Śledzimy z uwagą wszystko to, co się dzieje na wojnie Rosji z Ukrainą. Polska zadeklarowała gotowość przekazania myśliwców MiG-29 Ukrainie poprzez skierowanie ich do bazy w Ramstein i oddanie ich do dyspozycji władz USA. Wszyscy komentatorzy mówią, że to dobre posunięcie, ale byłoby chyba jeszcze lepsze, gdyby w ich miejsce Polska dostała „z rączki do rączki” tyle samo F-16. Na razie polska propozycja „budzi poważne obawy dla całego NATO” i nie ma dla niej „rzeczowego uzasadnienia”.
———————–
Zróbmy sobie małą przerwę i rzućmy okiem na to, co się dzieje na zapleczu…
Katolicki biskup w Portoryko mówi, że jego usunięcie przez papieża Franciszka jest całkowicie niesprawiedliwe. Dlaczego bp D. F. Torres został usunięty? Biskup m. in. odmówił podpisania w ubiegłym roku wspólnego oświadczenia przez biskupów portorykańskich, w którym stwierdzono, że „istnieje obowiązek zaszczepienia się i że nie widzimy, jak z moralności katolickiej można powołać się na sprzeciw sumienia”.
Niszczyciel pocisków kierowanych ze Wschodniego Wybrzeża USA jest „wyłączony” z użytku po tym, jak sędzia federalny na Florydzie uniemożliwił marynarce usunięcie dowódcy z powodu jego odmowy zaszczepienia się przeciwko COVID-19.
Wołodymyr Zełenski w brytyjskim parlamencie przemawiał online. Warto zobaczyć zdjęcie z tego wydarzenia. Na Wyspach powrócono do dawnej przedcovidowej tradycji i wszyscy posłowie siedzą ściśnięci obok siebie bez masek, a u nas marszałek sejmu znów wykluczyła jednego posła z obrad za brak maski.
„Elektrownia” w Czarnobylu i wszystkie obiekty jądrowe w strefie wykluczenia są pozbawione energii elektrycznej – poinformowała Państwowa Służba Łączności Specjalnej i Ochrony Informacji Ukrainy. Elektrownia została zajęta przez siły rosyjskie w pierwszych dniach wojny. Minister spraw zagranicznych Ukrainy przekazał, że rezerwowe generatory są w stanie zasilać elektrownię przez 48 godzin.
W składowisku wypalonego paliwa jądrowego nr 1 przechowuje się około 20 tys. zespołów wypalonego paliwa. [A sama „noga słonia” pod ruinami?? MD] „Wymagają one stałego chłodzenia. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy jest energia elektryczna.
————————
TO JEST REALNE, WIELKIE NIEBEZPIECZEŃSTWO. Mirosław Dakowski
Może dowiozą olej napędowy dla diesli?? Bo bez tego stare paliwo jądrowe musi się „zagotować”…[md]
Inwazja Rosji na Ukrainę wywołała skokowy wzrost cen zbóż na giełdach światowych, znacznie podrożało też ziarno w Polsce – informuje Izba Zbożowo-Paszowa.
W związku z zakłóceniami w eksporcie ze strony tych państw, importerzy szukają alternatywnych źródeł dostaw – dodaje.
Izba zwróciła uwagę, że duże międzynarodowe firmy handlowe zawiesiły działalność na Ukrainie. W związku z wojną, eksport z Ukrainy został wstrzymany począwszy od 25 lutego br., ponieważ operowanie w portach stało się zbyt niebezpieczne. Ocenia się, że wszystkie porty na Ukrainie pozostaną zamknięte do końca rosyjskiej inwazji.
Rośnie również ryzyko długoterminowych zakłóceń w dostawach z Ukrainy i Rosji, gdyż wojna niszczy ukraińską infrastrukturę i pola uprawne [nie, objętych wojna jest 15-20 % pól md] , a zachodnie sankcje uderzają w handel z Rosją.
Eksport z Rosji jest kontynuowany, ale napotyka na poważne problemy w postaci międzynarodowych sankcji ograniczających dostępność kredytów oraz zakłóceń na szlakach żeglugowych. Ponadto, rosyjskie banki zostały wykluczone z systemu SWIFT, co utrudnia dokonywanie płatności międzynarodowych – zauważyła Izba.
Jak wskazuje, według amerykańskich prognoz (USDA), Ukraina ma do wyeksportowania przed końcem sezonu, czyli do 30 czerwca br., znaczne ilości pszenicy (5,5 mln ton), kukurydzy (13,7 mln ton) i oleju słonecznikowego (4,0 mln ton). Ponieważ porty na Ukrainie są zamknięte, narastają obawy co do wpływu tej sytuacji na światową podaż ziarna w dalszej części sezonu 2021/22.
Informacje o wstrzymaniu eksportu ziarna z regionu Morza Czarnego kierują popyt w kierunku alternatywnych źródeł dostaw, w tym m.in. z krajów UE. W ostatnich dniach odnotowano bardzo dużą sprzedaż eksportową pszenicy z Rumunii, Bułgarii, Francji, Niemiec, Polski i innych krajów UE – informuje Izba.
Na giełdzie Matif w poniedziałek (7 bm.) pszenica kosztowała 422,5 euro/t w kontrakcie marcowym i 396,5 euro/t z dostawą w maju. Tuż przed inwazją (23 lutego) tona pszenicy notowana była na poziomie 287 euro/t, a w dniu rosyjskiej agresji podskoczyły one do 316,5 euro/t. Znacznie podrożała także kukurydza, 7 bm. jej cena wynosiła 371 euro/t (kontrakt na marzec), przed rozpoczęciem wojny – 267 euro/t.
Drogi jest rzepak – we wtorek jego cena na giełdzie Matif wynosi 845 euro/t (na maj), a dwa tygodnie temu (23 bm.) kosztował 740 euro/t. Analitycy Izby wskazują, że powodem wzrostów cen są obawy o zakłócenia dostaw oleju słonecznikowego, które przekładają się na wzrost popytu na konkurencyjny olej palmowy i sojowy, mocno wspierając ceny olejów roślinnych słonecznikowego. Na region Morza Czarnego przypada 60 proc. światowej produkcji oleju słonecznikowego i 76 proc. eksportu.
W ubiegłym tygodniu ceny pszenicy na giełdzie w Chicago zanotowały bezprecedensowy wzrost, zwyżkując do najwyższego poziomu od 14 lat. W piątek po raz kolejny został przekroczony dzienny limit obrotów na giełdzie w Chicago. W piątek 4 marca cena pszenicy w kontrakcie marcowym 2022 r. na giełdzie w Chicago wyniosła 495,30 USD/t i była o 60 proc. wyższa niż przed tygodniem, a w kontrakcie majowym 2022 wzrosła o 40,7 proc. i wyniosła 444,23 USD/t.
Sytuacja na krajowym rynku zbożowym jest dynamiczna, ceny ziarna na eksport zmieniają się nawet kilkakrotnie w ciągu dnia . Skokowy wzrost cen zbóż i oleistych na giełdach światowych przełożył się na wyraźny wzrost cen oferowanych za ziarno z dostawą do portów. Dodatkowo, ceny ziarna w portach podbiło głębokie osłabienie kursu złotego do głównych walut. W końcu tygodnia ceny pszenicy konsumpcyjnej z dostawą do portów dobiły bowiem do rekordowych 1900 zł/t, a kukurydzy do 1600 zł/t. – informuje Izba.
W opinii ekspertów Izby, po bardzo słabym lutym, w marcu br. eksport pszenicy drogą morską będzie większy i powinien wynieść około 150 tys. ton. Dużego eksportu należy się spodziewać w przypadku kukurydzy, której zakupy przez importerów wzrosły w ostatnich dniach. Wzmożonego eksportu ziarna z kraju należy spodziewać się w ostatnim kwartale bieżącego sezonu (kwiecień-czerwiec).
W ślad za zwyżką cen na giełdach światowych, zboże drożeje także w polskich skupach. W końcu ubiegłego tygodnia cena pszenicy konsumpcyjnej na rynku krajowym osiągnęła już poziom 1750-1800 zł/t; pszenicy paszowej – 1700-1750 zł/t; żyta konsumpcyjnego – 1100-1300 zł/t; żyto paszowego – 1100-1200 zł/t. Kukurydza kosztowała 1440-1500 zł/t, a rzepak 3700-4000 zł/t. Średnia cena pszenicy w skupie (według GUS) w styczniu tego roku wynosiła 1 279 zł/t i już była o 46 proc. wyższa niż przed rokiem. Żyto kosztowało średnio w styczniu 1105 zł/t, o 66 proc. więcej niż rok wcześniej, a kukurydza 1 003 zł/t, czyli o 34 proc. więcej niż w styczniu 2021 r.
Jak wynika z danych KOWR, zboża na krajowym rynku w III tygodniu lutego (14-29 II), czyli przed rozpoczęciem działań wojennych, za pszenicę konsumpcyjną ceny ziarna były na zbliżonym poziomie jak w styczniu br., za pszenicę płacono średnio 1 260 zł/t, a kukurydzę – przeciętnie 1 097 zł/t.
Według oficjalnych przekazów, które po prostu powtarzają informacje podawane przez władze ukraińskie, sytuacja wydaje się trochę osobliwa. Wynika z nich bowiem, że rosyjska armia jest zdemoralizowana, a jej moralne spada jeśli nie z godziny na godzinę, to z dnia na dzień, w związku z czym ponosi jedną klęskę za drugą i właściwie w popłochu się cofa, okrążając, albo nawet zajmując przy okazji rozmaite ukraińskie miasta.
Domyślam się w związku z tym, że autorzy tych informacji chcą jak najlepiej, ale chyba trochę przesadzają w gorliwości, w związku z czym niekiedy wychodzi to, jak zawsze, to znaczy – że tragedia zaczyna nabierać akcentów komicznych. Inna sprawa, że ta gorliwość, to właściwie najważniejsza forma pomocy, jaką Polska może Ukrainie zaoferować, ponieważ właśnie pan sekretarz Stoltenberg, odpowiadając na ukraińskie żądania zamknięcia przez NATO przestrzeni powietrznej nad Ukrainą odparł, że to wykluczone, bo NATO nie jest, ani nie zamierza być uczestnikiem tej wojny.
Poza tym pojawiają się fałszywe pogłoski, jakoby Pentagon uruchomił „gorącą linię” z Rosją, co skłania do podejrzeń, że sytuacja jest pod kontrolą i że jeśli nawet kopiemy się po kostkach, to nie wyżej. Wygląda zatem na to, że próby umiędzynarodowienia tego konfliktu militarnego jak dotąd się nie powiodły.
Wojna trwa dopiero 9 dni, co z kolei pokazuje, że od 2014 roku armia ukraińska znacznie podniosła swój potencjał, a w tej sytuacji wyciąganie wniosku, że Rosjanie ponieśli na Ukrainie klęskę – wydaje się trochę pochopne i podyktowane przekonaniem, że Rosjanie przeprowadzą tam Blitzkrieg. W 1939 roku Wehrmacht miał wielką przewagę, zwłaszcza w broniach technicznych, nad polską armią, ale nawet i jemu potrzeba było 2 tygodni, żeby rozbić polski potencjał, a może nawet potrzebowałby więcej, gdyby nie „wkroczenie” Armii Czerwonej od wschodu.
Ja oczywiście wiem, że takie opinie mogą zostać uznane, zwłaszcza przez bohaterskich prezenterów zarówno telewizji rządowej, jak telewizji nierządnych, za bredzenie ruskiego agenta, ale sytuacja jest trochę podobna do poglądu prof. Łagowskiego, który jeszcze za komuny twierdził, że komunizm nie może zwyciężyć na całym świecie, bo przynajmniej jedno państwo musi pozostać normalne, byśmy wiedzieli, ile co naprawdę kosztuje.
Warto jednak zwrócić uwagę, że chociaż rosyjska armia, której bohaterska pani red. Danuta Holecka nie szczędzi epitetów, dopuszcza się rozlicznych zbrodni wojennych, chociaż jednocześnie widzimy sceny, jak nieuzbrojona grupa wyrostków skutecznie zatrzymuje rosyjską kolumnę pancerną, jak jakaś starsza pani beszta rosyjskiego żołnierza, a ten nie tylko nie strzela do niej, ale próbuje jej wyperswadować, by przestała – i tak dalej.
Za Hitlera by tak nie było, więc nawet święte oburzenie, udawane, czy autentyczne, warto trochę kontrolować. Wreszcie warto zwrócić uwagę, że chociaż wojna rzeczywiście trwa na całego, to pociągi kursują, jak gdyby nigdy nic, więc chyba linie kolejowe nie są niszczone, a przez rurociągi płynie z Rosji przez Ukrainę do Europy ropa i gaz i ani Rosjanie ich nie bombardują, ani Ukraińcy nie wysadzają ich w powietrze. Tymi kolejami przewożone są do Europy Zachodniej chińskie towary, podobnie jak ropa i gaz, więc widzimy, że wojna wojną, a bussines – jak mówią Anglicy – as usual.
Istotnym elementem tej wojny jest również ogromna masa uchodźców, którzy od samego początku przedostają się nie tylko do Polski, ale także na Słowację, do Rumunii i na Węgry. Do Polski, według ostrożnych szacunków, napłynęło ich już co najmniej 700 tys. [9 marca: milion 330 tysięcy, redaktorze… md] i chociaż część spośród nich korzysta z okazji, by przedostać się do Niemiec, to reszta w Polsce prawdopodobnie zostanie, zwłaszcza gdyby zimny ruski czekista osiągnął na Ukrainie swoje cele. Liczba takich uchodźców może nawet grubo przekroczyć milion, co może mieć dla Polski konsekwencje, o których dzisiaj jeszcze nie wypada myśleć, ale które mogą się objawić już w ciągu najbliższych 2 lat.
Przed kilkoma dniami Parlament Europejski przyjął rezolucję, zalecającą uznanie Ukrainy jako kandydata do Unii Europejskiej. Ma to praktyczne znaczenie o tyle, o ile Rosja będzie musiała wycofać się stamtąd z podwiniętym ogonem, ale jak dotąd, na to się raczej nie zanosi. Równie, a może nawet bardziej prawdopodobne jest to, że Ukraina powróci do „rosyjskiej” części Europy, jak to było ustanowione, razem ze strategicznym partnerstwem NATO-Rosja, podczas dwudniowego szczytu NATO w Lizbonie, 19 i 20 listopada 2010 roku. Jak znaczenie miałby wtedy status Ukrainy, jako państwa kandydującego do UE?
Myślę, że tylko takie, że w Brukseli zostałby zainstalowany ukraiński rząd na uchodźstwie, oczywiście uznany przez wszystkie państwa członkowskie UE, a więc i Polskę, nie mówiąc już o USA, dla których byłby to znakomity środek nacisku na zimnego ruskiego czekistę. Na Ukrainę rząd ten nie miałby ani wielkiego, a może nawet żadnego wpływu, natomiast, za aprobatą Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, mógłby „rządzić” ukraińską diasporą, Oczywiście nie wszędzie, co to, to nie, bo nie bardzo sobie wyobrażam, by z Brukseli taki rząd mógł dyrygować Ukraińcami w USA, czy Kanadzie. Natomiast w Polsce, gdzie ukraińska diaspora może liczyć nawet do trzech, lub czterech milionów, a kto wie – może nawet 5 milionów – jak najbardziej.
Obecnie pan dr Adam Bodnar, z panem red. Jackiem Żakowskim, próbuje forsować pomysł by uchodźcom w Ukrainy już teraz przyznać w Polsce „równe prawa”, na razie w sferze socjalnej – ale jeśli zostaną oni w Polsce na dłużej, a może nawet na zawsze – to tylko patrzeć, jak na prawach socjalnych się nie skończy, tylko – nawet przy braku entuzjazmu władz polskich – Unia Europejska nakaże nam przyznać członkom ukraińskiej diaspory w Polsce prawa polityczne, bo przecież nie mogą pod tym względem pozostać „wykluczeni”.
Nie byłoby to może specjalnie niebezpieczne, gdyby nie okoliczność, że nawet jako obywatele polscy, pozostawaliby oni pod wpływem ukraińskiego rządu na uchodźstwie. Jak to by się przełożyło na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju, to w znacznym stopniu zależałoby od ideologii politycznej, jaka byłaby w łonie tego rządu dominująca. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że idee banderowskie mogłyby mieć znaczny, a może nawet dominujący wpływ na sposób myślenia i na politykę, niechby nawet informacyjną tego rządu, a co za tym idzie – tej części obywateli polskich, która by się z ty rządem identyfikowała. Mogłoby to doprowadzić do nader kłopotliwej sytuacji, z którą władze polskie mogłyby sobie zwyczajnie nie poradzić, zwłaszcza pozostając po psychologicznym wpływem szantażu moralnego, do którego właśnie jesteśmy dzisiaj tresowani.
Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki punkt widzenia stanowi straszliwy dysonans, zwłaszcza na tle wojennej gorączki, jaka ogarnia wielu Polaków za sprawą Umiłowanych Przywódców, dla których wojna na Ukrainie stanowi prawdziwy dar Niebios – ale państwa i narody przewidujące, powinny oceniać takie sprawy chłodno, pamiętając o tym, co powtarzał kardynał Stefan Wyszyński – że głowa jest wyżej, niż serce.
PS. Felieton pisany był 4 marca, więc w ciągu następnych dni zaszły kolejne wydarzenia, m.in. liczba uchodźców, którzy przedostali się do Polski przekroczyła 1200 tysięcy, a cały czas przy bywają nowi w liczbie ok. 100 tys. na dobę. A gdyby Ukraina jednak nie doprowadziła do ostatecznego zwycięstwa – co oczywiście jest absolutnie niemożliwe – to prawdopodobnie do Polski dotrą także zmobilizowani obecnie mężczyźni, w ramach łączenia rodzin. A w sobotę, 5 marca, „The Washington Post” napisał, że w razie gdyby na Ukrainie jednak coś poszło nie tak, to utworzenie emigracyjnego rządu ukraińskiego jest bardzo prawdopodobne, tylko jeszcze nie wiadomo gdzie – w Brukseli, czy w Warszawie.
Od 24 lutego, gdy rozpoczęła się rosyjska agresja w Ukrainie, do Polski przybyło łącznie 1,33 mln uchodźców z Ukrainy, wśród nich 93 proc. to Ukraińcy – podała w środę rano na Twitterze straż graniczna. W środę do godz. 7 granicę przekroczyło 33,5 tys. osób.
Oprócz obywateli Ukrainy granicę przekraczali obywatele Polski (1 proc.) oraz obywatele prawie 100 różnych państw (6 proc. – to jest 80 tysięcy) – podała SG.
We wtorek do Polski funkcjonariusze odprawili 125,8 tys. podróżnych z Ukrainy. W niedzielę 6 marca było ich najwięcej od początku rosyjskiej agresji – wtedy odprawiono 142,4 tys. osób, a w poniedziałek 7 marca 141,5 tys. uchodźców.
Podczas gdy wojna na Ukrainie nieprzerwanie zbiera swoje żniwo, a gospodarka Rosji coraz bardziej kuleje, coraz więcej krajów dołącza do sankcji na Federację Rosyjską. Nie dotyczy to jednak Izraela, który od lat ma doskonałe stosunki dyplomatyczne z Moskwą.
I choć Jerozolima obecnie stawia się w roli mediatora, to wciąż nie wprowadził zakazu lotów dla rosyjskich linii. Co więcej, choć zabrzmi to na wskroś kontrowersyjne — kraj próbuje zyskać profity w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Wszystko ze względu na sieć powiązań rosyjskich oligarchów mających izraelski paszport.
Rosyjscy oligarchowie znaleźli w Izraelu swoją bezpieczną przystań
Jak informuje serwis Euractiv Izrael wciąż nie zdecydował się na zamknięcie przestrzeni powietrznej dla samolotów rosyjskich. Ponadto w obliczu coraz większej agresji Putina na Kijów, Izrael zamierza przedłużyć gwarancję finansową dla swoich linii lotniczych, w tym narodowego przewoźnika ElAlIsraelAirlines. Linia lotnicza z Tel Awiw akceptowała do 28 lutego rosyjski system płatności MIR, który zezwala na ominięcie sankcji finansowych.
Czemu Ukrainki z dziećmi nie wyjeżdżają do południowo-zachodniej części państwa, zupełnie poza strefą działań wojennych?
Są to tereny zrabowane Polsce przez Stalina, za aprobatą Roosevelta i Churchilla, przed 80-ciu laty.
Okolice Stanisławowa, Bieszczady maja ogromną bazę sanatoryjno wypoczynkową, w większości spadek po Polsce. Spokój, cisza, można pracować oraz wypoczywać. Drohobycz, Truskawiec, Kołomyja, Jaremcze, Śniatyń… Okolice…
W sferze wojenno-spokojnej jest co najmniej 70 % Ukrainy
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zrugał jednego z brytyjskich polityków, który chciał przyjąć ukraińskich emigrantów bez wiz. Premier Johnson oświadczył publicznie, że Wielka Brytania jest „bardzo hojnym krajem”, ale dla bezpieczeństwa państwo musi kontrolować granice i weryfikować osoby, które chcą wjechać na terytorium Zjednoczonego Królestwa.
Od tego zdrowego i rozsądnego podejścia Polska jest tak daleko, jak daleko jest Anglia od Polski. I chociaż rację ma posłanka Siarkowska, że brytyjskie przepisy odnoszą się do emigracji, natomiast w przypadku Polski graniczącej z Ukrainą działa międzynarodowe prawo dotyczące uchodźców, to zachowanie polskich władz nie mieści się w żadnym porządku logicznym.
W Polsce dwutorowo prowadzi się bezmyślne działania, pierwszym torem idzie histeria wojenna nie przystająca do tej tragedii, jaka rzeczywiście na Ukrainie ma miejsce. Drugim torem jadą nie tylko zachęcające komunikaty i gwarancje bez pokrycia, że przyjmiemy każdą liczbę uchodźców, ale uchodźcy są wręcz kuszeni specjalnymi programami socjalnymi.
Polska oferuje Ukraińcom więcej niż Polakom i co więcej dzieje się to kosztem Polaków. Przywileje dla uchodźców wymieniałem i omawiałem wielokrotnie, dlatego nie będę się powtarzał, natomiast ich skala realnie zaczyna zagrażać bezpieczeństwu państwa polskiego.
Na całym świecie proces przyjmowania uchodźców zawsze odbywa się w ten sam sposób. Przede wszystkim powstają obozy dla uchodźców i bez względu na to jak to się źle w Polsce kojarzy, sama procedura jest faktem i pierwszym krokiem. Obozy poza brzydką nazwą mają tę zaletę, że pozwalają na kontrolę przepływu uchodźców, na miejscu pojawiają się międzynarodowe organizacje humanitarne, jak ONZ, czy „Czerwony Krzyż”. W 99% przypadków kraje przyjmujące uchodźców proszą o wsparcie inne kraje i niemal normą jest strasznie katastrofą humanitarną na wypadek odmowy pomocy. W Polsce nic takiego się nie dzieje, cały czas udowadniamy światu, że jesteśmy najbardziej empatycznym krajem, który odda ostatnią koszulę, gdy zajadzie taka potrzeba, a cena paliwa, prądu i rata kredytu to już w ogóle nie maja znaczenia.
Teoretycznie to państwo polskie ma kontrolować niespotykaną w dziejach Polski falę uchodźców, w praktyce to sami Polacy przyjmują pod swój dach Ukraińców i nie tylko Ukraińców. Uprawiamy humanitarną partyzantkę opartą na spontanicznym odruchu serca, po prostu jakiś celebryta dla poklasku albo promocji nowej płyty przyjmuje ukraińską rodzinę, a zanim idzie fala odruchów serca ze strony „zwykłych ludzi”.
Biorąc pod uwagę fakt, że trwałość „związków partnerskich” wśród celebrytów to średnio trzy miesiące, łatwo sobie wyobrazić jak szybko pojawi się dyskomfort i nieporozumienia z udziałem całkiem obcych ludzi w domach i mieszkaniach. Każda przedłużająca się wizyta, nawet najbardziej lubianych gości, w końcu zamienia się w koszmar i nie inaczej będzie w tym przypadków. Pytanie co dalej? Rząd wymyślił, że przez trzy miesiące będzie płacił po 1200 zł za utrzymanie jednego uchodźcy, który w ramach tej kwoty ma mieć zapewniony wikt i opierunek za darmo. Ponownie warto zapytać, ale co dalej? Gdzie rządzący zamierzają rozlokować 1 200 000 uchodźców, bo przecież oni nie staną się członkami polskich rodzin i nie zamieszkają z nimi na stałe.
Nikt tych oczywistości nie bierze pod uwagę, wszystko się odbywa na zasadzie „jakoś to będzie” albo pojawiają się brawurowe wizje rozwoju gospodarczego i demograficznego Polski, nie poparte niczym z wyjątkiem topornej propagandy.
Nie ma żadnego przypadku w tym, że do Polski dotarło i nadal dociera ponad 70% uchodźców niekoniecznie zainteresowanych dalszą podróżą na Zachód. Polska robi wszystko, aby uchodźców do siebie ściągnąć i ich zatrzymać. Takie postępowanie da się wytłumaczyć nieprawdopodobnym brakiem wyobrazi, ale istnieje jeszcze gorsza interpretacja. Polski rząd świadomie prowadzi tę szaleńczą „politykę”, mając nadzieję, że w zamian UE wypłaci nam 770 miliardów i wycofa wszystkie skargi, a USA sprzedadzą Abramsy i Patrioty po kosztach.
Za tę partyzantkę nie dostaniemy nic albo dostaniemy jakieś grosze, które nie pokryją nawet kosztów „drukowania” PESEL.
„Czy wiemy, ile to jest dzieci? Jaki jest koszt? Czy są nauczyciele polskiego? Jak sprawić, żeby w związku z koniecznością nadganiania przez dzieci z Ukrainy nie obniżył się poziom nauczania polskich dzieci? Jest jakiś plan? Kalkulacja? Cokolwiek?”
W programie „O co chodzi?” gościem Magdaleny Ogórek był szef MEiN Przemysław Czarnek. Minister przedstawił swoją wizję tego, jak ma w Polsce wyglądać edukacja ukraińskich dzieci, które uciekły przed wojną.
– Pójdą do polskich szkół i oczywiście przyjmiemy wszystkie te dzieci, które chcą przyjść do polskich szkół. Przypominam, że dzieci uchodźców ukraińskich, którzy są na terenie Polski, znajdują się tu legalnie. A skoro znajdują się legalnie, podlegają również obowiązkowi edukacyjnemu. A skoro podlegają obowiązkowi edukacyjnemu, więc mogą być też, muszą być, powinny być przyjmowane do polskich szkół przez dyrektorów szkół bezpłatnie – powiedział Czarnek.
Jak stwierdził, „w tym sensie ten system już ich wszystkich obejmuje”. – W tym systemie już mamy kilka tysięcy, ponad 3 tys. dzieci, zapisanych – spośród tych, które przekroczyły granicę po 24 lutego – do polskich szkół. Są to najpierw głównie dzieci, które mówią w języku polskim, mogą z łatwością być zapisane do już funkcjonujących klas polskich w polskich szkołach – dodał.
Minister powiedział, że większość z ponad miliona ukraińskich uchodźców to kobiety z dziećmi. Samych ukraińskich dzieci w wieku szkolnym jest w tej grupie około pół miliona.
Szef MEiN odniósł się też do pytania o ukraińskie dzieci, które nie mówią po polsku. – Jeśli mówimy o dzieciach, które nie mówią w języku polskim, to mówimy o niemal wszystkich dzieciach, które przekroczyły granicę, bo tylko niektóre mówią w języku polskim – te, które miały kontakt z Polską, które miały rodzinę w Polsce. Przytłaczająca większość po polsku nie mówi – przyznał.
– I dlatego najlepszym rozwiązaniem dla tych dzieci jest utworzenie dla nich oddziałów przygotowawczych w ramach szkoły. Oddział przygotowawczy to jest klasa złożona z dzieci ukraińskich, w której to klasie odbywają się zajęcia adekwatne do poziomu rozwoju tych dzieci, edukacyjnego rozwoju na Ukrainie i z językiem polskim dla tych dzieci, bo te dzieci najpierw trzeba przygotować do systemu polskiego. To daje podwójne możliwości, a nawet potrójne możliwości bardzo korzystne dla tych dzieci, dla systemu oświaty – twierdził Czarnek.
W dalszej części programu minister Czarnek stwierdził, że w większości przypadków edukacja ukraińskich dzieci będzie odbywała się właśnie w oddziałach przygotowawczych, w grupie do 25 osób. Jak podkreślał, naznaczone traumą wojenną dzieci „w swoim gronie mniej się stresują niż w zupełnie obcym i obcojęzycznym gronie”.
Jak dodał, zajęcia mogą odbywać się „niekoniecznie w infrastrukturze szkolnej dzisiaj zajmowanej przez polski system oświaty, ale w innych obiektach”. Ma to też ochronić polskie dzieci przed „zakłóceniami” w systemie oświaty.
Do wypowiedzi ministra odniósł się Łukasz Warzecha. Dziennikarz zadał kilka „niewygodnych” pytań.
„Czy wiemy, ile to jest dzieci? Jaki jest koszt? Czy są nauczyciele polskiego? Jak sprawić, żeby w związku z koniecznością nadganiania przez dzieci z Ukrainy nie obniżył się poziom nauczania polskich dzieci? Jest jakiś plan? Kalkulacja? Cokolwiek?” – pytał publicysta.
Po sprowokowanej przez Stany Zjednoczone akcji militarnej Rosji, konglomerat polityczno-korporacyjny tzw. Zachodu nałożył na Rosję oraz na jej obywateli różnego rodzaju sankcje.
https://www.bibula.com/?p=131951
——————–
W zamyśle organizatorów tych sankcji jest utrudnienie funkcjonowania przemysłu rosyjskiego, sektora gospodarczego i finansowego oraz chęć zubożenia społeczeństwa, co miałoby „ukarać” je za wspieranie polityki rządu. Takie antyhumanitarne traktowanie społeczeństw w rozgrywkach militarno-gospodarczych, w przeszłości zawsze było normą Stanów Zjednoczonych i jej sojuszników.
Tym razem sankcje i restrykcje posuwają się dużo dalej i są bardziej zorganizowne, gdyż kongromerat korporacyjny ma już za sobą skuteczne ćwiczenia podczas tzw. pandemii (przy prowadzeniu kampanii szczepionkowych i narzucaniu obowiązków szczepionkowych) oraz w czasie antytrumpowych kampanii (anarchistyczne i rasistowskie ruchy Black Lives Matter czy Defund Police). Wszystko wskazuje również na to, że decyzje podejmowne są na wyższych szczeblach niż korporacyjne kierownictwa czy nawet polityczne przywództwa.
O ścisłej kooperacji globalnych korporacji z przedstawicielstwami władz politycznych oraz wspólnym wykonywaniu przez nich napływających poleceń z jeszcze wyższego szczebla, świadczy choćby przykład ostatnich decyzji ponadnarodowych korporacji finansowych MasterCard i Visa.
Obie te korporacje nałożyły 4 marca br. sankcje przeciwko obywatelom Rosji, bez nacisku ze strony amerykańskiej władzy ustawodawczej, gdyż sprawa miała być rozpatrzona później. Na wniosek żydowskiego komika Wołodymyra Zełenskiego, kongresmen Brad Sherman odpowiedział, że „Komitet Finansów Kongresu przyjrzy się temu w przyszłym tygodniu”. Korporacje jednak, kierując się dyrektywami ideologicznymi i naciskami z jakiegoś tajemniczego centrum dowodzenia antyludzką kampanią, podjęły te samobójcze dla nich decyzje, w zaledwie kilka godzin po apelu Zełenskiego.
Decyzje te niewątpliwie wpłyną negatywnie na funkcjonowanie tych korporacji, naruszając ich plany biznesowe i zyski, nie mówiąc o spadku zaufania. Jak widać, we współczesnym świecie powiązania korporacyjne – z których większość należy do kilkunastu globalnych zarządców i właścicieli – wpisują się w globalne strategie, znane nam choćby z szalonych pomysłów obłąkanych przywódców jak Klaus Schwab. W sumie, nie liczą się już teoretyczne podstawy pieniądza (bo można go wykreować z powietrza), nie liczą się nawet zyski (podstawowa istota kapitalizmu), bowiem żyjemy w świecie post-kapitalistycznym, w którym dotychczasowe definicje finansowo-gospodarcze przestają funkcjonować. W każdej chwili można z zysków – dotychczasowych, bieżących i spodziewanych – zrezygnować, odrzucić i zapomnieć, bowiem górę biorą projekty przebudowy społeczeństw świata z finałem w postaci całkowicie cyfrowego pieniądza (również dowolnie kreowanego) i masy totalnie kontrolowanych wyrobników (których będzie można przywoływać do karności oraz dowolnie pozbawiać własności).
Wykreowanie w ciągu kilku dni wielomiliardowych start (analitycy obliczają, że 150 miliardów dolarów) i rezygnowanie z zysków może być tylko wytłumaczone wizjami przewyższającymi doraźne korzyści. Czy wizje handałesów stawiających na rozgrabienie mającej upaść Rosji, jej majątku, zasobów naturalnych, spełnią się, czy też górę wezmę bardziej trzeźwi bukmacherzy? Gra trwa dalej, lecz wszystko wskazuje na przewagę trzeźwości nad pijaństwem.
Motywując decyzję o ograniczeniu sieci kart płatniczych w Rosji, Al Kelly, prezes i dyrektor generalny Visa powiedział: „Jesteśmy zmuszeni do podjęcia działań w związku z niesprowokowaną inwazją Rosji na Ukrainę i niedopuszczalnymi wydarzeniami, których byliśmy świadkami. … Ta wojna oraz ciągłe zagrożenie dla pokoju i stabilności wymagają od nas reakcji zgodnej z naszymi wartościami”.
Oczywiście w tym zdaniu mamy kilka przekłamań i kłamstw, jak: „jesteśmy zmuszeni” (przez kogo? na pewno nie przez ciała ustawodawcze); „niesprowokowaną inwazją Rosji na Ukrainę” (ta kłamliwa mantra powtarzana jest w niemal we wszystkich korporacyjnych oświadczeniach, jakby pisana była przez kalkę – o prowokacji amerykańskiej tutaj); „ciągłe zagrożenie dla pokoju i stabilności” (o tym szerzej za chwilę), oraz „reakcji zgodnej z naszymi wartościami” (jakimi to wartościami nagle kierują się korporacje, które znane były dotychczas jedynie z jednej: pogonią za pieniądzem i zyskami? Nagle przemieniły się w anielskie instytucje charytatywne?)
W jakimś szemranym kolektywie największe korporacje, które tak bardzo zabiegały o klienta rosyjskiego budując biurowce, wieżowce, pokazowe sklepy i salony (Prada, Dior, Gucci, Fendi, Zara, Vuitton…), nagle ogarnięte zostały cnotami prawości, sprawiedliwości, uczciwości i moralności. (Jak na razie jedynie Coca-Cola wyłamała się z wzięcia udziału w tym szaleństwie.) Te same korporacje, które uprzykrzały życie w czasie tzw. pandemii, wykorzystane zostają teraz do realizacji kolejnego celu w procesie przebudowy świata i wszystkie zmówiły się gremialnie na jeden sygnał wycofując się z rynku rosyjskiego – Visa, Mastercard, Apple, Microsoft, PayPal, system SWIFT (choć nie w całości, pozostawiono kanały w postaci banków Sbierbanku i Gazprombanku, bo przecież Zachód musi jakoś płacić za surowce), producenci samochodów, niemal wszystkie linie lotnicze, itd itp.
Można jeszcze zrozumieć decyzję szefostwa takich firm jak Netflix – nic nie wytwarzającego poza propagandą – wycofania się z Rosji, ale nie sposób pojąć rozumowanie np. Nissana, który ogłosił że nie będzie już sprzedawał swoich samochodów na rynku rosyjskim (w zeszłym roku sprzedano ponad 50 tys.) inaczej, niż samobójczym kierowaniem się ideologicznymi zapędami i koniecznością przystosowania się do obowiązującego w danej chwili zlecenia mocodawców, ulokowanych wyżej niż zarząd firmy.
Tutaj warto zaznaczyć, że wśród linii lotniczych Serbian Airlines jest chlubnym wyjątkiem i dbając o klientów i normalizację stosunków międzynarodowych dalej przewozi pasażerów do/z Rosji. Jak informuje WorldAirlinesNews, Serbian Airlines „notuje duże zyski”, co świadczy o mądrości zarządu firmy. Co ciekawe, loty odbywają się regularnie w polskiej przestrzeni powietrznej, co można w czasie rzeczywistym zobaczyć na mapkach lotnicznych. Drugim wyjątkiem są tureckie Turkish Airlines, które również przelatują nad polską przestrzenią powietrzną, obsługując pasażerów na trasie Moskwa-Istambuł czy St. Petersburg-Istambuł. Kolejnymi wyjątkami są hinduskie linie Air India, które przelatują swobodnie nad terenem Rosji, Białorusi, Polski i Europy Zachodniej, np. obsługując trasę Delhi-Paryż. Koreańskie linie lecą również tą samą trasą, jak i linie Royal Air Maroco…
Obosieczny miecz
W walce finansowej z Rosją spekulanci walutowi doprowadzili do spadku wartości rubla w stosunku do dolara, który zresztą w coraz słabszym wymiarze uchodzi za walutę światową. Chyba tylko naiwni analitycy wierzą, że takie wskaźniki jak „ocena wiarygodności” (ratings) przedsiębiorstw czy państw, czy właśnie kursy walut, są jakimiś naturalnymi mechanizmami świata finansowego, na które manipulatorzy nie mają wpływu. Tak oczywiście nie jest i w walce z Rosją sięgnięto również i po takie narzędzie. Kurs rubla spadł do rekordowo niskiego poziomu i choć odbił się nieco, to cały czas w transakcjach międzynarodowych miałby niewielką wartość. Tylko, że obecnie tych transakcji jest niewiele, a Rosja skutecznie izoluje się konsolidując swój system finanansowy z innymi sieciami. Wbrew nałożonym sankcjom obywatele rosyjscy na co dzień na razie w niewielkim stopniu doświadczają ograniczeń. Na przykład wspomniane restrykcje sieci kart płatniczych Visa/Mastercard objęły tylko karty wydane w instytucjach poza granicami Rosji (czyli chodzi o garstkę obywateli rosyjskich mających karty wydane przez zagraniczne instytucje poza granicami), zaś sieć wewnętrzna dalej funkcjonuje i każdy posiadacz kart Visa/Mastercard (wydanych nawet przez zagraniczne instytucje, lecz w siedzibach ulokowanych w kraju) może korzystać z nich jak dotychczas.
Natomiast jeśli chodzi o manipulacje kursem rubla, to Rosja przygotowała swoją odpowiedź. Zachodni bankierzy, którzy udzielili Rosji pożyczek mogą w związku z tym obudzić się z ręką w nocniku. Bankierzy zdają sobie doskonale sprawę, że w ciągu najbliższych dni przychodzi pora spłat kolejnych rat. I tak, 9 marca ma nastąpić spłata rządowych obligacji OFZ, na sumę 6 miliardów rubli, dzień później papierów GSO na 1,2 miliarda rubli, 16 marca – dwa Eurobond na 44 milionów dolarów i 73 miliony dolarów, za kilka dni kolejny Eurobond na 65 milionów dolarów, 28 marca Euroobond na 102 miliony dolarów, w międzyczasie kilka OFZ-tów na 40 miliardów rubli, itd, itp.
Po dniach niepewności zachodnich inwestorów i zadawania sobie pytań czy Rosja w ogóle będzie kontynuowała spłatę długów, odetchnęli oni najpierw z ulgą, że owszem będzie, lecz później dowiedzieli się, że oto prezydent Putin w odpowiedzi na sankcje zachodnich manipulatorów podpisał w sobotę, 5 marca br, dekret pozwalający firmom rosyjskim spłatę długów zachodnim wierzycielom w rublach. Dekret ma charakter tymczasowy i dotyczy tych krajów, które „angażują się w działalność wymierzoną przeciwko Rosji, jej firmom i obywatelom”. Można spodziewać się zatem, że zachodni bankierzy przemyślą różne pochopne decyzje i wpłyną – dla swojego dobra – na różnych polityczno-korporacyjnych partnerów aby rozważyli dotychczasowe sankcje. Wszak spłata długów w mniej wartościowych rublach oznacza dla nich konkretną stratę, a ci naprawdę trzymający sakiewkę liczyć potrafią.
Jak widać, w dzisiejszych czasach wszystko jest ze sobą powiązane i przy naruszeniu jednego elementu, sypie się cały łańcuszek, często z największym skutkiem dosięgając tych, którzy zainicjowali burzę.
Bankierzy jedynie dla zachowania twarzy uczestniczą w medialno-propagandowej nagonce na Rosję, jednak sami nie są w ciemię bici i znają wartość pieniądza. W piątek, stratedzy JPMorgan opublikowali artykuł, w którym oznajmiają o podniesieniu ocen rynkowych (rating) dla trzech firm rosyjskich: Lukoil, Novolipetsk Steel (NLMK) oraz Magnitogorsk Iron & Steel (MMK), co oznacza, że nie wierzą w zapowiadane bankructwo Rosji z jej przemysłem i systemem finansowym i zachowują nadzieję na rychłe odbicie się rynku.
W międzyczasie, Rosja zmuszona została do wykonania niemal koniecznego manewru nawiązania trwałej współpracy z Chinami. W przypadku systemu kart płatniczych Rosja integruje się z chińskim systmem UnionPay i wzmacnia swój własny system kart płatniczych Mir. Chiński Unionpay obecnie przeprowadzający około 30% światowych transakcji, jest najszybciej rozwijającym się systeme płatnicznym i wciągnięcie Rosji jedynie wzmocni pozycję Chin. Kto ucierpi na tym? Na pewno inicjatorzy tej całej burzy.
Nie wiadomo czy na taki obrót sprawy godzą się zachodni bankierzy, którzy nie patrząc na polityczne zawirowania – a dla publiki jedynie przytakują obowiązującym narracjom – dbają o wartość swoich kas i uważnie liczą przyszłe wpływy. Bloomberg pisze ostrzegawczo:
„Wyrzucanie Rosji z krytycznego systemu globalnego – który obsługuje 42 miliony transakcji dziennie i służy jako koło ratunkowe dla niektórych z największych instytucji finansowych na świecie – może przynieść odwrotny skutek, powodując wzrost inflacji, zbliżając Rosję do Chin i chroniąc transakcje finansowe przed kontrolą przez zachód. Może to również zachęcić do opracowania alternatywy SWIFT, która może ostatecznie zaszkodzić dominacji dolara amerykańskiego”.
Warto przypomnieć, że każda transakcja SWIFT to nie jest przerzucenie Twojej płatności w sklepie, lecz średnio wynosi około pół miliona euro, a w przypadku transakcji międzynarodowych dużo więcej (np. dla amerykańskiego Fedu, transakcja FIN to około półtora miliona dolarów). Pomnóżmy to przez dziesiątki milionów transakcji dziennie i zobaczymy wtedy z jaką globalną siecią powiązań finansowych mamy do czyniennia. Przerwanie tej sieci grozi nieobliczalnymi wprost skutkami, nie tylko dla uczestników jakiegoś lokalnego konfliktu, lecz dla całej globalnej gospodarki.
Braki zboża = głód na świecie
Kolejnym elementem tego – zainicjowanego nieodpowiedzialnie przez Zachód – domina są ceny i sama dostępność wielu surowców, podstawowych dla gospodarek produktów i żywności.
Dla przykładu, Rosja jest nawiększym na świecie producentem pszenicy i znaczącym jej eksporterem. Pszenica z Rosji (18%) razem z Ukrainą (7%) stanowią 25% całego światowego eksportu, a główni odbiorcy to Egipt, Turcja, Bangladesz, Nigeria, Jemen, Azerbejdżan, Sudan, Wietnam, Senegal… Ceny pszenicy osiągnęły najwyższe od 14 lat ceny, co niewątpliwie odbije się na poziomie życia wielu krajów Afryki i Azji. Warto dodać, że gdy w 1985 roku dużo większy terytorialnie Związek Radziecki importował 55 milionów ton pszenicy rocznie, to dzisiejsza Rosja jest największym jej producentem i eksporterem, co świadczy o dokonanych przeobrażeniach i długofalowej strategicznej wizji.
Kraje uważnie obserwujące rozwój sytuacji podjęły już decyzje mające na celu ochronę swoich rynków i społeczeństw. Do takich należą Węgry, Argentyna, Turcja, Mołdawia – wszystkie one wstrzymały eksport swojego ziarna. Embargo nałożone na Rosję oraz możliwy brak upraw w tym roku na Ukrainie (migracja ludności, działania wojenne) spowodują ogromne perturbacje, braki i astronomiczne ceny żywności na świecie.
Czy władze w Warszawie również zadbały o polskie społeczeństwo podejmując podobne ochronne decyzje (zakaz eksportu, magazynowanie), czy uważają, że jak zwykle nic nam nie grozi, bo jesteśmy w „dobrych relacjach” z tzw. sojusznikami?…
Oprócz zbóż – pszenicy, kukurydzy, ale i oleju słonecznikowego (z Rosji pochodzi 80% światowej produkcji!) – na horyzocie pojawiają się braki, nieznane od kilkudzisięciu lat. Prezydent Banku Światowego, David Malpass ostrzega, że czeka nas „ogromny szok z [brakiem] zaopatrzenia” w paliwa i żywność. (W jakim stopniu sam Bank Światowy przyczynia się do takich kryzysów, to temat na inną dyskusję.)
Wiele krajów przygotowuje się na najgorsze. Chroniąc swój rynek, Rosja i Chiny ograniczyły eksport nawozów sztucznych (Rosja należy do czołowych eksporterów nawozów azotowych, fosforowych i potasowych), a teraz rozważają całkowity zakaz, co może spowodować wręcz nieobliczalne światowe skutki. Rosja, posiadając całą tablicę Mendelejewa może w jednym momencie wstrzymać eksport kluczowych surowców (jako pierwszy przykład z brzegu – palladu, używanego do katalizatorów samochodowych, który pochodzi w połowie z Rosji; bajkowe wizje Grety o „ochronie środowiska” nie ziszczą się…). Chiny ogłosiły również zakaz eksportu nawozów fosfatowych, na razie do czerwca 2022 roku.
Temat można rozwijać dodając rynek paliw czy innych produktów – ale wszędzie dojdziemy do tego samego wniosku, że próby zdestabilizowania relacji gospodarczych pomiędzy znaczącymi podmiotami zawsze nieprzyjemnie odbijają się na całym świecie. A im bardziej znaczące, tym większe turbulencje prowadzące do katastrofy.
Jak wiemy, strategiczni parterzy BRICS (Brazylia, Rosja, India, Chiny i Afryka Południowa) nie poparli rezolucji ONZ potępiającej Rosję, a zamiast tego przygotowują swe kraje na tryb nadzwyczajny, chroniąc gospodarkę, hamując eksport, zwiększając import, magazynując kluczowe komponenty
Depopulacja, efekt czy cel?
Na świecie, efekt domina przełoży się na katastrofalny brak żywności, z głodem w Afryce i w konsekwencji ze spadkiem demograficznym. Analitycy wskazują, że właśnie powszechne zastosowanie nawozów sztucznych spowodował w XX wieku boom demograficzny na świecie. Eksplozja może szybko przemienić się w implozję, czyli depopulację. Czy niektórym z globalistów nie jest to po ich myśli? Czy szef sieci Visa uzasadniając wycofanie się firmy z Rosji i mówiąc o „zagrożeniu dla pokoju i stabilności” nie miał freudowsko na myśli zagrożenia, które strona zachodnia sama stwarza, z destabilizacją i możliwą depopulacją?
Europa, rządzona przez wyobcowanych ze świata biurokratów i/lub zideologizowanych bezrozumnych fanatyków (polskie władze są tego najlepszym przykładem), kładzie więc swą głowę pod topór. Jeśli operacja militarna na Ukrainie zakończy się szybko – z jedynym pragmatycznym rozwiązaniem w postaci utworzenia Ukrainy jako neutralnego państwa – obawy o światowe jestestwo znikną. Stosunki międzynarodowe znów ułożą się – oby po myśli współpracy i kooperacji, a nie bezustannej konfrontacji i podżegania – gospodarka znów będzie mogła funkcjonować. Ludzie, tak jak szybko medialnie zostali przekierowani z tzw. zagrożenia koronawirusem na zainteresowanie Ukrainą, tak szybko o niej zapomną, przygnieceni swoim troskami oraz nowymi wynalazkami globalistycznych manipulatorów (nowa plandemia? nowa wojna?)
Lokalnie rzecz ujmując, Ukraina będzie mogła liczyć na międzynarodowe wsparcie rozwoju gospodarczego, zaś Polska….
…Polska pozostanie największą ofiarą tej wojny. Do tej pory przyjęła bezwarunkowo ponad milion nachodźców, którzy logicznie rzecz biorąc mogliby być rozlokowani w zachodniej, nie objętej walkami, Ukrainie. Szacuje się, że przyjmie kilka kolejnych milionów, niektórzy wskazują na liczbę 5 milionów, inni na 7 milionów, a nawet 10 milionów osób opuszczających „swój kraj”, z których większość trafi do Polski, bo inne kraje albo nie przyjmują nikogo (Szwecja), a Niemcy nakładają limity („30 tysięcy”). Czemu się jednak dziwić tej ucieczce, jeśli rządy tego marionetkowego kraju nie potrafiły przez tyle lat zapewnić godnych warunków życia („winny Putin!”), nie poskromiły korupcji („winny Putin!”), a zamiast tego skupiały się na generowaniu konfliktów z sąsiadami. Nie dziwimy się, że ludność ucieka z takiego kraju, wszak już przed ostatnimi wydarzeniami nawet 70% ukraińskich respondentów miało zamiar opuścić swój kraj.
Po uspokojeniu się sytuacji międzynarodowej, Polska pozostanie z milionami obcych przybyszów. Skonsolidują się oni politycznie, mając swój „rząd na uchodźtwie” ulokowany w Warszawie, z jakimś komikiem, kabareciarzem czy grandziarzem na czele. Już wkrótce można spodziewać się nacisków na wprowadzenie w Polsce ukraińskiego jako drugiego obowiązującego języka.
Nie będziemy snuli wizji możliwego rozwoju wydarzeń w takiej Polsce – przyszłości pełnej nieuchronnych konfliktów, dyskryminacji rdzennych Polaków, pogarszających się warunków bytowych i jeszcze większej ohydniejszej propagandy rządowej oraz nieodzownego zamordyzmu. Mogliśmy odpowiedzialnie i zgodnie z polską racją stanu zachować ostrożność, wstrzemięźliwość, neutralność w światowych rozgrywkach wielkich mocarstw. Za zgodę na użycie dobrego imienia Ojczyzny jako pionka w rozróbie międzynarodowej, wszyscy poniesiemy konsekwencje.
Wstępne szacunki mówią, że koszt utrzymania miliona ukraińskich uchodźców to kilka miliardów złotych, a może nawet 10 mld zł, jeśli weźmiemy pod uwagę system edukacji, opieki zdrowotnej, zabezpieczenia społecznego – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
Jabłoński powiedział w Polsat News, że wstępne koszty utrzymania miliona uchodźców szacuje się na co najmniej kilka, a może nawet 10 mld zł.
– A są to szacunki przy milionie osób, a będziemy mieć ich znacznie więcej. Nie wiadomo, jak długo to potrwa, kiedy ta wojna się skończy, nikt nie wie – tłumaczył Jabłoński. Wskazał, że Unia Europejska zadeklarowała pół miliarda euro. – Ta kwota z całą pewnością nie wystarczy, zwłaszcza że ma być dzielona na wszystkie państwa i na projekty skierowane bezpośrednio do Ukrainy – mówił wiceminister. W jego ocenie konieczne jest, by Unia dużo bardziej zdecydowanie wspierała państwa członkowskie, które przyjmują uchodźców. – Konieczne jest nie tylko wsparcie humanitarne, ale także wsparcie dla państw członkowskich – zaznaczył. Jabłoński powiedział, że polska dyplomacja pracuje nad wzmocnieniem sankcji wobec Rosji, apelując zwłaszcza do Niemiec. – Nie blokujcie tych sankcji, koszt ich niewprowadzenia jest dużo większy niż chwilowe koszty ich wprowadzenia – powtórzył Jabłoński. Jego zdaniem mitem jest, że Europa nie poradzi sobie bez surowców z Rosji. Zaprotestował też przeciwko porównywaniu węgierskiego sceptycyzmu wobec sankcji z niemieckim, bo – jak powiedział – „to Niemcy pompowali miliardy euro w Putina” i odpowiedzialność za dzisiejszą sytuację w Europie ponoszą przede wszystkim oni. Wiceminister odniósł się też do kwestii przekazania samolotów Ukrainie, o czym mówił m.in. sekretarz stanu USA Antony Blinken. – Wszystkie decyzje w sprawach wojskowych to są decyzje NATO. Muszą być podejmowane w ramach NATO z uwzględnieniem bezpieczeństwa wszystkich członków sojuszu – powiedział. [tłumacząc na polski: Nie chcemy dać się bezpośrednio wrobić w wojnę. MD]
Podobnie jak Trudeau, Zełenskij jest zwolennikiem Światowego Forum Ekonomicznego. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenskij stwierdził, że premier Kanady Justin Trudeau był jednym z powodów, dla których wszedł do polityki.
Po zakończeniu kariery komika i artysty oraz objęciu funkcji prezydenta Ukrainy w kwietniu 2019 roku Zełenski nazwał Trudeau „jednym z przywódców, którzy zainspirowali go” do „wchodzenia w politykę”.
Podczas gdy Zełenski wyrósł ze względnego zapomnienia do sławy – z perspektywy Zachodu, odkąd konflikt rosyjsko-ukraiński stał się w zeszłym tygodniu wiadomością międzynarodową, jego podziw dla Trudeau jest mniej zaskakujący, biorąc pod uwagę jego pochodzenie.
Podobnie jak Trudeau, Zełenskij jest zwolennikiem Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba, globalistycznej organizacji stojącej za niesławnym programem „Wielkiego Resetu”, który mówi światu, że do 2030 r. „nie będzie miał nic i będzie szczęśliwy”.
Wszechobecne poparcie elity dla Zełenskiego, w tym poparcie lewicowego mega-sponsora George’a Sorosa, Trudeau, amerykańskiego prezydenta Joe Bidena i wszystkich stron głównego nurtu mediów, skłoniło wielu do kwestionowania prawdziwej motywacji stojącej za potępieniem Rosji przez rząd USA do kwestionowania Zachód i obawa, że planowana jest kolejna zagraniczna wojna z udziałem Zachodu.
Ukraińska dziennikarka Daria Kaleniuk wystosowała we wtorek emocjonalny apel do brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, wzywając go do nakazania NATO interwencji w wojnie na Ukrainie. Po tym, jak wydarzenie zostało pochwalone w zachodnich mediach, pojawiły się doniesienia, że Kaleniuk jest nie tylko dziennikarzem, ale także członkiem WEF i prowadzi inicjatywy wspierane przez Sorosa w całej Europie Wschodniej.
Podczas gdy wiele osób jest sceptycznie nastawionych do rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i jego wcześniejszych powiązań z KGB, wydaje się, że media głównego nurtu nie poświęcają drugiej stronie konfliktu uwagi, co niepokoi wielu, biorąc pod uwagę radykalny charakter WEF i jego cele Wielkiego Resetu .
Wielki Reset to radykalny socjalistyczny plan opracowany przez globalne elity, aby „zresetować” gospodarkę światową i zainstalować scentralizowany i ściśle regulowany totalitarny system międzynarodowy, podobny do chińskiego systemu kredytów społecznych.
Rzeczywiście, założyciel i przewodniczący WEF, Klaus Schwab, konsekwentnie chwalił chińskiego komunistycznego prezydenta Xi Jinpinga, w tym w tym roku w oświadczeniu, w którym powiedział chińskiemu przywódcy, że jego dyktatorski reżim jest pod jego „inkluzywnym” przywództwem, osiągnął „znaczące osiągnięcia społeczne i gospodarcze”.
Schwab chwali Chiny jako „inkluzywne” pomimo dowodów na to, że Chiny popełniają ludobójstwo na swojej muzułmańskiej populacji Ujgurów, prowadzą masowy program grabieży narządów i to, co krytycy nazywają „koszmarem pierwszego na świecie prawdziwie totalitarnego państwa”.
Z czysto strategicznego punktu widzenia, gdzie główną troską jest minimalizacja liczby zabitych i rannych, niektórzy odrzucają również pomysł ingerencji Zachodu w wojnę, ponieważ prowadziłoby to do eskalacji konfliktu, zamiast kończąc to.
Według doradcy do spraw publicznych USA J. Roberta Smitha, Zachód powinien w tym momencie sprzeciwić się wojskowemu zaangażowaniu USA-NATO na Ukrainie, twierdząc, że tylko pogorszy i tak już burzliwą i śmiertelną sytuację.
„Makabryczne skutki wielkich wojen są często niedoceniane, gdy się zaczynają. Weźmy wojnę domową. Niewielu ludzi, czy to na południu, czy na północy, mogło sobie wyobrazić, że wojna pochłonie od 600 000 do 850 000 istnień ludzkich, w zależności od szacunków. Na początku I wojny światowej żadna ze stron nie przewidziała oszałamiających 40 milionów ofiar wojskowych i cywilnych tego bezsensownego konfliktu” – napisał Smith.
„Kto naprawdę myśli, że wojna między USA a NATO i Rosją może ograniczać się do Ukrainy? Wojny są z natury nieprzewidywalne; mają swoją własną dynamikę. Rozprzestrzenianie się na kraje NATO wydaje się być sprytnym wyborem, czy to celowo, czy przez przypadek. Dlaczego Putin nie miałby atakować wrogich celów poza granicami Ukrainy? Dlaczego USA i NATO nie miałyby podjąć działań odwetowych, jeśli nie rozpocząć?”
W tak trudnych czasach coraz trudniej jest gwarantować informacje przeciwko systemowi i demaskować chytre elity. Mówienie o sprawach związanych z COVID oraz sytuacji agresji Rosji na Ukrainę z innej perspektywy jest ryzykowne. Wspieraj ciężką pracę, którą wykonujemy każdego dnia, opierając się na logice, zgodnie z którą informacje przechodzą oswojone tylko w kanałach głównego nurtu.
W poniedziałek (7.03.2022) prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski po raz kolejny wezwał NATO do zamknięcia nieba nad Ukrainą w celu powstrzymania rosyjskich bombardowań. – Na naszej fladze nie ma krwi. Nie ma i nigdy nie będzie czarnych plam, nie ma swastyk. To, czego nigdy nie robiliśmy pod naszą flagą, to nie atakowaliśmy innych państw, nie zajmowaliśmy cudzej ziemi, nie mordowaliśmy innych ludzi – podkreślił Zełenski.
– Nigdy nie pragnęliśmy tej wojny, ale przyniesiono ją do nas. Nigdy nie chcieliśmy zabijać, ale musimy wyganiać wroga z naszej ziemi. Musimy znosić to, czego żaden inny naród Europy nie widział od 80 lat. Na naszej ziemi decyduje się czy ktoś inny w Europie może paść ofiarą podobnej agresji – stwierdził prezydent Ukrainy. – Ile jeszcze śmierci i zniszczenia potrzeba, by zabezpieczyć niebo nad Ukrainą? Czym ludzie w Charkowie czy Mikołajowie różnią się od ludzi w Hamburgu czy Wiedniu? – pytał.
Zełenski wezwał do zwiększenia presji na Rosję. – Potrzebny jest bojkot rosyjskiego eksportu. Bojkot importu do Rosji. Niech wojna przyjdzie też do nich. Wspólnota międzynarodowa powinna działać jeszcze bardziej zdecydowanie – zaapelował.
I tak oto w 12 dniu rosyjskiej agresji na Ukrainę dowiedzieliśmy się, że Ukraińcy nigdy nikogo nie mordowali. A kto dokonał ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej? I kto stawia pomniki zbrodniarzom, którzy zaplanowali i przeprowadzili to ludobójstwo?
Gdyby prezydent Zełenski zapomniał, to przypominamy, że zrobili to Ukraińcy. I nie tylko nie poczuwają się do winy, ale gloryfikują ludobójców czyniąc z nich bohaterów Ukrainy. A Polacy mają to znosić w milczeniu, bo każde słowo protestu jest obecnie klasyfikowane jako działalność „ruskich onuc”.
Rosyjska agresja zasługuje na największe potępienie. Ale na takie potępienie zasługuje każda agresja. Ukraińskie ludobójstwo na Polakach też zasługuje na potępienie. Jeśli Ukraina nie zdobyła się na to do tej pory, to musi liczyć się z tym, że będzie jej to wypominane bez względu na okoliczności.
Dziś Rosja zrzuca bomby na ukraińskie domy i to jest barbarzyństwo. Ale barbarzyństwem było też okrutne wymordowanie ponad 100 tysięcy Polaków na Kresach w imię Ukrainy „czystej jak szklanka”.
I dlatego prezydent Zełenski nie ma prawa opowiadać o Ukraińcach jako o tych, którzy nigdy nikogo nie mordowali. Bo mordowali i to z wyjątkowym okrucieństwem. Do dziś żyją jeszcze świadkowie ich zbrodni, a to, co opowiadają, jeży włosy na głowie.
Pan Zbigniew urodził się w 1929 roku w Przemyślanach, miejscowości oddalonej nieco ponad 40 km od Lwowa – bastionu polskiej kultury, inteligencji i dziedzictwa narodowego. W rozmowie, którą przeprowadziłem w ramach autorskiego projektu „Spotkanie ze świadkiem ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”, Świadek ujawnia jak Ukraińcy w roku 1942 proklamowali powstanie Samostijnej Ukrainy, a następnie poczęli bestialsko … Czytaj dalej
Polski rząd szaleje. Na dzisiejszym posiedzeniu według zapowiedzi Ministra Rodziny Marleny Maląg rząd ma zająć się specustawą bogactwa dla uchodźców finansowanego przez Polaków. Według informacji przekazanych przez rzecznika rządu Piotra Mullera posiedzenie rządu w tej sprawie zaplanowane jest na godzinę 12.00 a jeszcze w tym tygodniu planowane, jest skierowanie specustawy ukraińskiej do sejmu.
O rządowym projekcie pomocy uchodźcom na antenie Polsat News szczegółowo wypowiedziała się Minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg, na podstawie jakiej władza chce przyznać kolejne specjalne uprawnienia ukraińskim uchodźcom, którzy dokonali inwazji na nasz kraj ze środków publicznych, na jakie składa się każdy Polak.
„Jest to przełomowa ustawa, jeżeli chodzi o wsparcie. (…) Przede wszystkim najważniejsze jest to – ustawa mówi o tym jednoznacznie – obywatele Ukrainy, którzy szukali schronienia w Polsce od 24 lutego, mają legalny pobyt na terenie Rzeczpospolitej Polskiej z prawem do pracy” – powiedziała. W rozmowie z portalem „Do Rzeczy”, opublikowanej w niedzielę, sprecyzowała, że będzie to 180 dni legalnego pobytu w Polsce z prawem do pracy.
Maląg w wywiadzie w Polsat News dodała, że dzisiaj jest czas wsparcia, zabezpieczenia związanego z noclegami czy wyżywieniem. „Obywatele Ukrainy zapewne zostaną z nami dłużej” – mówiła. W związku z tym – jak podkreśliła – Polska chce otworzyć rynek pracy na Ukraińców. Wyjaśniła, że przedsiębiorcy będą mieli siedem dni na zgłoszenie ukraińskiego pracownika poprzez portal praca.gov.pl powiatowym urzędom pracy.
Warto w tym miejscu doprecyzować, że nasz „kochany rząd” tak zupełnie przypadkiem w listopadzie 2021 roku dokonał zmiany w przepisach dotyczących zatrudnienia cudzoziemców, w jakich zagwarantował im płacę minimalną na poziomie 3.010 zł brutto niezależnie od wysokości etatu oraz ilości godzin przepracowanych na podstawie umowy zlecenia. Dla porównania obywatel naszego kraju, aby zarobić 3010 zł brutto musi być zatrudniony na pełne etat lub w przypadku umowy zlecenia musi wykonać minimalną ilość godzin pracy, jaka obowiązuje w danym miesiącu.
Rząd dokonując zmiany tych przepisów, dokonał bardzo rzeczowego uzasadnienia, z jakiego wynika, że osobom tym to się należy, ponieważ ich koszty utrzymania w Polsce są wyższe.
Według projektu specustawy uchodźca z Ukrainy ma z budżetu Państwa dostać jednorazowe kieszonkowe w formie zasiłku nazwanego „dzień dobry w polskim państwie” w wysokości 300 zł.
Specustawa przyzna uchodźcy z Ukrainy prawo do takich samych zasiłków i wsparcia, jakie przysługują polskim obywatelom. Począwszy od zasiłku dla bezrobotnych, po świadczenia rodzinne. Rodzic, który razem z dzieckiem przebywa na terenie Polski będzie mieć prawo do świadczeń rodzinnych (zasiłku i dodatków na dzieci), 500+, 300+ i 12 tys.zł rodzinnego kapitału opiekuńczego). Przysługiwać będzie także dofinansowanie do obniżenia opłaty w żłobku lub klubie dziecięcym w wysokości do 400 zł miesięcznie (to wsparcie dopiero będzie przysługiwać od kwietnia).
Kolejnym kwiatkiem w projekcie specustawy jest założenie, że pomoc dla obywateli Ukrainy będzie finansowane ze specjalnie utworzonej rezerwy tylko nie wyjaśniono skąd ta rezerwa pochodzi skoro nasz budżet przez rozdawnictwo powszechne oraz zamrożenie gospodarki w czasie nielegalnego lockdownu wygląda jak szwajcarski ser a mennica nie nadążą z dodrukiem pieniędzy. Na ten cel w budżecie państwa ma znaleźć się 3 mld zł. Projekt zakłada, że pomoc w formie zakwaterowania, zapewnienia całodziennego wyżywienia i transportu do miejsca zakwaterowania spoczywać będzie na wojewodach.
Pomoc dla uchodźców. 60 dni na rejestrację
Jeśli obywatel Ukrainy wjechał legalnie i ma zamiar zostać w Polsce, ma prawo do legalnego pobytu przez 18 miesięcy (licząc od 24 lutego br.). Co jednak ważne, uchodźcy muszą zarejestrować się w ciągu 60 dni od wjazdu na teren Polski – jeśli ich wjazd nie został zarejestrowany przez komendanta placówki Straży Granicznej podczas kontroli granicznej.
Praca dla każdego uchodźcy
Nie trzeba będzie żadnych pozwoleń, by uchodźcę z Ukrainy zatrudnić. Już po przekroczeniu granicy i uzyskaniu stempla, będzie mieć prawo do legalnej pracy. Co ważne, pracodawca, który zatrudni taką osobę, będzie mieć 7 dni na to, by powiadomić powiatowy urząd pracy o powierzeniu wykonywania pracy obywatelowi Ukrainy.
To pokazuje jedynie, że inwazja, jaka się dokonała w ostatnim czasie i nadal się jest kontynuowana to zaplanowana operacja. Potwierdzają to również słowa samej Minister Rodziny Marleny Maląg wypowiedziane na antenie telewizji Polsat News, która stwierdziła, że przepisy trzeba wprowadzić, bo „Obywatele Ukrainy zapewne zostaną z nami dłużej”
Polaku czy jeszcze nie rozumiesz, o co tu chodzi. To przypomnij sobie słowa Dudy: Tu jest Polin.
Do specustawy dotyczącej ochrony przybywających do Polski uchodźców z Ukrainy PiS wpisał – niemal słowo w słowo – nieuchwalone dotąd przepisy, zapewniające przedstawicielom tej partii bezkarność za ewentualne łamanie prawa i dyscypliny finansów publicznych podczas pandemii koronawirusa. – Szukają bezkarności dla oszustów, kolejna próba „bezkarności plus” – mówi Onetowi poseł KO Dariusz Joński, który wspólnie z Michałem Szczerbą ujawnił aferę respiratorową w Ministerstwie Zdrowia.
Do specustawy dotyczącej pomocy uchodźcom PiS chciałby nieoczekiwanie wpisać zwolnienie urzędników państwowych za działania związane z pandemią koronawirusa
Mieliby nie odpowiadać ani za przekroczenie uprawnień, ani za naruszenie dyscypliny finansów publicznych
Wobec ujawnionych opinii publicznej afery, które towarzyszyły pandemii w Polsce, taki zapis można uznać za kolejną „wrzutkę” mającą pod pretekstem wojny w Ukrainie zapewnić urzędnikom bezkarność
– To jest po prostu obrzydliwe – tak pomysły partii rządzącej na połączenie pomocy uchodźcom ze sprawą ewentualnych nadużyć podczas pandemii ocenia w rozmowie z Onetem poseł KO Dariusz Joński, który wspólnie z partyjnym kolegą Michałem Szczerbą ujawnił „przekręt respiratorowy”, gdy podczas pandemii Ministerstwo Zdrowia za zawyżoną cenę kupiło niesprawne respiratory od handlarza bronią
– Nie wierzę, żeby władza mogła z podniesionym czołem takie propozycje przedstawić w sytuacji, gdy w Ukrainie trwa wojna. A oni chcieliby tego pretekstu użyć, żeby sobie i swoim ludziom zapewnić bezkarność za covidowe przekręty. To jest obrzydliwe – mówi Joński. – Ten pomysł na „bezkarność plus” PiS próbował wielokrotnie przemycać i wrzucać do innych głosowanych w Sejmie ustaw, ale tu bezczelnością przeszli sami siebie – podkreśla poseł KO. – My absolutnie będziemy przeciw, to będzie pierwsza poprawka, którą złożymy. Bo albo się pomaga uchodźcom, albo oszustom z rządu, którzy się obłowili na pandemii – kwituje.
[—-]
Projektem ustawy o pomocy uchodźcom Sejm ma się zająć jeszcze w tym tygodniu. Przypomnijmy, że jesienią 2020 r. PiS próbował po raz pierwszy wprowadzić bezkarność urzędników i przedstawicieli władzy za decyzje podejmowane podczas pandemii koronawirusa. Wówczas przepisy po sprzeciwie opozycji oraz opinii publicznej wycofano. Pytanie czy wrócą dziś – przy zupełnie innej okazji
Pytany, o uzasadnienie tezy, że jest to „postęp Putina”, Cejrowski odparł: „Najpierw spostrzegłem, jak szybko zniknął covid”.
II część wywiadu z Cejrowskim: https://nczas.com/2022/03/08/cejrowski-wyjasnia-kto-zyskuje-na-wojnie-na-ukrainie-jak-popatrzysz-na-to-podejrzliwie-to-zauwazysz-video-2/
– Tuż przed tą wojną jeszcze był, a teraz mieliście doniesienia w serwisie informacyjnym, że w Kolonii po pierwsze zorganizowano końcówkę karnawału, zabawę karnawałową, a po drugie oni z okazji tej zabawy karnawałowej przebrali się w ukraińskie barwy, nie zakładali normalnie swoich masek niemieckich, tylko założyli sobie jakieś tam oznaki tego, że się solidaryzują z Ukrainą. I teraz sam fakt, że w Niemczech, w których były nawet obozy, gdzie zamykano ludzi na kwarantannę tzw., czyli siłowe rozwiązania były, nagle znika covid – podkreślił.
– Wszędzie przestajemy o tym mówić, w żadnych wiadomościach już covid nie jest zagrożeniem, równoległym do wojny, przestał istnieć problem, nagle można miejsca w szpitalu zwolnić. A ty byłeś chory na raka, nie miałeś operacji robionej, no ale sorry, teraz z kolei te same łóżka trzymamy dla Ukraińców – to jest odpowiedź w Polsce, że te łóżka, które były na covid zarezerwowane , nagle czary-mary z dnia na dzień covid znika, pojawia się Ukraina. No to co, covid był nieprawdziwy może? Skoro władza się nie denerwuje już covidem, tylko zupełnie spokojnie mówi: a ważniejsza teraz jest Ukraina – zaznaczył.
– Jak szybko zniknęła Kanada w związku z tą wojną, w której to Kanadzie przecież nie skończyło się prześladowanie ludzi, tylko się przykryło wojną. Trudeau nadal ludzi prześladuje. Banki zamyka na kilka godzin, całe obszary nie mają dostępu do gotówki. Takie kary dla ludzi wyznacza dyktator Trudeau – ocenił Cejrowski.
Komu „pasuje” wojna na Ukrainie?
– Zacząłem się zastanawiać, komu ta wojna pasuje. I jak popatrzysz na to, drogi Krzysztofie Skowroński, podejrzliwie, to zauważysz pewnie tak, jak ja, że ta wojna pasuje wszystkim – zwrócił się do prowadzącego Cejrowski.
– Bidenowi bardzo pasuje, bo przykrywa wszystkie jego domowe niedostatki, a w listopadzie wybory cząstkowe – bo Biden ma otwartą granicę, straszliwe ceny ropy, teraz może mówić, że one będą wynikały z wojny. Już wczoraj powiedział, że podrożeje jeszcze bardziej benzyna, ale teraz będziemy mówili, że to z powodu wojny na Ukrainie, a nie działań Bidena. Słupki rosną prezydentom zawsze, jak jest wojna, która dotyczy Ameryki, w związku z tym Bidenowi strasznie ta wojna pasuje. No i jeszcze bohaterem można zostać, bo się pomoże „demokracji ukraińskiej”. Ukraina nie jest w ogóle demokracją, to osobny temat – podkreślił.
– Putinowi oczywiście ta wojna pasuje, skoro ją robi, to ma jakieś swoje powody, dla których robi i mu pasuje ta wojna – dodał Cejrowski.
– Chinom pasuje straszliwie. Przykrywa się wszystko, co w Chinach było be, przykrywa się odpowiedzialność za covid, przykrywa się też Tajwan. Gdyby teraz Chiny zdecydowały się uderzyć na Tajwan albo robić jakieś nowe wyspy na Morzu Południowochińskim, to my mamy wojnę na Ukrainie, nie możemy rozpraszać sił – wyliczał dalej.
– Ta wojna pasuje też Unii Europejskiej, bo Unia Europejska teraz się jednoczy na własnym podwórku i eliminuje Amerykanów. Jest to działanie na europejskie siły zbrojne w kontrze do NATO. Oczywiście śpiewka o NATO cały czas jest, że teraz Szwecja i Finlandia by chciały wstąpić itd., ale jest takie wypychanie delikatne Amerykanów z tego NATO i tworzenie odrębnej europejskiej struktury, bo NATO np. też w wojnie na Ukrainie trochę za bardzo powłóczy nogami. Biden jest za tym oceanem i to już nie jest ta Ameryka, co ją znaliśmy kiedyś, to zróbmy europejskie siły zbrojne. Ta wojna w Europie pasuje wielu osobom – zwrócił uwagę.
– Zarówno w Europie, jak i w Ameryce przemysłowi zbrojeniowemu pasuje ta wojna, bo się sprzeda trochę junku. Trochę sprzętu się wyda na Ukrainę, tzn. że władza niemiecka np. jak odda trochę nabojów i karabinów, to będzie musiała zamówienia zrobić znowu u nas w fabryce, więc to pasuje i temu lobby, które popiera Bidena i temu lobby, które mamy w Europie – podkreślił Cejrowski.
– No i wreszcie tym wszystkim masonom i Davos, ci, którzy robią reset, bardzo pasuje ta wojna. Przykrywa różne rzeczy, a poza tym przyglądajmy się, co się bardzo często pojawia we wszystkich wiadomościach, że brakuje papierowego pieniądza. Bankomaty w Moskwie wypróżnione, na Ukrainie – wypróżnione, w Polsce – wypróżnione, w Ameryce wypróżniają się w różnych miejscach – wskazał.
– Wszystkim, o których wspomniałem przed chwilą, pasuje ta wojna. A skoro wszystkim pasuje, no to może też im pasuje, żeby dłużej trwała niż krótka akcja Putina przez dwa dni – mówił Wojciech Cejrowski.
Eksperci i politycy zapowiadają, że los Izraela jest już przesądzony. W ich ocenie można jedynie szukać wyjścia awaryjnego, aby nie doszło do nowego Holocaustu.
W ubiegłym tygodniu premier Izraela Binjamin Netanjahu wizytował izraelskie centrum badań jądrowych, znajdujące się w rejonie miasta Dimona na pustyni Negew. Celem tej wizyty było uroczyste nadanie ośrodkowi imienia zmarłego izraelskiego prezydenta Szimona Peresa. Netanjahu postanowił jednak wykorzystać wizytę w izraelskim ośrodku nuklearnym do tego, aby jeszcze raz pogrozić wszystkim wrogom Izraela. Tym razem zrobił w zupełnie inny sposób, niż zrobił to wcześniej. W czasie swojego dobrze wyreżyserowanego wystąpienia zakomunikował, że „ci, którzy grożą wymazaniem nas z powierzchni Ziemi, stworzyli dla siebie podobne niebezpieczeństwo i w żadnym razie nie osiągną celu”.
Słowa izraelskiego premiera może nie zabrzmiałyby tak dobitnie, gdyby nie miejsce, w którym je wypowiedział. Była to czytelna sugestia, że Izrael nie zawaha się użyć broni nuklearnej wobec tych, którzy go zaatakują. To wiadomość skierowana przede wszystkim do Iranu, który cały czas rozwija swój program jądrowy i ma ambicje stać się regionalnym mocarstwem, z którym będzie musiał liczyć się każdy. Ze strony Irańczyków wielokrotnie w ostatnich latach można było usłyszeć o konieczności wymazania Izraela z mapy.
Teheran wspierał również militarnie i finansowo organizacje, które uznają Izrael za wroga. Ten z kolei podkreślał, że zawarta w 2015 r. umowa z Iranem o ograniczeniu technologii jądrowych nie jest wystarczająca. Tę umowę porzuciły już Stany Zjednoczone, jednak nadal jest ona uznawana przez kraje europejskie. Sam Iran również zapowiada, że może się z niej wycofać. A wtedy nie będzie już zważał na nikogo i zbuduje własną bombę atomową. Tą od lat posiada Izrael, chociaż nigdy oficjalnie nie potwierdził tego faktu publicznie. Premier Izraela w swoim wystąpieniu w izraelskim centrum badań jądrowych nie pozostawił jednak żadnych wątpliwości, że jest gotów jej użyć. Wojna jądrowa na Bliskim Wschodzie to dzisiaj jeden z realnych scenariuszy, jaki Izrael musi poważnie brać pod uwagę. Spróbujmy zatem spojrzeć na sytuację tego kraju z perspektywy konieczności jego przetrwania.
Sytuacja Izraela
Izrael już w chwili swojego powstania (15 maja 1948 r. ogłoszono deklarację niepodległości), obarczony został konfliktem ze światem arabskim, który nie tylko nie godził się na powstanie żydowskiego państwa, lecz od początku był też przeciwnikiem żydowskiego osadnictwa w Palestynie. Nie może się zatem dziwić, że w siedemdziesięcioletniej historii Izraela tak wiele było wojen z jego arabskimi sąsiadami. Już w momencie ogłoszenia deklaracji niepodległości, doszło do pierwszej z nich. Zaczęła się od wkroczenia państw koalicji arabskiej (Egipt, Irak, Syria, Liban, Transjordania) na terytorium Izraela. Wojna ta zakończyła się w 1949 roku żydowskim zwycięstwem, a Izrael poszerzył swoje terytorium (przyznane mu przez ONZ) o zachodnią Galileę, zachodni Negew i część Jerozolimy.
Do kolejnej doszło w 1956 r. gdy Egipt znacjonalizował Kanał Sueski. Francja, Wielka Brytania oraz Izrael dokonały wówczas inwazji na Egipt, która zakończyła się militarną klęską tego kraju. Pod naciskiem ONZ agresorzy zostali zmuszeni do odwrotu i zawarto pokój. Do kolejnych potyczek Izraela z państwami arabskimi dochodziło w latach 1964–1967 (tzw. bitwa o wodę), ale nie była to regularna wojna. Ta wybuchła w 1967 r. (wojna sześciodniowa). Kolejna koalicja państw arabskich (Egipt, Syria, Jordania) szykowała się wówczas do uderzenia na Izrael. Ten jednak dokonał błyskawicznej ofensywy na szykujące się do ataku wrogie armie, zadając im druzgocącą klęskę. Na skutek tego konfliktu Półwysep Synaj, podobnie jak wzgórza Golan, dostały się pod władanie Izraela, co stało się powodem kolejnych jego konfliktów z państwami arabskimi.
Pierwszy z nich miał miejsce w latach 1967– 1970 (wojna na wyczerpanie) i miał charakter statycznej wojny pozycyjnej. Nowością w tym konflikcie było to, że w znacznie większym stopniu niż było to wcześniej, zaangażowały się weń Związek Sowiecki i Stany Zjednoczone. Ten pierwszy po stronie państw arabskich (Egiptu i Syrii), ten drugi po stronie Izraela. Państwa arabskie nie zamierzały zrezygnować z utraconych wcześniej na rzecz Izraela ziem i szykowały się do kolejnej kampanii. Ta zaczęła się w 1973 r. dokładnie w dzień żydowskiego święta Jom Kippur (wojna Jom Kippur). Siły zbrojne kolejnej koalicji państw arabskich (Egipt, Syria, Irak, Jordania, Maroko, Libia, Arabia Saudyjska, Kuwejt) dokonały ataku z zaskoczenia. Izraelczycy wprawdzie odparli natarcie egipskiej armii, ale kompletnie nie poradzili sobie z uderzeniem syryjskim.
Syryjczycy jednak, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zatrzymali swoją dobrze rozwijającą się ofensywę, co okazało się błędem. Izrael natychmiast przeszedł do kontrofensywy, odrzucając siły syryjskie. Podobnie jak w poprzedniej wojnie obie strony miały wsparcie Stanów Zjednoczonych (Izrael) i Związku Sowieckiego (państwa arabskie). Dopiero w 1982 r. Izrael zawarł pokój, ale tylko z Egiptem, zwracając mu jednocześnie zagarnięty Półwysep Synaj. Od tego porozumienia zdystansowały się jednak pozostałe kraje arabskie.
W międzyczasie doszło do nowego konfliktu zbrojnego. W 1975 r. wybuchła wojna domowa w Libanie a Syria, wykorzystując tę sytuację, zaczęła wspierać ataki na Izrael dokonywane z południowej części Libanu. W efekcie w 1978 r. obszar ten został zajęty przez armię izraelską, która wyparła z niego arabskie bojówki. To jednak doprowadziło do wybuchu kolejnej wojny izraelsko-arabskiej (wojna libańska), która trwała w latach 1982–1985. W jej trakcie Izraelczycy dokonali inwazji na cały Liban i starli się ze stacjonującymi tam wojskami syryjskimi. Ustanowiono wtedy strefę buforową na granicy izraelsko-libańskiej, która miała chronić Izrael. Niedługo jednak po interwencji w Libanie wybuchła Intifada (powstanie Palestyńczyków kierowane przez Jasira Arafata), która trwała w latach 1987–1991.
Ponownie wybuchła ona w 2000 r. (Druga Intifada) i zakończyła się dopiero po śmierci Arafata w 2004 r. W lipcu 2006 r. wybuchła kolejna wojna w Libanie, w której celem Izraela było pokonanie libańskiego Hezbollahu. W sierpniu 2006 r. zostało zawarte zawieszenie broni, ale bez ostatecznego rozstrzygnięcia tego konfliktu. Istnieniu Izraela od początku towarzyszyły ciągłe wojny ze światem arabskim. Wszystko wskazuje na to, że niebawem dojdzie do kolejnej. To jedynie kwestia czasu. Problem tylko w tym, że może ona tym razem wyglądać zupełnie inaczej. Głównie dlatego, że na scenie politycznej Bliskiego Wschodu będzie przeciwnik, który podobnie jak Izrael, będzie dysponował bronią atomową. Będzie nim oczywiście Iran.
Atuty Izraela
Izrael ma oczywiście całkiem spore szanse na to, aby i tym razem wyjść z tej wojny zwycięsko. Po pierwsze jest dobrze zorganizowanym i sprawnie zarządzanym państwem. Po drugie jest strukturą silnie zmilitaryzowaną. Wprawdzie żydowska populacja w odniesieniu do otaczających ją społeczeństw arabskich nie jest liczna (około 9 mln), ale w żydowskim państwie obowiązuje powszechny obowiązek wojskowy (zarówno mężczyzn, jak i kobiet). Dzięki temu spora część obywateli jest wojskowo wyszkolona. Izrael ma też bardzo silną stałą armię, która jest wręcz przesycona ilością nowoczesnego sprzętu o wysokiej jakości.
Warto wspomnieć w tym miejscu o specjalnym systemie antyrakietowym „Żelazna Kopuła”, który ma zapewniać Izraelowi ochronę terytorium przed atakiem artyleryjskim lub rakietowym. Wyszkolenie żołnierzy pozostaje na wysokim poziomie, a sami izraelscy żołnierze posiadają wysokie morale. Ma to związek z obowiązującym w Izraelu od lat systemem edukacji, który jest nastawiony na kreowanie postaw patriotycznych w społeczeństwie. Jego najważniejszym przesłaniem jest hasło „wszyscy są przeciwko nam” i „musimy być gotowi do obrony za wszelką cenę”.
Jednak zdecydowanie większym atutem od izraelskiej armii i jej uzbrojenia jest to, że żydowskie państwo od lat dysponuje sporym arsenałem jądrowym, chociaż nigdy oficjalnie nie przyznało się do jego posiadania. Nie mamy informacji na temat tego, jak rzeczywiście wygląda izraelski potencjał jądrowy. Skoro jednak w czasach zimnej wojny według analityków Pentagonu dorównywał on potencjałowi amerykańskiemu i sowieckiemu, to na pewno i dzisiaj jest on ogromny. Nieoficjalnie można usłyszeć w kręgach ekspertów, że potencjał jądrowy Izraela to dzisiaj około stu bomb jądrowych średniej mocy, przeznaczonych do przenoszenia przez rakiety balistyczne i samoloty.
Oprócz silnej armii i sporego arsenału jądrowego, Izrael ma też znakomite warunki geograficzne. Mały rozmiar państwa i dość zwarte granice sprawiają, że w przypadku ataku Izrael może bardzo szybko przerzucać swoje siły zbrojne po krótkich, bardzo dobrze skomunikowanych liniach wewnętrznych. Z kolei arabscy przeciwnicy Izraela zawsze muszą operować po obwodzie izraelskiego państwa, borykając się z problemami logistycznymi w niezwykle trudnych warunkach geograficznych. Ponadto granice Izraela opierają się na naturalnych przeszkodach (m.in. od Jordanii oddziela Izrael Rów Jordanu, Morze Martwe i rzeka Jordan a od Syrii Jezioro Galilejskie, Wzgórza Golan). Krótko mówiąc, Izrael jest takim naturalnym bastionem, który nie jest łatwy do zdobycia.
Ważne są również warunki geopolityczne, w jakich funkcjonuje Izrael od chwili swojego powstania. Utarło się mówić o tym państwie, że tak naprawdę jest „niewielką wyspą na arabskim morzu”. To prawda, ale Izrael ma od kilkudziesięciu lat żelazne gwarancje ze strony USA, największego mocarstwa świata. Dla USA Izrael to od lat strategiczny sojusznik na Bliskim i Środkowym Wschodzie, kluczowy dla amerykańskiej polityki w tym regionie, zwłaszcza dzisiaj, gdy USA dążą do izolacji i rozbicia Iranu. Czy to wszystko wystarczy, aby Izrael mógł spokojnie myśleć o swojej przyszłości?
Słabe strony
Izrael nie jest jednak wolny od destrukcyjnych dla państwa procesów i zjawisk, jakie zachodzą dzisiaj w świecie Zachodu. Jednym z nich jest postępująca laicyzacja społeczeństwa, które coraz bardziej odchodzi od praktykowania judaizmu. Jak wynika z badań, w życiu przeciętnego Żyda judaizm odgrywa coraz mniejszą rolę. Oznaczać to może, że w przyszłości religia nie będzie najważniejszym spoiwem ani izraelskiej wspólnoty narodowej, ani państwa.
Właśnie dlatego władze starają się utrwalić nową ideologię, która mogłaby spajać Żydów tak samo mocno, jak robił to judaizm. Ma nią być tzw. religia Holocaustu, która ma konstytuować izraelską świadomości narodową i państwową. Jeszcze gorszym procesem, trawiącym dzisiaj izraelskie społeczeństwo, jest to, że rośnie liczba osób, które mają dość życia w poczuciu permanentnego zagrożenia. A takim właśnie jest życie w Izraelu. Jest ono przeniknięte przemocą na każdym kroku, między innymi dlatego, że cele ataków wybierane przez zamachowców – samobójców są do bólu zwykłe. Nie atakują już oni symboli izraelskiego państwa, lecz zwykłych ludzi. Podmiejski autobus, pizzeria, centrum handlowe mogą być w każdej chwili obiektem ataku. Przesłanie zamachowców do Izraelczyków brzmi: nie będziecie żyli normalnie, dopóki wasz kraj nie zrezygnuje z okupacji palestyńskich terytoriów. Właśnie to sprawia, że poziom zagrożenia staje się coraz bardziej nieakceptowalny przez zwykłych Izraelczyków.
Dlatego coraz więcej z nich stawia sobie pytanie o przyszłość i coraz częściej myśli o tym, aby zamieszkać tam, gdzie takiego poczucia zagrożenia nie będzie. Izraelczycy zmierzają zatem w kierunku modelu obranego przez społeczeństwa zachodnie, wyznające prostą dewizę „chcemy być syci i bogaci oraz żyć spokojnie najbardziej jak tylko jest to możliwe”. Jest jeszcze jeden problem, trudny do rozwiązania: to demografia. A raczej swoisty wyścig demograficzny, jaki toczy się pomiędzy Żydami a Arabami zamieszkującymi Palestynę. Na razie, jak mówią statystyki, ci pierwsi zdecydowanie przegrywają.
Jednak obok tych wszystkich procesów i zjawisk, które coraz bardziej rozhermetyzowują izraelskie społeczeństwo i podsuwają mu myśl o ucieczce z kraju, geopolityczna arytmetyka również nie wygląda dla Izraela najlepiej. Od lat obserwujemy radykalizację postawy świata arabskiego wobec Izraela. Głównie z powodu eksterminacyjnej polityki wobec Palestyńczyków. Ponieważ to Izrael administruje dzisiaj Palestyną (strefą Gazy, Zachodnim Brzegiem Jordanu), to na nim właśnie spoczywa pełna odpowiedzialność za ofiary oraz straty materialne wywołane konfliktem izraelsko-palestyńskim.
Polityka Izraela wobec Palestyńczyków budzi zresztą sprzeciw nawet już na Zachodzie. Jednak zdecydowanie największym zagrożeniem dla Izraela jest to, że świat arabski myśli dzisiaj o kolejnej wojnie, w wyniku której żydowskie państwo miałoby całkowicie zniknąć z mapy. Do takiego rozwiązania prze dzisiaj najbardziej Iran, który wierzy, że dzięki bombie jądrowej stanie się regionalnym mocarstwem, które ma szansę przewodzić całemu arabskiemu światu.
Wyjście awaryjne dla Izraela
Od lat o czarnym scenariuszu dla Izraela mówią analitycy z wielu renomowanych ośrodków analitycznych. W czasach prezydenta Baracka Obamy powstał nawet raport stworzony przez ekspertów ze wszystkich amerykańskich agencji wywiadowczych pod bardzo sugestywnym tytułem „Preparing for a Post – Izrael Middle East” („Przygotowując się na Bliski Wschód bez Izraela”), który również zarysował ciemną przyszłość stojącą przed państwem żydowskim. Raport stwierdził również, że Izrael wciąga USA w antyarabską politykę, gdy tymczasem w ich interesie jest przeciągnięcie Arabów do własnego obozu. Wcale nie jest więc pewne, że Amerykanie, kalkulując swoją politykę na Bliskim i Środkowym Wschodzie, dalej będą godzili się na bycie gwarantem istnienia Izraela.
Jednak o czarnym scenariuszu dla Izraela mówią także od lat politycy i to zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Opinię jednego z nich warto przytoczyć, bo to człowiek, który o światowej polityce wie prawie wszystko. Mowa oczywiście o Henrym Kissingerze, byłym doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego i sekretarzu stanu w czasach dwóch amerykańskich prezydentów: Richarda Nixona oraz Geralda Forda. Co ciekawe, Kissinger jest żydowskiego pochodzenia, i trudno byłoby mu zarzucać antypatię bądź złośliwość wobec Izraela. Otóż ten wybitny amerykański polityk i dyplomata już w 2012 r. stwierdził, że „w ciągu dziesięciu lat nie będzie Izraela”. Oznacza to, że według Kissingera w 2022 roku Izrael przestanie ostatecznie istnieć.
Nie brak również głosów o tym, że o możliwości ziszczenia się czarnego scenariusza mówi się już nawet w kręgach rządowych w Tel Awiwie. Nic dziwnego, że od paru lat izraelskie władze podejmują dyskretne działania, które mają doprowadzić do znalezienia wyjścia awaryjnego. Jedną z takich opcji jest emigracja Żydów na południową Ukrainę, gdzie w przeszłości istniało Imperium Chazarów, którzy w VIII wieku przeszli na judaizm. Imperium Chazarskie zostało w XI wieku podbite przez Ruś.
W każdym razie izraelski dziennik „The Time of Israel” ujawnił plany izraelskiej emigracji na Ukrainę. W sprawie tej toczyły się już rozmowy z władzami ukraińskimi, które miały zakończyć się zawarciem porozumienia z tajną klauzulą. Izraelski dziennik zaznaczył, że informacje te są wiarygodne, bo pochodzą od jednego z doradców premiera Netanyahu. Jeśli rzeczywiście tak było, jak napisał „The Time of Israel”, oznacza to, że nawet premier Izraela nie wierzy już w przetrwanie żydowskiego państwa.
W czym ją ma? A we wszystkim! Wystarczy włączyć telewizor.
A skoro ma we wszystkim, to i w kwestii przyspieszenia zmiany struktury narodowościowej Polski – też.
Ten milion uchodźców (stan na dziś), to wielkie ubogacenie Polski jest, nawet jeśli w pierwszych 500 tysiącach uchodźców, obywateli Ukrainy było 277 tysięcy, a pozostałych 233 tysiące, to byli studenci zagraniczni. Turystyki, jak mniemam, którzy po praktykach w Białowieży, kontynuowali studia na granicy Ukrainy z Polską.
***
Ale zostawmy poparcie ogólne i przejdźmy do popierania przez zawodowych popieraczy (jest takie słowo) rozwiązań szczegółowych.
Bo dla skompensowania tej oferty, trzeba będzie podnieść ceny biletów i Polacy przesiądą się na rowery lub podeszwy. – popierają podobną decyzję przewoźników kolejowych, takich jak PKP Intercity i Koleje Mazowieckie.
– popierają decyzję Rządu o darmowej opiece medycznej dla uchodźców z Ukrainy (bo za wszystko zapłaci anonimowy filantrop, ukrywający się pod inicjałami NFZ) „Polska służba zdrowia stoi dla nich otworem” (Paweł Wróblewski, prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej) to brzmi dumnie!
– popierają podobne decyzje władz uniwersytetów Jagiellońskiego, Śląskiego, Lubelskiego (tego przedstawiającego się jako katolicki) a nawet – Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego (UTH) im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu (jest taki uniwersytet)
– popierają decyzję Premiera Morawieckiego o przyznaniu 1200 zł miesięcznie osobom, przyjmującym obywateli Ukrainy (na coś się wreszcie te zbankrutowane przez lockdown, a wykupione za bezcen pensjonaty przydadzą)
– popierają przyznawanie obywatelom Ukrainy gotowych, wybudowanych dla Polaków mieszkań (Polacy roszczeniowi są, a to nieładnie)
– popierają otwieranie przed Ukraińcami polskich serc, z sercem samego Mateusza Morawieckiego na czele (biznes na kardiochirurgii, to jest coś!)
– a przede wszystkim popierają tę ekspresową specustawę „O pomocy obywatelom Ukrainy”, działającą wstecz od 24 lutego, a mającą być procedowaną w sejmie już jutro, bo tu już pójdzie przepał takiej kasy, że przy nim numery na respiratorach, maskach, testach i szprycowaniu, to pikusie są.
Z zastrzeżeniem, że dane nie są ostateczne i liczba zabitych może być większa.
Och, jacy wstrzemięźliwi! nieoficjalnie, w Kazachstanie władze zabiły tysiące protestujących, przechodniów, aresztantów, bo tam się nikt nie obcyndalał:
po co zrzucać bomby na swoją infrastrukturę, kiedy można po prostu wystrzelać, zatłuc, zatorturować?
Co ma Kazachstan do Ukrainy?
Dla mnie ma tylko jedno: 30 tys. Polaków, od dziesięcioleci żebrzących u kolejnych władz warszawskich o repatriację.
Potomków zesłańców ocalałych z rzezi pod nazwą Operacja Polska NKWD 1937-1938 i fal późniejszych.
O moim zderzeniu z anty-repatriacyjną, platformiarską biurokracją, pisałem 7 lat temu, a o pozorowaniu tej repatriacji przez ultra-hiper-hurra- patriotyczny PiS, przez ostatnich 5 lat razy kilka, choćby tu:
***
Widzimy, jak panowie Kaczyński, Duda, Morawiecki i reszta ferajny z Nowogrodzkiej, w ciągu kilkunastu dni potrafią uporać się z faktycznym zagospodarowaniem (to modne, technokratyczne określenie), MILIONA uchodźców z Ukrainy – a przez ostatnich 7 lat swoich rządów, potrafili repatriować ledwie po KILKUSET Polaków.
Zamiast się oburzać (niesłusznie oczywiście), współczuć (daremnie) współszczuć (to zostawmy Prezesowi Kaczyńskiemu, on we współszczuciu mistrzem jest) spróbujmy zwyczajnie zapytać:
Ilu Polaków PiS repatriował z Kazachstanu w latach 2020 – 2022?
Takie pytanie należy uznać za prowokację:
w 2020 i 2021 mieliśmy ileś tam fal tego, no, jak mu tam: Covida i skoro PiS zajęty był z nakazem noszenia namordników i trzymania się w odległości 1,5 metra od żony/męża, zamykaniem szkół, kin, restauracji, siłowni, stoków narciarskich, cmentarzy i lasów
to zrozumiale, że nie miał głowy do jakiejś głupiej repatriacji.
***
Owszem, to systematycznie pozbawiane pieniędzy przez centralistyczny, pisowski rząd, samorządy sprowadziły repatriantów:
Każdego roku Łowicz zaprasza jedną rodzinę Polaków z byłego Związku Radzieckiego.
– Piszą do nas zaniepokojeni Polacy z Kazachstanu sytuacją, która tam jest. Także sądzę, że przyjmiemy tak jak co roku jedną rodzinę – mówi burmistrz Łowicza Krzysztof Kaliński.
repatriantów z Kazachstanu. Od lat samorząd jest otwarty dla rodaków ze wschodu. Szykuje dla nich mieszkania, pomaga w znalezieniu zatrudnienia.
Bo samorządy, w odróżnieniu od rządów (tego, i poprzednich) zachowują się przepięknie, choć to przy zalewającym Polskę, ukraińskim oceanie – ledwie kroplówka.
***
No dobrze – ale dlaczego hurra-patriotyczny, jaskrawo biało-czerwony, w koronę na orle ekstatycznie zapatrzony i mielący słowa miodne rano, wieczór, we dnie, w nocy rząd pisowski,
sprowadza MILION uchodzących przed wojną Ukraińców (OK, w tym minimum 223 tysiące egzotycznych studentów turystyki z uniwersytetu im Łukaszenki) w 7 dni
zapewniając im bezpłatne (to znaczy opłacane przez nas) wikt, opierunek, mieszkania, leczenie, komunikację, naukę, studia, zasiłki, stypendia
i jednocześnie, przez 30 lat udaje, że tych 30 tysięcy Polaków, w niebezpiecznym Kazachstanie po prostu nie ma?
Cóż, wytłumaczenie jest oczywiste, bo anatomiczne:
O ile Ukraińców, uciekających przed wojną do Polski, pisowska władza ma (jak zademonstrował Mateusz Morawiecki) w sercu
– to Polaków żebrzących o repatriację z Kazachstanu ma w dupie.
Zgromadzenie ONZ zajęło się 16 grudnia raportem „Eliminacja rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i pokrewnych form nietolerancji”, zawierającym dwa projekty rezolucji: „Swoimi postanowieniami Zgromadzenie wyraziło głębokie zaniepokojenie gloryfikacją ruchu nazistowskiego, neonazizmu i byłych członków organizacji Waffen SS, m.in. poprzez wznoszenie pomników i miejsc pamięci, organizowanie publicznych demonstracji w imię gloryfikacji nazistowskiej przeszłości, ruchu nazistowskiego i neonazizmu oraz ogłaszanie lub próby ogłaszania ich członków, oraz tych, którzy walczyli przeciwko koalicji antyhitlerowskiej, współpracowali z ruchem nazistowskim i popełniali zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości „uczestnikami ruchów narodowowyzwoleńczych”.”
Rezolucja została przyjęta stosunkiem głosów 130 za, 49 wstrzymujących się i 2 przeciw.
Dwa państwa głosujące przeciwko rezolucji to USA i Ukraina.