Naftowe uderzenie w Chiny

Naftowe uderzenie w Chiny

Andrzej Szczęśniak myslpolska/naftowe-uderzenie-w-chiny

Blokada naftowa Zatoki Perskiej najmocniej uderzyła w Chiny, które utraciły już drugie źródło dostaw. To może być kolejny krok w odcinaniu źródeł ropy i gazu wielkiemu konkurentowi Ameryki.

Donald Trump igra z ogniem, przeciągając kryzys irański w nieskończoność. Co chwila zapowiadany jest pokój, podpisanie porozumień, zakończenie blokady Cieśniny Ormuz, ale to wszystko tylko szum medialny. Realnie trwa blokada najważniejszego punktu logistycznego świata, a pewien aspekt tej gry jakoś ucieka obserwatorom w natłoku oświadczeń, wpisów, wahań cen itp. itd. …

To Chiny, najbardziej poszkodowany w tym kryzysie odbiorca ropy, którego problemy zaczęły się już wcześniej – od porwania prezydenta Wenezueli. Po chirurgicznej operacji sił specjalnych 3 stycznia 2025 r. Nicolas Maduro wylądował w Nowym Jorku w kajdankach, by stanąć przed amerykańskim sądem pod wydumanymi zarzutami handlu narkotykami. Pozwoliło to Waszyngtonowi przejąć pełną kontrolę nad największymi złożami ropy na świecie i kontrolować cały handel wenezuelską ropą przez amerykańskie banki i decydować, kto i komu będzie sprzedawał i na co idą dochody. Zaś nielegalny eksport blokuje amerykańska flota na Morzu Karaibskim. Dzięki temu czarne wenezuelskie złoto nie płynie już do Chin, za to ląduje w USA czy w Indiach.

Jednak to nie były znaczące ilości – około czterech procent importu. Ale teraz Donald Trump zajął się największym źródłem ropy dla Chin: Zatoką Perską. Ta wojna – nie-wojna trwa już ponad 100 dni, raz się toczy, raz zamiera, ale jeden element jest stabilny: blokada Cieśniny Ormuz. I to ona właśnie odcina Chinom nie tylko objętą sankcjami irańską ropę, ale większość dostaw z Zatoki Perskiej. A było to ponad 5 milionów baryłek dziennie, czyli prawie połowa całego importu ropy naftowej do Państwa Środka.

Chiny importują 70% potrzebnej im ropy, dlatego odcięcie jej dostaw jest dla nich wyjątkowo groźne. A wojna z Iranem najmocniej uderzyła w ten słaby punkt strategicznych surowców. Z ilości, których zabrakło na  globalnym rynku, najwięcej – aż trzy czwarte – zabrakło właśnie Chinom. Ich import ropy skurczył się o jedną trzecią – z  11,7 mln w lutym do 7,8 mln b/d w maju. Żebyśmy mieli wyobrażenie o skali problemu – to  ponad 5-krotnie więcej niż zużycie ropy w Polsce.

Główny dostawca – Arabia Saudyjska, na razie wywiązuje się ze zobowiązań, ilości eksportowanej ropy prawie się nie zmieniły dzięki rurociągowi do Morza Czerwonego. Iran przez pewien czas również nie zmniejszał eksportu, ale inni dostawcy, jak Irak, Emiraty, Oman czy Kuwejt – praktycznie zaprzestali dostaw.

Sam Iran był oczywiście ważnym dostawcą ropy dla Pekinu, ale było to jedynie 12% importu chińskiego. Dla Iranu Chiny były strategicznym odbiorcą – 80% całej produkcji irańskiej ropy, podlegającej amerykańskim restrykcjom, szmuglowano tam, dlatego śladu w oficjalnych statystykach nie było żadnych.

Zablokowanie Cieśniny zadało Chinom odczuwalny cios, najważniejsze chińskie źródła zaopatrzenia zostały skutecznie zablokowane. A zastąpić tę ropę nie jest wcale łatwo, wszyscy na nią teraz wręcz polują. Nawet ropa rosyjska, której cenę wcześniej obniżano o 20 USD/b, by zneutralizować amerykańskie sankcje, teraz sprzedaje się jak świeże bułeczki. Bez żadnych upustów, i na dodatek uwolniona od sankcji. Co dziwne – jej  eksport do Chin także spadł, prawie o połowę. Ale Chińczycy żądali dużych zniżek, więc teraz mogli zostać przelicytowani przez innych odbiorców.

Blokada Cieśniny Ormuz pozbawia Chiny także dużych ilości LNG. Przez Cieśninę przechodzi prawie jedna trzecia importowanego gazu skroplonego, przede wszystkim z Kataru. Jednak gaz ziemny odgrywa niewielką rolę w miksie energetycznym Państwa Środka (9% udziału w źródłach energii). Ropa jest kluczowym surowcem, który będzie decydował o chińskim rozwoju.

Dotychczasowe działania Donalda Trumpa zaczynają się układać w pewną spójną całość. Właśnie energetyczną i skierowaną przeciwko Państwu Środka. Nie bez przyczyny przecież najgłośniejszą strategią amerykańskiego prezydenta jest „Dominacja Energetyczna”. Ale niech się zbierze trochę więcej poszlak…

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

„Izrael najwyraźniej zaplanował atak na irańską delegację” – wybuchowe informacje wywiadowcze

Escobar i Johnson : „Izrael najwyraźniej zaplanował atak na irańską delegację” – wybuchowe informacje wywiadowcze

Na krótko przed kluczowymi rozmowami między USA a Iranem, pojawiły się doniesienia o otrzymaniu informacji wywiadowczych wskazujących na możliwe plany ataku na członków irańskiej delegacji. Oświadczenie to padło we wspólnej audycji radiowej z udziałem dziennikarza Pepe Escobara, byłego oficera CIA Larry’ego Johnsona i pakistańskiego analityka Zulfiqara Aliego.

Według nich, ostrzeżenia te doprowadziły do ​​przeniesienia wydarzenia, pierwotnie planowanego w Islamabadzie, do kurortu Bürgenstock w Szwajcarii ze względów bezpieczeństwa, choć zmiana ta nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona.

Według niej pakistańscy pośrednicy otrzymali informację, że izraelscy aktorzy mogą rozważać atak na jednego z przedstawicieli Iranu. Escobar stwierdziła, że ​​informacja została potraktowana tak poważnie, że wdrożono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa.

„Pakistańscy mediatorzy otrzymali informacje wywiadowcze wskazujące, że Izraelczycy, zgodnie ze swoją zwyczajową praktyką, mogą rozważać zabójstwo jednej z kluczowych postaci Iranu” – powiedział Escobar. Jako możliwy cel wskazał wysoko postawionych członków irańskiej delegacji.

Mówi się, że Pakistan ostrzegł Izrael.

Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest twierdzenie, że Pakistan wysłał później bezpośrednie ostrzeżenie do Izraela.

Według Escobara wiadomość brzmiała w zasadzie tak: „Jeśli spróbujecie sabotować podpisanie umowy lub podjąć działania wymierzone w życie przedstawicieli Iranu, odezwiemy się do was bezpośrednio – i nie będzie to przyjemne”.

Zulfiqar Ali wielokrotnie potwierdzał tę relację, stwierdzając, że otrzymywał te same informacje przez kilka kolejnych dni od osób bezpośrednio zaangażowanych w ten proces. „Irańczycy zostali jednoznacznie poinformowani: jeśli będziecie się tym przejmować, odezwiemy się do was” – powiedział.

Escobar: Izrael chce wstrzymać proces

Escobar uważa, że ​​władze Izraela od dawna znają szczegóły negocjacji i są zdecydowane zapobiec pojednaniu między Waszyngtonem a Teheranem.

„Oczywiście, że mają kopię. Każdy w świecie arabskim ma już kopię” – powiedział Escobar, odnosząc się do dokumentów negocjacyjnych. Myśl, że Izrael nie wie, co jest przedmiotem negocjacji, jest nierealna.

Argumentował dalej, że pewne kręgi w Izraelu postrzegały cały proces jako zagrożenie. W związku z tym istniało ryzyko dalszych prowokacji lub eskalacji.

„Nie ma innego sposobu, żeby odstraszyć tych ludzi. Są niesamowicie niebezpieczni. Są wściekli z powodu tej umowy” – wyjaśnił Escobar.

Larry Johnson: Izrael może dalej eskalować konflikt

Larry Johnson przestrzegł również przed sprowadzaniem wydarzeń wyłącznie do kwestii premiera Benjamina Netanjahu.

Nawiązał do wypowiedzi byłego premiera Izraela Naftalego Bennetta, który jego zdaniem zajął jeszcze twardsze stanowisko wobec Iranu.

„To pokazuje, że zdecydowana większość społeczeństwa izraelskiego nadal pragnie konfliktu z Iranem i marzy o zniszczeniu Hezbollahu” – powiedział Johnson. Jednocześnie przyznał, że potencjał militarny Izraela jest ograniczony bez wsparcia Stanów Zjednoczonych.

Chiny, Pakistan i Iran zbliżają się do siebie

Kolejnym ważnym tematem dyskusji była rola Chin.

Johnson i Escobar twierdzili, że wszystkie kluczowe działania mediacyjne Pakistanu były ściśle skoordynowane z Pekinem. Twierdzili, że Chiny wywierały znaczący wpływ polityczny, gospodarczy i militarny na rozwój sytuacji.

Escobar mówił nawet o pogłębiającej się osi strategicznej między Chinami, Iranem i Rosją.

„Wszystko, co zostało uzgodnione między pakistańskimi mediatorami a irańskimi negocjatorami, zostało zaakceptowane przez Chiny” – powiedział.

Presja ekonomiczna zmusza Waszyngton do działania.

Johnson uważa jednak, że kluczowy jest inny czynnik: gospodarka.

Argumentował, że Stany Zjednoczone znajdują się pod ogromną presją z powodu malejących strategicznych rezerw ropy naftowej. Konsekwencje gospodarcze kryzysu nie są jeszcze w pełni widoczne, ale mogą stać się odczuwalne na całym świecie w ciągu kilku miesięcy.

„Trump zobaczył te liczby i najwyraźniej kompletnie stracił panowanie nad sobą” – dodał Escobar. Według niego, strach przed szokiem gospodarczym był jednym z głównych powodów niedawnych działań dyplomatycznych.

Ostrzeżenie przed dalszymi próbami sabotażu

Mimo całego postępu, strony zaangażowane w ten proces nadal spodziewają się prób jego storpedowania.

Zulfiqar Ali wyraził się o tym szczególnie jasno pod koniec dyskusji:

„Jeśli syjoniści zrobią to, co zwykle robią, to tym razem nauczą się czegoś, czego wcześniej nie zrobili”.

Według Escobara, Johnsona i Alego, informacje pochodzą ze źródeł bezpośrednio zaangażowanych w trwające negocjacje. Rozmówcy przedstawili obraz niezwykle delikatnego procesu dyplomatycznego, przyćmionego, jak twierdzili, przez zagrożenia dla bezpieczeństwa, rywalizację geopolityczną i potencjalne próby jego zakłócenia.

Koprodukcja Izrael – USA. MEM-y

———————————-

———————————-

———————————–

Bro w amerykańskim slangu to potoczne określenie brata lub kumpla. To skrót od angielskiego słowa brother

—————————————

———————–

—————————————–

————————————-

Negocjacje z Ukrainą już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Negocjacje już tego lata? Co omawiano o Ukrainie na szczycie G7?

Kwestia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie była tematem szczytu Grupy Siedmiu (G7), który odbył się w dniach 15-17 czerwca w alpejskim kurorcie Évian-les-Bains. Agencja TASS informuje, kiedy przywódcy G7 uważają, że mogą się odbyć negocjacje i jakie działania podejmują, aby je osiągnąć.Redaktorzy strony internetowej TASS

17 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Isabel Infantes – Pool/Getty Images

„Pierwsza prawdziwa szansa” na pokój

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił , że konflikt na Ukrainie po raz pierwszy daje szansę na pokój. Stwierdził, że nowym wydarzeniem na tym spotkaniu G7 jest jednomyślność wszystkich partnerów w ocenie sytuacji. Nazwał to „bardzo dobrą wiadomością”, ponieważ kanclerz zauważył, że konflikt nabrał nowego rozpędu w ostatnich dniach i tygodniach. Merz zauważył również, że dyskusje prowadzone między partnerami z G7 i prezydentem USA Donaldem Trumpem – zarówno podczas oficjalnych spotkań, jak i przy okazji – napawają optymizmem.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul z kolei ogłosił gotowość Europy do negocjacji z Rosją w celu rozwiązania konfliktu. Stwierdził, że sygnał został już wysłany do Moskwy. Uważa, że ​​Rosja musi teraz podjąć decyzję, czy „negocjować, czy strzelać”. Jego zdaniem negocjacje mogłyby rozpocząć się już tego lata.

Wadephul przyznał, że konflikt nie przynosi żadnej ze stron korzyści militarnych. „Jedyne, co się dzieje, to to, że ludzie giną. Każdego dnia” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Podkreślił również, że Europa „nie jest neutralna” w tej sytuacji.

Według Bloomberga , przewodniczący Rady Europejskiej António Costa próbuje nawiązać kontakt z Moskwą w celu przygotowania rozmów. Agencja donosiła, że ​​„jeden z kluczowych doradców Costy” rzekomo „przeprowadził dwie rozmowy telefoniczne z wysoko postawionym rosyjskim urzędnikiem bliskim prezydentowi Rosji”. Agencja przyznała jednak, że nie posiada oficjalnego potwierdzenia tych informacji ani z Brukseli, ani z Moskwy.

Potrzebny jest odpowiedni moment

Prezydent Szwajcarii i Federalny Departament Gospodarki, Edukacji i Badań Naukowych Guy Parmelin wyraził opinię, że potrzebny jest odpowiedni moment, aby przyspieszyć proces pokojowy. „Czasami takie podejście jest rozczarowujące, ale czasami przynosi bardzo dobre rezultaty, jeśli zachowa się realizm i pragmatyzm” – powiedział Parmelin.

Oznajmił również, że Szwajcaria jest gotowa zapewnić platformę do negocjacji.

Jednak, jak powiedział wcześniej agencji TASS ambasador Rosji w Bernie Siergiej Garmonin  , Rosja nie potrzebuje „dobrych usług” ze strony Szwajcarii, która w oczach Moskwy straciła reputację uznanego państwa neutralnego. Dyplomata tłumaczył to przyjęciem przez ten kraj sankcji UE i brakiem reakcji na ataki Kijowa na rosyjską ludność cywilną.

Czy Europa próbuje sabotować negocjacje?

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rodion Miroshnik wyraził opinię, że państwa europejskie, zwłaszcza Wielka Brytania, Niemcy i Francja, starają się zakłócić negocjacje.

Na początku czerwca prezydent Francji Emmanuel Macron, Merz, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i Wołodymyr Zełenski przeprowadzili rozmowy na Downing Street, po których wydali oświadczenie polityczne określające pięć podstawowych warunków rozpoczęcia procesu pokojowego. Obejmowały one gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, w tym rozmieszczenie sił międzynarodowych, utrzymanie zamrożenia aktywów rosyjskich do czasu pełnego odszkodowania za szkody oraz natychmiastowe i całkowite zawieszenie broni.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważyła , że ​​przywódcy „Europejskiej Trójki” stawiają warunki, które są dla Moskwy ewidentnie nie do przyjęcia.

Czy Trump będzie przeszkadzał UE?

Szczególne zainteresowanie partnerów G7 wzbudziło oświadczenie Trumpa , że ​​Waszyngton zamierza skupić się na rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie, ponieważ zakończono już prace nad memorandum o porozumieniu z Iranem, mającym na celu zakończenie działań wojennych.

Ostatnia runda rozmów trójstronnych między Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą odbyła się w Genewie w dniach 17–18 lutego. Przewodniczący rosyjskiej delegacji, Władimir Miedinski, określił je jako trudne, ale rzeczowe.

Według Politico , powołującego się na źródła, europejscy sojusznicy Kijowa obawiają się, że „uwolniony od codziennego ciężaru radzenia sobie z kryzysem irańskim”, Trump „może próbować przejąć kontrolę nad rozmowami pokojowymi na Ukrainie, zepchnąć je na margines i pokrzyżować strategię wywierania maksymalnej presji na Rosję i pełnego wsparcia dla Ukrainy”.

Jeden z dyplomatów UE przyznał, że odciągnięcie uwagi amerykańskiego przywódcy od konfliktu na Ukrainie „nie było aż tak złą rzeczą”.

W nadchodzących tygodniach, jak przypomina gazeta, UE planuje sfinalizować 21. rundę sankcji wobec Rosji. „Jednak niewiele wskazuje na to, że Stany Zjednoczone, które złagodziły sankcje energetyczne wobec Rosji w obliczu gwałtownego wzrostu światowych cen energii, zamierzają pójść w ich ślady, a tym bardziej przeznaczyć dodatkowe fundusze na wsparcie działań militarnych Kijowa” – napisała gazeta.

Co więcej, szwajcarski portal informacyjny Schweiz heute zauważył , że Trump ostentacyjnie zignorował Zełenskiego podczas szczytu, nie witając się z nim.

Jak donosił Zełenski , podczas spotkania z Trumpem na szczycie zwrócił się on o licencję na produkcję przechwytujących pocisków balistycznych, ale Trump nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Jednak, według Zełenskiego, tym razem amerykański przywódca „pozytywnie” odniósł się do jego prośby. Ukraina zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o licencje na produkcję systemów Patriot i pocisków rakietowych już w 2025 roku, ale Waszyngton nie odpowiedział na te prośby.

Presja na Rosję i wsparcie dla Ukrainy

Wsparcie Kijowa i zwiększenie presji na Moskwę również znalazły się w programie szczytu. Merz oświadczył, że wysiłki w tym kierunku będą kontynuowane.

Zapytany, czy Trump obiecał poparcie dla nowych sankcji antyrosyjskich i czy Europejczycy rzeczywiście zasiądą do negocjacji w przyszłości, odpowiedział, że nie ma co do tego wątpliwości. Ponadto Trump stwierdził , że Stany Zjednoczone mogą wkrótce cofnąć zniesienie sankcji na rosyjską ropę.

Kraje G7 zwiększą presję na sankcje wobec Rosji, w tym na jej sektor naftowo-gazowy, z powodu sytuacji na Ukrainie, zgodnie ze wspólnym oświadczeniem w sprawie kwestii geopolitycznych wydanym przez uczestników szczytu. Przywódcy G7 uważają, że porozumienie między USA a Iranem w sprawie odblokowania Cieśniny Ormuz stwarza sprzyjające warunki do zwiększenia presji na sankcje wobec Rosji. Macron dodał , że kraje G7 „zamierzają kontynuować walkę” z tzw. flotą cieni Rosji.

Grupa Siedmiu zamierza zwiększyć dostawy systemów obrony powietrznej, dodatkowych pocisków przechwytujących i pocisków dalekiego zasięgu dla Ukrainy. „Jesteśmy również gotowi rozważyć udzielenie Ukrainie licencji, które pozwolą jej zwiększyć własną produkcję wojskową” – czytamy w dokumencie. Według Macrona , podczas rozmów Trump „podkreślał wagę mobilizacji amerykańskiego przemysłu obronnego i zdolności do dostarczania takiego sprzętu”.

Ponadto G7 zamierza udzielić dodatkowego wsparcia ukraińskiemu sektorowi energetycznemu, aby pomóc mu przetrwać nadchodzącą zimę. „Podkreślamy wagę odporności energetycznej, biorąc pod uwagę potrzeby i priorytety określone przez władze Ukrainy” – czytamy w oświadczeniu.

Lydia Misnik 

Po wojnie irańskiej: Koniec pewnej epoki

Po wojnie irańskiej: Koniec pewnej epoki, nie jako schyłek, lecz jako impuls do gwałtownej zmiany

Alastair Crooke

Dominująca władza Trumpa nad ropą, cłami i technologią okazała się nieproduktywna – zapoczątkowując nową erę samowystarczalnych gospodarek i konfrontacji między pokoleniami.

W niedawnej dyskusji profesor Michael Hudson polemizuje z tymi, którzy mówią o „upadku hegemona USA”. Upadek, argumentuje Hudson, zakłada, że ​​coś rośnie i upada, ale zawsze się odradza. „Ale statystycznie rzecz biorąc, nigdy nie było czegoś takiego jak cykl… Nie ma upadku, jest krach”.

„Jesteśmy świadkami końca pewnej epoki, nie upadku, lecz gwałtownej zmiany. I ta zmiana nie nadchodzi z zewnątrz: koniec amerykańskiej potęgi nie jest spowodowany żadną zagraniczną wojną domową ani żadną inną wojną przeciwko amerykańskiej hegemonii. Koniec nadszedł z samych Stanów Zjednoczonych, w ich próbie ugruntowania swoich interesów jako hegemona przeciwko interesom wszystkich innych krajów”.

Paradoksalnie, według profesora Hudsona:

„Każdy środek podjęty, by uniknąć amerykańskiego „upadku”, stał się mechanizmem, który go powoduje. Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę, by utrzymać swoją hegemonię – i udowodniły, że nie są już w stanie dominować… Przez czterdzieści lat prowadziły politykę maksymalnej presji, by złamać Iran, i zamiast tego stworzyły przeciwnika, który teraz [rzuca wyzwanie dominacji USA]”.

Aby utrzymać potęgę Ameryki, prezydent Trump próbował nałożyć szereg ograniczeń na całą gospodarkę światową, „kontrolując ropę naftową – ponieważ wszyscy jej potrzebują” – powiedział Hudson.

Fakt, że Trump wypowiedział wojnę Iranowi i Rosji [?] oraz zainicjował próbę zdławienia Chin, sam w sobie nie stanowi całościowej matrycy amerykańskiej polityki utrzymania potęgi. Matryca ta jest szersza. Jednak ropa naftowa jest jednym z jej najważniejszych wymiarów – podobnie jak związana z nią hegemonia dolara. Trump wyraźnie chce skonsolidować globalną kontrolę energetyczną, aby Stany Zjednoczone mogły decydować, kto ma dostęp do energii (tj. nie Iran, nie Rosja, nie Kuba) i czyje dostawy energii są ograniczone w celu ograniczenia konkurencyjności (tj. Chiny).

Z drugiej strony, dostawcy energii, tacy jak Rosja, zostali objęci sankcjami właśnie po to, by ograniczyć liczbę odbiorców rosyjskiej ropy i gazu. Państwa klienckie mocarstwa imperialnego (tj. Europy) wydawały się zaskakująco chętne do działania w charakterze egzekutorów amerykańskiej dominacji energetycznej – i tym samym przekształcania się w produktywne źródło sankcji.

Inne aspekty (oprócz dominacji na rynku ropy naftowej) amerykańskich prób wywierania monopolistycznego wpływu na resztę gospodarek świata to po pierwsze polityka taryfowa – za pomocą której Trump miał nadzieję zmusić posłuszne państwa do pozostania lojalnymi wobec Waszyngtonu, dostosowania się do polityki USA i zaopatrywania Ameryki w niezbędne surowce – w zamian za włączenie do „sieci insiderów” Waszyngtonu (państw klienckich Ameryki).

W rzeczywistości w Waszyngtonie działają dwie „sieci insiderów”: jedna składa się z Trumpa, jego rodziny i szerokich współpracowników biznesowych, druga zaś składa się z protegowanych Trumpa za granicą (państwa Zatoki Perskiej itp.).

Polityka taryfowa to w zasadzie uprzejmy sposób powiedzenia: „Użyjemy taryf, kryzysu energetycznego lub kryzysu finansowego, aby zdestabilizować wasze gospodarki, jeśli nie zgodzicie się dołączyć do kierowanej przez USA «sieci»”.

Jednak ani cła, ani polityka ograniczania dostaw energii nie obyły się bez niepowodzeń, m.in. dlatego, że Iran odmówił podporządkowania się i kontynuował dostawy ropy do Chin i innych sojuszników Iranu.

Nowym „elementem” polityki żelaznego uścisku jest zatem inicjatywa „Pax Silica”. Arnaud Bertrand wyjaśnia, że ​​administracja Trumpa „wyraźnie wyjaśniła cel swojego syndykatu”:

„Kraje podpisują umowy, dostosowują swoje łańcuchy dostaw do Waszyngtonu, wykluczają Chiny (uprzejmie określane jako państwa stosujące „praktyki pozarynkowe” i „nieuczciwy dumping”) – a w zamian zyskują dostęp do ekosystemu technologii imperialnych”.

Jeśli pozostały jakiekolwiek wątpliwości, podsekretarz stanu Jacob Helberg – były pracownik Palantira, który jest pomysłodawcą tej inicjatywy – jasno stwierdza: Ten, kto kontroluje „komputery i minerały, które je zasilają”, zadecyduje o losach XXI wieku, a on chce utworzyć wokół Waszyngtonu grupę „sojuszniczych” krajów w ramach „nowego konsensusu w sprawie bezpieczeństwa gospodarczego”, aby mieć pewność, że to właśnie oni podejmą ten krok.

Wojna Trumpa pod hasłem „Make America Great Again” ma zatem globalne reperkusje. Świat nie może po prostu wrócić do stanu sprzed wojny. Wall Street i „rynki” zdają się wierzyć, że jest to prawdopodobne, a nawet nieuniknione (nie wyobrażają sobie innej przyszłości), ale reszta świata postrzega wojnę z Iranem jako symbol systemowej zmiany w kierunku nowej ery, właśnie dlatego, że paliwa kopalne, nawozy i inne produkty pokrewne to elementy, które „utrzymują świat w ruchu”.

Wojna z Iranem doprowadzi do globalnego, globalnego przekonania, że ​​kraje potrzebują (przynajmniej) suwerenności żywnościowej, aby chronić się przed wykorzystywaniem przez USA handlu zagranicznego żywnością, ropą naftową, nawozami i praktycznie wszystkim innym, co do czego Stany Zjednoczone mogą stworzyć niedobór i wykorzystać jako broń. Oznacza to powrót do samowystarczalnych gospodarek – w przeciwieństwie do „zorientowanego na eksport” modelu Banku Światowego, finansowanego długiem.

Profesor Andriej Bezrukow z rosyjskiego Uniwersytetu MGIMO i były oficer wywiadu SWR odniósł się do wyzwań zmieniającego się świata na Forum w Sankt Petersburgu 3 czerwca 2026 roku. I choć jego komentarze dotyczyły rosyjskiego kontekstu, jego obserwacje są aktualne na całym świecie.

W swoim przemówieniu, podsumowanym przez Laurę Ru, Bezrukow argumentował, że Rosja weszła w nową, przedłużającą się globalną konfrontację z Zachodem. Wierzył, że konflikt ten stanowi fundamentalną zmianę w naturze wojny, która ukształtuje rosyjską politykę i społeczeństwo w dającej się przewidzieć przyszłości.

Bezrukow podkreślił, że obecny konflikt (militarny) nie polega przede wszystkim na podboju terytorium, które, według jego opisu, straciło wiele ze swojej tradycyjnej wartości. Jest to raczej wojna na wyniszczenie, której celem jest podważenie kluczowych systemów, w tym infrastruktury, sieci dowodzenia i kontroli, technologii, zasobów kosmicznych, bezpieczeństwa biologicznego i domeny informacyjnej… „Strategia Zachodu w tej wojnie jest bardzo prosta: uniknąć zderzenia nuklearnego z nami, z którego wyszliby jako przegrani. Dlatego gotują żabę na wolnym ogniu”.

„Ostrzegł, że Rosja musi liczyć się z pozostaniem w stanie wojny przez wiele lat, być może 20–30 lat. W tym czasie Rosja musi nauczyć się współistnieć z rzeczywistością wojny, kontynuując jednocześnie rozwój gospodarczy”.

„Głównym tematem jego przemówienia była ostra krytyka obecnego podejścia Rosji. Bezrukow argumentował, że kraj był zbyt pobłażliwy wobec swoich przeciwników – »Jesteśmy powolni. Pozwalamy [naszym wrogom] na zbyt wiele. Nie boją się nas… ponieważ wiele, wiele czerwonych linii, o których mówiliśmy, pozostało jedynie na papierze«”.

Aby dostosować się do tej nowej rzeczywistości, Bezrukow wezwał do gruntownej restrukturyzacji państwa i gospodarki. Zaapelował o stworzenie partnerstwa cywilno-wojskowego, zdolnego zarówno do rozwoju, jak i długoterminowej obrony. Infrastruktura krytyczna – taka jak centra danych, magazyny ropy naftowej i węzły komunikacyjne – musi zostać przeniesiona pod ziemię lub zabezpieczona w taki sam sposób, jak elektrownie jądrowe. Podkreślił również potrzebę zniwelowania przepaści między wojskiem a społeczeństwem cywilnym oraz prowadzenia bardziej asertywnej polityki. Rosja nie może oczekiwać szybkiego powrotu do warunków pokojowych i dlatego musi odpowiednio zreorganizować swoje społeczeństwo, gospodarkę i strategię.

Przemówienie Bezrukowa wzbudziło duże zainteresowanie ze względu na swój ton i wezwanie do tego, aby Rosja psychologicznie i strukturalnie dostosowała się do trwającej już kilka pokoleń ery konfrontacji – temat ten był już szeroko omawiany przez profesora Siergieja Karaganowa.

Te dwa artykuły reprezentują zmieniający się świat, który próbuje się zrestrukturyzować w obliczu agresywnego oblicza słabnącego hegemona USA, poszukując sposobów na odizolowanie swoich gospodarek od amerykańskich taryf celnych, energii, technologii i ataków dolara na resztę świata, a także na dostosowanie się do nowej ery asymetrycznej wojny geopolitycznej spowodowanej wojną z Iranem.

Profesor Hudson podsumowuje:

„Iran walczy o swój styl życia z ludźmi, którzy chcą odebrać im możliwość kształtowania własnej przyszłości. O to właśnie chodzi w tej walce. Ostatecznie jest to walka moralna, która przekłada się na walkę gospodarczą i walkę handlową – i prowadzi do tego [globalnego] podziału”.

To właśnie ten moralny, cywilizacyjny sposób bycia, przeciwstawiony radykalnej materialistycznej próżni ery Trumpa w USA, najprawdopodobniej zdefiniuje wojny domowe i globalne naszych czasów.

Źródło: Wojna po Iranie: koniec pewnej ery, nie po to, by się schylić, lecz by wywołać gwałtowną zmianę

Oto jak Iran dokonał niespodzianki stulecia

Iranowi udało się więc dokonać niespodzianki stulecia.

Oto jak Iran dokonał niespodzianki stulecia

Andrzej Korybko

Niewielu poza Iranem, jego „osią oporu” i jego międzynarodowymi zwolennikami sądziło, że uniknie on losu Iraku, Libii i Syrii.

Wielu spodziewało się, że Iran pójdzie tą samą drogą, co Irak, Libia i Syria na początku III wojny w Zatoce Perskiej, dlatego wynik tego konfliktu można nazwać zaskoczeniem stulecia. Iran nie zniszczył Izraela, jak od dawna groził, ani nie zatopił amerykańskich okrętów, jak media wmawiały swoim zwolennikom, ale oba państwa – a zwłaszcza Izrael – zostały poważnie uszkodzone.

Iran przetrwał, choć osłabiony, jak wyjaśniono tutaj, dzięki pięciu czynnikom wymienionym poniżej:


1. Ogromny arsenał dronów i rakiet

Lata temu irańscy stratedzy mądrze przewidzieli, że przyszłość wojny kinetycznej będzie zdalnie sterowana i bezzałogowa. Rozumieli również wagę budowy w dużej mierze samowystarczalnego kompleksu militarno-przemysłowego na wypadek blokady. W tym celu zgromadzili wszystkie niezbędne zagraniczne surowce do rozbudowy arsenału dronów i rakiet w tych warunkach, umożliwiając Iranowi odwet na przeciwnikach nawet po zniszczeniu systemów obrony powietrznej.

2. Gotowość do wzajemnej eskalacji

Trzeba przyznać, że Iran nie wahał się eskalować działań przeciwko Izraelowi, Stanom Zjednoczonym czy państwom Zatoki Perskiej, których przestrzeń powietrzna i/lub infrastruktura (bazy lotnicze, radary, doki itp.) zostały wykorzystane przeciwko niemu. Iran kontynuował te działania, mimo że jego przeciwnicy posiadali broń jądrową, a w przypadku Trumpa złowieszczymi sugestiami sugerował użycie jej do zniszczenia perskiej tysiącletniej cywilizacji. Zwiększając koszty dla swoich przeciwników, a jednocześnie ponosząc jeszcze większe koszty, jakie oni mu zafundowali, Iran zaskoczył wszystkich.

3. Zdecentralizowana obrona mozaikowa

Irańscy stratedzy trafnie przewidzieli również, że ich przeciwnicy prawdopodobnie pozbawią ich przywódców głowy, stąd konieczność decentralizacji obrony kraju prowadzonej przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), aby utrzymać eskalację konfliktu opartą na dronach i rakietach, która – jak oczekiwali – ostatecznie wyczerpie ich bardziej bezbronnych przeciwników. To podejście nie było pozbawione ryzyka, ponieważ niemal doprowadziło do wojny z Azerbejdżanem, a co za tym idzie, potencjalnie z Turcją, członkiem NATO, ale ostatecznie okazało się bardzo skuteczne, znacznie przekraczając oczekiwania.

4. Patriotycznie zjednoczona populacja

Pomimo sporadycznych aktów przemocy politycznej (zaostrzanych przez mocarstwa zagraniczne wykorzystujące istniejące urazy), zdecydowana większość Irańczyków zjednoczyła się patriotycznie w obronie swojego cywilizowanego państwa. Większość ludzi o różnych tożsamościach politycznych, religijnych, etnicznych i regionalnych rozumiała egzystencjalną stawkę konfliktu, po tym jak Izrael i Stany Zjednoczone wyraźnie o tym omówiły. Dlatego nie doszło do zbrojnych powstań, aby nie działać w interesie swoich przeciwników. Dlatego cierpliwie znosili swoje cierpienie.

5. Strategiczna cierpliwość dyplomatyczna

I wreszcie, irańscy negocjatorzy nie zaakceptowali pierwszej proponowanej umowy, pomimo rosnących kosztów dla ich kraju, po części po to, by przedłużyć cierpienia, jakie wojna zadawała ich przeciwnikom, licząc, że doprowadzi to do ich podziałów i tym samym do bardziej sprzyjających warunków międzynarodowych dla zakończenia działań wojennych. Liczyli również na to, że ich społeczeństwo pozostanie zjednoczone, co było podstawą tej polityki i powodem, dla którego amerykańska polityka „maksymalnej presji” nie doprowadziła do „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu.


Iran mistrzowsko połączył czynniki militarne, strategiczne, polityczne i dyplomatyczne, aby przetrwać trzecią wojnę w Zatoce Perskiej, co jest niewątpliwie zwycięstwem, biorąc pod uwagę, jak wielu spodziewało się, że podąży śladami Iraku, Libii i Syrii. Chociaż Iran nie zniszczył Izraela, co wielu jego zwolenników uważało za miarę sukcesu przed rozpoczęciem działań wojennych i co, jak im obiecywano, miało nastąpić, to jednak zadał swojemu wrogowi bezprecedensowe straty.

Izrael zrobił to samo Iranowi, ale i tak przegrał, ponieważ nie osiągnął w pełni żadnego ze swoich celów.

Źródło: Oto jak Iran dokonał niespodzianki stulecia

Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

VIDEO: Łukaszenka: „Lobby żydowskie” razem z Watykanem oszukały Putina

Date: 17 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/lukaszenko-lobby-zydowskie-razem-z-watykanem-oszukaly-putina

Łukaszenko twierdzi, że pośrednicy z Watykanu i Izraela przekonali Putina do wycofania się z Kijowa w 2022 roku

Białoruski przywódca Aleksander Łukaszenko stwierdził, że przedstawiciele Watykanu oraz izraelscy pośrednicy przekonali rosyjskiego przywódcę Władimira Putina do wycofania rosyjskich sił z regionu kijowskiego w pierwszych tygodniach pełnej inwazji Rosji na Ukrainę, wierząc, że uda się osiągnąć porozumienie pokojowe.

Jak wynika z wywiadu, którego 2 dni temu, Łukaszenko udzielił saudyjskiej stacji telewizyjnej Al Arabiya (video poniżej), białoruski przywódca stwierdził, że pośrednicy rzekomo działający w imieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego zapewnili Moskwę, iż Kijów jest gotowy do negocjacji w sprawie zakończenia walk.

W trakcie wywiadu Łukaszenko powiedział: „Po raz kolejny prawdopodobnie nas oszukali. Był to Watykan i, co zaskakujące, lobby żydowskie, Izraelczycy. W imieniu Zełenskiego powiedzieli: »To jest to, zmierzamy ku pokojowi, zgadzamy się«”.

Łukaszenko argumentował, że Putin zgodził się wycofać rosyjskie wojska z okolic Kijowa, próbując „przywrócić pokój” między obiema stronami. Twierdził, że Kreml doszedł później do wniosku, iż te zapewnienia nie doprowadziły do porozumienia.

Białoruski przywódca stwierdził również, że rosyjscy dowódcy wojskowi uważali, iż ofensywa w okolicach Kijowa mogłaby zakończyć się sukcesem, gdyby była kontynuowana. Twierdził ponadto, że rosyjskie oddziały dotarły już do Kijowa, zanim wydano rozkaz wycofania się. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

W lutym 2022 roku siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę w kierunku Kijowa, ale nie udało im się zdobyć stolicy Ukrainy. Na początku kwietnia oddziały rosyjskie wycofały się z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego, kończąc tym samym próbę Moskwy zmierzającą do zajęcia północnej Ukrainy.

Wycofanie się zbiegło się w czasie z negocjacjami między delegacjami ukraińską i rosyjską, które odbyły się najpierw na Białorusi, a później w Turcji. W tamtym czasie Rosja określiła wycofanie się jako krok mający na celu ułatwienie rozmów pokojowych, podczas gdy Ukraina i jej zachodni partnerzy twierdzili, że wycofanie się nastąpiło w wyniku niepowodzenia Rosji w osiągnięciu celów wojskowych w okolicach Kijowa.

INFO: https://united24media.com/war-in-ukraine/lukashenko-says-vatican-and-israeli-intermediaries-convinced-putin-to-pull-back-from-kyiv-in-2022

https://news.nikk.co.il/en/lukashenko-dragged-israel-into-a/

https://english.alarabiya.net/News/middle-east/2026/06/16/israel-condemns-lukashenko-remarks-to-al-arabiya-english-as-deeply-disturbing-

https://president.gov.by/special/en/events/polnaa-versia-interv-u-aleksandra-lukasenko-telekanalu-al-arabia

Profil mediów informujących opracowany przez AI:

UNITED24 Media to ukraińska, prowadzona przez rząd platforma multimedialna, która powstała, aby informować świat o wydarzeniach na Ukrainie oraz o rosyjskiej inwazji. Stanowi część szerszej państwowej inicjatywy powołanej przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Nikk.Agency (prowadzące serwis pod marką NAnews) to portal informacyjny, tworzony przez grupę izraelskich dziennikarzy i publicystów o ukraińskich korzeniach.

Hormuz: Katastrofa cywilizacji w zwolnionym tempie

Hormuz: Katastrofa w zwolnionym tempie

Autorstwa Richarda Lyona [spojrzenie z Wielkiej Brytanii. md]

Być może największym zaskoczeniem w decyzji o zbombardowaniu Iranu było przeoczenie prostego faktu: jedna piąta ropy naftowej, która napędza współczesną gospodarkę, przepływa przez cieśninę o szerokości około 32 kilometrów u wybrzeży Iranu.

Cieśnina ta – Cieśnina Ormuz – transportuje około 20 milionów baryłek dziennie. 4 marca Iran ją zamknął. Nawet po odliczeniu tego, co można przekierować rurociągami lub pokryć rezerwami mocy produkcyjnych, strata netto nadal wynosi 10–14 milionów baryłek dziennie: dwa razy więcej niż podczas kryzysu naftowego lat 70. i wystarczająco dużo, aby pogrążyć Wielką Brytanię i świat w depresji.

Wszystko to stanowi kuszącą lekcję, i to błędną. Jeśli jeden szlak wodny po drugiej stronie świata może nam to zrobić, to z pewnością rozwiązaniem jest zmniejszenie uzależnienia od ropy naftowej: szybsza elektryfikacja, budowa większej liczby elektrowni wiatrowych i słonecznych oraz zerwanie raz na zawsze powiązań z niestabilnym i wrogim regionem. Do takiego wniosku doszedł już każdy zwolennik zawodnej energii – i uzasadnia on wszystko, co do tej pory nam narzucono. Jest wręcz przeciwnie. Zerowa emisja netto jest przyczyną tej katastrofy, a nie rozwiązaniem.

W mojej nadchodzącej książce wyjaśniam, dlaczego przedwczesne porzucenie paliw kopalnych jest pułapką – polityką, która wydaje się działać, dopóki nie przestaje, a wtedy jest już za późno, by z niej uciec. To, co jest sprzedawane jako „przejście” na energię wiatrową i słoneczną, jest w rzeczywistości regresem: pierwszym krokiem w historii w dół drabiny jakości energii, a nie w górę. W imię „zerowej emisji netto” wyeliminowaliśmy rezerwy mocy, rezerwy strategiczne, redundancje, paliwa alternatywne i alternatywne trasy. Cieśnina Ormuz jest dowodem na to, że pułapka już się zawiązała.

Niewiele trzeba było, by zastawić pułapkę. 28 lutego, podczas negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego, Izrael i Stany Zjednoczone przypuściły niespodziewany atak. Jeśli ich celem było obalenie ajatollahów, poniosły porażkę: Iran zachował swój reżim, rakiety balistyczne i drony. W zamian zamknął cieśninę i obiecał strzelać do każdego statku próbującego przez nią przepłynąć. Ruch został wstrzymany. W chwili pisania tego tekstu cieśnina pozostaje praktycznie zamknięta.

Lockdown wywołał szok na całym świecie. W Wielkiej Brytanii olej napędowy ponownie przekroczył 150 pensów za litr, a cena benzyny rośnie. Ofgem podniósł lipcowy limit cen o około 13,5% – najwyższy poziom od początku 2024 roku – a same ceny benzyny wzrosły o prawie jedną czwartą. OECD podniosła prognozę inflacji w Wielkiej Brytanii w tym roku z 2,5% do 4%, uznając Wielką Brytanię za gospodarkę najbardziej dotkniętą kryzysem w G20 i obniżając prognozę wzrostu gospodarczego bardziej drastycznie niż jakikolwiek inny członek. Krótkoterminowe koszty pożyczek wzrosły trzy razy szybciej niż w krajach sąsiednich, prezes Banku Anglii jest „gotowy do działania”, a według ECIU ceny żywności w Wielkiej Brytanii mają być do listopada o 50% wyższe niż na początku kryzysu kosztów utrzymania w połowie 2021 roku.

Najdziwniejsze w tym kryzysie jest jednak to, jak mało przypomina kryzys. Ropa Brent kosztuje obecnie około 96 dolarów za baryłkę, po tym jak na początku kwietnia gwałtownie wzrosła do prawie 140 dolarów. Kontrakt terminowy na czerwiec 2027 roku wynosi 80 dolarów, a prognozy wskazują na powrót do ceny z 2025 roku. Tak, ceny gazu, rachunki, inflacja, wzrost gospodarczy i zadłużenie są gorsze. Ale wszystko nadal jest poniżej poziomu z 2021 roku po pandemii COVID-19 i Nord Stream: bardziej przypomina to „więcej tego samego”. A przesłanie polityczne, mające uspokoić rynki, brzmi, że to wszystko wkrótce się skończy.

Nic nie może być dalsze od prawdy.

Zacznijmy od tego uspokajającego kontraktu futures na 80 dolarów. To nie jest prognoza. To w zasadzie rozejm między optymistami, którzy spodziewają się złagodzenia kryzysu i odpowiednio sprzedają, a realistami, którzy spodziewają się jego pogorszenia i kupują. Realiści nigdy nie ujawniają, ile ich zdaniem będzie kosztować ropa naftowa – oznaczałoby to płacenie więcej niż muszą. Po prostu zgadzają się na najniższą cenę, która wyprze optymistów z rynku. Wraz ze spadkiem podaży, najbardziej optymistyczny nabywca jest eliminowany w każdej rundzie, a cena powoli rośnie. Wtedy niedobór staje się realny i to jest żądło w ogonie skorpiona: cena może wydawać się nieszkodliwa przez miesiące, a następnie w ciągu kilku dni handlowych gwałtownie wzrosnąć do poziomu niedoboru. Poziom niedoboru nie wynosi 80 dolarów. Poważni prognostycy szacują go na 150 dolarów lub więcej, i to już tego lata.

Czy deficyt można zrekompensować? Częściowo. Rurociągi omijające cieśninę mogłyby transportować od 3,5 do 5,5 miliona baryłek dziennie. Rezerwy OPEC+ są kwestionowane — i wiele z nich znajduje się pod tą samą blokadą. Norwegia osiągnęła szczyt, Rosja nie może zwiększyć mocy w tym czasie, ponieważ jej terminale eksportowe są atakowane przez drony, a amerykański sektor ropy łupkowej — który nigdy nie przyniósł zysków nawet dzięki tanim pożyczkom po pandemii COVID-19 — zmierza ku upadkowi. Podsumowując, przy pewnym spadku popytu deficyt mógłby zostać zmniejszony do 10 do 14 milionów baryłek dziennie. To wciąż dwa razy więcej niż szoki arabskie i irańskie z lat 70., które podniosły ceny ropy od dwóch do czterech razy. To nie to samo. To największy szok naftowy w historii — i dopiero się zaczyna.

Rezerwy zgromadzone właśnie na ten moment pomogą, ale nie wystarczą. Największe skoordynowane uwolnienie w historii Międzynarodowej Agencji Energii – 400 milionów baryłek, uzgodnione w marcu – pokrywa cztery do sześciu tygodni deficytu; opróżnienie wszystkich światowych rezerw krajowych daje trzy lub cztery miesiące. Jedynym mocarstwem, które napełnia swoje zbiorniki, zamiast je opróżniać, są Chiny, które obecnie posiadają największe rezerwy na świecie – jasno pokazując, czego tak naprawdę oczekuje Pekin, największy na świecie producent energii wiatrowej i słonecznej. Rezerwy dają czas. To nie one produkują ropę.

A poszukiwanie brakujących baryłek maskuje głębszy problem: jakość. Nie każda ropa jest taka sama. Ropa z Zatoki Perskiej jest średnio ciężka i kwaśna – ta ciężka, siarkowa substancja jest przetwarzana przez rafinerie na olej napędowy, naftę i olej opałowy. Oferowane baryłki – amerykańska ropa łupkowa, ropa z Afryki Zachodniej – są lekkie i słodkie: więcej benzyny, mniej oleju napędowego. Nawet jeśli zastąpimy utraconą objętość baryłką po baryłce, wciąż brakuje paliwa, które ma znaczenie. Benzyna to paliwo konsumpcyjne. Olej napędowy to paliwo do produkcji: zbiera, przetwarza, chłodzi i transportuje naszą żywność, przewozi nasze ładunki i napędza maszyny, na których zbudowana jest cała gospodarka. Świat może jednocześnie tonąć w ropie naftowej i cierpieć z powodu braku oleju napędowego.

To, jak poważna będzie ta sytuacja, zależy przede wszystkim od tego, jak długo potrwa. Wstrząs trwający kilka tygodni jest do przeżycia. Wstrząs trwający zimę i trwający do przyszłego roku to depresja. Najważniejsze pytanie brzmi zatem, kiedy cieśnina zostanie ponownie otwarta – i nie jest to kwestia ekonomiczna. To kwestia polityczna.

Istnieją cztery wyjścia i żadne z nich nie jest szybkie.

Można by go ponownie otworzyć siłą. Jednak kanał o długości 20 mil jest łatwy do zaminowania, a jego oczyszczenie jest powolne i niebezpieczne; nawet bezkonkurencyjne oczyszczenie zajęłoby miesiące, a Iran byłby do tego zmuszony.

Iran może skapitulować albo jego reżim może upaść. Taki był deklarowany cel ataku w lutym i tak się nie stało. Reżim, który przetrwał najgorsze, co mogli mu zafundować wrogowie, a wciąż ma w ręku jedyną kartę, której pragnie świat, nie ma powodu, by się poddawać.

Świat mógłby po prostu dostosować się – stosując objazdy, reglamentację, poświęcenia – i pogodzić się z trwale wyższymi, bardziej niestabilnymi cenami: przedłużająca się walka, która zakończy się recesją, a nie rozwiązaniem.

Albo można by osiągnąć porozumienie: negocjowane zakończenie wojny w zamian za ponowne otwarcie cieśniny. To jedyna droga powrotu do czegoś na kształt normalności – i prowadzi ona przez Jerozolimę. Jak sam przyznał, amerykański sekretarz stanu rozpoczął wojnę w tym momencie, ponieważ Izrael działałby niezależnie od Stanów Zjednoczonych. Trwa ona po części dlatego, że celem Izraela nie jest porozumienie z Iranem, ale obalenie jego reżimu. Dopóki ten cel pozostanie niezmieniony, żadne porozumienie nie będzie możliwe, cieśnina pozostanie zamknięta, a my wszyscy zapłacimy cenę.

A co, gdyby cieśnina miała zostać otwarta jutro? Odwierty są zamknięte, niektóre na stałe; tankowce nie są na swoich pozycjach; mieszanki rafineryjne zostały zamienione. Prezes ADNOC twierdzi, że przywrócenie 80% wydajności zajmie cztery miesiące, a pełna normalizacja jest spodziewana dopiero na początku 2027 roku. Wtedy konieczne będzie uzupełnienie rezerw strategicznych, co utrzyma ceny przez lata. Iran pokazał, że może zamknąć kanał w dowolnym momencie: koszty ubezpieczenia i frachtu są na stałe poddawane ponownej ocenie, a wąskie gardło stało się bramką, na której pobierane są opłaty za przepływ poza systemem dolarowym.

Jakby tego było mało, prawdziwym porównaniem nie są lata 70., lecz rok 2008. Wielki Kryzys Finansowy jest pamiętany jako porażka banków. W rzeczywistości zaczął się od kolejnego szoku energetycznego: konwencjonalna ropa naftowa osiągnęła szczyt około 2006 roku, cena ropy wzrosła do 147 dolarów do lipca 2008 roku, a ten wzrost złamał gospodarkę w jej najsłabszym punkcie – u przeciążonych amerykańskich kredytobiorców subprime z najwyższymi kredytami hipotecznymi i najdłuższymi dojazdami do pracy. Dług był wzmacniaczem. Energia była katalizatorem.

Różnica polega na tym, że w 2008 roku mogliśmy się jeszcze bronić; dziś nie możemy. Wtedy dług publiczny był niski – 35% PKB u nas, około 65% w Ameryce – istniała przestrzeń do obniżek stóp procentowych, a bilanse banków centralnych były czyste. Dziś dług wynosi 95% u nas i 123% w USA; same płatności odsetkowe wynoszą tu 110 miliardów funtów rocznie, tam 1 bilion dolarów i rosną; stopy procentowe zostały obniżone do absolutnego limitu; bilanse są rozdęte od 2008 roku i nadal są zawyżone z powodu Covid. Co gorsza, szok ma zupełnie inny charakter. W 2008 roku nastąpił załamanie popytu – deflacyjne – więc obniżki stóp procentowych i dodruk pieniądza pomogły je rozwiązać. To jest załamanie podaży – inflacyjne: ceny rosną, a produkcja spada, stagflacja lat 70. Aby temu przeciwdziałać, konieczne jest podniesienie stóp procentowych – co pogłębi kryzys i uruchomi znacznie większą bombę zadłużenia. Program ratunkowy, który uratował nas ostatnim razem, teraz pogorszy sytuację.

Jak to się skończy? Przewidywanie jest nierozsądne, ale scenariusz jest prawdopodobny – i rozwija się jak katastrofa w zwolnionym tempie, krok po kroku, a każdy krok jest widoczny, zanim nastąpi.

Jeszcze przez jakiś czas świat będzie żył z rezerw, a ceny pozostaną stabilne. To się skończy, gdy rezerwy się wyczerpią: optymiści zostaną wyparci z rynku, kontrakty terminowe wzrosną do cen spot, a ropa przekroczy granicę 150 dolarów za baryłkę. Wielka Brytania odczuje skutki tego na wczesnym etapie, ponieważ importujemy już prawie połowę naszego oleju napędowego i kupujemy go na wolnym rynku po dowolnej cenie, jaka pojawi się danego dnia.

Olej napędowy jest pierwszym, który ucierpiał. Rośnie szybciej niż ropa naftowa, ponieważ baryłki utracone w Ormuz to kwaśna odmiana oleju napędowego, używana do produkcji oleju napędowego. Większość naszego oleju napędowego dociera teraz drogą morską przez Rotterdam, więc licytujemy się ze wszystkimi innymi, nie mając dostępu do kontynentu, który mógłby zatrzymać swój olej napędowy dla siebie – a od czasu zamknięcia Grangemouth mamy mniej własnych rezerw, na które moglibyśmy liczyć.

Następnie nadchodzą żniwa, które i tak już cierpią z powodu kosztów nawozów. Wrzesień to miesiąc o największej konsumpcji oleju napędowego w roku, a kiedy nadchodzi, zbiorniki są prawie puste. Inne rządy otwierają swoje rezerwy strategiczne; pełne uwolnienie rezerw daje światu kilka tygodni. My nie mamy takich rezerw. Pozostawiliśmy to zadanie przemysłowi, który ma prawnie określone minimum, poniżej którego nie może spaść – dolną granicę, a nie kran, który minister mógłby odkręcić.

W październiku szkody są wszechobecne. Produkcja i transport wszystkiego stają się droższe, gospodarka zwalnia – stagflacja – a banki centralne tkwią w martwym punkcie, nie mogąc uciec od niedoborów poprzez dodruk pieniądza. To właśnie tutaj uderza najmocniej: nasze zadłużenie jest wysokie, a bank może być zmuszony podnieść stopy procentowe w czasie recesji zamiast je obniżyć.

Potem nadchodzi zima, kiedy to samo paliwo, które napędza ciężarówki, ogrzewa domy, a ogrzewanie, prąd i transport towarów zużywają je jednocześnie. Jesteśmy zimnym krajem, którego mieszkańcy umierają z zimna: typowa brytyjska zima przynosi prawie 26 000 dodatkowych zgonów zimowych w Anglii i Walii. A „Zero netto” już sprawiło, że ogrzewanie stało się droższe, dążąc do osiągnięcia celu, który – gdyby został perfekcyjnie wdrożony – obniżyłby globalną temperaturę o mniej niż jedną setną stopnia. Wyspa, która importuje dwie piąte swojej żywności, prawie nie przechowuje rezerw i ogrzewa ponad milion domów bezpośrednio ze zbiornika z ropą, nie ma już pola manewru i umrze więcej ludzi. Szok nie mija; stabilizuje się na nowym, wyższym poziomie, a koszty lat uzupełniania wciąż pozostają do zapłaty. Wyrzuciliśmy prawie wszystko, co mogłoby nam pomóc przetrwać.

Co więc mogliśmy zrobić? Zwróćmy najpierw uwagę na to, czego teraz nie zrobimy: nie będziemy budować turbin wiatrowych i farm słonecznych. Kiedy energia i kapitał stają się niedostępne, gospodarka w pierwszej kolejności porzuca swoją najmniej wartościową produkcję – a niewiele rzeczy jest mniej wartościowych niż zawodne wytwarzanie energii. Mogliśmy ponownie uruchomić nasze złoża węglowe i Longannet, niegdyś jedną z największych elektrowni węglowych w Europie. Ale ją wysadziliśmy w powietrze. Mogliśmy zgromadzić strategiczne rezerwy ropy naftowej. Nie mamy. Mogliśmy zgromadzić rezerwy gazu na zimę. Ledwo wystarczają nam na dwa tygodnie; Niemcy mają na trzy miesiące. Mogliśmy uruchomić Morze Północne w trybie awaryjnym i skierować ropę naftową do Grangemouth na olej napędowy. Ale wyparliśmy nowe poszukiwania z rynku podatkami, zakazaliśmy wydawania nowych licencji i zamknęliśmy Grangemouth. Mogliśmy zachować naszą zdolność do produkcji nawozów i gazów spożywczych. Zamknęliśmy je, aby zmniejszyć nasz 0,7% udział w globalnych emisjach. Mogliśmy nawet negocjować z Rosją w sprawie gazu i kwaśnych odmian używanych do produkcji oleju napędowego. Odmówiliśmy i poparliśmy wojnę, która zniszczyła gazociągi Nord Stream i systematycznie rujnuje rosyjskie rafinerie i terminale eksportowe.

Nic z tego nie było przeznaczeniem. Każdy szczegół był decyzją. W praktyce oznacza to zero netto: stopniową eliminację luzu i redundancji – wszelkich buforów, które pozwalają systemowi zaabsorbować uderzenie. Pokładaliśmy ufność w ujarzmieniu tego, co wiatr i słońce mogą zapewnić w ciągu jednego dnia, przekonując samych siebie, że linie przesyłowe i globalny rynek zawsze nas dogonią. Ale wiatr cichnie, słońce zachodzi, a kiedy nadchodzi mróz, nasi sąsiedzi również tracą prąd. Kable i terminale importowe są na miejscu. To zasilanie po drugiej stronie sieci zawiodło.

Poważny kraj uważa odporność za cenę, którą warto zapłacić – nie z powodu nostalgii za węglem czy wrogości wobec czystej energii, ale z powodu zwykłej ostrożności narodu, który woli nie stać na jednej nodze.

Ta zima będzie ciężka. My w Wielkiej Brytanii przetrwamy ją tak, jak przetrwaliśmy gorsze: zachowując zimną krew, dbając o siebie nawzajem i wytrwając do rana. Ale przetrwanie jej nie może być końcem. To musi być początek.

Bo kiedy to się skończy, ten kraj będzie musiał stawić czoła temu, co nam zrobił. Nie cieśnina ani nie wojna – to one jedynie nacisnęły spust. Tym, co załadowało broń, była ideologia: przekonanie, że współczesny naród może zdemontować swój system energetyczny za rujnujące koszty w imię bezsensownego celu, nie płacąc za to żadnej ceny.

Ta wiara zostanie teraz poddana publicznej próbie, naszym kosztem, aż zostanie zniszczona.

Powinniśmy więc położyć kres temu – i całej machinie, która temu służy: Komitetowi ds. Zmian Klimatu, Ministerstwu Bezpieczeństwa Energetycznego i Zerowej Emisji Netto, łowcom dotacji, organizacjom quasi-krajowym, konsultantom, lobbystom, całemu cyrkowi. Postawić poważnych ludzi z poważnymi pomysłami i zdolnością do ich wdrożenia na czele budowy systemu energetycznego, którego Wielka Brytania naprawdę potrzebuje: takiego, który zachowa potencjał paliw kopalnych, bez których jeszcze nie możemy się obejść – nasze własne suwerenne zasoby, produkcję i rafinację – jednocześnie budując jedyne źródło energii, które może pomóc nowoczesnemu krajowi wspiąć się po drabinie jakości energetycznej, gdy w końcu wyczerpią się zasoby węglowodorów. Tym źródłem jest energia jądrowa. To jest rozwiązanie, a my przez dekadę udawaliśmy, że jej nie potrzebujemy.

Mówiono nam, że niebezpieczeństwo tkwi w zbyt powolnym odchodzeniu od paliw kopalnych. Prawda, za którą zapłaciliśmy pełną cenę tej zimy i którą możemy płacić przez kolejne lata, jest taka, że ​​porzuciliśmy je zbyt wcześnie – zanim zbudowaliśmy to, co mogłoby je zastąpić. Oby to był ostatni rachunek tego rodzaju, jaki kiedykolwiek zgodzimy się zapłacić.

Źródło: Hormuz: The Slow-Motion Crash

Atak na Kijów a Ławra Peczerska

Atak na Kijów i Ławra Peczerska

Noc z 14/15 czerwca 2026 kombinowany rosyjski nalot na cele na Ukrainie.  Odrzucając jazgot „probanderowskiej V Kolumny” o świadomym  zbombardowaniu Ławry Peczerskiej przez rosyjskie drony i nie mniej absurdalne łgarstwa „prorosyjskiej bańki informacyjnej”, siejącej dezinformację o celowym jej podpaleniu przez Ukraińców i zrzucaniu winy na niewinnych Rosjan skupimy się na faktach. 

================================================

Rosyjskie uderzenie skierowane było przede wszystkim na cele leżące w obwodzie kijowskim ale nie tylko.

Oficjalnie w/g rosyjskiego Ministerstwa Obrony celami nalotu były:

▪ Kijowskie Zakłady Radarowe JSC, które opracowują i produkują komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu, a także produkują i naprawiają radary wojskowe.

▪ Warsztat do produkcji i przygotowania do użytkowania (konfiguracji) bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu na terenie Studia Filmowego im. A.P. Dowżenki.

▪ Bespilotnyje Technologii Sp. z o.o., która zajmuje się montażem bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu z podzespołów zagranicznych w systemie półrozbiórkowym.

▪ ”Majak” Zakład JSC, który produkuje głowice bojowe i boostery do bezzałogowych statków powietrznych do pocisków manewrujących FP-5 Flamingo.

▪ Kijowskie Państwowe Zakłady „Buriewiestnik”, które produkują bezzałogowe statki powietrzne dalekiego i średniego zasięgu oraz sprzęt radarowy dla Sił Zbrojnych Ukrainy.

▪ Ukr Armo Tech LLC, która zajmuje się montażem głowic bojowych (amunicji) do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków.

▪ Kijowskie Zakłady Agregatu i Zakład Naprawy Samolotów nr 410 Lotnictwa Cywilnego, które produkują samoloty i statki kosmiczne, produkują i naprawiają silniki turboodrzutowe oraz komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu.

▪ Kijowski Terminal Innowacyjny „Nowa Poczta”, który dostarcza i magazynuje produkty podwójnego zastosowania, w tym do produkcji bezzałogowych statków powietrznych, wyrzutni rakiet i systemów walki elektronicznej.

▪ Dnieprowskie Zakłady Sprzętu Elektromechanicznego PJSC, Greenhouse Solution i Grupa DT-1, które zajmują się montażem głowic bojowych do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków w Charkowie.

▪ Ponadto celem ataków stały się lotniska w Wasyłkowie, Humaniu, Czerkasach i Krasnej Słobodce, a także budynki komisji mobilizacyjnych  w Kijowie.”

Tyle strona rosyjska.

Oficjalny komunikat Ukraińskich Sił Powietrznych:

„W nocy 15 czerwca (od godz. 18:00 14 czerwca) nieprzyjaciel rozpoczął zmasowany, połączony atak na Ukrainę, wykorzystując bezzałogowe statki powietrzne, pociski rakietowe odpalane z powietrza i z ziemi różnego typu.

Głównym kierunkiem ataku był Kijów. Rakietami zaatakowano również Dniepr i Charków.

W sumie wojska radiotechniczne Sił Powietrznych odnotowały 681 środków napadu powietrznego – 70 pocisków rakietowych i 611 bezzałogowych statków powietrznych różnego typu:

– 6 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon” (wyrzutnie – TOT AR Krym);

– 34 pociski balistyczne Iskander-M/S-400 (wyrzutnie – obwód briański, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K (wyrzutnie – obwód wołogdyński, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 611 szturmowych bezzałogowych statków powietrznych typu Szahed, Gerbera, Italmas, amunicja krążąca „Banderol”, drony symulacyjne typu „Parodia” (z kierunków: Briańsk, Kursk, Orel, Millerowo, Primorsko-Achtarsk – Federacja Rosyjska, Gwardyjskie, Czauda, ​​TOT AR Krym).

Atak powietrzny został odparty przez lotnictwo, wojska rakietowe obrony przeciwlotniczej, jednostki walki elektronicznej i bezzałogowych systemów, mobilne grupy ogniowe Sił Obronnych Ukrainy.

Według wstępnych danych, do godziny 08:00 obrona przeciwlotnicza zestrzeliła/zestrzeliła 632 cele – 50 pocisków i 582 drony różnych typów:

– 5 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon”;

– 15 pocisków balistycznych Iskander-M/S-400;

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K;

– 582 wrogich bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

Według wstępnych informacji, o godz. 8:00 odnotowano trafienia 20 pocisków balistycznych i 27 uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w 42 lokalizacjach, a także upadek zestrzelonych (fragmentów) bezzałogowych statków powietrznych w 12 lokalizacjach.

Atak trwa! Kilka uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w ukraińskiej przestrzeni powietrznej. Nie ignoruj ​​alarmu.

Utrzymajmy niebo!

Razem – ku zwycięstwu!”

Oficjalnie Rosjanie wszystko trafili, a Ukraińcy wszystko zestrzelili. Nic nowego.

Teraz zrekonstruujemy fakty.

  1. Komandowanje Dalniej Awiacji (Dowództwo Lotnictwa Dalekiego Zasięgu) wydzieliło do realizacji operacji: 2 strategiczne nosiciele rakiet manewrujących Tu-160 Biały Łabędż z 121 Gwardyjskiego Pułku Ciężkich Bombowców, które odpalily 12 rakiet manewrujących Ch-101 rubieży rzeki Wołgi.

4 nosiciele rakiet strategicznych Tu-95MS „Niedźwiedź” odpaliły 16 rakiet manewrujących Ch-101 , bombowce należały do 14 Pułku Cieżkich Bombowców i startowały z bazy Olenja na Półwyspie Kola.

W/g strony ukraińskiej wraz rakietami manewrującymi Iskander-K , zestrzelić miano 30 rakiet.

W/g niezależnych danych OSINT Ukraińcy mieli zestrzelić 6 rakiet manewrujących Ch-101 i 2 rakiety manewrujące Iskander-K.

  1. Mieliśmy debiut odpalenia z dronów klasy MALE typu Orion/Inochodiec dwóch nowych rakiet manewrujących „Banderol”.
  2. Wojska Bezzałogowych Systemów Powietrznych FR miały wysłać do ataku 630 dronów, w tym relatywnie dużą liczbę z napędem rakietowym Geranja-4 i Geranja-5.

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 582 szt.

  1. Rosyjskie wojska rakietowe odpaliły 10 hipersonicznych przeciwokrętowych pociskach manewrujących 3M22 Circon użytych we wczorajszym rosyjskim ataku rakietowym do uderzeń na cele w  Kijowie

4 wystrzelono z północy Sewastopola, 4 z centralno-zachodniego Krymu, a 2 z okolic Manturowa (obwód kurski).

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 5. Materiał filmowy potwierdza jedno zestrzelenie pociskiem PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement) systemu Patriot.

  1. Wojska rakietowe Rosjan odpaliły 34 rakiety balistyczne Iskander-M. Strona ukraińska twierdzi, że zestrzeliła 15.

Co do wyników ukraińskiej OPL to najniższy (szacowany) wskaźnik przechwytywania, jaki Ukraina osiągnęła od jakiegoś czasu, i nastąpił po kilku miesiącach dość udanych prac nad obroną powietrzną.

Wynika to prawdopodobnie z braku dostaw pocisków przechwytujących do systemu Patriot ze względu na priorytetowe znaczenie sytuacji na Bliskim Wschodzie, a także z malejących zapasów niemieckich  pocisków IRIS-T.

Dodatkowo, ponad 630 dronów Geran-2 i Gerbera atakujących jednocześnie z pociskami prawdopodobnie zajęło część ukraińskiego lotnictwa, która mogłaby zostać wykorzystane do zestrzelenia pocisków manewrujących.

Szczęśliwie nikt nie zginał w Kijowie, zostało rannych 18 osób, z czego do szpitala trafiło 11 – Witalij Kliczko mer miasta.

W kwestii zabytku klasy światowej, na liście UNESCO – Ławry Peczerskiej.

Na obiekt spadł zestrzelony rosyjski dron Gerera-2, wywołując pożar, szczęśliwie straty są niewielkie, spłonęła część dachu, bezcenne dla światowego dziedzictwa kultury  wnętrza i wyposażenie ocalało.

Gdyby w dach Ławry Peczerskiej w Kijowie uderzyła uzbrojona głowica drona Gernera-2 (szczątki prezentują Ukraińcy), a przenosi ona ładunek od 50 kg -100 kg, mielibyśmy w dachu potężną wyrwę po eksplozji i pożar we wnętrzu. Tak jak było to potrafieniu ukrainskich  dronów FP-2 w kopułę Muzeum „Panorama obrony Sewastopola 1853-1854” w zeszłym tygodniu. Zdjęcie dachu i pożaru w załączeniu stąd wnioski są oczywiste. Mamy ewidentnie pożar powierzchni dachu od szczątków drona.

Oczywiście do pożaru by nie doszło, gdyby Rosjanie nie atakowali Kijowa, więc wina Rosjan za uszkodzenie zabytku, chronionego prawem międzynarodowym, jest tu bezsporna i tylko „beton” z prorosyjskiej bański informacyjnej lub świadomy dezinformator  twierdzi, że jest inaczej i że to sami Ukraińcy podpalili Ławrę Peczerską, aby winę zrzucić na Rosjan.

Jednak zarzut świadomego, celowego ataku rosyjskich dronów i rakiet  na obiekt zabytkowy z listy UNESCO to już wymysł 72 Centrum Operacji Psychologicznych i Informacyjnych Sił Specjalnych Ukrainy. Trudno jednak,  aby nie wykorzystali nadarzającej się okazji do propagandowej akcji dyskredytacji Moskwy.

Boli ludzi myślących, a jest nas niemało, że świadomie, bezrefleksyjnie  i cynicznie kolportowany jest ten przekaz   przez niezwykle liczną w Polsce,  „V kolumnę probanderowską”, jak trafnie ją określa Premier Leszek Miller i media sprzyjające bezkrytycznej transmisji ukraińskiej narracji. No ale w 5 roku wojny o Ukrainę, w kraju nad Wisłą, nie powinno nas to dziwić. Tu już dawno fałszywą lub niepełną informacją na korzyść Kijowa, biją nas propagandowo  po głowie jak łomem.

Wszystkim  doceniającym bezstronną zobiektywizowaną informację, będę zobowiązany za wsparcie w ramach wykupienia  „kawy” na Buycoffe, https://buycoffee.to/krzysztofpodgorski, gdyż takie materiały jak ten powstają wyłącznie dzięki wsparciu  hojności ludzi zmęczonych jednostronną propagandą, chcących wyrabiać sobie własny punkt widzenia w oparciu o suche fakty, Z góry dziękuję.  Link tu i w pierwszym komentarzu.

Krzysztof Podgórski

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Pepe Escobar

Zacznijmy od historycznego oświadczenia Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) Iranu.

Kluczowe ustalenia:
„Islamska Republika Iranu, zgodnie z przewodnictwem swojego męczennika, osiągnęła pełnię przewagi nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem”.
„Tekst memorandum w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny, tzw. „rozmów w Islamabadzie”, został sfinalizowany między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.


„Wojna i operacje wojskowe na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem”.
„Ponadto blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona”.
„Podpisanie tego memorandum oficjalnie nastąpi w piątek” [czyli 19 czerwca w Genewie].
„Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z memorandum”.

Biorąc pod uwagę ogrom informacji, które należy przetworzyć, oto kilka kluczowych faktów: Porozumienie o porozumieniu zostanie zatwierdzone przez SNSC wyłącznie na bezpośrednie polecenie przywódcy Mojtaby Chameneiego, ostatecznego decydenta; nie ma gwarancji, że kult śmierci w Azji Zachodniej powstrzyma się od ataku na Liban; i dopiero po 19 czerwca rozpocznie się długa i trudna droga – lub taniec porozumienia.

Wiadomość o „Porozumieniu z Islamabadu” została opublikowana w zeszły piątek przez Transition Protocol, nowy projekt, którym dzielimy się z Larrym Johnsonem, po tym jak tydzień wcześniej szczegółowo go opisaliśmy na naszym poprzednim kanale Power Shift, który został usunięty na bezpośrednie polecenie rządu USA skierowane do Google.

Przedstawiliśmy precyzyjny plan tej strukturalnej zmiany. Przekazaliśmy również ocenę naszych źródeł, że jeśli Iran zostanie zmarginalizowany, będzie gotowy zastosować północnokoreański model odstraszania – w tym możliwość zademonstrowania potencjału nuklearnego na własnym terytorium – aby położyć kres dziesięcioleciom przymusu ze strony USA i Izraela.

Nic więc dziwnego, że Iran za pośrednictwem SNSC wyraził również swoje pełne „wdzięczność” za niestrudzoną pracę pakistańskich mediatorów i Kataru.

Połączenie Iranu z Pakistanem

Teraz czas na analizę wywiadowczą tego, w jaki sposób, według naszych irańsko-pakistańskich źródeł, ten wielobiegunowy triumf stał się możliwy.

Architektem przełomu w porozumieniu o porozumieniu był w istocie irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi. W niedzielę wrócił do Teheranu na weekend po ściśle tajnej misji w Islamabadzie, gdzie z powodzeniem sfinalizował szczegóły ram, które sam Trump – poza tym bardzo zajęty serią walk w klatkach na trawniku przed Białym Domem – ogłosił. Ale to nie jest umowa: to jest porozumienie.

Zgodnie z oczekiwaniami, kult śmierci w Azji Zachodniej desperacko próbował udaremnić podpisanie porozumienia, atakując Liban. Iran wysłał wówczas Trumpowi jasne ultimatum za pośrednictwem pakistańskich mediatorów: jeśli sytuacja się powtórzy, Iran jest gotowy uderzyć z całą mocą w Izrael. Trump ostatecznie zdecydował, że nie chce, aby jego porozumienie zostało zagrożone.

Nasze źródła potwierdziły wcześniej, że Teheran postawił granicę i dał Waszyngtonowi czas do końca czerwca na spełnienie dwóch kluczowych warunków: odmrożenie i zwrot około 12 miliardów dolarów irańskich funduszy oraz całkowite zniesienie amerykańskich sankcji.

W zamian Iran formalnie zgodziłby się powstrzymać od rozwijania broni jądrowej i zaproponował konkretne, ustrukturyzowane ustępstwa.

Kluczowe jest to, że Teheran zadbał o to, aby termin był prawdziwy, a Waszyngton powinien zrozumieć, że był prawdziwy.

Wróćmy teraz do głównych pytań dotyczących porozumienia.

Jeśli chodzi o zasoby nuklearne: Teheran ostatecznie potwierdził, że jego zapasy wysoko wzbogaconego uranu (HEU) są w pełni zabezpieczone i na stałe znajdują się poza zasięgiem USA i Izraela.

Integracja wielobiegunowa: Pakistan okazuje się filarem nowej architektury regionalnej w Azji Zachodniej i Południowej. Islamabad po cichu wspiera również bardzo złożone zbliżenie między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Szef aparatu bezpieczeństwa ZEA odwiedził Iran w piątek – wizyta ta była pośredniczona przez Pakistan – aby Abu Zabi mogło uwolnić ponad 2 miliardy dolarów zamrożonych funduszy dla Iranu.

Matryca bezpieczeństwa: Pakistan jest głównym pośrednikiem między Iranem a Katarem, Bahrajnem, Arabią Saudyjską i Egiptem. Przy pełnym wsparciu Chin Pakistan może dostarczyć kilku z tych podmiotów myśliwce J-10C.

Wreszcie, mamy zapierającą dech w piersiach symboliczną oprawę Iranu, który zadaje poważną strategiczną klęskę USA/Izraelowi. Aby przypieczętować tę monumentalną zmianę, pogrzeb zamordowanego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego odbędzie się około 10. dnia miesiąca Muharram (Aszura) w pierwszym tygodniu lipca.

Będzie to przedstawiane w całym Iranie jako wielki „Dzień Zwycięstwa”. Całe Globalne Południe będzie się temu przyglądać.

Czy USA będą mogły zawierać porozumienia?

Jak ujawniły irańskie media, syzyfowe zadania związane z memorandum o porozumieniu rozpoczną się natychmiast po jego podpisaniu, w ciągu 30 dni.

Waszyngton będzie musiał potwierdzić „swoje zobowiązanie do nieingerencji w wewnętrzne sprawy Iranu i poszanowania suwerenności Islamskiej Republiki Iranu”. Jest to niezwykle trudne zadanie.

Podczas podpisywania umowy Stany Zjednoczone będą musiały potwierdzić, że „nie zwiększą liczby żołnierzy ani zasobów wojskowych w regionie, ani nie nałożą nowych sankcji w trakcie negocjacji”.

Iran „ponownie potwierdzi swoje zaangażowanie w Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i zapewni, że nigdy nie będzie produkować, rozwijać ani nabywać broni jądrowej”. Taka była zawsze oficjalna polityka Iranu.

Po podpisaniu porozumienia Stany Zjednoczone muszą oświadczyć, że „udostępnią Iranowi połowę z 12 miliardów dolarów zamrożonych funduszy, nieodwołalnie przekazując je w ciągu 30 dni, zobowiązując się jednocześnie do przekazania pozostałej połowy w ciągu kolejnych 60 dni”.

Stany Zjednoczone muszą również zapewnić natychmiastowe zwolnienie z sankcji na eksport irańskiej ropy naftowej, gazu i produktów petrochemicznych, z obowiązkiem stałego przedłużenia tych zwolnień po osiągnięciu ostatecznego porozumienia”.

Stany Zjednoczone „natychmiast rozpoczną konsultacje z Izraelem, aby określić krótkoterminowe ramy czasowe całkowitego wycofania Izraela z Libanu, w tym z punktów zajętych po zawarciu porozumienia między Izraelem a Hezbollahem w 2024 roku”. Realistycznie rzecz biorąc, będzie to niemożliwe.

Iran potwierdzi, że „w ciągu 30 dni ponownie otworzy Cieśninę Ormuz dla żeglugi handlowej, zgodnie z pewnymi przepisami ustanowionymi przez Iran”. Wykluczono możliwość utworzenia punktu poboru opłat.

Zakładając, że wszystkie powyższe działania przebiegną bez żadnych zakłóceń z góry – ani z dołu – dochodzimy do III fazy negocjacji ostatecznego porozumienia: okresu 60 dni z niemal nieuniknionym przedłużeniem. 60-dniowa faza negocjacji rozpoczyna się po spełnieniu wszystkich warunków porozumienia w ciągu poprzednich 30 dni.

W ciągu tych 60 dni Stany Zjednoczone muszą spłacić pozostałe 12 miliardów dolarów z zamrożonych aktywów Iranu i „przedstawić plany utworzenia funduszu odbudowy Iranu w wysokości co najmniej 300 miliardów dolarów, częściowo finansowanego przez państwa Zatoki Perskiej”. To jest tak nierealne, jak tylko się da.

A następnie USA i Iran „rozpoczną szczegółowe rozmowy na temat trwałego rozwiązania problemów nuklearnych, w tym kwestii wzbogacania, istniejących zapasów uranu i losu obiektów jądrowych”.

Jakby powyższe kwestie nie były wystarczająco trudne, trwają również negocjacje w sprawie „zniesienia wszystkich sankcji gospodarczych wobec Iranu, w tym sankcji podstawowych, wtórnych, amerykańskich i ONZ, a także wycofania wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej przeciwko Iranowi”.

Ostateczne „porozumienie”, jeśli w ogóle dojdzie do skutku, zostanie oczywiście zatwierdzone rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tak było również w przypadku JCPOA. A Trumpowi i tak udało się je zniszczyć.

Dlaczego Trump zmienił swoją retorykę

Nagła zmiana stanowiska Trumpa od głośnych gróźb „zniszczenia” irańskiej cywilizacji do obietnicy „umowy na stole” może być niczym innym jak tylko mgłą wojny: oszustwem mającym na celu utrzymanie rynków pod kontrolą, podczas gdy Departament Wiecznych Wojen rozpoczyna nową falę ataków.

Jednak surowa kara wymierzona amerykańskiej bazie Al-Azraq w Jordanii, która rozszerzyła pole bitwy, zmieniła kalkulacje Waszyngtonu.

Co więcej, wcześniej uzgodnione warunki irańskie nigdy nie pozwoliły Trumpowi przedstawić wyniku jako zwycięstwa. Gdy zbliżaliśmy się do możliwości „porozumienia w Islamabadzie”, Trump wycofał się i za pośrednictwem pakistańskich mediatorów przedstawił Teheranowi nowe żądania/poprawki.

Teheran zachował spokój i pozwolił mu czekać w frustracji przez kilka dni. Jednocześnie wszystkie szczeble irańskiego rządu wielokrotnie wysyłały jasny sygnał: Nie da się zmienić rzeczywistości strategicznej porażki swoimi manewrami.

Zgodnie z oczekiwaniami, Trump próbował zaostrzyć retorykę militarną, gdy pakistańscy mediatorzy byli jeszcze w Teheranie. Iran odpowiedział w ciągu dwóch nocy eskalacji, atakując dwa razy więcej celów niż USA. Być może to był moment, w którym Trump w końcu zrozumiał, co się stało.

Jeśli to porozumienie zostanie rzeczywiście podpisane w przyszły piątek – a to jest wielkie „jeśli” – będzie to początek zupełnie nowej geopolitycznej rozgrywki, tak zdumiewającej jak ona i zupełnie niewyobrażalnej jeszcze kilka miesięcy temu.

W nowej grze dochodzi do zniszczenia amerykańskiej infrastruktury wojskowej w Zatoce Perskiej, co odbywa się w czasie rzeczywistym, a Iran przejmuje całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz, dysponując niepowstrzymaną siłą ognia rozciągającą się od Anatolii do Mogadiszu.

To już jedna z najważniejszych geopolitycznych historii stulecia euroazjatyckiego: fundamentalna zmiana paradygmatu, możliwa dzięki wojnie i suwerennej odporności na miejscu. Odtąd Waszyngton będzie musiał nauczyć się w twardy, realistyczny sposób, że każde wycofanie się z zobowiązań podjętych na oczach całej planety będzie miało charakter dwustronny.

Źródło: Zwycięstwo Iranu nad USA przejdzie do historii jako wydarzenie definiujące stulecie Eurazji

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

16.06.2026 nczas/izrael-wsciekly-po-ogloszeniu-porozumienia-usa-iran-katastrofa

Premier Izraela Benjamin Netanjahu. Foto: print screen X
NCZAS.INFO | Premier Izraela Benjamin Netanjahu / Foto: print screen X

Sytuacja Izraela jest ponura napisał w poniedziałek „Haaretz” po ogłoszeniu wstępnego porozumienia USA – Iran. Według izraelskiego dziennika premier  Benjamin Netanjahu po częściowej stracie wsparcia prezydenta USA Donalda Trumpa, który priorytetowo potraktował ugodę z Iranem, jest w coraz trudniejszym położeniu.

„Haaretz” użył określenia, że choć „ogon po raz kolejny próbował machać psem”, to jednak „to Waszyngton w coraz większym stopniu dyktuje agendę w regionie”.

Potwierdzeniem miałaby być sytuacja z izraelskim nalotem na południowy Bejrut w niedzielę. Zdaniem dziennika zaostrzenie napięć z Libanem, które groziłoby wciągnięciem całego Bliskiego Wschodu w kolejną rundę walk, w zamyśle Netanjahu miało opóźnić zawarcie pokoju. Trump jednak zganił Izraelczyków za nalot, zabronił im kolejnych, wezwał Iran do zaniechania odwetu i wkrótce triumfalnie ogłosił porozumienie z Teheranem.

Zdaniem dziennika porozumienie USA – Iran „wygląda na spektakularną porażkę obecnej kampanii” i nie pozwoli osiągnąć żadnego z celów nakreślonych przez Netanjahu na początku wojny. Wśród nich premier wymieniał upadek władzy ajatollahów, likwidację irańskiego programu nuklearnego i rakietowego oraz koniec wsparcia dla sił antyizraelskich w regionie.

„Haaretz” napisał, że obecne kroki Netanjahu „ponownie pogarszają stosunki z administracją amerykańską”. Jak stwierdził, trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek kolejny prezydent USA – „prawdopodobnie mniej przyjazny Izraelowi” – poparł izraelskiego premiera w przyszłej wojnie z Iranem. I to „mimo dość prawdopodobnego scenariusza, w którym reżim pewnego dnia postanowi, że jednak chce skonstruować bombę atomową”.

Do tego po eskalacji w Libanie Izrael drugi raz w ciągu tygodnia ogłosił alert w oczekiwaniu na odwet Teheranu. „Nowa rzeczywistość niemal stała się normą” – zauważył „Haaretz” komentując sytuację, w której każdy izraelski nalot na Bejrut grozi atakiem Iranu na Izrael.

Wybory w Izraelu

W tle są październikowe wybory parlamentarne w Izraelu. Netanjahu chciał pokazać elektoratowi swoją sprawczość i, jak zauważył „Haaretz”, dlatego „zaatakował Bejrut, nawet wiedząc, że spotka go za to reprymenda Trumpa”. Po porozumieniu amerykańsko-irańskim premierowi Izraela – zdaniem dziennika – trudno będzie przekonać nawet swoich zwolenników, że jego przywództwo to „inna liga”, jak brzmiało hasło kampanii wyborczej Netanjahu w 2023 r.

Porozumienie USA – Iran

W niedzielę amerykański prezydent i premier Pakistanu Shehbaz Sharif ogłosili zawarcie wstępnego porozumienia pokojowego między USA i Iranem. Trump oświadczył, że nakazał „natychmiastowe” otwarcie cieśniny Ormuz i odstąpienie od amerykańskiej blokady irańskich portów. Do podpisania umowy z Iranem ma dojść w piątek w Szwajcarii.

nczas/trump-oglosil-wstepne-porozumienie-z-iranem-i-otwarcie-ciesniny-ormuzKomentarze izraelskich polityków

Izraelscy politycy z koalicji i opozycji skrytykowali ogłoszone przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienie z Iranem. Uznali to za katastrofę i zagrożenie dla bezpieczeństwa ich kraju – napisał we wtorek „Washington Post”.

Ugoda ma zakończyć działania wojenne i otworzyć negocjacje dotyczące m.in. cieśniny Ormuz, irańskiego programu nuklearnego oraz zniesienia części sankcji wobec Teheranu.

Jak podał waszyngtoński dziennik w Izraelu reakcje były w większości negatywne. Krytycy określali układ jako „katastrofę”, „złe porozumienie” i umowę, która „rzuca koło ratunkowe morderczemu reżimowi w Teheranie”. Premier Izraela Benjamin Netanjahu unikał otwartej konfrontacji z Trumpem.

– To jego decyzja. On temu przewodzi. Przedstawiłem swoją opinię. Jestem zobowiązany zapewnić, że nie będzie zagrożenia nuklearnego – powiedział dziennikarzom w Jerozolimie. Odnosząc się do relacji z amerykańskim prezydentem stwierdził, że są „partnerami”, choć „czasem patrzą na sprawy mniej zgodnie”.

Według ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamara Ben Gwira „porozumienie Trumpa nas nie wiąże”, a Izrael jest „niepodległym i suwerennym państwem”.

Równie krytyczny był szef resortu finansów Becalel Smotricz, który zażądał utrzymania pełnej swobody działania armii przeciwko Hezbollahowi. – Porozumienie z Iranem jest złe dla Izraela i całego wolnego świata – skomentował.

Z kolei minister obrony Israel Kac zapowiedział, że izraelskie wojska pozostaną „bezterminowo” w Libanie i Strefie Gazy w ramach nowej doktryny bezpieczeństwa.

Sprzeciwiamy się wycofaniu IDF z Libanu mimo wszelkich obecnych i przyszłych nacisków – podkreślił. Wyjaśnił, że stanowisko to zostało przekazane Trumpowi i sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi.

Wiceprezydent USA J.D. Vance przyznał, że Waszyngton był „bardzo zaniepokojony” możliwością irańskiego odwetu po izraelskich atakach na Bejrut. Sam Trump miał w ostrych słowach domagać się od Izraela zaprzestania uderzeń na Hezbollah.

Szczególnie ostre reakcje pojawiły się wśród prawicowych komentatorów związanych z premierem. Prezenter telewizyjny Yinon Magal nazwał Trumpa „przegranym”, a jego współpracowników oskarżył o zdradę interesów Izraela. Inny wpływowy komentator Amit Segal przywołał słowa przypisywane Henry’emu Kissingerowi: „Być wrogiem Ameryki może być niebezpieczne, ale być jej przyjacielem jest śmiercionośne”.

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

sonar21.com/the-straight-of-hormuz-is-open-for-iranian-business-oil-is-moving-and-iran-is-getting-paid

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

16 czerwca 2026, autor: Larry C. Johnson

Ruch statków o godzinie 22:55 15 czerwca 2026 r.

Trzeba przyznać Donaldowi Trumpowi jedno… Dotrzymał słowa i zniósł blokadę irańskich statków nałożoną przez USA, a Iran działa z tankowcami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz. Powyższe zdjęcie przedstawia statki – oznaczone na czerwono i zielono – poruszające się o godzinie 22:55 czasu wschodniego, 15 czerwca 2026 roku.

Nie oznacza to, że memorandum o porozumieniu z Iranem, które ma zostać podpisane w piątek w Genewie, będzie ważne, ale jest krokiem w kierunku deeskalacji. Powinniśmy więc zadać sobie pytanie, dlaczego Donald Trump mrugnął i przyjął propozycję Iranu złożoną już w kwietniu?

Myślę, że powodów jest kilka, ale głównym jest to, że USA kończy się ropa, co oznacza, że ​​Trump nie będzie mógł sztucznie zaniżać cen benzyny. Amerykańskie strategiczne rezerwy ropy spadły do ​​najniższego poziomu od 1983 roku, donosi CNN. Spadek ten następuje w związku z ciągłymi redukcjami mającymi na celu złagodzenie skutków konfliktu z Iranem. Rezerwy spadły do ​​340,3 mln baryłek, ostatnio notowanych za administracji Reagana, która wciąż gromadziła zapasy. Dzienne zużycie w USA wyniesie od 20 do 21 mln baryłek w 2026 roku, co oznacza, że ​​rezerwy wystarczą na 17 dni, czyli do 1 lipca.

Donald Trump może i ma problemy psychiczne, ale wciąż jest na tyle inteligentny, by zrozumieć, że niedobór ropy i rosnące ceny benzyny w lipcu są politycznie nie do utrzymania.

Kolejnym czynnikiem jest to, że amerykańskie instalacje i samoloty w Zatoce Perskiej zostały w zeszłym tygodniu dotkliwie zniszczone. Amerykańskie ataki na irańskie instalacje w Cieśninie Ormuz w dniach 9 i 10 czerwca wywołały gwałtowną reakcję Iranu, która uderzyła w cele w Iraku (bazy CIA wspierające Kurdów), Kuwejcie (baza lotnicza Ali Al Salem, Camp Buehring w północno-wschodnim Kuwejcie, a także prowizoryczne centrum operacyjne w pobliżu cywilnego portu Shuaiba), w bazie lotniczej Prince Saud w pobliżu Rijadu w Arabii Saudyjskiej oraz w bazie lotniczej Mowaffaq Al Salti w Jordanii. Ataki były druzgocące i podobno wykorzystano w nich nowe chińskie pociski dostarczone Iranowi.

Dochodzi do tego presja ze strony Arabów z Zatoki Perskiej, aby zaprzestać ataków na Iran. Iran, wspierany przez Chiny, Rosję i Pakistan, prowadził intensywne działania dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (ZEA).

ZEA, będące solą w oku Iranu i Arabii Saudyjskiej i identyfikowane jako sojusznik Izraela, wysłały 9 czerwca delegację do Iranu. Agencja Reuters poinformowała, że ​​ZEA zgodziły się przekazać Iranowi miliardy dolarów – dwa źródła regionalne podały kwotę 10 miliardów dolarów (w tym ponad 3 miliardy dolarów już przekazane), a dwa inne źródła podały kwotę 20 miliardów dolarów, przy czym środki te zostały uzgodnione w zamian za zaprzestanie ataków Iranu na ZEA. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ZEA kategorycznie zaprzeczyło jednak tym doniesieniom, stwierdzając, że informacje są „całkowicie fałszywe i bezpodstawne” oraz że żadne zamrożone irańskie fundusze nie zostały przekazane, uwolnione ani udostępnione za pośrednictwem ZEA. Niewątpliwym jest fakt, że ZEA wysłały delegację wysokiego szczebla, aby rozmawiać z rządem Iranu.

Delegacja wysokiego szczebla z Kataru przybyła do Teheranu w środę, 10 czerwca, aby przeprowadzić rozmowy na temat stosunków dwustronnych, rozwoju regionalnego i wysiłków dyplomatycznych mających na celu zakończenie konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Delegacja przybyła w południe, a wizyta nastąpiła po tym, jak Trump oskarżył Iran o zwlekanie i powiedział, że Teheran musi teraz „ponieść cenę”. Agencja AFP, powołując się na dobrze poinformowanego dyplomatę, poinformowała, że ​​katarski zespół negocjacyjny udał się do Teheranu po konsultacjach z amerykańskimi urzędnikami, aby pomóc w załagodzeniu pozostałych różnic między obiema stronami.

Wysoko postawione pakistańskie źródło z dostępem do informacji o roli Pakistanu w mediacji w rozmowach między USA a Iranem poinformowało, że Pakistan, wspierany przez Chiny i Rosję, czyni postępy w rozmowach z Saudyjczykami i Katarczykami w sprawie zaprzestania goszczenia amerykańskich baz wojskowych w ich krajach. Rozmowy te zbiegły się w czasie z odmową przez Arabię ​​Saudyjską dostępu USA do przestrzeni powietrznej w celu atakowania celów irańskich w ramach Projektu Wolność.

Czy umowa zostanie podpisana w piątek? Pozostaję sceptyczny z powodu ogromnej reakcji syjonistów na Donalda Trumpa ze strony rozgniewanych izraelskich urzędników i amerykańskich polityków zobowiązanych wobec AIPAC. Jednak w chwili pisania tego tekstu w poniedziałek wieczorem umowa wydaje się nienaruszona.

Dlaczego Donald Trump nie opublikował tekstu porozumienia? Dwa możliwe wyjaśnienia (i jestem ciekaw, które z nich uważasz za najbardziej prawdopodobne): 

1) Nadal istnieją obszary rozbieżności między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i wciąż próbują one wypracować kompromis, 

2) Trump nie chce ujawniać szczegółów z wyprzedzeniem, obawiając się, że reakcja syjonistów może zniweczyć piątkową ceremonię podpisania umowy w Genewie. 

Dyplomatyczny rollercoaster działa pełną parą… Będzie burzliwie do piątku. [którego?? md]

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Thomas Röper anti-spiegel.ru/der-chef-der-deutschen-luftwaffe-droht-kaliningrad-und-petersburg-mit-massiven-luftangriffen

„Walcz dziś w nocy”

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Retoryka wojenna ze strony Niemiec nasila się. Teraz dowódca niemieckich sił powietrznych zagroził Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami w wywiadzie dla brytyjskich mediów. W Rosji takie groźby, zwłaszcza ze strony Niemiec, przywołują wspomnienia najciemniejszych dni w historii Niemiec.

Anti-Spiegel 15 czerwiec  2026

Wybitni niemieccy oficerowie coraz częściej uciekają się do otwartej retoryki wojennej przeciwko Rosji. Najnowszym przykładem jest Holger Neumann, dowódca niemieckich sił powietrznych, który w wywiadzie dla brytyjskiej gazety „The Telegraph” oświadczył, że w przypadku rosyjskiego ataku na terytorium NATO Niemcy będą bronić „każdego centymetra” terytorium sojuszu. Co więcej, niemieckie siły powietrzne przeprowadzą niszczycielskie naloty na Rosję, kontynuował Neumann, dodając, że w takim przypadku całe niemieckie siły powietrzne zostaną przerzucone na front wschodni.

…The Telegraph donosi między innymi o atakach na Rosję:

„Generał porucznik Neumann powiedział, że Półwysep Kolski w północno-zachodniej Rosji, Kaliningrad i Morze Czarne odczują gniew NATO, jeśli sojusz poczuje się zmuszony do obrony. (…) Generał porucznik Neumann miał na myśli w szczególności Kaliningrad, strategicznie ważną rosyjską eksklawę otoczoną przez państwa członkowskie NATO; Sankt Petersburg, gdzie znajdują się ważne bazy morskie; Półwysep Kolski, gdzie Moskwa posiada broń jądrową; oraz Morze Czarne, gdzie znajduje się cenna Flota Czarnomorska”.

Wywiad został przeprowadzony w tonie wojennym, a sformułowanie „Walczmy dziś w nocy” zostało ponownie użyte, odnosząc się do natychmiastowej wojny z Rosją. Na przykład Neumann powiedział w wywiadzie dla „The Telegraph”:

„Walczmy dziś wieczorem oznacza, że ​​jeśli ktoś zadzwoni do mnie teraz i powie: »Mamy taką sytuację«, musimy być gotowi natychmiast – i jesteśmy gotowi”.

Reakcje w Rosji

Rosja zareagowała zszokowana na te otwarte groźby wojny ze strony jednego z najwyższych rangą żołnierzy niemieckich. Widzę to, ponieważ skontaktowało się ze mną dziś wiele mediów, aby skomentować te oświadczenia. Oświadczenie to dominuje w rosyjskich mediach, a ja otrzymałem tak wiele próśb, że musiałem odmówić niektórym nadawcom.

W Rosji II wojna światowa jest nadal bardzo obecna w pamięci publicznej, a Rosjanie nie zapomnieli, że niemiecki atak na Rosję kosztował życie 27 milionów obywateli radzieckich. Fakt, że Niemcy, spośród wszystkich krajów, wysunęły się na czoło państw antyrosyjskich w Europie, najpierw za rządów Scholza/Baerbock, a teraz za Merza/Wadephula, a teraz z Niemiec wychodzi skrajna retoryka wojenna, szokuje i wywołuje gniew Rosjan.

W Rosji nieustannie krąży hasło „niemiecki rewanżyzm”, sugerujące, że niemiecki rząd najwyraźniej chce spróbować ponownie i zrekompensować porażkę w II wojnie światowej. Podczas moich wystąpień w rosyjskich mediach zawsze staram się deeskalować sytuację, ale ciągłe, podżegające do wojny wypowiedzi czołowych niemieckich polityków, mediów, a nawet oficerów, coraz bardziej to utrudniają.

Przykładów jest po prostu zbyt wiele: Merz twierdzący, że nie boi się wojny nuklearnej, Kieswetter domagający się zbombardowania Moskwy, Wadephul otwarcie stwierdzający, że Rosja zawsze będzie „naszym wrogiem”, a teraz szef niemieckich sił powietrznych otwarcie grożący zbombardowaniem rosyjskich miast.

Wszystko to jest uważnie obserwowane w Rosji.

W podcaście wideo politolog i doradca prezydenta Rosji Siergiej Karaganow po raz kolejny ostrzegł, że odstraszanie nuklearne najwyraźniej straciło na skuteczności wśród europejskich elit. Rosja może zatem wkrótce zostać zmuszona do wzmocnienia odstraszania nuklearnego poprzez ograniczone użycie broni jądrowej przeciwko państwu europejskiemu.

Powodem oświadczenia Karaganowa jest fakt, że kraje europejskie są już otwarcie nastawione przeciwko Rosji, ponieważ pozwalają ukraińskim firmom produkować drony do przeprowadzania ataków dalekiego zasięgu na Rosję w Europie, a Polska, państwa bałtyckie i Finlandia udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do tych ataków.

Ponieważ ataki te wyrządzają obecnie bolesne szkody w Rosji, wkrótce może dojść do punktu, w którym Rosja będzie zmuszona podjąć działania w postaci ataku na ukraińskie zakłady produkcyjne, punkty przeładunku broni dla Ukrainy w Europie oraz państwa udostępniające swoją przestrzeń powietrzną na potrzeby ataków na Rosję.

Według Karaganowa ataki takie mogłyby początkowo mieć charakter konwencjonalny, jako „strzały ostrzegawcze”. W przypadku kontrataku Rosja mogłaby także przeprowadzić atak nuklearny na poszczególne państwa europejskie, przy czym głównym celem będą Niemcy, Rumunia i Polska. Powtórzył swoje często powtarzane ostrzeżenie, że jeśli Niemcy choćby spróbują zdobyć broń nuklearną, zostaną „zmiecione z powierzchni ziemi”.

Karaganow – w przeciwieństwie do Merza, Wadephula czy generała porucznika Neumanna, którzy zwracają na siebie uwagę w Niemczech swoją wojenną retoryką – nie piastuje żadnego oficjalnego urzędu. Jednak jego głos zyskuje coraz większą wagę w rosyjskich kręgach eksperckich, ponieważ jego ostrzeżenia, że ​​Europejczycy w końcu staną się walczącymi stronami, jeśli nie otrzymają jasnego ostrzeżenia na czas, spełniły się.

Reakcje w Niemczech

Byłem zdumiony, jak wiele niemieckich mediów cytowało obszernie szefa niemieckich sił powietrznych. Rok czy dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. Już wtedy padały tak wojownicze oświadczenia, głównie ze strony czołowych polityków i wojskowych z innych krajów europejskich, ale niemieckie media wcześniej ukrywały je przed odbiorcami. Najwyraźniej sytuacja się odwróciła i niemieckie media zdają się wierzyć, że niemiecka opinia publiczna jest teraz gotowa na otwarte groźby wojny z Rosją.

Na przykład gazeta „Die Welt” napisała:

„Jeśli wybuchnie wojna z Rosją, całe niemieckie siły powietrzne mają zostać rozmieszczone na wschodniej flance NATO – czego wcześniej nie chciały ani nie były w stanie zrobić. »W przeszłości wysyłaliśmy na przykład kontyngenty Eurofighterów na wschodnią flankę NATO, takie jak eskadra szybkiego reagowania (QRA) lub jednostka Patriot« – powiedział generał broni Neumann. „Ale nigdy wcześniej nie robiliśmy tego na masową skalę, co oznacza całe operacyjne siły powietrzne – i to jest zadanie na nadchodzące tygodnie i miesiące”.

Generał porucznik Neumann otwarcie stwierdza, że ​​rozmieszczenie „całych operacyjnych sił powietrznych” na granicach Rosji jest „zadaniem na nadchodzące tygodnie i miesiące”. Co ma na myśli? Czy ma to być ćwiczenie? A może siły powietrzne zostaną w całości rozmieszczone na granicy Rosji już wkrótce? A jeśli tak, to dlaczego?

Magazyn Focus poszedł jeszcze dalej, pisząc w swoim artykule o wypowiedziach Neumanna:

„Nowe zdjęcia satelitarne, transmitowane przez duńską stację telewizyjną, pokazują rosyjską remilitaryzację wzdłuż granicy z NATO. Wojskowi i wywiadowczy ostrzegają przed niebezpieczną szansą w nadchodzących latach – zwłaszcza w regionie Morza Bałtyckiego. Szefowie wywiadu, wysocy rangą oficerowie NATO i personel wojskowy z kilku krajów nordyckich, w tym Szwecji, Norwegii, Finlandii i Danii, poparli tę ocenę, potwierdzając tym samym zdjęcia satelitarne. Po zakończeniu walk na Ukrainie Rosja planuje rozmieścić w pobliżu granicy łącznie około 115 000 żołnierzy – zdecydowaną większość z nich będą stanowić jednostki bojowe, jak twierdzi były fiński oficer wywiadu Marko Eklund”.

To, co pisze Focus, wprowadza czytelników w błąd, ponieważ Rosja oczywiście rozmieszcza żołnierzy na granicy z Finlandią. Powodem jest przystąpienie Finlandii do NATO, ponieważ później wojska NATO zaczęły być wysyłane do Finlandii, a jednostki fińskie zostały rozmieszczone na granicy z Rosją, która również jest zabezpieczana militarnie. Rosja musi oczywiście zareagować, zwłaszcza że Finlandia przygotowuje obecnie grunt pod rozmieszczenie broni jądrowej w swoim kraju.

Magazyn Focus ukrywa przed czytelnikami fakt, że wcześniej na granicy fińsko-rosyjskiej nie stacjonowali rosyjscy żołnierze. Ich rozmieszczenie jest logiczną reakcją Rosji na przystąpienie Finlandii do NATO. W Petersburgu, gdzie mieszkam, jest to oczywiste; każdy, kto podróżuje na północ od miasta, widzi, jak sprowadzany jest sprzęt wojskowy i reaktywowane są bazy wojskowe opuszczone lata temu.

To nigdy by się nie wydarzyło bez członkostwa Finlandii w NATO. Ale Focus oczywiście pomija ten „nieistotny szczegół” przed swoimi czytelnikami.

Antyniemiecki generał broni Neumann

W „The Telegraph” znalazłem wypowiedź Neumanna, którą uznałem za naprawdę niezwykłą, ponieważ w suwerennym kraju dowódca sił powietrznych, który powiedziałby coś takiego, prawdopodobnie zostałby oskarżony o zdradę. Ale Niemcy nie są suwerennym krajem; są państwem wasalnym USA i UE, na rzecz którego Niemcy scedowały niemal wszystkie swoje ważne prawa suwerenne. Według „The Telegraph” Neumann powiedział:

„Jestem wielkim zwolennikiem NATO i sojuszu transatlantyckiego. Nie podoba mi się idea europejskiej autonomii. Chcę być silnym europejskim pomocnikiem i partnerem, który wypełnia swoją rolę w sojuszu, dlatego powinniśmy sami rozwijać zdolności o znaczeniu krytycznym”.

Dla Państwa informacji:

Autonomia oznacza, że ​​ktoś nie jest wolny, a jedynie posiada określone prawa. Dotyczy to na przykład regionów autonomicznych w obrębie państw, które mogą podejmować kilka decyzji regionalnych, ale poza tym są częścią państwa. Suwerenność oznacza, że ​​jednostka jest prawdziwie wolna w swoich decyzjach. Suwerenność jest zatem większym stopniem autonomii.

Jednak niemiecki generał broni Neumann nie jest nawet zwolennikiem autonomii Europy, a nawet Niemiec względem USA; to właśnie zasugerował. Nie wspomina nawet o suwerenności. Neumannowi podoba się fakt, że Niemcy i Europa są wasalami USA.

Nie jest to zaskakujące, ponieważ jako generał przez całą swoją karierę służył w niemieckich siłach zbrojnych, a tam żołnierze praktycznie rodzą się z transatlantycką orientacją, czyli wasalami wobec USA.

Ale jak kraj taki jak Niemcy ma się bronić przed czymkolwiek, skoro pod względem militarnym jest jedynie wasalem, czyli odbiorcą rozkazów innego państwa? A przede wszystkim, czego ma bronić kraj taki jak Niemcy, skoro nie jest suwerenny, czyli nie realizuje własnych interesów, lecz służy interesom swojego pana?

To ilustruje problem, przed którym stoi Europa: przyczyną wojny na Ukrainie było dążenie transatlantyków do wciągnięcia Ukrainy do NATO, a tym samym do wojskowej strefy wpływów USA. Rosja postrzega to jako zagrożenie egzystencjalne i, po niepowodzeniu wszelkich prób negocjacji, zareagowała militarnie.

A jako rozwiązanie tej sytuacji transatlantycy i oficerowie NATO, tacy jak Neumann, zalecają zwiększenie presji na Rosję i groźby militarne. Może to doprowadzić jedynie do wojny, ponieważ jedyną drogą do pokoju jest poważne potraktowanie rosyjskich interesów bezpieczeństwa i pozostawienie Ukrainy jako państwa neutralnego i, w miarę możliwości, zdemilitaryzowanego, pełniącego funkcję strefy buforowej między Rosją a NATO.

Ale nie tego chcą podżegacze wojenni w Europie.

Ukraińska propaganda sukcesu

Andrzej Dołęga: Ukraińska propaganda sukcesu

To być albo nie być ukraińskiego zwycięstwa – słyszymy zewsząd. Władze ukraińskie przed istotnymi spotkaniami (grupa Ramstein, szczyt G7) realizują kampanię medialną mającą przekonać Zachód do sensowności dalszego wspierania wojsk ukraińskich. 

Przekonują, że odnoszą ostatnio ogromne sukcesy militarne i udało im się rzekomo powstrzymać militarne postępy strony rosyjskiej. 

Oficerowie uciekają pierwsi

Tymczasem na froncie, przede wszystkim w Donbasie, sytuacja wojsk ukraińskich robi się coraz bardziej tragiczna. Brak zgody Kijowa i sztabu generalnego na wycofanie się z tych terenów powoduje rosnące straty.

Na naszych oczach powstają ponadto kolejne kotły, w których znalazły się oddziały ukraińskie – brygady 28,, 36., 100. i 156. – w sumie około piętnastu tysięcy żołnierzy. Wszystko to dzieje się w okolicach Konstantinowki, która została już niemal całkowicie opanowana przez Rosjan. Tym samym upadł najbardziej na południe wysunięty punkt oporu aglomeracji kramatorsko-sławiańskiej. Dalej może być tylko gorzej, bo ze wschodu i północnego wschodu rosyjskie wojska zbliżają się do dwóch głównych miast tej aglomeracji. Dowódcy niektórych wspomnianych brygad Sił Zbrojnych Ukrainy – płk Bogdan Kuras czy płk Kiriłł Orljuk – nakazują utrzymywanie pozycji, choć jest to w praktyce niemożliwe i doprowadzić musi do niepotrzebnej śmierci tysięcy żołnierzy.

Już dziś szacuje się, że poziom liczebny owych jednostek wynosi poniżej 20% ich oryginalnego, pierwotnego składu. W miarę postępów armii rosyjskiej zaczynają się samowolne ucieczki części wojsk ukraińskich. W Kramatorsku pierwsi uciekają oficerowie, w tym z punktów dowodzenia 11. i 19. korpusu. Większość z nich twierdzi następnie, że przesuwają się jedynie na strategicznie łatwiejsze do obrony pozycje w sąsiednim obwodzie charkowskim, przede wszystkim w miejscowości Łozowa. 

Ewakuacja bez rzeczy

Ze Sławiańska i Kramatorska kontynuowana jest ewakuacja. Już dwa miesiące temu władze zdecydowały się przenieść stamtąd istotne przedsiębiorstwa. Dziś nie działają już praktycznie żadne zakłady. W opuszczonych budynkach umierają za to pozbawieni wszelkiej pomocy medycznej żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, często ciężko ranni i odcięci od innych jednostek. Lokalna administracja w tych miastach stanowczo wzywa wszystkich mieszkańców do ich opuszczenia. Warunki ewakuacji są jednak dla wielu ludzi nie do przyjęcia. Zezwala się bowiem im jedynie na zabranie z sobą dwóch walizek lub toreb podróżnych, czyli w praktyce oznacza to pozostawienie większości dobytku. Urzędnicy okłamują ewakuujących się ludzi, opowiadając im, że otrzymają nowe rzeczy, mieszkania i domy na zachodzie Ukrainy. Tymczasem w obwodzie lwowskim, wołyńskim czy chmielnickim, do których trafiają nie czeka na nich nikt, ani nic.

edyną opcją jest próba przebicia się dalej, w tym do Polski czy innych krajów Unii Europejskiej. To właśnie główna przyczyna zakorkowania przez autobusy i samochody osobowe przejść granicznych wiodących do naszego kraju, które obserwujemy od kilku dni. 

Władza za wszelką cenę

Po co to wszystko? Bo opłaca się to Wołodymyrowi Zełenskiemu i jego otoczeniu. Chcą oni utrzymać władzę za wszelką cenę, a zdają sobie sprawę, że zakończenie wojny to ich nieuchronny polityczny koniec, a może także problemy prawne związane z zarzutami korupcyjnymi. Jak ognia boją się zatem wyborów i zmiany władzy. Trwanie w obecnym stanie i ciągłe przekładanie wyborów, choć kadencja prezydencka już dawno minęła, możliwe jest wyłącznie w warunkach wojennych.

Za komfort Zełenskiego i spółki płacą więc nadal życiem tysiące zwykłych ukraińskich żołnierzy.

Andrzej Dołęga 

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie.

Larry C. Johnson

Kiedy w niedzielne popołudnie [14. 06] pojawiła się wiadomość o izraelskim zbombardowaniu południowych przedmieść Bejrutu, Irańczycy rozpoczęli przygotowania do zapowiadanego odwetu – ale najwyraźniej zostali od tego odwiezieni ofertą Donalda Trumpa. Doniesienia wskazywały, że Iran i Stany Zjednoczone były bliskie osiągnięcia porozumienia w oparciu o irański 14-punktowy plan, gdy izraelski atak na Liban wprowadził chaos. Iran szybko rozpoczął przygotowania do kolejnego ataku rakietowego na Izrael, ale podobno Donald Trump zaoferował Iranowi zachęty finansowe, by nie atakował Izraela.

Irański portal informacyjny Mehr doniósł, że 14-punktowe memorandum o porozumieniu między USA a Iranem przewiduje uwolnienie 24 miliardów dolarów zamrożonych irańskich aktywów w ciągu 60-dniowego okresu negocjacji. Połowa tej kwoty – 12 miliardów dolarów – miałaby zostać udostępniona Iranowi jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji.

Memorandum podobno obejmuje również natychmiastowe i trwałe zaprzestanie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie; zobowiązanie USA do nieingerowania w wewnętrzne sprawy Iranu; zniesienie blokady morskiej w ciągu 30 dni; oraz ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach irańskich.

Trump w istocie zaoferował Iranowi łapówkę, aby powstrzymać go przed atakiem na Izrael. Oświadczył na portalu TruthSocial, że porozumienie USA z Iranem jest „zakończone”, zezwalając na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz bez opłat i natychmiastowe zniesienie blokady morskiej USA, zamiast czekać 30 dni. Zgodził się również, że Iran może otrzymać 12 miliardów dolarów, gdy tylko w piątek zostanie podpisane porozumienie o zawieszeniu broni.

Po tej zmianie Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

„Islamska Republika Iranu, pod wodzą swego męczennika, odniosła zwycięstwo nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem i pod wodzą Najwyższego Przywódcy Systemu (niech Bóg ma go w swojej opiece), przy wsparciu całego narodu i niestrudzonych wysiłkach bojowników islamu, po kilku trudnych i intensywnych miesiącach negocjacji oraz w oparciu o decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, sfinalizowała tekst Porozumienia o porozumieniu w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny (negocjacje w Islamabadzie) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.

Zgodnie z osiągniętymi porozumieniami, wojna i działania militarne na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem, a blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona. Podpisanie niniejszego Porozumienia o Porozumieniu (Memorandum of Understanding) nastąpi oficjalnie w piątek, 19 czerwca. Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z Porozumienia. Islamska Republika Iranu głęboko docenia wysiłki Islamskiej Republiki Pakistanu i rządu Kataru.

Zanim jednak zaczną strzelać korki od szampana, warto zrozumieć, że przedstawiciele administracji Trumpa – w większości anonimowi – przedstawiają porozumienie w zupełnie innym świetle.

Wysoki rangą urzędnik USA odrzucił irańskie twierdzenie, że Teheran otrzyma 12 miliardów dolarów zamrożonych aktywów bezwarunkowo przed rozpoczęciem 60-dniowych negocjacji. Według Axios, nazwał to przedstawienie „manipulacją”.

„To całkowita nieprawda. To umowa oparta na wynikach i żadne zamrożone środki nie zostaną zwolnione, dopóki Irańczycy nie wywiążą się ze swoich zobowiązań” – powiedział urzędnik.

Sprawa jest prosta: nadal istnieją znaczące różnice między USA a Iranem co do szczegółów proponowanego Memorandum of Understanding.

Nawet jeśli ostatecznie uda się rozwiązać te różnice i w piątek zostanie podpisany list potwierdzający zgodę obu stron na 14 zasad końcowego memorandum, będzie to oznaczać dopiero początek procesu negocjacji, który prawdopodobnie potrwa co najmniej dwa miesiące – jeśli nie dłużej.

A w nadchodzących dniach złamanie memorandum przez USA lub Izrael może doprowadzić do wznowienia przez Iran ataków na izraelskie i/lub amerykańskie cele wojskowe.

Źródło: Izraelowi nie udało się sabotować porozumienia z Islamabadu… Przynajmniej na razie

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Autor: Rainer Rupp

Czy podżegacze wojenni z UE planują teraz wojnę z Rosją na Morzu Śródziemnym?

Komentarz Rainera Ruppa. apolut/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp/

Wysoka Przedstawiciel UE Kaja Kallas, która przewodniczyła spotkaniu ministrów obrony UE na Cyprze w dniach 7 i 8 czerwca, wielokrotnie podkreślała, że ​​unijna operacja morska IRINI rozpoczęła abordaże na okręty tzw. rosyjskiej floty cieni w ramach „odnowionych zasad zaangażowania”. To ogłoszenie oznacza znaczne rozszerzenie misji i niesie ze sobą poważne ryzyko eskalacji.

IRINI została uruchomiona w 2020 roku. Jest to misja następcza operacji UE „Sophia” (po grecku mądrość), która trwała od 2015 do 2020 roku. IRINI to greckie słowo oznaczające „pokój” i jest również nazwą obecnej operacji morskiej UE na Morzu Śródziemnym. Jej pierwotnym mandatem było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii.

Jednak w ostatnich miesiącach UE jednostronnie ogłosiła, bez zgody parlamentów państw członkowskich, zamiar przekształcenia misji IRINI w niebezpieczną operację wojskową: zatrzymania i przejęcia statków przewożących rosyjską ropę na wodach międzynarodowych Morza Śródziemnego, które nie pływały pod banderą rosyjską, a następnie zmuszone zostały do ​​wejścia do portów UE, a następnie konfiskaty ładunku pod byle jakim, bezprawnym pretekstem.

Wszystko to ma być przeprowadzane siłą militarną przez okręty wojenne UE w ramach operacji IRINI. Operacja ta dopuszcza również użycie siły śmiercionośnej, jeśli będzie to konieczne, w celu osiągnięcia pożądanego rezultatu. Aby usprawiedliwić to przed zachodnią opinią publiczną, zachodni politycy i podległe im media pogardliwie nazywają statki przewożące rosyjską ropę „rosyjską flotą cieni”. W oczach zachodniej opinii publicznej niekiedy dość skutecznie sugeruje to mroczne machinacje złowrogich Rosjan, a jednocześnie stanowi cnotliwe uzasadnienie działań wojskowych UE przeciwko tej „flocie cieni” na pełnym morzu. Zgodnie z międzynarodowym prawem morskim to jednak nic innego jak piractwo. Kallas, kierujący się dewizą „Legalne, nielegalne, kogo to obchodzi?”, zdaje się tym nie przejmować.

Ale to nie jedyny problem polityki zagranicznej, na którym cierpi polityka zagraniczna UE, pod przewodnictwem naiwnej – żeby nie powiedzieć tępej – Kai Kallas. Jej rusofobia wydaje się być jedynym, ale niezbędnym warunkiem jej stanowiska na czele dyplomacji UE. Jednak i tutaj sprawy zdają się ostatnio rozwijać w bardziej realistycznym kierunku; więcej na ten temat poniżej.

Najpierw wróćmy do IRINI.

… Jak wspomniano wcześniej, pierwotnym mandatem IRINI było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii, ustanowionego na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1970 z 2011 roku. Celem było zapobieganie dostawom broni i wspieranie politycznego procesu pokojowego w Libii. Jednak piętnaście lat po obaleniu Muammara al-Kaddafiego misja nie zrealizowała tego celu. Dostawy broni były kontynuowane – głównie drogą lotniczą – a prawdziwy proces pokojowy nigdy się nie zmaterializował.

Zniszczenie Libii, niegdyś najbardziej postępowego społecznie państwa Afryki, przez Zachód doprowadziło do sytuacji rodem z „Mad Maxa”, gdzie niewolnicy są sprzedawani na publicznych targowiskach.

Niemniej jednak, IRINI, czyli morska obecność państw UE i NATO u wybrzeży Afryki Północnej, została przedłużona przez 24 państwa członkowskie UE uczestniczące w misji co najmniej do marca 2027 roku. Obszar działań jest celowo szeroki, co celowo daje Radzie UE znaczną elastyczność. Zasady regulujące operację są ściśle tajne, ale dopuszczają szeroką skalę eskalacji: od wydawania instrukcji i oddawania strzałów ostrzegawczych po użycie śmiercionośnej siły przeciwko statkom, których nie można abordażować. Dozwolone jest również pojmanie załóg i przejęcie ładunku.

Kaja Kallas przekształciła teraz ten mandat IRINI, pierwotnie skoncentrowany na Libii, w atak na rosyjską „flotę cieni”, bez uzyskania niezbędnej zgody parlamentów państw członkowskich UE. Od teraz operacja będzie wyraźnie ukierunkowana na statki transportujące rosyjską ropę przez Morze Śródziemne w drodze do Indii lub Chin.

Kallas wyjaśniła, że środki takie jak abordaże już sprawiły, że te transporty „są trudniejsze, bardziej ryzykowne i droższe”. Każdy uszkodzony lub zajęty statek zmniejsza dochody Rosji przeznaczone na finansowanie wojny na Ukrainie, stwierdziła Kallas. Nie chodzi więc o publicznie wyrażane obawy UE dotyczące rzekomo nieprawidłowej bandery statków „floty cieni”, ich niewystarczającego ubezpieczenia od wypadków, niewystarczającej ochrony środowiska itp.

Wszystkie te argumenty są sfabrykowanymi i nielegalnymi uzasadnieniami zajęcia statków. Prawdziwym celem jest wyrządzenie Rosji jak największych strat finansowych.

Francja i Szwecja już dokonały abordażu tankowców pod pretekstem naruszenia sankcji. Włochy i Grecja jak dotąd powstrzymują się od tego. Zaangażowanie Grecji byłoby szczególnie problematyczne: znaczna część międzynarodowej floty tankowców, w tym wiele statków tzw. „rosyjskiej floty cieni”, należy do greckich firm żeglugowych.

Obawy w świetle prawa międzynarodowego

Podstawa prawna nowego podejścia UE w formacie IRINI w świetle prawa międzynarodowego jest wysoce wątpliwa. Na wodach międzynarodowych Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza zezwala na przymusowy abordaż obcych statków wyłącznie w przypadku podejrzenia piractwa lub niewolnictwa.

Interwencja państwa w celu egzekwowania jednostronnych sankcji – czyli sankcji niezatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – jest uznawana za akt wojny. Chociaż UE nadal powołuje się na starą rezolucję w sprawie Libii, rezolucja ta nie obejmuje środków przeciwko rosyjskiemu handlowi ropą naftową.

Międzynarodowe obawy prawne twierdzenie, że statki pływały pod niewłaściwą banderą, jest, zdaniem ekspertów prawa międzynarodowego, bezpodstawne, ponieważ nie daje nikomu prawa do wejścia na pokład i zajęcia statku na wodach międzynarodowych. Oskarżenie o niewłaściwą banderę to w rzeczywistości standardowa wymówka, mająca na celu przypodobanie się naiwnemu przeciętnemu widzowi programów informacyjnych ARD Tagesschau lub ZDF Heute (są to programy informacyjne nadawane w niemieckiej telewizji publicznej -przyp.tłum). Prawie każdy statek handlowy zmienia banderę i nazwę kilkakrotnie w ciągu swojego istnienia – zazwyczaj z powodów ekonomicznych.

Kontekst strategiczny: Z Morza Bałtyckiego na Morze Śródziemne

Inicjatywa UE IRINI na Morzu Śródziemnym jest bezpośrednio związana z rozwojem sytuacji na Morzu Bałtyckim. Rosja znacznie zwiększyła tam swoją obecność morską. Okręty eskortowe rosyjskiej marynarki wojennej i niszczyciel „Siewieromorsk” znacznie zwiększyły ryzyko działań Zachodu przeciwko tankowcom floty cieni. Brytyjczycy, którzy początkowo grozili surowymi środkami, wycofali się.

Na Morzu Śródziemnym porównywalna ochrona ze strony rosyjskiej Floty Czarnomorskiej byłaby znacznie bardziej złożona. Obszar działania jest prawie sześciokrotnie większy od Morza Bałtyckiego. Skuteczne monitorowanie „floty cieni” byłoby zatem trudne. Zdaniem obserwatorów zwiększa to prawdopodobieństwo bezpośredniej konfrontacji militarnej.

Ryzyko ekonomiczne i polityczne

Inicjatywa Kai Kallas, IRINI, pojawia się również w szczególnie nieodpowiednim momencie dla globalnego rynku energetycznego. Niesprowokowana, nielegalna, agresywna wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi już wyraźnie ograniczyła globalne dostawy ropy naftowej i gazu. Dalsze zakłócenia w rosyjskim eksporcie spowodowałyby dalszy wzrost cen – z negatywnymi konsekwencjami dla Europy i reszty świata. Racjonalnie rzecz biorąc, nawet zachodni krytycy inicjatywy Kallas zgadzają się, że wstrzemięźliwość byłaby wskazana, dopóki deficyt spowodowany konfliktem z Iranem pozostanie nierozwiązany.

Niemcy stoją przed decyzją

W Niemczech pojawia się pytanie, jak rząd federalny poradzi sobie ze zmianą mandatu IRINI. Zagraniczne rozmieszczenie Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych) zazwyczaj wymaga głosowania w Bundestagu (parlamencie). Do tej pory udział Niemiec w IRINI ograniczał się do samolotów patrolujących morze. Jednak rozszerzenie o okręty nie jest wykluczone. Nie wiadomo, czy rząd będzie dążył do debaty parlamentarnej, czy też będzie próbował po cichu przepuścić tę ekspansję.

Operacja UE IRINI, pierwotnie pomyślana jako instrument stabilizacji Libii, jest coraz częściej przekształcana w narzędzie wojny gospodarczej z Rosją. Nie wiadomo, czy taki kurs przyniesie pożądane efekty, czy też doprowadzi do dalszej eskalacji napięć na Morzu Śródziemnym. Ryzyko bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją jest jednak realne.

Jest jednak również pozytywny aspekt – Kallas stoi w obliczu utraty władzy.

Według ostatnich doniesień, czołowe państwa UE chcą ograniczyć wpływy Kallas. Obecnie trwają dyskusje na temat fundamentalnej reformy Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), którą kieruje Kallas. Celem rozmów jest poprawa zdolności UE do działania w kryzysach geopolitycznych, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​państwa członkowskie nie chcą już dłużej ulegać dyktatowi ideologicznie ograniczonego rusofoba. Co więcej, brytyjski „Financial Times” (FT) doniósł w tym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników UE, że Francja, Niemcy i inne kraje rozważają pozbawienie Wysokiego Przedstawiciela UE Kallas i całej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) ich uprawnień i przywrócenie ich Komisji Europejskiej i państwom członkowskim.

Głównym punktem krytyki jest nakładanie się kompetencji ESDZ i krajowych ministerstw spraw zagranicznych oraz departamentu polityki zagranicznej Komisji i Rady. Ponadto istnieje rywalizacja między ESDZ pod przewodnictwem Kallas a Komisją pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Cytowany jest wysoki rangą urzędnik UE, który stwierdził, że ESDZ „nie funkcjonuje tak, jak powinna w dzisiejszym świecie”.

Paryż podobno zaproponował ograniczenie niezależności kierownictwa ESDZ i ograniczenie jego kontroli nad ponad 140 misjami UE za granicą. Reforma powinna również zmniejszyć biurokrację i obniżyć koszty. Roczny budżet ESDZ wynosi miliard euro. W Brukseli, według Financial Times, nie wyklucza się już nawet rozwiązania ESDZ.

Tłem tej dyskusji są powtarzające się oświadczenia Kallas, składane bez konsultacji z państwami członkowskimi. Na przykład pod koniec maja zażądała, aby UE zmusiła Rosję do ograniczenia sił zbrojnych w przypadku negocjacji pokojowych – odzwierciedlając żądania Rosji wobec Ukrainy. Moskwa zareagowała ostro: minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow nazwał wypowiedzi Kallas „idiotycznymi”.

Czy i w jakiej formie reforma ESDZ zostanie wdrożona, dopiero się okaże. Niewątpliwie jednak krytyka struktury i metod pracy Kallas i jej personelu znacznie wzrosła.

Rainer Rupp

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 czerwca 2026 roku na stronie : https://apolut.net/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Thomas Röper anti-spiegel.ru/2026/wenn-der-spiegel-ueber-kriegstote-in-der-ukraine-berichtet

Propaganda

========================================

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie

Der Spiegel donosi, że według ONZ w maju zginęło więcej ukraińskich cywilów niż kiedykolwiek od początku wojny. Brzmi to dramatycznie, ale dlaczego Der Spiegel nie pisze w podobnym tonie o ofiarach cywilnych wojny izraelskiej, które są ponad dziesięciokrotnie wyższe niż na Ukrainie?

„Der Spiegel. Nie boimy się prawdy.  Momencik, proszę…”

Anti-Spiegel 14 czerwiec  2026

Powiem to od razu: byłem na froncie kilka razy, widziałem wojnę, widziałem zniszczenia, rozmawiałem z przerażonymi ludźmi, którzy tygodniami ukrywali się przed ostrzałem, widziałem zwłoki. Nic nie mogłoby być zatem dalsze od moich intencji niż bagatelizowanie wojny. Wręcz przeciwnie.

Ale artykuł w Spiegel zatytułowany „Rosyjska wojna agresji – ONZ raportuje rekordowo wysoką liczbę ofiar cywilnych na Ukrainie” wymaga uporządkowania. Artykuł w Spiegel donosi, że według ONZ w maju na Ukrainie zginęło co najmniej 274 osoby, a kolejne 1763 zostały ranne. To oczywiście przerażające liczby, bo każda śmierć to o jedną za dużo!

Jednak „Spiegel” podważa swoją wiarygodność, dopóki nie krytykuje Izraela za jego znacznie brutalniejsze wojny agresywne, publikując podobne nagłówki, jak „Izraelskie wojny agresywne – 1200 ofiar cywilnych miesięcznie w samym Libanie”. 

W samym Libanie od początku nowej wojny agresywnej Izraela 2 marca zginęło co najmniej 3756 cywilów, a 11 632 zostało rannych. To średnio około 1200 zabitych i 4700 rannych miesięcznie, wielokrotnie więcej niż liczba ofiar na Ukrainie.

Co więcej, Der Spiegel donosi, że od początku eskalacji w lutym 2022 roku na Ukrainie zginęło łącznie 16 000 cywilów. W tym miejscu również krytykuję Der Spiegel za to, że nie poświęca równie dużo uwagi ponad 100 000 ofiarom śmiertelnym wśród cywilów w Strefie Gazy od października 2023 roku.

Te przykłady pokazują, że niemieckie media relacjonują wydarzenia w sposób stronniczy, a nie obiektywny. Mogą uznać Rosję za agresora, jeśli chcą, ale obiektywne relacjonowanie obejmowałoby wskazanie, że wojna na Ukrainie pochłonęła mniej ofiar cywilnych niż jakakolwiek inna wojna w historii nowożytnej. We współczesnych wojnach ostatnich stu lat stosunek ofiar cywilnych do zabitych żołnierzy wynosił co najmniej 50:50; często liczba ofiar wśród cywilów była wyższa niż liczba zabitych żołnierzy.

Jednak po stronie ukraińskiej, w zależności od interpretacji, zginęło kilkaset tysięcy, a nawet milion żołnierzy, w porównaniu do „zaledwie” 16 000 ofiar wśród cywilów. To pokazuje, jak bardzo Rosja stara się chronić ludność cywilną. A media, które określają się jako obiektywne i krytyczne, nie mogą tego ignorować, nawet jeśli uważają Rosję za agresora.

Powtarzam: każda śmierć to o jedną za dużo, ale podając liczbę ofiar, trzeba je czytelnikom wyjaśnić. Wszelkie inne informacje są celowo mylące, ponieważ liczbami można łatwo manipulować, jak pokazuje ten przykład. Bez porównania 274 ofiary śmiertelne brzmią jako dużo, ale kiedy porówna się to z innymi wojnami, takimi jak te prowadzone przez Izrael i USA, w których ginie dziesięć razy więcej cywilów, to sprawa nabiera szerszej perspektywy – co, powtarzam, nie zmienia faktu, że każda śmierć to o jedną za dużo.

Żaden artykuł w „Spieglu” nie jest wolny od dezinformacji!

I to nie wszystko, ponieważ „Spiegel” ponownie dezinformuje czytelników w swoim artykule, pisząc:

„Według ONZ od początku wojny w lutym 2022 roku zginęło ponad 16 000 cywilów, a ponad 46 000 zostało rannych. Z powodu braku dostępu do terytoriów okupowanych przez Rosję, nie wszystkie ofiary są uwzględniane w statystykach ONZ”.

Sposób sformułowania „Der Spiegel” sugeruje, że Rosja odmawia ONZ dostępu do nowo zdobytych terytoriów. To po prostu kłamstwo, ponieważ to Ukraina odmawia ONZ dostępu. Rosja w rzeczywistości ma silny interes w tym, aby ONZ dokumentowała ofiary ukraińskiego ostrzału w tym kraju.

Sedno tkwi w tym, że ONZ nie uznaje referendów, w których tamtejsi mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem częścią Rosji. Dla ONZ te terytoria są zatem terytorium ukraińskim, do którego eksperci ONZ mogą dostać się jedynie przez Ukrainę. Ukraina jednak na to nie pozwala, choć byłoby to możliwe, jak pokazuje przykład ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej monitorujących elektrownię jądrową w Zaporożu. Zawsze podróżują przez Ukrainę, wymagając za każdym razem ogłoszenia tymczasowego zawieszenia broni na odcinku linii frontu, aby eksperci mogli przekroczyć granicę.

Der Spiegel ukrywa jednak ten fakt przed czytelnikami, sugerując tym samym po raz kolejny, że Rosja nie pozwala nikomu wjechać na swoje nowo zdobyte terytoria, co jest po prostu kłamstwem. Można tam podróżować z Rosji, nawet jako organizacja międzynarodowa.

Ale ani Der Spiegel, ani Ukraina nie są zainteresowane dokumentowaniem ofiar ukraińskiego ostrzału na tych terytoriach.

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/die-baltenstaaten-und-finnland-haben-ihre-luftraeume-fuer-angriffe-ukrainischer-drohnen-auf-russland-geoeffnet

Czasami sto dronów na noc

Kraje bałtyckie i Finlandia otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla ukraińskich ataków dronów na Rosję.

W niektóre dni ponad sto ukraińskich dronów przelatuje nad krajami bałtyckimi i Finlandią, atakując Rosję. Jest to jawny udział tych krajów w wojnie, o czym niemieckie media nie mówią, starając się odwrócić uwagę od rządów tych krajów.

Anti-Spiegel 13 czerwiec  2026

Stałym czytelnikom „Anti-Spiegla” udało się już przeczytać obszerne informacje o tym, jak od końca marca państwa bałtyckie i Finlandia otwarcie udostępniły swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom atakującym Sankt Petersburg i otaczający go obwód leningradzki, niszcząc infrastrukturę cywilną, przemysł naftowy i porty. Ostatnio odnotowano przypadki ataków stu lub więcej ukraińskich dronów w ciągu jednej nocy.

Stanowi to jawny udział tych krajów w wojnie z Rosją, fakt, który niemieckie media ignorują, podczas gdy rządy tych krajów próbują uspokajać swoje społeczeństwa oświadczeniami, że nie zezwoliły Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Te puste słowa – a nawet okazjonalne demonstracyjne zestrzelenia pojedynczych dronów – nie mogą ukryć ich zaangażowania w wojnę, ponieważ wszystko, co deklarują, aby temu przeciwdziałać, ma charakter czysto symboliczny. Nie podejmuje się żadnych poważnych prób przechwytywania dronów i nie wywiera się presji na Kijów, aby zaprzestał ataków z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich NATO i UE.

Co więcej, rosyjskie dane radarowe i doniesienia o obserwacjach lub zderzeniach dronów z tych krajów jasno wskazują, że najwyraźniej korzystają one z tras przelotów koordynowanych przez NATO, przebiegających nad słabo zaludnionymi obszarami, aby zminimalizować szkody spowodowane zderzeniami dronów.

W TASS opublikowano artykuł podsumowujący kluczowe fakty dotyczące tego otwartego zaangażowania militarnego, który przetłumaczyłem (https://tass.ru/armiya-i-opk/27707869).

Bałtycka brama. Dlaczego sąsiedzi Rosji nie zestrzeliwują ukraińskich dronów?

Francuskie myśliwce Sił Powietrznych, biorące udział w misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO, zestrzeliły nieznanego drona nad Łotwą. Tymczasem ukraińskie drony regularnie latają nad krajami bałtyckimi, celując w Rosję, ale doniesienia o ich przechwyceniu są rzadkie. Eksperci, rozmawiający z agencją TASS, są przekonani, że Łotwa, Litwa i Estonia wspierają Kijów w atakach – co najmniej zapewniając korytarz powietrzny. Przyjrzyjmy się sytuacji.

Ukraińskie samoloty naruszają przestrzeń powietrzną innych państw od pierwszego dnia Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). 24 lutego 2022 roku ciężki myśliwiec wielozadaniowy Su-27 Sił Powietrznych Ukrainy przekroczył granicę z Rumunią , gdzie został przechwycony przez parę F-16 lokalnych Sił Powietrznych, po czym wylądował w bazie lotniczej w Bacău. Uszkodzony samolot powrócił na Ukrainę. We wrześniu 2025 roku kilka ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych zostało zestrzelonych nad terytorium Polski.

Drony z Morza Bałtyckiego

Ukraińskie drony również „odwiedziły” niebo nad krajami bałtyckimi. W lipcu 2025 roku niezidentyfikowany dron został zauważony nad Wilnem. Litewskie dowództwo wojskowe uznało, że chodzi o ukraińskiego drona, który przyleciał z Białorusi. W sierpniu tego samego roku dron, prawdopodobnie ukraiński, eksplodował na polu w południowo-wschodniej Estonii. W obu przypadkach władze uznały, że drony zostały przekierowane z powodu zakłóceń ze strony rosyjskich środków przeciwdziałania elektronicznego.

Rankiem 23 marca 2026 roku kilka rosyjskich regionów zostało zaatakowanych przez drony Sił Zbrojnych Ukrainy. Ponad 60 z nich zostało zestrzelonych nad obwodem leningradzkim, ale zbiornik paliwa w porcie Primorsk został uszkodzony i zapalił się. Wcześniej pojedyncze ukraińskie drony zostały zniszczone w Zatoce Fińskiej. Zmasowany atak został powtórzony w nocy z 24 na 25 marca 2026 roku. Uszkodzone zostały obiekty w porcie Ust-Ługa i kilka obszarów zaludnionych. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało wówczas o zestrzeleniu 56 bezzałogowych statków powietrznych. Kolejny atak miał miejsce w nocy z 30 na 31 marca 2026 roku i ponownie zaatakowano port nad Zatoką Fińską .

Odpowiedzialność krajów bałtyckich

6 kwietnia 2026 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa przypomniała państwom bałtyckim, że Moskwa zamierza podjąć działania odwetowe, jeśli otworzą one swoją przestrzeń powietrzną dla sił ukraińskich. Według niej, kraje te otrzymały już ostrzeżenie. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili udzielenia Kijowowi takiej pomocy.

13 kwietnia Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Rosji i szef Kolegium Marynarki Wojennej, oświadczył w wywiadzie dla „Rossijskiej Gazety”, że państwa bałtyckie i Finlandia ponoszą odpowiedzialność za zapewnienie Ukrainie przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Argumentował, że ustanowienie korytarza powietrznego stanowi udział państw NATO w atakach na terytorium Rosji. Patruszew zwrócił uwagę na odległość – ponad 1400 kilometrów – między północnymi regionami Ukrainy a obwodem leningradzkim w Rosji, która wymaga co najmniej koordynacji tras lotu dronów.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu przypomniał państwom bałtyckim i Finlandii o prawie Rosji do samoobrony, jeśli świadomie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Służba prasowa Rady Bezpieczeństwa Rosji poinformowała o przechwyceniu ponad 240 bezzałogowych statków powietrznych nad obwodem leningradzkim od początku 2026 roku.

Ukraińskie drony „zestrzeliły” łotewski rząd.

Kolejny powód do spekulacji na temat udziału państw bałtyckich w atakach na Rosję pojawił się 7 maja 2026 roku. Wtedy to rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne wykryły na Łotwie sześć dronów, jak i myśliwce Rafale i myśliwce F-16. Według rosyjskiego wojska, pięć z nich zaginęło we wschodniej Łotwie, a szósty został zestrzelony po wejściu w rosyjską przestrzeń powietrzną.

Tego samego dnia dron rozbił się w pobliżu składu ropy naftowej w łotewskim mieście Rzeżyca, uszkadzając cztery puste zbiorniki. Kijów przyznał, że dron był ukraiński. Nie powstrzymało to Łotwy przed obwinianiem Rosji za incydent.

10 maja łotewski minister obrony Andris Spruds zrezygnował ze stanowiska , „aby chronić łotewską armię przed wciągnięciem w kampanię polityczną”, a później premier Evika Siliņa również zrezygnowała ze stanowiska .

Maria Pawłowa, doktorantka historii i starsza badaczka w Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych (IMEMO) Rosyjskiej Akademii Nauk, uważa, że ​​incydent z dronem był katalizatorem kryzysu w rządzie republiki. „Łotewska koalicja rządząca jako całość znajduje się w stanie półrozpadu co najmniej od lata 2025 roku” – zauważyła. „Następnie jej notowania – w przededniu czerwcowych wyborów samorządowych – spadły do ​​poziomu krytycznego: poniżej 30%”. Jej zdaniem ukraińskie drony, które zaatakowały skład ropy naftowej, pokazały mieszkańcom kraju bałtyckiego nieskuteczność znacznych inwestycji w obronę narodową. Pośrednie potwierdzenie tego faktu można znaleźć w oświadczeniu właściciela uszkodzonego składu ropy, firmy East-West Transit, która zdecydowała się go zamknąć z powodu braku możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa swoim pracownikom.

Incydenty trwają

19 maja 2026 roku biuro prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SWR) opublikowało komunikat , w którym wskazano, że Kijów przygotowuje się do ataków z państw bałtyckich. „Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych” – czytamy w komunikacie.

„Personel Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Ādaži, Selija, Lielvārde, Daugavpils i Jēkabpils” – dodało biuro prasowe SWR. Zaznaczono, że współrzędne miejsc startu bezzałogowych statków powietrznych można odzyskać z ich wraków. Podobne doniesienia dotarły wcześniej do GRU w sprawie prób ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu 2025 roku.

Ukraińskie drony nadal były wykrywane na niebie nad krajami bałtyckimi. 23 maja niezidentyfikowany dron rozbił się w jeziorze w południowo-wschodniej Łotwie. W dniu otwarcia 29. Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu (SPIEF), 3 czerwca 2026 roku, drony Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały różne obszary Sankt Petersburga. Nagranie przedstawiające domniemanego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego zbliżającego się do miasta nad Zatoką Fińską z krajów bałtyckich jest komentowane w mediach i mediach społecznościowych .

Pseudo-przechwycenia?

3 maja 2026 roku nad terytorium Finlandii zauważono dwa bezzałogowe statki powietrzne, później zidentyfikowane jako ukraińskie . Fińskie Siły Zbrojne nie zestrzeliły ich jednak, powołując się na bliskość granicy z Rosją.

W maju tego roku estońskie siły obrony powietrznej, według ministra obrony kraju, po raz pierwszy samodzielnie zniszczyły drona w swojej przestrzeni powietrznej. Dron prawdopodobnie pochodził z Ukrainy. Podobny incydent miał miejsce 8 czerwca: francuskie myśliwce NATO zniszczyły drona nad Łotwą. Jego pochodzenie nie zostało określone.

Aleksandr Stepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego przy Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA), powiedział agencji TASS, że doniesienia o przechwytywaniu ukraińskich dronów nad państwami bałtyckimi stanowią medialną przykrywkę dla faktycznego udziału państw bałtyckich w organizowaniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji i „absolutnie jednoznacznego skoordynowanego zapewnienia im przestrzeni powietrznej”.

„Przechwycenia i wszelkie publiczne oświadczenia o rzekomo spadających dronach stanowią nieuniknioną ofensywę informacyjną, której celem jest kształtowanie zarówno krajowej opinii publicznej na temat braku zaangażowania przywódców wojskowo-politycznych krajów bałtyckich w eskalację konfliktu, jak i, szerzej, zademonstrowanie pseudo-neutralności na arenie międzynarodowej” – powiedział.

Ekspert zauważył, że państwa te są w pełni zdolne do przechwytywania bezzałogowych statków powietrznych (BSP) atakujących ich przestrzeń powietrzną, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstający „mur dla dronów” – wielowarstwowy zautomatyzowany system obrony powietrznej wdrożony przez kilka krajów europejskich. „Ale, jak już wspomniałem, jest to pojedyncza jednostka z centrum koordynacyjnym w Dowództwie Europejskim NATO, gdzie Pentagon zarządza całym procesem. Zatem poprzez te formaty i te tajne instrumenty, de facto następuje rozszerzenie strefy eskalacji” – podsumował Stiepanow.

Podobną opinię wyraził wcześniej Aleksandr Michajłow, szef Biura Analiz Wojskowo-Politycznych. „Jest mało prawdopodobne, aby Łotysze, Litwini czy Estończycy odważyli się sami z siebie przeprowadzić naloty na Rosję z własnego terytorium, wykorzystują w tym celu Ukrainę” – powiedział. „W końcu zapewnienie przestrzeni powietrznej i przeprowadzenie nalotów to dwie zupełnie różne rzeczy”. Ekspert dodał, że Kijów wykorzystuje to, aby bezpośrednio wciągnąć państwa NATO w konflikt.

Tymczasem 8 czerwca w Mołdawii eksplodował kolejny dron . Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju oświadczyło , że pochodził z Ukrainy. Jednak według mołdawskich dyplomatów „niezależnie od pochodzenia drona, odpowiedzialność za każdy bezzałogowy statek powietrzny, który dotrze na terytorium Mołdawii, spoczywa na Rosji”. [Brawo ta logika !! md]

„Polski” dyplomata w Kijowie: „Wieczna wdzięczność Ukrainie”.

Piotr Łukasiewicz, fot. Onet

„Wieczna wdzięczność Ukrainie”. Polski dyplomata w Kijowie komentuje relacje w czasie sporu o „Bohaterów UPA”

13 June 2026 kresy/wieczna-wdziecznosc-ukrainie-polski-dyplomata-w-kijowie-komentuje-relacje-w-czasie-sporu-o-bohaterow-upa

Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz powiedział, że Polska jest wdzięczna Ukrainie i jej żołnierzom za obronę pokoju w Europie. Jego wypowiedź padła w czasie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”.

Podczas oficjalnego uruchomienia III fazy Programu Wsparcia Zarządzania Finansami Publicznymi na Ukrainie pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz podziękował ukraińskim żołnierzom za obronę pokoju w Europie — podał portal Slawa.

Program EU4PFM dotyczy wsparcia zarządzania finansami publicznymi na Ukrainie. W czasie uroczystości polski dyplomata mówił, że ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, ale także całej Europy.

Łukasiewicz zaznaczył, że między sąsiednimi narodami istnieje szerokie spektrum emocji. Wskazał jednak, że w Polsce dominuje wdzięczność wobec Ukrainy.

„Jak wiecie, między narodami istnieje wiele emocji, zwłaszcza między sąsiadami — Polską i Ukrainą. Ale jedna emocja, którą odczuwam i co do której jestem absolutnie pewien, że dominuje w Polsce — to emocja wiecznej wdzięczności Ukrainie, jej obrońcom, którzy są teraz na pierwszej linii frontu, broniąc nie tylko pokoju w swoim kraju, ale i pokoju w całej Europie. Bardzo wam dziękuję” — oświadczył pełniący obowiązki chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.

Kryzys wokół nazwy „Bohaterów UPA”

Wypowiedź polskiego dyplomaty padła w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich.  Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. Decyzja stała się bezpośrednim tłem dyskusji o odebraniu orderu nadanemu ukraińskiemu prezydentowi.

12 czerwca przedstawiciele KPRP informowali później, że prezydent podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”.

Decyzję Zełenskiego skrytykował także premier Donald Tusk. Szef rządu uznał ją za niepokojącą z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oraz naruszającą polską wrażliwość historyczną. Tusk zaznaczył jednak, że „każdy naród ma prawo do własnej interpretacji historii”, ale ukraińskie władze powinny rozumieć, czym UPA jest w polskiej pamięci historycznej.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał stanowisko swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi. Polityk oświadczył, że decyzja Kijowa jako „gloryfikowanie UPA jest nie do zaakceptowania”. Minister zaapelował do władz Ukrainy o ponowne rozważenie nazwy jednostki.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę pomocą humanitarną, wojskową, logistyczną i polityczną. Jednocześnie ocenił, że uhonorowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii budzi w Polsce „głęboki ból, niepokój i sprzeciw”.

Szef MON zaznaczył również, że „wolna Ukraina to także bezpieczeństwo Polski i całej naszej części Europy”.

Według ukraińskich źródeł, szanse na zbudowanie kompromisu są nikłe. Jak stwierdził rozmówca portalu LIGA.net z otoczenia Budanowa –Kijów nie zamierza zmieniać nazwy jednostki wojskowej uhonorowanej jako „Bohaterowie UPA”, co zaprzecza doniesieniom polskich mediów o możliwym kompromisie po rozmowach z delegacją Ukrainy w Warszawie.

Wojna, dług, władza: Czy banki centralne to centrum globalnych konfliktów?

Wojna, dług, władza: dlaczego Richard Werner uważa banki centralne za centrum globalnych konfliktów

Wojna, dług, władza:

dlaczego Richard Werner

uważa banki centralne

za centrum globalnych konfliktów

Richard Werner: „Każda duża wojna zaczyna się pod fałszywymi pozorami” – a banki centralne na tym zarabiają.

Znany ekonomista Richard Werner stawia tezę, która podważa sedno współczesnych struktur gospodarczych i władzy: poważne wojny rzadko są wynikiem oficjalnie przedstawianych przyczyn. Konflikty są często inicjowane pod fałszywymi lub mylącymi pretekstami – podczas gdy prawdziwi beneficjenci pozostają w cieniu. Banki centralne i globalny system finansowy znajdują się w centrum jego analizy.

Osoba z wewnątrz systemu finansowego

Werner jest uznawany na całym świecie za jednego z najbardziej uznanych ekspertów w dziedzinie pieniądza i bankowości. Ekonomista studiował na Uniwersytecie Oksfordzkim i w London School of Economics, był profesorem bankowości i finansów oraz doradzał rządom, bankom centralnym, funduszom emerytalnym i międzynarodowym instytucjom finansowym. Międzynarodowe uznanie zdobył dzięki książce „ Princes of the Yen ” oraz za ukucie terminu „luzowanie ilościowe”. Jego prace naukowe na temat kreacji pieniądza przez banki należą do najczęściej cytowanych w swojej dziedzinie.

Właśnie dlatego, że Werner wywodzi się z systemu, jego wypowiedzi cieszą się szczególną uwagą. Prezentuje się nie jako outsider, lecz jako badacz, który od dziesięcioleci bada mechanizmy współczesnych finansów i doszedł do wniosków często sprzecznych z oficjalnymi narracjami.

Wojny i ich oficjalne uzasadnienia

Według Wernera historia pokazuje powtarzający się schemat: społeczeństwo jest regularnie przygotowywane do konfliktów zbrojnych za pomocą kampanii politycznych i relacji medialnych, podczas gdy prawdziwe interesy pozostają ukryte.

Przytacza liczne przykłady historyczne – od I i II wojny światowej, po wojnę w Wietnamie i Iraku. W wielu z tych przypadków oficjalne uzasadnienia zostały później obalone, zakwestionowane lub uznane za mylące. Dla Wernera zatem pytanie nie brzmi, czy takie wzorce istnieją, ale kto czerpie z nich korzyści w dłuższej perspektywie.

Siła tworzenia pieniędzy

Werner dostrzega odpowiedź w samym systemie bankowym. Banki centralne i powiązane z nimi sieci finansowe zajmują wyjątkową pozycję władzy, ponieważ kontrolują kreację pieniądza.

W swoich badaniach naukowych wykazał, że banki nie tylko pożyczają istniejące oszczędności, ale także kreują nowy pieniądz poprzez udzielanie pożyczek. Jego zdaniem ta zdolność do kreowania siły nabywczej na papierze nadaje sektorowi finansowemu ogromne znaczenie polityczne i gospodarcze. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza, ostatecznie wpływa na całe gospodarki – a tym samym również na finansowanie wojen.

W kontekście historii bankowości międzynarodowej Werner odwołuje się również do dawnych dynastii finansowych, takich jak Rothschildowie, i ich roli w rozwoju nowoczesnych struktur finansowych. Jego głównym argumentem nie jest jednak to, że poszczególne rodziny kontrolują wojny, lecz to, że sam system kredytu i kreacji pieniądza koncentruje ogromną władzę.

Wojna jako model biznesowy

Wojny należą do najkosztowniejszych przedsięwzięć, jakie państwa mogą podejmować. Wymagają ogromnych sum pożyczonego kapitału, długoterminowego zadłużenia i rozbudowanych mechanizmów finansowania.

Według analizy Wernera, najbardziej korzystają na tym instytucje udzielające niezbędnych pożyczek. Państwa zadłużają się, a koszty finansowania utrzymują się przez dekady. Odsetki trafiają do pożyczkodawców – niezależnie od tego, która strona wygra, czy przegra wojnę.

Zgodnie z tą logiką, wojna staje się lukratywnym biznesem dla sektora finansowego. Żołnierze ponoszą ryzyko na polu bitwy, a zyski finansowe płyną do tych, którzy kontrolują przepływy kapitału.

Dzisiejszy konflikt geopolityczny

Werner odnosi tę perspektywę również do obecnych napięć globalnych. Podczas gdy rządy i media często mówią o walce między demokracją a autokracją, wolnością a uciskiem, czy też rywalizującymi ideologiami, on dostrzega głębszy konflikt.

Jego zdaniem, znaczna część współczesnych konfliktów geopolitycznych koncentruje się wokół suwerenności monetarnej. Państwa próbujące uwolnić się od systemu finansowego opartego na dolarze lub stworzyć alternatywne struktury finansowe, coraz częściej spotykają się z presją polityczną, ekonomiczną lub militarną.

Z tej perspektywy wiele konfliktów międzynarodowych dotyczy nie tyle praw człowieka, ideologii czy kwestii terytorialnych, ile raczej kontroli nad przyszłą globalną architekturą finansową. Kto kontroluje systemy monetarne, kontroluje również władzę polityczną i rozwój gospodarczy w dłuższej perspektywie.

Dlaczego ta debata jest tak rzadko organizowana

Zapytany, dlaczego w głównych mediach tak rzadko mówi się o takich powiązaniach, Werner wskazuje na zależności strukturalne w obrębie systemu medialnego.

Duże firmy medialne są częścią sieci ekonomicznych powiązanych z bankami, rynkami finansowymi i korporacjami międzynarodowymi. Akcjonariusze, reklamodawcy i grupy interesów utrudniają krytyczną analizę podstaw systemu finansowego. Dziennikarze, którzy chcą dogłębnie zbadać te tematy, często napotykają opór lub szybko spotykają się z oskarżeniami o dezinformację.

Werner uważa siebie za przykład takiego podejścia. Chociaż jego badania nad kreacją pieniądza zostały potwierdzone licznymi badaniami naukowymi, minęły lata, zanim te odkrycia zyskały powszechną akceptację. Jego zdaniem pokazuje to, jak trudno jest kwestionować utarte narracje na temat banków, pieniądza i władzy.

Niewygodna teza

Analiza Richarda Wernera ostatecznie prowadzi do fundamentalnego pytania: Czy wojny są rzeczywiście przede wszystkim konfliktami politycznymi i ideologicznymi, czy też interesy finansowe i struktura globalnego systemu monetarnego odgrywają znacznie większą rolę, niż się to komunikuje opinii publicznej?

Dla Wernera odpowiedź jest oczywista. Dopóki mechanizmy kreacji pieniądza i finansowania wojen nie będą otwarcie omawiane, opinia publiczna nadal będzie dostrzegać jedynie fragment sytuacji. Jego główne przesłanie brzmi zatem: Każdy, kto chce zrozumieć, dlaczego dochodzi do wojen, musi spojrzeć nie tylko na polityków i generałów – ale przede wszystkim na tych, którzy dostarczają pieniędzy.