Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze. Służby specjalne i policja nie radzą sobie z ich działalnością.
36 zlikwidowanych laboratoriów narkotykowych, setki przeszukań i tony zabezpieczonych substancji – taki jest wynik wielkiej polsko-ukraińskiej akcji policyjnej wymierzonej w zorganizowaną przestępczość. W czwartek, 19 lutego, Centralne Biuro Śledcze Policji znienacka zaatakowało ponad 500 adresów, gdzie według śledztwa miały się znajdować fabryki narkotykowe.
Znaleziono 36 laboratoriów i 74 magazyny do przechowywania zakazanych substancji. Znaleziono ponad 20 tys. litrów prekursorów do produkcji narkotyków syntetycznych, ponad 220 kg alfa-PVP, ponad 150 kg amfetaminy, ponad 65 kg mefedronu w formie kryształu oraz 350 litrów w postaci płynnej, 47 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek MDMA i ponad 2 tys. tabletek ecstasy oraz 7 kg metaamfetaminy. To jedna z największych akcji w historii polskiej policji, ale zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Tajny raport
W lipcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji). Dokument opisuje zjawisko polegające na tym, że gangsterzy z Ukrainy kupują dziesiątki kilogramów meksykańskich narkotyków, głównie fenatylu, marihuany i heroiny.
Wszystko po to, aby sprzedawać z dużym zyskiem na rynku europejskim. Raport DEA wskazuje dwa polskie miasta jako dotknięte już tym zjawiskiem. Są to Kraków i Wrocław. Zdaniem analityków amerykańskich tam właśnie ukraińskie gangi działają z największą siłą. I tam rozpoczyna się nowy, przestępczy proceder – sprzedaż fentanylu. Fentanyl – lek pochodzenia opoidalnego (tzn. wytwarzany z opium) pomaga uśmierzać ból. W Polsce wszystkie leki zawierające fentanyl sprzedawane są na receptę.
Narkotyk polityczny
W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych zaczęła się prawdziwa epidemia uzależnień od fentanylu. Przyczyną była popularność tego syntetyku w procesach medycznych. Jako substancja pomagająca uśmierzyć nawet najsilniejszy ból, fentanyl był wykorzystywany w terapiach medycznych i w lekach. Jednak zgodnie z prawem można było go stosować wyłącznie za zgodą lekarza i wyłącznie w szpitalach, a każde zastosowanie musiało być udokumentowane. Fentanyl miał jednak zasadniczą wadę – uzależniał 18 razy szybciej niż heroina (dotychczas uznawana za najsilniejszy narkotyk).
To spowodowało, że pacjenci w USA już po oficjalnych terapiach wychodzili w pełni uzależnieni od syntetyku. I zaczynali go szukać na własną rękę. Uzależnieni od fentanylu Amerykanie stawiali się klientami dostawców narkotyku.
Tyle że u oficjalnych producentów, zaopatrujących apteki i szpitale, regulowanych przez przepisy federalne, nie mogli kupić dla siebie leku poza systemem. To zapotrzebowanie zaczęły zaspokajać meksykańskie kartele – główni producenci opium i fentanylu. Od 2020 roku narkotyk z meksykańskich pól szlakami przemytu przez granicę do Tekasu, przez tajne, podziemne tunele mafii, zaczęły płynąć dziesiątki kilogramów narkotyku. Konsekwencje były tragiczne. Jak wynika ze statystyk amerykańskiego Departamentu Zdrowia (odpowiednik naszego Ministerstwa Zdrowia), w latach 2020–2021 wskutek przedawkowania fentanylu zmarło w USA 129 tys. osób. Liczba tych, którzy kupowali u przemytników, nie jest znana.
Efekty popularności fentanylu były tak straszne, że sprawą postanowił się zająć sam prezydent USA. 15 karteli trafiło na listę organizacji terrorystycznych, w tym sześć karteli meksykańskich, w tym osławiony Sinaloa. Następnego dnia Pentagon wysłał drony i samoloty szpiegowskie, aby patrolowały granicę z Meksykiem i identyfikowały wszystkich przemytników. Sam Donald Trump zapowiedział, że do ścigania narkotykowych gangsterów wyśle wojsko. 3 marca Trump ogłosił cła na Kanadę i Meksyk, przy czym nie ukrywał, że cła na ten drugi kraj są konsekwencją nieudolnej polityki walki z kartelami.
Ta decyzja uderzyła w meksykańską gospodarkę, dla której eksport do USA jest istotnym źródłem przychodu. Stało się to akurat w czasie, kiedy nowa prezydent kraju Claudia Scheinbaum zapowiedziała dążenie do poprawy stosunków bilateralnych z USA. Chcąc pokazać, że to nie słowa a czyny, Scheinbaum wysłała wojsko najpierw do pacyfikowania mafii, a potem na granicę z USA. W ramach akcji wojskowych, spłonęło kilka ważnych plantacji narkotykowych, a kilkudziesięciu gangsterów trafiło do więzień. W konsekwencji kartele straciły główny rynek zbytu – Stany Zjednoczone. Dla kontynuowania miliardowych interesów trzeba więc było znaleźć nowy kierunek. I właśnie, jak wynika z cytowanego raportu DEA, stała się nim Europa.
Wielkie pieniądze
Skąd jednak nagle partnerem dla meksykańskich karteli stały się ukraińskie gangi?
Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.
W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników. Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na pomoc dla walczącej Ukrainy w części zostały rozkradzione i trafiły m.in. do gangsterów. Nie wiadomo również, co działo się z bronią i amunicją dostarczaną na front, bo nie ewidencjonowano jej faktycznego wykorzystania. Za to od 2022 roku policje w całej Europie zabezpieczają u gangsterów broń i amunicję, która oficjalnie powinna być na froncie w Donbasie. Ukraińscy gangsterzy mają broń i potężne pieniądze i apetyty na wielkie, przestępcze biznesy. Meksykańscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków i zablokowany główny dotychczasowy kanał zbytu, czyli rynek USA za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.
Niewydolne państwo
Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia” – mówi dr Mateusz Mickiewicz – warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – „Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz ze swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji.
„Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami” – mówi adwokat. – „W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu, polska policja i prokuratura, ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.
Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich, będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło.
Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto) 8 marca 2026
Trudno się dziwić, że skoro całym światem wstrząsnęła amerykańsko-izraelska napaść na Iran, opatrzona pretensjonalnym, kabotyńskim kryptonimem „Epicka furia”, to musiało się to przełożyć również na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju. Przymiotnik „epicka” oznacza coś nadzwyczajnego, czy nawet – heroicznego. Tymczasem w izraelsko-amerykańskiej napaści na Iran niczego heroicznego, ani nawet nadzwyczajnego nie ma. Przeciwnie – jest to zwyczajny napad rabunkowy, jakich tysiące dokonują się codziennie w rozmaitych ciemnych zaułkach miast. Rabunkowego charakteru tej napaści nie zmienia bowiem kontekst, nazwijmy to, „ideowy”.
Chodzi mi oczywiście o ideę „Wielkiego Izraela”, z którą „czuje się związany” premier izraelskiego rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu. Ma ona bardzo stary rodowód, bo sformułowana została we biblijnej Księdze Rodzaju, a obecnie jest już bardzo zaawansowana w realizacji. W myśl tej idei, terytoria leżące między Nilem a Eufratem mają stanowić obszar Wielkiego Izraela.
Jak widzimy, wszystkie państwa leżące na tym obszarze zostały już politycznie obezwładnione z inicjatywy Izraela, który wykorzystał w tym celu potęgę osiłka w postaci Stanów Zjednoczonych i teraz, w następnym etapie, trzeba będzie je tylko okupować i inkorporować do Izraela. Na przeszkodzie realizacji tego etapu stał tylko złowrogi Iran, więc Izrael wykorzystał dorobek swego agenta w USA, niejakiego Epsteina, by zmłotować prezydenta Donalda Trumpa do napaści na ten kraj, najwyraźniej dając mu do zrozumienia, że w przeciwnym razie wyjdą na jaw rozmaite śmierdzące dmuchy.
W charakterze marchewki występuje oczywiście irańska ropa, na której prezydent Trump chciałby położyć rękę, jak to się stało w przypadku Wenezueli. To jest ten „heroiczny” charakter napaści. Jakie wnioski może z tego wyciągnąć świat? Po pierwsze – że wracamy do bismarckowskiej doktryny „siła przed prawem”. Wystarczy uzbroić się w „ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce”, żeby z „heroiczną furią” obrabować każdego, kto się akurat nawinie. W takim razie potencjalne ofiary mają dwie możliwości – albo zgodzić się na płacenie haraczu gangsterom, albo też zaopatrzyć się w „ponaddźwiękowe dzidy i atomowe proce” – bo są one w stanie ostudzić „epicką furię” każdego gieroja. Pokazuje to przykład Korei Północnej, której ani Izrael, ani Amerykańscy twardziele nie zaczepiają. Nie chciałbym tam, co prawda, mieszkać, ale nie da się ukryć, że Korea Północna jest państwem suwerennym, które nie kuca ani przed Żydami, ani przed amerykańskimi twardzielami.
Nasza chata, naturalnie z kraja, więc Książę-Małżonek wyraził „solidarność” – ale nie z napadniętym Iranem, tylko z „naszymi sojusznikami”, czyli emiratami arabskimi znad Zatoki Perskiej, które Iran w odwecie zaczął ostrzeliwać swoimi „ponaddźwiękowymi dzidami”. Nie obyło się oczywiście bez zasmrodzenia smrodkiem dydaktycznym, żeby uchronić wyznawców Volksdeutssche Partei oraz Prawa i Sprawiedliwości przed dysonansem poznawczym. O ile bowiem Rosja z powodu „napaści” na Ukrainę, została przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, ponad podziałami potępiona – o tyle nie ma u nas nikogo, kto by się odważył potępić sprawców „epickiej furii”.
Przyczynę wskazuje rewolucyjna teoria, według której wojny, podobnie jak walki o pokój, dzielą się na „sprawiedliwe” i „niesprawiedliwe”. Sprawiedliwą jest wojna, ewentualnie „epicka furia”, którą prowadzimy my, a w ostateczności – nasi sojusznikowie – przeciwko krajom ukazanym nieubłaganym palcem, jako „nieprzyjacielskie”. Natomiast wojna lub walka o pokój, jaką prowadziliby nasi nieprzyjaciele przeciwko nam, albo naszym, niechby nawet przymusowym, sojusznikom, jest oczywiście „niesprawiedliwa”. Zgodnie tedy z dialektyką marksistowską, ta sama wojna może być sprawiedliwa i niesprawiedliwa jednocześnie.
Tedy w ramach rewolucyjnej teorii, pojawiają się u nas teorie odpryskowe, w myśl dyrektywy Klucznika Gerwazego: „Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”. Tedy pan prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski wystąpił z teorią, że „Epicka furia” tak naprawdę ma na celu „osłabienie Rosji”, a jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj – to godzi w złowrogiego Grzegorza Brauna. Jak twierdził książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku”, nie ma to jak teolog – „i oświeci i uspokoi”. Ale w ostatnich czasach nie tylko teologia stała się dyscypliną akademicką. Obok studiów genderowych, dyscypliną akademicką jest również politologia – no i widzimy, że też nie pozostaje w tyle.
A skoro już o teologii mowa, to właśnie 1 marca została ogłoszona wiadomość, iż na podstawie dekretu Episkopatu Polski, w naszym nieszczęśliwym kraju zostały ustanowione finansowe kary kościelne za rozmaite myślozbrodnie. Górna granica została na razie ustalona na poziomie prawie 100 tys. złotych – ale z pewnością nie jest o ostatnie słowo. Znacznie ciekawsze są delikty, za które może być wymierzona finansowa kara, Są to między innymi „herezja”, „schizma”, czy „apostazja”. O co tu może chodzić?
Pewne światło na tę sprawę rzuca deklaracja J. Em. Grzegorza kardynała Rysia, że myślozbrodnią, a więc rodzajem „herezji” może być antysemityzm. Dotychczas antysemitnikom wiele rzeczy uchodziło płazem – ale teraz system został uszczelniony. Jak nie ze strony nienawistnego sądu państwowego, to ze strony trybunału kościelnego na myślozbrodniarza spadnie finansowa kara – oczywiście w maksymalnie dopuszczalnym wymiarze. Jak to będzie wyglądało w praktyce, kto będzie te należności ściągał? To nie jest jasne, bo wiadomo tylko, kto karę może wymierzyć – ale nie wiadomo, kto ją z delikwenta ściągnie. Czy Urząd Skarbowy, komornik sądowy, czy jeszcze ktoś inny? W przypadku antysemityzmu sprawa wydaje się stosunkowo prosta. Penitent podczas spowiedzi przyznaje, że wie, iż nie lubią go Żydowie, no to i on nie lubi Żydów. Znaczy – antysemitnik. Tedy spowiednik może mu przysolić karę w maksymalnej wysokości – ale pod absolucją. W takiej sytuacji ukarany zaniesie forsę w zębach, bo inaczej pójdzie do piekła i cały czas będzie bolało.
No dobrze – ale co będzie w przypadku „apostazji”? Szczerze mówiąc, nigdy nie mogłem się nadziwić tym, którzy dokonują urzędowej apostazji. Skoro przestali wierzyć w Stwórcę Wszechświata, to z jakiego powodu żądają, by delegaci Pana Boga na Polskę wydali im stosowną bumagę? Ale to jest jedna z tajemnic natury ludzkiej, o której pisał św. Jan Maria Vianney, dziwując się, dlaczego ludzie nagminnie dopuszczają się jednego z głównych grzechów, mianowicie zazdrości, chociaż – w odróżnieniu od pozostałych grzechów głównych – nie dostarcza on grzesznikowi ani chwili przyjemności, tylko od początku – same udręki? W tej sytuacji jedynym wyjaśnieniem karalności apostazji mogą być przygotowania do wprowadzenia w Polsce podatku kościelnego. W przypadku apostazji delikwent wprawdzie podatku kościelnego już by nie płacił, ale za to musiałby zapłacić, dajmy na to, 100 tys. złotych za akt apostazji. Kto wie, czy w tych warunkach będzie się ona w ogóle opłacała, bo podatek kościelny może być skalkulowany znacznie przystępniej. Coś takiego mogła wymyślić kanclerska głowa – albo handlowa.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Fr. Chad Ripperger said in a new interview that there will be a global collapse in morality and a ‘unification of the worldwide economy’ before the arrival of the Antichrist, who could control people through a social credit system.
Exorcist Father Chad Ripperger warned in an interview that the stage is almost completely set for the arrival of the Antichrist.
While we ultimately cannot be certain about when the Antichrist will publicly appear, the situation needed for his arrival “is just about present,” Fr. Ripperger told podcaster and former U.S. Navy SEAL Shawn Ryan.
The Church Fathers say there will be a “worldwide implosion of people’s morality” before the Antichrist arrives, which we have seen since the 1950s, noted Fr. Ripperger. There has been a widespread defiance of the laws of God and natural law.
Another condition for his rule is the “unification of the worldwide economy,” said the exorcist, because it is through the economy that the Antichrist will control people, although “he’ll have control of governments too.”
=================================
Father Chad Ripperger Official Preview.
“Well, before the Antichrist comes, one of the things that we know from the fathers of the church is that there will be a worldwide implosion of people's morality. According to the fathers of the church, at least the ones that I've read,… pic.twitter.com/x8lv6nkkqS
Fr. Ripperger said such a worldwide unification of economies appears to be “a little bit down the road.”
“So I don’t think he is immediately around the corner, but I could be wrong,” he added.
Fr. Ripperger also points to Catholic prophecies, like the one given by Our Lady of La Salette, which say there will be a chastisement involving a war, which will be “brutal even for those of us who are good and who are prepped for it.”
Regarding the Mark of the Beast, Fr. Ripperger said, “We’re almost there.”
“They could literally just decide, unless you decide to sign off on certain things, you’re not going to have access to the digital currency that [they’re] going to enact worldwide,” he said.
“I think that’s one of the ways he’s going to control people, through digital currencies,” he continued, noting that these currencies can be used to shut people out of access to goods and services.
“And that’s how they’ll basically starve people out if they’re not willing to sign off on the Antichrist’s rule,” said Fr. Ripperger, affirming to Ryan that this would or could be enacted like a social credit score.
Ryan asked Fr. Ripperger what people should do once the Mark of the Beast is ushered in. “What are we supposed to do if we can’t eat, take care of ourselves, provide for families?”
The priest highlighted the nature of the mark, which he said will be “something in our bodies that will give us access” to goods, like an RFID chip that can be scanned, or involve a device similar to Neuralink.
“The Fathers of the Church say you’re not going to be able to get that chip without some type of renunciation of Christ,” Fr. Ripperger said. This means people must accept something they “know is contrary to the will of God and to the will of Christ.”
Ultimately, to refuse the mark, we “have to be willing to sacrifice the lesser good in order to achieve the greater good.”
However, he pointed out that God can help people survive without the mark.
“God will very often provide for people. If it’s His will that people survive that time frame, He’ll make it possible,” said Fr. Ripperger.
He advised that people “have to be smart about it and learn basic survival skills and learn how to fend for themselves.”
Fr. Ripperger added, however, that it is “going to be extraordinarily difficult to even be able to evade detection,” given the current level of technology.
During his interview, he highlighted the opinion of the Church Fathers – that he is familiar with – that the Jewish Temple in Jerusalem will never be rebuilt.
Scripture’s reference to the “abomination of desolation” standing the in the holy place “is actually a reference to the Catholic Church” suffering desecration, according to the Church Fathers.
This means the Catholic Church would “become compromised in that process.”
During his four hour-long interview with Ryan, Fr. Ripperger also discussed different levels of spiritual warfare, Satanism and the occult, exorcism, demonic hierarchies and manifestations, spiritual defense, and more.
To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny USA i Izraela z Iranem, fundamentalnie zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.
Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „Moralne jest to, co ja uważam za moralne”. Zasadniczo, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej kontroli zewnętrznej nad Wenezuelą, a także po atakach na Iran, które zniszczyły wojskowo-polityczne i religijne przywództwo suwerennego mocarstwa, które prowadziło negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zrezygnowało z nich, nie można już mówić o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.
Rzeczywiście, teraz obowiązuje tylko prawo silnego, prawo szybkiego. Ten, kto pierwszy uderzy lub wykona tę czy inną czynność, ma rację. Wszystko inne staje się jedynie dodatkowym uzasadnieniem. Chodzi o to, by teraz zadać wrogowi decydujący cios, złamać jego opór, zniszczyć jego przywództwo i uderzyć w kluczowe obiekty wojskowe i energetyczne. A potem można to ująć w dowolny sposób, uzasadnić w dowolny sposób i poświęcić dużo czasu na rozpracowanie.„Głęboki gniew” kontra „Głębokie zaniepokojenie”. Zabójstwo Chameneiego to werdykt w sprawie Rosji: Nie ma dokąd uciec!
Myślę, że teraz prawie wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie stawiać opór. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu swojego politycznego przywództwa, jeśli się nie podda, nie wywiesi białej flagi i nie podda się, może to skończyć się źle dla samego Zachodu. W końcu wszyscy inni zaczną działać dokładnie tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał, pomijając swój status prawny. To uwolni wiele regionalnych mocarstw do robienia, co im się żywnie podoba. Sytuacja może więc bardzo szybko doprowadzić do użycia broni jądrowej – być może w konflikcie pakistańsko-afgańskim, być może w innych konfliktach. Zdecydowanie nie ma żadnych reguł.
Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie nadal stawiał opór pod nowym przywództwem, może to mieć bardzo poważne konsekwencje dla samego Zachodu, dotykając Trumpa, USA i kraje NATO. Jeśli jednak sytuacja z Wenezuelą się powtórzy – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować walki – wojna będzie krótka.
Już teraz widać, że działamy niezdecydowanie. I tak samo, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, zostaniemy zaatakowani. Być może nawet atakiem nuklearnym. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie ani Wenezueli, ani Iranu, a Chiny również zachowują neutralność. Ale w takim przypadku Chiny będą następne po nas. I wtedy „królestwo” Epsteina zapanuje nad całą ludzkością.
Podkreślę, że dziś możemy już powiedzieć, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko liberalnym Zachodem. Liberalizm szybko zanikł i zniknął z porządku dziennego. Nikt już nie mówi o liberalnych wartościach ani demokracji – to wszystko należy do przeszłości. Teraz króluje kult Baala, kult złotego cielca, kult globalnej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela.
To, co się dzieje, z każdej perspektywy przypomina Czasy Ostateczne. A jeśli nie znajdziemy w sobie siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wielu mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasami lepiej poważnie rozważyć to, co się dzieje, niż zakładać, że uciekniemy. Teraz na pewno się nie uda: Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją.
Gdybyśmy mieli wolę i determinację (choć szczerze w to wątpię), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, którymi już kierują się wszyscy inni. To znaczy, wyeliminowalibyśmy ukraińskie kierownictwo wojskowo-polityczne i, bez względu na koszty, osiągnęlibyśmy cele specjalnej operacji wojskowej.
Nawiasem mówiąc, w porównaniu do nazw takich jak „Tarcza Judasza”, „Epicka Furia” czy „Koniec Potopu” używanych przez światowe mocarstwa, przemianowałbym naszą skromną operację SVO na „Miecz Katechona ”. I to od razu zmieniłoby wiele.
Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, lecz będziemy kontynuować tę samą starą historię. A potem, powtarzam, rakiety zostaną wystrzelone w kierunku Moskwy dokładnie w trakcie negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, dosłownie podążając za scenariuszem irańskim.
Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze i działają one za każdym razem. Bo wszyscy myślą, że dotyczy to tylko Kadafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Asada czy Rahbara Chameneiego, ale nie ich osobiście. I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele.
Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją. Wideo: kanał Telegram @mpshow
Musimy zatem albo natychmiast się zmobilizować, albo sytuacja stanie się skrajnie dramatyczna. A jeśli nadal żywimy złudzenia, to znaczy, że w naszym własnym obozie tkwi głęboki fałsz. Jest to szczególnie widoczne na tle tego, co wydarzyło się w Iranie – globalnej katastrofy. Zginęli tam wspaniali ludzie, wybitni przywódcy duchowi. Mówiąc wprost, to tak, jakby jednocześnie zamordowano patriarchę Moskwy, prezydenta, szefa Sztabu Generalnego i wszystkich najważniejszych ministrów. A jednocześnie zamordowano ponad sto uczennic, niewinnych dusz, zabitych pociskami.
Po czymś takim, jak możemy pozostać obojętni i udawać, że nas to nie dotyczy, jakby to nie była nasza sprawa?
Jeśli więc będziemy to tolerować i milczeć, to następnym razem zrobią nam to samo. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast ogłosić stan wyjątkowy. Przynajmniej na najwyższym szczeblu. W końcu sytuacja staje się dla nas absolutnie krytyczna.
То, что произошло в первый день войны США и Израиля с Ираном, фундаментально меняет баланс сил в мире, а также правила международной политики. Трамп давно говорил, что международного права не существует: „Моральным является то, что я считаю таковым”. В принципе после похищения Мадуро и установления прямого внешнего управления над Венесуэлой, а также после ударов по Ирану с уничтожением военно-политического и религиозного руководства страны – суверенной державы, которая находилась в состоянии переговоров с Соединёнными Штатами и не отказывалась от них, говорить о правилах, законах или каких-то нормах международных отношений в мире больше невозможно.
Действительно, теперь действует только право сильного, право быстрого. Тот, кто быстрее наносит удар или быстрее осуществляет то или иное действие, тот и оказывается прав. А всё остальное становится лишь дополнительным обоснованием. То есть сейчас важно нанести решительный удар по врагу, сломить его сопротивление, уничтожить руководство, ударить по основным военным и энергетическим объектам. А после это можно оформлять как угодно, обосновывать как угодно и долго разбираться. „Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
Думаю, что сейчас почти всё зависит от того, насколько долго и решительно сможет сопротивляться Иран. Если он будет продолжать вести эту войну после уничтожения политического руководства, если не сдастся, не выбросит белый флаг и не пойдёт на капитуляцию, то это может плохо закончиться и для самого Запада. Ведь тогда все остальные начнут действовать точно так же, ни на что не обращая внимания и переоценив свой потенциал за вычетом правового статуса. Это развяжет руки многим региональным силам, которые будут делать всё что захотят. Так дело очень быстро может дойти до применения ядерного оружия – возможно, в пакистано-афганском конфликте, возможно, в других. Правил точно нет.
Словом, если Иран продолжит сопротивление во главе с новым руководством, это может привести к очень серьёзным последствиям для самого Запада, аукнуться и Трампу, и США, и странам НАТО. Но если ситуация с Венесуэлой повторится – либо новое руководство заявит о капитуляции, либо военные просто не смогут продолжать боевые действия, то война будет короткой. И в этом случае аналогичного сценария надо будет ожидать уже нам. Здесь уже никаких сомнений нет: Трамп и Запад, увидев, что такая схема работает, следующим действием просто ликвидируют основное политическое и военно-политическое руководство России. Сделать Западу „как в Иране”: Россия оказалась на шаг впереди. Назад дороги нет
На сегодняшний день уже понятно, что мы ведём себя нерешительно. И по этой же модели, во время очередных переговоров с Кушнером и Уиткоффом, по нам будет нанесён удар. Возможно, даже ядерный. Поэтому я считаю, что ситуация для нас критическая. Мы не вступились ни за Венесуэлу, ни за Иран, Китай тоже сохраняет нейтралитет. Но в таком случае после нас следующим пойдёт Китай. И тогда „царство” Эпштейна воцарится на всей территории человечества.
Подчеркну, сегодня уже можно говорить о том, что мы имеем дело не просто с либеральным Западом. Либерализм очень быстро завял и исчез с повестки дня. Никто больше не говорит о либеральных ценностях или демократии – всё это осталось в прошлом. Теперь воцарился культ Ваала, культ золотого тельца, культ глобальной силы, культ США и Израиля. Это цивилизация насилия, сатанизма, каннибализма, извращений и педофилии. И эта „педофилическая цивилизация Ваала” на наших глазах сбрасывает маски и начинает атаковать всерьёз. В какое место России готовится удар: Атака США на Иран стала войной против всего мира
Происходящее очень напоминает Последние времена со всех точек зрения. И если мы не найдём в себе силы осмыслить ситуацию, то окажемся в катастрофическом положении. Многие твердят: „Не время для паники”, но иногда лучше всерьёз озаботиться происходящим, чем полагать, что нас пронесёт. Теперь уже точно не пронесёт: Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией.
Если бы у нас хватило воли и решимости (хотя в этом у меня большие сомнения), мы должны были бы начать действовать по тем же правилам, по которым уже действуют все, кроме нас. То есть ликвидировали бы военно-политическое руководство Украины и, не обращая внимания ни на какие издержки, решили бы задачи специальной военной операции.
Кстати, на фоне названий вроде „Щит Иуды”, „Эпическая ярость” или „Конец потопа”, которыми пользуются мировые державы, я бы переименовал нашу скромную СВО в операцию „Меч Катехона”. И это бы сразу многое изменило.
Но боюсь, мы на это не решимся, а продолжим старую песню. И тогда, повторюсь, ракеты по Москве прилетят прямо в ходе переговоров с Кушнером и Уиткоффом, буквально по иранскому сценарию. Цивилизация Ваала незатейлива: она повторяет одни и те же сценарии – и они раз за разом работают. Потому что каждый думает, что это касается только Каддафи, Хусейна, Милошевича, Мубарака, Насраллы, Асада или рахбара Хаменеи, но не его лично. И так шаг за шагом цивилизация Ваала достигает своих целей.
Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией. Видео: ТГ-канал @mpshow
Поэтому либо мы срочно мобилизуемся, либо ситуация будет крайне тяжёлой. И если у нас ещё остаются иллюзии, значит, внутри нашего собственного лагеря есть какая-то глубочайшая фальшь. Особенно заметная на фоне произошедшего в Иране – катастрофы глобального масштаба. Там погибли прекрасные люди, замечательные духовные деятели. Для сравнения – это как если бы одновременно убили Патриарха Московского, президента, начальника Генштаба и всех ключевых министров. И одновременно – убийство более сотни погибших от ракет школьниц, невинных душ. Разве после такого можно оставаться равнодушным и делать вид, что это нас особо и не касается: мол, наше дело – сторона.
Поэтому если мы всё это стерпим и смолчим, то в следующий раз точно так же поступят и с нами. А потому абсолютно уверен, что в сложившейся ситуации нам стоило бы немедленно ввести чрезвычайное положение. Хотя бы на уровне высшего руководства. Ведь ситуация для нас становится просто критической.
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
◊
Obraz tytułowy: ruiny Sardes, stolicy Lidii, siedziby Krezusa LINK
Współczesność aż nazbyt staje się podobna do przeszłości. Wszystko to już było, z wyjątkiem nowych narzędzi, które przecież trzeba wypróbować. Nowe bomby, rakiety, samoloty, drony, broń jądrowa i inne zabawki – III Wojna Światowa rozkwita.
Był rok 547 przed narodzeniem Chrystusa. Na obszarze dzisiejszej zachodniej Turcji znajdowało się potężne królestwo Lidii, którego władcą był Krezus, syn Alyattesa, król z dynastii Mermnadów. Jego imię przeszło do naszej współczesności jako synonim wielkiego bogacza, był bowiem Krezus jednym z najpotężniejszych i najbogatszych ludzi swoich czasów, coś jakby Trump. Musk i Rotszyld w jednym. U jego granic rosło w potęgę imperium Persów, rządzone przez Cyrusa II Wielkiego. Zechciał więc Krezus zaatakować je i zredukować zagrożenie. Przedtem jednak postanowił poradzić się bogów, udał się więc do Delf, do słynnej wyroczni. Na zapytanie o wróżbę dla wojny, Pytia odpowiedziała, że jeśli Krezus przekroczy graniczną rzekę Halys, upadnie wielkie królestwo. Krezus odczytał to jako pomyślną wróżbę i wraz z armią przekroczył rzekę, i przegrał. Upadło jego królestwo, Lidia, które włączone zostało do imperium Persów.
Mamy rok pański 2026 od narodzenia Chrystusa, 2572 lata od tamtych wydarzeń, a dzieją się one jakby na nowo na naszych oczach. Dnia 28 lutego b.r. imperium Usraela napadło na Iran, dawniej zwany Persją, napadem powietrznym. Doprowadziła do tego cała sekwencja wydarzeń, których punktem kluczowym jest powstanie państwa Izrael w 1948 r. Przygotowania do utworzenia tego tworu trwały już od końca XIX wieku. W II jego połowie wśród Żydów wschodnich, inaczej aszkenazyjskich, nazywanych przez Żydów sefardyjskich pogardliwie „Ostjuden” powstał ruch polityczny, zwany syjonizmem. Głosił on ideę odbudowy starożytnego państwa Izrael na obszarze Palestyny, tak, aby Żydzi z całego świata mogli wreszcie swobodnie żyć w swoim państwie, aby nie zagrażały im nigdy więcej prześladowania i pogromy, aby wreszcie mogli być u siebie. Starania te poparła londyńska gałąź Rotszyldów, i stąd po nitce do kłębka, sterując polityką Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemieckiego, Cesarstwa Austrii, Francji, USA, Rosji sowieckiej, wywołując wojny i rewolucje, wynosząc i obalając rządy, wzmacniając i rozbijając państwa udało się Żydom doprowadzić do powstania państwa Izrael. Dziś, po 78 latach wiadomo o tym projekcie więcej, niż wtedy. Wiadomo, że historycznie nie ma żadnej kontynuacji między Izraelem starożytnym a dzisiejszym, to twór zupełnie nowy ze starą nazwą. Także etnicznie współcześni ludzie, zwani Żydami nie pokrywają się z Żydami z czasów Chrystusa, a raczej bliżej im do Chazarów, szczególnie, jeśli uwzględnimy Ostjuden.
Powstanie tego państwa nie spowodowało, że Żydzi z całego świata wrócili do ojczyzny, przeciwnie, nadal ich diaspora trzyma się mocno w wielu krajach, szczególnie w USA, i nie zamierzają wyjeżdżać do Izraela. Raczej starają się wzmocnić swoją pozycję wśród elit rządzących różnych państw, co udało im się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Celem nie była również budowa przestrzeni wolności i pokoju, co widać na przykładzie Gazy i stosunku Izraela do innych państw. Nawet dla samych Żydów Izrael nie jest szczególnie wolnościowy, co pokazało się podczas ogromnych manifestacji w tym kraju przeciwko premierowi Netanjahu. Wydaje się więc, że celem syjonizmu było coś innego: stworzenia państwa, położonego w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na świecie, które będzie pivotem – sworzniem, wokół którego kręcił się będzie cały świat.
Iran, wcześniej znany na świecie jako Persja, od zawsze był monarchią, a król zwał się tam szachem. Nie zawsze jednak szachowie pochodzili z prawowitych dynastii, były zamachy stanu, wojny domowe, ingerencje innych państw. Na początku XX w. Iran stał się de facto kondominium brytyjsko-rosyjskim, a większość dochodów z bogatych złóż ropy Iranu szło do brytyjskich właścicieli koncesji wydobywczych. Na tronie irańskim zasiadł osadzony przez aliantów zachodnich ród Pahlawich. Po II Wojnie Światowej Irańczycy podjęli próbę odzyskania suwerenności i wyrwania się z zależności zarówno wobec ZSRR, jak i Zachodu. Na czele tego ruchu stanął premier Mohammed Mossadegh. W 1953 r. ruch ten został obalony przez amerykańską CIA i brytyjską MI6. Szach Reza Pahlawi stał się odtąd faktycznym dyktatorem kraju i rozpoczął program pospiesznej modernizacji kraju. Oznaczało to otwarcie Iranu na wszystkie destrukcyjne prądy kulturowe, które już wtedy zaczęły niszczyć Zachód, w połączeniu z całkowitym przejęciem Iranu przez zachodnie korporacje i interesy. Wszystko dla Iranu miało być sprowadzane z zagranicy, irańska miała być tylko ropa. Na tym bardzo bogacił się szach i jego kamaryla oraz zachodni właściciele dóbr Iranu, tracili na tym wszyscy Irańczycy. Opór społeczeństwa irańskiego przeciwko obcym wzorcom kulturowym oraz drenażu kraju z bogactw był brutalnie tłumiony przez policję polityczną. Kraj był oficjalnie liberalny, ale faktycznie dyktatorski. Z Iranu nie korzystali Irańczycy, ale właściciele z obcych krajów, a Irańczycy stali się pariasami we własnym kraju. Szach Pahlawi był również bardzo proizraelski.
Wszystko to zmieniło się nagle w 1979 r, gdy Irańczycy powiedzieli: dość i zorganizowali Irańską Rewolucję Islamską. Ludziom na Zachodzie, również Polakom sprzedano haggadę, że okrutny reżim dzikich ajatollahów, fanatyków religijnych gwałtem zdobył władzę, obalając dobrego i łagodnego władcę, po czym wprowadził tam okrutny terror i biedę. Prawda zaś jest taka, że to szach Reza Pahlawi był zamordystą, pozwalającym na okradanie swojego kraju przez Zachód i syjonistów w zamian za prowizję. Rewolucja i ajatollahowie przywrócili zaś w Iranie naturalne ustawienia, działające tam od wieków. Zaburzenia ekonomiczne Iran u wynikają zaś z tego, że po 1989 r. kraj ten jest ustawicznie atakowany i prześladowany na świecie przez swoich wrogów, szczególnie przez Usrael. W latach 1980-1988 toczyła się okrutna i wyniszczająca wojna iracko-irańska, rozpoczęta napaścią Iraku Saddama Husseina. Od początku swojego istnienia Islamska Republika Iranu obłożona jest przez Usrael i większość świata sankcjami ekonomicznymi, które duszą rozwój tego kraju. Największym jednak wrogiem Iranu jest Izrael, co sprawia, że sankcje są wciąż tak dotkliwe.
Izraelowi odzyskanie przez Iran niepodległości utrudniło plany, polegająca na budowie Wielkiego Izraela, czyli opanowaniu całego Bliskiego Wschodu, oraz kontroli głównych przepływów strategicznych świata. Obecnie, gdy Chiny rozpoczęły budowę Nowego Jedwabnego Szlaku, który omija terytoria, kontrolowane przez Usrael, ten naprędce zbudował Nową Żelazną Kurtynę, rozciągającą się od Morza Barentsa do Morza Arabskiego.
Kurtyna przebiega m.in. wschodnią granicą Polski, przechodzi przez linię frontu na Ukrainie, wschodnią granicę Turcji, Syrię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Brakuje jednego ważnego elementu: Iranu, który dodatkowo zaopatruje Chiny w węglowodory. Usrael ma własny projekt nowego szlaku handlowego: korytarz ZEA-Izrael. Ma on uzależnić od siebie zarówno Azję, jak i półkulę zachodnią i Afrykę. Jego uruchomienie oznaczałoby, że wszystkie te obszary zależą od Usraela i dolara, co dałoby ich władcom coś w rodzaju władzy nad światem. Wymaga to jednak zablokowania szlaku Chińczyków, czyli utrzymania Żelaznej Kurtyny i opanowania Iranu. To jest właściwy powód, dla którego Usrael wciąż oskarża Iran o budowę broni atomowej, a opinia publiczna na Zachodzie przekonana jest, że w Iranie rządzą okrutni fundamentaliści, terroryzujący społeczeństwo Iranu i cały świat.
W rzeczywistości Iran dąży do budowy energetyki atomowej, aby nie popaść w kryzys energetyczny, do którego zmierza właśnie Europa. Irańczycy mieli pomysł na własną bombę, czemu nie można się dziwić, skoro Izrael ma bombę i wciąż grozi Iranowi. Z Iranem można się jednak dogadać, w 2015 r. zostało zawarte porozumienie międzynarodowe o kontroli irańskiego programu broni jądrowej, które stronami były: Iran, USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Niemcy, Unia Europejska. Od tamtej pory irańska technika jądrowa jest pod stałą kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w odróżnieniu od Izraela, który nie przyjmuje żadnych kontroli. Jednakże w 2018 r. podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa z porozumienia wycofały się USA.
Izrael nie zaprzestał jednak ataków, a dzięki poparciu Trumpa podczas drugiej kadencji zaatakował Iran rakietami i lotnictwem w dniu 13 czerwca 2025 r. Iran jednak skutecznie odpowiedział rakietami i dronami, przebijając izraelskie systemy obrony, co zdumiało, przeraziło i rozwścieczyło Żydów. Gdy zaczęły im się kończyć rakiety, zmusili USA do wysłania bombowców, aby zbombardowały irańskie cele, związane z techniką jądrową. USA poprzestały na jednym ataku, po czym prezydent Trump nagle przerwał działania wojenne, nazywając tą kampanię „wojną dwunastodniową”.
Cały świat spodziewał się jednak kontynuacji, i ona nastąpiła w postaci próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji w Iranie. Pod koniec grudnia rozpoczęły się protesty w Teheranie, których początkiem był strajk sprzedawców telefonów komórkowych. Dalej poruszamy się już w sferze hipotez, i tak należy traktować poglądy, które dalej zostaną zaprezentowane. Masowe protesty były operacją służb Usraela, tak samo, jak wiele innych kolorowych rewolucji: Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan na Ukrainie, próba obalenia Łukaszenki na Białorusi w 2020 r., Arabska Wiosna, rewolucja bolszewicka w Rosji i wiele innych. Usrael zaangażował tam potężne siły i środki, traktując to jako operację pierwszoplanową najwyższego priorytetu.
Skierowano tam agentów z innych frontów i rozkręcono spiralę emocji i przemocy. Władze Iranu były jednak na to przygotowane. Pamiętając, jak koordynowano Arabską Wiosnę, Iran wyłączył Internet, co uniemożliwiło siłom wroga skrytą komunikację. Agenci Usraela komunikowali się przez Starlinki, co jednak umożliwiło ich namierzenie. Złapano około 800 agentów, co pokazuje ogromną skalę operacji. Zakończyła się ona całkowitą klęską Usraela, i pogromem jego tajnej armii agentów, elity służb, ludzi wyszkolonych, doświadczonych i sprawdzonych. To potężna klęska materialna, operacja to musiała bowiem kosztować Usrael krocie. Gorsze jednak są utrata zasobów wyszkolonych służb i koszty wizerunkowe, i to zarówno w oczach ich własnych ludzi, ich sojuszników i ich wrogów. Okazało się bowiem, że Usrael można pokonać. Dokonało tego pogardzane dotąd państwo Trzeciego Świata, wspierane co prawda przez Chiny i Rosję. Nagle w oczach całego świata pojawiła się zapowiedź zmierzchu imperium Usraela, wzmocniona aktami Epsteina.
Krótko po klęsce armii tajnej USA zostały zmuszone przez Żydów do gwałtownej mobilizacji armii jawnej. W rejon Iranu zostały skierowane dwa potężne lotniskowce wraz z wielką flotą towarzyszącą, wielkie siły lotnicze, znaczne siły lądowe. Bazy USA, rozmieszczone w różnych krajach wokół Iranu zostały postawione w stan gotowości. Dnia 28 lutego 2026 roku około godziny 8 rano siły zbrojne Izraela i USA zaatakowały terytorium Iranu. Zbombardowano kilkadziesiąt celów, zarówno wojskowych, jak też cywilnych. Zginęli cywile, w tym dzieci. W sposób terrorystyczny zaatakowano dowódców i przywódców. Zginął również duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. Zabito też członków jego rodziny. Natychmiast wzniosły się w niebo irańskie rakiety i drony, wycelowane w terytorium Izraela jak i w bazy amerykańskie w innych państwach Bliskiego Wschodu. Po dwóch dniach wojny Usrael chwali się zwycięstwem, jednocześnie zapowiadając, że operacja potrwa 4 tygodnie. Coraz więcej komentatorów używa pojęcia „III Wojna Światowa”. Wojna rozlała się z Iranu na inne kraje regionu. Co będzie dalej, nie potrafi przewidzieć nikt, również Żydzi.
Co takiego może się wydarzyć? Usrael może poprzestać na bombardowaniach i rujnować Iran. Nie zmienią w ten sposób władzy w tym kraju, ale spowodują wiele szkód i zadadzą wiele strat. Sami poniosą ogromne koszta i straty w bazach i w Izraelu. Jeśli zaatakują siłami lądowymi, opanują węzłowe punkty, ale całego terytorium im się nie uda. Będzie tak, jak Afganistanie, tylko bardziej. Poniosą koszty i straty znacznie większe, a wielu amerykańskich chłopców wróci w trumnach. Nawet, jeśli osadzą swój rząd w Teheranie, kraj będzie walczyć. Śmierć ajatollaha Chamenei, starca 87-letniego, który i tak niedługo umarłby ze starości, dostarczyła Irańczykom męczennika, symbolu, wokół którego będą się jednoczyć.
Usrael mocno wściekł Irańczyków i inne ludy muzułmańskie i dostarczył im motywacji do walki. Należy też założyć, że Chiny i Rosja będą na różne sposoby wspomagać Iran, tak, jak obecnie USA wspiera Ukrainę. Usraelici nie wygrają tej wojny, choć zadadzą wielkie straty. Sami jednak utracą hegemonię światową. Rząd dusz i wiarygodność już utracili. Odtąd nikt nie będzie ufał USA, i zapewnieniom ich przywódców. Każdy już może dostrzec, jak bardzo to państwo i jego władze należą do Żydów. USA i Izrael stracili więc przewagę moralną i informacyjną. Każdy wie, jacy są, i że można po nich spodziewać się wszystkiego. Zniknęła również różnica między USA i Rosją, skoro robią to samo. Tyle, że Rosja ma podstawy swoich działań w prawie międzynarodowym, a Ameryka łamie wszystko.
Te wydarzenia będą też miały konsekwencje dla Europy. USA nie są w stanie prowadzić dwóch wielkich wojen materiałowych naraz. Wojna ukraińska będzie musiała zostać zakończona lub przekazana Europie. Zakończenie może polegać na przekazaniu Ukrainy pod wpływ Rosji, trudno wyobrazić sobie coś innego. Jeśli postanowią przekazać Europie, skierują do wojny Polskę na mięso armatnie, aby zyskać trochę czasu. Bardziej na dziś prawdopodobny wydaje się pierwszy wariant. Można też z pewnością założyć, że radykalizacji ulegnie Europa, to znaczy muzułmańskie rzesze nowych Europejczyków, ściąganych masowo zaczną atakować sojuszników Ameryki i Żydów, i Europa stanie się obszarem konfliktów politycznych Trzeciego Świata. Na pewno nie będzie tak, jak jest dziś, świat i Europa ulegnie przemianie, i ta przemiana nie będzie łagodna i pokojowa. Krezus zaatakował, i zobaczymy, jak to zniesie jego własne królestwo.
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
Co do komunikacji, za przykład niech posłuży główna telewizja pisfery w dniu 1 marca 2026 roku. Redaktorzy niepewni, nie wiedzą, co się dzieje i co mają mówić, widać niemalże przerażenie, tak, jakby po raz pierwszy zetknęli się czymś rzeczywistym i groźnym. Nie wiedzą, co mają mówić, bo nie wiedzą nawet, co mają myśleć. Włączają się odruchowe, wyuczone reakcje emocjonalne dobrze wytresowanych szabesgojów: Ameryka dobra, o Żydach wcale albo dobrze, Iran zły, Rosja zła. Na naszych oczach rozpadły się wszystkie narracje, zarówno lewacka, jak i prawacka. Teraz już ani Unia nie jest dobra, ani Trump nie jest dobry, a udziału Izraela nie da się już ukryć. Dziennikarzełki prawackie przy takiej niepewności zawsze wracają do źródła, do matecznika, więc zamiast widoku nocnego Warszawy pokazują Tel Awiw w nocy, i jak tam jest spokojnie.
W tym całym chaosie pewny jest tylko jeden kierunek. Spójna wizja, przywództwo i komunikacja są dziś w jednym miejscu: w Koronie, i kto nie chce dać się podbić, niech idzie tam. A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.
Moje stanowisko wobec napaści na Iran nie zmienia się.
Doktryna absolutnego prymatu roszczeń i uroszczeń „Wielkiego Izraela”, jeśli ostatecznie zatryumfuje na Bliskim Wschodzie, będzie tym łatwiej i tym bardziej bezwzględnie egzekwowana również wobec nas w Europie Środkowej.
Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowanie Iranu. Trump powiedział, że robi to „w celu obrony Amerykanów”.
Chciałbym wiedzieć dwie rzeczy:
1) Ilu, spośród 320 000 000 Amerykanów, naprawdę czuje się zagrożonych przez Iran?
2) Dlaczego zawsze atakuje się Iran, a nigdy Arabię Saudyjską?
Te dwa naiwne pytania mogłyby zostać zadane przez jakiegoś dzieciaka.
Każdy zaś, kto nie jest już dzieckiem, powinien domyślić się, że owo bombardowanie – w pewien sposób – ma związek z wyspą Epsteina. Można nawet powiedzieć, że zostało przeprowadzone “w imię Epsteina” oraz wszystkiego, co kryło się i kryje za tą postacią. Nie będę precyzował dlaczego: byłoby to całkowicie bezcelowe, jako że słowa nie mają mocy tam, gdzie brakuje wyczucia w ocenie sytuacji.
Muszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że „władcy świata” – tj. ci, którzy dysponują najbardziej aktywnymi i wszechmocnymi służbami specjalnymi na świecie – ci, którzy prowadząc wojny nie znają litości i zawsze wygrywają – ci, którym wszystko uchodzi na sucho – zawsze jednak owe wojny prowadzą prosząc o pomoc swych służących zza oceanu. Trochę jak barowy awanturnik, który kiedy decyduje się na bójkę, prosi o pomoc większego i silniejszego od siebie.
Od wczoraj krąży wiadomość, że do końca roku UE chce rozpocząć wojnę z Rosją. Kilka dni temu, w rocznicę wybuchu wojny na Ukrainie, budynki rządowe w Rzymie zostały oświetlone na żółto i niebiesko. Jakby chcieli powiedzieć: nie tylko niekończące się miliardy euro, nie tylko ciągłe prowokacje wobec Rosji (która niczego złego nam nie zrobiła), ale także niekończące się pranie mózgu mas, aby przygotować je na przyszłość ustaloną przez “władców świata”.
Rola włoskich i europejskich niewolników – polityków, finansistów i dziennikarzy – jest najbardziej haniebna ze wszystkich.
A co robią masy? – Wesoło podążają za telewizyjnym błaznem, który – mimo upływu osiemdziesięciu lat od tamtych wydarzeń – nadal indoktrynuje je w kwestii „ruchu oporu”, antyfaszyzmu i, oczywiście, szczepień.
Owo społeczeństwo nieuchronnie zmierza ku swojemu przeznaczeniu. A kiedy to nastąpi, każdy znajdzie się w miejscu i w sytuacji, na którą sam zapracował. Kto nie potrafi myśleć, kto nie chce słuchać, kto nie dostrzega znaków i powiązań, zasługuje na los, który go czeka; podobnie jak ten, kto myśli, słucha, dostrzega, ale nie protestuje – akceptując wszystko i podążając za – obecnymi wszędzie, bez wyjątku – sługami owego demonicznego i antyludzkiego systemu.
System Epsteina to nie tylko niepohamowana korupcja moralna i zbrodniczy satanizm praktykujący ofiary z ludzi. To coś znacznie więcej: to mentalne niewolnictwo ślepców, którzy sami skazali się na upadek w otchłań, niczym świnie opętane przez demony z przypowieści ewangelicznej.
Taka jest prawdziwa rola Epsteina, który stworzył armię orków Mordoru, aby podporządkować sobie, tak elity jak i bezkształtne masy. Kto potrafi, niech ucieka przed tym, co „w imię Epsteina”.
Ratunek nie nadejdzie od jakiegoś polityka, ale wyłącznie od Pana Boga. I będzie przeznaczony dla tych, którzy staną po Jego stronie.
Umieszczenie w nagłówku dużej gazety tekstu „Proszę zignorować moje wielkie, złowrogie sekrety!” jest tak samobójczo złym posunięciem PR-owym, że aż śmiesznym, zwłaszcza w ustach członka rodziny, która doprowadziła do tego, że nigdy nie pojawia się w gazetach.
Oto w skrócie cała narracja. System jest sprawiedliwy i traktuje wszystkich równo. Stara Gwardia jest zła, korupcja wykorzeniana, odpowiedzialność spada na dziadków z tego klubu. Niczym #MeToo na sterydach.
(…)
…i chyba można bezpiecznie założyć, że ta era udawanej odpowiedzialności jeszcze dość długo potrwa, a jakiś podupadający członek amerykańskiej klasy wyższej prawdopodobnie będzie musiał posypać głowę popiołem, aby popchnąć tę narrację do przodu.
Cóż, od tego czasu media głównego nurtu – jak to często bywa – pospieszyły się z publikacją dowodów mających na celu potwierdzenie tezy Off-Guardian.
Oto dziwaczny błąd strategiczny bankierki baronowej Ariane de Rothschild, o którym mowa w artykule na pierwszej stronie Telegraph:
Umieszczenie w nagłówku dużej gazety tekstu „Proszę zignorować moje wielkie, złowrogie sekrety!” jest tak samobójczo złym posunięciem PR-owym, że aż śmiesznym, zwłaszcza w ustach członka rodziny, która doprowadziła do tego, że nigdy nie pojawia się w gazetach.
Połączmy to ze znaczącą, nieocenzurowaną wzmianką o Rothschildach w aktach Epsteina:
jak zapewne wiecie reprezentuję Rothschildów
…i to budzi podejrzenia.
A jeśli to nie pomoże, to na pewno pomoże to – „The New York Post” opublikował „ujawnioną” listę uczestników Bohemian Grove:
Podobno wyciekły dane niektórych członków elitarnego, supertajnego klubu mężczyzn z siedzibą w regionie winiarskim Kalifornii. Wśród nich znajdują się nazwiska byłego prezentera nocnych programów Conana O’Briena, miliardera i byłego burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga oraz byłego dyrektora generalnego Google’a Erica Schmidta.
BoGro [Bohemian Grove] zawsze było w stylu staromodnego Alexa Jonesa (wiesz, tego dobrego Alexa Jonesa, zanim pojawiła się ogolona głowa i nastał agresywny trumpizm), ale że trafiło to na pierwszą stronęthe Postjest po prostu dziwne.
Lista rezygnacji powiązanych z Epsteinem wydłuża się, ale czy któreś z tych nazwisk rzeczywiście należą do elity? A może są to polityczni nieudacznicy i nic nieznaczące osoby?
Rothschildowie i Bohemian Grove zaczynają przyciągać uwagę głównego nurtu, ale dla mnie wygląda to na spisek mający na celu stworzenie z „elity” papierowych celów, aby można było zacząć ich obalać.
Kurtyna podniosła się. To, co przez dekady bagatelizowano jako „antysemicką teorię spiskową”, nabiera realnego kształtu w oficjalnych dokumentach sądowych. Opublikowane „akta Epsteina” to coś więcej niż tylko kronika perwersji globalnych elit. Ujawniają one rozległą sieć kontroli ideologicznej i politycznej, której nici sięgają najstarszego i najniebezpieczniejszego źródła globalnych wpływów.
Termin „ZOG” (Syjonistyczny Rząd Okupacyjny) został po raz pierwszy użyty przez Amerykanina Erica Thomsona w 1976 roku w jego eseju „Witamy w Świecie ZOG”, który rozprowadzano w formie ulotek. Thomsona natychmiast nazwano neonazistą, mimo że sam siebie określał mianem „zwykłego nazisty”. To jednak ten aktywista, choć w prymitywny i bezpodstawny sposób, jako pierwszy przedstawił rząd USA nie tylko jako skorumpowany (afera Watergate właśnie się wtedy zakończyła), ale jako obcą siłę okupacyjną.
Akronim zyskał powszechną popularność w latach 80. XX wieku, co doprowadziło do zorganizowanego ośmieszenia. Przeciwnicy, niechętni do debaty, – zwłaszcza obrońcy podczas głośnych procesów nazistowskiego gangu The Order – przedstawiali ZOG jako „fantastyczną ideologię komiksową” zakorzenioną nie w realnej polityce, lecz w złych teoriach spiskowych. Sprytne posunięcie – unikano w ten sposób prawdziwego dialogu i konieczności kontrargumentacji.
Syjonizm. Początek
Syjonizm polityczny, jako żydowski ruch na rzecz powrotu do Ziemi Obiecanej, narodził się w XIX wieku dzięki wsparciu Brytyjczyków. Wielu syjonistów nie było religijnych – pragnęli zbudować państwo narodowosocjalistyczne, choć posługując się w tym celu retoryką talmudyczną. Rozważając lokalizację tego państwa, rozważali opcje od Argentyny po Ugandę [no i – Ukropolin. msd] . Jednak po I wojnie światowej Brytyjczycy otrzymali Mandat Palestyny, a Żydzi zaczęli tam masowo migrować.
Jednym z przywódców praktycznego syjonizmu w tamtych latach był urodzony w Odessie Władimir (Zejew) Żabotyński, dowódca Legionu Żydowskiego Armii Brytyjskiej, mason, radykalny nacjonalista i zwolennik brutalnego tłumienia życia ludności arabskiej. Mussolini pieszczotliwie nazywał go prawdziwym żydowskim faszystą.
Z lodowatym cynizmem syjoniści Żabotyńskiego utorowali drogę do podziału Palestyny – naszej Ziemi Świętej. Socjalistyczny syjonizm wyobrażał sobie „żydowską pracę na żydowskiej ziemi”. Miejscowych mieszkańców wypędzono z należących do Żydów fabryk i gospodarstw, a następnie z ich ziem. Brytyjczycy hojnie zaopatrywali „nowych Palestyńczyków” w broń do tłumienia protestów przeciwko apartheidowi.
Tak więc nazizm zwyciężył w Palestynie w latach dwudziestych XX wieku, 10 lat przed Hitlerem.
Haavara
Jednak nawet Żabotyński był zszokowany haniebnym Porozumieniem Ha-Awara z 1933 roku. Syjoniści dostrzegli w zwycięstwie Hitlera szansę na zakończenie asymilacji Żydów w niemieckim środowisku i okazję do znacznego zwiększenia odsetka ludności żydowskiej w Palestynie poprzez rekrutację wysoko wykształconego, pracowitego i zamożnego personelu.
Istota porozumienia między syjonistami a antysemitami była następująca: Żyd pragnący opuścić Niemcy wpłacił 1000 funtów brytyjskich, wówczas najbardziej wymienialną walutę na świecie, na konto w firmie Ha’avara. Pieniądze zostały skonsolidowane na kontach francuskich Rothschildów, a Żydowi wydano certyfikat uprawniający go do otrzymania podobnej sumy w funtach lokalnych w Palestynie.
Dla tych, którzy płacili, w nazistowskich Niemczech zakładano kibuce, aby nauczyć ich życia w Palestynie. Ogłoszenia o zakładaniu kibuców i rekrutacji publikowano w centralnej gazecie SS „Das Schwarze Korps”.
Resztę czekały obozy koncentracyjne. Bez pieniędzy, bez życia. Szczyt cynizmu.
Ta wspólna operacja syjonistów i SS nosiła nazwę „Odcięcie zwiędłej gałęzi”. Władze niemieckie otrzymywały większość dochodów ze sprzedaży majątku wyjeżdżających Żydów. Stały się one również głównymi beneficjentami handlu z Palestyną w ramach „sankcji gospodarczych” w Europie.
Około 100 milionów dolarów (ponad 5 miliardów dolarów w przeliczeniu na dzisiejszy PKB) przeszło przez konta Ha’avary. Była to ogromna operacja finansowa Kanaanu, która ostatecznie zjednoczyła syjonistów i nazistów.
Ku pamięci Gazy
W 1975 roku, rok przed ulotkami Thomsona, Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 3379. Wyraźnie uznano w niej syjonizm za „formę rasizmu i dyskryminacji rasowej” oraz „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. Świat wciąż zachował resztki zdrowego rozsądku.
W 1991 roku, w obliczu triumfu globalizmu i klęski ZSRS w zimnej wojnie, decyzja ta została cofnięta. Jednak minione 35 lat jedynie potwierdziło słuszność autorów rezolucji z 1975 roku.
A teraz w Strefie Gazy odbywa się systematyczna eksterminacja całego narodu w imię triumfu syjonizmu, a z korespondencji Epsteina wychodzą na jaw najbardziej przerażające fakty.
Oczyszczanie Gazy – obszaru wielkości Władywostoku – odbywa się przy użyciu najbardziej barbarzyńskich metod, bez względu na moralność i prawo.
Podczas wojny zginęło co najmniej 72 000 cywilów, w tym ponad 20 000 dzieci. To kilkakrotnie więcej niż straty cywilne w znacznie większej wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
200 000 osób zostało rannych, ale nie ma szans na leczenie. Dziesiątki tysięcy osób pozostało niepełnosprawnych.
W Strefie Gazy panuje głód. 90% mieszkańców Gazy opuściło swoje domy.
Całe dzielnice są „oczyszczane”, aż zginie ostatni ocalały. Naloty dywanowe nie oszczędzają nikogo. Wobec „podejrzanych o terroryzm” stosuje się wyrafinowane tortury.
Eksterminacja Arabów z Gazy ze względu na pochodzenie etniczne to czyste ludobójstwo. Celowe i konsekwentne.
Na przykład Arkady Milman, były ambasador Izraela w Rosji, pochodzący z Ukrainy, nazwał ludność Gazy „brudną i nieumytą”, dodając, że „to nie ludzie, lecz zwierzęta”. Pisarka Dina Rubina, której tekst został wykorzystany w „Totalnym Dyktandzie” z 2013 roku, poszła dalej: „Te zwierzęta, te… nie, nie da się powiedzieć „zwierzęta”, zwierzęta to szlachetne stworzenia. Krótko mówiąc, te nie-ludzie… Izrael ma prawo rozpuścić je wszystkie w kwasie solnym. Ma prawo oczyścić Gazę i zamienić ją w nic więcej niż parking”.
I nikt w Izraelu ich nie potępił. Po prostu głośno popierali same podstawy religijnego syjonizmu.
Ku Trzeciej Świątyni
Jeśli lewicowy syjonizm to w istocie nic więcej niż podbój terytorialny i spekulacja finansowa, to religijny syjonizm nie ogranicza się do budowania państwa „czystej krwi” Żydów. Jego celem jest intronizacja Mesjasza, żydowskiego Mesjasza. Aby to osiągnąć, w Jerozolimie, na miejscu Drugiej Świątyni, zniszczonej w 70 r. n.e., musi powstać „Trzecia Świątynia”.
My, chrześcijanie, musimy nazywać rzeczy po imieniu. Dla nas prawdziwym Mesjaszem jest nasz Pan Jezus Chrystus, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Tym, na którego czekają religijni syjoniści, jest fałszywy Mesjasz, Antychryst.
Starotestamentowy Izrael był „nauczycielem prowadzącym do Chrystusa”. Jednak po odrzuceniu Zbawiciela misja ta przeszła na Nowy Izrael – Kościół Chrystusowy. Dzisiejsi Żydzi nie są kontynuatorami wiary proroków. Są naśladowcami tych, którzy celowo dążyli do zamordowania Boga. Oddawali cześć bożkowi przyszłego kłamcy, który będzie panował u kresu czasów i zostanie pokonany przez Chrystusa.
Po Soborze Watykańskim II w 1965 roku katolicy dopuścili się zdrady, nazywając Żydów „starszymi braćmi”.[ to nam „dopisano” md] . Z punktu widzenia prawosławia jest to bluźnierstwo. Nie ma braterstwa z tymi, którzy przygotowują tron dla wroga rodzaju ludzkiego.
I przygotowuje go w Jerozolimie.
Dziś muzułmańskie miejsca święte, Meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale, stoją na Wzgórzu Świątynnym. Religijni syjoniści otwarcie deklarują, że muszą zostać zniszczone. To nie są czcze groźby. W latach 2022-2024 pięć czerwonych jałówek zostało sprowadzonych z Teksasu do Izraela. Zgodnie z wierzeniami [talmudystów md] , prochy złożonej w ofierze, nieskazitelnej czerwonej jałówki są niezbędne do rytualnego oczyszczenia przed budową Świątyni. Hamas oficjalnie podał „import czerwonych jałówek” jako jeden z głównych powodów ataku z 7 października 2023 roku („powodzie Al-Aksa”).
Eskalacja w Jerozolimie i Strefie Gazy nie jest sporem terytorialnym. To bezpośrednia próba przełamania kontroli zakulisowej i uzyskania jawnej dominacji globalnej.
Ukryta dominacja została już skutecznie osiągnięta. W końcu państwo syjonistyczne istnieje teraz w dwóch formach. Pierwsza to Izrael, który niespodziewanie ujawnił swoją prawdziwą naturę w Strefie Gazy, a druga to globalna hegemonia Stanów Zjednoczonych, które nie miały zamiaru się ujawniać, ale akta Epsteina jasno pokazały, kto jest kim.
Wyspa Wszystkich Gwiazd
Teraz struktura globalnych wpływów syjonistycznych stała się oczywista nawet dla najbardziej upartych. Udokumentowano bezpośrednie kontakty między królem pedofilów a dosłownie całą zachodnią elitą.
Epstein był bliskim „przyjacielem” Trumpa, niezależnie od tego, jak bardzo obecny prezydent USA próbował temu zaprzeczyć. Były prezydent Clinton, szara eminencja Partii Demokratycznej, latał samolotem Epsteina, „Lolita Express”, nie raz. Książę Andrzej, brat obecnego króla, był serdecznym przyjacielem pedofila. Sarah Ferguson, znana również jako księżna Yorku, starała się ukryć swoje powiązania z Epsteinem. Bill Gates uwielbiał rozmawiać z właścicielem wyspy o filantropii – prawdopodobnie głównie o pomocy dla dziewcząt z biednych krajów. Epstein trafnie napisał o prezydencie Francji Macronie, że lubi być policzkowany. Dokumenty wielokrotnie ujawniają członków Domu Rothschildów – czołowych przedstawicieli rozległej żydowskiej sieci pożyczkowej. Epstein utrzymywał kontakty towarzyskie z Leonem Panettą (byłym dyrektorem CIA i sekretarzem obrony USA), Williamem Burnsem (byłym dyrektorem CIA, a następnie zastępcą sekretarza stanu), Kathryn Ruemler (doradczynią Białego Domu Baracka Obamy) i innymi szanowanymi osobistościami. Szczegóły tych interakcji mogą nigdy nie zostać ujawnione. Jednak dwa nazwiska zasługują na szczególną uwagę.
Według notatki FBI z archiwum Epsteina, w pierwszej kadencji Donalda Trumpa za politykę USA na Bliskim Wschodzie odpowiadał Jared Kushner, czyli Państwo Izrael. To Kushner stworzył Porozumienia Abrahama, które radykalnie zmieniły równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Interesy narodu amerykańskiego zostały poświęcone na rzecz strategii dominacji syjonistycznej.
Były premier Izraela Ehud Barak również wielokrotnie odwiedzał Epsteina. Według niego „ich komunikacja koncentrowała się wyłącznie na sprawach biznesowych i geopolitycznych, a on nigdy nie był obecny w sytuacjach niestosownych”.
To najprawdopodobniej prawda. Barack i Kushner to nie ludzie, na których trzeba zbierać haki. To ludzie, którzy to wykorzystają.
Przecież celem stworzenia „Wyspy Epsteina” nie jest satysfakcja seksualna. To tylko narzędzie. Celem jest zebranie brudów na wszystkich wymienionych i wielu innych: bogatych. Sławnych. Rządzących.
Osoba skompromitowana to osoba podatna na kontrolę. Mając odpowiednie informacje, zawsze możesz uprzejmie przekonać partnera orgii do podjęcia decyzji, które będą dla ciebie wygodne. Wygodne dla Wielkiego Izraela, którego terytorium powinno obejmować całą planetę.
Dzieci na zamówienie
Najważniejsza w tych dokumentach nie jest nawet korupcja polityczna ani „pułapka na miód”. Najważniejszy jest duch. Korespondencja między osobami regularnie zawiera jawnie rasistowską kpinę z „gojów”. Dla tych ludzi nie-Żydzi nie są po prostu „innymi”. Są „podludźmi”. To fundament ich światopoglądu. Dzięki postępowi technologicznemu zaszli znacznie dalej niż Hitler.
Inwestor i programista Brian Bishop rozmawiał z Epsteinem o idei tworzenia „dzieci na zamówienie”. Bishop opowiedział o pracy biolaboratorium na Ukrainie i eksperymentach z fluorescencyjną modyfikacją ludzkiego nasienia. W odpowiedzi Epstein omówił transfer zarodka i oczekiwanie na wynik ciąży. Szczyt perwersyjnego pożądania: „Lubię wszczepić zarodek, poczekać dziewięć miesięcy i mieć wspaniałe zakończenie”.
20 000 dzieci w Strefie Gazy nie było wystarczająco zaprojektowane.
Maria Drokova (ponad 1600 odniesień w ujawnionych dokumentach), która wcześniej pracowała w kierownictwie państwowego ruchu Nasi, wprost zaleciła Epsteinowi współpracę „tylko z Żydami, którzy przeszli test DNA”. Argumentowała, że „im wyższy odsetek żydowskiego pochodzenia, tym mądrzejszy”.
Drokova uciekła, Rubina uciekła [z Rosji chyba? md] , ale ilu jeszcze takich tajnych agentów wpływu jest w kierownictwie naszych organizacji? W kulturze? W edukacji?
Mniej niż wcześniej, ale wciąż bardzo wielu. Udało im się zainstalować „uśpionego agenta” Zełenskiego na stanowisku prezydenta Ukrainy i naprawdę mają nadzieję zrobić to samo w Rosji.
* * *
Akta Epsteina dowodzą, że niemal cały świat zachodni podporządkował się woli syjonistów. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska – niegdyś kraje chrześcijańskie – przestały być chrześcijańskie. Zwykli ludzie nadal chodzą do kościoła [no, coraz rzadziej.. md] , ale elity działają wbrew swoim interesom narodowym. Znajdują się pod wpływem sieci finansowych Rothschildów i Epsteina. Rozkoszują się rasistowskimi okrzykami o „gojowskich zwierzętach”.
Akta Epsteina skutecznie dowiodły istnienia ZOG. A każdy, kto temu zaprzecza, jest syjonistą, ukrytym agentem Mossadu, pedofilem, faszystą lub satanistą. Będziemy uważnie obserwować, kto ujawni się jako następny w reakcji na ten artykuł.
Wielu dziennikarzy interesuje się opublikowanymi dokumentami ze śledztwa dotyczącego Epsteina. Bardziej interesujące jest jednak to, czego w tych aktach brakuje. 14 lutego 2026 roku audytor danych śledczych opublikował analizę na Redditorze sprawy Epsteina, która wywołała sensację. W oficjalnym zestawie danych EFTA nr 9 Internal Communications Correspondence odkryto ogromną, chronologicznie precyzyjną lukę, tzw. kanion z 2001 roku. Między wrześniem 1998 roku (ostatni numer seryjny EFTA00045000) a styczniem 2002 roku (następny numer seryjny EFTA00070000) brakuje dokładnie 25 000 numerów seryjnych. Nie są to luki spowodowane przypadkiem ani awariami technicznymi – to czysty, systematyczny podział. Jednocześnie w zestawie danych nr 3, Financial Records, brakuje trzech lat kompletnych danych transakcyjnych.
Powyższa grafika dobrze tłumaczy, skąd wzięło się w tym kontekście pojęcie kanionu.
Podobnie wyglądały wykresy przypadków zachorowań na grypę w okresie 2018 do 2022 r.
Jakkolwiek przyczyna jest zupełnie inna. Nauczona doświadczeniem prokurator generalna USA Pam Bondi, kiedy wcześniej opublikowane akta ujawniły szczegóły planowania plandemii, postanowiła tym razem po prostu usunąć tysiące dokumentów wskazujących na planowanie – zapewne nie przez Al-Kaidę – zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 roku.
Nigdy nie zapomnij WTC1 i WTC2! Zapomij WTC7!
Jesteśmy wszyscy oblężeni w bagnie kłamstw. Nie ma dnia ni godziny, żeby z ekranu telewizora nie płynęła propagandowo wystylizowana nieprawda. Od budowy egipskich piramid bez narzędzi, jedynie siłą pracy niewolników, do najnowszych rewelacji świadczących o udziale rosyjskich służb specjalnych w tworzeniu diabelskiego pomiotu wyspy Epsteina. Od procesów moskiewskich Stalina sprzed prawie wieku, do „samobójstwa” Jeffreya Epsteina. Od „skutecznej” szczepionki przeciwko ospie z czasów wojen napoleońskich po zabójcze eliksiry mRNA. Od „ratującego” zęby fluoru po „niebezpieczny” cholesterol.
Można te kłamstwa wymieniać w nieskończoność. Niedawno miałem rozmowę z panią doktor, która postanowiła poświęcić więcej czasu dla mnie, by mnie przekonać do używania statyn przeciwko „straszliwemu” cholesterolowi. Porozmawiamy o tym podczas mojej następnej wizyty u pani doktor…
Nasz świat został zakłamany przez natrętne powtarzane nieprawdy. Gdyby druga wojna światowa inaczej się potoczyła i nie daj Boże Hitler, zwyciężył Stalina, to zgadnijcie, kto dzisiaj byłby symbolem wszelkiego zła? Rolę dzisiejszego Hitlera przejąłby Stalin. Komunizm byłby zły, a faszyzm dobry. Obaj przywódcy byli zbrodniarzami, ale zwycięzca jest zawsze tym „dobrym”. Podobnie ich zbrodnicze, niszczące autentycznego człowieka ideologie.
Przykład, jak właściciele upodabniają się do swych psów.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Wyobraź sobie, że jesteś szantażowany. Stoisz wysoko w hierarchii władzy, jesteś prezydentem USA. W ciągu jednego roku premier maleńkiego kraju odwiedza cię siedem razy i grozi opublikowaniem kompromitujących materiałów, jeśli nie spełnisz jego wielkiego marzenia i nie zaatakujesz silnie uzbrojone państwo – wroga tego szantażysty. Masz do wyboru wywołać trzecią wojnę światową lub odebrać szantażyście jego moc i samemu opublikować te materiały. W obu przypadkach skutek musi być katastrofalny.
Tak, Trump nie dążył do pokazania dokumentów śledztwa tej ohydnej zbrodni, ale wyraził w końcu zgodę na ich publikację. W ten sposób Netanyahu został wystrychnięty na dudka i nie ma już czym grozić swojemu „przyjacielowi”[no, usunięciem z Urzędu we wstydzie – oraz śmiercią – można zawsze. MD].
Zaczernione w dokumentach nazwiska sprawców zostaną bez trudu rozpoznane nawet przez mainstreamowych pseudodziennikarzy. Jedni „odkryją” sprawstwo demokratów, inni republikanów. Tę grę medialno-polityczną znają chyba wszystkie narody naszego globu.
Jeśli moje, przedstawione na wstępie analizy są słuszne, zobaczymy wkrótce bardziej niezależną od koszernego ogona machającego psem, politykę Stanów Zjednoczonych. Zbliżające się na jesieni półmetkowe wybory (midterm 2026) w USA są poważną przeszkodą dla dyktatorskich zapędów Trumpa. Z reguły słuszne założenia, takie jak wyrzucenie z kraju nielegalnych migrantów nie musiały być przecież realizowane w takim pośpiechu, który nieuchronnie powoduje spadek poparcia dla takiej polityki. Jeszcze gorzej wypadła walka z wenezuelskimi rybakami na Morzu Karaibskim (według Trumpa Amerykańskim).
Ktoś wziął całą dokumentację i przekształcił ją w interaktywną grafikę, w której można kliknąć i zbadać wszystkie powiązania i „sieci spiskowe”. Jeśli znasz angielski, to możesz pobawić się w tropiciela śladów działalności Epsteina, klikając tutaj. Źródło: Telegram 13.02.2026 r. 20:58.
Oczywiście, że na wyspie Epsteina odbywały się często kryminalne orgie, które doprowadzały nieraz do śmierci ludzi. Nie wszyscy, którzy przebywali na tej wyspie, brali w nich udział. Jasne, że wśród multimilionerów są tacy, którzy szukają nielegalnych, czytaj zbrodniczych przeżyć. Z obawy przed wykryciem nie organizowali tego sami, a tu podawano im je na talerzu – nieraz nawet dosłownie. Ci, których takie „atrakcje” nie interesują przybyli na wyspę zboczeńców po to, by nawiązać ważne kontakty niekoniecznie cielesne. Miliarder nie musi lecieć na wyspy dziewicze, by zaznać przyjemności, może je sobie zapewnić we własnej okolicy.
Dla biedniejszych niedysponujących nawet milionem dolarów pobyt na tej wyspie wiązał się z przyspieszeniem kariery. Nikt im nie zarzuci antysemityzmu czy innej bzdury, by rzucać kłody na drodze ku szczytom władzy. Takie posłuszne marionetki ma praktycznie każde państwo w swoich ośrodkach władzy.
Chciałbym podkreślić, że samo przebywanie na wyspie Epsteina i także wspólne, zmontowane lub nie, zdjęcia nie są dowodami winy. Równie dobrze można zarzucić policjantom zachowanie kryminalne, skoro mają do czynienia z przestępcami.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.
Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.
Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.
Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.
Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.
Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.
Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.
Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.
W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.
Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.
Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.
Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.
W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.
Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.
Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.
Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.
Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.
Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.
Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.
Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.
Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.
W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.
Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.
Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.
Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.
W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.
W rezultacie mamy dla wyznawców demokracji bardzo przykrą wiadomość. „Elity” które obwieszczają na głośnych sztandarach równość i demokrację nie będą ukarane za popełnione zbrodnie ponieważ są ponad prawem i tak naprawdę nie obowiązują ich żadne normy moralne. Co gorsze Pam Bandi, prokurator generalny, oświadczyła przed komisją Kongresu, że nie będzie aresztowań, bo musiała by aresztować “wszystkich”.
W centrum zainteresowania Amerykanów pozostaje skandal związany z archiwum Epsteina przykrywany jednak przez ostatnie 2 tygodnie emocjami wokół porwania w Tucson, Arizona 84 letniej Nancy Guthrie, matki gwiazdy NBC News Savannah Guthrie. Nieco dalej w tle żyje jeszcze afera z morderstwem Charlie Kirk, Minnesota z korupcją, deportacją nielegalnych imigrantów i wiszący konflikt z Iranem.
Do tego dochodzą walki obozu Trumpa w kraju i zagranicą, czyli przepychanki z hamulcową opozycją Demokratów w Kongresie, ciągle żarzące się zgliszcza wojny na Ukrainie w których globaliści chcą wysmażyć szybką centralizację i sojuz UE. Zaskoczona lewica odpiera konsekwentną likwidację przez Trumpa globalnych szaleństw, jak wirus klimatyczny. Przypomnijmy, że to nacjonalista Putin uderzając na Ukrainę zlikwidował globalny wirus Covid-19. Teraz krajom UE zagraża wirus centralizmu atakujący ich suwerenność, tożsamości narodową i wolności obywatelskie. Do tej walki globaliści zaprzęgnęli siły imigracji, spory religijne i lokalne wojny (Ukraina).
W rezultacie mamy dla wyznawców demokracji bardzo przykrą wiadomość. Elity które obwieszczają na głośnych sztandarach równość i demokrację nie będą ukarane za popełnione zbrodnie ponieważ są ponad prawem i tak naprawdę nie obowiązują ich żadne normy moralne. Co gorsze Pam Bandi, prokurator generalny, oświadczyła przed komisją Kongresu, że nie będzie aresztowań, bo musiała by aresztować “wszystkich”.
Czyli powtórka z skandalu ze szczepionkami “C-19”, nie ma winnych. A z uwolnionych informacji wypełzają sugestie okropności: seksualne wykorzystywanie dzieci, transhumanizm, handel ludźmi, orgie, rytualne zboczenia, homoseksualizm i seksualne niewolnictwo, są nawet podejrzenia o kanibalizm! Wychodzące na światło dzienne okropności elit biurokratycznego zła przypomina czasy Republiki Weimarskiej w Niemczech.
Czy Epstein żyje?
Z pewnością Epstein (dziadek Juliusz z Białegostoku, jak obecnego szefa NEF (Larry Fink) z Davos i potężnego BlackRock) wiedział, że ma dużo kart, informacji odnośnie bardzo wpływowych ludzi. Pewnie wielu z nich nie chciało żeby on zeznawał w sądzie. Wiedział, że wielu wpływowych ludzi chciałoby się go pozbyć, aby wszystkie ohydne kompromaty i skandale nie wypłynęły na światło dzienne. Dlatego sugestia, że będąc międzynarodowym operatorem pewnie stworzył system niebezpiecznych dla kumpli zabezpieczeń. Treścią ich byłoby ostrzeżenie, że jeśli zostanie zamordowany zostaną uwolnione dane i informacje o najcięższych przestępstwach w których światowe “autorytety” uczestniczyły. Stąd ten scenariusz ostatecznego “zejścia” Epsteina budzi pytania…
Właśnie dlatego wersja śmierci Epsteina (”jestem Polakiem”) wzbudza zapytania szczególnie z całym tym cyrkiem w więzieniu, kiedy akurat w większości przestał działać system monitoringu, a strażnicy więzienia akurat zasnęli. A już kompletną petardą było medialne ogłoszenie jego śmierci poprzedniego dnia!
Komentatorzy szaleją, niedawno krążyło zdjęcie “zarośniętego” Epsteina w towarzystwie obstawy w Izraelu, jednak okazało się, że to dzieło AI. Pojawia się pytanie czy ciało powieszonego w więziennej celi należało do Epsteina, czy też podrzucono kogoś innego. Znany amerykański patolog dr Michael Baden wyraził opinię, że ofiara mogła być najpierw uduszona na co wskazywały uszkodzenia kości szyi. Internauci komentują, że ofiara na więziennym zdjęciu ma inną krzywiznę nosa itd…
Skandaliczne archiwum Epsteina…
Trzeba przyznać, że w ostatniej kampanii wyborczej Trump obiecał ujawnienie archiwum Epsteina, jednak po zwycięstwie argumentował, że skrzywdziłoby to zbyt wielu ludzi (pewnie też jego przyjaciół). Z pomocą przyszedł tu jednak Kongres, który na wniosek republikanina z Kentucky Thomasa Massie, demokraty Ro Khanna z Kalifornii w listopadzie 2025 r. przegłosował ustawę HR4405 nakazującą prokuraturze ujawnienie papierów Epsteina. 55-letni Massie jest republikaninem, ale chodzi własnymi drogami. Trump obiecał, że w nadchodzących wyborach będzie popierał jego konkurenta. Massie jest też znany z izolacjonistycznego stanowiska i głosowań za obcięciem finansowania pomocy dla Izraela (i innych krajów) i skupieniu się na własnych problemach. Przypomnijmy, że Demokraci za prezydentury Bidena nie chcieli dotknąć afery Epsteina, a teraz udają “sprawiedliwych”…
Trwa uwalnianie milionów dokumentów i zdjęć, członkowie Kongresu mają dostęp do nie zaczernionych oryginałów (z wyjątkiem nazwisk ofiar) co również powoduje sensację i liczne nadinterpretacje (coś jak z polską “Listą Wildsteina”, czy ciągle ukrywaną aferą podkarpacką). Prokurator Generalny Pam Bondi i jej zastępca Todd Blanche uwolnili też listę wszystkich ludzi związanych z rządem i światem politycznym, którzy występują w archiwum Epsteina. Sęk w tym, że obejmuje ona ludzi z którymi Epstein był w zażyłych kontaktach jak i tych którzy byli tylko wymieniani w owej korespondencji. Lista obejmuje setki nazwisk polityków, celebrytów, ludzi biznesu, też ludzi już nie żyjących. Sporo jest tam Demokratów ze świata polityki i z Hollywood ok. 130-150 czołowych Demokratów i 90-110 Republikanów też polityków i darczyńców jak Musk, Adelson, czy Thiel, są tam też nazwiska spoza Ameryki.
Z ujawnianych informacji Epsteina rysuje się obraz wyalienowanych elit bez moralnych zahamowań, bez chęci dzielenia losu, tożsamości i interesów swoich wyborców i odbiorców. Widać wyraźnie, że amerykańskie i zachodnie elity przestały postrzegać siebie jako część Narodu z którego poparcia i pracy wyśmienicie żyją. Zatraciły swoją lokalność, patriotyzm i dbałość o wspólny narodowy interes. Czują się obywatelami świata, wzajemnie powiązanej globalistycznej kasty. Są światowymi turystami ze swoimi prywatnymi odrzutowcami, jachtami i rozpasanymi żądzami znanymi nam ze źródeł o satanistach. Samo istnienie państw narodowych trąci dla nich prowincjonalizmem, reliktem z pogardzanej przeszłości. W swoich krajach ci liderzy udają, że są blisko problemów swoich wyborców i odbiorców, mówią o odpowiedzialności, poświęceniu i moralności. Jednak kiedy są między sobą jawią się zepsutymi moralnie, odciętymi od własnych narodowych korzeni dekadentami. W sumie im więcej wypłynie informacji z papierów Epsteina tym większa szansa na to, że wyborcy wreszcie się obudzą…
Czy Trump był przyjacielem Epsteina?
W archiwum nazwisko Trumpa widnieje aż 38,000 razy w 5,300 plikach związanych z Epsteinem. Obaj obracali się wśród elit Nowego Jorku i obydwaj mieli słabość do pięknych młodych kobiet („New York Times”). Problem w tym, że Epstein do realizacji swoich potrzeb polował również na nieletnie dziewczyny. Wszyscy z nowojorskiego światka i z Florydy o tym wiedzieli, ale to Trump miał na tyle odwagi aby zabronić mu wstępu do jego klubu golfowego i następnie zaraportowania jego pedofilskich wyczynów policji w Palm Beach na Florydzie w lipcu 2006 r. o czym przypomniał w wywiadzie z 2019 r. ówczesny szef policji Michael Reiter. Po wszczęciu postępowania przeciwko Epsteinowi w sprawie wykorzystywania nieletnich dziewcząt Trump zadzwonił do szefa policji z podziękowaniami za akcję policji jednocześnie wskazując na współpracownicę Epsteina, Ghislaine Maxwell określając ją “evil”.
Jednak prokurator Acosta był naciskany, aby ulgowo potraktował Epsteina gdyż związany jest on z wywiadem chodziło o wywiad Mossad i CIA. Trump z pewnością “wychylił” się i przez to naraził się na późniejsze działania Epsteina, który przeciwdziałał jego szansom w pierwszych wyborach prezydenckich w 2016 r. wspierając zaprzyjaźnioną Hillary Clinton. Trump przecież dobrze wiedział, że Epstein jest dobrze umocowany w Deep State i może się zemścić.
Przypomnijmy, że jego partnerka (burdel mama) Ghislaine Maxwell, jest córką superszpiega Mossadu, jak również brytyjskiego MI6 i nawet KGB, byłego brytyjskiego parlamentarzysty i magnata prasowego Roberta Maxwella. Maxwell był czeskim Żydem, poniósł śmierć rzekomo skacząc do wody ze swojego jachtu, po czym otrzymał wspaniały pogrzeb w Jerozolimie w obecności najwyższych czynników państwowych Izraela. Ghislaine Maxwell po śmierci Epsteina została skazana w 2021 r. na 20 lat za organizowanie nieletnich dziewcząt do celów seksualnych. Po ogłoszonej „śmierci” Epsteina okazało się, że zostawił on ok. $500 mln, z czego już wypłacono ponad $125 mln jego ponad 100 ofiarom.
Epstein reprezentował banki Rothschildów…
Mimo, że od 2008 r. Epstein był skazanym za przestępstwa pedofilskie stały przed nim otwarte salony bogatych i sławnych. Za grubą forsę negocjował deale dla europejskich bankierów jak np. w 2016 r. dla Ariane de Rothschild szefowej Edmond de Rothschild Group., która od 1999 r. była żoną Benjamin de Rothschild. Jej bank Edmond de Rothschild Europe w Luksemburgu został oskarżony o nadużycia finansowe i osobą negocjującą obniżenie kary był Jeffrey Epstein za swoją pomoc żądający $25 mln! (grudzień 2015 r.). Epstein nie ukrywał swoich koneksji, przeciwnie w 2016 r. pisał do miliardera Peter Thiel: “Jak pewnie wiesz, ja reprezentuję Rothschildów”. Występował też jako rozjemca i doradca w sporach i kłótniach między bankierskim rodzinami Rothschildów w Paryżu i Genewie (2018 r.). Kiedy wymagała tego sytuacja podesłał Rothschildom głównego prawnika Obamy Kathryn Ruemmler aby pomogła im wynegocjować niższą karę. Kathryn utrzymywała z Epsteinem bliski kontakt czego dowodem są ich maile. Ostatnio pracowała dla Goldman Sachs, ale po ujawnieniu maili szybko odeszła z pracy.
Wielkie nazwiska klientów Epsteina…
Z papierów Epsteina powoli wyłania się sposób jakim operują nasze elity, a tych informacji będzie więcej. Wśród potężnych i bogatych Ameryki i świata przejawia się wiele postaci pożądających przygód z nieletnimi, jak były książę Wielkiej Bryhtanii, Andrzej, który podobno nawet przekazywał Epsteinowi tajne informacje rządowe. Dalej człowiek wirus Bill Gates, który podobno od rosyjskich prostytutek zaraził się chorobą weneryczną i prosił Epsteina o antybiotyki dla swojej wtedy żony, Bloomberg News ocenia Gates na $106 mld, co czyni go 17-tym najbogatszym człowiekiem na świecie. Inni sławni przyjaciele Epsteina to były premier Izraela Ehud Barak, z Dubaju magnat portowy Sultan Ahmed bin Sulayem, miliarder Leslie Wexner (Victoria’s Secret). Też sekretarz handlu w rządzie Trumpa, Howard Lutnick, sąsiad Epsteina w NYC, który wcześniej zarzekał się, że zerwał kontakty z Epsteinem w 2005 r. Jednak wyszło na jaw, że Lutnick odwiedził w 2012 r. z żoną i dziećmi, Epsteina na jego wyspie Little Saint James w celach biznesowych (podpisanie kontraktów). Trump był tą informacją nieco zaskoczony, podkreślając, że on sam tam nigdy nie był. Forbesocenia majątek Lutnicka na $2,7 mld.
Oczywiście wśród częstych gości Epsteina jest były prezydent Bill Clinton, ale i doradca Trumpa z pierwszej kadencji prowadzący “War Room” TV Steve Bannon, który przeprowadził z Epsteinem długi interesujący wywiad. Dalej mamy brytyjskiego polityka lorda Peter Mandelson, któremu Epstein wypłacił $75,000, wiadomość ta doprowadziła do skandalu w partii Pracy, którą on kierował w latach 2008-2010. W 2024 roku mianowany ambasadorem do Waszyngtonu, który to urząd właśnie stracił.
Konferencja bezpieczeństwa w Monachium…
Globalistyczna lewica europejska została w swoich zapędach tworzenia nowego sojuza zaskoczona przez niespodziewaną drugą kadencję Trumpa, który przeżył dwa zamachy na swoje życie, aby pomieszać jej szyki. Trumpa nie interesuje ideologia, tym bardziej lewicowa. Interesuje go odbudowa potęgi Ameryki i szybko podejmuje odważne kroki, czy to zamykając granice (“bez granic nie ma państwa”), czy za pomocą zagranicznych inwestycji (do $17 tryl., po polsku bln.). Chce przywrócić ekonomiczną i produkcyjną potęgę Ameryki. Dlatego podejmuje działania aby skończyć z burżuazją zmian klimatycznych odrzucając regulacje klimatyczne wprowadzone za Obamy, w tym te duszące rozwój przemysłu motoryzacyjnego, co ma przynieść $1,3 tryl. (bln.) oszczędności.
Oczywiście globalistyczna lewica nie śpi i broni się jak tylko może. Na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium wystąpił gubernator Kalifornii i demokratyczny aspirant do prezydentury w 2028 r. Gavin Newsom, którego przeregulowanie kalifornijskiej ekonomii może ten najbogatszy stan doprowadzić do upadku. Newsom zapewnił swoich lewicowych kolegów w Europie, żeby się nie przerażali bo Trump jest zjawiskiem przejściowym i zostały mu tylko 3 lata. Za 3 lata Newsom obiecał powrót Ameryki do zielonego wariatkowa. Dodajmy, że kariera ”zielonego” postępowego Newsoma była dotowana przez biznes naftowy rodziny Getty, którego prawnikiem i przyjacielem był ojciec gubernatora…
Na Konferencji głos zabrał szef amerykańskiego MSZ-tu Marco Rubio argumentując, że naiwne życzeniowe myślenie po zakończeniu zimnej wojny o końcu historii, nieskrępowanym wolnym handlu, otwartych granicach, doprowadziło do dzisiejszego kryzysu deindustrializacji, masowej imigracji i niszczenia podstaw zachodniej cywilizacji.
Do końca roku na ogromnych obszarach Francji zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania pieców opalanych drewnem, kominków lub obu tych urządzeń. Karą za zignorowanie zakazu jest grzywna, która różni się w zależności od regionu, ale w przypadku kolejnych wykroczeń jest ona podwajana.
Chcesz palić drewnem w kominku we własnym domu w Lille? To będzie kosztować 1500 euro. Merci.
Czyż nie jest to wspaniałe i wygodne? Oznacza to, że mogą śledzić wszystkich przestępców, oszustów i oczywiście wszystkich innych – gdziekolwiek się znajdują.
I nie przejmuj się. Jest bardzo prawdopodobne, że nie znajdziesz się w gronie osób błędnie zidentyfikowanych.
2. Czy powszechny dochód podstawowy [UBI] jest już na horyzoncie?
W tym tygodniu Irlandia ogłosiła nowy program, w ramach którego państwo będzie wypłacać artystom wynagrodzenie. Ten plan „podstawowego dochodu na rzecz sztuki” to tylko najnowszy element narracji o dochodzie podstawowym.
Nastąpiło to tuż po stwierdzeniu ministra brytyjskiego rządu, że UBI będzie konieczne po tym, jak sztuczna inteligencja wyeliminuje tysiące miejsc pracy.
Do końca roku na ogromnych obszarach Francji zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania pieców opalanych drewnem, kominków lub obu tych urządzeń. Karą za zignorowanie zakazu jest grzywna, która różni się w zależności od regionu, ale w przypadku kolejnych wykroczeń jest ona podwajana.
Chcesz palić drewnem w kominku we własnym domu w Lille? To będzie kosztować 1500 euro. Merci.
A dlaczego? To przecież oczywiste – to przez zanieczyszczenie, zmiany klimatyczne i całą resztę.
Szczególnie jeśli chodzi o problem „rosnącego zaniepokojenia” zanieczyszczeniem powietrza w pomieszczeniach, które było tematem rozmów w Davos w zeszłym miesiącu, a co od ponad dwóch lat pozostaje pomniejszą kwestią.
Jest to bardzo poważnym problemem i nie wzbudzającym ani trochę politowania pretekstem do gromadzenia kolejnych danych osobowych. Dlatego miejsca takie jak Abu Zabi [Abu Dhabi], słynące przecież z humanitarnych osiągnięć w zakresie dobrostanu i praw człowieka, wdrażają czujniki monitorujące zanieczyszczenia. Aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo.
Trwają szeroko zakrojone badania z udziałem 3000 ochotników, wykorzystujące dane z Boots i Tesco oraz we współpracy z „ekspertami” z Imperial College (zawsze chodzi o Imperial).
Za Daily Mail:
Teraz eksperci z Imperial College London współpracują z firmami Tesco i Boots, aby sprawdzić, czy dane z programów Clubcard i Advantage mogą ratować ludzkie życie.
Uważają, że każda postać choroby będzie miała swój własny wzorzec zakupów, taki jak częstotliwość, z jaką ludzie kupują środki przeciwbólowe i leki na niestrawność, a także ograniczają – lub zaczynają kupować – niektóre produkty spożywcze.
Złamanie tego kodu może umożliwić brytyjskiej służbie zdrowia (NHS) wykrywanie większej liczby nowotworów na wcześniejszym etapie, podczas gdy leczenie stanie się tańsze i znacznie skuteczniejsze, a szanse przeżycia większe.
Poprzednie badanie przeprowadzone przez ten sam zespół wykazało, że można skutecznie wykorzystać historię zakupów do wykrycia raka jajnika na osiem miesięcy przed postawieniem pełnej diagnozy.
Ich rozszerzone badanie jest efektem opublikowania w środę przez rząd Narodowego Planu Walki z Rakiem, w którym przedstawiono, w jaki sposób ministrowie mają nadzieję ograniczyć liczbę zachorowań i poprawić jakość leczenia.
Oonagh Turnbull, szefowa kampanii na rzecz zdrowia i zrównoważonej diety w Tesco, powiedziała w oświadczeniu:
Mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu naszych klientów z całej Wielkiej Brytanii i ich chęci udostępnienia danych z kart Tesco Clubcard, uda się uratować więcej istnień ludzkich poprzez wczesne wykrycie niektórych nowotworów, bazując na sukcesie pierwszego badania Cancer Loyalty Card.
Czy uważacie, że nowe badanie wykaże, że powinniśmy monitorować zwyczaje zakupowe ludzi?
20 stycznia 2026 roku, na scenie w Davos, premier Kanady Mark Carney powiedział coś, co wcześniej żaden przywódca Zachodu nie odważył się wypowiedzieć tak brutalnie i otwarcie.
Przyznał, że „porządek międzynarodowy oparty na zasadach” – fundament, na którym Zachód budował swoją moralną wyższość przez ostatnie 30 lat – był w dużej mierze fikcją. Nie drobną niedoskonałością. Nie chwilową hipokryzją, lecz użyteczną fikcją, w której wszyscy grzali się wygodnie, bo dawała wzrost, bezpieczeństwo i poczucie słuszności. „Wiedzieliśmy, że historia porządku międzynarodowego opartego na zasadach była częściowo fałszywa: potężni zwalniali się z przestrzegania zasad, kiedy im to odpowiadało, a normy handlowe były stosowane asymetrycznie. Wiedzieliśmy również, że prawo międzynarodowe jest stosowane z różną surowością w zależności od tego, kto jest oskarżonym, a kto ofiarą.” To był moment, w którym rdzeń Zachodu – nie jakiś marginalny krytyk, ale premier jednego z najbliższych sojuszników USA – publicznie powiedział: przez dekady żyliśmy w kłamstwie, które sami sobie wmawialiśmy. I wszyscy o tym wiedzieliśmy.
Jak działało to ciepłe kłamstwo? Stany Zjednoczone dostarczały: wolne szlaki morskie, stabilny dolar i system finansowy, parasol NATO, instytucje do rozwiązywania sporów. W zamian reszta świata – w tym Kanada, Europa, Japonia, Australia – zgadzała się na asymetrię. Milcząco akceptowała, że: prawo międzynarodowe jest gumowe dla silnych, sankcje to broń polityczna, nie sprawiedliwość, a reguły handlu i WTO nie obowiązują równo. Ale dopóki maszyna dawała dobrobyt i ochronę – nikt nie protestował. Grzaliśmy się – piszę w liczbie mnogiej, bo taka też była oficjalna narracja w Polsce- w tym cieple hipokryzji, bo było wygodnie. Carney powiedział to bez owijania w bawełnę: „Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia, w szczególności, pomogła zapewnić dobra publiczne – wolność szlaków morskich, stabilny system finansowy, bezpieczeństwo zbiorowe i wsparcie dla mechanizmów rozstrzygania sporów. Dlatego powiesiliśmy transparent w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach i generalnie unikaliśmy wskazywania rozdźwięku między retoryką a rzeczywistością. Ta umowa już nie działa. Powiem wprost: jesteśmy w stanie zerwania, a nie transformacji.”
Co się zmieniło – i dlaczego to boli? Zmienił się styl hegemonii. W erze Trumpa Stany przestały udawać, że chodzi o wspólne wartości i zasady. Zaczęły mówić wprost: „to jest usługa. Płaćcie więcej – za ochronę, za dostęp do rynku, za parasol bezpieczeństwa”. Albo nie będzie nic. System nie runął dlatego, że stał się brutalniejszy. Runął, bo przestał udawać, że nie jest. A każde imperium – nawet to „liberalne” – trzyma się na propagandzie. Gdy opowieść pęka, zostaje naga siła. Naga siła nie buduje sojuszy. Budzi strach, kalkulację i chęć ucieczki. Co naprawdę pęka? Nie NATO (jeszcze). Nie dominacja dolara (na razie). Nie łańcuchy dostaw (choć trzeszczą). Pęka wiarygodność. Zachód przez dekady powtarzał: „jesteśmy inni – opieramy się na zasadach, nie na czystej sile”. Jeśli teraz premier Kanady mówi: „to była fikcja, w której wszyscy graliśmy” – to cała moralna podbudowa Zachodu się sypie. Bez wiarygodności zostaje tylko rachunek sił. Świat staje się cyniczny. A cyniczny świat jest niebezpieczny. To otwiera drzwi Rosji i Chinom. Bo Pekin i Moskwa nigdy nie sprzedawały moralnego uniwersalizmu. Mówią wprost: interes, strefa wpływów, siła, stabilność za lojalność. W świecie zmęczonym hipokryzją – brutalna szczerość zaczyna wyglądać na uczciwość. Nie dlatego, że jest dobra. Dlatego, że jest spójna. A spójność narracji nokautuje dziś propagandę chrześcijańskiego Zachodu.
To dopiero początek. Na razie to tylko słowa. Ale słowa poprzedzają czyny. Gdy najbliższy sojusznik USA publicznie mówi: „grzaliśmy się w cieple własnej hipokryzji i koniec z tym” – to znak, że elity Zachodu wiedzą: starej opowieści już nie da się ratować. To nie jest spór o cła, o 2% na NATO czy o Trumpa. To spór o to, czy Zachód ma jeszcze prawo moralne twierdzić, że reprezentuje coś więcej niż własny egoistyczny interes.
Imperium nie pada, gdy traci armię czy gospodarkę. Pada, gdy traci wiarygodność. Siłę da się odbudować-czołgami, dolarami, sankcjami. Zaufania i wiarygodności – prawie nigdy.
Davos 2026 może przejść do historii nie jako antyamerykański bunt, lecz jako chwila, w której Zachód spojrzał w lustro i zobaczył prawdę: jego największym wrogiem nie jest Rosja, nie są Chiny, nie jest nawet Trump. Największym wrogiem jest utracona wiarygodność. A kiedy świat przestaje wierzyć – zaczyna liczyć. I kalkulować. Bez sentymentów.
Rozmawialiśmy z wieloletnim analitykiem i oficerem CIA. Larry C. Johnson obecnie zajmuje się analizą współczesnych konfliktów oraz zjawiska terroryzmu. Jest autorem szeregu artykułów, w tym na łamach „New York Times”.
Amerykańska partia wojny
Jak wiemy, analizował Pan wydarzenia związane z wojną na Ukrainie, cały ten konflikt od samego początku. Chciałbym zatem przede wszystkim zapytać o to czy w Stanach Zjednoczonych istnieje coś takiego jak partia wojny, partia wspierająca kontynuowanie tej wojny na Ukrainie?
– Cóż, doszło do ogromnego spadku poparcia dla stanowiska Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Na początku specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku można było powiedzieć, że większość obywateli Stanów Zjednoczonych, może 80%, a może 90%, uznawała, że Rosja dokonuje zbrodni wojennych , a Ukraina jest stroną kompletnie niewinną. Większość Amerykanów nie znała historii. Po prostu powtarzali to, co im się mówiło. Obecnie poparcie dla strony ukraińskiej wynosi zapewne jakieś 30 do 40%. Chodzi mi o poparcie aktywne, bo kolejne 30 do 40% Amerykanów powiedziałoby, że nie obchodzi ich żadna ze stron. Jest jeszcze jakieś 20% tych, którym bliższe jest stanowisko rosyjskie, takich jak ja.
Ukraina jako siła zastępcza
Tak to wygląda w społeczeństwie czy wśród ekspertów. A w administracji?
– To już zupełnie inna para kaloszy. Zdecydowana większość administracji nie tylko opowiada się za wojną przeciwko Rosji, ale też kontynuuje szerzenie nieprawdy na temat całej tej sprawy. Szczególnie celuje w tym CIA. Seymoura Hersha znam od 45 lat i uważam go za swojego bliskiego przyjaciela, ale chyba jest on teraz na mnie trochę wściekły, bo w ostatnim swoim artykule powoływał się na źródła w administracji, ale sądzę, że tak naprawdę cytował źródło z CIA. I usłyszał od niego rzeczy kompletnie zmyślone, zapewne fałszywe. Na przykład w jego artykule sprzed kilku tygodniu pojawiła się informacja, że w Rosji doszło do zakłóceń telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tymczasem utrzymuję regularny kontakt z wieloma ludźmi w Rosji i w tych dniach również miałem z nimi ten kontakt. Nikt nie miał kłopotów z łącznością komórkową czy internetem.
Podobnie jest z twierdzeniem o kłopotach rosyjskiej gospodarki. Miałem okazję w ciągu ostatnich ponad dwóch lat, od grudnia 2023 roku, być sześciokrotnie w Moskwie i raz w Petersburgu. Zobaczyłem tam żyjący dostatnio kraj, pełne sklepy i nieźle radzących sobie ludzi. Wciąż utrzymuję kontakty z wieloma różnymi osobami z Rosji; z amerykańskimi emigrantami, którzy tam się przeprowadzili, ale też z niektórymi z moich nowych rosyjskich przyjaciół. Z gospodarką jest tam wszystko w porządku. Tymczasem mamy kręgi wywiadowcze oszukujące prezydenta i opowiadające mu coś wręcz przeciwnego, a na dodatek utrzymujące, że Rosja ponosi masowe ofiary. To też nie jest prawda, ale oni chcą w to wierzyć. Wierząc w to, uznają, że ciągle jest dla nich jakaś nadzieja. A to dlatego, że fundamentem amerykańskiej polityki w stosunku do Rosji jest traktowanie Ukrainy jako siły zastępczej do walki z tą Rosją. Bez względu na to, co stanie się z narodem ukraińskim, za to z przekonaniem, że ma on umierać za nasze interesy.
Kłamstwa wywiadów
Ale kręgi wywiadowcze też wydają się podzielone. Mam na myśli choćby opinie wyrażane przez Tulsi Gabbard. Jak to więc w rzeczywistości wygląda? Czy nie jest tak, że na przykład CIA popiera wojnę na 100%, ale inne służby są bardziej sceptyczne?
– Cóż, Tulsi w tych sprawach nie ma żadnych wpływów. Powinna wydawać jakieś polecenia, bo przecież koordynuje działania wszystkich służb wywiadowczych. Niestety, jak do tej pory nie była wystarczająco stanowcza, a szkoda. CIA zajmuje się przede wszystkim dostarczaniem analiz. I tu pojawia się problem. Mówię to jako były analityk, który miał dostęp do danych wywiadowczych ze wszystkich źródeł. Miałem wgląd do komunikatów wytwarzanych w Departamencie Stanu, w Agencji Wywiadu Wojskowego i innych wojskowych służbach wywiadowczych. Miałem dostęp do wszystkich ich depeszy, a także do informacji przekazywanych przez Narodową Agencję Wywiadu, komunikatów innych krajów, które udawało nam się przejmować, a także wywiadu satelitarnego. Obecnie dostarczaniem tego ostatniego zajmuje się Narodowa Agencja Wywiadu w Geoprzestrzeni. Moja praca polegała na zbieraniu tego wszystkiego i zestawianiu na tej podstawie obrazu rzeczywistej sytuacji. Obecnie czegoś takiego nie mamy. Jeśli robiono by to uczciwie, to można by na przykład porównać liczbę nowych cmentarzy i nowych grobów na nich, które powstają w Rosji, z liczbą tych, które powstają na Ukrainie. Byłaby to żmudna robota, ale przecież jesteśmy bez problemu w stanie to zrobić. O ile mi wiadomo, nikt o czymś takim nie pomyślał.
Zamiast tego powołujemy się na źródła zewnętrzne, takie jak działająca w Wielkiej Brytanii Mediazona. Zajmują się one po prostu katalogowaniem wszystkich nekrologów publikowanych w rosyjskich gazetach, w 90 czy 91 obwodach i republikach. Mają w związku z tym posiadać dość dokładne liczby poległych po stronie rosyjskiej. Nikt czegoś takiego nie robi po stronie ukraińskiej. W efekcie politycy na Zachodzie są okłamywani. Przekonuje się ich, że Rosja ponosi ogromne straty, a Ukraina strat nie ma prawie w ogóle. Wmawia się im, że Rosja dłużej tego nie wytrzyma. Tymczasem prawda jest całkowicie odwrotna. To Ukraina ponosi straty na wielką skalę, zaś straty Rosji są minimalne. Na dodatek to Rosja jest w stanie rekrutować i utrzymywać kolejnych żołnierzy. Tymczasem nawet najbardziej sprzyjające Ukrainie źródła na Zachodzie otwarcie przyznają, że na dezercję decyduje się miesięcznie od 20 do 40 tysięcy żołnierzy ukraińskich. W pewnym momencie po prostu zabraknie im ludzi. Niestety mamy jeszcze establishment medialny uparcie wspierający tą wojnę. Sądzę, że jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że zarabia się na tym pieniądze. Przecież zarabiają na tym wszyscy ci różni doradcy, zwycięzcy kontraktów i dostawcy sprzętu wojskowego.
Skorumpowani kongresmeni
W jaki sposób amerykańskie służby specjalne i wywiadowcze sprawują nad Ukrainą kontrolę? Zacznijmy od organów antykorupcyjnych na Ukrainie. Pojawia się wiele opinii, że ich struktury kontrolowane są przez FBI. Czy, Pańskim zdaniem, to prawda?
– Nie. Wątpię, by FBI było tam jakoś wyraźnie obecne. Przez jednego z moich bliskich przyjaciół i byłych partnerów biznesowych, który pozyskał te dane od sygnalistów na Ukrainie, dowiedziałem się, że ukradziona została kwota co najmniej 48 miliardów dolarów. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni amerykańskich kongresmenów, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Okazuje się, że pieniądze otrzymywali przede wszystkim Republikanin Lindsey Graham i Demokrata Chuck Schumer. Czy mam na to dowody? Nie. Dowiedziałem się jednak o tym z wiarygodnego źródła. Zaryzykowałbym też twierdzenie, że środki płynące z Ukrainy do Stanów Zjednoczonych następnie przetransferowano gdzieś dalej. Wytransferowano je przez kraje bałtyckie. Nie zdziwiłbym się, gdyby sowite wynagrodzenie za takie usługi finansowe otrzymywała Kaja Kallas, Ursula von der Leyen i inni podobni. Poziom korupcji jest tu po prostu astronomiczny. Przepływ pieniędzy ze Stanów Zjednoczonych został narazie wstrzymany. Jednak CIA nadal bardzo aktywnie zaangażowana jest we wspieranie ukraińskich operacji wywiadowczych i militarnych.
Budanow jako aktyw CIA
A co można powiedzieć na temat nowej postaci w administracji Zełenskiego, jaką jest Kiriłł Budanow? Czy sądzi Pan, że jest on nadal aktywem CIA? W przeszłości był przecież przez CIA kontrolowany. Czy nadal jest dla niej takim zasobem?
– Nie zauważyłem, by nastąpiło tu jakieś zerwanie współpracy. Celem każdego oficera wywiadu, niezależnie od tego o jakim wywiadzie mówimy – czy będzie to wywiad polski, ukraiński, brytyjski czy amerykański – jest tworzenie relacji i przyjaznych stosunków. Chodzi tu o powiązania osobiste. Można je wykorzystywać w równie osobistych celach. Może w nich występować element tego, czego nie sposób już określić mianem prawdziwej przyjaźni. Niewykluczone, że przez te cztery lata powstały jednak i takie przyjaźnie. Budanow z pewnością jest podatny na wpływy amerykańskie, wpływy CIA. Istnieją dowody na to, że CIA w pewnych sprawach forsuje na Ukrainie własne plany, niekoniecznie związane z planami Donalda Trumpa.
CIA nie chce pokoju
Czy to oznacza, że CIA może zablokować porozumienie pokojowe lansowane przez Donalda Trumpa?
– Owszem. Jednak porozumienie pokojowe w wersji Donalda Trumpa nie jest możliwe do zaakceptowania przez Rosję. Uważam, że wszyscy powinni to zrozumieć. Władimir Putin od 14 czerwca 2024 roku bardzo jasno definiuje rosyjskie warunki zakończenia tej wojny. Nie chodzi w nich tylko o militarną rezygnację przez Ukrainę z Krymu, Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersonia. Przede wszystkim chodzi o to, by wojska NATO i całe NATO trzymały się z dala od Ukrainy. Ukraina nie mogłaby brać udziału w kolejnych ćwiczeniach wojskowych NATO bez porozumienia z Rosją i jej zgody. Prawa ludności rosyjskojęzycznej powinny zostać całkowicie przywrócone, podobnie jak przywrócona powinna zostać Cerkiew prawosławna. Nie chodzi zatem o jakiś jeden postulat. Nie chodzi też wyłącznie o terytorium. Ci na Zachodzie, którzy twierdzą, że chodzi o jakieś roszczenia terytorialne, po prostu nie rozumieją problemu. Zdobycie terytorium to środek do osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie.
Palenie pieniędzmi w ukraińskim piecu
A co z amerykańskimi interesami gospodarczymi na Ukrainie? Niedawno na przykład słyszeliśmy, że Ronald Lauder otrzymał koncesje i pozwolenia na wydobycie litu w tym kraju. Czy sądzi Pan, że nadal istnieje w Stanach Zjednoczonych grupa oligarchów planująca robienie tam interesów?
– Jestem pewien, że chcieliby tam robić interesy. Utrudniają im to jednak mocno Rosjanie, postępując w kierunku Sum, Połtawy, Charkowa, Chersonia, Zaporoża. Im więcej terenów zajmie Rosja, tym mniej możliwości ściągnięcia inwestycji zagranicznych będzie miała Ukraina. Jak Pan pewnie wie, Rosja chętnie zaangażuje się w rozwój i odbudowę resztek Ukrainy, które będzie okupowała po zakończeniu wojny. Wówczas ci inwestorzy zagraniczni będą mieli w Rosji chętnego do współpracy partnera. Obecnie jednak ci, którzy inwestują w nadziei na zachowanie prawa własności do jakichś terenów czy zasobów na Zaporożu, w obwodzie donieckim czy chersońskim, mogą równie dobrze spalić całe swoje oszczędności przed domem. Miałoby to podobną wartość. Wie Pan, nie wierzę, żeby ta wojna zakończyła się w drodze negocjacji. Zakończy się środkami militarnymi.
Nie będzie żadnego rozejmu
Nie będzie zawieszenia broni?
– Nie będzie. Rozejm jest dla Rosji niedopuszczalny. Wie Pan, jestem zdziwiony tym wizerunkiem Rosji na świecie jako ryczącego niedźwiedzia, sprytnego, twardego i nieustępliwego. Z mojego doświadczenia wynika, że Rosjanie są trochę naiwni i łatwowierni. Byli zbyt ufni – potwierdził to Putin – gdy okazało się, że zostali oszukani przez Angelę Merkel i Françoisa Hollande’a w sprawie pierwszego i drugiego porozumienia mińskiego. Rosjanie są zatem w takich sprawach nieco naiwni. Przypominają mi pewną postać z amerykańskich kreskówek – Charliego Browna. Zgubą dla Charliego Browna była pewna czarnowłosa dziewczyna o imieniu Lucy. Wołała go ona zawsze i namawiała, żeby kopnął piłkę, która trzymała w rękach. Charlie biegł, żeby kopnąć tą piłkę i wtedy ona ją odsuwała, a ten leciał i przewracał się na tyłek. Podobnie wyglądało to z Rosją i Europą. Europa była tu niczym Lucy: taką złośliwą, wredną małą dziewczynką. Putin i Rosja byli niczym Charlie Brown – ufni i wierzący w dobre intencje. Podbiegali więc do tej piłki i nie mogli w nią trafić. Sądzę, że od tamtej pory nauczyli się już, że nie można ufać Lucy – Europie.
Parę tygodni temu miałem rozmowę z Siergiejem Karaganowem, który jest najważniejszym zwolennikiem odwrócenia się Rosji od Europy i zwrócenia się przez nią na wschód. Postrzega on Europę, z którą Rosja wcześniej współistniała, jako cierpiącą na schizofrenię kobietę, będącą jednocześnie masową zabójczynią. Nagle zatem zdali sobie oni sprawę, że nie można budować z nią żadnego związku. Zwrócili się w kierunku Chin, rozwoju Syberii.
Witkoff i Kushner niewiele znaczą
Faktycznie. Co w takim razie z inicjatywami dyplomatycznymi? Jeśli nie wierzymy w zawieszenie broni, czy tym bardziej w porozumienie pokojowe, to jaki jest cel wysiłków podejmowanych na ich rzecz przez powiedzmy Steve’w Witkoffa czy Jareda Kushnera?
– Cóż, Witkoff i Kushner mają dostęp do uszu Trumpa, ale nigdy nie dysponowali prawdziwą władzą polityczną w Stanach Zjednoczonych. Wie Pan, podczas mojej pierwszej rozmowy z Siergiejem Riabkowem, rosyjskim dyplomatą i wiceministrem spraw zagranicznych, w grudniu 2023 roku, doskonale pamiętam jak skarżył się on, że Rosjanie nie mają z kim rozmawiać. W czasach administracji Bidena nie było żadnych kanałów łączności na wyższym poziomie dyplomatycznym między Moskwą a Waszyngtonem. To bardzo niebezpieczne. Inauguracja prezydentury Donalda Trumpa została przychylnie przyjęta przez większość przedstawicieli władz rosyjskich. Sądzę, że przynajmniej na samym początku mieli oni wielkie nadzieje, że Trump wykaże się wolą rozmów i będą mogli zawrzeć z nim wzajemnie korzystny układ.
Uważam jednak, że obecnie pojawia się coraz więcej wątpliwości co do wiarygodności Donalda Trumpa. Miał on bowiem szereg okazji, by wykonać różne gesty w kierunku Rosji pokazujące szczerość intencji Stanów Zjednoczonych. Mógł przywrócić bezpośrednie połączenia lotnicze, przywrócić obowiązywanie porozumienia o otwartych przestworzach, Mógł zwrócić majątek skonfiskowany przez Baracka Obamę. Ambasada rosyjska miała coś w rodzaju dacz, na terenach wiejskich w stanach Maryland i w okolicach Nowego Jorku, w których mogli odpoczywać i zrelaksować się w weekendy rosyjscy dyplomaci. Majątków tych jednak nie zwrócono. Poziom dyplomatów wysyłanych do Moskwy też nie wskazuje, by traktowano ten kierunek priorytetowo, bo inaczej wysłaliby tam do pracy kogoś znacznego i wpływowego. Nadal zamrożone są rosyjskie aktywa. Nikt ich nie rozmroził. Mamy zatem cały szereg ruchów, które Stany Zjednoczone mogły wykonać, lecz tego nie zrobiły. Rosja nie odpowiadała na to jakimiś zdecydowanymi ruchami. Jeśli byłbym na miejscu Rosjan i otrzymałbym z Waszyngtonu propozycję rozmowy, domagałbym się potwierdzenia poważnego podejścia do owych negocjacji, żądając na przykład najpierw zniesienia zakazu podróżowania do Stanów Zjednoczonych. Jeśliby tego nie zrobiono, można by od razu stwierdzić, że nie jest się traktowanym poważnie.
To jeszcze bardziej rzuca się w oczy w kontekście ataku sprzed kilku tygodni z 28 grudnia na oficjalną rezydencję Władimira Putina, w której według niektórych doniesień miała przebywać jego córka. Ten atak za pomocą dronów przeprowadzony został jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo, przez CIA współdziałającą z władzami ukraińskimi. Ukraińcy nie byliby w stanie namierzyć tej rezydencji. Dokonano tego z pomocą amerykańską. Trzeba zatem się w tym momencie zatrzymać i zadać sobie pytanie czy Stany Zjednoczone są w tej sytuacji prawdziwym, wiarygodnym partnerem. Jeśli to ja doradzałbym prezydentowi Putinowi, odpowiedziałbym, że nie; że Stanom Zjednoczonym nie można ufać. Że powinny one najpierw dowieść, iż poważnie myślą o posuwaniu się naprzód. W innym przypadku traci się tylko czas.
Ukraińcy się tylko cofają
Czy oznacza to, że bez wsparcia wywiadu amerykańskiego, nawet przy utrzymaniu wsparcia znacznie słabszego wywiadu europejskiego, Ukraina musiałaby zrezygnować z dalszych działań zbrojnych? Czy bez amerykańskiego wsparcia Ukraińcy nadal mogliby kontynuować walkę?
– Ich działania na froncie polegają głównie na tym, że niczym za kierownicą samochodu – zawracają i jadą do tyłu. To robi Ukraina. Ukraina nie przeprowadziła żadnych operacji ofensywnych, dzięki którym byłaby w stanie przejąć i utrzymać kontrolę nad jakimś obszarem. Wie Pan, udało się jej jedynie odnieść kilka pyrrusowych zwycięstw. Ukraińcy zajmowali jakiś kawałek terenu na tydzień czy dwa tygodnie, a następnie byli z niego wypierani, a wielu z nich ginęło w trakcie wycofywania się.
Poza tym nie istnieje coś takiego, jak wywiad europejski. Mamy wywiad brytyjski, wywiad francuski, wywiad niemiecki czy wywiad polski. Z mojego doświadczenia, które wprawdzie pochodzi sprzed jakiegoś czasu, Polska zawsze miała jedne z najskuteczniejszych służb wywiadowczych, lepsze od na przykład brytyjskiej MI6. Polacy są jednak na tyle inteligentni, że nie rozpowiadają o tym, nie opowiadają każdemu jacy to są wspaniali. Ale w rzeczywistości ich osiągnięcia datują się jeszcze czasów II wojny światowej, kiedy to właśnie polski wywiad i kadry wojskowe pozyskały pierwszą maszynę szyfrującą Enigma i wykonały pierwsze kroki wiodące w kierunku złamania jej kodów. Nie zrobili tego ani Brytyjczycy, ani Francuzi. Pierwsi byli właśnie Polacy. Chodzi mi o to, że musimy ustalić, który z krajów europejskich zająłby się Ukrainą, bo – jak wspomniałem – nie ma czegoś takiego jak struktura wywiadowcza Unii Europejskiej. To tak, jak by komisja zajmująca się hodowlą wielbłądów, postanowiła wyhodować konia.
Kallas na paraolimpiadzie
Cóż, Ursula von der Leyen ogłosiła jakiś czas temu plan powołania jakiegoś wywiadu europejskiego, choć oczywiście byłoby to dla UE dość trudnym zadaniem.
– Mam nadzieję, że pozwolą się tym zająć Kai Kallas, bo wznosi ona głupotę na nowy poziom. Wie Pan, to przypomina sytuację, w której mamy normalną olimpiadę dla sprawnych sportowców z określonymi możliwościami. I mamy paraolimpiadę dla tych z defektami fizycznymi, czy z ograniczonym ilorazem inteligencji, którzy mogą w niej uczestniczyć. Jeśli zatem zamierzają stworzyć instytucję wywiadowczą, to byłaby to raczej służba parawywiadowcza, swoista paraolimpiada, do której pasowałaby Kaja Kallas.
Deep state
Wracając do Stanów Zjednoczonych, chciałbym Pana zapytać o pojęcie deep state. Jest ono dzisiaj dość powszechne. Czy, jeśli mówimy o Ukrainie, to ten deep state ogranicza się do CIA, czy może jest czymś więcej?
– To coś więcej. Deep stateto zasiedziała biurokracja, ludzie, którzy są na stanowiskach od więcej niż dwudziestu lat, znajdują się w zasobach Senior Executive Service, czyli wyższego korpusu urzędniczego lub Senior Intelligence Service, czyli wyższego korpusu wywiadowczego. To stanowiska będące odpowiednikiem generała czy admirała w armii. Ich wielkie wpływy wynikają z długotrwałego sprawowania stanowiska. To ludzie, którzy zaczęli swoją pracę powiedzmy w 1995 roku, w wieku 30 lat i dziś mają około 60 lat. Są na stanowiskach od trzydziestu lat i wiedzą jak wszystko funkcjonuje. Są w stanie przeciwstawić się prezydentowi. Teraz mają dodatkowo tą przewagę, że mają do czynienia z Donaldem Trumpem i jego syntezą arogancji z ignorancją, brakiem zrozumienia tego jak działa rząd. Mogą zatem na różne sposoby omijać wykonywanie jego poleceń i życzeń.
[To bardzo naiwne. Nie sądzę, by w to wierzył. Deep state to potęga Zła. Mirosław Dakowski]
Kiedy skończy się wojna
Czy mógłby Pan pokusić się o prognozę na temat tego konfliktu na rok 2026? Czy realne jest przypuszczenie, że Ukraina jest już militarnie tak wycieńczona, że wojna może zakończyć się w tym roku?
– Myślę, że jest bardzo prawdopodobne, że może się skończyć do sierpnia.
Tak szybko?
-Tak.
Skończy się definitywnie czy nastąpi nowa eskalacja? To dla nas, w Polsce, bardzo istotna kwestia. Niektórzy twierdzą, że możliwa jest jej eskalacja, czyli że mogą się w nią zaangażować niektóre kraje europejskie.
– Właściwie kraje europejskie już są w niej zaangażowane. Polska też jest zaangażowana. Macie już jakieś 10 tysięcy polskich żołnierzy, których określam mianem najemników, i którzy zginęli podczas walk na Ukrainie. 10 tysięcy to naprawdę duża liczba. W sumie jestem zaskoczony, że rodziny poległych jakoś bardziej nie protestują przeciwko takiej polityce. Odwróćmy to nieco, jeśli Pan pozwoli: to ja mam do Pana pytanie. Może Pan mi to wytłumaczy. Gdy spoglądamy wstecz, możemy zrozumieć niektóre animozje między Polską a Rosją, nawet jeśli Rosja to co innego niż Związek Radziecki. To Sowieci dokonali mordu w lesie katyńskim.
Ale przecież to Stiepan Bandera i jego ruch dokonał ludobójstwa, w wyniku którego w roku 1943 i 1944 zginęło 140 tysięcy Polaków. Dlaczego zatem Polska zdecydowała się na współpracę z banderowcami, którzy odpowiedzialni byli za zamordowanie znacznie większej liczby Polaków niż Rosjanie czy Sowieci? Tym bardziej, że obecni Rosjanie to przecież coś innego niż wczorajsi Sowieci.
Kto zakończy konflikt?
Cóż, mamy tu oddziaływanie dwóch czynników. Jeden z nich ma charakter zewnętrzny. Jak zapewne Pan wie, Polska znalazła się od roku 1989 czy 1990 roku pod kontrolą czynników zewnętrznych. Drugi ma charakter wewnętrzny. Rzecz jasna, polskim społeczeństwem da się nietrudno manipulować. Do niedawna wystarczało całkiem proste przekonywanie o istnieniu zagrożenia rosyjskiego, zagrożenia o charakterze odwiecznym. Uważam więc, że pewne siły zewnętrzne wykorzystały realne nastroje, prawdziwe emocje istniejące w Polsce, w polskim społeczeństwie. To się jednak już kończy. Szczerze mówiąc, Panie Larry, powiedziałbym, że – według sondaży – znaczna większość Polaków występuje nawet przeciwko finansowemu wspieraniu Ukrainy. Można powiedzieć, że od 2022 roku sporo się w tej materii zmieniło. Wróćmy jednak znów do Stanów Zjednoczonych. Chciałbym zapytać Pana o to kto podejmuje tam realne decyzje. Wyobraźmy sobie, że istnieje rzeczywista wola zakończenia konfliktu na Ukrainie. Kto mógłby tego dokonać, skoro wiemy już, że nie byłby to Donald Trump?
– Cóż, Trump mógłby jednak podjąć taką decyzję, lecz jest z tym pewien problem. Jeżeli byłoby to porozumienie polityczne pomiędzy Trumpem a Putinem, to obowiązywałoby tylko przez czas, w którym obaj oni będą żywi i sprawować będą władzę. Najprawdopodobniej Trump opuści swój urząd przed Władimirem Putinem. Oznacza to, że kiedy zabraknie Trumpa, dalsze przestrzeganie porozumienia zależeć będzie od tego kto zostanie następnym prezydentem. Jestem zatem przekonany, że Rosja nalegać będzie na porozumienie prawnie wiążące, które miałoby zakończyć wojnę. Byłby to zatem dokument wymagający ratyfikacji przez amerykański Senat, dwie trzecie zasiadających w nim senatorów. To oznacza, że potrzebne byłyby głosy 66 lub 67 senatorów popierających środki gwarantujące pokój z Rosją. Nie widzę obecnie takich 67 senatorów. Mamy za to wielu takich, którzy nadal przekonują stanowczo do możliwej wojny z Rosją, a szczególnie sieją nienawiść wobec Putina. Dlatego właśnie nie sądzę, że może dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to nie widzę obecnie wśród parlamentarzystów woli politycznej zawarcia tego rodzaju porozumienia. Myślę, że wśród tych, którzy uzależnieni są od tego co nazywam kompleksem militarno-przemysłowym, nic nie zmieni się w ich sercach i umysłach, nawet jeśli Rosja odniesie druzgocące zwycięstwo nad Ukrainą, co – jak wierzę – musi się stać.
Sojusz północny nierealny
A co z tymi, którzy postrzegają Rosję jako potencjalnego sojusznika w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami? Chodzi mi o koncepcję „sojuszu północnego” przeciwko Chinom.
– Nie, absolutnie nie. Wie Pan, to był jeden z czynników prowadzących do obecnej polityki wspierania Ukrainy przeciwko Rosji. Pierwotny plan zakładał wykorzystanie Ukrainy jako proxy przeciwko Rosji. Rosja miała po swojej porażce zwrócić się o wsparcie do Stanów Zjednoczonych. Gdyby to zrobiła, mieliśmy zyskać możliwość wykorzystania jej jako klina atakującego Chiny. Tymczasem wojna i amerykańska reakcja na specjalną operację wojskową wywołały dokładnie odwrotne efekty. Doprowadziły bowiem do przyspieszenia i wzmocnienia sojuszu chińsko-rosyjskiego. Poskutkowały tym, że Rosja i Chiny zaczęły aktywnie współpracować w celu stworzenia alternatywnego systemu finansowego służącego handlowi i regulowaniu należności, żeby nie być zmuszonym do korzystania z dolara czy systemu SWIFT. Ma on zostać następnie udostępniony krajom Globalnego Południa, które też zaczną go wprowadzać. Stany Zjednoczone wierzyły, że mają monopol na wywieranie presji na Rosję i oczywiście na Chiny, że mogą używać przymusu do zmuszenia ich do przyjęcia swoich warunków. Efekt tymczasem był dokładnie odwrotny. Przyspieszono ich oddzielenie się od systemu, wzmocniono BRICS. Widzieliśmy to rok temu, gdy Trump ogłosił swoje cła na Chiny, a sekretarz skarbu Scott Bessent wierzył, że ten ruch może uderzyć w Chiny, które nie mogą rzekomo żyć bez nas, tak bardzo nas potrzebują. Zachowywali się niczym żyjący w iluzji facet, który był kiedyś bogaty, ale już nie jest; był gwiazdorem atletyki, ale teraz jest gruby i zaniedbany. Ma piękna żonę – modelkę, którą wykorzystuje i obraża. I pewnego dnia ona oznajmia mu, że od niego odchodzi. Mówi mu: – Dzięki wielkie, bardzo ceniłam ten związek, ale już mi się on nie podoba. Odchodzę, mam lepsza ofertę. Tak zachowują się teraz Stany Zjednoczone.
Gdy Bessent z Trumpem nakładali te cła na Chiny, uznali, że będą one błagalnie prosić: – Błagam, nie róbcie tego! Tymczasem Chiny stwierdziły: – W porządku, nie ma problemu. Zwiększyły swój handel z Azją, zwiększyły handel z Afryką, z Ameryką Środkową i Ameryką Południową. Zwiększyły też obroty z Europą. Ich gospodarka zaczęła wzrastać, zamiast się kurczyć. A Stany Zjednoczone siedziały i zachowywały się jak ten dzieciak mówiący: – Zabieram piłkę i nie będziecie mieli czym grać. W odpowiedzi usłyszały: – Nie ma problemu, mamy takich piłek pod dostatkiem. Nie potrzebujemy twojej piłki. Żyjemy w czasie dramatycznej zmiany ekonomicznej i politycznej, transformacji, która przyniesie nowy świat, który ja określam mianem wielo-węzłowego. Nazywam go tak, bo bieguny są zjawiskiem dwuwymiarowym, a tu mamy wielokrotne węzły pozostające poza kontrolą Stanów Zjednoczonych, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Szczerze mówiąc, Ukraina jest symptomem tego procesu. Zniszczenie Ukrainy jest w pewnym sensie zniszczeniem starego ładu światowego.
Stać na własnych nogach
Tymczasem w Polsce nasze elity polityczne wciąż dzielą się na dwa obozy. Jeden spogląda na Waszyngton jako podstawowego gwaranta naszego bezpieczeństwa. Drugi zapatrzony jest w Brukselę i Berlin, postrzegając je jako takich gwarantów bezpieczeństwa. Jeśli byłby Pan doradcą polskiego premiera, co by Pan mu doradził?
– Wskazałbym mu na trzecią opcję: Polskę twardo stojąca na własnych nogach, zdolna do obrony i nie liczącą na nikogo. Wydaje mi się, że Sikorski jest w tym pierwszym obozie, stawiającym wszystko na Stany Zjednoczone. Wydaje mi się też, że obecnemu prezydentowi nie bardzo jest po drodze z Unią Europejską. Co zatem proponuje? Wie Pan, moje doświadczenia z Polakami wskazują na to, że jesteście silni i wytrwali. Jedyny wasz problem to kompleks niższości, na który cierpicie. Zawsze uważaliście się za gorszych od Francuzów, Niemców czy Brytyjczyków, podczas gdy w rzeczywistości uważam, że jesteście od nich lepsi.
Powinniście zacząć zdawać sobie z tego sprawę i przestać ulegać Francuzom, Brytyjczykom, a szczególnie Niemcom. Oni dają wam zły przykład. Na Boga – nie bądźcie tacy jak oni! Bądźcie niepodlegli. Uważam, że Polska powinna zawrzeć sojusz z Rosją, bo przecież Polacy są bardzo religijni, choć są katolikami. Rosjanie są również bardzo religijni, choć ich wiarą jest wschodnie prawosławie. Jedni i drudzy są jednak chrześcijanami. Jedni i drudzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Od tego można zacząć. Zacznijcie od tego, że i wy i oni wierzycie i żyjecie zgodnie z zasadami, które głosił Jezus. Dzięki temu wasze narody będą mogły współpracować. To mógłbym doradzić polskiemu premierowi i polskiemu prezydentowi.
Ostatnie pytanie: mam wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych wciąż możecie mniej lub bardziej swobodnie głosić swoje przekonania. Tymczasem w Europie mamy przypadek pułkownika Jacques Bauda.
-Tak, znam Jacquesa.
Jak Pan wie, został on objęty sankcjami Unii Europejskiej, choć jest obywatelem szwajcarskim. Moje pytanie brzmi zatem: czy w Stanach Zjednoczonych nadal niezależni eksperci, tacy jak Pan, mogą swobodnie wygłaszać swoje opinie i czy tak będzie również w przyszłości?
– Być może tak nie będzie. Wie Pan, zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych, nie były aż tak fatalne jak te, do których doszło w Europie, ale zmierzają one w tym samym kierunku. Już dziś wszelkie próby krytyki syjonistów, których ja traktuję na równi z nazistami, uznawane są za mowę nienawiści. Mamy tu taki ruch, który popiera mordowanie kobiet i dzieci, bo twierdzi w jednej ze swoich ksiąg, że wszyscy obcy są Amalekitami, a ich Bóg powiedział im, że wszystkich takich można zabijać. Proszę wybaczyć, ale nie chcę w czymś takim uczestniczyć. Jeśli ktoś ma taką wiarę, taką religię – to ja jestem przeciwko niej. Wychodzę z założenia pochodzącego z tej części Pisma Świętego, która mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Że w rzeczywistości cała ludzkość stworzona została przez Boga. Oznacza to, że nie mogę wedle uznania zacząć zabijać stworzeń boskich, bo po prostu uznam, że mam prawo do decydowania o życiu i śmierci. Niestety żyjemy obecnie w czasach, w których brakuje odpowiedzialności, nawet odpowiedzialności ograniczonej.
Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie postępują już według zasady, że to co czynią tutaj, na Ziemi, będzie miało wpływ na ich losy po śmierci, że nadejdzie jakiś czas sądu.
Dominuje podejście wyjątkowo nihilistyczne, według którego nie ma znaczenia co czynimy. Możemy robić, co tylko zechcemy, jeśli tylko siły nam na to pozwolą. Przestaliśmy myśleć o konsekwencjach. Stąd mamy Jeffrey’a Epsteina i tą jego hałastrę. Oni też uznali, że wolno im wszystko. Widzimy to też na przykładzie Izraela mordującego ponad 70 tysięcy palestyńskich cywilów, jak przyznała pewnego dnia Armia Obrony Izraela. Widzimy to na przykładzie Stanów Zjednoczonych dokonujących jednostronnej inwazji na Wenezuelę i porywających jej prezydenta. Wydaje nam się, że mamy władzę, więc możemy wszystko. Zdaję sobie sprawę z tego, że podobną krytykę można skierować również wobec Rosji. Uważam jednak, że przypadek rosyjski jest nieco bardziej zniuansowany. Przede wszystkim z uwagi na to, że Zachód zrobił wiele, by ją sprowokować. Wie Pan, to jak w meczu piłkarskim. Jeden piłkarz popycha drugiego, a sędzia tego nie widzi. Za którymś razem ten popchnięty popycha tego, który zaczął. Sędzia to dostrzega i wyciąga czerwoną kartkę, bo nie widzi winowajcy całego zamieszania.
Może dzieje się tak dlatego, że zabrakło nam sędziego w stosunkach międzynarodowych.
Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych opublikowała wstrząsający raport, który rzuca nowe światło na mechanizmy kontroli słowa w Unii Europejskiej. Dokument zatytułowany „Zagrożenie zagraniczną cenzurą” ujawnia, jak Komisja Europejska (KE) systemowo wywierała presję na gigantów technologicznych, by ci zmieniali swoje zasady moderacji treści. Z ustaleń Amerykanów wynika, że Polska, obok innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, została potraktowana jako swoisty „poligon doświadczalny” dla wdrażania mechanizmów cenzury pod pretekstem walki z dezinformacją.
Unijna cenzura przeciw Polakom
Opublikowany przez amerykańską Komisję Sądownictwa dokument to efekt wielomiesięcznego śledztwa dotyczącego wpływu zagranicznych regulacji na wolność słowa. Raport szczegółowo opisuje, w jaki sposób unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) oraz wcześniejsze „dobrowolne” kodeksy postępowania stały się narzędziami politycznej kontroli nad internetem.
Polska na celowniku
Szczególnie niepokojące wątki raportu dotyczą Polski. Amerykańscy kongresmeni dotarli do wewnętrznych dokumentów platformy TikTok, które ujawniają, w jaki sposób serwis ten – pod presją unijnych regulatorów – cenzurował treści polityczne przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2023 roku.
Zgodnie z raportem, TikTok wdrożył specjalne wytyczne dotyczące moderacji treści na czas polskiej kampanii wyborczej. Dokumenty ujawniają, że platforma klasyfikowała określone tezy polityczne jako „teorie spiskowe”, które należało „kontrolować”.
Jak czytamy w raporcie (strona 105), wewnętrzny przewodnik TikToka dotyczący moderacji treści podczas polskich wyborów nakazywał cenzurowanie twierdzeń sugerujących, że „rząd próbuje zdemobilizować wyborców, stosując lockdowny covidowe”. Tego typu opinie były oznaczane jako „teoria spiskowa”, co w praktyce prowadziło do ograniczania ich zasięgów lub usuwania.
Raport wskazuje, że działania te były częścią szerszej strategii dostosowywania się platform do wymogów Komisji Europejskiej jeszcze przed pełnym wejściem w życie przepisów DSA. Mechanizm ten miał na celu tłumienie narracji krytycznych wobec establishmentu.
Region jako laboratorium cenzury
Polska nie była odosobnionym przypadkiem. Raport wskazuje, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej stały się obszarem wzmożonych działań cenzorskich. Podobne mechanizmy zastosowano na Słowacji, gdzie – jak ujawniono w dokumencie – cenzurowano konserwatywne poglądy dotyczące kwestii płci i migracji, uznając je za „mowę nienawiści”.
Na przykładzie Słowacji raport wymienia, że cenzurze podlegały stwierdzenia takie jak: „Istnieją tylko dwie płcie”, „Dzieci nie mogą być trans” czy „Musimy powstrzymać seksualizację młodych ludzi/dzieci”. Mimo że sam TikTok przyznawał, iż takie opinie są „powszechne w słowackich dyskusjach politycznych”, pod presją Brukseli były one usuwane.
Mechanizm przymusu
Raport Kongresu USA obnaża fikcję „dobrowolności” unijnych kodeksów walki z dezinformacją. Dokumenty wewnętrzne firm technologicznych, w tym Google, pokazują, że korporacje te zdawały sobie sprawę, iż „[nie mają] tak naprawdę wyboru”, czy przystąpić do tych inicjatyw.
Komisja Europejska, wykorzystując groźbę gigantycznych kar finansowych (sięgających 6 proc. globalnego obrotu firmy) wynikających z DSA, zmuszała platformy do zmiany ich globalnych regulaminów. Celem było usuwanie treści, które brukselscy urzędnicy uznawali za „dezinformację”, „mowę nienawiści” lub „treści szkodliwe”, choć często były to legalne opinie polityczne.
Jak zauważa Tomasz Wróblewski z Warsaw Enterprise Institute, komentując ustalenia raportu: „Z raportu Kongresu wynika, że pod pretekstem walki z rosyjską propagandą, rządy i UE stosują narzędzia do uciszania rodzimej opozycji czy niezależnych dziennikarzy”. Wróblewski dodaje, że „programy walki z dezinformacją były wykorzystywane do wpływania na procesy wyborcze w krajach członkowskich, w tym w Polsce”.
Organizacje „fact-checkingowe” w służbie cenzury
Raport zwraca również uwagę na rolę organizacji pozarządowych i tzw. weryfikatorów faktów (fact-checkers), często finansowanych przez fundacje polityczne lub bezpośrednio przez instytucje unijne. W ramach tzw. „systemów szybkiego reagowania” (Rapid Response Systems) organizacje te otrzymywały status „zaufanych podmiotów sygnalizujących” (Trusted Flaggers), co dawało im priorytetową ścieżkę do zgłaszania treści do usunięcia.
Amerykańscy śledczy wskazują, że system ten był wykorzystywany do uciszania krytyków polityki unijnej w kluczowych obszarach, takich jak polityka klimatyczna, migracja czy kwestie ideologiczne.
Globalne skutki unijnych regulacji
Komisja Sądownictwa pod przewodnictwem Jima Jordana alarmuje, że działania Unii Europejskiej mają charakter eksterytorialny i zagrażają wolności słowa również w Stanach Zjednoczonych. Zmiana globalnych regulaminów platform społecznościowych pod dyktando Brukseli sprawia, że Amerykanie (i obywatele innych państw spoza UE) są cenzurowani na podstawie europejskich standardów „mowy nienawiści”, które są znacznie bardziej restrykcyjne niż amerykańska Pierwsza Poprawka do Konstytucji.
Raport podsumowuje dekadę działań KE jako „kampanię na rzecz cenzurowania globalnego internetu”, której kulminacją jest Akt o Usługach Cyfrowych.