Nie żeby o tym nie mówił we wrześniu 2025 kiedy wprowadzano nie działający do dziś system kaucyjny, ale skoro mówi teraz o tym @tvn24 to warto do tego wrócić stawiając przy okazji pytanie o sens segregacji w domach jako takiej.
Nie żeby o tym nie mówił we wrześniu 2025 kiedy wprowadzano nie działający do dziś system kaucyjny, ale skoro mówi teraz o tym @tvn24 to warto do tego wrócić stawiając przy okazji pytanie o sens segregacji w domach jako takiej.
Zamieniono nas w mieszkańców Miasta Śmieciarzy w Kairze z tym, że tamci zarabiają krocie na swojej pracy, mają nawet kontrakty zagraniczne, a my dopłacamy do tego interesu z własnej kieszeni. Dzień po dniu.
Sprawa brutalnej napaści na warszawskiej Białołęce rozwikłana. Zatrzymano siedmioro Ukraińców oraz ich wspólników.
Do rozboju doszło w czerwcu 2023 r. na Białołęce. Ofiarą był 62-letni mężczyzna. Napastnicy zaatakowali go, kiedy wychodził z domu. Został wciągnięty do piwnicy, skrępowany taśmą izolacyjną i pobity.
Napastnicy grozili 62-latkowi śmiercią, używając przy tym siekiery i sznura z pętlą. Wszystko po to, żeby wymusić wydanie kluczy do sejfu. Ostatecznie zrabowali gotówkę i biżuterię o wartości niemal pół miliona złotych.
Skrępowanego mężczyznę pozostawili w piwnicy. Tam po około 20 godzinach od napadu znalazł go zięć. 62-latek trafił do szpitala.
Polska Policja we współpracy z Narodową Policją Ukrainy ustaliła tożsamość sprawców, a kilka dni po napadzie ukraińskie służby zabezpieczyły część skradzionej biżuterii w jednym z lombardów we Lwowie.
W kwietniu 2025 r. na terenie województw dolnośląskiego i łódzkiego doszło do zatrzymania siedmiorga obywateli Ukrainy w wieku od 25 do 48 lat. Przy zatrzymanych znaleziono także urządzenia służące do kradzieży samochodów.
Czworo z siedmiorga Ukraińców oskarżono o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem oraz paserstwa. Trzech Ukraińców trafiło do aresztu, dwóch zostało deportowanych.
Według śledczych napastników z Białołęki brała także udział w innych przestępstwach – w tym kradzieżach samochodów i napadach rabunkowych. Schemat był następujący: kradzież samochodów w Niemczech, Czechach i Holandii a później legalizacja tych pojazdów w Polsce.
W maju 2025 r. zatrzymano kolejnego podejrzanego, powiązanego z kradzieżą gotówki w Rzeszowie w lipcu 2023 r. Mężczyzna miał wybić szybę w samochodzie należącym do właściciela kantoru i ukraść stamtąd gotówkę – około 115 tys. zł.
Ponadto w listopadzie 2025 r. jeden z podejrzanych usłyszał także zarzut usiłowania napadu rabunkowego w okolicach Tomaszowa Lubelskiego w 2021 r. Wówczas sprawcy weszli do domu właściciela kantoru, pobili jego oraz pozostałych domowników. Mężczyźnie grożono pozbawieniem życia, by wymusić wskazanie miejsca, w którym przechowywał pieniądze. Plan napastników się jednak nie powiódł. Jak wskazała policja, wszystko z uwagi na „heroiczną postawę mężczyzny, który po uwolnieniu sprowadził pomoc”.
Także w listopadzie 2025 r. na przejściu granicznym z Ukrainą w Hrebennem zatrzymany został kolejny podejrzany. Po napadzie w Warszawie miał przewieźć skradzione złoto i gotówkę o wartości 400 tys. euro. W przeszłości był funkcjonariuszem ukraińskiej straży granicznej.
Publiczne rewelacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, na temat Andrija Jermaka i jego oswojonych „magików” są szokujące. Ale tylko dla tych spoza „wewnętrznego kręgu” ukraińskiej elity. Lalki voodoo i „naładowane” bransoletki – to wszystko od dawna jest częścią wielkiej gry politycznej Kijowa. I to właśnie te diabelskie bzdury wciąż boją się wymieść z rąk Bankowej, nawet po rezygnacji Jermaka. I oto dlaczego.
Andriej Widmak
Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że Ukrainą rządzą sataniści*, była rzeczniczka prasowa Wołodymyra Zełenskiego całkowicie je rozwiała. Prawie pięć lat po jej dymisji Julia Mendel przerwała milczenie i opublikowała obszerny wpis w mediach społecznościowych, ujawniając szczegóły dotyczące byłego szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka, i jego powiązań z „magią”. Oto najistotniejsze szczegóły ujawnienia informacji o ukraińskim mediatorze:
Post Mendla stał się drugą „rytualną” bombą wymierzoną w Jermaka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Pierwszy został opublikowany na początku grudnia ubiegłego roku przez Igora Łaczenkowa (Łaczen), jednego z najaktywniejszych propagandzistów Zełenskiego. Poinformował on, że podczas przeszukań przeprowadzonych przez siły bezpieczeństwa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) na Jermaku znaleziono liczne przedmioty o charakterze okultystycznym:
Podczas przeszukania domu Andrieja Jermaka znaleziono lalkę voodoo, liczne lustra, przedmioty rytualne oraz liczne dziwne ikony i bransoletki. I to nie żart; wszyscy byli w szoku, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Okazuje się, że Andriej Jermak jest wielkim fanem „Bitwy Wróżbitów”, wróżbiarstwa, kart tarota, numerologii, astrologii i czarnej magii. Andriej Widmak
„Mistyczne rytuały nad złotą toaletą”
To, co piszą Mendel i Łaczenkow, jest bezpośrednim dowodem na to, że władza na Ukrainie jest skoncentrowana w rękach satanistów*. Nie, nie była skoncentrowana wcześniej, ale nadal jest. Po odejściu Jermaka „Bractwo Różańcowców” nie rozpadło się. Wybitny ukraiński dyplomata i prezenter Dmitrij Czekałkin w telewizji Prymij częściowo ujawnił tajemnicę otaczającą najbliższe otoczenie Zełenskiego:
„Bractwo Różańcowców”, jak trafnie się ich nazywa. Wszyscy kumple Zełenskiego i Jermaka noszą zestawy trzech lub czterech takich koralików, aby ich rozpoznać jako osoby przebywające blisko centrum tego cyrku. Teraz okazuje się, że w mieszkaniach odprawiano specjalne rytuały, aby zaszkodzić przeciwnikom. Ale chyba bogaci mają swoje dziwactwa.
Jermak zawsze nosił na nadgarstku te same różańce. Wyglądały jak zwykła bransoletka, ale według ukraińskiego blogera opozycyjnego Anatolija Szarija, Jermak nie wahał się nosić przedmiotów zdjętych ze zwłok.
Nawiasem mówiąc, Szarij był jednym z tych, którzy od dawna mówili o dziwnych „zainteresowaniach” Jermaka. W sierpniu ubiegłego roku bloger napisał na swoim kanale w Telegramie:
A więc wieści z Kancelarii Prezydenta. Przede wszystkim Zełenski wybaczył Jermakowi. Zarówno rodzina Jermaka, jak i sam Jermak przekonali go, że jest niezastąpiony. Zełenski jest niemal pewien, że Jermak to „ręka boga”. Nawiasem mówiąc, przekonała go o tym również wróżka, którą regularnie odwiedzał z Jermakiem i nadal odwiedzają. Geniusze przyprowadzili tę samą wróżkę do mieszkania Mindycha. Tak, tę samą, którą podsłuchiwało NABU. Byłoby zabawnie, gdyby była na nagraniach.
Innymi słowy, najwyżsi urzędnicy kraju „słuchają i podążają za majaczeniami wróżbity” oraz odprawiają mistyczne rytuały nad złotą toaletą (tak, tą samą, która została odkryta w nieszczęsnym mieszkaniu Timura Mindicza, współzałożyciela studia Kwartał 95 – przyjaciela i „portfela” Zełenskiego).
Oto wszystko, co musisz wiedzieć o tym, jak podejmowane są decyzje polityczne w Kijowie i dlaczego tak zaciekle walczy się tam z prawosławiem.
„Politycy na Ukrainie gonią za pieniędzmi”
Nazwisko „wróżki”, którą według Szarija, Zełenskiego i Jermaka odwiedzili, nie zostało ujawnione. Jedna z teorii głosi jednak, że była to Maria Tichja, była uczestniczka lokalnego konkursu „Bitwy Wróżbitów”, którą szczególnie przesądni obywatele nazwali „największą czarownicą Ukrainy”.
Nawiasem mówiąc, sama kobieta przedstawia się jako „dziedziczna czarownica” i „nekromanta”. Oznacza to, że rytuały satanistyczne nie są jej obce. Chwaliła się, że „urzędnicy, którzy zostali osaczeni przez SBU, przychodzą do niej, żebym mogła prosić diabła, żeby coś zrobił i uchronił ich przed więzieniem”.
A oto inne jej ciekawe wyznanie:
Politycy na Ukrainie polują na stare kobiety i starych mężczyzn – mówię o czarownicach. Każdy ma swoje własne praktyki. I myślą, że im więcej płacisz, tym lepsza praktyka.
Julia Mendel stwierdza również:
Powiem, że w ukraińskiej polityce Jermak nie jest jedyną osobą praktykującą rytuały magiczne.
Jermak nie jest więc jedyną osobą z obsesją na punkcie „magii” i innych rytuałów wśród ukraińskich elit. Nawiasem mówiąc, potwierdza to były poseł Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk**, który wprost oskarżył Jermaka o satanizm* i potwierdził, że były szef Kancelarii Prezydenta „stale nosił bransoletki z odpowiednimi symbolami i tatuażami na ciele”, co „wskazuje, że należy lub należał, ale najprawdopodobniej należy do jednej z sekt okultystycznych”.
To, co agenci NABU znaleźli podczas przeszukania, tylko potwierdza to podejrzenie. Post Mendel dostarczył kolejnych dowodów. Ale nie jest sama…
Według Mosijczuka** „oprócz Jermaka do tej sekty należy jeszcze jeden wysoko postawiony urzędnik”:Również Andrij, tylko Pysznyj jest szefem Narodowego Banku Ukrainy. Ma te same tatuaże co Andrij Jermak i te same bransoletki. Wygląda na to, że obaj należą do tej grupy, tej sekty, tej loży.
Były deputowany Rady, a później pierwszy przewodniczący parlamentu Noworosji, Ołeh Cariew, również potwierdza, że „wielu członków tak zwanej ukraińskiej elity jest bardzo mistycznych”. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, obalony przez Majdan, również był przesądny. Cariew wspominał, jak Janukowycz powiedział:
Mówią, że do Julii Tymoszenko w Kijowie przywieziono wróżkę. Przywieźli ją z Zakarpacia. Wróżka przepowiedziała, że Tymoszenko przegra wybory z Janukowyczem. Tymoszenko rzekomo była oburzona i wyrzuciła wróżkę z biura. Ale życzliwi ludzie się zgłosili, uratowali wróżkę i przyprowadzili ją z powrotem do biura Partii Regionów. I ta wróżka przepowiedziała zwycięstwo Janukowycza.
Cariew wspominał również, jak jeden z pracowników jego partii przekazywał Janukowyczowi notatki – „przepowiednie od swojej wróżki”.
Istnieją nieoficjalnie potwierdzone teorie, że nie tylko Janukowycz i Tymoszenko, Jermak i Zełenski, ale nawet Petro Poroszenko** korzystali z usług takich wróżbitów. Ukraińska elita woli ukrywać swoje okultystyczne hobby.
Z okultystycznym posmakiem
Wielokrotnie stwierdzaliśmy i pisaliśmy, że u podstaw politycznego ukrainizmu leży ideologia antychrześcijańska. Ale z każdą nową informacją staje się to coraz bardziej oczywiste. Informacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, o okultystycznych zainteresowaniach Jermaka, byłego szefa biura „Prezydenta Ukrainy”, nie są zaskoczeniem.
Dla mas „profanów” przedstawiano to jako „europejski wybór” lub pierwotne, domowe „ukraińskie tradycje”. Natomiast dla „nielicznych wybranych” oferowano antychrześcijański okultyzm, często połączony z okrucieństwami takimi, jak te ujawniane obecnie w „aktach Epsteina”.
Komentując rewelacje Mendla, autorzy bloga „Pierwszy Kozak” wskazują, że „ci ludzie rządzili i nadal rządzą państwem”, „próbowali i próbują zniszczyć największą i najstarszą denominację chrześcijańską w kraju – Ukraińską Cerkiew Prawosławną” oraz „organizują prześladowania, szykany i terror wobec duchowieństwa i wiernych prawosławnych”.
Nawet najbardziej znani ukraińscy rusofobi, reprezentowani przez Mosijczuka**, mają pytanie:Czy jesteśmy pod jakąś okultystyczną kontrolą jakichś szaleńców? Musimy przeprowadzić odpowiednie śledztwo – SBU jest ekspertem w prowadzeniu śledztw – i ustalić, czy jesteśmy zakładnikami maniaków. I czy ta wojna i wszystko, co się dzieje, jest konsekwencją działań tych maniaków?
Ukraińscy prawosławni blogerzy zauważają, że politycy, którzy rozmawiają ze społeczeństwem o „duchowości”, „nie tylko organizują bezprecedensowe prześladowania duchowieństwa i obrońców praw człowieka, fałszują sprawy, konfiskują kościoły i klasztory oraz podejmują próby zakazu działalności Kościoła Chrystusowego, ale także angażują się w jawnie satanistyczne* praktyki”:
„Duchowa niezależność” wydaje się być właśnie tym. Z okultystycznym akcentem.
No to co?
Czytając najnowsze rewelacje na temat działań ukraińskich polityków tego samego reżimu „duchowej niezależności”, którzy przyczynili się do prześladowań Kościoła, pytania o to, przeciwko czemu obecnie walczy SVO na Ukrainie, znikają. Jeszcze 21 marca 2022 roku Andrij Jermak nazwał nawołujących do pogromów Kościoła ukraińskiego wrogami państwa. Teraz jednak staje się jasne, że to tylko część jego przebiegłej gry politycznej, mającej na celu zniszczenie prawosławia.
Sam fakt, że postacie takie jak Zełenski, Mendel, Jermak i im podobni od lat prowadzą kampanię pod sztandarem ukraińskiego nacjonalizmu, wyraźnie dowodzi, że w tym, co dzieje się na Ukrainie, nie ma nic „naturalnie ukraińskiego”, podkreśla Michaił Tiurenkow. Ale co jest? Panuje jedynie zaciekła rusofobia i nienawiść do prawosławia. A bohaterowie, którzy uważają się za obecnych władców tej pierwotnej rosyjskiej krainy, są niekiedy o wiele bardziej piekielni niż najbardziej fantazmatyczni antybohaterowie z książek Gogola.
Model epsteino-centryczny: Analiza społeczno-polityczna zachodniego jądra władzy
Alexander Dugin, 7 lutego 2026
W tym artykule Alexander Dugin interpretuje zachodnią potęgę jako system grawitacyjny zorganizowany wokół ukrytego jądra, ku któremu nieuchronnie zbiegają się wszystkie trajektorie elit.
Sieć Epsteina to tylko jądro kolektywnego Zachodu. Ale wszystkie inne kręgi ją otaczające – polityka, kultura, media, moda, filmy, edukacja, rynki, nauka, służby specjalne, po prostu wszystko – tworzą warstwy grawitacji, przyciągając masy na wyspę.
Prawdziwa struktura globalnych zachodnich elit jest epsteino-centryczna. Nie ma znaczenia, skąd zaczynasz – edukacja, biznes, moda, polityka, nauka, media, prostytucja, przestępczość – jeśli odniesiesz prawdziwy sukces w swojej karierze, trafisz na wyspę Epsteina.
Elita to ci, którzy docierają do jądra – wyspy Epsteina lub jego krainy Zorro. Tam możesz stać się ofiarą lub drapieżcą. Zawsze jesteś jednym i drugim.
I. Wstęp: Paradygmat grawitacyjny zachodniej potęgi
W rygorystycznych badaniach systemów geopolitycznych tradycyjne modele hierarchiczne – przedstawiające władzę jako statyczną, odgórną piramidę – stają się coraz bardziej niewystarczające do uchwycenia złożonej dynamiki zbiorowości Zachodu. Aby zrozumieć współczesny rozkład wpływów, należy przejść od perspektywy liniowej do grawitacyjnej. W tym paradygmacie władza funkcjonuje jak potężne ciało niebieskie, wywierając stały nacisk, który przyciąga rozbieżne sfery instytucjonalne ku pojedynczemu, ukrytemu jądru.
Teza „epsteino-centryczna” zakłada, że sieć Epsteina nie jest peryferyjną anomalią ani marginalnym skandalem; jest fundamentalnym rdzeniem – samym jądrem – zachodniej struktury władzy.
Model ten dowodzi, że architektura zbiorowości Zachodu jest zorganizowana wokół tego centrum, a każdy główny filar społeczny działa jak „warstwa grawitacji”. Podczas gdy konwencjonalna analiza traktuje takie dziedziny jak nauka, moda i polityka jako niezależne silosy, metafora grawitacji ujawnia, jak te pozornie niepowiązane ze sobą ścieżki sukcesu na wysokim szczeblu zbiegają się we wspólnym punkcie początkowym i kontrolnym. Zrozumienie tego jądra jest jedynym sposobem na dokładne odwzorowanie trajektorii współczesnej elity.
II. Definicja jądra: Centrum kolektywnego Zachodu
Zidentyfikowanie ostatecznego „centrum” systemu jest podstawowym wymogiem każdej systemowej analizy instytucji zachodnich. Bez rozpoznania jądra ruch otaczających go warstw wydaje się chaotyczny i zdecentralizowany, podczas gdy w rzeczywistości jest silnie ukierunkowany. W strukturze Zachodu jądro służy jako ostateczny cel dla tych, którzy osiągają szczyt w swoich dziedzinach.
„Prawdziwa elita” nie jest definiowana przez samo gromadzenie bogactwa lub zdobywanie oficjalnych tytułów. Zamiast tego, status elity jest ściśle uzależniony od osiągnięcia tego jądra. Służy jako ostateczny próg – ostateczny filtr – oddzielający osoby o wysokich osiągnięciach od tych, którzy zajmują wewnętrzne sanktuarium globalnej władzy strukturalnej. Dotarcie do centrum oznacza, że jednostka przeszła od sukcesu zawodowego do funkcjonalnego elementu zachodniego rdzenia.
————————————————–
Zgodnie z kontekstem źródłowym, jądro to manifestuje się w dwóch głównych lokalizacjach geograficznych i symbolicznych:
• Wyspa Epsteina
• Kraina Zorro
To centrum wywiera stały, niewidzialny wpływ, naginając światło dyskursu publicznego i kształtując trajektorie wszystkich sfer społecznych w kierunku własnych interesów.
III. Warstwy grawitacji: mapowanie konwergencji instytucjonalnej
Stabilność epsteino-centrycznego rdzenia jest utrzymywana przez szereg „warstw grawitacyjnych”. Warstwy te działają jak mechanizm o podwójnym działaniu: zapewniają niezbędne „przyciąganie mas”, aby podtrzymać legitymację i energię systemu, jednocześnie filtrując i przyspieszając jednostki o wysokich osiągnięciach w kierunku centrum. Te kręgi nie są niezależnymi bytami, lecz połączonymi elementami jednego, zunifikowanego pola grawitacyjnego.
W miarę jak jednostki osiągają „prawdziwy sukces” w obrębie tych konkretnych pól, logika systemu wygina ich ścieżkę w kierunku jądra.
Poniższa tabela identyfikuje dziewięć odrębnych sfer grawitacji i ich specyficzne funkcje ułatwiające ruch w kierunku jądra:
Sfera społeczna: funkcja grawitacyjna
Polityka
Organizuje legislacyjne i administracyjne działania niezbędne do utrzymania nadrzędnej struktury.
Kultura
Ustanawia ramy normatywne, które uspołeczniają masy, aby zaakceptowały obecność systemu.
Media
Zarządzają masową percepcją i kreują zgodę niezbędną do dalszego funkcjonowania systemu.
Moda
Zapewnia estetyczny i społeczny prestiż, maskując ukrytą dynamikę władzy elit.
Filmy
Funkcja głównego wektora mitotwórstwa i kulturowego zatwierdzania trajektorii elit.
Edukacja
Kształtuje ramy ideologiczne i identyfikuje talenty o wysokim potencjale
Rynki
Służą jako silnik finansowy, kierując graczy gospodarczych wysokiego szczebla do centrum poprzez akumulację kapitału.
Nauka
Zapewnia legitymację intelektualną i techniczną, gwarantując, że rdzeń posiada monopol na zaawansowaną wiedzę.
———————————————-
———————————————————-
Służby specjalne
Funkcjonują jako aparat bezpieczeństwa i wywiadu, zapewniając „pozwolenie” i ochronę wymaganą do wejścia do jądra.
Te warstwy nie są zmiennymi niezależnymi; są zintegrowaną maszynerią jednego pola grawitacyjnego. Sukces w dowolnej sferze to trajektoria, która ostatecznie przecina się ze wszystkimi innymi w punkcie jądra.
IV. Mechanizm awansu: Sukces zawodowy jako droga do jądra
Mit merytokratyczny sugeruje, że awans jest nagrodą za talent lub służbę publiczną. Jednak rzeczywistość epsteino-centryczna jest znacznie bardziej kliniczna: awans zawodowy na wysokim szczeblu to jedynie mechanizm konwergencji w kierunku jądra.
Kluczową cechą tego systemu jest nieistotność punktów startowych. Kontekst źródłowy podkreśla, że „nie ma znaczenia, skąd zaczynasz”. Stwarza to głęboki paradoks merytokratyczny: system nagradza najwyższe osiągnięcia w „czystych” dziedzinach, takich jak nauka i edukacja, wejściem do tego samego „nieczystego” jądra, które zajmują osoby ze sfer przestępczości i prostytucji. Ujawnia to, że najbardziej „święte” i najbardziej „profanalne” ścieżki społeczne mają tę samą prędkość końcową w kierunku sieci Epsteina.
Ten wspólny cel skutecznie ujednolica interesy rzekomo odrębnych sektorów społecznych. Kiedy czołowy fizyk, czołowy finansista i czołowy polityk osiągają ten sam punkt zbieżności, ich odmienne doświadczenia zawodowe ustępują miejsca wspólnej przynależności do rdzenia.
V. Kluczowe wnioski z Mechanizmu Wspinaczki
1. Systemowa Prędkość
Końcowa: niezależnie od dziedziny działalności – czy to nauki ścisłe, polityka, czy przestępczość – szczyt sukcesu zawodowego na Zachodzie kończy się w sieci Epsteina.
2. Obojętność pochodzenia
System jest strukturalnie obojętny na moralny lub zawodowy punkt wyjścia; uznaje jedynie osiągnięcie „prawdziwego sukcesu”.
3. Homogenizacja interesów elit
Siła przyciągania do jądra zapewnia ujednolicenie interesów elit, sprawiając, że widoczne publicznie rozróżnienia między różnymi sektorami społecznymi stają się nieistotne.
5. Implikacje systemowe: architektura kolektywnego Zachodu
Organizacja społeczeństwa wokół tajnego, scentralizowanego jądra ma niszczycielskie konsekwencje strategiczne. Najważniejszym z nich jest systemowy upadek legitymacji merytokratycznej. Kiedy „prawdziwy sukces” w jakiejkolwiek dziedzinie opiera się na dotarciu do epsteino-centrycznego jądra, podstawowa lojalność każdego aktora wysokiego szczebla nie jest już skierowana do jego zawodu, wyborców czy narodu, lecz do samego jądra.
Przyciąganie mas do warstw zewnętrznych – takich jak media, moda i edukacja – służy jako siła stabilizująca jądro. Społeczeństwo zapewnia pęd i siłę ekonomiczną, które napędzają te zewnętrzne kręgi, nieświadome, że system został zaprojektowany tak, aby kierować najbardziej „sukcesowne” jednostki w stronę ukrytego centrum. Model epsteino-centryczny to nie tylko opis „rządu cieni”; to ukryta strukturalna rzeczywistość tego, jak zachodnia potęga globalna jest kształtowana, sprawowana i utrzymywana.
—————————————-
6. Wnioski: Rzeczywistość struktury epsteino-centrycznej
Ta analiza społeczno-polityczna identyfikuje zachodnią architekturę władzy, która jest znacznie bardziej scentralizowana i spójna, niż sugerują to publiczne narracje. Syntetyzując relację między jądrem (Wyspą Epsteina/Ziemią Zorro), warstwami grawitacyjnymi instytucji społecznych i trajektorią elitarnych karier, odkrywamy system całkowitej konwergencji.
Strategiczną rzeczywistością tego modelu jest to, że sieć Epsteina nie jest wyjątkiem, usterką ani chwilową porażką nadzoru. To funkcjonalne jądro – samoorganizujące się serce – obecnego zachodniego systemu społeczno-politycznego. Elita nie jest „rekrutowana” w tradycyjnym sensie; jest „przyciągana” przez samą logikę sukcesu. Każda analiza geopolityczna lub systemowa, która ignoruje to jądro, jest funkcjonalnie przestarzała i strategicznie ślepa.
Musimy nieustannie mówić o Epsteinie. To tworzy globalną narrację demaskującą skorumpowane liberalno-globalistyczne elity Zachodu i podważa ich władzę. Epstein JEST Zachodem. Nie ofiarą, a samą jego istotą. CAŁA klasa rządząca Zachodu to Epstein.
Epstein jest prawdziwą esencją kapitalizmu. Socjalizm był irytujący, okrutny i zły. Sam tego doświadczyłem. I wcale mi się nie podobał. Ale współczesny zachodni liberalny kapitalizm to prawdziwa katastrofa. Znacznie gorsza. To Epstein.
Jedynym sposobem na wyjście z piekła, w którym tkwi współczesny Zachód, jest powrót do wiary chrześcijańskiej, do Kościoła i do świętej Tradycji. Zero tolerancji dla nowoczesności. W przeciwnym razie prędzej czy później dopadną cię zbrodniczy oligarchowie satanistyczni. Współczesne społeczeństwo jest bezradne i bezbronne wobec okrutnej rzeczywistości upadłych aniołów.
Jeśli jesteś pewien, że Szatan nie istnieje, już jesteś złapany w jego sieci. To, co mamy teraz, to stacja końcowa długiej podróży, którą rozpoczął renesans i protestantyzm.
===============================
Tytle słów i wykresów, by potwierdzić to, co wiemy z Objawienia od dwóch tysięcy lat:
To budowa Królestwa Szatana.
Wiemy, że skończy się jego ostateczną klęską. Problem tylko w tym, gdzie się znajdzie konkrety człowiek. Gdzie „zechce się znaleźć”.
W związku z faktem, że sektor hodowli owadów wciąż boryka się z trudnościami, potencjalnym rozwiązaniem problemu nikłego popytu na jego produkty – które swego czasu okrzyknięto przełomem w dziedzinie gospodarki o obiegu zamkniętym – staje się obowiązkowy ich zakup przez instytucje publiczne państw UE.
Żywność na bazie owadów była początkowo promowana jako zasobooszczędna i przyjazna dla klimatu alternatywa dla tradycyjnego białka zwierzęcego – wymagająca mniej ziemi, mniej nakładów i wytwarzająca mniej odpadów.
Jednak batony proteinowe ze świerszczy i makaron z larwami nigdy nie zyskały popularności. W ostatnich latach większość branży skupiła się raczej na paszach dla zwierząt, mączce rybnej i nawozach.
Obecnie, jako ostatnią deskę ratunku dla borykającego się z trudnościami sektora, Międzynarodowa Platforma ds. Owadów w Żywności i Paszy (IPIFF) proponuje zmianę zasad dotyczących zamówień publicznych w UE. ipiff.org
W odpowiedzi na konsultacje Komisji Europejskiej dotyczące nowych zasad, IPIFF argumentowała, że wprowadzenie obowiązku minimalnego zakupu „innowacyjnych, opartych na obiegu zamkniętym produktów pochodzenia biologicznego” mogłoby pomóc w ochronie branży.
W ramach takiego programu, UE pozwoliłaby nabywcom publicznym na priorytetowe traktowanie produktów ze względu na ich zrównoważony charakter – co oznacza, że teoretycznie, Bruksela mogłaby nakazać zakup białka pochodzenia owadziego dla instytucji publicznych, w tym stołówek lub szkolnych kafeterii.
Grupa dodała, że tysiące miejsc pracy w europejskim sektorze owadów – obecnie około 3500 pośrednich stanowisk, choć przewiduje się, że do 2030 r. będzie ich 30 000 – jest zagrożonych „z powodu braku zdecydowanych, skoordynowanych działań politycznych”.
Francuski skandal
Sektor boryka się również z kryzysem reputacyjnym we Francji.
Firma Ÿnsect, założona w 2011 roku z ambicjami zostania jednym z największych producentów białka owadziego na świecie, została w grudniu postawiona w stan likwidacji.
W oświadczeniu dla serwisu Euractiv, sekretarz generalny IPIFF, Steven Barbosa nazwał firmę Ÿnsect „pionierem” na rynku, na którym owady znajdują się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej. Twierdził on, że plan UE dotyczący białka z 2018 r. „silnie motywował sektor produktów pochodzenia roślinnego”, szkodząc innym. Barbosa powiedział, że firmy te powstały w odpowiedzi na obiecaną przez UE „zieloną rewolucję”, ale ponad dziesięć lat później przeszkody regulacyjne i opóźnienia nadal hamują rozwój tego sektora.
Ambicje polityczne
Dla obserwatorów branży, takich jak Dustin Crummett, dyrektor wykonawczy amerykańskiego think tanku Insect Institute,zawirowania wokół tak ważnego gracza jak Ÿnsect – oraz apele o obowiązkowe zamówienia publiczne – wiele mówią o aktualnej sytuacji w sektorze.
„Skarga milcząco potwierdza, że popyt prywatny nie jest wystarczający, aby utrzymać branżę, a pomysł, że zamówienia publiczne zapewnią jej ratunek, jest nierealny” – powiedział.
Dodał, że pojawia się coraz więcej dowodów na niechęć konsumentów do owadów jadalnych. Według Crummetta, w połączeniu z faktem, że produkty pozostają zbyt drogie, aby mogły konkurować, tworzy to obraz sektora znajdującego się pod ogromną presją.
Pomimo tego, że analizy branżowe wskazują na rosnący trend, sam Crummett jest autorem recenzowanego badania, z którego wynika, że konsumenci nie są bynajmniej przekonani do owadów jako substytutu mięsa. nature.com/articles
Barbosa, przedstawiciel sektora, podkreślił, że wyzwania stojące przed branżą owadów nie różnią się od tych, przed którymi stoją inni producenci białka alternatywnego, którzy udowodnili swój „potencjał techniczny i biologiczny”.
„Pełny potencjał gospodarczy i społeczny tej branży zależy obecnie od klimatu politycznego, zgodnego z jej ambicjami” – powiedział.
Na otwarciu 25 zimowych igrzysk olimpijskich 2026 odbywających się we Włoszech wyeksponowano dwa okultystyczne a nawet satanistyczne symbole – swastyki i odwróconego pentagramu.
Ceremonia otwarcia:
Na stadionie San Siro w Milanie cała murawa była wyrysowana w spiralę zwieńczoną pośrodku swastyką.
Na końcu „ceremonii” otwarcia zapalono znicz olimpijski w dwóch różnych miastach – w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Znicz wędrował 63 dni (6*3 – 666) i zapłonął w kształcie czerwonego odwróconego pentagramu (z formą monstrancji wewnątrz) – co jest znanym symbolem satanizmu.
Raczej trudno być jako artysta bardziej wymownym w przekazie symbolicznym. W Milanie pentagram zawieszono na Łuku Pokoju, który pierwotnie był Bramą Jupitera (Porta Giovia) – rzymskiego najwyższego boga (greckiego Zeusa) rezydującego na Olimpie.
Całe otwarcie igrzysk miało oczywisty charakter symboliczny przywołujący siły zniszczenia i piekła, którym składane są ofiary z olimpijskich potyczek sportowców.
Obecnie „elity” przestały się już kryć co do tego komu służą wystawiając na widok publiczny symbole ich własnego boga.
Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pychy pełnego. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.
Mieliśmy już ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie, która to ceremonia stanowiła górujący nad całym globem spektakl śmierci. Mieliśmy też hołd dla Baala w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2022 roku. Z kolei w 2024 roku gdy E. Macron obwieszczał: „ogłaszam igrzyska za otwarte”, koń trupio blady z Apokalipsy, wjechał niczym śmierć i piekło. Co jeszcze? A no na przykład w 2015 roku bogini Kali (hinduska bogini śmierci i zniszczenia) została zaprezentowana na Empire State Building.
Powyższą listę „hańby”, a także można i użyć określenia: „lista uwielbienia dla śmierci”, no więc do niej możemy dołączyć kolejny punkt. Punktem tym jest – a w zasadzie była już – ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku, która to ceremonia tym razem została „wyrwana” prosto z kart wydarzeń czasów ostatecznych opisanych w Księdze Apokalipsy, księdze opisującej nasze czasy.
A więc, świat po prostu nie potrafi się powstrzymać, prawda? Podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 we Włoszech, to, co miało być pięknie zaprojektowaną wersją „Olimpijskiego Kociołka” symbolizującego „wieczny płomień”, było w rzeczywistości piekielnym przedstawieniem wszechwidzącego oka Horusa wychodzącego z wiecznych ognisk piekła.
Notabene widziałeś kiedyś „Stranger Things”? Oto Demogorgon, w mojej opinii ożywiona wersja oka Horusa:
Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pełnego pychy. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.
Współczesny świat – który jest we władaniu wiadomo kogo – nie tylko toleruje ciemność – on ją uwielbia, promuje i lobbuje, na wszelkie możliwe sposoby stylizuje mrok i „brzydotę”. A dalej to wszystko oferuje / sprzedaje jako tak zwaną kulturę, a przecież to nic innego jak „cywilizacja śmierci”. A potem ten sam świat mówi, że jesteś „szurem” lub propagatorem „teorii spiskowych”, jeśli zauważysz to, o czym dziś piszemy.
Ale wierzący w Biblię nie są wezwani do oklaskiwania tej „produkcji”. Jesteśmy wezwani, by to zdemaskować i zganić takie rzeczy. To jest złe, to jest zło, to są dziwne „ceremonie”, poświęcone uwielbieniu dla „mroku”. My podążamy w światłości, za Panem naszym Jezusem Chrystusem, w którym nie ma nic z „mroku”. Ten świat nie rozpoznał czasu nawiedzenia, które miało miejsce ponad dwa tysiące lat temu, dlatego nadal pozostaje w „ciemnościach” oraz we władaniu „księcia ciemności”.
Gdy patrzę na to wszystko, to do głowy przychodzi mi pewna myśl, którą notabene chcę się teraz z wami podzielić: „W świecie, w którym wszystko zostało upodlone, ujawnienie się Antychrysta stało się bardziej realne niż kiedykolwiek”. Myślę, że czas wejścia antychrysta na „główną scenę” dziejów ludzkości jest już „u progu”, antychryst, ten fałszywy mesjasz, jest już „u progu” naszych czasów.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 8 lutego 2026
31 stycznia – ale dopiero wieczorem – świat mógł odetchnąć z ulgą, bo wreszcie zakończyły się wybory przewodniczącej koalicyjnej partii „Polska 2050”, w których kandydowały dwie damy: madame Pełczyńska-Nałęcz i madame Hening-Kloska. Jak się okazało, 40-ma głosami wygrała madame Pełczyńska-Nałęcz, pozostawiając madame Hening-Kloskę w nieutulonym żalu, który jednak przegrana madame starannie ukryła, deklarując niezłomną wolę podążania pod przewodnictwem swojej rywalki ku świetlanej przyszłości. Na początek jednak trzeba będzie „odbudować zaufanie” wyborców, potężnie nadszarpnięte wskutek różnych zagadkowych przyczyn. Klub Parlamentarny „Polska 2050” liczy bodajże 32 członków – ale obecne notowania tej partii szorują po dnie i kształtują się na poziomie niecałego półtora procenta poparcia. Gdyby tedy wybory odbyły się teraz, to ani jeden z działaczy („iluż wielkich działaczów wyjrzało z rozporka?” – zastanawiał się poeta), z Wielce Czcigodnym Hołownią Szymonem na czele, do Sejmu by nie wszedł, nie mówiąc już nawet o posadzie wicemarszałka, czy wicepremiera. Bo madame Pełczyńska-Nałęcz najwyraźniej ma chrapkę na posadę wicepremiera w vaginecie obywatela Tuska Donalda.
Obywatel Tusk Donald dotychczas bronił się przed powierzeniem tej posady pani Pełczyńskiej-Nałęcz rękami i nogami, zasłaniając się między innymi niejasną sytuacją w kierownictwie tej koalicyjnej partii.Teraz jednak, gdy sytuacja się wyjaśniła, tego pretekstu już nie będzie mógł użyć, więc jakąś decyzję będzie musiał podjąć. Czy jednak na pewno? Na pewno, to wszyscy umrzemy, podczas gdy obywatel Tusk Donald nadal będzie mógł odpowiadać na molestowania ze strony pani Pełczyńskiej-Nałęcz wymijająco, choćby z tego względu, że nie może mu ona nic zrobić. Jak wiadomo, w polityce trzeba mieć z góry przygotowane odpowiedzi co najmniej na dwa pytania: po pierwsze – co mi dasz, jak ci to zrobię i po drugie – co mi zrobisz, jak ci tego nie dam.
Więc na pytanie: co pani Pełczyńska-Nałęcz może zrobić obywatelu Tusku Donaldu, jeśli nie da on jej stanowiska wicepremiera w swoim vaginecie, odpowiedź brzmi – prawdopodobnie nic. Teoretycznie bowiem mogłaby ona, jako przewodnicząca Polski 2050 podjąć decyzję o opuszczeniu koalicji 13 grudnia. Wtedy vaginet obywatela Tuska Donalda utraciłby większość w Sejmie, a w tej sytuacji Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nawet z łoża boleści, na którym aktualnie spoczywa, cierpiąc na zapalenie płuc, mógłby nakazać PiS-owi złożenie wniosku o konstruktywne votum nieufności dla vaginetu obywatela Tuska Donalda, to znaczy – z jednoczesnym zgłoszeniem kandydata na premiera. Teoretycznie taki wniosek mógłby w Sejmie przejść – ale nie wiadomo, czy udałoby się, nawet w łonie PiS, wytypować kandydata na premiera. Jak wiadomo, z jednej strony ambicje takie wykazuje Mateusz Morawiecki ze swoimi kolaboranty – ale z drugiej strony pomysł ten napotyka w samym PiS-ie silną opozycję ze strony tak zwanych „maślarzy”, na czele których stoją : Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin, Patryk Jaki i Przemysław Czarnek – o którym też się mówi, że ma w swoim tornistrze buławę premierowską. Z tego właśnie względu mogłyby pojawić się nieprzewidziane trudności, w następstwie których do złożenia konstruktywnego wniosku o votum nieufności wobec vaginetu obywatela Tuska Donalda mogłoby nie dojść. Ale nie jest to jedyny powód, dla którego obywatel Tusk Donald może uważać, iż pani Pełczyńska-Nałęcz nic mu nie może zrobić, jeśli nie da jej posady wicepremiera. Jeśli bowiem nawet ona sama postanowiłaby w porywie serca gorejącego zdecydować o opuszczeniu koalicji 13 grudnia, to wcale nie jest takie pewne, że posłowie z jej własnego klubu jej posłuchają. Teraz bowiem są posłami i jeszcze prawie przez dwa lata mogą całą paszczą używać życia i smarować gęby konfiturami władzy.
Tymczasem ewentualne wyjście z koalicji oznaczałoby ryzyko nawet przyspieszonych wyborów, a przy fatalnych notowaniach Polski 2050, oznaczałoby to wyautowanie się z kręgów władzy na własną prośbę. Wprawdzie nie ma takiej rzeczy, której nie można by zrobić dla Polski – ale wydaje mi się, że większość posłów Polski 2050, a może nawet wszystkich innych, nie jest jeszcze na to gotowa. Może kiedyś, w lepszych czasach – ale teraz jeszcze nie. Skoro tedy my to wiemy, to obywatel Tusk Donald wie to jeszcze lepiej – a w tej sytuacji pani Pełczyńskiej-Nałęcz nie pozostanie nic innego, jak prowadzić Polskę 2050 ku świetlanej przyszłości – ale w ramach koalicji 13 grudnia. Czy z tego powodu nasz nieszczęśliwy kraj też odetchnie z ulgą, czy też pogrąży się jeszcze bardziej w beznadziejności – trudno zgadnąć. Tym bardziej, że po stronie opozycji sytuacja też nie jest do końca jasna – kto czym dyszyt – jak mówią Rosjanie.
Oto 31 stycznia odbył się w Łochowie na Podlasiu Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) pod egidą Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na Kongres przybyło około 700 uczestników, a więc mniej więcej tylu, ilu członków liczy cała „Polska 2050”, nawet jeśli połączyć ją z Polską 2051, której jeszcze nie ma. Judenrat „Gazety Wyborczej”, a także jego filie w postaci „OKO-Press” podniosły klangor, że w Łochowie urządzili sobie swój sabat „faszyści”, zmuszając właściciela obiektu do składania wyjaśnień. Nawiązał to tego w swoim przymówieniu inaugurującym Kongres Grzegorz Braun, przypominając, jak to prawie 100 lat temu, w roku 1926 Biuro Polityczne sowieckiej partii bolszewickiej postanowiło zwalczać patriotów polskich przy pomocy oskarżeń o „faszyzm”.
Jak się okazuje, współczesna żydokomuna w Polsce po przewodnictwem pana red. Michnika, który stalinowskie przykazania wyssał z mlekiem matki i mleczem ojca, kontynuuje tę bolszewicką linię w najlepsze. Kontynuacja jest zatem większa, niż mogłoby się wydawać i kolejne pokolenie żydokomuny próbuje wdeptać w ziemię kolejne pokolenie polskich patriotów. Jednak poza przysłaniem funkcjonariuszy Propaganda Abteilung pod przewodnictwem zasłużonego w podobnych operacjach i znanego z żarliwego obiektywizmu pana Wojciecha Czuchnowskiego, żadnych przeszkód żydokomuna na razie nie stawiła. Najwyraźniej czeka na ruchy ze strony siepaczy obywatela Żurka Waldemara, by samego Grzegorza Brauna wtrącili do lochu, a Konfederację Korony Polskiej – zdelegalizowali.
W tej sytuacji jednym z ważniejszych paneli dyskusyjnych był panel poświęcony sądownictwu – co z nim zrobić – w którym wziąłem udział. Zaproponowałem tam, by usunąć patologię z sądownictwa dzięki wprowadzeniu weryfikacji niezawisłych sędziów co 5 lat – podczas każdorazowych wyborów prezydenckich. Jeśli sędziowie już nie mogą wytrzymać, by sami się wybierali, sami rekomendowali, sami się oceniali i sami się rządzili – to proszę bardzo – ale każdy z nich co 5 lat musiałby poddać się weryfikacji przez obywateli, którzy przecież muszą ich utrzymywać. Taki sędzia musiałby dostarczyć o sobie przynajmniej dwie informacje: jak długo trwały u niego sprawy od otwarcia przewodu sądowego do wyrokowania oraz – ile wyroków uchylono mu w drugiej instancji. I jeśli nie uzyskałby w głosowaniu w swoim okręgu sądowym przynajmniej bezwzględnej większości głosów obywateli głosujących – wylatywałby z sądownictwa bez żadnego odwołania.
Bat na sędziów nie powinien być bowiem włożony w ręce rządu – bo to też patologia, podobna do tej, kiedy sędziowie nie mają nad sobą nikogo i robią co chcą, a państwo musi im płacić. Wskazałem też na jeszcze jedną konieczność – na konieczność usunięcia bezpieczniackiej agentury ze środowiska sędziowskiego, bo jej istnienie jest nie do pogodzenia z oczekiwaniem bezstronności. Tymczasem istnieją poważne poszlaki wskazujące na obecność prawdopodobnie licznej agentury Wojskowych Służb Informacyjnych i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w środowisku sędziowskim.
Być może na kolejnym spotkaniu pana prezydenta z szefami służb mogłaby zapaść decyzja, by służby sędziów-konfidentów trwale wyrejestrowały – bo na dobrowolną lustrację – jak już wiemy – ze strony sędziów liczyć nie można.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Odnotować wypada, że obok smoka i lwa w Watykanie pojawił się 2 lutego Roku Pańskiego 2024 list do “starszych braci wierze” – poniżej fragmenty (źródło)
“Moi żydowscy bracia i siostry w Izraelu (…) Niestety jednakże należy zauważyć, że wojna ta spowodowała również podział w światowej opinii publicznej oraz podtrzymujące podziały stanowiska, czasem przyjmujące formę antysemityzmu i antyjudaizmu. Mogę jedynie powtarzać to co także moi poprzednicy jasno oświadczali wielokrotnie: relacja jaka wiąże nas [z żydami] jest szczególna i wyjątkowa, oczywiście nie zaciemniając relacji jaką Kościół ma z innymi i zaangażowania także wobec nich. Droga, którą Kościół idzie z wami, starożytny ludu przymierza, odrzuca każdą formę antyjudaizmu i antysemityzmu, jednomyślnie potępiając objawy nienawiści wobec żydów i judaizmu jako grzech przeciw Bogu (…)
Razem żydzi i katolicy musimy się poświęcić tej drodze przyjaźni, solidarności i współpracy, szukając dróg naprawy zniszczonego świata, działając razem we wszystkich jego częściach a zwłaszcza w Ziemi Świętej (…) Ściskam was po bratersku.”
—-
Lumen ad revelationem gentium et gloria plebis tuae Israel w posoborowym świecie nowego porządku i nowej religii zostało odstawione do kąta. Żeby nie było że to jakiś nowy wymysł, cofnijmy się o 24 lata, do 23 marca 2000 roku kiedy do rabinów przemawiał Jan Paweł II:
“Musimy razem pracować, aby zbudować przyszłość, w której nie będzie już antyjudaizmu między chrześcijanami ani postaw antychrześcijańskich wśród żydów. Wiele nas łączy. Bardzo wiele możemy wspólnie uczynić dla pokoju i sprawiedliwości, aby zbudować świat bardziej ludzki i braterski.”
Pierwsza książka o Bakhicie (po arabsku Szczęśliwej) czyli siostrze Józefinie FdCC ukazała się już w roku 1931 (Storia meravigliosa), oprócz tego zachowała się własna relacja z roku 1910, spisana na polecenie zgromadzenia oraz kolejny życiorys spisany w roku 1929 przez siostrę Mariannę Turco.
Urodziła się około roku 1869 czyli tuż przed znamiennymi wydarzeniami – Soborem Watykańskim i okupacją Rzymu przez masońskie państwo włoskie oraz wojną prusko-francuską, w wyniku której ogłoszono oficjalnie II Rzeszę Niemiecką Bismarcka. Urodziła w dalekim Sudanie, w Darfurze w jednej z wiosek plemienia Daju. Miała trzech braci i trzy siostry, oprócz rodzeństwa, które wcześniej zmarło.
Po początkowym okresie radosnego dzieciństwa, pewnego razu porwano z wioski jej najstarszą, zamężną już siostrę. Wkrótce przyszła kolej na nią – gdy miała jakieś 9 lat została porwana z okolic wioski przez dwóch Arabów, którzy nadali jej imię Bakhitaczyli Szczęśliwa.
Zebrano ją razem z innymi pochwyconymi ludźmi do miejscowości, gdzie był targ niewolników. Tam Bakhicie z drugim dzieckiem, gdy zdjęto im kajdany udało się uciec. Podczas przedzierania się nocą przez puszczę i pustynię słyszała ryk dzikich zwierząt, lecz, jak Bakhita zwierzyła się po latach siostrze Turco również świetlistą postać na niebie wskazującą im drogę. Wreszcie dziewczynki trafiły do chaty jakiegoś Araba, który, oceniwszy sytuację, nakarmił je, po czym zamknął w szopie i związał, zamierzając sprzedać handlarzowi niewolników. Gdy dołączono je do kolejnej karawany z niewolnikami, rozpoznała wśród nich kilku z poprzedniej grupy. Podczas trwającej prawie trzy tygodnie podróży Bakhita obserwowała okrucieństwo handlarza prowadzącego karawanę wobec niewolników, który katował jednego z mężczyzn. W końcu karawana dotarła do największego wówczas miasta w Sudanie – El Obeid, stolicy prowincji Kordofan. Tam Bakhita trafiła do, jak pisze w relacji, „arabskiego przywódcy”, jako służąca jego córek. Podczas pobytu została pobita pejczem przez syna właściciela tak ciężko, że odniesiono ją do łóżka, gdzie pozostała ponad miesiąc. Kilka miesięcy później została sprzedana nowemu panu – generałowi armii tureckiej. Turcy – panowie Egiptu od kilkuset lat panowali też w XIX w. nad całym Sudanem, choć coraz bardziej ulegali wpływom brytyjskim co powodowało napięcia z muzułmańskimi fundamentalistami. W roku 1871 niejaki Mahomet Ahmad rozpoczął na wyspie Aba na Białym Nilu gromadzenie swoich uczniów.
W nowym miejscu Bakhita była źle traktowana przez jego żonę i matkę, które nie miały zahamowań z biciem przy każdym błędzie przy posługiwaniu przy nich. Spędziła tam trzy lata na ciężkiej pracy – jak wspominała: „rany jakie otrzymywałam jednego dnia jeszcze się nie zagoiły, gdy następnego dnia zostawały dodane nowe i nie wiedziałam za co.” Pewnego dnia Bakhita nierozważnie zwierzyła się towarzyszce niedoli jak uciekła od pierwszego właściciela. Usłyszawszy jej słowa córka właściciela zakuła jej kostki w łańcuch zdjęty dopiero na wielkie mahometańskie święto. Innym razem, gdy była świadkiem kłótni właściciela z żoną, została okrutnie wychłostana przez jego żołnierzy, tak iż spędziła w łóżku, nie domagając kolejne miesiące.
Poddano również Bakhitę barbarzyńskiemu tatuowaniu poprzez liczne nacięcia jej piersi, brzucha i prawego ramienia a następnie posypanie ich solą. Jak później wspominała: „leżącą w kałuży krwi zaniesiono mnie do łóżka, gdzie pozostałam przez kolejne godziny nieprzytomna. Gdy odzyskałam świadomość ujrzałam obok mnie moje towarzyszki, które w porównaniu ze mną cierpiały straszliwie. Przez ponad miesiąc nasza trójka miała tam pozostać, na macie, bez szaty, którą można by osuszyć wodę stale wypływającą z naszych ran, które sól pozostawiła na wpół otwarte. Blizny są nadal ze mną. Mogę szczerze powiedzieć że nie umarłam dlatego że Pan cudownie przeznaczył mnie do lepszych rzeczy.” W późniejszych wspomnieniach Bakhita opisywała także jak jej właściciel postanowił lepiej zmienić kształt jej piersi, tarmosząc je brutalnie przez kilka dni z rzędu by uzyskały pożądany kształt. Mimo tego zachowała swoje dziewictwo – jak później powiedziała: „byłam pośrodku bagna, lecz nigdy nie stałam się brudna”.
Tymczasem w Sudanie rozpoczęły się wydarzenia, które doprowadziły do wielkich zmian w życiu Bakhity. 29 czerwca 1881 roku wspomniany już Mahomet Ahmad ogłosił się Mahdim (tym znanym Polakom z W pustyni i w puszczy Sienkiewicza) czyli mesjańskim mesjaszem islamskim, obwieszczając że zapowiada drugie przyjście Jezusa i ogłosił dżihad przeciw rządowi w Chartumie, który jego zdaniem zdradził religię Mahometa. Zgromadziwszy znaczne siły rozbił wysłane przeciw niemu oddziały egipskie. Na początku września 1882 zaatakował El Obeid i po początkowym niepowodzeniu obległ miasto, zajmując je w styczniu roku następnego i niszcząc. Dwa lata później, pod koniec stycznia 1885 zdobył nawet Chartum, jednak zmarł kilka miesięcy później. Dopiero w roku 1898 siłom angielskim udało się pokonać ostatecznie jego zwolenników w bitwie pod Omdurman.
Przed pierwszym atakiem Mahdiego na El Obeid tj. przed wrześniem roku 1882 generał turecki będący właścicielem Bakhity postanowił, przypuszczalnie w obliczu zagrożenia w Sudanie, wrócić do Turcji. Sprzedał większość niewolników, opuścił El Obeid i udał się do Chartumu, gdzie postanowił sprzedać resztę w tym Bakhitę. Nabył ją konsul masońskiego państwa włoskiego Kalisto Legnani. Jak wspomina Bakhita pozostała w Chartumie przy konsulu, który traktował ją dobrze jako pomocnicę służącej, około dwa lata. Napotykamy następnie istotne problemy z chronologią wydarzeń. Przypuszczalnie na początku roku 1884 (w marcu 1884 rozpoczęło się oblężenie Chartumu przez wojska Mahdiego, zaś od kwietnia miasto, w tym szlak komunikacyjny przez Nil było odcięte; ks. Giuseppe Vantini wspomina o obecności Legnaniego w Suakinie, do którego najdogodniejsza droga z Suakinu biegła w dół Nilu jako wicekonsula w lutym 1884) konsul został odwołany do Włoch (możliwe jest również że grupka przedostała się jakoś podczas oblężenia jednak relacja Bakhity nie wspomina o dodatkowych drastycznych okolicznościach w związku z wyjazdem z miasta, przy czym niektóre biografie np. A. Roche: Bakhita. Pearl of the Sudan podają, że Bakhita, wbrew jej relacji z 1910, wyjechała do Italii już w roku 1883 kiedy wyjechał tam w jakichś sprawach sam Legnani). Bakhita prosiła usilnie konsula by zabrał ją ze sobą i mimo wahań (także ze względu na koszty dodatkowej osoby) ostatecznie się zgodził. Jak wspominała w roku 1910: „nie wiem dlaczego, lecz kiedy usłyszałam nazwę Italii, o której pięknie i uroku nic nie wiedziałam, moje serce wypełniło najżarliwsze pragnienie by pojechać wraz z mym panem (…) Później zdałam sobie sprawę, że Bóg chciał by się tak stało. Nadal zachowałam smak radości jaką czułam w owym czasie.”
Z Chartumu przedostali się w karawanie na wielbłądach do oddalonego od Chartumu o 750 km portu w Suakinie (Bakhita wskazuje w swej relacji że „po kilku dniach”, gdy przy prędkości karawany ok. 40-50 km dziennie podróż mogła zabrać ponad dwa tygodnie), gdzie dotarły ich po miesiącu wieści, że cały majątek konsula w Chartumie zrabowali buntownicy, a następnie Morzem Czerwonym i Śródziemnym do Genui, gdzie pan konsul sprzedał Bakhitę swoim przyjaciołom z Mirano Veneto Michielim. Tam nasza bohaterka służyła jako niania dla ich córeczki. Po trzech latach Bakhita wróciła z właścicielką do Suakinu, gdzie jej mąż otworzył duży hotel. Po ok. 9 miesiącach, jak relacjonuje nasza bohaterka w roku 1910, kobieta wraz z córką i Bakhitą ponownie wróciły do Włoch (1887) sprzedać tam pozostały majątek.
W pięknej Italii tymczasem papież Leon XIII kontynuował po Piusie IX, pozbawionym siłą Patrimonium Sancti Petri, wraz z Rzymem, bycie „więźniem Watykanu”. Biskupem Mantui był Giuseppe Sarto, dawny proboszcz z Salzano, z którego pochodził pan Illuminato Checchini, miejscowy organista. którego syn, imiennik ks. Sarto, poślubił jego siostrzenicę Henrykę De Bei. Illuminato, wbrew swemu imieniu okazał się gorliwym katolikiem, występował też w swej działalności literackiej pod bardziej chrześcijańskim imieniem: Stefan Massarioto. W roku 1870, jeszcze zanim ks. Sarto przywdział biskupią purpurę w Mantui, przeprowadził się do Zianigo, gdzie mieszkała żona pana Michielli, w której zaczął pomagać w zarządzaniu majątkiem i gdzie wiosną 1885 spotkał Bakhitę.
W roku 1889, w ramach walki z postępem masonizacji życia w nowo utworzonym przez rewolucję państwie włoskim, przystąpił do utworzonej w roku 1874 organizacji katolickiej Opera dei Congressi, występującej m.in. przeciw rewolucyjnemu prawodawstwu oraz traktowaniu Następcy św. Piotra a także propagującej aktywną działalność katolicką w sferze publicznej. W roku 1889 Illuminato-Stefano rozpoczął działalność publicystyczną wśród chłopów regionu Veneto w formie popularnych „almanachów” a potem artykułów w tygodniku La vita del popolo, co spotkało się kilka lat później z przeciwdziałaniem masońskich kół rządzących we Włoszech. Zarzucano mu oprócz wstecznictwa i integryzmu antysemityzm (występował bowiem w swoich tekstach także przeciw lichwie i grupie najbardziej czerpiącej a niej korzyści a także sprzeciwiał się aktywnie wyborowi na burmistrza Mirano Żyda Paolo Errery) – oskarżenie, które pojawia się także i w dzisiejszych biografiach Bakhity, próbujących przedstawiać powinowatego papieża Piusa X jako „rodzaj anachronizmu, nieco kłopotliwego” (ten i następny cytat za -R. I. Zanini: Bakhita: Od Niewolnicy do Świętej). Biografie owe, pisane przez autorów o nowej, posoborowej świadomości ze zdumieniem przedstawiają owego ciemnogrodzkiego antysemitę jako tego który jednocześnie „przyjął czarnoskórą Bakhitę jak córkę w obliczu uprzedzeń i ciekawskiego podejścia będących drugą naturą epoki”, jakby w osobie i postępowaniu poczciwego pana Illuminato zachodziła jakakolwiek niespójność lub sprzeczność.
Od tego to „antysemickiego” polemisty Bakhita, pozostająca służącą Michielich, uzyskała pierwsze informacje na temat Chrystusa i chrześcijaństwa, on podarował jej mały srebrny Krucyfiks, on też – wbrew woli zsekularyzowanej rodziny Michielich (p. Michieli był „niepraktykującym” ochrzczonym katolikiem, pani Michieli była nominalnie wschodnią schizmatyczką) odmawiał z nią katolickie modlitwy. Jak wspominała potem sam moment darowania jej krzyżyka z wizerunkiem Chrystusa:
„Gdy dał mi krucyfiks, ucałował go z nabożeństwem, potem wyjaśnił że Jezus Chrystus, Syn Boży, umarł za mnie. Nie widziałam co to krucyfiks, lecz byłam poruszona przez tajemniczą siłę by go ukryć z obawy, że pani go zabierze. Nigdy wcześniej niczego nie ukrywałam, bo do niczego nie byłam przywiązana. Pamiętam że patrzyłam na niego w tajemnicy i czułam w środku coś czego nie potrafiłam wyjaśnić.”
Jak opisała pana Illuminato w roku 1910, cztery lata po jego odejściu do wieczności: „człowiek o złotym sercu i prawym sumieniu”. Wcześniej nazywała go „papą”, traktując jego dzieci niemal jak swe rodzeństwo, potem utrzymywała kontakt korespondencyjny z jego rodziną. To wnuczce Illuminato – Marii Pii (od Piusa X, który był jej wujecznym dziadkiem) podarowała na Pierwszą Komunię Świętą obrazek z dopiskiem: „pamiętaj z miłością o pierwszym pocałunku otrzymanym od Jezusa”.
Latem 1888 na spokojne życie Bakhity w Veneto z wizytami u Checchinich, gdzie poznawała Wiarę Katolicką padł cień zmiany Maria Turina Michieli sprzedała dom w Zianigo i postanowiła wrócić do Suakinu, gdzie nadal jej małżonek prowadził hotel. Na razie postanowiła zostawić swą małą córeczkę Mimminę w Italii pod opieką Bakhity. Checchini zaproponował by wynająć im stancję przy szkole prowadzonej przez zgromadzenie sióstr kanosjanek w Wenecji. Zgromadzenie owo powstało w roku 1808, w Weronie, jego założycielką była s. Magdalena z Canossy (stąd nazwa) i miało na celu katolickie wychowanie ubogich panien. Cztery lata później powstał dom zakonny w Wenecji. Pani Michieli wahała się czas dłuższy, lecz wreszcie się zgodziła, natomiast pan Illuminato poręczył w instytucie w Wenecji, że w razie gdyby były problemy z opłaceniem zakwaterowania Bakhity i małej Mimminy, osobiście pokryje koszty, wreszcie odwiózł je do Wenecji.
Jednakże, niecały rok później w 1889, po powrocie do Italii pani Michieli zażądała by Bakhita wyjechała razem z nią do Afryki. W tym czasie jednak Bakhita była już jednak na wyraźnej drodze do Kościoła Katolickiego. Zamieszkała w Instytucie Katechumenek pod opieką s. Marii Fabbretti, nawiedzała piękne kościoły miasta św. Marka, łącznie z czarną Madonną czczoną od wieków w miejscowej bazylice, otrzymywała pouczenie w Wierze i miała silną wolę przyjęcia Chrztu Św.
Oddajmy jednak głos jej samej: „Prawie 9 miesięcy później pani Turina przybyła by zgłosić swe prawa do mnie. Odmówiłam wyjazdu z nią, z powrotem do Afryki, albowiem jeszcze nie zostałam wyuczona dobrze do Chrztu. Pomyślałam również, że gdybym została już ochrzczona, nie mogłabym wyznawać mojej nowej religii i że dlatego lepiej było dla mnie zostać z siostrami. Pani wpadła we wściekłość, oskarżając mnie o niewdzięczność jeśli chodzi o to że ma wrócić beze mnie, po tym jak wiele dla mnie uczyniła. Jednak pozostałam wytrwała w moim postanowieniu. Podawała mi kolejne powody, lecz nie uginałam się przed żadnym a mimo to bolało mnie oglądanie jej tak zniesmaczonej mym zachowaniem, albowiem prawdziwie ją miłowałam. To Pan napełnił mnie taką stałością albowiem chciał uczynić mnie całą swą. O dobroci! Następnego dnia powróciła w towarzystwie innej niewiasty i próbowała ponownie nakłonić mnie do zmiany zdania najsurowszymi groźbami, jednak bez rezultatu. Odeszły bardzo rozdrażnione. Czcigodny przełożony instytutu o. Jakub de Conti Avogadro di Soranzo napisał do Jego Eminencji patriarchy [Wenecji] Dominika Agostiniego o tej sytuacji. Ten ostatni zwrócił się do królewskiego prokuratora generalnego, który odpowiedział, że ponieważ znajduję się we Włoszech, gdzie handel niewolnikami nie jest dozwolony, jestem faktycznie wolna. Pani Turina również udała się do królewskiego prokuratora generalnego, sądząc że wymoże na nim, iż się z nią zgodzi, lecz otrzymała tę samą odpowiedź. Trzeciego dnia powróciła do instytutu w towarzystwie tej samej niewiasty i swego szwagra, oficera. Inni również byli obecni, nawet Jego Eminencja patriarcha Dominik Agostini, przewodniczący Kongregacji Miłosierdzia, przełożony instytutu i kilka sióstr z katechumenatu. Pierwszy przemówił patriarcha. Rozpoczęła się długa dyskusja, która skończyła się na moją korzyść. Płacząc z gniewu i smutku, pani Turina zabrała swą dziewczynkę, która nie mogła znieść rozstania ze mną i która próbowała nakłonić mnie bym z nią poszła. Byłam tak przygnębiona, że nie mogłam wymówić ani słowa. Zostałam płacząc i wyszłam, szczęśliwa że się nie poddałam. Był 29 listopada roku 1889.”
9 stycznia Roku Pańskiego 1890 Bakhita w kościele przynależącym do instytutu przyjęła z rąk samego kardynała Agostiniego sakramenty Chrztu Św., Bierzmowania oraz Pierwszą Komunię. Był obecny także sam pan Checchini wraz z rodziną. Sama Bakhita opisała ten dzień następująco: „ukończywszy cykl pouczenia przyjęłam – z radością, którą mogą opisać jedynie aniołowie – Chrzest Święty. Przyjęłam imiona Józefina, Małgorzata i Fortunata – odpowiednik arabskiego Bakhita. Tego samego dnia otrzymałam Bierzmowanie i Komunię. Cóż za niezapomniany dzień!”
7 grudnia Roku Pańskiego 1893 Bakhita wstąpiła do nowicjatu w domu kanosjanek w Wenecji. Następnie przyjęła w Weronie obłóczyny, wreszcie tamże, 8 grudnia roku 1896 złożyła uroczyste śluby. I tym razem obecna była rodzina Illuminato Checchiniego. Siostra a potem matka Józefina rozpoczęła swe ciche życie zakonne, pełne wiernego, pokornego wypełniania małych czynności – obowiązków stanu zakonnego na chwałę Panu oraz modlitwy. W roku 1902 została skierowana do domu zakonnego w Schio, życie, gdzie przebywała aż do swej śmierci w roku 1947. W roku 1916, po przystąpieniu Włoch do Wielkiej Wojny dom ów został zamieniony w szpital polowy. Jak wspominała potem s. Genowefa De Battisti: „nie było rzadkim widokiem oglądanie oficerów i żołnierzy stojących wokół naszej małej brązowolicej matki a wszyscy chcieli wysłuchać jej opowieści. Bakhita, za zgodą matki przełożonej i z właściwą sobie prostotą, opisywała w swym niegramatycznym języku przygody i zdarzenia, które zawsze przypisywała dobremu Bogu, który prowadził ją ze szczególną miłością do tego by została Jego oblubienicą.” Podczas II wojny światowej, jej dawne rany i uszkodzenia na nogach z czasu niewoli (w tym uszkodzenia prawego uda) doprowadziły do trudności z poruszaniem się i musiała czasem używać wózka inwalidzkiego. Trapiły ją również problemy z płucami i sercem. Cierpliwie znosiła cierpienia mówiąc, że poddaje się skoro „jest to miłe Panu – to On jest tym, który kieruje”.
Po śmierci 8 lutego 1947 znaleziono na jej ciele 114 ran od wspomnianego wyżej bestialskiego „tatuażu” oraz wgłębienie na prawym udzie – skutek chłosty jaką cierpiała podczas swej niewoli.
liberal women report lower levels of happiness and life satisfaction compared to conservative and moderate women. According to the 2024 American Family Survey, only 12% of liberal women aged 18–40 said they were “completely satisfied” with their lives, compared to 37% of conservative women.
Similar disparities were found in mental health and feelings of loneliness, with liberal women being the least happy and loneliest group in the survey.
A 2020 Pew Research Center study found that 56% of white liberal women aged 18–29 had been diagnosed with a mental health condition by a medical professional, more than double the rate among conservative women (27%) in the same age group.
U nas się mówiło: Proszę najpierw ten pan z syfilisem, a potem pani z zastarzałą
rzeżączką..]
============
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
Kilka dni temu na kanale YouTube Double Down News udostępniono dwugodzinny fragment wcześniej niepublikowanego wywiadu Stevena Bannona z Jeffreyem Epsteinem. Rozmowa z kontrowersyjnym finansistą została zarejestrowana w 2019 roku, kilka miesięcy przed jego ponownym aresztowaniem i śmiercią, oficjalnie uznaną za samobójstwo. Prześledziłam ten wywiad z uwagą i uważam, że nie był to czas stracony.
Treść nagrania prowokuje szereg pytań, których próżno szukać w przestrzeni publicznej, nawet tej oficjalnie niezależnej.
Dlaczego dopiero teraz wywiad został opublikowany? Dlaczego żadne media nie skupiają się na sprawie kluczowej? Dlaczego opublikowano zaledwie dwie godziny rozmowy z piętnastu zarejestrowanych? Co zawiera pozostałe trzynaście godzin? Dlaczego z tych dwóch dostępnych dziennikarze – także niezależni – nie wyciągają najważniejszego wniosku?
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że wywiad doczekał się publikacji z uwagi na fakt, że dwa dni wcześniej Departament Sprawiedliwości USA udostępnił trzy miliony stron dokumentów, w tym zdjęcia i nagrania wideo, dotyczące tzw. afery Epsteina, gdzie Bannon był wyraźnie wspomniany.
Dla przykładu portalPolitico przeanalizował ten wątek następująco: „Związek Epsteina z Bannonem, konserwatywnym strategiem politycznym, jest już dobrze udokumentowany, ale nowe dokumenty wskazują, że relacje między tymi dwoma mężczyznami były głębsze, bardziej przyjacielskie i bardziej rozległe, niż wcześniej sądzono”.
Steve Bannon to amerykański polityk i strateg medialny, były doradca prezydenta Donalda Trumpa, znany z populistycznej i nacjonalistycznej ideologii oraz działalności w mediach konserwatywnych. Powiązanie jego nazwiska z owianym złą sławą Epsteinem w takim kontekście to czarna plama na wizerunku.
Tymczasem zaskoczyło mnie, że w wywiadzie Bannon wielokrotnie konfrontował Epsteina z jego przestępstwami, prowokował do refleksji nad sobą, a na końcu wywiadu porównał go nawet do samego diabła. Być może wszystko to było wyreżyserowaną grą, niemniej jednak warte analizy, gdyż mowa o człowieku, który z racji przynależności do Komisji Trójstronnej – na zaproszenie samego Davida Rockefellera – należał do ścisłego grona osób trzymających świat w garści.
SEKSUALNY DRAPIEŻCA
Media grzeją aferę Epsteina głównie przez pryzmat przestępstw seksualnych, w tym pedofilskich, do jakich dochodziło na jego wyspie, w czym obok niego brali udział inni bogaci, sławni i wpływowi. To oczywiście ważne tło – wymagające stanowczego potępienia i rozliczenia – ale nie kluczowe. Przypuszczam, że celowo skupia się uwagę publiczną na tej sprawie, bagatelizując inne. Niemniej, w mojej publikacji poświęcę temu akapit, choć w innym aspekcie niż robią to pozostali komentatorzy.
Wspomniany wywiad dotyczył głównie systemu finansowego – w czym Epstein był (jest?) wybitnym ekspertem. Bannon wielokrotnie podkreślał jego geniusz w kwestiach ekonomii, nie szczędząc obok pochwał ostrych uwag wobec przestępstw seksualnych. Odniosłam wrażenie, że w trakcie rozmowy próbował wywołać u swojego rozmówcy poczucie winy, wstydu i żalu za popełnione czyny, konfrontując go z rzeczywistością, której Epstein najwyraźniej starał się unikać.
Gdy Bannon pytał, czy kiedykolwiek zastanawiał się, jak znalazł się w więzieniu (w nawiązaniu do skazania z 2008 roku), Epstein odpowiadał wymijająco, unikając odpowiedzialności i refleksji nad własnymi czynami. Na ponowione pytanie zareagował krótko, stwierdzając, że było to dla niego „dziwne” – odnosząc się do samego faktu pobytu w więzieniu, który jawił mu się jako coś nienaturalnego. Rozmowa ujawniała brak autorefleksji oraz niechęć do konfrontacji z moralnymi konsekwencjami własnych działań.
Bannon nie ograniczał się do subtelnych sugestii. Konfrontował Epsteina wprost z jego przestępstwami seksualnymi i pytał, czy zdaje sobie sprawę ze swojej moralnej odpowiedzialności. Epstein nie uchylał się od przyznania, że jest przestępcą seksualnym, choć próbował minimalizować ciężar swoich czynów, klasyfikując je jako „Tier 1” – najniższy poziom.
Wymiana zdań sprawiała wrażenie, jakby Bannon chciał, aby jego rozmówca jasno skonfrontował się ze swoim postępowaniem, podczas gdy Epstein starał się zdystansować od pełnych konsekwencji własnych działań. Zwracam na to uwagę nieprzypadkowo – mamy bowiem do czynienia z wyznawcą wartości, które nie uznają ani skruchy, ani szczerego żalu za grzechy, co jest całkowicie obce cywilizacji chrześcijańskiej.
Kiedy Bannon zapytał Epsteina wprost, czy jest diabłem, ten odpowiedział żartobliwie („mam dobre lustro”) i unikał jednoznacznej odpowiedzi przy powtórnej konfrontacji. Jednak jego mowa ciała – między innymi drapanie w lewe ucho na słowo „diabeł” – oraz nagłe zakończenie rozmowy w niewygodnym momencie pokazywały, że znalazł się w kłopotliwej sytuacji. O ile nie była to jedynie wyreżyserowana scena.
CZAS APOKALIPSY
W pewnym sensie potraktowałam osłuchanie tego wywiadu jako wykład o finansach, na których kompletnie się nie znam, więc dowiedziałam się czegoś nowego. Sam Epstein przyznał zresztą, że większość ludzi na świecie – w tym politycy i światowi przywódcy – nie ma pojęcia, jak działa system finansowy, co wielokrotnie podkreślał, ze szczególnym naciskiem właśnie na przywódców.
O finansach opowiadał dość ciekawie. Wyjaśniając złożone mechanizmy, porównał system finansowy do organizmu człowieka, a nie do maszyny, jak robią to najczęściej inni. Kryzys z 2008 roku przyrównał do udaru lub zawału – człowiek nie jest bowiem w stanie przewidzieć, że nazajutrz go dopadnie. Epstein sugerował, że na podobnej zasadzie nie dało się przewidzieć ogromnego tąpnięcia na giełdach całego świata.
Jeszcze bardziej zaciekawił mnie finansowany przez Epsteina Instytut Santa Fe (SFI), którego zadaniem jest badanie zjawisk trudnych do jednoznacznego wyjaśnienia. Doczytałam, że instytut analizuje chaos jako właściwość złożonych systemów, starając się zrozumieć, dlaczego porządek i katastrofa często wyrastają z tych samych, prostych reguł. Badania SFI obejmują również rynki finansowe jako systemy złożone i adaptacyjne, w których interakcje wielu agentów prowadzą do powstawania skomplikowanych wzorców, nieprzewidywalnych zachowań oraz kryzysów.
I tutaj zaczyna się najmocniejsze. Z rozmowy można było odnieść wrażenie, że wąska grupa rządząca światem – którą Epstein niejako reprezentował w tym wywiadzie – doszła do wniosku, iż nauka ma swoje granice i nie wyjaśnia wszystkiego. Co więcej, w nawiązaniu do sztucznej inteligencji Epstein niejako przyznał, że przestali nad nią panować.
Zobrazował to takimi słowami: „Czy możesz pokazać mi obliczenia? – Nie. Nie wiemy, jak to, co zaprojektowaliśmy, w ogóle znalazło tę odpowiedź.”
Dalej stwierdził: „Wygląda na to, że komputer uczy się lepiej niż jakikolwiek człowiek w historii, przewyższa każdego człowieka w historii. Ale gdy zapytasz projektanta, jak to zrobił, nikt nie odpowie. Po prostu się to zrobiło. Zrobiliśmy pierwszy krok, doprowadziliśmy do punktu, w którym tego nie rozumiemy – i to budujemy.”
Szczególnie niepokoi puenta, jaka wyłania się pod koniec rozmowy. Skoro za pomocą nauki możemy dojść jedynie do pewnego punktu zrozumienia, to co dalej? W kontekście wywiadu Bannona z Epsteinem można wywnioskować, że żyjemy w czasach ogromnego przełomu w postrzeganiu świata, porównywalnego do odkryć Newtona – z tą różnicą, że dziś obserwujemy odwrót: koniec świata matematycznego, obliczalnego i logicznego.
Ma go zastąpić intuicja, inteligencja emocjonalna oraz obszary, których nauka nie jest w stanie w pełni objąć. Patrząc na te działania w szerszym kontekście, wyłania się obraz wpływów wykraczających poza samą ekonomię i naukę. Na podstawie obserwacji działań światowych elit i za pomocą dedukcji nasuwa się wniosek, że chodzi o ezoterykę i satanizm.
Nie sposób nie zauważyć, że proces ten trwa już od pewnego czasu: ludzie są systemowo odrywani od Boga; niszczone są rodzina, odpowiedzialność, ofiara i sens cierpienia; zło jest normalizowane, a dobro wyśmiewane; człowiek ma być albo konsumentem, albo narzędziem; pustka duchowa wypełniana jest ideologią, rozrywką, przemocą, pornografią, kultem „ja”.
Szatan już nie kryje się ze swoim panowaniem – działa coraz jawniej. Wystarczy spojrzeć na symbolikę podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich czy na bluźniercze występy w międzynarodowym konkursie „Eurowizja”, by dostrzec, jak wyraźnie manifestuje swoją obecność. Jego aktywność staje się coraz bardziej otwarta – dokumenty z akt Epsteina ujawniają szereg obrzydliwych przestępstw w sieci powiązań na najwyższych szczeblach, w tym seksualne wykorzystywanie nieletnich i handel ludźmi.
BEZINTERESOWNA NIENAWIŚĆ
Żeby dosadniej wyjaśnić moim Czytelnikom, z jakimi siłami mamy do czynienia, posłużę się książką „Tajemna wojna. Judeo-masoński plan podboju świata”(Wydawnictwo 3DOM). Autorem jest polski hrabia Emanuel Małyński (1875–1938), który odziedziczył ogromny majątek, dzięki czemu mógł podróżować po całym świecie i bywać na salonach światowej elity. Poznał najbardziej wpływowych ludzi swoich czasów i dysponował analitycznym umysłem, co pozwoliło mu zdemaskować motywacje osób rządzących światem – tych, które stworzyły system finansowy oraz inicjują rewolucje, przewroty i wojny.
Faktyczne motywacje wywrotowców Małyński wyprowadził za pomocą dedukcji. Zastanawiał się, dlaczego w pierwszej kolejności postanowili zniszczyć cywilizację chrześcijańską – zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy (rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka w Rosji i inne wydarzenia niszczące chrześcijańską niegdyś Europę).
I tutaj zmierzamy do przerażającego wniosku. Autor książki zauważył, że «aby nienawidzić danej wiary, nie wystarczy po prostu jej nie wyznawać; trzeba mieć raczej inną wiarę pozostającą w sprzeczności z tą pierwszą».
Małyński wydedukował, że skoro chrześcijaństwo opiera się na bezinteresownej miłości – czego przykład dał Chrystus, umierając za nas na Krzyżu – to wiara Jego przeciwników opiera się na bezinteresownej nienawiści. Sam Chrystus bowiem powiedział: «Nienawidzili Mnie bez powodu» (J 15, 26).
Dla takich ludzi jak Rockefeller czy Epstein pieniądze wcale nie są najważniejsze – to jedynie narzędzie do zdobycia władzy. Władza sama w sobie też nie jest celem; ma ich jedynie przybliżyć do osiągnięcia ostatecznego celu. Motorem napędowym ich działań jest NIENAWIŚĆ – przeciwieństwo MIŁOŚCI.
Chrystus z bezinteresownej miłości poświęcił się dla człowieka, aby go uratować i doprowadzić do Boga. Oni natomiast, kierując się bezinteresowną nienawiścią, są gotowi poświęcić nawet siebie – „rewolucja pożera własne dzieci” – by zniszczyć człowieka i doprowadzić go do szatana.
Jeffrey Epstein trafił za kratki, gdzie – według oficjalnej wersji – popełnił samobójstwo. Nawet jeśli była to jedynie mistyfikacja i, korzystając ze swoich wpływów oraz bogactwa, gdzieś wygodnie żyje, to i tak nigdy nie zazna spokoju. Szatan niszczy bowiem także tych, którymi się posługuje.
Pozostaje zadać pytanie: dlaczego właśnie teraz udostępniono miliony stron akt tzw. afery Epsteina, zawierających nazwiska jednych z najbardziej wpływowych osób świata? I wreszcie – kim są ci ludzie, znajdujący się jeszcze wyżej w hierarchii, którzy podjęli decyzję o odtajnieniu znacznej części akt? Z ujawnionych dokumentów na pewno się tego nie dowiemy.
Decyzja o zatrudnieniu Gizeli Jagielskiej w Łużyckim Centrum Narodzin w Lubaniu wywołała falę sprzeciwu. Przed placówką odbyła się pikieta, a do dyrekcji trafiła petycja z żądaniem jej zwolnienia.
fot. NZoZ Lubań, YT
Co musisz wiedzieć:
Jagielska rozpoczęła pracę z początkiem lutego
Protest zorganizowano przed szpitalem w Lubaniu
Uczestnicy oskarżają lekarkę o aborcję w 9. miesiącu ciąży
Nowe miejsce pracy i natychmiastowy sprzeciw
Gizela Jagielska od początku lutego pracuje w Łużyckim Centrum Narodzin w Lubaniu. Informacja o jej zatrudnieniu spotkała się z ostrą reakcją części mieszkańców i środowisk pro-life. Wczoraj przed szpitalem odbyła się pikieta, którą opisał portal Radia Maryja.
Uczestnicy protestu sprzeciwiają się zatrudnieniu osoby, którą oskarżają o przerywanie ciąży i odbieranie życia nienarodzonym dzieciom.
Sprawa Felka i odejście z Oleśnicy
Gizela Jagielska stała się znana w całym kraju po sprawie aborcji w dziewiątym miesiącu ciąży, podczas której wstrzyknięto chlorek potasu w serce dziecka. W grudniu ubiegłego roku straciła pracę w szpitalu w Oleśnicy, gdzie pełniła również funkcję zastępcy dyrektora ds. medycznych. Jej kontrakt nie został przedłużony.
Prof. Piotr Sieroszewski, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, konsultował położniczo pacjentkę w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Tamto dziecko byłoby w stanie funkcjonować, to był 36. tydzień ciąży. Ważyło prawie dwa kilogramy, było w dobrym stanie wewnątrzmacicznym. Bardzo wiele dzieci z łamliwością kości dobrze żyje po urodzeniu, są całkowicie sprawne intelektualnie. Polskie przepisy prawa wprost zabraniają zabicia takiego dziecka.
Jak relacjonował, zaproponował pacjentce cesarskie cięcie ze względu na jej zły stan psychiczny oraz konieczność objęcia dziecka specjalistyczną opieką pediatryczną. Kobieta nie zgodziła się na taki scenariusz i wypisała się ze szpitala na własne żądanie.
Decyzja prokuratury
W grudniu ubiegłego roku prokuratura uznała, że w sprawie nie doszło do popełnienia przestępstwa.
Zdaniem prokuratora materiał dowodowy wskazuje, że w zachowaniu lekarza, jak i innych członków personelu medycznego szpitala w Oleśnicy, jak i w Łodzi, nie doszło do popełnienia przestępstwa. Decyzja o przerwaniu ciąży była samodzielną decyzją kobiety ciężarnej podjętą zgodnie z przepisami prawa – przekonywała prokurator Prokuratury Rejonowej del. do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Karolina Stocka-Mycek.
Petycja i głos protestujących
W pikiecie pod szpitalem w Lubaniu wzięło udział ponad 100 osób. Protestujący przekazali władzom placówki petycję dotyczącą zatrudnienia Gizeli Jagielskiej.
Nie chcemy, aby w salach, gdzie na świat mają przychodzić dzieci, dokonywano także brutalnych morderstw na malutkich pacjentach. (…) Żądamy, aby w Łużyckim Centrum Medycznym ginekologią i położnictwem zajmowały się wyłącznie osoby, które nie popełniają zbrodni tzw. aborcji – uzasadniali swoje stanowisko protestujący.
Uczestnicy pikiety podkreślali, że każde dziecko ma prawo do życia i że nie chcą w Lubaniu nowego abortorium.
Ograniczenia odwiedzin
Dzień przed protestem władze szpitala w Lubaniu wprowadziły ograniczenia odwiedzin. Powodem ma być „zagrożenie epidemiologiczne”.