„Niemowlęta, które bezbożność Heroda oderwała od piersi matek”. Kim są Święci Młodziankowie, Męczennicy?

„Niemowlęta, które bezbożność Heroda oderwała od piersi matek”. Kim są Święci Młodziankowie, Męczennicy?

hpch/niemowleta-ktore-bezboznosc-heroda-oderwala-od-piersi-matek-kim-sa-swieci-mlodziankowie-meczennicy

(Masakra niewiniątek Mal. Angelo Visconti 1860-1861 )

28 grudnia w Kościele katolickim obchodzone jest święto Świętych Młodzianków, męczenników. Upamiętnia się w ten sposób rzeź niewiniątek dokonaną w Betlejem za czasów Jezusa. Poznaj kilka faktów o młodych męczennikach.

Rzeź niewiniątek

Zapis o męczeńskiej śmierci dzieci betlejemskich znajduje się w Ewangelii św. Mateusza. Kiedy król Herod dowiedział się od Mędrców ze Wschodu, że narodził się przepowiadany przez proroków żydowski król, przeraził się, że straci władzę. Postanowił więc zabić nowo narodzonego Mesjasza. Chciał do tego wykorzystać mędrców ze Wschodu, którzy na jego życzenie, mieli odnaleźć dziecko płci męskiej, a następnie poinformować go o jego dokładnym miejscu przebywania.

Ostrzeżeni jednak przez anioła, nie zawiadomili Heroda i omijając Jerozolimę powrócili do swojej ojczyzny. Rozwścieczyło to króla, dlatego rozkazał zabić wszystkie dzieci w Betlejem poniżej 2. roku życia, licząc, że w ten sposób zamorduje również Jezusa. Jak wiemy z ewangelii, Święta Rodzina uciekła wcześniej do Egiptu, a dzieci z Betlejem, choć nieświadomie, poniosły śmierć za Jezusa.

Chrzest Krwi Młodzianków

Tradycja chrześcijańska podkreśla, że choć dzieci z Betlejem nie zostały ochrzczone, jednak męczeństwo przyłączyło je do Chrystusa, dlatego mówi się, że otrzymały chrzest krwi. W historii chrześcijaństwa wielokrotnie zdarzało się, że ktoś, kto nie był jeszcze ochrzczony – np. katechumeni przygotowujący się dopiero do przyjęcia sakramentów – ponosili śmierć męczeńską. O nich również mówi się, że otrzymali chrzest krwi.

„Flores martyrum”

Kult świętych Młodzianków sięga II w., a wspominają o nim święci Ireneusz z Lyonu i Cyprian. W wieku V kult był już powszechny w całym Kościele. Czczeni jako flores martyrum – pierwiosnki męczeństwa, Młodziankowie nie złożyli świadomie swojego życia za Chrystusa, ale niewątpliwie oddali je z Jego powodu. Zatriumfowali nad światem i zyskali koronę męczeństwa nie doświadczywszy zła tego świata, pokus ciała i podszeptów szatana.

Św. Augustyn pisał o nich: „Niemowlęta, które bezbożność Heroda oderwała od piersi matek, słusznie zostały nazwane męczeńskimi kwiatami. Są to pierwsze pąki Kościoła, rozwinięte wśród niewiary, zaś przedwcześnie zważone mroźną zawiścią prześladowania”. Ku ich czci stawiano świątynie i klasztory. W Kościele zachodnim Msza za świętych Młodzianków jest celebrowana tak jak Msze święte Wielkiego Postu, bez radosnych śpiewów.

Święci Młodziankowie – inspiracja męczeństwem

Święci męczennicy inspirowali też wielkich artystów, którzy wykonali obrazy przedstawiające „Rzeź niewiniątek”. W śród nich są m.in. Rubens, Dürer, Brueghel i wielu innych. Do świętych Młodzianków nawiązał też Adam Mickiewicz w trzeciej części „Dziadów”. 

Od kilkunastu lat w Polsce i na świecie w dzień świętych Młodzianków odbywają się Msze Święte i marsze w intencji obrony poczętego życia.

Odpowiedź na deklarację doktrynalną zezwalającą na błogosławieństwa dla par tej samej płci. [Dyskusja: Franciszek nie działa, jako NIEOMYLNY]

BKP: Odpowiedź na deklarację doktrynalną zezwalającą na błogosławieństwa dla par tej samej płci 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=21097  https://immacolato.wistia.com/medias/djckzn0v15

https://bcp-video.org/pl/deklaracje-doktrynalna/  https://youtu.be/KgX9v3IKHnM

https://rumble.com/v42jb6j-deklaracj-doktrynaln.html  cos.tv/videos/play/49450230898790400

Bóg pozwolił, aby heretycka działalność Bergoglio objawiła się niezwykle wyraźnie w doktrynalnej deklaracji „Fiducia Supplicans”, która kościelnie legalizuje tzw. błogosławieństwo par sodomickich.

Jakie jest stanowisko Pisma Świętego w sprawie sodomii? Zarówno Stary, jak i Nowy Testament ostrzegają wszystkie pokolenia przed tym grzechem wołającym o pomstę do nieba, ostrzegając przed karą. Za ten grzech Bóg zesłał na mieszkańców Sodomy nie Boże błogosławieństwo, lecz karę Bożą, czyli ogień z nieba. Potem nastąpił dla zatwardziałych sodomitów i ogień wieczny. 

Tym dokumentem doktrynalnym Bergoglio oficjalnie głosi sodomicką antyewangelię, za którą zgodnie z Galatów 1:8-9 spada anatema, a na zatwardziałych grzeszników ogień wieczny (Judy 7).

Jakiej metody manipulacji używa Bergoglio w dokumencie? Przemyślnie dzieli błogosławieństwa na tzw. liturgiczne i inne. Następnie cytuje nauczanie Kościoła: „Dlatego Kościół nie ma władzy udzielania błogosławieństw liturgicznych związkom nieregularnym lub parom tej samej płci”. W ten sposób uspokaja prawowiernych katolików, jakoby dokument szanował naukę Kościoła. Ale od razu dodaje: „Musimy unikać ryzyka umniejszania znaczenia błogosławieństwa…(12).” Poprzez tę manipulację zatwierdził błogosławieństwo par sodomickich i legalizację grzechu sodomii.

Błogosławieństwo Kościoła dla sodomitów jest publicznym skandalem zarówno dla chrześcijan, jak i niechrześcijan. Stwierdzenie, że to tzw. „błogosławieństwo” nie może przypominać zawarcia małżeństwa, jest alibi. Jaki jest sens dawania błogosławieństw ludziom, którzy nie chcą zejść z drogi grzechu i nie chcą nawet nazwać grzech grzechem? Otrzymują błogosławieństwo na drogę do piekła. Co więcej, jest to także poważny grzech przeciwko drugiemu przykazaniu Bożemu.

Jeśli chodzi o deklarację doktrynalną Bergoglio, to ktokolwiek uznaje Jorge Bergoglio za prawowitego papieża, znajduje się w absurdalnej sytuacji. Musi zaakceptować ten dokument doktrynalny jako wiążący. Za nieposłuszeństwo papieżowi jest karą „anatema – niech będzie przeklęty” – tak stwierdza dokument „Pastor aeternus”, ogłaszający dogmat o nieomylności papieża z 18 lipca 1870 roku.

To powoduje ostre starcie. Albo to przekleństwo spada na Bergoglio za sodomiczną antyewangelię, albo na Słowo Boże, które zabrania sodomii, czyli de facto na Boga. Tutaj ujawnił się oficjalny bunt Bergoglio przeciwko Bogu. Ktokolwiek słucha Bergoglio i podporządkowuje się mu, uczestniczy w jego publicznym przeklinaniu Boga, chronionym przez władzę kościelną. Ta absurdalna sytuacja powstała w wyniku zajmowania urzędu papieskiego przez arcyheretyka. Wina spada na biskupów, którzy pozostają mu podporządkowani i nie chcą się od niego oddzielać.

Drodzy biskupi i księża, doktrynalna deklaracja pseudopapieża Jorge Bergoglio jest oficjalnym dokumentem zaprzeczającym istocie doktryny katolickiej. Dokument ten jest dowodem na to, że został wydany przez jawnego heretyka, czyli nieważnego papieża. Żaden biskup ani ksiądz nie może teraz pozostać bierny. Musi podjąć radykalny krok i oddzielić się od arcyheretyka i jego przestępczego systemu samozniszczenia Kościoła.

Dlatego wy, księża, w geście separacji przestańcie wspominać w Liturgii imię arcyheretyka. Wy, biskupi, dokonajcie tego radykalnego kroku zbawienia w te Święta Bożego Narodzenia. Oddzielcie się od odstępczego Watykanu i wyjaśnijcie powód waszego oddzielenia w swoim świątecznym liście pasterskim. W ten sposób wy i wasze wierzący wyjdziecie z duchowego przekleństwa i duchowej ciemności, w której trzyma was arcyheretyk Jorge Bergoglio. Wtedy te Święta Bożego Narodzenia będą naprawdę historyczne, zarówno w waszym życiu, jak i w życiu waszej diecezji. Nie czekajcie i podejmijcie ten decydujący krok ratowniczy!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr            + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

19. 12. 2023

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

==================================

Dyskusja, mój [md] dialog z dobrym, katolickim teologiem (T):

[md, czescy, T]

Ci czescy biskupi tak piszą.. 

Ktokolwiek uznaje Jorge Bergoglio za prawowitego papieża, znajduje się w absurdalnej sytuacji. Musi zaakceptować ten dokument doktrynalny jako wiążący. Za nieposłuszeństwo papieżowi jest karą „anatema – niech będzie przeklęty” – tak stwierdza dokument „Pastor aeternus”, ogłaszający dogmat o nieomylności papieża z 18 lipca 1870 roku.

md:

To chyba błąd, bo dotyczy tylko , gdy Papież wygłasza ex cathedra ??

Prawda?

Ostatni dokument NIEOMYLNY papieży, to dogmat z 1950 roku o  wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny…

Odp.T:

Istotnie, po Vaticanum II żaden papież nie ogłaszał niczego jako dokumentu formalnie i faktycznie nieomylnego, chociaż lud wierny wierzył i wierzy, że wszystkie oficjalne dokumenty papieskie są nieomylne.

Jeśli dokument nosi jego podpis, to należy uznać za oficjalne nauczanie = ex cathedra i dokument rzeczywiście jest wiążący, ale… są wątpliwości i jest ich kilka:
1. Najpierw należałoby ustalić czy J. Bergoglio jest papieżem?

Uważam, że nie jest, bo jeśli nawet był wybrany legalnie i ważnie (a są co do tego poważne wątpliwości), to popadłszy w apostazję (Pachamama i inne “wybryki” – oddawanie czci w sensie latria demonom) nie jest już katolikiem, ani nawet nawet chrześcijaninem. A papieżem może być tylko katolik. Kto uważa inaczej i wyczynia jakieś ekwilibrystyczne sztuczki, żeby Jorge Bergoglio usprawiedliwić, czy wytłumaczyć to zwodziciel.

2. Ten dokument dotyczący moralności jest tak sformułowany, że można go uznać za niewiążący definitywnie, jest w nim na wstępie odniesienie do autorytetu Pana Jezusa, ale brakuje tam odniesienia do autorytetu św. Piotra, którego jakoby jest następcą.

3. Jorge Bergoglio nie podpisuje się pod dokumentem jako papież, a samym tylko imieniem – Francesco, nie ma ani PP, ani nawet Eppus.
4. Wiara jest 0-1, białe-czarne – nie ma w niej miejsca na szarości. Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie. A co jest ponadto, pochodzi od złego” (Mt 5, 37).

A w dokumencie nie ma tego – tam są szarości, nie ma: tak-tak, nie-nie… więc – ewidentnie pochodzi od Złego…

Chociaż jakiś cwany prawnik kościelny będzie uważał inaczej.

MD:

Jeśli Franciszek podpisuje jakiś dokument, to wyraża swój pogląd [jeśli miewa swoje poglądy], tak, jak ja wyrażam swoje poglądy w liście który podpisuję.

Nie ma u Franciszka NIEOMYLNOŚCI, nie musimy tych pogańskich, ale oczywiście niejednoznacznych bredni uznawać za PRAWDĘ.

T:

Dokument udaje tylko orzeczenie ex cathedra, ale jest pokrętny i bałamutny, więc cech nieomylności nie posiada, niemniej kto uznaje tego mężczyznę za papieża, powinien go we wszystkim słuchać, a nie wybierać sobie z jego nauczania tego “co mi pasuje” i odrzucanie tego “co mi nie pasuje”. Nie można być trochę w ciąży.

Kard. Gerhard Müller: Błogosławienie związków homoseksualnych to bluźnierstwo

Kard. Gerhard Müller: Błogosławienie związków homoseksualnych to bluźnierstwo

pch24/kard-gerhard-muller-blogoslawienie-zwiazkow-homoseksualnych-to-bluznierstwo

Błogosławienie związku homoseksualnego jest bluźnierstwem i świętokradztwem. Dokument Fiducia supplicans jest wewnętrznie sprzeczny i wprowadza nowy rodzaj błogosławieństwa tylko po to, by uzasadnić błogosławienie czegoś, co jest grzeszne. Katolicy nie mogą się na to zgodzić. Pisze o tym JE kardynał Gerhard Ludwig Müller.

Artykuł byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary został pierwotnie opublikowany na łamach portalu InfoVaticana.com. Portal PCh24.pl publikuje całość we własnym tłumaczeniu, za zgodą Autora.

***

Jedyne błogosławieństwo Matki Kościoła to Prawda, która nas wyzwoli.

Uwagi o Deklaracji Fiducia supplicans

Czy Fiducia supplicans to dokument zobowiązujący dla katolików?

Dykasteria Nauki Wiary publikując Deklarację Fiducia supplicans [dalej jako: FS] o duszpasterskim znaczeniu błogosławieństw poczyniła stwierdzenie, które nie ma precedensu w nauczaniu Kościoła katolickiego. Dokument stwierdza de facto, że kapłan może pobłogosławić (nie liturgicznie, ale prywatnie) parę, która żyje w pozamałżeńskim związku seksualnym, także w związku homoseksualnym. Wobec tego oświadczenia biskupi, księża i świeccy podnieśli wiele pytań. Zasługują one na jasną i jednoznaczną odpowiedź.

Czy to stwierdzenie nie przeczy w oczywisty sposób nauczaniu katolickiemu? Czy wierni są zobowiązani do przyjęcia tego nowego nauczania? Czy księża powinni wykonywać te nowe, dopiero co wynalezione błogosławieństwa? Czy biskup diecezjalny może ich zakazać, jeżeli miałyby mieć miejsce w jego diecezji? Żeby odpowiedzieć na te pytania, przyjrzymy się dokładnie temu, czego naucza dokument i na jakiej opiera się on argumentacji.

Brak podstaw dla konkluzji dokumentu

Dokument nie został ani przedyskutowany, ani zatwierdzony przez Zgromadzenie Generalne Kardynałów i Biskupów Dykasterii Nauki Wiary. Tekst przyznaje, że hipoteza (albo nauczanie?), którą proponuje, jest nowa i bazuje zasadniczo na duszpasterskim Magisterium papieża Franciszka. Zgodnie z wiarą katolicką, papież i biskupi mogą kłaść pewne określone akcenty pastoralne i kreatywnie odnosić prawdę Objawienia do nowych wyzwań każdej epoki, na przykład w obszarze społecznej doktryny albo w bioetyce, respektując zarazem fundamentalne zasady chrześcijańskiej antropologii. Takie innowacje nie mogą wykraczać poza to, co zostało im objawione raz na zawsze przez apostołów jako słowo Boże (Dei verbum 8). Tymczasem nie ma żadnych tekstów biblijnych ani tekstów Ojców i Doktorów Kościoła czy wcześniejszych dokumentów Magisterium, które wspierałyby konkluzje FS.

Co więcej, to, co widzimy, nie jest rozwojem doktrynalnym, ale skokiem. Można mówić o rozwoju doktrynalnym tylko wówczas, jeżeli nowe wyjaśnienie jest zawarte – przynajmniej implicite – w Objawieniu, a przede wszystkim jeżeli nie zaprzecza definicjom dogmatycznym. Rozwój doktrynalny, który wchodzi na głębszy poziom znaczenia doktryny, musi dokonywać się stopniowo, poprzez długi okres dojrzewania. Ostatnia nauczycielska wypowiedź na omawiany temat została ogłoszona przez Kongregację Nauki Wiary w Responsum opublikowanym w marcu 2021 roku, niespełna trzy lata temu. Kategorycznie odrzuciła możliwość błogosławienia takich związków. Dotyczy to zarówno publicznego, jak i prywatnego błogosławienia osób żyjących w grzesznych warunkach.

Jak FS usprawiedliwia zaproponowanie nowej doktryny bez zaprzeczenia wcześniejszemu dokumentowi z 2021 roku? Po pierwsze, FS przyznaje, że zarówno Responsum Kongregacji z 2021 roku jak i tradycyjne, ważne i obowiązujące nauczanie na temat błogosławieństw nie pozwala na błogosławienie w sytuacjach, które są sprzeczne z Bożym prawem, jak jest to w przypadku związków o charakterze seksualnym poza małżeństwem. Jest to jasne w przypadku sakramentów, ale także innych błogosławieństw, które FS nazywa „liturgicznymi”. Takie „liturgiczne” błogosławieństwa przynależą do tego, co Kościół nazwał „sakramentaliami”, jak zaświadcza o tym Rituale Romanum. W tych dwóch typach błogosławieństw musi istnieć zgoda pomiędzy błogosławieństwem a nauczaniem Kościoła (FS 9 – 11).

Stworzenie ad hoc nowych błogosławieństw

Po to, by zaakceptować błogosławieństwo w sytuacji, która jest sprzeczna z Ewangelią, Dykasteria Nauki Wiary proponuje oryginalne rozwiązanie: poszerzenie pojęcia błogosławieństwa (FS 7; FS 12). Usprawiedliwia się to w następujący sposób: „Trzeba w jasny sposób uniknąć ryzyka zredukowania znaczenia błogosławieństw do wyłącznie takiego punktu widzenia [scil. do „liturgicznych” błogosławieństw sakramentów i sakramentaliów], bo sprawiłoby to, że oczekiwalibyśmy wypełnienia tych samych warunków moralnych dla prostego błogosławieństwa, których wymaga się w przypadku przyjęcia sakramentu” (FS 12). Potrzebny jest zatem nowy koncept błogosławieństwa, który wykracza poza błogosławieństwa sakramentalne, żeby w ten sposób towarzyszyć duszpastersko drodze ludzi żyjących w grzechu.

W rzeczywistości takie rozszerzenie poza sakramenty występuje już w innych błogosławieństwach zatwierdzonych przez Rituale Romanum. Kościół nie wymaga tych samych warunków moralnych dla błogosławieństw jak dla przyjęcia sakramentów. Dzieje się tak, na przykład, w przypadku penitenta, który nie chce porzucić grzesznej sytuacji, ale pokornie prosi o osobiste błogosławieństwo, tak żeby Pan dał mu światło i siłę potrzebne do zrozumienia i pójścia za nauczaniem Ewangelii. Taki przypadek nie wymaga nowego rodzaju „duszpasterskiego” błogosławieństwa.

Dlaczego w takim razie konieczne jest rozszerzenie znaczenia „błogosławieństwa”, jeżeli błogosławieństwo w rozumieniu Rytuału Rzymskiego wychodzi już poza błogosławieństwo udzielane jako sakrament? Przyczyną jest fakt, że błogosławieństwa rozważane przez Rytuał Rzymski są możliwe tylko wobec „rzeczy, miejsc czy okoliczności, które nie są sprzeczne z prawem albo duchem Ewangelii” (FS 10, cytując Rytuał Rzymski). Dykasteria Nauki Wiary chce przezwyciężyć właśnie ten punkt, bo chce błogosławić pary w sytuacjach takich, jak relacje homoseksualne, które przeczą prawu i duchowi Ewangelii. Jest prawdą, że Kościół może dodać „nowe sakramentalia” do już istniejących (Sacrosanctum concilium 79), ale nie może zmienić ich znaczenia w taki sposób, żeby trywializować grzech, zwłaszcza w trudnych ideologicznie sytuacjach kulturowych, co może wprowadzać wiernych w błąd. Tymczasem to właśnie taka zmiana znaczenia dokonuje się w FS, który to dokument tworzy nową kategorię błogosławieństw wychodzących poza te związane czy to z sakramentem, czy to z błogosławieństwem tak, jak Kościół je rozumiał. FS mówi, że są to pozaliturgiczne błogosławieństwa, które przynależą do pobożności ludowej. Istniałyby zatem trzy rodzaje błogosławieństw:

A) Modlitwy połączone z sakramentami, gdzie wymaga się, żeby osoba była w stanie właściwym dla przyjęcia sakramentu albo gdzie prosi się, żeby osoba otrzymała siłę potrzebną do odwrócenia się od grzechu.

B) Błogosławieństwa, które zostały zawarte w Rytuale Rzymskim i tak, jak zawsze rozumiała je doktryna katolicka; można ich udzielać osobom, nawet jeżeli żyją w grzechu, ale nie „rzeczom, miejscom czy okolicznościom… które przeczą prawu lub duchowi Ewangelii” (FS 10, cytując Rytuał Rzymski). Dlatego można byłoby pobłogosławić kobietę, która miała aborcję, ale nie klinikę aborcyjną.

C) Nowe błogosławieństwa zaproponowane przez FS byłyby błogosławieństwami duszpasterskimi, pozaliturgicznymi i nierytualnymi. Stąd nie miałyby już ograniczeń „rytualnych” czy też związanych z błogosławieństwami „w typie B”. Mogłyby być udzielane nie tylko osobom żyjącym w grzechu, jak w „rytualnych” błogosławieństwach, ale również rzeczom, miejscom czy okolicznościom, które są sprzeczne z Ewangelią.

Takie błogosławieństwa „w typie C” są nowością. Nie mają charakteru liturgicznego, a raczej charakter związany „z pobożnością ludową”; w związku z tym nie narażałyby doktryny ewangelicznej i nie musiałyby być spójne ani z normami moralnymi, ani z doktryną Kościoła. Co można powiedzieć o tej nowej kategorii błogosławieństw?

Nauczanie Franciszka mówi coś innego niż Fiducia supplicans

Pierwsza obserwacja jest następująca: nie ma żadnej podstawy dla takiego nowego użycia ani w tekstach biblijnych cytowanych przez FS, ani we wcześniejszych dokumentach Magisterium. Również teksty papieża Franciszka nie tworzą podstawy dla takiego nowego rodzaju błogosławieństw. Zgodnie z Rytuałem Rzymskim, błogosławieństwa („w typie B”) mogą być udzielane przez księdza komuś, kto żyje w grzechu. Taki rodzaj „błogosławieństw może być stosowany do kogoś, kto przebywa w więzieniu albo do grupy przechodzącej jakąś terapię”, jak mówi Franciszek (cytowany w FS 27). Innowacyjne „duszpasterskie” błogosławieństwo („w typie C”), przeciwnie – idzie ponad to, co mówi Franciszek, bo można byłoby udzielić takiego błogosławieństwa rzeczywistości, która jest sprzeczna z Bożym prawem, takiej jak związek pozamałżeński. Tak naprawdę, zgodnie z kryteriami rządzącymi tym rodzajem błogosławieństw, można byłoby pobłogosławić nawet klinikę aborcyjną albo grupę mafijną.

Arbitralna władza nad znaczeniem słów

To prowadzi do drugiej obserwacji: wymyślanie nowych terminów, które są sprzeczne z tradycyjnym używaniem języka, jest ryzykowne. Taka procedura może doprowadzić do arbitralnego wykonywania władzy. W naszym przypadku jest faktem, że błogosławieństwo ma swoją własną obiektywną rzeczywistość i nie może zostać zredefiniowane wedle woli tak, żeby pasować do subiektywnej intencji sprzecznej z naturą błogosławieństwa. Przychodzą tu na myśl słynne słowa Humpty Dumpty’ego z „Alicji w Krainie Czarów”: „Kiedy używam jakiegoś słowa, to znaczy ono to, co chcę, żeby znaczyło, nic więcej ani nic mniej”. Alicja odpowiada: „Pytanie, czy możesz sprawić, żeby słowa znaczyły różne rzeczy?”. Humpty Dumpty stwierdza: „Pytanie, kto ma tu władzę; to wszystko”.

Prawdziwy cel stworzenia nowych błogosławieństw

Trzecia obserwacja odnosi się do samej koncepcji „błogosławieństw pozaliturgicznych”, które nie mają intencji czegokolwiek sankcjonować (FS 34), czyli do błogosławieństwa „duszpasterskiego” („w typie C”). W jaki sposób różnią się one od błogosławieństwa rozważanego przez Rytuał Rzymski („w typie B”)? Różnica nie polega na spontanicznej naturze tego błogosławieństwa, co jest już możliwe w błogosławieństwach „w typie B”, bo nie muszą one być regulowane ani zatwierdzane w Rytuale Rzymskim. Różnica nie dotyczy również pobożności ludowej, bo błogosławieństwa zgodne z Rytuałem Rzymskim są już dziś adaptowane do pobożności ludowej, co wiąże się z błogosławieniem przedmiotów, miejsc i ludzi. Wydaje się, że innowacyjne błogosławieństwo „duszpasterskie” zostało stworzone ad hoc żeby błogosławić sytuacje sprzeczne z prawem i duchem Ewangelii.

To nie jest żadne błogosławieństwo

To prowadzi nas do czwartej obserwacji związanej z celem takiego „duszpasterskiego” błogosławieństwa, które różni się od „rytualnego” błogosławieństwa z Rytuału Rzymskiego. Błogosławieństwo „duszpasterskie” może dotyczyć sytuacji, które są sprzeczne z Ewangelią. Trzeba zwrócić uwagę, że błogosławi się tutaj nie tylko grzeszne osoby, ale poprzez fakt błogosławienia pary, błogosławiony jest sam grzeszny związek. A jednak Bóg nie może udzielić swojej łaski związkowi, który jest w bezpośredniej opozycji wobec Niego i nie może być na Niego nakierowany. Akt seksualny poza małżeństwem nie może bardziej przybliżyć ludzi do Boga i stąd nie może być otwarty na Boże błogosławieństwo. Stąd jeżeli takie błogosławieństwo zostałoby udzielone, jedynym efektem byłoby wprowadzenie w błąd osób, które je otrzymały lub które były przy tym obecne. Takie osoby myślałyby, że Bóg błogosławi to, czego On błogosławić nie może. „Duszpasterskie” błogosławieństwo nie byłoby zatem ani duszpasterskim, ani błogosławieństwem. Jest prawdą, że kardynał Fernández w późniejszym komentarzu dla Infovaticana powiedział, że nie jest tu błogosławiony związek, ale para. Oznacza to jednak pozbawianie słów ich znaczenia, bo tym, co definiuje parę, jest właśnie to, że chodzi tutaj o związek.

Trudność z pobłogosławieniem związku albo pary jest szczególnie ewidentna w przypadku homoseksualizmu. W Biblii błogosławieństwo jest związane z porządkiem ustanowionym przez Boga; [porządkiem] który z woli Bożej jest dobry. Ten porządek bazuje na płciowej różnicy pomiędzy mężczyzną a kobietą, powołanych do bycia jednym ciałem. Błogosławienie rzeczywistości, która jest sprzeczna ze stworzeniem, nie tylko jest niemożliwe; jest bluźnierstwem. Znowu, to nie jest kwestia pobłogosławienia osób, które „żyją w związku niemożliwym w żaden sposób do porównania z małżeństwem” (FS 30), ale pobłogosławienia samego związku, który nie może być porównany z małżeństwem. To właśnie do tego celu został stworzony nowy rodzaj błogosławieństw (FS 7, 12).

W tekście pojawia się kilka argumentów, które próbują uzasadnić takie błogosławieństwa. Po pierwsze, możliwość zaistnienia okoliczności, które zmniejszają odpowiedzialność grzesznika. A jednak takie okoliczności odnoszą się do osoby, a nie do samego związku. Mówi się też, że prośba o błogosławieństwo umożliwia dobro w postaci rozpoznania przez te osoby ich aktualnej sytuacji, tak jakby poproszenie o błogosławieństwo stanowiło już otwarcie się na Boga i na nawrócenie. Może to być prawda w odniesieniu do osób, które proszą o błogosławieństwo dla siebie samych, ale nie w przypadku tych, którzy proszą o pobłogosławienie jako para. Ci drudzy prosząc o błogosławieństwo chcą pośrednio albo bezpośrednio usprawiedliwić swój związek w oczach Boga, nie przyznając, że to właśnie ten związek oddziela ich od Boga. Wreszcie twierdzi się, że w związku istnieją elementy pozytywne i że to one mogą zostać pobłogosławione. Jednak te elementy pozytywne (jak na przykład pomaganie sobie w chorobie) są drugorzędne względem samego związku – jego definitywną charakterystyką jest wspólnota aktów seksualnych. Takie elementy nie zmieniają natury związku, o którym mowa, który w żadnym wypadku nie może być nakierowany na Boga, jak stwierdziło to już Responsum Kongregacji Nauki Wiary z 2021 roku. Nawet w klinice aborcyjnej są pozytywne elementy, począwszy od anestezjologów uśmierzających ból fizyczny aż po lekarzy, którzy pragną chronić życie kobiety przechodzącej aborcję.

Kapłan zawsze działa w imieniu Chrystusa i Kościoła

Piąta obserwacja dotyczy wewnętrznej niespójności tych innowacyjnych błogosławieństw „duszpasterskich”. Czy jest możliwe udzielenie pozaliturgicznego błogosławieństwa, czyli błogosławieństwa, które oficjalnie nie reprezentowałby nauki Chrystusa ani Kościoła? Kluczem do odpowiedzi na to pytanie nie jest to, czy takie ryty są oficjalnie zaaprobowane, czy też raczej udzielane spontanicznie. Kwestia dotyczy czego innego: czy osoba, która udziela błogosławieństwa, jest księdzem, a zatem reprezentantem Chrystusa i Kościoła. FS stwierdza, że nie jest problemem, by ksiądz przyłączył się do modlitwy tych, którzy znajdują się w sytuacji sprzecznej z Ewangelią (FS 30). Jednak w takim błogosławieństwie ksiądz robi coś więcej niż po prostu przyłącza się do ich modlitwy – on raczej przywołuje udzielenie darów Bożych właśnie ich związkowi. Kiedy ksiądz działa jako ksiądz, czyni to w imieniu Chrystusa i Kościoła. Twierdzenie, że człowiek może oddzielić znaczenie tego błogosławieństwa od nauczania Kościoła jest postulowaniem dualizmu pomiędzy tym, czego Kościół naucza, a tym, co robi. Jednak, jak uczy II Sobór Watykański, Objawienie zostało nam dane w czynach i słowach, które są nierozdzielne (Dei Verbum 2), a przepowiadanie Kościoła nie może oddzielić czynów od słów. To właśnie zwykli ludzie, naprzeciw którym chce wyjść omawiany dokument, dzięki promowaniu pobożności ludowej są najbardziej podatni na oszukanie przez symboliczne czyny, które przeczą doktrynie, jako że będą intuicyjnie pojmować doktrynalną treść czynu.

Czy katolik może zaakceptować Fiducia supplicans?

Czy w świetle tego, co powiedziano, wierny katolik może przyjąć nauczanie FS? Biorąc pod uwagę jedność czynów i słów w wierze chrześcijańskiej, można zgodzić się, że błogosławienie takich związków jest dobre – nawet w sposób duszpasterski – tylko wtedy, jeżeli ktoś wierzy, że takie związki nie są obiektywnie sprzeczne z prawem Bożym. W związku z tym tak długo, jak długo papież Franciszek podtrzymuje nauczanie, zgodnie z którym związki homoseksualne są zawsze sprzeczne z prawem Bożym, pośrednio potwierdza on, że takich błogosławieństw nie wolno udzielać. Dlatego nauczanie FS jest wewnętrznie sprzeczne i wymaga dalszego wyjaśnienia. Kościół nie może czynić jednego, a nauczać czegoś innego, bo jak napisał św. Ignacy z Antiochii, Chrystus był Nauczycielem, „który przemówił i stało się”. Dlatego nikt nie może oddzielić Jego Ciała od Jego Słowa.

Czy ksiądz może pobłogosławić związek homoseksualny, a biskup na to przystać?

Inną kwestią jest, czy ksiądz może zgodzić się na to, by pobłogosławić takie związki, spośród których niektóre współistnieją z legalnym małżeństwem albo w których zmiana partnerów nie jest niczym nadzwyczajnym. Zgodnie z FS, mógłby tak zrobić za pomocą pozaliturgicznego, nieoficjalnego błogosławieństwa „duszpasterskiego”. Oznaczałoby to, że ksiądz udzieliłby takiego błogosławieństwa nie działając w imieniu Chrystusa i Kościoła. Oznaczałoby to, że nie działałby jako ksiądz. W istocie nie udzielałby takiego błogosławieństwa jako kapłan Chrystusa, ale jako ktoś, kto odrzucił Chrystusa. Kapłan, który błogosławi takie związki, przedstawia je jako drogę do Stwórcy. Popełnia zatem świętokradczy i bluźnierczy akt przeciwko planowi Stworzyciela i przeciwko Chrystusowi, który umarł za nas po to, by wypełnił się plan Stwórcy. To samo dotyczy biskupa diecezjalnego. Jako pasterz swojego Kościoła lokalnego, jest zobowiązany zapobiec takim bluźnierczym aktom, w przeciwnym razie stałby się ich wspólnikiem i zaprzeczyłby mandatowi danemu mu przez Chrystusa, aby utwierdzać swoich braci we wierze.

Księża powinni głosić miłość Bożą i dobroć wobec wszystkich ludzi, pomagając modlitwą oraz radą grzesznikom i tym, którzy są słabi, a mają trudności w nawróceniu. To zupełnie co innego niż udzielanie im wymyślonych i mylących znaków oraz słów, według których Bóg wcale tak bardzo nie przejmuje się grzechem. To ukrywanie prawdy, że grzech myśli, mowy i uczynku oddziela nas od Boga.

Nie ma błogosławieństwa dla grzechu

Nie ma błogosławieństwa – nie tylko publicznego, ale również prywatnego – dla grzeszników żyjących w warunkach obiektywnie sprzecznych ze świętą wolą Boga. Nie jest dowodem na zdrową hermeneutykę, że odważni obrońcy chrześcijańskiej doktryny są piętnowani jako rygoryści, bardziej zainteresowani legalistycznym wypełnianiem ich norm moralnych niż zbawieniem konkretnych osób. Jezus mówi do zwykłych ludzi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Apostoł wyjaśnia to w następujący sposób: „[…] przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” (1 J 5, 3 – 5). W czasie, w którym fałszywa antropologia podważa Bożą instytucję małżeństwa pomiędzy mężczyzną a kobietą, z rodziną i dziećmi, Kościół powinien pamiętać o słowach swojego Pana i swojej Głowy: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7, 13 – 14).

Kard. Gerhard Ludwig Müller

Tłum. Pach

(śródtytuły pochodzą od Redakcji)

Przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X.

Komunikat przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X

Kto Mnie miłuje, zachowuje – i uczy zachowywać – moje przykazania

Z głębokim niepokojem przyjęliśmy ogłoszenie przez prefekta Dykasterii Nauki Wiary deklaracji Fiducia supplicans, dotyczącej błogosławienia związków nieregularnych oraz homoseksualnych, zwłaszcza że ten dokument został podpisany przez samego papieża.

Choć deklaracja podkreśla, że [dykasteria] stara się zapobiec dezorientacji, do jakiej prowadziłoby utożsamianie błogosławieństwa udzielanemu takim nielegalnym związkom z błogosławieństwem małżeństwa między mężczyzną a kobietą1, w istocie nie zapobiega ani dezorientacji, ani zgorszeniu: nie tylko naucza, że sługa Kościoła może ściągać Boże błogosławieństwo na takie grzeszne związki, ale przez ten fakt utwierdza pozostających w nich ludzi w grzechu.

Udzielenie „błogosławieństwa” miałoby polegać jedynie na proszeniu Boga, poza sprawowaną liturgią, żeby „wszystko, co w ich [tj. członków „błogosławionej” pary] życiu oraz relacji jest prawdziwe, dobre oraz po ludzku ważne, zostało ubogacone, uzdrowione i uwznioślone przez obecność Ducha Świętego”2.

Jednak przekonywanie tych, którzy żyją w związku ze swej natury grzesznym, że mógłby on posiadać jakąkolwiek pozytywną wartość, jest najgorszą formą zwodzenia, a także wyrazem braku miłości dla tych zagubionych dusz. Jest błędem wyobrażanie sobie, że w publicznym grzechu może być cokolwiek dobrego, i jest błędem twierdzenie, że Bóg może błogosławić parom w takim grzechu żyjącym.

Bez wątpienia każdy człowiek może uzyskać pomoc przez uprzedzające Boże miłosierdzie oraz odkryć, że jest wezwany do nawrócenia, aby otrzymać oferowane mu przez Boga zbawienie. Kościół Święty nigdy nie odmawia błogosławienia grzeszników, którzy ze słusznych powodów o to proszą, jednak wówczas jedynym celem takiego błogosławieństwa jest pomóc duszy w przezwyciężeniu grzechu, aby mogła żyć w stanie łaski.

Tak więc Kościół Święty może udzielić błogosławieństwa każdemu, nawet poganinowi. Jednak nigdy, w żadnych okolicznościach, nie może on pobłogosławić związku, który jest grzeszny z samej swej natury, pod pretekstem rozwijania tego, co jest w nim dobre.

Kiedy błogosławimy parę, nie błogosławimy pojedynczych osób: w nieunikniony sposób błogosławimy łączącą ich relację. Nie możemy jednak zrehabilitować czegoś, co samo w sobie jest złe i gorszące.

Tego rodzaju zachęta do kierowania się przy udzielaniu owych błogosławieństw motywami duszpasterskimi w praktyce prowadzi – w sposób nieunikniony i bez względu na wszelkie zapewnienia – do systematycznej akceptacji sytuacji sprzecznych z prawem moralnym.

Pokrywa się to niestety z twierdzeniami papieża Franciszka, określającego mianem „powierzchownego i naiwnego” stanowiska tych, którzy zmuszają ludzi do postępowania „w sposób, do którego jeszcze oni nie dojrzeli lub też do którego są niezdolni”3.

Ta idea, stanowiąca przejaw braku wiary w siłę łaski i odrzucająca krzyż, nie pomaga nikomu w unikaniu grzechu. Zastępuje ona prawdziwe przebaczenie oraz prawdziwe miłosierdzie będącą wyrazem bezsilności amnestią – i jedynie przyśpiesza zgubę dusz oraz erozję katolickiej moralności.

Zawiły styl oraz sofistyka dokumentu Dykasterii Nauki Wiary nie są w stanie ukryć zasadniczej i oczywistej natury owych błogosławieństw: przyczynią się one wyłącznie do utwierdzenia w grzechu osób żyjących w złych z samej swej natury związkach oraz będą zachęcać innych do ich naśladowania. Będzie to jedynie substytut małżeństwa katolickiego.

W istocie ten dokument stanowi świadectwo braku wiary w rzeczywistość nadprzyrodzoną, w łaskę Bożą oraz w siłę krzyża, dzięki którym możemy prowadzić życie cnotliwe, w czystości i miłości, zgodnie z Bożą wolą.

Jest przepełniony duchem naturalistycznym i defetystycznym, można rzec – duchem tego świata, wrogiego Bogu. Mamy tu do czynienia z kolejną kapitulacją i podporządkowaniem się światu przez liberalną i modernistyczną hierarchię, która od czasu II Soboru Watykańskiego pozostaje na służbie rewolucji [toczącej się] tak wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła.

Oby Najświętsza Maryja Panna, Strażniczka wiary i świętości, raczyła przyjść z pomocą Kościołowi Świętemu. Oby zechciała otoczyć swą opieką zwłaszcza tych, którzy wskutek tego chaosu są narażeni na największe niebezpieczeństwo: dzieci, zmuszone dorastać obecnie w nowym Babilonie, bez [pewnych] punktów odniesienia czy też przewodnika, który przypominałby im o prawie moralnym.

ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny
Menzingen, 19 grudnia 2023 r.

Źródło

Przypisy

  • 1Poprzez wprowadzenie „obrzędu liturgicznego lub błogosławieństwa przypominającego obrzęd liturgiczny”, cf. https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2023/12/18/0901/01963.html#en – przyp. tłum.
  • 2Ibidem.
  • 3Papież Franciszek, rozmowa z jezuitami w Lizbonie 5 sierpnia 2023.

Malawi bishops forbid ‘blessings’ of homosexual unions amid confusion over Vatican document

Malawi bishops forbid ‘blessings’ of homosexual unions amid confusion over Vatican document

lifesitenew/malawi-bishops-forbid-blessings-of-homosexual


Malawi’s bishops have clarified that ‘blessings of any kind and for same sex unions of any kind’ are not permitted, in line with unchangeable Catholic teaching that the Church cannot bless sinful relationships.

Featured ImageMalawi’s Catholic bishops meet with Pope Francis in 2015.


Emily Mangiaracina

Tue Dec 19, 2023 Malawi (LifeSiteNews) — The Episcopal Conference of Malawi issued a directive on Tuesday forbidding the blessing of same-sex unions in the wake of confusion over a Vatican declaration allowing blessings “for couples of the same sex.”

https://player.manage.broadcastcloud.tv/1ee9ea8f-eef8-6978-90d1-c161d4809075/default?autoplay=false&debug=false&direct=false

An official declaration by the Malawi bishops’ conference states that “to avoid creating confusion among the faithful we direct that for pastoral reasons, blessings of any kind and for same sex unions of any kind, are not permitted in Malawi.”

On Monday, December 18, Pope Francis and Cardinal Victor Manuel Fernández issued Fiducia Supplicans, which allows “blessings for couples in irregular situations and for couples of the same sex” in contradiction to the unchangeable Catholic teaching that the Church cannot bless sinful relationships.

While Fernández makes clear in the document that such blessings must not be construed as blessings “proper to the sacrament of marriage,” he admits that the text’s “theological reflection, based on the pastoral vision of Pope Francis, implies a real development from what has been said about blessings in the Magisterium and the official texts of the Church.”

In 2021, the CDF stated clearly that the Church does not have the “power to give the blessing to unions of persons of the same sex.”

The CDF stated that it is “not licit to impart a blessing on relationships, or partnerships, even stable, that involve sexual activity outside of marriage (i.e., outside the indissoluble union of a man and a woman open in itself to the transmission of life), as is the case of the unions between persons of the same sex.”

URGENT: Tell your bishop to prohibit the “blessing” of sinful unions in your diocese

  Show Petition Text

While the Episcopal Conference of Malawi stressed that Fiducia Supplicans is “NOT about the blessing of same sex unions” but rather the blessings of individuals “regardless of their state,” Fernandez emphasized in the Vatican declaration that the blessings he addresses are imparted to relationships in particular.

In paragraph 31 of the text, Fernández writes that:

Within the horizon outlined here is the possibility of blessings of couples in irregular situations and of same-sex couples, the form of which should not find any ritual fixation on the part of ecclesial authorities, in order not to produce confusion with the blessing proper to the sacrament of marriage.

In these cases, a blessing is imparted that not only has ascending value but is also the invocation of a descending blessing from God Himself on those who, recognizing themselves to be destitute and in need of His help, do not claim legitimacy of their own status, but beg that all that is true, good, and humanly valid in their lives and relationships be invested, healed and elevated by the presence of the Holy Spirit. 

These forms of blessing express a supplication to God to grant those aids that come from the impulses of His Spirit – what classical theology calls ‘present graces’ – so that human relationships may mature and grow in fidelity to the Gospel message, free themselves from their imperfections and frailties, and express themselves in the ever-increasing dimension of divine love.

Fernández’s suggestion that there is “good” in same-sex relationships also defies the reality of such relationships as gravely morally sinful. 

subscribe to our daily headlines US Canada Catholic

In his first letter to the Corinthians, St. Paul states that homosexual actions are sinful, explaining that “neither fornicators, nor idolaters, nor adulterers” will “inherit the kingdom of God,” but rather, according to his letter to the Romans, those who practice homosexuality will receive “in their own persons the due penalty for their error.”

Abp Tomasz Peta i bp Athanasius Schneider odpowiadają Franciszkowi w sprawie „błogosławienia homozwiązków”. Upominamy papieża i zabraniamy kapłanom i wiernym !!

Abp Tomasz Peta i bp Athanasius Schneider odpowiadają Franciszkowi w sprawie „błogosławienia homozwiązków”. Upominamy i zabraniamy kapłanom i wiernym !!

Padły mocne i ważne słowa

19 grudnia 2023 pch/abp-peta-i-bp-schneider-odpowiadaja-franciszkowi-w-sprawie-blogoslawienia-homozwiazkow

„Dzięki takim błogosławieństwom Kościół katolicki staje się, jeśli nie w teorii, to w praktyce, propagandystą globalistycznej i bezbożnej ideologii gender”, czytamy w stanowisku Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie w sprawie deklaracji „Fiducia supplicans” ogłoszonej 18 grudnia 2023 r. przez Dykasterię Nauki Wiary i zatwierdzonej przez papieża Franciszka.

Autorami stanowiska są: Tomasz Peta, arcybiskup metropolita archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie oraz Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie.

  Poniżej prezentujemy pełną treść dokumentu:

  ==========================

Stanowisko Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie w sprawie deklaracji „Fiducia supplicans”
ogłoszonej 18 grudnia 2023 r. przez Dykasterię Nauki Wiary i zatwierdzonej przez papieża Franciszka

Deklarowanym celem wyżej wymienionego dokumentu Stolicy Apostolskiej jest umożliwienie „błogosławienia par w sytuacjach nieregularnych i par jednopłciowych” (wprowadzenie do dokumentu). Jednocześnie dokument zapewnia, że takie błogosławieństwa będą udzielane „bez oficjalnego zatwierdzenia ich [tj. tych par] statusu lub zmieniania w jakikolwiek sposób niezmiennego nauczania Kościoła odnośnie do małżeństwa”.

Fakt, że dokument nie zezwala na „małżeństwa” par jednopłciowych, nie powinien czynić kapłanów i wiernych ślepymi na wielkie oszustwo i zło, które kryje się w zezwoleniu na błogosławienie par w sytuacjach nieregularnych i par jednopłciowych. Takie błogosławieństwo jest w sposób bezpośredni i poważny sprzeczne z Bożym Objawieniem oraz nieprzerwanym, dwu-tysiącletnim nauczaniem i praktyką Kościoła katolickiego. Błogosławienie par w nieregularnej sytuacji i par jednopłciowych jest poważnym nadużyciem Najświętszego Imienia Bożego, ponieważ imię to jest przyzywane wobec obiektywnie grzesznego związku cudzołożnego lub aktywności homoseksualnej.

Dlatego żadne, choćby najpiękniejsze sformułowania wspomnianej deklaracji Stolicy Apostolskiej nie mogą umniejszać faktu, że tego rodzaju usankcjonowane błogosławieństwa pociągają za sobą daleko idące, zgubne konsekwencje. Dzięki takim błogosławieństwom Kościół katolicki staje się, jeśli nie w teorii, to w praktyce, propagandystą globalistycznej i bezbożnej „ideologii gender”.

Jako następcy Apostołów i wierni naszej uroczystej przysiędze złożonej podczas święceń biskupich, by „zachowywać dziedzictwo wiary w czystości i integralności, zgodnie z tradycją, która była przestrzegana zawsze i wszędzie w Kościele od czasów Apostołów”, upominamy i zabraniamy kapłanom i wiernym Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie przyjmowania i praktykowania jakiejkolwiek formy błogosławieństwa par znajdujących się w sytuacji nieregularnej oraz par jednopłciowych.

Jest rzeczą oczywistą, że każdy szczerze skruszony grzesznik z mocnym zamiarem zaniechania grzechu i położenia kresu swojej obiektywnie grzesznej sytuacji (takiej jak wspólne życie poza kanonicznie ważnym małżeństwem lub związek partnerski osób tej samej płci) może otrzymać błogosławieństwo.

Ze szczerą braterską miłością zwracamy się z należnym szacunkiem do papieża Franciszka, który – zezwalając na błogosławienie par w sytuacji nieregularnej i par jednopłciowych – „nie postępuje słusznie, zgodnie z prawdą Ewangelii” (por. Ga 2, 14), by użyć słów, którymi Święty Paweł Apostoł publicznie upomniał w Antiochii pierwszego papieża.

Dlatego w duchu biskupiej kolegialności prosimy papieża Franciszka o odwołanie upoważnienia do błogosławienia par w sytuacji nieregularnej i par jednopłciowych, tak aby Kościół katolicki mógł jednoznacznie jaśnieć jako „filar i podpora prawdy” (1 Tm 3, 15) wobec wszystkich, którzy szczerze pragną poznać wolę Bożą i – wypełniając ją – osiągnąć życie wieczne.

Astana, 19 grudnia 2023 r.

+ Tomasz Peta, arcybiskup metropolita archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

+ Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

Tłum. Izabella Parowicz

==============

MD: Abp Tomasz Peta to Polak, pochodzi z Inowrocławia.

Nauczanie o homoseksualizmie zinterpretowane przez papieża na Synodzie ma wszelkie znamiona herezji

BKP: Demaskowanie tajnych celów Synodu Watykańskiego 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20987  https://marie-pense-a-nous.wistia.com/medias/qzaghiz1vt

https://bcp-video.org/pl/demaskowanie/  https://rumble.com/v3xk6b7-demaskowanie.html

cos.tv/videos/play/48834204156335104  ugetube.com/watch/cd3WUtPAlYiHRQi

W Watykanie zakończył się Synod LGBTQ. Każdy bergogliański biskup lub ksiądz może teraz de facto błogosławić związki homoseksualne, nawet jeśli nie mają jeszcze oficjalnego dokumentu z Watykanu. Z drugiej strony, jeśli jakiś prawowierny biskup chciałby uniemożliwić księdzu błogosławienie sodomitów, musi się spodziewać, że ksiądz złoży skargę na biskupa do Franciszka, że odbędzie się tzw. wizytacja watykańska i nastąpią zmiany personalne. Krótko mówiąc – biskup zostanie wyrzucony ze swojego urzędu.

W Synodzie uczestniczył także były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Müller. Jako jedyny z uczestników nie bał się publicznie ujawnić kulisów synodu i nazwać zbrodnie przeciw wierze i moralności po imieniu. W rozmowie z „National Catholic Register“ z 27 października 2023 roku powiedział: „Wszystko zmierza w stronę akceptacji przez wiernych homoseksualizmu i wyświęcania kobiet. Jeśli przeanalizuje się teksty Synodu, wszystko poświęcone tym dwóm tematom”.

Cytat z mediów: „Nauczanie o homoseksualizmie zinterpretowane przez papieża na Synodzie ma wszelkie znamiona herezji”.

Możemy dodać, że cała tzw. droga synodalna jest w pełni heretycka, czyli prowadzi do wewnętrznego zatrucia Kościoła. Według Gal 1:8-9 ona ściąga anatemę na wszystkich, którzy akceptują tę drogę zdrady Chrystusa i Jego Ewangelii. Pseudo-papież i propagatorzy tego duchowego samobójstwa podlegają karze latae sententiae – ekskomunice z Kościoła.

Kardynał Müller powiedział: „W rzeczywistości nie był to katolicki Synod Biskupów…”

Wyjaśnia dalej, że była to tzw. parlamentarna metoda podejmowania decyzji. Paradoks polega na tym, że na przykład kobietom, w tym wielu lesbijkom lub aktywistkom pro-LGBTQ, udało się na tym tzw. Synodzie Biskupów przegłosować biskupów. To jest absurd! Coś podobnego wydarzyło się podczas covidu. Najwięksi analfabeci medycyny, jak Jorge Bergoglio, sugestywnie i mocarnie decydowali o obowiązkowych śmiertelnie niebezpiecznych szczepieniach.

Kardynał ujemnie wypowiedział się także przeciwko manipulacji na synodzie, dotyczącej „otwartości i tradycji, która nie jest statyczna, ale dynamiczna”. Stwierdził: „To już nie jest Kościół katolicki”.

Dlaczego? Ponieważ Kościół katolicki opiera się na dogmatach, prawdach wiary, które pochodzą z Ewangelii Chrystusowej i zapewniają zbawienie duszy. Są statyczne, nie można ich zmienić. Jednak Bergoglio i heretycy, którzy mają tego samego ducha co on, przyjęli tak zwane dynamiczne podejście do depozytu wiary. Oznacza to, że stopniowo znoszone są wszelkie dogmaty i tym samym praktycznie Kościół katolicki przestaje być katolicki, nie prowadzi już dusz do zbawienia. Staje się organizacją świecką o powłoce religijnej, która nadużywa zewnętrznej struktury Kościoła przeciwko Chrystusowi i oddaje ją na służbę antychrysta.

Kardynał stwierdził: „Synod nie mówił o Jezusie Chrystusie, o Objawieniu Bożym, o roli osób ludzkich, stworzonych na obraz i podobieństwo Boże, ani o Bogu, który jest celem naszej ludzkiej egzystencji”.

W ten sposób zasadnicze kwestie naszego bycia i niebycia w odniesieniu do naszego zbawienia zostały na Synodzie całkowicie zbojkotowane, choć dziś zbawienie dusz jest zagrożone bardziej niż kiedykolwiek.

Kardynał powiedział: „Niektórzy na synodzie zmieniali definicję grzechu. Nie wierzy w grzech pierworodny ani grzech jako czyn. Nie zaprzeczają temu w teorii, ale w praktyce”.

Z tego wszystkiego jasno wynika, że Synodowi nie chodziło o ustalenie programu odnowy, ale o kontynuację procesu samobójczego.

Przywódcy Synodu używali psychologicznych metod destrukcyjnych sekt, aby zmienić zdanie, stosując manipulację i ośmieszenie. Kardynał zatrzymał się także nad faktem, że każdy mówca, który ośmielił się nie zgodzić z narzuconym ideologicznie i politycznie trendem dotyczącym społeczności LGBTQ, był napiętnowany jako „wróg Ducha Świętego”.

Dlatego kardynał podkreślił: „Nie można nadużywać Ducha Świętego przez heretyków w celu promowania w Jego imieniu aktów homoseksualnych lub błogosławieństw dla osób tej samej płci”.

Możemy tylko dodać, że na Synodzie popełniono najcięższy grzech: grzech przeciw Duchowi Świętemu, który nie będzie odpuszczony ani tu, ani w wieczności, jak ostrzega Jezus. Jasne jest, że nieczystego ducha LGBTQ, który rządził synodem, nie można utożsamiać z Duchem Świętym!

Herezje sprzeczne z istotą Pisma Świętego zostały narzucone uczestnikom synodu jako prawdziwa interpretacja Pisma Świętego. Wiemy, że autorem Pisma Świętego jest Duch Święty, który objawił nam prawdy Boże poprzez świętych pisarzy. Są wśród nich ewangeliści i apostoł Paweł. Na synodzie dopuścili się jednak fałszywej manipulacji, jak stwierdził kardynał Müller: „Nie mogą zaprzeczyć, że św. Paweł stanowczo sprzeciwia się homoseksualizmowi i grzechowi sodomii. Twierdzą jednak, że dzisiaj mamy nową wiedzę, objawioną przez Ducha Świętego, dlatego odtąd akty homoseksualne lub błogosławieństwo aktów homoseksualnych są rzeczą dobrą. Oczywiście, jest to nadużywanie Ducha Świętego w celu wprowadzenia doktryn otwarcie sprzecznych z Pismem Świętym.” I kardynał dodał: „Nie można łączyć nauk Chrystusa i antychrysta. Ta homoseksualna ideologia LGBT jest ideologią otwarcie antychrześcijańską. To duch antychrysta przemawia poprzez agendę LGBTQ. Jest to całkowicie przeciwko Bogu”.

Kardynał Müller podkreślił, że za ideologią LGBTQ stoi duch antychrysta. Przytoczył także przypadek manipulacji emocjonalnej, gdy przypomniał, jak na synodzie jeden z mówców-filosodomitów, promujący ideologię LGBT, mówił o swym biseksualnym krewnym. Rzekomo popełnił samobójstwo. Rzecznik doszedł do manipulacyjnego wniosku, że w związku z tym Kościół rzekomo musi być otwarty nie tylko na osoby LGBTQ, ale także na ich ideologię. Z tej antylogiki wynika absurdalne żądanie: Kościół musi zmienić swoje nauczanie i w ten sposób zacząć kierować dusze nie do nieba, a do piekła, w przeciwnym razie wszystkie osoby LGBTQ popełnią samobójstwo. Jakimi bzdurami zajmował się ten Synod?!

Kardynał tak to skomentował: „Kwestii i problemów teologicznych nie można rozwiązywać emocjami”.

Paradoksalnym tematem Synodu Biskupów była także tzw. miłość między parami homoseksualnymi. Kardynał dodaje: „Nie mogą otwarcie powiedzieć: «Chcemy zaprzeczyć Słowu Bożemu», ale wprowadzają nową hermeneutykę, za pomocą której chcą pogodzić Słowo Boże z tymi antykatolickimi ideologiami”. Kardynał podkreślił: „Ich sztuczka polega na tym, że mieszają duszpasterstwo tych osób z ideologią antychrześcijańską”.

Kardynał Müller wyjaśnia sprawę: „My, Kościół, jako jedyni szanujemy godność każdego: grzeszników, osób, mających problemy w każdej dziedzinie. Ale rozwiązaniem tych problemów jest droga, którą pokazał nam Jezus Chrystus”.

Synod był kolejnym dowodem na to, dokąd zmierza Kościół, w którym władzę najwyższą uzurpował sobie tzw. papież Franciszek.

Kardynał Müller podsumował: „Ogólnie rzecz biorąc, papież Franciszek symbolizuje kierunek Kościoła zgodny z globalistyczną, pro-LGBTQ Agendą 2030”.

Dziś wszyscy wiedzą, że globalistyczna pro-LGBTQ Agenda 2030 to plan duchowego, moralnego i fizycznego ludobójstwa nie tylko chrześcijan, ale także ludzkości.

Drogi prawowierny Biskupie, byłeś obecny na Synodzie Październikowym w Watykanie. Zetknąłeś się z metodą destrukcyjnych sekt, mających na celu zmianę sposobu myślenia w kierunku przyjęcia sodomickiej antyewangelii. Duch Sodomy i inne nieczyste demony działają znacznie poniżej progu naszego intelektu. Osoba pewna siebie, która nie akceptuje samokrytyki ani uzasadnionej krytyki ze strony innych, łatwo ulega duchowej infekcji.

Jeśli po powrocie z tego synodu LGBTQ naiwnie myślisz, że jesteś nietknięty, to już jest znak, że jesteś duchowo ślepy i nie dostrzegasz duchowych rzeczywistości. W tej duchowej ciemności, słuchając, otworzyleś się na ducha nieczystego, ducha kłamstwa, który jest powiązany z całym programem LGBTQ. Zdradziłeś Ducha Świętego, Ducha prawdy. Może wymyślisz wymówkę: „Nie byłem sam na synodzie, oprócz bergoglianów byli tam także prawowierni biskupi. Chcieliśmy dobrze, był tam nawet kardynał Müller…”. Jeśli odwołujesz się do kardynała Müllera, nazwij i ty po imieniu program samobójczy, przedstawiony przez synod, tak jak to zrobił on.

Przez miesiąc byłeś pod zgubnym wpływem. Teraz idź na miesiąc w samotność, aby przez pokutę Duch Święty mógł cię ponownie oczyścić. Poświęć co najmniej cztery godziny dziennie na modlitwę wewnętrzną. Oprócz tego czytaj Słowo Boże lub prawowierny katechizm, a także żywoty męczenników i innych świętych.

Przekleństwo rzucone przez Synod Judaszów objawia się w Kościele całkowitą duchową ślepotą i niemożnością rozróżnienia, co jest od Boga, a co od diabła.

Kardynał Müller opublikował, że wszystko na Synodzie skupiało się tylko na dwóch tematach, a mianowicie na tym, aby wierni przyjęli błogosławieństwo związków sodomickich i wyświęcanie kobiet. Kardynał stwierdził także, że poprzez agendę LGBTQ przemawia duch antychrysta. Odnosząc się do pseudopapieża ostrzegł, że Franciszek symbolizuje kierunek Kościoła zgodny z globalistyczną pro-LGBTQ Agendą 2030. Na co jeszcze chcecie czekać, prawowierni biskupi? Program pseudopapieża Bergoglia i jego zbrodniczego synodu to publiczna zdrada Chrystusa, prowokacyjne samobójstwo Kościoła i zaprogramowana droga do wiecznej zagłady.

Drodzy następcy apostołów, ratujcie swoją duszę i swoją diecezję i odłączcie się od bergogliańskiego Babilonu, póki jest to jeszcze możliwe. Niedługo nie będzie to już możliwe. Jeśli będziecie się wahać, stracicie szansę na zbawienie. Stańcie w obronie Jezusa Chrystusa przeciwko antychrystowi! Czeka Was za to korona wiecznej chwały.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                           + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10.11.2023

————————————————————

Organizatorzy Konferencji „Tożsamość Katolicka”, pokutujcie!

Szczerzy prawowierni katolicy byli zszokowani, gdy kierownictwo Konferencji „Tożsamość Katolicka”, w Pittsburghu usunęło z listy mówców byłego nuncjusza w Stanach Zjednoczonych Carla Mario Vigano. Nie rozumieją, jaki był tego powód. Niektórzy zadają pytanie: „Czy organizatorom konferencji wydaje się, że ten apostoł Chrystusa niewiele walczy z obecnymi herezjami, które ogarnęły Watykan i prowadzą Kościół do całkowitej utraty tożsamości katolickiej? Czy podejmuje niewielkie ryzyko, odważnie przeciwstawiając się elitom świeckim i kościelnym, aby bronić Chrystusa i przykazań Bożych?” Wielu tradycyjnych katolików ubolewało z rozczarowaniem: „To doświadczenie skreślenia z listy byłego nuncjusza w USA napawa nas obawą, że przywódcy konferencji usunęliby z listy nawet arcybiskupa Lefebvre’a czy apostoła Pawła, którzy nie bali się znieść hańby Chrystusa” (por. Hbr 13,13) Najbardziej bolesne jest to, że konferencja nie pozwoliła na usłyszenie proroczego przemówienia Vigana, mimo że miało być wygłoszone tuż przed kulminacją październikowego Synodu w Watykanie. Synod, według słów kardynała Müllera, skupiał się na dwóch rzeczach podstawowych, a mianowicie na błogosławieństwie małżeństw homoseksualnych i wyświęcaniu kobiet.

Odrzucając wystąpienie Vigana, konferencja zagłuszyła jasne słowo, wskazujące na wyjście z kryzysu. A wszystko to tylko dlatego, że kierownictwo konferencji nie chce sprawiać problemów w imię Chrystusa i prawdziwej tożsamości katolickiej, a tylko pięknie o tym mówi. Nie przeszkadza im fałszywa, niekonfrontacyjna postawa, którą publicznie demonstruje biskup pomocniczy Schneider. Już w 2019 roku napisał traktat pod tytułem „W kwestii papieża-heretyka” i nigdy nie żałował swoich błędnych stanowisk. Opiera się na absurdalnym założeniu, że heretycki papież w żadnym wypadku nie może zostać usunięty ze stanowiska. Jednak ta opinia Schneidera jest sprzeczna z Pismem Świętym (Ga 1:8-9), z bullą dogmatyczną Pawła IV i z licznymi autorytatywnymi twierdzeniami wielu świętych.

Biskup Schneider napisał: „Papież otrzymuje swoją władzę bezpośrednio od Boga, a nie od Kościoła, dlatego Kościół nie może go usunąć z żadnego powodu”.

Odpowiadamy: Pseudopapież-heretyk otrzymuje anatemę Bożą – ekskomunikę z Kościoła – bezpośrednio od Boga. Dlatego Kościół, posłuszny Bogu, musi go usunąć i nie może już uważać go za papieża. W tej nadzwyczajnej sytuacji musi przyjąć nowego, prawowiernego papieża, który będzie bronił Kościoła tak, jak robi to C. M. Viganò, nawet ryzykując własne życie.

Cytat ze Schneidera: „Dążenia do usunięcia heretyckiego papieża …odzwierciedla niechęć do niesienia wczesnego krzyża heretyckiego papieża”.

Odpowiedź: Połączenie Schneidera „heretycki papież” jest nonsensowne. Albo jest to papież, który broni wiary i moralności, albo jest to heretyk, a zatem nie jest papieżem i nikt nie ma mu być posłuszny. Wynika to z Pisma Świętego oraz z bulli dogmatycznej „Cum Ex Apostolatus Officio” i znajduje potwierdzenie w autorytecie wielu świętych nauczycieli Kościoła.

Cytat ze Schneidera: „Sytuację papieża-heretyka …ostatecznie trzeba przeczekać i znosić”. Odpowiedź: Bulla dogmatyczna Pawła IV nigdzie nie stwierdza, że fałszywego papieża-heretyka trzeba przeczekać i znosić. Przeciwnie, stanowi: „Biskup… lub kardynał… Kościoła rzymskiego, choćby był… papieżem Rzymu – jeżeli przed nominacją do stopnia kardynała lub przed wyborem na stanowisko papieża odszedł od wiary katolickiej i popadł w herezję, więc został mianowany lub wybrany nieważnie i bezskutecznie, nawet jeśli został jednomyślnie wybrany przez wszystkich kardynałów”.

Paweł IV na końcu bulli dogmatycznej stwierdza: Nikt zatem nie może naruszać tego dokumentu naszej aprobaty … ani zuchwale się przeciwko niemu wypowiadać się. Jeśli ktoś będzie próbował to zrobić, niech wie, że ściągnie na siebie gniew Boga Wszechmogącego i świętych apostołów Piotra i Pawła” (15 lutego 1559).

Pseudopapież Franciszek intronizował demona Pachamamę w Watykanie, prowokacyjnie poświęcił się szatanowi w Kanadzie, a teraz w procesie synodalnym promuje błogosławienie związków sodomickich i wyświęcanie kobiet. Jeżeli kierownictwo Konferencji Tożsamości Katolickiej uznaje go za ważnego papieża, aby podtrzymać wizerunek, że nie należy do żadnych schizmatyków, ściąga w ten sposób na siebie anatemę, która spadła na Jorge Bergoglio. Mamy nadzieję, że kierownictwo konferencji rozumie, że po październikowym Synodzie każdy ksiądz, który chce pobłogosławić związek sodomitów, ma ku temu otwarte drzwi. Biskup, który będzie chciał go ukarać, otrzyma wizytację watykańską i po niej zostanie pozbawiony urzędu biskupiego.

Nadszedł czas, kiedy Jezus szuka szczerych dusz, które staną w Jego obronie i będą gotowe poświęcić za Niego swoje życie jako męczennicy. Do tego nie dodadzą siły ani ceremonializm, ani samo stwierdzenie prawdy. Piłat również stwierdził prawdę, ale ostatecznie umył ręce i ją zdradził.

Skreślając z listy prelegentów C. M. Vigana i gloryfikując Schneidera, kierownictwo konferencji udowodniło, że utraciło swoją katolicką tożsamość. Zastanówmy się zatem, jaki jest cel tych konferencji. Czy w danej sytuacji nie rozsądniej jest je w przyszłości anulować?

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10. 11. 2023

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Przyzwyczajanie do zamętu. Nawet „Tygodnik Powszechny” skarży się na chaos w papieskich wypowiedziach.

30 listopada 2023 pch24/przyzwyczajeni-do-zametu-tygodnik-powszechny-skarzy-sie-na-chaos-w-papieskich-wypowiedziach

Przyzwyczajanie do zamętu. Nawet „Tygodnik Powszechny” skarży się na chaos w papieskich wypowiedziach

„Czasem trudno nie odnieść wrażenia, że Franciszek mija się z prawą rozmyślnie: sądząc, że tak łatwiej wybrnąć z rozmowy na kłopotliwy temat”. W tych słowach klasyczną już dla wypowiedzi Franciszka dwuznaczność komentuje Edward Augustyn na łamach… „postępowego” Tygodnika Powszechnego. „Katolicka” Lewica dotychczas nie szczędziła pochwał pod adresem obecnego pontyfikatu. Tymczasem już nawet kręgi dostrzegające we Franciszku postać, która na dobre zdławi ortodoksję w Kościele, zwracają uwagę na ogromny chaos, jaki wywołują komunikaty następcy Św. Piotra…

„Franciszek przyzwyczaił nas, że nie należy traktować serio wszystkiego, co mówi. (…) Znany jest z nieprecyzyjnych i dwuznacznych wypowiedzi. Nieraz musiał je prostować (…)”, czytamy w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”.

Autor, formułując tę ocenę, przypomniał m.in. potężną kontrowersję, do jakiej doprowadziły słowa Ojca Świętego dotyczące wojny na Ukrainie. Niechętny doktrynie wojny sprawiedliwiej Franciszek  nawoływał zawsze obie strony konfliktu do poszukiwania kompromisu i rezygnacji z działań wojskowych– ściągając na siebie podejrzenie, że nie dostrzega zasadności obrony własnego państwa przez Ukraińców.

Niestety, podobne zamieszanie Franciszek wywołuje co i rusz w sprawach wiary i moralności – których znaczenie o niebo przewyższa geopolityczne rozgrywki. Jak przypomina Edward Augustyn, po wznieceniu znacznych kontrowersji Ojciec Święty zmuszony był np. „zapewniać (…), że mówiąc o potrzebie legalizacji związków homoseksualnych miał na myśli argentyńskie prawo państwowe. Że słowa być katolikiem nie oznacza rozmnażać się jak króliki odnosiły się do odpowiedzialnego rodzicielstwa”.

Podobnie było m.in., gdy podczas jednego z wywiadów Franciszka zapytano o to, czy homoseksualiści i rozwodnicy w ponownych związkach mogą przystępować do Komunii Świętej. „Kim jestem, by ich oceniać”, pytał w 2013 roku urzędujący papież. Według watykańskich zapewnień zdanie to nie miało jednak charakteru usprawiedliwienia grzesznych relacji między osobami tej samej płci. Jednocześnie Franciszek przyznał watykański urząd znanemu z promocji agendy LGBT jezuicie Jamesowi Martinowi i regularnie chwalony jest przez „duszpasterstwa”, domagające się odrzucenia katolickiego nauczania o ludzkiej seksualności. Zamętu dopełnia m.in. brak wprowadzenia w Kościele jednoznacznej interpretacji własnego dokumentu papieża – adhortacji „Amoris Laetitia”.

Autor artykułu przywołał kilka wypadków, w których słowa papieża Franciszka prowadziły do medialnego wrzenia – po czym okazywało się, że niewiele świadczy o ich prawdziwości. „Podczas konferencji samolotowej w drodze powrotnej z Abu Zabi papież przywołał historię teczki Ratzingera z materiałami na temat pewnej organizacji zakonnej, w której panowało zepsucie seksualne i ekonomiczne”- wspomina Edward Augustyn. Jak relacjonował Franciszek, dowody te Jan Paweł II miał ukryć w archiwum, blokując wyjaśnienie skandalu.

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że w tak poważnej sprawie Ojciec Święty „pomieszał” dwie osobne afery: „Maciela Degollada, założyciela Legionistów Chrystusa, seksualnego przestępcy oraz kard. Hansa Groëra, arcybiskupa Wiednia, wykorzystującego seksualnie młodych księży. Bo to właśnie dokumenty oskarżające tego drugiego Ratzinger oddał do archiwum ze słowami wygrała druga partia, co opisał kard. Christoph Schönborn, naoczny świadek sytuacji”, wyjaśnia Augustyn.

„Franciszek lubi cytować pouczające historie, zaczynające się od słów nie wiem, czy to prawda, ale, lub jak mi powiedziała pewna osoba. Korzysta z niezweryfikowanych źródeł, powołuje się na nieprawdziwe informacje”, dodaje autor artykułu.

Objawem tej tendencji Ojca Świętego jest chociażby wkładanie w usta znanych osób sformułowań, które nie pojawiają się w żadnych materiałach źródłowych. Franciszek przypisał chociażby lubianemu przez niego muzykowi, Gustavowi Mahlerowi zdanie „wierność tradycji to podtrzymywanie ognia przy życiu, a nie oddawanie czci popiołom”. Potwierdzenia, że Mahler rzeczywiście kiedyś tak rzekł, nie sposób znaleźć, komentuje Edward Augustyn, powołując się na znanego watykanistę – Sandro Magistera.

Franciszek w podobny sposób zaskoczył słuchaczy, gdy relacjonując poglądy Św. Bazylego o Duchu Świętym przypisał mu zdanie, że Trzecia Osoba Boska jest „czystą harmonią”. To w najlepszym wypadku „parafraza długiego wywodu kapadockiego Ojca Kościoła”, zauważa współpracownik Tygodnika Powszechnego.

Zdaniem Augustyna trudno uznać, że to po prostu częste pomyłki trapią Chrystusowego wikariusza. „Czasem trudno nie odnieść wrażenia, że Franciszek mija się z prawdą rozmyślnie: sądząc, że tak łatwiej wybrnąć z rozmowy na kłopotliwy temat”. Autor artykułu przywołuje m.in. sposób, w jaki Ojciec Święty tłumaczył słowa o „wielkiej matce Rosji”, które skierował do młodzieży w Petersburgu. Franciszek wyjaśniał, że w szkole uczył się o wybitności Katarzyny II i Piotra I – tymczasem jak zwraca uwagę Joaquin Morales Sola, argentyński dziennikarz, w czasach szkolnych papieża informacje o historii caratu były w podręcznikach niemal nieobecne.   

Największe podejrzenia zdaniem Augustyna budzi jednak zachowanie Ojca Świętego w odniesieniu do nadużyć Marko Rupnika, słoweńskiego duchownego i cenionego wykonawcy mozaik. Rupnik miał dopuścić się przemocy seksualnej względem sióstr zakonnych. W styczniu b.r Franciszek udzielił wywiadu dotyczącego jego postępowaniu względem winnego. Jak deklarował, o czynach Rupnika nie wiedział i „nie miał z tą sprawą nic wspólnego”… Tymczasem już w 2019 r. do Kongregacja Nauki Wiary przekazano informacje o udzieleniu przez jezuickiego duchownego rozgrzeszenia wspólnika grzechu seksualnego. To jedno z najcięższych wykroczeń przeciwko prawu kanonicznemu. Mimo to w 2020 roku nikt inny jak Rupnik głosił rekolekcje wielkopostne dla papieża i Kurii Rzymskiej…

„Chodzi nie tylko o nieprzemyślane słowa, albo brak precyzji. Franciszkowe podejście do faktów dobrze ilustruje włoski aforyzm Se non e vero, e molto ben trovato (może to nieprawda, ale za to bardzo ladnie opowiedziana”, uważa współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. „Franciszek, który tyle razy potępiał fake newsy sam przykłada rękę do ich szerzenia”, kwituje.

Źródło: Tygodnik Powszechny

FA

https://pch24.pl/amoris-laetitia-czyli-chaos-nadal-trwa/embed/#?secret=J68pM9XzV3#?secret=iZoQtCu1bI

https://pch24.pl/co-robic-z-watpliwym-nauczaniem-franciszka-rozwiazanie-jest-banalnie-proste/embed/#?secret=Yt6g7J3Cop#?secret=kllZDSuuNS

https://pch24.pl/papiez-spotkal-sie-z-przywodcami-potepionej-przez-kosciol-teczowej-organizacji-katolikow/embed/#?secret=DDwEJHp6Zy#?secret=8OhrvNJIwY

https://pch24.pl/franciszek-znow-szokuje-kosciol-nalezy-do-wszystkich-nawet-tych-z-gangu-diabla/embed/#?secret=VSIISZCRGo#?secret=8wzZlV2MDC

https://pch24.pl/o-roman-laba-osppe-kosciol-pochylony-ku-ziemi/embed/#?secret=OVC9kucVnn#?secret=ytW3EbGaNF

Why Does Pope Francis Target American Catholics?

Why Does Pope Francis Target American Catholics?

by John Horvat II November 28, 2023 why-does-pope-francis-target-american-catholics

Prophecies of Our Lady of Good Success About Our Times
Why Does Pope Francis Target American Catholics?
Why Does Pope Francis Target American Catholics?
Photo: ©  Mazur/catholicnews.org.uk, CC BY-NC-ND 2.0

Despite efforts to adjust to the theological rollercoaster of the Francis papacy, the American clergy finds itself the frequent target of his offensive remarks. A new study on priests and seminarians in America gives some insight into the reasons behind the attacks.

The liberal Pope Francis has called upon Catholics to embrace controversial positions on moral, ecological and political issues often identified with the left. American Catholics have voiced concerns about many of these progressive positions.

Pope Francis has responded by calling these American Catholics backward and ideological. He has criticized them for not following the synodal way of the avant-garde sectors that supposedly represent the Church’s future. He seems impatient with a clergy that is unwilling to embrace progressive ideas.

A Matter of Waiting

People might naturally suspect that the problem lies with older priests and faithful attached to traditional ways. The solution would seem to be a matter of waiting for these traditional-minded to die out to make room for the young progressive ranks to advance to leadership.

However, the real reason for the disconnect is the contrary. The 18-page November report, issued by The Catholic University of America in Washington, D.C., finds that the younger, not the older, American priests are drifting away from the progressive ideal.

Who Is Dying Out?

Younger American priests are embracing the past in ever-larger numbers. The older progressive attitudes are headed to extinction. Indeed, new U.S. Catholic priests identifying as theologically “progressive” have fallen so low that they are disappearing from the radar screen. Tradition and orthodoxy are the future of the Catholic Church in America.

“Simply put, the portion of new priests who see themselves as politically ‘liberal’ or theologically ‘progressive’ has been steadily declining since the Second Vatican Council and has now all but vanished,” the report said.

Eternal and Natural Law: The Foundation of Morals and Law

The figures are impressive. The results reflect one of the most extensive surveys of Catholic clergy in over 50 years. It counted on the responses of 131 bishops and 3,500 priests and extensive interviews with over one hundred priests.

A Steady Decline

The American clergy was not always conservative, as shown by the generational differences in attitudes. Priests who identified as “somewhat progressive” or “very progressive” fell from almost 70% among those ordained in 1965—1969 to less than 5% among those ordained in 2020 or later. Moreover, no priest ordained after 2020 described themselves as “very progressive.”

The study’s authors are careful to note that the labels are based on the self-perceptions of those surveyed. They do not represent any specific issues. However, the survey does indicate the general direction of the clergy and the Church in America.

No More Middle Ground

One important conclusion is the emptying of the theological left and middle among the American clergy.

Some 85% of the youngest respondents describe themselves as “conservative/orthodox” or “very conservative/orthodox” theologically. This number clashed with those of the past.

“Theologically ‘progressive’ and ‘very progressive’ priests once made up 68% of new ordinands,” the report states. “Today, that number has dwindled almost to zero.”

This conclusion means the decline is a set course, not a seminary formation trend. The overwhelming character of these views indicates that there are no mechanisms in place to change course. Any such effort would take years to reverse.

Reverence for the Papacy

Thus, the survey reveals the future of the Church in America is heading toward a more orthodox and conservative position. Progressivism is dying.

However, the disagreement of the clergy with the progressive issues favored by Pope Francis does not seem to affect the veneration these priests have for his office. Catholics in America are not in revolt against Pope Francis.

Learn All About the Prophecies of Our Lady of Good Success About Our Times

The poll showed that “despite younger age and ordination cohorts trending more conservative/orthodox both politically and theologically, the overwhelming majority of these youngest priests do value accountability to Pope Francis.”

This overwhelming respect for the Pope’s office reveals a balanced position of resistance that does not destroy love for the Church hierarchy.

Why America Is Targeted

However, the American clergy’s adherence to orthodoxy helps explain Pope Francis’s attitude toward them.

Everything about the American reaction contradicts the progressive narrative about how these Catholics should be acting.

All the myths are smashed. Progressive ideas that should be attractive fail to appeal to America, which has long been promoted as a progressive nation. Youth, which should be the most progressive age group, is now proving to be the most theologically orthodox. According to the progressive narrative, Americans should not yearn for tradition but for ecological and synodal “conversion.”

All these things explain why Catholics in America are a target. It is not because some small, vocal conservative groups have created controversy. The trend toward tradition has gone mainstream. The strong progressivist position of Pope Francis has no future in America.

Bergoglio chce zniesienia celibatu księży, aby wywołać chaos prowadzący do samozagłady Kościoła

BKP: Bergoglio chce zniesienia celibatu księży, aby wywołać chaos prowadzący do samozagłady Kościoła 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20954  https://maria-aidera.wistia.com/medias/iedw5ns4tz

https://bcp-video.org/pl/zniesienia-celibatu/  https://youtu.be/8AXAG2x2SRk

rumble.com/v3wavxv-zniesienia-celibatu.html  ugetube.com/watch/EbVtVYg6CPmTi6T

Bergoglio ma przebiegły plan stopniowego zniesienia celibatu, aby wywołać chaos i dokończyć zniszczenie Kościoła. Już podczas swojej pierwszej wizyty na Światowe Dni Młodzieży w 2013 r. nawoływał wszystkich obecnych: „Stwórzcie chaos!”. Następnie w samolocie chytrze poparł homoseksualizm, mówiąc: „Kim jestem, żeby go (homoseksualistę) osądzać?”.

Dziś, dziesięć lat później, widzimy, że nie było to tylko jednorazowe oświadczenie, ale że wraz z nim rozpoczął swój program zniszczenia w Kościele. Chaos, który celowo powoduje, ma zamaskować głębokie zmiany, których dokonuje i zamierza wprowadzić, aby dokończyć transformację Kościoła katolickiego w jeden globalistyczny antykościół New Age.

Co to jest chaos? Chaos to bezprawie, nieporządek, w którym człowiek nie może osiągnąć sprawiedliwości i obronić prawdy. Wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, a przestępstwa i oszustwa nie mają granic. Za chaosem kryje się duch kłamstw i śmierci, diabeł. Bóg przeciwnie, dał nam swój porządek, który nas chroni. Bergoglio celowo tworzy chaos, aby zdezorientować katolików i sprawić, że stracą koncentrację na celu, jakim jest zbawienie duszy. Chaos zmusza ich do zajmowania się błahymi sprawami, podczas gdy Bergoglio wprowadza stopniowe, ale nieodwracalne zmiany, które powodują doczesną i wieczną szkodę w duszach.

Niestety trzeba przyznać, że Sobór Watykański II również wywołał chaos. Ołtarze zwrócono tyłem do tabernakulum lub tabernakulum przeniesiono do bocznej kaplicy. Ten chaos miał swój cel. Do dyscyplin teologicznych niepostrzeżenie przeniknął duch neomodernizmu. Poddano w wątpliwość najbardziej podstawowe filary wiary – zbawczą śmierć Chrystusa na krzyżu, Jego historyczne i realne zmartwychwstanie oraz boskie natchnienie Pisma Świętego. Jednocześnie chaos ten stworzył przestrzeń dla szacunku dla pogaństwa i jego kultów. Wierzący zaakceptowali fałszywą opinię publiczną, że chrześcijaństwo i pogaństwo to równe drogi do zbawienia.

Kardynał Ratzinger w rozmowie z Messorim w 1984 r. stwierdził, że po Soborze Watykańskim II zaczęto podziwiać wszystko, co wschodnie. Wypędzono duchowość chrześcijańską, wprowadzono medytację jogi czy zen-buddyzmu i rozpowszechniła się literatura pseudo-duchowa. Życie duchowe zostało zastąpione przez najnowocześniejsze psychologie, co doprowadziło do stracenia sensu powołania. Najbardziej ucierpiały na tym klasztory zakonnic. W Stanach Zjednoczonych zakonnice uczyły w szkołach katolickich. Wraz z utratą powołań i odejściem zakonnic szkoły zostały przekazane państwu. W Kanadzie kard. Ratzinger wskazał na katastrofę w katolickim Quebecu, gdzie po soborze gwałtownie spadła liczba zakonnic, a nowych powołań prawie nie było.

Modne stało się zapraszanie do klasztorów mnichów buddyjskich, w celu tzw. odrodzenia duchowości. Dokonali tego benedyktyni, ksawerianie, jezuici… Doprowadziło to do anty-misji w Kościele. W tym chaosie nie sposób było obronić prawowiernego nauczania. Tzw. szacunek dla innych religii, czyli kultów pogańskich, nie pozwalał na przestrzeganie pierwszego przykazania Dekalogu. Herezje modernizmu szerzyły się, ale księża zamiast bronić wiary musieli zająć się reformą przestrzeni liturgicznej i Liturgii. W tych warunkach chaosu podkreślanie faktu, że Jezus jest jedynym Zbawicielem, było postrzegane jako obraza innych religii. Grzech pierworodny i osobisty, odkupieńcza ofiara Chrystusa na krzyżu, czyli najważniejsze prawdy, zostały odłożone na bok.

Misję zastąpiono antymisją pogaństwa. Duchowość chrześcijańska została zastąpiona działalnością społeczną. Ten duch świata i pogaństwa otworzył drzwi niemoralności. Formalność zastąpiła żywą relację z Bogiem. Moralność chrześcijańska pozbawiona motywacji żywej wiary stała się jedynie ciężarem nie do uniesienia.

Poprzez Synod o synodalności Jorge Bergoglio dopełnia stworzenia warunków do całkowitego chaosu, któremu powinno służyć także zniesienie celibatu kapłańskiego. Tymczasem Bergoglio bez przeszkód zrealizuje swój zamiar przekształcenia Kościoła w antykościół New Age. Poprzedziło to jego poświęcenie szatanowi w Kanadzie i intronizacja demona Pachamamy w Watykanie.

W Liturgii po modlitwie „Ojcze nasz” kapłan modli się: „Panie, wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”.

Bergoglio, wręcz przeciwnie, chce, abyśmy wszyscy byli w niewoli grzechu. Chce, żebyśmy byli w zamęcie, spowodowanym chaosem. Nie oczekuje przyjścia naszego Zbawiciela, ale przygotowuje przyjście fałszywego zbawiciela.

Jeśli chodzi o celibat, my, jako biskupi wschodni, możemy słusznie ostrzec duchowieństwo zachodnie przed jego zniesieniem. Z drugiej strony znamy także problemy celibatu kapłańskiego w Kościele zachodnim. Ksiądz znajduje się dziś pod ogromną presją świata. Poza tym przygotowanie do kapłaństwa jest niewystarczające, a ksiądz zwykle czuje się w parafii osamotniony. Jednakże zniesienie celibatu nie jest rozwiązaniem tego kryzysu i w żadnym wypadku nie jest wolą Bożą. Nie rozwiąże to problemu duchowości kapłańskiej i nie doprowadzi do odnowy Kościoła.

Jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest powrót do zdrowych zasad duchowych, przywrócenie porządku, który chroni księża i zachęca do życia duchowego. Ale ksiądz nie może tego zrobić sam, potrzebuje wspólnoty. W tej sytuacji wyjściem dla księży jest przyjęcie życia pół-monastycznego. Niech grupa 4 -7 księży spotka się w niedzielny wieczór w jednej z parafii, gdzie spędzą 1,5 dnia na modlitwie, nad Słowem Bożym, w braterskiej wspólnocie i w przeżywaniu sakramentu Eucharystii. Takie są zasady pierwszych chrześcijan (por. Dz 2:42).

Księża spotykają się w niedzielę wieczorem i rozchodzą się we wtorek po południu. Jeśli chodzi o modlitwę, należy poświęcić 3 godziny na wspólną modlitwę, a w ciągu czwartej godziny, po przeczytaniu tekstów liturgicznych na niedzielę, przemodlić słowo Boże, rozważając Pismo Święte. W ciągu tej godziny można jednocześnie zapisywać w zeszycie myśli z modlitwy nad tym tekstem. Po tej godzinie wszyscy korzystają ze wspólnego dzielenia się tym, komu co objawił Duch Boży. Duchową korzyść z tego odniosą także wierzący podczas niedzielnego kazania.

Warunkiem koniecznym przywrócenia rodzin jest tzw. Kościół domowy, który ma swój własny porządek modlitewny. Podstawą jest regularna modlitwa wieczorna od 20-tej do 21-szej. Każdy dzień ma swój własny program modlitewny na tę godzinę. Częścią Kościoła domowego jest świętowanie dnia siódmego, kiedy większość czasu należy poświęcić Bogu, własnej duszy, rodzinie i wspólnocie braterskiej. Stworzy to solidny fundament dla odrodzenia Kościoła.

Jaki chaos i katastrofalne skutki przyniosłoby dzisiaj zniesienie celibatu! Marcin Luter, znosząc celibat, uczynił biskupów i księży jedynie pastorami.

Jednakże Jorge Bergoglio poprzez zniesienie celibatu zmieni biskupów i księży w sodomitów i satanistów. „Wyjdźcie, mój ludu, z bergogliańskiego Babilonu!” (Ap 18:4).

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr             + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

24. 10. 2023

Bergoglio chce zniesienia celibatu księży

bcp-video.org/bergoglio-wants/  /english/

bcp-video.org/fr/bergoglio-veut-abolir/  /français/

vkpatriarhat.org/de/zolibat-abschaffen/  /deutsche/

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

XVI-wieczny kościół św. Michała Archanioła może stać się salą weselną lub bankietową !!! …

XVI-wieczny kościół św. Michała Archanioła może stać się salą weselną lub bankietową…

opoka

Niedawno zabytkowy kościół św. Michała Archanioła w Okrzeszynie znalazł się na liście ogłoszeń portalu otodom.pl. Obecny zarządca wystawił go na sprzedaż za 800 tys. złotych. Według ogłoszeniodawcy idealnie spełni rolę sali bankietowej, weselnej, lub konferencyjnej.

W województwie dolnośląskim w miejscowości Okrzeszyn w gminie Lubawka, stoi XVI wieczny zabytkowy kamienny kościół św. Michała Archanioła. Choć w okresie powstania należał do Królestwa Czech, dziś znajduje się po stronie polskiej, jedynie 30 metrów od granicy.

Niedawno świątynia znalazła się na liście ogłoszeń portalu otodom.pl. Obecny zarządca wystawił go na sprzedaż za 800 tys. złotych. Kwota podlega negocjacji. Według ogłoszeniodawcy idealnie spełni rolę sali bankietowej, weselnej, lub konferencyjnej.  Zdaniem portalu budynek ma świetną akustykę, w związku z czym można tam organizować wydarzenia muzyczne.

Kościół św. Michała Archanioła powstał w latach 1580-85, następnie w roku 1736 został przebudowany. Nie był on jednak pierwszym obiektem sakralnych zbudowanym w tym miejscu. Ponad dwa wieki wcześniej, w 1352 r., kościół postawili tam cystersi z Krzeszowa.

Ostatni sakrament w kościele św. Michała Archanioła został odprawiony w 1945 r. Od tego czasu świątynia była opuszczona. W pewnym momencie „przeszedł w ręce prywatne” [??? md]. Jest wpisany do wojewódzkiego rejestru zabytków.

W ogłoszeniu czytamy, że kościół jest kamienny, jednonawowy, ma wydzielone prezbiterium, drewniany strop i dwuspadowy dach. „W nawie naprzeciw prezbiterium zachowała się drewniana konstrukcja chóru muzycznego”. Dookoła kościoła rosną stare drzewa. Natomiast sama świątynia obrasta roślinnością.

Burzliwe dzieje miejscowości…

Okrzeszyn po II wojnie światowej znalazł się po polskiej stronie, jednak podczas konfliktu o granicę z Czechosłowacją, był wymieniany jako jeden z obszarów, które w ramach wymiany terenów mogą zostać oddane Czechosłowacji, aby w ten sposób skrócić granicę między obydwoma krajami. Miejscowość leży bowiem na obszarze nazywanym workiem okrzeszyńskim i z trzech stron – od zachodu, południa i wschodu – otoczony był Czechosłowacją.

Miejscowość pozostała w granicach Polski, ale zlikwidowano tu przejście graniczne, które funkcjonowało w czasie, gdy znajdowała się tu granica niemiecko-czechosłowacka i wcześniej prusko-austriacka. Likwidacja przejścia granicznego odbiła się na dalszych losach miejscowości, która straciła na znaczeniu. Zresztą jak  przycmentarny kościół.

W Okrzeszynie zaprzestano wydobywania węgla kamiennego, czym zajmowano się do 1925 r., gdy był niemieckim Albendorfem. Za to w 1947 r. – w ramach radzieckiego planu nuklearnego, zaczęto poszukiwać tu uranu. W ciągu dziesięciu lat wybudowano tu niezbędną infrastrukturę, wydrążono dwa szyby i wykopano około 40 kilometrów podziemnych korytarzy. [—]

Franciszku, Magisterium nie może nauczać niczego, co zaprzecza Pismu Świętemu i Tradycji Apostolskiej.

BKP: Pseudopapież i jego synod legalizują świętokradztwo 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20948  https://bcp-video.org/pl/legalizuja-swietokradztwo/

https://createur.wistia.com/medias/i3k4ovktg4  https://rumble.com/v3vem0j-legalizuj-witokradztwo.html

cos.tv/videos/play/48585859705376768  ugetube.com/watch/rETHGsTSUMrgmL5

Kościół jest po to, aby prowadzić ludzi do zbawienia, przekazując im prawowierną naukę związaną z wiarą zbawczą. Ale istnieje bergogliańska sekta, która uzurpowała sobie urząd papieski i ma inne nauczanie – antyewangelię. Do kompleksu jej fałszywego nauczania należy i „Amoris Laetitia”, którą Bergoglio ustanawia jako najwyższą normę. W niej unieważnia przykazania Boże i istnienie obiektywnie obowiązujących zasad moralnych. Wszystko to przy pomocy psychologicznie zaprojektowanego oszustwa, ignorując Pismo Święte i całą Tradycję.

Sekta Bergoglio promuje tak zwane błogosławieństwo pseudo-małżeństw homoseksualistów. Dlatego zmusza biskupów i księży pod najsurowszymi sankcjami do przyjmowania niepokutujących osób LGBT w Kościele. Co więcej, biskupi i księża są manipulowani, aby rozdawać Komunię Świętą niepokutującym homoseksualistom, transseksualistom i osobom publicznie żyjącym w grzechu ciężkim. Jak to możliwe, że Bergoglio może bez przeszkód popełniać tak straszliwe zbrodnie przeciwko Bogu i Kościołowi? Sygnalizuje to głęboki kryzys w życiu wewnętrznym Kościoła. Korzenie sięgają Soboru Watykańskiego II.

Podstawowe pytanie brzmi: czy człowiek, który jako heretyk burzy podstawowe filary, na których stoi Kościół, i który poświęcił się szatanowi, może być Wikariuszem Chrystusa na ziemi? To oczywiste, że nie może! Ale ta prawda nie jest brana pod uwagę i dlatego nikt nie szuka zbawienia od zbliżającej się katastrofy.

Chrześcijaństwo stało się zwietrzałą solą, którą słusznie depcze się. Rozwiązać kwestię iluzorycznej odnowy Kościoła w fałszywy sposób tzw. synodalności, która legalizuje sodomię i zmusza ludzi żyjących w grzechu do przyjmowania Komunii Świętej, jest celowym oszustwem i przestępstwem.

Co Katechizm mówi na temat Komunii Świętej?

Cytat z KKK, artykuł 1385: Św. Paweł wzywa nas do rachunku sumienia: Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije (1 Kor 11: 27-29). 

Każdy, kto jest świadomy grzechu ciężkiego, przed przystąpieniem do Komunii powinien przystąpić do spowiedzi. Przed przyjęciem Komunii Świętej powinniśmy doświadczać siebie. Św. Bernard zachęca nas: „Naśladujcie ostrożnego węża, który zanim wypije, wypuszcza całą swoją truciznę”.

Kto przystępuje do Komunii świętej, mając świadomość grzechu ciężkiego, popełnia przestępstwo świętokradztwa. Św. Paweł mówi, że taki człowiek grzeszy przeciwko Ciału i Krwi Pana (1 Kor 11:27). Tertulian wyjaśnia, że jest tak samo winny, jak gdyby zabił Chrystusa. Rzeczywiście, ta zbrodnia jest w pewnym stopniu nawet większa niż zbrodnia tych, którzy ukrzyżowali Chrystusa, ponieważ oni raz położyli ręce na Chrystusie, ale kto niegodnie przyjmuje Komunię, ośmiela się to zrobić ponownie. Świętokradzkie przyjmowanie Komunii Świętej prowadzi do zaślepienia ducha, zatwardziałości serca, do kar doczesnych w postaci chorób i śmierci wiecznej (por. 1 Kor 11: 30).

Niegodna Komunia ma odwrotny skutek niż godna Komunia. Diabeł bierze takiego człowieka całkowicie w swoją władzę, jak Judasz po jego niegodnej komunii (J 13:27). „Aby przyjąć Chrystusa w Najświętszej Eucharystii, nie wolno nam dopuścić się grzechu ciężkiego” (Św. Tomasz z Akwinu).

Te prawdy, wyrażone w „Katechizmie”, które zawsze były oczywiste w Kościele, dziś, pod wpływem ducha świata i bergogliańskiej sekty, zostały całkowicie utracone.

Już w 2016 roku czterech kardynałów zwróciło się do Jorge Bergoglio z „dubii” w sprawie jego „Amoris laetitia”. Pomimo faktu, że po tym nastąpiła „Korekta” podpisana przez wielu teologów i aktywnych świeckich, Bergoglio w dalszym ciągu nie odpowiedział. Zamiast tego odpowiedziały same owoce „Amoris laetitia”. Jak? Biskup Bonny ujawnił, że Konferencja Biskupów Belgii przez trzy dni studiowała „Amoris laetitia” i doszła do wniosku, że pary homoseksualne i queer powinny być błogosławione. Obejmuje to również szalone błogosławieństwo tak zwanych par, takich jak mężczyzna z kozą lub kobieta z psem. Na potrzeby tego bluźnierstwa biskupi przygotowali już obrzęd liturgiczny, który Bergoglio im ustnie zatwierdził podczas ich wizyty ad limina. Następnie, zapewne zainspirowani „Amoris laetitia”, będą udzielać Komunii Świętej prawdopodobnie nawet tym queerowym „żonom” i „mężom”.

W lipcu tego roku kardynał Duca wydał „dubię” dotyczącą Komunii świętej wyłącznie dla osób w stanie grzechu. Kardynał Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, opublikował, że odpowiedź Watykanu na „dubię” jest błędna. Kardynał Müller wyjaśnił najpierw, że wymiana listów pomiędzy Franciszkiem a biskupami Buenos Aires zawierała jedynie ich prywatne opinie, których nie można uważać za autorytet Magisterium. Dodał, że Magisterium nie może nauczać niczego, co wyraźnie zaprzecza Pismu Świętemu, Tradycji Apostolskiej i przeszłym decyzjom samego Magisterium. Przypomniał także, że odpowiedź, nadesłana do kard. Duki, oraz argumentacja bergogliańską „Amoris Laetitia”, zaprzecza depozytowi wiary Soboru Trydenckiego.

Wynika z tego jednoznaczny wniosek – „Amoris laetitia” jest heretycka, dlatego nie może być podstawą radykalnych, a jednocześnie niedopuszczalnych zmian w Kościele. Mimo to Bergoglio nakazuje, aby na podstawie jego heretyckiego dokumentu „Amoris laetitia” wprowadzić w całym Kościele świętokradzką Komunię Świętą.

Pytamy: jaki jest ogólny sens i cel przyjmowania Komunii Świętej?

Sens polega na tym, żeby osoba podążająca drogą naśladowania Chrystusa uzyskała duchową siłę, aby trwać w łasce uświęcającej, czyli nie dać się zniewolić grzechem. Dlaczego Bergoglio zmusza tych, którzy są w stanie grzechu ciężkiego i nie mają zamiaru pokutować, do przyjęcia Komunii Świętej? Apostoł Paweł ostrzega: „Taki człowiek wyrok sobie spożywa i pije”. Pseudo-życzliwość Bergoglio w rzeczywistości sprowadza na oszukanych przez niego katolików sąd i przekleństwo.

Ponadto, przez to wprowadzenie Komunii Świętej dla niepokutujących, zostaje całkowicie wymazana świadomość grzechu i potrzeba pokuty, która jest warunkiem zbawienia. Praktyka ta tak zmieni sposób myślenia katolików, że prawdziwe sumienie stanie się fałszywym. Poza tym inni katolicy w tej atmosferze zaczną ignorować swoje grzechy i spokojnie przyjmować Komunię Świętą z grzechem ciężkim.

Kolejnym krokiem do zniszczenia Najświętszej Eucharystii jest wprowadzenie do Świętej Liturgii praktyk pogańskich oddających cześć demonom i diabłu. Bergoglio stara się wyeliminować ten sakrament, także poprzez promowanie święceń kobiet. Nie jest to sposób na odnowę, ale na samozagładę Kościoła, co jest sprzeczne z Pismem Świętym i całą Tradycją.

Co oznacza wypowiedź apostoła Pawła: Dlatego to właśnie wielu wśród was jest słabych i chorych i wielu też pomarło, bo nie rozróżniacie ciała Pana”?

Więc świętokradcza Komunia wiąże się nie tylko z karami wiecznymi, ale i z doczesnymi. W pierwotnym Kościele, choć penitenci publicznie spowiadali się ze swoich grzechów, jako lekarstwo na duszę nakładano na nich tzw. epitymii (pokuty). Oni zabraniali przez pewien czas nie tylko przyjmowania Komunii św., ale nawet uczestniczenia w całej Liturgii. Część penitentów stała przed świątynią, nazywano ich płaczącymi. Inni stanęli z tyłu świątyni i po zakończeniu Liturgii Słowa diakon publicznie wezwał ich do opuszczenia świątyni. To wezwanie do opuszczenia świątyni dla katechumenów i penitentów zawarte jest w Liturgii św. Jana Chryzostoma do dziś.

Penitentami, którym udzielono pokuty za grzechy przeciw wierze, byli ci, którzy przed nawróceniem czcili pogańskie bóstwa lub byli zaangażowani w praktyki okultystyczne. Za te grzechy oraz za grzechy przeciw czystości moralnej i za inne przestępstwa otrzymywali 7, 14 lub 21 lat pokuty. Oprócz zakazu przyjmowania Komunii, obejmowało to także post o chlebie i wodzie przez cały okres epitymii, z wyjątkiem sobót i niedziel. Ta pokuta była przede wszystkim bolesnym upokorzeniem, ale doprowadziła do uzdrowienia duszy z pychy i niewoli grzechu.

Dziś Bergoglio legalizuje grzechy i w absurdalny sposób narzuca świętokradzką Komunię Świętą tym, którzy nie chcą pokutować. Prowadzi to do profanacji i znieważenia tego Sakramentu, a w konsekwencji do potępienia zwiedzionych dusz za świętokradztwo.

Nie zapominajmy, że sataniści podczas tzw. czarnych mszy bezczeszczą Najświętszą Eucharystię skradzioną z kościołów. Współczesna zaprogramowana profanacja Komunii Świętej jest bezpośrednio powiązana z tą szatańską profanacją. Ale teraz zostanie zbezczeszczona bezpośrednio w świątyniach. Nie będą to już jednak świątynie Boga, ale świątynie szatana. Bergoglio doskonale o tym wie. Wykorzystał także pseudo-pandemię do masowej profanacji Eucharystii, kiedy zmuszał księży do dotykania Najświętszego Sakramentu jedynie w gumowych rękawiczkach, które następnie wrzucali do śmieci wraz z pozostałymi na nich Cząsteczkami.

Na Synodzie o synodalności kardynał Besungu, najbliższy sojusznik Bergoglio, dał się poznać jako podstępny propagandysta legalizacji sodomii w Kościele. Besungu obłudnie nazywa ten bunt przeciwko Bogu i Jego przykazaniom wolą Boga. Besungu trzyma Kościół w Kongu w niewoli arcy-heretyka  Bergoglio, rzucając klątwę na cały naród. Bóg karze sodomię ogniem doczesnym (2 Pt. 2:6) i wiecznym (Judy 7). Katolicy Konga, nie pozwalajcie Besungu nadal sprawować urzędu w Kościele!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

24. 10. 2023

Pseudopapież i jego synod legalizują świętokradztwo

bcp-video.org/pseudo-pope/  /english/

bcp-video.org/fr/le-pseudo-pape/  /français/

Mocny list przewodniczącego KEP, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego do Franciszka. Pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg…

Pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg.

Mocny list przewodniczącego KEP, arcybiskupa poznańskiego Stanisława Gądeckiego do Papieża Franciszka

Rzym, 9 października 2023 roku

Wasza Świątobliwość,

W dzień rozpoczęcia Synodu otrzymałem mailem dokument zatytułowany „Decyzja Drogi Synodalnej Kościoła Katolickiego w Niemczech”. Punktem wyjścia do analizy sytuacji Kościoła katolickiego w tym kraju jest kryzys nadużyć seksualnych w niemieckim Kościele. Autorzy wydają się tak zawstydzeni sposobem reakcji niemieckich biskupów na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony duchownych, że postanawiają dokonać rewolucji obyczajowej i prawnej w Kościele powszechnym. Jednak wydaje się, że nie byłaby to rewolucja ewangeliczna, lecz raczej inspirowana ideologiami lewicowo-liberalnymi.

W Instrumentum laboris (B 3.4) postawiono pytanie o stopień autorytetu doktrynalnego jaki można przypisać rozeznaniu dokonywanemu przez pojedynczą konferencję episkopatu oraz przez zgromadzenie kontynentalne. Chodzi o to, czy mogą one być „pojmowane jako podmioty o konkretnych kompetencjach, łącznie z pewnym autentycznym autorytetem doktrynalnym”? Wydaje się, że poszukując odpowiedzi nie można abstrahować od tego, co działo się w związku z ogłoszonym przez Waszą Świątobliwość procesem synodalnym, i co może mieć jawny lub ukryty wpływ na przebieg rzymskich sesji Synodu.

Trzy główne tematy, to zmiana ustroju Kościoła, zmiana nauczania na temat moralności seksualnej oraz udzielanie kobietom święceń diakonatu i prezbiteratu. Pierwsze jest warunkiem sine qua non realizacji kolejnych celów. W punkcie wyjścia przyjmuje się zasadę inkulturacji. Kościół powinien jak najbardziej upodobnić się do świata, który w swojej liberalno-demokratycznej wersji stanowi wzorzec humanizmu.

Kościół rzeczywiście „docenia demokrację”, ale tylko wówczas, gdy ufundowana jest ona na gruncie poprawnej koncepcji osoby. Przypomina także, że „łatwo przemienia się [ona] w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA 46). Pojawia się pytanie, gdzie faktycznie demokracja funkcjonuje w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej, tzn. np. szanując prawo do życia każdego człowieka od momentu poczęcia do naturalnej śmierci?

Ponadto przy wszystkich swoich dobrych cechach, liberalna demokracja nie jest w pewnością jedynym dobrym ustrojem. Wystarczy przypomnieć sobie klasyfikację ustrojów politycznych dokonaną przez Arystotelesa.

Synodale Weg domaga się, aby Kościół przyjął za swój ustrój polityczny dominujący dzisiaj na Zachodzie, wraz ze wszystkimi zasadami działania demokratycznej biurokracji, poczynając od nadzoru świeckich nad duchowieństwem, transparentnością procesów podejmowania decyzji, uczestnictwem świeckich w obsadzaniu stanowisk kościelnych czy kadencyjnością sprawowania urzędów. Władza papieża i biskupów powinna być ograniczona i podlegać nadzorowi świeckich zorganizowanych w równoległą do hierarchicznej strukturę władzy.

Drugim tematem jest błogosławienie różnego typu związków niesakramentalnych, w tym związków osób jednej płci. Można postawić pytanie, po co błogosławieństwo ludziom żyjącym w grzechu? Udzielona odpowiedź jest stosunkowo prosta: ludzie ci sami zgłaszają się po błogosławieństwo, a poza tym – jak twierdzą autorzy dokumentu – ludzie ci nie żyją w grzechu śmiertelnym i nie są pozbawieni łaski. Grzechem natomiast jest nauczanie Kościoła, które jest odbierane nie tylko jako niemiłosierne i dyskryminujące, ale wręcz – zdaniem autorów – czyni Kościół odpowiedzianym za prześladowania i samobójstwa osób transgender. Kościołowi bowiem nie wolno negatywnie oceniać żadnego ludzkiego zachowania, które podejmowane jest w imię miłości. Miłość usprawiedliwia wszystko i czyni wszystko dobrym. Wszystko, co jest wyrazem auto-determinacji z zasady jest dobre i za takie powinno być uznane przez Kościół. Uznanie zaś oznacza tu udzielenie błogosławieństwa. Za sprawą uzyskanego benedictio (a nie przez nawrócenie) ludzie chcą ustawić swoje życie w kierunku Boga, mimo iż ich działanie pozostaje sprzeczne z prawem Bożym.

Tradycyjnie w nauczaniu Kościoła relacje między ludźmi, włączając w to relacje seksualne, podlegają moralnemu wartościowaniu. Św. Augustyna wprawiało w zdumienie, że nie tylko święci i oddani całym sercem Bogu kierują się w życiu miłością, ale czynią tak również zatwardziali grzesznicy. Wystarczy pomyśleć o rabusiach grasujących na drogach, którzy raczej zniosą najcięższe tortury, niż wyjawią imiona swoich towarzyszy. „Nie byliby do tego zdolni, gdy nie było w nich wielkiego uzdolnienia do miłości” (Facere tamen ista sine magno amore non poterunt)[1]. Istnieją jednak dwa rodzaje miłości: „miłość Boża aż do pogardy siebie samego posunięta” i „miłość własna aż do pogardy Boga posunięta”[2].

Miłość zatem nie wszystko usprawiedliwia i nie wszystko czyni dobrym. Zgodnie zaś z podejściem katolickim traktujemy z szacunkiem każdego człowieka, ale nie każdy ludzki wybór.

Autorzy dokumentu oczekują, że Kościół uzna za dobre i prowadzące do uświęcenia, obok małżeństwa sakramentalnego, także „wolne związki”, związki cywilne, związki partnerskie, związki osób jednej płci itp. Społeczna ich akceptacja – ich zdaniem – musi znaleźć wyraz w liturgii Kościoła. Słuchając tego trzeba pamiętać, że, z godnie z dynamiką tego procesu dostrzeganą w świeckim świecie, legalizacja związków partnerskich jest tylko pierwszym krokiem na drodze do „małżeństwa dla wszystkich”. Proponowane vacatio legis tzn. podjęcie decyzji dziś, a wprowadzenie jej w życie „dopiero” w marcu 2026 r. ma na celu osłabienie sprzeciwu ze strony wiernych. Zdaniem Synodale Weg całe nauczanie Kościoła na temat gender powinno być gruntownie zmienione, gdyż nie odpowiada samorozumieniu osób transgender. Zawiera jedynie – jak mówią – kościelne „insynuacje”. Żądanie obejmuje także reinterpretację Biblii, w tym Księgi Rodzaju 1,27.

Autorzy dokumentu wysuwają szereg praktycznych propozycji, poczynając od niezapisywania płci dziecka w metryce chrztu, możliwość zmiany imienia i płci w akcie chrztu, poprzez zapewnienie osobom transgender dostępu do sakramentów, w tym do kapłaństwa i do życia konsekrowanego, po obowiązek używania w Kościele niedyskryminującego języka i treningi dla duchownych, jak służyć osobom transgender. Wszystko w imię tzw. najnowszych osiągnięć nauk społecznych. Istnieje jednak ryzyko, że ustalenia naukowe, na które powołuje się Synodale Weg są błędne, podobnie jak w przypadku innej popularnej niegdyś teorii rasizmu.

Gdyby konferencjom episkopatów bądź też zgromadzeniom kontynentalnym została udzielona kompetencja doktrynalna, powyższe tezy zostałyby uznane za katolickie i – być może – zostałyby narzucone innym konferencjom kontynentalnego zgromadzenia, pomimo ich ewidentnie niekatolickiego charakteru.

Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski z synowskim oddaniem i szacunkiem wobec apostolskiego urzędu Następcy Św. Piotra, a jednocześnie z zatroskaniem i smutkiem wobec decyzji Niemieckiej Drogi Synodalnej, pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na te skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg, ufając że depozyt apostolski, którego Stróżem i Powiernikiem jest Wasza Świątobliwość pozostanie nienaruszony.

Świadomość siły, która tkwi w prawdzie ożywia moją nadzieję wobec trwającego synodu, by nie był on w żaden sposób zmanipulowany i wykorzystany do autoryzacji niemieckich tez, otwarcie sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Matce Kościoła życie i posługę Waszej Świątobliwości powierzam, zapewniając o modlitwie wiernych i pasterzy Kościoła, który jest w Polsce oraz proszę o apostolskie błogosławieństwo.

Z synowskim oddaniem,

+ Stanisław Gądecki

Arcybiskup Metropolita Poznański

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Przypisy.

[1] Św. Augustyn, Discorsi III/2 (151-183) sul Nuovo Testamento, Citta’ Nuova Editrice, Roma 1990, 169, 11, 14, s. 794.

[2] Fecerunt itaque civitates duas amores duo, terrenam scilicet amor sui usque ad contemptum Dei, caelestem vero amor Dei usque ad contemptum sui. Denique illa in se ipsa, haec in Domino gloriatur (Św. Augustyn, Państwo Boże, XIV, 28, Wydawnictwo Antyk, Kęty 1988, s. 546).

Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie ! Uformowana przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym.

Paweł Chmielewski: Nie bierz tej „książeczki” od księdza po kolędzie

pch24/nie-bierz-tej-ksiazeczki-od-ksiedza-po-koledzie

Kościół jest „od fundamentu” źle skonstruowany; władza proboszcza w parafii jest „niezgodna z teologią”, a świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Boga. Takie treści rozpowszechnia broszura napisana przez księdza z Płocka, która ma wkrótce trafić do dziesiątek tysięcy polskich domów. Wszystko w ramach synodalności…

„Gdzie dwóch lub trzech…”

Broszura nosi tytuł „Gdzie dwóch lub trzech… Uczestniczę we wspólnocie Kościoła”. Na okładce widzimy trzy obejmujące się postaci: kobietę i dwóch mężczyzn, z których jeden jest (chyba) księdzem. Wszystko kolorowe, wesołe, „wspólnotowe”. Autorem tekstu jest ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, proboszcz parafii Winnica z diecezji płockiej. Ks. Maciejewski, jak sam podaje, został uformowany przez Ruch Światło-Życie oraz Odnowę w Duchu Świętym. Prowadzi „Fundację Winnica”; to fundacja – a więc de facto sam ks. Maciejewski – jest wydawcą książeczki. Według jego własnych słów w ramach przedsprzedaży wysłano już 62 tysiące 765 egzemplarzy książeczki. Ks. Maciejewski zachęca, żeby księża rozdawali ją podczas wizyty kolędowej. Teoretycznie praca może zatem trafić nawet do kilkuset tysięcy osób; biorąc pod uwagę fakt, że jest krótka i prosta – część z nich rzeczywiście może ją przeczytać.

Zgoda biskupa

Broszura została wydana za zgodą biskupa. Nie znajdą Państwo wprawdzie informacji o imprimatur, ale pytaliśmy o sprawę diecezję. Rzecznik diecezji płockiej dr Elżbieta Grzybowska dwukrotnie zapewniła nas, że – cytuję – „ks. Biskup Szymon Stułkowski zna treść książeczki i wydał zgodę na jej rozprowadzanie”.

Bp Szymon Stułkowski wywodzi się z diecezji poznańskiej. Ordynariuszem Płocka został w 2022 roku. Angażuje się w różne inicjatywy, spotykał się na przykład z Wojownikami Maryi. Poglądy biskupa na temat relacji między duchownymi a świeckimi nie są znane. Jest jednak w kontekście omawianego problemu charakterystyczne, że w 2001 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim u ks. prof. Paula Zulehnera. Praca dotyczyła wprawdzie dość spokojnego tematu (Przygotowanie do I Komunii; Porównanie doświadczeń z Polski, Austrii i Niemiec), ale promotor przyszłego biskupa do „spokojnych” bynajmniej nie należy.

Paul Zulehner jest znanym austriackim reformistą. W 2019 roku ogłosił petycję pt. „Amazonia także u nas!”. Zulehner domagał się rewolucji w podejściu do kapłaństwa. W tekście petycji pisał: „Nasi biskupi powinni zaproponować papieżowi to, co biskupi Amazonii: otwarcie drogi do święceń kapłańskich poprzez drogę święceń diakonatu dla osób, które angażują się na rzecz ruchu Jezusa, mają doświadczenie w kierowaniu wspólnotą Ewangelii i zostały wybrane przez społeczność. Aby kobiety nie pozostawały z tego wykluczone, prosimy biskupów o wsparcie papieża w utorowaniu wreszcie drogi kobietom do diakonatu”. Austriacki profesor napisał też książkę razem z biskupem Aliwal w RPA, Fritzem Lobingerem, który postulował tworzenie swoich kolektywnych grup duszpasterskich, złożonych z księży i świeckich z różnymi funkcjami, które miałyby przejmować tradycyjną rolę kapłanów.

Antyklerykalny egalitaryzm eklezjalny

Można sądzić, że ks. prof. Paul Zulehner przyjąłby z zadowoleniem książeczkę ks. Zbigniewa Maciejewskiego. Jej treść sugeruje bowiem swoisty egalitaryzm eklezjalny. Kapłan pisze o „herezji” podziału na duchownych i świeckich, przekonuje, że świeccy „nie potrzebują pośredników” w dostępie do Chrystusa oraz że urządzenie parafii tak, że kieruje nią ksiądz – jest „niezgodne z teologią”.

W pierwszym rozdzialiku pt. „Największa herezja” ks. Zbigniew Maciejewski przekonuje, że nie chce wdawać się w „doraźne utarczki”, ale pragnie zejść do „«piwnicy», by przyjrzeć się fundamentom”.

„Co widzę? Nie jest dobrze! Widzę istotny błąd konstrukcyjny. Kościół zbudowany jest na dwóch oddzielnych płytach, które inaczej pracują, mają inną dynamikę. Przez to «budowla» Kościoła rozjeżdża się, pęka pod własnym ciężarem” – przekonuje.

Błąd konstrukcyjny… Czytelnik dowiaduje się zatem, że „ktoś” źle skonstruował Kościół – teraz trzeba go przebudować. Kto? Czy chodzi o Tradycję Kościoła? A może o samego Chrystusa, który powołał dwunastu Apostołów i dał im konkretną i wyraźną władzę w Kościele? Na to pytanie autor broszury nie odpowiada.

Jak należy walczyć z „błędem konstrukcyjnym”? Odcinając się od „największej herezji w Kościele”, która nie ustanie, póki duchowni i świeccy będą o sobie nawzajem mówić „oni”. Ks. Maciejewski ma oczywiście rację, bo radykalne przeciwstawianie sobie księży i świeckich jest, naturalnie, błędne. Nie chodzi o to, jaką prawdę podaje w tym passusie – ale o to, jak ją podaje. Jedną chorobę – klerykalizmu ze strony duchownych i braku zainteresowania Kościołem ze strony świeckich – próbuje się tutaj leczyć hasłami egalitarystycznymi i sugerowaniem, jakoby Kościół był „źle skonstruowany” – co wskazuje wyłącznie na konstruktywizm tych, którzy takimi hasłami szermują.

Dalej następuje rozdział „Twój chrzest”. Dzięki sakramentowi chrztu, przypomina kapłan, ochrzczony uczestniczy w potrójnej misji Chrystusa: prorockiej, kapłańskiej i królewskiej. Ponownie, nie jest problemem prawda, którą autor książeczki przypomina, ale jak to robi.

Pisze tymczasem: „Ochrzczony JEST prorokiem w Kościele, JEST kapłanem w Kościele, JEST królem w Kościele”. Rozwija to następnie: „Wydaje się niektórym ludziom, że ksiądz ma jakieś lepsze dojścia, wejścia do Pana Boga. Nie ma! […] Kapłan to po łacinie pontifex, czyli dokładnie ten, który buduje mosty. W domyśle między ludźmi a Bogiem. Kapłan jest zatem pośrednikiem. W Nowym Testamencie jest tylko jeden „kapłan – pośrednik”. Jest nim Jezus Chrystus. Kto ma łączność z Chrystusem ma łączność z Bogiem. Każdy wierny, każdy ochrzczony (zjednoczony z Chrystusem), ma bezpośredni dostęp do Chrystusa, co za tym idzie także do Boga. Nie potrzebuje pośredników”.

„Nie potrzebuje pośredników”… Czytelnik niewątpliwie wielokrotnie słyszał to hasło wypowiadane przez prymitywnych, niewykształconych antyklerykałów. Po co mi ksiądz, przecież ja nie potrzebuję pośrednika, żeby się pomodlić… Ks. Maciejewskiemu, jak możemy domniemywać, nie o to chodziło: ale broszura jest krótka i nie wyjaśnia, o co chodzi. Każdy odczyta ją tak, jak mu intuicja podpowie: a takie hasła rodzą tylko jedno, właśnie antyklerykalne skojarzenie.

Później następują rozdzialiki mówiące o synodalności i przekonywujące, że Bóg może przemawiać przez każdego człowieka (z wieloma wykrzyknieniami, sugerującymi, że to możesz być właśnie TY!); wreszcie w rozdziale „Uczestniczę we wspólnocie Kościoła” autor powraca do swojej wcześniejszej myśli o „złym urządzeniu” spraw kościelnych.

Pisze: „To może być nawet wygodne. Wybrać jednego człowieka, udzielić mu święceń i powierzyć mu parafię z wszystkimi sprawami. Spraw jest dużo więc może zróbmy zrzutkę, by nie musiał pracować gdzie indziej, a pilnował tylko spraw parafii. Jeśli parafia większa to dajmy mu pomocnika, albo pomocników – wikariuszy, katechetów. I sprawa załatwiona. Nie wiem czy taki model kiedykolwiek działał, ale dzisiaj na pewno nie zadziała. I nie chodzi tylko o to, że zaczyna brakować wikariuszy, a czasem już i proboszczów i parafie są łączone, ale dlatego, że od początku jest to niezgodne z teologią”.

Dowiadujemy się zatem, że model funkcjonowania parafii, którą kieruje proboszcz wraz z innymi księżmi – jest „niezgodny z teologią”. Z jaką teologią, chciałoby się zapytać? Z teologią egalitaryzmu pewnie nie, podobnie jak z teologią luterańską; ale nie przypominam sobie, by teologia Kościoła katolickiego krytykowała strukturę parafialną! To zaklinanie rzeczywistości i próba rozgrywania jakiejś „idealnej Ewangelii” przeciwko Tradycji Kościoła.

Obrońcy mówią: to dla niewykształconych

Zapytałem diecezję płocką o ocenę tych twierdzeń. W odpowiedzi rzecznik dr Elżbieta Grzybowska przesłała mi opinię ks. dr. Marcina Sadowskiego, profesora Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Ks. dr Sadowski napisał w obronie ks. Maciejewskiego między innymi tak:

„Książeczka «Gdzie dwóch lub trzech…» jest broszurą o charakterze duszpasterskim, a nie uniwersyteckim podręcznikiem do teologii. Broszury o takim charakterze pisane są prostym językiem, z przykładami, w stylu, który umożliwia osobom, które nie ukończyły studiów teologicznych ogólne zrozumienie tematu i podjęcie refleksji. Nie można od tego typu publikacji oczekiwać precyzji teologicznej równej doktoratom czy książkom habilitacyjnym z teologii”.

Ks. Sadowski, broniąc publikacji, wystawił jej chyba najcięższy możliwy zarzut. Zauważył przecież, że broszura ma trafić do osób niewykształconych teologicznie. Będą ją rozumieć dosłownie. I choć jest prawdą, że od takich publikacji nie możemy oczekiwać precyzji naukowej teologii, to musimy oczekiwać… prawdy.

Tymczasem prości czytelnicy dowiedzą się, że:

– konstrukcja Kościoła jest „od fundamentów” źle urządzona;

– zwykłe życie w parafii to organizacyjny błąd, bo jest „niezgodne z teologią”;

– każdy jest „kapłanem, prorokiem i królem” i dzięki byciu ochrzczonym „nie potrzebuje pośrednika”, bo ksiądz „nie ma lepszego dojścia” do Boga niż świecki.

Innymi słowy, broszura ks. Maciejewskiego wprowadza pod strzechy synodalne hasła o partycypacji, równości i przebudowie Kościoła. To slogany, którymi posługują się dzisiaj radykalni reformiści, zwykle nastawieni bardzo krytycznie do idei kapłaństwa urzędowego.

Broszura zaadresowana do świeckich nie mówi o konieczności przyjmowania doktryny Kościoła, modlitwie, poście i pokucie. Nie wzywa do budowania na fundamencie Kościoła, jakim jest Chrystus, ale do strukturalnych „reform”, bez bliższego ich określania.

Ostatecznym sensem jest „zmiana”, „synodalność” dla samej „synodalności”, „naprawianie” Kościoła. Jednak Kościół katolicki w Polsce ma się źle nie dlatego, że Lud Boży jest „okopany” na pozycjach księży i świeckich – ale dlatego, że znaczna część katolików po prostu ignoruje Ewangelię. Niektórzy księża i świeccy nie żyją zgodnie z nauką Chrystusa, nie wierzą w Jego Królowanie. Ot, cała tajemnica kryzysu – ludzie małej wiary…

Dostarczenie do kilkudziesięciu tysięcy domów broszury ks. Maciejewskiego może mieć finalnie tylko jeden skutek: wywołanie fermentu i oczekiwania gwałtownej „zmiany”.

Dekonstrukcja zamiast reformy, gwałtowna przebudowa zamiast nawrócenia. Oto synodalność w praktyce: zamiast zbliżać ludzi do Chrystusa, uderza w sakramentalną strukturę Kościoła.

Jeżeli ksiądz będzie chciał Państwu podczas wizyty kolędowej wręczyć broszurę ks. Maciejewskiego – proszę jej nie brać, stanowczo odmawiając.

Paweł Chmielewski  

=========================

Trudno jest znaleźć choćby jedno zdanie na temat tego, że Kościół żyje doktryną, duszpasterstwem i liturgią. A przede wszystkim, że Kościół Jezusa Chrystusa z Jego woli jest dla nas sakramentem zbawienie. […] Może największą zaletą tej niewielkiej broszury jest ostrzeżenie przed tym, jakie mogą być konsekwencje i interpretacje Synodu o synodalności – pisze ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr o broszurze „Gdzie dwóch lub trzech…”, która za zgodą biskupa [sic!!] jest kolportowana w diecezji płockiej. 

Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

Co znajdziemy w książce Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

3dom-zabojcza-obojetnosc

Zabójcza Obojętność – Eric Sammons


Książka Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać zwraca uwagę na problem indyferentyzmu religijnego. To, co obecnie obserwujemy w Kościele, śmiało zdiagnozować można jako wspomnianą w tytule zabójczą obojętność. Wspólnota katolicka rezygnuje z nawracania protestantów, żydów, prawosławnych i przedstawicieli innych wyznań – panuje przekonanie, że każdej religii przyświeca ten sam cel, jedynie droga do niego nieco się różni. Wynika z tego, że poza Kościołem katolickim istnieją inne drogi do zbawienia. Tego typu stwierdzenie jest jednak fałszywe! Tylko w Chrystusie jest zbawienie – nie ma równorzędnych dróg!


Inkluzywizm w teorii prowadzi do pluralizmu w praktyce. Ale pluralizm nie jest ostatnim przystankiem. Kiedy ktoś wierzy, że wszystkie religie są zasadniczo równe i że praktykowanie którejkolwiek z nich prowadzi do tego samego wiecznego celu, wówczas naturalnie staje się obojętny na to, jaką religię praktykują inni, a nawet czy w ogóle praktykują jakąkolwiek religię. Staje się też obojętny na własną religię, a kiedy napotyka na przeszkodę w praktykowaniu katolicyzmu, zastanawia się, czy warto próbować przezwyciężyć tę blokadę. Religia staje się w najlepszym razie siłą kulturową, jaką niektórzy lubią praktykować, a inni nie. Tak więc, podczas gdy inkluzywizm prowadzi do pluralizmu, pluralizm wiedzie do obojętności. A obojętność opróżniła kościelne ławki.

Gdzie znajdę fragment książki Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać?

Aby zobaczyć fragment książki Zabójcza obojętność. Jak Kościół utracił swoją misję i jak możemy ją odzyskać, kliknij tutaj.

Ciało Mistyczne Chrystusa zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

LIST OD OJCA AUGUSTYNA PELANOWSKIEGO

z dnia 26.10.23, otrzymany za pośrednictwem Wydawnictwa Paganini.

Laudetur Iesus Christus

Dziękuję za modlitwę, za pamięć, za słowa wspierające ducha. Żyję jeszcze mimo prawie pięciu lat ukrywania się w lasach, w miejscu odosobnionym. Nie było ani jednego dnia bym żałował tego, co uczyniłem, gdyż Bóg mi pokazał już w 2015 roku ten przewrotny zamach na Święty Kościół. Dziś mam coraz liczniejsze dowody potwierdzające tamte natchnienia sprzed lat.

Od chwili, gdy uzurpator zaczął okupować Tron świętego Piotra, z roku na rok, powiększa się strefa destrukcji. Nie tylko puste seminaria, pustoszejące kościoły, puste krzesła na katechezach, ale i pustosłowie na ambonach są tego najlepszymi dowodami. Wreszcie ów synod synodalności (absurdalny pleonazm), czyli

epilog dekonstrukcji przy akompaniamencie akceptacji cudzołóstwa, bałwochwalstwa, homoseksualizmu i ekumenizmu rozumianego jako synkretyczny kogel-mogel.

Niebawem, za kilka miesięcy, najwyżej za rok, nikt z nas, kto kocha Kościół katolicki, ten Kościół, który dawał nadzieję w sakramentach na życie wieczne nie będzie mógł już odnaleźć się w murach większości świątyń. Ciało Chrystusa leżało w ciemnym grobie prawie trzy dni i Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

Nadszedł mrok, który jednak zakończy się zmartwychwstaniem, na podobieństwo tamtego poranka, gdy Maria Magdalena nie mogła rozpoznać Jezusa myśląc, że to ogrodnik. Tak, my również nowego, zmartwychwstałego kształtu Kościoła nie będziemy mogli rozpoznać, gdyż będzie skromny, mały, cichy, ukryty w ogrodach prowincji, jakże odmienny od naszych wspomnień i wyobrażeń. Zapowiadana przez proroków Pusillus Grex czyli maleńka trzódka i jedynie głos Chrystusa wydobywający się z tych sekretnych miejsc będzie głosem prawdy i miłości, głosem mówiącym do nas po imieniu, dzięki czemu odróżnimy go od imitacji.

Trzeba przetrwać nie dając się przerazić stanem zdrowia, ubóstwem materialnym, paniką spowodowaną wojnami, głodem, drożyzną, zarazami, które istnieją tylko w wiadomościach medialnych albo i tymi, które rzeczywiście zaczną dziesiątkować społeczeństwo. Przetrwać mimo naturalnych katastrof i plag i pyłu wulkanicznego.

Najbliższe miesiące będą rozstrzygające dla wielu z nas – ludzie podzielą się nawet w rodzinach na tych, którzy będą posłuszni ze strachu medialnej propagandzie i na tych, którzy posłuchają czystego sumienia, na tych, którzy pobiegną w ślepym posłuszeństwie ku nieposłusznym Bogu hierarchom i na tych, którzy będą posłuszni Bogu bez względu na cenę. Na tych, którzy uwielbią Ciało Chrystusa klęcząc niczym Kananejka w czasie Komunii i na tych, którzy będą deptać Je w spadających z dłoni partykułach (por. Ap. 11,1-2).

Żyjemy obecnie w globalnym zmanipulowaniu dysonansem poznawczym: patrząc na mężczyznę widzimy kogoś w niewieścich ubraniach, a można coraz częściej spotkać dziewczęta, które po tranzycji pozbawione są nawet piersi; w sklepach mamy mięso, które jest syntetykiem, mąka nie jest mąką lecz sproszkowanymi robakami; wiadomości z frontów wojennych są przefiltrowane i tworzą wirtualny obraz i już nie wiemy, kto jest agresorem a kto ofiarą; ojczyzna staje się mieszanką różnych nacji i zaczynamy się czuć obco we własnym kraju; w kościołach modlimy się nie o zbawienie ale o ekologiczne cele a pod hasłem „powszechnego braterstwa” w rzeczywistości ukrywa się powszechna alienacja.

Ostatecznie człowiek w białej szacie nie jest papieżem, choć wszyscy widzą w nim mężczyznę ubranego w papieską sutannę. Namnożyło się symulakrów o których pojęcia nie miał nawet Baudrillard.

Od czasów Plutarcha nie tylko filozofowie zastanawiali się nad paradoksem statku Tezeusza. Statek Tezeusza, mitycznego założyciela Aten, liczył 300 lat i w porcie zostały wymienione wszystkie jego elementy na nowe – powstało paradoksalne pytanie: „Czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony ostatecznie innym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?”. Czy identyczna kopia jakiegoś obrazu jest tym samym obrazem? Czy inny egzemplarz tej samej książki jest tą samą książką?

A co, jeśli tytuł książki pozostał niezmienny i okładka, i liczba stron, ale treść została podmieniona? Czy ktoś, kto nosi protezę nogi, ręki – jest jeszcze tym samym człowiekiem? Oczywiście – ktoś odpowie, a jeśli – hipotetycznie – podmieni mu się mózg na elektroniczny ekwiwalent, i wszystkie części organizmu to będzie to ten sam człowiek? A jeśli zaingeruje się w kod genetyczny i się go zmieni?

A co, jeśli Kościół katolicki zachowuje jeszcze nazwę ale poglądy i styl życia hierarchów, obyczaje kapłanów, nauczanie moralne, dogmatyczne paradygmaty zostaną podmienione i będą w sprzeczności z oryginalnym nauczaniem Chrystusa – to czy Kościół Katolicki będzie jeszcze naprawdę Chrystusowym? (Mt 5,18)

Wedle legendy przekazanej przez Plutarcha, statek, którym grecki heros Tezeusz powrócił do Aten, został przez mieszkańców miasta zachowany dla potomności. Gdy stare deski w okręcie butwiały, Ateńczycy wymieniali je na nowe. W końcu w statku Tezeusza nie pozostała ani jedna oryginalna część. Po wymianie wszystkich elementów statek nie przypominał już autentyku. Ten nowy nie posiadał ani jednego z oryginalnych detali tworzących pierwotną strukturę.

Głównym problemem jest to, że bardzo trudno jest dokładnie stwierdzić moment, w którym jedna rzecz staje się inną. Szczegóły mogą zadecydować nie tylko o tożsamości, ale i o losie – Tezeusz wracając do Aten, zapomniał rozwinąć szkarłatne żagle, co było umówionym z Ajgeusem – jego ojcem – znakiem zwycięstwa. Ojciec, widząc czarne żagle, rzucił się ze skały w morze.

Czy Kościół katolicki jest Kościołem katolickim, jeśli zarówno przywódca jak i doktryna – jej „burty” dogmatyczne i „wiosła” moralne, a także szczegóły liturgii, sakramentów, z dziesięciolecia na dziesięciolecia, a w ostatnich kilku latach w sposób zatrważający hurtowo zostają nam podmienione? Czy obraz Boga, który dziś się nam przedstawia jest zgodny z tym, który został ujawniony w szczegółach Objawienia? To są tylko pytania, ale niekiedy zdolność do zadania pytania jest uzyskaniem połowy odpowiedzi.

Aktualni przedstawiciele hierarchii kościelnej, liczni kapłani, teologizujący publicyści, tłoczący się przy internetowej tubie, ukazują coraz częściej obraz Boga ograniczonego do permisywnego miłosierdzia: skurczony Bóg w swej bezsilności przyjmuje wszystkich i wszystko, nie ma za dużo do powiedzenia, gdyż nikt już za bardzo z Jego opiniami się nie liczy. Z tupetem mówi się, że jest jedynie miłością i miłosierdziem, a do gniewu nie ma On prawa, tym bardziej zabrania Mu się wszelkiej kary a zwłaszcza piekła. Odmówiono Mu nawet prawa do sądu.

Skoro Bóg jest … jedynie miłością to: hulaj dusza piekła nie ma. Propagatorzy takiego przesłania uważają, że zapisy biblijne o Jego gniewie to wyraz projekcji antropomorficznej, czyli po prostu przypisywanie Bogu ludzkich emocji. Ale… czy głoszenie Boga, który jest emerytowanym hipisem i rozlewa się z niego tylko bezkrytyczna i ślepa miłość w starczej bezsile, w której błogosławi transwestytów i rozdaje na ślepo Hostie nie zważając na cudzołóstwo lub wyznawanie innej religii – to nie próba domalowania na Jego obrazie wąsów, tak, jak na obrazie

Mony Lisy uczynił to Marcel Duchamp? Drobny szczegół – Mona Liza z wąsami nie jest Moną Lizą Leonarda. Wmawianie Bogu tylko jedynego odniesienia do człowieka zdaje mi się być także rodzajem życzeniowej projekcji, czymś w rodzaju zaaplikowanej na obraz Boga polisy ubezpieczeniowej dla swego losu pośmiertnego, niwelującej konsekwencje przedśmiertnych ekscesów. Czy przykazanie by nie czynić obrazów Boga, dotyczy artystycznych przedstawień czy ludzkich projekcji o Bogu? Czy ten zakaz dotyczy też tego, by z sakramentów nie czynić sobie wyobrażenia sakramentów, albo co gorsza: zmieniać ich formę, a nawet treść pozbawiając realnego Boga kontaktu z człowiekiem?

Kto kogo wymyślił: Bóg człowieka czy człowiek Boga? Kto kogo ma kreować na swoje wyobrażenie i podobieństwo: człowiek Boga czy Bóg człowieka? Czy sposób korzystania z sakramentów powinien być zgodny z ludzkimi życzeniami, czy z pragnieniem Chrystusa? Czy Chrystus, w którego wierzę, jest wytworem moich życzeń i roszczeń, wyobrażeń i projekcji, czy też efektem codziennego studiowania przy źródłach Objawienia i osobistej relacji oraz korzystania z sakramentów?

Czy wreszcie sakramenty które przyjmuję i sprawuję, są przez mnie postrzegane w taki sposób, jakie znaczenie nadał im Chrystus, Apostołowie oraz dwutysięczna Tradycja i praxis Kościoła, czy też postrzegam je tak, jak coraz powszechniej mi się je narzuca w codziennej praktyce w kościołach, która – co tu dużo mówić – jest często smutnym widokiem pośpiechu i obcesowości, a nawet ociera się o profanacje. Nie mówiąc już o ekstremalnych happeningach eucharystycznych jak ten, który miał miejsce na falach Morza Jońskiego, na plaży Alfieri, gdzie o. Mattia Bernasconi, „odprawił” Mszę świętą dla młodzieży z parafii mediolańskiej, rozebrany do kąpielówek, używając jako ołtarza dmuchanego materaca. Czy święcenia kapłańskie mężczyzn, którzy nie nadają się do małżeństwa, bo są homoseksualni są ważne, skoro ważne święcenia kapłańskie może przyjąć jedynie mężczyzna który rezygnuje z małżeństwa w ofierze dla Chrystusa a jest w dyspozycji psychicznej, emocjonalnej, fizycznej i duchowej do zawarcia małżeństwa? Czy sakramenty udzielane przez „księży” z Dąbrowy Górniczej były ważne?

Co mówi Chrystus o sobie, o Ojcu, o sakramentach? Co mówił Kościół przez dwa tysiące lat? Będąc w kościele, biorąc bezpośredni udział w Mszy świętej czegoż doświadczamy? Istnieje zasada formacji duchowej katolika: lex orandi lex credendi – prawo modlitwy jest prawem wiary. To, w jaki sposób jest sprawowana liturgia i co na niej słyszymy, widzimy – kształtuje naszą wiarę. Wobec dużego zamieszania i smutnych ekscesów oraz coraz wyraźniejszego sprotestantyzowania, trzeba nam osobiście przypomnieć sobie kilka prawd zawartych w Objawieniu i Tradycji katolickiej, choćby w skromnym wymiarze, by nie dać się ponieść ślepemu biegowi jaki ogarnął większość. Trzeba posłuchać Boga, a w naszym przypadku, słuchanie jest niemożliwe bez czytania, gdyż tak się zdarzyło, że Bóg na formę swego objawienia wybrał Biblię i Tradycję. Pierwszy dylemat, który mi się nasuwa w związku z szerzącymi się teologicznymi wirami, które porywają coraz większą rzeszę wiernych – to sprawa mojego zbawienia.

Syn Boży, jakieś dwa tysiące lat temu, bez pytania mnie przyjął ukrzyżowanie po ostatniej Passze, na której ustanowił sakrament zjednoczenia z Nim. I co, to już załatwione wszystko? Co byłoby wtedy z moją wolnością? – pytał w Epilogu Hans Urs von Balthasar. To tak, jakbym zanim się dowiedział, że jestem winny, usłyszał najpierw, że już za mnie nie tylko ktoś odsiedział w więzieniu, ale nawet odbyła się już egzekucja w zastępstwie za mnie. On może mnie odkupić, ale ja muszę wyrazić sobą świadomą zgodę, ujawnić pragnienie, przyjąć zaproszenie, z wolnością, bez przymusu wejść w to dzieło i okazać autentyczną skruchę. Nie da się mnie wykupić jak bagaż z przechowalni dworcowej, gdy zgubiło się kwit. Nie jestem przedmiotem, a tak można się czuć, gdy ktoś mi mówi, że już odkupienie się dokonało; jestem zły, bez możliwości poprawy, grzech mnie zniszczył, ale jestem darmo zbawiony, z łaski. A może nawet niektórzy są już predestynowani od urodzenia do nieba bez względu na to, co zrobią a inni będą potępieni, choćby nawet chcieli być zbawieni, bo Bóg i tak już wcześniej wszystko przewidział?

Protestancka wizja zbawienia zawiesza moją wolność. Jeśli ja jestem wolnym człowiekiem i mogę odmówić Bogu propozycji bym dał się pokochać, to On tym bardziej jest wolny do wypowiedzenia mi odmowy. Jeśli ja jestem wolny – to tym bardziej Bóg. Choć to jest przerażające, zagubienie się człowieka w upartej odmowie Bogu jest możliwe, a nawet może stać się nieodwracalną, wieczną zgubą. Odmowa ukazania siebie w całej prawdzie jest równa odmowie udziału w uczcie niebieskiej. Zaniechanie odsłaniania się w spowiedzi, prowadzi do niechęci do Eucharystii – taki proces może trwać latami powodując rogowacenie postawy ducha aż do niezmiennego „nie!”. Odmowa udziału w czyimś ślubie, imieninowych uroczystościach, jubileuszu, może być powodem obrazy zapraszających i jest równoznaczna z lekceważeniem zapraszających i powodem dla którego nas serdecznie zapraszają. Na świecie nie ma nic ważniejszego niż to, co uczynił dla nas Chrystus, tym bardziej, że kosztowało Go to w ludzkim życiu niewymowną mękę. Wszystko po to, byśmy mogli pić Jego Krew jak niemowlę mleko albo być karmionym Jego Ciałem jak dziecko siedzące na kolanach matki, karmione łyżeczką wypełnioną manną. Bez tej Krwi nasze szanse na szczęście wieczne są więcej niż wątpliwe, bez Jego Ciała nie stajemy się ciałem zdolnym do przeciśnięcia się do chwały zmartwychwstania. Mikołaj Kabasilas (+1391), twierdził, że Eucharystii nie ma sposobu przewyższyć niczym, ani nic już nie da się do niej dodać doskonalszego. [ H. Urs von Balthasar, Epilog. Wydawnictwo WAM, Kraków 2010, s. 87-88].

Odmowa udziału w sakramencie Eucharystii jest niewyobrażalną wzgardą dzieła Chrystusa i dowodem obojętności wobec ceny, jaką zapłacił On na krzyżu, dlatego w istocie Msza święta jest pleni titulo Najświętszą Ofiarą.

Nikt z nas nie starał się ani nie mógł skutecznie się starać, ani do dziś nie jest w stanie przywrócić jedności z Bogiem przez jakiekolwiek pojednania, gdyż przepaść jest zbyt wielka. Jedynie Bóg w swoim Synu, który stał się człowiekiem, pojednał ludzi ze sobą i w sobie przez swoją śmierć, która zniweczyła śmierć wszelką. Odmowa udziału w sakramencie, który jedna nas przez Krew Chrystusa z Bogiem, staje się jeszcze większą wzgardą Boga, niż ta, która była grzechem pierworodnym czy jakimkolwiek grzechem. Bóg w Najświętszej Ofierze nie daje nam czegoś od siebie, ale siebie samego, dlatego nie działa ona w sposób korektywny na jakąś sferę życia, ale stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję na więź osobową, którą nazywamy komunią, której skutków do końca nie możemy pojąć choć owe skutki dają nam wstęp nie tylko do nieba, ale dają współuczestnictwo w boskiej naturze.

On chce trwać we mnie i czeka na takie samo „chcę” z mojej strony. Jak daje się w komunii, tak chce, bym sam był sui generis komunią dla Niego. Odrobina kwasu przecież zakwasza całe ciasto i odrobina Hostii potrafi mnie i innych uczynić zakwaszonymi boskością i nieodłącznie ukochanymi i kochającymi. Jeśli wszyscy jesteśmy okresowo ludźmi odmowy, to nie uciekajmy przed świadomością winy, lecz zdajmy sobie sprawę, że ucieczka jakiej się dopuścili Adam i Ewa ma tylko jeden cel: powrót.

Każda ucieczka przed Bogiem jest bezcelowa, bezsensowna, absurdalna jak piekło i dlatego tam się kończy. Bóg umożliwia nam powrót w przestrzeni uczty, a nie na rozprawie sądowej, ponieważ sąd przeprowadził na Krzyżu. Czy z tego powodu mamy msze święte zamieniać na cateringowe konsumpcje i usunąć krzyże z kościołów? Wystarczy przypomnieć przypowieść o synu marnotrawnym, by zdać sobie sprawę z konsekwencji hipotetycznej odmowy marnotrawcy, który powróciwszy, odmawia udziału w uczcie i omijając ojca, który wybiegł mu naprzeciw, idzie w stronę drugiego brata stojącego na polu, pozostając w buncie. Nie potrzebujemy zbawienia kiedyś, po śmierci, ale codziennie, bo codziennie jest zaproszenie i codziennie kusi nas spychanie w stronę wężowych śladów. J. C. Larchet, Terapia chorób duchowych. Wydawnictwo BRATCZYK, Hajnówka 2013, s. 282.

Codziennie jest na tyle źle, by codziennie niepowstrzymanie posiłkować się samym Dobrem, a dobry jest tylko Bóg. Nawet przebudzenie rano byłoby gorsze od śmierci, gdyby nie istniało zaproszenie na ucztę z Bogiem, pod sam Krzyż Chrystusa dającą siłę sprzeciwić się narastającej bezsilności, impotencji serca dającej pole nieszczęściom, niedołęstwu grzechu, ociężałości śmierci i złośliwości szatana.

Śmierć Chrystusa jest równocześnie ofiarą paschalną, która wypełnia ostateczne odkupienie ludzi przez Baranka, „który gładzi grzech świata” (J 1, 29) i ofiarą Nowego Przymierza, przywracającą człowiekowi komunię z Bogiem oraz dokonującą pojednania z Nim przez „Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28; KKK 613).

O ile sakrament pojednania, w którym ukazujemy się w prawdzie naszych grzesznych czynów, niczego nie tając, ani nie zmieniając gładzi nasze winy, o tyle Msza

Święta wzmacnia naszą siłę ducha byśmy byli odporni na sytuacje, które mogłyby nas w przyszłości doprowadzić do grzechu. Najświętsza Ofiara przez miłość Ducha Świętego, którą w nas rozpala, zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych, strzeże, uodparnia, wzbudza odrazę do grzechu, ponieważ im bardziej z rozpalonym sercem uczestniczymy w życiu Chrystusa i pogłębiamy przyjaźń z Nim, tym trudniej jest zerwać więź z Nim właśnie przez grzech śmiertelny – stąd w Vetus Ordo dwukrotnie w kontekście Komunii kapłan modli się nazywając Hostię „lekarstwem”(medele, remedium). Celem Najświętszej Ofiary nie jest jednak odpuszczenie grzechów śmiertelnych – jak to twierdził swego czasu, wbrew zapisom Katechizmu, Thomas Sternberg, szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików – jest ono właściwe dla sakramentu pojednania. Msza święta jest natomiast sakramentem tych, którzy pozostają w pełnej komunii z Kościołem (KKK 1395).

Nicola Bux – szanowany profesor sakramentologii – zauważył nie bez smutku jak w ostatnich latach teologiczna myśl katolicka znalazła się w mrocznej mgle: zaciera się powód, dla którego Słowo stało się Ciałem w łonie Maryi Dziewicy i

umarło na krzyżu, aby zbawić ludzi od grzechu, powołując ich do Kościoła, który, jak mówi Katechizm, jest powołany do ewangelizacji i chrztu, aby stworzenia stały się dziećmi Bożymi.

Bowiem, jeśli bezczelnie sięgnięto po stwierdzenie, że nawet ci, którzy nie zostali ochrzczeni są dziećmi Bożymi, oznacza to, że chrzest jest niepotrzebny, a więc także katechumenat i chrześcijańska inicjacja sakramentalna. Zatajając prawdę o grzechu i łasce, konceptualizuje się “płynny” (liquid – liquidation) Kościół… by go ostatecznie zlikwidować.

Dowodem tego jest pewien dokument biskupa Rzymu dotyczący Eucharystii Desiderio desideravi, który zaprasza wszystkich (nie wspominając o konieczności spowiedzi ani słowem) do komunii. Jeśli prawnie lub nieprawnie wybrani przewodnicy Kościoła zmieniają zasady dotyczące wspólnej komunii eucharystycznej, “będzie to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium”, co doprowadzi chrześcijan do “bluźnierstwa i świętokradztwa” -ostrzegł włoski teolog. Wzorując się na nauczaniu Kościoła opartym na Piśmie Świętym i Tradycji, prałat Nicola Bux, były konsultant Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że niekatoliccy chrześcijanie muszą przyjąć chrzest i bierzmowanie w Kościele katolickim oraz żałować za grzechy ciężkie poprzez sakramentalną spowiedź, aby móc przyjąć Jezusa w Eucharystii. Tymczasem zaprasza się wszystkich do komunii, wszystkich, kogo się tylko da bez względu na stan moralny i na wyznanie wiary, tłumacząc to miłością. Ale miłość bez prawdy to miłość nieszczera, a prawdą jest, że każdy człowiek jest grzesznikiem i nie każdy człowiek przyjmuje Chrystusa jako zbawiciela i nie każdy wierzy w Chrystusa jako Syna Bożego i coraz większa liczba wierzących w ogóle nie przyjmuje Jego nauczania w integralnej, spójnej, katolickiej wymowie dokonując wybiórczych, arbitralnych modyfikacji według własnego uznania, nie licząc się ani z sensem Objawienia ani z dwutysięczną Tradycją, czyli interpretacją z gwarancją asystencji Ducha Świętego pieczołowicie zdeponowaną w Kościele.

Prałat Bux już kilka lat temu wyraził swój niepokój w związku z szerzącą się entuzjastycznie narracją zachwalającą “otwartą komunię” proponowaną najpierw przez niemieckiego teologa protestanckiego Jürgena Moltmanna, ale także przez kardynała Martiniego i kardynała Waltera Kaspera. Dla Moltmanna Komunia Święta jest “wieczerzą Pańską, a nie czymś zorganizowanym przez Kościół czy jakąkolwiek denominację”. Uważa on, że Kościół “zawdzięcza swoje życie Panu, a swoją wspólnotę Jego Wieczerzy, a nie odwrotnie” i dlatego jego zaproszenie “wychodzi do wszystkich, do których został posłany, aby ich zaprosić”.

Wszystkich? Co z przypowieścią o zaproszonych na ucztę, z której król wygonił człowieka, który ani słowem się nie odezwał i nie miał stroju weselnego? Co z Judaszem? Co z przypowieścią o pannach głupich i mądrych, co ze słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza (Mt 7), gdzie nawet ci, którzy mówili „Panie, Panie” i głosili Ewangelię, egzorcyzmowali i czynili cuda w imię Jezusa, usłyszeli od Jezusa: „nigdy was nie znałem”? Dlatego nie dziwię się jako kapłan katolicki, odpowiedzi Msgr. Buxa na argumenty proponowane dla “otwartej Komunii” i interkomunii ze wszystkimi. Prałat Bux powołuje się na św. Tomasz z Akwinu, a ten już dawno temu odpowiada na to zagadnienie w swojej Summa Theologiae: „…kto przyjmuje ten sakrament, wyraża w ten sposób, że staje się jednym z Chrystusem i zostaje włączony w Jego członki; a dzieje się to dzięki żywej wierze, której nie ma ten, kto jest w grzechu śmiertelnym. I dlatego jest oczywiste, że kto przyjmuje ten sakrament będąc w grzechu śmiertelnym jest winny kłamstwa wobec tego sakramentu, a w konsekwencji świętokradztwa, ponieważ profanuje sakrament: a zatem grzeszy śmiertelnie” (80,4). A grzech śmiertelny jest odrzuceniem Chrystusa. Komunia taka byłaby więc zaprzeczeniem sobie samemu w przypadku osoby, która by ją przyjęła. Jeśli przyjmuję Komunię to oświadczam, że jestem jednym z Chrystusem do tego stopnia, że “spożywam”, czyli absolutnie akceptuję Jego Miłość do mnie, która spływa na mnie dzięki mojej prawdzie wyznanej Jemu. Rzeczywiste oddzielenie

od Chrystusa i Kościoła obiektywnie występuje u tych, którzy nie mają łaski uświęcającej i tych, którzy nie mają wiary katolickiej w to, co czyni “spożywanie” Chrystusa (tj. stan bycia w jedności z Nim – prawdziwie obecnym – i z Kościołem)– nie wierzą w substancjalną obecność, albo nie wierzą w Chrystusa jako Syna Bożego i odrzucają nauczanie katolickie lub je wybiórczo traktują. Mając na uwadze Ewangelię Jana, rozdział 6, a zwłaszcza Pierwszy List Pawła do Koryntian, rozdział 11, rozumie się, że interkomunia, dopuszczenie wszystkich do Komunii i Eucharystii jest sprzeczne z Pismem Świętym, Tradycją i Magisterium Kościoła. Aby przyjąć Komunię, trzeba przejść inicjację chrześcijańską (chrzest i bierzmowanie). Ponadto, jeśli dana osoba popadła w grzech ciężki, musi odbyć drogę pokutną, a zwłaszcza spowiedź sakramentalną. Mamy więc warunki komunii o których ani słowa nie ma w owym Desiderio desideravi.

Ani protestant, ani muzułmanin, ani ateista, ani zielonoświątkowiec nawet gdyby mieli okazjonalny entuzjazm emocjonalny do komunii – nie byliby dysponowani do niej, podobnie katolik, który eliminuje ze swojej praktyki spowiedź, albo nie uznaje pewnych grzechów za grzechy, albo sytuacyjnie traktuje swoją moralność. Inicjacja i droga pokutna rzeczywiście pokazują, że ten, kto chce się komunikować, musi najpierw wejść w komunię wiary Kościoła; lub jeśli oddalił się z powodu ciężkiego grzechu, schizmy lub herezji, musi ponownie wejść przez pokutę. Gdyby Stolica Apostolska w sposób niedorzeczny zmieniła zasadę, to znaczy, gdyby była w stanie doprowadzić do tego bez odbycia inicjacji chrześcijańskiej (chrzest i bierzmowanie) lub bez odbycia spowiedzi sakramentalnej, byłoby to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium Jednego Świętego i Apostolskiego Kościoła Katolickiego i skłaniałaby wiernych do popełnienia bluźnierstwa i świętokradztwa. Dlatego wiara, którą protestanci wyznają nie jest katolicka, w

szczególności dlatego, że nie mają sakramentu bierzmowania, nie praktykują spowiedzi, dlatego nie mogąc odbyć drogi inicjacji, ani drogi skruchy i wyznania, nie mogą przyjąć Eucharystii. Protestanci nie mają sakramentu pokuty, nie mogą więc powrócić do komunii eucharystycznej. Wspólna Komunia z luteranami, na przykład, byłaby bezpośrednio sprzeczna z Kanonem II, Soboru Trydenckiego o Najświętszym Sakramencie Eucharystii:

“Jeśli ktoś mówi, że w świętym i najświętszym sakramencie Eucharystii substancja chleba i wina pozostaje w połączeniu z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i zaprzecza tej cudownej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w Ciało, a całej substancji wina w Krew, przy czym pozostają tylko pozory chleba i wina, którą to przemianę Kościół katolicki najtrafniej nazywa transsubstancjacją, niech będzie obłożony anatemą” (czyli klątwą).

Kanon potępia luterańską doktrynę konsubstancjacji, która utrzymuje, że fundamentalna “substancja” Ciała i Krwi Chrystusa jest obecna obok substancji chleba i wina, które pozostają niezmienione, a więc komunia jest tylko symbolem. Oznacza to, że jeśli ktokolwiek zachęcałby luteranina do przyjęcia Komunii Świętej w Kościele katolickim – nawet w wyjątkowych okolicznościach – byłby w błędzie, chyba, że ci sami luteranie odrzuciliby luterańską doktrynę o Eucharystii.

Niestety w ostatnim dokumencie o Eucharystii, biskup Rzymu nie wspomina o realnej, prawdziwej i substancjalnej obecności w Eucharystii Chrystusa, a nadmiernie podkreśla jedynie jej symboliczne aspekty zapraszając wszystkich do uczestnictwa bez podania istotnych warunków. Mamy już za sobą incydenty z rozdawaniem Komunii nie tylko luteranom, muzułmanom, transseksualistom, politykom proaborcyjnym, o których pisano w mediach. Nie wiem, o czym nie napisano ale wiem, co by na to powiedział święty Jan Damasceński (+749):

”Strzeżmy się, byśmy nie przyjmowali uczestnictwa komunii od odstępców ani też ich do tego nie dopuszczali. Mówi bowiem Pan: nie rzucajcie pereł między świnie ani świętości waszych przed psy” (Mt 7,6). Św. Cyryl Jerozolimski, idąc za Apostołem (Gal 1,8), naucza, że wiarę katolicką otrzymaną w chrzcie, my, katolicy powinniśmy przyjąć jako “zapas podróżny” na całe życie, nie przyjmując nigdy nic innego, nawet gdyby ci sami duszpasterze, zmieniając zdanie, nauczali czegoś przeciwnego, niż nauczali poprzednio.

Ani joty ani kreski nie zmieniają tym bardziej, że wiara to nie jakiś okręt Tezeusza, ale to bogactwo Łodzi Piotra. Błogosławiąc, modląc się za Was, pamiętając o pamiętających, składam dzięki za Waszą wiarę i wierność dziedzictwu Apostołów i ufam, że Msza Wszechczasów, którą już celebruję w mojej ukrytej pustelni przymnoży Wam darów niebieskich wprost z najczystszych dłoni Najświętszej Panny Maryi.

Ojciec Augustyn”

Biskupi: Ojcze Święty, dlaczego nas prześladujesz i w nas uderzasz? Staramy się czynić to, o co prosili wszyscy święci papieże.

Oświadczenie bp. Schneidera w sprawie odwołania z urzędu bp. Stricklanda

pch24.pl/oswiadczenie-bp-schneidera

W kluczową fazę wchodzi prowadzona przez Watykan swoista czystka wobec biskupów, którzy głoszą niezmienne zasady wiary katolickiej, wbrew głoszonemu ustami wpływowych hierarchów relatywizmowi i wbrew zwodniczym rojeniom o „płynnej doktrynie”. Odwołanie z urzędu biskupa Josepha Stricklanda to czarny dzień dla Kościoła katolickiego. Pisze o tym dobitnie w swoim oświadczeniu biskup Athanasius Schneider z Astany. Portal PCh24.pl publikuje oficjalne polskie tłumaczenie dokumentu.

***

„Zadaniem, które bez wątpienia pociągnie dziś za sobą ciężkie prześladowania, jest uważne strzeżenie tradycji Ojców”.

To właśnie te słowa św. Bazylego (List 243) mogą najlepiej zobrazować usunięcie z urzędu biskupa diecezji Tyler w Teksasie w USA, Jego Ekscelencji Józefa E. Stricklanda. Zdjęcie z urzędu biskupa Józefa E. Stricklanda stanowi czarny dzień dla Kościoła katolickiego naszych czasów. Jesteśmy świadkami rażącej niesprawiedliwości wobec biskupa, który wypełniał swój obowiązek, głosząc i otwarcie broniąc niezmienną katolicką wiarę i moralność oraz promując świętość liturgii, zwłaszcza za sprawą odwiecznego rytu Mszy. Nawet zadeklarowani przeciwnicy tego biskupa-wyznawcy rozumieją, że wniesione przeciwko niemu oskarżenia są tak naprawdę bezpodstawne i nieproporcjonalne; że zostały użyte jako dobry pretekst do uciszenia niewygodnego, profetycznego głosu wewnątrz Kościoła.

Biskupi padają dziś ofiarą tego samego losu, co w czasach kryzysu ariańskiego w IV wieku, kiedy usuwano ich z urzędów i skazywano na wygnanie tylko dlatego, że nieustraszenie głosili katolicką wiarę.

Jednocześnie Stolica Apostolska w żaden sposób nie karze ani nie utrudnia działalności tym biskupom, którzy otwarcie wspierają herezje, nadużycia liturgiczne, ideologię gender i zachęcają swoich księży do błogosławienia par homoseksualnych.

Biskup Strickland przejdzie do historii prawdopodobnie jako „Atanazy Kościoła w Stanach Zjednoczonych”, choć – inaczej niż św. Atanazy – nie jest prześladowany przez władzę świecką, ale przez samego papieża, jakkolwiek byłoby to niewiarygodne. Wydaje się, że w kluczową fazę weszła właśnie – trwająca już od pewnego czasu – swoista czystka biskupów, którzy są wierni wobec niezmiennej katolickiej wiary i dyscypliny apostolskiej.

Niech ofiara, o jaką nasz Pan poprosił biskupa Stricklanda, przyniesie wiele duchowych owoców, zarówno doczesnych jak i wiecznych. Wraz z innymi wiernymi biskupami, którzy są proszeni o rezygnację, którzy są spychani na margines albo będą następni w kolejce, biskup Strickland powinien z pełną szczerością powiedzieć papieżowi Franciszkowi: „Ojcze Święty, dlaczego nas prześladujesz i w nas uderzasz? Staraliśmy się czynić to, o co prosili nas wszyscy święci papieże. Z braterską miłością ofiarujemy to prześladowanie i wygnanie za zbawienie Twojej duszy i dla dobra świętego Kościoła rzymskiego. Zaprawdę, Ojcze Święty, jesteśmy Twoimi najlepszymi przyjaciółmi!”.

+ Athanasius Schneider, biskup pomocniczy w Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

================================

mail:

Mam taką prośbę [do red. Pawła Chmielewskiego] :

Prawdzic 15 listopad 2023

Bardzo dziękuję panu Pawłowi Chmielewskiemu za wielki wkład w obronę odwiecznego dziedzictwa Kościoła katolickiego i…
I dlatego proszę o nie używanie tytułu „Ojciec święty” wobec człowieka pełniącego obowiązki Papieża,
a który działa na rzecz rozmycia doktryny i praktyki Kościoła Chrystusowego.
***
Tytułowanie Papież lub Franciszek jest wystarczające, Panie Pawle!

Do wygrania z rewolucją trzeba mieć stosowną strategię/e, taktykę/i i narzędzia (w tym słownictwo)!

Należy rozważyć… Należałoby pojechać do Watykanu w 10.000 (z każdego kraju, rotacyjnie) i stać tak wołając: wypie**alać (albo jakoś grzeczniej), aż ta masońska klika wyniesie się.

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Jerzy Kondrat 

Śmiejmy się z głupich choć i przewielebnych! – ks. prof. Stanisław Koczwara

Śmiejmy się z głupich choć i przewielebnych! – ks. prof. Stanisław Koczwara

Autor: AlterCabrio , 9 listopada 2023

Dziś, gdy w Rzymie rozpanoszyła się na dobre grupa wilków w owczej, a raczej pasterskiej skórze, która usiłuje zmienić odwieczne, niezmienne nauczanie Kościoła w kwestiach wiary, moralności i dyscypliny kościelnej, ustąpienie lub pozostawanie obojętnym gdy chodzi o nienaruszoną jedność Świętej Wiary, nie jest wcale dowodem cnoty i pokory, lecz raczej bojaźliwością, słabością ducha i oziębłością w Miłości Bożej. To nie są moje słowa, lecz św. Bernarda z Clairvaux, który w jednym ze swoich traktatów napiętnował u pasterzy Kościoła również to, że zajęli się doczesnością, a zaniedbali głoszenie ludziom swojego pokolenia Jezusa Chrystusa. Pisał:

«Czego się spodziewamy i czym się kierujemy kiedy nawet nie próbujemy głosić Chrystusa tym, którzy Go nie znają? Czyż nie jest nieprawością nakładać Prawdzie pęta? Będziemy czekać, aż wiara spadnie im z nieba?»

−∗−

Śmiejmy się z głupich choć i przewielebnych! – ks. prof. dr hab. Stanisław Koczwara

Kazanie wygłoszone 9 listopada 2023r.

Kard. Robert Sarah: Kryzys Kościoła wszedł w nową fazę. To kryzys Magisterium.

9 listopada 2023

Kard. Robert Sarah: Kryzys Kościoła wszedł w nową fazę. To kryzys Magisterium

pch24.pl/kard-robert-sarah-kryzys-kosciola-wszedl-w-nowa-faze-to-kryzys-magisterium

#bp Athanasius Schneider #bp Schneider #kard. Sarah #katolicyzm #religia #Robert Sarah #wiara katolicka

(Fot. François-Régis Salefran, kardynał Robert Sarah, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0 .)

Kryzys Kościoła wszedł w nową fazę. To kryzys Magisterium. Biskupi i księża mówią o świętej wierze katolickiej tak wiele sprzecznych rzeczy, że w sercach wiernych lęgną się niepewność i zamieszanie. Światło wiary przywraca najnowsza książka biskupa Athanasiusa Schneidera, która pokazuje fundamentalne pryncypia katolicyzmu. Mówił o tym kardynał Robert Sarah.

Kard. Robert Sarah wystąpił 26 października w Rzymie na prezentacji angielskiego wydania najnowszej książki bp. Athanasiusa Schneidera pt. „Credo: Compendium of the Catholic Faith” wydanej przez Sophia Press (Credo: Kompendium wiary katolickiej). Poniżej prezentujemy całość przemówienia kardynała, wychodząc od anglojęzycznej wersji opublikowanej na łamach The Catholic Herald.

***

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Po pierwsze chciałbym podziękować Jego Ekscelencji biskupowi Athanasiusowi Schneiderowi za zaproszenie mnie do udziału w prezentacji jego najnowszej książki.

Jak mógłbym jednak nie podziękować również wam wszystkim tu obecnym za waszą przyjaźń, a szczególnie za zaszczycenie nas waszą obecnością. Tego wieczoru zgodziliście się poświęcić swój drogocenny czas na przyjście po słuchanie znakomitych mówców, którzy pomogą nam docenić to Kompendium i bogactwo tajemnic naszej katolickiej wiary.

W obecnym czasie poważnego kryzysu w Kościele, w czasie zamieszania, kiedy zbyt często słyszymy niezgodne opinie pochodzące z ust wielu wysokich rangą prałatów – opinie dotyczące kwestii doktrynalnych i moralnych, w tym akceptacji ideologii kwestionujących Boga i Jego nauczania na temat natury i powołania człowieka – publikacja książki „Credo: Kompendium wiary katolickiej” jest inicjatywą wielkiej wagi. Ukazuje się we właściwym czasie. Panuje dziś istotnie prawdziwa kakofonia nauczania pasterzy: biskupów i księży. Zdają się przeczyć sobie nawzajem. Każdy narzuca swoją własną opinię tak, jakby był to pewnik. Efektem jest konfuzja, dwuznaczność i apostazja. W duszach wielu chrześcijan zalęgły się wielka dezorientacja, głęboki chaos, niszcząca niepewność.

Niemiecki filozof Robert Spaemann celnie opisał ten chaos cytatem z pierwszego listu św. Pawła do Koryntian: „Albo jeśli trąba brzmi niepewnie, któż będzie się przygotowywał do bitwy?” (1 Kor 14, 8).

Dzisiaj tak wielu mówi tak wiele o wierze katolickiej – część z tego wprowadza zamieszanie, część jest wprost błędna – że musimy być głęboko wdzięczni biskupowi Schneiderowi za jego wierne, zwięzłe, głębokie i naprawdę nowoczesne wyłożenie nauczania Kościoła katolickiego. W pełni świadomy obowiązku otrzymanego wraz z konsekracją biskupią, to znaczy wiernego przekazania w nienaruszonym stanie tego, co sam otrzymał w żywej tradycji Kościoła, w swoim Kompendium biskup Schneider zaprasza mężczyzn i kobiety dobrej woli do pogłębienia (a jeżeli to potrzebne, także do poprawy) swojej wiedzy na temat doktryny katolickiej. Jego jasne i precyzyjne pytania oraz odpowiedzi czynią to łatwym, podczas gdy jego skrupulatna znajomość źródeł zachęca do głębszego poznania bogactw wiary.

Jestem przekonany, że ta książka będzie służyć celowi biskupa Schneidera, jakim jest niesienie pomocy tym maluczkim, którzy są «głodni chleba prawdziwej doktryny»; okaże się też z pewnością ważnym narzędziem w fundamentalnej, misyjnej pracy ewangelizacyjnej oraz w apologetyce polegającej na ogłaszaniu zbawczej prawdy Jezusa Chrystusa w naszym świecie; świecie, który tak desperacko jej potrzebuje.

Ta książka przypomina nam o naturze i prawidłowej strukturze prawd chrześcijańskich. Pomaga nam wierzyć. Wiara zakłada wiedzę, a wiedza implikuje zaangażowanie rozumu na rzecz lepszego poznania, uwewnętrznienia, nauczania i przekazywania dalej. Dzięki tej książce każdy z nas może zyskać zdolność do ponownego odbycia podróży wiary, do powrotu do jej fundamentalnych źródeł, do nowego odkrycia pogodnej wiary, która nie wstydzi się sama siebie. Książka ta może pomóc nam głębiej odkryć Jezusa Chrystusa, miłować Go i wierzyć w Niego, być zdolnym do powtórzenia za św. Pawłem: „Wiem, komu uwierzyłem, i pewien jestem, że mocen jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia” (2 Tm 1, 12).

Nie wierzymy w doktrynę, ale kochamy Osobę, Jezusa Chrystusa; to w Niego wierzymy. Nie wierzymy w dogmaty, ideologie czy w mądrość tego świata (1 Kor 2, 6), ale poprzez naszą wiarę w Jezusa Chrystusa każdy z nas może powiedzieć: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 19-20). Wierzymy w Tego, który powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12). Pod nieobecność światła wszystko staje się pomieszane; jest niemożliwe odróżnić dobro od zła. Istnieje pilna konieczność dostrzec na powrót, że wiara jest światłem, bo gdy raz płomień wiary zgaśnie, ciemnieć zaczynają również wszystkie inne światła.

Światło wiary jest w istocie wyjątkowe, bo jest zdolne oświetlić każdy aspekt ludzkiego życia. Tak potężne światło nie może pochodzić od nas samych, ale z bardziej pierwotnego źródła: mówiąc krótko, musi pochodzić od Boga (Lumen fidei, 3-4). Kiedy mówimy o kryzysie w Kościele, musimy koniecznie wskazać, że Kościół, jako Mistyczne Ciało Chrystusa, pozostaje «jeden, święty, katolicki i apostolski». Źródła teologii oraz doktrynalnego i moralnego nauczania Kościoła pozostają niezmienione i niezmienne. Kościół, jako kontynuacja i rozszerzenie Chrystusa w świecie, nie jest w kryzysie. To my, grzeszne dzieci Kościoła, jesteśmy w kryzysie. Kościół cieszy się obietnicą życia wiecznego: bramy piekielne go nie przemogą. Jezus powiedział do Piotra: „Tu es Petrus, et super hanc petram aedificabo Ecclesiam meam et portae inferi non praevalebunt adversum eam” (Mt 16, 18). Wiemy i mocno wierzymy, że w Kościele zawsze będzie dość światła dla tych, którzy szczerze pragną szukać Boga.

Wezwanie św. Pawła do Tymoteusza, jego syna we wierze, dotyczy nas wszystkich: „Nakazuję w obliczu Boga, który ożywia wszystko, i Chrystusa Jezusa – Tego, który złożył dobre wyznanie za Poncjusza Piłata… strzeż depozytu [wiary] unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy, jaką obiecując niektórzy odpadli od wiary” (1 Tm 6, 13; 1 Tm 6, 20-21). Depozyt wiary pozostaje nadprzyrodzonym Bożym darem. Dzisiaj jednak kryzys Kościoła wszedł w nową fazę: jest to kryzys Magisterium. Jest pewne, że autentyczne Magisterium, jako nadprzyrodzona funkcja Mistycznego Ciała Chrystusa, wypełniane i prowadzone niewidzialnie przez Ducha Świętego, nie może być w kryzysie; głos i działanie Ducha Świętego są stałe, a prawda, do której nas prowadzi, jest stabilna i niezmienna.

Ewangelista Jan mówi nam: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi” (J 16, 13-15). Dogmat, doktryna, Boże Objawienie – w ogóle się nie zmieniają. Kościół stoi przed Panem ażeby Go adorować i chwalić; kościelny sposób modlitwy i wiary, zawsze pozostając zdolny do harmonijnego wzrostu i ubogacenia, jest zasadniczo niezmienny.

Lex credendi i lex orandi szły ręka w rękę i karmiły się nawzajem na przestrzeni dziejów Kościoła. Jeżeli wierzymy, że nasz dogmat jest jak ziarno, które wzrasta z dnia na dzień, dlaczego tak samo nie postrzegamy sposobu, w jaki się modlimy i wyrażamy nasz dogmat? Teologowie rozpoczynają studia w swojej dziedzinie od pogłębienia wiedzy na tym polu, tak jak zostało to im ukazane w Starym Testamencie, pismach Nowego Testamentu, u Ojców Kościoła i wreszcie w Magisterium Kościoła. Dopiero po długiej podróży mogą twierdzić, że znają Tradycję i rozwijają teorię, która stoi w ciągłości z jednej strony z wcześniejszymi teologami, a z drugiej proponuje aktualną i – w pewnym sensie – oryginalną perspektywę na dany temat. Bez zmiany doktryny.

O tym właśnie chce przypomnieć nam Jego Ekscelencja biskup Schneider w swojej książce „Credo: Kompendium wiary katolickiej”. Składamy mu za to ogromne podziękowania, a ja dziękuję wam za waszą cierpliwość i przychylne wysłuchanie.

Źródło: catholicherald.co.uk Pach