
——————————

——————————————–

—————————

——————————–

————————

———————-

——————————————–

=========================

===============================

————————-


——————————

——————————————–

—————————

——————————–

————————

———————-

——————————————–

=========================

===============================

————————-

14.04.2026 nczas/skandal-w-sejmie-konrad-berkowicz-wyjal-flage-izraela-ze-swastyka

Poseł Konrad Berkowicz z Konfederacji wyszedł na sejmową mównicę. Swoje wystąpienie poświęcił wojnie na Bliskim Wschodzie i działaniom Izraela. — Ataki Izraela na Bliskim Wschodzie odczuwają już Polacy w cenach paliwa, ale jak odczuwają to dzieci, których zginęło już kilkadziesiąt razy więcej niż podczas całej wojny w Ukrainie — mówił.
Następnie Berkowicz przeszedł do opisu drastycznych obrażeń wywoływanych bombą fosforową:
— Żydzi stosują zakazaną bombę fosforową, która pochłania tlen z powietrza i doprowadza do śmierci dzieci przez uduszenie. Dym z tej bomby dostaje się do płuc i pali je od środka. One duszą się i palą się od środka jednocześnie, kilkadziesiąt tysięcy kobiet i dzieci. Ale jak jakiemuś dziecku się poszczęści i się nie udusi, to biały fosfor przyklei się do policzka, do rączki i wypala się przez tkanki do kości. Nie da się tego zgasić, więc odcina się policzek, amputuje się rączkę — kontynuował poseł Konfederacji.
— Izrael dokonuje na naszych oczach ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Izrael to nowa III Rzesza i jego flaga powinna wyglądać dokładnie tak — mówił i wyciągnął papierową flagę Izraela, na której widniała swastyka.
Izrael to nowa Trzecia Rzesza i jego flaga powinna wyglądać dokładnie tak. 👇🏻 pic.twitter.com/U39xIYrp08
— Konrad Berkowicz (@KonradBerkowicz) April 14, 2026
Tomasz Łysiak
niezalezna.pl/kultura-i-historia/kurtyna-sie-podnosi-czyli-katyn-sola-w-oku-niewygodna-prawda
Sprawa Katynia i ludobójczej akcji Sowietów, w wyniku której w kwietniu i maju 1940 roku zamordowano blisko 22 tys. oficerów, żołnierzy, policjantów, strażników granicznych, urzędników państwowych, była nie tylko jedną z najpotworniejszych zbrodni II wojny światowej, lecz także przyniosła długofalowe polityczne konsekwencje. W dodatku tzw. kłamstwo katyńskie wpłynęło również na to, jak traktowano Polaków w czasie spotkań wielkiej trójki, w trakcie których układano plan na powojenny ład. W tym wydaniu nie było miejsca dla „stawiającej się” Polski.
Katyń solą w oku
W 1943 roku doszło do kilku fundamentalnych zmian biegu wydarzeń II wojny światowej: Niemcy przegrali pod Stalingradem, w lipcu rozpoczęła się, mająca także skończyć się dla nich źle, bitwa na Łuku Kurskim, zaś po przegranej w północnej Afryce musieli zmierzyć się z inwazją Aliantów na Sycylię i Półwysep Apeniński. Na jesieni w Teheranie doszło do kluczowych dla Polaków ustaleń wielkiej trójki – nie dość że nie było nas przy stole rozmów, to jeszcze podjęto decyzje dotyczące polskiej wschodniej granicy (na tzw. linii Curzona) i wytyczono kurs na podległość przyszłej Polski wobec Sowietów.
Wszystko to jednak działo się nie w oderwaniu od sprawy katyńskiej, lecz w bliskim z nią związku. W grudniu, już po Teheranie, w Italii wylądowali żołnierze generała Andersa – z 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Stanowili ją żołnierze z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich oraz byli jeńcy i więźniowie ZSRS. Nieśli ze sobą i za sobą ponurą wieść dla świata o tym, co spotkało Polaków z rąk Sowietów. Problem w tym, że świat nie tylko nie chciał ich słuchać (a przede wszystkim polityków i przedstawicieli polskiego rządu w Londynie), lecz także próbował uciszyć i stłamsić. Prawda o Katyniu stała się dla aliantów niewygodna.
13 kwietnia 1943 roku na falach rozgłośni berlińskiej pojawił się komunikat: „Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, dokonywanych przez bolszewików, i gdzie GPU wymordowało 10 000 oficerów polskich”. Dzisiaj wiemy, że ta informacja była niepełna, gdyż od kwietnia do maja zamordowano 14,5–14,6 tys. jeńców z trzech różnych obozów – z Ostaszkowa, Kozielska i Starobielska.
Uratowała się jedynie niewielka część, dość przypadkowo, z obozu w Griazowcu. Wśród nich był także malarz i pisarz Józef Czapski, który swój pobyt w obozie opisał we „Wspomnieniach starobielskich” (lecz nie obejmowały one kwestii samego mordu masowego z kwietnia 1940 roku). Byli „szczęściarzami”, chociaż sami tego wówczas nie wiedzieli – sądzili, że omija ich wymiana jeniecka z Niemcami (o której wcześniej była mowa: Niemcy mieli za oficerów polskich wydawać Sowietom Ukraińców, lecz wstrzymali się z tym pomysłem) i wręcz protestowali, gdy odłączono ich od kolegów. W ramach tego samego rozkazu Berii i Stalina z 5 marca 1940 roku Sowieci wymordowali także ponad 7 tys. więźniów rozmieszczonych w różnych więzieniach w Rosji, podpadających pod te same kategorie – inteligentów, urzędników państwowych i samorządowych, działaczy politycznych i społecznych, nauczycieli, prawników i wszystkich tych, którzy zostali uznani za „element antyradziecki”. Razem niespełna 22 tys. polskiej elity zamordowano przy użyciu bestialskich, nieludzkich metod. Wiadomość radia berlińskiego podawała informacje o głębokości dołów w katyńskim lesie, o sposobach mordowania (związane ręce, strzał w tył głowy z pistoletu). I tak zaczęła się wojna propagandowa, w której Związek Sowiecki zaczął natychmiast przekonywać świat, że zbrodni dokonali sami Niemcy, a całość jest jedynie zagrywką Goebbelsa. Rzecz w tym, że była zagrywką szefa propagandy Hitlera – ale jednak opierała się na prawdziwych ustaleniach, co zresztą potwierdziła zaproszona przez Niemców na miejsce zagraniczna niezależna komisja, w której składzie znalazł się m.in. Józef Mackiewicz (na udział w delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża do Katynia otrzymał zgodę polskiego podziemia). Przedstawiciele państwa polskiego w Londynie zaczęli się domagać reakcji sojuszników – Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jednak Katyń okazał się solą w alianckim oku.
Generał Anders podczas formowania się Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS podnosił w rozmowach ze Stalinem sprawę zaginionych polskich oficerów.
Polacy wiedzieli, że coś jest nie tak – przecież tysiące oficerów dosłownie „rozpłynęły się w powietrzu”, zniknęły… Do kwietnia 1940 roku jeszcze docierała od nich korespondencja, a potem wszystko się urwało. Po układzie Sikorski–Majski z lipca 1941 roku, a także następującym po nim układzie wojskowym polsko-sowieckim, zaczęto w Tocku, Buzułuku i Tatiszczewie tworzyć armię polską, do której ciągnęli zwalniani z obozów żołnierze i cywile.
Jednak ciągle brakowało wieści od kilkunastu tysięcy oficerów. Próbował o to pytać we wrześniu wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Andrieja Wyszyńskiego nasz ambasador Stanisław Kot, ale dostał wykrętną odpowiedź. W październiku skarżył się w tej sprawie u Mołotowa, lecz ten odpowiedział: „Wszyscy obywatele polscy zostali na mocy amnestii uwolnieni, ale w niektórych okręgach z pewnością pozostali oni w swych miejscach pobytu. (…) Proszę mi wierzyć, panie ambasadorze, udzielimy polskiemu rządowi wszelkiej potrzebnej pomocy”. Dalej już był Stalin. Ambasador Kot spotkał się z nim 14 listopada. Ich rozmowę przytoczył Józef Mackiewicz. Stalin miał się upierać, że amnestia jest wykonywana bez wyjątków i obejmuje wszystkich. „Mamy nazwiska i spisy – odpowiedział pan Kot – na przykład nie odnalazł się generał Stanisław Haller, brak nam oficerów ze Starobielska, Kozielska i Ostaszkowa, wywiezionych stamtąd w kwietniu – maju 1940 roku. – Zwolniliśmy wszystkich, nawet ludzi, których nam przysłał generał Sikorski, by wysadzali mosty i zabijali sowieckich obywateli. Nawet te osoby pozwalnialiśmy. – Stalin zmiął papier i rzucił na stół. – Zresztą to nie generał Sikorski ich wysłał, tylko jego szef Sosnkowski”. Po tym, jak ambasador nalegał i podkreślał, że są dokładne spisy nazwisk zaginionych, Stalin połączył się z kimś z NKWD. Zadał pytanie: „Czy wszyscy Polacy zostali zwolnieni z więzień?”. Milczał, słuchając, odłożył słuchawkę i wrócił do rozmowy z Kotem. Po kilku minutach telefon zadzwonił. Stalin odebrał i znowu słuchając, milczał. I właściwie na tym milczeniu konferencja się zakończyła. Kilkanaście dni później na spotkanie przyleciał z Londynu gen. Sikorski. 3 grudnia konferowali wraz z Andersem ze Stalinem. I znowu postawili pytanie o zaginionych oficerów. Usłyszeli wtedy ów słynny idiotyczny wykręt mówiący o tym, że polscy oficerowie mieli jakoby uciec do Mandżurii…
W 1944 roku ukazała się w Nowym Jorku książka reportera wojennego Quentina Reynoldsa „The Curtain Rises” („Kurtyna się podnosi”). Reynolds pisywał regularne korespondencje popularnego magazynu „Collier’s” i trzeba przyznać, że miał świetne pióro. Jego relacje z Afryki Północnej czy z lądowania 5 Armii pod Salerno to prawdziwe perełki wojennego reportażu. Jednak polski czytelnik znajdzie w tej książce zdumiewający tekst. Cały VI rozdział jego książki zatytułowany jest… „Polska wierzy Goebbelsowi”.
W trakcie lektury człowiekowi ręce opadają – taką skalę manipulacji, kłamstw i obelg w stosunku do Polaków moglibyśmy jakoś zrozumieć, gdybyśmy mieli w ręku sowiecką, propagandową gazetę. Tymczasem to tekst nie tylko pisany dla Amerykanów, lecz także oddający ducha tego czasu oraz sposobu patrzenia na sprawy Katynia za oceanem. Oto Reynolds całą sprawę katyńską relacjonuje tak jak Sowieci, pisząc, że wszystko zostało ukartowane przez Goebbelsa, by oszukać opinię światową. „Zszokowało nas to – pisze – gdy zobaczyliśmy, że polski rząd w Londynie bierze tę historię na serio. Usłyszeliśmy w BBC, że Włodzimierz Kot [pomyłka w imieniu, chodziło o Stanisława Kota – przyp. T.Ł.], były profesor prawa z Uniwersytetu w Krakowie, a później polski ambasador w Rosji, a obecnie Minister Informacji w Londynie, opublikował oświadczenie Polskiego Ministerstwa Wojny, opisujące zbrodnię. Było do tego załączone żądanie Rządu Polskiego, aby dopuścić Czerwony Krzyż do dochodzenia”. To jednak był jedynie wstęp, dalej następowały takie passusy: „Istnieje stare rosyjskie powiedzonko: »Jaki jest pożytek z bycia Polakiem, jeśli nie możesz być głupi?«.
Zręczność, z jaką Polski Rząd w Londynie w tak głupi sposób wszedł w pułapkę zastawioną przez Goebbelsa powoduje, że należy się zastanowić, czy przysłowie nie niesie jednak prawdziwych znaczeń. Niezależnie od tego, czy historia o zbrodni była prawdziwa (a Goebbels nigdy nie przedstawił na to dowodu), Polacy z pewnością zrobili wszystko co w ich mocy, aby rozwiązać ją w sposób jak najbardziej niedyplomatyczny. Dyplomacja Polaków jest tak subtelna, jak droga czołgu Mark VI przez ogród kwiatowy”.
Takie rzeczy wypisywał pan Reynolds o Polakach, polskim rządzie i zbrodni katyńskiej w 1943 roku. Próbowano Polaków uciszyć, kazać się zamknąć z tematem Katynia, gdyż przeszkadzało to zarówno Churchillowi, jak i Rooseveltowi w dopięciu własnych celów – przecież na stole była dla nich stawka dużo ważniejsza niż „jakaś tam” Polska. Chodziło o utrzymanie dobrych relacji ze Stalinem. Uważano, że tylko razem z nim da się pokonać Niemcy.
Bestialstwa popełnione przez Stalina i Sowietów na Polakach były przeszkodą dla tych procesów.
Nawet koniec wojny nie przyniósł rozwiązania. Specjalna Komisja Śledcza Kongresu Stanów Zjednoczonych do Zbadania Zbrodni Katyńskiej, zwana Komisją Maddena, przeprowadziła dochodzenie w sprawie zbrodni katyńskiej dopiero w latach 1951–1952. Do tego czasu można było wygłaszać takie obraźliwe bzdury, jak te spod pióra Reynoldsa. A przecież gdy poczyta się szczegóły dotyczące mechaniki tego ludobójstwa, o sposobie mordowania, o notatkach robionych przez Polaków w kalendarzykach aż do niemal końca, gdy poczyta się listy od rodzin i do rodzin i gdy wyobrazi się skalę tego mordu, to człowiekowi robi się słabo. Wobec takiej zbrodni słowa Reynoldsa nie mogą zniknąć pod bibliotecznym kurzem na regałach antykwariatów.
Panie Reynolds, patrz pan, jakie ohydne rzeczy żeś pan pisał o Polakach! Nie wstyd panu teraz, gdzieś tam w zaświatach? [no gdzie, zgadnij, kotku?? md]
Przy okazji obecnej rocznicy zbrodni katyńskiej sięgnąłem do swojego prywatnego archiwum nagrań i znalazłem tam zapis audio niezwykłego spotkania ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego (1918- 2007) oraz dr Stanisława Zdrojewskiego (zmarł w roku 2003) z około setką młodzieży, które miało miejsce w Białymstoku, w roku 2003. To co wówczas powiedzieli ci niestrudzeni badacze sprawy zbrodni katyńskiej jest arcyciekawe.
Jak inaczej bowiem można nazwać m.in. informację, iż ostatnim z białoruskiej listy katyńskiej, zamordowanym na Kuropatach był ks. Marian Szumowski, proboszcz parafii w Jedwabnym, który wielu Żydom ocalił życie, a przedstawiciele tej samej narodowości – wydali go na śmierć.
Był czerwiec roku 2003. Ksiądz Zdzisław Peszkowski, szef Fundacji Golgota Wschodu, z towarzyszącym mu dr Stanisławem Zdrojewskim, posiadającym niezwykle bogatą wiedzę o zbrodni katyńskiej, przybyli na Białostocczyznę, aby wziąć tu udział w kilku uroczystościach zorganizowanych przez Związek Sybiraków oraz spotkać się z tutejszą Rodziną Katyńską. Przy tej okazji dali się namówić białostockim patriotom na spotkanie z młodzieżą Liceum Katolickiego w Białymstoku. Ja, jako dziennikarz, również zostałem tam zaproszony. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że zostałem wyróżniony przez organizatorów tego spotkania, gdyż byłem tam jednym przedstawicielem mediów.
Jako pierwszy głos zabrał dr Stanisław Zdrojewski, którego ojciec w kwietniu 1940 roku został zamordowany przez NKWD w Starobielsku. Mówił on rzeczy, dziś trudne do pojęcia, m.in. iż polscy historycy pod koniec lat 90’ mieli bardzo swobodny dostęp do dokumentów w rosyjskich archiwach. – Pod koniec lat 90’ Polacy zajmujący się zbrodniami stalinowskimi, mieli bardzo szeroki dostęp do materiałów przechowywanych w rosyjskich archiwach. Dla przykładu w książce „Katoliccy duchowni w Golgocie Wschodu”, którą napisaliśmy wspólnie z ks. prałatem Zdzisławem Peszkowskim, podaliśmy liczbę 3701 duchownych zamordowanych podczas wojny przez Sowietów i wszystkie te dane otrzymaliśmy w rosyjskich archiwach – mówił w czerwcu roku 2003 dr. Zdrojewski. Był to jeden z jego ostatnich wykładów, gdyż później choroba nowotworowa nie pozwoliła mu ich głosić. Zaczęła ona szczególnie szybko postępować po wydaniu skandalicznej książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”. Stanisław Zdrojewski bardzo ciężko przeżywał zawarte w tej książce pomawianie Polaków o mordowanie Żydów. Zmarł w grudniu 2003.
Ciekawe i bardzo osobiste jest wspomnienie dr Zdrojewskiego z kwerendy w rosyjskich archiwach, do których dziś nie ma wstępu żaden polski historyk. – Kiedy odwiedzałem te archiwa, pracujący w nich rosyjscy urzędnicy często mnie pytali, czy ja nie mam w sercu nienawiści do nich, za to że ich przodkowie mordowali Polaków, m.in. podczas zbrodni katyńskiej? Zawsze mówiłem im to samo, że nie żywię do nich nienawiści, nawet pomimo tego że bolszewicy zamordowali podczas tej zbrodni mojego ojca – powiedział bardzo szczerze niestrudzony poszukiwacz prawdy o Katyniu.
Proboszcz Jedwabnego wydany przez „sąsiadów”
Zaraz po tej wypowiedzi dr Stanisław Zdrojewski wspomniał o niemal zapomnianej, a pięknej postaci niezłomnego kapłana ks. Mariana Szumowskiego, który jest jednym z tysięcy zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej. – W Kuropatach na Białorusi leżą szczątki prawie 4 tysięcy polskich oficerów zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej. Ostatnim, którego ciało wrzucono do dołu śmierci w Kuropatach był ks. Marian Szumowski – proboszcz Jedwabnego. W roku 1940 za okupacji bolszewickiej, był on kapelanem Związku Walki Zbrojnej. Dla NKWD wydał go żydowski „sąsiad”. Na potwierdzenie tych moich słów mam dokument, który z ks. Peszkowskim odnaleźliśmy w rosyjskim archiwum – zaświadczył dr Stanisław Zdrojewski.
Ksiądz proboszcz Marian Szumowski został aresztowany przez Rosjan 10.07.1940 na plebanii parafii Jedwabne. Aresztowanie to było jednym z wielu – przeprowadzonych w związku z rozpracowaniem przez Sowietów oddziału Związku Walki Zbrojnej z bazą w miejscowości Kobielin. Do tego oddziału należało aż 250 osób. NKWD wpadał na ich trop z pomocą donosów Żydów należących do miejscowej komórki komunistycznej (tzw. rewkomu -Komitet Wojskowo Rewolucyjny). Według dokumentów przedstawionych przez Stanisława Zdrojewskiego, na spotkaniu w którym wówczas uczestniczyłem, komórka tą dowodził sowiecki agent i prowokator o nazwisku Epstein.
Wydanie NKWD ks. Szumowskiego przez żydowskich komunistów z Jedwabnego i okolic jest tym bardziej ohydne, że po zajęciu przez Niemców tego miasteczka (2 wrzesień 1939) proboszcz parafii pw. św. Jakuba w Jedwabnem, przekonał około 2 tysięcy zebranych tam Żydów, przybyłych tu z różnych stron Polski, żeby uciekali na Wschód, gdyż Niemcy szykują im zagładę. Ci Żydzi posłuchali rady proboszcza i tylko dlatego ocaleli.
22 września, po ustaleniu przez agresorów granicy zaborów, Niemcy przekazały Sowietom m.in. Jedwabne. Wówczas to ujawnili się Żydzi zrzeszeni w „rewkomie” i wydawali NKWD polskich patriotów. Ksiądz Marian Szumowski, po aresztowaniu, został przewieziony do Łomży, gdzie znajdował się obóz filtracyjny, w którym więźniów przeznaczano na rozstrzelanie bądź do wywózki na Sybir. Podobne obozy filtracyjne Sowieci instalowali i później – np. podczas obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku.
Proboszcza Jedwabnego przeznaczono na śmierć. Kapłana przewieziono do więzienia NKWD w Mińsku, gdzie poddano go okrutnym torturom. Jedna z ofiar, dzieląca w Mińsku celę z ks. Szumowskim, zanotowała we wspomnieniach: „W Jedwabnem przesłuchiwali Żydzi, w Łomży — Żydzi, w Białymstoku — Żydzi, i w Mińsku — Żydzi […] Bicie było niemiłosierne. Przesłuchania były dwa razy, a nieraz i trzy razy na dobę”.
Z jednego z tych przesłuchań ks. Marian Szumowski nie wrócił żywy do celi. Jego ciało, jako ostatnie, w ramach akcji katyńskiej, zasypano w jamie śmierci na Kuropatach.
Niedługo po aresztowania proboszcza Jedwabnego, NKWD zatrzymało też ks. Stanisława Cudnika proboszcza, nieodległej od Jedwabnego, parafii pw. Trójcy Świętej we wsi Burzyn, a przed wojną kapelana Wojska Polskiego. Bolszewicy, po bestialskim przesłuchaniu w mińskim więzieniu, w czerwcu 1941 roku pogonili go wraz z setkami innych więźniów w „marszu śmierci” do Czerwińska. Żywy do tego miasta nie dotarł.
Katyń to ważna część naszej historii
Ze wzruszeniem słuchałem nagranego podczas spotkania w białostockim Liceum Katolickim głosu ks. Zdzisława Peszkowskiego. Pamiętam sytuację, w której przedstawiono mnie wtedy księdzu, byłem wówczas korespondentem „Naszego Dziennika”. Spojrzał na mnie życzliwie swoimi jasnymi oczami. Położył mi rękę na ramieniu, uśmiechnął się i powiedział żartobliwie „Ty Nasz Dzienniku”. Emanowało z niego dobro i pokój. Tak zapamiętałem tego wspaniałego kapłana i człowieka.
Ksiądz Peszkowski, który ocalał z Kozielska, mówił do młodzieży licealnej: – Golgota Wschodu jest częścią jakiegoś naszego polskiego jestestwa. – Pięknie i mądrze opowiadał im o tym jestestwie.
– Kilku Polaków obecnych podczas ekshumacji ofiar zbrodni katyńskiej w roku 1943, wszystkie znalezione papiery, nawet najmniejszy skrawek dokumentu, zebrali i w tajemnicy przed NKWD zawieźli do Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki w Krakowie. Konserwacją i opracowaniem wszystkich znalezisk zajął się zespół pod kierunkiem doktora Jana Zygmunta Robla.
Zadanie, przed którym stanął zespół, wydawało się być karkołomne. Jak z brudnych, zniszczonych, zgniłych dokumentów odczytać ich zawartość? Stopniowo jednak żmudna praca, polegająca między innymi na wielogodzinnych kąpielach papieru w chemikaliach, zaczęła przynosić efekty. Polacy tworzyli dokładny opis wszystkich dokumentów, a także sporządzali ich kopie. Niemcy zniszczyli oryginały, ale ocalały kopie – tłumaczył założyciel i długoletni prezes Fundacji Golgota Wschodu.
Największe wzruszenie wśród słuchaczy ks. Zdzisław Peszkowski wywołał, odczytując list znaleziony podczas ekshumacji w roku 1991 w Charkowie, w której uczestniczył, przy ciele młodego oficera pochodzącego z Warszawy. W niewysłanym liście młody Polak pisze: „Chciałbym wrócić do Polski, dokończyć studia prawnicze. Pragnąłbym rozwijać swój charakter, umysł, życie duchowe i materialne. Chciałbym ożenić się z piękną i dobra kobietą i mieć z nią dzieci. Pragnąłbym mieć kawałek swojej ziemi, żebym mógł tam czasem odpocząć od zgiełku miasta i gwaru ludzkiego… Proszę cię Boże, proszę Cię, żeby moje rodzeństwo i rodzice nadal żyli według twego zamysłu dobrze układając swoje życie, a wszystko to w naszej kochanej Polsce”.
Kapelan Rodzin Katyńskich
Ks. prałat Zbigniew Peszkowski ma ogromne zasługi w upamiętnianiu zbrodni katyńskiej, w której zginął m.in. jego bliski kuzyn podpułkownik Edward Peszkowski – zamordowany w Charkowie wiosną 1940 roku. Ksiądz Peszkowski był kapelanem Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie. Podczas ekshumacji polskich oficerów w latach 90. każdą czaszkę osobiście brał w dłonie dotykał jej i błogosławił różańcem otrzymanym i poświęconym przez świętego Jana Pawła II. Z jego inicjatywy rok 1995 został ogłoszony Rokiem Katyńskim. Dzięki m.in. jego staraniom mogły powstać cmentarze wojskowe w Katyniu, Charkowie i Miednoje, liczne pomniki i miejsca pamięci ku czci polskich oficerów na polskiej ziemi i na obczyźnie, wśród Polonii. Był współzałożycielem Komitetu Dobrego Imienia Polski. W roku 2000 z jego inspiracji powstał Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

Świat z zapartym tchem obserwuje sytuację. W miarę jak napięcia w Zatoce Perskiej rosną, nowy, niezwykle kontrowersyjny wywiad z irańskim politologiem i członkiem delegacji, prof. Mohammadem Marandim, wywołuje globalną sensację.
Marandi, który sam uczestniczył w nieudanych negocjacjach w Islamabadzie, maluje jasny obraz: morska blokada Cieśniny Ormuz narzucona przez prezydenta Trumpa jest nie tylko nieskuteczna wobec Iranu, ale również poważnie wpłynie na globalną gospodarkę. Negocjacje dobiegły końca – a Teheran jest przygotowany na ewentualną eskalację.
Nieudane negocjacje w Islamabadzie
Profesor Marandi przebywał na miejscu w Islamabadzie jako członek irańskiej delegacji. Opisuje atmosferę wielkiego sceptycyzmu, panującą nawet podczas lotu. Irańczycy nie spodziewali się przełomu.
Mimo to przeprowadzono istotne dyskusje i osiągnięto postęp – aż do nagłego zwrotu akcji pod koniec dnia.
Według Marandiego, Stany Zjednoczone przedstawiły maksymalistyczne żądania i nie wykazały się żadną dobrą wolą. Wręcz przeciwnie: podczas negocjacji dwa amerykańskie okręty wojenne próbowały wpłynąć do Cieśniny Ormuz – akt prowokacji, który spotkał się z atakami dronów i ostrzeżeniami ze strony irańskiej. Okręty wycofały się.
Jednocześnie Marandi relacjonuje atmosferę zagrożenia: „Washington Post” otwarcie nawoływał do zabójstwa członków delegacji. W locie powrotnym konieczne było podjęcie środków bezpieczeństwa; samolot nie wylądował w Teheranie, lecz w Meszhedzie, a niektórzy kontynuowali podróż pociągiem.
Marandi szczególnie krytycznie ocenia rolę wiceprezydenta J.D. Vance’a: nieustannie rozmawiał z Benjaminem Netanjahu przez telefon i składał mu raporty. Netanjahu ostatecznie sabotował negocjacje.
„Kto tu naprawdę rządzi?” – pyta retorycznie Marandi. Dla niego to jasne: politykę USA dyktuje lobby syjonistyczne i Izrael, a nie interesy amerykańskie.
Blokada Trumpa – wypowiedzenie wojny obarczone wysokim ryzykiem
Natychmiast po fiasku rozmów Trump ogłosił całkowitą blokadę Cieśniny Ormuz. Zagroził zatopieniem wszystkich irańskich statków.
Marandi uważa, że środek ten jest w dużej mierze nieskuteczny i nieproduktywny.
Irańska marynarka wojenna jest w dużej mierze nienaruszona. Prawdziwe jednostki bojowe to szybkie łodzie szturmowe, stacjonujące w podziemnych tunelach wzdłuż wybrzeża, które w razie potrzeby można masowo rozmieścić.
Irańskie rakiety, obrona przeciwlotnicza i siły powietrzne nie zostały zniszczone – w przeciwnym razie Trump mógłby dokonać inwazji już dawno temu.
Jeśli USA podejmą próbę wyegzekwowania blokady, Iran zagrozi masowymi atakami rakietowymi.
Marandi zwraca uwagę, że Marynarka Wojenna USA zawsze utrzymywała dużą odległość od wybrzeży Iranu. Skuteczna blokada z dużej odległości (1000–1500 km) byłaby niezwykle kosztowna i trudna do wyegzekwowania.
Iran już zapowiedział, że nie będzie już pozwalał na przepływanie statków z wrogich państw, natomiast państwa przyjazne (takie jak Chiny i Rosja) nadal będą mogły być eskortowane.
Poważne konsekwencje dla światowej gospodarki i sojuszników USA
Marandi ostrzega stanowczo: blokada drastycznie pogłębi światowy kryzys energetyczny.
Rezerwy praktycznie nie istnieją – Rosja i Iran w dużej mierze sprzedały już swoje zapasy na wolnym rynku. Ceny wyraźnie rosną, a rezerwy strategiczne państw zachodnich są eksploatowane.
Państwa Zatoki Perskiej są szczególnie dotknięte: Emiraty Arabskie, Katar i inne państwa praktycznie nie mogą korzystać ze swoich portów. Arabia Saudyjska musi uciekać się do droższych tras przez Morze Czerwone.
Marandi przewiduje: Jeśli kryzys będzie się przedłużał i nadejdą letnie upały, monarchie Zatoki Perskiej ze słabą infrastrukturą mogą upaść.
Sam Iran jest o wiele silniejszy: kraj produkuje około 90% własnej żywności, ma duże obszary rolnicze, góry, lasy i tamy.
Może handlować przez granice lądowe z Pakistanem, Afganistanem, Turkmenistanem, Irakiem, Turcją i przez Morze Kaspijskie.
Jeszcze przed wojną Iran aktywnie przestawił się na import ryżu z Indii do Pakistanu.
Irańska odporność i jedność narodowa
Centralnym punktem analizy Marandiego jest wewnętrzna siła Iranu.
Podczas wojny młodzi ludzie masowo chronili swymi ciałami krytyczną infrastrukturę (elektrownie, mosty).
Delegacja powróciła z Islamabadu całą grupą, mimo gróźb śmierci – nikt się nie wycofał.
Żaden wysoko postawiony oficer ani urzędnik rządowy nie poddał się ani nie zrezygnował ze stanowiska w czasie wojny.
Marandi ostro krytykuje zachodnie media: ukrywają one drugie ludobójstwo w Libanie, bagatelizują ataki Izraela i systematycznie rozpowszechniają kłamstwa na temat Iranu.
Zachodnie media są współwinne zbrodni wojennych.
Perspektywy: Kto ma inicjatywę?
Marandi jest pewien: Iran nie przegrał wojny, lecz utrzymał strategiczną przewagę.
USA i Izrael nie osiągnęły żadnego ze swoich celów.
Trump faktycznie szuka „drogi wyjścia”, ale powstrzymują go Netanjahu i lobby.
Blokada jest aktem desperacji, który zaszkodzi Ameryce i jej sojusznikom bardziej niż Iranowi.
Iran jednocześnie przygotowuje się do kolejnej rundy – militarnie, gospodarczo i społecznie. Morale w armii i wśród ludności jest wysokie.
Marandi jest przekonany: Iran przetrwa ten konflikt dłużej niż USA.
Światowa opinia publiczna coraz bardziej zwraca się przeciwko Waszyngtonowi i Tel Awiwowi.
Wywiad z prof. Mohammadem Marandim to imponujący dowód determinacji Iranu i bezwzględna analiza obecnej dynamiki władzy.
Podczas gdy Trump zaostrza blokady i groźby, Iran wydaje się przygotowany i strategicznie lepszy.
Nadchodzące tygodnie pokażą, czy blokada Cieśniny Ormuz okaże się rzeczywiście wyczekiwaną bronią, czy też kolejnym poważnym błędem strategicznym USA.
Cały świat patrzy.
=====================================


Świat z zapartym tchem obserwuje sytuację. W miarę jak napięcia w Zatoce Perskiej rosną, długi i niezwykle emocjonujący wywiad z uznanym amerykańskim politologiem, profesorem Johnem Mearsheimerem, staje się viralem.
Wpływowy realista z Uniwersytetu Chicagowskiego przedstawia ponury obraz obecnej polityki USA pod rządami prezydenta Trumpa: blokadę morską Cieśniny Ormuz, nieudane negocjacje w Islamabadzie i głęboki kryzys strategiczny Stanów Zjednoczonych.
Mearsheimer mówi o ślepej uliczce, w której Ameryka nie tylko ryzykuje przegraną w wojnie z Iranem, ale także naraża się na poważne szkody dla światowej gospodarki i własnej pozycji na świecie.
W szczegółowej rozmowie z Danielem Davisem Mearsheimer bezlitośnie analizuje najnowsze wydarzenia.
Prezydent Trump ogłosił całkowitą blokadę Cieśniny Ormuz i zagroził zniszczeniem każdego irańskiego statku, który ją ominie. Środek ten wszedł w życie dziś rano i ma na celu sparaliżowanie gospodarki Iranu – po sześciu tygodniach walk i późniejszych negocjacjach w Islamabadzie, które nie przyniosły porozumienia.
Nieudane negocjacje w Islamabadzie
Mearsheimer określa negocjacje pod przewodnictwem wiceprezydenta JD Vance’a jako katastrofalną porażkę.
Chociaż Trump początkowo zasygnalizował gotowość do negocjacji w oparciu o 10-punktowy plan Iranu, Vance ostatecznie przedstawił maksymalistyczne żądania USA (plan 15-punktowy). Irańczycy je odrzucili.
Dla Mearsheimera nie był to przypadek: USA znajdowały się w słabej pozycji, szukały „drogi ucieczki”, ale pod silnym wpływem Izraela realizowały twardą linię – również za sprawą bezpośrednich kontaktów Netanjahu z Vance’em.
Profesor szczególnie krytycznie ocenia rolę Izraela i lobby pro-izraelskiego.
Netanjahu aktywnie próbował sabotować negocjacje, zmuszając Izrael do kontynuowania ataków na pozycje Hezbollahu w Libanie, pomimo uzgodnionego zawieszenia broni.
Mearsheimer mówi o wyraźnej próbie zapobieżenia jakiejkolwiek deeskalacji.
W tym samym czasie postacie takie jak Jared Kushner i inni „zagorzali syjoniści” byli obecni w tle, aby pilnować, by Vance zachowywał się zgodnie z procedurami.
Blokada – „straszna opcja”
Mearsheimer uważa, że wprowadzona blokada Cieśniny Ormuz jest wysoce problematyczna ze strategicznego punktu widzenia.
Nie ugnie to Iranu, ale przede wszystkim spowoduje ogromne szkody w światowej gospodarce.
Irańska ropa naftowa jest niezbędna na rynku światowym – nawet same Stany Zjednoczone złagodziły sankcje, aby wprowadzić na rynek więcej ropy.
Ameryka strzela sobie w stopę tą blokadą.
Ceny ropy naftowej i benzyny już zauważalnie rosną.
Mearsheimer ostrzega: Jeśli blokada potrwa dłużej, nieuchronnie nastąpi poważna recesja, a nawet globalna depresja porównywalna z tą z 1929 roku.
Szczególnie dotknięte są kraje Azji Wschodniej, takie jak Japonia (93% importu ropy przez Ormuz) i Korea Południowa (45%).
Wstrząsy gospodarcze rozprzestrzeniłyby się na cały świat – dotyczyłoby to m.in. wyższych cen żywności z powodu zakłóceń w dostawach nawozów.
Strategiczna porażka USA
Analiza Mearsheimera sprowadza się do miażdżącego wniosku: Stany Zjednoczone już strategicznie przegrały wojnę z Iranem.
Żaden z czterech pierwotnych celów nie został osiągnięty:
Żadnej zmiany reżimu w Iranie.
Żadnego zniszczenia pocisków balistycznych.
Żadnego zakończenia irańskiego programu nuklearnego.
Żadnego zaprzestania wspierania Hezbollahu, Hamasu i Huti.
Zamiast tego Iran faktycznie kontroluje teraz Cieśninę Ormuz – pozycję, której nie miał przed wojną.
Irańczycy znajdują się dziś w lepszej pozycji strategicznej niż przed 27 lutego 2026 r.
Mearsheimer podkreśla: Nikt nie jest w stanie przedstawić mu wiarygodnego scenariusza, w jaki sposób USA mogłyby odwrócić sytuację.
Nawet opcja nuklearna – rozważana najwyraźniej przez niektórych Izraelczyków – według jego szacunków nie doprowadziłaby do oczekiwanego rezultatu, ponieważ znaczna część irańskiej infrastruktury znajduje się pod ziemią.
Wpływy Izraela i wewnętrzna dynamika polityczna
Mearsheimer uważa, że Netanjahu znajduje się w rozpaczliwej sytuacji.
Po militarnej i politycznej porażce ataku na Iran, Iran „migocze” i szuka radykalnych rozwiązań.
Dla Netanjahu Iran jest „Moby Dickiem” – obsesją.
Jednocześnie profesor ostro krytykuje fakt, że wysoko postawieni politycy amerykańscy, tacy jak Lindsey Graham i generał Jack Keane, nadal naciskają na eskalację konfliktu, nie przedstawiając realistycznej strategii.
Konsekwencje globalne: rozpad sojuszy
Szczególnie alarmujący jest wpływ na sojusze amerykańskie.
Trump obraził Europę, Japonię, Koreę Południową i państwa Zatoki Perskiej, publicznie krytykując je za brak poparcia.
Mearsheimer ostrzega: USA tracą wiarygodność jako wiarygodny partner.
Kraje Azji i Europy zaczynają już rozważać alternatywy – w tym własne środki odstraszania nuklearnego (Japonia, Korea Południowa) lub niezależną europejską architekturę bezpieczeństwa.
Z kolei Chiny i Rosja wydają się być odpowiedzialnymi aktorami, podczas gdy USA sprawiają wrażenie coraz bardziej odizolowanych i nieprzewidywalnych.
Perspektywy: Titanic na kursie kolizyjnym
Mearsheimer porównuje obecną sytuację do Titanica zmierzającego w stronę góry lodowej.
Trump jest pod ogromną presją: z jednej strony Izrael i lobby odrzucające jakiekolwiek rozwiązania kompromisowe, z drugiej strony zbliżająca się globalna katastrofa gospodarcza.
Kluczowe pytanie na nadchodzące tygodnie brzmi: Czy Trump będzie miał odwagę zerwać stosunki z Izraelem i zawrzeć umowę, czy też z powodów polityki wewnętrznej eskaluje napięcia, wciągając tym samym światową gospodarkę w otchłań?
Profesor kończy rozmowę otrzeźwiającym stwierdzeniem: Jest to „całkowicie przygnębiająca” analiza – ale konieczna, aby dać wyraz prawdzie.
W tym wywiadzie profesor John Mearsheimer przedstawia jedną z najostrzejszych i najbardziej spójnych krytyk bieżącej polityki zagranicznej USA.
Czy ostrzeżenia zostaną wzięte pod uwagę, czy eskalacja będzie kontynuowana, okaże się w nadchodzących dniach i tygodniach.
Moon of Alabama pisze: Pierwsza runda rozmów między USA a Iranem zakończyła się fiaskiem i nie przyniosła postępu. Amerykańscy negocjatorzy całkowicie źle ocenili swoje stanowiska i próbowali stawiać warunki.

J.D. Vance niewiele powiedział o tym, co wydarzyło się podczas 21 godzin negocjacji, sugerując, że przedstawił Irańczykom ofertę ‚przyjmij albo odrzuć’, aby raz na zawsze zakończyli swój program nuklearny. „Wyraźnie określiliśmy nasze granice” – powiedział Vance reporterom – „na co jesteśmy gotowi się zgodzić”. Dodał: „Zdecydowali się nie zaakceptować naszych warunków”.
Stany Zjednoczone – jak dotąd – przegrały wojnę. Żaden z ich celów wojennych nie został osiągnięty. Ich próby kradzieży irańskiego wzbogaconego uranu doprowadziły do największych strat w siłach powietrznych od czasów wojny w Wietnamie. Nie są w stanie dyktować warunków:
Negocjacje w Islamabadzie niewiele różnią się od tych, które zakończyły się impasem w Genewie pod koniec lutego. Głównym narzędziem nacisku Trumpa jest obecnie groźba wznowienia poważnych działań wojennych. W końcu kruche dwutygodniowe zawieszenie broni kończy się 21 kwietnia. Choć groźba wznowienia działań wojennych w nadchodzących dniach może być przywoływana, nie jest to szczególnie realny wybór polityczny dla Trumpa – i Irańczycy o tym wiedzą.
Trump ogłosił zawieszenie broni w zeszłym tygodniu głównie po to, aby złagodzić ból związany z utratą 20% światowych rezerw ropy naftowej, co doprowadziło do wzrostu cen benzyny i niedoborów nawozów, a także helu do produkcji półprzewodników. Akcje na giełdzie rosły w oczekiwaniu na porozumienie, nawet niepełne lub niezadowalające. Gdyby wojna została wznowiona, rynki spadłyby prawdopodobnie, niedobory pogłębiły się, a inflacja – już na poziomie 3,3% – niemal nieuchronnie wzrosła. A to prowadzi do najpilniejszego problemu: ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Wyspa Kharg
Po zakończeniu negocjacji Donald Trump wskazał na platformie X na tekst, w którym autor twierdzi, że jego najlepszym kolejnym krokiem w kierunku ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz jest blokada morska Iranu. Jest to pomysł prawnika Johna Solomona – jego artykuł wyróżnia się niezwykłą ignorancją:
„Jeśli Iran odrzuci ostateczną ofertę złożoną przez Stany Zjednoczone w sobotę, Trump może zbombardować Teheran, cofając go do ‚epoki kamienia łupanego’, jak zapowiedział. Albo mógłby powtórzyć swoją skuteczną strategię blokady, aby zdusić i tak już słabnącą irańską gospodarkę i wywrzeć presję dyplomatyczną na Chiny i Indie, odcinając je od jednego z kluczowych źródeł ropy naftowej.
Jak na ironię, ogromny lotniskowiec USS Gerald Ford, który przewodził blokadzie Wenezueli, znajduje się obecnie w Zatoce Perskiej po krótkiej przerwie na naprawy i odpoczynek załogi po śmiertelnym pożarze. Teraz dołącza do USS Abraham Lincoln i innych dużych okrętów wojennych”.
=========================================
W rzeczywistości znajduje się USS Gerald Ford, z niesprawnymi toaletami i spaloną pralnią na Morzu Śródziemnym. Musiałby przepłynąć przez Kanał Sueski, Cieśninę Bab al-Mandab i Cieśninę Ormuz, aby dotrzeć do Zatoki Perskiej. Bab al-Mandab jest kontrolowany przez Huti, a Ormuz przez Iran. Powodzenia!
Pomysł zniesienia irańskiej blokady Cieśniny Ormuz poprzez blokadę samego Iranu nie pochodzi od Johna Solomona, lecz od ekscentrycznego neokonserwatysty, emerytowanego generała Jacka Keane’a:
„Jeśli wojna się wznowi i wystarczająco osłabimy pozostałe zdolności militarne Iranu, armia amerykańska mogłaby zająć wyspę Kharg – lub ją zniszczyć” – napisał Keane w felietonie w ‚New York Post’. – „Alternatywnie, Marynarka Wojenna USA mogłaby ustanowić blokadę i odciąć Teheranowi drogę eksportu. Jeśli zachowamy infrastrukturę Kharg, ale przejmiemy kontrolę fizyczną, będziemy mieli Iran wzięty za gardło” – dodał. – „To byłby ostateczny środek, którego potrzebujemy, aby przejąć jego zapasy wzbogaconego uranu i zlikwidować jego zakłady wzbogacania”.
Kharg nie jest tak istotny dla irańskiego eksportu, jak zakładają fanatycy z Waszyngtonu. Przez osiem lat wojny iracko-irańskiej Kharg pozostawał zamknięty, podczas gdy irański eksport ropy naftowej nadal płynął. Każda próba blokady Iranu wymagałaby użycia siły, aby uniemożliwić indyjskim, chińskim i rosyjskim statkom wpływanie do irańskich portów.
Oznaczałoby to również mniej ropy na rynkach światowych. Historycznie rzecz biorąc, blokady morskie potrzebują miesięcy, a nawet lat, aby przynieść efekty. To więcej czasu, niż Trump może politycznie przetrwać.
/uncutnews.ch/verlierer-versucht-bedingungen-zu-stellen
Napisal: Moon of Alabama
Opracował: Zygmunt Białas
And today’s popular music: “blockade” by Trump. pic.twitter.com/7EYQ1nSTm7
— Iran Embassy SA (@IraninSA) April 13, 2026

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 14 kwietnia 2026 michalkiewicz
Oprócz widma komunizmu, jakie od niespełna 200 lat krąży po Europie, na co zwróciła uwagę spółka autorska w osobach słynnego cadyka Marksa Karola i jego kolaboranta, szabesgoja Engelsa Fryderyka, po starym kontynencie krążą też inne, nie tyle może widma, co fałszywe pogłoski. Nawiasem mówiąc, spółka Marks&Engels przepoczwarzyła się w spółkę Marks&Spencer – zgodnie z wytycznymi, nakazującymi kamuflować nomenklaturowe, komunistyczne spółki pod postacią spółek prawa handlowego. Tak właśnie było w czasie słynnej transformacji ustrojowej, kiedy to komunistyczna nomenklatura, a więc – przede wszystkim bezpieka – na wieść o planowanej ewakuacji imperium sowieckiego z Europy Środkowej, jaka gruchnęła po spotkaniu Michała Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Rejkjaviku na Islandii w roku 1986 – zaczęła się gwałtownie uwłaszczać na rozkradanym majątku państwowym. Powstawały wtedy, jak grzyby po deszczu spółki nomenklaturowe, na podstawie przedwojennego kodeksu handlowego z 1934 roku.
Za komuny chodziło o ułatwienie handlowania z kontrahentami zachodnimi, w związku z czym centrale handlu zagranicznego, wprawdzie w stu procentach państwowe, udawały spółki prawa handlowego. Rodziło to zabawne nieporozumienia, bo na przykład pewien Francuz myślał, że w nazwie centrali handlu zagranicznego „Polimex Cekop”, Cekop, to jest nazwisko głównego udziałowca i nieubłaganym palcem mi wytykał, że w Polsce nie ma „prawdziwego” socjalizmu, skoro taki krwiopijca, jak Monsieur Cekop, robi takie kokosowe interesy. Teraz też nie brakuje takich, co to ubolewają, że za PRL „prawdziwego” socjalizmu u nas nie było. Jeden taki przesyła mi nawet płody swojej wyobraźni, na podstawie których wnioskuję, że ten to by dopiero nas urządził, znaczy – puścił z torbami.
Wróćmy jednak od tych wspomnień do fałszywych pogłosek, co to krążą po Europie, na podobieństwo widma komunizmu. Jedna z nich głosi, że nasza Reichsfuhrerin, protektorka obywatela Tuska Donalda, którego wysłała, by nas prowadził świetlistym szlakiem ku Generalnej Guberni, była, czy może jest nadal podejrzewana o brzydkie sprawy z koncernem farmaceutycznym Pfizer, co to ratował Ludzkość szczepionkami przed zbrodniczym koronawirusem. Jak pamiętamy biurokratyczny gang pod nazwą WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia uchwalił, że ma być epidemia, stanowiąca pilotażowy program tresury Ludzkości w związku z planami promotorów komunistycznej rewolucji. Tym razem spółka Marks&Engels postawiła nie na żadne ideologiczne dyrdymały, tylko na instynkt samozachowawczy – co okazało się strzałem w dziesiątkę. Ludzkość, a zwłaszcza „eksperci”, którym zamachano przed nosem „grantami”, uwierzyła nawet w maseczki, chociaż pewien włoski wirusolog na pytanie o ich skuteczność, powiedział, że owszem – a jakże – są skuteczne przeciw wirusom mnie więcej na tej samej zasadzie, gdybyśmy w intencji zagrodzenia komarom dostępu na naszą posesją, zamknęli starannie furtkę w płocie.
I tylko jeden Grzegorz Braun nie tylko w żadne maseczki nie wierzył i odmawiał w Sejmie ich zakładania, za co wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, od których w Sejmie i rządzie aż się roi, nie szczędzili mu gorzkich słów krytyki, podobnych do dzisiejszych, że to niby idzie na pasku Putina. Tymczasem, kiedy epidemia rozwijała się zgodnie z założeniami w tempie stachanowskim, zbrodniczy Putin z dnia na dzień ją zlikwidował, rozpoczynając specjalną operację wojskową na Ukrainie. Jak pamiętamy, miliony Ukraińców rzuciły się do ucieczki, świadomi, że druga taka okazja do opuszczenia cudnego raju dla tamtejszych oligarchów nieprędko się powtórzy. W rezultacie przez przejścia graniczne z Polską dzień w dzień przywalało się po sto tysięcy Ukraińców bez żadnych szczepień, certyfikatów, a nawet – bez maseczek – więc nie było rady – rząd Dobrej Zmiany pod przewodnictwem Mateusza Morawieckiego, nie miał innego wyjścia, jak z dnia na dzień epideimię zbrodniczego koronawirusa zakończyć.
Tymczasem jednak Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zamówiła w koncernie Pfizer ogromne ilości szczepionek, składających się prawdopodobnie z wody destylowanej, w której rozpuszczone były śladowe ilości cukru-pudru, a może talku, przydzielając je poszczególnym bantustanom w Eurokołchozie, które potem miały Pfizerowi zapłacić. Ile od Pfizera za to dostała i gdzie to schowała – tego nikt nie wie, co daje pożywkę fałszywym pogłoskom, z powodu których podobno prowadzone są nawet jakieś „energiczne śledztwa”.
Ale Reichsfuhrerin wie, że w naszym fachu nie ma strachu i tylko przy każdej okazji nadstawia europejskim wielkorządcom swoje więdnące oblicze do pocałowania z taka miną, jakby to był wielki zaszczyt i rarytas. Powiadają, że obywatel Tusk Donald nie przepuszcza żadnej okazji, by w ten sposób naszą Reichsfuhrerin udelektować. Ja mu tych uścisków nie zazdroszczę, owszem – współczuję mu na widok potwierdzający, że nie ma róży bez kolców. Więc jak już zadowolona ze swego rozumu Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje porozdzielała szczepionki od Pfizera według rozdzielnika między poszczególne bantustany, zimny ruski czekista Putin z dnia na dzień epidemię zakończył. Okazało się, że szczepionki potrzebne są, niczym umarłemu kadzidło, w związku z tym nawet pan minister zdrowia w rządzie obywatela Morawieckiego Mateusza, pan Adam Niedzielski, odmówił ich przyjęcia, chociaż wcześniej sprawiał wrażenie, jakby w epidemię zbrodniczego koronawirusa wierzył całą siłą serca gorejącego.
Posłujący wtedy do naszego Knesejmu złowrogi Grzegorz Braun zapowiedział mu nawet, że „będziesz wisiał” – za co podobno pan Dariusz Korneluk, co to myśli, że jest Prokuratorem Krajowym u obywatela Żurka Waldemara, zamierza przedstawić mu „zarzuty”, podobne do zgaszenia chanuki w Sejmie, czy „naruszenia cielesności” pani doktor Gizele Mengele.
Aliści koncern Pfizer, wychodząc z założenia, że szczepionki Unii Europejskiej sprzedał, a w dodatku – czego oczywiście nie trzeba głośno powtarzać – Reichsfuhrerin miała nawet z tego tytułu pobrać – jak to się mówi – „prowizję”, wystąpił do jakiegoś kolegium przebierańców, ale nie tego z Luksemburga, tylko z samej Brukseli. Przebierańcy – jak to przebierańcy – nakazali członkowskim bantustanom zrzucić się na „odszkodowanie”, chociaż nawet nie wiadomo, czy osobiście zostali z tym materialnie zainteresowani. Na nasz nieszczęśliwy kraj przypadło prawie 6 miliardów złotych. Tedy obywatel Tusk Donald grzmi, że obywatele będą teraz musieli się zrzucić „na głupotę PiS” – chociaż żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak to i on był w pierwszym szeregu naganiaczy. Inaczej zresztą być nie mogło w sytuacji, gdy o przydzieleniu naszemu bantustanowi kontyngentu szczepionek zadecydowała sama Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, o której w związku z tym krążą po Europie wspomniane fałszywe pogłoski. Tedy trudno dziwić się obywatelu Tusku Donaldu, gdy – niezależnie od gromów ciskanych na „głupotę PiS” – jednym tchem piętnuje myślozbrodnię w postaci „polexitu”. Jaki tam „polexit”, kiedy i dla naszych Umiłowanych Przywódców i dla Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, taka Unia Europejska to prawdziwe Eldorado: ona zamawia towar, a może nawet inkasuje „prowizję” a obywatele potem się składają. Któż by tak nie chciał?
Stanisław Michalkiewicz

To powinno być nagłówkiem w wiadomościach WSZĘDZIE. Były szef toksykologii w Pfizerze w Europie właśnie ujawnił coś, co wielu „teoretyków spiskowych” podejrzewało. Szacuje, że od 20 000 do 60 000 osób w Niemczech zmarło z powodu szczepionki na c*vid. To zostało powiedziane na posiedzeniu parlamentarnej komisji śledczej w Niemczech. Więc dlaczego ta ogromna wiadomość nie jest relacjonowana wszędzie? Czy mainstreamowe media, które otrzymały miliony w finansowaniu od Billa Gatesa, celowo to ukrywają… [Dubbing ENG z Niemieckiego]
To powinno być nagłówkiem w wiadomościach WSZĘDZIE.
— Paweł Usiądek (@PUsiadek) April 13, 2026
Były szef toksykologii w Pfizerze w Europie właśnie ujawnił coś, co wielu „teoretyków spiskowych” podejrzewało.
Szacuje, że od 20 000 do 60 000 osób w Niemczech zmarło z powodu szczepionki na c*vid.
To zostało powiedziane na… pic.twitter.com/TX0ivp2rBi

Piotr Zarzeczański (jego otyłość/jego otyłości) @redaktorbs
Chiński minister obrony, admirał Dong Jun, oświadczył, że chińskie statki będą nadal przepływać przez cieśninę Ormuz na mocy porozumień z Iranem i ostrzega Stany Zjednoczone, by nie „wtrącały się w nasze sprawy”. Upadek hegemona. Nigdy w historii nikt nie odważył się tak wprost przeciwstawić USA.

Oficjalnie: Trump jest szalony, jego stan jest niepokojący, a cały świat jest w niebezpieczeństwie, ponieważ trzyma w ręku przycisk nuklearny!
— Omar Faris (@OmarIssaFaris1) April 13, 2026
11.04.2026
Asz-Sziraa
● Psycholog dr John Gartner ostrzegł, że „tempo pogarszania się stanu psychicznego prezydenta Donalda Trumpa…
= ============================================

Oficjalnie: Trump jest szalony, jego stan jest niepokojący, a cały świat jest w niebezpieczeństwie, ponieważ trzyma w ręku przycisk nuklearny! 11.04.2026 Asz-Sziraa
● Psycholog dr John Gartner ostrzegł, że „tempo pogarszania się stanu psychicznego prezydenta Donalda Trumpa przyspiesza” i jest „niepokojące” dla świata, zwłaszcza że trzyma on w ręku klucz do przycisku nuklearnego i może doprowadzić do katastrofy globalnej w swojej wojnie z Iranem.
● Były wykładowca Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa powiedział dziś w transmisji na żywo w programie magazynu „The Daily Beast Podcast”, że Trump, lat 79, wykazuje oznaki otępienia czołowo-skroniowego od 2019 roku.
● Gartner stwierdził, że pogorszenie stanu psychicznego Trumpa przyspiesza obecnie tak bardzo, że „nie jest już tym samym człowiekiem co cztery tygodnie temu”. Dodał, że biorąc pod uwagę, iż prowadzi on obecnie nielegalną i krwawą wojnę przeciwko Iranowi oraz flirtuje z kolejną wojną przeciwko Kubie, powinno to przerażać każdego rozsądnego Amerykanina.
● Powiedział: „To przypomina chorego psychicznie człowieka, który wymknął się spod kontroli — z tą różnicą, że jest to osoba posiadająca przycisk nuklearny, co czyni sytuację niezwykle niebezpieczną.”
● Wyjaśnił, że „osoby cierpiące na otępienie czołowo-skroniowe tracą osąd, hamulce i zdolność kontrolowania swojego zachowania, stają się impulsywne i agresywne.”
● Ostatnie wpisy Trumpa zwiększyły obawy o pogorszenie jego stanu psychicznego, szczególnie jego groźby zniszczenia Iranu oraz brak obaw przed popełnianiem zbrodni wojennych.
● Gartner powiedział, że to, co napisał Trump, „pokazuje interakcję między otępieniem czołowo-skroniowym a złośliwym narcyzmem. Choć Trump od dawna skłaniał się ku obelgom i agresywnemu językowi, stał się teraz jeszcze bardziej brutalny i wulgarny.”
● Dodał, że Trump „zamiast ograniczać się do określeń typu ‘kłamcy’ czy ‘przegrani’, używa teraz wulgarnych słów. Taki poziom języka nie przystoi prezydentowi i wyraźnie pokazuje utratę kontroli nad sobą — przypomina osobę chorą psychicznie poza kontrolą, ale posiadającą zdolność wywołania ogromnego chaosu.”
● Powiedział także: „Obawiam się, że Donald Trump czerpie z tego przyjemność. Odnosi sadystyczną satysfakcję z zastraszania świata i niszczenia. To istota rozszalała, bez rozumu i ograniczeń.”
● Dodał: „Niezależnie od oczywistych epizodów choroby psychicznej, Trump gubi się w trakcie wypowiedzi, traci koncentrację i zapomina kim są ludzie. Gdyby był zwykłym obywatelem USA, jego rodzina umieściłaby go w szpitalu psychiatrycznym… zamiast tego rzuca bomby na świecie!”
● Na koniec Gartner podsumował problem Trumpa w Ameryce słowami: „Jesteśmy w poważnych tarapatach — nie tylko my w Ameryce, ale cały świat — ponieważ najpotężniejszy człowiek na świecie jest zły i niezrównoważony psychicznie.”
| Drodzy Rodacy, Zapraszamy w czwartek 16 kwietnia o godz. 14:00 na kolejną międzyśrodowiskową konferencję Ruchu Naprawy Polski, organizowaną wspólnie z organizacjami społecznymi. Nasza konferencja będzie poświęcona zapaści demograficznej i wpisuje się w inicjatywy związane z Narodowym Marszem Życia, który przejdzie ulicami stolicy w niedzielę 19 kwietnia br. (Warszawa, pl. Zamkowy godz 12.30, wcześniej o godz. 11.00 Msze Święte w obydwu archikatedrach). Program VII Międzyśrodowiskowej Konferencji Ruchu Naprawy Polski: Depopulacja Polski – jak przeciwdziałać ? Szanse i zagrożenia dla przyszłych pokoleń Polaków. Konferencja odbędzie się w czwartek 16.04.2026 roku w sali konferencyjnej Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich przy ul. Hożej 66/68, 4 piętro w Warszawie. Porządek obrad; godz. 14.00. Powitanie gości i uczestników konferencji Wystąpienia uczestników – Część 1; dr Aldona Ciborowska, publicystka, badaczka wpływu ideologii na cywilizację. „Tzw. Zrównoważony rozwój – mechanizm transformacji antynatalistycznej”. dr Cezary Mech, ekonomista, były wiceminister finansów. „Ekonomiczno-polityczne aspekty załamania demograficznego”. ks. Tomasz Kancelarczyk, Fundacja Małych Stópek. „Mentalność antykoncepcyjna – refleksje księdza”. Anna Bosak, Fundacja Priorytety. „Macierzyństwo a feminizm. Dlaczego sobie nawzajem szkodzą i jak sobie z tym radzić ?” Romuald Starosielec, Ruch Naprawy Polski. „Cywilizacyjne i kulturowe aspekty zapaści demograficznej w Polsce”. Michał Kot, Fundacja Instytut Pokolenia, współautor Demograficznej Mapy Polski. „Żłobek: zabójca relacji rodzinnych czy gamechanger polskiej demografii?” Marek Grabowski, socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty. „Izrael – kraj sukcesu demograficznego”. Dekalog Narodowego Przetrwania. Panel dyskusyjny prelegentów –moderator Romuald Starosielec. przerwa 10 min. Wystąpienia uczestników – Część 2; Lech Łuczyński, Koalicja dla Życia i Rodziny – Instytut Ordo Caritatis. „Narodowy Marsz Życia – 19 kwietnia 2026 r.” Katarzyna Szałajko, dziennikarka, mama, „Między pragnieniem a rezygnacją. Co utrudnia decyzje? Kulturowe przeszkody na drodze do rodzicielstwa.” Adam Domaradzki, ekonomista, Ruch Naprawy Polski. „Biologiczne i środowiskowe uwarunkowania współczesnej rodziny”. Edyta Piotrowska, pedagog, Instytut Profilaktyki Zintegrowanej. „Jak przeciwdziałać depopulacji? Spojrzenie z perspektywy badań.” Agata Lupoměská, Central European Perspective Foundation „Urlop czy Etat macierzyński”. Paweł Zdziarski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota i Pamięć”. Waldemar Wasiewicz, prezes Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza. Jan Grabowski, Ruch Narodowy, „Polski problem kredytów hipotecznych”. Panel dyskusyjny prelegentów – moderator Wojciech Papis Ok. 18.30 Zakończenie konferencji ========================= Przydatne informacje: a) Link do wydarzenia na FB https://fb.me/e/5Ilu96Ro1 b) Info na stronie www Ruchu Naprawy Polski c) Plakat i tło dla FB / Instagrama do pobrania (LINK 1, LINK 2, LINK 3) d) Materiały promocyjne Narodowego Marszu Życia LINKe) Inne inicjatywy związane z #FalaŻycia dostępne są na stronie czasdlamilosci.pl. Serdecznie zapraszamy, przyjdźcie i przyjeżdżajcie całymi rodzinami na konferencję 16 kwietnia i na Narodowy Marsz Życia 19 kwietnia br. Masz Życie, Wybierz Życie !Ruch Naprawy Polski#FalaŻycia *** Wsparcie działalności Ruchu Naprawy Polski:Ruch Naprawy PolskiNumer konta: 07 1320 0019 1852 9320 2000 0001Tytuł: Darowizna na cele statutowe.Wpłaty przelewem tylko od obywateli Polski mieszkających w kraju. Więcej na stronie https://rnp.org.pl/kontakt/ |
Jan Engelgard myslpolska/kto-sie-cieszy-z-kleski-orbana
Oczywiście cały tzw. obóz demokratyczny w Polsce, Donald Tusk et consoretes, Czarzasty i PSL a także warszawski salon i media głównego nurtu. To nie jest żadna niespodzianka.
Ale przy okazji, jak to się mówi, wyszło szydło z wora. Odezwali się ludzie zaliczani do prawicy, którzy także uznali, że upadek Orbana jest wiadomością ze wszech miar radosną. Pominę wypociny niejakiego Roberta Winnickiego, który próbuje zaistnieć ponownie jako aktywny komentator w mediach społecznościowych. Nie będąc już w czynnej polityce nie musi „udawać” – pisze raczej to co myśli, a są one kompromitujące tzw. Ruch Narodowy, z którego się wywodzi i którego był, niesłusznie, nadzieją. Otóż według niego Orban to „szkodnik z punktu widzenia polskich interesów, który poszedł na totalny kurs kolizyjny z naszymi (ale i poniekąd węgierskimi, biorąc pod uwagę poziom energetycznej zależności Budapesztu od jednego kierunku – Moskwy), z państwa polskiego interesami, mając przy tym gębę pełną bałamutnych frazesów o szable i szklance. Orban realizował wizję niemiecko-rosyjskiej Europy Środkowej i łudził się, że coś mu z tego skapnie. Zero sentymentu, tylko polska racja stanu, z którą od lat Orban jest w ostrym zwarciu”.
Zauważmy, ten tok myślenia jest zbieżny w stu procentach z tym, co codziennie wtłacza nam mainstream liberalny – w tle rzecz jasna Moskwa, ta chorobliwa obsesja nie tylko obozu postępu, ale także polskiej „prawicy”. To jest punkt odniesienia wszelkich ocen. Kiedyś przed wojną młodzi narodowcy, a przynajmniej ich część, stawiali na Węgry, ale jako państwo z gruntu antysowieckie. Stawiali też na ukraiński ruch narodowy, jako niby naszego sojusznika w walce z Sowietami. Wojna boleśnie to zweryfikowała, ale dzisiaj tacy ludzie jak Winnicki wracają do tej skompromitowanej wizji. Problem w tym, że Węgry Orbana nie były Węgrami sprzed wojny, Węgry Orbana stały się „endeckie” i realizowały realistyczną geopolitykę w stylu Romana Dmowskiego. I to dla tych odprysków od głównego nurtu obozu narodowego – było zdradą i kamieniem obrazy. Zamiast uznać doniosłość ewolucji węgierskiej myśli w tym kierunku – uznali to za sprzeczne z polskim interesem, tak jak oni to pojmują. A dla nich „polski interes” to konfrontacja z Rosją, konfrontacja totalna.
Ale Winnicki to, mówiąc kolokwialne, pryszcz. Odezwał się w tym samym stylu zawodnik wagi znacznie cięższej, Sławomir Cenckiewicz, chcący uchodzić wciąż za wcielenie „prawdziwej” myśli narodowej. Oto jego ocena Orbana:
„Był sojusznikiem Polski jedynie w rozgrywce z kosmopolitami i centralistami w UE oraz w kwestii migracji. To było ważne, ale za mało. Poza tym jedynie pogłębiał sprzeczności – inna percepcja zagrożeń rosyjskich, różnice w postrzeganiu sojuszu północnoatlantyckiego (o roli Węgrów we wspólnocie wywiadu powstaną kiedyś studia), zupełnie niezgodna z naszymi interesami polityka energetyczna (ostatnie wyczyny i wyprawa Mola na rynek serbski w konsultacji z Rosją), pogrzebanie idei Trójmorza… Nagrania rozmów węgierskiego premiera i szefa MSZ z Putinem i Ławrowem ujawnione ostatnio (zdobyte być może przez jeden z wywiadów) są tego wszystkiego egzemplifikacją. Relatywizacja tego na polskiej prawicy antyrosyjskiej była błędem (delikatnie mówiąc). Może przynajmniej lustracja nastanie na Węgrzech i inna polityka archiwalna… Generalnie węgierska lekcja powinna zostać przeanalizowana przez prawicę na różnych płaszczyznach – od kwestii rzeczywistej jakości tego „sojuszu”.
Tekst mógłby ukazać się na łamach „Gazety Wyborczej”, „Krytyki Politycznej” czy „Newsweeka”. No, może poza tą kuriozalną tezą o tym, że to Orban „pogrzebał” ideę Międzymorza. Nie, Orban jej nie pogrzebał, bo ona nigdy nie nabrała jakiegoś realnego kształtu. Była i jest chimerą, oderwaną od realiów utopią podtrzymywaną z uporem przy życiu przez pogrobowców polskiego prometeizmu i mesjanizmu, którego koncepcji nawet Józef Piłsudski nie brał na poważnie. O Międzymorzu, Imperium Słowiańskim itp. mówiono i pisano wiele przed wojną, ale po wojnie ci sami ludzie, którzy to głosili – uznali to za nieporozumienie i odrzucili raz na zawsze, by wspomnieć Wojciecha Wasiutyńskiego czy Bolesława Piaseckiego. Kto przyznaje się do jakichkolwiek związków z obozem narodowym i nadal podtrzymuje ten mit – jest szkodnikiem i mącicielem. Z tej „doktryny” wyrasta tylko jeden konkret – idea „sług narodu ukraińskiego”. I choć tacy ludzie jak Winnicki tego nie powiedzą głośno, to tak jest w rzeczywistości.
Jeśli już mówimy o tym, kto co rozbił, to właśnie Polska, kierowana przez PiS, rozbiła istniejącą realnie Grupę Wyszehradzką, wybierając szaleństwo „strategicznego” partnerstwa z Ukrainą i niepoważnymi państwami bałtyckimi. To Mateusz Morawiecki na polecenie Jarosław Kaczyńskiego rozbił Grupę Wyszehradzką, przekształcają ją w nic nie znacząca atrapę, tylko dlatego, że Węgry Orbana nie przyjęły jako dogmatu prowojennej histerii, programu „wsparcia Ukrainy tak długo jak to będzie potrzebne” i obsesyjnej rusofobii. Dlatego nie wiem co Cenckiewicz ma na myśli, mówiąc, że „polska prawica antyrosyjska” musi wszystko przemyśleć na nowo i nie relatywizować węgierskiej herezji. Pomijam już użycie terminu „prawica antyrosyjska”, bo to obnaża i demaskuje poglądy autora tych słów. Nie ma w tym terminie za grosz nic „endeckiego”.
Przed wojną nawet najwięksi zwolennicy Międzymorza nie mówili, że są antyrosyjscy – mówili, że są antybolszewiccy, a o Rosji zawsze mówili jako potencjalnym partnerze. Dzisiaj Cenckiewicz nawołuje do konfrontacji z Rosją tak, jakby istniał ZSRR, mający tylko nową formę w postaci Rosji Putina. Jest to oczywiste polityczne i intelektualne szalbierstwo, biorąc nawet pod uwagę obecny sentyment władz Rosji do ZSRR z czasów II wojny światowej. I na koniec – „prawica antyrosyjska” w Polsce (PiS) nie ma czego weryfikować, zawsze miała rusofobię na sztandarach, inspirując się raczej tradycją lewicowej PPS i masonerii a nie prawdziwej polskiej prawicy.
Jan Engelgard
13.04.2026 tysol/karol-nawrocki-ulaskawil-weronike-krawczyk
Prezydent Karol Nawrocki zastosował prawo łaski wobec 38-letniej Weroniki Krawczyk skazanej za zniesławienie lekarza. Matka trojga dzieci na internetowym forum odradzała innym kobietom korzystanie z usług ginekologa Piotra A., ginekologiem skazanym w 2008 roku za nielegalne przeprowadzanie aborcji
Informacja o decyzji prezydenta Karola Nawrockiego została opublikowana za pośrednictwem oficjalnej strony Kancelarii Prezydenta. Z opublikowanego 13 kwietnia 2026 r. komunikatu wynika, że akt łaski objął darowanie kary ograniczenia wolności oraz zatarcie skazania.
Kancelaria Prezydenta podała, że decyzję uzasadniały m.in. incydentalny charakter czynu, sytuacja rodzinna oraz względy społeczne.
Pani Weronika Krawczyk zgodziła się na podanie swoich danych osobowych do wiadomości publicznej.
Fundacja Życie i Rodzina ujawniła, że Weronika Krawczyk została skazana prawomocnym wyrokiem za wpis w internecie, w którym ostrzegła inne kobiety przed ginekologiem Piotrem A. Jak przypomina Fundacja, w 2016 roku kobieta usłyszała diagnozę – lekarz twierdził, że jej nienarodzone dziecko ma zespół Downa. Według fundacji, lekarz miał namawiać ją do aborcji.
Krawczyk odmówiła, a chłopiec urodził się zdrowy. Niestety stres, jaki spowodował lekarz, wpłynął negatywnie zarówno na maleństwo, jak i mamę, a konsekwencje trwają u dziecka do dziś – czytamy na stronie Fundacji Życie i Rodzina.
W 2022 roku Weronika Krawczyk odpowiedziała na internetowe pytanie innej kobiety, która pytała o tego samego lekarza. Odradziła prowadzenie ciąży przez Piotra A. Ten w odpowiedzi pozwał ją o zniesławienie.
Jak informuje Fundacja, kobieta będąc w dziewiątym miesiącu ciąży z kolejnym dzieckiem, otrzymała wezwanie na policję, gdzie pobrano od niej materiał biologiczny, mimo że – jak podkreśla Fundacja – „do spraw o zniesławienie nie jest to w ogóle konieczne”.
Fundacja przypomina, że „w przytoczonej sprawie ginekolog został skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu, jednak nie pozbawiono go prawa do wykonywania zawodu”. [!!!]
W 2025 roku zapadł wyrok w sprawie Weroniki Krawczyk. Kobieta została skazana na 4 miesiące prac społecznych, obowiązek zamieszczenia przeprosin w mediach oraz pokrycie kosztów sądowych. Wyrok został utrzymany przez sąd drugiej instancji. Ze względu na to, że Weronika Krawczyk nie chce przepraszać abortera, ponieważ, jak argumentowała, chciał doprowadzić do śmierci jej dziecka, grozi jej półtora miesiąca aresztu.
===================================
mail:
Jakie przestępstwo popełniła Weronika Krawczyk, że potrzebowała ułaskawienia.
To wyrok skazujący nie miał nic wspólnego ze sprawiedliwością.
A ten lekarz przecież sam się skompromitował swoimi umiejętnościami.
Zbigniew Jacniacki 13.04.2026 wolnemedia.net/krecia-robota-chinczykow-czy-cicha-reorganizacja-swiata
Podczas gdy media skupiają się na rozejmie na Bliskim Wschodzie, przerwanych negocjacjach i głośnych deklaracjach, w stolicy Chin rozgrywa się coś znacznie bardziej subtelnego i długofalowego. Na pierwszy rzut oka to zwykła dyplomacja. Przy bliższym spojrzeniu – wygląda to na wyjątkowo precyzyjnie wykorzystaną szansę.
Fakty z ostatnich dni:
– wizyta szejka ZEA w Pekinie (kluczowy sojusznik USA z bazą Al Dhafra szuka alternatywy dokładnie w momencie największego napięcia);
– czwarta wizyta premiera Hiszpanii Pedro Sancheza (Hiszpania po raz kolejny otwarcie buduje pomost do Pekinu, dystansując się od Waszyngtonu);
– odwołanie wizyty Donalda Trumpa (luka w kalendarzu Pekinu została błyskawicznie wypełniona przez rywali USA);
– inicjatywa pokojowa Chin i Pakistanu (nowa propozycja regulacji Bliskiego Wschodu bez dominującej roli Ameryki).
Co tak naprawdę się dzieje? Na poziomie widocznym Chiny grają klasyczną, cierpliwą grę. Nie musiały nikogo zmuszać ani przekupywać. Wystarczyło cierpliwie czekać, aż administracja Trumpa sama stworzy okno – i natychmiast je wypełnić. W ciągu kilku dni Pekin gości jednocześnie przedstawiciela kraju z kluczową amerykańską bazą wojskową oraz europejskiego lidera, który od miesięcy konsekwentnie blokuje twardą linię USA wobec Iranu. Wszystko w momencie, gdy Waszyngton jest zajęty gaszeniem pożarów, które sam pomógł rozpalić. To nie wygląda na przypadek.
Subtelna, ale wyraźna strategia: Chiny nie prowadzą otwartej konfrontacji. Zamiast tego oferują coś, co w dzisiejszym świecie stało się towarem deficytowym: wrażenie stabilności i przewidywalności. Gdy jeden gracz zaczyna być postrzegany jako coraz bardziej chaotyczny i nieprzewidywalny, inni – nawet ci tradycyjnie lojalni – naturalnie zaczynają się zabezpieczać.
ZEA, Hiszpania, a za nimi prawdopodobnie kolejne kraje, powoli budują sobie opcję „B”. Nie jako zdradę, ale jako ubezpieczenie. I właśnie na tym polega prawdziwa siła chińskiej gry – nie muszą niczego wyrywać siłą. Wystarczy, że są gotowi, gdy inni tracą wiarygodność.
Najważniejsze rozpoznanie To, co wielu nazywa „krecią robotą Chin”, może być w rzeczywistości czymś większym: Cichą reakcją całego systemu międzynarodowego na utratę zaufania do dotychczasowego centrum. Nie ma tu jednego wielkiego spisku z sali narad w Zhongnanhai. Jest za to coś bardziej interesującego – naturalna, niemal biologiczna dynamika: gdy jeden węzeł staje się zbyt niestabilny, reszta sieci zaczyna szukać nowych połączeń.
Warto śledzić rozwój wydarzeń. Czasami największe zmiany nie przychodzą z hukiem bomb, lecz z serii uprzejmych wizyt, odwołanych spotkań i cicho wypełnianych luk. To może być właśnie jeden z takich momentów.
Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Larry C. Johnson
Krótka odpowiedź na moje pytanie brzmi: Nie! Stany Zjednoczone, pomimo gróźb Trumpa, nie wyślą swoich okrętów w pobliże irańskiego wybrzeża…
Grupa Uderzeniowa Lotniskowca USS Abraham Lincoln (CVN-72) (CSG 3) przekonała się o tym na własnej skórze w marcu. W marcu Lincoln CSG zbliżył się na odległość 210 mil od południowego wybrzeża Iranu, ale został zmuszony do wycofania się na pozycję około 700 mil od irańskiego wybrzeża po ataku roju irańskich pocisków i dronów. Dlatego wszelkie próby przechwycenia tankowca miały miejsce setki mil od wybrzeży Iranu.
Przechwycenie tankowca zazwyczaj odbywa się poprzez atak lotniczy śmigłowców. Oznacza to, że Stany Zjednoczone polegają na okrętach zdolnych do przenoszenia i startowania śmigłowców. Obecnie tylko trzy grupy okrętów Marynarki Wojennej USA spełniają te kryteria: Grupa Uderzeniowa Lotniskowca USS Abraham Lincoln (CVN-72) (CSG 3) oraz dwie Jednostki Ekspedycyjne Piechoty Morskiej (MEU) Korpusu Piechoty Morskiej USA – 11. i 31.
W skład 31. Jednostki Morskiej Jednostki Morskiej wchodzi USS Tripoli (LHA-7) – okręt desantowy klasy America. Służy on jako główna platforma dla lotnictwa morskiego (w tym samolotów F-35B Lightning II, samolotów MV-22 Osprey i śmigłowców), a także pełni funkcje dowodzenia i kontroli. Wspiera go USS New Orleans (LPD-18) – okręt transportowo-desantowy klasy San Antonio. Przybył on wraz z okrętem Tripoli i transportuje dodatkowych żołnierzy piechoty morskiej, pojazdy i sprzęt, a także USS Rushmore (LSD-47) – okręt desantowy klasy Whidbey Island. Rushmore przepływał przez Cieśninę Malakka na początku kwietnia i jest w drodze do grupy na Morzu Arabskim, dostarczając dodatkowy ciężki sprzęt i jednostki desantowe.
Okrętem flagowym 11. Jednostki Morskiej (MEU) jest USS Boxer (LHD-4) – okręt desantowy klasy Wasp. Wspiera on lotnictwo morskie za pomocą samolotów F-35B, AV-8B Harrier (w niektórych konfiguracjach), Ospreyów i śmigłowców. Wspierają go USS Portland (LPD-27) – okręt transportowo-desantowy klasy San Antonio – oraz USS Comstock (LSD-45) – okręt desantowo-dokowy klasy Whidbey Island. Boxer ARG/11. Jednostkę Morską (MEU) wyposażono w dodatkowy personel liczący 4000–4500 osób (piechotę morską i marynarzy) i jest on zaprojektowany tak, aby okresowo pokrywał się z 31. Jednostką Morską.
Oznacza to, że w sumie siedem okrętów jest w stanie wystrzelić jeden lub więcej helikopterów w celu przeprowadzenia operacji przejęcia. To, co wydaje się prostą misją, staje się problematyczne, gdy tankowce znajdują się 700 mil lub więcej od wybrzeża Iranu… Zlokalizowanie i śledzenie statku, nawet dużego tankowca, jest trudne. Im dalej tankowiec znajduje się od wybrzeża Iranu, tym proporcjonalnie większy staje się obszar poszukiwań, co utrudnia znalezienie i namierzenie celu. To nie Karaiby, a już na pewno nie Wenezuela.
Tym ogłoszeniem Trump dał właścicielom tankowców, którym zezwolono na opuszczenie Zatoki Perskiej, wystarczająco dużo czasu na wprowadzenie na pokład zespołów ochrony wyposażonych w ręczne zestawy przeciwlotnicze (MANPADS) odpalane z ramienia. Jeśli którykolwiek z tych tankowców pływa pod banderą Chin lub Japonii, każda próba abordażu mogłaby zostać uznana za akt wojny przez te kraje. Nie sądzę, aby dowództwo CENTCOM naprawdę rozważyło problemy i zagrożenia, które pojawią się, jeśli to dowództwo faktycznie wykona tę misję.
Jeśli nie rozumiesz różnicy między LHA, LHD, LPD i LSD (nie, nie chodzi o narkotyk), oto wyjaśnienie trzech głównych typów okrętów desantowych marynarki wojennej USA, o których mowa powyżej. [UWAGA: LHA i LHD to ten sam typ okrętu desantowego.]
LPD – Dok Transportu Amfibii (klasa San Antonio)
Te statki transportują marines, pojazdy i barki desantowe. Posiadają duży pokład studzienny do wodowania pojazdów amfibijnych lub małych łodzi. Posiadają również mały pokład lotniczy dla helikopterów i samolotów MV-22 Osprey.

LSD – Dock Landing Ship (klasa Whidbey Island)
Te statki specjalizują się w transporcie i wodowaniu ciężkich barek desantowych, pojazdów i sprzętu z dużego pokładu. Posiadają mniejszy pokład lotniczy, przeznaczony głównie dla śmigłowców.

LHD – Okręt desantowo-szturmowy (klasa Wasp)
To największe okręty desantowe, pełniące funkcję „mini lotniskowców”. Posiadają ciągły pokład lotniczy dla śmigłowców, samolotów MV-22 Osprey i (w niektórych przypadkach) myśliwców F-35B, a także pokład szybowy.

Bonus: LHA – okręt klasy America (np. USS Tripoli (LHA-7))
W kontekście 31. MEU: USS Tripoli to nowoczesny okręt desantowy klasy America, podobny do LHD, ale bardziej zoptymalizowany pod kątem operacji powietrznych, z większym pokładem lotniczym i, w niektórych wariantach, mniejszą pojemnością pokładu studziennego.