Absurdalny sąd nad historią, czyli słów kilka o tablicy potępiającej wprowadzenie tzw. getta ławkowego. To takie święto Purim w miniaturze. Bartyzel.

Absurdalny sąd nad historią, czyli słów kilka o tablicy potępiającej wprowadzenie tzw. getta ławkowego. To takie święto Purim w miniaturze.

prof. dr hab. Jacek Bartyzel absurdalny-sad-nad-historia

W związku z odsłonięciem na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, ufundowanej przez „Rektora, Senat i Społeczność” (czy tę ostatnią in corpore ktokolwiek pytał o zdanie?) UW, tablicy potępiającej wprowadzenie przez odległego poprzednika Jego Magnificencji tzw. getta ławkowego dla studentów żydowskich, nasuwa się kilka spostrzeżeń i refleksji:

1. Inkryminowane przez fundatorów tablicy zarządzenie Rektora Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego (gdyż taką nosił on wówczas nazwę, nigdy zresztą formalnie niezniesioną), prof. Włodzimierza Antoniewicza, z 5 października 1937 roku było legalnym aktem autonomicznej władzy akademickiej, w którego treści nie widzimy również niczego nagannego w aspekcie moralnym. Potępianie tego aktu po ponad ośmiu dziesiątkach lat, w zupełnie innym kontekście społecznym i politycznym, nosi znamiona absurdalnego sądu nad historią oraz nad osobą wybitnego uczonego, który już dawno nie żyje i nie może bronić swojego imienia.

2. Tzw. getto ławkowe, którego wprowadzenia domagała się młodzież narodowa, było w gruncie rzeczy jedynie symbolicznym wyrazem pragnienia zwrócenia uwagi na palący problem ówczesnej polskiej rzeczywistości, jakim była procentowa nadreprezentacja studentów żydowskich na uczelniach wyższych, a w konsekwencji tegoż – nadreprezentacja osób narodowości żydowskiej w tzw. wolnych zawodach oraz w kadrze kierowniczej przemysłowej i handlowej, wynikająca nie z większych zdolności umysłowych młodzieży żydowskiej, ale z lepszej sytuacji finansowej ich rodzin w stosunku do ogółu społeczeństwa polskiego, a zwłaszcza mas chłopskich i robotniczych, dla których poniesienie kosztów studiów wyższych ich dzieci przekraczało zazwyczaj ich możliwości. Problem ten był zresztą jedynie częścią ogólnej tzw. kwestii żydowskiej w Polsce międzywojennej wynikającej z ogromnego i ciągle się zwiększającego odsetka mniejszości żydowskiej w Polsce, opanowania przez nią całych gałęzi gospodarki narodowej, a zwłaszcza niemal monopolu handlu oraz jej cywilizacyjno-kulturowej i religijnej obcości przy jednoczesnym wzrastaniu jej wpływów również w sferze kultury. Nie można wymagać od żadnego narodu, aby godził się na to, aby tak węzłowe sektory jego życia w państwie znajdowały się pod cudzą kontrolą i nie próbował temu jakoś przeciwdziałać. Rozumiał to również i dawał temu wyraz w dokumentach jego hierarchii najwyższy autorytet duchowy i moralny w Polsce, czyli Kościół katolicki, podkreślając jedynie konieczność przestrzegania w tej samoobronie zasad etyki chrześcijańskiej i wykluczenia środków niegodziwych.

3. W tablicy umieszczonej na kampusie UW znalazły się słowa o poświęceniu jej „pamięci ofiar” – w domyśle rzeczonego „getta”. W uzusie polskiego języka literackiego i potocznego słowa „ofiara” używa się w kontekście jakichś zdarzeń samoistnych albo czyichś działań na oznaczenie osoby, która w ich wyniku poniosła śmierć. Pomimo istnienia sugestii w tym kierunku, nie ma żadnego dowodu, aby rezultatem wprowadzenia selekcji miejsc dla studentów na UW, ani nawet ogółu starć, nieraz faktycznie gwałtownych, pomiędzy młodzieżą polską a żydowską, była czyjakolwiek śmierć. Wobec powyższego zdanie z tablicy jest co najmniej retoryczną hiperbolizacją.

4. Swoistą kodą ideologiczną tekstu na tablicy jest zdanie: „Aby antysemityzm i nacjonalizm nigdy już nie zatruły wspólnoty akademickiej”. Należy tu zwrócić uwagę, że o ile termin „antysemityzm”, choć jak zwykle nadużywany i celowo nieostro definiowany, ma od biedy jakiś związek z kwestią, której dotyczy treść tablicy, o tyle uznanie „nacjonalizmu” per se za czynnik trucicielski względem wspólnoty akademickiej jest zupełnie skandaliczne. Samo słowo „nacjonalizm” poddane zostało tu jakiejś nienawistnej hostylizacji, tak jakby chodziło o wskazanie „wroga publicznego” (hostis), którego należy zniszczyć, podczas gdy w normalnym i obiektywnym znaczeniu nacjonalizm jest po prostu doktryną i prądem ideowo-politycznym, zrodzonym w prawie we wszystkich krajach, w których wykształciła się ponadklasowa wspólnota narodowa, i który również w Polsce wydał wielu mężów stanu oraz luminarzy kultury, sztuki, nauki i wytwórczości (w tym profesorów UW), a także męczenników sprawy narodowej. Główny polityczny wykładnik nacjonalizmu w Polsce, czyli obóz narodowy, złożył największą chyba ze wszystkich stronnictw daninę krwi pod okupacją hitlerowską i komunistyczną. Postulowane przez autorów tablicy wykluczenie nacjonalizmu ze wspólnoty akademickiej jest wreszcie absurdalne i autodestrukcyjne, albowiem od czasu, gdy europejskie uniwersytety przestawiły się z języka łacińskiego jako wykładowego na języki narodowe, uniwersytet stał się wszędzie jednym z głównych ognisk świadomości narodowej, czyli inaczej mówiąc także nacjonalizmu.

5. Reasumując powyższe uwagi należy zauważyć, że nagłośnione przez media tzw. głównego nurtu odsłonięcie na UW omawianej tablicy i towarzyszące temu działania nie są żadnym aktem sprawiedliwości, lecz noszą wszelkie znamiona mściwego odwetu tych, którzy dzisiaj są silniejsi i mogą robić, co im się podoba, bo mają status „wieczystych ofiar”. To takie święto Purim w miniaturze.

Czy PiS wpuści dodatkowo nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki? Haracz 600 milionów euro…[rocznie czy miesięcznie??]

Czy PiS wpuści dodatkowo nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki? 600 milionów euro…

Bosak: Wraca sprawa sprzed 8 lat [VIDEO w oryg. ]

czy-pis-wpusci-migrantow-z-bliskiego-wschodu-i-afryki

To jest sprawa, o której mówimy wiele lat – Konfederacja przedstawiła podczas konferencji prasowej swoje stanowisko „w sprawie kompromitacji rządu ws. paktu migracyjnego Unii Europejskiej”.

– Teraz dowiadujemy się, że Rada Unii Europejskiej przyjęła już stanowisko ws. rozporządzenia o przymusowej relokacji migrantów, a więc wraca ta sama sprawa, o której była mowa mniej więcej 8 lat temu, z tym że teraz nie jest mowa o kilku tysiącach, ale o kilkudziesięciu. Polska bowiem miałaby bowiem przyjąć 30 tys. […] nielegalnych imigrantów nazywanych uchodźcami, z których niewpuszczeniem nie poradziły sobie państwa południa Unii Europejskiej i my mielibyśmy, albo ich do siebie do Polski przyjmować, albo pokrywać koszty ich utrzymania mówił Krzysztof Bosak podczas konferencji.

– Mowa jest o […] 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego imigranta. Czyli Polska miałaby płacić takie „wykupne” od tego mechanizmu polityki Unii Europejskiej – wyjaśnia jeden z liderów Ruchu Narodowego i szef koła Konfederacji w Sejmie.

[30 000 * 20 000 = 600 milionów euro md]

Bosak stwierdza, że „to nie ma nic wspólnego z traktatami, które Unia Europejska akceptowała”. – Po drugie jest to sfera naszej kompetencji, jako państwa polskiego, gdzie i kogo chcemy wpuścić, jeżeli nie dotyczy to oczywiście obywateli państw Unii Europejskiej – przypomniał.

Polityk stwierdza, że „rząd absolutnie na te przepisy nie powinien się zgadzać i widzimy tu rażący brak skuteczności rządu PiS-u, który obiecał wstawanie z kolan„.

– To państwa, które nie potrafią bronić swoich granic, powinny płacić pozostałym, bo to pozostali płacą koszty ich nieskutecznej polityki – stwierdza Krzysztof Bosak.

Narodowiec zauważa, że Polska jako państwo graniczne Schengen wydaje ogromne pieniądze na zatrzymanie fali „uchodźców”, która próbuje wedrzeć się do Unii Europejskiej przez Białoruś. Bosak zaznacza, że w takiej sytuacji „nigdy nie będzie zgody Konfederacji” na to, by następował „transfer pieniądza” z Polski do bogatszych państw.

LGBTiHGW – zamiast Serca Jezusa. Hunwejbini Antykościoła już w Polsce.

LGBT zamiast Serca Jezusa. Hunwejbini Antykościoła już w Polsce.

Paweł Chmielewski lgbt-zamiast-serca-jezusa-hunwejbini-antykosciola-sa-juz-w-polsce

Czerwiec, miesiąc poświęcony kultowi Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest wykorzystywany przez środowiska rewolucyjne do promocji zepsucia i degrengolady moralnej. Ulicami miast w całym świecie zachodnim przeciągają piekielne parady afirmujące grzech i nazywające oczywiste zło – dobrem. Z roku na rok ofiarą propagandy tych środowisk pada coraz więcej Polaków – także w Kościele. Powoli zaczynają krystalizować się i stabilizować struktury, które można uznać za wewnątrzkościelne przyczółki nowej wspólnoty nieprawości, Antykościoła, który przepowiada ubóstwienie człowieka zamiast kultu Chrystusa.[To na wstępie, wyjaśnienie dla maluczkich. Potem – „wtajemniczanie” w kult szatana. MD]

=================

Kilka dni temu znany amerykański jezuita o. James Martin SJ, którego sam Franciszek stawia za wzór kapłaństwa księżom całego świata, opublikował w „katolicko”-LGBTowskim portalu obszerny artykuł, zestawiając kult Najświętszego Serca Pana Jezusa z moralną degrengoladą i dehumanizującą, animalną rozpustą parad tzw. „Gay Pride”. Nie, jezuita nie zrobił tego po to, by ukazać kontrast między katolicką pobożnością a dewiacją współczesności. Wprost przeciwnie: starał się wykazać, że kult Najświętszego Serca Pana Jezusa jest bardzo podobny do gejowskich parad, bo w obu wypadkach chodzi jakoby o to samo, o miłość!

Trudno o większą profanację; z o. Jamesem Martinem SJ może równać się chyba tylko biskup Innsbrucka Hermann Glettler, który w tegorocznym Wielkim Poście szydził z Najświętszego Serca Jezusowego: biskup nakazał powiesić nad kościelnym ołtarzem wizerunek zdjęcia świńskiego serca wepchniętego do prezerwatywy. Według artysty, który to wykonał, miało to wprost nawiązywać do Serca naszego Zbawiciela.

Komu wydawałoby się, że te szaleńcze zjawiska dotyczą tylko upadłych moralnie odległych krajów gdzieś na zgniłym Zachodzie, ten grubo się myli. Ziarna dokładnie tego samego zepsucia są właśnie dziś zasiewane w Polsce – i wydają już pierwsze zatrute owoce.

Kalwińsko-luterańsko-”katolicka” celebracja LGBTQ

W ostatnim czasie głośno było o inicjatywie o. Macieja Biskupa OP, łódzkiego dominikanina, który wziął udział w tzw. „nabożeństwie LGBTQ” w Warszawie. Rzecz odbyła się w połowie maja w zborze kalwińskim; o. Biskup wygłosił progejowskie kazanie, a później razem z kalwińskim pastorem i luterańską pastorką pobłogosławił zgromadzonych reprezentantów środowiska LGBTQ, czyniąc to znad stołu ołtarzowego okrytego tęczową flagą, na której postawiono Pismo Święte.

Dominikanin sugerował, że osoby tej samej płci mogą swobodnie żyć ze sobą razem; mówił też, że – uwaga – „Duch Święty nie jest strażnikiem jakiegoś sztywnego projektu życia wyznaczonego przez lękową moralność”. Można to rozumieć tylko następująco: życie w czystości przez osoby homoseksualne to „lękowa moralność” i „sztywny projekt”, prawdziwie chrześcijańskie byłoby coś wprost przeciwnego…

Zakon Kaznodziejski w korespondencji z portalem PCh24.pl stwierdził, że o. Maciej Biskup „zrobił to z własnej inicjatywy i bez wiedzy przełożonych” – ale żadnych konsekwencji nie wyciągnięto.

Skandaliczny „eksces” o. Biskupa nie powinien jednak nikogo specjalnie szokować. W Kościele katolickim w Polsce środowiska rewolucyjne są dość dobrze usadowione i coraz częściej prezentują agendę zupełnie wprost.

„Kongres Katoliczek i Katolików”, czyli nazywanie oczywistej nieprawości dobrem

Zrobił to na przykład „Kongres Katoliczek i Katolików”, organizacja, którą wielu uważa za marginalną, a która skupia jednak dość dużą grupę działaczy i katolickich intelektualistów, zarówno duchownych jak i świeckich. Kongres, wzorujący się na niemieckiej Drodze Synodalnej, w listopadzie 2022 roku przyjął „10 Postulatów”. Jeden z nich dotyczył właśnie kwestii LGBTQ. Brzmi on: „Domagamy się odrzucenia języka nienawiści i wykluczenia wobec osób LGBT+ w Kościele, a w szczególności odwołania Stanowiska Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+ z 2020 roku, które zawiera treści homofobiczne i transfobiczne”. Kongres zaprezentował też uzasadnienie postulatu. Krótki cytat:

[…] uważamy, że uznanie w nauczaniu Kościoła i praktyce duszpasterskiej orientacji homoseksualnej i biseksualnej za równoważną heteroseksualnej, zaś transpłciowości za naturalną tożsamość płciową (w zgodzie z obowiązującą wiedzą naukową i współczesnymi interpretacjami Pisma Świętego) mogłoby przyczynić się radykalnie do zmniejszenia postaw wrogich i agresywnych wobec osób LGBT+ i sprawić, by Kościół stał się dla nich miejscem akceptacji i miłości”.

Kongres uważa zatem, że homo- i biseksualizm oraz transpłciowość są zupełnie normalne i wyprowadza to z jednej strony ze współczesnych nauk, a z drugiej… z Pisma Świętego.

Intelektualna „elita” rewolucyjnego „kościoła LGBT”

Tego rodzaju idee krzewią także cenieni w pewnych kręgach polskiego Kościoła duchowni. To na przykład ks. prof. Alfred Wierzbicki, były kierownik katedry etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ksiądz profesor od bardzo dawna działa na rzecz nowego podejścia do kwestii moralności seksualnej. Podam tylko jeden przykład; w tym roku w wywiadzie udzielonym „Więzi” stwierdził: „Konieczne jest przemyślenie doktryny na nowo, które pociągnęłoby za sobą odejście od rygorystycznej wykładni w szeregu spraw, czy też pochopnej moralnej kwalifikacji niektórych działań. Uważam na przykład, że partnerskie związki homoseksualne są do przyjęcia ze strony Kościoła. Sam Franciszek opowiedział się w prywatnej rozmowie za związkami – jak to określił – cywilnymi”. „Przemyślenie doktryny na nowo” bez „pochopnej kwalifikacji moralnej” niektórych działań to, jak możemy się domyślać, zawoalowana zachęta do tego, by nie potępiać aktów seksualnych jako grzesznych. Tak, jak nieco wcześniej robił to inny znany kapłan, o. Jacek Prusak SJ, w rozmowie z „Tygodnik Powszechnym” przedstawiając narrację jako żywo przypominającą wystąpienia innego jezuity, o. Jamesa Martina. O. Martin pytany o homoseksualizm nie potępia nigdy relacji intymnych między osobami tej samej płci, albo temat w ogóle pomijając, albo relatywizując jego znaczenie. O. Jacek Prusak stwierdził:

„Proponuję, byśmy patrzyli w perspektywie eschatologicznej: ludzka miłość jest ci dana po to, abyś odziedziczył niebo, wobec tego zrób z niej użytek! Gdy homoseksualni katolicy pytają mnie, co mają robić, nie mówię: rób to, a nie rób tamtego! Odpowiadam: kochaj! Musisz wziąć odpowiedzialność za miłość. To nie jest moja opinia – tak mówi Kościół od dwóch tysięcy lat. Jak będziesz kochał, to nie będziesz miał problemów ze swoją orientacją. Możesz kochać w celibacie, możesz kochać nie w celibacie. Musisz wiedzieć, czy kochasz, i podjąć ryzyko – wtedy nie będziesz się skarżył, że ktoś zabiera ci życie”.

Te kilka nazwisk i jedna organizacja to oczywiście tylko wycinek szerszego zjawiska. Obok Kongresu Katoliczek i Katolików na rzecz zniszczenia nauki moralnej Kościoła działa w Polsce więcej organizacji, z grupą „Wiara i Tęcza” na czele. Obok wymienionych kapłanów z postulatami LGBTQ sympatyzuje o wiele szersze grono. Stoi za nimi duże zaplecze medialne. „Tygodnik Powszechny”, „Więź” i „Deon” to tylko niektóre katolickie tytuły, do których należy doliczyć jeszcze prasę świecką z entuzjazmem opisującą ekscesy i wybryki homofilnych duchownych. To wszystko ma swoje konsekwencje. Jeszcze kilka lat temu byłoby całkowicie niewyobrażalne, by dominikanin błogosławił grupę LGBTQ stojąc przy Piśmie Świętym na tęczowej fladze. Dzisiaj to się dzieje – i co? I nic.

United in diversity, czyli witamy w Kościele Unioeuropejskim

Jest to możliwe dlatego, że „teologia LGBTQ” powoli wchodzi do mainstreamu. W Polsce: jeszcze nie, ale jest to tylko kwestia czasu. W krajach Europy Zachodniej oraz obu Ameryk, zwłaszcza w Ameryce Północnej, artykuły dowodzące bezgrzeszności aktów homoseksualnych nie są niczym zaskakującym, to nowa „normalność”. Narracja, zgodnie z którą św. Paweł Apostoł udzielałby dzisiaj ślubów parom LGBT i chrzcił dzieci, które kupili od surogatek, nikogo nie zaskakuje. To się po prostu dzieje. Polska pozostaje członkiem struktur świata zachodniego i będzie zmieniać się wraz z nimi. Niewielu pamięta, jak brzmi motto Unii Europejskiej: od 2000 to „United in diversity”, „Jedność w różnorodności”. Dokładnie to samo hasło za motyw przewodni uznali biskupi i świeccy obradujący na synodzie europejskim w Pradze w lutym tego roku. Także Kościół katolicki ma być na naszym kontynencie „zjednoczony w różnorodności”.

Co to oznacza w praktyce? Normalizację grzechu i błędu. W Kościele w Niemczech poglądy księży Biskupa, Wierzbickiego czy Prusaka są mainstreamem. W niemieckiej debacie nie można nazywać ich po imieniu herezją czy fałszem, bo to wyklucza z dyskusji. Jeżeli Polacy spotykają się na płaszczyźnie kościelnej z Niemcami, podobnie nie mogą zrobić tego samego: oznaczałoby to wykluczenie z dyskusji. W jednym z ostatnich numerów „Przewodnika Katolickiego”, tygodnika ukazującego się w archidiecezji Poznańskiej abp. Stanisława Gądeckiego, przeczytałem obszerny artykuł z powagą referujący postulaty niemieckiej Drogi Synodalnej i prezentujący je jako pod wieloma względami rozsądne. Dlaczego? Bo budujemy „jedność w różnorodności”: nie możemy piętnować drugich, musimy z nimi rozmawiać, szanować i akceptować. Skoro tak, będziemy je traktować jako uprawnione głosy. Kongres Katoliczek i Katolików, który dziś wygląda jeszcze na pewne ekstremum, za dziesięć lat bynajmniej nim nie będzie: znajdzie swoje miejsce w przeciętnej katolickiej prasie. Bo taka jest Europa, taki jest „Kościół w Europie”: różnorodny.

Zaniechania

Z czego to wynika? Z długoletnich i wielopłaszczyznowych zaniechań. Wraz z rozpoczęciem przez Franciszka pontyfikatu w 2013 roku powiał w Kościele „nowy wiatr”: dowolności głoszenia rewolucyjnych teorii doktrynalnych i moralnych. Kościół w Polsce nie był na to przygotowany. Niestety, nie wykorzystano też następnych lat, choć wszystkie znaki wskazywały, że czekają nas bardzo burzliwe wydarzenia. W 2016 roku Franciszek ogłosił adhortację apostolskąAmoris laetitia, która stanowi podstawę pod głęboką rewizję wielu elementów etyki kościelnej. Nie wyciągnięto z tego odpowiednich wniosków. Niemiecka Droga Synodalna, która w 2019 roku ruszyła z programem gotowym od A do Z, przez długi czas była w naszym kraju kompletnie ignorowana. Dopiero teraz, gdy już się zakończyła, zaczęła budzić krytyczne emocje. Kilka dni temu abp Marek Jędraszewski mówił, że niemieccy rewolucyjni katolicy „odwrócili się od Boga”.

Słusznie; problem w tym, że jest już za późno. Amoris laetitia się wydarzyła. Droga Synodalna się wydarzyła. Synod w Pradze z jego unijno-różnorodnym hasłem również się wydarzył.

Homoseksualni rewolucjoniści są w Polsce dobrze zakotwiczeni i prowadzą swoją pracę, ciesząc się rosnącym poparciem zblazowanej opinii publicznej, wielkich mediów oraz wpływowych czynników zagranicznych, w tym wewnątrzkościelnych. Wiele rzeczy zostało po prostu przespanych i pewnych strat nie da się naprawić. Wciąż można jeszcze podjąć wysiłek obrony katolickiej wiary. Mamy do wyboru: albo utonąć w „unijnym” katolicyzmie, albo umacniać normalność.

Ostrzeżenie przed oszustwem Antychrysta

Fundamentalnym zagrożeniem pozostaje dyktatura pseudo-nauki. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed tajemnicą bezbożności w postaci oszukańczej religii, która da ludziom pozorne rozwiązania ich problemów – za cenę odstępstwa od prawdy. Wielkim oszustwem Antychrysta będzie pseudomesjanizm – uwielbienie samego człowieka zamiast Boga i Jego Mesjasza (por. pkt. 675). Właśnie to dzieje się dzisiaj.

29 czerwca 1972 roku św. Paweł VI mówił o „dymie szatana”, który wdarł się do Kościoła, wskazując na obalanie kolejnych prawd wiary w imię wierności programowo sceptycznym czy zgoła agnostycznym twierdzeniom „naukowym”. O tym samym pisał w encyklice Spe salvi Benedykt XVI, wskazując na rewolucyjną linię europejskiego myślenia od Franciszka Bacona (zm. 1626) aż do współczesnych neomarksistów. W jego testamencie duchowym, który powstał już w 2006 roku, ale który ogłoszono dopiero po jego śmierci, właśnie problem naginania chrześcijaństwa do roszczeń „nauki” wskazał jako największe zagrożenie dla Kościoła. Z kolei wywiadzie udzielonym w 2019 roku mówił o duchowej mocy Antychrysta, która przenika coraz większe połacie życia kościelnego i społecznego, niosąc ze sobą aborcję, homoseksualne „małżeństwa” czy tworzenie ludzi w laboratoriach. Naturalny porządek jest wywracany przez „naukę” do góry nogami i staje się zaczynem nowej wspólnoty nieprawości. Hunwejbini tego systemu Antychrysta, którego ostatecznym celem jest podmiana treści wiary, są już w Polsce: głoszą, przepowiadają i wciągają ludzi do swojego Antykościoła.

Paweł Chmielewski

Prezy Dęci

Prezy Dęci https://ekspedyt.org/2023/06/11/prezy-deci/

piko , 11 czerwca 2023

W nawiązaniu do tekstu Czarnej Limuzyny “Obrona Andrzeja Dudy” zamieszczam skromne, subiektywne podsumowanie działalności Prezydentów RP zwracając szczególną uwagą na osiągnięcia Andrzeja Dudy. Tekst z maja 2022.

Motto:

Ryba śmierdzi od głowy


Tegoroczne wystąpienie Andrzeja Dudy podczas obchodów Święta 3 Maja stało się impulsem do napisania kilku zdań o nim i o wcześniejszych prezydentach III RP.

Nie będzie to szczegółowa analiza wszystkich dokonań tych zacnych postaci posiadających mandat z wyborów powszechnych (poza prezydentem Jaruzelskim) do sprawowania najwyższej funkcji w państwie. Będzie to tylko przypomnienie kilku istotnych posunięć mających wpływ na losy kraju.

Wojciech Jaruzelski (1989 – 1990) – TW Wolski, gen. Ludowego Wojska Polskiego, I sekretarz KC PZPR, mógł być Pinochetem RP a złamał kręgosłup narodowi. Pachołek Moskwy.

Lech Wałęsa (1990 – 1995) – TW Bolek, był i jest tym co jest pomiędzy nogą lewą i prawą. Noblista – konfident. Prymityw.

Aleksander Kwaśniewski (1995 2005) – TW Olek, minister w rządach PRL założyciel SdRP, z bolącą golenią i chorobą filipińską profanujący pamięć pomordowanych przez sowietów Polaków.
Na uroczystości w Jedwabnem 10 lipca 2001 powiedział:

“Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią. W imieniu tych, którzy uważają, że nie można być dumnym z wielkości polskiej historii, nie odczuwając jednocześnie bólu i wstydu z powodu zła, które Polacy wyrządzili innym”.

Lech Kaczyński (2005 – 2010), lista niektórych dokonań:
– ratyfikował traktat lizboński,
– wprowadził chanukowe świece do pałacu prezydenckiego w 2006,
– rok później restauruje i legalizuje żydowską masońską lożę Bnai Brith  –  profesor Jan Hartman się kłania, a prezydent Mościcki przewraca w grobie,
– wcześniej jako minister sprawiedliwości na prośbę rabina Szudricha wstrzymuje ekshumacje w Jedwabnym.

Bronisław Komorowski (2010 – 2015) ze związkami z WSI, „hrabia” Szczynukowicz
– na uroczystościach w Jedwabnem 10 lipca 2011 Tadeusz Mazowiecki odczytał jego list w którym był taki fragment:
…naród musi zrozumieć, że był także sprawcą…[zbrodni]”.

Andrzej Duda (2015 – ) „NASZ PREZYDENT”
– jako prawnik w biurze prezydenta Kaczyńskiego bez formalnych dokumentów przekazał Kancelarię ludziom Komorowskiego,
– jako prezydent nie udostępnił Aneksu do raportu o likwidacji WSI,
– nie przyłożył ręki do wycofania ustawy 1066 o „bratniej pomocy”,
– nie podjął działań w celu pełnego wyjaśnienia śmierci Popiełuszki,
– nie zaangażował się w rozliczenie afer poprzedniej ekipy, itd.

To są drobiazgi w porównaniu do opinii i deklaracji jakie wyrażał z okazji różnych rocznic i okoliczności.

Udział w Marszu Żywych (28.04.2022):
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/prezydent-andrzej-dudawzial-udzial-w-marszu-zywych,52878
Opowiadał, że ofiar nigdy nie zapomni. Oczywiście głównie żydowskich ofiar. Uroczystości poświęconej polskim ofiarom Rzezi Wołyńskiej patronować nie chciał.

Wystąpienie z okazji 3 Maja:
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/wystapienie-prezydenta-podczas-uroczystosci-naplacu-zamkowym,53158
– „Stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dosłownie kilka dni temu: „Wobec tego, co zrobili Polacy, cała historia jest nieważna”. W jakimś sensie można powiedzieć, że tak – że w całym ogromie tej historii, przecież w ostatnich stuleciach tak trudnej, gdzie na wspólnym stole między Polakami a Ukraińcami tak często leżał karabin, tak często leżał topór, broń – został położony chleb. Chleb! Została położona dłoń na dłoni. Dziękuję Wam za to. Jest to akt, który – wierzę w to głęboko – buduje całkowicie nową drogę w naszych dziejach, w dziejach naszych obojga narodów”.

– “(…) by – gdy wojna się zakończy – mogli [Ukraińcy] wrócić do swoich domów, a my pomóc im w dziele odbudowy Ukrainy: wolnej, suwerennej, niepodległej. Ukrainy, która – mam nadzieję – będzie na dziesięciolecia, a daj Boże i na stulecia, państwem bratnim dla Rzeczypospolitej, pomiędzy którym a nami, Polską – jak, mam nadzieję, proroczo powiedział Prezydent Wołodymyr Zełenski – nie będzie granicy; że tej granicy faktycznie nie będzie; że będziemy żyli razem na tej ziemi, (…)“.

Wystąpienie z okazji Chanukowych Świec (01.12.2021):
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/uroczystosc-zapalenia-swiec-chanukowych-plenhebr,45866
(…) Rola społeczności żydowskiej na przestrzeni tysiąca lat była dla Polski bardzo ważna, chcę to z całą mocą podkreślić. To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich, ukształtowane historycznie, umocowane kulturowo, w którym chcemy nadal razem żyć, w tolerancji, we wzajemnym zrozumieniu i szacunku (…)”.

Kilka zdań komentarza.
Opinię o Kwaśniewskim i Komorowskim wyraziłem w tekście ZdrajcyTU .

Ponieważ to prezydent Andrzej Duda sprowokował ten tekst więc należy mu się specjalna uwaga.

Zacznę od końca czyli od chanukowych wygłupów.
Jakim prawem przedstawiciele Państwa Polskiego oficjalnie świętują jakąś legendę (hagadę) z historii Żydów?
Czy władze Izraela w rocznicę „Cudu nad Wisłą”, czy odstąpienia Szwedów od ataku na Jasną Górę „za sprawą ingerencji Matki Boskiej” urządzają przyjęcie dla księży katolickich i przedstawicieli RP?
Czy Duda jest katolikiem, bo sądząc po treści linkowanego przemówienia to raczej nie?

Prezydent podkreślił „… rolę społeczności żydowskiej …” itd. Ciekawe czy miał na myśli:

– niechlubną rolę Żydów podczas Powstania Styczniowego czy Powstania Listopadowego?
– sprzeciwy i obstrukcje społeczności żydowskiej podczas tworzenia Polski po rozbiorach?
–  wypowiedź barona Rotschilda na okoliczność planowanego udziału Dmowskiego w Konferencji Wersalskiej, gdzie miano dyskutować o granicach w Europie:
„(…) [jeżeli Dmowski będzie reprezentować Polskę] Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze do wszystkich waszych projektów finansowych”.
– denuncjacyjną rolę Żydów po 17.09.1939 na zajętych przez sowietów ziemiach polskich?
– rolę żydokomuny w mordowaniu polskich patriotów za PRLu?
– utworzenie świetnie działającej holokaust industry?
– bezprawne roszczenia na gigantyczną kwotę za pożydowskie mienie bezspadkowe?
– słowa Izraela Singera : Jeżeli Polska nie spełni roszczeń Żydów, będzie „publicznie atakowana i upokarzana” na forum międzynarodowym?
– działalność „historyka” Grossa czy innego „literata” Kosińskiego?

Można by jeszcze długo wyliczać jak wielka była i jest rola społeczności żydowskiej dla Polaków i Polski.

Wisienką na torcie jest wypowiedź Dudy z 03.05.2022.
Po pierwsze
według tego człowieka spontaniczna pomoc Polaków spowodowała, że „cała historia jest nieważna”.
Ojciec sąsiada spalił kiedyś mojemu ojcu chałupę razem z żoną. Po jakimś czasie pomogłem jego synowi, bo był w ciężkiej sytuacji i z tego jest wniosek, że nie ma sprawy, spoko, zapomnijmy o chałupie.
Ja mu pomogłem – to znaczy, że on może przeszłość uznać za niebyłą, nieistotną. Taka to pier… na logika.
Takie zdanie mógł wypowiedzieć jakiś kretyn u cioci na imieninach. Jeżeli to powiedział Prezydent to mamy przesrane.
Po drugie
sprawa braku granicy. To nie była przenośnia. To jest zapowiedź jakiegoś koszmarnego projektu, który będzie skutkować konfliktem. Polska ma swoje interesy Ukraina swoje i nie są one tożsame.

Na koniec dla przypomnienia tekst ślubowania prezydenckiego:

Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem“.

i zadanie – połącz kropki (informacje) i napisz co ci wyszło?


Jeżeli Andrzej Duda został prezydentem to znaczy, że w zasadzie z każdego można zrobić Prezydenta.

Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

Lex Morawiecki. Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

CzarnaLimuzyna , 11 czerwca 2023

Gdyby politrucy z PiS, PO et consortes traktowali poważnie Polskę i Polaków już dawno sprawa żydowskich, niemieckich, rosyjskich i ukraińskich wpływów byłaby przedmiotem skutecznych działań odpowiednich służb.

Niestety, zgodnie z mądrością etapu, nasi wrogowie, wszyscy prócz Rosji, nazywani są przyjaciółmi

Przyjaźń z Niemcami oparta na prawdzie, partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu

Po dziesięcioleciach burz, po dziesięcioleciach dramatów, przyszły dziesięciolecia dobrej przyjaźni opartej na prawdzie, opartej na partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu” – powiedział prezydent Andrzej Duda /Berlin, 2016/

Przyjaźń polsko-niemiecka jest dla mnie niezwykle ważna /Duda,2018/

Chciałbym podziękować, że te rozmowy odbywały się w bardzo dobrej, przyjacielskiej, bardzo dobrosąsiedzkiej atmosferze – zaznaczył Andrzej Duda. /Berlin, 2022/

Nie będę cytować propagandowych bredni na temat Ukrainy i Ukraińców, którzy częściej byli sprzymierzeni z hitlerowskimi Niemcami oraz w większości walczyli po stronie Rosji Radzieckiej (1920) niż stali po stronie Polski. Współpraca OUN z Abwehrą przed 1939 r.  Podobnie było z Żydami: Żydzi polscy: cudzoziemcy czy współobywatele?

Lex Morawiecki. Komisja ds. zbadania żydowskich wpływów w Polsce

Czy taka komisja powstanie? W tym bagnie umoczone jest nie tylko PiS z Kaczyńskim i Morawieckim na czele, ale także stronnictwo niemieckie, Tuska. Szanse powstania takiej komisji są bliskie zeru. Zastanowienie budzą relacje Morawieckiego z Żydami i Niemcami: Kulisy koszernej kolacji premiera Morawieckiego. To przestaje być śmieszne.

A jak jest z Rosjanami? Na nasze szczęście wpływy rosyjskie oraz możliwości działania rosyjskiej agentury zmalały na przestrzeni ostatnich lat. Dwie konkurujące ze sobą targowice: „totalna” i „Nowogrodzka” są zorientowane antyrosyjsko. Stronnictwa niemiecko-żydowskie (Tusk) i amerykańsko-żydowskie (Kaczyński i Morawiecki) walczą ze sobą tylko o władzę nad korytem, będąc w innych sprawach w strategicznym sojuszu.

Komisja ds. zbadania wpływów „Bestii”

Słowo Bestia jest używane w publicystyce oraz w tradycyjnym nauczaniu Kościoła. Znaczenie jest częściowo zbieżne. „Bestia” w znaczeniu geopolitycznym oznacza globalistyczną klikę, której najbardziej znacząca agenda jest znana pod nazwą WEF (Światowe Forum Ekonomiczne). O „bestii” mówi i pisze Marek Tomasz Chodorowski.

Nie tylko Polska, ale prawie wszystkie narody zostały rzucone na żer „bestii”, która realizuje program Wielkiego Resetu, a ten ma umożliwić wprowadzenie cyfrowego niewolnictwa. Ostatecznym celem jest zniszczenie Człowieka takim jakim on jest z natury i stworzenie transhumanistycznej hybrydy wyznającej satanizm. Słowo satanizm może budzić u niektórych wątpliwość, ale wystarczy spojrzeć na dotychczasowe skutki pozornie bezwyznaniowej ideologii rządzącej dziś rozumem i sumieniem miliardów ludzi. Nienawiść i miłość w czasach Wielkiego Resetu. Ks. prof. Tadeusz Guz

Funkcjonariusze “Bestii” czyli starsi bracia w wierze w nowy porządek (NWO)

“Nie wypada w tym kontekście nie wspomnieć, że to właśnie funkcjonariusze “Bestii” zadecydowali o pozostawieniu Polski pod ścisłą kontrolą uniemożliwiającą restytucję polskiej państwowości po 1989 roku. W tym celu administracja USA wsparła zawarte przy okrągłym stole porozumienie  dwóch zwaśnionych, mających stalinowskie korzenie frakcji. Wspólny projekt “Wasz prezydent, nasz premier” został zrealizowany w formie wyboru Jaruzelskiego (“Chamy”) i Mazowieckiego (“Żydy”). Przypomnę również, że zgoda na rejestrację fundacji Sorosa – awangardy nowego porządku w Polsce została wydana przez Jaruzelskiego w roku 1988, a więc przed teatrzykiem znanym pod nazwą” Okrągły Stół” .

Istotną sprawą podniesioną podczas rozmów z Markiem Chodorowskim jest kwestia kontroli przez Bestię debaty politycznej w formie tworzenia narracji dwóch stron “sporu”, a tym samym nadzoru nad tezą i antytezą”. Pluralistyczna Bestia opanowała wyobraźnię Polaków

Komisja ds. zbadania wpływów „ideologii gender”

Pośród wielu ujemnych cech lewactwa najbardziej wydatną jest głupota /Bogusław Wolniewicz/

Lewoskrętność na którą zwrócił uwagę prof.Wolniewicz oznacza w praktyce wybór moralnego zła.

Taka komisja również nie powstanie. Większość polityków głównego ścieku w Polsce jest oportunistyczna i lewoskrętna. O skutkach braku rozdziału państwa i lewicy świadczą miliony ofiar na całym świecie. „Akt 2223 dosłownie legalizuje dzieciobójstwo – zabicie dziecka do drugiego miesiąca życia, poprzez usunięcie cywilnych i karnych konsekwencji aborcji włączając pojęcie śmierci okołoporodowej”/link/

cdn…

Pars pro toto. Lewacki proletariat zastępczy.

Pars pro toto. Lewacki proletariat zastępczy.

Izabela Brodacka

Pars pro toto to błąd logiczny polegający na przypisywaniu całości własności przysługujących tylko jej części. Na przykład fakt, że wszystkie spotkane dotąd kruki są czarne nie dowodzi, że nie istnieją kruki białe. To tylko indukcja niezupełna albo statystyka. Natomiast znalezienie białego kruka obaliłoby twierdzenie, że wszystkie kruki są czarne. Podobnie choć w tysiącach sprawdzonych przypadków liczbę parzystą można przedstawić jako sumę liczb pierwszych  twierdzenie to nie jest jak dotąd udowodnione. Gdyby jednak znaleziono liczbę parzystą, która nie jest sumą liczb pierwszych twierdzenie, że każdą liczbę parzystą można przedstawić jako sumę liczb pierwszych zostałoby obalone.

Tragedia małego Kamila torturowanego i zamordowanego przez ojczyma uruchomiła zwolenników kary śmierci oraz  ludzi przeświadczonych, że największym zagrożeniem dla dziecka jest patriarchalna rodzina, a największym dobrem piecza zastępcza.

Tymczasem trzeba sobie uświadomić, że choć wykonanie wyroku śmierci bardziej skutecznie niż dożywocie uchroniłoby społeczeństwo przed powtórzeniem przez ojca Kamila jego zbrodni, nie uchroni innych dzieci przed działaniem podobnych psychopatów. Dla psychopaty kara nie ma roli odstraszającej, jest on przeświadczony o tym, że jest inteligentniejszy od reszty społeczeństwa, a poza tym stoi ponad prawem. Natomiast jak na zamówienie zwolenników tezy, że dzieci są własnością rodziców, a bezprawnie zawłaszczanie ich przez państwo przynosi im tylko szkody, kilka dni temu media poinformowały o przypadku znęcania się nad dziećmi w rodzinie zastępczej.

Tymczasem racjonalne podejście do tej sprawy jest następujące. Do katalogu niezbywalnych wolności ludzkich należy – twierdzę – wolność  posiadania w mieszkaniu muszek owocówek. Inaczej mówiąc nic nikomu do tego co jem, jak się ubieram i ile mam książek. A przecież zdarzały się przypadki odbierania dzieci za muszki owocówki w kuchni, a nawet za zakurzone książki w mieszkaniu. Problem polega na tym, że zbyt duża władza została powierzona funkcjonariuszom państwowym niższego szczebla. Pamiętamy czasy PRL gdy panią życia była sklepowa w  „mięśniaku”,  a królem kamienicy zwykły cieć donosiciel. Sklepowa sztorcowała klientów, wydzielała im łaskawie kawałki kiełbasy zwyczajnej albo tej sprzedaży odmawiała, a pokornie podporządkowywali się jej władzy lekarze i profesorowie uniwersytetu. Opinia ciecia mogła zadecydować o odebraniu obywatelowi paszportu, a nawet o umieszczeniu go w celi z okazji obchodów 22 lipca.

Równie idiotyczny i skandaliczny jest obecnie  fakt, że o odebraniu dziecka  rodzinie może zadecydować opinia jakiejś niedouczonej (a nawet wyjątkowo dobrze wykształconej) psycholog lub pracownika opieki społecznej. Natomiast w rzadkich przypadkach, gdy będące w opresji dziecko samo szuka pomocy, system okazuje się niewydolny. Dzieci katowane w rodzinie zastępczej uciekały przecież z domu ale nikt nie zechciał ich wysłuchać. Biologiczna matka dwojga dzieci zatłuczonych na śmierć w rodzinie zastępczej w Pucku  błagała o pomoc ale została zlekceważona pomimo, że dzieci zginęły w odstępie roku i prokurator powinien zauważyć, że w tej rodzinie dzieci zbyt często spadają same ze schodów.

Błąd logiczny pars pro toto popełnia zatem zarówno ten kto po zamordowaniu dwojga dzieci w rodzinie zastępczej w Pucku domaga się całkowitego zlikwidowania instytucji pieczy zastępczej jak i ten kto po śmierci Kamila domaga się kontrolowania wszystkich rodzin przez powołane do tego celu urzędy.

Specyficzne postrzeganie tak zwanego dobra dziecka, którym zasłaniają się sądy rodzinne wyrywające dzieci prawdziwym rodzicom doprowadziło do patowej sytuacji w relacjach pomiędzy dziećmi i rodzicami, a także pomiędzy młodzieżą i nauczycielami w szkole. Nauczyciel może niewiele. Nie może wyprowadzić siłą do dyrektora awanturującego się i używającego pod jego adresem obelg ucznia. Może w takiej sytuacji wzywać policję lecz jest to traktowane przez wszystkich, w tym przez dyrekcję, jako porażka pedagogiczna. Nie może zwrócić uczniowi w zdecydowanej formie uwagi bo zostanie oskarżony o przemoc słowną. Może tylko się zemścić na uczniach stawiając pały za zbyt trudne klasówki albo przyczaić się i „wypłacić” niesfornemu uczniowi nie dopuszczając go do matury. Niestety wielu zdesperowanych nauczycieli tak postępuje. Szkoła jest postrzegana przez młodzież jako instytucja opresyjna. Z kolei młodzież prześladuje słabszych psychicznie nauczycieli. Pamiętamy nauczyciela, któremu rozkoszni wychowankowie nakładali na głowę kosz do śmieci.

Młodzież prześladuje również siebie nawzajem. W wielu szkołach panuje autentyczna „fala”, dzieci są bite przez kolegów, zmuszane do opłacania reketu, poniżane słownie i ośmieszane w sieci. Zdarzają się samobójstwa spowodowane takim prześladowaniem, któremu trudno się przeciwstawić ubezwłasnowolnionym wychowawcom. Do arsenału środków prześladowania nauczycieli przez uczniów zidiociałe lewactwo dołączyło ostatnio zalecenie zwracania się do uczniów zgodnie z deklarowaną przez nich wybraną płcią i używając wybranego przez nich imienia. Zlekceważenie tego zakazu grozi wyrzuceniem z pracy.  Joshua Sutcliffe, nauczyciel matematyki w Szkole Cherwell w Oksfordzie został dożywotnio pozbawiony prawa do wykonywania zawodu po tym, jak przez pomyłkę nazwał dziewczynką udającą chłopca uczennicę. Nic dziwnego, że wśród dzieci i młodzieży panuje epidemia chorób psychicznych, której usiłuje się zaradzić budując szpitale psychiatryczne przeznaczone dla najmłodszych.

Dobrze ilustruje tę sytuację autentyczna historia pewnej polskiej rodziny.   Rozżalone za dyscyplinujące je zakazy dzieci oskarżyły rodziców o przemoc. W rezultacie spędziły prawie dwa lata w różnych placówkach opiekuńczych poznając na własnej skórze uroki „ pieczy zastępczej”. Tym razem sprawę udało się z najwyższym trudem „ odkręcić”. Dzieci przyznały się do kłamstwa, interweniowały media i dzieci szczęśliwie wróciły do domu.

Rola lewackiego proletariatu zastępczego dzieciom zdecydowanie nie służy.

Ukraińcy blokują przejścia graniczne: Działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Polscy rolnicy grają na rękę Putinowi.

Ukraińcy blokują przejścia graniczne: Działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Polscy rolnicy grają na rękę Putinowi.

Rolnicy z Ukrainy kontra polscy tirowcy. Ukraińcy blokują przejścia graniczne

ukraincy-zablokuja-przejscia-graniczne

W sobotę 10. czerwca o godzinie 10. rozpoczął się strajk ukraińskich rolników. Ukraińcy blokują przejścia graniczne „na znak protestu przeciwko działaniom polskich producentów rolnych, którzy nakładają presję na rolników z Ukrainy i uderzają w bezpieczeństwo żywnościowe”.

Decyzję o strajku ukraińskich rolników ogłosiła za pośrednictwem mediów społecznościowych Ukraińska Rada Rolnicza. W oświadczeniu napisano, że „ukraińscy rolnicy zajęli zdecydowane stanowisko w obronie swoich interesów”.

Na znak protestu przeciwko działaniom polskich producentów rolnych, którzy rozpoczęli strajk i zablokowali przejście graniczne Dorohusk-Jagodzin dla ładunków z ukraińskim zbożem, krajowi producenci rolni postanowili podjąć działania na zasadzie lustrzanego odbicia” – czytamy.

Ukraińscy rolnicy zaplanowali blokadę czterech przejść granicznych z Polską. Blokada została ustawiona w następujących punktach: Dorohusk-Jagodzin, Korczowa-Krakowiec, Medyka-Szeginie oraz w wiosce Rata w pobliżu przejścia granicznego Rawa-Ruska.

„Blokady powstaną z uwagi na kategoryczny sprzeciw ukraińskich rolników wobec działań strony polskiej, która jednostronnie, z naruszeniem zasad handlu Unii Europejskiej oraz decyzji Komisji Europejskiej w sprawie wznowienia tranzytu ukraińskich produktów rolnych, fizycznie blokuje ciężarówki z Ukrainy. Taką postawą polscy rolnicy grają na rękę Putinowi, który chce, by ukraińskie zboże zostało na Ukrainie, a ceny wzrosły” – piszą ukraińscy rolnicy.

Ukraińska Rada Rolnicza twierdzi, że „polscy politycy myślą tylko o najbliższych wyborach, a nie o przyszłości swojego kraju, i nie potrafią wytłumaczyć wyborcom, jakie szkody wyrządzają, blokując produkty rolne z kraju, który chroni wspólne granice przed wrogiem”.

Ukraińcy twierdzą ponadto, że działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Strajk potrwa do północy.

Mocarstwo w obliczu rozbioru

Mocarstwo w obliczu rozbioru

9 czerwca 2023 Stanisław Michalkiewicz Mocarstwo

W związku ze zbliżającym się 11 lipca dwudniowym szczytem NATO w Wilnie, były sekretarz generalny Sojuszu i były premier Danii, pan Anders Rasmussen wyraził obawę, że na szczycie może nie udać się wypracowanie jednolitej strategii wobec Ukrainy.

W takiej sytuacji pojawia się potrzeba wypracowania rozwiązania alternatywnego i pan Rasmussen właśnie je zaproponował. Chodzi o to, by w takiej sytuacji Polska, a być może – również państwa bałtyckie, przynajmniej niektóre, wprowadziły na Ukrainę swoje wojska i w ten sposób zapewniły jej większe bezpieczeństwo. Pan Rasmussen jest obecnie doradcą prezydenta Zełeńskiego, który – jak wiadomo – od początku wojny, jaką Stany Zjednoczone prowadzą na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, marzy o tym, by ta wojna rozlała się na inne państwa Europy, przede wszystkim – na państwa Europy Środkowej. Taki pomysł siłą rzeczy musiałby do tego doprowadzić i to bez ryzyka, że w bezpośrednie działania wojenne zostaną wciągnięte Stany Zjednoczone i inne państwa NATO.

Słynny art. 5 traktatu waszyngtońskiego stanowi bowiem, że przewidziane w nim procedury uruchamiane są tylko w przypadku “zbrojnej napaści” na państwo członkowskie NATO. Natomiast jeśli członek NATO sam na kogoś napadnie, albo z własnej inicjatywy weźmie udział w toczącym się już konflikcie, to o “zbrojnej napaści” na niego nie może być mowy i żadne procedury sojusznicze uruchamiane być nie muszą. Wydawać by się zatem mogło, że takie rozwiązanie byłoby korzystne zarówno dla Stanów Zjednoczonych i pozostałych europejskich państw NATO, jak i dla Ukrainy, bo doprowadziłoby do upragnionego rozszerzenia wojny na kolejne terytoria.

Że w Wilnie może być trudno ustanowić jednolitą strategię NATO wobec Ukrainy, to całkiem możliwe. Nie wiadomo na przykład, jak zachowa się Turcja, która skutecznie blokuje dostęp do NATO Szwecji, ponieważ kraj ten wspiera Kurdów, a Kurdowie pragną niepodległego państwa, które musiałoby powstać z terytoriów kilku państw, przede wszystkim – Turcji, więc nic dziwnego, że turecki prezydent blokuje Szwecję.

Ale i na wileńskim szczycie może on też się usztywnić w sprawie Ukrainy, bo tamtejsze władze “z oburzeniem” odrzuciły jego pomysł, by sprawę zbadania przyczyn katastrofy tamy na Dnieprze w Nowej Kachowce powierzyć międzynarodowej komisji. Z jakichś powodów Ukraina nie lubi międzynarodowych komisji, bo, mimo różnych sugestii, by taka komisja, na przykład – Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – zbadała sprawę masowych mordów w Buczy, Ukraina sama wszystko zbadała i potem te badania skontrolowała.

Wydawać by się mogło, że – zwłaszcza w tej sytuacji – Ukraina nie powinna kręcić nosem na “alternatywne rozwiązanie” zaproponowane przez pana Rasmussena, który w dodatku doradza prezydentowi Zełeńskiemu. A jednak minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba ostro ten pomysł skrytykował, stwierdzając, że Ukraina nie życzy sobie na swoim terytorium żadnych obcych wojsk, nawet wojsk państw NATO. “Mówimy: dawajcie broń!” – powiedział.

Czy szczyt NATO w Wilnie z podkulonym ogonem ten rozkaz pana ministra Kułeby wykona, czy też przyjmie go chłodno, jak i inne roszczeniowe, żeby nie powiedzieć: mocarstwowe ukraińskie deklaracje – o tym w odpowiednim czasie się przekonamy. W niektórych państwach NATO, na przykład – w Polsce – propagandowa teza, jakoby Ukraina “broniła Europy”, jest podawana do wierzenia, jako oczywista oczywistość, podczas gdy tak naprawdę służy ona tylko w charakterze pozoru moralnego uzasadnienia ukraińskich postaw roszczeniowych wobec całego świata – ale nie wszystkie państwa są “sługami narodu ukraińskiego”, a tylko niektóre. Zwraca natomiast uwagę zdecydowana niechęć pana ministra Kułeby do sprowadzania na terytorium Ukrainy jakichkolwiek obcych wojsk, w tym również polskich – chociaż Polska dla Ukrainy zrobiłaby wszystko.

Polskie władze natomiast, już od XVIII wieku, nie tylko nie boją się sprowadzania na własne terytorium obcych wojsk, ale przeciwnie – uważają to za cnotę i dowód politycznej mądrości. Pan minister Błaszczak broń także kupuje w Korei Południowej na kredyt, którego Polsce to państwo udzieliło, bo panu prezydentowi Dudzie najwyraźniej nie przyszło do głowy, by zaproponować prezydentowi Bidenowi, żeby w ramach “wzmacniania wschodniej flanki NATO”, Stany Zjednoczone sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tysięcy żołnierzy, o których – zgodnie z ustawą o obronie ojczyzny – ma zostać powiększona nasza niezwyciężona armia.

Tymczasem pan minister Kułeba najwyraźniej nie kuca przez prezydentem Bidenem, tylko w krótkich żołnierskich słowach żąda: “dajcie broń!” i – ciekawa rzecz – póki co dostaje wszystko, czego zażąda. Bardzo możliwe, że w tej sytuacji Polska odda Ukrainie również broń kupowaną przez pana ministra Błaszczaka na kredyt w Korei, bo – jak już wspomniałem – nie ma takiego poświęcenia, do jakiego polski rząd nie zmusiłby własnych obywateli, byle tylko dogodzić Ukrainie.

Tymczasem z obfitości serca usta mówią, więc nic dziwnego, że deputowana do Bundestagu z ramienia Alternatywy dla Niemiec i rzeczniczka tej partii, pani Alicja Weidel z jakiejś okazji nazwała terytorium dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej “Niemcami Środkowymi”. Pokazuje to, że w niemieckim społeczeństwie wcale nie wygasło pragnienie dokończenia dzieła zjednoczenia, to znaczy – powrotu do granicy sprzed I wojny światowej. Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska z pierwszorzędnymi “korzeniami” wprawdzie wygnała ją do “naziolskiej budy” – ale co z tego, skoro nie tylko ona sama, ale i pan prezydent Andrzej Duda, który ostatnio podlizywał się Unii Europejskiej bez opamiętania, nie widzą dla Polski innej przyszłości, jak tylko w IV Rzeszy? Tymczasem “IV Rzesza”, to znaczy – instytucje Unii Europejskiej – wprost prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych pretekstów dyscyplinowania Polski i doskonalą w ten sposób metodę szantażu finansowego. Pani komisarz Vera Jurova, która w swoim CV ma epizod kryminalny, w podskokach wszczęła wobec Polski procedurę sprawdzania, czy komisja do zbadania ruskich wpływów w – pożal się Boże! – polskiej polityce, nie zagraża aby demokracji. Z kolei Trybunał w Luksemburgu też nie próżnuje i soli kary za przywracanie do pionu niezawisłych sędziów, co to zadają “pytania prejudycjalne”, czy inny sędziowie są aby na pewno sędziami, czy tylko przebierańcami. Jeszcze się na tej drodze trochę posuniemy, to upowszechni się praktyka, że niezawiśli sędziowie będą jeden przez drugiego, zadawali Trybunałowi “pytania prejudycjalne”, jaki wyrok wydać w konkretnej sprawie.

I tak, krok po kroku – do następnego rozbioru.

Obrona Andrzeja Dudy. Mowa końcowa. Tak. Andrzej Duda jest transem.

Obrona Andrzeja Dudy. Mowa końcowa. Tak. Andrzej Duda jest transem.

CzarnaLimuzyna https://ekspedyt.org/2023/06/09/obrona-andrzeja-dudy-mowa-koncowa/

Czy Andrzej Duda jest politycznym transem? Pytanie może niektórych zaskoczyć, ale uważam, że należy skończyć z niedomówieniami, stawiając kropkę nad „i”. Tak. Andrzej Duda jest transem. Czy chodzi tylko o transatlantyckie wartości, które w sobie poczuł i od pewnego czasu identyfikuje się z nimi jako ktoś zupełnie inny niż przed pierwszą kampanią prezydencką? I tak i nie. Orientacja transatlantycka to tylko jeden z komponentów politycznej osobowości Andrzeja Dudy. Do tego dochodzi trans intelektualność, która emanuje z prawie każdego wystąpienia publicznego e-PAD-a.

Słowo trans intelektualność napisałem łącznie, ale słownik rozdzielił mi je na dwie części. Nie będę kopał się ze słownikiem, widocznie tak trzeba.

W psychologii słowo trans oznacza jeden z odmiennych stanów świadomości.

W filozofii transcendencja pochodzi od łacińskiego transcendens – przekraczający. W transcendencji może na przykład istnieć coś, co pozostaje poza zasięgiem poznawczym ludzkiego umysłu.

A co istnieje w transcendencji politycznej?

Na to pytanie można odpowiedzieć słuchając licznych wystąpień Andrzeja Dudy. Polecam wystąpienia związane z transgranicznością. Jak Szanowni Państwo widzą, znów pojawia się słowo „trans”. W tym przypadku chodzi o zniesienie granic, i bynajmniej nie o granicę przyzwoitości, bo ta została już dawno przekroczona jeszcze przed Bronisławem „Golemem” Komorowskim. Duda właściwie przyszedł na gotowe stąd przekraczanie granic w jego wykonaniu oraz w wykonaniu innych polityków PiS stało się płynne. Na przykład polska własność płynnie przechodzi na własność Ukrainy, podobnie jak kiedyś polski przemysł, który się rozpłynął. Osoby, które nie pamiętają aż tak zamierzchłych czasów odsyłam do annałów “Ministerstwa Przekształceń Własnościowych”. To autentyczna nazwa ówczesnego ministerstwa ściśle związana ze słusznym kierunkiem zrównoważonego niedorozwoju Polski. Dziś “mądrość etapu” nazywa to “rozwojem zrównoważonym”. Czy aktualne zjawiska mają coś wspólnego ze słynną płynnością żydowskiego filozofa Baumana? To pokaże historia. A tymczasem Łukasz Warzecha pisze:

Uwarunkowania psychologiczne? Publicysta Warzecha bezpardonowo sięga do psychologii. Ja w pewnym sensie też, lecz nazywam to inaczej.

Myślę, że Duda jest po prostu transintelektualnym politykiem, produktem silnie zrównoważonego rozwoju, pasującym jak ulał do standardów epoki w której przyszło mu żyć. Złośliwi mówią, że „gada jak potłuczony”. A ja się pytam: potłuczony? Gdzie? Na narciarskim stoku? Zakrawa o nonsens, chyba że…

Chyba że rozbił się o dno. Akurat to jest już bardziej prawdopodobne. Oczywiście nie zapominajmy o Lecu, który będąc w podobnej sytuacji, usłyszał stukanie od spodu.

Osiadły na dnie dożywotni członek “Unii Wolności” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale już powinniśmy dojrzeć pierwsze kształty wyłaniającej się Przyszłości. Na razie w postaci trzech przylądków Zbawienia – pogłębienie, rozszerzenie, wzmocnienie. Tak wybrzmiało w ostatnim “Orędziu”.

„Antyfaszyzm” nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby, którą jest System.

Antyfaszyzm” nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby, którą jest System.

[Moim zdaniem Autor bardzo spłyca problem genezy, ideologii, mocy i sprawności działania „Systemu”, ale… powyższy tytuł jest świetny, więc umieszczam całość.

Też dla ilustracji dziwacznych marginesów, peryferii, wertepów myśli polskiej. To jakiś płytki poganin, choć bardzo oczytany egocentryk. Tak, jakby mikro -Julian Apostata. To tacy przejęli poważną kiedyś „Myśl Polską”?

Od jego uogólnień odcinam się podwójna linią. Mirosław Dakowski]

=====================

==========================

Ronald Lasecki antyfaszyzm-i-system Myśl – polska”?

Kompletnie nie interesuję się piłką nożną, więc miałem nie wypowiadać się w sprawie sędziego piłkarskiego p. Marciniaka. Wszystkie praktycznie wypowiedzi na jakie się natknąłem, były jednak płytkie (winne jest złe lewactwo/zła Platforma /zły antyfaszyzm), więc postanowiłem jednak uzupełnić dotychczasowe spostrzeżenia swoimi wnioskami.

Antyfaszyzm nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby którą jest System. Antyfaszyści istnieją, bo ktoś im za ich działalność płaci, ktoś daje im etaty by denuncjowali jako „faszyzm” każdy przejaw tożsamości, ktoś docenia ich „badania” w tej dziedzinie i przyznaje im stopnie naukowe.

Usunięcie w związku z tym samych „antyfaszystów”/lewaków niczego nie rozwiąże, bo na miejsce usuniętych pojawią się nowi. Pojawią się, ponieważ są elementem mechanizmu samoregulacji Systemu i jego umacniania się. To System zatem jest problemem, a nie jego „mechanizmy obronne”.

Ideową istotą systemu jest etyczny uniwersalizm, antropologiczny indywidualizm, pseudo-racjonalizm. Jego mechaniką jest kapitalizm, który mógł zaistnieć dzięki przyjęciu tych właśnie idei filozoficznych. Kapitalizm wymaga bowiem logiki włączającej: gdy konkurować będzie ze sobą przedsiębiorca dyskryminujący jakąś kategorię klientów lub partnerów biznesowych i przedsiębiorca ich niedyskryminujący, to ten drugi zawsze wygra.

Systemem zatem nie kierują jakieś mroczne i tajemnicze gremia „antyfaszystów”/ lewaków/Żydów/globalistów/Bilderberga, „bankierów przechodzących na islam” by zniszczyć „cywilizację łacińską” (teza dr. Krajskiego), czy kogo tam jeszcze. Wymienione „grupy interesu” oczywiście korzystają na rozwoju Systemu i go wspierają ale gdyby nawet wyeliminować je wszystkie, koło Systemu (kapitalistycznej globalizacji) nie przestało by się kręcić (dlatego recepty Hitlera były prostackie i opierały się na powierzchownym jedynie rozpoznaniu problemu – Hitler czerpał swoją wiedzę o świecie z jakichś wiedeńskich brukowców i jego zdolności analityczne były słabe).

Osobowym oparciem Systemu nie są iluminaci, humanoidalne jaszczury ani masoni, tylko menedżerowie, przedsiębiorcy, biurokraci, dziennikarze – ludzie tacy jak my, którzy nie mają żadnych złych intencji, a robią to co robią, po prostu by mieć pracę, zapewnić dobrobyt bliskim, osiągnąć akceptację i szacunek społeczny itp. Zgodnie z klasyczną teorią liberalną, to logika funkcjonowania kapitalizmu sprawia, że ich motywowane osobistym egoizmem prywatne działania, komponują się w globalny liberalny System.

Ta sama logika dotyczy zresztą biurokracji rządowych i pozarządowych, też skądinąd finansowanych dziś przez globalny kapitał, którego możliwości przekroczyły już dawno możliwości finansowania polityki przez populację danego kraju lub wyborców wpłacających datki. Dlatego właśnie każda partia populistyczna przegra z partiami polegającymi na globalnym kapitale: żadne datki wyborców ani pobory choćby najwyższych podatków w „państwie narodowym” nie przeważą pływów światowego kapitału spekulacyjnego. Chyba, że mamy do czynienia z „państwem-kontynentem” (USA, UE, Indie, Chiny, do pewnego stopnia Rosja, potencjalnie Indonezja), które – szczególnie gdy jego mieszkańcy mają dostatecznie dużą siłę nabywczą – może przeciwważyć kapitały spekulacyjne.

Kapitalizm naturalnie premiuje zatem zniesienie jakichkolwiek kryteriów różnicowania i wartościowania. Tym tłumaczyć należy pozornie jedynie paradoksalny fakt promocji „wokizmu” przez wielkie korporacje i finansowania przez nie ruchów lewackich. Gdy jakieś przedsiębiorstwo próbuje budować pozycję rynkową na odwołaniu do etnosu, zostaje z czasem zmiażdżone. Stało się tak na przykład z Abercrombie&Fitch, które na początku ostentacyjnie promowało „dziarskich białych chłopców”odwołując się do białej populacji USA, ale przemielone przez żarna globalnego rynku, kaja się teraz równie ostentacyjnie i promuje liberalną patologię.

Etyczny i antropologiczny uniwersalizm zaszczepiony został światu przez religie abrahamiczne, a konkretnie przez chrześcijaństwo. Tylko na Zachodzie chrześcijaństwo (katolicyzm) przybrało formę racjonalistyczną, stąd też to właśnie na katolickim Zachodzie a nie wśród chrześcijan Lewantu, Afryki Północnej lub Afryki Wschodniej zrodził się kapitalizm. Z tego samego powodu kapitalizm nie zrodził się w Indiach, Tawantinsuyu ani w antycznym Rzymie. Potrzebne były wszystkie składowe ideowe: uniwersalizm, indywidualizm, egalitaryzm, racjonalizm, liniowa koncepcja czasu z wynikającą z niej ideą postępu.

Z tego powodu, konserwatywna opozycja przeciw Systemowi nigdy nie będzie skuteczna. Konserwatyści katoliccy i protestanccy podzielają bowiem idee filozoficzne, które uruchamiają mechanikę kapitalizmu. Konserwatyzm katolicki nie jest zatem w stanie odrzucić Systemu, bowiem skonfrontowany z filozofiami w obrębie których kapitalizm nie mógłby się narodzić, zawsze je odrzuci (jako „orientalne”, „despotyczne”, „barbarzyńskie” itp.).

Religie jednak mają to do siebie, że wartościują: rozróżniają „dobro” i „zło”, „wiernych” i „niewiernych”, „prawdę” i „błąd”. Stąd nie mieszczą się w logice Systemu (kapitalizmu) i są przez niego stopniowo rozwadniane i wygaszane. Mam więc złą wiadomość dla wszystkich TFP-owców i innych „kontrrewolucjonistów”: nie będzie nigdy żadnego „dobrego” kapitalizmu-Systemu o obliczu kalwińskim, zielonoświątkowym, katolickim, islamskim, czy narodowym. System prędzej czy później was przeżuje i strawi. Do czasu aż w ostatnim meczecie otworzą kolejnego McDonalda a w ostatnim miejscu pielgrzymkowym postawią automat z coca-colą.

Żadna prawica systemowa nie zapobiegnie marszowi „wokizmu”, bo wszelki populizm (tożsamość zbiorowa) stoi na drodze rozwoju kapitalizmu (czyli zwiększania dobrobytu, zapewniania pokoju itp. – lewicowa krytyka kapitalizmu jako prowadzącego do zbiednienia jest zupełnie nieprzekonująca, bo obiektywnie ten model gospodarowania jest po prostu skuteczny i działa). Każda partia czy firma która spróbuje opierać się na zasobach gospodarczych konkretnego kraju i ludu, przegra z tymi które opierają się na globalnym kapitale spekulacyjnym – chyba, że mamy do czynienia z „państwem-kontynentem” liczącym sobie co najmniej 140 mln. (zasobnych) mieszkańców.

Globalny kapitalizm są zatem w stanie okiełznać tylko „państwa-kontynenty”(liczące powyżej 140 mln. mieszkańców): imperium jankeskie (USA), imperium chińskie, imperium indyjskie, imperium europejskie (niemieckie), imperium eurazjatyckie (rosyjskie – jeśli Rosja przyłączy Ukrainę), imperium islamskie (tureckie). Doświadczenia starć Google’a z UE, Chinami, Rosją i niektórymi innymi państwami opisane przez Shoshanę Zuboff ilustrują, że globalny kapitał spekulacyjny można pokonać, gdy jest się wystarczająco dużym. Zakończyć globalny kapitalizm mógłby zatem globalny „koncert” mocarstw-imperiów-cywilizacji.

Warunkiem światopoglądowym osiągnięcia tego stanu jest odrzucenie filozofii uniwersalizmu -indywidualizmu-egalitaryzmu-racjonalizmu-historyzmu. Michael Hardt i Antonio Negri przyrównali przed laty System do imperium rzymskiego. Poza rzymską limes żyli barbarzyńcy (Scytowie, Sarmaci, Hunowie, Mongołowie itd.). Były to ludy zorganizowane w szczepach, patriarchalne, wojownicze. Obchodziło je nie to co dobre „w ogóle”, tylko to co dobre dla nich. Łupili bez sentymentu rzymskie miasta i przejmowali rzymską technologię, podobnie jak wieki później ich następcy mongolscy postępowali z chrześcijańskim Zachodem.

Wyłączenie się z logiki Systemu (kapitalizmu), to dziś porzucenie idei konstytuujących cywilizację zachodnią (uniwersalizm- indywidualizm-egalitaryzm-racjonalizm-historyzm). Tak powrót do idei „trybalistycznej” (szczepowej/kamrackiej). Znalezienie się poza Systemem oznacza „powrót do barbarzyństwa” – to właśnie powinno być treścią polskiego eurazjatyzmu. A barbarzyńca to ktoś, kogo cywilizowany i oświecony człowiek Zachodu (mieszkaniec „globalnej wioski”) nienawidzi, boi się, brzydzi. Barbarzyńcę szczuje się psami i ściga po lasach, by wykłuć go gdzieś w ostatniej pieczarze jakiegoś Wazyrystanu. Później można go zakopać gdzieś w dole za stodołą. W najlepszym razie wyznaczyć mu jakiś „rezerwat”.

System wobec barbarzyńcy jest tym czym była komunistyczna Polska wobec antykomunistycznego podziemia zbrojnego, czym były państwa założone w Amerykach przez europejskich zdobywców wobec rdzennych mieszkańców tych kontynentów, czym cywilizacja rolnicza była wobec wilka. Wyjście z Systemu ku barbarzyństwu (logice trybalnej) jest więc współczesnym „wilkołactwem” – wilkołak był bowiem mężczyzną żyjącym w osadzie (Cywilizacji), który porzucał ją uciekając do lasu (Natury), by potem – wzbudzając nienawiść, strach i obrzydzenie światłych i cywilizowanych, prowadzić przeciw nim walkę szarpaną i być przez nich ściganym i szczutym. Naturalnym symbolem Antysystemu (współczesnego barbarzyństwa) jest więc wilk – nieprzypadkowo chyba m.in. w chrześcijaństwie uznany za symbol anarchicznego zła.

W każdym razie, „dysydenci” z Systemu (wilkołaki) nie mogą spodziewać się ze strony Systemu żadnej „sprawiedliwości”. System bowiem został skonstruowany przeciw nam – wiemy przecież, że wszelki uniwersalizm jest fałszem i ukrywa jedynie struktury dominacji, w tym przypadku struktury dominacji naszych wrogów. Policja, sądy, służby specjalne, wojsko,”wolne media” – to wszystko są psy łańcuchowe Systemu („sheepdogs” z doskonałej książki „On Killing” Dave’a Grossmana), które mają walczyć z barbarzyńcami, czyli z nami. Odwoływanie się do legitymizujących te instytucje zaklęć ideologicznych nie ma sensu – polegać możemy w ostatecznym rachunku jedynie na sobie i swoich kamratach (stąd też barbarzyńca/dysydent z Systemu powinien stale powiększać swój potencjał, stawać się bardziej niezależnym i „groźniejszym”)
Stosunek do instytucji Systemu (podobnie jak do innych „osiągnięć zachodniej cywilizacji”) powinniśmy mieć analogiczny jak barbarzyńcy do miast i technologii antycznego Rzymu czy Mongołowie do najeżdżanych przez nich krajów – jak radził hr. Tarnowski: „brać i nie kwitować”, to znaczy, sięgać po nie czysto instrumentalnie (Lenina „kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy”).

Po drugie, musimy na początek oczyścić się światopoglądowo z zachodniego szlamu filozoficznego (antropocentryzmu- uniwersalizmu-indywidualizmu-racjonalizmu-historyzmu). Zobowiązania mamy wobec siebie i wobec naszych kamratów z Antysystemu – z którymi chcielibyśmy tworzyć (polityczną) wspólnotę losu. To na ich opinii powinno nam zależeć, to ich wzmocnienie jest również wzmocnieniem nas. W uzasadnionych przypadkach można to nawet po barbarzyńsku pieczętować prywatnymi (pozasystemowymi) rytuałami jak braterstwo krwi.

Reszta „narodu” czy tam „społeczności międzynarodowej” – czy nas uznaje za „faszystów”, „ruskich agentów”, „zdrajców”, „terrorystów” czy kogo tam jeszcze, nie ma znaczenia. Liczy się tylko nasz „szczep” – poza kręgiem światła padającego z ogniska (idei) wokół którego się gromadzimy (tzn. gromadzą się ludzie), żyją tylko demony, potwory, zombie itp. Jak śpiewał niegdyś Clem Tholet: „What it was a time – all the world against us!”.

To światopoglądowe zerwanie z cywilizacją zachodnią (antropocentryzmem-uniwersalizmem-indywidualizmem-racjonalizmem-historyzmem, których zwieńczeniem jest obecny „wokizm”) jest fundamentem dla przełamania logiki Systemu. Rynek może sobie nawet być „wolny” (a w każdym razie konkurencyjny – w końcu kapitalizm jest skuteczniejszy niż brednie suflowane przez wyznawców socjaldemokracji czy tam innych dewiacji w rodzaju „państwa opiekuńczego/państwa dobrobytu” chcących zamienić nas nie w watahę wilków ale w podłączone do mechanizmu karmienia tuczniki), byleby nie działano na nim w logice antropocentryzmu-indywidualizmu-historyzmu. Osiągamy tyle, by moje bractwo-kamractwo utrzymało funkcjonalną równowagę i względną przewagę nad innymi oraz nie zaczęło się psuć (rozkładać, feminizować itp.). Resztę zostawiamy w spokoju lub rozrzucamy jako potlacz. Nie ma żadnego „postępu”, „ludzkości” ani nawet „narodów”, więc gwiżdżemy sobie na ludzi (?), z którymi nie mamy żadnej więzi, którzy maja inny herb-totem-geniusza.

Tutaj łamiemy logikę Systemu nie przez zgromadzenie więcej niż od mógłby zgromadzić (geopolityka/imperia-kontynenty), tylko niejako „od środka”. Taką „kontrrewolucję”neotrybalistyczną („kamracką”) można zacząć niejako „od wewnątrz” Systemu. Globalizmu bowiem nie obalą (sympatyczni skądinąd) ludzie w turbanach biegający po Saharze z czarnymi flagami ani łowcy-zbieracze z Północnego Sentinelu, tylko mieszkańcy „globalnej wioski”, którzy „uciekną z niej z powrotem do lasu” („Der Waldgang”Jüngera) – staną się dysydentami/wilkołakami/ barbarzyńcami/na Zachodzie – eurazjatami.

Nie ukrywam, że do niedawna bliższa mi była koncepcja „nakrycia” Systemu przez „imperia-kontynenty”. Rzeczywistość jednak „dała mi po mordzie”, bo perspektywa taka – choć bynajmniej nie wykluczona – wcale się nie przybliża.

Wiadomo już na przykład, że – przez nieudolność i kunktatorstwo Putina – Rosja nie przyłączy Ukrainy. Bez Ukrainy zaś „imperium rosyjskie” (?) nie osiągnie pułapu 140 mln. ludzi, czyli nie stanie się „państwem-kontynentem”, a tylko takie liczą się w globalnej grze.

Turcja została wyhamowana w Syrii i w Libii, poniosła porażki w Tunezji (odsunięcie Enahdy), w Sudanie (obalenie Omara al-Baszira), a przede wszystkim w Egipcie – gdyby w Egipcie utrzymał się Muhammad Mursi, to układ sił politycznych w świecie muzułmańskim i Śródziemnomorzu wyglądał by dziś już zupełnie inaczej.

Niemieckie imperium Unii Europejskiej zostało sparaliżowane przez wewnętrzną słabość Niemiec i obstrukcję USA posługujących się swoimi państwami-narzędziami takimi jak Anglia, Holandia czy Polska. Dodatkowo, siły oporu w samych Niemczech wydają się być niezdolne do rozwarcia kleszczy, w których kraj ten trzymają siły Systemu, a sam etnos niemiecki wytracił swoją pasjonarność.

Tożsamościowe poruszenie jankesów zogniskowane przez Trumpa wydaje się raczej wygasać, a w każdym razie rozpraszać.

Cały pas Indopacyfiku (Indie-Wietnam-Tajwan- południowa Korea-Japonia) intensywnie się „wokizuje”, internalizując pod presją USA antykulturę Systemu.

Wynik rywalizacji Chin z USA nie jest natomiast pewny. Chiny, nawet jeśli nie dokonały wprost secesji z Systemu, to dość istotnie i w pożądanym kierunku by go przeistoczyły, ich sukces byłby więc naszym sukcesem, ale wynik rywalizacji Pekin-Waszyngton wcale nie jest przesądzony a partactwo Putina na Ukrainie utrudniło nam czerpanie korzyści ze wzrostu Chin, paradoksalnie wzmacniając dominację Waszyngtonu w Europie – czyli wzmacniając System.

Pozostaje więc secesja od Systemu – ruch „dysydencki”. Rozpalać trzeba kolejne „ogniska” solarnej, patriarchalnej i trybalnej kultury honoru. Jak wiadomo, ognisko to symbol Słońca. Mężczyźni gromadzili się od zawsze w kręgach wokół ogniska, by kultywować Porządek, Życie, Siłę, których symbolem jest Słońce i ogień. Ogień jest też oczywiście symbolem zniszczenia i o tym też trzeba pamiętać – gdy rozpalimy dostatecznie dużo antysystemowych „ognisk”, to… spopielimy System.

I tylko to zakończyć może kolejne krucjaty „antyfaszystów” przeciwko choćby najbardziej rozmytym przejawom tożsamości partykularnych, zakłócających globalistyczny projekt kapitalizmu-Systemu. Pozytywną treścią Antysystemu powinien być Solarny Idealizm.

Seksualizujące zajęcia w szkołach – „normą”?? – np. w Warszawie – Chirurżka…

Długi i groźny „marsz przez język”, nie tylko w oświacie

dlugi-i-grozny-marsz-przez-jezyk

Obrona przed tzw. „tęczowymi piątkami”, organizacjami LGBT prowadzącymi antydyskryminacyjne – a faktycznie seksualizujące – zajęcia w szkołach, lewicowymi samorządami, które jak w Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu, bezpośrednio oddziałują na podległe im szkoły – to rzeczywistość, z jaką zmagamy się w Polsce od lat.

Grzechem pierworodnym jest ustawa o systemie oświaty, która czyni z samorządów organy prowadzące placówki oświatowe. Sprawują one nadzór nad szkołami i placówkami w zakresie niepedagogicznym, a wchodzą w ten zakres również kwestie kadrowo-płacowe. To skutecznie wykorzystywana metoda, by zawłaszczać coraz większe obszary oświaty w Polsce. Ignorowanie przez samorządy nadzoru pedagogicznego sprawowanego przez Kuratoria i formatowanie umysłów nauczycieli, pedagogów i psychologów oraz pracowników administracji, a nawet rodziców, w ramach szkoleń i warsztatów jest powszechne i nie napotyka na realne przeciwdziałanie. Na ten cel płynie strumień finansowania, w dużej mierze z Unii Europejskiej. Także oddziaływanie na uczniów poprzez zajęcia dodatkowe, wszelkie wydarzenia oraz konkursy szkolne, biblioteczne, świetlicowe jest stałą praktyką.

Formy oddziaływania na dzieci, począwszy od przedszkoli, mają wiele twarzy, nie zawsze na tyle groźnych, by od razu wzbudzić zainteresowanie i czujność rodziców czy nauczycieli oraz reprezentujących rodziców społecznych organizacji. Wpływ organów państwa na oświatę maleje, zwiększa się strefa wpływu samorządów, NGO-sów, gorliwie realizujących agendę zrównoważonego rozwoju promowaną przez UE i ONZ poprzez sowite finansowanie. Proces rozpływania się oświaty jest milcząco akceptowany przez rząd, gdyż zdejmuje z rządzących odpowiedzialność za wielkie obszary życia społecznego. Pod pozorem usamorządowienia – ongiś naiwnie jak się okazało utożsamianego z oddolnym sprawowaniem władzy lokalnej – oddaje je we władanie siłom, z którymi tylko deklaratywnie się walczy i którym nieprzekonująco się sprzeciwia.

Przykładem takiego miękkiego oddziaływania na świadomość uczniów dosłownie z ostatnich dni może być choćby pozornie niewinny konkurs „artystyczny” ogłoszony dla uczniów 14 maja na stronie Biura Edukacji Urzędu m.st. Warszawy. Ma on popularyzować nie poprawną ortografię, nie polskie przysłowia ani synonimikę wzbogacającą język czy choćby zabawy z licznymi w polszczyźnie homonimami. O nie! Celem konkursu jest popularyzacja „idei języka równościowego ze względu na płeć (feminatywy)”. „Idei języka równościowego” – podkreślmy.

Adresatami konkursu są uczniowie szkół podstawowych, począwszy od klas pierwszych. Organizator konkursu, Warszawska Rada Kobiet wraz z partnerami, którymi są m.in. Biuro Edukacji Urzędu m.st. Warszawy i Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń [podległe Urzędowi m.st. Warszawy], oczekuje obecnie na prace plastyczne i filmowe: kolaże, filmy nagrywane komórką, komiksy, plakaty etc. promujące tę „ideę”. Równość płci w języku na filmikach nagrywanych przez dzieci – sam pomysł budzi grozę!

Przypomnijmy, Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń, znane jest z antydyskryminacyjnych projektów szkoleń, jakie objęły wszystkie warszawskie dzielnice i pracowników oświaty oraz rodziców, a których podwykonawcami są najbardziej światopoglądowo lewicujące NGO-sy, mające często wprost LGBT w nazwach i statutach. Kwestie te głośno podnosił Instytut Ordo Iuris wskazując na zatrudnianie promujących narkotyki i seks homoseksualistów do prowadzenia zajęć antydyskryminujących dla nauczycieli w szkołach oraz na powszechne finansowanie przez warszawski samorząd wielu organizacji o tęczowych barwach. 

FINANSOWANIE WARSZAWSKICH ORGANIZACJI LGBT – zobacz raport

Konkurs reklamuje plakacik-krzyżówka z takimi potworkami językowymi, jak: „gościni”,”burmistrzyni”, ”chirurżka”, a rozwiązaniem jest oczywiście wyraz „feminatywy”. Czy to tylko zachęta do tworzenia takich ośmieszanych językowych absurdalnych potworków, jak rodzice i rodzicki czy ta profesora? Czy raczej – skoro o „idei języka równościowego” mowa – do ilustrowania, a więc ugruntowywania w dziecięcej świadomości genderowego lewackiego projektu „świata silnych kobiet”, który ma zastąpić naturalny symetryczny świat dwu płci o odmiennych rolach społecznych, wynikających z biologicznych różnic kobiety i mężczyzny?

Pan profesor i pani profesor – mają zniknąć najpierw z języka, a potem ze świadomości uczniów, wraz z podziałem na dwie płcie i wszelkimi dalszymi konsekwencjami. Mieszanie, płynność i relatywizm, zamiana ról, zmiana płci, tranzycje, retranzycje – to skutki procesu „marszu przez język”. Jest on nadal niedoceniany i nie do końca rozpoznany przez konserwatywną część społeczeństwa, pomimo upowszechnienia pojęcia lewicowego „marszu przez instytucje”, który w ciągu ostatnich dziesięcioleci zmienił całkowicie naszą rzeczywistość. Ideolodzy neomarksistowscy zaś znakomicie posługują się tym narzędziem, poprzez język działając na wyobraźnię coraz młodszych dzieci i powolnie formatując ich świadomość.

„Językoznawcy i językoznawczynie, socjologowie i socjolożki są zgodni co do tego, że zmiany społeczne mają swój początek w języku. Zatem walka w tym obszarze nie jest drobiazgiem”[…] Sięganie po żeńskie formy rodzajowe wynika z dbałości o język ojczysty, o jego tradycję i logikę. Natomiast używanie wyłącznie form męskich ugruntowuje patriarchalny układ rzeczywistości” – czytamy w tekście „Chirurżka, posełka i gościni. Kogo denerwują feminatywy?” Magdaleny Raczek na łamach kultura.trójmiasto.pl

Czy faktycznie sięganie po żeńskie formy rodzajowe to wyraz dbałości o polszczyznę? Czy raczej jest formą walki o przeprowadzenie głębokich zmian społecznych, o której wprost pisze się chwilę wcześniej?

Nazwa konkursu warszawskiego Ratusza daje jednoznaczną odpowiedź – język jest stricte genderowym orężem w równościowej walce z normalnością.

Debata na temat specyfiki polszczyzny i form męskich powraca od wielu lat. „Nie ma jednak potrzeby używania konstrukcji typu Polki i Polacy, studenci i studentki w każdym tekście i zdaniu, ponieważ formy męskie mogą odnosić się do obu płci”. – to puenta bardzo ostrożnego stanowiska Rady Języka Polskiego przy PAN z 2019 r., w którym wcześniej ciepło dywaguje się o feminatywach.

Niestety, nawet w podręcznikach szkolnych do języka polskiego stosuje się od lat takie właśnie nadużywanie poprawnych „równościowo” form, utrwalając w uczniach nadwrażliwość na tę kwestię. Wymagają tego zalecenia recenzentów MEiN, do których muszą się stosować autorzy podręczników. Przybiera to niekiedy dość zawiłe formy i komplikuje polecenia np. ”Jeśli próbowałeś/próbowałaś pisać poezję podziel się z kolegami i koleżankami swoim doświadczeniem.” itp. Czy nie warto by tego wreszcie zmienić?

Jak długo jeszcze możliwe będzie „odnoszenie się do obu płci” form męskich w polszczyźnie, wspominane w stanowisku Rady? Jak szybko to, co dziś dopuszczane przez Radę Języka Polskiego – czyli dziwne i często groteskowo brzmiące feminatywy – staną się jedynymi i wyłącznie obowiązującymi formami, pod nakazem sądowym ich stosowania, a językowa tradycja, stanowiąca o specyfice polszczyzny, będzie interpretowana jako patriarchalna przemoc i forma dyskryminacji, i jako taka – surowo karana?

Przykład aresztowanego za proste stwierdzenia o istnieniu dwu płci kanadyjskiego ucznia powinien być dla nas ostrzeżeniem. Obecny festiwal nienawiści w Kanadzie i USA, agresja uczniów wobec nauczycieli dokumentowana na rozpowszechnianych filmikach poraża brutalnością „obrońców” LGBT wobec każdego, kto głosi inne poglądy. Ta młodzież odrobiła lekcję z „języka równościowego” i nauczyła się już, czym jest w praktyce segregacja i dyskryminacja oraz kogo ma objąć. Tym kimś są „wrogowie równości”, nie męskie końcówki wyrazów.

Inne ostrzeżenie płynie ostatnio z Augsburga. Decyzje władz diecezji w Augsburgu, o czym informował pch24.pl .postanowiły, iż w dokumentach pisanych diecezji należy „uwidaczniać różne płcie” tak, aby zapewnić „równouprawnienie oraz równe traktowanie kobiet, mężczyzn oraz pozostałych płci”. Nie wolno od teraz mówić – na przykład – o „nauczycielach”, bo to wykluczałoby kobiety; należy mówić „nauczyciele i nauczycielki” albo „nauczycielstwo”.

„W 2018 roku w Niemczech wprowadzono oficjalnie „trzecią płeć” – tzw. divers, „różny”. Obywatele RFN mogą wskazywać taką płeć w dokumentach. Od momentu zapadnięcia tej państwowej decyzji Kościół katolicki wprowadza elementy genderyzmu w duszpasterstwie i administracji” – czytamy. A jeśli „trzecich płci” będzie więcej, gdyż prawodawstwo niemieckie oficjalnie je nakaże? Za chwilę to „uwidocznienie płci” obejmie wszelkie zboczone postaci i dewiacje, i to w języku kościelnych dokumentów?

By takie zjawiska mogły zaistnieć i podobne zarządzenia, nawet w administracji kościelnej, funkcjonować, potrzebna była gruntowna przebudowa języka i świadomości. Zaczęto przed laty od przedszkola i szkoły.

W Polsce jesteśmy na początku stosowania totalnego języka, ale „marsz przez język” nabiera coraz większego rozpędu.

Równościowe konkursy dla 7-latków – jak wspomniany powyżej – mają naturalnie oswajać, a następnie przygotować nowe kadry bojowników o równość najpierw do braku oporu, zaś w przyszłości do aktywnego działania i walki. Nie tylko na polu języka. Powinniśmy o tym pamiętać.

Warto jednak pilnie już dziś poddać reedukacji w zakresie stosowanego języka kadry rządzących, gdyż równościowy język polityków tzw. prawicy nie różni się niczym od politycznie poprawnej mowy unijnych, w pełni zrównoważonych, eurokratów.

Sprzeciwiamy się, protestujemy, nie zgadzamy się wobec LGBT , światopoglądu lewicowego, łamania norm świata chrześcijańskiego etc. – takie deklaracje słyszą wyborcy z ust sprawujących władzę. Jaka jest jednak praktyka?

 „Codziennie używany język kształtuje naszą rzeczywistość i ją wyraża. Kształtuje też naszą świadomość, czyli to, jak widzimy świat” – tu cytowana wcześniej publicystka ma stuprocentową rację. Na stosowane przez modernistów niebezpieczne mechanizmy językowe, które powodują powszechną erozję świadomości, wielokrotnie wskazuje ceniona dr Marguerite Peeters w swoich licznych publikacjach i wykładach [np. „Gender – światowa norma polityczna i kulturowa” i „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”]. Czy jednak jest słuchana i właściwie rozumiana przez tych, od których zależy stanowienie prawa i rządzenie po prawej stronie sceny politycznej w Polsce?

Jak więc „widzą świat” ci, którzy w imieniu polskiego rządu podpisali umowę partnerstwa pomiędzy Polską a UE 30 czerwca 2022 z tzw. Funduszu Partnerstwa, który definiuje szkoły specjalne jako “segregacyjne” i z tego powodu pozbawia je finansowania?

„Szkoły specjalne i inne placówki prowadzące do segregacji lub utrzymania segregacji jakiejkolwiek grupy defaworyzowanej i/lub zagrożonej wykluczeniem społecznym nie będą wspierane w zakresie infrastruktury i wyposażenia” – głoszą dokumenty wszystkich, poza jednym, województw w Polsce, kopiujące skandaliczne zapisy z rządowych dokumentów.

Segregacja, dyskryminacja, wykluczenie, defaworyzacja – to równościowe etykiety językowe używane przez unijnych dysponentów środków dla tych form szkolnictwa i całych obszarów innych instytucji, które przeznaczono do likwidacji. A po drugiej stronie: równość, inkluzja, włączenie. Bez dania racji, argumentów, badań naukowych. Znakomity przykład stosowania „idei języka równościowego”. Jak idea – to idea! Żadna z ideologii nie posługiwała się wszak dowodami – wystarczyło zbudowanie powszechnego przekonania u wyznawców i bezkrytyczna wiara lub… zastraszanie.

Wyłącznie edukacja włączająca, czyli równościowy projekt o globalistycznym rodowodzie, niwelujący narodowy system oświaty, zostanie dofinansowana z bilionowego budżetu z UE do 2027 r. Poprzez pozbawienie finansowania szkół specjalnych i innych placówek oraz promocję inkluzji chce się osiągnąć w każdej dziedzinie: “potrzebę deinstytucjonalizacji usług” , ochronę „grup defaworyzowanych”, „otwieranie systemu” i docelowo – zrealizować ideologiczną „politykę spójności” w ramach UE.

Uważajmy na te pojęcia z wyższej równościowej półki! Długi „marsz przez język” skutecznie wspiera „marsz przez instytucje”.

To już nie konkursowe ABC „języka równościowego”, to faktyczna przebudowa struktury społecznej pod dyktat niepolskich decydentów. Wbrew dobru dziecka. Wbrew polskiej racji stanu.

Hanna Dobrowolska ekspert oświatowy

Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba

Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba

Sojusznicy reagują

Stanisław Michalkiewicz sojusznicy-reaguja

„Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba” – śpiewał w 1980 roku Andrzej Rosiewicz. Chodziło o to, że rząd napożyczał na Zachodzie pieniędzy, a tu nagle wybuchł bunt przeciwko partii, z którym partia i rząd nie bardzo mogły sobie poradzić, aż dopiero soldateska 13 grudnia 1981 roku odniosła miażdżące zwycięstwo nad niewdzięcznym narodem, przywracając porządek przy pomocy „surowych praw stanu wojennego”, kiedy to stosowny dekret za byle co przewidywał karę śmierci, a w najlepszym razie – długoletnią turmę.

Wspominam o tym również po to, by przywrócić poczucie rzeczywistości rozmaitym mądralom z wyższych szkół gotowania na gazie, którzy bredzą, że „surowość kary nie ma większego znaczenia w postępowaniu z przestępcami”. Wisienką na torcie jest historia pewnego ruskiego „wora w zakonie”, czyli zawodowego złodzieja, którego Aleksander Sołżenicyn spotkał w jakimś łagrze. Ów wor przechwalał się, że nigdy nie pracował – z jednym, jak szczerze przyznawał, wyjątkiem. Otóż w trakcie wojny niemiecko-sowieckiej jakoś zamarudził i nie zdążył uciec z Kijowa przed wkroczeniem tam Niemców. Wtedy pracowałem – opowiadał – bo przyłapanych na kradzieży Niemcy na miejscu rozstrzeliwali.

Wracając do zachodnich bankierów, to włosy stawały im dęba z obawy, że zbuntowany lud nie zechce spłacać kredytów zaciągniętych przez partię i rząd. Dlatego też po wprowadzeniu stanu wojennego zachodni bankierzy poczuli ulgę, a w ich imieniu gratulacje generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu złożył miłujący pokój i demokrację niemiecki kanclerz Helmut Schmidt.

[por.: Czemu
ukrywanie bankructwa Banku Handlowego sprzed pół wieku jest tak
istotne dla Polaków lat trzydziestych Trzeciego Tysiąclecia.

To właśnie była zdrada, a raczej rabunek tysiąclecia !! md]

Historia się powtarza, ale – ma się rozumieć – niedokładnie, bo nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a już sławny starożytny rosyjski filozof Pantarejew odkrył, że wsio pławajet [точнее – всё плывёт. md] . W ogóle warto przypomnieć, ile świat zawdzięcza Rosjanom. Na przykład Pietia Goras wynalazł matematykę i sformułował słynne twierdzenie, a z kolei w czasach nowożytnych polarną zorzę wynalazł Łomonosow, „by oświetlała carski tron, a w której blasku wielki Soso milionom podejrzanych osób zgotował zasłużony zgon” – pisze poeta.

Jak widzimy, rosyjskie wpływy są widoczne wszędzie, więc trudno, by nie było ich widać w polskiej polityce – o ile postępowanie naszych Umiłowanych Przywódców zasługuje na tę szlachetną nazwę. Więc kiedy z inicjatywy Naczelnika Państwa Sejm uchwalił ustawę o czeriezwyczajnej komisji do zbadania rosyjskich wpływów w polskiej polityce, to zaraz zachodni bankierzy, a właściwie nie tyle bankierzy, co dygnitarze, pospieszyli z gorzkimi słowami krytyki.

Chodzi o tak zwaną „lex Tusk”, której celem jest nie tyle może zbadanie rosyjskich wpływów, bo te widoczne są na każdym kroku, co o zablokowanie Donaldu Tusku, a być może również wielu jego kolaborantom możliwości zajmowania stanowisk publicznych nawet przez najbliższe 10 lat.

Tymczasem Donald Tusk od lat pozostaje umiłowaną duszeńką – najpierw Naszej Złotej Pani, a teraz – Naszego Złotego Pana, więc nic dziwnego, że w Komisji Europejskiej zaraz objawił się kolejny niemiecki owczarek w osobie Didiera Reindersa, ludowego komisarza od sprawiedliwości, który nie tylko wyraził zaniepokojenie tą ustawą, ale w dodatku zapowiedział, że „nie zawaha się” przed podjęciem „działań”.

Jakie to będą „działania” – tego jeszcze nie wiemy, ale w stosownym czasie zostanie nam to objawione: „aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!”. Sęk bowiem w tym, że ustawę tę w podskokach podpisał pan prezydent Andrzej Duda, chociaż – jak twierdzi Judenrat „Gazety Wyborczej” – między nim a Naczelnikiem Państwa topór wojenny wcale nie został zakopany. Skąd zatem taka skwapliwość ze strony pana prezydenta?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zdać sobie sprawę, w obliczu jakiej konieczności powoli staje pan prezydent. Na trzecią kadencję kandydować nie może, bo zabrania mu tego konstytucja, więc musi rozejrzeć się za jakąś prestiżową synekurą – albo w ONZ, albo w NATO, albo jeszcze gdzie indziej.

Jak przytomnie zauważył pan Leszek Miller, który o takich sprawach coś tam musi wiedzieć, bez protekcji amerykańskiej objęcie takiej synekury jest absolutnie niemożliwe. Skoro tak, to pan prezydent Duda najwyraźniej wykombinował sobie, że jak podpisze ustawę blokującą Donaldu Tusku i jego kolabom start w wyborach, to jego Volksdeutsche Partei wyborów nie wygra, dzięki czemu nic nie zagrozi amerykańskiej kurateli nad naszym bantustanem. W takiej sytuacji oddanie pana prezydenta dla Naszego Najważniejszego Sojusznika zostanie zauważone i stosownie wynagrodzone.

Temu rozumowaniu niczego zarzucić nie można, a jednak Departament Stanu, zamiast złożyć panu prezydentowi gratulacje, jak w swoim czasie Kanclerz Schmidt generałowi Jaruzelskiemu, „wyraził zaniepokojenie”, że przepisy tej ustawy mogą zostać „niewłaściwie użyte”, co może zagrozić „wolnym wyborom w Polsce”.

W tej pozornie surowej formule tkwi jednak wskazówka, jak zrobić, by i wilk był syty, i demokratyczna owca cała. Jeśli bowiem przepisy lex Tusk zostaną użyte „właściwie”, to znaczy, że w naszym fachu nie ma strachu i że nie ma co martwić się na zapas.

Lawinowy wzrost liczby cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Ukraińcy – 82%. Reszta – ze 177 krajów…

Lawinowy wzrost liczby cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Ukraińcy – 82%. Reszta – ze 177 krajów…

lawinowy-wzrost-liczby-cudzoziemcow-zatrudnionych

„W 2022 r. wśród 15,2 mln osób pracujących w Polsce aż 3,8 proc. stanowili cudzoziemcy. Rok wcześniej udział pracujących cudzoziemców wynosił 1,6 proc., a w 2017 r. tylko 0,7 proc.”, informuje PolskieRadio24.pl.

Wśród pracujących w Polsce cudzoziemców dominują obywatele Ukrainy (81,6 proc.). Oprócz nich zatrudnienie w Polsce znajdują również Białorusini (5,8 proc.), Gruzini (3,8 proc.) i Mołdawianie (2,5 proc.). „Pozostałe 6,3 proc. stanowiły pozwolenia na pracę cudzoziemców z innych 174 krajów”.

„W 2022 r. najwięcej cudzoziemców pracowało w przedsiębiorstwach zajmujących się przetwórstwem przemysłowym – 110,3 tys. osób, z czego 47,1 tys. stanowiły kobiety. Niewiele mniej pracowników z zagranicy było zatrudnionych w branży transportowej (109,8 tys. osób, w tym niecałe 11 tys. kobiet). Trzecią najczęściej wybieraną przez cudzoziemców branżą było budownictwo, w której pracowało blisko 70 tys. obcokrajowców”, informuje PolskieRadio24.pl.

„Trzeba mieć świadomość, że duży przyrost liczby cudzoziemców pracujących w Polsce odnotowany w 2022 r. jest zjawiskiem wyjątkowym, spowodowanym wojną na Ukrainie. Po zakończeniu wojny może się okazać, że znaczna część pracowników powróci na Ukrainę, a polski rynek pracy będzie odnotowywał większe deficyty pracowników”, podsumowuje serwis.

Gorące tematy zastępcze

Gorące tematy zastępcze

 Stanisław Michalkiewicz 8 czerwca 2023 michalkiewicz

Jak wiadomo, nasz bantustan został – częściowo „bez swojej wiedzy i zgody” – uwikłany w trzy wojny: jedna – to wojna, jaką USA i NATO prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, druga – to wojna hybrydowa, jaką Niemcy, przy wykorzystaniu instytucji Unii Europejskiej , prowadzą przeciwko Polsce od stycznia 2016 roku gwoli odzyskania wpływów politycznych, częściowo utraconych wskutek przejścia Polski w roku 2014 pod kuratelę amerykańską i trzecia – to wojna z klimatem. Otóż w związku z tą drugą wojną, mamy w Polsce rodzaj konfliktu domowego między obozem „dobrej zmiany”, a obozem zdrady i zaprzaństwa, reprezentowanym przede wszystkim przez Volksdeutsche Partei Donalda Tuska. Volksdeutsche Partei jest – zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową – ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego, podczas gdy obóz „dobrej zmiany”, reprezentowany przez Prawo i Sprawiedliwość z Naczelnikiem Państwa na czele, jest ekspozyturą Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.

Ponieważ Niemcy, budujące IV Rzeszę metodą pokojowego jednoczenia Europy, czyli korumpowania biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne państwa europejskie, nie życzą sobie, by jacyś Amerykanie sypali im piasek w tryby rozpędzonego parowozu dziejów, a z kolei Amerykanie mają co do nas swoje plany – przekłada się to na antagonizm między obydwoma obozami. Żaden z nich jednak nie może przecież powiedzieć, o co naprawdę chodzi, tylko gwoli zachęcenia jednych i drugich sympatyków do statystowania w tym widowisku, używają tematów zastępczych.

Do niedawna na przykład Donald Tusk, który rzeczywiście był najukochańszą duszeńką Naszej Złotej Pani, a obecnie – najukochańszą duszeńką Naszego Złotego Pana z Berlina, był oskarżany o nadskakiwanie Niemcom. Dopóki jednak w Niemczech stacjonuje amerykańskie wojsko, to Donald Tusk demaskowanie obozu „dobrej zmiany” jako agentury amerykańsko-żydowskiej musi mieć surowo zakazane, więc zastępczo oskarża Naczelnika o „łamanie demokracji” a w porywach uniesienia – nawet o „faszyzm”. Naczelnik bowiem rzeczywiście odgrywa w Polsce historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji, jako że w 1989 roku w Magdalence powierzono mu odcinek patriotyczny, podczas gdy jego konkurentom – odcinek „nowoczesności”.

Na szczęście wybuchła wojna na Ukrainie, dzięki czemu obydwa konkurujące ze sobą obozy znalazły ujście dla swoich emocji w wymyślaniu Putinowi i Rosji. Na tym właśnie tle doszło do uchwalenia ustawy o utworzeniu nadzwyczajnej komisji badającej ruskie wpływy w – pożal się Boże! – polskiej polityce, co pozwoliło na obudzenie przysypiających namiętności, a nawet – ich eskalację. Nie wiadomo jeszcze, jak sytuacja się rozwinie, bo pan generał Nosek przewąchał właśnie i podzielił się tym odkryciem z Judenratem „Gazety Wyborczej”, że „przesiąknięte” ruską agenturą jest właśnie PiS. Na razie, w odpowiedzi na tę inicjatywę Naczelnika Państwa, który najwyraźniej musiał stracić nadzieję, że kiedykolwiek jego rząd dostanie z Unii Europejskiej jakieś pieniądze, Donald Tusk wyznaczył dzień 4 czerwca na uroczyste obchody Ogólnopolskiego Święta Konfidenta. Data ta nie jest bowiem przypadkowa, jako że właśnie 4 czerwca 1992 roku konfidenci SB i ich poplecznicy, w atmosferze zamachu stanu, obalili rząd premiera Jana Olszewskiego. Oczywiście z konfidentami, jak to z konfidentami – pewne minimum konspiracyjne musi być zachowane – toteż Ogólnopolski Dzień Konfidenta oficjalnie przyjął nazwę „Marszu Przeciwko Drożyźnie, Złodziejstwu i Kłamstwu” – ale przecież wiadomo, o co chodzi naprawdę. Dodatkową poszlaką jest bowiem deklaracja Kukuńka, że w tej uroczystości weźmie osobisty udział. No naturalnie, jakże by inaczej? Bez niego wszyscy uczestnicy musieliby odczuwać niedosyt.

W ramach tedy przygotowań do wspomnianej uroczystości, pan red. Tomasz Lis, co to 4 czerwca 1992 roku chwycił za rękę wchodzącego do Sejmu Kukuńka, który przybył zrobić porządek z rządem premiera Olszewskiego, z okrzykiem: panie prezydencie, niech pan NAS ratuje! – więc pan red. Lis wystąpił z hasłem: „znajdzie się komora dla Dudy i Kaczora!” Nietrudno było się domyślić, że chodzi mu o komorę gazową, toteż PiS natychmiast zareagowało spotem, przedstawiającym chwilowo nieczynny obóz w Oświęcimiu, przypominając, że zginęło tam około miliona ludzi i opatrując całość retorycznym pytaniem skierowanym do uczestników ogólnopolskich uroczystości 4 czerwca – czy rzeczywiście pragną w czymś takim uczestniczyć. W odpowiedzi całe stado autorytetów moralnych zawyło jednym głosem, podobnie jak to miało miejsce 4 czerwca 1992 roku – że to objaw „zdziczenia” politycznego dyskursu, bo kto to widział, żeby dla potrzeb przepychanki posługiwać się wspomnianym obozem? Autorytety – jak to autorytety – ze strachu przed posądzeniem ich o antisemitismus – nie ośmielają się zauważyć, że obóz w Oświęcimiu jest bez ceregieli używany przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu z pobudek jeszcze niższych to znaczy – z chęci zysku w postaci tak zwanych „roszczeń” odnoszących się do „własności bezdziedzicznej”. Inna sprawa, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, więc i autorytety, zwłaszcza takie, co to mają do tych spraw specjalnego nosa, wiedzą, kiedy płonąć świętym oburzeniem, a kiedy „zamilczeć roztropnie”, by nie narazić się na utratę przyzwoitości, co bywa gorsze od śmierci.

Przekonuje się o tym właśnie pan mecenas Roman Giertych, który ogłosił pragnienie kandydowania do Senatu. Gdyby bowiem został senatorem, to nie tylko poświęciłby się dla Polski, ale w dodatku – miałby immunitet, który – jak mogliśmy się przekonać – tak bardzo się przydał panu marszałkowi Tomaszowi Grodzkiemu. Pan mecenas, gwoli podlizania się mondowi i autorytetom – nawet potępił sprośne „błędy młodości”, jakich w przeszłości się dopuścił, Ale to pokajanije niewiele mu pomogło, bo ugrupowania nieprzejednanej opozycji zawarły były tak zwany „pakt senacki”, czyli porozumienie „róbmy sobie na rękę”. Chodzi o to, by nie konkurować między sobą w poszczególnych okręgach; jak w jednym okręgu kandyduje, dajmy na to, ktoś z Volksdeutsche Partei, to inne ugrupowania obozu zdrady i zaprzaństwa swoich faworytów tam nie wystawiają. Tymczasem pan mecenas żadnego takiego miejsca sobie nie załatwił, toteż pani Barbara Nowacka pryncypialnie go skrytykowała, a z kolei pan Tomasz Siemoniak oświadczył, ze Volksdeutsche Partei nie będzie go „wystawiała”.

Okazało się, że nawet kicanie w obronie demokracji i praworządności, to za mało, by wkraść się w łaski Salonu, toteż pan mecenas rzutem na taśmę spróbował włączyć się do chóru autorytetów moralnych oświadczając, że jak można sporządzać takie spoty w sytuacji, gdy w oświęcimskim obozie ginęli Żydzi? Ale nie ma pewności, czy nawet taka – jak to nazywają gitowcy – „poważna zastawka” mu pomoże. To już prędzej przydałaby się drobna operacja chirurgiczna. Akurat jest odpowiedni moment, bo do wyborów wszystko by się zagoiło.

Sokółka – ks. kan. Stanisław Gniedziejko: Cud eucharystyczny wciąż trwa

Sokółka – ks. kan. Stanisław Gniedziejko: Cud eucharystyczny wciąż trwa

3 czerwca 2021

09:39

Wicekustosz sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce oraz świadek cudu eucharystycznego z 2008 roku, ksiądz kanonik Stanisław Gniedziejko podkreśla, że ”cud eucharystyczny przemiany Hostii w Ciało Chrystusa wciąż trwa”. Kościół katolicki obchodzi dziś Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

Boże Ciało jest jednym z głównych świąt obchodzonych dla uczczenia Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Były proboszcz parafii pw. świętego Antoniego Padewskiego w Sokółce, zaznacza, że, gdy przygotowujemy się do uroczystości Bożego Ciała, nasze myśli koncentrują się na Eucharystii.

– Na żywej obecności Jezusa Chrystusa, który powiedział „Oto Ja Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Pozostał z nami, by dalej realizować Boży plan zbawienia poprzez spotkania z człowiekiem: w modlitwie, we mszy świętej, w nabożeństwach, w adoracjach – wciąż do nas mówi: ”Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” przytacza słowa Jezusa ksiądz Stanisław Gniedziejko. – Prawda o Bożej Opatrzności jest różnorodnie przyjmowana, dlatego Pan Jezus przychodzi do nas poprzez znaki – dodaje ksiądz kanonik z Sokółki.

– Takim znakiem jest cud eucharystyczny w Sokółce. Badania patomorfologiczne potwierdziły, że ten znak, który się pokazał na konsekrowanej małej Hostii, to jest tkanka mięśnia sercowego człowieka w agonii. Ten Sokólski znak jest potwierdzeniem, że Eucharystia to prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Jezusa Chrystusa. To rzeczywista obecność Jezusa Chrystusa pod postaciami Chleba i Wina– wyjaśnia świadek cudu eucharystycznego w Sokółce.

– W ten szczególny dzień dziękujemy Jezusowi Chrystusowi, że spełnia w sakramentach świętych Boży plan wobec człowieka – dodaje duchowny. – Chcemy oddać Jezusowi Chrystusowi należny hołd i uwielbienie za ten dar miłości objawionej w Eucharystii. Chcemy wyznać wiarę […] w tę Bożą prawdę. Kościół ustanawia ten szczególny dzień dla uwielbienia Chrystusa, podziękowania Jemu za obecność oraz wyznania wiary w żywą obecność Jezusa Chrystusa- podkreśla były proboszcz parafii pw. świętego Antoniego Padewskiego w Sokółce.

Cud Eucharystyczny w kościele św. Antoniego w Sokółce związany jest z [uwidocznionym ] przemienieniem Hostii we fragment ludzkiego serca. Objawienie jest pierwszym w Polsce cudem eucharystycznym, dotychczasowe objawienia związane były z Maryją.

Cud miał miejsce w 12 października 2008 roku. W czasie, gdy udzielano Komunii Świętej, podczas porannej mszy w kościele św. Antoniego, jeden z komunikantów upadł na stopień ołtarza. Zgodnie z procedurą kościelną, hostia została umieszczona w naczyniu liturgicznym i w celu rozpuszczenia zalana wodą. Zgodnie z liturgią, rozpuszczony komunikant nie jest już Ciałem Zbawiciela, którym stał się podczas przemienienia na mszy świętej. Zalaną wodą Hostię przeniesiono do sejfu w kościelnej zakrystii. Po dwóch tygodniach na nierozpuszczonej wciąż Hostii, w Jej środku powstała krwista plamka. Wydarzenie zaczęła badać komisja kościelna oraz niezależni profesorowie medycyny, stwierdzając, że czerwonobrunatna plamka na Hostii to fragment serca ludzkiego w stanie agonalnym.

Komunikant, który upadł na schodek ołtarza w kościele św. Antoniego w Sokółce stał się widoczną przemianą Hostii w Ciało Chrystusa. 2 października 2011 roku w kościele w Sokółce odbyły się uroczystości przeniesienia cudownej Hostii z plebanii do przygotowanego specjalnie miejsca w kościele. Od tego czasu, przed cudownie objawioną Cząstką Ciała Pańskiego w Hostii, modlą się pielgrzymi z całego świata.

Ogólnomiejskie uroczystości Bożego Ciała rozpoczną się o godz. 10-tej Mszą św. przed archikatedrą Białostocką. Eucharystii przewodniczył będzie Abp Senior Edward Ozorowski, a homilię wygłosi biskup Henryk Ciereszko.

Po Mszy św. odbędzie się tradycyjna procesja Eucharystyczna ulicą Rynek Kościuszki i Lipową do kościoła św. Rocha. Poprowadzi ją bp Henryk Ciereszko. Uroczystość zakończy się błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem.

Msza św. będzie transmitowana na kanale YouTube ArchiBial MEDIA.

Cuda Eucharystyczne – wołanie o nawrócenie i przypomnienie o Jego realnej obecności.Czemu wiara polskich katolików słabnie ?

Cuda Eucharystyczne – wołanie o nawrócenie i przypomnienie o Jego realnej obecności.

Czemu wiara polskich katolików w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Eucharystii słabnie ?

Adam Białous cuda-eucharystyczne

Tegoroczne przeżywanie uroczystości Bożego Ciała powinno być przez nas wzbogacone świadomością dotyczącą Cudów Eucharystycznych, które w ostatnich latach miały miejsce w Polsce. To co stało się w Sokółce i Legnicy, a być może jeszcze w kilku miejscach naszego kraju (badania trwają) nie może być przez nas niezauważone. Cuda Eucharystyczne mają wzmocnić naszą wiarę w prawdziwą obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina, która dokonuje się w czasie Mszy Świętej.

=================================

Jeżeli wiara nas Polaków ma być wzmocniona, to może warto zadać pytanie jaka obecnie jest nasza wiara? I  czy wiara w narodzie rośnie, czy słabnie? Aby szukać odpowiedzi na to pytanie, sięgnijmy do kościelnych statystyk. Z ostatnich badań tzw. dominicantes, przeprowadzonych w roku 2022, wynika że w niedzielnych Mszach Św. uczestniczyło w ubiegłym roku niecałe 30 procent katolików. Jeszcze w 2019 roku, czyli przed tzw. pandemią COVID-19, ten wskaźnik wynosił 36,9 procent. Najwyższy wskaźnik dominicantes był w roku 1990  i wynosił 50,3 %. Widzimy więc, że „różowo” nie jest. A niski procent katolików biorących udział w niedzielnej Mszy Świętej świadczy również o tym, iż wiara przynajmniej 70 % polskich katolików w rzeczywistą obecność Chrystusa w Hostii jest mizerna. Gdyby w nią wierzyli, biegliby (przynajmniej) w niedziele na Mszę Świętą.

Kryzys wiary w Polsce pokazują też dane CBOS. Według nich od marca 1992 roku do czerwca 2022 roku odsetek osób dorosłych określających się jako wierzący, spadł z 94 do 84 procent, a podejmujących praktyki religijne regularnie, takie jak m.in. modlitwa (raz w tygodniu lub częściej) z blisko 70 procent do niemal 42 procent. Jednocześnie wzrósł odsetek niepraktykujących (nie modlą się, nie uczestniczą w żadnych nabożeństwach) – z niespełna 9 do 19 procent. Praktyki religijne porzucają najczęściej mieszkańcy wielkich miast (37 proc.), częściej młodzi (nastolatkowie) niż osoby starsze (odpowiednio 38 proc. wobec 13 proc.)

Jak wynika z tych statystyk wiara polskich katolików w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Eucharystii słabnie. Może to być również wynikiem nieznajomości Pisma Świętego.  Do czytania Pisma Świętego, przynajmniej raz w roku, przyznaje się zaledwie 19,2 procent Polaków. A to właśnie w Ewangelii jest napisane „To jest Ciało moje… To jest Krew moja… To czyńcie na moją pamiątkę”. Słowa Chrystusa wypowiedziane podczas ostatniej wieczerzy, a powtarzane przez kapłana podczas każdej ofiary Mszy Św.

Może właśnie z powodu słabnięcia wiary w polskim narodzie, który swoją drogą jest dziś od niej odciągany przez wyjątkowo wiele toksycznych ideologii, jest powodem Bożego wołania do nas poprzez Cuda Eucharystyczne. Bowiem autentyczne Cuda Eucharystyczne odsyłają wiernych do udziału w sercu naszej modlitwy, czyli do Eucharystii, w której prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie jest obecny Chrystus. Przy tym Cuda Eucharystyczne nic cudownej przemianie chleba w Ciało Chrystusa, a wina w Jego Krew, co ma miejsce podczas każdej Mszy Św., nie dodają. Nie ulepszają tej Boskiej Tajemnicy, a jedynie odsłaniają przed naszymi zmysłami, to co od czasu pierwszej Eucharystii w Wieczerniku, aż do dziś na ołtarzach naszych kościołów podczas Mszy św. się dzieje.

Mają nam również przypomnieć, że jest inny świat, świat Ducha. Raj, w którym czeka na nas Bóg. Cuda sygnalizują nową jakość nadchodzącej rzeczywistości, zapowiadają nowe stworzenie, odkupioną cielesność, uczestnictwo w chwale uwielbionego Ciała Chrystusa. Mistyczne Ciało Chrystusa, które spożywamy podczas Komunii, jest dla nas pokarmem na życie wieczne. To właśnie uświadamiają nam Cuda Eucharystyczne. Uświadomić nam również powinny, że bez tego duchowego pokarmu, możemy mocno osłabnąć w wierze i nie mieć siły dojść tam, gdzie nas Bóg woła.

Cuda Eucharystyczne, a również uroczystość Bożego Ciała, są też przesłaniem dla nas, abyśmy nie zapomnieli o tym, jak wielką cenę musiał zapłacić Bóg za nasze grzechy, abyśmy mogli prawdziwie żyć. Relikwie cudu są przejmującym znakiem męki i wyniszczenia Chrystusa z miłości ofiarnej do ludzi. Naukowcy, patomorfolodzy, którzy badali relikwie powstałe wskutek Cudów Eucharystycznych w Sokółce oraz w Legnicy, zgodnie stwierdzili, że są to „mięśnie serca ludzkiego, będącego w agonii”. Jeden z badaczy Hostii z Legnicy zaznaczył „Na obrazie wyraźnie wyodrębniono włókna mięśnia serca ludzkiego, mocno pofragmentowane. Taki obraz towarzyszy agonii” – powiedziała dr Barbara Engel.

Tak więc myśląc o Cudach Eucharystycznych, nie powinniśmy zatrzymywać się jedynie na zachwycaniu się niezwykłością tych wydarzeń, ale podjąć też głębszą refleksję. Ksiądz Krzysztof  Wiśniewski w jednym ze swoich artykułów poświęconych Cudowi Eucharystycznemu w Legnicy, tak oto zachęca do głębszego spojrzenia: „Konsekwentne przyjęcie tej perspektywy wyklucza takie manifestacje religijności, w których zachwyt cudownością zdarzenia eucharystycznego górowałby nad rachunkiem sumienia oraz cichą i pokorną ekspiacją za grzechy przeciwko wierze w Eucharystię”.

Uczestnicy marszu 4 czerwca zdecydowanie za “Wielkim Resetem”

Uczestnicy marszu 4 czerwca zdecydowanie za “Wielkim Resetem”

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna , 5 czerwca 2023

W ostatnią niedzielę zwyciężyła demokracja. Był to jeden z największych zrywów w obronie nie tylko tego co już było, ale tego co jest i tego co ma być. Tysiące uśmiechniętych twarzy, rzadziej skrzywionych w grymasie niezadowolenia, tysiące wymownych transparentów i flag. Święto “demokracji i wolności” pod wspólnym jednoczącym hasłem j…. PiS.

Uczestnicy marszu zdecydowanie opowiedzieli się za kontynuacją dotychczasowej linii politycznej trzeciej RP z jednym fundamentalnym zastrzeżeniem. Nie może tego robić PiS. Formacja Kaczyńskiego i Morawieckiego za dużo kradnie, a za mało wspiera nowoczesne kierunki „zrównoważonego rozwoju”.

Przeciw czemu nie zaprotestował marsz

Nie zaprotestował przeciwko zaplanowanej i realizowanej,  całkowitej likwidacji polskiego górnictwa

Nie zaprotestował przeciwko niszczeniu polskiej gospodarki z powodu absurdalnych limitów klimatycznych

Nie zaprotestował przeciwko cenzurze i prześladowaniu za poglądy ludzi normalnych, lecz przy okazji trzeba stwierdzić, że wsparł promocje środowisk „normalnych inaczej”.

Nie zaprotestował przeciwko niekontrolowanemu napływowi imigrantów, w tym przeciwko przesiedlaniu do Polski, Ukraińców.

Nie zaprotestował przeciwko gigantycznemu marnotrawstwu środków publicznych w Ratuszu rządzonym przez pana Trzaskowskiego

Nie zaprotestował przeciwko szkalowaniu dobrego imienia Polski i polskich bohaterów przez środowiska żydowskie i lewicowe

Nie zaprotestował przeciwko polityce wykonywania dyrektyw WEF, co skutkowało lockdownem w „Służbie Zdrowia”, powodując ponad 200 tys. ofiar śmiertelnych

Nie zaprotestował przeciwko wprowadzeniu na rynek wielu nieskutecznych, a także niebezpiecznych dla zdrowia i życia preparatów BiGpharmy

Nie zaprotestował przeciwko planom zniszczenia dotychczasowego rolnictwa opartego na wolnej hodowli zwierząt i wolnej uprawie naturalnych roślin, owoców

Parafrazując powiedzenie starych komunistów z PZPR, którzy wraz z młodymi zwolennikami Szkoły Frankfurckiej przybyli tłumnie na marsz – “Socjalizm tak, wypaczenia nie” – możemy podsumować

RÓŻNICUJĄC DWA ROZBIEŻNE STANOWISKA dwóch opcji politycznych

KO: Globalizm, nowy porządek, kradzież (…) zmiana przy korycie –  tak!

PiS: Globalizm, nowy porządek, kradzież (…) –  tak, zmiana przy korycie –  nie!

Poniżej, krótki filmowy reportaż z wypowiedziami uczestników.

https://youtube.com/watch?v=juDVB74WqIY%3Ffeature%3Doembed

________________________________________________________________________________________________________

Dbasz o zdrowie? Dostaniesz mandat

Dbasz o zdrowie? Dostaniesz mandat

, 7 czerwca 2023

Dla głupców jest to wiedzą tajemną lub teorią spiskową, lecz dla osób, które zapoznały się z opiniami wielu naukowców, oraz miały okazję zobaczyć na własne oczy lub przeżyć to na własnej skórze, przymus stosowania wielu preparatów BiGpfarmy może oznaczać trwałą utratę zdrowia lub śmierć.

Tymczasem, instytucja pod nazwą Ministerstwo Zdrowia „planuje uprościć karanie” osób chcących samodzielnie decydować o sposobach dbania o własne zdrowie. Zgodnie z propagandową praktyką osoby chcące korzystać ze swoich konstytucyjnych uprawnień określa się jako „uchylające się od obowiązku szczepień”.

Warto zapytać: Od uzasadnionego obowiązku czy od bezprawnego przymusu narzucanego pod groźbą okradania obywatela? Pytanie jest zasadne, bo uzasadnienia piszą dziś najczęściej płatni lobbyści, a głos uczciwych lekarzy jest poddany cenzurze, a oni sami stają się ofiarami prześladowań ze strony skorumpowanego i oportunistycznego środowiska. 

MZ zaostrzy kary za “uchylanie się”

– Nie uchylam się od niczego. To oni mnie nagabują, molestują i nękają. Mnie i moją rodzinę. Ja po prostu nie mam ochoty rozmawiać z obcymi osobami na temat jak o siebie dbam. O siebie i o moją rodzinę, o żonę i dzieci. – mówi Piotr, trzydziestolatek, któremu urodziło się drugie dziecko. – Moja pierwsza córeczka na szczęście nie choruje, a wychowujemy ją w zgodzie z normalną wiedzą medyczną, omijając starannie zalecenia farmaceutycznej mafii – dodaje.

Na portalu Rynek.Zdrowia.pl została zamieszczona wczoraj informacja o planowanym zaostrzeniu represji wobec osób nie zgadzających się na wstrzykiwanie sobie lub swoim dzieciom wątpliwej jakości specyfików. W komunikacie czytamy:

Mandat zamiast wieloetapowego postępowania egzekucyjnego. W ten sposób Ministerstwo Zdrowia (MZ) planuje uprościć karanie uchylających się od obowiązku szczepień.

Wdroży także wymóg prowadzenia elektronicznej karty szczepień. – To istotnie poprawi monitorowanie poziomu wyszczepienia – zapowiedział Dariusz Poznański, dyrektor departamentu zdrowia w MZ. / MZ zaostrzy kary…/

Elektroniczna karta szczepień połączona z aktualnym statusem niewolnika (przywileje i zakazy) to stary pomysł NWO, którego wdrażanie rozpoczęto korzystając z okazji, którą stworzyła „fałszywa pandemia”.

Dziwnym trafem informacja o planowanych represjach i promocji szkodliwych preparatów w Polsce zbiegła się w czasie z następującym komunikatem:

UE/ WHO i KE podpisały umowę o wykorzystaniu unijnego systemu cyfrowych zaświadczeń COVID-19 do stworzenia systemu ogólnoświatowego

W ramach partnerstwa prowadzone będą prace nad “etapowym rozwojem technicznym systemu WHO w celu uwzględnienia dodatkowych form jego zastosowania, na przykład cyfryzacji międzynarodowego świadectwa szczepienia lub profilaktyki”.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP) /naukawpolsce.pl/bankier.pl/

________________________________________________________________________________________________________

Szkodliwość szczepionek mRNA

“Zwiększona synteza IgG4 spowodowana wielokrotnym szczepieniem mRNA z wysokimi stężeniami antygenu może również powodować choroby autoimmunologiczne i sprzyjać wzrostowi raka i autoimmunologicznemu zapaleniu mięśnia sercowego u podatnych osób” /link/

Oszukana szczepionka HPV

“Ginekolog z II stopniem specjalizacji – dr med. Jacek Madej – powołując się na oficjalne dane i artykuły naukowe, wyjaśnia dlaczego „szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy, to największe oszustwo w historii medycyny XXI wieku!” i ostrzega przed skutkami ubocznymi” /link/

dr Piotr Witczak/TT/

Happy Meal… McDonald’s w Polsce gorszy dzieci pedalstwem. Protestuj !!!

Happy Meal… McDonald’s w Polsce gorszy dzieci pedalstwem. Protestuj !!!

NIE-dla-indoktrynacji-lgbt-w-mcdonalds

NIE dla indoktrynacji LGBT w McDonald’s

CitizenGO zaczął tę petycję do Dyrektora Generalnego McDonald’s Polska Tomasza Rogacza – 31.05.2023

Ostatnio wokół sieci McDonald’s w Polsce wybuchłooburzenie związane z dystrybucją książeczki dla dzieci pt. “Mogę zostać zdolnym muzykiem” w zestawach Happy Meal. Książeczka przedstawia życie i karierę Eltona Johna, słynnego brytyjskiego muzyka i wspomina o jego homoseksualnym małżeństwie i synach… 

Cytat z tej książeczki brzmi: Elton John “wziął także ślub – wraz ze swym mężem Davidem i dwoma synami stworzył rodzinę, o jakiej zawsze marzył.”

Nie występujemy przeciwko Eltonowi Johnowi ani żadnej innej osobie, ale występujemy przeciwko indoktrynacji dzieci.

CitizenGO, jako organizacja o charakterze pro-family, stanowczo sprzeciwia się propagandzie LGBT zawartej w książeczce.

Uważamy, że przedstawianie małym dzieciom informacji na temat homoseksualizmu czy małżeństw osób tej samej płci i adoptowaniu przez nich dzieci, może wprowadzać zamęt w umysłach młodych dzieci.

Chcemy również zwrócić uwagę na fakt, że okładka książeczki nie informuje o jej zawartości, pozostawiając rodziców nieświadomymi tego, co przedstawią swoim dzieciom, dopóki nie zaczną czytać. Brak przejrzystości budzi nasze niezadowolenie i rozczarowanie.

Żądamy, by McDonald’s natychmiast zaprzestał dystrybucji książeczki “Mogę zostać zdolnym muzykiem” w zestawach Happy Meal oraz by zapewnił polskich rodziców, że tego rodzaju sytuacje nie będą miały miejsca w przyszłości.

Apelujemy o utrzymanie restauracji McDonald’s w Polsce wolnych od wszelkiej formy propagandy LGBT.

CitizenGO stoi na straży wartości rodziny i broni tradycyjnego modelu rodziny. Wzywamy wszystkich, którzy cenią wartości tradycyjne i rodzinne, do zjednoczenia się i wyrażenia swojego sprzeciwu wobec tego rodzaju publikacji i materiałów edukacyjnych, które mogą negatywnie wpływać na wychowywanie dzieci w duchu wartości, które uważamy za ważne.

Jesteśmy przekonani, że McDonald’s, jako globalna korporacja, powinna być odpowiedzialna za treści, które promuje w swoich restauracjach i dbać o to, aby były one zgodne z oczekiwaniami klientów oraz wartościami, które są ważne dla większości Polaków.

CitizenGO będzie kontynuować swoje działania na rzecz ochrony wartości rodziny i tradycyjnych przekonań, wspierając osoby, które dążą do zapewnienia odpowiedniego środowiska wychowawczego dla swoich dzieci, zgodnego z wartościami i przekonaniami, które są istotne dla naszej społeczności.

Podpisz petycję do Dyrektora Generalnego McDonald’s nawołującą do natychmiastowego wycofania kontrowersyjnej książeczki z zestawów Happy Meal oraz do wprowadzenia jasnych zasad dotyczących prezentowanych w McDonald’s treści edukacyjnych i promocyjnych, które będą zgodne z wartościami tradycyjnego modelu rodziny.

ZOBACZ ZDJĘCIE TEJ KSIĄŻECZKI na facebooku CitizenGO Polska https://www.facebook.com/CitizenGOPolska/posts/pfbid036tmXdSQ4xsMxCVzmzi…

Niedziela, 11.06.2023 – Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

11.06.2023 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

07/06/2023przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share