https://www.facebook.com/share/v/1AJ6iAxN9Q
Archiwum autora: Mirosław Dakowski
Grzegorz Braun o kontaktach z politykami PiS.
[Istotne z tej rozmowy. md]
pch24/zaczeli-odpowiadac-dzien-dobry-grzegorz-braun-i-ewa-zajaczkowska-hernik
[—]
Ewa Zajączkowska-Hernik dopytywała o kontakty z politykami PiS.
Grzegorz Braun przyznał, że obserwuje to środowisko od wielu lat i dostrzega tam zmianę. – I jak pani tak konkretnie pyta o ludzi związanych ze Zjednoczoną ŁżePrawicą, to obserwuję taką korzystną zmianę, że zaczęli odpowiadać dzień dobry na dzień dobry, a czasem nawet sami Szczęść Boże zagadną. Tego nie było – wskazał.
Polityk mówił też jak postrzega rolę swojej partii. – Odgrywamy tutaj rolę takiego czołgu przełamania, takiego lodołamacza, a chcemy, żeby za nami i razem z nami poszli inni, dlatego, że Polska jest zbyt duża, zbyt piękna, zbyt szeroka, żeby planować obsłużenie tego ludźmi tylko z naszej bańki. Choćby tylko ludźmi, którzy mają legitymację naszej partii, prawda? – mówił.
Grzegorz Braun ocenił, że jest obecnie inny podział, zasadniczy dla działania KPP i nie jest to już „podział na tych, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO, a ci pod sztandarem Solidarności”. To, jak ocenił zostało unieważnione, kiedy „Solidarność nie ujęła się za ludźmi niszczonymi, nękanymi, terroryzowanymi przymusami sanitarystycznymi i kowidowymi”. – Solidarność wzięła udział jako, można powiedzieć, siła wsparcia obozu Zjednoczonej ŁżePrawicy w zaprowadzaniu brutalnego reżimu, blokady systemu lecznictwa, a stąd zgony nadmiarowe, ćwierć miliona ludzi – mówił polityk.
– Dziś podstawowy podział to jest, kto za Polską, a kto za landem eurokołchozowym, kto za Polską, a kto za Ukropolem, Ukropolinem, Kolonią, Stanem, czy Bantustanem Anglosaskim. Otóż szeroki front gaśnicowy to są właśnie ludzie spod różnych znaków, których Konfederacja Korony Polskiej, mam nadzieję, poprowadzi do wyborów parlamentarnych i następnie samorządowych i eurokołchozowych, jeśli wcześniej nie doprowadzimy do tego, że się eurokołchoz sam zawali i posypie – dodał.
W rozmowie padła też ważna deklaracja zarówno Grzegorza Brauna, jak i Ewy Zajączkowskiej-Hernik – otóż zadeklarowali oni, że wracają do polskiego Sejmu. – Przede wszystkim myślę, że w tym momencie Polska potrzebuje wsparcia takich osób jak my, czy ogólnie takich ugrupowań jak Konfederacja, czy Konfederacja Korony Polskiej w Polskim Sejmie, żeby walczyć o to, co jest najważniejsze i o dobro Polaków i naszego narodu, naszej Ojczyzny – wyjaśniła Zajączkowska-Hernik.
Więcej w rozmowie na YouTube/Ewa Zajączkowska
Jak daleko posunie się neokomunistyczna propaganda wobec Grzegorza Brauna?
Jak daleko posunie się neokomunistyczna propaganda wobec Grzegorza Brauna?
Autor: CzarnaLimuzyna, 2 grudnia 2025

Jednym z celów propagandy Goebbelsa i Stalina było zabicie prawdy i niewygodnych ludzi – najpierw symboliczne, a potem dosłowne. Nie wszyscy byli mordowani, czasem wystarczyła śmierć cywilna, a potem zamknięcie do więzienia.
Merytorycznie bezradny Sikorski sięga do stalinowskiej kloaki. Po „argument”
W ostatnich wystąpieniach minister Tuska, Sikorski stwierdził, że Grzegorz Braun zaprzecza Holocaustowi, a na dodatek propaguje ideologię nazistowską.
W jednym i drugim przypadku jest to nieprawda doprawiona potężną dawką absurdu.
Pierwszy cytat:
Pan europoseł Braun to jest ktoś, kto zaprzecza niemieckiej zbrodni ludobójstwa, jakim był Holokaust Żydów w Polsce, w Oświęcimiu i w innych miejscach zagłady. Mam nadzieję, że Grzegorz Braun, któremu już został odebrany immunitet w kilku sprawach, odsiedzi za to w polskim więzieniu po sprawiedliwym wyroku przed polskim sądem.
Wypowiedź Sikorskiego jest brednią. Braun nigdy nie zaprzeczał, że Niemcy masowo mordowali Polaków i Żydów. Wyraził jedynie wątpliwość odnośnie stosowania komór gazowych w obozie Auschwitz. Czy Sikorski o tym nie wie? Podejrzewam, że wie doskonale.
To skąd, w takim razie, tyle nienawiści w jego wypowiedziach? Myślę, że tym, co najbardziej skutecznie wyprowadza Sikorskiego i innych lewicowych politruków z równowagi jest rozbijanie przez Brauna antypolskiej narracji – żydowskiej i ukraińskiej hagady oraz neomarksistowskiej, często unijnej, opowieści o gruszkach na wierzbie.
Drugi cytat:
Moim zdaniem są nie tylko podstawy ale i wymóg konstytucyjny no bo nie wolno propagować w Polsce ideologii nazistowskiej. Jak ktoś propaguje to delegalizacja należy się jak psu buda.
Trwający słowotok Radosława Sikorskiego na temat Grzegorza Brauna przypomina stalinowską propagandę czyli narrację z połowy XX wieku, której głównym celem było oskarżanie polskich patriotów o kolaborację z Hitlerem lub głoszenie nazistowskich poglądów.
Należy zdelegalizować tę partię jako szerzącą poglądy faszystowskie
– powiedziała wczoraj Wysocka-Schnepf w programie TVP Info „Braun idzie po władzę?”, ta sama Wysocka-Schnepf, która rozmawiała swego czasu z żydowskim rabinem w studiu telewizyjnym o maszerującym faszyzmie w Polsce, w dniu 11 listopada. Mamy więc typową sowiecką podgatowkę zrobioną przez główny ściek, którzy pierze mózgi Polakom od dziesiątek lat.
Silni razem i nienawidzący razem zbierają się pod medialnym pręgierzem, aby jak zwykle domagać się ukarania „polskiego nazisty”. Obserwujmy który z polityków z grona “słomianych patriotów” zdobędzie się na odwagę, aby bronić publicznie, nie tylko Brauna, ale wszystkich, którzy są dziś prześladowani za poglądy.
Jednak rzeczą ważniejszą i dlatego ukrywaną i zakrzykiwaną w mediach jest codzienna grabież Polski i Polaków oraz cały szereg działań dywersyjnych z zewnątrz i od wewnątrz popełnianych na różnych obszarach – na różnych poziomach rzeczywistości – od prozaicznej aż do najważniejszej czyli uderzającej w duchowość Polaków, w ich zdolność do myślenia (edukacja*, nauka, media, kultura) i zdolność do walki.
____________________________________________________________________
- Trzeba przyznać, że procesy, które zmierzają do tego, żeby dzieci nic nie wiedziały, żeby nie potrafiły połączyć kropek, żeby nie potrafiły kojarzyć, skąd pochodzą, dokąd zmierzają, na czym polega życie, po co właściwie nam wartości, po co tradycja, po co patriotyzm, naród. No to ci wszyscy ludzie, którym uda się tutaj wdrożyć nowe idee z dobrostanem na czele, podkreślam, ten dobrostan, drodzy Państwo, nie ma nic wspólnego z dobrem. Dobrostan pochodzi z zoologii…
- Dobrostan dla naszych dzieci, właściwie ma tutaj pewne analogie. Dziecko ma się czuć świetnie tu i teraz, w danym momencie, bez jakiegoś zawracania sobie głowy historią, historią naszego narodu, aktami chwały, bez wybiegania w przyszłość, co będzie ze mną za pięć lat, za piętnaście. Tu i teraz mam mieć dobrostan, przyjemność, radość i to by było na tyle. Elżbieta Lachman “Polskie Forum Rodziców”.
Sikorski chce dawać kolejne 100 mln dolarów Ukrainie. Jaka postawa prawna?
Sikorski chce dawać pieniądze Ukrainie. Miller zadał jedno pytanie. „Opozycja ma pole do popisu” [VIDEO]
2.12.2025 https://nczas.info/2025/12/02/sikorski-chce-dawac-pieniadze-ukrainie-miller-zadal-jedno-pytanie-opozycja-ma-pole-do-popisu-video/

Były premier Leszek Miller w mocnych słowach odniósł się do decyzji Radosława Sikorskiego. Wskazał na jedno kluczowe pytanie, jakie trzeba byłoby zadać szefowi polskiego MSZ.
– Zamierzam też, z budżetu, który już mam w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, jeszcze przed końcem roku przelać 100 mln dolarów na pomoc wojskową dla Ukrainy w ramach programu PURL, z którego kupujemy (uzbrojenie) amerykańskie Ukrainie – oświadczył w rozmowie z dziennikarzami Sikorski.
Do jego słów odniósł się w programie Moniki Jaruzelskiej były premier Leszek Miller.
– Tu muszę znowu wrócić do opozycji, bo minister mówi, że ma 100 mln dolarów. Pierwsza reakcja opozycji musi być taka: panie ministrze, proszę wskazać podstawę prawną pana decyzji, dlatego że może pan działać tylko w granicach i w oparciu o prawo – to jaka jest podstawa prawna? – powiedział Miller.
– No ciekaw jestem, co by Sikorski odpowiedział. Ale nie tak ogólnie, że gdzieś podpisano jakąś umowę itd., tylko podstawa prawna – dodał.
– Ale uchwała rządu nie może być, tak po prostu i już? – zapytała Jaruzelska.
– No co najmniej uchwała Rady Ministrów, tak. Już nie mówiąc o tym, że być może jakaś specjalna ustawa, nawet taka epizodyczna. W każdym razie, w takiej sytuacji jak teraz, to opozycja ma pole do popisu. Oczywiście, narażać się będzie zawsze, że „wkłada kołek w szprychy i sypie piasek w tryby”. Proszę wybaczyć, to jest zadanie opozycji – odparł były premier.
ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. III)
ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. III)
Ks. Dr. Józef Kruszyński

Katedra w Sandomierzu – mord rytualny. Karol de Prevot.
———————————————–
Przeciwko tak rozległej autonomji gmin żydowskich podniosły silny sprzeciw miasta polskie. Za przykładem Lwowa, magistraty Krakowa, Poznania i Lublina wysyłają swoich delegatów na sejm walny do Piotrkowa w roku 1521.
Na skutek starań przywrócono dawniejsze ograniczenia. Miasta mazowieckie pod rządami ostatniego księcia mazowieckiego, Janusza, nie wpuszczają Żydów. W roku 1525 wyrzucono Żydów z Warszawy. Kiedy w roku 1527 Mazowsze połączyło się z Królestwem, Zygmunt podtrzymuje dekret de non tolerandis Judaeis odnośnie do Warszawy.
Aby wymóc na Zygmuncie przywileje, udają się Żydzi do pośrednictwa królowej Bony. Chciwa ta królowa, otoczona przekupnymi Włochami, przyjmując dary pieniężne od Żydów, wyjednywała u niedołężnego króla najsprzeczniejsze dekrety, Zygmunt często odwoływał wydane zarządzenia, co wprowadzało w kraju anarchję.
Niezadowoleni mieszczanie rzucali się na sklepy i żydowskie składy towarów i niszczyli je. Takie wypadki miały miejsce w Poznaniu, Krakowie, Brześciu Kujawskim, Kaliszu i Gnieźnie. Król powstaje przeciwko tej „samowoli” mieszczan i nakłada na miasta pewne vadium na wypadek, gdyby podobne rozruchy się powtórzyły.
Żydzi, dzięki swoim majątkom, zaczynają być niebezpiecznymi i dla szlachty. Dlatego na Sejmie piotrkowskim w roku 1538 szlachta utyskuje na Bonę i jej otoczenie ułatwiające Żydom dzierżawę ceł i myt.
Uchwalono podówczas po raz pierwszy konstytucję de Judaeis w ośmiu paragrafach, mocą której zabrania się oddawania Żydom w arendę dochodów skarbowych, W konstytucji czytamy: „Ustawa krajowa zabrania chrześcijanom (szlachcie i chłopom) handlu po wsiach i odbywania tamże jarmarków, przeto tem mniej możemy na to zezwolić Żydom. Zakazujemy i zabraniamy im to czynić pod karą konfiskaty towarów i wysokiej grzywny”. W dalszym ciągu ustawa zmusza Żydów do zachowania uchwał obowiązujących w mieście w odniesieniu do handlu.
W roku następnym (1539) na tymże sejmie zajęto się bardziej szczegółowo kwestją żydowską. Wielu Żydów mieszkało na wsiach i nie podlegało, jak chłopi, szlachcie, lecz królowi. Już szlachta małopolska na sejmiku krakowskim postanowiła prosić, „jako król jegomość raczył był już nam pozwolić temu dwielecie, aby Żydom, którzy siedzą w imieniu ziemskiem, aby nad nimi nie miał nikt juryzdykcji, ani dochodów żadnych od nich, a jedynie ich panowie, w których imieniach siedzą”.
Wydano więc w roku 1539 konstytucję, uznaną przez króla, opiewającą, że Żydzi osiadli w majątkach i wsiach prywatnych, podlegają wyłącznie juryzdykcji panów terytorjalnych. Tem samem zostają podzieleni na królewskich i prywatnych.
Na czasy panowania Zygmunta I przypada w Polsce wzrost inowierstwa. Społeczeństwo katolickie występuje ze szczególną niechęcią do sekt judaizujących, do tak zw. antytrynitarzy, albo arjanów.
Udowodniono Żydom, że popierają sekciarstwo w Polsce. Czynili Żydzi polscy to samo, co niemieccy przy rozwoju luteranizmu. Związki z sekciarzami wyszły na zło Żydom. Duchowieństwo, lud katolicki i szlachta występują zgodnie przeciwko Żydom.
Niektórzy bogaci Żydzi, zaniepokojeni tym nieprzyjaznym zwrotem, w obawie, aby nie utracili intratnych stanowisk, przyjmują katolicyzm. Tak postąpił bankier Jan Fiszel i pierwsi drukarze hebrajscy w Polsce, bracia Halice (1537).
Wielu z neofitów, przystawszy szczerze do Kościoła, zaczyna zdradzać sekrety działalności judaistycznej, to oczywiście usposabia krytycznie ludność chrześcijańską do Żydów.
Najświetniejszy okres dla Żydów przypada na panowanie Zygmunta Augusta (1548—1572).
Król wychowany w dobie renesansu, odnosi się liberalnie do kwestji religijnych, tak bardzo aktualnych przez wzgląd na rozszerzanie się sekt protestanckich. Niekonsekwentny i chwiejny, idzie po linji najmniejszego oporu i nie umie się przeciwstawić Żydom, choć tego domagał się stan mieszczański.
Zaprzyjaźniony z bankierami żydowskimi za czasów, gdy był następcą tronu, nie umie się oprzeć pokusom stwarzanym przez złoto żydowskie: otacza się Żydami; jego przybocznymi lekarzami są stale żydzi, którzy umieją podsuwać różne przywileje i koncesje nie tylko Żydom miejscowym, lecz nawet zagranicznym.
W Konstantynopolu powiernikiem sułtana Selima był Żyd Józef Nasi. Temu to żydowi daje Zygmunt August na przeciąg 5 lat monopol handlu małmazją i muszkatelem w całej Polsce.
Sejm w Piotrkowie (1567) odrzuca tę koncesję, lecz król nie chce podpisać uchwały. Przez handel powiększają się majątki, getta żydowskie się rozszerzają. W Krakowie Żydzi wychodzą poza Kazimierz, wykupują całe dzielnice. To samo dzieje się w Poznaniu, Przemyślu, Wiślicy i innych miastach.
Szczególnie rozrosła się gmina żydowska w Lublinie, gdzie, poczynając od połowy 16-go wieku, zasłynęły jarmarki lubelskie, na które przybywali kupcy z całej Polski i z obcych krajów, jak: Niemcy, Włochy, Francja, Persja, Turcy i Rosja.
W roku 1553 kupują Żydzi od starosty Tęczyńskiego obszerne place, budują domy i zakładają szkołę talmudyczną jeszibę(jesziboth). Walki mieszczan kończą się na manifestacjach, z których Żydzi, ufni w opiekę króla i niektórych magnatów, nic sobie nie robią.
Obok Lublina najbogatszą gminę żydowską posiadał Lwów. Miasto, broniąc się przed zalewem żydowskim, postanowiło w roku 1571 usunąć ich poza mury. Zygmunt August sprzeciwił się tej uchwale. Żydzi rozszerzając swoje getta, pragnęli zachować je wyłącznie dla siebie. W tym celu starali się o uzyskanie przywileju de non tolerandis christianis, to jest, aby chrześcijanie nie mieli prawa nabywania domów w dzielnicach żydowskich. I stała się rzecz nie spotykana zupełnie w dziejach narodów posiadających Żydów. Taki przywilej otrzymała gmina w Krakowie w roku 1568, w Przemyślu 1633 i wszystkie gminy litewskie w roku 1645.
Miasta litewskie i wołyńskie były jeszcze więcej upośledzone, gdy chodzi o obronę przed zalewem żydowskim, aniżeli w Koronie. Nie było tam tak zorganizowanego stanu mieszczańskiego, jak w miastach zachodniej Polski, to też Żydzi tworzyli państwo w państwie. Brześć, Grodno, Pińsk, Kowel, Łuck, Krzemieniec it., były zalane Żydami.
Wilno posiadało przywilej de non tolerandis judaeis, ale w roku 1573 książęta słuccy wpuścili ich do swoich posiadłości miejskich i odtąd już zalew zaczyna się stale powiększać.
Unja Lubelska (1569) przyczyniła się jeszcze więcej do poprawy stanu posiadania i wzmocnienia elementu żydowskiego, ponieważ zjednoczyła pod względem prawnym wszystkich Żydów z Korony, Litwy i Wołynia.
Zgon ostatniego Jagiellona Zygmunta Augusta (1572) Żydzi gorąco opłakiwali. Gdy w pierwszej elekcji został powołany na tron Henryk Walezy, delegacje żydowskie zjawiły się przed nim z darami, prosząc o potwierdzenie przywilejów. Walezy nie tylko, że ich żądań nie spełnił, ale nie przyjął delegacji. Jego ojczyzna prawie już od roku 1390 nie posiadała Żydów; król rozumiał powody, dla których naród francuski pozbył się Żydów.
W drugiej elekcji został powołany na tron polski Stefan Batory (1576 — 1586). Mądry ten monarcha nie umiał przewidzieć niebezpieczeństwa żydowskiego. Na jego dworze kręci się wielu zbogaconych Żydów.
Do wybitniejszych należy Mendel Izakowicz z Krakowa, a przede wszystkiem Saul Wahl, którego ujrzymy jeszcze na dworze Zygmunta III. Przybył z Włoch, jako syn rabina z Padwy, Samuela Katzenelenbogena, do Brześcia dla studjowania Talmudu. Tu się ożenił. Od niego pochodzą liczne rodziny Wahlów. Zbogacił się na dzierżawie żup solnych. W roku 1580 wziął w dzierżawę Wieliczkę. Posiadał on takie wpływy u dworu, że wśród Żydów powstała w czasach późniejszych legenda, jakoby Saul był przez jedną noc królem polskim i dał wszystkie przywileje, które rodziły w Żydach myśl stworzenia dla siebie Judeopolski.
W ślad za rozwojem handlu żydowskiego idzie upadek polskiego mieszczaństwa i polskiego handlu. Element żydowski czuje się tak silnym, że od roku 1549 urządza w Koronie swoje walne sejmy, odbywające się co roku, lub co kilka lat. Organizacja zwoływania sejmów trwała aż do roku 1764.
Bunty mieszczan nie odniosły skutku. Najwybitniejsi pisarze polscy z tego okresu zabierali głos w kwestji żydowskiej, rząd wszakże Rzeczypospolitej nie mógł się zdobyć na pohamowanie szkodliwej ekspansji.
Po śmierci Batorego (1586) zostaje powołany na tron polski Zygmunt III Waza, syn Jana III, króla szwedzkiego. Za panowania Zygmunta III (1587 — 1632) i jego syna Władysława (1632—1648) następuje zmiana w polityce żydowskiej. Monarcha, jako gorliwy katolik, daje posłuch duchowieństwu, w jego walkach z sekciarstwem i żydostwem, które, jak to wspomnieliśmy wyżej, zawsze popierało wszelkie odszczepieństwa w łonie chrześcijaństwa.
Poza Saulem Wahlem i Mendlem z Krakowa inni Żydzi nie mają przystępu do dworu królewskiego. Ale i ci pozostają bez znaczniejszego wpływu. Na synodzie prowincji gnieźnieńskiej, odbytym w Piotrkowie pod przewodnictwem prymasa Bronisława Karnkowskiego, odnowiono dawne uchwały kościelne o noszeniu odznak przez Żydów. Niektóre miasta zaprowadziły specjalne opłaty od Żydów przybywających na jarmarki.
Dzięki odpowiedniemu ustosunkowaniu się Zygmunta III do Żydów, rola ich zaczyna być należycie oświetlona przez ówczesnych pisarzów polskich. W społeczeństwie pogłębia się przekonanie o niebezpieczeństwie, jakie może grozić ze strony żydostwa, które zagarnia w swoje ręce majątki, a jednocześnie jest żywiołem antyobywatelskim.
Wyrazem tych nastrojów i przekonań były doskonałe rozprawy o Żydach.
Jakób Górski, archiprezbiter kościoła P. Marji w Krakowie przedrukował po łacinie i po polsku książkę neofity Sykstusa z Sieny (Genua, 569) p.t. Index errorum, czyli „Okazanie kilku błędów z nierozlicznego bluźnierstwa, szaleństwa i niepobożności z Talmutha żydowskiego zebranych, z których może każdy zrozumieć, jako błądzą i jako wielkimi są nieprzyjaciółmi chrześcijan źli a niecnotliwi Żydowie” itd.
Obok tej wydał inną: „Pokora wilcza, która choć jest sama chytra, jeszcze nam większą i zdradliwszą chytrość pokazuje w tym obłudnym, a niszczącym narodzie żydowskim”.
Ksiądz Przecław Mojecki wydał broszurę: „Żydowskie okrucieństwo, mordy i zabobony”.
Nie wyczerpujemy tutaj literatury antyżydowskiej, która była dość bogatą i dobrze oświetlała kwestję żydowską.
Obok tych wyszło wiele satyr, pieśni ludowych i karykatur, jak: „Pieśń o Marku Żydzie, szalbierzu lubelskim”, „O Żydach, szalbierzach wileńskich”, „Wyprawa żydowska na wojnę” itd.
Kwestji żydowskiej poświęcali swoje pióro Dantyszek, Sebastjan Klonowicz i inni. Korzystając z ówczesnych nastrojów, kupiectwo chrześcijańskie podejmuje walkę w obronie handlu i przemysłu.
Z archiwów miejskich są wyciągane różne dawniejsze dekrety królewskie w celu wprowadzenia ich w życie. Walka idzie oporem albowiem Żydzi znajdują protektorów w osobach magnatów i szlachty polskiej.
Kierując się stroną materjalną, szlachta po większej części nie wprowadzała w wykonanie uchwał sejmów i synodów prowincjonalnych. Gdy w miastach powstawały rozruchy, szlachta niejednokrotnie stawała w obronie żydów.
W miastach posiadali magnaci własne domy i pałace, które były wyjęte z pod juryzdykcji miejskiej. W tych to domach, nie bacząc na prawo de non tolerandis… wynajmowali dla zysku sklepy kupcom żydowskim. Tak było w Poznaniu, Wilnie, a szczególnie w Lublinie. O ile Żydzi nie mogli znaleźć miejsca w pałacach magnackich, osiadali pod miastem na tak zw. jurydykach, czyli gruntach należących do szlachty i prowadzili handel w mieście.
Najlepiej lubili Żydzi miasta prywatne, które zwłaszcza na wschodzie państwa były zakładane; tutaj nie podlegali prawom ogólnym. Z czasem Żydzi dzielą się pod względem prawnym na królewskich i prywatnych, zależnie od tego, na czyich posiadłościach zamieszkiwali.
Pełne wewnętrzne swobody pozwalają Żydom na przeprowadzenie organizacji, odpowiadającej ich ustrojowi. Powstały podówczas tak zw. kahały, czyli zgromadzenia, które były naczelnemi władzami w gminie. Kahały odegrały wybitną rolę w utrwaleniu się „więzi talmudycznej” i separatyzmu tak w odniesieniu do społeczeństwa polskiego, jak i do rozporządzeń państwowych. Kahały występowały solidarnie w obronie żydostwa, zakładały szkoły itd.
Pod wpływem i egidą kahałów zaczęto zaprowadzać bractwa i cechy w duchu Talmudu, eliminując się pod tym względem od wszelkich ingerencyj cechów chrześcijańskich.
————————————————————————
Pro Christo: wiara i czyn: organ młodych katolików, rok X, marzec 1934, nr 3, str. 178-194.
Ks. Dr. Józef Kruszyński
Ustawka sejmowa – i kolejowa
Ustawka sejmowa – i kolejowa
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 2 grudnia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5939
Nie ma przypadków – są tylko znaki – mawiał przewielebny ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
I rzeczywiście – w sobotę 15 listopada w okolicy przystanku kolejowego Mika na trasie Warszawa-Lublin, miejscowi ludzie słyszeli w godzinach wieczornych bardzo głośny wybuch, od którego „zatrzęsła się ziemia” – a w każdym razie zadrżały szyby w oknach i kieliszki w kredensach. Następnego ranka, kiedy już okolica zaroiła się od „służb” – jawnych, tajnych i dwupłciowych, a także w poniedziałek – kiedy na miejsce przybył obywatel Tusk Donald z asystą – okazało się, że miał miejsce „akt dywersji” inspirowany oczywiście przez złowrogiego Putina. Dywersja polegała na ubytku szyny, który – jak się okazało – nie przeszkodził temu, by po poddanym dywersji torze przejechały co najmniej cztery pociągi. Co najmniej – bo bardziej optymistyczne wersje wydarzeń mówią o ośmiu, a nawet – o 12 pociągach. Jak tam było, tak tam było; zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk.
Kiedy tylko obywatel Tusk Donald odwiedził miejsce dywersji, natychmiast spenetrował prawdę, że jej inspiratorem był rosyjski prezydent Putin,. Było to łatwe tym bardziej, że koło toru znaleziony został telefon komórkowy jednego ze sprawców z odciskami palców, po których ustalono jego tożsamość. Okazał się on „obywatelem Ukrainy”, który nawet za dywersję był skazany przez sąd we Lwowie, ale wcale mu to nie przeszkodziło, by w towarzystwie innego „obywatela Ukrainy”, tym razem „z Donbasu”, przez Białoruś przyjechać do Polski, a po dokonaniu aktu dywersji, bez przeszkód, przez przejście graniczne w Terespolu, wrócić na Białoruś.
Bardziej optymistyczne wersje, mające cechy fałszywych pogłosek utrzymywały, albo że obywatel Tusk Donald znalazł przy torach również paszport Władimira Putina, który miał się przebrać za dwóch „obywateli Ukrainy” albo – że w telefonie komórkowym, oprócz odcisków palców, było również pisemne zobowiązanie „obywatela Ukrainy” do współpracy z GRU, opatrzone pseudonimami oraz klauzulą stosowaną i w Polsce, że współpracy tej podjął się on „bez swojej wiedzy i zgody”.
W związku z tym aktem dywersji obywatel Tusk Donald zapowiedział zarządzenie stanu podwyższonej gotowości, a po całonocnej naradzie w gronie ministrów swego vaginetu, odpowiedzialnych za sprawy wewnętrzne i naszą niezwyciężoną armię, podał w Sejmie informację o dywersji. Tak się złożyło, że tego samego dnia Sejm dokonał roszady na stanowisku marszałka. Nowym marszałkiem został Wielce Czcigodny Włodzimierz Czarzasty, podczas gdy dotychczasowy marszałek, Wielce Czcigodny Hołownia Szymon, został wicemarszałkiem. Ta podmianka nastąpiła w rezultacie ustawki, nazwanej elegancko „umową koalicyjną”, więc czy można się dziwić, że ta sejmowa ustawka zbiegła się z ustawką kolejową?
Gangi handlują stołkami
Warto zwrócić uwagę, że sejmowa ustawka Wielce Czcigodnego Czarzastego Włodzimierza z Wielce Czcigodnym Hołownią Szymonem miała swój precedens i to w dodatku – w Rosji – z udziałem zimnego ruskiego czekisty Putina i jego zaufanego kolaboranta, Dymitra Miedwiediewa. Kiedy Władimir Putin w 2008 roku kończył swoją drugą kadencję, „partie polityczne przedstawiły mu kandydaturę Dymitra Miedwiediewa” na kolejnego prezydenta Rosji, a prezydent Putin ten pomysł „poparł”. Toteż Dymitr Miedwiediew w marcu 2008 roku wygrał te wybory już w pierwszym głosowaniu, podobnie, jak Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz wygrał w cuglach głosowanie na marszałka.
Zaraz tedy ogłosił, że nowym szefem Kancelarii Sejmu mianuje pana Marka Siwca, tego samego, co to na polecenie prezydenta Kwaśniewskiego, całował Ziemię Kaliską. Czy to przypadek, czy jednak znak? Nieomylny to znak, że stare kiejkuty ze swojego skarbca wydobywają „rzeczy stare i nowe” – i że te „stare” – po wywietrzeniu z naftaliny – będą się prezentowały, jak nowe. Jakże bowiem nie pamiętać, że zarówno Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz, jak i Siwiec Marek, a nawet sam Kwaśniewski Aleksander (pseudonim operacyjny „Alek”), pochodzą z tej samej stajni, którą stare kiejkuty nazwały „Ordynacka”?
Okazuje się, że kontynuacja jest większa, niż mogłoby się po tylu latach III Rzeczypospolitej wydawać, nawet jeśli wziąć pod uwagę przerywniki w postaci epizodów „dobrej zmiany”, reprezentowanej przez kolaborantów Naczelnika Państwa Kaczyńskiego Jarosława. Warto dodać, że ci kolaboranci – podobnie jak i tamci – też legitymowali się dyplomami – ale nie Kolegium Tumanum, którego tak się wstydzi obywatel Hołownia Szymon – tylko – Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA. Naród Polski tylko takich bowiem kocha, tylko takim ufa i tylko takim złoży w ręce swoje losy – chyba, że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nakaże starym kiejkutom przedstawić Narodowi Polskiemu nowych kandydatów na Jasnych Idoli.
Wracając do zimnego ruskiego czekisty Putina, to prezydent Dymitr Miedwiediew 8 maja 2012 roku, na podstawie „umowy koalicyjnej” taktownie ustąpił miejsca Władimiru Putinu, który – jako nowy prezydent – odstąpił mu funkcję premiera, podobnie, jak Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz odstąpił Wielce Czcigodnemu Hołowni Szymonowi stanowisko wicemarszałka Sejmu. Od razu widać, z czego czerpiemy inspiracje, nie tylko do ustawek sejmowych – ale również i tych kolejowych.
Co wybuchło i gdzie?
Obywatel Tusk Donald tak szybko spenetrował prawdę na odcinku kolejowej dywersji w obrębie przystanku Mika, dzięki energicznemu działaniu „służb”. Skoro obywatel Tusk Donald tak mówi, to oczywiście nie wypada zaprzeczać. Inna sprawa, że nie ma co temu zaprzeczać. Przeciwnie – warto tę wersję rozwinąć w ten sposób, że „służby” nie tylko spenetrowały prawdę o „dywersji”, ale same ją przygotowały. Świadczą o tym rozmaite poszlaki, które przez niedopatrzenie przedostały się do publicznej wiadomości.
Po pierwsze – wybuch. Jak zgodnie zeznają świadkowie, był on bardzo głośny, więc powinien pozostawić po sobie jakieś ślady. Tymczasem nigdzie nie ma żadnych śladów wybuchu. Ani na torze kolejowym, z którego został odłupany kawałek szyny – ale nie widać, by cokolwiek zostało wysadzone, z betonowymi podkładami włącznie, które leżą sobie spokojnie na swoim miejscu, ani nawet nie ma śladów leja na żwirowej podsypce, która leży sobie równiutko, podczas gdy wybuch, zwłaszcza tak potężny, powinien ją rozrzucić na cztery strony świata, nie mówiąc już o wygięciu szyn. „Już tydzień przy skręconych szynach brzuchami świecą parowozy” – pisał proletariacki poeta o wysadzaniu pociągów podczas niemieckiej okupacji. A tu szyny proste, jak drut, a nawet – jak „Histadrut” – czyli Federacja Pracowników Ziemi Izraela – do której Polacy będą już wkrótce musieli się zapisywać – jak za pierwszej komuny do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Co z tego wynika? Ano to, że to nie żadni „dywersanci” spowodowali wybuch – tylko bezpieka – i to tak, żeby było dużo hałasu – ale żeby niczego nie uszkodzić.
Po drugie – „obywatele Ukrainy”. Otóż przypuszczam, że żadnych „obywateli Ukrainy” nie było, a całą operację przeprowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Widać to po partaninie – że nie zadbano o pozostawienie śladów wybuchu – chyba, że szefowie ABW otrzymali od obywatela Tuska Donalda rozkaz – wiecie, rozumiecie, zróbcie dywersję, ale tak, żeby nie było ani żadnych ofiar, ani szkód. Toteż Abewiaki gdzieś tam rzuciły wiązkę petard i huku było, ile dusza zapragnie.. Skoro tedy obywatel Tusk Donald zdybał przy torach telefon komórkowy z odciskami palców, po których zidentyfikowano „sprawcę”, to nieomylny to znak, że ten telefon, został tam obywatelu Tusku podrzucony – żeby i on miał udział w zdemaskowaniu „dywersji”.
Po trzecie wreszcie – „obywatele Ukrainy” mimo sądowej kondemnatki jednego i spenetrowania miejsca pochodzenia drugiego – że on „z Donbasu” – wjeżdżają sobie jak gdyby nigdy nic z Białorusi do Polski, a potem tą samą drogą sobie, jak gdyby nigdy nic wracają, przez nikogo nie niepokojeni – bo dopiero po wszystkim Książę-Małżonek nie tylko zamknął rosyjski konsulat w Gdańsku, ale też – ryzykując strefienie się – wystąpił do znienawidzonego Mińska o wydanie „dywersantów”. Jestem pewien, że Mińsk udzieli Księciu-Małżonku odpowiedzi wymijającej z tego prostego powodu, że żadnych „obywateli Ukrainy” nie ma, ani nigdy nie było – że zostali oni od samego początku wykreowani przez prawdziwych wykonawców „dywersji”.
Is fecit cui prodest
No dobrze – ale po co właściwie ABW dostała od obywatela Tuska Donalda rozkaz, by urządzić „dywersję”? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy odwołać się do starożytnej sentencji: is fecit cui prodest” co się wykłada, że zrobił ten, kto skorzystał. A nie da się ukryć, że najbardziej na tej dywersji skorzystał vaginet obywatela Tuska Donalda.
Po pierwsze – vaginet dostał po nosie od pana prezydenta Karola Nawrockiego – i to aż dwa razy. Za pierwszym razem – przy okazji odmowy promowania 136 oficerów służb z powodu odmowy dostarczania przez nie panu prezydentowi informacji niedotyczących bezpieczeństwa państwa. Pan prezydent Nawrocki powiedział to otwartym tekstem – a jest to przecież oskarżenie szefów bezpieki o spisek przeciwko państwu, którego inspiratorem może być sam obywatel Tusk Donald – jeśli inicjatywa wyszła od niego. W sytuacji, gdy prokuratura i sądy opanowane są przez kwasiżurków, to oskarżenie nie jest niebezpieczne – ale potencjalnie – jak najbardziej.
Na domiar złego pan prezydent odmówił też awansowania 46 sędziów, którzy w przeszłości podpisywali różne agitacyjne adresy – co zresztą zapowiadał – że takich warchołów awansował nie będzie. Vaginet wprawdzie uruchomił dyżurnych propagandzistów w rodzaju pana prof. Andrzeja Zolla, czy pana prof. Matczaka – ale ci tylko się ośmieszyli, lansując pogląd, że prezydent musi podpisywać wszystko, co kwasiżurki podsuną mu do podpisu. Gdyby pan prof, Matczak napisał na ten temat piosenkę rapową, to byłoby jeszcze śmieszniej – ale tylko trochę.
Zresztą to jeszcze nic w porównaniu z aferą korupcyjną na Ukrainie. Niejaki Timur Mindicz, jeden z najbliższych kolaborantów prezydenta Żełeńskiego, co to przytulili sobie co najmniej 100 mln dolarów – a to może być tylko wierzchołek góry lodowej – uciekł z forsą do Izraela przez Polskę, gdzie nie tylko się nie konspirował, ale nawet ostentacyjnie uczestniczył w nabożeństwie w warszawskiej synagodze sekty Chabad Lubawicz – tej samej, co paliła chanukę w Sejmie, która zgasił Grzegorz Braun.
Skłania to do postawienia kilku pytań – po pierwsze – czy to przypadkiem nie prezydent Zełeński ostrzegł Timura Mindicza, że „wszystko wykryte” – po drugie – czy zrobił to bezinteresownie, tylko przez wzgląd na starą przyjaźń i „korzenie” – czy też miał w tym interes – dzięki czemu – po trzecie – również nasza bezpieka przymknęła oczy na obecność pana Timura w Polsce – i ewentualnie – po czwarte – ile z tych 100 mln dolarów sobie sprywatyzowała i z kim się tą forsą podzieliła? Precedensy bowiem są.
Wszyscy pamiętamy, jak to stare kiejkuty podjęły się udostępnienia ośrodka szkoleniowego w Starych Kiejkutach, do torturowania delikwentów, przywożonych samolotami z amerykańskiej bazy w Guantanamo na lotnisko w Szymanach, skąd byli przewożeni do Starych Kiejkutów, gdzie amerykańscy specjaliści ich oprawiali, a nasze stare kiejkuty stały na świecy, pilnując, by nikt nim nie przeszkadzał – za co zostały wynagrodzone sumą 15 mln dolarów w gotówce, która w tekturowych kartonach przekazano im w amerykańskiej ambasadzie. W takiej sytuacji całkiem możliwe byłoby, żeby nawet Putin, zamiast wysyłać do Polski swoich dywersantów, zwyczajnie wynajął ABW, żeby przeprowadziła tu dywersje. Nie jest to pomysł oryginalny; amerykański literat Józef Heller opisał ten mechanizm w „Paragrafie 22”. Mielibyśmy wtedy kolejny spisek przeciwko państwu.
Wreszcie – bankructwo Narodowego Funduszu Zdrowia. Ta biurokratyczna struktura powstała w roku 2001, kiedy to okazało się, że premier Miller nie może powyrzucać z Kas Chorych członków zaplecza politycznego koalicji AWS-UW, którzy znaleźli się tam w następstwie wiekopomnej reformy charyzmatycznego premiera Buzka, której celem było stworzenie nowych synekur w sektorze publicznym dla swoich faworytów. Tedy premier Miller rozwiązał Kasy Chorych i na ich miejsce utworzyć kazał NFZ, żeby jego faworyci te synekury sobie obsadzili i mogli sobie wypić i zakąsić.
Nazywało się to, że „pieniądze idą za pacjentem”. Może i idą – ale w takiej odległości, że kontakt nie tylko wzrokowy, ale wszelki – został już dawno bezpowrotnie zerwany. Teraz tylko Konfederacja nawołuje na puszczy, by pieniądze szły nie „ZA” pacjentem – ale razem z nim, to znaczy – żeby państwo nie konfiskowało obywatelom 83 proc. rocznego dochodu, tylko najwyżej 20 – a wtedy żadne NFZ-ty nie byłyby nikomu potrzebne.
Temu jednak zgodnie sprzeciwiają się obydwa antagonistyczne gangi – zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS. No a teraz NFZ zbankrutował i nawet teściowa obywatela Tuska Donalda nie ma na to żadnego remedium. W tej sytuacji „dywersja kolejowa” była niczym dar Niebios dla znękanego vaginetu – toteż nic dziwnego, że ABW dostała rozkaz, by ją zorganizować.
Warto dodać, że obywatel Tusk Donald obiecuje sobie po tej dywersji znacznie więcej, niż tylko odwrócenie uwagi opinii publicznej np. od bankructwa NFZ. Zapowiada wzięcie wszystkich za twarz w ramach”alertu” , w ramach walki z „kremlowską dezinformacją” – a „kremlowską dezinformacją” jest wszystko, czego by stare kiejkuty nie zatwierdziły do wierzenia, a co kolportują funkcjonariusze Propaganda Abteilung ze stacji „Tu Jedynka” i z innych – a w perspektywie czeka nas przecież „wspieranie żydowskiego życia” w Generalnej Guberni i walka z antysemityzmem.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
TSUE i ordynarne przepychanie rewolucji kolanem.
rewolucji
TSUE i ordynarne przepychanie kolanem rewolucji
Krystian Kratiuk https://pch24.pl/krystian-kratiuk-tsue-i-ordynarne-przepychanie-kolanem-rewolucji/

Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej zapewniano nas, że w sprawach światopoglądowych żadne prawo unijne nie wyprze polskiego ustawodawstwa, nie wspominając już o Konstytucji RP. To był główny argument zwolenników akcesji! Polskich katolików uspokajano właśnie takimi słowami! Dziś jednak organy sądownicze UE próbują dokonać czegoś zgoła przeciwnego – nakazują nam respektowanie kuriozalnych przepisów z innych państw, według których dwóch mężczyzn może zawrzeć ze sobą ślub.
Jak powszechnie wiadomo 25 listopada 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że każde państwo członkowskie musi uznać małżeństwo jednopłciowe zawarte legalnie w innym kraju UE, jeśli małżonkowie korzystali tam ze swobody przemieszczania się i pobytu gwarantowanej przez prawo unijne. TSUE wskazał, że skoro w polskim systemie prawnym transkrypcja aktu małżeństwa jest jedynym sposobem zapewniającym jego rzeczywiste uznanie przez organy administracyjne, to Polska ma obowiązek stosować tę procedurę zarówno wobec małżeństw par tej samej płci, jak i małżeństw heteroseksualnych, bez jakiegokolwiek zróżnicowania.
Wiadomość ta wywołała falę entuzjazmu środowisk homoseksualnych, w tym politycznej lewicy, a była kandydatka na prezydenta, Magdalena Biejat ośmieliła się nawet powiedzieć, że „nie potrzebujemy już w tej sprawie żadnych polskich ustaw”. Nastroje nieco chłodził sam premier Tusk prosząc szefa MSZ Radosława Sikorskiego o przygotowanie informacji o konsekwencjach orzeczenia TSUE. Dodał, że temat ten „nie tylko w Polsce wywołuje wiele emocji, więc chce uspokoić, że nikt niczego nie będzie nam w tej sprawie narzucał”. Zaraz dodał jednak: „Będziemy oczywiście respektować werdykty i wyroki trybunałów europejskich także w tej kwestii. Powtarzam, one dotyczą tych wszystkich, którzy mieszkają w innych państwach europejskich i kiedy przybędą do Polski, będziemy musieli i będziemy chcieli traktować ich z pełnym respektem, ale też zgodnie z przepisami polskimi. My będziemy stali na straży tego, aby pozycja Polski w Europie była silna, a to oznacza także respektowanie trybunałów, ale równocześnie wszędzie tam, gdzie rozstrzygać o sprawach musi państwo narodowe i prawo krajowe, będziemy się trzymać tej zasady”.
Ordynarne przekroczenie uprawnień
Wyrok TSUE w sposób oczywisty, by nie powiedzieć wręcz ordynarny, stanowi ingerencję w suwerenność państw członkowskich, wkraczając w obszary, które pozostawały i miały pozostawać wyłącznie w ich gestii. Napiszę to raz jeszcze, bo to szczególnie istotne – obiecano nam to gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. To poszczególne państwa – a nie żadne unijne organy sądownicze – miały określać, jak definiują małżeństwo i jak kształtują swoje regulacje prawne.
Teraz, w krajach takich jak Polska, gdzie konstytucja jasno określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, wyrok TSUE jest niczym innym jak próbą obejścia najwyższego aktu prawnego państwa. My oczywiście nie możemy akceptować sytuacji, w której instytucje unijne wymuszają rozwiązania sprzeczne z ustrojowymi podstawami danego państwa. To przecież skrajnie niebezpieczny precedens, bo jeśli dziś można podważyć konstytucję kraju członkowskiego w tak fundamentalnej kwestii (wg polskiej konstytucji małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny), jutro można będzie to zrobić we wszystkich innych sprawach!
Spójrzmy tylko co dzieje się na Słowacji – również w listopadzie 2025 roku Komisja Europejska wszczęła tzw. postępowanie o naruszenie prawa UE („infringement procedure”) przeciwko Słowacji w związku z… nowelizacją konstytucji. KE wskazała, że zmiana ustawy zasadniczej „może naruszać zasadę pierwszeństwa prawa UE”. W szczególności Komisja kwestionuje postanowienia nowych przepisów dotyczących tego, że w „kwestiach tożsamości, kultury, etyki i rodziny” prawo krajowe ma mieć pierwszeństwo przed prawem UE.
Wszystko to dzieje się mimo, że jeszcze nie tak dawno niemiecki odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego uznał swoją konstytucyjną władzę do weryfikacji i zezwolił — w wyjątkowych przypadkach — na odmówienie uznania wiążącego charakteru konkretnego orzeczenia TSUE. To oznacza, że w Niemczech — przy szczególnych okolicznościach — prawo krajowe (a zwłaszcza konstytucja) może działać „ponad” jakimś aktem unijnym. Co wydawałoby się nadzwyczaj oczywiste. Co więcej orzeczenie w tej sprawie niemiecki sąd konstytucyjny wydał w kontekście sporu o… program skupu obligacji przez Europejski Bank Centralny, co stanowi rzecz ważną, jednak o niebo mniej fundamentalną niż to, kto w danym kraju stanowi rodzinę!
No ale nie od dziś wiadomo, że duży może więcej…
Przepływ osób a przepływ elektoratów
Wracając do anty-polskiego wyroku TSUE – warto zwrócić uwagę, że organ ten, powołując się na swobodę przepływu osób, nadaje jej znaczenie, którego nigdy nie przewidywano. Swobody unijne miały służyć mobilności pracowników i integracji gospodarczej, a nie redefiniowaniu podstawowych instytucji prawa rodzinnego. Rozciąganie tych przepisów na kwestie małżeństwa to prawnicza kreatywność, która wykracza daleko poza traktatowe upoważnienie. Wyrok TSUE to nic ponad próbę dokonywania głębokich zmian społecznych w sposób niejawny i pozbawiony jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji.
Ktoś, na przykład zdeklarowany fan rządów ludu, mógłby zatem napisać, że zamiast otwartej debaty i decyzji parlamentów, obywatele otrzymują gotowy nakaz sądowy, który zmusza państwa do przyjęcia kontrowersyjnych rozwiązań. To niedopuszczalna forma aktywizmu sędziowskiego, który pozwala elicie prawników przeprowadzać rewolucję społeczną bez udziału obywateli. Ale, a propos „otwartej debaty”, przecież Polscy obywatele wielokrotnie wypowiedzieli się w tej sprawie w sposób, w który mają do dyspozycji – poprzez wybory.
Otóż nigdy nie wybrano w Polsce większości, która byłaby w stanie przegłosować wprowadzenie w naszym kraju „małżeństw jednopłciowych”. NIGDY – mimo ćwierćwiecza nachalnej propagandy na którą wydano miliardy dolarów, mimo wielkiego zaangażowania dyplomatów z całego świata, mimo stałego infekowania polskich dusz przez pełne tęczowych bohaterów seriale Netflixa i innych platform streamingowych. Co więcej – nawet, gdy Polacy wybrali lewicowo-liberalny rząd wybrali go w taki sposób, by musiał w nim brać udział czynnik bliższy ludowi a więc PSL, blokujący dotąd te zmiany. A gdy PSL zaczął ulegać szantażowi koalicyjnych ugrupowań… Polacy – mimo zmasowanej krytyce i hejtowi wobec kandydata prawicy – wybrali na prezydenta człowieka deklarującego, że nigdy się na taki układ nie zgodzi.
Krnąbrna Polska musiała więc dostać cios wymierzony właśnie przez TSUE. Luminarze rewolucji zdają się bowiem zaczynać zdawać sobie sprawę, że inaczej tej sprawy załatwić się nad Wisłą nie da. Bo przecież próbują już tak wiele lat.
Dlaczego jesteśmy przeciw?
Przy sprawie gorszącego – i de facto wzbudzającego w Polsce antyunijne nastroje, nad czym akurat ubolewać nie trzeba – wyroku TSUE warto przypomnieć wszystkie mity dotyczące „zwyczajnych pragnień dwojga kochających się osób”, jak milutko i cieplutko zwykli o sobie mówić przedstawiciele środowisk homoseksualnych.
To jeden z najczęściej podnoszonych argumentów – zapewne wielokrotnie słyszeli Państwo, że „osoby LGBT” pragną jedynie móc żyć razem, odwiedzać się w szpitalu, dziedziczyć po sobie czy wspólnie zaciągać kredyt. Rzadko jednak zauważa się odpowiedzi zwracające uwagę, że już obecnie osoby żyjące w nieformalnych związkach, także jednopłciowych, mają możliwość uzyskania dostępu do informacji o stanie zdrowia partnera czy wglądu w jego dokumentację medyczną (każdy z nas choć raz wskazywał „osobę do kontaktu” przy wizycie lekarskiej). Partnerzy nieformalni mogą również przejąć umowę najmu po zmarłej osobie, sporządzić testament i powołać się nawzajem do dziedziczenia, odbierać za siebie przesyłki i wynagrodzenie, prowadzić wspólne konto czy brać kredyt jako współkredytobiorcy. Tak funkcjonują od lat setki, jeśli nie tysiące par. Mają także prawo odmówić zeznań przeciwko partnerowi oraz – dzięki pełnomocnictwom – reprezentować się w urzędach, bankach, ZUS czy NFZ. W przypadku śmierci jednej z osób, druga może otrzymać zasiłek pogrzebowy, o ile zostanie to wcześniej odpowiednio udokumentowane. Hasła o tym, że „chodzi wyłącznie o możliwość kochania się i spokojnego życia”, pełnią więc raczej funkcję emocjonalnej narracji, która – w opinii krytyków – przesłania rzeczywisty cel działań na rzecz dalszych zmian prawnych.
„Równość małżeńska”?
Za każdym razem, gdy ktoś sprzeciwiający się legalizacji związków jednopłciowych zwraca uwagę na wynikające z tego uprzywilejowanie, natychmiast pojawia się oburzony głos, że przecież „nie chodzi o żadne przywileje”, lecz jedynie o „równe prawa”. Dziś dochodzi jeszcze wołanie o „równość małżeńską” – sprytne hasełko, bo gdy ktoś je usłyszy, trudno mu powiedzieć: jestem przeciw równości. Ale nie chodzi tu wcale o równość w małżeństwie lecz o równą możliwość zawarcia związku małżeńskiego dla par mieszanych i jednopłciowych. Ale to – dla jednopłciowych – są właśnie przywileje. Dlaczego?
Domagając się zrównania ich relacji z instytucją małżeństwa, środowiska LGBTitp de facto potwierdzają, że małżeństwo wiąże się ze szczególnymi uprawnieniami. I rzeczywiście – małżeństwa są świadomie i z rozmysłem traktowane w sposób preferencyjny. Współcześnie, gdy tematyka rodziny często schodzi na dalszy plan debaty publicznej, łatwo o tym zapomnieć. A przecież było to zamierzonym działaniem twórców III RP, podobnie jak ustawodawców w innych państwach, którzy wprowadzali rozwiązania takie jak wspólne rozliczanie podatkowe, ulgi prorodzinne, prawo do renty rodzinnej czy możliwość objęcia współmałżonka ubezpieczeniem zdrowotnym.
Konstytucja RP nie bez powodu kilkukrotnie akcentuje konieczność ochrony małżeństwa i rodziny. Wynika to z przekonania, że stabilny związek kobiety i mężczyzny – nakierowany na posiadanie potomstwa, zapewnianie dziecku naturalnego środowiska rozwoju oraz przekazywanie dziedzictwa kulturowego – ma fundamentalne znaczenie dla trwania państwa i jego społeczeństwa. Odpowiedzialne państwo, myślące długofalowo, musi wzmacniać tę instytucję, bo od jej stabilności zależy siła i ciągłość całej wspólnoty narodowej.
Atak na rodzinę?
Kiedy osoby o poglądach konserwatywnych podkreślają, że rodzina wymaga ochrony przed postulatami ruchów LGBT, często spotykają się z kpinami. Padają wtedy ironiczne pytania w stylu: „jak para jednopłciowa miałaby zagrozić Twojej rodzinie?”. A odpowiedź jest dość oczywista – jeśli małżeństwo utraci swój szczególny, wyróżniony status, jego znaczenie społeczne zacznie słabnąć, a liczba zawieranych małżeństw będzie stopniowo maleć. A bez stabilnych małżeństw trudno mówić o zachowaniu ciągłości pokoleniowej. Polska, podobnie jak wiele państw europejskich, mierzy się obecnie z poważnym kryzysem demograficznym. Statystyki wyraźnie pokazują, że około 70 procent dzieci rodzi się w rodzinach małżeńskich. Owszem, pozostałe 30 procent przychodzi na świat w związkach nieformalnych, lecz są to związki kobiety i mężczyzny, które – jeśli partnerzy tego chcą – mogą zostać zalegalizowane poprzez ślub. W relacjach jednopłciowych naturalna możliwość posiadania potomstwa nie występuje, co czyni ich sytuację diametralnie inną.
Jeżeli więc państwo tworzy nową instytucję – np. tzw. związki partnerskie – wyposażoną w szereg przywilejów zbliżonych do tych, które przysługują małżeństwom, to w praktyce osłabia rolę tradycyjnej rodziny.
„Obsesja na punkcie seksu”
Nie mogę sobie darować by nie wspomnieć o jeszcze jednym, szczególnie perfidnym – a w istocie swego powstania i przewrotności wręcz diabelskim – sposobem argumentacji stosowanym przez ruchy LGBT. Chodzi o oskarżanie ich przeciwników o „obsesję”. Gdy ktoś wyraża sprzeciw wobec takich postulatów, często słyszy: „dajcie im żyć”, „ciągle mówicie o jednym”, „co was obchodzi, co oni robią prywatnie?”. Tymczasem zwykłych ludzi, również przeciwników formalizowania związków jednopłciowych, zupełnie nie interesuje życie intymne innych osób, lecz reagują na nachalną propagandę. To podobne do sytuacji, w której obcokrajowiec przyjeżdża do społeczności o odmiennej kulturze, krytykuje jej tradycje, nazywa je zacofanymi i nakłania mieszkańców, by porzucili dotychczasowe zwyczaje. A gdy ci reagują sprzeciwem, zarzuca im „sztywność” lub „fiksację” i oczekuje, że to oni dostosują się do przybyszy. Podobny mechanizm stosuje środowisko LGBT – od lat konsekwentnie zwiększa ono swoją obecność w mediach, kulturze i debacie publicznej. Przygotowują akcje typu „Niech nas zobaczą”, werbują młodych ludzi do swego stylu życia, promują go nachalnie, a kiedy ktoś wypowiada się krytycznie, pojawia się argument, że to on nieustannie „żyje tym tematem”. To klasyczne odwracanie uwagi.
Antyunijny TSUE
Model rodziny oparty na małżeństwie kobiety i mężczyzny od wieków stanowi podstawę ładu społecznego, przekazywania norm kulturowych oraz odpowiedzialnego wychowania kolejnych pokoleń. Każde działanie prowadzące do osłabienia tej instytucji podcina fundament, na którym opiera się europejska cywilizacja. Orzeczenia TSUE trudno nie postrzegać jako element szerszego procesu kwestionowania tradycyjnego porządku społecznego oraz relatywizowania wartości, które kształtowały europejskie społeczeństwa przez stulecia.
Ale warto zauważyć, że tak radykalna ingerencja TSUE w porządek konstytucyjny państw członkowskich może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Polacy – naród, który w zdecydowanej większości popiera członkostwo w Unii – zaczynają coraz wyraźniej dostrzegać, że instytucje europejskie przekraczają granice, których w czasie akcesji obiecywano nie naruszać. I choć przez lata nawet umiarkowani wyborcy traktowali członkostwo w UE jako naturalny kierunek rozwoju, to tak otwarte podważanie polskiej konstytucji może wywołać reakcję alergiczną także w tych środowiskach, które dotąd były najbardziej ugodowe. Czy tak się stanie? Oby.
Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – słabe notowania rządu Donalda Tuska. Jeśli jego gabinet zdecyduje się na pełne wdrożenie wyroku TSUE, zignoruje konstytucję i wbrew tradycji i społeczeństwu zacznie forsować rozwiązania, których Polacy nigdy demokratycznie nie przyjęli, to również może doprowadzić do gwałtownego wzrostu nastrojów antyunijnych. I to nie tylko wśród tradycyjnych krytyków Brukseli, lecz również wśród umiarkowanych Polaków, którzy dotąd widzieli w UE przede wszystkim projekt gospodarczy i turystyczny, a nie narzędzie ideologicznej presji.
Tego w Brukseli raczej nie przewidzieli. A może odwrotnie? Może właśnie przewidzieli, ale uznali, że projekt ideologiczny jakim są „homo-małżeństwa” jest dla nich tak istotny, że już czas zrealizować go w Polsce mimo tak masowego, wieloletniego sprzeciwu narodu? Kto wie.
Krystian Kratiuk
Klimat to pojęcie wieloznaczne a dokładniej wieloaspektowe.
Klimat to pojęcie wieloznaczne
Autor: stan orda, 2 grudnia 2025
…a dokładniej wieloaspektowe. W notce przedstawiam te mało znane.
**********
Nasza planeta to sporych rozmiarów statek kosmiczny, element Układu Słonecznego, z którym obiega centrum Galaktyki z szybkością ca 20 km/sek., jak również obraca się wokół własnej osi z szybkością niemal 1700 km/h (prędkość na równiku).
(Słowo Galaktyka pisane z dużej litery zawsze oznacza naszą galaktykę, czyli Milky Way Galaxy)
Dla uproszczenia obrazu przyjmowano założenie, że Ziemia jest obiektem symetrycznym: posiada dwa bieguny, dwie półkule, a planetarny rozkład temperatury jest moderowany przez system wiatrów i prądów oceanicznych. Ale ten uproszczony schemat niezbyt przystaje do rzeczywistości. Opracowywane wciąż nowe dane naukowe wskazują na obraz daleko bardziej zróżnicowany. Na ich podstawie naukowcy udowadniają, że półkula północna, na której lokuje się większość lądów oraz żyje przeważająca część planetarnej populacji, szybko ciemnieje. Nie widzimy tego procesu naszymi oczami, ale został on dokładnie zarejestrowany przez system laboratoriów satelitarnych umieszczonych na oddalonych orbitach wokółziemskich. Wypada więc podać wyjaśnienie, co w przypadku planety oznacza termin „ciemnienie”.
Jak niektórzy pamiętają ze szkolnych lekcji fizyki, każde ciało o temperaturze wyższej od zera absolutnego zostawia tzw. ślad cieplny. Im wyższa jest temperatura tegoż ciała ślad taki ma coraz bogatsze spektrum promieniowania, czyli emituje różnej długości i częstotliwości fale elektromagnetyczne, a w pewnych zakresach (częstotliwości) widmo to bywa dostrzegalne ludzkim okiem. Jedne ciała emitują takie promieniowanie samoistnie (np. gwiazdy i quasi gwiazdy, ale również pracujące silniki, czy jakieś inne urządzenia, albo bodaj zapalony papieros, itp.), inne zaś emitują je na zasadzie odbicia promieniowania e-m, które “podarował” im inny obiekt (uprościmy, że chodzi o gwiazdy, bo przecież tematem notki jest, było nie było, planeta). Stopień takiego odbicia mierzony dla obserwatora zewnętrznego nosi w astronomii nazwę albedo i zawiera się w skali od zera do jedności. Jedność oznacza 100 procentowe odbicie promieniowania, a zero to całkowite jego pochłonięcie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Albedo
W przypadku Ziemi, ze względu na jej urozmaiconą powierzchnię (morza i lady), roślinność lub jej brak (pustynie, lądolody i lodowce), a także ze względu na rodzaje pokrycia roślinnego, ale również typy chmur, albedo poszczególnych regionów jest zróżnicowane i zmienne w czasie. Wynik uśrednia się, ale pomiary satelitarne mapują jego wielkość dla poszczególnych części planety. Uśrednione albedo dla Ziemi wynosi ok. 0,367 (dane z 2013 r., podczas gdy wg danych z 1993 r. wynosiło 0,390, czyli dwadzieścia lat wcześniej Ziemia odbijała średnio o ok. 2 punkty procentowe więcej promieniowania docierającego od Słońca (tj. o 5 procent). Oczywiście, obiekty kosmiczne różnią się wielkością albedo. Reguła jest taka, że jasne obszary na powierzchni planety (księżyca) odbijają wyższy procent promieniowania. Czyli np. pokrywa lodowa ma ten wskaźnik najwyższy (np. Enceladus, pokryty w całości lodem księżyc Saturna ma albedo o wartości 0,99, czyli lodowa powierzchnia tego księżyca nie absorbuje (odbija) 99 procent otrzymywanego promieniowania. Dla porównania uśrednione albedo
Księżyca (ziemskiego) wynosi 0,12.
https://klimatziemi.pl/2024/12/23/albedo-planety-2/
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ksiezyc-saturna-enceladus-moze-byc-bardziej-zamieszkiwalny-niz-sadzono
Tak więc scenariusze globalnego ocieplenia będą niezwłocznie musiały zostać mocno skorygowane.
Problem stał się aktualny, aby nie użyć zwrotu palący, gdy naukowcy z NASA opracowali dane zebrane przez instrumenty programu CERES, zainstalowane na satelitach.
[CERES to akronim od Clouds and the Earth’s Radiant Energy System (Chmury i system energii promieniowania Ziemi). W ramach tego programu badawczego prowadzone są dokładne pomiary ilości energii słonecznej docierającej do Ziemi i ile z tego powraca w przestrzeń kosmiczną po odbiciu od atmosfery, wód i lądów] Zob. ANEKS
Zespół naukowy pod kierownictwem dr Normana Loeba z Centrum Badawczego NASA w Langley przeanalizował te dane. (NASA’s Langley Research Center)
https://aqua.nasa.gov/content/norman-loeb-ceres-science-team-leader
Okazało się, że na półkuli północnej dochodzi do większej absorpcji energii promieniowania
w porównaniu z półkulą południową. Czyli ta półkula zaczęła pochłaniać więcej światła słonecznego, a w konsekwencji odbijać mniej. Gdyby ktoś patrzył na naszą planetę z głębokiego kosmosu, używając stosownie skalibrowanego spektrometru, zobaczyłby, że półkula północna wygląda na bardziej matową. A to nie jest dobry prognostyk, gdyż wskazuje na naruszenie bilansu radiacyjnego, czyli jedną z podstawowych reguł funkcjonowania biosfery ziemskiej. Reguła ta oznacza, że ilość ciepła pochłanianego i oddawanego przez planetę powinna pozostawać w równowadze. Dotychczas taka nierównowaga między półkulami była wyrównywana przez prądy oceaniczne, które niczym gigantyczne pompy przenosiły nadmiar ciepła z półkuli południowej na północną. Analiza wykonana przez zespół dr N. Loeba wykazała, że w ostatnich dwóch dekadach zmiany na powierzchni planety zaburzyły równowagę w takim stopniu, że prądy oceaniczne nie były w stanie jej przywrócić. Naukowcy wymienili trzy główne powody ciemnienia północnej półkuli ziemskiej:
Po pierwsze, powietrze stało się … czystsze. Zanieczyszczenia emitowane z technosfery nasycały powietrze aerozolami (najdrobniejsze cząsteczki z gazów spalinowych, emisji przemysłowych itp.), które funkcjonowały jako jądra kondensacji, wokół których mogły tworzyć się krople wody i efekcie chmury. Mniejsze zanieczyszczenie to mniej takich jąder i jako skutek finalny, mniej chmur.
NOAA – Narodowa Agencja Oceaniczna i Atmosferyczna USA (National Oceanic and Atmospheric Administration) w 2024 r. szczegółowo opisała, w jaki sposób zmniejszenie emisji z kominów statków transoceanicznej żeglugi spowodowało wyraźny spadek liczby „śladów zanieczyszczeń” w postaci pasm jasnych chmur, które odbijały światło słoneczne. Efekt ten okazał się na tyle znaczący, że niektórzy naukowcy zaczęli rozważać sztuczne zwiększenie jasności chmur nadmorskich np. przez wpompowywanie aerozoli do atmosfery, aby częściowo kompensować obniżanie się zdolności odbijania promieniowania.
Po drugie, powierzchnia półkuli północnej stała się zauważalnie ciemniejsza. Wcześniej śnieżnobiałe czapy polarne, niczym gigantyczne lustra, odbijały promieniowanie słoneczne (ten wskaźnik dla lodu wynosi 80-90%). Obecnie ich powierzchnia znacznie się zmniejszyła, a w ich miejsce pojawiła się ciemna powierzchnia lądu lub wód oceanu, które w dużo większym stopniu absorbują ciepło. Pojawiło się nawet specjalne określenie dla tego procesu: „wzmocnienie arktyczne”. Problem narasta, bo oto za okres ostatnich 40 lat utrata pokrywy lodowej w Arktyce odpowiada w przybliżeniu powierzchni kraju takiego jak Algieria (ca 2,4 mln km kw., jest to mniej więcej ośmiokrotnie więcej niż powierzchnia Polski).
Po trzecie, zmienia się ilość pary wodnej w atmosferze, co również istotnie wpływa na ilość zatrzymywanego ciepła.
Co dziesięć lat półkula północna pochłania na każdy metr kwadratowy o 0,34 wata więcej, czyli dawkę w pojedynczym wymiarze znikomą, jednak kiedy te „waty” pomnożymy przez całą powierzchnię, skumulowany efekt okazuje już wystarczająco silny, aby zmieniać globalne modele klimatyczne, na podstawie których próbujemy przewidywać przyszłość.
Zwłaszcza dla Rosji i Kanady, których ogromne terytorium znajduje się w całości na półkuli północnej, z tego spora część w Arktyce, procesy te generują bezpośrednie i ważne skutki już na dzisiaj. Wymienione kraje znajdują się na pierwszej linii frontu zmian klimatycznych spowodowanych asymetrią rozkładu radiacji.
W Arktyce postępuje przyspieszone ocieplenie. Topnienie wiecznej zmarzliny, na której zbudowano sporo miast i obiektów infrastruktury powoduje szkody szacowane na wiele miliardów dolarów. Dalsze „ciemnienie” i ocieplanie północnych rejonów planety wzmocni procesy destrukcji. Będą zniszczone budynki, drogi czy rurociągi, zaś do atmosfery zostaną uwolnione, dotychczas zamknięte w wiecznej zmarzlinie, gigantyczne ilości metanu.
Zachwianie względnej równowagi termodynamicznej między ziemskimi półkulami wywiera wpływ na globalną cyrkulację atmosferyczną, np. prowadzi do nasilenia ekstremalnych zjawisk pogodowych od długotrwałych susz i fal upałów w niektórych regionach po anomalne opady śniegu i powodzie w innych. Północna droga morska, otwierająca nowe możliwości gospodarcze, stanie się jednocześnie strefą podwyższonego ryzyka ze względu na nieprzewidywalne warunki lodowe i nasilenie aktywności burzowej. Będzie to miało znaczące konsekwencje zarówno dla ekologii jak i gospodarki. Przemieszczanie stref klimatycznych wpływa na rolnictwo, gospodarkę leśną oraz różnorodność biologiczną. Pewne regiony mogą czasowo odnieść korzyści dla rolnictwa, ale per saldo niestabilność klimatu przynosi poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego.
A czy i jak można temu przeciwdziałać? Naukowcy uspokajają, że zdiagnozowanie opisanego zjawiska nie musi zawierać apokaliptycznej prognozy. Monitorowanie stanu wiecznej zmarzliny, rozwijanie możliwości w zakresie modelowania klimatu przy uwzględnianiu wpływu istotnych składników „czynnika zaciemniającego” pomoże bardziej łagodnie przechodzić do nowych realiów klimatycznych. Powinniśmy po prostu potraktować poważnie fakt, że planeta wkroczyła w proces pogłębiania się asymetrii klimatycznej i postarać nauczyć się żyć w zmieniających się warunkach. Nie mamy do wyboru innej opcji (czyli np. innej planety).
ANEKS
Projekt CERES (Clouds and Earth’s Radiant Energy System) zapewnia satelitarne obserwacje bilansu radiacyjnego Ziemi i chmur. Wykorzystuje on pomiary z instrumentów CERES umieszczonych na kilku satelitach oraz dane z wielu innych instrumentów, aby stworzyć kompleksowy zestaw danych na potrzeby badań klimatu, pogody i nauk stosowanych. CERES to jedyny projekt badawczy, którego głównym celem jest tworzenie globalnych rejestrów danych klimatycznych z instrumentów przeznaczonych do obserwacji ERB. Klimat jest kontrolowany przez ilość światła słonecznego absorbowanego przez Ziemię oraz ilość energii podczerwonej emitowanej w przestrzeń kosmiczną. Wielkości te – wraz z ich różnicą – określają bilans radiacyjny Ziemi (ERB – Earth Radiation Budget). (https://www.researchgate.net/publication/260208782_An_update_on_Earth’s_energy_balance_in_light_of_the_latest_global_observations
Zespół CERES gromadzi dane ERB od 1997 r., kiedy to pierwszy instrument CERES został wystrzelony na pokładzie satelity TRMM (Tropical Rainfall Measuring Mission). Od tego czasu instrumenty CERES zostały wystrzelone na pokładach satelitów Terra, Aqua, Suomi National Polar-orbiting Partnership (S-NPP) oraz NOAA-20. Instrumenty programu CERES umożliwiają bezpośrednie pomiary odbitego promieniowania słonecznego i emisji termicznego promieniowania podczerwonego w kosmosie we wszystkich długościach fal między ultrafioletem a daleką podczerwienią.
Pomiary CERES, wraz z pomiarami z kamer o wyższej rozdzielczości na satelitach orbitalnych i geostacjonarnych, są wykorzystywane wraz z innymi źródłami danych wejściowych do tworzenia produktów opisujących ERB na powierzchni Ziemi, w atmosferze i na jej zewnętrznej granicy . Aparatura CERES rejestruje zmiany ERB w skalach godzinowych, dziennych i miesięcznych oraz w skalach liniowych (przestrzennych) już od 10 km, które mogą zostać zagregowane do skali całego globu. Dane te są wykorzystywane przez środowiska badawcze zajmujące się klimatem, pogodą i naukami stosowanymi do badania szerokiego zakresu zagadnień obejmujących wymianę energii między Ziemią a przestrzenią kosmiczną oraz między głównymi elementami klimatycznego systemu ziemskiego.
Alaska
Głęboko w trzewiach Alaski, w krainie lodu i zimna, dokonuje się ciche, lecz potencjalnie groźne przebudzenie. Naukowcy z uniwersytetu w Boulder (Kolorado, USA) otworzyli jeden z lodowych „grobowców” i wykonali coś, co przypomina scenę z filmowych thrillerów. Biolodzy ożywili mikroorganizmy, które pozostawały zamrożone przez 40 000 lat. Eksperci wydali ostrzeżenie, że istnieje niepomijalna wielkość prawdopodobieństwa, iż tego rodzaju eksperymenty laboratoryjne mogą skończyć się fatalnie dla całej ludzkiej populacji.
Aby zebrać próbki, naukowcy z Kolorado odwiedzili Alaska Permafrost Research Tunnel, wydrążony niedaleko Fairbanks. Ten upiorny podziemny labirynt, wykuty w wiecznej zmarzlinie w latach 60. XX wieku, jako element wyścigu zbrojeń nuklearnych i szukania rozmaitych panaceum na skutki wojny z użyciem takiego arsenału, można nazwać bramą do przeszłości. Wieczna zmarzlina to nie tylko lód; również mieszanka zamarzniętej gleby, skał i zamarzniętej wody. A ta mieszanka bezpiecznie kryje w sobie sekrety dawno minionych epok i form życia, które uważano za bezpowrotnie utracone.
https://www.erdc.usace.army.mil/CRREL/Permafrost-Tunnel-Research-Facility/
Zespół pod kierownictwem dr Tristana Caro zebrał próbki tej zamarzniętej gleby, liczące sobie od kilku tysięcy do dziesiątek tysięcy lat. W warunkach laboratoryjnych naukowcy symulowali przyszłość, której wielu się obawia, tj. globalne ocieplenie. Biolodzy dodali wodę do próbek, a następnie przeprowadzili eksperymenty w temperaturach 3°C i 12°C. To z pewnością zbyt zimno dla ludzi, ale dla Arktyki stanowi ponadnormatywne ciepło.
Dr Tristan Caro – biolog
https://www.colorado.edu/mcnair/tristan-caro
Tristan Caro:
Byliśmy ciekawi, jak wyglądałoby lato na Alasce w przyszłym scenariuszu klimatycznym – kiedy ciepło wnika głęboko w wieczną zmarzlinę, uruchamiając procesy uśpione przez wieki.
Wstępne wyniki były dość zachęcające. Mikroorganizmy nie ożyły od razu. Zamiast tego weszły w szczególny stan, który naukowcy nazwali „powolnym przebudzeniem”. W ciągu kilku miesięcy mikroorganizmy zdawały się przypominać sobie, co to znaczy być żywym. Stopniowo odnawiały po jednej komórce dziennie spośród stu tysięcy. Jednak ten optymizm był chwilowy. W ciągu kolejnych sześciu miesięcy próbki przeszły „dramatyczne zmiany”. Mikroby nie tylko się przebudziły, ale utworzyły stabilne, prosperujące kolonie, zupełnie inne niż te występujące na współczesnych powierzchniach. Niektóre kolonie wytworzyły „biofilmy” – śluzowate, trudne do usunięcia warstwy, świadczące o wysoce zorganizowanym i odpornym ekosystemie. I właśnie to przebudzenie stanowi podwójne zagrożenie. Po pierwsze, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia ludzkiego. „To nie są martwe okazy” – mówi dr Caro. Prawdopodobnie te mikroby stanowią dla nas niewielkie zagrożenie; wieczna zmarzlina może być siedliskiem o wiele bardziej przerażających lokatorów.
Brigitta Evengaard, mikrobiolog i specjalista chorób zakaźnych ze Szwecji, potwierdza podobne obawy: „Wiemy, że wieczna zmarzlina może być siedliskiem wąglika i ospy, ale ponadto jest to puszka Pandory”.
https://www.umu.se/en/research/groups/birgitta-evengard/
W 2022 r. głośno było od doniesień o odrodzeniu się syberyjskiego Pandora-wirusa, który pozostawał uśpiony w wiecznej zmarzlinie przez 48 500 lat. Na szczęście nie okazał się on niebezpieczny dla ludzi, ale taki precedens dowodzi, że starożytne patogeny mogą przetrwać tysiąclecia w stanie zawieszenia. Wystarczy jeden niefortunny zbieg okoliczności, aby przeniknął do organizmu dzikiego zwierzęcia lub człowieka. Wzrost oporności na antybiotyki bakterii, również tych, które mogą pochodzić z wiecznej zmarzliny, potęguje to ryzyko.
Po drugie, jest to bomba klimatyczna działająca z opóźnionym zapłonem. Mikroorganizmy po przebudzeniu zaczynają oddychać, odżywiać się i rozmnażać. Ubocznymi produktami ich metabolizmu są dwutlenek węgla i metan, czyli silne gazy cieplarniane. Badania wykazały, że po początkowym „powolnym przebudzeniu” mikroby są zdolne do uwalniania ogromnych ilości tych gazów do atmosfery.
Dr Tristan Caro:
Nie chodzi nawet o wyjątkowo upalne dni. Na Alasce może być tylko jeden taki dzień przez całe lato. Chodzi po prostu o to, że sam sezon letni staje się coraz dłuższy, a ciepło utrzymuje się aż do wiosny i jesieni. Im dłuższe arktyczne lato, tym więcej mikrobów rozmarza i budzi się do życia, uwalniając do atmosfery gazy cieplarniane. Te emisje nasilają globalne ocieplenie, które z kolei przyspiesza topnienie wiecznej zmarzliny. Powstaje błędne koło, które będzie bardzo trudno przerwać.
Naukowcy, którzy opublikowali swoje odkrycia w czasopiśmie „Journal of Geophysical Research: Biogeosciences”, odkryli kolejny zaskakujący szczegół. Okazuje się, że mikroby wykorzystują specjalne lipidy tłuszczowe do tworzenia błon komórkowych w warunkach wiecznej zmarzliny. Substancje te prawdopodobnie ułatwiały im przetrwanie w ekstremalnej ciemności i zimnie. Mechanizm ten działał niezawodnie przez wiele tysiącleci, dlatego niezwykła odporność tych mikrobów jest głęboko niepokojąca.
https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1029/2025JG008759
Półwysep Jamał (Syberia)
Ta historia rozpoczęła się w 2014 r. Piloci śmigłowca transportującego ładunek do miejsca wydobycia gazu na Półwyspie Jamalskim byli w szoku. Gigantyczna, idealnie okrągła dziura ziała w samym środku płaskiej tundry. Sięgała głęboko w dół, niczym tunel do podziemnego świata. I nie było jej zaznaczonej na bardzo dokładnych lokalnych mapach! W taki sposób został odkryty tajemniczy i niepokojący pierwszy z podobnych kraterów. Odkrycie wywołało niepokój i pytania pośród miejscowych autochtonów, których przodkowie od wieków koczowali po północnych krańcach zachodniej Syberii. Dotychczas na Półwyspach Jamalskim i Gydanskim odkryto osiem tego rodzaju kraterów. Dla naukowców zjawisko stało się jedną z największych zagadek geologicznych XXI wieku. Dopiero po 11 latach, rosyjscy naukowcy oraz ich koledzy z Uniwersytetu w Oslo ogłosili, że znaleźli rozwiązanie zagadki tworzenia się podobnych kraterów. Przyczyny okazały się bardziej niepokojące, niż można było sobie wyobrazić.
Bowiem początkowo wszystko wydawało się oczywiste. Jako przyczynę powstawania lejów krasowych o głębokości 50-piętrowych budynków wskazano globalne ocieplenie, które odpowiadało za topnienie wiecznej zmarzliny. Wysuwano różne teorie: powstawanie kriopagów (podziemnych zbiorników słonej wody), topnienie gleby zawierającej metan oraz niszczenie hydratów metanu, podziemnego „lodu”, który po stopieniu uwalnia gaz. Istniała jednak nieścisłość, która nie dawała spokoju naukowcom. Bo skoro przyczyną jest wzrost temperatury powodujący roztapianie się zmarzliny, to dlaczego te zapadliska powstają wyłącznie w zachodniej Syberii, a nie na całym obszarze subarktycznym? Stało się jasne, że dotychczasowa odpowiedź oparta na teoretycznym modelowaniu, była niekompletna, czyli niezadowalająca. Ale żeby znaleźć w pełni poprawne wyjaśnienie zagadkowego zjawiska, wspomniana grupa rosyjskich i norweskich naukowców-geologów musiała przeprowadzić testy w rzeczywistych warunkach terenowych.
https://www.sport-interfax.ru/wc2018/452821
W tym celu stworzono specjalny model, przedstawiający wieczną zmarzlinę niczym ciężki korek zamykający butlę z gazem. Naukowcy zmieniali grubość „korka” i rozmiar podziemnej komory, obliczając ciśnienie potrzebne do wysadzenia takiego „korka” i rozrzucenia jego odłamków na setki metrów. Obliczenia wykazały, że małe, płytkie komory powstałe w wyniku topnienia wiecznej zmarzliny nie są w stanie wywołać tak potężnej eksplozji. Gaz powoli by się z nich ulatniał. Oznaczało to, że potrzebne do tego ciśnienie ma swoje źródło w głębszych warstwach geologicznych.
Półwyspy Jamalski i Gydanski to rejony gigantycznych złóż gazu, zaś nad nimi powierzchniowa struktura geologiczna jest usiana uskokami. Z kolei takie uskoki pełnią funkcję korytarzy, przez które metan i ciepło wydostają się z głębszych warstw ziemi. Zatem okazało się, że w tej historii głównym sprawcą wcale nie jest ocieplanie się klimatu. Natomiast wzrost temperatury w tym przypadku działa jako cichy wspólnik, osłabiając spójność powierzchniowych warstw zmarzliny. Woda z roztopów drąży szczeliny w zamarzniętej powierzchni nad uskokami, osłabiając konstrukcję owych korków, które stają się porowate i łatwiejsze do rozłupania. Gdy ciśnienie gazu osiąga odpowiedni stopień, taki korek jest wypychany w górę, tworząc idealnie pionowy szyb. Następnie szyb wypełnia się wodą, przekształcając się w jezioro. Ale tylko w niektórych przypadkach korek zostaje wypchnięty i dopiero wówczas staje się widoczny w postaci okrągłego zbiornika wodnego. Z tego względu wiele przyszłych kraterów pozostaje ukrytych w tundrze, gdyż proces ich „ujawniania się” jest rozłożony w czasie. Ale największe zagrożenie nie tkwi w samym zjawisku powstawania tych gigantycznych kraterów, ale w tym, że naukowcy nie są w stanie przewidzieć, gdzie wystąpi kolejny podobny przypadek.
Zagadka mechanizmu ich powstawania została rozwiązana, ale problem pozostał, bo co prawda naukowcy wiedzą, że następna eksplozja powodująca rozsadzenie „korka” i otwarcie krateru na pewno nastąpi, ale nie wiedzą ani gdzie, ani kiedy.
Po pierwsze, obszar, na którym mogą powstawać gigantyczne leje krasowe, jest zbyt rozległy. Monitorowanie każdego potencjalnego miejsca jest niewykonalne.
Po drugie, procesy przebiegają pod powierzchnią, zatem są niewidoczne dla obserwacji z „lotu ptaka”. Nie ma sposobu, aby wytypować, który z tysięcy „korków” stał się na tyle kruchy, że niebawem pęknie.
Po trzecie, nie są znane czynniki, które mogą uruchamiać to zdarzenie w konkretnym przypadku. Może być to cokolwiek: anomalne ciepło, niewielkie trzęsienie ziemi albo nieliniowy wzrost ciśnienia gazu.
Taką to „rosyjską ruletkę” w subarktyce przyniosło ocieplenie klimatu. Proces ten posiada charakter dodatniego sprzężenia zwrotnego. Każdy nowy krater uwalnia do atmosfery silny gaz cieplarniany metan. Wzmacnia to tempo wzrostu globalnego ocieplenia, Tym samym przyspiesza topnienie wiecznej zmarzliny, tworząc coraz więcej „słabych punktów” (owych korków) potrzebnych dla powstawania nowych kraterów. I w taki sposób ten cykl przebiega: gaz ziemny skupia się i akumuluje pod wieczną zmarzliną, podczas gdy zmiany klimatu powodują, że lodowa „pokrywa” nad nim staje się cieńsza i słabsza.
https://www.focus.pl/artykul/otwor-na-alasce-savonoski-zagadkowy-krater
Rozwiązanie zagadki natury kraterów ujawniło bardzo groźny proces. Zagrożenie zostało rozpoznane, ale nie uzyskaliśmy nad nim kontroli. Jest nim tykająca bomba metanowa. Odliczanie już się rozpoczęło i nie bardzo wiadomo, co można z tym począć.
*********
O autorze: stan orda
lecturi te salutamus
Europa zagrożeniem dla siebie i świata
Europa zagrożeniem dla siebie i świata
https://www.rt.com/news/628700-western-europe-isnt-leading-world/
Niewielu poważnych obserwatorów polityki międzynarodowej wątpi, że Europa Zachodnia po raz kolejny stała się jednym z najniebezpieczniejszych źródeł niestabilności na świecie. To gorzki wniosek, biorąc pod uwagę, że cały porządek po 1945 roku został zbudowany, aby powstrzymać kontynent przed wciągnięciem ludzkości w katastrofę po raz trzeci. A jednak najgłośniejsze wezwania do konfrontacji pochodzą z zachodu od rzeki Bug, Nigdzie indziej rządy nie przygotowują się do wojny z tak nerwową energią.
Wrogość jest skierowana przede wszystkim na Rosję, sąsiada Europy Zachodniej i głównego partnera handlowego od dziesięcioleci. Coraz częściej jednak rozprzestrzenia się również w kierunku Chin, pomimo braku jakiegokolwiek prawdziwego konfliktu politycznego lub gospodarczego między subkontynentem a Pekinem. To mówi nam coś ważnego. Źródło dzisiejszej agresywnej postawy Europy Zachodniej wcale nie jest zewnętrzne. Leży w własnych strukturach politycznych regionu, jego zdezorientowanym sensie samego siebie i rosnącej panice elit, które nie rozumieją już otaczającego świata, który nabrał nowego kształtu.
Byłoby głęboko nieodpowiedzialne zakładać, że amerykański nadzór nad Europą Zachodnią wystarczy, aby zapobiec katastrofalnym błędom w obliczeniach. W końcu ta część świata dała już ludzkości dwie wojny światowe. I nigdy nie powinniśmy zapominać, że subkontynent składa się z dwóch państw uzbrojonych w broń jądrową, Wielkiej Brytanii i Francji. Europa Zachodnia może nie jest już centrum polityki światowej, ale pozostaje niezaprzeczalnie miejscem, w którym może rozpocząć się konflikt, który pochłonie wszystkich.
Korzenie jego zachowania sięgają głęboko. Pierwsza przyczyna jest wewnętrzna. Od połowy XX wieku społeczeństwa zachodnioeuropejskie stały się niezwykle skonsolidowane. Ich elity opanowały sztukę zapobiegania wewnętrznym wstrząsom; niepokoje społeczne, bunt ideologiczny i odnowa polityczna na dużą skalę zniknęły. Rewolucje kiedyś ukształtowały historię regionu. Teraz ich sama możliwość zniknęła.
To tworzy paradoks. System polityczny, który nie może się zmienić, zaczyna rzutować swoją niestabilność na zewnątrz. Elity Europy Zachodniej są mocno zakorzenione, nawet gdy są boleśnie niekompetentne. Ich społeczeństwa są apatyczne, przekonane, że mają niewielki wpływ na własne losy. W całej UE poszczególne rządy mogą się kłócić, ale w ważnych kwestiach, zwłaszcza w podejściu do świata zewnętrznego, są uderzająco jednomyślne. Mechanizmy zgodności działają tak skutecznie, że nawet najbardziej lekkomyślne decyzje dotyczące polityki zagranicznej przyciągają niewiele sprzeciwu. Europa Zachodnia osiągnęła punkt, w którym indywidualne myślenie ustępuje miejsca zbiorowemu instynktowi.
Innymi słowy, subkontynent stracił zdolność do pokojowego odkrywania siebie na nowo. I ta wewnętrzna stagnacja przelewa się teraz na jego zewnętrzne zachowanie.
Drugą główną przyczyną jest pogarszająca się globalna pozycja Europy Zachodniej. Przez dziesięciolecia potęgi regionu mogły sobie pozwolić na bardziej wyważoną dyplomację, ponieważ ich waga ekonomiczna gwarantowała szacunek. Kiedy Europejczycy pouczali świat, inni słuchali. Nie zawsze szczęśliwie, ale słuchali. Te czasy minęły. Błyskawiczny wzrost Chin, pojawienie się Indii jako globalnego gracza, ożywienie Rosji i naleganie na obronę swoich interesów oraz polityczne przebudzenie Globalnego Południa zepchnęły UE w dół hierarchii światowych mocarstw.
Świat się zmienił; Europa Zachodnia nie.
Nagle ten blok staje w obliczu krajobrazu, w którym nie jest już głównym aktorem, ale nie zna innego sposobu na zachowanie. W całej swojej historii Europa Zachodnia nigdy nie doświadczyła bycia regionem peryferyjnym. Dziś zbliża się niebezpiecznie blisko tego statusu, a jego elity po prostu nie mogą przetworzyć zmiany. Stąd szalone próby przyciągnięcia uwagi poprzez eskalację retoryki wojskowej i malowanie Rosji i Chin jako egzystencjalnych zagrożeń. Jeśli Europa Zachodnia nie może już dłużej wywierać wpływu poprzez siłę gospodarczą lub dyplomatyczną, spróbuje to zrobić poprzez alarmizm i język wojny.
Powstanie grup takich jak BRICS tylko wzmacnia niepokój regionu. Europejczycy wyobrażali sobie kiedyś G7 jako narzędzie do zachowania swojej centralności poprzez zaczepianie się z Waszyngtonem. BRICS pokazuje, że świat może się zorganizować bez UE, a nawet wbrew jej preferencjom. Nic dziwnego, że europejscy przywódcy czują się osaczeni.
Europa Zachodnia pozostaje częścią tego, co Rosjanie nazywają kolektywnym Zachodem, a jej więzi ze Stanami Zjednoczonymi są silne. Ale te więzi nie zapewniają już tego, czego oczekiwali Europejczycy: gwarantowanego miejsca na szczycie. Cała debata na temat amerykańskiego „parasola bezpieczeństwa” jest tak naprawdę o czymś innym. Chodzi o strach Europy Zachodniej przed utratą statusu i jej rozpaczliwą nadzieję, że Stany Zjednoczone będą nadal traktować ją jako równorzędną potęgę. Waszyngton jednak inaczej postrzega świat i coraz częściej ma swoje własne priorytety.
Podsumowując, te wewnętrzne i zewnętrzne siły sprawiają, że Europa Zachodnia jest najbardziej palnym graczem na arenie światowej, gdy wkraczamy w drugą ćwierć XXI wieku. Nie jest to problem stworzony przez jednego lub dwóch nieudolnych liderów, ani przemijający nastrój związany z chwilowymi bólami ekonomicznymi. To jest strukturalne, co czyni go o wiele bardziej niebezpiecznym.
Jakie jest lekarstwo? W tej chwili nikt nie wie. Historia nie oferuje żadnych pocieszających przykładów. Kiedy niegdyś władza centralna traciła wpływy i nie mogła się dostosować, wyniki rzadko były pokojowe. Europa Zachodnia odtwarza dziś ten stary scenariusz: zamknięta w przestarzałych założeniach, niezdolna do zreformowania się i przekonana, że jedynym sposobem na pozostanie istotnym jest wykrzykiwanie głośniej i wymachiwanie gróźb.
Dla Rosji, Chin i Stanów Zjednoczonych ta sytuacja stwarza trudne wyzwanie. Ich wybory będą kształtować, czy nowa niestabilność Europy Zachodniej stanie się łatwa do opanowania, czy przerodzi się w coś znacznie gorszego. Zwykli obywatele na całym świecie mają wszelkie powody, aby mieć nadzieję, że te decyzje będą mądre. Ale nadzieja to nie pewność.
Z pewnością możemy powiedzieć, że zachowanie Europy Zachodniej nie jest wynikiem siły, ale niepewności. Subkontynent, który kiedyś zdominował sprawy światowe, teraz widzi, jak inni go wyprzedzają. I zamiast dostosować się do wielobiegunowego porządku, atakuje, nalegając na globalną rolę, której nie może dłużej utrzymać.
To właśnie sprawia, że Europa Zachodnia, tragicznie, ale niewątpliwie, jest dziś wrogiem pokoju.
Polska sobie świetnie poradzi poza UE
Waćkowski: Polska sobie świetnie poradzi poza UE
Kamil Waćkowski
Unia Europejska jest instytucją totalnie zdegenerowaną. Dla mnie stało się to jasne, gdy UE zaczęła tworzyć swoje niewybieralne w transparentny sposób przez mieszkańców krajów członkowskich instytucje.
W Unii Europejskiej rządzą podżegacze wojenni, którzy stosują retorykę kropka w kropkę z czasów Covid. Kolejne zbrojenia zastępują kolejne dawki szczepionek. UE, podobnie jak w okresie covidowym, walczy obecnie z dezinformacją (wtedy w odniesieniu do szczepionek, obostrzeń; teraz w odniesieniu do kwestionowania rosyjskiego zagrożenia, wspierania kijowskiego reżimu). Wbrew pozorom, UE nie rządzą ludzie ideowi, tylko związani z różnymi korporacjami, kapitalistami. Promowanie liberalnych antywartości przez UE (jak ostatni wyrok TSUE w sprawie małżeństw osób mających tą samą płeć) nie wynika z ideowości, tylko z realizacji interesów wielkich korporacji, które są zainteresowane określonymi modelami społecznymi.
POPiS i pozorny konflikt
Od wielu lat PO z PiS prowadzą ze sobą wrestling polityczny. PO ubóstwia UE pod niebiosa. PiS deklaratywnie udaje asertywność, jednak gdy rządził – pełzał przed Brukselą. To medium należące do Tomasza Sakiewicza (odznaczonego przez siepaczy z Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) robiło z wyboru Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej wielki sukces polskiej dyplomacji.
Gdyby jednak UE stała się asertywna wobec Anglosasów, PiS zgodnie z wolą mocodawców mógłby zrobić Polexit. Jego politycy i media z nim związane atakowali UE bardzo często, gdy w jakimś stopniu prowadziła polityka sprzeczną z interesami Anglosasów.
Uważam, że nasza ojczyzna świetnie poradzi sobie poza UE. Warto obalić kilka mitów, które media polskojęzyczne serwują swoim otępiałym widzom.
Mit podróżowania
Media nadwiślańskie często mówią, że gdyby nie UE, to Polacy nie mogliby podróżować. Jest to jedno wielkie kłamstwo. Po pierwsze, ponad 30 lat funkcjonowania III RP doprowadziło do ludobójstwa ekonomicznego Polaków. Wiele osób nie może sobie pozwolić na żadne wakacje, tym bardziej za granicą. Żeby należeć do strefy Schengen, nie trzeba należeć do UE. Do strefy Schengen należą: Szwajcaria, Norwegia, Liechtenstein, Islandia (kraje te nie należą do UE). Większość ludzi wolałby mieć kontrolę nad własną granicę i postać kilkanaście minut w kolejce na niej niż mieć chaos i potencjalny wzrost przestępstw, zwłaszcza w terenach nadgranicznych.
Mit pracy zagranicą
Kolejną manipulacją jest to, że części naszych rodaków wmówiono, że jak wyjdziemy z UE, to wszystkich Polaków stamtąd wyrzucą i w Polsce będzie dramatyczne bezrobocie. W 2010 roku, jadąc ze Skopje do Ochrydy, zatrzymałem się wraz z resztą rodziny na parkingu, żeby podziwiać wspaniałe widoki. Podszedł do nas mężczyzna w wieku około 35-45 lat. Zaciekawiony, zapytał się skąd jesteśmy. Gdy dowiedział, że jesteśmy z Polski, wyciągnął aparat i pokazał zdjęcia (na zdjęciach widać było mężczyzn pijących popularne słowiańskie trunki, a także mężczyzn jeżdżących traktorem). Mężczyzna mówił, że na zdjęciach jest z kolegami z Polski Marianem i Stanisławem. Macedończyk mówił, że pracował z naszymi rodakami w Holandii w gospodarstwie rolnym. Zarówno w 2010 roku, jak i w 2025 roku, kraj ze stolicą Skopje nie należy do UE. W Austrii, Niemczech pracuje bardzo wielu obywateli Albanii, Serbii (kraje te także nie należą do UE).
To jedno wielkie kłamstwo, że jak Polska wyjdzie z UE, to wyrzucą naszych obywateli pracujących w krajach unii. Zresztą każdy pracodawca na Zachodzie Europy woli Polaka od obywateli krajów, w których jest gorsza kultura pracy i występuje silny ekstremizm polityczny. Jestem polskim narodowcem i rolą państwa polskiego jest zapewnienie pracy każdemu chcącemu pracować Polakowi.
Mit wojny
Kolejne kłamstwo mediów polskojęzycznych to, że jak tylko Polska wyjdzie z UE, zaatakuje nas Federacja Rosyjska. Większość krajów na świecie nie należy do UE i jakoś Federacja Rosyjska za wyjątkiem Ukrainy nie prowadzi aktywnych działań militarnych (ba, w większości krajów na świecie Rosja w przeciwieństwie do USA nie posiada swoich baz). Marząca się różnym podżegaczom wojennym wojna naszego kraju z Federacją Rosyjską skończyłaby się wymianą dronowo-rakietową i wielu tych wariatów nawet przez lornetkę nie widziałoby rosyjskiego żołnierza. Z drugiej strony, ci sami ludzie nieustannie straszą nas rosyjską inwazją, mimo że Polska jest w NATO i w UE (poziomem absurdu mediów polskojęzycznych jest straszenie Polaków rosyjskimi czołgami przy granicy z Polską podczas gdy… te czołgi są tam od ponad 30 lat, ponieważ Rzeczypospolita Polska graniczy z Federacją Rosyjską).
Mit konfliktu z Europą
Media polskojęzyczne mierzą innych swoją miarą. Różne grantojedy, gdy widzą, że ludzie mają inne zdanie na jakiś temat, myślą, że są tacy sami jak oni, czyli biorą pieniądze z zagranicy. Podobnie jest w kwestii UE. Gdy ktoś chce wyjść z unii, automatycznie różne grantojedy krzyczą, że chce w ten sposób przyłączyć nasz kraj do Federacji Rosyjskiej czy prowadzić wojnę z krajami UE. Wyjście z unii nie spowoduje z automatu konfliktu z krajami do niej należącymi. Nasza ojczyzna może po tym wyjściu zawierać korzystne dla siebie i poszczególnych krajów umowy bilateralne czy multilateralne.
Jest alternatywa
Nasza ojczyzna jak najbardziej mogłaby współpracować z krajami BRICS. BRICS to luźna forma współpracy na zasadach wzajemnych korzyści gospodarczych. Warto zwrócić uwagę, jak różne są kraje w BRICS. Jest Islamska Republika Iranu (już w nazwie tego kraju mamy podkreślenie ważności religii), mamy Chińską Republikę Ludową (władzę w tym kraju sprawuje partia komunistyczna), mamy monarchie z Zatoki Perskiej. 1 stycznia 2024 członkiem BRICS miała zostać Argentyna, jednak wybór Javiera Milei’a na prezydenta tego kraju pokrzyżował te plany. Argentyna przed wyborem Milei’a była krajem bardzo liberalnym w kwestiach światopoglądowych. Jak widać, do BRICS należą bardzo różne państwa, które ze sobą współpracują. Państwa są różne, jednak nikt nikomu nie narzuca agendy ideologicznej, w przeciwieństwie do UE. Polska mogłaby także współpracować z Szanghajską Organizacją Współpracy. Do tej organizacji należą min. Federacja Rosyjska, Chińska Republika Ludowa, Indie, Białoruś, Islamska Republika Iranu, postradzieckie republiki z Azji Środkowej.
Nowe rynki
Wyznawcy POPiS żyją w ostatnim tygodniu wizytą Donalda Tuska w Angoli (dokładniej – żyją ubiorem premiera Tuska). Tusk udał do Angoli na szczyt Unia Europejska – Unia Afrykańska. Gdyby Polska była poza UE czy bardziej asertywna wobec UE, nasza ojczyzna byłaby lepiej postrzegana przez afrykańskich partnerów. W ostatnich latach w Afryce Federacja Rosyjska zwiększyła swoje wpływy zwłaszcza kosztem Francji. Kraje afrykańskie w ONZ często głosują po myśli Rosji. Władze Polski będące forpocztą Zachodu (czyli dawnych kolonizatorów, a obecnie wypychanych często skutecznie neokolonizatorów) nie zyskają poparcia w wielu krajach Afryki. Wyjście z UE otworzyłoby możliwości dla Polski. Po wyjściu z unii można by było dokonać reindustrializacji w naszej ojczyźnie. Poprzez inną politykę zagraniczną otworzyłyby się dla Polski rynki afrykańskie czy Azji Środkowej.
Damy radę!
Uważam, że Polska świetnie może poradzić sobie poza UE. Polacy muszą zacząć myśleć niezależnie, suwerennie, a nie ulegać tępej propagandzie z mediów polskojęzycznych. Zmiany, jakie tworzą się na świecie, otwierają wiele możliwości przed naszym krajem. Trzeba tylko myśleć suwerennie, długoterminowo i po polsku przede wszystkim.
Kamil Waćkowski
Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny
Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny
http://myslpolska/general-didier-tauzin-to-nato-chcialo-wojny
Rozmowa z francuskim generałem dywizji, wieloletnim dowódcą jednostek wojsk lądowych Sił Zbrojnych Francji.
Ojciec był jeńcem w Polsce
Pozwolę sobie Pana przedstawić. Jeżeli będą elementy istotne do dodania, to Pan mi powie. Był Pan oficerem w czynnej służbie w latach 1975-2006; służąc jako generał w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej. To pułk sił specjalnych, operujący lekką piechotą, zajmujący się zbieraniem informacji wywiadowczych, zwalczaniem terroryzmu, ratowaniem zakładników. Pana misje miały miejsce szczególnie za granicą – w Afryce; w Somalii i Rwandzie, a także w byłej Jugosławii. Następnie, po 2006 roku, zajął się Pan nauczaniem i pisaniem książek. Wykładał Pan etykę; etykę w stosunkach międzynarodowych, przy podejmowaniu decyzji i etykę zachowań kadr. Zaangażował się Pan również w politykę. W szczególności kandydował Pan w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2017 roku. Czy ten portret jest kompletny?
– No cóż, spędziłem trochę mniej czasu w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej, ale to nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, bo i tak spędziłem tam 10 lat życia. Poza tym miałem wiele innych funkcji, ale wszystko jest w porządku. To ogólna prezentacja i jako taka jest w zgodna z prawdą.
Dobrze, to wspomnę o kilku książkach – napisał Pan ich siedem – jest w nich zarys planu dla Francji. Jedna przykład nosi tytuł Odbudowa Francji, projekt prezydencki.
Pana ostatnia książka ma tytuł Naucz go kochać Francję, kochać aż do śmierci i nawiązuje Pan w niej do wspomnień ojca, który był, miedzy innymi, członkiem ruchu oporu podczas II wojny światowej.
– O tym nie napisałem, ale on był więźniem Niemców w kopalniach soli w Polsce.
W kopalni soli? Gdzie?
– W Polsce. Uciekł.
Kilka razy udało mu się uciec.
– Uciekał siedem razy. Ostatni raz właśnie z Polski.
Kto doprowadził do wojny?
Chciałam zadać Panu kilka pytań, które są związane z konfliktem ukraińskim; a dokładniej – z planem pokojowym. Jesteśmy aktualnie świadkami czegoś, co wygląda jak publiczne negocjacje. Prezydent Trump przedstawił 28-punktowy plan i właśnie Unia Europejska przedstawiła kontrpropozycję. Co Pan sądzi o samym takim procederze?
Tak czy inaczej, to nie dociera to do sedna sprawy. Oczywiście, mam nadzieję, że temu planowi pokojowemu uda się zakończyć tę wojnę. Ale moim zdaniem będzie to tylko tymczasowy koniec. Bo plan nie trafia w sedno sprawy. Po pierwsze, ten plan pokojowy – niektórzy twierdzą, że jest bardzo korzystny dla Rosji – pod względem finansowym jest wręcz bardziej korzystny dla Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze, to ważne. A dalej co? Po raz kolejny nie dociera do sedna sprawy, i tu pozwólcie, że wyjaśnię: to NATO jest odpowiedzialne za wojnę na Ukrainie. Przeżyłem czasy, gdy ZSRR się rozpadał, a Rosja walczyła o to, by stanąć na nogi i się podnieść. Potem, Rosja poprosiła o członkostwo w NATO z myślą o globalnym pokoju. A NATO odmówiło. Niektórzy Amerykanie, tacy jak Wolfowitz, Brzeziński i inni, wierzyli, że jeśli Rosja się odrodzi, to będzie musiała zostać zniszczona; oni chcieli aby Rosja była zniszczona. Był nawet – nie wiem, czy to był celowy plan – ale istniała pewna perspektywa podziału Rosji na mnóstwo małych republik. Państewek, które wszystkie znalazłyby się pod kontrolą NATO i Stanów Zjednoczonych. Cóż, tak się nie stało, a NATO odmówiło Rosji członkostwa.
Potem, z czasem, jeśli można tak ująć – to chyba Brzeziński pisał – uznano, że aby zniszczyć Rosję, trzeba rozpętać wojnę na Ukrainie. I tak – też byłem świadkiem tego, że przez ostatnie 30 lat NATO, a zwłaszcza Amerykanie, ale nie tylko oni, również niestety Francuzi, robili wszystko, co możliwe, by sytuacja na Ukrainie się pogarszała. Wiem na przykład, że Moskwa bardzo często mówiła Zachodowi, a w szczególności NATO: „stop, stop, nie możemy tego dalej akceptować”. Wierzę, że w grudniu 2021 roku Władimir Putin wysłał list do szefa NATO i prawdopodobnie do przywódców państw zachodnich, aby powiedzieć im: „to koniec, już dosyć, albo będziemy zmuszeni”… Ale nie przestaliśmy i Putin rozpoczął wojnę w 2022 roku. Tak więc, tak to określę, ten plan pokojowy może uspokoić sytuację, ale nie dotyka sedna problemu.
Na progu katastrofy
Nie dotyka sedna problemu, bo dla Pana sednem problemu to jest podżeganie do wojny przez NATO?
– No proszę Pani, co do podżegania do wojny ze strony NATO… nie jestem ani antyamerykański, ani antyniemieckim itd. Nie o to chodzi. Jestem za pokojem. To musi być jasne. W mojej karierze wojskowej przeżyłem wystarczająco dużo konfliktów, żeby wiedzieć, jak one wyglądają. A to czego ja doświadczyłem, w porównaniu z tym, co teraz przeżywają Rosjanie i Ukraińcy, to nic, mała skala. Ale tak, musimy położyć kres podżeganiu wojennemu NATO, a zwłaszcza podżeganiu wojennemu przez państwa europejskie, które do niego należą. I tu przywołam na przykład postawę Francji. Tak naprawdę to nie cała Francja – to prezydent Macron jest nastawiony agresywnie. To nie jest Francja. I to musi się skończyć. Myślę, że ten plan pokojowy może przynieść pewne korzyści przez jakiś czas, ale bez zmiany generalnej postawy, ostatecznie nie przyniesie żadnych długoterminowych korzyści. Jesteśmy w sytuacji, w której ludzkość dysponuje absolutnie przerażającą bronią. W latach 1994-1995, kiedy byłem w paryskiej kwaterze głównej armii, brałem udział w ćwiczeniach prognostycznych. Poproszono nas o rozważenie sytuacji we Francji, Europie i na świecie w latach 2020-2030. Biorąc pod uwagę, że wejście Rosji do NATO było już wtedy odrzucane, doszliśmy do strasznej konkluzji. Pisaliśmy już wtedy, że sytuacja może się pogorszyć do tego stopnia, że możemy osiągnąć 6 miliardów ofiar śmiertelnych na całym świecie, na 8 miliardów ludzi. Oczywiście nie jest to pewne, ale jest to pewna możliwość. Możemy być uważani za pomyleńców, ale inni też to mówili; na przykład Kennedy Jr., który współpracuje z Donaldem Trumpem, powiedział to samo około półtora roku temu. Widziałem też jakiś czas temu, około miesiąc temu, badanie robione sztuczną inteligencją i ono mówiło to samo. Myślę więc, że ta możliwość wciąż jest realna. Ale mimo to, nadal mamy przywódców – mamy przywódców na całym świecie, tu nie mówię, że to ten czy tamten – którzy zachowują się, jakbyśmy mieli do czynienia z łukami i strzałami. To znaczy, możemy mieć gigantyczną globalną katastrofę, ale rozumujemy tak, jakbyśmy byli na etapie rozwoju, który był, 200, 500, 1000 lat temu. Tak myślą nasi przywódcy. Musimy radykalnie zmienić sposób postrzegania tej sprawy. Radykalnie. W przeciwnym razie możemy stanąć w obliczu kryzysu, bardzo, bardzo poważnego dla ludzkości. Nie tylko dla Ukrainy.
Problem cywilizacyjny
Czy korzenie tego problemu nie tkwią w swoistym partnerstwie publiczno-prywatnym; w interesach? Widzimy, że korporacje są o wiele bogatsze niż wiele państw. Wiemy, że lobbyści potrafią przekupić polityków. Właśnie, prezydent Trump oskarżył Ukrainę o korupcję. Czy chodzi przede wszystkim o pieniądze? O to, że interesy prywatne biorą górę nad interesami politycznymi, nad interesem publicznym?
– Ma Pani rację, ale tu nie chodzi tylko o to. Jest coś szerszego w zachodniej cywilizacji; w cywilizacji, która bierze swoje korzenie z chrześcijaństwa. Jezus mówi nam, że nie możemy służyć Bogu i pieniądzom. Można to przetłumaczyć tak: nie możemy służyć jednocześnie i ludzkości i pieniądzom. Albo służymy pieniądzom i oddajemy ludzi na służbę pieniądzom, albo służymy ludzkości i oddajemy pieniądze na służbę ludzkości. Dziś żyjemy w filozofii, jeśli mogę tak powiedzieć, w atmosferze nieustannego wzbogacania się, w pogoni za pieniądzem. Ludzie stają się bezwartościowi. Brak zainteresowania ich losem. Teraz rozważa się nawet eutanazję, gdy tylko ktoś przestaje być opłacalny. To straszne. Jesteśmy na ścieżce totalnego zdziczenia. I ma Pani rację: to jest główna przyczyna, ale możemy pogłębić tę kwestię. Jak wspomniałem wcześniej, oznacza to wszystko również, że my – zwłaszcza Europejczycy – zerwaliśmy z naszą chrześcijańską cywilizacją. No i proszę co mamy? Oczywiście, nigdy nie było idealnie, nawet gdy Europa była chrześcijańska. Nigdy nie było idealnie i nigdy nie będzie. Ale przez ponad tysiąc lat doświadczaliśmy gigantycznego postępu. A potem, od momentu, gdy zaczęliśmy porzucać nasze chrześcijańskie korzenie, nasze chrześcijańskie odniesienia polityczne, weszliśmy na ścieżkę dekadencji. Dziś wierzę, że docieramy do końca procesu. Tak mi się wydaje, to moja osobista ocena. Z pewnością mam argumenty, ale nie mogę ich jednoznacznie przedstawić, ponieważ wciąż jesteśmy w trakcie procesu, ale jesteśmy na jego końcu. Teraz będziemy musieli wybierać Będziemy musieli wybierać między kontynuowaniem tej ryzykownej drogi, z coraz większym prawdopodobieństwem zniszczenia dużej części ludzkości; a czymś innym. Może będzie kilku bardzo bogatych ludzi, którzy mieliby władzę, sztuczną inteligencję itd. I około 500 milionów, 2 miliardy, nie wiadomo dokładnie, i to nieważne, tych, którzy byliby niewolnikami. Więc albo będziemy dalej podążać tą drogą, co oznacza, że to już nie jest prawdziwe człowieczeństwo, co jest okropne. Albo zmienimy perspektywę i oddamy wszystko – politykę, pieniądze itd. – na służbę ludzi i ludzkości. Na przykład, ja jestem w polityce we Francji. Więc jestem na służbie Francji i Francuzów, ale to odnosi się także do Polski i Polaków: tu chodzi o nie bycie na służbie pieniądzom lub władzy, ale na służbie dla ludzi. Nie wiem, czy wyraziłem się jasno.
Główne cele
Zdecydowanie! Prezydent Putin miał dwa główne cele: demilitaryzację Ukrainy i denazyfikację Ukrainy – tak powiedział. Wcześniej na Ukrainie stacjonowało około 250 000 żołnierzy. Najnowszy plan Unii Europejskiej zakłada, że będzie ich 600 000, ale czytałam także że Unia Europejska chciałaby, aby nie było żadnych kwot ani limitów, i żeby Ukraina mogła przystąpić do NATO, jeśli zechce. Nie widzimy więc żadnego postępu w realizacji tego celu, prawda? Co więcej! Kiedy Ukraina została zaatakowana przez Rosję, NATO natychmiast ją zmilitaryzowało i nadal to robi.
– Tak, dokładnie, ale o to właśnie chodzi. NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Patrząc z dłuższej perspektywy, z perspektywy 30 lat – to NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Prezydent Trump w punkcie 9 chciał, aby w Polsce stacjonowały myśliwce. Polska nie została nawet zaproszona do Genewy przez Europejczyków, aby omówić kwestię planu z nimi… W rzeczywistości wygląda na to, że mamy trzy obozy. Wcześniej administracja Bidena wydawała się znacznie bardziej sprzyjająca Unii Europejskiej. Administracja Trumpa wydaje się brać dystans, przynajmniej w dyskusjach o nowej architekturze bezpieczeństwa. Nie widać jednak oznak, by chciała unikać militaryzacji Ukrainy. Wydaje więc się, że nie ma powodu, by wierzyć, że cel prezydenta Putina zostanie osiągnięty. Druga kwestia: denazyfikacja. Jeśli sięgniemy do II wojny światowej, możemy powiedzieć, że nazizm był rodzajem supremacji.
Ideologie
Właśnie wspomniał Pan o supremacji, prawda? Kilku ludzi, którzy sprawują władzę i w razie potrzeby kierują innymi, praktykując eutanazję. Tak więc, w istocie, mamy Rosję, która pozycjonuje się w obronie ludzkiej cywilizacji. Czy można to tak ująć?
– To bardzo interesujące. Bardzo interesujące, ale jednocześnie potencjalnie dramatyczne. Jak najlepiej to wyrazić… To może być trochę długie, ale mam nadzieję, że będzie jasno wyrażone. Wszystkie cywilizacje w historii, z nielicznymi wyjątkami, wiedzą – wszyscy ludzie wiedzą – że istnieje dobro i że istnieje zło. Wiele religii nadało temu indywidualny charakter. Na przykład, dla Żydów to Jahwe i Baal. Dla muzułmanów to Allah i Iblis. Dla Chrześcijan to Bóg i Szatan. Wszyscy ci ludzie, wszystkie te cywilizacje wiedzą, mówią i przestrzegają, że dobro i zło nieustannie ze sobą walczą. I że to od nas, istot ludzkich, zależy, po której stronie staniemy. Jednakże, patrząc na historię w bardzo długiej perspektywie – nie tylko z ostatnich 15 dni, czy nawet 50 lat – Europa, a właściwie prawie wszystkie kraje europejskie, w sposób, który nigdy nie był idealny – wybrały to, co nazywamy stroną dobra, przeciwko stronie zła. Następnie rozprzestrzeniła ten wybór na całą ludzkość. Nie możemy zapominać, że nawet dzisiaj, jeśli są chrześcijanie, którzy w mniejszym lub większym stopniu tworzą chrześcijańskie społeczeństwa, cywilizacje i nauki, w Chinach, Indonezji, Ameryce Południowej, lub Afryce, to dlatego, że wszystko to znaleźli w Europie. Wszystko to pochodzi z Europy. Ale jednak przez kilka stuleci, stopniowo, w Europie, praktycznie wszędzie, ale szczególnie w Wielkiej Brytanii, we Francji i tak dalej, cóż, zmienialiśmy stronę! Ludzie przeszli ze strony dobra na stronę zła. Dla zdecydowanej większości ludzi działo się to nieświadomie, nawet nie zauważyli. Byli prowadzeni przez kilku złoczyńców, kilku przestępców. I to zastąpiło zasady; mówię tu o polityce. Chrześcijańskie zasady polityczne zostały zastąpione ideologiami. Wszystkie ideologie mają wspólne cechy. Czy to nazizm, komunizm, wokeizm itd. – wszystkie ideologie, a jest ich multum – mają jedną rzecz wspólną: wykorzystują ludzką potrzebę absolutu, ludzką potrzebę całkowitości – do dzielenia, do tworzenia konfliktów i do oddzielania ich od Boga. Zatem ideologia to coś, co niszczy ludzkość, co niszczy cywilizacje. A żyjemy w czasach ideologicznych co najmniej od 1789 roku, a nawet znacznie dłużej. Warto zauważyć na przykład – to jest historyczny fakt – że Stalin i Lenin we Francji wspominali o roku 1789. Widziałem też jakieś pięćdziesiąt lat temu zdjęcie chińskiego przywódcy Mao Zedonga z oprawionymi w ramki podobiznami Voltaire’a i Rousseau za sobą. A przecież ci ludzie, podżegali, zapoczątkowali rewolucję francuską. Oni sami zostali przeszkoleni przez Brytyjczyków itd. Więc jesteśmy na drodze, na której widać, że zmieniliśmy stronę. To bardzo ważne. Przeszliśmy od obozu tych, którzy wybierali dobro zamiast zła, do obozu tych, którzy wybierają zło zamiast dobra. I tak oto znajdujemy się w takim okresie, ale z absolutnie gigantycznymi środkami destrukcji. I to może doprowadzić do czegoś dramatycznego. Nie wiem, czy odpowiedziałem na Pani pytanie.
Widmo głodu
Zdecydowanie, dziękuję. W poszukiwaniu pokoju jest też aspekt ekonomiczny: ziemia Ukrainy słynie z żyzności. Teraz trafiła ona w ręce funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, i zarówno plany Unii Europejskiej, jak i USA zakładają uprzywilejowany lub bezpośredni dostęp Ukrainy do rynku europejskiego. Zatem wszystko, co wyprodukowane będzie na Ukrainie, byłoby sprzedawane tutaj, na przykład we Francji. To nowe zagrożenie dla francuskich rolników?
– Tak, to jasne. Ma Pani rację: to nowe zagrożenie dla francuskich rolników, którzy obecnie, jak to określić… Niszczymy rolnictwo. I robimy to w imię globalizmu ekonomicznego. Ale co za tym stoi? Bo to jest tylko skutek. Oczywiście, skutek potencjalnie bardzo poważny, szczególnie dla francuskich rolników, ale nie tylko. Konsekwencje mogą być tragiczne. Jeśli jutro wojna znów się rozpęta, jeśli wybuchnie globalna wojna, Francja może nie być już w stanie zaopatrzyć się w żywność. I wtedy możemy mieć głód we Francji i Niemczech itd. Być może w Polsce, nie wiem. Możemy mieć takie konsekwencje! Ale znowu, co się za tym kryje? Ludzie wolą pieniądze! Niektórzy wolą pieniądze, pracują wyłącznie dla pieniędzy, a nie w służbie narodowi czy narodom, na przykład dla Francuzów czy Polaków. To radykalne odejście od polityki. Polityka ma służyć, to jest jej powołaniem. To muzułmański intelektualista uświadomił mi w Libanie. Byłem wtedy znacznie młodszy niż teraz… Rozmawialiśmy o polityce, a on powiedział mi, że różnica między muzułmańską a chrześcijańską koncepcją polityki jest bardzo prosta: „w naszej kulturze przywódca przejmuje władzę, by służyć sobie. W końcu niszczy, zabija, by służyć sobie. Tak jest w naszych krajach muzułmańskich”. Oczywiście, w praktyce nie zawsze tak jest, ale, powiedzmy, że to jest sedno sprawy. „Natomiast w twoim kraju, kraju chrześcijańskim, cóż – polityka wynika z tego, co Jezus powiedział swoim apostołom: ‚Nazywacie mnie nauczycielem i macie rację, nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć’”. Rolą przywódcy jest być na służbie. To ogromna odpowiedzialność. Ale dziś całkowicie wszystko się odwróciło. Owszem, szkoda francuskich rolników; szkoda, jeśli kiedykolwiek we Francji, w Anglii itd. nastanie głód… Ale są tacy, dla których to nieważne. Oni zarabiają na tym pieniądze. A dzieje się tak, ponieważ odwróciliśmy znaczenie polityki. Polityki i wielu innych rzeczy. Osobiście przeprowadziłem wiele operacji wojskowych. Owszem, jeśli wojna jest konieczna, to jest konieczna. Ale musi rzeczywiście być konieczna! To bardzo ważne i nie chodzi tu o wojnę o pieniądze! Wojna, jeśli jest konieczna, musi być prowadzona zgodnie z zasadą wojny sprawiedliwej, zasadą wypracowaną przez naszych odległych przodków. Dziś nie mówimy już o zasadzie wojny sprawiedliwej, a jest to bardzo ważne. Celem musi zawsze być pokój, i to pokój jak najbardziej sprawiedliwy, jak to tylko możliwe. Wojna o pokój – owszem, a nie tylko o niszczenie, zabijanie itd. Dzięki wprowadzeniu ideologii, czy to nazizmu, komunizmu, zachodniego liberalizmu, itd., całkowicie odwróciliśmy rzeczy do góry nogami. Wierzę, że jeśli nie zmienimy się teraz, stopniowo – oczywiście nie możemy zrobić tego od razu – i nie powrócimy do starej koncepcji polityki w naszych krajach o chrześcijańskich korzeniach, to jesteśmy skazani na zagładę. Zmierzamy ku katastrofie. Naprawdę w to wierzę.
Motto przywódcy
Ze względu na aspekty techniczne? Ze względu na broń, którą dysponujemy?
– Nie, nie chodzi o technologię, proszę Pani. Technologia jest w porządku, o ile służy ludzkości. Weźmy na przykład sztuczną inteligencję – to absolutnie wspaniałe odkrycie. To wspaniałe, jeśli wykorzystamy to, by służyć ludzkości, będzie fantastycznie. Jeśli tego nie zrobimy – cóż, niektórzy to wykorzystają, a wszyscy inni zostaną zniewoleni. Tak się stanie.
Dobrze. Ale chcę powiedzieć, że mamy kryzys autorytetu, kryzysu legitymizacji autorytetu. Młodzi ludzie nie słuchają starszych, ludzie przestają wierzyć w rządy – to raczej sprzyja wojnom domowym, prawda?
– Absolutnie, tak jest. Ale to… przepraszam, powtarzam się: korzenie zawsze są w tym samym miejscu. Motto przywódcy – czy to głowy rodziny, lidera biznesu, przywódcy wojskowego, politycznego, czy kogokolwiek innego – powinno brzmieć: kochać, jednoczyć, służyć. Kochać, nie w sensie sentymentalizmu, ale dostrzegać i czynić to, co słuszne, dobre i sprawiedliwe dla tych, za których się odpowiada. Łączyć zamiast dzielić i służyć – zamiast być obsługiwanym. Cóż, dzisiaj robimy dokładnie na odwrót. Dokładnie na odwrót: bierzemy, co możemy i dzielimy, żeby zwyciężyć. Więc nieuchronnie prowadzi to do potencjalnie wybuchowych sytuacji, i to wszędzie, szczególnie we Francji. Doświadczamy tego każdego dnia i nie tylko Emmanuel Macron jest za to odpowiedzialny. To coś, co sięga daleko wstecz. Ale doświadczamy tego, jak sądzę, w Wielkiej Brytanii. Sytuacja, moim zdaniem, jest bardzo trudna również w Wielkiej Brytanii. Więc, tak: musimy się zmienić. Musimy zmienić nasze oprogramowanie, nasz sposób postrzegania rzeczy.
Wojna skończy się tylko na chwilę
Tak, ale jak to zrobić? Mam jeszcze jedną uwagę, która przychodzi mi na myśl w związku z planem zaproponowanym przez Trumpa: w ciągu trzech i pół roku wojny Ukraina straciła tysiące ludzi, wielu mieszkańców wyjechało by zamieszkać gdzie indziej, nastąpił wielki exodus, są pola minowe, doszło do ogromnych zniszczeń, a mimo to plan proponuje wielką amnestię. Mówimy o korupcji, ale nikt nigdy nie zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. Mam wrażenie, że ta amnestia – to co dzieje się na Ukrainie, ale dzieje się również tutaj – polega na tym, że decydenci podejmują złe decyzje i nigdy nie ponoszą za nie odpowiedzialności. W rzeczywistości nie ma już sprawiedliwości, nie ma wyroków i nie ma egzekwowania wyroków. Ostatecznie to ci, którzy mówią coś przeciwnego w stosunku do władzy, trafiają do więzienia. Istnieją przestępstwa, ale nie ma już sprawiedliwości. Ci którzy podejmują złe decyzje lub dopuszczają się wykroczeń, nie są karani. Jak to możliwe? Jak to możliwe, że nasze społeczeństwa są tak skorumpowane?
– Ciągle z tego samego powodu. Z tego samego powodu. Zasadniczo, to ciągle to samo. A kończy się to tak, ponieważ ludzie, którzy podejmują złe decyzje, chronią się nawzajem. Przytoczę tu przykład – cóż, to dość stare i nie pamiętam dokładnie, kiedy, ale prezydent François Hollande i pani Merkel dali do zrozumienia, że porozumienia mińskie były jedynie zasłoną dymną, mającą na celu zyskanie czasu na uzbrojenie Ukrainy. Zatem pośrednio, przyznali, że chcieli zbroić Ukrainę z myślą o wojnie z Rosją! Owszem, teraz muszą uważać. Boją się. Ja ich rozumiem. Więc chronią się decyzjami, takimi jak te którą Pani przytoczyła. I tak się odpuszcza winy. Oni się chronią. Nasze państwa są dziś całkowicie skorumpowane przez tę pseudo-politykę. Prawdziwa polityka polega na służeniu. Większość naszych państw jest całkowicie zdegenerowana przez tą błędną politykę, o której mówiłem wcześniej. Dlatego moim zdaniem, nawet jeśli wojna na Ukrainie teraz się skończy, to prawdopodobnie będzie to tylko chwilowa przerwa. A jeśli na Ukrainie skończy się całkowicie, to bardzo prawdopodobne, że wybuchnie ponownie inna wojna gdzie indziej.
Powstrzymać wojnę
Dobrze. Wracając do tego, co było mówione na początku: są ludzie wewnątrz NATO, którzy są podżegaczami wojennymi. Przejdźmy do rozwiązań, które można by zaproponować. Biorąc pod uwagę Pana generała wojskowe doświadczenie; zakładając, że jesteśmy skolonizowani; że nasze państwa są rzeczywiście skolonizowane umowami, regulacjami Unii Europejskiej, sojuszem z NATO i że państwa narodowe rzeczywiście chciałyby odzyskać pewną autonomię i uwolnić się od tego rodzaju endogamicznej kolonizacji. Jak to zrobić? Jaka metodę moglibyśmy zastosować?
– No cóż, ja używam innych słów, ale zmianę popieram od dawna, odkąd zacząłem myśleć o zaangażowaniu się w politykę. Ale żeby tak się stało, to potrzebny jest jakiś bodziec. Jaki bodziec będzie czynnikiem wyzwalającym? Nie namawiam do zamachów stanu, nie namawiam do rewolucji ludowych, nie namawiam do wojen itd. Nie, ale musi być jakiś czynnik wyzwalający. A co to będzie? Kiedy? Nie wiem. Musimy jednak przygotować się na ten impuls, a następnie odzyskać kontrolę, aby wznowić prawdziwą politykę w służbie narodów i ludzi. W przeciwnym razie, jeśli nie będziemy przygotowani, ryzykujemy, że nie będziemy w stanie nic zrobić.
No dobrze, ale jaki bodziec? Bo często słyszę o wojnie, o wojnie jako sposobie na przywrócenie równowagi.
– Tak, ostatecznie wojna jest czynnikiem wyzwalającym. Ale wojna jest przede wszystkim złem.
Ale generał Mandon we Francji…
– Tak, tak, generał Mandon…
Powiedział, że trzeba przygotować dzieci na wojnę.
– Szczerze mówiąc, nie rozumiem. Bo jako szef sztabu sił zbrojnych musi być poinformowany. Musi mieć pewną wiedzę; jeżeli nie to znaczy że wiele się zmieniło od czasu od kiedy odszedłem z wojska… Wiec musi wiedzieć, jak już wcześniej wspomniałem, że źródłem wojny na Ukrainie jest NATO. Za tą wojną stoi NATO. Tak jest. On to wie na pewno. Co więcej, wie, że Rosja nie żywi do Francji żadnej nienawiści. Wręcz przeciwnie, i wie też, że, jak powiedział to kiedyś pewien francuski polityk, Talleyrand: „Wiem, jak wyciągnąć niedźwiedzia z jaskini, ale nie wiem, jak go tam z powrotem zaciągnąć”. Niedźwiedź to symbol Rosji. A szef sztabu sił zbrojnych wie o tym wszystkim. A więc nie rozumiem, dlaczego jako szef sztabu tak powiedział. Ale powiedział, a więc albo on sam uważa, że musimy iść na wojnę, albo otrzymał taki rozkaz od prezydenta Macrona. Powiem od razu, że gdybym ja otrzymał taki rozkaz, natychmiast bym podał się do dymisji i bym to upublicznił. Nie wykonałem pewnych rozkazów podczas operacji, ponieważ były one sprzeczne z moim zawodowym, humanitarnym, i chrześcijańskim sumieniem. W tym momencie zrezygnowałbym. Kropka. Bo jeśli tak dalej pójdzie, to owszem, będziemy mieli wojnę z Rosją! I powtórzę, będziemy za to odpowiedzialni. Więc całkowicie się z takimi wypowiedziami nie zgadzam, ale cóż nie mam odpowiedzialnej funkcji.
A zatem, żeby było jasne, Fabien Mandon, szef sztabu generalnego, powiedział przed kongresem burmistrzów, że Francuzi muszą przygotować swoje dzieci do wojny. Wypowiedz ta wywołała prawdziwe oburzenie.
– Tak, to wywołuje zamieszanie. A to jeszcze nie koniec. Moim zdaniem, będą konsekwencje.
Zdradzony de Gaulle
W 2026 roku odbędą się wybory samorządowe, a w 2027 roku – prezydenckie. Emmanuel Macron nie będzie mógł ponownie kandydować, ponieważ będzie już po dwóch kadencjach do których ma prawo. Czy sądzi Pan, że możemy liczyć na zmianę polityki, jeśli we Francji powstanie kolejny rząd?
– Mam doświadczenie z 2017 roku. Kandydowałem na prezydenta. Oficjalnie, uzyskałem 84 podpisy, podczas gdy wymagane jest 500. Ja… wiem. Nie powiem, jakie mam źródła, ale tak naprawdę miałem ich ponad 1000. I cóż, powiem tak, doszedłem do wniosku, że system polityczny we Francji jest całkowicie zablokowany. To jest to, co sam de Gaulle nazwał katastrofalnym systemem partyjnym. Dziś praktycznie wszyscy politycy nazywają siebie gaullistami, a mimo to zdradzają de Gaulle’a. Bo od momentu odejścia de Gaulle’a przywrócono katastrofalny system partyjny który blokuje wszystko. A ja byłem kandydatem z zewnątrz. Więc zostałem zablokowany. I jeśli ten katastrofalny system partyjny nie zostanie zdemontowany, cóż, Francja będzie dalej upadać. Bo partie polityczne w istocie sprawują to, co można nazwać tyranią de facto. To nie jest tyrania krwawa, chociaż faktycznie sprawują tyranię: nie wolno nam tego robić, jesteśmy zmuszani do tamtego itd. Nie ma już prawdziwej wolności. I zdecydowana większość polityków we Francji nawet już nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie zdają sobie nawet sprawy, że system sprawuje nad nami tyranię. I twierdzą, że żyjemy w demokracji…. Od dawna nie żyjemy w demokracji. Więc, żeby zmienić Francję, cóż, musimy położyć kres katastrofalnemu systemowi partyjnemu. To właśnie zrobił de Gaulle, ale to trwało tylko 10 lat. Bo po jego odejściu wróciliśmy do systemu partyjnego. A więc, można to tak określić, nie możemy zmienić sytuacji we Francji, dopóki nie pozbędziemy się tego katastrofalnego systemu. No więc, jak to zrobić? Jak to zrobić? Słucham.
Zamknięty system
Chciałam tylko wyjaśnić polskim słuchaczom, że wspomniany przez Pana system parrainage (patronatu) to reforma wprowadzona przez prezydenta Hollande’a: aby kandydat na prezydenta mógł kandydować, musi uzyskać co najmniej 500 podpisów burmistrzów. To wszystko. No i oczywiście, pojawiają się przeszkody. Są trudności w ich zdobyciu.
– Jest jeszcze coś, proszę Pani. Kiedyś, aż do czasów Mitterranda, trzeba było mieć 200 tajnych poparć. To znaczy, kandydat otrzymywał poparcia od burmistrzów i przynosił podpisy do Rady Konstytucyjnej. Potem liczba potrzebnych poparć wzrosła do 500, i wraz z reformą prezydenta Hollande’a sprawa stała się publiczna. Oznacza to, że burmistrz przesyła swoje poparcia bezpośrednio do Rady Konstytucyjnej, który waliduje lub nie. A kandydat czeka. Nie ma go. Więc, że tak powiem, to już samo w sobie jest dla burmistrza bardzo niekorzystne, ponieważ jest wystawiany na widok publiczny; a to może stwarzać mu problemy z jego wyborcami, współpracownikami itd. I może to mu stwarzać również problemy z Radą Departamentu, z Radą Regionu…
Wiem na pewno – nie będę wymieniał nazwisk – że w 2017 roku były co najmniej dwa regiony, w których prezydent regionu powiedział swoim burmistrzom: „Jeśli oddacie głosy na Tauzina, to nie dostaniecie dotacji”. Kilku burmistrzów mi to mówiło. We Francji system jest całkowicie zablokowany na korzyść partii politycznych. Musimy znaleźć sposób, żeby to zmienić. I myślę, że nie jest to jedyny kraj który jest w takiej sytuacji. Myślę, że Wielka Brytania również jest w złej sytuacji. Niemcy też mają problem. Jeśli więc nie zmienimy systemu, będziemy trwać w pułapce.
Zapaść edukacji
O ile się nie mylę, po powrocie z Anglii de Gaulle mógł polegać właśnie na administracji, na prefektach, którzy zajmowali się codziennym porządkiem w kraju i zapobiegli przejęciu administracji przez elitę amerykańską, która chciała przejąć kontrolę nad Francją. Czy uważa Pan, że administracja jest nadal tak patriotyczna, jak w 1945 roku?
– To zupełnie inna sytuacja. Wychodziliśmy z niemieckiej okupacji, z wojny itd. To zupełnie inna sytuacja. A poza tym, co jest bardzo ważne, wciąż istniało poczucie tożsamości narodowej, więzi narodowe, które całkowicie, nie do końca, ale które przez lata bardzo zniszczyliśmy, choćby poprzez edukację. Edukacja we Francji to dziś prawdziwa katastrofa. Podczas gdy 30, 40 czy 50 lat temu mieliśmy absolutnie niezwykły system edukacji, teraz to katastrofa. ENA, którą nazywają narodową szkołą administracji, ja nazywam ją narodową szkołą analfabetyzmu, otępienia. I wszędzie jest tak samo. To oznacza, że dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna… Oczywiście, zawsze są ludzie, którzy mają Francję w sercu, ja do nich należę, i którzy są naprawdę gotowi poświęcić się dla kraju, ale jest też ten system partyjnych struktur władzy, plus wszystko, co się za tym kryje… Wszystkie ideologie, masoni, o których nigdy nie rozmawiamy, ale którzy za tym wszystkim stoją.
Łączenie
Think tanki, grupy refleksyjne, masoni, kluby myśli, ideologii…
– Think tanki, kluby ideologiczne, które myślą tylko o rozwijaniu swojej ideologii, by rządzić, i to rządzić metodą tyrana! Pisałem jakiś czas temu, i podtrzymuję tę myśl, że dziś w wielu krajach zachodnich – zwłaszcza we Francji. Nie wiem, nigdy nie byłem w Polsce, proszę pani, więc nie wiem, czy to to samo, ale myślę, że nie. A więc, w wielu krajach zachodnich ludzie są teraz niczym więcej niż producentami i konsumentami, zanim staną się reliktami nadającymi się jedynie do eutanazji, ponieważ kosztują więcej, niż cokolwiek dostarczą. I to jest absolutnie tragiczne. Musimy tu wprowadzić radykalne zmiany. Jak więc to zrobić? Potrzebujemy do tego liderów. Do tego potrzeba ludzi, którzy są naprawdę gotowi dać z siebie wszystko, ale z poczuciem obowiązku; to znaczy: „jestem tu, by rządzić, a rządzenie oznacza służbę, i to nie służenie sobie”. Oznacza łączenie, a nie dzielenie. Tacy ludzie istnieją, mamy takich we Francji; każdy kraj ma takich ludzi, ale jak ich wprowadzić do władzy, to jest cala kwestia, i to nie jest łatwe.
Rozumiem; musimy umieścić kościół na powrót w centrum wsi, a człowieka w centrum wszystkiego.
– Dokładnie – musimy przywrócić kościół do centrum wioski. Zgadzam się.
Dziękuję bardzo za wywiad.
– Ja dziękuję bardzo i jestem do dyspozycji, jeżeli będzie potrzeba kolejnej rozmowy
Dobrze, dziękuję, bardzo chętnie, dziękuję bardzo.
Rozmawiała Aleksandra Klucznik-Schaller
Sami pójdą na rzeź
Sami pójdą na rzeź
1. grudnia 2025 wojcik/sami-pojda-na-rzez
Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.
Eutanazja musi być niezbędnym narzędziem naszych przyszłych społeczeństw, w każdym przypadku. Oczywiście, nie będziemy mogli wykonywać egzekucji ani organizować obozów. Pozbędziemy się ich, wmawiając im, że to dla ich własnego dobra.
Kto to powiedział? Nie był to Bill Gates ani Klaus Schwab. Autorem tych słów nie jest również George Soros. Zostały one wypowiedziane w tym samym roku, kiedy Microsoft przedstawił światu swój pierwszy 8-bitowy system operacyjny MS-DOS.
Jacques Attali, doradca François Mitterranda, byłego prezydenta Francji, napisał w 1981 roku: „W przyszłości wyzwaniem będzie znalezienie sposobu na redukcję populacji. Zaczniemy od osób starszych, ponieważ po ukończeniu 60. lub 65. roku życia żyją dłużej, niż produkują, a to staje się bardzo kosztowne dla społeczeństwa. Następnie od słabych, a potem od bezużytecznych, tych, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, ponieważ ich liczba stale rośnie, a wreszcie, i przede wszystkim, od głupich. Eutanazja jest skierowana właśnie do tych grup”.
„Nadmiernie duża i w dużej mierze niepotrzebna populacja jest zbyt kosztowna dla społeczeństwa. Z perspektywy społecznej o wiele lepiej dla ludzkiej maszyny będzie, jeśli nagle ustanie, zamiast stopniowo się pogarszać. Nie będziemy w stanie zdać testów inteligencji na milionach ludzi.
Możesz sobie wyobrazić. Znajdziemy coś lub coś stworzymy. Pandemia, która dotknie konkretne osoby, prawdziwy kryzys gospodarczy czy nie, wirus, który dotknie osoby starsze – to nie ma znaczenia.
Słabi i bojaźliwi ulegną. Głupi uwierzą w to i będą błagać o leczenie. Zapewnimy, że leczenie będzie zaplanowane. Leczenie, które będzie rozwiązaniem. Selekcja idiotów dokona się więc sama. Pójdą sami na rzeź.„
Nie można tego jaśniej ująć. A już są ludzie, których chcą się pozbyć – osoby starsze. Zasadniczo pokrywa się to z ludźmi, którzy teraz… mam na myśli priorytetowe traktowanie szczepień. Najpierw osoby starsze, a teraz niepełnosprawni dostają produkty Johnson & Johnson i tak się to mówi. Mają je oferować bezdomnym i tak dalej.
A teraz chcę podkreślić ten punkt: ten fragment pochodzi z książki Krótka historia przyszłości, wydanej w czasopiśmie „Franka” w 2006 roku. Jacques Attelier jest francuskim ekonomistą i założycielem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Jeżeli nadal jeszcze uważasz, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie propagował depopulacji, to jesteś właśnie jednym z tych, którzy idą dobrowolnie na rzeź naturalnie jedynie po to, by uszczęśliwić całą ludzkość. Nasza „przeludniona” planeta z trudem wytrzymuje te 59 osób na kilometr kwadratowy – taka jest średnia gęstość zaludnienia całego globu. Zgadza się, nie jest to obiektywna wartość. Są niezamieszkałe regiony wysokogórskie, pustynie i okolice biegunów, które wypadałoby odliczyć. Pomimo tego mamy wystarczająco dużo możliwości, aby wyżywić oraz zaopatrzyć w energię i niezbędne produkty nawet 20 miliardów Ziemian.

Eutanazja jest świadomie manipulowaną teorią, podobnie jak oszustwo globalnego ocieplenia, służące interesom garstki miliarderów. Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „Journal of Death and Dying” bije na alarm: Kanada mogłaby zaoszczędzić 1,2 biliona dolarów na kosztach opieki zdrowotnej w latach 2027–2047, poddając eutanazji 14,7 miliona osób, zamiast zapewniać im opiekę paliatywną.
9 milionów osób starszych, 4 miliony osób chorych psychicznie/z myślami samobójczymi, 300 000 rdzennych mieszkańców, osoby uzależnione i bezdomne. To stanowiłoby prawie 40% populacji. Badanie analizuje nawet scenariusz niedobrowolny(!). Krytycy otwarcie nazywają to programem eugenicznym sankcjonowanym przez państwo. Liczby już gwałtownie rosną: W 2024 roku prawie 10 000 osób zmarło w wyniku eutanazji – o 10% więcej niż w roku poprzednim.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Brutalny napad w Koninie na wolontariusza „Pro-Prawo do Życia”. Bandycki „ochroniarz dworca”.
Brutalny napad na wolontariusza w Koninie
Brutalny napad na wolontariusza w Koninie
Adam, wolontariusz Fundacji Pro-Prawo do Życia, został brutalnie napadnięty przez ochroniarza dworca PKP w trakcie zgromadzenia publicznego w Koninie. Rozwścieczony widokiem prawdy o aborcji napastnik usiłował zakuć Adama w kajdanki (!) po czym zaatakował Adama gazem i powalił go na chodnik. Fundacja zwraca uwagę, że atak miał miejsce u progu Adwentu. Sytuacja przypomina o tym, że oczekiwanie na przyjście Zbawiciela to nieustanna walka, a bycie chrześcijaninem ma wiązać się z gotowością do tego, aby być prześladowanym za głoszenie prawdy.
https://stronazycia.pl/ochroniarz-dworca-napada-na-uczestnikow-rozanca-w-koninie
Adam koordynował uliczną akcję informacyjną na temat aborcji, którą Fundacja Pro-Prawo do Życia zorganizowała w Koninie. Wolontariusze rozstawili się na chodniku przed wyjściem z dworca kolejowego. Akcja była pokojowym, legalnym i zgłoszonym do odpowiednich organów zgromadzeniem publicznym. W żaden sposób nie przeszkadzano przechodniom, nie blokowano ruchu ani nie utrudniano wyjścia z budynku. Wolontariusze po prostu stali w tym miejscu z banerami, namiotem i megafonem.
W pewnym momencie działacze Fundacji zostali napadnięci przez ochroniarza dworca. Najpierw agresywny i pobudzony mężczyzna krzyczał, że nie mam zgody na rozkładanie się w tym miejscu (jest to przestrzeń publiczna i nie potrzeba do tego żadnej zgody). Zaczął szarpać namiot Fundacji, krzyczeć i denerwować się. Adam zażądał, aby zaprowadził go do swojego przełożonego. W reakcji na słowa Adama ochroniarz wyjął kajdanki i usiłował skuć nimi wolontariusza. Adam wyrwał mu się po czym drugi wolontariusz zadzwonił po policję.
Chwilę później ochroniarz po raz kolejny wybiegł z budynku. Bandycko zaatakował Adama gazem i powalił go na chodnik krzycząc przy tym: „na glebę!”.
Na szczęście w tym momencie przyjechała policja i funkcjonariusze ochronili oślepionego gazem Adama przed dalszą przemocą. Pomimo pojawienia się służb, ochroniarz dalej był agresywny i w obecności funkcjonariuszy groził Adamowi.
Po stronie wolontariuszy Fundacji stanął również miejski urzędnik, który był na miejscu zgromadzenia. Nie tylko podkreślał, że zgromadzenie jest legalne, ale również wezwał karetkę, która początkowo nie chciała przyjechać, ale dzięki argumentacji urzędnika przyjechała i udzieliła pomocy Adamowi. Wolontariusz dopiero po ponad godzinie mógł częściowo pozbyć się bólu oczu i je otworzyć.
Atak komentuje Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia:
„To był bandycki napad motywowany nienawiścią. W wyniku nagonki mediów i polityków tak reagują kolejne osoby na widok prawdy lub dźwięk modlitwy. Doszło do niego tuż przed rozpoczęciem Adwentu. Sytuacja jest wymowna. Doskonale przypomina nam o tym, że oczekiwanie na Zbawiciela oznacza nieustanną walkę, a także to, że jeżeli chcemy być chrześcijanami, to musimy być gotowi na to, aby cierpieć prześladowania za Prawdę, Dobro i Piękno. W trakcie radosnego oczekiwania nie możemy zapominać, że okres narodzin Pana Jezusa to również pogarda okazana w Betlejem Świętej Rodzinie, spisek i intryga Heroda oraz rzeź niewinnych młodzianków. Jeżeli chcemy dobrze przygotować się do Bożego Narodzenia to musimy pamiętać, że każdego dnia mamy obowiązek dawać świadectwo Prawdzie, co wiąże się z prześladowaniami.
Nasi wolontariusze każdego dnia wychodzą na ulicę aby głosić prawdę o aborcji i deprawacji dzieci oraz żeby modlić się w intencji odnowy moralnej Polski i Polaków. Regularnie doświadczamy kolejnych ataków, napadów, aktów nienawiści i terroru. Nie poddajemy się jednak gdyż wiemy, że życie chrześcijanina to cierpienie i walka. Oczekiwanie narodzin Zbawiciela dodaje nam w tej walce nadziei i odwagi. On urodzi się po to, aby następnie swoim cierpieniem i śmiercią na krzyżu nas ocalić. My mamy z Jego pomocą wytrwać w naszej codziennej walce do końca, dzięki czemu kiedyś możemy mieć udział w radości Zmartwychwstania.”
Fundacja informuje, że w kwestii bandyckiego napadu w Koninie zostały już podjęte kroki prawne, a sprawa zostanie skierowana do sądu.
Fundacja Pro-Prawo do Życia
Co młodzi amerykańscy izolacyjności sądzą o reszcie świata? [gadanie]
- Co amerykańscy izolacyjności sądzą o Ukrainie i Polsce?
- Jakie mogą być następstwa rozmów pokojowych dot. wojny na Ukrainie?
- Czy pozycja Wołodymyra Zelenskiego się chwieje?
- Jakie są największe problemy ukraińskiej armii?
Odpowiedzi na te oraz wiele innych pytań udzielił w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą Daniel Szeligowski, analityk, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych oraz gość kolejnego odcinka programu „didaskalia”!
Serdecznie zapraszamy do oglądania.
00:00:00 Najlepsze fragmenty
00:02:02 Amerykańscy izolacjoniści
00:15:55 Sytuacja na Ukrainie
00:25:40 Rozmowy pokojowe
00:35:32 Kwestia wyborów
00:50:00 Akceptacja dla zawieszenia broni
01:00:22 „Putin musi pozbyć się Zelenskiego”
01:04:09 Problemy ukraińskiej armii
01:09:40 Ukraina vs. propozycje pokojowe
01:21:35 Dwa scenariusze dla Ukrainy
01:26:29 News na żywo: Jermak odchodzi
Najświętsze Trzy Hostie. Cud eucharystyczny, Poznań 1399.
Najświętsze Trzy Hostie
2012-05-6 http://www.bibula.com/?p=56365
Zapomniany cud Eucharystyczny z 1399 r. przypomniano ostatnio w Poznaniu. Wznowiona została książka Mieczysława Noskowicza z 1926 r., która poświęcona jest temu wydarzeniu. [przypominam kolejny raz. MD]
Świętokradztwo
W 1399 r. żydzi przekupili dwie kobiety w Poznaniu, matkę i córkę, by postarały się o konsekrowane Hostie. Kobiety postanowiły wykraść je z kościoła Dominikanów przy ul. Szewskiej (dziś kościół o. Jezuitów). Po nabożeństwie ukryły się w kącie, czekając na zamknięcie kościoła. Kiedy zostały same, matka dwukrotnie próbowała otworzyć drzwiczki tabernakulum, ale za każdym razem jakaś siła rzucała ją o ziemię. Wreszcie za trzecim razem, podtrzymywana przez córkę, wyjęła cyborium, a z niego trzy Hostie, które zawinęła w białą chusteczkę. Obie znów ukryły się w kącie, czekając na otwarcie kościoła i na popołudniowe nabożeństwo. Łatwo im było zmieszać się z wiernymi, a po nabożeństwie opuściły kościół bez przeszkód. Od razu udały się do żydów, którzy zapłacili im umówioną sumę i zabrali trzy Najświętsze Hostie. Rabini i starsi kahału, w sumie trzynastu żydów, poszli z Hostiami do kamienicy zwanej Świdwińską przy ul. Sukienniczej (dziś ul. Żydowska) i tam w piwnicy ustawili stół, na który rzucili Hostie. Chcieli sprawdzić, czy jest to prawdziwe Ciało Pana Jezusa. Najstarszy z żydów przebił nożem jedną z Hostii i wtedy wytrysnęła z niej krew na jego twarz. Za chwilę reszta żydów przy świetle pochodni kłuła bez opamiętania trzy Najświętsze Hostie, mimo że krew z nich lała się po całym stole. Bluźnili przy tym i „rzucali najpotworniejsze obelgi przeciw Chrystusowi”.

| Monstrancja z trzema Najświętszymi Hostiami w kościele Bożego Ciała w Poznaniu |
W 1570 r. kustosz poznański i kanonik warmiński ks. Tomasz Treter opublikował po łacinie historię trzech Hostii, która wydarzyła się w Poznaniu w 1399 r. Do dziś, jak pisał, a więc do czasu, kiedy powstała jego książka, ślady Krwi Najświętszej wylanej z Hostii „wprawiają wpatrujących się w wielkie podziwienie i uszanowanie. Pobudzają też cudownie pobożne serca do oddania Chrystusowi-Odkupicielowi powinnego dziękczynienia, za to, że nie tylko na Golgocie, podczas gorzkiej męki Swej raczył dla zbawienia rodzaju ludzkiego wylać obficie Krew Swoją Najświętszą, ale i tutaj w Poznaniu, na udowodnienie prawdy wiary katolickiej, jako w Najświętszym Ołtarza Sakramencie jest prawdziwie Ciało i prawdziwa Krew Jego”.
Cudowne uzdrowienia
Żydzi coraz większy podnosili wrzask, pastwiąc się nad Hostiami. Im więcej krwi tryskało, „w tym większy szał nienawiści i większą żądzę wywarcia całej swej złości popadli”. Ponieważ kamienica znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, więc słyszący te krzyki żydzi zbiegli się na tę „Boga znieważającą ceremonię”. Tylko jedna żydówka, niewidoma od urodzenia, kiedy dowiedziała się, że rabini doświadczają, czy w chlebie, którzy chrześcijanie uważają za swoją największą świętość, jest rzeczywiście prawdziwe Ciało i Krew Jezusa, zaczęła się do niego modlić o uzdrowienie. Gdy tylko skończyła swoją modlitwę, Pan Jezus cudownie przywrócił jej wzrok. Wyszła na ulicę i zaczęła głośno wyznawać Chrystusa.
Żydzi przestraszyli się następstw tego coraz głośniejszego czynu i postanowili pozbyć się Hostii. Próbowali je spalić, ale Hostie wychodziły z ognia i unosiły się nad płomieniami nietknięte. Wrzucali je wiele razy do ustępu, a potem do studni, która do dziś znajduje się w dolnej kaplicy kościoła Pana Jezusa, a wtedy było to pomieszczenie, w którym bezcześcili oni Ciało Chrystusa, ale i te próby zniszczenia Hostii okazały się daremne. W końcu postanowili zakopać je za miastem na trzęsawiskach. 15 sierpnia 1399 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zawinęli je w płótno i wysłali dwóch starszych kahału, którzy poszli przez miasto. Po drodze mijali żebrzącego kalekę, który został cudownie uzdrowiony. Przechodzili obok domu, w którym leżał umierający człowiek. I on został uzdrowiony. Jednak nie zwracali w ogóle uwagi na te znaki Boże, tylko „trwali w swej zaciętości przeciw Chrystusowi”. W końcu przyszli na miejsce, które uznali za najlepsze do pozbycia się tu „zbrodniczo zbezczeszczonych Hostii Najświętszych”. Dziś znajduje się tu kościół Bożego Ciała w Poznaniu. Wtedy było to miejskie pastwisko bydła. Tam zakopali Hostie, zarzucili je błotem i wrócili do domu.
Cud Eucharystyczny
W następną niedzielę 22 sierpnia pasterz trzody miejskiej, Maciej, przyprowadził na pastwisko bydło. Było to miejsce, gdzie żydzi zakopali trzy Najświętsze Hostie. Zostawił tam swego syna, a sam poszedł na Mszę św. do miasta. W pewnej chwili chłopiec zobaczył, jak wszystkie krowy i woły uklękły przednimi nogami i głowy podniosły do góry. Zobaczył trzy Hostie, unoszące się jak motyle w powietrzu. Kiedy ojciec wrócił z kościoła, syn opowiedział mu, co się wydarzyło na pastwisku. Maciej nie chciał w to uwierzyć. Lecz niedługo obaj zobaczyli klękające bydło i unoszące się w powietrzu trzy Hostie. Sami upadli na kolana. Zaraz potem Maciej pobiegł do miasta, by opowiedzieć o cudzie. Najpierw udał się do radcy grodzkiego, który jednak nie uwierzył w to, o czym mówił pasterz. Radca skierował go do magistratu. Tam Maciej opowiedział wszystko burmistrzowi Poznania. Ten uznał to za brednie i kazał zamknąć Macieja w wieży. Drzwi więzienia zamknięte na ciężkie rygle same się otworzyły, a więzy opadły z rąk pasterza. Cudownie uwolniony poszedł znowu do radcy i powtórzył to, co już raz opowiedział. Radca kazał jeszcze raz zamknąć Macieja, ale zwołał urzędników magistratu, ławników i proboszcza kościoła farnego, którzy udali się na miejsce wskazane przez pasterza. Zobaczyli klęczące bydło i trzy Najświętsze Hostie latające w powietrzu. Oddali cześć Bogu ukrytemu w cudownych Hostiach i wrócili do miasta. Radca wypuścił Macieja na wolność i zwołał naradę magistratu. Potem wszyscy wraz z księdzem proboszczem poszli do biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca.

| Kościół Bożego Ciała w Poznaniu |
| Kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy ul. Żydowskiej w Poznaniu |
Biskup po wysłuchaniu relacji urzędników magistratu, zwołał duchowieństwo Poznania, do którego przyłączyły się bractwa i cechy oraz tysiące wiernych. Przy dźwięku dzwonów wszystkich kościołów na miejsce cudu udała się cała ta wielka procesja. Kiedy biskup nakazał najstarszemu z kapłanów podnieść rękami Najświętsze Hostie z błota, te, jak żywe motyle, same uniosły się w górę i opadły na patenę, którą trzymał ksiądz. We wspaniałym pochodzie triumfalnym procesja powróciła do miasta, udając się do kościoła farnego, gdzie złożono Najświętsze Hostie w tabernakulum.
Potem nastąpiły spory, w którym kościele ostatecznie mają się znaleźć cudowne Hostie. Ale Pan Bóg sam wskazał miejsce. Hostie bowiem znikły z zamkniętego tabernakulum kościoła farnego i przeniosły się tam, gdzie je znaleziono. W ten sposób trzy razy Najświętsze Hostie po kilku godzinach przenosiły się na pastwisko, chociaż za każdym razem umieszczano je w innym kościele. Unosiły się tam w powietrzu i wszyscy mogli je zobaczyć. Zrozumiano, że Pan Jezus chce, by to w tym miejscu oddawano mu cześć. Biskup polecił wybudować tu drewnianą kaplicę.
Wyrok
Zrozumiano też, że Hostie objawiły się cudownie wskutek świętokradztwa, ponieważ ktoś wcześniej musiał je wykraść z kościoła. Do ratusza zgłosili się świadkowie. Jednym z nich był cudownie uzdrowiony kaleka, a drugim żydówka, która odzyskała wzrok. To ona przyczyniła się do ujęcia żydów i wynajętych przez nich kobiet. Żydów postawiono przed sądem, ale najpierw wypierali się wszystkiego. W końcu przyznali się do winy i opowiedzieli szczegółowo, „jak się pastwili nad Najświętszymi Hostiami”. Wskazali też kobiety -świętokradczynie, Krystynę i Annę, które przyznały się do swojej winy. W tamtych czasach kradzieże, świętokradztwo i zbezczeszczenie religijnych świętości karano śmiercią. Rabina i trzynastu starszych kahału oraz Krystynę i jej córkę skazano na spalenie na stosie. „O fanatycznej nienawiści żydów ku Chrystusowi, która najprawdopodobniej była powodem tak strasznego wyroku, pisze jeszcze ks. Tomasz Treter w dziele swoim, co następuje: ‘A co im do łatwiejszego duszy zbawienia niemałej przydać mogło pomocy, tego oni na złe zażywając i w ślepocie, zatwardziałości swojej zostając, na większe jeszcze bluźnierstwa, ba nawet uszów chrześcijańskich niegodne, podawali się, cieszyli i chlubili w rzeczach niegodziwych. A zatem, gdy na pozyskanie ich Bogu, czas daremnie i staranie trawiono, dekret śmierci odebrali na siebie, na którą ochotnym sercem szli, jakoby z Abrahamem, Izaakiem i Jakóbem patryarchami wieczerzą jeść mieli’. Jak z powyższego słusznie można przypuszczać, że do tak strasznego wyroku przyczyniła się najwięcej nienawiść fanatyczna żydów oraz ich bluźnierstwa, jakich nawet wobec sądu nie szczędzili Bogu utajonemu w Najświętszych Hostiach”, pisze Noskowicz. Wyrok wykonano na podmiejskich polach.
Żydzi postanowili jednak zaprzeczyć, że zbrodni świętokradztwa dokonali oni. Zwalili całą winę na syna pasterza Macieja – Pawełka, któremu przypisali kradzież cyborium z kościoła Dominikanów, zbezczeszczenie Hostii, a następnie zrzucenie winy na żydów. Według nich trzynastu żydów z rabinem i dwiema kobietami zostało spalonych niewinnie. Gmina żydowska wniosła do króla Władysława III prośbę o wznowienie procesu. Zarządzono powtórne bezstronne śledztwo w 1434 r. i wznowiono proces, który trwał 20 lat. Żydzi nie umieli jednak dostarczyć przekonywających dowodów na niewinność uprzednio skazanych osób. Sąd po rozpatrzeniu materiału zaostrzył jeszcze wyrok. Gmina żydowska musiała co roku wpłacać na procesję Bożego Ciała datek w wysokości 800 tynfów, a co sto lat trzech starszych z gminy musiało iść z nożami w ręku na czele procesji.
Kościoły

| Rzeźba przedstawiająca żydów usiłujących utopić Najświętsze Hostie (kościół Bożego Ciała) |
Król Władysław Jagiełło ufundował w miejsce drewnianej kaplicy na polu, gdzie miał miejsce cud trzech Najświętszych Hostii, murowany kościół Bożego Ciała, którego budowę rozpoczęto w 1406 r. Przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło ślubował, że jeśli ją wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę do Poznania, aby nawiedzić kościół Bożego Ciała i pokłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, co też uczynił. Przyszedł do Poznania 25 listopada 1410 r.
W latach 1465-1470 Karmelici na miejscu kościoła Jagiełły wybudowali znacznie większy kościół wraz z klasztorem. Jak pisze Noskowicz: „Świątynia Bożego Ciała była swego czasu tak poważną, że biskupi poznańscy, wjeżdżając pierwszy raz do Poznania, aby objąć rządy w diecezji, wstępowali najpierw do kościoła Bożego Ciała, aby tutaj podziękować Bogu za wyniesienie na godność biskupią”. Kościół Bożego Ciała w Poznaniu był słynny w całej Polsce jako miejsce cudowne. W roku 1609 ks. Tomasz Treter wydał „Księgę Cudów” tego kościoła, która zawiera opis 376 cudownych interwencji z okresu lat 1493-1604. Cudy te nastąpiły po nawiedzeniu kościoła Bożego Ciała i oddaniu tu pokłonu Najświętszemu Sakramentowi.
Kult Bożego Ciała w Poznaniu miał w średniowieczu charakter ogólnopolski i był porównywalny z kultem Matki Bożej Częstochowskiej. Kult ten wychodził poza granice Polski. Kościół poznański był w grupie kilkunastu najważniejszych sanktuariów europejskich. W Polsce kult poznański rozwinął się w XV i XVI w. i był w tym czasie silniejszy niż kult jasnogórski, który rozwinął się w XVII i XVIII w.
W 1704 r. po długich staraniach, po uzyskaniu kamienicy Świdwińskiej, gdzie żydzi kłuli nożami Ciało Pana Jezusa znajdujące się w trzech Hostiach, gdzie nastąpił cud krwi wytryskującej z tych Hostii i gdzie zamurowali oni w filarze okna pocięty na kawałki, zakrwawiony stół, na którym bezcześcili ciało Pańskie, oraz po wsparciu uzyskanym w dekrecie papieskim na soborze trydenckim, Karmelici wznieśli na gruzach tej kamienicy nową świątynię zwaną dziś kościółkiem Pana Jezusa. Kościół został poświęcony przez ówczesnego biskupa poznańskiego Hieronima Wierzbowskiego.
Pierwszą historię trzech Najświętszych Hostii napisał wielki historyk Jan Długosz. Uczynił to kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z 1399 r. Pisali o cudzie również: Kromer, Miechowita i cytowany ks. Tomasz Treter. W 1926 r. wydano w Poznaniu książkę Mieczysława Noskowicza pt. „Najświętsze trzy Hostie 1399”. Niedawno wznowiono tę książkę w tym samym Poznaniu.
„Gazeta Wyborcza” i inne podobne media, szukające we wszystkim, co polskie i katolickie, antysemityzmu, uznały ją za antysemicką. Tymczasem książka ta nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Opisuje cud Eucharystyczny, który miał miejsce, który widziało tysiące ludzi i który opisali historycy, w tym Jan Długosz. Wielki polski król Władysław Jagiełło ufundował w miejscu cudu kościół, który stał się słynny w całej Europie. Dopiero potem miejsce to zostało zapomniane i „wyciszone”. Trzeba mu przywrócić pamięć.
Marianna Dark
Książkę Mieczysława Noskowicza „Najświętsze Trzy Hostie” w wersji oryginalnej wznowiło Wydawnictwo WERS z Poznania.
Wydawnictwo WERS
Skr. Poczt. 59, Oddział 4, 60-962 Poznań 10
e-mail: wolna-polska@wp.pl
Gorąco polecamy tę lekturę!
Za: Michael – marzec-kwiecień 2012 (Edycja Polska – Nr 66. Rok XIV)
ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. II)
ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. II)
ks. dr Józef Kruszyński, rok publikacji 1934
==========================================================
– bardzo wartościowy materiał oparty na solidnych danych historycznych
– niechlubna rola szlachty wspierającej …ydów w ich konfrontacji z mieszczaństwem
– zachowana oryginalna pisownia sprzed niemal 100 lat.
===================================================
W roku 1525 wygnano żydów z Warszawy
czy w 500-letnią rocznicę tego wydarzenia odbędą się w Warszawie uroczystości?
============================================
06.02.2017,

Freski na sklepieniu kościoła Najświętszej Krwi Pana Jezusa w Poznaniu.
[por.: Najświętsze Trzy Hostie. Cud eucharystyczny, Poznań 1399. md]
====================================
Przywilej Bolesławowy miał potwierdzić w całej rozciągłości Kazimierz Wielki.
Posłuchajmy, jaką dają ocenę sami Żydzi. Majer Bałaban w swej „Historji i literaturze Żydów w Polsce” pisze: „Przywilej nadany Żydom wielkopolskim jest obszerniejszym od swych prototypów: austrjackiego, czeskiego i węgierskiego o cztery paragrafy, z tych dwa ostatnie są charakterystyką czasu i kraju. Paragraf 35 poleca chrześcijanom przyjść z pomocą Żydowi, ilekroć usłyszą w nocy jego wołanie o pomoc; paragraf 36-ty pozwala Żydom na zupełnie wolny handel wszystkiemi towarami (ut Judaei vendant omnia libere et emant), a szczególnie żywnością”.
Na podstawie wzmiankowanego przywileju można sobie dokładnie przedstawić obraz stosunków polsko-żydowskich w ówczesnej Polsce. Jedno należy stwierdzić, że takich wyróżnień i swobód, jak w Polsce, nie posiadali Żydzi w żadnym kraju europejskim.
Ten przywilej stał się podstawą późniejszego dobrobytu żydowskiego na ziemiach polskich.
Nie mógł król Łokietek (1306 — 1333) ograniczać napływu Żydów, prześladowanych na Zachodzie Europy, zajęty bowiem ciągłemi wojnami i realizacją wielkiej idei zcalenia Polski, nie miał czasu do zastanawiania się nad tem, czy Żydzi osiedlający się w miastach polskich więcej szkody, czy korzyści dla państwa przyniosą.
Kazimierz Wielki (1333— 1370) patrzał się na Żydów przedewszystkiem ze strony kupieckiej. Mądry ten monarcha dokładał usilnego starania, aby w Polsce znękanej tylu wojnami i niedawno połączonej, utrwalić dobrobyt i tą drogą przywiązać poddanych do państwa. W tym celu popierał handel, który już w znacznej części był opanowany przez Żydów. Mając na widoku handel nie mógł krępować Żydów w ich działalności.
W roku 1367 miał Kazimierz ogłosić nowy statut dla Żydów, którym potwierdził już dawniej istniejący i znacznie go rozszerzył zgodnie z nowemi potrzebami. Przywilej ten zwany małopolskim, nie dochował się do naszych czasów, lecz został rzekomo potwierdzony przez Kazimierza Jagiellończyka w roku 1453.
Ponieważ tekst tego dokumentu z czasów Kazimierza Jagiellończyka znany jest z ksiąg historycznych, jako dokument bez daty i bez podpisu członków Rady królewskiej, przeto pisarze polscy: jak Romuald Hube, Stanisław Kutrzeba, Eugenjusz Muller, Antoni Marylski, Teodor Jeske-Choiński, Andrzej Niemojewski, nie wierzą w jego autentyczność. Bronią go natomiast pisarze żydowscy: L. Gumplowicz, S. Schipper, M. Bałaban, F. Bloch[1]).
Łaskawość Kazimierza Wielkiego przypisują Żydzi wpływom Esterki, żydówki z Opoczna, nałożnicy królewskiej.
Właściwie to przekonanie opiera się na świadectwie Długosza, który pod rokiem 1356 zapisuje: ad preces quoque praefatae Ester, judaeae et libertates (Judaeis) concessit. Nie posiadamy żadnych pewnych dowodów, czy Estera miała wpływ na bieg spraw państwowych. Wszystkie wiadomości w tym względzie, przechowane w literaturze, należą do legend.
Wiadomem jest tylko, że na dworze Kazimierza W. cieszył się względami bankier krakowski, Lewko, który, dzięki dzierżawom ceł, mennicy itd., doszedł do fantastycznej na owe czasy fortuny. Nie tylko król i magnaci, lecz także Ludwik Węgierki pożyczał od niego pieniądze.
Władysław Jagiełło nie lubił żydów.
Ludność w kraju podnosiła krzyk przeciwko lichwie i wyzyskowi Żydów. W tym czasie poza Żydami stan mieszczański składał się przeważnie z napływowej ludności niemieckiej, czującej się w obowiązku niesienia świadczeń na rzecz państwa, które ją przygarnęło. Niemcy zajmowali się również handlem i byli lojalnymi obywatelami kraju.
Ludność polska, dzięki kupcom niemieckim, miała niejako skalę porównania, gdy chodziło o ocenę działalności żydowskiej. Należy wyznać, że ta ocena wypadała dla Żydów bardzo niepochlebnie.
Nic więc dziwnego, że już za króla Jagiełły ludność zaczęła utyskiwać na krzywdy, jakie są wyrządzane przez Żydów. Żydowscy pisarze oskarżają kler katolicki, że to on wpłynął na Jagiełłę, iż nie chciał uznać wydanych przedtem przywilejów.
Zapewne, że to posądzenie kleru nie jest dalekiem od prawdy. Duchowieństwo polskie pierwsze zwróciło uwagę na wyzysk praktykowany przez Żydów, Kanony kościelne co do lichwy, służby chrześcijańskiej itd., nie były zachowywane, musiał tedy kler stanąć w obronie pokrzywdzonych.
Za czasów Jagiełły powstaje pierwszy proces rytualny w Polsce.
Za granicą w 13 i 14-tym wieku często miały miejsce procesy przeciwko Żydom z powodu jużto zbeszczeszczenia Hostji, zarówno jak mordów rytualnych.
Wykradanie z kościołów komunikantów powtarza się tak często i niejednokrotnie zostało stwierdzone tak oczywistemi dowodami, że trudno nie dać temu wiary, aczkolwiek Żydzi stale zaprzeczają. Gdy się weźmie pod uwagę fanatyzm żydostwa bardzo nienawistnie usposobionego do chrystjanizmu, tedy podobne posądzenia nie wydadzą się nieprawdopodobnemi.
W roku 1399 nadeszła z Poznania do Krakowa wiadomość, że tam Żydzi wykradli konsekrowaną Hostję. Gdy wieść rozeszła się po mieście, ludność chrześcijańska napadła na Żydów i środze ich poturbowała. Ten pierwszy wypadek zbeszczeszczenia Najświętszego Sakramentu nabrał w całym kraju rozgłosu i wywołał w sferach mieszczańskich i u duchowieństwa reakcję przeciwko Żydom. Na miejscu gdzie znieważono Hostję, król Jagiełło zbudował w roku 1406 kościół pod wezwaniem Bożego Ciała, który stoi do dnia dzisiejszego.
O wypadku znieważenia Hostji pisze Długosz.
Pierwszy samorzutny odruch w większych rozmiarach wybuchnął w Krakowie w roku 1406. Złożyło się na to kilka przyczyn. Posądzono Żydów o podrabianie pieniędzy. Jednego z nich przychwycono na gorącym uczynku. Jakkolwiek poniósł zasłużoną karę, opinja publiczna nie mogła się uspokoić.
Innym powodem była świeżo otwarta Akademja Krakowska. Żydzi mieli wielką pretensję, że pierwsza polska wyższa uczelnia powstała w dzielnicy należącej już przeważnie do Żydów. Dla wznoszenia Uniwersytetu wykupiono od Żydów kilka domów, co oczywiście podniosło z ich strony sarkanie. Na to znowu reagowali żacy krakowscy, zaczepiając Żydów. Wytworzył się nastrój podniecony.
W roku 1407 ks. Budek, kanonik wiślicki i profesor wszechnicy krakowskiej, znany kaznodzieja, ogłosił, że Żydzi zamordowali chłopca chrześcijańskiego i rzucali kamieniami na kapłana idącego do chorego. Wiadomości te podziałały na tłumy podniecająco. Uderzono w dzwony i rzucono się na dzielnicę żydowską. Ten pierwszy pogrom wyrządził znaczne szkody materjalne.
Długosz wspomina, że straż królewska niebawem opanowała sytuację. Aby nie dopuścić do podobnych ekscesów na przyszłość, zarządzono surowe śledztwo i winnych ukarano.
Pomimo zażegnania bezpośrednich następstw, jakie z pogromu krakowskiego mogły wyniknąć w innych miastach polskich, zaczęto odtąd pilniej baczyć na zachowanie się ludności żydowskiej.
Arcybiskup Gnieźnieński Mikołaj Trąba zwołuje w roku 1420 synod w Kaliszu i przeprowadza przyjęte na Zachodzie zasady w odniesieniu do Żydów. Uchwalono przyjąć wszystkie postanowienia na synodzie we Wrocławiu i Budzie i dodano jeszcze nowe, a mianowicie, że Żydzi mają uiszczać pewne opłaty kościelne. Zwraca się synod z prośbą do króla, aby ograniczył nadmierne pobieranie lichwy (non moderatae usurae).
Na podstawie tych uchwał wydał król Jagiełło w roku 1423 tak zwany Statut Warcki, którym zabronił Żydom pożyczania pieniędzy na hipotekę i skrypta dłużne, a pozwolił jedynie pożyczać na zastaw ręczny.
Po krótkich rządach Władysława Warneńczyka wstępuje na tron polski Kazimierz IV Jagiellończyk (1447). Sprawy żydowskie były nieuregulowane. Od czasów Kazimierza W. napróżno Żydzi zabiegali o zatwierdzenie przedkładanych przepisów i koncesyj.
Po Statucie Warckim zaczęto zaprowadzać znaczne ograniczenia. Niektóre Rady miejskie wprowadzały nowe ograniczenia, mając na względzie podniesienie rzemiosła chrześcijańskiego.
Żydzi, widząc, że ograniczenie swobód w prowadzeniu handlu, nie daje im spodziewanych zysków, zaczęli usilnie zabiegać u króla o potwierdzenie nowych praw. Tem skuteczniej rozwijali obronę, ponieważ byli w oczekiwaniu nowych obostrzeń.
Ks. Jan Długosz udał się do Wrocławia, aby w imieniu króla zaprosić przebywającego tam słynnego kaznodzieję Franciszkanina, Jana Kapistrana, cieszącego się już za życia opinją świętego. Kaznodzieja występował przeciwko rozpanoszeniu się Żydów i ciemiężeniu ludności chrześcijańskiej. Przewidywano, że gdy „Capistran” przybędzie do Krakowa, uzyskanie przedstawionych swobód stanie się trudniejsze.
Delegatom gmin żydowskich udało się jednak uzyskać owe przywileje od króla (26 sierpnia 1453 rok), o które już od dawna zabiegali.
Dnia 28 sierpnia tego samego roku przybył Kapistran do stolicy Polski, witany uroczyście przez króla, królowę, kardynała Zbigniewa Oleśnickiego i panów polskich.
Kardynał Zbigniew Oleśnicki był niezadowolony z nowych przywilejów królewskich. Poparła go cała szlachta wielkopolska i małopolska, patrząca niechętnie na rozwój stanu mieszczańskiego, wśród którego oczywiście Żydzi odgrywali niepoślednią rolę.
Król, nie mogąc uprzedzać do siebie szlachty, wobec nowej wojny z krzyżakami, wydał w roku 1454 tak zwane Statuty Nieszawskie, któremi przywrócił pełną moc statutom powziętym w Warcie, a tem samem ograniczył swoje własne niedawno wydane zarządzenia. Obok żądania szlachty, wpłynął na to postanowienie kardynał, mając całkowite poparcie Kapistrana, głoszącego kazania w Krakowie.
Znamiennem jest, że w tym czasie kwestja żydowska w Polsce nie tylko zajmuje tłumy i mieszczan, patrzących na Żydów, jako na niesumiennych konkurentów, ale przechodzi na pole dyskusji naukowych.
Naprzód postarano się o przekład polski książek traktujących o Żydach, jak Pawła z Burgos (ur. 1351 rok), nawróconego rabina, który został biskupem w Kartaginie, a potem w Burgos. Napisał on wiele traktatów polemicznych wykazujących błąd judaizmu. Dążył przez całe życie do nawracania Żydów.
Rozpowszechniano również w Krakowie Mikołaja z Łydy; „Dialogus fidei contra infideles Judaeos” i książkę anonimową: „Contra perfidos Judaeorum errores”, tudzież „Excerpta de Talmuth”. Najwięcej krążyło po Krakowie egzemplarzy tak zw. Tractatus Rabbi Samuelis z roku 1334; wydał w tłumaczeniu polskim Piotr Poznańczyk w latach: 1534, 1538 i 1539.
W ślad za tem zaczęli ekonomiści i statyści polscy uzasadniać szkodliwość Żydów pod względem ekonomicznym, Paweł z Brudzewa w swej rozprawie politycznej pt.Tractatus de potestate Papae et Imperatoris (1400) rozważa pytanie: „Czy książęta chrześcijańscy mogą bez grzechu wypędzać ze swych posiadłości Żydów i Saracenów i zabierać im mienia i czy papież może to panom świeckim nakazać”.
Odpowiedź na to brzmi, że książę chrześcijański może to czynić tylko wówczas, gdy Żydzi zachowują się niespokojnie, a chrześcijanom grozi z ich strony niebezpieczeństwo.
Wybitny statysta, Jan Ostroróg (ur. 1420), wypowiada się w swem dziele „Monumentum” za odznaką żydowską, wprowadzoną we wszystkich krajach zachodnich, na podstawie uchwały soboru w roku 1215. Żydzi powinni się wyróżniać odznaką, noszoną na ubiorze w postaci czerwonego krążka, aby każdy chrześcijanin wiedział, z kim ma do czynienia. Występuje przeciwko lichwie, wołając: „Niech im ta wolność zostanie odjęta, a ustaną tem samem liczne kradzieże”.
Przeciwko lichwie żydowskiej i Żydom wogóle zwraca się Stanisław Zaborowski w swym Tractatus ąuadrifudus de natura iurium et bonorum regis, zaznaczając książętom, że popełniają ciężki grzech, jeśli nie zmuszają Żydów do naprawienia „szkód wyrządzonych przez lichwiarzy”[2]).
Te akademickie wywody — pisze Bałaban — przeniesione do życia praktycznego, miały dla Żydów okropne skutki, często nawet przez autorów niezamierzone. Liczne oskarżenia o morderstwa rytualne, o kradzież Hostji itp. mnożą się z dnia na dzień, a rugi Żydów w zachodniej Europie stanowią dla nich straszne memento i w Polsce[3]).
Humanizm, który się przeniósł z zachodu Europy do Polski, wpłynął na złagodzenie zatargów z Żydami.
Wielu humanistów polskich zajmuje się księgami hebrajskiemi, a znajdując w nich wiele strawy duchowej, tem samem patrzą łaskawszem okiem na Żydów.
Ruch humanistyczny nie ogarnął jednak sfer mieszczańskich, ani ludowych, dlatego podtrzymywane są tam dwa zarzuty i utrzymuje się stale nieprzychylne usposobienie dla żydostwa, powiększającego swoje majętności z widoczną krzywdą mieszczan, zarówno jak i szlachty.
Za panowania Kazimierza Jagiellończyka wielu żydów przesiedlało się na Litwę. Korzystali tutaj z przywilejów księcia Witolda, które były wzorowane na dawnych statutach polskich.
Kwestja żydowska na Litwie weszła w fazę daleko silniejszego zaognienia, aniżeli w Królestwie, ponieważ stan mieszczański składał się niemal wyłącznie z Żydów. Bojarowie i magnaci litewscy lekkomyślnie zaciągali pożyczki, nie licząc się, jakie należy płacić procenty. Dzięki tej nieopatrznej polityce w stosunku do Żydów, ich majątki niezwykle szybko się powiększały ku szkodzie ludności chrześcijańskiej. To było powodem do reagowania przeciwko krzywdzie żydowskiej.
Nieprzychylne usposobienie przeciwko Żydom szerokich mas społecznych trafiało na grunt podatny, ponieważ w tym samym czasie odbywały się przeciwko żydostwu największe walki w Hiszpanji, zarówno jak i w średniej Europie. Dlatego też po śmierci Kazimierza Jagiellończyka, za panowania dwóch jego synów, Jana Olbrachta, jako króla polskiego, i Aleksandra, Wielkiego księcia litewskiego, nieprzychylnie usposobionych do Żydów, zaczęli się domagać zaprowadzenia pewnych ograniczeń.
W roku 1494 wybuchnął w Krakowie wielki pożar, który zniszczył część miasta. Posądzono Żydów o podpalenie. Rozpoczęły się rozruchy antyżydowskie, które wprawdzie opanowano, lecz Jan Olbracht usunął Żydów ze środka miasta, pozwalając się osiedlać na przedmieściu Kazimierzu.
W następnym roku (1495) Aleksander wydał na Litwie zarządzenie, mocą którego usunięto Żydów z miast litewskich. Wielu z nich udało się na wschód, do Konstantynopola, gdzie Turcy dawali im przytułek, inni osiedlili się w Kownie. Zaoszczędzono tylko gminę katolicką w Trokach, która przystosowała się do praw państwowych i w działalności swojej nie wywoływała rozdźwięków z miejscową ludnością.
Po śmierci Jana Olbrachta, gdy Aleksander został królem polskim, Żydzi byli ogarnięci trwogą, czy ich nie spotka ten sam cios, co na Litwie.
Stanisław Zaborowski pisał do króla: „Jeżeli chcesz być apostołem Żydów, dobądź miecza z pochwy, aby choć pod przymusem przyjęli wiarę chrześcijańską”.[4]) Król jednak nie posłuchał i nie poszedł za tą radą, zmienił swoje dawniejsze postanowienie, pozwalając (1503) Żydom na powrót na Litwę. Życie ekonomiczne stało się jednak odtąd trudniejsze, ponieważ handel i rzemiosło były opanowane przez kolonistów niemieckich i szwedzkich, którzy bronili swych placówek przed Żydami. Regulowano jednak stale prawodawstwo w stosunku do Żydów, wprowadzając ograniczenia dawnych przywilejów, które w praktyce okazały się wysoce szkodliwe dla ludności chrześcijańskiej.
Za króla Olbrachta szlachta uzyskuje dalsze rozszerzenie swych praw i przywilejów, w roku 1493 poraź pierwszy zbiera się izba poselska, a w roku 1496 wydaje Olbracht tak zw. „Statuty piotrkowskie”, któremi potwierdza dawne statuty nieszawskie, ograniczając prawa Żydów co do nabywania dóbr ziemskich na własność. Zabrania pożyczania pieniędzy na skrypta dłużne i na hipotekę, aby w ten sposób przeszkodzić przechodzenia dóbr nieruchomych w ręce żydowskie. Prawo takie dzięki Janowi Łaskiemu wprowadzono do Volumina legum i obowiązywało ono przez cały czas trwania RzeczyPospolitej.
Żydzi omijali je przez uzyskanie od następnych królów poszczególnych uchwaleń i przywilejów.
Dzięki tym zastrzeżeniom Żydzi tworzyli pewne skupienia w Polsce i nie mogli się swobodnie przerzucać do tych miast, w których do tego czasu własnych gmin nie posiadali. Istniały w Polsce miasta, a nawet dzielnice kraju wcale jeszcze nie zażydzone.
Na podstawie obowiązujących statutów piastowskich te dzielnice, które do tego czasu były wolne od Żydów, nie chciały ich do siebie wpuścić. Dzielnice te otrzymały prawo tak zw. „de non tolerandis judaeis”. Należało do nich Mazowsze.
Kiedy w roku 1527 po książętach mazowieckich Mazowsze zostało wcielone do Królestwa, wystarała się Warszawa u Zygmunta I o przywilej „de non tolerandis judaeis”, robiąc tylko wyjątek dla jednego Żyda celnika Mojżesza, który już tam mieszkał za książąt mazowieckich. Nie było również Żydów na ziemiach, które należały do zakonu krzyżackiego.
Ten sam przywilej posiadała Bydgoszcz, nadany jej jeszcze w roku 1309 przez wielkiego mistrza Siegfrieda v o n Feuchtwangen. „Po przejściu ziem Zakonu do Polski osiedli w Bydgoszczy liczni osadnicy żydowscy, wówczas magistrat przedłożył swój dawny przywilej i uzyskał od Zygmunta Augusta prawo wygnania Żydów i nie wpuszczania ich na przyszłość do miasta. Nie osiadali też Żydzi w Gdańsku, Toruniu i Elblągu i tylko na wielkie jarmarki tutaj zjeżdżali” [5]).
Snać prawo „de non tolerandis Judaeis” nie było zbyt ściśle wypełnione, skoro Żydzi umieli je obchodzić. O ile przy mieście znajdowały się grunta królewskie lub prywatne, Żydzi osiedlali się tam i ze swojemi towarami przybywali do miasta, robiąc konkurencję kupcom chrześcijańskim. Taki przykład mamy w Lublinie, który waruje ściśle swój przywilej de non tolerandis judaeis i jeszcze w początkach 16-go wieku pozwala u siebie mieszkać tylko jednemu Żydowi Joskowi, bankierowi i celnikowi na Rusi.
Inni Żydzi mieszkają za murami miasta, na stokach zamku królewskiego (Podzamcze) i tylko na dzień przychodzą do miasta, by tutaj handlować.
Z czasem przechodzi ta gmina z Podzamcza do właściwego miasta mimo oporu magistratu, cechów i gildyj. Podobny proceder widzimy we wielu późniejszych osadach, jak w Drohobyczu, Samborze na Rusi, w Radomiu itd.[6])
Ustrój stanowy w Polsce otwiera przed Żydami szerokie możliwości tylko w miastach. Prawodawstwo chroniło przed Żydami majątki ziemskie, szli tedy do miast, skupiając się zazwyczaj w jednej dzielnicy. Zamieszkiwali przeważnie we wschodniej stronie miasta[7]).
W miastach, gdzie nie wolno było mieszkać Żydom, osiedlali się w szlacheckich gruntach podmiejskich i prowadzili handel, jak widzieliśmy wyżej. Nie opłacając podatków miejskich i świadczeń duchowych, mogli sprzedawać towary po niższych cenach. Konkurencja tedy kupiectwa chrześcijańskiego była bardzo trudna. Szlachta, korzystając z rozległych przywilejów, nie zważała na skargi mieszczan i trzymała Żydów w swoich posiadłościach podmiejskich.
W wieku 16-tym Polska osiągnęła wielkie mocarstwowe stanowisko w Europie. Prowadzono rozległy handel ze Wschodem i Zachodem. Żydzi wybijają się na czoło jako kupcy i główne korzyści ciągną z kupiectwa.
Miasto Kraków, Lwów, Łuck i Włodzimierz stają się pewnemi rynkami handlowemi. Do Lwowa i Łucka przybywają kupcy z Kijowa i z Konstantynopola. Odbywa się wymiana towarów przywożonych z Zachodu i przesyłka towarów wschodnich na Zachód. Po wzięciu Konstantynopola przez Turków (1453) bogate kupiectwo ormiańskie we Lwowie traci rynek handlowy w Konstantynopolu. Turcy odnoszą się nieprzychylnie do Ormian zagranicznych, którzy nie mogli być wdzięcznymi dla Turcji za prześladowanie ich braci w kraju rodzinnym, znajdującym się pod berłem tureckim. Opuszczone przez Ormian placówki zajmują Żydzi i stają się głównymi pośrednikami na polu handlu pomiędzy państwem otomańskiem a Polską.
Z handlem idzie w parze i rzemiosło. Aczkolwiek rzemieślnicy żydowscy nie należą do cechów i mają znaczne utrudnienia w prowadzeniu swoich zawodów, nie przestają jednak wytwarzać silnej konkurencji cechowemu rzemiosłu chrześcijańskiemu.
Rzemieślnicy żydowscy uchodzący powszechnie za partaczy i fałszerzy, wyrabiający jednak tanio, znajdują zbyt na swoje towary. Zamożność żydowska wzrasta tak dalece, że nie są już rzadkie wypadki kształcenia swoich dzieci na uniwersytetach, wysyłania nawet do słynnej podówczas Padwy.
Utrwalanie się żydostwa przypadło na okres panowania Zygmunta Starego (1505 —1548).
Rządy Zygmunta należą do świetnych w Polce, ale monarcha ten, znajdując się pod wpływem humanizmu, który przeniknął również do Polski, był usposobiony liberalnie do kwestyj wyznaniowych. Mając przytem za cel rozszerzenie granic swojego państwa, prowadził wojnę z Moskwą i krzyżakami. Potrzebując pieniędzy, liczył na pomoc gmin żydowskich i bogatych przybyszów z zagranicy. Dlatego odnosił się przychylnie do żydostwa, nie przewidując, że zażydzona Polska będzie kiedyś narzekała na to ciężkie jarzmo.
Wielu zamożnych Żydów z Hiszpanji i Niemiec przybywa podówczas do Polski. Lekarzem przybocznym Zygmunta jest Izaak z Hiszpanji; również królowa Bona miała za lekarza Żyda, Samuela bar Marszulam. Obok tych widzimy wielu bankierów, dostawców dworu królewskiego, dzierżawców ceł itd.
Poza Krakowem szczególnie do trzech miast napływają Żydzi, to jest: do Poznania, Lublina i Lwowa. W Poznaniu masowo wykupują domy, co wywołuje silny sprzeciw ze strony mieszczan. Zygmunt przychyla się do tych skarg i usuwa Żydów na przedmieście Rybaki, na interwencję jednak wojewody Łukasza Górki nie wprowadza w czyn swego zarządzenia.
Lublin silnie się zaludnia Żydami. Napróżno bronią się mieszczanie lubelscy, powołując się na prawo de non tolerandis… Żydzi wdzierają się do miasta i w krótkim czasie dzielnica około zamku staje się prawie całkowicie zażydzoną. To samo dzieje się we Lwowie, Łucku i w wielu innych miastach.
Ze względu na powiększenie się gmin żydowskich, nie łatwo jest porozumiewać się z pojedyńczemi skupieniami. Aby temu zaradzić, przeprowadza król Zygmunt centralizację gmin i nad każdym obwodem mianuje tak zw. egzekutora generalnego, czyli komisarza, którego obowiązkiem było, pomiędzy innemi, ściąganie z gmin podatków przypadających skarbowi państwa.
Komisarzami byli przeważnie bankierzy. Zarządzenie to spotkało się z silnym oporem ze strony Żydów. Komisarz nad centralą gmin posiadał jednocześnie zwierzchnictwo nad rabinami. Ci nie chcieli się poddać tej władzy i rzucali publicznie klątwy na komisarzy, nie bacząc na ich mandat królewski. Głównym kamieniem obrazy w tym nowym ustroju była niechęć do płacenia podatków. Walkę prowadzono tak długo, aż ustrój rozbito.
Zygmunt prawdopodobnie pod wpływem swoich doradców żydowskich zrezygnował z centralizacji gmin, zaprowadzając nowy ustrój, tak zw. federację gmin w każdej z oddzielnych prowincyj państwa. Każda gmina zachowała swoją pełną samodzielność, należała jednak do związku dzielnicowego. Nad takim związkiem stał rabin naczelny, rezydujący zwykle w głównem mieście danej dzielnicy.
Rabini, mający zwierzchnictwo nad gminami sfederowanemi, nazywali się generalnymi, wśród których oczywiście rabin stołeczny posiadał pierwszeństwo.
Rabinaty generalne po większej części utrzymywały się w rodzinach broniących tego stanowiska jako bardzo intratnego i wpływowego.
Pierwszym generalnym rabinem uznanym przez króla Zygmunta Starego w Krakowie był Jakób Polak, członek najbogatszej bankierskiej rodziny Fiszlów. W literaturze rabinicznej posiada on swoje imię; jest bowiem twórcą metody wykładu Talmudu, która otrzymała nazwę hebrajską „Pilpul” , tzn, pieprz. Jak sama nazwa wskazuje, metoda ta polega przedewszystkiem na zastosowaniu djalektyki, kazuistyki i dowcipu.
Gminy żydowskie i tym razem broniły się gwałtownie przed rabinatami generalnemi, walka ta już ze swego założenia miała charakter antyrządowy. Rzecz charakterystyczna:
w 16-tym wieku Żydzi w Polsce czują się już tak swobodnymi i tak zachłannymi, gdy chodzi o odrębność judaistyczną, że w krajach zagranicznych byłoby coś podobnego nie do pomyślenia. Zygmunt I, nie chcąc nadal walczyć z uporem, ustępuje w roku 1551 i pozwala gminom nowym wybierać rabina generalnego i udzielać mu władzy. Rząd królewski przestaje się wtrącać w wewnętrzny ustrój gminy żydowskiej.
Żydzi na tem wiele stracili, gdy chodzi o stronę kulturalną. Rabini wybierani przez gminy były to po większej części indywidua ciemne, zabobonne i fanatyczne. Rabini natomiast rządowi rekrutowali się z ludzi najświatlejszych. Ostatnim rabinem generalnym zatwierdzonym przez króla w roku 1547 był Mojżesz Isserlez, którym się chlubią Żydzi, jako największym talmudystą w Polsce. Żydzi korzystając z rozległych swobód w Królestwie, nie przerwali usilnych starań w celu uchylenia dekretu Jana Olbrachta (1495) usuwającego ich z Litwy. Wygnanie trwało tylko 8 lat. Wielki książę Aleksander już w roku 1503 godzi się na ich powrót na Litwę, rozkazuje nawet oddać skonfiskowane nieruchomości za prawo płacenia podatku tak zw. powrotnegoi wystawienie tysiąca ludzi na wojnę.
Żydzi w Grodnie, Pińsku i Brześciu odzyskują swe posiadłości.
Z tym tysiącem jezdnych była trudniejsza sprawa. Uchylają się Żydzi jak mogą i nigdy tego zarządzenia nie spełnili.
Płacenie podatków także idzie oporem. Zygmunt I mianuje na Litwie generalnym egzekutorem Michała Ezofowicza, najbogatszego Żyda na Litwie. Do wielkiej fortuny doszedł przez dzierżawę ceł w Mińsku. Na stanowisku egzekutora podatkowego jeszcze bardziej powiększa własną fortunę. Do pomocy jest mu dany naczelny rabin, Mendel Frank. Żydzi nie chcą płacić podatków na ręce rabina i Ezofowicza. Powstaje przeciwko nim walka i wyklęcia. Frank odznaczony na Litwie, przenosi się na to samo stanowisko do Poznania. Żydzi wyklinają go, jako będącego na usługach „gojów”. Stąd przenosi się do Brześcia, gdzie osiada na stałe.
Pro Christo: wiara i czyn: organ młodych katolików, rok X, luty 1934, nr 2, str. 101-115.
[1] Tekst przywileju małopolskiego wydał Biernadzki w III tomie „Russko-jewr. Archiwa”. Polemikę zob. u Blocha w „General-priwilgien” tudzież u Schorra w „Festschrift” na cześć Schwartza. Wiedeń, 1917.
[2] Majer Bałaban cyt. w., str. 279.
[3] Tamże.
[4] Majer Bałaban. Cyt. w. str. 282.
[5] M. Bałaban Cyt. w. str. 284.
[6] Tamże. Str. 285.
[7] Zwyczaj ten został uświęcony przez pamięć na Palestynę, zwłaszcza Jerozolimę, znajdującą się w kierunku wschodnim. W czasie modłów kierowano się twarzą również na wschód.
Jak wy mi tak – to ja wam tak!
Jak wy mi tak – to ja wam tak!
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 30 listopada 2025 michalkiewicz
Wprawdzie Niebo zesłało vaginetowi Obywatela Tuska Donalda kolejową dywersję – ale cóż z tego, gdy vaginet, zamiast zagospodarować ją po gospodarsku, zwalił wszystko na Putina, który miał wyręczyć się dwoma ”obywatelami Ukrainy”, co to czmychnęli na Białoruś i ślad po nich zaginął? Wprawdzie niezależna prokuratura co i rusz zatrzymuje jakichś delikwentów w desperackiej nadziei, że któryś coś chlapnie i będzie można mu postawić „zarzuty” – ale zdaje się, że nic z tego nie będzie i w tej sposób dar Niebios zostanie zmarnotrawiony. A przecież można było przypisać sprawstwo kierownicze jak nie panu prezydentowi Nawrockiemu, to Grzegorzowi Braunowi, jak nie Grzegorzowi Braunowi, to Robertowi Bąkiewiczowi.
Niestety tak się nie stało i w rezultacie, w ramach nowej formuły funkcjonowania polskiej państwowości po zakończeniu etapu III RP, trzeba otwierać nowe fronty walki, zgodnie z formułą: jak wy mi tak – to ja wam tak – według której funkcjonuje obecnie nasz bantustan, zanim przepoczwarzy się w Generalne Gubernatorstwo. I w ramach tej nowej formuły, nowy marszałek Sejmu, obywatel Czarzasty Włodzimierz, nie tylko zakazał wyszynku alkoholu w sejmowych restauracjach, ale proklamował „veto marszałkowskie”, jako retorsję wobec pana prezydenta Nawrockiego, który nie tylko wetuje ustawy wymyślane przez vaginet obywatela Tuska Donalda, ale również zasypuje Sejm własnymi projektami. „Veto marszałkowskie” ma polegać na tym, iż obywatel Czarzasty Włodzimierz sam będzie decydował, czy prezydencki projekt w ogóle pokazywać Sejmowi, czy jako „szkodliwy” – od razu wrzucić do kosza. Co prawda konstytucja żadnego „veta marszałkowskiego” nie przewiduje, zaś regulamin Sejmu nakazuje marszałkowi poddawać projekty pod obrady Sejmu – ale kto by się tam przejmował takimi głupstwami, kiedy właśnie kwasiżurkowie nasilają walkę o praworządność?
Jakby tego było jeszcze mało, to w dniach ostatnich złowrogi Grzegorz Braun pojechał do Oświęcimia, gdzie na obozowym żwirowisku, na którym ongiś Kazimierz Świtoń próbował obrony krzyża, usiłował zorganizować „zgromadzenie” – ale policja mu nie pozwoliła i usunęła „zgromadzenie” poza obręb eksterytorialnego Auszwicu. A „zgromadzenie” zostało zwołane celem poinformowania opinii publicznej i zarazem wyrażenia sprzeciwu wobec projektu uchwały Rady Ministrów o zwalczaniu antysemityzmu i „wspieraniu życia żydowskiego” w Polsce, której podjęcie nakazała jeszcze premierowi Morawieckiemu Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Jak się okazuje, na obecnym etapie Niemcy nie tylko sami noszą Żydów na rękach, ale również nakazują to samo w całej Rzeszy, a zwłaszcza – w Generalnej Guberni. W Generalnej Guberni bowiem Żydowie tak czy owak muszą być na pierwszym planie – jak nie jako ofiary holokaustu, to jako Herrenvolk, któremu głupie goje mają „wspierać życie”. Toteż projekt uchwały Rady Ministrów, z jednej strony przewiduje srogie kary dla głupich gojów za antisemitismus i „mowę nienawiści”, a z drugiej – przywileje dla Żydów, wobec których mniej wartościowy naród tubylczy ma pełnić rolę służebną – podobnie jak wobec narodu ukraińskiego. Wystąpienie Grzegorza Brauna spotkało się z pryncypialnym potępieniem wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu – a wszystkich przelicytował obywatel marszałek Czarzasty Włodzimierz, zapowiadając, że nigdy-przenigdy Grzegorza Brauna do Sejmu nie wpuści.
Ale od czego są Żydowie – od których – jak powtarzał król Stanisław August, ilekroć udało mu się uzyskać pożyczkę u jakiegoś lichwiarza – „przychodzi zbawienie?” Jeszcze nie ucichły echa wystąpienia Grzegorza Brauna, a już instytut Yad Waszem ogłosił, że „Polska” była pierwszym na świecie krajem, który nakazał Żydom noszenie specjalnych opasek. Okazuje się, że instytut Yad Waszem nie zauważył takiego słonia w menażerii, że to nie żadna „Polska” nakazała Żydom noszenie opasek, tylko władze Generalnej Guberni, utworzonej 26 października 1939 roku specjalnym postanowieniem wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera.
Trudno się jednak temu dziwić; skoro Niemcy na obecnym etapie nie tylko same noszą Żydów na rękach, ale w dodatku rozciągają ten rozkaz na całą Rzeszę, to jasne, że Żydowie jakoś chcą się Niemcom za to odwdzięczyć. Inna sprawa, że o ile na obecnym etapie Niemcy nie dadzą się nikomu wyprzedzić w gorliwości, o tyle, gdyby pewnego dnia padł inny rozkaz, to też nie daliby się nikomu w gorliwości wyprzedzić. Ale Książę-Małżonek nie posiadał się z oburzenia na tę deklarację Yad Waszem tym bardziej, że zaledwie dzień wcześniej zadeklarował, iż „Polska” przekaże Ukrainie 100 milionów dolarów – dokładnie tyle, ile ukradły i chyba schowały w Izraelu tamtejsze parchy-oligarchy, Timur Mindycz i Aleksander Cukierman – a tu taki casus pascudeus! Skoro jednak jeszcze pan Łukasz Jasina, rzecznik warszawskiego MSZ, jeszcze za ancien regime`u ogłosił, że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”, to trudno; jak pan każe – sługa musi.
A skoro już jesteśmy przy Ukrainie, to koniecznie trzeba oddać sprawiedliwość Radiu Erewań, które rzeczywiście musiały wspierać proroctwa, kiedy na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna – odpowiedziało, że wojny oczywiście nie będzie, za to rozgorzeje taka walka po pokój, ze nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Jak wiadomo, amerykański prezydent Donald Trump ogłosił 28-punktowy plan zakończenia wojny na Ukrainie i wyznaczył prezydentowi Zełeńskiemu termin do 27 listopada, żeby ten plan przyjął, bo jak nie, to niech sobie wojuje z Rosją do ostatniego Ukraińca – ale już bez amerykańskiego wsparcia wywiadowczego i amerykańskich dostaw broni. Przerażony prezydent Zełeński wygłosił nawet dramatyczne orędzie do narodu, że musi wybrać między „utratą godności”, a utratą najważniejszego przyjaciela – ale Niemcy i Francuzi, co to od 1990 roku próbują realizować koncepcję „europeizacji Europy”, czyli stopniowego wypychania Ameryki z polityki europejskiej, natychmiast wykorzystały okazję by w Genewie wykombinować alternatywny plan pokojowy.
O ile plan amerykański był uważany za korzystny dla Rosji, to plan europejski jest niewątpliwie korzystny dla Ukrainy. Czy którykolwiek z tych planów zostanie w tej sytuacji wprowadzony w życie – trudno powiedzieć – ale o ile amerykański plan pokojowy może zostać potraktowany z zainteresowaniem przez Rosję, to plan europejski zostanie przyjęty z zainteresowaniem przez Ukrainę. W tej sytuacji wojna na Ukrainie będzie toczyła się nadal, ale będzie ona miała odtąd wszystkie cechy walki o pokój – no bo jej przedmiotem będzie wybór między jednym, a drugim planem pokojowym. W rezultacie może tam nie zostać nawet kamień na kamieniu, co jest jeszcze jedną ilustracją poglądu, że z wielkich idei mogą zrodzić się wielkie nieszczęścia.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Lucyna Kulińska „Co drugi minister KO ma obce pochodzenie lub jest agenturalnie związany z innymi krajami”
Lucyna Kulińska „Co drugi minister KO ma obce pochodzenie lub jest agenturalnie związany z innymi krajami”
1 grudnia 2025

AIX
Obraz rzeczywistości, który wyłania się z rozmowy Piotra Szlachtowicza z dr Lucyną Kulińską jest przerażający. Większość jednak nie ma się czym martwić… większość się nie zmartwi, bo tego nie odsłucha, a nawet gdyby, to nie uwierzy, nie zrozumie albo wzruszy ramionami z powodu swojego własnego ogłupienia lub demoralizacji.
O czym i o kim była mowa?
Najpierw o Jermaku. Aby nie być posadzonym o uleganie wpływom rosyjskiej propagandy cytat z money.pl.
W marcu tego roku stripes.com, amerykański portal o tematyce wojskowej, (…) porównał działania Jermaka do ośmiornicy rozciągającej macki nad służbami specjalnymi czy organami ścigania.
Przeszukanie mieszkania Jermaka jest częścią operacji “Midas”, w której agenci ujawnili mechanizm wyprowadzania środków ze spółki Enerhoatom. Grupa przestępcza miała uzyskiwać korzyści w wysokości 10-15 proc. wartości kontraktów. Zdaniem śledczych ze spółki wyprowadzono w ten sposób ok. 100 mln dol.
Ukraińskie media donoszą, powołując się na ustalenia śledczych, że Jermak jest w nagraniach tajemniczym “Ali Babą”, który poleca służbom ściganie detektywów NABU i prokuratorów ds. walki z korupcją. Kijów chciał latem ograniczyć kompetencje służb antykorupcyjnych, ale po protestach mieszkańców i reakcji Zachodu władze odstąpiły od tego pomysłu.
W tym kontekście – Piotr Szlachtowicz pokazał widzom zdjęcie z X na którym Andrij Jermak stoi w mieszanym towarzystwie m.in. polskich “politruków” albo rzecz ujmując bardziej marketingowo w gronie “liderów opinii” z panami Budziszem, Janke, Bartosiakiem i osobnikiem, który przypomina słynnego krasnala Hałabałę z Muzeum Figur Woskowych.
W dalszej części audycji dr Lucyna Kulińska ostrzegła Polaków przed nową falą grabieży polskich majątków fałszywie klasyfikowanych jako żydowskie oraz przymiarką do legalizacji i zakotwiczenia pobytu Ukraińców w Polsce.
Polskie dzieci szprycowane na potęgę. Płaczek: Czy Polska pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?
Polskie dzieci szprycowane na potęgę. Płaczek: Czy Polska pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?
16.11.2025 placzekgrzegorz

Dzieci w Polsce są jednymi z najczęściej obowiązkowo szczepionych w Europie. Jesteśmy w czołówce państw, które już niemowlakom nakazują wiele obowiązkowych szpryc. Pomimo tego, że od niektórych szczepionek już dawno odeszli na Zachodzie, w Polsce są one nadal przymusowe. Zwrócił na to uwagę poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek w kontekście szczepionki przeciwko gruźlicy.
„Na spokojnie, nie będąc przeciwnikiem szczepień, świadomy patologicznego lobbyingu Big Pharmy w polskim Sejmie oraz promowania „niezależnych ekspertów” w przestrzeni publicznej – spytam publicznie: DLACZEGO szczepienia BCG (przeciw gruźlicy) wciąż podaje się OBOWIĄZKOWO noworodkom w pierwszej dobie życia w Polsce?” – napisał poseł Grzegorz Płaczek na portalu X.
„I z pewnością wielu Polaków na co dzień nie zastanawia się nad tym, jednak pytanie wydaje się zasadne, bowiem… z obowiązkowego podawania tych szczepień noworodkom w ostatnich dekadach wycofały się między innymi:
Austria
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 35 lat
Hiszpania
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 44 lata
Szwecja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 50 lat
Niemcy
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 27 lat
Czechy
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 15 lat
Finlandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 19 lat
Francja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 18 lat
Grecja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 9 lat
Irlandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 10 lat
Holandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 46 lat
Portugalia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 9 lat
Słowacja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 13 lat
Słowenia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 20 lat
USA
W tym państwie szczepionka BCG nigdy nie była obowiązkowa ani powszechnie zalecana dla całej populacji.
➡️ Pytanie wydaje się zasadne, bowiem… nawet realizująca interesy Big Pharmy, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ZALECA REZYGNACJĘ z powszechnych szczepień BCG w krajach, gdzie ryzyko zakażenia gruźlicą jest bardzo niskie (poniżej 0,1% rocznie) – a w Polsce taka sytuacja trwa od lat.
➡️ Pytanie wydaje się zasadne, bowiem… eksperci wskazują, że przy bardzo niskiej zapadalności, korzyść z masowego szczepienia całej populacji jest niewielka lub znikoma.
➡️ Pytam więc: DLACZEGO nadal obowiązkowo podajemy te szczepionki noworodkom w Polsce i nakładamy gigantyczne kary finansowe na rodziców, którzy nie chcą w Polsce szczepić swoich dzieci, widząc trend w Europie Zachodniej i na świecie? Dlaczego ani MZ, ani GiS nie zareagują lub chociażby nie rozpoczną debaty na temat weryfikacji obowiązkowego Programu Szczepień Ochronnych w naszym kraju? Dlaczego premier RP nie reaguje? Nasze dzieci są aż tak bardzo „wyjątkowe”? I wreszcie – czy to możliwe, że Państwo Polskie od lat pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?
Odpowiedź niestety… wydaje się oczywista” – zakończył swój wpis poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek.
================================

Trump, Xi Jinping i Modi [premier Indii], Polska będzie ich bojkotować?
istotny fragment z: https://nczas.info/2025/11/30/mentzen-reaguje-na-decyzje-nawrockiego-bedziemy-ich-teraz-wszystkich-bojkotowac
Jak poinformował w niedzielę szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, prezydent Nawrocki ograniczy program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu.
Przydacz zaznaczył, że stało się tak w związku ze zrealizowaną przez premiera Węgier Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem.
„Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu” – podał Przydacz.
Do decyzji Nawrockiego odniósł się Sławomir Mentzen. „Z Putinem w ostatnim czasie oprócz Orbana spotkali się Trump, Xi Jinping i Modi, przywódcy najpotężniejszych państw na świecie” – zaznaczył na początku. [Narendra Modi – Premier Indii.md]
„Będziemy ich teraz wszystkich bojkotować? Czy zbojkotowalibyśmy też rozmowy pokojowe z Rosją, gdyby ktoś jakimś cudem zaprosił nas do stołu?” – pyta jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość.
„Mamy z Orbanem trochę wspólnych interesów i warto o nie dbać. Nie rozumiem tego demonstracyjnego odwołania spotkania z nim. Jeżeli nawet z Węgrami nie będziemy rozmawiać, to z kim w tej Unii możemy się dogadać?” – zakończył Mentzen.

