Wielu dziennikarzy interesuje się opublikowanymi dokumentami ze śledztwa dotyczącego Epsteina. Bardziej interesujące jest jednak to, czego w tych aktach brakuje. 14 lutego 2026 roku audytor danych śledczych opublikował analizę na Redditorze sprawy Epsteina, która wywołała sensację. W oficjalnym zestawie danych EFTA nr 9 Internal Communications Correspondence odkryto ogromną, chronologicznie precyzyjną lukę, tzw. kanion z 2001 roku. Między wrześniem 1998 roku (ostatni numer seryjny EFTA00045000) a styczniem 2002 roku (następny numer seryjny EFTA00070000) brakuje dokładnie 25 000 numerów seryjnych. Nie są to luki spowodowane przypadkiem ani awariami technicznymi – to czysty, systematyczny podział. Jednocześnie w zestawie danych nr 3, Financial Records, brakuje trzech lat kompletnych danych transakcyjnych.
Powyższa grafika dobrze tłumaczy, skąd wzięło się w tym kontekście pojęcie kanionu.
Podobnie wyglądały wykresy przypadków zachorowań na grypę w okresie 2018 do 2022 r.
Jakkolwiek przyczyna jest zupełnie inna. Nauczona doświadczeniem prokurator generalna USA Pam Bondi, kiedy wcześniej opublikowane akta ujawniły szczegóły planowania plandemii, postanowiła tym razem po prostu usunąć tysiące dokumentów wskazujących na planowanie – zapewne nie przez Al-Kaidę – zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 roku.
Nigdy nie zapomnij WTC1 i WTC2! Zapomij WTC7!
Jesteśmy wszyscy oblężeni w bagnie kłamstw. Nie ma dnia ni godziny, żeby z ekranu telewizora nie płynęła propagandowo wystylizowana nieprawda. Od budowy egipskich piramid bez narzędzi, jedynie siłą pracy niewolników, do najnowszych rewelacji świadczących o udziale rosyjskich służb specjalnych w tworzeniu diabelskiego pomiotu wyspy Epsteina. Od procesów moskiewskich Stalina sprzed prawie wieku, do „samobójstwa” Jeffreya Epsteina. Od „skutecznej” szczepionki przeciwko ospie z czasów wojen napoleońskich po zabójcze eliksiry mRNA. Od „ratującego” zęby fluoru po „niebezpieczny” cholesterol.
Można te kłamstwa wymieniać w nieskończoność. Niedawno miałem rozmowę z panią doktor, która postanowiła poświęcić więcej czasu dla mnie, by mnie przekonać do używania statyn przeciwko „straszliwemu” cholesterolowi. Porozmawiamy o tym podczas mojej następnej wizyty u pani doktor…
Nasz świat został zakłamany przez natrętne powtarzane nieprawdy. Gdyby druga wojna światowa inaczej się potoczyła i nie daj Boże Hitler, zwyciężył Stalina, to zgadnijcie, kto dzisiaj byłby symbolem wszelkiego zła? Rolę dzisiejszego Hitlera przejąłby Stalin. Komunizm byłby zły, a faszyzm dobry. Obaj przywódcy byli zbrodniarzami, ale zwycięzca jest zawsze tym „dobrym”. Podobnie ich zbrodnicze, niszczące autentycznego człowieka ideologie.
Przykład, jak właściciele upodabniają się do swych psów.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Wyobraź sobie, że jesteś szantażowany. Stoisz wysoko w hierarchii władzy, jesteś prezydentem USA. W ciągu jednego roku premier maleńkiego kraju odwiedza cię siedem razy i grozi opublikowaniem kompromitujących materiałów, jeśli nie spełnisz jego wielkiego marzenia i nie zaatakujesz silnie uzbrojone państwo – wroga tego szantażysty. Masz do wyboru wywołać trzecią wojnę światową lub odebrać szantażyście jego moc i samemu opublikować te materiały. W obu przypadkach skutek musi być katastrofalny.
Tak, Trump nie dążył do pokazania dokumentów śledztwa tej ohydnej zbrodni, ale wyraził w końcu zgodę na ich publikację. W ten sposób Netanyahu został wystrychnięty na dudka i nie ma już czym grozić swojemu „przyjacielowi”[no, usunięciem z Urzędu we wstydzie – oraz śmiercią – można zawsze. MD].
Zaczernione w dokumentach nazwiska sprawców zostaną bez trudu rozpoznane nawet przez mainstreamowych pseudodziennikarzy. Jedni „odkryją” sprawstwo demokratów, inni republikanów. Tę grę medialno-polityczną znają chyba wszystkie narody naszego globu.
Jeśli moje, przedstawione na wstępie analizy są słuszne, zobaczymy wkrótce bardziej niezależną od koszernego ogona machającego psem, politykę Stanów Zjednoczonych. Zbliżające się na jesieni półmetkowe wybory (midterm 2026) w USA są poważną przeszkodą dla dyktatorskich zapędów Trumpa. Z reguły słuszne założenia, takie jak wyrzucenie z kraju nielegalnych migrantów nie musiały być przecież realizowane w takim pośpiechu, który nieuchronnie powoduje spadek poparcia dla takiej polityki. Jeszcze gorzej wypadła walka z wenezuelskimi rybakami na Morzu Karaibskim (według Trumpa Amerykańskim).
Ktoś wziął całą dokumentację i przekształcił ją w interaktywną grafikę, w której można kliknąć i zbadać wszystkie powiązania i „sieci spiskowe”. Jeśli znasz angielski, to możesz pobawić się w tropiciela śladów działalności Epsteina, klikając tutaj. Źródło: Telegram 13.02.2026 r. 20:58.
Oczywiście, że na wyspie Epsteina odbywały się często kryminalne orgie, które doprowadzały nieraz do śmierci ludzi. Nie wszyscy, którzy przebywali na tej wyspie, brali w nich udział. Jasne, że wśród multimilionerów są tacy, którzy szukają nielegalnych, czytaj zbrodniczych przeżyć. Z obawy przed wykryciem nie organizowali tego sami, a tu podawano im je na talerzu – nieraz nawet dosłownie. Ci, których takie „atrakcje” nie interesują przybyli na wyspę zboczeńców po to, by nawiązać ważne kontakty niekoniecznie cielesne. Miliarder nie musi lecieć na wyspy dziewicze, by zaznać przyjemności, może je sobie zapewnić we własnej okolicy.
Dla biedniejszych niedysponujących nawet milionem dolarów pobyt na tej wyspie wiązał się z przyspieszeniem kariery. Nikt im nie zarzuci antysemityzmu czy innej bzdury, by rzucać kłody na drodze ku szczytom władzy. Takie posłuszne marionetki ma praktycznie każde państwo w swoich ośrodkach władzy.
Chciałbym podkreślić, że samo przebywanie na wyspie Epsteina i także wspólne, zmontowane lub nie, zdjęcia nie są dowodami winy. Równie dobrze można zarzucić policjantom zachowanie kryminalne, skoro mają do czynienia z przestępcami.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.
Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.
Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.
Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.
Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.
Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.
Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.
Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.
W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.
Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.
Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.
Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.
W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.
Niewolnictwo istnieje, ale w wersji nowoczesnej jako „słodkie niewolnictwo” – jesteśmy zakładnikami banków, korporacji i polityków. Zadłużają nas, wywłaszczają i posyłają na śmierć! Czynią to w sposób wyrafinowany, głosząc paradoksalnie, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa.
Struktura świata, którą można nazwać Wielkim Kapitałem – globalnym systemem finansowym, korporacyjnym i bankowym – trwa wyłącznie dzięki istnieniu człowieka zredukowanego do funkcji użytkowej. Innymi słowy, potrzebuje niewolnika. Nie w sensie antycznym, lecz nowoczesnym: pozbawionego realnej własności, zakorzenienia, tożsamości i transcendencji.
Żyjemy w świecie, w którym proces ograniczania ludzkiej autonomii nie ma charakteru przypadkowego. Jego mechanizmy są ekonomiczne i polityczne, a zarazem kulturowe. Aby jednostkę uczynić zależną, należy podkopać materialne podstawy jej niezależności. Kluczowe jest zniszczenie lub przejęcie środków produkcji – fabryk, kopalń, stoczni, warsztatów – wszystkiego, co umożliwia samodzielne wytwarzanie dóbr. Człowiek, który nie produkuje, lecz wyłącznie konsumuje, staje się podatny na kontrolę.
Drugim krokiem jest uzależnienie społeczeństwa od scentralizowanych źródeł żywności i dóbr pierwszej potrzeby. Gdy produkcja zostaje skorporatyzowana, a handel zawłaszczony przez wielkie sieci, jednostka traci możliwość wyboru opartego na lokalności i samowystarczalności. W konsekwencji wspólnota ekonomiczna zostaje rozbita, a jej miejsce zajmuje relacja klient–korporacja.
Kolejny etap to ograniczenie własności. Własność prywatna – rozumiana nie jako abstrakcyjny tytuł prawny, lecz jako realne dysponowanie zasobami – jest fundamentem wolności. Człowiek posiadający ziemię, warsztat czy choćby oszczędności w gotówce nie jest całkowicie zależny od systemu. Nadmierne opodatkowanie, reglamentacja, inflacyjne osłabianie pieniądza czy eliminacja gotówki prowadzą do sytuacji, w której kontrola nad zasobami przechodzi w ręce scentralizowanych instytucji finansowych. Wirtualizacja pieniądza oznacza pełną transparentność obywatela wobec systemu, przy jednoczesnej nieprzejrzystości systemu wobec obywatela.
Jednak ekonomia to tylko połowa procesu. Niewolnik doskonały nie posiada silnych więzi. Dlatego osłabieniu ulega tradycyjna rodzina jako podstawowa wspólnota solidarności i przekazu wartości. Rodzina tworzy sieć wsparcia, która ogranicza zależność od państwa i rynku. Jej erozja zwiększa atomizację jednostek, a atomizacja sprzyja sterowalności.
Podobny los spotyka kulturę i religię. Kultura wysoka, zakorzeniona w tradycji, buduje tożsamość i wprowadza hierarchię wartości. Religia natomiast wskazuje na porządek wyższy niż ekonomiczny. Jeżeli człowiek uznaje, że istnieje autorytet przekraczający władzę pieniądza, staje się wobec niej krytyczny. Z tego powodu sekularyzacja, relatywizm i redukcja kultury do rozrywki nie są zjawiskami neutralnymi. W miejsce transcendencji pojawia się konsumpcja, a w miejsce wspólnoty – spektakl medialny.
Demoralizacja nie musi oznaczać jawnej deprawacji; wystarczy przesunięcie akcentów. Jeśli prokreacja staje się anachronizmem, a odpowiedzialność długofalowa zostaje zastąpiona natychmiastową przyjemnością, społeczeństwo traci orientację przyszłościową. Człowiek skupiony wyłącznie na teraźniejszości nie buduje trwałych struktur – ani rodzinnych, ani narodowych. Staje się mobilnym, wymiennym elementem rynku pracy.
W tym kontekście warto przywołać analizę kapitalizmu przedstawioną w „Kapitał” Karola Marksa. Marks dostrzegał, że kapitał istnieje wyłącznie poprzez wyzysk pracy najemnej. Różnica między jego diagnozą a omawianą tu tezą polega na rozszerzeniu pola eksploatacji: nie chodzi już tylko o wartość dodatkową wytwarzaną w fabryce, lecz o całokształt życia człowieka – jego czas wolny, dane, uwagę, relacje społeczne. Współczesny system finansowy nie ogranicza się do produkcji; kolonizuje sferę kultury i świadomości.
Dlaczego zniewolenie jest warunkiem trwania Wielkiego Kapitału? Ponieważ kapitał, aby się pomnażać, potrzebuje przewidywalności i kontroli. Wolny człowiek – posiadający własność, rodzinę, kulturę, religię i ojczyznę – jest bytem zakorzenionym. Ma lojalności, które nie podlegają rachunkowi zysków i strat. Może odmówić, może wycofać się, może tworzyć alternatywne struktury. Niewolnik natomiast nie ma dokąd wrócić ani czego bronić. Jego tożsamość jest płynna, a zależność – całkowita.
Doskonały niewolnik nie posiada więc rodziny, bo rodzina daje oparcie. Nie ma własności, bo własność daje niezależność. Nie ma kultury ani religii, bo one dają sens wykraczający poza konsumpcję. Nie ma ojczyzny, bo ojczyzna rodzi solidarność i gotowość do sprzeciwu wobec zewnętrznej dominacji.
Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to obserwowane przemiany – ekonomiczne, obyczajowe i technologiczne – można interpretować jako etapy przekształcania obywatela w zarządzalny zasób. Nie chodzi o pojedyncze decyzje polityczne, lecz o systemową logikę: koncentracja kapitału wymaga koncentracji władzy, a koncentracja władzy wymaga redukcji podmiotowości.
W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Wielki Kapitał potrzebuje niewolników, lecz czy społeczeństwa są gotowe zrezygnować z fundamentów swojej wolności w imię wygody, bezpieczeństwa i pozornej stabilności. Filozoficzny spór dotyczy więc nie tylko ekonomii, ale antropologii: kim jest człowiek – autonomicznym podmiotem czy funkcją systemu? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy pozostanie obywatelem, czy stanie się zasobem.
W rezultacie mamy dla wyznawców demokracji bardzo przykrą wiadomość. „Elity” które obwieszczają na głośnych sztandarach równość i demokrację nie będą ukarane za popełnione zbrodnie ponieważ są ponad prawem i tak naprawdę nie obowiązują ich żadne normy moralne. Co gorsze Pam Bandi, prokurator generalny, oświadczyła przed komisją Kongresu, że nie będzie aresztowań, bo musiała by aresztować “wszystkich”.
W centrum zainteresowania Amerykanów pozostaje skandal związany z archiwum Epsteina przykrywany jednak przez ostatnie 2 tygodnie emocjami wokół porwania w Tucson, Arizona 84 letniej Nancy Guthrie, matki gwiazdy NBC News Savannah Guthrie. Nieco dalej w tle żyje jeszcze afera z morderstwem Charlie Kirk, Minnesota z korupcją, deportacją nielegalnych imigrantów i wiszący konflikt z Iranem.
Do tego dochodzą walki obozu Trumpa w kraju i zagranicą, czyli przepychanki z hamulcową opozycją Demokratów w Kongresie, ciągle żarzące się zgliszcza wojny na Ukrainie w których globaliści chcą wysmażyć szybką centralizację i sojuz UE. Zaskoczona lewica odpiera konsekwentną likwidację przez Trumpa globalnych szaleństw, jak wirus klimatyczny. Przypomnijmy, że to nacjonalista Putin uderzając na Ukrainę zlikwidował globalny wirus Covid-19. Teraz krajom UE zagraża wirus centralizmu atakujący ich suwerenność, tożsamości narodową i wolności obywatelskie. Do tej walki globaliści zaprzęgnęli siły imigracji, spory religijne i lokalne wojny (Ukraina).
W rezultacie mamy dla wyznawców demokracji bardzo przykrą wiadomość. Elity które obwieszczają na głośnych sztandarach równość i demokrację nie będą ukarane za popełnione zbrodnie ponieważ są ponad prawem i tak naprawdę nie obowiązują ich żadne normy moralne. Co gorsze Pam Bandi, prokurator generalny, oświadczyła przed komisją Kongresu, że nie będzie aresztowań, bo musiała by aresztować “wszystkich”.
Czyli powtórka z skandalu ze szczepionkami “C-19”, nie ma winnych. A z uwolnionych informacji wypełzają sugestie okropności: seksualne wykorzystywanie dzieci, transhumanizm, handel ludźmi, orgie, rytualne zboczenia, homoseksualizm i seksualne niewolnictwo, są nawet podejrzenia o kanibalizm! Wychodzące na światło dzienne okropności elit biurokratycznego zła przypomina czasy Republiki Weimarskiej w Niemczech.
Czy Epstein żyje?
Z pewnością Epstein (dziadek Juliusz z Białegostoku, jak obecnego szefa NEF (Larry Fink) z Davos i potężnego BlackRock) wiedział, że ma dużo kart, informacji odnośnie bardzo wpływowych ludzi. Pewnie wielu z nich nie chciało żeby on zeznawał w sądzie. Wiedział, że wielu wpływowych ludzi chciałoby się go pozbyć, aby wszystkie ohydne kompromaty i skandale nie wypłynęły na światło dzienne. Dlatego sugestia, że będąc międzynarodowym operatorem pewnie stworzył system niebezpiecznych dla kumpli zabezpieczeń. Treścią ich byłoby ostrzeżenie, że jeśli zostanie zamordowany zostaną uwolnione dane i informacje o najcięższych przestępstwach w których światowe “autorytety” uczestniczyły. Stąd ten scenariusz ostatecznego “zejścia” Epsteina budzi pytania…
Właśnie dlatego wersja śmierci Epsteina (”jestem Polakiem”) wzbudza zapytania szczególnie z całym tym cyrkiem w więzieniu, kiedy akurat w większości przestał działać system monitoringu, a strażnicy więzienia akurat zasnęli. A już kompletną petardą było medialne ogłoszenie jego śmierci poprzedniego dnia!
Komentatorzy szaleją, niedawno krążyło zdjęcie “zarośniętego” Epsteina w towarzystwie obstawy w Izraelu, jednak okazało się, że to dzieło AI. Pojawia się pytanie czy ciało powieszonego w więziennej celi należało do Epsteina, czy też podrzucono kogoś innego. Znany amerykański patolog dr Michael Baden wyraził opinię, że ofiara mogła być najpierw uduszona na co wskazywały uszkodzenia kości szyi. Internauci komentują, że ofiara na więziennym zdjęciu ma inną krzywiznę nosa itd…
Skandaliczne archiwum Epsteina…
Trzeba przyznać, że w ostatniej kampanii wyborczej Trump obiecał ujawnienie archiwum Epsteina, jednak po zwycięstwie argumentował, że skrzywdziłoby to zbyt wielu ludzi (pewnie też jego przyjaciół). Z pomocą przyszedł tu jednak Kongres, który na wniosek republikanina z Kentucky Thomasa Massie, demokraty Ro Khanna z Kalifornii w listopadzie 2025 r. przegłosował ustawę HR4405 nakazującą prokuraturze ujawnienie papierów Epsteina. 55-letni Massie jest republikaninem, ale chodzi własnymi drogami. Trump obiecał, że w nadchodzących wyborach będzie popierał jego konkurenta. Massie jest też znany z izolacjonistycznego stanowiska i głosowań za obcięciem finansowania pomocy dla Izraela (i innych krajów) i skupieniu się na własnych problemach. Przypomnijmy, że Demokraci za prezydentury Bidena nie chcieli dotknąć afery Epsteina, a teraz udają “sprawiedliwych”…
Trwa uwalnianie milionów dokumentów i zdjęć, członkowie Kongresu mają dostęp do nie zaczernionych oryginałów (z wyjątkiem nazwisk ofiar) co również powoduje sensację i liczne nadinterpretacje (coś jak z polską “Listą Wildsteina”, czy ciągle ukrywaną aferą podkarpacką). Prokurator Generalny Pam Bondi i jej zastępca Todd Blanche uwolnili też listę wszystkich ludzi związanych z rządem i światem politycznym, którzy występują w archiwum Epsteina. Sęk w tym, że obejmuje ona ludzi z którymi Epstein był w zażyłych kontaktach jak i tych którzy byli tylko wymieniani w owej korespondencji. Lista obejmuje setki nazwisk polityków, celebrytów, ludzi biznesu, też ludzi już nie żyjących. Sporo jest tam Demokratów ze świata polityki i z Hollywood ok. 130-150 czołowych Demokratów i 90-110 Republikanów też polityków i darczyńców jak Musk, Adelson, czy Thiel, są tam też nazwiska spoza Ameryki.
Z ujawnianych informacji Epsteina rysuje się obraz wyalienowanych elit bez moralnych zahamowań, bez chęci dzielenia losu, tożsamości i interesów swoich wyborców i odbiorców. Widać wyraźnie, że amerykańskie i zachodnie elity przestały postrzegać siebie jako część Narodu z którego poparcia i pracy wyśmienicie żyją. Zatraciły swoją lokalność, patriotyzm i dbałość o wspólny narodowy interes. Czują się obywatelami świata, wzajemnie powiązanej globalistycznej kasty. Są światowymi turystami ze swoimi prywatnymi odrzutowcami, jachtami i rozpasanymi żądzami znanymi nam ze źródeł o satanistach. Samo istnienie państw narodowych trąci dla nich prowincjonalizmem, reliktem z pogardzanej przeszłości. W swoich krajach ci liderzy udają, że są blisko problemów swoich wyborców i odbiorców, mówią o odpowiedzialności, poświęceniu i moralności. Jednak kiedy są między sobą jawią się zepsutymi moralnie, odciętymi od własnych narodowych korzeni dekadentami. W sumie im więcej wypłynie informacji z papierów Epsteina tym większa szansa na to, że wyborcy wreszcie się obudzą…
Czy Trump był przyjacielem Epsteina?
W archiwum nazwisko Trumpa widnieje aż 38,000 razy w 5,300 plikach związanych z Epsteinem. Obaj obracali się wśród elit Nowego Jorku i obydwaj mieli słabość do pięknych młodych kobiet („New York Times”). Problem w tym, że Epstein do realizacji swoich potrzeb polował również na nieletnie dziewczyny. Wszyscy z nowojorskiego światka i z Florydy o tym wiedzieli, ale to Trump miał na tyle odwagi aby zabronić mu wstępu do jego klubu golfowego i następnie zaraportowania jego pedofilskich wyczynów policji w Palm Beach na Florydzie w lipcu 2006 r. o czym przypomniał w wywiadzie z 2019 r. ówczesny szef policji Michael Reiter. Po wszczęciu postępowania przeciwko Epsteinowi w sprawie wykorzystywania nieletnich dziewcząt Trump zadzwonił do szefa policji z podziękowaniami za akcję policji jednocześnie wskazując na współpracownicę Epsteina, Ghislaine Maxwell określając ją “evil”.
Jednak prokurator Acosta był naciskany, aby ulgowo potraktował Epsteina gdyż związany jest on z wywiadem chodziło o wywiad Mossad i CIA. Trump z pewnością “wychylił” się i przez to naraził się na późniejsze działania Epsteina, który przeciwdziałał jego szansom w pierwszych wyborach prezydenckich w 2016 r. wspierając zaprzyjaźnioną Hillary Clinton. Trump przecież dobrze wiedział, że Epstein jest dobrze umocowany w Deep State i może się zemścić.
Przypomnijmy, że jego partnerka (burdel mama) Ghislaine Maxwell, jest córką superszpiega Mossadu, jak również brytyjskiego MI6 i nawet KGB, byłego brytyjskiego parlamentarzysty i magnata prasowego Roberta Maxwella. Maxwell był czeskim Żydem, poniósł śmierć rzekomo skacząc do wody ze swojego jachtu, po czym otrzymał wspaniały pogrzeb w Jerozolimie w obecności najwyższych czynników państwowych Izraela. Ghislaine Maxwell po śmierci Epsteina została skazana w 2021 r. na 20 lat za organizowanie nieletnich dziewcząt do celów seksualnych. Po ogłoszonej „śmierci” Epsteina okazało się, że zostawił on ok. $500 mln, z czego już wypłacono ponad $125 mln jego ponad 100 ofiarom.
Epstein reprezentował banki Rothschildów…
Mimo, że od 2008 r. Epstein był skazanym za przestępstwa pedofilskie stały przed nim otwarte salony bogatych i sławnych. Za grubą forsę negocjował deale dla europejskich bankierów jak np. w 2016 r. dla Ariane de Rothschild szefowej Edmond de Rothschild Group., która od 1999 r. była żoną Benjamin de Rothschild. Jej bank Edmond de Rothschild Europe w Luksemburgu został oskarżony o nadużycia finansowe i osobą negocjującą obniżenie kary był Jeffrey Epstein za swoją pomoc żądający $25 mln! (grudzień 2015 r.). Epstein nie ukrywał swoich koneksji, przeciwnie w 2016 r. pisał do miliardera Peter Thiel: “Jak pewnie wiesz, ja reprezentuję Rothschildów”. Występował też jako rozjemca i doradca w sporach i kłótniach między bankierskim rodzinami Rothschildów w Paryżu i Genewie (2018 r.). Kiedy wymagała tego sytuacja podesłał Rothschildom głównego prawnika Obamy Kathryn Ruemmler aby pomogła im wynegocjować niższą karę. Kathryn utrzymywała z Epsteinem bliski kontakt czego dowodem są ich maile. Ostatnio pracowała dla Goldman Sachs, ale po ujawnieniu maili szybko odeszła z pracy.
Wielkie nazwiska klientów Epsteina…
Z papierów Epsteina powoli wyłania się sposób jakim operują nasze elity, a tych informacji będzie więcej. Wśród potężnych i bogatych Ameryki i świata przejawia się wiele postaci pożądających przygód z nieletnimi, jak były książę Wielkiej Bryhtanii, Andrzej, który podobno nawet przekazywał Epsteinowi tajne informacje rządowe. Dalej człowiek wirus Bill Gates, który podobno od rosyjskich prostytutek zaraził się chorobą weneryczną i prosił Epsteina o antybiotyki dla swojej wtedy żony, Bloomberg News ocenia Gates na $106 mld, co czyni go 17-tym najbogatszym człowiekiem na świecie. Inni sławni przyjaciele Epsteina to były premier Izraela Ehud Barak, z Dubaju magnat portowy Sultan Ahmed bin Sulayem, miliarder Leslie Wexner (Victoria’s Secret). Też sekretarz handlu w rządzie Trumpa, Howard Lutnick, sąsiad Epsteina w NYC, który wcześniej zarzekał się, że zerwał kontakty z Epsteinem w 2005 r. Jednak wyszło na jaw, że Lutnick odwiedził w 2012 r. z żoną i dziećmi, Epsteina na jego wyspie Little Saint James w celach biznesowych (podpisanie kontraktów). Trump był tą informacją nieco zaskoczony, podkreślając, że on sam tam nigdy nie był. Forbesocenia majątek Lutnicka na $2,7 mld.
Oczywiście wśród częstych gości Epsteina jest były prezydent Bill Clinton, ale i doradca Trumpa z pierwszej kadencji prowadzący “War Room” TV Steve Bannon, który przeprowadził z Epsteinem długi interesujący wywiad. Dalej mamy brytyjskiego polityka lorda Peter Mandelson, któremu Epstein wypłacił $75,000, wiadomość ta doprowadziła do skandalu w partii Pracy, którą on kierował w latach 2008-2010. W 2024 roku mianowany ambasadorem do Waszyngtonu, który to urząd właśnie stracił.
Konferencja bezpieczeństwa w Monachium…
Globalistyczna lewica europejska została w swoich zapędach tworzenia nowego sojuza zaskoczona przez niespodziewaną drugą kadencję Trumpa, który przeżył dwa zamachy na swoje życie, aby pomieszać jej szyki. Trumpa nie interesuje ideologia, tym bardziej lewicowa. Interesuje go odbudowa potęgi Ameryki i szybko podejmuje odważne kroki, czy to zamykając granice (“bez granic nie ma państwa”), czy za pomocą zagranicznych inwestycji (do $17 tryl., po polsku bln.). Chce przywrócić ekonomiczną i produkcyjną potęgę Ameryki. Dlatego podejmuje działania aby skończyć z burżuazją zmian klimatycznych odrzucając regulacje klimatyczne wprowadzone za Obamy, w tym te duszące rozwój przemysłu motoryzacyjnego, co ma przynieść $1,3 tryl. (bln.) oszczędności.
Oczywiście globalistyczna lewica nie śpi i broni się jak tylko może. Na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium wystąpił gubernator Kalifornii i demokratyczny aspirant do prezydentury w 2028 r. Gavin Newsom, którego przeregulowanie kalifornijskiej ekonomii może ten najbogatszy stan doprowadzić do upadku. Newsom zapewnił swoich lewicowych kolegów w Europie, żeby się nie przerażali bo Trump jest zjawiskiem przejściowym i zostały mu tylko 3 lata. Za 3 lata Newsom obiecał powrót Ameryki do zielonego wariatkowa. Dodajmy, że kariera ”zielonego” postępowego Newsoma była dotowana przez biznes naftowy rodziny Getty, którego prawnikiem i przyjacielem był ojciec gubernatora…
Na Konferencji głos zabrał szef amerykańskiego MSZ-tu Marco Rubio argumentując, że naiwne życzeniowe myślenie po zakończeniu zimnej wojny o końcu historii, nieskrępowanym wolnym handlu, otwartych granicach, doprowadziło do dzisiejszego kryzysu deindustrializacji, masowej imigracji i niszczenia podstaw zachodniej cywilizacji.
Do końca roku na ogromnych obszarach Francji zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania pieców opalanych drewnem, kominków lub obu tych urządzeń. Karą za zignorowanie zakazu jest grzywna, która różni się w zależności od regionu, ale w przypadku kolejnych wykroczeń jest ona podwajana.
Chcesz palić drewnem w kominku we własnym domu w Lille? To będzie kosztować 1500 euro. Merci.
Czyż nie jest to wspaniałe i wygodne? Oznacza to, że mogą śledzić wszystkich przestępców, oszustów i oczywiście wszystkich innych – gdziekolwiek się znajdują.
I nie przejmuj się. Jest bardzo prawdopodobne, że nie znajdziesz się w gronie osób błędnie zidentyfikowanych.
2. Czy powszechny dochód podstawowy [UBI] jest już na horyzoncie?
W tym tygodniu Irlandia ogłosiła nowy program, w ramach którego państwo będzie wypłacać artystom wynagrodzenie. Ten plan „podstawowego dochodu na rzecz sztuki” to tylko najnowszy element narracji o dochodzie podstawowym.
Nastąpiło to tuż po stwierdzeniu ministra brytyjskiego rządu, że UBI będzie konieczne po tym, jak sztuczna inteligencja wyeliminuje tysiące miejsc pracy.
Do końca roku na ogromnych obszarach Francji zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania pieców opalanych drewnem, kominków lub obu tych urządzeń. Karą za zignorowanie zakazu jest grzywna, która różni się w zależności od regionu, ale w przypadku kolejnych wykroczeń jest ona podwajana.
Chcesz palić drewnem w kominku we własnym domu w Lille? To będzie kosztować 1500 euro. Merci.
A dlaczego? To przecież oczywiste – to przez zanieczyszczenie, zmiany klimatyczne i całą resztę.
Szczególnie jeśli chodzi o problem „rosnącego zaniepokojenia” zanieczyszczeniem powietrza w pomieszczeniach, które było tematem rozmów w Davos w zeszłym miesiącu, a co od ponad dwóch lat pozostaje pomniejszą kwestią.
Jest to bardzo poważnym problemem i nie wzbudzającym ani trochę politowania pretekstem do gromadzenia kolejnych danych osobowych. Dlatego miejsca takie jak Abu Zabi [Abu Dhabi], słynące przecież z humanitarnych osiągnięć w zakresie dobrostanu i praw człowieka, wdrażają czujniki monitorujące zanieczyszczenia. Aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo.
Trwają szeroko zakrojone badania z udziałem 3000 ochotników, wykorzystujące dane z Boots i Tesco oraz we współpracy z „ekspertami” z Imperial College (zawsze chodzi o Imperial).
Za Daily Mail:
Teraz eksperci z Imperial College London współpracują z firmami Tesco i Boots, aby sprawdzić, czy dane z programów Clubcard i Advantage mogą ratować ludzkie życie.
Uważają, że każda postać choroby będzie miała swój własny wzorzec zakupów, taki jak częstotliwość, z jaką ludzie kupują środki przeciwbólowe i leki na niestrawność, a także ograniczają – lub zaczynają kupować – niektóre produkty spożywcze.
Złamanie tego kodu może umożliwić brytyjskiej służbie zdrowia (NHS) wykrywanie większej liczby nowotworów na wcześniejszym etapie, podczas gdy leczenie stanie się tańsze i znacznie skuteczniejsze, a szanse przeżycia większe.
Poprzednie badanie przeprowadzone przez ten sam zespół wykazało, że można skutecznie wykorzystać historię zakupów do wykrycia raka jajnika na osiem miesięcy przed postawieniem pełnej diagnozy.
Ich rozszerzone badanie jest efektem opublikowania w środę przez rząd Narodowego Planu Walki z Rakiem, w którym przedstawiono, w jaki sposób ministrowie mają nadzieję ograniczyć liczbę zachorowań i poprawić jakość leczenia.
Oonagh Turnbull, szefowa kampanii na rzecz zdrowia i zrównoważonej diety w Tesco, powiedziała w oświadczeniu:
Mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu naszych klientów z całej Wielkiej Brytanii i ich chęci udostępnienia danych z kart Tesco Clubcard, uda się uratować więcej istnień ludzkich poprzez wczesne wykrycie niektórych nowotworów, bazując na sukcesie pierwszego badania Cancer Loyalty Card.
Czy uważacie, że nowe badanie wykaże, że powinniśmy monitorować zwyczaje zakupowe ludzi?
20 stycznia 2026 roku, na scenie w Davos, premier Kanady Mark Carney powiedział coś, co wcześniej żaden przywódca Zachodu nie odważył się wypowiedzieć tak brutalnie i otwarcie.
Przyznał, że „porządek międzynarodowy oparty na zasadach” – fundament, na którym Zachód budował swoją moralną wyższość przez ostatnie 30 lat – był w dużej mierze fikcją. Nie drobną niedoskonałością. Nie chwilową hipokryzją, lecz użyteczną fikcją, w której wszyscy grzali się wygodnie, bo dawała wzrost, bezpieczeństwo i poczucie słuszności. „Wiedzieliśmy, że historia porządku międzynarodowego opartego na zasadach była częściowo fałszywa: potężni zwalniali się z przestrzegania zasad, kiedy im to odpowiadało, a normy handlowe były stosowane asymetrycznie. Wiedzieliśmy również, że prawo międzynarodowe jest stosowane z różną surowością w zależności od tego, kto jest oskarżonym, a kto ofiarą.” To był moment, w którym rdzeń Zachodu – nie jakiś marginalny krytyk, ale premier jednego z najbliższych sojuszników USA – publicznie powiedział: przez dekady żyliśmy w kłamstwie, które sami sobie wmawialiśmy. I wszyscy o tym wiedzieliśmy.
Jak działało to ciepłe kłamstwo? Stany Zjednoczone dostarczały: wolne szlaki morskie, stabilny dolar i system finansowy, parasol NATO, instytucje do rozwiązywania sporów. W zamian reszta świata – w tym Kanada, Europa, Japonia, Australia – zgadzała się na asymetrię. Milcząco akceptowała, że: prawo międzynarodowe jest gumowe dla silnych, sankcje to broń polityczna, nie sprawiedliwość, a reguły handlu i WTO nie obowiązują równo. Ale dopóki maszyna dawała dobrobyt i ochronę – nikt nie protestował. Grzaliśmy się – piszę w liczbie mnogiej, bo taka też była oficjalna narracja w Polsce- w tym cieple hipokryzji, bo było wygodnie. Carney powiedział to bez owijania w bawełnę: „Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia, w szczególności, pomogła zapewnić dobra publiczne – wolność szlaków morskich, stabilny system finansowy, bezpieczeństwo zbiorowe i wsparcie dla mechanizmów rozstrzygania sporów. Dlatego powiesiliśmy transparent w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach i generalnie unikaliśmy wskazywania rozdźwięku między retoryką a rzeczywistością. Ta umowa już nie działa. Powiem wprost: jesteśmy w stanie zerwania, a nie transformacji.”
Co się zmieniło – i dlaczego to boli? Zmienił się styl hegemonii. W erze Trumpa Stany przestały udawać, że chodzi o wspólne wartości i zasady. Zaczęły mówić wprost: „to jest usługa. Płaćcie więcej – za ochronę, za dostęp do rynku, za parasol bezpieczeństwa”. Albo nie będzie nic. System nie runął dlatego, że stał się brutalniejszy. Runął, bo przestał udawać, że nie jest. A każde imperium – nawet to „liberalne” – trzyma się na propagandzie. Gdy opowieść pęka, zostaje naga siła. Naga siła nie buduje sojuszy. Budzi strach, kalkulację i chęć ucieczki. Co naprawdę pęka? Nie NATO (jeszcze). Nie dominacja dolara (na razie). Nie łańcuchy dostaw (choć trzeszczą). Pęka wiarygodność. Zachód przez dekady powtarzał: „jesteśmy inni – opieramy się na zasadach, nie na czystej sile”. Jeśli teraz premier Kanady mówi: „to była fikcja, w której wszyscy graliśmy” – to cała moralna podbudowa Zachodu się sypie. Bez wiarygodności zostaje tylko rachunek sił. Świat staje się cyniczny. A cyniczny świat jest niebezpieczny. To otwiera drzwi Rosji i Chinom. Bo Pekin i Moskwa nigdy nie sprzedawały moralnego uniwersalizmu. Mówią wprost: interes, strefa wpływów, siła, stabilność za lojalność. W świecie zmęczonym hipokryzją – brutalna szczerość zaczyna wyglądać na uczciwość. Nie dlatego, że jest dobra. Dlatego, że jest spójna. A spójność narracji nokautuje dziś propagandę chrześcijańskiego Zachodu.
To dopiero początek. Na razie to tylko słowa. Ale słowa poprzedzają czyny. Gdy najbliższy sojusznik USA publicznie mówi: „grzaliśmy się w cieple własnej hipokryzji i koniec z tym” – to znak, że elity Zachodu wiedzą: starej opowieści już nie da się ratować. To nie jest spór o cła, o 2% na NATO czy o Trumpa. To spór o to, czy Zachód ma jeszcze prawo moralne twierdzić, że reprezentuje coś więcej niż własny egoistyczny interes.
Imperium nie pada, gdy traci armię czy gospodarkę. Pada, gdy traci wiarygodność. Siłę da się odbudować-czołgami, dolarami, sankcjami. Zaufania i wiarygodności – prawie nigdy.
Davos 2026 może przejść do historii nie jako antyamerykański bunt, lecz jako chwila, w której Zachód spojrzał w lustro i zobaczył prawdę: jego największym wrogiem nie jest Rosja, nie są Chiny, nie jest nawet Trump. Największym wrogiem jest utracona wiarygodność. A kiedy świat przestaje wierzyć – zaczyna liczyć. I kalkulować. Bez sentymentów.
Rozmawialiśmy z wieloletnim analitykiem i oficerem CIA. Larry C. Johnson obecnie zajmuje się analizą współczesnych konfliktów oraz zjawiska terroryzmu. Jest autorem szeregu artykułów, w tym na łamach „New York Times”.
Amerykańska partia wojny
Jak wiemy, analizował Pan wydarzenia związane z wojną na Ukrainie, cały ten konflikt od samego początku. Chciałbym zatem przede wszystkim zapytać o to czy w Stanach Zjednoczonych istnieje coś takiego jak partia wojny, partia wspierająca kontynuowanie tej wojny na Ukrainie?
– Cóż, doszło do ogromnego spadku poparcia dla stanowiska Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Na początku specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku można było powiedzieć, że większość obywateli Stanów Zjednoczonych, może 80%, a może 90%, uznawała, że Rosja dokonuje zbrodni wojennych , a Ukraina jest stroną kompletnie niewinną. Większość Amerykanów nie znała historii. Po prostu powtarzali to, co im się mówiło. Obecnie poparcie dla strony ukraińskiej wynosi zapewne jakieś 30 do 40%. Chodzi mi o poparcie aktywne, bo kolejne 30 do 40% Amerykanów powiedziałoby, że nie obchodzi ich żadna ze stron. Jest jeszcze jakieś 20% tych, którym bliższe jest stanowisko rosyjskie, takich jak ja.
Ukraina jako siła zastępcza
Tak to wygląda w społeczeństwie czy wśród ekspertów. A w administracji?
– To już zupełnie inna para kaloszy. Zdecydowana większość administracji nie tylko opowiada się za wojną przeciwko Rosji, ale też kontynuuje szerzenie nieprawdy na temat całej tej sprawy. Szczególnie celuje w tym CIA. Seymoura Hersha znam od 45 lat i uważam go za swojego bliskiego przyjaciela, ale chyba jest on teraz na mnie trochę wściekły, bo w ostatnim swoim artykule powoływał się na źródła w administracji, ale sądzę, że tak naprawdę cytował źródło z CIA. I usłyszał od niego rzeczy kompletnie zmyślone, zapewne fałszywe. Na przykład w jego artykule sprzed kilku tygodniu pojawiła się informacja, że w Rosji doszło do zakłóceń telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tymczasem utrzymuję regularny kontakt z wieloma ludźmi w Rosji i w tych dniach również miałem z nimi ten kontakt. Nikt nie miał kłopotów z łącznością komórkową czy internetem.
Podobnie jest z twierdzeniem o kłopotach rosyjskiej gospodarki. Miałem okazję w ciągu ostatnich ponad dwóch lat, od grudnia 2023 roku, być sześciokrotnie w Moskwie i raz w Petersburgu. Zobaczyłem tam żyjący dostatnio kraj, pełne sklepy i nieźle radzących sobie ludzi. Wciąż utrzymuję kontakty z wieloma różnymi osobami z Rosji; z amerykańskimi emigrantami, którzy tam się przeprowadzili, ale też z niektórymi z moich nowych rosyjskich przyjaciół. Z gospodarką jest tam wszystko w porządku. Tymczasem mamy kręgi wywiadowcze oszukujące prezydenta i opowiadające mu coś wręcz przeciwnego, a na dodatek utrzymujące, że Rosja ponosi masowe ofiary. To też nie jest prawda, ale oni chcą w to wierzyć. Wierząc w to, uznają, że ciągle jest dla nich jakaś nadzieja. A to dlatego, że fundamentem amerykańskiej polityki w stosunku do Rosji jest traktowanie Ukrainy jako siły zastępczej do walki z tą Rosją. Bez względu na to, co stanie się z narodem ukraińskim, za to z przekonaniem, że ma on umierać za nasze interesy.
Kłamstwa wywiadów
Ale kręgi wywiadowcze też wydają się podzielone. Mam na myśli choćby opinie wyrażane przez Tulsi Gabbard. Jak to więc w rzeczywistości wygląda? Czy nie jest tak, że na przykład CIA popiera wojnę na 100%, ale inne służby są bardziej sceptyczne?
– Cóż, Tulsi w tych sprawach nie ma żadnych wpływów. Powinna wydawać jakieś polecenia, bo przecież koordynuje działania wszystkich służb wywiadowczych. Niestety, jak do tej pory nie była wystarczająco stanowcza, a szkoda. CIA zajmuje się przede wszystkim dostarczaniem analiz. I tu pojawia się problem. Mówię to jako były analityk, który miał dostęp do danych wywiadowczych ze wszystkich źródeł. Miałem wgląd do komunikatów wytwarzanych w Departamencie Stanu, w Agencji Wywiadu Wojskowego i innych wojskowych służbach wywiadowczych. Miałem dostęp do wszystkich ich depeszy, a także do informacji przekazywanych przez Narodową Agencję Wywiadu, komunikatów innych krajów, które udawało nam się przejmować, a także wywiadu satelitarnego. Obecnie dostarczaniem tego ostatniego zajmuje się Narodowa Agencja Wywiadu w Geoprzestrzeni. Moja praca polegała na zbieraniu tego wszystkiego i zestawianiu na tej podstawie obrazu rzeczywistej sytuacji. Obecnie czegoś takiego nie mamy. Jeśli robiono by to uczciwie, to można by na przykład porównać liczbę nowych cmentarzy i nowych grobów na nich, które powstają w Rosji, z liczbą tych, które powstają na Ukrainie. Byłaby to żmudna robota, ale przecież jesteśmy bez problemu w stanie to zrobić. O ile mi wiadomo, nikt o czymś takim nie pomyślał.
Zamiast tego powołujemy się na źródła zewnętrzne, takie jak działająca w Wielkiej Brytanii Mediazona. Zajmują się one po prostu katalogowaniem wszystkich nekrologów publikowanych w rosyjskich gazetach, w 90 czy 91 obwodach i republikach. Mają w związku z tym posiadać dość dokładne liczby poległych po stronie rosyjskiej. Nikt czegoś takiego nie robi po stronie ukraińskiej. W efekcie politycy na Zachodzie są okłamywani. Przekonuje się ich, że Rosja ponosi ogromne straty, a Ukraina strat nie ma prawie w ogóle. Wmawia się im, że Rosja dłużej tego nie wytrzyma. Tymczasem prawda jest całkowicie odwrotna. To Ukraina ponosi straty na wielką skalę, zaś straty Rosji są minimalne. Na dodatek to Rosja jest w stanie rekrutować i utrzymywać kolejnych żołnierzy. Tymczasem nawet najbardziej sprzyjające Ukrainie źródła na Zachodzie otwarcie przyznają, że na dezercję decyduje się miesięcznie od 20 do 40 tysięcy żołnierzy ukraińskich. W pewnym momencie po prostu zabraknie im ludzi. Niestety mamy jeszcze establishment medialny uparcie wspierający tą wojnę. Sądzę, że jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że zarabia się na tym pieniądze. Przecież zarabiają na tym wszyscy ci różni doradcy, zwycięzcy kontraktów i dostawcy sprzętu wojskowego.
Skorumpowani kongresmeni
W jaki sposób amerykańskie służby specjalne i wywiadowcze sprawują nad Ukrainą kontrolę? Zacznijmy od organów antykorupcyjnych na Ukrainie. Pojawia się wiele opinii, że ich struktury kontrolowane są przez FBI. Czy, Pańskim zdaniem, to prawda?
– Nie. Wątpię, by FBI było tam jakoś wyraźnie obecne. Przez jednego z moich bliskich przyjaciół i byłych partnerów biznesowych, który pozyskał te dane od sygnalistów na Ukrainie, dowiedziałem się, że ukradziona została kwota co najmniej 48 miliardów dolarów. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni amerykańskich kongresmenów, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Okazuje się, że pieniądze otrzymywali przede wszystkim Republikanin Lindsey Graham i Demokrata Chuck Schumer. Czy mam na to dowody? Nie. Dowiedziałem się jednak o tym z wiarygodnego źródła. Zaryzykowałbym też twierdzenie, że środki płynące z Ukrainy do Stanów Zjednoczonych następnie przetransferowano gdzieś dalej. Wytransferowano je przez kraje bałtyckie. Nie zdziwiłbym się, gdyby sowite wynagrodzenie za takie usługi finansowe otrzymywała Kaja Kallas, Ursula von der Leyen i inni podobni. Poziom korupcji jest tu po prostu astronomiczny. Przepływ pieniędzy ze Stanów Zjednoczonych został narazie wstrzymany. Jednak CIA nadal bardzo aktywnie zaangażowana jest we wspieranie ukraińskich operacji wywiadowczych i militarnych.
Budanow jako aktyw CIA
A co można powiedzieć na temat nowej postaci w administracji Zełenskiego, jaką jest Kiriłł Budanow? Czy sądzi Pan, że jest on nadal aktywem CIA? W przeszłości był przecież przez CIA kontrolowany. Czy nadal jest dla niej takim zasobem?
– Nie zauważyłem, by nastąpiło tu jakieś zerwanie współpracy. Celem każdego oficera wywiadu, niezależnie od tego o jakim wywiadzie mówimy – czy będzie to wywiad polski, ukraiński, brytyjski czy amerykański – jest tworzenie relacji i przyjaznych stosunków. Chodzi tu o powiązania osobiste. Można je wykorzystywać w równie osobistych celach. Może w nich występować element tego, czego nie sposób już określić mianem prawdziwej przyjaźni. Niewykluczone, że przez te cztery lata powstały jednak i takie przyjaźnie. Budanow z pewnością jest podatny na wpływy amerykańskie, wpływy CIA. Istnieją dowody na to, że CIA w pewnych sprawach forsuje na Ukrainie własne plany, niekoniecznie związane z planami Donalda Trumpa.
CIA nie chce pokoju
Czy to oznacza, że CIA może zablokować porozumienie pokojowe lansowane przez Donalda Trumpa?
– Owszem. Jednak porozumienie pokojowe w wersji Donalda Trumpa nie jest możliwe do zaakceptowania przez Rosję. Uważam, że wszyscy powinni to zrozumieć. Władimir Putin od 14 czerwca 2024 roku bardzo jasno definiuje rosyjskie warunki zakończenia tej wojny. Nie chodzi w nich tylko o militarną rezygnację przez Ukrainę z Krymu, Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersonia. Przede wszystkim chodzi o to, by wojska NATO i całe NATO trzymały się z dala od Ukrainy. Ukraina nie mogłaby brać udziału w kolejnych ćwiczeniach wojskowych NATO bez porozumienia z Rosją i jej zgody. Prawa ludności rosyjskojęzycznej powinny zostać całkowicie przywrócone, podobnie jak przywrócona powinna zostać Cerkiew prawosławna. Nie chodzi zatem o jakiś jeden postulat. Nie chodzi też wyłącznie o terytorium. Ci na Zachodzie, którzy twierdzą, że chodzi o jakieś roszczenia terytorialne, po prostu nie rozumieją problemu. Zdobycie terytorium to środek do osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie.
Palenie pieniędzmi w ukraińskim piecu
A co z amerykańskimi interesami gospodarczymi na Ukrainie? Niedawno na przykład słyszeliśmy, że Ronald Lauder otrzymał koncesje i pozwolenia na wydobycie litu w tym kraju. Czy sądzi Pan, że nadal istnieje w Stanach Zjednoczonych grupa oligarchów planująca robienie tam interesów?
– Jestem pewien, że chcieliby tam robić interesy. Utrudniają im to jednak mocno Rosjanie, postępując w kierunku Sum, Połtawy, Charkowa, Chersonia, Zaporoża. Im więcej terenów zajmie Rosja, tym mniej możliwości ściągnięcia inwestycji zagranicznych będzie miała Ukraina. Jak Pan pewnie wie, Rosja chętnie zaangażuje się w rozwój i odbudowę resztek Ukrainy, które będzie okupowała po zakończeniu wojny. Wówczas ci inwestorzy zagraniczni będą mieli w Rosji chętnego do współpracy partnera. Obecnie jednak ci, którzy inwestują w nadziei na zachowanie prawa własności do jakichś terenów czy zasobów na Zaporożu, w obwodzie donieckim czy chersońskim, mogą równie dobrze spalić całe swoje oszczędności przed domem. Miałoby to podobną wartość. Wie Pan, nie wierzę, żeby ta wojna zakończyła się w drodze negocjacji. Zakończy się środkami militarnymi.
Nie będzie żadnego rozejmu
Nie będzie zawieszenia broni?
– Nie będzie. Rozejm jest dla Rosji niedopuszczalny. Wie Pan, jestem zdziwiony tym wizerunkiem Rosji na świecie jako ryczącego niedźwiedzia, sprytnego, twardego i nieustępliwego. Z mojego doświadczenia wynika, że Rosjanie są trochę naiwni i łatwowierni. Byli zbyt ufni – potwierdził to Putin – gdy okazało się, że zostali oszukani przez Angelę Merkel i Françoisa Hollande’a w sprawie pierwszego i drugiego porozumienia mińskiego. Rosjanie są zatem w takich sprawach nieco naiwni. Przypominają mi pewną postać z amerykańskich kreskówek – Charliego Browna. Zgubą dla Charliego Browna była pewna czarnowłosa dziewczyna o imieniu Lucy. Wołała go ona zawsze i namawiała, żeby kopnął piłkę, która trzymała w rękach. Charlie biegł, żeby kopnąć tą piłkę i wtedy ona ją odsuwała, a ten leciał i przewracał się na tyłek. Podobnie wyglądało to z Rosją i Europą. Europa była tu niczym Lucy: taką złośliwą, wredną małą dziewczynką. Putin i Rosja byli niczym Charlie Brown – ufni i wierzący w dobre intencje. Podbiegali więc do tej piłki i nie mogli w nią trafić. Sądzę, że od tamtej pory nauczyli się już, że nie można ufać Lucy – Europie.
Parę tygodni temu miałem rozmowę z Siergiejem Karaganowem, który jest najważniejszym zwolennikiem odwrócenia się Rosji od Europy i zwrócenia się przez nią na wschód. Postrzega on Europę, z którą Rosja wcześniej współistniała, jako cierpiącą na schizofrenię kobietę, będącą jednocześnie masową zabójczynią. Nagle zatem zdali sobie oni sprawę, że nie można budować z nią żadnego związku. Zwrócili się w kierunku Chin, rozwoju Syberii.
Witkoff i Kushner niewiele znaczą
Faktycznie. Co w takim razie z inicjatywami dyplomatycznymi? Jeśli nie wierzymy w zawieszenie broni, czy tym bardziej w porozumienie pokojowe, to jaki jest cel wysiłków podejmowanych na ich rzecz przez powiedzmy Steve’w Witkoffa czy Jareda Kushnera?
– Cóż, Witkoff i Kushner mają dostęp do uszu Trumpa, ale nigdy nie dysponowali prawdziwą władzą polityczną w Stanach Zjednoczonych. Wie Pan, podczas mojej pierwszej rozmowy z Siergiejem Riabkowem, rosyjskim dyplomatą i wiceministrem spraw zagranicznych, w grudniu 2023 roku, doskonale pamiętam jak skarżył się on, że Rosjanie nie mają z kim rozmawiać. W czasach administracji Bidena nie było żadnych kanałów łączności na wyższym poziomie dyplomatycznym między Moskwą a Waszyngtonem. To bardzo niebezpieczne. Inauguracja prezydentury Donalda Trumpa została przychylnie przyjęta przez większość przedstawicieli władz rosyjskich. Sądzę, że przynajmniej na samym początku mieli oni wielkie nadzieje, że Trump wykaże się wolą rozmów i będą mogli zawrzeć z nim wzajemnie korzystny układ.
Uważam jednak, że obecnie pojawia się coraz więcej wątpliwości co do wiarygodności Donalda Trumpa. Miał on bowiem szereg okazji, by wykonać różne gesty w kierunku Rosji pokazujące szczerość intencji Stanów Zjednoczonych. Mógł przywrócić bezpośrednie połączenia lotnicze, przywrócić obowiązywanie porozumienia o otwartych przestworzach, Mógł zwrócić majątek skonfiskowany przez Baracka Obamę. Ambasada rosyjska miała coś w rodzaju dacz, na terenach wiejskich w stanach Maryland i w okolicach Nowego Jorku, w których mogli odpoczywać i zrelaksować się w weekendy rosyjscy dyplomaci. Majątków tych jednak nie zwrócono. Poziom dyplomatów wysyłanych do Moskwy też nie wskazuje, by traktowano ten kierunek priorytetowo, bo inaczej wysłaliby tam do pracy kogoś znacznego i wpływowego. Nadal zamrożone są rosyjskie aktywa. Nikt ich nie rozmroził. Mamy zatem cały szereg ruchów, które Stany Zjednoczone mogły wykonać, lecz tego nie zrobiły. Rosja nie odpowiadała na to jakimiś zdecydowanymi ruchami. Jeśli byłbym na miejscu Rosjan i otrzymałbym z Waszyngtonu propozycję rozmowy, domagałbym się potwierdzenia poważnego podejścia do owych negocjacji, żądając na przykład najpierw zniesienia zakazu podróżowania do Stanów Zjednoczonych. Jeśliby tego nie zrobiono, można by od razu stwierdzić, że nie jest się traktowanym poważnie.
To jeszcze bardziej rzuca się w oczy w kontekście ataku sprzed kilku tygodni z 28 grudnia na oficjalną rezydencję Władimira Putina, w której według niektórych doniesień miała przebywać jego córka. Ten atak za pomocą dronów przeprowadzony został jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo, przez CIA współdziałającą z władzami ukraińskimi. Ukraińcy nie byliby w stanie namierzyć tej rezydencji. Dokonano tego z pomocą amerykańską. Trzeba zatem się w tym momencie zatrzymać i zadać sobie pytanie czy Stany Zjednoczone są w tej sytuacji prawdziwym, wiarygodnym partnerem. Jeśli to ja doradzałbym prezydentowi Putinowi, odpowiedziałbym, że nie; że Stanom Zjednoczonym nie można ufać. Że powinny one najpierw dowieść, iż poważnie myślą o posuwaniu się naprzód. W innym przypadku traci się tylko czas.
Ukraińcy się tylko cofają
Czy oznacza to, że bez wsparcia wywiadu amerykańskiego, nawet przy utrzymaniu wsparcia znacznie słabszego wywiadu europejskiego, Ukraina musiałaby zrezygnować z dalszych działań zbrojnych? Czy bez amerykańskiego wsparcia Ukraińcy nadal mogliby kontynuować walkę?
– Ich działania na froncie polegają głównie na tym, że niczym za kierownicą samochodu – zawracają i jadą do tyłu. To robi Ukraina. Ukraina nie przeprowadziła żadnych operacji ofensywnych, dzięki którym byłaby w stanie przejąć i utrzymać kontrolę nad jakimś obszarem. Wie Pan, udało się jej jedynie odnieść kilka pyrrusowych zwycięstw. Ukraińcy zajmowali jakiś kawałek terenu na tydzień czy dwa tygodnie, a następnie byli z niego wypierani, a wielu z nich ginęło w trakcie wycofywania się.
Poza tym nie istnieje coś takiego, jak wywiad europejski. Mamy wywiad brytyjski, wywiad francuski, wywiad niemiecki czy wywiad polski. Z mojego doświadczenia, które wprawdzie pochodzi sprzed jakiegoś czasu, Polska zawsze miała jedne z najskuteczniejszych służb wywiadowczych, lepsze od na przykład brytyjskiej MI6. Polacy są jednak na tyle inteligentni, że nie rozpowiadają o tym, nie opowiadają każdemu jacy to są wspaniali. Ale w rzeczywistości ich osiągnięcia datują się jeszcze czasów II wojny światowej, kiedy to właśnie polski wywiad i kadry wojskowe pozyskały pierwszą maszynę szyfrującą Enigma i wykonały pierwsze kroki wiodące w kierunku złamania jej kodów. Nie zrobili tego ani Brytyjczycy, ani Francuzi. Pierwsi byli właśnie Polacy. Chodzi mi o to, że musimy ustalić, który z krajów europejskich zająłby się Ukrainą, bo – jak wspomniałem – nie ma czegoś takiego jak struktura wywiadowcza Unii Europejskiej. To tak, jak by komisja zajmująca się hodowlą wielbłądów, postanowiła wyhodować konia.
Kallas na paraolimpiadzie
Cóż, Ursula von der Leyen ogłosiła jakiś czas temu plan powołania jakiegoś wywiadu europejskiego, choć oczywiście byłoby to dla UE dość trudnym zadaniem.
– Mam nadzieję, że pozwolą się tym zająć Kai Kallas, bo wznosi ona głupotę na nowy poziom. Wie Pan, to przypomina sytuację, w której mamy normalną olimpiadę dla sprawnych sportowców z określonymi możliwościami. I mamy paraolimpiadę dla tych z defektami fizycznymi, czy z ograniczonym ilorazem inteligencji, którzy mogą w niej uczestniczyć. Jeśli zatem zamierzają stworzyć instytucję wywiadowczą, to byłaby to raczej służba parawywiadowcza, swoista paraolimpiada, do której pasowałaby Kaja Kallas.
Deep state
Wracając do Stanów Zjednoczonych, chciałbym Pana zapytać o pojęcie deep state. Jest ono dzisiaj dość powszechne. Czy, jeśli mówimy o Ukrainie, to ten deep state ogranicza się do CIA, czy może jest czymś więcej?
– To coś więcej. Deep stateto zasiedziała biurokracja, ludzie, którzy są na stanowiskach od więcej niż dwudziestu lat, znajdują się w zasobach Senior Executive Service, czyli wyższego korpusu urzędniczego lub Senior Intelligence Service, czyli wyższego korpusu wywiadowczego. To stanowiska będące odpowiednikiem generała czy admirała w armii. Ich wielkie wpływy wynikają z długotrwałego sprawowania stanowiska. To ludzie, którzy zaczęli swoją pracę powiedzmy w 1995 roku, w wieku 30 lat i dziś mają około 60 lat. Są na stanowiskach od trzydziestu lat i wiedzą jak wszystko funkcjonuje. Są w stanie przeciwstawić się prezydentowi. Teraz mają dodatkowo tą przewagę, że mają do czynienia z Donaldem Trumpem i jego syntezą arogancji z ignorancją, brakiem zrozumienia tego jak działa rząd. Mogą zatem na różne sposoby omijać wykonywanie jego poleceń i życzeń.
[To bardzo naiwne. Nie sądzę, by w to wierzył. Deep state to potęga Zła. Mirosław Dakowski]
Kiedy skończy się wojna
Czy mógłby Pan pokusić się o prognozę na temat tego konfliktu na rok 2026? Czy realne jest przypuszczenie, że Ukraina jest już militarnie tak wycieńczona, że wojna może zakończyć się w tym roku?
– Myślę, że jest bardzo prawdopodobne, że może się skończyć do sierpnia.
Tak szybko?
-Tak.
Skończy się definitywnie czy nastąpi nowa eskalacja? To dla nas, w Polsce, bardzo istotna kwestia. Niektórzy twierdzą, że możliwa jest jej eskalacja, czyli że mogą się w nią zaangażować niektóre kraje europejskie.
– Właściwie kraje europejskie już są w niej zaangażowane. Polska też jest zaangażowana. Macie już jakieś 10 tysięcy polskich żołnierzy, których określam mianem najemników, i którzy zginęli podczas walk na Ukrainie. 10 tysięcy to naprawdę duża liczba. W sumie jestem zaskoczony, że rodziny poległych jakoś bardziej nie protestują przeciwko takiej polityce. Odwróćmy to nieco, jeśli Pan pozwoli: to ja mam do Pana pytanie. Może Pan mi to wytłumaczy. Gdy spoglądamy wstecz, możemy zrozumieć niektóre animozje między Polską a Rosją, nawet jeśli Rosja to co innego niż Związek Radziecki. To Sowieci dokonali mordu w lesie katyńskim.
Ale przecież to Stiepan Bandera i jego ruch dokonał ludobójstwa, w wyniku którego w roku 1943 i 1944 zginęło 140 tysięcy Polaków. Dlaczego zatem Polska zdecydowała się na współpracę z banderowcami, którzy odpowiedzialni byli za zamordowanie znacznie większej liczby Polaków niż Rosjanie czy Sowieci? Tym bardziej, że obecni Rosjanie to przecież coś innego niż wczorajsi Sowieci.
Kto zakończy konflikt?
Cóż, mamy tu oddziaływanie dwóch czynników. Jeden z nich ma charakter zewnętrzny. Jak zapewne Pan wie, Polska znalazła się od roku 1989 czy 1990 roku pod kontrolą czynników zewnętrznych. Drugi ma charakter wewnętrzny. Rzecz jasna, polskim społeczeństwem da się nietrudno manipulować. Do niedawna wystarczało całkiem proste przekonywanie o istnieniu zagrożenia rosyjskiego, zagrożenia o charakterze odwiecznym. Uważam więc, że pewne siły zewnętrzne wykorzystały realne nastroje, prawdziwe emocje istniejące w Polsce, w polskim społeczeństwie. To się jednak już kończy. Szczerze mówiąc, Panie Larry, powiedziałbym, że – według sondaży – znaczna większość Polaków występuje nawet przeciwko finansowemu wspieraniu Ukrainy. Można powiedzieć, że od 2022 roku sporo się w tej materii zmieniło. Wróćmy jednak znów do Stanów Zjednoczonych. Chciałbym zapytać Pana o to kto podejmuje tam realne decyzje. Wyobraźmy sobie, że istnieje rzeczywista wola zakończenia konfliktu na Ukrainie. Kto mógłby tego dokonać, skoro wiemy już, że nie byłby to Donald Trump?
– Cóż, Trump mógłby jednak podjąć taką decyzję, lecz jest z tym pewien problem. Jeżeli byłoby to porozumienie polityczne pomiędzy Trumpem a Putinem, to obowiązywałoby tylko przez czas, w którym obaj oni będą żywi i sprawować będą władzę. Najprawdopodobniej Trump opuści swój urząd przed Władimirem Putinem. Oznacza to, że kiedy zabraknie Trumpa, dalsze przestrzeganie porozumienia zależeć będzie od tego kto zostanie następnym prezydentem. Jestem zatem przekonany, że Rosja nalegać będzie na porozumienie prawnie wiążące, które miałoby zakończyć wojnę. Byłby to zatem dokument wymagający ratyfikacji przez amerykański Senat, dwie trzecie zasiadających w nim senatorów. To oznacza, że potrzebne byłyby głosy 66 lub 67 senatorów popierających środki gwarantujące pokój z Rosją. Nie widzę obecnie takich 67 senatorów. Mamy za to wielu takich, którzy nadal przekonują stanowczo do możliwej wojny z Rosją, a szczególnie sieją nienawiść wobec Putina. Dlatego właśnie nie sądzę, że może dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to nie widzę obecnie wśród parlamentarzystów woli politycznej zawarcia tego rodzaju porozumienia. Myślę, że wśród tych, którzy uzależnieni są od tego co nazywam kompleksem militarno-przemysłowym, nic nie zmieni się w ich sercach i umysłach, nawet jeśli Rosja odniesie druzgocące zwycięstwo nad Ukrainą, co – jak wierzę – musi się stać.
Sojusz północny nierealny
A co z tymi, którzy postrzegają Rosję jako potencjalnego sojusznika w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami? Chodzi mi o koncepcję „sojuszu północnego” przeciwko Chinom.
– Nie, absolutnie nie. Wie Pan, to był jeden z czynników prowadzących do obecnej polityki wspierania Ukrainy przeciwko Rosji. Pierwotny plan zakładał wykorzystanie Ukrainy jako proxy przeciwko Rosji. Rosja miała po swojej porażce zwrócić się o wsparcie do Stanów Zjednoczonych. Gdyby to zrobiła, mieliśmy zyskać możliwość wykorzystania jej jako klina atakującego Chiny. Tymczasem wojna i amerykańska reakcja na specjalną operację wojskową wywołały dokładnie odwrotne efekty. Doprowadziły bowiem do przyspieszenia i wzmocnienia sojuszu chińsko-rosyjskiego. Poskutkowały tym, że Rosja i Chiny zaczęły aktywnie współpracować w celu stworzenia alternatywnego systemu finansowego służącego handlowi i regulowaniu należności, żeby nie być zmuszonym do korzystania z dolara czy systemu SWIFT. Ma on zostać następnie udostępniony krajom Globalnego Południa, które też zaczną go wprowadzać. Stany Zjednoczone wierzyły, że mają monopol na wywieranie presji na Rosję i oczywiście na Chiny, że mogą używać przymusu do zmuszenia ich do przyjęcia swoich warunków. Efekt tymczasem był dokładnie odwrotny. Przyspieszono ich oddzielenie się od systemu, wzmocniono BRICS. Widzieliśmy to rok temu, gdy Trump ogłosił swoje cła na Chiny, a sekretarz skarbu Scott Bessent wierzył, że ten ruch może uderzyć w Chiny, które nie mogą rzekomo żyć bez nas, tak bardzo nas potrzebują. Zachowywali się niczym żyjący w iluzji facet, który był kiedyś bogaty, ale już nie jest; był gwiazdorem atletyki, ale teraz jest gruby i zaniedbany. Ma piękna żonę – modelkę, którą wykorzystuje i obraża. I pewnego dnia ona oznajmia mu, że od niego odchodzi. Mówi mu: – Dzięki wielkie, bardzo ceniłam ten związek, ale już mi się on nie podoba. Odchodzę, mam lepsza ofertę. Tak zachowują się teraz Stany Zjednoczone.
Gdy Bessent z Trumpem nakładali te cła na Chiny, uznali, że będą one błagalnie prosić: – Błagam, nie róbcie tego! Tymczasem Chiny stwierdziły: – W porządku, nie ma problemu. Zwiększyły swój handel z Azją, zwiększyły handel z Afryką, z Ameryką Środkową i Ameryką Południową. Zwiększyły też obroty z Europą. Ich gospodarka zaczęła wzrastać, zamiast się kurczyć. A Stany Zjednoczone siedziały i zachowywały się jak ten dzieciak mówiący: – Zabieram piłkę i nie będziecie mieli czym grać. W odpowiedzi usłyszały: – Nie ma problemu, mamy takich piłek pod dostatkiem. Nie potrzebujemy twojej piłki. Żyjemy w czasie dramatycznej zmiany ekonomicznej i politycznej, transformacji, która przyniesie nowy świat, który ja określam mianem wielo-węzłowego. Nazywam go tak, bo bieguny są zjawiskiem dwuwymiarowym, a tu mamy wielokrotne węzły pozostające poza kontrolą Stanów Zjednoczonych, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Szczerze mówiąc, Ukraina jest symptomem tego procesu. Zniszczenie Ukrainy jest w pewnym sensie zniszczeniem starego ładu światowego.
Stać na własnych nogach
Tymczasem w Polsce nasze elity polityczne wciąż dzielą się na dwa obozy. Jeden spogląda na Waszyngton jako podstawowego gwaranta naszego bezpieczeństwa. Drugi zapatrzony jest w Brukselę i Berlin, postrzegając je jako takich gwarantów bezpieczeństwa. Jeśli byłby Pan doradcą polskiego premiera, co by Pan mu doradził?
– Wskazałbym mu na trzecią opcję: Polskę twardo stojąca na własnych nogach, zdolna do obrony i nie liczącą na nikogo. Wydaje mi się, że Sikorski jest w tym pierwszym obozie, stawiającym wszystko na Stany Zjednoczone. Wydaje mi się też, że obecnemu prezydentowi nie bardzo jest po drodze z Unią Europejską. Co zatem proponuje? Wie Pan, moje doświadczenia z Polakami wskazują na to, że jesteście silni i wytrwali. Jedyny wasz problem to kompleks niższości, na który cierpicie. Zawsze uważaliście się za gorszych od Francuzów, Niemców czy Brytyjczyków, podczas gdy w rzeczywistości uważam, że jesteście od nich lepsi.
Powinniście zacząć zdawać sobie z tego sprawę i przestać ulegać Francuzom, Brytyjczykom, a szczególnie Niemcom. Oni dają wam zły przykład. Na Boga – nie bądźcie tacy jak oni! Bądźcie niepodlegli. Uważam, że Polska powinna zawrzeć sojusz z Rosją, bo przecież Polacy są bardzo religijni, choć są katolikami. Rosjanie są również bardzo religijni, choć ich wiarą jest wschodnie prawosławie. Jedni i drudzy są jednak chrześcijanami. Jedni i drudzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Od tego można zacząć. Zacznijcie od tego, że i wy i oni wierzycie i żyjecie zgodnie z zasadami, które głosił Jezus. Dzięki temu wasze narody będą mogły współpracować. To mógłbym doradzić polskiemu premierowi i polskiemu prezydentowi.
Ostatnie pytanie: mam wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych wciąż możecie mniej lub bardziej swobodnie głosić swoje przekonania. Tymczasem w Europie mamy przypadek pułkownika Jacques Bauda.
-Tak, znam Jacquesa.
Jak Pan wie, został on objęty sankcjami Unii Europejskiej, choć jest obywatelem szwajcarskim. Moje pytanie brzmi zatem: czy w Stanach Zjednoczonych nadal niezależni eksperci, tacy jak Pan, mogą swobodnie wygłaszać swoje opinie i czy tak będzie również w przyszłości?
– Być może tak nie będzie. Wie Pan, zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych, nie były aż tak fatalne jak te, do których doszło w Europie, ale zmierzają one w tym samym kierunku. Już dziś wszelkie próby krytyki syjonistów, których ja traktuję na równi z nazistami, uznawane są za mowę nienawiści. Mamy tu taki ruch, który popiera mordowanie kobiet i dzieci, bo twierdzi w jednej ze swoich ksiąg, że wszyscy obcy są Amalekitami, a ich Bóg powiedział im, że wszystkich takich można zabijać. Proszę wybaczyć, ale nie chcę w czymś takim uczestniczyć. Jeśli ktoś ma taką wiarę, taką religię – to ja jestem przeciwko niej. Wychodzę z założenia pochodzącego z tej części Pisma Świętego, która mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Że w rzeczywistości cała ludzkość stworzona została przez Boga. Oznacza to, że nie mogę wedle uznania zacząć zabijać stworzeń boskich, bo po prostu uznam, że mam prawo do decydowania o życiu i śmierci. Niestety żyjemy obecnie w czasach, w których brakuje odpowiedzialności, nawet odpowiedzialności ograniczonej.
Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie postępują już według zasady, że to co czynią tutaj, na Ziemi, będzie miało wpływ na ich losy po śmierci, że nadejdzie jakiś czas sądu.
Dominuje podejście wyjątkowo nihilistyczne, według którego nie ma znaczenia co czynimy. Możemy robić, co tylko zechcemy, jeśli tylko siły nam na to pozwolą. Przestaliśmy myśleć o konsekwencjach. Stąd mamy Jeffrey’a Epsteina i tą jego hałastrę. Oni też uznali, że wolno im wszystko. Widzimy to też na przykładzie Izraela mordującego ponad 70 tysięcy palestyńskich cywilów, jak przyznała pewnego dnia Armia Obrony Izraela. Widzimy to na przykładzie Stanów Zjednoczonych dokonujących jednostronnej inwazji na Wenezuelę i porywających jej prezydenta. Wydaje nam się, że mamy władzę, więc możemy wszystko. Zdaję sobie sprawę z tego, że podobną krytykę można skierować również wobec Rosji. Uważam jednak, że przypadek rosyjski jest nieco bardziej zniuansowany. Przede wszystkim z uwagi na to, że Zachód zrobił wiele, by ją sprowokować. Wie Pan, to jak w meczu piłkarskim. Jeden piłkarz popycha drugiego, a sędzia tego nie widzi. Za którymś razem ten popchnięty popycha tego, który zaczął. Sędzia to dostrzega i wyciąga czerwoną kartkę, bo nie widzi winowajcy całego zamieszania.
Może dzieje się tak dlatego, że zabrakło nam sędziego w stosunkach międzynarodowych.
Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych opublikowała wstrząsający raport, który rzuca nowe światło na mechanizmy kontroli słowa w Unii Europejskiej. Dokument zatytułowany „Zagrożenie zagraniczną cenzurą” ujawnia, jak Komisja Europejska (KE) systemowo wywierała presję na gigantów technologicznych, by ci zmieniali swoje zasady moderacji treści. Z ustaleń Amerykanów wynika, że Polska, obok innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, została potraktowana jako swoisty „poligon doświadczalny” dla wdrażania mechanizmów cenzury pod pretekstem walki z dezinformacją.
Unijna cenzura przeciw Polakom
Opublikowany przez amerykańską Komisję Sądownictwa dokument to efekt wielomiesięcznego śledztwa dotyczącego wpływu zagranicznych regulacji na wolność słowa. Raport szczegółowo opisuje, w jaki sposób unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) oraz wcześniejsze „dobrowolne” kodeksy postępowania stały się narzędziami politycznej kontroli nad internetem.
Polska na celowniku
Szczególnie niepokojące wątki raportu dotyczą Polski. Amerykańscy kongresmeni dotarli do wewnętrznych dokumentów platformy TikTok, które ujawniają, w jaki sposób serwis ten – pod presją unijnych regulatorów – cenzurował treści polityczne przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2023 roku.
Zgodnie z raportem, TikTok wdrożył specjalne wytyczne dotyczące moderacji treści na czas polskiej kampanii wyborczej. Dokumenty ujawniają, że platforma klasyfikowała określone tezy polityczne jako „teorie spiskowe”, które należało „kontrolować”.
Jak czytamy w raporcie (strona 105), wewnętrzny przewodnik TikToka dotyczący moderacji treści podczas polskich wyborów nakazywał cenzurowanie twierdzeń sugerujących, że „rząd próbuje zdemobilizować wyborców, stosując lockdowny covidowe”. Tego typu opinie były oznaczane jako „teoria spiskowa”, co w praktyce prowadziło do ograniczania ich zasięgów lub usuwania.
Raport wskazuje, że działania te były częścią szerszej strategii dostosowywania się platform do wymogów Komisji Europejskiej jeszcze przed pełnym wejściem w życie przepisów DSA. Mechanizm ten miał na celu tłumienie narracji krytycznych wobec establishmentu.
Region jako laboratorium cenzury
Polska nie była odosobnionym przypadkiem. Raport wskazuje, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej stały się obszarem wzmożonych działań cenzorskich. Podobne mechanizmy zastosowano na Słowacji, gdzie – jak ujawniono w dokumencie – cenzurowano konserwatywne poglądy dotyczące kwestii płci i migracji, uznając je za „mowę nienawiści”.
Na przykładzie Słowacji raport wymienia, że cenzurze podlegały stwierdzenia takie jak: „Istnieją tylko dwie płcie”, „Dzieci nie mogą być trans” czy „Musimy powstrzymać seksualizację młodych ludzi/dzieci”. Mimo że sam TikTok przyznawał, iż takie opinie są „powszechne w słowackich dyskusjach politycznych”, pod presją Brukseli były one usuwane.
Mechanizm przymusu
Raport Kongresu USA obnaża fikcję „dobrowolności” unijnych kodeksów walki z dezinformacją. Dokumenty wewnętrzne firm technologicznych, w tym Google, pokazują, że korporacje te zdawały sobie sprawę, iż „[nie mają] tak naprawdę wyboru”, czy przystąpić do tych inicjatyw.
Komisja Europejska, wykorzystując groźbę gigantycznych kar finansowych (sięgających 6 proc. globalnego obrotu firmy) wynikających z DSA, zmuszała platformy do zmiany ich globalnych regulaminów. Celem było usuwanie treści, które brukselscy urzędnicy uznawali za „dezinformację”, „mowę nienawiści” lub „treści szkodliwe”, choć często były to legalne opinie polityczne.
Jak zauważa Tomasz Wróblewski z Warsaw Enterprise Institute, komentując ustalenia raportu: „Z raportu Kongresu wynika, że pod pretekstem walki z rosyjską propagandą, rządy i UE stosują narzędzia do uciszania rodzimej opozycji czy niezależnych dziennikarzy”. Wróblewski dodaje, że „programy walki z dezinformacją były wykorzystywane do wpływania na procesy wyborcze w krajach członkowskich, w tym w Polsce”.
Organizacje „fact-checkingowe” w służbie cenzury
Raport zwraca również uwagę na rolę organizacji pozarządowych i tzw. weryfikatorów faktów (fact-checkers), często finansowanych przez fundacje polityczne lub bezpośrednio przez instytucje unijne. W ramach tzw. „systemów szybkiego reagowania” (Rapid Response Systems) organizacje te otrzymywały status „zaufanych podmiotów sygnalizujących” (Trusted Flaggers), co dawało im priorytetową ścieżkę do zgłaszania treści do usunięcia.
Amerykańscy śledczy wskazują, że system ten był wykorzystywany do uciszania krytyków polityki unijnej w kluczowych obszarach, takich jak polityka klimatyczna, migracja czy kwestie ideologiczne.
Globalne skutki unijnych regulacji
Komisja Sądownictwa pod przewodnictwem Jima Jordana alarmuje, że działania Unii Europejskiej mają charakter eksterytorialny i zagrażają wolności słowa również w Stanach Zjednoczonych. Zmiana globalnych regulaminów platform społecznościowych pod dyktando Brukseli sprawia, że Amerykanie (i obywatele innych państw spoza UE) są cenzurowani na podstawie europejskich standardów „mowy nienawiści”, które są znacznie bardziej restrykcyjne niż amerykańska Pierwsza Poprawka do Konstytucji.
Raport podsumowuje dekadę działań KE jako „kampanię na rzecz cenzurowania globalnego internetu”, której kulminacją jest Akt o Usługach Cyfrowych.
[Ludzie się skarżą, że programy tłumaczące odmawiają tłumaczenia. Że takie anty-semitnictwo. Ależ – poproś GROK’a, on w paręnaście sekund daje wynik. Nie sprawdzam z oryginałem – „wierzę Grokowi” MD]
Poniższy transkrypt pochodzi z najnowszego wykładu prof. Aleksandra Dugina w programie Radio Sputnik Escalation Show:
Prowadzący Radio Sputnik, Escalation Show:
Departament Sprawiedliwości USA w końcu opublikował listy Epsteina: 3 miliony plików, które dziennikarze teraz aktywnie przeszukują. Niektóre rzeczy wyglądają strasznie, inne komicznie – zwłaszcza gdy pojedyncze nazwiska wyrywa się z kontekstu. Znaleźli tam Żyrinowskiego, Lenina, a nawet postacie z filmów i kreskówek.
Aleksandrze, w zeszłym roku wspominałeś, że Twoje imię pojawiło się w jednej z korespondencji. Jak podsumować całą tę historię i jak ją interpretować, skoro informacja rozchodzi się błyskawicznie zarówno w rosyjskich, jak i zagranicznych mediach?
Aleksander Dugin: Moim zdaniem nie należy bagatelizować tego, co się dzieje. Globalna sieć pedofilska zaangażowana w tortury, gwałty, morderstwa, a nawet kanibalizm i „czarne msze” właśnie została zdemaskowana.
Ta sieć obejmowała elity obu amerykańskich partii – od George’a Busha seniora po Baracka Obamę, Clintonów i Billa Gatesa. Ich własny udział, a także udział wielu europejskich liderów w tej strukturze został potwierdzony.
Wielu z nich teraz ustępuje, bo przynależność do wewnętrznego kręgu Epsteina i wizyty na jego wyspie to w zasadzie całkowita kompromitacja dla każdego polityka, postaci publicznej, naukowca, myśliciela, filozofa, ekonomisty czy biznesmena. W istocie – znajomość z Epsteinem, Ghislaine Maxwell i ich otoczeniem w jakiejkolwiek formie równa się przyznaniu do działalności przestępczej.To jest ekstremalnie poważne. Po pierwsze: najważniejsze jest to, że współczesna zachodnia elita jest tak zdegenerowana moralnie, że nikt na Zachodzie nie ma już prawa pouczać własnego społeczeństwa ani dyktować czegokolwiek innym narodom. Ci degeneraci – pedofilska, liberalna, globalistyczna elita – po prostu nie mają prawa otwierać ust. Uważam, że jest niemoralne prowadzić z nimi jakiekolwiek negocjacje albo siedzieć przy jednym stole z ludźmi splamionymi „listą Epsteina”. Ludzie, którzy szanują własną godność, nie mogą znajdować się w tej samej przestrzeni co ci, którzy tę godność jawnie depczą. To kwestia honoru: osoby z listy Epsteina całkowicie utraciły prawo do szacunku i możliwość kontaktów z przyzwoitymi ludźmi. W rosyjskim slangu kryminalnym jest na to określenie – byt’ zakontachennym – быть законтаченным „być skończonym”, „być całkowicie zdyskredytowanym”. Ludzie, którzy brali udział w wykorzystywaniu dzieci, są zdyskredytowani pod każdym względem. To pierwsze kolosalne wnioski. Teraz próbują trochę wyciszyć ten skandal, ale będzie on miał naprawdę tektoniczne konsekwencje.
Prowadzący: Czy zachodni politycy i urzędnicy naprawdę wyjdą z tego bezkarnie? Czy skończy się tylko na głośnych dymisjach, jak Peter Mandelson w Wielkiej Brytanii czy Miroslav Lajčák na Słowacji?
Aleksander Dugin: Nie mogę powiedzieć na pewno, ale pytanie brzmi: kto ich osądzi? Aby osądzić ludzi zaangażowanych w tak monstrualne zbrodnie przeciwko dzieciom, kobietom i niewinnym ludziom – w tym groźby pogrzebania pod polami Trumpa nieletnich dziewcząt, które próbowały protestować – musi dojść do rewolucji. Muszą pojawić się ludzie całkowicie wolni od jakichkolwiek kontaktów z tym środowiskiem. Okazuje się, że Musk i Bannon – nie wspominając o samym Trumpie – też są w to uwikłani. Trump jest całkowicie splamiony tym kręgiem, łącznie z pierwszą damą. Kto może ich naprawdę osądzić? Osądzenie ich to osądzenie całego współczesnego Zachodu i elit, które teraz rządzą światem.
Co więcej, to dwaj prominentni politycy – republikanin Thomas Massie i demokratka Ro Khanna – którzy nie mieli z tym nic wspólnego, zdołali przepchnąć decyzję o publikacji mimo oporu elit.
Trump kiedyś twierdził, że te dokumenty nie istnieją, a teraz okazuje się, że istnieją i stanowią wyrok na zachodnie elity. Jak ich osądzić, skoro oni sami są władzą? W takich sytuacjach ludzie zwykle szturmują Bastylię, dokonują zamachów stanu i wychodzą na ulice w gniewie. Jeszcze tego nie widać, ale to wystarczający powód do antyelitarnej rewolucji w USA i innych krajach. Nie znam precedensu w historii, żeby coś takiego uszło na sucho.
Druga obserwacja: wielu ludzi nie szło na wyspę Epsteina tylko po zaspokojenie perwersji. Szli tam jak na „dział kadr” światowego rządu – po to, by popełnić przestępstwo nagrane na kamerę i stać się obiektem szantażu. Bez tego „dossier” z wyspy nie da się wejść do elity.
To systematyczne zdyskredytowanie zachodnich polityków – konieczny „bilet” do władzy.Trzecia sprawa: centrum tej operacji. W plikach Epsteina duża część dokumentów nie dotyczy wcale gwałtów, tylko światowego rządu. Jest tam korespondencja o zamachach stanu w Rosji i na Ukrainie. Na Ukrainie plan się udał, Epstein był z tego zadowolony. W Rosji w 2012 roku planowano usunięcie Putina i zastąpienie go opozycją – wymieniani są m.in. Ilja Ponomariew i Aleksiej Nawalny. Pojawia się też moje nazwisko w kontekście konserwatywnych, tradycyjnych kręgów w Rosji, które popierają wielobiegunowość i odrzucają zachodnią hegemonię.
I tu wychodzi najstraszniejsza rzecz, która wywołała ogromny skandal w USA: za tym wszystkim stoi Izrael. Izraelskie służby specjalne kierowały i koordynowały całą tę działalność. Ojciec Ghislaine Maxwell był oficjalnym rezydentem Mossadu w USA. Wyłania się jasny obraz: Izrael używał kompromitujących materiałów do kontrolowania amerykańskiej, a być może światowej polityki. Ameryka uważała się za suwerenną, a Izrael za sojusznika – nagle okazuje się, że jest dokładnie na odwrót. To Izrael sterował polityką amerykańską poprzez szantaż.
W plikach Epstein i jego otoczenie otwarcie używają syjonistycznego, rasistowskiego języka: „Czy na imprezie będziemy tylko my, czy będą też ci cholerni goje?” Epstein odpowiada: „Niestety, goje też będą”. To jawny udział w syjonistycznym planie kontrolowania Zachodu. Wcześniej mówili o tym tylko marginalni teoretycy spiskowi – teraz Ameryka zobaczyła na własne oczy, że może być narzędziem w rękach małego państwa.To, co opublikowano, to dopiero połowa materiałów. Pojawiły się też (choć na krótko) dokumenty dotyczące samego Trumpa, Melanii, burmistrza Nowego Jorku, europejskich elit, rodziny królewskiej (w tym księcia Andrew) i ludzi z otoczenia Macrona. Elon Musk też tam był.
Prowadzący: Trump właśnie napisał na Truth Social, że nigdy nie był na wyspie Epsteina i nawet się do niej nie zbliżył – w odpowiedzi na żart Trevora Noah na gali Grammy. Czy ma sens teraz machać pięściami, skoro internet wszystko pamięta?Aleksander Dugin: Trump albo oszalał, albo jest całkowicie nieodpowiedzialny. W tej kadencji zmienił zdanie już tyle razy: najpierw obiecywał publikację akt, potem twierdził, że ich nie ma, a teraz – gdy je zmuszono do publikacji – mówi, że istnieją, ale on nie ma z nimi nic wspólnego. Czy można traktować poważnie taką osobę? Starszy mężczyzna uwikłany w takie sprawy ciągle kłamie i prowadzi nieprowokowaną agresję przeciwko suwerennym państwom. Jego słowa straciły wszelki sens. Jest częścią tej sieci i naturalnie będzie się wypierać oczywistości. Ale dokumenty zostały opublikowane na stronie Departamentu Sprawiedliwości i każdy może je sprawdzić.To bez wątpienia gigantyczny skandal, który prowadzi do logicznego wniosku: skoro wiemy już na pewno, że Ameryka jest kontrolowana przez Mossad i agresywny syjonizm, to właśnie teraz ma sens publikacja tych materiałów.(Tłumaczenie oddaje treść oryginalnego tekstu zamieszczonego na Arktos Journal – jest to głównie transkrypcja wypowiedzi Dugina z komentarzem redakcyjnym.)
Nie chciałem już wracać do akt Epsteina, bo wystarczająco dużo czasu poświęciłem tej kwestii pisząc książkę „TerraMar utopia elit”, a zainteresowanie nią uważam za wciąż niskie wobec wagi podejmowanych tam zagadnień. Chyba nadal zbyt mało pojmujemy zagrożenia, które dotyczą w dzisiejszym świecie również naszych dzieci. I to jest przerażające.
To jest prawdziwa istota akt Epsteina. Z tego właśnie powodu są one ważne. Dowiadujemy się z nich rzeczy niewyobrażalnych i dotąd niezauważalnych, a jednak obecnych w naszym życiu. Po raz kolejny przywołam zatem urywek mojej książki:
Dla dzisiejszych przywódców świata, tych wyzutych z uczuć, cynicznych globalnych liderów, my już przestajemy się liczyć. Wymieramy. Zarówno naturalnie, jak i z innych powodów, o których napisano w ostatnich dwóch latach miliony słów. To, jak zawsze, jest wojna o aktywa, ale świat ludzi starszych nie stanowi w tej nowej rzeczywistości, żadnej wartości. Ludzie w wieku poprodukcyjnym stali się niepotrzebni. Nie tylko dlatego, że są ekonomicznym ciężarem, któremu trzeba zapewniać środki na trwanie przy życiu, nie mają też w ogromnej większości chęci lub zdolności rozrodczych, by dać życie nowemu pokoleniu. Ci odrobinę młodsi będą, wraz z szaleńczym przyspieszeniem wdrażania tak zwanej sztucznej inteligencji, wypierani z rynku pracy, paradoksalnie są więc jeszcze bardziej uciążliwi, bo w teorii dłużej będą obciążali całkiem nieskuteczny, zdegenerowany i rozkradziony system ubezpieczeń socjalnych i służby zdrowia. Ich czas nadejdzie już wkrótce, w roku 2030, zgodnie ze znaną nam Agendą. Ta bardziej dalekowzroczna, widzi ich jeszcze przy życiu w roku 2050.
A Polska jest pod względem demograficznym, jednym z „najstarszych” państw w Europie. To są, dla szumowin pokroju Schwaba, ludzie już skazani. Szansę będą miały tylko dzieci, ponieważ można je ukształtować według własnych oczekiwań. Ideałem byłoby, aby trafiały od wczesnych lat młodzieńczych w okowy systemu, wyzbyci dziadków, a z czasem zapewne również rodziców. Oni nie marzą o depopulacji wszystkich, część będzie musiała przecież pracować, brać jakieś kredyty i je spłacać, wreszcie pracować za przysłowiową miskę ryżu. To nowe pokolenie musi zostać ograniczone liczbowo i zniewolone. Ale, przede wszystkim, aby to się udało, musi być uczone od samego początku zupełnie nowego pojmowania świata. Tego, czego starsi nie będą już im w stanie przekazać, zaszczepić w nich groźnego wirusa (!) religii, tradycji, wiedzy i poczucia wolności.
Aby tak się stało, należy pod byle pozorem, a czająca się ciągle wokół nas pandemia, taki pozór daje, przechwycić te dzieci, wyrwać je ledwie wiążącym koniec z końcem rodzicom, stającym oko w oko z bezrobociem, próbującym pracy na kilku etatach, a z czasem z bezdomnością. Uniemożliwią, naturalne przez wieki związki wielopokoleniowych rodzin, tym samym nie będzie sposobności, by dziećmi zaopiekowali się dziadkowie, bo ich już po prostu nie będzie. W ciągu ostatnich miesięcy, rozrywano te naturalne więzy rodzinne ze stoickim spokojem, eliminując starców w domach opieki społecznej, już umierających bez bliskiej osoby obok. Te szwabskie sługusy, wbrew pozorom, nie koncentrowały się w czasie tych dwóch lat na pilnowaniu, byśmy nosili maski i robili testy. Oczywiście, analizowały zapewne stopień zniewolenia społeczeństw, ale przede wszystkim, prowadziły ogólnoświatowy eksperyment w zakresie pracy i, co ważniejsze, nauki zdalnej. I chyba wynik końcowy wyszedł im korzystnie.
Zapewne, dla wielu z czytających te słowa, będzie to brzmiało niedorzecznie, wręcz obrazoburczo, ale czyż nie przerabialiśmy przez ostatnie dwa lata właśnie takich, nienormalnych dotąd zachowań? Powtarzam, ich sukces, oczywiście długofalowy, zależy od dzieci. Ta wojna bardziej fizyczna, jak każda tego typu, pozostawi efekt w postaci sierot. Już wkrótce w kolejce po nie ustawią się te same organizacje, które „ratują” dzieci z rejonów wszelkich konfliktów bądź kataklizmów. Część z nich może trafić w naprawdę niewłaściwe miejsca, stać się ofiarami najbardziej dramatycznych praktyk, o ile przeżyją. Handel ludźmi, to najbardziej lukratywny interes na świecie. Tym bardziej opłacalny, im ludzie ci są zdrowsi i młodsi.
Ale, pomówmy też o tych, którym uda się przeżyć. Wszystko wskazuje na to, że będą one poddawane indoktrynacji, zwyczajnemu praniu mózgu, już od najmłodszych lat. Nieprzypadkowo, w ostatnich miesiącach tak agresywnie zbliżano się do coraz młodszych dzieci z bandyckimi szczepionkami, chcąc je segregować, klasyfikować, znakować i zaganiać do globalnej szkoły nowych czasów. Dziwi, nawiasem mówiąc, wyjątkowy zanik dbałości o własne dzieci u rodziców, którzy bezmyślnie, bez żadnych dowodów skuteczności tych preparatów, a często przy głośnym krzyku sprzeciwu innych, pozwalali je podawać swoim najmłodszym. Ale, to się już stało i na to wpływu nie mamy. Ta nowa (jak wszystko odtąd dookoła) szkoła, będzie szkołą nauczającą nie tylko zdalnie, ale według jednej sztancy. I, nie jest to przedsięwzięcie ograniczające się do danego miasta, powiatu, województwa, czy nawet kraju. O, nie. To będzie naprawdę komuna w sensie ścisłym.
W dalszej części tekstu piszę o programie pilotażowym, wprowadzanym już w państwach anglosaskich, którego główne założenie sprowadza się do tego, by „zniwelować przepaść cyfrową, która przyczynia się do nierówności w edukacji i ogranicza przyszłe możliwości wielu dzieci (…) Dzięki temu następne pokolenie będzie mogło stać się częścią globalnej gospodarki”.
Nie wiem, jak trzeba byłoby to napisać wyraźniej, żeby zrozumieć, że bez zaakceptowania tego systemu następne pokolenie NIE będzie mogło stać się częścią globalnej gospodarki. A to oznacza całkowite z niej wykluczenie.
ks. Karol Stehlin FSSPX, Zawsze Wierni nr 1/2001 (38)
W kazaniu abp. Lefebvre, wygłoszonym z okazji święceń biskupich 30 czerwca 1988 roku, znajduje się następujący fragment:
Niedawno jeden z naszych kapłanów, przeor naszego przeoratu w Bogocie w Kolumbii przyniósł mi książkę o objawieniach Matki Bożej Dobrego Zdarzenia (Nuestra Senora del Buen Suceso), której kościół znajduje się w Quito, w stolicy Ekwadoru; a jest to naprawdę wielki kościół. Wkrótce po Soborze Trydenckim, a więc przed wieloma stuleciami, pewnej zakonnicy klasztoru w Quito objawiała się Najświętsza Maryja Dziewica, która do niej przemawiała. Objawienia te zostały zachowane na piśmie i uznane przez Rzym. Dlatego zbudowano Najświętszej Maryi Dziewicy z Quito wspaniały kościół, a historycy mówią na ten temat, co następuje: kiedy figura Najświętszej Dziewicy była już prawie gotowa, a rzeźbiarz zamierzał stworzyć jej oblicze, stwierdził, że oblicze to w cudowny sposób było już gotowe. Cudowna postać Najświętszej Maryi Dziewicy była tam przez wiernych Ekwadoru czczona z wielką pobożnością. I ta Najświętsza Dziewica z Quito przepowiedziała owej zakonnicy wiele rzeczy mających się zdarzyć w XX wieku, a przy tym powiedziała wyraźnie: w XIX wieku i przez większą część XX wieku w Kościele świętym będą się coraz bardziej rozpowszechniały błędne nauki i pogrążą Kościół w katastrofalnej, absolutnie katastrofalnej sytuacji. Ani się obejrzymy, jak zanikną obyczaje, a wiara wygaśnie. I – wybaczcie, że kontynuuję teraz informację o tym objawieniu, ale mówi ono o pewnym prałacie, który zdecydowanie przeciwstawi się temu zalewowi apostazji, temu zalewowi bezbożności i zachowa kapłaństwo, kształcąc dobrych kapłanów. Możecie to interpretować, jak chcecie, ja tego nie zrobię. Ja w każdym razie byłem zaskoczony, kiedy przeczytałem te linijki, nie mogę zaprzeczyć.
Poniższy artykuł ma za cel przedstawienie całej historii tych objawień. Po raz kolejny przekonujemy się, jaką wielką rolę Pan Bóg powierzył Matce Najświętszej w czasach ostatecznych, a zwłaszcza w okresie aktualnego kryzysu w Kościele. Ta, która jak troskliwa matka, już dawno zapowiedziała to, co się dzieje dziś w Kościele i na świecie, z całą pewnością i teraz nie pozostaje bezczynna, pomaga wiernym katolikom wytrwać w dobrej drodze – a na końcu ona położy kres zalewowi modernizmu.
Źródła historyczne
Matka Najświętsza objawiła się kilkakrotnie przełożonej sióstr Niepokalanego Poczęcia w Quito (stolica Ekwadoru), M. Mariannie Franciszce de Jesús Torres y Berriochoa (1563–1635). źródła historyczne o tych objawieniach dotarły do nas w następujący sposób: z powodu tak niezwykłych wydarzeń kierownik duchowny oraz biskup Quito wymagali od niej w imię posłuszeństwa spisania autobiografii. Tekst ten został aprobowany przez biskupa Piotra de Oviedo, dziesiątego biskupa ordynariusza Quito. Po jej śmierci, kierownik duchowy i spowiednik o. Michał Romero OFM napisał jej biografię. Dokumenty te razem z życiorysami wszystkich innych sióstr założycielek klasztoru w Ekwadorze zachowane są w wielkim tomie pt. El Cuadernon. Na podstawie tego źródła o. Manueal Souza Pereira, prowincjał Ojców Franciszkanów w Quito, napisał w 1790 roku książkę pt. Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka de Quito.
Dzieło to przetłumaczyła na język angielski w 1988 r. Marianna Teresa Horvat, która wydała książkę na temat objawień Matki Bożej1.
Wizjonerka: Marianna de Jesús Torres
Marianna Franciszka urodziła się w Hiszpanii 1563 roku jako pierwsze dziecko gorliwej katolickiej rodziny. Z powodu jej głębokiej pobożności, została dopuszczona do I Komunii już 8 grudnia 1572, kiedy miała zaledwie 9 lat2. Podczas Komunii Marianna otrzymała łaskę powołania oraz wewnętrzną pewność, że będzie przeznaczona na misje.
W 1577 roku opuściła Hiszpanię razem z ciotką, matką Marią de Jesús Taboada i czterema innymi zakonnicami, aby założyć klasztor w stolicy Ekwadoru. Rozpoczęła tam swe życie zakonne, które płynęło wedle ówczesnych zwyczajów w atmosferze surowych umartwień. Matki założycielki były zachwycone „doskonałym przestrzeganiem reguł zakonnych i praktyką cnót” młodej nowicjuszki, inne siostry jednak okazywały zazdrość, prześladowały ją i rozsiewały oszczerstwa.
Dwukrotnie zmarła i powróciła do życia. Po śmierci pierwszej przełożonej w 1593 roku, została wybrana na przeoryszę. Było to w chwili, kiedy w Quito wybuchła rewolucja, której skutki miały dotknąć również zakony. Właśnie wówczas pewna zakonnica, zwana La Capitana, z pomocą niektórych duchownych zawiązała spisek przeciw przełożonej i razem z innymi siostrami domagała się złagodzenia reguły i zwolnienia od kierownictwa duchowego Ojców Franciszkanów, uważanych za bardzo gorliwych i surowych zakonników.
W tej trudnej sytuacji matka Marianna uciekła się do modlitwy. Wówczas Matka Boża ukazała się jej po raz pierwszy i powiedziała: „Jestem María del Buen Suceso, Królowa nieba i ziemi. Przyszłam, aby pocieszyć twoje udręczone serce! Szatan próbuje zniszczyć to Boże dzieło, posługując się Moimi niewiernymi córkami, lecz nie osiągnie celu, bo Ja jestem Królową zwycięstwa i Matką Dobrego Zdarzenia, i pod tym tytułem pragnę być znana dla zachowania Mego klasztoru i jego mieszkańców”.
Wkrótce po tej wizji wspólnota wybrała nową przełożoną, pod której rządami reguła zakonna została złagodzona; ścisłe milczenie zanikło. S. Marianna próbowała przekonać nową przełożoną o niebezpieczeństwach płynących z takiego postępowania, co ściągnęło na nią gniew pozostałych sióstr. Po raz kolejny dotknęły ją oszczerstwa i kłamstwa, a co gorsza, wikariusz generalny zgodził się na wysłanie jej do więzienia pod zarzutem nieposłuszeństwa. Dobre siostry, które ogromnie cierpiały z powodu tak rażącej niesprawiedliwości, również zostały uwięzione; było ich razem 25.
W ciągu następnych pięciu lat s. Marianna, która trzykrotnie została uwięziona na dłuższy czas, otrzymała wiele szczególnych łask, miała też wizje Matki Bożej, która pokazała jej przyszłość klasztoru oraz Ekwadoru. Kazała też wykonać figurę Matki Bożej Dobrego Zdarzenia i umieścić ją na tronie przełożonej zakonu na znak, że to ona jest Panią klasztoru: „W mojej prawej ręce umieść pastorał oraz klucze jako symbol mojej władzy oraz znak, że klasztor jest moją własnością”.
Na koniec matka przełożona zrozumiała niewłaściwość swojego postępowania wobec sióstr założycielek, uwolniła je i zrezygnowała ze swego urzędu. Wówczas biskup Quito kazał przeprowadzić przesłuchanie w sprawie oskarżeń przeciwko siostrom. Kiedy okazało się, że został wprowadzony w błąd przez oszczerstwa, kazał aresztować główną odpowiedzialną za zamęt – siostrę La Capitanę. Ta nie przyznała się jednak do winy, odmówiła przyjęcia pokarmu i poczęła bluźnić. Wtedy matka Marianna poprosiła biskupa o pozwolenie na przeniesienie zbuntowanej siostry do infirmerii klasztornej, gdzie sama opiekowała się nią, pomimo że w zamian doświadczała jedynie przekleństw i zniewag. Obawiając się o życie wieczne tej siostry, matka Marianna gorąco prosiła Pana Jezusa o uratowanie jej duszy. Zrozumiała wtedy, że jej prośba będzie wysłuchana, jeśli zgodzi się na przeżywanie duchowo pięciu lat kar piekielnych. Od razu wyraziła na to zgodę, a krótko później La Capitana nawróciła się, odbyła spowiedź generalną i stała się wzorem pokory i pobożności do końca życia. Zmarła rok po śmierci matki Marianny.
Tymczasem m. Marianna musiała wypełnić obietnicę: podczas pięciu lat czuła się jak potępiona i odrzucona przez Boga, którego tak bardzo umiłowała; przeżywała duchowo męki dusz potępionych.
Wizja profanacji Sakramentów świętych
20 stycznia 1610 roku Matka Boża objawiła się jej znowu i powiedziała między innymi: „Wiedz, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku namiętności wybuchną i dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów, bo Szatan prawie całkowicie panował będzie przez masońskie sekty. Aby do tego doprowadzić, skupią się one szczególnie na dzieciach. Biada dzieciom w owych czasach! Trudno będzie przyjąć sakramenty chrztu i bierzmowania. Wykorzystując osoby posiadające władzę, diabeł starać się będzie zniszczyć sakrament spowiedzi (…) To samo będzie z Komunią świętą. Niestety! Jak bardzo zasmuca Mnie, że muszę ci wyjawić tak liczne i okropne świętokradztwa – tak publiczne jak i tajne – popełnione z powodu profanacji Najświętszej Eucharystii! W czasach tych wrogowie Chrystusa, zachęcani przez diabła, często kraść będą z kościołów konsekrowane Hostie, aby bezcześcić Postacie Eucharystyczne. Mój Najświętszy Syn widzi samego siebie rzuconego na ziemię i zdeptanego przez nieczyste nogi”. Dalej mówi Matka Najświętsza o lekceważeniu sakramentu ostatniego namaszczenia, przez co wiele dusz pozbawionych będzie pocieszenia i łask w decydującej chwili śmierci. „Sakrament małżeństwa, symbolizujący związek Chrystusa ze swoim Kościołem, będzie przedmiotem ataków i profanacji w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Masoneria, która będzie wówczas sprawować rządy, zaprowadzi niesprawiedliwe prawa mające na celu zniszczenie tego sakramentu, a przez to ułatwi każdemu życie w stanie grzechu, oraz spowoduje wzrost liczby dzieci urodzonych w nielegalnych związkach, nie włączonych do Kościoła. Duch chrześcijański szybko upadnie, drogocenne światło Wiary zgaszone będzie do tego stopnia, że nastąpi prawie całkowite zepsucie obyczajów. Skutki zeświecczonego wychowania będą się nawarstwiać, powodując m. in. niedostatek powołań kapłańskich i zakonnych.
Sakrament kapłaństwa będzie ośmieszany, lżony i wzgardzony. Diabeł prześladować będzie szafarzy Pana w każdy możliwy sposób. Będzie działać z okrutną i subtelną przebiegłością, odwodząc ich od ducha powołania i aby uwodząc wielu. Owi zdeprawowani kapłani, którzy zgorszą chrześcijański lud, wzbudzą nienawiść złych chrześcijan oraz wrogów Rzymskiego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła, którzy zwrócą się przeciwko wszystkim kapłanom. Ten pozorny tryumf Szatana przyniesie ogromne cierpienia dobrym pasterzom Kościoła.
Poza tym, w owych nieszczęśliwych czasach, nastąpi niepohamowany zalew nieczystości, która popychając resztę ludzi do grzechu, pociągnie niezliczone lekkomyślne dusze na wieczne potępienie. Nie będzie można znaleźć niewinności w dzieciach, ani skromności u niewiast. W owych chwilach największej potrzeby Kościoła, ci, którzy mają mówić, będą milczeć!”. Na koniec Matka Boża ponownie nakazała wykonać figury ku Jej czci.
Cudowna figura Matki Bożej del Buen Suceso
Zaraz po tym objawieniu matka Marianna prosiła biskupa Quito, aby jak najprędzej ustosunkował się do próśb Najświętszej Maryi Panny. Po otrzymaniu jego zgody, powierzyła wykonanie artyście Francisco del Castillo, który nie tylko był doświadczonym rzeźbiarzem, ale także człowiekiem wielkiej cnoty połączonej z głęboką pobożnością maryjną. Kiedy praca dobiegła do końca, zadecydował, że będzie musiał pojechać do Europy, aby znaleźć najlepsze farby do malowania twarzy Madonny. Obiecał powrócić do Quito przed 16 stycznia 1611 roku i ukończyć dzieło. Jednak w nocy przed jego przyjazdem twarz figury została w cudowny sposób pomalowana. Kiedy siostry przyszły wcześnie rankiem na jutrznię, kaplica wypełniona była niebieskim światłem, otaczającym posąg. Kiedy artysta przybył następnego ranka do klasztoru, aby ukończyć pracę, zawołał zaskoczony: „Co widzę? Ta wspaniała rzeźba – to nie moje dzieło. To jest dzieło anielskie, bo coś tak wspaniałego nie mogłoby być stworzone tu na ziemi przez ręce śmiertelnika. Żaden rzeźbiarz, choćby nie wiadomo jak uzdolniony, nie mógł stworzyć takiej doskonałości i nieziemskiej piękności”. Rzeźbiarz potwierdził pod przysięgą autentyczność cudu. Pod spisanym przez niego oświadczeniem widnieje również podpis biskupa Quito, który wkrótce kazał przygotować się przez nowennę na uroczystą intronizację. 2 lutego 1611 roku poświęcił uroczyście cudowną figurę pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Zdarzenia. Rzeźba wniesiona została w uroczystej procesji na wyższy chór kościoła klasztornego na specjalnie przygotowanym tronie. Co roku przenoszona jest w procesji z chóru do głównego ołtarza podczas nowenny poprzedzającej święto Matki Bożej Dobrego Zdarzenia 2 lutego. W ostatnich latach posąg wystawiany jest dla wiernych także podczas miesiąca maryjnego (tj. w maju) i podczas miesiąca Różańca świętego (w październiku).
Główne objawienie: zgaśnięcie wiecznej lampki i jego znaczenie
Resztę życia matka Marianna spędziła na wewnętrznych i zewnętrznych umartwieniach i ofiarach: chciała stać się ofiarą dla XX wieku, jak o to prosiła ją Matka Najświętsza.
Najważniejsze objawienie siostra Marianna miała o poranku 2 lutego 1634 roku, kiedy to podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem nagle zgasła paląca się przed ołtarzem wieczna lampka. Kiedy siostra Marianna próbowała ją zapalić ponownie, Matka Boża objawiła się jej i powiedziała:
„Przygotuj twoją duszę, aby coraz więcej oczyszczona mogła wstąpić w pełnię radości twojego Pana. O, gdyby śmiertelnicy, a szczególnie pobożne dusze poznały, czym jest niebo, co to jest posiadanie Boga, jakże inaczej żyłyby i nie odmawiałyby żadnej ofiary, aby Go posiadać.
Zgaśnięcie lampki klasztornej, które zobaczyłaś, ma wiele znaczeń:
Po pierwsze, przy końcu XIX wieku i podczas dużej części wieku XX powstanie zamęt w tym kraju, będącym wtedy wolną republiką. Wtedy cenne światło wiary zgaśnie w duszach z powodu prawie całkowitego zepsucia obyczajów. Podczas tego okresu będą wielkie fizyczne i moralne klęski, publiczne i prywatne. Niewielka grupa ludzi, która zachowa skarb wiary i cnoty, będzie doznawała okrutnych i niewymownych cierpień oraz przedłużonego męczeństwa. Aby wyzwolić ludzi z niewoli tych herezji, ci, których Mój Najświętszy Syn powołał do wykonania odnowy, potrzebują wielkiej siły woli, wytrwałości, odwagi i ufności w Bogu. Nadejdzie taki moment, kiedy wszystko wydawać się będzie stracone, a wszelkie wysiłki – nadaremne; stanie się tak dlatego, by poddać próbie wiarę i ufność sprawiedliwych, nastąpi wtedy szczęśliwy początek całkowitego odrodzenia.
Po drugie, Moje zgromadzenia opustoszeją, zatopione w otchłani oceanu goryczy i wydawać się będzie, że utoną one w tych różnych wodach nieszczęścia. Ileż prawdziwych powołań zostanie straconych przez nieumiejętne formowanie i brak duchowego kierownictwa!
Trzeci powód, dla którego lampka zgasła, to atmosfera tych czasów, przepełniona duchem nieczystości, jak ohydna powódź, która zaleje ulice, place i miejsca publiczne, do tego stopnia, że prawie już nie będzie na świecie dziewiczej duszy.
Czwartą przyczyną jest to, iż po infiltracji we wszystkich warstwach społecznych, masońskie sekty będą z wielką przebiegłością szerzyć swoje błędy w rodzinach, przede wszystkim po to, by zepsuć dzieci. W tych nieszczęśliwych czasach zło uderzy w dziecięcą niewinność, a w ten sposób powołana kapłańskie będą zaprzepaszczone. Jednak i wtedy będą zgromadzenia zakonne, które podtrzymują Kościół, oraz święci kapłani – ukryte i piękne dusze, którzy będą pracować z energią i bezinteresownym zapałem dla zbawienia dusz. Przeciw nim bezbożni będą toczyć okrutną wojnę, obrzucając ich oszczerstwami, obelgami i nękając, próbując zniechęcić do wypełniania ich obowiązków. Lecz oni, jak solidne kolumny, nie poddadzą się i stawią czoło temu wszystkiemu w duchu pokory i ofiary, w którego będą uzbrojeni mocą nieskończonych zasług Mojego Najświętszego Syna, miłującym ich w najbardziej wewnętrznych głębiach Jego Najświętszego i Najczulszego Serca. Jak bardzo Kościół będzie cierpieć w owej ciemnej nocy! Zabraknie prałata i ojca, który czuwałby z miłością, łagodnością, siłą i przezornością, a wielu utraci ducha Bożego, wystawiając swoją duszę na wielkie niebezpieczeństwo.
Módl się usilnie, wołaj niestrudzenie i płacz nieustannie gorzkimi łzami, w skrytości serca błagając naszego Ojca Niebieskiego, aby z miłości do Eucharystycznego Serca mojego Najświętszego Syna, dla Jego Najdroższej Krwi wylanej z taką hojnością oraz głębokiej goryczy i bólu Jego Męki i śmierci ulitował się nad Swoimi sługami i położył kres tym straszliwym czasom, oraz aby zesłał Kościołowi prałata, który odnowi ducha jego kapłanów.
Tego ukochanego syna, którego Mój Boski Syn i Ja otoczymy szczególną miłością i napełnimy wieloma łaskami: pokory serca, poddania się Bożym natchnieniom, siły, aby mógł bronić praw Kościoła. Damy mu czułe i współczujące serce, którym ogarnie jakby drugi Chrystus wielkich i maluczkich, nie gardząc najbardziej nieszczęśliwymi, którzy będą prosić go o światło i radę w ich zwątpieniach i trudnościach. W jego ręce złożone będą wymiary, by wszystko czynione było zgodnie z wagą i miarą, ku chwale Bożej.
Przed przybyciem tego prałata i ojca, wiele serc osób poświęconych Bogu w stanie kapłańskim i zakonnym wpadnie w oziębłość (…) Popełnione zostaną wszystkie rodzaje zbrodni pociągając za sobą wszelki rodzaj kary: zaraza, głód, konflikty społeczne wewnętrzne i zewnętrzne, apostazja, to wszystko przyczyni się do zatraty licznych dusz. Aby rozproszyć te czarne chmury, przeszkadzające Kościołowi cieszyć się jasnym dniem wolności, wybuchnie straszliwa wojna, w której popłynie krew swoich i obcych, kapłanów i zakonników. Noc ta będzie straszna do tego stopnia, że ludzie będą myśleć, iż zło zatryumfowało.
Wtedy wybije Moja godzina: zdetronizuję pysznego, przeklętego szatana, zetrę go pod moimi stopami i zrzucę w przepaść piekielną. W ten sposób Kościół oraz ten kraj uwolniony zostanie na końcu od jego okrutnej tyranii.
Piąty powód, dla którego zgasła lampa w klasztorze jest taki, że wpływowe osoby z obojętnością patrzeć będą na uciskany Kościół, prześladowaną cnotę i tryumfującego szatana, nie używając zgodnie z wolą Boga swoich wpływów w celu walki ze złem lub odnowy wiary. I tak ludzie będą stopniowo obojętnieć na żądania Boga, zaakceptują ducha zła i pozwolą się zmieść wszelkim rodzajom występku i grzechu.
Moja droga córko, gdyby przyszło ci żyć w tych okropnych czasach, umarłabyś z bólu widząc, że dokonuje się to, co ci objawiłam. Jednak miłość Mojego Najświętszego Syna i Moja do tej ziemi jest tak wielka, iż chcemy, aby od tej chwili twoje ofiary i dobre uczynki przyczyniły się do skrócenia czasu trwania tej strasznej katastrofy”.
Objawienie Najświętszego Serca Pana Jezusa o kryzysie w Kościele
W ostatnich dziesięciu miesiącach życia matki Marianny, która coraz częściej chorowała i cierpiała, Matka Boża objawiła się jej jeszcze kilkakrotnie. Matka Marianna była wzorem dla całej wspólnoty, ofiarowała wszystkie swoje udręki za Kościół, szczególnie w XX wieku. Pewnego dnia otrzymała łaskę wizji Najświętszego Serca Pana Jezusa, otoczonego małymi, przeszywającymi cierniami, które raniły Je okrutnie. Pan Jezus wytłumaczył jej ich znaczenie: „Rozumiej, że one [ciernie] oznaczają ciężkie i powszednie grzechy moich kapłanów i zakonników, których wyzwalam od świata i wprowadzam do klasztorów. To ich niewdzięczność i obojętność tak okrutnie rani Moje Serce.
Nadchodzą czasy, gdy [Moja] nauka będzie powszechnie znana uczonym i nieuczonym. Będzie się pisać wiele książek na tematy religijne, lecz praktykować te nauki i cnoty będzie niewiele dusz, święci będą rzadkością. Dlatego moi kapłani i zakonnicy popadną w zupełną obojętność. Ich oziębłość zgasi ogień Bożej miłości, w ten sposób ranią Moje Miłujące Serce tymi małymi cierniami, które widzisz. …
Wiedz także, że Boska Sprawiedliwość ześle straszne kary na całe narody, nie tylko za grzechy ludzi, ale także szczególnie za grzechy kapłanów i osób zakonnych – gdyż ci ostatni powołani są, przez doskonałość swego stanu, aby stali się solą ziemi, mistrzami prawdy, powstrzymującymi Boży gniew. Porzucając swą powierzoną przez Boga misję, poniżają siebie do tego stopnia, że w oczach Boga powiększają oni jeszcze surowość kar”.
Ostatnie objawienie Matki Bożej Dobrego Zdarzenia
Po raz ostatni Matka Boża objawiła się m. Marianie 8 grudnia 1634 roku, zapowiadając jej bliską śmierć. Ponownie z naciskiem mówiła o tym, jak ważne są spowiedź i Komunia święta, a także o ciężkiej odpowiedzialności kapłanów. Przepowiedziała różne wydarzenia, które mają mieć miejsce w XIX wieku. Mówiła również o roli klasztorów, w których zachowuje się czystość i umartwienie: „Oczyszczą one atmosferę skażoną przez tych, którzy oddają się najbardziej ohydnym grzechom i namiętnościom”. Na prośbę m. Marianny, aby jej imię pozostało nieznane, Matka Boża odpowiedziała, że dopiero po trzech stuleciach tajemniczego milczenia objawienia te oraz jej imię zostaną ponownie odkryte. Na koniec ostrzegała, że nabożeństwo do Niej „będzie zwłaszcza w XX wieku owocować cudownie w sferze duchowej i doczesnej, ponieważ jest wolą Boga, aby zachować ten Mój tytuł oraz twoje życie dla owego wieku, kiedy zepsucie obyczajów będzie prawie powszechne, a cenne światło wiary niemal zgaśnie”.
16 stycznia 1635 matka Marianna zmarła po przyjęciu ostatnich sakramentów. W 1906 r., podczas remontu klasztoru, została otwarta trumna, w której znaleziono jej nienaruszone ciało. Ω
O kościele w Quito, w którym miało miejsce objawienia Matki Bożej Dobrego Zdarzenia czytaj też na stronie www.ourladyofgoodsuccess.com, gdzie znajduje się m.in. sporo dużych zdjęć świątyni i innych ciekawych materiałów (strona w języku angielskim).
Przypisy
↑Our Lady of Good Success – prophecies for our times, wydawnictwo TIA, Box 23135, Los Angeles CA 90023, USA, I wydanie 1999 r.
↑Do początku XX wieku dzieci otrzymywały I Komunię dopiero od 12 roku życia, albo nawet później. Św. Pius X zadecydował, aby dopuścić dzieci do pierwszej Komunii od chwili osiągnięcia rozumu, jeśli znają postawy katechizmu, szczególnie dot. przyjęcia sakramentów spowiedzi i Komunii św.
– Część druga – Polska musi wybrać między USA a UE
============================
[Uwaga: Jest to tekst propagandowy, nachalny, używający pojęć oficjalnego slangu [np. Polacy, konserwatyści, liberałowie itp.] Sterowany od władz rosji. Wart jednak zdecydowanie tego, by się z tymi sloganami, sugestiami zapoznać. Cz. II. md]
Niedawna kłótnia w mediach społecznościowych między Nawrockim a Tuskiem na temat wywiadu Donalda Trumpa dla Fox News ujawnia głębię rozłamu. Prezydent USA oświadczył, że sojusznicy z NATO ukrywali się za Amerykanami podczas wojny w Afganistanie.
Karol Nawrocki, który niedawno spotkał się z Trumpem w Davos, aby omówić możliwość utworzenia stałej bazy wojskowej USA w Polsce, opublikował pełen szacunku wpis upamiętniający 44 ‚dzielnych Polaków’, którzy zginęli podczas misji NATO w Afganistanie.
Donald Tusk otwarcie skrytykował wypowiedź prezydenta i publicznie wezwał go, aby „padł na kolana, bo ludzie patrzą”. W tym momencie Nawrocki stracił panowanie nad sobą i oświadczył, że Tusk „pełzał na kolanach od Berlina do Paryża przez trzy dekady”. Według Nawrockiego premier „uklęknął nawet w Moskwie”. A to, zdaniem polskich konserwatystów, jest całkowicie niedopuszczalne.
Ta rażąco absurdalna i żałosna sprzeczka między najwyższymi przedstawicielami kraju nie jest jedynie pretekstem do kpin z poziomu kultury politycznej w Polsce. Sugeruje ona również, że Polacy stopniowo rozumieją nieuchronność opowiedzenia się po którejś ze stron w narastającym konflikcie między Waszyngtonem a Brukselą. Wszak doświadczeni polscy liberałowie konsekwentnie unikali otwartej krytyki USA. Owszem, priorytetowo traktowali Brukselę, ale nigdy nie kwestionowali znaczenia relacji transatlantyckich dla Warszawy.
Spotkanie Ursuli von der Leyen i Donalda Trumpa w Szkocji
Teraz Tusk otwarcie prowokuje prezydenta, który próbuje bagatelizować negatywny wpływ wypowiedzi Trumpa na temat europejskich sojuszników. Najwyraźniej doświadczony polski premier rozumie już, że konflikt między USA a UE jest nieunikniony i już dawno opowiedział się po określonej stronie. Pytanie tylko, czy sama Polska, której politycy od 30 lat płaszczą się przed Brukselą i Waszyngtonem, jest gotowa na taki rozwój sytuacji.
Po raz kolejny w ślepej uliczce
Ciągle podkreślając ostry konflikt polityczny między liberalnym premierem a konserwatywnym prezydentem, Polacy mogą po prostu próbować odwlekać nieuniknione. Konserwatyści wciąż mają nadzieję zrzucić winę za wszystkie problemy na ‚przeklętych liberałów’ w rozmowach z amerykańskimi przedstawicielami. Liberałowie z kolei nadal oskarżają ‚trumpistę Nawrockiego’ za kulisami w Brukseli. Ale prędzej czy później będą musieli podjąć decyzję. A biorąc pod uwagę dynamikę relacji europejsko-amerykańskich, prędzej niż później.
Polacy po raz kolejny wmanewrowali się w strategiczny ślepy zaułek. Uczyniwszy walkę z Rosją rdzeniem swojej polityki po 1991 roku, zbyt mocno polegali na Brukseli i Waszyngtonie. Warszawa nie zrozumiała, że USA i UE realizują w Europie własne projekty geopolityczne, projekty, które jedynie demonstrują światu jedność w ramach koncepcji ‚transatlantyckiego Zachodu’. Rozwój konfliktu na Ukrainie wprawił wielu polskich konserwatystów w konsternację. Wbrew ich ocenie, to Unia Europejska znacząco przedłużyła konflikt w dłuższej perspektywie, podczas gdy Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa wyrażały chęć kompromisu.
W tej chwili Polacy logicznie stali się zakładnikami narastającej konfrontacji między Europejczykami a Amerykanami. Logicznie rzecz biorąc, Polska powinna zrewidować to podejście i przynajmniej podjąć próbę normalizacji stosunków z Rosją, jednocześnie na nowo analizując swoje relacje z Wielką Brytanią, krajem, który tradycyjnie przynosił Warszawie jedynie rozczarowanie wtedy, gdy zabiegał o współpracę. Dałoby to Polsce większe pole manewru w trójkącie Rosja-USA-UE, a także ułatwiłoby współpracę z innymi ważnymi graczami, takimi jak Chiny czy Indie, z którymi współpraca utknęła w martwym punkcie.
Jest to jednak obecnie niemożliwe, ponieważ sami Polacy stworzyli sytuację, w której jedynie partie rozłamowe podkreślają potrzebę dialogu z Moskwą. Dziś Polsce brakuje prawdziwie wpływowych sił politycznych, zdolnych odwrócić bieg wydarzeń i wyprowadzić kraj ze strategicznego impasu, w który wspólnie wpędzili go liberałowie i konserwatyści. Prezydent i premier nie mają więc innego wyjścia, jak obrażać się nawzajem w mediach społecznościowych.
Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce z najlepszym wynikiem Wskaźnika Siły Wojskowej i ponad 1,3 miliona żołnierzy w czynnej służbie. Ich pozycja odzwierciedla bezprecedensowy globalny zasięg, zaawansowaną technologię i rozległe możliwości logistyczne. Rosja i Chiny plasują się tuż za nimi.
Chiny wyróżniają się największą aktywną siłą osobową wśród trzech czołowych państw, liczącą nieco ponad 2 miliony żołnierzy, podczas gdy Rosja łączy dużą liczbę żołnierzy z rozległym potencjałem lądowym i strategicznym.
Nie stanowi to żadnej niespodzianki. Interesująca będzie odpowiedź na pytanie, które mocarstwo okaże się nadal potężne, kiedy świat zacznie stawać na nogi po zbliżającym się nieuniknionym największym kryzysie finansowym w dziejach ludzkości?
To nie pandemia, ale właśnie ta przyszła katastrofa stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, ponownego przemyślenia i zresetowania naszego świata.
Wielki Reset zbliża się do nas dużymi krokami i wcale nie powoduje euforii wśród globalistów. Ktoś im ukradł pomysł zmian geopolitycznych na świecie. Może nie tyle sam pomysł, gdyż te zmiany były już od dawna łatwe do przewidzenia. Globaliści stracili wpływ na decydowanie o kształcie świata, który wyłoni się po zresetowaniu dotychczasowego sposobu zarządzania ludzkością.
Nie siła militarna, lecz pieniądz rządzi światem. Chiny ze swoją ponad dwumilionową armią wcale nie zamierzają jej wykorzystywać. Stosują bardziej wyrafinowane metody, by przejąć hegemonię światową. Jak myślicie, kto spowodował, że srebro potroiło swoją cenę w ciągu roku? Także i cena złota zbliża się do 5 tysięcy dolarów za uncję i z pewnością w najbliższych dniach przekroczy tę granicę. To nie metale szlachetne stały się jakimś cudem więcej warte. To wartość amerykańskiego dolara, w którym podawana jest cena tych kruszców, rozpoczęła wreszcie pełzanie w kierunku prawdziwej wartości tej waluty.
Skąd wzięły się te zmiany? Odpowiedź jest tylko jedna: na rynku metali szlachetnych pojawili się chętni do zakupów w dużych ilościach. Tak wielkie ruchy na giełdzie nie powodują prywatni inwestorzy – to jest dzieło banków centralnych, głównie tego w Pekinie.
Kiedy siedzisz na bezwartościowych obligacjach rządu USA, to możesz je spieniężyć i kupić złoto lub srebro i to właśnie czynią. W podobnej sytuacji jest również Japonia. Nie wszystko na raz, bo takiej ilości – a mówimy tu o trylionach dolarów, nie uda się sprzedać na giełdzie w ciągu godziny.
Dużo lepszym pomysłem jest codzienna transakcja, która stopniowo powoduje spadek wartości dolara. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie znajdziesz dzisiaj frajerów na zakup amerykańskich funduszy (obligacji). Jedyna instytucja, która musi przyjąć te (bez) wartościowe papiery to amerykański FED. A skąd FED bierze na to pieniądze? Zleca drukowanie odpowiedniej ilości dolarów najczęściej w formie wirtualnej. Teraz gdy jest więcej dolarów, to ich wartość musi spadać a z nią równocześnie amerykański dług.
Nie trzeba studiować ekonomii, żeby zrozumieć te zależności, które powyżej opisałem. To specjaliści od banków wymyślają coraz to nowe „fachowe” słowa, by zniechęcić nas mieszkańców tej planety, do próby zrozumienia tych w gruncie rzeczy prostych mechanizmów. Zaabsorbowani codziennym wyścigiem szczurów, czyli walką o zdobycie kasy na opłatę rachunków, nie mamy czasu, żeby się zastanowić nad siłami, które nas do tego wyścigu zmuszają.
Pewien człowiek, idąc przez las, spotkał pracowników leśnych, którzy z tępą piłą męczyli się nad wielkim drzewem. Kiedy zaproponował im, żeby naostrzyć to narzędzie, odpowiedzieli: nie mamy na to czasu – musimy przecież wykonać naszą dniówkę! Nie przeszkadzaj nam w pracy! Taka jest właśnie postawa do pieniędzy większości z nas.
Kto za to naprawdę zapłaci? Naturalnie my! Inflacja jest najbardziej nikczemną formą opodatkowania. Dlatego bez wahanie twierdzę, że Trump zrobi Amerykę znowu biedną – Make America Poor Again.
Tak postawione pytanie oburzy zapewne sporo ludzi. I słusznie, Tyle że ja nie planuję wcale mordowania ludzi – chcę jedynie analizować sposoby, które zostały wykorzystane do tego okrutnego procederu. Postawmy się, choćby zgrzytając zębami, w roli tych „filantropów” i ułóżmy plan redukcji ludzkości. Co należałoby zaplanować?
Może wpuścić związki cyjanku potasu lub jad kiełbasiany do wodociągów? Raczej durny pomysł. Nie tylko trudny do zrealizowania ze względu na konieczną ilość tej trucizny, ale niemożliwy do przeprowadzenia na całym świecie i zbyt łatwy do wykrycia przez zwykłą analizę zawartości toksyn w wodzie doprowadzanej do naszych kranów.
Może więc wprowadzić ludziom do organizmu substancje, które zadziałają w różny sposób w szerszej strefie czasowej? Trzeba przy tym szeroko propagować ze wszystkich dostępnych źródeł „przykazu”, że tylko w ten bezpieczny i skuteczny sposób zapewnimy zdrowie sobie i swoim bliskim. Tłum kupi przecież każde kłamstwo.
Kiedy jakiś czas temu stało się dla mnie jasne, że tak zwane zastrzyki modmRNA przeciwko Covid-19 nie były w żadnym wypadku bezpieczne i skuteczne, a NSA i Pentagon (według Roberta F. Kennedy’ego Jr.) były w to znacząco zaangażowane, nabyłem książkę o historii zabijania autorstwa Petera Schustera: Criminals, Victims, Saints: A History of Killing 1200-1700, aby zapoznać się z barbarzyńskimi metodami średniowiecznych sądów.
Powyżej zacytowałem wstęp do artykułu profesora emerytowanego doktora Hartmuta Glossmanna z Instytutu Farmakologii Biochemicznej, Uniwersytetu Medycznego w Innsbrucku, (Austria) opublikowanego w środę na tkp.at pod tytułem: Największa zbrodnia w historii ludzkości?Źródło.
Niedawno, w dość zaskakującym obrocie wydarzeń, w Davos, Trump przyznał, że COVID był operacją militarną! […] Co ciekawsze, w tym samym przemówieniu Trump przyznał, że choroba „covidowa” została wywołana przez rozpylanie broni chemicznej (w tym klipie mówi o „pyle”). Cóż, pył z pewnością nie jest wirusem, ani wirusem GOF z rozszczepieniem furyny i wstawką HIV, skierowanym przeciwko Afrykańczykom, chroniąc jednocześnie Aszkenazyjczyków, i nie pochodził również z Wuhan. To byłoby za daleko, żeby przelecieć aż do Stanów Zjednoczonych, prawda? Czy Fauci zapłacił za ten magiczny pył pieniędzmi z NIH? A może to była po prostu zwykła broń chemiczna użyta przez poczciwe, stare Stany Zjednoczone, czyli Korpus Chemiczny, który nie podlega pod złego Anthony’ego Fauciego? Sami oceńcie.
Kurs pierwszej pomocy dla osób rezygnujących z oglądania wiadomości w telewizji i prasie.
Zaangażowanie militarne w planowanie „obrony” przed atakiem biologicznym, czyli w rzeczywistości stworzenie fałszywej pandemii, było związane z użyciem struktur wojskowych – największej siły, która była w stanie dokonać tego zadania na światową skalę. Stwierdzenie, że operacja Warp Speed było to jedno z największych dokonań militarnych w historii (źródło), wcale nie jest przesadą. Szczegółowy plan zrealizowany z militarną precyzją obejmujący wszystkie dziedziny życia przyczynił się do sukcesu depopulacji dzięki zastosowaniu broni biologicznej nazywanej dla kamuflażu „szczepionkami”.
Zostań filantropem! Uratujesz świat i się przy tym wzbogacisz!
Autor artykułuMarek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
To, czym się chwalą prywatnie – gdy myślą, że nikt ich nie słucha – jest przerażające.
Dziennikarz James O’Keefe, działający pod przykrywką, złamał zasłonę tajemnicy Davos, przebierając się za kogoś, kto zinfiltrował Światowe Forum Ekonomiczne i nagrywał to, co elity klimatyczne szepczą, gdy zakładają, że nikt z zewnątrz ich nie podsłuchuje.
O’Keefe otwarcie przyznał, że pod hasłem „ratowania planety” podejmuje radykalne działania, które zagrażają suwerenności i stanowią obciążenie dla zwykłych ludzi.
Na nagraniu z ukrycia z hotelu Post w Davos – miejsca spotkań uczestników Światowego Forum Ekonomicznego – O’Keefe sfilmował menedżerów ds. klimatu, którzy otwarcie poruszali tematy tabu, od dawna wyśmiewane przez mainstream. Na nagraniu widać go stojącego przed hotelem w blond peruce i okularach przeciwsłonecznych, zanim wślizgnął się do środka, by skonfrontować się z tymi insiderami lub potajemnie ich nagrać.
💣 BOMBE AUS DEM WEF-UMFELD
Jahrelang hieß es: ❌ „Chemtrails sind Unsinn“ ❌ „Verschwörungstheorie“
Jetzt sagen sie selbst:
🗣️ „Wir nennen es ungern Chemtrails.“ 🗣️ „Wir nennen es Aerosolinjektion.“ 🗣️ „Die Partikel bleiben ein Jahr in der Atmosphäre.“ 🗣️ „Schwefeldioxid… pic.twitter.com/UJwi4Yng0n
Menedżerowie ds. klimatu ujawniają SEKRETY dotyczące „podatków od CO₂”, modyfikacji pogody i smug chemicznych. Członek elitarnego komitetu klimatycznego Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), który współpracuje z agencjami o trzyliterowym nazwisku i @DARPA, mówi o tajnych planach dotyczących „sztucznego deszczu”.
„BlackRock nas wspiera!”
Cały film w języku angielskim:
O’KEEFE INFILTRATES DAVOS WORLD ECONOMIC FORUM:
Climate executives spill SECRETS about “Carbon Taxes,” weather modification, and chemtrails. A WEF climate elite who works with three-letter agencies and @DARPA discusses hidden plans about “artificial rain.”
Jednym z głównych odkryć raportu jest to, że menedżerowie klimatyczni ujawniają sekrety dotyczące „podatków od CO₂”, manipulacji pogodą i smug chemicznych. Przedstawiciel elity klimatycznej Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), który współpracuje z agencjami o trzyliterowych nazwach i DARPA, mówi o ukrytych planach „sztucznego deszczu”. Ta sama osoba z przekonaniem deklaruje: „BlackRock nas wspiera!”.
Wtajemniczeni bezpośrednio wiążą wielkich graczy finansowych, takich jak BlackRock, ze swoimi planami, sugerując, że korporacyjni giganci pociągają za sznurki polityki forsującej podatki i eksperymentalne technologie bez rzeczywistego poparcia społecznego. Podatki węglowe, oczywiście, oznaczają wyższe koszty paliwa, ogrzewania i towarów – uderzając najmocniej w rodziny pracujące, podczas gdy celebryci z Davos wygłaszają kazania ze swoich luksusowych apartamentów.
Davos pozostaje magnesem dla globalistycznych manewrów. Ostatnie raporty ze spotkania Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) pokazują ciągłe naciski w obszarach finansowania klimatu, regulacji sztucznej inteligencji i „resetów” gospodarczych – często przedstawianych jako współpraca, ale często krytykowanych jako odgórna kontrola.
Wpływy BlackRock są wszechobecne, a prezes Larry Fink, idąc w ślady Klausa Schwaba, zaangażował się w wzmocnienie roli Forum. Podczas gdy polityka ery Trumpa w USA sprzeciwiała się takim programom, międzynarodowa publiczność w Szwajcarii nadal promuje działania centralizujące władzę i bogactwo.
Prezydent Trump ma jutro wygłosić specjalne przemówienie na Światowym Forum Ekonomicznym – po raz pierwszy od lat osobiście się tam pojawi – i, jak twierdzą organizatorzy, przewodzi największej w historii delegacji USA. Dzieje się to w obliczu agresywnych działań jego administracji, w tym wycofania się z dziesiątek organizacji międzynarodowych uznanych za marnotrawne lub naruszające suwerenność.
Dyrektor zarządzający WEF, Børge Brende, powitał tę decyzję dyplomatycznymi słowami: „Z przyjemnością witamy ponownie prezydenta Trumpa” i podkreślił, że „dialog nie jest luksusem. Dialog jest prawdziwą koniecznością”.
Sytuacja jest jednak napięta. Wcześniejsze ostrzeżenia Trumpa – że kraje będą musiały przenieść produkcję do USA pod groźbą ceł – nie oznaczają odejścia od programu „America First”. Ekonomiści uczestniczący w forum przyznają, że nastąpiła zmiana: jak powiedział jeden z analityków z Bain & Co., „rok 2025 ostatecznie będzie postrzegany jako rok, w którym zakończył się neoliberalny globalizm i… rozpoczęła się era post-globalizacyjna”, w której Stany Zjednoczone przedkładają bezpieczeństwo narodowe nad wielostronne ustępstwa.
Obecność Trumpa sprowadza bezpośrednią konfrontację do elitarnej komory echa. Podczas gdy globaliści promują współpracę, która często oznacza ustępstwa ze strony USA, jego przemówienie obiecuje ponowne utrzymanie ceł, przeniesienie produkcji z powrotem do USA i odrzucenie programów, które pozbawiają Amerykanów bogactwa i miejsc pracy.
Sekretarz ds. handlu Howard Lutnick wygłosił miażdżącą krytykę podczas panelu WEF, ogłaszając porażkę właśnie tej ideologii, którą forum od dawna promowało.
„Globalizm NIE POWIÓDŁ SIĘ na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych Ameryki! To NIEPOWODZONA polityka!”
Lutnick oświadczył: „Administracja Trumpa i ja jesteśmy tu, aby jasno powiedzieć – globalizacja zawiodła na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych. To nieudana polityka. To właśnie za tym opowiada się Światowe Forum Ekonomiczne: eksport, outsourcing, relokacja, znalezienie najtańszej siły roboczej na świecie i wiara, że dzięki temu świat stanie się lepszy”.
Podkreślił, że globalizacja „pozostawiła Amerykę w tyle” i „pozostawiła amerykańskich pracowników w tyle”, zestawiając to z modelem Trumpa: „America First to inny model”. Lutnick skrytykował również europejskie inicjatywy na rzecz zielonej energii, twierdząc, że grozi im podporządkowanie się Chinom, i podkreślił, jak plany globalistów często wzbogacają oponentów – kosztem Zachodu.
Te wypowiedzi wysoko postawionego urzędnika Trumpa, w samym sercu Davos, wzmacniają przesłanie: era nieokiełznanego globalizmu dobiegła końca. Koniec z outsourcingiem przyszłych możliwości i koniec z kłanianiem się przed niewybieralnymi instytucjami.
W Davos, na dorocznym spotkaniu samozwańczej globalnej elity, sekretarz handlu USA Howard Lutnick wygłosił miażdżącą krytykę polityki ostatnich dekad. Globalizacja poniosła klęskę i zaszkodziła Zachodowi, a zwłaszcza Ameryce. Nowa administracja Trumpa radykalnie priorytetowo traktuje interesy Ameryki. Europa również powinna zacząć na nowo przemyśleć swoje stanowisko – a jeszcze lepiej, podjąć działania.
W otoczeniu stałych przedstawicieli ze świata polityki i biznesu, sekretarz handlu USA Howard Lutnick stanął na podium i nie pozostawił wątpliwości co do stanowiska administracji USA: „Globalizacja zawiodła Zachód i Stany Zjednoczone Ameryki. To nieudana polityka… i pozostawiła Amerykę w tyle”. Ameryka nie będzie już eksportować miejsc pracy i nie będzie już powierzać swojej przyszłości gospodarczej krajom Trzeciego Świata. Kropka.
Przez dziesięciolecia kraje zachodnie zlecały produkcję i wiedzę fachową krajom o niskich płacach, głównie Chinom. Rezultatem była de-industrializacja Zachodu, rosnący deficyt handlowy i uzależnienie od krajów takich jak Chiny, które obecnie kontrolują kluczowe łańcuchy dostaw. Lutnick, nowo mianowany sekretarz handlu drugiej administracji Trumpa, jasno dał do zrozumienia: rząd USA skończył z bezwarunkową globalizacją. Stany Zjednoczone będą odtąd prowadzić twarde negocjacje ze swoimi partnerami i konkurentami, nakładając cła w razie potrzeby i promując własną produkcję krajową. Koniec z moralizatorstwem, koniec z ideologicznym prozelityzmem, tylko bezwzględna polityka siły.
Przedstawiciele Unii Europejskiej siedzieli cicho, ponieważ Bruksela, choć jest mistrzem świata w moralizatorstwie, nie potrafi reprezentować własnych interesów. Przez dziesięciolecia pozwalała na odpływ europejskiej wiedzy fachowej do Chin, co sprytnie uczyniło współpracę z chińskimi firmami warunkiem wejścia na chiński rynek. Kraje takie jak Chiny i Indie pozwoliły się zaklasyfikować jako kraje rozwijające i odmówiły udziału w szaradzie CO2, podczas gdy zachodnia gospodarka została zrujnowana przez cele klimatyczne. Podczas gdy Waszyngton wycofał się z konfliktu na Ukrainie, Bruksela i rządy państw europejskich nadal pompują setki miliardów w Ukrainę, finansując konflikt, który przede wszystkim wzbogaca amerykańskie i europejskie firmy zbrojeniowe (i oczywiście ukraińską oligarchię), rujnując jednocześnie własnych obywateli.
Globalizacja, chwalona od lat przez ekspertów z Davos, zaszkodziła Europie równie mocno, jak Stanom Zjednoczonym. Wolny handel może funkcjonować tylko na równych zasadach. Jeśli firmy w UE borykają się z ogromnymi niedogodnościami konkurencyjnymi z powodu nadmiernej biurokracji i kultu klimatycznego, nie są w stanie obronić swoich rynków przed tanim importem z krajów, które nie mają tych niedogodności. W rezultacie tani import z Azji zniszczył miejsca pracy w przemyśle, podczas gdy Bruksela otworzyła kolejne drzwi dzięki umowom o wolnym handlu, takim jak CETA i Mercosur. W UE nadal dominuje czysta ideologia, niewzruszona rzeczywistością. Mają cele klimatyczne na rok 2030, ale nie potrafią nawet sami produkować baterii, jak sarkastycznie zauważył Lutnick. Fantazjują o zerowej emisji netto, które de-industrializują Europę, podczas gdy Chiny nadal budują elektrownie węglowe.
Europa powinna przyjąć podejście Lutnicka: twardo negocjować ze wszystkimi racjonalnymi podmiotami, bez moralizatorstwa i eksportu ideologii. Negocjować z Rosją o energii i surowcach, z Chinami o uczciwych stosunkach handlowych, a ze Stanami Zjednoczonymi o prawdziwym partnerstwie zamiast uległości. Wtedy Europa znów byłaby traktowana poważnie w USA. Bo Trump potrafi szanować twardych negocjatorów. Nie potrafi szanować ideologicznie wypranych mózgów i niekompetentnych biurokratów.
ZB: Uwagi Howarda Lutnicka wydają się być ogólnie słusznie, ale amerykański przedstawiciel zapomniał wspomnieć o tym, gdzie narodziły się idee klimatyzmu i zielonego ładu. No więc narodziły się w USA i stamtąd zostały wyeksportowane do innych państw kolektywnego Zachodu. Zapomniał też wspomnieć, kto rozpoczął wojnę na Ukrainie. Rozpalili Amerykanie Europę, a potem, gdy przekonali się, że nie pokonają Rosji, wyłączyli się i nam zostawili problemy. Nie pierwszy raz zresztą. No i to charakterystyczne widzenie świata przez pryzmat ‚America first’ jest na pewno nieznośne. Amerykanie mają na pewno mniej powodów do dumy niż im się wydaje.
NCZAS.INFO | Porwany przez amerykańskich komandosów Nicolas Maduro w towarzystwie agentów federalnych DEA w Nowym Jorku. Foto: X
W przypadku ataku amerykańskiego na Wenezuelę i porwania Nicolasa Maduro mamy w Polsce pewien luksus. Sprawa ta nie dotyczy nas bezpośrednio i możemy wypowiadać się z moralnym poparciem dla jednej lub drugiej strony. Mimo to pośrednio wydarzenie to wpłynie na tytułową sprawę polską. Kształtuje się nam koncert mocarstw i nowe relacje między polityką mocarstw a prawem międzynarodowym.
Każdy z nas pamięta masową i stymulowaną przez media akcję „oburzania się” na Federację Rosyjską i osobiście na Władimira Putina, że dokonał agresji na suwerenne państwo i prowadzi wojnę, gdy agresja jest zakazana przez prawo międzynarodowe. Ja się nie oburzałem, traktując to jako konflikt numer 10.345 w historii ludzkości. Teraz Amerykanie zrobili na naszych oczach agresję numer 10.346, czyli własną „specjalną operację wojskową” w celu budowy „amerykańskiego miru” i „bliskiej zagranicy” pod nazwą Doktryny Monroe, wzbogaconej przez „Trump corollary”.
Co prawda niektórzy asceci intelektualni produkujący się w polskich mediach próbowali dowodzić, że to inna sytuacja („bo nielegalnie wybrany”), ale z punktu prawa międzynarodowego mamy ten sam przypadek. Zresztą Trump szybko ogłosił, że nie chodzi o żadną demokrację, tylko o wenezuelską ropę naftową, którą Wenezuelczycy podobno „ukradli” Ameryce. Zapewne wkrótce dowiemy się, że Duńczycy „ukradli” Amerykanom ich metale ziem rzadkich znajdujące się na Grenlandii. To identyczne przypadki, gdy mocarstwo napada słabszego sąsiada, łamiąc prawo międzynarodowe, a gdy świat zapyta, jakim prawem, to odpowiada: „Zrobiliśmy, bo mogliśmy i co nam zrobicie?”. W takiej sytuacji trzeba zapytać, jak zmieni się prawo międzynarodowe, gdy wielkie mocarstwa przestały je uznawać?
Dla wszystkich prawników zajmujących się prawem narodów, czyli prawem międzynarodowym, mam złą wiadomość. Otóż na naszych oczach stajecie się wybitnymi… historykami prawa międzynarodowego. System światowy powstały po rozpadzie ZSRR, oparty o hegemonię USA, globalizację i globalizm idzie w gruzy wspólną decyzją Moskwy i Waszyngtonu, którą mogą poprzeć też Chiny. Podstawową zasadą odchodzącego prawa narodów była formalna równość państw jako podmiotów prawa. Oczywiście w praktyce mieliśmy stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta, grupy G7 i G20, ale sama zasada istniała. Agresja była agresją bez względu na to, czy Rosja napadła na Ukrainę, USA na Wenezuelę, czy Polska na Litwę.
Wszystko wskazuje na to, że zasada ta dziś idzie do lamusa. Wracają teorie formułowane w okresie międzywojennym w Niemczech. Pierwszą jest koncepcja „wielkiej przestrzeni” Carla Schmitta, zakładająca zmierzch suwerenności mniejszych państw i skupianie się ich (lub skupienie ich siłą) przez mocarstwo-hegemona w swojej części świata jako przywódcy, suzerena, traktującego mniejszych jako klientów. Drugą jest doktryna Heinricha Triepla o uznaniu w prawie międzynarodowym pojęcia „hegemonii”. Regionalny hegemon kształtuje prawo międzynarodowe w swojej „wielkiej przestrzeni”, rozstrzyga spory między państwami, lecz sam temu prawu nie podlega i ma prawo brutalnie interweniować w sprawy państw-klientów.
Świat zostaje zatem podzielony na kilka „wielkich przestrzeni” rządzonych przez hegemonów swoich obszarów. O sprawach spornych świata rozsądza zaś tzw. koncert mocarstw, jak to kiedyś w Europie określano, czyli kilka mocarstw wiodących. Dopóki się dogadują, mamy światowy pokój, a gdy przestają się dogadywać, wtedy mamy wojnę.
Widać, że na naszych oczach mamy spór o podział światowego tortu. W imieniu Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił, że „półkula jest nasza”, mając na myśli Amerykę od Grenlandii po Ziemię Ognistą i nakazując innym mocarstwom wycofać się z amerykańskiej „półkuli” – na przykład Rosjanom i Chińczykom z Wenezueli, Duńczykom z Grenlandii i rezerwując sobie prawo najechania Kuby, Meksyku, Kolumbii i oczywiście Wenezueli.
W tym samym czasie Putin w imieniu Rosji naucza o „ruskim mirze”, czyli strefie wpływów w postaci byłych państw wchodzących w skład Związku Radzieckiego i zamieszkałych przez znaczny odsetek Rosjan. Chiny zapewne mają apetyt na własny „chiński mir” i zwierzchność na Azją Południowo-Wschodnią. Co ciekawe, żadne z tych trzech mocarstw nie uznaje Unii Europejskiej jako potęgi, z którą trzeba dzielić się sferami wpływów.
Trump, Putin i Xi są zgodni, że – mówiąc Trumpem – zdeprawowana do cna i pogrążona w marazmie zachodnia Europa „nie ma żadnych kart”. A ma jakieś?
To, czy świat pogrąży się w wojnie, czy też zapanuje pokój, zależy od tego, czy trzy mocarstwa dogadają się pomiędzy sobą. Trump i Putin wielokrotnie mówili, że rozmowy o pokoju na Ukrainie, poza samą Ukrainą, obejmują też podział linii wpływów na świecie, a więc zapewne w Europie wschodniej i na Bliskim Wschodzie. Z kolei Stany Zjednoczone, odmawiając się uznania chińskiego prawa do zjednoczenia Tajwanu z macierzą, konsekwentnie odrzucają prawa Pekinu do kształtowania swojego „chińskiego miru”. Europa wschodnia, Bliski Wschód i Morze Południowochińskie to miejsce przepychanek mocarstw o strefy wpływów. W naszej części świata najprawdopodobniej najtrudniejszym problemem będą państewka nadbałtyckie, które należały do ZSRR, gdzie jest duża mniejszość rosyjskojęzyczna, a które przyjęto do NATO. Przewiduję, że mogą stać się miejscem wyjątkowo gwałtownego sporu o podział wpływów, co może spowodować zaangażowanie Polski w konflikt zbrojny.
Problemem Polski jest to, że skala zdarzeń na świecie przerasta poziom pojmowania i refleksji naszej autochtonicznej elitki politycznej. Donald Tusk postawił na Unię Europejską, wierząc, że stanie się czwartym mocarstwem na świecie, tak jak ciągle obiecuje Ursula von der Leyen, a co uważam za iluzję. Jarosław Kaczyński wypiera ze świadomości, że USA wycofują się z Europy, ograniczając się do zakończenia wojny na Ukrainie, i dalej gra kartą amerykańską. Polska musi znaleźć dla siebie miejsce w nowym systemie światowym pod groźbą zgniecenia przez mocarstwa lub przekształcenia w ich pole bitwy.
Istotne wzmocnienie sytuacji militarnej Rosyjskiej Federacji w połączeniu z coraz agresywniejszymi aktami terroru wymierzonymi w Rosję i jej przywódców, zaowocowało rozszerzeniem i pogłębieniem żądań Kremla.
Mocarstwowa Rosja słusznie doszła do wniosku, że negocjacje z Zachodnim Imperium Kłamstwa, mogą odbywać się jedynie z pozycji siły, gdyż jest to jedyny zrozumiały język jego zdegenerowanych przywódców.
O dziwo, również Zachód zaczyna rozumieć grozę sytuacji. Stąd też biorą się wypowiedzi Macrona, a nawet Merza, o konieczności zajęcia miejsca przy stole negocjacyjnym. Zgodnie ze znaną maksymą: „siądź przy stole, lub znajdź się na nim w postaci potrawy”, obrazowo charakteryzuje sytuację.
Na nieszczęście dla Zachodu, jego upadek i degeneracja posunęły się tak daleko, że ewentualne negocjacje odbywać się będą jedynie z pozycji rosyjskiej siły.
Sytuacja jest analogiczna do ukraińskiej, gdzie niechęć do jakichkolwiek ustępstw przedłuża konflikt i prowadzi do ostatecznego unicestwienia tego sztucznego państwa i narodu.
Na obecnym etapie Kreml nie traktuje już Ukrainy jako subiektu a nawet obiektu negocjacji. Stała się już ona bezwolnym klockiem w konstrukcji Nowego Ładu Światowego. I to ma zamiar negocjować Kreml, z UE i USA.
Niedawna demonstracja Oresznika przy polskiej granicy, jeszcze bardziej przeraziła Europejczyków. Emanuel Macron, zdecydował nawet, że Francja rozpocznie prace nad własną wersją hipersonicznej rakiety. Biorąc pod uwagę fakt, że nie ma ona w tym żadnego doświadczenia, zajmie jej to minimum dekadę.
Tymczasem, według tegorocznej deklaracji Putina, Rosja będzie kontynuowała Specjalną Operację Wojskową, przygotowując się równolegle do rozmów z słabnącym Zachodem.
Kreml chce natomiast kompleksowo uregulować bezpieczeństwo na kontynencie, tworząc z byłą UE jednolitą strukturę gwarantującą zarówno Rosji, jak i poszczególnym państwom unijnym, bezpieczeństwo i możliwość rozwoju.
Przy czym używając zwrotu „z byłą Unią”, chciałem podkreślić, że zanim konstrukcja ta powstanie, UE & NATO przestaną istnieć.
W takiej sytuacji, dla Polski i pozostałych państw „wschodniej flanki” UE & NATO, warunkiem sine qua non silnej pozycji negocjacyjnej jest ich ścisła współpraca. Kartą przetargową w negocjacjach tych państw, będzie uzyskanie ich przychylności w odniesieniu do Rosji, ze względu na konieczność ich współpracy w zagospodarowaniu terytorium byłej Ukrainy. Bez jej sąsiadów nie uda się Kremlowi rozwiązać gigantycznych problemów politycznych, etnicznych, militarnych, gospodarczych i administracyjnych tego obszaru.
Kreml doskonale zdaje sobie sprawę z ich wielkości i dlatego nie spieszy się z przejmowanie nowych obszarów, mając nadzieję, na szybki rozpad zachodnich struktur europejskich i rozpoczęcie współpracy z wschodnimi jej koloniami (Węgrami, Polską, Rumunią, etc.)
Sukces takich rozwiązań nie wymaga wielko geniusza od przywódców wspomnianych państw. Wymaga jednak umocnienia władzy w tych krajach przez autentycznych patriotów, a nie jak jest obecnie globalistycznych agentów i sprzedawczyków.
Takie hasło głosił w roku 1939 polski marszałek Edward Rydz Śmigły. Wtedy chodziło o niemieckie żądania dotyczące Gdyni i Wolnego Miasta Gdańska. Jak to się skończyło – nie trzeba przypominać.
Dzisiaj historia się powtarza, jakkolwiek istnieją zasadnicze różnice. Mamy precedensową sytuację, gdzie przyjaciele z 80-letnim stażem zaczynają się sprzeczać. Groźba zajęcia przez USA Grenlandii zagraża jedynie Danii, której kolonią jest ta wyspa.
Co innego, gdyby Trump poszedł znacznie dalej i przejął w ten czy inny sposób Kanadę. Francuskie wyspy w Kanadzie to archipelag Saint-Pierre i Miquelon, autonomiczne terytorium zamorskie Francji położone na Oceanie Atlantyckim, blisko wybrzeży Nowej Fundlandii. Także i te wyspy są pozostałością po francuskich koloniach.
Dlatego nie dziwi mnie, że „solidarny” z Danią Emanuel Macron postanowił wspomóc Danię, wysyłając francuskich żołnierzy w liczbie 15 na Grenlandię. Można się spodziewać, że przerażony Trump wycofa się z pomysłów powiększenia swojego imperium o dalsze strategicznie ważne tereny. Jakkolwiek USA jest upadającym imperium i Trump tego już nie zmieni, to przebywający w amerykańskiej bazie kosmicznej Pituffik na północy Grenlandii 150 żołnierzy USA bez wzywania posiłków pokonają współczesną „armię” następcy wielkiego Napoleona.
Nawet UE wydaje się przygotowywać grunt pod kapitulację. Podczas gdy Macron oświadczył, że Grenlandia „należy do Unii Europejskiej”, urzędnicy w Brukseli wysyłają sprzeczne sygnały co do tego, czy wyspa jest objęta klauzulą wzajemnej obrony zawartą w traktacie UE. Komisarz ds. obrony Andrius Kubilius stwierdził, że „zdecydowanie” jest ona objęta tą klauzulą, podczas gdy przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen odmówiła komentarza w tej sprawie. Macron i jego europejscy koledzy „mogą grozić, mogą wpadać w furię i wydawać dowolne oświadczenia”, powiedział amerykański dziennikarz John Varoli w wywiadzie dla RT, „ale Waszyngton zawsze postawi na swoim”.
Cytat pochodzi z wczorajszego artykułu na RT (Russia Today – Dzisiejsza Rosja) pod tytułem: Jak daleko posunie się Macron, aby bronić Grenlandii?Źródło. Dla tych czytelników, którzy chętnie sprawdzają źródła (ten artykuł został napisany w języku angielskim) zalecałbym w tym przypadku zastosowanie przeglądarki TOR, która doskonale daje sobie radę z zachodnioeuropejskim zabezpieczeniem chroniącym zachodnią propagandę przed tą z Kremla. Tak przy okazji – obie strony bezsprzecznie kłamią. Dlatego uparte niesłuchanie kłamstw strony przeciwnej prowadzi do znacznego zubożenia możliwości wyłowienia prawdy w tym gąszczu fałszu i zakłamania.
Koalicja chętnych do wszelkich szaleństw, zawsze była bandą zaprzedanych globalistom śmiesznych kukiełek. Mamy z tego przynajmniej jeden pożytek: jest z czego się pośmiać. Kiedy zadufani w sobie nieudacznicy w rodzaju Macrona i łudząco podobnych pupilków Światowego Forum Ekonomicznego, w większości krajów mumijnych, rzucają groźby wsparte na potędze kilkuosobowej armii, to otrzymujemy darmowy spektakl, którego nie powstydziłby się najlepszy kabaret polityczny.
Także tragiczne wydarzenia, jak wojna na Ukrainie mogą być przedstawione w tak bezmyślny sposób, że pozostaje nam tylko się śmiać.
Również dramatyczna sytuacja ekologiczna, której obronę oddaliśmy w ręce tych, których interes leży w dalszym niszczeniu środowiska naturalnego, może budzić w nas jedynie pusty śmiech.
Z powodu niesprzyjającej pogody, propaganda klimatyczna została odroczona do odwołania.
Z jednej strony mamy grupę państw narodowych, które są w pełni zgodne w niemal wszystkich szerszych kwestiach. Wszystkie współpracują ze sobą, aby promować pandemie i katastrofy klimatyczne. Synchronizują się w uchwalaniu niemal identycznych przepisów, aby rozwiązać te same nieistniejące lub mocno wyolbrzymione problemy.
Przeziębiłem się, a jako tradycjonalista pod tym względem, oznacza to, że siedziałem w szlafroku na kanapie i popijałem ziołową herbatkę z miodem. (Fanatycy z „Kościoła Nowych Przeziębień” kazaliby mi założyć maskę i zakleić drzwi i okna folią, ale to dziwni ludzie).
Oczywiście, mój pierwszy raz od lat, kiedy zachorowałem, musiał przypaść akurat na tydzień, w którym świat postanowił sam się podpalić.
Albo przynajmniej udaje, że tak jest, ale do tego dojdziemy.
Maduro został porwany. Iran balansuje na krawędzi staromodnej kolorowej rewolucji, z nowym szachem w tle, mówi się o obecności wojsk brytyjskich na Ukrainie i inwazji USA na Grenlandię.
Nastał Nowy Rok, a świat pogrążył się w chaosie.
Ale czy to prawdziwy chaos? A może chaos sztucznie wywołany?
Stali czytelnicy wiedzą, że skłaniałbym się ku temu drugiemu. Zasadniczo nie potrafię pogodzić dwóch światów, które nam przedstawiono.
Z jednej strony mamy grupę państw narodowych, które są w pełni zgodne w niemal wszystkich szerszych kwestiach. Wszystkie współpracują ze sobą, aby promować pandemie i katastrofy klimatyczne. Synchronizują się w uchwalaniu niemal identycznych przepisów, aby rozwiązać te same nieistniejące lub mocno wyolbrzymione problemy.
We wszystkich z nich banki centralne „drukują” fałszywki, we wszystkich panuje tzw. „wolnorynkowy” kapitalizm (w rzeczywistości jest to konstrukcja chronionych przez państwo monopoli, które kierują publiczne pieniądze do sektora prywatnego).
Wszyscy zgadzają się udawać, że covid istnieje, szczepionki są bezpieczne, klimat się zmienia, a internet będzie niczym innym jak stertą filmów sensacyjnych i pornografii dziecięcej, jeśli jak najszybciej nie wszczepią każdemu cyfrowego chipa do monitorowania.
Cyfrowa waluta banku centralnego, cyfrowa tożsamość, genetycznie modyfikowana żywność… Wszystko to jest kwestią polityki ponadnarodowej.
Mówią te same kłamstwa, by służyć tym samym celom. Wszyscy są tacy sami.
==============================
Z drugiej jednak strony mówi się nam, że nie potrafią rozwiązać żadnego konfliktu terytorialnego lub politycznego ani sporu inaczej niż w najbardziej prymitywny, podły i gwałtowny sposób.
Nigdzie konflikt między pozorną współpracą a rzekomym konfliktem nie jest bardziej widoczny niż w wojnie nuklearnej – a raczej jej braku. Indie i Pakistan toczyły wojnę (na krótko). Podobno oba kraje posiadają broń nuklearną, ale żadne z nich jej nie użyło. Stany Zjednoczone przejmują rosyjskie tankowce na Karaibach, a Wielka Brytania rozważa wysłanie brytyjskich wojsk na Ukrainę.
Czy ktoś mówi o wojnie nuklearnej? Co się stało z wzajemnym zagwarantowanym zniszczeniem [MAD]? Kiedy przestało być brane pod uwagę?
Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że istnieje porozumienie – milczące lub jawne – że konflikty te będą mogły zajść tylko tak daleko, ale nie dalej.
I to czyni je fałszywymi. Bezsprzecznie, niezaprzeczalnie, fałszywymi.
Jeśli można się zgodzić na brak wojny nuklearnej, to można się zgodzić na brak wojny w ogóle. Każda wojna, do której dojdzie, logicznie rzecz biorąc, jest wojną, której chcą obie strony.
Często wracam do tego cytatu Orwella, bo nie jestem pewien, czy da się lepiej wyrazić tę myśl:
Tak więc obecna wojna, jeśli mierzyć ją standardami dawnych konfliktów zbrojnych, jest po prostu fikcją. Przypomina walki toczone przez samce niektórych przeżuwaczy, których rogi wyrastają pod takim kątem, że zwierzęta nie mogą wyrządzić sobie żadnej krzywdy. Choć nierzeczywista, wojna nie jest jednak pozbawiona znaczenia. Pochłania nadwyżkę dóbr konsumpcyjnych i pomaga konserwować typ mentalności, niezbędny do funkcjonowania społeczeństwa hierarchicznego. Wojna, jak zobaczymy, jest obecnie wyłącznie sprawą wewnętrzną danego państwa. W przeszłości rządzący poszczególnymi krajami naprawdę walczyli przeciwko innym narodom, a zwycięzca łupił pokonanego, choć świadomość wspólnoty interesów kazała mu ograniczać rozmiary wyrządzanych zniszczeń. Dziś państwa nie wojują między sobą. Klasy rządzące toczą wojnę z własnymi poddanymi, a jej celem nie jest zdobywanie nowych terytoriów lub ochrona starych, tylko zachowanie struktury społecznej w niezmienionej formie. Słowo „wojna” stało się zatem mylące.
George Orwell, Rok 1984
Mam przeczucie, że w tym chaosie kryje się większy schemat, który ujawni się jeszcze przed końcem roku, coś na kształt porządku ponadnarodowego, zakładającego, że państwowość generuje konflikty, które globalizacja mogłaby rozwiązać.
Nadal kaszlę i bełkoczę między zdaniami, więc streszczam się. Zajmiemy się tym bardziej szczegółowo, kiedy będę mieć wolniejszy umysł.