Wyalienowany rząd

Wyalienowany rząd

Paul Schreyer

[niemiecki tekst o działaniach niemieckiego rządu. Jak zwykle widać analogie w działaniach rządów niemieckiego i polskiego. Problem w tym, że w PL takie teksty nie powstają…]

Korona, szczepienia, Nord Stream 2 – coraz więcej decyzji politycznych wpływających na zdrowie, życie i egzystencję materialną wszystkich obywateli podejmowanych jest bez procesu demokratycznego. Rząd wydaje się być oddzielony od ludzi i demokratycznych reguł gry. Wygląda na to, że mała, odizolowana grupa polityków rządzi krajem niemal z wolnej ręki. Dokąd, w jakim sensie i – przede wszystkim – na jak długo?

Coraz więcej obywateli, a teraz także lokalnych polityków, domaga się w tych dniach otwarcia Nord Stream 2, aby zapobiec przewidywalnej katastrofie w dostawach energii. Ale zatrzymanie ukończonego gazociągu jest konieczne dla rządu Scholza. Wydaje się, że zapomniano, że decyzja o tym zatrzymaniu została podjęta w operacji płaszcza i sztyletu, podczas zamglonej nocy bez procesu demokratycznego, na dwa dni przed wybuchem wojny na Ukrainie. Krótki przegląd oparty na trzech raportach agencji z 22 lutego 2022 r. wyjaśnia okoliczności tej decyzji:

22 lutego, godzina 10:44: Putin zobowiązuje się do kontynuacji wszystkich dostaw gazu – Niezależnie od eskalacji kryzysu na Ukrainie, prezydent Rosji Władimir Putin zobowiązał się, według agencji informacyjnej Tass, do kontynuowania dostaw gazu na rynki światowe bez przerw.

22 lutego, godzina 12:05: Rząd federalny wstrzymuje certyfikację Nord Stream 2 – Kanclerz Olaf Scholz zdecydował o wstrzymaniu rozruchu bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2. Scholz ogłosił to w Berlinie. Potępił decyzję prezydenta Władimira Putina o uznaniu samozwańczych Ługańskich i Donieckich republik ludowych za niepodległe państwa jako poważne naruszenie prawa międzynarodowego.

22 lutego, godzina 14:56: Rząd USA z zadowoleniem przyjmuje wstrzymanie Nord Stream 2 – Rząd USA z zadowoleniem przyjął decyzję Niemiec o czasowym wstrzymaniu procesu zatwierdzania kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2 na Morzu Bałtyckim. Prezydent USA Joe Biden dał jasno do zrozumienia, że ​​gazociąg nie powinien zostać uruchomiony w przypadku rosyjskiego ataku na Ukrainę, poinformowała na Twitterze jego rzeczniczka Jen Psaki. „Ściśle współpracowaliśmy z Niemcami w nocy i z zadowoleniem przyjmujemy ogłoszenie” – kontynuowała.

Czy odbyła się debata na temat decyzji Scholza z 22 lutego? Czy w komisjach odbyło się demokratyczne głosowanie, czy w ogóle była jakakolwiek publiczna dyskusja? Żadna. Według rządu USA, decyzja Scholza, która grozi trwałym zrujnowaniem dostaw energii w Niemczech, została podjęta „w nocy” z 21 na 22 lutego, bez wahania, przez telefon i od tego czasu jest przedstawiana jako nieodwołalna.

Stan wyjątkowy Corona: na jakiej podstawie?

Nie inaczej wygląda procedura w przypadku innych fundamentalnych decyzji, takich jak środki koronacyjne i masowe szczepienia. 17 marca 2020 r. podległy rządowi federalnemu Instytut Roberta Kocha (RKI) po raz pierwszy zadeklarował:

„RKI ocenia obecnie zagrożenie dla zdrowia ludności w Niemczech jako ogólnie wysokie”.

Aż do poprzedniego dnia ryzyko uważano za „umiarkowane”. Nie podano powodu zaostrzenia. 16 i 17 marca, czyli przed i po zaostrzeniu, RKI deklarowała generalnie, że obciążenie systemu ochrony zdrowia może być „lokalnie bardzo duże” oraz: „Występują też śmiertelne przebiegi choroby”. Według RKI 17 marca 2020 r. ich liczba wynosiła 12, a mediana wieku wynosiła 83 lata.

Ustalenia RKI z 17 marca były dalekosiężne. Stanowiła podstawę wszystkich państwowych ograniczeń wolności w następnych miesiącach i latach. Sądy regularnie argumentowały z „wysokim ryzykiem”, które RKI uznało za nieuzasadnione w celu odrzucenia skarg obywateli na te środki. Ustanowiło się „państwo koronowe” permanentnego stanu wyjątkowego.

Ale jak urząd wpadł na ocenę podniesienia poziomu ryzyka do „wysokiego”? Jakie argumenty zostały rozważone? Jakie instytucje i osoby były zaangażowane? Jak przebiegał proces dyskusji? Czy w ogóle jakiś był? Wszystkie te pytania do dziś pozostają bez odpowiedzi – z wyjątkiem ogólnych fraz. W związku z tym Multipolar złożył pod koniec 2021 r. pozew przeciwko RKI do Sądu Administracyjnego w Berlinie, aby uzyskać wgląd w odpowiednie logi zespołu zarządzania kryzysowego tego organu. Decyzja sądu w tej sprawie jest nadal w toku.

Szczepienia dla wszystkich: skąd bierze się automatyzm?

Ostatecznie program masowych szczepień został przedstawiony i ogłoszony przez rząd federalny 15 kwietnia 2020 r. na marginesie w podpunkcie 17 „raportu z telekonferencji”:

Osiągnięcie w odpowiednim czasie odporności populacji na SARS-CoV-2 bez szczepionki nie jest możliwe bez przeciążenia systemu opieki zdrowotnej i ryzyka wielu zgonów. Rozwój szczepionek ma zatem kluczowe znaczenie. Rząd federalny wspiera niemieckie firmy i organizacje międzynarodowe w jak najszybszym rozwoju szczepionek. Szczepionka jest kluczem do powrotu do normalnego życia. Jak tylko dostępna będzie szczepionka, należy jak najszybciej udostępnić odpowiednią dawkę dla całej populacji”.

Dogmatyczny ton tego sformułowania jest uderzający. Stworzono mylące wrażenie, że są to całkowicie niekwestionowane stwierdzenia. Ale kto w ogóle wyszedł z propozycją masowych szczepień? Kto debatował z kim? Jakie demokratyczne procedury poprzedziły decyzję? Odpowiedzi na tę kluczową kwestię do dziś nie są jasne. Po raz kolejny działania rządu wydają się być oderwane od demokratycznych reguł gry – i biorąc pod uwagę skalę poważnych szkód spowodowanych przez szczepienia, będzie to miało nieprzewidywalne konsekwencje w nadchodzących latach.

Zniknięcie odpowiedzialności

Istotne dla oddzielenia rządu opisanego w tych trzech przykładach jest to, że idzie w parze z zanikiem odpowiedzialności. Wszyscy zaangażowani w podejmowanie decyzji uważają, że są one „nieistotne”, działając jak trybiki w technokratycznym mechanizmie, który ukrywa widok rzeczywistego motoru, impulsu stojącego za decyzjami.

Ten brak odpowiedzialności sprowadza się do sedna sprawy. Państwo, rozumiane jako wspólnota obywateli (w przeciwieństwie do państwa jako syntetycznej, fasadowej jednostki administracyjnej służącej egzekwowaniu interesów korporacji), legitymizuje jedynie odpowiedzialność wyższych urzędników i polityków. Tam, gdzie ta odpowiedzialność się rozpływa, stopniowo maleje nie tylko społeczna akceptacja państwa, ale ostatecznie także jego legitymizacja.

Delegitymizacja państwa”

Wprowadzając nowy obszar monitorowania „Delegitymizacja państwa” wprowadzony w 2021 r., Federalny Urząd Ochrony Konstytucji przyjmuje, że ta delegitymizacja jest antykonstytucyjna i pochodzi od obywateli, których „publicznie wyrażane opinie lub działania wykraczały poza uzasadniony protest” i mające na celu „Zburzenie zaufania do systemu państwowego i osłabienie jego zdolności do funkcjonowania”. W tej analizie Urząd Ochrony Konstytucji pomija – i jako agencja rządowa musi to również przeoczyć – że sam rząd podważa swoją legitymację, jeśli podejmuje fundamentalne decyzje, które w dłuższej perspektywie dotyczą wszystkich obywateli, w dużej mierze bez procedur demokratycznych, bez przejrzystości i bez ponoszenia odpowiedzialności zaangażowanych podmiotów, tj. faktycznie pociągniętych do odpowiedzialności w praktyce i nieobjętych przez inne organy konstytucyjne.

Tam, gdzie nikt już nie ponosi odpowiedzialności, gdzie każdy polityk i szef władzy chowa się za innymi, gdzie faktyczni gracze i inicjatorzy pozostają w ukryciu, samo państwo w końcu staje się przestarzałe, jawi się jako pusta skorupa, która jest bezużyteczna dla obywateli, ale jest wykorzystywana przez innych wpływowych aktorów do własnych celów.

Zakończenie opisanego powyżej wyalienowania rządu, domaganie się odpowiedzialności i przywrócenie jej byłoby podstawowym warunkiem funkcjonowania państwa, które jest akceptowane. Tam, gdzie nie jest to już możliwe, potrzebne są nowe, bardziej demokratyczne i bardziej sprawiedliwe formy organizacyjne współistnienia społecznego. Ale debata na ten temat jest wciąż w powijakach.

Paul Schreyer

Oryginalny tekst ukazał się 15 września 2022 roku na stronie https://multipolar-magazin.de/artikel/die-entkoppelte-regierung

Tłumaczenie ze strony https://apolut.net/die-entkoppelte-regierung-von-paul-schreyer/

ze specjalną dedykacją dla Pana Stanisława Michalkiewicza, Pani Katarzyny Treter-Sierpińskiej i pozostałych wyznawców teorii o istnieniu IV Rzeszy

– Paweł Jakubas , proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Niemcy z Żydami

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5251

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    18 września 2022

Wydawało się, że socjotechniczny chwyt Naczelnika Państwa w postaci proklamowania „dążenia” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych, który miałby pomóc PiS-owi w wygraniu przyszłorocznych wyborów, albo spełni pokładane w nim oczekiwania, albo zakończy się przedwcześnie wesołym oberkiem – a tymczasem wygląda na to, że pociągnie za sobą nieoczekiwane następstwa. Jak dotąd cała para szła w gwizdek, to znaczy – w medialny jazgot, bo rząd, mimo precyzyjnych wyliczeń Wielce Czcigodnego posła Mularczyka z Instytutu Strat Wojennych, nie wystosował żadnej formalnej noty do rządu niemieckiego – jednak kanclerz Scholz mimo to w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” polskie żądania kategorycznie odrzucił stwierdzając, że kwestia reparacji została „ostatecznie rozstrzygnięta”. Podobnie musiał jeszcze niedawno uważać oficjalnie również rząd polski, bo minister spraw zagranicznych w rządzie Mateusza Morawieckiego Jacek Czaputowicz, podczas konferencji prasowej ze swoim niemieckim odpowiednikiem Walterem Steinmeierem powiedział, że w stosunkach polsko-niemieckich problem reparacji „nie istnieje”.

Teraz jednak Naczelnik nakazał inaczej, toteż niezależne media rozpoczęły bicie piany, które urzędników MSZ stawia niekiedy w kłopotliwej sytuacji. Początkowo był rozkaz, że Polska wcale się w 1953 roku reparacji nie zrzekła, bo nigdzie nie ma na ten temat żadnego dokumentu. Potem się okazało, że jest, ale to właściwie nie dokument, bo nikt go nie podpisał, chociaż z treści wynika, że decyzję podjęła Rada Ministrów – i tak dalej. Może przed niezawisłym sądem, zwłaszcza takim, któremu przewodniczyłby „prawdziwy” sędzia, np. taki, który prowadzi proces grupy autorytetów moralnych przeciwko prof. Zybertowiczowi za to, że wyrwało mu się, iż przy „okragłym stole” władza komunistyczna podzieliła się wpływami ze swoimi konfidentami – to zręczny pan mecenas Mularczyk mógłby takimi kruczkami sprawę przeciągać – ale problem w tym, że – jak dotąd – sprawa reparacji była rozpatrzona – zresztą korzystnie dla Polski – przez Europejski Sąd Polubowny – Sąd Arbitrażowy w Ciechanowie, utworzony przez Regionalną Radę Biznesu w Opinogórze, przed którym, uważający się za prezydenta Polski, pan Jan Zbigniew hrabia Potocki, uzyskał wyrok opiewający na ponad 800 mld dolarów – ale żaden inny sąd nie został w tej sprawie zaangażowany i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek zostanie.

Widocznie jednak niemieckiego kanclerza ta sprawa zirytowała, bo najwyraźniej zaczął się Naczelnikowi Państwa odwijać. Tu, dla jasności wywodu, muszę odwołać się do mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, u progu transformacji ustrojowej, bezpieczniacy, dotychczas wysługujący się Sowietom, zaczęli się przewerbowywać do naszych nowych sojuszników, m.in. – do niemieckiej BND, która – podobnie jak Amerykanie, czy Izrael – w ten sposób kręci tubylczymi „służbami”, a za ich pośrednictwem – całym naszym nieszczęśliwym krajem. W inny sposób trudno byłoby wytłumaczyć przyczynę, dla której pan generał Piotr Pytel, zupełnie serio oświadczył, że kiedy Polska wspiera Ukrainę, to „Rosja już tu – tzn. w Polsce – jest”, a widomym znakiem tej ruskiej tu obecności jest właśnie … Prawo i Sprawiedliwość. Według mojej ulubionej teorii spiskowej, PiS jest elementem Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, więc rewelacje generała Pytla kładłem początkowo na karb rozżalenia spowodowanego wylaniem go jesienią 2015 roku ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale kiedy te rewelacje potwierdził pan generał Marek Dukaczewski, nabrałem podejrzeń, że sprawa musi mieć szersze tło. Generał Dukaczewski był bowiem ostatnim szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, których od 2006 roku oficjalnie już „nie ma”, ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Rzecz w tym, że WSI, które transformację ustrojową przeszły przez nikogo nie niepokojone w szyku zwartym, przez 16 lat oficjalnej działalności w „wolnej Polsce” nawerbowały sobie tyle agentury, ile tylko mogły, dzięki czemu mogą ręcznie sterować naszym nieszczęśliwym krajem, a za ich posrednictwem – również centrale wywiadowcze państw trzecich, którym WSI służą. O pozycji pana generała Dukaczewskiego świadczy m.in., to, że kiedy tylko coś się w Polsce dzieje, to zaraz resortowa „Stokrotka” woła pana generała do TVN, a on mówi nie tylko, jak jest, ale również – jak będzie. Skoro tedy rewelacje generała Pytla zatwierdził generał Dukaczewski, nie można już ich uważać za graniczący z rejonami psychiatrycznymi efekt traumatycznych przeżyć związanych z utratą stanowiska, tylko za element jakiejś operacji, prawdopodobnie sterowanej zatajoną ręką niemiecką.

Dodatkową poszlaką, która by na to wskazywała, jest nieoczekiwanie odgrzanie w mediach związanych polityczne z Volksdeutsche Partei, „katastrofy smoleńskiej” a konkretnie – atak na Antoniego Macierewicza, że w swoim „raporcie” nakonfabulował, ile się tylko dało, a poza tym zatajał dowody, jeśli tylko nie pasowały mu do przyjętej z góry tezy – i tak dalej. Warto przypomnieć, że wcześniej podobnie podchodził Antoniego Macierewicza pan red. Tomasz Piątek, który po szczęśliwym detoksie został ozdobą „Gazety Wyborczej”. W mediach kolaborujących z Volksdeutsche Partei ukazały się opinie, że Macierewicz został „zaorany”. Co ciekawe, ani pan generał Pytel, ani pan generał Dukaczewski, ani nikt inny nie przytacza żadnych dowodów, które wskazywałyby na agenturalny charakter PiS , no bo trudno za taki dowód uznać ostentacyjną wrogość do Rosji. Nie chodzi jednak o to, by złowić króliczka, ale by gonić go, aż zgoniony wyrzeknie się wszelkiego oporu przeciwko Niemcom , które wtedy już bez żadnych oporów przystąpią do decydującej fazy budowy IV Rzeszy.

Warto też odnotować reakcję strony żydowskiej na proklamowanie przez Naczelnika Państwa programu „dążenia” do uzyskania reparacji od Niemiec. Judenrat „Gazety Wyborczej” natychmiast nieubłaganym palcem wytknął posłowi Mularczykowi, że wbrew zatwierdzonym do wierzenia ustaleniom starszych i mądrzejszych, w swojej wyliczance potraktował wydarzenia w Jedwabnem, jako „zbrodnię niemiecką” Ale na tym reakcja strony żydowskiej bynajmniej się nie wyczerpuje. Izraelskie media, mimo iż Naczelnik powiązał „dążenie” do reparacji z uznaniem zasadności żydowskich roszczeń w stosunku do Polski, podeszły do inicjatywy PiS chłodno. Nietrudno domyślić się przyczyny tej rezerwy. Otóż „dążeniu” musi towarzyszyć propagandowy jazgot, eksponujący polską martyrologię. Tymczasem strona żydowska bardzo skrupulatnie pilnuje swojego monopolu ma męczeństwo i żadnych konkurentów, zwłaszcza w postaci Polski, tu nie potrzebuje. Co więcej, konkurencja taka utrudniłaby narzucanie Polsce tzw. „pedagogiki wstydu”, a więc wzbudzaniu w społeczeństwie polskim bliżej nieuzasadnionego poczucia winy wobec Żydów. Celem „pedagogiki wstydu” jest bowiem doprowadzenie Polaków do stanu, w którym nie będą zdolni do sprzeciwienia się Żydom w żadnej sprawie, przede wszystkim w sprawie roszczeń majątkowych, które nieustannie wiszą nad nami, niczym miecz Damoklesa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją. – A może w tym szaleństwie jest metoda? –

Nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją.

W tym szaleństwie jest metoda? – Andrzej Szlęzak

https://www.bibula.com/?p=136037

Przysłuchując się dyskusji o reparacjach, jakie Niemcy miałyby zapłacić Polsce za zniszczenia z okresu drugiej wojny światowej, nasunęło mi się pytanie, dlaczego ta sprawa została tak nagłośniona właśnie teraz?

A po tym pytaniu pojawiło się kolejne, czyli jaka najważniejsza przestroga dla polskiej polityki zagranicznej wypływa z ostatnich dwustu lat naszej historii? Zacznę od odpowiedzi na to drugie pytanie. Ta najważniejsza przestroga uczy, żeby nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją. Taki konflikt przypominał dwa młyńskie koła, które zbliżając się do siebie, ścierają na pył wszystko, co się znajdzie między nimi. W tym wypadku ścierana na pył była Polska. Druga przestroga dotyczy traktowania z najwyższą ostrożnością sojuszy z mocarstwami anglosaskimi. Tyle odnośnie tego, co najważniejsze wypływa z polskich tragicznych doświadczeń historycznych.

Tymczasem to, co wyprawia pod tym względem rząd PiS-u można elegancko określić, że historia uczy, że przynajmniej polityków PiS-u niczego nie nauczyła. Obecna forma polskiej państwowości jest już więcej niż jedną nogą na wojnie z Rosją i rokowania na sukces w tej wojnie są raczej marne. Polska jeszcze nie militarnie, ale już na pewno gospodarczo tę wojnę przegrywa. Nie wykluczone, że dojdzie do wręcz gospodarczej katastrofy.

Historyczne doświadczenie podpowiada, żeby w tak trudnym momencie nie szukać konfliktu z Niemcami, ponieważ fakt, że jesteśmy razem w Unii Europejskiej i NATO niczego nie przesądza. Geopolityczne mechanizmy w naszej części świata działają tak, że jednoczesny konflikt Polski z Rosją i Niemcami sprawia, że porozumienie Niemiec z Rosją kosztem Polski staje się niemal naturalną konsekwencją tego konfliktu. Z tego wyłania się odpowiedź na pytanie dlaczego akurat teraz nagłośniono sprawę reparacji od Niemiec?

Jeśli ktoś w PiS poważnie myśli o tym, żeby Niemcy zapłacili choć część z owych ponad sześciu bilionów złotych, to powinien zrobić wszystko, żeby zgłosić żądanie reparacji w momencie, w którym Niemcy albo będą chcieli, albo będą musieli to zrobić. Tymczasem żądanie zapłacenia reparacji w tym momencie nie daje szans, żeby Niemcy czuli się zmuszeni, a tym bardziej, żeby chcieli zapłacić. Jedynym efektem tego posunięcia pisowskiego rządu jest już nie dalsze psucie, ale wręcz dewastacja stosunków z Niemcami.

Zatem mamy już prawie otwartą wojnę z Rosją i stosunki z Niemcami bliskie kryzysu o rozmiarach nie znanych od zjednoczenia Niemiec.

Ciśnie się pytanie, które stale narzuca się przy ocenie polskiej polityki, czyli jak można być tak głupim? Niemcy mają nieporównanie więcej możliwości – nomen omen – odpłacenia Polsce pięknym za nadobne niż Polska uzyskania kiedykolwiek choć drobnej części z sześciu bilionów złotych. Jedną z tych możliwości Niemiec jest dogadywanie się z Rosją. Już tu kiedyś napisałem, że nikt w Berlinie nie będzie marzł za Kijów. Polityka rządu PiS-u jak mało co sprzyja dogadywaniu się Niemiec z Rosją. Uważam, że nie trzeba będzie zbyt długo czekać na jej efekty. Być może pokażą to pierwsze mroźniejsze powiewy zimy. Oczywiście Niemcy będą używali swoich wpływów w Unii Europejskiej, by szkodzić Polsce, co z resztą już i tak robią.

Na tym tle wyskok z reparacjami staje się jakimś gestem rozpaczy, żeby za wszelką cenę pokazać Niemcom, że ma się jeszcze jakieś możliwości sprawienia im kłopotów i osłabienia ich politycznej pozycji. Tylko kto się w Europie tym przejmie?

A może w tym szaleństwie jest metoda? Jeśli już, to ta metoda zasadza się na „bez- alternatywnym sojuszu” z USA. Według polityków PiS-u to Amerykanie za pośrednictwem NATO wezmą za łeb Europę zachodnią z Niemcami na czele i poprowadzą ją na wojnę z Rosją do ostatecznego zwycięstwa, czyli rozpadu Rosji w obecnym kształcie. Słuchając tego, co o tym mówi Jarosław Kaczyński nie mogę wyjść ze zdumienia, że on na prawdę w to wierzy.

To dla mnie na pewno szaleństwo, ale ta metoda wcześniej doprowadzi obecną formę polskiej państwowości do klęski w wielu wymiarach niż w poważnym stopniu zagrozi integralności Rosji. Jednym z wymiarów tej klęski będzie jakaś forma porozumienia Niemiec z Rosją kosztem Polski. Słuchając czołowych polityków PiS-u, wypowiadających się o relacjach z Rosją i Niemcami, jakbym słyszał polityków sanacji, że nie oddamy ani guzika, albo, że Polska od morza odepchnąć się nie da. A potem był pierwszy września i siedemnasty września 1939 roku.

Andrzej Szlęzak

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (5-09-2022) | https://myslpolska.info/2022/09/05/szlezak-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁA]

Podbój przez pokojowe jednoczenie

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5240

„Najwyższy Czas!”  •  30 sierpnia 2022

Nieubłaganie zbliża się 84 rocznica wybuchu II wojny światowej, która – jak pamiętamy – zaczęła się od niemieckiego ataku na Polskę. Jak to pięć lat później napisał w rozkazie dla wojska Naczelny Wódz, generał Kazimierz Sosnkowski – Polska przystąpiła do tej „samotnej walki”, „wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego”. Ponieważ nic tak nie gorszy jak prawda, a poza tym rząd Rzeczypospolitej był wtedy na łasce Brytyjczyków, którzy wkrótce i tak mu tę łaskę cofnęli, to generał Sosnkowski, za powiedzenie rodakom tej prawdy, utracił stanowisko Naczelnego Wodza.

Ciekawe, czy podobne będą losy Ukrainy, która też „wysłuchała zachęty” rządu amerykańskiego, a chyba i brytyjskiego, bo w przeciwnym razie Angielczykowie by się tak wokół Ukrainy nie uwijali – ale o to mniejsza, bo jak tam będzie, tak tam będzie, a ważne jest, by nasze społeczeństwo zdało sobie sprawę, że interes państwowy Polski jest inny, niż interes państwowy ukraiński i powstrzymało zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa, które w sprawie ukraińskiej idą ręka w rękę, przed głupstwami, których skutkiem byłoby wciągnięcie Polski do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją.

Co prawda, nie obiecuję sobie po tym zbyt wiele, bo – podobnie jak w 1939 roku i w roku 1944, przed wybuchem Powstania Warszawskiego, nasze społeczeństwo jest, podobnie jak było wtedy, wprawiane przez pierwszorzędnych fachowców w stan zbiorowej histerii, ale mimo to trzeba próbować dopuszczać do dyskursu również głos rozsądku. Skoro tedy rozpamiętujemy rocznicę wybuchu II wojny światowej, to musimy melancholijnie stwierdzić, że Polska wojnę tę przegrała. Podjęła walkę w imię obrony niepodległości, której nie udało się obronić ani wtedy, ani odzyskać w roku 1945, więc nie ma co się pocieszać, że Polacy „walczyli na wszystkich frontach”.

W polityce nie liczy się stopień, w jakim ktoś się poświęcił dla „sprawy”, tylko rezultaty. Nie jest to punkt widzenia powszechnie akceptowany, bo przeciwko niemu wytacza się ciężkie działa w postaci zarzutu „szargania” narodowych świętości i bohaterów, ale mimo to warto postawić pytanie, co jest lepsze – czy utrata całego państwa, które zostało rozebrane między dwóch wrogów i pozostawienie narodu ich łaskę, czy też zgoda na utratę części terytorium państwowego, by za tę cenę zachować kontrolę nad resztą? Przeciwnicy tego sposobu myślenia podnoszą zarzut, że „nie było gwarancji”, że Hitler nie będzie wysuwał kolejnych żądań. To akurat prawda; takich gwarancji nie było, ale dlatego, że w stosunkach międzynarodowych niczego nie można zagwarantować absolutnie, więc nie ma polityki bez ryzyka.

Ale jedno wydaje się prawdopodobne, że gdyby Polska nie wysłuchiwała „zachęt” rządu brytyjskiego i jeszcze wiosną 1939 roku przyjęła warunki niemieckie, to Niemcy we własnym interesie nie podpisywaliby 23 sierpnia paktu „Ribbentrop-Mołotow”, bo nie mieliby żadnego powodu, by w ten sposób, bez żadnej konieczności, dopuszczać Stalina bliżej Niemiec. W takim razie ta część terytorium państwowego, która by pozostała po przyjęciu żądań niemieckich, pozostawałaby pod kontrolą rządu polskiego, a więc uniknęłaby, przynajmniej przez jakiś czas, masakry, zarówno z jednej, to znaczy – niemieckiej – jak i z drugiej, to znaczy – sowieckiej strony.

O zaletach takiej sytuacji przekonuje przykład węgierski. Węgry – owszem – zostały wprzęgnięte w niemiecki rydwan wojenny i w związku z tym musiały ponieść ofiary w postaci wykrwawienia się armii węgierskiej nad Donem, ale do 1944 roku, to znaczy – do obalenia admirała Horthy’ego, gestapo na Węgrzech nie szalało i nawet tamtejszym Żydom nic złego się nie działo, bo Eichmann zaczął wywozić ich do Oświęcimia dopiero potem.

Ale to są tematy z zakresu tak zwanej „historii alternatywnej”, w ramach której można snuć rozmaite, mniej lub bardziej wiarygodne i spójne wewnętrznie hipotezy. Warto jednak postawić pytanie, dlaczego w takim razie te same środowiska, które stoją na nieubłaganym stanowisku zbrojnego przeciwstawienia się żądaniom niemieckim w roku 1939, tak skwapliwie stręczyły Polakom Anschluss podczas referendum akcesyjnego w roku 2003 i ratyfikację traktatu lizbońskiego w roku 2007, 2008 i 2009? Dla człowieka myślącego w kategoriach historycznych i politycznych było przecież oczywiste, że po dwukrotnym, nieudanym eksperymencie jednoczenia Europy i podporządkowania jej sobie metodami siłowymi, Niemcy odwołają się do strategii jednoczenia pokojowego.

Było to jasne zwłaszcza po wejściu w życie w roku 1993 traktatu z Maastricht, który w sposób zasadniczy zmieniał formułę funkcjonowania wspólnot europejskich z konfederacji, czyli związku państw, na federację, czyli państwo związkowe. Kamieniem milowym na drodze budowy IV Rzeszy tą strategią był traktat lizboński, podpisany przez przedstawiciela Volksdeutsche Partei Donalda Tuska i Księcia-Małżonka 13 grudnia 2007 roku, a którego ratyfikacja przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego nastąpiła 10 października 2009 roku, na podstawie ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, za którą głosował zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i część PiS-u z Naczelnikiem Państwa na czele.

To ten traktat dostarcza pozorów legalności dla prowadzonej przez Niemcy przeciwko Polsce wojnie hybrydowej, której celem jest całkowite obezwładnienie naszej kraju i pozbawienie go nawet pozorów niepodległości. Opowieści Naczelnika Państwa, że traktaty nie pozwalają Niemcom za pośrednictwem organów Unii Europejskiej doprowadzać do anarchizacji państwa poczynając od wymiaru sprawiedliwości, można bowiem włożyć między bajki. Wprawdzie traktat lizboński ustanawia zasadę przekazania, według której Unia Europejska, to znaczy – jej organy – mają tylko takie kompetencje, jakie zostały jej przekazane przez kraje członkowskie, ale nie można zapominać, że ten sam traktat ustanawia też zasadę lojalnej współpracy, według której państwo członkowskie musi powstrzymać się przed każdym działaniem, które mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej.

Ponieważ chodzi o cele Unii Europejskiej, to wyłączną właściwość oceny, czy coś mogłoby im zagrozić, czy nie, ma Unia Europejska, czyli jej organy. Wystarczy tedy proklamować – co właśnie się stało – że jednym z ważnych celów UE jest praworządność, a już na tej podstawie można sztorcować nieposłuszne państwa i obmyślać sposoby surowego ich karania. Wprawdzie Donald Tusk z rozbrajającą szczerością przyznał, że traktat lizboński podpisał bez czytania, co całkowicie rozumiem, bo niby po co miałby go czytać, skoro starsi i mądrzejsi, w osobie Naszej Złotej Pani już go przeczytali i kazali podpisać? O Księciu-Małżonku szkoda nawet wspominać.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko nie poprosił brata – prezydenta, by zapobiegł jego podpisaniu, ani też nie przekonał go, żeby – mimo ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, która mu zezwalała na jego ratyfikację – z tego pozwolenia jednak nie skorzystał? Przypuszczenie, że również Naczelnik Państwa tego traktatu nie przeczytał, podobnie jak w 2003 roku nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji traktatu z Maastricht, byłoby niegrzeczne, ale wykluczyć tego przecież nie można, skoro to właśnie Naczelnik, korzystając z pomocy klubu parlamentarnego Lewicy, całkiem niedawno przeforsował ustawę o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposaża Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia – do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania bezpośrednich „unijnych” podatków. Być może że doradził mu to zły duch w osobie pana premiera Mateusza Morawieckiego, którego uważam za postać coraz bardziej zagadkową z uwagi na konsekwencje dla Polski jego decyzji. Nietrudno zauważyć, że wspólną konsekwencją posunięć pana Mateusza Morawieckiego na stanowisku premiera rządu, jest coraz głębsze, wieloaspektowe uzależnienie Polski od Niemiec, które kontrolują instytucje Unii Europejskiej od samego początku.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko dopuścił do siebie złego ducha w roku 2015, kiedy zrobił go gospodarczym dyktatorem Polski za plecami poczciwej Beaty Szydło, a w roku 2017, wskutek „głębokiej rekonstrukcji rządu” wyniósł go na stanowisko premiera? Żadnymi względami wyborczymi, ani politycznymi uzasadnić się tego nie da, bo Mateusz Morawiecki, ani w 2015, ani w 2017 roku nie reprezentował żadnego potencjału – a w takim razie – co zadecydowało o jego, powołaniu do rządu, a potem – o awansowaniu na stanowisko premiera? Ja nie twierdzę, że pan premier Morawiecki wykonuje zadania, które dyskretnie powierzają mu Niemcy, ale cóż innego by robił, gdyby je wykonywał? Też przeprowadziłby dekarbonizację i inne tego typu wynalazki, też pod pozorem gorliwości w walce z Rosją nałożyłby embargo na import rosyjskiego węgla na kilka miesięcy przedtem, zanim zrobiła to Unia – i tak dalej? Dlaczego jednak Naczelnik Państwa, który przecież jest dużym chłopczykiem, na to mu pozwala, jednocześnie ciskając bezzębne pogróżki, jak to będzie własną piersią zasłaniał Polskę przez niemieckim pokojowym naporem?

Zwróćmy uwagę, że wskutek tych wszystkich posunięć Niemcy są bardzo bliscy osiągnięcia w Polsce celu jeszcze bardziej ambitnego, od tego, który formalnie stawiał sobie wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. On chciał tylko Gdańska, autostrady do Prus wschodnich, ewentualnie części Wielkopolski, podczas gdy teraz Niemcy nie tylko przejmują kontrolę nad całą Polską, ale nawet ustanawiają dla niej prawa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Europejskie wartości

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email_id=514&user_id=0&wysijap=subscriptions

      Szanowni Państwo!
       Co to są wartości europejskie? Wiedzą to tylko ci, którzy je ustalają, czyli Niemcy. Takimi przejściowymi, nieudanymi wartościami było „multi-kulti”. Niestety, tak zwani uchodźcy, zawiedli panią kanclerz na całej linii. Nie dość, że do żadnej roboty się nie rwali, to i jako siła destrukcyjna, w krajach takich jak Polska, nie sprawdzili się. Socjal był za mały. Przy rozwalaniu państwa trzeba się napracować, nie wystarczą same hasła w imię praworządności. Z destrukcją Państwa Polskiego boryka się teraz dość nieporadnie (dla nas na szczęście) Tusk. Ale on nie ma innego wyjścia odkąd został delegowany do „tego kraju”.
       Może jednak są jakieś unijn
o-europejskie wartości? Zależy dla kogo. Niemcy, Holendrzy, czy Francuzi zdają się gorliwie popierać kult zboczeńców, czego przejawem są parady, nie wiadomo dlaczego zwane skromnie paradami „równości”. Dodawanie do tego jeszcze praw szariatu, to idiotyzm, do jakiego Polacy nie dorośli. Dlatego trzeba ich najpierw ucywilizować, wprowadzając „wartości” specjalne, tylko dla nich przeznaczone. Te wartości europejskie dla Polaków różnią się zasadniczo od innych, którymi mogliby, czy powinni kierować się Niemcy, albo Francuzi. Unia Europejska żąda od nas wprowadzenia kuriozalnego prawa zezwalającego każdemu sędziemu, kwestionowanie kompetencje dowolnego innego sędziego do orzekania. Czegoś takiego nie ma w żadnym cywilizowanym kraju. I o to właśnie chodzi! O wykazanie, że Polacy są anarchistami i potrzebują pruskiej dyscypliny, którą można by wprowadzić ruskimi bagnetami. A to przełożyłoby się na polską tanią siłę roboczą i znowu miałby kto zbierać niemieckie szparagi.
       Nie mnie jednak osądzać europejskie wartości, skoro nie umiem nawet połapać się w wartościach facebookowych. Co bym napisała, to jestem banowana, dlatego nie szukajcie moich tekstów na tej platformie. Jakoś tak, z platformami mi nie po drodze.

 

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

O cenzurze, której przecież w UE, a w Niemczech szczególnie – NIE MA.

O cenzurze, której w UE, a w Niemczech szczególnie – NIE MA.

Niezależna niemiecka dziennikarka stoi w obliczu postępowania karnego w swojej ojczyźnie za relacjonowanie zbrodni popełnionych przez siły ukraińskie na ludności cywilnej we wschodnim regionie Donbasu zniszczonego wojną kraju.
https://www.presstv.ir/Detail/2022/07/04/685009/German-journalist-faces-years-of-detention-over-reporting-Ukrainian-atrocities
W ekskluzywnym wywiadzie z korespondentem Press TV Johnnym Millerem, Alina Lipp ujawniła, że została objęta postępowaniem karnym przez niemiecki rząd i otrzymała list od organów sądowych w jej ojczyźnie, grożący jej trzyletnim więzieniem.

“Wiadomości, które powiedziałam były takie, że Ukraina ostrzeliwuje cywilów już od ośmiu lat, powiedziałam też, że jest to ludobójstwo i że ludzie tutaj i w Donbasie wspierają operację specjalną Rosji” – powiedziała Lipp telewizji Press TV.

“Okazuje się, że dla Niemców jest to akt kryminalny, więc zabrali z mojego konta bankowego 1600 euro i nawet mi o tym nie powiedzieli” – dodała.

Określiła jako wstrzącającą – odruchową reakcję niemieckich władz w sprawie jej uczciwego i obiektywnego relacjonowania wojny na Ukrainie, potępiając fałszywe twierdzenia europejskiego kraju o wolności słowa i wolności mediów.

“Oni chcą mnie po prostu wsadzić do więzienia na trzy lata. To niewiarygodne. Otworzyli tę sprawę, ponieważ mówię i dzielę się swoją opinią, więc w Niemczech nie ma już wolności słowa.”

W swoim raporcie Miller powiedział, że Lipp “nie pozwolono bronić się na rozprawie sądowej”, dodając, że “albo niemieckie sądy próbują ścigać uczciwych dziennikarzy, albo że szczerze mówiąc, nie mają nawet najbardziej podstawowego pojęcia o polityce międzynarodowej.”

Przeprowadził również wywiad z niezależną hiszpańsko-rosyjską dziennikarką Lui Sivayą, która powiedziała, że ona również była “nękana” i “ścigana” za swoje reportaże o cierpieniach ludzi w regionie Donbasu z rąk sił ukraińskich.

“Na początku otrzymałam wiele nienawistnych komentarzy. Otrzymywałam też szykany. Różni ludzie mnie ścigali. Publikowali mój numer telefonu, moje prywatne informacje, adres, pod którym właśnie przebywałam” – powiedziała Sivaya telewizji Press TV.

Sivaya i Alina nie są jedynymi niezależnymi dziennikarzami, którym grozi więzienie za obiektywne relacjonowanie z frontu wojny, która trwa już piąty miesiąc. 

Alina jest byłą polityk Partii Zielonych, która od sześciu miesięcy przebywa w niespokojnym ukraińskim regionie Donbasu.

Została zawieszona na niektórych platformach mediów społecznościowych, zawieszono także jej konto Paypal.

Antywojenne strony, Consortium News i Mint Press, które krytykowały próby NATO podsycania płomieni wojny na Ukrainie, również miały zawieszone konta PayPal, próbowano odciąć ich finansowanie.

“Podczas gdy mainstreamowe media nie wysyłają nawet reporterów do tej części Ukrainy, kilku zachodnich reporterów ryzykuje życiem i reputacją, aby odkryć ważne kwestie.” powiedział Miller w swoim raporcie, dodając, że “za to ryzykują, że zostaną oczernieni lub wysłani do więzienia po prostu za wykonywanie swojej pracy.”

W ostatnich miesiącach pojawiło się kilka doniesień o ostrzeliwaniu cywilów przez ukraińskie siły zbrojne we wschodniej części Ukrainy.

Rosja rozpoczęła operację wojskową na Ukrainie pod koniec lutego, po tym jak Kijów nie zrealizował warunków porozumień mińskich i w wyniku uznania przez Moskwę separatystycznych regionów Doniecka i Ługańska.

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział wówczas, że jednym z celów tego, co nazwał “specjalną operacją wojskową”, jest “denazyfikacja” Ukrainy.

Deutschland und Russland [ale po polsku…]

News Front Polska Tak wspaniały reportaż niemieckiego dziennika Bild, że nie chce się nawet psuć go swoimi uzupełnieniami:

“Niemcy dostarczyły Ukrainie PzH 2000, jedne z najdroższych i najbardziej zaawansowanych technologicznie haubic na świecie. Jednak rosyjscy wojskowi szybko trafili jedną z takich haubic za pomocą trofiejnych niemieckich granatników.

Kanclerz Olaf Scholz chce podwoić budżet na wojsko. Ale Niemcy nie są w stanie wojny z nikim, a tak naprawdę Niemcy płacą za broń dla Ukrainy. Która d końcu okazuje się w rękach Rosjan. Haubicę uderzeniową PzH 2000 Rosjanie już badają. Niemcy wydają pieniądze i technologie. Czy niemieccy politycy na pewno pracują dla dobra Niemiec? Ile jeszcze trzeba będzie zapłacić za Ukrainę, jaka będzie cena dla Niemców?”
t.me/pl_news_front/3434 1.3K views

Niemcy wracają do węgla. “Sytuacja jest poważna”.

https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8464094,niemcy-wegiel-gaz-sankcje-gazprom-wladimir-putin-robert-habeck.html Marzena Szulc

Minister gospodarki Robert Habeck planuje zwiększenie generacji energii elektrycznej opartej na węglu. „To gorzkie, ale po prostu nieuniknione” – zapowiada. Do produkcji energii elektrycznej będzie mniej gazu, zamiast tego „bardziej wykorzystywane” będą elektrownie węglowe. Odnośna ustawa ma zostać uchwalona przez Radę Federalną 8 lipca – informuje w niedzielę portal RedaktionsNetzwerk Deutschland (RND).

Minister Habeck planuje już teraz kroki, mające zapobiec brakom energii na początku sezonu grzewczego. Do oszczędzania energii ma być zachęcany przede wszystkim przemysł [??? to ABSURD !!! md] . W wyniku ograniczania dostaw gazu przez Rosję, w planie jest szersze wykorzystywanie przez Niemcy elektrowni węglowych, co jest „gorzką pigułką” dla ministra gospodarki, polityka z partii Zielonych .

Jak dowiaduje się dpa, na plany te rząd federalny przeznacza „miliardowe środki”. Sytuacja jest poważna – potwierdził Habeck. Rosyjski koncern Gazprom w ostatnich dniach znacznie ograniczył przepływ gazu przez gazociąg Nord Stream 1, tłumacząc to względami technicznymi.

„Habeck ocenił to jako spowodowane przyczynami politycznymi. Zdaniem polityka Zielonych, napięta sytuacja i wysokie ceny są bezpośrednią konsekwencją agresji rosyjskiej na Ukrainę na rozkaz prezydentaPutina” – przypomina RND. To oczywista strategia Putina, aby siać niepokój, dzielić nas i podbijać ceny – podkreśla Habeck.

Jak zapewnia minister, mimo pogorszenia sytuacji na rynku gazu, trwa uzupełnianie rezerw tego surowca mimo jego wysokich cen. Bezpieczeństwo dostaw jest obecnie gwarantowane – ocenił minister. Jego zdaniem, zużycie gazu w sektorze elektroenergetycznym i przemyśle powinno teraz zostać zmniejszone, a zbiorniki magazynowe napełniane.

„Aby zabezpieczyć magazynowanie gazu, rząd federalny wkrótce udostępni dodatkową linię kredytową w wysokości 15 mld euro, w porozumieniu z ministerstwem finansów. Minister zapowiada też zwiększenie udziału energetyki węglowej w wytwarzaniu energii elektrycznej. To gorzkie, ale po prostu nieuniknione. „Odpowiednia ustawa ma zostać uchwalona przez Radę Federalną 8 lipca, a następnie szybko wejdzie w życie” – informuje RND.

Niemiecki burmistrz nie chce ukraińskich uchodźców. Boi się o Nord Stream 1 i 2.

9.03.2022, https://www.tvp.info/58941116/burmistrz-lubmina-zakazal-przyjmowania-uchodzcow-z-ukrainy-w-obawie-o-nord-stream-i-i-ii

Burmistrz Lubmina Axel Vogt polecił, aby w jego mieście nie przyjmować uchodźców z Ukrainy. Wydał wręcz zakaz tym Niemcom, którzy chcieliby pomóc uciekającym przed wojną kobietom i dzieciom.

Jak wyjaśnił, najważniejsze w tej chwili powinno być zapewnienie bezpieczeństwa gazociągom z Rosji.

W związku gmin Amt Lubmin (w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie), którego miasto jest stolicą, zbiegają się rosyjskie gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2. W pobliżu znajduje się tymczasowe składowisko odpadów jądrowych – wylicza dziennik „Ostsee-Zeitung”.

Burmistrz Axel Vogt zarządził, by w Luminie nie organizowano ani nie zapewniano zakwaterowania uciekinierom z Ukrainy.

Zakaz dotyczy również zakwaterowania w sąsiednich gminach Bruenzow, Wusterhusen, Rubenow i Kroeslin – wynika z pisma burmistrza.

[—]

Befehl ist Befehl! Policjanci Bawarii zgotowali dzieciom piekło. Akcja 30-35 funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku. Wyważone drzwi i przesłuchania w szkole, w której dzieci nie nosiły masek. Ordnung muss sein!!!

Niemcy. Bawarska policja zrobiła nalot na prywatną szkołę, w której dzieciom pozwalano na naukę bez masek. Szkoła nie była zarejestrowana przez bawarski rząd, a rodzice założyli ją w celu ochrony dzieci przed reżimem covidowym.
https://nczas.com/2022/02/01/niemcy-policyjny-nalot-na-szkole-w-ktorej-dzieci-nie-nosily-masek/

——————————–

Szkołę w bawarskiej miejscowości w Erlangen założyli rodzice, którzy chcieli uchronić swoje dzieci przed traumą i zdrowotnymi konsekwencjami wprowadzonego w Bawarii reżimu sanitarnego.

Mowa tu m.in. o nakazie zakrywania ust i nosa przez najmłodszych.

Lokalne media podają, że policja zorganizowała nalot na prywatną szkołę po tym, jak ustalono, że działa ona bez zezwolenia rządu Bawarii, a dzieci uczą się na prywatnej posesji.

Po interwencji służb mundurowych placówka została zamknięta.

Jedna z matek, która posyłała swoje dziecko do rzeczonej szkoły, twierdzi, że akcję przeprowadziło około 30-35 funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku – mieli być wyposażeni w pałki i broń automatyczną, a drzwi do budynku wyważyć taranem.

W dniu, w którym przeprowadzono akcję, w szkole znajdowały się dzieci w wieku od 4. do 14. lat. Gdy policjanci rozpoczęli nalot, przerażone dzieci zaczęły uciekać na piętro budynku, ale mundurowi zatrzymali je.

Dzieci miały zostać oddzielone od rodziców i przesłuchiwane indywidualnie przez 4 godziny.

Portal Reitschuster.de twierdzi, że policja zastosowała taktykę zastraszania, mówiąc dzieciom, że zostaną umieszczone w domach dla nieletnich, jeśli odmówią podania swoich nazwisk.

Ponadto policjanci skonfiskowali dzieciom przybory szkolne. Mają one zostać zwrócone po zakończeniu dochodzenia.

Źródło: Reitschuster.de, Life Site News

Niemcy: Najwięcej zakażeń koronawirusem w najlepiej wyszczepionym landzie, Brema.

Brema, najmniejszy kraj związkowy (land) Niemiec, który jak dotąd ma najwyższy odsetek zaszczepionych na COVID-19 mieszkańców ze wszystkich landów w Niemczech, notuje obecnie największy wskaźnik zakażeń koronawirusem – co zdaniem ekspertów jest zapowiedzią tego, co czeka wkrótce całe Niemcy w związku z szybką transmisją wariantu Omikron.

W Bremie liczba zakażeń koronawirusem z siedmiu dni wynosi 800 przypadków na 100 tys. mieszkańców – ponad dwa razy więcej niż wynosi średnia dla całego kraju (303) – wynika z danych Instytutu Roberta Kocha.

– Zakładam, że Brema tylko nieco wyprzedza inne landy – twierdzi Hajo Zeeb, z Instytutu Leibniza w Bremie zajmującego się badaniem nad profilaktyką i epidemiologią. 

Jego zdaniem wiele niemieckich landów będzie wkrótce notować wskaźniki zakażeń takie, jaki notuje obecnie Brema.

W piątek przywódcy niemieckich landów spotkają się z kanclerzem Olafem Scholzem ws. działań związanych z rozwojem sytuacji epidemicznej – obejmujących m.in. skrócenie okresu samoizolacji w związku z COVID-19, aby nie doprowadzić do paraliżu w świadczeniu różnych usług publicznych ze względu na brak rąk do pracy.

Zdaniem Zeeba duża liczba zakażeń w Bremie może być efektem tego, że land ten znajduje się blisko Danii i Holandii – w obu tych krajach szybko rozprzestrzeniający się wariant Omikron jest już wariantem dominującym.

W Bremie Omikron ma odpowiadać już za 85 proc. wszystkich nowych zakażeń, podczas gdy w całych Niemczech wskaźnik ten wynosi ok. 44 proc. – wynika z danych Instytutu Roberta Kocha.

84 proc.

Tylu mieszkańców Bremy jest w pełni zaszczepionych na COVID-19

W Bremie w pełni zaszczepionych jest 84 proc. z ok. 700 tysięcy mieszkańców landu, 44 proc. otrzymało dawkę przypominającą szczepionki. Dla całych Niemiec liczby te wynoszą – odpowiednio – 72 i 42 proc.

W czwartek w Bremie wprowadzono nowe obostrzenia, mające na celu spowolnienie transmisji koronawirusa – w landzie wymagane jest m.in. wykazanie się negatywnym wynikiem antygenowegu testu na COVID-19 lub zaświadczeniem o przyjęciu trzeciej dawki szczepionki przez osoby chcące wejść do restauracji lub uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych. Dotychczas wystarczyło wykazać, że przyjęło się dwie dawki szczepionki. 

https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art19262931-niemcy-najwiecej-zakazen-koronawirusem-w-najlepiej-wyszczepionym-landzie

Tysiącletnia Rzesza (Tausendjähriges Reich) w ataku: Nowe restrykcje, również zaszczepionych przeciw COVID. O-mikron !!!

Rząd federalny Niemiec i rządy krajów związkowych w zeszłym tygodniu przyjęły nowy pakiet środków walki z Covid-19, które miały wejść w życie najpóźniej do wtorku 28 grudnia. Niektóre landy postanowiły nie czekać i wprowadziły je już wcześniej – pisze portal RND.

Szefowie rządów na szczeblu federalnym i krajów związkowych spotkali się w ubiegły wtorek, aby ustalić nowe działania, szczególnie w związku z wariantem Omikron. „Eksperci”, w tym wirusolog Christian Drosten, przewidują nawet, że Omikron wywoła nie tyle kolejną falę, co wręcz zalew nowych infekcji – przypomina RND.

Nowe obostrzenia

Nowe środki, przedstawione po spotkaniu szefów rządów przez kanclerza Olafa Scholza, dotyczą głównie ograniczenia kontaktów i obejmują także osoby zaszczepione oraz ozdrowieńców.

Według nowych zasad w spotkaniach prywatnych może brać udział maksymalnie 10 osób (nie wlicza się dzieci do 14. roku życia). W całym kraju zamknięte są kluby i dyskoteki, zabroniona jest organizacja wszelkich imprez tanecznych. Wydarzenia takie jak mecze piłki nożnej będą się mogły odbywać wyłącznie bez udziału widzów.

Na spotkaniu władze centralne i regionalne uzgodniły, że chcą osiągnąć kolejne 30 mln szczepień (wliczając dawki pierwsze, drugie i przypominające) do końca stycznia 2022 roku. [—-]

Nowe ograniczenia zostały dołączone do nadal obowiązujących przepisów, wprowadzonych już na początku grudnia, które dotyczą przede wszystkim osób niezaszczepionych. Chodzi tu m.in. o ograniczenie do osób zaszczepionych i ozdrowieńców wstępu do sklepów detalicznych, kin, restauracji i muzeów, a także dostęp dla osób zaszczepionych, rekonwalescentów i posiadaczy negatywnych wyników testów na Covid – do środków lokalnego transportu publicznego.

Dodatkowo poszczególne kraje związkowe, w zależności od panującej tam sytuacji epidemicznej, w tym liczby zakażeń i hospitalizacji, mogą decydować o podejmowaniu dodatkowych środków bezpieczeństwa. Przykładowo w Badenii-Wirtembergii od poniedziałku w godz. 22.30-5 obowiązuje godzina policyjna w lokalach gastronomicznych. W sylwestra godzina policyjna będzie obowiązywać wyjątkowo dopiero od godz. 1.

Koronawirus w Niemczech

Do tej pory w Niemczech potwierdzono cztery zgony osób z potwierdzoną infekcją Omikronem. Trzy osoby były w grupie wiekowej 60-79 lat, a jedna w grupie 35-59 lat.

Na podst.: https://dorzeczy.pl/swiat/245080/niemcy-nowe-obostrzenia-obejma-rowniez-osoby-zaszczepione.html

Kto zepsuł ten niech psuje dalej ?!?

Niemcy w II Wojnie Światowej zrujnowały pół Europy i wymordowały wiele milinów ludzi. Aktualna koalicja trzech partii przejmujących władzę w Niemczech jasno i bez ogródek ogłasza swój program. Jest nim przede wszystkim federalizacja Europy czyli utworzenie jednego europejskiego państwa pod przywództwem Niemiec. Można powiedzieć, że to czego nie udało się osiągnąć Hitlerowi zbrojnie udaje się  wywalczyć pokojowo a raczej ekonomicznie obecnym niemieckim rządom , bo  Niemcy mają w ręku potężny aparat ekonomicznych represji. Charakterystyczna jest specyficzna hipokryzja Niemiec. Niemcy poczuwają się (podobnie jak Mały Książę do odpowiedzialności za oswojonego lisa) do odpowiedzialności za morale narodów Europy.

Powinni raczej poczuwać się do odpowiedzialności za jej zniszczenie. Gdyby naprawdę chcieli podjąć taką odpowiedzialność mogliby wypłacić Polsce zaległe reparacje wojenne oraz oddać przetrzymywane nadal, a skradzione w czasie wojny, skarby kultury.  Mogliby również spróbować z szacunkiem odnosić się do Polaków uważanych kiedyś przez nich przecież za podludzi i przeznaczonych jak pasożyty do wytępienia. Tymczasem zamiast faktycznego  odkupienia swoich win Niemcy w swojej teutońskiej bucie chcą pilnować żeby nikt nie poszedł ich drogą, żeby nie odrodził się faszyzm. Przecież najlepiej na tym faszyzmie się znają najlepiej wiedzą jak się faszyzm rodzi.

Realizowana prze Niemców zasada: „kto zepsuł ten naprawia” jest właściwa wyłącznie przy wychowywaniu dzieci ( zepsułeś zabawkę to ją teraz napraw) i zawiodła choćby przy rozrachunkach z komunizmem. Kontraktowa opozycja wyłoniona spośród  progenitury stalinowskich aparatczyków wzbogacona osobistym udziałem samych byłych aparatczyków a także udziałem małowiernych (termin Putramenta) wobec komunistycznej partii a przedtem sprzedajnych literatów i filozofów usiłowała zachować monopol na naprawianie kraju po zapaści wynikłej z komunistycznych rządów. Do głosu dopuszczono niektórych ludzi innego niż „kontraktowi” rodowodu. Na przykład wybitniejszych robotników. Wybitniejszych nie w sensie intelektualnym czy moralnym lecz z wybitnym parciem do władzy a przede wszystkim do awansu społecznego i finansowego.

Niektórzy twierdzą, że wręcz przeciwnie, to zwycięska Solidarność dopuściła do udziału w konstytuującej się władzy byłych aparatczyków i ich progeniturę. To zupełnie nieistotne, jedni i drudzy dogadali się po  prostu w Magdalence przy wódce. Z punktu widzenia logiki relacja opozycja- komuna jest zwrotna i symetryczna. Jak wygląda tak naprawiona Polska każdy widzi (jak tego przysłowiowego  konia z sarmackiej encyklopedii Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego). Szkoda ze większość obywateli ogarnięta  euforią wyzwolenia była całkowicie impregnowana na znaki i  głosy rozsądku z trudem przebijające się przez medialną watę pobożnych życzeń i złudnych nadziei  niesłusznie branych za fakty.

Wracając do Niemców. Przez całe lata transformacji ustrojowej która sprowadziła się do utraty naszych najlepszych przemysłów (miedzy innymi na rzecz Niemiec, na przykład cukrownictwa celowo wykupywanego w celu zlikwidowania polskich cukrowni) utrzymywano nas w przeświadczeniu, że świat czeka już tylko pokój . Koniec historii za Fukuyamą głosili różni nasi domorośli politolodzy i historycy idei. Twierdzili, że Rosja rzucona na kolana przez upadek komunistycznego mocarstwa, oraz Niemcy łaskawie nas futrujący w stanie wojennym paczkami nigdy i nikomu nie będą już zagrażać. Ci którzy widzieli niebezpieczeństwo odrodzenia się mocarstwowości rosyjskiej i niemieckiej traktowani  byli w dyskursie politycznym jako idioci kultywujący odwieczne „strachy na lachy” i przeszkadzający Polsce czerpać garściami dobrodziejstw wynikających  z przynależności do Unii Europejskiej. Jednych do  Unii miały przekonać rowerowe ścieżki i drogi zbudowane za unijne pieniądze. Nie zastanawiali nad tym, że UE rozdziela pieniądze uzyskane z obowiązkowej składki do jej kasy a każda inwestycja, potrzebna lub zbędna, jest w dużej części finansowana przez lokalny samorząd. Bardziej świadomych przekonywano, że dzięki UE raz na zawsze skończyły się w Europie wojny.

Konsekwentnie likwidowano naszą armię argumentując: „a któżby dzisiaj  chciał na nas napadać?” Unia Europejska miała być gwarantem pokoju, sprawiedliwości w rozdzielaniu zebranych od członków funduszy, oraz racjonalnego bo centralnego planowania. Skąd my o znamy? Przecież centralizm był jedną z podstawowych przyczyn zawalenia się systemu komunistycznego. W czym unijny centralizm miałaby być lepszy od komunistycznego? Gwarancje pokoju w czasach komunizmu też mieliśmy. A nawet czynną walkę o pokój na świecie realizowaną przez dławienie wszelkich tendencji do wyzwolenia się, choćby częściowego, spod omnipotencji Kremla. Tak jak zdławiona została „Praska Wiosna” w czym braliśmy zresztą niechlubny udział.

Próby wyzwolenia się Polski spod dyktatu UE choćby w takiej sprawie jak idiotyczne i zupełnie nierealistyczne likwidowanie sprawdzonych paliw kopalnych na rzecz unijnych niesprawdzonych fantasmagorii takich jak energetyka wodorowa (fantasmagorii porównywalnych z zawracaniem przez sowietów biegu rzek i wdrażaniem w życie rojeń Łysenki ) spotykają się z równie drastycznym użyciem przez dominujące w UE Niemcy starej broni nowej generacji jaką jest zagładzanie i zamrażanie sąsiedniego kraju. ( patrz blokada Leningradu) Tym razem przez odcięcie go od należnych wypłat przy skrupulatnym pobieraniu od niego unijnej składki i zamykaniu jego kopalni. Swoich kopalni węglowych jakoś Niemcy nie mają zamiaru zamykać. W retoryce unijnej Polska nie przestała być „pokracznym bękartem traktatu wersalskiego” choć tego historycznego terminu nikt expressis verbis już nie używa. Powraca również odwieczny sojusz Niemiecko -Rosyjski.

Czerwone barwy socjaldemokracji i zielone partii Zielonych przesłaniają brunatny kolor rodzącej się Czwartej Rzeszy. Jak w dziecięcej zagadce: Co to jest? Czarna jagoda. A dlaczego czerwona? Bo jeszcze zielona.

Izabela Brodacka

Plan tych z WHO: „NOWA NORMALNOŚĆ” to ciągle szpryce co parę miesięcy.

Niemcy szykują się na czwartą turę szczepień. Akcja ma ruszyć latem, najpóźniej jesienią 2022.

Szczepienia przeciw Covid-19 miały być gwarantem powrotu do normalności. Tymczasem dotychczasowe doświadczenia wskazują, że rządy wciąż sięgają po lockdowny, a „normalnością” stają się… kolejne szczepienia.

W Niemczech eksperci już wieszczą, że trzecia tura szczepień, jaka ma teraz miejsce, nie będzie ostatnią, a przed kolejnym sezonem grypowym, potrzebne będą „dawki przypominające”.

Opinię taką przekazał Ulrich Weigeldt, szef niemieckiego Związku Lekarzy Rodzinnych. W jego ocenie, kolejne szczepienie konieczne będzie latem 2022 roku, lub najpóźniej jesienią. “Lekarz” prognozuje też, że być może czwarta dawka będzie mogła być podawana wraz ze szczepionką przeciwko grypie. Nie krył też, że celem jest to, by szczepienia przeciwko koronawirusowi weszły na stałe do kalendarza i stały się rutyną.

Przyspieszaczem szczepień jest wariant Omikron. Jeśli będzie się on nadal rozprzestrzeniał, to – jak uważają „eksperci” – kolejną (czwartą) dawkę szczepionki należałoby przyjmować już po trzech miesiącach od trzeciej!

Póki co nawet producent nie wie czy czwarta dawka będzie „dostosowana” do wariantu Omikron.

[Wg. https://pch24.pl/niemcy-szykuja-sie-na-czwarta-ture-szczepien-akcja-ruszy-latem-najpozniej-jesienia ]