Anty-medycyna w Kanadzie.

dr. William Makis com/MakisMedicine

PILNE WIADOMOŚCI:

Pomoc pacjentom onkologicznym jest teraz NIELEGALNA w Kanadzie, ponieważ premier prowincji Alberta Danielle Smith ukarała ponad 9000 pacjentów onkologicznych za skorzystanie z „prawa do wypróbowania” iwermektyny

Moja praca nad leczeniem raka w Kanadzie oficjalnie dobiegła końca. Przeprowadzam się na Florydę i będę tam pracować. Pomoc pacjentom chorym na raka jest teraz w Kanadzie nielegalna. Poradnictwo zdrowotne dla pacjentów chorych na raka jest teraz nielegalne. Naturopatia jest teraz nielegalna. Stosowanie iwermektyny i leków poddanych ponownemu wykorzystaniu jest teraz nielegalne. Nagrywanie podcastów i filmów na tematy zdrowotne jest teraz nielegalne. Wszystkie te czyny podlegają karze do 2 lat pozbawienia wolności. Kanadyjczycy nie mają pojęcia, co się właśnie wydarzyło i w co ostatnio przekształciła się Kanada.

Działania kanadyjskich władz (przedstawione poniżej, w tym skrajnie lewicowych biurokratów z Alberta College of Physicians and Surgeons) można porównać do usiłowania zabójstwa pacjentów onkologicznych, którzy domagali się najnowocześniejszych metod leczenia swojej choroby. Kanadyjczycy, nie macie już żadnych opcji.

Proszę PRZESTAŃ prosić mnie o pomoc w tym momencie. Mógł Pan i powinien był Pan powstrzymać kanadyjskie władze przed zrobieniem czegokolwiek z tych rzeczy. Było mnóstwo okazji, żeby to zrobić. Teraz jest za późno. Oczywiście, rząd Alberty pod wodzą premier Danielle Smith może zapobiec krzywdzeniu pacjentów onkologicznych i cofnąć wszystkie te działania w ciągu 24 godzin.

Ale tego nie zrobi.

Zamiast tego zamierza zabić każdego pacjenta z chorobą nowotworową. Dokumentujemy te zgony na bieżąco. Zrobiłem wszystko, co mogłem, tutaj, w Kanadzie. Zrobiłem wszystko, co mogłem, i jeszcze więcej. Kiedy moja Klinika Onkologiczna na Florydzie zostanie otwarta, szukajcie mnie. Będzie PRACOWAĆ.

Powodzenia wszystkim! Niech Bóg błogosławi

=========================================

Otwiera zdjęcie profilowe

William Makis @MakisMedicine

Relocating to Florida!

William Makis @MakisMedicine

BREAKING NEWS: Canadian authorities have issued extreme threats to my family’s physical safety and well being. The nature of these threats is unprecedented in Canadian history. This is no longer the Canada my family fled to from Communism, and the Canada I grew up in and loved.

Zdjęcie

William Makis @MakisMedicine

I believe I treated one of Mel Gibson’s friends, he describes in this clip. Ivermectin and Fenbendazole treatments for cancer are going mainstream! Big pharma is not happy.

KOZA NA KRZYWYM DRZEWIE. Krzysztof Baliński

KOZA NA KRZYWYM DRZEWIE

Krzysztof Baliński

Zgodnie z Konstytucją, politykę zagraniczną prowadzi rząd oraz Prezydent RP współpracujący z Prezesem Rady Ministrów i ministrami. Tymczasem, mimo że konstytucja się nie zmieniła, dyplomację postanowił wziąć w swoje łapska marszałek Sejmu. Wygłosił przemówienie, w którym obraził prezydenta Stanów Zjednoczonych, i tym samym samozwańczo mianował się trzecim ośrodkiem władzy wykonawczej w Polsce, prowadzącym politykę zagraniczną.

Warto ten przypadek opisać, bo skupia, jak w soczewce, wszystkie patologie polskiej polityki, a w mediach rozegrany została w wyjątkowo fałszywym świetle. To było tak: Spiker Izby Reprezentantów wystąpił z prośbą, by Sejm poparł kandydaturę Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla. Kancelaria Sejmu udzieliła odpowiedzi w wyważonym tonie. I na tym by się skończyło, gdyby nie to, że Włodzimierz Czarzasty postanowił urządzić medialny cyrk – wyszedł do kamer i zbeształ Trumpa. Po takiej prowokacyjnej zaczepce, ambasador USA oświadczył, że „ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z marszałkiem Sejmu”, i podał, jako powód, „oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta USA”. A dalej poszło jak z górki – mieliśmy, jak się dawniej mówiło, awanturę na cztery fajerki. Swoje dołożył Sikorski i jego żona. A potem, jak nakręcane małpki, z pudełka wyskoczyli inni ministrowie, posłowie i redaktorzy od Michnika.

W czyim imieniu wypowiadał się Czarzasty? Od Sejmu nie potrzymał mandatu i nie miał do tego konstytucyjnego prawa. Kto go nakręcił? Tusk, Sikorski i wszyscy, którzy wcześniej atakowali prezydenta RP za mieszanie się do polityki zagranicznej, choć ten ma do tego prawo. Mało tego – Radek Sikorski zapowiedział, że zażąda wyjaśnień, ale nie od Czarzastego, tylko od ambasadora USA, od którego chciał się dowiedzieć, czy zapowiedź zerwania kontaktów z Czarzastym jest oficjalnym stanowiskiem Waszyngtonu.

To nie był podyktowany emocjami wyskok. To była skrojona na zimno prowokacja, obliczona na pogorszenie relacji z USA. Bo wykluczone, aby Czarzasty nie skonsultował wystąpienia z Sikorskim, Sikorski działał bez zgody Tuska, a Tusk bez instrukcji z Berlina. Cele były trzy: Rozbujać emocjonalnie elektorat dyszący skrajną nienawiścią do Trumpa. Sprowokować PiS do obrony „ucieleśniającego butę i arogancję” ambasadora, i tym samym wmówić Polakom, że PiS jest ślepo proamerykański, a oskarża nas o wiszenie u klamki kanclerza Niemiec. No i podlizać się patronom z Berlina. Miało to też szerszy, niż realizacja politycznego zamówienia wymiar. Czarzasty tak naprawdę powiedział: Trump, nienawidzimy cię za wszystko, a szczególnie za to, że zamknąłeś agencję USAID, która futrowała lewaków na całym świecie miliardami dolarów, bez których nie odzyskalibyśmy władzy w Polsce.

Tusk czerpie pełnymi garściami z metod bezpieki stosowanych w czasach partyjnej młodości Czarzastego: „dobry milicjant, zły milicjant”. Przy czym za złego milicjanta robi Czarzasty, a za dobrego milicjanta robi Kosiniak-Kamysz, który przymilał się do ambasadora: Polska to jeden z najpewniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych (…) To jest zauważone i docenione przeze naszych sojuszników ze Stanów Zjednoczonych”. Ale nie najważniejsze jest to, czy na dobrego milicjanta Władka dał się nabierać Tom. Bo jakimi trzeba być durniem i zaprzańcem, żeby z Polski uczynić najbardziej antyamerykańskiego harcownika, lidera w szarpaniu za nogawki Trumpa.

Tom Rose zjednoczył polską scenę polityczną. W obronie Czarzastego zgodne były KO i PiS, skrajna lewica i skrajna prawica, żydokomuna i front gaśnicowy. Słowa ambasadora oburzyły prezydent RP: „To nie jest dobre dla Polski, jeśli ambasador obcego państwa, nawet wielkiego mocarstwa i naszego przyjaciela, dyscyplinuje polskiego marszałka Sejmu”. Przypływ narodowej dumy poczuli internauci, uznając Czarzastego za „prawdziwego męża stanu i patriotą”, który pokazał, że polska to suwerenne państwo, któremu „nikt nie podskoczy”. Ci sami, którzy pielgrzymowali do rezydencji Marka Brzezińskiego, żebrząc o pomoc w obaleniu polskiego rządu i o kasę z USAID, ta sama banda zaprzedanych renegatów przeistoczyła się nagle w niezłomnych obrońców polskiej godności i na wyprzodki jęła wycierać sobie gęby polską racją stanu.

Najbardziej dziwiło, że do akcji włączył się Sławomir Mentzen, biorąc Czarzastego w obronę: To, że posłowie to głąby i wybrali postkomunistę to jedno, ale to jest nasz postkomunista i żadni Amerykanie nie będą nam mówić, kto ma być marszałkiem polskiego Sejmu. Zażądał też, aby MSZ wezwało ambasadora „na dywanik” i wskazało mu „swoje miejsce w szeregu”. Mentzen przeoczył jednak, że ambasador nie żądał dymisji Czarzastego ani nie wskazał, kto ma zająć jego miejsce. Zarzut lidera Konfederacji był więc naciągany i wymyślony na potrzebę obrony „naszego postkomunisty”. Pod tym, że Czarzasty to „nasz postkomunista” nie podpisali się wyborcy Konfederacji. Podpowiedzieli natomiast Mentzenowi, żeby wypowiadał się w swoim imieniu i mówił o „moim postkomuniście”.

Na pochyłe drzewo to i koza wlezie – tak mówi stare polskie porzekadło. Kiedy kilkudziesięciu obcych ambasadorów podpisało się pod listem wspierającym wyuzdany marsz pederastów i lesbijek\, a w ślad za nim ambasador Irlandii wraz ze swoim mężem pląsał się na warszawskich ulicach, ambasador Szwecji złożył kwiaty przy tęczy na Placu Zbawiciela i obściskiwał się publicznie z Robertem Biedroniem, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. To był klasyczny przykład mieszania się dyplomatów obcych państw w wewnętrzne sprawy państwa, które ich gości. No,  ale trudno się dziwić, skoro polskie państwo – zacytujmy Bartłomieja Sienkiewicza – istnieje tylko teoretycznie. W normalnym, czyli szanującym się państwie, potrzebna była reakcja MSZ, wezwanie  wszystkich, którzy list podpisali do MSZ i żądanie wyjaśnień. Tymczasem to premier Mateusz Morawiecki tłumaczył się przed sygnatariuszami listu, jakim to tolerancyjnym krajem od wieków jest Polska, a jego minister wyraził ukontentowanie, że w  liście nie powiela się kłamstw o „strefach wolnych od LGBT”. A jaka powinna była być właściwa reakcja? Ambasador RP w Berlinie inicjatorem listu ambasadorów przeciwko „zatrważającemu wzrostowi antysemityzmu w Niemczech”.

W kwietniu 2022 roku rozpoczęła się egzekucja komornicza poradzieckiego kompleksu budynków przy ul. Sobieskiego 100 w Warszawie, znanego jako „Szpiegowo”. Przed bramą posesji pojawili się przedstawiciele miasta. Zjawił się także ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca, który przekazał mediom, że zamierza wejść na budynek i zawiesić flagę ukraińską oraz autorytatywnie zapewnił, że budynki będą służyć Ukrainie i Ukraińcom. Wygłosił też zaskakujące słowa: Mam dla nich (Rosjan) propozycję. Oni niech dają nam Donbas i Krym, my oddamy wam „Szpiegowo”. A w tym samym czasie deputowani partii Swoboda rozpoczęli w Radzie Najwyższej Ukrainy prace nad ustawą o roszczeniach terytorialnych wobec Polski, a Deszczyca publicznie oskarżał Polaków o ludobójstwo na Ukraińcach. Na te bezczelne słowa nie zareagował MSZ. Nie protestował prezydent Warszawy. A jedyną reakcją prezydenta Andrzej Duda było nadanie Deszczycy Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Zasługi, „w uznaniu znamienitych zasług w rozwijaniu współpracy między Polską i Ukrainą”.

Na ambasadora amerykańskiego się oburzali, ale milczeli, gdy w ordynarny sposób traktowali ich dyplomaci z pewnego gównianego, tropikalnego państewka. Za słowa „Język, którym mówi się o PiS, […] mamy być tak traktowani, jak Żydzi przez Goebbelsa”, jak uczniaka obsztorcowała wicepremiera polskiego rządu ambasador Izraela Anna Azari: „Ja po prostu nie chciałabym widzieć więcej takich cytatów”. Piotr Gliński tylko się oblizywał a jego pryncypał premier tchórzliwie milczał. Dodajmy tylko, że tyle pogardy wykazała wobec prożydowskiego fanatyka, który dał 100 milionów na żydowski cmentarz i drugie tyle na żydowski teatr. Podobnie rozbestwiali się jej poprzednicy. Dawid Peleg wezwał do bojkotowania wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha za to, że na listę lektur szkolnych wpisał książkę Adolfa Dobraczyńskiego. Alexander Ben Zwi pozwolił sobie na ocenę: „Jak Konfederacja wejdzie do Sejmu, to Będziemy mieli problem”. Dlaczego powiedział „My”? Ano dlatego, że ambasador Izraela w Warszawie jest wśród swoich i zawsze zabiera głos, jakby był członkiem polskiego rządu.

Przykładów nieobyczajnych zachowań dyplomatów jest mnóstwo:

1. Ambasador USA Victor Ashe na stronie ambasady zamieszcza informację, że loża B’nai B’rith zajmuje się odzyskiwaniem majątków pożydowskich i obwieszcza, że z szefem loży omawiał „kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam”.

2. Ambasador Rosji szarogęsi się przy pomniku sowieckiego generała, który decyzją miejscowego samorządu miał zostać rozebrany, bo generał (zresztą żydowskiego pochodzenia) był odpowiedzialny za mordy i zsyłkę do łagrów setek żołnierzy wileńskiej brygady AK.

3. Prezydent Wrocławia przyznaje (albo wygaduje się), że interwencja Policji wobec demonstrujących na wykładzie Zygmunta Baumana odbyła się na żądanie konsula Niemiec.

4. „Otwarta Rzeczpospolita” – zbiegowisko specjalistów od walki z polskim „szowinizmem i antysemityzmem” składa donos do ambasady Holandii, a ta finansuje publikację „Mowa nienawiści”, brutalnie ingerując w wewnętrzne sprawy Polski i nawołując do represji karnych wobec obrońców dobrego imienia Polski.

To nie pierwszy raz, gdy o ambasadorze USA w Polsce robi się głośno. Gdy Georgette Mosbacher zabrała głos w obronie TVN, oskarżano ją, że broni racji żydowskich, że jest wysłanniczką lobby żydowskiego w Waszyngtonie i że jest Żydówką. Tymczasem nie była taka straszna, jak ją malowali. Bo broniła nie interesu żydowskiego, lecz biznesu amerykańskiego, bo miała do tego prawo, a nawet psi obowiązek. No i nie jest Żydówką, ale prostą amerykańską dziewuchą z prowincji, a żydowsko brzmiące nazwisko odziedziczyła (wraz z milionami dolarów) po żydowskim mężu. A polskie władze? Zamiast przekazać do Białego Domu, że TVN to oszczercy Donalda Trumpa, tchórzliwie położyli ruki po szwam i pospieszyli z zapewnieniami o wolności słowa.

W Stanach Zjednoczonych jest taki zwyczaj, że prezydent którzy go wspierali w nagrodę obdziela stanowiskami. Ma to plusy, bo taki ambasador ma bliski kontakt z prezydentem. Mosbacher kilka razy udowodniła, że jest w stanie pomóc w organizowaniu spotkań, i to w błyskawiczny sposób, między prezydentami. To ona pomogła w zniesieniu upokarzających restrykcji wizowych (o co polska dyplomacja – jeśli w ogóle jest coś takiego – zabiegała nieskutecznie przez lata). Innym plusem było to, że nigdy nie podnosiła, w przeciwieństwie do swych poprzedników, kwestii majątków pożydowskich. Dowodem na to, że taka była: Po odejściu Trumpa i odwołaniu Mosbacher z Warszawy, triumfowała żydowska gazeta dla Polaków, firmowana przez Bidena administracja okazała się żydokomunistyczną rekonkwistą, a w osobie Trumpa utraciliśmy sojusznika. I gdy w Warszawie pojawił się Mark Brzezinski… zatęskniliśmy za Mosbacher.

A co do obrony przez Mosbacher amerykańskich biznesów i obrony przez Rose dobrego imienia prezydenta, to odnotujmy, że w historii dyplomacji III RP nie było przypadku, żeby ambasador RP interweniował w obronie prezydenta swego kraju, jak i dobrego imienia Polski. A co do obrony polskich interesów, to polskim biznesmenom doświadczenie mówi, żeby nie tylko nie zwracać się o pomoc do polskiej ambasady, ale unikać z nią wszelkich kontaktów i szerokim łukiem obchodzić jej siedzibę.

Gdy media w Polsce podały sensacyjną wiadomość, że „wychodzący z nocnego klubu studenci izraelscy zostali pobici przez napastników posługujących się językiem arabskim”, reakcja była natychmiastowa – polskie MSZ wydało oświadczenie, a ambasador RP w Izraelu obwieścił: „Ohydny akt barbarzyństwa. Nie ma uzasadnienia dla przemocy. Wierzę, że sprawcy zostaną wkrótce aresztowani. Życzę Yotamowi i innym szybkiego powrotu do zdrowia”. Z banalnego incydentu, którym powinien zająć się policyjny stójkowy, władze polskie zrobiły międzynarodową aferę. Polskie MSZ natomiast tchórzliwie milczało, gdy na ogrodzeniu nasze ambasady w Tel Awiwie namazano swastykę oraz graffiti: „mordercy spieprzajcie” i „polskie gówno”. MSZ nie dało się „sprowokować” nawet wówczas, gdy składający się z marcowych emigrantów tłum wdarł się na teren polskiej placówki i opluł polskiego ambasadora, a na publicznej plaży w Ejlacie kamieniami oraz wyzwiskami „Dobry Polak to martwy Polak” obrzucono polskich turystów. Głosu nie zabrało ani polskie MSZ, ani sam opluty, czyli ten, który podbicie oka Yotamowi nazwał „ohydnym aktem barbarzyństwa”.

Marek Magierowski, bo o nim mowa, okazał się faktycznie ambasadorem Izraela w Tel Awiwie. To dość powszechna praktyka w polskojęzycznej dyplomacji. Ryszard Schnepf był ambasadorem Izraela w Waszyngtonie (równocześnie akredytowanym przy tamtejszej gminie żydowskiej). Jan Piekło był ambasadorem Ukrainy w Kijowie, a pierwszy ambasador Rzeczypospolitej przy Unii Europejskiej, po tym jak odwołano go z urzędu za to, że zezwalał na manifestacje antyrządowe na schodach ambasady, natychmiast przeszedł na obcą służbę – został ambasadorem UE w Warszawie.

Wracając do „Kwestii Czarzastej”, trzeba jasno powiedzieć: Ambasador Tom Rose zachował się prawidłowo. Nie mógł zachować się inaczej. Atak na jego prezydenta musiał spotkać się z reakcją, która nie była ani „szokująca” ani „oburzająca”, tylko „wyważona”. Pokazał różnicę między naszą dyplomacja i dyplomacją państw prawdziwego, polegającą na tym, że politycy znad Wisły zawsze bagatelizują obraźliwe wypowiedzi pod adresem Polski, a amerykańscy w analogicznych sytuacjach reagują natychmiast, że prezydenta własnego kraju trzeba za granicą bronić, nawet jeżeli wywodzi się z przeciwnego obozu politycznego.

Być może reakcja powinna była być łagodniejsza (albo wcale jej nie być), ale pamiętać trzeba, że za Oceanem ma miejsce kontrrewolucja, po tym jak żydokomuna otrząsnęła się z traumy po zwycięstwie Trumpa, które – co trzeba powiedzieć – było korzystne dla Polski, w tym dla Konfederacji lub przede wszystkim dla Konfederacji. Pamiętać też należy, że Rose protestował przeciwko szkalowaniu Polski przez środowiska przypisujące nam udział w Holokauście, i jest rzeczą pewną, że Trump nie przysłał go do Polski po to, aby odzyskał pożydowskie majątki. I jeszcze raz powiedzmy jasno: Tom Rose zachował się, jak trzeba, a polscy politycy, jak nie trzeba.

7 marca w wyłożonej w ambasadzie Iranu po zabójstwie przywódcy duchowego tego kraju księdze kondolencyjnej, wpis złożył Grzegorz Braun. Ambasador USA skomentował to tak: „Ameryka i Donald Trump nie zapomną, kto jest ich przyjacielem, a co ważniejsze, kto nim nie jest”. W kolejnym wpisie udostępnił filmik z udziałem lidera Korony i nazwał go „obrzydliwym”. I akurat tu potrzebna była reakcji Mentzen. Na przykład z argumentem, że „to nasz antysemita i żadni Amerykanie nie będą nam mówić, kto jest obrzydliwy”.

Na koniec pytanie: Czy politycy Konfederacji (jednej i drugiej) są zdolni wytłumaczyć Polakom (przy założeniu, że Polaków to interesuje), o co w tym wszystkim chodzi? Czy muszą, często w sposób chaotyczny i nieprzemyślany zabierać głos na każdy temat, chociażby dlatego, żeby mieć więcej czasu na myślenie?

Krzysztof Baliński

Wychodzi szydło z worka

Wychodzi szydło z worka

Stanisław Michalkiewicz, Portal Informacyjny „Magna Polonia”

14 marca 2026 michalkiewicz

Wbrew pozorom, jakie mogłyby wynikać z tytułu, nie chodzi tu o panią Beatę Szydło, która w następstwie głębokiej rekonstrukcji rządu, spowodowanej felonią pana prezydenta Dudy, najwyraźniej wystraszonego perspektywą pociągnięcia do odpowiedzialności za posunięcia na pograniczu prawa, zlecane mu przez Naczelnika Państwa – co musiała mu ostatecznie uświadomić Nasza Złota Pani z Berlina podczas 45-milnutowej rozmowy telefonicznej, poświęconej praworządności – o którą mieliśmy teraz walczyć, zamiast – jak wcześniej – o demokrację – została spuszczona z wodą do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi”, czyli – Parlamentu Europejskiego. Chodzi oczywiście o ustawę o SAFE, uchwaloną przez Sejm tego samego dnia, co uchwała potwierdzająca służebność Polski wobec narodu ukraińskiego, tak długo, „jak będzie to konieczne”.

Napaść Izraela i Stanów Zjednoczonych na złowrogi Iran tylko zintensyfikowała naciski na pana prezydenta Karola Nawrockiego, by tę ustawę podpisał, bo jak nie, to nie tylko przez vaginet obywatela Tuska Donalda, nie tylko przez mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to mięsistymi nosami rozpoznają się po zapachu – ale też przez prześwietną Generalicję naszej niezwyciężonej armii, z panem generałem Kukułą na czele. Nawiasem mówiąc, sam szef amerykańskiego Departamentu Wojny oświadczył niedawno z miedzianym czołem, że Stany Zjednoczone nie są bynajmniej w stanie wojny ze złowrogim Iranem, a te wszystkie „ponaddźwiękowe dzidy”, które w jego kierunku są wystrzeliwane z okrętów i samolotów amerykańskich i izraelskich, to tylko „Epicka furia”.

Dobrze, że kryptonim tej operacji został opatrzony tym przymiotnikiem, bo w przeciwnym razie można by pomyśleć, że chodzi o furię natury psychiatrycznej – co zresztą niczego nie wyklucza. Tak czy owak, na naszych oczach sprawdziło się proroctwo Radia Erewań, które jeszcze za głębokiej komuny przewidziało, że żadnych wojen już nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Czyż nie to właśnie zapowiada prezydent Donald Trump? Zresztą nie tylko to.

Właśnie dowiedzieliśmy się, że CIA chyba znowu zapakuje do naftaliny Cyrusa Rezę Pahlaviego, którego USA próbowały stręczyć mniej wartościowemu narodowi irańskiemu na jasnego idola, a wspomniany Cyrus, najwyraźniej wiedząc, komu w tej sytuacji powinien w pierwszej kolejności się nadstawić, oświadczył, że jak tylko obejmuje w Iranie władzę, to zaraz „uzna Izrael”. „Koncepcja” ta – jak powiedziałby Kukuniek – chyba przez samych autorów została jednak zarzucona, bo pojawiła się inna „koncepcja” – że CIA uzbroi Kurdów, ci zrobią w Iranie powstanie, a w zamian za to Amerykanie im obiecają, że zafundują im państwo. Podobnie Zachód w XIX wieku podpuszczał Polaków – bo Polski wtedy nie było, więc takie obiecanki oczywiście nie rodziły wobec nikogo żadnych zobowiązań, podobnie, jak dzisiaj wobec Kurdów. Podobno jednak Kurdowie udzielili na tę wielkoduszną ofertę odpowiedzi wymijającej, co wskazywałoby na to, że są znacznie mądrzejsi od Polaków, którzy – jak to zauważył Jan Kochanowski – są „i przed szkodą i po szkodzie głupi”.

Ale mniejsza o Kurdów, bo z naszego, tubylczego punktu widzenia ważniejsza wydaje się sprawa SAFE. Otóż pan prezydent Karol Nawrocki, w obliczu takich poważnych zastawek, że zostanie uznany za „zdrajcę” i jako taki pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, musiał dojść do wniosku, że tak po prostu nie podpisać ustawy o SAFE nie może i ogłosił alternatywę. Po co zaciągać w Komisji Europejskiej, niechby i „korzystnie oprocentowaną” pożyczkę, obwarowaną jednak „mechanizmem warunkującym” na podstawie którego Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje mogłaby pod byle pretekstem zablokować kolejne transze forsy – jak to miało miejsce w przypadku Krajowego Planu Odbudowy – kiedy potrzebną forsę można pozyskać z Narodowego Banku Polskiego?

Nie tylko nie byłaby ona w ogóle oprocentowana, no a poza tym – nie byłaby obciążona „mechanizmem warunkującym” i innymi serwitutami, o których nieopatrznie wychlapała Tuskowa kolaborantka w vaginecie, Wielce Czcigodna Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – że cztery, albo nawet i pięć procent pożyczonej przez Polskę forsy może trafić na Ukrainę, żeby tamtejsi oligarchowie też mogli sobie trochę pokraść. Jak już mowa o „pięciu procentach” to na Ukrainę trafiłoby pewnie nie 5, a 50 albo nawet więcej procent, zwłaszcza, że prezydent Trump właśnie poprosił Ukraińców, żeby „pomogli” Stanom Zjednoczonym strącać złowrogie irańskie drony. A prezydent Zełeński na to: „rachunek zapłacę, jak tylko z Donalda przyślecie mi macę” – oczywiście z Donalda Tuska – bo za amerykańskie pociski do wyrzutni HIMARS, których Zełeński właśnie w zamian się domaga, ktoś musiałby zapłacić, a skoro tak, to któż, jak nie Polska?

Propozycja pana prezydenta Karola Nawrockiego wywołała panikę nie tylko w vaginecie obywatela Tuska Donalda, nie tylko wśród jego kolaborantów, ale i w środowisku mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu. Nasza niezwyciężona armia na razie milczy, bo z punktu widzenia prześwietnej Generalicji ważne jest – żeby forsa była, a skąd się ją weźmie – to kwestia wtórna. Najwyraźniej tylko głupim cywilom Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zagroziła, że jeśli Polska nie zaciągnie tej pożyczki, to ona przypomni im, skąd wyrastają im nogi, a może zrobi jeszcze coś gorszego.

Na takie dictum zareagował Judenrat „Gazety Wyborczej” – jakby nie tylko Ukraińcy byli na procencie, ale Żydowie też – i na łamach żydowskiej gazety dla Polaków oskarżył pana prezydenta Nawrockiego o zamiar ewentualny złamania konstytucji. To już byłaby eskalacja poprzednich poważnych zastawek, bo konstytucja rzeczywiście zakazuje pokrywania deficytu budżetowego „kredytem Narodowego Banku Polskiego”. Inna sprawa, że do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, wymagane jest co najmniej dwie trzecie głosów Zgromadzenia Narodowego, czyli posłów i senatorów – a jest wątpliwe, by aż tylu udało się obywatelu Tusku Donaldu zmobilizować. Zatem ta zastawka nie jest znowu aż tak poważna, chociaż warto przypomnieć, że w razie postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, sprawowanie przezeń urzędu zostaje „zawieszone”, co oznacza, że obowiązki prezydenta przejąłby wtedy marszałek Włodzimierz Czarzasty. Na wszelki tedy wypadek warto dmuchać na zimne. Na szczęście ten konstytucyjny zakaz bardzo łatwo można legalnie obejść. Wystarczyłoby, by Bank Gospodarstwa Krajowego wypuścił obligacje na potrzebną naszej niezwyciężonej armii sumę, a Narodowy Bank Polski, w ramach „inwestowania” swoich pieniędzy, te obligacje by kupił. Takie rzeczy były robione również w przeszłości, bo – jak wiadomo – potrzeba jest matką wynalazków, a co jeden człowiek chciałby zakryć, to drugi zaraz odkryje.

Stanisław Michalkiewicz

Ambasada USA w Bagdadzie ostrzelana.

Ambasada USA ostrzelana.

Nad budynkiem unosi się dym

14.03.2026 09:53 tysol/ambasada-usa-ostrzelana-nad-budynkiem-unosi-sie-dym

Agencja Reutera poinformowała w sobotę, że irański pocisk rakietowy trafił w ambasadę USA w stolicy Iraku, Bagdadzie. Nie wiadomo na razie, czy ktoś ucierpiał w wyniku ataku.

Ambasada USA w Iraku ostrzelana

Ambasada USA w Iraku ostrzelana / fot. X

Ambasada USA w Iraku ostrzelana

Według portalu telewizji Al-Dżazira, który powołuje się na swoje źródło w służbach bezpieczeństwa Iraku, ostrzał zniszczył część systemu obrony przeciwlotniczej. Pocisk miał trafić w lądowisko dla helikopterów; podkreślono, że amerykańska ambasada w Bagdadzie nie udzieliła komentarza w tej sprawie.

Incydent miał miejsce wkrótce po tym, jak w dwóch innych atakach na Bagdad zginęły prawdopodobnie dwie osoby. Iracka armia potępiła ataki i stwierdziła, że były „rażącym naruszeniem wszelkich wartości humanitarnych i wyrazem lekceważenia konwencji międzynarodowych”. Był to zarazem drugi raz, kiedy ostrzelano ambasadę USA w Bagdadzie w ostatnich dwóch tygodniach.

Wyznaczono nagrodę

Al-Dżazira przypomniała, że w piątek „sprzymierzone z Iranem grupy zbrojne w Iraku” wyznaczyły nagrodę w wysokości 100 tys. dolarów dla każdego, kto udzieli informacji wskazujących na odpowiedzialnych za śmierć byłego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego, zamordowanego 28 lutego, w pierwszym dniu izraelsko-amerykańskiej wojny przeciw Iranowi.

Harry S. Truman a kwestia żydowska

Świadomy Wodnik CONSCIOUS AQUARIUS @SwiadomyWodnik

Odręczna notatka prezydenta Harry’ego S. Trumana dotycząca kwestii żydowskich z dnia 21 lipca 1947 r., podsumowująca uwagi złożone podczas spotkania z byłym sekretarzem skarbu Henrym Morgenthauem Jr.:

„Moim zdaniem Żydów cechuje wielka, wielka samolubstwo. Nie dbają o to, ile Estończyków, Łotyszy, Finów, Polaków, Jugosłowian czy Greków zostanie zabitych lub maltretowanych jako uchodźcy, dopóki Żydów traktuje się w sposób specjalny. Jednak gdy przejmą władzę… ani Hitler, ani Stalin nie mogą równać się z nimi pod względem okrucieństwa czy złego traktowania słabszych”.

Zdjęcie

Zabójcza nowoczesność

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

Zabójcza nowoczesność 11/2026(765)


Zacznijmy od niewinnych kwiatków. Każda Polka otrzymuje bukiet z takiej, lub innej okazji. Dawnymi czasy róże pachniały. Zachował się jeszcze nawyk ich wąchania, to niezrozumiała dla młodego pokoleniaTeraz pachną co najwyżej nowoczesne toalety. Bukiety róż wyglądają świeżo w chwili ich wręczania. Użycie dołączonego do nich preparatu na długi żywot kwiatów kończy go radykalnie.

Zabójcza nowoczesność dba przede wszystkim o żywność, bo ta przysparza pacjentów koncernom farmaceutycznym. Nikt się już nie dziwi, że każde urządzenie psuje się natychmiast po okresie gwarancji, bo tak jest zaprogramowane. Ogłupianie klienta, to sztuka podstawowa, którą powinien posiąść nie tylko oszukujący, ale taż oszukiwany.


Konserwatyści często demaskują obłudę i głupotę „nowoczesności”, ale i oni nie tykają jednej dziedziny – opakowań. To taka „święta krowa”, nie do ruszenia. Można oczywiście pokazywać plaże zapełnione śmieciami, można ubolewać nad zanieczyszczeniem środowiska, ale nikt nie odważy się zaproponować powrotu, chociażby do opakowań szklanych, zamiast plastiku. Może by spróbować?

Ekolodzy”

‒ Dlaczego tak zwani ekolodzy przyklejają się do jezdni, zamiast kłaść się na śmieciach wyrzucanych przez fale morskie? – spytała Małgorzata. 

‒ Może wolą asfalt od plastiku. – odpowiedział DUCH CZASU

‒ Masochiści?

‒ Ich nikt o zdanie nie pyta. Hasła typu: „Planeta płonie” i inne bzdury specjalnie wymyślono jako przykrywkę prawdziwej dewastacji środowiska.

‒ Ale po co?

‒ Nie ma na świecie drugiego tak wielkiego lobby jak producenci opakowań.

‒ Rzeczywiście wszystko jest pakowane kilkakrotnie.

‒ Po to właśnie ośmieszanie głupków zwanych ekologami, że gdyby ktoś chciał upomnieć się o prawdziwą ekologię, to zostanie wyśmiany.

‒ Brak odważnych?

‒ Tak i to na wszystkich kontynentach.

Tutejsi rabusie ale i durnie.. MEM-y VI.

——————————————–

———————————————–

—————————————————

——————————————-

————————————————————–

—————————————–

———————————————————-

——————————————

————————————————

———————————————————————

————————————————————-

————————————

Dzyndzylyndzy

Dzyndzylyndzy

Izabela BRODACKA

Ten tytuł to nie byle co! To program artystyczny niejakiego Sajnóga. ( jak u licha odmienia się tak oryginalne nazwiska?) Wiele lat temu wpadło mi w ręce pisemko zatytułowane „brulion”. Ku najwyższemu zdumieniu przeczytałam kilka zdań, które cytuję dosłownie (za co przepraszam) lecz nikt chyba nie byłby w stanie zaprezentować poziomu tej twórczości w sposób bardziej cywilizowany.

<Flupy z pi..dy

Zbigniew Sajnóg

– mam flupy – usłyszałem

od dziewczyny i myślę: co?

– co? – pytam

– no, leci mi z pi..dy. >

==========================================

Zrozumiałam, że dziewczyna pana Sajnóga ma poważne kłopoty zdrowotne, ale czy podobne wynurzenia naprawdę można traktować jak utwór literacki? W tym samym numerze był jakiś tekst Manueli Gretkowskiej. Brulion, Sajnóg, Gretkowska – zostali raz na zawsze wykreśleni z mojej ( i chyba większości) listy lektur oraz zainteresowań choć zdarzali się i tacy, jak pewien znany socjolog, mój kolega, który bardzo głęboko się Gretkowską interesował. Nie chciałam słuchać co miał na jej temat do powiedzenia i przez wiele lat nie miałam na szczęście okazji napotkać jej nazwiska.

Usłyszałam je ostatnio w tak odrażającym kontekście, że aż trudno mi w to uwierzyć. Trudno uwierzyć w to, że osoba uważająca się zapewne za kulturalną, a w dodatku uważna za pisarkę może wypisywać takie obrzydlistwa na temat kogokolwiek, a w szczególności na temat pierwszej damy kraju. W takiej sytuacji człowiek czuje się jak ktoś, komu pijany menel napluł na buty i musi przejść nad tym do porządku dziennego, bo nie będzie go przecież odwoził do izby wytrzeźwień, gdzie potraktowano by go na powitanie zimnym prysznicem.

Taki zimny prysznic przydałby się z pewnością Gretkowskiej. Przecież nie chodzi o to, że jakieś słowa są z natury brzydkie a inne ładne. Ohydne są intencje, które stoją za użytymi słowami. Anegdoty sądowe mówią o pewnej wieśniaczce, która została ukarana przez sąd za to że obraziła sąsiada słowami „ty sufraganie”. Wieśniaczka wyraźnie nie znała tego słowa, bynajmniej nie obraźliwego, lecz jej intencje były złe i za te intencje została ukarana.

Inna anegdota mówi o góralu, który nazwał cesarza Franciszka Józefa starym pierdołą. Krakowscy językoznawcy na żądanie sądu austriackiego wystawili opinię, że w języku polskim „stary pierdoła oznacza ze wszech miar szanowanego i lubianego uroczego staruszka” i góral został uniewinniony . Czy te anegdoty opisują autentyczne wydarzenia czy są wymyślone nie wiem i nie mam zamiaru prowadzić w tym kierunku badań. Są jednak nad wyraz wymowne.

Nie chodzi o to jakie zwroty w języku polskim są zdaniem Gretkowskiej ładne a jakie brzydkie, chodzi o prymitywną nienawiść, która nią zawładnęła i której daje wyraz w wyjątkowo ohydny sposób. Takim „ pisarkom” jak Gretkowska czy Masłowska wydaje się zapewne, że wulgaryzmy, wyniesione z domu rodzinnego czy wyuczone w jakiejś melinie, a użyte w druku, są rodzajem manifestu twórczego czy też wyrazem bólu egzystencjalnego i że tak jak francuscy poètes maudits ( poeci wyklęci) przejdą do historii literatury, a ich nazwiska trafią jeżeli nie pod strzechy to przynajmniej do szkolnych podręczników.

W ich rojeniach nie ma nic nowego. Można zdefiniować artystę jako człowieka, który zajmuje się sztuką. Jednak wtedy sztuka staje się pojęciem pierwotnym, niedefiniowalnym. Można definiować sztukę jako to co uprawia artysta. Dziełem sztuki zgodnie z tą definicją może być jak wiemy porcelanowy pisuar ( „Fontanna” Marcela Duchampa 1917),  a nawet odchody artysty (Piero Manzoni – Merda d’artista 1961): Artysta swą intencją zamienia każdy przedmiot w dzieło sztuki.

Przyjęcie tej drugiej definicji otwiera szeroko drzwi do świątyni sztuki wszelakiej maści hochsztaplerom i oszustom. A także Sajnógom, Gretkowskim, Masłowskim i im podobnym. Skąd się zatem biorą artyści? To nie tylko kwestia dobrej woli i determinacji. Artystę ktoś musi namaścić i wylansować. W ZSRR pisarz musiał ukończyć Akademię Literatury. W Polsce na szczęście nie, ale malarz aby być dopuszczony do wystaw musiał mieć ukończone studia w Akademii Sztuk Pięknych. Miejsca w tej uczelni były jak głosi wieść gminna zajęte na jakieś dziesięć lat naprzód. Podobnie było w Szkole Teatralnej.

Poza tym należało się wypłacać komunistycznej władzy donoszeniem, a w przypadku pisarzy produkowaniem bzdetów w rodzaju „ Nr 16 produkuje” czy „ Pamiątka z celulozy”. No ale za to otrzymywało się mieszkania, nagrody stalinowskie czy też leninowskie ( ważne, że były wysokie) i wysokie nakłady książek, które potem zapełniały składnice makulatury. Namaszczeni przez PZPR i Urząd Cenzury spłacali najpierw swój dług wobec mecenatu komunistycznego państwa donosami i produkcyjniakami, a potem przerzucili się czy zostali przerzuceni na front opozycji.

Socjalizm z ludzką twarzą powinien przecież mieć następcę w liberalizmie czy kapitalizmie z ludzką twarzą A publika miała śledzić w napięciu kolejne stadia brzydkiej choroby twórców jaką było kolaborowanie ze stalinizmem. Kolejne metamorfozy Konwickiego, Woroszylskiego czy Kołakowskiego i ich rozstawanie się z marksizmem miało być osią rozważań obywateli i bodźcem do ich przebudzenia z socjalistycznego snu. Ale obywatele mieli w nosie zarówno „ Pamiątki z celulozy” jak I wszystkie „Poematy dla dorosłych”. Stalinowska grupa interesu oblepiła szczelnie kulturę nie czekając na światłe rady Antonio Gramsciego i zostawiła po sobie kulturalną pustynię, plażę na której prym wiodą „Dzyndzylyndzy” i „ Flupy z pi..dy”( przepraszam).

Nie sposób oszacować ile autentycznych talentów zostało zmarnowanych przez rozpychającą się w kulturze do dziś dnia tę grupę i jej progeniturę. Samozwańczo uznających się za artystów, opozycjonistów, wzorce osobowe i Bóg wie jeszcze co. Jak jednak mówi Pismo Święte: „wraca pies do wymiocin swoich”. Środowisko, które wydało człowieka, które go ukształtowało zawsze się odezwie. W chwili wielkiego napięcia emocjonalnego człowiek zaczyna mówić językiem dzieciństwa, wyniesionym z domu. Być może to spotkało Gretkowską. Ale dlaczego my wszyscy mamy to znosić?

Te same wyrazy powtarzał po dwa razy. MEM-y V.

=============================

—————————————–

[„dokąd”, synku… md]

—————————————–

—————————————————————————-

—————————————————————–

——————————————–

——————————————————————-

——————————————————

Skrępowali przedsiębiorcę i 12-latka, potem polewali wrzątkiem. Jednak Ukraińcy.

Skrępowali przedsiębiorcę i 12-latka, potem polewali wrzątkiem. Policja potwierdziła tożsamość – to Ukraińcy

13.03.2026 nczas/skrepowali-przedsiebiorce-i-12-latka-potem-polewali-wrzatkiem-policja-potwierdzila-tozsamosc-to-ukraincy

O brutalnym napadzie w Soninie na Podkarpaciu mówiła cała Polska. Bandyci włamali się do domu, związali właściciela i 12-letniego chłopca, a potem torturowali m.in. poprzez polewanie wrzątkiem. Policja ustaliła tożsamość sprawców – to Ukraińcy.

W nocy z 16 na 17 grudnia 2024 roku pięciu zamaskowanych sprawców włamało się do domu 49-letniego mieszkańca Soniny na Podkarpaciu. Skrępowali jego i 12-letniego chłopca, którym się opiekował, następnie grozili pozbawieniem życia i torturowali, m.in. polewając wrzątkiem. Żądali podania kodu do sejfu.

Tamtej nocy skradziono łącznie w gotówce oraz wartościowych przedmiotach ponad 196 tys. zł. Choć od początku mowa była o tym, że sprawcy mówili po ukraińsku, policja próbowała sugerować, że sprawcami są nie Ukraińcy, a Gruzini. Więcej o tym przeczytacie w artykułach poniżej.

nczas./podkarpacie-ukraincy-wlamali-sie-do-domu-i-torturowali-biznesmena-wzieli-sie-tez-za-dziecko

nczas/lancut-wlamania-ukraincow-trwaja-od-miesiecy-mieszkancy-nie-wierza-w-policje-i-chca-sami-rozwiazac-problem

nczas/horror-biznesmena-ukraincy-wlamali-sie-do-domu-grozili-mu-smiercia-i-polewali-goraca-woda

Teraz udało się ustalić tożsamość części napastników. To – zgodnie z przewidywaniami – Ukraińcy.

„W toku zakrojonego na szeroką skalę postępowania nadzorowanego przez Prokuratora z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, przy udziale funkcjonariuszy Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, wykonano liczne i obszerne czynności procesowe, jak również pozaprocesowe w toku których zweryfikowali liczne wersje śledcze. Ponadto przy współpracy Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji nawiązano kontakt i wymianę informacji z funkcjonariuszami Wydziału Śledztw Strategicznych Ukrainy w obwodzie lwowskim oraz Wydziału Śledczego Zarządu Policji Narodowej w obwodzie lwowskim” – poinformowała podkarpacka policja.

Mężczyźni związani z wydarzeniem [??? jak związani?? md] to trzech Ukraińcy. Mają 36, 40 i 48 lat. Prokurator nadzorujący śledztwo wydał wobec nich postanowienie o przedstawieniu zarzutów zbrodni, m.in. „pozbawienia wolności pokrzywdzonego ze szczególnym udręczeniem oraz dokonania rozboju przy użyciu niebezpiecznych przedmiotów – noży i młotka”.

„W oparciu o zgromadzony materiał dowodowy, 5 marca 2026 roku prokurator Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie skierował do Sądu Rejonowego w Rzeszowie wnioski o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec dwóch mężczyzn. 6 marca 2026 roku Sąd uwzględnił w całości wszystkie wnioski Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie i zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania, wobec wskazanych podejrzanych na okres 3 miesięcy” – czytamy.

Trzeci Ukrainiec pozostaje nieuchwytny. Nie przebywa obecnie na terenie Polski.

Policja zapowiedziała, że „śledztwo ma charakter rozwojowy” i „nie są wykluczone dalsze zatrzymania”.

Podejrzanym grozi do 25 lat pozbawienia wolności.

Przychodzi zrozumienie. MEM-y IV.

—————————————————————

=========================================

——————————

————————————————-

————————————————–

————————————————–

————————————————————————

Uniwersytety. MEM-y III.

—————————————-

————————————————————————————————-

————————————————–

————————————————————–

—————————————————

————————————-

——————————————————————

Nagonka na katolików i katolicyzm w rządzie Trumpa.

Carrie Prejean Boller zwolniona z Komisji Wolności Religijnej.

Ryszard Kulczyński

Prezydent Trump wyznaczył swoją wieloletnią katolicką przyjaciółkę Carrie Prejean Boller do Komisji Wolności Religijnej – katolickiej bohaterki, która wyzywająco głosiła: „katolicy nie przyjmują syjonizmu”.

Prezydent Trump nagle ją wczoraj zwolnił.

Carrie Prejean Boller odpaliła listem otwartym:

“Jestem zszokowana, że usunięcie jedynej katoliczki z Komisji Wolności Religijnej odbyło się za pośrednictwem krótkiego e-maila od pracownika, a nie bezpośredniej rozmowy z prezydentem, który mnie mianował.

To ten sam pracownik, który zadzwonił do mnie w sierpniu z prośbą o moją rezygnację na polecenie syjonistycznych heretyków Dana Patricka i Pauli White. Wtedy zaczęło się polowanie na czarownice przeciwko mnie.

Uważam, że dla kogoś, kto wiernie służył i bronił wolności religijnej, zasłużyłam przynajmniej na podstawowy szacunek w postaci rozmowy telefonicznej lub formalnego listu od Pana. W końcu nie wstydzi się Pan zwalniać ludzi. Myślę, że obywatele amerykańscy są traktowani z mniejszą godnością niż zagraniczny przywódca oskarżony o zbrodnie wojenne.

Stał Pan przy mnie w 2009 roku, kiedy straciłam tytuł Miss Kalifornii po tym, jak publicznie opowiedziałam się za moimi chrześcijańskimi przekonaniami. Miałam zaledwie 21 lat, kiedy wygłosiłam przemówienie z Panem stojącym obok mnie.

W swoim przemówieniu podzieliłam się czymś, co mój dziadek zawsze mi mówił: „jesteś Amerykanką, Carrie. Walczyłem o Twoje wolności. Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek Ci je zabrał”. To słowa, które dziś cenię.

Moje głęboko zakorzenione przekonania religijne określają, kim jestem i kim zawsze byłam, dlatego teraz nie pozwolę odebrać mi wolności religijnej.

Wiedział Pan dokładnie, kim jestem, kiedy mnie wyznaczył. Może nie mam prestiżowego tytułu ani dużej organizacji za moim nazwiskiem, ale mam przekonanie, serce, i niezachwiane zaangażowanie w chrześcijańskie zasady, za którymi się opowiadam.

Byłam w tej Komisji z jednymi z najbardziej szanowanych ludzi w Ameryce. Zdałam sobie sprawę, że wielu z nich zbyt boi się wypowiedzieć i zostać nazwanymi antysemitami po prostu za to, że nie popierają politycznego państwa Izrael.

Żaden z nich nie był skłonny zabrać głosu i bronić mojej wolności religijnej, aby nie popierać ideologii politycznej i fałszywej teologii. Ale Pan wiedział, dlaczego po raz kolejny postawił mnie na tej scenie, aby stanąć za nim, nawet jeśli oznacza to samotność.

Moja wiara w Chrystusa znaczy dla mnie więcej niż jakiekolwiek stanowisko lub tytuł. Nie zmieniłam się ani trochę od dnia, w którym stał Pan obok mnie w 2009 roku. Dlatego jest tak szokujące, że teraz zostałam usunięta z Komisji Wolności Religijnej za to, że robiłam to samo, czego kiedyś Pan bronił.

Przez prawie dwadzieścia lat stałam przy Panu. Uczestniczyłam w obu Pańskich inauguracjach. Byłam na Pańskich wiecach. Broniłam Pana publicznie, kiedy nie było to popularne. Stałam przy Panu, kiedy nazywano Pana każdym imieniem, jakie można sobie wyobrazić.

Z dumą nosiłam czerwoną czapkę Make America Great Again, gdy nie była popularna, a nawet bezpieczna, ponieważ wierzyłam w to, o co Pan walczył. Już Pana nie poznaję.

Prezydencie Trump, myślałam, że MAGA opowiada się za obroną Amerykanów, którzy wypowiadają swoje przekonania bez obawy o karę. Myślałam, że MAGA stawia Amerykę na pierwszym miejscu, a nie Izrael.

Dzisiaj staram się rozpoznać ruch, który Pan zaczął. Wygląda na to, że został porwany przez obcy rząd i religijnych fanatyków próbujących spełnić swoją heretycką fantazję o czasach ostatecznych.

MAGA, którą znałam, nigdy nie pozwoli amerykańskim żołnierzom umrzeć za obcy rząd.

Synowie i córki Ameryki są wysyłani na Bliski Wschód, aby składać ofiary na rzecz herezji i fałszywych proroctw.

Czy naprawdę jesteśmy suwerennym narodem, Panie Prezydencie? a może zagraniczne interesy i błędna stronnicza interpretacja Pisma Świętego dyktują teraz, komu wolno mieć wolność religijną tutaj w Ameryce?

Miałeś być prezydentem pokoju, a nie prezydentem wojny.

Nasi założyciele nigdy nie przyznaliby jednemu wyznaniu wyższości nad wszystkimi innymi. W rzeczywistości nasz rząd tego zabrania. To nieamerykańskie.

Zostałam niesprawiedliwie usunięta, a moja wolność religijna została naruszona, i większość katolików, którzy głosowali na Ciebie, czuje dokładnie to samo. 

Dlaczego nas zdradziłeś? Zdradziłeś swoją misję, by znów uczynić Amerykę wielką.

Wasza Komisja Wolności Religijnej została porwana przez heretyków i etno-nacjonalistów z zimną krwią. Stwierdzenie, że Twoja prezydentura jest rozczarowaniem dla twoich zwolenników, jest niedopowiedzeniem.

Uwierzyliśmy w ciebie, a Ty nas zdradziłeś. Modlę się za nasz naród i za Ciebie, Panie Prezydencie.

Jak ostrzegł papież Leon XIII, “cofanie się przed wrogiem lub milczenie, gdy ze wszystkich stron taki zgiełk budzi się przeciwko prawdzie, jest oznaką tchórza…Chrystus z pewnością nie uzna takich ludzi za swoich naśladowców”.

Twoje wieczne dziedzictwo zależy od wejścia do Królestwa Niebieskiego i mam nadzieję, że pewnego dnia Cię tam zobaczę.

„Chrystus jest Królem”.

Dojrzewanie. MEM-y II.

—————————————————

————————————–

————————————————-

——————————————–

———————————————————————-

———————————————————-

—————————————————————

—————————————————–

Po co nam SAFE? Powinniśmy zadać sobie kilka pytań (najlepiej w referendum)

Po co nam SAFE?

tatemorro


salon24.pl/u/tatemorro/po-co-nam-safe

Prezydent zawetował SAFE. To chyba dobrze. Narażę się pewnie wielu moim „malkontenctwem”, ale powinniśmy zadać sobie kilka pytań (najlepiej w referendum) co do przyszłości naszego Kraju, na przykład, czy chcemy dalej uczestniczyć w projekcie pod nazwą EU? Przy wyniku potwierdzającym naszą przynależność do przyszłego państwa europejskiego (skoro Bruksela dąży tak wytrwale do utworzenia jednego państwa) pojawiają się następne pytania, na które powinniśmy znaleźć odpowiedź,  dlaczego mielibyśmy za własne pieniądze tworzyć część przyszłej armii UE? Niech inne państwa też wezmą dług na takich „paskarskich” zasadach na tworzenie przyszłej armii europejskiej! Jak tworzyć armię unijną – to tworzyć wspólnie! (Solidarnie -:) 

Druga kwestia : politycy przekonują nas, że przestaliśmy rozmnażać się (pewnie tak jest) starzejemy się, że wkrótce znikniemy, przestaniemy istnieć jako Polacy. Dlatego równocześnie przekonuje się nas, jakobyśmy musieli (?!) przyjmować imigrantów w dużej ilości, którzy rzekomo mieliby pracować na nasze emerytury…

Przy okazji tej nieszczęsnej pożyczki SAFE straszy się nas jakimiś domniemanymi atakami (w domyśle chyba Rosji, czyli najazdem Rosjan) W tym miejscu stawiam pytanie : po co nam tworzyć armię za tak ciężkie pieniądze, zapożyczać się, skoro armia polska wkrótce nie będzie miała kogo bronić?!

Z mojej perspektywy sprawy wyglądają tak: czy to nie wszystko jedno, czy Kraj oddamy imigrantom, czy ewentualnie Rosjanom? Już oczami wyobraźni widzę, jak imigranci, którzy pozostaną po nas, zechcą opierać się ewentualnym najeźdźcom (w domyśle chyba Rosjanom) 

Czy ktoś w ogóle pomyślał o takich zagadnieniach?

Edukacja podstawowa. MEM-y I.

——————–

——————————————–

————————————————————

———————————

———————————————————–

———————————————-

——————————————————————–

SAFE – ale po co? … I dla kogo?

SAFE – ale po co? …

Animela


salon24.pl/polityka-od-kuchni/safe-ale-po-co

Argumentów przeciwko gigantycznej pożyczce z UE jest multum: nie znamy wysokości oprocentowania, zarobią na niej głównie niemieckie banki, powizję weźmie zarówno KE, jak Ukraina oraz polski BGK, narażamy się na ryzyko kursowe, nie mamy wpływu na zamówienia, nieprawdopodobny pośpiech wskazuje na ewidentny szwindel, z polskich firmy zarobią takie, jak Poncyliusza (związanego z KO), nie wiemy, co banki wezmą pod zastaw pożyczki, narażamy się na kaprysy unijnych urzędasów, którzy w każdej chwili mogą nam odciąć finansowanie, choć spłacać będziemy musieli nadal … 

Miało być tak pięknie: Tusk najpierw kłamał, jakie to góry piniąchów dostaniemy od dobrej cioci Unii, a teraz się okazuje, że jest to pożyczka nie wiadomo dokładnie skąd i na co (i to nie my będziemy decydentami), a spłacimy drugie tyle – nie dostając w zamian, być może, po prostu nic. No – interes życia; Niemiec płakał, jak pisał SAFE.

Jednym z gorszych aspektów tego kamienia u szyi, o którym wcześniej nie wspomniałam, jest to, że zamówienia mają być dokonane do roku 2030, pożyczkę zaś spłacać będziemy przez 45 lat. Oznacza to, że przez co najmniej 40 lat będziemy kompletnie BEZBRONNI, ponieważ postęp techniczny jest obecnie tak szybki, że w roku 2032 będziemy dysponować przestarzałymi łukami i strzałami w porównaniu do tego sprzętu, który w tym czasie wyprodukują Amerykanie, Chińczycy czy Koreańczycy.

Ale to jeszcze nie jest koniec nieszczęść związanych z tą nieszczęsną pożyczką: okazuje się, że KO już otwarcie mówi o przekazaniu polskiego wojska w unijne ręce.

Czyli: my weźmiemy 185 miliardów pożyczki na 45 lat (a spłacimy prawie 360 miliardów razem z odsetkami) na polskie wojsko, które te (…..) planują przekazać Unii Europejskiej …

Jeżeli to nie jest zdrada w czystej postaci, to ja bym bardzo chciała wiedzieć, co nią jest!

Krucjata Armagedonu „chrześcijańskich syjonistów” przeciwko Iranowi

Krucjata Armagedonu przeciwko Iranowi

Autor: Hermann Ploppa apolut.net/kreuzzug-von-armageddon-gegen-den-iran-von-hermann-ploppa

========================

nowy niemiecki tekst, w kilku momentach musiałem przymknąć oczy, ale tekst przedstawia dużo informacji niedostępnych dla polskiego czytelnika. PJ.

———————————————————

To staje się coraz bardziej dziwaczne. Amerykańscy oficerowie wmawiają swoim rekrutom, że to Jezus namaścił Donalda Trumpa, aby prezydent mógł przewodzić i wygrać biblijną ostateczną bitwę z diabolicznymi hordami.

Punkt widzenia Hermanna Ploppy.

W ostatnich tygodniach w internecie krążyły doniesienia o skrajnie irracjonalnych motywach rządu USA do wypowiedzenia wojny Iranowi. Chrześcijańscy fundamentaliści rzekomo przejęli kontrolę nad administracją Trumpa. Trump rzekomo rozpoczął wojnę z Iranem z powodów religijnych. Niepokojące osobiste relacje z najbliższego otoczenia Trumpa z pewnością dostarczają wystarczających podstaw do takich podejrzeń.

Niestety, to prawda.

Ale tak wielkiego projektu, jak prowadzenie wojny, nie da się skutecznie przeprowadzić wyłącznie opierając się na religijnej arogancji. Zbyt wiele, czasem bardzo różnych, grup interesów musi działać razem. Środowiska finansowe, z ich wrodzonymi uprzedzeniami, muszą dojść do porozumienia. Przemysł musi uznać, że taka przygoda jest warta zachodu. A przede wszystkim, trzeba przekonać znaczną część społeczeństwa do ryzykowania życia i zdrowia, mając niepewny wynik.

W wojnie z Iranem nie chodzi o to, by Stany Zjednoczone zdobywały złoża ropy naftowej. W końcu same Stany Zjednoczone eksportują ropę w ogromnych ilościach. Chodzi raczej o odcięcie głównego rywala, Chin, od dostępu do kluczowych surowców. Jednak rzut oka na bardzo rozsądnie skalkulowany miks energetyczny Chin jasno pokazuje, że Chiny mogą doskonale funkcjonować bez wenezuelskiej czy irańskiej ropy.

Z pewnością celem jest dalsze rozszerzenie dominacji USA i Izraela na Bliskim Wschodzie poprzez wyeliminowanie Iranu, ostatniego głównego przeciwnika w regionie. Jednocześnie jednak na amerykańskim froncie wewnętrznym Trumpa narasta niechęć do merdania ogonem. Aż nazbyt oczywiste jest, że Stany Zjednoczone popierają ryzykowną wojnę, która służy przede wszystkim interesom rządu Netanjahu. To wyjaśnia, dlaczego nielegalna inwazja USA i Izraela na Iran jest tak źle odbierana przez amerykańską opinię publiczną. Tylko 27 procent ankietowanych obywateli USA aprobuje inwazję Trumpa na Iran (1). Fakt, że Stany Zjednoczone marnują oszałamiające 900 milionów dolarów dziennie na wojnę z Iranem, wywołuje gniew i gorycz, zwłaszcza w obliczu stale narastających problemów społecznych w samym sercu Ameryki (2). W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Busha I i Busha II, Amerykanie tym razem nie jednoczą się wokół głowy państwa.

Ale Donalda Trumpa to nie rusza. Nawet po tym, jak Irańczycy stawili zdecydowany opór, odważnie kontynuuje on żądanie ich „bezwarunkowej kapitulacji”. Czyniąc to, Trump werbalnie powtarza żądania aliantów wobec nazistowskich Niemiec i Japonii podczas II wojny światowej. To całkowicie błędne. Ich zdaniem alianci mieli na myśli bezwarunkową kapitulację osób odpowiedzialnych politycznie.

Trump powiedział jednak w wywiadzie:

Bezwarunkowa kapitulacja oznacza, że ​​będziemy kontynuować, dopóki [Irańczycy] nie zaczną jęczeć: »Miłości, wujku!«, albo dopóki nie będą mogli już walczyć, albo dopóki nie będzie komu jęczeć… dopóki nie będzie komu się poddać”. (3)

Jest to bardziej zgodne ze stanowiskiem Adolfa Hitlera, który w swoim przełomowym dziele „Mein Kampf” jasno dał do zrozumienia, że ​​chce całkowicie unicestwić Słowian, aby zrobić miejsce dla „rasowo czystych Aryjczyków”. Nie jest to nowa koncepcja dla USA, zważywszy na to, jak rdzenni Amerykanie byli początkowo eksterminowani, aby zrobić miejsce dla europejskich imigrantów. Taka polityka jest jednak niezgodna z cywilizowanymi standardami.

Możemy jasno zrozumieć ofensywę trumpistów jako deklarowane zerwanie ze wszystkimi współczesnymi konwencjami. Sekretarz Obrony Trumpa, Pete Hegzeth, jasno to wyraził w oświadczeniu dotyczącym wojny irańskiej, mówiąc:

Przelatujemy nad Iranem, przelatujemy nad Teheranem. Przelatujemy nad stolicą. Przelatujemy nad bazami Gwardii Rewolucyjnej. Irańscy przywódcy patrzą w górę i widzą tylko izraelskie i amerykańskie siły powietrzne. W każdej minucie. Każdego dnia. Dopóki nie zdecydujemy: to koniec. I nie mogą tego w żaden sposób zmienić. Nasze bombowce B-2, B-52 i B-1; drony Predator; myśliwce dominują w powietrzu. Wybierają cele. Śmierć i zniszczenie z powietrza. Przez cały dzień. Gramy o wszystko. Nasze myśliwce mają największą możliwą władzę, osobiście gwarantowaną przez prezydenta i przeze mnie. Nasze zasady walki są śmiałe, precyzyjne i zdeterminowane, by uwolnić amerykańską potęgę, a nie ją ograniczać. To nigdy nie miała być uczciwa walka. To nie jest uczciwa walka. Pokonujemy ich, gdy są na ziemi. I właśnie tak… Tak będzie!” (4)

Przypadek Pete’a Hegsetha nie pozostawia wątpliwości: chodzi o fanatyzm religijny. Hegseth lubi być fotografowany bez koszulki, a zdumiona publiczność widzi wszelkiego rodzaju tatuaże wojenne. Na przykład motto: „Deus lo vult!”. To średniowieczna łacina i oznacza po prostu: „Bóg tak chce!”. Papież Urban II wypowiedział to hasło bojowe w Clermont w 1095 roku. Wraz z nim rozpoczęły się krucjaty do Ziemi Świętej, których celem było odzyskanie Jerozolimy z rąk muzułmanów. Pete Hegseth nigdy nie ukrywał, że postrzega siebie jako uczestnika Krucjaty 2.0. Pierwsza Krucjata, jak powszechnie wiadomo, doprowadziła do podboju Jerozolimy w 1099 roku. Chrześcijańscy zdobywcy brutalnie wymordowali całą ludność – Żydów i muzułmanów, mężczyzn, kobiety, dzieci i starców. Pijani zdobywcy, jak relacjonowali kronikarze, brodzili w kałuży krwi. Oto wzór do naśladowania dla obecnego Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych. Hegseth często wzywa ultrakonserwatywnego pastora Douglasa Wilsona na uroczyste okazje. Wilson głosi na przykład, że kobiety całkowicie nie nadają się na wysokie stanowiska.

A propos kaznodziejów dworskich: Donald Trump zatrudnił swoją doradczynię duchową Paulę White jako oficjalną kaznodziejkę w Białym Domu, na koszt podatników. Na YouTube krążą całkowicie dadaistyczne przemówienia tej ewangelistki, na których pani White dziko wymachuje rękami i wielokrotnie krzyczy „Uderz, uderz, uderz!”, po czym popada w niezrozumiałą glosolalię (5). Zgromadziła już miliony dolarów dzięki swoim dziwacznym występom. Obecnie kilku pastorów chrześcijańskich syjonistów zebrało się wokół biurka Trumpa w Gabinecie Owalnym, aby wachlować go siłą duchową niezbędną do wojny z Iranem. Paula White położyła dłoń na ramionach swojego protegowanego, Trumpa. Trump pogrąża się w nietypowej dla siebie pokorze religijnej (6).

Czysta kwestia gustu?

Jak wiadomo, o gustach się nie dyskutuje.

Ale ta farsa w Białym Domu ma głębsze znaczenie. Coraz więcej żołnierzy we wszystkich rodzajach sił zbrojnych USA narzeka na swoich przełożonych. Ci coraz częściej wmawiają swoim podwładnym, że interwencja militarna przeciwko Iranowi nie jest zwykłą wojną, lecz religijną i duchową ostateczną bitwą między zastępami niebiańskimi a zastępami diabła. Były oficer Sił Powietrznych Mickey Weinstein założył fundację Military Religious Freedom Foundation. Podczas czynnej służby w Siłach Powietrznych Weinstein, Żyd, doświadczył na własnej skórze, jak Żydzi i muzułmanie byli prześladowani i gnębieni przez swoich chrześcijańskich towarzyszy. Na przykład, w stołówce Weinsteina pytano go, jak może żyć z myślą, że zabił Jezusa Chrystusa. (7)

Poprzez swoją fundację Weinstein obecnie opowiada się za tolerancją i wzajemnym szacunkiem wśród żołnierzy wszystkich religii i światopoglądów. Fundacja Weinsteina służy jako punkt kontaktowy dla żołnierzy, którzy byli dyskryminowani i nękani. Otrzymał już ponad 200 listów ze skargami dotyczącymi trwającej wojny w Iranie. W jednym przypadku dowódca wezwał swoich żołnierzy, aby

powiedzieli naszym żołnierzom, że „to wszystko jest częścią boskiego planu”, wyraźnie odwołując się do licznych cytatów z Księgi Objawienia, które odnoszą się do Armagedonu i rychłego powrotu Jezusa Chrystusa.

Dowódca dodał, że

Prezydent Trump został namaszczony przez Jezusa, aby rozpalić ogień sygnałowy w Iranie, który doprowadzi do Armagedonu i upamiętni jego powrót na Ziemię”.

… A Weinstein podsumowuje:

Ilekroć Izrael lub Stany Zjednoczone angażują się na Bliskim Wschodzie, słyszymy historie o chrześcijańskich nacjonalistach, którzy przejęli władzę w naszym rządzie i oczywiście w armii USA”. (8)

John Hagee i CUFI

Za dowódcami zagłady stoi mało znana, ale bardzo potężna społeczność: „chrześcijańscy syjoniści”. Chrześcijaństwo i syjonizm w istocie wykluczają się wzajemnie. Przez wieki chrześcijanie prowadzili brutalne i sadystyczne kampanie przeciwko Żydom. Pogromy i podpalenia osiągnęły punkt kulminacyjny w niewypowiedzianym horrorze Holokaustu, który katolik [ależ skądże !! md] Hitler zdołał sprowokować. Nawet w Stanach Zjednoczonych przemoc wobec Żydów była na porządku dziennym. Potem nadszedł Ruch Praw Obywatelskich lat 60., któremu wspólnie przewodzili Afroamerykanie i Żydzi. Teraz sytuacja całkowicie się odwróciła.

Ponieważ kaznodzieje ewangeliczni odkryli swoją miłość do reżimu Netanjahu. Weźmy na przykład teleewangelistę Johna Hagee. Ten człowiek o potężnej głowie zgromadził fortunę dzięki kazaniom transmitowanym w telewizji. Niesamowicie zręczny i z przebiegłą kalkulacją, manipuluje słuchaczami mistrzowską retoryką. Hagee promuje rząd Izraela za pośrednictwem swojej organizacji Christians United for Israel (CUFI).

Organizacja ta twierdzi, że ma dziesięć milionów członków i ogromne zasoby finansowe. Podobnie jak proizraelska organizacja lobbingowa American Israel Public Affairs Committee (AIPAC), CUFI wywiera ogromny wpływ na opinię publiczną i polityków. Sprzeciwienie się Hagee i jego CUFI oznacza pogrzebanie kariery politycznej. Nic więc dziwnego, że spośród 535 członków waszyngtońskiego Kongresu 110 należy do obozu ewangelickiego (9).

Wokół CUFI Hagee’ego skupia się cała sieć organizacji. Na kampusie działa program szkoleniowy CUFI, zrzeszający 3500 studentów w 200 grupach uniwersyteckich. Każdego roku odbywa się tournée, którego kulminacją jest główne wydarzenie o nazwie „Noc na cześć Izraela”. W 2017 roku, podczas pierwszej kadencji Trumpa, w szczycie uczestniczył również jego wiceprezydent Mike Pence. Dla kobiet istnieje coś takiego jak Córki Syjonu. Z CUFI ściśle powiązane jest globalnie działające Centrum Porozumienia i Współpracy Żydowsko-Chrześcijańskiej (CJCUC). Z CJCUC powiązana jest Międzynarodowa Ambasada Chrześcijańska w Jerozolimie (ICEJ).

Głównym zadaniem tej całej chrześcijańsko-syjonistycznej sieci jest wspieranie rządu Netanjahu w dążeniu do stworzenia Wielkiego Izraela. Zwolennicy Hagee’ego przekazali łącznie 3,3 miliarda dolarów izraelskiemu wojsku i żydowskim osadnikom. CUFI organizuje dla swoich członków wycieczki na Zachodni Brzeg. Na terenach dawniej należących do Jordanii żydowscy ekstremiści wypędzają obecnie Palestyńczyków z ich prawowitych terenów. Syjonistyczni bandyci włamują się do palestyńskich domów i eksmitują ich. Izraelska policja wspiera osadników w ich nikczemnych działaniach. Te przestępcze działania są finansowane przez CUFI i przedstawiane amerykańskiej opinii publicznej w atrakcyjny sposób.

John Hagee wpędził się jednak w kłopoty w USA. W wywiadzie oświadczył, że Adolf Hitler również był częścią planu Boga. Twierdził, że Hitler zmusił Żydów do powrotu do ich prawdziwej ojczyzny, Palestyny ​​(10). I to prowadzi nas do wierzeń chrześcijańskich syjonistów w czasy ostateczne.

Chrześcijańscy syjoniści wywodzą z Biblii przekonanie, że Żydzi, rozproszeni po całym świecie w tzw. diasporze, powinni powrócić do Palestyny. Tam mają prawo wypędzić wszystkie inne narody dla swojego Wielkiego Izraela. Przewidują tam ostateczną bitwę Armagedonu – zmagania Zastępów Niebieskich z zastępami zła, siłami szatańskimi. Księga Objawienia, ostatnia księga chrześcijańskiej Biblii, głosi, że Bitwa Armagedonu zakończy się, a wręcz musi, zwycięstwem Zastępów Niebieskich.

W dawnych czasach chrześcijanie z pewnością uważali Żydów za część zastępów diabelskich. Jednak obecnie, ze względów politycznych, uległo to radykalnej zmianie. Chrześcijańscy syjoniści są bowiem zjednoczeni z żydowskim odłamem syjonistycznym Chabad Lubawicz we wspólnej nadziei na rychły koniec świata po przyjściu Mesjasza. Chrześcijanie liczą na powrót Jezusa Chrystusa. Żydzi szabatowi, ze swojej strony, oczekują nadejścia Mesjasza, opierając się na proroctwach starotestamentowego proroka Daniela. Obie postacie łączą się w jedną polityczno-strategiczną postać końca czasów.

Prorok Chabad Lubawicz, Mendel Schneerson, powiedział już w 1985 roku wschodzącemu politykowi Benjaminowi Netanjahu, że będzie ostatnim szefem rządu Izraela (11). Po Netanjahu przyjdzie tylko Mesjasz. A wraz z nim koniec świata.

To właśnie oprogramowanie najwyraźniej napędza psychotyków w centrach dowodzenia zarówno w USA, jak i w Izraelu. Zamiast pracować nad zachowaniem, pielęgnowaniem i ulepszaniem naszego wspaniałego świata, te szalone, przesiąknięte Epsteinem elity nie potrafią wymyślić niczego lepszego niż zniszczenie wszystkiego – w imię urojonego świata fantazji.

Najwyższy czas położyć kres temu szaleństwu.

=================================================================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 marca 2026 roku na stronie : apolut.net/kreuzzug-von-armageddon-gegen-den-iran-von-hermann-ploppa

Źródła i Przypisy:

(1)  https://eu.oklahoman.com/story/news/politics/2026/03/10/donald-trump-approval-ratings-as-iran-war-intensifies-what-polls-say/89080865007/

(2) https://www.youtube.com/watch?v=Q6-mKCAB4Po

(3) https://www.youtube.com/shorts/yqcV8Hrnipo

(4) https://www.youtube.com/shorts/lqxYdhYohGY

(5) https://www.youtube.com/watch?v=vyZpJX7Ww0M

(6) https://www.youtube.com/watch?v=kcysQmPQvbs

(7) https://www.youtube.com/watch?v=yijk3N1t7yo

(8) https://www.theguardian.com/world/2026/mar/03/us-israel-iran-war-christian-rhetoric

(9) https://www.youtube.com/watch?

(10) https://transcripts.cnn.com/show/sitroom/date/2008-05-22/segment/01?utm_source=chatgpt.com

(11) https://apolut.net/netanyahu-der-zerstoerer-von-hermann-ploppa

Ten zbrodniarz z Tel Aviv w podnieceniu ma 6 palców u ręki

SIMON STRUEUX (30) compte secours @SimonSecours

Non mais vous êtes sérieux BFM-WC de foutre du 100% IA à la téloche ? Le type a des doigts avec du pouce à l’auriculaire complètement identiques, et pire, il y a même un passage où il se retrouve avec 6 doigts… Bande de baltringues !!!

“Nous nous transformons en une puissance mondiale”, affirme Benjamin Netanyahu, Premier ministre israélien

0:29 / 0:45

2,7 mln wyświetleń