Wygląda na to, że pomimo trwającej już ponad miesiąc rosyjskiej operacji wojskowej, tracąca stopniowo swoje pozycje obronne armia ukraińska, ma nieograniczone zapasy broni i amunicji. Czy oznacza to, że rząd Zelenskiego był na tyle sprytny, by zgromadzić ogromne zapasy broni, a liczne zarzuty ukraińskiej opozycji i rosyjskich mediów o to, że większość pieniędzy przeznaczonych dla Kijowa na dozbrojenie ukraińskich sił zbrojnych w ciągu ostatnich ośmiu lat została rozkradziona, po prostu nie mają racji bytu? A może oznacza to, że rosyjski ostrzał magazynów wojskowych był całkowicie nieskuteczny? Nie, Szanowni Państwo, oznacza to jedynie, że Kijów ma idealne i praktycznie niewyczerpane źródło broni i amunicji.
28 marca, znana bułgarska dziennikarka śledcza Dilwana Gajtandżijewa, opublikowała szczegółową analizę dostaw broni na Ukrainę, popartą dokumentami z Pentagonu. Jak się okazało, większość broni i amunicji dla armii ukraińskiej pochodzi z bułgarskich zakładów zbrojeniowych. Nie dziwi to, ponieważ w ciągu ostatnich ośmiu lat prozachodni reżim w Kijowie nie zrobił nic dla odbudowy swojego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Kijów stracił swoją ostatnią fabrykę amunicji w 2014 wraz z utratą Doniecka.
Nie przeszkodziło to jednak prezydentowi Poroszence i jego następcy Zelenskiemu w sprzedaży zapasów starej broni produkcji sowieckiej do krajów Azji i Afryki. Przez cały ten czas ukraińscy przywódcy podejmowali nieśmiałe próby dozbrojenia armii zgodnie ze standardami NATO – co tak naprawdę nigdy im się nie udało. W rezultacie, w momencie rozpoczęcia konfliktu z Rosją, Ukraina mogła się pochwalić jedynie starą, posowiecką bronią. Nowoczesne działania wojenne wymagają ogromnych nakładów na amunicję – jeden dzień wojny pochłania tony pocisków, nabojów, min itp. Bez nich po prostu nie da się dalej walczyć.
Na szczęście dla Kijowa, niektóre państwa NATO i UE zachowały spuściznę zbrojeniową z czasów sowieckich, przede wszystkim Bułgaria, z fabrykami Arsenał, VMZ, Arcus i Emco. Sofia przez wiele lat dostarczała broń konstrukcji sowieckiej do krajów afrykańskich i arabskich. Niektóre z tych rodzajów broni były nawet wysyłane do antyrządowych grup w Syrii.
Bułgaria nie przestaje powtarzać, że nie uczestniczy w konflikcie rosyjsko-ukraińskim i nie dostarcza bezpośrednio broni do Kijowa. Jednak szczegóły tego niewyszukanego schematu ujawnionego przez Dilwanę Gajtandżijewą pokazują, że bułgarska broń jest eksportowana na Ukrainę przez sieć pośredników, a mianowicie dwie polskie firmy „Arm Techsp. sp. z o.o” i „Vismag Jacek Jakubczyk” oraz czeską firmę „Excalibur Army Spol.S.R.O.”.
Co więcej, wszystkie informacje o tych „transakcjach zbrojeniowych” są jawnie dostępne na stronach rządowych, czyli dokładnie tam, gdzie znalazła je Gajtandżiejewa. Problem polega jednak na tym, że zgodnie z prawem międzynarodowym broń może być reeksportowana tylko za zgodą kraju, w którym została wyprodukowana, a ta nigdy nie nastąpiła, przynajmniej oficjalnie.
Pentagon, który stoi za całym tym przedsięwzięciem, uważa takie pozwolenie za pustą i niepotrzebną formalność. Tak naprawdę liczy się to, że ukraiński nabywca – firma Spetstechnoexport – regularnie otrzymuje broń, która jest rozpaczliwie potrzebna ukraińskiej armii. Co więcej, schemat ten został wcześniej wypróbowany w Syrii, gdzie dostarczanie rebeliantom z dżihadu sowieckiej broni, okazało się tańsze niż uzbrajanie ich w bardziej zaawansowaną broń produkcji amerykańskiej. Ten sam schemat stosowany jest teraz także na Ukrainie.
Pomimo wszystkich dowodów, wskazujących na nielegalny reeksport broni, rząd bułgarski z pewnością wolałby uniknąć skandalu związanego z dostawami wojskowymi do kraju, który de facto prowadzi wojnę, tym bardziej że jego producenci broni, którzy zarabiają krocie, mają w nosie prawo międzynarodowe.
Jeśli chodzi o Ukrainę, to hojne dostawy broni i amunicji od bułgarskich rusznikarzy pozwolą jej walczyć jeszcze przez kilka miesięcy lub tygodni, zwiększając tym samym liczbę ofiar.
Podczas niedawnego posiedzenia parlamentarnego, senator z Australii Południowej zdjął zasłonę z agendy Wielkiego Resetu Światowego Forum Ekonomicznego – demaskując ją jako wywrotowy, komunistyczny fortel.
We wtorek, senator Alex Antic, członek Australijskiej Partii Liberalnej, wyjaśnił, w jaki sposób WEF kieruje globalną polityką, tj. poprzez umieszczanie tzw. “młodych globalnych liderów” na stanowiskach władzy na całym świecie. https://en.wikipedia.org/wiki/Alex_Antic
Dla zdemaskowania tego, Antic zacytował samego założyciela WEF – Klausa Schwaba, który haniebnie chwalił się instalowaniem Młodych Globalnych Liderów w różnych gabinetach rządów światowych, mówiąc: “Penetrujemy gabinety… Wiem, że połowa, a nawet więcej niż połowa tych gabinetów to tak naprawdę Młodzi Globalni Liderzy WEF”.
Antic powiedział parlamentarzystom: “Światowe Forum Ekonomiczne promuje takie globalistyczne kwestie, jak zmiany klimatyczne, tzw. seks systemowy i rasizm oraz tworzenie cyfrowej tożsamości online.”
“Jednak bliższa analiza ujawnia, że WEF jest organizacją antykapitalistyczną i anty–wolnorynkową, która dąży do obalenia zachodnich wartości i procesów politycznych; jest dobrze zorganizowana i bardzo dobrze finansowana”.
“Ich przesłanie – kontynuował – ma sprawiać wrażenie niewinnego, ale w rzeczywistości kryje się za nim ideologia rewolucyjna i destrukcyjna”.
Senator z Południowej Australii wyjaśnił następnie, że WEF odegrało kluczową rolę w promowaniu najostrzejszych na świecie restrykcji związanych z Covidem, “w tym blokad, obowiązkowych szczepień, paszportów szczepionkowych i wymagań dotyczących masek, mimo że polityka ta atakuje wiele z naszych podstawowych wolności”.
Antic zdemontował również centralną ideologię WEF, czyli tzw. “kapitalizm akcjonariuszy”, która zakłada, że “tradycyjny kapitalizm wolnorynkowy ignoruje zagrożenia związane ze zmianami klimatycznymi, a zatem rząd musi narzucić restrykcyjną politykę w celu ratowania środowiska – i to nawet jeśli oznacza to mniejszy dobrobyt”.
“Wielki Reset” Schwaba, jak wyjaśnił Antic, ma na celu “przeprojektowanie oraz przemodelowanie”społeczeństwa i polityki na wzór pandemii. Wyeksponował też, że cel Agendy 2030: “nie posiadanie niczego i bycia szczęśliwym”jest subtelnie zawoalowanym sloganem komunistycznym.
“Nie trzeba być filozofem politycznym, żeby zrozumieć, że jeśli niczego nie posiadasz, to znaczy, że państwo posiada wszystko. Jest na to inne słowo: to się nazywa komunizm”.
Senator zakończył wezwaniem do działania, aby Australijczycy dowiedzieli się więcej o marksistowskim programie WEF, zanim ich kraj przestanie być rozpoznawalny.
“Niezależnie od tego, w jak wyrafinowany sposób WEF usiłuje przedstawić zniesienie własności prywatnej na całym świecie, fantazje Karola Marksa zawsze prowadzą do zniszczenia wolności i życia jednostek oraz do ekspansji tyranii i władzy państwowej”.
“Jeśli tego nie zrobimy, antydemokratyczne siły na Zachodzie będą kontynuowały swój marsz, a my możemy obudzić się w Australii, której już nie poznamy”.
“Australijczycy zasługują na to, by dowiedzieć się, jak daleko sięga wpływ Światowego Forum Ekonomicznego i jego infiltracja naszego kraju; dokąd on dotarł i dowiemy się tego”.
W sytuacji, gdy propaganda liberalna osiąga alarmujące rozmiary i przenika do każdego aspektu życia społecznego, bardziej niż kiedykolwiek konieczne jest, aby wybrani przedstawiciele społeczeństwa wzięli przykład z senatora Antica i zaczęli bić na alarm przeciwko nikczemnej agendzie Wielkiego Resetu WEF.
Dziwna wojna. Naprawdę giną i cierpią ludzie, płoną domy, niszczeją miasta a jednocześnie prowadzona jest niekonsekwentnie, jakby od niechcenia. Gdyby Rosjanie naprawdę chcieli podbić Ukrainę nie pozwoliliby milionom uciekinierów przedostawać się do Polski i przede wszystkim zbombardowaliby i zniszczyli linie kolejowe oraz zablokowali przejścia graniczne. Skupili by się na celach militarnych a po wygranej podporządkowali sobie ludność. Natomiast działania Rosjan koncentrują się na niszczeniu miast i niejako wypędzają przerażonych ludzi do Polski. Gdyby Rosjanie chcieli wygrać nie dopuściliby również aby na Ukrainę docierały transporty broni. Poza tym choć siły, którymi Rosjanie rozpoczęli agresję, były znaczne w zestawieniu z ukraińskimi, stanowią jednak niewielką część dyspozycyjnych sił rosyjskich.
Inne wydarzenia też wydają się mało racjonalne. Prezydent Ukrainy odwiedza żołnierzy w szpitalu a telewizja pokazuje ich twarze. Przywódcy trzech państw w tym Polski jadą sobie spokojnie pociągiem do Kijowa, jak na wycieczkę. To bardzo odważne, wręcz bohaterskie lecz bezsensowne. Gdyby Putin chciał otwartej wojny jakaś rakieta trafiłaby przypadkiem w ten pociąg.
Jawnym tekstem mówi się również w mediach o trasach, którymi poruszają się transporty broni i publicznie dyskutuje kwestię dostarczenia samolotów z Polski via USA czy też może na odwrót. Jak widać zbędni są w tej wojnie szpiedzy i wywiadowcy, wystarczą relacje międzynarodowych stacji telewizyjnych. Rosjanie nie bombardują gazociągów ani Ukraińcy ich nie wysadzają. Rosjanie mają żywotny interes w handlowaniu ropą i gazem więc wysadzenie gazociągów pozbawiałoby ich dochodów w tym środków na dalsze prowadzenie wojny. Dlaczego Ukraińcy chronią gazociągi nie jest jasne. Może liczą na powrót do status quo choć to mało prawdopodobne.
Jak doniósł Marc MacKinnon, dziennikarz holenderskiego dziennika The Globe and Mail,z ukraińskimi bojownikami w Odessie spotkał się Bernard-Henri Lévy zwany „Jeźdźcem Apokalipsy” bo każde jego pojawienie się w jakimś kraju oznacza dla tego kraju wojnę albo kolorową rewolucję. Wspierał on między innymi bombardowanie Jugosławii (można to nazwać czynną walką o pokój) oraz zniszczenie Libii ( tym razem była to zapewne czynna walka o demokrację) Dziennikarz zamieścił zdjęcia na których widać roześmianego Bernarda Henry Lévy’ego przechadzającego się po Odessie w towarzystwie ukraińskich ochroniarzy.
To wszystko wydaje się bezsensowne i niezrozumiałe chyba, że prawdziwym celem tej wojny jest po prostu wyprowadzenie milionów Ukraińców z Ukrainy i wprowadzenie ich do Polski.
Od lat przeciwko Polsce toczy się autentyczna wojna. Można ją nazwać, jak chcemy, na przykład wojną hybrydową, ale tak naprawdę jest to bezwzględna wojna wizerunkową i ekonomiczna. Atakuje nas Unia Europejska, której przedstawiciele jawnym tekstem mówią, że chcą nas zagłodzić nakładając na nas absurdalne kary, blokując należne nam fundusze i zmuszając do likwidowania kopalni podczas gdy węgiel jest naszym najważniejszym surowcem naturalnym i podstawowym źródłem energii. Niemcy maja swoje czynne elektrownie węglowe oraz kopalnie węgla brunatnego straszliwie dewastujące krajobraz i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Niemcy. korzystają i nadal będą korzystać z rosyjskiego gazu a ich politycy jak na przykład Schröder byli jawnie na liście płac Putina. Oprócz stanowiska szefa rady dyrektorów w spółce Nord Stream 2, były kanclerz Niemiec pełnił także funkcję szefa rady dyrektorów państwowego rosyjskiego koncernu energetycznego Rosnieft i był szefem rady nadzorczej już istniejącego gazociągu Nord Stream 1
Niemcy zmusili również całą Europę do korzystania z rosyjskiego gazu prowadząc w UE politykę energetyczną opartą na micie globalnego ocieplenia. Celem prowadzonej przeciwko Polsce hybrydowej wojny jest złamanie jej oporu przed jej wcieleniem w roli peryferii do federacyjnego unijnego państwa zarządzanego przez Niemcy czyli faktycznie do IV Rzeszy. Czyli wymuszenie na Polsce roli landu, obszaru skolonizowanego, będącego źródłem taniej siły roboczej i odbiorcą towarów. Związana z przyjmowaniem milionów uchodźców zamiana polskiego państwa narodowego w wielonarodowe z wszelkimi związanymi z tym problemami jest dla Niemców w dziele budowania federacji europejskiej znaczącym krokiem do przodu.
Porozumienie Niemiec z Rosją w sprawach geopolitycznych nie powinno być dla nas zaskoczeniem, to już przecież wielokrotnie przerabialiśmy. A przede wszystkim Niemcy i Putin chcieliby wreszcie pozbyć się tego „pokracznego bękarta traktatu wersalskiego” (jak raczył nasz kraj nazwać Wiaczesław Mołotow) tej krowy, która nie chce się dać doić i uparcie jak dotąd nie dała się osiodłać ( tym razem to bon mot Stalina).
Obawiam się, choć chciałabym się mylić, że przy powstawaniu europejskiej federacji czyli IV Rzeszy będziemy świadkami czwartego rozbioru Polski. Powstanie federacji europejskiej zostało oficjalnie ogłoszone jako program niemieckiego rządu i nie może być wyszydzane jako spiskowa teoria podobnie jak ośmieszane są koncepcje powstania Niebiańskiej Ukrainy choć jak pamiętamy już dziesięć lat temu Kissinger stwierdził, że w 2022 roku nie będzie Izraela w jego obecnych granicach.
Niewątpliwie trwa wielki reset a jego ofiarami są przede wszystkim Ukraińcy, zwykli ludzie, którzy stracili swe domy, dobytek oraz życie. Wtórnymi ofiarami tego wielkiego resetu staną się jednak Polacy. Tak jak stali się ofiarami złodziejskiej transformacji ustrojowej przeprowadzonej co gorsza przy ich akceptacji, niejako własnymi rękami. W obecnym resecie Polacy uczestniczą ponownie z wielkim entuzjazmem i własnymi rękami likwidują polskie państwo narodowe.
Jak pisałam w tekście pod tytułem „Proroctwa i hipotezy” drukowanym w „Warszawskiej Gazecie” z 26.11.21 pewna dobrze poinformowana osoba powiedziała mi, że Ukraina ma stracić na rzecz Rosji część swego terenu aż do Odessy, a te decyzje zapadły podobno bez udziału Polski. Oby to były fałszywe proroctwa.
Stany Zjednoczone posiadają siedem terminali eksportowych LNG. Oto nazwy głównych firm i ich akcjonariuszy (jako pierwszy, często pojawia się fundusz BlackRock). Vanguard Group (8,3%) i BlackRock(6,8%), biznesmen Carl Icahn (6,3%) oraz Blackstone
===============================
W piątek Stany Zjednoczone zawarły porozumienie z Unią Europejską, zgodnie z którym w roku 2022 dostarczą jej, we współpracy z “partnerami międzynarodowymi”, 15 mld metrów sześciennych gazu skroplonego (LNG). LNG powinien przyczynić się do zmniejszenia zależności energetycznej Brukseli od Rosji – która importuje prawie 40% gazu do UE – a tym samym do zmniejszenia ryzyka społecznego i gospodarczego w przypadku zakłóceń w dostawach. Ilość ta jest jednak niewystarczająca, aby zastąpić dużą ilość gazu kupowanego przez Europę od Moskwy: 155 mld metrów sześciennych rocznie.
Wątpliwości budzi także praktyczna wykonalność umowy. Problemy stojące przed USA są dwojakie Możliwości eksportowe kraju są już praktycznie nasycone i nie wzrosną znacząco w ciągu najbliższych kilku lat. Nie jest też pewne, czy amerykańskie firmy energetyczne są zainteresowane sprzedażą LNG w Europie: prowadzą one interesy tam, gdzie jest to dla nich korzystniejsze; gdzie ceny są wyższe (generalnie w Azji) i gdzie możliwości zysku są większe. Rząd nie może wydawać poleceń firmom prywatnym, które nie odpowiadają przed Białym Domem, lecz przed udziałowcami.
WSZYSTKIE DANE DOTYCZĄCE LNG W STANACH ZJEDNOCZONYCH
W grudniu 2021 Stany Zjednoczone stały się największym na świecie eksporterem gazu skroplonego, wyprzedzając Katar i Australię. W lutym 2022 eksport z tego kraju osiągnął rekordowy poziom 13,3 mld stóp sześciennych dziennie.
Z reguły amerykańskie gazowce kierują się do Azji Północno-Wschodniej, ponieważ popyt ze strony krajów tego regionu (takich jak Japonia i Korea Południowa) jest duży, a ceny wysokie. Jednak europejski kryzys energetyczny, który spowodował ogromny wzrost cen gazu ziemnego i energii elektrycznej, częściowo z powodu ograniczonych dostaw z Rosji, skłonił amerykańskie firmy energetyczne do wysyłania gazu LNG do Europy. Na przykład w lutym ubiegłego roku gaz na rynku europejskim kosztował 56 USD za milion Btu, podczas gdy w Azji – 44 USD. Jak pisze “New York Times” – w pierwszych trzech miesiącach roku 2022, prawie trzy czwarte amerykańskiego LNG trafiło do Europy, w porównaniu z 34% w całym roku 2021.https://pl.wikipedia.org/wiki/British_thermal_unit#:~:text=British%20thermal%20unit%20(brytyjska%20jednostka,wody%20o%20jeden%20stopie%C5%84%20Fahrenheita.
Nie jest powiedziane, że sytuacja nie zmieni się, ponieważ tegoroczna zima w Azji była łagodna; obecnie kraje regionu przygotowują się do uzupełnienia zapasów w oczekiwaniu na przyszły sezon zimowy, przez co mogą przyciągać do siebie LNG dostępny na rynku.
Stany Zjednoczone są największym na świecie producentem gazu ziemnego, dzięki bogatym zasobom złóż gazu łupkowego od Pensylwanii po Teksas. Produkcja nie jest jednak w stanie znaleźć zbytu na rynkach, ponieważ terminale eksportowe LNG – w sumie siedem – działają z prawie pełną wydajnością.Zwiększenie mocy produkcyjnych poprzez modernizację zakładów lub budowę nowych wymaga czasu: średnio od dwóch do trzech lat. Duży terminal może kosztować nawet 1 mld USD, ale uzyskanie finansowania ze strony banków może być skomplikowane w okresie przechodzenia na energię bezemisyjną.
15 mld metrów sześciennych, które Ameryka i jej partnerzy chcieliby wysłać do Unii Europejskiej w tym roku, to równowartość 1,5 mld stóp sześciennych dziennie. Obecnie zdolności produkcyjne USA w zakresie skraplania gazu ziemnego wynoszą 12,7 mld stóp sześciennych gazu na całym świecie.
TERMINALE LNG W USA
W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje siedem terminali eksportowych LNG: Kenai, Alaska; Sabine, Luizjana; Cove Point, Maryland; Corpus Christi, Teksas; Hackberry, Luizjana; Elba Island, Georgia; oraz Freeport, Teksas.
Największym, pod względem wielkości obsługiwanych ilości, jest Sabine, należący do Cheniere Energy.
W marcu, firma Venture Global LNG wysłała pierwsze ładunki gazu skroplonego ze swojego zakładu Calcasieu Pass (w Cameron Parish, Luizjana), który osiągnie pełną zdolność produkcyjną w roku 2023. Inne spółki – takie jak Tellurian, również w Luizjanie – planują budowę terminali eksportowych.
SPÓŁKI AMERYKAŃSKIE EKSPORTUJĄCE LNG
Główne amerykańskie firmy eksportujące LNG to Cheniere Energy, Venture Global LNG, Tellurian, Sempra, Freeport LNG oraz Dominion Energy.
Głównymi udziałowcami Cheniere Energy są fundusze Vanguard Group (8,3%) i BlackRock(6,8%), biznesmen Carl Icahn (6,3%) oraz Blackstone(4,6%).
Do akcjonariuszy Tellurian należą: firma świadcząca usługi finansowe State Street Corporation (6,5%), fundusz BlackRock (5,9%), Vanguard Group (5%) oraz francuska firma naftowa TotalEnergies.
BlackRock (9,2%), Vanguard Group (8,5%) i State Street (5,5%) są akcjonariuszami spółki Sempra. BlackRock, Vanguard Group oraz State Street Corporation posiadają również akcje firmy Dominion Energy: odpowiednio – 6,8%, – 8,6% i – 5,2%.
Japońska firma energetyczna JERA, największy na świecie nabywca LNG, posiada 25,7% udziałów w spółce FreeportLNG.
Jak się okazuje z opublikowanego raportu, personel jednego ze szpitali brytyjskiej państwowej służby zdrowia (NHS) zaczął pytać mężczyzn chorych na raka, przed zaplanowaniem niektórych badań… czy są w ciąży.
Raport ujawnił, że personel szpitala pyta „wszystkich pacjentów poniżej 60. roku życia, niezależnie od tego, jak identyfikujesz swoją płeć”, czy są w ciąży przed przeprowadzeniem radioterapii, prześwietleń i badań rezonansem magnetycznym, z których wszystkie mogą być szkodliwe dla rozwijającego się dziecka w łonie matki.
Pytania te wynikają z wprowadzonych w 2017 roku przepisów regulujących procedury medyczne w okresie ciąży, a jako że zrezygnowano z dotychczasowego określenia „kobieta w wieku rozrodczym” i zastąpiono „osoba w wieku rozrodczym”, szpitale są zmuszone do absurdów.
Rzecznik szpitala Walton Care NHS Foundation Trust w Liverpool, w którym zaczęto wprowadzać nonsensowne przepisy, broni ich mówiąc, że pytanie mężczyzn o to, czy są w ciąży, jest „najmniej inwazyjnym sposobem upewnienia się, że można bezpiecznie wykonać badanie”.
Wprowadzane w wielu „cywilizowanych” krajach tego rodzaju przepisy są efektem systemu tyranii i fasadowości, jaką jest współczesna demokracja, w której wpływ na funkcjonowanie państwa mają osobniki w rodzaju Sir Kier Starmera, który niedawno zasłynął reakcją na pytania dziennikarzy. Ten przewodniczący komunistycznej Partii Pracy przyciśnięty do muru w kwestii tego, czy kobieta może mieć męskie genitalia, ostatecznie odmówił odpowiedzi. „Nie sądzę, by omawianie tej kwestii w taki sposób pomogło komukolwiek na dłuższą metę.” – stwierdził Starmer. W zeszłym roku, w odpowiedzi na komentarze laburzystowskiej minister Rosie Duffield, która stwierdziła, że „tylko kobiety mają szyjkę macicy”, ten lider opozycji powiedział, że takie stwierdzenie jest „niewłaściwe”.
Starmer identyfikuje się jako ateista, dzieci wychowuje w religii żydowskiej swojej żony, cała rodzina „obchodzi szabat”. Wegetarianin, zaszczepiony po uszy „przeciwko Covid”, zachorował na tegoż kowida dwukrotnie, w październiku 2021 i styczniu 2022.
Starmer jest tylko jednym, drobnym przykładem systemu zwanego demokracją, który wynosi tego typu ludzi na szczyty tworząc – zmieniane na przemian – rządy większości, stworzone z miernot, ponieważ demokratyczna większość zawsze stanowi gorszą część społeczeństwa cechującą się przeciętnością, ograniczonością i uległością na manipulację.
It is definitely not normal for so many mainly young athletes to suffer from cardiac arrests or to die while playing their sport, but this year it is happening. Many of these heart issues and deaths come shortly after they got a COVID vaccine. While it is possible this can happen to people who did not get a COVID vaccine, the sheer numbers clearly point to the only obvious cause.
[Na końcu – polskie linki…. WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE…MD]
============================
Recent Changes
Update 2022 17 Mar-31 Mar: Thomas Rankin, Karuki Moncrieffe, Sharad Kumar, Jeffrey Klumpkens, Ya Hui, Stephen Spitzer, Steve Black, Marlon Herrera, Anna Kordelyuk, Ángel Rogelio Galán Brioso, Kevin Gregory. The unnamed boy who collapsed playing soccer in New York on 22nd July now named as Braeden Westgate, Freddy Arturo Bueno Ardila, Jordan Goodwin, David Hill, Michel Almanza, Sonny Colbrelli, Jordan Goodwin, Vincent Doffont, Elgan Jones, Brian Meeney, Tomás Walsh, Debajyoti Ghosh, Ellis Barry Ross Jr, DeJon Packer, Stefano Rea, Sha’Niya Clark, Kobe Young.
================================
The so-called health professionals running the COVID vaccine programs around the world keep repeating that “the COVID vaccine is a normal vaccine and it is safe and effective.”
So in response to their pronouncement, here is a non-exhaustive and continuously growing list of mainly young athletes who had major medical issues in 2021/2022 after receiving one or more COVID vaccines. Initially, many of these were not reported. We know that many people were told not to tell anyone about their adverse reactions and the media was not reporting them. They started happening and ramping up after the first COVID vaccinations. The mainstream media still are not reporting most, but sports news cannot ignore the fact that soccer players and other stars collapse in the middle of a game due to a sudden cardiac arrest. Many of those die – more than 50%.
We also note that many posts in Facebook, Instagram, twitter, forums and news stories are being removed. So now we are receiving some messages saying there is no proof of the event or of vaccination status. That is partly because this information is being hidden.
More people are writing to tell us that in many cases, we didn’t mention a person’s vaccination status. There is a good reason for that. None of the clubs want to reveal this information. None of their sponsors want to reveal it. The players have been told not to reveal it. Most of their relatives will not mention it. None of the media are asking this question. So what should we do? Stop this now? No, we will collect as much information as we can, while it is still available, because eventually, more information will come out, and we will be here to put it together. Will it mean anything? We don’t know. What we do know is that there is a concerted world-wide effort to make this information go away, so that fact alone tells us it must be collected, investigated and saved so other researchers can look at it to see if there are any useful patterns.
We really appreciate the athletes named in this list who have confirmed what happened to them so the truth can be known. They care about their fellow athletes, even if the clubs, their sponsors, media and politicians care more about money.
Prior Year Data (Update 2)
The International Olympic Committee in Lausanne, Switzerland, studied documents from international data banks from 1966 to 2004. Those documents indicate 1,101 sudden deaths in athletes under 35 years of age, an average of 29 athletes per year, the sports with the highest incidence being soccer and basketball. (NIH Document)
A study by Maron on sudden death in US athletes, from 1980 to 2006 in thirty-eight sports identified 1,866 deaths of athletes with cardiac disease, with a prevalence of hypertrophic cardiomyopathy.
2005 to 2006 averaged sixty-six (66) deaths per year, with 82% of those occurring during competition or training.
Thanks to investigator readers for discovering these reports, and this story in Spanish. Momento Deportivo.
In 2021 and 2022 so far, cardiac disease has not been mentioned. Hypertrophic cardiomyopathy was mentioned twice, but those two reports were listed in the “not vax related” list. “Enlarged heart” was only mentioned three times, but there was no indication this was a long-term or recent issue (possibly due to vaccine injury).
The above shows that in prior years, there were 66 deaths per year, but there have been 86 reported in January 2022, so far.
Military Death Increases
Thomas Renz, an American lawyer says that the U.S. military’s DMED (Defense Medical Epidemiology Database) database shows that in the first 10 months of 2021, that “All cause morbidity” increased 11 times (1100%) against the previous year. Renz has information from DoD whistleblowers. The DoD is reportedly actively deleting data from the database, possibly to cover up the genocide that has been perpetrated on military personnel.
He also said they expect the numbers for 2022 to be up by 5000% – i.e. 50 times the previous year.
Good Sciencing Reports
Our ongoing updates to the chart in this post clearly shows the growth of adverse events on sports people.
One person said we were hiding things because we’re only showing “the barest” of 2022. Sorry about that, but we don’t have a crystal ball to see into the future. The only things we expect are that a) some people will continue to be “surprised” about the number of athlete deaths over the coming months, and b) although it is February, injuries and deaths that happened in prior months will be continue to be discovered in the future.
We know that we do not have all of the cardiac arrest reports and we don’t have all of the deaths. The sports clubs are still hiding the cases where players did not die and did not make it into the news. We suspect that many players that “suffered from a mystery illness” were told to go home, rest and suffer in silence.
Dates of First Vaccinations
The dates of first “available” vaccinations vary all over the world, in different states and different cities. We have a small collection of data in a separate story and we know there were trials in the months before official rollouts, so just because a country started its rollout on a particular date, that doesn’t mean some people didn’t receive their vaccinations in the weeks and months earlier. If we get definitive proof that someone was not vaccinated, we amend the record. Officials and the media are now doing a great job of hiding all the useful information. They are also calling vaccinated people unvaxed if it hasn’t been more than two weeks after their vaccination, and if they are due for their booster and they don’t get it, they are labeled unvaxed. (i.e. the government and media are telling lies – it is a clever scheme, but it is still a lie.)
For example, Australia’s first human trials of a candidate COVID-19 vaccine was the Novavax NVX-CoV2373 in Melbourne by 26 May 2020. There is no documentation showing who took part in the trials The Therapeutic Goods Administration approved the Pfizer–BioNTech vaccine on 25 January, the Oxford–AstraZeneca vaccine on 16 February, and Janssen vaccine on 25 June. Phase-1a started on 21 February 2021 and phase-1b of the roll-out began on 22 March.
The Philippines began phase 3 COVID-19 vaccine trials in early November 2020. Phase 3 is the point at which thousands of people are vaccinated, prior to consideration for approval for rollout, and people were being vaccinated in the previous months.
Clubs Hide Vaccination Information Now
Here is a demonstration of how sports clubs do not want the injuries of deaths of their players to be associated with the COVID vaccines. It tells the story of why they will not report which of their players has been vaccinated and when. Sunderland FC manager Lee Johnson suggested that the COVID vaccines may have caused the heart issues for his goalkeeper, Lee Burge. The club then sacked the manager.
Form your own conclusions as to why the club would sack the manager who cares about his players.
Definite Proof of Vaccination
The so-called fact-checkers are trying to say that because we don’t always have definitive proof of vaccination, then 100% of the data we’re collecting is worthless. Well, good news, fact-checkers, you are not only wrong, you are idiots.
While historically there have been a relatively small number of athlete deaths each year that weren’t from old age or cancer, there has never been anything like what is happening since the COVID vaccination trials started. And they know it, but they don’t care. We will continue to gather as much information as possible about every person who dies. These are real people, not just numbers.
As we said elsewhere, we’re collecting data. Other people can use this data and add to it, if they can, to research whatever they want. We won’t de distracted from that, even if families, clubs, governments and the media hide information from us. We don’t want to hurt families, but families can’t hide real data because that could harm other people.
According to governments, 90-95% of populations all over the world are now vaccinated, so the fact-checkers have a problem. If that is true, then just about everyone is vaccinated. If it isn’t true, then governments are lying, possibly for the purpose of coercing those who don’t want their vaccinations, for various reasons. We will publish as much data as we can find, and from time to time, we and readers will discover information that wasn’t found earlier, and it will be added.
Hate Mail And Death Threats
As well as receiving new cases and updates from alert readers, we are also receiving hate mail and death threats/wishes. Haters need to get a life. The sports people suffering these adverse reaction and deaths didn’t ask for this. Neither did the tens of thousands of other people. They all thought they were doing the right thing. Many were coerced into getting the vaccinations. When one of these adverse events happens to you or one of your kids or relatives, you’ll be glad we’re collecting all this data. If you are one of the haters who thinks vaccination is the way out of this nightmare, read the story about three young women whose lives have been destroyed by the vaccine.
We’re not going to stop what we’re doing.
Recent Changes
Update 2022 17 Mar-31 Mar: Thomas Rankin, Karuki Moncrieffe, Sharad Kumar, Jeffrey Klumpkens, Ya Hui, Stephen Spitzer, Steve Black, Marlon Herrera, Anna Kordelyuk, Ángel Rogelio Galán Brioso, Kevin Gregory. The unnamed boy who collapsed playing soccer in New York on 22nd July now named as Braeden Westgate, Freddy Arturo Bueno Ardila, Jordan Goodwin, David Hill, Michel Almanza, Sonny Colbrelli, Jordan Goodwin, Vincent Doffont, Elgan Jones, Brian Meeney, Tomás Walsh, Debajyoti Ghosh, Ellis Barry Ross Jr, DeJon Packer, Stefano Rea, Sha’Niya Clark, Kobe Young.
W ciągu zaledwie miesiąca do Polski przybyło ponad 2 miliony uchodźców wojennych. Wraz z nimi do kraju napłynęła potężna liczba aut. Według Straży Granicznej przybyło nam dokładanie 140 835 aut. Co dalej z tymi samochodami? Na razie ukraińskie samochody traktowane są jak pojazdy uczestniczące w ruchu międzynarodowym na podstawie postanowień tzw. Konwencji wiedeńskiej z 1968 r., której Polska i Ukraina są sygnatariuszami. Ministerstwo wyjaśniło także instytutowi Samar, który zainteresował się tym tematem, że na razie nie planuje tu specjalnych rozwiązań, mimo że Ukraina stosuje całkowicie inne (krótko mówiąc bardziej liberalne) przepisy dotyczące kontroli technicznej aut osobowych.
– Pojazdy krajów, które są stroną Konwencji wiedeńskiej i przebywają na terytorium Polski, powinny spełniać wymagania techniczne, o których mowa w Konwencji. Obecnie w Ministerstwie Infrastruktury trwają analizy porównawcze dotyczące warunków technicznych dla pojazdów oraz systemów badań technicznych w Polsce
oraz na Ukrainie. Analizy te mają na celu podjęcie stosownych decyzji w zakresie pojazdów zarejestrowanych na Ukrainie, a poruszających się na terytorium Polski – poinformował IBRM Samar Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Badanie techniczne w Ukrainie? To kwestia… zaufania
Różnice w podejściu do kontroli stanu technicznego aut w Polsce i Ukrainie są diametralne, bowiem u naszych wschodnich sąsiadów pojazdy do 3,5 t dmc po prostu nie podlegają badaniom technicznym. Na ukraińskich dowodach rejestracyjnych nie ma w ogóle żadnej wzmianki o badaniu technicznym czy terminie jego ważności.
Trudno się zatem dziwić, że wiele z ukraińskich aut, delikatnie mówiąc, jest w dość opłakanym stanie. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że tu mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową, w której do prawa nie można podchodzić wyłącznie literalnie. Jednak co w sytuacji, gdy ukraińskie auto okaże się pojazdem stwarzającym poważne zagrożenie na drodze?
Jak przypomina Samar, polskie przepisy w takiej sytuacji pozwalają na „uziemienie” samochodu i odebranie dowodu rejestracyjnego auta na zagranicznych tablicach rejestracyjnych. Zatrzymany dokument pojazdu zarejestrowanego za granicą przechowuje przez 7 dni jednostka policji, Straży Granicznej albo Krajowej Administracji Skarbowej. Po upływie tego terminu dokument przekazywany jest przedstawicielstwu państwa, w którym pojazd jest zarejestrowany.
Obcokrajowiec, który chce odzyskać dokumenty w Polsce, musi wykonać dodatkową kontrolę techniczną pojazdu w polskiej stacji diagnostycznej. Jeśli auto zaliczy badanie, wystawiane jest zaświadczenie. Dopiero na podstawie tego dokumentu jest możliwe odebranie dowodu. Widząc, jak mało czasu dają polskie przepisy obcokrajowcom na załatwienie tych formalności i biorąc też pod uwagę trudną sytuację materialną wielu Ukraińców oraz barierę językową, dla wielu z nich ta ścieżka może okazać się zbyt trudna do pokonania.
28 marca został zniesiony obowiązek zakrywania nosa i ust. Rząd nawet nie próbuje tłumaczyć, dlaczego zniesiono kwarantannę i maseczki. Nie było żadnych wyników zachorowań, który by ów krok wyjaśniał w kontekście dotychczasowej narracji władzy. Skąd ta zmiana? Odpowiedzi szukamy z doktorem Piotrem Witczakiem, który przedstawia swoje koncepcje.
Rafał Pazio: Przedstawiciele rządu nagle ogłosili, że znoszą obowiązek noszenia maseczek oraz kwarantannę i izolację, a zachorowania nadal są odnotowywane. Gdzie w tym logika? Czy PiS próbuje wycofać się po cichu?
Dr Piotr Witczak: Przypomnę jeszcze o zapowiedziach olbrzymiej ilości przypadków, tsunami zakażeń, które zapowiadał pan profesor Horban pod koniec grudnia 2021 roku. Nie tylko on, ale wielu innych ekspertów. Nagle ta narracja się zmieniła. Nie można się oprzeć wrażeniu, że ma to związek z sytuacją za naszą wschodnią granicą, na Ukrainie, inwazją Putina na ten kraj i ogromną ilością uchodźców, którzy do nas docierają. Można spekulować dlaczego wycofano się z tych obostrzeń.
Jakie są wnioski?
Mam takie autorskie koncepcje. Jedna z nich może dotyczyć tego, że po prostu jako kraj nie będziemy w stanie kontynuować pandemii z izolacją, kwarantanną, pilnowaniem przestrzegania obowiązku noszenia masek, czy opóźnionym dostępem do ochrony zdrowia. Przybyło nam kolejne dwa miliony potencjalnych pacjentów. Poza tym wydatki, jakie ponosiliśmy na pandemię były ogromne. Teraz mamy socjale i pomoc dla Ukrainy przy nikłym wsparciu z Unii Europejskiej i innych krajów. To może być jedna z przyczyn. Aczkolwiek w pewnym momencie wycofywano się w całej Europie.
Druga, to być może jest próba uśpienia naszej czujności, stworzenie wrażenia, że jest po wszystkim. Natomiast dochodzą do mnie informacje o postępującej agendzie dotyczącej cyfrowych rozwiązań do kontroli obywateli. Mówię tu certyfikatach QR czy obowiązkowych szczepieniach. O ile mam dobre informacje to w Niemczech, podobno, uchwalili obowiązek szczepień. To, że znoszone są obostrzenia nie oznacza, że pewne ruchy, jeżeli chodzi o przygotowanie się do kolejnych potencjalnych pandemii, nie zachodzą, zwłaszcza w kwestiach prawnych. Też jest tutaj plan ze strony WHO, żeby przejąć kontrolę w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego w poszczególnych państwach, czyli być poniekąd powyżej konstytucji poszczególnych państw. To też postępuje. Wiem, że pan minister zdrowia Adam Niedzielski uczestniczył w zebraniu ONZ, na którym poruszane były tego typu tematy. To może być kolejna przyczyna.
I jeszcze jest coraz cieplej, wiosna, a później lato.
Infekcji będzie niewiele, ludzi będą rzadziej dotykać choroby wirusowe układu oddechowego. Tym bardziej jest to taki moment, żeby dać nam trochę odetchnąć, odciągnąć naszą uwagę, żebyśmy się skupili na Ukrainie. Być może żebyśmy nie robili zbyt gwałtownych ruchów, jeśli chodzi o pociągnięcie do odpowiedzialności niektórych osób. Nasza natura jest taka, że lepiej sobie darować, odpuścić, zapomnieć. Mamy teraz ważniejsze sprawy, uchodźców, wojnę za naszą wschodnią granicą. Takie są te moje koncepcje. Natomiast być może są jeszcze jakieś inne cele, o których nie wiemy.
Z tych koncepcji wynika, że rząd traktuje nas instrumentalnie.
Od początku pandemii tak było. Obostrzenia powinny być zdjęte dużo wcześniej. Właściwie w momencie, kiedy była druga fala. Znaliśmy śmiertelność, wiedzieliśmy, jakie mogą być potencjalne skutki lockdownu. Przed pandemią wiadomo było, jaka jest skuteczność masek w zapobieganiu transmisji wirusów. To już w przypadku grypy zostało dobrze udokumentowane. Najbardziej wiarygodne badania pokazują, że te maski są nieskuteczne. Utrzymywanie obostrzeń przy drugiej fali przyczyniło się do tego, co widzieliśmy, czyli do nadmiarowych zgonów, które wynikały z redukcji hospitalizacji, z opóźnień w dostępie do opieki medycznej. Wzrosła gwałtownie śmiertelność w wypadkach samochodowych. Wypadków samochodowych było mniej z powodu lockdownów. Ale jak już ktoś miał wypadek, to ryzyko poniesienia śmierci czy poważnych uszkodzeń ciała było znacznie większe z tego względu, że były opóźnienia w dostępie do ochrony zdrowia. Pacjenta wozili od szpitala do szpitala, ponieważ wiele placówek było zamienionych na tzw. covidowe. Karetki dezynfekowano, więc czas dojazdu do poszkodowanych też się wydłużył. To była główna przyczyna tych nadmiarowych zgonów w drugiej fali. Obostrzenia powinny być zdjęte dużo wcześniej. W momencie, jak zobaczyliśmy z czym mamy do czynienia. To wiedzieliśmy już po pierwszej fali w 2020 roku.
Kiedy rząd mógł wiedzieć, jak jest naprawdę?
Są takie teorie, że rządy przygotowywały się do tej pandemii jeszcze przed oficjalnym jej rozpoczęciem. Mówię tutaj o sytuacji w Wuhan.
Nie wykluczam żadnej z tych koncepcji. Było mnóstwo nieścisłości, braku logiki, chaosu. Dużo poprawności politycznej, cenzury naukowców, olbrzymi strach generowany w mediach. To nie było racjonalne. Tak się nie postępuje w zarządzaniu zdrowiem publicznym. Można tutaj spekulować, że dużo w tym wszystkim było celowości i konkretnej realizacji jakichś międzynarodowych agend w celu zwiększania kontroli nad obywatelami. Po drugie doszło do pogorszeniu sytuacji zdrowotnej Polaków. Im bardziej schorowany naród, im bardziej przestraszony, tym łatwiej go kontrolować. Oczywiście nastąpiło pogłębianie kontroli cyfrowej, czyli uzależnienie naszego funkcjonowania w przestrzeniach publicznych od certyfikatów cyfrowych, paszportów covidowych, itd. Były to pewne próby daleko sięgające przed tym, co nas czeka. Nie sądzę, żeby z tego zrezygnowano, zwłaszcza że te plany poszły tak daleko.
Ludzie nie rozumieją, jak bardzo obrażają Boga, Nadchodząca kara wstrząśnie naszymi rozumami!
Odkąd na początku XX wieku Matka Boża kilkakrotnie objawiła się trojgu portugalskim dzieciom, w tym Siostrze Łucji, aby obiecać Kościołowi i światu okres pokoju, jeśli papież i biskupi katoliccy poświęcą Rosję Jej Niepokalanemu Sercu, katolicy z utęsknieniem wyczekują tego poświęcenia.
Kilku papieży próbowało tego dokonać, aby spełnić prośbę Matki Bożej: Pius XII w 1942 roku, gdy szalała II wojna światowa; Paweł VI pod koniec Soboru Watykańskiego II; Jan Paweł II aż trzy razy, w 1981, 1982 i 1984 roku, gdy podstawiony sobowtór Siostry Łucji oświadczył[-a], że poświęcenie zostało wreszcie ważnie dokonane. Jednak któż mógłby powiedzieć, że po 1984 roku nastąpił okres pokoju? Dlatego też otwarta wojna z Rosją na Ukrainie skłoniła Franciszka do dokonania kilka dni temu kolejnej próby poświęcenia Rosji. Czy tym razem poświęcenie było ważne?
Przynajmniej dwa ważne argumenty przemawiają za tym, że to, co uczynił Franciszek w dniu 25 marca 2022 roku, nie odpowiadało w większym stopniu prośbom Matki Bożej z Fatimy niż to, czego dokonał któryś z jego trzech poprzedników. Nie musimy przy tym twierdzić, że te sześć poświęceń było całkowicie bezwartościowych, bowiem jak uczy stare przysłowie „lepiej mieć pół bochenka, niż w ogóle nie mieć chleba”. Matka Boża znalazła sposób, aby nagrodzić, przynajmniej za dobrą wolę, papieży, którzy próbowali poświęcić Rosję.
Na przykład poświęcenie dokonane przez Piusa XII w 1942 roku wprawdzie nie doprowadziło do natychmiastowego zakończenia II wojny światowej, jednak dzięki bitwom pod El Alamein i Stalingradem nastąpił wojenny przełom i zwrot w kierunku „pokoju” zimnej wojny. To, czego świat teraz najbardziej potrzebuje, to papież, który ma prawdziwą wiarę i zaufanie do Matki Bożej, aby uczynić dokładnie to, o co Ona prosi, i pozostawić Jej rozwiązanie wszelkich problemów politycznych.
Tymczasem w swoich aktach poświęceń, wszyscy wystrzegają się wymienienia Rosji z nazwy, bo boją się politycznej nagonki.
Dlatego tekst Franciszka na Święto Zwiastowania Pańskiego był skierowany przede wszystkim do całej ludzkości, a dopiero w dalszej kolejności do Rosji i Ukrainy. Ale nie o to prosiła Matka Boża. Należy pamiętać, że to Rosja oddała się w ręce demonów komunizmu i to ona w latach czterdziestych XX wieku szerzyła jego błędy na całym świecie. Teraz, w 2022 roku, może wydawać się, że Rosja nie jest już krajem komunistycznym oraz że w odpowiedzi na komunizm nastąpiło tam odrodzenie religijne – wystarczyły 72 lata (1917-1989)! Jednak według wielu obserwatorów jest to pod wieloma względami cały czas kraj pogański, więc nadal wymaga szczególnego poświęcenia, zwłaszcza jeśli ma do odegrania szczególną rolę w zbliżającym się dziele odbudowy chrześcijańskiej cywilizacji, jak sądzą inni obserwatorzy.
Krótko mówiąc, kiedy Matka Boża prosiła o poświęcenie „Rosji”, wiedziała, co ma na myśli, i nie chodziło jej o poświęcenie „ludzkości”.
Drugim zasadniczym powodem, dla którego Franciszkowy akt poświęcenia był bezskuteczny, jest fakt, że pochodzi on od herszta skoncentrowanego na człowieku Neo-Kościoła, który niczym kukułka buszuje w gnieździe prawdziwego Kościoła, ukierunkowanego ku Bogu. Należy podkreślić, że prawdziwe poświęcenie winno być skupione na Panu Bogu, na tym, jak bardzo Go obraziliśmy, jak tego żałujemy i jak mocno postanawiamy wynagradzać Mu za to, że zgrzeszyliśmy. Spójrzcie na przykład takiej modlitwy, w której centrum jest Pan Bóg, w Piśmie Świętym, a mianowicie na wspaniałą modlitwę proroka Daniela (Dn 9, 3- 19).
Następnie zaś porównajcie te modlitwę z jakże lekkim tonem tekstu Franciszka, w którym kładzie się główny nacisk na cierpienia ludzi, tak jakby pokój był dobrem absolutnym, a wojna złem najwyższym. Takie spojrzenie na sytuację ludzkości jest dziś powszechne, „poprawne politycznie”, typowe dla współczesnego człowieka, ale zdecydowanie nieodpowiednie, ponieważ w swej istocie nie stawia Boga na pierwszym miejscu. Franciszkowi nie można wprawdzie zarzucić, że nie odwołał się do Matki Bożej, ale to jego odwołanie jest głęboko humanistyczne.
Niewątpliwie Matka Najświętsza jest dla wszystkich wyrozumiała, ale jak bardzo musi być rozczarowana. Ona doskonale wie, jakie nieszczęścia wiszą nad ludzkością i jak łatwo można byłoby ich uniknąć, gdyby na przestrzeni ostatnich 90 lat Jej prośba została właściwie spełniona. Od dziesięcioleci Jej obrazy i posągi płaczą łzami z wody i krwi.
Dlatego dalej będziemy się modlić o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.
22 marca 2022 roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (jednostka opiniodawczo-doradcza dla Ministra Zdrowia) opublikowała zalecenia dotyczące postępowania diagnostycznego w związku z epidemią Covid-19.
W dokumencie przyznano, że zarówno testy PCR oraz testy antygenowe są niewiarygodne, dają wyniki fałszywie pozytywne i nie należy ich stosować do testowania osób bez objawów infekcji.
W dokumencie stwierdzono też, że „nie zaleca się populacyjnych badań przesiewowych”. Co więcej, nie zaleca się rutynowego testowania pacjentów z objawami infekcji. Testowanie można rozważyć wyłącznie w przypadku osób z wysokich grup ryzyka. Całe opracowanie TUTAJ.
====================
Jednym z konsultantów merytorycznych opracowania jest prof. Andrzej Horban. Ten sam, który opowiadał o czekającym nas kowidowym tsunami i milionie pacjentów w szpitalach. Co się stało, że Horban nagle zaczął mówić ludzkim głosem?
[W znajomym liceum dziewczyny używają czasownika „horbanić” – tj. wyjątkowo bezczelnie i namolnie chrzanić.. MD]
O tym, że kowidowe testy są niewiarygodne, mówili już na początku pandemii niezależni naukowcy i lekarze, ale wtedy opluwano ich jako „foliarzy”. Po raz kolejny okazało się, że „foliarze” mieli rację, ale oczywiście nikt ich nie przeprosi. Nikt też nie przeprosi pacjentów, którym na podstawie fałszywie pozytywnych wyników odwołano lub przesunięto planową diagnostykę i hospitalizację. A co z tymi, którzy zmarli nie otrzymawszy pomocy, ponieważ najważniejsze było testowanie? I to wielokrotne, żeby w końcu wyszedł „plus” i żeby można wrzucić ich na lepiej płatny oddział kowidowy. Czy ktoś za to odpowie?
Na podstawie fałszywych wyników niewiarygodnych testów zamykano ludzi w aresztach domowych, a posłowie PiS złożyli projekt ustawy wprowadzającej masowe testowanie w miejscu pracy. Testowano zdrowych sportowców, którym fałszywie pozytywny wynik testu zamykał drogę do startu w zawodach. Szykanowano i stygmatyzowano osoby, które mówiły, że ten testowy obłęd jest absurdem.
A teraz po cichutku i bez wielkich fanfar władza wycofuje się rakiem z idiotyzmów, przy których trwała dwa lata wmawiając Polakom, że to dla ich dobra. Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało.
W piątek (1.04.2022) Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w marcu inflacja w Polsce wyniosła 10,9%. To najwyższa inflacja od 22 lat, czyli od lipca 2000 roku, gdy wynosiła ona 11,6%. W stosunku do marca 2021 żywność zdrożała o 9,2%, energia o 23,9%, a paliwa o 33,5%.
Podczas konferencji prasowej w Sejmie politycy Konfederacji zaapelowali, żeby rząd zaprzestał katastrofalnej w skutkach polityki napędzającej inflację. – Natychmiast należy zaprzestać tego szaleńczego dodruku pieniądza, żeby ceny spowolniły, żeby inflacja nie doszła do jakiegoś horrendalnego poziomu, żebyśmy nie obudzili się nagle w rzeczywistości, gdzie będziemy mieli banknoty po 1000, czy 2000 złotych – powiedział Witold Stoch z biura prawnego Konfederacji.
– Polityka, a właściwie antypolityka gospodarza rządu to jest coś, za co dziś płacą wszyscy Polacy – powiedział poseł Robert Winnicki. – Rząd powtórzył obłędną politykę wielu państw Europy, bogatszych państw, w zakresie dodruku pieniędzy, w zakresie transferów, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego i dziś inflacja wynosi już ponad 10%, a idziemy na kilkanaście procent – alarmował. – Co robi w tej sytuacji rząd? Rząd nie zwalnia, nie redukuje podatków, tak jak proponujemy to w ustawach Konfederacji, m.in. pakiet przedsiębiorcy, tanie paliwo, tani prąd. Wzywamy rząd, żeby przestał koncentrować się na tym, którą grupę wyborców kupić, ale na tym, jak uniknąć katastrofy gospodarczej – powiedział Winnicki.
– Trzeba zrobić dwie rzeczy. Nie wydawać nowych dziesiątków miliardów złotych na najróżniejsze transfery typu dopłata do telewizora, którą rząd zrobił na ostatnim posiedzeniu Sejmu. To nie jest najpotrzebniejsza rzecz w tej chwili, żeby dać paru milionom ludzi dopłatę do tego, żeby mogli oglądać telewizję. To jest absurdalna polityka trwonienia pieniędzy. To jest pierwsza rzecz.
Druga rzecz, którą trzeba zrobić, to starać się rozkręcać gospodarkę. To oznacza, że nie można robić tego, co rząd robił przez ostatnie miesiące z Nowym Ładem, czyli wprawiać przedsiębiorców i księgowych w totalną depresję, bo nie wiedzą na czym stoją, jeśli chodzi o sferę podatkową. Trzeba radykalnie obniżyć podatki – podkreślił Winnicki.
Amerykański The Washington post przyznaje, że armia ukraińska wykorzystuje cywilną infrastrukturę do celów militarnych i w związku z tym Federacja Rosyjska może nie zostać pociągnięta do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, gdyż ostrzeliwanie przez nią budynków mieszkalnych może w przypadku stacjonowania w pobliżu zasobów militarnych Kijowa nie zostać uznane za celową zbrodnię wojenną.
Washington Post w obszernym artykule, w którym wyraźnie krytykuje ukraińską strategię obrony totalnej, powołuje się na specjalistów w zakresie prawa międzynarodowego i praw człowieka, takich jak Bill Chabas czy też Richard Weir.
Ponadto w ciągu ostatnich tygodni dziennikarze amerykańskiej gazety widzieli na własne oczy sprzęt militarny, taki jak rakiety przeciwczołgowe, działa przeciwlotnicze i transportery opancerzone, które zostały rozlokowane w pobliżu budynków mieszkalnych.
Na ulicach w dzielnicach mieszkalnych rozmieszczono także punkty kontrolne z uzbrojonymi ludźmi, barykady z worków z piaskiem oraz skrzynki z koktajlami Mołotowa. Ukraińscy obywatele sami skarżyli się Amerykanom, że w pobliżu infrastruktury cywilnej mają miejsce działania zbrojne, które np. uniemożliwiają nocą sen.
Richard Weir, ekspert organizacji Human Rights Watch stwierdza wprost, że ukraińskie wojsko, na mocy prawa międzynarodowego, zobowiązane jest do usunięcia sprzętu wojskowego oraz żołnierzy z terenów zamieszkałych przez ludność cywilną. Jeżeli tego nie zrobią, stanowić to będzie pogwałcenie prawa wojennego
Ukraińska armia odpowiada na te zarzuty, że gdyby posłuchali tych rad to właściwie mogliby nie bronić swoich miast. Współpracownicy ukraińskiego prezydenta z kolei twierdzą, iż w tym konflikcie międzynarodowe prawo humanitarne oraz prawo wojenne nie ma zastosowania, ponieważ, jak twierdzą, celem Putina jest zniszczenie narodu ukraińskiego. Dodaje, że nie może on przeszkadzać swoim rodakom w obronie ich domów, wolności, wartości i tożsamości.
Ukraińcy sami oprowadzają dziennikarzy z zagranicy po osiedlach mieszkaniowych, gdzie rozmieścili swoją infrastrukturę militarną. Weir zauważa, że jeżeli Rosjanie będą atakować cele cywilne w sposób nieproporcjonalny w stosunku do zagrożenia to nadal mogą zostać oskarżeni o zbrodnie wojenne. Jednak wówczas granica pomiędzy zbrodnią wojenną a atakiem na cel wojskowy jest dużo bardziej płynna – militaryzacja przestrzeni mieszkalnej tak czy inaczej musi skończyć się ofiarami wśród cywilów.
William Chabas, kanadyjski specjalista w dziedzinie międzynarodowego prawa karnego stwierdził, że Ukraina nie może używać ludności cywilnej jako żywych tarcz. Ukraińcy najpierw instalują swoje zasoby wojskowe w pobliżu obiektów infrastruktury cywilnej a następnie filmują rosyjskie ataki, chcąc w ten sposób za wszelką cenę wytworzyć materiał mogący posłużyć jako dowód na zbrodnie wojenne Rosji, który zostanie wykorzystany w międzynarodowym trybunale karnym w Hadze. Richard Weir z HRW zauważa jednak że jeżeli w pobliżu zniszczonego przez rosyjską armię celu cywilnego znajdować się będzie zasób militarny, to tezy o celowej zbrodni wojennej będzie można bardzo łatwo podważyć.
W stolicy Ukrainy – Kijowie – nie tylko domy ale także restauracje czy też biura zostały przekształcone w obiekty wojskowe obrony terytorialnej Ukrainy, co sprowadza na rezydujących tam ludzi śmiertelne niebezpieczeństwo i powoduje, że zabudowa Kijowa i innych miast jest tak czy inaczej niszczona, powodując przy tym śmierć niewinnych ludzi.
Bez względu na to jak patrzymy na konflikt ukraińsko-rosyjski stwierdzić trzeba jednoznacznie: ukraińska armia sprowadza swoimi działaniami na ludność cywilną śmiertelne niebezpieczeństwo i powinna za swoje działania co najmniej zostać surowo potępiona.
Vladimir Putin, Chief Rabbi Berel Lazar, businessman Viktor Vekselberg Courtesy of the Jewish Museum and Tolerance Center of Moscow
—————-
Three days after Russian forces invaded Ukraine, a prominent rabbi in Moscow offered a striking dissent.
“Stop the war!” Rabbi Boruch Gorin wrote on Facebook. He added, “This could cause fits of rage, but I have no other words now.”
It was not just the use of the word “war,” which Russia later banned from public discourse, that made the comment so remarkable. It was also because Gorin is a senior spokesperson for the Chabad-affiliated Federation of Jewish Communities in Russia and to Russian Chief Rabbi Berel Lazar — a Chabad rabbi whose ties to Russia’s bellicose president has earned him the derisive moniker “Putin’s rabbi.”
During Vladimir Putin’s 22 years in power, the Russian president has maintained a simple but effective relationship with the Chabad-affiliated rabbis of his country.
Under this symbiotic relationship, Putin helped Chabad pull off one of the most impressive Jewish revivals in modern times, eclipsing all their rival groups in Russia to bring Jewish practice and experiences to people who had little access to religious life under communism. Chabad’s star especially rose as Putin’s relations soured with the Russian Jewish Congress, a non-Chabad communal group, after that group criticized Russia’s war in Chechnya two decades ago.
Chabad, in turn, continued to abide by the Hasidic Orthodox movement’s willingness to work with government regimes as long as they don’t target Jews — a propensity that Chabad leaders define as partisan neutrality and that critics say reflects an inappropriate deference to power.
Russia’s Feb. 24 invasion of Ukraine has placed unprecedented strain on this arrangement, threatening what many view as a golden age of Russian Jewry and possibly Chabad’s place alongside Christian and Muslim counterparts operating under similar understandings with Putin.
In the weeks since the start of the war, Chabad in Russia has drawn criticism from abroad for failing to condemn a war that has caused untold death and turned millions of Ukrainians, including tens of thousands of Jews, into refugees. Meanwhile, Russian nationalists are criticizing the group, often in antisemitic terms, for not adequately backing Putin.
For Chabad, the push and pull is taking place amid an emotionally fraught conflict — Ukraine is in many ways the spiritual birthplace of the movement. Meanwhile, Chabad is also facing financial uncertainty with many of its deep-pocketed Russian backers suddenly severed from their wealth because of international sanctions.
The dynamics have Chabad of Russia engaged in a delicate balancing act aimed at maintaining safety and access to Jewish life for the country’s nearly 200,000 Jews.
“It’s a complicated situation. During times of war, people are not thinking rationally. Some think: You’re either with us or against us. We explain that bringing peace is the basis for any religious community, especially the Jewish one,” said Rabbi Alexander Boroda, president of the Federation of Jewish Communities in Russia. “But I can’t say everyone understands. Some people from other faiths — they expect us to support the military action.”
Gorin’s comments represented an early example of Chabad’s balancing act. Occurring amid rising nationalist sentiment and a witch hunt for so-called traitors, his call to end the war stood out as unusual in Russia.
Gorin told the Jewish Telegraphic Agency at the time that his position nonetheless represented that of Lazar and the rest of the Federation of Jewish Communities, a group with dozens of synagogues and community centers and hundreds of rabbis across Russia’s vast territory.
And on March 2, Lazar himself wrote a statement calling to “stop the madness so that no more people die.”
Lazar’s language was milder than Gorin’s, and certainly than the language used by some Jewish leaders abroad — such as the rabbis from the Union for Reform Judaism who in a statement condemned what they termed “Putin’s seemingly insatiable desire to fulfill his vision of a new Russian empire.” But it nonetheless set Lazar apart from other clergy in Russia, who are cheering on the Russian invasion and justifying it.
The views expressed — and not expressed — by Chabad’s leadership in Russia have drawn the attention of “other faith representatives” to the Federation of Jewish Communities of Russia, Boroda said. He declined to specify who those representatives were.
Multiple sources told Haaretz this week that the Kremlin is pressuring Jewish groups in Russia to support the war, including by threatening to shut down Jewish institutions if they do not. But Boroda said his group had not been pressured by the government to support the war, which in Russia is referred to as a “special military operation” by Putin’s fiat.
Still, he said, Chabad nonetheless had faced questions about its stance. “There are representatives from other faiths who want to come out with something general to support the military operation,” Boroda said. “We declined and there was more or less understanding to our position. We weren’t pressured and told we have no choice and had to pick sides here.”
Boroda drew criticism from abroad, including from a leading Chabad rabbi in Ukraine, after he spoke with the Interfax Russian news agency about the war in early March and the Jerusalem Post reported the contents of the interview.
In the interview, Boroda was asked about the Ukrainian state’s track record of celebrating the legacies of Nazi collaborators. Boroda condemned these activities, reiterating the position of his own group and many others, including the State of Israel and the World Jewish Congress. He also invoked the Holocaust while decrying vandalism of a Russian store in Germany, noting that Kristallnacht, the pogrom that is considered to be the beginning of the Nazi Holocaust against the Jews, featured vandalism of stores.
The Jerusalem Post interpreted Boroda’s answers as support for the “denazification” pretext offered by Putin himself for the invasion.
Boroda rejected that interpretation, noting that he did not link the glorification of Nazi collaborators with the current situation in Ukraine. He also did not comment directly on the war.
Boroda said his group is involved in sending humanitarian aid to Jewish communities in Ukraine, where Chabad is also the driving force of Jewish communal life. That aid is flowing through the world Chabad network, which transfers donations and supplies from Jewish communities in multiple countries, including Russia, and distributes those resources to Jewish communities in Ukraine, Boroda said.
Even within Russia, some would like to see Chabad in Russia take a firmer position against the war.
“They made a bunch of vague statements for peace, [but] they haven’t really said what Russian Jews really think about this terrible war and the dictatorship responsible for it,” said one Jewish person in Russia who for years has followed Chabad and Jewish community politics. The source, who said they were already taking a risk just speaking a Western journalist over the phone, spoke on condition of anonymity for fear of being imprisoned under new laws proscribing criticism of the war.
Putin has made clear his intolerance for criticism over the war beyond enacting laws punishing those who criticize it. In a speech on March 17, he said: “The Russian people will always be able to distinguish true patriots from scum and traitors and will simply spit them out like an insect in their mouth onto the pavement.”
Not long after that, a pig’s head with a blond wig was placed outside the home of a Russian-Jewish journalist deemed critical of the war. The perpetrators posted a piece of paper on the door of the apartment of the journalist, Alexey Venediktov, which featured a Ukrainian national symbol and the word “Judensau,” the German-language term for an antisemitic icon from the Middle Ages.
Statements like Gorin’s and Chabad’s humanitarian efforts in Ukraine have not gone unnoticed in ultranationalist circles.
“The Judeo-Christian church collects warm clothes for soldiers on both sides,” Sergey Shcherbatyuk, a blogger for the ultranationalist newspaper Gazeta Zavtra, wrote, referencing Chabad.
The criticism comes amid increasing pressure on Chabad’s finances in Russia. Ever since the collapse of the former Soviet Union, Chabad of Russia has relied on a mix of donations from Russian philanthropists, including the billionaires known as oligarchs whose wealth accumulated through relationships with the state, plus government assistance and gifts from Western donors.
With those sources of funding, Chabad of Russia has built an array of buildings and institutions, including dozens of schools and ostentatious synagogues like the one headed by Boroda in Zhukovka, a wealthy suburb of Moscow. Chabad is opening synagogues and centers far beyond the capital, including in Arkhangelsk, home to the world’s northernmost Jewish community center, and in Tomsk, where Siberia’s largest Jewish community center recently opened.
The group was also instrumental in the development and construction of the $50 million Jewish Museum and Tolerance Center, which opened in Moscow in 2012 and was built with the support of the Russian government.
But now, many of the Russian-Jewish oligarchs who used to fund Chabad activities in Russia are under crippling sanctions that have tied up their funds in the West. That could make support from outside Russia more essential, according to Roman Bronfman, an Israeli former lawmaker who was born in Ukraine and is the author of a book on Russian-speaking Jewry.
“Chabad in Russia is between a rock and a hard place,” Bronfman said. “Especially now they need to work on their ties to the west, which are substantial anyway. They need to take public opinion in the west into account.”
Russian Jews, including the ones belonging to Chabad, “almost all have their origins in Ukraine, Moldova or Belarus,” Bronfman noted. This is because those countries were part of the Pale of Settlement, where Jews were allowed to live during Czarist times.
“Very few Russian Jews actually come from Russia. This means the invasion into Ukraine hit an emotional chord, preventing Chabad from siding all the way with Russian clergy supporting the war,” Bronfman said.
To Bronfman, what is happening in Russia right now represents “the collapse of the model on which Chabad has operated so far in Russia, in which they stay out of politics in exchange for government support.” This model, he said, restricts criticism by Chabad of the government but “is preconditioned on the freedom not to openly support the government and cheer it on, either. The war has drastically reduced this freedom.”
Misha Kapustin, a Reform rabbi who fled Crimea to Slovakia in 2014 after the Russian army annexed that part of Ukraine, also believes that Chabad of Russia has not spoken out against the war in any significant way.
Moral fortitude requires clergy to speak out against the war in Ukraine, he said. But he said he understands why Russian Chabad rabbis have not done this with more force.
“It’s easy for us to criticize but Russia is a dictatorship,” said Kapustin, who has previously criticized Chabad of Russia for being too close to the government. “So what should they do? Walk away from the communities they build? Abandon Jews there?”
Russia’s Chabad rabbis, Kapustin said, are “facing a very difficult choice.” It’s one that he doesn’t need to imagine making, because he made it already.
“I left Crimea precisely because I didn’t want to put myself in that position,” Kapustin said.
Chabad’s rabbis in Russia may not have that flexibility. Emissaries in the movement are expected to remain in their communities through thick and thin; many who left Ukraine in the war’s early days to usher their families and communities to safety have returned already.
And whatever happens with the war and with Putin’s leadership, there are potentially hundreds of thousands of Jews in Russia. While thousands of Russian Jews have departed for Israel and beyond since the war broke out, many of them fearing a return of the Iron Curtain, most have stayed.
Many of those who left “did so out of an initial reaction of panic,” Boroda said. He added, “They will return. It will not affect the revival of Jewish life in Russia, which we will continue to bring to new heights regardless of international politics.”
Ukrainians have a long history of murdering Jews. We do not need to save them. We need to save the Jews and get out of there. Time to abandon Ukraine.
There are about 200,000 Jews in Ukraine, but there are about 10 times more Jews who were murdered and buried there, and in the last century alone. Ukraine is a Jewish graveyard. We need to get out of there.
In fact, Jewish graves have been attracting Jews back to Ukraine, particularly to Uman, where Rebbe Nachman of Breslov is buried. We haven’t been able to escape yet because a large part of our nation is buried there. Many Jews still feel a strong attachment to them.
The dead will forgive us if we move on towards our Redemption. We do not need to live with the dead in that graveyard of a nation. Rise up from the ashes, O Israel, and abandon the lands of your torment. Time for all Jews to come to Israel, to the Land of the living.
A Jewish President in Ukraine
Ironically, we now have a Jew in charge of Ukraine (Volodymyr Zelensky). He is fighting for them and has chosen to remain. He might even be blocking Jewish men from leaving. He needs all men of fighting age to remain, to resist the Russian invasion. He is even calling for other Jews to fight for Ukraine.
We don’t need a Jew to fight for Ukraine. If anything, it could only make matters worse for Jews everywhere. The main benefit of a Jewish Ukrainian president would be if he had enough compassion for the Jews of that country to help them escape to Israel.
A Gentile leader could be ruthless to the Jews of Ukraine. He could blame them for all his problems. He could let the Ukrainians vent their anger upon them, or trap them in the crossfire, blocking their escape. Zelensky can help facilitate the exodus of hundreds of thousands of imperiled Jews to Israel.
Putin is Not Our Enemy
Vladimir Putin, the leader of Russia for the past 22 years, is not our enemy and we do not need to make him our enemy. He has been good to the Jews of Russia, raising up Jewish oligarchs to serve him and forcing Russians to respect the Jews there.
There are roughly 265,000 Jews in Russia, according to 2010 figures. Those Jews were previously free to traverse the world and come to Israel. With the tough sanctions currently in place, it is hard to fly out of Russia these days.
Bennett flew to Russia on a private jet, with US approval, to secure humanitarian corridors for Jews to escape the conflict, among other things. But it is not only the Jews of Ukraine who are at risk.
We need Putin as a friend to help secure the safety of Russian Jews. If possible, we need to help them escape as well, since US President Joe Biden seems hellbent on raising up a new iron curtain that could cut them off from Israel. This could include other nations with Jewish populations under Russian influence.
Putin helps secure the safety of many Jews who would otherwise be at risk. We should not be fighting against him to save Ukraine, and we certainly should not want to topple him. Ukrainian Jews would be safe under Putin’s protection. The same cannot be said of the Ukrainian militias rising up to resist a Russian occupation.
Ukraine Under Russian Occupation
Biden seems to have accepted that Russia would occupy Ukraine. He did so, even before the invasion, when Putin amassed a huge army at its borders. Biden encouraged Russia to attack when he said an attack was inevitable, and that America would not send troops to defend Ukraine.
What surprised the world was Zelensky’s fighting spirit. He roused Ukrainians to powerfully resist the Russian invasion. This was not expected, and it has only made matters worse. Now the West is strangling Russia with sanctions and supplying Ukraine with enough weapons to fuel a protracted war. Zelensky, a Jew, has become Putin’s foremost enemy.
Russia had mechanisms in place to control Ukraine, which were further upended by Zelenksy’s populist rise to power. How does a Jew rise to power in a place like Ukraine? Zelensky produced and starred in a tv series, ‘Servant of the People,’ in which he depicts a high school teacher who unexpectedly rises to power, after a video of him ranting against government corruption goes viral.
The tv show aired for three seasons, from 2015 to 2019. In 2018, Zelensky took advantage of its popularity, and his production team formed a political party under the same name as the tv show. In 2019, Zelensky was elected the president of Ukraine in a landslide victory.
Zelensky rose to power on an anti-corruption platform. Corruption in the former Soviet states is tied to the sale of state assets at huge discounts and the granting of monopolies to favorable parties, known as oligarchs.
The rise of the oligarchs is connected to Russia, and Russia wields political influence outside its borders through them. In the shadow of their demise, Russia is losing control. Zelensky has been steering Ukraine into the hands of the West, a process that is unacceptable to Putin.
Russians are willing to fight for Ukraine because it has been theirs for hundreds of years, and historically, Russian civilization originated there, in the Kievan Rus’. Kyiv is the capital of Ukraine, but ‘Rus’ is phonetically related to Russia, along with neighboring Belarus. Russians consider that region their historic heartland, and they refuse to see it fall to the West.
Russia has been “occupying” Ukraine for hundreds of years already. Perhaps Putin was willing to accept an independent and neutral Ukraine, but not a Ukraine aligned with the West, and certainly not one allied with NATO against him.
The Euromaidan protests, beginning in late 2013, lead to the ousting of the Russian-leaning Ukrainian President, Viktor Yanukovych, in early 2014. This was the impetus for Russia’s invasion of Ukraine in 2014 and its annexation of Crimea, which it feared would fall into Western hands. Zelensky’s rise to power in 2019 marked an even greater threat to Russia.
In 2019, Donald Trump was the President of the US. He helped reduce the tensions surrounding Ukraine. When Biden came to power in 2021, everything changed. Biden started off with a slap in the face to Putin, calling him a killer in March 2021. Tensions rapidly escalated after that concerning Ukraine, to the point of international crisis and ultimately war.
Not Our War
Western paramours have been seducing Ukraine to run off with them. They offer many economic incentives to the impoverished Ukrainians. Russia is not pleased with its estranged Ukrainian wife. We do not need to stand between them and take the fire. We need to get our people out of there.
It might even be in our interests to help Putin at this juncture, to let him end the war quickly and claim some sort of victory, not to turn this into a bloodbath that could topple him and destabilize the region.
Contrary to what people are saying these days, Putin remains a voice of reason and a friend of Jews in that dark region. Don’t expect there to be anyone better than him there.
And don’t let the media fool you. This is not a war for freedom. Ukraine will be subjected and exploited either way, most likely for its grain. Either Ukraine will serve the West and enrage the Russians, or it will realign its interests with Russia and the threat of a major conflict may be averted.
Our interests do not necessarily align with the interests of other nations in this conflict. Best if we stay out of it. Ukraine is not our war. Saving the Jews is. Time for Jews to abandon Ukraine.
Yshai Amichai is a father of six and an author with a legal education, whose books advocate upholding the Torah as a national Constitution. He may be contacted at: yshaia@gmail.com
W czwartek rano zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek – przekazała Prokuratura Krajowa. Prokurator Pasionek służył w prokuraturze od ponad 30 lat. Nadzorował pracę zespołu śledczego zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek PasionekŹródło: East News
„Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dzisiaj rano zmarł Prokurator Marek Pasionek – Zastępca Prokuratora Generalnego” – napisano na stronie Prokuratury Krajowej.
Jak przekazano, prokurator Pasionek służył w prokuraturze od 1989 r. i prowadził największe śledztwa w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej. W latach 1993–1997 był pięciokrotnie uhonorowany przez ówczesnych ministrów sprawiedliwości nagrodami za szczególne osiągnięcia w pracy śledczej. W 2004 r. odznaczono go Srebrnym Krzyżem Zasługi.
Marek Pasionek. Zajmował się śledztwem ws. Smoleńska
Od 12 grudnia 2005 r. do 25 maja 2007 r. był podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 2007 r. był prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.
W 2010 r. Pasionek był prokuratorem nadzorującym śledztwo Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie katastrofy samolotu Tu-154 w Smoleńsku. Po 2016 r. w ramach powierzonej funkcji zastępcy Prokuratora Generalnego nadzorował pracę Zespołu Śledczego Nr 1 zajmującego się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Od 28 marca br. minister zdrowia Niedzielski zniósł obostrzenia związane z najpopularniejszą od dwóch lat chorobą.
Powinna to być okazja do wszczęcia czynności prawnych mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności karnej i cywilnej całej rzeszy osób odpowiedzialnych za blisko ćwierć miliona nadmiarowych zgonów.
Ratowanie polskiego złota w trakcie II wojny światowej. W czasie wojny część polskiego złota została sprzedana, aby sfinansować działalność Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i rządu emigracyjnego. Kilkanaście ton polskiego złota przejęli bezprawnie Brytyjczycy
Ratowanie polskiego złota w trakcie II wojny światowej to była prawdziwa odyseja, okupiona ogromnym wysiłkiem, wieloma momentami niepewności, tysiącami godzin negocjacji i prawnych przepychanek, mimo pozornie pozytywnego nastawienia neutralnej Rumunii czy naszych głównych sojuszników – Francji czy Anglii – tak wynika z książki „Jak ocalono polskie złoto” (Wydawnictwo Oscar Print, 2013) autorstwa Cristiana Păunescu oraz Dorina Matei, profesorów Rumuńskiej Akademii Nauk.
O tym, że Rumuni pomogli Polakom uratować złoto przez wiele lat po wojnie milczano. Pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się w rumuńskim czasopiśmie „Magazin istoric” w 1968 r. Potem jednak z biegiem lat publikacji było coraz więcej, a dokumenty stawały się coraz bardziej dostępne. Można powiedzieć, że końcowym efektem jest właśnie książka Cristiana Păunescu oraz Dorina Matei. Trudno bowiem wyobrazić sobie publikację, która bardziej dokładnie, z większym pietyzmem, opisywałaby tę kwestię. Autorzy wykonali wielką pracę, docierając – jak się zdaje – do każdego dokumentu, do którego trzeba było dotrzeć, aby tę historię opisać.
Odyseja polskiego kruszcu
Autorzy zaczynają oczywiście od wprowadzenia, prezentującego ówczesną niezwykle skomplikowaną sytuację polityczną w Europie. Jednak dość szybko przechodzą sprawnie do sedna – czyli historii ewakuacji polskiego złota z kraju przez Rumunię. Zobowiązania tego kraju co do pomocy Polsce wynikały z kilku konwencji oraz z traktatu z 26 marca 1926 r. podpisanego w Bukareszcie. Jednak Rumunia – gdy rozpoczęła się II wojna światowa – poszła w kierunku neutralności. Dochodziło więc do dyplomatycznych przepychanek, a politycy z Bukaresztu znaleźli się tak naprawdę w sytuacji lawirowania między różnymi powinnościami. W końcu jednak Rumunia zezwoliła na tranzyt przedstawicieli polskiego rządu oraz na przewóz polskiego złota.
W przeddzień wybuchu II wojny światowej Bank Polski (który był instytucją prywatną, co będzie jeszcze miało znaczenie w tej historii) posiadał 79,5 ton złota w sztabkach, monetach i precjozach o wartości ówczesnych 463,6 mln zł (87 mln USD), a przechowywał te zasoby w skarbcu w Warszawie, w oddziałach terenowych oraz w depozytach zagranicznych. Rumunia zgodziła się na przyjęcie większości złota z terenu Polski, a stało się to na podstawie… umowy ustnej z 11 września 1939 r., po której pozostała tylko jedna notatka w archiwach Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rumunii.
I tutaj zaczyna się wielka epopeja polskiego kruszcu umieszczonego w 51 drewnianych skrzyniach. Transport przejechał z Warszawy na wschód kraju konwojem ciężarówek, a następnie pociągiem do Rumunii, do portu w Konstancy, gdzie niemal w całości (4 tony kruszcu pozostały w Rumunii) został załadowany na tankowiec „Eocene”.
Statek popłynął do Stambułu, gdzie napotkał wielkie problemy prawne po zacumowaniu do portu. W końcu jednak udało się go załadować na wagony kolejowe i przewieziono przez Syrię do Bejrutu, gdzie trafił do depozytu, de facto w ręce Francuzów.
Złoto następnie zostało przetransportowane do Tulonu we Francji, a potem do skarbca oddziału Banku Francji w Nevers. Gdy wojska hitlerowskie weszły do Francji i powstał kolaboracyjny rząd w Vichy, Polska zaczęła nalegać, by złoto wysłano do USA, ale Francja wysłała je do Dakaru we Francuskiej Afryce Zachodniej, a następnie do fortu Kayes.
Autorzy podkreślają, że rząd Francji nie uległ żądaniom Niemiec i nie wydał im polskiego złota, mimo że sytuacja sprzyjała takiemu rozwiązaniu. Z drugiej strony, Francuzi niejako „uwięzili” polski kruszec i nie chcieli nic z nim robić, mimo nacisków ze strony polskiej, więc rząd polski na uchodźctwie złożył pozew do sądu w Nowym Jorku. Sąd nałożył w 1941 roku tymczasowy areszt na francuskie złoto zdeponowane w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Na przełomie 1942 i 1943 r. wojska amerykańskie i brytyjskie zajęły Francuską Afrykę Zachodnią, a to poprawiło pozycję negocjacyjną strony polskiej. W grudniu 1943 r. w Algierze polski rząd podpisał porozumienie z nowym rządem Francji, na czele z Charles’em de Gaulle’em, w sprawie zwrotu złota Bankowi Polskiemu. W marcu 1944 roku Bank Polski ostatecznie odzyskał kontrolę nad złotem.
To jednak nie był jeszcze koniec przygód tego kruszcu. Rząd polski postanowił, że złoto trafi do depozytu w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Transport cennego ładunku realizowano partiami przez pół roku. Na koniec 1944 roku polskie złoto o wartości 398,4 mln zł wylądowało w skarbcach Banku Anglii (155,2 mln zł), Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku (154,8 mln zł), Banku Kanady w Ottawie (67,3 mln zł), Narodowym Banku Rumunii (370 tys. zł), oddziale Banku Polskiego w Londynie (430 tys. zł).
W czasie wojny część polskiego złota została sprzedana, aby sfinansować działalność Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i rządu emigracyjnego. Kilkanaście ton polskiego złota przejęli bezprawnie Brytyjczycy. W wyniku negocjacji złoto pozostawione w Rumunii sprowadzono do kraju dwoma samolotami 17 września 1947 roku, po 8 latach od opuszczenia Polski. Przy czym, co ciekawe, Rumuni niejako „blokowali” Polakom przez pewien czas dostęp do złota, tłumacząc to nieścisłościami w zakresie statusu Banku Polskiego (był on hybrydą instytucji państwowej i prywatnej).
Autorzy nie tylko opisują historię transferu polskiego złota, ale też pokazują wielką rolę Rumunii w ratowaniu wielu polskich zabytków o wielkiej wartości. Dzięki Rumunom uratowano wiele cennych przedmiotów z Wawelu oraz Zamku Królewskiego w Warszawie, m.in. Szczerbiec – miecz koronacyjny królów polskich, używany w latach 1320-1764.
Păunescu i Matei potrafią również zwrócić uwagę na ciekawe kwestie, które do dziś nie zostały rozwiązane. Na przykład pojawia się pytanie, czemu Sowieci nie próbowali przechwycić polskiego złota, choć wiedzieli o całej operacji i mieli możliwość skutecznie jej zapobiec. Według autorów, chodziło głównie o kwestię wizerunkową – Moskwa nie chciała się zaprezentować światu jako złodziej, w tym społeczeństwom polskiemu czy rumuńskiemu, które nie były Sowietom przychylne, a po „kradzieży” złota stałyby się jeszcze mniej przychylne.
Ostre zdjęcie
„Jak ocalono polskie złoto” jest książką stricte historyczną, więc nie można w tym przypadku liczyć na zbyt wartką akcję czy popisy w zakresie formy, na to nie ma miejsca. Oczywiście, najlepsi historycy – jak np. Norman Davies – potrafią napisać tego rodzaju dzieło, które się czyta z wypiekami na twarzy, ale tutaj mamy do czynienia z de facto monografią, więc trzeba wybaczyć autorom, że położyli nacisk po prostu na jak najwierniejsze odwzorowanie historii o wywozie polskiego złota z kraju na początku II wojny światowej. Dzięki temu otrzymujemy ostre „zdjęcie”, kronikarską relację wysokich lotów.
Ogromną zaletą omawianej książki są historyczne zdjęcia. Jest ich mnóstwo, pojawiają się zarówno w środku, jak i na końcu, zarówno czarno-białe, jak i kolorowe. Pokazują m.in. skarbce, w których było przechowywane polskie złoto, jak i głównych bohaterów dramatu. Ukazują zarówno statki morskie, które przewoziły kruszec, jak i najważniejsze dokumenty związane ze sprawą. Otrzymujemy także reprodukcje dokumentów. Najciekawsze są jednak chyba zdjęcia pokazujące spotkania ówczesnych ważnych osobistości, tak jak zdjęcie ze s. 20, na którym możemy podziwiać elegancko ubranych polityków prowadzących dwustronne rozmowy rumuńsko-polskie w marcu 1939 r.
Miłym ukłonem w stronę głównych bohaterów tej historii z perspektywy rumuńskiej są ich sylwetki, umieszczone pod koniec książki. Autorzy przybliżyli postaci m.in. Dumitru Constantinescu, gubernatora Banku Narodowego Rumunii w latach 1935-1940 czy też Aleksandra Dumitrescu, który był naczelnym kontrolerem 51 skrzyń z polskim złotem, zdeponowanych w Banku Narodowym Rumunii.
Człowiek może znieść bardzo wiele. Ale przychodzi taki moment, w którym nawet najbardziej cierpliwy osobnik nie wytrzyma i musi nazwać rzecz po imieniu. I taki moment nadszedł 30 marca 2022 roku, gdy minister zdrowia Adam Niedzielski otrzymał Nagrodę Główną podczas gali „Wizjonerzy Zdrowia” organizowanej przez tygodnik „Wprost”. Przyznanie tej nagrody tak uzasadniono w artykule opublikowanym na portalu „Wprost Zdrowie”:
Minister Adam Niedzielski kieruje systemem ochrony zdrowia w najtrudniejszych czasach: najpierw pandemii Covid-19, teraz w kryzysie związanym z wojną na Ukrainie i falą uchodźców, co powoduje nowe wyzwania dla systemu ochrony zdrowia. Nie boi się odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Mimo kryzysowych sytuacji minister Niedzielski konsekwentnie dąży do wprowadzania reform w systemie ochrony zdrowia, m.in. do wprowadzania i doceniania jakości w ochronie zdrowia, dąży do zwiększenia liczby kadr medycznych w Polsce, jak również do wzrostu finansowania ochrony zdrowia. Cały czas promuje działania profilaktyczne i zachowania prozdrowotne, jak szczepienia ochronne czy aktywny tryb życia. Kapituła Nagrody Wizjonerzy Zdrowia 2022 doceniła też pracę i styl, w jakim minister Adam Niedzielski sprawuje swoje stanowisko.
To nie jest groteska. To nie jest bezczelność. To jest skurwysyństwo! Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu.
Skurwysyństwem jest uhonorowanie człowieka, który jako współtwórca śmiercionośnego systemu, odcinającego pacjentów od opieki medycznej, jest odpowiedzialny za prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. To Niedzielski zamykał szpitale przed ciężko chorymi: najpierw jako szef NFZ, a potem jako minister zdrowia. To on utrzymywał teleporadę jako pandemiczną metodę „leczenia”. To on wprowadził dodatki kowidowe, które spatologizowały służbę zdrowia. To on utrzymywał izolację i kwarantannę, czego efektem był brak jakiejkolwiek opieki nad chorymi na kowid we wczesnej fazie infekcji, a także brak leczenia ciężkich schorzeń, które spadły do kategorii „chorób współistniejących”.
W książce „Kowidowe getta” szczegółowo opisuję ten patologiczny system i przytaczam dane, które jednoznacznie wskazują, że zaaplikowane przez Niedzielskiego „lekarstwo” okazało się dużo gorsze od choroby.
Adam Niedzielski jest ministrem zdrowia od 26 sierpnia 2020 roku. To za jego ministrowania zmarło najwięcej Polaków od czasów II wojny światowej. I nie był to efekt działania koronawirusa o śmiertelności na poziomie ułamka procenta. To był efekt śmiercionośnego systemu współtworzonego i wdrożonego przez Niedzielskiego.
A teraz ten człowiek, który powinien odpowiedzieć karnie za to, co zrobił, otrzymuje nagrodę „Wizjoner Zdrowia”. To jest naplucie na groby tych, którzy zmarli, bo służba zdrowia zajęła się „leczeniem” jednej choroby. To jest naplucie w twarz rodzinom ofiar tej hekatomby. To jest skurwysyństwo i tak trzeba to nazywać.
Skurwysyństwem jest też to, że lekarze, którzy bili na alarm i domagali się wycofania systemu zabijającego pacjentów, byli i nadal są nękani przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Niedzielski brał udział w nagonce na tych lekarzy zarzucając im „kołtuństwo” i domagając się wyciągania wobec nich konsekwencji przez Izby Lekarskie.
Dziś, gdy Niedzielski w końcu zniósł izolację i kwarantannę oraz przyznał, że w szpitalach kowidowych dochodziło do nieprawidłowości, przed Sądem Lekarskim nadal toczą się sprawy przeciw doktorowi Pawłowi Basiukiewiczowi, który wielokrotnie informował opinię publiczną o tych nieprawidłowościach i tłumaczył, że nakaz izolacji i kwarantanny przynosi więcej szkód niż pożytku.
Skargę na Basiukiewicza złożył m.in. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Oto fragment jego donosu do Prezesa Izby Lekarskiei w Warszawie: Niepokój muszą budzić wypowiedzi takie jak lekarza Pawła Basiukiewicza (…) Lekarz ten w mediach społecznościowych wypowiada się między innymi w następujący sposób: „Zwolnijcie ludzi chorych na Covid z izolacji i kwarantanny. Pozwólcie im odwiedzić lekarza rodzinnego. Zabrońcie udzielania teleporad. Konieczne jest wczesne leczenie i całościowa ocena. Dostrzeżcie, że procedury są śmiercionośne” (Twitter – wpis opublikowany 28 marca 2021) .
Chmielowiec napisał też, że Basiukiewicz kwestionuje wprowadzane obostrzenia oraz ograniczenia w różnych obszarach życia społecznego, a także podważa stanowisko Rady Medycznej przy premierze. Podkreślił, że wypowiedzi Basiukiewicza „mogą wprowadzać pacjentów w błąd”. Na koniec zapytał, czy wobec lekarza „będą podejmowane działania będące w gestii samorządu lekarskiego”.
Dlaczego Basiukiewicz jest nękany i szykanowany, chociaż zalecenia Rady Medycznej okazały się chybione, a minister Niedzielski w końcu zrobił to, o co apelował lekarz? Dyżurnym argumentem jest to, że Basiukiewicz domagał się zniesienia izolacji i kwarantanny w czasie, gdy pandemia hulała w najlepsze, a teraz „wirus jest w odwrocie” i w ogóle nie jest już tak groźny jak wcześniej.
Spójrzmy zatem na dane opublikowane przez Ministerstwo Zdrowia. 28 marca 2021 roku, gdy doktor Basiukiewicz zamieścił na Twitterze wpis wymieniony w donosie Chmielowca, liczba zgonów z powodu Covid-19 wynosiła 36, a 95 osób zmarło z powodu współistnienia Covid-19. A tak wyglądają te liczby dziś, czyli 31 marca 2022 roku: 38 zgonów z powodu Covid-19 i 95 z powodu współistnienia Covid-19. Spójrzmy też na liczbę zakażeń odnotowaną w tych dniach. Rok temu, gdy obowiązywała izolacja i kwarantanna, było ich 29 253 przy 86,5 tys. testów (33%). Natomiast 31 marca 2022, gdy nie obowiązuje izolacja i kwarantanna, liczba ta wynosi 4 997 przy 54,6 tys. testów (9%). Przy czym zewsząd słyszymy, że wariant Omikron, który obecnie jest wariantem dominującym, jest o wiele bardziej zakaźny niż wariant Delta, który dominował w zeszłym roku. Wnioski są oczywiste: izolacja i kwarantanna nie zatrzymywały transmisji wirusa. Jedynym ich efektem był brak leczenia dla chorych odciętych od służby zdrowia.
Niedzielski zniósł nie tylko izolację i kwarantannę, ale również wymóg wykonania testu przed wyjazdem do sanatorium lub przed przyjęciem do szpitala. Od 28 marca 2022 roku placówki medyczne nie mają prawa żądać od pacjenta negatywnego wyniku testu na koronawirusa. – Podstawowym warunkiem właściwej realizacji prawa pacjentów do świadczeń zdrowotnych jest zapewnienie odpowiedniej dostępności tych świadczeń, w tym ograniczanie barier, które mogłyby stać temu na przeszkodzie, a które nie są niezbędne. W aktualnie obowiązującym stanie prawnym nie można zatem uzależniać udzielenia świadczenia zdrowotnego, w tym przyjęcia do szpitala, od przedstawienia negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 – podkreśla Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.
To jest ten sam człowiek, który złożył donos na doktora Basiukiewicza, gdy wskazywał on, że masowe testowanie jest nie tylko bezzasadne, ale wręcz szkodliwe, ponieważ odcina pacjentów od leczenia. Wykazał to m.in. w raporcie „Ani jednej łzy. Ochrona zdrowia w pandemii”, opublikowanym 26 marca 2021 roku. A oto wniosek tego raportu: strategia „ZeroCovid” powinna zostać odrzucona, a zamiast niej powinniśmy przyjąć realistyczne założenie „akceptacji ryzyka”. Dziś Niedzielski robi dokładnie to, co postulował Basiukiewicz, chociaż wirus nie zniknął, a pandemia nie została odwołana. Ale Basiukiewicz ma sprawy przed Sądem Lekarskim, a Niedzielski odebrał nagrodę „Wizjoner Zdrowia”. I to jest skurwysyństwo!
Ludzie oczekują, że dobro zostanie wynagrodzone, a zło ukarane. Gdy dzieje się odwrotnie, to mamy do czynienia z naruszeniem norm moralnych, bez których żadne społeczeństwo nie może funkcjonować. Jeśli za wdrożenie strategii, która zabiła prawie 200 tysięcy Polaków, jest nagroda, a za walkę o zniesienie tej strategii jest kara, to sygnał jest następujący: nie ma prawa i nie ma sprawiedliwości. W takim systemie uczciwi ludzie nie mogą czuć się bezpieczni. To jest system chroniący działania przestępcze. I to też jest skurwysyństwo!
Katarzyna Treter-Sierpińska
Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińskahttps://www.paypal.me/katarzynats
Dr Paweł Grzesiowski dostał Wiktora jako osobowość roku
Wiktory 2022 trafiły do swoich właścicieli. Nagrody dla największych osobistości mediów zdobyli zwycięzcy w 12 kategoriach, a laureatami zostali m.in. dr Paweł Grzesiowski, Robert Lewandowski, Maria Dębska i Sanah. Organizatorzy wręczyli także cztery SuperWiktory za całokształt twórczości, a Wiktora publiczności odebrała Ida Nowakowska.
Honorowego SuperWiktora otrzymał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
W czwartek wieczorem odbyła się gala rozdania Wiktorów, czyli nagród Akademii Telewizyjnej, która po siedmiu latach wróciła na antenę TVP.
Wołodymyr Zełenski został laureatem SuperWiktora, którego przyznaje się za całokształt działalności. Prezydent Ukrainy przygotował dla widzów TVP specjalne przesłanie. Statuetkę odebrał minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba.
Dr Paweł Grzesiowski został osobowością roku. Choć Grzesiowskiego nie było na gali, TVP wyświetliło przemówienie Grzesiowskiego, który podkreśla, że traktuje nagrodę jako zachętę do dalszej pracy.
W dniu 32 urodzin polskiej szybowniczki, porucznik pilota Wojska Polskiego Janiny Lewandowskiej, bolszewicki bandyta strzelił jej beznamiętnie w potylicę. Dłonie ściągnięte na plecach pętlą drutu bronić się nie mogły. Możliwe również, że jej usta, podobnie jak innym współwięźniom, też zapchano trocinami…
Oprawcy bali się nie tylko czynnej obrony mordowanych, bali się także ich krzyku i słów pogardy. A może najbardziej głośno odmawianej modlitwy? Przed spojrzeniem zabijanych uciekali stając za ich plecami i strzelając im po prostu w tył głowy. Dwaj kompani pomagali trzymając ofiarę między sobą. Ciało kobiety osunęło się do dołu wykopanego w katyńskim lesie i legło pośród setek innych, by w naiwnej wierze rozkazodawców mordu pozostać na zawsze pod zwałami piachu. Jednak już po trzech latach zwłoki pomordowanych, w tym również te jedyne kobiece, wydarto tej nieludzkiej ziemi, by wszem i wobec dawać mogły świadectwo sowieckich zbrodni.
Wydobyli je Niemcy w roku 1943. Na miejscu, pośród przedstawicieli innych narodowości, których Niemcy przywieźli na miejsce zbrodni w charakterze świadków, był obecny Józef Mackiewicz. Na udział w tym przedsięwzięciu otrzymał zgodę polskich władz podziemnych. Po powrocie, 3 czerwca 1943 roku, w Gońcu Codziennym, piśmie zależnym od okupanta, ukazał się z nim wywiad zatytułowany „Widziałem na własne oczy”, w którym przedstawił wrażenia z miejsca mordu polskich oficerów. Za ten wywiad Polska Partia Robotnicza wydała na Józefa Mackiewicza wyrok śmierci. Na szczęście nigdy nie został on wykonany. Wiele niestety zrobiono, by zamilczeć w Polsce jego dzieła, których młodsze pokolenie praktycznie nie zna. A nie zna właśnie z powodu ciągłego ukrywania prawdy o Katyniu.
To książka Mackiewicza, „The Katyń Wood Murders”, wydana w roku 1951, była pierwszą pozycją o Katyniu w języku angielskim. Sam autor został zresztą powołany przez komisję Kongresu USA do zbadania zbrodni katyńskiej, jako świadek i ekspert.
To z relacji Mackiewicza wiemy, że jeszcze w roku 1941, na pytania generałów Sikorskiego i Andersa o losy polskich oficerów, Stalin odpowiadał: „Ja już wydałem wszystkie rozkazy, by ich zwolnić. (…) Nie wiem, gdzie są. Na co mnie ich trzymać? Może byli w obozach na terenach, które zajęli Niemcy, i rozbiegli się”.
Cytat ten pochodzi z książki Józefa Mackiewicza „Katyń – zbrodnia bez sądu i kary”, która w roku 1997 ukazała się nakładem wydawnictwa „ANTYK”. Zgody na jej wydanie udzieliła córka pisarza, Halina Mackiewicz. Wydanie to sfinansowała Polska Fundacja Katyńska, a wpływy ze sprzedaży książki przeznaczone zostały na budowę polskich cmentarzy wojskowych w Katyniu, Miednoje i Charkowie.
Ciało Janiny Lewandowskiej leżało w katyńskim dole pośród zwłok polskich kapelanów. Jednak szczątki kobiety, która zagrażała ojczyźnie proletariatu tak bardzo, iż musiano ją zgładzić, stanowiły również problem i dla tego zbrodniarza, który je odkopał. Oprych niemiecki, zadowolony z możliwości wykazania światu, iż sowiecki zbir jest odeń gorszy, nie bardzo wiedział, jak wyjaśnić obecność w mogile ciała kobiecego. Nie pasowało ono w tym miejscu do wersji o pomordowanych polskich oficerach. W ten sposób morderca z zachodu stał się współwinnym zbrodni mordercy ze wschodu, pomagając w zatajeniu wiedzy o tej śmierci. Nie po raz pierwszy zresztą, ani ostatni w historii naszego nieszczęśliwego kraju, obaj współpracowali w jego wyniszczaniu. Badania czaszki kobiecej, z powodu braku możliwości wykorzystania materiału genetycznego, prowadzone z konieczności metodą superprojekcji i techniki komputerowej wykazały, że jest to czaszka Janiny Lewandowskiej. Dzięki tym wszystkim pracom naukowym, patriotyzmowi i zaangażowaniu wielu osób, 4 listopada 2005 roku, szczątki Janiny Lewandowskiej spocząć mogły nareszcie w grobie rodzinnym w Lusowie. Pięknie i szczegółowo opisuje całą tę historię Józef Grajek w biografii zatytułowanej „Porucznik pilot Janina Lewandowska”. Opowieść o losach Janiny Lewandowskiej, zatytułowaną „Z nieba do Nieba”, dokonał kamerą reżyser Zbigniew Kowalewski, a kiedy ją ujrzałem, zapadła tak głęboko w moje serce, że uznałem jej rozpowszechnianie za swój obowiązek i czynię to od roku 2013. Losy polskiej pilotki znałem wówczas dość pobieżnie. Wiedziałem, że pośród polskich oficerów zamordowanych w Katyniu była kobieta. Wiedziałem też, że krótko przed II Wojną Światową wykonała skok spadochronowy z pięciu tysięcy metrów, co w tamtych czasach było wyczynem na skalę światową. Ukończyła cztery kursy szybowcowe, szkolenie na samolotach, co pozwoliło przyjąć ją do Wyższej Szkoły Pilotażu na Ławicy, następnie kurs radiotelegrafii wojskowej we Lwowie i obserwatorów lotniczych w dęblińskiej Szkole Orląt. Wiedziałem wreszcie, jako Wielkopolanin z urodzenia, że była córką szanowanego przeze mnie generała Józefa Dowbor-Muśnickiego, słynnego Naczelnego Dowódcy Powstania Wielkopolskiego, jednego z nielicznych zwycięskich powstań w dziejach Polski.
Jego córki, choć różnica wieku między nimi wynosiła jedenaście lat, odeszły na wieczną wartę w odstępie zaledwie dwóch miesięcy. Jedna zabita strzałem bandyty sowieckiego nad katyńskim dołem, druga – Agnieszka, rozstrzelana przez bandytę niemieckiego na palmirskiej polanie śmierci. Tak Historia doświadczała najlepszych synów swoich, doszczętnie wybijając im potomstwo.
Niniejszym, zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę „Z nieba do Nieba”, do której załączony jest wspomniany film Zbyszka Kowalewskiego. Jej nakład się kończy, ostatnie egzemplarze można kupić w Polskiej Księgarni Narodowej. Tym z Państwa, którzy nie zdążą kupić jej w wersji tradycyjnej, polecam ją w formie e-book, co ciekawe również z filmem. Taką ofertę, jako jedyna na rynku ma Oficyna Aurora.
Felieton pochodzi z 13 numeru tygodnika Warszawska Gazeta