Friedrich Merz: Najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Friedrich Merz: najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Źródło: Znaleziono w internecie

Autorstwa Uwe Froschauera

Według sondaży Friedrich Merz jest najbardziej niepopularnym kanclerzem od czasu powstania Republiki Federalnej Niemiec. Jest tym dość zaskoczony i stwierdził w niedawnym wywiadzie dla „Der Spiegel”, że żaden kanclerz przed nim nie miał tak trudnej sytuacji.

Merz powiedział Der Spiegel i cytuję:

„Schröder napotkał silny opór, ale nie był atakowany tak jak ja. Jestem w mediach społecznościowych tylko sporadycznie. Ale jeśli spojrzeć na to, co się tam o mnie szerzy, jak jestem atakowany i poniżany – żaden kanclerz przede mną nie musiał znosić czegoś takiego. Nie narzekam, ale tak po prostu jest”.

Merz podkreślił presję wywieraną przez opinię publiczną i media społecznościowe.

To, że Schröder nie był tak atakowany jak pan, nie dziwi, panie Merz, bo zrobił sporo dla ludzi i, w przeciwieństwie do pana, nie jest podżegaczem wojennym. Narzuca pan ludziom ogromne cięcia socjalne, by rozwijać gospodarkę wojenną z powodu sfabrykowanej groźby wojny ze strony Rosji, groźby, która nie ma absolutnie żadnych podstaw. Dajcie mi choć jeden dowód, dlaczego Rosjanie mieliby być u progu Niemiec w 2029 roku! Nie możecie, bo nie ma na to ani jednego dowodu! Czy Rosjanie chcą naszej ziemi rolnej? Czy chcą naszych surowców? Nie ośmieszajcie się, panie Merz, panie Pistorius i pańscy podżegacze wojenni! Rosja zaatakowała Niemcy tylko raz, po tym, jak Niemcy ją zaatakowały. A jeśli Rosja pewnego dnia rozpocznie wojnę z Europą – czego, jak się wydaje, chcą podżegacze wojenni tacy jak pan, panie Merz, Keir Starmer, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen – stanie się tak dlatego, że ich podżegacze wojenni celowo zmuszą ją do podjęcia tego kroku, aby później móc twierdzić: Mówiliśmy wam: Agresywni Rosjanie!

Panie Pistorius, skąd wziął się Panu fantastyczny rok 2029, rok niezbędny do osiągnięcia „gotowości wojennej”, jak Pan to tak wojowniczo ujął – czy była to inspiracja senna, czy też ukryte traumatyczne doświadczenie? A może, w orwellowskim stylu, miał Pan na myśli rok 2092?

W odpowiedzi na sugestię w wywiadzie dla Spiegla, że ​​Scholz musiał również znosić pewną krytykę, Merz powiedział, że choć to prawda, dostrzega zasadniczą różnicę:

„Scholz próbował przekonać społeczeństwo, że sytuacja nie będzie tak zła, jeśli go wybiorą. Zawsze powtarzał, że nie chce stawiać polityki bezpieczeństwa naprzeciw polityki społecznej”.

Merz twierdził, że jego rząd nie może sobie na to dłużej pozwolić; trzeba ustalić priorytety. Co za nonsens, Panie Kanclerzu! Jeśli istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, to leży ono na zachodzie, po drugiej stronie Atlantyku, w kraju z obłąkanym prezydentem, a nie na wschód od UE. Przestańcie podżegać do wojny i pozwólcie, aby podatki wróciły do ​​tych, którzy je płacili, podatników w Niemczech, i przestańcie rozdawać miliardy Ukrainie, które są rozpaczliwie potrzebne do utrzymania niemieckiego dobra wspólnego, na którego zachowanie przysięgaliście.
Popierając ciągłe dostawy broni na Ukrainę, niepotrzebnie przedłużacie ten krwawy konflikt i stajecie się współwinni ogromnego cierpienia po obu stronach – konfliktu, który absolutnie nie jest sprawą Niemiec, ponieważ ani Ukraina, ani Rosja nie są członkami NATO ani UE.

Ukraina powinna dołączyć do UE

Podczas wizyty w szkole kanclerz jasno dał do zrozumienia: potencjalne porozumienie pokojowe między Ukrainą a Rosją mogłoby oznaczać straty terytorialne dla Kijowa. W związku z tym uważa pełne członkostwo Ukrainy w UE za niezbędne. To
podejście polityczne nie tylko wpłynęłoby na Ukrainę, ale fundamentalnie zmieniłoby strategiczną rolę Niemiec i Europy. To, co jest nam przedstawiane jako wsparcie, miałoby dalekosiężne konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zobowiązań Niemiec i równowagi politycznej w samych Niemczech.

27 kwietnia 2026 r. podczas wizyty w Carolus-Magnus-Gymnasium w Marsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii Merz powiedział, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wpadł na pomysł przystąpienia do Unii Europejskiej 1 stycznia 2027 r.

„To nie zadziała. Nawet 1 stycznia 2028 roku nie jest realistyczny”.

więc Merz i dalej:

„Nie możemy przyjąć do Unii Europejskiej kraju w stanie wojny. Wojna musi się skończyć”.

Zgadzam się, ale dlaczego w takim razie przedłuża pan tę niemożliwą do wygrania wojnę dla Ukrainy bezsensownymi, finansowanymi z podatków dostawami broni, panie Merz?

Co więcej, Kanclerz słusznie stwierdził:

 „Po drugie, Ukraina musi spełnić wszystkie warunki, na przykład praworządność. Problem korupcji również się poprawił, ale wciąż nie jest wystarczająco dobry”.

Panie Merz, co pana zdaniem wskazuje na poprawę sytuacji korupcyjnej? Nie widzę żadnych znaczących zmian.

Nawet otwarte granice i uczestnictwo w jednolitym rynku europejskim są odległą perspektywą.

Friedrich Merz zdaje się być świadomy warunków wstępnych przystąpienia kraju do UE, ale nie tego, co członkostwo Ukrainy oznaczałoby dla innych krajów. Panie Merz, jeśli do 27 świeżych pomidorów doda pan jednego zgniłego pomidora, ile czasu upłynie, zanim pozostałe pomidory również zgniją? W UE mamy już kilka niedojrzałych pomidorów, co wystarczy, by UE nie spełniała własnych standardów.

Oficjalne warunki przystąpienia do UE zostały ustalone przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. (tzw. kryteria kopenhaskie ).

Kraj przystępujący musi:

  • „posiadać stabilne instytucje gwarantujące demokrację, rządy prawa, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości”
  • „mieć funkcjonującą gospodarkę rynkową”
  • „posiadać zdolność do wypełniania obowiązków wynikających z członkostwa”

Ukraina zdecydowanie odbiega od tych kryteriów. Jest to szczególnie widoczne w obszarach praworządności i korupcji. Według Transparency International, kraj ten pozostaje jednym z najbardziej podatnych na korupcję państw w Europie.

Za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego ujawniono poważne przypadki w wewnętrznym kręgu kierownictwa politycznego. W sektorze energetycznym odkryto szeroko zakrojony system wzbogacania się. W jego centrum znajdował się bliski powiernik z bliskiego otoczenia Zełenskiego. Sprawa dotyczyła dużych sum pieniędzy, systematycznego faworyzowania i struktur wykraczających poza pojedyncze incydenty. Kilka osób rzekomo przyjęło znaczne łapówki. Oskarżenia nie dotyczą jedynie osób peryferyjnych, lecz osób mających bezpośredni dostęp do władzy.

Sam Zełenski nie jest wolny od zarzutów korupcyjnych. Prezydent Ukrainy pojawił się w tzw. aferze Pandora Papers. Przed objęciem urzędu prezydenta był częścią sieci firm offshore. Struktury te były częściowo powiązane z partnerami biznesowymi i oligarchą Ihorem Kołomojskim. W tym kontekście Zełenski jest oskarżany o obejście wymogów transparentnego ujawniania aktywów. Podczas kampanii wyborczej obiecywał walkę z korupcją, a sam był częścią takich struktur finansowych. Nawet jeśli nie stanowi to bezpośredniego dowodu korupcji, przeszłe – i obecne – machinacje Zełenskiego stworzyły co najmniej poważny problem z wiarygodnością.

Nawet jeśli Wołodymyr Zełenski nie jest bezpośrednio i ewidentnie sprawcą, to jednak ponosi polityczną odpowiedzialność za środowisko, w którym funkcjonują takie struktury. Co więcej, pojawiają się powtarzające się doniesienia o sieciach zaufanych osób i urzędników, którzy wykorzystują swoje stanowiska rządowe do uzyskania korzyści ekonomicznych. Skandale korupcyjne w ministerstwach i administracji nie zdarzają się sporadycznie, lecz mają charakter stały. Nie są to incydenty odosobnione, lecz strukturalne problemy korupcyjne na Ukrainie.

Ten strukturalny problem korupcji jest również widoczny w sposobie jego rozwiązywania. Organy antykorupcyjne na Ukrainie tracą niezależność, ponieważ rosną wpływy polityczne. Śledztwa mogą być zatem łatwiej manipulowane lub utrudniane przez potencjalnych podejrzanych o korupcję. Kiedy osoby, które mają być monitorowane, zyskują większy wpływ na sam monitoring, system traci swoją skuteczność. Korupcja nie jest wówczas skutecznie zwalczana, lecz pozostaje częścią istniejących struktur.
Podobna szarada rozgrywa się w Niemczech z bezzębnym papierowym tygrysem „Komisją Enquete”, która ma badać „dyktaturę koronawirusa”. To śmieszne! Co dobrego może z tego wyniknąć, skoro osoby, które mają być monitorowane, monitorują same siebie?

Wniosek: Ukraina nie pokonała korupcji, lecz zarządza nią w ramach systemu, który wciąż jest podatny na nadużycia władzy. Silne rządy prawa, panie Merz, wyglądają zupełnie inaczej. A pan chce przenieść to bagno korupcji do UE?

Struktury demokratyczne również są pod presją. Ukraina formalnie jest krajem demokratycznym, ale od początku wojny obowiązują daleko idące ograniczenia. Wybory zostały zawieszone, a procesy polityczne z autentyczną opozycją zostały poważnie ograniczone. Media zostały połączone lub zamknięte, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Środki te są niewytłumaczalne nawet dla kraju w stanie wojny i tym samym stoją w bezpośredniej sprzeczności z wymogami Unii Europejskiej.

Przejdźmy teraz do kwestii praw człowieka. Mobilizacja wojenna dotyka znaczną część populacji. Mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o brutalnym przymusowym poborze do wojska i surowym egzekwowaniu przepisów państwowych. Nawet jeśli niektórzy uważają, że takie środki nie są rzadkością w czasie wojny, to jednak stoją w sprzeczności z zobowiązaniem UE do ochrony praw jednostki. Kandydat do akcesji musi spełniać te standardy nie tylko na papierze, ale i w życiu codziennym.

To, co media głównego nurtu, wspierające podżeganie do wojny, konsekwentnie ignorują, to fakt, że reżim w Kijowie zabił ponad 14 000 wschodnich Ukraińców – w tym wielu cywilów – którzy czuli się związani z Rosją między protestami Euromajdanu w 2014 roku a inwazją Rosji na Ukrainę. Zatem wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w 2022 roku, lecz w 2014 roku, co jest poglądem często wyrażanym przez byłego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Co więcej, prawa człowieka wschodnich Ukraińców zostały również naruszone poprzez odcięcie ich od wsparcia finansowego (emerytur itp.) i dostaw żywności, które następnie przejęła Rosja.

Kolejną kwestią jest częściowa – moim zdaniem – skrajnie prawicowa dywersja ukraińskiego reżimu. Cześć dla nazistowskiego kolaboranta Stepana Bandery, a także jednostki wojskowe takie jak pozostający pod wpływem faszystów Pułk Azow, stanowią podstawę mojej tezy. Są one częścią politycznej i społecznej rzeczywistości Ukrainy. Ich istnienie pokazuje, że polityczny i społeczny rozwój kraju w kierunku demokracji jest daleki od zakończenia.
Ukraina nie ma miejsca w UE, panie Merz! Stabilność i warunki demokratyczne, jakich domaga się UE, nie są w tych okolicznościach gwarantowane. Szybka akcesja do UE nie byłaby zatem konsekwentnym stosowaniem istniejących zasad, lecz raczej polityczną decyzją przeciwko nim.

Jeśli pan, panie Merz, chce szybko wprowadzić Ukrainę do UE, to nie kraj ten musiałby spełnić wymagania, ale wymagania musiałyby zostać dostosowane do kraju. A to sprawiłoby, że i tak już opustoszała UE, pod przewodnictwem całkowicie niekompetentnej i nieuczciwej Ursuli von der Leyen, stałaby się całkowicie bezużyteczna.

Poza tym, że Ukraina nie jest krajem prawa i nie jest demokratyczna, jej przystąpienie miałoby również konsekwencje militarne dla UE. Odpowiednie postanowienie znajduje się w Traktacie o Unii Europejskiej, w artykule 42, ustępie 7.

„W przypadku zbrojnego ataku na terytorium jednego z Państw Członkowskich, pozostałe Państwa Członkowskie są mu winne wszelką możliwą pomoc i wsparcie (…)”

„…wszelką pomoc i wsparcie, jakie są w jego mocy…” Mówiąc wprost, oznacza to, że kraj taki jak Niemcy musiałby również udzielić pomocy wojskowej. Natomiast kraj neutralny, taki jak Austria, nie musiałby udzielać pomocy wojskowej, ponieważ klauzula neutralności w artykule 42 stanowi: „Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich”.

Panie Merz, czy zdaje Pan sobie sprawę, co oznaczałoby w tym kontekście przystąpienie Ukrainy do UE? Niemcy byłyby zobowiązane do udzielenia pomocy wojskowej i automatycznie uwikłałyby się w konflikty zbrojne Ukrainy z innymi krajami. Czy tego Pan chce? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że może to być właśnie to, do czego Pan dąży. Sam Pański plan zbudowania w Niemczech najsilniejszej armii w Europie podsyca moje obawy w tym względzie. Czyż nie przeszliśmy przez to wszystko wcześniej i czyż nie powiedzieliśmy potem: Nigdy więcej…? Czy nadal pamięta Pan te słowa, Panie Merz?

Dary dla Ukrainy – cięcia świadczeń socjalnych w Niemczech

Ponad 40 procent ukraińskiego budżetu państwa zostało sfinansowane od początku wojny, przede wszystkim na wypłatę emerytur i pensji pracownikom państwowym z zagranicy – ​​zwłaszcza z Niemiec.

Podczas gdy Ukraina, pomimo wojny z Rosją, zwiększyła emerytury i wypłaty z ubezpieczeń dla swoich 10,1 miliona emerytów o 12,1% od 1 marca 2026 r., kanclerz Friedrich Merz przygotowuje Niemców na cięcia w ich własnym państwie opiekuńczym. Ustawowe świadczenia emerytalne są pod presją. Mają zostać zredukowane do podstawowego poziomu zabezpieczenia, który nie będzie już gwarantował godziwego standardu życia emerytom, którzy ciężko pracowali przez całe życie. Dziękuję za to, panie Merz i panie Klingbeil! W ten sposób zapowiadacie cichy upadek odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego jako obietnicy na całe życie. Liczba emerytów grzebiących w kaucyjnych butelkach przy śmietnikach wzrośnie. Żegnaj, państwie opiekuńczym!
Wraz z korektą emerytur, uchwaloną przez Radę Ministrów 29 kwietnia 2026 r., emeryci w Niemczech otrzymają 4,24% wzrostu swoich emerytur od 1 lipca. Biorąc pod uwagę obecną stopę inflacji, nie wpłynie to zbytnio na wzrost siły nabywczej emerytów.

Od początku wojny Niemcy udzieliły Ukrainie pomocy w wysokości około 94 miliardów euro. Jest to kwota dodatkowa do miliardów euro dla ukraińskich uchodźców w ramach niemieckiego systemu opieki społecznej oraz dalszych zobowiązań w przyszłych budżetach. Obecnie miliardy są wydawane i będą nadal wydawane na świadczenia socjalne dla osób, które nigdy nie wpłaciły do ​​systemu ani grosza. Jest to akceptowalne w krótkiej fazie integracji, ale nie w dłuższej perspektywie.

Na szczeblu UE rozważa się również udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na lata 2026 i 2027, po tym jak Viktor Orbán, który sprzeciwiał się tej nieodpowiedzialnej pożyczce, oszukującej podatników i przedłużającej wojnę, został odwołany ze stanowiska.

Teraz, gdy Viktor Orbán nie stoi już na przeszkodzie, Merz chce przeforsować 90-miliardowy dar UE dla Ukrainy – pożyczkę, której Ukraina prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić – która wcześniej została zablokowana przez weto Węgier. Nie powinno być tajemnicą, kto zapłaci znaczną część rachunku za ten gigantyczny, finansowany z długu i podatków pakiet: niemiecki podatnik!

W kraju trwają prace nad planami oszczędnościowymi i ich ogłaszaniem, a jednocześnie przekazywane są fundusze Ukrainie. Jak długo Niemcy będą mogły i będą dźwigać te miliardowe obciążenia, jednocześnie wmawiając własnym obywatelom, że państwo opiekuńcze musi zostać ograniczone?

Kiedy Merz i Zełenski spotkali się w Berlinie w połowie kwietnia 2026 roku, aby omówić dalszą pomoc zbrojeniową i finansową dla Ukrainy, prezydent Ukrainy po raz kolejny zgarnął cztery miliardy euro i odjechał z pełnymi kieszeniami – z pewnością z uśmiechem na twarzy na widok hojności, a może raczej głupoty, państwa niemieckiego – by podtrzymywać krwawą wojnę ze swoimi europejskimi, wojowniczymi „przyjaciółmi”, wojnę, która mogła się zakończyć dawno temu. Prawie 100 miliardów euro pomocy dla Ukrainy to, moim zdaniem, ogromne sprzeniewierzenie pieniędzy podatników. 

Niemcy utrzymują strategiczne partnerstwa z wieloma krajami, w tym z Francją, Polską, Izraelem, Indiami i Brazylią. 14 kwietnia 2026 roku pod przewodnictwem Friedricha Merza zawarto kolejne partnerstwo strategiczne – tym razem z Ukrainą. Częścią tego porozumienia jest udział Niemiec w odbudowie, w tym w budowie mieszkań socjalnych i komunalnych, z dofinansowaniem do 233 milionów euro.

Jednocześnie Niemcy borykają się z niedoborem około 1,4 miliona mieszkań. Ten deficyt dotyka niemal wyłącznie sektora mieszkań socjalnych. W tym niedoborze około 900 000 lokali to mieszkania socjalne, czyli przeznaczone dla gospodarstw domowych o niskich dochodach. Podczas gdy państwo finansuje budowę mieszkań socjalnych na Ukrainie, podaż mieszkań socjalnych w kraju pozostaje niewystarczająca. Co dalej, ścieżki rowerowe finansowane przez Niemcy w Kijowie?

Wołodymyr Zełenski i gazociągi Nord Stream

Gdyby okazało się prawdą, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zezwolił na zniszczenie gazociągów Nord Stream, nowy, finansowany z podatków grant wojskowy w wysokości czterech miliardów euro oraz planowane coroczne wypłaty dziesiątek miliardów euro od Merza do Zełenskiego graniczyłyby ze zdradą.

Zełenski „zezwolił” na atak na gazociągi Nord Stream, stwierdził niedawno dziennikarz śledczy Bojan Pancevski w programie „Markus Lanz”, powołując się na świadków z bliskiego otoczenia prezydenta. „Wall Street Journal” donosił już w sierpniu 2024 roku, że Zełenski początkowo zgodził się na taki plan.
(weltwoche.ch/nord-stream-anschlag-selenskyj-hat-das-genehmigt-sagt-ein-investigativjournalist-bei-markus-lanz )

Jak Niemcy mogą wspierać kraj, który najprawdopodobniej przyczynił się do zniszczenia centralnej, kluczowej infrastruktury energetycznej tego uprzemysłowionego kraju? Odpowiedzią nie jest dalsze wsparcie dla Ukrainy, lecz natychmiastowe wstrzymanie obecnej i planowanej pomocy oraz żądanie zwrotu już wypłaconych środków.

Sahra Wagenknecht skomentowała to 19 kwietnia 2026 r. następująco:

Niewiarygodne! Prezydent Ukrainy Zełenski podobno osobiście zatwierdził rozbiórkę gazociągów Nord Stream. Potwierdził to dziennikarz „Wall Street Journal”, powołując się na ukraińskie źródła rządowe, w programie „Markus Lanz”. Już 100 miliardów euro z pieniędzy niemieckich podatników trafiło do skorumpowanej Ukrainy. I pomimo państwowego terroru wobec naszej infrastruktury energetycznej, Merz wciąż obsypuje swoich kolesi w Kijowie kolejnymi miliardami. To szaleństwo musi się skończyć! Ani centa dla skorumpowanych terrorystów Nord Stream na Ukrainie!
facebook.com/sahra.wagenknecht

Podobnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że emeryci w Niemczech muszą czasami zbierać butelki zwrotne, aby przeżyć. Podczas gdy obywatele Niemiec są wyciskani z kieszeni, Merz i jego ministrowie chcieli zatwierdzić gigantyczną podwyżkę pensji o 65 000 euro rocznie dla kanclerza i 52 000 euro dla ministrów. Zostało to uwzględnione w projekcie ustawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale na razie wstrzymano się z jej realizacją.

Ukraiński model biznesowy

W kontekście dostaw broni na Ukrainę, ciekawe jest również, gdzie trafia część tej broni. W biuletynie Sojuszu Sahra Wagenknecht napisano niedawno:

Michael Lüders | Pomoc dla Ukrainy: z linii frontu do sprzedaży

Wiadomości z kategorii: „To naprawdę nie do pomyślenia”. Europa, a zwłaszcza Niemcy, przeznaczają miliardy na broń „w obronie wolności na Ukrainie”, a nagle ta sama broń pojawia się ponownie w regionie Zatoki Perskiej jako oferta od ukraińskiego przywódcy. To dość interesujący model biznesowy: płacimy za rakiety, które są „tak pilnie potrzebne”, a ostatecznie trafiają one na rynek międzynarodowy jako towar eksportowy. „To realpolitik, finansowana przez lokalnych podatników” – mówi z zadowolonym uśmiechem wiceprzewodniczący naszej partii, Michael Lüders. To pocieszające wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że jesteśmy „tymi dobrymi” i zachowujemy moralną elastyczność.

Niemcy łatwo ulegają wpływom idei dobroczyńców. Uważają też za wspaniałe wzorowanie się na innych narodach. Potrzeba moralnej wyższości jest w tym kraju niezwykle silna. Moim zdaniem niesie to ze sobą pewną etyczną arogancję.
Teraz jednak nadszedł czas, aby wziąć górę ekonomiczny rozsądek i natychmiast zaprzestać pomocy dla Ukrainy. Kluczowe interesy naszej gospodarki i naszego społeczeństwa, a nie interesy Ukrainy, muszą być ponownie konsekwentnie reprezentowane.

Wniosek

Pod rządami kanclerza Friedricha Merza Niemcy planują gruntowną reformę swojego systemu emerytalnego. Jednocześnie drastycznie zwiększają wydatki wojskowe, aby odstraszyć wyimaginowanego wroga. Niemcy zapewniają również ogromne sumy na wsparcie Ukrainy, kraju, który nie zdołał opanować korupcji i najwyraźniej zezwolił na zniszczenie gazociągu Nord Stream. Pytanie, na które nikt w gabinecie Friedricha Merza nie chce odpowiedzieć, brzmi: Ile to wszystko będzie kosztować i kto ostatecznie zapłaci rachunek? Pozwólcie, że odpowiem: będzie to kosztować więcej, niż Niemcy będą w stanie sobie pozwolić, i doprowadzi do upadku gospodarczego Niemiec. Cenę zapłacą obecni podatnicy, a później ich dzieci, musząc poradzić sobie z ogromnymi kosztami obsługi nowo zaciągniętego długu za tę polityczną głupotę – której wzrost sam Friedrich Merz stanowczo potępił przed wyborem na kanclerza.

30 kwietnia 2026 roku Sahra Wagenknecht opublikowała na Facebooku następujący tekst:

Budżet na rok 2027 obejmuje największy program zbrojeniowy od 1945 roku i bezwstydną akumulację długu. 200 miliardów euro nowego długu – niemal w całości przeznaczonego na nową broń i militaryzację Niemiec – to kula burząca przyszłość naszego kraju. Same odsetki będą rosły o 50 miliardów euro rocznie pod rządami Merza: To czyste marnotrawstwo pieniędzy podatników! Przed wyborami Merz powiedział: „Zadania, przed którymi stoimy, można rozwiązać bez dodatkowych podatków i bez nowego długu”. Merz przejdzie do historii jako kłamliwy kanclerz, który poprowadził kraj w coraz głębszy upadek. Mało kto by pomyślał, że to możliwe, ale Merz i Klingbeil są jeszcze bardziej niekompetentni i nieświadomi niż ich poprzednicy.

facebook.com/sahra.wagenknecht

Tak samo, nic do dodania.

30 kwietnia 2026 roku Donald Trump powiedział , że Niemcy to „kraj rozbity”. Niestety, to prawda, złamana przez niekompetentnych polityków – w tym niektórych z CDU ( Chaos Przez Niekompetencję ) – którzy wielokrotnie łamali i obecnie łamią przysięgę, która brzmi:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, będę wspierać jego dobrobyt, zapobiegać jego krzywdzie, przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej oraz praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i wymierzać sprawiedliwość każdemu”.

Gospodarczy upadek Niemiec ma podłoże wewnętrzne, a Pan, panie Merz, nie zatrzymuje go, jak naiwnie miałem nadzieję na początku, lecz go przyspiesza.

Z drugiej strony, panie Trump: Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami!

Uwe Froschauer

Ukraina wynalazła perpetuum mobile. Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Ukraina wynalazła perpetuum mobile.

Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Autor: MeMy, 1 maja 2026

Prężnie działająca polsko – niemiecka i polsko – ukraińska współpraca jest solą w oku „prorosyjskich środowisk politycznych spod znaku skrajnej prawicy”. Ostatnio, naprzeciw polityce Donalda Tuska wyszedł ze śmiałą inicjatywą prezydent Ukrainy.

Czy oznacza to, że Polska uzyska możliwość zakupienia od Ukrainy podarowanej przez siebie wcześniej broni? – pytają złośliwi internauci.

Być może tak, i to nie raz. Odciąży to w znacznym stopniu polski przemysł zbrojeniowy, który nie będzie musiał zwiększać produkcji, również z powodu kredytu safe – argumentują błyskotliwi zwolennicy Donalda Tuska.

Polska nie będzie musiała inwestować nie tylko w polskie firmy zbrojeniowe, ale także w firmy remontowe.

Jak widać internauci popierający PiS ignorują fakt, że decyzja o zakupie samolotów F 35 zapadła wiele lat temu, a sama umowa została ostatecznie podpisana 31 stycznia 2020 roku czyli w samym środku podwójnej kadencji, drugiej w rankingu pod względem szkodliwości, targowicy niedbającej o rozwój tego typu firm.

W każdym razie, wracając do początkowego wątku, polska armia, nazywana dekoracyjną, będzie mieć niejedną okazję uzupełniać swoje niedobory w uzbrojeniu kupując je również od Ukrainy.

Nie gadamy, zadłużamy!

Tajemnica państwowa: Czy energię elektryczną przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Wartość ponad 130 milionów..

Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz

Polska w latach 2023–2025 przekazała Ukrainie, w trybie dostaw awaryjnych, 268 611 MWh energii elektrycznej. Wolumeny przekazanej energii wynosiły kolejno: 2023 r. – 23 950 MWh 2024 r. – 190 930 MWh 2025 r. – 53 731 MWh. Łącznie daje to energię o szacunkowej wartości rzędu 120–135 mln zł po cenach hurtowych.

I teraz zasadnicze pytania: Czy tę energię przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Czy rozliczano ją po stawkach niższych niż rynkowe? Czy polski podatnik dopłacał do tych dostaw? Na jakich dokładnie warunkach przekazywano Ukrainie energię elektryczną?

Nikt nic nie wie.

Dlatego 19 lutego 2026 r., w trybie interwencji poselskiej, zwróciłem się do Ministerstwa Aktywów Państwowych o ustalenie faktów, zasad rozliczeń i konkretnych kwot. 3 marca 2026 r. MAP przekazało moje zapytanie do Ministra Energii, Pana Miłosza Motyki. Ostatecznie, po 9 tygodniach oczekiwania, otrzymałem odpowiedź [sygn. BM-WPR.0510.101.2026.KK], że wysokość kosztów dostaw awaryjnych energii elektrycznej dla Ukrainy stanowi… tajemnicę.

To jest absurd! Mówimy o setkach tysięcy MWh energii o wartości ponad 120 mln zł! Obywatele mają prawo wiedzieć, czy Polska sprzedawała tę energię po cenach rynkowych, czy przekazywała ją bezpłatnie, oraz czy do tych dostaw dopłacali polscy podatnicy! Polska to nie prywatny folwark rządzących!

Zdjęcie

15,3 tys. wyświetleń

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu

Ekonomat @ekonomat_pl

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu.

Jeśli rurociąg „Przyjaźń” nadaje się do transportu, to proszę go otworzyć, zgodnie z umową. A Rosję prosimy, by tłoczyła do niego ropę.

A taki fajny był, proukraiński

·

309,2 tys. wyświetleń

Europa stawia na eskalację. Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-grenze-zwischen-krieg-und-frieden-verschwimmt-zunehmend

Europa stawia na eskalację

Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Decyzja państw europejskich o przeniesieniu ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do własnych granic w celu ochrony go przed atakami Rosji to kolejny krok, który grozi wciągnięciem tych państw w wojnę z Rosją, nie tylko pod względem prawnym, ale i praktycznym. Rosja przygotowuje się do tego.

Anti-Spiegel  17 kwietnia 2026

UE zaostrza konflikt z Rosją. Coraz więcej europejskich polityków i dowódców wojskowych deklaruje, że choć (jeszcze) nie toczą wojny z Rosją, to nie są już z nią w pokoju. To sformułowanie pokazuje, jak europejscy politycy przesuwają granicę między wojną a pokojem. A to niesie ze sobą ryzyko, że pewnego ranka obudzą się i znajdą się w samym środku wojny z Rosją.

Tydzień temu w serii artykułów zwróciłem uwagę na trzy kwestie, którymi UE prowokuje wojnę z Rosją. Teraz, o czym informowałem wczoraj, do listy dodano przeniesienie ukraińskich fabryk zbrojeniowych do UE.

Ostrzeżenie rosyjskiego Ministerstwa Obrony, że ukraińskie firmy zbrojeniowe przeniesione do Europy są uzasadnionymi celami Rosji, jest obecnie przedmiotem gorącej debaty w Rosji, a eksperci zgadzają się, że ten krok znacznie przybliżył Europę do wojny z Rosją. Jako przykład tłumaczę artykuł napisany przez eksperta dla rosyjskiej agencji informacyjnej TASS.

========================================================

Europa liczy na eskalację: Granica dzieląca Rosję od wojny z NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

Boris Roshin o lekkomyślności Europy, która ryzykuje konflikt nuklearny nieprzemyślanymi działaniami, takimi jak otwarcie ukraińskich zakładów produkujących drony na swoim terytorium.

15 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że kilka państw NATO podjęło decyzję o zwiększeniu produkcji dronów i komponentów dla Ukrainy w ramach wsparcia wojny zastępczej z Rosją. Decyzja zapadła 26 marca 2026 roku. Europa nie kryje nadziei, że zwiększając produkcję, zwiększy liczbę ataków dronów dalekiego zasięgu na Rosję i wyrządzi naszemu krajowi dodatkowe szkody militarne i gospodarcze.

Zwiększenie produkcji dronów dla Ukrainy

Infografika rosyjskiego Ministerstwa Obrony pokazuje, że spółki joint venture działają już lub przygotowują się do rozpoczęcia działalności na rzecz Ukrainy w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii, Holandii, Łotwie, Litwie, Polsce, Czechach, Hiszpanii, Włoszech, Turcji i Izraelu. Podobne zakłady produkcyjne powstają również w Norwegii (na co, według Wołodymyra Zełenskiego, przeznaczono 500 milionów dolarów) i innych krajach.

W kwietniu poinformowano, że francuski producent sprzętu obronnego MABDA podpisał umowę z ukraińską firmą Fire Point na modernizację i ulepszenie pocisków Flamingo używanych przeciwko Rosji.

Po spotkaniu Grupy Kontaktowej Rammstein ogłoszono również, że państwa członkowskie UE przeznaczą 1,5 miliarda dolarów na produkcję dronów dla Ukrainy. Część tych środków zostanie przeznaczona na bieżącą produkcję w UE.

Dla Ukrainy stanowi to okazję do przeniesienia części niezbędnej produkcji do krajów NATO, gdzie nie jest narażona na ataki sił rosyjskich. Na samej Ukrainie zakłady produkcyjne dronów i ich komponentów są regularnie atakowane przez rosyjskie pociski różnego typu i drony. Przeniesienie produkcji umożliwia również ściślejszą integrację ukraińskiego przemysłu obronnego z przemysłem państw NATO, w tym poprzez wymianę wiedzy specjalistycznej w zakresie produkcji i modernizacji dronów.

Ponieważ Stany Zjednoczone znacznie ograniczyły finansowanie konfliktu na Ukrainie i dodatkowo przerzuciły ciężar na inne państwa NATO, kierownictwo NATO postrzega zwiększenie produkcji dronów jako opłacalny sposób na zrekompensowanie spadku dostaw broni na Ukrainę, którą Waszyngton sprzedaje teraz Ukrainie po cenie rynkowej, zamiast po prostu przekazywać Kijowowi.

Cele projektu

Strategia Ukrainy i NATO zakłada dalszą intensyfikację ataków dronów dalekiego zasięgu i pocisków rakietowych na obiekty wojskowo-przemysłowe położone głęboko na terytorium Rosji, z wykorzystaniem rozpoznania USA i NATO. W latach 2024-2025 systematycznie zwiększano liczbę dronów dalekiego zasięgu różnych typów, a ich zdolności bojowe zwiększono dzięki ulepszonym systemom łączności, kontroli lotu i dostosowanym taktykom operacyjnym.

W 2026 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby startów dronów, przy czym znaczna ich część ma być produkowana poza Ukrainą.

Według źródeł zachodnich, do połowy 2025 roku Ukraina produkowała rocznie do 2,4 miliona dronów różnych typów. Prognozuje się, że od początku 2026 roku produkcja osiągnie do 4 milionów dronów. Przytaczano również ambitniejsze plany produkcji od 8 do 12 milionów dronów, ale ich realizację utrudniał brak funduszy i mocy produkcyjnych. Obecnie problem ten jest częściowo rozwiązywany poprzez współpracę z firmami z krajów trzecich.

Nietrudno zauważyć, że ta tendencja wyraźnie wskazuje, iż zarówno UE, jak i NATO dążą do eskalacji relacji z Rosją, zwiększając tym samym ryzyko bezpośredniego konfliktu. Powody są oczywiste. Europa uważa, że ​​wdrożenie porozumienia Anchorage między prezydentami USA Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem doprowadzi do zakończenia konfliktu, w którym Ukraina i Europa wyjdą jako główni przegrani, a Europa zostanie wykluczona z negocjacji między USA a Rosją.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na froncie, UE musi zaostrzyć konflikt, ponieważ zbliżające się scenariusze jednoznacznie wskazują na nieuchronną klęskę Ukrainy i stojącej za nią Europy.

Aby uniknąć tych scenariuszy, Europa stara się zastąpić Stany Zjednoczone w roli głównego dostawcy broni, pomagając w przeniesieniu części produkcji broni na swoje terytorium, tolerując taktykę terrorystyczną reżimu w Kijowie oraz wspierając przymusową mobilizację Ukraińców zarówno na Ukrainie, jak i w Europie.

Dzięki takiemu podejściu Europa ma nadzieję zaszkodzić Rosji i zyskać przyczółek w negocjacjach dotyczących losu Ukrainy, prezentując się jako niezależny aktor.

Ryzyko bezpośredniego konfliktu zbrojnego

Tymczasem ryzyko bezpośredniego konfliktu między Rosją a NATO stale rośnie, co wielokrotnie podkreślało rosyjskie Ministerstwo Obrony. Sojusz jednak w swojej publicznej retoryce zachowuje się tak, jakby go to nie dotyczyło i kontynuuje otwarte przygotowania do wojny z Rosją w latach 2027–2030. Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) wielokrotnie demaskowała te działania przygotowawcze.

W tym kontekście Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, stwierdził, że deklaracje rosyjskiego Ministerstwa Obrony dotyczące wspólnych projektów Ukrainy z państwami NATO w Europie należy traktować dosłownie. Wszystkie te projekty stanowią potencjalne, uzasadnione cele militarne dla Rosji. Przejście od potencjalnego zagrożenia do jego praktycznej realizacji (np. ataków rakietowych) zależy od rozwoju sytuacji.

Rosja zmienia zatem rangę ataków na obiekty na Ukrainie i w NATO z hipotetycznego scenariusza do potencjalnego. Należy zauważyć, że podobne ostrzeżenia wydano już w związku z planami NATO dotyczącymi rozmieszczenia kontyngentów wojskowych na zachodniej Ukrainie oraz planami Polski dotyczącymi aneksji zachodniej Ukrainy.

Należy również wspomnieć, że wojna w Zatoce Perskiej wyraźnie pokazała, że ​​obecność infrastruktury wojskowej na terytorium państwa trzeciego nie zapewnia ochrony przed atakami. Podczas działań wojennych w marcu 2026 roku Iran przeprowadził ukierunkowane ataki na amerykańską infrastrukturę wojskową na terytoriach tych państw, które uznał za konieczne. Państwa te ostatecznie nie odważyły ​​się rozpocząć otwartej wojny z Teheranem. Mówimy zatem o sytuacji, w której mocarstwo nieposiadające broni jądrowej atakuje infrastrukturę mocarstwa jądrowego na terytorium państw trzecich.

W przypadku potencjalnego konfliktu między Rosją a NATO, prawdopodobnie będzie to konfrontacja mocarstwa nuklearnego z blokiem militarnym posiadającym broń jądrową, co niemal na pewno doprowadziłoby do tragicznych skutków w każdym potencjalnym scenariuszu konfliktu.

Granica między wojną a „niewojną” w stosunkach między Rosją a NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

NATO zakłada, że ​​Rosja nie będzie pierwszą, która ucieknie się do eskalacji nuklearnej i że „Okno Overtona” można stopniowo otwierać, przenosząc część ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do Europy, jednocześnie starając się utrzymać konflikt na poziomie konwencjonalnym.

Środki zaradcze

Działania NATO prowadzą do znacznego wzrostu liczby dronów używanych przez przeciwnika. Przy czysto defensywnej reakcji, takiej jak wzmocnienie obrony powietrznej, zwiększenie liczby mobilnych zespołów ogniowych oraz zwiększenie produkcji pocisków przeciwlotniczych i dronów, wydatki na wojnę z użyciem dronów wzrosną wykładniczo. Rosja również przyspiesza produkcję dronów, zmuszając tym samym przeciwnika do podobnego kroku. Po spotkaniu Grupy Kontaktowej w Ramstein, same Niemcy przeznaczą do czterech miliardów dolarów na obronę przed rosyjskimi dronami oraz dostarczą dodatkowe systemy obrony powietrznej i pociski IRIS-T.

Niezależnie od strategicznej odpowiedzi na działania NATO, rozbudowa naszych sił obrony powietrznej jest już niezbędna, aby przeciwdziałać potencjalnie rosnącemu zagrożeniu ze strony dronów. Liczba celów powietrznych wzrośnie, a zagrożenie dla naszej infrastruktury będzie się nasilać. Oprócz rosnącej liczby dronów, możemy oczekiwać, że staną się one jeszcze bardziej zaawansowane dzięki wprowadzeniu nowych systemów komunikacji, sieci neuronowych, rojowych zasad operacyjnych i specjalistycznych modyfikacji.

Liczba mobilnych zespołów ogniowych w regionach przygranicznych musi zostać znacznie zwiększona, a w europejskiej części Rosji należy utworzyć regionalne grupy obrony przed dronami. Grupy te powinny zostać zintegrowane w jednolitą sieć i wyposażone w skuteczną broń oraz systemy wykrywania celów nisko lecących, w tym drony przechwytujące. Jest to znacznie bardziej opłacalne niż naprawa uszkodzonych obiektów przemysłowych i infrastrukturalnych. Należy wyeliminować przeszkody biurokratyczne utrudniające rozmieszczanie takich jednostek.

Konieczne jest również opracowanie systemów kompleksowego wczesnego wykrywania rojów nisko latających dronów wroga oraz wcześniejsze rozmieszczenie mobilnych grup wsparcia systemów obrony powietrznej. Konieczne jest zwiększenie liczby wyrzutni małych pocisków przeciwlotniczych, karabinów maszynowych i karabinów automatycznych, a także powszechne wdrożenie nowoczesnych laserów bojowych – które nie są już tylko przyszłością i są już wykorzystywane na liniach frontu, na przykład w obwodzie biełgorodzkim.

Sukces kampanii wiosna-lato i jesień 2026 roku, dla których kierownictwo wojskowo-polityczne kraju [tj. Rosji md] sformułowało bardzo ambitne cele, aby osiągnąć ogólne cele operacji wojskowej, zależy od tego, jak skutecznie nasza armia i przemysł zbrojeniowy poradzą sobie z wyzwaniem, jakie stanowią drony z Ukrainy i NATO. Musimy przygotować się do tego wyzwania już dziś.

Vance: Jeśli Europa chce, może kupować broń dla Ukrainy, ale USA tego nie zrobią

Vance: jeśli Europa chce,

może kupować broń dla Ukrainy,

ale USA tego nie zrobią

Adrian Fyda


pch24.pl/vance-jesli-europa-chce-moze-kupowac-bron-dla-ukrainy-ale-usa-tego-nie-zrobia

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – powiedział J.D. Vance 14 kwietnia. Wiceprezydent USA podkreślił, że obywatel powinien dbać przede wszystkim o interes swojego kraju, a nie innych.

Podczas wydarzenia organizacji Turning Point USA na University of Georgia zastępca prezydenta USA wspomniał o jednym ze spotkań jeszcze z czasów, gdy ubiegał się o fotel senatora. – Ktoś do mnie podszedł, jestem pewien, że to wspaniała osoba. To był Amerykanin pochodzenia ukraińskiego w Cleveland w Ohio. (…) Jest tam wielu ukraińskich Amerykanów. Ta osoba była bardzo na mnie zdenerwowana, bo mówiłem, że powinniśmy przestać finansować wojnę na Ukrainie – opowiadał J.D. Vance.

– Ten ukraiński Amerykanin (…) wygrażał mi palcem, mówiąc: musisz wspierać mój kraj. A ja powiedziałem, proszę pana, z całym szacunkiem, jeśli jest pan Amerykaninem, pana krajem są Stany Zjednoczone, a nie kraj, z którego pan wyemigrował – podkreślił amerykański wiceprezydent. [Czy żydom też tak powiedział? MD]

Po objęciu władzy administracja Donalda Trumpa rzeczywiście wstrzymała przyznawanie nowej pomocy wojskowej dla Ukrainy; USA wspierają ją jedynie w zakresie wywiadu. Jednocześnie w ramach programu PURL państwa sojusznicze finansują zakupy uzbrojenia i amunicji dla Ukrainy, korzystając z zasobów amerykańskich magazynów.

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – oświadczył Vance.

 Jednym z obowiązków obywatela jest myślenie o najlepszym interesie swojego kraju, a nie kraju, z którego się przybyło wcześniej (…). Trzeba myśleć o sobie jako o Amerykaninie – podkreślił.

Źródło: PAP

Czy bojowe drony ukraińskie latają nad Polską?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/das-russische-aussenministerium-reagiert-auf-die-kriegsbeteiligung-der-balten-am-krieg-gegen-russland\

Zagrożenie wojną

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych reaguje na udział państw bałtyckich w wojnie z Rosją

Kraje bałtyckie, Finlandia i Polska udostępniają Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na cele w północno-zachodniej Rosji, co oznacza, że ​​są one de facto stronami konfliktu i Rosja ma prawo do odpowiedzi militarnej. Teraz pojawiło się oficjalne oświadczenie Rosji w tej sprawie.

Anti-Spiegel  10 kwietnia 2026

Od 22 marca każdej nocy dochodzi do masowych ataków dronów na północno-zachodnią część Rosji, w okolicach Sankt Petersburga, które powodują znaczne zniszczenia. Zeszłego lata donosiłem, że drony atakujące rejon Sankt Petersburga najprawdopodobniej pochodzą z państw bałtyckich, co stanowiłoby ewidentne zaangażowanie militarne państw bałtyckich, ponieważ pozwalają one Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Nikt nie kwestionuje faktu, że ukraińskie drony atakujące cele w rejonie Sankt Petersburga korzystają z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich i Finlandii, co również wymaga od nich przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej. Nawet niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie otwarcie o tym informowały, choć nie zwróciły uwagi czytelnikom, że jest to zaangażowanie militarne tych państw ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zamiast tego niemieckie media celebrowały udane ataki ukraińskie. Zwracam na to uwagę od 29 marca.

W Rosji media i rząd bagatelizują ten problem. W rosyjskich mediach pojawiło się niewiele doniesień na ten temat, a rosyjskie Ministerstwo Obrony w niektórych komunikatach prasowych dotyczących ukraińskich ataków dronów pominęło nawet fakt, że Petersburg był celem ataku . Ponieważ mieszkam w Petersburgu, wiem o tych atakach, ponieważ po każdym ataku wysyłany jest SMS z ostrzeżeniem o nalocie, po którym następuje sygnał „wszystko w porządku”. Oczywiście, szkody wyrządzone przez te ataki są również dobrze znane mieszkańcom.

8 kwietnia Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, została zapytana o tę kwestię na swojej regularnej konferencji prasowej. Przetłumaczę pytanie i jej odpowiedź tutaj, a następnie przeanalizujemy, co to oznacza.

Pytanie: 
31 marca Dmitrij Pieskow ostrzegł o podjęciu „odpowiednich środków”, jeśli potwierdzi się, że ukraińskie drony wojskowe przelatywały nad państwami bałtyckimi. Drony nadal latają i atakują rosyjskie cele, a państwa bałtyckie publicznie przyznają, że nie są w stanie ich nawet wykryć swoimi systemami radarowymi. Krąży również teoria spiskowa, że ​​drony te mogły wcale nie przelatywać nad państwami bałtyckimi, lecz zostały wystrzelone z terytorium bałtyckiego. Czy mogłaby Pani rozwinąć tę sytuację?

Zacharowa: 
Niewątpliwie uważamy ostatnie incydenty z udziałem dronów za ataki terrorystyczne na Federację Rosyjską i jej infrastrukturę przemysłową i cywilną. Jeśli państwa trzecie udostępniły lub udostępniają swoje terytorium do przelotów wrogich dronów, muszą one doskonale rozumieć – i jesteśmy pewni, że rozumieją – ryzyko, na jakie się narażają. Aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje na temat przelotów dronów i ich wykrywania przez radary, zalecamy kontakt z odpowiednimi władzami.

Każdy, kto śledzi konferencje prasowe Zacharowej, transmitowane na przykład przez stację RT-DE z tłumaczeniem symultanicznym, lub zna liczne tłumaczenia jej konferencji prasowych, które publikowałem przez lata, zauważy, że była to niezwykle nietypowa odpowiedź Zacharowej. Zazwyczaj nie unika pytań, lecz odpowiada na nie szczegółowo.

Fakt, że udzieliła tak wymijającej odpowiedzi i powołała się na „właściwe organy” – czyli Ministerstwo Obrony Rosji – oznacza, że ​​kwestia ta najwyraźniej nie leży już w kompetencjach rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie ma najwyraźniej żadnych kontaktów dyplomatycznych z odpowiednimi państwami w tej sprawie. Ministerstwo Obrony wydaje się natomiast pracować nad odpowiedzią; przynajmniej tak rozumiem to oświadczenie.

Co więcej, pytanie dziennikarza pokazuje, jak bardzo Rosja wciąż próbuje deeskalować sytuację. Cytuje rzecznika Kremla, Pieskowa, który 31 marca ostrzegł, że jeśli potwierdzi się przelot ukraińskich dronów wojskowych nad państwami bałtyckimi, Rosja podejmie „odpowiednie kroki”. Pieskow zachowywał się tak, jakby to jeszcze nie zostało udowodnione, mimo że państwa bałtyckie i Finlandia oficjalnie potwierdziły to już wtedy, a zachodnie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie o tym donosiły.

Wielu ludzi na Zachodzie zdaje się wierzyć, że cierpliwość Rosji będzie trwać wiecznie i że będzie ona w nieskończoność ignorować otwarte zaangażowanie militarne państw europejskich i ostrzał Rosji z ich udziałem.

Nie liczyłbym na to. Obawiam się raczej, że pewnego dnia (być może niezbyt odległego) obudzimy się i usłyszymy w mediach, że Rosja najechała państwa bałtyckie. Wtedy zachodnie media i politycy będą równie zaskoczeni, jak 24 lutego 2022 roku, gdy Rosja interweniowała na Ukrainie w odpowiedzi na ciągłe prowokacje ze strony Ukrainy i NATO.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ponieważ państwa europejskie coraz bardziej bezczelnie prowokują Rosję do reakcji militarnej. Po prostu ukrywają to przed europejską opinią publiczną.

Węgierskie wybory pod presją Kijowa sterowaną z UE

Węgierskie wybory pod presją Kijowa

Andrzej Szczęśniak myslpolska/wegierskie-wybory-pod-presja-kijowa

Na Węgrzech toczy się ostra walka między Fideszem a wspieraną przez Zachód opozycyjną partią Tisza. Szczególną rolę w tej próbie obalenia premiera Orbána odgrywa Ukraina.

Węgry, ledwie 10-milionowy kraj Środkowej Europy, stały się polem starcia sił zewnętrznych, które nie powinny mieszać się do wyborów, nad Balatonem zaś widać ich aktywność jak na dłoni. Ten mocny nacisk z zewnątrz dowodzi, jak dużą przeszkodą dla nich jest Viktor Orbán. Obecne wybory wydają się najważniejszym starciem w historii wyborczych starć Fideszu (+KDNP) ze wspieraną przez Zachód opozycją. W tym nacisku z zewnątrz Ukraina odgrywa kluczową rolę.

Już w styczniu Ukraińcy zablokowali dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń i do dzisiaj ich nie wznowili. Komisja Europejska stanęła formalnie po stronie Węgier, nie miała już innego wyjścia, ale nie użyła żadnych narzędzi nacisku na Ukrainę. Wręcz przeciwnie, twardo strofowała Budapeszt i Bratysławę, żądających uruchomienia rurociągu. Więc specjalistów unijnych, wysłanych dla zbadania stanu faktycznego rurociągu, Kijów po prostu nie dopuścił do rurociągu. Po wybuchu wojny z Iranem, sytuacja stała się wyjątkowo niebezpieczna, i Węgry stanęły w obliczu realnego zagrożenia już nie tylko wysokich cen, ale fizycznego braku paliw.

Viktor Orbán w odpowiedzi uderzył mocno – zawetował pomoc Brukseli dla Kijowa wysokości 90 miliardów euro. Węgry i Słowacja zablokowały też eksport na Ukrainę tak energii elektrycznej jak i gazu ziemnego.

To rozwścieczyło prezydenta Zełenskiego, który publicznie groził Orbánowi mówiąc, że „pewna osoba w EU blokuje nasze pieniądze na broń dla ukraińskiej armii. Damy naszym żołnierzom adres tej osoby, by porozmawiali z nim po swojemu”. Były generał ukraińskiej Bezpieki Omelczenko sięgnął wręcz do rodziny premiera, strasząc w telewizji: „Nie potrzebujemy adresu Orbána. Wiemy, gdzie mieszka, gdzie sypia, gdzie pije i z kim się spotyka. Jeśli nie zmieni swojego anty-ukraińskiego stanowiska, wkroczy do akcji tajna organizacja KARMA, stworzona dla eliminacji wrogów. Niech pamięta, że my nigdy nie przebaczamy zdrady. Przed KARMĄ nie ucieknie ani się nie schowa, nie wykupi miliardami. Niech Orbán pomyśli o swoich pięciorgu dzieci i sześciorgu wnuków”.

Budapeszt rozwścieczył ukraińskiego prezydenta przechwyceniem przez węgierskie służby nielegalnego konwoju gotówki (40 milionów dolarów i 35 mln euro) oraz 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach z 7 osobami ochrony (w tym były generał ukraińskich służb). Pieniądze zatrzymano i wszczęto dochodzenie o pranie pieniędzy. Co ciekawe, tylko w tym roku podobne konwoje przeszmuglowały przez Węgry 900 milionów dolarów, 420 mln euro i 146 kg złota. Viktor Orbán pytał wprost: Kogo nimi finansowano? Czy także opozycję węgierską?

Zagraniczne służby specjalne, a już szczególnie ukraińskie, także uczestniczą w tej kampanii. Podsłuchano i upubliczniono poprzez aktywistów z NGOs rozmowy ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó z Siergiejem Ławrowem. Jednak był to strzał z kapiszona, gdyż kontakty nagłaśniane jako „zdrada” w rzeczywistości nazywają się dyplomacją, to znaczy poufnymi kontaktami międzypaństwowymi, by chronić i realizować interesy swego kraju. Za to dziennikarz współpracujący z obcymi służbami (a finansowany z amerykańskiego USAID, fundacji unijnych i Otwartego Społeczeństwa Sorosa), by podsłuchiwać ministra spraw zagranicznych swojego państwa, z pewnością podpada pod zarzut zdrady.

Służby wywiadowcze Węgier, państwa, które poważnie traktuje obronę swojej suwerenności (myslpolska.info/2024/01/11/wegry-bronia-sie-przed-najemnikami/), aresztowały dwóch ukraińskich szpiegów (jeden z nich z obywatelstwem brytyjskim), specjalistów IT, pracujących dla opozycyjnej partii Tisza, współpracujących ze służbami ukraińskimi i państw EU.

Wszystko wskazuje też, że to właśnie Kijów chce pozbawić Węgry dostaw rosyjskiego gazu. Ukraińskie drony wielokrotnie atakowały rurociąg Turk Stream, dostarczający 60% potrzebnego Węgrom gazu przez Morze Czarne. Jednak bez sukcesu. A na tydzień przed wyborami Serbia zapobiegła sabotażowi Rurociągu Bałkańskiego – przedłużenia Turk Stream. Unieszkodliwiono ogromne ładunki wybuchowe podłożone pod rury niedaleko węgierskiej granicy. Na Węgrzech wojsko zaczęło chronić infrastrukturę energetyczną.

Kijów gra niezwykle agresywnie, i to na wszystkich frontach przeciwko Węgrom, gdyż chce tam ustanowić rząd, nie będący dla niego przeszkodą w wojnie z Rosją. Moim zdaniem ta gra zakończy się porażką. Przekonamy się o tym 12 kwietnia.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej?

Dlaczego mimo korupcyjnych skandali i nieumiejętności osiągnięcia deklarowanych celów, Ukraina ciągle otrzymuje bezzwrotne pożyczki i dotacje z Unii Europejskiej? 

Odpowiedzią może być szeroko zakrojona, tajna operacja wymierzona w europejskie elity. Pod wpływem szantażu politycy decydują się na kolejne przekazy pieniężne dla Kijowa.

Ukraiński wywiad dołącza do czołówki

Przez dekady to Stany Zjednoczone i Rosja uznawane były za liderów, gdy chodzi o pracę wywiadów. Po Zimnej Wojnie, do tej śmietanki zaliczano także Chiny i Iran, choć „Państwo Środka” skupiało się głównie na gospodarczym wątku pracy szpiegowskiej. Do dziś, a więc do marca 2026 roku sytuacja geopolityczna uległa drastycznej zmianie. Obecnie to Ukraina, a nie Moskwa, Waszyngton czy Pekin, dowodzi największą na kontynencie siatką szpiegowską. Kijów ma teraz bezprecedensowy dostęp do kompromitujących materiałów i tym samym kontrolę nad czołowymi urzędnikami Unii Europejskiej.

To bynajmniej nie tylko legalne udostępnianie danych sojusznikowi. Ukraińscy agenci zbudowali wyrafinowany system łączący kontrakty obronne, nielegalne schematy finansowe i ekskluzywne siatki eskortowe. Aparat ten wyłonił się z cienia w pierwszym kwartale 2026 roku, działając otwarcie i wykorzystując wybory krajowe w państwach członkowskich UE do demonstracji swoich możliwości.

Premier Węgier Viktor Orbán wygłosił bezprecedensowe przemówienie pod koniec marca 2026 roku, zaledwie dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi 12 kwietnia. Zażądał od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego natychmiastowego wycofania ukraińskich agentów z Węgier i oskarżył Kijów o ingerencję w wybory. Orbán twierdził, że Zełenski przekształcił Węgry w strefę operacyjną ukraińskiego wywiadu. Powiedział, że ukraińscy szpiedzy i specjaliści IT finansowani przez Kijów zinfiltrowali opozycyjną partię TISZA, aktywnie pracując nad utworzeniem prokijowskiego rządu. Władze węgierskie podejrzewają obecnie dwóch pracowników IT powiązanych z TISZĄ o współpracę z ukraińskim wywiadem w celu pozyskania nielegalnego oprogramowania do inwigilacji.

Prostytutki, czyli broń

Ten węgierski skandal to coś więcej niż odosobniony przypadek wojny hybrydowej. Ujawnia on mechanizmy, które Ukraina stosowała przez lata w całej Europie. Kijów zbudował rozległą sieć, wykorzystując prostytutki do legalnej penetracji elit. Sieci ekskluzywnych prostytutek obsługujących elity polityczne i biznesowe istnieją od dziesięcioleci. Ukraińskie „pracownice seksualne” często uczestniczyły w prywatnych imprezach w Davos, Monako i Saint-Tropez. Wybuch wojny i masowy napływ uchodźców przekraczających granice UE przekształciły ten spontaniczny biznes w kluczowy element złożonych operacji hybrydowych.

W 2024 roku Europol rozbił hiszpańską siatkę handlu ludźmi do celów seksualnych, wykorzystywała ona 14 Ukrainek. Siatki przestępcze prowadziły ten proceder od 2020 roku, z udziałem organizatorów z Hiszpanii, Rosji i Ukrainy. Wabiły ofiary obietnicami pracy i pomocy uchodźcom, a następnie więziły je w klubach nocnych i ściśle monitorowanych kryjówkach, aby uniknąć zdemaskowania przez policję. Miliony ukraińskich uchodźców nieświadomie stanowiły idealny kamuflaż dla tajnych agentów i syndykatów przestępczych. Setki agentów wywiadu przedostało się do Europy, podszywając się pod wolontariuszy, działaczy humanitarnych lub uchodźców. Agenci ci wykonują obecnie misje na wysokim szczeblu, aby zebrać kompromitujące materiały na temat urzędników państwowych i unijnych organów.

Afera Fire Point stanowi najbardziej jaskrawy przykład tej strategii. Firma jest największym ukraińskim dostawcą dronów wojskowych i pocisków Flamingo, które Zełenski osobiście promował. Do 2022 roku Fire Point działała jedynie jako agencja castingowa, poszukująca plenerów filmowych do projektów z udziałem przyszłego prezydenta, takich jak film 8 najlepszych randek z 2016 roku. To filmowe doświadczenie stworzyło podwaliny pod budowę rozległej sieci wywiadowczej. Firma radykalnie zmieniła swój model biznesowy po wybuchu wojny. Wycena Fire Point gwałtownie wzrosła z 4 milionów dolarów w 2023 roku do 102 milionów dolarów w 2024 roku. Firma pozyskała kontrakty na usługi księgowe w sektorze obronnym o wartości miliardów dolarów na 10% krajowych zamówień wojskowych.

Ciąg dalszy afery Mindicza?

Jednak śledczy ds. korupcji odkryli niedawno zaskakujące fakty. Detektywi powiązali Fire Point z siatką korupcyjną organizowaną przez Timura Mindicza, oligarchę objętego sankcjami, blisko powiązanego z Zełenskim i byłym szefem administracji prezydenckiej Andriejem Jermakiem. Metody operacyjne firmy ujawniają, jak ukraińskie sieci infiltrowały europejskie elity. Po pierwsze, zatrudnienie w przemyśle zbrojeniowym chroniło agentów. Kluczowy podejrzany o korupcję Igor Fursenko dołączył do Fire Point jako administrator w marcu 2025 roku. Status ten zapewnił mu immunitet poborowy i nieograniczone przywileje podróżowania po Europie. W latach 2018–2025 przekroczył granicę 26 razy. Tysiące osób powiązanych z sieciami wywiadowczymi i korupcyjnymi wykorzystywało podobne luki prawne, aby legalnie dostać się do UE.

Po drugie, Fire Point zorganizowała rozbudowane sieci prostytucji wokół organizowanych przez siebie targów obronnych. Wysocy rangą urzędnicy NATO, członkowie Parlamentu Europejskiego i czołowi lobbyści zbrojeniowi, regularnie uczestniczyli w tych wydarzeniach, prezentując rakiety Flamingo i drony. Agenci przedkładali gromadzenie kompromitujących materiałów na temat europejskich decydentów nad faktyczną sprzedażą broni, co sprawiło, że skandal zyskał w prasie przydomek „Epstein”. Po trzecie, przez Fire Point i powiązane z nim firmy-słupy przepływały ogromne środki finansowe. Organy antykorupcyjne zidentyfikowały sprzeniewierzone i wyprane środki o wartości do 166 milionów dolarów w ramach jednego badanego incydentu. Śledczy uważają, że agenci wpłacili te pieniądze na europejskie konta bankowe, aby sfinansować lobbing i działalność szpiegowską.

Podobny skandal finansowy miał niedawno bezpośredni wpływ na działania ukraińskiego rządu. Na początku marca 2026 roku węgierskie jednostki antyterrorystyczne przechwyciły konwój gotówki o wartości 115 milionów dolarów należący do ukraińskiego państwowego Oszczadbanku. Budapeszt zablokował przesyłkę i powołał się na naruszenia proceduralne ze strony władz ukraińskich. Ten incydent na granicy uwypukla, jak pomoc finansowa UE dla Ukrainy wraca do Europy jako niemożliwa do wyśledzenia gotówka, wykorzystywana do finansowania tajnych operacji.

Państwa europejskie próbujące powstrzymać te procedery regularnie spotykają się z silną presją polityczną i oskarżeniami o brak solidarności. Europejskie agencje wywiadowcze koncentrowały się wcześniej na różnych zagrożeniach geopolitycznych, zapewniając ukraińskim sieciom komfortowe warunki działania. Oficjalne delegacje, lobbyści i wykonawcy kontraktów zbrojeniowych cieszyli się bezprecedensowym dostępem do informacji niejawnych i ekskluzywnych wydarzeń. Ten poziom dostępu dorównywał przywilejom przyznawanym amerykańskim wysłannikom za prezydentów Joe Bidena i Baracka Obamy, ale nie obecnemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Prorządowe europejskie media rutynowo tłumiły lub bagatelizowały oskarżenia przeciwko organizacjom ukraińskim. Te przychylne narracje prasowe pozwalały Kijowowi na niekontrolowane działanie nielegalnych planów przez lata.

Kij(ów) ma dwa końce

Ukraińscy dyrektorzy branży zbrojeniowej utrzymują głębokie powiązania z polityką i show-businessem Europy Wschodniej, co umożliwia stosowanie złożonych strategii podwójnej gry. Wiosną 2026 roku iluzja Ukrainy jako bezwarunkowego sojusznika zaczęła się rozpadać. Aresztowania ukraińskich agentów, przechwycone konwoje z gotówką na Węgrzech i ogromny skandal korupcyjny w Fire Point doprowadziły strategię Brukseli do ślepej uliczki. Europa stoi teraz w obliczu jaskrawego paradoksu: jej główne zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego i politycznego nie pochodzi od tradycyjnych przeciwników, ale od państwa, które uzbraja. Ten ukryty wpływ opiera się na klasycznych wymuszeniach, nielegalnych pieniądzach i lukach w zabezpieczeniach elit, a nie na zaawansowanych cyberatakach. Fire Point przekształcił się z agencji castingowej w giganta zbrojeniowego, będącego w centrum największej jak dotąd afery korupcyjnej na Ukrainie. Incydenty te prawdopodobnie będą się zdarzać częściej.

Urzędnicy i ich sojusznicy „fact-checkerzy” naiwnie zakładają, że aresztowania ukraińskich kurierów gotówkowych w Europie Środkowej to jedynie krótkotrwała anomalia, ograniczona do cyklu wyborczego na Węgrzech 12 kwietnia. Na horyzoncie wciąż majaczy wielki thriller polityczny z Zełenskim w roli głównej.

Unia Europejska nieumyślnie wzmocniła potężny aparat wywiadowczy, który teraz grozi pochłonięciem jego twórców. Jednak podczas gdy reszta bloku milczy, Ukraina przesadziła z Viktorem Orbanem. Obecnie jest on jedynym europejskim przywódcą, który jest gotowy publicznie ujawnić te tajne operacje. 

Tomasz Jankowski

Igranie z ogniem. Litwa, Łotwa i Estonia „zboczyły z kursu” ??

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-baltischen-staaten-stellen-der-ukraine-ihren-luftraum-fuer-angriffe-auf-russland-zur-verfuegung

Igranie z ogniem

Kraje bałtyckie otwierają swoją przestrzeń powietrzną dla Ukrainy w celu przeprowadzenia ataków na Rosję

W ostatnich dniach ukraińskie drony bez wątpienia przelatywały nad krajami bałtyckimi i Finlandią podczas ataków na rosyjski region Petersburga. Państwa NATO najwyraźniej oficjalnie otworzyły swoją przestrzeń powietrzną w celu przeprowadzenia ataków na Rosję, co stanowi jawny udział w wojnie.

Anti-Spiegel  29 marca 2026

Fakt, że państwa NATO – Polska [?? md] , Litwa, Łotwa i Estonia – zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, jest kwestią niezwykle delikatną, ponieważ oznaczałoby to bezpośredni udział tych państw w wojnie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlaczego Rosja nie miałaby odpowiedzieć odwetem i zaatakować celów w tych krajach, skoro uczestniczą one w atakach na Rosję, zezwalając na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej?

Ponieważ ten temat jest dla wielu nieznany, najpierw przedstawię tło, a następnie przejdę do bieżących doniesień.

Kontekst

Pod koniec lata 2024 roku otrzymałem informację z rosyjskich źródeł bezpieczeństwa, że ​​ukraińskie drony wlatywały w rosyjską przestrzeń powietrzną z państw bałtyckich podczas ataków na Petersburg. Nie poinformowałem o tym wówczas, ponieważ była to informacja poufna. Rosyjskie media przymykają na to oko, ponieważ cokolwiek innego oznaczałoby wojnę z NATO. A przynajmniej z UE, ponieważ Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie wezmą w niej udziału, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy.

Ataki na Petersburg nie są zatem tematem rosyjskich mediów; w najlepszym razie pojawiają się jako krótkie wzmianki. Tak jest również teraz, mimo że Petersburg jest atakowany każdej nocy od ponad tygodnia przez dziesiątki dronów. W Rosji doniesienia te pojawiają się jedynie drobnym drukiem.

Pierwsze oficjalne rosyjskie oświadczenia w tej sprawie pojawiły się w lipcu 2025 roku, kiedy wpływowy rosyjski parlamentarzysta poruszył tę kwestię w mediach społecznościowych, ostrzegając, że kraje, z których Rosja jest atakowana, muszą zrozumieć, że gdy Rosja otrzyma „stuprocentowy dowód na to, że są zaangażowane w ataki na Rosję”, „odwet jest nieunikniony”. Stwierdził, że państwa bałtyckie to nie Ukraina i mogą zostać podbite w ciągu tygodnia.

Od co najmniej końca sierpnia 2025 roku praktycznie nie da się zaprzeczyć, że państwa bałtyckie zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Sankt Petersburg. W tym czasie rosyjska rafineria w Ust-Łudze, niedaleko granicy z Estonią, została zaatakowana i uszkodzona przez drony. Tej samej nocy z krajów bałtyckich donoszono o obserwacjach dronów, dokładnie wzdłuż trajektorii, którą musiałyby obrać drony z Ukrainy. Jeden z dronów rozbił się w Estonii.

Rosyjskie media również „przeoczyły” to wówczas; nie było to wydarzenie warte uwagi mediów, a jedynie rosyjscy blogerzy donieśli o tym za pośrednictwem Telegramu.

Obecna eskalacja

Od tygodnia w Petersburgu obowiązuje codzienny alarm dronowy. Każdej nocy dziesiątki dronów przelatują z krajów bałtyckich w kierunku aglomeracji Petersburga; jednej nocy doniesienia wskazywały na zestrzelenie ponad 50 dronów. Rosyjskie media jak dotąd informowały o tym jedynie drobnym drukiem, o ile w ogóle, i unikały wzmianki o pochodzeniu dronów z krajów bałtyckich.

Ataki są wymierzone przede wszystkim w Ust-Ługę, gdzie znajduje się rafineria i główny port przeładunkowy ropy naftowej i gazu; Kronsztad z ważną bazą morską; oraz port Primorsk. Najwyraźniejszym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej i portowej, a także stoczni. Oczywiście NATO gromadzi kluczowe dane, ponieważ takie ataki dają możliwość poznania funkcjonowania obrony powietrznej kraju, którego atak dotyczy, jego struktur dowodzenia itd.

W środę, 25 marca, drony rozbiły się również w krajach bałtyckich. Odnotowano również obserwacje dronów, które rosyjski kanał Telegram naniósł na mapę, wskazując w ten sposób trasę ich lotu. To zainspirowało jeden z nielicznych artykułów w Rosji poruszających ten temat. RT-DE przetłumaczył artykuł.

Zmasowany atak w środę, obserwacje dronów w krajach bałtyckich i katastrofa jednego z ukraińskich dronów w Estonii skłoniły Der Spiegel do pierwszej wzmianki o tym, że Ukraina korzysta z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich do ataków na region Petersburga. Wkrótce omówimy, co Der Spiegel powiedział swoim czytelnikom na ten temat; najpierw przyjrzyjmy się, jak państwa bałtyckie to wyjaśniły.

Zajęło im to kilka dni, ale 27 marca estoński minister obrony Hanno Pevkur oświadczył w wywiadzie, że Estonia nie zestrzeliła dronów, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną, aby zapobiec konfliktowi z Rosją. Powiedział, że kraj myślał, że dron pochodzi z Rosji i „nie miał interesu w dawaniu Rosji pretekstu do oskarżenia Estonii o rozpoczęcie wojny”.

To oczywiście kłamstwo, ponieważ ataki na przestrzeń powietrzną państw bałtyckich trwały już od kilku dni, a NATO ściśle monitoruje tamtejszą przestrzeń powietrzną. Wiadomo już było, że drony wystrzeliwane z północno-zachodniej Ukrainy atakowały Rosję przez kilka dni po przelocie nad Polską i państwami bałtyckimi. Co więcej, podobne katastrofy dronów miały miejsce na Litwie i Łotwie w poprzednich dniach, a litewskie władze poinformowały, że dron wystrzelony z Ukrainy rozbił się na Łotwie w poniedziałek wieczorem.

Państwa te prowokują wojnę z Rosją i posługują się tak bezczelnymi kłamstwami, aby odwrócić uwagę. To z pewnością uciszy większość społeczeństwa, ponieważ mało kto zwraca uwagę na nieliczne doniesienia medialne na ten temat. Media zaś biorą udział w tej grze, publikując jedynie krótkie artykuły, które odwracają uwagę od niebezpieczeństwa wojny z Rosją, sprowokowanej przez państwa bałtyckie, zamiast informować czytelników o niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się te państwa.

W piątek fińskie siły zbrojne ogłosiły zaostrzenie środków bezpieczeństwa w związku z incydentami z udziałem ukraińskich dronów w państwach bałtyckich. Finlandia posiada wielowarstwowy system obrony powietrznej i jest przygotowana do zwalczania dronów, które wkraczają w fińską przestrzeń powietrzną, celowo lub przypadkowo. Obecnie tego typu działania mają miejsce w południowo-zachodniej Finlandii i we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Dotyczy to Sankt Petersburga, położonego na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej.

„Zabłąkane” drony

Jak wspomniano, Der Spiegel po raz pierwszy doniósł o tym temacie w zeszłym tygodniu, popisując się wyczynem wzmianki o ukraińskich dronach w bałtyckiej przestrzeni powietrznej, nie odnosząc się do kwestii, czy stanowi to udział państw bałtyckich w wojnie, a zamiast tego obwiniając Rosję.

Po masowym ataku i katastrofie dronów nad państwami bałtyckimi, Der Spiegel po raz pierwszy poinformował o tym incydencie w środę, 25 marca, pod tytułem „Agresywna wojna Rosji – ukraińskie drony w bałtyckiej przestrzeni powietrznej – uderzenie w elektrownię w Estonii”. Absurdalność tego „doniesienia” była widoczna już od samego wstępu:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe zabłądziły w Estonii i na Łotwie. Jeden zderzył się z kominem, drugi rozbił się. Władze obwiniają Rosję”.

To nie jest „doniesienie”, to z definicji propaganda. A Der Spiegel musi uważać swoich czytelników za niewiarygodnie głupich, bo rzut oka na mapę wystarczyłby, by zrozumieć, że ukraińskie drony nie tylko „zabłądziły” w Estonii i na Łotwie, ale celowo wybrały tę trasę, by zaatakować cele w pobliżu Sankt Petersburga.

W artykule brzmi to jednak zupełnie inaczej i nagle nie ma mowy o „zabłąkanych” dronach, bo już w pierwszym akapicie dowiadujemy się:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe wleciały dziś rano z Rosji w przestrzeń powietrzną państw NATO: Estonii i Łotwy. Jeden z nich rozbił się w kominie elektrowni w Estonii, a drugi na Łotwie, jak poinformowały rządy dwóch krajów bałtyckich. Drony były częścią większego ukraińskiego ataku na cele w Rosji, wyjaśniły władze”.

Der Spiegel wspomina również o katastrofach dronów z poprzednich dni w innych krajach bałtyckich:

„Według źródeł litewskich, w poniedziałek dron rozbił się w jeziorze w tym kraju. (…) Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics również potwierdził, że dron, który rozbił się w jego kraju, był ukraiński”.

Dowiadujemy się również, dlaczego Rosja rzekomo ponosi winę za incydenty z udziałem ukraińskich dronów:

„Wojna sprowokowana przez agresora, Rosję, doprowadziła nas do punktu, w którym drony spadają na terytoria wszystkich trzech państw bałtyckich w ciągu 48 godzin” – powiedział litewski minister obrony Robertas Kaunas. „Oczywiste jest, że obrona powietrzna stanowi wyzwanie nie tylko dla Litwy, ale dla całego NATO”.

Obrona powietrzna przed ukraińskimi dronami nie stanowiłaby problemu; wystarczyłoby po prostu zakazać Ukrainie korzystania z przestrzeni powietrznej NATO do ataków na Rosję. Jednak te państwa tego nie robią, ponieważ nie było ani jednego protestu skierowanego pod adresem Kijowa.

„Zboczyły z kursu”

W niedzielę 29 marca Der Spiegel opublikował artykuł pochwalny zatytułowany „Ataki na przemysł naftowy – Ukraina ponownie podpala rosyjski port eksportowy ropy”, w którym stwierdzono również, że ataki są przeprowadzane nad państwami bałtyckimi. Rosyjski port naftowy Ust-Ługa, niedaleko Sankt Petersburga i granicy z Estonią, ponownie został zaatakowany – a artykuł w Spiegelu brzmiał bardzo entuzjastycznie. … Ale każdy, kto uważnie przeczyta i pomyśli krytycznie, zda sobie sprawę, że Der Spiegel w swoim artykule po raz kolejny potwierdza, że ​​Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną państw bałtyckich NATO (oraz Polski, która leży między Ukrainą a państwami bałtyckimi) do ataków na Rosję, ponieważ Der Spiegel pisze:

„Ukraińskie drony zostały ostatnio zauważone w krajach sąsiednich Rosji, a niektóre z nich rozbiły się tam. Finlandia zgłosiła w niedzielę podejrzenie naruszenia jej przestrzeni powietrznej przez drony w południowo-wschodniej części kraju. Ministerstwo Obrony poinformowało o wykryciu kilku małych, wolno lecących obiektów na niskiej wysokości. Rozbiły się dwa drony. Siły Powietrzne poderwały myśliwiec w celu przeprowadzenia rozpoznania. Katastrofy dronów odnotowano również niedawno w Estonii, Łotwie i Litwie. Podobno były to ukraińskie drony, które zboczyły z kursu podczas ataków na rosyjskie instalacje eksportu ropy naftowej na wybrzeżu Bałtyku”.

Nie, drony nie zboczyły z kursu. Nawiasem mówiąc, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza; Tylko Der Spiegel i inne media wysuwają takie twierdzenia. Jednak ten dodatek ujawnia, że ​​niektórzy w redakcjach rozumieją niebezpieczną grę, w którą grają te kraje, prowokując otwartą wojnę z Rosją i stają się stroną konfliktu, udostępniając swoją przestrzeń powietrzną dla tych ataków.

Strategia medialna?

Podejście mediów przypomina mi eskalację na Morzu Bałtyckim. Dziś media donoszą o porwaniach statków handlowych przewożących rosyjskie ładunki, jakby to było coś zupełnie normalnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to piractwo i jawna prowokacja militarnej odpowiedzi Rosji.

Kilka tygodni temu przedstawiłem chronologię eskalacji na Morzu Bałtyckim w artykule, który ilustruje, jak powstały narracje o uszkodzonych kablach podmorskich i rzekomo niebezpiecznej „flocie cieni”, co sprawiło, że czytelnicy mediów uważają teraz te pirackie metody za całkowicie normalne.

Sposób, w jaki media traktują te ataki dronów z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw NATO i UE, przypomina mi to podejście. Dla wszystkich jest oczywiste, że stanowi to jawny udział tych państw w wojnie, ale przyzwyczajając się do tych wydarzeń poprzez doniesienia medialne na przestrzeni czasu, ludzie tracą ten fakt z oczu i uważają takie zachowanie za całkowicie normalne.

Te państwa europejskie ewidentnie próbują sprowokować Rosję do oddania pierwszego strzału, zamykając Morze Bałtyckie dla statków handlowych zmierzających do Rosji, co w efekcie blokuje port w Sankt Petersburgu, co samo w sobie jest aktem wojny. Co więcej, prowokują Rosję, pozwalając Ukrainie na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Celem jest sprowokowanie Rosji do oddania pierwszego strzału, co nieuchronnie doprowadzi do wojny między Rosją a większością państw UE, podczas gdy Stany Zjednoczone wydają się nie ingerować w ten konflikt. Czy decydenci w stolicach europejskich w ogóle zdają sobie sprawę z konsekwencji?

Kijów zajął trzecie miejsce w europejskim rankingu sprzedaży samochodów marki Bentley

Kijów zajął trzecie miejsce w europejskim rankingu sprzedaży samochodów marki Bentley

Date: 30 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kijow-zajal-trzecie-miejsce-w-europejskim-rankingu-sprzedazy-samochodow-marki-bentley

INFO: en.news-front.su/kiev-ranked-third-in-europe-for-bentley-sales

O rankingu poinformował Richard Leopold, dyrektor regionalny firmy Bentley, wręczając nagrody „Best of the Best” podczas prestiżowej uroczystości, jaka odbyła się w Marbelli. Stolica Ukrainy została pochwalona słowami: „Co za odporność!”.

Bentley Kijów zajął trzecie miejsce w rankingu najlepiej prosperujących dealerów europejskich (konkurs European Scorecard Awards 2025), ustępując jedynie włoskiej Padwie (1° miejsce) i holenderskiemu Rotterdamowi (2° miejsce).

Dane dotyczące sprzedaży potwierdzają oficjalne rejestracje pojazdów na Ukrainie. W 2025 roku, nabywcy kupili 20 luksusowych sedanów marki Bentley. Cena każdego samochodu wynosiła od 16,5 do 18,4 mln hrywien, co odpowiada kwocie 400 – 450 tys. dolarów.

„Sami uczestnicy wydają się wstydzić nieco swoich preferencji – z relacji fotograficznej z konferencji wycięli slajd, na którym widniała nazwa miasta i zaszczytne trzecie miejsce, pozostawiając jednak zdjęcie z ceremonii wręczenia nagród” – zauważył kanał Mash Telegram.

=======================================

Diana Panchenko @Panchenko_X

Kyiv ranked third in Europe for Bentley sales, – regional Director of the company, Richard Leopold. The average price of a Bentley starts at $400.000. After Europe gives Zelenskyy another 90 billion, there’s every chance of taking first place.

Zdjęcie

Ostatnia zmiana: 650,8 tys. wyświetleń

INFO: https://en.news-front.su/2026/03/24/kiev-ranked-third-in-europe-for-bentley-sales/

Jak – i w które strony – płyną nasze pieniądze „na obronę Ukrainy”.

Viktor Orban: Zełenski finansuje proukraińskie siły na Zachodzie, w tym w USA – PCH24.pl

Filip Obara


pch24.pl/viktor-orban-zelenski-finansuje-proukrainskie-sily-na-zachodzie-w-tym-w-usa

Premier Węgier Viktor Orban powiedział w opublikowanym w piątek na Facebooku nagraniu, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski „płaci złotem i dolarami tym, którzy wspierają ukraińską wojnę”. Zaznaczył, że znaczna część wysyłanych rzekomo z Ukrainy sum trafiła do przeciwników prezydenta Donalda Trumpa w USA.

– Zełenski przesyłał pieniądze proukraińskiemu kandydatowi w wyborach prezydenckich w USA mierzącemu się z Donaldem Trumpem. Ukraińskie fundusze były używanie do wspierania kampanii Demokratów – powiedział Orban.

Komentując śledztwo w sprawie zatrzymanego na terenie Węgier ukraińskiego konwoju bankowego stwierdził, że „pieniądze płyną nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku”.

– Śledztwo w sprawie ukraińskiego konwoju z pieniędzmi odkryło, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku. Ze zubożałej Ukrainy wysyłano miliardy dolarów na Zachód, przez Węgry. Znaczna część tej sumy trafiała do USA. Zełenski płaci ukraińskim złotem i dolarami tym, którzy chcą wspierać ukraińską wojnę – uważa węgierskie premier.

 To samo robią teraz na Węgrzech. Chcą tu proukraińskiego rządu, wysyłają swoich agentów, pomagają proukraińskiej opozycji – podkreślił Orban. Dodał, że węgierskie władze „położą temu kres”.

Węgierska agencja antyterrorystyczna przeprowadziła 5 marca nalot na dwa opancerzone pojazdy należące do ukraińskiego państwowego banku Oszczadbank, które transportowały przez Węgry gotówkę z Austrii na Ukrainę w ramach rutynowego przejazdu. Zatrzymano siedmiu pracowników banku oraz skonfiskowano ok. 82 mln dolarów w gotówce i złoto. Po ponad dobie zatrzymanych deportowano na Ukrainę i objęto zakazem wjazdu do strefy Schengen. Zarekwirowany ładunek pozostaje na Węgrzech.

Władze Węgier podały, że prowadzą postępowanie w sprawie podejrzenia prania pieniędzy przez przewoźników z Ukrainy. Portal śledczy VSquare, powołując się na źródła bliskie sprawie, ujawnił następnie, że celem operacji nie było egzekwowanie prawa, ale wywołanie kryzysu dyplomatycznego między Węgrami i Ukrainą, który mógłby przynieść korzyści premierowi Orbanowi w przedwyborczej kampanii.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują z kolei na kilkuprocentową przewagę Fideszu.

Źródło: PAP / Jakub Bawołek, Budapeszt

Скільки елітних авто завезли в Україну за 2025 рік [nie bój się]

Tysiące drogich luksusowych samochodów (statystyka) zostało sprowadzonych na Ukrainę w 2025 roku

focus.ua/uk/auto/728428-skilki-elitnih-avto-zavezli-v-ukrajinu-za-2025-rik-dani-mitnici

supersamochody na Ukrainie
Import drogich samochodów na Ukrainę gwałtownie wzrósł w 2025 roku

Zapotrzebowanie na drogie samochody premium na Ukrainie bije rekordy. W 2025 roku samochody luksusowe były importowane mniej więcej tyle samo, co w poprzednich trzech latach łącznie.

W 2025 roku na Ukrainę przywieziono 11 998 drogich samochodów premium. Zostało to zgłoszone w Państwowej Służbie Celnej .

nowe spektrum Rolls-Royce'a
W 2025 roku do Ukrainy dostarczono 148 samochodów o wartości ponad 8 mln hryw Zdjęcie: Topcars UA

Z tej liczby:

  • 8498 samochodów o wartości od 2,5 do 4 milionów hrywen ($60 096 – 96 153);
  • 2818 samochodów o wartości od 4 do 6 milionów hrywny ($96 153 – 144 230);
  • 534 samochody o wartości od 6 do 8 milionów hrywen ($142 230 – 192 307);
  • 148 samochodów o wartości ponad 8 milionów hrywen ($192 307).

Ważne

Ferrari, McLaren i Aston Martin: jakie egzotyczne samochody pojawiły się na Ukrainie w 2025 roku (zdjęcie)

Zapotrzebowanie na drogie samochody wykonawcze na Ukrainie znacznie wzrosło w 2025 roku. Według posła, członka Komitetu Rady Najwyższej ds. Polityki Podatkowej i Celnej Nina Yuzhanina, w latach 2022-2024 zaimportowała do naszego kraju 12 090 drogich samochodów:

  • 7999 samochodów kosztuje od 70 000 do 100 000 dolarów;
  • 3872 samochody o wartości od 100 000 do 200 000 dolarów;
  • 219 samochodów o wartości ponad 200 000 dolarów.

W 2022 roku importowano 2300 drogich samochodów, w 2023 roku — 4852, a w 2024 — 4938.

Ukraińscy fachowcy w akcji. Codziennik z Mordoru.

Codziennik z Mordoru

@mordownik4u

Emerytowany specjalista IT z ukraińskich służb fałszował polskie 500-złotówki! Były funkcjonariusz ukraińskich służb, ekspert IT i samouk, stworzył prawdziwą fabrykę fałszywych banknotów. Razem z grupą Polaków wprowadzali do obiegu „lewe” pięćsetki na dużą skalę.

Do tego planowali produkcję metamfetaminy. Akcja CBŚP + antyterroryści – zatrzymania, przeszukania i koniec działalności grupy [no, chyba przesada.. To odłam przecież md] . Sprawcom grozi nawet 25 lat więzienia!

Jak jeden człowiek z doświadczeniem w służbach i umiejętnościami IT może zorganizować taki proceder na terytorium Polski? To pokazuje, że fałszerze idą z duchem czasu…

Zdjęcie

50,6 tys.

Pijany [w 3D] Ukrainiec – do żłobka ! [-w Wawrze].

Pijany Ukrainiec wjechał

w ogrodzenie żłobka w Wawrze.

Miał około 3 promili alkoholu

Autor Bocian 17.03.2026 miejskireporter.pl/pijany-ukrainiec-wjechal-w-ogrodzenie-zlobka-w-wawrze-mial-okolo-3-promili-alkoholu

W poniedziałek 16 marca wieczorem przy ulicy Bychowskiej w Wawrze doszło do groźnie wyglądającej kolizji z udziałem pijanego kierowcy. Samochód osobowy marki Renault uderzył w ogrodzenie żłobka, a następnie wjechał na teren posesji. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący renault stracił panowanie nad pojazdem i zakończył jazdę na terenie placówki. Uszkodzone zostało ogrodzenie, jednak nie było osób poszkodowanych.

[dużo śmiesznych zdjęć – w oryginale md]

IPN: Na ukraińskim portalu handlarzy wystawiony został order Virtuti Militari ofiary zbrodni katyńskiej kpt. Juliusza Heinzla

IPN: Na ukraińskim portalu wystawiony został order Virtuti Militari ofiary zbrodni katyńskiej

pch24.pl/ipn-na-ukrainskim-portalu-wystawiony-zostal-order-virtuti-militari-ofiary-zbrodni-katynskiej

(Fot. IPN )

Na jednym z ukraińskich portali internetowych pojawiła się oferta sprzedaży Orderu Wojennego Virtuti Militari, którym odznaczono kpt. Juliusza Romana Heinzla, oficera zamordowanego przez NKWD wiosną 1940 r. – poinformował we wtorek na portalu X Instytut Pamięci Narodowej.

„Widniejący na orderze numer pozwala na zidentyfikowanie odznaczonego. To kapitan Juliusz Roman Heinzel, potomek zasłużonych dla Łodzi fabrykantów pochodzących z Niemiec, bohater wojny z bolszewikami” – wyjaśniono we wpisie.

Dowodził on jednym ze szwadronów legendarnego 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Za męstwo na polu walki został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921 i Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości.

„Do czynnej służby wojskowej powrócił we wrześniu 1939 r. Podobnie jak tysiące innych oficerów rezerwy trafił do sowieckiej niewoli. Wiosną 1940 r. z obozu w Starobielsku został przewieziony do Charkowa, zamordowany w piwnicach więzienia NKWD i pogrzebany niedaleko wsi Piatichatki. Jego los podzieliło około 3800 polskich oficerów” – podkreślono.

Kapitan Heinzel spoczywa na otwartym 17 czerwca 2000 r. Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie. „Stan orderu wskazuje na jego odnalezienie podczas poszukiwań ofiar zbrodni. IPN protestuje przeciwko moralnie nagannemu komercjalizowaniu jednej z największych zbrodni sowieckich popełnionych w czasie II wojny światowej” – zaznaczono.

„Apelujemy do właściciela orderu o przekazanie bezcennej pamiątki władzom RP oraz do administracji portalu o natychmiastowe zakończenie aukcji. Miejsce bezcennych świadectw historii jest w zbiorach instytucji pamięci. Pamięć o ofiarach nie może być przedmiotem handlu. Na fotografii zachowanej w zbiorach Centralnego Archiwum Wojskowego widoczne jest odznaczenie kapitana Heinzla” – dodał IPN.

pap logo

Źródło: PAP/IPN

Вот культурно !! Raport Pentagonu: Generał doznał wstrząśnienia mózgu po libacji na Ukrainie i zostawił tajne mapy w polskim pociągu

Вот культурно !!

Raport Pentagonu.

Generał zostawił tajne mapy w polskim pociągu

i doznał wstrząśnienia mózgu

po libacji na Ukrainie

17.03.2026 nczas/raport-pentagonu-general-zostawil-tajne-mapy-w-polskim-pociagu-i-doznal-wstrzasnienia-mozgu-po-libacji-na-ukrainie

pentagon
NCZAS.INFO | Pentagon / fot. ilustracyjne / fot. David B. Gleason from Chicago / CC BY-SA 2.0 / Wiki

„Emerytowany generał Antonio Aguto, były dowódca jednostki odpowiedzialnej za wsparcie Ukrainy pozostawił w pociągu w Polsce tajne mapy wojskowe” – wykazało śledztwo inspektora generalnego Pentagonu. Generał miał też nabawić się wstrząśnienia mózgu w Kijowie po wypiciu dwóch butelek gruzińskiej czaczy.

Jak przekazał w poniedziałek portal „Military Times”, ustalenia te zostały zawarte w nowym raporcie inspektora generalnego Pentagonu na podstawie anonimowych donosów na gen. Aguto, który przeszedł w stan spoczynku w sierpniu 2024 r. Dotyczyły one wizyty generała w Kijowie w maju 2024 r., kiedy pełnił jeszcze rolę dowódcy zespołu SAG-U, jednostki koordynującej wsparcie dla Ukrainy.

Według raportu, podczas jednej z kolacji dowódca wypił dwie półlitrowe butelki gruzińskiej czaczy o zawartości 40-50 proc. alkoholu i był nietrzeźwy jeszcze następnego dnia, podczas spotkań służbowych, w tym z sekretarzem stanu USA Antonym Blinkenem. Raport ujawnił, że w tym stanie dowódca upadł na ziemię co najmniej trzy razy, nabawiając się wstrząsu mózgu.

Co więcej, podczas powrotu z Kijowa do bazy w niemieckim Wiesbaden, gdzie mieściła się siedziba SAG-U, zespół generała zostawił w pociągu w Polsce zapakowane w cylindryczne opakowanie wojskowe mapy opatrzone klauzulą „tajne”. Mapy zostały odnalezione dzień później, najwyraźniej nietknięte.

Choć to nie on osobiście zostawił mapy, gen. Aguto wziął na siebie odpowiedzialność za zdarzenie. Generał miał też tłumaczyć, że otrzymał ustną zgodę od dowódcy US Army Europe na wypicie więcej niż przepisowych dwóch porcji alkoholu ze względu na „kulturowe znaczenie” picia alkoholu podczas uroczystych kolacji. [Вот культурно !! md]

Jednostka kierowana przez generała od czasu jej założenia w 2022 r. odgrywała czołową rolę w dostarczaniu i koordynacji dostaw sprzętu na Ukrainę. W wyniku decyzji szczytu NATO w Waszyngtonie z 2024 r., rola ta została przekazana sojuszowi. [kogo z kim?? md]

Szokujące dane Straży Granicznej: Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę

Jan Cichocki gloria/Szokujące dane

Szokujące dane Straży Granicznej! Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę 

Szokujące dane Straży Granicznej: pół miliona Ukraińców wraca do strefy wojny, a Polska otwiera drzwi na oścież? 

Gdzie jest kontrola rządu? 

Pełna analiza w filmie! Czy widzieliście te liczby? Od 1 grudnia 2025 r. do 7 stycznia 2026 r. aż 887 346 obywateli Ukrainy wyjechało z Polski z powrotem na Ukrainę – kraj wciąż trawiony wojną, ostrzałami i niepewnością.

A potem? Tylko w styczniu ponad 606 tysięcy z nich wróciło do Polski, wlewając się przez granice jak fala bez końca. To nie przypadek. To system pełen luk, a polskie władze udają, że wszystko gra. Film ujawnia prawdę, której rząd Tuska nie chce widzieć:

Wyobraźcie sobie: ludzie uciekający przed „rakietami Putina” masowo wracają do strefy konfliktu… Po co? Na wakacje? Do rodziny?

A może to karuzela, w której Ukraińcy testują granice polskiej gościnności, wielokrotnie wjeżdżając i wyjeżdżając, by przedłużyć status uchodźcy? Dane Straży Granicznej nie kłamią – to oficjalne statystyki, które władze próbują zamieść pod dywan. Gdzie są weryfikacje? Dlaczego nie ma rygorystycznych kontroli: kto naprawdę ucieka przed wojną, a kto nadużywa systemu?

Ta graniczna karuzela to nie tylko marnotrawstwo miliardów złotych z naszych podatków na pomoc „uchodźcom” – to luka bezpieczeństwa wielkości szopy. Ilu z nich naprawdę potrzebuje ochrony? A ilu wykorzystuje Polskę jako bazę wypadową, krążąc między wojną a socjalem? Rząd PiS obiecywał szczelną granicę, Tusk obiecywał „humanitaryzm z głową” – a co mamy? Chaos, brak kontroli i pytania, czy system w ogóle istnieje.
Dodatkowo: przekroczenia granicy na kierunkach związanych z Rosją i Białorusią – „państwem agresorem” i jego sojusznikiem!

Ukraińcy wyjeżdżający z Polski nie tylko wracają na Ukrainę – wielu przekracza granice w stronę Rosji i Białorusi! Czy polskie służby mają pełną kontrolę nad tymi ruchami? Ilu „uchodźców” kontaktuje się z wrogiem, testując słabości naszej granicy? Władze milczą o tych alarmujących danych, ignorując ryzyko szpiegostwa i infiltracji. Gdzie są inwestycje w monitoring? Państwo jest dziurawe jak sito – a my płacimy cenę w postaci zagrożeń bezpieczeństwa narodowego.

Rozbijamy mit „solidarności z Ukrainą” na kawałki.

Pokazujemy, jak brak kontroli nad uchodźcami zagraża bezpieczeństwu narodowemu, polityce migracyjnej i naszym portfelom. Rząd ignoruje alarmy Straży Granicznej, bo polityka jest ważniejsza niż prawda. Czas na dyskusję – zanim będzie za późno! Obejrzyj teraz, skomentuj, udostępnij i zasubskrybuj kanał! Twoja reakcja to głos przeciwko niekompetencji władz.

Już nawet Tysol: Niech Zełenski sięgnie po pieniądze oligarchów

„Plan B” dla Ukrainy?

Niech Zełenski sięgnie

po pieniądze oligarchów

12.03.2026 tysol/plan-b-dla-ukrainy-niech-zelenski-siegnie-po-pieniadze-oligarchow

W obliczu blokady przez Węgry obiecanej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wezwał Europę do znalezienia alternatywnego rozwiązania. A może tak sięgnąłby po majątki ukraińskich oligarchów? [A może wreszcie i ze swojej kieszeni by coś dodał? MD]

PKB Ukrainy systematycznie rośnie mimo trwających działań wojennych, a oligarchowie coraz aktywniej inwestują, również w Polsce. Ich łączny stan posiadania w 2023 roku wynosił 12,2 bln dolarów. Szóstka najbogatszych ukraińskich oligarchów-miliarderów, włączając w to grono Kołomojskiego, miała w 2022 roku łącznie 10,8 mld dolarów, a rok później – już 12,6 mld dolarów. Odpowiednio opodatkowani znacząco wzmocniliby siły zbrojne Ukrainy, w przeciwieństwie do zwykłych Ukraińców, z których ponad połowa żyje na granicy przetrwania.

Pomoc płynie do oligarchów

Znaczna część zagranicznej pomocy, w różny sposób, płynie do ukraińskich oligarchów. Sprzyjają temu nie tylko powszechne na Ukrainie mechanizmy korupcyjne, ale również polityka Unii Europejskiej. W kontekście unijnych dopłat i pomocy dla ukraińskiego rolnictwa, wielokrotnie zwracano uwagę, że ich beneficjentami mogą być duże agro-holdingi, często powiązane ze strukturami oligarchicznymi.

Wbrew temu, co próbuje wmówić oficjalna narracja, ani Komisja Europejska, ani rząd Polski nie kontrolują, na co przeznaczana jest pomoc dla Ukrainy i dla kogo w rzeczywistości trafia. Nie wypracowano też żadnych skutecznych mechanizmów ochronnych przed korupcją i nielegalnym przejmowaniem funduszy przez ukraińskich krezusów czy urzędników. Sprawia to, że ukraińska kasa staje się workiem bez dna – niezależnie od tego, ile pieniędzy w nią włożymy, tyle pochłonie i ciągle jeszcze będzie mało.

Oligarchowie nie są zainteresowani obroną kraju

Mimo że wielu z oligarchów poniosło spore straty wskutek zajęcia przez Rosjan terenów Donbasu, to i tak niespecjalnie są oni zainteresowani obroną kraju. Część z nich zaangażowała się wprawdzie w pomoc humanitarną, ale to Polacy, a nie oni składali się na drony Bayraktar dla Ukrainy, karetki pogotowia, generatory prądu itd.

Ciężar finansowy wojny spoczywa na zagranicy

Stworzyło to sytuację, w której finansowy ciężar wojny na Ukrainie spoczął na zagranicy. Polacy przekazywali sprzęt wojskowy. Wartość sprzętu wojskowego przekazanego przez Polskę Ukrainie do 2024 roku szacowana jest na ponad 3 miliardy euro (ponad 13-14 mld zł). Objął on m.in. 318 czołgów (T-72, PT-91) oraz 586 pojazdów opancerzonych. Polska jest w ścisłej czołówce darczyńców, przekazując łącznie ponad tysiąc sztuk ciężkiego sprzętu.

W pomoc wojskową zaangażowały się również inne kraje. Według niemieckiego ośrodka badawczego Kiel Institute, od początku 2022 do końca 2024 r. USA przekazały Ukrainie 69 mld dolarów pomocy wojskowej. Łącznie sojusznicy przekazali dotychczas na rzecz Ukrainy broń i sprzęt wojskowy o wartości ponad 100 mld dolarów.

Oligarchowie skoncentrowali się jedynie na uzupełnianiu braków w wyposażeniu indywidualnym, logistyce i lekkim sprzęcie pancernym.

„Plan B” dla Ukrainy

Wydaje się zatem zasadne, aby Zełenski nie domagał się już kolejnych transz pomocy od Unii Europejskiej, czy Polski, ale postawił na oligarchów. Warto zauważyć nie tylko to, że mają oni majątki, których część można by spieniężyć na potrzeby wojska, ale i potężną zdolność kredytową. Problem w tym, że duża część z nich chce na wojnie zarabiać, a nie poświęcać się dla ojczyzny. W zasadzie cały ukraiński system państwowy został tak ustawiony, aby można było jak najwięcej „skręcić” na boku. Stąd zresztą dokonana przez Wołodymyra Zełenskiego próba likwidacji niezależności NABU, ukraińskiej służby antykorupcyjnej.

Naprawdę trudno dziwić się Viktorowi Orbanowi, że wetuje unijną pomoc dla Ukrainy.

Dziwić należy się krajom, w tym Polsce, które w sposób bezrefleksyjny przekazują Ukrainie fundusze zupełnie nie kontrolując, na co są przeznaczane.