Cena złudzeń

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”

Cena złudzeń

W jaki sposób uprzedzenia i błędne oceny Zachodu wobec Iranu i Rosji naruszają najstarszą zasadę Sun Tzu – na jego własną szkodę.

Feliks Abt

Zachodnie karykatury doprowadziły do ​​poważnych błędów strategicznych.

Przez dziesięciolecia zachodnie rządy i media przedstawiały Iran jako zacofane, zdominowane przez religię społeczeństwo, rządzone przez irracjonalnych duchownych („mullahów”). Ta uproszczona karykatura uniemożliwiała decydentom zrozumienie, jak faktycznie funkcjonuje państwo irańskie pod względem politycznym i militarnym.

Ta błędna kalkulacja przyczyniła się do poważnych błędów strategicznych Stanów Zjednoczonych – w szczególności do powtarzającego się założenia, że ​​ataki militarne lub celowe zabójstwa przywódców doprowadzą do zmiany reżimu. Jednakże masowe publiczne ceremonie żałobne po zabójstwach wysoko postawionych irańskich urzędników, w których uczestniczyły dziesiątki milionów ludzi, jasno pokazały, że rząd cieszył się szerokim poparciem społecznym i bynajmniej nie był na skraju upadku. Jak na ironię, poparcie to jest prawdopodobnie wielokrotnie większe niż poparcie rządów, które przez dziesięciolecia poddawały Iran niesprowokowanym, nielegalnym wojnom agresywnym, sankcjom i innym formom agresji.

Historycznie rzecz biorąc, Iran zawsze opierał się nadmiernemu uzależnieniu od Rosji lub Chin, stawiając na pierwszym miejscu suwerenność narodową. Pomimo dekad surowych sankcji międzynarodowych, kraj ten zbudował jeden z najnowocześniejszych technologicznie systemów przemysłowych na świecie, obejmujący zaawansowaną produkcję pocisków rakietowych, zaawansowaną technologię precyzyjnego naprowadzania, dalekosiężny program nuklearny oraz znaczące możliwości produkcji przemysłowej.

Sankcje nie sparaliżowały rozwoju technologicznego Iranu. Wręcz przeciwnie, zmusiły kraj do zbudowania szerokiej niezależności technologicznej w wielu obszarach – rozwoju, którego skali wielu zachodnich obserwatorów nie doceniło lub w ogóle nie dostrzegło.

Dalsze błędne oceny

Produkcja pocisków Patriot w Europie jest nierealna.

Nawet gdyby Ukraina otrzymała licencje na produkcję systemów obrony powietrznej Patriot, pomysł ten pozostałby w dużej mierze symboliczny. Systemy Patriot wymagają niezwykle złożonego ekosystemu przemysłowego – wysoce wyspecjalizowanych technologii, wykwalifikowanego personelu i ściśle zintegrowanych łańcuchów dostaw, których nie da się szybko stworzyć. Nawet Stany Zjednoczone mają trudności z uzupełnianiem własnych zapasów Patriotów w niezbędnym tempie.

Wiele systemów, które w przyszłości miałyby być określane mianem „Made in Europe”, nadal w dużym stopniu opierałoby się na amerykańskich podzespołach, podczas gdy decydenci polityczni prezentowaliby je swojej opinii publicznej jako produkty europejskie.

Mało prawdopodobne jest, aby sankcje wobec Rosji zostały znacząco zaostrzone.

Przed śmiercią amerykański senator Lindsey Graham wezwał do „niszczycielskich sankcji” wobec Rosji. Jednak takie środki prawdopodobnie nie przyniosłyby większego efektu w praktyce.

  • Rynki światowe pozostają uzależnione od rosyjskiej ropy.
  • Stany Zjednoczone nie mogą zatrzymać eksportu energii z Rosji bez wywołania poważnych zakłóceń na światowych rynkach energii.
  • Poprzednie pakiety sankcji wyraźnie pokazały swoje ograniczenia i często okazywały się w dużej mierze nieskuteczne.
  • Rzeczywistość ekonomiczna nadal bierze górę nad retoryką polityczną.

Publiczne żądania jeszcze surowszych sankcji pełnią więc przede wszystkim funkcję inscenizacji politycznej, a nie są polityką, którą można faktycznie wdrożyć.

NATO przerzuca swój ciężar finansowy na Europę.

Stany Zjednoczone pozostają zdecydowanie oddane NATO.

Jednocześnie Waszyngton coraz częściej apeluje do swoich europejskich sojuszników, aby wzięli na siebie większą część wydatków wojskowych sojuszu.

Nie chodzi tu o wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy, lecz o redystrybucję obciążeń finansowych. Waszyngton może utrzymać swoje wpływy strategiczne, jednocześnie ograniczając wydatki bezpośrednie.

Sytuacja militarna na Ukrainie pogarsza się.

Pozycja militarna Ukrainy ulega coraz większemu pogorszeniu.

  • Możliwości obrony powietrznej Ukrainy uległy znacznemu osłabieniu.
  • Rosyjskie ataki rakietowe i drony coraz częściej uderzają w swoje cele.
  • Chociaż ukraińskie ataki dronów przyciągają uwagę mediów, ich znaczenie strategiczne jest ograniczone.
  • Rosyjskie siły zbrojne kontynuują stopniowe zdobywanie terytorium w ramach wojny na wyniszczenie.

Obecnie impet militarny leży po stronie Rosji.

Ukraina stoi w obliczu poważnego kryzysu demograficznego.

Populacja Ukrainy drastycznie się skurczyła. Znaczna część pozostałych mieszkańców to osoby starsze, a wielu młodych ludzi w wieku produkcyjnym opuściło kraj lub zginęło w wojnie. Trwające walki dodatkowo pogarszają długoterminowe perspektywy gospodarcze i demograficzne kraju.

To jedna z największych tragedii humanitarnych tej wojny. Dalsze przedłużanie konfliktu tylko pogorszy sytuację.

Rosja mogłaby rozszerzyć swoje działania militarne.

Rosja nie wyczerpała jeszcze w pełni swojego potencjału militarnego. Od samego początku Moskwa postawiła na wojnę na wyniszczenie, zamiast szybkiego zwycięstwa, wykorzystując pełnię swoich możliwości militarnych. Uczyniła tak między innymi po to, aby zminimalizować własne straty i uniknąć ryzyka utraty gotowości ochotników do zaciągnięcia się do wojska – w przeciwieństwie do Ukrainy, która opiera się na poborowych.

Wraz z postępującym osłabieniem ukraińskich sił zbrojnych, nasilają się również działania rosyjskie. Ataki na miasta takie jak Odessa nasiliły się. Rosja umacnia swoją kontrolę nad Donbasem; co więcej, może ona rozszerzyć się na inne obszary, określane czasem mianem „Noworosji”. W dłuższej perspektywie nawet Kijów mógłby stać się celem militarnym w celu wyeliminowania reżimu banderowców, który Moskwa uważa za antyrosyjski i którego interesy są ściśle powiązane z interesami NATO.

Europa i Stany Zjednoczone wykorzystują Ukrainę jako swojego pełnomocnika.

Rządy europejskie i Stany Zjednoczone w rzeczywistości prowadzą konflikt z Rosją za pośrednictwem Ukrainy. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu, nowy nacjonalistyczny reżim porzucił konstytucyjnie zagwarantowaną neutralność kraju. Następnie NATO wyszkoliło, wyposażyło i wsparło operacyjnie ukraińskie siły zbrojne. Jednocześnie siły te rozpoczęły ostrzał rosyjskojęzycznych obszarów w Donbasie.

  • Zachodnie agencje wywiadowcze i zachodnie systemy uzbrojenia umożliwiają Ukrainie kontynuowanie ataków, w tym na cele głęboko w Rosji.
  • Rosja ograniczyła swoje działania militarne głównie do terytorium Ukrainy i unikała bezpośrednich ataków na państwa NATO.

Taka sytuacja pozwala Zachodowi pośrednio walczyć z Rosją, podczas gdy Ukraina ponosi ogromne koszty ludzkie – jest to klasyczny przykład wojny zastępczej.

Wojny przynoszą korzyści potężnym – cenę płaci społeczeństwo.

Wojny służą przede wszystkim określonym elitom politycznym i ekonomicznym.

  • Przemysł zbrojeniowy, bogaci inwestorzy i wpływowi ludzie często osiągają znaczne zyski.
  • Jednak dla ludności pracującej standard życia ulega obniżeniu.
  • Rządy krajów europejskich znacząco przesunęły środki finansowe z priorytetów krajowych na wydatki wojskowe.
  • W rezultacie tych wydarzeń cierpi długoterminowa konkurencyjność przemysłu i zatrudnienie.

Wiele osób postrzega państwa obce, takie jak Rosja, jako swojego głównego przeciwnika. W rzeczywistości jednak powinni krytycznie przyglądać się elitom politycznym i gospodarczym we własnym kraju, które czerpią zyski z przedłużających się konfliktów.

Rosyjska infrastruktura energetyczna okazała się odporna.

Ukraińskie ataki dronów na rosyjskie rafinerie jak dotąd nie miały większego znaczenia strategicznego.

  • Rosja importowała olej napędowy ze względów technicznych i handlowych nawet w czasie pokoju.
  • Uszkodzone rafinerie naprawiono bez znaczącego spadku ogólnej produkcji.
  • Eksport rosyjskiej energii powrócił do poziomu sprzed wojny.
  • Poziom zapasów i istniejące moce rezerwowe w dużej mierze zrekompensowały poniesione straty.
  • Udoskonalone systemy obrony powietrznej prawdopodobnie jeszcze bardziej ograniczą skuteczność przyszłych ataków.

Tak zwana „wojna energetyczna” nie dotknęła jeszcze znacząco rosyjskiego sektora naftowego.

Poznaj swojego wroga

Ostatecznie te uporczywe karykatury i błędne osądy nie są jedynie błędami analitycznymi – stanowią one akty strategicznego samookaleczenia. Odmawiając dostrzeżenia swoich przeciwników takimi, jacy są naprawdę, Zachód łamie jedną z najbardziej ponadczasowych zasad Sun Tzu:

„Poznaj swego wroga i poznaj siebie; wtedy nie musisz obawiać się wyniku setek bitew”.

Dopóki Zachód będzie kurczowo trzymał się swoich złudzeń i przedkładał pobożne życzenia nad trzeźwą analizę, będzie płacił wysoką cenę za własne błędne postrzeganie.

▪ ▪ ▪

Felix Abt jest przedsiębiorcą mieszkającym w Azji, autorem na Substack i vlogerem podróżniczym na YouTube.

Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata

Zacharowa: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata

rtnews/palantir-ist-eine-der-groessten-bedrohungen-fuer-die-moderne-welt

Maria Zacharowa twierdzi, że amerykańska firma programistyczna Palantir to gigant zbrojeniowy zarządzany przez jawnych faszystów. Przerażające jest, jak twierdzi, to, że społeczność zachodnia wykazuje całkowitą tolerancję dla „neonazistowskiej narracji” prezesa Alexa Karpa.

Zacharowa: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa

Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa ostro skrytykowała tezy promowane przez Aleksa Karpa, szefa amerykańskiej firmy Palantir, zajmującej się analizą danych, w jego książce „Republika Technologiczna” w poście opublikowanym na Telegramie. Streszczenie książki, zawierające 22 tezy i nazwane „Manifestem Palantira”, zostało opublikowane na oficjalnym koncie firmy w serwisie X.

„Nie będziemy się zniechęcać i powtarzać: Palantir to jedno z największych zagrożeń dla współczesnego świata” – pisze Zacharowa w swoim artykule.

Korporacja jest bezpośrednio powiązana z licznymi wojnami za granicą, a technologie, które dostarcza armiom państw zachodnich, są wykorzystywane między innymi w kryzysie na Ukrainie. „Bo Palantir zarabia przede wszystkim na zabójstwach podczas konfliktów zbrojnych” – podkreśla rzeczniczka.

Jednak nie tylko technologie oferowane przez Palantir są niebezpieczne dla świata, ale także ideologia propagowana przez jego przywódców – dodaje Zacharowa.

I dalej:

„Gigantyczna korporacja wojskowa, mająca kontrakty i powiązania z ministerstwami obrony i zdrowia krajów zachodnich, zarządzana przez jawnych faszystów, którzy uważają się za nowych mesjaszy antychrześcijaństwa”.

Grok i wojna USA: Jak finansowana ze środków prywatnych sztuczna inteligencja wpłynęła na interwencję w Iranie

Grok i wojna USA: Jak finansowana ze środków prywatnych sztuczna inteligencja wpłynęła na interwencję w Iranie

W swoim „manifeście” Karp domagał się cofnięcia militarnej „kastracji” i demilitaryzacji Niemiec i Japonii po II wojnie światowej. Europa płaci teraz wysoką cenę za tę „nadmierną korektę”.  

Niektóre kultury umożliwiły kluczowe postępy, podczas gdy inne okazały się „dysfunkcyjne”, „regresywne” i „szkodliwe” – kontynuował prezes Palantir. Zachód powinien zatem oprzeć się „powierzchownej pokusie pustego i bezdusznego pluralizmu”.

W swoim wpisie Zacharowa pisze o „gwałtownej remilitaryzacji faszyzmu”, która jest „naturalną konsekwencją rasistowskiej, kolonialnej logiki Zachodu, w której istnieją lepsze narody i gorsze kultury, które należy zniszczyć”.  

Ale jeszcze bardziej przerażająca jest stuprocentowa tolerancja społeczności zachodniej i potomków ofiar Holokaustu wobec „neonazistowskiej narracji” prezesa Palantir.

Nie było żadnego potępienia, żaden oficjalny głos nie odwołał się do pamięci historycznej i nikt nie musiał stawić czoła sankcjom – skarży się rzeczniczka rosyjskiego MSZ.

=========================================

Więcej na ten temat  – Trump rozmontowuje imperium USA

Blokując RT, UE dąży do uciszenia krytycznego, nieprzychylnego Zachodowi źródła informacji. I nie chodzi tu tylko o wojnę na Ukrainie. Dostęp do naszej strony internetowej został ograniczony, a kilka platform mediów społecznościowych zablokowało nasze konta. Teraz od nas wszystkich zależy, czy dziennikarstwo wykraczające poza główny nurt narracji będzie mogło nadal prosperować w Niemczech i UE. Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, prosimy o udostępnianie ich wszędzie tam, gdzie jesteś aktywny. Jest to możliwe, ponieważ UE nie zakazała naszej pracy ani czytania i udostępniania naszych artykułów.

Uwaga: Austria wprowadziła jednak 13 kwietnia nowelizację ustawy o audiowizualnych usługach medialnych, która może również dotyczyć osób prywatnych. Dlatego do czasu wyjaśnienia sytuacji prosimy o powstrzymanie się od udostępniania naszych postów w mediach społecznościowych w Austrii.

BBC: „Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

„Wszyscy boją się umrzeć”: Walka o rekrutację żołnierzy na Ukrainie jest brutalna

[Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

bbc.com/news/articles

Sarah Rainsford Korespondent Europy Wschodniej , Kijów

[Poniżej jej film – warto obejrzeć w oryginale. MD]

Zobacz: Sarah Rainsford wyjaśnia, dlaczego na Ukrainie dochodzi do przemocy wokół poboru

Wasyl Krupych wie, co to znaczy walczyć o Ukrainę.

Opisuje przerażające sceny z bitew we wschodnim regionie Donbasu, gdzie, czasami modląc się, czasami płacząc, strzelec CKM-ow w jakiś sposób przeżył atak wojsk rosyjskich.

Ale w grudniu ubiegłego roku, służąc wtedy z tyłu, Krupycz został zaatakowany przez swoich rodaków podczas poszukiwania oszustów.

Mówi, że dwóch mężczyzn zignorowało żądania pokazania swoich dokumentów i uciekło. Kiedy jego patrol dał pościg, Krupycz został ciężko pobity łomem. Spędził sześć tygodni w szpitalu.

„Złamał mi żebro, leżałem tam i nie mogłem oddychać” – wspominał weteran w niedawnym wywiadzie.

„O co walczyliśmy, skoro żołnierze mogą zostać pobici?”

Wasyl na zdjęciu w mundurze wojskowym
Wasyl Krupych, służący żołnierz, został napadnięty podczas poszukiwania oszustów

Przypływ przemocy

Rzeczniczka wojskowa Ukrainy twierdzi, że takie ataki są obecnie „zwykłe” i „poważny problem”, ponieważ kraj walczy o mobilizację mężczyzn do walki w piątym, wyczerpującym rok inwazji na pełną skalę Rosji.

To nie jest temat, który ludzie tutaj chcą omówić, obawiając się karmienia rosyjskiej propagandy.

Ale najnowszy raport National Police Service odnotował do tej pory ponad 600 napaści na funkcjonariuszy rekrutacyjnych i ostrzegł, że agresja stała się „coraz bardziej groźna”.

Pierwszy duży alarm pojawił się w kwietniu, kiedy kilku rekruterów zostało dźgniętych nożem, jeden śmiertelnie. Następnie w tym miesiącu we Lwowie około 200 demonstrantów otoczyło funkcjonariuszy, którzy próbowali zatrzymać podejrzanego oszusta o pobór i rozbili i przewrócili ich samochód.

Zamieszki pojawiły się na pierwszych stronach gazet, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski potępił przemoc wobec służących żołnierzy.

Jego kontrowersyjna decyzja o zwolnieniu ministra obrony Mychajła Fedorowa – w związku ze zderzeniem charakteru i wizji z naczelnym dowódcą Ukrainy – oznacza, że próby rozwiązania kryzysu poborowego utkną w martwym punkcie.

Ale gniew, który właśnie wybuchł we Lwowie, sugeruje, że potrzeba jest pilna.

„Buzyfikacja”

Powody wydają się wahać od zwykłego strachu przed linią frontu – teraz wszyscy znają kogoś, kto został ranny lub zabity – do niechęci do zapisania się na wojnę, która nie ma końca.

Jedyny przypływ entuzjazmu od czasu początkowego pośpiechu na front był pod koniec 2023 roku, kiedy Ukraina rozpoczęła kontrofensywę, aby przejąć tylne terytorium na południowym wschodzie.

Nie przetrwał.

Wtedy rozpoczęła się faza „brutalnej mobilizacji” – uważa poseł opozycji Ołeksandr Honczarenko.

Obwinia to za luz.

„Ci funkcjonariusze polują na ludzi na ulicach, a czasem stosują dość brutalne metody” – mówi poseł.

„Przemoc prowadzi do przemocy. To ogromny problem i będzie jeszcze gorzej”.

Ivan Stupak stoi na ulicy w Kijowie, patrząc w kamerę
Ivan Stupak powiedział, że wysokie dowództwo Ukrainy zostało zmuszone do użycia „bizufikacji” w celu przeciwdziałania brakowi siły roboczej na polu bitwy

Z niecierpliwością zgadza się analityk wojskowy Ivan Stupak.

„Zaczęliśmy cierpieć brak siły roboczej na polu bitwy, ciągłe straty” – wspomina. „Wysokie dowództwo Ukrainy musiało uzupełnić te straty, więc rozpoczęli działalność”.

To termin, którego Ukraińcy używają do mobilnych patroli, które kończą się na mężczyznach wpakowanych do autobusów, i do służby.

„Kiedy potrzebują dodatkowych 5 tys. mężczyzn, zaczynają ich chwytać – a jeśli odmówią, zamieniają się w walki na ulicy.”

Historia profesora

Tak więc dla każdej historii o zaatakowanym projekcie oficera są relacje z przemocy ze strony samych rekruterów.

Ukraiński komisarz ds. praw człowieka odnotował w ubiegłym roku ponad 6 tys. takich skarg – dwukrotnie więcej niż w 2024 roku. Obejmują one roszczenia dotyczące nadużyć i bezprawnego przetrzymywania, a także złe warunki w ośrodkach rekrutacyjnych.

Kyrylo Ogdansky wciąż się denerwuje, gdy mówi o tym, co go spotkało w Dnipro w listopadzie ubiegłego roku.

Kyrylo na zdjęciu w schronisku w Dnipro
Kyrylo został brutalnie pobity przez rekruterów, mimo że jest zwolniony z draftu

Profesor uniwersytecki, który jest zwolniony z draftu, został podniesiony na ulicy przez mężczyznę w zwykłych ubraniach, który chciał sprawdzić swój status powołania.

Istnieją zasady dotyczące takich patroli, w tym obecność policjantów, więc Ogdansky się sprzeciwił.

Potem został napadnięty.

„Jeden z nich wybił mi telefon z ręki, a dwóch wepchnęło mnie do autobusu od tyłu. Kiedy zapytałem, co się dzieje, jeden zaczął mnie bić do głowy. Kilka razy uderzył mnie w nos – mówi mi Ogdansky.

Pamięta groźbę wysłania go prosto na linię frontu. Powiedział: „Mogę zadzwonić do dowódcy, a ty pójdziesz do Pokrowska”.

Rozdanie Kyrylo na zdjęciu po pobiciu przez rekruterów
Kyrylo spędził dwa tygodnie w szpitalu po ataku i złożył oficjalne skargi

Zamiast tego profesor spędził dwa tygodnie w szpitalu z podejrzeniem urazu szyi i wielkimi fioletowo-czarnymi siniakami pod oczami.

Wystosował oficjalne skargi, ale wahał się, czy mówić publicznie, mając świadomość, że takie rzeczy wyglądają źle dla Ukrainy w środku wojny.

„Rosyjska propaganda wykorzystuje takie rzeczy bardzo aktywnie. Ale taki problem istnieje – wyjaśnia swoją decyzję Ogdansky.

„Jeśli wszyscy milczą, to dlaczego miałby przestać? Rozumiem problem poboru, ale żaden urzędnik nie ma prawa tak postępować”.

Historia Wasyla

To jasne, że Wasyl Krupych doświadczył horrorów na wojnie.

Zgłosił się na początku i przeżył niektóre z najbardziej ponurych bitew.

Krupych jest dumny ze swojej służby – tatuaż na szyi deklaruje „Chwałę Siłom Zbrojnym Ukrainy” – ale cierpi na koszmary.

Kiedy jego pojazd został trafiony przez drona FPV, został ciężko ranny, ale udało mu się zaciągnąć jednego przyjaciela w bezpieczne miejsce. Zobaczył dwóch innych spalonych na śmierć.

Teraz, kiedy omawiamy wzrost ataków na oficerów, jego słowa ociekają zranieniem.

Nie chodzi tylko o to, co sam cierpiał: ta sprawa wciąż przechodzi przez sądy. To także przepaść między tym, co przeżył, a tymi, którzy robią wszystko, co możliwe, aby uniknąć tego samego.

„Wykonujemy nasz obowiązek. Walczyliśmy, broniliśmy naszych ludzi – a teraz nas atakują”.

Zastanawiam się, co jego zdaniem może zmotywować ludzi do służby, zamiast ich zmuszać, i wspomina o podniesieniu pensji.

Ale potem wzrusza ramionami.

„Nie można tego zrobić inaczej, nie może. Trzeba wymienić naszych chłopaków. Ale nikt nie zgłasza się na ochotnika” – mówi.

„Wszyscy boją się umrzeć”.

Co robić?

W ciągu sześciu miesięcy jako minister obrony Mychajło Fedorow rozpoczął reformy w celu przeciwdziałania narastającemu kryzysowi.

Zaczął od ruchów mających na celu uatrakcyjnienie służby wojskowej: umów na czas określony dla nowych rekrutów, z opcją odroczenia dalszej służby i lepszych wynagrodzeń, zwłaszcza dla najbardziej ryzykownych ról.

Ale to była wczesna praca w toku i remont poboru był jeszcze na jego liście rzeczy do zrobienia, kiedy został zwolniony.

Propozycje obejmowały przekazanie projektów patroli policji, która jest mniej osobiście zainwestowana w zadanie. Mówi się też o odpowiednim przeszkoleniu, dla funkcjonariuszy i badaniach psychologicznych.

Ukraina otwarcie przyznaje, że ma problem, który jest nowy. [Nie mam sił, by przetłumaczyć poprawnie. Radzę czytać oryginał. M D]

Ale teraz ma tylko pełniącego obowiązki ministra obrony, a i tak żadnego rozwiązania.

Dodatkowa relacja Wołodymyra Lożko, Mariany Matveichuk, Anastasii Levchenko i Sophie Williams.

Nieudany zamach w Domostawie

Nieudany zamach w Domostawie

Jak co roku, w Domostawie z inicjatywy Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”, 11 lipca, w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, odbyły się uroczystości uczczenia pamięci Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomnik w Domostawie, przy drodze ekspresowej S19 prowadzącej do Rzeszowa i dalej na Ukrainę, odsłonięty został już dwa lata temu. Podobnie jak z okazji poprzednich rocznic, pojawiły się przed nim tysiące Polaków (i nie tylko, bo w tym roku można było spotkać również na przykład gości z Czech). Słowem – można by uznać, że mieliśmy do czynienia z tradycyjną już formą uroczystego upamiętnienia naszych rodaków pomordowanych na dawnych Kresach, która wpisała się już w kalendarz wydarzeń tożsamościowych nie tylko Podkarpacia czy sąsiedniej Lubelszczyzny, ale całego naszego kraju (uczestnicy uroczystości przyjechali nawet z najdalszych zakątków Polski). Gdyby nie jeden fakt: w tym roku doszło do próby zamachu na pamięć ze strony tych, którzy nie tylko nie pomagali w powstaniu pomnika, ale robili wszystko, by rozgrzeszać banderowskich zbrodniarzy sprzed lat, ale także wspierać ich współczesnych pogrobowców w Kijowie.

Chodzi oczywiście o przybyłą do Domostawy delegację Prawa i Sprawiedliwości, najbardziej bezkrytycznie wspierającej Ukrainę formacji politycznej w Polsce. Na jej czele stanął były minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, lansowany uparcie przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na przyszłego premiera. Jego promowanie ma w istocie jasny cel: Czarnek miał reprezentować „patriotyczną” twarz PiS, stanowić antidotum na rosnące notowania Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Miał też sprawdzać się na odcinku kresowo-ukraińskim, jako ten z polityków ugrupowania Kaczyńskiego, któremu już wcześniej zdarzały się wypowiedzi nie do końca wobec polityki historycznej Kijowa entuzjastyczne.

Obecność delegacji PiS-owskiej pod pomnikiem w Domostawie miała stanowić nową odsłonę w kampanii tej partii, która przeszła do aktywnej krytyki nie tylko banderyzmu, ale wręcz wszystkich Ukraińców, wyjątkowo prymitywnej, czasem wprost wulgarnej, a niewątpliwie spłycającej problem. Triumfalny pochód niedawnych „sług Ukrainy” pod polskimi sztandarami pamięci zakłócił jednak niespodziewanie znany z naszych łamów Tomasz Jankowski. Zadał on podczas celebrowanej przez Czarnka u stóp pomnika konferencji prasowej niewygodne pytania. Pytał o wspieranie Kijowa przez rząd PiS, po lutym 2022 roku, ale też w latach wybuch obecnej fazy wojny poprzedzających. Słusznie zauważył, że pomnik poświęcony ofiarom ludobójstwa w Domostawie powstał nie dzięki PiS, ale wbrew niemu. Istotnie – cała inicjatywa pochodziła od środowisk samorządowych (gmina Jarocin) oraz organizacji społecznych; państwo pod rządami PiS nie raczyło nawet przekazać działki pod to miejsce pamięci.

Obowiązywała bowiem doktryna „służenia Ukrainie” nakreślona przez PiSowskiego rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Łukasza Jasinę. Czarnek na pytania Jankowskiego właściwie nie odpowiedział, wspominając jedynie o swoich zasługach w postaci rozmowy z autorem projektu pomnika, nieżyjącym już Andrzejem Pityńskim (szkoda, że ten rzeźbiarz spotkania z ówczesnym PiS-owskiem, notablem nam już nie opisze). Związane z PiS media zaczęły z miejsca kolportować wersję o rzekomym „zaatakowaniu” byłego wojewody lubelskiego przez Tomasza Jankowskiego. Tymczasem ten ostatni zadawał jedynie pytania, na które nie uzyskał żadnej konkretnej odpowiedzi. Przede wszystkim zaś nie doczekał się wyjaśnienia Czarnka w sprawie fundamentalnej: bezrefleksyjnego, bezapelacyjnego i kosztującego nas miliardy złotych wspierania Kijowa po lutym 2022 roku. Nie usłyszał też słów tłumaczących jakoś Jarosława Kaczyńskiego wykrzykującego przed laty na Ukrainie banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie!” (internet pamięta). Nie dowiedział się niczego o przyczynach nagłej zmiany stanowiska PiS wobec banderyzacji tożsamościowej Ukrainy. Zrobił jednak dużo więcej od tych, którzy buńczucznie zapowiadali, że nie dopuszczą delegacji od Kaczyńskiego pod pomnik w Domostawie (takie krewkie deklaracje padały z wielu ust). Udaremnił zamach hipokryzji na ważne dla nas wszystkich miejsce pamięci.

W dobie memizacji polityki i coraz krótszej pamięci zbiorowej powinniśmy robić to wszyscy. W miarę naszych możliwości i zdolności do pokonania obrzydzenia chadzać powinniśmy na publiczne spotkania z politykami PiS i zadawać utrzymane w podobnym tonie pytania, przypominać nie tylko słowa, ale też głosowania i decyzje polityczne najbardziej zbanderyzowanej formacji politycznej w Polsce. Musimy bowiem zrobić wszystko, by Polska nie weszła po raz kolejny do tej samej rzeki, a właściwie kanału ściekowego antypolskiej polityki prowadzonej przez żerujące na krótkiej pamięci PiS z jego pełnym hipokryzji i kłamstwa prezesem na czele.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

=====================================

mail:

Piskorski jest po naszej stronie – kałolicję i wszystkie przystawki widzi tak, jak trzeba.
Weryfikacja incydent z Czarnkiem: 
https://www.youtube.com/watch?v=R5mrJEm_fcQ  (6 min.)

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/tomczak-kim-sa-rodzimi-wykorzenieni

W tytule poprzedniego tekstu zawarłem parafrazę cytatu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ktoś mnie zapytał- a kto to ta „elita”?

Ludzie, dla których albo wszystkie poglądy (w tym ukrainofilia) są funkcją wykorzenienia z polskości i niechęci do państwa narodowego albo – jak w przypadku części pisowskiej (jeśli chodzi o odlot ukrainofilski to są dwie strony tego samego medalu) – karykaturalny romantyzm (czyli „umierajmy za tych, którzy nas zabijali”) i „bardziej nienawidzę Rosji niż kocham Polskę” to aksjomaty polityczne i geopolityczne.

To depozytariusze fałszywych miar, wyrzuceni pracownicy kantoru, którzy za złotego płacili mniej niż za włoskiego lira. Ci, którzy oburzają się (słusznie) kilkoma słowami za dużo do ukraińskiego dziecka, ale zupełnie nie oburza ich nadawanie imienia seryjnych morderców Polaków ukraińskim jednostkom wojskowym (na poziomie państwowym, nie przez faceta w autobusie!).

Ci, którzy od 100 lat tropią „faszyzm” (niezastąpiony Adaś wspominał o tym w ostatnio udzielonym wywiadzie), a gdy widzą promocję nazizmu na Ukrainie, mówią, że „przecież to jak Niezłomni”, „przecież to ich bohaterowie”.

Ci, którzy straszą „wojną z Rosją”, więc z tej okazji rozbrajają polską armię.

Ci, którzy prowadzą politykę strachu, tą którą imputują „faszystom” i „ksenofobom” – i całą narrację sprowadzają do tego, że armia, która nie radzi sobie na Ukrainie napadnie na Polskę (wpadłem na pomysł, że w przypadku braku rosyjskiej agresji obywatele powinni składać pozwy o zadośćuczynienie z powodu stresu wywołanego obawą agresji).

Ci, którzy zamilczali masakrę wołyńską, a przepraszali za ponad 100 razy mniej zabitych w Jedwabnem.

Ci, którzy „historię zostawiają historykom”, ale tylko wtedy, gdy to historia krzywd Polaków (kapitanem „Burym” i insynuacjami pod jego adresem mogliby zajmować się przez cały czas wolny od oglądania TVN).

Ci, którzy uprawiają negacjonizm wołyński. Jak Sierakowski, przemianowany przez samego siebie z lewaka w mainstreamowego chat-bota od „onuc” i „szampanów na Kremlu”, kapłana poprawniactwa, uznającego punkt 1 pewnej księgi: „uznałem, że jestem bezsilny wobec posiadania własnych poglądów”. On i jemu podobni domagają się, w typowym dla siebie stylu łączącym moralistę i galaretę, restrykcyjnego egzekwowania kar za negacjonizm oświęcimski.

Ci, którym „lewicowa wrażliwość” leczy sumienie, a jedynym ich stosunkiem do narodu jest pouczanie go i rysowanie jego karykatur. Ci, którzy zawsze poprą deweloperów, którzy spalili Jolantę Brzeską- jak przyjdzie co do czego.

Ci z manią wyższościową, którzy uznają, że naród omamiony przez „populistów” nie dorósł do jaśniepaństwa – a naród okazał się od jaśniepaństwa mądrzejszy.

Ci od układania krzyży z piwa Lech.

Ci od wpychania się w kolejki w szpitalach, wciąż tkwiący w hamletowskim rozdarciu między „lewicową wrażliwością” a arystokratycznymi nawykami.

Ci, którym ta wynoszona na sztandar wrażliwość nie przeszkadza w kpiarskim przyrównywaniu odpowiedzialności za Wołyń do odpowiedzialności za Grunwald – bo nigdy, przenigdy nie chcieli wsłuchać się we wspomnienia żyjących świadków gehenny Polaków.

Ci, którzy uznają, że powierzchowna grzeczność i dyplom uczelni dają przynależność do lepszej rasy – budują przewagę nad „kibolem co jeździł na ustawki”. Lubią ładnie pachnieć, polityka to dla nich moralistyka i perfumeria – niestety, nie lubią samodzielnie myśleć. Głosują jak „wypada”. Mówią „obrzydliwe”, „straszne”, „przerażające”, bo konkrety i fakty ich przerażają.

W kwestii Wołynia bohaterami, takimi prawdziwymi, choć z tylnych rzędów okazali się kibole i raperzy – nie trzeba ładnie składać zdań, by czuć związek z narodem. Nie trzeba mieć dyplomu, wystarczy mieć duszę.

Mieli szansę się wycofać, powiedzieć, że się mylili.

Powiedzieć, że to skandal, że fan UPA miał order, a ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypłacił niezłomność krótszym życiem. Odciąć się od swojego guru (przyznam, że wiele poziomów wyżej niż aktualni guru) Bronisława Geremka, który osobiście dopilnował, by rzeź wołyńska nie została nazwana ludobójstwem.

Mogliby nawet troszkę zmanipulować, wykazując odrobinę poczucia wstydu – powiedzieć, że nie wiedzieli, powiedzieć, że infekowali toksynami polską duszę, bo nie znali historii. Że morderstwo z powodu antysemityzmu nie jest znowu tak dużo gorsze od zabójstwa z powodu nienawiści do Polaków.

Zaakceptowałbym nawet taki wybieg, jeśli miałby on służyć uznaniu zła, własnego grzechu zaniechania, własnego doktrynalnego przyjęcia, że życie Polaka dużo mniej znaczy.

Co zrobili? Chcieli dać order fanowi nazistowskich rzezimieszków, patronowi korupcji na nieprawdopodobną skalę, człowiekowi, który Polaków ostentacyjnie spycha do tylnego rzędu.

Bezczelność Zełenskiego to wina Polaków- tu „elita” ma rację. Tyle że ta wina nie polega na odebraniu orderu, lecz na pomyśle, by go kiedykolwiek przyznać.

I myślałem, która część ich osobowości przeważy- ukrainofilsko-mesjanistyczna czy manipulancko-cyniczna. Niespełniony i niedoceniony „przewodnik moralny” narodu reaguje wściekłością na niewdzięczny naród: jest w stanie jedynie kipieć w moralistycznym nadąsaniu.

Nienawiść „Europejczyków” do Nawrockiego w pewnym sensie pięknie pomogła Polsce. Bo była nienawiścią do polskiej podmiotowości, do zakończenia polityki charytatywnej. Ujawniła dużo wyraźniej niż wcześniejsze zachowania postawę „elity”, której z polskiego punktu widzenia nie da się obronić. Nie da się obronić nawet „interesem narodowym” i innymi „faszystowskimi” pojęciami, po które „elita” sięgnęła, jak zdała sobie sprawę, że tonie.

Nawet walcząc z rekinami jak Rafał, nawet haj lajfem zastępując maj lajf, nawet radząc sobie z pracą w 50 szpitalach jednocześnie.

Jacek Tomczak

Bałtyckie psiny podnoszą jazgot z powodu Rosji, nieustannie szturchając „Niedźwiedzia”

Bałtyckie psiny podnoszą alarm z powodu Rosji, nieustannie szturchając „Niedźwiedzia”

vtforeignpolicy/baltic-states-cry-wolf-about-russia-while-continuously-poking-bear

Jak każdy inny kartel ściągający haracz w historii, NATO potrzebuje racji bytu. Oczywiście Rosja jest postrzegana jako doskonała wymówka. Jednak aby to zadziałało, eurazjatycki gigant musi zostać przedstawiony jako rzekome „zagrożenie” dla “bezradnych europejskich demokracji”. Podczas gdy Moskwa nie musi robić nic poza zwykłym istnieniem, aby zapewnić wymówkę, NATO nadal naciska na narrację, która przedstawia Rosję jako „bezpośrednie zagrożenie”.

Jak donosi Zero Hedge, najbardziej agresywny na świecie kartel haraczy jest „znowu w akcji”, a dokładniej jego wschodnie państwa członkowskie, zwłaszcza Polska i bałtyckie Chihuahua [to takie wrzaskliwe psiny. md] . Mianowicie twierdzą teraz, że Kreml będzie „celował w ich krytyczną infrastrukturę”. 15 lipca prezydenci Polski, Litwy i Łotwy spotkali się w Wilnie i wydali wspólne „pilne ostrzeżenie” w sprawie „zbliżającego się spisku”, powołując się na rzekome „raporty wywiadowcze”.

„Mówimy o infrastrukturze energetycznej i transportowej, obiektach, w których szkody mogą… zakłócić funkcjonowanie całego systemu energetycznego” – stwierdził prezydent Litwy Gitanas Nauseda podczas konferencji prasowej ze swoim łotewskim odpowiednikiem Edgarsem Rinkevicsem, dodając: „to planowanie odbywa się na najwyższym poziomie w Moskwie. Nawet bez całkowitego zwycięstwa Ukrainy Rosja może pośrednio przetestować Artykuł 5 i mechanizmy reakcji na szczeblu Sojuszu i Unii Europejskiej.”

Gdyby ktokolwiek zawracał sobie głowę kontaktem z nimi, lekarze mogliby natychmiast zdiagnozować ciężką Rusofrenię, prawdopodobnie najbardziej ekstremalny efekt uboczny patologicznej rusofobii. Mianowicie, ci sami ludzie, którzy twierdzą, że Moskwa „przegrywa” zaaranżowany przez NATO konflikt ukraiński, również twierdzą, że “nieuchronnie” zaatakuje NATO. Przeanalizujmy (całkowity brak) logiki w tym przypadku – przegrywając walkę, pierwszą rzeczą do zrobienia jest rozpoczęcie kolejnej konfrontacji, najlepiej przeciwko znacznie potężniejszemu przeciwnikowi. Według NATO tak właśnie działa rosyjska polityka zagraniczna. Sama śmieszność tej propozycji przewyższa jedynie bezgraniczną hipokryzję politycznego Zachodu. Mianowicie kraje bałtyckie i Polska podnoszą fałszywy alarm, nieustannie antagonizując eurazjatyckiego giganta praktycznie bezpośrednimi atakami dronów kamikadze.

„To tylko kolejna świeża partia przerażających historii, które mają na celu podtrzymanie prania mózgu i przygotowanie ludności do dalszej militaryzacji” – odparł rosyjski rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow.

Nic dziwnego, że Kreml jest przyzwyczajony do takiej retoryki, zwłaszcza gdy pochodzi ona z krajów endemicznie rusofobicznych. Chihuahua bałtyckie są pod tym względem szczególnie ekstremalne, ponieważ od co najmniej pół dekady narzekają na „nieuchronną rosyjską inwazję”. Z drugiej strony, nawet jeśli takie bzdury byłyby prawdziwe, ostatnią rzeczą, którą chciałbyś zrobić, jest eskalacja napięć do tego stopnia, że dzieje się coś takiego. I właśnie to robią wschodnie państwa członkowskie NATO. Mianowicie przez ostatnie kilka lat dochodzi do “tajemniczych” ataków dronów w północno-zachodnich regionach Rosji, w tym wzdłuż granicy z Finlandią i krajami bałtyckimi. Mainstreamowa machina propagandowa twierdzi, że neonazistowska junta rzekomo zdołała „prześlizgnąć się” przez rosyjską obronę powietrzną niewykryta.

Jednak Moskwa z pewnością wie, że tak nie jest. Dowodem na to są ostatnie ataki na terminale naftowe w Ust-Ługi. Rosyjskie wojsko wzmocniło obronę na północnym zachodzie, szczególnie poprzez wdrożenie zaawansowanych systemów walki elektronicznej (EW). Spowodowało to awarię kilku dronów w Estonii. Tak, zadałem sobie to samo pytanie. Jak te “tajemnicze” drony się tam znalazły? Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest to, że Estonia i inne bałtyckie Chihuahua atakują teraz Rosję lub zezwalają na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do takich ataków. Tak czy inaczej, jest to faktyczne wypowiedzenie wojny Moskwie. Jednak nadal nie widzimy bezpośredniej odpowiedzi ze strony Kremla. Doprowadziło to nawet wielu do lekkomyślnego wniosku, że Rosja jest „słaba”. Takie niebezpieczne złudzenia doprowadziły reżim kijowski do samobójczej konfrontacji z eurazjatyckim gigantem.

Z drugiej strony tak naprawdę nie widzimy żadnego „bezpośredniego zagrożenia” ze strony Rosji. Prawdopodobnie zastanawiasz się, dlaczego Moskwa nie reaguje bezpośrednio na te ataki (które oczywiście mają również na celu zakłócenie rosyjskiego eksportu ropy). Cóż, jest całkiem jasne, że Kreml nie chce zjednoczyć NATO w czasie, gdy USA nie wydają się zbyt zainteresowane jego istnieniem, chyba że istnieje bezpośredni zysk dla podżegającej wojny oligarchii w Waszyngtonie. Administracja Trumpa nie jest zbyt zadowolona z tego, co nazywa „przestępczymi członkami NATO” (tj. krajami, które nie przeznaczyły 2% swojego PKB na wydatki wojskowe). Z drugiej strony członkowie ze wschodu notorycznie spełniają takie żądania, nalegając nawet na ogromny wzrost wydatków wojskowych (na tym etapie 5% PKB). To doskonały sposób na „dobrą stronę” Trumpa.

Wiele państw członkowskich NATO prowadzi ćwiczenia wojskowe w warunkach arktycznych i zimowych, co oznacza, że bez wątpienia przygotowują się do konfrontacji z Rosją. Finlandia jest również głęboko zaangażowana w takie inicjatywy, pokazując, że nie zrezygnowała ze swojej starej tendencji do sprzymierzania się z wrogami Moskwy. Mianowicie, podobnie jak podczas II wojny światowej, kiedy Helsinki przystąpiły do inwazji nazistowskich Niemiec na ZSRR, wydaje się, że robi to samo z geopolitycznym potomkiem osi (czyli oczywiście NATO). Jednak – w przeciwieństwie do lat czterdziestych – rosyjskie wojsko nie musi rozpoczynać operacji lądowych przeciwko Finlandii lub państwom bałtyckim. Wszystko, co musi zrobić, to użyć swoich światowej klasy systemów rakietowych i dronów, aby zniszczyć wszelkie aktywa NATO zagrażające interesom gospodarczym i narodowym Rosji.

Fakt, że Kreml tego nie robi, od razu świadczy nie o słabości, ale o cierpliwości i strategicznej mądrości, czego polityczny Zachód nie może pojąć. Należy również zauważyć, że nie byłby to pierwszy raz, kiedy kraje zachodnie (lub sprzymierzone z Zachodem) atakują siły zbrojne nuklearne z powodów (geo)politycznych. Mianowicie, w grudniu 2024 roku Korea Południowa wystrzeliła drony w Pjongjangu, próbując wywołać bezpośrednią reakcję Korei Północnej, aby mogła mieć pretekst do wprowadzenia stanu wojennego i zawieszenia wolnych wyborów. Wydaje się, że wasale NATO i państwa satelitarne wszędzie uciekają się do podobnych taktyk, pontyfikując „wolność, demokrację, rządy prawa, prawa człowieka” i podobne teraz bezsensowne zwroty, które na zawsze zostały skażone taką hipokryzją.

Gwałtowne wyczerpywanie się amerykańskich pocisków rakietowych. Ziemie rzadkie.

Stany Zjednoczone stoją w obliczu kryzysu strategicznego z Iranem…

Gwałtowne wyczerpywanie się amerykańskich pocisków rakietowych

20 lipca 2026przez Larry C. Johnson sonar21/the-us-faces-a-strategic-crisis-with-iran-the-rapid-depletion-of-us-battlefield-missiles

W ostatnich podcastach omawiałem wyczerpywanie się zapasów kilku kategorii amerykańskich pocisków rakietowych i postanowiłem przedstawić Państwu najlepsze dostępne dane, aby pomóc w zrozumieniu ogromu problemu.

Poniższe tabele oparte są na najnowszych publicznie dostępnych analizach CSIS, Instytutu Payne’a i głównych mediów (stan na połowę 2026 roku) i przedstawiają aktualne (moim zdaniem zbyt optymistyczne) szacunki poziomu zapasów tych kluczowych systemów uzbrojenia w USA. Należy pamiętać, że rzeczywiste zapasy są tajne; są to szacunki oparte na wiedzy, pochodzące z dokumentów budżetowych Departamentu Obrony, rejestrów zamówień i wydatków zgłoszonych podczas operacji Epic Fury (wojny USA-Izrael z Iranem).

Rakiety obrony powietrznej:

SystemSzacowany stan zapasów przedwojennychWydatki (wojna w Iranie)Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)Roczna produkcjaKoszt jednostkowy
PAC-3 Patriot (MSE + starsze warianty)~3000–3500>1200 zwolnionych~1500–2000600/rok (do 2030 r. wzrośnie do 2000)~\$3,9 mln
THAAD~500198 zwolnionych w ciągu pierwszych 16 dni (~40%)~300 — najbardziej krytycznie wyczerpane~96/rok (rosnąco do 400)15,5 mln dolarów

Antyradiacja / SEAD :

SystemSzacowany stan zapasów przedwojennychWydatki (wojna w Iranie)Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)Roczna produkcjaKoszt jednostkowy
AGM-88 HARM~1500–2000 (szacunkowo)Nie jest to często poruszaneNieznanyOgraniczony / malejący~\$1M
AARGM-ER (następca HARM)~100–200 (wczesna produkcja)NieznanyNieznanyRozkręcanie~\$1,5 mln

Pociski uderzeniowe dalekiego zasięgu (odpalane z lądu i morza)

SystemSzacowany stan zapasów przedwojennychWydatki (wojna w Iranie)Szacunkowa pozostała liczba (połowa 2026 r.)Roczna produkcjaKoszt jednostkowy
Tomahawk (TLAM)~3000–4000>1000 zwolnionych~2000–3000~90/rok (rosnąco do >1000)~\$3,5 mln
JASSM-ER~2500–3000~1100 zwolnionych~1400–1900~500–600/rok~\$1,1 mln
PrSM~200–300 (nowy system, dostawy rozpoczęte w 2023 r.)~320 w połączeniu z ATACMS; podobno „cały zapas” został wyczerpanyKrytycznie niski / wyczerpany~390/rok (rosnąco)~\2 mln dolarów
ATACMS (starsza wersja)Pozostało ~800Znaczna część wykorzystana~400–500Nie jest już dostępnyNie dotyczy

Nie chodzi tu tylko o liczbę pocisków, którymi dysponuje obecnie US CENTCOM (tj. amerykańskie dowództwo wojskowe odpowiedzialne za wojnę z Iranem), ale o całkowitą liczbę pocisków dostępnych dla wszystkich dowództw wojskowych USA.

Jeśli te pociski zostaną równo rozdzielone pomiędzy dwa pozostałe kluczowe dowództwa – tj. EUCOM (Dowództwo Europejskie) i PACOM (Dowództwo Pacyficzne) – zaczynamy rozumieć powagę tego deficytu.

Weźmy przykład pocisku Tomahawk. Załóżmy, że zostało ich 3000 (uważam, że to dość hojne przeszacowanie), a pozostała liczba jest równo podzielona między CENTCOM, EUCOM i PACOM… To oznacza, że ​​każde dowództwo otrzymuje 1000. Czy ktoś chce twierdzić, że w przypadku ostrej wojny z Rosją lub Chinami, EUCOM i PACOM byłyby w stanie prowadzić działania bojowe dłużej niż cztery tygodnie?

Cholera, CENTCOM wystrzelił 850 pocisków w ciągu pierwszych czterech tygodni operacji EPIC FURY.

Oto kolejny poważny problem: wszystkie osiem systemów rakietowych opiera się na pierwiastkach ziem rzadkich – nie ma wyjątków wśród nowoczesnej amerykańskiej broni precyzyjnego naprowadzania. Zależność ta jest niemal powszechna, ponieważ magnesy trwałe z pierwiastków ziem rzadkich są niezastąpione w wysokowydajnych siłownikach, silnikach naprowadzających i układach zawieszenia głowic, które zapewniają celność tej broni. A kto kontroluje łańcuch dostaw tych pierwiastków ziem rzadkich? Chiny!

Przyjrzyj się poniższej tabeli… Szacunkowa zawartość pierwiastków ziem rzadkich w poszczególnych klasach pocisków :

System rakietowyCałkowita zawartość pierwiastków ziem rzadkichPierwotne pierwiastki ziem rzadkich używaneKluczowe aplikacje
Tomahawk (BGM-109)~1–3 kgNd, Pr, Dy, Tb, Sm, CoSiłowniki płetw, silniki naprowadzające, radary samonaprowadzające
PAC-3 Patriot (MSE)~2–5 kgNd, Pr, Dy, Tb, Sm, CoSiłowniki płetw, silniki radarowe, systemy naprowadzania
Przechwytywacz THAAD~3–6 kgNd, Pr, Dy, Tb, Sm, CoWyłącz siłowniki pojazdu, gimbale poszukiwawcze, silniki odrzutowe
ATACMS~1–3 kgNd, Pr, Dy, TbSiłowniki płetw, silniki naprowadzające
PrSM~1–3 kgNd, Pr, Dy, TbSiłowniki płetw, silniki naprowadzające
JASSM-ER~1–2 kgNd, Pr, Dy, Tb, SmSiłowniki płetw, stabilizacja głowicy
AGM-88 HARM~0,5–1,5 kgNd, Pr, Dy, TbSilniki gimbala Seeker, siłowniki płetw
AARGM-ER~0,5–1,5 kgNd, Pr, Dy, TbSilniki gimbala Seeker, siłowniki płetw

Łańcuch dostaw nie dotyczy tylko górnictwa — obejmuje również przetwarzanie, separację i produkcję magnesów , które kontrolują Chiny:

  • Górnictwo : Chiny ~60% światowej produkcji tlenków metali ziem rzadkich
  • Rafinacja/Separacja : Chiny ~91%
  • Produkcja spiekanych magnesów NdFeB : Chiny **~94%**

Analiza Royal United Services Institute (znanego również jako RUSI) wskazuje, że:

Szeroko zakrojona działalność produkcyjna magnesów w Chinach nie tylko zapewnia znaczne oszczędności wynikające ze skali, ale jest również wspierana przez dużą sieć dostawców sprzętu, którzy stanowią podstawę procesu produkcji magnesów.

Tego ekosystemu – pieców przemysłowych, szlifierek, pras i wiedzy technicznej – nie da się szybko odtworzyć. Warto również zauważyć, że kobalt jest tu wyjątkiem – nie jest pierwiastkiem ziem rzadkich, ale jest niezbędny do produkcji magnesów samarowo-kobaltowych (SmCo) stosowanych w radarach rakietowych i siłownikach wysokotemperaturowych. Wydobycie koncentruje się w Demokratycznej Republice Konga, ale Chiny dominują w rafinacji.

Im dłużej Donald Trump kontynuuje wojnę z Iranem, tym większe szkody wyrządza potencjałowi armii USA. Pomyślcie o tym.


Pepe i ja przedstawiamy najnowsze informacje na temat dynamiki dyplomatycznej stojącej za wojną w Iranie:

PRZEKROCZONA CZERWONA LINIA - PEPE: USA BOMBARDUJĄ IRAŃSKĄ ELEKTROWNIĘ nuklearną TEHERAN PRZEPROWADZA NAJGŁĘBSZE ATACJE NA AMERYKAŃSKIE BAZARY

Nima i ja omawiamy plany Iranu dotyczące wyparcia USA z Zatoki Perskiej:

Larry Johnson: Izrael uważa, że ​​najwyższy przywódca Iranu może przygotowywać poważny atak

Mario zapytał mnie o obietnicę Donalda Trumpa, że ​​„sprowadzi piekło” na Iran:

USA INFORMUJĄ, ŻE WOJNA W IZRAELU BĘDZIE SIĘ NASILAĆ – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Sulaiman Ahmed również był zafascynowany planami USA dotyczącymi rozszerzenia wojny z Iranem:

USA ROZSZERZĄ WOJNĘ, IZRAEL DOŁĄCZY DO WOJNY Z IRANEM, NADCHODZI INWAZJA LĄDOWA? Z CIA Larrym Johnsonem

Matthew Ehret gościł mnie i legendarnego dziennikarza Martina Sieffa w świetnej dyskusji na temat wojny z Iranem:

Pluralia Dialogos z udziałem Larry'ego Johnsona i Martina Sieffa

Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak rodzą się wielkie fortuny?

Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak rodzą się wielkie fortuny?

Anna Kowal facebook.com/story

Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak rodzą się wielkie fortuny?

Skąd wzięli się ludzie, którzy w latach 90. nagle stali się królami polskiego biznesu? Odpowiedź na to pytanie kryje sprawa, o której w szkole raczej nam nie mówią. Nazywa się ją „matką wszystkich afer” III RP, a właściwie to nie tyle aferą, co gigantycznym drenażem naszych wspólnych pieniędzy. Nazywa się FOZZ.

Ale nie o samych liczbach chcę Ci dzisiaj napisać. Chcę Ci opowiedzieć o facecie, który jako pierwszy miał odwagę zajrzeć w tę otchłań. Nazywał się Michał Falzmann.

Wyobraź sobie młodego, bo zaledwie 38-letniego urzędnika, który w zwykłym, szarym urzędzie (w Najwyższej Izbie Kontroli) dostrzega coś, co włos na głowie jeży. Falzmann rozpracował mechanizm, który wyglądał jak żywcem wyjęty z filmu sensacyjnego. Publiczne miliony złotych były wyprowadzane z budżetu państwa i trafiały do prywatnych spółek. A kto za tym stał? Ludzie dawnych służb specjalnych PRL. To oni kręcili gigantycznymi sumami, które miały iść na spłatę naszego zagranicznego zadłużenia.

Falzmann nie był bohaterem z plakatu. Był po prostu człowiekiem, który rzetelnie wykonywał swoją pracę. Kiedy zorientował się w skali przekrętu, zaczął drążyć głębiej. I tu zaczyna się robić naprawdę przerażająco, bo wchodzimy w świat, gdzie za wiedzę płaci się najwyższą cenę.

Na początku lipca 1991 roku złożył wniosek do Narodowego Banku Polskiego o udostępnienie kluczowych dokumentów objętych tajemnicą bankową. Chciał dowodów czarno na białym. Co stało się w zamian? Zamiast wsparcia i ochrony, został odsunięty od sprawy. Kilka dni później, 18 lipca 1991 roku, Michał Falzmann zmarł nagle w Warszawie. Jako oficjalną przyczynę podano zawał serca. Miał zaledwie 38 lat.

Trudno w ten zawał uwierzyć, prawda? Zwłaszcza kiedy patrzy się na to, co działo się później. Zaledwie kilka miesięcy po jego śmierci, w przeddzień ogłoszenia wyników kontroli, w tajemniczym wypadku samochodowym zginął szef Falzmanna, prezes NIK Walerian Pańko. Zbieg okoliczności? Nawet jak na zbiegi okoliczności, to o wiele za dużo.

Pomyśl o tym, żyjąc w dzisiejszej Polsce. Michał Falzmann poświęcił wszystko, żebyśmy dowiedzieli się, jak wyprowadzano pieniądze z naszego kraju. Zaryzykował własne życie, by chronić publiczny interes. Często narzekamy na to, jak wygląda polityka i finanse w naszym kraju. Warto jednak pamiętać, że fundamenty naszej „wolnej” gospodarki bywają bardzo mroczne.

Dla mnie historia Falzmanna to przypomnienie, że uczciwość w państwie wymaga czasem ogromnej odwagi. I wielkiej samotności. O takich ludziach jak on powinnyśmy pamiętać, bo to oni zapłacili cenę za to, byśmy dzisiaj mogli żyć w świadomym społeczeństwie. Odszedł, mówiąc prawdę, gdy reszta wolała milczeć. Czy kiedykolwiek poznamy pełną prawdę o tamtych dniach? Pozostaje nam tylko zadawać pytania i nie pozwalać, by ta sprawa została zamieciona pod dywan.

1,7 tys.

Mamy nagranie z ataku zboczeńca

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 

Opublikowaliśmy nagranie video pokazujące atak, do którego doszło w Zielonej Górze.
Nagranie powstało dzięki systemowi kamer na naszej furgonetce, który zakupiliśmy dzięki wsparciu naszych darczyńców.  Widać na nim jak jadę furgonetką, moment zajechania mi drogi i ataku agresywnego aktywisty LGBT oraz moją samoobronę, w trakcie której użyłem gazu wobec napastnika.
  Proszę kliknąć i obejrzeć krótkie video, a następnie udostępnić je dalej swoim znajomym, np. w mediach społecznościowych (Facebook itp.) oraz na komunikatorach takich jak WhatsApp lub Telegram.
Dzięki temu inni będą mogli zobaczyć, jak w praktyce wygląda „tolerancja” głoszona przez tęczowych aktywistów:
Dla przypomnienia – w Zielonej Górze agresywny aktywista LGBT zajechał mi drogę swoim samochodem, po czym uszkodził lusterka i powyginał wycieraczki w naszej furgonetce. Potem wrócił do swojego samochodu. Wyjął z auta nóż i ponownie ruszył w kierunku naszej furgonetki grożąc mi.

Wysiadłem z szoferki i w obronie własnej oraz naszego auta użyłem gazu. W trakcie ataku napastnik wydawał się niezrównoważony. Gdybym nie użył gazu, nie wiadomo do czego jeszcze by się posunął.  Materiał video został już przekazany naszemu Centrum Prawnemu, które kieruje do organów ścigania wniosek o ukaranie napastnika.

Pomimo ataków, prześladowań i represji kontynuujemy naszą mobilną kampanię informacyjną i ostrzegamy kolejnych Polaków przed tzw. „edukacją zdrowotną”, która od 1 września ma być obowiązkowa dla uczniów.
Informujemy także rodziców, że wielu „edukatorów seksualnych” okazało się pedofilami.
WSPIERAM DALSZĄ JAZDĘ FURGONETKI
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 
Jan Bienias
Podpis e-maila: Jan Bienias
Fundacja Pro – Prawo do życiaKRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Narodowe powstanie z kanapy

Narodowe powstanie z kanapy

20.07.2026 Autor:Marek Skalski nczas/narodowe-powstanie-z-kanapy

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, narodowe powstanie z kanapy, po to żeby w roku 2027 dobre sondaże nie tylko się potwierdziły, ale po to, żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie” – apeluje Grzegorz Braun, komentując kolejny już, dwucyfrowy dla „Korony…” wynik badania opinii publicznej.

W rozmowie z Markiem Skalskim polityk odniósł się także do perturbacji wokół aktualizacji nazwy swojej formacji oraz „nawrócenia” (oby na stałe i szczerze!) i urealnienia podejścia polityków PiS i Konfederacji do banderowskiej Ukrainy.

Marek Skalski: Szczęść Boże, Grzegorzu. Możemy powiedzieć Czytelnikom, że jesteś przewodniczącym Konfederacji Korony Polskiej – i tutaj nowość – Grzegorza Brauna.

Grzegorz Braun: Daj Boże! Potwierdzam, chociaż jest tu pewien niuans. Mianowicie odebraliśmy korespondencję z sądu, który z jakichś przyczyn nie chce zarejestrować zmienionej i przegłosowanej przez kongres rozszerzonej nazwy naszej partii. Przypominam, że wcześniej była to Konfederacja Korony Polskiej, a teraz, żeby uniknąć brzemiennych w wyborczych skutkach pomyłek, kongres przegłosował, że będzie to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Tej delikatnej, rozszerzającej korekty z jakiegoś powodu sąd nie chce wpisać do rejestru. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji. Może ono być ciekawe, bo już nam się to zdarzyło w życiu naszej partii. Mniej więcej 5 lat temu wystąpiliśmy do sądu z nie tak znowu szeroką gamą skrótów, które przysługiwać by miały w dokumentacji urzędowej partii. Konfederacja Korony Polskiej chciała mieć formalne prawo do posługiwania się skrótem „Korona”. Wówczas sąd zatrudnił biegłego językoznawcę, który napisał ekspertyzę wykluczającą zarejestrowanie Konfederacji Korony Polskiej z formalnym prawem do rzeczonego skrótu. Zobaczymy więc, czy jacyś biegli językoznawcy wejdą do akcji także i na tym etapie. To są takie drobne potyczki, które musimy staczać w drodze, co tu dużo mówić, po odzyskanie niepodległości.

Oby ta mitręga była tylko natury biurokratycznej. Wiemy bowiem, że sędziowie mają swoje poglądy i mogą sypać piachem w oczy, ale miejmy nadzieję, że to jest akurat bardziej ta pierwsza opcja…

Pół biedy, jeśli to są ludzie, ale – cytując klasyka – bywa, że to nie ludzie, to wilki. Zobaczymy, na kogo trafiliśmy w tym przypadku.

Decyzja o zmianie nazwy umotywowana jest tym, że być może części wyborców łatwiej będzie zidentyfikować formację i łatwiej będzie zdecydować się na oddanie głosów. Jest o co i o kogo walczyć! Z sondażu IBRIS dla Rzeczpospolitej wynika, że w tej chwili obie Konfederacje mają już około 26 proc., natomiast PiS niecałe 25 proc. To pokazuje potęgę partii prawicowych, a zwłaszcza „Korony…”, która blisko 2 proc. zyskała względem poprzedniego notowania tej pracowni. Ciekawe jest także to, że zanim Ty i Twoje środowisko zostało wyrzucone z Konfederacji, oceniano siłę ważoną tej partii (wówczas zjednoczonej) na jakieś 20 proc.

Nie chcę być akurat tym, który będzie się najbardziej małostkowo skupiał na zaszłościach z przeszłości i nie chcę czerpać niskiej satysfakcji z tego, że czas ujawnia, urealnia i pokazuje, jaki jest rozkład sił i jakie są bardziej właściwe proporcje polskiego patriotyzmu na prawej stronie sceny politycznej, bo Czytelnicy sami to widzą i sami mogą oceniać. Co do sondaży, to jest oczywiście miła rzecz, że już nie są Państwo zwodzeni, oszukiwani co do zdolności wyborczej Konfederacji Korony Polskiej. Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu o tej porze nie mieliśmy nawet stałego miejsca w sondażach. Zaczęliśmy być uwzględniani w badaniach dopiero opinii po wyborach prezydenckich, nie wcześniej.

Wcześniej, przez pół roku ja się czasem pojawiałem w sondażach, ale jakimś tajemniczym zrządzeniem badający redakcje jak ognia unikały wymieniania nazwy partii Konfederacja Korony Polskiej. Nazwa formacji była też jakoś tam przekręcana, redukowana. Często była to albo sama „Korona…” bez mojego nazwiska, albo pojawiała się jako partia Brauna. Konfederacja Korony Polskiej jest ważona i mierzona systematycznie od lata ubiegłego roku.

Cieszę się, że nie jesteśmy spychani pod próg wyborczy, poniżej tej poprzeczki 5 proc. i że dość się znormalizowało to, że przysługują nam wyniki dwucyfrowe. Cieszę się, ale zawsze zastrzegam, że sondaż to nie jest gwarancja, to jest zaledwie promesa, po którą musimy sięgnąć. Szeroki front gaśnicowy, by odzyskać niepodległość, musi sięgnąć po egzekutywę, po jakieś istotne przyczółki niepodległości. Musi sięgnąć po władzę, a to znaczy po odpowiedzialność za bieg spraw państwowych. Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, powstanie narodowe z kanapy, po to, żeby w roku 2027 te sondaże nie tylko się potwierdziły, ale żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie.

To, co będzie wypisane na drukach wyborczych – czy sąd ostatecznie łaskawie pozwoli, by Państwowa Komisja Wyborcza wymieniała naszą nazwę rozszerzoną o moje imię i nazwisko – nie jest wykwitem jakiejś mojej megalomanii, tylko po prostu pewną potrzebą. Ujawnił to zresztą sondaż zamówiony i wydrukowany przez NCz! Rozszerzona nazwa to jest może procent, może nawet i dwa, więcej. To jest nie do pogardzenia. Wchodzimy na poziom wyraźnie niebalansujący na progu wyborczym, tylko już mówimy o perspektywach tego, w ilu dziesiątkach będzie się liczyło posłów klubu Konfederacji Korony Polskiej. W tym kontekście rozszerzenie Konfederacji Korony Polskiej o Grzegorza Brauna może dla niektórych wyborców mieć takie wyjaśniające znaczenie.

Też mam rezerwę wobec sondaży, bo tak naprawdę prawdziwy sondaż jest w dniu wyborów i dobrze wiem, jaka jest „kuchnia” części badań. Bywa, że ma znaczenie, kto zamawia sondaż, jakie ma oczekiwania i tak dalej… Natomiast tendencja jest na pewno wzrostowa i myślę, że to jest jednak zasługa obecnej koalicji rządowej, bo dzień bez afery w ostatnich tygodniach to jest dzień stracony. Mam też wrażenie, że wielu polityków szeroko rozumianego obozu centroprawicy – polityków Konfederacji Wolność i Niepodległość, ale również Prawa i Sprawiedliwości – wchodzi regularnie w buty „Korony…”. Ostatnio na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego pani posłanka Ewa Zajączkowska-Hernik w sposób powiedziałbym bardzo symboliczny i dramatyczny porwała flagę banderowską…

A dzień po tym wydarzeniu głosowane było stanowisko zaproponowane przez Komisję Spraw Zagranicznych w sprawie ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej i w sprawie dalszego bezalternatywnego wspierania Ukrainy w jej polityce wojennej. Władze kijowskie z powodzeniem realizują bowiem koncepcję uczynienia wojny przemysłem narodowym Ukrainy i nawet podstawowym towarem eksportowym, bo to eksport broni, eksport także ludzi, kadr, ostrzelanych fachowców, psów wojny na różne kontynenty.

To jest w tej chwili przemysł narodowy Ukrainy i Eurokołchoz to zaakceptował. Eurokołchoz właśnie na poziomie tej Komisji Spraw Zagranicznych, w której obradach mam nieprzyjemność systematycznie uczestniczyć i na poziomie Komisji Europejskiej traktuje to bezalternatywnie. Ukraina ma być filarem systemu bezpieczeństwa europejskiego.

Przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej to jest rzecz opcjonalna, względna, to jest raczej retoryka. Ważne, że Bruksela postawiła na banderowski Kijów, bo postawił Berlin, bo postawiły też inne zachodnie stolice, np. Londyn. Choć jest on już poza Eurokołchozem, ale w tym temacie występuje jako głównym „szczwacz” i podżegacz wojenny. Natomiast do tej debaty wreszcie wprowadzona została sprawa promocji banderyzmu, bo to jest nie tylko akceptacja, przyzwolenie przez zaniechanie, ale to jest – na Ukrainie – aktywna promocja banderyzmu. Więcej będzie radości z jednego nawróconego pisiora niż ze stu sprawiedliwych konfederatów…

Wreszcie wprowadzono do debaty publicznej kwestię potępienia kultu ludobójców ukraińskich i wynoszenia na piedestał i na afisz UPA – Ukraińskiej Powstańczej Ludobójczej Armii, która najbardziej zasłużyła się bojami z widłami i siekierami na bezbronne dzieci, kobiety i cywilów w dowolnym wieku. Więc te tematy weszły do debaty także w PE w postaci szeregu poprawek, z których większość została niestety odrzucona w kontekście wspomnianego stanowiska Komisji Spraw Zagranicznych w sprawie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Gdzieś tam dodano w dokumentach i deklaracjach jakieś wyrazy ubolewania. Póki co jednak Ukraina nie schodzi z drogi akcesji do Eurokołchozu, a on nie schodzi z drogi bezalternatywnego wspierania kijowskiego reżimu. Ale powtórzę: dobrze, że się niektórzy obudzili i z PiS-u, i z NeoKonfederacji.

Pamiętam nie tylko przemilczenie tematu, ale także aktywne wyszydzanie i dyskredytowanie tych, którzy – jak Konfederacja Korony Polskiej – podnieśli hasło: stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu. Myśmy byli odsądzani od czci i wiary. Więc teraz jest lekko groteskowy ten wysyp robotników ostatniej czy przedostatniej godziny, ale kierując się właśnie ewangelicznym wskazaniem absolutnie przecież nie odrzucamy tych potępień banderyzmu. Lepiej późno niż wcale. Oczywiście polityka historyczna jest bardzo ważna, ale to jest metapolityka, to nie jest polityka bieżąca, twarda. Natomiast niejako za zasłoną tych sporów metapolitycznych w Eurokołchozie zachodzą rzeczy bardzo twarde. Zostało np. przegłosowane zalecenie przyspieszonego zaprowadzania systemowej cenzury w Internecie, czyli Chat Control. I tutaj większość posłów z Polski te regulacje poparła.

Co było pretekstem? Czy jak zwykle…

…oczywiście jak zwykle jest dorobiona do tego taka teoria, że to w obronie dzieci przed zboczeńcami w Internecie. No tak, tylko jak zwykle u totalniaków, jak zwykle u eurokomuny, u eurofederastów, dorobiona jest zbożna, odwołująca się do pozytywnych sentymentów teoria.

Co to oznacza w praktyce? To oznacza że po to, żeby zapobiec przestępstwom, które realnie zachodzą, trzeba wszystkich postawić w stan podejrzenia o to, że są przestępcami. Wszyscy muszą być nominowani na przestępców i czy to właśnie w systemie cenzury Internetu czy w systemie podatkowym; pod pretekstem walki z mafiami VAT-owskimi, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. W kontekście tego ostatniego, tzw. money laundering, przyjęto dyrektywę, która ma ograniczyć drastycznie prawo do posługiwania się gotówką. Powiem o tym w konkretach, dlatego że lepszy przykład niż wykład.

Transakcje gotówkowe na sumy przewyższające 10 tysięcy euro mają być w ogóle zabronione. Czyli nie będą mieli Państwo prawa kupić za gotówkę ruchomości czy szczątkowej nieruchomości, jeśli ona ma kosztować więcej niż 10 tysięcy euro… Przy kwotach od 3 do 10 tysięcy euro transakcja będzie musiała być udokumentowana. Czyli ktoś, komu Państwo przyniosą plik banknotów, będzie zobowiązany Was wylegitymować, zidentyfikować, sporządzić dokument z tej transakcji i będzie zobligowany prawem do przechowywania tego dokumentu. Czyli każdy, w każdej chwili będzie mógł być oskarżony o to, że właśnie bezprawnie posłużył się własnymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

To jest, szanowni Państwo, Unia Europejska w praktycznym działaniu. Macie Chat Control, czyli odbieranie wolności poprzez odbieranie prawa do prywatności pod pretekstem obrony dzieci przed pedofilami. Każdy jest podejrzany o to, że jest zboczeńcem, że jest przestępcą, zbrodniarzem w sieci… Ograniczone zostanie do już coraz mniej znaczącego minimum nasze prawo do posługiwania się Waszymi zarobkami, Waszymi własnymi pieniędzmi.

To jest Eurokołchoz w praktyce! Do tego ujawnili się tu, w Eurokołchozie, po prostu naziści. Naziści, to znaczy ci, którym przeszkadza potępienie ukraińskiego nazizmu, banderyzmu. Z tego powodu jedynym logicznym wnioskiem jest POLEXIT. POLEXIT, albo też wypierzpol, trzeba Polskę wyprowadzić z tej organizacji, a wpływy tej organizacji wyrugować z polskiej ziemi. Trzeba odsunąć od wpływu na życie, zdrowie, mienie Polaków Reichsführerin von der Leyen i jej cenzorski, fiskalistyczny i banderowski w preferencjach i sympatiach reżim.

Precz z Eurokołchozem!

Dziękuję za rozmowę.

Bóg Stwórca a wodzowie Rewolucji: „My funkcjonujemy na innym poziomie, niż wy. I mamy inne źródła informacji”. [Cz.II ].

DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Rewolucji: My funkcjonujemy na innym poziomie, niż wy. I mamy inne źródła informacji. [Cz.II ].

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”]

Początek tu: DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej. Cz.I.

  • – To niepotrzebne, niepotrzebne. Pełnym obrzydzenia gestem Iljicz wskazywał na kajdanki, które eskorta uznała za stosowne założyć autorowi dowodu na istnienie Boga. Gorszkow z ulgą szybko rozkuł profesora i usłyszawszy: „Zostawcie nas, chłopcze”, zniknął z ulgą jeszcze większą. Piotr Piotrowicz już całkowicie wytrzeźwiał! Lodowato zimny samochód, trzęsący się po śnieżnych wybojach, przywrócił mu jasność myślenia. Jako człowiek, który całe życie posługiwał się intelektem, doskonale potrafił ocenić piramidę paradoksów, na szczycie której teraz się znalazł. On, ateista, dowiódł istnienia Boga, i on, rewolucjonista, miał teraz stanąć przed przywódcą rewolucjonistów – zabójców Boga. Wszystko to było tak absurdalne, że kiedy wprowadzono go do bezbożnego świętego świętych, właściwie nie odczuwał nawet strachu. Miał swoje powody. Jakiś czekista pewnie by go torturował lub po prostu wpakował kulkę w łeb! Ale Włodzimierz Iljicz, prawnik, człowiek wykształcony, a nawet po trosze szlachcic, być może zrozumie, że chodzi wyłącznie o pewną konstrukcję intelektualną, którą wystarczy zabrać sprzed oczu szerokiej publiczności, żeby przestała być groźna.
  • Ale sama obecność, wygląd i osoba Włodzimierz Iljicza natychmiast pogrążyły go w poniżającym przerażeniu, fizycznej trwodze, która sprawiła, że o mały włos nie spytał, czy może na chwilę wyjść. Fizyka czy metafizyka? A przecież drobny człowieczek, pochylony nad swoim małym i zastawionym trzema telefonami biurkiem (można się było domyślić, że czubki jego butów ledwo muskają rozłożoną na podłodze baranią skórę), nie miał w sobie nic imponującego. Ze swą łysą głową, ryżawą i przekrzywioną na bok bródką – przypominał wiejskiego belfra.

Na widok wchodzącego Piotra Piotrowicza kurtuazyjnie zerwał się na równe nogi, częstując go krótkim śmiechem i przepraszając za doznane niewygody. Trudno było uwierzyć, że ten mały człowieczek był potężniejszy od wszystkich carów razem wziętych. Ale to nie jego potęga powodowała skręt jelit profesora. A zatem co? Czy to, co było o nim powszechnie wiadomo? Kokoszkin i Szingariow zamordowani z jego błogosławieństwem w szpitalnych łóżkach? Wprawiające go w dobry humor lincze reakcjonistów lub liberałów? Rozkosz amatora, z jaką używał takich zwrotów jak: „zatłuc”, „bezlitosny terror”, „masowy terror”, których profesjonaliści, z czystej przyzwoitości, unikają, a o których on wiedział, ze znajdą natychmiastowe zastosowanie?

  • Potajemne zlecenie mordu na carskiej rodzinie, kiedy to w piwnicy zmasakrowano cara, carową, chorego carewicza, cztery młodziutkie carewny i ich wiernych służących? Nie, Piotr Piotrowicz zawsze wiedział, że umysł Iljicza w danym momencie skupiał się zawsze tylko na jednym przedmiocie, ograniczając go w sposób definitywny, i widział w tym korzyść dla rewolucji, dla której ów rewolucjonista poświęciłby Wszystko.
  • Brak litości był jego cnotą, a Piotr Piotrowicz nie bał się cnoty. Coś innego mroziło mu krew w żyłach i nie był to nawet strach o własne życie. Nie miał się cze- go bać ze strony tego człowieka, którego bał się i tak. Przez kilka chwil Iljicz przyglądał się swemu gościowi spod przymkniętego lewego oka i wygiętej w łuk prawej brwi. Potem uprzejmie wskazał mu wyplatane krzesło o prostym oparciu.
  • Proszę usiąść, Piotrze Piotrowiczu. Piotrowicz, tak? Czebrukow, prawda? Profesor, nieprawdaż? Fizyk metafizyczny. Tak, tak. Proszę siadać.
  • Gdy tylko Piotr Piotrowicz usiadł, Iljicz chwycił drugie krzesło za oparcie i unosząc je jedną ręką, z siłą, której nikt by się nie spodziewał po tak drobnym mężczyźnie, postawił je tuż obok pierwszego i usiadł, kolanami niemal dotykając kolan swego rozmówcy, co stwarzało wrażenie niezwykłej bliskości. – A więc, powiedzcie mi. . . – zaczął przyjaźnie, a jego łysina świeciła pod szklanym abażurem niczym aureola w naprawdę sądzicie, żeście dowiedli jego istnienia?
  • Piotrowi Piotrowiczowi zależało na życiu, odpowiedział więc szybko – za szybko: – Ależ nie, nie, wielce szanowny Włodzimierzu Iljiczu, nie można powiedzieć, że dowiodłem. Wręcz przeciwnie.
  • Iljicz gwałtownie odsunął się do tyłu. – A to szkoda – rzekł sucho. – Jeśli to prawda, to naraziłem Was na stratę czasu i bardzo za to przepraszam. Jak wiecie, w naszych czasach nie jest bezpiecznie żartować sobie publicznie na takie tematy i śledztwem będzie się musiała zająć Czeka. Krótko mówiąc, wrócicie w „nie tak bardzo odległe” miejsce, z którego przybyliście (roześmiał się niewesoło, używszy tego eufemizmu, za caratu służącego za określenie zachodniej Syberii), ale pewnie nie będzie wam tam tak wygodnie, jak tutaj. (wypowiadał się w ładnym stylu – brzmiało to jak tekst z książki szalenie „kulturalnego” autora). A jednak, mam nadzieję, Piotrze Piotrowiczu, że grzeszycie teraz skromnością lub niepotrzebnym lękiem i ze z Bożą pomocą uda nam się skłonić wasz mózg do pracy tu i teraz, w tym względnie cywilizowanym miejscu.
  • Piotr Piotrowicz obrzucił przelotnym spojrzeniem wyklejone mapami ściany, okna bez zasłon, słowniki i atlasy na regałach, portret Marksa, tabliczkę „Zakaz palenia” oraz głośno huczący holenderski piec i pomyślał, że faktycznie, lepiej mu było w tym spartańsko urządzonym biurze niż w betonowej klatce w podziemiach budynku Wszechrosyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego. Rachunek prawdopodobieństwa dowodzi, że znacznie mniej się ryzykuje, przebywając w oku cyklonu lub w leju po bombie.
  • Iljicz wstał i przemierzał pokój z założonymi rękami – prawą dłoń wsunął pod lewą pachę, a lewą pod prawą, co nadawało mu wygląd małej beczki na wodę. – Piotrze Piotrowiczu – rzekł – znam waszą reputację. Jesteście uczonym, nie – Bogu dzięki – jakimś żartownisiem. Przestaliście w i e r z y ć szesnaście lat temu, brylowaliście w lutym, my z głupoty pozbawiliśmy was stanowiska, ale wy nie mieliście nam tego za złe. Krótko mówiąc, jakoś tak odruchowo mam do was zaufanie i jeśli mówicie, żeście dowiedli istnienia Boga, to wierzę wam bez dwóch zdań. Zanim jednak pójdziemy dalej, powiedzcie mi jedno: czy to odkrycie zmieniło coś w waszym życiu?
  • Piotr Piotrowicz zastanowił się przez chwilę. Iljicz naciskał: – Zaczęliście może całować ściany, bić pokłony, robiąc sobie siniaki na czole i wybaczać Wszystkim naokoło, w tym carowi?
  • Nie, Włodzimierzu Iljiczu. Nic takiego nawet nie przyszło mi do głowy.
  • Świetnie, doskonale. I kiedy mówicie, żeście dowiedli istnienia Boga, to macie na myśli fakt, że zbudowaliście równanie opisujące wszechświat, a jego rozwiązaniem, czyli powiedzmy dla uproszczenia, wartością x, jest Bóg?
  • Włodzimierzu Iljiczu, mam nadzieję, że nie mylicie beznamiętnego badania naukowego z zaangażowaniem politycznym. To prawda, że moje obliczenia, jakby to powiedzieć, poprowadziły mnie w kierunku, który wskazujecie, ale daję wam słowo honoru, że nigdy nie wyjawię wyników, do których doszedłem. Za bardzo jestem przywiązany do zdobyczy rewolucji w tej dziedzinie, jak i Ww każdej innej…
  • Powoli, powoli. Najpierw odpowiedzcie mi na następujące pytanie: czy Bóg, którego odkryliście, jest po prostu wolterowskim Zegarmistrzem, platońskim daimonem czy też Wielkim Piłkarzem, który silnym kopniakiem wprawił w ruch wszechświat?
  • – Hm, nie bardzo… Włodzimierzu Iljiczu, udowodniłem matematycznie, że Bóg jest zarazem jednią i trójcą, że stworzył świat i działa w nim jako mediator.
  • Krótko mówiąc, ten Bóg, którego istnienie żeście udowodnili, to nie jakiś tam bóg, ale ten, który wskrzesza zmarłych, każe rodzić dziewicom i zakazuje chabaniny w poście?
  • Piotr Piotrowicz nie miał odwagi odpowiedzieć. Iljicz, który teraz przestał chodzić, wpatrywał się w niego, lekko się kołysząc, jakby czuł się trochę niepewnie. Przez grzeczność, Piotr Piotrowicz także chciał wstać.
  • Iljicz roztargnionym gestem pchnął go z powrotem na krzesło. Jego oczy błyszczały – zwłaszcza to, które miał półprzymknięte.
  • Tak, tak… Co za okazja! Co za okazja! – wymamrotał. – Teraz mam cię w garści, mój drogi. Zawsze powtarzam – kto kogo… I to ja dorwałem ciebie, teraz jestem już pewien. Przekonasz się, ze ukrzyżowanie to była bułka z masłem.
  • Wybuchnął porozumiewawczym śmiechem, a gdy jego oczy pozbyły się już owego chorobliwego blasku, śmiał się dotąd, aż Piotr Piotrowicz także wydał z siebie kilka uprzejmych czknięć, mówiąc sobie w duchu, że teraz już wie, co go tak przeraża w tym człowieku. Wśród ludzi są tacy, którzy kochają, i tacy, którzy nienawidzą, ale ogólnie rzecz biorąc, wszyscy bardziej kochają niż nienawidzą. Ten człowiek bardzo nienawidził i wcale nie kochał. Niczego. Nikogo. Nigdy. Och, mógł do woli bawić się z dziećmi w kotka i myszkę, albo głaskać z roztargnieniem swoją sukę Aidę, ale i tak nie było na świecie ani jednej rzeczy, ani jednego przyjaciela, ani jednej kobiety, którą kiedykolwiek obdarzyłby miłością. Nie kochał też samego siebie. Czy kochał rewolucję? Nie. Całą jego energię pochłaniała nienawiść do Boga.
  • Wszystko postawiłeś na jedną kartę, Jezusku – monologował Iljicz. – Tym razem jednak przegrałeś.
  • Piotr Piotrowicz zastanawiał się, czy przywódca narodu czasem nie oszalał. Kiedy jednak usiadł za biurkiem, żeby pedantycznie przełożyć parę nożyczek na prawo od linijki i na lewo od niebiesko-czerwonego ołówka, jego oczy były doskonale przytomne.
  • Porozmawiajmy jeszcze przez chwilę. Jeśli pokażecie swoje obliczenia jakiemukolwiek innemu matematykowi – bo to właśnie jest, zdaje się, kryterium obiektywizmu, prawda? – to dojdzie on do takiego samego wyniku jak wy? – Włodzimierzu Iljiczu, nie zachowałem tych obliczeń i przysięgam, że…
  • Ale moglibyście je odtworzyć?
  • Nie zrobię tego. Słowo honoru.
  • Nie macie chyba zaników pamięci, co?
  • Piotr Piotrowicz pomyślał, że Iljicz rzuca mu ostatnią deskę ratunku i wybełkotał z wdzięcznością: – Tak, właśnie tak. Ostatnio coraz bardziej…
  • Ale nie tym razem – rzekł Iljicz zimno. – I to w waszym własnym interesie ~ dorzucił z porozumiewawczym uśmiechem. – Ile wam zajmie odtworzenie obliczeń?
  • Czy ja wiem… Kilka godzin.
  • – Świetnie. Czy są w naszym kraju matematycy zdolni pojąć wasz tok rozumowania?
  • Doskonale. (Iljicz wstał i znowu zaczął chodzić, opleciony własnymi ramionami). Drogi Piotrze Piotrowiczu, rewolucja miała swoje trudne czasy. Zdarzało jej się nawet wisieć na włosku. Gdyby Kołczak był piechurem, a nie marynarzem, ja, który do was mówię, już leżałbym w jesionowej skrzynce, a Jego Cesarska i Pobożna Wysokość Wielki Książę Kirył Władimirowicz byłby dziś carem Wszechrosji.
  • Teraz jest nieco lepiej, ale wciąż jeszcze bywa różnie i to wcale nie z przyczyn ekonomicznych, bo Rosjanom, dzięki Bogu, nie przeszkadza zdychanie z głodu. Zresztą, po wprowadzeniu NEP-u powinno być lepiej. Nie, tym, który wciąż próbuje nam wsadzić kij w szprychy, jest... O n.
  • Kto? – spytał Piotr Piotrowicz, bojąc się, że rozumie, i bojąc się, ze nie rozumie.
  • Zawsze ten sam, rzecz jasna.
  • Czyli kto? Kto? ~ naciskał uczony niemal histerycznym tonem. Iljicz ze złością zmrużył lewe oko.
  • No ten, przeciw któremu zrobiliśmy rewolucję. Nie myślicie chyba, że rozpętaliśmy ją przeciw carowi? Jedynym przeciwnikiem na naszą miarę jest Galilejczyk, jak Go nazwał Julian Apostata, wyznając, że został przez Niego pokonany. Król żydowski. Słowo Wcielone. Syn Człowieczy. Syn Boży. Mesjasz. Pomazaniec Boży. Nazwijcie Go, jak chcecie.
  • Proszę wybaczyć, Włodzimierzu Iljiczu. Może to zmęczenie, może wódka (nie nawykłem), a może późna pora lub po prostu strach… Ale mam wrażenie, że słyszę coś, co jest zupełnie niemożliwe. Wierzycie w Jezusa Chrystusa? Wy?
  • Iljicz sprawiał wrażenie, jakby nie usłyszał pytania. – Jednak, chwała Bogu – ciągnął – z waszą pomocą wytrącimy Mu broń z ręki. Wasza dzisiejsza wizyta, drogi Piotrze Piotrowiczu, jest czymś absolutnie niespodziewanym. Powiedziałbym nawet: opatrznościowym. Wiecie, że nie oszczędzaliśmy dotąd na środkach. Neron i Dioklecjan to przy nas smarkacze. Ale ja, głupiec, zupełnie nie wyciągnąłem wniosków z historii. Mówiłem sobie: za mało ich zabili. Zabijmy ich więcej, a w końcu go zniszczymy. Ale to nie poskutkowało. Bo On jest bardzo silny, rozumiecie? Kiedy zaczyna zwyciężać, idzie Mu gorzej. Ale męczony, rośnie w siłę z każdym ciosem. Nie rozumiałem tego. Postanowiłem więc dobrać się do tego ich Kościoła. I stworzyłem inny – taki, w którym popi mogą się rozwodzić ze swoimi wąsatymi popadiami i żenić z młódkami. To jednak nie działa. On nadal jest silny, bo słabość to Jego siła. Ale wy, jeśli Bóg pozwoli, zapędzicie Go w kozi róg. Tak, zaiste sam Bóg was zsyła. Nareszcie rozumiem. Piotr Piotrowicz wyprostował się z godnością, z godnością uczciwego człowieka nauki, i patrząc w oczy absolutnemu panu i władcy stu osiemdziesięciu milionów ludzi, rzekł:

– Szanowny Włodzimierzu Iljiczu, nie wiem, czy kpicie sobie ze mnie, ale to, co mówicie, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Zechciej cie mi to wytłumaczyć. Włodzimierz Iljicz roześmiał się uprzejmie i wyrozumiale. – Powierzę wam pewną tajemnicę. Ja sam nigdy nic nie rozumiałem z tej historii. Ale kiedy ma się w ręku twarde fakty… Fakty, które na naszym poziomie…

Podniósł słuchawkę jednego z trzech telefonów i wykręcił dwucyfrowy numer. , a wygląda na to, że daliście nam broń, jedyną broń…

Po czym rzucił w słuchawkę : – Feliks Edmundowicz? Wybaczcie, że kazałem Wam czekać. Nie, Boże broń, nie sądzę, żebyście musieli zabierać mojego przyjaciela, Piotra Piotrowicza, do waszego mrocznego królestwa. Wygląda na to, że gotów jest mówić bez tych waszych środków perswazji. Jest tylko, co zrozumiałe, nieco zaskoczony i pobudzony. I sądzę, że jesteście bardziej kompetentni ode mnie, żeby mu to wszystko wytłumaczyć. To nie moja dziedzina, rozumiecie. Czekam na was.

Iljicz odłożył słuchawkę i znowu roześmiał się krótko i szczerze.

– Widzicie, Piotrze Piotrowiczu, nie bardzo wiedziałem, jak się zachowacie. Musicie mi więc wybaczyć, że na wszelki wypadek poprosiłem naszego wspaniałego Feliksa Edmundowicza, by czekał w gotowości. To wszystko jest dla nas absolutnie zbawienne (proszę się nie doszukiwać gry słów). .. Gdybyście nie wykazywali chęci do współpracy, musielibyśmy prosić, żeby Feliks Edmundowicz was do niej nakłonił. A ponieważ jesteście naprawdę sympatyczni, dziękuję Bogu, że to on będzie mówił do was, a nie odwrotnie. Sami zobaczycie – jest niesamowity.

============================

Piwnice budynku Wszechrosyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego wydrążono w głąb. W taki sposób, by utworzyć wiele podziemnych pięter (a raczej negatywów pięter), na których mieściło się mnóstwo betonowych cel. Niektóre z nich, niskie i po- dłużne, tworzyły coś w rodzaju grobowca dla jeszcze żywych trupów. Inne miały kształt szafek, W których można było przebywać Wyłącznie na stojąco. Jeszcze inne, tak zwane „dyscyplinarki”, były tak zbudowane, aby nie można W nich było ani stać, ani siedzieć, ani się położyć.

Pewnego dnia będzie tutaj można otworzyć niezwykłe muzeum. Przesłuchiwany przez Bezzuba ksiądz wrzucony został do nieco większej celi – metr na dwa. Teraz klęczał i podzwaniając łańcuchami, bił pokłony, dysząc, rzężąc i uderzając krwawiącym czołem o betonową podłogę, po czym odrzucał głowę w tył, wbijając pytający wzrok w betonowy sufit, jakby to była kopuła cerkwi lub sklepienie niebios. Po jakimś czasie ujrzał, jak z kąta celi wydostaje się światło. Wcale go to nie zaskoczyło i odwrócił się ku światłu z jękiem wdzięczności. – Wyślij swoje anioły, Panie! Wyślij swoje anioły! Wszak Cię ostrzegłem. Nie pozwól mu! Niech się nie waży! Powstrzymaj go, Panie! Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zabij go! Bo nie ma innego wyjścia.

===============================

Profesor wiedział, kim jest Feliks Edmundowicz. Wszyscy wiedzieli, kim jest Feliks Edmundowicz – naczelny oprawca nowej władzy. Ponieważ jednak profesor był zwolennikiem nowej władzy, nie myślał o nim w ten sposób. Dla niego był to ktoś, kto się poświęcał, wykonując brudną, acz niezbędną robotę i ukręcając łeb reakcjonistycznej hydrze. Nie bądźmy sentymentalni. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą – mówi ludowe przysłowie. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Nie wleciał przez nie nawet najlżejszy podmuch. Światło nawet na moment nie przygasło.

Zjawił się nagle, niczym duch. Czarne spodnie, czarny sweter, czarna koszula, czarne włosy sterczące nad owalnym czołem, pięknie wykaligrafowane, niemal chińskie brwi- władcze, wypielęgnowane, gładkie i szpiczaste. Było w nim coś za- równo z don Kichota, jak i Mefistofelesa.

  • Feliksie Edmundowiczu, oto Piotr Piotrowicz Czebrukow. Tak, Feliksie Edmundowiczu, raczej mam do niego zaufanie. On zaś chciałby zrozumieć. Wiecie, że to nie moja działka. To wy, dzięki Bogu, studiowaliście u rzymskich katolików. Seriös. Gründlich. Nie jak nasi tłuści i żonaci popi. Oczywiście, przeczuwałem… Marks też musiał przeczuwać… Ale jestem wam wdzięczny, żeście mi uświadomili. … A teraz wyjaśnijcie to jemu.
  • Piotrowi Piotrowiczowi nagle zrobiło się zimno. To ci dwaj mężczyźni emanowali zimnem – jeden siedzący za biurkiem, roześmiany, z dłońmi pod pachami, zmrużonym okiem, prowokującą bródką – można by rzec: karykatura z „Krokodyla”; drugi – stojący, z małą, jeleniowatą głową, chwiejącą się pod zielonym abażurem, jakby była oderwana od czarnego korpusu, także wydzielający chłód, niczym lodówka. A może było inaczej, może wcale nie emanowali zimnem, tylko pochłaniali całe ciepło. Normalnie wszystkie rzeczy – ściany, karty do gry, ludzka skóra – odbija wydzielane przez nas ciepło. Oni nie.

Feliks Edmundowicz zaczął mówić przymilnym głosem, mocno z polska akcentując przedostatnie sylaby i wymawiając „l” jak „ł”.

– Pozwolicie, że spytam: jesteście ateistą?

– Ależ oczywiście. Macie mnie za zacofanego?

– I dowiedliście istnienia Boga?

– Dowodzi się, drogi panie, tego, co jest. Nie tego, czego by się chciało dowieść. – Świetnie. I mimo to nadal jesteście ateistą?

Piotr Piotrowicz nigdy się nad tą kwestią nie zastanawiał. Jednak natychmiast ocenił jej daleko idące konsekwencje.

– Moja ateistyczna Weltanschauuung nie uległa zmianie. Muszę jednak ugiąć się przed tą matematyczną prawdą: Bóg istnieje. Lub raczej – ponieważ słowo „istnieje” komplikuje sprawę – Bóg jest..Równanie uniwersalne nie znajduje innego rozwiązania.

– I wasza Weltanschauuung nawet w obliczu tego faktu pozostaje niewzruszona? Zapał naukowy Piotra Piotrowicza był tak silny, że zapomniał o strachu i zimnie. Zastanowił się przez chwilę, a Feliks Edmundowicz uprzejmie czekał na odpowiedź. – Wiecie – rzekł w końcu profesor z lekkim śmiechem – zaczynam rozumieć, co macie na myśli. Zasadniczo byłoby to logiczne, nieprawdaż, by od chwili, gdy ma się pewność, zacząć się zachowywać jak wierzący. Mnie to jednak nawet nie przyszło do głowy. Pewność i wiara to dwie różne sprawy. Chcę przez to powiedzieć, że fakt, iż x/y = B to jedno, a poszczenie w piątki to drugie.

  • I nigdy nie przyszło wam do głowy – spytał Iljicz – że teraz możecie być pewni własnej nieśmiertelności? Albo raczej, że rezerwujecie sobie miejsce w piekielnym kotle? –
  • – Otóż, proszę sobie wyobrazić, że nie. Po prostu, stwierdziłem, że rozwiązałem równanie. Tylko tyle. Dwaj pochłaniający ciepło mężczyźni pokiwali do siebie głowami.
  • A co wiecie o Ewangelii? – spytał Feliks Edmundowicz głosem kaznodziei. – – No, cóż. Naturalnie, kazano mi ją czytać, kiedy byłem mały – rzekł Piotr Piotrowicz, wciąż rozdarty między pragnieniem przedstawienia sytuacji obiektywnie a obawą, że w oczach tych dwóch ateistów, którzy mieli władzę nad jego życiem i śmiercią, wyjdzie na wierzącego. Ale niewiele mi zostało w głowie. Pamiętam tylko, że pełno tam cudów.
  • – Cudów. Świetnie. (Zabrzmiało to tak, jakby Feliks Edmundowicz postawił mu dobrą ocenę). Ale może nie aż tak wiele, jak wam się wydaje. Są tam też pewne nauki. Jednak z naszego punktu widzenia, macie rację – to cuda są najważniejsze.
  • – Nigdy w to nie wierzyłem – rzekł Piotr Piotrowicz, jakby uprzedzając cios.

– I nadal nie wierzycie? – spytał Feliks Edmundowicz. – Mimo waszego odkrycia?

– To znaczy… Oczywiście, macie rację. Jeśli zmienia się hipotezę, to całe rozumowanie także się zmienia. Założenie, że 1 = 1, to coś innego niż przyjęcie, ze świat można poprawnie opisać wyłącznie zakładając, że 1 = 3, to… tak, oczywiście… Coś, co jest absurdalne w świecie, gdzie 1 = 1 jest całkowicie naturalne w świecie, gdzie 1 = 3.

  • Robimy postępy. Ale nie o to mi chodziło. Jeśli chodzi o te cuda… niczego nie zauważyliście? Co?
  • Nie mogę powiedzieć, bym… Piotr Piotrowicz rzucił spojrzenie Iljiczowi, który z ramionami przyciśniętymi do ciała, przekrzywioną na jedną stronę bródką i miną groźnego, ale i nie pozbawionego poczucia humoru karła, wydawał się szczerze ubawiony.
  • Proszę sobie wyobrazić, jak w każdej chwili życia Jezus musiał walczyć z pokusą czynienia cudów. Oczyścił dziesięciu trędowatych, a przecież było ich dziesięć tysięcy. Wskrzesił Łazarza, a przecież w Izraelu każdego dnia umierało mnóstwo ludzi. Jezus szedł przez życie, powstrzymując się od czynienia cudów. Musicie zrozumieć, że dla Niego, Stwórcy świata, rozmnożenie dwóch ryb do liczby pięciu tysięcy nie było trudniejsze niż dla nas przemnożenie pięciuset przez dwa. Trzeba sobie zdać sprawę, że Słowo Wcielone było w sytuacji agenta wykonującego misję. Jaką misję? Oto jest pytanie. W każdym razie, tajną.

Sam powiedział, że mógł uniknąć ukrzyżowania – gdyby tylko poprosił, dwanaście anielskich legionów przybyłoby Mu na ratunek. Ale nie wysłał tej prośby do Centrali. A przecież nie chciał zostać ukrzyżowany, To też powiedział. Mogę warn podsunąć odpowiednie cytaty, jeśli was to interesuje. Skąd więc to zachowanie, tak niezrozumiałe dla każdego, kto nie jest zawodowcem? A stąd, że tajemnica stanowi część misji. Faryzeusze krzyczeli do Niego: „Zejdź z krzyża, jeśli potrafisz!”. Oczywiście, że potrafił. Ale nie zszedł. Bo gdyby to zrobił, zdradziłby tajemnicę. A to oznaczałoby klęskę misji.

Kiedy wysłałem szpiega do Kołczaka, a Kołczak go zamknął, ów człowiek, chociaż mógł się ze mną skontaktować, nie poprosił, bym rzucił na jego ratunek Armię Czerwoną. Gdyby bowiem jego list został przechwycony, tajemnica wyszłaby na jaw. Umierał więc bez słowa skargi. I prawie się nie zastanawiał, dlaczego nic w jego sprawie nie robię. A ja nie robiłem nic, ponieważ agent zdemaskowany jest bezużyteczny. (Feliks Edmundowicz mówił tonem nieskończenie cierpliwym, jakby przemawiał do upośledzonego na umyśle). Nie wiem, czy wyrażam się jasno. Nie zwykłem mówić do uczonych.

  • Rozumiem doskonale.
  • Świetnie. Jak więc widzicie, czynnik tajemnicy jest nie- zwykle ważny. Ojciec zgadza się, by Jego Syn zmarł na krzyżu, by fakt, że jest Synem, nie wyszedł na jaw przed czasem, a tylko On jest panem czasu. Zwróciliście na to uwagę? Wróćmy teraz do cudów. Od pierwszego poczynając. W Kanie brakuje wina, Maria interweniuje – wie, że Syn może uratować sytuację. On początkowo odpowiada: Jeszcze nie zacząłem mojej misji. Chcesz, żebym się zdradził, pokazując, że mogę przemieniać wodę w wino, bo wino i woda do Mnie należą, a przemiana jednego w drugie jest dla Mnie równie łatwa, co powiedzenie: oto woda, o, przepraszam, chciałem powiedzieć – wino?”. A jednak w końcu to czyni, bo wypełniając misję i tak zdradzamy się na każdym kroku.
  • Nie ryzykuje jedynie ten, kto nic nie robi. A przecież czasem trzeba wyciągnąć sztylet, zatelefonować lub poszukać czegoś w sejfie. Chodzi jednak o to, żeby zdradzić się w jak najmniejszym stopniu. Właśnie ta umiejętność, ta zawodowa przezorność wygląda z kart Ewangelii. Syn uzdrawia paralityków i ślepców, wskrzesza umarłych, ale jakże oszczędnie! Zwykle dopiero wtedy, gdy Go o to proszą. I często zaleca dyskrecję. „Nikomu ani słowa. Zachowaj to w tajemnicy”. Czasem tylko mówi: „Idź i pokaż się kapłanom”. Jakby przekazywał hasło. Półgłosem. Zawsze półgłosem. Dlaczego? Otóż dlatego, że bez tajemnicy Jego misja przestałaby mieć rację bytu. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem Mesjaszem. Dowód? Proszę bardzo! Mówię tej górze, by rzuciła się w morze…”. I góra natychmiast rzuciłaby się w morze, bo kiedy ja postanawiam strzelić palcami, to mój kciuk i środkowy palec natychmiast robią „klik!” (Jego palce strzeliły głośno). Ale On tego nie zrobił. Dlaczego? Swoją tożsamość odkrywał za pomocą aluzji, pytań i sugestii – i czynił to nawet wobec swoich agentów, których po kolei werbował. „Za kogo mnie uważacie?”. „Rzekłeś”. „Mój Ojciec”. Tak. Tylko tak. Ale nigdy Wprost: „Jestem Synem Bożym”. Ani: „Jestem Synem Człowieczym”. Dlaczego? Teolodzy mają na to gotową odpowiedź: nie chciał gwałcić naszej wolności. Słusznie, tylko co to właściwie znaczy? Czy my wahamy się pogwałcić wolność ludzi dla ich własnego dobra? A przecież On miał klucze do dobra absolutnego…
  • Można powiedzieć, że w pewnym sensie jest On Wszechmocny, ale być może, w jakiejś chwili słabości zrezygnował ze swojej wszechmocy, a my prześliznęliśmy się przez oczka sita. I oto jesteśmy. Mamy naszą szansę. Mamy szansę Go pokonać. Sam nam ją dał. A ponieważ Go nienawidzimy, zamierzamy wykorzystać okazję, którą w swojej naiwności nam podsunął. Czy wyrażam się jasno? Rozumiecie, co mówię?

Piotr Piotrowicz wymamrotał ironicznie, że jest w stanie zrozumieć funkcje różniczkowe, a przy niewielkim wysiłku nawet całkowe.

Feliks Edmundowicz ciągnął więc niewzruszony: – Co jest celem Boga? „Bóg stał się człowiekiem, by człowiek mógł stać się Bogiem”. Cyprian z Kartaginy. Historia zbawienia to zaledwie epizod w historii przebóstwienia człowieka. Jeśli Bogu nie uda się przebóstwić człowieka, Jego akt stworzenia okaże się chybiony. Co, nie ukrywam, sprawiłoby nam wielką przyjemność. (Iljicz pokiwał głową i kilkakrotnie stuknął niebiesko-czerwonym ołówkiem w leżące na biurku papiery). Żeby jednak dokonać przemiany człowieczeństwa w Bóstwo, potrzebne jest pewne narzędzie. I to właśnie narzędzie próbujemy w miarę możliwości sabotować. Jak na razie, szło nam kiepsko. . . Ale wy daj ecie nam do ręki broń, która pozwoli nam je zniszczyć.

  • Zaraz, zaraz – rzekł Piotr Piotrowicz. – Cały wasz wywód prowadzony jest tak, jakby Bóg naprawdę istniał. Ale przecież wy nie jesteście matematykami. Nie dowiedliście Jego istnienia. Czy to znaczy, że… wierzycie…?
  • Jego spojrzenie wędrowało od jednej twarzy do drugiej. Na ustach Iljicza igrał uprzejmy uśmiech. – Niech wam to nie zaprząta głowy, miły Piotrze Piotrowiczu. My funkcjonujemy na innym poziomie, niż wy. I mamy inne źródła informacji. To nie jest tak, że istnieje tylko dowód matematyczny i prosta wiara ludu.. .

– Feliksie Edmundowiczu, mówcie dalej.

  • A zatem, kontynuuję. Jak wiecie, Bóg nigdy nie objawił się ludziom. Wprawdzie ukazał się Mojżeszowi, ale w postaci zawoalowanej. Co to oznacza? Teolodzy sądzą, że widok Boga byłby dla nas niczym oglądanie słońca z bliska ~ światło o niewyobrażalnie wielkiej mocy oślepiłoby nas i spłonęlibyśmy na miejscu. Faktycznie, niewykluczone, że widok Boga musiałby zniszczyć człowieka w jego obecnym stanie. Ale możliwe też, że to taka sama bajeczka jak ta o wilkołaku w szafce z konfiturami. Nieważne.
  • Plan Boży nie przewiduje, by człowiek ujrzał Boga – wszystko się do tego sprowadza. W waszym dowodzie nie chodzi o to, żeby Boga zobaczyć, a co za tym idzie, nie ryzykujemy, że zostaniemy oślepieni. Mamy Go odkryć za pomocą poznania, które nie jest dla nas groźne, ale i tak sprzeczne z Bożym planem.
  • Teraz rozumiecie zapewne, dlaczego nas to interesuje. Zajmijmy się teraz owym narzędziem przebóstwienia człowieka, które zwie się wiarą. Jest to narzędzie sensu stricte. Kiedy Jezus mówi o wierze przenoszącej góry, należy to brać dosłownie. Wiara to buldożer. Wróćmy do cudów. Zdarzają się tylko wtedy, gdy wiara jest wystarczająco silna. Wiara została poczytana Abrahamowi za cnotę. Wiara jest dla człowieka przepustką do tamtego świata. Spójrzcie na mnichów, którzy dla niej gotowi są zrezygnować z doświadczeń męskości. Spójrzcie na męczenników, którzy dla niej pozwalają rozszarpać swoje ciało na kawałki. Wiara to obrona przed upadkiem. Wiara to znaczona karta Pana Boga. Cała zawiera się w jednej formule, równie genialnej co wzór Einsteina: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Gdyby nie był w niebie, czyli gdzie indziej, nie byłoby wiary. Albowiem wiara zakłada brak pewności. Przypomnijcie sobie Pawła z Tarsu. Powiedział, że Grecy szukają mądrości, Żydzi znaków, a jedyne, co można im zaoferować, to ukrzyżowany Bóg. Czyż nie oznacza to, że wiara jest jedyną możliwą drogą? Postanowiliśmy więc zniszczyć wiarę, która jako jedyna może doprowadzić do realizacji Bożego planu. Użyliśmy wszystkich dostępnych środków terroru propagandy, infiltracji.

Ale okazało się, że te środki, jakże skuteczne w walce politycznej – w końcu to za ich pomocą zniszczyliśmy monarchistów, liberałów, mienszewików, a za chwilę przeciągniemy na naszą stronę zagraniczne mocarstwa są zupełnie nieskuteczne W walce z wiarą. Wiara wciąż się nam opiera. Niezrozumiałe? Przeciwnie. To przez ten Chrystusowy kruczek: kto traci, ten zyskuje. On po prostu gra w inną grę niż my. Włodzimierz lljicz jest człowiekiem praktycznym, więc powiedzieliśmy sobie (obaj mężczyźni wymienili spojrzenie, które można by uznać za niemal frywolne), że musimy się nauczyć w nią grać. Ale nie wiedzieliśmy, W jaki sposób. Zresztą, jak by to powiedzieć, nie było to zgodne z naszym temperamentem. Nasz cel jest jasny: doprowadzić do tego, żeby Bóg zostawił człowieka w spokoju, żeby przestał kołatać do jego drzwi. I najprostszą metodą jest mu je otworzyć. A jak? Mamy wrażenie, że właśnie Wy możecie nas tego nauczyć.

***

Cela księdza była teraz skąpana w tak silnym świetle, że musiał zamknąć oczy i przycisnąć do nich pięści, gdyż powieki nie stanowiły już dostatecznej ochrony dla jego źrenic. Wciąż jednak rzęził:

Wyślij swoje anioły, Panie Zastępów! Wyślij swoje anioły, bo będziemy zgubieni. Ocal nas. Ocal drugiego Judasza.

***

Powstaje następujące pytanie – ciągnął Feliks Edmundowicz. Co się stanie, gdy ludzie zyskają pewność, że Bóg istnieje? To prawda, nie wszyscy zrozumieją wasze matematyczne wywody ale ludzie mają zaufanie do lepiej od siebie wykształconych. Nikt nie podważa odkryć Newtona czy Einsteina, a jeśli pewnego dnia kosmonauci polecą na Księżyc, to cała ludzkość przyjmie to za fakt, choć nie będzie im w tej podróży towarzyszyła. Tylko, że taki kredyt zaufania nie ma nic wspólnego z wiarą. Wynika z tak zwanego poznania pośredniego, a to coś innego. Zatem na słowo kilku uczonych ludzie przyjmą, że Bóg istnieje, podobnie jak przyjmują, że E = mc2. Czy ich życie się zmieni? Zakładam, że będą starali się zabezpieczyć.

Spróbują dowiedzieć się od Bóstwa, jaki jest aktualny kurs grzechów i kar, dobrych uczynków i nagród. I jeśli tę wiedzę posiądą, będą ją stosowali najlepiej jak potrafią, w swoim dobrze pojętym interesie. Jeśli zaś nie posiądą, to zgodnie z własnym instynktem spróbują prognozować i podejmować ryzyko. Wszyscy dobrze wiemy, że istnieje policja, a mimo to popełniamy przestępstwa. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Zdaję sobie sprawę, że przed Nim raczej trudno się ukryć. Skoro jednak Bóg nie może na poważnie domagać się, żebyśmy byli doskonali (sam nas stworzył, wie, jacy jesteśmy), to mamy jakiś margines tolerancji. Ludzie będą mieli nadzieję, że ten margines jest spory i nie staną się wiele lepsi. Będą natomiast, być może, chodzili w niedziele i święta do kościoła. Trzeba będzie zbudować więcej cerkwi. Ale będą do tego podchodzili jak do służby wojskowej. Z obowiązku. Żeby sobie uzbierać więcej zasług. A przecież nawet ja, który wywodzę się z Kościoła rzymskokatolickiego, dobrze wiem, że zasługi to tylko element dyscyplinujący i Duch Święty nic do tego nie ma. Może będą dawali większe jałmużny, ale tylko tak, jak się płaci podatki. I będą co tydzień przyjmowali komunię , tak jak się przyjmuje lekarstwo. Jak widzicie, dalekie to wszystko od planu Jezusa Chrystusa, który mówi: „Weź swój krzyż i pójdź za Mną”.

W wierze jest swoisty dynamizm, ponieważ jest ona chwiejna. W wiedzy tego dynamizmu nie ma, właśnie dlatego, że z definicji jest ona czymś pewnym. Czy słyszeliście, by ktoś oddał życie za wzór matematyczny?

– No może… Galileusz – nieśmiało mruknął Piotr Piotrowicz.

– Galileusz! Ależ on się wycofał! A jeśli nawet Giordano Bruno zginął na stosie, to wcale nie dla nauki, ale dla wolności, czyli znowu dla Chrystusa. Jest inny problem, powiecie. Ludzie przestaną się zapisywać do organizacji ateistycznych, zatriumfują kółka różańcowe, a komuniści i ich partie poniosą klęskę. I co z tego! Co nam po partiach i samych komunistach? Zdecydowanie wolimy kółko różańcowe bez Chrystusa od bolszewickiej komórki partyjnej wciąż jeszcze zajętej walką z Chrystusem. Włodzimierz Iljicz ma takie powiedzonko które lubi powtarzać: „Kto kogo dopadnie?”. Tylko to się liczy. Tak, ludeczkowie zamiast się gimnastykować, będą chodzili na pielgrzymki, zamiast Międzynarodówkę będą śpiewać kantyczki i będą adorować ikony zamiast haseł na murach. I co z tego? My pierwsi się nawrócimy. Tu obecny Włodzimierz Iljicz każe się wybrać patriarchą (sami wiecie, że jeśli chodzi o infiltrację, to nie ma sobie równych), a ponieważ oszczędzamy na ekumenizmie, w trymiga zostanie papieżem. Słowo będzie nasze! Bóg może działać jedynie przez Kościół _ sam narzucił taką regułę, więc skoro to my będziemy Kościołem. . .? Nie macie chyba złudzeń co do związku: Marks – Lenin? Marks tylko użycza nam swego nazwiska. W innych czasach Włodzimierz Iljicz byłby Ariuszem, Julianem Apostatą, Konstantynem Kopronimem, papieżycą Joanną – Bóg wie kim jeszcze. Jest Antychrystem lub jest nikim. (Iljicz wydawał się rozbawiony; kołysał głową, a jego łysina rzucała świetlne refleksy, kiedy znalazła się w kręgu światła abażuru).

[ciąg dalszy tej przemiłej historii umieszczę, przypomnę. Ponieważ każdy, nawet pijany czekista wam powie, że Бог Тройцу любит , będzie i trzecia część. MD]

DOWÓD na istnienie Stwórcy-Trójcy, a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej. Cz.I.

DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej.

[czy zauważyli państwo, jak ostatnio przemilcza się ten Wielki Krok Naprzód, ku Postępowi ?? Przypominam więc. Mirosław Dakowski]

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”, Wyd. KKK, Dębogóra 2007]

rewolucja to postępujący ateizm

DOWÓD

Binokle profesora Piotra Piotrowicza Czebrukowa, tusza, „liberalne” seplenienie, ssanie fajki i popluwanie z wyższością, gest, którym wylewał herbatę na spodek, żeby za chwilę hałaśliwie ją wypić, oraz – nade wszystko – głębokie przekonanie, że wszystko wie najlepiej, były cechami charakterystycznymi rosyjskich intelektualistów jego epoki. Pod powierzchownym pedantyzmem kryła się głęboka nieśmiałość i skromność, mające ścisły związek z fizyczną niezdarnością. Profesor potrzebował aż pół godziny, żeby zasznurować buty i nie ożenił się z obawy, że nie zdoła poradzić sobie z kobietą. Ta nieśmiałość i skromność maskowały z kolei jeden z największych umysłów przełomu wieków.

Tak, Piotr Piotrowicz Czebrukow, który mówiąc o butach, wygłaszał nikomu niepotrzebny wykład o systemach metrycznych lub imperatywie kategorycznym, który przytłaczał słuchaczy swoimi wywodami o Nibelungach lub streptokokach, o których nie miał pojęcia, poza murami uniwersytetu nigdy nie wspominał o dziedzinie, w której był prawdziwym znawcą owej no man 's land, leżącej na pograniczu fizyki i matematyki. To właśnie w tej dziedzinie był prawdziwym geniuszem. Z owych wyżyn, gdzie zbiegają się drogi wszystkich nauk ścisłych, rzucał czasem tu i tam jakieś okruchy. Opowiadano, że kiedy miał piętnaście lat, mruknął do Mendelejewa: „A może by pan ułożył to wszystko w tablicę?”, ponoć Ciołkowskiemu podsunął pomysł silnika rakietowego, a pewnego dnia rzekł zamyślonym tonem do Pawłowa: „Dobrze znam Czajkowskiego. Wyznał mi, że na sam widok butelki wódki wpada w dobry humor. Nie sądzi pan, że to daje do myślenia?”.

Wszystko to było bliskie prawdy, on jednak zupełnie się tym nie przechwalał.

Jak na intelektualistę przystało, Piotr Piotrowicz był ateistą – jednym z tych, których Dymitr Karamazow nazywał pogardliwie: „Bernardy” -i jako taki marzył o rewolucji. Nie, żeby był marksistą. Oddajmy sprawiedliwość rosyjskim intelektualistom: po 1905 roku po drugiej stronie Niemna nie było już ani jednego inteligentnego umysłu, wierzącego w pseudo-filozoficzne dywagacje wielkiego Karola, może z wyjątkiem kilku domorosłych uczonych i półgłówków.

W tym względzie Rosja znacznie wyprzedziła kraje Zachodu.

Ale profesor Czebrukow w mgnieniu oka doszedł do wniosku, że rewolucja to postępujący ateizm, a to wystarczyło, żeby stał się jej zagorzałym zwolennikiem. W lutym 1917 roku utworzono dla niego Katedrę Fizyki Metafizycznej (miał wielu przyjaciół wśród przyjaciół Kiereńskiego) i od lutego do października był najszczęśliwszym z ludzi, igrając z prędkością Światła, przewidując odkrycia mechaniki kwantowej, przeprowadzając dowód twierdzenia Euklidesa z jednoczesnym wykazaniem jego względności, żonglując kwadraturą koła i perpetuum mobile (oba te pojęcia były doskonale możliwe w Czebrukowowskim świecie), rozwiązując paradoksy Zenona z Elei oraz wynajdując mimochodem urządzenie, które nazwał telepyskiem (po rosyjsku – telemorda), czyli telefon z ekranem, którego nawet siedemdziesiąt lat później nikt jeszcze nie umiał „skomercjalizować”.

Rozzuchwalił się do tego stopnia., że podczas wykładu poruszył dwa tematy, które mu szczególnie leżały na sercu – równanie uniwersalne oraz matematyczny dowód nieistnienia Boga. Krótko ostrzyżeni studenci w okularach przyjęli je owacyjnie.

Październik bynajmniej go nie zaskoczył. Fizyk dostatecznie dobrze rozumiał tę formę biologii, jaką jest Historia, by zaakceptować fakt, że Październik jest nieuniknionym, naturalnym, nieślubnym dzieckiem Lutego. Jednak Październik przyszedł na świat w towarzystwie dwóch siepaczy, których trudno pominąć milczeniem: Głodu i Terroru.

Faktem jest, że na początku Piotr Piotrowicz nie dostrzegał obecności terroru. Przyjął bowiem, że stosują go jego przyjaciele przeciwko jego wrogom, co zdawało się czynić go w pełni usprawiedliwionym. Mniej też cierpiał od innych, gdy jego pięciopokojowe mieszkanie niedaleko Arbatu zostało przekształcone na „komunałkę”, w której miał do swojej dyspozycji już tylko dawny pokój służącej (na jego szczęście, za caratu pokoje służących znajdowały się na tym samym piętrze co pokoje państwa, były przestronne, widne i wyposażone we wszelkie wygody).

Trzeba było również czasu, by zaczął mu doskwierać głód – było mu w zasadzie obojętne, czy je kapustę, czy końskie mięso, nie miał zbyt czułego podniebienia i nie ulegał żadnym przesądom. Kiedy jednak zabrakło nawet koni, zaczął się niepokoić potencjalnym brakiem węglowodanów. Jakże teraz będzie pracowało dwadzieścia miliardów jego neuronów, jeśli nie dostarczy im kwasów rybonukleinowych i dezoksyrybonukleinowych? Co poczną, biedactwa, bez panny Adenozyny Trój- fosforanownej?

Aż nadszedł dzień, w którym Piotr Piotrowicz naprawdę zaczął cierpieć. Stało się to wówczas, gdy pewien ubrany w skórzaną kurtkę Łotysz z naganem przy pasie przyniósł mu napisane na maszynie pismo zakazujące dalszego prowadzenia wykładów. Powód? Fakt, że jeden z odczytów rozpoczął słowami: „Hipoteza: Bóg istnieje.. .”, a co gorsza, w pisemnej wersji wykładu dopuścił, aby słowo „Bóg” zostało napisane wielką literą. – No nie! – wykrzyknął Piotr Piotrowicz, na chwilę zapominając o swojej nieśmiałości.

Przecież nowa Władza nie może zabronić abstrakcyjnych spekulacji.. . Jeśli o to chodzi- odparł Łotysz – to zdecydowanie odradzam. Do spekulantów Iljicz każe strzelać jak do kaczek.

Od tej chwili Piotr Piotrowicz stał się bardziej lękliwy, unikał towarzystwa i był sobą jedynie w zaciszu swego pokoiku, nad kartką papieru zabazgraną ezoterycznymi formułami. Szedł na targ, żeby sprzedać samowar lub portret przodka, przynosił do domu kilka zgniłych ziemniaków, na prymusie przygotowywał sobie filiżankę gorącej kawy i zasiadając do pracy z rękami odzianymi w mitenki, gratulował sobie, że jest w intelektualnej zgodzie z aktualnymi zwycięzcami.

Ci ostatni krzyżowali księży na drzwiach cerkwi (na wspomnienie tych straszliwych pokazów siły dobroduszny Piotr Piotrowicz marszczył nos, uznając je wszelako za niezbędne dla edukacji narodu), on zaś za pomocą [a + b] przeprowadzał dowód, że Bóg nie istnieje – różne metody w służbie tej samej sprawy rodzą trwałe związki. Jego dobra wola w służeniu rewolucji sięgała tak daleko, że uznał nawet, iż czasowy zakaz prowadzenia wykładów z fizyki metafizycznej, choć bardzo dla niego dotkliwy, także jest pożałowania godną koniecznością, mającą korzenie w ignorancji, w której ancien régime utrzymuje masy ludowe.

Ale to wszystko nie było jeszcze takie najgorsze. Kilka miesięcy później były profesor Piotr Piotrowicz Czebrukow był już nie do poznania. Wychudzony, ze zmiętymi i poszarzałymi policzkami, żywił się już tylko obierkami i głąbami kapusty, a ogrzewał, paląc zagryzmolone równaniami papiery. I przechodził na drugą stronę ulicy, gdy tylko dostrzegł skórzaną kurtkę lub kaburę nagana. Nikt nie rozumiał, co się z nim dzieje.

Kiedy pewnego wieczora Piotr Piotrowicz wracał do domu, dokonawszy szczęśliwej wymiany pary emaliowanych spinek do mankietów na dwa wysuszone śledzie, usłyszał za sobą wilgotne kroki po niebieskawym śniegu. Obrócił się, przestraszony. Skórzana kurtka przyciągała światło ulicznej latarni. Przyspieszył kroku, potykając się w zaspach. Tamten zbliżał się szybko i radośnie, jakby maszerował w siedmiomilowych butach.

  • Piotrze Piotrowiczu! Profesorze! To ja, Gorszkow! Gorszkow był jednym z najgorszych studentów, jakich Piotrowi Piotrowiczowi kiedykolwiek zdarzyło się uczyć. Nigdy nie postawił mu stopnia lepszego niż dwója i nigdy nie omieszkał wykorzystać okazji, by go ośmieszyć. Takie spotkanie nie wróżyło nic dobrego. Ale jak tu uciec w przemoczonych trzewikach? Tak więc Piotr Piotrowicz zatrzymał się. Gorszkow rzucił się w ramiona swego dawnego kata i trzykrotnie ucałował jego obwisłe i zaczerwienione policzki, ściskając profesora w swych niedźwiedzich łapach.
  • – Piotrze Piotrowiczu! Kopę lat! Jakież cudowne wspomnienia z tamtych złotych, szczenięcych czasów! Pamięta pan? Tkwiliśmy wtedy jeszcze w ogólnej ciemnocie, a pańska myśl lśniła pod sklepieniem naszych czaszek niczym światło elektryczne, które woźny zapalał w auli po zmroku! A jak się panu wiedzie, panie profesorze, odkąd nasz ziemski raj został, że tak powiem, oficjalnie ogłoszony? Profesorowi wiodło się nijak i zdążył już zapomnieć o skłonności Gorszkowa do przesadnie kwiecistego stylu. Czuł się jednak odrobinę pewniej i pośpiesznie odpowiedział ludową sentencją, która zapewne miała ukryć jego prawdziwe, bynajmniej nie ludowe korzenie oraz działalność nie mającą nic wspólnego z proletariatem: – Bogu dzięki, bywało gorzej.

No tak! W czasie gdy kampania przeciwko opium dla ludu rozwijała się w najlepsze, on machinalnie wypowiedział to zakazane słowo! Dziecinnym gestem zakrył dłonią usta i zaczął się nieskładnie tłumaczyć: – Rozumiecie, Gorszkow, to tylko takie powiedzenie… Bogu dzięki… wiecie lepiej ode mnie, że dzięki Bogu… nigdy nie wierzyłem w Boga.

Po czym zamilkł na dobre, przekonany, że oto trzykrotnie podpisał na siebie wyrok śmierci. Jego myśl czepiała się nagana, na którym kilka chwil wcześniej Gorszkow czule położył rękę. Gorszkow jednak nie wydawał się przywiązywać zbytniej wagi do tych wysoce niestosownych wypowiedzi. Klepnął Piotra Piotrowicza po plecach. – Ach, profesorze, profesorze! Życie to huśtawka – źle oheblowana deska położona na beczce. Raz na górze, raz na dole. Był pan jednym z orłów inteligencji w mrokach naszej epoki, ja zaś pyłkiem u pańskich stóp. Dziś, dzięki Bogu (tak, Gorszkow powiedział: dzięki Bogu!) i koniunkturze, wiedzie mi się świetnie i pochlebiam sobie, że budzę większy strach niż pan. Jeśli zaś idzie o pana… Tłuszczu między łopatkami tyle co nic, a i z przodu niewiele zostało! (Wypowiedzi tej towarzyszyło kilka przesadnie żywiołowych, acz współczujących klepnięć).

A co by pan powiedział, profesorze, na wzmacniający kieliszeczek naszej kochanej, proletariackiej wódeczki? Służymy ludowi w pocie czoła, a raczej pięści, ale on, drogi ojczulek-lud, też o nas, chwała Bogu (Gorszkow najwyraźniej musiał być wysoko postawiony, skoro w ogóle nie bał się chwalić Boga), nie zapomina. Grzechem byłoby nie podzielić się z moim starym nauczycielem odrobiną dobrodziejstw dzisiejszych czasów.

Ruszyli z miejsca. Piotr Piotrowicz, częściowo uspokojony, kulił się pod swoją czapką-uszanką, choć jego górna warga, jak za dawnych lat, nadal była wyniośle wydęta. Gorszkow, wysoki, z długimi, odzianymi w piękne boty nogami i ramieniem opiekuńczo otaczającym plecy staruszka, wypuszczał w mroźne powietrze wielkie kłęby pary.

Kiedy Piotr Piotrowicz zdał sobie sprawę, do jakiej dzielnicy, ku któremu placowi i budynkowi prowadzi go przez zwały zmrożonego śniegu jego dawny uczeń, smutno zadumał się nad swoją naiwnością – jakże mógł choć przez chwilę pomyśleć, że mu wybaczono? Ów pretensjonalny gmach, składający się z cokołu z łukowatymi oknami, na którym wspierały się trzy poziomy żłobionych kolumn, nad nimi zaś wznosiło się piętro podwójnych okien, Wyżej piętro okien pojedynczych, a na samej górze schodkowy fronton, ten gmach, gdzie za Mikołaja Krwawego spokojnie sprzedawano polisy ubezpieczeniowe, dziś słynął z tego, że nikt, kto raz tam wszedł (z wyjątkiem tych, którzy w nim pracowali), nie wyszedł z niego żywy, a ludzie zmuszeni przejść obok niego, przesadnie odwracali wzrok.

Naturalnie, należało wiać. Jak jednak uciec żwawemu Gorszkowowi? Piotr Piotrowicz z rezygnacją podniósł oczy na wielkie gmaszysko, przypominające tort Weselny lub parostatek o nakładających się na siebie i zakotwiczonych W nocy pokładach. Wszystkie jego okna były szczelnie zasłonięte i oświetlone tylko od Wewnątrz (przesłuchania z lampą świecącą prosto w twarz były najłagodniejszym sposobem traktowania wrogów ludu).

„A więc – powiedział do siebie z pewnym rodzajem obojętności – to właśnie tutaj przyjdzie mi umrzeć?”. Nie tak łatwo jest jednak wpaść w rozpacz. Poza wszystkim, przeszłość polityczna profesora Czebrukowa była bez zarzutu. Co zaś do jego obecnych badań, to przecież nikt o nich nie wiedział. Zresztą, wszystkiemu mógł zaprzeczyć… Ze skurczem przerażenia fizyk metafizyczny zastanawiał się, czy aby nie zapomniał spalić ostatniej strony swoich równań.

Sala była przestronna. Poprzez dym papierosowy profesor z trudem dostrzegał przepych sufitowych stiuków. Wielki, wysoki pod sklepienie piec ceramiczny napełniał całe pomieszczenie ciepłem, od którego bolały przemarznięte palce rąk i nóg. W parkiecie, zasłanym łuskami słonecznika, rybimi ogonami i kośćmi kurcząt, brakowało kilku desek. Stojące na kominku, marmurowe popiersie Aleksandra II Wyzwoliciela najwyraźniej posłużyło za cel w jakichś zawodach strzeleckich – brakowało nosa i jednego policzka, a stojące z tyłu lustro było gwiaździście popękane.

Mahoniowy stół uginał się pod przystawkami, drobiem, szynką, kiełbasą, butelkami wódki, koniaku, szampana i piwa. Na wyściełanych fotelach i wiedeńskich krzesłach siedziało dwunastu rozchełstanych mężczyzn, którzy jedli gołymi rękami.

– Oto, rzec można, nasza stołóweczka – wyjaśnił Gorszkow, wciąż jeszcze przyjaźnie.

-Braciszkowie, przedstawiam wam prawdziwego intelektualistę, dziedzica wielkiej tradycji nauki rosyjskiej, pod którego rządami na uniwerku zdarłem moje jedyne portki, kiedy byłem jego studentem. A Bóg mi świadkiem, że gorszego nigdy nie miał. Zawsze dostawałem od niego dwóję z minusem, a i to tylko z dobroci serca. Ale jak zobaczycie, jego inteligencja nie wyklucza zrozumienia dla władzy. Nakarmimy go i napoimy, a jeśli zechce nam zrobić mały wykład, to ręczę, że nie zrozumiecie ani słowa – taki bystry jest ten mój Piotr Piotrowicz. Siadaj, profesorze. Masz tu jesiotra, wędzonego węgorza, trochę kawiorku, chyba że wolisz pierożki albo kulebiak. A tu masz – nie, Sieriożka, psi synu, daj mi czystą szklankę dla profesora! – a tu masz naszą boską wódeczkę.

Choć prawdziwy intelektualista i dziedzic wielkiej tradycji nauki rosyjskiej nie zrobił na nich większego wrażenia, braciszkowie posunęli się uprzejmie, robiąc mu miejsce, a nawet przysuwając talerze, nadal jednak, pomijając kilka krótkich wybuchów zbiorowej wesołości, tkwili samotnie pogrążeni w marzeniach, ssąc papierosy, masując sobie w zamyśleniu podrapane i opuchnięte pięści, zatapiając bezbarwne spojrzenie w kieliszku lub napełniając sobie talerz tym, co komu w rękę wpadło.

Potem zaś żarli, żarli – głusi i ślepi na wszystko dookoła, jakby przemienieni w wielki, uzbrojony w zęby przewód pokarmowy. Od czasu do czasu ktoś wstawał i ciężko wzdychał: „Trzeba wracać !”.

I głośno czkając, kuśtykał ku schodom do piwnicy. Piotr Piotrowicz poświęcał im jeszcze mniej uwagi niż oni jemu. Wyglądało na to, że wystraszył się zupełnie bez powodu – zaproszenie Gorszkowa było absolutnie szczere. Pierwszy raz od bardzo dawna profesor mógł jeść ipić do syta. Inie żałował sobie. Odrobinę zażenowany brakiem sztućców, łapczywie nagarniał na talerz przyozdobiony znakiem Wszechrosyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego pasztet z łososia, węgorza w galarecie i udka cietrzewi, po czym za jednym zamachem zaczął pozbywać się długotrwałego uczucia głodu oraz strachu, którego jeszcze przed chwilą doznawał.

Gorszkow, rozrzewniony apetytem starego nauczyciela, dolewał mu nieustannie do małego, kryształowego kieliszka, ozdobionego tym samym znakiem. Kiedy uznał, że profesor już się zregenerował, rzekł: – Słuchajcie, braciszkowie! Piotr Piotrowicz opowie nam teraz o wzorze unikalnym…

  • Oto właśnie, drogi przyjacielu, dowód ignorancji – przerwał mu Piotr Piotrowicz, wycierając usta chusteczką. – Wzór unikalny? A cóż to za dziwoląg? Chciałeś zapewne powiedzieć: równanie uniwersalne? Uszczęśliwiony Gorszkow mrugnął do swych towarzyszy. – A nie mówiłem? To prawdziwy uczony, ten mój Piotr Piotrowicz. Te dwóje z minusem, które mi zawsze stawiał i to jeszcze z dobroci serca. ..

Wraz z żubrówką po żyłach Piotra Piotrowicza rozpłynęło się uczucie błogości, zaczął więc tłumaczyć pojęcie równania uniwersalnego, mówiąc sobie w duchu (zachował jeszcze resztki trzeźwości umysłu), że to bezpieczny temat.

Zresztą, czyż nie był wśród przyjaciół? Zaczął więc od stwierdzenia, że materia jako taka nie istnieje. Natychmiast wywołał skandal.

-Jak to nie istnieje? – ryknął brodacz. – Jestem materialistą. Może i ja nie istnieję, co? Uważaj, co mówisz, profesorku! Piotr Piotrowicz nie dał się zbić z tropu. – Mój młody przyjacielu – odparł . Właśnie wystawił pan sobie świadectwo „ignorantissimusa” pierwszej klasy. Chyba sobie pan nie wyobraża, że ten stół jest jednorodnym ciałem stałym, z pustą przestrzenią między nogami?

  • Oczywiście, że jest ciałem stałym! Mam oczy i widzę! A ty poczujesz to bardzo wyraźnie, jak ci go rozwalę na łbie.
  • – Ach, drogi panie, wciąż jest pan na etapie dawania wiary zmysłom? Cóż, skoro jest pan do tego stopnia prymitywny, to pewnie zechce mi pan wmówić, że powietrze nie istnieje, a wdychamy pustkę? Tak, pozornie, stół składa się z cząsteczek, które zbudowane są z atomów, a te z kolei z jeszcze drobniejszych cząstek, a wszystkie one oddzielone są od siebie przestrzeniami, które można porównać do przestrzeni międzyplanetarnych. Rozumie pan, co mówię? W rzeczywistości jednak wspomniane przeze mnie cząstki nie wyglądają jak ziarenka piasku, ale raczej jak wibracje. Materia jest skupieniem energii, to znaczy światła. Chemia zaś jest w gruncie rzeczy formą matematyki.
  • Brodacz nie wiedział, co powiedzieć, jednak słowa profesora rozbudziły ciekawość pozostałych, którzy zaczęli zadawać pytania. Chcesz powiedzieć, że to krzesło jest skondensowanym światłem? – śmiali się, chrupiąc korniszony pięknymi, białymi zębami zjadaczy razowego chleba. I trącali się łokciami, mówiąc: „Ależ ma gadane, co?”. Piotr Piotrowicz zaś odnalazł swój dawny, profesorski ton, naszpikowany różnymi „a zatem” i „nieprawdaż” oraz krągłymi, wyjaśniającymi gestami nadgarstków i nie dał się onieśmielić sukcesem, jaki właśnie odnosił (bardziej ze względu na swoją elokwencję niż głoszone poglądy).
  • – Czyli co, profesorze? Znalazłeś w końcu to równanie uniwersalne? – spytał Gorszkow.
  • – Tak, grosso modo. Naturalnie, można je jeszcze uszczegółowić, nic bowiem nie wskazuje na to, byśmy znali wszystkie istniejące pierwiastki, nie mówiąc już o tym, że tablica Mendelejewa powinna zostać uzupełniona o substancje syntetyczne.
  • – Co to za wzór? – spytał jakiś chudzielec w okularach. – To coś jak H2O, tylko trochę bardziej skomplikowane?
  • – Powtarzam, przyjacielu, że nie chodzi o wzór, ale o równanie – rzekł Piotr Piotrowicz, dokładając sobie kawioru. – W ostatecznym rozrachunku, wszystko da się sprowadzić do liczb, prawda? Jeśli oznaczymy wodór liczbą x, a tlen liczbą y, to wzór matematyczny wody nie będzie miał kształtu H20, ale (x + 2y). A zatem, biorąc pod uwagę, że 103 pierwiastki mają podobną strukturę elektronową, możemy wyrazić wszechświat w formie jednego równania, gdyż nawet odległości dają się zmierzyć w latach świetlnych.
  • – A nos naszego Sierożki? Jego też można zmierzyć w latach świetlnych? – spytał jakiś blondynek, dusząc się ze śmiechu i wskazując palcem swego sąsiada o wykrzywionej twarzy, gruzłowatym czole oraz długim i ponurym nosie.
  • – Czy tylko nasz Boży świat? i – jeśli chodzi o Sierożkę, to niech mnie Bóg broni, bym miał go obrazić – odparł Piotr Piotrowicz, który tak sie rozzuchwalił, że celowo wypowiedział Boże imię. A Sieriożka składa się ze skondensowanego światła lub, jeśli wolicie, z energii elektrycznej, zatem można go opisać w kategoriach elektrycznych, podobnie jak dom, śledzia czy gwiazdy na niebie.
  • – Sierożka, jesteś elektrycznością. Uważaj na krótkie spięcia! – rzucił Gorszkow, który był w siódmym niebie. Ale powiedz, profesorze, mógłbyś tu, w naszej obecności, napisać to swoje równanie uniwersalne? Zaraz ci znajdziemy kawałek kartki…
  • – Potrzebowałbym do tego – odpowiedział Piotr Piotrowicz – kartki wielkiej jak fasada tego budynku. Właśnie w tym momencie alkohol, którzy gotował się w jego żołądku, dotarł do głowy i sprawił, że profesor zatracił poczucie czasu i miejsca, w którym się znajdował. Mocno poczerwieniał, na skórę wystąpił mu pot, a oczy zmętniały mu do tego stopnia, że ledwo zauważył dziwaczną parę, która właśnie weszła do sali, a którą widział jak przez mgłę. Najpierw pomyślał, że to człowiek trzymający na smyczy wielkiego, czarnego psa, a chwilę później stwierdził z pewną obojętnością, że ów pies to idący na czworakach, młody pop w sutannie, którego dozorca popędzał wolnym końcem łańcucha obwiązanego wokół szyi.
  • – Choć do nas, Bezzub. Posłuchaj profesora! – krzyknął Gorszkow. – Odkrył równanie uniwersalne.
  • Taa, to bardzo pouszające – przytaknął mu Sierożka. Bezzub podszedł bliżej, ciągnąc mocno za łańcuch. Miał postawę szypra z kutrów pływających po Wołdze i wielką głowę, której czoło szczelnie zakrywały ostrzyżone „pod garnek” włosy. Na przedzie brakowało mu dwóch zębów. – Co jest? O co chodzi? – spytał.
    • W końcu mi powie, gdzie schował złote błyskotki od Świętego Jana Chrzciciela – zagrzmiał Bezzub. – Popi pies! – dorzucił, wymierzając mu kopniaka. – Ale muszę czasem wrzucić coś na ząb. No dobra, co to jest to równanie uniwersalne? Opadł na fotel naprzeciwko Piotra Piotrowicza, wziął do ręki kawał kiełbasy i ugryzł. Rozpłaszczony u jego stóp pop patrzył nieruchomym wzrokiem na stół zastawiony jedzeniem.
    • Równanie uniwersalne w rzekł Piotr Piotrowicz (nagle, nie wiedzieć czemu, poczuł pragnienie, by olśnić Bezzęba; może dlatego, że Bezzub w doskonały sposób uosabiał Lud – taki, jakim go sobie wyobrażali lutowi intelektualiści) – równanie uniwersalne to tylko początek. Równanie bowiem ma sens tylko wtedy, gdy można je rozwiązać. – Z Bożą pomocą – wtrącił się Gorszkow coraz bardziej rozczulony – rozwiążesz je, ojczulku. – A można wiedzieć – spytał Bezzub chrupiąc kiełbasę – co może być tym rozwiązaniem? . Piotr Piotrowicz zaczynał czuć, jak pod wpływem alkoholu jego jaźń ulega rozdwojeniu (tak naprawdę, ludzie pijani nie widzą podwójnie – to oni stają się podwójni).
    • Piotr Piotrowicz numer l, bardziej z owej dwójki przytomny, zaczął po cichu bić na alarm. Według niego już sam fakt, że wspomniał o równaniu uniwersalnym, był dowodem braku roztropności. Ujawnienie rozwiązania równałoby się samobójstwu. Piotr Piotrowicz numer 2 czuł, że oto nadeszła chwila, żeby zakończyć wymuszoną emeryturę i zacząć zdumiewać tłumy. Jednak to Numer l zyskał chwilową przewagę – spróbował zmienić temat rozmowy. – A czy ja ze swej strony mogę spytać, obywatelu Bezzubie – przemówił wyraźnie artykułując każde słowo – jakież to imię daliście swemu psu i czym go karmicie? I czknął śmiechem, wierząc, że popisał się subtelnym dowcipem, który jednak – jeśli jego plan się powiedzie – zaowocuje humanitarnym gestem. Nieważne, że nienawidził rasy księży – ten jeden, niezgłębionym wzrokiem wpatrzony w szynki, budził w nim litość. Bezzub odpowiedział niezmieszany: – Karmię go możliwie najrzadziej i to jedzeniem, które nie wymaga żucia, bo on już prawie nie ma zębów. A wołam na niego Popi Pies.

Bezzub lubił mówić i zachowywać się w sposób prostacki, ale wyczuwało się w nim pewną bystrość i inteligencję. Piotr Piotrowicz numer l zastanawiał się, jak by tu zaproponować siedzącemu na ziemi księdzu kawałek szynki lub jesiotra, nie traktując go ani jak psa (co byłoby dla niego obraźliwe), ani jak popa (co byłoby obraźliwe dla Bezzuba, na przychylności którego bardzo zależało Piotrowi Piotrowiczowi numer 2). – Czy ppozwolicie, towarzyszu Bezzubie – spytał tonem pełnym najwyższej uprzejmości – że zaproszę jjego śświątobliwość do udziału Ww tej pprzeppysznej kolacji?

Spółgłoski wychodziły z jego ust z coraz większym trudem, miał jednak nadzieję, że ironia będzie uchodzić za kurtuazję, a kurtuazja za ironię. Bezzub wzruszył ramionami. – Chcesz żreć, Popi Psie? Z ust umęczonego księdza pierwszy raz wydobyły się słowa. – Pić. Wody.

Gorszkow ruszył na poszukiwanie szklanki, którą Piotr Piotrowicz numer l, zachwycony swoim fortelem, osobiście napełnił. Podzwaniając łańcuchami, ksiądz chwycił ją w ręce. Kiedy jego opuchnięte i obite usta wysączyły już ostatnią kroplę, oddał szklankę i wbijając swoje straszne, wyblakłe spojrzenie w uczonego, wyszeptał: – A to rozwiązanie? Co z rozwiązaniem…?

– O, właśnie! – podchwycił Bezzub. – Do czego właściwie służy to wasze równanie? Pomoże zelektryfikować wieś?

Piotr Piotrowicz numer 2, błyskawicznie wyrywając się przed Piotra Piotrowicza numer l, teraz już całkowicie przejął kontrolę nad konwersacją. – He, he, towarzyszu Bezzub, chyba sami w to nie wierzycie. Odkąd człowiek pojawił się na ziemi, nieustannie zadaje sobie to samo pytanie: Jak się tu dostałem? Po co? I po co istnieje cokolwiek? A co by było, gdyby nie istniało nic…? To z pewnością najbardziej odpowiednie zajęcie dla ludzkiego umysłu. Może jednak, szukaj ąc odpowiedzi, człowiek niepotrzebnie zwraca się ku filozofom i założycielom religii. Może już dawno znalazłby odpowiedź, gdyby spytał ludzi nauki, co? Nie sądzicie, towarzyszu, że ludzie nauki byliby najbardziej kompetentni, żeby udzielić odpowiedzi?

Mówiąc to, Piotr Piotrowicz przekrzywił głowę z przebiegłą miną.

  • No dobra – rzekł Bezzub beznamiętnie, choć nadal czujnie – i co ci ludzie nauki odpowiadają?
  • Gdzieś w tle Piotr Piotrowicz numer 1 wykręcał sobie palce i błagał swojego sobowtóra, żeby go oszczędził, żeby oszczędził samego siebie, oraz próbował przypomnieć mu, gdzie się znajduje i do kogo mówi, ale Numer 2 widział go tylko mgliście, jakby gestykulującą w milczeniu sylwetkę na peronie kolej owym lub w koszmarnym śnie i nie zadał sobie nawet trudu, by odpowiedzieć, że doskonale Wie, co robi, że jest pośród przyjaciół, a poza tym zamierza mówić w sposób tak zawoalowany, że nikt go nie zrozumie.
  • – Ludzie nauki… – zaczął pompatycznie i zaraz urwał. ~ Zupełnie nie wiem, jak wam przybliżyć te w końcu dosyć złożone pojęcia. Otóż, ludzie nauki zaczynają od zebrania razem wszystkich elementów danego problemu (tak, dobrze słyszycie: wszystkich), nie poddając ich żadnej subiektywnej selekcji, a następnie je porządkują. To się nazywa budowanie równania. A skoro problem jest uniwersalny, zatem potrzebne jest równanie uniwersalne. O takim właśnie mówiliśmy. A teraz, jeśli pozwolicie, doleję sobie wódeczki. Jeśli chodzi o moje obliczenia, to nie są one jeszcze całkiem zakończone, ale już teraz mogę wam przekazać trzy absolutnie niepodważalne wnioski, do których doszedłem. Niepodważalne, ponieważ obiektywne. Oznacza to tyle, że jeśli jakikolwiek inny matematyk dokonałby tych samych obliczeń, doszedłby do identycznych wyników. Spółgłoski wciąż utykały gdzieś pomiędzy górnymi a dolnymi zębami profesora, jednak potok elokwencji jakoś sobie z tym problemem radził, a przyzwyczajenie do słów, które wypowiadał, rekompensowało bełkotliwość jego dykcji.
  • Punkt pierwszy. Otóż, drodzy studenci, pierwszym pytaniem, jakie stawia sobie człowiek nauki, który stwierdził istnienie świata, jest to, czy ów świat jest zorientowany, czy jest wektorem, zmierzającym od jakiegoś punktu w konkretnym kierunku, czy też może jest chaosem, czymś w rodzaju atomowego raka. Długo sądziłem, że tak właśnie jest. I mam zaszczyt i przyjemność poinformować was, że byłem w wielkim błędzie! Analiza równania uniwersalnego nie tylko dowodzi, że energia lub światło, z którego zbudowany jest świat, ma swoje źródło w początkowej eksplozji usytuowanej w punkcie alfa, ale również i tego, że jest ona w ciągłym ruchu. Innymi słowy, by rzecz całą uprościć, możemy powiedzieć, że kontinuum czasowo-przestrzenne, w którym się znajdujemy, stanowi wiązkę krzywych, wychodzących z punktu O układu współrzędnych i zmierzających w jakimś kierunku. Mają one swój początek i będą miały koniec.
  • – A ja, durny, zawsze sądziłem, że krzywe są nieskończone! – rzucił Gorszkow, z politowaniem kiwając głową nad własną głupotą.
  • – Zmierzają one w jakimś kierunku, ale i łączą się z sobą. Ujmując rzecz w kategoriach antropocentrycznych, można więc powiedzieć, że świat ma jakiś zamysł, a raczej, że jest zamysłem.
  • W tym momencie siedzący na ziemi ksiądz mruknął pod nosem: „Sofia!Sofia!”, nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Bezzub zaś spytał nieufnie: – Czyim zamysłem? Piotr Piotrowicz odpowiedział z uśmiechem, który jemu samemu wydał się przebiegły: – Bóg raczy wiedzieć. Tymczasem słuchacze, początkowo rozbawieni tonem profesora, zaczęli się nudzić. Kilku wstało i opuściło salę, jednak inni, których wewnętrzny alkomat wskazywał już poziom metafizyczny, zgromadzili się wokół złotoustego szarlatana i udawanym za- interesowaniem zachęcali go, by mówił dalej.
  • Dowiódłszy, że świat ma źródło – ciągnął profesor – trzeba naturalnie zapytać, czym ono jest. I jedyną odpowiedzią, jakiej możemy udzielić, jest ta oto, że źródło to jest tym, czym jest. I tu, panowie studenci, mamy do czynienia z czymś niezwykle ciekawym, albowiem wszystkie obliczenia, że się tak wyrażę, normalne, w których przyjmuje się, że l = l, prowadzą do wniosku, ze owo Źródło równa się O. Inaczej mówiąc, n i e i s t n i e j e. Jeśli jednak nie istnieje, to i świat nie istnieje. Nie istnieje też badacz, będący częścią tego świata, co już jest oczywistym absurdem. Dlatego też, szukając nieco po omacku, dochodzimy do następującego wniosku. Jeśli owo Źródło ma istnieć i świat ma istnieć, i badacz też ma istnieć, to musimy założyć.. .
  • Piotr Piotrowicz zniżył głos i uniósł palec. Jego oczy zwilgotniały, jak to się zwykle dzieje, gdy odkrywamy lub wyjawiamy rzeczy nadzwyczajnie piękne. – Trzeba, panowie, założyć… – Tutaj nie ma żadnych panów – przerwał mu brodacz. – Są towarzysze. – Piotr Piotrowicz zgromił go wzrokiem. W tym momencie Numer l, dostrzegając swą ostatnią szansę, pociągnął Numer 2 za rękaw – jeszcze był czas, żeby udać irytację i zamilknąć. „Skoro tak się zachowujecie, to nic wam nie powiem”.
  • Ale Numer 2 za bardzo chciał mówić. Koniuszkiem języka zwilżył wargi. _-Dobrze już, dobrze. Otóż, trzeba założyć, towarzysze, że na poziomie źródła, w absolutnej sprzeczności z zasadą tożsamości oraz obiegową opinią… Zrobił pauzę i dokończył, podkreślając każde słowo uderzeniem dłoni o stół: – …że 1 = 3. Jeśli przyjmiemy takie założenie, towarzysze, to cała reszta układa nam się w całość.

I spojrzał na nich drwiąco, z miną iluzjonisty, który właśnie wyj ął z kapelusza trzy króliki.

Brodacz się skrzywił. Sierożka wzruszył ramionami. Dwaj inni towarzysze studenci także uczynili gest rozczarowania. Oczekiwali nie wiedzieć jakiej sensacji. A tu co? Jeden równa się trzy. A to ci dopiero! Jednakże Bezzub oparł się ciężko o stół i przestał jeść, Gorszkow nagle się zachmurzył, a w panującej na sali ciszy dał się słyszeć śmiech księdza. –

No, dobra – rzekł Gorszkow – myślę, ze pora położyć naszego profesora do łóżka. Zaczyna gadać od rzeczy. Zrobił gest, jakby chciał wstać.

  • Siedź – rzucił ostro Bezzub. – Twój profesorek zaczyna mnie ciekawić. -~ No, Piotrze Piotrowiczu, pora wracać – naciskał Gorszkow. – Naprawdę. Jeden równa się trzy! I co jeszcze? Proszę, niech się pan zbiera. Jego oczy też wilgotniały, ale z zupełnie innych powodów. Właśnie odkrył, że lubi tego zmiętego i trochę pompatycznego człowieka, który nigdy nie postawił mu oceny wyższej niż dwa z minusem, i że chce go ocalić nawet wbrew jemu samemu.
  • Ale Piotr Piotrowicz numer 2 nie słuchał. – Gorszkow – powiedział – zawsze byliście leniem, ale ten tu obywatel – wskazał podbródkiem na Bezzuba – wydaje się głodny wiedzy. Bezzub chwycił Gorszkowa za ramię i siłą posadził go z powrotem.
  • Ano jestem, tak jak mówi, głodny wiedzy. To cię dziwi? (wziął do lewej ręki śledzia, potrzymał go chwilę nad otwartymi ustami i odgryzł kawałek). Jedź dalej, profesorku.
  • A zatem – ciągnął profesor, dziękując Bezzubowi uprzejmym skinieniem głowy – stwierdziliśmy po pierwsze, że wszechświat porusza się od punktu alfa do punktu omega, a po drugie (przy „a po drugie” ton Piotra Piotrowicza stał się nieco przekorny), że doświadczenie każe nam przyjąć hipotezę pierwotnej monady będącej jednocześnie triadą. Chętnie napiłbym się jeszcze wódeczki.
  • Wystarczy, profesorze – jęknął Gorszkow, odsuwając butelkę, ale Bezzub, nadal czujny, osobiście napełnił kieliszek Piotra Piotrowicza. – Pozostaje tylko określić, nieprawdaż, relację między pierwotną monadą a wszechświatem, czyli zdefiniować siłę, która pchnęła wszechświat naprzód lub, jeśli wolicie – gdyż pojęcie czasu jest tutaj zupełnie niestosowne – wciąż powoduje jego ruch do przodu, w każdej nieskończenie małej frakcji jego istnienia. Nie wiem, czy mnie rozumiecie.
  • Nie szkodzi, jedź dalej – rzucił Bezzub.
  • – Tu dochodzimy do niezwykle skomplikowanych obliczeń, które jednakowoż za każdym razem sprowadzają się do niezwykle prostej konstrukcji iw efekcie otrzymujemy coś, co można by nazwać energią matematyczną, czyli zwykłą proporcję.
  • – Zwykłą. . . co? – spytał Bezzub, mrużąc kałmuckie oczy. – No więc, a/b = b/c, nieprawdaż – rzekł Piotr Piotrowicz, zaskoczony, że ktoś może nie mieć pojęcia o tak podstawowej zasadzie, nadal jednak liberalny, liberalny do szpiku kości i wciąż gotowy wszystko wyjaśniać Ciemnemu Ludowi, zniżając się do jego poziomu, choćby to miało drogo go kosztować. – Jakby to wyjaśnić? Stosunek mocy stwórczej i stworzenia wydaje się nie- możliwy, jeśli jednak założycie istnienie pośrednika…
  • Znacie starą zagadkę: w pokoju znajdują się dwie matki, dwie córki, jedna babka i jedna wnuczka; ile to w sumie osób?
  • – Sześć – wrzasnął brodacz. – Pięć kobitek – wymamrotał Sierożka, który podsypiał z głową W resztkach szprotek. – Cztery? – spytał Gorszkow. Bezzub milczał. -Oczywiście, trzy – rzekł profesor uroczyście. – Ojciec jest dla syna tym, kim syn jest dla wnuka. Cała tajemnica wszechświata mieści się w tym odwiecznym frazesie.
  • Zapadła długa cisza. A siedzący pod stołem ksiądz szczeknął: – Właśnie dowiodłeś istnienia Boga, łajdaku.

==============================================

W tym czasie w całym kraju burzono cerkwie. W miastach maszyny rozpruwały mury, a kopuły waliły się w tumanach różowego pyłu, przy wtórze pękających szyb i trzasku złoconego drewna. Na wsi nieokrzesani robotnicy przystawiali drabiny do cebulowatych, pokrytych złotymi łuskami kopuł, osadzonych ponad pięć wieków wcześniej na szczytach kaplic, i rąbali je siekierami: trrach! Wokół wieńczących je krzyży zarzucano sznury i mużykowie zatrudnieni przez odzianych w skórzane kurtki komisarzy politycznych ciągnęli za nie rytmicznie – iii rraz! Stu trzydziestu biskupów umierało w reżimowych więzieniach. W tamtym roku zamordowano 2691 księży, 1962 mnichów, 3447 zakonnic. Dzieci w szkołach recytowały z pamięci: „Elementy składowe człowieka o wadze 70 kg: Mięśnie i skóra – 50 kg; Kości – 15 kg. Narządy wewnętrzne – 5 kg. Dusza – 0 gramów”.

———————————

Wokół stołu zapadła cisza. Do uczonego dotarło, że pop ma rację. Oto ateista dowiódł, że wiara wierzącego ma sens. Który z nich jest zwycięzcą?

Bezzub zwrócił się do Gorszkowa: – To twój przyjaciel, tak?

Gorszkow westchnął z głębi serca. – Taaa… – powiedział. Czuł się odpowiedzialny. – Ja zadzwonię.

Wstał i chwiejnie powlókł się do wiszącego na ścianie telefonu. Jako jeden z nielicznych miał prawo dzwonić do Iljicza bezpośrednio i zwykle poczytywał to sobie za powód do dumy. Teraz chętnie zrezygnowałby z tego przywileju. Czuł niesmak na myśl o zadenuncjowaniu swego starego nauczyciela, którego już zdążył polubić. Ale przeprowadzenie dowodu na istnienie Boga to nie była zdrada stanu – to była zdrada absolutna. Iljicz musiał się o tym dowiedzieć jak najszybciej.

Gdyby jeszcze nie było przy tym Bezzuba, Gorszkow podjąłby może próbę odprowadzenia Piotra Piotrowicza do domu, w nadziei, że pozostali, pijani w sztok, zapomną te strzępki jego wywodów, które w ogóle zdołali zrozumieć. Ale Bezzub nie był pijany, Bezzub zrozumiał wszystko, Bezzub nigdy niczego nie zapominał. A jak mówi stare rosyjskie przysłowie: koszula bliższa ciału. Wykręcił numer. A w biurze wielkiego szefa zaczęła migotać żaróweczka, która w trosce o jego uszy, zastępowała dzwonek telefonu.

===========================

[ciąg dalszy tej miłej historii umieszczę, przypomnę. Ponieważ każdy, nawet pijany czekista wam powie, że Бог Тройцу любит , będzie i trzecia część. MD]

Plany Iljicza i Krwawego Feliksa w sprawie Trójcy…. III. [Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”]

Plany Iljicza i Krwawego Feliksa w sprawie Trójcy. Cz. III.

Cz. III.

=============

Poprzednie:

DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej. Cz.I.

Stwórca a wodzowie Rewolucji: My funkcjonujemy na innym poziomie, niż wy. I mamy inne źródła informacji. [Cz.II ].

=================

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”, Wyd. KKK, Dębogóra]

[Lenin:] Chcecie wiedzieć, co się stanie, gdy ludzie nabiorą pewności, że Bóg istnieje? Chrystus przegra, bo Jego gra opiera się na miłości i wolności. A tam, gdzie jest pewność, nie ma wolności.

I święty Adam mógłby równie dobrze nie tknąć owocu z Drzewa Dobra i Zła.

– Powiem więcej – Feliks Edmundowicz mimo woli podniósł głos, jakby rozgrzane wnętrzności powodowały goto­wanie się jego umysłu – jeśli człowiek zyska pewność istnienia Boga, to drugim Adamem będzie Iljicz, a nie Chrystus. I to dzięki wam. Skutek ? Zbawienie stanie się niemożliwe, gdyż zniszczone zostanie narzędzie zbawienia.

Ale to jeszcze nie wszystko, Piotrze Piotrowiczu. Jest jeszcze lepiej, znacznie lepiej.

Przyznacie, że człowiek został stworzony z pewnymi fizycz­nymi i duchowymi potrzebami. Musi jeść, pić, rozmnażać się. Musi też wierzyć. Zupełnie jakby miał jakiś tajemniczy gruczoł wydzielający hormon wiary. Naturalnym obiektem tej wiary jest Bóg. Bóg lepiej lub gorzej pojmowany, Bóg osobowy lub nieoso­bowy, dobry lub zły, pojedynczy lub mnogi. Taki czy inny – ale zawsze Bóg. Przypuśćmy jednak, że ów instynkt, być może naj­silniejszy spośród wszystkich, jakimi zostaliśmy obdarzeni, zo­staje nagle zaburzony. Że staje w obliczu, jak by to powiedzieć wakatu. Że ten gigantyczny gejzer wiary, który tryska z nas nie­ustannie, pozbawiony zostaje przedmiotu. Co się wtedy stanie?

– Nastąpi atrofia – mruknął Piotr Piotrowicz.

– Tak. Matki w końcu tracą mleko, a prawiczki popadają w impotencję. Ale tylko wtedy, gdy ich gruczoły nie znajdą ujścia dla swoich wydzielin. Jeśli udowodnimy, że Bóg istnieje, to przejmiemy kontrolę nad narządem wiary, tak jak się przejmuje fabrykę maszyn ciężkich, żeby uczynić z niej fabrykę armat. Tyl­ko tak możemy sprawić, że ludzie będą wierzyli w to, czego nie ma, bo już nie będą mogli wierzyć w to, co jest. Nieważne, że będą wiedzieli, że Bóg jest, i tak będą woleli wierzyć w coś inne­go, bo ludzie generalnie wolą wierzyć niż wiedzieć – to ich główna cnota, ich zasadnicza, nie-burżuazyjna cecha. A i dla nas to lepiej, bo nas z kolei interesuje działanie, a wiara bardziej sprzyja dowodzeniu akcją niż pewność.

Piotra Piotrowicza zdumiało takie podejście. – Szczerze mówiąc – przyznał – nigdy o tym nie myślałem w ten sposób.

  • Człowiek – podjął Feliks Edmundowicz – lubi wierzyć. Zabierzcie mu Jowisza, zapatrzy się w Izydę. Zabierzcie Izydę, zacznie wierzyć w Matkę Boską. Zabierzcie mu religię, uwierzy w sztukę, pieniądze, spirytyzm, zen, jogę, marksizm, psychoanalizę. Nie rozumiecie, że człowiekowi, który już nie wierzy, można wmówić wszystko?
  • Piotr Piotrowicz zgodził się, ze rozmowa o wierze otwiera nowe perspektywy. – A jednak – rzekł zamyślony – jeśli będą wiedzieli, że Bóg istnieje… będą się mieli na baczności.
  • Pierwszy raz tego wieczoru usta Feliksa Edmundowicza wykrzywił uśmiech. – Właśnie – powiedział. – Kiedy będą mieli się na baczności przed Bogiem, dla Chrystusa będą straceni. Gdyby nam udało się ich do tego doprowadzić, wygramy. Oblubienica Baranka weźmie sobie za kochanka Antychrysta.
  • I święty patron Czeki, asceta tortur parsknął śmiechem.

Iljicz wybuchnął długim i okrutnym śmiechem. – Wyobrażam sobie miny naszych brodatych popów. Ale to jeszcze nic przy rzymskich, bezwąsych purpuratach i samym Świętym Ojczulku! Mam nadzieję, że ktoś im zrobi zdjęcie, kiedy się dowiedzą. A najzabawniejsi będą ci wszyscy mali ateiści z drugiej linii, ci aptekarze-wolnomyśliciele, wolteriańscy weterynarze, którzy drwili sobie ze swoich pobożnych matek i sądzili, że dowodzą nieistnienia Boga, robiąc sekcję żaby! I ci ateistyczni seminarzyści, jak ten muzyk Józef Wissarionowicz! Ten to się dopiero zdziwi! Aż mu walonki z nóg pospadają! Bardzo mnie to cieszy, naprawdę. Ach! Piotrze Piotrowiczu, pozwólcie, że was ucałuje. Z całego serca! Od dziś będą spełniane wszystkie wasze życzenia. Książki, ochrona, wygody, może panienki (niektórzy to lubią), sam nie wiem, co jeszcze…

Iljicz wstał, obszedł biurko i przykleił wargi do bladego i szorstkiego policzka Piotra Piotrowicza.

Zaraz, zaraz – rzekł profesor – powoli zaczynam rozumieć… Jeśli Bóg istnieje, a ja wam pomogę z nim walczyć, to podejmuję ryzyko, duże ryzyko…

Iljicz ponownie się roześmiał. – Ano tak. Przyznaję, pod tym materacem leży maleńkie ziarnko grochu. Ale co tam! Jesteście przecież uczonym! Nie możecie zamykać oczu naprawdę. A poza tym, wiecie. .. – lewe oko zamknęło się na chwilę- istnieją sposoby, żeby sobie z Nim poradzić. Wystarczy powiedzieć: Jestem tylko biednym grzesznikiem, a On musi wam wybaczyć.

No, dobrze. Muszę was teraz pożegnać. Od jutra dostajecie do dyspozycji samo- chód i dwóch ochroniarzy. Jak znam tych księżulków, to gotowi wam jeszcze poderżnąć gardło. Pod warunkiem, że zareagują dostatecznie szybko. Prawdopodobnie jednak zaczną od przechwalania się. „Ha ! – powie pop Makary do swojego sąsiada, nauczyciela. – Sami widzicie, Mojseiczu, że przez te wszystkie lata to ja miałem rację !”. Dopiero potem do nich dotrze, że obaj zostali zapędzeni w kozi róg. Ale nigdy nic nie wiadomo. No, dobranoc, dobranoc.

I mały człowieczek, wczepiony w ramiona profesora, wypchnął go czule za drzwi. Feliks Edmundowicz wyszedł tuż za nim, wyprostowany, kręcąc sobie brodę charakterystycznym gestem duchownego.

========================

Członkom bandy Kitajców, którzy sami byli mali, piwniczka wydawała się znacznie wyższa i przestronna, niż była w rzeczywistości. Murowane ściany ustroili po swojemu. Przykleili do nich, przypięli, przyczepili i przybili gwoździami każdą skradzioną i jeszcze nie sprzedaną błyskotkę. Były tam bożonarodzeniowe girlandy, lusterka wszystkich kształtów, wyszywane cekinami sukienki, wisiory ze sztucznych brylantów, ozdóbki z diamencikami, kawałki jedwabnych tkanin, hiszpańskie grzebienie, orientalne wachlarze, ornaty, złote i srebrne talerze, biżuteria, balowe mantylki i papierki po cukierkach.

Przywódca Kitajców, Fied’ka, miał trzynaście lat. Pozostali byli jeszcze młodsi. Ich rodziców przeważnie zmasakrowali bolszewicy, z wyjątkiem kilkorga, których zabili Biali. Kitajcom nie robiło to różnicy. Dziewczynki zebrały i kradły, co się dało. Chłopcy żebrali i zabijali. Czasem, kiedy potrzebna była większa grupa, dziewczynki przyłączały się do chłopców, atakując na ulicy jakiegoś spekulanta lub innego pijanego bogacza, zdzierając mu z głowy czapkę, zabierając ubranie i bieliznę i okładając go bez litości swymi małymi, uzbrojonymi w ostre kamienie pięściami, niczym jaskiniowcy polujący na mamuta.

Mieli swoje prawa. Kto je złamał, tracił miejsce w grupie. I nie pozostawało mu nic innego, jak umrzeć z głodu lub zimna. Pewnego zdrajcę na wszelki wypadek od razu utopiono raz w ścieku, przytrzymując mu głowę pod wodą tak długo, aż wyzionął ducha. Ostatnio wiodło im się bardzo kiepsko. Kilkoro zostało złapanych i odesłanych do ochronki lub poprawczaka. Ale jeszcze gorzej wpadła konkurencyjna banda Arbatców. Czeka otoczyła ich (całe trzy setki dziewcząt i chłopców), wywiozła do kamieniołomu i rozwaliła z karabinów maszynowych. Nieliczni, którym udało się przeżyć, przyłączyli się do Kitajców, którzy mimo dzielącej obie bandy nienawiści przyjęli ich po bratersku.

Fiedka kazał rozpalić ogień z resztek boazerii pałacu Jusupowów. Dymiło, ale dym pachnie swojsko. A wszystkie porozwieszane na ścianach i błyszczące w półmroku złociste i srebrzyste przedmioty dodawały piwniczce przytulności. Była to meta Steńki Razina, grota Ali-Baby, a dla niektórych sypialnia rodzinnego domu, gdzie przed ikoną zawsze paliła się lampka oliwna. Fiedka porozstawiał czujki i straże w promieniu trzystu metrów od meliny. Sam leżał wyciągnięty na zrabowanej skórze białe go niedźwiedzia, pieścił swoją faworytkę – dwunastoletnią Nadię i słuchał swego osobistego trefnisia, mądrali Swena (nazywanego Świnią), także dwunastoletniego okularnika (w okularach, trzymających się na jednym tylko zauszniku, błyszczało już tylko jedno szkło), który śliniąc się z emocji, opowiadał mu przygody Rocambole’a. Tańczące płomienie ognia wydobywały z cienia postarzałe, ogorzałe i naznaczone bliznami pyszczki pół tuzina innych chłopców.

– I wtedy, wiesz, kiedy on wchodzi do tej piwnicy, to tam- ten mówi mu spokojnie, prosto w oczy, a tamten szuka w kieszeni noża, ..

Czekaj, Świnia. Mów jasno – rzekł Fiedka surowo. Prosto w oczy – komu? I on w to znaczy kto, a tamten – to kto? – No, jasne że Rocambole, a tamten to…

Na zewnątrz rozległy się dwa przeciągłe gwizdnięcia. Starszy facet. Cisza. Jeden krótki gwizd. Burżuj.

Poczekaj, Świnia. Zaraz dokończysz. Czterech ludzi ze mną. Będziemy rżnąć. Głos Fiedki nawet nie zadrżał.

– Jeśli macie rżnąć – rzekła Nadia, potykając się na obscenicznym słowie – to ja idę z wami. Jeszcze nigdy nie widziałam, jak się kogoś zarzyna. Dziewczynka była blada, miała jasnozielone oczy, wciśnięte w twarz ponad zadartym i usianym piegami noskiem. Nie miała brwi, co nadawało jej wyraz zdziwienia lub bezczelności.

Piwniczka miała połączenie z kanałem ściekowym. Wspięli się po żelaznej drabince, a Fiedka wysunął głowę na zewnątrz. Stary zbliżał się pospiesznym krokiem. Nagle stanął jak wryty, jak gdyby zobaczył na trotuarze odciętą głowę. W tych czasach wszystko było możliwe. Starzec wyglądał raczej na zagłodzonego, ale miał na głowie czapkę z lisa. Jego aksamitna pelisa była już nieco wytarta. Ale to był dobry aksamit i istniała szansa, że płaszcz został podbity wiewiórczym, a może nawet sobolim futrem.

Taktyka Fiedki była prosta: z przodu dywersja, z tyłu atak, z przodu ostateczny cios. Zajął pozycję na chodniku, na wprost ofiary. Za starcem, jeden po drugim, pojawiali się kumple z bandy, otaczając go stopniowo z obu stron i tworząc obręcz, zaciskającą się powoli, w miarę jak się do niego zbliżali, niemal bezszelestnie stawiając kroki w kradzionych, filcowych butach, pod którymi śnieg skrzypiał cicho, lecz złowieszczo. Starzec cofnął się.

  • Dzieci – rzekł – drogie dzieci, Boże dziatki…
  • Fiedka gwizdnął w chwili, gdy z kanału wychodziła Nadia.

Trzej chłopcy cicho podeszli do starca od tyłu.. Jeden skoczył mu na plecy, drugi rzucił się do nóg. Kiedy upadł na ziemię, trzeci uderzył go w głowę ołowianą rurą. – Zostawcie go mnie! – rozkazał Fiedka. Dobrze ich wytresował – posłuchali natychmiast. Cofnęli się.

Fiedka wiedział, że patrzy na niego stojąca z tyłu Nadia i że w najbliższych dniach udowodni jej, że jest mężczyzną. Na razie, mimo licznych wysiłków, jeszcze mu się to nie udało. Pochylił się nad rozciągniętą na śniegu pelisą i odchylił kołnierz. Tak, pod spodem było wiewiórcze futro, a na szyi złoty łańcuszek. Eh, ci burżuje! Wszyscy tacy sami. Wierzący czy ateiści, monarchiści czy republikanie – i tak nie zdejmują z szyi krzyżyka, który matka im zawiesiła podczas chrztu.

A za złoto Jakow Jakowlewicz dawał nie wiadomo skąd zdobytą mleczną czekoladę. Fiedka bardzo lubił mleczną czekoladę.

– No, dziadku – rzekł, spluwając tą stroną ust, gdzie brakowało mu jednego zęba – jak tam zdrówko? Bida z nędzą, co? Starość nie radość, jak mówią. Ale nie martw się, my ci pomożemy. A co z polityką? Może z niej jesteś przynajmniej zadowolony? Coraz lepiej się teraz żyje w Rosji, hę? Prawda, że lepiej, gnoju? i Fiedka spojrzał przez ramię na Nadię, która złożywszy dłonie, aż dygotała z ciekawości.

Piotr Piotrowicz, leżąc na plecach w śniegu, patrzył wytrzeszczonymi oczami na wykrzywioną ponad nim twarz chłopca. Miłego chłopca, którego rąk nie widział. Przypomniał sobie chłopca, którym sam niegdyś był.

  • Posłuchaj – wymamrotał – widzisz, że jestem stary. Pomóż mi wstać. Za moich czasów uczono, że należy pomagać starszym.
  • Nagle Piotr Piotrowicz zobaczył jego ręce. Były uzbrojone w deskę nabitą gwoździami. Pozostali chłopcy potrząsali taką samą bronią.
  • – Do dzieła, chłopaki! – krzyknął Fiedka. Jest wasz. Ale walcie po głowie, żeby nie podrzeć pelisy.

Uśmiech Krwawego Feliksa

Uśmiech Krwawego Feliksa

20 VII 2026 Andrzej Solak pch24/wiadomosci/andrzej-solak-usmiech-krwawego-feliksa

Solak-krwawy-Feliks.jpg
Oprac. PCh24.pl

20 lipca 1926 roku zakończył swój ziemski żywot Feliks Dzierżyński, główny architekt bolszewickiego aparatu terroru; polski szlachcic, który zaprzedał duszę rewolucyjnym demonom pustoszącym Rosję.

Wieczny Płomień

Początki były obiecujące. Urodzony w zaborze rosyjskim Feliks wychował się w patriotycznej atmosferze. Edukację zakończył na gimnazjum; nie zdołał zdać matury, ale potrafił zaskakiwać oczytaniem i wrażliwością. Pisał wiersze, grał na fortepianie, kochał muzykę Moniuszki i Chopina. Pierwsze polityczne kroki stawiał w katolicko-narodowej organizacji Serce Jezusa. Nawet gdy po latach zerwał z Kościołem, przez jakiś czas przyznawał się do „szeroko rozumianego chrześcijaństwa”.

Osobiście uczciwy, nawet ascetyczny, szczerze wierzył w moc swoich idei. Kiedy związał się z rewolucyjną lewicą, wpierw polską (SDKPiL), a potem wszechrosyjską (bolszewicy), oddał się jej sprawie całą duszą i sercem. Uwięziony przez carat deklarował ufną wiarę w nowy, lepszy świat:

Zróbmy to razem!

  • 25 zł
  • 50 zł
  • 100 zł
  • 200 zł
  • 500 zł

„I kiedy w poczuciu mym, w sercu, wyrażam to, czego mnie pozbawiło więzienie, […] nie przeklinam ani mego losu, ani długich lat w zamknięciu,  ponieważ to wszystko rozbije kiedyś to wielkie więzienie, które jako idea mieści się w tych murach. I to nie gra myśli, nie rezonerstwo, nie literatura. To rezultat niepohamowanego pragnienia swobody i pełnego życia, tęsknoty za pięknem, za sprawiedliwością”.

Mówi się, że charakter Feliksa wypaczył się pod wpływem straszliwych przeżyć, jakich doświadczył ze strony carskiego aparatu przemocy. Dawna monarchia rosyjska z pewnością nie była ustrojem idealnym, ale jednak warto mieć świadomość kontekstu działań, w jakie zaangażował się Dzierżyński. Udzielał się w środowisku, które prowadziło bezwzględną, terrorystyczną wojnę przeciw istniejącemu porządkowi społecznemu; które nie wahało się uśmiercać tysięcy ludzi w zamachach i tumultach ulicznych; które mordowało ministrów, policjantów, ale także zwyczajnych obywateli, co nie zgadzali się z rewolucyjną taktyką.

I za takie zaangażowanie Feliks Dzierżyński został aresztowany sześć razy. Z tego trzykrotnie ukarano go jedynie zesłaniem na prawach osiedlenia (za każdym razem wykorzystał daną mu swobodę, uciekając z miejsca zsyłki). Uwięziony po raz czwarty i skazany na 11 lat, został już po czterech miesiącach objęty amnestią. Za piątym razem uwolniono go po wpłaceniu kaucji. Dopiero szóste aresztowanie (w 1912 r.) pociągnęło za sobą dwuletni pobyt w areszcie, a następnie trzyletni w rzeczywiście ciężkim więzieniu.

Teraz należałoby porównać ową represyjność caratu z porewolucyjnym systemem stworzonym przez Dzierżyńskiego w Rosji (o którym za chwilę), gdy sam cień podejrzenia o sprzyjanie opozycji, nie tylko zbrojnej, przynosił konsekwencje nieporównanie bardziej dramatyczne. Wszak to Feliksowi przypisywana jest słynna sentencja:

– Nie ma ludzi niewinnych! Są tylko źle przesłuchani.

Towarzysze Dzierżyńskiego nie szczędzili mu komplementów. Był dla nich „olbrzymem pracy”, „wielkim wychowawcą mas”, „pedagogiem i znawcą duszy dziecka”. Zachwycali się jego „złotym sercem” i miłością okazywaną Ludzkości. Po zdobyciu władzy przez bolszewików mówiono o nim z emfazą: Miecz Rewolucji, Wieczny Płomień Rewolucji, Żelazny Feliks.

Jednak pojawiły się też inne przydomki: Krwawy Feliks, Krwawy Pies Rewolucji, Czerwony Kat. Dzierżyński, kochając abstrakcyjną Ludzkość, bezlitośnie zabijał ludzi. Wytyczona przezeń droga do wyimaginowanego ziemskiego raju wiodła przez piekło.

Czerwony Miecz

Bolszewicy objęli rządy w Rosji na drodze zbrojnego puczu w listopadzie 1917 roku. Wzorem francuskich jakobinów swą władzę oparli na terrorze.

Już w grudniu powołali wszechwładną policję polityczną – Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (WCzK). Owa niesławna Czeka (bądź Czeriezwyczajka) oraz jej funkcjonariusze (czekiści) stali się głównymi filarami systemu, a przy tym symbolem jego okrucieństwa.

Pierwszy numer „Czerwonego Miecza”, dziennika kijowskiej Czeki, zapowiadał nadejście prawdziwie rewolucyjnych porządków:

„Odrzucamy stare systemy moralności i człowieczeństwa, wynalezione przez burżuazję w celu ucisku i wyzysku niższych klas. Nasza moralność nie ma wzorców, nasze człowieczeństwo jest absolutne, gdyż opiera się na nowym ideale: zniszczeniu wszelkich form ucisku i przemocy. Dla nas wszystko jest dozwolone, gdyż pierwsi w świecie podnieśliśmy miecz, nie by uciskać i zniewalać, lecz by uwalniać ludzkość z łańcuchów. Krew? Niech krew płynie strumieniami! Albowiem krew może zamienić na wieki kolor czarnego sztandaru pirackiej burżuazji w sztandar czerwony, sztandar rewolucji. Albowiem tylko ostateczna śmierć starego świata może nas uwolnić na zawsze od powrotu tych szakali!”.

Na czele Czeki stanął polski internacjonalista Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Szybko objął on także zwierzchność nad systemem więziennictwa w Rosji.

Biesy

W owym czasie w Rosji znajdowała się ponad półtoramilionowa rzesza Polaków. Gdy kraj ogarnęła wojna domowa, wielu z nich chwyciło za broń, a bili się po obu stronach barykady.

Późniejsza komunistyczna hagiografia lansowała liczbę przeszło stu tysięcy naszych rodaków, którzy mieli jakoby służyć w bojówkach Czerwonej Gwardii, w Armii Czerwonej, wreszcie w Czece. Wielkość ta może budzić wątpliwości (udokumentowano ledwie 7500 biogramów „czerwonych” Polaków z omawianego okresu), ale niewątpliwie miłośników Lenina i Trockiego były tysiące. Osobnicy ci topili we krwi nie tylko Rosję; niektóre ich formacje wzięły udział w wojnie przeciw „jaśniepańskiej Polsce”.

Trzeba podkreślić, że w Rosji było wtedy mnóstwo lewicowych internacjonalistów z niemal całego świata, a wsparli ich liczni przedstawiciele tutejszych mniejszości narodowych. Bolszewicki podbój tego kraju jawił się wtedy jako fenomen, jako że obcoplemienni zawodowi rewolucjoniści obsiedli tamtejsze stanowiska kierownicze jak szarańcza. Rosjanie długo stanowili zdecydowaną mniejszość elit władzy.

Dotyczyło to również splamionych krwią organów bezpieczeństwa. W kierownictwie Czeki, obok Dzierżyńskiego, wśród 19 jego najbliższych współpracowników było jeszcze trzech Polaków, nadto czterech Żydów, trzech Łotyszy, Gruzin, Ormianin i siedmiu Rosjan. Latem 1918 roku na 900 czekistów z Moskwy objętych ankietą personalną, jedynie 40% zadeklarowało się jako Rosjanie; 14%  było Łotyszami, 13% deklarowało narodowość żydowską, 11% polską, zaś 5% określiło się jako Niemcy bądź poddani cesarza Austro-Węgier. Z kolei w Czece kijowskiej udział Żydów dochodził do 75%.

Dziś taka strategia personalna mniej dziwi, gdy posiadamy już własne doświadczenia z wieloletniego panoszenia się „nadreprezentacji” żydowskich komunistów w bezpiece i na stanowiskach rządowych w tzw. Polsce Ludowej. Bądź gdy wspomnimy internacjonalistyczne misje czerwonych kondotierów pokroju Ernesta Che Guevary w krajach Trzeciego Świata. Zastępy obcoplemiennych zawodowych burzycieli starego porządku pozwalały okrzepnąć rewolucyjnej władzy, pozyskać czas na wykucie kadr tubylczych.

Wielki kat Rosji

Profesor Marian Zdziechowski określił Dzierżyńskiego mianem „najnikczemniejszego z nikczemnych”, „wszechrosyjskiego kata”.

Były ku temu powody:

„Gdy inni teoretyzowali i gadali, oklaskiwani przez partję, gdy inni opracowywali dekrety i wydawali prawa, a inni jeszcze zdobywali laury na czele czerwonych armij, on, wielki kat Rosji skromnie, a wytrwale spełniał swoje zadanie, które uważał za ważniejsze, niż wszystkie inne, czyli zabijał, zamęczał, jak nigdy przed nim żaden inny okrutnik. Nie wygłaszał mów, nie pisywał artykułów, nie wtrącał się do spraw, które do niego nie należały, zabijał tylko i zamęczał, a miljony leżących u stóp jego ofiar zamordowanych, storturowanych, o twarzach wyrażających nieskończone przerażenie i ból, świadczyły o tryumfie rewolucji”.

Profesor przytoczył wstrząsające relacje z czekistowskich katowni:

„W piwnicach Kijowskich czerezwyczajek poziom podłóg podniósł się o kilka cali od zaschłej krwi i zaschłych mózgów, wszędzie trupy ze śladami tortur – bez rąk, nóg, bez oczu, bez nosów i uszu; kłute rany na całem ciele. W innem miejscu znaleziono kilka trupów bez żadnych śladów śmierci gwałtownej, po zbadaniu okazało się, że byli żywcem pogrzebani, którzy, usiłując odetchnąć, połykali ziemię.

W jednej z czerezwyczajek do torturanta mocno przywiązanego do ściany przywiązywano koniec żelaznej rury, z przeciwległego końca wpuszczano szczura, a koniec ów pokrywano drucianą siatką, przy której rozkładano ogień; przerażony i zbolały szczur, szukając wyjścia, wżerał się w ciało skazańca. […] kładziono skazańca do skrzyni z rozkładającym się trupem i straszono, że go żywcem pogrzebią […] wielu warjowało.

 – W Woroneżu wsadzano do beczki z gwoździami, beczki te taczano. – W Charkowie […] skalpowano ręce; nazywało się to zdejmowaniem rękawiczek z rąk. – W Połtawie i Kremienczugu sadzano na pale (zwłaszcza popów). – W Jekaterynosławiu krzyżowano lub kamienowano. – W gubernii Orłowskiej zimą rozbierano do naga i oblewano wodą, aż skazaniec przeistaczał się w słup lodu.  – W Odessie oficerów kładziono na deskach, mocno do nich przywiązywano i powoli wsadzano do pieców rozżarzonych, albo rozrywano ciała na dwie połowy kołami pionowych wind, i wrzucano też do kipiących kotłów […]”.

Terror wcale nie ustał po zakończeniu wojny domowej. Z iście diabelską zaciekłością prześladowano zwłaszcza chrześcijan. Zarówno Rosyjska Cerkiew Prawosławna, jak i Kościół katolicki spływały krwią. W jednym roku 1922 zamordowano 8100 przedstawicieli prawosławnego kleru oraz nieprzeliczoną rzeszę świeckich wiernych. Tylko w okresie 1917-1925 „zniknęło” w Rosji aż 200 000 katolików.

Wspólnota ofiar

Feliks Dzierżyński zmarł w roku 1926, ale zbudowany przezeń aparat terroru uśmiercił jeszcze kolejne miliony ludzi – przede wszystkim Rosjan, ale także Polaków, Ukraińców, Białorusinów i przedstawicieli dziesiątków innych narodowości.

Wspomnienie dokonań Krwawego Feliksa kładło się cieniem na narody ujarzmione przez komunizm jeszcze przez długie dekady. Pomnika wodza Czeki w Warszawie na placu Bankowym, wzniesionego w 1950 roku, pilnie strzegła milicja, po tym, jak uwiecznionemu na cokole jakieś zacne dusze pomalowały ręce na czerwono.

W 1982 roku, podczas stanu wojennego, tenże monument podpaliła grupa młodych konspiratorów. Jeden z uczestników akcji, Emil Barchański, został po jakimś czasie aresztowany i poddany torturom. Miał zaledwie 17 lat, uczęszczał do liceum, pisał wiersze. Z uwagi na młody wiek oficjalnie zwolniono go „pod dozór kuratora”, ale już po dwóch miesiącach „zaginął bez wieści”. Dwa dni później jego ciało wyłowiono z Wisły. Rodzimi epigoni Żelaznego Feliksa wzięli srogi odwet.

O kilka tysięcy kilometrów na wschód, na dalekiej Syberii, dorastała rówieśnica Barchańskiego, Janka Stanisławowna Diagilewa, poetka i pieśniarka związana z muzycznym undergroundem. Ukochanego Janki aresztowało KGB za nieprawomyślne teksty, aby następnie wpakować go do zakładu dla umysłowo chorych z rozpoznaniem „schizofrenii bezobjawowej” (szprycowany w psychuszce ogromnymi dawkami neuroleptyków, czasowo oślepł).

Janka w utworze „Pa tramwajnym rielsam” subtelnie nakreśliła atmosferę strachu przed wszechwładnymi funkcjonariuszami, przed „ludźmi w niebieskich czapkach” strzegącymi ustroju, w którym nawet spacer dwójki zakochanych mógł stać się powodem do oskarżeń o antypaństwową zbrodnię:

A jeśli ich spotkamy,

Nie mów nic o spacerze po tramwajowych torach,

Bo to dla nich przestępstwo albo schizofrenia,

Bo z portretu zaraz uśmiechnie się Żelazny Feliks.

I będzie słuszna, będzie sprawiedliwa

Kara za spacer po tramwajowych torach.

Zabiją nas za spacer po tramwajowych torach.

Zabiją nas za chwile z tobą przy tramwajowych torach.

Strofy te powstały w drugiej połowie lat 80. XX stulecia. Minęło sześć dekad od zgonu szefa Czeki. Myślałby kto, że od tamtej chwili całkowicie odmieniło się oblicze globu. Że odeszły w przeszłość horrory leninizmu i stalinizmu. Że świat właśnie zaczął wyzwalać się z wieloletniego lęku przed atomową apokalipsą, że fascynował się podbojem Kosmosu oraz postępującą informatyzacją i technicyzacją. 

A tymczasem w różnych zakątkach Soc-Łagru młodym Polakom i Rosjanom nieustanie ścinał krew w żyłach widok uśmiechającego się z pomników i z portretów Żelaznego Feliksa.

Postscriptum Pogrobowcy i biczownicy

Dzierżyński, choć hołubiony w okresie PRL, na szczęście nie ma wielu wielbicieli we współczesnej Polsce. Ale niekiedy takowi wypływają w dyskusjach.

Bywają więc sklerotykowie wzdychający rzewnie za „władzą ludu”. To oni „ocieplają wizerunek” Feliksa (w znanym cokolwiek stylu, że przecież nawet Hitler głaskał sarenki, a Stalinowi zdarzało się przytulać dzieci, zatem nie były to takie całkiem złe chłopy). Serwują zatem krzepiące historyjki o tym, jak to Dzierżyński, „złote serce”, pomógł komuś, albo jak darował życie temu czy owemu więźniowi. Ludzki pan, mógł przecie zabić!

Z drugiej strony trafiają się czasem „patrioci”, co deklarują dumę z dokonań owego rodaka, bo przecie „żaden Polak nie zabił tylu Ruskich, co on”. Z chorą satysfakcją cytują przypisywane Dzierżyńskiemu słowa: „Zabijam Rosjan, nie ludzi!”. Sort owego „patriotyzmu” jawi mi się jako nieco osobliwy, a właściwie to całkiem parszywieńki.

Jest wreszcie grupa osób, dla których przypadek Żelaznego Feliksa to kolejna okazja do narodowego samobiczowania i przepraszania wszystkich dookoła za „tradycyjną polską zbrodniczość”. Temu gronu warto poświęcić chwilę, albowiem polscy słudzy bolszewizmu to dobra nauka dla wszystkich, którzy lubują się w „wyjaśnianiu” czerwonych zbrodni wedle klucza etnicznego.

Czy więc krwawe dokonania Feliksa Edmundowicza i innych Polaków z Czeki można nazwać „polskimi zbrodniami na narodzie rosyjskim”?

A czy zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki albo masakra w KWK „Wujek” to były „zbrodnie polskie na narodzie polskim”? Czy rzeź katyńską nazwiemy „gruzińsko-żydowsko-rosyjsko-ukraińsko-ormiańską”, zważywszy kto o niej zadecydował? Czy „zbrodniami argentyńskimi” określimy rozstrzeliwania kubańskich więźniów politycznych przez Che Guevarę? A czy zbrodnie Lenina były w 25% kałmuckie, w 25% żydowskie, w 25% rosyjskie, w 12,5% niemieckie, w 12,5% szwedzkie – mając na uwadze pochodzenie przodków Wołodii Iljicza?

Terror komunistyczny, przynajmniej ten sowiecki i około-sowiecki (także jugosłowiański) zdecydowanie różnił się pod względem motywacji od terroru niemiecko-nazistowskiego czy ukraińsko-banderowskiego, prowadzonych „w imię nacji”.

Nad zbrodniami komunistycznymi unosił się bowiem upiór internacjonalizmu. Ów demon nie uznawał granic państwowych, narodowościowych ani rasowych. Rozpełznął się po całym świecie zatruwając serca i umysły, niczym obłok trującego gazu, niczym bakcyl dżumy.

Andrzej Solak

Lobby ukraińskie, chińskie, izraelskie, rosyjskie, niemieckie, amerykańskie – itd… Polskiego brak. MEM-y VII.

——————————–

———————————————-

——————————-

————————-

—————————————

————————————-

———————————–

————————————-

————————————————————————–

——————————————————————–

————————————————-

——————————————-

Dej, dej, dej… MEM-y VI.

———————————————————–

—————————–

——————————————————

——————————————————–

——————————————————

—————————————-

———————————

——————————————————–

————————————————

————————————–

Centrum Lotów Kosmicznych im. Donalda Tuska. MEM-y V.

———————————-

—————————————–

———————————————–

———————————-

———————————–

——————————-

————————————————–

————————————-

————————————–

————————————————–

————————————————————-

Nawet „Washington Post” przygotowuje się do wielkiej wojny.

Nawet Washington Post przygotowuje się do wielkiej wojny.

Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o „celowych atakach odwetowych” lub „ograniczonych działaniach militarnych”.

Teraz nawet „ Washington Post” pisze w zupełnie innym tonie.

Gazeta otwarcie stwierdza, że ​​USA i Iran „krok po kroku cofają się w kierunku wojny na pełną skalę ”. Inny nagłówek głosi, że USA „są na skraju powrotu do wojny na pełną skalę z Iranem ”. ( The Washington Post )

To niezwykłe. Bo kiedy czołowy amerykański portal medialny zaczyna mówić o „wojnie totalnej ”, zmienia się percepcja opinii publicznej. To, co wcześniej przedstawiano jako konflikt ograniczony, teraz jawi się jako potencjalna wojna obejmująca cały region.

Sama gazeta podaje powód: Każda nowa fala ataków, każdy kontratak i każdy zabity żołnierz przekraczają kolejne „czerwone linie”. Zawieszenie broni praktycznie zawiodło, walki eskalują, a powrót do wojny na pełną skalę wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. ( The Washington Post )

Jednocześnie kilka głównych amerykańskich mediów codziennie donosi o nowych nalotach, kolejnych ofiarach wśród żołnierzy amerykańskich i rozszerzeniu działań wojennych na Jordanię, Kuwejt, Bahrajn i Cieśninę Ormuz. Nawet w rządzie USA otwarcie przyznaje się, że operacja ta przeradza się w długotrwały konflikt zbrojny.

Ten rozwój sytuacji pokazuje przede wszystkim jedno: zmienia się dyskurs publiczny. W głównych zachodnich mediach pojawiają się terminy takie jak „powrót do wojny na pełną skalę” czy „wojna totalna” . Nie można na tej podstawie stwierdzić, czy odzwierciedla to rzeczywiste oczekiwania militarne, ocenę dziennikarską, czy też przygotowania polityczne opinii publicznej. Jedno jest jednak pewne: możliwość wybuchu znacznie większej wojny jest teraz otwarcie dyskutowana – i nie jest już marginalizowana.

Jak Teheran zarządza czasem

Jak Teheran utrzymuje zegar w ryzach

Jak Teheran utrzymuje zegar w ryzach

Pepe Escobar

Zacznijmy od czterech kluczowych zmiennych, które wchodzą w grę na tym coraz bardziej niebezpiecznym rozdrożu.

Jeden . Madżlis – irański parlament – ​​zebrał się we wtorek wieczorem, aby uczcić początek nowej ery Modżtaby, która rozpoczęła się w ubiegły piątek po ostatnich obrzędach pogrzebowych zamordowanego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego w Meszhedzie. 290 członków jednogłośnie przyjęło dwie rezolucje.

Pierwszy z nich wzywa rząd – pod przewodnictwem prezydenta Peseschkiana – do „przyspieszenia rozwoju potencjału nuklearnego”. Można to interpretować albo jako zwiększenie wzbogacania uranu, albo jako coś znacznie bardziej przełomowego.

Druga rezolucja odrzuca jakikolwiek kompromis ze Stanami Zjednoczonymi na wcześniej uzgodnionych warunkach. Tłumaczenie: Nawet gdyby doszło do odnowienia Porozumienia o Porozumieniu (MoU), które zostało skutecznie zniszczone przez prezydenta Stanów Zjednoczonych bezpośrednio po szczycie NATO w Ankarze, warunki dla USA byłyby znacznie trudniejsze.

Dwa . Kanał Iran-Pakistan-Katar.

Na początku tego tygodnia Islamabad i Doha wznowiły intensywne konsultacje – można by je nawet określić jako gorączkowe – w celu wznowienia bezpośrednich rozmów z Teheranem w przyszłą niedzielę.

Byłoby to zadanie syzyfowe, ponieważ odbywałoby się w ostrym kontraście do masowych bombardowań irańskich celów – w tym infrastruktury cywilnej – przez Amerykanów oraz dewizy „zemsty” skandowanej przez miliony ludzi na ulicach Iranu w zeszłym tygodniu.

Dyplomacja jest jednak realna. Została zdegradowana przez mediatorów z „drogi do porozumienia” do „zapobieżenia katastrofie”.

Trzy . Kanał zwrotny Trumpa-Munira.

Mediatorzy siedzący przy smutnych resztkach stołu negocjacyjnego potwierdzają, że Trump nadal dzwoni bezpośrednio do pakistańskiego marszałka polowego Asima Munira, namawiając go do znalezienia rozwiązania, które pozwoli uniknąć osobistego upokorzenia (https://youtu.be/txnxsgd1RsI ).

To całkowicie obala charakterystyczne wybuchy wściekłości prezydenta USA – które zawsze dominują w wiadomościach – że Iran błaga o porozumienie. Rzeczywistość jest wręcz odwrotna. Nawiasem mówiąc, Munir jest ostatnią deską ratunku dla Trumpa, jeśli chodzi o znalezienie wyjścia.

Cztery . Irańska odpowiedź militarna na bombardowania USA.

Obejmuje to niezwykle precyzyjną amunicję kasetową, która zniszczyła bazy amerykańskie w Kuwejcie, Bahrajnie i Jordanii.

Zdecydowana większość rzeczywistych zniszczeń nie jest zgłaszana. Od bazy lotniczej Al-Udeid w Katarze po centrum dowodzenia i kontroli w Jordanii; od zniszczonych systemów rakietowych Patriot w Kuwejcie po bazę lotniczą Al-Dhafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich; od zniszczenia hangarów dronów MQ-9, wyrzutni HIMARS i składów amunicji po zniszczone platformy paliwowe w omańskim porcie Duqm.

To była sensacja: Dukm leży na wybrzeżu Morza Arabskiego, poza Cieśniną Ormuz. Amerykańskie statki cumują tam bez konieczności przepłynięcia przez Zatokę Perską, uzupełnienia paliwa oraz skorzystania z usług naprawczych i zaopatrzeniowych: to centralny punkt operacyjnego zaplecza floty USA rozmieszczonej na północnym Oceanie Indyjskim.

Jakie jest stanowisko Mojtaby Chameneiego?

Powtórzmy: nawet gdyby droga do porozumienia MoU 2.0 była możliwa, Teheran dałby jasno do zrozumienia już na pierwszym spotkaniu: Waszyngton musi wdrożyć Artykuł 1 Porozumienia (dotyczący zakończenia wszelkich wojen). Bez tego nie będzie żadnych rozmów. Jednocześnie Teheran – z blokadą Trumpa 2.0 czy bez niej – poważnie ograniczy Cieśninę Ormuz: przejście będzie możliwe wyłącznie przez morskie kanały Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej u wybrzeży wyspy Larak.

A teraz zagadka Mojtaby.

Architektura bezpieczeństwa Azji Zachodniej nie tylko uległa zmianie, ale została zburzona i odbudowana. Warunki tej przebudowy są dyktowane przez Teheran – który, co więcej, ma dominację eskalacji w całym regionie Zatoki Perskiej.

14-punktowe porozumienie stanowi, że to Iran ustala warunki – i mediatorzy/negocjatorzy o tym wiedzą. Rozpaczliwie starają się utrzymać przy życiu nawet wątły, pośredni kanał komunikacji.

Nowy przywódca, Modżtaba Chamenei, cieszy się przytłaczającą popularnością w kraju. Od zeszłego piątku rządzi de facto jako przywódca nowej ery, wydając pisemne dyrektywy.

Wpływowy członek Madżlisu, Mahmud Nabavian, przeczytał już w irańskiej telewizji państwowej część wewnętrznych listów Modżtaby, w których sprzeciwia się on jakimkolwiek ustępstwom w sprawie programu nuklearnego, domaga się odszkodowania od Stanów Zjednoczonych i nalega na wyłączną kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz.

Iran po prostu nie da się zmusić do powrotu do stołu negocjacyjnego – bez względu na argumenty mediatorów i wygodnych osób z zewnątrz. Powszechne okrzyki żałobników przez sześć dni, od Teheranu i Komu po Meszhed, dniem i nocą, domagały się „zemsty”. I Modżtaba powtórzył dokładnie to w swoim pisemnym oświadczeniu.

Religijna i strategiczna narracja kształtująca nową erę Islamskiej Republiki Iranu głęboko osadza śmierć ajatollaha Chameneiego w fundamentalnej narracji szyickiej tożsamości politycznej, przekształcając zabójstwo dokonane przez obce mocarstwo w święty akt poświęcenia.

I tutaj „zemsta” nabiera transcendentalnego znaczenia. Modżtaba nie przedstawiał „zemsty” jako wyboru politycznego ani kwestii polityki państwa. Definiował ją jako wolę narodu. A przede wszystkim jako ponadczasową, boską misję.

Historia zatem zadecyduje, kiedy „zemsta” zostanie dokonana. Modżtaba przedstawił ją w taki sposób, że nie zależała ona ani od niego osobiście, ani od żadnego organu państwowego czy urzędnika: „Wolni ludzie na całym świecie” mieli wypełnić część tej świętej misji.

Jako wypowiedź z zakresu teologii politycznej w epoce postmodernistycznej jest to coś wyjątkowego.

Narcyz tonący we własnym nurcie

Tymczasem linia negocjacyjna Ghalibafa i Araghchiego oraz linia dowodzenia i kontroli wojskowej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej pod przewodnictwem Vahidiego będą nadal współistnieć w rządzie prezydenta Peseschkiana. Są to w istocie dwa wektory tego samego procesu. Całe to gadanie o wewnętrznych „pęknięciach” to – czymże innym? – amerykańska propaganda.

A teraz przejdźmy do specjalistów od PR. Powszechnie wiadomo, że syjonistyczna oś Waszyngton-Nowy Jork-Tel Awiw robi wszystko, by utrzymać Stany Zjednoczone w gotowości bojowej i zaangażowaniu w tryb wojny totalnej.

W ten sposób każdy ruch Teheranu – zawsze defensywny – jest przedstawiany jako casus belli.

A wyjście z sytuacji, takie jak memorandum o porozumieniu, jest deprecjonowane jako „appeasement”. Mentalność wojny totalnej zapewnia nieustanną eskalację. I daje Teheranowi uzasadnienie dla każdej reakcji – czy to zamknięcia Cieśniny Ormuz, czy możliwości wycofania się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. A to ośmiela syjonistycznych jastrzębi do naciskania na – co innego? – dalszą wojnę.

Ta diabelska machina, samonapędzający się cykl, ostatecznie przynosi korzyści Iranowi – ponieważ Iran potrzebuje tego cyklu tylko po to, by się utrzymać. Każdy zwrot akcji przekształca amerykańskie imperialne metody dewastacji w dodatkową legitymizację Iranu – zarówno w kraju, jak i w dużej części Globalnego Południa.

Trump znalazł się na terytorium zatopionego Narcyza i stanął w obliczu serii niemożliwych do zniesienia ograniczeń: zamkniętej Cieśniny Ormuz, co nieuchronnie doprowadzi do wzrostu cen ropy, jeśli Strategiczne Rezerwy Ropy Naftowej (SPR) osiągną stan czerwonej gotowości; możliwego wycofania się Iranu z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Należy pamiętać, że 60-dniowy okres obowiązywania porozumienia upływa w połowie sierpnia – już za miesiąc. Do tego czasu musi zostać wynegocjowane ostateczne porozumienie, w przeciwnym razie wszystkie ramy prawne przestaną obowiązywać.

Powtórzę, dla porządku: dla Teheranu pierwotne, 14-punktowe porozumienie to jedyna gra w mieście. Nie będzie renegocjacji; jedynie wdrożenie jego sekwencji.

Teheran musi to zawsze jasno dawać do zrozumienia – bo Amerykanie wciąż tego nie rozumieją. Teheran już wygrał kluczową kwestię wojny: Cieśninę Ormuz. Kwestia nuklearna nigdy nie była najważniejsza. Waszyngton będzie musiał uznać tę rzeczywistość.

Cóż, to będzie prawie niemożliwe. Przyszłe scenariusze wyglądają ponuro.

„Kontrolowana deeskalacja” wydaje się teraz mirażem na pustyni.

To samo dotyczy sytuacji zamrożonego impasu – gdzie rozmowy trwają, porozumienia nie ma, zdarzają się pojedyncze incydenty z tankowcami, a przewóz towarów na morzu utrzymuje się na poziomie 1/3–1/5 poziomu sprzed wojny.

W obecnej sytuacji wszystkie wektory wskazują raczej na eskalację pionową: całkowite zamknięcie cieśniny Ormuz, nieuchronna, ciągła fala ataków ze strony USA oraz reakcja Iranu w postaci wycofania się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

W praktyce Trump nie negocjuje z Iranem. Rozpaczliwie próbuje odwrócić losy dotkliwej porażki strategicznej.

„Zawieszenie broni” zawsze było wytchnieniem dla odzyskania utraconych wpływów. Trump pragnął kapitulacji, całkowitego podporządkowania, zmiany reżimu i Iranu jako neokolonii. Otrzymał memorandum o porozumieniu, którego nie rozumie i być może nawet nie przeczytał, mimo że podpisał je z wielką pompą w Wersalu. Nie rozumie nawet, że podpisany przez niego dokument nie dzieli władzy decyzyjnej nad Cieśniną Ormuz między Iran a Oman; należy ona wyłącznie do Iranu.

Dlatego próbuje zmienić to, co podpisał, nie przyznając się do tego – stosując drabinę eskalacji, stały przymus ukryty pod maską dyplomacji, zmuszając Teheran do rezygnacji ze swoich wpływów i całkowicie je tracąc, grożąc atakami na wszystkie irańskie elektrownie, mosty i obiekty energetyczne w przyszłym tygodniu.

Technicznie rzecz biorąc, Iran wypełnił wszystkie postanowienia podpisanego porozumienia.

To Stany Zjednoczone – a to tylko kilka przykładów – odmówiły uwolnienia zamrożonych aktywów Iranu, nałożyły nowe sankcje (bezpośrednie naruszenie artykułu 9), zniosły wyjątki od sankcji naftowych (bezpośrednie naruszenie artykułu 10) i wznowiły wojnę (bezpośrednie naruszenie artykułu 1).

Historia pewnego dnia potraktuje to jako studium przypadku, jak utrzymać zegar wojenny w ryzach. Teheran celowo wstrzymuje się z Waszyngtonem, ponieważ czas – i rynki ropy naftowej – są po jego stronie. SPR zostanie wyczerpany w niecały miesiąc, a irańska kontrola nad Cieśniną Ormuz będzie całkowita.

Tylko cywilizowane państwo, przyzwyczajone do radzenia sobie ze wszystkimi możliwymi zmiennymi historycznymi, jest w stanie rozgrywać o wiele dłuższą grę niż brutalna machina imperialna, która oszczędza niezbędną siłę ognia, jednocześnie wyczerpując resztę strategicznego bufora imperialnego.

Źródło: Jak Teheran zarządza czasem

Liczba ofiar wśród żołnierzy amerykańskich rośnie; Iran atakuje amerykańskie bazy

Liczba ofiar wśród żołnierzy amerykańskich rośnie, gdy Iran atakuje amerykańskie bazy

Symplicjusz 20 lipca 2026 simplicius/us-troop-casualties-pile-up-as-iran

Konflikt wybuchł na nowo, a Iran odpowiedział potężnym atakiem, zabijając i raniąc żołnierzy USA:

https://www.wsj.com/world/middle-east/two-us-servicemembers-killed-one-missing-in-iran-missile-attack-on-jordan-a59f9699

Jak zwykle, plotki głoszą, że liczba ofiar jest znacznie wyższa, niż przyznają Stany Zjednoczone, zwłaszcza biorąc pod uwagę wstępne doniesienia o „zaginionych żołnierzach”, wciąż uwięzionych pod gruzami. Były pilot sił powietrznych USA opublikował następującą wiadomość:

Obserwator Bliskiego Wschodu@ ME_Observer_⚡️

Były pilot Sił Powietrznych USA, blisko związany z Centralnym Dowództwem USA, twierdzi, że co najmniej 3 do 5 żołnierzy w samolotach ewakuacji medycznej „prawdopodobnie nie przeżyje”. Jest też 15 innych żołnierzy z poważnymi, zagrażającymi życiu obrażeniami, których los pozostaje niejasny.

20:20 · 18 lipca 2026 · 244 TYS. Widoki


Gwiezdny Człowiek@ stellarman22

Dwa samoloty ewakuacji medycznej C17 natychmiast wystartowały z bazy lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii po masowych ofiarach (co najmniej 3 osoby poniosły śmierć, co potwierdziło dowództwo centralne) po wybuchu na bazie dwóch irańskich pocisków balistycznych zeszłej nocy. Liczba ofiar jest prawdopodobnie znacznie większa.19:47 ·

18 lipca 2026 · 1,34 TYS. Widoki1 odpowiedź · 18 repostów · 43 polubienia

W chwili pisania tego tekstu CENTCOM opublikował aktualizację informującą o śmierci dwóch kolejnych żołnierzy, co daje łącznie czterech:

========================

Dalsze raporty wskazują na zniszczenie dużej liczby amerykańskich samolotów, od śmigłowców Blackhawk po potencjalnie F-15 i bezzałogowe platformy dronów:

Tom Bike@ tom_bike

Samoloty POSS zniszczone w środku na podstawie śladów przypaleń i pojazdów jadących do schronu F-16 lub F-35 USA zostały zniszczone przez celne uderzenie rakiety balistycznej zauważone w Iranie na zdjęciach satelitarnych 31.8244, 36.7857. Baza lotnicza Muwaffaq al-Salti w Jordanii została trafiona o godzinie 23:00 UTC 17 lipca.

17:19 · 19 lipca 2026 · 19,4 TYS. Widoki


Jedną z najgłośniejszych historii dotyczących ataku jest twierdzenie amerykańskich urzędników, że Rosja i Chiny odegrały kluczową rolę w dostarczaniu Iranowi wysokiej jakości celów do ataków na wrażliwe miejsca. Niektórzy twierdzą (patrz poniżej), że Rosja w ostatnich tygodniach kontynuowała dostawy znacznych ilości materiałów do Iranu:

Kongresmen USA Riley Moore był zszokowany „precyzją”, z jaką Iran był w stanie zaatakować amerykańskie obiekty, zwłaszcza w Jordanii, i doszedł do wniosku, że Rosja i Chiny muszą pomagać:Nie można załadować wideo.

Precyzję tę potwierdza fakt, że irańskie rakiety trafiły dokładnie w rejon stacjonowania wojsk w bazie lotniczej Muwaffaq al Salti w Jordanii.

Oto nagranie z ataku – widać irańskie rakiety beztrosko przelatujące obok amerykańskich myśliwców Patriot. Druga część, w 0:15, pokazuje nagranie z wnętrza bazy nagrane przez amerykańskich żołnierzy, którzy zostali trafieni:Nie można załadować wideo.

Druga ważna część historii kręci się wokół faktu, że wojska i zasoby USA są coraz bardziej wypychane z regionu, coraz głębiej w głąb. To nie tylko osłabia możliwości USA w zakresie ataków na Iran, ale także stopniowo koncentruje wojska amerykańskie w newralgicznych obszarach, takich jak baza jordańska, co pozwala Iranowi na ich eliminację.

Jeden z rosyjskich analityków zauważa, że ​​w miarę jak inni sojusznicy Zatoki Perskiej ograniczają działalność USA, Stany Zjednoczone są zmuszone zajmować coraz bardziej niepewne pozycje:

DLACZEGO IRAN SKUPIA SIĘ TERAZ NA JORDANII

Wraz z eskalacją wojny Waszyngton wycofał siły z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru – krajów bardziej narażonych i politycznie kruchych – i skoncentrował je w Jordanii. Podczas gdy inni sojusznicy z Zatoki Perskiej ograniczali prawa USA do bazowania i przelotów, Jordania po cichu stała się główną platformą amerykańskich operacji powietrznych nad Syrią, Irakiem i całym regionem.

Właśnie dlatego Iran zwrócił się ku niej. Kiedy wróg konsoliduje się w jednym miejscu, to miejsce staje się celem. Atak na bazy w Azraq i King Faisal nie dotyczy pojedynczego lotniska – to próba sprawienia, by goszczenie sił amerykańskich kosztowało więcej, niż jest warte, i zdestabilizowania ostatniej platformy, którą Waszyngton uważał za bezpieczną.

Tempo mówi wszystko: cztery ataki w ciągu pięciu dni, dziesiątki rannych żołnierzy amerykańskich i znaczna liczba uszkodzonych amerykańskich śmigłowców Blackhawk, jak donosi NYT. Iran nie tylko sygnalizuje zamiary – pokazuje również, że nadal posiada znaczne zapasy rakiet i może teraz dotrzeć do miejsca, które Stany Zjednoczone uważały za bezpieczne.

LeonovZ

NYT potwierdził:

https://www.nytimes.com/2026/07/18/world/middleeast/iran-war-jordan-attacks.html

Z powyższego:

Jordania, w której znajdują się główne amerykańskie bazy lotnicze, zyskała na znaczeniu w okresie poprzedzającym wojnę i na jej początku,gdy Pentagon przerzucił część wojsk z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru do stosunkowo bezpieczniejszych lokalizacji w Jordanii i Izraelu.Rola tego kraju w operacjach USA tylko wzrosła, ponieważ inni sojusznicy USA w regionie ograniczyli możliwość stacjonowania wojsk i lotów nad ich terytoriami przez Waszyngton,poinformowali przedstawiciele władz USA.

Jak widać, Iran zmusza USA do odwrotu, niszcząc bazy regionalne położone najbliżej samego Iranu. Teraz niektórzy irańscy politycy sugerują nawet, że Iran mógłby przeprowadzić własną ofensywę lądową, aby zająć bazy amerykańskie w sąsiednim Kuwejcie.

https://www.iranintl.com/en/202607171445

Wybitny irański naukowiec i analityk napisał:

Mahdi Khanalizadeh@ Khanalizadeh_ENKuwejt jest uważany za jedną z głównych opcji Iranu w przypadku potencjalnej inwazji lądowej mającej na celu zajęcie dwóch amerykańskich baz wojskowych znajdujących się na terenie kraju.

11:35 · 19 lipca 2026 · 122 tys. wyświetleń


Można przypuszczać, że tymi dwiema bazami będą Camp Buehring w północnym Kuwejcie, około 100 km od granicy z Iranem, a być może także Camp Arifjan lub baza lotnicza Ali Al Salem.

Były irański minister spraw zagranicznych Manouchehr Mottaki powiedział również irańskim mediom:

„Moja propozycja jest taka, żebyśmy przeprowadzili atak lądowy na jedną z amerykańskich baz w regionie, pojmali 100 Amerykanów i odwieźli ich do Iranu”.

Nie można załadować wideo.

Najprawdopodobniej to tylko irańska taktyka psychologiczna, mająca na celu zaserwowanie USA własnej „strategicznej niejednoznaczności” i skłonienie ich do zastanowienia się dwa razy przed podjęciem jakiejkolwiek operacji lądowej. Ale biorąc pod uwagę to, co widzimy, wypychając USA z regionalnych baz, kto wie, co może się wydarzyć?

Być może jeśli Trump będzie przeciągał tę wojnę wystarczająco długo, Iran rozproszy amerykańskie aktywa do takiego stopnia, że ​​taki transgraniczny atak na Kuwejt będzie mógł być realny jako ostateczny, upokarzający cios. Trudno odgadnąć intencje kraju, którego całe przywództwo zostało „odnowione” przez wojnę.

Takie nowe kierownictwo mogłoby całkowicie odrzucić dotychczasowe kalkulacje. Na przykład, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu zaproponował niedawno, aby Iran mógł nawet odwrócić swoją doktrynę nuklearną poprzez wycofanie się z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zabrania Iranowi nabywania broni jądrowej:

https://wanaen.com/iran-new-us-attack-could-prompt-nuclear-doctrine-change/

Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu,powiedział, że Iran może rozważyć wycofanie się z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), zmianę doktryny nuklearneji zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab, a także cieśniny Ormuz, jeśli Stany Zjednoczone przeprowadzą kolejny atak na ten kraj.

Teraz Iran z dumą demonstruje swoją zdolność do odbudowy po amerykańskich atakach. W sieciach pojawiło się mnóstwo filmów pokazujących Iran odbudowujący mosty i tunele, które zostały uszkodzone w wyniku amerykańskich ataków w ciągu ostatniego tygodnia.

Za pośrednictwem tłumaczenia dubbingowego AI: Nie można załadować wideo.

Tunel, o którym mowa w pierwszym powyższym nagraniu wideo, znajduje się podobno na współrzędnych geograficznych 27.5829, 56.2498 , co umiejscowiłoby go tutaj w odniesieniu do Bandar Abbas:

Ostatnio rozmawialiśmy o planie USA, mającym na celu potencjalne odcięcie Bandar Abbas od sąsiednich regionów. Teraz widzimy, że Irańczycy odblokowali już wiele tuneli i naprawiają również mosty.

===================================

Miejsce zrzutu@ DropSiteNews🇮🇷 Minister energii Iranu poinformował, że naprawa zakładu odsalania Bonji w Jask została zakończona, a dostawy wody wróciły do ​​normy w niecałe 48 godzin po uszkodzeniu obiektu w wyniku ataku rakietowego USA. Zakład dostarcza wodę pitną około 10 000 osób w 20 krajach.

20:20 · 19 lipca 2026 · 29,4 TYS.


==============================

Należy również zauważyć, że prawdopodobnym wektorem potencjalnego planu „operacji lądowej” dla USA nie byłoby zajęcie samego Bandar Abbas, lecz raczej odcięcie Bandar Abbas w celu odizolowania pobliskiej wyspy Keshm. Keshm jest prawdopodobnie w całości zaopatrywane przez region Bandar Abbas, a zatem odcięcie tego regionu od dostaw z zewnątrz odizolowałoby Keshm, czyniąc go podatnym na ataki.

Wiemy, że Keszm, podobnie jak Charg, jest rozważany przez USA pod kątem jakiejś operacji desantowej. Wyspa Keszm byłaby kluczowa ze względu na swoje strategiczne położenie w samym sercu Cieśniny Ormuz, co teoretycznie pozwoliłoby USA kontrolować cieśninę:

Trump pozostaje niezrażony stratami własnych żołnierzy, określając to wydarzenie po prostu jako „smutne”. Stany Zjednoczone rozpoczynają nową rundę ataków, które eskalowały, uderzając w bardziej krytyczną infrastrukturę Iranu: zeszłej nocy Stany Zjednoczone zaatakowały irańską elektrownię jądrową w Darkhovin , która według MAEA nie zawiera jeszcze żadnych materiałów jądrowych.

Iran ponownie odpowiedział w podobny sposób, niszcząc kluczowy kuwejcki zakład naftowy i „zakład destylacji wody”:

W tym momencie Trump ma mniej planu niż kiedykolwiek wcześniej. Jest teraz uwięziony w klasycznym zugzwangu, który sam stworzył, i musi kontynuować bezcelowe bombardowania, aby zachować swój narcystyczny wizerunek, ponieważ porażka z Iranem zmiażdżyłaby jego ego. Jesteśmy świadkami, jak Irańczycy w krótkim czasie odbudowują wszystko, co zostało zniszczone, jednocześnie nadal uszczuplając amerykańskie aktywa i potencjał w regionie – podobno dziś rano zestrzelono czwarty w ciągu ostatnich kilku dni bezzałogowy samolot bojowy MQ-9 Reaper.

===============================

Mehdi H.@ mhmiranusaCzęści silnika turbośmigłowego Honeywell TPE331-10GD odzyskane z amerykańskiego bezzałogowego samolotu MQ-9, który według doniesień został wczoraj zestrzelony w pobliżu irańskiego miasta Assaluyeh, gdy był przewożony przez osła przez niedostępny, górzysty teren.

21:39 · 19 lipca 2026 · 4,89 TYS.

==================================


Konflikt przerodził się nie tylko w globalną farsę, ale wręcz w oczywistą osobistą zemstę dla chwiejnego Trumpa, który przelewa resztki świętej krwi i skarbów swojego kraju w szaleńczym pościgu za wiatrakami, który skazał cały jego naród na zagładę. Możemy tylko siedzieć i patrzeć, jak daleko posunie się w tej fanatycznej wyprawie, mając nadzieję, że Sancho sprowadzi go z powrotem na ziemię.