Tresura

Stanisław Michalkiewicz 1 kwietnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5152

Gdyby rosyjski prezydent Putin nie został uznany przez Senat Stanów Zjednoczonych za zbrodniarza wojennego to mógłby ubiegać się o Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za położenie kresu epidemii koronawirusa. Wprawdzie chyba nie miał takiego zamiaru, ale niekiedy, a chyba nawet dość często, wielkie osiągnięcia w dziedzinie medycyny bywają dziełem przypadku – jak to miało miejsce przy wynalezieniu penicyliny przez Fleminga. Toteż wprawdzie Putin chciał wywołać wojnę na Ukrainie, żeby ją „zdemilitaryzować” i „zdenazyfikować”, ale stworzył w ten sposób znakomitą okazję do zakończenia epidemii koronawirusa, z którą już nie bardzo było wiadomo, co dalej robić.

Toteż nawet taki jastrząb epidemiczny, jak pan minister Niedzielski oświadczył niedawno, że do koronawirusa musimy sie przyzwyczaić tak samo, jak do grypy, a od 28 marca zniósł wszystkie obostrzenia, które 27 marca jeszcze były absolutnie konieczne.

Podobnie było w Związku Sowieckim za Gorbaczowa, który pewnego dnia rozkazał, by nazajutrz wszyscy myśleli już „po nowemu”. I tak się stało; kładąc się spać jeszcze myśleli po staremu, a gdy się obudzili, już myśleli po nowemu.

Skoro jednak pan minister Niedzielski twierdzi, że do koronawirusa powinniśmy się przyzwyczaić tak samo, jak do grypy, to warto postawić pytanie, dlaczegóż to od razu nie zaczęliśmy się przyzwyczajać? Po dwóch latach nie tylko bylibyśmy znakomicie przyzwyczajeni, ale w dodatku uniknęlibyśmy wszystkich szkód, jakie walka z koronawirusem wyrządziła w gospodarce, edukacji, kulturze, a nawet – w ochronie zdrowia.

Wynika z tego, że owe obostrzenia tak naprawdę z medycyną nie miały wiele, albo nawet nic wspólnego, natomiast stały się znakomitym narzędziem do tresowania całych narodów do zachowań stadnych. Ponieważ jednak w miarę upływu czasu koronawirus przestał już robić takie wrażenie, jak na początku, a szkody były jak najbardziej prawdziwe, wojna Rosji z Ukrainą przyszła w samą porę, by właśnie ją wykorzystać w charakterze narzędzia do tresowania całych narodów do zachowań stadnych – co prawda już nie wszystkich, jak to było w przypadku koronawirusa, a tylko niektórych – ale w dzisiejszych czasach nie ma co grymasić. A których „niektórych” narodów? Odpowiedź jest jasna; tych, które podlegają Stanom Zjednoczonym. Stany Zjednoczone bowiem nie tylko jednym susem znalazły się w awangardzie organizatorów tresury do zachowań stadnych, ale również wykorzystały tę okazję do mocnego uchwycenia za twarz całej Europy, to znaczy – niezupełnie całej, tylko tej Zachodniej i Środkowej.

W przypadku tamtej tresury chodziło o wzbudzanie na rozkaz uczucia paniki, a w przypadku tej nowej, chodzi o stadne wzbudzanie moralnego oburzenia. Różnica jest niewielka, bo panika, czy oburzenie, to rzecz drugorzędna, bo najważniejsze są zachowania stadne, dzięki którym będzie można albo całą ludzkość, albo chociaż jej część, zapędzić do wspólnej obory, gdzie będzie można ją eksploatować w charakterze trzody użytkowej. Bardzo ładnie rozwija tę rzecz Klaus Schwab w swojej pracy o „Wielkim Resecie”. Toteż teraz pierwszorzędni fachowcy od kreowania masowych nastrojów, rozpalają do białości nie tylko uczucie moralnego oburzenia, ale też patriotyzmu, pojmowanego jako pragnienie jak najszybszego wprowadzenia do wojny własnego kraju.

Wzorem tej patriotycznej postawy jest niewątpliwie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, który podczas wyprawy kijowskiej wpadł na „koncepcję” wysłania na Ukrainę uzbrojonej po zęby misji pokojowej NATO. Ale kraje przewidujące i poważne właśnie się od tej „koncepcji” zdystansowały, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że narodziła się ona w głowie Naczelnika Państwa w momencie, gdy akurat śnił swój sen o szpadzie, ale najwyraźniej nie dostrzegły powodów, by wraz z Polakami popełnić samobójstwo. Co innego Nasz Najważniejszy Sojusznik. Ten natychmiast, skoro sztuczka z samolotami się nie udała, zwęszył kolejną okazję do wypuszczenia lekkomyślnych Polaków na wojnę. Jestem tedy pełen obaw, że prezydent Biden nam „pozwoli” na utworzenie wspomnianej misji pokojowej, oczywiście zastrzegając z naciskiem, że będzie to „suwerenna decyzja” Polski, z którą USA nie mają nic wspólnego.

Ale chociaż rząd „dobrej zmiany” wraz z prezydentem Dudą, uczestniczy w rozpalaniu oburzenia moralnego i specyficznego patriotyzmu do białości, to emocjonalne rozhuśtywania społeczeństwa musi jakoś zwrotnie działać również i na nich, bo coraz częściej sprawiają wrażenie, jakby tracili kontakt z rzeczywistością. Oto pan prezydent Duda właśnie oświadczył, nawiasem mówiąc, plagiatując Kornela Ujejskiego, a konkretnie – jego wiersz „Maraton”, w którym czytamy m.in: „O, kraj to mały niby szyba tarczy lecz na grób wrogom przecież go wystarczy” – że „nasza ojczyzna jest dość rozległa by pochować wrogów.

Konrad Lorenz twierdził, że zwierzęta dysponujące naturalną, śmiercionośną bronią, jak np. kły, rogi lub pazury, bardzo rzadko zadają sobie śmierć w walce. Kończy się ona bowiem, gdy jeden z walczących osobników dojdzie do wniosku, że przeciwnik jest silniejszy i ratuje się ucieczką, a tamten już za nim nie goni. Tymczasem zwierzęta taką śmiercionośną bronią nie dysponujące, jak np. synogarlice, walczą ze sobą aż do śmierci, to znaczy – dopóki jedna drugiej nie zadziobie.

Toteż nic dziwnego, że prezydent Duda przemawia coraz bardziej buńczucznie, a premier Morawiecki rozstawia po kątach całą Europę, na co tamta wyrozumiale mu pozwala, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że jest jakiś nienaturalnie pobudzony. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie okoliczność, że ta utrata kontaktu z rzeczywistością może doprowadzić do tragedii w postaci wciągnięcia Polski do wojny z Rosją, w której nasi sojusznicy mogą zareagować zgodnie z art. 5 traktatu waszyngtońskiego i sporządzą ostry protest. Państwa poważne bowiem wiedzą, że najlepsza jest wojna prowadzona cudzymi rękami, a w tym celu trzeba tylko znaleźć kandydatów na samobójców. W tej sytuacji tresura przyzwyczajająca, albo nawet wymuszająca zachowania stadne, staje się narzędziem nieocenionym, zwłaszcza gdy tresowani nie zdają sobie z tego sprawy i myślą, że to wszystko naprawdę.

Zresztą nie tylko w takich sprawach. Właśnie niezawisły sąd w Gdańsku w osobie niezawisłego sędziego Tomasza Jabłońskiego, skazał na 20 godzin miesięcznie prac społecznych i 5 tys. zł nawiązki na uchodźców z Ukrainy właściciela ciężarówki na której były ucieszone informacje o edukowaniu dzieci do masturbacji, wyrażaniu zgody na spółkowanie oraz „różnych doświadczeń seksualnych”. Niezawisły sędzia Tomasz Jabłoński uznał to za myślozbrodnię „homofobii”, z czego wynika, ze tresura do zachowań stadnych nie dotyczy tylko patriotyzmu, ale również posłuszeństwa wobec sodomczyków oraz osobników doznających dreszczyków przy edukowaniu cudzych dzieci.

„Po pierwsze Węgry”, czy „Po pierwsze Ukraina”.

Orban ma łatwiej, bo rządzi Węgrami, nie Polakami

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/orban-ma-latwiej-bo-rzadzi-wegrami-nie-polakami/

Wielki przyjaciel Polski, jak do niedawna partia rządząca i media „niepokorne” nazywały Victora Orbana, praktycznie z dnia na dzień stał się wrogiem Polski i w dodatku „ruską onucą”. Zmiana oceny polityki Orbana dobitnie świadczy, jakimi ignorantami w sferze międzynarodowej są przedstawiciele kierownictwa PiS, z Kaczyńskim na czele. Nie kto inny tylko właśnie Jarosław Kaczyński był wpatrzony w Orbana, jak w obrazek, a po dojściu do władzy kopiował niemal wszystkie pomysły węgierskiego prezydenta, z wyjątkiem jednego – polityki międzynarodowej. Dlaczego zmiana oceny Orbana jest przejawem ignorancji? Z dwóch generalnych powodów, po pierwsze Orban zawsze był „ruską onucą”, po drugie kopiowanie wewnętrznej polityki Orbana bez powielania polityki zagranicznej, jest jak chodzenie na jednej nodze.

Prezydent Węgier nad swoim biurkiem i łóżkiem ma powieszone jedno postanowienie: „Először is Magyarország”. Dla tych, którzy nie znają węgierskiego tak biegle, jak piszący te słowa, wklejam tłumaczenie: „Po pierwsze Węgry”. U polityków słowa z reguły nie mają większego znaczenia i najczęściej służą jako narzędzie propagandy, ale dla Orbana to nie są słowa, tylko filozofia działania, modus operandi.

Wszystko, co robi Orban jest egoistyczną, do bólu realistyczną strategią ochrony węgierskich interesów i pomimo wieloletniej krytyki ze strony całego świata Orban nie zmienił absolutnie nic w swoim postępowaniu. Konsekwencja daje określone korzyści, w postaci rozwoju Węgier i wygrywania kolejnych wyborów przez partię Fidesz.

Dosłownie za kilka dni na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne i wszystko wskazuje na to, że znów partia Orbana będzie zwycięska. Jak to możliwe, przy takim nastawieniu prezydenta Węgier do „wojny” na Ukrainie? Odpowiedź nie jest prosta, w każdym razie nie dla Polaków, którzy żyją w swoim świecie romantycznych uniesień i moralnych zwycięstw. Prawdą jest, że sam Orban ma bardzo dobre relacje z Putinem, co się przekłada na biznesy z Rosją. Nie chodzi tylko o rosyjską ropę i gaz dostarczane na Węgry po cenie, o jakiej Polacy mogę pomarzyć, ale też elektrownię atomową na rosyjskiej licencji.

Takie uzależnienie węgierskiej gospodarki od Rosji na pierwszy rzut oka wydaje się mało rozsądne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę uwarunkowania społeczne, to zbuduje nam się pełen obraz węgierskiej rzeczywistości. W ostatnim sondażu ponad 40% Węgrów uznało, że Putin słusznie napadł na Ukrainę, co dla Polaków z całą pewnością jest szokującą informacją. Podkreślę, że nie chodzi o to, czy Węgrzy martwią się losem Ukraińców, ale o to, że ponad 40% Węgrów kibicuje w tym konflikcie Rosji.

Zatem dla Węgrów tak jak dla Orbana nie liczą się żadne moralne dywagacje, ale wyłącznie węgierski interes. Sympatia dla Rosji pewnie ma wiele składowych, ale też wiąże się bezpośrednio z tym, co Węgier tankuje, na jakim gazie gotuje gulasz i z jakiej elektrowni dostaje rachunki. Rasowy polityk z taką wiedzą, szczególnie na parę dni przed wyborami, może zrobić tylko jedno – bezwzględnie wykorzystać. I tak też się dzieje, Orban wręcz sobie kpi z Zełenskiego, gdy ten używa zgranych szantaży emocjonalnych z użyciem kobiet i dzieci. Odpowiedź

Orbana na apel prezydenta Ukrainy, aby Węgry zaangażowały się w konflikt nie pozostawia złudzeń:

1. „Jestem prawnikiem. Pracuję z wiedzą, którą zgromadziłem w świecie prawa. Ktoś, kto jest aktorem, pracuje z wiedzą, którą zdobył jako aktor”.

2. „Polityka węgierska nie jest przyjazna dla Ukrainy ani prorosyjska, ale przyjazna Węgrom”.

W Polsce nie do pomyślenia i trzeba uczciwie przyznać, że ani PiS nie może iść krok w krok za polityką Fideszu, ani Kaczyński dosłownie naśladować Orbana. Polskie uwarunkowania są skrajnie odmienne i poparcie dla Rosji występuje na poziomie promili, czemu trudno się dziwić z uwagi na kontekst historyczny i współczesne bandyckie zachowania Putina wobec Polski.

Tyle tylko, że jak się uznaje Orbana za wybitnego polityka i wzór do naśladowania, to wypadałoby skopiować przynajmniej podstawy jego polityki: „Po pierwsze Polska”. PiS z Kaczyńskim mogli i powinni zachować dystans do tego, co się dzieje na Ukrainie, oczywiście nie w takim stopniu, jak Węgrzy, bo to w Polsce byłoby politycznym samobójstwem, ale w odpowiednich dostosowanych do polskich realiów proporcjach.

Tymczasem mało zdolni uczniowie Orbana ruszyli w dokładnie przeciwnym kierunku, wymachując kuriozalnym hasłem na polskich sztandarach: „Po pierwsze Ukraina”.

Dla odmiany, coś zabawnego :-).. Something funny for a change

Dla odmiany, coś zabawnego 🙂 (napisy PL) / Something funny for a change (Polish subtitles)

12 minut..

Podczas szukania materiałów do ostatniego filmu o hipokryzji wokół tematu Ukrainy, natknęłam się na kilka zabawnych nagrań.
Postanowiłam zrobić z nich osobną kompilację. Będzie krótka, ale mam nadzieję, że sprawi, iż się na chwilę uśmiechniecie 🙂

Georgina Orwell PL

==========================

UKRAIŃSKA HUCPA, CZYLI: HIPOKRYZJA NIE ZNA GRANIC / HYPOCRISY AROUND UKRAINE.

a to już półtorej godziny…

Sankcje „przeciw Rosji” – prawdziwy cel to MY?!?

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/03/31/sankcje-prawdziwy-cel/

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

−∗−

W menu na dziś danie (oby nie) głodowe. Ogłaszane coraz to nowsze sankcje gospodarcze związane z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, teoretycznie mają wywrzeć ujemny wpływ na kondycję ekonomiczną Rosji. Ale po bliższym przyjrzeniu się szczegółom wiele wskazuje na to, że ich skutek może być zgoła odmienny. Analiza autorstwa Kit Knightly.

Zapraszam do lektury.

___________ *** ___________

Czy Rosja jest PRAWDZIWYM celem zachodnich sankcji?

Gwałtownie rosnące ceny ropy, energetyczne i żywnościowe kryzysy na horyzoncie… czy to możliwe, że PRAWDZIWYM celem tej wojny gospodarczej jesteśmy my?

Pierwszy tweet, jaki zobaczyłem dziś rano, kiedy sprawdziłem swoją oś czasu, pochodził od analityka polityki zagranicznej Clinta Ehlircha, wskazującego, że rosyjski rubel zaczął już odrabiać straty po dołku spowodowanym przez zachodnie sankcje i jest prawie na poziomie przedwojennym:

Rubel rosyjski zbliża się do wartości sprzed inwazji. Sankcje miały na celu obniżenie jego wartości. Nie udało się im. pic.twitter.com/OLmVIsS34E — Clint Ehrlich (@ClintEhrlich) 29 marca 2022r.

Ehrlich stwierdza, że ​​„sankcje miały na celu obniżenie wartości rubla lecz zawiodły”.

…na co jedyną reakcją może być: czy faktycznie „taki był cel”?

…a może, co ważniejsze, „czy rzeczywiście zawiodły”?

Bo tak naprawdę to raczej na to nie wygląda, prawda?

Jeśli już, to można uznać, że sankcje są w najlepszym razie nieudolne, a w najgorszym, zdumiewająco nieproduktywne.

To nie tak, że USA/UE/NATO nie wiedzą, jak okaleczyć gospodarki. Mają za sobą lata praktyki głodzenia mieszkańców Kuby, Iraku, Wenezueli i wielu innych, zbyt wielu by je tu wymienić.

Teraz można argumentować, że Rosja jest większą, bardziej rozwiniętą gospodarką niż tamte kraje i to jest prawda, ale USA i ich sojusznicy już wcześniej zdołali zaszkodzić rosyjskiej gospodarce dość drastycznie.

Jeszcze w 2014 roku, po „aneksji” Krymu, zachodnie sankcje były łagodne w porównaniu z niedawnymi bezprecedensowymi środkami, ale co najważniejsze, Stany Zjednoczone znacznie zwiększyły własną produkcję ropy naftowej, a następnie w tym samym roku (po wizycie sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego)  Arabia Saudyjska zrobiła to samo.

Mimo sprzeciwu innych członków OPEC – głównie Wenezueli i Iranu – Saudyjczycy zalali rynek ropą.

Rezultatem tych ruchów był największy od dziesięcioleci spadek cen ropy naftowej – ze 109 dolarów za baryłkę w czerwcu 2014 roku do 44 dolarów w styczniu 2015 roku.

To wepchnęło Rosję w pełną recesję i po raz pierwszy spowodowało spadek PKB Rosji pod przywództwem Putina.

I znów, zaledwie dwa lata temu, rzekomo w ramach rywalizacji z Rosją o udział w rynku ropy, Arabia Saudyjska po raz kolejny zalała rynek tanią ropą.

Tak więc Zachód wie, jak zaszkodzić Rosji, jeśli naprawdę tego chce – po prostu zwiększając produkcję ropy, zalewając rynek i zbijając ceny.

Ale czy tym razem Stany Zjednoczone zwiększyły produkcję ropy? Czy wsparli się na sojusznikach z Zatoki Perskiej, by ci zrobili to samo?

Absolutnie nie.

W rzeczywistości, w pięknie zsynchronizowanej narracji, Stany Zjednoczone twierdzą, że „nie są w stanie” zwiększyć produkcji ropy z powodu „braków w personelu” spowodowanych czymś, z czym wciąż się zmagamy, czyli Covidem.

Podobnie Arabia Saudyjska nie demoluje rynku ropy, ale celowo podnosi ceny.

Tak, teraz, gdy zachodni sojusznicy są uwikłani w rzekomą wojnę gospodarczą z Rosją, cena ropy gwałtownie rośnie i nadal może rosnąć.

To dobra wiadomość dla rosyjskiej gospodarki, która może nawet zrekompensować sobie szkody wyrządzone brutalnymi sankcjami.

Wysoka cena ropy i konieczność „niepolegania na gazie Putina” lub „odrusyfikowaniu” naszych dostaw energii bez wątpienia spowodują, że miliony zostaną przelane na tzw. „zieloną” technologię.

Te zachodnie sankcje są również wymierzone w inne części rosyjskiego eksportu, w tym eksport zboża i żywności w ogóle.

Rosja jest eksporterem netto, co oznacza, że ​​więcej żywności eksportuje niż importuje. I odwrotnie, wiele krajów Europy Zachodniej polega na importowanej żywności, w tym Wielka Brytania, która importuje ponad 48% swojej podaży żywności.

Jeśli Europa odmawia kupowania rosyjskiej żywności, efektem netto jest to, że Rosja ma żywność… a Zachód nie.

I, podobnie jak w przypadku ropy, wzrost cen żywności raczej pomoże, niż zaszkodzi rosyjskiej gospodarce.

Weźmy na przykład pszenicę, której Rosja jest największym eksporterem na świecie. Zdecydowana większość tej pszenicy nie jest nawet sprzedawana do krajów zachodnich – lecz do Chin, Kazachstanu, Egiptu, Nigerii i Pakistanu – a więc nawet nie podlega sankcjom.

Niemniej jednak sankcje i wojna spowodowały, że ceny pszenicy wzrosły o prawie 30%.

A to akurat jest dobre dla rosyjskiej gospodarki.

Tymczasem, według CNN, USA do 2023r. prawdopodobnie wejdą w recesję, Francja już rozważa bony żywnościowe, a kraje na całym świecie mają zacząć racjonować paliwo.

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

Należy zawsze uważać na każdego – osobę lub instytucję – kogo działania przypadkowo osiągają dokładne przeciwieństwo zamierzonego celu. To prosta zasada, według której należy żyć.

Przypomnijcie sobie, jak Orwell opisał ewolucję koncepcji wojny w “Roku 1984” roku: Jak widać, wojna jest teraz sprawą czysto wewnętrzną. W przeszłości grupy rządzące wszystkich krajów, choć mogły uznać swój wspólny interes, a tym samym ograniczyć niszczycielskie skutki wojny, walczyły ze sobą, a zwycięzca zawsze plądrował zwyciężonych. W naszych czasach już ze sobą nie walczą. Wojna jest prowadzona przez każdą grupę rządzącą przeciwko własnym poddanym, a celem wojny nie jest dokonywanie lub zapobieganie podbojom terytoriów, ale utrzymanie nienaruszonej struktury społeczeństwa.

Przypomnijmy, że w wyniku Covid przewidywano „najgorsze niedobory żywności od pięćdziesięciu lat”. Ale one nigdy się nie zmaterializowały.

Podobnie mieliśmy doświadczyć przerw w dostawach energii i prądu związanych z Covid. Poza niewypałem z „kryzysem paliwowym” w Wielkiej Brytanii, nigdy tak naprawdę nie wystąpiły.

Ale teraz wreszcie nadchodzą – bo wojna i sankcje.

Wzrost cen żywności, zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, obniżenie poziomu życia, przelanie publicznych pieniędzy na „odnawialne źródła energii”. To wszystko jest częścią dobrze znanego planu, prawda?

Niezależnie od tego, co myślisz o Putinie, Żełeńskim, wojnie w ogóle czy ukraińskich nazistach, czas wreszcie stawić temu czoła.

Musimy zadać sobie pytanie: jaki dokładnie jest prawdziwy cel tych sankcji? I dlaczego tak doskonale wpasowują się w Wielki Reset?

___________

Is Russia the REAL target of Western sanctions?, Kit Knightly, Mar 30, 2022

Uzupełnienia:

PiS planuje sankcje dla… Polski
Jarosław Kaczyński, specjalista od wywoływania małych niepokojów i drobnych nieporozumień miał genialny plan zaprowadzenia pokoju na Ukrainie. Funkcjonowało to w obiegu medialnym jako „misja pokojowa”. Przyjaciel prezesa, a przynajmniej jego […]

___________

Nowy Koszmarny Świat. Etap II – pandemia głodu
Wspólność, identyczność, stabilność “Nowy Wspaniały Świat”. Aldous Huxley. Niektórzy zapewne błyskawicznie skojarzyli tytuł z „Nowym Wspaniałym Światem” Aldousa Huxleya, odczytywanym przez niektórych jako antyutopia. Dziś wiele rzeczy wskazuje, że poddawana […]

___________

W 1981 r. Jacques Attali mówi, jak zamierzają rozegrać epidemię
„Przyszłość polegać będzie na znalezieniu sposobu na zmniejszenie liczby ludności. Zaczniemy od ludzi starych, bo gdy ludzie przekraczają 60-65 lat, to żyją dalej bezproduktywnie, a to drogo kosztuje społeczeństwo. […]

___________

Kontrola cen, ograniczenia podróży. Co jeszcze?
Szok cen energii w połowie lat 70. doprowadził do redukcji maksymalnej dozwolonej prędkości na terenie kraju z 70 mil na godzinę do 55 mil na godzinę. Redukcja prędkości o 21% […]

___________

Wojna na Ukrainie i „huragan głodu”
Wszystko wskazuje na to, że potrzebne są regionalne i lokalne systemy żywnościowe oparte na krótkich (lub przynajmniej krótszych) łańcuchach dostaw żywności, które będą w stanie poradzić sobie z przyszłymi wstrząsami. […]

Operacja tak TAJNA, że aż CNN i ONET się rozpisują: Amerykanie szkolą w Polsce ukraińskich żołnierzy w obsłudze super-broni.

30 marzec https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/282862/tajna-operacja-jak-usa-szkola-ukraincow-na-terenie-polski.html

Stacja CNN podała, że na terenie Polski trwają amerykańskie szkolenia dla Ukraińców. Wojska USA uczą, jak posługiwać się zachodnią bronią.

Według źródeł CNN zakres pomocy amerykańskiej obejmuje szkolenie ukraińskiej armii z obsługi sprzętu, który płynie na Ukrainę z Zachodu. Szkolenia te, jak twierdzą informatorzy stacji, odbywają się w Polsce. Informację potwierdził Onet.

Cała akcja jest tajna. – Wsparcie szkoleniowe armii ukraińskiej przez Stany Zjednoczone zaczęło się na długo przed obecną wojną. Pierwsi amerykańscy żołnierze zajęli się szkoleniem jednostek ukraińskich już po aneksji Krymu w 2014 r. – mówi rozmówca Onetu. Obecny atak Rosji na Ukrainę spowodował jednak, że szkolenie z obsługi zaawansowanych systemów uzbrojenia na jej terenie stało się trudne lub wręcz niemożliwe. Dlatego te zadania wykonywane są m.in. w Polsce. Nic więcej nie mogę powiedzieć – wskazuje oficer polskiej armii.

Raczej instruktaż niż szkolenie

Źródła CNN twierdzą, że chociaż wojska amerykańskie rzeczywiście dostarczają Ukraińcom pewnych instrukcji w bazie wojskowej w Polsce, nie jest to równoznaczne z regularnym szkoleniem. Chodzi o instrukcje związane z obsługą sprzętu wojskowego dostarczanego Ukrainie przez Zachód m.in. pocisków przeciwpancernych, pocisków przeciwlotniczych, broni strzeleckiej, w tym karabinów maszynowych i granatników, czy uzbrojonych dronów.

Podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Polsce prezydent USA Joe Biden poruszył tę kwestię. – Wojska amerykańskie stacjonujące Polsce pomagają szkolić ukraińskich żołnierzy – wskazał. Jednocześnie podkreślił, że ich głównym celem jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Wsparcie nie od dziś

Onet przypomina, że wsparcie szkoleniowe USA dla Ukrainy rozpoczęło się już w 2014 roku, po aneksji Krymu przez Rosję. „Po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie Stany Zjednoczone wysłały do Ukrainy instruktorów wojskowych, którzy pomagali jej w budowaniu armii według procedur NATO. Już wtedy zaczęły się również spore dostawy zachodniego sprzętu do Kijowa” – czytamy.

Duże zaangażowanie USA jest jedną z przyczyn zdecydowanej poprawy jakości funkcjonowania ukraińskiego wojska. Armia Ukrainy jest obecnie znacznie bardziej profesjonalna niż jeszcze kilka lat temu.

Zełenski, wasz biznes „macierzyństwa zastępczego” i handlu dziećmi nie ma zbytu…

Prezydencie Zełenski, może Pan coś zrobi z handlem dziećmi w swoim kraju?!

https://nczas.com/2022/03/31/prezydencie-zelenski-moze-pan-cos-zrobi-z-handlem-dziecmi-w-swoim-kraju/

Wojna jest strasznym doświadczeniem, które jednak tym bardziej pokazuje wartość życia, potrzeby moralnego ładu i człowieczeństwa. Tymczasem „postępowa” prasa francuska raczy nas kolejnym reportażem o dzieciach urodzonych przez ukraińskie surogatki na sprzedaż zachodnim „rodzicom”, które na skutek wojny znalazły się bez „odbiorców”.

Cytat opiekunki dzieci z „macierzyństwa zastępczego” , która w „bunkrze w Kijowie” mówi – „pracujemy 24 godziny na dobę”, ma zapewne rodzić współczucie, ale budzi złość na uhandlowienie dzieci, które prowadzi do takich tragedii.

W Polsce przyjmowane są przede wszystkim matki z dziećmi. Pomagamy dla życia, przetrwania rodzin. Tymczasem Ukraina prowadzi okropny proceder wynajmowania brzuchów matek do zarabiania pieniędzy, którego nie przerwała nawet wojna.

Ukraina jest jednym z niewielu krajów na świecie, które zezwalają na surogację dla zagranicznych rodziców. Korzystają z tego mające zachcianki „rodzicielstwa” także pary homoseksualistów. Wojna od razu skazała takie dzieci na sieroctwo…

Kliniki zarabiające krocie na handlu dziećmi stworzyły teraz „zaimprowizowany żłobek w piwnicy”. „W dwupokojowym pomieszczeniu bez okien za żelaznymi drzwiami stoją wózki dziecięce” – opisuje sytuację France Info. To działania Biotexcomu, głównej agencji „macierzyństwa zastępczego” na Ukrainie, gdzie od początku wojny przyszło na świat 50 dzieci bez rodziców, a 450 surogatek będzie jeszcze rodzić.

Najmłodsze z dzieci ma cztery dni, najstarsze sześć miesięcy. „Matki zastępcze” podpisały dokument przekazania, ale kontrahenci nie byli w stanie przybyć po „towar”. Plany pokrzyżował Covid, teraz wojna.

Klientami są Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Chińczycy, Kanadyjczycy… Ci ciekawe, te dzieci przed wywiezieniem za granicę są w teorii bezpaństwowcami. France info opisuje, że „dzieci w tym przedszkolu mają fikcyjną, tymczasową tożsamość. Karteczki samoprzylepne, fioletowe dla dziewczynek i niebieskie dla chłopców, przyklejane są do ich kołysek. Pielęgniarki zapisują na nich nazwiska matki zastępczej ponieważ dziecko nie ma jeszcze żadnych dokumentów”.

Dzieci wywożone są za granicę, los ich matek, które pozostają na Ukrainie pod bombami, już kontrahentów interesuje mniej. Na Ukrainie istnieje około dziesięciu agencji „macierzyństwa zastępczego” i jest to niezły biznes. Procedura surogacji kosztuje około 50 000 euro.

Dziś widzimy bohaterską Ukrainę, która stawia dzielnie opór potężnemu sąsiadowi. Jaka jest naprawdę ta Ukraina? Ta z karabinem w ręku, czy ta robiąca biznes na handlowaniu dziećmi? Prezydencie Zełenski, jeśli Pana kraj ma pokonać wroga, to powinien pokazać także swoją wyższość moralną. Walczycie, żeby chronić życie swoich obywateli, walczcie, by owo życie nie było przedmiotem praktyk handlowych…

W Polsce jest już około 800 000 ukraińskich uczniów i nikt nie wie, co z nimi robić

Piotr Wielgucki https://stowarzyszenierkw.org/polityka/w-polsce-jest-juz-okolo-800-000-ukrainskich-uczniow-i-nikt-nie-wie-co-z-nimi-robic/

Przed chwilą odbyła się konferencja Rafała Trzaskowskiego, utrzymana w wyjątkowo koncyliacyjnym tonie, prezydent Warszawy nawet pochwalił wrogiego ministra Czarnka, który ma się „wsłuchiwać w głos samorządowców”.

Sam też się wsłuchałem, w to co mówi Trzaskowski, chociaż zazwyczaj nie jest to łatwe. Padły konkretne liczby, dające sporo do myślenia, szczególnie w czasach, gdy mało kto myśli, a prawie wszyscy się wzruszają.

W Warszawie uczy się 280 tysięcy dzieci i młodzieży i ta liczba dotyczy wszystkich poziomów nauczania z wyjątkiem szkół wyższych. Jednocześnie Trzaskowski twierdzi, że do stolicy przyjechało 90 tysięcy uczniów z Ukrainy, co stanowi 32% polskich uczniów chodzących do warszawskich szkół.

W całej Polsce ma przebywać ponad 900 000 dzieci, z czego zdecydowana większość to potencjalni uczniowie. O ile przyjęcie 800 tysięcy polskich dzieci, zwłaszcza do szkół podstawowych, nie stanowiłoby większego problemu, o tyle ukraińscy uczniowie w 99% muszą pokonać barierę językową i to dopiero pierwsza poważna bariera.

Po dwóch latach pomoru polska edukacja leży i cienko piszczy, zdecydowana większość odpowiedzialnych nauczycieli mówi wprost, że wszystkie semestry objęte pomorem należałoby powtórzyć. Jak wiadomo takie kroki nie zostały poczynione czemu też trudno się dziwić, społecznie i politycznie jest to operacja nie do przeprowadzenia. Jedyne co pozostało, to próbować nadrobić stracony czas, ale do tego potrzeba spokoju i jasnego obrazu przyszłości.

Tymczasem na szkoły spadł kolejny gigantyczny problem, z którym „nauczyciele jakoś mają sobie poradzić”. W mniejszych miastach, gdzie do szkół trafi po kilkanaście dzieci w różnym wieku, wielkiego dramatu nie będzie, poza tym jednym, że kompletnie nikt nie wie czego te dzieci się mają uczyć, jakim ocenom podlegać i czy w ogóle mają trafić do dzienników i na listy oboczności.

W dużych miastach, jak Warszawa, Wrocław, Kraków, sprawy się mają zupełnie inaczej i nie mówimy już o kilkunastu uczniach na szkołę, tylko kilkuset. Trzaskowski wspominał o tym, jak się Czarnek pochyla nad uwagami samorządowców, ale nie mówił jakie to są uwagi. Gdy się tych rad i pomysłów samorządowców posłucha, to dopiero można się zacząć bać.

Chyba nikt nie jest w stanie policzyć większych i mniejszych reform w obszarze edukacji, ale pewne jest, że za chwilę czeka nas kolejna zmiana i to nie mała. Propozycje idą w dwóch kierunkach: złym i bardzo złym. Pierwszy kierunek najwyraźniej forsowany przez rząd, to automatyczne włącznie uczniów z Ukrainy do polskiego systemu edukacji. Wady tego pomysłu są oczywiste. Nie zyskują na tym polscy uczniowie, ponieważ sama bariera językowa będzie nauczycieli zmuszać do poświecenia znacznie więcej czasu dzieciom obcojęzycznym i Bóg jedyny wie, w jaki sposób mają się w ogóle porozumiewać. Dla ukraińskich uczniów to całkowity bezsens i z wyłączeniem socjalizacji nic nie zyskają na takiej „szkole”. Na Ukrainie jest zupełnie inny system i żeby było śmieszniej, tam obowiązują zlikwidowane w Polsce gimnazja, ale to szczegół, bo różnice w samym programie nauczania są gigantyczne i nie ma mowy o zachowaniu jakiejkolwiek ciągłości.

Drugi kierunek to budowanie ukraińskich szkół w Polsce i na temat konsekwencji tego pomysłu szkoda bić pianę. Jest to taki absurd, że naiwnie liczę na resztki inteligencji w szeregach PiS, co pozwoli od pomysłu odstąpić.

Nikt nie wie ile jeszcze ta zadyma na Ukrainie potrwa, nikt nie wie ilu ostatecznie ukraińskich uczniów w ogóle się zgłosi do polskich szkół, ale na pewno wiemy jedno. Na własne życzenie pakujemy się w kolejne poważne problemy i dzieje się to kosztem dzieci, na których znów eksperymentują politycy.

Praprzyczyną wszystkich problemów jest bezmyślność i podejmowanie wszelkich działań pod wpływem emocji oraz fatalnie pojętej solidarności. Polska zamiast realnie podchodzić do ogromnej fali uchodźców, otworzyła szeroko drzwi i stworzyła cały system zachęt, które sprawiają, że jesteśmy najbardziej atrakcyjnym krajem, bardziej od Niemiec.

Taka „empatia” pozbawiona rozumu skończy się całą serią kryzysów, za które zapłacą Polacy, nie wyłączając polskich uczniów.

Trenujemy moralne oburzenie

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  30 marca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5151

Jakim błogosławieństwem jest krótka pamięć! Pozwala ona ludziom pozostawać w poczuciu słuszności, a nawet wyższości moralnej, by z tej wieży z kości słoniowej udzielać innym zbawiennych pouczeń. W przeciwnym razie o żadnej słuszności, ani wyższości moralnej nie można by mówić, co ludzi ambitnych musiałoby wprawiać w dysonans poznawczy, a nawet – w przygnębienie.

Błogosławiony charakter krótkiej pamięci jest widoczny ostatnio zwłaszcza w związku z wojną na Ukrainie, która została wykorzystana do dalszego tresowania mniej wartościowych narodów tubylczych do zachowań stadnych. Epidemia zbrodniczego koronawirusa przestała bowiem robić wrażenie, więc tę wojnę treserzy uznali za prawdziwy dar Niebios. W tej chwili nie chodzi już o stadne wzbudzanie paniki z powodu zbrodniczego koronawirua, który, jak zwykle, okazał się taktowny i politycznie wyrobiony.

Teraz chodzi o tresurę w zakresie moralnego oburzenia, które – za sprawą pierwszorzędnych fachowców od wzbudzania masowych nastrojów – pozwalają tresowanym w moralnej czystości czyściochom, uczestniczyć w polowaniach na czarownice w przekonaniu, że całemu światu a nawet Zaświatom oddają przysługę.

Toteż jeden przez drugiego demaskują pod każdym krzakiem ruskich agentów, wymyślają nie tylko zbrodniarzowi wojennemu Putinowi, jego zdemoralizowanym pomagierom, nie mówiąc już o „sołdatach”, którzy właśnie otruli się pasztecikami, podanymi im przez poczciwą ukraińską babuszkę, pewnie kuzynkę ten pani, co to słoikiem z kiszonymi ogórkami, czy może pomidorami – bo różne szkoły rozmaicie to wydarzenie przedstawiają – strąciła zbrodniczego rosyjskiego drona. Pokazuje to, że żywność, czy to w postaci pasztecików, czy kiszonek, na naszych oczach staje się bronią strategiczną. Nie muszę dodawać, że trucie nieprzyjaciół pasztecikami nie tylko nie wzbudza w nikim żadnych moralnych wątpliwości, tylko radość – a to, co dostarcza radości ludziom sprawiedliwym, nie może być moralnie podejrzane. Przeciwnie – najwyraźniej mieści się ono w nakazie miłowania nieprzyjaciół, bo podanie im pasztecików – wszystko jedno; zatrutych czy nie – z pewnością jest aktem miłosierdzia, dzięki któremu nieprzyjaciele ci wcześniej mogą zostać zbawieni, chyba, że zostaliby potępieni za działanie w służbie wojennego zbrodniarza Putina zamiast go zamordować i w ten sposób obalić.

Ta różnica w podejściu do zagadnień moralnych bierze się z rozróżnienia między wojnami sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi. Kryterium tego rozróżnienia wydaje się proste: sprawiedliwą jest wojna którą albo my, albo nasi przyjaciele, niechby nawet doraźni, toczą z nieprzyjacielem, zaś wojną niesprawiedliwą jest ta, którą nasz nieprzyjaciel toczy z nami, albo nawet tylko z naszym doraźnym przyjacielem. Wynika z tego, że ta sama wojna może być jednocześnie i sprawiedliwa i niesprawiedliwa. Jak się okazuje, zagadnienia teologii moralnej wcale nie są aż tak skomplikowane, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.

Ta rewolucyjna teoria służy oczywiście podbudowaniu rewolucyjnej praktyki, bo w przeciwnym razie moglibyśmy mieć poważny kłopot z zakwalifikowaniem wojny, jako sprawiedliwej lub nie, a tak to wszystko jest jasne, dzięki czemu JE abp Stanisław Gądecki może nieubłaganym palcem wytykać patriarsze Moskwy i Wszechrusi Cyrylowi sprośne błędy Niebu obrzydłe, ponieważ wzdraga się on z potępieniem zimnego ruskiego czekisty, zbrodniarza wojennego Putina. Postępowanie patriarchy Cyryla jest bowiem tym bardziej godne potępienia, że Putina za zbrodniarza wojennego jednomyślnie uznał Senat Stanów Zjednoczonych, ten sam, który w roku 2017 jednomyślnie przyjął ustawę nr 447, a wiadomo, że co zostanie związane na ziemi, zwłaszcza na ziemi amerykańskiej, będzie związane również w Niebiesiech. W tej sytuacji nikt już nie może mieć wątpliwości, po czyjej stronie stanąć, kogo nieubłaganym palcem piętnować, a kogo podziwiać, jako jasnego idola.

I w tym właśnie momencie daje o sobie znać błogosławiony charakter krótkiej pamięci. Gdyby bowiem nie ona, to moglibyśmy popadać w dysonanse poznawcze. Weźmy na przykład taki kryzys karaibski, który omalże nie skończył się źle. Wszystko zaczęło się w roku 1959, kiedy to Fidel Castro na czele swoich partyzantów, obalił kubańskiego dyktatora Fulgencio Batistę, objął władzę i znacjonalizował wiele amerykańskich przedsiębiorstw, które na Kubie robiły rozmaite interesy. Trudno, żeby coś takiego mogło się Amerykanom podobać, toteż prezydent Kennedy pozwolił Centralnej Agencji Wywiadowczej, by zmobilizowała kubańskich emigrantów i żołnierzy najemnych, którzy obaliliby Fidela Castro i przywrócili na Kubie sprawiedliwość i porządek. W drugiej połowie kwietnia 1961 roku wojska te dokonały inwazji w Zatoce Świń, ale zostały zatrzymane, ponosząc wielkie straty, a ci, którzy nie zginęli, dostali się do niewoli, z której Stany Zjednoczone wykupiły ich później za wielkie pieniądze.

Na wszelki jednak wypadek Fidel Castro zacieśnił stosunki ze Związkiem Sowieckim, którego przywódca Nikita Chruszczow skorzystał z okazji, by na Kubie, pod nosem USA, zainstalować sowieckie pociski nuklearne. Tym razem sprawa była poważna, bo chociaż Kuba, podobnie jak Ukraina, była suwerennym państwem, które w związku z tym mogło przyjaźnić się, z kim tylko chciało i instalować na swoim terytorium takie uzbrojenie, jakie mu się żywnie podobało, to jednak Stany Zjednoczone nie mogły tolerować na Kubie broni, która mogłaby dosięgnąć znacznej części terytorium USA. Toteż prezydent Kennedy zarządził morską blokadę Kuby, a jednocześnie amerykańskie siły strategiczne zostały postawione w stan pogotowia na wypadek, gdyby sowieckie okręty, wiozące na Kubę broń jądrową i inne towary, nie zatrzymały się na rozkaz okrętów amerykańskich. Świat znalazł się na skraju nuklearnej Apokalipsy, ale tajniacy obydwu stron wynegocjowali kompromis, dzięki któremu pokój światowy został uratowany. Sowieci wycofali swoje rakiety z Kuby, w zamian za co Amerykanie wycofali swoje rakiety z Turcji, które wcześniej znalazły się tam w związku z prowadzoną przez USA polityką mocarstwową.

Warto przypomnieć, że mocarstwowość oznacza zdolność państwa do ustanawiania i egzekwowania swoich praw poza swoimi granicami. Egzekwowanie to dokonuje się albo przez podduszanie ekonomiczne, albo za pomocą siły zbrojnej, która oczywiście przechodzi do porządku nad suwerennością danego państwa. Dzięki temu zyskujemy pozór moralnego uzasadnienia, które potem pozwala na rozróżnienie, czy mieliśmy do czynienia z wojną sprawiedliwą, czy nie. Toteż nikomu, a zwłaszcza Senatowi USA, nie przyszło nawet do głowy, by w związku z inwazją w Zatoce Świń uznawać prezydenta Kennedyego za zbrodniarza wojennego. Przeciwnie – za sprawą odpowiedniego urabiania światowej opinii publicznej przez pierwszorzędnych fachowców od masowych nastrojów, prezydent Kennedy był powszechnie uważany za jasnego idola, podobnie jak dzisiaj – prezydent Zełeński.

Podobna sytuacja zaistniała w roku 2001, kiedy to po uderzeniu samolotów pasażerskich w Pentagon, wieże World Trade Center i w ziemię w Pensylwanii Stany Zjednoczone przyjęły doktrynę „ataku prewencyjnego”, przyznając sobie prawo „inwazji na dowolny kraj w dowolnym momencie”, jeśli tylko rząd amerykański uznałby, że z jakichś powodów byłoby to dla USA korzystne. We wrześniu 2002 roku Kongres USA stworzył pozory legalności w postaci rezolucji zezwalającej na użycie sił zbrojnych przeciwko Irakowi. Irak bowiem oskarżany był o posiadanie broni masowej zagłady, co potwierdzali liczni świadkowie, jako że już Rejent Milczek zauważył, że „nie brak świadków na tym świecie”. Prawdziwą przyczyną jednak było to, że Saddam Husjan zaczął się odgrażać, że w transakcjach eksportu ropy odejdzie od amerykańskiego dolara na rzecz euro lub japońskiego jena. Takiej zbrodni żaden miłujący pokój kraj nie mógł już tolerować. Toteż już od początku roku 2002, lotnictwo amerykańskie i brytyjskie, pod pretekstem ONZ-towskiej misji kontrolowania przestrzeni powietrznej Iraku, rozpoczęły nasilające się bombardowania, w celu zniszczenia irackiej obrony przeciwlotniczej. Te rajdy bombowe miały miejsce przed oficjalnym rozpoczęciem wojny na podstawie decyzji Kongresu 11 października 2002 roku. Oczywiście zarówno lotnictwo uderzeniowej koalicji, jak i odziały lądowe, starannie celowały w nieprzyjacielskich żołnierzy, unikając za wszelką cenę trafiania tamtejszych cywilów, a zwłaszcza dzieci. Wiarygodni świadkowie wielokrotnie widzieli, jak amerykańskie samoloty, w obawie przez skrzywdzeniem cywilów lub dzieci, wciągały z powrotem zrzucone już bomby oraz wystrzelone wcześniej pociski, dzięki czemu wszyscy myśleli, że żaden cywil podobno nie zginął.

Tak czy owak, sprawiedliwa wojna doprowadziła do obalenia Saddama Husajna, który nawet został przez niezawisły sąd skazany na śmierć przez powieszenie i powieszony, dzięki czemu nikomu już nie przychodziły do głowy pomysły, żeby dolar pozbawiać funkcji waluty światowej. Pewien kłopot sprawiała broń masowej zagłady, której z zagadkowych przyczyn nikt jakoś nie mógł znaleźć. Dopiero pan red. Bronisław Wildstein, nie ruszając się z Warszawy, wszystko wyjaśnił stwierdzając, że Saddam Husajn ukrył tę broń „w miejscach niemożliwych do wykrycia”.

Świat odetchnął z ulgą, chociaż w Iraku narastał chaos i przemoc, którego amerykańskie wojsko nie potrafiło opanować, aż wreszcie jesienią 2011 roku się wycofało do Kuwejtu, a wtedy się okazało, że mimo wspomnianych środków ostrożności, sami Amerykanie naliczyli aż 126 tysięcy zabitych cywilów, chociaż nie wiadomo, czy były wśród nich dzieci, czy ginęli wyłącznie cywile dorośli. Ale właśnie dlatego, że tak mało cywilów zginęło, prezydent Obama jesienią 2009 roku dostał pokojową Nagrodę Nobla, co pokazuje, że komitet noblowski tak samo miłuje pokój, jak prezydent Obama, który w tym czasie prowadził aż dwie wojny. Ale były to wojny o pokój, jako że każda wojna toczy się przecież o pokój – oczywiście z wyjątkiem wojen niesprawiedliwych, choćby takich, jaką na Ukrainie prowadzi zbrodniarz wojenny Putin – bo to jest wojna o wojnę. Toteż Putin żadnej pokojowej Nagrody Nobla nie dostanie, dzięki czemu jeszcze lepiej możemy się utwierdzić w podziale wojen na sprawiedliwe i niesprawiedliwe.

Myślę, że w takiej sytuacji również JE abp Stanisław Gądecki nie miałby najmniejszych wątpliwości, po czyjej stronie stanąć, co potępić, a co pochwalić, bo jak już padł rozkaz, że w ramach tresury wszyscy mamy wierzyć w to samo, to nie ma rady – wierzymy, albo przynajmniej udajemy, żeby sobie niepotrzebnie nie obciążać pamięci.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ukraina:Mniejszość etniczna Bułgarów również dotknięta masowym nękaniem

[Wstęp od Red. UME – www.Unser-mitteleuropa.com ] 

Nie od dziś wiadomo, że na Ukrainie mieszkają nie tylko Rosjanie, którzy cierpią tam przez rządy nazistowskich nacjonalistów; żyją tam również inne mniejszości etniczne, np. Węgrzy czy Bułgarzy - tych ostatnich jest nawet paręset tysięcy, z czego bardzo niewielu zachodnich Europejczyków zdaje sobie sprawę.

Niezależnie od aktualnej propagandy wojennej, która poraża nas wszystkich każdego dnia, chcemy dziś przedstawić Państwu artykuł, który ukazał się cztery lata temu w bułgarskim magazynie internetowym "Zora News". Wówczas stosunkowo dla nas mało istotny, jest z pewnością wart przeczytania obecnie, ponieważ sposób, w jaki Ukraińcy traktują inne grupy etniczne, jest niewątpliwie jedną z przyczyn obecnej sytuacji wojennej na Ukrainie. W przeciwieństwie bowiem do Węgier czy Bułgarii, Rosja jest już w stanie ochronić rosyjską ludność Ukrainy przed nacjonalistami i brygadami nazistów. 

Oto więc artykuł Mitko Shopova z 2017 r.:


ZAPOMNIANI BUŁGARZY NA UKRAINIE.


Od blisko czterech miesięcy, faszystowski rząd Ukrainy rozszerza – choć nieoficjalnie – politykę nienawiści, uprawianą dotąd w stosunku do rosyjskojęzycznej ludności Ługańska i Doniecka – na bułgarską mniejszość etniczną. Propagandowe klisze wypróbowanego już i sprawdzonego modelu „separatyzmu donieckiego i ługańskiego” są wykorzystywane do siania nienawiści wobec Bułgarów na całej Ukrainie, co może skłaniać również zwykłych Ukraińców do służby interesom i celom rządowej, oficjalnej propagandy antybułgarskiej. W tym też celu ponownie rozmieszcza się i u nas gangi budzącego postrach, nazistowskiego „Prawego Sektora”.

Należy pamiętać, że – mówiąc o mniejszości bułgarskiej na Ukrainie – mówimy o piątej co do wielkości grupie etnicznej, której skupiska koncentrują się głównie wokół Odessy (Besarabia) i na południe od Doniecka (Tawria), i nie jest to bynajmniej „204 574 osób”, jak oficjalnie podaje rząd ukraiński. 
Z nieoficjalnych statystyk naszej społeczności wiemy, że liczba Bułgarów na Ukrainie przekracza 600 tys. osób: jest to około 800 tys. według prof. GKKK Bozhidara Dimitrowa (należącego do naszej mniejszości). W samym regionie Odessy, który stał się areną ostatnich zamieszek antybułgarskich, mieszka więcej Bułgarów (około 200 tys.), niż w dowolnie wybranych dwóch, przeciętnie zaludnionych, regionach Bułgarii.

Aby zrozumieć powagę sytuacji społeczności bułgarskiej na Ukrainie, należy przypomnieć zarówno chronologię kluczowych wydarzeń, jak i niektóre fakty i tendencje, które niestety nie odgrywają żadnej roli w krajowym dyskursie o problemach naszych rodaków na Ukrainie.

Jak się niedawno okazało, w bułgarskie Święto Narodowe 3 marca, ukraińscy naziści zbezcześcili pomnik bułgarskich ochotników w Bolgradzie (w obwodzie odeskim). Pokryli go żółtą farbą, po czym napisali niebieską (kolory ukraińskiej flagi narodowej) obraźliwe wezwanie: „Koffier – Wokzał – Sofia !” („Walizka – Na kolej – I do Sofii !”).

Jak można się było spodziewać, media w naszej ojczyźnie doniosły o tym akcie wandalizmu, natomiast oficjalne władze Bułgarii stały z boku, jakby w roli obserwatora – dokładnie tak samo, jak w przypadku profanacji bułgarskiej flagi narodowej podczas wizyty prezydenta Plewnelijewa na Ukrainie, dwa lata temu.


⏩ Odwiedziny w szpitalu z zapowiedzią wrzucenia granatu ⏪

18 maja bież. roku, pan Wasilij Kaszcz [w oryginale raczej „Kaszczy”, ale że nie jest to w tekście jednoznaczne a bułgarskiego nie znam zupełnie, więc konsekwentnie spolszczyłem dla uproszczenia - przyp. tłumacza na polski], radny miasta Biełgorod-Dniestrowie, wiceprzewodniczący Związku Bułgarów na Ukrainie, został zaatakowany przez działaczy „Frontu Ludowego”: oblany „zelonką” (środek dezynfekcyjny o trudnym do zmycia, zielonym kolorze), pobity i wrzucony do śmietnika – za głosowanie przeciwko oddaniu naszej ziemi nieuznawanemu przez nas Patriarchatowi Ukraińskiemu, pod budowę cerkwi ukraińskiej. Na skutek tego napadu prawie oślepł i musiał przejść poważną operację.

W rozmowie z mediami, zaatakowany P. Kaszcz bronił społeczności bułgarskiej, oraz ujawnił prawdziwy cel zamieszek – asymilację [czytaj, na zasadzie „tak - tak, nie - nie”: ukrainizację - przyp. tłumacza] Bułgarów:

„Nazywają nas «separatystami». Dlaczego ? Bo nie malujemy naszych ogrodzeń na niebiesko i żółto ? [Nie], dlatego że bronimy naszego punktu widzenia. Od dawna żyję pod presją i szantażem, a podczas niedawnego pobytu w szpitalu otrzymywałem nawet bezpośrednie groźby. Przyszedł do mnie przedstawiciel Radykałów i zażądał, abym wycofał zeznania. Powiedział, że jeśli tego nie zrobię, on wrzuci granat na oddział szpitala, na którym się leczę. Ale ja się i tak nie poddam, bo moi przodkowie żyli na tej ziemi już 300 lat temu. Będę walczył dalej, bo jestem pewien swoich racji !” – powiedział z przekonaniem P. Kaszcz.

31 maja ponad 300 przedstawicieli społeczności bułgarskiej w Besarabii wyszło na ulice i zablokowało ruch samochodowy przed budynkiem Urzędu Miasta Biełgorod-Dniestrowie. Manifestacja była skierowana nie tylko przeciw pobiciu Kaszcza i profanacji pomników, ale także przeciwko legalizacji naruszeń integralności naszej grupy etnicznej.

Hasła „Poroszenko, Bułgarów nie ruszaj”, „Poroszenko, powstrzymaj radykałów”, „Radykalni oraz ci, którzy pobili Kaszcza – do więzienia !” – wyraźnie pokazały, czego domagają się Bułgarzy. Niezadowolenie i protesty besarabskich Bułgarów wynikają nie tylko z nowego projektu ustawy Kijowa o dobrowolnym zrzeszaniu się władz lokalnych. Opublikowany 30 kwietnia br. projekt ustawy o nowym podziale gruntów, z którym nie zgadzają się Bułgarzy, przewiduje dosłowne rozwiązanie gromad wiejskich w Besarabii. Są to jednostki duże, nawet jak na bułgarskie, krajowe standardy - żyje w nich wielu Bułgarów, poczynając od 2 000 - 4 000 mieszkańców.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, fundusze na szkoły, przedszkola i szpitale zostaną obcięte, a wiele naszych miejsc pracy zostanie utraconych. Bułgarzy na Ukrainie słusznie obawiają się, że w ten sposób rozpocznie się czystka etniczna. Zdają sobie sprawę, że robi się wszystko, aby nawet te nieliczne już prawa Bułgarom ukraińskim odebrać i całą grupę etniczną w Besarabii ostatecznie zlikwidować, w sensie prawno- administracyjnym. 

Cztery dni po pobiciu P. Kaszcza, szef Lokalnego Stowarzyszenia Bułgarów i zarazem poseł do Rady Najwyższej w Kijowie, P. Anton Kisse – podjął nieśmiałą próbę obrony swojego zastępcy Kaszcza. Na specjalnej konferencji prasowej 22 maja poinformował, że domaga się przeprosin od ukraińskich nacjonalistów za pobicie swego zastępcy oraz wezwał ukraińską służbę bezpieczeństwa do współpracy w zbadaniu okoliczności incydentu. Jeśli ten apel pozostanie bez echa – zapowiedział P. Kisse – on skontaktuje się w tej sprawie z Brukselą. Ponownie władze centralne w Bułgarii nie udzieliły mu żadnego wsparcia. Mówi się już, że na przestrzeni ostatnich lat nasi rodacy na Ukrainie całkowicie stracili zaufanie do bułgarskich władz. Dlaczego tak jest, wyjaśniam poniżej.

„Chcemy zbadać całą sytuację – na czym polegała wina Wasilija Kaszcza, czy on w ogóle jest winny ? Zaś działania tych aktywistów muszą być ocenione pod względem prawnym. Nie ma wątpliwości, że opinię publiczną trzeba uspokoić, bo tak dalej być nie może. P. Kaszcz został legalnie wybrany i wyrażał swoje zdanie swoje zgodnie z regulacjami prawa” – powiedział Kisse.

Dalej oświadczenie dep. Kisse wyjaśnia, że w żadnym razie nie można mówić o bułgarskim separatyzmie. Jednak oficjalne kanały informacyjne władz w Kijowie, w tym - strony internetowe, za pomocą propagandowych insynuacji, powoli i agresywnie formują już obraz nowego wroga publicznego Ukrainy: „bułgarskiego separatyzmu” !

„Wszędzie na Ukrainie mówi się już o separatyzmie besarabskim. Nawet ludzie z centralnej Ukrainy boją się już przyjeżdżać do naszych osiedli. Państwo [ukraińskie] nie robi obecnie nic w sprawie manipulacji n/t rzekomego zagrożenia ze strony bułgarskiego separatyzmu” – powiedział niedawno BGNES nasz rodak, Bułgar z Besarabii, który prosił o anonimowość – Kiedy ludzie słyszą o nas na Ukrainie, w wielu miejscach od razu mówią: O, to wy jesteście tymi separatystami – mówi nasz rodak.

W całej chronologii tych niefortunnych wydarzeń ani razu nie pojawia się żaden konkret n/t  „separatystów”. Nasi rodacy podejrzewają, że oskarżenia o separatyzm celowo kształtują opinię publiczną, przygotowując grunt pod asymilację [czyt.: ukrainizację] Bułgarów. 

Bułgarzy żyją w znacznym rozproszeniu na rozległym terytorium Ukrainy. Nie jesteśmy grupą etniczną tak liczną i zwartą terytorialnie, by móc domagać się autonomii, a tym bardziej secesji od Ukrainy, jak nasi  rosyjskojęzyczni bracia z Doniecka czy Ługańska. I to jest nasz problem, który ułatwia władzom w Kijowie manipulowanie własnym społeczeństwem.

Poza tym, organizacje i stowarzyszenia założone przez Bułgarów na Ukrainie nigdy nie stawiały sobie takich celów. Nie chcemy autonomii terytorialnej a tym bardziej secesji naszych regionów z Ukrainy; chcemy jedynie autonomii kulturalnej, by zachować bułgarską kulturę, język, obyczaje i naszą ortodoksyjną wiarę. 

Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje się umykać uwadze niektórych, co bardziej emocjonalnie nastawionych analityków, w bułgarskich kołach patriotycznych na Ukrainie. Wynika ona z braku jedności wśród naszych rodaków i braku silnych liderów – świadomych różnych niebezpieczeństw, zdolnych do prowadzenia walki w obronie interesu bułgarskiego na Ukrainie. 

Oto rewelacje P. Artema Buzilu zamieszczone na stronie internetowej ukraina.ru, w sprawie sytuacji besarabskich Bułgarów w Odessie. Relacjonujemy jego opinię przede wszystkim dlatego, że P. Artem Buzilu jest jednym z ojców-założycieli Besarabskiej Rady Ludowej. Założona w 2015 roku, organizacja ta ma na celu wspieranie mniejszości w obwodzie odeskim, w obronie ich praw.

Buzilou uważa, że już podczas pierwszego poważnego konfliktu narodowościowego w Besarabii, mogą wybuchnąć znaczne niepokoje etniczne:

„Nie tylko Bułgarzy w Besarabii, ale także Mołdawianie, Gagauzi, Lipowianie i staroobrzędowcy są w opozycji do władz w Kijowie. Wskazują na to wyniki wyborów powszechnych w 2014 r. i lokalnych w 2015 r., w których najwięcej głosów otrzymał „Blok opozycyjny” i inne ugrupowania lewicowe, przeciwne obecnemu rządowi centralnemu”. 

Główny problem polega jednak na tym, że te mniejszości narodowe nie mają silnych przywódców, a nawet bywają oni oportunistami, zwłaszcza gdy są pod presją, zajmując wtedy stanowisko zgodne z życzeniami władz w Kijowie. „[Nasi liderzy] od dawna obracają się we wszelkiego rodzaju strukturach władzy, dlatego często są skłonni iść na kompromis z rządem i domagać się od innych lojalności wobec reżimu” – mówi Bouzilou.


⏩ Konformizm ⏪

Nie ma wątpliwości, że precedensy, takie jak Wasilija Kaszcza, zdają się przeczyć twierdzeniom Bouzilou. Jednak zachowanie przewodniczącego Lokalnego Stowarzyszenia Bułgarów i posła do ukraińskiego parlamentu, P. Antona Kisse, na swój sposób potwierdza twierdzenia Buzilu.

Po tym, jak Kisse próbował publicznie odeprzeć ataki na społeczność bułgarską, niespodziewanie skonfrontował się z liderem „Prawego Sektora” w Odessie, Siergiejem Sternenko – który dosłownie oskarżył go o promocję międzynarodowego skandalu, który rzekomo wzmocnił antyukraińską postawę Rosji. Politolog Oleg Soskin, doradca byłego prezydenta Leonida Kuczmy, oskarżył całą bułgarską diasporę o separatyzm. Po czym, w duchu pośpiechu „walizkowo-dworcowego” – zaproponował deportację do Bułgarii prezesa Związku Bułgarów na Ukrainie, Antona Kisse !

Wszystko to najwyraźniej przestraszyło P. Kisse, który po prostu ustąpił: „Opinie dyskredytujące społeczność bułgarską na Ukrainie mają korzenie polityczne, ale to jest zadanie dla służb, które muszą wyjaśnić, kto za tym stoi”.

Oczywistym jest, że to dość niejednoznaczne stwierdzenie odwraca uwagę od sedna problemu. Co więcej, jest to swoisty dowód współpracy z oficjalną linią propagandową władz w Kijowie, dowód który nasuwa podejrzenia o rosyjską lub – nie daj Boże – bułgarską cichą ingerencję.

Rosja, obciążona obecnie wspieraniem ludności rosyjskojęzycznej w nieuznawanych przez Ukrainę republikach Doniecka i Ługańska, raczej nie pali się do podziału Ukrainy z pomocą rozsianych po niej społeczności Bułgarów. To fantasmagoria wymyślona przez szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wasilija Gricaka na konferencji o bezpieczeństwie państwa w Kijowie, w marcu br. – w celu uzasadnienia prześladowań Bułgarów.

Nie można też posądzać bułgarskich władz o podsycanie separatyzmu. Zwłaszcza, że słusznie można im zarzucić, iż całkowicie już porzucili rodaków za granicą. Jest niezaprzeczalnym faktem, że ani na pierwszą prowokację, ani na pobicie Wasilija Kaszcza, władze w Sofii i dyplomacja bułgarska nie zareagowały w sposób odpowiedzialny i właściwy.


⏩ Dyplomacja to sztylet w kieszeni ⏪

W imię niezrozumiałej - poza służalczością – poprawności politycznej i „euroatlantyckiej solidarności”, dyplomacja bułgarska ogłuszającym milczeniem daje świadectwo całkowitej obojętności wobec naszych rodaków na Ukrainie.

Zamiast stanowczego poparcia dla cierpiących prześladowania rodaków, usłyszeliśmy jedynie nieśmiałą i łagodną reakcję ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego Bułgarii na Ukrainie, P. Krasimira Minczewa, który „wyraził zaniepokojenie” zbezczeszczeniem pomnika wyzwolicieli w Bolgradzie i pobiciem Wasilija Kaszcza – z tym, że to démarche ambasadora miało miejsce nie – przed władzą centralną w Kijowie, ale – wobec przewodniczącego odeskiej administracji miejskiej, Maksyma Stiepanowa.

W związku z niedawnymi prowokacjami przeciwko naszym rodakom na Ukrainie, ambasador Ukrainy w Sofii, Nikoła Baltadzhiev (zwany przez Rumena Vodenicharova „Lügensack”, pierwotnie besarabski Bułgar), nie został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w celu złożenia wyjaśnień. Nie został nawet o nic zapytany, a nasi dyplomaci nie podnieśli nawet kwestii mobilizacji ukraińskich Bułgarów, których wysłano na wojnę w Donbasie jako mięso armatnie, gdzie zginęło już kilkudziesięciu z nich. 

Nawiasem mówiąc, odpowiedzi w tych kwestiach zostały udzielone już na samym początku konfliktu na Ukrainie, kiedy nasz premier Borysow zapytany, czy Bułgaria w jakikolwiek sposób interweniuje w obronie swoich rodaków tamże, odparł: „To ich [Ukrainy] obywatele, my moglibyśmy tylko przeszkadzać”. Stwierdzenie to stoi w ostrej sprzeczności z oburzeniem które powstało, gdy rosyjski prezydent Władimir Putin dyplomatycznie wspomniał, że „[już] listy przychodzą [do niego] z macedońskiej ziemi”. Ambasador Rosji został natychmiast wezwany do złożenia wyjaśnień, a nasz minister spraw zagranicznych i premier wygłosili oficjalne oświadczenia; wszystko to pod wzniosłym pretekstem „obrony interesów narodowych Bułgarii”. 

Miesiąc później, były mistrz świata w szachach i obecny członek rosyjskiej Dumy Anatolij Karpow oświadczył, że cyrylica pochodzi z Bizancjum. Paradoksalnie, arcymistrz Karpow odwiedził Bułgarię na oficjalne zaproszenie przywódcy „Ataku” V. Siderowa, który po prostu milczał na temat nowego konfliktu.

Oczywiście, że nie ma potrzeby uczyć każdego obywatela Rosji historii Bułgarii. Ale to, że od ponad miesiąca milczy się o prześladowaniach naszych braci z Besarabii, którzy przez wieki zachowywali nasz język i tożsamość narodową, jest nienormalne.


⏩ Wszystko zależy od Boga ⏪

Zamiast wygłosić oświadczenie w sprawie bułgarskiego problemu na Ukrainie i poprosić MSZ o wyjaśnienie braku jakiegokolwiek oficjalnego stanowiska, patrioci rządzącej koalicji nie okazują najmniejszej solidarności.

Prounijne skrzydło władz Ukrainy przymyka również oko na masową eksterminację rosyjskojęzycznych obywateli tego kraju, na różne szykany i asymilację mniejszości etnicznych na Ukrainie. Jednocześnie wmawia się nam, że nieludzko traktujemy uchodźców spoza Europy i zachęca się nas do przyjmowania coraz większej liczby imigrantów, z których większość to potencjalni terroryści.

Opowieści o wznoszeniu największej bułgarskiej flagi na wzgórzu, organizowaniu studniówek w strojach ludowych, odwiedzinach diaspory podczas Świąt, uczestniczeniu w uroczystościach z dudami – dają smutne wrażenie, że nasi rodacy na Ukrainie zostali po prostu osieroceni. 

Ukraina ich nie chce, zastrasza i terroryzuje; rząd bułgarski ich zawiódł, a nasza „ludowa nadzieja na władzę” – frakcja „Zednoczonych Patriotów”, która dąży do tej władzy od 28 lat – zdaje się dziś zapominać, co się z tą władzą robi, gdy już się ją ma.

Prezydent Poroszenko – coraz bardziej niewiarygodny nawet wśród własnego narodu, stawia na Ukrainie pomnik za pomnikiem, zawsze z „narodową troską”  – a jednocześnie hordy prawicowych ekstremistów przeprowadzają czystki wśród ludności rosyjskojęzycznej i innych mniejszości etnicznych. 

Najgorsze jednak jest to, że już nie widać dobrych perspektyw dla naszych ukraińskich rodaków, a po zniesieniu wiz dla Ukraińców do krajów UE – nie pozostaje im już nawet nadzieja na zbawienie, ale wyłącznie pewność nowej Kalwarii – puste gdakanie i wyludnianie się kraju, gdzie od stuleci żyli ich przodkowie, tak jak to stało się z młodymi Bułgarami w Ojczyźnie, a następnie z naszymi rodakami w Mołdawii.

Jednak ta historia mogłaby mieć szczęśliwe zakończenie. Bowiem żadna tyrania nie jest wieczna. Jak śpiewają w swojej piosence legendarni „Lube”: wszystko zależy od Boga, a bardzo mało od nas…
🌿 

(Tłumaczenie z jęz. bułgarskiego - Redakcja UME)

(Źródło: Unser-mitteleuropa.com , 25.03.2022 r. Tłumaczenie z jęz. niem. - Opera/Google Translator, redakcja i adjustacja stylist. przekładu z niem. na polski, oraz drobne, niezaznaczone w tekście skróty - KotŁomojski) 
file:///home/md/.cache/evolution/tmp/evolution-md-84xshr/Bulgaren-in-der-Ukraine.png 

Łomża: Publiczny Różaniec Wynagradzający 2. kwietnia

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:

Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną

Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie

Jasnogórskich Ślubów Narodu

_____________________________________________________________________________

Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na

Publiczny Różaniec WYNAGRADZAJĄCY

Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej

2. kwietnia 2022 r. o godz.17:00

w Łomży na Starym Rynku

i toczymy duchową bitwę o Polskę

bez publicznej obrazy Boga i Matki

i POKÓJ BOŻY w sercach ludzi i świecie

Zaczynamy o 16:45 Koronką do Miłosierdzia Bożego

za braci błądzących i dusze w czyśćcu cierpiące

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę

DOŁĄCZ: http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/

Dr. Zbigniew Martyka: Po dwóch latach nadszedł koniec „2-tygodniowych” restrykcji…

http://zbigniew.martyka.eu/2022/03/28/po-2-latach-nadszedl-koniec-2-tygodniowych-restrykcji/

Dr. Zbigniew Martyka

Dwa lata ograniczeń. 2 lata nakazów i zakazów, nie mających żadnej podstawy naukowej. 2 lata działania wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. 2 lata ignorowania wyników badań naukowych dokumentujących całkowity bezsens podejmowanych działań. 2 lata paraliżu służby zdrowia.

Być może z perspektywy czasu kiedyś uśmiechnęlibyśmy się na wspomnienie, jak łatwo społeczeństwo dało się zmanipulować, wierzyło, że kawałek bawełnianego materiału uchroni przed zakażeniem, utrzymywanie metrowej odległości podczas spaceru męża z żoną pozwoli zatrzymać rozwój zakażeń, a lasy są siedliskiem niebezpiecznego wirusa i dlatego należało je zamknąć.

Byłoby to naprawdę całkiem zabawne, gdyby nie prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. W ciągu 2 lat podejmowania przez władze, przy poklasku dużej liczby skompromitowanych już dzisiaj przedstawicieli służby zdrowia, absurdalnych działań, 200 tysięcy ludzi zakończyło przedwcześnie życie.

To nie była sytuacja nie do przewidzenia. W maju 2020 roku ostrzegałem, że że wprowadzając obostrzenia w imię redukcji zgonów zwiększy się ilość zgonów kilkakrotnie bardziej, niż gdyby nic nie zrobiono. Tego typu głosy były całkowicie ignorowane przez władze. Dzisiaj niestety mamy tego efekty.

Do tego dochodzą jeszcze długofalowe skutki izolacji – wystarczy wspomnieć choćby wzrost depresji czy samobójstw. Szczególnie bulwersujące było zamknięcie szkół. Rok temu znany psycholog Mateusz Grzesiak apelował o otwarcie szkół uzasadniając, że edukacja zdalna krzywdzi dzieci pod bardzo wieloma kątami. Tego typu apele również zostały zignorowane. Co więcej, wiceminister edukacji Tomasz Rzymkowski w wypowiedzi dla Polskiego Radia przyznał, że wprawdzie szkoły nie są punktem zapalnym, ale sanepid nie nadążał z wystawianiem skierowań na kwarantannę wobec uczniów i ich rodzin, zatem – aby uniknąć paraliżu urzędu – należało podjąć decyzję o zamknięciu szkół. Więc, zgodnie z logiką naszego państwa – nie liczy się dobro dzieci, ważne jest dobro urzędu.

Dzisiaj znoszone zostają prawie wszystkie ograniczenia. Daje to ogromną szansę, że wreszcie, jako służba zdrowia, zaczniemy ratować ludzkie życie, zamiast odsyłać potrzebujących pacjentów na izolację domową do czasu gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Być może wreszcie zakończy swoje istnienie patologiczna instytucja „teleporad” i zgadywanie diagnozy zamiast przeprowadzenia fizykalnego badania. Szokujące jest natomiast, że wyczekiwane od tak dawna znoszenie restrykcji odbywa się przy akompaniamencie zawodzenia załamanych „ekspertów” covidowych. Ciężko uwierzyć, iż ludzie którzy od długiego czasu ignorowali wyniki badań naukowych popierając niedorzeczne i skompromitowane rozwiązania, nie zreflektowali się aż do samego końca, nawet widząc ogrom nieszczęścia, jakie wywołało ich działanie. Przypomnę, że jeszcze kilka miesięcy temu najbardziej medialni „fachowcy” podjęli jeszcze jedną, rozpaczliwą próbę zastraszenia społeczeństwa, które w coraz większym procencie ignorowało oficjalną narrację. W listopadzie ubiegłego roku w wywiadzie dla portalu NaTemat prof. Andrzej Matyja, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej straszył, że będziemy mieli szczyt pogrzebów i zamiast świętować z najbliższymi, będziemy chodzić na pogrzeby. Miesiąc później były szef Rady Medycznej przy Premierze, prof. Andrzej Horban w rozmowie z „Rzeczpospolitą” kreślił wizje nadciągającego tsunami oraz twierdził, że zabraknie nawet stadionów (na szpitale tymczasowe). W styczniu tego roku w programie „Newsroom WP” Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych Michał Sutkowski twierdził, że kroczymy drogą śmierci i zapowiadał armagedon. Tsunami i armagedon „prorokował” też ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, dr Paweł Grzesiowski w styczniowej rozmowie z Radiem Zet.

Z tych prognoz nie zostało oczywiście nic (czyli ile były one warte). Trudno było się spodziewać czegoś innego, mając w pamięci poprzednie „prognozy” – np. słynną już gwarancję prof. Horbana, że zaszczepieni nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni.

Od dzisiaj nie ma nakazu używania masek w przestrzeniach zamkniętych. O bezskuteczności zasłaniania ust i nosa pisałem już tyle razy, posiłkując się wynikami badań naukowych, że nie ma sensu się powtarzać. Warto natomiast pochylić się nad rzadziej wspominanym i analizowanym obostrzeniem, jakim była tzw. kwarantanna graniczna. To, że nie ma ona żadnego naukowego uzasadnienia, wiedzieliśmy praktycznie od początku. W lipcu 2020 roku „The Lancet” opublikował jednoznaczne badanie na ten temat. Natomiast proszę zauważyć, co się dzieje na naszej granicy z Ukrainą.

Od miesiąca do Polski wjechało 2 miliony osób – bez testów, kwarantanny, masek i dystansu. Wykres poniżej obrazuje wzrost [zmianę] liczby nowych przypadków od 24 lutego do dnia dzisiejszego (zielone odcięcie).

Jak Państwo widzicie, brak kwarantanny granicznej ani jakichkolwiek innych obostrzeń nie wpłynął w żaden sposób na liczbę zachorowań. Podobnie zresztą, jak wszelkie inne ograniczenia w podróżowaniu – co zresztą zauważyła nawet sama Światowa Organizacja Zdrowia.

Proszę równocześnie nie myśleć, że nie będziemy mieli do czynienia ze wzrostem zachorowań. Infekcje dróg oddechowych wywołane przez wirusy z grupy korona, mają zwykle swoje apogeum w kwietniu – i nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdybyśmy w tym właśnie okresie zaobserwowali wzrost zachorowań.

Oczywiście jest to ściśle powiązane z sezonowością i nie ma nic wspólnego ze zniesieniem ograniczeń (których i tak mało kto przestrzegał) czy sytuacją na naszej wschodniej granicy.

Dla nas jednak najważniejsza jest zmiana w służbie zdrowia. Warunkiem koniecznym powrotu do normalności oraz ratowania jak największej ilości żyć jest natychmiastowe zakończenie wszelkich zmian, jakie zostały wprowadzone 2 lata temu, gdy pod pretekstem walki z koronawirusem przestało się liczyć ludzkie życie. Pamiętacie Państwo wytyczne Ministerstwa Zdrowia w temacie udzielania pierwszej pomocy? Już dzieci w szkołach średnich są uczone, że przy zatrzymaniu krążenia niezbędny jest masaż serca i sztuczne oddychanie.

Wg Ministerstwa Zdrowia ważniejsze jest… założenie nieprzytomnemu maseczki!

Istnieje ogromna szansa, że sytuacja dla wszystkich Państwa zmieni się na lepszą. Kilka dni temu Minister Zdrowia Adam Niedzielski opublikował stanowisko Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w sprawie zasad hospitalizacji chorych z Covid-19 z dnia 17 marca 2022 roku. Towarzystwo zaleca, aby na oddziały zakaźne przyjmowani byli jedynie ci pacjenci, którzy są rzeczywiście objawowo chorzy na COVID-19, aby wyeliminować sytuację, że np. chory ze złamaną nogą czeka na oddziale zakaźnym na negatywny wynik testu, żeby można było rozpocząć docelowe leczenie. Wygląda więc na to, że zaczyna wracać normalność. Marną satysfakcją dla mnie jest tutaj fakt, że o taką zmianę apelowałem już od 2020 roku. Wtedy Towarzystwo nie dostrzegało, że ludzie umierają, a skupiło się na nieudolnych próbami dyskredytowania lekarzy, którzy w konkretny i merytoryczny sposób udowadniają im błędy w ich stanowisku.

Jak pisałem na wstępie – po latach moglibyśmy się z tego wszystkiego śmiać. Moglibyśmy, gdyby nie prawie 200 tysięcy ludzi, Polaków, którzy mogliby dzisiaj cieszyć się życiem, a rodziny ich obecnością. I za to zdecydowanie muszą ponieść odpowiedzialność wszyscy, którzy przyczynili się do obecnej sytuacji, działając na ślepo, ignorując badania naukowe i jakiekolwiek próby polemiki.

Musicie mieć Państwo świadomość, że nadchodząca normalność byłaby jeszcze daleko, gdyby nie bezkompromisowe działania wielu osób.

Ogromna wdzięczność dla:

  • dr n. med. Piotra Witczaka – wykonał tytaniczną pracę zbierając w jednym miejscu prace naukowe i wyniki badań dotyczących skuteczności szczepień, lockdownu, maskowania i innych ograniczeń
  • dr n. med Pawła Basiukiewicza – za bezkompromisową walkę z covidowymi absurdami w służbie zdrowia
  • dr Włodzimierza Bodnara – dzięki niemu i odpowiednio wcześnie zastosowanej terapii wiele osób uniknęło ciężkiego stanu choroby
  • mec. Piotra Schramma – za niezłomne wytykanie absurdów prawnych oraz faktycznych całej covidowej sytuacji
  • Jana Pospieszalskiego – to dzięki niemu miliony osób poznały inny punkt widzenia, niż rządowy – bez Ciebie nie wiedzielibyśmy, że wg prof. Horbana „trudno się dyskutuje z płaskoziemcami (choć mają rację)”
  • dr Mariusza Błochowiaka – prezesa Fundacji Ordo Medicus – wytrwale publikującego wszelkie kłamstwa, jakimi karmiono nas publicznie, dokumentującego zeznania wielu autorytetów ujawniających manipulacje „covidowe” (opracował 4 tomy książki „Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy”)
  • dr Marka Sobolewskiego – dzięki niemu mamy czarno na białym matematyczną zależność między liczbą zaszczepionych, wprowadzanym obostrzeniami itp. – a liczbą wykrytych przypadków zakażeń
  • mec. Arkadiusza Teteli, Joanny Botiuk, Katarzyny Tarnawa-Gwóźdź – za walkę w obronie niesłusznie oskarżanych, niepokornych obywateli
  • Krzysztofa Szczawińskiego – za trafne modele rozwoju epidemii, które (w przeciwieństwie do tych oficjalnych), w zdecydowanej większości się sprawdzały
  • prof. Ryszarda Rutkowskiego – za bezkompromisową walkę o prawdę poprzez ukazywanie nonsensów oficjalnej narracji
  • Rafałowi Piechowi, Prezydentowi Siemianowic Śląskich, liderowi ruchu „Polska Jest Jedna” – za niestrudzoną walkę o prawdę, za obronę i prawdziwą troskę o ludzi

i wielu, wielu innych, których ciężko tutaj wymienić z imienia i nazwiska, a bez których nie mielibyśmy dzisiaj tego święta.

Zełeński: „Stepan Bandera jest fajny”.

Jacek Boki 27 marca 2022, https://kresywekrwi.neon24.info/post/167388,stepan-bandera-jest-fajny

A oto zaledwie tylko kilka przykładów życiowych osiągnięć fajnego Stepana i jego równie fajnych druhów z OUN-UPA na niwie działalności na rzecz niepodległej samostijnej.

Zełenski: „Stepan Bandera jest fajny! https://youtu.be/uW4cyoC2dR0

To słowa obecnego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego wypowiedziane na temat osoby przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnego za bestialskie ludobójstwo prawie pół miliona Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, oraz na obecnych ziemiach kresowych południowo – wschodniej Polski, a także za śmierć ponad 150 tysięcy Żydów, wymordowanych przez ukraińską policję pomocniczą w służbie III Rzeszy, bandy UPA i SS Galizien.

I w tychże słowach wypowiedzianych przez prezydenta Ukrainy, nie byłoby raczej nic zaskakującego, gdyby nie to, że Wołodymyr Zełeński sam jest… Żydem. I człowiek ten czyni to zupełnie świadomie, gloryfikując jednego z największych zwyrodniałych morderców swojego własnego narodu i wielu innych potworów z OUN – UPA, SS Galizien i wielu innych ukraińskich formacji zagłady w służbie Adolfa Hitlera. 

Co więcej ten sam Wołodymyr Zełeński, jest autorem rasistowskich dekretów wymierzonych w mniejszość rosyjską, zamieszkałą od wieków na ziemiach Ukrainnych, na których stanowili ludność rdzenną od zawsze, oraz tych Ukraińców, mających korzenie słowiańskie. Ten sam człowiek patronuje osobiście neonazistowskim batalionom Ukraińskim, które pacyfikowały przez osiem lat Donbas, a dziś używają cywilnej ludności takich miast jak Mariupol i wielu innych, jako żywych tarcz w walce z rosyjską armią. Prezydent obecnego państwa ukraińskiego zupełnie jawnie identyfikuje się z ideologią, symboliką i czynami ukraińskich nazistów, czego jak widać na powyższym filmie nawet nie stara się ukrywać. Jak widać nie przeszkadza mu to zarazem wcale, w oskarżaniu Rosjan o… antysemityzm, polegający na rzekomym zbombardowaniu przez nich miejsca pamięci Żydów zamordowanych przez Niemców i Ukraiński batalion SS Nachtigall pod dowództwem Romana Szuchewycza w Babim Jarze pod Kijowem 29 września 1041 roku. Hipokryzja i zakłamanie tego człowieka, nie ma żadnych granic. Dlatego zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że są w Polsce ludzie, którzy wierzą w wypowiadane przez tego notorycznego kłamcę, deklaracje, za którymi nie idą nigdy żadne realne fakty, przyjmując bez sprawdzania ordynarne kłamstwa, za objawioną prawdę.

J.B. – 26 Marzec 2022 r.    

A oto zaledwie tylko kilka przykładów życiowych osiągnięć fajnego Stepana i jego równie fajnych druhów z OUN-UPA na niwie działalności na rzecz niepodległej samostijnej.

Lwów pogromy ludności żydowskiej w czasie trwania tzw. ,,Dni Petlury” – (30 czerwca–2 lipca 1941 i 25–27 lipca 1941)

Ukraińscy ochotnicy do SS

Lwów pogromy ludności żydowskiej w czasie trwania tzw. ,,Dni Petlury” – (30 czerwca–2 lipca 1941 i 25–27 lipca 1941)

Ukraińscy ochotnicy do SS Galizien

Całość tutaj:

http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/03/stepan-bandera-jest-fajny.html

Skład rządu fachowców

Joanna M.Wiórkiewicz , 29 marca 2022, https://niemcy.neon24.info/post/167401,sklad-rzadu-fachowcow

To zrozumiałe, że każdy nowy przywódca dobiera sobie swoich ludzi w rządzie według własnych upodobań, a szczególnie znajomości.

Nie inaczej postąpił Wołodymir Zeleński.

Rząd Ukrainy  to w pierwszej kolejności:

– Prezydent Wołodymir Zeleński  – komik

– Szef  Kancelarii  Prezydenckiej, Andrij Jermak – producent filmowy

– Szef Urzędu Prezydenckiego, Andrij Bodin , prawnik w branży rozrywkowej 

– najwyższy doradca polityczny rządu, Sergiej Szeffey, autor komediowy

-wiceszef SBU (Służba Bezpieki Ukrainy) – Iwan Bakanow, przedtem dyrektor spółki produkcyjnej filmów komediowych

-szef doradców Narodowego Komitetu Obrony, Sergiej Siwoko , komik, partner w karierze komediowej Zeleńskiego.
Serio. 

To nie żarty.
Show must go on!
Nie słyszałam jednak, żeby Ronaldowi Reaganowi pomagali w rządzeniu kumple z Hollywood. Wtedy to były inne czasy. Poważniejsze.

Bio-Biden i historia amerykańskiego zaangażowania w laboratoria na Ukrainie

https://www.bibula.com/?p=132637

Jeśli oprzemy się na dostępnych źródłach oraz dokumentach, które wyciekły, możemy z grubsza poznać zaangażowanie amerykańskich elit politycznych w wojskową działalność biologiczną na Ukrainie. Poniżej przedstawiamy próbę odtworzenia chronologii tego zaangażowania, choć nie jest to próba wyczerpująca. W tym prawdziwie diabolicznym planie jest wiele luk, które trzeba jeszcze uzupełnić.

1991 – USA uruchamiają program Nunn-Lugar, skierowany dla krajów byłego Związku Radzieckiego, mający na celu kontrolę/likwidację radzieckiej broni masowego rażenia, w tym broni biologicznej. Głównym wykonawcą programu została Agencja Obrony przed Zagrożeniami (DTRA), należąca do Pentagonu.

1993 – podpisanie umowy między Ukrainą a USA o zapobieganiu rozprzestrzeniania broni masowego rażenia.

2005 – podpisanie dodatkowego protokołu do umowy między ukraińskim Ministerstwem Zdrowia a DTRA o zapobieganiu rozprzestrzeniania technologii, patogenów i know-how, które mogą być wykorzystane do opracowania broni biologicznej. Jest to początek procesu przekazywania ukraińskiego wojskowego potencjału biologicznego w ręce specjalistów amerykańskich.

Lata 2000 – duże amerykańskie przedsiębiorstwa wojskowo-przemysłowe są zaangażowane w wojskową działalność biologiczną na Ukrainie.

2005-2014 – Black & Veatch Special Projects, kontrahent DTRA, buduje i modernizuje 8 bio-laboratoriów na Ukrainie, zamiast likwidować wojskową infrastrukturę biologiczną, jak pierwotnie ustalono. Jeden z tych obiektów, bio-laboratorium w Odessie, jest finansowany od 2011 roku w celu badania „patogenów, które mogą być wykorzystane w atakach bioterrorystycznych”.

2007 – pracownik Departamentu Obrony USA Nathan Wolfe zakłada Global Viral Forecasting Institute (później Global Viral), firmę biomedyczną. Misją statutową są niekomercyjne badania nad infekcjami transgranicznymi, w tym w Chinach.

2009 –   Pasierb byłego sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego, Christopher Heinz, oraz syn urzędującego prezydenta USA Joe Bidena, Hunter Biden zostaje zakładają Rosemont Seneca Partners.

2014 – Antykonstytucyjny zamach stanu na Ukrainie.

2014 – Hunter Biden dołącza do zarządu Burisma Holdings, ukraińskiej firmy energetycznej.

2014 – Metabiota, prywatna organizacja komercyjna specjalizująca się w badaniu zagrożeń pandemicznych, zostaje odłączona od Global Viral. Neil Callahan i John DeLoche, pracownicy należącej do Huntera Bidena firmy Rosemont Seneca Partners, zostają powołani do zarządu Metabioty. Global Viral i Metabiota zaczynają otrzymywać fundusze z Departamentu Obrony USA.

2014 – Metabiota wykazuje zainteresowanie Ukrainą i zaprasza Huntera Bidena, aby „zapewnić kulturową i ekonomiczną niezależność Ukrainy od Rosji”.

2014 – Metabiota i Burisma Holdings rozpoczynają współpracę nad nieznanym z nazwy „projektem naukowym na Ukrainie”.

2014 – Metabiota, Global Viral i Black & Veatch Special Projects rozpoczynają pełną współpracę w ramach programów Departamentu Obrony USA.

2014-2016 – Realizacja kontraktów Metabiota i Departamentu Obrony USA, w tym projektu na Ukrainie o wartości 300 000 USD.

2016 – obywatelka USA, Ulana Nadia Suprun, potomkini ukraińskich nazistów, zostaje mianowana p.o. ministra zdrowia Ukrainy. Program współpracy Departamentu Obrony Narodowej USA i Ministerstwa Zdrowia Ukrainy zostaje znacznie rozszerzony.

2016 – wybuch epidemii świńskiej grypy wśród pracowników ukraińskiego Ministerstwa Obrony pilnujących bio-laboratorium w Charkowie na Ukrainie; 20 osób nie żyje. Incydent zostaje zatuszowany.

2016 – były asystent sekretarza obrony USA Andrew Weber zostaje mianowany szefem działu globalnego partnerstwa firmy Metabiota.

2016 – EcoHealth Alliance, organizacja założyciela Global Viral, Nathana Wolfe’a, zostaje zaangażowana w badania nad koronawirusami przenoszonymi przez nietoperze w ośrodku badawczym w laboratorium w Wuhan, w Chinach.

2016 – DTRA i ukraińskie Ministerstwo Zdrowia przedłużają umowę po uzyskaniu zgody ukraińskiego Ministerstwa Obrony.

2019 – Pandemia zmutowanego koronawirusa nietoperzy COVID-19 rozpoczyna się od wybuchu epidemii w Wuhan.

24 lutego 2022 r. – rozpoczęcie operacji specjalnej armii rosyjskiej na Ukrainie.

24-25 lutego 2022 r. – szybka eliminacja szczepów w bio-laboratoriach na Ukrainie.

8 marca 2022 r. – podsekretarz stanu USA  Victoria Nuland otwarcie potwierdza istnienie współpracy między USA a Ukrainą w zakresie patogenów.

Maria Zacharowa

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: TheSaker (March 27, 2022) – „Opinion by María Zakharova: BioBiden”

Władcy propagandy wymuszają, by popadać w jakąś chorą paranoję. Bardzo brak Prymasa Tysiąclecia.

[a czy jest „zdrowa paranoja”?? MD]

Mail: Wyższy stopień niezrozumienia sytuacji (i socjotechniki) .Bardzo brak Prymasa Tysiąclecia.

Pomoc pomocą ale zaczynamy popadać w jakąś chorą paranoję. Nagle są miejsca w szpitalach, gumowy budżet rozszerzył się o kolejny „x+”, darmowy transport, brak kolejek do lekarzy a na grupach wystarczy dodać magiczne „z Ukrainy” i okazuje się, że można dostać nawet drapak dla kota i paczkę żwiru. 

Stop. 

Żeby nie było – mam wielu znajomych zza Buga ale do cholery nie zachowujcie się, jakbyśmy im byli cokolwiek winni. Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie. I nie mówię tu tylko o Wołyniu, ale niech dotrze do Ciebie, że mieszkańcy tego kraju, którym wy teraz wysyłacie wszystko jak leci, robicie zbiórki, przywozicie pod swój dach rok 2019   ustanowili  rokiem BANDERY. 

W 2019 r. w Kijowie, nad którym tak teraz płaczecie, kilka tysięcy Ukraińców maszerowało pod czerwono – czarnymi sztandarami wykrzykując hasła, w rytm których polskie dzieci przybijane były gwoździami do drzwi stodół. Nie pokazali w TV? Niebywałe! 

Kraj, który dziś płacze i skomle o naszą pomoc jeszcze 3 lata temu świętował 110 rocznicę urodzin kogoś, kto nie zasługuje nawet na miano człowieka. Nie odrabiacie lekcji a to się boleśnie kończy. Tak się traci tożsamość narodową, tak się znika z map świata. 

Tydzień walki dzielnych Ukraińców z najeźdźcą, nie umniejszam. Jednak  ilu z was 1 sierpnia wróciło myślami do dzieciaków, które w czasie Powstania Warszawskiego wysłano z patykami na czołgi? Przystanąłeś choć na minutę dla uczczenia ich pamięci? Wiesz jak długo trwało Powstanie? Bili się 63 dni !!! Na oczach całego świata, bez zrzutek, pomocy cywilom, bez transportów militarnych. 

Ilu z was 1 września wywiesiło biało – czerwoną flagę wspominając polskie dzieciaki, które nie poszły do szkoły, za to obudziły się w piekle na ziemi? 

Wyspa węży? To już kanon, nowy wymiar bohaterstwa. Wzór absurdu, niedorzeczności, zakłamania! 

Pamiętasz jeszcze chłopaków z Westerplatte? 

Pamiętasz obrońców Wizny? Wyobrażasz sobie, że maksymalnie 700 żołnierzy przez 3 dni mogło stawić opór ponad 40 tysięcznej armii, 350 czołgom i ponad 650 moździerzom? Leonidas i jego 300 Spartan mogłoby się sporo nauczyć od dowódcy odcinka Wizna. Nazywał się Raginis, kapitan Władysław Raginis. 

Ilu z was choć przez sekundę 17 września pomyślało co czuli wasi rówieśnicy, którym armia sowiecka wbiła nóż w plecy? Wiesz co się stało 17 września?

A to, że Zelenski jako prezydent kraju nie opuścił go zaraz po „inwazji”? Też rewelacja!  To powinno być oczywiste dla każdego mężczyzny znającego pojęcie honoru. Twój chłopak mówił, że w razie czego wsiadacie w pierwszy samolot do UK? Dobrze wybrałaś, możesz się przy nim czuć bezpiecznie. 

Z drugiej jednak strony pomyśl, jakie jaja musiał mieć człowiek, który na własne życzenie dał złapać się i umieścić w obozie koncentracyjnym tylko po to, by udowodnić zachodowi do jakiego bestialstwa dochodzi w Auschwitz. Jakie jaja trzeba mieć by w obozie śmieci zorganizować ruch oporu i uciec by osobiście przedstawić ten horror aliantom! Był taki, nazywał się Pilecki, rotmistrz Witold Pilecki. Jeden z pięciu najodważniejszych ludzi na świecie, skazany po wojnie przez ubecje. Po pokazowym procesie zastrzelony strzałem w tył głowy w kaźni przy Rakowieckiej w Warszawie. Do dziś nie odnaleziono miejsca pochówku.

1 marca było jego święto, jego i jemu podobnych – ludzi, którzy nie pogodzili się z wynikiem zakończenia wojny i w okupowanej przez sowietow Polsce opuścili swe rodziny, by z lasu prowadzić walkę o niepodległość. Wywiesiłeś może nakładkę z biało – czerwoną flagą?

A może motyw wilka? Nie? Dlaczego? W TVN śmiali się z Żołnierzy Wyklętych, a więc uwierzyłeś, że byli źli, tak? Wiesz w ogóle kim był Lalek? Ostatni Wyklęty zastrzelony w obławie NKWD w 1963r, osiem lat po wojnie. Wachmistrz Józef Franczak nigdy nie przestał walczyć.

Słyszałeś o 316 polskich chłopakach, którzy pod osłoną nocy od 16 lutego 1941r zrzucani przez RAF na tereny okupowanej Polski – wrócili by walczyć? Wiesz kim byli Cichociemni? 4 marca zmarł ostatni z nich, nazywał się Aleksander Tarnawski, major Aleksander Tarnawski. Jasne, że nie słyszałeś, polskie media mają ważniejsze tematy. 

Żeby nie było, ja nie mówię żeby nie pomagać. Mówię by otworzyć oczy bo wywieszane napisy:  „jesteście u siebie” są przerażające. Nie są u siebie, nigdy nie będą.  Dając im za dużo możemy kiedyś tego słono pożałować. 

I jeszcze jedno. Należysz do dumnego narodu, pochodzisz z ziemi, która wydała na świat więcej bohaterów niż cała postępowa Europa razem wzięta. 

Nie zapominaj, nie depcz historii, patrz szerzej.

Komentarz:

Pochodzę z dumnego narodu, jestem dumna z moich przodków. I dlatego pomagam. Pomagam tak, jak chciałabym, by pomagano Powstańcom. Pomagam tak, aby pokazać, że można. Pomagam z myślą o pomordowanych na Wołyniu, jako zadośćuczynienie za Ich krzywdy i cierpienia. Aby ich krzywda nie obrosła w nienawiść, ale w godność, w honor. Aby nienawiść, która była podłożem Ich nieszczęść przekuć w miłość. Aby „miłuj nieprzyjaciół” ziściło się na naszych oczach.

Budzić niechęć do przybyszów? Czy WŁAŚNIE O TO IM CHODZI ???

Szanowny Panie Profesorze,

dzisiaj znajduję kolejną informację o kolejnych przywilejach dla Ukraińców w Polsce:
 „Piontkowski: przewidujemy dotację na dziecko ukraińskie w przedszkolu,  prawdopodobnie ok. 5 tys. zł”
https://nczas.com/2022/03/28/piontkowski-przewidujemy-dotacje-na-dziecko-ukrainskie-w-przedszkolu-prawdopodobnie-ok-5-tys-zl/ )

Czyli przedszkolom nie będzie opłacało się zajmować „jakimiś-tam polskimi dziećmi”; zastosowano sprawdzony już w trakcie tzw. „pandemii” schemat korupcji dopłatami (wtedy „kowidowymi” — powodującymi, że nie warto było szpitalom zajmować się pacjentami innymi, niż „kowidowi”).
Nie jest możliwe, aby rządzący nie zdawali sobie sprawy, że niezawodnie będzie to budzić niechęć do przybyszów. Z tego prosty, samonasuwający się wniosek, że WŁAŚNIE O TO IM CHODZI.
Dlaczego jednak miałoby o to im chodzić? Otóż przypomnijmy, jak przekonano zachodnią opinię publiczną, aby przestała interesować się zdradzoną i sprzedaną Polską, dając im jednocześnie coś w rodzaju „samorozgrzeszenia” dla tej zdrady; zorganizowano prowokację kielecką, która przekonała zachodnią opinię, że „tych dzikich Polaków lepiej oddać pod kontrolę nawet takich komunistów, bo zostawić ich na swobodzie, to przecież niepodobna”.

Otóż nieodparcie można odnieść wrażenie, że (nie)rząd warszawski zmierza do urządzenia „Prowokacji Kieleckiej bis” — ale takiej od razu w skali całego kraju. Znaczy: za pewien czas, zrozpaczeni coraz większym niedostatkiem Polacy — niedostatkiem, który niechybnie nastąpi w efekcie wzrostu opodatkowania i inflacji — zaczną bardzo nerwowo reagować wręcz na dźwięk języka ukraińskiego. Czemu w sumie nie można będzie się dziwić.
A czemu aż taka skala prowokacja tym razem? A bo i stawka znacznie wyższa, skoro chodzi o zbudowanie „Polin” z połączonych Polski i Ukrainy. Tak więc trzeba mieć pewność, że to na pewno nastąpi — i to „najlepiej” w wielu miejscach naraz.
Co Pan sądzi o takiej hipotezie? Czy nie wygląda to (niestety) wysoce prawdopodobnie?
Uszanowanie, ZB

Mieli dostać dwa tygodnie na opuszczenie Domu Dziecka. Po to, by zwolnić miejsce dla dzieci z Ukrainy…

https://nczas.com/2022/03/28/mieli-dostac-dwa-tygodnie-na-opuszczenie-domu-dziecka-po-to-by-zwolnic-miejsce-dla-dzieci-z-ukrainy/
Wychowankowie domu dziecka po ukończeniu 18. roku życia mają dostawać dwa tygodnie na opuszczenie placówki. Po to, by zwolnić miejsce dla dzieci z Ukrainy. Dotychczas mogli w domu dziecka przebywać do czasu ukończenia nauki. „Jeżeli to zjawisko ma szerszą skalę, w żadnym razie nie sprzyja dobrej integracji” – komentuje Łukasz Warzecha, który stara ustalić się, czy to pojedyncze przypadki, czy działanie na szerszą skalę.

O nienaturalnych sytuacjach donoszą dwa różne źródła – dziennikarz Łukasz Warzecha oraz Kinga Szostko z Gdyni, która ostatnio zasłynęła z organizowania dużej pomocy dla uchodźców z Ukrainy.

O Szostko „Dziennik Bałtycki” pisał niedawno tak: „W ramach Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają zgromadziła wokół siebie gigantyczne grono pomagaczy, skoordynowała wysyłkę gigantycznej pomocy rzeczowej, zorganizowała i uruchomiła ogromny magazyn przeładunkowy w Przemyślu, skąd ruszają kolejne transporty”. O pomocy ze strony Szostko pisały także inne duże media.

Szostko od kilku lat pomaga także w domach dziecka. W mediach społecznościowych ujawniła (potem informację usunęła, wyjaśniła też, dlaczego to zrobiła), że w jednej z takich placówek w Gdyni doszło do absurdalnej sytuacji. 18-letnia dziewczyna dostała nakaz opuszczenia placówki, bo trzeba zrobić miejsce dzieci z Ukrainy.

„Informację, którą wczoraj uzyskałam od jednej z wychowanek, zmroziła mnie. Dziewczyna ma dwa tygodnie na opuszczenie swojej placówki, bo MUSI zrobić miejsce dzieciom z Ukrainy. Kończy 18 lat i MA SIĘ WYPROWADZIĆ. Bo tak. Bo ma być miejsce, bo nie ma dyskusji. Nikogo nie obchodzi, że szkołę kończy w czerwcu. Potwierdziłam informację u dyrektora placówki, tak samo jak ja, uważa to za absurd” – poinformowała Szostko.

Następnie Szostko pyta, „dlaczego pomoc ukraińskim dzieciom ma się odbywać KOSZTEM naszych dzieci?”.

„Gdzie mają się podziać te dzieci? Rozumiem, że my, Fundacje, jak zwykle mamy zakasać rękawy i zapewnić im dom, a potem wejdzie Pan „cały na biało” i powie, że to jego zasługa?” – pyta.

Po pewnym czasie Szostko usunęła powyższą informację. Jak wyjaśnia w kolejnym wpisie na Instagramie: „Pomyślałam sobie, że to nie ja powinnam robić porządki, ujawniać afery, spiski, łamanie przepisów czy prawa, bo od tego są dziennikarze, organy ścigania i inni szczekacze. Ja chcę robić dobrą robotę. A przede wszystkim nie szkodzić, a już na pewno nie samej sobie, czy Dzieciakom z Domów Dziecka (…) Za dużo mówię, za dużo widzę, za dużo słyszę, upubliczniam. Od dzisiaj oficjalnie i uroczyście: zło zwalczam dobrem, a głupotę milczeniem”.

Poniżej usunięty wpis.

mail:

Wygląda na to, że takie rzeczy obecnie dzieją się ciągle i wszędzie. To nie
może być, moim zdaniem, jedynie „głupota”; to wygląda na świadomą, cyniczną
i wyrachowaną prowokację

Prezydent Zełenski niemal zmiażdżył propozycję Kaczyńskiego i w dodatku uczynił to w wywiadzie dla rosyjskich mediów.

Dziwne? Zełenski udziela wywiadu rosyjskim mediom i krytykuje misję pokojową NATO. Zwolennicy Kaczyńskiego i Zełenskiego jednocześnie, mają poważny dysonans poznawczy…

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/dziwne-zelenski-udziela-wywiadu-rosyjskim-mediom-i-krytykuje-misje-pokojowa-nato/

————————-

Od kilku dni dostrzegam lekkie znużenie i coraz większe zdziwienie, tym co się dzieje na Ukrainie. Proces idzie wolno, ale do przodu, a biorąc pod uwagę poziom presji, począwszy od zmiany gramatyki języka polskiego, kończąc na niedorzecznych porównaniach do II Wojny Światowej, to nie ma co narzekać na tempo. Dopiero po dwóch latach „eksperci” orzekli, że można pójść do sklepu bez maseczki i nie grozi to wzrostem wypłaszczonej krzywej, zatem proces myślowy uruchomiony przy geopolityce, „zaledwie” po miesiącu, robi duże wrażenie.

Tylko na czym konkretnie polega ta zmiana postrzegania rzeczywistości? Póki co są to nieśmiałe pytania, w stylu: „oczywiście to wielka tragedia, giną ludzie i trzeba im pomóc, ale nie rozumiem…” i po „nie rozumiem” pojawiają się konkretne, choć ciągle dyplomatycznie wyrażane uwagi.

Jedni głośno się zastanawiają dlaczego Ukraińcy, którzy dostali 500+ mają darmową komunikację publiczną i leczenie, bez opłacania składek. Inni wskazują na preferencje przy wynajmowaniu mieszkań i akademików, jeszcze inni pytają, czy tu na pewno wszystko jest takie czarno-białe, jak pokazują w telewizji? Początek „wojny” był bardzo podobny do początku „pandemii”, jakieś 90% społeczeństwa powtarzało wyprodukowane przez polityków i dziennikarzy hasła bojowe i każde odstępstwo kończyło się linczem. Z biegiem czasu proporcje się zmieniają i gdybym miał je w tej chwili oszacować, to daje jakieś 25% do 75% i uważam, że to nie jest mało. Około 25% Polaków próbuje dochodzić, co się rzeczywiście dzieje i przede wszystkim, kto za to zapłaci. Polska na liście płatników netto zajmuje pierwsze miejsce i to z taką przewagą, że żaden inny kraj nie ma szans na wygraną. Za sprawą rządzących, co najmniej naiwnych, wzięliśmy na siebie odpowiedzialność ekonomiczną, polityczną i mało brakowało, żeby dołączyła odpowiedzialność militarna.

Nie ma na świecie drugiego takiego kraju, który wyłożył tak duże środki, materialne i niematerialne, na przyjęcie ponad dwóch milionów uchodźców z Ukrainy. Cały proces odbył się i nadal trwa kosztem Polaków, którzy nie tylko za wszystko płacą, ale jeszcze nie mogą się cieszyć takimi przywilejami, jakie nadano gościom z Ukrainy. W podobnych warunkach długo funkcjonować się nie da, w każdym razie nie da się funkcjonować w zgodzie i zrozumieniu. Gdy jedna strona ponosi wyłącznie koszty, a druga cieszy się przywilejami, konflikt jest nieuchronny.

Podobne procesy z wolna się uruchamiają i są związane nie tylko z bezpośrednimi relacjami pomiędzy gospodarzami i gośćmi, ale też z aktywnością polityków. Obraz bohaterskiego prezydenta Ukrainy bardzo sprawnie nakreślony przez odpowiednich fachowców, przestaje robić tak silne wrażenie, jakie robił w pierwszych dniach. Liczba przemówień w rożnych miejscach, te same chwyty retoryczne i ten san dres wojenny, w naturalny sposób prowadzą do zmęczenia materiału. Współczucie zamienia się w znudzenie, a znudzenie w irytację, tym większe, że coraz trudniej zrozumieć poszczególne zachowania i wypowiedzi prezydenta Ukrainy.

Boleśnie się o tym przekonał Jarosław Kaczyński, który proponował zorganizowanie „pokojowej misji NATO”. Prezydent Zełenski niemal zmiażdżył tę propozycję i w dodatku uczynił to w wywiadzie dla rosyjskich mediów. W tym miejscu wielu Polaków zadaje sobie pytanie: „Na litość boską, co to za dziwna wojna, na której prezydent napadniętego kraju, robi karierę w telewizji wroga?”.

Zwolennicy Kaczyńskiego i Zełenskiego jednocześnie, mają poważny dysonans poznawczy, my tu w Polsce żyły sobie wypruwamy, oddajemy ostatnią koszulę, wyprowadzamy ostatnie ciele z obory i takie podziękowanie dostajemy? Dysonansów będzie więcej, z bardzo prostego powodu, bo ta „wojna” nigdy nie była tym, co pokazywano w telewizji, czy raczej w Internecie i potem kopiowano w telewizji. Najłagodniej mówiąc jest to dziwna „wojna” i bardzo wiele wskazuję, że nie Ukraina, ale Polska będzie jedyną ofiarą, natomiast wszyscy pozostali na tym wygrają.