Masoneria, czyli gnostycyzm, lucyferyzm i „nowa” religia powszechna

Roberto de Mattei: Masoneria, czyli gnostycyzm, lucyferyzm i „nowa” religia powszechna pch24.pl/masoneria-czyli-gnostycyzm-lucyferyzm

Masoneria wciąż żyje i aktywnie działa, dążąc do zniszczenia Kościoła katolickiego. Jej istotę stanowi relatywizm, a korzenie sięgają gnostycyzmu i lucyferyzmu. Nie wolno o tym zapominać w dobie, w której hierarchowie Kościoła proponują „okrągły stół” z wolnomularzami. Pisze o tym włoski historyk prof. Roberto de Mattei.

16 lutego 2024 roku w Mediolanie na spotkaniu roboczym zebrali się reprezentanci najważniejszych obediencji masońskich Włoch oraz kilku ważnych katolickich prałatów. Seminarium zostało zorganizowane w Fundacji Ambrosianum przez GRIS (Gruppo di ricerca e informazione socio-religiosa). Zgromadzili się na nim trzej Wielcy Mistrzowie włoskiej masonerii: Stefano Bisi z Wielkiego Wschodu Włoch (GOI), Luciano Romoli z Wielkiej Loży Włoch ALAM (GLDI) oraz Fabio Venzi (zdalnie) z Wielkiej Loży Regularnej Włoch (GLRI). Ze strony katolickiej w spotkaniu uczestniczyli: arcybiskup Milanu Mario Delpini, kardynał Francesco Coccopalmerio, dawniej przewodniczący Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, teolog franciszkański ojciec Zbigniew Suchecki oraz biskup Antonio Staglianò, przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej.

Arcybiskup Delpini wygłosił otwierające przemówienie, a kardynał Coccopalmerio – słowo na koniec. Spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami, ale ze względu na znaczenie uczestników informacje wyciekły na zewnątrz. Pierwszy wydobył je na światło dzienne Riccardo Cascioli w artykule na łamach „La Nuova Bussola Quotidiana” z 19 lutego.

Dzień później na stronie Wielkiego Wschodu Włoch zaprezentowano obszerne przemówienie Wielkiego Mistrza Bisiego, który od dziesięciu lat kieruje najważniejszą włoską organizacją masońską. – Na przestrzeni 300 lat istnienia żadna inna instytucja nie była tak krytykowana, zwalczana, zakłamywana i zniesławiana i tak demonizowana jak masoneria – powiedział Bisi, krytykując za to Kościół katolicki, który „widział w masonerii potencjalnego konkurenta w dziedzinie duchowości i wyniesienia Człowieka”. [Bisi] nie wspomniał jednak, że to właśnie masoneria krytykowała, zwalczała, zakłamywała i zniesławiała Kościół w ciągu ostatnich trzech stuleci.

Dlaczego loża masońska jest piękna i dlaczego nie podoba się autorytetowi kościelnemu? – pytał Wielki Mistrz. – Bo pod tym samym niebem – które reprezentuje Stworzenie – każdy człowiek jest bratem drugiego, a więź braterska jest niezależna od wiary. Wystarczy wierzyć w Wielkiego Architekta Wszechświata. Gwiaździste niebo jest takie samo dla buddysty, katolika, waldensa, muzułmanina, dla wszystkich, którzy wierzą w najwyższy byt. (…) Nie ma u nas prawdy absolutnej i mentalnych murów; według nas powinny zniknąć – przekonywał.

Bisi miał czelność prosić papieża o spotkanie przy pomniku heretyka i apostaty Giordana Bruno. Wśród prawd, które jego zdaniem należy zburzyć, znajduje się oczywiście wiara katolicka, która przedstawia się jako absolutna i uniwersalna. Pragnienie Bisiego, by „ogłosić zgodność pomiędzy przynależnością do loży masońskiej i do wiary katolickiej” nie jest niczym innym, jak tylko apelem do Kościoła, by dokonał odstępstwa od swojej doktryny i wkroczył do masońskiego Panteonu, gnostyckiego i relatywistycznego. To wrażenie potwierdza fakt, że Wielki Mistrz przywołał nazwiska kardynałów Ravasiego i Martiniego, jako swoistych bóstw opiekuńczych.

Bisi przypomniał, że kardynał Martini „czuł się jak w domu” w środowisku masońskim; pochwalił też słynny artykuł kardynała Ravasiego „Drodzy bracia masoni” ogłoszony w „Il Sole 24 Ore” 14 lutego 2016 roku. Ich awangardową działalność chce najwyraźniej kontynuować kardynał Coccopalmerio, który na spotkaniu w Mediolanie powiedział między innymi: – Pięćdziesiąt lat temu było mniej wiedzy, ale sprawy poszły naprzód i mam nadzieję, że nie jest to ostatnie spotkanie tego rodzaju. Zadaję sobie pytanie, czy nie można byłoby pomyśleć o jakimś okrągłym stole, nawet na poziomie oficjalnym, przy którym można byłoby prowadzić lepszą dyskusję.

Biskup Staglianò skrytykował z kolei dokument, jaki 13 listopada 2023 roku ogłosiła Dykasteria Nauki Wiary, a który podpisał kardynał Victor Manuel Fernández i który otrzymał aprobatę papieża Franciszka ex audientia. Zgodnie z tym dokumentem katolicy nie mogą wstępować do lóż masońskich „ze względu na niezgodność pomiędzy doktryną katolicką a masońską”. Dokument potwierdził akty potępienia, które Kościół publikował wielokrotnie na przestrzeni wieków. O tych tekstach przypomniał na spotkaniu ojciec Zbigniew Suchecki. Trzeba jednak poczekać na opublikowanie wszystkich wystąpień, zanim będzie można sformułować konkretny osąd o przebiegu obrad.

Jest w każdym razie pewne, że według Wielkiej Loży Włoch ALAM (Antichi Muratori Liberi e Accettati), spotkanie „zakończyło się jednogłośnym konsensusem w sprawie możliwości ustanowienia stałego stołu spotkań”.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że sedno masonerii stanowi relatywizm, nawet jeżeli nie wyczerpuje to całości jej istoty. Ponadto masoneria chciałaby stać się „religią powszechną”, depozytariuszem sekretu, który mason będzie sobie stopniowo uświadamiać dzięki rytom, symbolom i tekstom, z jakimi się zapozna; a także dzięki atmosferze, którą oddycha się w lożach, gdzie przebywa.

Trzeba dodać, że nie istnieje coś takiego, jak „zła” i „dobra” masoneria; zła, czyli antyklerykalna; dobra, czyli „religijna” i „duchowa”. Często słyszy się takie głosy wśród ludzi rozróżniających masonerię łacińską (lewicową) i anglo-amerykańską (prawicową). W rzeczywistości we wszystkich lożach po pierwszych stopniach przychodzą systemy Wyższych Stopni masońskich, „Rytów”, które cechuje treść magiczna i kabalistyczna. Nie wszyscy członkowie masonerii są świadomi jej ostatecznych celów. Te poznają jedynie wtajemniczeni w najwyższe stopnie, przysięgając pod groźbą śmierci, że ich nie zdradzą. Jednak za różnymi rytami i obediencjami kryje się dokładnie ten sam światopogląd, który diametralnie przeciwstawia się katolickiemu.

Badania Jean-Claude Lozac’hmeur’a nad okultystycznymi początkami masonerii pokazują, że odziedziczyła ona wiarę i obyczaje gnostycyzmu (Fils de la veuve: essai sur le symbolisme maçonnique, Éditions Sainte Jeanne d’Arc, Chiré 1990). Z kolei ojciec Paolo Siano poświęcił głębokie studia masońskiemu lucyferyzmowi, zwalczając tezę tych, którzy twierdzą, że lucyferyzm jest kultywowany tylko przez „odłamy masońskie”, czyli jakiś margines, ale jest jakoby obcy masonerii regularnej (Studi vari sulla Libera Muratoria, Casa Mariana Editrice, Frigento 2012). Ten sam ojciec Siano pokazał, że masoneria nie znajduje się bynajmniej w stanie upadku, ale wciąż żyje i działa (https://www.fidescatholica.com/1828-2/; https://www.corrispondenzaromana.it/in-merito-alla-mia-recensione-al-libro-la-tiara-e-la-loggiadi-g-masciullo-e-la-replica-dellautore/); o. Siano poświęcił też również ostatnio wiele esejów masonerii na łamach „Corrispondenza Romana”, uprzejmie polemizując z Gaetano Masciullo, autorem [książki] La tiara e la loggia.

Istnieje niebezpieczeństwo odwrócenia uwagi od masonerii celem śledzenia form nowych teorii spiskowych, które skupiają się na działaniach „elit plutokratycznych” i „kabał” różnego rodzaju, co wiąże się z zapomnieniem o obecności tego, o czym pisał Leon XIII w swoim liście Custodi di quella fede z 8 grudnia 1982 roku, wskazując na „sektę, która po dziewiętnastu stuleciach cywilizacji chrześcijańskiej dąży do obalenia Kościoła katolickiego”. Jeżeli masoneria nie stanowi już zagrożenia, to nawet takie spotkania jak to przeprowadzone w Mediolanie, mają swoją rację.

Źródło: corrispondenzaromana.it

Pach

Najnowszy, desperacki atak Bergoglia na katolicyzm [ostatni?!?], czyli próba fuzji Kościoła z masonerią

Najnowszy, desperacki atak Bergoglia na katolicyzm, czyli próba fuzji Kościoła z masonerią

Data: 21 febbraio 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/najnowszy-desperacki-atak-bergoglia-na-katolicyzm

FOTO: Biskup Antonio Stagliano witający Stefano Bisi, wielkiego mistrza loży masońskiej Grand Orient, w siedzibie Fundacji Kulturalnej Ambrosianum w Mediolanie, 16 lutego 2024 r. (zdjęcie: Riccardo Cascioli / La Nuova Bussola Quotidiana)

Niedawne seminarium odbyte w Mediolanie (16 luty 2024), bardzo pożądane przez arcybiskupa Mediolanu, Monsignor Mario Delpiniego, wraz z kardynałem Francesco Coccopalmerio, skoncentrowało się na próbie dialogu z tym, co przez ponad trzy wieki było zaciekłym wrogiem Kościoła katolickiego, a mianowicie masonerią. https://www.grandeoriente.it/chiesa-e-massoneria-il-gran-maestro-bisi-al-seminario-di-milano-partiamo-dalle-cose-che-uniscono/

Nazwisko Coccopalmerio prawdopodobnie nie jest nowością dla czytelników, ponieważ w przeszłości był on kojarzony przez niektóre media katolickie z udziałem w orgii homoseksualnej jaka miała ponoć odbyć się w pałacach Watykanu.

…………………………

https://web.archive.org/web/20180303025534/http://ram.neon24.pl/post/139109,koka-i-homo-czyli-wesole-zycie-watykanskich-sfer

Afera Capozzi
W czerwcu 2017 r.[23] pojawiły się informacje, że w pewnym momencie tego miesiąca[24] bp Luigi Capozzi, prywatny sekretarz kardynała Francesco Coccopalmerio, został aresztowany przez żandarmerię watykańską po nielegalnym zażyciu kokainy na imprezie orgii gejowskiej w jego (Capozziego) mieszkaniu w Watykanie[23][24].23][24] Następnie został hospitalizowany w rzymskiej klinice Piusa XI, aby mógł przejść detoks.[24][23] Następnie odbył krótki okres rekolekcji w pobliskim klasztorze, a następnie spędził czas w szpitalu Gemelli w Rzymie[24][23].[Pomimo faktu, że Capozzi mieszkał w mieszkaniu, mieszkanie było własnością Coccopalmerio.[25] Przed aresztowaniem Coccopalmerio zalecił również mianowanie Capozziego na biskupa.[26] Artykuł z 24 lipca 2019 r. w The Jerusalem Post ujawnił, że po aresztowaniu Capozzi otrzymał nakaz poddania się terapii odwykowej i nie przebywał już w Watykanie, ale raczej w duchowym odosobnieniu gdzieś we Włoszech.[27].

Afera Inzoli
W wydaniu z października 2018 r. niemieckiego czasopisma katolickiego Herder Korrespondenz, Benjamin Leven, niemiecki teolog i redaktor wspomnianego czasopisma poinformował, że według jego własnych źródeł, to kardynał Coccopalmerio zwrócił się do papieża w sprawie krzywdziciela dzieci Don Mauro Inzoli, aby częściowo przywrócić go do stanu kapłańskiego. Leven twierdził również, że Coccopalmerio jest znany w Rzymie z tego, że generalnie sprzeciwia się usuwaniu winnych księży ze stanu kapłańskiego, co jest dla niego równoznaczne z “karą śmierci”[28].

Dialogo z masonerią

16 lutego 2024 r. w siedzibie fundacji kulturalnej Ambrosianeum w Mediolanie wziął udział jako prelegent (wraz z Mario Delpinim i Antonio Staglianò) w konferencji na temat historii stosunków między Kościołem katolickim a masonerią, zorganizowanej przez trzy większe włoskie obediencje masońskie. Coccopalmerio był pierwszym kardynałem, który zaproponował utworzenie stałego stołu dialogu między Kościołem a masonerią[29]. https://en.wikipedia.org/wiki/Francesco_Coccopalmerio https://it.wikipedia.org/wiki/Francesco_Coccopalmerio

Kardynał Coccopalmerio nawołuje do powstania “stałego stołu dialogu” z Wielkim Orientem Włoch:

https://ewtn.co.uk/article-report-cardinal-calls-for-permanent-dialogue-with-freemasons/embed/#?secret=LTPOJmqWiy#?secret=uwnpyuij2X

Gran Logia de Espana popiera propozycję kardynała Coccopalmerio złożoną podczas seminarium w Mediolanie – dotyczącej utworzenia stałego, okrągłego stołu dialogu między Kościołem i masonerią. https://www.grandeoriente.it/massoneria-e-chiesa-la-gran-logia-de-espana-rilancia-la-notizia-della-proposta-lanciata-dal-fronte-cattolico-al-seminario-di-milano-di-un-tavolo-permanente-di-dialogo/

…………………….

Nie powinno to niestety dziwić, ponieważ Kościół jest chory od dawna, a to niedawne seminarium jest tylko najnowszym objawem przerzutów, które dotykają Kościół Chrystusowy od wielu dziesięcioleci.

Kościół katolicki przez wieki był prawdziwym bastionem powstrzymującym lucyferiański projekt, na którym opiera się masoneria.

Od samego początku swojego istnienia i od czasu pojawienia się filozofii oświecenia spłodzonej przez francuskich filozofów, takich jak Voltaire i Rousseau (obaj zwolennicy wolnomularstwa i z zadeklarowanym zamiarem dechrystianizacji Europy), masoneria zawsze wiedziała, że aby umocnić swoją duchową i polityczną tyranię, będzie musiała skorumpować Kościół katolicki.

Wolter żywił tak wielką nienawiść do cywilizacji katolickiej i chrześcijańskiej, że napisał w swoim “Traktacie o tolerancji” takie słowa na ten temat.

“Religia chrześcijańska jest haniebną religią, obrzydliwą ideą, potworem, który musi zostać zniszczony przez sto niewidzialnych rąk … Konieczne jest, aby filozofowie przemierzali szlaki, aby ją zniszczyć, tak jak misjonarze podróżują po ziemi i morzach, aby ją propagować. Muszą odważyć się na wszystko, zaryzykować wszystko, choćby nawet spłonąć, by ją zniszczyć. Zmiażdżyć, zmiażdżyć hańbę!”.

Założyciele i filozofowie tej organizacji są, jak widzimy, przesiąknięci rewolucyjnym i antychrześcijańskim duchem francuskiego 1789 roku i od tego właśnie momentu Europa weszła w stan permanentnego chaosu, gdy rozpoczęło się przewrotne przejście od świata chrześcijańskiego do liberalno-progresywnego.

Liberalizm, poprzez swoją obłudną fasadę “neutralności” wobec wszystkich religii, w rzeczywistości zdołał zakazać chrześcijaństwa i promować inne kulty, zwłaszcza żydowski, któremu liberalny świat jest całkowicie podporządkowany.

Kościół katolicki jest obiektem zaciekłej walki ze strony liberałów i masonów, ponieważ stanowi przeszkodę lub bastion powstrzymujący manifestację Antychrysta.

Kościół został wybrany jako katechon (ten, który powstrzymuje) o którym mówił św. Paweł.

Masoneria ma Kościół katolicki za swojego wroga, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że jedynym prawdziwym Kościołem, który strzeże objawionej prawdy, jest ten i żaden inny.

Z pewnością to nie protestantyzm jest wrogiem masonerii, ponieważ ze swoją fałszywą teologią luterańską, która w rzeczywistości zwalnia człowieka z wszelkiej odpowiedzialności i daje mu licencję na popełnienie każdego grzechu – Pecca fortiter, sed crede fortius – doskonale pasuje do gnostyckiej i relatywistycznej filozofii masonów.

Kardynał Caro y Rodriguez, arcybiskup Santiago de Chile w latach dwudziestych XX wieku, ostro zauważył w swojej pracy “Masoneria zdemaskowana”, że bycie protestantem jest w rzeczywistości byciem pół-masonem, ponieważ w tej fałszywej religii jest bardzo mało chrześcijaństwa.

Katolicyzm jest potężną przeszkodą uniemożliwiającą masonerii manifestację jej lucyferiańskiego społeczeństwa, w którym chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy, są najbardziej prześladowani.

Wojna masonerii z Kościołem rozpoczęła się wieki temu

Dlatego masoneria od samego początku swojego istnienia robiła wszystko, co w jej mocy, aby spróbować unicestwić Kościół i zredukować go do niemocy.

W pismach opublikowanych w 1859 roku i zatytułowanych “Istruzioni permanenti dell’Alta Vendita” jasno wyjaśniono, jak masoni byli niezwykle aktywni w swoim planie zniszczenia Kościoła. https://en.wikipedia.org/wiki/Alta_Vendita https://it.wikipedia.org/wiki/War_of_Anti-Christ_with_the_Church_and_Christian_Civilization

Alta Vendita było tajnym stowarzyszeniem, które niektórzy, w tym francuski prałat, Monsignor Henry Delassus, uważają za bezpośredniego spadkobiercę bawarskich Iluminatów założonych przez byłego ucznia jezuitów, Adama Weishaupta.

Alta Vendita składała się z zaledwie 40 członków, wśród których był James Rothschild, znany członek aszkenazyjskiej rodziny bankowej, który uważany był za najwyższą głowę tego co było rodzajem super-masonerii.

W rzeczywistości masoneria nie składa się jedynie z 33 zwykłych stopni bardziej popularnego Rytu Szkockiego, ale ma też jeszcze wyższe tajne stopnie, na których znajdują się prawdziwi przywódcy i mistrzowie tej tajnej sekty, którzy rządzą nią z ukrycia.

Mason znajdujący się na najniższym szczeblu nie wie komu tak naprawdę służy i często jest jedynie pionkiem łatwym do poświęcenia przez tych, którzy naprawdę są absolutnymi władcami tego stowarzyszenia.

Historia masonerii to nic innego jak historia satanistycznego kultu, do którego prawdziwie wtajemniczani są jedynie “wybrańcy”, wybrani przez najwyższe szczeble masonerii.

Wielu byłych masonów, w tym Domenico Margiotta, były Wielki Mistrz 33 stopnia, już w XIX wieku wyjaśniło, że prawdziwą religią masonów jest nic innego jak lucyferianizm.

Również w nowszych czasach inni skruszeni byli masoni, tacy jak Serge Gallardo, ujawnili, że kultem, na którym opiera się ta sekta, jest satanizm.

Aby wolnomularstwo mogło zatriumfować, musi doprowadzić do unicestwienia Kościoła katolickiego, ponieważ żaden kult lucyferiański nie będzie w stanie ugruntować swojej pozycji na świecie, dopóki instytucja założona przez Nazarejczyka będzie żyła.

To wyjaśnia, dlaczego w swoich pismach masoni z Alta Vendita obmyślali plany infiltracji i osadzenia na tronie Piotrowym człowieka, który pewnego dnia będzie w pełni służył ich celom.

To, co widzimy obecnie w postaci “dialogu” między Kościołem a masonerią, nie jest wynikiem pracy, która dopiero się rozpoczęła.

Jest to wynik nieustannej i wytrwałej wojny, jaką wrogowie Chrystusa wypowiedzieli Jego Kościołowi, aby go zinfiltrować i lepiej podporządkować swym celom.

Infiltracja w rzeczywistości rozpoczęła się już w latach, gdy masoni Mazzini i Garibaldi, wspierani przez zawsze nieogarnioną koronę brytyjską, pracowali nad położeniem kresu doczesnemu panowaniu Kościoła i ustanowieniem liberalnego państwa włoskiego, które nie miało nic wspólnego z wielowiekowymi tradycjami chrześcijańskimi i grecko-rzymskimi tego jednego kraju.

Francuski eseista i historyk Claudio Jannet, który żył w tamtych latach i zmarł w 1894 roku, wspomina, jak owa infiltracja była już wówczas w toku:

“Kiedy przegląda się listy lóż w drugiej połowie XVIII wieku, zdumiewa stosunkowo znaczna liczba duchownych i zakonników, którzy do nich należeli.

Leon XIII i św. Pius X, papieże, którzy żyli pod koniec XIX i na początku XX wieku, byli bardzo zaniepokojeni, ponieważ fałszywe ideologie liberalizmu i kantyzmu rozprzestrzeniały się w seminariach, a duchowieństwo zaczynało być skażone duchem nowoczesności.

Apostazja Kościoła, o której mowa, została zapowiedziana właśnie Leonowi XIII, który miał słynną wizję tego, jak Kościół katolicki zostanie zaatakowany przez dym herezji, aż stanie się megafonem swoich wrogów.

Sobór Watykański II z początku lat sześćdziesiątych XX wieku był zatem niczym innym jak naturalnym procesem abjuracji dla Kościoła, który na swoim papieskim tronie ujrzał tych, którzy zamiast strzec objawionej Prawdy, poświęcili się bezlitosnemu szerzeniu apostazji i kłamstw liberalizmu.

Uważa się, że człowiek, który zainaugurował sezon soborowy, Jan XXIII, urodzony jako Angelo Roncalli, był członkiem francuskiego Grand Orient, podobnie jak jego następca, Paweł VI, Giovanni Montini, był, według ojca Luigi Villa, wybrany przez samego Ojca Pio do obrony Kościoła przed agresją masońską, kolejnym wtajemniczonym wolnomularzem.

Sobór jest spełnieniem tego, o czym marzyła Alta Vendita. Kościół wyrzeka się samego siebie. W miejsce Tradycji i Prawdy Pisma Świętego pojawia się ekumenizm, zgodnie z którym każda religia może dotrzeć do Boga.

Konsekwencje tego wyrzeczenia się katolicyzmu można zobaczyć podczas wizyty Jana Pawła II w synagodze żydowskiej w roku 1986, kiedy to nazwał on “starszymi braćmi” wyznawców tej religii, która odrzuciła Chrystusa jako ich Mesjasza.

To, co obserwujemy w ostatnich latach za sprawą Bergoglio, jest niczym innym jak nowym rozdziałem w długiej świeckiej walce, która chce osiągnąć swój ostateczny cel, a mianowicie rozpuszczenie Kościoła w masonerii.

Czy czas apostazji zbliża się ku końcowi?

Owo najnowsze seminarium Kościoła Bergoglia należy rozumieć jako zdeklarowaną próbę wrogów Chrystusa, którzy zasiadają dziś na tronie Piotrowym, jako ostatni desperacki atak masonów na instytucję, której tak bardzo nienawidzą.

Masoneria łudzi się, że może wygrać bitwę, której wygrać się nie da, ponieważ Kościół nie jest instytucją ziemską, lecz boską.

Może być on okupowany przez pederastów i masonów w obecnej epoce, ale zapominają oni, że Opatrzność zawsze sprawuje kontrolę i nikt inny.

Naszym zdaniem, znaczenie tego okresu można znaleźć właśnie w wizji Leona XIII, w której papież widział, jak szatan rzuca wyzwanie Bogu i prosi o czas 100 lat, aby móc wciągnąć Kościół i świat w piekielny chaos, który szaleje zwłaszcza od XX wieku.

Inne proroctwa, w których Matka Boża dała do zrozumienia, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje, takie jak te z Fatimy, Garabandal i Akita, sugerują, że czas pozostający do dyspozycji wrogów Kościoła nie jest zbyt długi i kończy się.

Z każdym swoim publicznym wystąpieniem Bergoglio wydaje się coraz słabszy i coraz bardziej stępiały terapią antyrakową, której zdaje się być poddawany przez ostatnie dwa lata.

Pontyfikat Bergoglio wydaje się być summą tej apostazji, po której, jeśli dobrze interpretujemy proroctwa maryjne, może nastąpić jedynie późniejsza odbudowa i triumf Kościoła wolnego wreszcie od wrogów, którzy go przeniknęli.

Pierwszym, który zdaje się być świadomy, że nie pozostało już wiele czasu, wydaje się być były biskup Buenos Aires, który w ciągu ostatnich sześciu miesięcy zwiększył intensywność swoich ataków na Kościół katolicki poprzez błogosławienie par homoseksualnych, msze wspólne z protestanckimi heretykami, aż po seminarium z masonerią mające na celu fuzję katolicyzmu z tajemną i gnostyczną religią masonów.

Wydaje się jednak, że ataki te przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego, ponieważ nawet kardynałowie, którzy wcześniej milczeli przed Franciszkiem, teraz zaczynają podnosić głos przeciwko tego rodzaju herezjom.

Wydaje się, że masoński i jezuicki krąg Domu Świętej Marty chce spróbować wszystkiego, mając świadomość, że czas, który został im dany, właśnie się kończy.

Jeśli podążamy ścieżką wytyczoną przez objawienia Dziewicy, przekonanie to umacnia się.

Apostazja, którą tak długo widzieliśmy na naszych oczach, osiągnęła swoje granice i nie może być dłużej kontynuowana.

Nowy Porządek Świata poniósł już porażkę odnośnie wszystkich swoich celów politycznych, począwszy od Wielkiego Resetu, który miał zainaugurować okres tyranii rządu światowego.

Wraz z końcem globalizacji i powrotem władzy narodów rozpoczęła się faza odwrotna.

Teraz czekamy już tylko na wyzwolenie najważniejszego elementu w tejże wojnie między siłami światła i ciemności.

Jest nim wyzwolenie Kościoła Katolickiego.

INFO: https://www.lacrunadellago.net/lultimo-disperato-assalto-di-bergoglio-alla-chiesa-il-tentativo-di-fusione-con-la-massoneria/

===================

Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej. Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac

Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej

Autor: wawel , 6 stycznia 2024

WSTĘP

“Pod hasłem “SZALOM. Pokój – Dar Boga” 17 stycznia w Kościele w Polsce będzie obchodzony 27. Dzień Judaizmu”. Zanim zorientujemy się CO to jest i SKĄD się wzięło trzeba powiedzieć, że obchodzenie Dnia Judaizmu przez katolików (i to pod hasłem “Pokój – Dar Boga”)  w czasie, gdy liczba ofiar ludobójstwa izraelskiego na Palestyńczykach przekracza już 20 000 zakrawa na krwawą drwinę z ofiar. Może czas zmienić R.I.P. na R.I.S (rest in SHALOM)?

Netanjahu już czterokrotnie na konferencjach prasowych wymachiwał Biblią hebrajską cytując z niej fragmenty mające uzasadniać ludobójstwo. Prawie nikogo to nie bulwersuje, prawie nikt tego nie komentuje… Aż tak zgłupieliśmy, zobojętnieliśmy, wyprano nam mózgi (niepotrzebne skreślić)…

Taki to “dialog” z judaizmem wmusili nam, że boimy się nawet szepnąć słowa prawdy.

Nawracać ludobójców nie możemy, bo zabroniła nam tego “Nostra Aetate”. Ba, nawet obawiamy się wyrazić ludzką, chrześcijańską opinię o tych zbrodniach, by nie zostać zdzielonymi przez łeb pałką antysemityzmu. Takiego stopnia schizofrenii skrzyżowanej z syndromem sztokholmskim sięgnęła relacja Chrześcijan do Żydów. A zaczęło się od “Nostra Aetate” i obchodzenia Dnia Judaizmu pod znakiem “dialogu”. A jeszcze wcześniej był wielki wysiłek murarski Francuzów i Niemców…

DIALOG Z JUDAIZMEM

„Wyobraź sobie, że nie ma Niebios

To proste, gdy spróbujesz

Nie ma Piekła pod nami

Nad nami tylko niebo

Wyobraź sobie wszystkich ludzi

Żyjących z dnia na dzień

Aha-ah”

[John Lennon – Imagine]

—————–

Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim – to tajemnicze i kuriozalne zjawisko od samych początków, które zrodziło się w pewnym filosemickim kręgu niemieckich luteran a szczególnie w głowie Holgera Banse, członka międzyreligijnej grupy Teshuva (Skrucha). Ewangelicki pastor Banse fascynował się od młodości dziejami syjonizmu, wolnomularstwa judaizmu reformowanego, sytuacją państwa Izrael i takimi organizacjami, jak przykładowo Światowa Unia dla Judaizmu Postępowego.

Frankmasońska (najprawdopodobniej) misja Holgera Banse spełnić się miała w Nostra aetate, ogłoszonej 28 października 1965 r. Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich

Jak wiadomo, Kościół na Vaticanum II w kontrowersyjnym dokumencie Nostra Aetate zbliżył się do zanegowania pewnych najważniejszych elementów swej doktryny. Stało się to poprzez wyłączenie Żydów z misji ewangelizacyjnej i uznanie, że… jest im ona niepotrzebna z powodu nieodwołalnego wybraństwa bożego (emerytowany profesor St. Mary’s College w Notre Dame, Indiana – E. Michael Jones nazywa to odstępstwo herezją). Stworzyło to precedens: w istocie rzeczy ustanowiło religię judaistyczną równorzędną względem chrześcijaństwa, czego bez wypaczenia przesłania ewangelii i spuścizny pawłowej nie da się zrobić.

hb

Jak widać, Holger Banse był to bardzo postępowy i nowoczesny sługa boży. Stworzony w sam raz na inicjatora erodującej katolicyzm, powstałej w niemieckim protestantyzmie,  „ideowej wkładki” pod nazwą Dzień Judaizmu. Oczywiście kwestią najważniejszą nie jest tu ów „dzień” jako taki, lecz to, iż stał się on otwarciem bramy do wielu późniejszych zjawisk i wydarzeń. Jak wiadomo: nawet najdłuższa droga zaczyna się od jednego, pierwszego kroku…

Kuriozalna jest informacja o Dniu Judaizmu w polskiej Wiki: „Dzień Judaizmu – święto w polskim Kościele katolickim”.

Otóż, drodzy parafianie – nie jest to żadne święto. Gdyby tak każdy arcybiskup mógł z podszeptu swoich niemieckich i włoskich kolegów (lobbowanych przez ortodoksyjnych rabinów) wymyślać wg kaprysu nowe święta – ładny byśmy mieli męt i zamęt w Kościele. Na szczęście jednak tak nie jest. Jest to pewna nieokreślona i „niesformalizowana forma” propagandy jednego z lobby, bardzo silnego.

W Niemczech nazywają ten „dzień”: dzień refleksji. Jest to wymuszona refleksja narzucana odgórnie, nie zakorzeniona ani w roku liturgicznym, ani w Piśmie Św. i nie mająca prawa być nazywaną „świętem w kościele katolickim”.

Tylko polski Kościół ma ów dzień, owo “święto”! We Włoszech, Austrii i Holandii niektórzy rabini i biskupi w niektórych ośrodkach organizują tego dnia jakieś wspólne imprezy religijno-kultowo-kulturowe.

Takiego zadęcia i czasowego rozciągnięcia dnia do… 7-10 dni jak w Polsce – nie ma nigdzie… A i te 10 dni, to tylko fragment całego ciągu świąt, które za pomocą dziesiątek powstałych później fundacji pokryły przeróżnymi „inicjatywami” wszystkie miesiące roku w wielu polskich miastach.

Ta inwazja, to w dużej mierze „wkład” abpa Gądeckiego.

Ale cofnijmy się do początków. Nazwa „grupy inicjatywnej”: Teshuva” („Skrucha”) daje naiwnym (a tych nigdy nie brak) nadzieję, że może chodzi tu o wzajemne wyznanie win. Jednak zapoznanie się z tłem i tekstami propagandowymi („programowymi”) stawia sprawy we właściwym świetle. To chrześcijaństwo ma… „skruszeć”. Aby je lepiej… zjeść.

W pewnym uproszczeniu, na rzecz tego eseju, można powiedzieć, iż uchwytny początek filozofii dialogu Chrystusa z Judaszem, ups, chrześcijaństwa z judaizmem ma swoje korzenie w dziedzictwie II Międzynarodówki i jej żydowskiego, ostro antyklerykalnego ( i antychrześcijańskiego, ściślej: antykatolickiego, gdyż na rzecz luteranizmu były robione różne ustępstwa ideowe, vide: Jean Jaures) kierownictwa.

Pierwszym jawnym bojownikiem o wkład rabinacki do tradycji Kościoła był francuski Żyd,  Jules Isaak, z wykształcenia historyk. Zwany bywał czasem „profesorem” ;), z tego powodu, iż… nauczał historii w liceum w Lyonie (praktyka hiper-nominacji, albo nominacji życzeniowej, znana z naszego życia medialnego i paranaukowego). Autor dwóch książek, w obu udowodniono mu mnóstwo manipulacji („Jezus i Izrael”, „Nauka pogardy: chrześcijańskie korzenie antysemityzmu”). Manipulacje nie manipulacje – zapotrzebowanie na takie „dzieła” było w kręgach judaizmu progresywnego i wśród diaspory, jak zawsze – ogromne.

jiv

Ilustracja 1. Jules Isaac

Gdy tylko skończyła się wojna nasz „profesor” (w wielu punktach podobny do naszego „profesora”, „historyka” W.Bartoszewskiego) – owładnięty przez zamysł wciągnięcia chrześcijan w „wymianę ideową” przystąpił do dzieła. Postawił sobie za cel pouczenie Kościoła i Synagogi (oczywiście, synagoga miała być tu pouczana tylko deklaratywnie, gdyż jak wszyscy wiedzą ten byt duchowy jest doskonały, wyjęty spod korekt wszelakich).

Hasło owego gwałtu na doktrynie zwanego dla niepoznaki „dialogiem” brzmiało tak: Synagoga musi uznać „the reality of Christ” („and the glory of the Church”, co, oczywiście było słownym odpowiednikiem zwykłego wciągnięcia do gry w 3 kubki, przez podstawionego kusiciela) a Kościół musi uznać  „the glory of the Synagogue,”. Przekładając to na ludzki język (język cywilizacji łacińskiej a nie na bełkot tzw. filozofii dialogu) otrzymujemy coś w tym rodzaju: Chrystus był fajnym człowiekiem („reality”), ale musicie zatwierdzić i ogłosić, że istnieje tylko jedna, prawdziwa wiara, którą na zawsze (nieodwracalnie) posiada Synagoga, a gdy to uznacie, to powiemy, że jesteście fajni, młodsi bracia („the glory of the Church”).

„Profesora” nie zadowalały półśrodki, uznanie lokalne jego herezji. Mierzył aż po sam szczyt. Potrzebne było przybicie swego świstka papieru z 18 punktami żądań (sfabrykował bowiem taką listę… postulatów) wobec… doktryny chrześcijańskiej do jakichś drzwi, najlepiej papieskich. Oczywiście, żaden wielki przywódca duchowy chrześcijaństwa takich herezji by nie potraktował poważnie. Mówiąc „wielki” mam na myśli np. papieża Leona XIII, pamiętanego z niezapomnianych, genialnych słów zawartych w encyklice Humanum genus (20 kwietnia 1884): „Jeśli nie kochacie prawdy, to choćbyście twierdzili, że ją kochacie i stwarzalibyście takie pozory, wiedzcie, że w danym momencie zabraknie wam odrazy wobec tego, co jest fałszywe, i po tym da się rozpoznać, że w rzeczy samej prawdy nie kochacie”.

Bez zagłębiania się w niuanse kombinatoryki „nepotyzmu mesjanistycznego i lobbystycznego” realizowanej przez „profesora” Julka w latach powojennych powiedzieć możemy, iż drążył tunele i drążył, aż się dokopał do audiencji u papieża Jan XXIII. Ale zanim to się stało, 18 żądań wobec chrześcijaństwa skondensowalo się w 10 punktów (ach, ta rozwlekłość Lutra, potrzebował aż 95 tez…). Dzieła „ekstrakcji” dokonała zwołana tuż po wojnie najprawdopodobniej przez niemieckich rabinów Rada Chrześcijan i Żydów na drugim posiedzeniu, w swojej siedzibie, którą był dom, w którym – notabene niegdyś mieszkał twórca nieortodoksyjnego syjonizmu (nie po drodze mu było z Theodorem Herzlem) – Martin Buber.

„Profesor” Jules Isaac przechował troskliwie przez 13 lat owe 10 żądań. W roku 1960 były  socjalistyczny prezydent Francji, Vincent Auriol „załatwił” Isaacowi dłuższą, „merytoryczną” audiencję u papieża Jana XXIII (Jules Isaak, emisariusz rabinów znany już był na dworze papieskim. W 1949 udało mu się dopchać do Piusa XII z żądaniami ocenzurowania liturgii chrześcijańskiej). Oficjalna historiografia zastanawia się nad przyczynami zaangażowania się b.prezydenta Francji w 1960 r. w tę dziwną misję judaistyczną (dokładniej: judaizującą).

vincentauriol_cropped

Ilustracja 2. Vincent Auriol

Sprawa, po bliższym przyjrzeniu się, nie wydaje się jednak zbyt złożona. Vincent Auriol złączony był jeszcze z lat 30 więzami dość ścisłej przyjaźni z  Leonem Blumem, socjalistą, pierwszym żydowskim premierem Francji,  w rządzie którego był ministrem. Licznie rozgałęziona alzacka, żydowska rodzina Blumów miała dwie pasje: wolnomularstwo i komunizm 2).

lb

Ilustracja 3. Leon Blum na wiecu socjalistycznym

Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac dzięki prezydentowi Vincentowi Auriol (miłośnikowi Izraela, vide: rocznicowa wizyta w Izraelu, w 1958 r.). Kto był pośrednikiem ze strony bractwa kielni i cyrkla? Ten sam chyba, kto późniejszym egzekutorem postulatów magistra historii z Lyonu, czyli kardynał Augustyn Bea, niemiecki jezuita mający jeszcze sprzed wojny przyjaźnie z kręgu najstarszej loży żydowskiej B’nai B’rith. W każdym razie, gdy papież wyraził wstępne zainteresowanie „pomysłami” magistra Isaaca z Lyonu – kardynał Bea był tym, któremu zlecono „dalsze prace”.

Potem już było z górki. Przed Vaticanum II zapoczątkował „dialog” Światowy Kongres Żydów 1) ustami swego prezydenta, Nahuma Goldmanna, próbując wmusić swojego „obserwatora” na sobór, Chaima Wardiego z Ministerstwa Religii Izraela. Tak podały izraelskie gazety. Goldmann zaprzeczył mówiąc, że nie zrobiłby tego, bo przecież wiedział, że gośćmi i obserwatorami soboru mogli być wyłącznie chrześcijanie i to mający specjalne zaproszenie watykańskiego Sekretariatu Stanu.

W sposób oczywisty było to testowanie nieprzyjaciela i jego zmiękczanie. Kula śniegowa herezji toczyła się, czasem zatrzymując się, czasem przyspieszając. Na końcu pierwszego etapu jej drogi był czwarty punkt Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate) – dotyczący stosunku chrześcijaństwa do Żydów i judaizmu. W opinii wielu katolików było to wdarcie się zgorszenia w obręb Tradycji.

Był rok 1965, dwa lata po śmierci żydowskiego nauczyciela gimnazjalnego jego misja dobiegła końca, dzięki dawnym, niemieckim rodom rabinackim, „ekumenicznym” luteranom, braciom kielni i cyrkla oraz powojennej międzynarodówce socjalistycznej. I tak oto nawa Kościoła zaczęła nabierać wody. Jak Costa Concordia.

===================

Przypisy:

1) WJC (World Jewish Congress) to ta sama organizacja, która w już bardziej zaawansowanej fazie „dialogu żydowsko-chrześcijańskiego”przez swojego sekretarza, Izraela Singera, zagroziła Polsce, że jeśli nie zastosuje się do żądań Kongresu i nie przekaże co najmniej 60 miliardów dolarów za mienie pozostawione przez Żydów zabitych w czasie wojny przez Niemców, to „będzie upokarzana na arenie międzynarodowej”. No cóż, jeżeli ktoś myślał, że bilet na to coroczne świętowanie przy dźwiękach klezmerskich kapel będzie tani, albo, że wstęp będzie wolny – grubo się mylił.

A byli tacy, co ostrzegali, i to nawet podczas Vaticanum II (88 głosów przeciw Nostra Aetate) – mówiąc, że to nie chodzi o żaden dialog, lecz o zwykły monolog, za wysłuchanie którego trzeba będzie w dodatku słono zapłacić – gotówką i erozją depozytu wiary.

2)  Inna odnoga rodu alzackiego rodu Blumów wydała takie bezcenne perełki, jak wieloletni europarlamentarzysta, żydowski intelektualista, socjalista i wolnomularz Vincent Peillon, minister edukacji Francji 2012-2014, (uczeń wolnomyśliciela Ferdynanda Buissona), owładnięty, jak niektórzy piszą „antykatolickim delirium” i autor projektu nowej, świeckiej religii dla Francji: „ w celu dokończenia rewolucji socjalizm francuski powinien dążyć do ustanowienia nowej religii w miejsce katolicyzmu (…). Rola nowej religii powinna przypaść socjalizmowi, który ma uosabiać rewolucję religijną, będącą jednocześnie rewolucją moralną i materialistyczną. Laickość powinna być właściwą religią francuskiej Republiki demokratycznej i socjalnej”.

vp

Ilustracja 4. Vincent Peillon

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: “Hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana”

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: “Hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana”

30 grudnia 2023

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: Błogosławieństwo dla “par” homoseksualnych pokazuje, że “hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana i jego najbardziej gorliwymi sojusznikami”.

Rozważania arcybiskupa Viganò dotyczące Deklaracji „Fiducia supplicans”

ŹRÓDŁO: https://www.lifesitenews.com/ / tłumaczenie: https://rzymski-katolik.blogspot.com

Kiedy diabeł próbuje przekonać nas do grzechu, podkreśla rzekome dobro złego działania, które chce, abyśmy zrobili, jednocześnie przesłaniając aspekty, które z konieczności są sprzeczne z przykazaniami Boga. Nie mówi do nas: Grzeszysz i obrażasz Pana, który umarł za ciebie na krzyżu, ponieważ wie, że normalny człowiek nie chce zła samego w sobie, ale że zwykle czyni zło pod pozorem dobra.

Ta strategia zwodzenia niezmiennie się powtarza. Aby nakłonić matkę do aborcji, szatan nie prosi jej, by była zadowolona z zabicia dziecka, które nosi, ale by pomyślała o konsekwencjach ciąży, o tym, że straci pracę lub że jest zbyt młoda i niedoświadczona, by wychowywać i kształcić dziecko; i wydaje się, że matka, czyniąc z siebie morderczynię poprzez dzieciobójstwo, wykazuje poczucie odpowiedzialności, chcąc oszczędzić niewinnemu stworzeniu życia bez miłości. Aby przekonać mężczyznę do cudzołóstwa, kuszący duch pokazuje mu rzekome zalety znalezienia ujścia w romansie pozamałżeńskim, a wszystko to z korzyścią dla pokoju w rodzinie. Aby nakłonić księdza do zaakceptowania heretyckich odchyleń swoich przełożonych, kładzie nacisk na posłuszeństwo wobec autorytetu i zachowanie komunii kościelnej.

Oszustwa te w oczywisty sposób służą odciąganiu dusz od Boga, wymazywaniu w nich łaski, plamieniu ich grzechem, zaciemnianiu ich sumienia w taki sposób, że następny upadek będzie tym bardziej przypadkowy, im poważniejszy. W pewnym sensie działanie diabła wyraża się jako “okno Overtona”, czyniąc przestępstwo przeciwko Bogu mniej strasznym, sprawiając, że wierzymy, że kara, która nas czeka, jest mniej straszna, a konsekwencje naszej winy bardziej akceptowalne.

Pan jest dobry: przebacza wszystkim, szepcze do nas, starając się trzymać nas z dala od myśli o męce Chrystusa, od faktu, że każdy cios bicza, każdy policzek, każdy cierń wbity w Jego głowę, każdy gwóźdź wbity w Jego ciało jest owocem naszych grzechów. A jeśli ulegniesz pokusie, to nie twoja wina, tylko twoja słabość. A gdy dusza pogrąży się, grzech po grzechu, w nałogu zła i występku, pozwala się ciągnąć coraz niżej i niżej, aż diabelska prośba ukaże się w całej swej grozie: Buntować się przeciwko Bogu, odrzucać Go, bluźnić Mu, nienawidzić Go, ponieważ pozbawił cię prawa do szczęścia za pomocą opresyjnych nakazów.

To, po bliższym przyjrzeniu się, jest powtarzającym się elementem pokusy, od czasu grzechu Adama: ukazywanie zła pod fałszywymi pozorami dobra, a dobra jako irytującej przeszkody w spełnieniu buntowniczej woli.

Kościół, który jest naszą Matką, dobrze wie, jak niebezpieczne dla chrześcijańskiej duszy jest ignorowanie tej piekielnej strategii. Spowiednicy, kierownicy duchowi i kaznodzieje uważali za konieczne wyjaśnienie wiernym, jak działa diabeł, aby mogli zrozumieć swoim intelektem oszustwo złego, aby móc przeciwstawić się mu swoją wolą, wspomaganą w tym przez wytrwałość w modlitwie i częste korzystanie z sakramentów. Z drugiej strony, jak możemy sobie wyobrazić matkę, która zachęca swoje dziecko, by nie postępowało w miłości Bożej, i która zapewnia je, że Pan udzieli mu zbawienia bezwarunkowo? Jaka matka byłaby świadkiem ruiny swojego dziecka, nie próbując go ostrzec, a nawet ukarać, aby zrozumiało powagę swoich czynów i nie krzywdziło siebie na wieczność?

Deliryczna deklaracja Fiducia Supplicans opublikowana niedawno przez parodię dawnego Świętego Oficjum przemianowaną na Dykasterię, definitywnie przebija zasłonę hipokryzji i oszustwa hierarchii Bergoglio, ukazując tych fałszywych pasterzy takimi, jakimi są naprawdę: sługami szatana i jego najgorliwszymi sprzymierzeńcami, począwszy od uzurpatora, który zasiada – obrzydliwość spustoszenia – na Tronie Piotrowym. Sam incipit dokumentu brzmi, jak wszystkie te wydane przez Bergoglio, szyderczo i zwodniczo: ponieważ ufność w Boże przebaczenie bez pokuty nazywana jest domniemaniem zbawienia bez zasługi i jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.

Fałszywa duszpasterska troska Bergoglio i jego dworzan w odniesieniu do cudzołożników, konkubinatów i sodomitów powinna zostać potępiona przede wszystkim przez domniemanych beneficjentów watykańskiego dokumentu, którzy są pierwszymi ofiarami siarczystego soborowego i synodalnego faryzeizmu. To ich nieśmiertelne dusze są składane w ofierze bożkowi, ponieważ w dniu Sądu Ostatecznego odkryją, że zostali oszukani i zdradzeni przez tych, którzy na ziemi dzierżą autorytet Chrystusa. Wina, o którą Pan oskarży tych nieszczęsnych ludzi, będzie dotyczyła nie tylko popełnionych grzechów, ale przede wszystkim tego, że chcieli uwierzyć w diaboliczne kłamstwo, w oszustwo fałszywych pasterzy – począwszy od Bergoglio i Tucho – które sumienie pokazało im jako takie. Kłamstwo, w które chce wierzyć wielu członków hierarchii, którzy mają nadzieję, że prędzej czy później będą mogli otrzymać to samo błogosławieństwo wraz ze swoimi wspólnikami w występkach, ratyfikując ten świętokradczy i grzeszny styl życia, który już praktykują za ostentacyjną zgodą Bergoglio.

Fakt, że deklaracja Tucho Fernándeza zatwierdzona przez Bergoglio powtarza, że błogosławieństwo nieregularnej pary nie powinno wydawać się formą obrzędu ślubnego, a małżeństwo jest tylko między mężczyzną i kobietą, jest częścią strategii oszustwa. Nie chodzi tu bowiem o to, czy małżeństwo może być zawarte przez dwóch mężczyzn lub dwie kobiety, ale o to, czy osoby żyjące w stanie ciężkiego grzechu mogą zasłużyć, jako para nieregularna, na błogosławieństwo udzielone przez diakona lub kapłana, z jedynym zastrzeżeniem, że nie powinno ono sprawiać wrażenia celebracji liturgicznej.

Uwaga watykańskiego Sanhedrynu jest całkowicie skierowana na zapewnienie chrześcijańskiego ludu, że nie mają zamiaru formalizować nowych form małżeństwa, podczas gdy stan grzechu śmiertelnego i poważnego skandalu tych, którzy otrzymaliby takie błogosławieństwo, oraz niebezpieczeństwo wiecznego potępienia, które ciąży na tych biednych duszach, są całkowicie pomijane. Nie wspominając już o wpływie społecznym, jaki ta deklaracja będzie miała na tych, którzy nie są katolikami, a którzy dzięki niej uznają, że mają prawo do znacznie gorszych ekscesów. Można się zastanawiać, czy w tym wyścigu do legitymizacji sodomii – uzyskanej bez posuwania się do celebrowania małżeństw między sodomitami – istnieje konflikt interesów u tych, którzy proponują to tak natarczywie: to tak, jakby rządzący chronili się tarczą prawną przed odpowiedzialnością przed nałożeniem na populację eksperymentalnego serum genowego, którego negatywnych skutków nie są nieświadomi.

Nie ma co do tego wątpliwości: jest to brutalne przebudzenie dla tak zwanych konserwatystów, którzy czują się jawnie wyśmiewani przez prefekta Tucho, który martwi się, że błogosławieństwo pary nie powinno wyglądać jak małżeństwo, ale nie ma nic do powiedzenia na temat wewnętrznej grzeszności publicznego konkubinatu i sodomii. Ważne jest to, że umiarkowani – obrońcy Soboru Watykańskiego II – mogą uważać się za zadowolonych z tej jezuickiej apostille (w tym przypadku, że te spontaniczne i nierytualne błogosławieństwa nie są małżeństwem), która ma uratować doktrynę o papiestwie, jednocześnie popychając dusze do potępienia samych siebie.

Dla księży, którzy nie zgodzą się błogosławić tych nieszczęsnych ludzi, przygotowywane są dwie drogi: pierwsza, to wydalenie z parafii lub diecezji ad nutum Pontificis po drugie, pogodzić się z przehandlowaniem swojego prawa do sprzeciwu w zamian za uznanie prawa innych współbraci do zatwierdzenia; coś, co już zaobserwowano na polu liturgicznym w przypadku Summorum Pontificum. Krótko mówiąc, działalność Bergoglio jest ujściem wiary, w którym można znaleźć wszystko, od obrzędów Wielkiego Tygodnia sprzed 1955 r. po “Eucharystie” LGBT, o ile nic nie jest kwestionowane w związku z jego “pontyfikatem”.

Do tego dochodzi skandal dla katolików, którzy w obliczu okropności sekty “Świętej Marty” są kuszeni do przyjęcia schizmy lub porzucenia Kościoła. I znowu: z jaką goryczą i poczuciem rozczarowania będą patrzeć na Rzym ci ludzie, którzy świadomi swojej sytuacji obiektywnej nieprawidłowości, starali się i nadal starają się ze wszystkich sił i z łaską Bożą nie grzeszyć i żyć w zgodzie z przykazaniami? Jak mogą się czuć ci ludzie, którzy proszą o ojcowski głos zachęcający ich do kontynuowania drogi świętości, a nie o ideologiczne uznanie ich wad, o których wiedzą, że są niezgodne z naturalną moralnością?

Zadajmy sobie pytanie: co Bergoglio chce osiągnąć? Nic dobrego, nic prawdziwego, nic świętego. On nie chce, by dusze zostały zbawione; nie głosi Ewangelii w sposób stosowny, natarczywy, by wezwać dusze do Chrystusa; nie pokazuje im ubiczowanego i zakrwawionego Zbawiciela, by pobudzić ich do zmiany życia. Nie. Bergoglio chce ich potępienia, jako piekielnego hołdu dla szatana i bezczelnego wyzwania rzuconego Bogu.

Istnieje jednak bardziej bezpośredni i prosty cel do osiągnięcia: sprowokowanie katolików do odwrócenia się od jego kościoła i pozostawienie mu wolności, by przekształcił go w konkubinę Nowego Porządku Świata. Kobiety-księża, błogosławieństwa gejów, skandale seksualne i finansowe, biznes imigracyjny, kampanie przymusowych szczepień, ideologia gender, neomaltuzjański ekologizm, despotyczne zarządzanie władzą to narzędzia, za pomocą których można skandalizować wiernych, obrzydzać tych, którzy nie wierzą, dyskredytować Kościół i papiestwo. Cokolwiek się stanie, Bergoglio już osiągnął swój cel, którym jest zapewnienie sobie zgody heretyków i cudzołożników, którzy uznają go za papieża, usuwając wszelkie krytyczne głosy.

Gdyby ten dokument, wraz z innymi mniej lub bardziej oficjalnymi wypowiedziami, naprawdę miał na celu dobro cudzołożników, konkubinatów i sodomitów, powinien był wskazać im heroizm chrześcijańskiego świadectwa, przypomnieć im o poświęceniu, jakiego nasz Pan wymaga od każdego z nas, i nauczyć ich pokładać ufność w łasce Bożej, aby przezwyciężyć próby i żyć zgodnie z Jego Wolą. Wręcz przeciwnie, zachęca ich, błogosławi ich jako nieregularnych, tak jakby nimi nie byli; ale jednocześnie pozbawia ich małżeństwa i w ten sposób przyznaje, że są nieregularni. Bergoglio nie prosi ich o zmianę życia, ale zezwala na groteskową farsę, w której dwóch mężczyzn lub dwie kobiety będą mogli stawić się przed sługą Bożym, aby otrzymać błogosławieństwo, wraz ze swoimi krewnymi i przyjaciółmi, a następnie uczcić ten grzeszny związek bankietem z krojeniem tortu i prezentami. Ale to nie jest ślub, bądźmy szczerzy…

Zastanawiam się, co powstrzyma to błogosławieństwo przed udzieleniem go nie parze, ale kilku osobom, w imię poliamorii; lub nieletnim, w imię wolności seksualnej, którą globalistyczna elita wprowadza za pośrednictwem ONZ i innych wywrotowych organizacji międzynarodowych. Czy wystarczy zaznaczyć, że Kościół nie aprobuje związków poligamicznych i pedofilii, aby pozwolić na błogosławienie poligamistów i pedofilów? A dlaczego nie rozszerzyć tej sztuczki na tych, którzy praktykują bestialstwo? Zawsze byłoby to w imię gościnności, integracji i inkluzywności.

Arcybiskup Carlo Maria Viganò

20 grudnia 2023 r.
Feria IV Quattuor Temporum Adventus

z „Tajnej … instrukcji przekazanej członkom Wysokiej Wenty”

z „Tajnej … instrukcji przekazanej członkom Wysokiej Wenty”

[Epiphanius, str. 396 md] Z Tajnej … instrukcji Wysokiej Wenty

…Kościół przypomina dziś oblężoną twierdzę – atakowany frontalnie, ale też rozsadzany od środka. Mówi o tym dobitnie pewien tekst programowy z 1819 roku (!), który pomimo upływu czasu nie stracił nic ze swej aktualności. Pochodzi on z „Tajnej stałej instrukcji przekazanej członkom Wysokiej Wenty” (była to, jak pa­miętamy, najwyższa instancja XIX-wiecznego karbonaryzmu). Poniżej przyta­czamy niektóre jego fragmenty:

„Owoż by doczekać się Papieża na miarę naszych aspiracji, trzeba najpierw wy­chować temu Papieżowi pokolenie godne królowania, o jakim marzymy. Zostawcie na boku ludzi starych i w wieku dojrzałym. Wychodźcie bezpośrednio do młodzieży, a jeśli się uda – do dzieci […]. To właśnie młodzież trzeba uwieść i, nieświado­mą, poprowadzić pod sztandarem tajnych Stowarzyszeń. Aby tą pełną niebezpieczeństw drogą iść krokiem niespiesznym, lecz pewnym, dwie rzeczy są bezwzględnie konieczne. Musicie wydawać się łagodni, jak gołębie, a jednocześnie musicie być ostrożni, jak węże […].

Skoro więc zostanie ugruntowany wasz autorytet w kolegiach, gimnazjach, na uniwersytetach oraz w seminariach i skoro zaskarbicie sobie zaufanie profesorów i studentów, postarajcie się, aby zwłaszcza ci, którzy zamierzają wstąpić w szeregi kleru, zabiegali o spotkania z wami […]. Owa renoma […] sprawi, że nasza doktryna trafi do młodych kleryków [i księży], a nawet za bramy zakonów. Po paru latach młode duchowieństwo siłą rzeczy opanuje wszystkie ważne funkcje: rządowe, admi­nistracyjne i sędziowskie; będzie też wchodzić w skład najwyższej rady; aż w końcu przyjdzie mu wybierać tego, który zasiądzie na Stolicy Piotrowej. Nowy Papież, jak ogół ludzi mu współczesnych, będzie przesiąknięty w mniejszym lub większym stopniu ideałami […] humanizmu, które niedługo zaczniemy szerzyć […].

Sprawcie więc, by kler maszerował pod waszym sztandarem w przeświad­czeniu, że kroczy nadal pod godłem Kluczy Apostolskich.”

(Henri Delassus, „Le probleme de J’heure presente”, tom I, str. 588-590)

             ,,[…] To nie ostrego sztyletu powinny lękać się najbardziej zarówno Katoli­cyzm, jak i monarchia. Ale te dwa filary porządku społecznego mogą się zawalić wskutek zepsucia – więc szerzmy je niestrudzenie. Tertulian słusznie zauważył, że z krwi męczenników rodzą się chrześcijanie. Otóż nasze rady zajęły stanowisko, że dość już mamy chrześcijan. Nie mnóżmy przeto męczenników, lecz propagujmy wszelkie występki. Niech niezliczone rzesze chłoną je wszystkimi pięcioma zmy­słami, niech pławią się w nich aż do przesytu […]. Sprzyjajcie tedy zepsuciu serc, a nie będziecie mieli katolików. Odciągajcie księdza od pracy, od ołtarza i od prakty­kowania cnót: niech czym innym zajmie swoje myśli i zacznie inaczej spędzać czas […]. Zepsucie na wielką skalę – oto, cośmy przedsięwzięli. Zepsucie ludu przez kler, a kleru przez nas […].”

(Ibid., str. 611)

,,[…] Przyznajcie wolność sumienia heretykom, żydom, ateistom, lecz bacz­cie, by nie mógł z niej korzystać ani ksiądz, ani katolik […].

             By podkopać jego [tj. księdza] wpływy, odbierzcie mu majątek, który czyni go niezależnym; utrzymujcie go wyłącznie na pensji urzędnika państwowego […]

             Ograniczcie liczbę świąt, zaś na niedziele planujcie szkolenia, uczty, zabawy i

różne zajęcia, które odciągną lud od moralności ewangelicznej […]

Żeby zaś skończyć z bezgranicznym oddaniem księdza, które zjednuje mu sym­patię ludu, starajcie się uwiązać go przy rodzinie. Przy różnych okazjach dawajcie wyraz opiniom przeciwnym celibatowi […]

             (Ibid., str. 626-628)

Jak wiemy, publiczna szkoła laicka stała się powszechnym standardem w ca­łej  Europie. Władze państwowe sprawują dziś ścisłą kontrolę nad linią i treścią nauczania. Religia stała się przedmiotem fakultatywnym albo została zredukowa­na do ,,historii ludzkich wierzeń”. Tak zwane szkoły katolickie, o ile chcą dalej działać, muszą sztywno realizować programy laickie, hołdując ideologii demokra­tycznej, która zyskała rangę absolutnego dogmatu. Nie sposób zaprzeczyć, że du­ża część księży jest dziś demokratami; to zaś rodzi ryzyko, że mogą oni bagatelizować Boskie źródła inspiracji Pisma Świętego, interpretować je przy pomocy laickiego aparatu krytyki historycznej lub – co gorsza – nadawać mu zna­czenia czysto symboliczne; podobnie mogą oni skłaniać się do tego, by dogmaty Kościoła traktować jako zmienne, podlegające ewolucji historycznej (moder­nizm). Te same demokratyczne zasady, podzielane przez wielu Ojców Soboru Watykańskiego II, doprowadziły po stronie katolickiej do polityki „zamilczania” dogmatów, do rewolucji w liturgii oraz do ekumenizmu, który jest niczym innym, jak odstąpieniem od depozytu wiary opartego na Skale Ewangelii, po to, by wspa­niałomyślnie przygarnąć do siebie błąd innych.

Na tak przetrzebionej glebie łatwo pleni się chwast libertyńskiej „moralności” masońskiej. Uważana za wartość absolutną wolność jednostki, wypisana na sztandarach lóż, przerodziła się szybko w swawolę i w występek. Skutki tego ob­serwujemy: zawrotny wzrost przestępczości w Europie, szerząca się niemoral­ność, atak (zaplanowany – o czym mieliśmy okazję się przekonać) na rodzinę poprzez rozwody, wolne związki, środki antykoncepcyjne, promocję aborcji i homoseksualizmu, pornografię i narkotyki. Ale na tym z pewnością nie koniec…

Rekomendowany przez mistrza masońskiego na przyszłego papieża kardynał pro-LGBT – mianowany przez Franciszka na przewodniczącego Episkopatu Włoch

Rekomendowany przez mistrza masońskiego na przyszłego papieża kardynał pro-LGBT – mianowany przez Franciszka na przewodniczącego Episkopatu Włoch

Agnieszka Szaroleta rekomendowany-przez-mistrza-masonskiego-kardynal-mianowany-przez-franciszka 25 Maj, 2022

Franciszek mianował kardynała pro-LGBT na nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Włoch. Kardynał Matteo Maria Zuppi otrzymał najwięcej głosów od zgromadzonych biskupów i będzie kierował CEI przez następne pięć lat.

Zuppi jest powszechnie znany z publicznego popierania ideologii LGBT i zmiany nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu. Między innymi napisał esej do włoskiego tłumaczenia książki  „księdza” Jamesa Martina, czołowego ideologa LGBT w modernistycznym kościele.

Franciszek, przed Zgromadzeniem Ogólnym, oświadczył, że chce, aby na czele Konferencji Episkopatu Włoch stał „kardynał z autorytetem”.

Zapewne chodzi mu o autorytet w kręgach masońskich, skoro dwa lata wcześniej Wielki Mistrz Masoński rekomendował go na przyszłego papieża.

Gioele Magaldi -Wielki Mistrz Demokratycznego Wielkiego Wschodu – w wywiadzie udzielonym w październiku 2020 roku ujawnił, że Zuppi udzielił mu „ślubu” : 

Znam jednak świat Watykanu i spośród kardynałów najbardziej szanuję Matteo Zuppiego, który zresztą udzielił mi ślubu. Byłby bardzo dobrym papieżem” – powiedział Magaldi.

Zapewne Franciszek wziął sobie do serca te rekomendacje. 

No i być może wezmą je do serca kardynałowie na przyszłym konklawe. A może ono nastąpić szybciej niż się spodziewamy.

Zuppi od dawna jest blisko związany z  pro-muzułmańską Wspólnotą Sant’Egidio.  Pełnił funkcję kościelnego generała wspólnoty angażującej się w organizację spotkań ekumenicznych w Rzymie, na wzór  międzyreligijnego spotkaniu w Asyżu w 1986 r. które odbyło się z udziałem JP II, i na którym między innymi w katolickim kościele kłaniano się posążkowi Buddy. Rekomendacje uzasadnione, w końcu to masońskie braterstwo w całej okazałości. Chrystusem nikt się już nie przejmuje. Jest potrzebny wyłącznie do promowania fałszów i kłamstw globalistów.

Żródło: chiesacattolica.it, lifesitenews.com

Abp Héctor Aguer: Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta. W tle masoneria.

Abp Héctor Aguer: Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta.

Antyliturgiczna obsesja Franciszka to papieska tyrania. W tle jest masoneria.

antyliturgiczna-obsesja-franciszka-to-tyrania-masonerii

Abp Héctor Aguer, arcybiskup La Platy w Argentynie w latach 2000-2018, wskazuje na infiltrację Watykanu przez masonerię. W jego ocenie to między innymi z tego wynika antyliturgiczna rewolucja, którą prowadzi dziś Watykan – podobnie jak próby zadekretowania „poganizacji” liturgii.

Arcybiskup pisał na ten temat na łamach „Rorate Caeli”.

„Rzym powinien zadać sobie pytanie, dlaczego coraz więcej księży i świeckich – przede wszystkim tych drugich – skłania się z czcią ku starożytnemu obrządkowi. Obsesja antyliturgiczna jest ideologią, która w przestrzeni kanonicznej staje się tyranią. Zakaz używania Mszału Jana XXIII nie jest respektowany przez młodych ludzi, którzy pragną kultu odpowiadającego prawdzie wiary: kultu Boga, a nie człowieka. Rzym ze swej strony nadal trzyma się „die anthropologische Wende (zwrot antropologiczny)” Karla Rahnera” – stwierdził hierarcha, odwołując się do Traditionis custodes oraz niedawnego Reskryptu Dykasterii ds. Kultu Bożego.

Według arcybiskupa w ostatniej dekadzie doszło jeszcze do tego pewne jezuickie, aliturgiczne skrzywienie. Wypiera się liturgię, wprowadza się relatywistyczny moralizm.

Hierarcha wskazał, że on sam celebruje Mszę świętą w nowym rycie. Z biegiem lat dostrzegł jednak, że posoborowe zmiany liturgiczne nie miały swojej adekwatności względem Soboru Watykańskiego II. Jak wskazał, wola Ojców Soboru wyrażona w konstytucji o liturgii Sacrosanctum concilium mogłaby zostać wypełniona przy niewielkich zmianach Rytu Rzymskiego; chodziło tak naprawdę o realne „przywrócenie” czystości rytu, nie o dramatyczne zmiany. Paweł VI podjął jednak inne, niezwykle brzemienne w skutki decyzje.

Zdaniem arcybiskupa papież Benedykt XVI z kolei podjął decyzję iście salomonową, ogłaszając motu proprio Summorum pontificum; mógł w ten sposób zaspokoić zarówno środowiska przywiązane do Tradycji, jak i wskazać [zasugerować.. md] błąd tych, którzy odmawiają prawomocności Mszy Pawła VI.

Zmienił ten stan rzeczy papież Franciszek. „Linia otwarta przez motu proprio Franciszka została ostatnio ratyfikowana i pogłębiona przez «Reskrypt», który nakłada na biskupów obowiązek uzyskania papieskiej zgody przed zezwoleniem na użycie Mszy Wszechczasów. Te niebywałe wymogi podważają tak bardzo zachwalaną «synodalność»; autorytet biskupów został ograniczony w zasadniczym obszarze ich munus jako Następców Apostołów” – napisał hierarcha.

„Antyliturgiczna obsesja, o której już wspomniałem, posuwa się do skrajnego bojkotu synodalności. Biskup, aby upoważnić księdza do odprawiania Mszału Jana XXIII – czyli Mszy Wszechczasów – musi prosić o pozwolenie Rzym. Taki jest wydźwięk ostatniego «Reskryptu»: to regularna papieska tyrania, która pozbawia następców Apostołów możliwości wypełniania ich posługi w tak fundamentalnej sprawie” .

Zwrócił następnie uwagę na problem jezuicki – oraz masoński.

„Towarzystwo Jezusowe zawsze było siłą na rzecz ponownego zakorzenienia Kościoła w społeczeństwie, spierając się z masonerią. Dzisiejszy Watykan jest jednak pełen masonów, a papież próbuje ich wykorzystać [?? md] . Dziwi mnie samozadowolenie papieża z dziesięciolecia rządów i fikcyjne przypisywanie sukcesów swoim współpracownikom; pokora była jednak chronicznym problemem Towarzystwa” – zauważył.

Następnie nawiązał do prób „poganizacji” liturgii.

„Prześladuje się tradycjonalistów, ale wyraża się zgodę na włączenie do Rytu Rzymskiego «rytów perkusyjnych i tanecznych» oraz przyjęcie obrzędów pogańskich, hinduskich czy buddyjskich, zgodnie z zasadami Nowego Porządku Świata […]. Za dopuszczalne uznaje się wprowadzanie do liturgii obrzędów plemiennych, związanych z kultem przodków. W ten sposób deformacja kultu Bożego graniczy z bałwochwalstwem” – stwierdził.

Następnie odwołał się do dokumentu z Abu Zhabi oraz innych inicjatyw watykańskich, które wskazują na indyferentyzm religijny.

Nie byłoby to możliwe, gdyby Watykan nie był już infiltrowany przez masonerię. Z tej perspektywy można zrozumieć włączenie pogańskich obrzędów do liturgii. Wyjaśnia to również prześladowanie tradycjonalistów, którzy przez swoją postawę utrudniają pełne wprowadzenie Kościoła do Nowego Porządku Świata; w ten sposób Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta. Konsekwencją tego jest zamieszanie wśród wiernych; jest to mysterium iniquitatis realizowane przez diabła” – podkreślił.

 Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Pach

==============

======================================

mail:

=====================

Watykan. Wykonawcy PROCESU.

Watykan. Wykonawcy PROCESU.

Dom smagany wiatrem; Malachi Martin, str. 98 i nn. Wyd. ANTYK

Powieść watykańska. O Trzeciej tajemnicy z Fatimy. [fragment dotyczy 1990 roku md]

————————————-

[z Archiwum. Wchodźcie sami, warto! MD]

===========================

Wydarzenia tego poranka poranka, wywołane telefonem z Sainte Baume, po raz kolejny utwierdziły kardynała w przekonaniu o całkowitej nieprzydatności obecnego papieża, jeśli chodzi o wprowadzenie Kościoła w nadchodzący Nowy Porządek Światowy. Kardynał pielęgnował w pamięci postać innego papieża, Dobrego papieża. Kościół potrzebował nowego papieża, który, podobnie jak dobry papież Jan, posiadałby nie tylko dojrzałość duchową, ale i zdolności dyplomatyczne, i nadzwyczajną mądrość tego świata. Mądrość. Oto był klucz do wszystkiego. Nie mając na to najmniejszej ochoty, Maestroianni musiał się jednak zajmować obecnym papieżem. Przynajmniej na razie. 0, doskonale rozumiał myśli tego człowieka, w każdym razie potrafił przewidzieć strategię papieskich działań, a następnie jak nikt inny przeciwdziałać ich skutkom pośród hierarchii.

Rozumiał przede wszystkim, że papież obarczony jest bagażem dawnych rzymskokatolickich wyobrażeń o Chrystusie i jego boskim królowaniu, o Królowej Maryi, o przeznaczeniu człowieka w trójkącie piekło ziemia niebo Papież dostrzegał poza siłami historii rękę Chrystusa jako Króla rodzaju ludzkiego oraz Zbawiciela ludzi od grzechu i mąk piekielnych.

W rzeczy samej kardynał Maestroianni bynajmniej nie uważał się za zdrajcę i odstępcę od Kościoła katolickiego. Był przeświadczony, że wiara, jaką uzyskał w kurczącym się obecnie bastionie starego Kościoła, została obecnie oczyszczona i oświecona, została zhumanizowana. Urealniona w konkretnych warunkach dwudziestego wieku. A ileż to rzeczy, które niegdyś uważał za oczywiste, okazało się jedynie elementami różnych okresów kulturowych, przez które przeszedł Kościół w swojej historii.

Ten bagaż przeszłości nie miał nic wspólnego z bieżącą sytuacją. Nie miał nic wspólnego z Procesem. Kardynał nauczył się rozumieć historię i zbawienie rodzaju ludzkiego w sposób, którego ten słowiański papież nigdy nie pojmie. Rozumiał, że kategorie myślenia, jakimi kierował się obecny i papież, nie powinny mieć najmniejszego wpływu na życie i funkcjonowanie Kościoła.

Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby on, Maestroianni, na konferencji helsińskiej 1975 roku zaczął mówić do prezydentów i ministrów spraw zagranicznych o św. Marii Magdalenie adorującej zmartwychwstałego Chrystusa, jak to właśnie czyni w Sainte Baume papież Polak. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wsadzono by go w kaftan bezpieczeństwa!

Albowiem prawdziwa rola Kościoła, jak to teraz wiedział, polegała na tym, by być jednym z graczy w warunkach szerszej ewolucji szerszego Procesu – którego słowiański papież najwyraźniej nie ogarniał. Chodziło o szeroki całkowicie naturalny proces, którego punktem początkowym było jasne rozpoznanie faktu, że najważniejszą przyczyną wszystkich nieszczęść rodziny ludzkiej nie było to, co ujmowano w prymitywnym pojęciu grzechu pierworodnego, lecz tylko i wyłącznie bieda, niedostatek i brak edukacji. Proces, który nareszcie uwolni ludzkość od tych kłopotów i wprowadzi harmonię między duchem ludzkim, Bogiem i Kosmosem. Kiedy się ten Proces zakończy i powstanie nowy polityczny porządek ludzkości, Kościół i świat będą stanowić jedno. Bo tylko wówczas Kościół będzie mógł zająć należne mu dumne miejsce w dziedzictwie ludzkości jako czynnik stabilizujący Nowy Porządek Świata. Jako prawdziwe i niezmącone lustro beztroskiej myśli Bożej. Kardynał bardzo żałował, że dobry papież tak szybko przeszedł do tego, 😮 sam dla siebie nazywał „zimnym milczeniem wieczności”.

A jeszcze bardziej Jego Eminencja żałował, że w ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego wieku przychodzi mu pracować z zacofanym papieżem, który nie jest w stanie zrozumieć prawdziwej mocy ukrytej za siłami historii. Z drugiej strony, skupiwszy w swoim ręku, jako watykański sekretarz stanu, maksimum władzy, Maestroianni użył całej machiny administracyjnej Kościoła rzymskokatolickiego, by skierować go na tory zbieżne z Procesem. Wszystko, co schodziło z biurka papieża, przechodziło przez gabinet sekretarza stanu. Jego władza dawała się odczuć we wszystkich dykasteriach watykańskich. Jego wola szanowana była przez narodowe i regionalne konferencje episkopatów na całym świecie. Gdyż w rzeczy samej wielu jego kolegów duchownych przeszło tę samą transformację mentalną, co on sam.

Zmiany we Mszy świętej?? Mówią o „celebracjach liturgicznych”. Grillo w akcji. Co planuje Watykan?

Zmiany we Mszy świętej?? Mówią o „celebracjach liturgicznych”. Grillo w akcji.

Co planuje Watykan?

https://pch24.pl/zmiany-we-mszy-swietej-co-planuje-watykan/

#Liturgia #Msza Święta #msza trydencka #papież #synodalność #Watykan

Stolica Apostolska planuje wprowadzenie zmian w katolickiej liturgii. Jakich? Chodzi podobno o to, aby stała się ona bardziej „synodalna” i „inkluzywna”. Ma być „przestrzenią spotkania” i „czerpania energii”. „Celebracje liturgiczne” mają pozwalać na „włączenie” tych, którzy są „wykluczeni” i redukować „protagonizm celebransa”, pozwalając na „prawdziwie aktywne uczestnictwo” wiernych. Co to może oznaczać w praktyce?

Transsubstancjacja… to nie dogmat?

W 2017 roku włoski liturgista, profesor Andrea Grillo z Papieskiego Uniwersytetu San’Anselmo w Rzymie napisał w mediach społecznościowych, że „transsubstancjacja nie jest dogmatem”, jako że „przeczy metafizyce”. Ktoś powie: opinia jednego z wielu liturgistów, w dodatku jakiegoś ewidentnego modernisty albo krypto-protestanta – czy warto się tym zajmować? Warto, jak najbardziej, bo prof. Grillo jest jednym z czołowych ideologów liturgicznych pontyfikatu obecnego papieża. To on na kilka lat przed ogłoszeniem Traditionis custodes zapowiedział, że Franciszek tylko „czeka na śmierć” Benedykta XVI, żeby „odwołać Summorum pontificum”. Grillo na długo zanim światło dzienne ujrzało motu proprio faktycznie spychające Mszę tradycyjną do narożnika, pisał też, jak powinna zostać uregulowana kwestia liturgii i jakie należy wprowadzić restrykcje… Cóż, nie był prorokiem – ale człowiekiem bezpośrednio zaangażowanym w prace na tym obszarze. Kiedy w styczniu 2021 roku papież przyjął wymuszoną wiekiem rezygnację kard. Roberta Saraha z urzędu prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, droga do uderzenia w liturgię trydencką stanęła otworem. Stery w Kongregacji przejął abp Arthur Roche (od 2022 roku kardynał), człowiek wielkiego elektora Jorge Marii Bergoglia, czyli kardynała Cormaca Murphy-O’Connora. To również jeden ze spadkobierców abp. Annibale Bugniniego, autora posoborowej „reformy” – kard. Roche nosi na palcu jego pierścień biskupi. Niższe funkcje w Kongregacji przejęli natychmiast ludzie związani z Anselmianum, a więc duchowni koledzy Grilla. Dlatego gdy profesor ogłosił w 2017 roku, iż „transsubstancjacja nie jest dogmatem”, część watykanistów – jak bezkompromisowy Marco Tosatti – ostrzegła: to dowód, że na ten temat rozmawia się w najbardziej wpływowych rzymskich kręgach liturgicznych.

Dobrze więc, ale dlaczego przypominać o tym właśnie teraz? Innymi słowy, jaki związek słowa Grilla o transsubstancjacji mogą mieć z rzeczywistymi planami watykańskimi? Cóż: fundamentalny, bo na gruncie trwającego od 2021 roku Synodu o Synodalności Kościół katolicki czekają duże zmiany – i to na wielu polach. Jednym z nich będzie właśnie liturgia, o czym pouczył nas skrzętnie przygotowany przez ekipę synodalnych rewolucjonistów Dokument Kontynentalny z 24 października 2022 roku. Chodzi o tekst, jaki opublikował Sekretariat Synodu na podstawie ankiet spływających z całego świata. Tekst ten stanowi podstawę debat biskupów i świeckich w ramach grup kontynentalnych, które mają w zasadniczy sposób ukierunkować późniejsze obrady dwóch Synodów Biskupów w Rzymie.

Teraz przyjrzymy się krótko zapisom Dokumentu Kontynentalnego na temat liturgii, by w dalszej części wyjaśnić, co może to oznaczać w praktyce i jaki jest związek tego tekstu z „antytranssubstancjalną” narracją profesora Grillo.

Dokument Kontynentalny. Treść

Kwestii liturgicznych dotyczą bezpośrednio punkty 88 – 97 Dokumentu Kontynentalnego. Podobnie jak w całym tekście – ani razu nie pada tam określenie „ofiara”; słowo „Msza” pojawia się tylko raz jeden – odnośnie Mszy świętej w rycie przedsoborowym (pkt. 92). Zamiast tego tekst mówi niemal wyłącznie o „celebracjach liturgicznych”. Jest to samo w sobie określenie dla Kościoła ostatnich dziesięcioleci zwyczajne. Trudno jednak nie zauważyć jego otwartości interpretacyjnej i istotowej podatności na zręczne modelowanie w kierunku założonym przez jakąś grupę ideologiczną.

Pkt 89 Dokumentu Kontynentalnego mówi, że „Eucharystia… jest źródłem i szczytem dynamizmu synodalnego w Kościele”. II Sobór Watykański nauczał, że jest „źródłem i szczytem” całego „życia chrześcijańskiego”. Teraz „życie chrześcijańskie” zostaje zamienione na „dynamizm synodalny”, choć konia z rzędem temu, kto potrafiłby tę frazę racjonalnie i kategorycznie wyjaśnić, nie popadając w mętną paplaninę, która nie ma żadnego właściwego i obiektywnego sensu.

Ten sam pkt 89 głosi, iż „celebracja liturgiczna i modlitwa są przeżywane jako siła jedności i mobilizacji energii ludzkich i duchowych. Dominuje pogląd, że modlitwa sprzyja radości życia i poczuciu wspólnoty, ponieważ jest postrzegana jako punkt odniesienia, miejsce siły i oaza spokoju”. Podobnie brzmi pkt. 97, gdzie na podstawie syntez urugwajskich czytamy:

„Wszystkie otrzymane wypowiedzi mówią o celebracjach jako przestrzeniach, które mogą oferować natchnienie i pomoc w przeżywaniu wiary w życiu osobistym, rodzinnym i zawodowym, w dzielnicy i w samej wspólnocie”.

Punkt 91 mówi z kolei o „synodalnym stylu celebracji liturgicznej”, który będzie pozwalał na „na aktywny udział wszystkich wiernych w przyjęciu wszystkich różnic, docenieniu wszystkich posług i uznaniu wszystkich charyzmatów”. Miałoby to oznaczać szersze dopuszczenie do „aktywności” liturgicznej osób świeckich; Dokument zaleca refleksję „nad liturgią, która jest zbyt skoncentrowana na celebransie” a także nad sposobami „aktywnego uczestnictwa świeckich” czy też nad „dostępem kobiet do ról ministerialnych”. „Celebracja liturgiczna” ma stać się „bardziej żywa”, tak, by uczestniczyła w niej „cała wspólnota liturgiczna”, tj. kapłani, świeccy, młodzież i dzieci.

Tak jak wskazano wcześniej, w punkcie 92 mowa o sytuacjach „konfliktowych” i stwarzających „napięcia”. W tym kontekście Dokument Kontynentalny wskazuje na takie kwestie jak „wspólne sprawowanie Eucharystii” z niekatolikami oraz przede wszystkim na „relację do obrzędów przedsoborowych”. Dokument zwraca uwagę, że „Eucharystia… nie może stać się powodem konfrontacji, ideologii, rozdźwięku czy podziału”.

Zgodnie z pkt. 93 istnieją „wady praktyki celebracji”, które – uwaga – „zaciemniają jej synodalną skuteczność”. Główną wadą ma być „liturgiczny protagonizm kapłana” oraz „bierność uczestników” jak i „dystans przepowiadania od konkretu życia” czy też niska jakość homilii.

Dalej czytamy o „niepokojących sytuacjach”, które wiążą się z „utrudnieniem” lub „uniemożliwieniem” dostępu do Eucharystii. Obok takich kwestii jak brak kapłanów lub „opłaty za dostęp do celebracji” (?) pojawiają się tutaj wątki… rozwodników w nowych związkach oraz poligamistów (pkt 94).

Kolejny punkt (95) przekonuje czytelnika o możliwości „zróżnicowania liturgii na korzyść celebracji Słowa czyli momentów modlitwy, które w centrum stawiają medytację nad tekstami biblijnymi”.

We wcześniejszych punktach, niedotyczących wprost liturgii, można było też przeczytać o „powszechnym wołaniu” o dopuszczenie kobiet do diakonatu oraz o pojawiających się głosach na rzecz kapłaństwa kobiet. Wskazano również na możliwość tworzenia „nowych posług” dla osób świeckich.

Omówienie krytyczne treści Dokumentu Kontynentalnego

Dokument Kontynentalny wskazuje tym samym na ogólny kierunek modyfikacji, jakie miałyby być wprowadzane w liturgii. W kontekście wcześniej prowadzonych w Kościele debat na temat możliwych zmian w tym zakresie można wskazać na następujące postulaty:

– postrzegania „celebracji eucharystycznych” w większym stopniu jako okazji do spotkania lokalnej wspólnoty (najpewniej kosztem charakteru ofiarnego Mszy);

– włączania do tej wspólnoty „celebracyjnej” także tych katolików, którzy żyją w niezgodzie z nauczaniem Kościoła lub zgoła osób, które wcale do Kościoła katolickiego nie należą (wątek ekumeniczny);

– odejścia od skupienia się na Sakramencie Ołtarza, który jest postrzegany przez niektóre grupy jako „wykluczający” (rozwodnicy, poligamiści, niekatolicy; również homoseksualiści, o których mówi Dokument Kontynentalny w innym punkcie – 51);

– zmniejszenia liturgicznej roli kapłana, który miałby być w kolejnych aktach liturgicznych zastępowany przez osoby świeckie, a zwłaszcza przez kobiety mające otrzymać możliwość zostawania co najmniej diakonisami;

– zwiększenia „aktywnego” i „radosnego” wymiaru liturgii kosztem wymiaru kontemplatywnego, dziękczynnego i ofiarnego;

– zaostrzania restrykcji nałożonych na Mszę świętą w rycie przedsoborowym, bo katolicy z nią związani są postrzegani jako „ideolodzy”, którzy „wprowadzają podziały”.

Jak to wszystko mogłoby wyglądać w praktyce? O tym za chwilę, ale najpierw przyjrzymy się „problemowi” Eucharystii.

Co z Eucharystią?

Wróćmy najpierw do twierdzenia profesora Grillo o rzekomej niedogmatyczności transsubstancjacji. Jak wiadomo, transsubstancjację odrzucają protestanci. Wiąże się to w ogóle z ich spojrzeniem na liturgię. Jak wiadomo, dla Marcina Lutra i innych nauczycieli pseudo-reformacji Msza święta jako Najświętsza Ofiara była „największym zgorszeniem”, czy zgoła – przepraszam za słownictwo, ale to język herezjarchów – „obrzydliwością papistowską” czy wręcz „bałwochwalstwem rzymskiego Antychrysta”. Uważali oni, że Msza nie jest Ofiarą, bowiem Jezus Chrystus złożył taką ofiarę raz jeden i na zawsze, stąd nie można jej powtarzać.

Nadto protestanci negowali i negują samą istotę sprawowania Najświętszej Ofiary składanej przez kapłana w osobie Chrystusa, bo negują kapłaństwo urzędowe. Ich zdaniem wszyscy członkowie wspólnoty ochrzczonych mają identyczny status kapłański, więc można mówić tylko o „przewodniku”, „głównym celebransie”, który został oddelegowany przez formalny dekret wspólnoty do szczegółowego udziału w czynnościach liturgicznych, ale mógłby w gruncie rzeczy zostać zastąpiony przez każdego innego uczestnika wspólnoty.

Wreszcie – i tu docieramy do sedna idei Grilla – według protestantów, nie ma transsubstancjacji. Marcin Luter odrzucał prawdę na ten temat, twierdząc, iż jest scholastycznym „absurdem” nauka Kościoła, iż pod postaciami eucharystycznymi obecny jest nasz Zbawiciel w tym sensie, iż postacie te zachowują przypadłości, ale tracą swoją substancję na rzecz substancji Ciała i Krwi Chrystusa. Luter nie wyjaśniał tego zbyt szczegółowo; dziś często pisze się w tym kontekście o konsubstancjacji, czyli o jednoczesnym współistnieniu substancji chleba i Ciała Pańskiego oraz wina i Krwi Pańskiej. Inni protestanci nie uznali nauki Lutra, przyjmując interpretację duchową (Kalwin) lub czysto symboliczną (Zwingli, Bucer, anglikanie). Dzisiaj większość światowych protestantów traktuje Eucharystię wyłącznie symbolicznie, idąc w tym za nauką zwingliańską, zwłaszcza w jej wersji anglikańskiej, spopularyzowanej później przez „kościoły” zielonoświątkowe, zwłaszcza te wyrastające z pnia metodystycznego. Tym samym dla wszystkich tych herezjarchów nauczanie Kościoła katolickiego jest błędne i gorszące, toteż nie chcieliby oni uczestniczyć we Mszy świętej (chyba, że mają to po prostu w głębokim poważaniu, jak na przykład protestanci w Niemczech, którym obojętnie jest, kto i kiedy rozdaje im „opłatki”).

Jesteśmy zatem w sytuacji, w której Msza święta Kościoła katolickiego bardzo silnie przeszkadza protestantom i nie pozwala na „postępy ekumeniczne”. Na tym jednak nie koniec: Msza święta wadzi też rozwodnikom, poligamistom, homoseksualistom i innym, którzy nie mogą przyjmować Komunii świętej, bo nie chcą żyć w zgodzie z nauką Kościoła.

Nowe nabożeństwa?

Stąd wydaje się możliwe i na gruncie pseudo-logiki rewolucyjnej w pełni uzasadnione, by utworzyć nowe synodalne nabożeństwa, które nie będą nikogo wykluczały. Odrzucenie nauki o transsubstancjacji jest mimo wszystko mało prawdopodobne, bo została z całą mocą wyłożona przez Sobór Trydencki, pod groźbą ekskomuniki dla każdego, kto by ją negował (co z Grillem?). Dlatego rozwiązaniem zadowalającym stronę rewolucyjną może być wprowadzenie nowego synodalno-ekumeniczno-inkluzywnego nabożeństwa, które:

– nie zachowa Eucharystii, albo Eucharystia będzie jedynie na marginesie „dla chętnych” już po nabożeństwie;

– nie będzie w niej kapłana, a jedynie przewodnik spotkania, dowolnej płci czy orientacji seksualnej;

– w centrum stać ma czytanie Pisma Świętego oraz nowatorskie obrzędy podkreślające „celebrację wspólnotowości”;

– obrzęd nie będzie wykluczać nikogo tak, aby tworzyć prawdziwie inkluzywną „dynamikę synodalną”.

A może zmiany we Mszy świętej?

W gruncie rzeczy stworzenie takiego nabożeństwa nie byłoby jeszcze najgorszym, co może nas spotkać. Oczywiście, stanowiłoby tragedię i niejednokrotnie prowadziłoby najpewniej do wielkich zgorszeń. Zachowana zostałaby jednak pewna jasność: tu jest katolicka Msza święta, a tu synodalno-inkluzywne spotkania celebracyjne. Pozwalałoby to katolikom na dystansowanie się od wynalazków środowisk rewolucyjnych i w miarę spokojne uczestnictwo we Mszy.

Nie można jednak wykluczyć, że plan jest bardziej „ambitny”, to znaczy obliczony na przekształcenie samej Mszy. Nie wiadomo obecnie nic na temat opracowywania jakichś nowych ksiąg liturgicznych, a zwłaszcza nowego Mszału, który moglibyśmy nazwać, antycypując – Mszałem Rzymsko-Synodalnym. Nie, takich informacji nie ma. Są za to konkretne zmiany. Po pierwsze, wskutek decyzji papieża Franciszka do kilku posług liturgicznych zostały dopuszczone kobiety – jako akolitki i lektorki. Na gruncie Synodu o Synodalności jest możliwe wprowadzenie dodatkowo diakonatu kobiet, a ponadto – zupełnie nowych posług. Sprawią one, że zachowany będzie, by tak rzec, znany nam schemat instytucjonalno-formalny liturgii, ale dokonana zostanie przy tym subwersywna wymiana treści. Będziemy mieć zatem osoby świeckie obojga płci i w różnym w wieku wykonujące rozmaite czynności, które dotąd sprawowali wyłącznie kapłani.

Niewykluczone są jednak również inne modyfikacje, bardziej strukturalne. Od 2020 roku pracuje specjalna komisja liturgiczna, która opracowuje nowy ryt – dla Amazonii. Wydaje się, że ten ryt może być eksperymentem mającym pokazać sposób nowej „inkulturacji” liturgii. Nie chodzi o to, byśmy mieli na Mszy świętej (czy na „celebracjach liturgicznych”) biegać w pióropuszach i oddawać hołd duchom przodków; raczej o to, by zaszczepić liturgii zasadę głębokiego czerpania z lokalnej kultury. W efekcie można byłoby zaakceptować – na przykład – liturgiczne błogosławienie związków jednopłciowych w Belgii, Holandii czy Niemczech (a może kiedyś i w Polsce?), bo to przecież odpowiada „lokalnej kulturze”. I tak dalej.

Czy tak musi być?

Powstaje pytanie: czy te lub inne zmiany w liturgii są nieuchronne? Wydaje się, że o ile możemy zastanawiać się nad skalą i kierunkiem poszczególnych zmian, to nie ulega wątpliwości sam fakt podjęcia dążeń do jakiejś przebudowy liturgii. Jak to się wyrazi, pozostaje otwartym, choć kierunki starałem się wyżej zarysować. W związku z tym istnieje poważne niebezpieczeństwo, że wielki chaos liturgiczny, który pojawił się w Kościele katolickim po 1970 roku, nie był bynajmniej ostatnim aktem bitwy o tradycję modlitwy Kościoła. Czekają nas kolejne, może ostrzejsze jeszcze trudności. Ktoś mógłby na to odpowiedzieć: dobrze, ale to problem tych, którzy chodzą na „posoborową” Mszę; na Vetus Ordo takich kłopotów nie ma. Bezpośrednio, tak – ale chcemy przecież jedności w Kościele. Dlatego to problem wszystkich bez wyjątku katolików – problem, a zarazem zadanie.

Paweł Chmielewski

Zagadka „znikającego” papieża. To Leon II (682-683). Ks. Bugnini w akcji…

Zagadka „znikającego” papieża. To Leon II (682-683). Ks. Bugnini w akcji…

Dr Carol Byrne

https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f173_Dialogue_89.htmKiedy kalendarz na rok 1960 został opublikowany przez papieża Jana XXIII, z niewyjaśnionych przyczyn zabrakło w nim jednego z jego świętych poprzedników: Leona II (682-683), którego święto przypadało na dzień 3 lipca. Jaki pretekst mógłby usprawiedliwić usunięcie papieża o nieskazitelnej ortodoksji, którego Liber Pontificalis (Księga Papieska) opisuje jako „człowieka o wielkiej elokwencji, kompetentnego w Piśmie Świętym, biegłego w języku greckim i łacińskim, odznaczającego się śpiewem i psalmodią”? (1)

Tajemnica jest tym większa, gdy weźmiemy pod uwagę, że ten wybitny papież został  usunięty z Kalendarza Ogólnego przez jednego ze swoich następców,  bez żadnego uzasadnienia.

W żaden sposób nie można było w tym przypadku zastosować fabrykowanych przez ks. Bugniniego kryteriów  świąt do postaci Św. Leona II. Tym razem nie było mowy o dublowaniu: Było to jedyna uroczystość Św. Leona II w kalendarzu. Nie można też było go odrzucić z powodu „niehistoryczności”: Panowanie papieża Leona było dobrze udokumentowane, a jego pisma zachowane.Każda próba zniesienia święta z powodu „braku uniwersalnego znaczenia” (kolejny pretekst Bugniniego do użycia topora wojennego) byłaby skazana na niepowodzenie: Zatwierdzenie przez papieża Leona, decyzji VI Soboru Ekumenicznego (680-681) dotyczyło kwestii doktrynalnych, które pozostały wiążące dla wszystkich przyszłych papieży.Sytuacja wymagała oczywiście wykorzystania całej pomysłowości Bugniniego i zastosowania techniki, w której był szczególnie uzdolniony – zręczności ręki, która zwodzi oko.

Zabawa w „liturgiczne” krzesła

Plan zakładał, że 3 świętych – Leon II, Ireneusz i Tomasz Apostoł – będą rywalizować o 2 daty w kalendarzu: 28 czerwca i 3 lipca, przy czym tylko jeden święty mógł zajmować któryś z tych dni.Przed rokiem 1960, 28 czerwca był uroczystością Św. Ireneusza (2), a 3 lipca Świętego Leona II. (3) Ale w reformie z 1960 r. Św. Ireneusz został przeniesiony na 3 lipca pod pretekstem, że 28 czerwca (Wigilia św. Piotra i Pawła) powinien pozostać wolny, więc Św. Leon został całkowicie wyparty.Jednak w 1969, bez wyraźnej przyczyny, Ireneuszowi przywrócono 28 czerwca, co pokazuje, że nie było potrzeby, aby to święto w ogóle przenosić, natomiast Leonowi (który był już wtedy taktownie zapomniany przez większość ludzi) nie przywrócono 3 lipca. Zamiast tego, przydzielono ten dzień Tomaszowi Apostołowi, który został przeniesiony ze swojej tradycyjnej daty, 21 grudnia.

W efekcie okazało się, że Leon II został na stałe pozbawiony swojego miejsca w kalendarzu, co było stratą dla Kościoła, w dużej mierze w tamtych czasach niezauważoną. Kto teraz obchodzi święto Św. Leona II, albo nawet wie, że największym osiągnięciem jego pontyfikatu było potwierdzenie pośmiertnej ekskomuniki papieża Honoriusza I za współudział w herezji? (4) Pozostaje pytanie, dlaczego Św. Leon musiał zostać usunięty z Kalendarza?

Kiedy przychodzi nam zbadać tło reform z 1960 r., widzimy, że Św. Leon II był już przegrany w grze o „liturgiczne” krzesła, jeszcze zanim zaczęła grać muzyka.

W obronie papieża Leona II

Ale najpierw kilka słów o Leonie II. Wykluczając Honoriusza z Kościoła przy poparciu Soboru Ekumenicznego, papież Leon II wypełniał po prostu najwyższy obowiązek Urzędu Piotrowego czyli utrzymanie nadprzyrodzonej jedności Wiary w całym Kościele dla dobra dusz. Ponieważ zbawienie dusz jest przyczyną powstania i istnienia Kościoła, żaden papież, który nie podejmuje skutecznych kroków przeciwko tym, którzy szerzą błędy doktrynalne, nie może być uznany za wypełniającego obowiązki swojego urzędu. (5)

Taki był zarzut wobec papieża Honoriusza – zaniedbanie obowiązków. Został on obłożony anatemą przez Szósty Sobór Ekumeniczny i przez papieża Leona II, nie za to, że sam nauczał herezji, ale za bierne przyzwolenie i niewykorzystanie swojej władzy do jej stłumienia. Mówiąc słowami papieża Leona II, „nie uświęcił  Kościoła apostolskiego nauczaniem Tradycji apostolskiej, ale bluźnierczą zdradą pozwolił na splamienie jego czystości.” (6)Werdykt ten potwierdził teolog i Doktor Kościoła, Św. Alfons Liguori. (7)

Różnica między Leonem II a Janem XXIII

Różnica polega z jednej strony na solidnej, tradycyjnej odmowie Leona II tolerowania tych, którzy szerzyli herezję lub pozwalali jej zakorzenić się w Kościele, a z drugiej strony na radykalnie zmienionej teologii rządów papieskich Jana XXIII (miękkie podejście  do błędu). Jan XXIII w przemówieniu otwierającym Sobór oświadczył, że Kościół „woli dziś korzystać z lekarstwa miłosierdzia, niż z oręża surowości” i postępować „wykazując słuszność swego nauczania, a nie wydając potępienia.”

Romano Amerio, znany komentator o SW II, zauważył, że to stanowisko dotyczące błędu doktrynalnego było „zdecydowaną nowością i jest otwarcie głoszone jako nowe podejście  Kościoła.” (8)To podejście było odejściem od autentycznej nauki i praktyki katolickiej. Nowość polegała na przedstawieniu potępienia błędu – i ukarania jego sprawców – jako sprzecznego z miłosierdziem. Ponieważ jednak misją Kościoła jest walka ze złem i ratowanie dusz przez nawrócenie ich do Prawdy, potępienie błędu przez papieża Leona II było samo w sobie uczynkiem miłosierdzia – w istocie jednym z siedmiu Uczynków  Miłosierdzia względem duszy.

Romano Amerio, powtarzając odwieczne nauczanie Kościoła, zaznaczył: „Do utrzymania prawdy potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze: usunąć błąd ze sfery doktrynalnej, co dokonuje się przez obalenie błędnych argumentów i wykazanie, że nie są one przekonujące. Po drugie: usunąć osobę tkwiącą w błędzie, czyli pozbawić ją urzędu, co dokonuje się aktem władzy kościelnej.” (9)Ta rozbieżność między dwoma papieżami pokazuje, do jakiego stopnia „nowa teologia” SW II jest nie do pogodzenia z tradycyjną obroną doktryny katolickiej, której przykładem był papież Leon II.

Papieże SW II miękko traktują herezje

Papież Paweł VI ubolewał nad masową i otwartą niezgodą Hierarchii na nauczanie Magisterium. Mimo tego, odstępcy wśród biskupów, księży, teologów i profesorów seminariów zostali pozostawieni na swoich miejscach, by dalej publicznie krytykować i podważać nauczanie Kościoła, i prowadzić niezliczone dusze na manowce.

Amerio wyjaśnił, jak papież Paweł VI radził sobie z tymi, którzy odrzucali Magisterium: „Paweł VI wolał wygłaszać przemówienia i ostrzeżenia, które przypominały ludziom o ich obowiązkach bez potępiania ich, uświadamiały im coś bez nakładania na nich obowiązku, dawały wskazówki bez nalegania na ich przestrzeganie.” (10

)Większości katolików umyka dziś, że niechęć papieża do stosowania kar wobec dysydentów jest częściowym powodem, dla którego trwali oni w swoich błędach.Wszystkie dowody wskazują na to, że nowa polityka unikania dyscyplinowania i usuwania dysydenckich duchownych, przyniosła następujące skutki:

– Dała winowajcom jednoznaczny sygnał, że pozostaną bezkarni; – Doprowadziło to do ignorowania autorytetu przez tych, którzy są zobowiązani do posłuszeństwa wobec niego;

– Doprowadziło to do kompromitacji władzy;

– Zapoczątkowało to panowanie liberalizmu w teologii dogmatycznej i moralnej;

– W sprawach dogmatycznych i moralnych zapanowała anarchia.Przed SW II, popieranie herezji przez papieża było uważane za wykroczenie podlegające ekskomunice. (11)

Ale od tego czasu, w niezliczonych przypadkach, papieże nagradzali postępowców, a ignorowali lub nawet potępiali obrońców Wiary katolickiej.

Usunięcie Leona II

Kwestią leżącą u podstaw wyrzucenia papieża Leona z Kalendarza jest zmieniona koncepcja papiestwa. Ten papież z VII wieku nie tylko upominał, ale podejmował zdecydowane działania przeciwko źródłom herezji i jej rozprzestrzenianiu, nie oszczędzając jednego ze swoich poprzedników. Był więc „znakiem sprzeciwu”, bezpośrednim afrontem wobec papieży SW II, którzy pozwolili mrowiu herezji wtargnąć do Kościoła i zamieszkać w nim – a wszystko to w imię ekumenizmu, wolności religijnej i kolegialności.

Wraz ze zniknięciem ze sceny liturgicznej Św. Leona II, mało kto dostrzega dziś związek między widoczną wokół nas zapaścią dogmatyczną i moralną a nieudolnością współczesnych papieży w skutecznym radzeniu sobie z kryzysem.W tej nowej sytuacji trzeba dokonać wyboru. Czy jesteśmy za wiarą katolicką, czy przeciwko niej? Czy jesteśmy za przeciwstawieniem się Honoriuszowi (i jego współczesnym odpowiednikom), czy za pozwoleniem im na utrwalanie błędu i herezji? Czy jesteśmy za obroną Kościoła, czy za ugodą z tymi, którzy chcą go zniszczyć? Nie ma tu żadnej możliwej drogi pośredniej. To właśnie tutaj wisi miecz Św. Michała Archanioła.

c.d.n.

===========================================================

Dr Carol Byrne tłum. Sławomir Soja

1. „Vir eloquentissimus, in divinis Scripturis sufficienter instructus, greca latinaque lingua eruditus, cantelena ac psalmodia praecipuus”. Zob. Louis Duchesne (red.), Le Liber Pontificalis, Paris, 1886-1892, t. 1, s. 3592. 

=================================

2. Tak było dopiero od 1921 roku, kiedy papież Benedykt XV rozszerzył jego święto (wcześniej obchodzone w Lyonie) na Kalendarz Ogólny. Według Martyrologium Rzymskiego,  28 czerwca był tradycyjnie uroczystością Św. Leona II w Rzymie.

3. Jak na ironię, 3 lipca (1982) był dniem śmierci arcybiskupa Bugniniego. W obecnym stanie Kościoła nie jest wykluczone, że pewnego dnia zostanie on „kanonizowany” i że ta data stanie się świętem „świętego Annibale”.

4. Była to herezja monoteletycka, która powstała wśród patriarchów Konstantynopola w VII wieku. Uznawali oni ortodoksyjną naukę o dwóch naturach Chrystusa (boskiej i ludzkiej), ale ich doktryna, że miał On tylko jedną wolę, wspólną dla obu natur, została potępiona jako heretycka przez VI Sobór Ekumeniczny w 681 roku.

5. O tym, jak poważnie Kościół traktował  Urząd Piotrowy, mogą świadczyć słowa poprzednika papieża Leona, papieża Św. Agatona (678-681), który zwrócił się do VI Soboru Ekumenicznego w ten sposób:”Biada mi, jeśli zaniedbam głoszenie prawdy mojego Pana, którą oni [papieże rzymscy] głosili ze szczerością. Biada mi, jeśli prawdę tę zakryję milczeniem… Co powiem na  przyszłym Sądzie samego Chrystusa, jeśli się tutaj zawstydzę (czego niech Bóg broni!) głoszenia  Prawdy Jego słów? Jaki pożytek będę miał dla siebie, jaki dla dusz mi powierzonych, gdy On zażąda ścisłego rozliczenia się z otrzymanego urzędu?”

6. Napisał też do biskupów hiszpańskich, obwiniając Honoriusza o to, że nie ugasił, jak przystało na jego apostolski autorytet papieża, płomieni heretyckiej doktryny na początku, ale podsycał je przez swoje zaniedbania.Warto zauważyć, że jeden z poprzedników Leona II, papież Marcin I (649-655), zginął śmiercią męczeńską z rąk cesarza bizantyjskiego Konstansa II za to, że bronił Kościoła przed herezją monoteletycką, której zwalczania odmówił papież Honoriusz.

7. Św. Alfons stwierdził: „Honoriusz ma wszelkie prawo być oczyszczony z herezji monoteletyckiej, ale mimo to został słusznie potępiony przez Sobór, jako sprzyjający heretykom i za swoje zaniedbania w tłumieniu błędu”. Zob. The History of Heresies, and their Refutation, or the Triumph of the Church, 2 vols., Dublin: James Duffy, 1847, t. 1, s. 199.

8. Romano Amerio, Iota Unum: A Study of Changes in the Catholic Church in the 20th Century, Angelus Press, 1999, s. 80.

9. Tamże, s. 14510. Tamże, s. 14611. Św. Alfons Liguori zgodził się, że papież Honoriusz „został bardzo słusznie potępiony [przez Leona II], gdyż zarówno zwolennicy herezji, jak i jej autorzy są w równym stopniu winni.” (The History of Heresies, and their Refutation, or the Triumph of the Church, s. 194)

Nieważne zniesienie kary dla masonów przez Jana Pawła II – i konsekwencje 

BKP: Nieważne zniesienie kary dla masonów przez Jana Pawła II i konsekwencje 

wideo: http://vkpatriarhat.org/pl/?p=19882  https://emeritus-puspokok.wistia.com/medias/zsemp6nzin

https://rumble.com/v1oriir-mason.html  cos.tv/videos/play/39759252086625280

bitchute.com/video/750B6i7SeVf7/

Jan Paweł II w 1983 roku potwierdził zmiany w kodeksie, a tym samym przyjął do Kościoła masonów. Zwłaszcza we Włoszech jest ich dużo. Zniesienie ekskomuniki kościelnej było przestępstwem nie tylko przeciwko Kościołowi, ale także przeciwko samym masonom. Jan Paweł II w ten sposób zablokował im drogę do prawdziwej pokuty, czyli wiecznego zbawienia. Wielu masonów żyje w złudzeniu, że mogą teraz uważać się za katolików, mimo to, że swoje dusze podczas wstępnej masonskiej inicjacji zaprzedali diabłu. W rezultacie należy im również odmówić pochówku katolickiego. Dziś masoni już kontrolują Watykan głównie przez swojego powiernika, pseudopapieża Francisa Bergoglio.

Jeśli któryś z masonów chce ratować swoją duszę i nie chce iść do piekła, czyli do wiecznego cierpienia, które nigdy się nie kończy, musi prawdziwie pokutować, a zatem musi wiedzieć, że decyzja Jana Pawła II jest nieważna. W godzinie śmierci i przed sądem Bożym nie pomoże mu odwoływanie się na ten fałszywy dokument.

 Masońska organizacja wymaga od swoich członków poszczególnych stopni inicjacji. W pewnym stopniu musi już wyraźnie wyrzec się Chrystusa i poświęcić się diabłu. Dlatego wszystkich masonów nadal dotyczy kara ekskomuniki latae sententiae. Jednocześnie sprowadzili na siebie Bożą anatemę, czyli wykluczenie z Mistycznego Ciała Chrystusa. Boża anatema (Ga 1:8-9) spada za głoszenie lub przyjmowanie innej ewangelii niż tą, którą głosił Chrystus i posłał głosić apostołów.

Antyewangelia masonów zaprzecza zbawczej wierze w jej istocie, a jednocześnie zaprzecza podstawom zasad moralnych i przykazań Bożych. Nie jest możliwe zjednoczenie drogi, prowadzącej do wiecznej zagłady, z drogą Chrystusowej Ewangelii, która prowadzi do życia wiecznego. To absolutny nonsens. Ta organizacja czci i służy innemu bogu, a w rzeczywistości diabłu.

Każdy z jej członków, jeśli nie będę w porę pokutować i umrze w zatwardziałości, będzie wiecznie potępiony. To stwierdzenie opiera się na samej istocie Ewangelii. Z tego słowa w godzinie śmierci będzie sądzony każdy ochrzczony i nieochrzczony mason. Jezus do każdego z nich teraz wypowiada swoje wiecznie ważne słowo: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13,3).

Przez to, że Jan Paweł II zdjął ekskomunikę na masonów, popełnił rażącą zbrodnię przeciwko istocie Ewangelii. Powszechnie wiadomo, że każdy mason przy wstąpieniu do tej organizacji pozwoli położyć na szyję miecz. Symbolizuje to, że za wierność antyboskiej nauce i programowi jest gotów stracić sumienie, zaprzeczyć zdrowym zasadom rozumu, a nawet poświęcić swoje życie. Jeśli nie dotrzyma obietnicy, wie, że ta organizacja zajmie się jego moralną lub fizyczną likwidacją.

Przyłożenie miecza do szyi – to gest związany z przysięgą. Podczas niej każdy mason sam siebie przeklina za możliwą zdradę przysięgi. Jest to gest antychrztu, czyli publiczne wyrzeczenie się jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Można to porównać do antychrztu cesarza Juliana Apostaty (IV wiek), który kazał wylać na siebie krew byka. Droga powrotna nie jest łatwa, nawet jeśli dana osoba w momencie składania przysięgi nie była w pełni świadoma konsekwencji. Jeśli chodzi o pokutę, nie wystarczy tylko słowem wyrzec się ducha i programu tej organizacji, ale należy wykonać odpowiedni anty-gest, w obecności przynajmniej dwóch świadków.

Były mason, który pokutuje, musi liczyć się z tym, że diabeł i jego słudzy będą również usiłować o jego fizyczną śmierć. Musi to potraktować poważnie jako część prawdziwej pokuty, która zapewni mu wieczne zbawienie, czyli życie wieczne i zbawienie od wiecznych mąk w piekle.

Nie mówimy tutaj o wyższych inicjacjach, kiedy mason de facto staje się medium demonów i diabła i nie jest już w stanie, być może z pewnymi wyjątkami, czynić pokutę. Taka osoba jest już żyjącym kandydatem piekła, której celem jest zaciągnąć do niego jak największą liczbę dusz.

Czyli fakt, że Jan Paweł II odwołał ekskomunikę kościelną na masonów poprzez tzw. poprawkę w nowym kodeksie, jest ze strony tego papieża wielką zdradą. W dniu jego tak zwanej beatyfikacji, 1 maja 2011 r., na niego była pośmiertnie ogłoszona Boża anatema za jego zbrodnie przeciwko Ewangelii Chrystusa, a zwłaszcza za jego odstępcze gesty w Asyżu w 1986 r.

A co do masonów: błagamy, zejdźcie z tej drogi, prowadzącej do wiecznej zagłady! Niech każdy z was osobiście uświadomi sobie, że ma nieśmiertelną duszę. My nie chcemy, żeby twoja dusza skończyła w piekle.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr              + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

Nieważne zniesienie kary dla masonów przez Jana Pawła II i konsekwencje

vkpatriarhat.org/en/?p=22038  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9026  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=15439  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12188  /español/

vkpatriarhat.org/pg/o-levantamento-nulo-e-sem/  /português/

———————————————-

Zapisz się do naszego newsletter  bit.ly/3PJRfYs

Kościół i masoneria. Dlaczego Watykan dialoguje z wolnomularstwem? „Drodzy bracia masoni”.

Kościół i masoneria. Dlaczego Watykan dialoguje z wolnomularstwem? „Drodzy bracia masoni”. Chmielewski w „Na Straży”

https://pch24.pl/kosciol-i-masoneria-dlaczego-watykan-chce-dialogowac-z-wolnomularstwem-chmielewski-w-na-strazy/

Jak wyglądają współczesne relacje Kościoła katolickiego z masonerią? Nie są bynajmniej wrogie; wprost przeciwnie. O szczegółach wydarzeń rozgrywających się za pontyfikatu papieża Franciszka mówił w programie PCh24 TV „Na Straży” red. Paweł Chmielewski.

Paweł Chmielewski wyszedł od pozornie zaskakującego spotkania, do którego doszło 27 września 2022 roku w mieście Terni niedaleko Rzymu. Otwierano wówczas z celebrą nowe wejście do siedziby Wielkiego Wschodu Włoch. W ceremonii uczestniczył ordynariusz miejsca, bp Francesco Soddu. Było to tak naprawdę jedynie jednym z wielu katolicko-masońskich spotkań, które odbywają się w ostatnich latach.

Kościół katolicki w XVIII wieku jednoznacznie potępił masonerię. Jej złowrogie cele względem Kościoła opisał szczególnie precyzyjnie papież Leon XIII w encyklice Humanum genus. W Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1917 roku za przynależność do masonerii przewidywano ekskomunikę. Niestety, ta jasna postawa zaczęła zmieniać się po II Soborze Watykańskim. Papież Paweł VI, mówił red. Chmielewski, ogłosił w encyklice Ecclesiam suam z 1964 roku wejście na drogę dialogu – i dialog ten objął również masonerię. Na gruncie tego dialogu w 1980 roku biskupi z Niemiec wydali dokument, w którym z jednej strony pisali o niezgodności masonerii z katolicyzmem, ale z drugiej zachęcili do współpracy na kilku płaszczyznach.

Za pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI ten dialog z masonerią nie był rozwijany. To zmieniło się za pontyfikatu papieża Franciszka.

Jak podkreślił red. Chmielewski, w 2016 roku ogłoszona została tzw. doktryna Ravasiego. Chodzi o wizję, którą zaprezentował kard. Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury w latach 2007 – 2022. Ravasi opublikował artykuł pt. „Drodzy bracia masoni”, w którym zachęcił do współpracy katolicko-masońskiej. Kardynał oparł się w dużej mierze na dokumencie niemieckich biskupów z 1980 roku. Wskazał dodatkowo na trzy szczególne płaszczyzny współpracy: kwestię wolności sumienia, równości praw, teistycznej wiary w Boga. Jak powiedział red. Paweł Chmielewski, widać, że ta doktryna jest bardzo bliska papieżowi Franciszkowi. Choćby w jego encyklice Fratelli tutti z 2021 roku, która nosi przecież tytuł przez wielu interpretowany jako utrzymany w duchu masońskim, obecne są w centrum właśnie te kwestie: wolności sumienia człowieka, równości praw i wiary w Boga, niekoniecznie chrześcijańskiej. Encyklika jest bowiem pisana w kluczu dialogu międzyreligijnego.

Można, oczywiście, na różne sposoby tłumaczyć te zbieżności. Red. Chmielewski przypomniał jednak, iż jest faktem, że w latach 70. Środowiska masońskie bardzo intensywnie operowały na Watykanie, choćby w obszarze bankowości; dobrze znana jest historia zaangażowania loży Propaganda Due w prace Banku Watykańskiego i w Banco Ambrosiano. Przypomniał też, że wiarygodne doniesienia takich księży, jak choćby ks. Charles T. Murr, wskazują na przynależność do masonerii niektórych wysoko postawionych hierarchów w latach 60. i 70.; tu wymienia się zwykle abp. Annibale Bugininiego oraz kard. Sebastiano Baggia.

Zdaniem red. Pawła Chmielewskiego należy mieć nadzieję, że następca papieża Franciszka wróci do jednoznacznie antymasońskiej linii poprzednich papieży, nie kontynuując linii „dialogu” zadekretowanej przez Pawła VI i kontynuowanej przez obecnego Ojca Świętego.

Więcej w programie.

Źródło: PCh24 TV

Pogański papa: Wołanie Matki Ziemi, nawrócenie ekologiczne i modlitwa za COP27. Nowe orędzie Franciszka

Nowe orędzie Franciszka

https://pch24.pl/wolanie-matki-ziemi-nawrocenie-ekologiczne-i-modlitwa-za-cop27-nowe-oredzie-franciszka/

Zachęcając do „wsłuchania się w głos stworzenia” oraz „gorzki krzyk matki Ziemi”, papież Franciszek wzywa do podjęcia wyzwań jakie stwarza „nawrócenie ekologiczne”, zarówno w obszarze indywidualnym jak i wspólnotowym, poprzez wspieranie ONZ-owskich agend skupionych na problemie globalnego ocieplenia.

Na stronie Projektu Caritas Laudato Si opublikowano orędzie Franciszka na obchody Światowego Dnia Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego 1 września 2022 r. „Jeśli uczymy się słuchać głosu stworzenia, to zauważamy w nim swoisty dysonans. Z jednej strony jest to słodka pieśń wychwalająca naszego umiłowanego Stwórcę, z drugiej zaś gorzki krzyk, który żali się przez nasze ludzkie złe traktowanie” – zauważa papież.

„Słodka pieśń stworzenia zaprasza nas do praktykowania duchowości ekologicznej(Enc. Laudato si’, 216), wrażliwej na obecność Boga w świecie przyrody. Jest to zachęta do oparcia naszej duchowości na „miłującej świadomości, że nie jesteśmy odłączeni od innych stworzeń, tworząc z innymi istotami wszechświata wspaniałą powszechną komunię” (tamże, 220). Szczególnie w uczniach Chrystusa, takie wspaniałe doświadczenie wzmacnia świadomość, że „wszystko przez Niego się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” ( J 1, 3). W tym Czasie dla Stworzenia podejmijmy na nowo modlitwę w wielkiej katedrze stworzenia, ciesząc się „wzniosłym chórem kosmicznym” [2] niezliczonych stworzeń wyśpiewujących Bogu chwałę” – zachęca.

Jak podkreśla Franciszek, „tej słodkiej pieśni” towarzyszy jednak „gorzkie wołanie”.

„Jako pierwsza woła nasza siostra matka Ziemia. Zdana na łaskę naszych konsumpcyjnych ekscesów, jęczy i błaga nas o zaprzestanie naszych nadużyć i jej niszczenia. Następnie wołają różne stworzenia. Zdane na łaskę despotycznego antropocentryzmu (Laudato si’, 68)” – przekonuje.

W proteście wołają do nieba również najbardziej dotknięci skutkami kryzysu klimatycznego „najubożsi spośród nas”, „bracia i siostry” z rdzennych narodów oraz „zagrożona krótkowzrocznym egoizmem” strajkująca młodzież.

„Słysząc te gorzkie wołania, musimy okazać skruchę i zmienić szkodliwe style życia i mechanizmy” – podkreśla Franciszek, odnosząc ewangeliczne wezwanie do nawrócenia nie tyko do zmiany relacji z Bogiem i drugim człowiekiem, ale również i Stworzeniem. Co więcej, w opinii papieża „stan degradacji naszego wspólnego domu zasługuje na taką samą uwagę jak inne globalne wyzwania, takie jak poważne kryzysy zdrowotne czy konflikty zbrojne”.

Dlatego walka z globalnymi wyzwaniami wymaga nie tylko indywidualnych zmian w życiu osobistym, ale również zaangażowania na poziomie wspólnotowym.

„W tej perspektywie, do zaangażowania się wezwana jest również wspólnota narodów, zwłaszcza podczas spotkań Organizacji Narodów Zjednoczonych, poświęconych zagadnieniom środowiskowym, w duchu jak największej współpracy” – podkreśla, wskazując na zbliżające się szczyty klimatyczne COP27 w Egipcie i poświęcony bioróżnorodności COP15 w Kanadzie.

Jednak „osiągnięcie celu paryskiego, jakim jest ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5°C, jest sporym wyzwaniem i wymaga odpowiedzialnej współpracy między wszystkimi narodami”. Papież wymienia konkretnie „przestawienie” wzorców konsumpcji i produkcji, a także stylu życia, w kierunku bardziej szanującym stworzenie i integralny rozwój ludzki wszystkich narodów obecnych i przyszłych, rozwój oparty na odpowiedzialności, roztropności/przezorności, solidarności i trosce o ubogich i o przyszłe pokolenia”.

Przekonując o niezmazywalności „długu ekologicznego” narodów bogatszych gospodarczo, które „w ostatnich dwóch stuleciach najbardziej powodowały zanieczyszczenie”; papież, wraz z wspólnotą międzynarodową wymaga od nich „podjęcia ambitniejszych kroków zarówno podczas COP27, jak i COP15”.

„Pociąga to za sobą, oprócz zdecydowanych działań w obrębie ich granic, dotrzymanie obietnic, dotyczących wsparcia finansowego i technicznego dla krajów uboższych gospodarczo, które już teraz ponoszą większy ciężar kryzysu klimatycznego” – podkreśla.

W tym Czasie dla Stworzenia módlmy się, aby szczyty COP27 i COP15 mogły zjednoczyć rodzinę ludzką (por. tamże, 13) dla zdecydowanego zmierzenia się z podwójnym kryzysem: związanym z klimatem i zmniejszeniem różnorodności biologicznej. Przypominając zachętę św. Pawła, aby radować się z tymi, którzy się radują i płakać z tymi, którzy płaczą (por. Rz 12, 15), płaczmy z gorzkim krzykiem stworzenia, słuchajmy go i odpowiadajmy czynami, abyśmy my i przyszłe pokolenia mogli nadal radować się słodkim śpiewem życia i nadziei stworzeń” – papież konkluduje swoje przesłanie.

Źródło: laudatosi.caritas.pl PR

How Pope Francis’s Canadian Trip Undermines the Catholic Concept of the Missions

July 27, 2022 | John Horvat II  https://www.tfp.org/how-pope-franciss-canadian-trip-undermines-the-traditional-catholic-concept-of-the-missions/?PKG=TFPE22253

Pope Francis’s trip to Canada frames American Indian missionary work as an instrument of European oppression and the suppression of tribal cultures.

How Pope Francis’s Canadian Trip Undermines the Traditional Catholic Concept of the Missions

For decades, „progressive Catholics” have tried to change the notion of Catholic missions, especially among the more primitive peoples. Thus, Pope Francis’s trip to Canada highlights the dominance of this current that frames American Indian missionary work as an instrument of European oppression and the suppression of tribal cultures.

Armed with notions of Rousseau’s “noble savage” and liberation theology errors, this progressive wing of the Church even claims that tribal peoples did not need evangelization and might teach the West about living in harmony with nature.

Such a rewriting of history distorts the traditional Catholic concept of the missions. It denigrates the heroic work of saints and missionaries who endured great hardships in their thirst for souls.

It likewise ignores many atrocious customs, conditions and superstitions that crippled pagan cultures and wrought untold suffering upon these peoples.

Prof. Plinio Corrêa de Oliveira denounces this maneuver to destroy the notion of the missions in his prophetic book, Indian Tribalism: The Communist-Missionary Ideal for Brazil in the Twenty-First Century. Today the partisans of this heterodox theory can be found among the Pachamama-venerating partisans of Amazonian “spirituality” and all Mother Earth (aka Gaia) worshippers among Indians throughout the Americas.

The Traditional Concept of the Missions

The obligation to evangelize came from the Great Commission when Christ said: “Going therefore, teach ye all nations: baptizing them in the name of the Father and of the Son and of the Holy Spirit. Teaching them to observe all things whatsoever I have commanded you (Matt. 28: 18-20). Christ did not order the Apostles to impose their Jewish culture upon the peoples. Rather, He called upon the Apostles to teach the universal truths of the Gospel so that those who heard the “Good News” and believed might have access to eternal life.

Because of Original Sin, fallen humanity can fall into the worst depravity. Those who evangelized the world found it sunk in sin, vice and superstitions. There were no peoples on the earth that did not suffer from barbaric practices, constant warfare, famine, witchcraft, slavery and impurity.

Mission comes from the Latin word “missio,” which comes from “mitto,” which means “I send.” Thus, the missionary was “sent” by Christ, through the Church, to free these poor souls from slavery to the devil. It was not a Jewish, Roman or later European project that transformed the pagan landscape. The primitive barbarians occupying Europe during antiquity were as cruel and savage as the tribes later found in the Americas. Both needed evangelization.

Thus, this missionary activity was often disruptive, as can be seen by the early Christian saints who overturned the idols, chopped down the sacred oak groves or forbade human sacrifice, infanticide or cannibalism. However, God blessed these efforts, and many peoples recognizing the misery of their situation, abandoned their erroneous ways and begged the missionaries to enlighten them. Whole peoples converted to the Faith as a result. Wherever the Church went, she preserved what was good in the culture and removed what was evil, always building an authentic Christian culture.

Aim of the Catholic Mission

Thus, the Catholic Mission model, developed over twenty centuries, was always very defined. Missionaries aimed for the salvation of souls so that they might receive the happiness of heaven and thereby give glory to God for all eternity.

Prof. Corrêa de Oliveira states, “The Church teaches that the normal way for a man to be saved consists in being baptized, believing and professing the doctrine and law of Jesus Christ.” It also consists in observing God’s law.

This description is familiar to all who have read the lives of saints and missionaries and how they suffered hardship and martyrdom to bring souls to the Faith.

The Temporal Effects of the Mission

While the final goal of the missionary work is eternal salvation for souls immersed in the darkness of sin, the missions also had the added benefits of improving the earthly life of the new Christians as they learned to love God and neighbor.

Prof. Corrêa de Oliveira dares to state the Church’s traditional position that “To Christianize and to civilize are thus correlated terms. It is impossible to Christianize seriously without civilizing. Likewise and reciprocally, it is impossible to de-Christianize without disordering, brutalizing and forcing a return to barbarity.”

With the Gospel and the practice of the Ten Commandments, Christian order reigns, and society progresses materially, intellectually and culturally. The superstitions and barbaric customs that enslaved pagan peoples no longer tormented or left them in unhappy stagnation.

The Indian Evangelization

The Indian evangelization differed from the barbarian conversions after the fall of the Roman Empire. These latter peoples converted to the Faith and formed Catholic nations where the Church could influence the whole culture without outside corrosive elements.

The later Indian evangelizations, however, were hampered by contact with decadent and modern neo-pagan explorers who had a corrosive influence on the converted populations. Protestant powers and bad Catholics often destroyed the beneficial work of the Catholic missions. Enlightenment ideas further darkened minds to the Truth. These influences made the Indians subject to many injustices that must be denounced. The work of the missionaries was harder by having to fight these corrupt Western elements in addition to the superstitions of pagan religions.

Nevertheless, the influence of the Church still benefited the Indians by opening to them the means of eternal salvation. Whole tribes were converted and baptized. These peoples often advanced materially and enjoyed the benefits of progress. Wherever the Church went, she alleviated the suffering, educated the youth and preserved native languages. Today the Church joyfully invokes the names of Native American saints from these populations, such as Saint Kateri Tekakwitha, Saint Juan Diego and Saint Martin de Porres. Our Lady of Guadalupe came to Mexico and brought about the conversion of millions.

The Modern Post-Communist Missionary Rejects Evangelization

Prof. Corrêa de Oliveira’s book outlines how “updated” missionaries have rejected the mission tradition and flipped the narrative to see the Indian peoples as “the true evangelizers of the world.” They have rejected Christ’s mandate to go and teach all nations and provide them with baptism as a means of salvation. Indeed, Fr. Corrado Dalmolego, an Italian Consolata priest directing the Catrimani mission in Brazil, bragged that his mission had not baptized anyone in over fifty-three years!

Some partisans of this new “Church with an Amazonian face” seek to reinstate the practices of idolatry (Pachamama), nudity and immorality that enslaved their ancestors. The Indians are often expected to adopt communitarian lifestyles without private property, which shackles them in abject poverty.

The neo-missionary narrative fits well with liberation theology ideas that turn everything into a class struggle framework of oppressors and oppressed. It idolizes a primitive, Marxist, utopian ideal that never existed in Indian culture but is presented as a utopian model for the West.

The trip of Pope Francis to Canada serves as an occasion to further this subversive narrative much more by images than words. It is not to say that injustices did not happen. However, the focus of the criticism is couched in terms that favor revolution and resentment. The traditional concept of the mission’s salvific role has been abandoned in favor of a sociological and leftist perspective that greatly harms both Native Americans and North Americans of all ethnic backgrounds.

Prof. Plinio Corrêa de Oliveira claims that the central focus must be “the power and kindness of the Savior,” Our Lord Jesus Christ, not the Antichrist represented by the modern neo-pagan tribal world. “Our Lord Jesus Christ is infinitely more powerful than the anti-Christ.” May all nations believe in Him and be baptized, so His prayer in the Our Father will be fulfilled “Thy kingdom come, Thy will be done, on earth, as it is in heaven.”

Już nawet ‘postępowi katolicy” piszą o roli masonów w „wiośnie Kościoła” i V2. O kryzysie Kościoła na podstawie „Morderstwa 33. stopnia” o śmierci Jana Pawła I

Infiltracja czy sympatia dla masońskich idei? Lisicki o kryzysie Kościoła na podstawie „Morderstwa 33. stopnia” o śmierci Jana Pawła I

https://m.pch24.pl/infiltracja-czy-sympatia-dla-masonskich-idei-lisicki-o-kryzysie-kosciola-na-podstawie-morderstwa-33-stopnia-o-smierci-jana-pawla-i/

Z pewnością po przeczytaniu „Morderstwa 33. stopnia” nie sposób tak po prostu uznać wspomnień ks. Charlesa Murra za konfabulację. Chociaż, nie ukrywam, wiele wątpliwości pozostajepodkreśla Paweł Lisicki, komentując publikację ujawniającą infiltrację najwyższych szczebli watykańskich przez członków masonerii.

Książka stanowiąca opis spotkań i rozmów między autorem – ks. Murrem, a arcybiskupem Gagnonem, kardynałem Giovannim Benellim (arcybiskupem Florencji, wcześniej zastępcą watykańskiego sekretarza stanu i jednym z najbliższych współpracowników Pawła VI) oraz prałatem Mario Marinim (późniejszym sekretarzem komisji Ecclesia Dei).

Choć żadna z wymienionych postaci nie może potwierdzić relacji ks. Murra, ponieważ wszyscy nie żyją, zdaniem redaktora naczelnego DoRzeczy, „dokładność opisów i szczegółów wskazuje raczej na autentyczność”.

Arcybiskup Gagnon miał zebrać niepodważalne dowody, że masonami było co najmniej trzech wysokich rangą urzędników watykańskich: sam ówczesny sekretarz stanu, kardynał Jean Villot, prefekt Kongregacji Biskupów Sebastiano Baggio oraz arcybiskup Annibale Bugnini, odpowiedzialny za przygotowanie i wprowadzenie Nowego Rytu Mszy, który w praktyce zastąpił dawną, klasyczną mszę łacińską.

Główna teza, jaką stawia autor dotyczy śmierci Jana Pawła I, będącą – w jego opinii – bezpośrednim następstwem burzliwej konfrontacji z jednym z masońskich hierarchów.

Choć zdaniem Pawła Lisickiego, zaletą książki jest szczegółowe ukazanie wewnętrznej walki pomiędzy różnymi frakcjami i koteriami watykańskimi, choć opis wydarzeń skłania ku nieco innemu pytaniu: czy rzeczywiście dramatyczny zwrot Kościoła rzymskiego, jaki dokonał się pod rządami Pawła VI, w stronę progresywizmu, jest efektem infiltracji przez masonów, a więc czynnika wobec papieża zewnętrznego?.

Przecież zarówno niepohamowane dążenie do aggiornamento jak i bezgraniczne zaufanie do dialogu i progresywizm były przecież właśnie głównymi cechami pontyfikatu samego Pawła VI i to w czasie, kiedy to jednym z głównych jego doradców i najbardziej zaufanych ludzi był prałat Benelli” – zauważa.

„Czy można zatem po prostu uznać, że winnymi owego stoczenia się Kościoła ku światowości byli tylko »masoni«, o których Paweł VI nic nie mógł wiedzieć? A może, co jest wnioskiem znacznie bardziej logicznym, liczba masonów na wysokich szczeblach kurii wynikała z nastawienia i aprobaty Pawła VI dla masońskich idei?

Być może właśnie ta sympatia sprawiła, że nawet dysponując dowodami winy swoich współpracowników wolał nic nie zrobić” – przekonuje.

Co jest zatem większym problemem: czy to, że papież Paweł VI narzucił Kościołowi nową, zrywającą z Tradycją liturgię, czy to, że jej autor był masonem?” – pyta, wskazując, że sam papież entuzjastycznie podszedł do całej reformy, mając świadomość elementów masońskich i protestanckich w nowej Mszy.

Tę zagadkę w opinii Lisickiego dużo lepiej wyjaśnia ks. Dominik Bourmaud w książce „Sto lat modernizmu”, który tajemniczy i często niezrozumiały pontyfikat uważa za służący „religii człowieka, który czyni się Bogiem” (świecki humanizm).

„Na ile robił to świadomie, a na ile dawał się zwieść swemu otoczeniu pozostaje pytaniem otwartym. Skutki jednak w obu przypadkach są równie opłakane” – konkluduje publicysta.

Źródło: dorzeczy.pl

Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

https://www.tfp.org/pope-franciss-warm-welcome-to-nancy-pelosi-a-not-so-subtle-message-of-support-for-abortionists/?PKG=TFPE22238

July 6, 2022 | Luiz Sérgio Solimeo  Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

Pope Francis remained silent as anti-abortion Catholics (and non-Catholics) around the world joyfully celebrated the Supreme Court’s landmark decision overturning Roe v. Wade, giving the impression he was at least uncomfortable if not displeased with it.

Pope Francis’s Warm Welcome for Nancy Pelosi . . .

Then, on June 29, the Solemnity of the Holy Apostles Peter and Paul, he broke his silence not with words but with a symbolic gesture: he greeted and blessed the pro-abortion representative Nancy Pelosi in St. Peter’s Basilica. After that brief meeting, the House Speaker attended Mass and received Communion.1

Although the pope did not give her Holy Communion (due to health reasons, he did not celebrate Mass but attended next to the altar), he must have known Mrs. Pelosi was going to receive Holy Communion, as she normally does.

And the Vatican protocol office gave her a place of honor.

Indeed, Nicole Winfield writing for the Associated Press reports that at the Mass, “She was seated in a VIP diplomatic section of the basilica and received communion along with the rest of the congregants, according to two people who witnessed the moment.”2

. . . Sends a Message of Support to Abortionists

Pope Francis showed no sign of contentment with the pro-life movement’s great victory with the Supreme Court’s Dobbs ruling, which drastically restricts the crime (and sin) of abortion.

On the contrary, he welcomed a politician who publicly criticized that ruling and who is an outspoken supporter of abortion.

How not to interpret his attitude as support for pro-abortion Catholics?

“Worthiness to Receive Holy Communion”

It must be recalled that, after numerous private warnings, Most Rev. Salvatore Cordileone, Archbishop of San Francisco, published a notice forbidding abortionist leader Nancy Pelosi to receive Holy Communion in his archdiocese “until such time as you publicly repudiate your advocacy for the legitimacy of abortion and confess and receive absolution of this grave sin in the sacrament of Penance.”3

Nancy Pelosi, who insists on calling herself Catholic, ignored her pastor’s serious communication founded on Church doctrine, Canon Law, and the Worthiness to Receive Holy Communion Memorandum (2004) by Joseph Cardinal Ratzinger. In it, the then-Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith reaffirmed the principle of refusing Communion to pro-abortion Catholic politicians.4

She has not “publicly repudiated” her abortionist activism. On the contrary, the very day of the Supreme Court ruling, the Speaker of the House gave an impassioned speech, saying, among other things:

“Today, the Republican-controlled Supreme Court has achieved the GOP’s dark and extreme goal of ripping away women’s right to make their own reproductive health decisions. . . . A woman’s fundamental health decisions are her own to make, in consultation with her doctor and her loved ones – not to be dictated by far-right politicians. While Republicans seek to punish and control women, Democrats will keep fighting ferociously to enshrine Roe v. Wade into law.5

Abortion and Homosexuality Go Hand in Hand

Pelosi not only expressed her contempt for the Church’s teaching on abortion, but she also took a scandalous stance on the sin of homosexuality.

The next day, June 25, she spoke at San Francisco’s Pride Brunch 2022, where she again attacked the victory against abortion and championed same-sex “marriage.”6 On Sunday, the 26th, she participated in the San Francisco Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender Pride Parade.7 That was not the first time she supported the homosexual movement. She always votes in their favor.8 Several days earlier, on June 10, she participated in a “Drag Queen” show during which she stated, “Your freedom of expression, of yourselves in drag, is what America is all about. I say that all the time to my friends in drag.”9

Despite all this, Pope Francis greeted the Speaker of the House with a smile, as shown in a photo released by the Vatican. She said he gave her a blessing before she attended Mass at St. Peter’s and received Communion.10

An Innocuous Statement

The Vatican statement on Dobbs came from a well-known liberal close to the homosexual movement, Archbishop Vincenzo Paglia, president of the Pontifical Academy for Life.

The Pontifical Academy’s communique stated, among other things, that it is “important to reopen the non-ideological debate” on protecting life “without falling into a priori ideological positions.” It goes on to recommend “adequate sexual education,” guaranteed “health care accessible to all,” and “legislative measures to protect the family and motherhood, overcoming existing inequalities.”11

What does the Pontifical Academy mean by avoiding “a priori ideological positions” in the fight against abortion? It is unclear. Could it be abandoning Catholic morals and the principles of natural law, which “a priori” forbid exterminating the innocent in their mother’s womb?

The least that can be said is that this innocuous statement shows not the slightest joy and gratitude to God for having allowed this ruling, which prevents numerous sins that transgress both the Divine and natural law.

The Pope Should Show Gratitude

With this great victory, Pope Francis should express joy and thank the American pro-life movement. It kept the flame of morals and natural law alive for many decades. Year after year, the March for Life brings together huge crowds in the dead of winter, while dedicated pro-lifers pray in front of abortion clinics and convince poor disoriented mothers not to sacrifice their children. How many have been arrested in this heroic struggle, but they were never discouraged and never withdrew from the fight!

In addition, the pontiff should also thank the Supreme Court Justices who, facing abortionists’ furious threats, have ruled according to law and justice, fulfilling their duty to their country.

The fight against abortion has not ended with the Supreme Court’s decision. The struggle for morality, a sense of good and evil, and the natural law continues with the grace of God and the protection of the Virgo Potens.

The TFP participated in every March for Life in Washington and many others around the country with its ruby red standards unfurled in the wind and crimson capes. To the sound of their marching band, the TFP members distributed literature highlighting the reasons to fight abortion.

TFP Student Action has been tireless in its campaigns against abortion on universities, facing the fury of disheveled feminists and receiving support from students of both sexes.

Supported by Catholic enthusiasts across the country, TFP and America Needs Fatima have promoted thousands of Public Square Rosary Rallies to end abortion.

Post-Scriptum

This article was already written when the Argentine pontiff’s interview with journalist Philip Pullella came to light.

In it, Pope Francis reiterated his condemnation of abortion. However, when asked about the Supreme Court’s decision overturning Roe v. Wade, “Francis said he respected the decision but did not have enough information to speak about it from a juridical point of view.”12

Regarding the Archbishop of San Francisco banning Nancy Pelosi from receiving Communion in the archdiocese until she changes her pro-abortion stance, Pope Francis had strong criticism for the zealous prelate and not for the obstinate Speaker of the House. He said:

“When the Church loses its pastoral nature, when a bishop loses his pastoral nature, it causes a political problem,” the pope said. “That’s all I can say.”13

Despite his criticism of abortion, the interview reinforces the impression that he was at least uncomfortable if not displeased with the Supreme Court’s ruling. And his criticism about the barring of Nancy Pelosi from Communion constitutes yet another message of support for the abortion movement.

Saint Paul warns:

“[A]nd so anyone who eats the bread or drinks the cup of the Lord unworthily will be behaving unworthily towards the body and blood of the Lord.
Everyone is to recollect himself before eating this bread and drinking this cup;
because a person who eats and drinks without recognizing the Body is eating and drinking his own condemnation.”14

https://www.facebook.com/v11.0/plugins/page.php?adapt_container_width=true&app_id=&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df1ea193a4ea6e2%26domain%3Dwww.tfp.org%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwww.tfp.org%252Ffabc2307148864%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&height=130&hide_cover=true&hide_cta=false&href=https%3A%2F%2Ffacebook.com%2FTradition.Family.Property.TFP%2F&locale=nl_NL&sdk=joey&show_facepile=false&small_header=true&width=400

Photo Credit:  Maria Grazia Picciarella / Alamy Stock Photo

Footnotes

  1. Nicole Winfield, “Pelosi receives Communion in Vatican amid abortion debate,” AP News, June 29, 2022, https://apnews.com/article/abortion-pope-francis-politics-religion-nancy-pelosi-249a32b2af9de647f1bae94aacb60c6e, accessed June 30, 2022; John L. Allen, Jr., “Communion for Pelosi at the Vatican no surprise, but possibly a harbinger,” Crux, June 30, 2022, https://cruxnow.com/news-analysis/2022/06/communion-for-pelosi-at-the-vatican-no-surprise-but-possibly-a-harbinger, accessed July 1, 2022.
  2. Nicole Winfield, “Pelosi,” Ibid.
  3. Archbishop Salvatore Cordileone, “Full Text: Archbishop Cordileone’s Letter to Nancy Pelosi Banning Her From Holy Communion,” National Catholic Register, May 20, 2022, https://www.ncregister.com/news/full-text-archbishop-cordileone-s-letter-to-nancy-pelosi-banning-her-from-holy-communion , accessed June 30, 2022.
  4. Joseph Cardinal Ratzinger, Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, “Worthiness to Receive Holy Communion: General Principles,” July 1, 2004, available at https://www.priestsforlife.org/library/749-worthiness-to-receive-holy-communion, accessed July 1, 2022.
  5. Nancy Pelosi, Speaker of The House, “Pelosi Statement on Supreme Court Overturning Roe v. Wade,” Press Release, June 24, 2022, https://www.speaker.gov/newsroom/62422-1, accessed June30, 2022.
  6. “Speaker Nancy Pelosi at Pride Brunch 2022,” San Francisco Bay Times, https://sfbaytimes.com/speaker-nancy-pelosi-at-pride-brunch-2022/, accessed June 29, 2022.
  7. Douglas Zimmerman, “Speaker of the House Nancy Pelosi on her parade float at San Francisco Pride on June 26, 2022,” SFGATE, https://www.sfgate.com/local/article/best-photos-from-San-Francisco-Pride-2022-17263710.php, accessed June 30, 2022.
  8. Chris Johnson and Joey DiGuglielmo, “12 times Nancy Pelosi was there for LGBT community,” Washington Blade, January 10, 2019, https://www.washingtonblade.com/2019/01/10/12-times-nancy-pelosi-was-there-for-lgbt-community/, accessed June 30, 2022.
  9. Ryan Foley, “Nancy Pelosi claims drag queens are ‘what America is all about’ on RuPaul’s ‘Drag Race,’” The Christian Post, June 14, 2022, https://www.christianpost.com/news/nancy-pelosi-drag-queens-are-what-america-is-all-about.html, accessed July 1, 2022.
  10. Nicole Winfield, “Pelosi,” supra.
  11. Pontifical Academy for Life statement, Vatican City, June 24, 2022, via Twitter, https://twitter.com/PontAcadLife/status/1540373646786678784, accessed July 1, 2022.
  12. Philip Pullella, “Pope Francis denies he is planning to resign soon,” Reuters, July 4, 2022, https://www.aol.com/news/exclusive-pope-francis-denies-planning-080456572-113832897.html, accessed July 4, 2022.
  13. Ibid.
  14. 1 Cor. 11:27-29, The Jerusalem Bible.

Boże Ciało. Franciszek chciał przenieść święto. Odwołał procesję. Każdy pretekst jest dlań dobry…

https://dorzeczy.pl/religia/312793/w-watykanie-odwolano-procesje-bozego-ciala-oto-powod.html

Między innymi z powodu złego stanu zdrowia papieża Franciszka w Watykanie odwołano procesję Bożego Ciała.

„Ze względu na ograniczenia nałożone na papieża w związku z bólem kolana i specyficzne potrzeby liturgiczne tej celebracji, w uroczystość Bożego Ciała nie zostaną odprawione Msza św. i procesja z błogosławieństwem eucharystycznym” – poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.

Problemy zdrowotne papieża

Pod koniec maja dziennikarka Franca Giansoldati na łamach włoskiego dziennika „Il Mattino” pisała o dwugodzinnej rozmowie Ojca Świętego z biskupami włoskimi w auli Pawła VI, podczas której papież miał tłumaczyć, że nie chciałby teraz ponownie trafić na salę operacyjną. Ból kolana i biodra ma nadzieję rozwiązać za pomocą serii zastrzyków i próbując zastosować się do zaleceń ortopedów.

Boże Ciało. Franciszek chciał przenieść święto

Boże Ciało jest tradycyjnym świętem dla Rzymu, które dawniej odbywało się w czwartki, z Mszą św. w bazylice św. Jana na Lateranie, procesją eucharystyczną przemierzającą Via Merulana i błogosławieństwem eucharystycznym przy bazylice Santa Maria Maggiore.

Papież Franciszek wielokrotnie domagał się przeniesienia jej w inne miejsca i na niedzielę, „aby zachęcić wiernych do udziału”. W 2018 r. celebrował ją w Ostii, w 2019 r. w parafii Santa Maria Consolatrice w Casal Bertone. Następnie w związku z ograniczeniami związanymi z pandemią 6 czerwca 2021 r. papież Franciszek odprawił Mszę św. przy ołtarzu katedry w Bazylice św. Piotra, przy ograniczonej liczbie wiernych.

….By następne konklawe wybrało papieżem Klausa Schwaba….

Lisicki w „Ja, Katolik. Ekstra”: proponuję, by następne konklawe wybrało papieżem Klausa Schwaba

#czwarta rewolucja przemysłowa #davos #Klaus Schwab #Kosciół #panreligia #papiestwo #papież #światowe forum ekonomiczne #wef #wielki reset #zrównoważony rozwój

– Forum w Davos tworzą ludzie niewybierani, lecz zapraszani i urabiani. Postrzegam jego rozwój jako jedno z głównych niebezpieczeństw współczesnej wolności. Grupa pozornych ekspertów zabiera się za kształtowanie od nowa ludzkości i próbuje wygenerować nam całkowicie nowy świat polityki, świat społeczny, świat moralności, wprowadzając w życie różnego rodzaju formy utopizmu. Nie dziwi mnie, że Watykan próbuje do tego projektu dołączyć, ponieważ chce być „departamentem ds. etyki ludzkości” w tym „panludzkim kościele” zorganizowanym wokół Davos – powiedział Paweł Lisicki w programie „Ja, Katolik. Extra”.

Uczestnicy rozmowy z red. Krystianem Kratiukiem rozmawiali między innymi o zbieżności pewnych aspektów programu globalistów z sygnałami wysyłanymi przez Watykan.

Proponuję żeby następne konklawe wybrało Klausa Schwaba na papieża. Myślę, że to jest doskonałe rozwiązanie, które pogodziłoby ze sobą wszystkie frakcje. Mielibyśmy pełną łączność „Kościoła przyszłości” i świata przyszłości; Klausa Schwaba, który reprezentuje wiedzę ekonomiczną i globalną, i mógłby ją również zasilić w Kościele. W ten sposób rozwiązalibyśmy wszystkie problemy – ironizował Paweł Lisicki.

Co więcej, nie wydaje mi się, że to jest całkowicie absurdalne. Może jeszcze nie w tej epoce, ale biorąc pod uwagę tempo zmian nie wykluczam, że być może następne konklawe za kilkanaście lat kogoś podobnego, następnego szefa Davos mogłoby wybrać. To byłoby doskonałe połączenie personalne – mówił redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

Rozumiem oczywiście, że Klaus Schwab nie ma święceń kapłańskich, ale przypomnę, że w okresie renesansu czasem wybierano papieży w ten sposób, że kandydat najpierw został wybrany, a potem przyjmował wszystkie święcenia. Wprawdzie Kościół przeciwko temu protestował, ale papież Franciszek powiedział nam, że kwestie prawne nie są najistotniejsze, ważniejsze są znaki ducha –  żartował pisarz i publicysta.

Paweł Lisicki przypomniał, że Forum z Davos słusznie kojarzy się z projektem globalistycznym.  – To oznacza dążenie wręcz do stworzenia jednolitego centrum władzy, można powiedzieć, rządu światowego. W czasie tak zwanej pandemii doskonale było widać, że łączy się to z takim przekonaniem, że potrzebny jest jeden ośrodek przywódczy, ważniejszy niż poszczególne państwa narodowe. Przez globalizm można rozumieć, że jest jeden rząd światowy, państwa narodowe są przeżytkiem, który musi zostać przezwyciężony, zaś suwerenność, jeśli w ogóle ma jakakolwiek zostać zachowana, to tylko w bardzo wąskim zakresie – wyjaśniał. 

W rozmowie przewijał się wątek tzw. zrównoważonego rozwoju, który jest nieodłącznym elementem programu globalistów. – Wolność osobista, jednostkowa i obywatelska jest w myśl tej koncepcji „wartością poślednią” , marginalną, ponieważ tak naprawdę liczą się wielkie plany „stworzenia” ludzkości od nowa. Klaus Schwab zresztą nawet tego nie ukrywa. W Davos jednoosobową „kongregacją wiary” jest pan Yuval Noah Harari, który przedstawia te wizje w sposób podlany sosem filozoficznym (…). Mamy tam do czynienia z projektem transhumanizmu, w myśl którego ludzkość zostanie przekształcona, wszyscy będą żyli dłużej, będą szczęśliwi – opisywał tę koncepcje Paweł Lisicki.

Redaktor „Do Rzeczy” przywołał wypowiedź Klausa Schwaba, który zastanawiał się jak pogodzić z etyką i moralnością sytuację, w której „zachipowany” i nieustannie monitorowany człowiek będzie podlegał nieustannej zmianie, oraz czy kontrola nad jednostką nie będzie zbyt wielka, i kto będzie ją sprawował. – No i odpowiedź jest prosta: robić to będzie Forum z Davos. Ono będzie miało instrumenty, które będą tym zarządzały, i to wszystko będzie „tak jak trzeba” – uważa szef Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), cytowany przez red. Lisickiego.

– Forum w Davos to ludzie niewybierani, lecz zapraszani i urabiani. Postrzegam jego rozwój jako jedno z głównych niebezpieczeństw współczesnej wolności. Grupa pozornych ekspertów (będących ekspertami w swoich wąskich dziedzinach) zabiera się za kształtowanie od nowa świata i próbuje wygenerować nam całkowicie nowy świat polityki, świat społeczny, świat moralności, wprowadzając w życie różnego rodzaju formy utopizmu. to strasznie niebezpieczne. Nie dziwi mnie, oczywiście, ze Watykan próbuje do tego dołączyć, ponieważ chce być „departamentem ds. etyki ludzkości” w tym „panludzkim kościele” zorganizowanym w Davos – komentował publicysta.

Z kolei, jak przypomniał Grzegorz Górny, „każda ideologia ma jakąś swoją wizję, którą próbuje zrealizować”. – Ta dzisiejsza utopia globalistyczno-liberalna ma wizję zaklętą w postaci programu zrównoważonego rozwoju, który ma przynieść ludzkości doczesną szczęśliwość. Często było tak, że te ideologie z jednej strony otwarcie występowały przeciwko Kościołowi, zaś z drugiej usiłowały prowadzić z nim dialog i próbując go kaptować, przeciągnąć go na swoją stronę – wskazał.

Było tak m.in. w czasach komunistycznych. Z jednej strony prowadzone były wobec wierzących represje, a z drugiej prowadzono tzw. dialog katolicko-marksistowski. Najczęściej jednak kończył się on nie tym, że komuniści nawracali się. To oni przeciągali na swoją stronę reprezentantów Kościoła. W naszych czasach takie przypadki nasiliły się w czasach pontyfikatu Pawła VI. Dotyczyły duchownych czy świeckich naiwnie postrzegających komunizm, marksizm, komentował Górny. – Dzisiaj też bardzo mocno zaznacza się, zwłaszcza w Rzymie, takie podejście pełne złudzeń. Widać to choćby w odniesieniu do Rosji, Chin, ale też w odniesieniu do tych globalistycznych wizji, m.in. zrównoważonego rozwoju. Przykładem tego były liczne międzynarodowe konferencje, sympozja organizowane choćby przez Papieską Akademię Nauk Społecznych. Byli na nie zapraszani ideolodzy zrównoważonego rozwoju, zwolennicy programów depopulacyjnych, proaborcyjnych, np. Paul Ehrlich – mówił publicysta.

Jak zauważył, wizja zrównoważonego rozwoju wiąże się z ideą depopulacji, propagując aborcję, antykoncepcję i sterylizację. Nie sposób więc pogodzić jej z katolicyzmem. Jednak takie próby są wciąż podejmowane, podkreślał redaktor Górny. 

Źródło: PCh24TV Not. RoM

https://youtube.com/watch?v=ntw_yy37V0s%3Ffeature%3Doembed

Sojusz masonów z komunizmem. Motywy ukrywania Trzeciej Tajemnicy z Fatimy

Przysięga Anty-modernistyczna, modernizm, a „Końcowa bitwa” Szatana

Ostatnia bitwa Szatana (7), cz. II

Cz. I patrz pod: Motywy ukrywania Trzeciej Tajemnicy z Fatimy (I)

Orędzie Fatimskie, rozumiane w tradycyjnym katolickim sensie, nie da się pogodzić z podejmowanymi przez oskarżonych od II Soboru Watykańskiego decyzjami, które zmieniają całą orientację Kościoła Katolickiego

https://web.archive.org/web/20131025091740/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7811&Itemid=46

The Devil’s Final Battleo. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

Potępienie katolicyzmu liberalnego

XIX- i XX-wieczni papieże prowadzili w pełni zbroi wojnę z tymi niebezpiecznymi trendami. Dzięki przytomności umysłu zakorzenionej w bezkompromisowej pewności wiary, ci papieże nie dawali się oszukać. Wiedzieli, że złe zasady, bez względu na to, w jaki honorowy sposób mogą się pojawić, nie mogą dać dobrego owocu, że były to złe zasady w najgorszym wydaniu, ponieważ były zakorzenione nie tylko w herezji, ale apostazji. Jak dowodzący generałowie, którzy mają obowiązek utrzymania terenu za wszelką cenę, papieże tak celowali potężne armaty na błędy współczesnego świata i nieustannie strzelali. Ich encykliki były ich pociskami i nigdy nie pudłowali.

Najbardziej niszczący cios przyszedł w formie monumentalnego Syllabus errorum [katalog błędów] błogosławionego papieża Piusa IX, który włączył w encyklikę Quanta Cura (1864). Kiedy rozwiał się dym, wszyscy zaangażowani w bitwie nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, kto był po której stronie. Jasno wytyczono linię demarkacyjną. W Programie, Pius IX potępił główne błędy współczesnego świata, nie dlatego że były nowoczesne, ale ponieważ te idee pochodziły z naturalizmu panteistycznego, a zatem były niezgodne z doktryną katolicką, destrukcyjne dla społeczeństwa.

Nauki zawarte w Programie były sprzeczne z liberalizmem, a zasady liberalizmu były sprzeczne z Programem. To uznawały wszystkie strony. O. Denis Fahey odniósł się do tej ostatecznej rozgrywki w “Pius IX vs. the Pantheistic Deification of Man” [Pius IX kontra panteistyczna deifikacja człowieka] [10].

Wypowiadając się za druga stronę, francuski mason Ferdinand Buissont oświadczył podobnie: “Szkoła nie może pozostać neutralna między Programem i  Deklaracją praw człowieka“.

Ale XIX wiek przyniósł nowy typ katolika, który szukał utopijnego kompromisu między obu stronami. Ci ludzie szukali tego, co uważali za “dobre” w zasadach z 1789 roku i próbowali wprowadzić je do Kościoła. Wielu duchownych, skażonych duchem epoki, złapało się w sieć “zarzuconą na zakrystie i seminaria” przez masonerię. Ci ludzie stali się znani, jako katolicy liberalni. Błogosławiony papież Pius IX patrzył na nich z absolutnym horrorem. Powiedział, że ci “liberalni katolicy” byli “najgorszymi wrogami Kościoła”. W liście z 18 czerwca 1871 roku do francuskiej delegacji z biskupem Nevers na czele, Pius IX oświadczył:

Obawiam się nie komuny paryskiej, ale katolicyzmu liberalnego. . . Ponad 40 razy mówiłem, i powtarzam to do was teraz, z miłości, jaką do was czuję. Prawdziwą plagą Francji jest katolicyzm liberalny, który stara się połączyć dwie zasady tak ze sobą niezgodne jak ogień i woda [12].

Powstanie modernizmu

Ale pomimo tego, liczba katolików liberalnych stale wzrastała. Kryzys osiągnął punkt kulminacyjny pod koniec stulecia, kiedy liberalizm z 1789 roku, który “z wiejącego wiatru” przekształcił się w tornado modernizmu. O. Vincent Miceli tę herezję określił jako taką opisując “trójcę rodziców” modernizmu. Napisał:

Jej przodkiem religijnym jest protestancka reformacja. . . jej rodzicem filozoficznym jest oświecenie. . . jej rodowód polityczny pochodzi od rewolucji francuskiej” [13].

Co oznacza “modernizm”? Modernizm to nic więcej ani mniej, niż synteza czy kombinacja wszystkich błędów liberalnego katolicyzmu we wszechstronnym systemie filozoficznym i teologicznym, którego skutkiem jest osłabienie czystości całej wiary katolickiej.

Ponieważ pełne zbadanie ogromnego systemu modernistycznego wychodzi poza cel tej książki, to wystarczy powiedzieć, że przez różne subtelne błędy, modernista neguje albo podważa boskość i boskie objawienia Chrystusa, ustanowienie przez Niego jedynego prawdziwego Kościoła, i absolutna niezmienność katolickiej doktryny (która według modernisty może “rozwijać się” zgodnie ze zmieniającą się sytuacją).

Modernista uznaje również i promuje liberalne pojęcia takie jak “wolność wypowiedzi”, “wolność sumienia” i błąd religijnego indyferentyzmu, który uważa, że wszystkie religie są mniej lub bardziej dobre i godne pochwały, gdyż pochodzą z tzw. “religijnego poczucia” w człowieku – błąd, który, oczywiście, bezwzględnie neguje prawdziwość grzechu pierworodnego, sugerując, że wszyscy ludzie mogą być naprawdę religijni i mogą znaleźć zbawienie w różnych religiach, jakie wymyślą, bez potrzeby chrztu, wiary i sakramentów Kościoła Katolickiego.

Św. Pius X tłumi modernistyczny bunt

Papież św. Pius X, który zasiadł na tronie papieskim w 1903 roku, uznał modernizm za najbardziej niebezpieczną plagę, którą należy zatrzymać. Św. Pius X toczył wojnę z modernizmem poprzez systematyczne izolowanie, definiowanie i potępianie jego licznych błędnych propozycji. Św. Pius X wydał monumentalną encyklikę przeciwko modernizmowi (Pascendi) i Program błędów modernistycznych (Lamentabili). W encyklice Pascendi ten wielki papież napisał: “Nie ma żadnej części prawdy katolickiej, którą pozostawią nietkniętą, żadnej, której nie starają się zniszczyć”. W tej samej encyklice modernizm nazwał “syntezą wszystkich herezji”, oświadczając, że najważniejszym obowiązkiem papieża jest zapewnienie czystości i niezmienności katolickiej doktryny, i że gdyby nic nie robił, to nie wywiązałby się ze swojego głównego obowiązku” [14].

Ale papież św. Pius X nie poprzestał na tym. Kilka lat po Pascendi, uznając że modernistów należało zniszczyć zanim powstaną i wywołają zamęt w Kościele, ten święty papież napisał list Sacrorum antistitum, który nakazał składanie Anty-modernistycznej przysięgi przez wszystkich księży i nauczycieli. [tekst tutaj: Św. Pius X. Sacrorum antistitum – Przysięga antymodernistyczna

Nadzorował czystkę modernistów w seminariach i na uniwersytetach i ekskomunikował upartych i nieskruszonych. Św. Pius X wiedział, że moderniści atakowali sam charakter Kościoła i w swojej bezczelności teraz działali otwarcie żeby obalić katolicki dogmat i tradycję:

Powaga zła z każdym dniem rośnie i musi być hamowana za wszelką cenę. Nie mamy już do czynienia, jak na początku, z przeciwnikami ‘w owczej skórze’, ale z otwartymi i o odsłoniętych twarzach wrogami w samym naszym domu, którzy zawarli pakt z głównymi wrogami Kościoła [tj. masonami, liberałami, protestantami, żydami, muzułmanami, itd.] i są zdecydowani na obalenie wiary… Oni chcą ją odnowić, tak jakby została zniszczona starością, zwiększyć ją i dostosować ją do gustu światowego, postępu i wygód, jak gdyby była przeciwna nie tylko frywolności nielicznych, ale dla dobra społeczeństwa… Nigdy nie będzie wystarczającej czujności i stanowczości ze strony tych, którym powierzono wierne zachowanie świętego depozytu doktryny ewangelicznej i tradycji kościelnej, żeby przeciwstawić się tym atakom przeciwko nim [15]

Św. Pius X skutecznie powstrzymał szerzenie się modernizmu w jego czasach. Ale mówi się, że kiedy gratulowano mu usunięcia tego wielkiego błędu, papież św. Pius X natychmiast odpowiedział, że pomimo wszystkich swoich wysiłków, nie udało mu się zabić tej bestii, a tylko wpędził ją w podziemie. Ostrzegł, że jeśli przywódcy Kościoła nie będą czujni, powróci ona w przyszłości bardziej zjadliwa niż kiedykolwiek [16]. Jak wykażemy, przepowiednia św. Piusa X okazała się prawdą – z podwójną siłą.

Modernizm pokazuje się ponownie

Mało znany dramat, który pojawił się za panowania papieża Piusa XI pokazuje, że podziemny nurt myśli modernistycznej miał się całkiem dobrze w okresie zaraz po panowaniu św. Piusa X.

O. Raymond Dulac opowiada, że na tajnym konsystorzu 23 maja 1923 roku, papież Pius XI przepytywał trzydziestu kardynałów z Kurii o terminie zwołania soboru ekumenicznego. Obecni byli znakomici prałaci, tacy jak Merry del Val, De Lai, Gasparri, Boggiani i Billot. Kardynałowie odradzili mu. Kard. Billot ostrzegał: “nie da się ukryć istnienia głębokich różnic wewnątrz samego episkopatu. . . [Oni] ryzykują ustąpieniem miejsca dyskusji, która będzie bezterminowo przedłużana”.

Boggiani odwołał się do modernistycznych teorii, z wyznawania których, jak powiedział, część kleru i hierarchii nie jest wykluczona.

Ta mentalność może skłaniać niektórych ojców do przedstawiania wniosków, by wprowadzić metody niezgodne z tradycjami katolickimi”.

Billot był nawet bardziej precyzyjny. Wyraził obawę, że sobór zostanie “wmanewrowany” przez “największych wrogów Kościoła, modernistów, którzy już są gotowi, co pokazują pewne oznaki, do wywołania rewolucji w Kościele, nowego roku 1789″ [17].

Masońskie prognozy o przełomie modernistycznym na soborze ekumenicznym

Zniechęcając do idei soboru z takich powodów, ci kardynałowie okazali się bardziej skłonni do rozpoznawania “znaków czasów”, niż wszyscy postsoborowi teolodzy razem. Ale ich ostrożność mogła być zakorzeniona w czymś głębszym. Mogli być również wystraszeni pismami niesławnego iluminata, ekskomunikowanego kanonika Roca (1830-1893), który głosił rewolucję i “reformę” Kościoła, i w niezwykle precyzyjnych szczegółach przewidział przewrót w Kościele wywołany poprzez sobór.

W  Athanasius and the Church of Our Time [Atanazy i współczesny Kościół], bp Graber cytuje prognozę Roca o “nowo oświeconym kościele”, który byłby pod wpływem “socjalizmu Jezusa” [18]. W połowie XIX wieku, Roca przewidział, że

“Nowy kościół, który może nie być w stanie zachować nic ze scholastycznej doktryny i oryginalnej formy byłego Kościoła, otrzyma konsekrację i sądownictwo kanoniczne z Rzymu”

Roca również, dosyć zdumiewająco, przewidział “reformę” liturgiczną po II Soborze Watykańskim:

“Boski kult w formie kierowanej przez liturgię, ceremoniał, rytuał i przepisy Kościoła Rzymskiego, wkrótce przejdą transformację podczas soboru ekumenicznego, która przywróci mu szlachetną prostotę złotego wieku apostołów, zgodnie z nakazami sumienia i nowoczesnej cywilizacji”.

Roca przewidział, że dzięki temu soborowi zapanuje

pełna zgoda między ideałami nowoczesnej cywilizacji i ideałem Chrystusa i Jego Ewangelii. To będzie konsekracją Nowego Porządku Społecznego i uroczystym chrztem nowoczesnej cywilizacji”.

Inaczej mówiąc, ten sobór wpuści triumf masońskiego planu przewrotu do Kościoła. Roca powiedział również o przyszłości papiestwa. Napisał:

Na horyzoncie widać ofiarę, która przedstawia uroczysty akt ekspiacji. . . Papiestwo upadnie; umrze pod uświęconym nożem, który wykują ojcowie ostatniego soboru. Papieski cezar jest gospodarzem [ofiarą] koronowanym na ofiarę”.

Roca entuzjastycznie przewidział “nową religię, nowy dogmat, nowy rytuał, nowe kapłaństwo”. Nowych księży nazwał “postępowcami” i mówił o “tłumieniu” sutanny i “małżeństwie księży” [19].

Wskazując na pisma francuskiego herezjarchy, przeora Melinge (który używał pseudonimu dr Alta), bp Graber ostrzegł o rewolucyjnym programie “zastąpienia wiary rzymskiej pontyfikatem ‘wielo -konfesjonalnym’, mogącym przyjąć ekumenizm uniwersalny, taki jaki obecnie widzimy ustanowiony we wspólnych uroczystościach księży i protestanckich pastorów”. (Melinge odnosił się do pewnych księży-renegatów; ale obecnie sam papież przewodniczy wspólnym nabożeństwom, łącznie z nieszporami, z protestanckimi “biskupami”.) [20]

Mrożące echa Roca, Melinge i Alta Vendita można znaleźć w słowach różokrzyżowca dr Rudolpha Steinera, który w roku 1910 oświadczył:

Potrzebujemy soboru i papieża by to ogłosił” [21].

Sojusz masonów z komunizmem

Należy zauważyć, że w swoim dążeniu do tych celów, masoni byli spokrewnieni z komunistami, którzy spiskowali wraz z nimi w obaleniu zarówno Kościoła jak i państwa. Jak zauważył papież Leon XIII w Humanum Genus (1884), swojej monumentalnej encyklice o zagrożeniach ze strony stowarzyszeń masońskich:

Tak, ta zmiana i obalenie są umyślnie planowane i realizowane przez wiele stowarzyszeń komunistów i socjalistów; a względem ich działań sekta masońska nie jest wroga, lecz chciwie sprzyja ich planom, i zachowuje wspólne z nimi główne opcje”.

Jak dowiedzieliśmy się od licznych niezależnych świadków, infiltracja komunistyczna w Kościele [22] rozpoczęła się już w latach 1930. Sam Lenin (założyciel rosyjskiego komunizmu) oświadczył w latach 1920, że on zinfiltruje Kościół Katolicki, a zwłaszcza Watykan. Dowody historyczne w tej kwestii podsumowało szanowane czasopismo Christian Order:

Były komunista i słynny konwertyta Douglas Hyde ujawnił dawno temu w latach 1930, że przywództwo komunistyczne wydało dyrektywę światową o infiltracji Kościoła Katolickiego. Jeszcze w latach 1950 pani Bella Dodd również ujawniła szczegółowe wyjaśnienie w sprawie obalenia Kościoła. Wypowiadając się, jako były wysokiego szczebla funkcjonariusz Amerykańskiej Partii Komunistycznej, p. Dodd powiedziała:

W latach 1930 w szeregach księży umieściliśmy 1.100 mężczyzn, w celu zniszczenia Kościoła od wewnątrz“. Idea była taka, żeby tych ludzi wyświęcono i awansowano na stanowiska wpływu i władzy, jako prałatów i biskupów. Kilkanaście lat przed II Soborem Watykańskim oświadczyła: “Już teraz oni zajmują najwyższe stanowiska w Kościele” – gdzie pracowali nad wprowadzeniem zmian w celu osłabienia skuteczności Kościoła przeciwko komunizmowi. Powiedziała również, że te zmiany będą tak drastyczne, że “nie rozpoznacie Kościoła Katolickiego” [23].

Jak pokazuje Christian Order, istnienie komunistycznego spisku infiltracji Kościoła zostało w dużym stopniu potwierdzone nie tylko przez byłych komunistów Dodd i Hyde, ale także przez sowieckich zbiegów:

Były oficer KGB, Anatoli Golicyn, który uciekł w roku 1961, i w 1984 z 94% dokładnością przewidział wszystkie zdumiewające wydarzenia w bloku komunistycznym od tego czasu, potwierdził kilka lat temu, że ta “penetracja katolickiego i innych kościołów jest częścią ‘ogólnej linii’ partyjnej [tzn. niezmiennej polityki] w walce z religią”. Faktycznie setki teczek przemyconych na zachód przez byłego archiwistę KGB Wasilego Mitrochina i opublikowane w roku 1999 mówią o podobnych historiach, o KGB utrzymującej najbliższe możliwie relacje z ‘postępowymi’ katolikami i finansującej ich działalność. Jednym ze zidentyfikowanych  lewicowych organów była mała katolicka agencja prasowa Adista, która od dziesięcioleci promowała każdą wyobrażalną post-soborową sprawę lub “reformę”, a której dyrektora nazwały The Mitrokhin Archive [Archiwa Mitrochina] płatnym agentem KGB.

Pani Dodd, która nawróciła się na krótko przed śmiercią, była doradcą prawnym Komunistycznej Partii USA. Złożyła obszerne zeznania o komunistycznej infiltracji Kościoła i państwa przed zorganizowaną przez Izbę Komisją ds. Nieamerykańskich Działań w latach 1950. Jakby w celu odpokutowania za swoją rolę w obalaniu Kościoła, Dodd wygłosiła serię wykładów na Uniwersytecie Fordham i w innych miejscach w latach przed II Soborem Watykańskim. Christian Order przywołuje świadectwo mnicha, który był obecny na tych wykładach we wczesnych latach 1950:

Godzinami słuchałem tej kobiety i włosy stawały mi dęba na głowie. Wszystko o czym mówiła spełniło się dokładnie. Można by pomyśleć, że była największa prorokinią na świecie, ale nie była żadną prorokinią. Ujawniała tylko krok -po -kroku plan bojowy komunistycznej subwersji Kościoła Katolickiego. Tłumaczyła, że spośród wszystkich religii świata, Kościół Katolicki był jedynym, którego bali się komuniści, bo był to jego jedyny skuteczny przeciwnik.

Cała idea polegała na niszczeniu nie instytucji Kościoła, ale raczej wiary ludzi, a nawet wykorzystaniu instytucji Kościoła, jeśli możliwe, żeby zniszczyć wiarę przez promowanie pseudo-religii: czegoś co przypominało katolicyzm, ale nim nie było. Kiedy zniszczy się wiarę, tłumaczyła, do Kościoła zostanie wprowadzone poczucie winy… żeby oczerniać ‘Kościół przeszłości’ jako opresyjny, autorytarny, pełen uprzedzeń, arogancji, uważający się za jedynego posiadacza prawdy i odpowiedzialny za podziały religijne na przestrzeni wieków. To będzie konieczne w celu zawstydzania przywódców Kościoła, by stał się on ‘otwarty na świat’ i przybrał bardziej elastyczną postawę wobec wszystkich religii i filozofii. Wtedy komuniści wykorzystają tę otwartość po to, by osłabić Kościół [24].

Gdyby wrogom Kościoła powiodły się te plany, które właśnie przedstawiliśmy, w Kościele zobaczylibyśmy następujące zjawiska:

  • Po pierwsze, byłby, jak przepowiedział Roca, zamęt na soborze ekumenicznym o takim zasięgu, że cały świat zdałby sobie sprawę z tego, że Kościół Katolicki przeszedł rewolucję zgodnie z nowoczesnymi ideami. Byłoby jasne dla wszystkich, że dokonało się “uaktualnianie” Kościoła.
  • Po drugie, wprowadzona byłaby nowa “teologia”, która skłaniałaby się do przeciwstawienia wcześniejszym naukom.
  • Po trzecie, sami masoni i komuniści opowiadaliby o triumfie, uważając, że Kościół Katolicki w końcu “dojrzał światło” w takich sprawach jak pluralizm, państwo świeckie, równość religii, i o wszystkich innych osiągniętych kompromisach.
  • Po czwarte, w wyniku tej subwersji, nowa orientacja Kościoła będzie ważniejsza od dogmatu i tradycji w jego naukach i praktyce – łącznie z Orędziem Fatimskim, które będzie musiało być “zaktualizowane”, albo pogrzebane żeby przystosować się do nowej orientacji.

Teraz pozostaje nam wykazać, w jakim stopniu udał się ten projekt obalenia Kościoła i jak to zrodziło motyw do popełnionej strasznej zbrodni: próby unieważnienia autentycznego Orędzia Fatimskiego. Poprzez tę zbrodnię oskarżeni opuścili Kościół i narazili świat na najpoważniejsze możliwe niebezpieczeństwa, w tym zniszczenia różnych narodów i utratę milionów dusz. Naprawdę jest to zbrodnia nie tylko wobec Kościoła, ale i przeciw ludzkości.

W tej powszechnie uznanej książce, Athanasius and the Church of Our Time [Atanazy i współczesny Kościół], opublikowanej w 1974 roku, bp Rudolph Graber z Regensburga, Niemcy, profesor teologii od 1941 roku i wyświęcony na biskupa w roku 1962, wylicza ujawnione cele wrogów Kościoła, zniszczenia go poprzez sobór ekumeniczny. Cytuje ekskomunikowanego, rewolucyjnego księdza kanonika Roca, który przepowiedział sobór, który wpuści “nowa religię, nowy dogmat, nowy rytuał, nowe duchowieństwo”.

Bp Graber cytuje również masońskiego różokrzyżowca dr Rudolpha Steinera, który oświadczył w 1910 roku:

Potrzebujemy soboru i papieża by to ogłosił”.

Bp Graber, komentując te przepowiednie, mówi:

Kilka lat temu byłoby to jeszcze nieprawdopodobne, ale dzisiaj. . .?”

Przypisy

1. Broszura nt. związków między Alta Vendita i nową orientacją Kościoła od soboru, zob. John Vennari, The Permanent Instruction of the Alta Vendita [Stała instrukcja Alta Vedita] (TAN Books and Publishers, 1999).

2. t. II, wyd. oryginalne, 1859, wznowione przez Circle of the French Renaissance, Paryż 1976; Bp Delassus opracował te dokumenty ponownie w swojej pracy The Anti-Christian Conspiracy [Spisek przeciwko chrześcijaństwu], DDB, 1910, t. III, s. 1035-1092.

3. Bp Dillon, Grand Orient Freemasonry Unmasked [Zdemaskowany masoński wielki wschód] s. 51-56, pełny tekst  Alta Vendita — Christian Book Club, Palmdale, California.

4. Michael Davies, Pope John’s Council [Sobór papieża Jana], (Angelus Press, Kansas City, Missouri, 1992) s. 166.

5. The Catholic Encyclopedia, t. 3, (New York Encyclopedia Press, 1913) s. 330-331.

6. Rev. E. Cahill, SJ, Freemasonry and the Anti-Christian Movement [Masoneria I ruch anty-chrześcijański] (Dublin: Gill, 1959) s. 101.

7. Bp Graber, Atanazy I współczesny Kościół, (Christian Book Club, Palmdale, California, 1974) s. 39.

8. Papież Leon XIII, Humanum Genus, (TAN Books and Publishers, Rockford, Illinois) para. 31.

9. Bp Dillon, Zdemaskowany masoński wielki wschód, s. 51-56, pełny tekst Alta Vendita(Christian Book Club, Palmdale, California).

10. O. Denis Fahey, Mystical Body of Christ in the Modern World [Mistyczne ciało Chrystusa](Regina Publications, Dublin, Irlandia, 1939) Rozdział VII.

11. Ibid., s. 116.

12. Cyt. z The Catholic Doctrine [Doktryna katolicka]o. Michael Muller, (Benzinger, 1888) s. 282.

13. O. Vincent Miceli, The Antichrist, (Roman Catholic Books, Harrison, Nowy Jork, 1981)s. 133.

14. Papież Pius X, Pascendi Dominici Gregis (On the Doctrine of the Modernists) [O doktrynie modernistów], 8.09.1907.

15. Pascendi.

16. O. Vincent Miceli, The Antichrist, wykład, Keep the Faith [Zachowaj wiarę] Inc. Ramsey, NJ.

17. Raymond Dulac, Episcopal Collegiality at the Second Council of the Vatican[Kolegialność biskupia na II soborze Wtykańskim] (Paryż: Cedre, 1979) s. 9-10.

18. Atanazy i współczesny Kościół, s. 34.

19. Pełny zapis wszystkich cytatów Roca drukowany tutaj jest w Atanazy i współczesny Kościół, s. 31-40.

s quotes printed here is found in Athanasius and the Church of Our Time, pp. 31-40.

20. Joint Catholic-Lutheran Vespers at Vatican [Wspólne katolicko-luterańskie nieszpory w Watykanie] CWNews.com, 13.11.1999: “Arcybiskupi GH Hammar i Jukka Paarma – luterańscy prymasi Szwecji I Finlandii, i biskupi Anders Arborelius ze Sztokholmu i Czesław Kozon z Kopenhagi dołączyli do Ojca Świętego w nieszporach. Kilku innych luterańskich biskupów z krajów skandynawskich byli obecni na uroczystości, łącznie z dwu biskupami-kobietami”.

21. Atanazy i współczesny Kościół, s. 36.

22. Zob. The Secret Red Plan to Take Over the Catholic Church [Tajny czerwony plan przejęcia Koscioła Katolickiego,opublikowany w czerwonych Chinach w 1959 roku. Po angielsku opublikowany w The Fatima Crusader, Nr 19, luty-kwiecień 1986, s. 6. Zob. The Prophecy of Bella Dodd [Przepowiednia Belli Dodd],  Chris Ferrara (www.fatima.org/perspective235.asp); ta przepowiednia jest także w tej książce. Zob. o. Paul Kramer, The ‘Party Line’ in Relation to Fatima [Linia partii w odniesieniu do Fatimy],The Fatima Crusader, Nr 69, zima 2002, s. 10ff.

23. The Greatest Conspiracy [Największy spisek], Christian Order, listopad 2000.

24. Kolejny były komunista, p. Manning Johnson złożył podobne swiadectwo. W 1953 roku przed Komitetem Działań Nieamerykańskich Izby, Manning powiedział: “Kiedy Kreml zorganizował taktykę infiltracji organizacji religijnych. . . komuniści odkryli, że niszczenie religii mogło odbywać się dużo szybciej dzięki infiltracji Kościoła przez komunistów działających w samym Kożciele”. Później oowiedział: “Ta polityka infiltracji seminariów udała się nawet poza oczekwania komunistów”. Mówiąc o infiltracji instytucji religijnych ogólnie, Manning Johnson wyjaśnił: “. . . główny spisek przejęcia organizacji religijnych począł się w tym zczególnym okresie (1935), i fakt, że komuniści w nagłówkach Daily Worker, mogą pochwalić się wspierającymi ich 2.300 protestanckimi pastoram, jest wynikiem tej części, która rozpoczęła się w latach 1930, kiedy byłem członkiem partii komunistycznej”. Zeznanie Manninga Johnsona,

Investigation of Communist Activities in the New York CityArea [Śledztwo ws. Działań nieamerykańskich, Izba Reprezentantów] – cz. 7, 83 Kongres, I Sesja, 8.07.1953, (Government Printing Office, Waszyngton, 1953) s. 2214. Zbiór cytatów byłych komunistów i infiltracja Kościoła w John Vennari Heaven’s Request for Reparation to the Holy Face of Jesus [Prośba niebios o wynagradzanie Najświętszego Oblicza Jezusa], cz. III, Catholic Family News, sierpień 2001.

—————

Cóż znaczą fakty, dokumenty, świadectwa dla posoborowej hołoty umysłowej, dla której masońskie autorstwo nowej “mszy” jest sprawą nieistotną, plugawienie Pierwszego Przykazania w Asyżu to “genialny pomysł”, Jan Paweł II jest większym teologiem niż Św. Tomasz z Akwinu – a II Sobór Watykański to “odrodzenie Kościoła”.