Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Wiem, kim są włodarze wojen, lockdown’ów i nienawiści do życia: To zawsze ci sami, te same postacie…

Date: 22 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/wiem-kim-sa-wlodarze-wojen-lockdownow-i-nienawisci-do-zycia

na podst.: x.com/intuslegens

—————————————————————————-

Wiem.

Wiem, że za lockdownem energetycznym stoją te same osoby, które stały za lockdownem sanitarnym.

Wiem, że miliardowe zyski z lockdownu sanitarnego trafiły do tych samych osób, które stoją za lockdownem gospodarczym – tj. do tych samych, którzy zaplanowali zakaz wydatków publicznych, emisji pieniądza przez państwo, zakładania przedsiębiorstw państwowych, państwowości służącej celom społecznym i solidarnościowym.

Wiem, że te same nazwiska zaplanowały kaftan bezpieczeństwa, jakim jest pakt stabilności, zasadę trzech procent, zakaz pomocy państwowej, zakaz wykupywania przez państwo własnego długu oraz ratowania pracowników przed lichwą.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown gospodarczy, zaplanowały również lockdown etniczny – poprzez zakaz dla narodów egzystowania według ich wielowiekowej tradycji, nakaz metysowania się, budowę społeczeństwa wielo-konfliktowego, chaotycznego, złożonego z niewolników nienawidzących się nawzajem.

Wiem, że te same osoby, które zaplanowały lockdown etniczny, zaplanowały również lockdown klimatyczny. Uniemożliwiają nam korzystanie z samochodu, domu, kotła, kominka, gazu, węgla, krów i produktów rolnych. Kontrolują, ograniczają, zakazują i cenzurują każdy krok, każdy oddech, każdą nadzieję, każde marzenie.

Wiem, że te same osoby, które stworzyły lockdown klimatyczny, stworzyły lockdown monetarny: każdy jeden zakup wiąże się z elektronicznym obciążeniem konta na rzecz banku, każda rodzina zmaga się z “nową normalnością” zadłużenia, wezwań do zapłaty, rat, odsetek i lichwiarstwa.

Wiem, że za tym wszystkim stoją te same osoby, które zabijają, eksterminują i dokonują ludobójstwa oraz masowych mordów na narodach, które nie stoją po ich stronie.

To są te same postacie, które domagają się od nas lockdownu pokoju, czyli lockdownu życia. Miliardy odebrane szkołom i szpitalom wydawane są na broń dla wojen Zachodu, kanonizowanych przez “europeizm unijny”.

Wiem, że te same osoby zabijają, oszukują, kłamią, kontrolują, niszczą, rujnują, wymazują wszelkie ślady miłości i człowieczeństwa.

Wiem to, choć nie mam dowodów, ale po prostu wiem.

Suma wszystkiego, co widzę, obserwuję, badam, analizuję, interpretuję, łączę i rekonstruuję, podpowiada mi, że to oni, zawsze oni, zawsze te same postacie.

Znam te postacie: moralną nikczemność tych postaci, ich okrucieństwo, ich nienawiść do nas, ich nieludzką naturę.

INFO: x.com/intuslegens

PROTEST! Zofia Kossak, 1942.

PROTEST!

W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Ulicami przebiegają oprawcy, strzelając do każdego, kto się ośmieli wyjść z domu. Strzelają podobnie do każdego, kto stanie w oknie. Na jezdni walają się nie pogrzebane trupy.

Dzienna przepisowa liczba ofiar wynosi 8-10 tysięcy. Policjanci żydowscy obowiązani są dostarczyć je do rąk katów niemieckich. Jeżeli tego nie uczynią, zginą sami. Dzieci nie mogące iść o własnych siłach są ładowane na wozy. Ładowanie odbywa się w sposób tak brutalny, że mało które żywe dojeżdża do rampy. Matki patrzące na to dostają obłędu. Liczba obłąkanych z rozpaczy i grozy równa się liczbie zastrzelonych.

Na rampie czekają wagony kolejowe. Kaci upychają w nich skazańców po 150 osób w jednym. Na podłodze leży gruba warstwa wapna i chloru polana wodą. Drzwi wagonu zostają zaplombowane. Czasem pociąg rusza zaraz po załadowaniu, czasem stoi na bocznym torze dobę, dwie… To nie ma już dla nikogo żadnego znaczenia. Z ludzi stłoczonych tak ciasno, że umarli nie mogą upaść i stoją nadal ramię w ramię z żyjącymi, z ludzi konających z wolna w oparach wapna i chloru, pozbawionych powietrza, kropli wody, pożywienia – i tak nikt nie pozostanie przy życiu. Gdziekolwiek, kiedykolwiek dojadą śmiertelne pociągi – zawierać będą tylko trupy…Wobec tej męki wyzwoleniem stałby się rychły zgon. Oprawcy to przewidzieli. Wszystkie apteki na terenie getta zostały zamknięte, by nie dostarczyły trucizny. Broni nie ma. Jedyne co pozostaje, to rzucenie się z okna na bruk. Toteż bardzo wielu skazańców wymyka się katom w ten sposób.

To samo, co w getcie warszawskim, odbywa się od pół roku w stu mniejszych i większych miasteczkach i miastach polskich. Ogólna liczba zabitych Żydów przenosi już milion, a liczba ta powiększa się z każdym dniem. Giną wszyscy. Bogacze i ubodzy, starcy, kobiety, mężczyźni, młodzież, niemowlęta, katolicy umierający z Imieniem Jezusa i Maryi, równie jak starozakonni. Wszyscy zawinili tym, że się urodzili w narodzie żydowskim, skazanym na zagładę przez Hitlera.Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i – milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią.

Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej przeczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. Polscy polityczni przyjaciele Żydów ograniczają się do notatek dziennikarskich, polscy przeciwnicy Żydów objawiają brak zainteresowania dla sprawy im obcej. Ginący Żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów.

Tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala.

Zabieramy przeto głos my, katolicy Polacy. Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg, który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie. Każda istota, zwąca się człowiekiem, ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba. Kto z nami tego protestu nie popiera – nie jest katolikiem.Protestujemy równocześnie jako Polacy. Nie wierzymy, by Polska odnieść mogła korzyść z okrucieństw niemieckich. Przeciwnie. W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź Żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji. Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich może snadnie wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie.Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem!

FRONT ODRODZENIA POLSKI

———————————————————————-
Tekst ten został napisany w reakcji na wielką akcję deportacyjną z getta warszawskiego do Treblinki (lipiec–wrzesień 1942).

O Zofii Kossak

[Zmieniam tytuł notki, bo poniższy przy obecnej agresji żydofilii za bardzo kojarzy się z „Polin”. md]

Ojczyzna dwóch narodów

Alina Czerniakowska wpolityce.pl/historia//ojczyzna-dwoch-narodow

Kwiecień, na ulicach Warszawy dużo młodzieży z Izraela, kolejna rocznica powstania w Getcie, w mediach różne komentarze, teksty, różne dane i różne fakty na ten temat, zależnie od tego kto pisze i z jaką intencją. Trzeba i warto powrócić do Zofii Kossak -Szczuckiej, bo to przecież ona w czasie okupacji założyła i prowadziła największą organizację podziemną ratującą Żydów pod nazwą „Żegota”.

„Boży szaleniec w czasach zagłady” – tak piszą o Zofii Kossak-Szczuckiej, pochodziła ze znakomitej rodziny Kossaków, jej dziadkiem był malarz Juliusz Kossak, ojcem – major kawalerii Tadeusz Kossak, a stryjem – inny znakomity malarz Wojciech. Była stryjeczną siostrą znanej poetki Marii Pawlikowskiej -Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Miała piękne dzieciństwo i młodość w zamożnej ziemiańskiej rodzinie, studiowała malarstwo w Warszawie i Genewie, ale wybrała pisarstwo i była w tej dziedzinie niezwykle utalentowana.

Można by długo pisać o jej życiu, trudnych latach wojny bolszewickiej, gdy w chłopskim przebraniu uciekała z dwójką małych dzieci przez linię frontu. Widziała co robili bolszewicy, opisała to w przejmującej powieści pt. „Pożoga”, która była przed wojną obowiązującą lekturą w polskich domach.

Zofia Kossak–Szczucka pisała dużo, w okresie międzywojennym opublikowała ponad 30 większych utworów – powieści, zbiorów opowiadań i esejów, otrzymała najcenniejszą międzywojenną nagrodę literacką – Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Z wielkim znawstwem pisała powieści i opowiadania historyczne związane z dziejami Polski i  z historią Kościoła, wspaniałe literackie portrety wielu świętych w zbiorze opowiadań „Szaleńcy Boży”. Miała świetne pióro, dzisiaj wystarczy wziąć jej książkę do ręki i nie sposób oderwać się i odłożyć na bok.

Zaraz po wybuchu wojny w 1939 roku zaczęła działalność konspiracyjną, miała kilka pseudonimów okupacyjnych, założyła w 1941 r. działający w podziemiu Front Odrodzenia Polski, była to organizacja o charakterze religijnym, kontynuująca zadania, które w normalnych warunkach spełniała w społeczeństwie polskim Akcja Katolicka. Powołała do życia Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty (Żegota był fikcyjną postacią, którą wymyśliła sama Kossak-Szczucka w celach konspiracyjnych). Wkrótce Komitet stał się fundamentem utworzonej w grudniu 1942 r.  i podległej Delegaturze Rządu – Rady Pomocy Żydom „Żegota”, czyli instytucji organizującej pomoc dla środowisk żydowskich. Sama pisarka, która starała się trzymać z dala od polityki, w skład rady nie weszła, lecz zajęła się dostarczaniem pomocy materialnej i fałszywych dokumentów uciekinierom z getta, wyszukiwaniem i umieszczaniem w bezpiecznych kryjówkach dzieci i całych rodzin żydowskich. W swoim mieszkaniu stale przetrzymywała żydowskich zbiegów, angażowała się w akcję pomocy nie tylko osobiście, lecz z całą swoją rodziną. Warto przytoczyć tu  fragment jej wspomnień:

„Pamiętam, jak kiedyś przeprowadzałam z Powiśla na Śniadeckich Żydówkę. Witold mój syn osobno na ten sam punkt prowadził jej męża, a Anna, moja córka miała przeprowadzić jej córkę, swoją rówieśnicę… Boże, jak się bałam o te moje dzieci! Nigdy nie zapomnę tego okropnego uczucia lęku, tego poczucia, że własne, najukochańsze dzieci narażam na śmierć prawie pewną. A z drugiej strony to przeświadczenie, że to obowiązek. A potem ta szalona radość i wdzięczność Bogu, gdy po półtorej godziny spotkaliśmy się na Powiślu, cali i zdrowi”.

Warto przytoczyć tekst pod tytułem „Protest”, który Zofia Kossak-Szczucka opublikowała 11 sierpnia 1942 roku w prasie podziemnej, rozpoczęła swój apel od opisu straszliwej sytuacji w getcie warszawskim u progu ostatecznej zagłady jego mieszkańców:

„W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Świat patrzy na tę zbrodnię straszliwą i milczy. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią. Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich” … „Nie przestajemy uważać ich (Żydów) za politycznie, gospodarczo i ideowo wrogo nastawionych do Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej. 

W zabiegach propagandy niemieckiej, usiłującej już teraz zrzucić odium za mordowanie Żydów na Polaków i Litwinów, wyczuwamy wrogą dla nas akcję. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni i ze wszystkich sił niesienia pomocy. Kto tego nie rozumie – nie jest ani katolikiem ani Polakiem”…

Tekst protestu jest długi, szczery, poruszający, skłaniający do przemyślenia.

Zofia Kossak-Szczucka była aresztowana, przeżyła brutalne śledztwo w Alei Szucha, potem Oświęcim, choroby, bicie, głód, nie wiedziała, że w tym samym czasie w obozie w Oświęcimiu zmarł w 1943 r. jej syn Tadeusz.

Wojenną działalność Zofii Kossak-Szczuckiej izraelski Instytut Yad Vashem uhonorował dopiero w 1982 r, przyznano jej pośmiertnie tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, podstawą odznaczenia było świadectwo Maurycego Gelbera, który ukrywał się w jej warszawskim mieszkaniu przez sześć miesięcy. Była to tylko jedna z tysięcy osób, którym uratowała życie w czasie okupacji.

Zapraszam Państwa na film dokumentalny, który powstał na kanwie spotkania z prof. Dorą Kacnelson. Po obejrzeniu tego filmu hrabia Marek Raczyński, mieszkający od czasów Powstania Warszawskiego za granicą, głównie w Waszyngtonie, napisał do mnie w jednym z listów:

„Jeśli spotka się Żyda mówiącego sprawiedliwie dobrze o Polakach to należy takiego nosić na rękach, bo to wielka rzadkość.”

Ten film przedstawia właśnie taką osobę. „Ojczyzna dwóch narodów”

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/758417-ojczyzna-dwoch-narodow

Dziesiątki tysięcy ton miodu z Ukrainy i krajów Mercosur to zwijanie polskiego pszczelarstwa

Dziesiątki ton miodu z zagranicy przy zwijaniu pszczelarstwa? Sałek: „Korelacja zdarzeń jest zastanawiająca”

[ten głupek z Tysola „zmniejsza” napływ miodu ponad dziesięć tysięcy razy… md]

21.04.2026 tysol/tony-miodu-z-zagranicy-przy-zwijaniu-pszczelarstwa

Pszczoły na plastrze miodu
Źródło: Pixabay | Autor: PollyDot | Licencja: Licencja Pixabay | Pszczoły na plastrze miodu

Z jednej strony do Polski trafiają potężne kontyngenty miodu z Ukrainy i krajów Mercosur, a z drugiej Ministerstwo Klimatu i Środowiska razem z tzw. ekologami chcą ograniczać polskie pszczelarstwo. – Korelacja tych zdarzeń jest co najmniej zastanawiająca – ocenia w rozmowie z portalem Tysol.pl poseł PiS Paweł Sałek.

Ministerstwo klimatu i środowiska dobija polskich pszczelarzy, którzy przegrywają z importem miodu z Ukrainy i Mercosuru! Zakazy pasiek w miastach, lasach i na terenach rezerwatów pogłębi ich problemy wynikające z importu miodu kiepskiej jakości z zagranicy – alarmuje na X poseł Paweł Sałek, były sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

Tegoroczne kontyngenty importu miodu do UE z Ukrainy to 35 tys. ton, a z Mercosuru na poziomie 45 tys. ton i ma być zwiększany. Premier Donald Tusk nie widzi potrzeby skarżenia tej niekorzystnej umowy do TSUE!

Dziwna koincydencja

Pytany przez portal Tysol.pl, czy to może nie być przypadek, że z jednej strony mamy takie wielkie kontyngenty importu miodu z Ukrainy i z Mercosuru, które jeszcze mają być zwiększane, a z drugiej strony próbuje się ograniczać polskie pszczelarstwo, Paweł Sałek odpowiada:

To jest sytuacja bardzo zastanawiająca, bo z jednej strony mamy ogromny import miodu z Ukrainy, a Polska jest krajem sąsiadującym i należy przypuszczać, że ten miód w pierwszej kolejności tutaj będzie pojawiał się na rynku, także w przypadku dużych przetwórni, które używają miodu na przykład do wypieku ciastek.

Z drugiej strony mamy to, że miód będzie płynął z krajów Mercosuru, bo ta umowa tak czy inaczej praktycznie wchodzi w życie, a rząd nie chce jej zaskarżyć ani nie chce wystąpić o opinię do TSUE, bo tam jest jeszcze jedna ścieżka – wystąpienie o opinię. I ta sprawa daje dużo do myślenia, a jednocześnie w Polsce nagle pojawia się sytuacja, że grono osób zaczyna mówić o tym, że trzeba chronić dzikie zapylacze, ale to jest taka sytuacja, że pszczoła miodna, która jest naturalnym elementem środowiska, jeśli chodzi o owady zapylające, nie może z tego powodu być dyskryminowana.

„Korelacja zdarzeń jest zastanawiająca”

Pszczoła miodna występuje u nas od wieków, w okresie nowożytnym Polski, czy jeśli spojrzymy na czas PRL, czy czasy współczesne, to pszczoła miodna była. I teraz ta pszczoła miodna zaczyna przeszkadzać w różnorodności biologicznej i w ochronie przyrody? To do tej pory nie przeszkadzała? Ta korelacja tych zdarzeń jest co najmniej zastanawiająca

Pasmo „sukcesów” Henning-Kloski

Dopytywany, co należałoby zrobić, aby zatrzymać ten trend, który przyjęła Paulina Henning-Kolska, Paweł Sałek stwierdza:

Zobaczymy, jak potoczy się sprawa z wotum zaufania, ale trzeba zauważyć, mówiąc żartobliwie, że pani minister ma samo pasmo „sukcesów”, zaczynając od „czystego powietrza”, wyłączanie z gospodarki leśnej setek tysięcy obszarów, prowadzenie do upadku Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, awantury i naruszenia prawa w Banku Ochrony Środowiska. Ostatnio wyszła sprawa magazynów energii, gdzie okazało się, że znaczna część tych inwestycji będzie w jej regionie wyborczym, więc tu jest dużo różnych sytuacji związanych z panią minister. Ja ją po prostu negatywnie oceniam i całą działalność tego resortu.

„Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych”

Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych jest dokumentem, który przygotowywany jest od listopada 2024 roku w MKiŚ, w związku z rozporządzeniem UE Nature Restoration Law (NRL). Według założeń ma na celu odbudowę zdegradowanych ekosystemów. Państwa członkowskie mają obowiązek opracowania rozwiązań i przyjęcia rządowej uchwały do 1 września 2026 roku. W jego ramach resort Henning-Kloski chce „ograniczyć negatywny wpływ pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy”.

ONI JUŻ TU SĄ. Baliński.

ONI JUŻ TU SĄ

Krzysztof Baliński

Radek Sikorskibardzo ucieszył sięz wykresu, który pokazuje wzrost liczby wniosków o polski paszport, składanych w polskim konsulacie w Tel Awiwie. Uznał, że to przejaw braku antysemityzmu: „Następnym razem, gdy ktoś na świecie powie, że Polska jest krajem antysemickim, pokażę mu ten wykres”. I, jak zwykle, mylił się gruntownie, bo „antysemityzm” Polaków to wymysł Żydów, a za to antypolonizm Izraelczyków jest zjawiskiem powszechnym, zwłaszcza wśród ubiegających się o polski paszport. Mylił się także dlatego, że zabieganie Żydów o polski paszport nie jest dowodem, że uznali Polskę za kraj filosemicki. Bo to tak, jakby tłumaczyć napływ murzynów z Afryki ich miłością do polskiej poezji. Oznacza tylko tyle, że uznali Polskę za kraj tak słaby, że przy pomocy pałki antysemityzmu, łatwo stworzą sobie w nim żerowisko.

„Ukryty koszt wojny: Ponad 125 000 Izraelczyków wyemigrowało” – takimi nagłówkami alarmowała „Times of Israel”. Gazeta opierała się na raporcie Knesetu, według którego to największa w historii kraju strata kapitału ludzkiego, a powodem jest ​​wojna z Hamasem. „To nie jest fala emigracji, to tsunami” – podsumował przewodniczący komisji Knesetu. Po wybuchu wojny w Zatoce, nie ujawnili najnowszych danych. Mieliśmy za to filmowe migawki z lotniska Ben Gurion, które świadczą, że „tsunami” to mało powiedziane. Gdy rakiety irańskie uziemiły loty, Izraelczycy pędzili na złamanie karku na południu do Ejlatu, następnie wszelkim dostępnymi środkami komunikacji na egipskie lotnisko Szarm el-Szejk, a stamtąd do Europy. I wiele wskazuje na to, że wybrali Polskę.

Przeprowadzony jeszcze przed wojną z Iranem sondaż wykazał, że 34 procent Izraelczyków rozważa ucieczkę z kraju. To prawie 3 mln ludzi! A co po eskalacji wojny, gdy irańskie rakiety skutecznie lądowały w Hajfie i Tel Awiwie, gdy uciekali z pola walki i tchórzliwie chowali się w schronach? Na pewno mają miejsce kolejne fale uchodźców, rozglądających się za bezpiecznym schronieniem. Gdzie uciekną, jak nie do Polski, jedynego bezpiecznego kraju? Bo emigracja do Niemiec czy Francji nie zapewnia bezpieczeństwa, zwłaszcza po wzroście nastrojów antyżydowskich na całym świecie. A pomocne będzie w tym podwójne obywatelstwo, bo wiedzieć trzeba, że polskie paszporty ma już 200 tysięcy Izraelczyków.

Skąd ta liczba?Jak wynika z danych Urzędu Wojewody Mazowieckiego, w ostatnich latach liczba obywateli Izraela ubiegających się o polskie paszporty wzrosła czterokrotnie. W 2022 r. o polskie obywatelstwo ubiegało się 4 tysiące obywateli Izraela, W 2024 (po ataku Hamasu) liczba ta wzrosła do 8,5 tysiąca. Tylko w latach 2015-17 „Polakami” zostało 10 820 Izraelczyków. W ciągu ostatnich 15 lat tylko w polskim konsulacie w Tel Awiwie zatwierdzono ponad 28 tysięcy wniosków o przyznanie polskiego obywatelstwa, co stanowi wzrost o 250 % w porównaniu z latami poprzednikami. Przy czym mowa tylko o jednym urzędzie, a wnioski można składać we wszystkich konsulatach na świecie i bezpośrednio u każdego z 16 wojewodów.

Mazowiecki Urząd Wojewódzki podaje, że w styczniu liczba obywateli Izraela ubiegających się o polski paszport wzrosła czterokrotnie. Oficjalnie deklarują chęć podjęcia w Polsce pracy lub studiów, ale reprezentujące ich kancelarie prawne nie ukrywają – chodzi o możliwość opuszczenia Izraela, gdy sytuacja stanie się niebezpieczna. Jest jeszcze inny powód – nasz paszport stał się bardzo atrakcyjny nie tylko z uwagi na możliwość zamieszkania w Polsce, ale także dlatego, że pozwala na wjazd bez wizy do wielu państw świata, w tym Izraelowi nieprzyjaznych.

Ilu Żydów ma dziś polskie obywatelstwo? Do tych z Izraela doliczyć trzeba tych, którzy o polskie obywatelstwo występowali, jako obywatele różnych państw i statystyki ich nie wyszczególniają. Tu rąbek tajemnicy uchylił nieopatrznie inkryminowany Radek, który w Senacie oświadczył: „Ja uważam – i wiem, że w marginalnej prasie to, co w tej chwili mówię, będzie odsądzone od czci i wiary, że jeżeli dzisiaj na przykład amerykańscy Żydzi zaczynają się starać o polskie paszporty – wydajemy 25 tysięcy polskich paszportów w USA – to to jest dobrze, a nie źle”. Polskie władze nie są w stanie podać precyzyjnej liczby. A może nie chcą? Przypomnijmy sobie, jak zareagowali na interpelację posła Korony, ilu w polskim rządzie ma obce obywatelstwo. A może nie chcą także dlatego, że wielu z rządzących ma podwójne obywatelstwo?

Nie zapominajmy też, że niezwykle sprawnie przebiega akcja rozdawania polskich paszportów Żydom „wypędzonym” z Polski w marcu 1968. Robi to nie tylko Sikorski. Akcję rozruszał Aleksander Kwaśniewski, a tempa nabrała za Lecha Kaczyńskiego, który obywatelstwo przywrócił 15 300 „ofiarom polskiego antysemityzmu”, i który osobiście i ostentacyjnie akt przywrócenia obywatelstwa wręczył synom Oskara Szyji Karlinera, szefa stalinowskiego Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były wszystkie wyroki śmierci na polskich patriotach, i który doprowadził do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję nazywano „Najwyższym Rabinatem Wojska Polskiego”.

Z nie mniejszą werwą akcję kontynuował Tusk. W lutym 2008 r. jego minister zadeklarował, że podlegli mu wojewodowie będą potwierdzać obywatelstwo „szybko i bardzo szybko”, a procedura ma być „wręcz błyskawiczna”. Tuska w tym samym czasie zapowiedział wielki powrót Polaków z emigracji. Ale nie do końca był szczery, bo miał na myśli „Polaków” z Tel Awiwu i Nowego Jorku, którym jego minister rozdawał paszporty in blanco. Żywymi tego przykładami są Lejb Fogelman, Michael Schudrich i Szalom Dow Ber Stambler, bohaterowie chanukowych ceremonii w Sejmie. Przypomnijmy też, że Duda nawiązywał do tej akcji, bredząc o „Rzeczpospolitej Przyjaciół” i wykrzykując „Tu jest Polin”.

Ale to nie wszystko – na izraelskich „uchodźców” czekają w Polsce tłuste emerytury. Bo okazuje się, że kraj miodem i mlekiem płynący zapewnia „uchodźcom” z Izraela warunki, o których rdzenny Polak może tylko pomarzyć. Otóż 22 listopada 2016 r. zawarto z Izraelem umowę o zabezpieczeniach społecznych, a w niej takie smaczki: emerytury i renty wyliczone w Izraela są wypłacane przez ZUS w Polsce; strona polska nie ma prawa weryfikować wiarygodności przedkładanych przez stronę izraelską wniosków emerytalnych. Jaki był zatem ukryty cel umowy, jeśli nie zachęcanie do osiedlania się w Polsce i most finansowy dla „uchodźców” z Izraela?

Przypomnijmy, że za rządu Mazowieckiego czymś w rodzaju mostu powietrznego przerzucono do Izraela przez warszawskie lotnisko Okęcie, w tajnej operacji o kryptonimie „Most”, kilkaset tysięcy sowieckich Żydów, przedstawianych, jako prześladowanych „uchodźców” z ZSRR. Operacja sfinansowana została z pieniędzy ukradzionych Polakom przez Bagsika i Gąsiorowskiego. A jaki ma to związek z tematem tego tekstu? Otóż, inkryminowani do Izraela przybyli bezpośrednio z Polski, i zgodnie z obowiązującymi konwencjami międzynarodowymi i unijnymi mają prawo do Polski wrócić. Na przykład w ramach odwróconej operacji „Most” i też za pieniądze ukradzione Polakom.

Dlaczego Polacy nie wiedzą, jaka jest skala rozdawania obywatelstwa? Wiemy tylko, że w 2024 r. otrzymała je rekordowa liczba cudzoziemców (i że prawa obywatelskie uzyskało 40 tysięcy Ukraińców). Rzeczywista liczba nowych „Polaków” jest jednak wielokrotnie wyższa. Liczby nie obejmują bowiem tych, którzy uzyskali obywatelstwo drogą procedury „Przywrócenie obywatelstwa polskiego”, czyli uzyskania obywatelstwa przez potwierdzenie, że ma się przodków, którzy posiadali polskie obywatelstwo. To ta procedura sprawia, że uzyskanie naszego obywatelstwa przez Żyda jest bardzo proste, a przeszkody administracyjne łatwe do pokonania. Ilu Żydów zostało w ten sposób „Polakami”? Nie wiemy, ale musi być ich o wiele więcej niż beneficjentów tradycyjnych sposobów uzyskiwania obywatelstwa. Często są to osoby, które nie mają nic wspólnego z Polską, poza przodkami, którzy koczowali niegdyś na ziemiach Rzeczypospolitej, w tym Litwacy przesiedleni tam przez władze carskie i osoby, których przodkowie opuścili ziemie polskie jeszcze w XIX wieku.

Polska przyjęła miliony Ukraińców to, dlaczego nie miałaby przyjąć kilkuset tysięcy Izraelitów?Przyjmowanie „uchodźców wojennych”, obdarzanie przywilejami, żeby tu zostali na zawsze, zamienianie ich w osadników i nadawanie obywatelstwa i stwarzanie sytuacji nie do odkręcenia, przećwiczyli już na przykładzie „uchodźców” z Ukrainy. Jeśli powiążemy to z kolejnymi falami przesiedleńców z Ukrainy i relokacją uchodźców z Niemiec, to możemy smutnie skonstatować: Podmiana narodu polskiego trwa w najlepsze.

Przyjrzyjmy się innym faktom, które będą temu sprzyjać. W Polsce znajduje się około 1 miliona mieszkań pozostających w dyspozycji „międzynarodowych funduszy inwestycyjnych”, które (niby, jako lokata kapitału) stoją puste i bez problemu mogą zostać błyskawicznie zasiedlone. Dodajmy do tego, że większość firm deweloperskich operujących w Polsce to kapitał izraelski, a oddział Chabad w Polsce wyspecjalizował się w nieruchomościach. W Polsce czekają na nich nie tylko mieszkania, ale mienie pożydowskie. Przypomnijmy, że jedną z legalnych metod odzyskiwania majątku jest polskie obywatelstwo i że po przyjęciu w amerykańskim Senacie ustawy S447 nastąpił skokowy wzrost wydawania Żydom polskich paszportów.

Na witrynieRady Ministrów ukazał się tekst uchwały ws. Krajowej Strategii przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego. W kościołach odczytano list Konferencji Episkopatu Polski, który zarzuca Polakom „deficyt miłości do Żydów”. Dwa dokumenty tylko pozornie nie mające nic ze sobą wspólnego. W rzeczywistości to skoordynowana, zaplanowana, mająca wspólny mianownik akcja dekretująca i nakazująca Polakom kochać „naród wybrany”, przygotowująca Polaków na przyjęcie przesiedleńców z Izraela.

Jak się zachowa Tusk wobec żydowskich przesiedleńców? To wiemy – zrobi to, co każe mu kanclerz Niemiec. Jak zachowa się Kaczyński? Też wiemy, bo jest autorem słów: „Izrael to przyczółek naszej cywilizacji”. A jak Karol Nawrocki? Ponieważ wiemy, że ma małe rozeznanie w światowej polityce, to jest rzeczą pewną, że tak, jak podpowiedzą mu doradcy. Niedawno dołączył do nich Michał Dworczyk, który poza tym, że odpowiadał w rządzie Morawieckiego za covidowy zamordyzm i jako pełnomocnik ds. Narodowego Programu Szczepień zakontraktował 64 mln szczepionek Pfizera za ponad 6 miliardów, był hersztem lobby ukraińskiego w rządzie i ponosi odpowiedzialność za transformację etniczną Polski. To on złowieszczo zapowiedział „uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej” (którą, poza Polakami, zamieszkiwali Rusini i Żydzi oraz potomkowie Ukraińców służących w SS Galizien i wnuk Romana Szuchewycza). To on grał pierwsze skrzypce w akcji przesiedlenia kilku milionów Ukraińców do Polski i rozdał na ten cel 40 miliardów. To z jego inicjatywy powstała ustawa, która zachęca Ukraińców do osiedlania się w Polsce. Krótko mówiąc, to jemu zawdzięczamy to, że ukraińska ośmiornica oplata Polskę coraz gęściej. Powrót Dworczyka jest tym bardziej znamienny, że to prawa ręka Morawieckiego, który w PiS i w ogóle reprezentuje najbardziej judaizujące kręgi.

Mówiąc o Dworczyku i jego proimigracyjnych wyczynach, nie sposób pominąć Pawła Szefernakera, szefa gabinetu prezydenta, który jako wiceminister spraw wewnętrznych ogłosił: „Ukraińcy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji przybyli do Polski, mogą od 1 kwietnia występować o pobyt stały w Polsce i tym samym o polskie obywatelstwo”. To on wraz z Dworczykiem wprowadził do propagandy nowy element (obok tego, że Ukraińcy bronią nas przez Ruskimi i ratują naszą gospodarkę): Musimy być Ukraińcom wdzięczni, że ratują demografię.Innymi słowy, wynalazł wielce oryginalny sposób zaradzenia problemowi wymierania Polaków – Sprowadzanie Ukraińców i rozdawanie polskich paszportów Żydom.

Nawrockiego otoczyli się (lub raczej otorbili) też chrześcijańscy syjoniści – jak to woli – judeochrześcijanie. Szef BBN wyraża radość z zabicia przywódcy państwa, z którym mamy od kilkuset lat stosunki dyplomatyczne. Szef Biura Polityki Międzynarodowej namawia prezydenta do mówienia o „prześladowaniu chrześcijan przez Iran” i uważa, że w konflikt w Zatoce powinniśmy zaangażować się czynnie”. Jeszcze inny owoc takiego doradzania: Na CPAC w Dallas prezydent jedzie tylko po to, żeby (oprócz poinformowania Amerykanów, że „Polacy nienawidzą Rosjan”, czyli że nie zgadzają się z polityką Trumpa wobec Rosji) ględzić o „braterstwie broni w Iraku i Afganistanie”, podczas gdy sam Trump wielokrotnie mówił: „Ponieśliśmy tam sromotną klęskę”.

Polskie obywatelstwo oznacza czynne prawo wyborcze i tym samym radykalną zmianę na polskiej scenie politycznej, Oznacza też bardzo szybkie oczyszczenie przedpola do masowego osadnictwa żydowskiego w Polsce, a później do wprowadzania w życie planu „Rzeczpospolitej Przyjaciół”. Czy Polacy są gotowi na takie zmiany? Czy są świadomi, że coś wisi w powietrzu, że coś się świeci, że coś knują?

Panie Prezydencie: Żadnego kajania się! Wstać z ringu! Otrzepać się! Czas najwyższy na wprowadzenie wiz dla obywateli Izraela, na wstrzymanie taśmowego wydawania polskich paszportów i anulowanie już przyznanych (celem wyjaśnienia poprawności ich nadania). Przy tym nie są tu potrzebne tylko ustawy, ale… odwaga. Niech inspiracją będą słowa Romana Dmowskiego: Polska może się układać z każdym na arenie międzynarodowej, z każdym państwem i każdą organizacją. Jednak z ośrodka, który wytwarza polską myśl polityczną, należy wypchnąć wszelkie wpływy zewnętrzne, uzależnienia agenturalne, ideologiczne, finansowe”.

Krzysztof Baliński

Niezbędność odrodzenia polskiej edukacji

Niezbędność odrodzenia polskiej edukacji

Każdy człowiek jest cząstką ludzkości, ale świadomość tego jest na tyle nikła, że nie powoduje zahamowania wojen i nienawiści. Każdy z nas jest także cząstką społeczeństwa, narodu, rodziny i rozmaitych organizacji, partii, czy stowarzyszeń.

Naród jako spoiwo jednostek od wieków pełni istotne znaczenie. Rodzimy się i jesteśmy kształtowani w duchu określonej kultury narodowej. Nie należy tego interpretować jako nacjonalizmu. W tym procesie kształtowania świadomości narodowej w duchu braterstwa z innymi narodami istotną rolę pełnią nauczyciele.

Niestety, status nauczycieli w społeczeństwie nie ma u nas dostatecznie wysokiej rangi. Problem jest nader poważny, ponieważ nauczyciele mają przemożny wpływ na kształtowanie świadomości jednostek. W XXI wieku tę rolę pełnią, niestety, w znaczenie większym stopniu media. Tak się dzieje, bowiem siła oddziaływania kultury obrazkowej jest potężniejsza od słowa.

Od stanu świadomości jednostek zależy ukształtowanie świata, w którym żyjemy. To świadomość na przykład prawodawców determinuje treść wydawanych przepisów prawnych, a one rozstrzygają  sposób gospodarowania, edukację, konkretyzację praw człowieka, czy organizację lecznictwa.

Jest oczywiste, że człowiek nie ma wpływu na sposób funkcjonowania świata przyrody. Jesteśmy zdolni jedynie naruszać harmonię tego świata w którym żyjemy. Natomiast świat kultury jest stwarzany przez kolejne pokolenia, które pojawiają się na planecie Ziemia. Człowiek – a nie rynek – decyduje o zmianach epok społeczno-gospodarczych. Przejście od niewolnictwa poprzez feudalizm, kapitalizm, socjalizm do neokapitalizmu jest dziełem decyzji tych, którzy mają władzę. Człowiek – a nie rynek – decyduje o przewadze w państwie bądź wyłączności określonej formy własności: prywatnej, spółdzielczej, państwowej.

Sprawą fundamentalną jest więc szerokość horyzontów myślowych, stan świadomości tych, którzy decydują o rozstrzygnięciach społecznych, politycznych, gospodarczych, kulturowych. Innymi słowy, istotne znaczenie ma edukacja. W ostatnich dziesiątkach lat nastąpił, niestety, upadek edukacji spowodowany zmianami w strukturze uniwersytetów i zmianami treści nauczanych przedmiotów. Rozliczne przejawy negatywne przejawy to  na przykład wprowadzenie punktów, egzaminy oparte o testy, wprowadzenie stanowiska profesora uniwersytetu, likwidacja stopnia profesor nadzwyczajny, wprowadzenie licencjatów. likwidacja asystentów, wprowadzenie studiów doktoranckich, czy limitu wieku profesorów. Pamiętam moich wspaniałych Mistrzów, którzy w czasach dawnej Polski wykładali mając więcej niż osiemdziesiąt lat i kierowali katedrą. Relacja profesor – doktorant zastępuje dawnej relacji profesor – asystent. Przypomnę, że w latach 1918 – 39 przyczyniła się do zespolenia Polaków żyjących przez dziesiątki lat w trzech zborach.

Ponadto nasza mikromania narodowa – znakomicie wyrażona przez Juliusza Słowackiego – sprawia, że wpatrzeni jesteśmy od pokoleń w Zachód, a obecnie zamerykanizowaliśmy się. Polscy uczeni, ich cenne i wciąż aktualne teorie są zapomniane, nie wykładane. Wróćmy do tradycji, do polskiego dorobku, co ma szczególne znaczenie w dziedzinie psychologii i pedagogiki, a także psychoterapii. Obecnie przybliża się teorie zaczerpnięte z obcej kultury, co jest wyrazem mikromanii. Nasze osiągnięcia stają się zapomniane.

Obecna edukacja zinstytucjonalizowana nie pomaga w rozwoju wrażliwości,  w rozbudzaniu wyobraźni, którą niszczy kultura obrazkowa oraz nie sprzyja rozwijaniu sfery uczuć. A czyniły to w Polsce międzywojennej szkoły Ziemianek, a także Uniwersytety Ludowe, które funkcjonowały jeszcze w Polsce Ludowej. Kształci się obecnie specjalistów wąskich dziedzin. Zanika warstwa polskiej inteligencji, która odznaczała się szerokimi horyzontami myślowymi. Tworzymy odduchowiony, zmaterializowany świat, w którym przestały oddziaływać ideały.

Należałoby też pilnie przywrócić nauczanie filozofii i etyki na wydziałach z których zostały obecnie wyrugowane jako przedmioty obowiązkowe. Edukacja – szczególnie w dobie internetu – powinna nie tylko przekazywać wiedzę, ale także pomagać w kształtowaniu charakteru, czego domagali się polscy uczeni. Profesor Irena Wojnar słusznie podkreślała znaczenie sztuki – co jest dziś zapomniane – w rozwoju wrażliwości i uczuciowości. Przywrócenie nauki jaką jest higiena psychiczna przyczyniłoby się do właściwego pojmowania zdrowia psychicznego. Jej twórcą jest Kazimierz Dąbrowski.

Teorie polskich uczonych są zapomniane, nie wykładane mimo ich aktualności. W rezultacie obecna edukacja nie pomaga w rozwoju wrażliwości, nie rozbudza wyobraźni, nie przyczynia się do podniesienia na wyższy poziom sfery uczuć. Sugeruje się, by dążyć do niższych wartości, czyli dóbr materialnych. Odrodzenie znaczenia teorii profesorów Kazimierza Dąbrowskiego i Juliana Aleksandrowicza przyczyniłoby się do przezwyciężenia błędnego poglądu wskazującego dobra materialne jako cel i sens wysiłków człowieka. Przypomnę,  że polscy filozofowie w czasach zaborów byli zaniepokojeni zmaterializowaniem Zachodu. Mieli poczucie misji, by odrodzić duchowo społeczeństwa zachodnio-europejskich krajów. Dziś nasze zmaterializowanie zapewne przerasta ówczesną sytuację w tych państwach.

Filozofia została w ostatnich dwóch dziesiątkach lat wyrugowana z nauczania akademickiego jako przedmiot obowiązkowy. Na przykład na Wydziałach Prawa również etyka i filozofia prawa mają obecnie status przedmiotów do wyboru. Podobnie jest z kształceniem lekarzy. Julian Aleksandrowicz, profesor medycyny i filozof, pisał w drugiej połowie XX wieku, że medycyna odcięta od korzeni filozoficznych – usycha.

Deklaruje się powszechnie, że najwyższą wartością jest człowiek i jego zdrowie. A człowiek jest jednością psychofizyczną, więc uczeni tej miary co profesor Irena Wojnar i wspomniany profesor Julian Aleksandrowicz słusznie domagali się, by w leczeniu pomocne i zalecane było oddziaływanie sztuki i literatury pięknej. Było to faktem w Klinice Hematologicznej Juliana Aleksandrowicza w Krakowie. Chory jest bowiem nie określony organ, lecz człowiek. Warto przywrócić przekształcone przez Juliana Aleksandrowicza porzekadło: W zdrowym duchu – zdrowe ciało. Wymieniony profesor był jednym z pierwszych uczonych głoszących holizm, a więc teorię jedności wszechrzeczy. Niepokojący go kolonizatorski stosunek do świata przyrody pogłębił się. Pogląd tego uczonego, że pokój jest tym dla ludzkości, co zdrowie dla pojedynczego człowieka, powinien być obecny w procesach edukacyjnych. Uczony ten wskazywał też siłę leczniczą nadziei.

Zahamowanie niszczenia świata przyrody oraz poprawianie świata przez nas stwarzanego jest zależne od stanu świadomości jednostek, a tę kształtuje w dużej mierze edukacja. Człowiek myślący w XXI wieku jest równie potrzebny, co człowiek czujący i wyobraźnią wykraczający poza teraźniejszość. Wróćmy do tradycji.  Niezbędne jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także edukacja, która będzie pomagać w rozwoju uczuć, wyobraźni i wrażliwości. Uczucia są wszechobecne w psychice. Nie ma stanów wolnych od obecności uczuć. Niezbędne jest też wyrabianie poczucia, że jest się cząstką nie tylko rodziny, społeczeństwa, narodu, ale także ludzkości. Zmniejszyłaby się dzięki temu agresja i być może odrodziłyby się ruchy pacyfistyczne.

Edukacja ma istotne znaczenie, bowiem ci, którzy dziś chodzą do szkoły, jutru w parlamencie będę uchwalać prawa przesądzające rozwiązania gospodarcze, społeczne, polityczne w państwie. Niebezpieczny jest kształtowany nowy typ inteligenta pozbawiony dawnej wszechstronności, zamknięty w obszarze wąskiej specjalności, o niklej wrażliwości i uczuciowości. Zagrożeniem jest pogląd, że edukacja ma dostosowywać się do potrzeb rynku jako rzekomo obiektywnie działającej siły.

Należałoby odrodzić naukę higienę psychiczną. Jej twórca Kazimierz Dąbrowski szerzył tę wiedzę w latach siedemdziesiątych między innymi w kwartalniku „Zdrowie psychiczne” wydawanym przez PAN. Szczególne znaczenie ma zapomniana dziś książka zbiorowa wydana pod jego redakcją „Zdrowie psychiczne”. Profesor skupiał wokół siebie nie tylko uczonych tej miary co Kazimierz Pospiszyl, Bruno Hołyst, czy Lew Starowicz, ale także twórców sztuki tej miary, co Jerzy Grotowski, czy Józef Szajna, który pełnił m.in. funkcję prezesa Polskiego Oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej z siedzibą w Wenecji.

Higiena psychiczna kwestionuje utożsamianie zdrowia z dobrostanem fizycznym, umysłowym, społecznym. Także odległa jest od utożsamiania go ze zdolnością do działań efektywnych. Wyrazem zdrowia nie jest także harmonijne współżycie z otoczeniem, ani równowaga psychiczna. Przedstawiciele tej nauki również podważają pogląd zgodnie z którym sprawne, praktyczne funkcjonowanie w świecie miałoby być wyrazem zdrowia psychicznego. Na gruncie tej nauki ostro jest krytykowany pogląd uznający przystosowanie do otoczenia jako wyraz zdrowia psychicznego. Odważny i cenny jest pogląd, iż talent i empatia znaczą więcej w dziedzinie psychoterapii niż dyplomy.

Zdrowie psychiczne pojmują przedstawiciele tej nauki jako zdolność do rozwoju w kierunku ideałów jednostkowych i grupowych. Wykazują jałowość życia nasyconego dążeniem do wartości niższych. Nastąpiła dzięki tej nauce zmiana stosunku do psychonerwic. Uznano je za przejaw przyspieszonego rozwoju psychicznego a nie chorobę. Sformułowana została psychoterapia przez rozwój. Zostało wyjaśnione, że stany psychonerwicowe są udziałem jednostek wyjątkowo wrażliwych i rozwiniętych uczuciowo. Życie człowieka, a więc i jego zdrowie jest wskazywane jako wartość fundamentalna. Płynie stąd nakaz troski o światowy pokój, o działania w tym kierunku. Natomiast czynnikiem chorobotwórczym jest uznawanie zdobywania dóbr materialnych za cel istnienia.

Zarówno ujęcie zdrowia psychicznego, jak i całość poglądów Juliana Aleksandrowicza – wybitnego przedstawiciela tej nauki -ma znaczenie zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Wskazywał, że dążenie do ideałów umacnia zdrowie, ponieważ umacnia poczucie sensu własnego życia. Zalecał odkrywanie pasji w sobie oraz żarliwość w jej urzeczywistnianiu. Służy zdrowiu wspólne z innymi podejmowanie czynów mających na celu budowanie świata na miarę ludzkich tęsknot. Zwracał uwagę na to, że działania są ugruntowane w światopoglądzie, a o jego wyborze decydują przemyślenia, przeżycia, właściwości psychofizyczne jednostki, a w tym odwaga, by nie ulegać naciskom tego, co przeciętne. Niemałą też rolę w wyborze światopoglądu pełni środowisko i kultura w obszarze której się wzrasta, a także obserwacje i własne doświadczenia. Uczony ten byłby ostrym krytykiem funkcjonującego dziś poglądu, że należy się uczyć dla potrzeb rynku.

Nasza wada narodowa – mogilnictwo, czyli docenianie wybitnych Polaków dopiero, gdy zakończą życie, zawiodła wobec Kazimierza Dąbrowskiego. Nadal bowiem jego teoria dezyntegracji pozytywnej nie jest wykładana i brakuje poradni stosujących metodą psychoterapii nakreślonej przez tego uczonego. Ten niedoceniony profesor medycyny i filozofii wykładał swoje poglądy na uniwersytetach w Kanadzie, ponieważ nie miał takiej  możliwości w Polce.

Dokonał przewrotu w sposobie rozumienia zdrowia psychicznego. Wykazał, że nerwice i psychonerwice są wyrazem przyspieszonego rozwoju psychicznego. Przewrotem jest także wprowadzone przez niego pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do środowiska. Twierdził, że poczynaniami człowieka kierują w większym stopniu uczucia niż racje rozumowe. Wyjaśniał, że człowiek zdrowy psychiczne charakteryzuje się tendencją do wewnętrznego rozwoju. Podążając tą drogą przekraczamy fazy biologiczne. Człowiek nie musi być zdeterminowany fazami biologicznymi jak dojrzewanie, przekwitanie, kalendarzowa starość. Zdrowy psychicznie człowiek odznacza się skrystalizowanym ideałem indywidualnym i społecznym. Dążenie ku nim – a nie do zysku, czy sukcesu – to jedyna właściwa droga.

Fundamentalne znaczenie ma pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do świata sformułowane przez Kazimierza Dąbrowskiego. Naruszył tym samym utrwalony  od pokoleń i funkcjonujący w pedagogice oraz resocjalizacji pogląd o konieczności procesów przystosowawczych. Wyjaśniał, że  bunt w stosunku do obiegowych wartości i obyczajów pozwala kształtować cechy indywidualne i odnaleźć własną drogę. Kazimierz Dąbrowski twierdzi, że negatywne nieprzystosowanie wyraża się jedynie w postaci alkoholizmu, narkomanii i lekomanii oraz drogi przestępstw.

Zgodnie z poglądami funkcjonującymi w obszarze higieny psychicznej wynika, że uniezależniając się od środowiska osiągamy własną autentyczność. Słuszne jest wskazanie, że należy nie przystosowywać się do tego, co budzi niezadowolenie lecz do tego, co być powinno w ocenie danego człowieka. Tworząc pojęcie pozytywnego nieprzystosowania do świata, Kazimierz Dąbrowski naruszył utrwalony od pokoleń pogląd o konieczności procesów przystosowawczych. Pozytywny sens ma bunt w stosunku do wielu obiegowych wartości. Poglądy większości  nie są nosicielem jedynie słusznego poglądu. Wielka liczba osób wyrażająca jakiś pogląd nie jest dowodem jego prawdziwości.

Pozytywne nieprzystosowanie jest wyrazem wolności wewnętrznej człowieka. Nie ma  modelu człowieczeństwa, który z konieczności powinniśmy powielać w naszym życiu.

Szczególne znaczenie poglądów Kazimierza Dąbrowskiego wyrasta zwłaszcza w naszym stuleciu. Zaznaczają się bowiem silne tendencje przystosowawcze. Ponadto sukces, bogacenie się, czyli niższe wartości oddziałują z wielką siłą poprzez kulturę obrazkową, czyli kulturę mediów. Człowiek pozytywnie nieprzystosowany jest tym, czym sam siebie uczyni. A więc osiąga autentyczność w znaczeniu zgodności z własnym ja.

Edukacja całożyciowa, obecnie postulowana, nabrałaby głębszego sensu poprzez nasycenie jej  poglądami polskich uczonych. Przedstawiłam tu jedynie skrótowo wybrane przykłady zaczerpnięte z polskiej tradycji, którą pilnie należałoby odrodzić.

Prof. Maria Szyszkowska Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Za plecami Trumpa: Palantir i architektura techno-władzy

Za plecami Trumpa: Palantir i architektura techno-władzy

Date: 21 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara

Aleksandr Dugin babylonianempire/za-plecami-trumpa-palantir-i-architektura-technowladzy

Manifest Palantiru jest o wiele ważniejszy od Trumpa. Trump to nieistotny pionek na poważnej szachownicy. Jego rolą jest całkowite zniszczenie. To etap przygotowań. Palantir to znacznie poważniejsza sprawa. To plan mający na celu zabezpieczenie słabnącej dominacji Zachodu za pomocą radykalnych środków.

Manifest Palantiru (przetłumaczony poniżej) to plan zachodniego techno-faszyzmu. Wyższość rasy białej oparta na technologii. Żadnego antysemityzmu, żadnej świętości, żadnego socjalizmu z epoki historycznego faszyzmu. Tym razem czysty kapitalizm, przyjazny Żydom, świecki, materialistyczny. Anglo. Posthumanistyczny.

Manifest Palantiru. Nie-liberalny, antyhumanistyczny, post-globalistyczny. Technopaństwo globalnego Zachodu jako biegun hegemoniczny. Jednobiegunowość, rasizm technologiczny, indywidualizm. Styl Epsteina. Wystarczająco kompatybilny z izraelizmem (definicja Tuckera Carlsona). Absolutnie odrażający. Antychryst.

Manifest Palantiru. „Czysty” satanizm.

Ayn Rand.wikipedia.org/wiki/Ayn_Rand. Logiczna konsekwencja epoki kapitalizmu. Prawdziwy koniec historii bez liberalnych okularów. Całkiem kompatybilny z degeneracyjnym mechanizmem zapadkowym en.wikipedia.org/wiki/Muller oraz „Fanged Noumen” en.wikipedia.org/wiki/Fanged_Noumena. Całkowicie nie do pogodzenia z wielobiegunowością i Czwartą Teorią Polityczną.

Manifest Palantiru: Faktyczna agenda prezydentury Trumpa. Niezależnie od tego, że sam Trump jest wykorzystywany i nadużywany przez siły znacznie bardziej poważne i autonomiczne.

Manifest Palantiru i Izrael. Niektóre punkty wspólne, niektóre rozbieżności. Tech bros mogą z łatwością poświęcić Żydów na drodze do pożądanego stanu rzeczy. A może nie?

Dziadek Petera Thiela nie miałby nic przeciwko utracie Żydów w drodze do globalnego świata techno-faszystowskiego, za którym opowiada się jego wnuk. Tak przypuszczam. Ale nie jestem tego pewien.

Ludzie z Palantiru (techno-faszyści) muszą walczyć z liberalnymi globalistami, zwolennikami wielobiegunowości, tradycjonalistami i narodowymi populistami. Moim zdaniem to zbyt wiele.

Idea wyzwolenia Niemiec i Japonii spod amerykańskiego liberalnego jarzma to czysty faszyzm. Ale w tym przypadku ma to uzasadnienie w skrajnej konieczności obrony Zachodu jako takiego. Jakiego Zachodu? Mniej więcej w ujęciu Jüngera. Technika jako przeznaczenie. Mam na myśli Ernsta, a nie Friedricha Georga. en.wikipedia.org/wiki/Ernst

Streamowanie i selfie to operacje psychologiczne mające na celu przyzwyczajenie ludzi do ciągłej obserwacji. Taka była strategia firmy Palantir od samego początku.

Technofaszyzm zyskuje na sile. Maski opadły. Palantir otwarcie mówi o swoich planach. Oznacza to, że firma ta osiągnęła już znaczące pozycje w strukturach rządzących światem.

INFO: alexanderdugin/beyond-trump-palantir-and-the-architecture

===========================================================

Manifest Palantiru: «Republika Technologiczna» w skrócie

1. Dolina Krzemowa ma moralny dług wobec kraju, który umożliwił jej rozwój. Elita inżynierów z Doliny Krzemowej ma wyraźny obowiązek uczestniczyć w obronie narodu.

2. Musimy zbuntować się przeciwko tyranii aplikacji. Czy iPhone jest naszym największym osiągnięciem twórczym, jeśli nie ukoronowaniem naszej cywilizacji? To urządzenie zmieniło nasze życie, ale obecnie może również ograniczać i krępować nasze poczucie możliwości.

3. Darmowa poczta elektroniczna to za mało. Dekadencja kultury lub cywilizacji, a także jej klasy rządzącej, zostanie wybaczona tylko wtedy, gdy kultura ta będzie w stanie zapewnić społeczeństwu wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo.

4. Ograniczenia „miękkiej siły”, czyli samej tylko wzniosłej retoryki, zostały ujawnione. Zdolność wolnych i demokratycznych społeczeństw do zwycięstwa wymaga czegoś więcej niż tylko moralnego apelu. Wymaga „twardej siły”, a w tym stuleciu „twarda siła” będzie opierać się na oprogramowaniu.

5. Pytanie nie brzmi, czy broń oparta na sztucznej inteligencji zostanie stworzona, ale kto ją stworzy i w jakim celu. Nasi adwersarze nie będą się zatrzymywać, by oddawać się teatralnym debatom na temat zalet rozwijania technologii o kluczowym znaczeniu dla wojska i bezpieczeństwa narodowego. Pójdą dalej.

6. Służba wojskowa powinna być powszechnym obowiązkiem. Jako społeczeństwo powinniśmy poważnie rozważyć odejście od armii złożonej wyłącznie z ochotników i stoczyć kolejną wojnę tylko wtedy, gdy wszyscy będą dzielić ryzyko i koszty.

7. Jeśli żołnierz piechoty morskiej USA prosi o lepszy karabin, powinniśmy go skonstruować; to samo dotyczy oprogramowania. Jako kraj powinniśmy być w stanie kontynuować debatę na temat zasadności działań wojskowych za granicą, pozostając jednocześnie niezachwiani w naszym zaangażowaniu wobec tych, których poprosiliśmy o narażenie się na niebezpieczeństwo.

8. Urzędnicy państwowi nie powinni być naszymi kapłanami. Każda firma, która opłaca swoich pracowników tak, jak rząd federalny opłaca urzędników państwowych, miałaby trudności z przetrwaniem.

9. Powinniśmy okazywać znacznie więcej wyrozumiałości wobec tych, którzy wystawili się na publiczne życie. Wyeliminowanie jakiejkolwiek przestrzeni na przebaczenie – odrzucenie wszelkiej tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki – może sprawić, że u steru znajdą się osoby, których obecności będziemy z czasem żałować.

10. Psychologizacja współczesnej polityki sprowadza nas na manowce. Ci, którzy oczekują od areny politycznej pokarmu dla duszy i sensu istnienia, którzy zbytnio polegają na tym, że ich życie wewnętrzne znajdzie wyraz w ludziach, których być może nigdy nie spotkają, będą rozczarowani.

11. Nasze społeczeństwo stało się zbyt chętne do przyspieszania upadku swoich wrogów i często się z tego cieszy. Pokonanie przeciwnika to moment, w którym należy się zatrzymać, a nie radować.

12. Era atomowa dobiega końca. Kończy się jedna era odstraszania, era atomowa, a wkrótce rozpocznie się nowa era odstraszania oparta na sztucznej inteligencji.

13. Żadne inne państwo w historii świata nie promowało postępowych wartości bardziej niż to. Stany Zjednoczone są dalekie od doskonałości. Łatwo jednak zapomnieć, o ile więcej możliwości istnieje w tym kraju dla tych, którzy nie należą do dziedzicznych elit, niż w jakimkolwiek innym państwie na świecie.

14. Potęga Ameryki umożliwiła niezwykle długi okres pokoju. Zbyt wielu zapomniało lub być może uznaje za coś oczywistego, że od prawie stu lat na świecie panuje pewna forma pokoju, bez konfliktów zbrojnych między mocarstwami. Co najmniej trzy pokolenia – miliardy ludzi, ich dzieci, a teraz także wnuki – nigdy nie zaznały wojny światowej.

15. Należy znieść powojenne ograniczenia nałożone na Niemcy i Japonię. Osłabienie Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa płaci obecnie wysoką cenę. Podobne i wysoce teatralne zaangażowanie w japoński pacyfizm, jeśli zostanie utrzymane, również zagrozi zmianą równowagi sił w Azji.

16. Powinniśmy pochwalić tych, którzy próbują budować tam, gdzie rynek zawiódł. Kultura niemal szydzi z zainteresowania Muska wielką narracją, jakby miliarderzy powinni po prostu trzymać się swojej drogi wzbogacania się… Każda ciekawość lub autentyczne zainteresowanie wartością tego, co stworzył, jest zasadniczo odrzucane, lub może ukrywane pod cienką zasłoną pogardy.

17. Dolina Krzemowa musi odegrać swoją rolę w walce z przestępczością z użyciem przemocy. Wielu polityków w całych Stanach Zjednoczonych zasadniczo wzrusza ramionami w obliczu przestępczości z użyciem przemocy, rezygnując z jakichkolwiek poważnych wysiłków zmierzających do rozwiązania tego problemu lub podjęcia jakiegokolwiek ryzyka wobec swoich wyborców lub darczyńców przy opracowywaniu rozwiązań i eksperymentów w ramach tego, co powinno być desperacką próbą ratowania życia.

18. Bezlitosne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wiele utalentowanych osób od pracy w służbie rządowej. Sfera publiczna – oraz płytkie i małostkowe ataki na tych, którzy odważają się robić coś innego niż wzbogacanie się – stała się tak bezlitosna, że republika pozostaje z długą listą nieefektywnych, pustych osób, których ambicje można by wybaczyć, gdyby kryła się za nimi jakakolwiek autentyczna struktura przekonań.

19. Ostrożność w życiu publicznym, do której nieświadomie zachęcamy, ma destrukcyjny wpływ. Ci, którzy nie mówią nic niewłaściwego, często w ogóle nic nie mówią.

20. Należy przeciwstawiać się powszechnej w niektórych kręgach nietolerancji wobec przekonań religijnych. Nietolerancja elit wobec przekonań religijnych jest być może jednym z najbardziej wymownych znaków, że ich projekt polityczny stanowi ruch intelektualny mniej otwarty, niż twierdzi wielu jego członków.

21. Niektóre kultury dokonały istotnych postępów; inne pozostają dysfunkcyjne i regresywne. Wszystkie kultury są teraz równe. Krytyka i osądy wartościujące są zabronione. Jednak ten nowy dogmat pomija fakt, że niektóre kultury, a nawet subkultury… dokonały rzeczy niezwykłych. Inne okazały się przeciętne, a co gorsza, regresywne i szkodliwe.

22. Musimy oprzeć się płytkiej pokusie pustego i pozbawionego treści pluralizmu. My, w Ameryce, a szerzej rzecz biorąc na Zachodzie, przez ostatnie pół wieku unikaliśmy definiowania kultur narodowych w imię inkluzywności. Ale inkluzywności w stosunku do czego?

Fragmenty bestsellera nr 1 według listy „New York Timesa” pt. „The Technological Republic: Hard Power, Soft Belief, and the Future of the West” autorstwa Alexandra C. Karpa i Nicholasa W. Zamiski

https://en.wikipedia.org/wiki/Alex_Karp

https://nicholaszamiska.com/

INFO: https://x.com/PalantirTech

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Zygmunt Białas zygmuntbialas/niebezpieczny-przypadek-donalda-trumpa

W półgodzinnym wywiadzie Piotra Szlachtowicza przeprowadzonym z dr. Leszkiem Sykulskim dominują dwa uzupełniające się tematy: 1) samowolne i szaleńcze działania Donalda Trumpa oraz 2) polityka rządzących III RP w obliczu narastających zagrożeń:

Stany Zjednoczone dążą do kontroli ‚wąskich gardeł’  strategicznych w celu utrzymania dominacji gospodarczej i w tym celu wraz z Izraelem zaatakowały Iran  – mówi Leszek Sykulski. – Iran broni swej suwerenności i ogłasza, że nie pójdzie na żaden kompromis. We wtorek czyli dzisiaj upływa termin zawieszenia broni. Mogą nastąpić działania wojenne, Amerykanie zgromadzili przez ostatnie dwa tygodnie całkiem spore siły. Może też dojść do wydłużenia zawieszenia na kolejne 14 dni.

Trump nie osiągnął nic, koszty tej agresji poniesione przez USA przekraczają 45 miliardów dolarów. Teraz nie wie prezydent, jak ‚z twarzą’  wycofać się z tej wojny. A trzeba skończyć tę awanturę, bo jak długo można oszukiwać rynki albo je uspokajać kolejnymi zapowiedziami rozejmu. Materialne i polityczne straty USA są ogromne: armia ‚pozbyła się’  znacznej ilości broni, Chiny powołujące się na obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego usztywniły swe stanowisko, a mają w Pekinie sporo ‚kart w ręku’.

Wojna w Zatoce Perskiej obnażyła iluzję amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Okazało się, że na pomoc Waszyngtonu mogą liczyć tylko żydzi. No i szykuje się na Bliskim Wschodzie konflikt turecko-izraelski. Amerykanie nie mają pomysłu, jak załagodzić ten spór.

Również w Europie Środkowej nie ma spokoju. Kraje bałtyckie, tj. Litwa, Łotwa i Estonia, prowadzą konfrontacyjną politykę wobec Rosji, m.in. nie respektując praw mniejszości rosyjskiej mieszkającej w tych państwach. W pewnym momencie będzie musiała Moskwa interweniować.

Rosyjska Duma przyjęła ostatnio ustawę nadającą prezydentowi dodatkowe uprawnienia związana z wysyłaniem sił zbrojnych poza granicę państwa w celu obrony praw obywateli Rosji, którzy zostali zatrzymani niesłusznie w obcym państwie. Kontekst jest oczywisty – zatrzymanie w Polsce pod naciskiem Kijowa archeologa prof. Aleksandra Butiagina i trzymanie go od ponad czterech miesięcy w areszcie.

Niepokojące informacje nadeszły m.in. ze szwedzkiego Ministerstwa Obrony o tym, że rząd polski zawarł porozumienie o współpracy przy ewakuacji ludności cywilnej w przypadku wybuchu wojny. To jest coś niewyobrażalnego – mówi L. Sykulski – nie jesteśmy informowani przez własny rząd w sprawach najistotniejszych. Podobnie przypadkiem dowiadujemy się od ukraińskiego ministra, że przekazaliśmy kijowskiemu reżimowi pociski do systemów Patriot. Tak więc dalej rozbrajamy się na rzecz Ukrainy.

„Wojna z Rosją już się toczy” – powiedział niedawno płk Maciej Zaborowski, oficer pełniący służbę w strukturach NATO. I mamy jeszcze jedną przypadkiem zdobytą informację o tym, że w tym roku będą masowo powoływani kierowcy ciężarówek i autobusów na ćwiczenia wojskowe. Tak więc firmy transportowe muszą liczyć się z dalszą zapaścią finansową.

„Gdzie mamy być ewakuowani?! Do Niemiec?! Z czym na Rosję? Z gołymi rękami?” – pyta P. Szlachtowicz. – L. Sykulski przedstawia na to ponury obraz: armia polska liczy na papierze 217 tysięcy żołnierzy, ale na pierwszej linii frontu może walczyć 65 – 75 tysłęcy. Z tym na Rosję?! – Szaleństwo!

Łączy się to z szaleństwem US-prezydenta. Czy można się było spodziewać, że nastąpi taki ‚kaliber odjazdu’? – Mówi dr Sykulski, że wskazywał na niepojące sygnały w czasie pierwszej kadencji Trumpa. Wspomniał o przemilczanej książce zatytułowanej ‚Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa’, w której 27 psychologów i psychiatrów stwierdziło chorobę nazywaną narcyzmem złośliwym.

Od 2024 roku nasiliły się objawy: mania wielkości, fantazje o nieograniczonej władzy, przekonanie o własnej wyjątkowości, instrumentalne traktowanie ludzi.

Napisał: Zygmunt Białas

Rabunek dziedzictwa światowego

Rabunek dziedzictwa światowego

Autor artykułu Marek Wójcik 21. kwietnia 2026

Na początek małe porównanie. Uczyliśmy się na lekcjach historii o mongolskim władcy z przełomu XII i XIII wieku. Okrutnym zdobywcy połowy świata Dżingis Chanie. Przez jego wojny zginęło wtedy 40 milionów ludzi, czyli 11,11% całej ówczesnej znanej populacji. Zadałem dzisiaj googlowskiej ćwierć inteligencji pytanie: Jak traktował Dżngis Chan posłańców? Odpowiedź mocno mnie zaskoczyła:

Dżingis Chan traktował posłańców z najwyższym szacunkiem, a ich ochrona była fundamentalną zasadą mongolskiego prawa i strategii. Poniżej przedstawiono kluczowe aspekty tego zagadnienia:

  • Absolutna nietykalność: Zabicie posłańca (ambasadora) było uważane za jeden z największych aktów wrogości, co zazwyczaj skutkowało bezwzględną zemstą i totalnym zniszczeniem państwa, które dopuściło się takiego czynu;
  • System Jam (Jaam): Dżingis Chan stworzył sprawny system kurierski (Jam), który umożliwiał posłańcom szybkie podróżowanie po imperium. Mieli oni dostęp do świeżych koni i prowiantu w specjalnych stacjach, co gwarantowało sprawny przepływ informacji;
  • Wysoki status i ochrona: Posłańcy reprezentujący Chana byli nietykalni, a ich bezpieczeństwo było priorytetem. Dzięki temu Mongołowie zyskali reputację surowych, ale dbających o komunikację władców;
  • Konsekwencje naruszenia zasad: Najbardziej znanym przykładem jest Imperium Chorezmijskie, które zginęło, ponieważ jego władca zabił mongolskich posłańców. To wydarzenie wywołało brutalną inwazję i rzeź państwa przez armię Dżingis Chana.

======================================================

Na podobne pytanie dotyczące Izraela otrzymałem następującą odpowiedź:

  • Ataki na negocjatorów: We wrześniu 2025 r. media informowały o śmierci głównego negocjatora Hamasu w wyniku izraelskiego ataku w Dosze (Katar);
  • Działania w Katarze: Izrael prowadził operacje w Katarze, gdzie przebywali polityczni liderzy Hamasu, mimo że Katar wraz z USA i Egiptem pełnił funkcję mediatora;
  • Reakcja mediatorów: Emir Kataru, Sani, publicznie pytał, jak negocjacje mogą być prowadzone, gdy Izrael zabija negocjatorów strony przeciwnej;
  • Stanowisko Izraela: Izrael deklaruje dążenie do zniszczenia struktur Hamasu, uznając jego liderów za cele wojskowe, nawet jeśli uczestniczą oni w rozmowach.

Żeby było ciekawiej, dodam, że Hamas powstał z inicjatywy Izraela, aby osłabić PLO – Organizację wyzwolenia Palestyny Jassera Arafata.

Więcej na ten temat napisałem w artykule: Kto strzelał?

Dzisiaj chętnie używane jest określenie „mroki średniowiecza”. Jaki predykat otrzymają w przyszłości mroczne czasy pierwszej połowy XXI wieku?

Dystopia, krajobraz Trzeciego Świata. To jest to, co zrobili z Europą globaliści.
To jest to, co Starmer, ale nie tylko on, zrobił ze swoim krajem – film pokazuje Londyn, stolicę (niegdyś) Wielkiej Brytanii…
Źródło:
Telegram 19.04.2026 r. 11:33.

Ten film dotyczy światowego dziedzictwa i pokazuje kierunek, w jakim zmierzają globalistyczne pasożyty, by obrabować nasz glob z resztek, tego, co zostało po tysiącletnich zmaganiach naszej cywilizacji.

Podczas gdy UNESCO promuje pokój, ochronę kultury, środowiska i klimatu, a także edukację, w jej imieniu popełniane są nadużycia, kradzieże oraz niszczenie środowiska i kultury. Kto tak naprawdę stoi za UNESCO? Kto je finansuje i kto ma wpływ na tę potężną instytucję Organizacji Narodów Zjednoczonych? Raport śledczy z okazji Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, obchodzonego 18 kwietnia. Źródło.

Źródło.

Kiedy ponad trzydzieści lat temu podjąłem współpracę z wiedeńską filią ONZ, a dokładnie UNOV (Biuro Narodów Zjednoczonych w Wiedniu), miałem wtedy bardzo wyidealizowane, ponieważ ukształtowane przez media, pojęcie o prawdziwej naturze ONZ.

Od kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku radykalnie skończyłem z oglądaniem telewizji, co trwa do dzisiaj, stałem się znacznie mniej podatny na działanie zachodniej propagandy, o której większość mieszkańców tzw. Zachodu nie ma po prostu pojęcia. Podjęte przeze mnie od tego czasu działania dotarcia do ukrywanej wiedzy i samodzielne zdobywanie informacji o bardziej zbliżonych do prawdy treściach, zaowocowały sześć lat temu powstaniem tego właśnie blogu.

Cóż możemy w tak trudnej sytuacji zrobić? Zamiast niepotrzebnie zadręczać się sprawami, na które nie mamy wpływu, po prostu cieszmy się życiem.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Z Białego Domu: Biden przygotowywał się do zbombardowania Iranu, jeśli zostanie ponownie wybrany

Caitlin Johnstone

Urzędnik Bidena: Biden przygotowywał się do zbombardowania Iranu, jeśli zostanie ponownie wybrany

Te posunięcia zaplanowano lata wcześniej i zostałyby wdrożone niezależnie od tego, jaka bezsilna marionetka zostałaby akurat wprowadzona do władzy w styczniu 2025 r. 

Caitlin Johnstone 21 kwietnia 2026 r. caitlinjohnstone/biden-was-preparing-to-bomb-iran-if-re-elected

Były starszy doradca Bidena, Amos Hochstein, powiedział w wywiadzie udzielonym w niedzielę , że administracja Bidena przygotowywała się do zbombardowania Iranu, gdyby wygrali reelekcję w 2024 roku.

Margaret Brennan z Face the Nation zapytała Hochsteina : „W lipcu 2024 roku sekretarz Blinken twierdził, że Iran za tydzień lub dwa będzie miał wystarczającą zdolność do produkcji broni rozszczepialnej, aby ją w końcu stworzyć, gdyby Iran się na to zdecydował. Administracja Bidena prowadziła pośrednie negocjacje, ale nie przyniosły one żadnych rezultatów. Kiedy więc prezydent Trump twierdzi, że zrobił to, czego nie zrobiłby żaden inny prezydent, czy to po prostu dlatego, że rachunek był już pod przymusem i został przedłużony za jego kadencji?”

„Myślę, że jest w tym pewien element i dlatego poparłem prezydenta Trumpa, który w czerwcu dołączył do akcji, by podjąć działania, które – jak myśleliśmy w administracji Bidena – moglibyśmy podjąć, gdyby miała być druga kadencja” – odpowiedział Hochstein. „Myśleliśmy, że wiosną, latem 2025 roku prawdopodobnie będziemy musieli być w tym samym miejscu. I tak się stało, przeprowadziliśmy ćwiczenia wojenne. Przeprowadziliśmy kilka prób, jak to będzie wyglądać, ponieważ to również mogło się odbyć pod naszym nadzorem”.

Dla porządku dodam, że Hochstein to urodzony w Izraelu weteran Sił Obronnych Izraela , który według doniesień odegrał kluczową rolę w tym, jak administracja Bidena zachęcała Izrael do straszliwego bombardowania Libanu we wrześniu 2024 roku. Jego narracja, że ​​atak na irańskie obiekty nuklearne „mógł się wydarzyć” w ramach teoretycznej drugiej kadencji Bidena, jest fałszywa.

W marcu ubiegłego roku szefowa amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard zeznała przed Kongresem , że społeczność wywiadowcza „nadal uważa, że ​​Iran nie buduje broni jądrowej, a najwyższy przywódca Chomeini nie zatwierdził programu zbrojeń jądrowych, który zawiesił w 2003 r.”, co przeczy zarówno twierdzeniom prezydenta Trumpa, jak i Antony’ego Blinkena złożonym rok wcześniej.

Ale nawet jeśli przyjmiemy, że Iran stanowił zagrożenie nuklearne, nic nie stało na przeszkodzie, by administracja Bidena po prostu wznowiła umowę nuklearną, którą administracja Obamy zawarła z Teheranem w 2015 roku. JCPOA funkcjonowało dobrze, dopóki obowiązywało; każdy, kto twierdzi inaczej, jest kłamliwym podżegaczem wojennym. Trump i jego współpracownicy podpalili JCPOA w 2018 roku, ponieważ stanowiło ono główną przeszkodę uniemożliwiającą im wojnę z Iranem, a administracja Bidena odmówiła cofnięcia tego kroku, ponieważ również pragnęła wojny.

Scott Ritter: Trump i Hegseth nie mają pojęcia – druzgocąca analiza polityki USA wobec Iranu

Scott Ritter: Trump i Hegseth nie mają pojęcia – druzgocąca analiza polityki USA wobec Iranu

W niedawnym wywiadzie z sędzią Andrew Napolitano w podcaście „Judging Freedom” (20 kwietnia 2026 r.), były inspektor ONZ ds. uzbrojenia i ekspert wojskowy Scott Ritter przedstawił druzgocącą analizę obecnej polityki USA wobec Iranu. Ritter oskarża prezydenta Donalda Trumpa i sekretarza obrony Pete’a Hegsetha o niezrozumienie realiów wojskowych, dyplomatycznych i międzynarodowych na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego Waszyngton angażuje się w mieszankę nielegalnych demonstracji siły, wojny psychologicznej i niebezpiecznej nadmiernej pewności siebie, która dodatkowo zagraża pokojowi w Zatoce Perskiej.

Incydent na pełnym morzu: „Akt piractwa”

Ritter rozpoczyna od wydarzeń z weekendu. Irański statek transportowy został zatrzymany w Zatoce Perskiej przez amerykański okręt wojenny. Po tym, jak statek nie zatrzymał się, Marynarka Wojenna USA ostrzelała maszynownię, co spowodowało zatrzymanie statku, a następnie oddział szturmowy piechoty morskiej wszedł na pokład.

Dla Rittera jest to ewidentny akt piractwa, nieuzasadniony w świetle prawa międzynarodowego. Argumentuje on, że narusza on porozumienie o zawieszeniu broni zawarte w Islamabadzie oraz wolność żeglugi. Jego zdaniem celem nie było faktyczne zakłócenie żeglugi, lecz czysto psychologiczna operacja (psyop): Trump miał być przedstawiany jako silny przywódca, który zmusi Irańczyków do ustąpienia poprzez blokadę i przemoc.

Nieudane negocjacje w Islamabadzie

Strona amerykańska była zupełnie nieprzygotowana.

Ritter szczegółowo opisuje, jak blisko byli porozumienia. Delegacja irańska przybyła do Islamabadu z kompletem dokumentów negocjacyjnych, faktami i sfinalizowaną umową.

Strona amerykańska – JD Vance, Jared Kushner i inny doradca – nie wniosła ze sobą niczego. Amerykanie jedynie przeanalizowali irańskie propozycje, zadali pytania, a następnie skonsultowali się z Trumpem telefonicznie.

Sam Trump nie miał żadnych dokumentów informacyjnych i nie był przygotowany – prowadził „czysto reaktywną politykę”.

Gdy memorandum o porozumieniu było już prawie gotowe do podpisania, Benjamin Netanjahu interweniował i ostrzegł Trumpa, że ​​takie porozumienie osłabi go. Negocjacje zostały zerwane, a zamiast tego pojawiła się groźba blokady.

Ritter podkreśla: Irańczycy od dawna uznali, że Stany Zjednoczone nie negocjują w dobrej wierze. Dlatego irańscy negocjatorzy wrócili do Teheranu, podczas gdy Vance i jego współpracownicy czekają w hotelu w Islamabadzie.

Zbliżająca się eskalacja: Iran ma lepsze karty.

Jeśli wojna wybuchnie na nowo w środę – jak zapowiedział Trump – Iran nie zawaha się odpowiedzieć.

Ritter ostrzega: Irańczycy natychmiast „rzuciliby się do gardła”. Mogliby zniszczyć całe miasta poprzez ukierunkowane ataki na elektrownie i zakłady odsalania wody w państwach Zatoki Perskiej (Abu Zabi, Dubaj, Kuwejt, Manama). Kraje te zostałyby „wyczerpane z zasobów” w bardzo krótkim czasie.

Arabia Saudyjska stoi w obliczu trwałej utraty konkurencyjności gospodarczej. Co więcej, rebelianci Huti ogłosili zamiar zamknięcia cieśniny Bab al-Mandab – śmiertelny cios dla saudyjskiego przemysłu naftowego i globalnych dostaw energii.

Stany Zjednoczone i Izrael nie wyrządziły żadnych poważniejszych szkód w ciągu pierwszych 40 dni wojny: pozostały jedynie puste budynki i kilka mostów – nie miało to żadnego wpływu na strategiczne możliwości Iranu.

Podziemne fabryki rakietowe produkowały jeszcze szybciej niż wcześniej. Iran posiada najnowocześniejsze, precyzyjne rakiety i od samego początku będzie je szeroko wdrażał.

Nuklearne fantazje i odmowa szefa Sztabu Generalnego

Ritter opisuje sposób, w jaki Trump potraktował opcję nuklearną, jako szczególnie alarmujący. Według informacji z Białego Domu, Trump dwukrotnie próbował pytać o użycie broni jądrowej – generał Charles „CQ” Brown (Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów) za każdym razem odmówił.

Takie rozmieszczenie byłoby sprzeczne z prawem międzynarodowym, nieproporcjonalne i naruszałoby zasadę rozróżniania celów wojskowych od cywilnych.

Ritter, który sam pracował w rządowym Centrum Sytuacyjnym, podkreśla: Wojsko traktuje przysięgę wierności konstytucji poważnie – nawet wobec prezydenta, który najwyraźniej tej przysięgi nie podziela.

Ritter opisuje niedawne oświadczenie Trumpa, że ​​USA i Iran powinny „wspólnie” „wydobywać” wzbogacony uran, jako „ucieczkę od rzeczywistości”. [Trumpie, dupku (jeśli naprawdę to powiedziałeś..) – tego się nie „wydobywa, to się kręci w ultra-wirówkach. md]

W rzeczywistości uzgodniono jedynie przeprowadzenie inspekcji pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej z udziałem inspektorów amerykańskich, a nie okupację wojskową.

Naruszenie prawa międzynarodowego i zbrodnie wojenne

Ritter ostro krytykuje argument przedstawicieli USA, że niszczenie mostów i elektrowni nie jest zbrodnią wojenną, ponieważ rzekomo zajmują się nimi Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Wyjaśnia: Po wojnie iracko-irańskiej Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej celowo przejął cywilne projekty infrastrukturalne, aby zintegrować byłych bojowników z gospodarką. Większość tych obiektów nie pełniła żadnej funkcji wojskowej. Gdyby je miały, zostałyby zaatakowane w ciągu pierwszych 40 dni.

Późniejsze rozszerzenie listy celów o infrastrukturę czysto cywilną stanowi karę zbiorową – klasyczną zbrodnię wojenną.

Kto kontroluje Cieśninę Ormuz?

Ritter wyjaśnia: Cieśnina Ormuz jest kontrolowana przez Iran. Jest otwarta, kiedy Teheran tego chce, i może zostać zamknięta lub ograniczona w dowolnym momencie.

USA nie mają tu żadnego wpływu.

Tak zwana „Rada Pokoju”, którą Trump rzekomo chciał powołać na rzecz pokoju, w praktyce poniosła porażkę – głównie dlatego, że finansowały ją państwa Zatoki Perskiej, które nie ufają już Trumpowi.

Wniosek: Trump sam wmanewrował się w sytuację bez wyjścia.

Scott Ritter maluje ponury obraz: Trump i Hegseth tkwią w świecie fantazji. Przecenili swoje sukcesy militarne, niedocenili determinacji Iranu i, poprzez własną retorykę i blokadę, wmanewrowali się w sytuację, w której odwrót wydaje się politycznie niemożliwy.

Jednocześnie nie ma realistycznego rozwiązania militarnego.

Skutkiem tego może być niszczycielska eskalacja, w wyniku której poważnie ucierpią nie tylko Izrael, ale przede wszystkim państwa Zatoki Perskiej i interesy amerykańskie.

Ritter kończy jasnym ostrzeżeniem: Największe zagrożenie dla wolności nie leży obecnie w domniemanych wrogach Ameryki, lecz w rządzie, który uważa przemoc naruszającą prawo międzynarodowe za coś normalnego i odmawia uznania rzeczywistości.

Czy świat wyciągnie z tego lekcję na czas, okaże się w ciągu najbliższych kilku dni.

Obalenie żydowskich mitów

Obalenie żydowskich mitów

Autor: Redakcja , 21 kwietnia 2026

Mamy do czynienia z bańką mydlaną, która pojawiła się niedawno w historii Kościoła i która równie szybko zniknie. Postaramy się jednak pokazać, że król jest naprawdę nagi.

Autorzy dokumentu (list KEP) każą nam zaakceptować coś, czego sami nie umieją wyjaśnić.

Jak mamy zatem przyjąć coś, czego sama Komisja nie rozumie. To stanowisko jest gorsze od stanowiska protestanckiego. Tamto jest wprawdzie w całości błędne, ale przynajmniej spójne w prezentacji. Stanowisko Komisji jest zaś niespójne. W takim razie powinna się ona z niego wycofać. Obawiam się jednak, że się nie wycofa, ale z czasem zbliży się jeszcze bardziej do stanowiska niektórych kręgów protestanckich. Autorzy dokumentu spychają siebie i nas w ciemną przepaść.

Jakkolwiek na to spojrzymy, dokument stanowi niebezpieczny precedens. Jest on pokłosiem przyjęcia ideologicznego założenia. Jest zaś poważnym błędem i nadużyciem uzasadniać teologicznie to, co narodziło się z ideologii, interpretując też przy tym tendencyjnie teksty Pisma św. (np. pkt. 17, 18, 23, 27). Skutkuje to tworzeniem pseudo-teologii, bo podporządkowuje się teologię ideologii, a to prowadzi ku herezji (zob. punkt 2).

KS. PROF. WALDEMAR RAKOCY: SYTUACJA RELIGIJNA JUDAIZMU PO NIEPRZYJĘCIU CHRYSTUSA

  1. Wypełnienie starotestamentowych zapowiedzi w Kościele
  2. Czy judaizm kroczy do Boga własną drogą – poza Chrystusem?
  3. Czy Żydzi wierzą w prawdziwego Boga?
  4. Mit narodu wybranego
  5. Mit trwałości przymierza na Synaju
  6. Ocena argumentów z Pisma św.
  7. Ocena deklaracji soborowej Nostra aetate
  8. Ocena wypowiedzi Magisterium Kościoła
  9. Mit zakazu ewangelizowania Żydów
  10. Mit naszych ojców w wierze i starszych braci
  11. Mit nieobwiniania Żydów za śmierć Jezusa
  12. Mit niekrytykowania Żydów za nieprzyjęcie Chrystusa
  13. Jaki dialog z judaizmem?

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu

Ekonomat @ekonomat_pl

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu.

Jeśli rurociąg „Przyjaźń” nadaje się do transportu, to proszę go otworzyć, zgodnie z umową. A Rosję prosimy, by tłoczyła do niego ropę.

A taki fajny był, proukraiński

·

309,2 tys. wyświetleń

Czy Trump zamierza wywołać Armagedon?

Czy Trump zmierza ku Armagedonowi?

Larry C. Johnson

Pakistan desperacko próbuje ułatwić nową rundę rozmów między USA a Iranem w Islamabadzie. Po sprzecznych oświadczeniach administracji Trumpa wszystko wskazuje na to, że J.D. Vance, w towarzystwie swoich syjonistycznych opiekunów – Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera – ponownie uda się do Islamabadu.

O godz. 22:20 czasu wschodniego główny negocjator Iranu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył, że nie będzie żadnych negocjacji, dopóki blokada irańskich portów przez USA będzie obowiązywać. Dodał, że strona irańska jest gotowa rozegrać nowe karty na polu bitwy.

W poniedziałek, 20 kwietnia 2026 roku, prezydent Iranu Masud Pezeshkian wydał kilka publicznych oświadczeń – głównie w poście na X i w wypowiedziach doniesionych przez media państwowe – dotyczących potencjalnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Jego ton był ostrożny, sceptyczny i prowokacyjny, ale pozostawił lekko uchylone drzwi dyplomacji. Podkreślił, że poważne rozmowy będą musiały opierać się na konsekwentnym, rzetelnym postępowaniu, a nie na przymusie. Pezeshkian zwrócił uwagę na „głęboką, historyczną nieufność Iranu do działań rządu USA”. Oskarżył amerykańskich urzędników o wysyłanie „niekonstruktywnych i sprzecznych sygnałów”, które niosły ze sobą „gorzki przekaz” – że Stany Zjednoczone dążą do kapitulacji Iranu.

Pezeshkian podkreślił, że Iran nie ulegnie groźbom i zastraszaniu. Stwierdził: „Wojna nikomu nie przynosi korzyści” i „należy wykorzystać wszelkie rozsądne i dyplomatyczne środki w celu zmniejszenia napięć”.

Dodał jednak, że „nieufność wobec wroga i czujność w kontaktach z nim są absolutną koniecznością”. Opisał trwającą blokadę morską USA jako dowód na to, że Waszyngton może „powtarzać dawne schematy i zdradzać dyplomację”. Dopóki Donald Trump nie zniesie blokady i nie przestanie grozić, uważam, że Iran nie zgodzi się na kolejną rundę negocjacji.

Na froncie militarnym Iran odpowiedział na zajęcie swojego statku towarowego w Zatoce Omańskiej, umieszczając tysiące nowych min morskich w Cieśninie Ormuz. Iran nie potraktował groźby zamknięcia Cieśniny Ormuz lekkomyślnie. Mija 53. dzień od rozpoczęcia wojny ramadanowej, 28 lutego, a Iran nie wykazuje oznak wycofania się z żądania, aby Stany Zjednoczone zastosowały się do początkowych ustępstw w sprawie dziesięciopunktowego planu Iranu.

Dzisiaj, we wtorek, mija ostatni dzień zawieszenia broni, które Izrael, Stany Zjednoczone i Iran zawarły 7 kwietnia. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Iran są gotowe do wznowienia walk. USA nie dysponują zasobami wojskowymi niezbędnymi do otwarcia Cieśniny Ormuz. Nie chodzi tylko o rozminowanie i okupację obszarów przybrzeżnych – Stany Zjednoczone potrzebowałyby potężnych sił lądowych, aby wniknąć głęboko w ląd oraz zlokalizować i zniszczyć wyrzutnie rakiet i dronów. Dopóki Iran będzie mógł ostrzeliwać rakietami i dronami statek próbujący przepłynąć przez cieśninę bez zezwolenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, cieśnina pozostanie zamknięta i pozostanie pod ścisłą kontrolą Iranu.

Niedawny artykuł w „Wall Street Journal” zatytułowany „Za publiczną brawurą Trumpa w wojnie kryje się walka z własnymi lękami ” donosi, że lawina dziwacznych, wulgarnych i groźnych postów Trumpa w mediach społecznościowych – takich jak groźba zmiecenia Iranu z mapy jako cywilizacji (implikująca użycie broni jądrowej) – to jedynie taktyka negocjacyjna: chce on przekonać Irańczyków, że jest nieprzewidywalny i zdolny do wszystkiego, aby zmusić Iran do ustępstw. Jeśli rzeczywiście taki jest zamiar Trumpa, to jego działania przyniosły spektakularny skutek odwrotny od zamierzonego. Wzbudziły uzasadnione wątpliwości co do jego zdrowia psychicznego.

Chociaż Trump podobno panicznie boi się wciągnięcia w kolejną niekończącą się wojnę, na którą kiedyś przysiągł sobie nigdy nie pozwolić, sądzę, że rozkaże nową falę ataków w nadziei na złamanie woli oporu Iranu. To tylko pogłębi jego problemy, ponieważ Iran odpowie i wyrządzi katastrofalne szkody państwom Zatoki Perskiej, które nadal opowiadają się po stronie USA.

Trump ma jeszcze jedno wyjście: JD Vance wynegocjował w piątek wstępne porozumienie z Irańczykami, które obejmowało złagodzenie sankcji, zamrożenie aktywów, uznane opłaty tranzytowe w zamian za trwałe zaprzestanie działań wojennych oraz ograniczenia w zakresie wzbogacania uranu pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Trump skutecznie unieważnił to porozumienie swoją decyzją o nałożeniu blokady. Zgodnie z oczekiwaniami, Trump może rozważyć zmianę decyzji, znieść blokadę i upoważnić JD Vance’a do sfinalizowania porozumienia.

Nie wstrzymuję oddechu. Chociaż taka umowa rozwścieczy syjonistów – zarówno żydowskich, jak i chrześcijańskich – to ustępstwo mogłoby ocalić to, co pozostało z nadszarpniętego dziedzictwa Trumpa. Myślę jednak, że Trump ucieknie się do przemocy – mam nadzieję, że się mylę.

Dla tych, którzy szukają czegoś innego: przeprowadził ze mną wywiad amerykański emigrant mieszkający w Nikaragui. Zabrałem go w podróż w przeszłość i opowiedziałem o moim czasie spędzonym w CIA, gdzie pracowałem jako analityk podczas wojny z Contras.

Źródło: Czy Trump zamierza wywołać Armagedon?

Netanjahu, czyli powrót Stirlitza?

Netanjahu, czyli powrót Stirlitza?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

okł bibi

19 kwietnia, wpis nr 1404 dziennikzarazy/netanjahu-czyli-powrot-stirlitza

Wszyscy – z ulgą jednak – cieszą się z możliwego końca wojny w Iranie, choć z komunikatów wynika, że to może nie być nawet dwutygodniowa pieredyszka. Strony – uwaga, dwie z trzech, co nie jest tu bez znaczenia – mają się dogadać jak zakończyć te wojnę. Największy problem w tym, że każda ze stron odtrąbi swoje zwycięstwo. Trump – to proste, ten zmieniał swoje deklarowane cele wojny w miarę jej przegrywania, a więc bez obciachu ogłosi dowolne ustalenia za swój sukces. Nawet jeśli, a na to się zanosi, sytuacja Iranu po tej wojnie będzie lepsza niż przed nią, kiedy Iran kasy za przepływ cieśniną Ormuz nie pobierał, a teraz pobierał będzie. Iran już od dawna ogłaszał komunikaty odwrotne od Trumpowskich i był w tym bardziej wiarygodny, gdyż dowoził swoje stanowisko: żyjemy, walczymy, opieramy się, nigdy się nie poddamy, nie negocjujemy warunków amerykańskich.

Wojny, po zakończeniu których każdy deklaruje się zwycięzcą mają jedną charakterystyczna cechę. Stanisław Lem, w Bajkach Robotów, czy nawet w swojej Cyberiadzie, opisywał sytuację dwóch walczących królestw, które prowadziły wojnę przez lat kilkanaście, zaś po jej zakończeniu odbyła się zaraz dodatkowa, malownicza wojna trwająca już kilka lat, której powodem było to, że nie można było ustalić kto wygrał w tej pierwszej. Boję się, że będzie teraz tak samo, bo nierozstrzygnięte wojny same proszą się o dogrywki.

Siedemnaście mgnień wiosny

Jestem już w tym wieku, że jeszcze pamiętam kultowe programy z PRL-u. Był taki radziecki serial „Siedemnaście mgnień wiosny” z kultową postacią SS-mańskiego wysoko postawionego oficera, Stirlitz’a, granego przez równie kultowego Wiaczesława Tichonowa. Dla Polaków była to rywalizująca radziecka podróba polskiej „Stawki większej niż życie”, też z polskim szpiegiem w niemieckim mundurze, Klossem, którego grał Stanisław Mikulski. Polski szpieg u Niemca był raczej takim przyfrontowym wywiadowcą taktycznym: tu meldunek, tam most, tu łączniczka, tam uwolnienie więźnia. Stirlitz działał inaczej – na szczytach faszystowskiej władzy. Jego misją szpiegowską nie było podkradzenie jakichś map, ale wywarcie wpływu na konkretne, nawet nie militarne, a wręcz geopolityczne decyzje Hitlera i jego otoczenia.

Mieliśmy wtedy w serialu do czynienia z końcową fazą II wojny światowej: był już otwarty, o co błagał Zachód Stalin, drugi front, który miał dzielić hitlerowskie wojska i odciążać Sowietów. To był też ciekawy wyścig – Stalin z jednej strony chciał drugiego, zachodniego frontu, ale – z innej strony – nie za bardzo chciał, by ten posuwał się zbyt szybko. Dawało to szansę Stalinowi na zagarnięcie lwiej części Europy, kiedy alianci grzęźli choćby we Francji, czy we Włoszech. A więc wymagało to subtelnego balansowania pomiędzy popędzaniem Zachodu a mitygowaniem jego terytorialnych postępów. Skończyło się na Łabie oraz na Żelaznej Kurtynie, dzielącej świat na pół. Stalin nie był za bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, gdyż liczył w 1941 roku, że sam, wtedy już bez oporu „ratowanej” Europy Zachodniej, zdobędzie ją całą wśród kwiatów, podziękowań od jej mieszkańców, pod pretekstem wyganiania z niej Hitlera.

Ale Stalin bał się jednego – bał się, że Zachód może podpisać separatystyczny pokój z Hitlerem. Tworzyłoby to trudną sytuację dla Moskwy. Hitlerowcy już by nie walczyli na dwa fronty, mogliby się skoncentrować na jednym kierunku, zaś pomoc techniczna i sprzętowa Zachodu dla Sowietów, na której w dużej mierze stała Moskwa, mogłaby się skończyć. Taki pokój Zachodu z Hitlerem był więc dla Sowietów niebezpieczny, ale i daleko poniżej planów Rosji. Prozachodnie Niemcy pozostałyby jednak na mapie, jako quasi sojusznik Zachodu przeciwko komunistycznemu zagrożeniu płynącemu z Rosji, pochód do Europy sowieckich żołnierzy mógł się opóźnić, a nawet skończyć i Moskwa wyszłaby z tej wojny jako przegrana, nie tak jak się okazało w rzeczywistości po zakończeniu wojny – jako mocarstwo balansujące połowę świata.

I misją Stirlitz’a było niedopuszczenie do takiego separatystycznego pokoju. Rył tam potwornie, używał pokracznych kombinacji logicznych typu „Stirlitz myślał, że Schellenberg podejrzewał, że Himmler wie…”, by tylko rozsupłać wątłą nić kto tam się chce pokątnie dogadywać z Zachodem i kto z Zachodu jest zwolennikiem takiego ruchu. Z tej dziwacznej kombinatoryki wzięły się wszystkie te późniejsze dowcipy o pokręconej logice Stirlitza. To przysłoniło ludzką pamięć o czym właściwie jest ten serial, w rzeczywistości był on o najsubtelniejszej lidze wywiadu – wywieraniu wpływu na kluczowe decyzje wrogiego kraju – bez wystrzału, podkładanego dynamitu, bez możliwości demaskacji.

Siedemnaście mgnień Izraela

Dzisiaj Izrael zdaje się być takim Stalinem. Dla niego jakikolwiek pokój Ameryki z Iranem stanowi śmiertelne zagrożenie. Będzie pod takim pokojem rył ile wlezie i już od pierwszych dni widać, że będziemy mieli bliskowschodnie „siedemnaście mgnień wiosny”. Udział USA w tej wojnie był dla Izraela kluczowy. Bez Stanów Izrael nie wybrałby się tak łatwo na tę przygodę, choć tym, że tak może zrobić udało mu się podobno… zaszantażować Trumpa. A więc cóż było wtedy robić Amerykanom – skoro i tak Izrael miał wskoczyć do tego basenu z niewiadomym poziomem wody, to trzeba było się złapać za ręce i skoczyć wspólnie. Na tym ma polegać wyjątkowość relacji Ameryki z Izraelem. Na aktach samobójczych, ale tylko dla USA.

Jeśli Amerykanie się dogadają z Iranem, to Izrael straci nie tylko zasobnego i bojowego protektora. Nie tylko zostanie sam z tym całym pasztetem. Po pierwsze – dla solowego wtedy Izraela – wśród państw Zatoki, bez Amerykanów, spadnie gwałtownie jakiekolwiek uzasadnienie do żydowskich ataków na Iran. Kwestia walki z irańskim programem atomowym, czy choćby rakietowym, okazała się bajką dla naiwnych, coś jak z bronią masowego rażenia jako uzasadnieniem napaści na Irak. Wiadomo, że nie o to chodzi – Izraelowi wyraźnie chodzi o dominację w regionie, nawet kosztem jego podpalenia, a to nie musi się podobać wszystkim mieszkańcom tej części świata.

Po drugie – wyjdzie sprawa potrzeby sprzętowego wspierania Izraela przez USA. Można się spodziewać, że – szczególnie w USA, szczególnie przed jesiennymi wyborami – ktoś zacznie dopominać się o zaprzestanie sprzętowego wykrwawiania się Ameryki i Izrael zostanie na własnym, skromniejszym garnuszku. A tu – jak udowodnił Iran – mamy do czynienia z wojną na zasoby, którą Iran wygrał. Jest to dla Izraela zła wiadomość.

Jak będą działać izraelskie Stirlitz’e?

Po pierwsze – taktycznie. Izrael wyraźnie określił się, że ustalenia amerykańsko-irańskie go nie dotyczą. Jest to kłopot dla Trumpa, gdyż nie wiadomo co on teraz będzie negocjował. Zawieszenie broni w wojnie w Zatoce, czy zawieszenie broni pomiędzy tylko dwoma stronami? Jeśli to drugie, to dla Iranu to porozumienie jest funta kłaków warte. Może Amerykanie nie będą już atakować Iranu, ale mogą to zrobić Żydzi, co dla atakowanych nie czyni większej różnicy co do stanu obecnego. Na razie Izrael nie atakuje Iranu, ale wali w Liban, a to przecież „ta sama wojna”. Tu się będzie odbywać codzienne wysadzanie jakichkolwiek rozmów- w Libanie. Ot, po prostu, korzystając z zamieszania, Izrael poszerza swoje terytoria, nie certoląc się z ludnością cywilną.

Można się także spodziewać prowokacji pod fałszywą flagą. Ot, będą sobie szły jakieś optymistyczne negocjacje, a tu nagle jacyś nieznani Kurdowie odpalą atak, powiedzmy na negocjatorów i wszystko zacznie się od początku. Poleci jakaś anonimowa rakieta nie wiadomo skąd do jakiegoś tureckiego Przewodowa i wyeskaluje się konflikt, pomimo zarzekania się Trumpa o pokoju. Zanim się dojdzie (jeśli w ogóle ) kto strzelił i kiedy – powrót wojny będzie już na pełnej petardzie.

Co ciekawe mamy tu złożony konflikt interesów Izraela i… Ukrainy. Tej, odwrotnie do Izraela, zależy jak najbardziej na zakończeniu konfliktu w Zatoce. Ta wojna odciąga uwagę świata oraz intencje i możliwości pomocowe USA wobec Ukrainy. I tak jak Żydzi poślą w bój nie jednego Stirlitza, by ten rył pod pokojem, tak Ukraina pośle w bój wielu swoich, by zabiegali o jak najszybszy pokój w tym rejonie. Będzie to więc malownicza walka wywiadu izraelskiego i ukraińskiego.

Stirlitz w Waszyngtonie

Moim zdaniem Żydzi będą kwestię pokoju rozgrywać również w samej Ameryce. Mają tam swoje, od dawna namierzone, choć kwestionowane, możliwości wpływu, całe zastępy Stirlitz’ów i ich popleczników, również na Kapitolu, co dopiero w Białym Domu. Trzeba będzie grzać temat – będzie to podkreślanie kapitulanckich ewentualnie ustaleń dealu powojennego. Tu się może dużo wydarzyć. Ale będzie to wymagało odwrócenia trendów w amerykańskim społeczeństwie. A ono wyraźnie nie sprzyjało, z trendem rosnącym w czasie, tej wojnie, a więc z chęcią zobaczy jej koniec. Ale jest to koniec, którego nie chce zobaczyć Izrael. Należy się więc ze strony żydowskiej spodziewać argumentów wszelakich, ale większość z nich będzie osadzona w głębokim syjonizmie, wspieranym dziejowym i religijnym posłannictwem „narodu wybranego” – a ta bajeczka zaczyna się powoli Amerykanom nudzić.

60% Amerykanów uważa, że Izrael ma za duży i szkodliwy wpływ na amerykańską politykę. Jest to przewrót kopernikański w relacjach społecznych, gdyż do tej pory Amerykanie kupowali bajeczkę o wyjątkowości relacji z Izraelem, może powodowanej wzmaganą przez Izrael, zaś skrzętnie chowaną przez Waszyngton, całkiem realną konstatacją, że i Amerykanie – głównie poprzez swoją bierność – przymykali oko na Holokaust Żydów w II wojnie światowej. Czyli chodzi raczej o przyznanie Żydom licencji na bezkarną wyjątkowość w zamian za odpuszczenia naszych win. Słaby deal.

I teraz na pancerzu takich relacji pojawia się już nie rysa, ale pęknięcie. Izrael stoi teraz przed dylematem, gdy jego działania na rzecz utrzymania wojny w Zatoce będą się zderzały (zwłaszcza przy ewidentnie rasistowskiej motywacji Izraela) z rosnąca niechęcią do narodu, który – poprzez zdradę w wykonaniu wybrańca Amerykanów – skonstatował ze zdumieniem zamianę hasła America First na Israel First! Będzie o wiele trudniej uzasadniać wojnę inaczej – bo jak, geopolitycznie, gospodarczo? – niż poprzez odwoływanie się do… Biblii. Pomóc tu może rosnący ruch herezji tzw. „chrześcijanizmu syjonistycznego”, ale ten zabrnął już w obszary guseł i wciągania Pana Boga w tłumaczenie błędów całkiem już niepoczciwych ludzi z krwi i kości.

Izrael  wzmocni natężenie działań, niekoniecznie polegających na prawdzie, mających dowieść wiarołomności Iranu wobec wszelkich ustaleń z ewentualnych przyszłych uzgodnień. Jak widać, może poza możliwymi argumentami z wyspy Epsteina, Trump jest mocno podatny na argumentację Netanjahu. Ten co raz to, jak pojedzie, albo nawet zadzwoni do Donalda, to zaraz jest jakiś kryzys, nierzadko – wojna. Może być tak i teraz. Dowodów na podstępność Iranu, nierealizowanie ustaleń można namnożyć w opór, szczególnie wśród umysłów, które – jak słyszeliśmy niedawno – widzą w Irańczykach zwierzęta, które z samej swej natury podstępne są i niemoralne.  

Będziemy mieli pewnie ze dwie fale takich wzmożeń – teraz, od zaraz, w okresie dwutygodniowych negocjacji. Bardziej dotyczących poniżających warunków, na jakie miałby się zgodzić Trump, by wywołać emocjonalne uzasadnienie do odrzucenia pokoju. Druga fala, jeśli w ogóle dojdzie do jakiejś formy rozejmu, nastąpić może przed jesiennymi wyborami.

Ale tu też Izrael ma problem – jak będzie walił przed wyborami w Trumpa, że jest szkodliwym pacyfistą, to będzie tylko dostarczał dowodów rosnącym szeregom jego przeciwników. Ci będą mówili: no tak, patrzcie, mamy rację, by pogonić Trumpa, który i tym razem, wracając do wojny, posłuchał się Żydów. I Trump wtedy przegra jeszcze bardziej.

A wtedy przegra i Izrael – bo jeśli w Kongresie i Senacie Trump straci większość, to zyskają ją Demokracji, ci zaś w 80% nie lubią Izraela. I skończy się pompowanie Izraela kasą i sprzętem, o operacjach wojskowych nie wspominając. Może się skończyć zezwolenie na angażowanie się USA w wojny, może z wyjątkiem wojny na Ukrainie (znowu dobra wiadomość dla Zełenskiego), którą, jako swoje dziecko, Demokraci zawsze popierali.

Podjęcie rozmów rozejmowych nie musi się więc wcale skończyć jakimś pokojem – ja tu widzę zbyt wielu wszechmocnych zwolenników kontynuacji tego konfliktu. Nawet zgłosiła się polska żaba i podkłada swoją nogę, kiedy konie kują. Ostatnio mój ulubieniec, autor naszej strategii obronnej, były minister PiS-u, Błaszczak stwierdził, że gdyby Polska miała dwa lotniskowce, to by je do Zatoki, na pomoc Trumpowi, posłała. Nikt, powtarzam, nikt na świecie z tego rodzaju bezpośrednią pomocą Ameryce się do tej pory nie zadeklarował, a my – owszem, nie wiadomo tylko: po co? Najbardziej żenująca jest pustka takiej deklaracji: przypomina to peerlowskie tłumaczenie się władzy z tego, że nie ma w sklepach konserw. Władza mówiła, że konserw nie ma z powodu braku blachy, zresztą nawet gdyby się blacha znalazła, to i tak nie mamy mięsa.   

Pokój, po co wam pokój?

I teraz pora na zadumę. Dziś trzeba się mocno zimnej wody napić przed stwierdzeniem, że postępowy świat jest za pokojem. Życie codziennie dostarcza nam rosnących dowodów na to, że pokój nie jest żadnym dobrem, nawet celem w polityce. Tu rządzi naga siła, bez oglądania się na straty, najgorzej, że i cywilne. Lud jest tu tylko mierzwą historii. A skoro władcy robią to nie dla ludu przecież, skoro wystawiają go na okropieństwa wojny, to robią te wojny po co? Myślę, że jest to jednak narkotyk dziejów popychający dążenie do władzy dla samej władzy.

Zasmuca jedynie bierna postawa suwerena, który przecież wojny raczej nie wybiera, gdyż zazwyczaj jest pierwszą jej ofiarą. Ale w sumie – wybiera. Właśnie ostatnio widzimy zatrważające efekty takiego procesu podżegactwa – zatacza ono coraz większe kręgi, zaś obywatele domagają się – jak karpie – przyspieszenia nadejścia Świat Bożego Narodzenia. Zapominamy, że wtedy przychodzi raczej Święto Zmarłych. Pokolenia tracą pamięć, najważniejszą cechę mogącą uchronić je od ciągłego powtarzania historii, która wtedy wcale nie wraca jako farsa, ale staje się jeszcze większą karą. Karą za lenistwo niepamięci.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Anioły we krwi

Anioły we krwi

Autor artykułu Marek Wójcik 20. kwietnia 2026 world-scam/anioly-we-krwi

Zbrodnia, o której się nie mówi. Taki tytuł nosi film na kanale Wbrew Cenzurze na YouTube. Nie każdy z was ma własne dzieci, ale mam nadzieję, że każdy z was odczuwa jak wielka tragedia jest udziałem rodziców, których dzieci zostały bestialsko zamordowane dla celów politycznych.

Zbrodnia, o której się nie mówi.

Każde zabite dziecko jest zbrodnią przeciw ludzkości. Niezależnie od narodowości, religii, rasy czy poglądów rodziców. Zawsze trzeba się temu przeciwstawić. Czemu winne jest dziecko, przebywające w szkole, kiedy jakiś drań wysyła na tę szkołę rakiety?

40 minut później wysyłano drugą rakietę, żeby zabić tych, którzy przybyli z pomocą do cierpiących dzieci. Potem trzecią. Można takie działania nadal nazywać wojną, czy nie jest to po prostu bestialstwo?

Już pokazałem we wcześniejszym wpisie, kto wysłał te rakiety. Pokażę tych zbrodniarzy ponownie.

„Zapamiętajcie tych dwóch przestępców. Leigh R. Tate, dowódca, oraz Jeffrey E. York, pierwszy oficer okrętu USS Spruance, którzy trzykrotnie wydali rozkaz wystrzelenia pocisków Tomahawk, zabijając 168 niewinnych dzieci w szkole w Minab.
Czy oni sami nie mają dzieci?”

Trudno jest zrozumieć motywy działania tych ludzi. Czy jest to objaw fałszywego patriotyzmu? Przecież nie walczy się z dziećmi by bronić przez nikogo nie zagrożony kraj. Oni jednak podjęli taką decyzję i teraz są zbrodniarzami wojennymi, którzy powinni zostać skazani za swoje zbrodnie.

Wojna to jest gówno! Przepraszam, za ten niecenzuralny zwrot, ale to jest cytat z niemieckojęzycznego kanału na Youtube Thomas Gast – Der Legionär, z którym zgadzam się na 100 %. Nie ma niczego gorszego niż wojna. Jest okazją, by krzywdzić niewinnych ludzi. Wzbogaca garstkę ludzi, kosztem większości. Ale oni maję w swoich rękach media, które tłumaczą ludziom, że wojna jest konieczna. Komu?

Dzisiejsza imponująca manifestacja w Teheranie stanowi hołd dla uczniów, którzy zginęli w wyniku amerykańsko-izraelskiego bombardowania szkoły podstawowej w Minab.

Jakim trzeba być potworem, żeby zamordować dzieci? To prawda, że nie da się tego uniknąć, kiedy wróg wykorzystuje dzieci własnych obywateli jako tarczę ochronną dla wojskowych posterunków. Tak było na Ukrainie i tak jest w Izraelu. Jednak czworo zabitych izraelskich dzieci, jakkolwiek to 4 za dużo, nie tłumaczy ponad 300 dziecięcych ofiar w Iranie i Libanie.

Wojna jest najgorszą opcją, jakkolwiek właśnie wojna wydaje się jedynym rozwiązaniem dla tego konfliktu. Dlaczego? Ponieważ stanowi jedyną możliwość pokazania imperium USA w koalicji z Izraelem ich realnego braku możliwości wpływu na skutki tej właśnie wojny.

Ta wojna zostanie wygrana przez logiczną strategię, a nie przez myślenie życzeniowe ponoć największej potęgi świata. Nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego palestyńskie, irańskie czy libańskie dzieci są w bestialski sposób zabijane. Taka sytuacja nie może być akceptowana przez żadne cywilizowane państwo.

Nie potrzebujemy żadnej edukacji
Nie potrzebujemy kontroli myśli
Żadnego mrocznego sarkazmu w klasie
Nauczycielu, zostaw te dzieciaki w spokoju
W sumie jesteś tylko kolejną cegłą w murze.

Źródło. Pink Floyd 1979 Kolejna cegła w murze.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Antychryst, nowy Dawid i Apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa


Antychryst, nowy Dawid i apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

Piotr Relich


pch24.pl/antychryst-nowy-dawid-i-apokalipsa-nieswiete-wojny-donalda-trumpa

Nie wiem czy jestem powołany do nieba (heaven-bound). Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło zapewnić mi miejsce w niebie, naprawdę (…). Nie wiem czy trafię do nieba, ale sprawiłem, że życie wielu ludzi stało się dużo lepsze” – oznajmił w przypływie szczerości Donald Trump.

Prezydent USA ma tu całkowitą rację. Przecież niebo nie jest w stanie pomieścić dwóch mesjaszów jednocześnie…

Pomazaniec…

Administracja Donalda Trumpa, jak żadna inna władza na zachodzie, zaczęła posługiwać się w polityce językiem religii. Problem w tym, że środek ciężkości przeniósł się z tradycyjnego amerykańskiego modelu „jednego narodu oddanego Bogu” (one nation under the God) na rzecz ewangelikalno-syjonistycznego fundamentalizmu. Dyżurni krytycy Trumpa nad Wisłą zdają się bagatelizować kwestie protestantyzacji Białego Domu, uciekając się do wygodnej erystyki przekonującej o sekciarstwie waszyngtońskiej administracji. Od katolickich zwolenników ekumenizmu nie dowiemy się jednak, że poparcie jakim cieszy się Trump, nierzadko uosabia esencję protestanckiej „teologii politycznej”; ideę władcy namaszczonego przez Boga, posiadającego nadprzyrodzony autorytet. 

Wielu ewangelikanów przyznaje, że choć moralność prezydenta pozostawia wiele do życzenia, to jednocześnie postrzegają swojego przywódcę jako narzędzie realizacji Bożego planu. Podobnie jak w przypadku biblijnych królów Cyrusa i Dawida, którzy choć nieidealni, również zostali wykorzystani przez Boga do ochrony Jego ludu. Sam Donald Trump skrzętnie ukrywa swoje przekonania religijne. Nie wiemy do jakiego denominacji należy, a zapytany o ulubione cytaty z Biblii zasłania się, że to „szalenie prywatna sprawa”.    

Jak ujawniło badanie Pew Research Center, w 2020 r. niemal połowa białych ewangelikanów uważała, że Trump „został zesłany przez Boga”. Przekonanie to jedynie wzmocnił nieudany zamach z sierpnia 2024 r., kiedy kula cudem minęła głowę kandydata Republikanów. Wyborcy z tzw. pasa biblijnego stanowią trzon jego zwolenników, który może liczyć tam na poparcie sięgające 80 proc. Czy również oni „nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, ale są jego zaprzeczeniem”?

Kiedy doradca duchowy Białego Domu, Paula White-Cain porównuje prezydenta do Chrystusa, czy przekonuje, że sprzeciwienie się Trumpowi oznacza „odmówienie samemu Bogu”, wysyła tak naprawdę sygnał do swojego żelaznego elektoratu. Ludzi, dla których Trump – jak tłumaczy badaczka Katherine Stewart – jest długo wyczekiwanym „mocarzem”.

I choć według teologii protestanckiej, „namaszczony” władca nie stoi ponad prawem Bożym, z powodu braku wypracowania jednolitej doktryny, prerogatywy głowy państwa stanowią w istocie przedmiot nieustannej debaty. Dla jednych Trump wywołując wojny napastnicze łamie V przykazanie, dla innych z kolei, wypełnia obietnice zawarte w Piśmie Świętym, broniąc Naród Wybrany przed współczesną Persją (jak królowa Estera) lub niczym Jozue pomaga „oczyścić” Ziemię Obiecaną z plemion Amalekitów.

W praktyce oznacza to, że władza „bożego pomazańca” może okazać się właściwie nieograniczona, jak długo subiektywna interpretacja Pisma Świętego będzie w stanie usankcjonować nawet najbardziej niemoralne decyzje polityczne.

…czy Antychryst?

Przywrócenie języka religii na salony spowodowało wyniesienie debaty politycznej na poziom metafizyczny. A w sprawach ostatecznych nie ma miejsca na kompromisy, co pokazuje „wojna domowa” wewnątrz ruchu MAGA a także trwający spór prezydenta USA z papieżem Leonem XIV.

Cały świat wpadł w osłupienie, kiedy w otoczeniu Trumpa ujawniło się środowisko wyznawców tzw. chrześcijańskiego syjonizmu; herezji nakazującej bezwzględnie wspierać Izrael, nawet w wysiłku wojennym pochłaniającym tysiące niewinnych ofiar. W tej optyce, celowanie do palestyńskich dzieci czy spuszczanie rakiet na głowy 11-letnich dziewczynek ma w jakiś sposób przyspieszać nawrócenie narodu żydowskiego i ponowne przyjście Pana Jezusa. Z nie mniejszą krytyką spotkały się również sugestie części środowisk w samym Izraelu, przekonujące, że ostatecznym celem syjonistów jest przywrócenie kultu świątynnego.

Przełom nastąpił jednak w okresie wielkanocnym, kiedy Paula White-Cain w bluźnierczy sposób porównała prezydenta do samego Jezusa Chrystusa. – Zostałeś zdradzony, aresztowany i niesłusznie oskarżony. To schemat podobny do tego, jaki ukazał nasz Pan i Zbawca Jezus Chrystus (…). Panie prezydencie, za sprawą Jego Zmartwychwstania, Ty również zmartwychwstałeś. Ponieważ On zwyciężył, ty również okazałeś się zwycięzcą – mówiła z uniesieniem przy aprobacie członków komisji ds. wolności religijnej.

Tymczasem porównywany do Chrystusa Trump w samą Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zagroził przeprowadzeniem ludobójstwa w Iranie. – Odblokujcie tą p********* cieśninę (…) albo obudzicie się w piekle. Tylko patrzcie i módlcie się do Allacha – napisał zupełnie nie w stylu Mistrza z Nazaretu. Jakby tego było mało, dzień później zagroził, że „cała cywilizacja zginie i nigdy się nie odrodzi”.

Niezwykle emocjonalnie na wpis Trumpa zareagował wpływowy publicysta Tucker Carlson, sugerując wręcz, że prezydent uzurpuje sobie boskie kompetencje, a przez to może być pod wpływem sił ciemności. – Tylko wtedy, gdy uważasz się za Boga, mówisz w ten sposób – powiedział były prezenter Fox News, nazywając słowa Trumpa „kpiną z chrześcijaństwa”. W tym kontekście zapytał, czy decyzja polityka o nietrzymaniu ręki na Biblii podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie była celową zapowiedzią kierunku jego przyszłej administracji.

Kilka dni później Carlson zaprosił do swojego studia znanego egzorcystę, ks. Chada Rippergera, który wprost przyznał, że Stany Zjednoczone znajdują się pod panowaniem demonów (aborcji, homoseksualizmu, rozwiązłości seksualnej, pornografii etc.). W ocenie kapłana, szczególnie podatni na działanie złego ducha mają być zwłaszcza politycy. Skojarzeń z obecną administracją nie trzeba było daleko szukać.

Jakby tego było mało, na działania Donalda Trumpa w wyjątkowo ostry jak dla siebie sposób zareagował Leon XIV. Papież Prevost wprost oznajmił, że kto wzywa imienia Boga do niszczenia i zabijania, „nie ma Boga w sercu” i nie może cieszyć się Jego błogosławieństwem. Z kolei podczas rozważań różańcowych przed Niedzielą Miłosierdzia ogłosił, że wykorzystanie wojny jako narzędzia politycznego wynika z „bałwochwalstwa samego siebie i kultu pieniądza”.

Na odpowiedź, która jednoznacznie potwierdziła trafność diagnozy, nie trzeba było długo czekać. Donald Trump w obszernym wpisie ostro zaatakował papieża, zarzucając mu flirt z lewicowymi ideologiami. Co jednak najważniejsze – zasugerował, że Kościół katolicki powinien milczeć lub całkowicie wspierać Stany Zjednoczone, jako największego strażnika wartości chrześcijańskich na świecie. Sam Trump przekonywał, że robi dla katolików więcej niż sam papież.

Jakby tego było mało, kilka godzin później Trump opublikował grafikę wygenerowaną przez AI i pokazującą prezydenta USA w roli Pana Jezusa uzdrawiającego chorego. Swojemu przełożonemu wtórował wiceprezydent J.D Vance, sugerując papieżowi (sic!) powstrzymanie się od komentowania amerykańskiej polityki przez pryzmat teologii. Ostatecznie obie strony starały się de-eskalować konflikt; Trump usunął skandaliczny obrazek, z kolei Leon XIV podkreślił, że jego kazanie nie było skierowane w stronę waszyngtońskiej administracji.

Nie zmienia to jednak faktu, że Biały Dom wyraził otwarty sprzeciw wobec prawa Stolicy Apostolskiej do obrony uniwersalnych prawd moralnych. Bezprecedensowy atak na papieża Prevosta, poprzedzony pół-złośliwymi zaczepkami (przebieranie się za papieża czy sugerowanie, że sam byłby najlepszym następcą św. Piotra) ujawnił przy okazji głęboki kompleks protestantyzmu wobec Kościoła rzymskiego, jakim jest chęć pretendowania do roli przewodnika świata chrześcijańskiego.

To zjawisko doskonale znane z historii. Purytanin i przywódca angielskiej rewolucji Olivier Cromwell zachęcał Karola Gustawa do ataku na Rzeczpospolitą, aby „utrącił róg katolickiej bestii” (drugi róg miał stanowić Rzym). Gustaw II Adolf podczas wojny trzydziestoletniej bronił „prawdziwego chrześcijaństwa” przez agresją Rzymu. Henryk VIII mimo zerwania z Kościołem wciąż uważał się za katolika i „Obrońcę Wiary” – tytuł jaki w młodości nadał mu papież. Angielski władca stworzył nawet doktrynę rezonującą przez wieki w świecie protestanckim, przekonującą, że to król, nie papież jest wyznaczonym przez Boga defensor fidei. Podobne znaczenie miał termin notbischofe (biskupów ratunkowych) popularny wśród książąt niemieckich.

Tymczasem dzisiaj zachodni świat na własnej skórze doświadcza błędów protestantyzmu, zwłaszcza w jego charyzmatycznym wydaniu, pełnym skrajnej emocjonalności i pobożności na pokaz. Na własnych oczach dostrzegliśmy jak przestrzeń zapewne szczerej wiary, modlitwy i chęci kontaktu z Bogiem może zamienić się w narzędzie manipulacji, również tej w wymiarze politycznym. Na jego tle Rzym jawi się jako ostoja wiary racjonalnej, posiadającej spójną doktrynę, pomimo targających nią wewnętrznych i zewnętrznych kryzysów wciąż potrafiąca rezonować i stanowić punkt odniesienia w epoce duchowych porywów serca i religijnych instynktów.

Z kolei sam prezydent USA powinien przypomnieć sobie historię króla Dawida. Mimo bycia pomazańcem Bożym, niewierność wobec Prawa Bożego kosztowała go śmierć syna, tragedie rodzinne oraz epidemię dziesiątkującą poddanych. Dopiero kiedy żydowski król skruszył się i wyznał przed Panem swoje grzechy, Bóg okazał mu swoją dobroć. Ale taka postawa wymaga to nie tylko pokory, ale przede wszystkim wiary w Opatrznościowe miłosierdzie i łaskę zdolną wybaczyć każdy grzech.

W tym kontekście przekonanie Trumpa, że nie jest „przeznaczony do nieba” wyraża bardziej głęboką rozpacz bliższą Judaszowi niż zaufanie i nadzieję Piotra. Dlatego rację mają wszyscy ci, którzy zamiast wieszać psy na amerykańskim prezydencie, wolą pomodlić się o jego nawrócenie.

Piotr Relich

Niedokonany rachunek narodowego sumienia

Niedokonany rachunek narodowego sumienia

Prof. Jacek Bartyzel magnapolonia.org/niedokonany-rachunek-narodowego-sumienia

Wrogowie Polski i ich rodzimi kolaboranci każą nam wstydzić się i przepraszać za urojone winy „antysemityzmu” albo „kolonializmu”, tymczasem rejestr faktycznych win polskich – a jest ich niemało – został zupełnie wyparty z naszej zbiorowej świadomości, albo, jeśli pojawia się jakiś przebłysk refleksji, to zostaje on natychmiast zduszony i usprawiedliwiony.

Tym „rozgrzeszeniem” jest oczywiście fakt utraty niepodległości i dążenie do jej odzyskania, ale nie znosi to pytania czy do dobrego celu można można dążyć sprzymierzając się z siłami zła, a faktycznie na ogół się im wysługując, co ani na milimetr celu upragnionego nie przybliżało. Zbyt łatwo przechodzimy do porządku dziennego nad przerażającymi słowami z III części „Dziadów” – „Zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga!”, faktycznie traktując oba człony tej alternatywy jako dopuszczalne i równouprawnione drogi działania. To właśnie to rozumowanie czyniło z nas przez prawie całą epokę porozbiorową sojuszników i narzędzie polityczno-socjalnej i antychrześcijańskiej Rewolucji.

Zaczęło się już pod koniec XVIII wieku, kiedy to Legiony Dąbrowskiego zdobywały dla Republiki Francuskiej papieski Rzym, czego skutkiem było uwięzienie papieża Piusa VI i długi okres, zanim udało się przeprowadzić konklawe w Wenecji, które wybrało jego następcę. I wiadomo – z ich korespondencji – że generałowie tych Legionów czynili to z radością, wyrażając nadzieję, że papiestwo przestanie istnieć.

Szwoleżerowie Kozietulskiego, których szarżą pod Somosierrą tak się chlubimy, pomagali ujarzmić Hiszpanów broniących ojczyzny i wiary katolickiej przed napoleońskim najeźdźcą, któremu służyli. Po upadku powstania listopadowego liczni polscy emigranci, przede wszystkim ci z emigracyjnej lewicy, zasilali Młodą Europę, czyli karbonarskie szeregi rewolucjonistów, kierowanych przez masonerię i próbujących wzniecać rewolucję, gdzie tylko się da. Kulminacją tego była niemal ogólnoeuropejska rewolucja z lat 1848/49, znana pod poetyczną nazwą „Wiosny Ludów” i Polaków można tam było spotkać nie tylko na barykadach w stolicach państw zaborczych, Berlinie i Wiedniu oraz w rewolucji węgierskiej, ale również w państwach, które z rozbiorami Polski nie miały nic wspólnego, jak Badenia-Wirtembergia, Bawaria, Neapol czy Parma.

Byliśmy akolitami piekłoszczyka Garibaldiego, wroga papieży i królów. Nasz generał z powstania styczniowego Walery Wróblewski zapędził się aż do I Międzynarodówki i zarówno on, jak i Jarosław Dąbrowski poszli na służbę Komuny Paryskiej, a ten drugi został nawet naczelnym hersztem jej bojówek.

A właściwie to nie koniec, bo przecież podczas rewolucji bolszewickiej więcej Polaków znalazło się w Czerwonej Gwardii, później Czerwonej Armii, niż w formacjach niepodległościowych i z bolszewikami walczących oraz starających się przedrzeć do Polski. Cóż możemy tej liście hańby przeciwstawić? Dwóch chuderlawych poetów: Krasińskiego i Norwida, biegnących nocą, aby ratować papieża przez zbirami Mazziniego? Syna Pawła Popiela, który zaciągnął się do papieskich żuawów?

Ale czy przeprosiliśmy kiedykolwiek Stolicę Świętą za legionistów Dąbrowskiego? Hiszpanów za rzeź w Saragossie? Francuzów za udział Polaków w Komunie Paryskiej? To jest nasz nieprzepracowany, niedokonany rachunek narodowego sumienia.

Prof. Jacek Bartyzel

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Trump i „techno-prawica”. Czarne chmury nad światem

Paweł Chmielewski


pch24.pl/trump-i-techno-prawica-czarne-chmury-nad-swiatem

Donald Trump odrzucając Kościół katolicki może utorować drogę dominacji tzw. techno-prawicy, czyli ludzi, którzy kategorycznie odrzucają katolicką antropologię. To umożliwia wyrafinowane zbrodnie…

Włoski socjolog religii Massimo Faggioli uważa, że zwrócenie się przez administrację Donalda Trumpa przeciwko katolickim wyborcom może mieć szczególne konsekwencje dla polityki tej administracji. Utoruje drogę tzw. techno-prawicy do zwiększenia wpływów w Białym Domu. Ludzie z tego środowiska mają tymczasem swój własny, quasi-religijny światopogląd – w swojej istocie fundamentalnie wrogi chrześcijaństwu.

Zbędna ludzka biomasa

Jako pierwszy na myśl przychodzi oczywiście Elon Musk, właściciel Tesli, SpaceX i X-a. Musk nie uznaje człowieka za ośrodek stworzenia – nie uznaje w ogóle żadnego stworzenia. Otwarcie deklaruje agnostycyzm, a na ludzkość patrzy wyłącznie w kategoriach materialistycznych. Do tego stopnia, że dopuszcza degradację człowieka do roli swoistej „biomasy”, która miałaby posłużyć sztucznej inteligencji jako punkt konieczny na drodze do rozwoju i osiągnięcia jakiejś super-świadomości cyfrowej. „Coraz więcej wskazuje na to, że ludzkość jest tylko biologicznym programem rozruchowym dla cyfrowej superinteligencji” – powiedział swego czasu Musk, a później chętnie cytował samego siebie.

Jego pogląd nazwałem kosmologią teleocyfrową. To rozumienie kosmosu jako nastawionego na osiągnięcie celu w postaci wytworzenia cyfrowej inteligencji. Pogląd jest dziwaczny choćby o tyle, że zupełnie nie wiadomo, skąd miałoby pochodzić akurat taki, a nie inne nadanie kosmosowi celu. Oznaczałoby to chyba, że w samą strukturę kosmosu wpisana jest celowość nastawiona na maksymalizację rozwoju inteligencji. Uzasadnienie takiego poglądu jest możliwe tylko poprzez własną wyobraźnię – albo interesy ekonomiczne.

Spójność wizji Muska jest zresztą mniej interesująca niż reperkusje jej podstawowego założenia, to znaczy antropologicznego redukcjonizmu. Człowiek jako „program rozruchowy” nie może być bytem obdarzonym szczególną godnością. Ma wartość o tyle, o ile służy rzekomemu celowi, czyli stworzeniu i utrzymaniu cyfrowej superinteligencji. Kosmologia Muska jest w efekcie kategorycznie niechrześcijańska i otwiera drogę do traktowania ludzi jak zwierząt. Amerykański miliarder wyciąga zresztą z tego praktyczne wnioski: jest przecież wielkim orędownikiem i zarazem praktykiem metody in vitro, która pozwala na „tworzenie” ludzi w laboratoriach.

Technologiczne przyspieszenie i rządy korporacyjne

Elon Musk nie jest, oczywiście, jedynym eksponentem środowiska techno-prawicy. To przede wszystkim przedsiębiorca Peter Thiel, filozof Nick Land czy programista Curtis Guy Yarvin, znany pod pseudonimem Mencius Moldbug.

Nick Land w 2021 roku opublikował książkę o szczególnym tytule – „Mroczne Oświecenie” (ang. „Dark Enlightenment”). Wskazywał na rodzącą się przyszłość świata: zdominowanego przez maszyny na skutek postępu technologicznego i rozwoju systemu kapitalistycznego. Koniecznością byłoby postawić na „przyspieszenie”, to znaczy podjąć zaawansowane prace na rzecz osiągnięcia tzw. „osobliwości technologicznej”. Według Landa demokracja została skompromitowana i zostanie w efekcie zastąpiona przez swoisty rząd korporacyjny, w którym uczestniczyć będą już nie tylko zwykli obywatele, ale po prostu najbardziej rozwinięte i produktywne siły w kraju.

Swego casu sam J. D. Vance mówił, że czytał teksty Curtisa Yarvina dotyczące konieczności zwolnienia urzędników średniego szczebla i zastąpienia ich „naszymi ludźmi”, przekonując, że właśnie to powinien zrobić Trump. Yarvin widział w tym swoistą politykę „neokameralizmu” inspirowaną modelem administracji pruskiego króla Fryderyka II. W tej perspektywie rządy demokratyczne zostałyby po prostu zastąpione modelem korporacyjnym. W tej korporacji decydujący głos mieli „akcjonariusz”” mogący mianować dyrektora generalnego, czyli władcę kraju. Odpowiadałby wyłącznie przed nimi.

Technologia jako katechon

Łącznikiem pomiędzy Yarvinem i Landem a obecną administracją USA jest Peter Thiel. Thiel urodził się w Niemczech w protestanckiej rodzinie. Jego rodzice wyjechali do Kalifornii i tam też się wychował. Thiel jest współzałożycielem firmy finansowej PayPal. Jest szefem technologicznego giganta Palantir Technologies, zajmującej się zbieraniem danych.

W przestrzeni publicznej Thiel prezentuje się jako wierzący chrześcijanin, choć przyznaje, że ma dość nieortodoksyjne poglądy. Podpisał umowę z firmą zajmującą się kriogeniką, żeby po swojej śmierci zostać zamrożony w nadziei na wskrzeszenie w odległej przyszłości. Od dawna silnie interesuje się problemem nieśmiertelności, co kieruje go w stronę ideologii transhumanistycznej. Jest homoseksualistą, w przeszłości zaangażowanym w kampanie na rzecz ruchu LGBT.

To właśnie Peter Thiel stoi za polityczną karierą obecnego wiceprezydenta USA, J. D. Vance’a. Vance wysoko ceni sobie znajomość z Thielem, zarówno za sprawą dużych pieniędzy, które ten inwestował w jego kampanię, jak i wkładu intelektualnego w rozwój wizji politycznej Vance’a.

Thiel, tak jak Nick Land, wierzy w „technologiczne przyspieszenie”. – W ludziach najlepiej rezonują wezwania do wstrzymania postępu; w XVII w. mógłbym wyobrazić sobie antychrysta jako postać podobną do dr. Strangelove’a (szalonego naukowca rozpętującego wojnę atomową – red.), ale dzisiaj bardziej prawdopodobne, że przypominałby Gretę Thunberg – mówił w wywiadzie dla „New York Timesa”.

Innymi słowy – jak podsumował to na łamach „The Catholic Herald” publicysta Henry Mulgrave – Zachód w optyce Thiela może przetrwać tylko wtedy, kiedy  utrzyma stały marsz naprzód, rozumiany przede wszystkim jako przyspieszenie postępu technologicznego.  Technologia zostaje tu umieszczona w samym centrum cywilizacji – nie jest już tylko zwykłą materialną podstawą, ale jest istotą i sednem jej trwania. Co więcej, według Thiela… tylko postęp technologiczny może powstrzymać nadejście tego, co nazywa Antychrystem – czyli wszechwładnego, scentralizowanego superpaństwa, które miałoby całkowicie kontrolować ludzkość. Dążenie do postępu technologicznego miałoby chronić przed tyranią, bo stwarzałoby nieustanne problemy impetowi centralizacyjnemu, tak, że wszechwładza nie jest w stanie się skutecznie domknąć. Jak wynika z cytowanych słów Thiela, strach przed postępem technologicznym miałby czymś całkowicie negatywnym, zagrażającym cywilizacji. Odwracając tę myśl, pełną akceptację czy nawet entuzjazm dla nowych technologii należałoby uznać za jedynie słuszne, bo podtrzymujące cywilizację.

W tym punkcie koncepcja Thiela łączy się z „teorią” Elona Muska. Nawet jeżeli pod wieloma względami ich optyka wydaje się rozbieżna, to w istocie prowadzi do tego samego. Jeżeli postęp technologiczny należałoby bezwarunkowo przyspieszać i akceptować, to logicznie oznacza, że nie ma powodów by odrzucać takie rzeczy jak in vitro czy łączenie człowieka z maszyną celem zapewnienia większej wydajności mózgowi czy mięśniom. Dla Thiela prawo natury nie może być żadnym hamulcem: ostatecznie jako homoseksualista i człowiek, który chce się zamrozić, żeby później cieleśnie „zmartwychwstać”, nie może uważać go za nic rzeczywiście wiążącego…

Przestrzeń dla techno-prawicy

Wracam do myśli Massimo Faggiolego. Czy jest możliwe, że wizja, której hołdują Musk czy Thiel, znajdzie szerszy przystęp do Białego Domu? Prezydent Donald Trump nie wydaje się być wierzącym człowiekiem. Ten, kto przedstawia samego siebie jako Mesjasza, co Trump uczynił we wpisie z 12 kwietnia, w oczywisty sposób szydzi z Jezusa Chrystusa. Amerykański prezydent alienuje się też od katolickich wyborców, obrażając papieża Leona XIV albo dopuszczając w swoim otoczeniu do głosu jawnie antykatolickich protestantów. Protestantyzm, teoretycznie będący chrześcijaństwem, nie jest odporny na zainfekowanie przez rozmaite ideologie. Historycznie można łatwo wykazać związek protestantyzmu z wielkimi świeckimi narracjami, choćby w Niemczech w III Rzeszy.

W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych protestantyzm sprzągł się też z agresywnym syjonizmem. Wydaje się zatem możliwe, że postępujący rozdźwięk pomiędzy Trumpem a Kościołem katolickim utworzy próżnię, którą ktoś wypełni. Czy będą to rzeczywiście przedstawiciele „techno-prawicy”, zależy prawdopodobnie od wielu czynników, w tym od konkretnych wyzwań w polityce międzynarodowej, które będą absorbować uwagę Białego Domu.

Pozory dobra

Załóżmy jednak, że tak się rzeczywiście stanie, choćby ze względu na zależność ruchu MAGA od wsparcia techno-prawicy w sieci. Warto postawić pytanie, czy… może to przynieść coś dobrego. Ostatecznie techno-prawica jest krytyczna wobec znacznej części lewicowej agendy, wydaje się zatem w jakiejś przynajmniej mierze zdolna do realizacji dobra w polityce. Gołym okiem widać, że liberalna lewica doprowadza do uwiądu społecznego: zapaść demograficzna, hiperindywidualizm, hedonizm i inne problemy są ściśle związane z narracjami społecznymi z tego świata ideowego.

Techno-prawica, jako dążąca do optymalizacji funkcjonowania społeczeństwa, mogłaby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, na przykład promując dzietność i stabilność życia rodzinnego jako gwarancję lepszego porządku w państwie. Problem w tym, że takie założenie jest skrajnie nierealistyczne. Techno-prawica może być pomocna w wąskich aspektach, ale jej dominacja ideowa i polityczna niemal z konieczności doprowadzi do takiej lub innej poważnej patologii: to środowisko gruntuje na niekatolickiej i de facto wrogiej wobec człowieka wizji antropologicznej i kosmologicznej, a to nie może się dobrze skończyć. Głoszenie prymatu technologii nad prawem naturalnym czy zgoła wyższości świata cyfrowego nad światem ludzkim to prosta droga do katastrofy – o potencjalnie w istocie ludobójczym.

Paweł Chmielewski

md 20 kwiecień 2026

Techno-prawica i lewica to jedna i ta sama bestia tylko w innym przebraniu…. To sprawnie jak na razie – na nasze nieszczęście – realizowana agenda 2030. To plan depopulacyjny, żeby wybrana „elita” finansowa nowych technologii rządziła światem. Trwające wojny to tylko etap eksploatacji/osłabienia społeczeństw tak żeby wdrożyć zasadniczy plan zniewolenia. Dlatego moim zdaniem musimy walczyć o przetrwanie państwa jako struktury funkcjonowania społeczeństwa i patrzeć politykom na ręce !!!

[to ostatnie – to minimalizm stworzenia prowadzonego na rzeź. md]

BadaczTalmudu 20 kwiecień 2026

Od dawna tłumaczę, by nie obrażać kapitalizmu nazywając obecny system w USA kapitalizmem, choć ma redystrybucję PKB większą niż PRL Gierka… Obecny system gospodarczy i polityczny to początek FASZYZMU KORPORACYJNEGO – takiego lewackiego ustroju jak w filmach Robocop czy The Running Man itp. W Chinach rząd rządzi korporacjami i jak jakimś chińskim Zuckerbergom wydaje się, że jest inaczej, to rząd przycina im skrzydełka (vide Jack Ma) – w faszyzmie korporacyjnym jak w USA to korporacje ustanawiają rządy i mogą nielegalnie likwidować konta bankowe i w mediach społecznościowych nawet urzędującemu prezydentowi… Faszyzm korporacyjny jest możliwy dzięki monopolom, jakie zyskują korporacje a te monopole są możliwe dzięki korupcji parlamentarzystów, która umożliwia tworzenie barier uniemożliwiających powstanie konkurencji („prawa intelektualne”, systemy koncesyjne, „zagrożenie bezpieczeństwa kraju” itp. itd.). Dla przykładu – ktoś mógłby pomyśleć, że Microsoft jest firmą produkującą oprogramowanie, ale tylko 6% budżetu firmy idzie na rozwój oprogramowania a 60% idzie na… prawników. Gdyby takie „lewo” (lewackie „prawo”) jak teraz obowiązywało w czasach powstawania Microsoftu, ta firma nigdy nie mogłaby powstać – DOS naruszałby własność intelektualne CP/M, Excel naruszałby prawa VisiCalca itp. itd. Unia Europejska jest faszystowskim systemem stworzonym przez korporacje dla korporacji, gdzie skorumpowani parlamentarzyści i KE na zlecenie korporacji zakazali podatków obrotowych, za to wprowadzili system opodatkowania wszystkich, tylko nie korporacji, by było na dotacje w 3/4 wypłacane korporacjom i system prawny tak komplikujący małym i średnim firmom działalność, by nie mogły się rozwinąć a nie stanowiący większego problemu dla korporacji z ich megadziałami prawnymi, które kształtują prawodawstwo na Zachodzie. Teraz w UE (chwała Trumpowi, że odrobinę udało mu się to przykrócić w USA) trwa, ogłoszony w Davos, plan likwidacji resztek demokracji i wpływu obywateli na rządy, poprzez transferowanie władzy od wyborców do NGO, finansowanych przez korporacje i podatników wbrew swej woli i teraz takie prezydenty Miszalskie w Krakowie w d… mają wynik „konsultacji społecznych” a kierują się wytycznymi eko-oszołomskich NGO, wprost ogłaszając, że za SCT były „organizacje pozarządowe”, a te NGO oczywiście realizują politykę swoich korporacyjnych sponsorów. Tak samo jest na skalę kraju, czy całej UE. Rząd, zamiast kierować się zdaniem posłów i wyborców, do redagowania ustaw też zaprasza jakieś szemrane NGO, które do tego mają jakąś mafijną kryszę, bo gdy w ramach sponsorowanych protestów łamią prawo, blokując, niszcząc, napadając, to są bezkarne lub dostają symboliczne wyroki. :-)))

P.S. Pamiętajcie, banki i NGO to największy wróg wolności obywatelskich! Unikajcie ich i zwalczajcie na miarę swoich możliwości!

===========================================

Jacek Kaczmarski … 20 kwiecień 2026

Z krzyżowych wypraw przywożą herezje

Z zamorskich rejsów – szkorbut i syfilis

Na ból istnienia wdychają poezję

Kiedy przerasta ich to co odkryli

Budują miasta na pobojowiskach

W pobojowiska zamieniają miasta

Każda im gwiazda Zwiastowaniem błyska

I byle rafa okręty roztrzaska

Gloria…

Strażnika ognia uwiedzie Pandora

I świętokradztwo pomszczą faraoni

Rozpaczą dzisiaj co nadzieją wczoraj

Nie jest wymysłem klątwa, co skarb chroni

Sporządzą serum z jadu każdej żmii

A z główki maku truciznę wycisną

Z czaszek pradziadów amulet na szyi

A w głowach – tajfun bezsennych umysłów

Gloria…

Zniszczą – odtworzą, zbudują – połamią

Żadne się na nich nie znajdzie lekarstwo

Gdy skrzydła światła przypną już do ramion –

Poniosą w kosmos genialne bestialstwo

Gloria…

PS.

Proszę wsłuchać jak Autor śpiewa to „gloria,gloria” , jak można tak w jednym słowie i na jedną nutę zawrzeć „złowrogość, podziw i ambiwalentna nadzieję” .