
————————————–

————————————

————————————-

——————–

———————————-

———————————————-

————————————————–


————————————————

—————————————–

——————————————–

——————


————————————–

————————————

————————————-

——————–

———————————-

———————————————-

————————————————–


————————————————

—————————————–

——————————————–

——————


12.04.2026, fronda/Prof-G-Gorski-Co-laczy-Petera-Magyara-z-ludzmi-Tuska-z-Klodzka
Fot. screenshot – YouTube (Magyar Péter Hivatalos, Donald Tusk – kanał oficjalny)
„Czy Węgrzy wybiorą degenerata? Kogo promuje Bruksela i D. Tusk?” – pyta prof. Grzegorz Górski.
Jutro Węgrzy zadecydują o tym, kto wygra wybory parlamentarne – czy kierowany przez V. Orbana Fidesz czy kierowana przez P. Magyara TISZa.
Nie chcę włączać się w spekulacje, kto ma większe szanse, na temat jakości „sondaży” i niezliczonej ilości bzdur, które na temat V. Orbana kolportowali nie tylko jego zdefiniowani wrogowie w Polsce, ale również część środowisk prawicowych, które zupełnie nie są w stanie pojąć uwarunkowań relacji Węgier z Rosją. Pisałem już o tym nie raz, także w kontekście wyborów sprzed czterech lat. Przypomnę, że wtedy głownie atakowano Orbana za rzekome niezrozumienie Zełenskiego. Teraz po latach, nie ma praktycznie nikogo, kto nie miałby na temat ukraińskiego prezydenta opinii takich, jakie od początku formułował Orban. Ale zostawiając to, istotne jest kto jest rywalem Orbana w tych wyborach.
Peter Magyar otrzymał bezwarunkowe i totalne wsparcie Brukseli i praktycznie wszystkich stolic Unii Europejskiej. Zrobiono z niego człowieka, który ma skończyć z „reżimem Orbana”. Dla Brukseli bowiem uzyskanie po raz piąty demokratycznego mandatu jest czymś, co przekracza możliwości zrozumienia.
Co jednak zadecydowało o tym, że to właśnie Magyar ma być owym „wyzwolicielem” Węgier?
P. Magyar był mężem Judith Vargi, jednej z najwybitniejszych postaci węgierskiej polityki. Była ona przez wiele lat prawą ręką V. Orbana, wielu widziało w niej jego następczynię. Jako minister sprawiedliwości i minister do spraw europejskich przez niemal dziesięć lat z niezwykłą skutecznością broniła Węgry w Brukseli. Wzbudzała popłoch wśród brukselskiej elity, bezlitośnie masakrując ich swoim prawniczym kunsztem. J. Varga zyskała uznanie wszystkich, najważniejszych ośrodków prawniczych w Europie – także wśród jej przeciwników. J. Varga była naprawdę KIMŚ.
Było dla mnie nie tylko zaszczytem poznać się z Panią Judith, ale również prowadzić z Nią rozmowy, których walor intelektualny był na najwyższym poziomie.
Wiosną 2023 roku w okresie walki wyborczej do Europarlamentu, J. Varga stała na czele listy Fideszu i prowadziła tę kampanię. To właśnie wtedy Bruksela uruchomiła akcję „P. Magyar”. W tym momencie małżeństwo J. Vargi i P, Magyara było już praktycznie w rozkładzie. J. Varga wobec trwających od wielu lat przemocowych zachowań męża wraz z trzema synami zamieszkała osobno. Pamiętam dobrze, kiedy w czerwcu 2023 roku opowiadała mi o tej tragedii i widziałem w niej Osobę, która straszliwie cierpi. Cierpiała nie tyle z powodu własnych przeżyć – bo jest naprawdę silną kobietą – i życiowego zawodu. Cierpiała straszliwie z powodu skali krzywdy, jaką P. Magyar wyrządził jej (i swoim) synom.
Szczerze powiedziawszy, to co mówiła – a wiem, że przecież to była tylko cząstka prawdy – pozwoliło mi zrozumieć, iż J. Epstein mógłby się naprawdę wiele nauczyć od P. Magyara. Zaraz po powrocie do Budapesztu – spotkaliśmy się wtedy w Warszawie – J. Varga zrezygnowała z kandydowania i wycofała się z polityki. Postanowiła ratować swoich synów, przeżywających koszmarne dzieciństwo z powodu zwyrodniałego ojca. O tragedii Jej dzieci i Jej osobiście wiedziało wiele osób. Wiedzieli też ludzie w Brukseli, wiedziała osobiście przewodnicząca KE Ursula v.d. Leyen. Podobno kobieta i matka siedmiorga dzieci. Kto jak kto, ale wydawałoby się że ona, forsująca politykę godnościową wobec kobiet i dbająca o dzieci w Europie, powinna mieć zrozumienie, co niesie za sobą popieranie takiego zwyrodnialca jak Magyar.
Ale to właśnie kogoś takiego Bruksela zaczęła lansować na premiera Węgier. Co więcej, szczelna medialna zmowa, nie pozwoliła, aby w jakikolwiek sposób ów godny Epsteina dorobek tego degenerata, ujrzał światło dzienne. Nawet wtedy, gdy J. Varga zdecydowała się wydać na ten temat książkę, dziwnym trafem nikt z europejskiego mainstreamu tego nie zauważył.
Oprócz „dokonań” rodzinnych P. Magyar jest znany ze swego uzależnienia od narkotyków, alkoholu, a także zaangażowania w niezliczone związki z kobietami (i być może nie tylko). Sprawy te wyszły zresztą częściowo w kampanii wyborczej, ale brukselski mainstream odpowiedział – aby to przykryć – fałszywkami o rzekomym przekazywaniu przez Orbana „tajnych” informacji Putinowi. Ta zagrywka miała służyć ratowaniu „wizerunku” degenerata.
Ale jest w tej historii i wątek polski.
Zastanawia Państwa zapewne, dlaczego D. Tusk znowu tak bardzo zaangażował się w węgierskie wybory i zdecydowanie wsparł Magyara. To akurat jest stosunkowo proste. Ostatnio pojawiają się niemal kaskadowo informacje, o „zamiłowaniach” ludzi PO czy to w Kłodzku, czy w Złotowie czy w Szczecinie. Ta lista będzie się zresztą poszerzać. I wiemy jak na te sprawy reaguje sam D. Tusk i platformerska ferajna kierownicza. To ci sami ludzie, którzy z pianą na gębach, żądali „pełnego wyjaśnienia roli Karola Wojtyły” w rzekomym kryciu pedofilii. Teraz nic nie wiedzą, nic nie słyszeli…
W tym kontekście poparcie dla Magyara wpisuje się całkowicie w naturę tego środowiska i osobiście D. Tuska. I odwrotnie, stosunek do partyjnych afer pedofilskich D. Tuska i jego ferajny znajduje logiczne zwieńczenie w poparciu dla Magyara.

Grzegorz Górski/Facebook

——————————————————-

——————————

————————————————-

—————————————————

————————————————–

———————————————-

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 12 kwietnia 2026 Michalkiewicz
Wiadomo od dawna, że w fabrykach produkujących samochody jest specjalny dział, który nazywa się „Próby niszczące”. Tam z samochodami postępuje się tak, jak postępować się nie powinno. Puszcza się silniki na najwyższych obrotach bez smarowania, urządza się czołowe zderzenia – i tak dalej. Okazuje się jednak, że z takimi praktykami mamy do czynienia nie tylko przy produkcji samochodów, ale, że triumfalnie wkraczają one w całkiem inne, zdawać by się mogło – nawet odległe dziedziny.
Weźmy takiego prezydenta Donalda Trumpa. Jak pamiętamy, od samego początku „Epickiej furii”, jaką za poduszczeniem bezcennego Izraela rozpętał ze złowrogim Iranem, od czego nie tylko arabscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych, ale i gospodarka światowa popada w coraz to większe paroksyzmy, twierdził, że wojna, a właściwie jaka tam znowu „wojna”, kiedy USA nie są przecież w stanie wojny z Iranem – już jest wygrana, a jeśli nawet jeszcze nie – to z pewnością będzie wygrana najdalej za tydzień – góra – za dwa tygodnie. Tymczasem minął już z górą miesiąc, a końca „Epickiej furii” jak nie widać, tak nie widać. Skłania to prezydenta Donalda Trumpa do wygłaszania coraz to nowych, sprzecznych ze sobą komunikatów, które podejrzliwców, jakich na tym świecie pełnym złości nie brakuje, skłania do wysuwania podejrzeń, że pod postacią tego pozornego szaleństwa kryje się metoda – że chodzi tu o stworzenie okazji dla zaprzyjaźnionych spekulantów giełdowych, by sobie zarobili, jak nie na hossie, to na bessie. – Jednego dnia powiem, że sprowadzimy złowrogi Iran do epoki kamienia łupanego – więc ceny ropy i gazu na giełdach poszybują w górę, a jak już zgarniecie szmal i dacie mi cynk, to powiem, że „władze Iranu” już „błagają mnie” o zawieszenie broni – od czego ceny powinny spaść, a wy znowu zagarniecie szmalec, tym razem grając na bessę.
Jeszcze bardziej podejrzliwi rozpuszczają fałszywe pogłoski, że prezydent Trump chce w ten sposób zapewnić miliardowe dochody dla swego zięcia – bo w cóż inwestować w tych zepsutych czasach, jak nie w rodzinę? Jeszcze inni dodają, że traktuje to jako rodzaj służby wobec Stwórcy Wszechświata, bo zięć ma pierwszorzędne korzenie, więc jak dorobi się miliardów, to może to przybliżyć nadejście upragnionego końca Historii – bo według „chrześcijańskich syjonistów”, ma on nastąpić nie wcześniej, aż bezcenny Izrael uzyska polityczną władzę nad światem. Wtedy na świecie nastanie trwały pokój.
Rzeczywiście – gdzie jest najspokojniej, jak nie na cmentarzu, zwłaszcza gdy nikt żywy nie zakłóca nieboszczykom spokoju? Wszystko to jednak mogą być próby racjonalizowania postępowania prezydenta Trumpa ex post – bo podejrzliwość – podejrzliwością, ale wygląda na to, że żaden z podejrzliwców nie dopuszcza do siebie myśli, że amerykański prezent po prostu ma objawy. Czy to ze względu na szacunek dla Ameryki i jej ustrojowych urządzeń, czy też z powodu zgrozy, która każdego mogłaby ogarnąć na myśl, że człowiek mający objawy trzyma palec na atomowym cynglu? Przed taką myślą każdy człowiek instynktownie próbuje się bronić, toteż sprzyja to wspomnianym fałszywym pogłoskom i teoriom spiskowym, które – co tu ukrywać – są dla prezydenta Donalda Trumpa nawet pochlebne, bo przydają jego postępowaniu pozorów racjonalności, więc może szkoda, że to nieprawda?
Teraz jednak prezydent Trump zaczął zachowywać się w sposób podobny do bohaterów XIX-wiecznych powieści podróżniczych. Jak pamiętamy, powtarzał się tam motyw, jak to biali podróżnicy, płynąc pirogą po rzece pełnej krokodyli, co pewien czas wyrzucali z pirogi murzyńskiego chłopca w nadziei, że krokodyle zainteresują się nim i przestaną napierać na pirogę, więc może uda im się dotrzeć do celu. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy wiadomość, że prezydent Trump spuścił z wodą panią Pam Bondi, która przez niespełna rok cieszyła się stanowiskiem Prokuratora Generalnego, a ponadto – kazał szefowi Pentagonu spuścić z wodą szefa sztabu sił lądowych amerykańskiej armii, generała Randy’ego A. George’a i to „ze skutkiem natychmiastowym”.
Czy zwłaszcza ta ostania decyzja nie oznacza początku wyrzucania z rządowej pirogi kolejnych „murzyńskich chłopców” , by dzięki temu kompetencja, niewinność i dobra wola prezydenta Trumpa i jego ministra wojny zabłysła na podobieństwo supernowej? Jak tam było, tak tam było – ale zaczyna to przypominać próby niszczące w przemyśle samochodowym. Do czego jednak doprowadzą one w dziedzinie polityki, a zwłaszcza wojny, którą kierowanie mogą odtąd przejąć albo potakiewicze, albo nawet – głupi cywile? Ładny interes!
Jeszcze lepszym przykładem zastosowania metody prób niszczących, był List Pasterski Episkopatu Polski do Bogu ducha winnych parafian, których Eminencje i Ekscelencje poinformowały, że Kościół przez ostatnie „półtora tysiąca lat” mylił się gruntownie w kwestii żydowskiej i dopiero teraz – za sprawą Jego Eminencji Grzegorza kardynała Rysia, spenetrował prawdę, że Żydowie mają własną, szybką ścieżkę zbawienia, całkiem niezależną od Jezusa Chrystusa, który w tej sytuacji albo nie wiadomo, po co się narodził, albo – ostatecznie – że Niebo powierzyło Mu zbawiać wyłącznie głupich gojów.
Nie da się ukryć, że dla Bogu ducha winnych parafian, którzy dotąd myśleli, że Kościół przekazuje im prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, List stanowi rodzaj poważnej próby niszczącej – bo skoro Kościół w jednej sprawie tak długo się mylił, to któż może zaręczyć, że w innych sprawach – już na pewno nie? Wreszcie – skoro mylił się w przeszłości i to tak długo, to któż może zaręczyć, że nie myli się teraz?
W tej rozterce skontaktowałem się z zaprzyjaźnionym, pracującym za granicą, polskim księdzem, który zapewnił mnie, że gdzie indziej, to znaczy – poza Polską – nikomu nie przyszło do głowy głoszenie takich rewolucyjnych teorii. W tej sytuacji nie ma rady, jak dać upust podejrzeniom, że Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś z zagadkowych przyczyn cierpi na ostrą postać żydofilii, która skłania go do wygłaszania takich teologicznych teorii, niczym Kukuńka do formułowania „koncepcji”.
Coś może być na rzeczy, bo podczas liturgii Wielkiego Piątku w Kalwarii Zebrzydowskiej, Jego Eminencja skrytykował Poncjusza Piłata, że godząc się na obleczenie Pana Jezusa w purpurę i nałożenie Mu cierniowej korony, dał wyraz pragnieniu, by w ten sposób dokuczyć Żydom. Dotychczas kaznodzieje współczuli raczej Panu Jezusowi, a tymczasem okazało się, że najbardziej godni współczucia są Żydowie, a zwłaszcza – faryzeusze, których Piłat tak pogrążył.
Nasze przypuszczenia co do tej rewolucyjnej teorii pośrednio potwierdza deklaracja władz KUL. Popierają one jego Eminencję w całej rozciągłości – ale charakterystyczne jest, że chwalą go nie za przywiązanie do Prawdy, tylko – za zaangażowanie w sprawę „dialogu”. Najwyraźniej w dzisiejszych czasach ów „dialog” – cokolwiek by to było – staje się ważniejszy od Prawdy, a taka sytuacja niewątpliwie stanowi dla parafian rodzaj ciężkiej próby niszczącej tym bardziej, że Eminencje i Ekscelencje zachęcają ich, by 13 kwietnia udali się gremialnie do najbliższej synagogi. Nie jest jednak jasne, czy Eminencje i Ekscelencje też tam pójdą w ceremonialnej procesji, czy tylko, gwoli podlizania się Żydom – poślą tam Bogu ducha winnych parafian, nie wiedząc nawet, czy rabini ich tam wpuszczą?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

—————————————————

——————————-

———————

———————————————–

———————————————–

———————-

Ależ oczywiście, idiotko! BÓG był obecny. I jest… md
===================================

===================================================
13.04.2026 nczas/wielka-porazka-orbana

Opozycyjna partia Petera Magyara, Tisza, może liczyć na 138 miejsc w 199-osobowym parlamencie – wynika ze wstępnych danych Narodowego Biura Wyborczego (NVI) po podliczeniu niemal 99 proc. głosów oddanych w niedzielnych wyborach parlamentarnych na Węgrzech.
Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem premiera Viktora Orbana może liczyć na 55 mandatów w parlamencie. Orban pogratulował już wcześniej Magyarowi zwycięstwa. Swoich przedstawicieli w izbie będzie miała również skrajna prawica – Ruch Naszej Ojczyzny (Mi Hazank), który może uzyskać 6 miejsc.
Wynik opozycyjnej partii Tisza daje jej większość niezbędną do zmiany konstytucji oraz ustaw przyjętych przez rząd Orbana w ciągu ostatnich 16 lat jego nieprzerwanych rządów. Przywódcy wielu krajów europejskich pogratulowali Magyarowi zwycięstwa.
W niedzielnych wyborach parlamentarnych odnotowano rekordową frekwencję – do godz. 18.30 w wyborach zagłosowało prawie 78 proc. wyborców, czyli ponad 5,85 mln osób.

————————-

——————————————————————-

———————————————-

==============================================

———————————————-

———————————————-

————————————

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-gespraeche-endeten-ergebnislos-die-wichtigsten-differenzen-zwischen-dem-iran-und-den-usa/
Rozmowy zakończyły się bez rezultatu: Główne różnice między Iranem a USA
Anti-Spiegel 12 kwietnia 2026
Rozmowy w Islamabadzie trwały 21 godzin.
Iran i USA nie osiągnęły porozumienia podczas rozmów w Islamabadzie, po czym delegacje obu krajów opuściły kraj.
Rzecznik irańskiego MSZ oświadczył, że strony osiągnęły porozumienie w niektórych kwestiach, ale nie zgodziły się co do dwóch lub trzech kluczowych kwestii.
TASS podsumowuje główne punkty zakończonych rozmów.
Przebieg rozmów
Rozmowy w Islamabadzie trwały 21 godzin, z czego delegacje spędziły 14 godzin na dialogu. Następnie kontynuowano kontakty na szczeblu grupy technicznej.
Strony wymieniły liczne wiadomości i SMS-y, poinformował rzecznik irańskiego MSZ Esmail Baghaei na portalu X.
Rozmowy dotyczyły różnych aspektów kluczowych tematów negocjacyjnych, w tym Cieśniny Ormuz, kwestii nuklearnej, reparacji wojennych, zniesienia sankcji oraz całkowitego zakończenia wojny z Iranem i w regionie.
Zakończenie i wyjazd delegacji
Rozmowy między Iranem a Stanami Zjednoczonymi w Islamabadzie zakończyły się bez porozumienia, jak poinformowała irańska agencja prasowa Tasnim rano 12 kwietnia.
Szczegóły dotyczące ewentualnej nowej rundy rozmów pozostają niejasne, poinformowała agencja.
Delegacja USA wraca do USA po bezowocnych rozmowach z przedstawicielami Iranu w Islamabadzie, poinformował wiceprezydent USA J.D. Vance.
Delegacja irańska również opuściła Islamabad po rozmowach z USA, poinformowała Tasnim.
Islamabad będzie nadal pośredniczyć w dialogu między USA a Iranem i oczekuje, że obie strony będą nadal przestrzegać zobowiązań zawieszenia broni, oświadczyło pakistańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
„Niezwykle ważne jest, aby wszystkie strony wypełniły swoje zobowiązania dotyczące zawieszenia broni” – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Nieporozumienia i nieprzekraczalne granice
Iran i Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie w kilku kwestiach. „Jednak opinie różniły się w dwóch lub trzech kluczowych kwestiach i ostatecznie negocjacje nie doprowadziły do porozumienia” – powiedział Baghaei.
Według niego sytuacja w Cieśninie Ormuz zmieni się dopiero wtedy, gdy Stany Zjednoczone osiągną rozsądne porozumienie z Iranem.
Iran przedstawił Pakistanowi wszystkie swoje żądania dotyczące rozpoczęcia negocjacji z USA, w oparciu o wcześniej zaproponowany 10-punktowy plan – powiedział Baghaei.
Rząd irański przedstawił rozsądne propozycje podczas konsultacji z USA w Islamabadzie i jest gotowy nie spieszyć się z negocjacjami, ponieważ piłka jest teraz po stronie Waszyngtonu, poinformowała agencja prasowa Tasnim, powołując się na źródło.
Vance ze swojej strony podkreślił, że przedstawiciele USA wykazali się elastycznością i gotowością do kompromisu podczas rozmów z Iranem prowadzonych za pośrednictwem Pakistanu, „ale niestety nie udało nam się osiągnąć żadnego postępu”.
„Bardzo jasno określiliśmy nasze granice i powiedzieliśmy, gdzie jesteśmy gotowi na ustępstwa, a gdzie nie. Wyraziliśmy się tak jasno, jak to tylko możliwe. Ale oni postanowili nie pójść nam na rękę” – powiedział wiceprezydent.
Stany Zjednoczone przedstawiły Iranowi swoje ostateczne propozycje pokojowe, a decyzja teraz należała do Teheranu: „Wyjeżdżamy stąd i pozostawiliśmy bardzo prostą propozycję. Chodzi o zrozumienie, jaka jest nasza ostateczna i najkorzystniejsza oferta [dla Teheranu]”.
Waszyngton nie widzi jeszcze ze strony Teheranu żadnej woli do porzucenia programu zbrojeń jądrowych: „Pytanie brzmi: czy widzimy po ich stronie gotowość nie tylko teraz lub za dwa lata do nierozwijania broni jądrowej, ale w perspektywie długoterminowej? Jeszcze tego nie widzieliśmy i wciąż mamy nadzieję, że zobaczymy”.

🔥Tucker Carlson występuje w BBC UK i oskarża Donalda Trumpa, Keira Starmera, Randy’ego Fine’a i Teda Cruza o to, że działają na rzecz Izraela i umożliwiają syjonistycznemu bytowi masowe mordowanie dzieci w Gazie, Iranie i na Bliskim Wschodzie. pic.twitter.com/gYYULlE3XL
— 🪙drugα ɐuoɹʇs mєdαlu🪙 (@M_Christo1410) April 12, 2026
13. dnia każdego miesiąca

Hallelujah! Chrystus zmartwychwstał!
Jak zawsze 13. dnia miesiąca – w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza św. w intencji Ojczyzny, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15.
Nasze kwietniowe czuwanie tradycyjnie wiązać się będzie z rocznicą katastrofy smoleńskiej, z przypadającym nazajutrz świętem Chrztu Polski, a nade wszystko z okresem radości paschalnej. Modlić się będziemy – jak zawsze – z Maryją Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, jak również w intencji wynagrodzenia za wszystkie grzechy, którymi naród nasz obraża Boga i Matkę Najświętszą.
Będziemy też modlić się o to, by przypadająca w tym roku LXX rocznica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia nad komunistycznym systemem zniewolenia mocą Jasnogórskich Ślubów Narodu stała się dla naszych Pasterzy okazją do ogłoszenia wielkiego narodowego zrywu modlitewnego o ich wypełnienie.
Prosić też będziemy o przemianę boleści w radość pojednania dzięki powszechnemu uznaniu udowodnionej naukowo prawdy o katastrofie smoleńskiej (także na forum międzynarodowym), aby ta prawda nas wyzwoliła z niewoli ojca kłamstwa i zburzyła mury wrogości, które są jego królestwem, aby świat nauki uznał za swą powinność, by zaangażować się w wyzwolenie nas z kłamstwa smoleńskiego, i aby ta prawda przyczyniła się także do nawrócenia Rosji.
Nie zabraknie też modlitwy o wypełnienie pentekostalnego profetyzmu św. Jana Pawła II, czego uwieńczeniem był List do artystów, wydany w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego roku 1999, który obchodziliśmy jako Rok Fryderyka Chopina, a w Polsce także jako Rok Juliusza Słowackiego. Jest to jedyny Papieski dokument wydany w największe święto Chrześcijaństwa niebędący orędziem wielkanocnym.
Niech Bóg nam błogosławi i niech udzieli swemu ludowi mocy płynącej z Krzyża i Zmartwychwstania Pana!
MP
10 kwietnia 2026 pch24.pl/hold-pruski-i-herezja-zdradliwy-poklon-ktorego-skutki-odczuwamy-do-dzis

(Jan Matejko, Public domain, via Wikimedia Commons)
Decyzja króla spowodowała negatywne konsekwencje w polityce międzynarodowej. Doszło do pogorszenia stosunków Krakowa z Cesarstwem (które deklarowało obronę wiary katolickiej) i przede wszystkim z papiestwem. Głowa Kościoła, w przeciwieństwie do Zygmunta I, dostrzegała jakim zagrożeniem dla Europy jest stworzenie państwa z protestantem na czele – mówi Radosław Patlewicz, autor książek m. in. „Historia Polski. Nowe spojrzenie”. Rozmawia Piotr Relich.
Przypominamy rozmowę PCh24.pl opublikowaną w 2025 roku na 500. rocznicę Hołdu Pruskiego
W refleksji na temat roli Zygmunta Starego w położeniu podwalin pod przyszłe rozbiory, niezwykle rzadko zwraca się uwagę na kwestie religijne. Tymczasem walec rewolucji protestanckiej w pierwszej połowie XVI w. szczególnie mocno przetacza się przez Państwo Krzyżackie i Gdańsk. Jakie były następstwa coraz większej popularności luteranizmu w krajach niemieckojęzycznych?
W propagandzie protestanckiej, wystąpienie Marcina Lutra przedstawiane jest jako sprzeciw wobec rzekomych błędów doktrynalnych Kościoła katolickiego i rozpasaniu kleru, z kluczowym miejscem dla sprawy sprzedaży odpustów. Ta uproszczona narracja jest bardzo wygodna, gdyż z jednej strony stawia Kościół w roli jednoznacznego, czarnego charakteru. Z drugiej – pomaga zataić główną przyczynę tego, w jaki sposób protestanci osiągnęli sukces i nie podzielili losu poprzednich herezji. Chodzi o postawienie na gwałtowną zmianę struktury własnościowej, czyli kradzież. Szlachta i poszczególni książęta niemieccy poparli Lutra i jego uczniów, widząc w tym okazję do zarobku, polegającego na „prywatyzacji” wyposażenia kościołów i klasztorów, oraz przyłączaniu ich pól uprawnych do własnych domen. Co więcej, zradykalizowane interpretacje tez Lutra, głoszone przez Thomasa Müntzera doprowadziły w Niemczech do powstania chłopskiego (1525). Müntzer, którego Karol Marks nazwał „pierwszym ideologiem komunistycznym”, głosił hasła rewolucji antyfeudalnej i antykościelnej. Ideałem, do którego dążył, była likwidacja Kościoła jako instytucji rzekomo zbędnej na drodze do zbawienia. W czasie wojny masowo okradano i niszczono świątynie, mordowano księży i zakonników. Niemieckie praktyki rozlały się na inne kraje europejskie. Władcy, tacy jak np. król angielski Henryk IV, przechodzili na pozycje heretyckie (pod różnymi, oficjalnymi pretekstami), gdyż widzieli w tym -oprócz korzyści materialnych wynikających z rabunku dóbr kościelnych- uwolnienie się od uciążliwej kurateli papiestwa, które mimo swych różnych przywar, stanowiło zaporę dla powszechnej degeneracji moralnej oraz nieskrępowanej tyranii władz centralnych.
Jaki był stosunek panującego wówczas w Polsce Zygmunta I wobec herezji Marcina Lutra? Czy nad Wisłą zdawano sobie sprawę ze społecznego i politycznego oblicza luteranizmu?
Do Polski tzw. „reformacja” zawitała dość szybko i jej zwolennikami stali się -podobnie jak na Zachodzie- głównie szlachta i bogaci kupcy. W przeciwieństwie do Niemiec, Snandynawii czy Anglii, miała tu raczej pokojowy przebieg, głównie z powodu większej tolerancji Polaków dla odmiennych praktyk religijnych oraz względnie nielicznej grupy wyznawców nowych ruchów. Niestety, także tutaj dało się odczuć zatrute owoce „reformacji” czyli stojące za nią motywy finansowe. Szlachta, która przechodziła na kalwinizm i luteranizm, wypędzała księży i przyorywała grunty plebańskie do swoich. Także większość zborów powstało nie przez budowę, lecz bezprawne przejęcie wcześniejszych kościołów katolickich. Zygmunt Stary, którego zwykłem nazywać „Leniem”, podchodził do tych kwestii z typowym dla siebie indyferentyzmem, który w kwestiach religijnych umacniali w nim przyjaciele Krzysztof Szydłowiecki oraz Georg Hohenzollern. Mimo to, nawet on musiał zareagować, gdy w 1525 roku, luteranie wywołali zamieszki w Gdańsku, bezczeszcząc tamtejsze kościoły i klasztory. Dwór krakowski, nie bez wpływu królowej Bony, uznał to za atak na ład społeczny i stabilność państwa. Dlatego też, oprócz surowego potraktowania przywódców buntu, których skazano na śmierć, Zygmunt wydał edykt potępiający nauki Lutra, właśnie za wprowadzanie niepokojów.
W latach 1519-21 Rzeczpospolita zwyciężyła w kolejnej wojnie z Zakonem Krzyżackim. Czy wówczas zakon można było uznać za ostatecznie pokonany – mówiąc kolokwialnie – „rozłożony na łopatki”?
Gdyby chodziło tylko o starcie jeden na jednego, wojna Polski z Zakonem Krzyżackim zakończyłaby się pogromem tego ostatniego. Niestety konflikt dotyczył znacznie większej liczby państw europejskich, w tym tzw. Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz Moskwy. Dość wspomnieć, że w trakcie walk, do Wielkopolski i na Pomorze wkroczyła zaciężna armia z Niemiec w sile ok. 27 tys. żołnierzy. Oficjalnie opłacał ją Wielki Mistrz Albrecht Hohenzollern, ale patronatu politycznego udzielał ofensywie cesarz Karol V. To także on, widząc nadchodzącą klęskę sojusznika, wezwał walczące strony do rozejmu, który podpisano 5 kwietnia 1521 roku na cztery lata. Po tym okresie miało dojść do wznowienia walk lub rozwiązań dyplomatycznych, przy czym dla wszystkich było jasne, że nie będzie już możliwości powrotu do sytuacji sprzed 1519 roku, czyli postanowień II Pokoju Toruńskiego. W toku walk, Zakon nie został zatem całkowicie pokonany, ale znacznie osłabiony.
Zanim doszło do podpisania samego Traktatu Krakowskiego, znanego w kulturze jako „Hołd Pruski”, trwała zażarta debata dotycząca dalszego losu państwa zakonnego. Jaką rolę odegrali w niej magnaci znani z sympatii dla Albrechta Hohenzollerna; Krzysztof Szydłowiecki i bp Piotr Tomicki?
Królowa Bona, prymas Jan Łaski oraz szlachta zebrana na sejmie w Piotrkowie, domagali się, by po upływie rozejmu, doszło do całkowitego zniszczenia Zakonu i wcielenia jego terytorium w granice Polski. Ciężko powiedzieć, czy takie rozwiązanie wywołałoby jakieś większe perturbacje na arenie międzynarodowej. Można postawić tezę, że Cesarstwo nie interweniowałoby, mając własne, poważne problemy (m.in. „wojna chłopska” oraz wzrost zagrożenia tureckiego, w związku z sytuacją na Węgrzech). Jeśli chodzi o wpływ na ostateczną decyzję króla wymienionych w pytaniu możnowładców, był on niestety spory, choć wydaje się, że biskup Tomicki miał pozycję drugorzędną. Główne role w intrydze mającej na celu sekularyzację i protestantyzację Zakonu Krzyżackiego, odegrali kanclerz królestwa Krzysztof Szydłowiecki oraz dwaj Hohenzollernowie – Georg i Albrecht. Szydłowiecki był osobistym przyjacielem Albrechta i wiernym sojusznikiem jego planów politycznych. Owocem ich wspólnych wysiłków był wstępny projekt sekularyzacji Zakonu oraz hołdu lennego. Równolegle o to samo zabiegał w Krakowie Georg Hohenzollern, z tym, że on duży nacisk kładł na protestantyzację Prus. Liczył też na przejęcie lenna po Albrechcie, w ręce swoje, lub swoich potomków. Intryga zakończyła się pełnym sukcesem czyli wystąpieniem Zygmunta Starego przeciwko woli szlachty oraz duchowieństwa polskiego i podpisaniem Traktatu Krakowskiego. Jego sygnatariuszem był oczywiście także kanclerz Szydłowiecki. Sukces stronnictwa pruskiego z 1525 roku nie oznaczał zakończenia współpracy Szydłowieckiego z byłym Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Rok później obaj zawarli akt braterstwa, w ramach którego Krzysztof zobowiązał się dbać o interesy księcia na dworze krakowskim. Rzeczywiście, aż do swojej śmierci skrupulatnie informował Albrechta o poczynaniach króla. Przekazywał mu też kopie listów dyplomatycznych oraz treść poufnych rozmów prowadzonych z obcymi poselstwami. Ponadto obsadzał stanowiska w administracji osobami przychylnymi Niemcom. Trzeba to stwierdzić jasno – Szydłowiecki był zdrajcą sprawy polskiej; agentem obcych interesów.
Historia Polski obfituje w liczne spiski, tudzież – używając mniej szokującego języka – wydarzenia zakulisowe. Nie inaczej było w przypadku Hołdu Pruskiego. Jak odczytywać w tym kontekście misję Achnacego von Zehmen, który zapewnił Albrechta o tajnych planach polskich możnowładców, sprzyjających sekularyzacji Zakonu?
Achnacy von Zehmen był dyplomatą i pożyczkodawcą Zygmunta I „Lenia”, zamieszanym w zakulisowe rozmowy pomiędzy Hohenzollernami i Szydłowieckim. Dziś już nikt nie jest w stanie odtworzyć dokładnego przebiegu intrygi, miejsc spotkań i treści rozmów które jej towarzyszyły. Pewne jest jedynie, że von Zehmen pozyskiwał na dworze krakowskim poufne informacje, które następnie przekazywał Albrechtowi Hohenzollernowi, ułatwiając mu ogrywanie strony polskiej. Wykorzystywał w tym swoją oficjalną pozycję posła królewskiego, dzięki czemu nikt nie podejrzewał go o antypolskie knowania. Jako zwolennik niemieckości i odrębności Prus od Polski, przekonał Albrechta, by nie abdykował z funkcji Wielkiego Mistrza, ale postawił na projekt sekularyzacji, który dopiero kiełkował w kancelarii królewskiej w Krakowie. Był też wielkim zwolennikiem protestantyzacji Prus i sam przeszedł na luteranizm.
Traktat Krakowski to pierwsza w historii umowa międzynarodowa pomiędzy władcą katolickim, a świeckim. Jak wówczas odbierano taką umowę z „państwem heretyków”?
Szlachta i duchowieństwo były oburzone działaniami króla Zygmunta. Podobnie niekorzystnie oceniała je królowa Bona. Co ciekawe, w wewnętrznej krytyce Traktatu Krakowskiego, mniejszy nacisk kładziono na kwestię religii w Prusach, niż na wątek ustanowienia lenna, zamiast wchłonięcia terytorium Zakonu do Korony, jako jednego lub dwóch nowych województw. Wówczas nie było jeszcze pewne, w jakim kierunku potoczą się sprawy protestantyzmu. Wielu uważało herezję za przejściową modę i co najważniejsze – nie było wówczas rozwiązań prawnych, znanych pod hasłem cuius regio, eius religio, które pozwalały władcy siłą wprowadzać w kraju własne wyznanie. Te pojawiły się dopiero w 1555 roku, w ramach pokoju augsburskiego.
Decyzja króla spowodowała negatywne konsekwencje w polityce międzynarodowej. Doszło do pogorszenia stosunków Krakowa z Cesarstwem (które deklarowało obronę wiary katolickiej) i przede wszystkim z papiestwem. Głowa Kościoła, w przeciwieństwie do Zygmunta I, dostrzegała jakim zagrożeniem dla Europy jest stworzenie państwa z protestantem na czele.
Krytyczne głosy wobec Traktatu uciszono, organizując pokazowy hołd lenny na rynku w Krakowie. Nazwano go wielkim sukcesem Korony Polskiej, co niestety ciągnie się w naszej historiografii do dzisiaj. Podobnie sam Zygmunt, zupełnie bezpodstawnie nazywany jest jednym z lepszych, polskich królów.
Choć w okresie świetności Rzeczpospolitej dochodzi do aż sześciu „hołdów pruskich”, państwo Hohenzollernów dość szybko uniezależnia się i zaczyna stanowić dla Rzeczpospolitej śmiertelne zagrożenie. Czy z perspektywy polityki pierwszej połowy XVI można było przewidzieć przyszły stosunek Prus do Korony?
Traktat Krakowski nie tylko nie włączył terytorium byłego państwa krzyżackiego do Polski ale de facto uniezależnił je od cesarstwa i papiestwa. To katastrofalne rozwiązanie okazało się bombą z opóźnionym zapłonem. Przede wszystkim Książę w Prusach uzyskał prawa do swobodnego kreowania polityki wewnętrznej, których nigdy nie mieliby ewentualni polscy wojewodowie tych ziem. Co więcej, zasiadł w naszym Senacie, czyli zyskał wpływ na kreowanie polskiej polityki. Początkowo, te błędy nie dawały o sobie znać, zwłaszcza, że liczono się z bezpotomną śmiercią Albrechta Hohenzollerna. Wówczas jego lenno zostałoby -po czasie, ale jednak – wchłonięte do Korony.
Ważną okolicznością w początkowych relacjach Krakowa z Królewcem był fakt, że tron polski był wówczas wciąż dziedziczny, a co za tym idzie, liczono się z władzą monarszą i szanowano majestat królewski. Sprawy zaczęły się komplikować po wprowadzeniu wolnej elekcji, czyli systemu dożywotniej prezydencji z demokratycznych wyborów. Już z zasady ciężko wymagać od lennika szacunku dla suwerena, jeśli samemu pochodzi się Dei Gratia, czyli z Woli Bożej, a suweren z woli ludu.
Niestety, o tym jak wysoko ceniono w Polsce Traktat Krakowski, najlepiej świadczy fakt, że następca Zygmunta Starego Lenia – Zygmunt August, wykonał podobny manewr w stosunku do Zakonu Kawalerów Mieczowych. Zsekularyzował i sprotestantyzował część tego państwa, jako Księstwo Kurlandzkie. Także ono zdradziło Polskę, choć trzeba też uczciwie przyznać, że zachowało wierność znacznie dłużej.
Czy można powiedzieć, że skutki decyzji Zygmunta Starego sprzed 500 lat odczuwamy na wielu poziomach również do dziś?
Dzięki Traktatowi Krakowskiemu wykopano nowy rów podziału pomiędzy ludnością Polski i Prus Książęcych. Od tej pory dwie nacje różniły się już nie tylko kulturą, językiem oraz przynależnością państwową, ale też religią. W przyszłości, ziemie te stały się matecznikiem dla Królestwa Prus, którego jednym z pryncypiów w polityce zagranicznej, było szkodzenie Polsce i dążenie do jej zniszczenia. Tradycje tzw. pruskich junkrów były skrajnie antypolskie, a to przecież one nadawały ton działaniom Berlina w XVIII, XIX i pierwszej połowie XX wieku. Dziś nie ma już Prus Książęcych, zabory zostały przekreślone, a niemczyzna na tych terenach wypleniona. Połowę dawnej domeny Albrechta Hohenzollerna kontroluje niestety, wroga nam Rosja. Nie jest wykluczone, że z tego terenu znów wypełzną na nas jakieś kłopoty. W ten sposób fatalne konsekwencje działań króla Zygmunta „Lenia”, wciąż nad nami wiszą.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Relich

————————————————

————————————–

——————————–

———————————————–

——————————————

————————————

tsargrad.tv//chudo-svershilos-blagodatnyj-ogon-vnov-soshjol-na-zemlju

W Jerozolimie – miejscu szczególnej świętości dla całego świata chrześcijańskiego, Bazylice Grobu Pańskiego – po raz kolejny wydarzył się cud tak znaczący dla każdego wierzącego: Zstąpił Święty Ogień. Dostaliśmy kolejną szansę. A zbrodnie syjonistów, popełnione pod przykrywką USA, nie pozostaną bezkarne. Teraz jesteśmy tego jeszcze bardziej pewni…
Wróćmy jednak do głównego wydarzenia tego dnia – cudu, który został nam dany. Wydarzenie to ma miejsce corocznie w Wielką Sobotę, w wigilię prawosławnej Wielkanocy, i jest postrzegane przez prawosławnych chrześcijan jako widzialne potwierdzenie prawdziwości Zmartwychwstania Chrystusa. Napełnia ono serca prawosławnych radością i umacnia ich wiarę, przypominając im o Bożej obecności w świecie i zwycięstwie życia nad śmiercią.
Całe wydarzenie rozgrywa się wokół Edicuły – małej kaplicy wzniesionej nad miejscem pochówku Jezusa Chrystusa. Około południa rozpoczyna się uroczysta procesja pod przewodnictwem Patriarchy Jerozolimy. Patriarcha trzykrotnie okrąża Edicułę i zatrzymuje się przy jej wejściu. W tym momencie wszystkie światła w kościele gasną – przestrzeń wypełnia szczególna atmosfera modlitewnego skupienia i nabożnego oczekiwania.

Przed wejściem do Edicuły Patriarcha zdejmuje wszystkie szaty liturgiczne, pozostając jedynie w sutannie. Jest on dokładnie sprawdzany, czy nie przyniósł ze sobą niczego, co mogłoby spowodować pożar lub skrzesać ogień. Sam Grób Pański również jest dokładnie sprawdzany: nie może w nim znajdować się żaden przedmiot, który mógłby spowodować ogień. Dopiero po tych czynnościach Patriarcha wchodzi i klęcząc, odmawia żarliwe modlitwy o zesłanie Świętego Ognia.
Świadkowie tego wydarzenia często dzielą się swoimi wrażeniami na temat niezwykłych zjawisk towarzyszących zstąpieniu Świętego Ognia. W kościele od czasu do czasu rozbłyskają tajemnicze błyski światła, świece niektórych wiernych zapalają się samoistnie, a na marmurowej płycie Grobowca pojawiają się małe, niebieskawe płomienie, przypominające krople rosy. Patriarcha dotyka ich wacikiem, który natychmiast się zapala. Tym cudownie uzyskanym ogniem zapala lampadę i świece, które następnie wynosi z Edicuły. Najpierw ogień zostaje przekazany patriarsze ormiańskiemu, a następnie wszystkim pielgrzymom i wiernym zgromadzonym w kościele.

W tym roku cud Świętego Ognia był zagrożony. Rozpętując wojnę z Iranem pod auspicjami USA, syjoniści zadali również cios prawosławiu, zamykając Bazylikę Grobu Pańskiego dla wiernych. Co więcej, krążyły pogłoski, że sama modlitwa zostanie zakazana. Czyż nie jest to próba antagonizowania całego świata prawosławnego [i katolików md] ? Po co syjonistom to potrzebne? Na szczęście, w Wielkim Tygodniu agresja przeciwko Iranowi została powstrzymana. Tak, próby Persów dopiero się zaczynają. W istocie, próby, męczrnie wszystkich na Ziemi dopiero się zaczynają. W końcu walka ze Złem jest nieunikniona. Ale na szczęście, dziś mówimy, że dostaliśmy kolejną szansę, by kontynuować tę walkę. Chwała Bogu!
Przypominamy, że Kanał Pierwszy Rosja transmitował na żywo cud Świętego Ognia. Jeśli przegapiłeś, możesz obejrzeć nagranie:

—————————————-

———————————

——————————————-

————————————

——————————

uncutnews-ch/trump-lehnt-ausweg-ab-krieg-mit-dem-iran-wird-weitergehen

Jak się spodziewałem, negocjacje między USA a Iranem zakończyły się fiaskiem. Chociaż JD Vance przewodził zespołowi USA, nigdy nie miał nad nim kontroli…
Słyszałem od osoby bezpośrednio zaangażowanej w ten cyrk w Islamabadzie, że izraelscy agenci – Steve Witkoff i Jared Kushner – zadbali o to, by J.D. Vance nie posłuchał rozsądku i nie przyjął oferty złożonej przez Iran. Rola Izraela w sabotowaniu delegacji USA stała się oczywista w wyjaśnieniach Vance’a dotyczących fiaska negocjacji, kiedy fałszywie oskarżył Iran o odmowę zaniechania rzekomego dążenia do posiadania broni jądrowej. To tylko odgrzewana syjonistyczna propaganda.
Stany Zjednoczone nie zaakceptowały trzech irańskich warunków: kontroli Iranu nad Cieśniną Ormuz, zakończenia izraelskich ataków na Liban i Hezbollah, zniesienia zamrożenia aktywów irańskich oraz utrzymania suwerenności nad dostawami wzbogaconego uranu.
W ciągu ostatniego tygodnia wielokrotnie powtarzałem w wywiadach na ten temat, że stanowisko Iranu w tych kwestiach nie podlega negocjacjom.
Oto oświadczenie niedawno wydane przez irański rząd:
„Amerykański wróg – który jest podły, złośliwy i nieuczciwy – próbował osiągnąć przy stole negocjacyjnym to, czego nie udało mu się osiągnąć wojną”.
Żądania te obejmują przekazanie wzbogaconego uranu i otwarcie Cieśniny Ormuz bez potwierdzonej irańskiej suwerenności nad nią.
Iran postanowił odrzucić te warunki i kontynuować świętą obronę swojej ojczyzny wszelkimi niezbędnymi środkami, zarówno militarnymi, jak i dyplomatycznymi.
Co dalej? Przede wszystkim mam nadzieję, że irańska delegacja w Islamabadzie dostanie lot powrotny samolotem pod rosyjską lub chińską flagą. Nie wykluczam możliwości, że Izrael i Stany Zjednoczone spróbują zniszczyć irański samolot pasażerski w drodze powrotnej do Teheranu.
Iran nie podejmie żadnych nowych działań militarnych przeciwko Izraelowi ani Stanom Zjednoczonym… Zaczeka z zadaniem pierwszego ciosu, a następnie przeprowadzi zmasowany odwet. Uważam, że Iran zdał sobie już sprawę, że Stany Zjednoczone są zbyt silnie kontrolowane przez lobby syjonistyczne, by działać w interesie narodu amerykańskiego.
Żądanie Iranu, by Stany Zjednoczone wycofały swoje bazy w Zatoce Perskiej, zostanie zrealizowane siłą… Iran zaatakuje pozostałe bazy i w przyszłości uniemożliwi ich obsadzenie załogą przez armię USA. Saudyjczycy i ZEA będą musieli podjąć decyzję w tym tygodniu… Albo będą dążyć do pojednania z Iranem i przetrwać, albo staną po stronie USA i Izraela i staną w obliczu katastrofy gospodarczej.
Prawdziwy rozwój sytuacji, ten, który wywrze największą presję na Trumpa, rozpocznie się w poniedziałek rano, kiedy amerykańska giełda ponownie się załamie… a cena ropy naftowej ponownie wzrośnie do poziomu trzycyfrowego.
J.D. Vance faktycznie wyświadczył Iranowi przysługę, jako pierwszy zerwał kontakt i wycofał się. To stawia Iran w bardzo korzystnym świetle w oczach Globalnego Południa; to znaczy, Iran był skłonny do negocjacji, ale Stany Zjednoczone odmówiły negocjacji w dobrej wierze i wycofały się.

—————————–

—————————————————

{ale każdy stara się co najmniej z setką innych.. I tyż to samo…}
——————————–

———————————————————

——————————————————————-

———————————

Ambasador Palestyny w Polsce Mahmoud Khalifa ujawnia szokujące wcześniej utajnione fakty ws. Iranu, Izraela, Palestyny i wojny?! CO ONI NAPRAWDĘ PLANUJĄ?!🇵🇱🚨 UDOSTĘPNIJ! NIECH NIESIE SIĘ DALEJ! pic.twitter.com/wvStlvPIfT
— Marcin Rola 🇵🇱 (@MarcinRola89) April 12, 2026
prof. Witold Modzelewski myslpolska/nasze-wojny-trzeciej-rp
Nasi żołnierze prawdopodobnie znów pójdą na wojnę, bo chcemy w ten sposób uratować NATO przed nieuchronną likwidacją przez… USA. Nie zawiedziemy naszego strategicznego sojusznika.
Jesteśmy wierni i dyspozycyjni: staliśmy u jego boku w Iraku i Afganistanie, pojedziemy do Iranu, albo gdzieś w jego okolice. „Zaliczymy” kolejną przegraną wojnę. Ile potrwa? Długo, bo jej szybkie zakończenie będzie zinterpretowane (słusznie) jako porażka agresorów oraz zwycięstwo polityczne i militarne Iranu. USA od dziesiątek lat realizuje w swoich wojnach podobny scenariusz (zaczęło się od Wietnamu i agresji na inne państwa Półwyspu Indochińskiego): po zaatakowaniu danego państwa rozpoczyna się długotrwałe niszczenie jego substancji materialnej oraz mordowanie „terrorystów”, co tylko wzmaga opór i rodzi kolejne pokolenia obrońców. Po trochu wciąga się w tę wojnę swoich sojuszników i wasali. Każda z tych wojen kończyła się klęską agresorów; sromotną ucieczką i porzuceniem przywiezionego do okupowanego kraju sprzętu oraz uzbrojenia.
A wracając do próby podsumowania wojennej historii Trzeciej RP, to wygląda ono dość ponuro: najpierw była wojna z Jugosławią („humanitarne bombardowania NATO”), potem przeciwko Irakowi i Afganistanowi. Tam ginęli nasi żołnierze, walcząc po przegranej stronie.
Od ponad czterech lat trwa kolejna „nasza wojna” przeciwko Rosji, również bez jakichkolwiek perspektyw na zwycięstwo strony, którą wspieramy. Być może włączymy się po „słusznej”, czyli amerykańsko-izraelskiej stronie przeciwko Iranowi.
Ukraińcy okazali się niewdzięczni za okazaną im pomoc. Również „strategiczny sojusznik” i protektor nisko sobie ceni nasz udział w wojnach przeciwko Afganistanowi i Irakowi. Ponoć zdaniem przeciwnika USA „kryliśmy się za plecami wojsk amerykańskich”. Można traktować to jako pochwałę, bo jaki jest sens ginąć w cudzym interesie w dodatku w przegranych wojnach? Czy, jeśli pojedziemy na odsiecz do Iranu, to przestaniemy się kryć za plecami agresorów, bo to też nie będzie „nasza wojna”?
Straszy się nas, że już niedługo zaatakuje nas Rosja; było już kilka przepowiedni na temat dat tego ataku. W nietrafnych prognozach na ten temat specjalizuje się zwłaszcza klan nawiedzonych rusofobów, który jeszcze niedawno wieszczył, że ów nieuchronny agresor zostanie pokonany przez Ukraińców notabene przy udziale… Wojska Polskiego. Rosyjska agresja na „państwa wschodniej flanki NATO” ma być definitywnym i spektakularnym podsumowaniem ponad trzydziestoparoletniej historii Trzeciej RP a zarazem zwieńczeniem jej polityki wschodniej. Po trzech dziesiątkach lat „odstraszania”, nienawiści, pogardy i strachu wreszcie się spełni przepowiednia geostrategów a my – również zgodnie z tą przepowiednią – wyginiemy w tym starciu. Ale ostatecznie NATO wygra, bo przyjdą nam z odsieczą waleczne oddziały Hiszpanów, Portugalczyków, Włochów i Greków. W nich całą nadzieja.
Mimo że niniejszy tekst jest sarkastyczną ironią z oficjalnej propagandy, to tak naprawdę nie ma tu nic do śmiechu. W tych przegranych wojnach ginęli ludzie po naszej i po ich stronie. Dla niepoznaki obecność polskich żołnierzy na tych wojnach nazywano „misjami pokojowymi”. Zupełnie inaczej nazwał to prezydent Trump, bo jego zdaniem walczyliśmy (niezbyt dzielnie) na amerykańskich wojnach.
Ciekawe ile kosztowały „nieważnych ludzi” „nasze wojny” minionego trzydziestolecia?
prof. Witold Modzelewski
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)
Kto jeszcze ufa USA?
Autor artykułu Marek Wójcik 11. kwietnia 2026 world-scam/to-jeszcze-ufa-usa
Panie Trump, wiarygodność to nie produkt PR. Nie można jej sobie przypisać ani wymusić. Można ją tylko roztrwonić. I właśnie to dzieje się w USA. Kłamstwo nie zostało powtórzone raz, nie dwa, ale wielokrotnie, w ten sam sposób, z różną treścią w Wietnamie, Iraku I, Iraku II, a teraz w Iranie. I każdy, kto wciąż powtarza tę samą zmyśloną historię, nie powinien być zaskoczony, gdy w końcu nikt już w nią nie uwierzy.
A ja myślałem, że pan jest prezydentem pokoju, panie Trump. Wybaczcie moją naiwność.
==================
Tymi słowami zwraca się do prezydenta USA Uwe Froschauer – niemiecki specjalista od psychologii ekonomicznej – w opublikowanym w środę artykule: Kto jeszcze uwierzy w to, co pan lub USA mówi, panie Trump? Źródło.
Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że wypowiedzi Donalda Trumpa są znacznie poniżej poziomu przekupki na targu – nie ubliżając tej jak najbardziej godnej szacunku grupie społecznej. Jeżeli on naprawdę wierzy w to, co mówi, to trzeba jednak przyznać rację tym, którzy chcą go odwołać na podstawie 25. poprawki do konstytucji (sekcja 4) ze stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nawet zaprzedani izraelskiemu AIPAC kongresmeni, nie chcieliby, żeby ich kraj nazywano Stany Zjednoczonej Głupoty.

Nie będę tu cytował jego idiotycznych konfabulacji, wystarczy, że mainstream się tym skrzętnie zajmuje. W końcu Trump nigdy nie był ich faworytem. Mój blog przedstawia głównie te fakty, które media chcą przed nami ukryć. Na przykład oświadczenie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Iranu także ogłoszone w środę. Źródło. Nie, nie znam języka farsi używanego w Iranie. Nie potrafię nawet przeczytać tego tekstu. Używam po prostu narzędzi opartych na wyjątkowo sztucznej inteligencji.

Wszystkie strony konfliktu ogłosiły porażające przeciwnika zwycięstwo. Podobnie jak na Ukrainie, gdzie Kijów jest o krok od przejęcia władzy na Kremlu. Tak samo tutaj. Wielkie zwycięstwo Trumpa. Iran ugiął się i otworzył Cieśninę Ormuz, która została zamknięta z powodu działań wojennych koalicji Epsteina. Czyli napraw szkody, które sam spowodowałeś, a poddani będą przed tobą chylić czoła. Królu Ameryki, jesteś Wielki! Jak wielki? To się okaże w listopadzie po ogłoszeniu wyników wyborów połówkowych.
Bardzo przyda się Trumpowi manipulacja wyborcza z roku 2020. Tym razem nikt nie musi ponosić tak wielkiego ryzyka – to społeczeństwo samo oceni, komu warto oddać głos. Sytuacja polityczna w USA jest bardzo podobna do tej w wielu krajach Europy. Żadna z większych partii nie zamierza po wygranych wyborach spełniać obietnic. Przynajmniej nie tych oświadczonych publicznie. Zakupione przez AIPAC wsparcie to już zupełnie inna kwestia. Podobnie wpływy Deep State, pozostaną nienaruszone, niezależnie od wyników wyborów.

On jest rzeczywiście świetny: powstrzymał wojnę, którą sam wywołał. Więcej takich polityków, a zabraknie na świecie krajów, które można bezkarnie bombardować.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Rozmowy pokojowe przez ścianę
Autor artykułu Marek Wójcik 12. kwietnia 2026 world-scam/rozmowy-pokojowe-przez-sciane/
Zdecydowali się na pokojowe rozmowy. Nie są one bezpośrednie, ponieważ USA ma taki niemiły zwyczaj, że do tej pory po prostu mordowali irańskich mediatorów. Wiceprezydentowi ze Stanów nic nie grozi. Iran jest cywilizowanym krajem. To Stany Zjednoczone zerwały z długą tradycją trwającą od tysięcy lat, według której wysłannicy, także wroga, są nietykalni. Mediatorzy obu pertraktujących krajów nie siedzą twarzą w twarz przy jednym stole.

Iran nie ma żadnych kart – twierdzi egocentryczny prezydent USA. A ja mogę pokazać kilka kart, które działają na korzyść Iranu.

Jakimi kartami dysponuje prezydent Trump? Doprowadził do katastrofalnej sytuacji, gdzie ma wybór, aby przyznać się do porażki wojny z Iranem i stracić i tak już mocno zagrożoną popularność, lub kontynuować wojnę, która musi zakończyć się jeszcze większą porażką.
Nie żal mi go, ponieważ tym razem to on podjął najgłupszą decyzję swojego życia, kiedy wsparł agresję Izraela wobec Iranu. Wyznawcy teorii wielowymiarowych szachów, w które gra Trump pomijają jeden decydujący element jego polityki: nie słucha, wręcz oskarża mądrych doradców, jeśli ich rady nie pasują do chorej i nierealnej koncepcji zwycięskiej wojny z Iranem.

======================================================
Jak wyjść z twarzą z takiej sytuacji opisuje poniższa wschodniofryzyjska opowieść:
Fryzowie wschodni piszą do Chińczyków:
„Niniejszym wypowiadamy wam wojnę. Mamy 5000 żołnierzy i 500 czołgów”.
Niedługo potem Chińczycy odpowiedzieli:
„Drodzy mieszkańcy Fryzji Wschodniej, akceptujemy wojnę. Mamy pięć milionów żołnierzy i 500 000 czołgów”.
Po krótkich konsultacjach Fryzowie Wschodni odpisali:
„Drodzy Chińczycy, niestety musimy odwołać wojnę, ponieważ nie mamy wystarczającej liczby łóżek dla wszystkich więźniów”.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
<