Michalkiewicz: Polska powinna: Ograniczyć albo zlikwidować pomoc dla Ukrainy.

Michalkiewicz: Polska powinna podjąć kroki. Ograniczyć albo w ogóle zlikwidować pomoc dla Ukrainy.

[VIDEO – pewnie w oryg. md] ]

https://nczas.com/2022/07/12/michalkiewicz-ostro-polska-powinna-podjac-kroki-ograniczyc-albo-w-ogole-zlikwidowac-pomoc-dla-ukrainy-video/

Gościem na kanale Sommer był redaktor Stanisław Michalkiewicz. Publicysta odniósł się m.in. do relacji polsko-ukraińskich. Jak podkreślał, nie ma co liczyć na gest skruchy dotyczące Rzezi Wołyńskiej dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach.

Jak podkreślał Michalkiewicz, wojna na Ukrainie „najwyraźniej przechodzi w fazę przewlekłą”. Jak wojna przechodzi w fazę przewlekłą, to ile można słuchać o sukcesach armii ukraińskiej? Wiadomo, że odnosi same sukcesy, że pewnym krokiem maszeruje ku ostatecznemu zwycięstwu – ironizował.

Jak dodał, jeśli „od kilku miesięcy ludzie słyszą takie rzeczy, to już wiedzą, że tak jest i niczego nowego się nie dowiedzą”.

– Co gorsza, okazało się, że Polska nie może liczyć (…) na jakąś empatię ze strony ukraińskiej. Bardzo dobrą ilustracją tego jest deklaracja pana ambasadora Melnyka, ambasadora ukraińskiego w Berlinie. Mówiąc po chamsku, to on po prostu, za przeproszeniem, pierdnął w nos całej Polsce – tą swoją wypowiedzią –wskazał.

– Problem nie polega na tym, że on się tak zachował, bo on powiedział to, co naprawdę myśli i myślę, że na Ukrainie nie jest odosobniony. Problemem jest reakcja polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyjaśnił Michalkiewicz.

Publicysta dodał, że minister Rau zadzwonił do swojego ukraińskiego odpowiednika, który „udzielił mu odpowiedzi wymijającej: że to był prywatny pogląd ambasadora”. – I pan minister Rau po prostu zadowolił się tym, przełknął to – podsumował.

Zdaniem Michalkiewicza „państwo nie powinno tak reagować”.

Jeśli tak, jeśli ambasadorowie Ukrainy wygłaszają prywatne poglądy, takie, które niestety potwierdzają to, że żadnych wniosków nie wyciągają i żadnej empatii z ich strony spodziewać się nie można, to Polska powinna podjąć kroki. Ograniczyć pomoc albo w ogóle zlikwidować pomoc dla Ukrainy. Skasować, przerwać albo ograniczyć ją wyłącznie do pomocy humanitarnej. To by była właściwa reakcja – skwitował.

Dodał też, że „nie przywiązuje najmniejszej wagi do przeprosin ze strony prezydenta Zełenskiego”.

– Przepraszać to się mogą osoby prywatne, natomiast państwa podejmują kroki odpowiednie. Tyle tylko, że Ukraińcy tego nie zrobią nigdy. Dlaczego? Dlatego, że i my wiemy i oni wiedzą, że bez względu na to, co oni zrobią, Polska na polecenie naszego najważniejszego sojusznika będzie im nadskakiwała. To po co mają cokolwiek robić? – stwierdził, dodając, że „ich postawa jest całkowicie racjonalna”.

Posłuchajmy ekspertów. Nogi i zsiadłe mleko z kartoflami.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” 12 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5211

W „Alfabecie wspomnień” Antoni Słonimski, pod hasłem „Nogi”, opisuje, jak to w warszawskich środowiskach, już nawet nie kupieckich, ale kupczykowskich, przedstawiano rozgromienie floty rosyjskiej w 1905 roku przez Japończyków, a konkretnie – właśnie przez generała Nogi. Opowiadający upaja się olimpijskim spokojem generała na tle narastającego napięcia z powodu zbliżania się rosyjskiej floty.

Oto widzimy generała Nogi, jak zajada zsiadłe mleko z kartoflami. Przybiega oficer i melduje: wasze wysokopriewaschoditielstwo, zbliża się ku nam cesarska flota rosyjska – a generał Nogi nic, tylko nadal je zsiadłe mleko z kartoflami. Po chwili przybiega drugi i woła: wasze wysokopriewaschoditielstwo, już widać cesarską flotę rosyjską! – a generał Nogi nic, tylko nadal je zsiadłe mleko z kartoflami. Wreszcie przybiega trzeci oficer i woła: wasze wysokopriewaschoditielstwo, cesarska flota rosyjska już tu jest! Wtedy generał Nogi wstał, otarł usta serwetką, wyszedł na pokład i zatopił cesarską flotę rosyjską.

Kto wie, czy tak właśnie nie będzie wyglądało ostateczne zwycięstwo Ukrainy nad Rosją, które – jak wiadomo – zostało zagwarantowane przez sekretarza stanu USA Antoniego Blinkena. Co prawda sekretarz stanu Antoni Blinken wywodzi się z narodu bardzo elastycznego, o czym świadczy anegdotka: Nasi wygrywają! – Jacy „nasi”? – No ci, którzy wygrywają!” – ale tym razem może to być na serio, a w każdym razie, tak musi uważać prezydent Zełeński, a zwłaszcza – jego otoczenie. Gdyby było inaczej, to ukraiński minister obrony nie mówiłby, że po wojnie musi nastąpić demilitaryzacja europejskiej części Rosji.

Zresztą nie tylko ukraińscy ministrowie stawiają sobie takie ambitne cele; ostatnio ten euforyczny nastrój udziela się również osobom nie uczestniczącym bezpośrednio w wojnie, jaką na terenie Ukrainy Rosja prowadzi z Sojuszem Atlantyckim. Ta euforia rozbudza graniczące z pewnością nadzieje, że oto Polska, po raz pierwszy od Piotra Wielkiego, stoi przed historyczną szansą położenia kresu rosyjskiemu imperializmowi. To znaczy – nie tyle Polska, bo Polska w tym konflikcie uczestniczy przeważnie w taki sposób, że pokrzykuje, przytupuje i wymachuje rękami – no ale nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy, to co innego.

Jak będzie trzeba, to nie tylko wyjdą na pokład i zatopią cesarską flotę rosyjską, ale zdemilitaryzują Rosję, a Polskę, która przedtem będzie musiała ustanowić unię z Ukrainą i spłacić jej długi – odbudują od morza do morza, a właściwie od jednego morza do drugiego i trzeciego. Takie właśnie marzenia snuli Polacy, co prawda nie wszyscy, niemniej wielu z nich, podczas II wojny światowej – co wyrażało się w piosence: „Moja mała, otrzyj łzy. Słyszysz? Szumią morza trzy!” A „łzy” były stąd, że młodzieniec obiecywał ukochanej, iż „po powrocie ofiaruję ci mej manierki cud, rybkę ze słonych wód lub korale z mej krwi”.

Jak wiadomo, wtedy skończyło się na koralach – bo tak właśnie bywa, gdy jakiś „mały, ale bardzo dzielny naród” – jak strażnik w gmachu ONZ w Nowym Jorku przywitał reprezentanta UNESCO („wiem, wiem; to mały, ale bardzo dzielny naród!”) – zaczyna prężyć cudze muskuły, ale – jak zauważył francuski aforysta, Franciszek książę de La Rochefoucauld – tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. Trochę inaczej tę myśl wyraził Stanisław Sojka śpiewając, że „nasze grzechy, ciągle te same i nudne, zadomowiły się w nas”.

Żeby jednak nie pogrążyć się w rozterkach, warto posłuchać głosu ekspertów, których przecież nie brakuje, zwłaszcza w takich sprawach. Co prawda, z nimi też bywa rozmaicie.

Guy Sorman opowiadał mi, jak to po wojnie koreańskiej z Ameryki przyjechała do Korei Południowej delegacja ekspertów, żeby się zorientować, czy z tego kraju coś będzie. Po powrocie sporządziła bardzo pesymistyczny raport, że ta cała Korea Południowa nie warta jest funta kłaków, nawet nie ze względu na wojenne zniszczenia, tylko dlatego, że panuje tam konfucjanizm. Konfucjanizm bowiem oznacza bierne poddanie się losowi – i tak dalej. Po latach, kiedy Korea Południowa nie tylko się odbudowała, ale zaczęła przekształcać się w „azjatyckiego tygrysa”, ta sama ekipa ekspertów pojechała tam jeszcze raz, by wyjaśnić ten fenomen. Po powrocie sporządzili raport – że naturalnie, jakże by inaczej! Przecież w Korei panuje konfucjanizm, a konfucjanizm, to hierarchia, dyscyplina, ład – i tak dalej.

No a teraz „teoretyk wojskowy” prof. Martin van Creveld, emerytowany profesor historii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, który wcześniej niezbitymi argumentami dowodził, że Rosja na Ukrainie poniesie „strategiczną porażkę”, ni stąd, ni zowąd zmienił zdanie i obecnie opublikował „pięć powodów”, dla których Rosja może tę wojnę wygrać.

Już w pierwszym z tych pięciu powodów słychać jęk zawodu, że na Ukrainie nie będzie wojny partyzanckiej. Zamiast prowadzić wojnę partyzancką, Ukraina wdała się z Rosją w regularną wojnę, no a w tej Rosja ma przewagę, zwłaszcza, że – po drugie – nie bawi się już w jakieś efekciarskie „blitzkriegi”, tylko wojuje tradycyjnie; najpierw nawała artyleryjska, a potem „za rodinu, za Stalina – wpieriod!Po trzecie – że pojawiły się problemy z zaopatrzeniem. Rosyjskie linie są krótkie, podczas gdy zachodnie – długie i potencjalnie ryzykowne, chociaż w ramach „dziwnej wojny”, Rosja, jak dotychczas, nie bombarduje transportów broni i amunicji na Ukrainę, chociaż dysponuje przecież i zwiadem satelitarnym, a pewnie i tradycyjną razwiedką. Po czwarte – okazało się, że Rosja jest zadziwiająco odporna na zachodnie sankcje; rubel, który w pierwszej fazie wojny ostro pikował w dół, teraz, po kilku miesiącach osiągnął, najwyższy od siedmiu lat poziom w stosunku do dolara i ta tendencja jest „wzrostowa”. Poza tym, jak tylko Chiny uporają się ze zbrodniczym koronawirusem – który wtedy, zgodnie z rozkładem ma pojawić się po naszej stronie kordonu – zaopatrzą Rosję we wszystko, czego by jej ewentualnie brakowało. I wreszcie – po piąte – że „jak tak dalej pójdzie”, to w krajach NATO – oczywiście poza Polską, gdzie będzie to surowo zabronione – narastać zacznie niezadowolenie ludności, która od swoich rządów będzie się domagała przynajmniej ograniczenia wspierania Ukrainy, jeśli nie jego zaprzestania.

To zresztą widać już dzisiaj, kiedy podczas pielgrzymki trzech króli do Kijowa, prezydent Macron, kanclerz Scholz i premier Dragi podali prezydentowi Zełeńskiemu gorzką pigułkę w postaci oczekiwania na pokój z rosyjskim obiciem, dla większej strawności oblaną polewą w postaci obietnicy nadania Ukrainie statusu kraju „kandydującego” do UE. Ale na nas to nie robi wrażenia, bo jak będzie trzeba, to – nawet gdyby nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy dekowali się pod pokładem, my, wbrew wszystkiemu, wyjdziemy na pokład i zatopimy cesarską flotę rosyjską.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Мяч наизнанку, или уничтожение польской истории украинскими стараниями

Василий Стоякин https://ukraina.ru/opinion/20220712/1034334325.html

[ наизнанку – na nice, – blizkie, ale mocniejsze, niż „odwrócić kota ogonem”, prawda? MD]

Мяч наизнанку, или уничтожение польской истории украинскими стараниями

Собственно, нуждается он уже давно – с 2004 года Польша активно поддерживает «евроинтеграционные устремления» Украины. Не так для того, чтобы действительно помочь Украине вступить в ЕС (хотя это инициатива США, а воля США — закон для польской «элиты»), как для того, чтобы навредить России. Россию поляки ненавидят ещё больше, чем не любят украинцев вообще и украинских националистов в особенности.

Память о «Волынской резне» и деятельности УПА долго отравляла атмосферу совместной борьбы польских и украинских националистов против «российского империализма». Потому полякам и американцам пришлось затратить огромные усилия на уничтожение национальной памяти польского народа. Огромным успехом на этом пути стало избрание президентом Украины Владимира Зеленского, который ни по происхождению, ни по риторике не был близок к украинским националистом, проводя, по сути, точно такой же политический курс.

Однако действительным прорывом, позволившим забыть обиды прошлого, стало начало специальная военная операция (СВО). Польша тут же начала принимать украинских беженцев и стала главным хабом для поставок военной помощи на Украину. Обсуждалась (и не снята с повестки дня по сей день) возможность введения польского воинского контингента на территорию Западной Украины.

Во время визита президента Польши Анджея Дуды в Киев 22 мая был презентован законопроект об особом статусе поляков на Украине. Граждане Польши должны были получить право занимать посты государственных служащих на Украине.

И вот 11 июля польские политики «подали сигналы» относительно нового статуса отношений.

Президент Анджей Дуда заявил во время церемонии по случаю Национального дня памяти жертв геноцида, совершённого украинскими националистами против граждан Второй Республики (о чём тут же отчиталась Rzeczpospolita), что Зеленский внёс в парламент законопроект об особом статусе поляков.

По его словам, «это можно рассматривать как противоположность тогдашней ситуации, когда от поляков пытались избавиться любой ценой, в том числе лишая их жизни. Сегодня Украина этим актом и жестом президента делает символическое приглашение, говорит: „Вам здесь рады на особых правах”».

На 17.00 по московскому времени 11 июля на официальном сайте Верховной Рады Украины карточка этого документа не появилась, но это, по большому счёту, ничего не значит — ставятся документы не мгновенно. Но важно уже то, что польский президент сделал заявление до фактического появления документа. Соврал? Или отдал распоряжение?

Ещё более интересным было заявление на том же мероприятии премьер-министра Польши Матеуша Моравецкого: «сегодня Украина видит, что наследником УПА является Русский мир. Сегодня именно Путин и Москва совершают геноцидальные и преступные поступки, напоминающие о самых страшных преступлениях в мировой истории. Русский мир — это империализм, колониализм и крайний национализм».

Ход действительно гениальный.

С одной стороны, Моравецкий призвал забыть о взаимных претензиях и объединиться в борьбе против России, что, конечно же, должно встретить решительную поддержку по обе стороны Равы-Русской.

С другой стороны, он не забыл ткнуть украинских нацистов мордой в их же вторичный продукт, фактически обозвав Степана Бандеру, считающегося на Украине героем, агентом «русского мира».

Как из этой ситуации будут выпутываться украинцы совершенно непонятно (скорее всего сделают вид, что ничего особенного не произошло).

Польский премьер также заявил, что «не успокоится, пока не найдётся последняя могила убитых на Волыни». Шеф-редактор церковно-политической редакции ИA REGNUM Станислав Стремидловский обращает внимание, что украинские власти препятствуют участию поляков в эксгумации захоронений жертв геноцида, но… Нет ли тут намёка на то, что поляки сами смогут этим заняться — занимая государственные посты и опираясь на вооружённую силу «жолнежей»-миротворцев.

Но, конечно, нельзя «поддаваться искушению ложного примирения» и надо помнить, что «в интересах России и Москвы снова поссорить поляков и украинцев». А значит память о «Волынской резне» — провокация Кремля. Тут бы Моравецкому призвать к сознательности поляков, чтобы они «вспомнили», что их предков уничтожали русские… Но пока что это даже для Моравецкого слишком.

Хотя, удалось ведь заставить поляков забыть о том, что от фашистской оккупации, в ходе которой погибла пятая часть населения страны, спасли Польшу именно советские войска…

P.S.: Такие же процессы происходят за океаном — в США набирает силу тенденция отказаться от Дня независимости, поскольку в нём не отражены страдания афро-американцев. И вообще, историю США надо вести не от «Мэйфлауэра» и Континентального конгресса, а от появления на территории нынешних США первых негров в 1619 году.

В общем в Польше не то что сову натянули на глобус, а вслед за США решили мячик вывернуть наизнанку. И, поди ж ты, пока получается

Ceny materiałów budowlanych wzrosły w czerwcu o 32% rdr

https://nczas.com/2022/07/11/ceny-materialow-budowlanych-szybuja/

Ceny materiałów budowlanych wzrosły w czerwcu średnio o prawie 32 proc. rdr – podała w poniedziałek Grupa PSB w comiesięcznej analizie trendów cenowych. Najbardziej zdrożały izolacje termiczne, o 62 proc. w porównaniu z czerwcem 2021 r.

W czerwcu dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych lekko wyhamowała do prawie 32 proc. po kwietniu i maju, kiedy zwiększyły się one średnio o 34 proc. rdr.

W czerwcu wzrosty odnotowano we wszystkich 20 grupach towarowych. Izolacje termiczne zdrożały o 62 proc.; ściany i kominy o 48 proc.; dachy i rynny o 43 proc.; izolacje wodochronne o 41 proc.; sucha zabudowa o 38 proc.; otoczenie domu o 36 proc.; cement, wapno o 34 proc.; płyty OSB o 34 proc.; wykończenia o 30 proc.; płytki, łazienki, kuchnie o 28 proc.; stolarka o 25 proc.; ogród i hobby o 25 proc.; instalacje, ogrzewanie o 25 proc.; motoryzacja o 23 proc.; narzędzia o 21 proc.; chemia budowlana o 21 proc.; farby, lakiery o 20 proc.; oświetlenie, elektryka o 18 proc.; wyposażenie, AGD o 17 proc.; dekoracje o 17 proc.

Od początku roku do czerwca ceny materiałów budowlanych wzrosły średnio o 30 proc. w porównaniu z okresem styczeń-czerwiec 2021 r. Również w tym okresie wzrosty objęły wszystkie 20 grup towarowych. Największy wzrost również odnotowano w przypadku izolacji termicznych (60 proc.).

Płyty OSB zdrożały o 43 proc.; sucha zabudowa o 41 proc.; ściany, kominy o 39 proc.; dachy, rynny o 39 proc.; izolacje wodochronne o 33 proc.; otoczenie domu o 33 proc.; ogród i hobby o 27 proc.; instalacje, ogrzewanie o 26 proc.; wykończenia o 24 proc.; płytki, łazienki, kuchnie o 23 proc.; cement, wapno o 22 proc.; motoryzacja o 21 proc.; stolarka o 21 proc.; narzędzia o 20 proc.; chemia budowlana o 19 proc.; oświetlenie, elektryka o 18 proc.; wyposażenie, AGD o 17 proc.; dekoracje o 16 proc.; farby, lakiery o 15 proc. – podała Grupa PSB.

WIZYTA ŻYDKA Z GALICJI, czyli od tyłu nachodzą nas Judejczykowie

Krzysztof Baliński 11 lipiec 2022

Były minister finansów Tadeusz Kościński znów zacznie pracować dla polskiego rządu. Wraca, by pomóc w działaniach związanych z programem zbrojeniowym, zapisanym w Ustawie o Obronie Ojczyzny. Obejmie funkcję ministra w Kancelarii Premiera. Będzie zaangażowany w rozmowy zarówno dotyczące amerykańskiej broni, jak i innej – taki komunikat przytoczył należący do tygodnika „Sieci” portal wPolityce. Portal nie omieszkał dodać, że Kościński posiada 30-letnie doświadczenie w międzynarodowym sektorze bankowym, że pełnił funkcję dyrektora w banku, którego prezesem był premier, że wcześniej pracował w wielu innych bankach oraz że jest absolwentem Goldsmith University w Londynie.

W jakim celu premier powołał na tak wrażliwy odcinek potwornie kaleczącego język polski osobnika?

W 2015 mieliśmy dług publiczny 1 bilion, dziś mamy 2 biliony. Ministrami finansów byli kolejno Morawiecki i Kościński, a prezesem NBP Glapiński. Czy to przypadek, że wszyscy pochodzą z jednej nacji i wszyscy mają korzenie na polskich niegdyś Kresach?

Czy nominacja Kościńskiego nie ma coś wspólnego z mieniem pożydowskim? Czy pod pretekstem zakupu uzbrojenia nie chodzi o przykrywkę dla transferów finansowych do Izraela? A może kanałem tych transferów ma być Ukraina, czyli ukraińscy oligarchowie, których łączy jedno – na święto chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela?

Niemal w tym samym czasie Polskę zaatakowała dziennikarka CNN, pytając prezydenta RP, „czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych”. Sekundowały jej inne żydowskie media: „Antysemici twierdzą, że sama wojna jest aranżowana przez Żydów. Aby usprawiedliwić a nawet gloryfikować rosyjską inwazję, odwołują się do „mafii chazarskiej” i że wkroczenie Putina na Ukrainę pomogło Ukraińcom odeprzeć inwazję „chazarskich Żydów”.

W podobnym tonie pałką antysemityzmu okładał izraelski minister ds. diaspory: Ekstremistyczne, skrajnie prawicowe ruchy, przywołując żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wykorzystują konflikt rosyjsko-ukraiński dla szerzenia antysemickiej propagandy o żydowskiej odpowiedzialności za wojnę.

Na niwie grillowania „naszych” polityków organizacje diaspory żydowskiej osiągnęły fantastyczne rezultaty. Dowodów, i to spektakularnych, dostarcza historia kontaktów polsko-żydowskich ostatnich lat. Podczas swego krótkiego urzędowania w gmachu przy al. Szucha w Warszawie, Witold Waszczykowski zdążył czterokrotnie spotkać się z Davidem Harrisem, prezesem Komitetu Żydów Amerykańskich. Oficjalne komunikaty ministerialne z tych spotkań milczały o roszczeniach żydowskich. Mogliśmy za to przeczytać, że „strony omówiły perspektywy rozwiązania konfliktu ukraińsko-rosyjskiego”. Ale to nie wszystko – David Harris zaczął cieszyć się szczególnymi względami głowy naszego państwa i szefa naszego rządu. W dniach, kiedy wszystkie zasoby polskiej dyplomacji nakierowane są na obronę „ukraińskich przyjaciół” przed złowrogim Putinem, tego dziwnego osobnika gościli 25 kwietnia w Warszawie Duda i Morawiecki. Lakoniczny komunikat z rozmów ujawnia, że poruszono działania pomocowe podjęte przez Polskę na rzecz obywateli Ukrainy. Wcześniej, bo w połowie marca, David Harris zamieścił na Twitterze filmik z podziękowaniami i pochwałami dla polskiego państwa i społeczeństwa za przyjęcie uchodźców z Ukrainy.

Przekaz, że pofatygował się zza Oceanu, aby rozmawiać o uchodźcach, nie jest wiarygodny jeszcze z innego powodu – w jego dotychczasowych kontaktach z polskimi politykami zawsze dominowała kwestia zwrotu majątków pożydowskich. Przy czym modus operandi był zawsze taki sam – wyprzedzające wizytę alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. Gdy w lutym 1997 r. Polska przystąpiła do zwrotu wartego miliardy mienia gmin żydowskich, namolnie nalegał na przyspieszenie restytucji mienia bezspadkowego, to media przytoczyły jego wypowiedź: „Podziwiamy Polskę i jesteśmy jej wdzięczni za udział w operacji wojskowej w Iraku i Afganistanie”.

W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje trockistowska formacja, przewrotnie (albo dla niepoznaki) zwana neokonserwatywną, która wywołała inwazję na Irak i Afganistan, stała za obroną „demokracji” w Syrii i Libii oraz za przewrotem na Majdanie, a dziś jest dobrze okopana w ośrodku administracji najbardziej Polsce wrogim – Departamencie Stanu.

To grupa skrajnie proizraelskich polityków wywodzących się z polskich Kresów, synów lub wnuków liderów Komunistycznej Partii USA, a wcześniej funków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Przy tym, co ciekawe, wszyscy odziedziczyli po przodkach ambicje „robienia porządków” w Polsce i na Ukrainie. I tu pytanie: O czym rozmawiali z Harrisem albo w jakiej sprawie się układali? Czy warszawska wyprawa Harrisa nie ma związku z Zełenskim i jego oligarchami. Czy wojenka na Ukrainie nie jest w interesie żydków z Galicji”?

Czy tylko prostą koincydencją czasową jest to, że ambasador RP w Waszyngtonie przystąpił do negocjowania spłaty roszczeń żydowskich, w tajemnicy przed polską opinią publiczną, a nawet przed ministrami w rządzie i (być może) przed samym Kaczyńskim?

Sprawę można drążyć innym pytaniem: Czy „ukrainizacja”(a nawet „banderyzacja”)Polski nie jest dziełem środowisk lobbujących na rzecz ukraińskich oligarchów? Czy w całej miłości PiS do Ukrainy nie chodzi o żydowskich oligarchów, którzy stworzyli system mafii rabującej i rozkradającej Ukrainę i doprowadzili do obecnej sytuacji? Na Ukrainie interesy robią wszyscy, a Polska… daje kredyty. I to nie Ukraińcom, lecz żydowskim oligarchom.

Aby ratować z opresji, oddaje do ich dyspozycji wszystkie swe zasoby dyplomatyczne, ekonomiczne, wojskowe, dzieli się polskim PKB, gotowa jest na powołanie UkraPolin. Czy przyczyną miłości do Ukrainy nie jest także to, że i Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna pochodząca z polskich Kresów?

W tym miejscu przypomnijmy, że banderowców wybielają redaktorzy „Wyborczej”, którzy pielęgnują pamięć braterstwa broni bojówek terrorystycznych KPZU z OUN, wymierzonego przeciwko Państwu Polskiemu. Pamiętajmy też, że we wrześniu ‘39 Rzeczpospolita padła nie tylko ofiarą Niemców i Sowietów, ale także, nigdy nieukaranej, zdrady ze strony mniejszości ukraińskiej i żydowskiej.

Teraz trochę historii.

Gdy w 2005 roku Polska a właściwie jej nieszczęśliwy rząd, za pieniądze Sorosa,zabrała się za krzewienie demokracji na Białorusi, od tyłu zaczęli nachodzić nas Judejczykowie, naciskając na ówczesnego premiera, aby zadośćuczynił żydowskim roszczeniom finansowym. Kiedy wiosną 2006 roku Polska zaangażował się w instalowanie demokracji na Ukrainie, od tyłu zaczęli zachodzić nas Judejczykowie, naciskając na premiera, żeby zwrócił majątki pożydowskie. Kiedy w 2014 roku, wspomagając paramilitarne bojówki nazistowskie, rząd zaangażował się w instalowanie demokracji na Majdanie, historia się powtarza, bo z inspiracji Judejczyków brytyjska Izba Lordów podjęła uchwałę, w której oskarżała: „Najbardziej bezczelnym przestępcą jest Polska, która rozsiadła się na własności trzech milionów ofiar nazistów”.

Nie wyjaśniła, na jakiej własności Polska „rozsiadła się”. Może chodziło o odebrane Polsce w 1945 roku, przy wsparciu rządu brytyjskiego, Kresy? Tam, bowiem mieszkała większość ludności żydowskiej II RP i tam robiła geszefty.

No a dzisiaj? No a dzisiaj, kiedy – używając terminologii St. Michalkiewicza – zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych obrońców polskich interesów narodowych, zaangażował wszystkie zasoby państwa w obronę Zełenskiego, od tyłu też zaczynają zachodzić Judejczykowie.

No, bo czymże jest wizyta Harrisa i dziwny tekst „Gazety Wyborcze” z 28 kwietnia pod tytułem: 75 lat od akcji „Wisła”. Co stało się z majątkiem przesiedlonych Ukraińców? Tu małe przypomnienie. Środowiska ukraińskie w Polsce konsekwentnie drążą temat prześladowań Ukraińców podczas tej akcji. Z uporem temat potępienia akcji stawia w Sejmie Miron Sycz. W jakim celu, skoro akcja była już potępiona przez Senat, a wyrazy ubolewania z tego powodu wyrazili w przeszłości i Kwaśniewski i Kaczyński?

Otóż kilka lat temu Światowy Kongres Ukraińców wystąpił do Polski z żądaniem wypłacenia odszkodowań za akcję. Przy czym żądania restytucji mienia ukraińskiego różnią się od żądań Światowego Kongresu Żydów jedynie skalą nagłośnienia i kwotą roszczeń. Stąd zabiegi lobby ukraińskiego i żydowskiej gazety dla Polaków należy uznać za perfidną grę, bo otwiera nową furtkę ku roszczeniom wobec Państwa Polskiego. I jeszcze jedno – zobaczyli, jak słabi jesteśmy wobec roszczeń żydowskich.

Dla wyszlamowania z Polski pieniędzy, podobne modus operandi zaczyna stosować Ukraina. Przykład z ostatnich dni – ambasador Ukrainy w Berlinie, na zarzut, że Ukraińcy „dokonywali masakr na Polakach” odpowiedział: „podobne masakry dokonywane były przez Polaków na Ukraińcach, dziesiątki tysięcy”, a „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”. Na koniec zrównał Polskę z hitlerowskimi Niemcami.

Polskie władze odniosły się do tego jak zwykle. Na Twitterze odezwał się Zbigniew Rau: Odbyłem rozmowę z moim przyjacielem MSZ Ukrainy @DmytroKuleba. Podziękowałem mu za szybką publiczną interwencję w tej sprawie. A na czym ona polegała? Rzecznik ukraińskiego MSZ napisał: Słowa ambasadora są jego osobistym zdaniem.

Nie było słowa „przepraszam”. Komunikat wybrzmiał jak kpina, bo to, co powiedział ambasador było stanowiskiem ukraińskiego państwa.

A to, co powiedział Rau kwintesencją polskiej polityki historycznej i dowodem na to, że to nie incydent, lecz reguła, w dodatku przez większość polskiej opinii publicznej i mediów uznana za sukces polskiej dyplomacji. I jeszcze jedno – Melnyk pokajał się wobec Żydów, Polaków nie przeprosił. I to właśnie był wzorcowy przykład stosowania przez ukraiński MSZ metod i schematów żydowskich. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Melnyk wpisał się w narrację rosyjską o potrzebie denazyfikacji Ukrainy – i niech Ruscy zrobią z nimi, co chcą.

Z Andijem Melnykiem powiązana jest inna sprawa. Gdy w 2018 roku kongres USA uchwalił Act 447, PiS lekceważył, a nawet negował płynące z tego zagrożenia. Równocześnie mamił opinię publiczną tym, że spłaty Żydom nie naruszą interesów Polaków, bo zostaną zrekompensowane wypłatami od Niemiec.

Dziś mami opinię publiczną tym, że wielomiliardowa „pomoc” dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana wypłatami od… Rosjan! Chodzi o postulat pozyskania kosztów „pomocy” przekazanej oligarchom ukraińskim i kosztów odbudowy ich majątków z konfiskaty rosyjskich rezerw walutowych.

Występując na łamach mediów z żądaniami odszkodowań wojennych od Niemiec, PiS świadomie popełnia ogromny błąd wobec najbliższego potężnego sąsiada, kraju, od którego Polska jest zależna w wielu kwestiach, z którym jest zespawana gospodarczo, którego życzliwość będzie Polsce w różnych sytuacjach niezbędna. Zamiast zdecydowanie i bez wchodzenia w żadne negocjacje odrzucić roszczenia żydowskie, pogorszył stosunki z Niemcami.

Przypomnijmy, że gdy 27 stycznia 2018 roku Izrael zaatakował Polskę w kontekście nowelizacji ustawy o IPN, kanclerz Angela Merkel oświadczyła, że Niemcy ponoszą wyłączną odpowiedzialność za Holokaust. Rosja natomiast poparła nowelizację ustawy o IPN w części dotyczącej negowania zbrodni nacjonalizmu ukraińskiego. To był jasny sygnał ze strony Berlina i Moskwy, że są gotowe poprzeć Polskę w jej konflikcie ze stroną izraelsko-żydowską.

Wyciągniętej ręki w Warszawie nikt nie podjął. Po raz kolejny okazało się, że utrzymywanie dobrych stosunków z sąsiadami nie jest polską racją stanu, że Kaczyńskiego woli ponad wszystko swój egzotyczny sojusz z Izraelem i lobby żydowskim w USA. Reparacji wojennych chce też PO. Po co? Nietrudno domyśleć się – po to, aby zaspokoić roszczenia Żydów. Wiceprzewodniczący PO krzyknął na rząd, że „jest połowiczny w swoich roszczeniach, bo nie domaga się odszkodowań od Rosji”. A nazwisko „Neumann” i „doktryna Neumanna” w kwestiach majątkowych coś przecież mówi!

Gdy 20 lutego 1997 r. Sejm przyjął ustawę o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, i gdy państwo polskie przekazało organizacjom żydowskim w Polsce i tym zza Oceanu 5 miliardów za mienie bezspadkowe, nie używano prawnego terminu „zwrot” lub „restytucja”, lecz dziwoląg prawniczy „PRZENIESIENIE” własności.

Była to więc nie tylko defraudacja mienia państwowego, ale i ewidentne naruszenie obowiązującego w Polsce prawa, w tym konstytucji. Zauważmy jednak, że równie dziwny termin prawniczy stosują przy udzielaniu „pomocy” Ukrainie, w tym przy darmowych transferach broni – „PRZEKAZANIE”.

Nie bronią, ale podpowiadają, jak się „bronić”. „Dlaczego naród ukraiński jest tak rzadko krytykowany za postawę podczas II wojny światowej w porównaniu z narodem polskim, i dlaczego – w odróżnieniu od Polski – w przestrzeni publicznej na Ukrainie nie istnieje niemal w ogóle temat odszkodowań za bezspadkowe mienie żydowskie?

Co jest o tyle zastanawiające, że większość przedwojennych obywateli narodowości żydowskiej zamieszkiwała wschodnie tereny II RP należące dziś do Ukrainy (a także Białorusi i Litwy). To właśnie te trzy kraje powinny być więc w pierwszym rzędzie adresatami żydowskich roszczeń, ponieważ tam pozostały majątki większości ofiar Holokaustu.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Kijów nie jest poddawany w tej sprawie takiej presji jak Warszawa”? – zapytuje na łamach „Sieci” Grzegorz Górny. I natychmiast podsuwa pomysł:  „Tajemnica tkwi w tym, iż wielu przedstawicieli tamtejszych elit politycznych i biznesowych jest z pochodzenia Żydami, którzy otwarcie to przyznają. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o obecnego prezydenta. Bo podobnych przykładów można podać więcej. Co z tego jednak wynika? Otóż politycy i biznesmeni, którzy są zarazem aktywnymi działaczami organizacji żydowskich i hojnymi mecenasami żydowskiego życia kulturalnego, a często nawet obywatelami Izraela, mają zupełnie inną pozycję wyjściową w rozmowach z reprezentantami międzynarodowych organizacji żydowskich czy władz izraelskich niż przedstawiciele polskich elit. My takich polityków i oligarchów nie mamy. W związku z tym oni są w stanie załatwić znacznie więcej dla Ukrainy w niektórych sprawach niż Polacy dla swego kraju”.

Nieformalny organ prasowy PiS podsuwa zatem panaceum na polskie bolączki – Jeszcze więcej Żydów w rządzie, bankach i biznesie. No i więcej otwartego, publicznego szczycenie się, że Polska jest w łapach żydowskich.

Majątek można odzyskać poprzez uzyskanie polskiego obywatelstwa. To dlatego wspaniałomyślnie nadajemy obywatelstwo potomkom „żydów polskich”, którzy znaleźli się w obrębie II Rzeczypospolitej. Przypomnijmy też, że Michał Dworczyk w ubiegłym roku złowieszczo zapowiedział „uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską”, co jednoznacznie oznaczało, że rząd chce ułatwić, pod tym pretekstem, masowe osiedlanie się w Polsce niepolskich nacji, i to nie tylko ukraińskich ziomków Dworczyka, ale także ukraińskich Żydów.

Nawiasem mówiąc, gdy Orbán nadał obywatelstwo wszystkim Węgrom żyjącym na Ukrainie, Kaczyński nadał obywatelstwo dziesiątkom tysięcy Żydów pochodzącym z Ukrainy, a zamiast Polaków wygnanych na nieludzką ziemię Kazachstanu sprowadził do Polski 5 milionów Ukraińców.

Czy nagły przypływ miłości do ukraińskich oligarchów, transfery finansowe za wschodnią granicę, wizyta Davida Harrisa oraz polityka historyczna polegająca na puszczeniu w niepamięć holokaustu Polaków na Kresach, nie mają ze sobą coś wspólnego?Czy rządząca ekipa nie konspiruje przed własnym narodem?

Odpowiedź brzmi – zdecydowanie tak. Decyzja o wypłaceniu Żydom odszkodowań już zapadła. Można przewidzieć, jak to będzie wyglądało i kto będzie w tym pośredniczył. Po krótkich rokowaniach oligarchy Kołomojskiego z banksterem Morawieckim w lokalu konspiracyjnym Związku Ukraińców w Polsce, rząd ogłosi: Ukraińcy zgodzili się, aby Polska dała im pieniądze w gotówce na odbudowę Donbasu.

A jak udobruchają potomków rezunów? Polska zwróci im lasy, a oni, w zamian, gdy Żydzi będą odbierać majątki, popilnują Polaków, jak strażnicy obozowi w Auschwitz.

Krzysztof Baliński

Wojny, męczennicy i testosteron

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  10 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5210

Przechodząca w stan przewlekły wojna na Ukrainie powoli usuwana jest z pierwszych stron gazet i portali internetowych – bo ludziom znudziły się już doniesienia o ukraińskich sukcesach, a nawet pogłoski o cudownej broni. Na razie wykuwana jest ona w mrokach podziemia, ale pewnego dnia przemówi i zapewni Ukrainie ostateczne zwycięstwo. Ale to już wiadomo od dawna, bo stosowne decyzje w tej sprawie zapadły jeszcze w lutym, więc coraz więcej ludzi przestaje się tym ekscytować.

Powstałą w ten sposób próżnię zaczyna wypełniać wojna polityczna, jaką toczą ze sobą formacje stojące za rządem „dobrej zmiany”, z Prawem i Sprawiedliwością na czele i formacje tworzące obóz zdrady i zaprzaństwa, na czele z Platformą Obywatelską, przez złośliwców nazywaną również Volksdeutsche Partei. Wprawdzie do wyborów parlamentarnych jeszcze rok, ale zarówno Naczelnik Państwa, który porzucił rząd, by kaptować sobie zwolenników, podobnie jak Donald Tusk, odwiedzają coraz to nowe miejscowości naszego nieszczęśliwego kraju. Naczelnik Państwa wprawdzie pochyla się z troską nad rozmaitymi bolączkami, które tu i ówdzie jeszcze występują, ale zapewnia, że w Polsce i tak jest lepiej, niż gdzie indziej, to znaczy – że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej.

Donald Tusk odwrotnie; wprost nie znajduje słów potępienia dla rządu „dobrej zmiany” i odgraża się, że jak tylko wygra wybory – a to podobno jest już zatwierdzone – i obejmie w Polszce władzę, to tak wszystkich urządzi, że zapamiętają to do końca życia.

Wielu obywateli wierzy i w jedno i w drugie, bo w coś przecież trzeba wierzyć, więc wierzący w Naczelnika Państwa wznoszą na jego cześć okrzyki w rodzaju: „Ja-ro-sław-Pol-skę zbaw!”, podczas gdy wyznawcy Donalda Tuska wznoszą na jego cześć okrzyki przypominające cudzoziemskie słowo: „heil!” I jedne i drugie reakcje odnoszą się do opowieści, jak to jedni i drudzy będą przychylać nieba nam wszystkim, a zwłaszcza tak zwanym „szarym obywatelom”. W tej sytuacji szarzy obywatelowie utwierdzają się w poczuciu swojej ważności, co niekiedy prowadzi do sytuacji niejednoznacznych z punktu widzenia prawnego.

Tak było w Tczewie, kiedy to jegomość uczestniczący w charakterze publiczności w spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim, wykrzykiwał do niego: „spieprzaj dziadu!” – za co natychmiast został zatrzymany przez policję, która wcześniej próbowała mu to wyperswadować. Policjantom wyjaśniał, że on tylko zacytował prezydenta Lecha Kaczyńskiego, więc karany za to być nie może i nie tylko nie zapłaci sztrafu, ale zaciągnie państwo polskie przed niezawisły sąd, który już powinność swej służby zrozumie i ujmie się za szarym obywatelem, który chciał przekazać panu premierowi, jak się w Tczewie żyje.

Indagowany w tej sprawie mecenas powiedział, że albo sąd odrzuci skargę na państwo polskie, albo nie odrzuci, tylko przeprowadzi rozprawę i jegomościa uniewinni. Wprawdzie pan mecenas taktownie już nie wyjaśnił, dlaczego zachowania niezawisłego sądu mogą być tak różne, więc wyjaśniamy, iż wszystko zależy od tego, czy będzie to sąd rządowy, czy też sąd nierządny. Sądy bowiem, podobnie jak Umiłowani Przywódcy, podzieliły się na wrogie stronnictwa. Sędziowie nierządni kolaborują z Volksdeutsche Partei i w podskokach zrobią wszystko, byle na złość Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze, podczas gdy sędziowie rządowi chętnie użyją surowej ręki sprawiedliwości gwoli poskromienia wrogów PiS.

Sytuację dodatkowo zaognia decyzja rządu, by dwojgu niezawisłym sędziom, którym Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu przyznał po 15 tys euro odszkodowania za to, że nie otrzymali upragnionego awansu, nie zapłacić tych pieniędzy. Jak wiadomo, prawo do awansu jest podstawowym prawem człowieka, podobnie, jak prawo do jazdy metrem, a tymczasem obojgu awans został zablokowany, najpierw przez Krajową Radę Sądownictwa, a potem jeszcze przez Izbę Kontroli nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która ich skargę odrzuciła. Wskutek tego – jak twierdzą – zostali pozbawieni „prawa do rzetelnego procesu”. No, to nic osobliwego; w kraju walczącym o praworządność, to jest rzecz zwyczajna i jeszcze nigdy nie słyszałem, by jakikolwiek sędzia przeprowadził chociaż jeden rzetelny proces, ale Trybunał w Strasburgu, pewnie kierując się solidarnością zawodową, zgodnie z którą kruk krukowi łba nie urwie, mimo wszystko odszkodowanie im przyznał.

Jednak minister spraw zagranicznych pan Zbigniew Rau, odmawia nie tylko wypłacenia pieniędzy, ale nawet jakiejkolwiek dyskusji na ten temat, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie, przez Judenrat „Gazety Wyborczej” nazywany szyderczo „trybunałem Julii Przyłębskiej”, według którego art. 6 konwencji o prawach człowieków jest sprzeczny z tubylczą konstytucją w zakresie uzurpowania sobie przez strasburski Trybunał prawa kontrolowania statusu tubylczych sędziów krajowych. I co teraz będzie? Nie ma innej rady, jak tylko zaciągnąć państwo polskie przed jakiś niezawisły sąd, najlepiej obsadzony przez sędziów, którym odmówiono wypłacenia odszkodowania, a sprawiedliwości zaraz stałoby się zadość. Chodzi bowiem o pieniądze, a nie jakieś konstytucyjne dyrdymały, a zgodnie ze spostrzeżeniem Machiavellego, łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny.

Tymczasem, chociaż jeszcze nie ucichły echa podanej przez panią Edytę Górniak niedyskrecji, że w przemyśle rozrywkowym pracuje bardzo wielu tzw. „reptilian”, co to nie mają duszy, a już opinią publiczną wstrząsnęła sprawa pana red. Tomasza Lisa, którego z posady naczelnego redaktora tygodnika „Newsweek Polska” wygryzł pan Tomasz Sekielski, autor głośnego filmu o trzech duchownych pedofilach, którzy przed laty wkładali ręce gdzie nie trzeba, od czego dotykani cierpią do dzisiejszego dnia straszliwie katiusze. Okazało się, że pan red. Lis dopuszczał się „mobingu” zwłaszcza na pani red. Renacie Kim. Podobno zachowywał się „jak autokrata”, co „wielu osobom sprawiało ból”.

Sprawiało ból”… Czy nie chodzi przypadkiem o spuszczenie krwi z nosa – jak w swoim czasie w oskarżycielskiej piosence „Testosteron” śpiewała pani Katarzyna Szczot, używająca pretensjonalnego pseudonimu „Kayah”: „Oskarżam cię o to cierpienie, wojen płomienie, przelaną krew”? Najwyraźniej na widok pani red. Renaty Kim w panu red. Tomaszu Lisie testosteron dlaczegoś zaczynał się gotować i pewnie niewiele brakowało, by porzuciła ona „posadę (…) w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru” – ale wolała donieść na szefa do HR – czyli chyba takiej jaczejki od „zasobów ludzkich” i do związków zawodowych, dzięki czemu już zaczyna zażywać reputacji autorytetu moralnego, podczas gdy pan red. Tomasz Lis dołącza do długiego, białego orszaku męczenników, na czele którego od lat kroczy bohatersko pan sędzia Igor Tuleya.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wykluczenie klapkowe

Izabela Brodacka

Nauczyciele zaprzyjaźnionej szkoły poinformowali mnie, że otrzymali z Urzędu Miasta Warszawy następujące pismo: ( język oryginału) 

 „uprzejmie informuję, że szkoły, w których naukę pobierają uczniowie uchodźcy z Ukrainy otrzymają środki na zakup strojów sportowych w wysokości 400 zł. na ucznia. Każdy komplet sportowy powinien składać się co najmniej z koszulki, szortów i stroju kąpielowego w tym klapki i czepek. Komplety strojów sportowych należy zakupić i przekazać ukraińskim uczniom do 24 czerwca br. Termin ten wynika z faktu, że stroje sportowe powinny zostać przekazane uczniom przed wakacjami. (-) Zakupione komplety powinny zostać na opakowaniu oznaczone przez szkołę logiem UNICEF. Organizacja UNICEF kładzie ogromny nacisk na dokumentowanie swojej działalności. Proszę więc o wykonywanie dokumentacji zdjęciowej np. sfotografować zakupione stroje sportowe i na kilku zdjęciach moment ich wręczania. Ważne jest to, żeby na zdjęciach tych widoczne było logo UNICEF”. 

Podobne pisma otrzymały wszystkie szkoły w Warszawie i okolicach.

To bardzo szlachetnie, że UNICEF troszczy się o to żeby dziecko ukraińskie nie poczuło się wykluczone ze względu na brak klapek. Zastanówmy się jednak co oznacza to zarządzenie dla nauczycieli szkoły w której uczy się kilkadziesiąt osób z Ukrainy, przysłane nota bene na tydzień przed zakończeniem roku szkolnego. Gdyby nauczyciele chcieli swoje zadanie potraktować poważnie powinni iść z każdym dzieckiem osobno na zakupy. Każdy kto zna psychologię dzieci  w wieku szkolnym i dość okrutne prawa ich oceny przez grupę rozumie, że bardziej wykluczający niż brak klapek jest strój nie dobrany rozmiarem, wyglądający na odziedziczony po starszym bracie.

Oczywiście nie ma możliwości indywidualnych zakupów,  stroje sportowe zostaną więc zakupione w najbliższej hurtowni i nawet jeżeli będą miały zróżnicowane rozmiary, będą przydzielane dzieciom jak mundury w wojsku albo uniformy w więzieniu. Dzieci ukraińskie z zamożniejszych rodzin wyrzucą taki strój do kosza, albo odłożą na półkę. Dzieci z rodzin niezamożnych, wysłane na jakieś kolonie, będą rozpoznawane właśnie po niedobranym stroju.

Nie mamy powodu ani prawa troszczyć się na co UNICEF wydaje swoje pieniądze, można tylko zastanowić się czy warto czynnie popierać podobne idiotyzmy.

Również czy przepracowani pod koniec roku nauczyciele powinni zamiast wystawiać oceny i wypisywać świadectwa dokumentować fotograficznie obdarowywanie ukraińskich dzieci klapkami, czyli pracować za darmo na rzecz PR UNICEFU?

Przydzielanie nauczycielom takiego zadania pod sam koniec roku szkolnego przypomina mi jako żywo czasy realnego socjalizmu, gdy szkoła w której pracowałam pod koniec roku obrachunkowego kupowała do gabinetu dyrektora paprotki i zupełnie zbędne, paskudne ( innych nie było) reprodukcje na ściany, bo pieniądze trzeba było wydać w całości, żeby w kolejnym roku nie obniżono szkole dotacji.

Swego czasu komentowałam obietnicę Tuska, że każde dziecko w Polsce dostanie w prezencie laptop. Na szczęście niespełnioną. W zamożniejszych rodzinach każdy ma swój komputer, czy tablet więc prezent Tuska leżałby wśród zbędnych rzeczy i wylądował w końcu na śmietniku.

W rodzinach biednych problemem nie jest brak komputera lecz brak środków na niezbędne wydatki więc sprzedaż komputera prędzej czy później zatkałaby jakąś dziurę w budżecie. W tak zwanych rodzinach patologicznych komputer zostałby sprzedany natychmiast i to na wódkę. Na szczęście dla finansów kraju Tusk należy do polityków, którzy jak mówią – to mówią. Nie takie obietnice i nie takie ordynarne kłamstwa słyszeliśmy z jego ust. Można się tylko cieszyć, że nie rozproszył kolejnych miliardów. (Liczba uczniów w Polsce to około 5 milionów mnożona przez tysiąc złotych czyli cenę taniego laptopa) na szlachetną, ale tylko z pozoru inicjatywę.

 Und hier ist der Hund begraben. ( i tu jest pies pogrzebany).

Nie bez przyczyny posługuję się niemieckim idiomem. Wszystkie takie szlachetne (ale tylko na pozór) inicjatywy okazują się być utopijne i przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Jak pięknie pomyśleć na przykład, że możemy czerpać energię wyłącznie ze słońca i wiatru. Jak miło uwolnić się od brudnego węgla. Starsi ludzie pamiętają umorusanych węglarzy rozwożących w powojennych latach węgiel na platformach ciągniętych przez ogromne perszerony i dym z kominów unoszący się nad dachami domów. Jednak te niemiłe dla obecnych ideologów zielonego ładu widoki oznaczały dla nas bezpieczeństwo i ciepło w domu.

Właśnie Niemcy, którzy postawili na utopię czystej energii nie tylko zapłacili za swoje fanaberie wysoką ceną energii elektrycznej lecz zmuszeni będą obecnie powracać do węgla. Nie mogą ryzykować nieuchronnej destabilizacji społecznej i politycznej kraju gdy ludzie zaczną zamarzać w swoich domach. Poza tym do świadomości społecznej dociera fakt, że materiały stosowane w panelach słonecznych i akumulatorach czyli lit i kobalt są silnie toksyczne. Dlatego nie wolno tych akumulatorów wyrzucać na wysypiska śmieci. Samo wydobycie metali ziem rzadkich stanowi również poważne zagrożenie dla środowiska.[No i te murzyniątka i kitajczonki… md] Dlatego państwa zachodnie nie wydobywały ich u siebie, lecz kupowały (z właściwa sobie hipokryzją) w Chinach. 

Polonistka jednej ze znanych mi szkół podstawowych zadała dzieciom wypracowanie: „ Jak czuje się gwóźdź wbijany w deskę?”. Można takie pytania ciągnąc w nieskończoność. A jak czuje się deska w którą wbijany jest gwóźdź?  Jak czuje się zarodek gotowany na miękko w jajku? Jak czuje się wesz traktowana delacetem?

Stawianie sobie takich pytań oznacza niezgodę na jedyny świat jaki znamy i musimy w nim żyć. Próby arbitralnego poprawiania tego świata prowadzą do nieszczęść o wiele poważniejszych niż te, którym usiłuje się przeciwdziałać.

Likwidacja nierówności społecznych oznaczała wyrżnięcie milionów ludzi. Likwidacja zabijania zwierząt oznaczałaby wyrżniecie wszystkich istot mięsożernych.  

Dlatego przestańmy zajmować się wykluczeniem klapkowym.

Skupmy się na poważniejszych, realnych problemach. 

Po oskarżeniu Polaków o dokonanie zbrodni wołyńskiej – Polska przekaże Ukrainie milion euro na szpital. Szuchewycz – bohaterem…

https://www.bibula.com/?p=135008

To się w głowie nie mieści. Ambasador Ukrainy w Niemczech posądza Polskę o dokonanie zbrodni Wołyńskiej i porównuje nasz naród do Hitlera, jednak polski MSZ nie widzi w tym żadnego problemu i tego samego dnia podejmuje decyzję o przekazaniu „braciom” transportu humanitarnego. W całej tej sprawie mimo wszystko największą hipokryzją jest decyzja o przeznaczaniu 1 mln euro na utworzenie ośrodka rehabilitacyjnego na terenie Ukrainy

Do Lwowa przyjechał nasz dobry przyjaciel, burmistrz Wrocławia Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. Mamy ważne wieści. Wrocław przeznaczy 1 mln euro na utworzenie ośrodka rehabilitacyjnego UNBROKEN Ukraine – napisał w dniu 03 lipca 2022 roku na swoim koncie w rosyjskiej aplikacji TELEGRAM mer Lwowa Andrij Sadovyj.

To jest to, krok po kroku, dzięki przyjaciołom i partnerom idziemy do realizacji naszego wielkiego celu. NIEZNISZCZALNI to ekosystem wsparcia i opieki nad ludźmi, którzy ucierpieli z powodu wojny.” – czytamy we wpisie mera.

Niestety nasza kultura nie pozwala słów skomentować po tym jak ich przedstawiciel władzy na terenie Niemiec oskarżył nas o dokonanie zbrodni wołyńskiej w 1943 stwierdzając przy tym, że Ukraińcy jedynie się bronili przed Polakami.

Za: Kancelaria Lega Artis (4 lipca 2022)

======================================


Gloryfikacja ludobójcy Szuchewycza to kolejny cios w relacje polsko-ukraińskie

Roman Szuchewycz, kolaborant hitlerowski i dowódca ludobójczej UPA, na okolicznościowych kartkach, pieczątkach i znaczkach, wydanych na Ukrainie tuż przez polskim Narodowym Dniem Pamięci 11 Lipca

.

Panowie Ministrowie Dmytro Kuleba i Zbigniew Rau, to też tylko „prywatne opinie”?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Za: isakowicz.pl (4 lipca 2022)

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny energii elektrycznej w Polsce.

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny en. elektrycznej w Polsce. Tak drogo jeszcze nie było… [ a o przyczynach inflacji – same bzdury !! md]

[Poniższy text i jego slogany – umieszczam jako ilustrację niewiedzy przyczyn, bezczelności i niekompetencji „decydentów”. Mirosław Dakowski]

https://nczas.com/2022/07/08/rekordowe-ceny-pradu-w-polsce-tak-drogo-jeszcze-nie-bylo/

W ostatnich dniach ceny prądu w Polsce osiągnęły rekordową wysokość, a nasz system energetyczny znalazł się nad przepaścią. Wśród głównych problemów eksperci wyliczają m.in. trudno dostępny węgiel, którego ceny na rynkach dochodzą do 400 dolarów za tonę.

Tylko w czwartek cena prądu z opcją dostawy na rok 2023 na Towarowej Giełdzie Energii przekroczyła 1500 zł za MWh. Według „Rzeczpospolitej” składa się na to kilka czynników.

Już w poniedziałek 4 lipca prąd w Polsce był najdroższy w całej Unii Europejskiej. Na tzw. Rynku Bilansującym cena wyniosła blisko 2500 zł za MWh.

Mimo że padł historyczny rekord, nie jest to wynik ostateczny. Ceny bowiem mogą się zmieniać w ciągu najbliższych dni czy tygodni.

Do wzrostu cen mogły przyczynić się m.in. dwie poważne awarie dużych jednostek wytwórczych. – W efekcie dostępna dla operatora rezerwa w godz. 19 w poniedziałek nie była wystarczająca – tłumaczyły w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Polskie Sieci Energetyczne.

Zdaniem ekspertów problemem jest też dostępność węgla. [A wielkie polskie górnictwo węglowe- wspólnie ze wspólnikami z UE – niscza od trzech dziesięcioleci. MD]

Polskie elektrownie już niebawem mogą zacząć kupować [sic !!! md] ten surowiec z zagranicy. Jego ceny, w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, wynoszą nawet 400 dolarów za tonę. Polski węgiel także jest coraz trudniej dostępny i coraz droższy.

Na tym jednak nie koniec polskich problemów. Są bowiem przestoje w systemie energetycznym. Wyłączono m.in. blok w elektrowni Kozienice.

Sytuacja ta spowodowana jest istotnym wzrostem produkcji energii wynikającym ze znacznie wyższego niż planowane zapotrzebowania Krajowego Systemu Energetycznego” – wyjaśniła Enea, do której należy B11.

Problemy odnotował także Tauron – z powodu chwilowego spadku mocy jednego ze swoich bloków. W weekend przeprowadzony ma być natomiast remont bloku w elektrowni Turów.

===========================

A oto Zielony Ład w Dakocie:

Multimedia w nagłówku

Skies turn green during South Dakota storm

Czy Morawiecki reaktywuje PRL-owską Państwową Komisję Cen?

Rząd PiS wyspecjalizował się w przeróżnych tarczach, działaniach osłonowych, rekompensatach i dopłatach. Pod tym względem coraz mniej różni się od działań Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W czasach PRL powołano nawet Państwową Komisję Cen, która na bieżąco analizowała sytuację „na rynku”.

Morawiecki nie kryje swoich socjalistycznych ciągotek, choć słowo „socjalizm” zastąpił sloganem „strategia zrównoważonego rozwoju”.

Rząd dopłaci do opału, do benzyny, do paneli, do auta elektrycznego, a nawet do dekodera tv. Choć Morawiecki pozuje na dobrodzieja, tak naprawdę jest zwykłym Janosikiem, a kim był Janosik nie trzeba przypominać. Chętnie obdarowywał ubogich, jednak nie z tego, co wypracował, lecz z tego, co zrabował innym. No, chyba że działalność grabieżczą nazwiemy pracą. Ale to już byłaby dewiacja. Morawiecki robi podobnie – rozdaje to, co wcześniej komuś zabrał. Obdarowuje nas więc naszymi własnymi pieniędzmi, bądź długiem, który kiedyś trzeba będzie spłacić. Współczesny Janosik rabuje więc nie tylko, tu i teraz, nas, nasze dzieci i wnuki, ale nawet tych, którzy jeszcze się nie urodzili.

W swoim archiwum znalazłem dokument Państwowej Komisji Cen, której w 1981 roku przewodniczył słynny minister prof. dr hab. Zdzisław Krasiński, ten od „chrupiących bułeczek”. Poniżej tylko dwa zrzuty tego dokumentu (jest zbyt obszerny, by publikować go tu w całości). Jak myślicie, kto w dzisiejszym rządzie Morawieckiego mógłby pełnić rolę ówczesnego Krasińskiego? A może sam Morawiecki?

Zdzisław Krasiński

Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne.

W potrzasku – Przemysław Piasta https://www.bibula.com/?p=135078

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski.

Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach.

Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piast

W potrzasku – Przemysław Piasta

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski. Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 12 marca1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach. Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piasta

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? Cenzura [ZDJĘCIA]

Jaka ”cenzura”?! To jest zniszczenie mienia łącznie z kradzieżą!

Osoby odpowiedzialne za ten pomnik powinny natychmiast złożyć zawiadomienie do prokuratury. Mamy nadzieję, że podczas Upamiętnienia 11 lipca w całej Polsce demonstranci będą mieli ze sobą takie rekwizyty: widły i dziecko wbite na sztorc.

Cenzura Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne

Red. Gazeta Warszawska https://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/8012-cenzura-pomnikarzezi-wolynskiej

======================
Autor: Grzegorz Lipiec 

Podkarpacie Kolejne problemy inicjatorów ustawienia Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Domostawie na Podkarpaciu. Tym razem z monumentu zniknęło kilka elementów, które przypominają o brutalnych sposobach mordowania dzieci przez ukraińskich nacjonalistów z Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). 

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej to dzieło Andrzeja Pityńskiego. Wybitnego rzeźbiarza rodem z Ulanowa, który zmarł 18 września 2020 roku. Monument w 2017 roku został zaprojektowany na zamówienie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Po odlaniu w brązie w Gliwickim Zakładzie Urządzeń Technicznych nadal tam czeka na to, żeby został przetransportowany do gminy Jarocin. Monument stanie w Domostawie.

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej przy S19. Kolejne kłopoty z odsłonięciem tego monumentu. – Pomimo różnych trudności stanie pod „polskim niebem” – mówi tarnobrzeski historyk sztuki Witold Zych [ZDJĘCIA]

Pomnik ma 14 metrów wysokości i kształt orła. Waży 10 ton.

W jego środku znajduje się wycięty krzyż, ze wbudowanym trójzębem, na który nabite jest dziecko. Znajduje się tam stojąca w płomieniach rodzina i odcięte głowy, które są osadzone na sztachetach płotu. W górnej części pomnika, na skrzydłach orła umieszczone zostały nazwy miejscowości, w których doszło do mordów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Polakach. Kilka dni temu pisaliśmy o kłopotach jakie mają przedstawiciele Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”.

SZABLON

11 lipca na pewno nie odbędzie się uroczyste odsłonięcie pomnika.

– Kilka dni temu, gdy  poprosiłem dyrektora Gliwickiego Zakładu Urządzeń Technicznych Jerzego Trzoska o przesłanie nam szablonu, który jest niezbędny do tego aby projektant odpowiednio zaplanował w podstawie fundamentowej śruby do przykręcenia pomnika wyraził na to zgodę. Potem w rozmowie telefonicznej odmówił wysłania tego szablonu, uzasadniając to  obecną sytuacją geopolityczną. Umówiłem się więc, że sam przyjadę do Gliwic i odwzoruję sobie szablon na przygotowanym kartonie. W przeddzień wyjazdu pan dyrektor zadzwonił do mnie i oznajmił, żebym  nie przyjeżdżał, bo on i tak nie udostępni szablonu. Dyrektor odlewni wycofał się także z obietnicy przewiezienia i zamontowania pomnika w najbliższej przyszłości. Kazał mi poszukać sobie firmy, która to uczyni. O powyższym zawiadomiłem Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce – mówi Zbigniew Walczak, wójt gminy Jarocin oraz prezes Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie.

CENZURA

To jednak nie jest koniec. Do Gliwic wybrali się historyk sztuki z Tarnobrzega – doktor Witold Zych oraz wójt gminy Jarocin i prezes zarządu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie – Zbigniew Walczak.

Okazało się, że z pomnika zniknęło kilka elementów. – Smutny widok. Pomnik „Rzeź Wołyńska” śp. Mistrza Andrzeja Pityńskiego stojący od pięciu lat w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych, gdzie odlano go w brązie został „tymczasowo ocenzurowany” z powodów których można się domyślać. Usunięto ciało polskiego chłopca nabitego na trójzębne widły oraz płot z nabitymi na sztachety główkami dzieci. Dobrze, że wkrótce pomnik zostanie zdemontowany i przewieziony do Jarocina na Podkarpaciu, by docelowo w całości ze wszystkimi jego elementami stanąć w Domostawie przy trasie Via Carpatia.- zaznacza Witold Zych.

Mamy zapewnienie, że pomnik przy S19 będzie miał wszystkie elementy. 10 lipca w Domostawie ma odbyć się wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami z miejsc kaźni na Wołyniu.

UROCZYSTOŚCI

Uroczyste poświęcenie i wmurowanie aktu erekcyjnego oraz urny z prochami pobranymi z miejsc kaźni na Wołyniu odbędzie się 10 lipca w Domostawie. Początek: godzina 15 – nabożeństwo polowe.

=================

Mail: grzegorz.lipiec@korso.pl / twitter.com/grzegorzlipiec

Gen. Pacek: Ukraina przegrywa. Problem: nie chcemy o tym słyszeć.

https://www.wnp.pl/przemysl-obronny/ukraina-niestety-przegrywa-problem-nie-chcemy-o-tym-slyszec,599178.html

O sytuacji militarnej na Ukrainie, celach wojsk rosyjskich, o tym, co się musi stać, by Ukraina nie przegrała. Jaka może być rola Polski w najbliższych latach – mniej lub bardziej gorącej wojny. O tym WNP.PL rozmawia z gen. prof. Bogusławem Packiem, byłym rektorem Akademii Obrony Narodowej i doradcą NATO ds. Ukrainy, prezesem Fundacji – Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.

  • – Przekaz z wojny na Ukrainie, jaki otrzymujemy, jest mocno podkoloryzowany. Znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość – twierdzi gen. Pacek.
  • – Rosja przewyższa Ukrainę wielkością armii i liczbą ciężkiego uzbrojenia, nawet jeśli jest ono czasem wyjątkowo stare. Dlatego może dokonywać dalszych, powolnych zdobyczy terytorialnych – podkreśla.
  • – Dotychczasowe obietnice Zachodu znacznie przewyższają realną pomoc – uważa. Trzeba, jego zdaniem, rewolucyjnych zmian w skali pomocy, by zrównoważyć siły obrońców z potencjałem agresora.
  •  Jestem przeciwnikiem panikowania oraz straszenia – podkreśla gen. Pacek. – Dzisiaj nie można jednak bez obaw patrzeć w przyszłość. Trzeba się do wojny przygotowywać po to właśnie, by nigdy ona nie nastąpiła. 

Jak obecnie wygląda sytuacja na Ukrainie? Jedni eksperci uważają, że Ukraina już tę wojnę wygrała, drudzy, że Putin robi swoje i nie spocznie, dopóki nie zajmie Kijowa. Armia rosyjska jest w znacznym stopniu osłabiona bohaterskim oporem Ukraińców, ale wciąż mozolnie posuwa się do przodu. Nie wygląda na to, by Ukraina wygrywała tę wojnę, choć wszyscy jej tego życzymy.

– Przyczyny tego są dość jasne. Większość ekspertów, analityków i dziennikarzy od czterech miesięcy podąża głównie za ukraińską narracją wojny. Nie korzysta – z sympatii dla broniących się mężnie przed rosyjskim agresorem – z innych źródeł informacji.

Chcąc pomóc Ukrainie, świadomie powtarzają to, co mówią Ukraińcy i Kijów, którzy przedstawiają obraz toczonych walk jako wojnę hybrydową z Rosją – obraz budowany dla pokrzepienia serc, pocieszania i podtrzymywania na duchu społeczeństwa.

To obraz mocno podkoloryzowany. Brutalnie rzecz nazywając, znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość. Ukraina, chociaż wciąż wygrywa wojnę propagandową, przegrywa w działaniach bojowych. Prawda jest taka, że obecnie przebieg wojny nie jest dla Ukrainy optymistyczny.

Już od wielu tygodni ponosi duże straty w ludziach i sprzęcie. Rosja ma wyraźną przewagę. Wprawdzie wolniej, niż spodziewano się, ale zdobywa kolejne cele.

Zwłaszcza na wschodzie Ukrainy.

– Wojska rosyjskie zajęły cały obwód ługański, a po wycofaniu resztek wojsk broniących Siewierodoniecka prowadzą działania na dużą skalę w obwodzie donieckim. Zajęli już ponad 50 proc. terytorium tego obwodu. Teraz zdobyli Lisiczańsk i sforsowali rzekę Doniec.

W obwodach zaporoskim i chersońskim – to dwa bardzo istotne obwody – sytuacja jest bardziej umiarkowana. Rosjanie nie prowadzą tam żadnych intensywnych walk. Jest tam jednak prowadzona duża rosyjska kampania, która przygotowuje te obwody do referendum.

Rosjanie chcą, tak jak było to na Krymie, by mieszkańcy tych obwodów zagłosowali za „samostanowieniem”, czyli – bo tak to należy czytać – za przyłączeniem się do Krymu.

Dzisiaj trudno powiedzieć, jak się rozwinie sytuacja. Obydwa te obwody są inne niż prorosyjski Donbas, ale wciąż narodowościowo niejednolite. Część tamtejszej ludności jest za Rosją.

[dalej w oryg.: ]

Ukraina wyraźnie przegrywa wojnę

Obietnice Zachodu mocno przewyższają realną pomoc dla Ukrainy

Dr. Zbigniew Hałat zmarł nagle i niespodziewanie. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie. Oto ona.

Dr. Zbigniew Hałat, były wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, zmarł nagle i niespodziewanie 17 kwietnia 2022. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie.

Poczciwy Kret ją jednak wykopał – oto ona, tj. ogromna jej część.

https://web.archive.org/web/20220625173015/https://halat.pl/

„Gaz za ruble”, kto przegrał? Czy w tym bratnim uścisku zaduszą nas na śmierć?Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, u nas: 123 €.

Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €.

Andrzej Szczęśniak https://www.bibula.com/?p=135013

Głośno było ostatnio o przejściu na ruble w płatnościach za gaz. Bardzo dużo szumu… a potem cisza… Co się stało, czemu przycichło? Czyżby jakaś wstydliwa tajemnica? Rzeczywiście, kryje się za tą ciszą coś, co trzeba skrzętnie ukryć przed opinią publiczną…

Gdy Polska (PGNiG) jako pierwsza podejmowała tę decyzję o rezygnacji z płatności w nowym systemie, razem z nią takiego samego wyboru dokonała Bułgaria (Bulgargaz). Później dowiedzieliśmy się o kolejnych, którzy odmówili płacenia: fiński Gazum, holenderska GasTerra, międzynarodowy Shell, duński Orsted i litewski Ignitis.

Niewiele, szczególnie że oprócz polskiego kontraktu pozostałe były bardzo skromne lub miały się właśnie zakończyć. A przecież wciąż obowiązują 54 kontrakty Gazpromu. Te „porzucone” też, jedynie ich realizacja została zawieszona ze względu na brak płatności, a ich wielkość to 18 mld m3 rocznie (na 155 mld importu EU z Rosji w 2021 r.). Jednak Rosjanie szacują ubytek na 5-10% dostaw do Europy, gdyż wiele z tego gazu płynie dalej poprzez pośredników.

Polska była pierwsza… ale sprowadza rosyjski gaz przez Niemcy. Finlandia odrzucając rosyjski gaz za ruble, gwałtownie zwiększyła zakupy… rosyjskiego LNG. Kontrakt zupełnie inny, też długoterminowy, ale w płatności rublami nie obowiązują. Novatek dostarcza LNG z terminalu Kriogaz w Wysocku nad Bałtykiem, bo to najbliżej i najtaniej, gdzie najwięcej kupują… Litwa i Finlandia.

Od rosyjskiego gazu odcięło się zaledwie kilku odbiorców. I też nie do końca. Reszta spokojnie kupuje dalej. A na temat tego „straszliwego szantażu” zapadła cisza. Zero podsumowań, analiz, wniosków.

Kilka krajów wpadło we własne sidła ostrej retoryki pod publiczkę, która uniemożliwia podjęcie racjonalnej decyzji w trudnym momencie. Wepchnęła je w nie Bruksela, jej stanowisko było pryncypialne aż do bólu. Wpłata w walucie kontraktu była do przyjęcia, jednak już konwersję na ruble uznawano za naruszenie sankcji. Przypominali o tym najwyżsi rangą biurokraci brukselscy z Ursulą von der Leyen na czele. Jednak podstaw prawnych nie miało to żadnych, zapisane zostało w jednym z tysięcy dokumentów typu FAQ (odpowiedzi na najczęstsze pytania). Żadnej rangi dokument, a mógł spowodować natychmiastowe odcięciem całej Unii od 40% (a Niemiec od 60%) dostaw kluczowego surowca dla przemysłu i energetyki. To doprowadziłoby do natychmiastowej katastrofy energetycznej i szerzej – gospodarczej.

Nacisk najmocniej działał na kraje słabe i nie broniące swoich interesów. One wypowiedziały kontrakty, odcięły się od wschodu, a w efekcie popadły w energetyczne uzależnienie od Starej Europy, tak jak Polska od Niemiec. Peryferia Unii popadły w jeszcze większe uzależnienie od swoich starszych i bogatszych partnerów. Teraz mogą jedynie pokiwać palcem w bucie.

W żadnym stopniu pokrzykiwania Unii nie działały na państwa, które wiedzą, że interesy gospodarcze to istota rzeczy. Niemcy zawsze dyskretnie opierały się pogłębianiu uzależnienia od USA, a przede wszystkim od kontrolowanych przez nie źródeł ropy i gazu. Dlatego przez partnerstwo z Rosją chciały zmniejszyć dominację Ameryki w Europie. Jednak przy dzisiejszym natężeniu presji, przy uruchomieniu wszelkiego rodzaju narzędzi wpływu – politycy europejscy, szczególnie niemieccy, zrejterowali. Jednak nie na tyle, by nie było odwrotu. Gdy nacisk osłabnie, Ukraina i Rosja zakończą wojnę, wrócą do osłabiania uścisku sojusznika i użyją Rosji jako strategicznej przeciwwagi.

Waszyngton ma ogromną ilość narzędzi nacisku na Europę, a gdy będzie jeszcze kontrolował dostawy energii, a szczególnie jej ceny, może być bardzo niewesoło. Już dzisiaj jest, wystarczy porównać ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €. Europa ma 5-krotnie wyższe ceny gazu niż Ameryka i jej gospodarka w tym bratnim uścisku może zostać zaduszona na śmierć.

A Stany odgryzają dla siebie coraz większy kawałek europejskiego tortu gazowego, podpisując kontrakty na eksport LNG do Europy. EnBW podpisał właśnie pierwszy w historii niemiecki kontrakt długoterminowy na zakup LNG.

Sytuacja jest niebezpieczna, czasy są wojenne i nieprzewidywalne. Mamy wojnę na Ukrainie, ale mamy też wojnę energetyczną (handlową, finansową) Zachodu z Rosją. Każdy scenariusz jest możliwy i poruszamy się po polu minowym, gdzie każdy krok może skończyć się wybuchem. Niemcy już ostrzegają, że cały ten „rynek” może się w każdym momencie zawalić, określając tę sytuację jako gazowy „efekt Lehman Brothers” – najsłynniejszego bankructwa XXI wieku, które wywołało globalny kryzys finansowy w 2008 roku.

Andrzej SzczęśniakMyśl Polska, nr 27-28 (3-10.07.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (3-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/03/gaz-za-ruble-kto-przegral /

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁA md]

Jak piją Polacy? W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków.

Jak wypadamy na tle świata? Raport OECD o spożyciu alkoholu

W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Monika Mikołajska https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/zyj-zdrowiej,picie-alkoholu—jak-wypadaja-polacy–nowy-raport-oecd,artykul,90827573.html

Średnio 11,3 litra czystego alkoholu rocznie przypada na mieszkańca kraju należącego do UE – wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), uwzględniającego 52 kraje świata. Ile piją ich mieszkańcy? Jak często się upijają, gdzie jest najwięcej uzależnionych? Jak to wpływa na długość życia? I wreszcie, jak sytuacja wygląda w Polsce? Poznajcie szczegóły.

  1. Wg raportu przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (powyżej 15 lat)
  2. W krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji – to ok. 50 mln ludzi
  3. Na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu, co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych
  4. Do 2050 r. z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. To jeden z wyższych wskaźników

Raport OECD: przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych

„Alkohol może być źródłem przyjemności i jest ważną częścią gospodarki w wielu krajach. Jednak jego szkodliwe spożywanie jest głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnej śmierci, urazów, wielu chorób niezakaźnych” – przestrzega Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w nowym raporcie poświęconym zapobieganiu szkodliwemu spożywaniu alkoholu (to tylko niektóre z konsekwencji).

Z opracowania wynika tymczasem, że problem ten jest stosunkowo powszechny – przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (osoby powyżej 15. roku życia) i jeden na pięciu nastolatków, którzy 15 lat jeszcze nie ukończyli. Co więcej, raport pokazuje, że szkodliwe picie alkoholu wśród młodych dorosłych jest powszechne. Alkohol pije ponad 60 proc. nastolatków w wieku 15 lat, a co piąty już co najmniej dwukrotnie doświadczył nietrzeźwości.

To wyniki analiz przeprowadzonych w 52 państwach, które uwzględnia raport organizacji – są to członkowie OECD, Unii Europejskiej i kraje G20 (zrzesza najbogatsze państwa świata, w tym USA i Chiny). Wśród badanych państw znalazła się oczywiście również Polska – o tym, jak wypadliśmy, w dalszej części tekstu.

Autorzy dokumentu szacują, że wśród mieszkańców krajów należących do OECD w 2018 r. na osobę przypadało 10 litrów czystego alkoholu – odpowiada to dwóm butelkom wina lub prawie 4 litrom piwa tygodniowo. Średnia dla państw Unii Europejskiej wynosi 11,3 litra na mieszkańca, w państwach G20 to o niemal 3,5 litra mniej – 7,9 litra na głowę.

Mężczyźni spożywają więcej alkoholu niż kobiety (średnio trzy razy więcej).

[—]

Państwa, w których pije się najwięcej

Gdzie konkretnie spożywa się najwięcej czystego alkoholu? Do państw, w których wskaźniki te są najwyższe należą wg raportu OECD m. in. Łotwa i Austria.

Spożycie alkoholu (litry czystego alkoholu) wśród dorosłych (wiek 15+), ok. 2018 r.

Na Łotwie rocznie na mieszkańca przypada 12,8 litra czystego alkoholu (mężczyźni 20,9 litra; kobiety 6,1 litra). Odpowiada to mniej więcej 2,6 butelkom wina lub 4,9 litrom piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i starszą. Co najmniej raz w miesiącu upija się 44 proc. dorosłych. Jeżeli chodzi o młodzież, przynajmniej raz w życiu upiło się 25 proc. chłopców i 24 proc. dziewcząt w wieku 15 lat.

W Austrii zaś na jednego mieszkańca rocznie przypada 12 litrów czystego alkoholu (mężczyźni 18,5 litra, kobiety 5,8 litra). To odpowiada mniej więcej 2,5 butelkom wina lub 4,6 l piwa tygodniowo na osobę. Co najmniej raz w miesiącu upija się 33 proc. dorosłych. 36 proc. chłopców i 28 proc. dziewcząt w wieku 15 lat piło co najmniej dwa razy w życiu.

Co z Polską? Jak pokazuje powyższa grafika, zajmujemy pod tym względem 10. miejsce.

Jak podaje raport, w krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji, czyli ok. 50 mln ludzi. Podczas gdy średnia dla krajów Unii Europejskiej jest podobna, dla krajów G20 wynosi ona 2,9 proc. We wszystkich krajach częstość występowania uzależnienia jest wyższa u mężczyzn niż u kobiet. Na tym tle wyróżniają się Łotwa, Węgry i Federacja Rosyjska. Szczegóły przedstawia poniższa grafika.

Spożycie alkoholu w Polsce. Szczegóły raportu OECD

Co na temat Polski mówi najnowszy raport OECD? W jakich ilościach pije się u nas alkohol i jakie są tego skutki? Poniżej najważniejsze informacje.

Wg analiz OECD na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu. To odpowiada mniej więcej 2,4 butelki wina lub 4,5 litra piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i więcej. Co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych – oznacza to, że na jedną „okazję” wypijamy ponad 80 proc. butelki wina lub 1,5 litra piwa.

W rozróżnieniu na płeć – mężczyźni w naszym kraju spożywają 18,4 litra czystego alkoholu na mieszkańca rocznie, w przypadku kobiet jest to 5,6 litra. Co ciekawe, kobiety o 62 proc. częściej upijają się (w miesiącu), jeśli mają wyższe wykształcenie.

Jeżeli zaś chodzi o młodzież, 17 proc. chłopców i 21 proc. dziewcząt w wieku 15 lat co najmniej dwa razy w życiu piło alkohol. Autorzy raportu podkreślają, że dzieci, które nigdy nie były pijane, mają o 42 proc. większe szanse na dobre wyniki w szkole.

Jak takie spożywanie alkoholu może wpłynąć na oczekiwaną długość życia? Analizy w 52 krajach wskazują, że generalnie do 2050 r. średnia długość życia spadnie o 0,9 roku. Największe spadki prognozowane są jednak w krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wg szacunków w ciągu następnych 30 lat z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. Prognozy te uwzględniały wypijanie jednego drinka dziennie u kobiet i średnio 1,5 drinka dziennie u mężczyzn.

To wysoki wynik (na pokazanym wykresie jest to wskaźnik HALE). Gorzej od nas wypada tylko Litwa (długość życia skróci się o 1,9 roku) i Rosja (1,7 roku). Wskaźnik dla Estonii i Łotwy również wynosi 1,6 roku. Szczegóły przedstawia poniższy wykres.

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

[cd. w oryginale. MD]

===================================

Tymczasem w „Rynku zdrowia” podają dane błędne, chyba 10 razy zaniżone: „Statystyczny Polak wypija rocznie średnio 3 litra wódki”.[sic!!]. I nie poprawili!!

Tak piszą tu: https://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Prof-Zatonski-za-picie-placimy-krotszym-zyciem-ostatni-rok-byl-rekordowy,203728,8.html

=================================

Prof. Zatoński, załamanie wskaźników dotyczących oczekiwanej długości życia zbiegło się z decyzją (z 2002 r.- red)  ówczesnych władz o obniżeniu o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe.

Dane są zatrważające. W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary ludobójstwa

http://isakowicz.pl/spoleczne-ogolnopolskie-upamietnienie-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-polakow-3-14-lipca/

Społeczne ogólnopolskie upamiętnienie Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa Polaków, 3 – 14 lipca

Na prośbę Rodzin Ofiar Ludobójstwa oraz organizacji patriotycznych i kresowych zamieszczam informację o najważniejszych upamiętnieniach.

Uwaga: Program stale uzupełniany.

Nowe informacje można przesyłać na e-mail tadeusz@isakowicz.pl

Niedziela 3 lipca – Jasna Góra – XXVIII Zjazd i Pielgrzymka Kresowian.

9.30 –Kaplica NMP. Msza św. za wypędzonych, poległych i pomordowanych na Wschodzie. Homilia – ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski.

10.30 – Marsz pokoleń kresowych. Przekazanie wotum do Kaplicy Pamięci Narodu i Apel Pamięci pod tablicami poświęconymi Polakom zamordowanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939–1947 oraz Ukraińcom udzielającym Polakom pomocy.

11.15 – Sala Papieska – Otwarte Forum Kresowe: KRESY- PAMIĘĆ POKOLEŃ.

Organizator – Światowy Kongres Kresowy

Czytaj więcej

Sobota 9 lipca – Warszawa

g. 13.00 – Msza św. za Ofiary Ludobójstwa Polaków i obywateli polskich innych narodowości na Kresach Wschodnich RP (kościół Wszystkich Świętych, pl. Grzybowski)

g. 14.30 – konferencję popularno-naukową (gmach PAST-y, ul. Zielna).

Organizator – Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć’.

Czytaj więcej   

Sobota 9 lipca – Kędzierzyn-Koźle – XIX. Wojewódzkie Dni Kultury Kresowej oraz Narodowy Dzień Pamięci 11 lipca 1943 r.

Godz. 10.00 – Msza Święta w Kościele p. w. Wniebowzięcia NMP
przy ul. Wojciecha Czerwińskiego 5 w Koźlu w intencji Polaków pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP.


Godz. 11.20 – Marsz Pamięci do PSP Nr 12 uczestników Mszy
Świętej z kompanią honorową i orkiestrą oraz pocztami sztandarowymi,
pod tablicę upamiętniającą dokonane ludobójstwo Polaków na Kresach
przy ulicy Piramowicza 30. Odczytanie Apelu Pamięci. Oddanie salwy
honorowej, odegranie Hymnu Państwowego i Roty. Złożenie wiązanek
kwiatowych pod tablicą pamięci.

Godz. 14.30 – Miejski Ośrodek Kultury
w Koźlu, ul. Skarbowa 10 – Konferencja naukowo-historyczna poświęcona tragicznym wydarzeniom na Kresach, w której uczestniczyć będą znani polscy historycy zajmujący się tymi zagadnieniami.

Niedziela, 10 lipca – Domostawa, gm. Jarocin (Podkarpacie) -Wmurowanie kamienie węgielnego pod pomnik Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”

g. 15.00 – Nabożeństwo polowe

Po nabożeństwie:

– Powitanie gości

– Przedstawienie stanu prac nad wzniesieniem pomnika

– Odczytanie i podpisanie Aktu Erekcyjnego

– Poświęcenie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami,

– Wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami

– Złożenie wieńców oraz salwa honorowa.

Organizator – Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” i Wójt Gminy Jarocin

Czytaj więcej

Niedziela 10 lipca – Przemyśl

g. 18:30  mszy świętej za dusze pomordowanych Polaków na Wołyniu. Następnie spod kościoła oo. franciszkanów nastąpi tradycyjny przemarsz pod pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej na cmentarzu przy ul. Słowackiego.

Niedziela 10 lipca – Kielce

g. 11.00 – Katedra Biskupia – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. 

g. 12.00 – Marsz Milczenia spod Katedry pod Krzyż Wołyński na cmentarzu.

Niedziela 10 lipca – Dębno (Zachodniopomorskie)

Godz. 11.00 – Msza św. w parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła

Godz. 12.00 – Wystąpienia okolicznościowe. Modlitwa za ofiary ludobójstwa. Złożenie kwiatów przed Głazem Pamięci Ofiar Ludobójstwa.

Organizator – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć – Oddział w Dębnie

Niedziela 10 lipca – Guelph (Kanada)

g. 12,00 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Sacred Heard w Guelph na rogu Alice St. i Huron St.

Organizator: Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego “Orzeł Strzelecki” w Kanadzie i Związek Polaków w Kanadzie Grupa # 11 z Guelph.

Niedziela 10 lipca – Essen (Niemcy)

g. 12.30 w kościele pw. Świętego Clemensa, w Polskiej Misji Katolickiej w Essen Msza Święta w intencji Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich.

Niedziela 10 lipca – Legnica

godz. 13.00 – Kościół św. Jana (franciszkanie konwentualni) – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. Przewodniczy i kazanie wygłosi ks. biskup-senior Marian Buczek ze Lwowa.

Po mszy św. złożenie kwiatów pod tablicą pamiątkową oraz panek dyskusyjny w klasztorze, sala nr 8 . Uczestnicy ks. bp Marian Buczek ze Lwowa, prof. dr hab. Stanisław Nicieja – Uniwersytet Opolski, prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy – KUL, Czarnowski – pisarz, dr Michał Siekierka – IPN Wrocław.

Poniedziałek, 11 lipca – Wrocław

godz. 10:00  – Pomnik-Mauzoleum pomordowanej ludności polskiej na Kresach Płd.-Wsch. przez OUN i UPA przy skwerze Ksawerego Dunikowskiego we Wrocławiu.     

– hymn państwowy,

– przemówienia okolicznościowe,

– modlitwa i złożenie kwiatów.

godz. 12:00  – Msza Święta w Kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu.

Organizatorzy – Wojewoda Dolnośląski, Dowódca Garnizonu Wrocław i Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów

od 9:00 do 13:00 będzie można oddać krew przy ul. Oławskiej, o godz. 18:00 odbędzie się konferencja popularnonaukowa (Pl. Solidarności 1/3/5, sala im. Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki) , na której jednym z gości będzie świadek historii, pisarz, poeta Stanisław Srokowski, a o godz. 20:00 z Placu Solidarności wyruszy Marsz Pamięci.

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/1081171679162001

Poniedziałek 11 lipca 2022 – Szczecin

godz. 10:30 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Szkolnym pw. NMP Wspomożenia Wiernych na ul. Ku Słońcu 124.

godz. 12:00 – pod Pomnikiem Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich 1939 – 1947, który znajduje się na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Organizatorzy – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć, Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki i Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Szczecinie.

Poniedziałek 11 lipca – Polkowice (Dolny Śląsk)

g. 20.00 – Apel Pamięci pod Golgotą Wschodnią na pl. Kościelnym.

Poniedziałek, 11 lipca – Grudziądz

godz. 11,00 Msza święta w intencji Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich w kościele rzymskokatolickim pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, ul. Moniuszki.

godz. 12,00 – Uroczystości pod pomnikiem Ofiar Ludobójstwa, róg ulicy Królewskiej i Rapackiego

Organizator – Towarzystwo Miłośników Kresów Wschodnich w Grudziądzu. 

Poniedziałek 11 lipca – Bełchatów

godz 18 msza św. za Ofiar Ludobójstwa w kościele NMP Nieustającej Pomocy, ul. ks. J Popiełuszki 9. 

Poniedziałek 11 lipca – Kraków

9.30 – msza święta w kościele karmelitów bosych pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, ul. Rakowiecka 13 za ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach – mieszkańcach Kresów Południowo-Wschodnich, w latach 1939-1946
11.00 – oddanie hołdu Polakom – ofiarom ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich II RP (pomnik ofiar ludobójstwa – cmentarz Rakowicki)

Poniedziałek 11 lipca – Tarnobrzeg (Podkarpacie).

g. 18. 00 – Parafia Chrystusa Króla, ul. Niepodległości – msza św. za Ofiary Ludobójstwa i modlitwa pod pamiątkową tablicą.

g. 19.20 – prelekcja dr. Artura Brożyniaka z Oddziału IPN w Rzeszowie o nacjonalizmie ukraińskim. 

Organizator – Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów w Tarnobrzegu.

Poniedziałek 11 lipca – Brzesko (Małopolska) – g. 18.00 msza św. w Sanktuarium św. Jakuba Starszego Apostoła przy Drodze „Via Regia” w intencji Ofiar Ludobójstwa. Intencja zamówiona przez Burmistrza, Przewodniczącej Rady Miejskiej oraz Radnych Miejskich.

Poniedziałek 11 Lipca – Tymbark (Małopolska)

g. 21.00 – Jednostka Strzelecka nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolone ZS „ Strzelec „ OSW w Tymbarku upamiętni kolejną rocznicę ludobójstwa na Wołyniu poprzez zapalenie zniczy pamięci oraz organizację wirtualnego biegu pamięci w dniach 10 – 11 lipca 2022 roku.

Poniedziałek 11 lipca – Żary (Lubuskie)

g. 12.00 – Uroczystości pod Krzyżem Wołyńskim na Cmentarzu Komunalnym.

Organizator: Klub Tarnopolan i Kresowe Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich.

Poniedziałek 11 lipca – Poznań

g. 17.00 – msza św. z Ofiary Ludobójstwa w kościele św. Jana Kantego.

Czwartek 14 lipca – Chodzież (Wielkopolska) 

g. 17.00 – przy kamieniu „WOŁYŃ 1943-1945” na cmentarzu parafialnym w Chodzieży.

Organizator – Chodzieskie Towarzystwo Patriotyczne.

Kaczyński chwali się zmianą Polski. – Taaak.. Mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej.

Zbudował kraj pełen dziadków bez wnuków. Tu nie ma przyszłości

[ wg mnie – wnioski Autora są pospieszne, ale niestety – wskazują właściwie wyniki rządów PiS. MD]

https://nczas.com/2022/07/03/kaczynski-chwali-sie-zmiana-polski-zbudowal-kraj-pelen-dziadkow-bez-wnukow-tu-nie-ma-przyszlosci/

– Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim. I udało mu się – zbudował kraj emerytów z wielkim długiem.

„Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, które przygotowywaliśmy, kiedy byliśmy w opozycji, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym. I kiedy szedłem tutaj i słyszałem +twoja wina, twoja wojna+, to pomyślałem, ze chętnie +winę+ za zmianę tego systemu biorę na siebie, choć jest to nie tylko moja +wina+” – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Dodał, że wielu osobom było dobrze w dawnym systemie, bo „w mętnej wodzie doskonale ryby łowili”.

„A kiedy woda została przeczyszczona, jeszcze niedostatecznie, ale jest już czystsza, i okazało się, że liczą, to jest im trudniej. I oni nas za to nienawidzą, naprawdę nas nienawidzą. Jak ktoś nie wierzy, niech posłucha wczorajszej konwencji PO w Radomiu” – stwierdził Jarosław Kaczyński.

Powiedział, że zdaje sobie sprawę, że „są tam tacy, których nie da się naprawić”, ale są tacy, którzy „może zmienią zdanie i do nich się zwracamy”. „Na czym polegało usprawiedliwienie tamtej polityki? Polegało na twierdzeniu, że innej polityki się nie da prowadzić, że +pieniędzy+ nie ma i nie będzie, że nie ma guzika, który można naciskać, żeby ceny spadały. Teraz ten pan, którego nazwiska nie chcę wypowiadać, odkrył ten guzik, bo powiedział, że jak dojdą do władzy, to zniknie inflacji” – stwierdził prezes PiS.

======================================

Rządzący PiS pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego żadnej wody nie przeczyścił. Po prostu powsadzał swoich na wszystkie możliwe stanowiska, a dodatkowo namnożył tych stanowisk w administracji państwowej i spółkach skarbu państwa do rozmiarów nieznanych wcześniej w historii. PiS nie rozliczył żadnej afery z poprzednich lat, a wyjątkiem jest Sławek Nowak, który gdyby nie wpadł na Ukrainie to nikt by o nim już dawno nie słyszał.

PiS po prostu zadłużał nas ile się da, „drukował” pieniądze, które rozdawał swoim i grupom społecznych, które go popierały, głownie emerytom. Dzięki temu mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej. Dzieci się rodzi coraz mniej. Polska to dzisiaj kraj emerytów, dziadków bez wnuków. To nie jest przyszłościowe, to nie jest rozwój. Polska wymiera dzięki polityce Jarosława Kaczyńskiego i jego partii.

Szczytowanie przed dołowaniem

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  3 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5207

28 czerwca prezydent Andrzej Duda wsiadł do samolotu, by polecieć na dwudniowy szczyt NATO w Madrycie, który rozpoczął się we wtorek uroczystą kolacją z hiszpańską rodziną królewską. Zanim jednak wsiadł, na płycie wojskowego lotniska w Warszawie wygłosił przemówienie o tym, czego się po szczycie spodziewa i co będzie robił, gdy stamtąd powróci. Przede wszystkim pan prezydent spodziewa się, że w Madrycie nastąpi demonstracja jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Wszytko to oczywiście być może, bo sam widziałem, jak amerykański prezydent Józio Biden komplementował niemieckiego kanclerza Scholza, że jest najlepszym szermierzem jedności Sojuszu i że gdyby nie on, to nie wiadomo, czy wszystko by się tak pięknie udało. Tymczasem rządowa telewizja w Warszawie od tygodni chłostała niemiecki rząd, nieubłaganym palcem wytykając mu, że nie tylko nie pomaga Ukrainie tak, jakby tego chciał pan premier Morawiecki, ale w dodatku sprawia wrażenie, jakby grał w jednej drużynie ze znienawidzonym Donaldem Tuskiem i jego Volksdeutsche Partei. Jeśli jednak, zgodnie z marzeniem pana prezydenta Dudy w Madrycie ma być zademonstrowana jedność – a taki chyba też jest rozkaz – to chyba pan prezes Kurski będzie musiał nałożyć pani redaktor Danucie Holeckiej jakiś tłumik – bo ostatnio nawet niemiecki ambasador w Warszawie ubolewał, że „nie rozumie”, o co właściwie rządowi „dobrej zmiany” chodzi. Nie jest w tym odosobniony, bo Naczelnik Państwa, który właśnie ustąpił w rządzie miejsca swemu faworytowi, panu Mariuszowi Błaszczakowi, podczas przemówienia do wyznawców, jakie wygłasza w kolejno odwiedzanych miastach, w Inowrocławiu dał do zrozumienia, że istnieje antypaństwowy spisek deweloperów, tak zwany „układ deweloperski” który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Wskutek tego nie buduje się tylu mieszkań, co za Gierka, który w oczach Naczelnika Państwa niezmiennie musi uchodzić za jasnego idola. Reprezentujący tę branżę związek firm deweloperskich w odpowiedzi zwrócił uwagę, że duże, ponadregionalne firmy, obejmują zaledwie około 3 procent rynku, podczas gdy resztę – małe, rodzinne firmy nie wychodzące poza własny region. W tych warunkach możliwość stworzenia potężnego „układu deweloperskiego” jest niemożliwa. Ale Naczelnik wie swoje i „już z nowym wrogiem toczy walkę”.

Wracając do Madrytu, to pan prezydent Duda spodziewa się jeszcze, że odpowiedź NATO na rosyjską agresję będzie „twarda i silna” tym bardziej, że ma nadzieję, iż za największe zagrożenie dla NATO zostanie uznana Rosja. W związku z tym sekretarz generalny NATO, pan Stoltenberg zapowiada wzmocnienie sił szybkiego reagowania z 40 do 300 tysięcy żołnierzy, którzy mają być zorganizowani już nie tylko w batalionowe grupy bojowe, ale w brygadowe. Niestety chyba polskie supliki w sprawie dostarczenia z Zachodu broni i sprzętu zamiast tego, który Polska przekazała Ukrainie, nie zostaną wysłuchane, a pan prezydent ponownie chyba nie ośmieli się zaproponować prezydentowi Bidenowi, by w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, USA sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys, żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma zostać powiększona nasza niezwyciężona armia. Ale jestem pewien, że poza tym pan prezydent Duda może wygłosić najmocniejsze ze wszystkich przemówienie na całym szczycie, którego dodatkowym celem będzie zmłotowanie Turcji, by zgodziła się na przyjęcie do NATO Szwecji i Finlandii.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że szczyt w Madrycie odbywa się niejako w towarzystwie dwóch innych szczytów, jakie odbyły się wcześniej. Pierwszy – to szczyt państw uczestniczących w porozumieniu BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) w Pekinie. Szczyt opowiedział się za podjęciem rokowań między Ukrainą i Rosją, ale odnoszę wrażenie, że to był tylko taki listek figowy, który miał przesłonić poparcie, jakie zostało tam udzielone Rosji. Ma ono całkiem spory ciężar gatunkowy, bo BRICS skupia ponad 3 miliardy ludzi, podczas gdy NATO i kraje zależne od USA, jak Tajwan, czy Korea Południowa – tylko ponad 700 milionów. Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego zachodnie sankcje przeciwko Rosji są tak mało skuteczne. Poza tym kontynuowanie wojny na Ukrainie w sytuacji, jaka się wytworzyła, paradoksalnie wydaje się najbezpieczniejsze dla wszystkich zainteresowanych. Nie mówię już o USA, które nawet specjalnie nie ukrywają pragnienia, by wojna trwała jak najdłużej, tylko o Rosji, która ma nadzieję, że dzięki temu dokończy zaplanowany rozbiór Ukrainy, pozbawiając ją wschodnich, uprzemysłowionych obwodów oraz odcinając od Morza Czarnego. W tej sytuacji również zgoda prezydenta Zełeńskiego na wdanie się w dyskusję, nad „dopuszczalnym” rozbiorem Ukrainy, byłaby pocałunkiem śmierci nie tylko dla niego, ale i dla jego otoczenia. W tej sytuacji przejście wojny na Ukrainie w stadium przewlekłe, wydaje się nieuchronne.

Poza tym w Bawarii odbył się szczyt G 7, na którym wystąpił – oczywiście wirtualnie – prezydent Zełeński, przedstawiając w formie dość ultymatywnej, jak to ma we zwyczaju, nie tylko żądania dalszego wpierania Ukrainy dostawami broni, amunicji no i oczywiście – pieniędzy – a poza tym domagał się, by najbogatsze państwa zobowiązały się do sfinansowania odbudowy Ukrainy po ostatecznym zwycięstwie, które jego zdaniem może nastąpić już pod koniec bieżącego roku. Nie da się ukryć, że prezydent Zełeński, chociaż znajduje się razem z całą Ukrainą na finansowej kroplówce Zachodu, w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy, wcale nie kuca przed swoimi dobroczyńcami, najwyraźniej wychodząc z założenia, że kto nawarzył piwa, ten powinien je teraz wypić. Inna sprawa, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, więc może pan prezydent Duda uważa, iż – w odróżnieniu od prezydenta Zełeńskiego – nie na wszystko może sobie pozwolić.

Podczas gdy światowe potęgi szczytują przed prawdopodobnym dołowaniem, nieubłaganie nadchodzi sezon ogórkowy, który ma swoje prawa nawet w sytuacji wojny, jaką Rosja prowadzi z Sojuszem Atlantyckim na Ukrainie. Oto opinię publiczną, a w każdym razie – jej postępową część – wzburzyło wystąpienie pani Edyty Górniak, Już nawet nie chodzi o to, że nie wierzy w epidemię, co wśród mikrocefali uchodzi za myślozbrodnię, ale o to, iż ujawniła, że w przemyśle rozrywkowym funkcjonuje bardzo wiele istot człekopodobnych, tak zwanych „reptilian”, którzy nie mają duszy. Ta niedyskrecja wywołała w mondzie zrozumiałe poruszenie, a panią Górniak skrytykował nawet pewien ksiądz, wytykając jej nieubłaganym palcem, że wszyscy mają duszę.

Na jego miejscu nie byłbym taki pewny, już nawet nie dlatego, że taki np. pan Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że on duszy nie ma, co po bliższym przyjrzeniu mu się wygląda całkiem prawdopodobnie, a poza tym – któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od niego? Ważniejszym powodem jest dialog z judaizmem, w którym Talmud jasno sugeruje, że „goje” są istotami człekopodobnymi, chociaż, w odróżnieniu od pani Górniak, nie nazywa ich „reptilianami”. Dlaczego z Talmudem można tedy prowadzić „dialog”, a z panią Górniak, która przecież mniej więcej mówi to samo – już nie? Poza tym, w tej sytuacji, w pryncypialnej krytyce pani Górniak można dopatrzyć się ukrytych intencji antysemickich, co już byłoby sprawą bardzo poważną. Dlatego też z ulgą można powitać światełko w tunelu w postaci deklaracji pana mecenasa Romana Giertycha, że będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeszcze nie wiadomo, czy z Volksdeutsche Partei, czy z „Róbmy Sobie Na Rękę”, ale to nieważne, bo już Tadeusz Boy-Żeleński pisał, o pewnym osobniku, że „żadnych politycznych nie ma on przesądów; każda partia dobra, byle dojść do rządów” – a w przypadku pana mecenasa Giertycha immunitet parlamentarny jest na wagę złota.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Realne problemy z ukraińskimi uchodźcami –

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=134962

25 czerwca Straż Graniczna poinformowała, że od 24 lutego granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 4,32 mln uchodźców z Ukrainy. O ile za chwalebny uważam odruch zwykłych Polaków z pomaganiem zwykłym Ukraińcom, tak za haniebne uważam celowe wprowadzanie Polaków w błąd i narażanie naszego społeczeństwa na problemy i niebezpieczeństwo.

Za pomocną rozmaitych technik dezinformacji wmówiono Polakom, że konieczne jest przyjęcie Ukraińców, gdyż grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Polacy bezkrytycznie otworzyli swoje serca i domy. Tymczasem polskie społeczeństwo zostało oszukane.

Otóż, wielu przybyszy zza wschodniej granicy wyjechało z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi, a więc nie było bezpośredniego zagrożenia dla ich życia. Wielu z nich skuszonych rozmaitymi profitami przyjechało do Polski, by zgarnąć zasiłki i skorzystać z innych przywilejów (darmowe bilety, mieszkania, 500 plus, itp).

Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna się włączyć Polakom przy okazji Wielkanocny, kiedy wielu obywateli Ukrainy pojechało na Święta do swoich domów i nierzadko już tam zostali. Gdyby faktycznie groziło im tam śmiertelne niebezpieczeństwo, to nie zdecydowaliby się na taką podróż w drugą stronę. Oczywiście nie chcę generalizować. Nie mam wątpliwości, że spora część osób z Ukrainy realnie potrzebuje pomocy, gdyż wskutek działań zbrojnych w każdej chwili mogli zginąć od pocisków i/lub ich domy zostały zrównane ziemią.

Dziwić natomiast powinno, że nie udzielono im schronienia w innych regionach Ukrainy. Przypominam, Ukraina jest prawie dwa razy większa od Polski i wiele terenów jest tam względnie bezpiecznych.[80-90% md]

Tymczasem znam sporo osób – także z mojej rodziny – które w spontanicznym odruchu przyjęły pod swój dach przybyszów z Ukrainy. Co ciekawe, nie wszyscy przyjezdni na tej fali to Ukraińcy. Dla przykładu, moi bliscy znajomi otworzyli swój dom dla dwóch studentów kijowskiej uczelni, którzy są obywatelami Libii. Początkowo niespecjalnie chcieli oni opuścić Kijów, ale ostatecznie zdecydowali się wyjechać, gdyż wszyscy mieszkańcy akademika skorzystali z tzw. okazji i wyjechali zagranicę. Młodzi Libijczycy przyznali, że bardzo ich dziwi otwartość Polaków na przybyszów z Ukrainy. Znając ukraińskie nastroje z bezpośrednich kontaktów i internetowych forów, zapytali nas wprost: «Nie boicie się przyjmować Ukraińców? Przecież oni nienawidzą Polaków!».

Ponadto libijscy studenci pokazali nam wymowne filmiki z ukraińskich kanałów, podpisane szyderczo: «pomoc humanitarna z Polski». Kamera uwieczniła wysłane w darze dla potrzebujących puszki z żywnością, które „przedsiębiorczy” Ukraińcy sprzedawali potem za konkretną sumę hrywien. Przypominam, dzieje się to w czasie, gdy ceny w Polsce za żywność drastycznie poszybowały w górę, Polacy klepią coraz większą biedę i wielu naszych rodaków nie stać już na zatankowanie samochodu.

Na szczęście nie wszyscy obywatele Ukrainy widzą w nas frajerów do wydojenia. Czuję się w obowiązku odnotować, że poznałam przykłady honorowych i uczciwych Ukrainek. Nie chciały one od państwa polskiego żadnych zasiłków, tylko znalazły sobie w Polsce uczciwą pracę, a za każdą okazaną pomoc od polskich rodzin były serdecznie wdzięcznie i chciały to jakoś pożytecznie odpracować. Niestety takie budujące przykłady zdają się być ledwie zauważalne w gąszczu roszczeniowej postawy naszych wschodnich sąsiadów. Do Polaków zaczyna powoli docierać, że zostali zrobieni w bambuko. Wiąże się to z tym, że eskalacja polsko-ukraińskiego napięcia dopiero przez nami.

Pewne nastroje można wyczytać z przeglądarki Google. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy «Ukraińcy są», w uzupełnieniu pojawiają się kolejno następujące wyniki: bezczelni, roszczeniowi, niewdzięczni, wybredni. Gdy zaś wpisze się frazę «Polacy są», wyskakuje uzupełnienie: sługami narodu ukraińskiego, sługami Ukraińców, itp. Skąd powyższe wyniki? Przytoczę pierwszą z brzegu historię, którą opowiedziała mi moja fryzjerka. Gdy kilka miesięcy temu Ukraińcy masowo przybyli do Polski, niektóre ukraińskie kobiety ruszyły dodatkowo do polskich salonów piękności. Na miejscu zamawiały sobie rozmaite usługi: farbowanie, baleyage, strzyżenie, nakładanie odżywek, itp. Były to nierzadko bardzo drogie zabiegi, wszak wymagały czasu, użycia farb i innych preparatów, za które polska fryzjerka czy kosmetyczka musiała wcześniej zapłacić z własnej kieszeni. Na koniec Ukrainki oznajmiały, że nie mają czym zapłacić za usługę, bo są biednymi uchodźcami, więc im się to należy za darmo. W takiej sytuacji fryzjerki są kompletnie bezradne. Okazuje się bowiem, że nawet wezwanie Policji nic tutaj nie wskóra.

Ogromnym problemem, o którym się u nas nie mówi, jest nadużywanie alkoholu przez uchodźców. Z pewnych konkretnych źródeł wiem, że opieka społeczna w Polsce ma teraz dodatkowo pełne ręce roboty. Chodzi o liczne interwencje z odbieraniem dzieci pijanym w sztok ukraińskim matkom. Poznałam różne przerażające historie. Wygląda na to, że wiele z tych kobiet nie radzi sobie nową sytuacją, albo nie uporały się ze starymi problemami. W efekcie, na obczyźnie dosięga nich załamanie nerwowe czy inna psychoza, którą nierzadko „leczą” rozmaitymi pigułkami popijanymi wódką.

Znajoma opowiadała mi, że w bloku jej rodziców mieszkają uchodźcy z Ukrainy, którzy nieustanne robią zakrapiane imprezy, zakłócające życie sąsiadów. Najbardziej zdziwił ją fakt, skąd oni mają tyle pieniędzy na alkohol, bo przecież nigdzie nie pracują. Ta sama znajoma pracuje w służbie zdrowia. Zdenerwowana mówiła o roszczeniowej postawie ukraińskich pacjentów, którzy na szpitalnym korytarzu robią dzikie awantury. Żądają natychmiastowego przyjęcia do lekarza czy na zabieg – bo im się należy, gdyż są z Ukrainy. I często udaje im się to osiągnąć, podczas gdy polscy pacjenci nadal muszą czekać w długich kolejkach.

To są realne problemy, o których media w Polsce milczą jak zaklęte. Cenzura obowiązuje u nas na całego.

Jedna z moich przyjaciółek dołączyła do Polaków pomagających uchodźcom. Na portalu społecznościowym napisała taki komentarz: «Mieszkają pod moim dachem 4 osoby z Ukrainy. I tak się składa, że mają prorosyjskie poglądy, czego na samym początku bali się ujawniać widząc tę psychozę w Polsce i zbiorowe poparcie dla Zełenskiego. I nie wyjechali z Kijowa, bo bali się armii rosyjskiej, która była poza miastem. Uciekli, bo Ukraińcy sami do siebie zaczęli strzelać. Bo Zełenski powypuszczał kryminalistów z więzień i rozdał im wszystkim broń.»

Powyższy wpis administracja Facebooka szybko usunęła, a koleżanka otrzymała komunikat o treści: «Ten komentarz narusza standardy społeczności w zakresie treści propagujących nienawiść».

Co się jeszcze musi wydarzyć i ile czasu upłynie, zanim Polacy otworzą oczy i zaczną usuwać flagi Ukrainy z przestrzeni publicznej? Jedno wydaje się być nieuniknione – prędzej czy później coś strasznego sprawi, że czara goryczy zostanie przelana.

Agnieszka Piwar

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (2-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/02/realne-problemy-z-ukrainskimi-uchodzcami/

Wesprzyj naszą działalność