około A4 (1)

Konstrukcja stołu również wygląda podejrzanie znajomo. Można by pomyśleć, że projektanci w filmie Stanleya Kubricka skopiowali coś od projektantów Apple.(2)

Oczywiście to niemożliwe, ponieważ Apple pojawiło się ze swoimi I-Phone’ami dużo później. Związek przyczynowy jest nawet bardzo prawdopodobnie odwrócony. W rzeczywistości ta scena była dowodem w procesie sądowym między Apple i Samsung, który dotyczył projektowania znaków towarowych.(3)

Uważny widz mógł dojść do wniosku, że przynajmniej jedna z technologicznych firm ma tutaj czarno-biały wygląd o wysokim połysku. z zaokrąglonymi krawędziami skopiowanymi z filmu Kubricka.(4)

W tej scenie widzimy również kilka połączonych rozwiązań: dwa tablety, prawdopodobnie z ekranem dotykowym i ultrapłaskimi kolorowymi wyświetlaczami LCD. Płaskie duże podświetlenie LED z białym światłem. Technologia WLAN i wreszcie oprogramowanie do wideokonferencji. Wszystkie rzeczy z lat 2000 lub nawet późniejsze.

Star Trek to kolejny świat fantasy, który również dał impuls jednemu z najważniejszych osiągnięć technicznych czasów nowożytnych.

Możemy o tym przeczytać:

Martin Cooper kierował zespołem Motoroli, który opracował pierwszy na świecie przenośny telefon komórkowy. […] Powiedział, że oglądanie kapitana Kirka ze swoim komunikatorem w serialu Star Trek zainspirowało go do niesamowitego pomysłu – stworzenia przenośnego telefonu komórkowego. Opracowanie pierwszego prototypu przenośnego telefonu komórkowego 800 MHz zajęło jemu i jego zespołowi zaledwie 90 dni w 1973 r.” (5)

Scena z filmu „Star Trek IV” jest niezapomniana dla fanów Star Trek. Uwięziona na Ziemi [po podróży w czasie] w 1986 roku, załoga Enterprise potrzebuje dużych arkuszy akrylowych, ale nie ma nic do zaoferowania w zamian. W utopii Star Trek pieniądze nie są już znane. Zabawne rozwiązanie w filmie jest następujące: Z pomocą lekarza okrętowego „Bonesa” inżynier statku kosmicznego Enterprise o imieniu „Scotty” naśladuje genialnego profesora. W zamian za szkło akrylowe proponuje właścicielowi firmy nowy wynalazek, znacznie bardziej zaawansowany niż szkło akrylowe. Przy zaledwie 1/6 grubości materiał ten miałby taką samą wytrzymałość jak szkło akrylowe. Szef firmy produkującej szkło akrylowe wpatruje się oczarowany w ekran komputera, który Scotty wcześniej wypełniał formułami chemicznymi i trójwymiarową reprezentacją nowego materiału jako wirtuozowski, szybki maszynista z dwoma palcami.

Zafascynowany inżynier odczytuje z ekranu określenie „Przezroczyste aluminium”.(6)

Ha ha, wszystko jest produktem czystej fantazji, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością! Właśnie o tym teraz myślisz. Tak, ja też tak myślałem i dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy po latach przeczytałem o pojawieniu się na rynku „przezroczystego aluminium”. Jest to tlenoazotek glinu, ceramiczny i niezwykle kosztowny materiał znany pod nazwą handlową „ALON”, który ma takie same właściwości jak w filmie Star Trek IV i jest obecnie używany m.in. do produkcji szkła kuloodpornego. (7)

Ekipa filmowa Star Trek faktycznie przeszukała zgłoszenia patentowe pod kątem wynalazków odpowiednich dla filmu i natknęła się na nowo zgłoszony patent USA o numerze 4,520,116 z 1985 r., dotyczący właśnie tego nowego materiału ceramicznego. Patent jako „świeży“ pojawił się w filmie z 1986 roku.

Za pomocą tych realistycznych przykładów chciałbym zasugerować, aby nie wyśmiewać świata science fiction. Pisarze z tego gatunku mają rodzaj szóstego zmysłu, który pozwala im projektować świat teraźniejszości w przyszłości oczami wyobraźni. Niestety nie zawsze skutkuje to pięknymi utopiami jak „Star Trek” czy „Powrót do przyszłości”.

Początki gier wideo i ich szybki rozwój

W tym celu wejdźmy w świat związany z filmem, świat gier wideo.

W latach 80. ludzie spotykali się albo z przyjaciółmi, albo w pubie i grali w bardzo prosto zaprojektowane gry wideo, które wtedy istniały. Były to głównie abstrakcyjne grafiki liniowe. Lub z grubsza rozpikselowane postacie. Graficznie nie były zbyt wymagające, ale wymagana była zręczność, szybkie reakcje i umiejętności. Gry były w większości podchwytliwe i odbywały się też rodzaje rywalizacji sportowej. Właśnie dlatego komputery domowe, takie jak na przykład Commodore C64, miały również dwa złącza dla kontrolerów gier zwanymi „joystickami”.

Od początków gier zręcznościowych z lat 80-tych minęło sporo czasu.

Kultura gier offline z przeszłości uległa zasadniczej zmianie. W przeciwieństwie do lat 80-tych, dzisiaj nie skupiamy się koniecznie na zbiorowym doświadczeniu gry, ale raczej na indywidualnym doświadczeniu gracza. Jeśli dziś spotykasz się z tak zwanymi „przyjaciółmi”, to tylko wirtualnie przed ekranem. Jesteś online i łączysz się ze sobą za pomocą zestawu głośnomówiącego — zestawy słuchawkowe do call center pozdrawiają — dzięki czemu możesz koordynować grę na odległość. Ale nie mieszkacie już obok siebie, ale jesteście rozproszeni po całym świecie. Większość graczy nawet nie wie, jak wyglądają ich „przyjaciele”. Spotykasz się także w wirtualnych światach.

Bardzo często są to spotkania w wojowniczych grach. Jako wirtualny żołnierz z perspektywy pierwszej osoby, sam lub w drużynie z innymi, możesz wysłać wirtualnego przeciwnika do zaświatów, korzystając ze wszystkich zasad sztuki w wielu różnych tak zwanych „Ego-shooters” 3D z prawie nieograniczonym wyborze broni. Częścią tego jest także jazda czołgami i latanie helikopterem. Przeciwnikiem może być komputer, ale może to być także prawdziwy gracz, który siedzi gdzieś na kuli ziemskiej i może być bardzo zły, że właśnie został praktycznie poćwiartowany.

To naprawdę przerażające, jakie narzędzia mordu i tortur mogą i będą wypróbowywane w pokojach dziecięcych. Takie gry są wyraźnie szkodliwe dla rozwoju i traumatyczne dla nastolatków. Jeśli w to nie wierzysz, po prostu obejrzyj nagrania wideo z gry „Doom”.(8) Większość gier tego typu można kupić tylko z ograniczeniem wiekowym od 18 lat. Niemniej jednak praktycznie dopracowana do perfekcji gra w gliniarzy i złodziei wywiera na młodych ludzi tak silną atrakcję i fascynację, że kupują takie gry, najczęściej bez wiedzy rodziców. I jest bardzo zauważalne, że gry wojenne przyciągają tutaj głównie młodzież płci męskiej.

Ale może takie gry też mogłyby być uzdrawiające.

Wszystkim młodym dorosłym, którzy pragną wojny i przemocy, mogę tylko polecić intensywną grę w taką pierwszoosobową strzelankę z włączoną korą mózgową.

Czas przeżycia w walce miejskiej rzadko przekracza pięć minut, najczęściej około 60 sekund.

Każdy, kto ma jakikolwiek rozsądek, wie też, że w prawdziwym świecie nie ma nieskończonej liczby żyć, tylko jedno. Każdy, kto nie zakoksował całkowicie swojego umysłu, powinien w bardzo krótkim czasie zrozumieć, że ta bezsensowna rzeź nie może być celem cywilizowanego społeczeństwa. Może ponownie rozważy swoją planowaną karierę w wojsku.

Szczególnie przy konsumowaniu niefiltrowanych materiałów wideo i obrazów z wojny na Ukrainie każdy powinien zdać sobie sprawę, że wojna jest uosobieniem barbarzyństwa, a nie wartościowym celem dla własnego stylu życia.

Gry przygodowe 3D

Oprócz klasycznych filmów kinowych, dzisiejsza popkultura zna inny gatunek, przygodówkę 3D na PC lub konsolę do gier, która opowiada historię i w której gracz jest jej częścią. Koncepcja Michaela Endesa „niekończącej się historii” pozdrawia.

Rozwój tych gier przygodowych 3D rozpoczął się od bardzo małego świata gry. Gracze zostali poprowadzeni po mniej lub bardziej przypominającym tunel torze. Pierwszym technicznym kamieniem milowym dla pojedynczego gracza była gra „Half Life” z 1998 r., która prowadziła gracza głównie przez podziemne tunele, prawdopodobnie także dlatego, że zaprojektowanie otwartego krajobrazu wymagało większej mocy obliczeniowej i pracy programistycznej. Podczas gdy wiele obiektów, takich jak ściany i meble, zostało odtworzonych dość wiernie, w szczególności postacie ludzkie były wyraźnie rozpoznawalne jako grafika komputerowa. Można było zobaczyć tylko szorstkie tekstury, które przypominały ludzką twarz. Niestety, poza łatwiejszymi łamigłówkami, ta gra polegała głównie na strzelaniu do licznych wrogich statków kosmitów by utorować drogę szturmowcom US Marines.

Od lat 90. wiele się wydarzyło. Koncepcje gry stały się bardziej wyrafinowane i znacznie bardziej zróżnicowane. Wraz z nimi komputery, a zwłaszcza karty graficzne. Rynek gier jest motorem coraz potężniejszego sprzętu. Jeden wynalazek następuje po drugim. Środowisko gry i postacie coraz bardziej zbliżają się do fotorealistycznej reprezentacji. Dziś światy w tych grach wyglądają na niemal malowane.

I możesz swobodnie odkrywać te nowe światy gier, dla których istnieje odpowiedni anglicyzm: „Koncepcja otwartego świata”. Nie ma już projektu gry podobnego do tunelu, zamiast tego znajdujesz się w ogromnym świecie, w którym faktycznie zgubiłbyś się bez mapy.

W tym miejscu chciałbym omówić jedną z tych gier przygodowych jako przykład, ponieważ według moich obserwacji znaki dnia dzisiejszego są w tej grze skondensowane, nawet na różnych poziomach obserwacji.

Horizon – Zero Dawn“

Wydana w 2017 roku gra „Horizon – Zero Dawn” jest pierwszą częścią z obecnie dwóch gier. Sequel, który ukazał się w lutym 2022 roku, nosi tytuł „Horizon – Forbidden West”.

Również w tej grze możesz swobodnie poruszać się po ogromnej mapie w otwartej grze i odkrywać miejsca na mapie jedno po drugim, według własnego wyboru, wykonywać liczne zadania i rozwiązywać zagadki.

Gracz wślizguje się w tożsamość małej Aloy (10). Dorasta jako wyrzutek w plemieniu, albo jeszcze lepiej, obok plemienia „Nora”. To plemię posiada tylko technologię epoki kamienia. Włócznie, łuki i strzały, kościane noże i kamienne narzędzia określają wyposażenie osadników. Istnieją jednak pewne bardzo irytujące anomalie, o których później.

Aloy wychowuje równie wyrzutek – wojownik imieniem Rost, który adoptował ją i opiekuje się nią jak ojciec (11). Szkoli ją, by była idealną łowczynią. Gracz towarzyszy dziewczynie Aloy w kilku grywalnych małych scenariuszach i widzi, jak dorasta, by stać się młodą kobietą i wykonuje swoje pierwsze ćwiczenia myśliwskie. Wszystko wciąż pod opieką ojca. Służy to również zaznajomieniu gracza z kontrolkami gry. Aby to zrobić, potrzebuje około dwóch pierwszych godzin zanurzenia w fantastycznym świecie „Horizon”.

Niebezpieczeństwo uzależnienia

A to również pokazuje niezwykle ważny wstrząs na rynku gier. Podczas gdy pikselowe gry z lat 80. były zwykle tak trudne, że gracz często odpuszczał gry sfrustrowany wieloma porażkami, dzisiejsze gry są zaprojektowane w taki sposób, że nawet średnio doświadczony gracz może opanować scenariusz bez większych problemów technicznych. Gry mają wystarczająco dużo przeszkód, aby gracz nie czuł się sfrustrowany. Z drugiej strony poczucie osiągnięć i nagród jest liczne.

Swój powód może tu mieć zjawisko, że uczniowie z trudem radzą sobie z dłuższymi zadaniami. Przy tak łatwych do osiągnięcia sukcesach w grze gracz zapomina, jak przejść przez większe fazy frustracji, aby ostatecznie osiągnąć sukces. Ale to właśnie zwiększa lojalność gracza do gry. Obiecuje szybkie uczucie szczęścia.

Jednocześnie coraz bardziej identyfikujesz się z protagonistą, który staje się awatarem gracza w nowym świecie fantasy. I można się w tym świecie zatracić, także dlatego, że w dużych częściach jest on absolutnie fotorealistyczny. Trawa i liście kołyszą się na wietrze, piasek wiruje. Słońce odbija się w blasku małego szemrzącego strumyka, którego woda krystalicznie czysta spada z góry. Realistyczne wrażenie rzadko przerywają drobne błędy graficzne, nienaturalne ruchy ludzi lub przedmiotów.

Pomimo tych (wciąż) widocznych ograniczeń technicznych, postacie mają niemal naturalny wygląd, a przede wszystkim realistycznie wyglądające twarze z równie realistyczną mimiką. Reprezentacja ludzkiej skóry czy pojedynczych włosów, która kiedyś była tak trudna, teraz jest bardzo udana. Niektóre animowane sceny z gry trudno odróżnić od prawdziwych nagrań filmowych. Zwłaszcza emocje wydają się widzowi całkowicie realistyczne. Ogólnie rzecz biorąc, gra nabiera charakteru filmu, w którym możesz sam hojnie interweniować. Dlatego przymiotnik „interaktywny”, także popularne, ale rzadko rzeczywiście trafne modne hasło w związku z nowymi mediami, jest wyjątkowo uzasadniony w przypadku „Horizon”(12).

W tej grze bardzo często chodzi też o zasadę „zabij albo daj się zabić”, czyli o samo przetrwanie, nawet jeśli jest to uzasadnione fabułą epoki kamienia, a technologia łuków i strzał jest znacznie mniej barbarzyńska niż masowe zabijanie nowoczesną bronią w licznych innych symulacjach wojennych dostępnych w sprzedaży. W większości przypadków możesz też przekraść się obok potencjalnie niebezpiecznych przeciwników w „Horizon” lub uniknąć operacji bojowych dzięki umiejętnościom negocjacyjnym. Tak więc gry z serii „Horizon” nie są grami wojennymi, ale zawierają elementy wojenne. Jest to prawdopodobnie jeden z powodów, dla których ta gra ma klasę wiekową FSK12. (FSK to skrót od „Freiwillige Selbstkontrolle der Filmwirtschaft“, po polsku oznacza „dobrowolną samokontrolę przemysłu filmowego“, liczba 12 oznacza dozwolone od 12 roku życia- przyp. tłumacza)

Fotorealizm, zanurzenie się w świecie fantasy, ekscytująca fabuła, łatwa nauka techniki gry, to główne elementy, które nadają takim grom bardzo silny urok. W szczególności osoby o niestabilnej osobowości i niskiej samoocenie są narażone na wysokie ryzyko uzależnienia. Możesz grać w tę grę całymi dniami, zostać bohaterem i całkowicie zapomnieć o prawdziwym życiu.

Każdy, kto wyobraża sobie otyłego i przemęczonego dojrzewającego chłopca przed ekranem komputera w zaciemnionym pokoju dziecięcym ze stosami pudełek po pizzy i licznymi pustymi butelkami po coli, ma rację, to jest ten scenariusz. To dziecko, kiedy naprawdę uzależnia się od hazardu, staje się coraz bardziej wycofane i coraz mniej wrażliwe. Wagarowanie to tylko jeden z wielu aspektów negatywnego rozwoju tej młodej osoby (13). (14)

Traci on kontakt ze światem rzeczywistym i staje się wobec niego obojętny.

Poczucie bycia outsiderem również nie jest obce wielu nastolatkom, więc zabawa z outsiderem Aloy otwiera pozorną możliwość zrekompensowania tego postrzeganego deficytu; tutaj możesz poczuć się jak bohater lub bohaterka.

Rozwój gry i rynek

Dlaczego twórcy gry wybrali protagonistkę?

Możliwość wykorzystania kobiecej postaci identyfikującej się, aby zachęcić dziewczęta do gry, które poza tym są wyraźnie mniej entuzjastycznie nastawione do grania w gry przygodowe 3D na komputerze, mogła być częścią rozważań twórców gier.(15)

Ponieważ zwiększa to wyniki sprzedaży i ostatecznie zabezpiecza miejsca pracy twórców gry, którzy również znajdują się w autodestrukcyjnej rywalizacji z innymi firmami. Zatrudnianie i zwalnianie są na porządku dziennym w firmach tworzących gry. Przede wszystkim, jeśli jako pracownik wpadniesz na pomysł powołania rady zakładowej, szybko wypadasz z obiegu. Możesz o tym przeczytać w Verdi. Trzeba wspomnieć, że Verdi nie miało na myśli firmy twórców „Horizon”.(16)

Dystopia za horyzontem

Powróćmy do rozgrywki w „Horizon“ :

Już w pierwszych minutach zauważasz, że Aloy jest kimś wyjątkowym. Jako wyrzutek jest odrzucana przez osoby w tym samym wieku z plemienia, a jej jedyną osobą odniesienia jest jej ojciec Rost. Aby zostać uznaną za równą w plemieniu, mierzy się z innymi rówieśnikami w konkursie znanym jako „Próba”(17).

Stopniowo gracz eksploruje świat jako Aloy. A najpóźniej staje się jasne, jaki to jest świat.

Maszyny przemierzają doliny w pobliżu osady plemiennej. Maszyny, które wyglądają jak zwierzęta. Niektóre wyglądają jak bawoły wodne, jak jelenie, a inne wyglądają jak konie lub przerośnięte jaszczurki. Pytanie, skąd pochodzą te maszyny w świecie epoki kamienia, wisi nad graczem jak miecz Damoklesa.

Ten świat nie jest czystym światem fantasy, jak na przykład „Śródziemie” w epickim Władcy Pierścieni, ale jest to prawdziwa ziemia; w post-apokalipsie. Aloy odkrywa starożytne bunkry dawno zaginionej cywilizacji high-tech. Już jako dziecko znalazła tzw. „Focus” w jaskini, która okazała się pozostałością po bunkrze. Małe trójkątne urządzenie wielkości około dwóch cali, które nosi się na uchu i przypomina futurystycznie wyglądający zestaw głośnomówiący do telefonu komórkowego. Małe urządzenie rozszerza percepcję użytkownika. Nagle widzi otoczenie z dodatkowymi informacjami. Na przykład łuk jest nazwany „łuk” na wirtualnym znaku pojawiającym się. W polu widzenia zaznaczono ważne rośliny. Niepozorne ściany skalne okazują się „Focusem” jako bramą do ukrytych jaskiń, które również są wyposażone w zaawansowaną technologię, z których niektóre nadal działają. Z pomocą Focusa, Aloy uzyskuje dostęp do ukrytych elektronicznych mechanizmów blokujących, może otwierać bramy, znajduje artefakty techniczne i pamięć elektroniczną wszędzie, które może odczytać przy pomocy Focusa. W rezultacie dawna historia twojego świata staje się dla niej coraz bardziej widoczna. Wiele znalezionych przedmiotów możesz zabrać ze sobą.

Jako Aloy poruszasz się po tym post-apokaliptycznym świecie w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu jako łowca i zbieracz, mijasz stare, zgniłe samochody, zbierasz wszelkiego rodzaju złom, rośliny lecznicze w ulicznych kanionach między ruinami drapaczy chmur, strzelasz do królików, koziorożców oraz dzików jako dostawców żywności i surowców do toreb skórzanych i wielu innych. To nierealistyczne, że Aloy musi poruszać się w małej ciężarówce, aby przewozić wszystkie te rzeczy, które pilnie zbiera, ale prawdopodobnie wynika to również z wciągającej koncepcji gry. Aloy nie wyglądałaby tak fajnie z ciężkim wózkiem za sobą.

Podczas swoich wędrówek po ogromnym świecie fantasy spotyka inne ludy, z których niektóre są na poziomie technologicznym starożytności lub średniowiecza, i może handlować swoimi znaleziskami w wielu miastach i małych osadach.

Jeśli grasz do samego końca, możesz zobaczyć następujący scenariusz: Dawna cywilizacja osiągnęła poziom techniczny, który, liczony od dzisiaj, jest uważany za około 50 do 100 lat dalej w przyszłość.

Ludzkość opracowała samowystarczalne maszyny wojenne ze sztuczną inteligencją, które były wykorzystywane częściej i częściej przez różne grupy interesu w nieustannym dążeniu do swoich interesów. Ostatecznie walczyły ze sobą armie bezdusznych maszyn. Na pierwszy rzut oka myślisz, że to lepsze niż ludzie mordujący się nawzajem. Niestety to krótkowzroczność.

Maszyny ewoluowały, aby móc replikować się niezależnie od ludzi. Przez niefortunny błąd w programowaniu lub przez podstęp i sabotaż – kto by tak pomyślał – te machiny wojenne wymknęły się spod kontroli i szalały po całej planecie. Zgodnie z fabułą gry konsumowały biomasę planety do rozmnażania. Było więc do przewidzenia, że ​​te maszyny uczynią planetę jałową kulą skalną bez jednej żywej istoty. Niestety, gorzka świadomość przyszła zbyt późno dla wysokiej cywilizacji, gdy nie mogła już zatrzymać maszyn. W ostatnim desperackim akcie opracowali sztuczną inteligencję o nazwie Gaia. Karmiono ją informacją genetyczną każdej żywej istoty, którą można jeszcze znaleźć.

Niestety, do tego czasu wiele dużych ssaków zostało już bezpowrotnie strawionych przez walczące maszyny i tym samym zniknęło z powierzchni ziemi.

Nadszedł nieunikniony koniec, planeta została wyjedzona do skały, machiny wojny zgniły. Sztuczna inteligencja Gaia próbowała zrestartować. Wyhodowała nowe życie z zapisanych w niej kodów genetycznych i w ten sposób ponownie zaludniła Ziemię. Wybór imienia AI (skrót od angielskiego Artificial Intelligence – po polsku sztuczna inteligencja – przyp. tłumacza) na podstawie mitologii greckiej jest w pełni słuszny.

Gaia jako „Matka Ziemia” rodzi rośliny, zwierzęta i ludzi. Po nieuchronnej apokalipsie sztuczna inteligencja stworzyła także przydatne maszyny, które przejęły zadania gatunków wytępionych przez maszyny bojowe w ich pierwotnej niszy ekologicznej, aby stworzyć stabilną równowagę w ekosystemie.

Tutaj możesz zobaczyć powód, dla którego jako biolog odczuwam pewną fascynację tą ideą gry. Podobnie jak w przypadku bardzo dobrych powieści, tło gry jest dobrze przemyślane i niewątpliwie ma głębię.

Niestety, próby ponownego zasiedlenia Gai kończyły się kilkakrotnie niepowodzeniem, więc musiała próbować raz za razem. Nie wiemy, ile razy to się zdarzyło. Mijają wieki, a sprzęt AI starzeje się i staje się podatny na błędy. Program Gai się nie udał.

To aktywowało kolejną sztuczną inteligencję o nazwie „Hades”, tutaj również mitologia grecka pozwala wyciągnąć wnioski na temat funkcji programu. Jednak Hades wymknął się spod kontroli, w końcu przepalił wszystkie swoje bezpieczniki, a program dosłownie wpadł w amok. Pierwotnie pomyślany jako rodzaj resetującego programu bezpieczeństwa dla Gai, teraz udaremnił genezę Gai. W walce z Hadesem o jej stworzenie, AI Gaia stworzyła dziecko z zapisanej sekwencji DNA głównego programisty Gai i przekazała ją plemieniu Nora na opiekę. Można się domyślić, że chodzi o Aloy, która musiała wydawać się Nora trochę dziwna. Ponieważ dosłownie pojawiła się znikąd.

Jako klon głównej programistki Gai, jej DNA daje jej jedyny dostęp do protokołów bezpieczeństwa Gai, co pozwala jej uratować świat. Tak wygląda bardzo skrócona wersja tej epopei (18)

Hipotezy dotyczące przyszłości

Każdy, kto wcześniej myślał o zagładzie nuklearnej jako o sztucznym Armagedonie, nie myli się. To bardzo prawdopodobny scenariusz, zwłaszcza na tle wojny na Ukrainie, która bardzo szybko może przerodzić się w nuklearną trzecią wojnę światową.

Jeśli tak się nie stanie, idea gry „Horizon” przeniesie się w sferę prawdopodobieństwa. Maszyny, które mają zastąpić żołnierzy i sztuczna inteligencja, która nimi steruje, są już testowane. Regularne stosowanie jest w niedalekiej przyszłości. Jeśli ktoś naprawdę pomyśli o tym, jak maszyny mogą się rozmnażać bez interwencji człowieka, scenariusz taki jak w „Horizon” staje się absolutnie możliwy. Być może, można by powiedzieć, że jest to nieunikniony ostateczny cel transhumanizmu. Ideologia, która ostatecznie chce przezwyciężyć życie biologiczne za pomocą maszyn i sztucznej inteligencji.

A jeśli posłuchamy bohaterów Wielkiego Resetu lub ich doradców, gra „Horizon” ma sens na kilka sposobów.

Historyk i filozof prof. dr. Yuval Noah Harari (11 i 12 maja 2022 roku Yuval Harari otworzy w Poznaniu imprezę pod nazwą Impact 22 – przyp. tłumacza) , doradca Klausa Schwaba i mile widziany gość na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF), powiedział w wywiadzie:

Podczas rewolucji przemysłowej XIX wieku ludzkość nauczyła się produkować tylko proste rzeczy, takie jak tekstylia, buty, broń i samochody. I to wystarczyło, aby bardzo nieliczne kraje, które najszybciej poradziły sobie z rewolucją, ujarzmiły wszystkie inne. Teraz mówimy o drugiej rewolucji przemysłowej. Ale tym razem produktami nie będą tekstylia, maszyny, pojazdy czy broń. Tym razem produktem są sami ludzie, teraz uczymy się wytwarzać ciało i umysł. Ciało i umysł będą dwoma głównymi produktami, które wywołają następną falę wszystkich tych zmian. A różnica między tymi, którzy mogą tworzyć ciała i umysły, a tymi, którzy nie mogą, będzie większa niż wszystko, co kiedykolwiek widzieliśmy w historii. Ci, którzy nie są w stanie teraz nadążyć za tą rewolucją, najprawdopodobniej wymrą. Jeśli wiesz, jak stworzyć ciało i umysł, tania siła robocza będzie bezwartościowa w Afryce, Azji czy gdziekolwiek indziej. […] Najważniejszym pytaniem następnej dekady dla polityki i gospodarki będzie: Co robisz z tymi wszystkimi bezużytecznymi ludźmi? Nie sądzę, że mamy na to model ekonomiczny. Domyślam się, i to tylko przypuszczenie: jedzenie nie będzie problemem. Taka technologia może być również wykorzystana do wyprodukowania wystarczającej ilości żywności, aby nakarmić wszystkich. Problemem jest więcej nudy. Co robisz z [bezużytecznymi ludźmi]? Jak mogą znaleźć coś, co nadaje sens ich życiu, kiedy są zasadniczo bez znaczenia. Bezwartościowy. Jedyne, o czym teraz myślę, to połączenie narkotyków i gier komputerowych”(19)

Jak praktyczne są gry komputerowe, które sprawiają, że tak samo jak narkotyki uzależniają ludzi i rzucają na nich urok.

Podczas gdy ARD i ZDF (programy telewizji publicznej w Niemczech – przyp. tłumacza) wciąż zastanawiają się w licznych programach doradztwa rodzinnego, dlaczego tak wielu młodych ludzi uzależnia się od hazardu, ja mam pomysł. Jest to celowe, ponieważ państwo nie interweniuje, aby to uregulować!

Niektórzy jak Paul Schreyer i Thomas Röper podejrzewają, że za Coroną celowo wywołano kryzys, aby zainicjować przewrót (20).

I tak się złożyło, że akcja „Graj w domu” odbyła się 20 kwietnia 2021 r. podczas blokady w 2021 r. Czytamy o tym na stronie głównej konsoli do gier „Playstation”:

Ponieważ ludzie na całym świecie nadal robią to, co słuszne i zostają w domu, aby chronić zdrowie wszystkich, Play at Home powraca w nadchodzących miesiącach z bezpłatnym wyborem wspaniałych gier i nie tylko.”(21)

Proszę nie zakładać, że branża gier musiała być w zmowie z Gatesem, Schwabem i im podobnymi. Wystarczy zmienić reguły rynkowe, a niektóre firmy to wykorzystają i będą z tego korzystać. Czytamy o tym na portalu Gamepro.de, na przykład:

Kampania Play at Home okazała się satysfakcjonującym sukcesem. W wywiadzie dla GamesIndustry.biz dyrektor generalny PlayStation, Jim Ryan, opowiedział teraz, co myśli o kampanii i jak poradzi sobie z kolejną blokadą. Ryan uważał, że gry Play at Home były „dobrą rzeczą”, aby uczynić blokadę bardziej znośną dla graczy na całym świecie […]”.

Nawiasem mówiąc, gra „Horizon – Zero Dawn”, podobnie jak wiele innych podobnych gier, była oferowana do sprzedaży za darmo w ramach tej kampanii (22).

A ARD jest zdziwiona szybko rosnącą liczbą młodych ludzi uzależnionych od hazardu (23). Ja już nie jestem. w ogóle zaskoczony.

Ci uzależnieni ludzie stają się zupełnie obojętni na świat realny, uwięzieni w swoim komputerowym świecie, który, nie oszukujmy się, jest też wręcz malowniczo piękny i uwodzicielski. Możesz zrobić prawie wszystko z uzależnionym, on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Daj im ekran, komputer, wystarczającą ilość jedzenia i „powszechny dochód podstawowy”, a będą posłuszni. Zarządzanie nie może być prostsze!

Stado bezwolnych poddanych. Oczywiście bezwarunkowy dochód podstawowy nie będzie aż tak bezwarunkowy. Każdy, kto narzeka, nic nie dostaje.

To takie proste w nowym wspaniałym świecie transhumanistów.

Markus Fiedler

Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Oryginał ukazał się 30 kwietnia 2022 roku na https://apolut.net/dystopie-des-transhumanismus-am-horizont-von-markus-fiedler/

Linki :

1 https://de.wikipedia.org/wiki/Tabletcomputer

https://archive.ph/wip/we8yj

2 Hal 9000s interview. Szene aus „2001, a Space odyssee. https://youtu.be/BDha7nj4s10

3 A.a.O Hal 9000 interview.

4 “Als Stanley Kubrick das iPad erfand“. In SZ Online. 24.8.2011. https://www.sueddeutsche.de/digital/patentstreit-

zwischen-samsung-und-apple-als-stanley-kubrick-das-ipad-erfand-1.1134513

https://archive.ph/wip/KyHTn

http://docs.dpaq.de/44-samsung2001pic1.pdf

https://archive.ph/wip/STZYV

5 „How Startrek inspired an Innovation – your Cell Phone.“

https://www.destination-innovation.com/how-startrek-inspired-an-innovation-your-cell-phone/
https://archive.ph/wip/WasOD

Siehe auch: https://www.cnet.com/tech/mobile/nokia-star-trek-communicator-revealed-we-want-matrix-phone/

https://archive.ph/wip/17HOr

6 Star Trek IV – Zurück in die Gegenwart: Transparentes Aluminium. https://youtu.be/wTjwNwgJ1G0

7 https://de.wikipedia.org/wiki/Aluminiumoxynitrid

https://archive.ph/wip/Uw4SC

8 https://de.wikipedia.org/wiki/Doom_Eternal

9 https://de.wikipedia.org/wiki/Half-Life

https://archive.ph/K3hAE

10 https://horizon.fandom.com/de/wiki/Aloy

🌟11 KIND DER HOFFNUNG HORIZON – ZERO DAWN #001. https://youtu.be/kUL2Dk4jlbM

12 Hans-Juergen Bucher: Wie interaktiv sind die neuen Medien?. Universität Trier. Im Buch: Die Zeitung zwischen

Print und Digitalisierung (S. 139-171).

https://www.researchgate.net/publication/300576161_Wie_interaktiv_sind_die_neuen_Medien
https://archive.ph/wip/gJHbx

13 Susanna Zdrzalek: Digitale Verführer – Mit zehn Jahren in die Computerspielsucht. ZDF Online, 10.11.2021.

https://www.zdf.de/nachrichten/panorama/sucht-computerspiel-kinder-jugendliche-100.html

https://archive.ph/wip/kUlej14 Corona: Mehr Social-Media- und Spielsucht bei Jugendlichen. NDR Online, 4.11.2021

https://www.ndr.de/nachrichten/hamburg/Corona-Mehr-Social-Media-und-Spielsucht-bei-Jugendlichen-,computerspiele196.html
https://archive.ph/wip/cgj4p

15 Kathrin Wiedenbauer: Geschlechtsunterschiede im Umgang mit Computerspielen. Seminararbeit. 2004.

https://www.grin.com/document/157611

Annemarie Treiber: Das Phänomen der Vielspielerinnen. Magisterarbeit, Uni Wien, FB Publizistik und

Kommunikationswissenschaft, April 2010. Kapitel 3.2 „Das Rollenspiel“, S. 33ff.

https://core.ac.uk/download/pdf/11590097.pdf
https://archive.ph/wip/QNDHP

16 Verdi, Landesbezirk Hamburg: Mitbestimmung unerwünscht. 2016. https://hamburg.verdi.de/++co++6150b636-ce60-11e5-b830-525400438ccf

https://archive.ph/wip/H9CxV

🌟17 DIE ERPROBUNG HORIZON – ZERO DAWN #009. https://youtu.be/mgAcA19cYHY

18 https://youtu.be/qLKDcSWNtOg

19 https://www.freethewords.com/2022/04/13/das-schoepferische-subjektiversum-teil-6-von-ruediger-lenz/

https://archive.ph/wip/NmVBo

Alternativ: https://t.me/alschner_klartext/1688

https://archive.ph/wip/f8e2P

20 Paul Schreyer: Pandemie-Planspiele – Vorbereitung einer neuen Ära? https://youtu.be/SSnJhHOU_28

Thomas Röper: Inside Corona https://www.j-k-fischer-verlag.de/J-K-Fischer-Verlag/INSIDE-CORONA–10647.html

21 https://www.playstation.com/de-de/play-at-home/

https://archive.ph/wip/kiS5B

22 https://www.gameswirtschaft.de/marketing-pr/play-at-home-sony-horizon-zero-dawn-download-kostenlos/

https://archive.ph/wip/pwb84

23 A.a.O. Corona: Mehr Social-Media- und Spielsucht bei Jugendlichen. NDR Online, 4.11.2021

A la guerre comme a la guerre. [po polsku, nie bój się…]

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    10 maja 2022

Nareszcie wiemy, o co tak naprawdę chodzi na Ukrainie. Wyjaśnił to podczas spotkania z prezydentem Zełeńskim w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który towarzyszył tam sekretarzowi stanu Antoniemu Blinkenowi. Sekretarz stanu stwierdził, że Rosja już „przegrała”, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo taki jest rozkaz, chociaż w takim razie ciekawe, kto tam na Ukrainie jeszcze wojuje? Najwyraźniej Rosja jeszcze nie wie, że już przegrała i wojuje, jakby nigdy nic – jak ten partyzant, co to wysadzał tory i wysadzał, nie wiedząc, że wojna już się skończyła.

Ale deklaracja sekretarza obrony była nieco inna – że mianowicie celem wojny jest obezwładnienie Rosji. Jeśli tak, to znaczy, że Rosja jeszcze nie przegrała, bo czy zostanie obezwładniona, czy nie, to się dopiero okaże. Na przykład pan Piotr Panasiuk, którego „Gazeta Wyborcza” z pewnością zdemaskuje jako ruskiego agenta – bo właśnie pan red. Wroński podał tam aż pięć sposobów na wykrywanie ruskich agentów. Aż pięć? Myślę, ze wystarczyłby jeden – bo ruskiego agenta, podobnie zresztą, jak człowieka przyzwoitego, można rozpoznać po zapachu. Różnica sprowadza się do tego, że człowiek przyzwoity pachnie inaczej, podczas gdy ruscy agenci – inaczej – ale żeby tę różnicę wyczuć, trzeba mieć specjalnego nosa, a tych w „GW” przecież nie brakuje.

Wracając tedy do pana Panasiuka, to twierdzi on, że straty sił rosyjskich na dzień 16 kwietnia br. to około 2-3 procent zasobów Federacji Rosyjskiej. Na przykład na 2100 samolotów bojowych Rosja straciła 163. Na 2050 śmigłowców Rosja straciła 144. Na 5 tys. zestawów przeciwlotniczych Rosja straciła 66. Na 24 tys. czołgów (z rezerwami), Rosja straciła 756. Na 40500 bojowych wozów piechoty (z rezerwami) Rosja straciła 1976. Na 3391 wyrzutni rakiet (bez strategicznych), Rosja straciła 122. Na 20 tys. luf artylerii polowej i moździerzy Rosja straciła 366. Na 605 okrętów Rosja straciła 2. I wreszcie, na 900 tys żołnierzy Rosja straciła 20 tysięcy. To są dane ze Sztabu Generalnego Ukrainy.

Natomiast straty ukraińskie według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia kształtują się następująco: Na 159 samolotów bojowych Ukraina straciła 134. Na 147 helikopterów, Ukraina straciła 105. Na 300 zestawów przeciwlotniczych Ukraina straciła 246. Na 2596 czołgów plus 4000 bojowych wozów piechoty, Ukraina straciła 2269. Na 490 wyrzutni rakiet Ukraina straciła 252. Na 3107 luf artylerii polowej i moździerzy Ukraina straciła 987. Na 38 okrętów Ukraina straciła 38. I wreszcie na 209 tys. żołnierzy Ukraina straciła w zabitych 23 367, a w rannych – około 30 tysięcy.

Z tego zestawienia wynika, że bez stałych i obfitych dostaw uzbrojenia i amunicji z zagranicy, Ukraina nie byłaby w stanie kontynuować wojny. Na tym tle widać, że na Ukrainie Stany Zjednoczone i NATO prowadzą wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. W świetle tego lepiej rozumiemy pragnienie prezydenta Zełeńskiego, by wojna ta rozlała się również na inne kraje, przynajmniej na kraje Europy Środkowej, jak również, dlaczego jest on coraz bardziej natarczywy w żądaniach zagranicznej pomocy dla Ukrainy.

Dotychczas NATO od samego początku zaangażowało się w wojnę z Rosją na Ukrainie, powstrzymując się jedynie od bezpośrednich działań militarnych, natomiast uczestnicząc w konflikcie pod każdym innych względem: finansowym, wywiadowczym, zbrojeniowym i propagandowym.

Jest to zgodne z doktryną elastycznego reagowania z lat 60-tych, według której mocarstwa nuklearne wojują ze sobą na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z punktu widzenia USA Ukraina idealnie się na takie przedpole nadaje, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej. USA zatem nie szczędzą tym krajom komplementów, ale – w odróżnieniu od Ukrainy, na wspieranie której wszystkie państwa NATO zostały opodatkowane – każą sobie za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” płacić. Czy byłyby skłonne np. partycypować w kosztach uzbrojenia dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma być powiększona polska armia – tego nie wiemy, bo żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się takiej propozycji prezydentowi Bidenowi przedstawić, a trudno od niego oczekiwać, by występował z nimi sam.

W tym celu Amerykanie 26 kwietnia wezwali ministrów obrony 40 państw w jakimś stopniu od USA uzależnionych do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, by wyznaczyć im zadania w zakresie wspierania Ukrainy tak, aby mogła kontynuować wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Ukraińcy chyba coraz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostali wepchnięci między ostrza potężnych szermierzy, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, próbują ratować się ucieczką na własną rękę. Tylko do Polski uciekło z Ukrainy co najmniej 3 mln osób, a ONZ przewiduje, że w najbliższych miesiącach ucieknie stamtąd dalszych 8 milionów. Tymczasem, o ile w wysyłaniu na Ukrainę broni i amunicji państwa NATO, aczkolwiek nie wszystkie i niechętnie – uczestniczą, to w kosztach utrzymania tych milionów Ukraińców partycypować nie chcą. Nawet gorzej, niż „nie chcą”, bo w ramach szantażu finansowego, jaki Niemcy wcześniej zastosowały wobec Polski, właśnie rozszerzyły ten szantaż również na Węgry w ramach sławnego „mechanizmu warunkującego”. O ile zatem Stany Zjednoczone chciałyby „’obezwładnić” Rosję, by się już nie denerwować, czy dotrzymałaby ona obietnicy neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, to Niemcy wzięły na celownik kontrolowanych przez siebie instytucji Unii Europejskiej Polskę i Węgry, by raz na zawsze wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które w 2017 roku wprawiły Berlin w takie zdenerwowanie, że aż Niemcy zgłosiły do tego projektu akces, co z zagadkowych powodów tak ucieszyło pana prezydenta Dudę. Słowem – jak mówił w „Panu Tadeuszu” Klucznik Gerwazy – „gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.

Oczywiście Rosja zjazd w Ramstein zauważyła i tego samego dnia zakręciła Polsce kurek z gazem pod pretekstem, że w przewidzianym terminie Polska nie uiściła należności w rublach, co specjalnym ukazem zadekretował od 1 kwietnia Putin. Nasi Umiłowani Przywódcy, jak zwykle niczego się nie boją tym bardziej, że brytyjski minister sprawiedliwości natychmiast zapewnił, że Wielka Brytania stanie z nami „ramię w ramię”. Nie wiadomo, co to konkretnie oznacza – czy że premier Johnson udostępni nam nieco własnego gazu, czy coś innego – ale Anglicy zawsze mieli skłonność do udzielania niejasnych obietnic, o czym Polska przekonała się we wrześniu 1939 roku. Również pani Urszula von der Layen ofuknęła Putina, że zastosował wobec Polski szantaż gazowy, bo jużci – gazowy szantaż wobec Polski to zbrodnia, podczas gdy finansowy, to czyn szlachetny.

Jak u Orwella: „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Na zamknięcie gazowego kurka złoty od razu stracił na wartości, a cena gazu w Europie skoczyła o 20 procent. Wygląda na to, że inflacja będzie coraz większa, ale na szczęście mamy wojnę na Ukrainie i Putina, na którego można wszystko zwalić, więc nic dziwnego, że w kołach rządowych panuje nastrój pogodny. Na razie walka z inflacją w Polsce sprowadza się do wprowadzenia nazwy „Putinflacja”, którą niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, skwapliwie propagują. Tymczasem słychać, że już następnego dnia po zakręceniu Polsce kurka z gazem, kolejne 10 państw poważniejszych otworzyło sobie rachunki bankowe w ruskim Gazprombanku. Będą wpłacały należność za gaz w dolarach lub euro, a Gazprombank będzie regulował te należności Gazpromowi już w rublach. Decyzja w tej sprawie została w UE podjęta jeszcze przed świętami, ale na najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy albo nie zostali o niej poinformowani, albo nawet mogli zostać, tylko, jako wzorowi ormowcy, nie przyjęli tego do wiadomości wskutek czego Polacy już wkrótce będą musieli przejść na własny gaz, bo na razie, żeby dokuczyć Putinowi, właśnie odmrażamy sobie uszy.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Media zaczynają i kończą wojny. Na rozkaz, oczywiście.

Bardzo szybko poszło – konflikt na Ukrainie jednym z wielu tematów

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/bardzo-szybko-poszlo-konflikt-na-ukrainie-jednym-z-wielu-tematow/

Bodaj kilka dni temu, na paru portalach pojawiła się informacja, że w okolicach „Wyspy węży” ukraińskie oddziały zatopiły nie jeden okręt „Moskwa”, ale aż trzy ruskie okręty. Jeszcze miesiąc temu cały Internet komentowałby tę sensację na wszystkich możliwych kontach społecznościowych. Dziś nikomu się nie chce klawiatury męczyć, nawet na tym podstawowym poziomie, czy informacja jest prawdziwa, czy to może kolejny mit ze znanej wyspy.

Prawa natury, w tym natury ludzkiej, są nieuniknione i spisane od lat. Pierwszy zawsze jest szok, potem strach, że będzie jeszcze gorzej, dalej idzie przyzwyczajenie i na końcu znudzenie. Na jakim etapie jesteśmy teraz? W mojej ocenie jest to przyzwyczajenie, ale przypominam, że konflikt na Ukrainie trwa zaledwie 75 dni, czyli dwa i pół miesiąca, a już trzy etapy są za nami. Tempo naprawdę imponujące, biorąc pod uwagę rangę i skalę, wszak powszechnie nazywa się to wojną.

Skąd tak szybka reakcja? Czynników jest wiele, na pewno intensywność z jakim temat był eksponowany zrobiła swoje. Zmęczenie po dwóch latach straszenia inną zagładą, również ma niebagatelne znaczenie. Po wyciszeniu emocji Polacy zaczęli też z przerażeniem patrzeć na to, co się dzieje z ich finansami i wiadomo, że tak źle nie działo się od dawna. Człowiek przestaje się przejmować i zajmować losem drugiego człowieka, gdy sam żyje w poczuciu zagrożenia. Co więcej taki stan rodzi frustrację, która szuka ujścia w wielu miejscach i prawie zawsze kończy się przerzucaniem winy na polityków albo całe grupy społeczne. W Polsce te procesy zostały już zapoczątkowane, pierwsza fala współczucia dla Ukraińców i zrozumienia dla działań rządu, minęła bezpowrotnie.

Tak jak nie dało się wrócić do zamykania lasów, tak nie da się dzień w dzień skutecznie epatować obrazami wojny, zwłaszcza, że zazwyczaj są to obrazy archiwalne i doskonale znane. Siłą rzeczy konflikt na Ukrainie konkuruje z bieżącymi wydarzeniami i na pewno nie jest monopolistą, jak przez pierwsze tygodnie. Musiałoby się stać coś bardzo spektakularnego, żeby zainteresowanie wróciło do stanu pierwotnego. Nie chcę kusić losu, ale z niewielkim ryzykiem można powiedzieć, że taka perspektywa na szczęście się nie rysuje.

Putin zebrał spore baty, nie takie jak to pokazywano w ukraińskich przekazach propagandowych, ale z całą pewnością o wielkim zwycięstwie mówić nie może – i w rzeczywistości nie mówi. Z dużym prawdopodobieństwem nic wielkiego się w tej materii nie zmieni i w zasadzie będziemy mieli kontynuację z roku 2014. „Zielone ludziki” będą atakować kolejne miasta w okolicach Donbasu, Ukraińcy będą się bronić i z czasem świat zapomni o tym konflikcie, jak zapomniał wcześniej.

Wiele wskazuje, że nastąpił wstępny podział strefy wpływów, mniej więcej na tej linii, która była negocjowana w czasie rozmów Bidena z Putinem. Rosja Ciągle Radziecka wycofała się z zachodniej Ukrainy, operacja obalenia władzy w Kijowie kompletnie się nie udała i przez to wzmocniła Zełenskiego.

Na wschodzie ruskie wojska już tak nie drażnią NATO, dlatego wieści z tamtego regionu są znacznie mniej elektryzujące niż sławetna kolumna czołgów i wozów bojowych zbliżająca się do Kijowa. Jedna rakieta, która spadała na tory we Lwowie ma dużo większą siłę przebicia niż 100 rakiet spadających na Mariupol.

Ostateczne wygaszanie konfliktu, niekoniecznie zbrojnego, ale medialnego, nastąpi wówczas, gdy obie strony uznają, że osiągnęły swoje cele. Naturalnie prawdziwa wojna toczy się pomiędzy USA i szerzej Zachodem, a Rosją, Ukraina jest tylko polem bitwy, podobnym do wcześniejszych pól w Korei i Wietnamie.

Każde ograniczenie podaży rosyjskiego gazu i ropy, będzie zwycięstwem USA i jednocześnie stanowi problem dla Europy, stąd też Niemcy i Francja nie są tak radykalnymi krytykami zbrodniczej polityki Putina. Na wyciszeniu konfliktu zależy w tej chwili wszystkim stronom, bo wszystkie mają swoje interesy i pewnie w takim kierunku będzie to zmierzać. Pewnego dnia zniknęły z telewizji twarze „ekspertów”: Grzesiowskiego, Simona, Karaudy i tak znikną twarze emerytowanych generałów analizujących przemarsz wojsk. Media zaczynają i kończą wojny.

O prowokacjach…Czy na ambasadora Rosji ???

Posłowie Konfederacji o ataku na ambasadora Rosji w Polsce. „Dziwne”

10 maja 2022 Na podst.: https://nczas.com/2022/05/10/poslowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne/

Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez uczestników protestu podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP
Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez „uczestników protestu” podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP

W poniedziałek 9 maja ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został zaatakowany przez ukraińskich demonstrantów. Sprawę szeroko komentują media w Polsce i na świecie. Głos zabrali także politycy jedynej prawicy w Sejmie.

Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.

Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog” czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.

Poseł Janusz Korwin-Mikke:

„P. Irena Zemljana dostanie pewno pół roku więzienia (minimalna kara to 3 miesiące) i zostanie „Bohaterką Ukrainy”. Nie rozumiem tylko dlaczego niektórzy chcą Ją „wydalić z Polski”??? Przede wszystkim trzeba sprawdzić, czy nie jest rosyjską agentką – a potem przykładnie ukarać!” – napisał JKM

Poseł Robert Winnicki także nie do końca wierzy w przypadki.

„Rosyjski ambasador miał świadomość co robi a jego ochroniarze i on sam „dziwnie” spokojnie reagowali na atak. Ukraińska, lewicowa aktywistka doskonale wiedziała, że wywoła skandal. Służby Mariusz Kamińskiego powinny zrobić wszystko, by do tej rosyjsko ukraińskiej ustawki na polskiej ziemi nie dopuścić” – napisał Winnicki. https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-2&features=eyJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfX0%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=1523742930388750337&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F05%2F10%2Fposlowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne%2F&sessionId=09dc6fbfa3c957f92f57d84514701eea1a980d34&theme=light&widgetsVersion=c8fe9736dd6fb%3A1649830956492&width=550px

Rozliczenia ministra Kamińskiego domaga się także poseł Grzegorz Braun.

„Atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej. Bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. ⁦Mariusz Kamiński⁩ do dymisji!” – napisał Braun na Twitterze.

„Dzisiejszy atak na JE Amb. Andriejewa to prostackie barbarzyństwo i antypolska prowokacja; sprawcy – pod sąd i do więzienia; Mariusz Kamiński⁩ do dymisji – jego urzędowanie przynosi hańbę i sprowadza powszechne niebezpieczeństwo” – dodał Braun w kolejnym wpisie.

Pasztet ukraiński

Eugeniusz Moczydłowski

Pół wieku temu, w maju 1972  roku Stefan Kisielewski zanotował w swoim dzienniku:

W Wietnamie piekło, ofensywa, bombardowanie. Toczy się w istocie wojna rosyjsko-amerykańska, tylko że rękami maleńkich Wietnamczyków (…) I nikt im nie wyperswaduje, może nawet, głupie barany, wierzą, że biją się o swoje sprawy.

https://www.bibula.com/?p=133937

Tu i teraz nikt o zdrowych zmysłach nie może sądzić, że obecna wojna rosyjsko-amerykańska toczy się o jakąś wolność lub denazyfikację Ukrainy.

Powód prosty jak klasyczna konstrukcja cepa: trzeba ustalić czy niezmierzone bogactwa Ukrainy będą eksploatować oligarchowie wyznania finansowego od Putina, czy od Bidena. To jest widocznie tak oczywiste, że  rządowo-medialna żenująco nachalna propaganda nawet  o tym nie wspomina uznając za pewnik, że Amerykanom ten wyjątkowo tłusty kąsek się należy jak psu buda.

Alternatywne propozycje genezy tej wojny mogą być prawdziwe, ale mają ograniczone znaczenie. Na przykład Tomasz Sommer twierdzi, że to społeczeństwo rosyjskie oczekiwało i tym sposobem wymogło na Putinie zrobienie porządku na Ukrainie. Często słyszymy i czytamy, że USA chce za wszelką cenę osłabić Rosję w nadziei, że taka Rosja opowie się za Ameryką w czekającym ją nieuchronnie starciu z Chinami. Stałym elementem amerykańskich wojen jest konieczność utylizacji arsenału, który trzeba zastąpić bardziej nowoczesnym uzbrojeniem. W końcu USA wydają na zbrojenia więcej, niż cała reszta świata i ten biznes musi się żwawo kręcić.

Okoliczności towarzyszące temu starciu gigantów nie są już tak klarowne. Dla mnie są niepojęte i co najgorsze, znikąd  nie widać światełka w czarnym tunelu. Nie znajduję żadnego sensownego, nie mówiąc o racjonalnym, wyjaśnieniu przesiedlenia 3 milionów Ukraińców na wyłączne utrzymanie Polaków.  Zrobili to ci sami ludzie, którzy latami tłumaczyli komisarzom Unii Europejskiej i kanclerz Merkel, że po pierwsze to Polski nie stać na przyjęcie tysięcy (nie milionów!) uchodźców,  po drugie wielu z nich to są migranci ekonomiczni, i po trzecie, że Polska rozumie konieczność pomocy ludziom na obszarach objętych wojną, ale tam, na miejscu konfliktu.

Rok przed wojną na Ukrainie, ci sami ludzie konsekwentnie organizowali skuteczny opór przed tysiącami migrantów próbujących przekroczyć nielegalnie granicę z Białorusią. Trwa absurdalna budowa muru na tej granicy, której dalszy ciąg został praktycznie całkowicie otwarty. Podobno do końca wojny można spodziewać się przesiedlenia nawet 8 milionów Ukraińców. Przyznam się, że jestem bardziej niż przerażony. Nie tylko tym, że to może być prawdziwa katastrofa, ale może nawet bardziej tym, ze nikt tym się  nie przejmuje.

Nie ma właściwie żadnych głosów, które by jakkolwiek tłumaczyły jaka jest przyczyna i cel tej operacji. Oficjalne stanowisko systemu rządowo-medialnego to czysto ludzki obowiązek pomocy ludziom, którzy stracili dach nad głową w wyniku zbrodniczego ataku. Dr Lucyna Kulińska twierdzi, że ta akcja przesiedleńcza była dawno przygotowana, a z rozpoznania socjotechnicznego ewentualnej reakcji Polaków wynikało, że taka narracja zostanie przyjęta w społeczeństwie bez większych oporów i można ją łatwo przeprowadzić.

Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol

Nikt nie chce być nieludzki dlatego taki szantaż jest bardzo skuteczny. Nikt nie odważy się wskazać, że właściwie przesiedleńcy nie widzieli żadnej wojny, że jedyne naprawdę zniszczone miasto na Ukrainie to 400-tysięczny Mariupol. Nikt nie zapyta: dlaczego mamy przyjąć 8 milionów przesiedleńców na utrzymanie. Jest tylko głos niezawodnego redaktora Stanisława Michalkiewicza: Amerykanie kazali!

To bardzo być może. W końcu wybraliśmy sobie nowego pana i trudno wierzgać przeciw ościeniowi. Ale to, że kazali, nie wyjaśnia czemu to ma służyć. Polska jest w sprawie wojny na Ukrainie bardziej papieska od samego jankeskiego papieża. Będzie musiała za to zapłacić, tylko nie wiadomo kiedy i ile. Niedźwiedź jak wiadomo to nie lampart, ale jak już dopadnie upatrzoną ofiarę, to marne szanse na przeżycie.

Ale czy wobec tej bojowej postawy Polski strategiczny sojusznik mógł nakazać dokonanie samozagłady najbardziej oddanemu harcownikowi? Wiadomo z historii, że nie jest niemożliwe działanie wbrew własnym interesom z głupoty, strachu lub niewiedzy, ale jednak to jest mało prawdopodobne. Redaktor Leszek Sykulski podobno sugeruje, że służby ukraińskie dostały nagrania, na których wyczyny naszej elity władzy są o parę klas bardziej pikantne niż pokazywały pamiętne nagrania z lokalu  Sowa i Przyjaciele i nimi szantażują decydentów, którzy muszą realizować wszelkie żądania naszych sąsiadów i przyjaciół w myśl owej kontestacji: „pan to musi kochać swoją żonę!  Oj, muszę, muszę!” .

Trudno jednak uwierzyć, że nagrano wstydliwe ekscesy wszystkich, łącznie z opozycją i władzami samorządowymi, które z równym entuzjazmem i zaangażowaniem jak władze centralne, wspierają i realizują gigantyczny program przesiedlania Ukraińców. Polska  i bez tego ogromnego obciążenia jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Składają się na to skutki polityki pandemicznej, setki milionów różnych nałożonych przez Unię kar, niewypłacanie należnych pieniędzy unijnych, tragiczna wpadka Polskiego Ładu, potężna i rosnąca inflacja.

Perspektywy ekonomiczne są jeszcze gorsze w związku z zupełnie nieodpowiedzialną polityką energetyczną w ramach dalszego ciągu harców antyrosyjskich. W tej sytuacji przyjęcie na utrzymanie nawet tych dodatkowych 10% jest po prostu niewyobrażalne, gdyby nie to, że jest już faktem z perspektywą wzrostu nawet do 25% obecnej liczby mieszkańców. I co? Ano nic. Dosłownie nikt na ten temat nie dyskutuje, nie protestuje – nie myśli? Ja nie mogę przestać o tym myśleć, ale z bardzo mizernym skutkiem. Mogę tylko z braku danych nieudolnie spekulować.

Na mój chłopski rozum przyczyny mogą być trzy: wewnętrzna, zewnętrzna i oczywiście obie razem. Być może sytuacja Polski jest tak tragiczna, że rządzący dla utrzymania się przy władzy musieli sięgnąć po środki specjalne. Będzie bardzo źle, ale władza ma alibi: przez zbrodniczy atak Putina, musieliśmy przecież przyjąć jego ofiary, a to kosztuje. Niewdzięczna Europa nam nie pomaga i dlatego jest tak tragicznie, a będzie jeszcze gorzej.

Takie są skutki naszej niezłomnej polityki, zresztą jedynie słusznej. Możliwe też, że zagraniczni starsi i mądrzejsi doszli do wniosku, że nie może być tak, że w całej starej Europie prawie wszystkie państwa muszą borykać się z gettami imigrantów, gdzie policja nie ma wstępu, płoną samochody, rabowane są sklepy, gwałcone kobiety, a jednie Polska się wyłamuje z tej przecież nieuchronnej, humanitarnej krucjaty o społeczeństwo multi-kulti. No i ten denerwujący wzrost gospodarczy, mimo zarządzonej pandemii i licznych unijnych szykan. Nie są to na pewno opcje wzajemnie się wykluczające. Pewne zaś jest tylko jedno: dobrze to już było.

Eugeniusz Moczydłowski

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (9-05-2022) | https://myslpolska.info/2022/05/08/pyszne-pl-pasztet-ukrainski/ | – [Org. tytuł: «Pyszne.pl – pasztet ukraiński»]

Wesprzyj naszą działalność [Bibuły. MD]

Mordowanie noworodków na zamówienie: Ukraiński horror.

Mordowanie noworodków na zamówienie: Ukraiński horror z lat 2001–2003.

Na Ukrainie [trwa… md] handel komórkami macierzystymi i organami pochodzącymi z zamordowanych noworodków.

Date: 9 Maggio 2022 Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/05/09/mordowanie-noworodkow-na-zamowienie-ukrainski-horror-z-lat-2001-2003/

Interpelacja parlamentarna z dnia 23 maja 2007 roku złożona na piśmie (E-2644/07)przez Hiltrud Breyer (Verts/ALE) do Komisji Unii Europejskiej

Dotyczy: Handlu komórkami macierzystymi i organami pochodzącymi od zamordowanych noworodków ukraińskich

Według doniesień BBC – na Ukrainie trwa handel komórkami macierzystymi i organami pochodzącymi z zamordowanych noworodków. Kilka ukraińskich matek poinformowało, że w roku 2002, w klinice w Charkowie odebrano im dzieci zaraz po urodzeniu, a następnie na podstawie niepotwierdzonych przyczyn stwierdzono ich zgon. Rodzicom nie pozwolono zobaczyć ciał. W roku 2003, na polecenie władz dokonano ekshumacji wielu ciał niemowląt pochowanych na cmentarzu szpitalnym. Okazało się, że noworodkom pobrano narządy i prawdopodobnie także komórki macierzyste. Według ukraińskiej organizacji pozarządowej, w latach 2001-2003 z tych samych powodów mogło zostać zabitych ponad 300 noworodków.

Jednocześnie, dochodzenia w tej sprawie prowadzi także Rada UE.

1. Czy Komisja wie o tych przypadkach? – Czy wiadomo, że komórki macierzyste i narządy z Ukrainy były przemycane do państw członkowskich? – Czy Komisja może potwierdzić, że narządy i komórki macierzyste są przedmiotem handlu?

2. Rada Europy zapewniła Ukrainę o swoim wsparciu w dochodzeniu w sprawie tego, co się stało. Czy Komisja również zaoferuje władzom ukraińskim swoje wsparcie?

3. Czy Komisja wie o podobnych przypadkach zaistniałych w innych krajach europejskich? – Jeśli tak, to w jakich krajach?

4. Pojawiły się również doniesienia, że z Ukrainy przemyca się komórki macierzyste z abortowanych płodów. Czy Komisja może to potwierdzić?

5. Czy Komisja – jeżeli zostanie potwierdzone, że odbywa się handel komórkami macierzystymi i narządami – zamierza podjąć działania, aby położyć kres owemu procederowi?

https://en.wikipedia.org/wiki/Hiltrud_Breyer
https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/E-6-2007-2644_DE.html

http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/6171083.stm http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/4189558.stm

&&&

«Noworodki mordowane na zamówienie»

(przekład pół-automatyczny)

Plastikowy worek wygląda tak, jakby zawierał mięso. Ale potem zostaje z niego wyjęta prawa noga i chirurgicznie położona na stole w kostnicy, a następnie lewa. Potem tułów. Potem głowa – pusta przestrzeń, w której kiedyś znajdował się mózg.

Jednak dopiero gdy patolog w rękawiczce bada małe palce dziecka w wieku około 30 tygodni, dociera do mnie cały horror tego, czego jestem świadkiem.

Ta wstrząsająca scena została nagrana na wideo podczas sekcji zwłok przeprowadzonej w imieniu ukraińskich matek, które twierdzą, że ich dzieci zostały im skradzione zaraz po urodzeniu.

Film pokazała mi niezwykle odważna pracownica organizacji charytatywnej, Tatyana Zhakarova, która reprezentuje około 300 rodzin, które uważają, że ich zdrowe dzieci zostały celowo zabrane ze szpitala położniczego w najbardziej wysuniętym na wschód mieście Ukrainy, Charkowie.

Dzieci, zdaniem Tatyany, zostały porwane zaraz po urodzeniu, aby pobrać od nich organy i komórki macierzyste w ramach bardzo lukratywnego międzynarodowego handlu.

Z całą pewnością Ukraina stała się głównym dostawcą komórek macierzystych dla światowego handlu nimi.

Oficjalnie komórki pobiera się od płodów poddanych aborcji za zgodą matek, ale według Tatyany, na zamówienie mogą być też kradzione setki dzieci, aby zaspokoić popyt na komórki macierzyste na całym świecie.

Czy ona może mieć rację? Zaalarmowany jej twierdzeniami, postanowiłem przeprowadzić własne śledztwo w ramach specjalnego reportażu BBC, który zostanie wyemitowany jutro.

Moje poszukiwania zaprowadziły mnie na cały świat, od prywatnej kliniki na Karaibach po opustoszałe uliczki Ukrainy. To, co odkryłem, to niepokojąca opowieść o morderstwie, spisku … i nowym, obrzydliwym zabiegu upiększającym.

Pierwsze sygnały o tych zarzutach dotarły do mnie kilka miesięcy temu podczas rozmowy z jednym z czołowych brytyjskich ekspertów w dziedzinie badań nad komórkami macierzystymi.

Dr Stephen Minger z Kings College w Londynie jest wybitnym badaczem medycznym, który uważa, że komórki macierzyste są kluczem do znalezienia lekarstwa na niektóre z naszych poważnych chorób.

Te maleńkie komórki, które najpierw dzielą się w embrionie, mają zdolność przekształcania się w dowolny rodzaj tkanki. Jednak to właśnie ich potencjał jako przyszłej metody leczenia takich schorzeń, jak dystrofia mięśniowa i choroba Parkinsona, naprawdę ekscytuje doktora Mingera.

Jest on jednym z wielu renomowanych ekspertów, którzy obawiają się, że ich badania w tej dziedzinie są źle postrzegane przez firmy, które szybko zarabiają na niesprawdzonych terapiach z wykorzystaniem komórek macierzystych.

Dr Minger powiedział mi, że dowiedział się o handlu komórkami macierzystymi z abortowanych płodów ukraińskich dwa lata temu, kiedy został zaproszony na spotkanie z lekarzami z kontrowersyjnej kliniki na Barbadosie.

Firma ta, nosząca nazwę Institute For Regenerative Medicine (IRM), chciała, aby dr Minger poparł jej terapie.

Na swojej stronie internetowej firma chwali się, że IRM jest “poświęcony doskonałości w terapii komórkami macierzystymi w celu leczenia chorób wynikających z uszkodzenia tkanek i/lub skutków starzenia się”. Jednak eksperci podchodzą do tych twierdzeń sceptycznie.

Metoda leczenia stosowana w klinice polega na wstrzykiwaniu pacjentom komórek macierzystych pobranych od dzieci, które zostały poddane aborcji w wieku od siedmiu do dziesięciu tygodni.

Jest to technika – mówi dr Minger – która nie jest poparta żadnymi wiarygodnymi badaniami i która budzi niepokojące pytania dotyczące sposobu “pozyskiwania” komórek.

“Problem polega na tym, że nie jestem pewien, w jaki sposób przygotowuje się komórki” – mówi. “Sześciotygodniowy embrion może mieć zaledwie 1 cm długości od głowy do stóp, więc trudno jest wyciąć z niego tkankę. Możliwe, że po prostu homogenizuje się cały embrion”. Jest to grzeczny sposób powiedzenia, że abortowane dzieci mogły zostać poddane upłynnieniu [zmieleniu].

Dr Minger był szczególnie zaniepokojony faktem, że oprócz oferowania niesprawdzonych terapii pacjentom cierpiącym na choroby zwyrodnieniowe – za cenę do 10 000 funtów za sztukę – klinika prowadziła dochodową działalność dodatkową, oferując zabiegi z wykorzystaniem komórek macierzystych w celu odwrócenia skutków starzenia się.

Firma chwali się, że takie leczenie może prowadzić do wszystkiego – od poprawy kondycji i życia seksualnego po większą sprawność umysłową i lepsze wzorce snu.

“Uważam za bardzo niesmaczne, że są one wykorzystywane do zabiegów upiększających” – mówi dr Minger. Z tego, co udało mi się ustalić na podstawie opublikowanych informacji, wiele osób zgłasza się do kliniki na Barbadosie z poczuciem, że są nieco zmęczeni lub że ich skóra straciła elastyczność, a oni otrzymują “smoothies” lub “perk-me-up”.

Komórki macierzyste wykorzystywane w tych technikach są kupowane przez IRM na Ukrainie. Mówi się, że są one pobierane z abortowanych płodów, za zgodą matki. Ale czy może istnieć związek z ukraińskimi matkami, które uważają, że ich dzieci zostały im celowo odebrane?

Pojechałem na Barbados, aby porozmawiać z jednym ze starszych lekarzy IRM, Shami Ramesh.

Początkowo obawiałem się, że moja podróż poszła na marne. Kiedy zbliżyłam się do 170-letniego budynku kolonialnego, w którym mieści się klinika, zobaczyłam, że brama jest zamknięta na kłódkę – dr Ramesh powiedział mi, że będę musiała wrócić w styczniu.

W końcu jednak udało mi się go namówić, aby przyszedł do mojego hotelu, gdzie powiedział, że może mi pokazać dowody dwóch badań, które potwierdzają skuteczność leczenia.

Te “dowody” okazały się być badaniami jednego pacjenta z chorobą neuronu ruchowego i ośmiu pacjentów kardiologicznych. Liczby były zbyt małe, aby przeprowadzić właściwą analizę, a dane nie zostały opublikowane w żadnym renomowanym czasopiśmie recenzowanym.

Jednak wiara dr Ramesha w tę metodę leczenia była uderzająca. “Płodowe komórki macierzyste działają” – powiedział. “Gdyby pacjenci nie byli zadowoleni z efektów, nie wracaliby do nas po drugą i trzecią infuzję”.

Następnie nasza rozmowa zeszła na główny temat mojego pytania: skąd miał pewność, że komórki macierzyste, których używała klinika, rzeczywiście pochodzą wyłącznie z płodów poddanych aborcji na Ukrainie – w kraju, w którym istnieje bardzo mało regulacji dotyczących takich kwestii, jak zgoda dawców.

Czy to możliwe, że w rzeczywistości komórki zostały pobrane od noworodków donoszonych bez zgody ich rodziców?

Dr Ramesh zaprzeczył, że wie o poświęcaniu dzieci dla komórek macierzystych. Powiedział, że ma zaufanie do Instytutu Kriobiologii w Charkowie, który jest źródłem komórek macierzystych wykorzystywanych przez klinikę na Barbadosie, ale dodał, że “może w przyszłości pojedziemy tam i sprawdzimy to”.

==================

Postanowiłem sam pojechać na Ukrainę, aby sprawdzić, jaką gwarancję może dać Instytut co do źródła pochodzenia komórek macierzystych.

Po przyjeździe na miejsce kilkakrotnie próbowałem przeprowadzić wywiad z dyrektorem Instytutu, dr. Walentynem Greshenko, aby przedstawić mu moje wątpliwości, ale odmówił. Moje poszukiwania zaprowadziły mnie więc do Szpitala Położniczego nr 6, który znajduje się w “kryminalnej dzielnicy” Charkowa, jak nerwowo powiedział mi mój tłumacz.

To właśnie w tym szpitalu, w 2002 r., młoda kobieta o imieniu Swietłana Plusikowa urodziła córeczkę. 26-latka zgodziła się spotkać ze mną na pobliskim opuszczonym placu targowym, położonym w bezlistnym lesie. Była zbyt przestraszona, żebym przyszedł do jej miejsca pracy.

Swietłana opowiedziała mi, że po stosunkowo prostej ciąży urodziła bez żadnych komplikacji. “To stało się bardzo, bardzo szybko – lekarze nic nie powiedzieli”.

Dopiero znacznie później dowiedziała się, że dziecko urodziło się martwe. “Powiedzieli mi, że moje dziecko było we mnie martwe już od pięciu miesięcy”.

Swietłana nie była przekonana. Przecież gdyby jej dziecko było martwe tak długo, to na pewno by poroniła. I dlaczego nie pokazano jej martwego niemowlęcia? Zabrano je tak szybko, że nie miała nawet szansy usłyszeć, czy płacze.

Ma swoje własne teorie na temat tego, co się stało. “Myślę, że zostało skradzione. Jeśli nie żyła, powinnam mieć możliwość zobaczenia jej. Myślę, że wiele młodych matek, takich jak ja, straciło swoje dzieci, ale teraz nikt nie zgłasza się na policję”.

Oczywiście Swietłana nie jest osamotniona w swoich podejrzeniach. Dimitry’ego i Olenę Stulnevów spotkałam w ich dwupokojowym mieszkaniu w pobliżu. Przyjechałem w czasie przerwy w dostawie prądu i zacząłem przeprowadzać z nimi wywiad przy świecach. Tam, ze łzami spływającymi po twarzy, Olena opowiedziała mi o swoich przeżyciach w Szpitalu położniczym numer sześć.

“Urodziłam zdrową dziewczynkę” – powiedziała mi Olena. “Płakała i ruszała rękami i nogami. Pokazano mi dziecko. Potem dziewczynkę zabrano. Powiedzieli mi, że wszystko jest w porządku i że zobaczę ją następnego dnia”.

Ale tak się nie stało. Następnego dnia Olena dowiedziała się, że jej dziecko zmarło. Ale kiedy zapytała, co było przyczyną śmierci, odpowiedzi były niespójne. “Opowiedzieli mi trzy historie. Po pierwsze, że nie miała wystarczająco dużo powietrza do oddychania; po drugie, że płuca się nie otworzyły; i po trzecie, że jej serce przestało pracować”.

Para bezskutecznie próbowała dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało, ale im bardziej dociekali, tym mocniej drzwi zamykały się przed nimi.

Skontaktowała się więc z działaczką charytatywną o imieniu Tatyana Zhakarova z Federacji Rodzin Wielodzietnych, która zajęła się sprawą w jej imieniu.

Tatyana odkryła, że w szpitalu w podobnie dziwnych okolicznościach zmarło wiele innych niemowląt. Po intensywnym lobbingu władze w końcu zgodziły się na ekshumację i zbadanie ciał około 30 niemowląt.

Tatyana pokazała mi nagranie wideo, które pozwolono jej nagrać z sekcji zwłok. Na makabrycznym filmie widać zwłoki dzieci, niektóre z nich były pełnowymiarowe, ale brakowało im narządów i mózgu. Neurony w mózgu niemowląt są bogatym źródłem komórek macierzystych.

Inne ciało pokazane na filmie jest tak bardzo rozczłonkowane, że trzeba je składać kawałek po kawałku, jak układankę. Rozczłonkowanie nie jest standardową praktyką autopsyjną i zdaniem ekspertów może świadczyć o tym, że komórki macierzyste zostały pobrane ze szpiku kostnego.

Wnioski z sekcji zwłok były głęboko niepokojące. Teraz jednak Tatyana żyje w strachu, że władze próbują ją uciszyć.

Jej 20-letni syn zaginął w październiku w tajemniczych okolicznościach, a ona obawia się, że mógł zostać zabity w odwecie za jej kampanię na rzecz ujawnienia prawdy.

Władze Ukrainy zaprzeczają istnieniu jakiegokolwiek spisku i odrzucają twierdzenia, że istnieje handel komórkami macierzystymi pobranymi od skradzionych dzieci.

Jednak Rada Europy, zaniepokojona całą sprawą komórek macierzystych, przeprowadza własne dochodzenie w sprawie zarzutów ukraińskich matek.

W raporcie okresowym Rady mówi się o “kulturze handlu dziećmi porwanymi przy narodzinach i milczeniu personelu szpitalnego o ich losie”.

W ramach drugiego etapu dochodzenia rada bez wątpienia będzie chciała przeprowadzić szczegółowe rozmowy z pracownikami Szpitala Położniczego numer sześć. Ale czy uzyskają jakiekolwiek odpowiedzi, to już inna sprawa – o czym przekonałem się, gdy sam próbowałem porozmawiać z władzami szpitala.

To była ponura scena. Kiedy godzinami czekałem w Szpitalu Położniczym Numer 6, ciemnymi korytarzami mijałem kobiety w ciąży w strojach położniczych i starsze położne.

Ze ścian łuszczyła się farba i unosił się silny zapach środków antyseptycznych. W końcu otrzymałam pięć minut na rozmowę z głównym lekarzem, Larysą Nazarenko.

Gdy ustawiałem aparat, czuła się wyraźnie skrępowana – jej powieki szybko mrugały, gdy stała za biurkiem. “Dzieci nie zaginęły” – powiedziała mi. “Nie zostały skradzione – to tylko czyjeś złudzenie”.

Kto – zapytała – włożył te pomysły do głowy tej młodej matki?

“Chodzi o pieniądze” – odpowiedziałam – “o komórki macierzyste. O to, że ludzie Zachodu płacą mnóstwo pieniędzy za komórki macierzyste od niemowląt. I twierdzenia, że komórki z ich mózgów są pobierane do leczenia przez różne organizacje”.

“Nie ma takiej terapii” – powiedziała. “Żadna praca w tym szpitalu nie jest związana z wykorzystaniem komórek. To jest zły adres. Wszystkiemu zaprzeczam”. Potem kazano mi wyjść.

Być może dr Nazarenko będzie musiała poświęcić więcej czasu na rozmowę z przedstawicielami Rady Europy w lutym, kiedy to powrócą oni do Charkowa, aby kontynuować swoje śledztwo.

Mur milczenia kruszy się. I może jeszcze ujawnić bardzo brzydką stronę światowego biznesu kosmetycznego. https://www.dailymail.co.uk/health/article-423057/The-babies-murdered-order.html https://barbadosfreepress.wordpress.com/2006/12/16/breaking-bbc-has-video-healthy-ukrainian-newborns-murdered-for-body-parts-destination-barbados-clinic/

Ukraińska parada zboczeńców odbędzie się… w Warszawie…

2022-05-08 http://www.autonom.pl/ukrainska-parada-rownosci-odbedzie-sie-w-warszawie/

Ukraińskie środowiska mniejszości seksualnych nie zorganizują w Kijowie swojej dorocznej „parady równości”, oczywiście z powodu trwającej wojny na Ukrainie. Z tego powodu nawołują one do przyłączenia się do demonstracji organizowanej w Warszawie przez polskie grupy LGBTQWERTY, spodziewając się około 80 tysięcy uczestników.

Organizacja KyivPride zamieściła w sieci oświadczenie związane ze zbliżającą się, doroczną demonstracją środowisk dewiantów seksualnych. Podkreśliła ona, że w tym roku uczczenie 10. rocznicy pierwszej tego typu manifestacji nie będzie możliwe, bo na terenie Ukrainy wciąż toczy się wojna z Rosją.

Tym samym ukraińskie grupy LGBTQWERTY mają dołączyć do swoich polskich odpowiedników. Tegoroczna „parada równości” w Warszawie będzie tym samym organizowana przez połączone polsko-ukraińskie siły.

Przedstawiciele KyivPride napisali w swoim komunikacie, że wraz z polskimi homoseksualistami będą „walczyć w obronie wolności i praw człowieka oraz przeciwko wojnie (…) o pokój, o zwycięstwo Ukrainy i o wolność ukraińskiej ziemi i narodu”. Demonstracja w stolicy Polski ma być jednocześnie apelem do społeczności międzynarodowej, aby wspomogła ona Ukrainę w trwającym konflikcie.

Ukraińskie grupy LGBTQWERTY twierdzą dodatkowo, że „organizatorzy spodziewają się 80 tys. osób”, które 25 czerwca mają przejść ulicami Warszawy. Zaapelowały więc do mniejszości seksualnych z całego świata o przyjazd do Polski.

Na podstawie: facebook.com/kyivpride, se.pl.