Stasio. Został sam w stepie. Miał 7 lat. Deportacja Polaków 1940 | NKWD

Historia sześcioletniego chłopca, którego sowiecki urzędnik wpisał na listę śmierci. Matka zmarła mu na rękach. Ojca rozstrzelano. Został sam. Przeżył — i przez 50 lat szukał człowieka z piórem.

Lwów, luty 1940. Minus trzydzieści stopni. Stanisław Korczyński — sześć lat. Szczęśliwe dziecko. Jeszcze.

HISTORIA DZIECKA, KTÓRE STRACIŁO WSZYSTKO — I ODNALAZŁO KATA PO 50 LATACH

Polska, 1940. Ulica Zielona 14. Czwarta nad ranem. NKWD w drzwiach. Piętnaście minut na spakowanie życia. Lejtnant Siergiej Czernow — trzydzieści jeden lat, zimne oczy, zero pytań — wpisał ich na listę. Odłożył pióro. Popił herbatę. Następna rodzina. „Element społecznie niebezpieczny. Do deportacji w pierwszej kolejności.” Bydlęcy wagon. Trzy tygodnie. Kazachstan. Matka zmarła w styczniu 1941. Ojca zabrali miesiąc później. Rozstrzelany w łagrze. Stanisław — siedem lat, sam w stepie.

CO ZROBIŁ, GDY DORÓSŁ?

Przeżył. Armia Andersa. Prokurator w Warszawie. A w zamkniętej szufladzie — teczka. Trzydzieści lat zbierania dowodów. Jedno nazwisko: Czernow. Moskwa. Obskurny blok. Trzecie piętro. Drzwi się otwierają. Staruszek. Osiemdziesiąt trzy lata. Rak. Miesiące życia. „Nazywam się Korczyński. Lwów. Zielona 14. Pańska lista.”

Wykonywałem rozkazy. Byłem narzędziem.” Stanisław zostawił dokumenty. Wyszedł.

Tej nocy Czernow umarł. Zostawił list: „Nie proszę o przebaczenie. Niech pan nie pozwoli, żeby nienawiść pana pożarła.” Powązki. Nagrobek. Napis, który sam wybrał: „Wróciłem do domu.” „Obiecałem mamie. Dotrzymałem.”

UWAGA: Historia oparta na dokumentach archiwalnych dotyczących masowych deportacji Polaków w 1940 roku. Szczegóły zrekonstruowane na potrzeby narracji dokumentalnej.

Komparacja

Komparacja

Date: 18 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/komparacja

Za każdym razem, gdy ktoś próbuje mi wmówić, że my – to cywilizacja, a Iran – to barbarzyństwo, zbiera mi się na płacz…

ariannaeditrice.it/ogni-volta-che-sento-qualcuno-che-mi-cerca-di-spiegare-come-noi-saremmo-la-civilta-e-l-iran-la-barbarie-mi-viene-da-piangere

Autor: Andrea Zhok (Profesor nadzwyczajny na Wydziale Filozofii Uniwersytetu w Mediolanie unimi.it/it/ugov/person/andrea-zhok)

Koalicja Epsteina zamordowała Ali Larijani’ego – sekretarza ds. bezpieczeństwa narodowego Iranu. Żadna niespodzianka. Przyzwyczajamy się już do tego, że zabójstwa polityczne stają się normą.

Ale kiedy patrzę na zdjęcia Larijani’ego i porównuję je ze zdjęciem jego amerykańskiego odpowiednikaHeigseth’a – dochodzę do wniosku, że fizjonomika jest nauką niesprawiedliwie lekceważoną.

Co więcej, jeśli chodzi o wykształcenie, Ali Larijani posiadał tytuł licencjata w dziedzinie informatyki i matematyki uzyskany na Uniwersytecie Technologicznym Aryamehr, a także tytuł doktora filozofii zachodniej uzyskany na Uniwersytecie w Teheranie. Opublikował książki o Immanuelu Kancie (a także przetłumaczył dzieła Kanta na język farsi), o Saulu Kripke i Davidzie Lewisie.

Larijani był członkiem kadry naukowej Wydziału Literatury i Nauk Humanistycznych Uniwersytetu w Teheranie.

Pete Hegseth z trudem ukończył trzyletnie studia z zakresu nauk politycznych na Uniwersytecie Princeton, dzięki temu, że grał w drużynie koszykarskiej. Matka Hegsetha powiedziała o nim w roku 2018, że maltretował kobiety, poniżał je, okłamywał i zdradzał. Został oskarżony o molestowanie seksualne, a następnie udało mu się doprowadzić do wycofania zarzutów, w zamian za wypłatę ofierze 50 000 dolarów. Poza tym zachęcam do zapoznania się z niektórymi jego wypowiedziami w Internecie.

Cóż mam powiedzieć… Za każdym razem, gdy ktoś próbuje mi wmówić, że my – to cywilizacja, a Iran – to barbarzyństwo, zbiera mi się na płacz.

“Cywilizatorzy” z koalicji Epsteina przypominają mi orki Sarumana, które narzekają na ludzi, bo ludzkie mięso nie smakuje im.

INFO: ariannaeditrice.it/ogni-volta-che-sento-qualcuno-che-mi-cerca-di-spiegare-come-noi-saremmo-la-civilta-e-l-iran-la-barbarie-mi-viene-da-piangere

Kalif Al–Hakim i druzowie

Kalif Al–Hakim i druzowie

Andrzej Sarwa

Najpierw kalif Al–Hakim bi–Amr Allah w roku 1009 wydał polecenie, zrównania z ziemią Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Później zaś rozkazał, by Hamza ibn Ali ibn Ahmad, perski ismailita, w maju roku 1017 ogłosił rozpoczęcie nowej ery, w której wyznawać się będzie nową religię, al–MuwahhidunMonoteizm i że Al–Hakim jest Bogiem wcielonym, co zostało potwierdzone stosownym dekretem. Jej wyznawców nazwano druzami. Była to i jest wyznawana nadal religia tajna. Do czasów kalifa Al–Hakima chrześcijanie mogli bez najmniejszych przeszkód pielgrzymować do Grobu Pańskiego, ale ten czas się skończył. Nie dość, że muzułmańscy władcy już nie patrzyli przychylnym okiem na chrześcijańskich pątników z Europy, to na dodatek i tak nie było dokąd i po co wędrować, bo bazylika Grobu Pańskiego została zburzona… Nie było zatem innego wyjścia i trzeba było złu zaradzić. Nadchodziła epoka wojen krzyżowych, a wraz z nimi przeszczepianie kabalistyczno–ezoterycznych idei (w tym i druzyjskich) z Bilskiego Wschodu do Europy, idei które powoli wytyczały szlaki nowym prądom duchowym i kulturowym, podkopując powoli, bo powoli, ale jednak fundamenty cywilizacji łacińskiej, której całkowity upadek możemy właśnie dziś obserwować.

* * *

W tym czasie, gdy chrześcijanie byli zajęci obliczaniem coraz to nowych dat dnia Sądu Ostatecznego, w Egipcie kalif Al–Hakim bi–Amr Allah zajmował się zgoła czym innym. Początkowo jako pobożny muzułmanin wybudował w Kairze wspaniały meczet noszący po dziś dzień jego imię, później jednak – nie wiadomo czy ogarnięty religijnym obłędem, czy może raczej owładnięty przez demoniczne dżiny, choć początkowo dość wyrozumiały i łagodny dla chrześcijaństwa zaczął je w sposób gwałtowny i bezwzględny zwalczać, choć matkę miał chrześcijankę. Prześladował duchowieństwo i wiernych oraz na ogromną skalę burzył kościoły.

W ciągu dziesięciu lat najdzikszego religijnego terroru, trwającego od roku 1004 do 1014 rozkazał obrabować i spalić ponad trzydzieści tysięcy chrześcijańskich świątyń i monasterów! Szczytowym zaś dokonaniem tegoż kalifa było, w roku 1009, w Jerozolimie, zrównanie z ziemią Bazyliki Grobu Pańskiego, po której nie został kamień na kamieniu.

Szaleństwo Al–Hakima po roku 1014 przybrało jeszcze inną formę. Oto zaczął się skłaniać ku naukom ismailitów, głosicieli i wyznawców ezoterycznych doktryn zawierających pierwiastki filozofii platońskiej wymieszane z gnostyckim mistycyzmem, które były zarezerwowane tylko dla wtajemniczonych. Kalif ostatecznie przystał do tegoż ruchu, z którego wyemanowała nowa grupa religijna – druzowie.

Była to kulminacja działalności władcy, który już na początku swoich rządów zapowiedział nadejście nowej ery – ery prawdziwego monoteizmu. A sam ogłosił się inkarnacją Boga, który objawił się w ludzkim ciele, po to, aby naprawić wszystko, co zostało wypaczone przez islam, chrześcijaństwo, judaizm i inne religie.

Ostatecznie kalif rozkazał, by Hamza ibn Ali ibn Ahmad, perski ismailita, który w roku 1014 przybył do Egiptu i zaczął tu nauczać, w maju roku 1017 ogłosił rozpoczęcie tejże ery, w której wyznawać się będzie nową religię, al–MuwahhidunMonoteizm i że Al–Hakim jest Bogiem wcielonym, co zostało potwierdzone stosownym dekretem.

Doktryna, której wyznawcy ostatecznie zostali nazwani druzami, przypisująca sobie pochodzenie od Abrahama, w rzeczywistości jest systemem synkretycznym zawierającym w sobie elementy najrozmaitszych filozofii i religii – gnostycyzmu, neoplatonizmu, pitagoreizmu, ismailizmu, judaizmu rabinicznego, heterodoksyjnego chrześcijaństwa, hinduizmu, buddyzmu, monoteizmu egipskiego sięgającego – być może – czasów Echnatona, zaratusztrianizmu, manicheizmu i oryginalnej myśli samego Hamzy, a może i kalifa al–Hakima także. Na ich bazie powstała odrębna i częściowo tajna teologia, interpretująca święte księgi – Koran, Pismo Święte Nowego Testamentu i własne dzieło Kitab al–Hikma – na sposób i egzo– i ezoteryczny, podkreślająca znaczenie roli umysłu i wiedzy, a nie wiary, dzięki czemu człowiek może ostatecznie osiągnąć stan przebóstwienia. Ponieważ nie jesteśmy jednak doskonali, to aby owo osiągnąć, musimy przejść przez cykl licznych narodzin i śmierci, odradzając się w coraz to nowych ciałach. Dopiero po zakończeniu tej wędrówki dusza dotrze do końca cyklu narodzin i zjednoczy się z Al–aqal al kulliUmysłem Kosmicznym.

To jest wiedza egzoteryczna, jawna, dostępna dla wszystkich. Jest jednak jeszcze inna wiedza, znana wyłącznie wtajemniczonym, bo druzowie podzielili się na dwie klasy – nieświadomych profanów dżuhhal i wtajemniczonych oświeconych – ukkal. Tyle że na jej temat nic nie wiadomo. Owszem są różne domysły, przypuszczenia, hipotezy, ale… od XI wieku aż po dziś dzień nie znalazł się nikt, kto zdradziłby tajemnicę… Aż trudno w to uwierzyć, niemniej takie są fakty.

Hamza ibn Ali ibn Ahmad, początkowo popierany przez kalifa, w końcu stracił jego zaufanie. Przyczyną tego była chęć wprowadzenia zbyt radykalnych reform – bezwzględnej walki z dawną tradycją, postulowanie wprowadzenia zakazu wielożeństwa, rozwodów, powtórnych małżeństw i innych zwyczajów, do których ludzie byli przywiązani.

Hamza był też atakowany przez innych teologów, w tym również swojego bliskiego współpracownika, któremu na imię było Ad–Darazi. Ostatecznie został przepędzony i nie tylko ślad po nim zaginął, ale został praktycznie zapomniany.

Nie minęło wiele czasu, a podobny los spotkał kalifa.

Al–Hakim uwielbiał samotne nocne wędrówki i z jednej z nich, na którą się wybrał w środę, 13 lutego, 1021 roku, już nie wrócił. Poszukiwania nic nie dały. Bóg i zarazem kalif, czyli władca wiernych, przepadł bez wieści… Co się z nim stało? Czy spotkał go jakiś wypadek? A może został porwany i uwięziony? Być może stracił pamięć? A może został zamordowany? Cóż, wszystkie te przyczyny są prawdopodobne, druzowie jednak wierzą, iż wstąpił do nieba…

Po zniknięciu Hamzy i Al–Hakima przywództwo nad druzami objął Baha’uddin Ali ibn Ahmad ibn ad Dayf (979–1043), który przed śmiercią, w roku 1043 zakazał głoszenia nowej wiary, a przyjmowanie nowych członków do społeczności druzów zostało zabronione, w oczekiwaniu na powrót Al–Hakima, na Dzień Sądu Ostatecznego, na złoty wiek, i na Nowy Porządek Świata, który ma nastać.

Na Dzień Sądu i Nową Ziemię czekali także i chrześcijanie. Lecz to trzeba było odłożyć na później, najpierw bowiem należało odzyskać Jerozolimę i Grób Pański.

Zachód ruszył tedy na wojenną wyprawę przeciw Saracenom… Co też się i udało. Grób Pański odzyskano, a Bazylikę wnoszącą się nad nim odbudowano… Teraz trzeba było już tylko strzec zdobyczy. Stróżami Grobu zostali król jerozolimski oraz świeccy i zakonni rycerze… Do czasu…

Lecz i to odeszło w mroki przeszłości… królowie… kalifowie… rycerze… mnisi… wojny… zwycięstwa… klęski… łupy… krew… łzy… kary zsyłane przez niebiosa… głód… swary i waśnie… i śmierć czarna… i upadek dawnych autorytetów… a potem – Stary Świat uległ transformacji, ale za to Świat Nowy otworzył swe bramy dla tego, co w Starym Świecie zaczęło przemijać… i odtąd nic już nie było tak jak wcześniej… bo odwieczny ład kruszał i butwiał, świat zaś i ludzkość dryfowały w stronę ładu nowego… czy lepszego, jak ludziom wmawiano?…

A jakiż to był jego początek? Nader prozaiczny… Bunt i sprzeciw wobec zastanego porządku… Bo po co naprawiać? Lepiej zniszczyć i… zastąpić swoim porządkiem, według własnych prywatnych wyobrażeń… A może… a może podszeptów diabelskich?…

=======================

mail:

To przy okazji niech się  lud dowiaduje, że krucjaty to nie była żadna zbrodnia na biednych muślimach, ale odzyskiwanie tego co przez wieki należało do świata chrześcijańskiego

Boliwia: wyznawcy Pachamamy zakopali młodą matkę żywcem. Ofiary z ludzi trwają

Boliwia: wyznawcy Pachamamy zakopali młodą matkę żywcem. Ofiary z ludzi trwają

pch24.pl/boliwia-wyznawcy-pachamamy-zakopali-mloda-matke-zywcem-ofiary-z-ludzi-trwaja

(fot. CarlosA.Barrio, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons)

Jak donoszą boliwijskie media, w kraju wciąż praktykuje się mordercze ofiary z ludzi. To nie publicystyczna przesada. W tym południowo- amerykańskim państwie czciciele Pachamamy, w 2019 roku fetowanej w Watykanie jako rzekomo „figura” Maryi, porywają niewinnych ludzi i uśmiercają ich na cześć pogańskiego bożka. Realność problemu potwierdzają sądowe wyroki w tej sprawie.

Ludzkimi ofiarami, jakie wyznawcy „Matki Ziemi” wciąż składają w bałwochwalczym kulcie, boliwijski wymiar sprawiedliwości zajmował się w ostatnich latach. Wyrok w sprawie związanej z tym procederem opisuje wstrząsającą zbrodnię.

W 2024 roku sąd w stołecznym La Paz skazał dwóch mężczyzn za porwanie 25- letniej matki dwojga w 2021 roku. Jak wyjaśnia sądowe orzeczenie, kobieta została uprowadzona, odurzona i zakopana żywcem w kopalni jako ofiara złożona Pachamamie.

Podobna praktyka zgodnie z pogańskimi wierzeniami ma zapewnić opiekę duszy zmarłego nad danym miejscem, przynosząc mu m.in. dobrobyt, tłumaczył portal infovaticana.com.

O podobnej sprawie informowaliśmy również w 2022 roku. Młody mężczyzna Victor Hugo Mica Alvarez w rozmowie z mediami opowiadał wtedy, jak będąc odurzonym został zakopany w ziemi w szklanej trumnie. Miał być ofiarą dla Pachamamy. Łutem szczęścia udało mu się jednak wydostać na wolność. Policja nie uwierzyła jego relacji i nie podjęła żadnych czynności.

O nawracającym charakterze podobnych zdarzeń pisała m.in. na łamach dziennika La Prensa Carmen Challapa. Dziennikarka w reportażu zaznaczała, że praktyka pogańskich ofiar z ludzi wciąż żyje w kraju i praktykowana jest przede wszystkim w kopalniach i miejscach budowy.

Sprawę morderczych „ofiar” z ludzi  prowadziła również w 2023 roku prokuratura w Potosi. Tym razem ich odbiorcą była nie „Matka Ziemia”, a bożek „El Tio” (hiszp. wujek) – wedle bałwochwalczych wierzeń opiekun podziemi. Idol ten przedstawiany jest jako demoniczna figura, a wypadki górnicze przypisywane bywają jego „głodowi”. W kopalni w regionie Potosi w poprzednich latach znaleziono ciała ofiarowanych mu ludzi.

Jak zaznaczył portal infovaticana.com, przykłady tego rodzaju ofiar w pogańskich ceremoniach przypominają, wbrew modnym trendom, że przesądy nie są szlachetną duchowością rdzennych mieszkańców, ale fałszem religijnym o również fatalnych społecznych konsekwencjach.

Źródła: infovaticana.com, telemundo.com, eldeber.com

Jak Iran zamienia Internet w broń

Cyfrowy Armagedon dla Bliskiego Wschodu

Jak Iran zamienia Internet w broń

18/03/2026 zmianynaziemi/cyfrowy-armagedon-dla-bliskiego-wschodu-jak-iran-zamienia-internet-w-bron

Podmorskie kable światłowodowe to infrastruktura, o której świat zwykle nie myśli. Miliardy ludzi codziennie korzysta z internetu, przesyła dane, ogląda filmy, nie zdając sobie sprawy, że ich połączenia przebiegają przez grube jak ołówek przewody leżące na dnie oceanów. Te kable stanowią szkielet globalnej komunikacji. Aż 17 procent światowego ruchu internetowego przepływa przez Cieśninę Ormuz i Morze Czerwone. To właśnie tam, w strefie zaostrzającego się konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem, znajduje się jedno z najbardziej wrażliwych miejsc na Ziemi.

W marcu 2026 roku Iran zagroził przecięciem tych kabli. Warunkiem było wycofanie amerykańskich baz wojskowych z krajów Zatoki Perskiej. To nie była pusta pogróżka. Iran dysponuje specjalistycznymi jednostkami zdolnymi do operacji podwodnych: nurkami, mini-łodziami podwodnymi i dronami. Uszkodzenie światłowodu leżącego na dnie oceanu to dla nich zadanie technicznie wykonalne i tanie. Wystarczy kilka ładunków wybuchowych lub przycięcie kotwicą. Konsekwencje byłyby katastrofalne w skali globalnej.

Historia już pokazała, jak niebezpieczne mogą być takie zdarzenia. W 2008 roku w Egipcie doszło do uszkodzenia kabla. Pojedyncze cięcie sparaliżowało 70 procent ruchu internetowego na dwa miesiące. Dziś sieć jest gęstsza, ale równocześnie bardziej skoncentrowana. Kraje Zatoki Perskiej zainwestowały setki miliardów dolarów w centra danych sztucznej inteligencji. Microsoft, Google, OpenAI i inne giganci technologiczne budowały tu swoje infrastrukturę. Przecięcie kabli oznaczałoby odcięcie tych instalacji od reszty świata.

Problem nie ogranicza się do Zatoki Perskiej. Siedemnaście kabli przebiegających przez Morze Czerwone przenosi większość danych między Europą, Azją i Afryką. W lutym 2024 roku pocisk hucjów uszkodził trzy kable naraz, zakłócając 25 procent ruchu między tymi kontynentami. Tym razem zagrożenie jest jeszcze poważniejsze, bo Iran otwarcie grozi działaniami, a jego zdolności do tego są udokumentowane.

Dla krajów takich jak Indie zagrożenie jest szczególnie realne. Międzynarodowe szlaki danych łączące ten kraj z Europą biegną przez korytarze kablowe przebiegające przez Zatokę. Jeśli statki naprawcze nie będą mogły zbliżyć się do uszkodzonego kabla z powodu działań wojennych, czas naprawy wydłuży się z tygodni na miesiące. Ruch internetowy zostanie przekierowany na alternatywne trasy, co spowoduje wzrost opóźnień i przeciążenie sieci w innych regionach.

Eksperci wskazują na fundamentalny brak przygotowania. Bezpieczeństwo infrastruktury AI w Zatoce Perskiej skupiało się na kontroli łańcucha dostaw i wyrównaniu geopolitycznym, a nie na ochronie fizycznej podczas intensywnego konfliktu zbrojnego. Nikt nie planował scenariusza, w którym ta infrastruktura stanie się celem w otwartej wojnie.

Stany Zjednoczone powinny traktować cyfrową infrastrukturę Zatoki Perskiej z takim samym priorytetem co dostawy ropy naftowej. Wymaga to integracji w ramach regionalnych planów bezpieczeństwa i koordynacji z sojusznikami. Bez tego każdy atak na kable może sparaliżować nie tylko lokalną gospodarkę, ale wpłynąć na finanse, komunikację i usługi cyfrowe na całym świecie.

Konflikt w Zatoce Perskiej pokazuje, że nowoczesna война nie ogranicza się do czołgów i rakiet. Cyfrowe arterie naszego świata są równie ważne co fizyczne szlaki handlowe. A Iran doskonale o tym wie.

Źródła:

https://capacityglobal.com/news/iran-us-war-subsea-cables…

https://www.facebook.com/groups/1541390753295008/posts/21…

https://www.abhs.in/blog/undersea-cables-middle-east-conf…

https://www.sify.com/technology/not-just-oil-iran-war-cou…

restofworld.org/2026/us-iran-war-gulf-ai-submarin…

Izrael zamknął Bazylikę Grobu Pańskiego na czas nieokreślony – po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa.

Trudno być katolikiem, ale warto

Izrael zamknął Bazylikę Grobu Pańskiego na czas nieokreślony – po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa.

Nabożeństwa Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy zostaną zakazane. Niedzielne Msze i liturgie zostały odwołane. Świątynia, która w nadchodzących tygodniach powinna być wypełniona setkami tysięcy wiernych, jest przymusowo zamykana i uciszana.

Izrael powołuje się na „względy bezpieczeństwa”, podczas gdy izraelscy Żydzi mają prawo do świętowania w masowych zgromadzeniach. Obok wymuszonego zamknięcia meczetu Al-Aksa, pojawiają się doniesienia o agresywnym odprawianiu księży, którzy chcą sprawować codzienne nabożeństwa.

Na przestrzeni dziejów wojny, napięcia, a nawet pandemia ograniczały dostęp do sanktuarium, ale nigdy nie uniemożliwiły celebracji liturgicznych w tym centralnym miejscu wiary chrześcijańskiej na czas nieokreślony.

Abraham i Żydzi. To potomstwo Abrahama otrzyma[-ło] ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. {NIE Izrael !}

Abraham i Żydzi. To potomstwo Abrahama otrzyma ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”

 Juliusz Franciszek Susak

Historia Abrahama zajmuje w Biblii miejsce szczególne, ponieważ od jego potomstwa wywodzi się znaczna część ludów zamieszkujących Bliski Wschód. Według biblijnego przekazu Abraham miał ośmiu synów z trzema kobietami, a ich potomkowie dali początek licznym narodom i plemionom regionu. Najstarszym z synów był Izmael, urodzony z niewolnicy Hagar w czasie, gdy żona Abrahama, Sara, pozostawała jeszcze bezdzietna. Później, w bardzo podeszłym wieku Abrahama i Sary, narodził się Izaak – syn uznawany w tradycji biblijnej za dziecko szczególnej obietnicy.

Po śmierci Sary Abraham związał się jeszcze z Keturą, która urodziła mu sześciu kolejnych synów: Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. W ten sposób rodowód Abrahama rozgałęził się na kilka linii, które z czasem zaczęły zamieszkiwać różne części rozległego obszaru Bliskiego Wschodu.

Potomstwo poszczególnych synów odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu etnicznej mapy regionu. Od Izaaka, poprzez jego synów Jakuba i Ezawa, wywodzą się odpowiednio Izraelici oraz Edomici. Z kolei Izmael w tradycji biblijnej i islamskiej uważany jest za przodka wielu ludów arabskich, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim i w sąsiednich krainach. Synowie Ketury natomiast zostali według przekazu odesłani „na wschód” i dali początek różnym ludom pustynnym i koczowniczym. Szczególnie znani byli Madianici, wywodzący się od Midiana, z którymi Izraelici wielokrotnie wchodzili w relacje handlowe i polityczne. W ten sposób potomkowie Abrahama stopniowo zasiedlili ogromny obszar rozciągający się między Egiptem a Mezopotamią.

W Biblii pojawia się również obietnica, że potomstwo Abrahama otrzyma ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą polityczną, okazuje się, że obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie państwa jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej. W sensie historycznym i demograficznym obszar ten od tysiącleci zamieszkują ludy, które tradycja wywodzi właśnie od synów Abrahama. Arabowie, Żydzi oraz inne narody semickie regionu są więc w szerokim znaczeniu potomkami tej samej postaci biblijnej.

Jednocześnie Biblia podkreśla pewien szczególny aspekt dziedzictwa Abrahama. Choć miał on wielu synów, głównym spadkobiercą jego majątku oraz przymierza z Bogiem został Izaak. Pozostali synowie otrzymali dary i zostali wysłani w inne strony, gdzie zakładali własne rody i wspólnoty. Ten motyw stał się później ważny dla tradycji religijnej judaizmu i chrześcijaństwa, które akcentują linię Izaaka i jego potomków. Z drugiej strony tradycja islamska przywiązuje dużą wagę do osoby Izmaela jako przodka Arabów. W efekcie różne religie i kultury regionu odwołują się do Abrahama, ale podkreślają inne elementy jego dziedzictwa.

Patrząc szerzej, postać Abrahama stała się symbolem wspólnego pochodzenia wielu narodów Bliskiego Wschodu. Choć historia tych ludów naznaczona jest konfliktami i rywalizacją, ich tradycje religijne i genealogiczne wskazują na wspólny punkt wyjścia. W tym sensie Abraham pozostaje nie tylko bohaterem starożytnego przekazu biblijnego, lecz także symbolicznym przodkiem ogromnej rodziny narodów, których losy przez tysiąclecia splatały się na przestrzeni między Nilem a Eufratem.

Reasumując:

Jeśli spojrzeć na biblijną historię Abrahama w szerokiej, historycznej perspektywie, można dojść do wniosku, że obietnica dana mu przez Boga rzeczywiście znalazła swoje spełnienie. W Księdze Rodzaju pojawia się zapowiedź, że Abraham stanie się „ojcem wielu narodów”, a jego potomstwo będzie liczne i rozprzestrzeni się na rozległych ziemiach. Z biegiem czasu właśnie tak się stało.

Jak już wiemy Abraham miał ośmiu synów z trzech kobiet: Izmaela z Hagar, Izaaka z żony Sary oraz sześciu synów z Ketury – Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. Każda z tych linii rodowych rozwinęła się w osobne wspólnoty i plemiona, które stopniowo zasiedlały coraz większe obszary Bliskiego Wschodu.

Potomkowie Izaaka stworzyli naród izraelski, którego historia jest szeroko opisana w Biblii. Z kolei od Izmaela wywodzą się liczne plemiona arabskie, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim oraz w sąsiednich krainach. Synowie Ketury dali początek kolejnym ludom pustynnym, które zamieszkiwały tereny na wschód od Kanaanu, w rejonach dzisiejszej Arabii i Jordanii. W rezultacie potomstwo Abrahama zaczęło wypełniać niemal całą przestrzeń między Egiptem a Mezopotamią.

Biblijna obietnica mówiła również o ziemi rozciągającej się „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą, obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie kraje jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

Właśnie na tych terenach od tysięcy lat żyją narody wywodzące się – w tradycji biblijnej i historycznej – z różnych linii potomstwa Abrahama. Żydzi, Arabowie i inne ludy semickie regionu należą w szerokim sensie do tej samej genealogicznej rodziny.

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że zapowiedź o licznych narodach i o zasiedleniu wielkiego obszaru rzeczywiście już się wypełniła. Potomkowie Abrahama nie tylko przetrwali przez tysiąclecia, ale także stali się główną ludnością ogromnego regionu świata. Choć późniejsze interpretacje religijne koncentrowały się często na roli jednej linii rodowej, sama rzeczywistość historyczna pokazuje, że cała przestrzeń między Nilem a Eufratem została już zamieszkana przez różne gałęzie tej samej abrahamowej rodziny.

W tym sensie Abraham pozostaje symbolem wspólnego początku wielu narodów Bliskiego Wschodu. Historia jego synów pokazuje, jak z jednego rodu powstała rozległa sieć ludów, kultur i tradycji, które do dziś kształtują oblicze tego regionu. Dlatego można powiedzieć, że biblijna obietnica o licznych potomkach i wielkiej ziemi znalazła swoje spełnienie w historii i geografii świata.

Warto wspomnieć, że jakby „ojciec” Izraelitów nie wziął za żonę kobiety ze swojej linii rodowej i nie miał z tym problemu. Teściem Mojżesza był Jetro, kapłan i przywódca plemienia Madianitów. Mojżesz poślubił jego córkę Seforę, gdy przebywał na wygnaniu w ziemi Madian.

Mojżesz uciekł z Egiptu po tym, jak zabił Egipcjanina bijącego Hebrajczyka. Wtedy schronił się w kraju Madianitów, gdzie spotkał córki Jetry przy studni i pomógł im napoić trzodę. Gdy wróciły do domu i opowiedziały ojcu o nieznajomym, Jetro zaprosił Mojżesza do swojego domu. Z czasem Mojżesz zamieszkał u niego i poślubił jego córkę Seforę.

Madianici byli ludem wywodzącym się od Midiana, jednego z synów Abraham i Ketury. Oznacza to, że teść Mojżesza pochodził z linii potomków Abrahama, choć z innej gałęzi niż Izraelici.

Oznacza to, że choć Madianici nie należeli do Izraelitów, byli w tradycji biblijnej dalszą gałęzią tej samej rodziny wywodzącej się od Abrahama. W tym sensie Mojżesz nie wchodził w relację z całkowicie obcym ludem.

Relacja Mojżesza z Jetrem przedstawiona jest wręcz bardzo pozytywnie. Gdy Mojżesz uciekł z Egiptu i znalazł się w ziemi Madian, Jetro przyjął go do swojego domu i oddał mu za żonę swoją córkę Seforę. Mojżesz przez wiele lat mieszkał w jego rodzinie i pracował jako pasterz jego stad. Właśnie podczas tego pobytu, według Księgi Wyjścia, Mojżesz doświadczył objawienia Boga przy gorejącym krzewie, które zapoczątkowało jego misję wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu.

Co więcej, gdy później Izraelici wyszli z Egiptu, Jetro odwiedził Mojżesza na pustyni. Biblia opisuje ich spotkanie jako serdeczne i pełne wzajemnego szacunku. Z biblijnego punktu widzenia nie ma więc śladu konfliktu czy napięcia z powodu pochodzenia teścia Mojżesza. Przeciwnie – przedstawiony jest on jako mądry doradca i człowiek, który uznaje Boga Izraela. Pokazuje to, że w najstarszych opowieściach biblijnych relacje między różnymi gałęziami potomków Abrahama mogły być nie tylko pokojowe, ale także oparte na współpracy i wzajemnym szacunku.

Zatem domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest bezpodstawne.

Kuba dotknięta awarią zasilania. Pogłębiający się kryzys energetyczny.

Kuba dotknięta awarią zasilania

na całej wyspie w związku z

pogłębiającym się kryzysem energetycznym

npr/cuba-blackout-sanctions-oil

HAWANA — Władze Kuby poinformowały, że w poniedziałek [16 III] doszło do przerwy w dostawie prądu na całej wyspie, w kraju liczącym około 11 milionów mieszkańców. Kryzys energetyczny i gospodarczy pogłębia się, a sieć energetyczna nadal się rozpada.

Ministerstwo Energii i Górnictwa w komunikacie X odnotowało „całkowite odłączenie” krajowego systemu elektroenergetycznego i poinformowało, że prowadzi dochodzenie. Zaznaczyło, że nie było żadnych usterek w jednostkach, które działały w momencie awarii sieci.

Lázaro Guerra, dyrektor ds. energii elektrycznej, powiedział w poniedziałek wieczorem mediom państwowym, że ekipy starają się ponownie uruchomić kilka elektrowni cieplnych, które odgrywają kluczową rolę w przywróceniu dostaw prądu.

„Musimy to robić stopniowo, aby uniknąć niepowodzeń” – powiedział. „Ponieważ systemy, gdy są bardzo słabe, są bardziej podatne na awarie”.

To już trzecia poważna awaria zasilania na Kubie w ciągu ostatnich czterech miesięcy.

Tomás David Velázquez Felipe, 61-letni mieszkaniec Hawany, powiedział, że nieustanne przerwy w dostawie prądu skłaniają go do myślenia, że Kubańczycy, którzy mogą sobie na to pozwolić, powinni po prostu spakować się i opuścić wyspę. „To niewiele, co mamy do jedzenia, psuje się” – powiedział. „Nasz naród jest za stary, żeby dalej cierpieć”.

Do poniedziałku wieczorem państwowe media poinformowały, że ekipy przywróciły zasilanie 5% mieszkańców Hawany, co stanowi około 42 000 odbiorców, a także kilku szpitali na całej wyspie. Urzędnicy zapowiedzieli, że priorytetowo potraktują sektor łączności, ostrzegając jednocześnie, że przywrócone dotychczas niewielkie obwody mogą ponownie ulec awarii.

W ostatnich latach starzejąca się sieć energetyczna Kuby uległa drastycznej erozji, co doprowadziło do wzrostu liczby codziennych przerw w dostawach prądu na całej wyspie. Rząd zrzucił jednak winę za swoje problemy na blokadę energetyczną USA po tym, jak prezydent Trump w styczniu ostrzegł przed cłami nałożonymi na każdy kraj sprzedający lub dostarczający ropę naftową Kubie. Administracja Trumpa domaga się uwolnienia więźniów politycznych na Kubie i liberalizacji politycznej i gospodarczej w zamian za zniesienie sankcji. Trump podniósł również kwestię „przyjaznego przejęcia Kuby”. W poniedziałek powiedział, że wierzy, iż będzie miał „zaszczyt zdobycia Kuby”.

„Chodzi mi o to, że jeśli ją uwolnię, to ją wezmę. Myślę, że mógłbym z nią zrobić, co zechcę” – powiedział Trump o Kubie, nazywając ją „bardzo osłabionym państwem”.

Według amerykańskiego urzędnika oraz źródła mającego wiedzę na temat rozmów między Waszyngtonem a Hawaną, administracja Trumpa dąży do odsunięcia prezydenta Kuby Miguela Díaz-Canela od władzy, podczas gdy Stany Zjednoczone kontynuują negocjacje z rządem kubańskim na temat przyszłości tego wyspiarskiego państwa. Obaj zeznawali pod warunkiem zachowania anonimowości, opisując trudne rozmowy. Nie podali żadnych szczegółów na temat tego, kogo administracja chciałaby zobaczyć u władzy.

Potwierdzili oni, że administracja Trumpa chce, aby Díaz-Canel odszedł od władzy, kilka dni po tym, jak prezydent Kuby po raz pierwszy publicznie potwierdził, że jego rząd prowadził rozmowy z administracją Trumpa. O naciskach administracji na odsunięcie Díaz-Canela od władzy po raz pierwszy poinformował „The New York Times”.

Łatanie przerw w dostawie prądu

William LeoGrande, profesor American University, który od lat śledzi losy Kuby, powiedział, że sieć energetyczna kraju nie jest odpowiednio konserwowana, a jej infrastruktura „już dawno przekroczyła swój normalny okres użytkowania”. „Technicy pracujący przy sieci to prawdziwi magicy, którzy potrafią utrzymać ją w działaniu, biorąc pod uwagę jej obecny stan” – powiedział LeoGrande.

LeoGrande powiedział, że jeśli wyspa drastycznie ograniczy konsumpcję i rozszerzy działalność na odnawialne źródła energii, może przez jakiś czas borykać się z brakiem dostaw ropy. „Ale oznaczałoby to nieustanną nędzę dla ogółu społeczeństwa, a w końcu gospodarka mogłaby się całkowicie załamać, a wtedy nastąpiłby chaos społeczny i prawdopodobnie masowe migracje” – dodał.

Według LeoGrande’a, aby jeszcze szybciej zwiększyć wykorzystanie energii słonecznej, niż zrobiła to Kuba w ubiegłym roku, inne kraje, przede wszystkim Chiny, musiałyby wyrazić chęć podwojenia lub zwiększenia dostaw takiego sprzętu.

Díaz-Canel poinformował w piątek, że wyspa od trzech miesięcy nie otrzymała dostaw ropy naftowej, a funkcjonuje dzięki energii słonecznej, gazowi ziemnemu i elektrowniom cieplnym. Dodał również, że [szpitale] musiały przełożyć operacje dziesiątek tysięcy osób.

Yaimisel Sánchez Peña, 48 lat, powiedziała, że jest zdenerwowana tym, że jedzenie, które kupuje za pieniądze przysyłane jej przez syna z USA, ciągle się psuje. Dodała, że przerwy w dostawie dotykają również jej 72-letnią matkę: „Ona cierpi każdego dnia”.

Mercedes Velázquez, 71-letnia mieszkanka Kuby, ubolewała nad kolejnym zanikiem prądu. „Czekamy, co się stanie” – powiedziała, dodając, że niedawno oddała część zupy, którą ugotowała, gdy była jeszcze świeża, a zjadła, żeby jej nie wyrzucać. „Wszystko się psuje”.

„Idealna burza załamania”

Ponad tydzień temu ogromna awaria dotknęła zachodnią część wyspy, pozbawiając prądu miliony ludzi. Poprzednia poważna awaria dotknęła zachodnią Kubę na początku grudnia.

Dostawy kluczowej ropy naftowej z Wenezueli zostały wstrzymane po ataku Stanów Zjednoczonych na ten południowoamerykański kraj na początku stycznia i aresztowaniu ówczesnego prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro.

Mimo że Kuba produkuje 40% [swego zapotrzebowania] ropy naftowej i sama wytwarza energię elektryczną, nie wystarcza to, aby pokryć zapotrzebowanie na energię elektryczną, gdyż jej sieć energetyczna ulega ciągłemu rozpadowi.

„A na dodatek rząd kubański nie ma twardej waluty, żeby importować części zamienne czy modernizować elektrownię czy samą sieć. To po prostu burza, prowadząca do załamania” – powiedział LeoGrande.

Zauważył, że elektrownie cieplne wykorzystują także ciężki olej, którego zawartość siarki powoduje korozję urządzeń.

Wicepremier Ministerstwa Handlu Zagranicznego i Inwestycji Zagranicznych Óscar Pérez-Oliva Fraga powiedział reporterom, że Kuba jest otwarta na handel z firmami amerykańskimi, zwracając jednak uwagę na ograniczenia wynikające z embarga.

Dodał, że wdraża również nowe środki mające na celu pobudzenie gospodarki wyspy. Wśród nich jest umożliwieniek Kubańczykom mieszkającym za granicą bycia partnerami lub właścicielami prywatnych firm w kraju oraz udziału w dużych projektach, w tym związanych z infrastrukturą. Dodał, że Kubańczycy będą mogli współpracować z kubańskimi firmami prywatnymi i nawiązywać kontakty zarówno z państwowymi, jak i prywatnymi podmiotami na Kubie.

Pérez-Oliva dodał, że rząd będzie również przyznawał grunty w użytkowanie wieczyste pod realizację określonych projektów.  Dodał, że Kubańczycy mieszkający za granicą będą mogli również otwierać konta bankowe w obcej walucie w kubańskich bankach, co ułatwi przeprowadzanie transakcji.

SAFE jako „wilczy dół”

SAFE jako „wilczy dół”

Jarosław Warzecha salon24/jaroslawwarzecha/safe-jako-wilczy-dol

Od kiedy zostały uchylone, ciągle nader skromnie, kulisy unijnego programu SAFE, uczciwi ekonomiści – nie propagandziści rządowi ale niezależni ekonomiści – nie mają wątpliwości, że ten program ma zmusić Polskę do rezygnacji z polskiego złotego i przyjęcia waluty euro.

 To nie niewinna pułapka, ale tak zwany „wilczy dół” jak mawiają myśliwi, z którego już nie będzie wyjścia. Wilczy dół dla suwerenności Państwa Polskiego i złoty deszcz dla Niemiec.

 Bo głównie Berlin skorzysta na niewolniczym uzależnieniu i polskiej gospodarki i polskiej polityki zagranicznej i wreszcie na powolnej ale jednak nieuniknionej likwidacji polskiej tożsamości. Pacyfikacja kraju montowni, która od jakiegoś czasu znacznie przyśpieszyła, zostanie z sukcesem dokończona.

 Ciekawostką jest to, że nawet profesor Marek Belka, bynajmniej z prawicą nie mający nic wspólnego, człowiek od zawsze mocno związany z nurtem postkomunistycznym, powiedział  6 marca 2026 roku na antenie TVN24 w programie „Bez Kitu”, że konsekwencją SAFE będzie przyjęcie przez Polskę euro. Albo się pomylił, bo nie posądzam profesora o sprzyjanie opozycji, albo uznał sprawę za tak oczywistą, że nie mógł powiedzieć nic innego.

 W polityce, gdy chodzi o sprawy poważne jak ów „wilczy dół”, nic nie pozostawia się przypadkowi. Wszystko jest przygotowane wcześniej i zaklepane. I nie przypadkiem był też na sejmowej galerii ambasador Niemiec akurat tego dnia, gdy sprawa SAFE była w Sejmie głosowana. Patrzył „by nikt piasku w tryby nie rzucał”.

 Cała nadzieja w tym, że znajdzie się tego piasku dostatecznie dużo by wilczy dół zakopać. Jeżeli nie, to euro mamy w perspektywie najbliższych pięciu lat. A drugi 11 listopada 1918 roku może się nie powtórzyć za następne 123 lata, albo już nigdy.

Po 2 miesiącach 2026 r. prawie 50 mld zł deficytu, wariant grecki coraz bliżej

Po 2 miesiącach 2026 r. prawie 50 mld zł deficytu, wariant grecki coraz bliżej

Zbigniew Kuźmiuk zbigniewkuzmiuk/po-2-miesiacach-2026-r-prawie-50-mld-zl-deficytu-wariant-grecki-coraz-blizej


1. Wczoraj resort finansów opublikował komunikat dotyczący wykonania budżetu w okresie styczeń-luty 2026, z którego wynika, że zaledwie po 2 miesiącach realizacji budżetu, deficyt wynosi aż 48,5 mld zł. To niespotykana sytuacja w polskich finansach publicznych po roku 1990, a więc w ciągu ostatnich ponad 35 lat, żeby w sytuacji prawie 4% wzrostu PKB zaplanowanym na 2026 rok, w budżecie państwa, a szerzej w całych finansach publicznych, mielibyśmy tak dramatycznie wysoki deficyt budżetowy.

Co więcej mamy do czynienia z z tak wysokim deficytem mimo, tego ,że jak wskazują mocno zróżnicowane wpływy w styczniu i w lutym z podatku VAT, który stanowi ponad 50% wszystkich dochodów budżetowych, doszło do przeniesienia części jego wpływów z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku, przy pomocy mechanizmu przyśpieszonych zwrotów. Otóż w styczniu 2026 wpływy z VAT wyniosły aż 42, 5 mld zł, a w lutym tylko 22,5 mld zł co oznacza, że w styczniowych dochodach z VAT jest przynajmniej kilkanaście miliardów złotych, przesuniętych dochodów z VAT z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku. Gdyby nie ta kreatywna księgowość ministra finansów dotycząca podatku VAT, deficyt budżetowy w za 2 miesiące tego roku znacząco przekraczałby 60 mld zł, ale upublicznienia takiej informacji minister Domański chciał po prostu uniknąć.

2. Prawie 50 mld zł deficytu budżetowego za 2 miesiące, to fragment większej całości, czyli pogłębiającej się zapaści polskich finansów publicznych w ciągu zaledwie 2 lat rządów koalicji 13 grudnia. Przypomnijmy bowiem, że już pod koniec października 2024 roku rząd zdecydował się na nowelizację budżetu, w wyniku której zwiększono deficyt budżetowy z dotychczasowych 184 mld zł do 240 mld zł, choć ostatecznie został on zrealizowany w wysokości 211 mld zł, ale tylko dlatego, że wydatki budżetowe wykonano tylko w 96% zaplanowanych, a więc były aż 32 mld zł mniejsze, niż planowano. Z kolei budżet na 2025 rok został zaplanowany z jeszcze wyższym deficytem w wysokości aż 289 mld zł i z jego szacunkowego wykonania wynika,że został zrealizowany w wysokości 276 mld zł, ale tylko dlatego, że znowu wydatki budżetowe zrealizowano w jeszcze niższej wysokości niż w 2024 roku, a więc w 94%, czyli o ponad 50 mld zł mniejszej niż planowano. Ale zupełnie dramatycznie pod tym względem wygląda rok 2026, bo to już trzeci budżet z deficytem aż 272 mld zł i wspomnianym już wynoszącym prawie 50 mld zł deficytem zaledwie po 2 miesiącach tego roku, a tak naprawdę już z deficytem wynoszącym ponad 60 mld zł, że względu na sztuczne powiększenie dochodów z VAT w styczniu tego roku

3. Ale przecież nie tylko o deficyty budżetowe tu chodzi, rząd Tuska chętnie pożycza także poza budżetem ,żeby finansować zadania publiczne, co skutkuje tym, że dług publiczny liczony metodą unijną ESA2010, wyniósł w 2024 roku około 320 mld zł, w 2025 roku najprawdopodobniej ponad 360 mld zł, a w 2026 przekroczy 420 mld zł. A więc tylko suma deficytów budżetowych za 3 lata wyniesie ok 760 mld zł, a długu publicznego zbliży się do astronomicznej sumy 1, 1 biliona złotych i to oznacza, że będziemy najszybciej zadłużającym się krajem w Unii Europejskiej. Ostrzega w tej sprawie także KE, która ostatnio raporcie opublikowanym w lutym tego roku, podała dane, że jeżeli tempo zadłużania Polski nie spowolni, to w ciągu 10 lat, a więc do roku 2036 przekroczy aż 107% PKB ,co oznacza,że wariant grecki jest już na horyzoncie.

4. W tej sytuacji wręcz dramatycznie wyglądają starania ministra finansów, żeby pozyskiwać środki zewnętrzne w tym unijne i przy ich pomocy, choćby przejściowo „reperować” budżet państwa. Stąd między innymi, co ujawnił ostatnio prezes NIK, wykorzystywanie środków z KPO na poprawienie płynności budżetu ( w 2024 roku aż 90% środków z KPO zostało przeznaczenie na poprawienie płynności budżetu ,a zaledwie 10% na realizacje inwestycji zapisanych w tym programie, a chodziło o kwotę ponad 90 mld zł), a teraz także próba wykorzystania w taki sam sposób zaliczki z programu SAFE.

Rząd mimo weta prezydenta zapowiedział podpisanie umowy tej pożyczki, bowiem liczy na szybkie przekazanie zaliczki w wysokości 15% całości jej kwoty, czyli około 6,5 mld euro, a więc ponad 28 mld zł. Te pieniądze nie zostaną przekazane od razu żadnej firmie produkującej uzbrojenie, tylko przynajmniej przez klika miesięcy, będą wykorzystywane do zapewnienia płynności budżetu ,a wynoszący blisko 50 mld zł deficyt budżetowy zaledwie za 2 miesiące tego roku jest tego potwierdzeniem. 

Pijany [w 3D] Ukrainiec – do żłobka ! [-w Wawrze].

Pijany Ukrainiec wjechał

w ogrodzenie żłobka w Wawrze.

Miał około 3 promili alkoholu

Autor Bocian 17.03.2026 miejskireporter.pl/pijany-ukrainiec-wjechal-w-ogrodzenie-zlobka-w-wawrze-mial-okolo-3-promili-alkoholu

W poniedziałek 16 marca wieczorem przy ulicy Bychowskiej w Wawrze doszło do groźnie wyglądającej kolizji z udziałem pijanego kierowcy. Samochód osobowy marki Renault uderzył w ogrodzenie żłobka, a następnie wjechał na teren posesji. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący renault stracił panowanie nad pojazdem i zakończył jazdę na terenie placówki. Uszkodzone zostało ogrodzenie, jednak nie było osób poszkodowanych.

[dużo śmiesznych zdjęć – w oryginale md]

Mordowanie najsłabszych, czyli kanadyjski pomysł na dobrobyt

Eliminacja najsłabszych, czyli kanadyjski pomysł na dobrobyt

Justyna Bazylak


salon24.pl/u/justynabazylak/niesienie-ulgi-w-cierpieniu-czy-kalkulacja-ekonomiczna-kontrowersje-wokol-kanadyjskiego-maid

Jeśli budżet państwa nie spina się, gdzie szukać oszczędności? Niektórzy już nie ograniczają się do cięć administracyjnych czy redukcji programów społecznych. W grę wchodzi finansowana przez państwo egzekucja własnych obywateli – eliminowanie tych, którzy stanowią obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej. Brzmi jak ponury żart? Niestety, dla niektórych nie jest to już tylko retoryczna figura.

Rząd Kanady od prawie dekady realizuje program MAID (Medical Assistance in Dying) – czyli medyczną pomoc w umieraniu. To procedura, w której lekarz lub pielęgniarka pomagają pacjentowi zakończyć życie na jego własną prośbę, pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów. Oficjalnie decyzja jest dobrowolna, jednak w praktyce często pacjenci są nakłaniani do podjęcia takiego wyboru. Odejście z tego świata najczęściej następuje poprzez podanie śmiercionośnego zastrzyku.

Program, który w założeniu miał obejmować wyłącznie osoby ciężko i nieuleczalnie chore, często znajdujące się w stanie terminalnym, z czasem zaczął obejmować znacznie szerszą grupę. Dziś w praktyce dotyczy także ludzi cierpiących nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

Procedura eutanazji, uruchomiona w 2016 roku, przestała być marginalnym rozwiązaniem stosowanym w wyjątkowych przypadkach. Stała się zjawiskiem powszechnym. Liczba osób, którym udzielono „pomocy w odejściu”, zbliża się do 100 tysięcy.

Oficjalna narracja dotycząca eutanazji odnosiła się początkowo do osób dotkniętych cierpieniem, znajdujących się u kresu życia. Ta „pozytywna” wizja wsparcia osób w kryzysie miała ułatwić wprowadzenie procedury do systemu prawnego.

Z biegiem lat zakres osób objętych programem MAID znacząco się poszerzył. W Kanadzie medyczna pomoc w odejściu nie dotyczy już wyłącznie osób z chorobami terminalnymi, lecz również osób z niepełnosprawnościami.

Na tym jednak nie kończą się dyskusje o dalszym rozszerzaniu programu. W debacie publicznej pojawiają się propozycje obejmujące kolejne grupy – m.in. osoby znajdujące się w trudnej sytuacji ekonomicznej, niemowlęta oraz osoby zmagające się z problemami psychicznymi, w tym z sezonowym obniżeniem nastroju.

Niedawno pojawiła się informacja o 26-letnim Kanadyjczyku, który został poddany eutanazji. Mężczyzna zmagał się z problemami zdrowotnymi po wypadku samochodowym, którego doznał w wieku nastoletnim. Dodatkowo borykał się z problemami psychicznymi oraz sezonową depresją.

Przypadek tego młodego człowieka rodzi pytania, czy w takich sytuacjach w ogóle brane jest pod uwagę realne wsparcie pacjenta w kryzysie. Czy preferowana jest prostsza droga wyjścia z trudnej sytuacji? Prostsza – ale dla kogo?

Rodzice mężczyzny twierdzą wręcz, że syn był zachęcany do skorzystania z programu MAID. Cały proceder nazwali „kolejką do finansowanej przez rząd egzekucji”. Z ich relacji wynika, że syn od dłuższego czasu interesował się programem i widział w nim jedyne rozwiązanie swoich problemów psychicznych wynikających z doznanego wypadku. Rodzina podała również, że Kanadyjczyk miał być instruowany przez lekarza, jak uzyskać kwalifikację „Track 2” w programie.

To ścieżka, która pozwala na dostęp do eutanazji z innych nadzwyczajnych powodów, nawet wtedy, gdy pacjent nie znajduje się w stanie zbliżającym się do naturalnej śmierci.

Umrzeć tego samego dnia? Tak, to możliwe. Według danych federalnych w Ontario w 2023 roku aż 65 osób zakończyło życie w tym samym dniu, w którym zgłosiły się po medyczną pomoc w umieraniu. Już następnego dnia po zgłoszeniu kwalifikację otrzymały kolejne 154 osoby, co pokazuje skalę i tempo procedury.

Jak wspomniałam, trwa dyskusja nad rozszerzeniem grupy osób mogących kwalifikować się do procedury eutanazji. Na celowniku pojawiają się noworodki, które przyjdą na świat z niepełnosprawnością lub poważną chorobą. Również w tym kontekście poruszane są kwestie finansowe – znacznie prościej odebrać życie dziecku niż finansować jego pobyt na oddziale intensywnej terapii i poddawać kosztownym procedurom ratującym życie i zdrowie.

Ten brak empatii wobec najsłabszych nie może dziwić, skoro środowiska lewicowe traktują dziecko w ostatnich dniach przed rozwiązaniem w łonie matki jako „zlepek komórek pozbawiony duszy ludzkiej”, redukując życie do biologicznej formy i pozbawiając je fundamentalnej wartości.

Biorąc pod uwagę wzrost liczby przesłanek, za sprawą których istota ludzka może zostać poddana egzekucji, nietrudno wysnuć wniosek, że w niedalekiej przyszłości taki los może spotkać także osoby o odmiennych poglądach religijnych lub politycznych, a także np. tych, którzy sprzeciwiają się programom dotyczącym tranzycji dzieci.

Nie można nie wspomnieć o ważnym fakcie: 96% osób, które otrzymały MAID, identyfikowało się jako białe.

Dziś warto zadać pytanie: co oznacza godność człowieka? Co się dzieje z ochroną najsłabszych grup w społeczeństwie – tych, którzy sami nie są w stanie bronić swojego życia i zdrowia? Czy wciąż istnieje współczucie i życzliwość wobec drugiego człowieka, czy też coraz częściej są one podporządkowane kalkulacjom ekonomicznym i proceduralnym?

Idąc tą drogą, ryzykujemy coś więcej niż tylko moralny upadek – ryzykujemy utratę samej istoty człowieczeństwa. Gdy decyzja o życiu i śmierci staje się kwestią rachunku ekonomicznego czy administracyjnej procedury, stajemy w obliczu pytania, czy nie unicestwiamy samych siebie jako społeczności?

Czy Bogusław Śliwerski otrzyma tytuł doktora honoris causa „UKEN” w Krakowie?

Czy Bogusław Śliwerski otrzyma tytuł doktora honoris causa UKEN w Krakowie? Część II.

Już 23 marca 2026 r. podczas posiedzenia Senatu UKEN [Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej] odbędzie się głosowanie w sprawie nadania tytułu doktora honoris causa tej uczelni Bogusławowi Śliwerskiemu. – profesorowi obciążonemu prawomocnymi wyrokami sądowymi o naruszenie praw autorskich. 

Informacje dotyczące tego procederu publikowaliśmy na łamach naszego portalu. Informacja o naruszeniu praw autorskich przez B. Śliwerskiego została przekazana recenzentom kandydata – Barbarze Kromolickiej, Stefanowi Kwiatkowskiemu oraz Agnieszce Cybal-Michalskiej. Otrzymali je również senatorowie i rektorzy, a także promotor oraz członkowie godności honorowych.

O wyrokach B. Śliwerskiego wie zatem całe decyzyjne środowisko UKEN.

3 marca 2026 r. opublikowaliśmy artykuł pt. „Czy Bogusław Śliwerski otrzyma tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie?”. Tekst wzbudził duże zainteresowanie czytelników. Do Fundacji odezwało się kilka osób, które po jego lekturze przekazały informacje, że część osób wcześniej popierających nadanie B. Śliwerskiemu tytułu doktora honoris causa zamierza w ostatecznie głosować przeciwko. Pojawiają się również sygnały o możliwym bojkocie wyborów. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja.

Tymczasem pojawiły się recenzje B. Śliwerskiego. Wszystkie 3 opinie są jednoznacznie pozytywne. Jednak ich treść narusza zasady etyczne obowiązujące w środowisku akademickim. Są one nierzetelne ponieważ zatajają fakt, iż B. Śliwerski popełnił szczególnie naganne w środowisku akademickim czyny karalne – naruszenie prawa autorskich, co potwierdzone zostało w 4 prawomocnych orzeczeniach sądowych.

Fakt ten dyskwalifikuje go jako profesora, pedagoga, naukowca i wychowawcę młodzieży. Popełnienie takiego rodzaju czynu ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce penalizuje utratą tytułu prosfora a Kodeks etyczny PAN Dobre obyczaje w nauce określa jako czyn niegodny naukowca.

Zatajenie faktu naruszenia prawa przez pana Bogusława Śliwerskiego przez autorów recenzji powinno być podstawą wszczęcia postępowań dyscyplinarnych, ponieważ są one oczywiście nierzetelne i wprowadzają w poważny błąd gremium mające podjąć decyzję o ewentualnym nadaniu temu kandydatowi tytułu dr honoris causa.

Recenzja prof. Barbary Kromolickiej z Uniwersytetu Szczecińskiego

Recenzja ma laudacyjny charakter. Już na wstępie autorka stwierdza, że nadanie tytułu nie jest dla niej zaskoczeniem i podkreśla „niekwestionowaną pozycję” kandydata. Autorka podkreśla jego ponadprzeciętną aktywność naukową, organizacyjną i społeczną, wskazując na jego ugruntowaną pozycję w środowisku pedagogiki oraz szerokie uznanie w kraju i za granicą. W całym tekście nie pojawia się żadna krytyczna refleksja ani próba zachwiania wysokiej pozycji B. Śliwerskiego w świecie naukowym.

Niestety recenzja ta nie ujawnia faktów naruszenia praw autorskich przez tego kandydata do tytułu dr h.c. potwierdzonych prawomocnymi orzeczeniami sądowymi.

 Opinia prof. B. Kromolickiej

Recenzja prof. Stefana Kwiatkowskiego z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie

Recenzja ma charakter bardzo pozytywny. Opisuje drogę zawodową oraz dorobek organizacyjnego i publikacyjnego B. Śliwerskiego. Autor podkreśla jego znaczącą rolę w środowisku naukowym, liczne funkcje instytucjonalne oraz aktywność w kształceniu kadr naukowych, określając go nawet mianem „Człowieka – Instytucji”. W konkluzji recenzent bez zastrzeżeń uznaje dorobek za wybitny i w pełni popiera nadanie tytułu doktora honoris causa.

Również ta recenzja nie ujawnia faktów naruszenia praw autorskich przez tego kandydata do tytułu dr h.c. potwierdzonych prawomocnymi orzeczeniami sądowymi.

 Opinia prof. S. Kwiatkowskiego

Recenzja prof. Agnieszki Cybal-Michalskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu

Kolejna pochwalna i wartościująca recenzja. Już we wstępie kandydat określany jest jako uczony o „międzynarodowej renomie” oraz przedstawiciel „plejady wybitnych pedagogów”, a w dalszej części pojawiają się jednoznacznie wartościujące sformułowania, takie jak stwierdzenie, że „nie ma w Polsce uczonego” o porównywalnej dynamice i zaangażowaniu.

Kolejna recenzja, która nie ujawnia faktów naruszenia praw autorskich przez tego kandydata do tytułu dr h.c. potwierdzonych prawomocnymi orzeczeniami sądowymi. W żadnym miejscu recenzji nie ma informacji i naruszeniu prawa i rażącym naruszeniu etyki.

 Opinia prof. A. Cybal-Michalskiej

Powiązania między recenzentami a kandydatem

 Wszyscy recenzenci są blisko powiązani z kandydatem do tytułu, co rodzi konflikt interesów.

Warto zwrócić uwagę na interesującą zależność związaną z uczestnictwem w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN. B. Śliwerski jest w relacjach z dwiema osobami, które zrecenzowały jego dorobek: S. Kwiatkowskim i A. Cybal-Michalską. Funkcję przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN pełniły kolejno następujące osoby:

– Stefan M. Kwiatkowski (2007–2010),

– Bogusław Śliwerski (2011–2019),

– Agnieszka Cybal-Michalska (obecnie)
oldknped.pan.pl/index

Oznacza to ciągłość kierownictwa tego gremium naukowego. Stanowisko przewodniczącego po S. Kwiatkowskim objął B. Śliwerski, a następnie funkcję tę przejęła A. Cybal-Michalska.

W rezultacie osoby te funkcjonują w ramach tego samego środowiska Polskiej Akademii Nauk, a dwie z nich uczestniczą obecnie w procedurze oceny dorobku B. Śliwerskiego w postępowaniu o nadanie tytułu doktora honoris causa. W PAN znajduje się również B. Kromolicka.

Ponadto A. Cybal-Michalska i B. Śliwerski zasiadają w Zespole V Nauk Społecznych w Radzie Doskonałości Naukowej.

Natomiast S. Kwiatkowski jest współpracownikiem B. Śliwerskiego w Instytucie Pedagogiki Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie.

Zakończenie

Przestawione nierzetelne recenzje zatajające fakty mające istotne znaczenie na ocenę etyczną naukowca i nauczyciela akademickiego wskazuje na próbę nadania tytułu honoris causa kandydatowi Bogusławowi Śliwerskiemu, mimo istniejących okoliczności i pojawiających się wątpliwości oraz toczących się postępowań w sprawie nierzetelności opinii wydanej przez Komisję Etyki w Nauce Polskiej Akademii Nauk dotyczącej nieskazitelności B. Śliwerskiego i jego członkostwa w Radzie Doskonalenia Naukowego a także w sprawie utraty tytułu profesora na podstawie art. 231 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

Nadawanie tytułów honorowych jest szczególnie istotnym wyróżnieniem w środowisku akademickim. Uwzględniane powinny być przy tym nie tyko osiągnięcia naukowe ale też cechy etyczno – moralne kandydata do takiego tytułu.

Nie ulega wątpliwości, że kandydat p. Bogusław Śliwerski nie spełnia tych kryteriów a zatajanie faktów tego zmienić nie może i nie zmieni.

Nadto nadanie tytułu doktora honoris causa osobie, na której ciążą prawomocne orzeczenia sądowe naruszenia prawa autorskiego nie świadczy pochlebnie o tej osobie ale przede wszystkim o uczelni, która taki tytuł nadała.

Przedstawiona sprawa nie dotyczy jedynie tego konkretnego doktoratu honoris causa. Jest to przykład  granic, jakie środowisko akademickie gotowe przekroczyć w dążeniu do najwyższych wyróżnień naukowych i tytułów, dla korzyści własnych z wykorzystaniem koleżeńskich układów, wbrew zasadom etyczno-moralnych obowiązujących w środowisku akademickim.

Joanna Gruba

Burdel akademicki honoris causa

[tytuł – md]

jw – akceptacja etyki nikczemnego postępowania to standard wymagany od komunistów,[György Lukács] niestety  realizowany po tzw. transformacji także przez uważanych/uważających się za antykomunistów 

Czy Bogusław Śliwerski otrzyma tytuł doktora honoris causa UKEN w Krakowie? Część II.

sciencewatch/czy-boguslaw-sliwerski-otrzyma-tytul-doktora-honoris-causa-uken-w-krakowie-czesc-ii

Nadawanie tytułów honorowych jest szczególnie istotnym wyróżnieniem w środowisku akademickim. Uwzględniane powinny być przy tym nie tyko osiągnięcia naukowe ale też cechy etyczno – moralne kandydata do takiego tytułu.

Nie ulega wątpliwości, że kandydat p. Bogusław Śliwerski nie spełnia tych kryteriów a zatajanie faktów tego zmienić nie może i nie zmieni.

Nadto nadanie tytułu doktora honoris causa osobie, na której ciążą prawomocne orzeczenia sądowe naruszenia prawa autorskiego nie świadczy pochlebnie o tej osobie ale przede wszystkim o uczelni, która taki tytuł nadała.

Przedstawiona sprawa nie dotyczy jedynie tego konkretnego doktoratu honoris causa. Jest to przykład  granic, jakie środowisko akademickie gotowe przekroczyć w dążeniu do najwyższych wyróżnień naukowych i tytułów, dla korzyści własnych z wykorzystaniem koleżeńskich układów, wbrew zasadom etyczno-moralnych obowiązujących w środowisku akademickim.

Czy Bogusław Śliwerski otrzyma tytuł doktora honoris causa UKEN w Krakowie?

sciencewatch.pl/czy-boguslaw-sliwerski-otrzyma-tytul-doktora-honoris-causa-uniwersytetu-komisji-edukacji-narodowej-w-krakowie

…..

W opinii Fundacji Science Watch Polska przyznawanie tytułów doktora honoris causa w okresie sprawowania funkcji członka w Radzie Doskonałości Naukowej ma znamiona korupcyjne i nie powinno mieć miejsca.

Pomimo tego, kilka miesięcy po opisanych wydarzeniach dochodzi do kolejnej procedury nadania tytułu honorowego B. Śliwerskiemu, osobie pełniącej funkcje w Radzie Doskonałości Naukowej, tj, w organie mającym bezpośredni wpływ na nadawanie stopni i tytułów naukowych. Sytuacja ta rodzi pytania o standardy przejrzystości oraz unikania potencjalnych konfliktów interesów w środowisku akademickim.

IPN: Na ukraińskim portalu handlarzy wystawiony został order Virtuti Militari ofiary zbrodni katyńskiej kpt. Juliusza Heinzla

IPN: Na ukraińskim portalu wystawiony został order Virtuti Militari ofiary zbrodni katyńskiej

pch24.pl/ipn-na-ukrainskim-portalu-wystawiony-zostal-order-virtuti-militari-ofiary-zbrodni-katynskiej

(Fot. IPN )

Na jednym z ukraińskich portali internetowych pojawiła się oferta sprzedaży Orderu Wojennego Virtuti Militari, którym odznaczono kpt. Juliusza Romana Heinzla, oficera zamordowanego przez NKWD wiosną 1940 r. – poinformował we wtorek na portalu X Instytut Pamięci Narodowej.

„Widniejący na orderze numer pozwala na zidentyfikowanie odznaczonego. To kapitan Juliusz Roman Heinzel, potomek zasłużonych dla Łodzi fabrykantów pochodzących z Niemiec, bohater wojny z bolszewikami” – wyjaśniono we wpisie.

Dowodził on jednym ze szwadronów legendarnego 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Za męstwo na polu walki został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921 i Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości.

„Do czynnej służby wojskowej powrócił we wrześniu 1939 r. Podobnie jak tysiące innych oficerów rezerwy trafił do sowieckiej niewoli. Wiosną 1940 r. z obozu w Starobielsku został przewieziony do Charkowa, zamordowany w piwnicach więzienia NKWD i pogrzebany niedaleko wsi Piatichatki. Jego los podzieliło około 3800 polskich oficerów” – podkreślono.

Kapitan Heinzel spoczywa na otwartym 17 czerwca 2000 r. Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie. „Stan orderu wskazuje na jego odnalezienie podczas poszukiwań ofiar zbrodni. IPN protestuje przeciwko moralnie nagannemu komercjalizowaniu jednej z największych zbrodni sowieckich popełnionych w czasie II wojny światowej” – zaznaczono.

„Apelujemy do właściciela orderu o przekazanie bezcennej pamiątki władzom RP oraz do administracji portalu o natychmiastowe zakończenie aukcji. Miejsce bezcennych świadectw historii jest w zbiorach instytucji pamięci. Pamięć o ofiarach nie może być przedmiotem handlu. Na fotografii zachowanej w zbiorach Centralnego Archiwum Wojskowego widoczne jest odznaczenie kapitana Heinzla” – dodał IPN.

pap logo

Źródło: PAP/IPN

Gen. D. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

17.03.2026 tysol/gen-wronski-unijny-safe-to-parszywy-i-falszywy-projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” – ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE - zdjęcie ilustracyjne

Prezydencki projekt SAFE 0% daje zdecydowanie więcej możliwości niż unijny SAFE – zdjęcie ilustracyjne / Bundeswehr/Facebook

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia. To nie jest kredyt, to nie jest pożyczka – mówię tutaj o brukselskiej – to jest wyciągnięcie z kieszeni podatnika środków na finansowanie przemysłu obcego oraz państwa ukraińskiego”

– powiedział gen. Wroński.

Przyznał jednocześnie, że wojsko potrzebuje bardzo dużo sprzętu: systemów uzbrojenia, wyposażenia i wszystkiego od ubioru żołnierza, poprzez kamizelki kuloodporne, poprzez wyposażenie do przetrwania na polu walki, a skończywszy na uzbrojeniu, na amunicji i całym systemie logistycznego zabezpieczenia operacji, jakakolwiek by ona nie była. Czy to będzie operacja obronna, czy działanie, które ma za zadanie obezwładnić przeciwnika, odeprzeć go i wykluczyć z terenu naszego kraju.

Wysokie noty prezydenckiego projektu

„Projekt, który został przedłożony przez pana prezydenta oraz prezesa Glapińskiego, jest nie tylko godzien pochwały, ale i wielkiego zauważenia oraz docenienia, że oto znalazł się sposób na procedurę finansowania całego zabezpieczenia, które pozwoli nam unowocześnić, zmodernizować i wyposażyć naszą armię. To jest rzecz bez precedensu, ponieważ mieliśmy zupełnie inną sytuację wtedy, gdy zarzucano poprzedniemu rządowi, że można było wziąć kredyt na podobnych warunkach. To nijak się ma z sytuacją, kiedy wówczas Polska zdobywała środki finansowe na realizację podobnego przedsięwzięcia. Dlatego nie wolno łączyć tych dwóch procedur”

– stwierdził były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych.

10 priorytetów modernizacji

Gen. Dariusz Wroński zasugerował dziesięć priorytetów modernizacji, które decydują o przeżyciu w sytuacji kryzysu czy agresji z zewnątrz. W jego ocenie doskonale może je wypełnić projekt prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Glapińskiego.

„To są przede wszystkim te rzeczy, które dają gotowość bojową i odporność”

– powiedział.

Amunicja i zapasy wojenne

Jako pierwsze gen. Wroński wymienił amunicję i zapasy wojenne, „bo bez tego nie ma możliwości walczenia dłużej niż kilka, kilkanaście dni, maksymalnie”.

„Nadwyrężone zapasy i magazyny w tej chwili w całej Europie powodują, że walka bez wsparcia amerykańskiego nie zakończy się wygraną. W sytuacji agresji na Polskę cała Europa i USA musieliby zrzucić się na pomoc. Chodzi tutaj o amunicję 155 i 120 mm, amunicję do PPK, przeciwlotniczą. Zapasy plus moce produkcyjne plus łańcuch dostaw. Poważnych dostaw, bo nie mówię o dostawach niemieckich, francuskich, których do tej pory świat doświadczał, a szczególnie właśnie Ukraina. Te śmieszne dostawy, które wręcz kpiły z żołnierza ukraińskiego broniącego się przed rosyjskim żołnierzem. A teraz ktoś nam mówi, że mamy mieć gwarancje od naszych zachodnich sąsiadów, kiedy Polska będzie potrzebowała pomocy”

– przypomniał Wroński.

Walka powietrzna

Jako drugie w kolejności gen. Wroński wymienił systemy związane z walką powietrzną, z wszelkimi środkami napadu powietrznego, bezpilotowcami, rakietami, które będą atakowały obszary poza naszą granicą czyli systemy antydronowe bardzo krótkiego, krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

„Mówię tutaj o tych szczeblach, które będą tworzyły warstwową strefę obrony i ochrony przed środkami napadu powietrznego”

– doprecyzował.

Walka elektroniczna

Trzecia priorytetowa to w ocenie gen. Wrońskiego walka elektroniczna, która będzie powodowała zakłócenia sprzętu oraz systemów przeciwnika.

„Z całą pewnością te systemy, które zakłócą łączność, które zakłócą nawigację i w ogóle wszelkiego rodzaju systemy nie tylko naprowadzania przeciwnika”

– wyliczał.

Rozpoznanie

Jako czwarty priorytet wymienił rozpoznanie i wskazywanie celów, czyli drony, radary pola walki, rozpoznanie radioelektroniczne.

„To są kwestie, które powinniśmy mieć na najwyższym poziomie. Na najwyższym poziomie musimy mieć obronę powietrzną, tak jak już wstępnie powiedziałem, ale to jest piąty element czyli obrona powietrzna i przeciwrakietowa. W logice ochrony wojsk i infrastruktury krytycznej jest ekonomia rażenia. Nie możemy strzelać pociskiem ze złota do celu za 500 dolarów”

– zauważył.

Inżynieria pola walki

Na szóstym miejscu gen. Wroński wymienił inżynierię pola walki, czyli zapory, umocnienia, środki maskowania, środki i systemy mylące, kamuflażowe.

„Mamy to w Polsce w szczątkowej ilości. To są rzeczy, które już od czasów II wojny światowej odgrywały ogromną rolę, a w tej chwili są kompletnie zaniedbane. Do tej inżynierii pola walki oczywiście musimy dołożyć Tarczę Wschód – ma być zdolnością do obrony, a nie tylko hasłem, bo póki co to ta tarcza jest jeszcze w powijakach i nie spełnia w zasadzie swojej roli, no i wymagania, aby uniemożliwić przeciwnikowi przedostanie się na nasze terytorium”

– uświadamiał gen. Wroński.

Logistyka i naprawy

Na siódmym miejscu gen. Wroński wymienił logistykę i remont.

„Części zapasowe, warsztaty, środki ewakuacji czyli wszystkie pojazdy ewakuacyjne, pojazdy z możliwością naprawy w polu, ściągające sprzęt z pola walki, lub z miejsc, w których zostały uszkodzone, czy zneutralizowane”

– wyliczał.

„Bez tego sprzęt bojowy staje się tylko statystyką”

Szkolenia i procedury

Gen. Wroński zwrócił również uwagę na szkolenia i procedury.

„Musimy kontynuować, a nie nabywać od zera sprawność posługiwania się sprzętem, językiem, instrukcjami obsługi, które mogłyby się pojawić, a które do tej pory nie były zakupywane przez Polskę. Nagle Unia Europejska nakazuje Polsce zakup takiego sprzętu, którego my do tej pory nie mieliśmy. Samo wyszkolenie załóg i posiadanie kolejnych, kolejnych, i jeszcze raz kolejnych do różnego rodzaju sprzętu będzie tworzyło taką armię patchworkową, czyli ogromna ilość różnorodności sprzętu będzie w zasadzie powodowała tylko chaos i nie będzie żadnej interoperacyjnej możliwości współpracy i walki”

– wskazywał.

Medycyna pola walki i ewakuacja

Jako dziewiąty obszar priorytetowy gen. Wroński wskazał medycynę pola walki i ewakuację, czyli medavaci, stabilizacje, te wszystkie procedury związane z przeżywalnością i zdolnością utrzymania tempa zarówno obrony, jak i tempa walki.

„Prestiżowe i te o wiele większe projekty typu Patrioty, F-35 i systemy, które są niezwykle drogie, kosztowne, one będą w drugiej kolejności wchodziły do walki, a nie – wbrew pozorom – w pierwszych godzinach czy pierwszych dniach konfliktu”

– wyjaśniał.

Unijny SAFE to pułapka

W jego ocenie tego typu zakupy są możliwe do pozyskania w ramach projektu prezydenckiego w ciągu dosłownie roku – Amerykanie są skłonni kontynuować te projekty, które zostały rozpoczęte. Natomiast w przypadku unijnego SAFE musimy wszystko negocjować.

„O ile w ramach prezydenckiego polskiego SAFE 0 proc. sprzęt możemy dostać w ciągu dwóch lat, o tyle w przypadku unijnego SAFE – w ciągu dziesięciu lat, albo na tzw. nigdy, bo przecież Grecja już przeszła przez ten fałszywy dar od Niemiec. Na twardych dokumentach podpisywali, że terminy od dwóch lat do pięciu, a niektóre systemy do tej pory nie dotarły. Natomiast prawie wszystkie pozostałe podlegały wieloletnim przesunięciom”

– alarmował.

Co umożliwia prezydencki projekt?

Gen. Dariusz Wroński podkreśla, że prezydencki projekt daje zdolność bojową już teraz, a nie za dekadę.

„Model SAFE 0% pozwala podpisywać kontrakty natychmiast, bez wielomiesięcznych negocjacji między państwami UE i bez warunkowości przemysłowej. Efekt? Zdolności bojowe mogą pojawić się 2-4 lata szybciej, co w obecnej sytuacji bezpieczeństwa jest kluczowe”

– wyjaśnił.

Kolejny atut tego projektu to suwerenność decyzji – „Warszawa decyduje, co kupuje”.

„W SAFE 0% Polska sama określa:

  • priorytety zakupów
  • kierunki współpracy przemysłowej
  • tempo modernizacji”

– wyliczał.

Zauważył, że nie ma przy tym konieczności uzgadniania systemów uzbrojenia z partnerami UE.

„W efekcie armia rozwija się według polskiej doktryny operacyjnej, a nie kompromisów politycznych. SAFE 0% pozwala ponadto konsekwentnie rozwijać jeden system dowodzenia, kompatybilną logistykę i jednolitą architekturę uzbrojenia. Wskutek tego armia jest łatwiejsza do utrzymania, szybsza w działaniu i bardziej interoperacyjna z NATO”

„SAFE 0% daje Polsce trzy rzeczy, których nie zapewnia SAFE UE: czas, pełną kontrolę decyzji i spójną architekturę armii”

Pusta propaganda

„Kto w to wierzy jeszcze, że Unia Europejska i europejskie firmy militarne czy zbrojeniowe, które dzisiaj szorują po dnie, które mają gigantyczne problemy, będą nam na pniu, teraz, poza wszelką kolejką dostarczały uzbrojenie?” – pytał gen. Wroński.

Podkreślał, iż to jest fałszywa narracja, którą można podawać ludziom nieposiadającym pojęcia na temat zakupów, na temat tworzenia dodatkowych hal produkcyjnych, dodatkowych ścieżek montażowych itd.

„To jest coś niebywałego, że ktoś mówi, że 'już, natychmiast macie wydać pieniądze na coś, czego możecie nigdy nie dostać”.

Zdaniem byłego dowódcy 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, gdyby nie było ani jednego, ani drugiego projektu, to nic wielkiego ani nic strasznego by się nie wydarzyło.

„Jak grom z jasnego nieba spadł ten program unijnego SAFE i oto nagle trzeba się bać, oto musimy wszyscy Polacy martwić się o to, że nie będzie pieniędzy z UE i nic tylko się poddać i przegrać jakiekolwiek zagrożenie, które nas może spotkać. Nic podobnego. Gdyby nie było tych projektów – ani jednego, ani drugiego – to Polska i tak by miała środki na zakup sprzętu. Przez ostatnie lata wielkie środki były, potrafiliśmy je znaleźć i odpowiednio zagospodarować. Nie było takiej potrzeby, żeby Polska zaabsorbowała i wchłonęła 44 mld euro dodatkowo jeszcze ponad to, co przeznaczaliśmy do roku 2035, bo przecież takie projekty były. Nagle skądś się pojawiły jakieś pieniądze i te pieniądze spowodowały, że zaczęto pompować narrację o wielkim zagrożeniu, o utracie bezpieczeństwa itd. To jest po prostu spekulacja, manipulacja i coś niepoważnego w wykonaniu ludzi, którzy chlubią się działaniami demokratycznymi czy jakimiś uczciwymi”.

SAFE – czym jest?

Instrument SAFE to program, który oficjalnie ma na celu wzmocnienie obronności państw członkowskich UE. Przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia w postaci m.in. nisko oprocentowanych pożyczek, przede wszystkim na zakupy sprzętu wojskowego, zwłaszcza produkowanego w Europie. Pod koniec stycznia Komisja Europejska zaakceptowała polski plan w ramach SAFE. Polska wnioskowała o dofinansowanie 139 projektów na kwotę 43,7 mld euro.

SAFE ma wspierać państwa UE we wzmacnianiu ich potencjału obronnego. Został ustanowiony w 2025 r. w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji oraz niepewności wokół dalszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie. Celem programu jest też zmniejszenie uzależnienia od uzbrojenia z USA i wzmocnienie przemysłów obronnych państw unijnych. Z tego powodu SAFE dopuszcza możliwość zakupów w krajach trzecich tylko w ograniczonym zakresie. Koszt komponentów wyprodukowanych w państwach zaangażowanych w SAFE musi wynieść co najmniej 65 proc.

Krytycy programu SAFE mówią o zagrożeniach

Krytycy programu twierdzą, że SAFE skazywałby Polskę na gorszej jakości sprzęt niemiecki czy francuski, niekoniecznie kompatybilny z posiadanym przez nas sprzętem amerykańskim i koreańskim. Krytycy obawiają się także zaciągniętej w euro pożyczki o zmiennej stopie procentowej. Ich zdaniem może ona zagrozić wypłacalności państwa polskiego. SAFE jest ponadto obarczony mechanizmem warunkowości, co oznacza, że KE mogłaby zablokować Polsce te fundusze.

Dziś: Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

18.03.2026 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

17/03/2026 przez antyk2013

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki.

Erdogan: Działając z poczuciem „apokaliptycznej” wyższości, Żydzi pchają region w stronę katastrofy

Erdogan: działając z poczuciem „apokaliptycznej” wyższości, Żydzi pchają region w stronę katastrofy

pch24.pl/erdogan-dzialajac-z-poczuciem-apokaliptycznej-wyzszosci-zydzi-pchaja-region-w-strone-katastrofy

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan skrytykował we wtorek władze Izraela. Zarzucił im, że działają z poczuciem wyższości, które pcha Bliski Wschód w kierunku katastrofy. Wskazał przy tym na fanatyczną motywację Żydów płynącą z przesłanek ich fałszywej, mesjanistycznej religii – przekazały tureckie media.

Wszyscy wiemy, że ataki na Gazę, następnie na Jemen i Liban, a ostatnio na Iran, nie są motywowane wyłącznie względami bezpieczeństwa – powiedział w pałacu prezydenckim w Ankarze turecki przywódca, cytowany przez dziennik „Daily Sabah”.

Dodał, że jednoczesne pojawianie się w debacie publicznej narracji dotyczących „ziemi obiecanej” czy „apokaliptycznych scenariuszy”, nie jest przypadkowe i sugeruje szersze ideologiczne motywacje Izraela.

Erdogan uznał, że władze w Tel Awiwie „uważają się za lepszych od innych”, przez co „ciągną region ku katastrofie”. Działania państwa żydowskiego nazwał „barbarzyństwem” popełnianym w „stanie szaleństwa”.

Podkreślił, że Turcja musi wzmocnić swoją obecność w międzynarodowych mediach, aby zapewnić, że „ta wiedza dotrze do odbiorców na całym świecie”.

Odnosząc się do trwających od 28 lutego amerykańsko-izraelskich ataków na Iran, Erdogan powiedział, że celem Turcji jest jak najszybsze zakończenie tego, co określił jako „bezsensowną, bezprawną i głęboko błędną wojnę”.

Dodał, że Turcja konsekwentnie wyraża swój sprzeciw wobec ataków, które „naruszają prawo międzynarodowe, niezależnie od sprawcy”, a jednocześnie władze w Ankarze podejmują intensywne wysiłki, by zapobiec dalszej eskalacji.

Źródło: PAP / Jakub Bawołek

pap logo

Ale Meksyk ! Premier Tusk nie potrafi żyć bez drogich kredytów

Premier Tusk nie potrafi żyć bez drogich kredytów

Animela salon24.pl/polityka-od-kuchni/premier-tusk-nie-potrafi-zyc-bez-drogich-kredytow

To, że program SAFE równa się rozbrojeniu, to już wytłumaczyłam w jednej z poprzednich notek (teraz na światło dzienne wychodzą kolejne fakty; np. to, że pożyczka ma łatać dziury budżetowe). Dziś postanowiłam Państwu przypomnieć coś, co chyba już zostało zapomniane przez absolutnie wszystkich – poza beneficjentami i mną.

Cofnijmy się do roku 2009; pierwszej kadencji Donalda Tuska na stanowisku premiera. Na konferencji prasowej Tusk informuje, że Polska została wyjątkowo doceniona przez rynki finansowe, a MFW w szczególności: udało nam się otrzymać „elastyczną linię kredytową”, szczególny instrument, który wcześniej był udziałem wyłącznie … Meksyku. 

Tak, proszę państwo. Premier Tusk na konferencji, z miedzianym czołem, wmawiał swoim wyznawcom, że Polska jest taką potęgą gospodarczą jak Meksyk i dlatego udało nam się wyrwać z MFW ten tak smakowity kąsek …

Z „elastycznej linii kredytowej” Polska nigdy nie skorzystała, za to płaciliśmy za nią jak za mokre zboże: 50 mln USD rocznie (jakieś 200 mln zł). Dopiero PiS zrezygnował z tego kosztownego „prezentu” MFW, za który Polska w sumie zapłaciła 2 mld zł.

Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten? …

 Podkreślam wężykiem: Tusk śmiał powiedzieć, że tylko Meksyk i Polska są taką potęgą gospodarczą, żeby doznać łaski tej pożyczki!