Satanism failed this time. On April 19, 2022, the Northern York School Board voted against allowing an After School Satan Club to operate at Northern Elementary School. The school board’s eight to one decision to protect children from evil was received with applause by the local community. However, The Satanic Temple already retaliated with a lawsuit.
The controversial proposal to open a pro-satanic club at Northern Elementary sparked a major reaction among residents in Dillsburg, Pennsylvania. So many parents wanted to voice their concern that the school board meeting held last Tuesday was moved to a larger auditorium at Northern High School to accommodate the unusual turnout.
Once the floor opened for public comment, dozens of God-fearing Americans stepped forward. They expressed total rejection of the After School Satan Club with great passion. “I strongly oppose the After School Satan Club sponsored by the Satanic Temple,” said TFP Student Action volunteer Evan Olwell. “The Satanic Temple, which targets school children, describes itself as a non-theistic religion. However, a non-theistic religion is an oxymoron, a blatant contradiction. Satanism is not a religion but rather an anti-religion because it is anti-God.”
TFP volunteers brought “Say NO to the Satan Club” signs to the meeting. In no time, meeting goers snatched them up and displayed them throughout the auditorium. Hundreds of TFP flyers containing talking points against satanism also spread among the crowd. Although a handful of Satanists attempted to explain the “benefits” of a satan club for children, their message fell flat and failed to persuade the school board.
Anyone still on the fence about Satanism was startled when one of the mothers, Jackie Bieber, told the audience how her daughter was coaxed by a satanic group to commit suicide. “They gave her step-by-step instructions,” she said. After the tragic death of her daughter, the distraught mother moved with her remaining children to Dillsburg, hoping to find a better atmosphere for the family. However, her hopes were shattered when she heard about the proposed Satan club in the area. “Now they’re going to be subjected to evil,” she said. “They [satanist group] talk about the violation of ‘rights,’ but what about the violation of our children?” Nevertheless, pro-satan advocates in the room insisted that the After School Satan Club would be harmless to children.
But TFP volunteer, Evan Olwell, called them out. “This revolutionary figure—satan—is universally regarded through history as a tempter, liar, murderer and thief; the embodiment of evil.” “Satan has no rights because evil has no rights,” said Olwell. “Some things should NOT be allowed in schools. For example, allowing a club for neo-Nazis would be wrong, and it would be wrong to allow a club for student drug dealers. . . . Adults have to protect children from evil, not expose them to it. Having a program in school where Satan is invoked exposes every child—directly or indirectly—to real spiritual harm.”
“The devil has no place in school,” Olwell concluded. “Not now, and not in the future.”
Those who tried to present the After School Satan Club as nothing more than a cute attention grabber were confronted with facts. As the TFP handout points out, the satanic organization that sponsors After School Satan Clubs is anti-God, anti-Christian, and anti-family.
Dark rituals approved by The Satanic Temple include: Unbaptism, where participants renounce the True Faith; Destruction Ritual, where participants destroy an object they own that symbolizes a source of pain in their lives, which exorcists claim, can often mean something like a crucifix or a bible; Defiance Ritual where a person pledges to challenge the status quo; and Black Mass, which celebrates blasphemy, sacrilege, and attacks God and the true Catholic Mass (frequently involving the desecrated of a stolen consecrated Host).
Right now, America has a choice to make: We can either remain with God, defend innocent children, and receive His countless blessings. Or we can open the door to hell and allow satan, the father of lies, to come in and destroy us.
We must fight to keep America one nation under God.
Rokroczny Cud Ognia w Jerozolimie Podstawowe informacje o Cudzie Ognia
23 kwietnia w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie odbyło się wyjątkowe nabożeństwo. Jest ono co roku transmitowane przez stacje telewizyjne z całego świata. To ceremonia Świętego Ognia, który od ponad 1500 lat, w niewytłumaczalny sposób zapala lampę w Grobie Pańskim. Co na ten temat mówią historyczne źródła?
OGIEŃ NADPRZYRODZONY
Rokrocznie od ponad 1500 lat, po nabożeństwie pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy, lampa znajdująca się w Grobie Pańskim zapala się w nadprzyrodzony sposób za sprawą zstępującego z nieba Świętego Ognia.
Dzieje się to zawsze w prawosławną Wielką Sobotę (do XVI wieku Wielkanoc w tym samym terminie obchodził także Kościół Rzymskokatolicki[1]). Tysiące naocznych świadków oraz 70 przekazów historycznych (z okresu od IV do XVI w.) potwierdza, że zejściu Ognia często towarzyszą głośne grzmoty, błyski oraz samoistne odpalenia lamp i świec znajdujących się w różnych miejscach Bazyliki. Ponadto, przez pierwsze kilka minut od momentu zejścia, płomień świec odpalonych od lampy nie parzy.
NAGRANIE Z ZESZŁEGO ROKU (2021) roku
PRZEBIEG CEREMONII
Zstąpienie Świętego Ognia odbywa się rokrocznie w tym samym miejscu i w podobnym czasie. Współcześni archeolodzy zgodnie twierdzą, że Golgota i Grób Pański znajdujące się w jerozolimskiej Bazylice są autentycznymi miejscami kaźni, pochówku i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Nabożeństwo Świętego Ognia celebrowane jest w języku greckim pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy (obecnie jest nim Teofil III).
Przez lata ceremonia uległa jednej istotniej modyfikacji, dotyczącej obecności patriarchy w Grobie Pańskim. Do końca XV wieku Grób Pański podczas nabożeństwa był pusty i zamknięty przez muzułmanów. To oni nadzorowali przebieg ceremonii, grożąc śmiercią chrześcijanom w przypadku niezstąpienia Ognia lub odkrycia oszustwa. Fakt ten potwierdzają wszystkie historyczne świadectwa, począwszy od X w. (list biskupa Arethasa z 920 roku[2]) aż do roku 1480. Natomiast od XV w. do czasów współczesnych, w środku Grobu Pańskiego znajduje się patriarcha prawosławny, modląc się o zejście Świętego Ognia. Szczegółowy przebieg ceremonii znajduje się TUTAJ
MANUSKRYPTY/ŚWIADECTWA HISTORYCZNE
Głównym źródłem historycznych relacji zamieszczonych na stronie www.cudognia.pl jest książka Harisa Skarlakidisa[3] pt. „Holy Fire”[4]. Jej druga edycja, wydana w 2015 roku, zawiera aż 70 świadectw opisujących zstępowanie Świętego Ognia w okresie od IV do XVI wieku. W poszukiwaniu źródeł autor odwiedził największe zbiory manuskryptów w Europie (m.in. Bibliotekę Watykańską oraz biblioteki w Londynie, Berlinie, Monachium, Cambridge i Jerozolimie). Tym sposobem Skarlakidis odnalazł 15 świadectw na temat Cudu Ognia, których dotychczas nie przetłumaczono na języki nowożytne. Dodatkowo, autor po raz pierwszy dokonał tak obszernej analizy manuskryptów opisujących ceremonię. Książka zawiera świadectwa pochodzące ze źródeł m.in.: arabskich, greckich, ormiańskich i łacińskich.
PAPIEŻ, BŁOGOSŁAWIENI ORAZ KATOLICKIE DUCHOWIEŃSTWO
Pomimo współczesnej znikomej świadomości Cudu Ognia wśród zachodnich chrześcijan, to właśnie katolicy są autorami większości historycznych relacji opisujących i podkreślających nadprzyrodzony charakter ceremonii Świętego Ognia. Z 70 świadectw zebranych przez Skarlakidisa, autorami aż 38 są świadkowie wywodzący się ze świata łacińskiego. Wśród nich jest 14 Francuzów, 8 Anglików, 7 Niemców, 4 Włochów, 3 Islandczyków, 1 Belg oraz 1 Szwajcar. Duża część z nich to ważni przedstawiciele i hierarchowie Kościoła Rzymskokatolickiego: 3 błogosławionych (w tym papież Urban II), 6 biskupów, 3 księży oraz 12 zakonników. Ciekawa sytuacja miała miejsce w roku 1130, kiedy Święty Ogień wskazał przyszłego łacińskiego patriarchę Jerozolimy poprzez cudowne zapalenie trzymanych przez niego świec. Szczegółowy opis zdarzenia i cytat z historycznego źródła znajduje się TUTAJ.
W gronie trzech beatyfikowanych, którzy wychwalają nadprzyrodzony charakter i boskie pochodzenie Świętego Ognia znajdują się: – błogosławiony papież Urban II[5] , – błogosławiony Piotr opat kluniacki[6] , – błogosławiony Ryszard z Saint-Vanne[7]. Opis i polskie tłumaczenie manuskryptów zawierających wypowiedzi dwóch ostatnich wymienionych znajdują się TUTAJ.
PAPIEŻ URBAN II
Mowa Urbana II w Clermont. Livre des Passages d’Outre-mer, of c 1474 (wikipedia)
27 listopada 1095 roku za murami miasta Clermont we Francji Papież Urban II oficjalnie ogłosił początek pierwszej krucjaty[8]. Tego dnia setki rycerzy, szlachty i duchownych słuchały z zapartym tchem słów, które natchnęły zebranych do walki z muzułmanami. Zgodnie z kroniką biskupa Balderyka z Dol (1050-1130) Urban II, zachęcając niezliczone tłumy do udziału w tym przedsięwzięciu, powiedział:
„Jak cenne byłoby wyczekiwane i nieporównywalne miejsce Grobu Pańskiego nawet gdyby Bóg zrezygnował z wykonywania tam corocznego cudu! Albowiem w dni Jego Pasji, gdy wszystkie światła w Bazylice i dookoła są zgaszone, zostają odpalone ponownie boskim nakazem. Czyje serce jest tak skamieniałe, bracia, że nie wzrusza go tak wielki cud? Wierzcie mi, ten człowiek jest bestialski i nieczuły, którego serce nie porusza do wiary tak cudownie wyraźna łaska.”[9]
Szczegółowy artykuł o mowie błogosławionego Urbana II znajduje się TUTAJ.
WYJĄTKOWE LATA 1100–1101
Jak już wspomniano, Cud Ognia odbywa się regularnie od ponad 1500 lat w każdą prawosławną Wielką Sobotę. Liczne źródła dokładnie opisują jeden przypadek, gdy zdarzyło się to nazajutrz – w Niedzielę Zmartwychwstania.
W 1101 roku, pomimo kilkukrotnego powtórzenia nabożeństwa i nieprzerwanych żarliwych modlitw, Święty Ogień nie zstąpił w przeddzień Wielkanocy. Lampa znajdująca się w pustym i zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się dopiero następnego dnia. O wyjątkowości wydarzeń z 1101 roku może świadczyć fakt, że opisuje je aż 9 kronikarzy i świadków z Francji, Włoch, Niemiec, Anglii oraz Armenii[10].
Był to drugi i ostatni raz, kiedy nabożeństwu przewodził łaciński patriarcha Jerozolimy. Rok wcześniej (1100), pod przewodnictwem katolika, Święty Ogień pojawił się dopiero wieczorem. Gdy przez wiele godzin zstąpienie Ognia nie następowało, patriarcha Daimbert wygłosił kazanie, w którym obwiniał za zaistniałą sytuację niewyznane przed Bogiem grzechy zebranych wiernych (w większości byli to Krzyżowcy). Lampa zapaliła się dopiero po publicznej spowiedzi, podczas której wyznano „wiele obrzydliwych zbrodni”[11]. Mowa tu o rzezi ludności cywilnej i grabieży Jerozolimy dokonanej przez Krzyżowców rok wcześniej (1099)[12].
Wyjątkowy przebieg ceremonii, która odbyła się w roku 1101 możemy dokładnie opisać na podstawie wspomnianych 9 niezależnych źródeł historycznych. Nabożeństwo Świętego Ognia po raz drugi odbyło się pod przewodnictwem łacińskiego patriarchy Jerozolimy Daimberta. Mimo, iż hierarcha odprawił je zgodnie z przyjętym starożytnym rytem, Ogień znów nie zszedł o zwykłej porze. To, co działo się potem opisuje rzymskokatolicki zakonnik Ekkhard (zm. 1126) w swojej pracy „Hierosolymita”:
„(…) czekaliśmy aż do zmroku z pobożnością i cierpliwością, aby otrzymać światło z niebios. Byliśmy skupieni na zwyczajowych modlitwach, gdy z powodu naszych grzechów zostaliśmy ukarani przez niezstąpienie pożądanego niebiańskiego daru, o którym Chrześcijanie mówią, że zawsze otrzymują, nawet w obecności pogan. Spędziliśmy noc Niedzieli Zmartwychwstania [noc z soboty na niedzielę – przyp. red.] smutni i zniechęceni, bez odprawiania żadnego nabożeństwa liturgicznego. Wcześnie następnego dnia podążaliśmy boso śpiewając psalmy śpiewane na pogrzeb Pana i weszliśmy do Świątyni Pana w tamtym miejscu na górze Moria [Meczet na Skale – przyp. red]”[13]
Fragment manuskryptu z opisem Ekkeharda, MS Berlin Regius Lat. 295, fols. 121–134 [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 114-115
Łacińscy wierni, zrozpaczeni z powodu niezstąpienia Ognia w Wielką Sobotę, wyszli niedzielnym rankiem do Świątyni Pana (kościoła utworzonego przez Krzyżowców w budynku Meczetu na Skale znajdującego się w miejscu zniszczonej Świątyni Salomona). Udali się tam w orszaku pokutnym prosząc Boga, aby zesłał im Święty Ogień, którego dotychczas nie otrzymali z powodu swoich grzechów.
Dalszy przebieg wydarzeń tego dnia wiernie opisują trzy łacińskie źródła historyczne: „Codex L”[14] , „Gesta regnum Anglorum”[15] autorstwa Williama z Malmesbury oraz „Gesta Francorum Expugnantium Iherusalem”[16]. Naoczne relacje przedstawione w manuskryptach podają, że po wyruszeniu rzymskokatolickich wiernych w stronę Wzgórza Świątynnego, przebywający w Bazylice Grobu Pańskiego prawosławni chrześcijanie odprawili własne nabożeństwo Świętego Ognia bez udziału łacińskich pielgrzymów i kleru. Zarówno w opisywanym roku 1101, jak i rok wcześniej, gdy Ogień zstąpił z wielkim opóźnieniem, katolicy zabronili prawosławnym hierarchom przewodniczyć nabożeństwu. Trzy wspomniane źródła historyczne opisują, że w 1101 roku lampa w zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się tuż po nabożeństwie Świętego Ognia odprawionym przez prawosławnych pod nieobecność łacińskiego patriarchy oraz rzymskokatolickich wiernych. Co ciekawe, klucz do Grobu Pańskiego posiadał łaciński zwierzchnik Daimbert, który dowiedział się o zstąpieniu Ognia, gdy schodził wraz z wiernymi ze Wzgórza Świątynnego.
Warto przytoczyć chociaż jedną z naocznych relacji. Poniżej pełny opis świadka wydarzeń, znajdujący się w manuskrypcie nazywanym „Codex L”:
„Gdy ludzie [rzymscy katolicy – przyp. red.] modlili się w Świątyni Pana, Grecy i Syryjczycy, którzy zostali w Bazylice Grobu Świętego, poszli z procesją dookoła Grobu wznosząc modlitwy do Boga, w rozpaczy tnąc swoje twarze i wyrywając włosy przy głośnych lamentacjach. Podczas powrotu naszych ludzi patriarcha [Daimbert – przyp. red.] został poinformowany, że długo oczekiwane światło pojawiło się w jednej z lamp w Grobie Pańskim i, że ci najbliżej mogli dostrzec jego rumiany kolor. Po wysłuchaniu tego on natychmiast przyspieszył kroku i otwierając drzwi od Grobu kluczem, który trzymał w ręce, od razu ujrzał od dawna pożądane światło jaśniejące w lampie.”[17]
Zapalenie się lampy w Grobie Pańskim nie stanowi końca wyjątkowych wydarzeń, które miały miejsce w Wielkanoc roku 1101. Relacje naocznych świadków pochodzące z 4 źródeł historycznych podają, że do niedzielnego wieczoru w Bazylice Grobu Świętego cudownie zapaliły się kolejne lampy. Bawarski opat Ekkehard[18] oraz włoski Krzyżowiec i historyk Caffaro[19] donoszą o 16 lampach, które zapalały się jedna po drugiej. Francuski historyk Guibert[20] (żył w XII w.) pisze o około 50 lampach, a angielski mnich William z Malmesbury[21] twierdzi, że tego dnia wszystkie lampy odpaliły się za sprawą niebiańskiego daru.
Opisane całkowite niepowodzenie łacińskiej ceremonii oraz zstąpienie Świętego Ognia po prawosławnym nabożeństwie sprawiło, że Krzyżowcy oddali przewodnictwo prawosławnemu patriarsze Jerozolimy. Mimo całkowitej dominacji łacińskiej w Jerozolimie w latach 1099 – 1187[22] ceremonia Świętego Ognia już po dwóch latach wróciła pod kierownictwo prawosławnego patriarchy.
Szczegółowy opis ceremonii Świętego Ognia w roku 1100 i 1101 znajduje się TUTAJ. W podlinkowanym artykule przedstawiono dodatkowe informacje i więcej cytatów z historycznych źródeł.
ZAKAZ PAPIEŻA GRZEGORZA IX ?
Wiemy z cytowanej wcześniej wypowiedzi błogosławionego papieża Urbana II (zm. 1099), że publicznie wychwalał on boskie pochodzenie i prawdziwość Cudu Ognia. Wyniesiony na ołtarze określa zstępowanie Ognia jako dokonywany przez Boga „wielki cud”. Człowieka, który nie jest poruszony przez ten cud, papież nazywa „bestialskim i nieczułym”[23]. Błogosławiony Urban II (zm. 1099) nie jest jedynym biskupem Rzymu, którego wypowiedzi na temat Świętego Ognia zachowały się w manuskryptach. Wypowiedź papieża Grzegorza IX (zm. 1241) pokazuje, że miał on inne zdanie niż jego beatyfikowany poprzednik. List papieża do łacińskiego patriarchy jerozolimskiego Gerarda z Lozanny jest obowiązującym do dziś oficjalnym stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego w sprawie Świętego Ognia:
„Rozumiemy, że kanony Grobu Pańskiego w Jerozolimie mówią, że ogień zstępuje z nieba na Grób Pański w wieczór Paschalny (…) Istotnie ponieważ Pan, jak im powiedzieliśmy, nie potrzebuje naszych kłamstw, komukolwiek kto ośmielał się w to wierzyć rozkazujemy naszą władzą aby w tym więcej nie brał udziału.”[24]
W liście z dnia 9 marca 1238 roku twórca papieskiej inkwizycji papież Grzegorz IX odrzucił autentyczność Cudu Ognia i zakazał wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego uczestnictwa w tej ceremonii. W roku 1238 Święty Ogień zszedł po raz kolejny, tak jak miało to miejsce przez ostatnie 700 lat. Od wspomnianej daty w ceremonii nie uczestniczyli hierarchowie łacińscy. Czy w kolejnych latach wierni i duchowni Kościoła Rzymskokatolickiego przestrzegali zakazu Grzegorza IX? Czy nadal go przestrzegają?
Jak pokazują źródła historyczne, oficjalne stanowisko Kościoła Rzymskokatolickiego nie było respektowane przez wiernych i duchownych. Kronika Chronicon Sampetrinum Erforteme autorstwa zakonników z klasztoru św. Piotra w Erfurcie pokazuje, że już 29 lat po ogłoszeniu, zakaz nie był przestrzegany przez katolickich duchownych:
„AD 1267 (…) W Wielką Sobotę, podczas konsekracji Paschalnej świecy, ogień zstąpił z nieba w widzialny sposób i zapalił trzy z lamp olejnych, które były zamknięte i strzeżone wewnątrz Świętego Grobu. Wszystko, gdy było obecnych wielu franciszkańskich zakonników, wielu chrześcijan, syryjskich wiernych i nawet muzułmanów, pomimo braku oznak ognia wewnątrz kościoła. I z tego powodu powstała wielka radość i zadziwienie u tych, którzy to widzieli.”[25]
Kolejne opisy z 1483 roku[26] oraz z 1560 roku[27] mówią o udziale katolickich wiernych w nabożeństwie Świętego Ognia. Relacja naocznego świadka potwierdza, że w 1560 roku katolicki kler aktywnie uczestniczył w ceremonii. Wspomniane historyczne świadectwo jest ostatnim, w którym opisano udział w nabożeństwie duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego.
22 lata później (1582) papież Grzegorz XIII zmienił sposób wyliczania Wielkanocy, który od czasu I Soboru Powszechnego w Nicei (325) obowiązywał we wszystkich Kościołach Chrześcijańskich. W wyniku reformy Kościół Rzymskokatolicki nie obchodzi już Wielkanocy w tradycyjnym terminie, w którym świętują wszystkie pozostałe starożytne Kościoły Apostolskie. Od 1582 roku do dziś duchowieństwo katolickie nie uczestniczy w ceremonii Świętego Ognia. Na podstawie opisanych źródeł historycznych można stwierdzić, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być reforma kalendarza, a nie chęć gorliwego przestrzegania oficjalnego zakazu uczestnictwa wydanego przez Grzegorza IX w 1238 roku. Szczegółowy artykuł na ten temat znajduje się TUTAJ.
MUZUŁMANIE – NAJWIĘKSI SCEPTYCY
Obecnie większość katolików podchodzi sceptycznie do oceny prawdziwości Cudu Ognia. Jedną z przyczyn takiego nastawienia jest fakt, że od XV wieku podczas zstępowania Świętego Ognia patriarcha przebywa wewnątrz Grobu Pańskiego. Zachodni chrześcijanie dostrzegają w tej sytuacji możliwość dokonania oszustwa.
Do roku 1480 Ogień zstępował do zamkniętego na klucz Grobu Pańskiego, w którym nikt nie przebywał. Mimo okoliczności, które całkowicie wykluczały oszustwo, nie wszyscy islamscy władcy Jerozolimy chcieli uznać nadprzyrodzony charakter Świętego Ognia. Jak pokazują liczne świadectwa historyczne (także arabskie), nawet najbardziej sceptyczni muzułmanie musieli niejednokrotnie ugiąć się pod ciężarem dowodów.
Przykładem jest Saladyn – jeden z największych władców muzułmańskich. W roku 1192, kilka lat po zdobyciu Jerozolimy[28], Saladyn postanowił osobiście wykazać oszustwo Cudu Ognia. Dwa źródła historyczne [29] zawierają relacje naocznych świadków z ceremonii z jego udziałem. Dzieło „Itinerarium Regis Ricardi” opisuje co wydarzyło się tego dnia:
„Przez pewien czas Saladyn i inni Turcy z uwagą patrzyli na modlitwy wielu chrześcijańskich jeńców w kajdanach, jak z łzami błagali o Miłosierdzie Boże. Nagle, na ich oczach, boski ogień zszedł i zapalił lampę! Od razu zaczęła jasno świecić. Gdy wszyscy to ujrzeli, byli dogłębnie poruszeni. Chrześcijanie głośnymi okrzykami radowali się i chwalili wielkość Boga, podczas gdy Saraceni, będąc zdumieni tak oczywistym cudem, negowali to, co widzieli i twierdzili, że ogień był przebiegłą sztuczką, wykonaną po to, by ich oszukać. Chcąc upewnić się w tej kwestii Saladyn rozkazał zgasić lampę, która została bosko odpalona. Gdy została zgaszona, odpaliło ją od razu boskie działanie. Niewierny rozkazał by zgasić ją drugi raz. Znowu, po raz drugi została odpalona. Trzeci raz zgaszona i trzeci raz odpalona. O wielka moc Boża! Co może oprzeć się niezwyciężonemu? Żaden zamysł nie sprzeciwia się Panu. Nikt nie oprze się Jego Woli. Sułtan był zdziwiony i boleśnie poruszony widokiem tego cudu i wiarą i modlitwą Chrześcijan. Natchniony duchem proroczym, ogłosił stanowczo: <<Bez wątpienia, albo niedługo opuszczę ten świat, albo stracę władzę nad tym miastem.>>. Przepowiednia go nie zawiodła, gdyż Saladyn umarł podczas kolejnego Postu.”[30]
Fragment narracji Ryszarda dotyczącej trzykrotnego zapalenia się lampy przed Saladynem. Corpus Christi College Ms. 129, fol. 68v, 12 wiek, Uniwersytet Cambridge [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 155]
Źródła historyczne mówią o innych cudownych zjawiskach, które miały miejsce podczas prób ukazania Świętego Ognia jako oszustwa. Manuskrypty relacjonują, że w roku ok. 930[31] oraz w roku 1099[32]muzułmańscy władcy Jerozolimy zamienili knot lampy na żelazny drut. Mimo tego zabiegu, Święty Ogień zstąpił na lampę i sprawił, że metal zapłonął.
ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA W XXI WIEKU
Jak wygląda z bliska Święty Ogień? Autor książki „Holy Fire” Haris Skarlakidis przeprowadził wywiady z trzema hierarchami[33], którzy przewodniczyli ceremonii i klęczeli przy płycie grobowej modląc się o zstąpienie Ognia. Poniżej znajduje się fragment rozmowy z Metropolitą Abp. Chrystodulem, który przyjmował zstępujący Święty Ogień w roku 1998 i 1999. W tym okresie prawosławny patriarcha Jerozolimy Diodor nie mógł osobiście przewodniczyć ceremonii z powodu złego stanu zdrowia. Zapytany o to, co się działo się wewnątrz Grobu Pańskiego, Metropolita odpowiedział:
„Natychmiast zacząłem czytać specjalną modlitwę i gdy to już skończyłem, zauważyłem, że kamień grobowy zaczął się <<pocić>>. Wraz z upływem czasu, zjawisko stawało się coraz intenstywniejsze i wyglądało to jakby kamień był w całości pokryty płynną mirrą wydobywającą się z jego wnętrza. Równocześnie, poza płynną mirrą pojawiło się bardzo intensywne niebieskie światło, które pokryło cały kamień nagrobny. W tym momencie święta lampa cudownie zapłonęła.”[34]
Historyczne źródła pokazują jak ważny dla prawosławnych, katolików, a nawet muzułmanów był niegdyś Cud Ognia. Czy obecne zainteresowanie ceremonią jest równie duże? Można z całą pewnością stwierdzić, że Święty Ogień jest popularniejszy niż kiedykolwiek. W dawnych czasach chrześcijanie pragnący doświadczyć Cudu Ognia musieli dysponować bogactwem i czasem by wybrać się na wyprawę do Ziemi Świętej. Dziś wystarczy mała kwota na bilet lotniczy i po paru godzinach można znaleźć się w Jerozolimie. W dniach prawosławnego Wielkiego Tygodnia całe miasto jest wypełnione po brzegi wiernymi.
Prawosławni, którzy nie wybierają się do Ziemi Świętej, obserwują przebieg ceremonii Świętego Ognia w telewizji lub w Internecie. W krajach, w których większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego, nabożeństwo jest transmitowane przez stacje telewizyjne. Warto dodać, że współcześnie Święty Ogień jest transportowany samolotami do wielu krajów. W tym roku po raz dwunasty, prawosławna delegacja dostarczy płomień do Polski kilka godzin po jego oczekiwanym zejściu. Dzięki temu Święty Ogień będzie obecny na nabożeństwach paschalnych, które rozpoczną się przed północą w cerkwiach w całej Polsce.
BIBLIOGRAFIA
[1] Od IV w. do XVI w. cały świat chrześcijański włącznie z Kościołem Rzymskokatolickim obchodził Wielkanoc zgodnie z prawosławnym sposobem wyliczania tej daty ustanowionym podczas I Soboru Powszechnego w Nicei w 325 roku. Do dziś wszystkie starożytne kościoły apostolskie poza Kościołem Rzymskokatolickim świętują Wielkanoc w tradycyjnym terminie. Wikariusz Łacińskiego Pariarchy Jerozolimy dla Cypru O. dr Jerzy Kraj OFM pisze: „Dyskusję w sprawie celebracji Paschy zamknął w 325 r. I Sobór Nicejski podejmując decyzję, by Pascha była obchodzona w niedzielę po pierwszej pełni księżyca następującej po równonocy wiosennej oraz by jej data nie zbiegała się ze świętem żydowskim. Po wprowadzeniu w kościele katolickim reformy papieża Grzegorza XIII (1502–1585) utrzymano warunek wyznaczenia daty Wielkanocy na niedzielę po pierwszym nowiu wiosennym, pierwszy zaś, dotyczący rozbieżności dat paschy chrześcijańskiej i żydowskiej, pominięto. Kościół prawosławny odniósł się negatywnie do tej reformy i do dziś pozostał przy starym porządku kalendarzowym.”cyt. z: http://pl.radiovaticana.va/…
[2] D. Sahas, Aretha’s ‘Letter to the Emir at Damascus, The Patristic and Byzantine Review 3 (1984), s. 77. [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 58]
[3] Haris Skarlakidis to badacz Świętego Ognia i autor pierwszej książki poświęconej historycznym relacjom z ceremonii. Autor odnalazł kilkanaście manuskryptów dotyczących Cudu Ognia, które nie zostały dotychczas przetłumaczone na języki nowożytne. Podczas licznych pobytów w Jerozolimie przeprowadził wywiady z trzema hierarchami, którzy przewodniczyli nabożeństwu. Wydana w 2011 roku pierwsza edycja Holy Fire została przetłumaczona na 7 języków (angielski, hiszpański, rosyjski, niemiecki, rumuński, serbski oraz włoski). Zarówno pierwsza, jak i druga edycja trafiły na listę bestsellerów książkowych w Grecji.
[15] William of Malmesbury, Gesta Regnum Anglorum 4.379, tłum.: R.A. Mynors, R.M. Thomson, M. Winterbottom, Oxford Medieval Texts, Oxford 1998, s. 675 [za: tamże, s. 119]
[16] Niektóre zachowane manuskrypty: Cambridge MS. 2079 KK, c. 1224; Paris Lat. 12945, fols. 1r–65v [za: tamże, s. 109-110]
[21] William z Malmesbury, łac. Gulielmus Malmesburiensis (ur. ok. 1080 lub 1095 w Wiltshire – zm. ok. 1143) – angielski historyk, żyjący w XII wieku, mnich w opactwie Malmesbury. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/William_z_Malmesbury
[22] Pierwszy okres panowania łacińskich Krzyżowców w Jerozolimie. W 1187 miasto zdobył Saladyn.
[25] Chronicon Sampetrinum, ed. B. Stubel, in: Erfurter denkmaler, Halle 1870, s. 96. [za: tamże, s. 163]
[26] Frater Felix Fabri, Evagatorium in Terrae Sanctae, Arabia et Egypti peregrinationem, vol. 1, ed.C.D. Hassler, Stuttgart 1843–49, pp. 340–41. [za: tamże, s. 198-199], Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/
[27] Khozhdenie kuptsa Vasiliia Pozniakova po Sviatym mestam vostoka, 1558–1561 [The journey of the Merchant Vasilii Pozniakov to the Holy Places of the East, 1558–1561], ed. by K.M. Loparev, PPSb, 6: 3.18, Kirshbauma 1887, s. 39–42. [za: tamże, s. 203-204] Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/
[28] Wojska Saladyna wkroczyły do Jerozolimy w roku 1187.
[29] Drugim źródłem jest: Ambroise, The Crusade of Richard Lion-Heart, trans. J. Hubert, New York 1941, pp. 321–322., [za: tamże, s. 156-158]
[30] Itinerarium 5.16, tłum ang. H. Nicholson, Chronicle of the Third Crusade: a Translation of the Itinerarium Peregrinorum et Gesta Regis Ricardi, Aldgate 1997, s. 297, [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 154-155]
[31] List kleryka Nikity do cesarza Bizancjum Konstantyna VII Porfirogeneta z 947 roku. P. Riant, Archives de l’ Orient latin: publiées sous la patronage de la Société de l’ Orient latin, Paris 1881, pp. 275–82, [za: tamże, s. 66]
[32] Kronika z zakonu Monte Cassino (opis ceremonii z 1099 roku), J. Mabillon, Museum italicum, seu Collectio veterum scriptorum ex bibliothecis italicis, Paris 1687, s. 209-210. The work has also been published in the RHC Occ. collection, under the title Tudebodus Imitatus et Continuatus. See RHC Occ., vol. 3, p. 214-5. [za: tamże, s. 97-98]
[33] Obecnym prawosławnym patriarchą Jerozolimy Teofilem III, jego żyjącym poprzednikiem Ireneuszem oraz Metropolitą Eleftheroupolis Chrystodulem, który przewodniczył ceremonii w roku 1998 oraz 1999 w zastępstwie chorego patriarchy Diodora
„Śledztwo” Vittorio Messoriego w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego
Włodzimierz Rędzioch [z Niedzieli, nr. 51-52, 1998 Przypominam, na stronie jest już coś na ten temat. Warto przeczytać całą książkę! MD]
„Żaden wierzący nie byłby tak naiwny, by prosić Boga o przywrócenie mu odciętej nogi. Tego rodzaju cudu, który byłby decydujący, nigdy nie odnotowano. Możemy też spokojnie stwierdzić, że nigdy go nie odnotujemy”. Są to słowa Felixa Michauda, jednego z synów oświecenia, którzy pisali słowo „rozum” dużą literą i odrzucali zjawiska nadprzyrodzone, uważając je za przejaw ciemnoty zabobonnego ludu.
Inny znany pozytywista i literat, Emil Zola, słynny również z pamfletów „kompromitujących” objawienia w Lourdes, napisał z ironią o wotach w grocie Massabielle: „Widzę wiele lasek, wiele kul. Lecz nie zauważyłem ani jednej protezy nogi”.Chciał przez to powiedzieć, że z wielu chorób można się wyleczyć, również dzięki nie znanym jeszcze nauce siłom psychicznym człowieka. Lecz odcięta noga to zupełnie coś innego – gdyby nagle odrosła, mielibyśmy do czynienia z cudem, którego rozum nie mógłby podważyć.
Jednak taki cud wydarzył się w 1640 r. w Hiszpanii, w małym miasteczku Calandal Przez ponad trzy wieki panowała na ten temat zmowa milczenia. Warto więc dzisiaj przypomnieć to nadprzyrodzone wydarzenie, którego ówcześni nie wahali się nazwać El milagro de los milagros (cudem cudów). 25 marca 1617 r. w dniu Zwiastowania Pańskiego w Calandzie, w pustynnym zakątku Aragonii, urodził się Miguel Juan Pellicer, drugie z ośmiorga dzieci ubogich rolników, Miguela Pellicera Maya i Marii Balasco. Chłopiec był analfabetą i wraz z całą rodziną pracował na roli. Gdy miał 19 lat, opuścił dom rodzinny i udał się do wuja, mieszkającego w okolicach miasta Castellón de la Piana, gdzie pracował jako najemny robotnik rolny. Pewnego letniego dnia w 1637 r. Miguel Juan jechał na załadowanym zbożem wozie, z którego spadł i dostał się pod koła. Jedno z nich przejechało mu nogę tuż pod prawym kolanem. Wuj najpierw zawiózł go do szpitala w Castellón, a następnie do oddalonej o 60 km Walencji. Zabiegi lekarzy nie odniosły jednak żadnego skutku i stan nogi pogorszył się. Pellicer, choć bardzo cierpiał, postanowił udać się do Saragossy – słynnej ze znakomitego szpitala Real y General Hospital de Nuestra Seńora de Gracia i z sanktuarium Matki Bożej del Pilar, do której żywił on szczególne nabożeństwo.
Warto dodać, że sanktuarium w Saragossie to jedna z najważniejszych świątyń maryjnych na świecie. Tradycja głosi, że sanktuarium powstało w miejscu, gdzie w 40 r. Apostołowi Jakubowi ukazała się Matka Boża stojąca na kolumnie (pilar).
Niestety, tamtejsi lekarze stwierdzili rozległą gangrenę i postanowili amputować Miguelowi nogę. Operacji dokonał znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga wraz ze swymi asystentami. Młody praktykant, niejaki Juan Lorenzo Garcia, zakopał odciętą „cztery palce pod kolanem” kończynę na przylegającym do szpitala cmentarzu.
Po odbytej operacji Miguel Juan przebywał w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, tzn. do wiosny 1638 r. Następnie utrzymywał się z jałmużny (kanonicy opiekujący się sanktuarium Matki Bożej pozwolili mu żebrać przed świątynią). Wszyscy mieszkańcy Saragossy (miasto liczyło wówczas ok. 25 tys. mieszkańców) znali tego młodego i pobożnego pordiosero (żebraka), który codziennie rano uczestniczył we Mszy św. przed obliczem Madonny del Pilar i nacierał swój kikut olejem z lampek oliwnych w świątyni.
Po dwóch latach takiego życia, za namową księży z rodzinnego miasteczka, Pellicer postanowił wrócić do domu. Na początku marca 1640 r. rozpoczął podróż, która trwała prawie tydzień. Chociaż ubodzy rodzice przyjęli go z otwartymi rękami, Miguel Juan nie chciał być dla nich ciężarem, postanowił więc ponownie żyć z jałmużny. Prosił o nią nie tylko mieszkańców Calandy, ale także chłopów z okolicznych wiosek, gdzie udawał się na osiołku. Trzeba wyjaśnić, że w owych czasach żebractwo nie upokarzało człowieka, a wręcz było obowiązkiem ludzi kalekich, którzy nie mogli wykonywać żadnej pracy. Pomaganie żebrakowi było natomiast wyrazem ewangelicznej miłości, a równocześnie sposobem, by zasłużyć na wieczne zbawienie.
W czwartek 29 marca 1640 r. w Calandzie zatrzymał się oddział żołnierzy królewskich, których zakwaterowano w prywatnych domach. Również rodzinie Pellicer przydzielono jednego z kawalerzystów – dano mu do dyspozycji łóżko kalekiego syna, który przygotował sobie posłanie na podłodze w izbie rodziców. Miguel Juan udał się na spoczynek tuż po godz. 22-giej. Mniej więcej pół godziny później do pomieszczenia, gdzie spał, weszła jego matka. Od razu poczuła miły, lecz nie znany jej zapach, następnie zdumiona zauważyła, że spod płaszcza, pod którym spał syn, wystają dwie nogi. Przestraszona, zawołała męża, który stwierdził, że pod płaszczem leżał rzeczywiście Miguel Juan z cudownie odrośniętą nogą. Sądząc po bliznach na łydce, była to ta sama noga, którą amputowano mu w Saragossie i zakopano na przyszpitalnym cmentarzu trzy lata wcześniej!
Można sobie wyobrazić, co się później działo w domu rodziny Pellicer. Owej nocy w Calandzie nikt nie spał. W atmosferze ogólnego podniecenia dyskutowano na temat tego niezwykłego wydarzenia, którego wszyscy byli naocznymi świadkami. Ponieważ cudownie uzdrowiony wyjawił, że gdy „odzyskał” nogę, śnił, że znajduje się w kaplicy Matki Bożej dei Pilar i naciera kikut olejem z lampek oliwnych, wszyscy zgodnie przypisali ten cud wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny czczonej w Saragossie.
Żołnierze, którzy spędzili tę niezwykłą noc w Calandzie, roznieśli sensacyjną wiadomość po okolicy. Dlatego też już w poniedziałek w miasteczku zjawił się proboszcz z sąsiedniego miasta Mazalon wraz ze swym wikariuszem i notariuszem miejskim. Miguel Andru, notariusz królewski (notario real), sporządził akt – dokument państwowy – z dokładnym opisem wydarzeń. Świadków cudownego odzyskania kończyny przez Miguela Juana były tysiące. Pochodzili oni z różnych miejscowości regionu i różnych środowisk społecznych, a poza tym byli to ludzie wiarygodni. Nic więc dziwnego, że mimo rygorystycznie przeprowadzonego procesu specjalnie powołana komisja kościelna nie miała zbyt wielkich trudności, aby stwierdzić cudowny charakter wydarzenia.
To wszystko, co działo się w Calandzie i w Saragossie, odbiło się wielkim echem w całej Hiszpanii. Wiadomość o tym niezwykłym cudzie dotarła także do króla Filipa IV, który tuż po zakończeniu procesu, jesienią 1641 r., nie zawahał się zaprosić do siebie cudownie uzdrowionego. W pałacu królewskim w Madrycie miała miejsce niespotykana scena: Filip IV, w obecności całego dworu i korpusu dyplomatycznego, uklęknął przed Pellicerem i ucałował jego cudownie odzyskaną nogę. Zachował się wykonany przez Felixa Pescadora szkic zaginionego dziś fresku, który upamiętnia to wydarzenie.
Tak jak już wspomniałem na początku, o cudzie w Calandzie szybko zapomniano – poza Hiszpanią. Przewodniki turystyczne informują jedynie, że Calanda jest miejscem urodzenia znanego reżysera Luisa Bunuela.
Dlatego należy wyrazić wdzięczność Vittorio Messoriemu, który „cudowi cudów” poświęcił swą nową książkę. Przebywał on kilkakrotnie w Hiszpanii, odwiedzał miejsca związane z tym nadzwyczajnym wydarzeniem, prowadził skrupulatne poszukiwania w archiwach państwowych i kościelnych, konsultował się z historykami. Owocem jego pracy jest książka popularyzatorska, napisana z dziennikarską werwą, a jednocześnie bogato udokumentowana i pełna głębokich refleksji. Autor książki udzielił mi wywiadu dla Niedzieli.
* * *
Włodzimierz Rędzioch: – Od kilku lat na łamach ukazującego się we Włoszech miesięcznika „Jesus” publikowane są pańskie artykuły zatytułowane „Taccuino mariano – „Notes maryjny”. Skąd to zainteresowanie problematyką maryjną?
Vittorio Messori: – Moja miłość do Maryi rodzi się zasadniczo z faktu, że przez Jej ciało został dany nam Chrystus. Wcielenie jest dziełem Boga, lecz realizuje się za pośrednictwem Maryi, dzięki Jej „fiat„, dzięki Jej pokornemu i całkowitemu przyzwoleniu na plan Boga. Jestem przekonany, że w czasach kryzysu wiary, jaki obecnie przeżywamy, docenienie roli i miejsca Matki Bożej to najlepszy sposób, by spotkać Jezusa.
– W tych dniach ukazała się Pańska nowa książka pt. „Il miracolo” („Cud”). Jej podtytuł wyjaśnia, o jaki cud chodzi: „Hiszpania 1640 r. – «śledztwo» w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego”. W jaki sposób zrodziła się myśl napisania tej książki?
– Książka, w której piszę o najbardziej wstrząsającym cudzie maryjnym, powstała prawie przez przypadek. Przeglądając katalog księgarni – antykwariatu, znalazłem wydaną we Francji książkę poświęconą temu właśnie cudowi. Natychmiast ją kupiłem, choć myślałem, że chodzi o jakieś mityczne opowiadanie lub o fakt znany jedynie z tradycji ustnej. Przekonałem się jednak, że jest to nieźle udokumentowane wydarzenie. Udałem się więc do Hiszpanii i w Calandzie – miejscowości, gdzie zaistniał cud – próbowałem precyzyjnie i skrupulatnie zrekonstruować wszystkie fakty.
– W tytule Pańskiej książki pojawia się słowo „śledztwo„. W jaki sposób przeprowadził Pan „śledztwo” w sprawie cudu w Calandzie?
– Prowadzenie dochodzenia nie było trudne, gdyż zachowało się bardzo wiele dokumentów. Już kilkadziesiąt godzin po wydarzeniu notariusz królewski w obecności licznych świadków sporządził akt, który zachował się do dziś. Natomiast kilka miesięcy później odbył się publiczny proces, zakończony uznaniem nadprzyrodzonego charakteru zjawiska. Tyle jest dokumentów świadczących o cudzie, że żaden uczciwy historyk nie może go negować. Wydarzenie jest tak wyjątkowe, tak dobrze udokumentowane, że świadomie możemy dotrzeć do progu Tajemnicy. Na zakończenie racjonalnie przeprowadzonego procesu nasze serce może w pełni dostąpić radości wiary.
Cud w Calandzie i dochodzenie w jego sprawie – to przykład odkrywania prawdy poprzez rozum i wiarę temu właśnie poświęcona jest najnowsza papieska encyklika Fides et ratio.
– Hiszpanie nazywają cud w Calandzie „cudem cudów”. Jak wyjaśni Pan fakt, że ten cud par excellence – „cud cudów” jest prawie nieznany poza granicami Hiszpanii? Dodam, że w Polsce nic o nim nie wiadomo.
– Nie należy zapominać, że w latach, gdy wydarzył się cud, Hiszpania przeżywała bardzo trudny okres swej historii (krwawa wojna trzydziestoletnia, powstanie w Katalonii, oderwanie się Portugalii i części Niderlandów). Potem nastały czasy oświecenia, które nie sprzyjały rozpowszechnianiu wiadomości na temat cudu. Ja też nic o tym cudzie nie wiedziałem. Lecz Duch Święty tchnie tam, gdzie chce! Może nastały wreszcie czasy, by odkryć na nowo cud w Calandzie.
– Pozwoli Pan, że zacytuję znakomitego pisarza Gilberta K. Chestertona: „Wierzący to człowiek, który akceptuje cud, jeżeli oczywistość faktów zmusza go do tego. Natomiast niewierzący to człowiek, który o cudach nie chce nawet dyskutować, ponieważ nie pozwala mu na to doktryna, którą wyznaje i której nie chce się wyrzec”. Nie wydaje się Panu, ze ostatnio my, katolicy, chcemy być wielkimi racjonalistami, a mówienie o cudach wprawia w zakłopotanie również osoby wierzące?
– Zauważam dziś wśród wierzących dwie przeciwstawne postawy: z jednej strony mamy katolików, którzy zirytowani odrzucają zjawiska nadprzyrodzone, uznając je za niegodne „dojrzałej i dorosłej” wiary, z drugiej znajdują się ci, którzy wszędzie szukają cudów i wszędzie je widzą. Według mnie, wierzący nie może być zamknięty na znaki, również te nadprzyrodzone, które nam daje Bóg. Co więcej, powinien je doceniać jako owoce Bożej miłości i wsparcie dla naszej wiary i nadziei. Nie można jednak popadać w przesadę. Nie zapominajmy, że największym cudem jest Zmartwychwstanie Chrystusa i Jego stała obecność w Eucharystii. Jeżeli jednak Bóg pozwala na objawienia maryjne i na cudowne uzdrowienia w miejscach tych objawień, jeżeli daje nam w darze takich ludzi, jak o. Pio, dlaczego nie korzystać z tych darów i nie cieszyć się nimi? Misterium, nawet w swych nadprzyrodzonych przejawach, nigdy nie obezwładnia naszego rozumu, który również jest wielkim darem Boga. Nakłania go natomiast pod przewodnictwem Ducha Świętego do roztropnego, lecz odważnego otwarcia się na coraz to szersze horyzonty życia wewnętrznego.
– Pańskie „odkrycie” cudu w Calandzie stało się także udziałem Czytelników „Niedzieli” i chciałem Panu za to gorąco podziękować. Korzystam także z okazji, by zaprosić Pana do naszego narodowego sanktuarium maryjnego – na Jasną Górę, której Pan jeszcze nie miał okazji nawiedzić, oraz do Redakcji „Niedzieli”, której siedziba znajduje się u stóp Jasnej Góry.
[Tak sobie zajrzałem do Archiwum… Co i Wam radzę... Kościół to nie tylko ta banda przebierańców koło Franciszka w Watykanie! MD]
===================================
W święto objawień Matki Bożej z Lourdes, biskup diecezji Beauvais – Jacques Benoit-Gonin, ogłosił niewytłumaczalne z lekarskiego punktu widzenia uzdrowienie s. Bernadette Moriau. Jest to 70-ty uznany i oficjalnie potwierdzony przez Kościół cud za wstawiennictwem Maryi Niepokalanej z Lourdes.
Francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego s. Bernadette Moriau, cierpiała od końca lat sześćdziesiątych na paraliż okolic lędźwiowych i krzyżowych. Przejawia się on w niedowładzie kończyn dolnych z towarzyszącymi temu licznymi innymi zaburzeniami typu nerwowego. Od 1987 roku, chora nie mogła się niemal zupełnie poruszać.
Do cudownego uzdrowienia doszło 11 lipca 2008. Bp Benoit-Gonin przekazał tę wiadomość dopiero 11 lutego br., we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.
Diecezja upowszechniła już wideo, na którym zakonnica mówi, że w lutym 2008 jej lekarz namówił ją na pielgrzymkę diecezjalną do Lourdes. „Nigdy wcześniej nie byłam tam jako chora (…), udałam się do tego miejsca, dzieląc radość wszystkich pielgrzymów. Poza tym w 2008 obchodziliśmy 150. rocznicę objawień” – wspominała s. Bernadette. Zaznaczyła, że gdy była w Grocie Objawień poczuła „tajemniczą obecność Maryi i małej Bernardki”, dodając, że „w żadnym wypadku” nie prosiła o uzdrowienie, ale raczej chciała „nawrócenia serca i siły w dalszym znoszeniu choroby”.
Po powrocie do swej wspólnoty zakonnej w Besles koło Beauvais nastąpiło to, co Kościół katolicki uznał obecnie za 70-ty cud z Lourdes. „11 lipca, w czasie naszej godziny adoracji i w łączności z sanktuarium, gdy ponownie czułam w swym sercu tę mocną chwilę przeżywaną w czasie błogosławienia chorych Najświętszym Sakramentem, gdy naprawdę odczuwałam obecność Jezusa, to doświadczenie się powtórzyło. Pod koniec adoracji doświadczam w swym sercu wrażenia ciepła i odprężenia całego mego bytu. Czuję się dobrze” – opowiadała francuska oblatka.
Dalszy ciąg wydarzeń opisał bp Benoit-Gonin w oświadczeniu oficjalnym nt. cudu. – Po adoracji siostra wróciła do swego pokoju i tam usłyszała wewnętrzne wezwanie do zdjęcia z siebie tego wszystkiego, co miało jej choć trochę ułatwiać życie z chorobą: gorsetu, szyn podtrzymujących jej zwiotczałe kolana, wyłączenia stymulatora nerwowego itd. Uczyniła to i nagle zaczęła chodzić, bez niczyjej pomocy, całkowicie swobodnie. Na świadków poprosiła swe siostry, które nie mogły uwierzyć w to, co się stało – relacjonował biskup.
Dodał, że zakonnica natychmiast udała się do swego lekarza, który potwierdził zmianę. Podobne orzeczenie wydali specjaliści. Potem uzdrowiona zakonnica stawiła się w Międzynarodowym Biurze Medycznym w Lourdes, które postanowiło rozpocząć procedurę stwierdzenia i określenia cudu.
Nastąpiła długa seria licznych ekspertyz i badań. Po zgromadzeniu wszystkich materiałów wspomniane Biuro, złożone z lekarzy i specjalistów z wielu krajów jeszcze raz zbadało sprawę i na swym dorocznym zebraniu w dniach 18-19 listopada 2016 niemal jednogłośnie (przy jednym głosie sprzeciwu) orzekło, że uzdrowienie s. Bernadette „jest niewytłumaczalne przy obecnym stanie wiedzy naukowej”.
Ostateczne uznanie tego orzeczenia lekarskiego za cud należy do władzy kościelnej, która musi to rozpatrzyć z teologicznego punktu widzenia. Biskup Beauvais wyjaśnił, że o całej sprawie powiadomiono go w lutym 2017. Należało też ustalić związek między uzdrowieniem a pielgrzymką siostry do sanktuarium.
W rozmowie z paryskim dziennikiem „Le Figaro” hierarcha zapewnił, że nie znał wcześniej s. Bernadette, nie mógł więc wypowiadać się na temat jej doświadczeń i osobistych przeżyć. Jednocześnie podkreślił, że „dla Kościoła cud jest działaniem Boga, które mówi coś o Nim i o Jego planie wobec ludzkości”. Dodał, że cuda nierzadko dokonują się za pośrednictwem świętego, do którego się dana osoba modli. „W tym wypadku Bóg zadziałał przez Maryję Pannę, czczoną w Lourdes” – zauważył biskup Beauvais.
http://prawoslawnikatolicy.pl/category/all/cerkiew/cudowney-znaki-naszej-wiary/ Wody Jordanu w Ziemi Świętej według kalendarza juliańskiego święci w wigilię Chrztu Pańskiego patriarcha Jerozolimy ze strony izraelskiej i biskup Ammanu ze strony jordańskiej. Jordan, w miejscu gdzie przyjął chrzest Zbawiciel, stanowi naturalną granicę między tymi państwami.
Po odprawieniu Liturgii św. Bazylego Wielkiego na polowym ołtarzu patriarcha Jerozolimy Teofil III w uroczystej procesji udał się nad brzeg rzeki, aby dokonać obrzędu wielkiego oświęcenia wód. Tradycja oświęcenia wód Jordanu sięga bardzo odległych czasów. Jeszcze w XIX wieku patriarcha zanurzał krzyż w wodzie stojąc w łodzi ustawionej na środku rzeki. Dziś krzyż, umocowany na sznurku i udekorowany wiązką kwiatów, patriarcha rzuca do wody na środek rzeki. W taki sam sposób, lecz nieco później, zanurza krzyż biskup Ammanu. W tym roku na oczach tysięcy pielgrzymów wydarzył się wielki cud. Podczas pierwszego zanurzenia krzyża woda w rzece mocno zawirowała i wzburzyła się. Po trzykrotnym, zgodnie z tradycją, zanurzeniu woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawróciła i popłynęła w przeciwną stronę.
Cud ten trwał ponad godzinę. Zebranych ogarnęła wielka radość, ale i wielkie zdumienie. Pielgrzymi w religijnym zachwycie rzucali się do wody, tak że brzeg Jordanu, porośnięty w tym miejscu trzcinami i tamaryszkiem, został zdeptany w jednej minucie. Niektórzy rzucali do wody wiązanki kwiatów i kwiaty te płynęły po wodzie również w przeciwną stronę. Ktoś z pielgrzymów tak zapamiętale rzucił się do rzeki, że zapomniał zdjąć buty. Jeden pantofel popłynął wartko po wodzie także w przeciwną stronę. Gładkie jak lustro wody Jordanu po oświęceniu wzburzyły się… Całe to zjawisko przypominało obraz z życia pierwszych chrześcijan, kiedy całe zgromadzenie w jedności ducha odczuwało obecność Boga. Nikt nie miał wątpliwości, że „przybliżyło się Królestwo Niebios”. Cud ten powtarza się każdego roku, lecz nie w takiej skali. Po oświęceniu wody Jordan rzeczywiście zawraca i płynie w przeciwną stronę, jednak fale są niewielkie i zjawisko trwa dosyć krótko, dlatego nie każdy z pielgrzymów może je zauważyć. Reakcje ludzi na to cudowne zjawisko były różne. Pewien rosyjski dziennikarz, człowiek już starszy, w wielkim zachwycie wykrzyknął: – Ja się po to urodziłem, aby taki cud zobaczyć. Rumuńska zakonnica powiedziała mi, że po powrocie z Jordanu przez trzy dni płakała. Zapytałam ją dlaczego. – Bo Bóg mocą swoją wodę w rzece zawrócił, a ja niegodna, nie boję się Go obrażać codziennie swoimi grzechami – odpowiedziała. W żadnej Ewangelii nie zachowały się wzmianki o tym, że podczas chrztu Chrystusa woda w rzece zawróciła. Również święta tradycja o tym milczy. Św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy (żył w VII wieku), rozumiał słowa psalmu „Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (114,3) jako proroctwo, że w czasie chrztu Chrystusa Jordan zawróci i popłynie w przeciwną stronę: „Jordan płynął wstecz, widząc ogień Boży, w ciele schodzącego do niego”. Widocznie w starożytności istniała pewna tradycja, z biegiem czasu zapomniana. Jest jeszcze inne wytłumaczenie tego cudownego zjawiska. W historii Narodu Wybranego Jordan zawrócił bieg trzykrotnie: przed Arką Przymierza, gdy Jozue wprowadzał do Ziemi Świętej dwanaście pokoleń Izraela (Joz 3,14-17), przed prorokiem Eliaszem, kiedy przechodził Jordan, aby wznieść się do nieba w rydwanie ognistym (2 Krl 2,8) i przed prorokiem Elizeuszem, gdy płaszczem Eliasza rozdzielił Jordan na dwie części (2 Krl 2,14). Ziemia Obiecana, do której Jozue wprowadzał dwanaście pokoleń Izraela, była starotestamentowym obrazem Królestwa Bożego, a rzeka Jordan jego granicą: „Gdy Izrael wychodził z Egiptu, Dom Jakuba spośród ludu obcego języka, stał się Juda jego świętością, Izrael jego Królestwem. Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (Ps 114,1-3). Dzisiaj również nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego, jeśli nie przejdzie przez Jordan, tzn. nie przyjmie sakramentu chrztu, ponieważ baptysteizm symbolizuje Jordan, a chrzest jest sakramentem wprowadzającym na łono Cerkwi.
s. Maria (Jurczuk) Jerozolima Źródło: Przegląd Prawosławny
В КРЕЩЕНИЕ НА РЕКЕ ИОРДАН ЕЖЕГОДНО ПРОИСХОДИТ ЧУДО…Поворот реки Иордан на Крещение (видео, фото)
Вхождение Иисуса Христа в воды Иорданские сопровождалось множеством знамений. Река Иордан течет с гор (высотой примерно 400 м), впадает в Генисаретское море (ныне озеро Киннерет), но на протяжении 300 метров не смешивается с его солеными водами, мощным потоком продолжает течение, пока не впадет в Мертвое море.
Река Иордан на карте
Когда Иисус принял крещение и на Него сошел Дух Святой, воды Иордана пошли вспять.
Это река Иордан. Место, где крестился Господь. Видно, как течение меняет направление. Это чудо происходит каждый год на Крещение
По христианской традиции, начиная с IV века, местом Крещения Господня считается северная оконечность реки Иордан, расположенная в 8 км от города Иерихона вблизи греческого православного монастыря Пророка, Предтечи и Крестителя Господня Иоанна.
Более 2000 лет назад именно здесь произошло первое явление святой Троицы: Иисус Христос принимал крещение от Иоанна Предтечи в водах реки Иордан, когда на Него снизошел Святой Дух в виде голубя, а голос Бога-Отца свидетельствовал: «Сей есть Сын Мой возлюбленный, в Котором Мое благоволение» (Мф. 3:17). В библейской традиции река Иордан – это граница, знаменующая собой вхождение в Землю Обетованную, которая считается прообразом Царства Небесного, благодати Христовой. Без крещения никто не войдет в Царство Небесное, и в этом таинстве все мы проходим свой Иордан…
Место крещения Христа ныне находится на территории государства Иордании, и местные власти только 19 января позволяют Патриарху совершать на берегу службу и освящать воду.
После молитвы владыки трижды одновременно забрасывают на длинных веревках серебряные кресты с привязанными к ним цветами и зелеными ветвями. Тут же выпускается пара голубей как символ сошествия Святого Духа.
Иерусалимский Патриарх Феофил III
Знамение поворота реки в обратном направлении с тех пор повторяется ежегодно: накануне Крещения православные пускают по реке деревянные кресты с зажженными свечами, река уносит их в Мертвое море, а 19 января неизменно приносит обратно! В этот же день обычно пресная вода Иордана становится соленой…
Множество паломников собираются на берегу
За этим действом следит великое множество приезжих: поэтому имеется колоссальное количество очевидцев, своими глазами видевших, как воды реки поворачиваются вспять, вода «играет», освящаясь святым духом, а ветви деревьев, растущих по берегам, опускаются так низко, что касаются поверхности воды.
Великое чудо и знамение, описанное в Библии, может увидеть множество людей. Как только после молитвы серебряные кресты с обоих берегов Иордана забрасываются в его спокойные воды, на глади реки появляется водоворот – и на несколько минут течение меняется. Над Иудейской пустыней разносится возглас восторга множества паломников. Трудно поверить своим глазам: как две тысячи лет назад, после того как Иисус Христос вошел в эти воды, Иордан снова изменяет свое течение.
Нo на место крещения Господня паломников пускают преимущественно два раза в году — накануне праздника Богоявления, когда совершается Великое освящение воды, и на Страстной седмице. Связано это с тем, что граница между государством Израиль и Королевством Иордания проходит по водам реки Иордан как раз в том месте, где по преданию совершилось Крещение Христово, и вся близлежащая территория находится под строгим контролем пограничников.
С надеждой на чудо
Развалины базилики на месте Крещения Господня
На фото подлинное место Крещения Господа в Иордании, руины древней христианской базилики, в которой отсутствовала алтарная апсида и прямо с алтаря вели ступени в Священный Иордан.
18 января 2021 года, в Крещенский сочельник, начальник Русской духовной миссии в Иерусалимеархимандрит Александр (Елисов) возглавил богослужения навечерия Богоявления в храме мученицы царицы Александры на территории Миссии. Его Высокопреподобию сослужили члены Миссии игумен Никон (Головко), иеромонах Дометиан (Маркарян), иеромонах Афанасий (Букин) и клирик Миссии диакон Илия Драчук.
После заамвонной молитвы был совершен чин великого освящения воды. Затем священнослужители окропили все помещения здания Миссии освященной водой.
По традиции перед освящением воды был совершен крестный ход. Верующие проследовали от монастыря святого Иоанна Предтечи в Каср-аль-Яхуде к берегу реки Иордан.
В крестном ходе и богослужении приняли участие начальник Русской духовной миссии архимандрит Александр (Елисов) и заместитель начальника Миссии иеромонах Дометиан (Маркарян).
Кондак Предтечи глас 6
Плотскаго Твоего пришествия убоявся,/ Иордан страхом возвращашеся;/ пророческое же служение исполняя,/ Иоанн трепетом спряташеся;/ Ангельския чини ужасахуся,/ зряще Тя, во струях плотию крещаема;/ и вси, сущии во тьме, озаряхуся,// воспевающе Тя, явльшагося и просветившаго вся.
Niektórzy sądzą, że pojawił się ktoś będący reinkarnacją Nerona i wyobrażają go sobie w szeregach organizacji Anonymous. Jako że trudno jest wyjaśnić zjawisko powtarzających się pożarów w Rosji – nie można wykluczyć udziału piratów komputerowych w wywoływaniu niektórych incydentów tego rodzaju. Choć hipoteza ta może wydawać się dziwaczna, warto jednak zastanowić się nad tymże aspektem, mając na uwadze dwie podstawowe przesłanki: jak powstaje pożar i co jest w stanie zrobić haker.
Jeśli zastanowimy się nad zjawiskiem przegrzewania się systemów zdalnie sterowanych, zdamy sobie sprawę, że dajemy wiarygodną odpowiedź na pytanie “jak” i “co” – które właśnie postawiliśmy.
W czasach, gdy tak wiele mówi się o automatyce domowej i korzyściach płynących z możliwości zdalnego sterowania niektórymi funkcjami urządzeń technicznych – co kiedyś wymagało interwencji człowieka – nie dziwi fakt, że w obliczu tak wielu “zalet” mogą pojawić się przeciwwskazania lub, po prostu, punkty słabe.
Dostęp do urządzeń wytwarzających ciepło (od bojlerów po systemy klimatyzacji) można uzyskać, jeśli – dzięki odpowiednim urządzeniom wbudowanym lub doposażonym – są one w stanie połączyć się z Internetem i posługiwać się tym samym językiem, który jest zwykle używany w komputerach, tabletach i smartfonach.
Możliwość sterowania tymi systemami za pośrednictwem sieci nie jest absolutnym przywilejem tych, którzy są do tego uprawnieni: jeśli nie zostały wdrożone skuteczne środki bezpieczeństwa – osoba atakująca może nawiązać dialog z owymi urządzeniami, a uzyskawszy nad nimi kontrolę, może zmusić je do funkcjonowania, także niezgodnie z ich normalnymi zasadami użytkowania.
Od dawna celem ataków cyberwandali są całe budynki, ale najbardziej agresywni piraci cyfrowi skierowali swoje kusze w stronę obiektów przemysłowych. Wielkość lub znaczenie «zdobyczy» jest proporcjonalne do efektu, jaki dana ingerencja hakerska wywiera na opinię publiczną.
Słabe strony rosyjskich systemów zdalnie sterowanych
Już jakiś czas temu entuzjaści “automatyki budynkowej” przewidzieli partyzantkę miejską, która mogłaby zostać rozpętana poprzez wykorzystanie pewnych niedociągnięć odkrytych w rozwiązaniach technologicznych Tekon Avtomatika – rosyjskiej firmy specjalizującej się w produkcji sprzętu i oprogramowania dla inteligentnych systemów instalowanych w budynkach, centrach handlowych i kompleksach produkcyjnych. Zaczęto mówić o stu szczególnie delikatnych i wrażliwych “sterownikach” Tekon.
Łatwość, z jaką można było je zaatakować, wynikała z groteskowych błędów proceduralnych popełnianych podczas instalacji owych urządzeń. Nic z gatunku science fiction: nie trzeba wysilać wyobraźni ani fantazjować. Jak to często bywa (również w naszej części świata), dane uwierzytelniające dostęp do owych systemów (tj. konto i hasło) pozostawiono takie, jakie zostały ustalone przez producenta. Kody te (np. klasyczny “admin”) wcale nie były tajne, lecz znajdowały się w dokumentacji, która była dostępna w Internecie w formacie pdf, a więc dostępne dla każdego.
Żaden technik nie zadał sobie trudu, aby zastąpić identyfikator uprawnionego użytkownika i towarzyszące mu hasło: każdy, kto żywił złe intencje, mógł działać bez przeszkód, bez żadnych specjalnych umiejętności czy doświadczenia.
Analogicznie do zbyt «oswojonych» urządzeń – które można zmusić do przegrzania się aż do ich zapalenia się – równie łatwo jest obrać za cel systemy przeciwpożarowe, które można zablokować i wyeliminować.
Współpraca między różnymi organizacjami gangsterskimi zajmującymi się zaawansowanymi technologiami umożliwiła szybkie rozpoznanie potencjalnych celów i ich słabych punktów. Podstawą koordynacji działań jest dzielenie się dostępnymi informacjami i ich stała aktualizacja. To także jest wojna. Tak było od zawsze, ale być może dopiero dziś odkrywamy, że wróg może dotrzeć wszędzie – nie ruszając się z własnego domu nawet na metr. Pewne epizody sprawiają, że Rosjanie odkrywają, iż również ich miasta są ziemią okupowaną. My też powinniśmy o tym pomyśleć – nie czekając, aż coś podobnego wydarzy się również u nas. https://www.ilmattino.it/mondo/incendi_distanza_caldaia_come_si_fa_hacker_russia_ucraina_guerra_ultime_notizie-6646708.html
Wygraliśmy batalię o prawdę! Wojewoda Lubelski cofnął uchwałę Rady Miasta zakazującą pokazywania ofiar aborcji. Decyzja jest już prawomocna!
Przed kilkoma tygodniami pisałem Panu, że niewielka grupka lewicowych działaczy złożyła w Urzędzie Miasta Lublin wniosek o uchwałę mającą na celu eliminację z przestrzeni publicznej zdjęć z aborcji. Wątpliwości budziła tak forma złożenia – pod petycją początkowo było mniej niż wymagane 300 podpisów mieszkańców miasta, a liczbę uzupełniono później – jak i sama treść uchwały, która nie miała na celu nic innego niż zapewnienie aborcjonistom spokoju sumienia.
Zabijanie dzieci – jak najbardziej! Pokazywanie ofiar zabójstwa – nieestetyczne. Tak w skrócie można by opisać logikę, jaką kierowały się środowiska lewicowe, gdy przygotowywały swoją akcję w kolejnym samorządzie (wcześniej próbowały swoich sił m.in. w Krakowie czy Warszawie – bez skutku).
Uchwała została przegłosowana przez Radę Miasta Lublin zdominowaną przez radnych o orientacji post-platformerskiej. Jako Fundacja wystąpiliśmy natychmiast z wnioskiem do wojewody, aby skorzystał ze swoich uprawnień i unieważnił dokument.
Dziś mogę z satysfakcją napisać: wszystko dobrze się skończyło. Wojewoda wydał decyzję, a jej uzasadnienie jest oparte o argumentację przedstawioną we wniosku Fundacji Życie i Rodzina. Przede wszystkim: samorządy nie mogą narzucać przepisów, których przedmiot jest już rozstrzygnięty w prawie ogólnokrajowym. Lokalne przepisy porządkowe mogą być wydawane w zakresie nieuregulowanym w odrębnych ustawach lub przepisach powszechnie obowiązujących. Innymi słowy – radni nie mogą doprowadzać do tego, że lokalnie będzie obowiązywał inny stan prawny niż na terenie reszty kraju. Liczne przepisy o charakterze ogólnokrajowym gwarantują wolność prowadzenia debaty publicznej. Muszą one być respektowane niezależnie od tego, czy radnym debata się podoba czy też nie.
Aborcjonistom nie udał się kolejny atak na ofiary aborcji – na niewinne nienarodzone dzieci, które tracą życie, bo komuś tak wygodnie, a dla kogoś innego to po prostu dobry zarobek. Utrata życia to nie wszystko. Te dzieci mają być pominięte i zapomniane, bo prawda o tym, jak zginęły, budzi sumienia tych, którzy tego przebudzenia nie chcą.
Cieszymy się z tego zwycięstwa nad proaborcyjną lewicą. Na terenie Lublina ani na chwilę nie zaprzestaliśmy pikiet ze zdjęciami zabitych dzieci. Natychmiast po uchwale zaangażowaliśmy prawników Fundacji, aby interweniowali w Urzędzie Wojewódzkim, nawet przez moment nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że moglibyśmy porzucić głoszenie prawdy o aborcji.
Ten sukces – tak jak i wiele innych działań Fundacji ŻiR – był możliwy także dzięki Panu.
Dziękuję z serca za wszelkie wsparcie, jakiego udzielił Pan Fundacji w tym czasie. To dzięki dobrym ludziom – takim jak Pan możemy angażować nasz zespół prawny w kolejne działania, których celem jest obrona życia i rodziny.
Dziękuję za wszelkie modlitwy, za wpłacane darowizny, za każdą wiadomość z wyrazami wsparcia dla działań w obronie życia. Cieszę się, że razem możemy tak wiele.
Serdecznie pozdrawiam!
Krzysztof Kasprzak Inicjatywa #AborcjaToZabójstwo Inicjatywa #STOPLGBT Fundacja Życie i Rodzina zycierodzina.pl
PS – Polecam Panu teksty ze strony Fundacji, gdzie pisaliśmy o lubelskiej uchwale i jej szczęśliwym uchyleniu, są dostępne pod linkami:
Historycy zwykle temu zaprzeczali, jednak plotka o żydowskiej krwi Hitlera nie wygasła od czasu, gdy w 1946 r. Hans Frank, ją potwierdził.
Amerykański badacz znalazł dodatkowe potwierdzenie w austriackim archiwum. Adolf Hitler faktycznie miał żydowskiego dziadka.
Kiedy siedem lat po śmierci Hansa Franka, w 1953 r., opublikowano jego wspomnienia, wywołały one sensację. Frank był powiernikiem Hitlera, jego prawnikiem od 1928 r., najwyższym prawnikiem III Rzeszy, a jako generalny gubernator na ziemiach polskich odpowiadał za represje wobec ludności polskiej. W 1946 r. został skazany na karę śmierci i stracony w norymberskim procesie głównych zbrodniarzy wojennych. W oczekiwaniu na egzekucję napisał swoje wspomnienia, zatytułowane „W obliczu szubienicy”. Jeden z fragmentów książki wzbudził kontrowersje. Hans Frank twierdził, że jego dawny mentor Adolf Hitler miał żydowskiego dziadka. Zgodnie z surową klasyfikacją norymberskich ustaw rasowych z 1935 r., byłby to „ćwierć-Żyd”. Frank twierdził, że w 1930 r. odkrył, iż dziadek Hitlera był Żydem mieszkającym w austriackim mieście Graz. Siostrzeniec Hitlera, William Patrick Hitler, napisał wcześniej do Führera list z szantażem, grożąc, że ujawni tę sprawę. Hitler zlecił Frankowi, jako swojemu prawnikowi, zbadanie tej sprawy.
Czy żydowski nastolatek zapłodnił babcię Hitlera? Podczas swoich badań, jak twierdzi Frank, natrafił na korespondencję między babką Hitlera, Marią Anną Schicklgruber z 1836 roku, a niejakim Frankenbergerem, w którego gospodarstwie pracowała Schicklgruber. Z listów tych wynikało, że mężczyzna ten miał 19-letniego syna, który zapłodnił dużo starszą służącą domową. W korespondencji Frankenberger zgodził się płacić alimenty na dziecko do 14 roku życia. Frankenberger, jak powiedział później Frank, zapłacił dobrowolnie, bez konieczności występowania matki do sądu, ponieważ unikał rozgłosu. Z punktu widzenia Hitlera problem polegał na tym, że Frankenberger, a więc także jego syn, byli Żydami.
Historycy, którzy zajmowali i zajmują się intensywnie Hitlerem, zawsze wątpili w twierdzenia Franka. Było to możliwe z trzech powodów. Po pierwsze, korespondencja, o której wspominał Frank, nigdy nie została odnaleziona w archiwach. Po drugie, inne informacje zawarte w książce Franka były błędne, co podważało wiarygodność całej pracy. I po trzecie, z całą stanowczością przyjęto, że w omawianym czasie, tj. w 1836 r., w Grazu w ogóle nie mieszkali Żydzi. Dlatego mężczyzna, który zapłodnił babkę Hitlera, nie mógł być również Żydem.
Zgodnie z popularnym przekazem Maria Anna Schicklgruber, babka Hitlera, miała nieślubnego syna o imieniu Alois. Kiedy później wyszła za mąż za Johanna Georga Hiedlera, został on ojczymem Alojzego. Po śmierci Hiedlera w akcie urodzenia Aloisa Schicklgrubera zmieniono jego nazwisko na Alois Hitler. Ponieważ nie było oficjalnego oświadczenia o ojcostwie Hiedlera, zmiana nazwiska została dokonana na podstawie zeznań świadków dopiero po śmierci Hiedlera. Nie wyjaśniono, dlaczego zmieniono nazwisko na Hitler, a nie na Hiedler.
Sax: Twierdzenie, że w 1836 roku w Grazu nie było Żydów, jest fałszywe.
To, że w książce Franka znalazły się błędne informacje, jest bezsporne. Bezsporne jest również, że listy między Schicklgruberem a Frankenbergerem, o ile istniały, nigdy nie zostały odnalezione. Można to jednak łatwo wytłumaczyć faktem, że prawdopodobnie zostałyby one zniszczone przez śledczych Franka jako niepożądany dowód. Trzeci i najważniejszy argument został jednak obalony przez amerykańskiego naukowca Leonarda Saxa. Sax, który nie jest historykiem, lecz lekarzem i ekspertem w dziedzinie gender, opublikował właśnie w prestiżowym „Journal of European History” esej, w którym przynajmniej kwestionuje, jeśli nie obala, główną tezę krytyków Franka: twierdzenie, że w 1836 r. w Grazu w ogóle nie było Żydów.
Kariera tego stwierdzenia jest wręcz zdumiewająca i nie przynosi chluby gildii historyków. W świat wprowadził ją bowiem niejaki Nikolaus von Preradovich. W 1957 r. w wywiadzie dla czasopisma „Der Spiegel” Austriak po raz pierwszy postawił tezę, że Hitler nie mógł mieć żydowskiego dziadka, wbrew temu, co przedstawił Frank, ponieważ w Grazu i całej Styrii nie było wówczas Żydów. 32 lata później Preradowicz napisał esej, w którym twierdził, że jego badania m.in. w archiwach miasta Graz wyraźnie wykazały, że w latach 1820-1860 w Grazu nie było żadnej rodziny Frankenbergerów.
Źródło było wielbicielem Hitlera
Od tego czasu wielu biografów Hitlera przyjęło ten wniosek, niezależnie od tego, czy powoływali się na źródło Preradowicza, czy nie. Na przykład najbardziej znany ekspert Ian Kershaw wyraźnie się na niego powołuje. Ale jeśli przyjrzeć się, kim był ten człowiek, ta łatwowierność jest zadziwiająca – stwierdza Sax. Preradowicz, który żył w latach 1917-2004, był bowiem prawicowym radykałem i wielbicielem Hitlera. W swoim eseju o Hitlerze z 1989 r. ani razu nie wspomina o Holokauście. W innym artykule z lat 90. napisał, że z każdym dniem coraz bardziej podziwia Hitlera. I tak oto ten na wskroś niepoważny autor miałby być niewzruszonym źródłem tego, że Adolf Hitler, którego cały światopogląd opierał się na wrogości wobec Żydów, sam nie mógł mieć żydowskich korzeni?
Sax nie chciał się na to zgodzić – i sam pojechał do Austrii, aby przeprowadzić badania na miejscu. I rzeczywiście natrafił na źródła, które zaprzeczały twierdzeniom Preradowicza. Preradovich twierdził, że do 1856 r. nie ma żadnych dowodów na istnienie Żydów w Grazu. Sax znalazł jednak dokument, który dowodzi istnienia małej społeczności żydowskiej w mieście już w 1850 r., ponieważ wyraźnie wspomina o „małej, obecnie osiadłej społeczności”. To prawda, ale to byłoby jeszcze 14 lat po ciąży Marii Schicklgrauber. Sax uważa jednak za prawdopodobne, po odnalezieniu tego nieznanego dotąd lub celowo stłumionego źródła, że Żydzi w Grazu byli jeszcze wcześniej, a więc już w 1836 r.
Frankenberger mógł mieć posiadłość w Styrii
W tym czasie w Styrii, w przeciwieństwie do sąsiedniego Burgenlandu, Żydom nie wolno było oficjalnie mieszkać. W Styrii wolno im było jednak prowadzić interesy, więc Żydzi jeździli do Grazu w sprawach handlowych. Sax uważa, że żydowscy biznesmeni, tacy jak Frankenberger, oficjalnie mieszkali i byli zameldowani w jednej z gmin Burgenlandu, ale mieli też nieoficjalną i nielegalną siedzibę w Grazu, gdzie prowadzili swoje interesy. Babcia Hitlera mogła więc równie dobrze pracować w żydowskim domu i mieć dziecko z młodszym o 23 lata Frankenbergerem.
Mogło to być również powodem dobrowolnych wpłat starego Frankenbergera na rzecz Schicklgruber, ponieważ prawdopodobnie obawiał się on, że mieszkając nielegalnie w Grazu, może zostać zdemaskowany w procesie sądowym.
Leonard Sax nie przedstawia oczywiście dowodu na to, że Hitler miał żydowskie korzenie. Podważa on jednak główną tezę wysuniętą przez prawicowo-radykalnego autora, który chciał uchronić Hitlera przed „oskarżeniem” o żydowskie korzenie: że w Grazu, gdzie mieszkała wówczas babka Hitlera, nie było Żydów.
Znany historyk dystansuje się
Uznany ekspert, taki jak Brytyjczyk Richard Evans, trzyma się od Saxa z daleka. Według Evansa nie ma nawet wiarygodnych dowodów na to, że Maria Anna Schicklgruber kiedykolwiek mieszkała w Grazu. Ani o tym, że w Grazu mieszkała rodzina Frankenbergerów. „Nie odnaleziono żadnej korespondencji między ojcem Hitlera a jego babką ojcowską” – powiedział Evans gazecie Times of Israel. Nie było też żadnych dowodów na to, że bratanek Hitlera szantażował go. Evans uważa, że spekulacje na temat ewentualnych żydowskich korzeni Hitlera pojawiają się, ponieważ wielu ludzi nie potrafi wyjaśnić jego głębokiego i morderczego antysemityzmu – chyba że miał ku temu osobiste powody. Leonard Sax nie kwestionuje tej krytyki – widzi wystarczający powód, by dalej swoją hipotezę badać. Na podstawie: „Focus“12.08. 2019
Obecni na miejscu liczni funkcjonariusze policji obchodzili się z prowokatorką bardzo wyrozumiale, dając swym zachowaniem do zrozumienia, że jest przyzwolenie „z góry” na tego typu działania. Takiej akceptacji nie ma natomiast dla pokazywania prawdy o aborcji – dwaj nasi wolontariusze zostali właśnie skazani przez sąd na ponad 3 500 zł kary za ostrzeganie Polaków przed tym procederem! Opowiem Panu szczegóły.
Dzięki ulicznym akcjom informacyjnym nasza Fundacja dociera do tysięcy Polaków, których udaje się uświadomić czym jest i jak wygląda aborcja. Spotyka się to z agresywnymi reakcjami zwolenników dzieciobójstwa. Naszą akcję na Placu Zamkowym próbowała zakłócić znana warszawskiej policji aktywistka aborcyjna posługująca się pseudonimem „babcia Kasia”. Zagłuszała nasz przekaz płynący z megafonów i eksponowała proaborcyjny transparent. Gdy to nie pomogło, rzuciła się na jednego z naszych wolontariuszy, zaczęła go uderzać i ugryzła go w rękę. Wszystkiemu przyglądały się setki osób – obecnych na miejscu i oglądających transmisję na żywo w sieci.
„Babcia Kasia” była już wcześniej zatrzymywana m.in. za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie policjantów oraz zakłócanie legalnych zgromadzeń. Pomimo tego, funkcjonariusze obchodzili się z nią niezwykle delikatnie, nawet pomimo tego, że w wulgarnych słowach im ubliżała. Jest to czytelny sygnał dla wszystkich aborcyjnych chuliganów i zadymiarzy, że mogą liczyć na wyrozumiałość i łagodne traktowanie.
A wie Pan czego niemal w tym samym czasie doświadczyli nasi działacze?
Adam Brawata oraz Bawer Aondo-Akaa usłyszeli prawomocne wyroki sądu za mówienie prawdy o aborcji. Muszą zapłacić ponad 3 600 zł grzywny i kosztów sądowych za to, że koordynowali akcje billboardowe w ramach których wywieszamy wielkoformatowe plakaty ostrzegające Polaków przed skutkami aborcji. Zdaniem sądu we Wrocławiu, jest to działanie „nieprzyzwoite”. To jednak nie koniec prześladowań.
Równolegle przeciwko Adamowi zapadł w tym samym sądzie inny prawomocny wyrok skazujący za publiczne nazwanie aborcji zabijaniem dzieci – 9 000 zł kary i kosztów. W sumie Adam w przeciągu tylko jednego miesiąca musiał zapłacić ponad 12 000 zł kary za to, że ratuje niewinne dzieci przed aborcją i zmienia świadomość Polaków na temat tego procederu.
Podczas gdy służby prześladują wolontariuszy naszej Fundacji, przestępstwa i wybryki aborcjonistów są tolerowane. Mamy na to kolejny przykład.
W jeszcze innym procesie, sędzia wrocławskiego sądu Magdalena Jurkowicz skazała jednego z naszych wolontariuszy za organizację ulicznej akcji informacyjnej na temat aborcji. Również jej zdaniem pokazywanie prawdy o aborcji w przestrzeni publicznej było „nieprzyzwoite”. Niemal równolegle, ta sama sędzia uniewinniła feministkę, która… obnażyła się w centrum Wrocławia!
Sprawa dotyczy akcji na wrocławskim Placu Solnym, gdzie nasi wolontariusze za pomocą rzutnika wyświetlali film informacyjny na temat aborcji. Nasze działania zaczęła zakłócać feministka, której nie podobało się to, że ostrzegamy Polaków przed aborcją. W pewnym momencie kobieta obnażyła się przed naszymi działaczami pokazując gołe piersi i pytając, czy wywołuje to u nich zgorszenie?
Sprawa została zgłoszona do sądu, który uniewinnił feministkę nie dopatrując się niczego nieprzyzwoitego w jej zachowaniu. Za to nasi wolontariusze zostali już kilka razy skazani za „nieprzyzwoite” działania przeciwko aborcji. Co więcej, w trakcie procesu sędzia dała wiarę feministce, która podczas rozprawy zaprzeczała obnażeniu się, a zeznania naszych wolontariuszy potraktowała jako niewiarygodne.
To wszystko ma pewien szerszy kontekst, który jest bardzo ważny. Nie chodzi tylko o konkretne sprawy sądowe, gdyż nadal większość z nich wygrywamy (a mamy ich obecnie około 100 jednocześnie). Chodzi o to, że politycy rządzący oraz podlegli im funkcjonariusze i urzędnicy nie są zainteresowani przestępstwami, wykroczeniami i aktami terroru dokonywanymi przez polskich aborcjonistów. Jeżeli już kogoś zatrzymują lub skazują (co dzieje się rzadko), to sprawcy otrzymują często śmiesznie niskie wyroki lub są uniewinniani. Dzięki temu zwolennicy dzieciobójstwa swobodnie rozwijają swoją działalność i eskalują przemoc.
W ubiegłym roku działające w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pomogły dokonać ponad 30 000 aborcji za pomocą nielegalnych pigułek poronnych. Organizacje te funkcjonują już od kilku lat i nieustannie reklamują się w mediach. Ich członkowie byli nawet zapraszani na posiedzenie Sejmu! Jak dotąd nikt nie odpowiedział prawnie za masowe ludobójstwo, które dokonuje się na polskich dzieciach. W ubiegłych latach doszczętnie spalono dwie nasze furgonetki, a kilka innych pojazdów podpalono i zdewastowano. Sprawców nie udało się znaleźć pomimo tego, że podpalenia transmitowane były na żywo w internecie (!) Liczni zwolennicy aborcji publicznie grożą śmiercią naszym wolontariuszom, wzywając do mordowanie naszych działaczy i niszczenia naszego mienia. Żaden z nich nie stanął za to przed sądem.
Wie Pan czym jeszcze skutkuje w praktyce ta bezczynność wobec aborcyjnych przestępców?
Niedawno informowaliśmy o tym, że do naszej Fundacji napisała pani Monika z Częstochowy, która opisała dramatyczna historię, jaka się jej przydarzyła. Gdy była w ciąży do jej domu wdarł się bandyta, który skatował ją, używając paralizatora i gazu, a także kopał ją po brzuchu. Udało jej się wezwać pomoc i dzięki temu przeżyła, ale jej dziecko straciło życie. Bandyta był ojcem tego dziecka i wcześniej wywierał presję na matkę, aby dokonała aborcji. Ponieważ pani Monika odmówiła, agresor dokonał zabójstwa osobiście.
Kilka tygodni temu sąd w Częstochowie zwolnił bandytę z aresztu, a Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymał tę decyzję, argumentując, że do żadnego zabójstwa nie doszło, bo „według naszego stanowiska o człowieku można mówić od momentu rozpoczęcia akcji porodowej.” Innymi słowy – zdaniem sądu dziecko przed rozpoczęciem porodu nie jest człowiekiem i nie przysługują mu prawa równe człowiekowi, dlatego jego mordercę można potraktować ulgowo.
Pani Monika próbowała nagłośnić tę sprawę. Wiedziały o niej organizacje i media feministyczne, które głośno deklarują przecież, że stają w obronie praw kobiet, w szczególności tych, które doświadczają przemocy. Środowiska te milczą jednak w tej sprawie. Najwyraźniej katowanie ciężarnych kobiet nie jest dla nich istotne. A może chodzi o to, że bandycki napad jest zgodny z celem ich działalności – przerywaniem ciąży bez ograniczeń i bez kary? Przecież na co dzień właśnie tym się zajmują – promują nielegalne aborcje pigułkowe i domagają się wprowadzenia bezkarności dzieciobójstwa.
Do tego typu sytuacji dochodzi, gdyż polskie prawo jest wadliwe i niespójne, a umysły wielu Polaków, w tym sędziów, prokuratorów i urzędników, zainfekowane są mentalnością aborcyjną. Nasza Fundacja wielokrotnie próbowała zmienić ten stan rzeczy i naprawić nasze prawo poprzez szereg obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, pod którymi zebraliśmy w sumie ponad milion podpisów. Za każdym razem były one odrzucane przez Sejm.
Na skutek tchórzostwa polityków, polskie dzieci są masowo mordowane przy pomocy środków poronnych, a dostarczający ich handlarze pozostają bezkarni. Konsekwencje nie spotykają także aborcyjnych terrorystów, którzy eskalują przemoc i nawołują do nienawiści wobec naszych wolontariuszy, a także mnożą wulgarne i nieprzyzwoite zachowania w przestrzeni publicznej. Zamiast nich, obiektem zainteresowania służb i sądów są nasi działacze.
Nie zamierzamy jednak zrezygnować z głoszenia prawdy i ostrzegania Polaków przed skutkami aborcji. Im więcej osób dowie się czym jest ten barbarzyński proceder, tym więcej dzieci uda nam się ocalić. Prawda o aborcji ratuje także matki i ojców przed zostaniem zabójcami własnych dzieci, co ma ogromne konsekwencje dla przyszłości całego naszego narodu.
Już wkrótce chcemy zorganizować kolejne akcje zmieniające świadomość Polaków, między innymi kolejne kampanie billboardowe, które tak bardzo przeszkadzają zwolennikom aborcji. Jeden billboard umieszczony w dobrym miejscu reklamowym pozwala na dotarcie do tysięcy osób. Koszt wywieszenia takiego plakatu to ok. 1 000 zł miesięcznie.Chcielibyśmy wywiesić w najbliższym czasie co najmniej 10 kolejnych takich billboardów, oraz naprawić te, które nieustannie niszczą aborcjoniści. Potrzebujemy na ten cel ok. 14 000 zł.
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wznowić kampanię billboardową i dotrzeć do tysięcy kolejnych Polaków z prawdą o aborcji, zanim umysły naszego społeczeństwa całkowicie zatruje propaganda cywilizacji śmierci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
„Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości” – powiedział Jan Paweł II. W Polsce w rok zamordowano ponad 30 000 dzieci, a przestępcy i chuligani, którzy są za to odpowiedzialni, pozostają bezkarni i swobodnie pomagają w kolejnych morderstwach, a także zakłócają pokazywanie prawdy o aborcji w miejscach publicznych. Jaka przyszłość czeka nasz kraj, jeśli ten proceder dalej będzie tolerowany?
Musimy dalej głosić prawdę, aby zmienić świadomość i sumienia Polaków (w tym polityków, policjantów, sędziów, prokuratorów i innych urzędników). Temu służą nasze kampanie, w tym akcje uliczne i billboardowe, które pozwalają na dotarcie do tysięcy osób. Dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc finansową w ich organizacji. Serdecznie Pana pozdrawiam,
„Zatęsknisz jeszcze do mych ust” – śpiewała Maryla Rodowicz w słynnej piosence „Ballada wagonowa”. Wymowni Francuzi powiadają, że lepiej tęsknić, niż nie tęsknić wcale, więc nie jest wykluczone, że jeszcze zatęsknimy za zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem. Wydaje się to absolutnie nieprawdopodobne, ale okoliczności się zmieniają, a wtedy nawet rzeczy wcześniej absolutnie niemożliwe, mogą nagle stać się możliwe.
Zanim jednak rozwinę ten temat, chciałbym podzielić się dobrą, a nawet znakomitą wiadomością. Oto Pan Bóg, który dotychczas sprawiał wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować, po stronie których batalionów stanąć, a pan Przemysław Wiszniewski z „Gazety Wyborczej” nawet myślał, że po prostu śpi – wreszcie zdecydował się przejść na jasną stronę Mocy. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi doradcy prezydenta Zełeńskiego, pana Podolaka. Komentując zagadkowe eksplozje w Rosji przy granicy z Ukrainą wyraził przypuszczenie, że przyczyny zniszczeń rosyjskiej infrastruktury wojskowej mogą być rezultatem „boskiej interwencji” wobec „grzeszników, którzy w wielkanocną niedzielę masowo zabijali mieszkańców Mariupola”.
W takiej jednak sytuacji musielibyśmy przyjąć, że w Królestwie Niebieskim obowiązuje kalendarz juliański, a nie gregoriański, bo według kalendarza gregoriańskiego, niedziela wielkanocna była tydzień wcześniej. Jaki kalendarz zatem obowiązuje – tajemnica to wielka – tym bardziej, że według pana Wiszniewskiego, dopóki trwa wojna na Ukrainie, Zmartwychwstanie powinno być, a właściwie jest odwołane. Tymczasem odbyło się ono jak gdyby nigdy nic, co pokazuje, że jeszcze przed dwoma tygodniami w Królestwie Niebieskim wystąpił brak koordynacji. Na szczęście to już minęło, teraz już Pan Bóg stanął po właściwiej stronie, a to oznacza, że Rosja wojnę już przegrała. Tak w każdym razie uważa pan Antoni Blinken, sekretarz stanu USA, który razem z sekretarzem obrony, panem Lloydem Atkinsem, odbył pielgrzymkę do Kijowa, gdzie został przyjęty przez prezydenta Zełeńskiego. Natomiast sekretarz obrony uważa trochę inaczej – że mianowicie w tej wojnie chodzi o obezwładnienie Rosji.
Z tego wynika, że zwycięstwo w takiej postaci może być jeszcze odległe, o ile w ogóle nastąpi, bo – jak wynika z ustaleń ukraińskiego Sztabu Generalnego – Rosja utraciła na Ukrainie około 3 procent swoich zasobów militarnych, podczas gdy według Ministerstwa Obrony Rosji, Ukraina – znacznie więcej, w niektórych działach aż 100 procent, bo na przykład na 38 okrętów wojennych Ukraina straciła 38. Wypływa z tego jeden wniosek, że mianowicie bez stałych i coraz większych dostaw uzbrojenia i amunicji z zewnątrz, Ukraina nie mogłaby tej wojny kontynuować. Dlatego też 26 kwietnia amerykański sekretarz obrony wezwał do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech ministrów obrony z 40 zależnych od USA państw i powyznaczał im zadania w zakresie pomocy wojskowej dla Ukrainy.
I tu dochodzimy do kwestii postawionej na początku, to znaczy – do tęsknoty za Putinem. Chodzi o to, ze Putin, wprawdzie toczy na Ukrainie wojnę z całym Sojuszem Atlantyckim, ale jest to „dziwna wojna”. Na przykład jak dotąd Rosjanie nie atakowali ani nie niszczyli ukraińskich linii kolejowych, ani węzłów kolejowych. [Już atakują. Skutecznie. md] Podobnie przez terytorium Ukrainy przebiera ropociąg i gazociąg, przez który tłoczy się do Europy Zachodniej 107 mln metrów sześciennych gazu na dobę. Osobliwość sytuacji polega na tym, że z tego gazu i z tej ropy korzysta też Ukraina, więc nie wysadza ropo – i gazociągu w powietrze, a Rosjanie też nie tylko go nie bombardują, ale nawet nie zakręcają Ukrainie gazowego kurka tak, jak to zrobili Polsce i Bułgarii. Wreszcie dostawy zachodniego uzbrojenia i amunicji docierają na Ukrainę bez przeszkód, umożliwiając Ukrainie kontynuowanie wojny i zadawanie wojsku rosyjskiemu strat w sprzęcie i w ludziach.
Z tego powodu Putina coraz mocniej krytykują rosyjscy wojskowi uważając, że taki sposób prowadzenia wojny nie tylko do niczego nie prowadzi, ale w dodatku jest trudny do logicznego uzasadnienia. Wychodzą z założenia, że nieprzyjaciela trzeba jak najszybciej obezwładnić wszelkimi dostępnymi środkami i na wszelkich polach, tymczasem wojna ograniczona to właśnie albo uniemożliwia, albo w dużym stopniu utrudnia.
Ciekawe, że podobnie było w Wietnamie, gdzie za sprawą sekretarza obrony Roberta McNamary, armia amerykańska, a zwłaszcza lotnictwo, prowadziło ograniczone działania, nie atakując wielu dostępnych celów tylko dlatego, że były one wyłączone w specjalnej liście. Taki sposób prowadzenia wojny powodował spore straty tym bardziej, że Amerykanie nie wojowali tam tylko z Wietnamem, ale – z całym Układem Warszawskim i Chinami na dodatek. McNamara był bowiem wierny swojej doktrynie „elastycznego reagowania”, zakładającej – jak się okazało – naiwnie – że nieprzyjaciel w rewanżu też nie będzie atakował niektórych celów. Oczywiście strona wietnamska ani myślała o takiej kurtuazji, bo w tym przypadku nie chodziło o broń jądrową, której użycia w Wietnamie domagał się senator z Arizony Barry Goldwater. Tymczasem doktryna elastycznego reagowania odnosiła się przede wszystkim do konfrontacji między mocarstwami atomowymi, przewidując, że będą one walczyły na przedpolach, taktownie oszczędzając nawzajem własne terytoria.
Pierwszy pomruk tego niezadowolenia wojskowych dał się słyszeć jeszcze przed świętami, kiedy to jeden z kremlowskich dygnitarzy oświadczył, że Rosja będzie traktowała transporty broni z zagranicy na Ukrainę, jako „legalne cele wojskowe”. Z czysto militarnego punktu widzenia jest to logiczne, ale może doprowadzić do gwałtownej eskalacji działań wojennych i rozlania się wojny poza granice Ukrainy, przede wszystkim na terytorium Polski, która jest głównym punktem tranzytowym tych transportów. Przy takim obrocie sprawy możemy zacząć tęsknić za powściągliwym Putinem, który, wbrew własnym „siłownikom”, prowadził na Ukrainie „dziwną wojnę”. Czy w swoim postępowaniu wzorował się na francuskim mężu stanu Jerzym Clemenceau, który uważał, że wojna jest sprawą zbyt poważną, by ją powierzać wojskowym, czy też jego powściągliwość wynikała z innego powodu – to nieważne, bo ważniejsze jest pytanie, czy „siłowniki” przekonają go do swoich racji, czy on ich – do swoich.
Kardynał Baggio mianował wszystkich biskupów świata w latach 1972-1984.
Wywiad z ks. Murrem, autorem książki „Morderstwo 33 stopnia”
https://www.bibula.com/?p=133823
Ks. Charles Murr wydał właśnie swoją długo oczekiwaną książkę o śledztwie w sprawie masonerii watykańskiej, które w latach 70. prowadził arcybiskup Edouard Gagnon. Książka zatytułowana „Morderstwo 33 stopnia” obejmuje lata, w których ks. Murr pracował w Rzymie. Z okresu, kiedy był asystentem arcybiskupa Gagnona, skoncentrował się szczególnie na roku 1978 – „roku trzech papieży”.
Po raz pierwszy zetknęłam się z ks. Murrem po przeczytaniu jego zachwycającej książki The Godmother: Madre Pascalina, A Feminine Tour de Force. Ostatnio miałam zaszczyt rozmawiać z nim przez Skype’a, aby zadać kilka pytań na temat jego nowej fascynującej książki:
Kathy Clubb (KC): Dziękuję, że zgodził się Ksiądz na rozmowę ze mną. Chociaż napisał Ksiądz książki na różne tematy, to jest to druga książka, której tematem są intrygi kłębiące się wokół Watykanu w latach 70-tych. Co skłoniło Księdza do napisania książki, która koncentruje się na kontrowersyjnym temacie masonów w Kurii Rzymskiej?
Ksiądz. Murr (KM): Co dziwne, to o. Malachi Martin zachęcił mnie do napisania tej książki. Kilka razy jedliśmy razem obiad w Nowym Jorku i powiedziałem mu, co wiem o dochodzeniu arcybiskupa Gagnona. Powiedział mi, że jeśli ja jej nie napiszę, to on to zrobi! Po tym wydarzeniu poczułem, że mam obowiązek przekazać to, co wiem, do kroniki kryzysu w Kościele.
(KC): Przez wiele lat krążyły pogłoski, że arcybiskup Bugnini i kardynał Baggio byli związani z masonerią, ale zawsze pozostawały pewne wątpliwości. Nawet wielki Michael Davies uważał, że nie da się udowodnić ich zaangażowania. Książka Księdza rozwiewa te wątpliwości – ale czy tylko arcybiskup Gagnon i trzej papieże, którym się zwierzał, znali prawdę?
(KM): Po raz pierwszy Paweł VI dowiedział się o tym od kardynałów Staffy i Oddiego w 1975 r., kilka lat po jego słynnym komentarzu o „dymie szatana”. W tym czasie kardynał Staffa był prefektem Sygnatury Apostolskiej (watykańskiego „Sądu Najwyższego”) i dowiedział się o tym, że Bugnini był masonem we włoskiej loży. Wykorzystując swoje kontakty w Interpolu i włoskim wywiadzie, Staffa był w stanie zweryfikować zaangażowanie Bugniniego. Obaj kardynałowie udali się z dowodami do Pawła VI, co doprowadziło do wysłania Bugniniego do Iranu jako nuncjusza – był to „awans boczny”, zgodnie z być może błędną polityką Watykanu, który zawsze zachowywał się w sposób krańcowo taktowny.
Staffa i Oddi dość otwarcie mówili o związkach Bugniniego z masonerią, do tego stopnia, że rozpoczęto kampanię dezinformacyjną, aby ich zdyskredytować. Mniej więcej w tym czasie opublikowano listę ponad stu rzekomych masonów watykańskich: na tej długiej liście fałszywych masonów, być może trzy lub cztery nazwiska były prawdziwe.
(KC): Czy może Ksiądz wyjaśnić, jak przebiegało dochodzenie i jak zostało odebrane przez członków Kurii?
(KM): Po ujawnieniu tych informacji przez kardynałów, Paweł VI poprosił swojego zastępcę sekretarza stanu, kardynała Giovanniego Benellego, o dalsze zbadanie tych zarzutów. Benelli był w stanie potwierdzić, że Bugnini był masonem i zasugerował, by papież zezwolił na przeprowadzenie dochodzenia w całej Kurii. Polecił arcybiskupowi Gagnonowi przeprowadzenie dochodzenia, co ten uczynił, pod warunkiem, że zapewni mu się całkowitą niezależność w tej sprawie.
Gagnon był człowiekiem bardzo sumiennym i niezwykle dyskretnym. Chociaż dochodzenie, oficjalnie znane jako „wizytacja apostolska”, zostało ogłoszone przez papieża Pawła, tylko Gagnon i papież znali jego ostateczny cel – czyli odkrycie, kto był związany z masonerią. Gagnon spędził trzy lata pracując w pełnym wymiarze godzin; przeprowadził wywiady z każdym pracownikiem Watykanu – nawet z odźwiernymi.
Musiało to kogoś zaniepokoić, ponieważ mniej więcej w połowie śledztwa włamano się do pokoju Gagnona w Canadian College i splądrowano go. Gagnon nie martwił się o siebie, ale o bezpieczeństwo pozostałych mieszkańców. W związku z tym przeniósł się do rezydencji libańskiej, w której i ja przebywałem, ponieważ miała ona najściślejszą ochronę w Rzymie.
(KC): Jakie były główne obawy arcybiskupa Gagnona związane ze wszystkimi implikacjami spowodowanymi obecnością masonów na najwyższym szczeblu w Watykanie?
(KM): Głównym zmartwieniem Gagnona był fakt, że kardynał Baggio mianował wszystkich biskupów świata w latach 1972-1984. W 1975 r. papież Paweł VI zarządził, że biskupi powinni przechodzić na emeryturę w wieku 75 lat, co oznaczało, że wielu z nich trzeba było w krótkim czasie zastąpić nowymi. Baggio mógł więc w tych latach mianować wielu biskupów o liberalnych poglądach, w tym Theodore’a McCarricka. [Pedofil i pederasta. Jawny. Latami bezkarny. MD]
(KC): Co według Księdza jest najważniejszą częścią książki?
(KM): Dla mnie najważniejszą częścią jest moment, w którym zdałem sobie sprawę z konsekwencji tego, że architektem Nowej Mszy jest mason. W mojej książce wspomniałem rozmowę, którą odbyłem z moim przyjacielem, monsignorem Marinim – a musicie pamiętać, że było to w czasach przed rewizją Kodeksu Prawa Kanonicznego. Wspomniałem Mariniemu: „Innymi słowy, nowa Msza, Novus Ordo, została stworzona przez masona, człowieka ekskomunikowanego, który, jeśli umrze bez skruchy, stanie przed Bogiem już potępiony w piekle”. Monsignor Marini odpowiedział: „Nie, nie 'innymi słowami’ – to są właściwe słowa!”.
(KC): Z pewnością szokująca jest myśl, że mason zaprojektował obrzęd, który towarzyszy powszechnej utracie wiary, katastrofalnemu spadkowi powołań i zanikowi czci dla Najświętszego Sakramentu. Ksiądz zauważył również, że Bugnini miał swój udział w zmianie wszystkich sakramentów. Może mógłby Ksiądz wyjaśnić, jak to się stało, że mało brakowało, a na stolicy Piotrowej zasiadłby mason?
(KM): Po śmierci Pawła VI w 1978 r. pojawiło się trzech mocnych pretendentów do papiestwa: Kardynałowie Benelli, Siri i Baggio! Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ Baggio mianował wielu biskupów, którzy później zostali kardynałami z prawem głosu.
W pewnym momencie konklawe doszło do patowej sytuacji, ponieważ żaden z kandydatów nie miał wymaganej większości dwóch trzecich głosów. Nie jest powszechnie znany wśród tradycjonalistów fakt, że kardynał Siri odmówił oddania swoich głosów na rzecz Benellego. Był zdecydowany i chciał wygrać. Aby nie dopuścić do zwycięstwa Baggio, Benelli udzielił całego swojego poparcia Lucianiemu (papieżowi Janowi Pawłowi I), co dało mu papiestwo.
(KC): Dość niepokojące jest to, że raport arcybiskupa Gagnona został zignorowany przez trzech kolejnych papieży: Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II. Który z nich sprawił Księdzu największe rozczarowanie?
(KM): Najbardziej rozczarowała mnie bezczynność papieża Jana Pawła II. Był w najlepszej sytuacji, by coś zrobić, ale nie podjął działania. Cały swój wysiłek wkładał w podróże, a podróże nie są podstawowym obowiązkiem papieża. Przed każdą podróżą poświęcał trzy miesiące na przygotowania: uczenie się nowego języka, zapoznawanie się z biskupami z kraju docelowego itd. Podejrzany element w Watykanie uwielbiał to.
Po tym, jak został postrzelony i zaprosił Gagnona do pracy w Rzymie, Jan Paweł II nadal tolerował Baggio w Watykanie przez kolejne dwa lata, już wiedząc o tym, że jest on masonem.
(KC): Chociaż książka Księdza nosi tytuł „Morderstwo 33 stopnia”, Ksiądz nie wierzy, że papież Jan Paweł I został zamordowany. Czy może Ksiądz wyjaśnić znaczenie tego tytułu?
(KM): Jak wiadomo, papież Jan Paweł I panował tylko przez trzydzieści trzy dni i choć cieszył się dość dobrym zdrowiem, wiadomo było, że miał problemy z sercem. Po koronacji papież poprosił kardynała Benellego, aby został jego sekretarzem stanu. Benelli zgodził się pod warunkiem, że papież osobiście załatwi sprawę z kardynałem Baggio. Baggio zgodził się na spotkanie z papieżem, po tym jak wcześniej zuchwale odmówił.
Spotkanie odbyło się wieczorem, co jest niespotykane w Watykanie. Gwardziści Szwajcarscy, którzy stali przed drzwiami, zeznali, że słyszeli, jak Baggio krzyczał na papieża podczas rozmowy, a Baggio był w rzeczywistości ostatnią osobą, która widziała papieża żywego. Tak więc, chociaż Baggio nie podniósł ręki na papieża, stres, jaki przeżył Jan Paweł I podczas feralnego spotkania, doprowadził go do ataku serca. Tak więc mason Baggio był pośrednio odpowiedzialny za śmierć papieża.
(KC): Wygląda na to, że Opatrzność stała za bliską przyjaźnią Księdza z arcybiskupem Gagnonem, monsignorem Marinim i innymi wielkimi ludźmi, którzy pracowali w Kurii w latach 70. To naprawdę zrządzenie Opatrzności, że mógł być Ksiądz bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń, a następnie oświecać wiernych na temat masońskiej infiltracji Watykanu.
(KM): Miałem niezwykłe życie i niezwykłe kapłaństwo. To będzie moja ostatnia książka, więc częścią mojego dziedzictwa jest poinformowanie świata o tym, że Paweł VI rozpoczął dochodzenie w sprawie masonerii, w nadziei na to, że rzuci to trochę światła na bałagan, w jakim znajduje się teraz Kościół.
Niedawno świat obiegło kilka opinii, które od razu media okrzyknęły mianem „kontrowersyjnych”, czy wręcz oburzających, skandalicznych itp. Pierwszą z nich była wypowiedź rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w wywiadzie telewizyjnym. Szef rosyjskiej dyplomacji w czasie rozmowy nazwał Żydów „największymi antysemitami”. Ławrow w udzielonym w niedzielę wywiadzie dla włoskiej telewizji został zapytany, jak Rosjanie mogą „denazyfikować” Ukrainę – kraj, którego przywódca jest Żydem. Ławrow odparł, że „to, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski miałby być Żydem, nie ma żadnego znaczenia”. – Według mnie także Hitler miał żydowskie pochodzenie – stwierdził. Podsumował swoją wypowiedź, nazywając Żydów największymi antysemitami. Ławrow powiedział więc po prostu prawdę, że Zełenski, podobnie jak Adolf Hitler, ma żydowską krew, oraz że największymi antysemitami są sami Żydzi. Nie jest to nic odkrywczego.
Oczywiście nie trzeba było długo czekać na reakcję ze strony państwa (a właściwie to organizacji terrorystycznej), które leży w Palestynie, i które od kilkudziesięciu lat prowadzi zorganizowane ludobójstwo na narodzie palestyńskim (który zalicza się do Semitów). „Słowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa są niewybaczalne, to najniższy poziom rasizmu wobec Żydów” – napisał w poniedziałek na Twitterze izraelski szef dyplomacji Jair Lapid w odpowiedzi na uwagi wygłoszone przez Ławrowa. „Uwagi ministra spraw zagranicznych Ławrowa prezentują zarówno niewybaczalne, jak i skandaliczne stanowisko i ukazują okropną historyczną pomyłkę. Żydzi nie mordowali samych siebie w Holokauście. Oskarżanie samych Żydów o antysemityzm to najniższy poziom rasizmu” – dodał Lapid. Doprawdy?
Jak widać Żydzi potrafią świetnie kłamać i manipulować aby wybielić się i pisać historię po swojemu, a każdy kto ośmieli się zanegować ich wersję lub obalić mit i nową religię „Holocaustu” (który ma zastąpić Ofiarę Krzyżową Jezusa Chrystusa) jest wg. nich „rasistą”, i „antysemitą”. Jeśli ktoś chce jednak zobaczyć prawdziwy rasizm, niech zajrzy do talmudu… W artykule analitycznym w Jerusalem Post napisano, że oznacza to, że Izrael nie może dłużej być neutralny w sprawie wojny na Ukrainie, a plany Jerozolimy, aby pozostać neutralnym, zostały zniweczone.
Być może? To raczej jest oczywiste i nie podlega dyskusji.
Drugą, podobną wypowiedzią są słowa Jerzego Bergoglio, ps. „Papież Franciszek”. W rozmowie z dziennikarzem Bergoglio miał się zastanawiać, czy wojna na Ukrainie była sprowokowana „szczekaniem NATO pod drzwiami Rosji”. – To złość, nie wiem, czy została sprowokowana, ale może tak ułatwiona – dodał. „Upadek”, „niewybaczalne słowa” – to dominujące komentarze medialne i polityczne po wywiadzie, którego „Franciszek” udzielił włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”. Wychodzi na to, że z pana Bergoglio jest dużo lepszy geopolityk niż teolog. Nie spodziewałem się tego, pozytywnie mnie zaskoczył! Po raz pierwszy od 2013 r. W sprawach geopolitycznych jak widać, Bergoglio w przeciwieństwie do „naszych” polityków nie kieruje się głupotą, naiwnością i całkowitą nieznajomością świata.
Oczywiście w tej wypowiedzi pana Bergoglio nie ma nic odkrywczego, ani nadzwyczajnego. Po prostu powiedział on (a raczej zasugerował, w formie pytania) prawdę. Nawet największemu kłamcy czasem się to zdarza. Chyba pierwszy raz w życiu coś mądrego powiedział… No, może nie pierwszy, bo w sumie ciężko w kółko gadać fałsz, ale chyba pierwszy raz tak wkurzył przedstawicieli establishmentowej narracji, którzy dotąd wyjątkowo się nim zachwycali.
Jednak słowa naprawdę skandaliczne, niewybaczalne i po prostu obrzydliwe, padły wczoraj w Warszawie, na Zamku Królewskim, u ust osoby przedstawiającej się jako „Prezydent RP”. Andrzej Duda powiedział 3 maja podczas uroczystości upamiętniających rocznicę uchwalenia konstytucji majowej: – Otwierając swoje domy, rodziny i serca na przyjęcie naszych sąsiadów z Ukrainy, a ściślej mówiąc, tego co dla nich najcenniejsze, ich dzieci, żon, matek, sióstr, dziadków, przyjęliście do siebie naszych sąsiadów z Ukrainy, uchodźców chroniących się w naszym kraju przed wojną. Że oni nam zaufali, że przybyli do nas i że stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, że „wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna” – mówił Duda. W ocenie Dudy, „w jakimś sensie można powiedzieć, że tak, że w całym ogromie tej historii, przecież w ostatnich stuleciach tak trudnej, gdzie na wspólnym stole między Polakami, a Ukraińcami tak często leżał karabin, topór, broń, został położony chleb. Została położona dłoń na dłoń”. „Dziękuję wam za to” – podkreślił Duda.
To chyba najbardziej skandaliczne słowa tego człowieka, przez niektórych nazywanego „prezydentem Polski” wypowiedziane w ciągu ostatnich 7 lat…
Nie zgadzamy się! Historia zawsze będzie ważna dla nas Polaków!!! Bez przyznania się Ukraińców do ludobójstwa na polskim narodzie nigdy nie będzie między nami porozumienia!
Źródło: Fundacja „Wołyń Pamiętamy”
Wycięty fragment przemówienia prezydenta tzw. III RP z okazji święta Konstytucji 3 Maja. Historia stała się nieważna??? – Nie ma na to MOJEJ zgody!!! „…Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie….”. Pamiętajmy: „Historia magistra vitae est – Historia jest nauczycielką życia”
Dziennik „Rzeczpospolita” ujawnił, że Ukraina domaga się od Polski 200 tys. zezwoleń na międzynarodowe przewozy ciężarowe. Jeśli nasz kraj nie spełni oczekiwań sąsiadów, to może nas czekać spór sądowy.
Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca podkreślił w rozmowie z ukraińską agencją Ukrinform, że jego kraj jest zdeterminowany, aby bronić interesów swoich przewoźników i chce przywrócenia liczby zezwoleń do poziomu, jaki miała Ukraina przed wejściem w życie umowy o wolnym handlu między Ukrainą a UE.
Dyplomata zaznaczył, że Ukraina chce „zaangażować wszystkie istniejące mechanizmy prawne w rozwiązanie konfliktu”. – Spory sądowe nie są katastrofą, ponieważ takie przypadki nie są rzadkością między krajami europejskimi – powiedział Deszczyca. – Postaramy się znaleźć kompromis w warunkach, w których istnieje już poważna konkurencja między ukraińskimi i polskimi przewoźnikami – dodał.
W 2016 roku Ukraina otrzymała 200 tys. zezwoleń na międzynarodowe przewozy ciężarowe, a od 2018 roku Polska zmniejszyła ich liczbę do 160 tys., co według ambasadora „krępuje ukraińską wymianę handlową i ogranicza wzrost gospodarki kraju”. Polska warunkuje zgodę poprawą przepustowości przejść granicznych. Obecnie odprawa jest nieefektywna i ciężarówki tracą czas w długich kolejach.
Od pewnego czasu, rzędu paru lat, paru miesięcy, z szeregu portali „niezależnych” ciągle ktoś ubywa.
Dawno temu – ukazała swoje „oblicze” tuba T.Sakiewicza, .. „Niezależna”. I połączone z nią „Nasze blogi”. Gapol dołączył wtedy do swego braciszka – Wybiórczej. No i dobrze…
Ale różne walki frakcyjne w PCh, Prawym… itp. spowodowały „niezauważalne”, ale ostre cenzurowanie tak publicystów, jak i komentatorów. Dotyczyło to tak polityki, jak spraw Kościoła.
Ogromne luki w „niezależnych” spowodowała plandemia.
Ale jeszcze większe – ta groteskowa, ale realna „wojna na Ukrainie”. Część od razu zaczęła kaleczyć język polski, wymuszając pisanie „w Ukrainie”.
Przechodzenie Ncz! na pozycje „pro- Zelenskiemu” [częściowe !!] przyjęliśmy spokojnie. Toż tam zawsze pisywały różne „pojeby”, używając modnego obecnie języka.
Jednak postawa RKW, w tym sprawdzonych kolegów walki z lat 80-tych [m.inn. Jadzia Chmielowska] , mnie zadziwiła, więc próbowałem się pytać.
Okazało się, że z pięć mych komentarzy zostało zlikwidowanych. Interwencje u Naczelnego spowodowały zdjęcie „klątwy REKAPCHA” na chwilę. Ale nawet przyjęte przez admina komentarze – znikają.
Dla przykładu:
W RKW przyjęto, a po paru godzinach ocenzurowano do paru nijakich zdań – i wreszcie nawet to znikło:
===================================
Dotąd „rekapcha” komentarze złośliwie wyrzucał. Admin, zdaje się tylko dla mnie, bo gorąco prosiłem Naczelnego, wyłączył tę pułapkę.
Spróbuje więc jeszcze raz, po raz czwarty:
Czy Autorka musi być tak jednostronna? Czemu? Wiemy od stulecia, że propaganda, szczególnie w czasie wojny, jest brutalna i prostacka. Elementarne zasady propagandy wojennej.
Cała oficjalna banda/granda żurnalistów w neo-PRL pieje kłamstwa po stronie – nie narodu ukraińskiego – lecz wyzyskującej go gromady „oligarchów”.
Czemu odważna kiedyś Jadzia do nich dołączyła???
Dla równowagi podaję parę artykułów pro-polskich, lub nie tak jednostronnych:
[o PCh] : Mnie po komentarzu zwymyślano, że jestem płatnym agentem Putina, i zagrożono, że zajmie się mną ABW. Naiwny, dałem się nabrać na pobożny i patriotyczny tytuł. Odrażające typki. rw
================
mail:
Próbowałem prostować brednie publikowane w „Prawym” – ale wyłączyli komentowanie…
Postrzegam to jako ogromną szansę, aby naprawdę zorganizować ten Wielki Reset i wykorzystać te ogromne przepływy pieniędzy, aby wykorzystać zwiększone środki nacisku, które mają dziś decydenci w sposób, który nie był wcześniej możliwy…
−∗−
W menu na dziś danie konferencyjne. Fragmenty wystąpienia Nicole Schwab, córki Klausa, na spotkaniu poświęconym zmianom klimatycznym, zrównoważonemu rolnictwu i edukacji ekologicznej. Jakie propozycje przedstawiła latorośl szefa Światowego Forum Ekonomicznego? O tym w materiale z serwisu Counter Signal.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Córka Klausa Schwaba chce, aby rządy stosowały politykę COVID w zakresie zmian klimatycznych
Nicole Schwab, córka założyciela Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba i obecna współprzewodnicząca Platform to Accelerate-Based Solutions w ramach WEF, chce, aby rządy wykorzystały infrastrukturę i politykę COVID do walki ze zmianami klimatu.
„Oczywiście, system… nie jest zrównoważony”, zaczęła Nicole Schwab, przemawiając podczas okrągłego stołu InTent. „Więc postrzegam to jako ogromną szansę, aby naprawdę zorganizować ten Wielki Reset i wykorzystać te ogromne przepływy pieniędzy, aby wykorzystać zwiększone środki nacisku, które mają dziś decydenci w sposób, który nie był wcześniej możliwy, aby stworzyć zmianę, która nie jest stopniowa, ale że będziemy mogli spojrzeć wstecz i powiedzieć: „To jest moment, w którym naprawdę zaczęliśmy umieszczać naturę w centrum gospodarki”.
Schwab kontynuuje, mówiąc, że politycy i przedsiębiorstwa mają możliwość przeprojektowania gospodarek świata z myślą o naturze i „rolnictwie regeneracyjnym”, zanim przejdzie do dyskusji na temat „zaangażowania młodzieży” w propagandę zmian klimatycznych w celu stworzenia „pokolenia odnowy” (tj. indoktrynując całe pokolenie).
„Jednym z kluczowych punktów refleksji jest również zaangażowanie młodzieży” — kontynuuje Schwab. „I, jeśli o mnie chodzi, znowu wracam do tej zmiany sposobu myślenia pokolenia odnowy [restoration generation]. Czy możemy wyobrazić sobie siebie jako ludzi – to znaczy, rozmawialiście o nowej ludzkości… Czy możemy wyobrazić sobie siebie jako pokolenie odnowy?”
„Myślę, że właśnie w tym kierunku musimy podążać. Mam też nadzieję, że jest to możliwe, ale myślę, że trzeba będzie dużo woli, zarówno politycznej, jak i ze strony podmiotów biznesowych, aby zerwać ze starymi nawykami [business as usual]… A tu chodzi o ryzyko, chodzi o ryzyko, i chodzi o odporność [wytrzymałość], ponieważ nadchodzące wstrząsy będą jeszcze gorsze, jeśli nie zrobimy tego teraz”.
Wygląda na to, że jabłko nie pada daleko od jabłoni.
Ojciec Nicole, Klaus Schwab, również przemawiał i pisał o przeprojektowaniu społeczeństwa z polityką klimatyczną na czele.
W artykule WEF zatytułowanym „Now is the time for a «great reset»” [Teraz nadszedł czas na „Wielki Reset”] Schwab senior przedstawia trzy kluczowe elementy Wielkiego Resetu, z których drugim jest „równość i zrównoważony rozwój” [equality and sustainability].
„Drugi element programu Wielkiego Resetu zapewniłby, że inwestycje realizują wspólne cele, takie jak równość i zrównoważony rozwój… Zamiast wykorzystywać te fundusze… do wypełniania pęknięć w starym systemie, powinniśmy wykorzystać je do stworzenia nowego, bardziej odpornego, sprawiedliwego i zrównoważonego na dłuższą metę [systemu]. Oznacza to na przykład budowanie „zielonej” infrastruktury miejskiej i tworzenie zachęt dla przemysłu do poprawy wyników w zakresie wskaźników środowiskowych, społecznych i zarządzania (environmental, social, and governance – ESG)”, pisze Schwab.
Wskaźniki środowiskowe, społeczne i zarządzania (ESG), o których wspomina Schwab, brzmią łagodnie, ale są prawdziwie radykalne:
W ramach wskaźników ESG i międzynarodowych ram żywieniowych Organizacja Narodów Zjednoczonych zaleca ograniczenie spożycia czerwonego mięsa do 14 gramów (jeden kęs) dziennie na osobę w imię zrównoważonego rozwoju i „ratowania świata”.
Inną wszechogarniającą polityką oenzetowskiej ESG, która staje się coraz bardziej zauważalna i katastrofalna w krajach takich jak Kanada, jest podatek węglowy od praktycznie wszystkiego, od żywności po gaz, ogrzewanie i prywatne firmy, które nie stosują się do nowych norm, co doprowadzi do cenowego wykluczenia przeciętnego człowieka ze zdolności do korzystania z prywatnego transportu i konsumpcji produktów mięsnych.
Great Zero Carbon czyli od wirusa do ubóstwa „W bardzo cyniczny sposób jest to triumf nauki, ponieważ w końcu coś ustabilizowaliśmy – a mianowicie szacunki dotyczące nośności planety, czyli poniżej 1 miliarda ludzi” W menu na dziś danie… […]
__________
Great Reset – wygramy teraz albo przegramy na zawsze Oszustwo z Covid przerażało, demoralizowało i szkoliło naiwniaków i ignorantów oraz zapoczątkowało masę chorób i zgonów wywołanych zastrzykiem. Oszustwa związane ze zmianą klimatu stworzyły populację przepełnioną fałszywym niepokojem. A teraz […]
__________
Lockdowny? To jeszcze nie koniec… Wygląda na to, że w zamian zostaną przemianowane na „lockdowny klimatyczne” i albo wymuszane, albo po prostu groźnie trzymane nad głową społeczeństwa. − ♦ − W ramach „lockdownu klimatycznego” rządy […]
__________
Wirus i klimat czyli wspólnota kryzysu Choć niektórym może się to wydawać końcem tak zwanego kryzysu, jest to dopiero początek piekła na ziemi. Kolejne kilka miesięcy pokaże, jak będą próbowali wprowadzać każdy możliwy przejaw tyranii. A […]
________
Poza pandemię czyli co dalej z klimatem Przez dosłownie dziesięciolecia podsycali publiczny strach przed „nową epoką lodowcową”, kwaśnymi deszczami i dziurą w warstwie ozonowej oraz niezliczonymi innymi rzekomo rozpoczynającymi się katastrofami klimatycznymi, i nigdy nawet nie otarli […]
…ale o to, żeby osłabić Rosjan. https://www.bibula.com/?p=133772
„Jestem bardzo przywiązany do klimatu. Musimy uratować świat i przestać spalać węgiel, ropę i gaz. Także dlatego, że korzystają na tym tylko zbrodniarze wojenni na Kremlu. Chcę zielonej rewolucji i dlatego nigdy nie piję z plastikowych słomek, tylko z papierowych słomek. Ale teraz wszyscy musimy najpierw uratować biednych Ukraińców z ich wspaniałą demokracją przed złymi rosyjskimi podludźmi. W tym celu musimy również zapewnić im ciężką broń, aby chronić niewinne ukraińskie kobiety i dzieci przed szalonym rosyjskim przywódcą Putinem. Warto zaryzykować za to III wojnę światową i może trochę wojny nuklearnej. Osobiście mocno wierzę, że nie będzie wojny nuklearnej. Wszyscy wiemy, że wiara przenosi góry.„
To z grubsza ten przekaz, gdy śledzisz coraz bardziej szalone talk show w telewizji lub słuchasz dyskusji w radiu. To przerażające, jak przedstawiciele berlińskiej kolorowej koalicji rządzącej, najwyraźniej w stanie szaleństwa psychicznego, prześcigają się w chęci zaryzykowania końca świata. Ale to szaleństwo nadal można podkręcić. W tych dyskusjach dziennikarze zwykle nie są wystarczająco zadowoleni planami koalicji rządowej i chcą zepchnąć społeczeństwo o kilka kroków bliżej otchłani przy wiwatach CDU/CSU.
Podobnie jak wcześniejsza histeria Corona, „histeria broni dla Ukrainy” zżera mózgi mas. Można mieć tylko nadzieję, że ta masowa psychoza, którą również zmanipulowano, zniknie jak psychoza Covida.
Grupy parlamentarne koalicji rządowej SPD/FDP/Zieloni wraz z frakcją parlamentarną CDU/CSU ukoronowały w środę tego tygodnia (27 kwietnia) panujące bzdury wspólnym, 10-stronicowym wnioskiem do Bundestagu.
Były pułkownik Bundeswehry przesłał mi w środę wieczorem tę nieoficjalną broszurę z komentarzem: „Historyczny dokument zbiorowego szaleństwa”. Po wczorajszej zgodzie parlamentu na dostawę ciężkiej broni na Ukrainę, jako dokument Bundestagu ukaże się dokument pod imponującym tytułem „Obrona pokoju i wolności w Europie – kompleksowe wsparcie dla Ukrainy”. Będzie to dokumentować całkowitą klęskę kasty politycznej naszego kraju, ku przerażeniu przyszłych pokoleń.
Ponieważ dobrobyt ludności niemieckiej, a konkretnie życie w skromnym dobrobycie w pokoju, oczywiście nie ma znaczenia dla tych fałszywych przedstawicieli w Bundestagu. Służą innym mistrzom. Ale to nie powstrzymuje ich przed pomaganiem sobie w bogactwie stworzonym przez ludzi, tylko po to, by jednocześnie oskarżać polityków w innych krajach o korupcję. Poniżej omówimy, które plany obcego mocarstwa idealnie wpisują się w ten niezwykle niebezpieczny krok Bundestagu.
W rzeczywistości dokument Bundestagu, napisany przez grupy parlamentarne pięciu partii (SPD-FDP-Zieloni-CDU i CSU), jest najczystszym środkiem na wymioty. Fakt przyjęcia wniosku zdecydowaną większością 586 głosów, przy zaledwie 100 głosach przeciwnych, głównie AfD i Die Linke, oraz 7 wstrzymujących się, świadczy o stanie psychicznego rozstroju, w jakim pozostaje zdecydowana większość posłów do Bundestagu. Ponieważ dokument w swoim historycznym znaczeniu jest równoznaczny z wypowiedzeniem wojny Rosji.
Nie inaczej zinterpretował to wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew. W komunikatorze na Telegramie, Miedwiediew ostrzegał przed konsekwencjami i nawiązywał do wyniku II wojny światowej, w szczególności zdobycia Berlina i zniszczenia Reichstagu, mówiąc:
„Najwyraźniej „laury” ich poprzedników nie pozostawiają spokoju niemieckim ustawodawcom. Spotkali się w niemieckim parlamencie, który w ubiegłym stuleciu nosił inną nazwę [poprzednia nazwa to Reichstag – przyp. tłumacza]. Wstyd dla Parlamentu. Takie rzeczy zwykle mają smutne zakończenie”.
Chciałbym prosić wszystkich czytelników o przeczytanie tego dokumentu Bundestagu w całości i przekazanie go dalej, aby jak najwięcej wyborców wiedziało, jacy ludzie są w Bundestagu i jakie ogromnie niebezpieczne szaleństwo prowadzą w naszym imieniu. Link do druku Bundestagu znajduje się tutaj [1], a aktualności dotyczące tego punktu porządku obrad plenum Bundestagu można znaleźć tutaj [2].
Tymczasem dla imperium w Waszyngtonie i jego geostrategicznych podżegaczy wojennych wszystko idzie zgodnie z planem, który obejmuje niedawną decyzję Bundestagu o przyznaniu ciężkiej broni dla Ukrainy. Ten plan nie jest tajnym, ani ściśle tajnym dokumentem, ale szeroko nagłośnioną rekomendacją korporacji RAND z 2019 r. dotyczącą postępowania z Rosją. Ponieważ Amerykanie już wtedy zdawali sobie sprawę, że militarne zwycięstwo nad Rosją nie jest już opcją, RAND opracowało serię wojennych i realistycznie możliwych do wdrożenia strategii podporządkowania Rosji globalnej dominacji USA.
Tytuł tego badania RAND brzmi: „Rozszerzenie Rosji: konkurowanie z pozycji uprzywilejowanej”. W niniejszym opracowaniu wiodącą rolę odgrywa strategia z udziałem Ukrainy.
RAND to ogromny think tank Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, w którym pracują tysiące wojskowych i cywilnych naukowców z różnych dziedzin. Nie trzeba dodawać, że RAND jest bardzo ściśle powiązany z armią amerykańską, ale także z polityką amerykańską, a przede wszystkim z establishmentem polityki zagranicznej w Waszyngtonie. Ale RAND działa również w prawie wszystkich państwach wasalnych USA. Wydany w 2019 roku dokument „Rozszerzeni Rosji” został zainicjowany przez szereg departamentów planowania Pentagonu, w tym Biuro Przeglądu Obrony Pentagonu, Biuro Zastępcy Szefa Sztabu w Kwaterze Głównej G-8 oraz Departament Armii.
Dokument bada i zaleca sposoby, w jakie Stany Zjednoczone mogłyby zdominować rosyjską gospodarkę i wojsko w sposób, który przyniósłby korzyści USA. Oprócz tego, że daje laikowi doskonały wgląd w sposób myślenia rządu USA jego doradców na temat polityki zagranicznej, badanie pokazuje najbardziej realny sposób, w jaki Stany Zjednoczone mogą uzyskać strategiczną przewagę nad Rosją, np. poprzez zwiększenie produkcji własnej energii oraz nałożenie na Rosję sankcji handlowych i finansowych, tym samym obciążając rosyjską gospodarkę oraz wydatki rządowe i obronne.
Wnioski z badania „przeciążenia Rosji” sugerują, że najbardziej realnym sposobem uzyskania przewagi USA jest wyposażenie i szkolenie Ukrainy we wszelkiego rodzaju śmiercionośne bronie oraz wykorzystanie niestabilności w Donbasie w celu wycelowania w przytłaczające siły rosyjskie i umożliwienie USA zastosowania sankcji niezbędnych do osiągnięcia większego celu. Im dłużej jest to przeciągane, tym lepiej dla USA, ponieważ dodatkowo osłabia to Rosję i lepiej umożliwia Stanom Zjednoczonym realizowanie swoich celów.
W opublikowanym w 2019 r. opracowaniu badawczym zaleca się następnie wywieranie nacisku na Szwecję i Finlandię, aby przystąpiły do NATO, przy jednoczesnym umożliwieniu przez USA sprowadzenia i rozmieszczania nowej broni jądrowej w Europie, po wcześniejszym anulowaniu traktatu nuklearnego INF z Rosją.
To opracowanie jest dostępne na stronie internetowej organizacji RAND (link poniżej) i jest w Bibliotece Kongresu (dane katalogowe w publikacji: ISBN 978-1-9774-0021-5). Link do oryginalnego dokumentu. [3]
Co ciekawe, w przedmowie dokumentu czytamy: „Zakładane przez nas kroki nie miały na celu ani obrony, ani odstraszania”. Bo celem jest osłabienie Rosji. Aby osłabić Rosję, ludzie na Ukrainie są obecnie masowo poświęcani dla interesów USA.
Należy zauważyć, że Waszyngtonowi nie chodzi o „obronę ani odstraszanie”, ale o osłabienie Rosji, włącznie z niepokojami wewnętrznymi i zmianą reżimu w Moskwie. A Bundestag popiera taką politykę przytłaczającą większością. Nic dziwnego, że Miedwiediew zajmuje się porównaniem z Reichstagiem. Wojna gospodarcza z Moskwą, którą nasi wielcy wizjonerzy w Berlinie rozpoczęli hurra, od dawna okazała się nie do rozpoczęcia, z wielką szkodą dla narodu niemieckiego. A teraz niewidomi piloci w Berlinie są również gotowi zaryzykować wojnę militarną z Rosją.
Według innego kompleksowego badania przeprowadzonego przez RAND, które symulowało wojnę USA z Rosją w Europie Wschodniej w różnych warunkach,
Ostatecznie stało się jasne, że nawet przy najbardziej korzystnych założeniach dla „niebieskiej” strony, wojsko amerykańskie „poniosłoby miażdżącą porażkę z Rosjanami” już po krótkim czasie.
Należy zauważyć, że RAND doszedł do tego druzgocącego dla USA wniosku w czasie, gdy znaczenie pierwszej na świecie militarno-technologicznej rewolucji dla nowoczesnych działań wojennych, która w międzyczasie została w dużej mierze zakończona przez Rosję, nie było prawie znane.
Oznacza to, że w sytuacji zagrożenia nie będzie w przyszłości floty bojowej amerykańskich lotniskowców na Morzu Śródziemnym, Północnym czy Bałtyckim. Nie będzie też dostaw przez Atlantyk. Bazy USA/NATO, takie jak Ramstein, głęboko schowane centra dowodzenia, kontroli i łączności, stacje rozrządowe i strategicznie ważne mosty w krajach NATO, stały się łatwym celem dla nowych rosyjskich pocisków hipersonicznych. Pomimo prędkości dochodzących do 10 000 kilometrów na godzinę nowe rakiety nie latają po przewidywalnych, balistycznych ścieżkach, ale w razie potrzeby zbaczają w górę, w dół lub w bok z kursu. Dlatego w dającej się przewidzieć przyszłości na Zachodzie nie będzie możliwości odparcia tej nowej rosyjskiej broni. Te fakty nie zapadły jeszcze w umysły wielu czołowych polityków i przywódców wojskowych na Zachodzie, ponieważ ucinają oni sprawę za pomocą brzytwy myśląc, że to, czego nie może być, nie może być.
Przez wiele dziesięcioleci zaufanie polityków i wojska USA/NATO do absolutnej wyższości zachodnich sił powietrznych i systemów przeciwrakietowych urosło do nieugiętego przekonania, że zachodnie zaplecze jest bezpieczną przystanią przed rosyjskim atakiem powietrznym. Dziś już tak nie jest, ale wydaje się, że jest to głęboko zakorzenione przekonanie wielu zachodnich decydentów. Nie ma innego sposobu na wyjaśnienie, dlaczego na przykład niemiecki rząd nadal uważa, że Rosja ostatecznie uniknie konwencjonalnej konfrontacji z NATO, i że Niemcy będą bezpieczne przed poważnymi atakami nawet w sytuacji zagrożenia. Tu kryje się niebezpieczeństwo zsunięcia się w kierunku wielkiej wojny.
Aroganckie przecenianie strony USA/NATO, połączone z jednoczesnym niedocenianiem rosyjskich zdolności militarnych, jest receptą na niebezpieczne błędne decyzje Zachodu, który m.in. celowe działanie strony rosyjskiej interpretuje jako przejaw słabości.
Uważny obserwator już dawno powinien zauważyć, że Rosjanie prowadzą swoją operację na Ukrainie z dużą pewnością siebie i spokojem, który z pewnością wynika ze świadomości, że w sytuacji kryzysowej mogą wystąpić przeciwko NATO.
Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na długi wywiad z byłym oficerem szwajcarskiego wywiadu Jacques’em Baud, który został niedawno opublikowany w Nachdenkseiten, zatytułowany „Zachód nie chce pokoju”. Baud ma między innymi wieloletnie doświadczenie w NATO, w kontaktach z Rosjanami i był na miejscu jako członek personelu OBWE w Donbasie i na Ukrainie. Pełny wywiad o przyczynach wojny na Ukrainie i jej rosnących zagrożeniach dla Europy można znaleźć tutaj. [4]
Poniżej kilka fragmentów:
Plan osłabienia Rosji
„Ponadto prawdopodobnie wiedzą, że ta wojna, którą teraz widzimy [na Ukrainie], jest częścią większej wojny przeciwko Rosji, która rozpoczęła się lata temu i myślę… w rzeczywistości nikt nie dba o Ukrainę. Prawdziwym celem, głównym planem, jest osłabienie Rosji, a kiedy skończą z Rosją, zrobią to samo z Chinami, jak już dziś widać. To znaczy, widzieliśmy, że do tej pory kryzys na Ukrainie przyćmiewał resztę, ale coś bardzo podobnego może się zdarzyć na przykład z Tajwanem. Chińczycy są w pełni świadomi tej możliwości. Dlatego nie będą zagrażać ich, powiedzmy, stosunkom z Rosją”.
„Nazwa tej gry to osłabienie Rosji, a jak wiecie, RAND Corporation przeprowadziła kilka badań dotyczących nadmiernego rozciągania Rosji. Chodziło o znalezienie sposobów, aby Stany Zjednoczone mogły imperialnie rozciągnąć i zachwiać równowagę Rosji, a najważniejszą opcją, która się pojawiła, było wysłanie broni na Ukrainę i rozpoczęcie tam konfliktu, który obejmowałby Rosję. A więc dokładnie taki scenariusz, który się teraz pojawił.”
„Myślę, że to dojrzały plan osłabienia Rosji i to właśnie dzieje się teraz na naszych oczach. Mogliśmy to przewidzieć i myślę, że przewidział to Putin. I myślę, że zrozumiał w dniach poprzedzających 24 lutego, że nie może nic zrobić. Musiał coś zrobić.”
Decyzja Putina (kolejny fragment wywiadu z Baudem)
„Opinia publiczna w Rosji nigdy by nie zrozumiała, gdyby Rosja obserwowała inwazję lub zniszczenie republik Donbasu przez Ukrainę. Nikt by tego nie zrozumiał. Więc musiał coś zrobić. A potem – pamiętacie, co powiedział 24 lutego: Bez względu na to, co zrobi, pakiet (zachodnich) sankcji dla Rosji pozostanie taki sam. Wiedział więc, że najmniejsza interwencja w Donbasie pociągnie za sobą ogromny pakiet sankcji, to było jasne. Dlatego od razu zdecydował się na opcję maksymalną. Inną możliwością byłaby obrona republik tylko na linii styku, bez uznania państwa. (Ale to nie rozwiązałoby problemu) Ale wybrał większą opcję, a mianowicie zniszczenie sił zagrażających Donbasowi.”
„A potem masz te dwa cele (wskazane przez Putina): rozbrojenie i denazyfikację. Rozbrojenie nie dotyczy całej Ukrainy, ale zażegnanie militarnego zagrożenia Donbasu, to było głównym celem. … Dokładnie to powiedział Putin 21 lutego. powiedział, gdy mówił o rozbrajaniu zagrożenia militarnego wobec Donbasu. Jego drugi cel, denazyfikacja, nie oznacza zabicia Zełenskiego ani obalenia rządu w Kijowie. Jak powiedziałem, wojna dla Rosjan to połączenie walki i dyplomacji. Przy takim podejściu potrzebne jest nienaruszone przywództwo jako osoba kontaktowa w negocjacjach, dlatego wykluczone są wszystkie warianty, w których kierownictwo Kijowa zostanie zabite lub zniszczone.”
Tak więc „denazyfikacja” nie dotyczy tych 2,5 procent prawicowych partii ekstremistycznych w Kijowie. Ale około 100 procent mieszkańców Azowa w Mariupolu czy Charkowie i innych podobnych grupach. To jest zawsze źle rozumiane. Zdecydowanie chodzi o grupy zwerbowane przez rząd ukraiński w 2014 r. do, powiedzmy, walki, tłumienia i kontrolowania potencjalnych buntowników, czyli prorosyjskich Ukraińców w Donbasie. … Ci ludzie są ekstremistami, faszystami i są niebezpieczni.”
Europa igra z ogniem (kontynuacja z pułkownikiem Baudem)
„To, co mnie martwi w całej sprawie [chodzi o Buchę i Kramatorsk], nie polega na tym, że tak mało wiemy. Takie sytuacje, w których nie można określić odpowiedzialnych, są normalne w czasie wojny. Martwi mnie to, że zachodni przywódcy zaczęli podejmować decyzje, nie wiedząc, co się dzieje, co się stało. I to mnie naprawdę niepokoi. Zanim pojawią się jakiekolwiek wyniki jakiegokolwiek śledztwa – a powinno to być międzynarodowe, bezstronne śledztwo. Bez tego zaczynamy już nakładać sankcje, podejmować decyzje – myślę, że to pokazuje, jak wypaczony jest ten cały proces decyzyjny na Zachodzie.”
„Mieliśmy już coś podobnego po porwaniu – a raczej nieuprowadzeniu – lotu Ryanaira na Białorusi. To było w maju 2021 r., kiedy kilka minut po tym, jak doniosła o tym prasa, ludzie zareagowali, nawet nie wiedząc, co się dzieje!”
„Tak reaguje przywództwo polityczne w Europie – na poziomie UE, ale także w poszczególnych krajach. Jako oficerowi wywiadu to mnie niepokoi. Jak możesz podejmować tak poważne decyzje dla ludności lub dla całych krajów, które nawet zaburzają nasze gospodarki?”
„Więc uderza to w nas. Ale podejmujemy też decyzje, nie znając tak naprawdę stanu rzeczy. I to, jak sądzę, pokazuje, jak niedojrzałe przywództwo mamy na Zachodzie w ogóle. To z pewnością prawda w USA, ale myślę, że na przykładzie kryzysu na Ukrainie widać, że europejskie przywództwo nie jest lepsze niż to, które mamy w USA. Chyba nawet gorzej, czasem myślę. To powinno nas naprawdę niepokoić!”
To ostatnie zdanie pułkownika Bauda odnosi się również w całości do Niemiec. Ale to prawdopodobnie nie tylko ignorancja, ale także zgodność z USA i UE. Faktem jest, że to niezwykle niebezpieczne, że nasi politycy rządowi w Berlinie podejmują decyzje dotyczące wojny i pokoju oraz naszego dobrobytu gospodarczego bez żadnych podstaw! Jeśli polityka militarna Zachodu wobec Rosji jest równie „świetnie” przemyślana, jak polityka sankcji, która uderza głównie i szczególnie mocno w ludność Zachodu, to Dobranoc Niemcom. Ale proszę nie panikować, to może być tylko wojna nuklearna.
Rainer Rupp
Tłumaczył: Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Oryginalny tekst ukazał się 29 kwietnia 2022 na stronie https://apolut.net/es-geht-nicht-darum-der-ukraine-zu-helfen-von-rainer-rupp/
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie). https://www.youtube.com/embed/zL3tg863fSE?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent https://www.youtube.com/embed/FA-B8j-Tgbk?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent
Zwracamy się do wszystkich Polaków z apelem o włączenie się do inicjatywy organizowania 15 maja w Polsce Procesji Różańcowych razem z Św. Andrzejem Bobolą. Pomóżcie, by jak najwięcej osób się dowiedziało i włączyło się w organizowanie.
Jesteśmy w obliczu realnego zagrożenia wojną. Dlatego uciekajmy się do szukania pomocy przez wstawiennictwo Matki Bożej Łaskawej, która jest Patronką Warszawy i Strażniczką Polski oraz do Św. Andrzeja Boboli.
Prośba o przekazanie dalej. Dołączyłam również link – prośba do proboszczów.
Serdecznie pozdrawiam.
Urszula S. Nieustający Różaniec
Z Panem Bogiem.
=====================================
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy Polacy! 15 stycznia br. w Warszawie miało miejsce spotkanie wielu grup i wspólnot, zwłaszcza różańcowych. Celem było uzgodnienie podejmowanych inicjatyw w roku 2022, które jako świeccy wierni Kościoła Katolickiego pragniemy, by zaowocowały zrywem w Polskim Narodzie do modlitwy, pokuty i odnowy moralnej, by przebłagać Pana Boga za nasze grzechy, by uratować Polskę przed zasłużonym karaniem i przed grożącą nam wojną.
Jedną z inicjatyw jest zorganizowanie w Polsce w dniu 15 maja pokutnych procesji różańcowych. Dzień 15 maja (niedziela) jest łącznikiem dla dwóch szczególnych dni. Bowiem 14 maja przypada Święto Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy i Strażniczki Polski. Natomiast 16 maja obchodzimy Święto św. Andrzeja Boboli.
Zwracamy się z gorącą prośbą o włączenie się do naszej inicjatywy i zorganizowanie procesji różańcowej w swojej miejscowości, parafii, aby tego dnia z Polskiej Ziemi popłynęła do Pana Boga wielka modlitwa i błaganie o Miłosierdzie nad nami. Wspólnie ratujmy od niewiary polską młodzież, polskie rodziny – by ustała plaga rozwodów i pijaństwa, by udoskonalone było prawo chroniące życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci, by chronić świętość Kapłanów i Pasterzy. Wszyscy bądźmy świętymi!
Niech Polska będzie coraz piękniejsza przez moralną odnowę naszego narodu. Prosimy, by była odmówiona tego dnia w parafii Litania do Św. Andrzeja Boboli oraz Akt Zawierzenia Polski Bożemu Miłosierdziu ułożonego przez Bł. Ks. Michała Sopoćkę.
Wierni w parafii, którzy z racji różnych trudności zdrowotnych nie będą mogli uczestniczyć w procesji różańcowej, prośmy księdza proboszcza o umożliwienie modlitwy w kościele przed Najświętszym Sakramentem. Chorych prosimy o łączność i modlitwę w domach, łącząc z ofiarowaniem swojego cierpienia. Św. Andrzej Bobola wielokrotnie przez wiele lat ukazywał się obecnemu Proboszczowi w Strachocinie, przypominając w ten sposób o sobie oraz wskazując, że w tych trudnych dla naszej Ojczyzny czasach, mamy szczególnie do niego zwracać się o pomoc.
Matka Boża Łaskawa, która ma w rękach siedem połamanych strzał Gniewu Bożego, od XVII wieku kilkukrotnie ratowała Warszawę, a także Kraków i Wilno, przed epidemiami. W 1920 r., to w tym wizerunku Matka Boża dwukrotnie ukazała się Rosjanom podczas Bitwy Warszawskiej. Zjawienie się Matki Bożej wywołało taką panikę i popłoch wśród bolszewików, że krzycząc z przerażenia «uchadi, Matier Bożija zasłaniajet Poljakow», uciekali z miejsca walki porzucając broń. Dzisiaj chcemy ponownie za pośrednictwem Matki Bożej Łaskawej błagać o ratunek dla Polski i Polaków przed epidemiami i wojną realnie grożącą nam od wschodu, dlatego podejmujemy Pokutne Procesje Różańcowe w całej Polsce.
Zwracamy się z serdeczną prośbą do każdego organizatora procesji różańcowej (nawet w małych grupkach) o zgłoszenie do p. Marii, tel. 791577901, mail: fundacjanazaret@o2.pl.
Z serdecznym pozdrowieniem, z darem modlitwy i z prośbą o modlitwę Urszula Strynowicz Wspólnoty Nieustającego Różańca
Trwa druga największa w historii III RP operacja okradania Polaków oraz trwonienia zasobów państwowych pod pretekstem “wojny na Ukrainie”. Pierwsza odbyła się na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pod szyldem reprywatyzacji. Tak samo jak dziś propaganda stanęła na wysokości zadania nazywając kradzież “przekształceniem własnościowym”. Była to prawda. “Przekształcona własność” najczęściej mająca status “państwowej”, nie została zwrócona prawowitym właścicielom, lecz została rozgrabiona, oficjalnie wyprzedana za bezcen. Nie zrobiono tego w pijanym widzie, lecz z premedytacją i wyrachowaniem. Było to możliwe m.in. w wyniku decyzji jaką podjął w 1985 roku generał Jaruzelski [tj. oficerowie prowadzący tę martioszkę. MD] oddając Polskę globalistom.
Po kilku latach, po ostatecznym obaleniu Solidarności w 1989 roku insygnia prawdziwej władzy – marchewka i kijek powędrowały do Waszyngtonu, a potem Brukseli, Berlina i innych strategicznych ośrodków. Moskwa oficjalnie, przy zachowaniu agenturalnych wpływów, zrzekła się jurysdykcji nad Polską. Dotychczasowe moskiewskie pachołki oraz nowo upieczone polityczne prostytutki zmieniły orientację na transatlantycką (NWO) ze szczególnym uwzględnieniem neomarksizmu jako skutecznego narzędzia destrukcji.
Ukraina plus, Polska minus
Wojna na Ukrainie jest kolejną, po “pandemii” globalną operacją. Umożliwia kontynuację procesów przybliżających Wielki Kryzys, którego immanentną częścią ma być Wielki Reset.
Lokalnie stanowi doskonała okazję do przyśpieszenia procesu zniszczenia Polski, która od dawna, zgodnie ze słowami Morawieckiego cytującego żydowskiego analityka, “jest krajem należącym do kogoś z zagranicy“. Mam na myśli zniszczenie gospodarcze i demograficzne. W tej operacji zwraca uwagę również nieprawdopodobna głupota lub świadome działanie na “własną” niekorzyść w aspekcie militarnym. W The Wall Street Journal ukazały się artykuły (1), (2) opisujące szczegóły pomocy wojskowej udzielonej przez rząd PiS Ukrainie. Wynika z nich, że Polska podarowała władzom w Kijowie:
T-72 battle tanks.VALENTYN OGIRENKO/REUTERS
… co najmniej 240 czołgów T-72…Oprócz czołgów Polska przekazała Ukrainie również produkowane lokalnie drony obserwacyjne oraz dziesiątki bojowych wozów piechoty. Wysłała również ropę na Ukrainę drogą lądową, aby zapewnić paliwo dla wojskowych pojazdów tego kraju. „Ukraina dostała od Polski więcej, niż prosiła” – powiedział jeden z wysokich rangą polskich urzędników.
Polska darowizna z nawiązką zastępuje wszystkie czołgi, które Ukraina straciła w trakcie dwumiesięcznej wojny.
Warto również nadmienić o wartości polskich transportów. “23 kwietnia premier Mateusz Morawiecki poinformował, że dotychczas polska pomoc wojskowa udzielona Ukrainie ma wartość około 7 mld złotych”.
Co w zamian?
Według ostrożnych szacunków wartość “zaksięgowanego” wsparcia udzielonego w tym roku Ukrainie wynosi kilkadziesiąt miliardów dolarów. Pytaniem, które się nasuwa jest: Dlaczego Polska, do tej pory, jako również kraj frontowy, nie otrzymała i wciąż nie otrzymuje chociażby małej części “międzynarodowego wsparcia”jako rekompensaty za ponoszone koszty?
Istnieje “realistyczna możliwość”, że rosyjskie bombardowania Ukrainy będą trwać do końca przyszłego roku, a nawet, że Rosja będzie w stanie wygrać trwającą wojnę./Boris Johnson/