Amerykański lewicowy „The New Republic” donosi, jakoby niektórzy dowódcy w armii USA przedstawiali wojnę z Iranem w religijnych kategoriach, sugerując żołnierzom, że konflikt jest częścią „planu Boga” i ma doprowadzić do wydarzeń apokaliptycznych opisanych w Biblii.
Organizacja Military Religious Freedom Foundation (MRFF) miała otrzymać ponad 110 skarg od żołnierzy z ponad 40 jednostek i co najmniej 30 baz wojskowych. Według tych skarg niektórzy dowódcy mówili, że: wojna z Iranem jest częścią „Bożego planu”, prezydent Donald Trump został „namaszczony przez Jezusa”, konflikt ma zapoczątkować Armagedon i powrót Jezusa.
„TNR” sugeruje też, że brak jasnego wyjaśnienia celu wojny ze strony Białego Domu sprzyja pojawianiu się takich religijnych interpretacji wśród części dowódców.
Tak objawia się chrześcijański syjonizm, nurt religijno-polityczny w chrześcijaństwie, silny szczególnie w USA, który popiera powrót Żydów do Ziemi Świętej i istnienie państwa Izrael, ponieważ uznaje to za wypełnienie proroctw biblijnych. W skrócie – “jeśli będziesz błogosławić Izraelowi, Bóg pobłogosławi Tobie”. Przekonanie to jest często powiązane z eschatologią, czyli wiarą w wydarzenia końca czasów. Część chrześcijańskich syjonistów uważa, że powrót Żydów do Izraela oraz rozwój państwa izraelskiego mają doprowadzić do wydarzeń poprzedzających Ponowne Przyjście Jezusa Chrystusa [raczej „mesjasza” z talmudu.. md] . No i Izrael trzeba chronić i bardzo mu pomagać – stąd m. in. wojna z Iranem.
Raz jeszcze przypominam – herezja „chrześcijańskiego syjonizmu” jest niezwykle groźna, jak widać giną przez nią ludzie, również Amerykanie. Czym dokładnie jest ten ruch religijno-polityczny? Jak powstał? Jak się rozwija? W jaki sposób podchodzą do niego ludzie Kościoła? Przeczytajcie w naszym kwartalniku
Minister Smotricz , obecny chyba minister finansów, jeśli się nie mylę, w pewnym momencie w zeszłym roku mówił o tym, że doprowadzenie do zagłodzenia dwóch milionów Palestyńczyków byłoby rzeczą moralną.No, przepraszam, dwa miliony ludzi i ich zagłodzenie jest rzeczą moralną, to mówi minister rządu i nic się nie dzieje.
Minister Izrael Katz, to jest minister obrony Izraela, trzy, no może cztery tygodnie temu, urządza konferencję prasową, na której opowiada o tym, że trzeba wszystkich Palestyńczyków z Gazy zebrać, on użył określenia skoncentrować w jednym miejscu, w jednym obozie. Przepraszam, jak ja słyszę o koncentracji dwóch milionów ludzi w jednym obozie, to z czym nam się to kojarzy?
Ta rozmowa jest o tyle ciekawa, że Schneerson w pewien sposób namaszcza Netanyahu i mówi o nim, że on będzie tym, który przygotuje drogę dla Mesjasza. I że to jest ten człowiek, ten polityk, który wreszcie spełni ten sen żydowskich mesjanistów.
Otóż chrześcijańscy syjoniści traktują te słowa dosłownie, czyli uważają, że to błogosławienie potomkom Abrahama ma odnosić się wprost do obecnie żyjących Żydów i obecnie działającego Izraela. Czyli błogosławić, będę błogosławił tym, którzy błogosławią twojemu potomstwu oznacza, że chrześcijanie mają za obowiązkiem chrześcijan jest wspieranie Izraela w jego polityce, żeby zdobyć błogosławieństwo Boże.
Z charakterystycznym dla siebie talmudycznym okrucieństwem, izraelska armia wysłała do Stwórcyco najmniej sto pięćdziesiąt dziewcząt uczęszczających do szkoły podstawowej w Minab, w jednej z irańskich prowincji. [Tak „świętowali” Purim.. md]
Po wydarzeniach w Gazie i sprawie Epsteina nie sposób nie dostrzec tego, gdzie i w kim tkwi mroczne i antychrześcijańskie serce Zachodu.
Z kolei zbrodniczy bizon z blond grzywką zabił Chameneiego, po tym, jak porwał inną głowę państwa, tj. Maduro, i zagroził śmiercią pół tuzinowi innych przywódców.
Sądzę, że nikt, nawet okrutny Bush junior czy zdeprawowany Bill Clinton, nie zachowywali się tak, jak postępuje Trump, nędzny gangster na miarę Ala Capone.
Zauważmy, że o ile odrażająca nikczemność gangstera-biznesmena i zboczeńca z blond grzywką (byłego wieloletniego przyjaciela Epsteina) jest prawdopodobnie bezkonkurencyjna, to amerykańska plutokracja pozostaje niezmienna, czyli ta sama, która po eksterminacji Indian rzuciła dwie bomby atomowe na Japonię i wypowiedziała wojnę połowie świata. Pod pretekstem ratowania go przed komunizmem zepsuła go bardziej niż jakikolwiek reżim totalitarny, czy to czerwony, czy czarny.
Owa plutokracja w czasie pokoju inwazyjnie opanowuje cały świat, aby go ujednolicić i zepsuć, zalewając go swoją nikczemną, orgiastyczno-handlową tandetą. Od dawna – jak uczy nas Epstein – została ona zdominowana od wewnątrz przez moce talmudyczne.
Tacy, jak Anglosasi, którzy materializm pieniądza i konsumpcji uczynili jedynym prawdziwym bogiem, nieuchronnie stają się niewolnikami owej antychrześcijańskiej mniejszości, która zawsze wykorzystywała pieniądze i perwersję, aby rządzić innymi narodami. Dobrze wiemy, o kim mowa.
„Zachód utracił Chrystusa; to jest powód, dla którego Zachód umiera; umiera wyłącznie z tego powodu” – pisał wielki Fiodor Dostojewski w odległym 1871 roku.
Ale zanim umrze, najwyraźniej musi służyć największym wrogom Chrystusa, którego się wyrzekł.
Tymczasem widzimy, że zarówno szalony Trump, jak i jego zwierzchnik Netanjahu, który trzyma go na smyczy, są dwiema postaciami „prawicowymi”. W dzisiejszych czasach pojęcia „prawica” i „lewica” nie mają już żadnego znaczenia.
Jedyna prawdziwa różnica istnieje między tymi, którzy sprzeciwiają się mocom piekielnym rozsadzającym społeczeństwa, a tymi, którzy je popierają.
W Queensland (Australia), mały Samuel walczył o życie przez trzydzieści minut po nieudanej aborcji – pozostawiony sam sobie, szukał pocieszenia, ssąc kciuk.
[autentyczne zdjęcie. md]
Malutki Samuel: urodzony żywy po nieudanej aborcji w Queensland
W Queensland w Australii rozegrał się przerażający dramat, który ukazuje prawdziwą twarz przemysłu aborcyjnego. Baby Samuel – imię, które nadały mu działacze pro-life – przyszedł na świat żywy po nieudanej aborcji w 16. tygodniu ciąży. Zamiast otrzymać pomoc medyczną w szpitalu, to maleńkie dziecko zostało pozostawione, by umrzeć samo, szukało pocieszenia przez ssanie kciuka. Odważny whistleblower ze szpitala zrobił zdjęcie tej sceny i naraził swoją karierę, by ujawnić prawdę.
Brak jakichkolwiek ograniczeń od 2018 roku – aborcja dozwolona aż do porodu
To nie jest odosobniony przypadek. To gorzka rzeczywistość prawa aborcyjnego, które w Queensland (i w innych częściach Australii) zezwala na aborcję aż do momentu porodu, bez realnych ograniczeń. Od dekryminalizacji w 2018 roku Queensland stało się jednym z regionów o najbardziej ekstremalnych przepisach aborcyjnych na świecie: nienarodzone dziecko można zabić aż do chwili narodzin, z dowolnego powodu – fizycznego, psychologicznego czy społecznego.
A jeśli dziecko przeżyje? Wtedy wolno mu po prostu umrzeć – bez opieki, bez uśmierzenia bólu, bez ciepłego kocyka czy czyichś ramion.
Ssanie kciuka w „Butterfly Room” – dzieciobójstwo przez opuszczenie(UB: in primis poprzez aborcję)
Zdjęcie Samuela porusza do głębi. Maleńki człowieczek, wyraźnie rozpoznawalny jako niemowlę, leży na zimnej metalowej tacy lub stole w tzw. „Butterfly Room” – pomieszczeniu przeznaczonym dla rodziców opłakujących perinatalną stratę, np. martwy poród lub późne poronienie. Motyl jest symbolem pięknego, lecz krótkiego życia. Na zdjęciu Samuel ssie kciuk – instynktowny odruch pocieszenia, który wykazują nawet wcześniaki. Walczył o życie przez trzydzieści minut, ale nikt go nie podniósł, nikt nie zapewnił opieki, nikt nie uznał jego człowieczeństwa.
Dr Joanna Howe ujawnia wstrząsające dane
Dr Joanna Howe, profesor prawa na Uniwersytecie w Adelaide i prominentna głos pro-life, udostępniła zdjęcia i świadectwa. Według niej oraz innych źródeł z sektora opieki zdrowotnej to nie wyjątek. Tylko w 2022 roku w Queensland miało miejsce około 50 żywych urodzeń po aborcjach, po których dzieci umierały bez żadnej pomocy. Inne dziecko, Amira (25 tydzień), najpierw otrzymało toksyczny zastrzyk, a potem urodziło się martwe. Dane się kumulują, poparte zeznaniami położnych i pielęgniarek, które nie mogą już dłużej milczeć.
Cenzura ze strony rządu i Big Tech: zdjęcie jest aktywnie usuwane
Mimo to rząd i wielkie firmy technologiczne próbują stłumić tę prawdę. Wywierana jest presja, by usuwać zdjęcie Samuela z mediów społecznościowych. Queensland Health i władze nie chcą, aby ludzie to widzieli. Nie chcą, by wyborcy zorientowali się, co dzieje się w ich imieniu, za ich podatki. Politycy z LNP i inni nakładają nawet „kaganiec” na dyskusję o aborcji w parlamencie, by głosy takie jak Robbie Katter (Katter’s Australian Party) zostały uciszone. Tylko nieliczni odważają się bronić wolności słowa i ochrony nienarodzonych dzieci.
Dlaczego jedno dziecko dostaje opiekę, a drugie nie?
To wszystko pokazuje hipokryzję lobby aborcyjnego. Nazywają to „prawami reprodukcyjnymi”, „wyborem”, „opieką zdrowotną”. Ale jaki to wybór – pozwolić żywemu dziecku umierać w męczarniach? Jaka to opieka zdrowotna, która pozwala niemowlęciu umrzeć bez opieki paliatywnej, podczas gdy w tych samych szpitalach robi się wszystko dla wcześniaków w tym samym wieku, które są chciane? To czysta arbitralność: jedno dziecko dostaje inkubator, tlen i miłość; drugie traktowane jest jak odpad.
Zespół poaborcyjny i kłamstwo o braku bólu u nienarodzonych dzieci
Kobiety poddające się aborcji często są okłamywane. Mówi im się, że dziecko „jeszcze nie czuje bólu”, „nie jest jeszcze prawdziwym człowiekiem”, „to tylko kępka komórek”. Ale ssący kciuk Samuel dowodzi czegoś przeciwnego. Od chwili poczęcia jest człowiekiem – z prawem do życia, do opieki, do współczucia. A matki, które później odczuwają żal? Często zostają porzucone przez te same kliniki, które wcześniej inkasowały pieniądze. Zespół poaborcyjny istnieje naprawdę – depresja, żałoba, myśli samobójcze to jego skutki.
Baby Samuel woła o sprawiedliwość – Stop masowemu mordowi nienarodzonych dzieci
Nadszedł czas, by chrześcijanie i wszyscy ludzie dobrej woli powstali. Baby Samuel woła o sprawiedliwość. Jego kciuk w buzi to cichy protest przeciwko kulturze śmierci. Módlmy się za jego duszę, za jego matkę, za whistleblowera, który okazał odwagę. Udostępniajmy, co naprawdę dzieje się w centrach aborcyjnych. Domagajmy się odpowiedzi od polityków, którzy milczą lub współuczestniczą. Nie traktujmy aborcji jak „praw kobiet”. To masowy mord na najbardziej bezbronnych spośród nas. Mały Samuel zasługiwał na coś lepszego. Każde dziecko zasługuje na coś lepszego. Walczmy, aż aborcja zostanie zakazana wszędzie, a każde życie będzie chronione od momentu poczęcia.
Oczywiście nikt nie wie, jak długo potrwa i czym zakończy się wojna rozpoczęta przez Trumpa – na polecenie Netanjahu – przeciwko Iranowi, która doprowadziła do wybuchu konfliktu na całym Bliskim Wschodzie. Jedyną rzeczą pewną jest to, kto będzie jego główną ofiarą – oczywiście oprócz ludności cywilnej „wyzwolonej” za pomocą bomb i masakr: będzie nią Europa.
Po raz kolejny zapłacimy bardzo wysoką cenę za wojnę, która nas nie dotyczy, przeciwko wrogowi, który nie jest naszym wrogiem. My, mieszkańcy środkowo-zachodniej Europy, nie mamy wrogów, ale regularnie narzucają nam ich rzekomi „przyjaciele”: tj. Stany Zjednoczone, a obecnie również Izrael.
W przypadku Iranu, podobnie jak Rosji i Chin, w naszym interesie leżałoby utrzymywanie przyzwoitych z nimi stosunków, ale nie możemy tego zrobić, ponieważ „przyjaciele” zmuszają nas do udziału w ich wojnach lub ponoszenia ich konsekwencji. Powinniśmy zdecydować się – pisze Gianandrea Gaiani w Analisi Difesa – na „wyzwolenie się od wyzwolicieli”, ale aby to zrobić, potrzebna jest klasa rządząca godna tej nazwy, zamiast bezkręgowców, którzy nami rządzą, niezdolnych do działania w naszym interesie, od dziesięcioleci odmiennym od interesów Waszyngtonu.
W roku 1999, Clinton wciągnął nas w wojnę z Serbią Miloszewicza, destabilizując Bałkany kosztem naszym i Rosji, a z korzyścią dla Stanów Zjednoczonych. W latach 2001-2003, Bush junior wciągnął nas w wojnę z Afganistanem i Irakiem, powodując fale uchodźców i terroryzmu oraz wzrost cen ropy naftowej, które zaszkodziły Europie. W latach 2010-2011, Obama nakręcił tzw. arabskie wiosny, podpalając Afrykę Północną i Bliski Wschód – od Libii, przez Irak, po Syrię, podkopując nasze bezpieczeństwo energetyczne, a także polityczne za sprawą kolejnych fal migrantów.
Ostateczny cios nastąpił w roku 2024, wraz ze zmianą reżimu na Ukrainie (bynajmniej nie na filoputinowski, ale jak oświadczyła przed Kongresem wiceminister stanu Victoria Nuland, Stany Zjednoczone „zainwestowały 5 miliardów” w „rewoltę” na Majdanie pod hasłem „Europa, pierdol się!”), wojną domową, inwazją rosyjską, zniszczeniem gazociągów Nord Stream przez trio Kijów-Warszawa-CIA, auto-sankcjami nałożonymi na Moskwę, pieniędzmi wyrzuconymi w błoto na przegraną z góry wojnę: co przekłada się na ostateczne samobójstwo Europy.
Zawsze ten sam scenariusz: Stany Zjednoczone narzucają nam ich wojny, my płacimy rachunki i ponosimy konsekwencje.
Obecnie, bomby na Iran, wraz z zamknięciem Cieśniny Ormuz i wielkim powrotem piratów Houthi przeciwko naszym statkom, powodują gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i – zgadnijcie, kto na tym traci? – My. A kto na tym zyskuje? – Stany Zjednoczone, które będą coraz bardziej zwiększać eksport swojego gazu i ropy naftowej, niezwykle drogich i zanieczyszczających środowisko ze względu na technikę szczelinowania hydraulicznego, ale obecnie nawet opłacalnych dzięki boomowi na ropę naftową i samobójczej rezygnacji Europy z zaopatrzenia się w Rosji za jedną piątą ceny. Później, jak zawsze, przybędą uchodźcy i terroryści.
Atak na Iran, przeprowadzony w trakcie trwających negocjacji i wymierzony w kluczowe postaci irańskiego rządu, nie zawiera żadnych szczególnych nowości w porównaniu z tym, co już wiedzieliśmy o podejściu Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Teheranu.
Nie powinno dziwić, że Stany Zjednoczone i Izrael arbitralnie decydują się użyć siły przeciwko każdemu, kogo uznają za swojego wroga na całym świecie – i robią to, kłamiąc na temat irańskiego programu nuklearnego, który przez nikogo nie był uważany za bliski realizacji broni atomowej.
W końcu zawsze tak postępowali: celowane naloty, „prewencyjne” ataki, a nawet porwania głów państw, jak w przypadku Wenezueli – działania, które gdyby dokonał ich ktokolwiek inny, bez wahania określilibyśmy mianem terrorystycznych.
Robią to, destabilizując całe obszary świata – zazwyczaj te o kluczowym znaczeniu energetycznym – nie informując wcześniej sojuszników ani nie konsultując się z nimi. Wicepremier Matteo Salvini ujawnił wczoraj, że włoski rząd został powiadomiony o rozpoczęciu operacji wojskowych… dopiero po ich rozpoczęciu. Rzym dowiedział się o wszystkim z telewizyjnych breaking news i depesz agencyjnych.
Historia ministra obrony Guido Crosetto, który – jak się wydaje – utknął z rodziną w Dubaju (co stało się obiektem licznych żartów), pokazuje w rzeczywistości, że Pentagon nie poinformował nawet sojuszników z NATO o nadchodzącym ataku. To kolejne potwierdzenie, że Stany Zjednoczone i Izrael od zawsze stosują zasadę wyższości wobec reszty świata opartą na ich „wyjątkowości”. Mówiąc językiem Markiza del Grillo: „Ja jestem ja, a wy nie jesteście warci funta kłaków”.
Nic zaskakującego, jeśli weźmiemy pod uwagę arogancję, jaką administracja Trumpa rezerwuje dla Europejczyków – i to, że nasi „sojusznicy” zza oceanu od wielu lat zachowują się jak najwięksi wrogowie Europy.
Wywołali arabskie wiosny, które podpaliły Afrykę Północną i Bliski Wschód, rozpętując wojny w Libii, Iraku i Syrii – co podważyło bezpieczeństwo energetyczne i „podwórko” Europy. Dokonali zmiany rządu w Kijowie w 2014 roku, inwestując w operację Majdan 5 miliardów dolarów (jak przyznała w Kongresie podsekretarz Victoria Nuland), otwierając drogę do militarnej konfrontacji z Rosją – po czym wysadzili gazociąg Nord Stream… po tym, jak wcześniej Biden i Nuland otwarcie zapowiadali jego zniszczenie.
W obliczu tego wszystkiego dziecinadą byłoby dziwić się, że Amerykanie nie okazują szacunku europejskim sojusznikom. Nie trzeba być szczególnie przewrotnym, by zauważyć, że atak na Iran – niezależnie od jego rezultatów – spowoduje wzrost cen ropy, także z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz, które wczoraj zapowiedzieli Strażnicy Rewolucji Islamskiej.
Nie trzeba być wybitnym analitykiem, by zrozumieć, że blokada Zatoki Perskiej sprzyja amerykańskiemu eksportowi energii, a wyższe ceny ropy czynią bardziej opłacalnym wydobycie w USA – gdzie kosztowna technologia frackingu nie jest rentowna poniżej 62–65 dolarów za baryłkę.
I nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że Europa – już teraz najbardziej uprzemysłowiony region świata, który po rezygnacji z taniego i nieograniczonego rosyjskiego gazu i ropy płaci najwyższe ceny za energię – poniesie z tego ataku dodatkowe, bardzo poważne szkody gospodarcze i bezpieczeństwa.
To, co naprawdę powinno nas wszystkich dziwić, to fakt, że rządy europejskich państw (o Unii Europejskiej, która stała się już jedynie nomenklaturą lobbystów w dużej mierze służących interesom amerykańskim, lepiej nie wspominać) nadal pozostają uległe wobec samowystarczalnej arogancji Stanów Zjednoczonych i Izraela.
Dla nas, Włochów, którzy od dawna uważają tzw. „rozszerzone Morze Śródziemne” (sięgające aż po Morze Czerwone, Ocean Indyjski i Zatokę Perską) za obszar o pierwszorzędnym znaczeniu strategicznym i narodowym, obecne operacje wojskowe powinny być nie do zaakceptowania – właśnie dlatego, że prowadzą wyłącznie do dalszej destabilizacji regionu.
Również jemeńskie milicje Huti ogłosiły wznowienie ataków na statki handlowe w Cieśninie Bab al-Mandab i Zatoce Adeńskiej – w solidarności z zaatakowanym Iranem. Dzięki USA i Izraelowi ruch morski do/z Morza Śródziemnego znów zostanie poważnie utrudniony – ucierpią nasze porty, nasz eksport i import. A kilka okrętów z garstką pocisków w ramach unijnej operacji Aspides na pewno nie wystarczy do ochrony żeglugi – zwłaszcza że nawet Amerykanie musieli w końcu pertraktować z Hutimi po wyczerpaniu zapasów pocisków przeciwlotniczych na niektórych jednostkach US Navy.
Nie ma najmniejszego sensu, by narody europejskie dziś powtarzały, że są sojusznikami USA i Izraela – bo między sojusznikami się rozmawia, podejmuje decyzje wspólnie lub uzgodnione, a przede wszystkim unika się działań jednostronnych, które szkodzą partnerom. Tymczasem Europejczycy są traktowani jak „użyteczni idioci” – mają wspierać kampanie wojskowe i inicjatywy idące wprost przeciwko ich własnym interesom, a potem mają potulnie milczeć.
„Kto sobie sam jest winien, niech sam płacze” – to prawda. Ale europejskie narody muszą się obudzić, zanim będzie za późno. Interesy Stanów Zjednoczonych i Izraela od dawna opierają się na destabilizacji całych obszarów geopolitycznych i energetycznych – to cel dokładnie odwrotny do tego, co powinno przyświecać Europejczykom.
Dlatego jak najszybciej trzeba się wyzwolić z sojuszu, który staje się coraz bardziej jednostronny, uciążliwy i niebezpieczny dla naszego bezpieczeństwa. Tak jak Imperium Rzymskie w fazie schyłkowej, także amerykańskie imperium staje się nieprzewidywalne, groźne i kierowane przez liderów mało wiarygodnych, nieprzygotowanych, a czasem jawnie niestabilnych.
Czy ma sens powierzać naszą obronę, bezpieczeństwo i bazy wojskowe potędze, która z każdym dniem coraz wyraźniej okazuje się naszym wrogiem?
Bo propaganda – z jej śmiesznymi nowomową i obłąkańczymi deklaracjami Trumpa o „nieuchronnym zagrożeniu ze strony Iranu” – nie wystarczy, by usprawiedliwić tę nową wojnę, która sieje chaos tuż u bram Europy. Po 80 latach Europa powinna znaleźć w sobie odwagę, by „uwolnić się od wybawicieli” – z pragmatyzmem, odrzucając sekciarskie dogmaty i nie dając się dłużej wciągać w cudze wojny.
Filo-ajatollah?
Nie trzeba być fanem zmarłego ajatollaha Chameneiego (który był chory i miał 87 lat, ale był wybitną postacią nie tylko Iranu, lecz całego szyickiego islamu), by zauważyć: jeśli nazywamy irański system „reżimem”, to samo powinniśmy powiedzieć o absolutystycznych, dziedzicznych monarchiach Zatoki Perskiej – petro-państwach, w których praw obywatelskich i politycznych jest bardzo mało, a które są naszymi „żelaznymi sojusznikami”, przed którymi Europa często biła pokłony w zamian za miliardowe inwestycje.
Śmieszne jest określanie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (pasdaran) mianem „ruchu terrorystycznego” – jak zrobił Parlament Europejski, także głosami Włoch – bez przypomnienia, że islamski terroryzm to sunnici (ISIS, Al-Kaida itd.), a nie szyici.
Wręcz przeciwnie: szyici – zarówno arabscy, jak i perscy – są głównym celem sunnickiego ekstremizmu terrorystycznego (wystarczy przeczytać manifesty bin Ladena, al-Zarkawiego czy al-Baghdadiego). Warto też przypomnieć, że to nie Amerykanie ani tym bardziej Włosi powstrzymali ISIS przed zajęciem Bagdadu w sierpniu 2014 roku – lecz trzy pułki irańskich pasdaran, ponosząc przy tym ciężkie straty.
Podobnie wyzwolenie północnego Iraku i wschodniej Syrii spod Państwa Islamskiego w dużej mierze zawdzięczamy szyickim milicjom ludowym wspieranym przez pasdaran.
To niewygodne wspomnienia – zwłaszcza dziś, gdy cały świat uznał za przywódcę Syrii byłego terrorystę Abu Mohammada al-Dżulaniego (Ahmeda asz-Szara), na którego głowę Waszyngton jeszcze niedawno wyznaczył 10 milionów dolarów nagrody. Nikt go nie wybierał – doszedł do władzy jako przywódca sunnickiej milicji islamistycznej sprzymierzonej z Turcją; dawny zastępca Zarkawiego, członek ISIS, założyciel Dżabhat an-Nusra, lider Tahrir asz-Szam. Dziś wszyscy podają mu rękę – także ci, którzy pasdaran nazywają terrorystami.
Pragmatyzm polityki czyni hipokryzją każdy apel o „wartości wolności i demokracji”. Rezygnujemy z energii autokraty Putina, by kupować ją od reżimu Ilhama Alijewa – prezydenta Azerbejdżanu od 2003 roku, następcy ojca Hejdara. Reżim wielokrotnie krytykowany za represje wobec opozycji i brak praw człowieka – jedyna republika na świecie (obok Korei Północnej), w której władza przechodzi z ojca na syna wraz z kultem jednostki.
Tak samo dziś izraelska i amerykańska propaganda (z typową medialną fanfarą posłusznych mediów) serwuje nam kontrast: irańskie dziewczyny za czasów szacha Rezy Pahlawiego kontra kobiety w hidżabach (notabene nieobowiązkowych) w Iranie ajatollahów.
Ten sam chwyt stosowano z burkami afgańskimi, gdy USA i sojusznicy „eksportowali demokrację” do Kabulu – by potem zostawić kraj talibom i burkom.
Wystarczy znać historię lub mieć odpowiedni wiek, by pamiętać fakty: przywrócenie monarchii Pahlawich w Teheranie nie byłoby żadną gwarancją wolności ani demokracji. Szach rządził żelazną pięścią, posługując się niesławną SAVAK, ogłosił się „cesarzem” (jedyny obok Bokassy w tamtych czasach). Nieprzypadkowo jego imperium – sojusznik USA i Izraela – runęło w wyniku wielkich powstań ludowych.
Niejasne perspektywy
Biorąc pod uwagę wszystko to, co zostało powiedziane, staje się oczywiste, że irański program nuklearny i balistyczny stanowią jedynie pretekst, by pogrążyć Iran – sojusznika Rosji i Chin – w całkowitym chaosie, wraz z jego produkcją energii, która dzisiaj jest eksportowana do Azji, a którą Waszyngton chciałby wyłączyć z gry lub – alternatywnie – przejąć pod swoją kontrolę.
Ponadto, Iran podpisał w 2015 roku międzynarodowe porozumienie z administracją Obamy, które następnie Donald Trump unieważnił, kierując się dyktatem Benjamina Netanjahu – co już wówczas rodziło pytanie, kto tak naprawdę trzyma stery w sojuszu izraelsko-amerykańskim. Dziś żądanie nowego porozumienia nuklearnego brzmi groteskowo, zwłaszcza po tym, jak w wojnie trwającej 12 dni, wywołanej w czerwcu zeszłego roku przez Izrael, właśnie Trump ogłosił, że program atomowy Iranu został zniszczony po nalotach bombowców B-2 na irańskie obiekty nuklearne.
W rzeczywistości był to jedynie interwencja, która pozwoliła tymczasowo zatrzymać wojnę i uratować twarz Izraelowi, który wyczerpał zapasy pocisków antyrakietowych, podczas gdy Teheran wciąż dysponował dużą liczbą pocisków balistycznych gotowych do wystrzelenia. Także w obecnej kampanii to prawdopodobnie amunicja zdecyduje o sukcesie lub porażce stron konfliktu – jak podkreślił również Scott Ritter. Co skończy się pierwsze: irańskie nośniki balistyczne czy izraelskie i amerykańskie systemy antyrakietowe?
Siły zbrojne Izraela (IDF) szacują, że Iran posiada obecnie około 2500 pocisków balistycznych. Przed wojną z czerwca 2025 roku te same źródła twierdziły, że Iran zamierza znacząco przyspieszyć tempo produkcji pocisków balistycznych – z 3000 do 8000 sztuk w ciągu dwóch lat. W trakcie konfliktu czerwcowego Iran wystrzelił ponad 500 pocisków w kierunku Izraela, a IDF uważa, że zniszczyła setki pocisków w atakach oraz uniemożliwiła produkcję kolejnych 1500, uderzając w fabryki.
W ostatnich miesiącach, izraelscy wojskowi uważają, że Teheran zainwestował w odbudowę zdolności produkcyjnych, wytwarzając co miesiąc kilkadziesiąt pocisków, aż osiągnął ponownie poziom 2500 sztuk. To bardzo duża liczba, która wymagałaby co najmniej trzykrotnie większej liczby pocisków obrony przeciw balistycznej. Iran zresztą atakuje amerykańskie bazy w arabskich monarchiach Zatoki nie tylko dlatego, że są to ewidentne, uzasadnione cele wojskowe, ale być może także po to, by wzniecić arabskie społeczeństwa, które nienawidzą polityki USA i Izraela – i które mogłyby zmusić emirów do wyrzucenia amerykańskich baz, postrzeganych coraz bardziej jako (bogatsze i lepiej uzbrojone) ramię Izraela.
Także spór, który wybuchł między Cyprem a Wielką Brytanią w sprawie dwóch irańskich pocisków balistycznych określanych jako „błądzących” i potencjalnie skierowanych na brytyjskie bazy na wyspie będącej częścią UE (a obecnie sprawującej półroczną prezydencję), powinien skłonić do refleksji, jak bardzo wojna wywołana przez Izrael i Stany Zjednoczone może bezpośrednio zagrozić Europie i Unii Europejskiej.
W tej wojnie to nie tylko rząd irański stawia wszystko na jedną kartę: USA i Izrael ryzykują nie tylko nieosiągnięcie założonych celów, ale także utratę wiarygodności politycznej i militarnej (zwłaszcza jeśli Iran zdoła zadać swoim wrogom bolesne straty), narażając się na nienawiść większości świata. Z politycznego punktu widzenia należy bowiem zapytać, na jakiej podstawie największa potęga nuklearna świata (obok Rosji) oraz de facto potęga nuklearna, jaką jest Izrael – który nigdy nie poddał się inspekcjom agencji ONZ ds. energii atomowej (MAEA) – mogą sobie rościć prawo do odmawiania Iranowi wzbogacania uranu, a nawet rozwoju pocisków balistycznych i broni jądrowej.
Na zasadzie prawa silniejszego? – Żegnajcie więc szeroko propagowane prawo międzynarodowe, „sprawiedliwy pokój” i przeciwstawienie agresora ofierze, tak drogie naszym politykom i komentatorom.
Wreszcie, po zaledwie 36 godzinach wojny już widać, że najważniejszą lekcją płynącą z tego konfliktu jest ta płynąca z Korei Północnej: gdyby Teheran posiadał broń jądrową, tak jak Pjongjang, nikt nie odważyłby się go zaatakować.
Zachodnie media lansują na potęgę Irańczyków, którzy zhańbili się najohydniejszym czynem – zdradą ojczyzny doświadczającej brutalnej napaści bezwzględnych agresorów. Ten obrzydliwy trend dotarł także do kraju nad Wisłą, gdzie wywindowano internetowe postacie, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”.
Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri – bo o nich mowa – aktywnie działają w Internecie i wypowiadają się dla polskojęzycznych mediów głównego ścieku, gdzie z entuzjazmem kibicują atakowi na ich kraj. Dorabiają do tego propagandową śpiewkę o „brutalnym reżimie ajatollahów” gnębiących swoich obywateli.
Dla przykładu Rezazadeh ubolewał w rozmowie z Wirtualną Polską, że szkoły w Iranie są jednopłciowe do końca liceum, dzieci uczone są modlitwy, a kobiety obowiązuje skromny strój. No rzeczywiście, dla wielu kobiet z Zachodu, które świecą gołym tyłkiem na Instagramie czy zarabiają krocie, sprzedając swoje ciało na OnlyFansie, to musi brzmieć strasznie.
W związku z powyższym trzeba było „wyzwolić” Irańczyków, a szczególnie „uciśnione” Iranki, za pomocą rakiet i bomb. Kiedy więc Iran został zaatakowany, zachwytom wśród zdrajców nie było końca.
NA USŁUGACH WROGÓW OJCZYZNY
Mohammadreza Rezazadeh, znany z profilu „Irańczyk w Polsce” i przedstawiający się jako Michał, wszem wobec opowiada w polskojęzycznych mediach, z jaką ulgą przyjął fakt, że Amerykanie i Izrael napadli na jego kraj. Oczywiście używa przy tym eufemizmów, nazywając to „interwencją w interesie Irańczyków”.
W celu podkręcenia emocji przywołuje liczne ofiary niedawnych zamieszek, wciskając przy tym brednie, że to irańskie władze odpowiadają za ich śmierć. Nie wspomina jednak ani słowem, że za wywołaniem potężnego chaosu na ulicach irańskich miast stały izraelskie i amerykańskie służby, co zostało już udowodnione.
Wtóruje temu Reyhaneh Mansouri, która wypłynęła w mediach społecznościowych jako „Perska w Polsce” przy okazji wspomnianych zamieszek. Komentując zaistniałą sytuację, idealnie wpasowała się w propagandę zachodniego ścieku medialnego.
Po napaści zbrojnej na Iran Mansouri udzieliła wywiadu dla TVP Info, opowiadając przed kamerą bajki o radosnych ludziach celebrujących na ulicach irańskich miast, co rzekomo miało miejsce po ataku Izraela i USA oraz zabiciu najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.
– Udało mi się porozmawiać z rodziną w Iranie, która była szczęśliwa i podekscytowana. Stwierdziłam, że jeżeli oni się cieszą, to ja też powinnam się cieszyć – mówiła w programie „Oko na Świat”.
Obok niej w telewizyjnym studio siedziała niejaka Raana Goss, która atak na Iran określiła entuzjastycznie jako „interwencję humanitarną”. Zdumiewające jak łatwo tym ludziom przychodzi zachwycać się agresją na ich kraj, kiedy będąc z dala od ojczyzny nie doświadczają żadnego zagrożenia ze strony izraelskich i amerykańskich bomb.
Nie lepiej wypadła Negar Hosseinnejad, udzielając wywiadu dla Polskiego Radia. „Tak naprawdę wszyscy czekaliśmy na ten moment od wielu tygodni. Sytuacja była bardzo napięta. Były chwile zwątpienia – czy na pewno dostaniemy pomoc ze strony Izraela czy Stanów Zjednoczonych?” – wyznała Iranka od dziesięciu lat mieszkająca w Polsce.
Tymczasem tylko w pierwszym dniu agresji na Iran – 28 lutego 2026 roku – przeprowadzono liczne ataki militarne na cele cywilne, w tym szkoły, szpitale, instalacje ratunkowe i personel medyczny. Działania te doprowadziły do śmierci setek niewinnych cywilów, w tym kobiet i dzieci, oraz do obrażeń i ran jeszcze większej liczby osób.
Jak podano w komunikacie Ambasady Iranu w Polsce: „Czyny te ewidentnie wypełniają znamiona zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości”.
Do szczególnie przerażającej masakry doszło w mieście Minab w południowo-wschodnim Iranie, gdzie w wyniku zbombardowania żeńskiej szkoły podstawowej zginęło 167 uczennic. Zabite dziewczynki były w wieku od 7 do 12 lat.
PARAGRAF ZA POCHWALANIE WOJNY
Algorytmy znają moje zainteresowania, więc telefon regularnie podrzuca mi wiadomości o tematyce irańskiej. W ten sposób dotarła do mnie kolejna rolka z wypowiedzią „Irańczyka w Polsce”. Po jej obejrzeniu zachciało mi się wymiotować, co naprawdę zdarza mi się bardzo rzadko.
Mohammadreza Rezazadeh w rozmowie z Wirtualną Polską, komentując agresję USA i Izraela na jego kraj, powiedział ohydne kłamstwo: „Więcej w nas wszystkich było radości”. Po czym bezczelnie dodał, że „Irańczycy sami o to prosili”, bo rzekomo mieli chcieć wyzwolić się spod władzy ajatollahów.
Jako dziennikarka pojechałam do Iranu trzykrotnie, z czego dwa razy byłam tam w ostatnich miesiącach. Wiele razy słyszałam od samych Irańczyków ogromne obawy, że ich kraj zostanie zaatakowany. W moim najnowszym filmie dokumentalnym „Druga ojczyzna Polaków” mam uwiecznione, jak Irańczycy apelują do polskich motocyklistów, którym towarzyszyłam z kamerą, żebyśmy przekazali światu, że oni nie chcą z nikim wojny, że pragną pokoju. Jestem pewna, że byli szczerzy.
Wielokrotnie rozmawiałam z Irańczykami mieszkającymi w Iranie. Nawet jeśli niektórzy z nich nie popierali rządów ajatollahów – a takie osoby też poznałam – to absolutnie nikt nie chciał interwencji z zewnątrz w wykonaniu USA i Izraela. Żaden Irańczyk kochający swój kraj nigdy w życiu nie poprze agresji na ojczyznę.
Przez lata podróżowałam do wielu państw, z których przywiozłam liczne reportaże, wywiady i wspaniałe wspomnienia. Mam znajomych i przyjaciół różnych narodowości, z którymi świetnie się dogaduję. Jednak to właśnie Iran i jego mieszkańcy zachwycili mnie w sposób szczególny. Uważam, że Irańczycy to najbardziej gościnny, otwarty, szlachetny, honorowy, dumny i przyjazny naród na świecie.
Od każdej reguły są jednak wyjątki. Przykładem są produkty medialne, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”, oraz im podobni. To nie tylko zdrajcy pozbawieni honoru. Oni także łamią polskie prawo. Przypominam, że art. 117 § 3 Kodeksu karnego wskazuje wyraźnie: „Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.
Może więc najwyższa pora, aby polskie organy ścigania dobrały się do podżegaczy wojennych. Jak ktoś zdradził już raz, to ta skłonność pozostanie w nim na zawsze. Niech więc polscy urzędnicy pamiętają o tym, kiedy Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri będą starali się uzyskać polskie obywatelstwo. W przyszłości nic takich osób nie powstrzyma także od zdrady Polski. Agnieszka Piwar
8.03.2026 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
Cieszyliśmy się, że będziemy mieć prezydenta, który nie będzie „sługą narodu ukraińskiego”. Mieliśmy nadzieję, że zerwie ze ślepym filosemityzmem i że nie zatrudni w swej Kancelarii patałachów tak, jak jego żałosny poprzednik. Ale po tym, gdy ogłosił, kto będzie szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, takiej nadziei już mamy mniej. Uzasadniając wybór Sławomira Cenckiewicza, prezydent-elekt ogłosił: „To wybitny intelektualista, akademik i autor wielu książek dotyczących działalności komunistycznych oraz sowieckich służb specjalnych”.
Tu wyjaśnienie: Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za doradztwo w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa. Opracowuje analizy i rekomendacje dotyczące zagrożeń, polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej. Choć nie dowodzi wojskiem, pełni kluczową rolę – wspiera zwierzchnika Sił Zbrojnych. A jakie kompetencje w tym zakresie ma archiwista. Gdzie je nabył? Będąc pełnomocnikiem Antka Macierewicza ds. reformy archiwów wojskowych? Badając historię opozycji antykomunistycznej w PRL? Sporządzania raportów dotyczących polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej nauczył się kompilując biografię Lecha Kaczyńskiego i pracując na pół etatu w Archiwum MSZ?
W tym kontekście przypomnijmy, że ministrami obrony, odpowiedzialnymi za tragiczny stan polskiej armii byli historycy: Bronisław Komorowski, Antek Macierewicz i Mariusz Błaszczak (nie mówiąc o lekarzu psychiatrze Klichu, socjologu Parysie, posiadaczu dyplomu bakałarza filozofii Radku oraz lekarzu pediatrze Kosiniaku-Kamyszu). Nie zapomnijmy też, że „historykiem” jest Donald Tusk. Przytoczmy też słowa profesora historii Gerarda Labudy: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”.
Gdy w lutym 2021 r. kierowanie wrocławskim oddziałem IPN powierzono Tomaszowi Greniuchowi, protestowali nie tylko Żydzi. Udział w nagonce wziął Sławomir Cenckiewicz. Nominację określił: „Tragedia”. Sekundował mu Piotr Cywiński:„[…]mamy do czynienia z ideologiem ONR-u, człowiekiem, który pisał manifesty, pisał zeszyty szkoleniowe ONR-u, on wychowywał całe roczniki ONR-owców”. W nagonce wzięła także udział „Wyborcza”. Krótko mówiąc, Cenckiewicz triumfował, a zza winkla rechotał Michnik. Nawiasem mówiąc Cenckiewicz nie zabrał głosu, gdy wicepremier w rządzie PiS mianował do Rady Muzeum Polin Ryszarda Sznepfa, którego ojciec, wraz z NKWD, polował na żołnierzy niezłomnych a jako funkcjonariusz Informacji Wojskowej przesłuchiwał, torturował i mordował, którego matka – funkcjonariuszka MBP zwalczała podziemie niepodległościowe, a wujek Oswald był sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów, w tym ONR-owców.
A jakąż zbrodnię popełnił Greniuch? Nie był wnukiem funkcjonariusza UB. Nie był synem NKWD-zisty. W tym miejscu kilka porządkujących uwag: Chłopcy z ONR nie bili Żydów, ale żydokomunę. W przedwojennej Polsce faszystami byli syjoniści rewizjoniści (których wodza Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”). Członkowie 50-tysięcznego narodowo-radykalnego Bejtaru pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Kierownictwo ONR osadził w Berezie Kartuskiej patron partii, do której doszlusował Cenckiewicz – Józef Piłsudski. Greniuch zajmował się przywracaniem prawdy o polskich patriotach i jego los był ostrzeżeniem dla historyków pokroju Cenckiewicza, czym mogą się zajmować, a czym nie.
Przymilając się naukowemu Sanhedrynowi, Cenckiewicz zatrwożył się „narastającą negatywną kampanią przeciwko Polsce o wydźwięku międzynarodowym”. Nie przyszło mu jednak do łba, że kampanii takiej można było dać odpór przy pomocy archiwów, w których szpera: Poprzez ujawnienie rodowodów tych, którzy nami rządzą; Poprzez pokazanie, że nieprzerwane oskarżanie Polaków o antysemityzm służy zamazaniu zbrodni, których dopuścili się na polskich patriotach; Poprzez przypominanie, że żydokomuna to potomkowie zbrodniarzy, którzy wytępili na uniwersytetach przedwojenną profesurę a na wykłady chodzili z naganami, bo „grozili im zewsząd polscy faszyści”; Poprzez uświadomienie, że to Stalin nakazał, aby agentura Kominternu na całym świecie zwalczała Polaków pod hasłem „walki z faszyzmem”.
No i poprzez przypominanie, że Żydzi mieli haniebny udział w zagładzie własnego narodu, że mieli żydowską policję, która w ręce Niemców wydała oprócz 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów i ponad 1500 księży, którzy Żydom pomagali. Dlaczego nie przypomniał przy pomocy archiwów, że w Informacji Wojskowej, która popełniała najcięższe zbrodnie, funkcjonariuszami byli wyłącznie NKWD-ziści pochodzenia żydowskiego?
Narzędzie do szerzenia wiedzy o żydokomunie miał, gdy przejął Centralne Archiwum Wojskowe. Tymczasem szperał w nim w pojedynkę, skutecznie utrudniając innym dostęp do nich, a jego głównym „znaleziskiem” była teczki mające udowodnić antysemityzm Jaruzelskiego i antysemitów „prześladujących” żydowskich generałów w marcu ‘68. Cenckiewicz nie nadrobił też zaniechań z lustracją i dekomunizacją, która nie objęła tych, którzy mieli dziadków w MBP i KPP. Polsce lustracja jest potrzebna, ale nie podpowiadana przez Michnika i nie z pytaniem, gdzie kto był, tylko co robił, czy sądził w kapturowych sądach, czy torturował! Tymczasem pociągnięcia dekomunizacyjne Cenckiewicza i jego promotorów objęły jedynie Polaków z PZPR walczących z żydokomuną.
Archiwa Informacji Wojskowej były najpilniej strzeżoną tajemnicą nie tylko w PRL. Ale także dzisiejsi nadzorcy tych archiwów dbają o to, aby nie zostały rzetelnie zbadane, a jeśli już je wykorzystują, to głównie przeciw ludziom o poglądach narodowo-katolickich i do akcji antypolskich. To samo dotyczy IPN, który powołany po to, aby badać zbrodnie na narodzie polskim, zajął się w pierwszym rzędzie „zbrodniami Polaków na narodzie żydowskim”. Potwierdził to A. Kwaśniewski: „IPN celująco zdał najważniejszy w swojej historii egzamin w sprawie Jedwabnego. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co byłoby, gdyby takiej instytucji wówczas zabrakło”.
Stalin władzę w Polsce powierzył etnicznym mniejszościom, aby w miejsce wyniszczonych polskich elit stanowili trzon nowej „polskiej” inteligencji. Wiemy, że w 1956 roku 16 tysiącom obywateli ZSRR („obywateli”, a nie Rosjanom!) działającym w wojsku, milicji i bezpiece wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska Polaków zaginionych w czasie wojny. Dziś dzieci i wnuki tych ludzi rządzą Polską, zostają ministrami, zdobywają profesorskie tytuły. Często zadajemy sobie pytania, dlaczego Polakom nie udało się wyłonić własnych elit? Odpowiedź jest w archiwach. Gdy znaleziono 20 tysięcy kart ewidencyjnych „żołnierzy Armii Czerwonej, oddelegowanych do służby w Ludowym Wojsku Polskim”, Cenckiewicz szczycił się „unikatowym znaleziskiem” i zapowiedział ujawnienie kartoteki. Ale na zapowiedzi się skończyło. Dlaczego? Może dlatego, że były w niej nazwiska polityków z obu partii? A może i nazwisko dziadka dyrektora archiwum?
Mieczysław Cenckiewicz działał w Komunistycznym Związku Młodzieży Polski. Po wojnie znalazł się, jako oficer śledczy, w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Za „wydajną pracę” był awansowany. MBP było instytucją żydokomunistyczną i pikanterii dodaje, że po zdemaskowaniu dziadka, najgłośniej rechotała żydokomuna. „Setna rocznica urodzin Mieczysława Cenckiewicza. Kim był dziadek prześladowcy Wałęsy?” – pytał Jacek Rostowski. „Cenckiewicz walczy z grzechem. Co robił z Polakami dziadek nadwornego historyka PiS?” – to tytuł „Wyborczej”. „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Chociaż Cenckiewicza trudno zaliczyć do tego pięknego gatunku. Sądząc po jego obyczajach, bliżej mu do hieny. Przebrany za rycerza z wypraw krzyżowych walił przeciwników na odlew. No i doczekał się tego samego. Do przypomnienia, że dziadek Sławomira, był ‘zbrodniarzem i kanalią, trudniącą się torturowaniem i zabijaniem ludzi za poglądy’. Nie oceniamy ludzi po życiorysach rodziny. Ale dla Cenckiewicza robimy wyjątek” – kpił postkomunistyczny „Przegląd”. Odezwał się też Radek Sikorski: „Fakt, iż miał dziadka w UB, go napędza. On chce się uwiarygodnić w swoim środowisku, więc nikomu nie da się prześcignąć w radykalizmie”.
A dodać trzeba, że Radek coś na ten temat wie, bo jego wujek był majorem KBW, bo przy wjeździe do swego dworku umieścił napis „Strefa zdekomunizowana”, bo w MSZ otoczył się żydokomuną. No i tak, jak Cenckiewicz ma problemy ze zdrowiem psychicznym. I jeszcze jedno – to nie Cenckiewicz ujawnił teczkę dziadka. Sam przyznał: „Moi koledzy z IPN zapytali, czy miałem w rodzinie kogoś takiego jak Mieczysław Cenckiewicz”.
Dlaczego tak się zachował? Odezwały się w nim geny po dziadku umoczonym po uszy w antypolskim szambie? Chciał doszlusować do nowej elity nazwanej przez S. Michalkiewicza „szlachtą jerozolimską”? Wydawało mu się, że już jest jej członkiem. Doszedł do konkluzji, że aby doszlusować do nowej elity jest tylko jedna droga – dać się obrzezać? Tymczasem wykonał posługę szabesgoja, czyli – jak podaje Wikipedia – ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu, jak rozpalenie pieca i… zmiana świec w chanuce. I jeszcze jedno – w 2005 r. Cenckiewicz nie pozwolił, by metropolitą warszawskim został ktoś, kto rozszyfrował rodowód polskich elit – wziął, obok Lecha Kaczyńskiego, B’nai B’rith i „Gazety Polskiej”, udział w akcji utrącenia abpa Stanisława Wielgusa.
7 listopada 2011 r. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego nadał Sławomirowi Cenckiewiczowi tytuł doktora habilitowanego. Za rozprawę habilitacyjną posłużyła broszura o Annie Walentynowicz. Dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego to nie łatwa sprawa – wymaga zgody kontrolujących polską naukę cadyków. Centralną rolę w procesie habilitacyjnym odgrywa „komisja habilitacyjna”, której członków powołuje Rada Doskonałości Naukowej, której (jak mówi ustawa) „skład i przewodniczący jest starannie dobierany”. I tu pytanie: Czy prożydowskie wyczyny Cenckiewicza nie są spłatą zobowiązań podjętych wobec żydokomuny za dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego?
Cenckiewicz poparł tzw. Deklarację szesnastu zarzucającą, że G. Braun „szerzy wrogość w relacjach chrześcijańsko-żydowskich”. We jej wstępie czytamy: „Chrystus obchodził święto Chanuki”. Tymczasem w Ewangelii mamy: „Jezus przechadzał się w świątyni (…) Żydzi porwali za kamienie, aby Go ukamienować”. Uczestnictwo w święcie Chanuka jest dla katolików grzechem śmiertelnym. Uczył o tym św. Tomasz i mówił Benedykt XIV (w encyklice Ex quo): „Obrzędy Prawa Mojżeszowego zostały zniesione przez przyjście Chrystusa i nie mogą być dłużej przestrzegane bez grzechu, po ogłoszeniu Ewangelii”.
I jeszcze jedno – ci, którzy zapalali świeczki to członkowie sekty, którzy swojego ostatniego przywódcę uważają za „mesjasza”, a to oznacza, że udział katolików w takich obrządkach to łamanie pierwszego przykazania. Jeden z sygnatariuszy listu, były marszałek Sejmu Marek Jurek egzegezy Pisma Świętego dokonał w oparciu o skrypty uczelniane swej córki, studiującej judaistykę na UW. A skąd wiedzę na ten temat czerpał archiwista Cenckiewicz? Jakie miał w tej materii kompetencje? Może tłumaczy to opinia o nim kolegów archiwistów, że to pyszałek i bufon?
W innej części listu mamy: „Obchodzenie uroczystości zasługuje na szacunek. Tymczasem, Braun nie sprzeciwił się obrządkom w żydowskiej świątyni, ale imprezie politycznej, której zamysłem jest demonstracja potęgi sekty Chabad Lubawicz i pokazanie, kto tam rządzi i pisze ustawy. Nie przypadkiem też świece zapalili w czasie obrad Sejmu – centrum władzy ustawodawczej, w dniu expose premiera, co badaczowi tajnych służb powinno dawać do myślenia. I jeszcze jedno: Chanuka upamiętnia wyrżnięcie Greków i zhellenizowanych Żydów, i to tak, jakby kazać Rosjanom fetować na Kremlu „Cud nad Wisłą”.
Cenckiewicz zlustrował Witolda Kieżuna. W pełnym łgarstw paszkwilu oskarżył profesora o współpracę z PRL-owską bezpieką. Kim był (zmarł 12 czerwca 2021 w wieku 99 lat) prof. Kieżun? To żołnierz Armii Krajowej, bohater Powstania Warszawskiego, odznaczony osobiście przez gen. Bora Komorowskiego Orderem Virtuti Militari (z okazji 70. rocznicy Powstania Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczki z podobizną profesora). Aresztowany i przesłuchiwany przez NKWD w katowni na Montelupich. Zesłany do sowieckiego łagru na pustyni Kara-kum. Do kraju powrócił, ale wprost do lochów UB. Po 1970 roku pracował naukowo na polskich uczelniach i w PAN. Po 1980 wykładał w Filadelfii i Montrealu, pracował w Burundi, najpierw z ramienia ONZ, gdzie pomagał w tworzeniu administracji, później, jako przedstawiciel Kanady.
Przytoczmy, dla przykładu, kilka próbek lustracyjnej pisaniny Cenckiewicza: „To członek PRL-owskiego establishmentu, bo nie włączał się w jakikolwiek nurt opozycji w latach 70.”. O współpracy Kieżuna z SB świadczy fakt, że „będąc jeszcze studentem został praktykantem w NBP”. Miarą korzystania profesora z przywilejów ludzi władzy była „nieskrępowana możliwość podróżowania po świecie”, a koronnym dowodem, że zwiedził kilka krajów arabskich, afrykańskich oraz Czechosłowację i Bułgarię.
Kieżun bardzo przeżył paszkwil, przeszedł nerwowe załamanie, miał myśli samobójcze. Sukces w „zdemaskowaniu” agenta miał także swoją cenę dla Cenckiewicza. Odcięli się od niego przyjaciele. Byli współpracownicy zarzucali mu manipulowanie faktami. „Zajmuję się tą sprawą kilkanaście lat zawodowo, ale tak złego i tendencyjnego tekstu jeszcze nie widziałem (…) zawiera mnóstwo błędów rzeczowych, Kieżunowi przypisuje się czyny i myśli, które nie miały z nim nic wspólnego. Moim zdaniem to celowo zaplanowane działanie” – krytykował dr Piotr Gontarczyk, niegdyś bliski przyjaciel Cenckiewicza i współautor książki o Wałęsie.
Ale na tym nie koniec. W paszkwilu pisze: „Sprawa prof. Kieżuna to jedna z odsłon rywalizacji ‘Chamów’ z ‘Żydami’, sprawa pułapki zastawionej na szczerych patriotów przez reżyserów z KGB i GRU”. Tymczasem korzenie konfliktów polsko-żydowskich sięgają końca XVIII wieku i pierwszych lat po rozbiorach polski, zwłaszcza po przesiedleniu „Litwaków” na ziemie Kongresówki, że konflikty te odcisnęły trwałe piętno na polskiej kulturze i polityce zarówno w kraju jak i na emigracji i wokół nich ogniskowała się w znacznym stopniu myśl prominentnych przedstawicieli różnych nurtów politycznych.
W świetle tego, pisanie o rywalizacji „Chamów” i „Żydów” w kontekście dzisiejszych sporów i pułapce zastawionej przez służby sowieckie na tych, którzy kontynuują politykę obozu narodowego, trąci nie tylko prymitywną propagandą, ale debilizmem naukowym. Krótko mówiąc, to nie była „zastawiona pułapka”, to był „Cham” Cenckiewicz wkupiający się w łaski „Żydów” w rozprawie z niewygodnym „Chamem”.
Ale to nie wszystko. Przy okazji zabrał się za prof. Wiesława Chrzanowskiego, też uczestnika Powstania Warszawskiego, który działalność rozpoczął w Młodzież Wielkiej Polski, był współtwórcą konspiracyjnej organizacji Młodzież Wszechpolska, walczył w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej a po wojnie działał w konspiracyjnym Stronnictwie Narodowym i Związku Akademickim Młodzież Wszechpolska. W 1948 r. został aresztowany przez UB i skazany na karę 8 lat pozbawienia wolności (gdy w 1991 r. został ministrem sprawiedliwości, urzędował w gmachu, w którego lochach był przesłuchiwany przez UB). W 1992 magister historii Antek Macierewicz umieścił Chrzanowskiego na swej liście. Sąd lustracyjny prawomocnie orzekł, że Chrzanowski nie był agentem SB. Gdy w roku 2012 odszedł, informacją o nagłej śmierci kolegi, Kieżun opatrzył słowami: „Nie dał się komunistom, zabili go koledzy w Niepodległej Polsce”.
Znany jest z udziału w wielu prożydowskich akcjach i żydowskich machinacjach medialnych. Jako członek Kolegium IPN sprzeciwiał się ekshumacji w Jedwabnem, bo „sprowadzi na Polskę katastrofę” (a „Jedwabne” to kamień węgielny całej antypolskiej propagandy, i wykazanie kłamstw Grossa obaliłoby moralną podstawę roszczeń majątkowych za rzekomy udział Polaków w holokauście). Sprzeciwiał się nowelizacji ustawy o IPN. Jest też autorem proizraelskich wypowiedzi. Komentując zabójstwo irańskiego generała stwierdził: „Polska powinna spoglądać na doświadczenia braci Żydów”. Gdy doszło do izraelskiego ataku na ambasadę Iranu w Damaszku, skacząc z radości pod sufit wpisał na X: „I dobrze. Bronimy się przed Iranem”. Odnosząc się do nagrania pokazującego izraelską obronę usiłującą przechwycić irańskie rakiety, napisał: „Izraelu, broń się skutecznie i obroń się!”. Sęk w tym, że Iran jedynie odpowiedział na atak Izraela i że to Izrael był agresorem.
Reasumując: przyszły doradca Prezydenta RP ds. bezpieczeństwa kibicuje Izraelowi. A to dla Polski i Polaków może oznaczać dużo, bo Izrael zagraża bezpieczeństwu Polski poprzez swe roszczenia materialne, a obywatele Izraela ustawili się w rekordowych kolejkach po polskie paszporty, które przyznaje… prezydent RP. Jeszcze inny przykład: Skrytykował film „Legiony”. Scenę, w której ortodoksyjni Żydzi odwracają się od legionistów, uznał za skandaliczną, wypaczającą relacje polsko-żydowskie i określił jako „tandetę z domieszką antysemityzmu”.
Wywodzi się z kręgów narodowych. Był powiązany z duszpasterstwem Bractwa św. Piusa X i redagował pismo lefebrystów „Zawsze Wierni”. Był wykładowcą szkoły ojca Rydzyka (która, według „Wyborczej”, jest „uczelnią szkolącą prawicowych, ultrakatolickich fanatyków”). Ale to także wychowanek Antka Macierewicza i tym samym na sprawy lustracji patrzy okiem i z temperamentem trockisty. Nie tylko omija szerokim łukiem teczki Żydów (tak, jak Antek teczkę Geremka), ale skupia się na Polakach i to tych o poglądach narodowych i czynnie uczestniczy w akcjach utrącania takich ludzi. Innymi słowy – dziadzio Cenckiewicz, jako funkcjonariusz UB więził i torturował narodowców a dziś wnusio, jako „resortowe dziecię” kontynuuje rodzinne tradycje i gnoi prześladowanych przez dziadka.
W Polsce nie tylko politycy, ale i profesorowie historii przeszyci są strachem. Są przekonani, że Żydzi rządzą Polską, a pomagają im w tym rozlokowane w bazach amerykańskie wojska, gotowe do pacyfikacji tubylców sprzeciwiających się Żydom. Wierzą, że Ameryką rządzi niepodzielnie lobby żydowskie, a Trump wykonuje rozkazy Netanjahu. Wyznają doktrynę Kaczyńskiego: Zagraża nam Putin. Przed nim może nas obronić tylko Ameryka. W Waszyngtonie rządzi lobby żydowskie i jak nie będziemy Żydom posłuszni to Trump zostawi nas na pastwę Putina.
I tu pytanie: Czy dbanie o bezpieczeństwo państwa w wykonaniu nowego szef BBN nie będzie polegać na podszeptach, że należy czapkować Żydom, że nic przeciw Żydom, nic bez Żydów, a wszystko z Żydami, że w Belwederze trzeba obchodzić Chanukę?
Nie załamujmy rąk. Mogło być gorzej. Szefem BBN mógł zostać Antek M. Liczmy na to, że Karol Nawrocki powstrzyma rozpad Państwa Polskiego. Chociaż i tu pamiętamy, że katastrofa zaczęła się o wiele wcześniej, że ci z PO nazywają nas „faszystami”, a ci z PiS nazywali nas „ruskimi onucami”, że Tusk zaordynował nam wystawę „Nasi chłopcy w Wehrmachcie”, a Duda ekspozycję przyrównującą zburzenie kilku chałup w Mariupolu do zniszczenia Warszawy, że Instytut Pileckiego promuje ojca Sznepfa, a za PiS promował martyrologię Żydów, czyli tych, którzy Pileckiego zamordowali. Idzie nowe i od 6 sierpnia będzie lepiej. Z tym, że zanim będzie lepiej, będzie dużo, dużo gorzej.
Расследования Царьграда – плод совместной работы группы аналитиков и экспертов. Мы вскрываем механизм работы олигархических корпораций, анатомию подготовки цветных революций, структуру преступных этнических группировок. Мы обнажаем неприглядные факты и показываем опасные тенденции, не даём покоя прокуратуре и следственным органам, губернаторам и „авторитетам”. Мы защищаем Россию не просто словом, а свидетельствами и документами.
„Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
США убили Хаменеи. Заодно ещё десяток министров и военных, ну и до кучи несколько сотен обычных мужчин, женщин и детей, которые оказались рядом. Общественность в гневе. МИД России выражает глубокую озабоченность. Вот только почему-то усиливается ощущение неадекватности. Если ты столкнулся со стаей двуногих хищников, упрекать их в отсутствии морали и этики выглядит странным занятием. У тебя есть ружьё? Так стреляй уже. Нет? Убегай. А к чему этот плач и упрёки? Кому это поможет? Сделает ли это героями тех, кто боится выйти из положения жертвы?
Кровавая баня как норма жизни
Иран стал вторым шагом в цепочке стремительного демонтажа российской системы влияния в мире. Незадолго до событий в Тегеране мир потрясло известие о похищении президента Венесуэлы Николаса Мадуро.
Успех этой операции явно вдохновил Вашингтон на следующий этап – тегеранскую бойню. Зачем играть в демократию, в которую уже никто не верит? Тактика прямого устранения неугодных лидеров – новое феерическое шоу, поражающее свежестью ощущений, геополитический октагон, в котором на потрясённую публику летят уже не слёзы, а кровь и кишки размазанных по полу проигравших.
Резиденция аятоллы Хаменеи в Тегеране была полностью разрушена ракетным ударом. Спутниковый снимок
Субботнее утро в Тегеране началось с того, что высокоточные американские ракеты превратили правительственный квартал в слоёный пирог из бетона и человеческих тел. Вместе с аятоллой Хаменеи и десятком иранских министров в пыль стёрли сотни обычных людей, которые находились поблизости. Мужчины, женщины, дети и старики стали „сопутствующим ущербом”, о котором в Пентагоне говорят с фирменной американской улыбкой.
Мировая общественность тут же захлебнулась в яростном негодовании. Социальные сети лопаются от гневных постов, блогеры соревнуются в остроте проклятий, на улицах восточных столиц жгут звёздно-полосатые флаги. Протестующие несут портреты погибших лидеров, кидают камни и бутылки в стены американских посольств, требуя справедливости и кары. Ой-ой, американцы сразу же испугались, да. Будто кирпичом в бетонную стену можно остановить машину высокотехнологичного государственного террора.
Нет, американцы даже не пытаются подбирать оправдания для Гааги. Военный министр Хегсет прямо заявляет, что они будут выслеживать и убивать любого, кто им мешает, в любой точке планеты. Им плевать на транспаранты, крики женщин и международное право – они похоронили его в руинах резиденции Хаменеи. Никакого раскаяния или попыток оправдаться – только бесстыдное объявление войны всему миру: мы пришли, мы убили, мы пойдём дальше.
Ну а что вы нам сделаете?
Глава Пентагона Питер Хегсет. Фото: Joshua Sukoff/Shutterstock
И действительно – что?
Глобальная реакция осуждения звучит как хоровое выступление терпил. Не более разумная, чем попытка договориться с цунами или усовестить саранчу, чтобы не ела ваш урожай. Пока толпы митингуют, убийцы в дорогих костюмах спокойно анализируют данные объективного контроля и готовят следующие полётные задания, заставляя ИИ Anthropic (который сами запретили, ну неважно) планировать продолжение так хорошо начатой операции.
Армия обороны Израиля поместила кадры недавней атаки на центр Тегерана. Видео: ТГ-канал @ejdailyru
В мире, где от слов по телефону перешли к ракетам в окно, слёзы и плакаты лишь подтверждают, что защищаться вам больше нечем. Ярость без возможности ударить в ответ – это просто стоны жертвы, приятно щекочущие нервишки жующего её хищника.
Дипломатия хора плакальщиков
Тем временем МИД России привычным движением руки, отточенным до автоматизма, достал из шкафа слегка уже засаленную и потёртую „глубокую озабоченность” и дежурные призывы. И немедленно озвучил.
Ну хоть бы стыдно уже стало, ей-Богу. Ни смеяться над этим, ни плакать уже нет больше сил. Мы пытаемся пристыдить тех, кто по определению не знает стыда, и это зрелище выглядит откровенно жалко, до тошноты.
Ощущение неадекватности достигает пика, когда на фоне наших дипломатических завываний Зеленский гуляет по Купянску. Город, который мы называли своим и освобождённым, теперь служит декорацией для селфи главаря киевского режима. Пока наши спикеры перебирают слова для осуждения терактов в Тегеране, враг спокойно топчет Русскую землю, не опасаясь ни возмездия, ни „ударов по центрам принятия решений”. Нормальный такой контраст – американцы за одно утро выжигают чужие столицы, а мы позволяем врагу устраивать фотосессии в наших бывших тылах.
Мы застряли в роли благородных терпил с болезнью Альцгеймера, которые из раза в раз продолжают громко намекать, что мир должен оценить их моральное превосходство. Но в реальности мир видит только слабость и нерешительность, прикрытую пафосными речами о справедливости. Кому поможет это нытьё, если оно не способно защитить даже собственные границы, не говоря уже о союзниках на дальних рубежах?
МИД России лучше бы обратить внимание на то, как ведут себя их коллеги, американские дипломаты. Уиткофф и Кушнер, которые сегодня ведут переговоры с Россией по Украине, ещё вчера забалтывали Иран, обещая мирные соглашения. Они улыбались в глаза своим „иранским коллегам”, зная, что в это же время ЦРУ вычисляет, где они будут сидеть за одним столом завтрашним утром. Это был наглядный урок для Москвы: любые переговоры с США – лишь дымовая завеса перед убийственным ударом.
А мы так можем?
Скриншот: соцсети
Петля Бжезинского и закон ружья
Пока мы сотрясаем воздух, старый американский план „Петля анаконды”, предусматривающий расчленение нашей страны на 22 части, исполняется с точностью до буквы. Збигнев Бжезинский ещё в прошлом веке расчертил карту, где вместо единой России лишь сырьевые ошмётки под внешним управлением. Убийство Хаменеи и похищение Мадуро – это не случайные не связанные друг с другом акции, а планомерное выбивание наших внешних подпорок, чтобы здание нашей страны рухнуло внутрь себя. Кольца змеи сжимаются медленно, но верно, лишая нас союзников, рынков и пространства для манёвра.
Договариваться с теми, кто этот план писал и ни разу от него не отказался, – это даже не наивность, а преступная глупость. Кушнеры, Уиткоффы и прочие „голуби мира” из команды Трампа просто исполняют свою роль в этом многовековом сценарии удушения. Они улыбаются на камеру и жмут руки нашим дипломатам лишь для того, чтобы усыпить нас до того момента, пока ЦРУ не вычислит нужные координаты для удара по очередной „цели номер один”. Мы с серьёзными лицами обсуждаем нашу безопасность со строителями нашего концлагеря.
„Анаконда” не прекратит сжимать свои кольца, пока не раздавит нашу последнюю кость, и никакие Минские или Стамбульские соглашения её аппетит не умерят. Мы стоим и смотрим, как змея заглатывает одного нашего партнёра за другим, надеясь, что до нас очередь дойдёт не скоро или „само рассосётся”. Не очень хорошая стратегия выживания – ждать, когда хищник шаг за шагом окружает. План Бжезинского жив, и он работает прямо сейчас, и единственное, что может его остановить, – это не нота протеста, а прямой удар в голову гадины.
Збигнев Бжезинский. Фото: соцсети
Что с того?
Сегодня Россия оказалась в стратегическом одиночестве. Из крупных игроков остался только Китай, который внимательно наблюдает за происходящим и делает выводы. Он видит, как быстро США вышибают союзников Москвы и как вяло она реагирует на это, и его ничем не обмануть.
США не остановятся ни перед чем. Их цель – слабая Европа на дорогой энергетике и уничтоженная Россия. Пока наши солдаты пятый год гибнут в посадках, американцы перешли к методам, которые решают глобальные задачи за один день. Либо Россия вспомнит, что сила есть не только у гегемона, либо станет следующей в списке операций. Долг ради мира во всём мире требует не озабоченности, а адекватных действий.
Если ты нарвался на волков в лесу и у тебя есть ружье, стреляй.
To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny USA i Izraela z Iranem, fundamentalnie zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.
Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „Moralne jest to, co ja uważam za moralne”. Zasadniczo, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej kontroli zewnętrznej nad Wenezuelą, a także po atakach na Iran, które zniszczyły wojskowo-polityczne i religijne przywództwo suwerennego mocarstwa, które prowadziło negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zrezygnowało z nich, nie można już mówić o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.
Rzeczywiście, teraz obowiązuje tylko prawo silnego, prawo szybkiego. Ten, kto pierwszy uderzy lub wykona tę czy inną czynność, ma rację. Wszystko inne staje się jedynie dodatkowym uzasadnieniem. Chodzi o to, by teraz zadać wrogowi decydujący cios, złamać jego opór, zniszczyć jego przywództwo i uderzyć w kluczowe obiekty wojskowe i energetyczne. A potem można to ująć w dowolny sposób, uzasadnić w dowolny sposób i poświęcić dużo czasu na rozpracowanie.„Głęboki gniew” kontra „Głębokie zaniepokojenie”. Zabójstwo Chameneiego to werdykt w sprawie Rosji: Nie ma dokąd uciec!
Myślę, że teraz prawie wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie stawiać opór. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu swojego politycznego przywództwa, jeśli się nie podda, nie wywiesi białej flagi i nie podda się, może to skończyć się źle dla samego Zachodu. W końcu wszyscy inni zaczną działać dokładnie tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał, pomijając swój status prawny. To uwolni wiele regionalnych mocarstw do robienia, co im się żywnie podoba. Sytuacja może więc bardzo szybko doprowadzić do użycia broni jądrowej – być może w konflikcie pakistańsko-afgańskim, być może w innych konfliktach. Zdecydowanie nie ma żadnych reguł.
Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie nadal stawiał opór pod nowym przywództwem, może to mieć bardzo poważne konsekwencje dla samego Zachodu, dotykając Trumpa, USA i kraje NATO. Jeśli jednak sytuacja z Wenezuelą się powtórzy – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować walki – wojna będzie krótka.
Już teraz widać, że działamy niezdecydowanie. I tak samo, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, zostaniemy zaatakowani. Być może nawet atakiem nuklearnym. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie ani Wenezueli, ani Iranu, a Chiny również zachowują neutralność. Ale w takim przypadku Chiny będą następne po nas. I wtedy „królestwo” Epsteina zapanuje nad całą ludzkością.
Podkreślę, że dziś możemy już powiedzieć, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko liberalnym Zachodem. Liberalizm szybko zanikł i zniknął z porządku dziennego. Nikt już nie mówi o liberalnych wartościach ani demokracji – to wszystko należy do przeszłości. Teraz króluje kult Baala, kult złotego cielca, kult globalnej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela.
To, co się dzieje, z każdej perspektywy przypomina Czasy Ostateczne. A jeśli nie znajdziemy w sobie siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wielu mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasami lepiej poważnie rozważyć to, co się dzieje, niż zakładać, że uciekniemy. Teraz na pewno się nie uda: Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją.
Gdybyśmy mieli wolę i determinację (choć szczerze w to wątpię), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, którymi już kierują się wszyscy inni. To znaczy, wyeliminowalibyśmy ukraińskie kierownictwo wojskowo-polityczne i, bez względu na koszty, osiągnęlibyśmy cele specjalnej operacji wojskowej.
Nawiasem mówiąc, w porównaniu do nazw takich jak „Tarcza Judasza”, „Epicka Furia” czy „Koniec Potopu” używanych przez światowe mocarstwa, przemianowałbym naszą skromną operację SVO na „Miecz Katechona ”. I to od razu zmieniłoby wiele.
Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, lecz będziemy kontynuować tę samą starą historię. A potem, powtarzam, rakiety zostaną wystrzelone w kierunku Moskwy dokładnie w trakcie negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, dosłownie podążając za scenariuszem irańskim.
Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze i działają one za każdym razem. Bo wszyscy myślą, że dotyczy to tylko Kadafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Asada czy Rahbara Chameneiego, ale nie ich osobiście. I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele.
Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją. Wideo: kanał Telegram @mpshow
Musimy zatem albo natychmiast się zmobilizować, albo sytuacja stanie się skrajnie dramatyczna. A jeśli nadal żywimy złudzenia, to znaczy, że w naszym własnym obozie tkwi głęboki fałsz. Jest to szczególnie widoczne na tle tego, co wydarzyło się w Iranie – globalnej katastrofy. Zginęli tam wspaniali ludzie, wybitni przywódcy duchowi. Mówiąc wprost, to tak, jakby jednocześnie zamordowano patriarchę Moskwy, prezydenta, szefa Sztabu Generalnego i wszystkich najważniejszych ministrów. A jednocześnie zamordowano ponad sto uczennic, niewinnych dusz, zabitych pociskami.
Po czymś takim, jak możemy pozostać obojętni i udawać, że nas to nie dotyczy, jakby to nie była nasza sprawa?
Jeśli więc będziemy to tolerować i milczeć, to następnym razem zrobią nam to samo. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast ogłosić stan wyjątkowy. Przynajmniej na najwyższym szczeblu. W końcu sytuacja staje się dla nas absolutnie krytyczna.
То, что произошло в первый день войны США и Израиля с Ираном, фундаментально меняет баланс сил в мире, а также правила международной политики. Трамп давно говорил, что международного права не существует: „Моральным является то, что я считаю таковым”. В принципе после похищения Мадуро и установления прямого внешнего управления над Венесуэлой, а также после ударов по Ирану с уничтожением военно-политического и религиозного руководства страны – суверенной державы, которая находилась в состоянии переговоров с Соединёнными Штатами и не отказывалась от них, говорить о правилах, законах или каких-то нормах международных отношений в мире больше невозможно.
Действительно, теперь действует только право сильного, право быстрого. Тот, кто быстрее наносит удар или быстрее осуществляет то или иное действие, тот и оказывается прав. А всё остальное становится лишь дополнительным обоснованием. То есть сейчас важно нанести решительный удар по врагу, сломить его сопротивление, уничтожить руководство, ударить по основным военным и энергетическим объектам. А после это можно оформлять как угодно, обосновывать как угодно и долго разбираться. „Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
Думаю, что сейчас почти всё зависит от того, насколько долго и решительно сможет сопротивляться Иран. Если он будет продолжать вести эту войну после уничтожения политического руководства, если не сдастся, не выбросит белый флаг и не пойдёт на капитуляцию, то это может плохо закончиться и для самого Запада. Ведь тогда все остальные начнут действовать точно так же, ни на что не обращая внимания и переоценив свой потенциал за вычетом правового статуса. Это развяжет руки многим региональным силам, которые будут делать всё что захотят. Так дело очень быстро может дойти до применения ядерного оружия – возможно, в пакистано-афганском конфликте, возможно, в других. Правил точно нет.
Словом, если Иран продолжит сопротивление во главе с новым руководством, это может привести к очень серьёзным последствиям для самого Запада, аукнуться и Трампу, и США, и странам НАТО. Но если ситуация с Венесуэлой повторится – либо новое руководство заявит о капитуляции, либо военные просто не смогут продолжать боевые действия, то война будет короткой. И в этом случае аналогичного сценария надо будет ожидать уже нам. Здесь уже никаких сомнений нет: Трамп и Запад, увидев, что такая схема работает, следующим действием просто ликвидируют основное политическое и военно-политическое руководство России. Сделать Западу „как в Иране”: Россия оказалась на шаг впереди. Назад дороги нет
На сегодняшний день уже понятно, что мы ведём себя нерешительно. И по этой же модели, во время очередных переговоров с Кушнером и Уиткоффом, по нам будет нанесён удар. Возможно, даже ядерный. Поэтому я считаю, что ситуация для нас критическая. Мы не вступились ни за Венесуэлу, ни за Иран, Китай тоже сохраняет нейтралитет. Но в таком случае после нас следующим пойдёт Китай. И тогда „царство” Эпштейна воцарится на всей территории человечества.
Подчеркну, сегодня уже можно говорить о том, что мы имеем дело не просто с либеральным Западом. Либерализм очень быстро завял и исчез с повестки дня. Никто больше не говорит о либеральных ценностях или демократии – всё это осталось в прошлом. Теперь воцарился культ Ваала, культ золотого тельца, культ глобальной силы, культ США и Израиля. Это цивилизация насилия, сатанизма, каннибализма, извращений и педофилии. И эта „педофилическая цивилизация Ваала” на наших глазах сбрасывает маски и начинает атаковать всерьёз. В какое место России готовится удар: Атака США на Иран стала войной против всего мира
Происходящее очень напоминает Последние времена со всех точек зрения. И если мы не найдём в себе силы осмыслить ситуацию, то окажемся в катастрофическом положении. Многие твердят: „Не время для паники”, но иногда лучше всерьёз озаботиться происходящим, чем полагать, что нас пронесёт. Теперь уже точно не пронесёт: Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией.
Если бы у нас хватило воли и решимости (хотя в этом у меня большие сомнения), мы должны были бы начать действовать по тем же правилам, по которым уже действуют все, кроме нас. То есть ликвидировали бы военно-политическое руководство Украины и, не обращая внимания ни на какие издержки, решили бы задачи специальной военной операции.
Кстати, на фоне названий вроде „Щит Иуды”, „Эпическая ярость” или „Конец потопа”, которыми пользуются мировые державы, я бы переименовал нашу скромную СВО в операцию „Меч Катехона”. И это бы сразу многое изменило.
Но боюсь, мы на это не решимся, а продолжим старую песню. И тогда, повторюсь, ракеты по Москве прилетят прямо в ходе переговоров с Кушнером и Уиткоффом, буквально по иранскому сценарию. Цивилизация Ваала незатейлива: она повторяет одни и те же сценарии – и они раз за разом работают. Потому что каждый думает, что это касается только Каддафи, Хусейна, Милошевича, Мубарака, Насраллы, Асада или рахбара Хаменеи, но не его лично. И так шаг за шагом цивилизация Ваала достигает своих целей.
Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией. Видео: ТГ-канал @mpshow
Поэтому либо мы срочно мобилизуемся, либо ситуация будет крайне тяжёлой. И если у нас ещё остаются иллюзии, значит, внутри нашего собственного лагеря есть какая-то глубочайшая фальшь. Особенно заметная на фоне произошедшего в Иране – катастрофы глобального масштаба. Там погибли прекрасные люди, замечательные духовные деятели. Для сравнения – это как если бы одновременно убили Патриарха Московского, президента, начальника Генштаба и всех ключевых министров. И одновременно – убийство более сотни погибших от ракет школьниц, невинных душ. Разве после такого можно оставаться равнодушным и делать вид, что это нас особо и не касается: мол, наше дело – сторона.
Поэтому если мы всё это стерпим и смолчим, то в следующий раз точно так же поступят и с нами. А потому абсолютно уверен, что в сложившейся ситуации нам стоило бы немедленно ввести чрезвычайное положение. Хотя бы на уровне высшего руководства. Ведь ситуация для нас становится просто критической.
China Made ‘Serious Strategic Miscalculation’ on Iran, Insiders Say
Muted Chinese response to U.S.-Israel strikes came after multiple revisions and reflected shock, according to people familiar with the situation.
Chinese State Councillor and Foreign Minister Wang Yi (R) meets Iran’s Foreign Minister Mohammad Javad Zarif at the Diaoyutai state guesthouse in Beijing on May 13, 2018. Thomas Peter/AFP via Getty Images
When Western allies reacted to the U.S.-Israeli strikes on Iran, Beijing’s response was measured.
The Chinese foreign ministry statement came seven hours after the operation began and contained just over 80 words, with the spokesperson saying Beijing is “highly concerned” while calling for “an immediate stop to the military actions.”
There was no mention of either the United States or Israel.
The statement was a “downgraded version” after multiple revisions, according to one insider familiar with the inner workings of Beijing’s diplomacy system. The highly muted tone was a reflection of shock, he and another said.
They said China’s authorities had misjudged the situation and dismissed chances of a U.S. military offensive, believing that any conflicts would stay on a rhetorical level and not touch Iran’s key power structure.
“Only until the missiles hit the ground and shook Tehran did Beijing hastily make adjustments, exposing how the decision makers had underestimated the risks,” one of them told The Epoch Times.
That led to Chinese authorities scrambling to respond.
The initial draft contained wording that directly criticized Israel and the United States, but that was “deleted line by line during the internal meeting deliberations,” the source said, and the eventual principle they reached was “not to touch the United States and Israel.”
Mao Ning, a spokesperson for China’s foreign ministry, confirmed on March 1 that they got no advance notice about the strikes.
Iran has been a strategic partner for China, providing discounted oil while helping Beijing expand its influence in the Middle East. The two signed a 25-year economic and security partnership in 2021, just as China became Iran’s top trading partner for both import and export.
While China’s diplomatic officials had conducted a comprehensive assessment on Iran prior to the strikes, part of that had relied on the framework used in the past few decades, according to another insider.
The logic goes that a large-scale military operation is unlikely because Iran had never faced full-sized kinetic attacks from the United States despite consistent military threats, he said. And because of that, he added, Beijing has evacuated fewer diplomatic personnel than from Venezuela around the Caracas raid.
“This is a serious strategic miscalculation,” he told The Epoch Times. “And no one right now dares to bring it up.”
The news of Iranian leader Ali Khamenei’s death a day later prompted Beijing’s condemnation, with Mao calling it a violation of international law.
“From the view of the Chinese Communist Party, to have an ‘old friend’ disappearing in this world in such a fashion naturally leads to fears,” China affairs analyst Li Linyi told The Epoch Times. “The Chinese officials would be wondering if such a thing could happen to them.”
For the most part, Beijing is still taking a wait-and-see approach, analysts said.
“What the Chinese Communist Party actually cares about here is not the survival of the Iranian regime. It’s about how to avoid a direct confrontation with the United States,” said a Chinese scholar, who asked for anonymity for safety fears.
He told The Epoch Times that U.S. President Donald Trump is meeting with Chinese leader Xi Jinping soon, and their talks will involve issues concerning Beijing’s core interests, such as trade, technology restrictions, and economic sanctions.
“Under this calculus, a so-called ‘strategic partner’ can be set aside anytime.”
Eva Fu is an award-winning, New York-based journalist for The Epoch Times focusing on U.S. politics, U.S.-China relations, religious freedom, and human rights. Contact Eva at eva.fu@epochtimes.com
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 3 marca 2026 michalkiewicz
Ciekawe, jakie właściwie kryteria stosują ugrupowania polityczne w poszczególnych bantustanach Unii Europejskiej, wysuwając kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj, to wszystko wskazuje na to, że nasi Umiłowani Przywódcy traktują Parlament Europejski jako luksusowy przytułek dla tak zwanych „byłych ludzi” – i dotyczy to prawie wszystkich ugrupowań. Tak było na przykład w przypadku pani Beaty Szydło, której kariera sprawiała wrażenie oszałamiającej. Ze stanowiska wójta gminy, niechby nawet ważnej, od razu na stanowisko prezesa Rady Ministrów – to duży przeskok, nawet jak naszą młodą demokrację. Pewne światło na mechanizm tego przeskoku rzuca okoliczność, że pani Beata jest absolwentką Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA.
Zresztą nie ona jedna – bo wśród absolwentów tej Szkoły był nie tylko premier Mieczysław Rakowski, ale i inny Wunderkind naszej polityki, w osobie pana Kazimierza Marcinkiewicza. On też został przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego wysunięty na stanowisko premiera rządu i pozostawał na tym stanowisku dopóki nie zluzował go sam Naczelnik – zaś pana Kazimierza wkrótce przytłoczył nadmiar szczęścia, z którym boryka się podobno aż do dnia dzisiejszego. Byli tam też i prezydenci, na przykład Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, a także obywatel Tusk Donald.
Najwyraźniej ukończenie tej Szkoły wyposaża absolwenta w certyfikat jeszcze lepszy od tego, który swoim konfidentom wystawia Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dzięki czemu nasz nieszczęśliwy kraj jest przewidywalny aż do bólu. Z informacji na stronach Ambasady USA w Warszawie wynika, że elewi podczas szkoleń uczą się, jak uwzględniać interesy USA, kiedy już zostaną dygnitarzami. Ciekawe czy to jest szczyt ich umiejętności, czy przypadkiem nie zgłębiają też innych zagadnień, z którymi mogą zapoznać ich pierwszorzędni fachowcy z CIA – bo niby dlaczego nie?
Gdyby tak właśnie było, to lepiej rozumielibyśmy przyczyny, dla których taki np. Aleksander Kwaśniewski ani pomyślał, by przy okazji wysyłania polskiego kontyngentu wojskowego do Iraku, załatwić jakieś sprawy dla Polski – na przykład amerykańską zgodę i poparcie dla militarnej konwersji polskiego długu zagranicznego, albo uzyskanie niechby nawet ustnej obietnicy prezydent Busha młodszego, że USA, w rewanżu za tę przysługę, nie będą stosować żadnych nacisków na Polskę w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych.
Kiedy w Instytucie Polityki Światowej w Waszyngtonie pytałem, czy możliwe było załatwienie tych spraw, usłyszałem, że sprawa zgody na militarną konwersję polskiego długu była „oczywiście” do załatwienia. Sprawa żydowskich roszczeń była „trudniejsza” – ale usłyszałem, że „trudne sprawy też trzeba podejmować”. Trudno jednak oczekiwać od szczęśliwego absolwenta Szkoły Liderów, by zawracał sobie głowę sprawami tubylczego bantustanu, na którego czele został postawiony – czy nie dzięki pomocy starych kiejkutów?
Ale co się stało, to się nie odstanie, chociaż nie od rzeczy będzie wspomnieć, że gdyby tak prezydent Kwaśniewski choć przez chwilę pomyślał o Polsce, to dzisiaj nie musielibyśmy łamać sobie głowy nad tym, czy w ofercie SAFE nie kryje się jakiś perfidny podstęp. Inna sprawa, że pomyślną rekrutację do tej Szkoły przeszedł też pan Dariusz Joński z Lewicy, więc kiedy obywatel Tusk już odejdzie w stan spoczynku, pewnie usłyszymy i o nim, jako o kandydacie na naszą Umiłowaną Duszeńkę. Może to się zdarzyć szybciej, niż nam się wydaje, nie tylko ze względu na rozsypywanie się Polski 2050, która sprawia już wrażenie partii jednorazowego użytku, ale ze względu na kalkulację, o którą podejrzewam stare kiejkuty w służbie niemieckiej.
Ta sprawa wypłynęła podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale z obfitości serca gorejącego ujawniła ją expressis verbis moja dawna faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus. Liczy ona, że jak tylko panu prezydentowi Nawrockiemu „coś by się stało”, to wtedy obowiązki prezydenta przejąłby pan Czarzasty, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Najwyraźniej moja dawna faworyta nie dopuszcza do siebie myśli, że „coś” może się stać Wielce Czcigodnemu panu marszałkowi. Skąd taka niezachwiana pewność? Tajemnica to wielka, chyba, że „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”.
Co z tym wszystkim ma wspólnego Parlament Europejski? Nic zgoła, poza tym może, że kierowani tam osobnicy skazani są na wydawanie dekretów przeciwko trzęsieniom ziemi, albo przeciwko lodowcom. W takiej sytuacji nawet najtęższe głowy mogą się zmanierować, więc trudno się dziwić, że w końcu musiało dojść do tego, do czego doszło – a mianowicie do głosowania nad tym, kto może rodzić dzieci – czy tylko kobiety, czy też inne płcie.
Przypomina to informację podaną kiedyś przez Sławomira Mrożka, że w pewnym instytucie naukowym przeprowadzono eksperyment przebicia głową muru. „Wynik potwierdził słuszność poprzednich teoretycznych założeń”. W Parlamencie Europejskim 233 posłów zagłosowało przeciw poprawce, że tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę, a 170 wstrzymało się od głosu. Znaczy – nie są pewni.
Osobliwością jest nie tyle może wynik głosowania, co sam fakt jego przeprowadzenia. Potwierdza on bowiem, że Parlament Europejski uważa, iż fakty powinno się ustalać przez głosowanie. To jest przejaw demokracji totalnej, według której przez głosowanie można nawet unieważnić prawo powszechnego ciążenia. Dla usprawiedliwienia Parlamentu Europejskiego, który, swoją drogą, w całości powinien zostać dokładnie przebadany przez jakieś konsylium weterynarzy, warto przypomnieć, że to nie pierwszy przypadek ustalania faktów przez głosowanie. Po raz pierwszy zetknęliśmy się z tym objawem demokracji totalnej, która zatacza coraz szersze kręgi, więc w końcu musiała zahaczyć o rejony psychiatryczne, w roku 1990, kiedy to gang noszący nazwę Światowej Organizacji Zdrowia, przez głosowanie ustalił, ze homoseksualizm nie jest ohydnym zboczeniem płciowym, tylko szlachetną „orientacją”.
Skutki tego aktu demokracji totalnej odczuwamy do dnia dzisiejszego. Na przykład, gdyby tak ktoś publicznie stwierdził, że osoby homoseksualne powinny być leczone, to mógłby zostać oskarżony i zawleczony przed nienawistny sąd o używanie „mowy nienawiści”. Mową nienawiści, jak wiadomo, jest każda opinia, która z tych czy innych powodów nie podoba się albo Judenratowi „Gazety Wyborczej”, albo Jasnogrodowi, albo wreszcie – promotorom rewolucji komunistycznej, którzy próbują ją wreszcie narzucić Europie i Ameryce Północnej. To z tego totalniackiego triumwiratu pochodzą te wszystkie wynalazki, których plusem dodatnim może być tylko to, że normalni ludzie zaczną się wstydzić swego posłuszeństwa wariatom, a ich pepinierę w instytucjach UE zlikwidują, zapędzając urzędujący tam personel do infirmerii.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
W ostatnich latach znacznie wzrosła w USA liczba pobrań narządów wewnętrznych do przeszczepów po tzw. śmierci krążeniowej – wynika z najnowszego raportu opublikowanego przez magazyn medyczny JAMA. Pozwoliło to zwiększyć liczbę przeszczepień.
Więcej przeszczepów po śmierci krążeniowej
Według najnowszych danych jeszcze w 2000 r. odsetek dawców po zgonie krążeniowym wynosił 2 proc. wszystkich zmarłych dawców w USA, tymczasem w 2025 r. odsetek ten się zwiększył do aż 49 proc.
Jeśli ta tendencja się utrzyma, od tego roku w Stanach Zjednoczonych większość narządów może być pobiera od zmarłych po orzeczeniu śmierci krążeniowej.
Narządy do przeszczepów zwykle pobierane są od osób zmarłych po orzeczeniu tzw. śmierci mózgowej, czyli „nieodwracalnego i całkowitego” ustania funkcji całego mózgu oraz pnia mózgu, co oznacza stwierdzenie śmierci człowieka. Taki stan jest ostateczny, gdyż mózg nie może już wznowić pracy.
[MD: Profesor Jan Talar, wielokrotnie, m. inn. podczas sympozjum w Poznaniu stwierdził, że organy do przeszczepu pobierane są od osób, które jeszcze nie zmarły, a decyzja podejmowana jest na podstawie orzeczenia śmierci pnia mózgu. To ostatnie zjawisko nie istnieje.]
——————————————–
Śmierć mózgowa orzeka komisja lekarska składająca się ze specjalistów (anestezjolog, neurolog/neurochirurg) na podstawie ścisłych kryteriów, w tym badania odruchów pnia mózgu i próby bezdechu.
W razie zakwalifikowania zmarłego jako dawcę narządów, funkcje jego organizmu do czasu pobrania organów mogą być sztucznie podtrzymywane. Serce może jeszcze bić, a ciało utrzymuje wciąż ciepłotę, co daje złudzenie, że funkcjonuje, choć człowiek jest martwy. [Oczywiście to brutalne kłamstwo. Uczciwy lekarz może mu przywróci życie, nawet zdrowie. MD]
W niektórych krajach, przede wszystkich w USA, dla zwiększenia możliwości pozyskiwania narządów, są one pobierane po nieodwracalnym ustaniu czynności serca i krążenia krwi, co prowadzi do śmierci organizmu. W transplantologii jest to tzw. donacja DCD(donation after circulatory death), czyli po śmierci krążeniowej.
Taka procedura pobieranie narządów jest trudniejsza i wymaga szybkiego działania w porównaniu do śmierci mózgowej.
Po upływie odpowiedniego czasu, zazwyczaj minut 5, by się upewnić, że serca nie wznowi już pracy, narządy muszą zostać zabezpieczane, żeby nadawały się do transplantacji.
W Polsce narządy zwykle są pobierane do przeszczepów po orzeczeniu śmierci mózgowej. Zgodnie z ustawą z 1 lipca 2005 r. pobrania komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich można dokonać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu.
Ewentualny sprzeciw należy zgłosić osobiście lub listownie w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów w Centrum Organizacyjno- Koordynacyjnym ds. Transplantacji w Warszawie. Trzeba pobrać formularz dostępny w zakładach opieki zdrowotnej lub na stronie internetowej (poltransplant.org.pl).
================================
mail:
Wypisałem dzieci i siebie z DOMYŚLNEJ (co za bezczelność) listy dawców. Syn skończył 16 lat i dostaliśmy pismo do syna – czy chce być dawca – tacy są bezczelni
Szpital w Lubaniu zatrudnił Gizelę Jagielską, odpowiadająca za masowe uśmiercanie nienarodzonych dzieci w szpitalu w Oleśnicy i wstrzykiwanie dzieciom w zaawansowanych ciążach chlorku potasu do serc. Apelujemy o jak najszybsze zakończenie tej współpracy. PODPISZ PETYCJĘ Dopiero co cieszyliśmy się, że społeczne protesty, w tym nasze petycje, doprowadziły do zakończenia pracy pani Gizeli Jagielskiej w szpitalu w Oleśnicy, a tymczasem trzeba podjąć nową akcje protestacyjną. Pani Jagielska w lutym zaczęła pracę w nowej placówce – powiatowym szpitalu w Lubaniu. Wielce prawdopodobne, że ten szpital także może przekształcić w klinikę śmierci, dlatego, aby do tego nie dopuścić, apelujemy do dyrekcji szpitala i władz powiatu o jak najszybsze zakończenie tej współpracy. Bardzo prosimy o podpisanie i udostępnienie petycji: https://proelio.pl/petycje/viewpetition/84-nie-zmieniajcie-szpitala-w-klinike-smierci Gizela Jagielska odpowiadała za setki aborcji wykonanych w ostatnich latach w szpitalu w Oleśnicy. Tylko w 2024 roku uśmiercono w nim 159 nienarodzonych dzieci, w tym 47 mających 22 tygodnie lub więcej. Dzieci te mogłyby już przeżyć poród! Aby przypadkiem to nie nastąpiło, wstrzykiwano im – bez znieczulenia – do serc chlorek potasu. Wśród dzieci, które zostały w ten sposób pozbawione życia, był 9-miesięczny Felek. Takie praktyki są sprzeczne z obowiązującym prawem, kodeksem etyki lekarskiej i stanowiskiem Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, Konsultanta Krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz Konsultanta Krajowego w dziedzinie perinatologii. Lokalne władze i dyrekcja szpitala długo tolerowały ten barbarzyński proceder, ale w końcu wobec ogromnego społecznego sprzeciwu, zdecydowały się nie przedłużać kontraktu pani Jagielskiej. Kolejne szpitale na Dolnym Śląsku nie chciały jej zatrudnić. Wydawało się, że wyląduje tam, gdzie jej miejsce, czyli poza systemem opieki zdrowotnej. Niestety, pracę zaproponowała jej dyrektor Zakładu Opieki Zdrowotnej Łużyckie Centrum Medyczne w Lubaniu. Mamy nadzieję, że na krótko. Zwolnienie Pani Jagielskiej ze szpitala w Oleśnicy pokazało, że presja społeczna może przynieść efekty. Niestety, zanim tak się stało, setki dzieci straciły życie. Oby w Lubaniu udało się szybciej skłonić lokalne władze do refleksji i zapobiec tragediom. W tym celu potrzebne będzie nasze zaangażowanie. Jeszcze raz proszę o podpisanie i udostępnienie petycji: proelio.pl/petycje/nie-zmieniajcie-szpitala-w-klinike-smierci Pozdrawiam serdecznie, Zbigniew Kaliszuk Fundacja Grupa Proelio
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
◊
Obraz tytułowy: ruiny Sardes, stolicy Lidii, siedziby Krezusa LINK
Współczesność aż nazbyt staje się podobna do przeszłości. Wszystko to już było, z wyjątkiem nowych narzędzi, które przecież trzeba wypróbować. Nowe bomby, rakiety, samoloty, drony, broń jądrowa i inne zabawki – III Wojna Światowa rozkwita.
Był rok 547 przed narodzeniem Chrystusa. Na obszarze dzisiejszej zachodniej Turcji znajdowało się potężne królestwo Lidii, którego władcą był Krezus, syn Alyattesa, król z dynastii Mermnadów. Jego imię przeszło do naszej współczesności jako synonim wielkiego bogacza, był bowiem Krezus jednym z najpotężniejszych i najbogatszych ludzi swoich czasów, coś jakby Trump. Musk i Rotszyld w jednym. U jego granic rosło w potęgę imperium Persów, rządzone przez Cyrusa II Wielkiego. Zechciał więc Krezus zaatakować je i zredukować zagrożenie. Przedtem jednak postanowił poradzić się bogów, udał się więc do Delf, do słynnej wyroczni. Na zapytanie o wróżbę dla wojny, Pytia odpowiedziała, że jeśli Krezus przekroczy graniczną rzekę Halys, upadnie wielkie królestwo. Krezus odczytał to jako pomyślną wróżbę i wraz z armią przekroczył rzekę, i przegrał. Upadło jego królestwo, Lidia, które włączone zostało do imperium Persów.
Mamy rok pański 2026 od narodzenia Chrystusa, 2572 lata od tamtych wydarzeń, a dzieją się one jakby na nowo na naszych oczach. Dnia 28 lutego b.r. imperium Usraela napadło na Iran, dawniej zwany Persją, napadem powietrznym. Doprowadziła do tego cała sekwencja wydarzeń, których punktem kluczowym jest powstanie państwa Izrael w 1948 r. Przygotowania do utworzenia tego tworu trwały już od końca XIX wieku. W II jego połowie wśród Żydów wschodnich, inaczej aszkenazyjskich, nazywanych przez Żydów sefardyjskich pogardliwie „Ostjuden” powstał ruch polityczny, zwany syjonizmem. Głosił on ideę odbudowy starożytnego państwa Izrael na obszarze Palestyny, tak, aby Żydzi z całego świata mogli wreszcie swobodnie żyć w swoim państwie, aby nie zagrażały im nigdy więcej prześladowania i pogromy, aby wreszcie mogli być u siebie. Starania te poparła londyńska gałąź Rotszyldów, i stąd po nitce do kłębka, sterując polityką Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemieckiego, Cesarstwa Austrii, Francji, USA, Rosji sowieckiej, wywołując wojny i rewolucje, wynosząc i obalając rządy, wzmacniając i rozbijając państwa udało się Żydom doprowadzić do powstania państwa Izrael. Dziś, po 78 latach wiadomo o tym projekcie więcej, niż wtedy. Wiadomo, że historycznie nie ma żadnej kontynuacji między Izraelem starożytnym a dzisiejszym, to twór zupełnie nowy ze starą nazwą. Także etnicznie współcześni ludzie, zwani Żydami nie pokrywają się z Żydami z czasów Chrystusa, a raczej bliżej im do Chazarów, szczególnie, jeśli uwzględnimy Ostjuden.
Powstanie tego państwa nie spowodowało, że Żydzi z całego świata wrócili do ojczyzny, przeciwnie, nadal ich diaspora trzyma się mocno w wielu krajach, szczególnie w USA, i nie zamierzają wyjeżdżać do Izraela. Raczej starają się wzmocnić swoją pozycję wśród elit rządzących różnych państw, co udało im się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Celem nie była również budowa przestrzeni wolności i pokoju, co widać na przykładzie Gazy i stosunku Izraela do innych państw. Nawet dla samych Żydów Izrael nie jest szczególnie wolnościowy, co pokazało się podczas ogromnych manifestacji w tym kraju przeciwko premierowi Netanjahu. Wydaje się więc, że celem syjonizmu było coś innego: stworzenia państwa, położonego w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na świecie, które będzie pivotem – sworzniem, wokół którego kręcił się będzie cały świat.
Iran, wcześniej znany na świecie jako Persja, od zawsze był monarchią, a król zwał się tam szachem. Nie zawsze jednak szachowie pochodzili z prawowitych dynastii, były zamachy stanu, wojny domowe, ingerencje innych państw. Na początku XX w. Iran stał się de facto kondominium brytyjsko-rosyjskim, a większość dochodów z bogatych złóż ropy Iranu szło do brytyjskich właścicieli koncesji wydobywczych. Na tronie irańskim zasiadł osadzony przez aliantów zachodnich ród Pahlawich. Po II Wojnie Światowej Irańczycy podjęli próbę odzyskania suwerenności i wyrwania się z zależności zarówno wobec ZSRR, jak i Zachodu. Na czele tego ruchu stanął premier Mohammed Mossadegh. W 1953 r. ruch ten został obalony przez amerykańską CIA i brytyjską MI6. Szach Reza Pahlawi stał się odtąd faktycznym dyktatorem kraju i rozpoczął program pospiesznej modernizacji kraju. Oznaczało to otwarcie Iranu na wszystkie destrukcyjne prądy kulturowe, które już wtedy zaczęły niszczyć Zachód, w połączeniu z całkowitym przejęciem Iranu przez zachodnie korporacje i interesy. Wszystko dla Iranu miało być sprowadzane z zagranicy, irańska miała być tylko ropa. Na tym bardzo bogacił się szach i jego kamaryla oraz zachodni właściciele dóbr Iranu, tracili na tym wszyscy Irańczycy. Opór społeczeństwa irańskiego przeciwko obcym wzorcom kulturowym oraz drenażu kraju z bogactw był brutalnie tłumiony przez policję polityczną. Kraj był oficjalnie liberalny, ale faktycznie dyktatorski. Z Iranu nie korzystali Irańczycy, ale właściciele z obcych krajów, a Irańczycy stali się pariasami we własnym kraju. Szach Pahlawi był również bardzo proizraelski.
Wszystko to zmieniło się nagle w 1979 r, gdy Irańczycy powiedzieli: dość i zorganizowali Irańską Rewolucję Islamską. Ludziom na Zachodzie, również Polakom sprzedano haggadę, że okrutny reżim dzikich ajatollahów, fanatyków religijnych gwałtem zdobył władzę, obalając dobrego i łagodnego władcę, po czym wprowadził tam okrutny terror i biedę. Prawda zaś jest taka, że to szach Reza Pahlawi był zamordystą, pozwalającym na okradanie swojego kraju przez Zachód i syjonistów w zamian za prowizję. Rewolucja i ajatollahowie przywrócili zaś w Iranie naturalne ustawienia, działające tam od wieków. Zaburzenia ekonomiczne Iran u wynikają zaś z tego, że po 1989 r. kraj ten jest ustawicznie atakowany i prześladowany na świecie przez swoich wrogów, szczególnie przez Usrael. W latach 1980-1988 toczyła się okrutna i wyniszczająca wojna iracko-irańska, rozpoczęta napaścią Iraku Saddama Husseina. Od początku swojego istnienia Islamska Republika Iranu obłożona jest przez Usrael i większość świata sankcjami ekonomicznymi, które duszą rozwój tego kraju. Największym jednak wrogiem Iranu jest Izrael, co sprawia, że sankcje są wciąż tak dotkliwe.
Izraelowi odzyskanie przez Iran niepodległości utrudniło plany, polegająca na budowie Wielkiego Izraela, czyli opanowaniu całego Bliskiego Wschodu, oraz kontroli głównych przepływów strategicznych świata. Obecnie, gdy Chiny rozpoczęły budowę Nowego Jedwabnego Szlaku, który omija terytoria, kontrolowane przez Usrael, ten naprędce zbudował Nową Żelazną Kurtynę, rozciągającą się od Morza Barentsa do Morza Arabskiego.
Kurtyna przebiega m.in. wschodnią granicą Polski, przechodzi przez linię frontu na Ukrainie, wschodnią granicę Turcji, Syrię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Brakuje jednego ważnego elementu: Iranu, który dodatkowo zaopatruje Chiny w węglowodory. Usrael ma własny projekt nowego szlaku handlowego: korytarz ZEA-Izrael. Ma on uzależnić od siebie zarówno Azję, jak i półkulę zachodnią i Afrykę. Jego uruchomienie oznaczałoby, że wszystkie te obszary zależą od Usraela i dolara, co dałoby ich władcom coś w rodzaju władzy nad światem. Wymaga to jednak zablokowania szlaku Chińczyków, czyli utrzymania Żelaznej Kurtyny i opanowania Iranu. To jest właściwy powód, dla którego Usrael wciąż oskarża Iran o budowę broni atomowej, a opinia publiczna na Zachodzie przekonana jest, że w Iranie rządzą okrutni fundamentaliści, terroryzujący społeczeństwo Iranu i cały świat.
W rzeczywistości Iran dąży do budowy energetyki atomowej, aby nie popaść w kryzys energetyczny, do którego zmierza właśnie Europa. Irańczycy mieli pomysł na własną bombę, czemu nie można się dziwić, skoro Izrael ma bombę i wciąż grozi Iranowi. Z Iranem można się jednak dogadać, w 2015 r. zostało zawarte porozumienie międzynarodowe o kontroli irańskiego programu broni jądrowej, które stronami były: Iran, USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Niemcy, Unia Europejska. Od tamtej pory irańska technika jądrowa jest pod stałą kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w odróżnieniu od Izraela, który nie przyjmuje żadnych kontroli. Jednakże w 2018 r. podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa z porozumienia wycofały się USA.
Izrael nie zaprzestał jednak ataków, a dzięki poparciu Trumpa podczas drugiej kadencji zaatakował Iran rakietami i lotnictwem w dniu 13 czerwca 2025 r. Iran jednak skutecznie odpowiedział rakietami i dronami, przebijając izraelskie systemy obrony, co zdumiało, przeraziło i rozwścieczyło Żydów. Gdy zaczęły im się kończyć rakiety, zmusili USA do wysłania bombowców, aby zbombardowały irańskie cele, związane z techniką jądrową. USA poprzestały na jednym ataku, po czym prezydent Trump nagle przerwał działania wojenne, nazywając tą kampanię „wojną dwunastodniową”.
Cały świat spodziewał się jednak kontynuacji, i ona nastąpiła w postaci próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji w Iranie. Pod koniec grudnia rozpoczęły się protesty w Teheranie, których początkiem był strajk sprzedawców telefonów komórkowych. Dalej poruszamy się już w sferze hipotez, i tak należy traktować poglądy, które dalej zostaną zaprezentowane. Masowe protesty były operacją służb Usraela, tak samo, jak wiele innych kolorowych rewolucji: Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan na Ukrainie, próba obalenia Łukaszenki na Białorusi w 2020 r., Arabska Wiosna, rewolucja bolszewicka w Rosji i wiele innych. Usrael zaangażował tam potężne siły i środki, traktując to jako operację pierwszoplanową najwyższego priorytetu.
Skierowano tam agentów z innych frontów i rozkręcono spiralę emocji i przemocy. Władze Iranu były jednak na to przygotowane. Pamiętając, jak koordynowano Arabską Wiosnę, Iran wyłączył Internet, co uniemożliwiło siłom wroga skrytą komunikację. Agenci Usraela komunikowali się przez Starlinki, co jednak umożliwiło ich namierzenie. Złapano około 800 agentów, co pokazuje ogromną skalę operacji. Zakończyła się ona całkowitą klęską Usraela, i pogromem jego tajnej armii agentów, elity służb, ludzi wyszkolonych, doświadczonych i sprawdzonych. To potężna klęska materialna, operacja to musiała bowiem kosztować Usrael krocie. Gorsze jednak są utrata zasobów wyszkolonych służb i koszty wizerunkowe, i to zarówno w oczach ich własnych ludzi, ich sojuszników i ich wrogów. Okazało się bowiem, że Usrael można pokonać. Dokonało tego pogardzane dotąd państwo Trzeciego Świata, wspierane co prawda przez Chiny i Rosję. Nagle w oczach całego świata pojawiła się zapowiedź zmierzchu imperium Usraela, wzmocniona aktami Epsteina.
Krótko po klęsce armii tajnej USA zostały zmuszone przez Żydów do gwałtownej mobilizacji armii jawnej. W rejon Iranu zostały skierowane dwa potężne lotniskowce wraz z wielką flotą towarzyszącą, wielkie siły lotnicze, znaczne siły lądowe. Bazy USA, rozmieszczone w różnych krajach wokół Iranu zostały postawione w stan gotowości. Dnia 28 lutego 2026 roku około godziny 8 rano siły zbrojne Izraela i USA zaatakowały terytorium Iranu. Zbombardowano kilkadziesiąt celów, zarówno wojskowych, jak też cywilnych. Zginęli cywile, w tym dzieci. W sposób terrorystyczny zaatakowano dowódców i przywódców. Zginął również duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. Zabito też członków jego rodziny. Natychmiast wzniosły się w niebo irańskie rakiety i drony, wycelowane w terytorium Izraela jak i w bazy amerykańskie w innych państwach Bliskiego Wschodu. Po dwóch dniach wojny Usrael chwali się zwycięstwem, jednocześnie zapowiadając, że operacja potrwa 4 tygodnie. Coraz więcej komentatorów używa pojęcia „III Wojna Światowa”. Wojna rozlała się z Iranu na inne kraje regionu. Co będzie dalej, nie potrafi przewidzieć nikt, również Żydzi.
Co takiego może się wydarzyć? Usrael może poprzestać na bombardowaniach i rujnować Iran. Nie zmienią w ten sposób władzy w tym kraju, ale spowodują wiele szkód i zadadzą wiele strat. Sami poniosą ogromne koszta i straty w bazach i w Izraelu. Jeśli zaatakują siłami lądowymi, opanują węzłowe punkty, ale całego terytorium im się nie uda. Będzie tak, jak Afganistanie, tylko bardziej. Poniosą koszty i straty znacznie większe, a wielu amerykańskich chłopców wróci w trumnach. Nawet, jeśli osadzą swój rząd w Teheranie, kraj będzie walczyć. Śmierć ajatollaha Chamenei, starca 87-letniego, który i tak niedługo umarłby ze starości, dostarczyła Irańczykom męczennika, symbolu, wokół którego będą się jednoczyć.
Usrael mocno wściekł Irańczyków i inne ludy muzułmańskie i dostarczył im motywacji do walki. Należy też założyć, że Chiny i Rosja będą na różne sposoby wspomagać Iran, tak, jak obecnie USA wspiera Ukrainę. Usraelici nie wygrają tej wojny, choć zadadzą wielkie straty. Sami jednak utracą hegemonię światową. Rząd dusz i wiarygodność już utracili. Odtąd nikt nie będzie ufał USA, i zapewnieniom ich przywódców. Każdy już może dostrzec, jak bardzo to państwo i jego władze należą do Żydów. USA i Izrael stracili więc przewagę moralną i informacyjną. Każdy wie, jacy są, i że można po nich spodziewać się wszystkiego. Zniknęła również różnica między USA i Rosją, skoro robią to samo. Tyle, że Rosja ma podstawy swoich działań w prawie międzynarodowym, a Ameryka łamie wszystko.
Te wydarzenia będą też miały konsekwencje dla Europy. USA nie są w stanie prowadzić dwóch wielkich wojen materiałowych naraz. Wojna ukraińska będzie musiała zostać zakończona lub przekazana Europie. Zakończenie może polegać na przekazaniu Ukrainy pod wpływ Rosji, trudno wyobrazić sobie coś innego. Jeśli postanowią przekazać Europie, skierują do wojny Polskę na mięso armatnie, aby zyskać trochę czasu. Bardziej na dziś prawdopodobny wydaje się pierwszy wariant. Można też z pewnością założyć, że radykalizacji ulegnie Europa, to znaczy muzułmańskie rzesze nowych Europejczyków, ściąganych masowo zaczną atakować sojuszników Ameryki i Żydów, i Europa stanie się obszarem konfliktów politycznych Trzeciego Świata. Na pewno nie będzie tak, jak jest dziś, świat i Europa ulegnie przemianie, i ta przemiana nie będzie łagodna i pokojowa. Krezus zaatakował, i zobaczymy, jak to zniesie jego własne królestwo.
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
Co do komunikacji, za przykład niech posłuży główna telewizja pisfery w dniu 1 marca 2026 roku. Redaktorzy niepewni, nie wiedzą, co się dzieje i co mają mówić, widać niemalże przerażenie, tak, jakby po raz pierwszy zetknęli się czymś rzeczywistym i groźnym. Nie wiedzą, co mają mówić, bo nie wiedzą nawet, co mają myśleć. Włączają się odruchowe, wyuczone reakcje emocjonalne dobrze wytresowanych szabesgojów: Ameryka dobra, o Żydach wcale albo dobrze, Iran zły, Rosja zła. Na naszych oczach rozpadły się wszystkie narracje, zarówno lewacka, jak i prawacka. Teraz już ani Unia nie jest dobra, ani Trump nie jest dobry, a udziału Izraela nie da się już ukryć. Dziennikarzełki prawackie przy takiej niepewności zawsze wracają do źródła, do matecznika, więc zamiast widoku nocnego Warszawy pokazują Tel Awiw w nocy, i jak tam jest spokojnie.
W tym całym chaosie pewny jest tylko jeden kierunek. Spójna wizja, przywództwo i komunikacja są dziś w jednym miejscu: w Koronie, i kto nie chce dać się podbić, niech idzie tam. A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.