Col. MacGregor: NATO przegrało na Ukrainie. Imperium Kłamstwa się rozpada.

Col. MacGregor: NATO przegrało na Ukrainie. Imperium Kłamstwa się rozpada.

Pokutujący łotr, 28 listopada 2025

Jeśli ktoś jest wystarczająco biegły w języku angielskim,  by wysłuchać całego tego monologu politycznego i strategicznego geniusza, jakim jest pułkownik Douglas MacGregor – zachęcam. Używa on wspaniałej, prostej, spokojnej angielszczyzny (oczywiście, z silnym amerykańskim nalotem). Jeśli nie – to na dole ekranika w funkcji Ustawienia można sobie włączyć translatora na polski. Nie jest doskonały, zwłaszcza w liczebnikach i pisowni imion własnych, ale da się rozumieć.

Pułkownik Douglas MacGregor, Waszyngton

Ten wywód dotyczący najważniejszych spraw bieżących: kończącej się wojny na Ukrainie –  kończącej się wg. pułkownika totalną klęską koncepcji zrodzonych w  głowach globalistów, od Waszyngtonu przez Londyn po Brukselę – zarazem odsłania w perspektywie historycznej (bo pułkownik jest świetnie oczytany w historii – w przeciwieństwie do “naszych” wybitnych historyków przy władzy, począwszy od Komoruska po Tfuska) rzeczywistą rolę Rosji w tym konflikcie. Jakże ogromnie odmienną od tego, co nadal pokutuje w łepetynach Trumpowskich czy warszawskich polityków, mających za jedyny punkt odniesienia to, co się wydarzyło po 1945 r. i w latach Zimnej Wojny. I co Pułkownik nazywa Imperium Kłamstwa: które przez minione dekady rządziło światem z USA i Londynu, choć już się rozsypuje i traci mandat do politycznych racji.

Pułkownik demaskuje, jak mało inteligentne i nierzeczowe są poglądy tych dzisiejszych macherów politycznych w USA, ale także w Berlinie, Brukseli, Warszawie (- opinie “mainstreamowe”, jak się ten globalizm i wokizm dziś w w Polsce określa). I jak prędko zbliża się upadek świata zbudowanego na  niewiedzy, pysze, chciwości i głupocie globalistycznych elit światowych.

W tym kontekście, pułkownik wieszczy nieuchronny upadek UE i NATO, czego już dziś widoczne objawy chorobowe też podaje. I zapowiada powstanie na powrót Europy ojczyzn: narodów zgrupowanych w zupełnie nowej siatce strategicznych sojuszy, według klucza rasy, religii, kultury, historycznych doświadczeń – co w Europie zawsze było – i jest – podstawowym czynnikiem ją cementującym. I czego globaliści, zwłaszcza anglosascy oraz inni (z tych, Pułkownik energicznie wyszydza doradców politycznych Trumpa:  Witkoffa i Kushnera nazywając ich “kliką przyjaciół i rodziny”) – nie rozumieją a nawet nienawidzą.

Warunkiem jednak tej odbudowy jest, według Pułkownika, pozbycie się z europejskich krajów zatruwających je mniejszości. W tym kontekście wymienia Pułkownik Niemcy i Polskę,  nie zagłębiając się jednak w specyficzną rolę Niemiec w tym procesie ewentualnej odbudowy, zakładając jednak, że zwycięstwo AfD może tu wiele odmienić.

Wysłuchanie wywodu tego wręcz, nie boję się tego słowa – mędrca politycznego i historiozoficznego – będzie czasem najlepiej spędzonym jak można. Warto dla godziny z Pułkownikiem oszczędzić sobie zarozumiałych wywodów niejednego z naszych piesków politykierskich, których punkt widzenia nie przekracza wnętrza kartonu po butach ich horyzontów myślowych: między “ruskimi onucami” a “obroną Polski przed Putinem” w wydaniu krwawego błazenka z Kijowa.

Braun na meczu z Walusiem. Sikorski-Apfelbaum wściekły.

Braun na meczu z Walusiem. Sikorski uderzył w lidera Korony. „Do mordowania jeden krok”

28.11.2025 https://nczas.info/2025/11/28/braun-na-meczu-z-walusiem-sikorski-uderzyl-w-lidera-korony-do-mordowania-jeden-krok/

Grzegorz Braun oraz Janusz Waluś na meczu Legii Warszawa.
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun oraz Janusz Waluś na meczu Legii Warszawa. / foto: Facebook: Grzegorz Braun

Grzegorz Braun był widziany w towarzystwie Janusza Walusia na stadionie Legii Warszawa podczas czwartkowego meczu stołecznej drużyny ze Spartą Praga. W lidera Konfederacji Korony Polskiej uderzył – z tego powodu – szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.

W czwartek przy Łazienkowskiej 3 w Warszawie mecz Legii ze Spartą oglądał m.in. prezydent Karol Nawrocki. Po raz kolejny na tym stadionie pojawił się także Janusz Waluś.

Tym razem jednak nie na Żylecie – jak to było we wrześniu podczas meczu z Pogonią Szczecin – ale na trybunie rodzinnej. A wraz z nim był Grzegorz Braun.

Przypomnijmy, że w 1993 r. Waluś został uznany winnym zabójstwa komunisty Chrisa Haniego, szefa Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej. Hani miał na swoim koncie szereg popełnionych zbrodni.

„Czerwiec 1980 – ataki bombowe na SASOL (firmę zajmująca się wydobyciem węgla i przetwórstwem paliw), straty oszacowano na siedem milionów dolarów; Grudzień 1982 – atak bombowy na ELEKTROWNIĘ ATOMOWĄ w Koeberg w pobliżu Kapsztadu; Maj 1983 – atak bombowy (samochód pułapka) na kwaterę południowoafrykańskich sił powietrznych w Pretorii. Rezultatem ataku jest 19 osób zabitych i ponad 200 rannych” – przypomniał na portalu X Paweł Wyrzykowski.

W 1985 r. doszło do dwóch ataków – rakietowego na rafinerię Mobile Oil oraz bombowego na cukiernię w Durbanie, gdzie zginęło 5 osób.

„Czerwiec 1986 – dwa ataki z użyciem samochodów pułapek w Johannesburgu, kilkanaście osób zabitych, kilkadziesiąt rannych; Październik 1987 – samochód pułapka w Durbanie, pięciu rannych; Maj 1987 – wybuch bomby przed sądem, pięciu policjantów zabitych” – wyliczał dalej.

„Lipiec 1987 – wybuch samochodu pułapki przed siedzibą wojska w centrum Johannesburga, rannych 68 osób; Kwiecień 1988 – wybuch trzech bomb przed teatrem w Pretorii, zniszczony budynek, kilkudziesięciu rannych” – dodał. Dalej, w czerwcu 1988 r., doszło do dwóch zamachów – bombowy przed bankiem w Rodeport (ponad 20 rannych i 4 zabitych) oraz bombowy przed galerią sztuki, w którym zginął zamachowiec.

„Lipiec 1988 – wybuch bomby umieszczonej w samochodzie pułapce przed stadionem Ellis Park w Johannesburgu, dwoje ludzi zabitych, 35 rannych” – napisał Wyrzykowski.

Hani zginął w 1993 roku z rąk Walusia. Za to zabójstwo Polak spędził blisko 30 lat w więzieniu w RPA. W 2024 r. wrócił do Polski.

https://nczas.info/2024/12/09/komunistyczny-terrorysta-chris-hani-takiego-czlowieka-zlikwidowal-janusz-walus-lista-zbrodni/embed/#?secret=ANGkF48u3X#?secret=T1rWql8CxL

Lider Konfederacji Korony Polskiej, po tym jak w sieci pojawiły się jego zdjęcia z Walusiem, zrobione podczas meczu, został zaatakowany m.in. przez Radosława Sikorskiego.

„Od antysemityzmu do mordowania jeden krok” – grzmiał na portalu X szef polskiej dyplomacji.

Radosław Sikorski @sikorskiradek

Od antysemityzmu do mordowania jeden krok.

Zdjęcie

·

To nie pomoc. UE doi Afrykę.

To nie pomoc. UE doi Afrykę.

Luboš Blaha 27.11.2025 https://wolnemedia.net/to-nie-pomoc-ue-doi-afryke

Unia opowiada o wartościach, humanitaryzmie i miliardowych funduszach. Luboš Blaha zdziera tę maskę jednym zdaniem: to nie misja pomocy, tylko neokolonialny biznes oparty na korupcji, kupowaniu lokalnych elit i utrzymywaniu kontynentu w politycznej śpiączce. „Lis nie będzie pilnował kurnika” — mówi polityk, nazywając unijne przepływy finansowe krwiobiegiem grabieży, z którego korzysta Zachód, a płaci Afryka. Dla portalu WolneMedia.net rozmawiał Piotr Jastrzębski.

– UE chwali się miliardową pomocą dla Afryki. To faktycznie pomoc — czy coś zupełnie innego?

– To nie jest pomoc, tylko biznes podszyty neokolonializmem. Pieniądze nie trafiają do ludzi, tylko do skorumpowanych elit, które Zachód kupuje jak swoich zarządców. A część środków wraca później do Europy, domykając globalny łańcuch korupcji. To krwiobieg wyzysku, a nie gest serca.

– Ale UE zapewnia, że środki są kontrolowane. Audyty, przejrzystość… To działa?

– To fikcja. Audyt unijnych funduszy przez zachodnie instytucje to jak proszenie lisa, żeby pilnował kurnika. Ten system nie jest projektowany po to, żeby był uczciwy — tylko po to, żeby był skuteczny dla Zachodu. Kontrola jest jedynie fasadą.

– Bruksela inwestuje w „społeczeństwo obywatelskie”, promuje demokrację, prawa człowieka. To pomoc czy ingerencja?

– To narzędzie wpływu. Pod hasłami praw człowieka Zachód ingeruje w suwerenne państwa i utrzymuje przy władzy struktury, które realizują jego interesy. „Eksport demokracji” to oszustwo. Demokracji nie da się spakować i wysłać kurierem — albo wyrasta oddolnie, albo jej nie ma. Najlepsza pomoc Zachodu? Zostawić te kraje w spokoju i przestać je okradać.

– Unijne pieniądze są uzależnione od warunków politycznych. To uczciwe?

– To klasyczna dźwignia kontroli. Zachód chce mieć kolonię w stanie politycznej śpiączki: biedną, uzależnioną i sterowalną. To model neokolonialny w czystej postaci. Nic dziwnego, że Afryka coraz częściej wybiera BRICS, Chiny czy Rosję — tam są konkretne projekty, a nie moralizatorskie kazania.

– Czy polityka UE w Afryce nie sprowadza się dziś do jednego celu — zatrzymać migrantów przed Europą?

– Oczywiście. Unia płaci autorytarnym rządom, żeby robiły za strażników granicznych. Problem w tym, że to nie działa i działać nie będzie. Zachód sam stworzył problem migracji, utrzymując Afrykę w biedzie i chaosie. A teraz próbuje zasypać tę studnię pieniędzmi. Absurd. Nie można rozpalać konfliktów daleko od siebie i udawać, że ogień nie wróci do domu. Karma jest za darmo.

– A kraje Europy Środkowo-Wschodniej? Mają być solidarne z Zachodem w kwestii migracji?

– Dlaczego? My nikogo nie kolonizowaliśmy. To Zachód ma długi wobec świata. Kraje takie jak Słowacja są wasalami, a nie kolonizatorami. Nie mamy żadnego powodu, by płacić za cudze grzechy.

Z Lubošem Blahą rozmawiał Piotr Jastrzębski

Niemiecko-izraelska gra pamięcią. A Polskę reprezentują zdrajcy i bęcwały.

Niemiecko-izraelska gra pamięcią

Wpis Yad Vashem pojawił się dokładnie w momencie, gdy w Polsce wrócił impuls społeczny wokół reparacji wojennych, niedługo po wypowiedzi ambasadora Niemiec podważającej sens polskich roszczeń. Sformułowanie, że „Polska była pierwszym krajem, w którym Żydów zmuszono do noszenia opasek”, nie było przypadkowym skrótem. Nie dopisano, że chodzi o teren okupowany przez Niemców, nie wskazano sprawcy, pozostawiono samą nazwę kraju, co w naturalny sposób zaciera różnicę między ofiarą a niemieckim aparatem przemocy.

To komunikat, który wpisuje się w układ interesów, w którym Niemcy chcą zamknięcia sprawy reparacji, a Izrael broni powojennych rozliczeń, z których wyszedł dobrze dzięki wieloletnim umowom z RFN.

Yad Vashem pracują najwybitniejsi badacze [chercheurs -tj. poszukiwacze md] Holokaustu, dlatego nie wierzę, że taki brak precyzji był wynikiem zwykłej nieuwagi. Specjaliści tej klasy musieli przewidywać, jakie skojarzenia wywoła zdanie „w Polsce”, podane bez wskazania sprawców i bez zaznaczenia, że chodzi o kraj okupowany. Wystarczy chwila namysłu, aby zobaczyć, do czego prowadzi taki skrót. Przenosi odpowiedzialność z państwa niemieckiego na miejsce zdarzeń, a w odbiorze międzynarodowym oba te pojęcia zaczynają się zlewać w jedno. Taki mechanizm nie jest nowy, jego najbardziej znanym skutkiem były sformułowania o „polskich obozach śmierci”, które przez lata funkcjonowały w zagranicznych mediach jako wynik skrótu myślowego opartego właśnie na lokalizacji obozów. Równocześnie wpisuje się to w szerszy nurt niemieckiej polityki historycznej, która od dekad zastępuje odpowiedzialność narodową słowem „naziści”, tworząc wrażenie, że bezimienny system zbrodni istniał obok Niemiec, a nie był ich dziełem. W efekcie powstaje skojarzenie, które żyje własnym życiem, niezależnie od tego, kto faktycznie był sprawcą.

Instytut dodał co prawda kolejny wpis, w którym doprecyzował, że „jak zauważyło wielu użytkowników” nakaz noszenia opasek został wydany przez „władze niemieckie”. To jednak nie rozwiązało problemu, bo wcześniejszego wpisu mimo apeli naszych władz nie usunięto i ponownie zabrakło jasnego wskazania, że chodzi o okupowaną Polskę, a nie o kraj, który sam wydawał jakiekolwiek rozporządzenia. Taki dopisek można równie dobrze odczytać tak, jakby „władze niemieckie” wydały rozkaz, a następnie „Polska” go wdrożyła, czyli rozmywanie niemieckiej odpowiedzialności wciąż trwa.

Wczorajsze oświadczenie tylko to potęguje. Yad Vashem stwierdził bowiem, że „pierwszy i kolejny wpis są historycznie prawidłowe”, a ci, którzy „źle je interpretują”, robią to rzekomo „świadomie”. Innymi słowy, odpowiedzialność za nieprecyzyjną komunikację instytutu przerzucono na odbiorców, czyli na Polaków, którym zarzucono „złą wolę”. To reakcja wygodna dla nadawcy, zwłaszcza gdy mowa o wydarzeniach wymagających absolutnej precyzji, a jednocześnie idealnie wpisująca się w niemiecko-izraelskie zbieżności interesów.

Ich źródła tkwią w powojennych rozliczeniach. W 1953 roku Niemcy podpisały z Izraelem porozumienie, na mocy którego przez piętnaście lat wypłacały trzy miliardy marek, a następnie kolejne miliardowe kwoty trafiły do organizacji żydowskich w ramach około trzydziestu odszkodowawczych umów. Problem polega na tym, że Izrael otrzymywał środki również na podstawie kalkulacji obejmujących obywateli II Rzeczypospolitej pochodzenia żydowskiego, choć państwo Izrael w czasie wojny nie istniało. Polska istniała, ale została z procesu całkowicie wyłączona. W dodatku owe umowy nie są do dziś jawne. Nikt nie może sprawdzić, jakie dokładnie kategorie strat uwzględniono i czy nie znajdują się w nich świadczenia, które powinny przysługiwać państwu polskiemu. To jest ta niewygodna część historii, która wraca zawsze wtedy, gdy Polska zaczyna mówić o reparacjach, i dokładnie wtedy pojawiają się komunikaty takie jak wpis Yad Vashem.

Niemieckie społeczeństwo jest przekonane, że w pełni rozliczyło się z win. W badaniach socjologicznych widać to bardzo wyraźnie. Niemcy uważają, że swoją część rachunku uregulowali, płacąc Izraelowi odszkodowania, realizując umowy restytucyjne i wypłacając świadczenia organizacjom żydowskim. W ich przekonaniu polityczny i moralny dług został spłacony, a historia zamknięta. Problem w tym, że ten rachunek nigdy nie objął Polski, choć to właśnie na ziemiach II RP poniesiono największe koszty Holokaustu, zginęło sześć milionów obywateli, a materialne i społeczne zniszczenia były nieporównywalnie większe niż w innych krajach. Ten punkt trzeba stawiać jasno, inaczej cała dyskusja staje się fałszywa już na poziomie założeń.

Polskie upominanie się o reparacje uderza jednocześnie w dwa wygodne porządki. Dla Niemiec polski powrót do tematu oznacza ryzyko podważenia skutków porozumienia z 1953 roku, które traktują jako zamykające sprawę. Dla Izraela polskie roszczenia są niewygodne, bo mogłyby uruchomić pytania o to, jakie dokładnie środki zostały po wojnie wypłacone i według jakich kryteriów. W takiej sytuacji pojawiają się głosy, że Polska powinna siedzieć cicho, bo jest krajem rzekomo moralnie dwuznacznym, z „niejawną odpowiedzialnością” i „postawami”, które trzeba jeszcze badać. Takie narracje tworzą fałszywą ramę i utrudniają Polsce formułowanie jakichkolwiek roszczeń. Bo jeśli opinię publiczną nakieruje się na myśl, że „Polska też ma coś na sumieniu”, to każde polskie żądanie wobec Niemiec traci siłę moralną, gdyż rozmycie odpowiedzialności osłabia potencjalne roszczenia.

W tym miejscu zawsze wraca również argument o rzekomym „zrzeczeniu się reparacji”. I tu trzeba sprawę postawić jasno. Polska nigdy nie zrzekła się reparacji we własnym imieniu, bo w 1953 roku nie była państwem suwerennym, zdolnym do podejmowania takich decyzji. Oświadczenie o „zamknięciu reparacji” było jednostronnym komunikatem Moskwy, elementem polityki ZSRR wobec RFN i NRD. Nie było żadnej umowy, żadnego traktatu, żadnego podpisu przedstawicieli Polski, żadnej ratyfikacji. A nawet dokument, na który dziś powołują się obrońcy tej tezy, nie spełniał żadnych wymogów prawa: zgodnie z obowiązującą wtedy Konstytucją akty tej rangi mogła podejmować jedynie Rada Państwa w formie dekretu. Tymczasem ogłoszoną w niedzielny wieczór „uchwałę” miała rzekomo przyjąć Rada Ministrów, organ pozbawiony takich kompetencji. Co więcej, nie opublikowano jej w żadnym dzienniku, nie ma jej w archiwach, protokoły jej nie odnotowują, a Instytut Strat Wojennych nie znalazł nawet śladu, że kiedykolwiek realnie istniała. Powtarzanie dziś tezy o „zrzeczeniu się” jest więc przyjmowaniem radzieckiej narracji, a nie stanu faktycznego.

A prawda jest jeszcze bardziej paradoksalna, bo mimo że sami żadnych reparacji nie otrzymaliśmy, to właśnie Polska ponosiła również koszty. W latach sześćdziesiątych PRL przekazał amerykańskim organizacjom żydowskim osiemdziesiąt milionów dolarów, sumę, która po uwzględnieniu siły nabywczej odpowiada dzisiaj miliardom. Była to ugoda dotycząca mienia prywatnego obywateli II RP pochodzenia żydowskiego, utraconego zarówno w wyniku zniszczeń dokonanych przez Niemców, jak i późniejszej nacjonalizacji. Polska, kraj zrujnowany, spłacała zobowiązania w dolarach. Tymczasem w 1973 roku, po nawiązaniu stosunków z RFN, strona niemiecka odmówiła zwrotu zrabowanych polskich dzieł sztuki, tłumacząc, że „minął trzydziestoletni termin” i mienie „stało się niemieckie”. Dotyczyło to części z ponad 500 tysięcy zarejestrowanych dzieł sztuki zrabowanych z Polski. Kontrast jest uderzający, nic nie dostaliśmy, ale za to sami płaciliśmy, a Niemcy nie zwrócili nawet zagrabionej kultury.

W niemieckiej debacie regularnie pojawiają się głosy i publikacje próbujące przesunąć część win na Polaków, sugerujące współudział, materialne korzyści z Zagłady albo moralną niejednoznaczność. Najnowszym przykładem jest książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, której berlińska premiera zaplanowana na 25 listopada została w ostatniej chwili odwołana, ale sama publikacja zdążyła już znów fałszywie wprowadzić do obiegu tezę o rzekomym polskim współsprawstwie. Takie narracje nie muszą być rzetelne. Wystarczy, że rozpraszają odpowiedzialność i przesuwają uwagę z niemieckiego państwa sprawcy na polskie terytorium, dokładnie wtedy, gdy Polska mówi o własnych stratach i upomina się o prawa wynikające z prawa międzynarodowego. W takim klimacie samo żądanie reparacji zaczyna wyglądać jak polityczne roszczenie, a nie jak normalne domaganie się sprawiedliwości, co pozwala stronie niemieckiej utrzymywać wygodną tezę, że sprawa jest dawno zamknięta z powodu przedawnienia.

Gdyby sprawa reparacji była zamknięta, Niemcy nie płaciliby Namibii ponad miliarda euro za zbrodnie sprzed stu czternastu lat. W latach 1904–1908 niemiecka armia dokonała na ludach Herero i Nama jednej z pierwszych masowych eksterminacji XX wieku, zginęło około 50–80 tysięcy osób, a obozy, w których ich przetrzymywano, były bezpośrednim prototypem późniejszych obozów koncentracyjnych.

Gdy Namibia zaczęła mówić o reparacjach w latach 2010–2011, Niemcy przez sześć lat unikali użycia samego słowa „reparacje”, próbując zastąpić je określeniami „wsparcie”, „fundusze rozwojowe”, „świadczenia humanitarne”. Dopiero silny nacisk, groźba blokowania niemieckich inwestycji, doprowadził do wypłaty odszkodowań między 1,1 a 1,7 miliarda euro. To przykład bezdyskusyjny, jeśli ktoś chce widzieć długi cień historii, to go widzi.

Gdy ofiarą jest Polska, cień nagle znika, a rachunek moralny przestaje obowiązywać.

Polityka wybielania Niemiec i rozmywania ich odpowiedzialności, wspierana doraźnie przez izraelskie instytucje, działa skutecznie dlatego, że Polska nie ma dziś realnej, spójnej i konsekwentnej polityki pamięci. Reakcja ministra spraw zagranicznych, ograniczona do uprzejmego poproszenia o doprecyzowanie komunikatu, zamiast do natychmiastowego żądania jego usunięcia i pełnego sprostowania, tylko potwierdza tę słabość.

Polska dyplomacja od lat unika konfrontacji z Berlinem i zbyt często dostosowuje ton do bieżących interesów, dlatego nawet w tak kluczowych sprawach reaguje z wyraźnym dystansem i ostrożnością. A gdy państwo odpowiada grzeczną uwagą, a nie stanowczym naciskiem, daje sygnał, że granice tej narracji można przesuwać jeszcze dalej, bo nie spotka się to z żadną realną konsekwencją.

Prezydent ostro o TV: Dezinformuje nas każdego dnia

Prezydent ostro o TVP: Dezinformuje nas każdego dnia

28.11.2025 https://www.tysol.pl/a150226-prezydent-ostro-o-tvp-dezinformuje-nas-kazdego-dnia

– My żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, na którą ja płacę podatki, i Wy płacicie podatki, dezinformuje nas właściwie każdego dnia – stwierdził w piątek podczas ECR Kongresu Młodych w Lublinie prezydent Karol Nawrocki.

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki / fot. Mikołaj Bujak / KPRP

———————————————

W piątek prezydent Karol Nawrocki bierze udział drugiej edycji ECR Kongresu Młodych 2025 pod hasłem „Silna Polska. Przyszłość jest w nas”. Podczas jednej z debat zabrał głos w sprawie Telewizji Publicznej.

Karol Nawrocki o Telewizji Publicznej

Zdaniem Karola Nawrockiego telewizja publiczna sieje dezinformację. Przypomniał sytuację z prezydenckiej kampanii wyborczej, kiedy to – jak stwierdził – sam padał ofiarą krytyki.

– My żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, na którą ja płacę podatki, i Wy płacicie podatki, dezinformuje nas właściwie każdego dnia. Na przykład, pozycjonując, potencjalne a niezgodne z prawdą i publicznie przeze mnie krytykowane czy pokazujące za moją sprawą, że to jest nieprawda, telewizja publiczna dezinformuje.

Żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, czy część telewizji komercyjnych, które kształtują świadomość dużej części Polaków, regularnie, każdego dnia, dezinformują o funkcjonowaniu organów państwa polskiego albo wpływają za sprawą swojej dezinformacji na kampanię wyborczą, proces wyborczy. Mówimy o instytucji publicznej – dodał.

Prezydent zapytany o cenzurę w internecie

Prezydent Karol Nawrocki zapytany o ustawę ws. blokowania nielegalnych treści w internecie stwierdził, że jest ona „nadregulacją” unijnych przepisów i dąży do zabierania Polakom możliwości dzielenia się w sieci swoimi opiniami. Dodał, że jako człowiek przywiązany do wolności widzi w ustawie zagrożenia.

– To jest chęć wprowadzenia głębokiej nadregulacji i zabrania głosu wielu z was, którzy pod imieniem i nazwiskiem dzielą się swoimi opiniami, które być może nie są mainstreamem, być może ktoś się z nimi nie zgadza – zaznaczył.

Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

Głupota ma straszne i długofalowe skutki

Data: 19 novembre 2024 Uczta Baltazara babylonianempire/glupota-ma-straszne-i-dlugofalowe-skutki

Świetny tekst – wyjaśniający dlaczego w Polsce jest dziś tak, a nie inaczej (dla własnego wygodnictwa, przez stulecia, niszczono systematycznie społeczeństwo polskie, tym samym nie pozwalając mu rozwinąć się z biegiem czasu w normalny sposób, co jest widoczne dziś w totalnym, mentalnym skarłowaceniu narodu ) – więc wart przypomnienia w całej jego okazałości.

Ku przestrodze: Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

“Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne…”https://web.archive.org/web/20180117173527/http://ram.neon24.pl/post/141990,ku-przestrodze-jak-szlachta-polske-zydami-zgnoila

Maurizio Blondet         03/02/2006       

Oskarżanie Polaków i ogólnie wschodnich Słowian o “antysemityzm” ma charakter sloganu. Nigdy nie brak okazji do tego, by opisywać “cierpienia Żydów ze Wschodu”, pogromy, prześladowania ze strony carów, itp.

Dziś, jeden z czytelników przysłał mu długi esej, napisany przez Amerykanina – E. Michaela Jones’a https://en.wikipedia.org/wiki/E._Michael_Jones, który w zaskakujący sposób wyjaśnia naturę i powody antysemityzmu słowiańskiego. Jones miał cierpliwość przeczytać 11 tomów monumentalnej “Historii Żydów” – autorstwa Heinricha Graetz’a (1819 – 1891) – niemieckiego Żyda, uważanego za twórcę historiografii żydowskiej https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Graetz.

Graetz, będący illuministą i racjonalistą jest między innymi bezlitosnym krytykiem gnozy kabalistycznej, panowaniu której (w świecie żydowskim) przypisuje funkcjonowanie najrozmaitszych, bezrozumnych nadziei mesjanistycznych (ucieleśnionych w takich “mesjaszach” jak Sabbatai Zevi czy Jacob Frank) i – co jeszcze gorzej – przywar żydowskiej mentalności, a wśród nich “pewnego rodzaju triumfalnej rozkoszy, doświadczanej podczas oszukiwania i okradania” (sic).

Graetz przypomina, że za sprawą Statutu Kaliskiego (1251) – Polska przyznała Żydom zamieszkałym na jej terytorium prawa nieznane wszystkim innym europejskim wspólnotom żydowskim, tj. autonomię zarządzania oraz system prawny niezależny od chrześcijańskiego sądownictwa polskiego – Kahał, który posiadał wyłączność jurysdykcyjną jak chodzi o rozstrzyganie konfliktów między Żydami.

To w Kahałach rozwinęła się “mądrość” talmudyczna (Talmud jest zasadniczo kodeksem karnym) i kazuistyczna szkoła dysput rabinicznych, wraz z ich charakterystyczną tendencją – cytuję Graetz’a – do “przeinaczania i wypaczania; tworzenia podstępnych sofizmatów i budowania wrogości w stosunku do wszystkiego, co nie znajdowało się w ich polu widzenia”.

Według historyka żydowskiego – były to czynniki, które “podminowały poczucie etyki Żydów”, przyzwyczajając ich wprost do “krętactwa i przechwalania się”.

To za sprawą Statusu Kaliskiego Polska została określona w Europie jako “paradisum judaeorum”. 

Rzeczą nieuniknioną stało się, że wskutek fal prześladowań, jakie miały miejsce w (zachodnich) krajach chrześcijańskich, trwających od 11 do 16 wieku – spora ilość Żydów, w większości pochodzących z Niemiec wyemigrowała do Polski.

Żydzi ci mówili dialektami “juedische Deuych” lub Yiddish. Wykorzystując całkowitą swobodę, jaką dawała im Polska, jak chodzi o kwestię integracji z narodem polskim – nie uczyli się jego języka, a ponadto izolowali się od niego całkowicie, za wyjątkiem sfery handlu i (jak pisze Graetz) przygodnych i niedozwolonych praktyk seksualnych.

Na to jak wiele Żydzi w Polsce “ucierpieli” wskazują wskaźniki demograficzne ich dotyczące. Między rokiem 1340 i 1772 chrześcijańska populacja Polski zwiększyła się 5-krotnie, a żydowska 75-krotnie.

W roku 1795, czyli w czasie trzeciego i ostatniego rozbioru Polski, żyło na jej terytorium 80 % Żydów aszkenazyjskich. Oczywiście, wzrostowi demograficznemu odpowiadał także wzrost bogactw i władzy, jakie zdobyło “cierpiące” potomstwo Judasza.

Złoty wiek polskich Żydów zbiega się z “imperialną” ekspansją Polski, mającą miejsce pomiędzy rokiem 1500 i 1650. W roku 1634 Polska stała się największym państwem Europy, rozciągającym się od Bałtyku prawie po Morze Czarne; od Śląska po Ukrainę – tj. 200 km poza Dniepr. 60 % ludności zamieszkującej kraj nie było Polakami, ani też katolikami. Byli to głównie prawosławni.

Na tychże terytoriach, będących dziś częścią Ukrainy i Białorusi – aż po Krym – szlachta polska (historyczny przykład osobników nieracjonalnch i próżnych) powykrawała sobie posiadłości niejednokrotnie wielkości dzisiejszej Szwajcarii. Były to ogromne latyfundia, znajdujące się w rękach niewielkiej próżniackiej oligarchii, na których pracował źle wynagradzany, a więc będący wiecznie na skraju nędzy – polski chłop.

Wieśniacy ci, pierwotnie mieszczanie-żołnierze, biorący udział w podbojach na szeroką skalę, zrujnowani przez wojny – skończyli na służbie u ziemian. Co więcej, w roku 1633 parlament polski –  zdominowany przez szlachtę – przy pomocy ustawy zabronił arystokracji polskiej zajmowania się interesami i jakimkolwiek handlem. Zajmowanie się działalnością produkcyjną wielmoże uznali za rzecz nieprzyzwoitą, a sprzedawanie wódki za czyn wręcz wulgarny.

Z tego to względu zarządzanie ich ogromnymi dobrami powierzeli – zgadnijcie komu? – Żydom. Realizowano to przy pomocy krótkoterminowych umów, w zamian za opłatę stałą i płaconą z góry – a Żydzi, by spraw była dla nich opłacalna odbijali się na chłopach.

Tak to pojęcia “arendarz” i “Żyd” stały się dla polskiego wieśniaka synonimami. Faktycznie, 80 % żydowskich ojców rodzin na wsiach i 15 % w miastach było arendarzami. Sytuację pogarszał fakt, że umowy dzierżawę – kahały żydowskie przyznawały jedynie bogatszym Żydom, którzy następnie podzlecały je Żydom uboższym, tym samym bardziej zachłannym. Arendarz mógł dotyczyć terenów rolnych, karczm, młynów, opłat za przejazd drogami czy mostami, a także wszystkich monopoli.

Szlachta polska (oczywiście jak najbardziej katolicka) dopuściła się nawet tego, że dawała Żydom klucze do kościołów do niej należących. Oznaczało to, że Żyd dysponujący kluczami otwierał je z okazji ślubów, chrzcin czy pogrzebów wieśniaków – za opłatą. Ponadto, jako że umowy o arendarz były krótkoterminowe i mogły nie być odnowione – Żyd dzierżawca miał interes w tym, by ze swych ofiar wydusić jak najwięcej pieniedzy i w jak najkrótszym czasie.

Pobudki, by Żydzi byli ludzcy, czy chociaż łagodni w stosunku do chłopów, będących znienawidzonymi chrześcijanami były a priori prawie że nieistniejące, od strony finansowej zaś najważniejsze były dla nich pieniądze. Tym bardziej, że Państwo Polskie – które 70 % swego przychodu podatkowego otrzymywało z dzierżaw – przy pomocy systemu prawnego całą siłą stało po stronie Żydów, będących jego podatkobiorcami, a nie po stronie narodu.

Od roku 1633 – tj. od kiedy Żydzi zajęli się handlem alkoholem – napadali uzbrojeni na chłopskie chaty, niszczyli nielegalne urządzenia do pędzenia bimbru i nakładali na chłopów wysokie kary, a wszystko to z upodobaniem tych, którzy resztę ludzkości (do dziś) traktują z pogardą, prześladując ją w sposób bezwzględny i pozbawiony skrupułów.

Arendarz i metody jakimi był urzeczywistniony są głęboka przyczyną trwałej nędzy i wiekowego zacofania polskiego rolnictwa. Żydowscy, krótkoterminowi dzierżawcy nie mieli żadnego interesu by utrzymywać w dobrym stanie gospodarstwa, czy narzędzia rolnicze i nie wykorzystywać ponad granice możliwości terenów i pracowników. Co więcej, przyzwyczaili się do manipulowania cenami zboża, tak by można było przeznaczac je do bardziej dla nich dochodowej produkcji alkoholu, popierając także niezwykle aktywnie jego spożycie. Wszystko to dawało im wysoki zarobek w krótkim czasie.

Tak to z czasem, wśród polskiego chłopstwa – “nie wiadomo dlaczego” – pojawiło się pewne nastawienie “antysemickie”, w odróżnieniu od niesamowicie katolickiej szlachty kraju – “Chrystusa narodów”.

Heinrich Graetz pisze:

“Żyd w pewnym stopniu równoważył wady narodowe. Impulsywna niestałość, bezmyślność czy rozrzutność polskiej szlachty znajdowała przeciwwagę w ostrożności i gospodarskiej roztropności żydowskiej. Dla polskiego szlachcica Żyd był czymś więcej niż finansistą; był jego przezornym doradcą, tym, który wydobywał go z długów, był wszystkim we wszystkim… Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne”.

W roku 1572, kiedy zmarł król Zygmunt II (który zarządzanie kraju powierzył w ręce Żydów – rabbi Mendel z Brześcia nazywany był “sekretarzem króla”) – “cierpiący” Żydzi osiągnęli tak wielkie wpływy, że decydowali o jego następcy. Zrobili to konsultując się z Imperium Otomańskim, hugonocką Francją i protestantami brytyjskimi, którzy również zainteresowani byli sukcesją w Polsce. Wielkim pośrednikiem całego przedsięwzięcia (podczas którego rozdano miliardy) był Solomon ben Nathan Askenazi, lekarz króla Zygmunta, który wyemigrował do Konstantynopola, gdzie służył sułtanowi z takim samym oddaniem jakim wcześniej darzył króla Polski. W Konstantynopolu, Solomon zastąpił Josepha Nasi, doradcę sułtana, będącego pewnym rodzajem nieoficjalnym leaderem ówczesnego żydowskiego świata.

Jednakże w owych żydowskich, złotych czasach nad polskim “paradisus judaeorum” zaczynały zbierać się groźne chmury. Doszło do tego z powodu Kozaków, wcielonych do państwa polskiego. Również na nich rozszerzony został reżim żydowskiej dzierżawy i Kozacy dowiedzieli się wtedy, że muszą płacić podatek za możliwość wejścia do cerkwi. Poddanie się katolickim panom polskim Kozacy byli gotowi znieść, ale płacenie Żydom za wódkę i chrzest przekraczało ich możliwości.

Polscy chłopi – ucywilizowani “antysemici” wytrzymywali wszystko, jednakże Kozacy mieli dość. Wkrótce pojawił się wśród nich Bogdan Chmielnicki. Jego zawołanie “Polacy zrobili z nas niewolników przeklętej rasy Żydów” nie spotkało się bynajmniej z westchnieniem rezygnacji«à la polonaise».

W krótkim czasie, Chmielnicki znalazł się na czele hordy Kozaków i Tatarów, która 16 maja 1648 roku pobiła wojska polskie i stała się autorem  niezliczonej ilości grabieży, masakr i gwałtów.

Kozacy i Tatarzy w specjalny sposób skoncentrowali się na Żydach. Wydaje się, że wymordowali ich 100 000. Jak przyznaje żydowski historyk Henryk Grynberg – “wycofujące się polskie wojska były jedyną obroną Żydów”. https://en.wikipedia.org/wiki/Henryk_Grynberg

Kiedy oddziały Chmielnickiego zaatakowały Lwów – Chmielnicki wezwał oblężonych:“Oddajcie nam Żydów, których macie w mieście, a zaprzestaniemy oblężenia”.

Jak zareagowali Polacy – “antysemici” – znajdujący sie w bardzo poważnych trudnościach – oblężeni i wygłodniali? – Odpowiedzieli: “Nie!”. Nie oddali ani jednego Żyda, odparli oblężenie i w ten sposób uratowali tych, którzy znajdowali się w mieście.

Oto, do jakiego stopnia Polacy prześladowali Żydów. Oto na jakie “cierpienia” skazali swych “dobroczyńców”.

——–

Komentarz do eseju Jones’a: Nie chciałbym zepsuć wytwornego stylu przedstawionego historycznego ekskursu  poprzez użycie obrzydliwego zwrotu neapolitańskiego i rzymskiego. Zwrot ten przychodzi mi jednakże na myśl i dlatego umieszczam go w przypisie. Wyraża on sposób, w jaki Izrael traktuje Arabóww jaki traktuje wszystkich gojów; zwrot brzmi: «chiagni e’ffotti». Znaczy to tyle samo, co “prześladuj i krzycz, że cię prześladują, ciemięż i skarż się, że cierpisz”. https://it.wikipedia.org/wiki/Chiagni_e_fotti

INFO: O tym jak Żydzi “cierpieli” w Polsce (Come “soffrirono” gli Ebrei in Polonia” http://www.dosselli.it/docQuaderni/21.pdf)

Wolny rynek – wymuszony przez rządy państw Oświecenia?

Prof. Wielomski: Jak rodzi się wolny rynek?

28.11.2025 Adam Wielomski nczas/prof-wielomski-jak-rodzi-sie-wolny-rynek

Kilka dni temu w mediach społecznościowych doszło do małej scysji, gdy stwierdziłem, że wolny rynek nie rodzi się spontanicznie, sam z siebie, lecz jest dziełem zaplanowanych działań państwa, które powołuje jego instytucje za pomocą ustawodawstwa. Wskazałem, że w Europie kontynentalnej dla powstania instytucji rynku decydujące znaczenie miała ustawa Le Chapelier z 1791 roku, która jedną decyzją zlikwidowała cały system korporacyjny, czyli cechy, gildie i związki robotnicze, wprowadzając w to miejsce zasadę wolnej konkurencji. Wydawało mi się, że przestawiona powyżej teza jest dość banalna i oczywista. Tymczasem zostałem poddany ostrzałowi kolegów z „NCz!”, twierdzących, że rynek jest instytucją naturalną, gdyż ludzie z natury są indywidualistami i wymieniają się rzeczami lub pracą, a gdy pojawia się państwo to jedynie im w tym przeszkadza.

Teza moich krytyków oparta jest na przekonaniu, a w sumie na liberalnej bajeczce, że kiedyś istniał przedpaństwowy stan natury, gdzie ludzie cieszyli się pełną i nieskrępowaną wolnością, handlowali bez żadnych państwowych uregulowań i podatków. Potem zaś pojawiło się państwo i zaczęło budować „socjalizm”. Problem polega na tym, że opisany powyżej stan to wyłącznie model teoretyczny.

Jeśli zamiast do pism Johna Locke’a oraz innych teoretyków liberalizmu i libertarianizmu sięgniemy do prac historyków i antropologów, to rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej.

Oczywiście, od zawsze ludzie wymieniali się towarami lub pracą w zamian za towar. Organizacja plemienna czy państwowa pojawiła się jednak z tego powodu, że handel i wymiana barterowa to tylko ta jasna część tego, co możemy zobaczyć w stanie natury. Podstawowym środkiem zmiany struktury właścicielskiej były wojny plemienne. Przerażające wojny trybalne, w których mordowano całe wsie i miasta. Mężczyźni szli pod nóż, a kobiety i dzieci sprzedawano w niewolę. Najazdy, wojny i grabież ziemi, a także chwytanie i sprzedawanie niewolników były głównymi środkami bogacenia się, a nie handel.

Co więcej, często działalność handlowa i wojenna były trudne do rozdzielenia. Kartagińczycy czy Wikingowie handlowali, gdy napotykali silniejszego, a mordowali, grabili i uprowadzali w niewolę, gdy napotykali słabszego. W warunkach „stanu naturalnego”, czyli przedpaństwowego, dominowała przemoc. Dlatego słowiańszczyzna przez wiele stuleci była głównym źródłem niewolników dla Europy zachodniej i Bliskiego Wschodu – nie stworzyła instytucji państwa, które mogłoby bronić jej mieszkańców. Ten sam los spotkał Murzynów we wczesnej Nowożytności, gdy handlowali nimi dosłownie wszyscy. W sytuacji przedpaństwowej nie istnieje prawo, nie można odwołać się do sędziego, a gdyby taki sędzia się znalazł, to nie istnieje możliwość egzekucji wyroków, gdyż świat przedpaństwowy opiera się na przemocy pomieszanej w jedno z idolami religijnymi, duchami przodków, magią etc. Są tutaj akty wymiany rzeczy i usług, ale są wtórne wobec pierwotnej przemocy.

Gdy wreszcie powstają instytucje państwowe, to szybko okazuje się, że ludzie bynajmniej nie są indywidualistami i wcale nie tworzą instytucji rynkowych. W miastach powstają kompletnie nierynkowe systemy cechowe, a osoby wytwarzające poza nimi muszą się chronić na prywatnych gruntach (tzw. partacze). Kupcy organizują się w gildie, nie dopuszczając do handlu zewnętrznej konkurencji. Cechy i gildie regulują ceny, zasady sprzedaży etc. W średniowieczu każde liczące się miasto i miasteczko wymusza na kupcach tzw. prawo składu, czyli zakaz przejazdu przez miasto bez obowiązku wystawienia swoich towarów na sprzedaż. Na każdym moście płaci się myto za przejazd. Jednostka nie istnieje poza wielopokoleniową rodziną, zarządzaną przez patriarchalnego ojca, który swoimi dziećmi, wnukami i prawnukami zarządza despotycznie dzięki prawu testowania majątków. Gdy w średniowieczu czytamy o jakiejś jednostce ludzkiej, to jest to ojciec takiej rodziny, a nie jednostka w naszym pojęciu tego słowa. Nawet w okresie feudalnego rozbicia w średniowieczu, gdy państwo dramatycznie słabnie, nie ma mowy o jakimkolwiek indywidualizmie koniecznym dla osiągnięcia warunków rynkowych!

Aby mogła powstać instytucja rynku, najpierw musiało powstać silne państwo, którego kierujący musieli dojść do wniosku, że z punktu widzenia podatkowego dochodzi do szybszego wzrostu zasobów za pomocą instytucji wolnej wymiany dóbr i usług, niż za pomocą tradycyjnego kolektywnego systemu.

Państwo musi dokonać, za pomocą prawa, emancypacji jednostki od władzy korporacji i władzy ojcowskiej. Temu służyła wspomniana na początku ustawa Le Chapelier z 1791 roku i stopniowe zmniejszanie wolności testowania. Likwidując pańszczyznę i nadając (za pomocą ustaw!) chłopom wolność indywidualną (np. Kodeks Napoleona), państwo uniezależniło chłopów od ziemi, ich panów i od władzy ojcowskiej, pozwalając im migrować ze wsi do miast. Następnie za pomocą ustaw państwo musiało nie tylko uznać istniejący stan majątkowy, lecz także częstokroć go ustanowić. Chodzi o tzw. własność podzieloną, gdzie chłop posiadał tzw. własność użytkową, a pan tzw. własność zwierzchnią. Arbitralną decyzją władzy, ujętą w formie ustawy, było przypisanie własności w pełnym liberalnym znaczeniu jednej ze stron (na ziemiach polskich tzw. Dekret Grudniowy), pozbawiając zwykle chłopa własności użytkowej, czyli wyzuwając go z własności, którą jego przodkowie mieli przez stulecia. Państwo musiało jeszcze pokasować wewnętrzne cła i myta, a także zacząć ściągać podatki, aby wprowadzić sądy rozsądzające spory o własność i rozstrzygające znaczenie zawieranych umów. Musiało te sądy wyposażyć w policjantów, którzy te wyroki egzekwowali.

O ile pewne zachowania wymienne są rzeczywiście naturalne, to wolny rynek jako instytucja jest dziełem nowożytnego państwa. Powstał za pomocą narzucanych ludziom ustaw, których ci niekoniecznie pragnęli, woląc tradycyjne instytucje korporacyjne dające od stuleci stabilizację życiową.

Oto paradoks, którego liberalna ortodoksja nie chce dojrzeć.

Służby [NABU]: Rewizja u szefa biura Zełenskiego [Jermaka]

Służby prowadzą przeszukanie u szefa biura Zełenskiego

28.11.2025 NABU/prowadza-przeszukanie-u-szefa-biura-zelenskiego

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) prowadzą przeszukania u Andrija Jermaka, szefa biura prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, w dzielnicy rządowej w Kijowie — poinformował w piątek portal Ukrainska Prawda. [w biurze i w domu]

Wołodymyr Zełenski

================================

===========================================

Nalot

Na nagraniu wideo, opublikowanym przez portal, widać, jak na teren dzielnicy rządowej wchodzi około 10 pracowników NABU i SAP.

NABU – czym jest?

Utworzone w 2014 r. NABU zajmuje się zwalczaniem korupcji na najwyższych szczeblach władzy, prowadząc śledztwa wobec urzędników państwowych, polityków i menedżerów państwowych spółek; powstanie urzędu było jednym z warunków współpracy Ukrainy z UE i MFW. SAP nadzoruje te postępowania i kieruje akty oskarżenia do sądu.

===========================

md: Ten bezczelny żydek niedawno starał się obezwładnić NABU – jak widać – chyba bezskutecznie. Oby wreszcie go dopadli !!

============================================

Українська правда @ukrpravda_news

У Єрмака проводять обшуки – УП https://pravda.com.ua/news/2025/11/28/8009349/

Zdjęcie

55,8 tys. wyświetleń

 

Gdyby Trzaskowski wygrał wybory

Gdyby Trzaskowski wygrał wybory

Zygmunt Białas

 zygmuntbialas/gdyby-trzaskowski-wygral-wybor

Droga do federalizacji Unii Europejskiej i totalitarnych rządów byłaby prostsza i szybsza. Łatwiej byłoby zneutralizować ‚maruderów’  z Europy Środkowej: Węgry, Słowację i ewentualnie Czechy. A pośpiech jest konieczny, by zdążyć zahamować upadek UE czy też przełomowe zmiany w obsadzie stanowisk w Brukseli.

Wygrał jednak Karol Nawrocki. Społeczeństwo Polski, widząc fatalne, półtoraroczne wówczas, rządy Tuska, zapobiegło monopolizacji władzy w rękach ludzi nieodpowiedzialnych. Także wielu z nas, którym z PiS-em nie całkiem jest po drodze, poszło do lokali wyborczych i oddało głos na obecnego prezydenta. Ja też.

Czy nasz głos był pomyłką? – Osobiście jestem zawiedziony, gdy słyszę antyrosyjskie wypowiedzi Nawrockiego i jego współpracowników. Czyżby oni nie czuli, że inne wiatry wieją, że ich sprzymierzeniec Donald Trump pertraktuje z Rosją i Białorusią? Że odwracanie się od Rosji jest nie tylko nieuzasadnione, ale też nie ma przyszłości?

W innych sprawach prezydent porządnie wykonuje swoją robotę. Jest przede wszystkim zaporą wobec unijnych zakusów, jak też prezentuje trzeźwe stanowisko wobec kijowskiego reżimu. To nie może podobać się Tuskowi, który dąży do zwarcia z głową państwa, jak dotąd bezskutecznie.

Rządowe media przedstawiają prezydenta w nader niekorzystnym świetle, podobnie jak kiedyś czyniły za pierwszych rządów Tuska wobec Lecha Kaczyńskiego. Zwerbowano do akcji nawet PiS-owskiego byłego ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza:

„Ja to określę tak” – mówił Czaputowicz w programie ‚Newsroom’ – „pozycja prezydenta Polski, nie chcę tutaj obraźliwie tych słów użyć, ale jego rola, jego funkcja to jest taka funkcja pożytecznego idioty. Nie mówię o osobie, że jest idiotą, tylko o roli, która była już określona przez naukowców radzieckich za czasów Lenina, to znaczy działania na rzecz realizacji – wydaje się, że interesów Polski – a w rzeczywistości interesów, które służą Władimirowi Putinowi”.

W programie Moniki Olejnik wystąpił Roman Kuźniar, kiedyś rozsądny analityk z PRL-owskiej szkoły. Na pytanie, czy Karol Nawrocki powinien udać się do Kijowa, odpowiedział: „Ależ oczywiście, że tak! Jeżeli nie jedzie, to znaczy, że jest tchórzem tak jak Trump. Wszyscy przywódcy zachodni byli w Kijowie, z wyjątkiem tego tchórza Trumpa… Interes Polski wymaga, żeby nasz prezydent był w Kijowie”. – Jaki to interes, to jest chyba Kuźniarowi wiadome.

Dużo hejtu wobec prezydenta i jego rodziny. Nie oszczędzono nawet dziecka – jego córki. To za to, że zdołał wygrać wybory, psując szyki Tuskowi i Ursuli von der Leyen. Za wetowanie ustaw szkodliwych dla Polski. Dziś, wetując dwie rządowe ustawy, prezydent mówił:

„Chcę jasno powiedzieć, że korzystam z prawa weta wyłącznie wtedy, gdy wymaga tego interes obywateli, przejrzystość prawa oraz stabilność państwa. To obywatele powierzyli mi tę prerogatywę, wybierając mnie w wyborach powszechnych”.

Zygmunt Białas

Fetysz Zachodu: Kontrola

Fetysz Zachodu: Kontrola

Mariusz K. Pomianowski myslpolska/fetysz-zachodu-kontrola

Na wstępie małe wyjaśnienie: w niniejszym artykule przez „Zachód” pojmujemy rodziny oligarchiczne oraz arystokratyczne, których korzenie są umiejscowione w Europie Zachodniej, USA i na Bliskim Wschodzie.

Są one właścicielami globalnych korporacji oraz ich podmiotów zależnych, a także wszelkiego rodzaju giełdy, banki, agencje ubezpieczeniowe, inne instytucje finansowe, fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje przez nich stworzone, koordynowane i finansowane. Ich nazwiska oraz pochodzenie tych rodzin będą przedmiotem osobnego artykułu, jeśli czas, zdrowie i okoliczności na to pozwolą.

W wielu przypadkach są to rody będące potomkami domów królewskich i książęcych, otoczone rojem bezpośrednich poddanych różnej maści tytulatury. Równolegle dochodzą do tego rody, które swego czasu wzbogaciły się na handlu jak Medyceusze, oraz te, które kupiły tytuły arystokratyczne, na przykład Rothschildowie.

To są już arystokraci nie krwi, ale pieniądza. Nauczeni doświadczeniem rewolucji francuskiej, rewolucji przemysłowej oraz koszmaru I wojny światowej i rewolucji październikowej arystokraci krwi wycofali się ze świecznika, z życia jawnie publicznego, stając się deep state, głębokie państwo.

Powierzają oni swoim plenipotentom funkcje polityczne, tworząc w ten sposób pozory demokracji. Dzięki temu zeszli z oczu masom ludzkim, które w tym momencie straciły możliwość weryfikacji, kto jest ich prawdziwym władcą, a tym samym potencjalnym wrogiem, przeciwko któremu mogliby wznieść swój krwawy gniew. Przykład dzisiejszej Francji, Belgii oraz innych krajów wskazuje, że jest to bardzo skuteczna praktyka. Gniew społeczny jest obracany przeciwko pozornym wrogom i wypala się, nie uczyniwszy krzywdy prawdziwie odpowiedzialnym. Instytucja kozła ofiarnego była i jest stosowana wielokrotnie.

Obecna sytuacja kryzysowa to efekt walki pomiędzy Zachodem bojącym się utracić władzę nad światem a podmiotami dojrzałymi i na tyle mocnymi, że chcą już się od niego uniezależnić. To odwieczna walka podległych z dominującym, która dziś ociera się o ryzyko unicestwienia ludzkości. Dominant bowiem nie odda władzy dobrowolnie. Nie robił tego w przeszłości, nie robi w teraźniejszości ani nie zrobi w przyszłości. Tylko krwawa rewolucja jest w stanie powstrzymać ich zapędy, przynajmniej na jakiś czas. Czasu przecież mają pod dostatkiem. Mogą planować i wdrażać swoje cele na przestrzeni nie czterech czy ośmiu lat, ale dziesiątków, setek, w skali całych kontynentów czy świata jako całości, co jest nieosiągalne dla zwykłych urzędników.

Podmioty i narzędzia kontroli:

  1. kontrola umysłu: A) media, B) Internet, C) sztuczna inteligencja, D) oświata;
  2. kontrola gospodarcza: A) banki, B) giełdy, C) ubezpieczyciele, D) przemysł i rolnictwo;
  3. kontrola polityczna: A) państwa, B) organizacje ponadpaństwowe.

Powyższy wykaz nie wyczerpuje ich liczby, jest tylko zakresem, do którego się ograniczę w dalszej części artykułu.

Każda władza jest formą biurokracji, czy jest to władza jawna, marionetkowa czy ta właściwa. Ich cechą wspólną jest to, by wiedzieć dużo, a najlepiej wszystko, o swoich poddanych. Wiedza, co mówią, piszą, co myślą i co chcą zrobić, jest jak najbardziej pożądana, aby po jej zdobyciu wyciągać wnioski, planować i wpływać na masy ludzkie. Przez pewien czas rozwoju cywilizacji tę rolę pełniła prasa, a później radio i telewizja. To nie był proces szybki, wręcz przeciwnie, i do tego pracochłonny. Wiedzę zdobywały służby specjalne, struktury siłowe. Ten etap miał też najwięcej błędów, gdyż opierał się na tym, co dany człowiek powiedział lub napisał. Nie wiedziano jednak, co myśli.

Jeszcze do lat 80. minionego wieku wiele gazet, czasopism było w miarę obiektywnych i nie podlegało władzy tak bardzo jak obecnie. Istniało wtedy jeszcze doskonałe dziennikarstwo śledcze. Wynikało to z prostego czynnika opłacalności. Ludzie kupowali to, co ich interesowało.  Koniec nastąpił, gdy na szeroką skalę pojawiły się reklamy. Gdy czasopisma, gazety stały się własnością spółek. W ten sposób głębokie państwo przejęło klasyczne media i zmieniło ich funkcję z informacyjnej na opiniotwórczą. Do tej pory taką rolę pełniły media finansowane i podległe państwu. To bardzo ważne, by umieć rozróżniać funkcję informacyjną od opiniotwórczej! Zależność jest oczywista: jeśli treść będzie niezgodna z interesem reklamodawcy, ten się wycofa, a ponieważ zysk z udziału reklam stanowi główne źródło dochodu, jakość pisma przestała być siłą wiodącą.

Dodajmy, że właściwy właściciel pisma zaczął pilnować, aby zawartość nie kolidowała z innymi aktywami z jego portfolio –  by nie pisano o problemach jego firmy ani o skandalu z jego synem handlującym narkotykami. W ten prosty sposób prawdziwe dziennikarstwo umarło. Kontrola. Zyskano narzędzie do kontrolowania tego, co można wydrukować. W ten sposób uzyskano jednolity wpływ na świat polityki. Media przestały wyrażać sympatie lub antypatie swoich właścicieli. Po monopolizacji i konsolidacji rynku, gdzie najpierw setki, potem dziesiątki tytułów prasowych przejęto i zlikwidowano, ośrodek kontroli i wpływów przeniósł się do głębokiego państwa. Ofiarą tego rodzaju zdarzeń padły znane i lubiane pisma, jak Stern, Lui i wiele innych. Dziś zapomniane, choć kiedyś kanclerz Strauss, a po nim Kohl zaczynali od nich dzień.

Prawdziwa rewolucja zaczęła się wraz z upowszechnieniem internetu. Powie ktoś, że nastała wolność w sferze informacji, że jest to szkodliwe dla głębokiego państwa. To złudzenie. Nastała złota era kłamstwa, manipulacji i dezinformacji – doskonała dla głębokiego państwa sfera poznania tego, co ludzie myślą, i wpływania na nich. Do tej pory identyfikacja i przypisanie danego poglądu do konkretnej osoby było bardzo utrudnione. Człowiek w kiosku kupował gazetę za gotówkę i po przeczytaniu lądowała ona w koszu albo pełniła inną rolę w gospodarstwie domowym. Czasem tacy jak ja je kolekcjonowali. Uzbierałem tym sposobem parę tysięcy numerów tygodnika Forum. Dla śledczego to już informacja – ta osoba interesuje się polityką. Raczej mało konkretna to informacja. Teraz śledczy nie musi wchodzić do mieszkania i przeglądać biblioteki domowej obiektu śledztwa. Teraz siada przy ekranie i ma do dyspozycji cały wachlarz narzędzi pozwalający wniknąć w poglądy danej osoby dzięki prześledzeniu jej komentarzy.

Sztuczna inteligencja

Głębokie państwo dysponuje narzędziami identyfikującymi, umiejscawiającymi każdego człowieka w sieci, która jest na bieżąco w czasie realnym monitorowana, zapisywana. Cały czas weryfikacji pod kątem użycia słów kluczowych podlega każdy użytkownik piszący jakikolwiek wpis czy choćby komentarz. Algorytmy wyszukują ich użycie i tworzą katalogi przypisane do danego użytkownika. Na ich podstawie powstaje profil psychologiczny jednostki z wyliczeniem prawdopodobieństwa zagrożenia dla systemu. Dodajmy używanie tak zwanej prowokacji, kiedy przy użyciu botów lub fałszywych kont pobudza się agresywną dyskusję, aby skłonić innych do wyrażenia opinii. Wszystko, co napiszesz w internecie, może być użyte przeciwko tobie. Imię, nazwisko, adres, spod którego napisałeś, i to nie tylko IP, ale konkretne miejsce, data, godzina, minuta, sekunda. Ba, nawet to, w jakim stanie emocjonalnym dokonałeś danego wpisu, ponieważ bierze się pod uwagę tempo i sposób uderzania palcami w klawisze klawiatury. Oczywiście głębokie państwo nie robi tego osobiście, używa do tego organów władzy marionetkowej.

Wraz z nadejściem czasów współczesnych pojawiły się zaawansowane algorytmy nazywane sztuczną inteligencją. Wcześniej były tylko przeglądarkami, wyszukiwarkami, potem dodano im  możliwość interakcji z użytkownikiem. Do prawdziwej sztucznej inteligencji jeszcze bardzo daleko. Te algorytmy o nazwie Grok, ChatGPT oraz wiele innych mają – poza swoimi oczywistymi funkcjami graficznymi, tekstowymi czy wyszukującymi – inną prawdziwą funkcję: kontrolują to, co zamierzasz zrobić, a nawet myśleć. Nie zalecam nikomu wpisać frazy typu: „Jak popełnić morderstwo doskonałe?”, „Jak skutecznie popełnić samobójstwo?”, czy „Jak zbudować bombę?”. Chyba że ktoś chce mieć o szóstej rano załogę G u drzwi.

ChatGPT zakłada, że jeśli pytasz o wrastające paznokcie u stóp, to masz z tym problem. Zakres pytań, jakie zadajesz sztucznej inteligencji, powoduje, że tworzona jest mapa twojej osobowości, która pomimo zapewnień i tak jest udostępniana na zewnątrz. Jeśli zapytasz o buty, to reklama butów pojawi ci się zaraz po zamknięciu Chata, gdy otworzysz pocztę w przeglądarce. Im więcej i dłużej z chatbotem rozmawiasz, tym dokładniejsza jest mapa cyfrowa ciebie samego. Masz agenta, który na ciebie donosi. Zbudowano narzędzie, które pośrednio wnioskuje, co myślisz. Do narzędzia skanującego w tym celu umysł jeszcze tylko krok. Ale profil twojego przewidywalnego zagrożenia dla systemu jest już prawie gotowy.

Jak zapewne większość zdążyła zauważyć, z roku na rok obniża się poziom oświaty, wykształcenia w Polsce, ale nie tylko – w każdym kraju, gdzie oligarchia Zachodu ma wpływy. Za minionego systemu w Polsce edukacja miała tworzyć Twórcę. Dziś tylko konsumenta. Wynika to z prostej przyczyny: osoba dobrze wykształcona ma rozwinięte rozumowanie, zmysł krytyczny, zadaje trudne pytania i pragnie prawdziwych, szczerych odpowiedzi. Takie osoby trudno kontrolować, trudno na nie wpływać, a jaszcze trudniej wymagać od nich posłuszeństwa. System oświaty tworzący takie osoby jest drogi, pracochłonny i wymagający pod każdym względem. Jego cechą jest to, że podnosi poziom ucznia. Dziś pani Nowacka, ministra oświaty mówi, że uczeń ma w szkole być szczęśliwy, że szkoła powinna dostosować się do poziomu ucznia [i]. To szkodliwe, antyludzkie stwierdzenie wstrząsnęło mną. Nie wiem, czy ta pani zdaje sobie sprawę, jakie są konsekwencje takiego trybu nauczania. Jest to zaprzeczenie całej historii nauczania, począwszy od czasów antycznych. Jednak to, co pani Nowacka proponuje, jak najbardziej wpisuje się w pragnienie totalnej i nienegowanej kontroli, jaką oligarchia globalna pragnie narzucić. Ofiara takiego systemu nauczania, a właściwie „deedukacji”, nie będzie myśleć, negować ani tym bardziej buntować się.

W razie braków wiedzy wszystko znajdzie w internecie za pomocą smartphone’a. Choć jak się przekonaliśmy na przykładzie Wikipedii, można ją modyfikować w czasie rzeczywistym. Dla oligarchii wyższość internetu nad książką drukowaną jest oczywista. Raz wydanej książki nie można modyfikować pod względem jej treści. Można dopiero przy następnym wydaniu. Dla przykładu w Szwecji książki Astrid Lindgren były korygowane, cenzurowane [ii]. Książka w formie elektronicznej, może być zmieniana w każdej chwili, kiedy tylko przyjdzie odpowiednia dyrektywa z góry i nowa formuła tekstu. Czy to Wam czegoś nie przypomina? Na szczęście są kraje, gdzie tego typu reformy nie są wdrażane. Choćby Chiny. Dodam tylko, że obniżanie edukacji dotyczy zwykłych ludzi. Dzieci samej elity są uczone według tradycyjnych metod i z użyciem komputerów na niewielką skalę. Są dostępne wyniki badań, że czytanie tradycyjne jest o wiele skuteczniejsze [iii].

Oligarchia Zachodu…

ma ogromny problem wynikający ze zmian zachodzących na świecie. W sferze gospodarki traci kontrolę nad morskimi szlakami handlowymi, których znaczenie maleje z powodu powstawania nowych wzdłuż północnych granic Rosji oraz rozwijania tras kolejowych na kontynencie azjatyckim do Europy; część z nich jest nazywana nowym jedwabnym szlakiem. Dzięki agencjom ubezpieczeniowym, które ubezpieczały okręty handlowe, Zachód kontrolował, co jest przewożone, skąd i dokąd. Dzięki bankom i przelewom międzynarodowym SWIFT wiedział, za jaką cenę, kto, gdzie i kiedy zawarł umowę. I oczywiście zapłacił w dolarach.

Dziś z powodu powstania alternatywy dla SWIFT, czyli CIPS – wynalazku chińskiego – tę wiedzę traci, a tym samym traci narzędzie kontroli nad podmiotami gospodarczymi. Przez wymianę handlową w walutach narodowych z pominięciem dolara opada następny element kontroli. Są to dla Zachodu straty bardzo wymierne i bolesne. Ideolodzy globalizacji zakładali, że taki kraj jak Chiny zawsze będzie pod ich kontrolą, dlatego przenieśli centra przemysłowe do tego kraju, kierując się oczywiście zasadą maksymalizacji zysków i minimalizacji kosztów. Najlepiej zaś przerzucić koszty na stronę społeczną, czyli zyski dla właściciela firmy, a koszta dla społeczeństwa. W swojej pysze Zachód zapomniał, że Chiny są dla ich pojmowania całkowicie obce i nieprzewidywalne. Tak samo jak Rosja.

W wyniku wielu działań stare pieniądze, czyli oligarchia Zachodu, powołały do istnienia nowe byty, które nazwę nowymi pieniędzmi – można też nazwać je warstwą średnią. Jednak stare pieniądze zauważyły, że ich zyski maleją i nowe podmioty, kiedyś częściowo od nich zależne, teraz nabierają samodzielności i wyszarpują z tortu coraz większe kawałki. Dlatego oligarchia Zachodu niszczy i przejmuje te podmioty, stosując agresywną politykę na rynku giełdowym, przy pomocy sfery politycznej, poprzez wpływanie na pewne regulacje prawne, a także stosując presję w postaci zielonej energii, zmian klimatycznych. Wywołują chaos w wielu krajach, wojny domowe. Efektem jest ubożenie społeczeństwa, zanikanie warstwy średniej, upadek wielu setek tysięcy, wręcz milionów firm w skali świata, choć w tym samym czasie powstają wielkie, monopolistyczne korporacje starych pieniędzy. I notują one niebotyczne zyski. Doskonałym narzędziem do niszczenia firm są giełdy. Odurzeni prezesi firm wchodzą na giełdę i ze zdziwieniem patrzą, jak nagle ich firma przestaje być ich, bo ktoś wykupił pakiet kontrolny akcji i firma nie jest dłużej własnością jej twórcy, tylko staje się z aktywem w portfolio korporacji globalnej.

Na celowniku rolnictwo

Globalni gracze w swoim nienasyconym pragnieniu zwrócili oczy na rolnictwo jako na obszar zysków, które tracą. Ich celem stali się rolnicy indywidualni, którzy odbierają im klientów. Proszę zauważyć jak w ramach EU celowo i świadomie niszczy się rolnictwo krajów jak Polska. Dopłaty do ugorowania, ulgi przy zmianie formuły produkcyjnej, a ostatnio premie za likwidowanie gospodarstw rolnych. Najnowszym takim sygnałem jest likwidacja branży futrzarskiej w Polsce. Niech każdy czytelnik sam sprawdzi, kto na tym zyskuje. EU w swoim szale biurokratycznym ciągle wdraża regulacje dotyczące rolnictwa, to znaczy normy, warunki, obostrzenia, zakazy, nakazy i wszechobecną biurokrację.

Wszystko to ma na celu zniechęcenie do prowadzenia działalności rolniczej przez zwykłego człowieka. I nagle słyszymy, że na rynek EU mogą być wprowadzone produkty rolne z Ukrainy i strefy Mercosur, które nigdy nie słyszały o żadnych normach i tym bardziej ich nie przestrzegają, są więc wielokrotnie tańsze niż analogi ze strefy EU. Czy to nie przejaw szczególnej hipokryzji? Wszak to uderza w producenta rolniczego indywidualnego, a nie w korporacyjnego. Trzeba sobie uświadomić, że towary ze strefy Mercosur czy Ukrainy nie pochodzą od odpowiedników rolnych naszych gospodarzy, tylko od korporacji Bayer, Monsanto, Cargill – choć to są trzy z pozoru różne nazwy, tak naprawdę tworzą jeden moloch.

Dodam tylko, że podwaliny pod niemieckie inwestycje, firmy i gospodarstwa rolne, ogromne latyfundia w strefie Mercosur zbudowano w latach 1943-1945, gdy z Niemiec Adolfa Hitlera wytransferowano aktywa w złocie oraz kamieniach szlachetnych [iv]. Dziś ta inwestycja niemiecka wraca do EU. Osoby, które za tym stoją to „[…] Alfried Krupp von Bohlen und Halbach zwany „królem armat” oraz baron Georg von Schnitzler, członek zarządu IG Farbenindustrie uważany za mózg tego gigantycznego koncernu chemicznego. […] szara eminencja przemysłu chemicznego Albert Pietzsch, wpływowy finansista, Brigadeführer SS, baron Kurt Freiherr von Schröder oraz bankier i rotarianin dr Otto Christian Fischer z zarządu Reichskreditgesellschaft” [v].

Czy wciąż dziwicie się, że dla EU dobro takich gigantów jest ważniejsze od zwykłego rolnika indywidualnego w Polsce? I nie ważne jest, że przy okazji gwałci się prawa, które się samemu ustanowiło.

Oligarchia Zachodu lubi kontrolować całe państwa przy użyciu niby obieralnych polityków, którzy są promowani, szkoleni, przygotowywani do pełnienia roli administratora ziem podległych ich władzy. Jeśli zaś nie daj Boże do polityki pchają się ludzie nieszkoleni przez Sorosa, nieocenieni przez Klausa Schwaba, są oni likwidowani jak politycy AfD w Niemczech Albo osadzani w więzieniach jak w Mołdawii, gdzie przeprowadzono parodię wyborów. Gdy te metody nie wystarczą, dokonuje się ataku terrorystycznego jak na premiera Słowacji. Mieliśmy możność poznać, jakiej klasy eksperci są wybierani do przewodzenia i bycia liderem na przykładzie pana Wiecha. Co prawda w ostatniej chwili nie doszło to do skutku…

Przykładem bytu ponadpaństwowego stworzonego do kontroli i utrzymania hegemonii oligarchii Zachodu jest choćby EU. Oficjalnie za ojca uważa się Schumana, ale prawdziwym twórcą i ideologiem jest Calergii, tak czczony przez panią Merkel, kanclerz Niemiec. Ten twór nazywany mylnie przez pana Brauna eurokołchozem, a trafnie określonym przez pana Michalkiewicza kontynuacją III Rzeszy Niemieckiej jest doskonałym narzędziem kontroli całych państw, które są wysysane i niszczone na rzecz tylko jednego państwa – Niemiec.

Ten moloch biurokratyczny niszczy nas. W tym gąszczu norm, przepisów, dyrektyw rozmywa się indywidualna odpowiedzialność. Przykład Ursuli von de Leyen pokazuje, że pomimo oskarżeń można pozostać nietykalnym [vi].

To, że ten chory twór się rozpadnie, jest rzeczą pewną, tylko kiedy? Zapewne wtedy, gdy oligarchia Zachodu uzna, że spełnił swoją rolę i już nie jest potrzebny.

Proszę wybaczyć, ale ten artykuł jest tylko próbą zasygnalizowania problemu. Temat jest bowiem olbrzymi i wymaga naprawdę szerokiego opracowania.

Mariusz K. Pomianowski

[i] J. Pytlak, Win-Win Barbary Nowackiej, edunews.pl, 2025, https://www.edunews.pl/badania-i-debaty/opinie/7126-win-win-barbary-nowackiej?utm_source=chatgpt.com

[ii] R. Donadio, Pippi Longstocking Ignites a Debate on Race, „New York Times”, 2014, https://www.demorgen.be/nieuws/pippi-longstocking-ignites-a-debate-on-race~bf2a7d9e/?utm_source=chatgpt.com&referrer=https%3A%2F%2Fchatgpt.com%2F

[iii] S. Habeshian, Reading print is better for comprehension than screens, study finds, „Axios”, 2023, https://www.axios.com/2023/12/15/reading-comprehension-print-digital?utm_source=chatgpt.com

[iv] B. Report, The Vatican and the Ratlines, „Journal of Contemporary History”, 2001, vol. 36

U.S. Department of State, U.S. and Allied Efforts to Recover and Restore Gold and Other Assets Stolen or Hidden during World War II: Preliminary Study, „Eizenstat Report”, Washington D.C. 1997

[v] R. Brzeski, X, 2025, https://x.com/drRafalBrzeski/status/1971465996406813062

[vi] A.-L. Dufeal, PfizerGate: EU Court says von der Leyen wrong to keep vaccine negotiation details secret, Brussels Signal, 2025, https://brusselssignal.eu/2025/05/pfizergate-eu-court-says-von-der-leyen-wrong-to-keep-vaccine-negotiation-details-secret/?utm_source=chatgpt.com

  1. Cormand, Ursula von der Leyen commet une trahison en abandonnant l’un des piliers de l’Union européenne que constitue la PAC, lemonade.fr, 2025, https://www.lemonde.fr/idees/article/2025/07/24/ursula-von-der-leyen-commet-une-trahison-en-abandonnant-l-un-des-piliers-de-l-union-europeenne-que-constitue-la-pac_6623489_3232.html?utm_source=chatgpt.com
  2. Liboreiro, V. Genovese, Ursula von der Leyen slams 'Russian puppets’ as MEPs debate motion to topple her presidency, euronews.com, 2025, https://www.euronews.com/my-europe/2025/07/07/ursula-von-der-leyen-slams-russian-puppets-as-meps-debate-motion-to-topple-her-presidency?utm_source=chatgpt.com

S.V. Rasquinho, Irish activist accuses European Commission head of ‘enabling genocide’ in Gaza, aa.com, 2024, https://www.aa.com.tr/en/europe/irish-activist-accuses-european-commission-head-of-enabling-genocide-in-gaza/3195308?utm_source=chatgpt.com

Myśl Polska, nr 47-48 (23-30.11.2025)

Spacyfikowany naród – Polacy

Spacyfikowany naród – Polacy

Prof. Anna Raźny marucha

My, Polacy, kim jesteśmy? Wspólnotą narodową, społeczeństwem wielonarodowym czy też zbiorowiskiem przypadkowych ludzi? To pytania podstawowe w obecnej sytuacji geopolitycznej Polski, determinującej jej przyszłość.

W przeszłości uwarunkowania geopolityczne miały znaczenie nade wszystko dla naszego bytu cywilizacyjno-kulturowego; od czasu zaborów nabrało ono wymiaru fundamentalnego. Przynależność do Zachodu stała się bowiem determinantą tego bytu.

Czy obecna przynależność Polski do najważniejszych zachodnich struktur wzmacnia nasz cywilizacyjno-kulturowy rozwój czy też wymusiła już jego wewnętrzną przemianę? Przemianie uległa bowiem zachodnia cywilizacja – odcinana sukcesywnie od swych chrześcijańskich korzeni – przyjmująca charakter mieszanki globalistyczno-liberalno-transatlantyckiej. Jej obecność w polskiej rzeczywistości stała się faktem. Widoczna jest bowiem w najważniejszych wymiarach naszego narodowego funkcjonowania nowa wizja człowieka, społeczeństwa i świata.

Odpowiedzią na powyższe pytania nie jest, niestety, ani tegoroczny marsz niepodległości, ani poprzednie. Ta jednodniowa manifestacja polskości – na muszce stacjonujących w Polsce baz natowskich i amerykańskich, na pasku Komisji Europejskiej, z najlepiej uzbrojonym europejskim państwem u naszego boku, jakim jest wroga nam Ukraina – jest jedynie przypomnieniem, kim powinniśmy być.

I jednocześnie momentem zapomnienia, że ogromna część majątku „naszej” dwudziestej gospodarki świata nie należy już do Polaków, zaś jeszcze polskie rolnictwo jest śmiertelnie zagrożone przez unijny zielony ład oraz rolnictwo ukraińskie, wspierane przez Brukselę.

W tym kontekście – nie wspominając już przymusu kupowania amerykańskiego gazu i innych „przyjacielskich” przymusów – szumnie obchodzony raz w roku marsz jest jedynie marszem udawanej niepodległości.

Od osoby do nowego ja

W próbach odpowiedzi na wymienione pytania rodzi się konieczność odwołania do filozofii człowieka jako punktu wyjścia dla każdej wspólnoty. Do upadku Zachodu – z jakim mamy obecnie do czynienia – wynikała ona z naszego historycznego, cywilizacyjnego powiązania z nim. Świadectwo tego powiązania odnajdujemy w największych osiągnięciach polskiej kultury – od Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego po Zbigniewa Herberta. Zawarta w nich filozofia człowieka jest filozofią osoby, dokładnie taką, jaką utrwaliły wszystkie nurty personalizmu chrześcijańskiego – od św. Augustyna do Karola Wojtyły (tegoż Osoba i czyn). W jej ujęciu człowiek jest wyposażony w swej istocie bytu w świadomość aksjologiczną – możliwość odróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu – odzwierciedloną w jego sumieniu. Wyposażony jest także w niezbywalną strukturę duchową, obrazującą jego wzrost w wymiarze metafizyczno-religijnym – na polu realizacji wartości absolutnych i obiektywnych, jakimi są chrześcijańskie wartości moralne.

Dzięki tym atrybutom osoba ludzka ma świadomość nie tylko swego istnienia, ale również w ramach tego istnienia świadomość możliwości doskonalenia swego ja – nade wszystko duchowego i moralnego, oznaczającego na gruncie religii osiąganie świętości. Ten rozwój duchowy w języku filozofii Gabriel Marcel nazwał drogą od sum do sursum. W przestrzeni społecznej te możliwości osoby ludzkiej widoczne są jako przezwyciężanie ograniczeń jednostkowego ja na rzecz innego ja i w rezultacie na rzecz my. Z tej perspektywy osoba ludzka jest z natury swej uzdolniona do tworzenia dobra wspólnego.

Bez idei dobra wspólnego nie ma możliwości zbudowania wspólnoty narodowej – w każdej jej koncepcji – zarówno kulturowej, jak i politycznej oraz innych, z nimi powiązanych. W każdej też, oprócz wspólnoty dziejów i wspólnoty kultury, istotną rolę odgrywa owa idea dobra.

Gdy więc pytamy, kim jesteśmy jako Polacy, musimy jednocześnie pytać o nasz stosunek nie tylko do wspólnej historii i kultury, ale również do tej idei. Skutkiem naszego uczestnictwa nie tylko w unijnych, ale również natowskich strukturach – a także natowskich wojnach – jest udział Polski w przemianie cywilizacyjnej Zachodu, owocującej jego upadkiem. Skutkiem jest także nasza przemiana cywilizacyjna. I każda próba obrony naszego narodu przed zarzutem współwiny jest i będzie nieskuteczna.

W historycznej ocenie liczą się bowiem fakty. Pierwszym, najważniejszym jest traktat lizboński podpisany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i ratyfikowany przez nasz parlament. To był polski gwóźdź do trumny chrześcijańskiej Europy. Traktat stanowi nie tylko zaprzeczenie Edyktu mediolańskiego, ale również automatyczne odejście od przypomnianej wyżej filozofii osoby. Jej miejsce zajęła promowana wcześniej na gruncie amerykańskim koncepcja jednostki zdeterminowanej przez postmodernizm z jednej strony, z drugiej – przez neoliberalizm. W takim zdeterminowaniu wewnętrzna struktura człowieka przetransformowanej cywilizacji zachodniej jest nie tylko antymetafizyczna i antyaksjologiczna – bo taki jest postmodernizm – ale również daleka od idei dobra wspólnego – bo taki jest neoliberalizm.

Nic dziwnego, że twórcy tej mieszanki globalistyczno-liberalno-transatlantyckiej z łatwością zniewolili nowego człowieka swoimi ideowymi instrumentami: ideologią LGBTQ+ oraz ideologią ekologizmu. Obydwie odbierają mu atrybuty osoby. Znamienne jest zastąpienie w ideologii genderyzmu koncepcji wewnętrznego doskonalenia/przemiany przez zmianę płci. Natomiast w ekologizmie – narzucanym jako quasi-religia – rzuca się w oczy zrównanie z człowiekiem posiadającym naturę duchową i cielesną wszystkich bytów mających naturę wyłącznie cielesną – zwierząt, roślin, a nawet rzeczy – przedstawionych przez św. Tomasza na drabinie bytów jako stojących poniżej osoby ludzkiej, nad która stoją aniołowie (natura tylko duchowa), a nad nimi jedynie Bóg. Zrównanie natury bytów to nie tylko nieuprawniona ingerencja w sferę od człowieka niezależną, ale również oczywista degradacja istoty ludzkiej.

Bez tego kontekstu antropologicznego trudno mówić o zmianach cywilizacyjno-kulturowych we współczesnej Polsce, a w konsekwencji trudno także odpowiedzieć na pytanie kim jeszcze czy też już jesteśmy.

Jedno jest pewne: nie jesteśmy już aktywnymi kontynuatorami tej zachodniej cywilizacji, w którą zostaliśmy wpisani przez chrzest Polski. W większości bowiem – jak o tym świadczy nasze przedstawicielstwo w decyzyjnych centrach: parlamencie polskim i europejskim – zgodziliśmy się na przemianę cywilizacyjną, na odstąpienie od cywilizacji chrześcijańskiej i zastąpienie jej mieszanką globalistyczno-liberalno-transatlantycką. I wprawdzie w Polsce mamy jeszcze świadectwa cywilizacji chrześcijańskiej, lecz na zasadzie współistnienia z tą nową.

Substytuty dobra wspólnego

Poczucie wspólnotowych więzi narodowych zostało mocno nadwyrężone w latach 90. XX wieku w procesie transformacji ustrojowo-gospodarczej, dokonanej na gruncie skrajnego neoliberalizmu. W praktyce sprowadziła się ona do quasi-demokracji – oligarchicznej? – i dzikiej prywatyzacji, będącej programem wywłaszczenia Polaków z ich własności narodowej.

Zadziwiający jest fakt, iż z socjalistycznego PRL-u wyszliśmy jako naród mocni i zwarci; jako wspólnota, w której więzach historycznych, kulturowych i emocjonalnych nie mieścili się jedynie ci, którzy w swej świadomości ulegli sowietyzacji. Osłabił nas dopiero pierwszy podmuch westernizacji, której poddaliśmy się dobrowolnie. Poddaliśmy się, bo była zaprzeczeniem wszystkiego, co w bloku państw socjalistycznych zagrażało istnieniu naszego narodu.

Polacy nie byli świadomi tego, że z Zachodu przyjdą nowe, równie wielkie zagrożenia. Transformacja dokonywała się w amoku mentalnym polskiego społeczeństwa. Jej propaganda żerowała na małej naszej wiedzy o Zachodzie i kulcie Ameryki. Narzuciła przeciętnemu Kowalskiemu nowy kult: „święte prawo własności”, oczywiście nie wspólnej, lecz prywatnej, co znalazło odbicie w oficjalnej nowomowie tego okresu. Dzika prywatyzacja została określona mianem transformacji szokowej zamienianej często pojęciem terapii szokowej. Tym słowom-kluczom towarzyszył niby zaklęcie slogan o niewidzialnej ręce wolnego rynku. Wszystkie miały tworzyć perspektywę „wyzdrowienia” polskiego społeczeństwa, powalonego niemocą przez tzw. reformy Balcerowicza.

Dla milionów Polaków były one rzeczywistym szokiem – nie tylko w wymiarze materialnym, który przejawił się w totalnym zubożeniu społeczeństwa i kilkumilionowej fali emigracji zarobkowej, ale również w wymiarze duchowym i kulturowym.

Pacyfikujące idee

Propaganda szokowej terapii ogłuszała przeciętnego Polaka dodatkowo cynicznymi neoliberalnymi sloganami w rodzaju: nie ma wolności bez własności. Przeciętny Kowalski, który nie miał żadnego majątku z wyjątkiem państwowego zakładu pracy, musiał zrozumieć, że to, co go z nim łączy nie jest ani nowoczesne, ani zachodnie; jest co najwyżej znakiem sowietyzmu, a on sam – jeśli będzie o niego walczył – może nawet być uznany za homo sovieticusa. Nikt z wywłaszczanych Polaków nie mógł wówczas kupić „swojej” – bo wspólnej – fabryki, aby poczuć ową neoliberalną wolność.

Narodził się więc w ich świadomości nowy resentyment: niechęć do ojczyzny skutkująca łatwością, z jaką porzucali ją, wyruszając „za chlebem”.

A wystarczyłby wtedy jedynie głos jakiegoś przewodnika narodu w rodzaju ks. Jerzego Popiełuszki, który pomógłby im zachować w tej transformacji godność osobową i narodową. Wystarczyłoby przypomnieć kilka takich przykładów duchowej wolności, które zostały zbudowane na braku własności, jak to udowodnił ks. Maksymilian Kolbe, w sposób wolny wybierający celę śmierci, aby uchronić od niej współwięźnia oświęcimskiego.

Pamięć o wewnętrznej wolności nie musiała prowadzić polskiego robotnika do heroicznych czynów i gestów Rejtana. Mogła jednak inspirować go w walce o przekształcenie prywatyzacji dzikiej w „cywilizowaną”, sprawiedliwą czyli dopuszczającą go udziału w nowego typu własności – zamiast żebraczych odpraw i skazania na los bezrobotnego.

Stało się inaczej – dlatego ten sam robotnik, który w czasie strajków solidarnościowych bronił swego zakładu pracy przed kradzieżami i sakralizował jego przestrzeń poprzez odprawiane w nim msze, sprzedawał go w czasie osławionej transformacji obcym koncernom za przysłowiową miskę soczewicy. Czynił to pod szyldem Solidarności, mającej wówczas jeszcze duże znaczenie społeczne. Ona bowiem jako pierwsza została skutecznie spacyfikowana w dwóch etapach. Najpierw poprzez zagraniczne finansowanie i zachodnie służby – w ramach eksperymentu pierwszej kolorowej rewolucji w bloku państw socjalistycznych. Następnie poprzez wymuszoną przez jej zachodnich mecenasów zgodę na reformy Balcerowicza.

Gdy się okazało, że transformacja nie przyniosła zapowiadanego „wyzwolenia” wolnorynkowego, było za późno, aby przeprowadzić pokojową kontrrewolucję. Solidarność lat 90. i późniejszych stała się jedynie papierową atrapą niegdysiejszej awangardy polskiej wolności.

Jej spektakularna transformacyjna degradacja uczyniła wielki wyłom w relacjach społecznych Polaków i trwałą niechęć do tzw. uzwiązkowienia. Pod tym względem Polska zajmuje dalekie od czołówki miejsce w Europie. Według badań CBOS w 2025 r. do związków zawodowych należy jedynie 6 procent polskich pracowników, gdy tymczasem w Szwecji 65 proc., w Danii 60 proc., w Norwegii ponad 50 proc. Co istotne – badania rynku pracy w tych krajach wykazały, iż uzwiązkowienie przyczynia się do wyższych zarobków. Negatywne pod tym względem polskie wskaźniki wymagają analiz nie tylko ekonomicznych, socjologicznych i politycznych, ale również kulturowych.

Doświadczenie dobrowolnego zniewolenia społecznego i zarazem narodowego zostało jeszcze bardziej skomplikowane poprzez nowe typy naszej zależności od obcych centrów decyzyjnych – NATO, a następnie UE. Te zależności oficjalna propaganda reklamuje wyłącznie jako osiągnięcia dokonane przy zachowaniu rzekomej niepodległości. Odświeżono przestarzałą nowomowę, włączając do niej nowe słowa-klucze: ideę bezpieczeństwa, zagrożenie ze strony Rosji, zielony ład (jako quasi-religia). Służą one obecnie nowemu etapowi pacyfikacji narodu polskiego. Jej celem jest przekształcenie naszej wspólnoty w zbiorowisko ludzi zniewolonych, w dodatku przestraszonych nagłaśnianym „rosyjskim zagrożeniem”.

Testy z wrażliwości moralnej

Niepokój budzi fakt, iż Polacy milczą i zajmują postawę obojętności wobec wydarzeń XXI wieku skutkujących śmiercią i cierpieniem milionów ludzi. Wojny – nade wszystko na Bliskim Wschodzie i Ukrainie – kolorowe rewolucje, zamachy stanu w ramach globalnej westernizacji każdego roku przynoszą krwawe żniwo, które powinno współczesne społeczeństwa zmuszać do ich oceny i osądu nie tylko politycznego, ale również cywilizacyjnego i moralnego.

Ten przymus aksjologiczny jest – wydawałoby się – oczywisty w przypadku hańby ludzkości naszych czasów, jaką jest ludobójstwo dokonywane przez Izrael w Strefie Gazy – za zgodą i wsparciem militarnym oraz technologicznym USA. Polskie milczenie w tej sprawie wynika nie tylko ze zwasalizowania naszego państwa wobec Waszyngtonu, ale również wykluczenia w świadomości Polaków narodu palestyńskiego z idei globalnego dobra wspólnego.

Pierwsza przyczyna jest oczywista i widoczna najważniejszych sferach naszego funkcjonowania. Natomiast druga ma inne podłoże. Polacy boją się jakiejkolwiek uzasadnionej krytyki Izraela. Boją się bowiem etykiety antysemityzmu do tego stopnia, że nie tylko nie bronią Palestyńczyków, ale również nie zabierają głosu na temat Ziemi Świętej, totalnie zawłaszczanej przez państwo żydowskie. Teraz dopiero widać, jak skuteczne w pacyfikacji narodu polskiego były młoty ustaw o karalności antysemityzmu i „kłamstwa oświęcimskiego”. Gdy społeczeństwa Zachodu masowo protestują przeciwko izraelskiemu ludobójstwu, zastraszeni Polacy milczą.

Znamienne jest, że zastraszenie objęło także opiniotwórczą prawicę – konserwatywną a nawet narodową – która lansuje tezę, że Palestyńczyków bronią jedynie lewicowe środowiska europejskie i amerykańskie. Spektakularnym świadectwem siania takiego chaosu aksjologicznego była nagonka na posła Franciszka Sterczewskiego, którego uczestnictwo we flotylli humanitarnej dla Strefy Gazy, okrzyknięto jako wycieczkę, wczasy, promocję własnego wizerunku etc., rzucając w odmęty niepamięci umierających z głodu Palestyńczyków. Ta niedopuszczalna stygmatyzacja moralna spowodowała dodatkowe spustoszenie w świadomości Polaków, pacyfikowanych tym razem przez „swoich”.

W tym kontekście paradoksem jest bezwarunkowe poparcie i bezgraniczna – wyniszczająca Polskę – pomoc dla banderowskiej Ukrainy w wojnie Zachodu z Rosją. Pomimo świadomości tego, że ideologia nazizmu ukraińskiego stała się oficjalną ideologią władz tego państwa, Warszawa nadal podtrzymuje ich trwanie i pomaga w kontynuacji wojny – przeciwko czemu my, naród, nie protestujemy.

I choć pragniemy pokoju, pełni wolności i niepodległości, nie jesteśmy w stanie poprzeć naszych pragnień wyzwalającym działaniem. Swoją wierność tym niezbywalnym wartościom wyrażamy jedynie w sondażach i mediach społecznościowych. I nie będziemy w stanie nic dla nich uczynić dopóki nie zrewidujemy obezwładniającego nas kultu upadłego Zachodu – z kultem Ameryki, UE i NATO włącznie – oraz nie zweryfikujemy bezwarunkowej naszej pomocy dla neobanderowskiej Ukrainy.

Dopóki nie podejmiemy na nowo idei dobra wspólnego, umacniającej wierność naszej wspólnej przeszłości i dokumentującej ją naszej kulturze narodowej. Bez takiego duchowego renesansu nie mamy szans na rzeczywistą niepodległość.

Prof. Anna Raźny
https://myslpolska.info/

Po kiego diabła zwołano Sobór Watykański II? Polemika

Po kiego diabła zwołano Sobór Watykański II? Polemika

Autor: CzarnaLimuzyna, 28 listopada 2025

AIX

Jeden z Czytelników nie zgodził się (niestety bez uzasadnienia) z tezami wygłoszonymi przez Pawła Lisickiego w rozmowie z Janem Pospieszalskim. Po ostatnim z komentarzy postanowiłem odpowiedzieć w formie oddzielnego wpisu.

CzarnaLimuzyna: Skoro już Pan przyznał, że odsłuchał do końca, odpowiem. Moją odpowiedź podzielę na dwie części. W pierwszej zajmę się cytatem, który Pan w takim zapale przytacza. Zrobię wiwisekcję w kontekście tych ponad 50 lat, które minęły od czasu wypowiedzenia tych słów przez Pawła VI, a gwoli dokładności ponad 60 lat od czasu powstania “Nostra aetate”. Po tak długim czasie nie tylko można, ale trzeba poznawać po owocach /Mt 7:15-20/.

W drugiej części postaram się rozwiać Pana wątpliwości, a potem postawię sam kilka zasadniczych pytań. Jeżeli traktuje Pan poważnie poruszone kwestie, proszę na nie odpowiedzieć.

Część pierwsza

Pierwszy fragment cytatu:

Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Jest nim zwątpienie, niepewność, zakwestionowanie, niepokój, niezadowolenie, roztrząsanie. Brak jest zaufania do Kościoła Świętego, natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego proroka, wypowiadającego się za pośrednictwem prasy lub przemawiającego jako przedstawiciel jakiegokolwiek ruchu społecznego, propagującego formuły „prawdziwego” życia.

Niezadowolenie, roztrząsanie, a potem zwątpienie i związana z nim diabelska pokusa polegała ona na aggiornamento czyli dostosowaniu nauki Kościoła do realiów współczesnego świata. Oczywiście nie wiem, co miał na myśli Paweł VI, ale tak właśnie opisuje ówczesny stan psychiczny i duchowy oraz tak właśnie wyglądają z dzisiejszej perspektywy – wczorajsi i dzisiejsi ojcowie moderniści.

Jan XXIII zwołując Sobór Watykański II stwierdził, że jego celem ma być: “… głównym jego celem jest odnowa Kościoła, sposobu nauczania i życia chrześcijańskiego w aktualnej rzeczywistości. Tę odnowę określił terminem „aggiornamento”, co rozumiał jako „dostosowanie” do aktualnej sytuacji i aktualnych wyzwań, uwspółcześnienie sposobu nauczania Kościoła oraz uaktualnienie życia i nauki Kościoła”./link/

Przypomnę, że z „aggiornamento” wynika dzisiejsza praktyka konieczności ciągłego reinterpretowania niezmiennego depozytu wiary, tj. nauki Chrystusa, oraz reformowania życia religijnego zgodnie z wymogami czasów w celu skutecznego spełniania przez Kościół misji ewangelizacyjnej. /PWN/

“Papież wyjaśnił przy tym, że Sobór zwołano nie dla potępienia błędów, ale po to, by językiem zrozumiałym i w obliczu nowych wyzwań i potrzeb przedstawić nauczanie i życie Kościoła, by Sobór stał się wydarzeniem nie tyle doktrynalnym, ile duszpasterskim i pastoralnym. /tamże/

“Ważną rolę odegrali też eksperci, przywiezieni przez przywódców skrzydła postępowego lub zaproszeni przez papieża. Byli wśród nich twórcy „nowej teologii”, jeszcze niedawno odsądzanej od czci i wiary, tacy jak Marie-Dominique Chenu, Jean Daniélou, Henri de Lubac, Karl Rahner, Yves Congar, Edward Schillebeeckx czy Johannes Willebrands. Nie tylko doradzali w czasie obrad, ale też prowadzili wykłady w rzymskich kościołach dla ojców soboru” /link/

Oficjalny, dzisiejszy opis pasuje więc jak ulał do tego fragmentu cytatu: “Brak jest zaufania do Kościoła Świętego, natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego proroka, wypowiadającego się za pośrednictwem prasy lub przemawiającego jako przedstawiciel jakiegokolwiek ruchu społecznego, propagującego formuły „prawdziwego” życia”.

Utrata zaufania do Kościoła spowodowała sięgnięcie, i dziś już to wiemy, po ekspertów, heretyków, świeckich teologów – modernistów, a nawet po przedstawicieli religii antychrysta. I tak właśnie opisywał to Lisicki oraz inni katoliccy historycy i publicyści m.in. Grzegorz Górny.

Drugi fragment cytatu:

Nie myśli się przy tym, że my te formuły już posiadamy. Naszą świadomość opanowało zwątpienie. Ono wtargnęło poprzez okno, które wolno było otworzyć tylko dla światła. Krytykę i zwątpienie wywołała wiedza, której celem winno być ukazanie prawdy. Wiedza nie powinna nas oddalać od Boga, lecz uczyć nas, jak Go szukać, by móc Go lepiej chwalić. (…) Również i w Kościele panuje klimat niepewności. Należało sądzić, że po Soborze słońce zajaśnieje nad Kościołem. Zamiast słońca mamy chmury, burze, ciemności, szukanie, niepewność. Mówimy o ekumenizmie, a codziennie coraz bardziej rozdzielamy się. Tworzymy przepaście, zamiast je zasypywać! Jak mogło to nastąpić? Sądzimy, że spowodowała to nieprzyjazna moc. Jej imię to szatan, owa tajemnicza istota, o której wzmiankuje św. Piotr w swoim liście (1 P 5, 8-9)

Część druga

Pana ostatni komentarz brzmi: “Skrytykowałem to co usłyszałem – gdzie Pan widzi błąd? Czy cytat „Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana. Jest nim zwątpienie, niepewność, zakwestionowanie, niepokój, niezadowolenie, roztrząsanie. Brak zaufania do Kościoła. Natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego «proroka» wypowiadającego się przy pomocy prasy lub przemawiającego w jakimkolwiek ruchu społecznym i żąda się od niego formułek dla prawdziwego życia!” jest nieprawdziwy?
Odsłuchałem do końca. Pan przyjmuje za słuszne kwestionowanie przez Lisickiego nauki Ojców Soboru i Papieża? Wie Pan jak to jest definiowane w katechizmie KK? Kto ma rozstrzygać co jest nauką Kościoła a co nie jest i dlaczego pan Lisicki (czy przywołani przez Lisickiego)?”.

CzarnaLimuzyna: Nie widzę żadnego błędu w przytoczonym cytacie, lecz dostrzegam brak refleksji mogącej zawrzeć się w pytaniu – Po co był sobór Watykański II? Po co Kościołowi po 2 tysiącach lat ta nagła fanaberia nasączona zwątpieniem, niepewnością, zakwestionowaniem, niepokojem, niezadowoleniem, roztrząsaniem – czego – jeżeli nie było błędów? I przez kogo? Część nazwisk już padło, a przy okazji pojawia się kolejne pytanie – co mają Żydzi i żydzi do teologii, liturgii i pracy duszpasterskiej katolicyzmu? Kto wpadł na pomysł zapraszania do konsultacji B’nai B’rith?

Odpowiadając na kolejny wątek: Lisicki nie kwestionuje tradycji i nauki Kościoła katolickiego, ale rzeczywiście mówi o bzdurach i herezjach soborowych i posoborowych, a jest to nietrudne dla osoby, która korzysta z  rozumu i kanonów wiary. To pozwala zauważyć, że Sobór naruszył ciągłość nauczania Kościoła katolickiego czyli przerwał łączność odwiecznego magisterium Kościoła z aktualną narracją Klubu dyskusyjnego którym stał się współczesny Watykan.

A teraz pięć pytań do Pana:

  1. Ile jest prawdziwych religii na świecie?
  2. Czy Żydzi, Rzymianie oraz inni ludzie w wymiarze ponadczasowym byli i są Bogobójcami?
  3. Czy zasada wolności religijnej w sensie równouprawnienia wszystkich religii ma sens?
  4. W jakim celu jest prowadzony dialog międzyreligijny?
  5. Co jest świętego i prawdziwego w religiach antychrysta powstałych po Chrystusie i przeciw Niemu oraz czy ich powstanie było inspirowane przez Ducha Świętego?

______________________________________________________

Część nieobowiązkowa, ale wskazana dla pełnego zrozumienia problemu: Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej

Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac dzięki prezydentowi Vincentowi Auriol (miłośnikowi Izraela, vide: rocznicowa wizyta w Izraelu, w 1958 r.). Kto był pośrednikiem ze strony bractwa kielni i cyrkla? Ten sam chyba, kto późniejszym egzekutorem postulatów magistra historii z Lyonu, czyli kardynał Augustyn Bea, niemiecki jezuita mający jeszcze sprzed wojny przyjaźnie z kręgu najstarszej loży żydowskiej B’nai B’rith. W każdym razie, gdy papież wyraził wstępne zainteresowanie „pomysłami” magistra Isaaca z Lyonu – kardynał Bea był tym, któremu zlecono „dalsze prace”.

Potem już było z górki. Przed Vaticanum II zapoczątkował „dialog” Światowy Kongres Żydów 1) ustami swego prezydenta, Nahuma Goldmanna, próbując wmusić swojego „obserwatora” na sobór, Chaima Wardiego z Ministerstwa Religii Izraela. Tak podały izraelskie gazety. Goldmann zaprzeczył mówiąc, że nie zrobiłby tego, bo przecież wiedział, że gośćmi i obserwatorami soboru mogli być wyłącznie chrześcijanie i to mający specjalne zaproszenie watykańskiego Sekretariatu Stanu.

W sposób oczywisty było to testowanie nieprzyjaciela i jego zmiękczanie. Kula śniegowa herezji toczyła się, czasem zatrzymując się, czasem przyspieszając. Na końcu pierwszego etapu jej drogi był czwarty punkt Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate) – dotyczący stosunku chrześcijaństwa do Żydów i judaizmu. W opinii wielu katolików było to wdarcie się zgorszenia w obręb Tradycji.

Był rok 1965, dwa lata po śmierci żydowskiego nauczyciela gimnazjalnego jego misja dobiegła końca, dzięki dawnym, niemieckim rodom rabinackim, „ekumenicznym” luteranom, braciom kielni i cyrkla oraz powojennej międzynarodówce socjalistycznej. I tak oto nawa Kościoła zaczęła nabierać wody. Jak Costa Concordia.

A byli tacy, co ostrzegali, i to nawet podczas Vaticanum II (88 głosów przeciw Nostra Aetate) – mówiąc, że to nie chodzi o żaden dialog, lecz o zwykły monolog, za wysłuchanie którego trzeba będzie w dodatku słono zapłacić – gotówką i erozją depozytu wiary.

Braun w UE: Dziękuję lewakom i klimatystom. „Ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków” [VIDEO]

Braun dziękuje lewakom i klimatystom. „Ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków” [VIDEO]

27.11.2025 https://nczas.info/2025/11/27/braun-dziekuje-lewakom-i-klimatystom-ulatwiacie-mi-przekonywanie-moich-rodakow-video/

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun na sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego.
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun na sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego.

Lider KKP Grzegorz Braun przemawiał w unioparlamencie. W trakcie wystąpienia skrytykował klimatystyczną agendę Brukseli narzucaną m.in. Polsce i zauważył, że de facto dzięki „powtarzaniu bzdur” przez uniokratów jest mu łatwiej przekonywać Polaków do odejścia od UE.

Dziękuję bardzo za ułatwienie mi życia poprzez powtarzanie waszych bzdur o zmianach klimatycznych, dekarbonizacji – powiedział Grzegorz Braun w unijnym parlamencie.

Znacznie ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków w Polsce, że powinniśmy się ratować odchodząc od tego głupiego i złego i niebezpiecznego projektu, jakim jest obecnie eurokołchoz, Unia Europejska – kontynuował lider KKP.

– Im częściej będziecie wygłaszać swoje przemówienia o zmienianiu temperatury na całym kontynencie, dewastując gospodarkę, tym lepiej dla nas, patriotów naprawdę walczących o odzyskanie niepodległości – podkreślił Braun.

Następnie zapytał lewactwo zgromadzone na sali, czy „naprawdę myślą, że są zaklinaczami wiatru?”.

Że jesteście czarodziejami deszczu i zmieniacie, naprawdę zmieniacie klimat przez wasz eurokomunizm? – pytał Braun.

Na koniec wspomniał, że „jest na tyle stary, że pamięta czerwony ład, sowiecki układ”.

– A teraz stoimy w obliczu zielonego ładu. Ale zwyciężymy – podsumował lider KKP Grzegorz Braun.

https://twitter.com/i/status/1994039166011576807

Nie tylko polityka. Brat Damian TJ

Nie tylko polityka.

brat Damian


https://www.salon24.pl/u/bratdamian/1475190,nie-tylko-polityka 27.11.2025,

Coś o duchowości

Niektórzy internauci upominają mnie dlaczego zajmuję się polityką? A dlaczego niby nie miałbym o polityce pisać? Przecież żaden sąd nie pozbawił mnie praw obywatelskich.

Jednak głównym moim zajęciem jest pomoc w Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej, gdzie prowadzimy rekolekcje w milczeniu oparte o medytację Biblii. W 2026 r. będę w Centrum prowadził kilka autorskich projektów na które wszystkich zapraszam. Zapisać można się tutaj  

Szczególną uwagę chciałbym zwrócić na rekolekcje „Męski reset” i warsztaty „Duchowość mężczyzny”, które są odpowiedzią na kryzys męskości, o którym pisałem w felietonie „Mężczyzna – gatunek na wymarciu”. Jak być mężczyzną chłopak uczy się między 10-30 rokiem życia. Uczy się na przykładzie innych mężczyzn, czyli nas dorosłych. Warto więc trochę się zadumać nad swoją męskością. 

Męski reset  3-8 styczeń –

Rekolekcje dla mężczyzn w okresie przełomu oparte o rozważania historii życia postaci ze Starego i Nowego Testamentu. Biblia poprzez wiele postaci Starego i Nowego Testamentu pokazuje etapy życia mężczyzny, wyzwania które przed nim stoją, trudności, które należy pokonać, słabości, które należy przyjąć. Będziemy uważnie przyglądać się dramatom i historii życia mężczyzn, którzy stali się bohaterami Biblii i historii zbawienia. Ich przeżycia są lustrem, w którym możemy się przyjrzeć, aby odkryć duchowe prawdy dające nam siłę i inspirację od kroczenia na drodze wiary i ludzkiego rozwoju. 

Nieobecny Bóg 13-15 luty – spotkanie dla niewierzących, poszukujących i zagubionych. Zapraszamy na sesję weekendową „Od mroku do światła”. W ramach spotkania zajęcia warsztatowe, konferencje, dzielenie, spacer uważności, nauka medytacji, rozmowa z kierownikiem duchowym. Niewiara, zwątpienia, nieobecność Boga to według Biblii część ludzkiej egzystencji. Tęsknota za Bogiem, którego się nie doświadcza, może być głębokim doświadczeniem duchowym przynoszącym wielkie owoce. Na tych bezdrożach dobrymi przewodnikami mogę być postacie z Biblii, a także nasi współcześni, którzy przeszli przez noc ateizmu.

Duchowość mężczyzny 20-22 marzec – warsztaty z kinem i Biblią.

W ramach spotkania wspólne oglądanie filmów z dyskusją, wprowadzenie do medytacji o postaciach biblijnych. Dobry film nie tylko jest ciekawy, nie tylko wciąga w akcję widza, ale również dotyka jego serca, sfery uczuć i emocji. W ten sposób kino przecina się tutaj w swoim oddziaływaniu z Biblią, która jest opowieścią o ludzkich dramatach, uczuciach i emocjach. Będziemy poszukiwali w konkretnych filmach paraleli z tekstami biblijnymi, odpowiadali na pytania postawione przez reżysera i rozwiązywali tajemnice jego bohaterów. W trakcie warsztatów możliwość rozmowy z kierownikiem duchownym, Msza i adoracja, wspólny spacer po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.

Czytamy Ewangelię z Caravaggio 15-17 maj – skupienie.

Wspólna analiza obrazów, a później punkta i rozmyślanie nad fragmentem Biblii ilustrowanym przez Caravaggio. Michel Angelo Caravaggio nie był człowiekiem świętym, ale miał niezwykły dar twórczego przedstawiania historii biblijnych. Jego niezwykle sugestywne i dynamiczne malarstwo pokazuje indywidualny sposób interpretacji i przedstawiania opowieści ewangelicznych. Będziemy przyglądać się całości jego życia i twórczości, aby lepiej zrozumieć jego dzieła i przez to wejść głębiej w medytację ewangeliczną, która według zaleceń św. Ignacego powinna korzystać z siły naszej wyobraźni. W trakcie skupienia możliwość rozmowy z kierownikiem duchownym, Msza i adoracja, wspólny spacer po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.

===================================================

br. Damian TJ. Urodzony 1968 Lublin, uczęszczał do liceum Zamoyskiego. Należał do związanego z „Solidarnością” Niezależnego Ruchu Harcerskiego, potem do podziemnego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. W 1987 wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Gdyni. Zakończył filozofię w Krakowie na Wydziale Filozoficznym TJ (specjalizacja „kultura, estetyka, mass-media, kino”). Praca dyplomowa u bp. Jana Chrapka. Od 1991 pracował w TVP, jako dziennikarz i producent. Przechodzi szkolenie telewizyjne w Kuangchi Program Service – Tajwan. W 1996 wyjechał na Syberię, gdzie organizuje Studio Telewizyjne „Kana” w Nowosybirsku. Korespondent TVP i Radia Watykańskiego. Pomaga w szkolenia dziennikarzy z Europy Wschodniej w „European Center for Communication and Culture” w Falenicy.

W 1999 rozpoczyna studia podyplomowe w szkole filmowej w Moskwie. W tym samym roku składa śluby wieczyste. Studia kończy w 2004 filmem dyplomowym „Wybacz mi Siergiej”, który uzyskał liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach http://www.forgivemesergei.com. Wyjeżdża do Kirgizji – praca charytatywna Kościoła Katolickiego (więzienia, domy inwalidów) i prowadzi Klub Filmowy przy Ambasadzie Watykanu w Biszkeku. W 2006 wyjeżdża na południe Kirgizji, pomaga przy zakładaniu nowych parafii w Dżalalabadzie i Oszu www.kyrgyzstan-sj.org . Buduje i kieruje Domem Rekolekcyjnym nad jeziorem Issyk Kul, gdzie co roku przebywa ponad 1000 dzieci (sieroty, inwalidzi, dzieci z ubogich rodzin, dzieci i młodzież katolicka, studenci muzułmańscy) www.issykcenter.kg . Zakłada Fundacje Charytatywną “Meerim Bulak – Źródło Miłosierdzia” i społeczną „Meerim nuru”. Kapelan więzienia – w tym zajęcia w grupie AA. 2012 w Pawłodarze (Kazachstan). 2012-13 w Domu rekolekcyjnym w Gdyni i w portalu Deon w Krakowie.

2013-14 w Moskwie – odpowiada za sprawy finansowe, prawne, organizacyjne i budowlane Instytutu Teologicznego św. Tomasza. Od 2014 pracuje w Radiu Watykańskim w Rzymie. Od IV 2016 pracuje w TVP przy przygotowaniu transmisji z ŚDM. Współpracował z różnymi stacjami telewizyjnymi i redakcjami jako reżyser i dziennikarz. Pisze artykuły między innymi do „Poznaj Świat”, „Góry”, „Gość niedzielny”, Alateia i „Opoka”. 2017-2023 ekonom Apostolskiej Administratury w Kirgistanie, dyrektor kurii, ekonom jezuitów w Kirgistanie, ekonom Fundacji „Meerim Nuru” i Centrum Dziecięcego nad j. Issyk-kul, budowniczy katedry. Obecnie pracuje w Kolegium jezuitów w Gdyni i pomaga Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej.  Przewodnik wysokogórski: organizował wyprawy w Ałtaj, Sajany, Tuwę, Chakasję, na Bajkał, Zabajkale, Jakucję, Kamczatkę, Ałaj, Pamir i Tienszan, Półwysep Kolski. www.tienszan.jezuici.pl

Przewrotny Prevost: „In unitate fidei”, czyli jedność – za cenę prawdy

Przewrotny Prevost: „In unitate fidei”, czyli jedność za cenę prawdy

Leon zakopuje logikę.

Data: 26 novembre 2025 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/przewrotny-prevost-in-unitate-fidei-czyli-jednosc-za-cene-prawdy

Nicea na jubileuszowej scenie

Siedemnaście stuleci po tym, jak Sobór Nicejski wyznaczył twardą linię przeciwko herezji za pomocą anatem i wygnania, Leon XIV postanowił uczcić tę rocznicę listem apostolskim In Unitate Fidei. Data została wybrana celowo: Święto Chrystusa Króla, 23 listopada 2025 roku. Kontekst również nie jest przypadkowy: przygotowuje triumfalną ekumeniczną pielgrzymkę do Turcji, tj. do tego samego miejsca, w którym 318 ojców soborowych spotkało się za czasów Konstantyna i pozostawiło swoje podpisy pod określeniem «homoousios» (gr.ὁμοούσιος, łac.consubstantialis) – „współistotny” (będącym kluczowym pojęciem w teologii chrześcijańskiej; opisującym relację między Bogiem Ojcem a Synem, kontrastującą z herezją ariańską, zgodnie z którą Syn jest istotą niższą i jedynie podobną do istoty Ojca).

Na pierwszy rzut oka, list wygląda na coś, co tradycyjny katolik mógłby pochwalić. Leon chwali Credo, recytuje jego zwroty, opowiada o kryzysie ariańskim, a nawet rehabilituje słowo „współistotny”, zamiast chować się za niejasną, modernistyczną chrystologią. Cytuje Atanazego. Mówi o ubóstwieniu. Przypomina nam, że jedynie prawdziwie boski Chrystus może pokonać śmierć i nas zbawić.

Gdybyśmy przeczytali wyłącznie akapity od drugiego do ósmego, moglibyśmy prawie całkiem zapomnieć w którym wieku żyjemy.

Ale nie żyjemy w roku 325, a Leon nie jest Atanazym.

O ile pierwsza połowa listu brzmi po katolicku, o tyle druga brzmi jak oświadczenie międzynarodowej komisji teologicznej: Nicea jako fundament nowego, otwartego procesu ekumenicznego, w którym„to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli”, a stare walki doktrynalne po cichu tracą „powód do istnienia”.

…………….

“Wspólnie wyznajemy wiarę w jedynego Boga, Ojca wszystkich ludzi, wspólnie wyznajemy jedynego Pana i prawdziwego Syna Bożego Jezusa Chrystusa, oraz jedynego Ducha Świętego, który pobudza nas i prowadzi do pełnej jedności i do wspólnego świadczenia o Ewangelii. To, co nas łączy, jest naprawdę czymś znacznie większym niż to, co nas dzieli!

Musimy zatem zostawić za sobą kontrowersje teologiczne, które utraciły już swoją rację bytu…https://www.vatican.va/content/leo-xiv/it/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html

…………….

Sobór, który niegdyś wypędził arian z Kościoła, jest teraz proszony o przyjęcie wszystkich z powrotem bez zadawania zbyt wielu pytań przy drzwiach wejściowych.

Zaczynając od Credo i kończąc na brandzie ekumenicznym

Po tym jak Leon postawił katolickie doktrynalne “rusztowanie”, na scenę wkroczyła prawdziwa agenda.

Leon przechodzi od walki soboru nicejskiego z arianizmem do „ekumenicznej wartości” Credo, jaką ma ono mieć dzisiaj. Przypomina nam, że Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskie jest wyznawane w liturgiach prawosławnych i wielu nabożeństwach protestanckich. Celebruje fakt, że stało się ono „więzią jedności między Wschodem a Zachodem”, a później wspólnym dziedzictwem „wszystkich tradycji chrześcijańskich”. Nazywa je modelem „jedności w pełnoprawnej różnorodności”, używając Trójcy jako analogii: jedność bez różnorodności staje się tyranią, różnorodność bez jedności prowadzi do rozpadu.

………..

“Credo nicejskie może być podstawą i punktem odniesienia tej wędrówki. Proponuje nam bowiem model prawdziwej jedności w uzasadnionej różnorodności. Jedność w Trójcy, Trójca w Jedności, ponieważ jedność bez różnorodności jest tyranią, a różnorodność bez jedności jest rozpadem”. https://www.vatican.va/content/leo-xiv/it/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html

…………….

Innymi słowy, Credo nie jest po prostu katolickim symbolem wiary, strzeżonym przez Rzym i przyjmowanym przez jego dzieci, ale staje się rodzajem wspólnego logo dla światowego chrześcijaństwa.

Nacisk subtelnie przesuwa się z pytania „Co jest prawdą?” na pytanie „Co możemy powiedzieć wszyscy razem?”. Ten sam tekst jest teraz proszony o udźwignięcie niekompatybilnych systemów: katolickiej eklezjologii sakramentalnej, protestanckiej teorii niewidzialnego kościoła, prawosławnego odrzucenia powszechnej jurysdykcji papieskiej. Każdy zachowuje własne stanowisko i nazywa je „różnorodnością”.

Leon cytuje Ut Unum Sint Jana Pawła II i chwali „ruch ekumeniczny” ostatnich sześćdziesięciu lat. Zapewnia nas, że obecnie uznajemy członków innych kościołów i wspólnot za braci i siostry w Chrystusie i że razem tworzymy jedną powszechną wspólnotę uczniów. Pełna widzialna jedność nie została jeszcze osiągnięta, ale to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli. Ta myśl pojawia się ponownie, jakby powtórzenie mogło uczynić ją mniej kruchą.

Obraz jest prosty. Nicea jako wspólne ognisko, wokół którego mogą gromadzić się wszyscy ochrzczeni, każdy wnoszący swój własny akcent teologiczny i wszyscy zostaną ogrzani tym samym płomieniem.

Sęk w tym, że Nicea nie zgromadziła wszystkich wokół ognia. Ona dobyła miecza.

„Kontrowersje, które straciły rację bytu”

Leon mówi, że musimy „porzucić kontrowersje teologiczne, które straciły rację bytu”, aby dojść do wspólnego zrozumienia, a nawet więcej, wspólnej modlitwy do Ducha Świętego. Nie precyzuje, jakie kontrowersje ma na myśli. Po prostu zapewnia nas, że niektóre dogmatyczne bitwy nie muszą nas już od siebie oddzielać.

W tym miejscu katolik uformowany przez Piusa XI i Piusa XII czuje zgrozę.

Jakie kontrowersje straciły rację bytu? – Może klauzula Filioque, wspomniana w przypisie jako „temat dialogu prawosławno-katolickiego”?

………..

[10]Concilium Constantinopolitanum I,Expositio fidei: CC,Conc. Oec.Gen. Decr. 1, 5720-24:Dokumenty Soborów powszechnych. Tekst grecki, łaciński, polski, t. 1, s. 25. Stwierdzenie „i od Ojca i Syna pochodzi (Filioque)” nie znajduje się w tekście konstantynopolitańskim; zostało ono włączone do Credo łacińskiego przez papieża Benedykta VIII w 1014 r. i jest przedmiotem dialogu prawosławno-katolickiego. https://www.vatican.va/content/leo-xiv/it/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/apost_letters/documents/20251123-in-unitate-fidei.html

……….

Kwestia jurysdykcji  papieskiej? – Dogmaty maryjne odrzucone przez protestantów? – Nierozerwalność małżeństwa? – Doktryna usprawiedliwienia zdefiniowana w Trydencie?

Przez wieki Kościół podkreślał, że jedność wymaga wspólnego wyznawania wszystkich tych prawd.

Pius XI napisał w Mortalium Animos, że istnieje tylko jeden sposób promowania jedności chrześcijan: powrót odłączonych braci do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusa. Pius XII w Mystici Corporis nauczał, że ci, którzy są podzieleni w wierze i rządzie, nie mogą żyć w jedności Ciała Chrystusa. W ich języku nie ma nic tymczasowego czy prowizorycznego. Kwestie doktrynalne, które dzieliły katolików i niekatolików, nie były opcjonalnymi rozdziałami, do których można było powrócić później; były one częścią depozytu wiary.

Dziś, Leon mówi o kontrowersjach, które nie usprawiedliwiają już podziałów. Mówi o wzajemnym nawróceniu, tak jakby Kościół Katolicki i ci, którzy odrzucają jego magisterium, byli „w drodze” ku jeszcze niezdefiniowanej przyszłej jedności. Mówi o tym, że Duch Święty prowadzi nas do wspólnego odkrywania bogatszej wspólnej wiary, nie mówiąc ani razu, że droga powrotna do jedności wiedzie przez poddanie się rzymskiemu prymatowi i akceptację katolickich dogmatów.

Nicea zdefiniowała Syna jako współistotnego Ojcu, a następnie potępiła każdego, kto twierdził inaczej. Leon cytuje tę definicję i zakopuje logikę. Credo zostało zachowane; implikacje zostały po cichu wycofane.

Atanazy albo duch dialogu

https://pl.wikipedia.org/wiki/Atanazy_Wielki

Św. Atanazemu można by powiedzieć, że Leon chwali go imiennie, opowiada o jego bohaterskich wygnaniach i nazywa jego wiarę „nieugiętą i niezłomną”. Możesz pokazać mu fragmenty, w których Leon podkreśla, że wyłącznie prawdziwie boski Chrystus może ubóstwić człowieka i pokonać śmierć. Na końcu można wskazać piękną modlitwę do Ducha Świętego.

Następnie musiałbyś wyjaśnić, że siedemnaście wieków później biskupi i teologowie wciąż spierają się, czy Duch Święty pochodzi od samego Ojca, czy od Ojca i Syna, a biskup Rzymu nazywa to „tematem do dialogu”. Musiałbyś wyjaśnić, że prymat, o którego obronę walczył, jest teraz traktowany jako przeszkoda na drodze do jedności, którą należy ostrożnie przeformułować, aby nie urazić braci odłączonych. Musiałbyś wyjaśnić, że Rzym woli teraz mówić o uzasadnionej różnorodności” zamiast o herezji, o „częściowej jedności” zamiast o schizmie, o „wspólnym chrzcie” zamiast o nawróceniu.

Atanazy nie przebywał na pięciokrotnym wygnaniu, po to by zachować “najmniejszy wspólny mianownik. Nie cierpiał z powodu cesarskiej presji, oszczerstw i przemocy, aby przyszli papieże mogli umieścić jego Credo w centrum procesu, który traktuje poważne podziały doktrynalne jako historyczne nieporozumienia czekające na przezwyciężenie w modlitewnym dialogu.

Kościół, który znał, wierzył, że błąd zabija dusze i że miłosierdzie wymaga jasności. Miarą jedności było poddanie się wierze i widzialnej głowie, która jej strzeże. Dzisiejszy język ekumeniczny mierzy jedność tym, jak często pojawiamy się razem na zdjęciach i jak rzadko wspominamy o tym, co wciąż nas dzieli.

List apostolski chwali „młodzież nicejską”, która dokończyła doktrynalne dzieło Credo. Ton dokumentu należy do synodalnego wyjadacza, który nauczył się nie mówić niczego zbyt ostrego w mieszanym towarzystwie.

Co to naprawdę mówi nam o Rzymie

Co więc poważny katolik powinien wywnioskować z In Unitate Fidei?

Ten sam Rzym, który cytuje Credo, używa go teraz jako brandu ekumenicznego [marka (produkt, towar)]. Ten sam symbol, który został stworzony w celu wyznaczenia granicy między prawdą a błędem, został przekształcony w pojemny parasol, który może chronić wzajemnie wykluczające się systemy – o ile wszystkie recytują te same słowa. Sobór, który niegdyś potępił i wypędził, jest teraz przywoływany w celu uzasadnienia jedności, która zadowala się pozostaniem niekompletną, jedności, która nigdy nie wymaga od nikogo zmiany zdania.

Kiedy Leon mówi o Kościele, jego mowa brzmi jak ta Drugiego Soboru Watykańskiego. Credo jest stabilne; eklezjologia podlega rewizji. Stare nauczanie dotyczące tego, kto należy do Kościoła i w jaki sposób bracia odłączeni powinni do niego powrócić, zostało grzecznie zastąpione językiem wzajemnego ubogacania się i wspólnego dziedzictwa. Kontrowersje teologiczne, które kiedyś uzasadniały reformację i tysiącletnią schizmę, nagle stają się kandydatami do przejścia na emeryturę.

Jeśli z okazji wspomnianej rocznicy można wyciągnąć jakąś lekcję, to taką, że jedność bez prawdy jest fałszerstwem. 318 Ojców nie zasiadło do obrad soborowych po to, by wypracować minimalną treść niezbędną do pozostania we wspólnocie z Ariuszem https://pl.wikipedia.org/wiki/Arianizm. Zdefiniowali wiarę i ponieśli tego konsekwencje. Jeśli Leon chce uczcić ich odwagę, będzie musiał odzyskać ich jednoznaczność.

Dopóki to nie nastąpi, Credo Nicejskie będzie wciąż sądzić projekt ekumeniczny budowany na jego barkach. Słowa pozostają te same. Pytanie brzmi, czy Rzym nadal wierzy we wszystko, co one implikują.

INFO: https://bigmodernism.substack.com/p/nicaea-at-1700-the-problem-with-unitate

O paru ważnych sprawach [znacznie uzupełnione]

O paru ważnych sprawach [znacznie uzupełnione]

Mirosław Dakowski

————————————————

I

O zainteresowaniu marszami różańcowymi,

w tym u mnie na Stronie.

Martwi mnie, że :

To zainteresowanie to jakaś jedna dwudziesta [1/20 ] jakichś „rewelacji” o Unii Europejskiej, a 1/60 zainteresowania MEM-ami. [No i dlatego tyle tych memów daję, bo bawią ale i ucząsporą gromadkę].

Tak mała część czytających Polaków zainteresowana najważniejszą naszą bronią?! To bardzo źle rokuje Polsce. Ci wszyscy, którzy dzielnie wybierają swoich idoli z wnętrza ekipy PoPiS-u… A ci pochyleni, ciągle klepiący swoje smarkfony?

Musimy ich przecież obudzić… Ale jak??

Marsze Różańcowe to nasza realna broń w obecnej sytuacji polityczno-terrorowej.

Powinniśmy pamiętać, pisali o tym różni, również ja, że Austria wyrwała się spod gniotu komunistów, bolszewików w roku 1953 i 4-tym na skutek Krucjaty Różańcowej. Wielkie dzieło zapoczątkowane przez Ojca Pawliczka jest jawnym dowodem na ingerencję Matki Bożej w brudną dziedzinę polityki.

Tymczasem od kilkunastu chyba lat w Polsce prowadzone Marsze Pokutne Różańcowe nie mają wielu uczestników. Promujemy na przykład co miesiąc Marsz Pokutny w Warszawie i Biłgoraju. Liczba uczestników powinna rosnąć.

Przed laty, na początku Marszów w Warszawie liczba uczestników szybko rosła od 200, 400 aż do 800, … by potem ustabilizować się… na ok. 50 wytrwałych. „Ktoś” włączył hamulce.

Moi czytelnicy, mam nadzieję że w większości katolicy, wiedzą że Matka Boża prosi, radzi i sugeruje odmawianie różańca. Szczególnie publiczne, tak przecież mówiła w Lourdes, w Gietrzwałdzie czy w Fatimie. To ostatnia nasza broń.

Piszą mi czytelnicy że „u nas przecież takich marszów nie ma”. No to zorganizujcie! Przecież Ojciec Pawliczek, mały franciszkanin potrafił!

II

O internecie

 Zauważyliście państwo na mojej stronie, podkulawienie tej strony w połowie listopada [ znacznie mniej artykułów, znacznie mniej wejść czytelników]. Było to wymuszone tak zwaną „aktualizacją” fundamentalnych programów [Linux]. Wymuszono aktualizacją – ale do kolejnych wersji !! I tak wlekliśmy się z tymi miliardami bajtów od wersji 7 aż do 13… Chłopcy nie pomyśleli, że ktoś nie wczytał ich kolejnych produkcji !

Po dwóch tygodniach męki, poszukiwań okazało się, że przyczyna afery leżała jedynie w tym, że jacyś chłopcy się pokłócili. Nie wiem i nie chcę wiedzieć kiedy. Podzieli się na Chrome i Chromium! I mój dobry programik zapisujący mowę przestał przez to działać.. A był to tylko program dla mnie mały, pomocniczy. A cóż szkodziło, gnojki, zawiadomić użytkowników??

Przewaliliśmy niepotrzebnie, chyba miliony miliardów bajtów.

To skierowało moją uwagę na racjonalność internetu [iii, nie.. widziałem to dawno, ale teraz postanowiłem napisać…]

Tak, jak komputery przed 80 czy więcej lat wymyślili matematycy genialni, tak też internet powstał, jako dzieło ludzi, chłopaków genialnych. Rozbudowywali to dalej ludzie bardzo zdolni.

Ale internet szybko wzrastał. Najpierw dziesięciokrotnie, potem stokrotnie, na pewno 1000-krotnie i tak dalej. Tymczasem ilość ludzi genialnych czy bardzo zdolnych oczywiście nie narastała w tym tempie. Mamusie nie rodziły przecież coraz większej ilości geniuszy. W związku z tym w tak ogromnie rozbudowanym przemyśle internetowym ilość ludzi średnio inteligentnych, czy ilość kretynów czy idiotów jest zbliżona do wynikającej z krzywej Gaussa dla ludzi średnich. A ci pracują jak mróweczki, bo żeby dostać pensję czy promocje na wyższe stanowisko, to muszą się wykazać ilością przerobionego materiału. Jak widzimy jednak nie przeradza się to w jakość tego materiału, i stąd nasze, nas wszystkich, ogromne kłopoty – i zapracowanie.

Z obserwacji osobistych widzę, że 90 do 95% ruchu to przelewanie z pustego w próżne, – to sprawdzanie – nie wiem czego… To przesyłanie z powrotem starych maili.

Czytam zaś że [a nie wiem czy to wiarygodne],

– 90% ruchu w internecie, to militarne i szpiegowskie

– inni piszą że 90% ruchu to porno,

– a inni, że 90% to „czarny internet” – , gdzie handluje się ludźmi, organami, narkotykami, bronią itp.

– A ile elektrycznej energii Ziemi zużywa rosnąca eksponencjalnie informatyka? Podobno od 2% do [ jak mówią inni] 10 do 12%! To oczywiście w ramach ochrony Planety.

Czy samo to, te wątpliwości nie są sygnałem Apokalipsy?

==================================

Aha… Ja nie mam następcy.

Miałem następcę, Jacek.  O ćwierć wieku młodszy. Świetnie odróżniał złoto od tombaku w tekstach religijnych, politycznych, ekonomicznych… Pisywał jasno, bez dłużyzn, odważnie. Partner. Fizyk, katolik, harcerz, żeglarz. Zmarł nagle. Nie mogę odżałować, Jacku.

A te miliony otwarć artykułów na mojej stronie? Czy one coś ludziom dały? Miał być „krzaczek na drodze lawiny”. Ale takich krzaczków powinno być multum, mądrze posadzonych, by lawina odbiła się na przeciwstok.

Rozumiem, że młodzi gonią za pracą, za pieniędzmi, za dziewczynami, za njusami.

Ale młodzi renciści i emeryci??

Wy twórzcie Strony Prawdy, Uczciwości i Odwagi!

Póki co, to nie zostało jeszcze zabronione jako „mowa nienawiści”…

Z tej ostatniej groźby też przecież znajdziecie dobre wyjście!

Wlecze się sprawa Collegium Humanum. Wśród oskarżonych prezydent Wrocławia niejaki Sutryk

Sprawa Collegium Humanum. Wśród oskarżonych prezydent Wrocławia

27.11.2025 https://www.tysol.pl/a150169-sprawa-collegium-humanum-wsrod-oskarzonych-prezydent-wroclawia

Prokuratura Krajowa skierowała do sądu obszerny akt oskarżenia obejmujący 29 osób zamieszanych w aferę związaną z działalnością uczelni Collegium Humanum. Wśród oskarżonych znajduje się prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, któremu śledczy zarzucają m.in. korupcję i oszustwa związane z uzyskaniem dyplomu MBA. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Sutryk w rozmowie z money.pl podkreśla, że jest niewinny i zamierza dowieść tego przed sądem. 

Jacek Sutryk

Jacek Sutryk / zrzut z YT/Republika

Co musisz wiedzieć?

  • Akt oskarżenia obejmuje 67 przestępstw, głównie korupcyjnych.
  • Wśród oskarżonych są politycy, rektorzy, wykładowcy oraz funkcjonariusze służb.
  • Prezydent Wrocławia ma cztery zarzuty, w tym wręczenie korzyści majątkowej i oszustwo.
  • Prokuratura twierdzi, że Jacek Sutryk uzyskał nienależne 495 tys. zł dzięki wykorzystaniu dyplomu MBA.
  • Samorządowiec wszystkiemu zaprzecza i utrzymuje, że studia ukończył.

67 zarzutów i 623 strony aktu oskarżenia

Jak informuje Prokuratura Krajowa, akt oskarżenia kończy dużą część śledztwa i zawiera 623 strony dokumentacji. Obejmuje przestępstwa korupcyjne, poświadczenia nieprawdy, oszustwa oraz pranie brudnych pieniędzy.

Ustalenia prokuratury opierają się m.in. na:

  • zeznaniach świadków,
  • wyjaśnieniach części podejrzanych,
  • opiniach biegłych z zakresu pisma ręcznego,
  • analizie korespondencji mailowej i danych z telefonów.


Zarzuty wobec Jacka Sutryka

Śledczy przedstawili prezydentowi Wrocławia cztery zarzuty, w tym najpoważniejszy — wręczenie korzyści majątkowej ówczesnemu rektorowi Collegium Humanum Pawłowi C. w zamian za uzyskanie dyplomu MBA bez ukończenia studiów.

Według prokuratur Paweł C. miał uzyskać 75 tys. zł wynagrodzenia z umowy z Wrocławskim Parkiem Technologicznym. 
Sutryk miał z kolei odbyć elektroniczną rekrutację, podpisać antydatowaną umowę i wpłacić 9500 zł czesnego. W czerwcu 2020 r. miał odebrać dyplom MBA bez faktycznego odbycia studiów.

Dalsze zarzuty dotyczą użycia fałszywego dyplomu MBA w trzech spółkach samorządowych, co miało skutkować uzyskaniem ponad 495 000 zł nienależnego wynagrodzenia.

Sutryk: „Czuję się ofiarą tej sytuacji”

Prezydent Wrocławia konsekwentnie odpowiada, że dyplomu nie kupił, studia odbył, a zarzuty uważa za bezzasadne.

Czym było Collegium Humanum?

Collegium Humanum to prywatna uczelnia utworzona w 2018 r., znana z ekspresowych kursów MBA. Dyplomy te umożliwiały ubieganie się o intratne stanowiska w radach nadzorczych, zwłaszcza w spółkach Skarbu Państwa.

Wśród absolwentów znaleźli się m.in.:
politycy, menedżerowie spółek państwowych oraz oficerowie służb.

Skala afery

Do tej pory prokuratura poinformowała o:

  • 78 podejrzanych,
  • 389 zarzutach,
  • 13 osobach tymczasowo aresztowanych.

Zabezpieczone mienie o wartości 176 mln zł. To jedna z największych afer edukacyjno-korupcyjnych ostatnich lat.

Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny!

Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny!

Stanisław Michalkiewicz  27 listopada 2025 michalkiewicz

Ładny interes! Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po doniesieniach o aferze korupcyjnej na Ukrainie, która polegała ogólnie na tym, że najbliżsi kolaboranci prezydenta Zełeńskiego przytulili sobie co najmniej 100 milionów dolarów, a jeden z głównych uczestników, niejaki Timur Mindycz, z pierwszorzędnymi korzeniami, w porę przez anonimowego dobroczyńcę ludzkości ostrzeżony, czmychnął z Ukrainy przez Polskę do bezcennego Izraela, który – jak wiadomo – Żydów żadnemu innemu państwu nie wydaje, nawet gdyby, a nawet zwłaszcza gdyby skradli tam jakieś bajońskie sumy – a już Książę-Małżonek, imieniem vaginetu obywatela Tuska Donalda, w którym ma fuchę „szefa naszej dyplomacji”, czyli ministra spraw zagranicznych, ogłosił, że Polska te 100 milionów dolarów ciepłą rączką natychmiast Ukrainie przekaże – oczywiście w ramach „pomocy”, do której 2 grudnia 2016 roku zobowiązała się jeszcze poprzednia ekipa Naczelnika Państwa, a której vaginet obywatela Tuska Donalda, nie ośmielił się uchylić – a w każdym razie nic nie było słychać, żeby uchylił.

Jak powiadam jeszcze nie tylko nie zdążyliśmy ochłonąć po tych skrzydlatych wieściach, nie mówiąc już o tym, że nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytania, kto właściwie ostrzegł pana Timura, czy np. nie był w to zamieszany prezydent Zełeński – ani dlaczego polskie „służby” przymknęły oko na obecność pana Timura w Warszawie, gdzie zachowywał się on nawet z pewną ostentacją, bo podobno wziął udział w nabożeństwie, jakie odprawowane było w synagodze sekty Chabad Lubawicz – tej samej, która paliła chanuowe świeczki w gmachu Sejmu, zgaszone przy pomocy gaśnicy proszkowej przez Grzegorza Brauna, któremu za tę myślozbrodnię Parlament Europejski uchylił immunitet, wskutek czego tylko patrzeć, jak kwasiżurkowie z niezależnej prokuratury wystąpią z wnioskiem, by niezawisły sąd w składzie całkowicie przewidywalnym, wtrącił go do aresztu wydobywczego, gdzie będzie jęczał i szlochał, aż mu się odechce przewodzenia Konfederacji Korony Polskiej i kandydowania w wyborach do tubylczego Knesejmu.

A przecież warto byłoby spenetrować prawdę, jak to właściwie z tym całym panem Timurem było, czy na przykład w zamian za przymknięcie oczu podzielił się tymi 100 milionami dolarów z kim tam trzeba, czy też rozliczenie miało charakter ogólny – żeby nie powiedzieć – międzynarodowy? Jestem przekonany, że takie odpowiedzi można by bez trudu uzyskać, skoro nasze „służby” tak sprawnie wykryły sprawców „dywersji kolejowej”, że aż zrodziło to podejrzenia, czy przypadkiem same tej dywersji nie dokonały – bo i po co fatygować jakichś „obywateli Ukrainy” kiedy przecież takie obstalunki można wykonać samemu, a i forsa zostanie w rodzinie? Widocznie jednak nie tylko tych odpowiedzi nie można było z jakichś „ważnych względów państwowych” uzyskać, ani nawet postawić takich bluźnierczych pytań? My oczywiście wszystko verstehen, chociaż z drugiej strony pospieszna deklaracja Księcia-Małżonka o przekazaniu Ukrainie 100 milinów dolarów, akurat dokładnie tyle, ile kolaboranci prezydenta Zełeńskiego sobie przytulili i przezornie schowali, gdzie trzeba, skłania do postawienia kolejnych pytań, na które – jak się obawiam – głuche milczenie będzie odpowiedzią? Bo też jakże tu odpowiadać na pytania o taką szczodrość w sytuacji, kiedy Narodowy Fundusz Zdrowia właśnie wziął i zbankrutował i nawet teściowa obywatela Tuska Donalda, co to w innych sprawach energicznie sztorcowała dygnitarzy Volksdeutsche Partei, nie widzi żadnego wyjścia z tej przykrej sytuacji?

Warto przy tej okazji zaznaczyć, że nawet Szwecja okazała zniecierpliwienie i zaczęła się odgrażać, że na dotychczasowych zasadach już Ukrainie nie będzie pomagała – ale my, to co innego. Skoro tak, to muszą być jakieś ważne przyczyny tej polskiej szczodrobliwości, bo – jak twierdzi poeta – „byłby to przypadek rzadki – a czy w ogóle są przypadki?

Ja oczywiście nic nie wiem, ani nawet nie śmiem się domyślać, ale gdybym się ośmielił, to zacząłbym od tego, że mamy tu dwie możliwości. Pierwsza – że mamy tu do czynienia z ilustracją solidarności na tle rasowym. Wprawdzie Książę-Małżonek jest – jak powiadają Żydowie – „głupim gojem” – ale za to przez Jabłoneczkę jest jakoś do tej rasowej solidarności zobowiązany, no i stąd oferta wysłania z Polski 100 mln dolarów na Ukrainę – żeby w papierach wszystko było gites-tenteges. Byłoby to nawet ładne, gdyby nie okoliczność, że obywatel Tusk Donald, który przez Żydów też jest uważany za „głupiego goja”, z Jabłoneczką nie jest nawet spowinowacony – a przecież „bez jego wiedzy i zgody” te 100 mln dolarów na Ukrainę nie mogłoby zostać przesłane. Tedy z nieutulonym żalem tę pierwszą możliwość musimy włożyć między bajki i to nawet nie ze względu na porzekadło, że „kochajmy się jak bracia (albo małżonkowie), ale liczmy się, jak Żydzi” – tylko z całkiem innych powodów.

Bo – po drugie – o czym w swoim czasie wspominał mój Honorable Correspondant, który w podobnych sprawach ma pewne doświadczenie – żeby w normalnym czasie skręcić, dajmy na to, 100 mln dolarów, to trzeba się napracować. Wymyśli jakąś transakcję, albo nawet cały ich Legion, stworzyć dokumentację, żeby w papierach wszystko grało i kolidowało, a i tak nie ma pewności, czy jakaś Schwein nie zechce zostać świadkiem koronnym, jak np. faworyt Wielce Czcigodnego Giertycha Romana pan Mraz w sprawie Funduszu Sprawiedliwości?. Aż tu nagle, niczym prawdziwy dar Niebios, wybucha wojna; miliony dolarów transferują się bez żadnego rachunku, podobnie jak dostawy broni i amunicji bez żadnej kontroli walą ponad granicami.

W tej sytuacji – twierdzi mój Honorable Correspondant – tylko jakiś głupek by nie skorzystał. Rozmowa jest wtedy taka: mam tu – dajmy na to – 50 mln dolarów, które mogę ci dać – ale 30 procent dla mnie. Wchodzisz, czy pękasz? Więc jak delikwent nie pęka, to wszystko może być załatwione w mgnieniu oka – i po krzyku. Ale trzeba pamiętać, że „na tym świecie pełnym złości, nigdy nie dość jest przezorności”. Toteż jeśli nawet delikwent nie pęka, to co mu szkodzi zanotować w kapowniku, kto ile sobie przytulił, ewentualnie – nawet gdzie schował? Taki kapownik, zwłaszcza gdy wojna zaczyna się przeciągać, to jest prawdziwy skarb, dzięki któremu można – zgodnie ze wskazaniami Ewangelii – „pozyskiwać sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”.

W tej sytuacji lepiej możemy zrozumieć przyczyny, dla których przywódcy Unii Europejskiej, z Reichsfuhrerin Urszulą Wodęleje, a także mężykowie stanu drobniejszego płazu – ot na przykład Książę-Małżonek – niczego Ukrainie odmówić nie potrafią.

W ten właśnie sposób cementuje się przyjaźń miedzy narodami i jedność europejska, o której tyle słyszymy.

Stanisław Michalkiewicz

…dyplomatoły III RP; Radek w akcji: Federacja Rosyjska zamyka ostatni polski konsulat

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji wezwało w czwartek [27 XI] na rozmowę polskiego ambasadora Krzysztofa Krajewskiego i poinformowało o zamknięciu 30 grudnia Konsulatu Generalnego RP w Irkucku. Resort w Moskwie podkreślił, że podejmuje tę decyzję w odpowiedzi na działania strony polskiej.

„27 listopada do MSZ Rosji został wezwany polski ambasador Krzysztof Krajewski, któremu wręczona została nota z powiadomieniem, że w odpowiedzi na działania polskich władz, które od 23 grudnia wycofują zgodę na funkcjonowanie Konsulatu Generalnego Federacji Rosyjskiej w Gdańsku, strona rosyjska podjęła decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie Konsulatu Generalnego RP w Irkucku” – napisano w komunikacie rosyjskiego resortu spraw zagranicznych.

19 listopada szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że podjął decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie rosyjskiego konsulatu w Gdańsku. Kolejnym krokiem jest zamknięcie ambasad co jest równoznaczne z zerwaniem stosunków dyplomatycznych.

Beata Wajda z Klubu Myśli Polskiej napisała: „Zaszkodził (minister Sikorski – red.) przede wszystkim Polakom którzy mieszkają w Rosji na Syberii którzy będą musieli jechać tysiące kilometrów aby załatwić ważną sprawę”. Z kolei Mirosław Waźkowski w grupie Klub Myśli Polskiej dodał: „No i komu zrobiono pod górkę? Wiadomo Polakom, którzy żyją na Syberii”.