US F-35 hit, forced to make emergency landing

US F-35 hit, forced to make emergency landing, IRGC takes credit

jpost.com/middle-east/iran-news

This would be the first time Iran has hit a US aircraft in the war. Both the US and Israel are using F-35s, which are fifth-generation stealth jets costing upwards of $100 million.

An IDF F-35 "Adir" shot down an Iranian Air Force YAK-130 fighter jet on March 4, 2026.

An IDF F-35 „Adir” shot down an Iranian Air Force YAK-130 fighter jet on March 4, 2026.(photo credit: IDF SPOKESPERSON UNIT)ByDANYA SAPERSTEINMARCH 19, 2026 18:35Updated: MARCH 19, 2026 18:42

A US F-35 fighter jet was forced to make an emergency landing at a US air base in the Middle East after being struck by what is believed to be Iranian fire, CNN reported on Thursday, citing two sources familiar with the matter. 

Iranian media claimed the IRGC was behind the hit shortly after.

According to Capt. Tim Hawkins, a spokesperson for US Central Command, the F-35 was „flying a combat mission over Iran” when it was struck and was forced to make an emergency landing.

„The aircraft landed safely, and the pilot is in stable condition,” CNN quoted Hawkins as saying.

„The incident is under investigation,” Hawkins added.

An IAF F-35 participates in Operation Roaring Lion, March 5, 2026.
An IAF F-35 participates in Operation Roaring Lion, March 5, 2026. (credit: ISRAEL AIR FORCE)

F-35s used by Israel, US military

This would be the first time Iran has hit a US aircraft in the war. Both the US and Israeli air forces are using F-35s, which are fifth-generation stealth jets costing upwards of $100 million. 

This comes after US Secretary of Defense Pete Hegseth said that Iran’s air defenses had been „flattened” in a Pentagon briefing Thursday morning and promised that the day would be „the largest strike package yet.”

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Iran i zmierzch cywilizacji

Iran i zmierzch cywilizacji

Andrzej Madejewski


salon24.pl/iran-i-zmierzch-cywilizacji

Najpierw Strefa Gazy i mordowanie dzieci – świat milczał. Teraz dramat z dziewczynkami w Iranie i dalej milczy. Następnym razem świat nie będzie milczeć, tylko wyć z bólu zagłady, ale będzie już za późno Obojętność na zło to jego potęgowanie. Milcz, a wtedy przyjdą demony wojny po ciebie!

W marcu 2026 roku ludzkość przekroczyła próg, zza którego nie ma już powrotu do cywilizacyjnego ładu. Eskalacja konfliktu w Iranie, zapoczątkowana operacjami „Epic Fury” i „Roaring Lion”, stanowi moment krytyczny, w którym mechanizmy historii przestały służyć przetrwaniu, a stały się narzędziem globalnej eutanazji. To nie jest jedynie lokalna wojna o zasoby czy strefy wpływów, lecz rzeczywisty, materialny Armagedon, wynikający z połączenia technicznego nihilizmu Zachodu z eschatologicznym fanatyzmem Wschodu. Obserwujemy właśnie finalny etap dekompozycji gatunku, który własny geniusz technologiczny obrócił przeciwko samej idei istnienia.

Współczesna machina wojenna, operująca w oparciu o autonomiczne algorytmy i bezduszną precyzję uderzeń, doprowadziła do całkowitej dehumanizacji destrukcji. Śmierć ajatollaha Alego Chameneia i następujący po niej chaos stały się jedynie danymi w procesorach systemów kierowania ogniem. Filozoficzna „banalność zła” Hannah Arendt osiągnęła swoją ostateczną, cyfrową formę, w której unicestwienie całych społeczeństw odbywa się z matematyczną obojętnością. Ta sterylność współczesnej rzezi jest najbardziej przerażającym sygnałem końca. Gdy decydenci zostają odcięci od fizycznego wymiaru cierpienia przez ekrany wysokiej rozdzielczości, znika ostatnia bariera powstrzymująca ludzkość przed samounicestwieniem.

Polityczny porządek świata, budowany od pokoju westfalskiego, uległ ostatecznemu spopieleniu w płomieniach nad Teheranem. Atak przeprowadzony z pominięciem jakichkolwiek struktur międzynarodowych sankcjonuje powrót do pierwotnego stanu natury, w którym jedynym prawem jest prawo totalnego zniszczenia. Jednak w 2026 roku stan natury jest uzbrojony w głowice jądrowe i broń hipersoniczną. Iran, realizując strategię asymetrycznego Armagedonu poprzez blokadę cieśniny Ormuz i uderzenia odwetowe w infrastrukturę krytyczną świata, domyka pułapkę, w którą ludzkość wpędziła się sama. Globalny krwiobieg ekonomiczny został przerwany, co nieuchronnie prowadzi do gwałtownego gnicia struktur państwowych w Europie i Azji.

Z perspektywy eschatologicznej zderzenie to ma charakter ostateczny. Po jednej stronie stoi technokratyczny mesjanizm, wierzący w możliwość zaprowadzenia „ładu” poprzez chirurgiczną eksterminację oporu, po drugiej zaś religijny fatalizm, dla którego zniszczenie świata jest pożądanym etapem przejścia. Gdy obie strony konfliktu operują w kategoriach absolutnego zła i dobra, dyplomacja staje się jedynie formą kapitulacji, a jedyną logiczną ścieżką pozostaje totalna anihilacja przeciwnika. To właśnie ta niemożliwość kompromisu, wpisana w tkankę obu ideologii, czyni obecną wojnę początkiem końca ludzkości.

Kruchość naszej cywilizacji objawia się teraz w pełnej jaskrawości. Armagedon nie musi być nagłym błyskiem na horyzoncie, lecz procesem nieuchronnego rozpadu wszystkiego, co definiowało nas jako istoty społeczne. Głód energetyczny, upadek systemów finansowych i masowe migracje wywołane pożogą na Bliskim Wschodzie zamienią metropolie w pola bitew o przetrwanie. To, co nazywaliśmy postępem, okazało się jedynie budowaniem coraz wyższego rusztowania pod szubienicę gatunku.

Wojna w Iranie to moment, w którym historia przestała być procesem, a stała się wyrokiem. Ludzkość, wyposażona w boską moc niszczenia przy jednoczesnym zachowaniu niemowlęcej niedojrzałości politycznej, skazała się na niebyt. Każda kolejna rakieta spadająca na irańską ziemię jest gwoździem do trumny cywilizacji, która nie potrafiła udźwignąć ciężaru własnej potęgi. Stoimy u kresu, patrząc, jak światło rozumu gaśnie w oślepiającym blasku eksplozji, kończących krótki i krwawy sen o panowaniu nad materią.

Świat w chaosie. Lekcje dla Trumpa

salon24/dziobaty/swiat-w-chaosie-wedlug-raya-dario-lekcje-dla-donalda-trumpa

Świat w chaosie według Raya Dario. Lekcje dla Donalda Trumpa

Dziobaty


Ray Dalio jest miliarderem i założycielem największego funduszu hedgingowego na świecie — Bridgewater Associates... Dario ostrzega, przed wielkim chaosem na świecie i rozpadem powojenny porządku globalnego. W najnowszym eseju „Koniec Pax Americana” z 13 marca 2026 roku, na platformie LinkedIn przekonuje, że świat wszedł w fazę „wielkiego nieporządku”, w której dominują konflikty mocarstw, chaos gospodarczy i zasada siły zamiast reguł. Pisze o tym Fortune z 16 marca 2026.

W sporo starszym poście umieszczonym na LinkedIn w 2023 roku, Ray Dalio napisał w że jest apolityczny, ale uważa się za „silnego, ponadpartyjnego umiarkowanego.”  Argumentował, że walka o przyszłość USA nie toczy się między Republikanami a Demokratami, lecz między umiarkowanymi a ekstremistami... Rzeczywiście, Dario do żadnej amerykańskiej partii nie należy, ale jak na dobrego biznesmana przystało, kieruje się zdrowym rozsądkiem sponsorując  „jedynych posłusznych linii partii” polityków… Jest to o tyle ważne, że finansista Ray Dario, wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki gospodarczej i społecznej prezydenta Donalda Trumpa… Czy uważa Trumpa za ekstremistę?

W ostatnim tekście oraz powiązanych ostatnich publikacjach z 2026 roku Dario analizuje koncepcję „Wielkiego Cyklu” — modelu opisującego wzloty i upadki imperiów. Jego zdaniem znajdujemy się obecnie w „Szóstej Fazie”, przypominającej lata 30. XX w. Wówczas kryzysy zadłużeniowe, protekcjonizm, nacjonalizm i ekstremizmy polityczne doprowadziły do II wojny Światowej … Dalio podkreśla, że wielkie konflikty często zaczynają się od napięć ekonomicznych – wojen handlowych, zamrażania aktywów, sankcji i embarg. Dziś obserwujemy „wojny kapitałowe”, w których restrykcje finansowe stają się pierwszą linią starcia. Najgroźniejszym punktem zapalnym pozostaje rywalizacja USA–Chiny o Tajwan, dochodzi wojna o atom i ropę naftową z Iranem; w cieniu pozostaje wojna Rosji z Ukrainą — są to konflikty, które mają zarówno militarny, jak i finansowy wymiar i które powodują rosnącą polaryzację między mocarstwami.

Dalio wcześniej ostrzegał przed kryzysem finansowym w 2008 r.; teraz apeluje o ostrożność. W jego ocenie w czasach geopolitycznego starcia i wysokiego zadłużenia największym zagrożeniem dla majątku jest inflacja oraz utrata zaufania do instytucji. Dlatego zamiast polegać wyłącznie na walutach fiducjarnych czy cyfrowych aktywach, rekomenduje realne zabezpieczenie kapitału… Standard złota został w USA zawieszony w USA w 1971 r. – w obliczu narastającej niestabilności dolara Dalio zaleca redukcję zadłużenia oraz zwiększenie udziału złota w portfelu. Jego zdaniem wojny i kryzysy są finansowane przez dodruk pieniądza i wzrost długu publicznego, co prowadzi do osłabienia walut i obligacji. Złoto jako zasób trwały i ograniczony; ma według niego chronić wartość majątku w czasach inflacji i kryzysów systemowych… Warto jednak wiedzieć, że  chociaż w 2024 roku oficjalne rezerwy złota w Stanach Zjednoczonych były prawie 4 x  większe niż w Chinach, w tym samym roku  Chiny wyprodukowały około 380 ton metrycznych złota, a USA około 160 ton. Produkcja złota w USA od 2017 roku systematycznie spada.

Bridgewater Dario jest również sceptyczny wobec kryptowalut. Uważa, że mogą one zwiększać kontrolę państw nad przepływem pieniędzy i ograniczać prywatność użytkowników – w jego ocenie cyfrowe eksperymenty monetarne nie dają takiej trwałości jak fizyczne aktywa…. Donald Trump w pełni przyjął Bitcoina i kryptowaluty, co jest zwrotem w stosunku do jego pierwszej kadencji … Obecnie wyraźnie identyfikuje się jako „Crypto President” i chce uczynić USA „światową stolicą kryptowalut” i centralnym elementem swojej platformy gospodarczej….

Dario zgadza się z Trumpem że chce on osłabić i odsunąć świat od dolara, bo jako waluta fiat zawsze będzie gospodarce dodawać minusy…. Świat się podzielił; Trump zapewnia, że zachodnia półkula jest strefą amerykańską i  reindustrializacja USA jest jej dużą częścią. Według Trumpa wszystkie jego ruchy są częścią tego planu… Globalizm jest praktycznie martwy, ale to nie oznacza zniknięcia handlu, lecz w przyszłości selektywne umowy handlowe i ochronne … Klasa średnia ma problemy od około 1980 roku, a globalizm przynosił największe korzyści 1-5%  elitom… Chiny z mapy świata nie znikną i pozostaną największym wrogiem Stanów Zjednoczonych, mając za plecami Rosję i Iran… Europa przestaje być sojusznikiem.

Dalio opisał USA jako zmierzające pod rządami Trumpa w stronę autokracji w stylu lat 30. Wskazuje na wzmożoną interwencję państwa administracji w sektorze prywatnym — na przykład przejmowanie udziałów w prywatnych firmach takich jak Intel — jako dowód na „silne autokratyczne przywództwo” mające przejąć kontrolę nad gospodarką.

Początkowo Dalio postrzegał politykę pro-biznesową i obniżki podatków Trumpa jako stymulujące wzrost; później ostrzegał, że korzyści te mogą zostać zniwelowane przez  „szkodliwe skutki” populistycznych i protekcjonistycznych agend. Wyraźnie ostrzegł, że droga gospodarcza Trumpa może prowadzić do „czegoś gorszego niż recesja”, jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana.

Dalio postrzega politykę zagraniczną Trumpa „America First” jako znak końca powojennego porządku światowego opartego na zasadach po II wojnie światowej… czy sugeruje zalety nowej „żelaznej kurtyny”? … Wyraził głębokie zaniepokojenie, że styl polityki Trumpa pogłębia wewnętrzne podziały.. . Ocenił ryzyko ” wojny domowej” jako wysokie ze względu na te spolaryzowane warunki… Kto jeszcze przyczynia się do polaryzacji warunków w walce o władzę, Dalio nie wspomina.

Dalio uważa cła Trumpa za „pragmatyczne” w budowaniu samowystarczalności wewnętrznej w nieprzyjaznym klimacie globalnym… nazwał je też wysoce zakłócającymi globalny system produkcyjny… Dario jednocześnie „zapala świeczkę i gasi ogarek”. Komu zapala, komu gasi, zależy od kursów giełdowych.

Dalio utrzymuje, że nie ocenia Trumpa moralnie, lecz jedynie opisuje „zależności przyczynowo-skutkowe” jego polityki oparte na cyklach historycznych… Właściwie – jak Dalio ocenia Trumpa? … W swojej ostatniej publikacji napisał –„Teraz jest jasne, że Donald Trump i jego wyborcy reformują rząd i kraj, niczym korporacyjny rajder prowadzący wrogie przejęcie nieefektywnej firmy”.

Jako gracz który zawsze gra na zwiększenie swoich akcji na giełdzie, Ray Dario na pewno wie co mówi.

Trzaskowski chce wywiesić flagi LGBT w każdej dzielnicy.


Fundacja Pro-Prawo do Życia
Miasto Warszawa, zarządzane przez antypolską koalicję Trzaskowskiego i Tuska, rozpoczęło już przygotowania do obchodów „dumy gejowskiej” w czerwcu. Wedle relacji medialnych, w każdej dzielnicy Warszawy ma zawisnąć co najmniej jedna tęczowa flaga LGBT w miejscu publicznym. Oprócz tego, za 700 000 zł z pieniędzy podatników ma zostać odbudowana bluźniercza „tęcza” na Placu Zbawiciela. Ma się to odbyć w ramach ramach projektu zgłoszonego przez aktywistów LGBT do budżetu obywatelskiego, na który zagłosowało 6 811 mieszkańców Warszawy (z ponad 1,8 miliona ogółu mieszkańców stolicy). 
Zarządcy Warszawy chcą w ten sposób dać również sygnał włodarzom innych miast w Polsce – róbcie to samo w swoich miejscowościach. Jeżeli nie będzie naszej reakcji, symbole homoseksualnego aktywizmu zawisną w całym kraju. Krzykliwa, zorganizowana i dofinansowana z rządu oraz zagranicy mniejszość po raz kolejny usiłuje narzucić swoją ideologię większości. Celem tych działań są przede wszystkim dzieci i młodzież – chodzi o oswojenie młodych Polaków z rozwiązłością, homoseksualnym stylem życia, aktywizmem homoseksualnym i bezdzietnością. 
Zło, które nie napotyka na opór, rośnie w siłę i pochłania kolejne ofiary. Jest wielu Polaków świadomych sytuacji, którzy nie zgadzają się na deprawację dzieci i niszczenie kraju. Są jednak bierni, zastraszeni lub nie wiedzą co robić. Naszym zadaniem jest wybudzić takie osoby z letargu, zmobilizować do działania i dać konkretne możliwości włączenia się do walki o życie i dalsze losy ojczyzny. Przede wszystkim – skoro zgorszenie odbywa się publicznie, to reakcja i odpowiedź również musi być publiczna.Dlatego już w sobotę 28 marca nasza Fundacja organizuje w Warszawie publiczną Drogę Krzyżową ulicami miasta (zaczynamy pod kancelarią Donalda Tuska) w intencji ratowania dzieci i ojczyzny.

Równolegle, w całym kraju nasi wolontariusze organizują publiczne różańce i uliczne akcje informacyjne. Tylko w marcu planujemy takie wydarzenia w ponad 80 miastach i miejscowościach w Polsce. W kolejnych miesiącach chcemy przeprowadzić takie kampanie w setkach kolejnych miast, w tym w Warszawie.

Aby to wszystko było możliwe, potrzebne jest Pana wsparcie i zaangażowanie.

Nie dostajemy dotacji od rządu i wielkich korporacji. Możemy dalej działać tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych darczyńców.

Na co konkretnie potrzebna jest obecnie Pana pomoc?

– organizację publicznej Drogi Krzyżowej ulicami Warszawy (m.in. druk plakatów i zaproszeń, transport, wynajem autokarów – aby mogło wziąć udział jak najwięcej osób z całego kraju),

– zakup nowych banerów i akcesoriów dla wolontariuszy do użycia w trakcie ulicznych różańców i akcji informacyjnych,

– paliwo dla naszych koordynatorów, aby mogli dojechać do kilkudziesięciu kolejnych miejscowości i wesprzeć organizację kampanii ulicznych,

– ochronę prawną dla naszych wolontariuszy, nieustannie wzywanych na przesłuchania i rozprawy sądowe (miesięczny koszt działań prawnych to dla nas wydatek ponad 10 000 zł).

Antypolska koalicja polityków, mediów i aktywistów liczy na naszą bierność i brak aktywności. Chcą, abyśmy zamknęli się w domach lub salkach parafialnych i tam narzekali we własnym gronie jak bardzo zła jest sytuacja. Nie możemy tak robić – prawdę trzeba mówić głośno i otwarcie, a docierać trzeba publicznie do osób nieprzekonanych – aby przebudzić ich sumienia i ukształtować ich świadomość.

Razem możemy zorganizować akcje w kolejnych miastach. Liczę na Pana pomoc.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Wojna bez frontu – Chiny budują przewagę, a inni się wykrwawiają

Wojna bez frontu – Chiny budują przewagę, a inni się wykrwawiają

Andrzej Ro


salon24/wojna-bez-frontu-chiny-buduja-przewage-a-inni-sie-wykrwawiaja

Świat patrzy na mapy frontów — Donbas, Gaza, Cieśnina Ormuz — i widzi chaos, napięcia, kolejne eskalacje. Ale prawdziwa oś tej gry przebiega gdzie indziej. Chiny nie potrzebują czołgów ani lotniskowców na tych frontach, żeby wygrywać. Wystarczy, że inni się angażują, wydają pieniądze, zużywają zasoby i polityczną energię. W tym samym czasie Pekin spokojnie robi swoje: produkuje, sprzedaje, zabezpiecza surowce i buduje zależności po obu stronach konfliktów. To nie jest przypadek ani „neutralność” — to strategia, w której wojna staje się narzędziem ekonomicznym. Im dłużej trwa, tym większy rachunek płaci ktoś inny — i tym większe zyski inkasuje ten, kto stoi z boku.

Chiny i strategia wojen proxy jako narzędzie osłabiania Zachodu

Współczesne Chiny nie prowadzą wojny w klasycznym sensie. Nie wysyłają armii na fronty Europy ani Bliskiego Wschodu, nie ogłaszają mobilizacji i nie wchodzą w bezpośrednią konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. A jednak coraz więcej analiz strategicznych wskazuje, że Pekin prowadzi własną formę konfliktu — rozciągniętą w czasie, wielowarstwową i opartą na mechanizmie wojen proxy, które pozwalają osiągać cele bez ponoszenia kosztów bezpośredniej konfrontacji.

To nie jest przypadek, lecz konsekwentna strategia. Chiny doskonale rozumieją, że największą słabością Zachodu nie jest brak technologii, armii czy pieniędzy, lecz strukturalna podatność na długotrwałe konflikty rozpraszające zasoby. Każda wojna, w którą angażują się państwa zachodnie, oznacza miliardy dolarów wydawanych poza własnym systemem gospodarczym, polityczne napięcia wewnętrzne oraz erozję społecznego poparcia dla długoterminowej strategii. Z perspektywy Pekinu to idealny scenariusz: Zachód zużywa własną energię, podczas gdy Chiny mogą koncentrować się na budowaniu przewagi przemysłowej, technologicznej i geopolitycznej.

W tym kontekście pojęcie „wojny chińskiej” nie oznacza klasycznej wojny prowadzonej przez armię, lecz systemowe zarządzanie konfliktami innych państw w taki sposób, aby przynosiły one strategiczne korzyści Pekinowi. Wojna proxy staje się tu narzędziem — nie w sensie bezpośredniego sterowania, lecz w sensie wykorzystania istniejących napięć, wzmacniania określonych aktorów i pozwalania, by konflikt rozwijał się w sposób korzystny dla chińskich interesów.

Kluczowe jest to, że Chiny nie muszą „wygrywać” tych konfliktów. Wystarczy, że trwają. Długotrwałość staje się wartością samą w sobie. Im dłużej Zachód jest zaangażowany finansowo, militarnie i politycznie w kolejne kryzysy, tym mniej zasobów pozostaje mu na kluczowy dla XXI wieku region Indo-Pacyfiku. To właśnie tam rozstrzyga się realna równowaga sił — i to tam Pekin chce uzyskać przewagę, szczególnie w kontekście Tajwanu i kontroli nad pierwszym łańcuchem wysp.

Strategia ta ma również wymiar ekonomiczny. Wojny proxy działają jak gigantyczny mechanizm transferu kapitału. Zachód finansuje konflikty, odbudowę, pomoc wojskową i humanitarną, podczas gdy Chiny często pozostają poza bezpośrednimi kosztami, jednocześnie korzystając z destabilizacji rynków surowcowych, przejmując tańsze zasoby lub budując zależności gospodarcze z państwami osłabionymi konfliktem. To model, w którym jedna strona ponosi koszty, a druga akumuluje korzyści.

Nie mniej istotny jest wymiar psychologiczny. Każdy kolejny konflikt, każda eskalacja, każdy kryzys buduje w społeczeństwach zachodnich poczucie zmęczenia i niepewności. Pojawia się pytanie: ile jeszcze wojen jesteśmy w stanie finansować? Czy warto angażować się w kolejne regiony świata? Czy nie lepiej skupić się na sobie? Właśnie w tym miejscu strategia wojen proxy zaczyna przynosić najważniejszy efekt — nie na polu bitwy, lecz w świadomości społecznej. Osłabienie woli działania Zachodu jest równie cenne jak jakiekolwiek zwycięstwo militarne.

Chiny prowadzą więc konflikt innego rodzaju — konflikt o strukturę świata, o kierunek przepływu zasobów, o zdolność przeciwnika do koncentracji i działania. Nie jest to wojna widoczna na mapach frontów, ale jej skutki są realne: rozproszenie uwagi Stanów Zjednoczonych, podziały w Europie, napięcia w globalnym systemie gospodarczym. W tym sensie wojna chińska już trwa. Nie w formie czołgów i rakiet, lecz w formie strategii, która pozwala wykorzystywać cudze konflikty jako własne narzędzie.

Pierwsza chińska wojna proxy – atak Rosji na Ukrainę

Jeśli spojrzeć na wojnę Rosji z Ukrainą wyłącznie przez pryzmat Moskwy i Kijowa, zobaczymy klasyczny konflikt militarny. Jeśli jednak spojrzeć szerzej — przez pryzmat globalnej rywalizacji systemowej — zaczyna wyłaniać się zupełnie inny obraz: wojna, która dla Chin stała się pierwszą wielką wojną proxy przeciwko Zachodowi. Jednak mechanizm jej jest znacznie bardziej wyrafinowany.

Chiny od lat budowały strategiczne partnerstwo z Rosją, wzmacniały jej pozycję jako przeciwwagi dla Zachodu, a jednocześnie tworzyły system zależności gospodarczych i politycznych, który w momencie kryzysu pozwolił im przejąć rolę cichego beneficjenta konfliktu. Wojna wybuchła jako decyzja Kremla — ale jej konsekwencje zostały w dużej mierze „skonsumowane” przez Pekin.

Najważniejszy efekt tej wojny nie rozgrywa się na froncie, lecz w strukturze globalnych zależności. Rosja, odcięta od Zachodu, została w praktyce wypchnięta w kierunku Chin. Surowce energetyczne sprzedawane są z dyskontem, technologie importowane są z Azji, a relacja, która jeszcze dekadę temu miała charakter partnerski, coraz bardziej przypomina asymetryczną zależność. Rosja, która miała być samodzielnym biegunem siły, staje się zapleczem surowcowym i strategicznym dla Chin.

Jednocześnie Zachód wszedł w konflikt pełną skalą swoich zasobów. Setki miliardów dolarów wydanych na pomoc wojskową i finansową, ogromne zaangażowanie polityczne, napięcia wewnętrzne w Europie i USA — wszystko to tworzy dokładnie ten scenariusz, który z punktu widzenia Pekinu jest najbardziej korzystny. Wojna nie musi być wygrana przez Rosję. Wystarczy, że trwa i angażuje Zachód.

Europa znalazła się w sytuacji strategicznego uzależnienia od decyzji wojennych. Z jednej strony wspiera Ukrainę, z drugiej ponosi koszty gospodarcze — od kryzysu energetycznego po spowolnienie wzrostu. W tym samym czasie Chiny mogą spokojnie rozwijać własną gospodarkę, zabezpieczać dostęp do surowców i budować globalne wpływy, nie ponosząc bezpośrednich kosztów konfliktu. To klasyczny mechanizm wojny proxy: jedna strona walczy i płaci, druga obserwuje i korzysta.

Nie bez znaczenia jest również wymiar polityczny. Wojna w Ukrainie ujawniła głębokie podziały w obrębie Zachodu i między Zachodem a tzw. globalnym Południem. W wielu krajach Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej narracja nie jest jednoznacznie prozachodnia. Chiny wykorzystują to, prezentując się jako alternatywny biegun stabilności i partner niewchodzący w bezpośrednie konflikty militarne. W rzeczywistości jednak korzystają z faktu, że ich główny konkurent jest uwikłany w kosztowną wojnę.

Kluczowy jest jeszcze jeden aspekt – czas. Wojna Rosja–Ukraina stała się konfliktem długotrwałym, a właśnie taki scenariusz jest dla Chin najbardziej korzystny. Każdy kolejny rok oznacza dalsze zużycie zasobów Zachodu, dalsze uzależnianie Rosji od Pekinu i dalsze przesuwanie globalnego środka ciężkości w stronę Azji. To nie jest szybka rozgrywka — to proces strategicznego wyczerpywania przeciwnika.

W tym sensie atak Rosji na Ukrainę można postrzegać jako pierwszą dużą wojnę proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej” przeciwko Zachodowi. Nie dlatego, że Chiny ją rozpoczęły, ale dlatego, że potrafiły przekształcić jej konsekwencje w trwałą przewagę strategiczną. Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie „kto wygra tę wojnę”, lecz „kto najbardziej skorzysta na jej długotrwałości”. A odpowiedź na to pytanie coraz częściej wskazuje nie na Moskwę ani Kijów, lecz na Pekin.

Druga wielka chińska wojna proxy – Bliski Wschód

Z perspektywy Pekinu idealnym scenariuszem byłoby wciągnięcie Stanów Zjednoczonych w kolejną długotrwałą wojnę proxy jak najdalej od Azji — najlepiej na własnym „podwórku” Ameryki. W tym sensie Wenezuela wydawała się miejscem niemal modelowym. Kryzys gospodarczy, napięcia polityczne, ogromne zasoby surowcowe, obecność wpływów rosyjskich i chińskich — wszystko to tworzyło potencjał do eskalacji, która mogłaby zmusić USA do bezpośredniego zaangażowania. Taki scenariusz jednak się nie zmaterializował. Amerykańskie instytucje zareagowały relatywnie spójnie, unikając wejścia w otwarty konflikt, który mógłby przerodzić się w kolejną kosztowną operację zagraniczną.

To niepowodzenie nie oznaczało jednak porzucenia strategii. Wręcz przeciwnie — pokazało Pekinowi, gdzie Zachód jest bardziej podatny na wciągnięcie w konflikt. Tym miejscem okazał się Bliski Wschód.

Region ten od dekad stanowi epicentrum napięć geopolitycznych, gdzie lokalne konflikty bardzo łatwo eskalują do poziomu globalnego. Dla Chin to środowisko idealne: złożone, wielowarstwowe, pełne historycznych antagonizmów i jednocześnie kluczowe dla globalnej energetyki. Każde większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w tym regionie automatycznie oznacza rozproszenie ich uwagi i zasobów — dokładnie to, na czym Pekinowi najbardziej zależy.

W przeciwieństwie do Europy, gdzie Zachód jest bezpośrednio zaangażowany w konflikt ukraiński, Bliski Wschód daje możliwość stworzenia drugiego, równoległego frontu obciążenia. To już nie jest jeden konflikt absorbujący zasoby, lecz dwa jednoczesne wektory presji. W takim układzie nawet największe mocarstwo zaczyna odczuwać ograniczenia — finansowe, militarne i polityczne.

Z punktu widzenia Chin kluczowe jest to, że Bliski Wschód nie wymaga bezpośredniej interwencji Pekinu. Wystarczy, że konflikt eskaluje między lokalnymi aktorami, a Stany Zjednoczone — ze względu na swoje zobowiązania sojusznicze i strategiczne interesy — zostaną zmuszone do zaangażowania. To klasyczny mechanizm wojny proxy: konflikt nie jest „chiński” w sensie formalnym, ale jego skutki są dla Chin korzystne.

Równolegle Pekin buduje swoją pozycję w regionie jako „racjonalnego partnera”, który nie angażuje się militarnie, lecz oferuje współpracę gospodarczą, inwestycje i stabilność. W praktyce oznacza to sytuację, w której Zachód ponosi koszty bezpieczeństwa, a Chiny budują wpływy ekonomiczne. To asymetria, która w dłuższej perspektywie może mieć ogromne znaczenie.

Nie można też pominąć wymiaru energetycznego. Destabilizacja Bliskiego Wschodu wpływa na globalne ceny surowców i łańcuchy dostaw, co uderza przede wszystkim w gospodarki zachodnie. Chiny, dzięki swojej skali i zdolności do długoterminowego kontraktowania surowców, są w stanie lepiej amortyzować te wstrząsy, a nawet wykorzystywać je do negocjowania korzystniejszych warunków. To kolejny przykład, jak wojna proxy przenosi się z pola militarnego na pole gospodarcze.

Najważniejszy jest jednak efekt strategiczny. Jeśli Stany Zjednoczone zostaną na trwałe uwikłane w dwa duże konflikty — w Europie i na Bliskim Wschodzie — ich zdolność do koncentracji sił w regionie Indo-Pacyfiku znacząco spadnie. A to właśnie tam rozgrywa się kluczowa dla Chin kwestia: Tajwan i kontrola nad pierwszym łańcuchem wysp.

W tym sensie Bliski Wschód staje się drugą wielką wojną proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej”. Nie dlatego, że Chiny prowadzą tam działania militarne, lecz dlatego, że konflikt w tym regionie idealnie wpisuje się w ich strategiczny cel: rozproszyć, osłabić i zaangażować Zachód wszędzie — poza miejscem, gdzie rozstrzyga się przyszłość globalnego układu sił. Dwie wojny proxy, dwa fronty obciążenia, jeden beneficjent, który pozostaje poza bezpośrednim polem walki. Właśnie tak wygląda współczesna geopolityka widziana z Pekinu.

Konkluzja strategiczna

W obu opisanych konfliktach powtarza się ten sam mechanizm: Chiny nie są stroną wojny, a mimo to konsekwentnie budują na niej swoją przewagę. To nie jest przypadkowy efekt uboczny — to model działania.

Pekin funkcjonuje jednocześnie po obu stronach globalnych napięć gospodarczych. W przypadku wojny w Europie handel i przepływy technologiczne oraz komponentowe obejmują zarówno państwa Zachodu, jak i Rosję (często pośrednio, przez państwa trzecie), a globalne łańcuchy dostaw pozostają w dużej mierze uzależnione od chińskiej produkcji. W efekcie niezależnie od tego, która strona zwiększa wydatki — na zbrojenia, odbudowę czy logistykę — część tych środków wraca do Chin w postaci zamówień przemysłowych.

Podobny schemat widać na Bliskim Wschodzie. Chiny utrzymują relacje gospodarcze z Iranem, jednocześnie rozwijając intensywną współpracę z krajami Zatoki Perskiej i szerzej — ze światem arabskim. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych nie są postrzegane jako aktor militarny w regionie, co pozwala im działać elastycznie i pragmatycznie. Sprzedają, inwestują, budują infrastrukturę — niezależnie od napięć między lokalnymi rywalami.

Najważniejszy jest jednak poziom systemowy. Każda wojna proxy oznacza ogromne przepływy kapitału — miliardy wydawane przez Zachód na uzbrojenie, wsparcie, stabilizację. W dużej mierze są to środki, które nie wzmacniają bezpośrednio potencjału gospodarczego państw zachodnich, lecz są „spalane” w konflikcie. Tymczasem Chiny pozostają głównym zapleczem produkcyjnym świata. W efekcie globalny system działa w sposób asymetryczny: jedna strona konsumuje zasoby, druga je akumuluje.

Równie istotny jest wymiar surowcowy. Potencjalne ryzyko zakłóceń dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej, które dla wielu gospodarek byłoby krytyczne, dla Chin ma zupełnie inny charakter. Pekin zbudował alternatywne kanały dostaw — przede wszystkim poprzez zwiększony import surowców z Rosji, często na warunkach znacznie korzystniejszych niż rynkowe. Oznacza to, że nawet destabilizacja jednego kierunku dostaw nie paraliżuje systemu, lecz staje się elementem gry negocjacyjnej.

W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której ryzyko geopolityczne przestaje być dla Chin wyłącznie zagrożeniem, a zaczyna być narzędziem. Wahania cen surowców, zmiany kierunków handlu, napięcia polityczne — wszystko to można wykorzystać do wzmacniania własnej pozycji, jeśli posiada się odpowiednią skalę, elastyczność i alternatywy.

Co więcej, w wielu przypadkach przepływy handlowe nie są w pełni transparentne. Sieci pośredników, reeksport, „szare strefy” handlu technologicznego i surowcowego powodują, że granice między stronami konfliktu stają się ekonomicznie rozmyte. W tym środowisku Chiny funkcjonują wyjątkowo sprawnie, wykorzystując globalizację nawet wtedy, gdy inni zaczynają się z niej wycofywać.

Ostatecznie powstaje paradoks: im więcej konfliktów, tym większa rola państwa, które w nich bezpośrednio nie uczestniczy. Chiny nie muszą wygrywać bitew, bo ich strategia nie dotyczy pola walki. Dotyczy przepływu zasobów, kontroli produkcji i zdolności do przetrwania w warunkach niestabilności.

Dlatego w długiej perspektywie to właśnie Pekin okazuje się największym beneficjentem swych współczesnych wojen proxy. Nie dlatego, że je prowadzi, lecz dlatego, że potrafi funkcjonować ponad nimi — czerpiąc korzyści zarówno z ich istnienia, jak i z ich przedłużania.

Zapiszcie to w historii…

ww 20 III.

⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj na świecie trafił F-35.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj upokorzył Amerykę w Cieśninie Ormuz, czyniąc ją bezradną i zmuszoną do szukania pomocy.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj sprawił, że Żelazna Kopuła okazała się jedynie dziurawą bańką.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj zniszczył większość amerykańskich baz wojskowych w regionie.
⚡️ Zapiszcie to w historii… zdobył szacunek świata za obronę ziemi, nauki i geografii.


= Oto supermocarstwo na Ziemi w regionie Bliskiego Wschodu.
#wojna_z_Iranem
#Tel_Awiw_płonie 

Tumany Tuska


Tumany Tuska 12/2026(766)

Małgorzata Todd <mtodd@mtodd.pl>


     Czego tumany nie rozumiecie? Po to macie rząd tumanów, żeby rządził tumanami. Od myślenia są Niemcy, którzy wywołali i przegrali dwie wojny światowe. Ale dużo ich to nauczyło. Teraz, jak się Polacy zadłużą na pokolenia u niemieckich bankierów i sfinansujemy Niemcom kolejną wojnę, to może uda im się wygrać wreszcie  trzecią światową. Nie wolno przecież pozbawiać ich złudzeń.

     Komuch na stanowisku Marszałka Sejmu bredzi o patriotyzmie nie dopuszczając jednocześnie do procedowania tego, co dla Polaków ważne. Ma czelność nie poddawać się obowiązkowej kontroli ABW. Co, jak nie lewe interesy z Kremlem go powstrzymują? 
 Prokurator generalny ukrywa swój majątek, bo gołym okiem widać, że nie mógł on  pochodzić z legalnych źródeł. Tumanom to nie przeszkadza. Jak umiał bezkarnie ukraść, to mądry facet. Ale gdyby do władzy doszli kiedyś uczciwi ludzie, to muszą zastać puste szafy, wymiecione z tuskowych afer. 

     Po to wybraliście szwabski rząd, żeby was oszwabiał na każdym kroku. 

Dotarło? Tumany Tuska!

=============================================

  1. Bujdy objawione

‒ Czy jest jakaś granica bzdur? – spytała Małgorzata, przeglądając internetowe obrazki.

‒ Masz na myśli te fruwające głazy, na których mieszkają podobno ludzie? – dopytał DUCH CZASU.

‒ Tak, bo kosmici zdają się tracić na popularności.

‒ Dawniej, kiedy ignorancja nie była powodem do dumy, ludzie mieli jakąś podstawową wiedzę o otaczającym ich świecie.

‒ „Jeden z dziesięciu” nadal ją ma.

‒ Ale już jeden, na dziesięciu pytanych przechodniów nie wie nawet ile dni ma rok.

‒ Jak będzie potrzebował, to sobie wy-gugla. A wracając, do tego teleturnieju, to największą szanse ma ten, kto wylosował piątkę, bo najrzadziej jest pytany, chociaż nie zawsze umie z tej szansy skorzystać.

‒ Tak? Będę musiał się uważniej przyjrzeć.

‒ A wracając do zasady, to obawiam się, że chodzi o nadprodukcję zakutych łbów, bo takim można wcisnąć każdą bujdę jako prawdę objawioną.

USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

Escobar: USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.

W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.

Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.

Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.

Ostateczna eskalacja: atak na South Parks

Escobar stanowczo podkreśla, że ​​ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.

Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).

Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.

Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.

Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.

Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.

Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.

Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]

Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).

Bez drogi powrotnej: Cena wojny totalnej

Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.

Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.

Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.

Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.

Cieśnina Ormuz: Iran wprowadza nowe zasady

Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.

Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.

Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.

Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.

BRICS w kryzysie: zdrada i upadek

Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.

Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że ​​sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.

Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:

  • Modi uległ naciskom Trumpa i zmniejszył import rosyjskiej ropy, powracając później do pierwotnego planu – ale teraz Rosja nie przyznaje żadnych zniżek, jedynie ceny spot.
  • 48 godzin przed „uderzeniem dekapitacyjnym” przeciwko Iranowi (28 lutego 2026 r.) Modi odwiedził Izrael, nazywając go „ojczyzną”, a Indie „ojczyzną” – otwartym sojuszem z „Syndykatem Osi”.

Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.

Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”

Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.

BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.

BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.

Perspektywy: Świat na krawędzi

Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.

Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.

Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.

Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.

Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.

Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.

Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych.

Pepe Escobar

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Atak na irańskie pole gazowe Południowy Pars – największe na świecie – stanowi ostateczną eskalację.

Neokaligula, w swoim typowym tchórzliwym i pyskatym „prawdopodobnie społecznym” trybie, desperacko próbuje zrzucić winę na kult śmierci w Azji Zachodniej i uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności: twierdzi, że Izrael zaatakował Południowy Pars „z gniewu” i że USA „nic nie wiedziały o tym konkretnym ataku”. Katar „w żaden sposób nie był w to zamieszany”. Iran zaatakował katarski gaz ziemny w odwecie „opierając się na fałszywych informacjach wywiadowczych”.

To wszystko? Czy mamy po prostu dalej tańczyć?

Raczej nie. Przeciwnie, kult śmierci otwarcie wykorzystał syjonistyczne media w USA, aby przedstawić całą sprawę jako wspólną operację – wciągnąć imperium chaosu i grabieży jeszcze głębiej w aroganckie bagno; wpędzić je w totalną wojnę energetyczną o niszczycielskich konsekwencjach; i całkowicie nastawić petromonarchiczne państwa Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi (które już wcześniej podjęły działania przeciwko Iranowi, zwłaszcza Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar).

NeoKaligula może się chwalić, ile chce. Ale oczywiste jest, że operacja o takiej wrażliwości i skali – jako sposób wywierania presji na Teheran – wymaga głębokiego zaangażowania ze strony CENTCOM-u i aprobaty prezydenta.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada zatem, że Waszyngton po raz kolejny traci kontrolę nad własną polityką zagraniczną – jeśli kiedykolwiek ją miał.

Wszyscy zaangażowani w konflikt aktorzy, których niezdolność do czytania szachownicy została wielokrotnie udowodniona, najwyraźniej wierzyli, że Teheran ugnie się po ataku na jego krytyczną infrastrukturę energetyczną.

Jak można było przewidzieć, reakcja Iranu była dokładnie odwrotna: ostra eskalacja. Lista celów kontrataku została natychmiast opublikowana i ma być ściśle przestrzegana, począwszy od katarskiej rafinerii Ras Laffan.

Obserwuj obiekty LNG

Można by sądzić, że NeoKaligula próbuje zdystansować się od niekontrolowanego, całkowicie zdesperowanego kultu śmierci, potencjalnie oferując Teheranowi drogę ucieczki, a jednocześnie przyznając, że zniszczenie Południowego Parsu miałoby katastrofalne skutki, jednocześnie zobowiązując się do „masowego zniszczenia” Południowego Parsu (nie należy oczekiwać spójności umysłu od szalonego, megalomańskiego, narcystycznego gangstera).

W tragedii w South Pars stawką są instalacje LNG („pociągi”).

Pociąg” składa się z komponentów do przetwarzania, oczyszczania i konwersji gazu ziemnego na LNG. Nazwa ta wynika z faktu, że urządzenia – zwłaszcza systemy sprężarek – są zorganizowane sekwencyjnie w celu przemysłowego przetwarzania i skraplania gazu ziemnego.

Projekt Qatar 2 w dużej rafinerii Ras Laffan był koordynowany przez Chiyoda i Technip, japońsko-brytyjskie joint venture. To samo dotyczy obiektów 4 i 5, które należą do największych instalacji LNG na świecie.

Obiekty te są obsługiwane przez Qatar Gas, ExxonMobil, Shell i ConocoPhillips. W rzeczywistości są to obiekty powiązane z Ameryką i Zachodem – a zatem, z irańskiej perspektywy, legalne cele.

Na świecie jest tylko 14 takich obiektów – i nie będzie przesadą stwierdzenie, że zachodnia „cywilizacja” jest od nich zależna. Wymiana jednego z nich zajmuje od 10 do 15 lat. Wszystkie 14 obiektów znajduje się w zasięgu irańskich pocisków balistycznych i hipersonicznych. Przynajmniej jeden z nich został podpalony podczas irańskiego kontrataku. Sytuacja jest więc tak poważna.

Pierwsza wojna totalna z udziałem zaawansowanych technologii w Azji Zachodniej

Eskalacja konfliktu w Południowym Parsie była nieunikniona po tym, jak nowe zasady ustanowione przez Iran w Cieśninie Ormuz rozwścieczyły syndykat Epsteina.

To nie potencjał militarny irańskich dronów i pocisków, a raczej panika zachodnich ubezpieczycieli skutecznie zablokowała drogę. Później Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił, że droga jest otwarta dla Chin, dla innych państw negocjujących – takich jak Bangladesz – oraz dla państw Zatoki Perskiej, które wydaliłyby ambasadorów USA.

W końcu wprowadzono nowe zasady. Działają one następująco:

  • Jeśli Twój ładunek został sprzedany w Petroyuan, możesz mieć prawo do bezpłatnego przewozu.
  • Musisz zapłacić opłatę.
  • Dopiero wtedy możesz przejść – wzdłuż irańskich wód w pobliżu wyspy Keshm, a nie środkiem drogi.

Irański minister spraw zagranicznych Araghchi jasno i jednoznacznie stwierdził: „Po wojnie opracujemy nowe mechanizmy dla Cieśniny Ormuz. Nie pozwolimy naszym wrogom korzystać z tego szlaku wodnego”. Cokolwiek się stanie dalej, Cieśnina Ormuz będzie odtąd miała stały punkt kontrolny pod irańską kontrolą.

Profesor Fouad Azadi, którego miałem przyjemność spotkać w Iranie lata temu, stwierdził już, że w przyszłości statki będą musiały płacić 10% cło. Mogłoby to generować do 73 miliardów dolarów rocznie – wystarczająco dużo, aby zrekompensować szkody wojenne i sankcje USA.

Iran jest już w trakcie czegoś, co można w zasadzie określić jako pierwszą w Azji Zachodniej totalną wojnę z udziałem zaawansowanych technologii.

Jak wyjaśniają irańscy analitycy, strategicznie oznacza to mnóstwo nowych koncepcji.

Po pierwsze, „Wielkie Ograniczenie”, realizowane za pomocą wysoce precyzyjnej strategii wyniszczania. Cel przesunął się z Sił Obronnych Izraela (IDF) na zniszczenie izraelskiej infrastruktury cywilnej.

Następnie mamy „łamacza tarcz o prędkości 16 Machów” – z technologicznie najlepszymi modelami Khorramshahr-4 i Fattah-2, które osiągają prędkość 16 Machów (5,5 km/s).

Oznacza to, że podczas gdy wróg wciąż próbuje obliczyć trajektorię przechwycenia, głowica już uderzyła. Prowadzi to do „paradoksu obrony o sumie zerowej”: Izrael wydaje miliony na obronę – praktycznie bez szans na sukces, podczas gdy Iran osiąga trafienia przy stosunkowo niewielkim wysiłku.

Następnie przedstawiono „doktrynę czterech organów witalnych”.

9-milionowa populacja Izraela jest zależna od zaledwie dwóch głównych portów głębinowych. Dlatego Teheran w ramach swojej strategii paraliżu strukturalnego koncentruje się na czterech newralgicznych punktach:

  • Uduszenie hydrologiczne: atak na 85% zasobów wody pitnej poprzez pięć zakładów odsalania
  • Protokół Blackout: Atak na elektrownię Orot Rabin
  • Blokada żywnościowa: Atak na porty w Hajfie i Aszdodzie (importujące 85% pszenicy)
  • Dekapitacja energetyczna: Atak na rafinerie w Hajfie

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Źródło: Iran przechodzi do wojny totalnej przeciwko kultowi śmierci

Nie opłakujmy demokracji

Autor artykułu Marek Wójcik

1222. Nie opłakujmy demokracji

20. marca 2026 world-scam/nie-oplakujmy-demokracji/

… prawo międzynarodowe jako zamknięty i wiążący system prawny nie istnieje, a wręcz nigdy nie istniało. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Prawda, która z niezrozumiałych już powodów była przez pewien czas utrzymywana w tajemnicy, ukrywana i głośno zaprzeczana. Prawo międzynarodowe? Strach na wróble, nicość – w najlepszym razie usprawiedliwienie arbitralnych działań zwycięzców, choć nawet to nie jest już konieczne. Siła wyższa nie musi się usprawiedliwiać. Gdzie byśmy skończyli, gdybyśmy to zrobili, a raczej skąd się wzięliśmy? Źródło.

Nie płaczmy za demokracją. Mieliśmy zaledwie jej pozory, a teraz i te nam zabrano. Czy ktoś wymyślił jakiś działający system polityczny, gdzie rządzi naprawdę rozsądek, a celem jest dobro człowieka oraz jego środowiska? Wszystko, co nam przychodzi do głowy to więcej kontroli. Właśnie to otrzymujemy, więc nie ma się czym przejmować. Prawda?

Może dodajmy nowe kadry kontrolerów, kontrolujących już tych, co właśnie kontrolują? To brzmi jak obsesja kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Może jednak demokracja bezpośrednia? Działa od lat w Szwajcarii i globalistom udało się także i ją przechytrzyć.

Nie mam gotowej recepty na bolączki naszego świata. Może ktoś z 8 miliardów ludzi poda jakieś rozsądne rozwiązanie?

W geopolityce zawsze działała jedna jedyna reguła: ten ma rację, kto może ją poprzeć dominującą siłą. Ta reguła połączona z indoktrynacją sfery politycznej najważniejszych państw pozwoliła osiągnąć dodatkową przewagę. Wczorajszy atak Izraela na rafinerię South Pars w Bandar Kangan nad Zatoką Perską – jeśli wierzyć Trumpowi, a ja mu nie wierzę – nastąpił wbrew woli pechowego kandydata do pokojowej nagrody Nobla.

Wiemy przecież, że zarówno amerykańskie samoloty wojskowe, jak i rakiety, kontrolowane są przez Pentagon. I istnieje możliwość blokady także na odległość. A kto by tam blokował najważniejszego sojusznika, szczególnie kiedy ten posiada haki Epsteina na ważnych polityków w Waszyngtonie? Takie są więzi przyjaźni i tak działa polityka. Ten, kto kupił wyspę Little Saint James w archipelagu Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych (wyspę Epsteina), posiada – jak to zwykł mówić Trump – odpowiednie karty made in Israel.

Gra Trumpa w wielowymiarowe szachy.

No właśnie, jakie karty ma teraz Trump? Ma największą armię świata i wsparcie Estonii w walce o wolność dla tankowców w Cieśninie Ormuz. Ma największy na świecie lotniskowiec z zepsutą kanalizacją, spaloną pralnią i niedoborem 600 koi dla załogi. Wygląda na to, że znalazł się chętny na zakup tego okrętu-miasta.

—————

Po tym nakreśleniu ramy sytuacyjnej przyszedł najwyższy czas na sprawozdanie z działań wojennych z ostatnich godzin. Dzień 20. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Krążą niepotwierdzone pogłoski, że razem z premierem Netanjahu zginął także radykalny Minister Bezpieczeństwa Izraela Itamar Ben-Gvir.

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir opublikował film przedstawiający platformę egzekucyjną przygotowaną specjalnie do wieszania Palestyńczyków.
Źródło:
Telegram 18.03.2026 r. 20:38.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

W niezwykle aktualnym i brutalnie szczerym wywiadzie z podcasterem Dannym Davisem, były analityk CIA i ekspert ds. Bliskiego Wschodu Larry Johnson bezlitośnie obalił oficjalną retorykę zwycięstwa rządu USA i jego sojuszników.

Podczas gdy rzecznik Pentagonu Pete Hegseth i prezydent Trump mówią o „rozbitej” armii irańskiej i rychłym zwycięstwie, Johnson maluje zupełnie inny obraz: Iran jest bardziej odporny niż kiedykolwiek, zachodnie systemy obrony powietrznej są na skraju wyczerpania, gospodarka już teraz cierpi – a USA ryzykują strategiczną katastrofę.

Johnson, współpracownik Sonar21.com i wieloletni ekspert w dziedzinie regionu, bezpośrednio porównuje obecną propagandę do błędnych kalkulacji z początku wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wtedy, przez tygodnie, twierdzono, że Rosja jest „skończona” i nie ma już pocisków rakietowych. Dziś dokładnie ta sama narracja jest tworzona na temat Iranu – i jest ona równie nieprawdziwa.

Irańska ofensywa rakietowa: liczby mówią co innego

Podczas gdy Hegseth ogłosił prasie, że irańskie możliwości „nadal maleją”, a jego własne „rosną”, wykres codziennych irańskich ataków rakietowych i dronów pokazuje dokładnie odwrotną sytuację. Po początkowym spadku w pierwszych kilku dniach (kiedy Iran celowo używał starszych, 10-15-letnich modeli, aby „wyprzedzić” zachodnie systemy obrony powietrznej), liczba ataków systematycznie rośnie od 7.-8. dnia. Iran ponownie wystrzeliwuje więcej pocisków dziennie – a są to systemy nowocześniejsze, precyzyjniejsze i potężniejsze.

Powód: amerykańskie i izraelskie systemy obronne są wyczerpane. Johnson oblicza: Całkowita produkcja pocisków THAAD od początku masowej produkcji wynosi zaledwie 900 sztuk. Ponieważ do wystrzelenia jednego pocisku balistycznego zazwyczaj potrzebne są dwa pociski THAAD, wystarcza to na maksymalnie 450 wystrzeleń. Iran wystrzelił już ponad 1000 pocisków balistycznych – samo to teoretycznie uczyniłoby THAAD bezużytecznym.

Sytuacja nie jest lepsza w przypadku pocisku PAC-3 (Patriot): do końca 2025 roku wyprodukowano maksymalnie 4620 egzemplarzy. Co najmniej 1000 z nich trafiło na Ukrainę, a pozostałe wykorzystano w poprzednich misjach. W najlepszym razie pozostało 2620 pocisków – wystarczająco dużo, aby zniszczyć około 1000 celów balistycznych. Po tym okresie produkcja zostaje wstrzymana.

Johnson potwierdza z własnego źródła, że ​​amerykańska baza w regionie Zatoki Perskiej całkowicie wyczerpała zapasy pocisków PAC-3 w zeszłym tygodniu. Co więcej, wskaźnik skuteczności przechwytywania jest niższy niż 10-20%. To wyjaśnia, dlaczego coraz więcej irańskich pocisków dociera do celu.

Podziemna twierdza: dlaczego USA „nic nie widzą”

Zachód twierdzi, że „zniszczył wszystkie wyrzutnie”. Johnson śmieje się: najnowocześniejsze irańskie pociski wystrzeliwane są z kilometrowych podziemnych silosów i systemów tuneli. Obiekty są tak głębokie, że satelity nie są w stanie ich wykryć. To gra „Whac-a-Mole” na skalę przemysłową: wyrzutnia pojawia się, odpala i znika. USA niszczą puste otwory.

Jednocześnie staje się jasne: Iran nigdy nie miał klasycznej marynarki wojennej ani sił powietrznych w zachodnim rozumieniu – i nie potrzebował ich. Zamiast tego Teheran opiera się na śmiercionośnej straży przybrzeżnej z małymi łodziami, dronami morskimi i przede wszystkim arsenałem rakietowym. Ten arsenał pozostaje nietknięty.

Zestrzelenie F-35 – nieudany SEAD

Krótko przed emisją Pentagon potwierdził, że samolot F-35 został trafiony nad Iranem i zmuszony do awaryjnego lądowania. Johnson postrzega to jako ostateczny dowód na to, że system tłumienia obrony powietrznej wroga (SEAD) zawiódł. Stany Zjednoczone nadal wykonują niemal wyłącznie loty z oddaleniem poza irańską przestrzeń powietrzną. Twierdzenie, że można „latać gdziekolwiek, nie będąc ostrzelanym”, jest po prostu kłamstwem.

Izraelski atak na Północny Pars – eskalacja i samozniszczenie gospodarcze

Izrael zaatakował złoże gazu Północny Pars w Zatoce Perskiej – wspólny projekt irańsko-katarski, który dostarcza również energię elektryczną do Iraku.

Stracono 31 000 megawatogodzin, a Katar i Irak są wściekłe. Iran zapowiedział natychmiastowy odwet. Johnson postrzega to jako punkt zwrotny: Teheran wypowiedział „wojnę totalną” i chce wypędzić USA z Zatoki Perskiej. Albo Waszyngton zniszczy Iran (co jest niemożliwe bez katastrofy humanitarnej), albo musi się wycofać.

Konsekwencje ekonomiczne są już dramatyczne: indeks Dow Jones stracił 10% od początku wojny (z ponad 50 000 do 45 000 punktów). Ceny benzyny rosną o 8–10 centów co dwa do trzech dni – na Florydzie już o całego dolara za galon. Tankowanie 20-galonowego zbiornika kosztuje o 20 dolarów więcej. Przy cotygodniowym tankowaniu daje to dodatkowe 1000 dolarów rocznie – zagrożenie dla źródeł utrzymania milionów obywateli USA, którzy żyją od wypłaty do wypłaty.

Olej napędowy jest o 2 dolary droższy, co podnosi ceny wszystkich surowców. Do tego dochodzi utrata 20–25% światowych mocy produkcyjnych skroplonego gazu ziemnego (LNG) (Katar + Izrael). 35% światowych nawozów bazuje na gazie ziemnym – ceny rosną o 25–50%. Półkula północna zmaga się z kryzysem plonów.

Johnson ostrzega: To nie jest problem krótkoterminowy, ale początek globalnej niestabilności.

Trump, Hegseth i łańcuch kłamstw

Trump twierdził na portalu Truth Social, że Izrael zaatakował pole gazowe „z gniewu” – mimo że Stany Zjednoczone koordynują każdy lot za pośrednictwem Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al-Udeid. Johnson: „Trump kłamie i wie, że kłamie”.

Później Trump zagroził nawet zniszczeniem całego złoża South Pars, jeśli Iran zaatakuje Katar – mimo że Katar jest bliskim sojusznikiem, a Irak jest zależny od tego gazu. Czysta niekonsekwencja.

Konferencja prasowa Hegsetha jest wyśmiewana przez Johnsona jako „reklama zaburzeń erekcji” („Jutro będziemy więksi!”). Generał Keith Kellogg twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest „otwarta, wystarczy odwaga”. Johnson ripostuje sucho: „Gdyby żaba miała skrzydła, nie uderzyłaby się w nią, skacząc po niej”. Cieśnina jest całkowicie osłonięta irańskimi pociskami i bateriami nadbrzeżnymi – nawet zajęcie Wyspy Kharg („Wyspy Węża”) byłoby samobójstwem. Chiny i Rosja mogą przez nią przepłynąć, ale statki amerykańskie i izraelskie nie.

Brian Hook (były specjalny wysłannik) porównuje wojnę z Iranem do „sukcesów” Izraela w walce z Hamasem i Hezbollahem. Johnson to demaskuje: Hamas wciąż istnieje po 2,5 roku, Hezbollah zniszczył wczoraj siedem czołgów Merkava i nadal ostrzeliwuje rakietami. Pomysł „demilitaryzacji” Iranu zakłada 4-milionową armię i kosztuje 2 biliony dolarów – nie do pomyślenia.

Tulsi Gabbard i oszustwo „nadchodzącego ataku nuklearnego”

Joe Kent zrezygnował ze stanowiska zastępcy dyrektora Wywiadu Narodowego, ponieważ nie dostrzegał „bezpośredniego zagrożenia nuklearnego” i uważał, że Stany Zjednoczone zostały „wciągnięte” w wojnę przez Izrael i media. Podczas przesłuchania dyrektor Departamentu Wywiadu Narodowego, Tulsi Gabbard, nie potwierdziła, że ​​amerykańskie agencje wywiadowcze dostrzegły takie zagrożenie.

Johnson nazywa to „hańbą” i „politycznym oszustwem”. Zadaniem dyrektora wywiadu narodowego jest przedstawienie właśnie takiej oceny – a nie unikanie jej.

Nadużycia religijne i bankructwo moralne

Pod koniec wywiadu Davis pokazuje przemówienie Pete’a Hegsetha, który zwraca się do swojego 13-letniego syna: „Zginęli za ciebie, żeby twoje pokolenie nie musiało doświadczyć nuklearnego Iranu”. Johnson i Davis, obaj pobożni chrześcijanie, są zbulwersowani. Jezus jest tu wykorzystywany jako podżegacz wojenny.

Johnson: „Jezus kocha również Irańczyków”.

Zamiast tego chrześcijanie powinni modlić się, aby osoby odpowiedzialne za tę sytuację opamiętały się – również z powodu 170 irańskich dziewcząt zabitych w atakach.

Wniosek: Polityka autodestrukcyjna

Larry Johnson wydaje druzgocący werdykt: Stany Zjednoczone pogrążyły się w wojnie, której nie mogą wygrać ani militarnie, ani gospodarczo. Osłabiają własną obronę powietrzną, ryzykują konflikty z Chinami lub Rosją bez amunicji i niszczą globalną gospodarkę.

Iran utrzymuje swoją pozycję – dzięki tunelom, rakietom i woli wyparcia USA z regionu. Narracja „my wygrywamy, oni upadają” jest właśnie tym: narracją.

Rzeczywistość jest przyspieszającą katastrofą, która już teraz dotyka każdego Amerykanina w postaci wyższych cen i spadających cen akcji.

Ci, którzy chcą usłyszeć prawdę, nie muszą słuchać komunikatów prasowych Pentagonu – ale analityków takich jak Larry Johnson, którzy odmawiają przyjęcia oficjalnego kłamstwa.

Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.

Knajacki menel o mentalności żula. MEM-y

—————————————

—————————————–

[Ale to nie jest rabin „Polski”, lecz żydów w Polce…]

================================

———————————————————

—————————————————

—————————————–

——————————————————

————————————————–


—————————————————–

——————————————————-

——————————————————-

————————————————–

———————————————–


——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Rakieta agresorów uderzyła w irańską elektrownię jądrową w Buszehrze

Izraelska lub amerykańska rakieta uderzyła w irańską elektrownię jądrową w Buszehrze

19/03/2026 zmianynaziemi/izraelska-lub-amerykanska-rakieta-uderzyla-w-iranska-elektrownie-jadrowa-w-buszehrze

[Zdjęcie sprzed ataku]

17 marca 2026 r. wieczorem świat przez kilka godzin wstrzymał oddech. Nieidentyfikowany pocisk trafił w teren irańskiej elektrowni jądrowej Buszehr – jedynej działającej komercyjnej elektrowni atomowej w Iranie. Na szczęście nie doszło do uszkodzenia reaktora ani wycieku materiałów radioaktywnych. Ale sam fakt, że do takiego zdarzenia w ogóle doszło, wystarczył, by alarm podnieśli eksperci, dyplomaci i agencje monitorujące bezpieczeństwo nuklearne na całym świecie.

Jako pierwsze informację potwierdziło Międzynarodowe Agencja Energii Atomowej. „IAEA została poinformowana przez Iran, że pocisk trafił w teren elektrowni jądrowej Buszehr we wtorkowy wieczór. Nie zgłoszono uszkodzeń obiektu ani obrażeń wśród personelu” – czytamy w komunikacie opublikowanym na platformie X. Dyrektor generalny agencji Rafael Grossi zaapelował o „maksymalną powściągliwość podczas konfliktu, aby uniknąć ryzyka wypadku nuklearnego”. Podobne oświadczenia wydały irańska Organizacja Energii Atomowej oraz rosyjski Rosatom, który jest operatorem i głównym dostawcą technologii dla tej elektrowni.

Rosatom precyzyjnie opisał miejsce uderzenia: pocisk trafił w teren przylegający do budynku służby metrologicznej, w bliskiej odległości od czynnego bloku energetycznego. Prezes koncernu Aleksiej Lichaczow podkreślił, że nie odnotowano żadnych strat – ani finansowych, ani technicznych, ani ludzkich. Dodał jednak, że zagrożenie wyraźnie rośnie wraz z eskalacją konfliktu. Wcześniej, jeszcze przed incydentem z 17 marca, Lichaczow ostrzegał, że ataki w okolicach Buszehru są wymierzone w obiekty wojskowe, ale ryzyko przypadkowego trafienia w infrastrukturę nuklearną stale się zwiększa.

Elektrownia w Buszehrze ma długą i burzliwą historię. Budowę rozpoczęła w 1975 r. niemiecka firma Kraftwerk Union na zlecenie szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Rewolucja islamska w 1979 r. przerwała prace, a w latach 80. obiekt był wielokrotnie bombardowany przez Irak podczas wojny irańsko-irackiej. Projekt wznowiła Rosja w 1995 r. i to właśnie dzięki rosyjskim technologiom i specjalistom pierwszy blok reaktora – wodny ciśnieniowy (PWR) o mocy 1000 MW – został uruchomiony w 2011 r. Od kilku lat trwają prace nad 2 dodatkowymi blokami o tej samej mocy, jednak ich budowa została wstrzymana z powodu trwającego konfliktu.

Buszehr leży nad Zatoką Perską, około 750 km na południe od Teheranu. To położenie ma kluczowe znaczenie nie tylko strategiczne, ale też humanitarne. Wody Zatoki Perskiej są źródłem dla odsalarni, które dostarczają wodę pitną milionom mieszkańców Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i innych krajów regionu. Poważne uszkodzenie reaktora i uwolnienie substancji radioaktywnych do morza mogłoby doprowadzić do zamknięcia tych instalacji i wywołać kryzys humanitarny o trudnych do przewidzenia rozmiarach. Na szczęście tym razem do tego nie doszło – poziomy promieniowania pozostają w normie, a elektrownia pracuje stabilnie.

Incydent wpisuje się w kontekst szerszego konfliktu, który wybuchł pod koniec lutego 2026 r. Siły amerykańsko-izraelskie przeprowadziły serię intensywnych uderzeń na cele w Iranie – instalacje wojskowe, elementy programu nuklearnego i rakietowego. Wcześniejsze ataki dotknęły m.in. bazę marynarki wojennej w okolicach Buszehru oraz wyspę Kharg. Sam reaktor pozostawał do tej pory poza zasięgiem uderzeń, co wielu analityków interpretowało jako świadomy wybór – nikt nie chciał ryzykować katastrofy nuklearnej. Trafienie z 17 marca – czy to celowe, czy będące efektem rozlotu odłamków – zburzyło tę niepisaną granicę.

Rosja ostro potępiła incydent i wezwała wszystkie strony do deeskalacji wokół obiektów nuklearnych. Rosatom poinformował, że na terenie elektrowni nadal przebywa kilkuset rosyjskich specjalistów – mimo wcześniejszych częściowych ewakuacji. Monitoring promieniowania prowadzony jest nieprzerwanie.

Buszehr różni się od takich obiektów jak Natanz czy Fordow, które są instalacjami wzbogacania uranu i które były atakowane wcześniej. To cywilna elektrownia z wielostopniowymi systemami bezpieczeństwa, zaprojektowana zgodnie z nowoczesnymi standardami. Jednak żaden system bezpieczeństwa nie jest odporny na bezpośrednie trafienie pociskiem dużej mocy. Tym razem skończyło się na ostrzeżeniu. Pytanie, czy zostanie ono usłyszane, zanim dojdzie do czegoś, czego nie da się już cofnąć.

Źródła:

https://www.indiatoday.in/world/story/iran-bushehr-nuclea…

https://www.themoscowtimes.com/2026/03/03/rosatom-ceo-war…

https://www.reuters.com/world/projectile-hits-near-irans-…

https://www.reuters.com/world/russias-rosatom-condemns-st…

https://www.jfeed.com/middleeast/bushehr-nuclear-plant-st…

https://www.roic.ai/news/projectile-strikes-near-irans-bu…

==========================

W obiekcie znajdowali się pracownicy rosyjskiej agencji Rosatom, którzy pracują nad budową dodatkowych reaktorów. Jak podała NEXTA, trwają przygotowania do trzeciej fali ewakuacji pozostałych na miejscu 480 Rosjan.

Trump 2.0. – Uczyńmy Amerykę Zbrodniarzem ! „Make America Criminal”

Trump 2.0. – uczyńmy Amerykę zbrodniczą! „Make America Criminal”

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-trump-2-0-uczynmy-ameryke-zbrodnicza

168 zamordowanych irańskich uczennic z Minab może za sobą pociągnąć do grobu Donalda Trumpa, przynajmniej w politycznym rozumieniu tego pojęcia. 

Choć Amerykanie próbowali na różne sposoby tej zbrodni zaprzeczyć, to jednak nawet w Stanach Zjednoczonych mało kto ma wątpliwości co do sprawstwa.

Nic o tym nie wiem, ale to Iran jest winny

Formalnie struktury państwa prowadzą śledztwo, ale na tyle ślamazarnie, że za podobną pracę wzięli się dziennikarze. Specjaliści z BBC Verify, CNN i Deutsche Welle przeanalizowali zdjęcia satelitarne i dane geolokalizacyjne. Potwierdzili, że w szkołę jednocześnie uderzyły trzy pociski Tomahawk. I choć jednocześnie dziennikarze „New York Timesa” i Reutersa wskazali na niedaleko znajdującą się bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, to fakt posiadania „nieaktualnych” danych niewiele już wizerunkowo pomoże.

Bo Donald Trump szedł w zaparte i posuwał się do coraz to bardziej absurdalnych tez. Według jednej z nich, Irańczycy mieli Tomahawka… kupić na wolnym rynku i dokonać ataku na własnych obywateli. Zapewne po to, by teraz Trumpa i jego administrację skompromitować.

Przeciwnicy polityczni natychmiast podchwycili te wymysły prezydenta. Lider większości w Senacie Chuck Schumer nazwał wypowiedzi Trumpa „niezwykle idiotycznymi”, dodając: „Mówi wszystko, co mu przyjdzie do głowy, niezależnie od tego, jaka jest prawda”.

W obliczu lawiny krytyki Trump zdał sobie sprawę, że jego improwizowane uwagi tylko dolewają oliwy do ognia. Nowa strategia obronna Białego Domu polega na całkowitym ignorowaniu problemu, a prezydent zdaje się mówić „nic o tym nie wiem”. Pentagon prawdopodobnie dokładnie wie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię w Minab, ale dowództwo wojskowe nadal ukrywa się za wewnętrznym dochodzeniem. Przyznanie się do jednej z największych zbrodni wojennych w historii nowożytnej poważnie podważyłoby casus belli USA przeciwko Iranowi. Zwłaszcza co do narracji Waszyngtonu o „reżimie terrorystycznym” i rzekomym pragnieniu ajatollahów, by zaatakować Amerykę.

Wielopoziomowa wpadka wizerunkowa

W rezultacie administracja próbuje zmienić temat. Sekretarz Wojny Pete Hegseth ucieka się do teatralnych konferencji prasowych, gdzie oskarża media o stronnicze relacjonowanie wojny. Podczas niedawnego briefingu skarżył się, że stacje takie jak CNN, Fox News i MSNBC ignorują heroizm amerykańskich pilotów i złożoność tankowania w powietrzu. Hegseth wyraźnie tęskni za medialnym środowiskiem z czasów inwazji na Irak w 2003 roku, kiedy to w amerykańskim społeczeństwie dominował silny konsensus prowojenny.

To się jednak „ne vrati”.

Bo choć rząd może wpływać na relacje telewizyjne, nie jest w stanie kontrolować mediów społecznościowych. Internet jest zalewany zdjęciami i filmami przedstawiającymi ofiary śmiertelne w Iranie, cierpienie ludności cywilnej i masowe pogrzeby 168 uczennic. Z drugiej strony viralowe nagrania pokazują ludzi urządzających przyjęcia i świętujących wesela w piwnicach i na parkingach podziemnych Tel Awiwu. Ten jaskrawy kontrast uderza także w wizerunek Izraela, znowu uchodzącego za agresora.

Nie śpi także opozycja. Demokraci aktywnie wykorzystują śmierć uczennic w wewnętrznych walkach politycznych, skutecznie łącząc tragedię z wybuchem „nielegalnej wojny”. Zbrodnie wojenne na Bliskim Wschodzie w połączeniu z masowymi deportacjami i zabójstwami lewicowych aktywistów w Minneapolis, szybko stają się podstawą do uruchomienia procedury impeachmentu prezydenta. Przynajmniej retorycznie.

Ameryka jest sama?

Trump pochopnie rozpoczął działania militarne przeciwko Teheranowi, nie doceniając potencjału militarnego Iranu i jedności jego przywództwa politycznego. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Islamska Republika Iranu opiera się na zakorzenionych instytucjach. Usunięcie najwyższego przywódcy nie zburzyło struktury dowodzenia w kraju, pozostawiając Waszyngton w kropce, bo bez planu awaryjnego. Nikt w Białym Domu nie potrafi już określić celów tej wojny.

A przecież przed konfliktem administracja Trumpa przygotowywała się do wizyty w Chinach 1 kwietnia. Stratedzy mogli założyć, że Stany Zjednoczone skutecznie odetną Pekin od wenezuelskiej i irańskiej ropy naftowej, kontrolując jednocześnie linie dostaw z państw Zatoki Perskiej. Prezydent wyobrażał sobie, że będzie dyktował warunki kapitulacji Xi Jinpingowi w trwającej wojnie handlowej, ale już wiadomo, że te plany całkowicie wzięły w łeb. Może dlatego wizyta zostałaprzełożona”.

Ameryka została z tą wojną sama sobie i próbuje się nią podzielić. Apele o ochronę Cieśniny Ormuz skierował Waszyngton i do europejskich członków NATO i do… Chińczyków. Od Trumpa odwraca się także Turcja, gdzie demonstracyjnie składano hołd ofiarom ataku na szkołę i rozprawiano o tym kto następny. Do tego wszystkiego doszła jeszcze… oscarowa gala, gdzie było wyjątkowo dużo filmów irańskich, jeden z nich zatytułowany To był tylko wypadek.

Tomasz Jankowski

SAS odwołuje tysiąc lotów. Paliwo lotnicze podwoiło cenę w 10 dni

SAS odwołuje tysiąc lotów. Paliwo lotnicze podwoiło cenę w 10 dni i branża nie ma pomysłu, co z tym zrobić

19/3/2026 zmianynaziem/sas-odwoluje-tysiac-lotow-paliwo-lotnicze-podwoilo-cene-w-10-dni

Skandynawskie linie lotnicze SAS ogłosiły, że w kwietniu odwołają co najmniej 1000 lotów. Powodem jest gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego wywołany konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. To pierwszy tak duży europejski przewoźnik, który zdecydował się na tak radykalne cięcia w siatce połączeń. Branża lotnicza obserwuje sytuację z niepokojem, bo nie widać szybkiego wyjścia z kryzysu.

Wszystko zaczęło się od zamknięcia Cieśniny Ormuz i ataków na infrastrukturę naftową w regionie. Cieśnina to kluczowy szlak transportowy dla paliwa lotniczego dostarczanego z Bliskiego Wschodu do Europy i Azji. Gdy przestała być bezpieczna dla tankowców, ceny kerozyny poszybowały w górę w tempie, jakiego branża nie widziała od dekad. W ciągu zaledwie 10 dni tona paliwa lotniczego podrożała z około 830 do ponad 1600 dolarów. To wzrost o niemal 100 %.

Dla linii lotniczych paliwo stanowi zazwyczaj od 20 do 30 procent wszystkich kosztów operacyjnych. Przy takim skoku cen matematyka robi się brutalna. SAS jako pierwszy zdecydował się działać otwarcie i przyznał, że część połączeń po prostu przestała być opłacalna. Jeszcze w marcu linia skasowała kilkaset lotów krajowych w Norwegii i Danii, w tym połączenia z Kopenhagi do Oslo. W kwietniu skala cięć ma być znacznie większa.

Dyrektor generalny SAS Anko van der Werff nie owijał w bawełnę. Stwierdził wprost, że jeśli sytuacja się nie zmieni, linia będzie musiała podnosić ceny biletów. Na razie firma skupia się na ograniczeniu strat przez redukcję lotów, które generują największe koszty przy najmniejszych przychodach. Chodzi przede wszystkim o krótkie trasy krajowe, gdzie marże i tak są niskie, a zużycie paliwa w przeliczeniu na pasażerokilometr jest stosunkowo wysokie.

Na tej sytuacji próbuje skorzystać norweski konkurent Norwegian Air. Linia zapowiedziała dodanie 120 dodatkowych lotów, żeby przejąć pasażerów, którzy stracili rezerwacje w SAS. To sprytny ruch, ale Norwegian też operuje na tym samym rynku paliwa i prędzej czy później poczuje te same koszty.

Kryzys nie dotyczy wyłącznie Skandynawii. Air France-KLM, Ryanair, Qantas, Cathay Pacific i Air India zapowiedziały podwyżki cen biletów. Część linii rozważa zmianę tras, żeby ominąć niestabilny region. Problem w tym, że dłuższe trasy to więcej spalonego paliwa, a więcej spalonego paliwa to wyższe koszty, które i tak w końcu trafią do ceny biletu. Pasażer zapłaci więcej tak czy inaczej.

Eksperci branżowi ostrzegają, że nawet jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie szybko się zakończy, ceny paliwa nie wrócą od razu do poprzednich poziomów. Rynki surowcowe potrzebują czasu, żeby się ustabilizować, a infrastruktura logistyczna musi zostać odbudowana lub przekierowana. Prognozy mówią o miesiącach podwyższonych cen, a nie tygodniach. Dla linii operujących z cienkimi marżami to może oznaczać poważne problemy finansowe.

Warto przypomnieć, że branża lotnicza wciąż nie w pełni otrząsnęła się ze skutków pandemii. Wiele linii latami odbudowywało płynność finansową i zmniejszało zadłużenie. Nagły skok kosztów paliwa trafia więc w moment, gdy rezerwy finansowe wielu przewoźników są wciąż skromniejsze niż przed 2020 rokiem. SAS sam przeszedł przez postępowanie restrukturyzacyjne i wrócił na rynek jako odmłodzona firma. Teraz znów staje przed egzystencjalnym wyzwaniem.

Dla pasażerów planujących loty w najbliższych miesiącach sytuacja jest jednoznaczna: należy spodziewać się wyższych cen biletów i mniejszej liczby dostępnych połączeń, szczególnie na krótkich trasach krajowych i regionalnych. Ci, którzy mają już zarezerwowane loty z SAS na kwiecień, powinni śledzić komunikaty linii, bo lista odwołań będzie się rozrastać.

Kryzys paliwowy odsłonił też strukturalną słabość europejskiego lotnictwa: jego silne uzależnienie od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Przez lata tania kerozyna była jednym z filarów modelu tanich lotów. Teraz ten filar się chwieje, a branża nie ma gotowej odpowiedzi na pytanie, co dalej.

Źródła:

https://www.euronews.com/travel/2026/03/18/sas-to-cancel-…

https://www.independent.co.uk/travel/news-and-advice/scan…

https://www.thelocal.dk/20260317/airline-sas-cancels-norw…

https://www.dailymail.co.uk/travel/article-15656725/Major…

https://www.telegraph.co.uk/business/2026/03/17/first-eur…

https://www.gbnews.com/news/world/scandinavian-airlines-s…

Rzeczpospolita przedzawałowa. Jak wprowadzić JOW?

Rzeczpospolita przedzawałowa

Jarosław Warzecha


salon24.pl/u/jaroslawwarzecha/rzeczpospolita-przedzawalowa

System wyborczy w naszym pięknym Kraju jest chory. A razem z nim jest chora cała najjaśniejsza Rzeczpospolita. To przecież użycie metody d’Hondta sprawiło, że do Sejmu RP wszedł niejaki poseł Czarzasty, choć jako pierwszy na liście wyborczej dostał prawie dwa razy mniej głosów niż ostatni na tej liście – Czarzasty 22 332 głosy, Łukasz Litewka 40 651 głosów.

 To dzięki wadliwej w naszych warunkach społecznych i politycznych metodzie d’Hondta, taki poseł Czarzasty, mimo swojej, mówiąc bardzo oględnie mało chwalebnej przeszłości i politycznej i nie tylko ( choćby afera Rywina), został marszałkiem sejmu i tym samym drugą osobą w Państwie. Sytuacja absolutnie kuriozalna, nie do pomyślenia w kraju demokratycznym – chyba, że jest to demokracja „ taka jak my ją rozumiemy”.

 Metoda d’Hondta w naszym Kraju nie oddaje rzeczywistych preferencji społecznego poparcia w wyborach do sejmu. Jest poza tym szczególnie podatna na wyborcze manipulacje, fałszerstwa.

 Konstytucjonaliści nie tylko w Polsce, od dawna, jeżeli nie od zawsze twierdzą, że im prostszy system wyborczy, tym wierniej oddaje prawdziwe poparcie wyborców i tym trudniejszy do sfałszowania.

 W wyborach prezydenckich i senackich od początku sprawdza się znakomicie system większościowy. Wielu przyzwoitych posłów zdarło głos w walce o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych i wprowadzanie jednoznacznych zasad systemu większościowego – wygrywa ten kto ma największą liczbę głosów.

 Czy system większościowy może mieć swoje słabości? Oczywiście. Jak każdy system stworzony przez człowieka. Nawet najmocniejsze banki nie są w stu procentach bezpieczne.

 Oczywiste, że wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej to zmiana Konstytucji. A to wymaga co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Senat: Bezwzględna większość głosów. 

 Art. 96 ust. 2 Konstytucji, mówi między innymi, że wybory do Sejmu są Proporcjonalne. I to jest ta istotna przeszkoda we wprowadzeniu JOW.

 Pytanie zatem zasadne – czy różni czarzaści mają dalej dewastować Państwo Polskie, czy też czas najwyższy by uzdrowić stan przedzawałowy Rzeczypospolitej?

  To oczywiste, że do tego będzie potrzeba daleko, a nawet bardzo daleko posuniętych kompromisów politycznych i morza, jeżeli nie oceanu dobrej woli, ze strony polityków dla których Polska jest rzeczywiście najważniejsza.

 Tym bardziej, że główne prawo Murphy’ego mówi : „Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie źle”.  A ono także w polityce, naszej polskiej, sprawdziło się już wielokrotnie.

Burza na szczycie UE [czyli w nocniku]. Orban zablokował gigantyczną pożyczkę dla Ukrainy

Burza na szczycie UE. Orban zablokował gigantyczną pożyczkę dla Ukrainy

19.03.2026 15:32 tysol/burza-na-szczycie-ue-orban-zablokowal-gigantyczna-pozyczke-dla-ukrainy

Weto Węgier wobec wielomiliardowej pożyczki dla Ukrainy wywołało ostrą reakcję unijnych przywódców. Viktor Orban uzależnia swoją decyzję od wznowienia dostaw ropy, podkreślając, że chodzi o bezpieczeństwo jego kraju.

Viktor Orban

Viktor Orban / PAP/EPA/OLIVIER MATTHYS

Orban blokuje decyzję UE

Premier Węgier Viktor Orban zablokował 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy podczas szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Decyzja wywołała oburzenie wśród unijnych liderów.

Jak relacjonowało RMF, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa skrytykował ten ruch podczas zamkniętych rozmów. Jest to niedopuszczalne – ocenił stanowisko Węgier.

Zmiana stanowiska Budapesztu

Spór dotyczy zmiany stanowiska Węgier. W grudniu ubiegłego roku Orban zgodził się na udzielenie Ukrainie pożyczki, jednak teraz ją blokuje. W tle jest trwająca kampania wyborcza.

Zdaniem części unijnych polityków takie działanie narusza zasadę lojalnej współpracy między państwami członkowskimi.

Żadne państwo członkowskie wcześniej nie przekroczyło tej czerwonej linii – alarmuje Antonio Costa.

Z oceną przewodniczącego zgodzili się inni liderzy, w tym premier Donald Tusk.

Ropa kluczowym warunkiem

Jeszcze przed szczytem Orban zapowiedział, że Węgry nie poprą żadnych korzystnych decyzji dla Ukrainy, dopóki nie zostaną wznowione dostawy ropy rurociągiem Przyjaźń.

Transport rosyjskiej ropy został wstrzymany pod koniec stycznia po uszkodzeniu infrastruktury w wyniku rosyjskiego ataku na Ukrainę. Kijów poinformował, że rurociąg jest naprawiany, jednak Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe blokowanie tranzytu.

Słowacja nie blokuje, UE reaguje

Mimo podobnej sytuacji Słowacja nie zdecydowała się na zablokowanie pożyczki. Antonio Costa podziękował premierowi tego kraju za respektowanie wcześniejszych ustaleń.

„Kwestia przetrwania”

Orban jasno stawia warunki dotyczące relacji z Ukrainą.

Dopiero po odblokowaniu tranzytu ropy będzie można otworzyć nowy rozdział – powiedział Viktor Orban.

Premier Węgier podkreślił, że brak dostaw surowca to dla jego kraju „kwestia przetrwania”.

Vaginet wpada w furię [epicką?]

Vaginet wpada w furię

Stanisław Michalkiewicz  19 marca 2026 michalkiewicz

Nie jest dobrze. Po wtorkowym spotkaniu u pana prezydenta Karola Nawrockiego z udziałem prezesa NBP Adama Glapińskiego w sprawie programu SAFE i alternatywy, rozpętała się furia – z tą różnicą, że tym razem nie chodzi o Wielki Izrael, tylko o Generalną Gubernię. Obywatel Tusk Donald skomentował propozycję, by pieniądze w kwocie 180 mld złotych dla naszej niezwyciężonej armii wygenerować z rezerw NBP, szacowanych na ponad bilion złotych – jako „program SAFE zero złotych” . Głównym argumentem było to, że NBP przez ostatnie lata nie odnotowywał zysków, tylko straty.

Ale jeśli nawet NBP nie odnotowywał zysków, które – w przypadku odnotowania – musiałby przekazać rządowi na pożarcie, to nie znaczy, że nie ma rezerw. Te rezerwy są, zarówno w obcych walutach, jak i w postaci ponad 500 ton złota. Prezes Glapiński w dzień po spotkaniu u prezydenta wspominał, że jeśli cena złota by rosła, np. w związku z „Epicką furią”, albo innymi furiami, to z samej różnicy ceny można wygenerować pieniądze. Ale obywatelu Tusku Donaldu, podobnie, jak Księciu-Małżonku, nic nie przemawiało do przekonania. Przeciwnie – vaginet obywatela Tuska Donalda najwyraźniej zmobilizował stado autorytetów moralnych, zależnych albo od vaginetu, albo od starych kiejkutów, albo wreszcie – od Sanhedrynu, który w Polsce ma przecież swoje żywotne interesy, a także prześwietną Generalicję naszej niezwyciężonej armii.

Całe to towarzystwo zaczęło oskarżać pana prezydenta Nawrockiego jeśli nie o ignorancję – na tym odcinku wyróżniał się zwłaszcza pan prof. Leszek Balcerowicz, który najwyraźniej przyzwyczaił się do przytłaczania wskazanych mu nieubłaganym palcem osób swoim mniemanym autorytetem. Ci, którzy nawet mniemanym autorytetem nikogo nie byliby w stanie przytłoczyć, jak na przykład Wielce Czcigodny pan Trela – dawniej z SLD, obecnie z Lewicy – bez ceregieli oskarżają pana prezydenta o „zdradę”. Widać, że poruszone zostały Moce niebieskie, ziemskie i piekielne – a ta sytuacja skłania do postawienia pytania o przyczyny takiej zapamiętałości i determinacji.

Najwyraźniej w całej tej sprawie nie chodzi o pieniądze dla naszej niezwyciężonej, bo prezes NBP wskazał na źródła alternatywnego finansowania. To, że mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, nie przyjmują tego do wiadomości, to jeszcze nie dowód, że żadnych pieniędzy nie ma. Nikt bowiem nie zaprzecza, że NBP ma rezerwy szacowane na ponad bilion złotych, a w tej sytuacji uruchomienia 20 procent z nich nie jest przedsięwzięciem niewykonalnym. Żeby ominąć konstytucyjny zakaz finansowania deficytu budżetowego kredytem NBP, wystarczyłoby – jak to miało miejsce w latach poprzednich – że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych – co jest legalne – a następnie NBP, w ramach „inwestowania” swoich avoirów, „zainwestuje” w te obligacje – co też jest legalne – i po krzyku.

Jak pisze w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” nieżyjący już amerykański ekonomista Murray Rothbard, System Rezerwy Federalnej kreuje pieniądze dosłownie z niczego. Zapisuje sobie, dajmy na to, że ma 100 mld dolarów. Tych pieniędzy fizycznie nie ma, ale to nic nie szkodzi, żeby z tej puli napożyczać forsy bankom komercyjnym. Banki komercyjne kredytują z tych pożyczek firmy i obywateli, i w ten sposób z niczego rodzą się prawdziwe pieniądze – bo firmy i obywatele muszą spłacać długi naprawdę. Powoduje to oczywiście inflację – ale to jest „podatek emisyjny” – jak ją nazywał noblista Milton Friedman. Kombinacja z rezerwami NBP aż taka kozacka nie jest, bo te rezerwy rzeczywiście istnieją. Zatem nie o pieniądze tu chodzi.

A jeśli nie o pieniądze, to o co?

Snop światła na tę sprawę rzuca „mechanizm warunkujący”, jakim obwarowana jest pożyczka SAFE. Chodzi o to, że Komisja Europejska pod byle pretekstem – jak to było w przypadku KPO – może wstrzymywać wypłaty kolejnych transz pożyczki. W ten sposób może dyscyplinować nieszczęsnego dłużnika, by skakał przed nią z gałęzi na gałąź. Po drugie – jak w niepojętym przypływie szczerości wychlapała Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, mająca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę pełnomocnika do spraw SAFE – cztery do pięciu procent” od tych prawie 44 miliardów euro od razu powędruje na Ukrainę. To oczywiście nieprawda, bo nie „cztery do pięciu”, tylko prędzej piętnaście – a jak będzie trzeba – to i 50 procent tej sumy trafi na Ukrainę.

Ale to by jeszcze nie uzasadniało aż takiej determinacji, jakiej dowody składa obywatel Tusk Donald, zadowolony ze swego rozumu Książę-Małżonek i zmobilizowane stado mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu. Ponieważ z obfitości serca usta mówią, to wyjaśnienie przyczyn tego zacietrzewienia przyszło od rzecznika Komisji Europejskiej, który wychlapał, że Komisja Europejska Polsce kazała przyjąć program SAFE. To znaczy – przykazała vaginetowi obywatela Tuska Donalda, który otrzymał zadanie wkręcenia naszego nieszczęśliwego kraju w ten program. Bo trzeba nam wiedzieć, że chociaż oprocentowanie SAFE jest podobno „korzystne”, to z uwagi na wieloletni termin spłaty, Polska musiałaby oddać Komisji Europejskiej prawie dwa razy tyle, ile by dostała. Obywatelu Tusku Donaldu to oczywiście nie przeszkadza, bo w roku 2070 prawdopodobnie będzie on już starym nieboszczykiem, podobnie jak i Książę-Małżonek, chociaż sprawia wrażenie niezwykle żywotnego.

Ale co z naszym nieszczęśliwym krajem? Ano – SAFE zostało pomyślane jako instrument trwałego uzależnienia Polski od Komisji Europejskiej, w której coraz więcej kompetencji zagarnia dla siebie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Najwyraźniej musiała opatrzyć rozkaz przyjęcia przez Polskę programu SAFE zagrożeniem, że w przeciwnym razie powyrywa Donaldu Tusku i Księciu-Małżonku nogi z tyłka. Może nie dosłownie, chociaż i tego wykluczyć z góry przecież nie można – ale mogła uzależnić od tego możliwość kontynuowania świetnych karier. Toteż ze zrozumieniem w tej sytuacji przyjmujemy do wiadomości pogróżki obywatela Tuska Donalda, że w razie zawetowania ustawy o SAFE, vaginet przystąpi do realizowania „Planu B”, to znaczy – wzięcia tej pożyczki na tak zwany „rympał”, bez oglądania się na żadne konstytucyjne dyrdymały.

W tej sytuacji Polska zostałaby, wraz z całą naszą niezwyciężoną armią, wprowadzona na świetlisty szlak, wiodący do Generalnej Guberni – bo w IV Rzeszy taki właśnie los wypadł naszemu nieszczęśliwemu krajowi. Tymczasem, kiedy „takie oto zabawy i spory” się u nas odbywają, „Epicka furia” powoli ogarnia również Europę i to w pobliżu naszego nieszczęśliwego kraju. Właśnie Rumunia zaoferowała Amerykanom swoje terytorium, jako kolejną bazę do ataku na złowrogi Iran. O ile pamiętam, to na terenie Rumunii jest amerykańska baza, podobna do tej u nas, w Redzikowie na Pomorzu. Skoro zatem „Epicka furia” zatacza coraz szersze kręgi, to w pewnym momencie może objąć nie tylko Rumunię, ale i nasz nieszczęśliwy kraj.

Stanisław Michalkiewicz

Girls School Bomber. MEM-y II.

———————————

——————————————

——————————————–

—————————————-

—————————————————-

————————————————

———————————————

——————————————

——————————

———————————————–