Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną

[Jest to ten sam List, opublikowany 27 lutego do kard. Rysia, który został później posłany do KEP, jako opinia zamówiona, o którym mówi i cytuje go dr. Krajski md]

==============================================================

List otwarty księdza prof. Waldemara Rakocego do kardynała Grzegorza Rysia

GM: Ojciec Antoni pokazał mi dzisiaj ten list, a ja postanowiłem go opublikować. Jest wszak listem otwartym.

gabriel-maciejewski/list-otwarty-ks-prof-waldemara-rakocego-do-kardynala-grzegorza-rysia

=================================================================

Ks. prof. dr hab. Waldemar Rakocy CM

Emerytowany profesor zw. KUL Kraków, 6 lutego 2026 r.

ul. Św. Filipa 19

31-150 KRAKÓW

e-mail: rakocyw@poczta.fm

——————————————————

Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Grzegorz Ryś

Kraków

Jestem profesorem nauk biblijnych, specjalizującym się w pismach Pawłowych, i pragnę podzielić się z Eminencją Pawłowym i biblijnym postrzeganiem kilku istotnych dla chrześcijaństwa tematów. Są to tematy – poza jednym – powiązane z judaizmem. Dotykam tych z nich, które są źle rozumiane lub występują niejasności albo uproszczenia.

Czy Żydzi są narodem wybranym? W zamyśle Bożym przynależność etniczna do jakiegoś ludu nigdy nie równała się wybraństwu w znaczeniu ludu Bożego. Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną. W wybraństwie uczestniczy ten, kto odpowiada na Boże wezwanie. Celem wybrania Izraela było obwieszczenie światu przyjścia Mesjasza, Chrystusa. Cel był zbawczy. I z tym celem było związane jego wybranie.

Historyczne wybranie ludu izraelskiego jako miejsca Bożego objawienia i przyjścia w nim Chrystusa jest powodem do chluby, ale nie gwarantuje ono automatycznie wybraństwa w sensie wejścia do ludu Bożego. Fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry takiego udziału.

Stwierdza to jasno apostoł Paweł w Rz 9, 6b: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem”. Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Są nimi ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w ST koncepcja ‘wiernej reszty’). I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7). Biologiczne pochodzenie od Abrahama nie decyduje o przynależności do ludu Bożego, czyli o byciu dzieckiem Boga („nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” w. 8a). Decyduje ono jedynie o przynależności do etnicznego Izraela, lecz nie do ludu Bożego. Tu musi mieć miejsce odpowiedź na Boże wezwanie.

Stąd urodzenie się Żydem nie gwarantuje bycia w gronie wybranego ludu Bożego; decyduje jedynie o przynależności do ludu, w którym został zapowiedziany i przyszedł Mesjasz. W przeciwnym razie Bóg byłby niesprawiedliwy: Żyd apostata z racji swego urodzenia uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem. Takie są konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa.

Niepoprawnym jest przede wszystkim określenie „naród wybrany”. Po pierwsze, Pismo św. nie zna określenia „naród wybrany” używanego powszechnie w jęz. polskim (lecz nie w jęz. obcych: np. the chosen people, le peuple élu, il popole eletto itd.); Pismo św. zna jedynie pojęcie ludu wybranego. Po drugie, w tamtych czasach nie istniała jeszcze koncepcja narodu, która jest zjawiskiem nowożytnym (na marginesie: tłumacze ksiąg Pisma św. na jęz. Polski błędnie używają w odniesieniu do tamtych czasów terminu ‘naród’; wszędzie powinno być ‘lud’, ‘plemię’ itp.).

Po trzecie, Sobór Watykański II (Nostra Aetate, pkt. 4) używa w odniesieniu do Żydów określenia „lud wybrany”, a nie „naród”; naród może być izraelski, ale nie wybrany. Po czwarte, określenie „naród wybrany” jest niepoprawne teologicznie, ponieważ ma konotację etniczną, ograniczającą etnicznie dostęp do Bożej łaski, co jest sprzeczne z ekonomią zbawienia. Stąd nie mówimy ‘naród Boży’, ale ‘lud Boży’. Jedynie występującym i poprawnym określeniem jest „lud wybrany”. Wybraństwo jest kategorią zbawczą i obejmuje tych, którzy realizują zamysł Boży.

Określenie „naród wybrany” kształtuje błędne przekonanie, że z racji bycia Żydem ktoś przynależy automatycznie do ludu wybranego. Nigdy przynależność etniczna / narodowa nie równała się Bożemu wybraństwu (chociaż w czasach Jezusa judaizm doszedł już do takiego przekonania). Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną.

O dzisiejszym Izraelu i o Żydach na świecie można mówić jako spadkobiercach tych, wśród których Bóg zapowiedział przyjście Mesjasza i w tym sensie ich wybrał jako miejsce Bożego objawienia. Nie znaczy to jednak, że są ludem wybranym, że korzystają z przywileju wybraństwa, bo o tym decyduje realizacja woli Bożej związanej z ich wybraniem. Tą wolą było przyjęcie Chrystusa i Jego ogłoszenie światu, cel ich wybrania. A oni Go odrzucili. Są ludem wybranym w pewnym momencie historii jako locus divinae revelationis; następnie część z nich do momentu przyjścia Chrystusa była ludem wybranym (Bożym) w ramach etnicznego Izraela (tzw. ‘wierna Reszta’). Obecnie lud wybrany, lud Boży stanowią ci, którzy przyjęli Chrystusa, tj. Kościół Chrystusowy. Lud wybrany jako lud Boży jest jeden. Z tej racji nie można mówić o wyznawcach prawa mojżeszowego, że są nadal ludem wybranym. Jest to tworzenie dwóch równoległych porządków zbawczych, co jest obce zbawczemu planowi Boga.

Obecny stan wyznawców prawa mojżeszowego jasno obrazuje apostoł Paweł metaforą drzewka oliwnego (Rz 11, 16b-24). Żydzi są od niego odcięci. Mogą być na powrót wszczepieni (Bóg ich miłuje [w. 28b]). Ale aktualnie są odcięci. Z tej racji są według apostoła „nieprzyjaciółmi Boga” (w. 28a), co w języku biblijnym oznacza zerwanie z Nim relacji. Nie znaczy to jednak, że Bóg ich odrzucił definitywnie. Bóg nikogo nie odrzuca definitywnie.

Żydzi są stale zaproszeni do tego, aby przyjąć Chrystusa, bo „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (w. 29). Boże wezwanie jest stałe i dlatego Bóg stale wzywa ich do wkroczenia na drogę ku Chrystusowi.

2. Czy przymierze na Synaju jest stale aktualne? Przymierze na Synaju wygasło, i tym samym ustało z racji nowego przymierza zawartego w Chrystusie, do którego przygotowywało: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (Hbr 8, 13). Utrzymywanie, że przymierze na Synaju nadal trwa, jest uznaniem za niepotrzebne (czy o względnej wartości) przymierza zawartego w Chrystusie. Tymczasem przymierze na Synaju jest etapem na drodze ku Chrystusowi i Jego Kościołowi. Doprowadziło ono do Chrystusa, spełniło swoją rolę i wygasa. Nie jest anulowane, odwołane, ale wygasa, ustaje. Gdyby Żydzi przyjęli Chrystusa, właśnie tak by o nim myśleli i mówili. Postrzegają je jako stale trwające, bo nie przyjęli Chrystusa.

Utrzymywanie, że przymierze na Synaju jest stale aktualne, jest tworzeniem równoległej rzeczywistości zbawczej: jednej z Chrystusem, a drugiej bez Niego. Jest to występowanie przeciwko zbawczemu planowi Boga.

3. Czy Żydzi wierzą w prawdziwego Boga? Izraelitom (Żydom) objawił się Bóg prawdziwy, ale odrzucając Chrystusa, odrzucają oni prawdziwego Boga. Nie wygląda to tak, że Izrael odrzucił Syna Bożego, a trwa przy Bogu. Kto odrzuca Syna, nie ma też Ojca (1 J 2, 23), bo Bóg jest jeden. Izrael odwołuje się do prawdziwego Boga, ale Go nie zna, bo On objawił się w Chrystusie. Dopiero Chrystus objawia Ojca i tajemnicę Trójcy Świętej. To, co o Bogu poznał biblijny Izrael, jest mglistą wiedzą w porównaniu z poznaniem Go w Synu Bożym (J 10, 30: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; 14, 9: „Ten, kto widzi Mnie, widzi i Ojca”). Sytuacja obecnego Izraela jest trudna, bo zna on Boga tylko w wąskim zakresie, bo Ten objawił się w pełni w Chrystusie. Na ich oczach spoczywa zasłona (2 Kor 3, 14).

Odrzucając Syna Bożego, Izrael odrzucił Boga Jahwe, bo Jezus razem z Ojcem i Duchem Świętym jest Bogiem Jahwe: „Jeżeli nie uwierzycie, że JA JESTEM [który jestem], pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24. 58). Jezus jest Bogiem Jahwe i dlatego odrzucenie Go jest odrzuceniem prawdziwego Boga – stąd konkluzja: „[…] pomrzecie w grzechach swoich”.

Nie można trwać przy Bogu, odrzucając Syna Bożego, który poprzez jedną naturę boską jest jednym Bogiem z Ojcem i Duchem Świętym. Odrzucenie Syna Bożego jest odrzuceniem (całego) Boga. Żydzi wiedzą, który Bóg jest prawdziwy, ale jednocześnie Go odrzucają. Czy w tej sytuacji wierzą w prawdziwego Boga? Chrystus nie jest dopełnieniem wiary Żydów w Boga (obrazowo brakujące np. 30%), ale całym poznaniem Boga (obrazowo 100%). Z tej racji w nikim innym nie ma zbawienia.

Czy Żydzi potrzebują Chrystusa tak samo jak pozostała ludzkość? Żyd potrzebuje w takim samym stopniu Chrystusa, i nawrócenia w Nim do Boga, co wszyscy inni ludzie. Dlaczego? Bo odkupienie jest nowym stworzeniem w Chrystusie (Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17; Ef 2, 15). Nie jest wydoskonaleniem starego porządku zbawczego, ale powołaniem go do istnienia od początku! Właśnie dlatego, że jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy musi do niego wejść: tak poganin, jak i Żyd, bo nikt wcześniej w nim nie trwał. Żyd był w korzystniejszej sytuacji jedynie z tej racji, że był lepiej przygotowany na przyjęcie nowego porządku zbawczego.

Przyjęcie Chrystusa jest według NT najwyższą formą nawrócenia, której potrzebuje każdy: zarówno Żyd, jak i poganin. Jest odmianą człowieka, jakiej dokonuje w nim Bóg. Nic się nie równa temu, czego Bóg dokonuje w człowieku, kiedy przyjmuje on Chrystusa – odmienia go i wprowadza w nowe życie ze sobą. Żyd potrzebuje takiego nawrócenia tak samo jak poganin, bo porządek religijny Żydów wyznania mojżeszowego nie jest w stanie tego zapewnić.

Nie jest prawdą, że przyjmując wiarę w Chrystusa, poganin się nawraca a Żyd jedynie dopełnia swoją wiarę. Skoro jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy wchodzi do niego na tych samych warunkach. Stąd Żyd bezwzględnie potrzebuje Chrystusa. Przykładem nowego stworzenia, czyli rzeczywistości nieobecnej w ST, a obecnej aktualnie, jest Kościół. Jest on nowym bytem, stworzeniem, bo jego Ciało, tj. Chrystus, jest nowe. Na etapie ST nie ma niczego, co równałoby się darowi Kościoła. Na etapie ST lud Boży był zgromadzony przy Bogu. Obecnie jest on wszczepiony w Chrystusa, Jego Ciało, i stanowi z Nim jedno. W Kościele jesteśmy członkami Ciała Chrystusa. Nie jest to zatem wydoskonalenie porządku ST ani jego dopełnienie w sensie  uzupełnienia brakującym elementem, ale danie czegoś nowego. Z tej racji do Kościoła jako nowego stworzenia, nieobecnego w ST, musi wejść zarówno poganin, jak i Żyd, bo żaden z nich wcześniej nie korzystał z takiego przystępu do Boga (jest on czymś nowym). Innym przykładem jest przymierze Boga z człowiekiem. Nie jest to już przymierze, w którym każda ze stron bierze na siebie określone zobowiązania, bo tu w razie nie wywiązywania się jednej ze stron ze swych zobowiązań, przymierze zostaje zerwane. Obecna relacja z Bogiem, zawarta w Chrystusie, nie ma odpowiednika w ST. Nie jest ona przymierzem, ale testamentem, czyli jednostronnym, wspaniałomyślnym obdarowaniem ludzkości przez Boga relacją ze sobą, gdzie Bóg czyni się gwarantem tej relacji i z tej racji nie zostanie ona nigdy zerwana. Testament nie podlega zerwaniu, a jedynie wykonaniu. Określenia jak wydoskonalenie czy dopełnienie nie są tu adekwatne. Obecna relacja z Bogiem na wzór testamentu, nawiązana w Chrystusie, jest ‘nowym stworzeniem’ względem tej  starotestamentowej. Daje to, czego tamta nie dawała. To nie jest tylko danie czegoś więcej. Dobrze rozumieli to u początków chrześcijanie i dlatego nazwali księgi święte Starym i Nowym Testamentem, a nie Starym i Nowym Przymierzem.

‘Nowe stworzenie’ odnosi się także do koncepcji Mesjasza, synostwa Bożego, dekalogu, kapłaństwa, ekspiacji jako modelu pojednania z Bogiem itd. Każda prawda zbawcza ST, każdy przywilej zostają przewyższone w Chrystusie (nowe stworzenie), bo Bóg dał coś nowego i większego niż na etapie ST. Między Starym a Nowym Testamentem jest ciągłość, drugie wynika z pierwszego, ale między nimi jest jednocześnie niewyobrażalny przeskok jakościowy. Różnicę wyznacza osoba Chrystusa: mówimy tu o różnicy między brakiem Chrystusa a Jego obecnością.

Między Starym a Nowym Testamentem nie ma przejścia w sensie dopełnienia pierwszego przez jakiś element drugiego; jest to danie czegoś nowego (nowe stworzenie w Chrystusie) – czegoś, co niewyobrażalnie przewyższa pierwsze (stan braku Chrystusa i stan Jego posiadania). Ten przeskok wyraża apostoł Paweł w 2 Kor 3, 10: „Wobec przeogromnej chwały [rzeczywistości nowotestamentowej] okazało się w ogóle bez chwały to, co miało chwałę tylko częściową [rzeczywistość starotestamentowa]. ST przy NT jest jak światło świecy przy świetle Słońca; traci całkowicie swój słaby blask.

Czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi? Zdarza się nadużywać słów Jana Pawła II z 13 kwietnia 1986 r. z jego wystąpienia w synagodze w Rzymie. Przypisuje się papieżowi, że powiedział o Żydach „nasi starsi bracia”. Papież powiedział dokładnie: „[…] i w pewnym sensie można by powiedzieć nasi starsi bracia”. Nie powiedział, że są naszymi starszymi braćmi, bo nie są nimi. Byliby wtedy, gdyby przyjęli Chrystusa. Przez warunkowy charakter wypowiedzi („w pewnym sensie” i „można by powiedzieć”) papież unika znaczenia dosłownego. Jednocześnie wyznacza granicę i rozdział między judaizmem, który odrzucił Chrystusa, a chrześcijaństwem. Są to dwa porządki religijne, które rozwijają się niezależnie od siebie i nie ma między nimi braterstwa wiary w sensie dosłownym, bo występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza.

Czy Żydzi ukrzyżowali Chrystusa? Odpowiedzialni historycznie za ukrzyżowanie Jezusa byli Żydzi i Rzymianie. Ewangelie nie pozostawiają tu cienia wątpliwości. Chrześcijanie zaś są winni śmierci Chrystusa (KKK 598) w tym sensie, że nasze grzechy doprowadziły do ekspiacyjnej śmierci Chrystusa. Chrystus umarł, ponieważ zgrzeszyliśmy. W tym sensie odpowiedzialna jest cała ludzkość. Trzeba jasno rozgraniczać między historyczną odpowiedzialnością za śmierć Jezusa a winą w sensie religijnym. Nie należy wykorzystywać stwierdzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego do wybielania Żydów z ich winy za ukrzyżowanie Jezusa. Nie rozumiem ich winy jako winy zbiorowej, ale winę tych, którzy usilnie zabiegali o wyrok śmierci dla Jezusa. To, że Drugą Wojnę Światową wywołali Niemcy, nie znaczy, że wszyscy Niemcy ponoszą za to odpowiedzialność, ale nie znaczy to też, że Niemcy nie wywołali Drugiej Wojny Światowej i nie ponoszą za nią żadnej odpowiedzialności.

Jaka powinna być nasza postawa względem judaizmu? 1) Należy podtrzymywać kontakty z Żydami, bo wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga, ale prawda zbawcza nie może być wyciszana. 2) Nie należy usprawiedliwiać, wybielać odrzucenia Chrystusa przez Żydów (wypaczanie historii zbawienia), ale trzeba pomóc im w otwarciu się na Niego.

W latach 20. XIX w. Żydzi z synagogi w Strasburgu postanowili przeczytać Nowy Testament i przyjrzeć się jego przesłaniu. Kolejnych trzech rabinów, a z nimi kilkadziesiąt osób z synagogi, przyjęło Chrystusa. Pojawiła się dyspozycja otwartości na prawdę i łaska natychmiast zadziałała. Jest to kierunek, w jakim należy iść w kontaktach z wyznawcami prawa mojżeszowego – tak postępować, aby pojawiła się w nich dyspozycja otwartości na prawdę. Nie należy rezygnować z takich prób. Przykład mamy w apostole Pawle (Rz 11, 14). Nie wolno rezygnować z wysiłków na rzecz pozyskania Żydów dla Chrystusa. Misja ewangelizacyjna stale trwa i obejmuje wszystkich – bez wyjątku. Wymaga jednak roztropności w działaniu.

W nawiązaniu do powyższego, w kontaktach z judaizmem nie może być to dialog jednostronny, w którym my, chrześcijanie, pochylamy się stale nad ich wiarą, zgłębiamy myśl żydowską, a oni zamykają się całkowicie na myśl chrześcijańską. Nie jest to dialog, ale jednostronna rozmowa. W szczerym dialogu każda ze stron powinna wysłuchać racji drugiej strony.

Jeżeli tego nie ma, wzajemne spotkania skutkują „urabianiem” przez myśl żydowską chrześcijan biorących w nich udział, którzy przejmują żydowskie myślenie i rozumienie historii zbawienia. Chrześcijanie się judaizują, a Żydzi nie tylko się nie chrystianizują, ale jeszcze utwierdzają w swoich przekonaniach. Z takich spotkań korzyść dla siebie odnoszą jedynie wyznawcy prawa  mojżeszowego.

Czy w modlitwie konsekracyjnej podczas Mszy św. powinny być słowa o Ciele Chrystusa wydanym i Krwi przelanej „za wielu” czy „za wszystkich”? Ten temat nie stanowi kontrowersji z Jego Eminencją, ale przedstawiam go, bo pojawiają się próby zmiany.

W tekście greckim NT (Mt, Mk, Łk i 1 Kor 11) znajdują się dwie formy: „za wielu” (hyperpollōn) i „za was” (hyper hymōn). W żadnym z czterech świadectw nie mówi się o wydanym Ciele Chrystusa i przelanej Krwi „za wszystkich”.

Według Ewangelii Mateuszowej Jezus ma na myśli tych, w których dzieło odkupienia odniesie zamierzony skutek: „Moja Krew …, która będzie wylana … na odpuszczenie grzechów”, czyli przelana za tych, w których dokona odpuszczenia grzechów, tj. którzy skorzystają z łaski odkupienia i wejdą w relację z Bogiem.

Jezus nie ma na myśli tych, którzy nie skorzystają z łaski odkupienia, tj. w których przelana krew nie przyniesie zamierzonego skutku. Bóg nie działa na darmo, nie marnuje swojej łaski. Jako istota doskonała, kiedy działa, osiąga cel.

Jezus nie ma zatem na myśli wszystkich ludzi, ale tylko owych wielu, którzy odpowiedzą pozytywnie na łaskę odkupienia i wejdą w relację z Bogiem. Zgodnie z intencją słów Jezusa poprawną formą jest „za wielu” (w tym także „za was” – dzisiaj w odniesieniu do każdego, kto uczestniczy w Eucharystii), co znajdujemy na kartach NT i co funkcjonuje w aktualnej modlitwie konsekracyjnej w jęz. polskim.

Forma „za wszystkich” nie występuje w NT, bo jest niezgodna z rozumieniem dzieła odkupienia. Forma „za wielu” naprowadza na jego właściwe rozumienie. Należy porzucić myślenie, że wszyscy zostali odkupieni, czyli wprowadzeni w relację z Bogiem. Wszystkim została otwarta droga do Boga, ale odkupieni zostali ci, którzy weszli w relację z Bogiem (odpowiedzieli pozytywnie). I za nich Jezus przelewa krew (odkupienie jest stanem podobnym zbawieniu).

Jezus nie przelewa krwi za tych, w których nie przynosi to zamierzonego skutku, bo byłoby to działanie daremne. Posługując się obrazem Jezusa, nie rzuca On pereł przed świnie. Zatem dzieło odkupienia swymi owocami dosięga tej części ludzkości, która odpowiada na nie pozytywnie. I to przesłanie zawiera się w wyrażeniu „za wielu”.

U początku sprawowania posługi pasterskiej w Archidiecezji Krakowskiej życzę Eminencji Bożego błogosławieństwa i wszelkiej pomyślności.

In Christo Salvatore mundi,

ks. prof. Waldemar Rakocy CM

Nie tylko oburzenie, ale i wynagrodzenie Panu Bogu w Trójcy Jedynemu za zniewagę

Komunikat w sprawie listu Konferencji Episkopatu Polski z 12 marca br.

List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, który w niedzielę 22 marca br. był odczytany w części kościołów w Polsce, zawiera bardzo poważne błędy teologiczne. Głosi on mianowicie trwanie Starego Przymierza (mimo jego oczywistego wypełnienia przez Pana Jezusa), skandalicznie imputuje Kościołowi katolickiemu, nowemu Izraelowi, depozytariuszowi nowego i wiecznego Przymierza, błędne nauczanie i błędne rozumienie Pisma Świętego oraz zarzuca niezmiennemu nauczaniu katolickiemu, że jest jedną z przyczyn antysemityzmu.

List ten, który zuchwale posuwa się nawet do tego, żeby zachęcać katolików do nawiedzania żydowskich bożnic w duchu stricte religijnym, spotkał się ze słusznym oburzeniem wielu Polaków.

Trzeba jednak pamiętać, że właściwą reakcją na ten oficjalny dokument powinno być nie tylko oburzenie, ale i wynagrodzenie Panu Bogu w Trójcy Jedynemu za zniewagę, jaką polscy biskupi uczynił Jemu, Jego Kościołowi i Jego świętym, w dodatku w najświętszym czasie roku liturgicznego, jakim jest okres Męki Pańskiej.

Wykorzystajmy ten szczególny czas łaski, jaki nam pozostał do świąt Zmartwychwstania Pańskiego, aby zdwoić nasze wysiłki i umartwienia, przede wszystkim w wierności naszym obowiązkom stanu i stronieniu od ducha tego świata, i ofiarować je Panu Bogu w intencji znieważanego Kościoła Świętego, naszej matki, a także powrotu polskich hierarchów do pełni katolickiej wiary – wiary, która jest zasadniczą podstawą katolickiej jedności.

ks. Karol Stehlin FSSPX
Przełożony dystryktu Polski Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X
25 marca AD 2026, w święto Zwiastowania Pańskiego

Sędziowie cenzurują Księgę Rodzaju…

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Europa coraz bardziej oddala się nie tylko od Boga i Dekalogu, ale również od rozumu i zdrowego rozsądku.

Kilka dni temu Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał Urząd Stanu Cywilnego w Warszawie do uznania tzw. „małżeństwa jednopłciowego”, które dwóch homoseksualistów z Polski zawarło w Niemczech. Skutecznie naciskała na to Unia Europejska.

To pierwszy taki przypadek w Polsce, będący powtórzeniem schematów przeprowadzonych już w krajach Zachodu, gdzie zaczynano w podobny sposób, a skończono na pełnej legalizacji tzw. „małżeństw” homoseksualnych z adopcją dzieci (wielokrotnie pisaliśmy o przypadkach homoseksualistów, którzy adoptowali dzieci tylko po to, aby wykorzystywać je seksualnie).

Z kolei Sąd Najwyższy Finlandii skazał właśnie byłą minister Paivi Rasanen za przypomnienie, że Bóg stworzył człowieka jako „mężczyznę i niewiastę”. W ocenie Sądu Książka autorstwa Rasanen o takim tytule znieważa aktywistów homoseksualnych. Sąd nakazał także usunięcie z elekronicznego wydania książki „nienawistnych” fragmentów mówiących o tym, że istnieją tylko dwie płcie.

Warto w tym momencie przypomnieć, że w 2024 roku zostałem skazany na rok ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 000 zł kary za organizację kampanii społecznej informującej o badaniach naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sąd w Gdańsku uznał, że poprzez cytowanie statystyk i wyników badań znieważyłem aktywistów LGBT i utrudniłem im „działalność edukacyjną”, czyli deprawację dzieci i młodzieży.

Totalitaryzm rozpędza się i chce zawładnąć przestrzenią publiczną, prawodawstwem, mediami i kulturą. Trzeba przy tym pamiętać o ważnej zasadzie – zło, które nie natrafia na opór, rośnie w siłę.

Nasza Fundacja działa, aby podtrzymywać i zwiększać ten opór, mobilizować Polaków do działania i głośno mówić prawdę.Kliki rządzące Europą chcą wyrzucić Boga i Dekalog z przestrzeni publicznej. Skoro zło działa publicznie, to i nasza reakcja na nie musi być publiczna. Dlatego już jutro (sobota 28 marca) organizujemy Drogę Krzyżową w obronie dzieci ulicami Warszawy. Zaczynamy o 12:00 pod kancelarią premiera (Al. Ujazdowskie 1/3).

Równolegle, tylko w nadchodzący weekend (28-29 marca) odbędą się publiczne różańce i akcje informacyjne m.in. w: Dęblinie, Ełku, Słomnikach, Szamotułach, Łukowie, Bielsku-Białej, Mielcu, Łomży, Zgierzu, Poznaniu, Strykowie, Suwałkach i Kielcach. 

Aby przeprowadzić te działania, potrzebne jest Pana wsparcie.

Pana zaangażowanie umożliwi m.in.:

organizację i logistykę Drogi Krzyżowej (m.in. transparenty, wypożyczenie profesjonalnego nagłośnienia, pomoc w transporcie dla chcących dojechać do stolicy),

wyposażenie naszych wolontariuszy na ulicach w nowe bannery, megafony, ulotki i akcesoria,

zatankowanie naszych samochodów, dzięki czemu koordynatorzy naszej Fundacji dojadą do kolejnych miejscowości i pomogą organizować akcje,

– dalsze funkcjonowanie Centrum Prawnego naszej Fundacji, które broni naszych działaczy przed przesłuchaniami policyjnymi i rozprawami sądowymi. Obecnie przeciwko nam toczy się ponad 80 procesów jednocześnie w całej Polsce i wciąż dochodzą kolejne, gdyż nie ustajemy w publicznym mówieniu prawdy o aborcji i deprawacji.

Proszę o wsparcie, które umożliwi nam to dalsze działanie: WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wojna z Iranem przekształca zmiany klimatyczne w „stan zagrożenia bezpieczeństwa narodowego”

Wojna z Iranem przekształca zmiany klimatyczne w „stan zagrożenia bezpieczeństwa narodowego”

IEA Report: 10 “Emergency Measures” straight from the Great Reset playbook, Kit Knightly, Mar 25, 2026

Autor: Kit Knightly,

wpisał: AlterCabrio, 26 marca 2026

Chodzi jednak o coś więcej niż tylko promowanie odnawialnych źródeł energii. Celem jest określenie wojny w Iranie mianem „wojny przez zmiany klimatyczne”, konfliktu, który był nieunikniony z powodu naszego nadmiernego uzależnienia od paliw kopalnych i coraz bardziej niestabilnego klimatu, który sprawia, że ​​ludzie są zdesperowani.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Grafika: AI

„A nie mówiliśmy?!” – wojna z Iranem przekształca zmiany klimatyczne w „stan zagrożenia bezpieczeństwa narodowego”

W zeszłym miesiącu, kilka godzin po rozpoczęciu „Operacji Epic Fury”, pisałem, że ta wojna znów będzie dotyczyć zmian klimatycznych

Na tej podstawie niemal na pewno pojawi się narracja dotycząca zmian klimatu/odnawialnych źródeł energii, w której twierdzi się, że cena ropy naftowej jest „zbyt zmienna”, a nasze uzależnienie od paliw kopalnych „powoduje śmierć i zniszczenie”, a zmiany klimatu stanowią „międzynarodowe zagrożenie bezpieczeństwa”.

Był to, bez zbędnej zarozumiałości, dość bezpieczny zakład, ale prasa nie traciła czasu, aby udowodnić, że jest on słuszny.

A teraz Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych podkreśla ten fakt:

https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?creatorScreenName=CzarnaLimuzyna&dnt=false&embedId=twitter-widget-0&features=eyJ0ZndfdGltZWxpbmVfbGlzdCI6eyJidWNrZXQiOltdLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfSwidGZ3X2ZvbGxvd2VyX2NvdW50X3N1bnNldCI6eyJidWNrZXQiOnRydWUsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfdHdlZXRfZWRpdF9iYWNrZW5kIjp7ImJ1Y2tldCI6Im9uIiwidmVyc2lvbiI6bnVsbH0sInRmd19yZWZzcmNfc2Vzc2lvbiI6eyJidWNrZXQiOiJvbiIsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfZm9zbnJfc29mdF9pbnRlcnZlbnRpb25zX2VuYWJsZWQiOnsiYnVja2V0Ijoib24iLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfSwidGZ3X21peGVkX21lZGlhXzE1ODk3Ijp7ImJ1Y2tldCI6InRyZWF0bWVudCIsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfSwidGZ3X3Nob3dfYmlyZHdhdGNoX3Bpdm90c19lbmFibGVkIjp7ImJ1Y2tldCI6Im9uIiwidmVyc2lvbiI6bnVsbH0sInRmd19kdXBsaWNhdGVfc2NyaWJlc190b19zZXR0aW5ncyI6eyJidWNrZXQiOiJvbiIsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfdXNlX3Byb2ZpbGVfaW1hZ2Vfc2hhcGVfZW5hYmxlZCI6eyJidWNrZXQiOiJvbiIsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfdmlkZW9faGxzX2R5bmFtaWNfbWFuaWZlc3RzXzE1MDgyIjp7ImJ1Y2tldCI6InRydWVfYml0cmF0ZSIsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfbGVnYWN5X3RpbWVsaW5lX3N1bnNldCI6eyJidWNrZXQiOnRydWUsInZlcnNpb24iOm51bGx9LCJ0ZndfdHdlZXRfZWRpdF9mcm9udGVuZCI6eyJidWNrZXQiOiJvbiIsInZlcnNpb24iOm51bGx9fQ%3D%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=2036082613958627511&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fekspedyt.org%2F2026%2F03%2F26%2Fwojna-z-iranem-przeksztalca-zmiany-klimatyczne-w-stan-zagrozenia-bezpieczenstwa-narodowego%2F&sessionId=26a608afdc54d006bddbb4432b4e14b23d4b6a68&siteScreenName=CzarnaLimuzyna&theme=light&widgetsVersion=2615f7e52b7e0%3A1702314776716&width=550px

Program na rzecz energii odnawialnej stał się od razu jasny, a tysiące zupełnie pozbawionych oryginalności osób twierdziło, że „w cieśninie Ormuz nie ma żadnych paneli słonecznych” i wygłaszało wariacje na ten temat.

Pojawiły się dziesiątki nagłówków obwiniających za wojnę bezpośrednio ropę i nasze „uzależnienie” od paliw kopalnych. Co zabawne, to, co było podtekstem w 2003 roku, w 2026 roku jest już oczywiste.

Chodzi jednak o coś więcej niż tylko promowanie odnawialnych źródeł energii. Celem jest określenie wojny w Iranie mianem „wojny przez zmiany klimatyczne”, konfliktu, który był nieunikniony z powodu naszego nadmiernego uzależnienia od paliw kopalnych i coraz bardziej niestabilnego klimatu, który sprawia, że ​​ludzie są zdesperowani.

A skoro już ustaliliśmy, że zmiana klimatu jest bezpośrednią przyczyną wybuchów wojen, to już tylko krok dzieli nas od bezpośredniego powiązania „zmian klimatycznych” z „bezpieczeństwem narodowym”.

Jak pisałem na Twitterze/X, to coś więcej niż tylko semantyka. Tak jak łączenie „zmian klimatycznych” z „pandemiami” czyni ją problemem zdrowia publicznego, tak łączenie jej z wojną czyni ją problemem bezpieczeństwa narodowego. Propaganda skojarzeń i definicji ma implikacje prawne.

Dyskusja zatem nadal wymusza skojarzenie.

Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało kilka dni temu krótki film zatytułowany „Jak zmiana klimatu staje się globalnym problemem bezpieczeństwa”.

Greenpeace publikuje artykuły, w których przekonuje, że przejście na energię odnawialną „należy rozumieć jako strategię bezpieczeństwa i odporności”.

George Monbiot pisze w „Guardianie”, że „te dwa kryzysy – polityczny i środowiskowy – są jednym. Musimy postawić się na pozycji antywojennej z takim samym zapałem, z jakim narody tradycyjnie stawiały się na pozycji wojennej: wdrożyć program awaryjny, aby wyeliminować paliwa kopalne z naszego życia”.

Potrzeba „ścieżki wojennej” do przeforsowania „strategii bezpieczeństwa” polegającej na pilnym przejściu na „zieloną” energię skutkowałaby przekazaniem ogromnych kwot „finansów awaryjnych” z rąk publicznych do prywatnych.

Gdzie indziej naukowcy publikują prace przewidujące „wojny klimatyczne”, w których powołują się na zmieniający się klimat jako „mnożnik siły” napędzający niedobory wody i masowe migracje. Problemy te mogą prowadzić do wybuchów przemocy; zatem, jak głosi narracja, zmiana klimatu jest początkiem wojen.

Australijskie raporty rządowe określają dezinformację na temat klimatu jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Jeśli zmiany klimatyczne stanowią problem bezpieczeństwa narodowego, to czy „negowanie” klimatu staje się buntem? A może zdradą? Czy wymaga to kary? A może cenzury? Racjonowanie żywności sprawdziło się podczas II wojny światowej, czy sprawdzi się również podczas klimatycznej wojny światowej?

Ostatecznie, gdy zmiana klimatu stanie się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego – lub międzynarodowego – rządy będą mogły powołać się na nadzwyczajne uprawnienia wojenne, aby sobie z nią poradzić. I tak właśnie zrobią.

_________________

“Called It!” – Iran War turning Climate Change into a “national security emergency”, Kit Knightly, Mar 24, 2026

BONUS:

Raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej: 10 „środków nadzwyczajnych” żywcem wyjętych z podręcznika Wielkiego Resetu

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) właśnie opublikowała nowy raport, w którym twierdzi, że wskazano dziesięć „środków po stronie popytu” [demand-side measures], które „złagodzą skutki gospodarcze wojny na Bliskim Wschodzie”.

Dokument nosi tytuł „Ochrona przed wstrząsami naftowymi” i teoretycznie ma na celu „złagodzenie presji cen ropy naftowej na konsumentów”, ale czyta się go jak stronę żywcem wyjętą z podręcznika Wielkiego Resetu.

Wśród dziesięciu rekomendacji znalazły się stare, ulubione rozwiązania, takie jak praca z domu, ograniczenie podróży lotniczych, a nawet wycofanie kuchenek gazowych…

…skierowane działania mogą złagodzić presję na paliwa, których dostępność jest szczególnie ograniczona. Ograniczenie podróży lotniczych tam, gdzie istnieją alternatywy, może znacząco obniżyć popyt na paliwo lotnicze. Działania mające na celu przeniesienie wykorzystania LPG z transportu na podstawowe zastosowania, takie jak gotowanie, mogą pomóc chronić wrażliwe gospodarstwa domowe. Jednocześnie, zachęcanie do korzystania z alternatywnych, czystych rozwiązań w zakresie gotowania, tam gdzie to możliwe, może zmniejszyć uzależnienie od LPG i zapobiec powrotowi do bardziej zanieczyszczających środowisko paliw, które szkodzą zdrowiu ludzi.

Pełna treść ich rekomendacji brzmi…

  1. W miarę możliwości pracuj z domu.
    .
  2. Zmniejsz limity prędkości na autostradach o co najmniej 10 km/h
    .
  3. Zachęcaj do korzystania z transportu publicznego
    .
  4. Zróżnicuj dostęp samochodów prywatnych do dróg w dużych miastach w różne dni
    .
  5. Zwiększ udział współdzielonych samochodów [car sharing] i wprowadź efektywne praktyki jazdy
    .
  6. Stosuj efektywną jazdę pojazdami użytkowymi i dostawczymi
    .
  7. Przekieruj wykorzystanie LPG z transportu
    .
  8. Unikaj podróży lotniczych, jeśli istnieją alternatywne opcje
    .
  9. Jeśli to możliwe, przejdź na inne, nowoczesne metody gotowania
    .
  10. Wykorzystuj efektywnie elastyczność w zakresie surowców petrochemicznych i wdroż krótkoterminowe środki zwiększające wydajność i konserwację

Jeśli wiele z nich brzmi znajomo, to dlatego, że zostały zasugerowane jako część „Lockdownów klimatycznych” , tych całkowicie wyimaginowanych rzeczy, które wymyślili teoretycy spiskowi.

Przyjrzyjmy się bliżej pewnej parze.

Numer 4 jest szczególnie fascynujący. Co dokładnie oznacza „Zróżnicuj dostęp samochodów prywatnych do dróg w dużych miastach w różne dni”? Bo na pierwszy rzut oka nie wygląda to na poprawną angielszczyznę.

W raporcie wyjaśniono:

Prywatne pojazdy mogą wjeżdżać do wyznaczonych stref w dużych miastach tylko w określone dni, na podstawie numeru rejestracyjnego. Pojazdy z nieparzystymi numerami rejestracyjnymi mają do nich dostęp w inne dni robocze niż te z parzystymi. Ten środek zmniejsza korki uliczne, pracę silnika na biegu jałowym i zużycie paliwa podczas jazdy z częstym zatrzymywaniem się i ruszaniem. Zmniejsza również lokalne zanieczyszczenie powietrza i poprawia atrakcyjność centrum miasta dla rowerzystów i pieszych.

…ale co ciekawe, nie wyjaśnia w jaki sposób miałoby to być egzekwowane.

Wymagałoby to zainstalowania monitoringu CCTV z technologią automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych (ANPR) w celu skanowania całego ruchu, a prawdopodobnie także automatycznego wystawiania mandatów każdemu, kto w czwartek odważy się prowadzić samochód z parzystym numerem.

To pomysł zaczerpnięty z planów „15-minutowych miast”.

Numer 5 rekomenduje „zwiększenie współdzielenia samochodów”, co raczej nawiązuje do apeli o zakończenie prywatnej własności samochodów, prawda? To polityka, którą Światowe Forum Ekonomiczne promuje od dziesięciu lat.

Jest i punkt 8: „Unikaj podróży lotniczych, jeśli istnieją alternatywne opcje”, punkt 1: „Pracuj z domu, jeśli to możliwe” oraz punkt 9: „przejdź na nowoczesne metody gotowania”.

Żadna z nich nie jest nową polityką ani oryginalnym pomysłem; wszystkie istniały już wcześniej jako proponowane rozwiązania zupełnie różnych problemów.

W części uzupełniającej zatytułowanej „Ukierunkowane wsparcie konsumenckie” zaproponowano wypłatę dodatkowych świadczeń gospodarstwom domowym o niskich dochodach w celu pokrycia rachunków za energię (coś w rodzaju prototypu dochodu gwarantowanego), a także zwiększenie popularności pojazdów elektrycznych i zastąpienie starych systemów grzewczych pompami ciepła.

Krótko mówiąc, mamy tu do czynienia z „lockdownem klimatycznym” pod inną nazwą. Być może próbą generalną.

To powinno położyć kres dyskusji w przypadku każdego, kto nie jest przekonany, że wojna w Iranie jest wykorzystywana do przeforsowania dobrze znanego programu „Wielkiego Resetu”.

A na wypadek, gdybyście nie widzieli, co się wydarzy, pamiętacie (całkowicie fałszywe) doniesienia o „odradzaniu się natury” podczas lockdownów związanych z covid-19?

A to właśnie nastąpi.

Poddano nas tym środkom w ramach „systemu zarządzania kryzysowego”, a potem – co szokujące – powiedziano nam, że to naprawdę pomogło środowisku, zmniejszyło zanieczyszczenie i emisję CO2, spowolniło ocieplenie i… cokolwiek jeszcze chcą powiedzieć.

Rzeczywistość ich nie ogranicza. To jest zaleta zmyślania.

Po raz kolejny każą nam uwierzyć, że całkowitym zbiegiem okoliczności to, co musimy zrobić, to jest to, co wszystkie rządy na Ziemi chciały zrobić.

Naprawdę szokujące, jak często się to zdarza.

________________

IEA Report: 10 “Emergency Measures” straight from the Great Reset playbook, Kit Knightly, Mar 25, 2026

Warto porównać:

Lockdowny? To jeszcze nie koniec…
Wygląda na to, że w zamian zostaną przemianowane na „lockdowny klimatyczne” i albo wymuszane, albo po prostu groźnie trzymane nad głową społeczeństwa. − ♦ − W ramach „lockdownu klimatycznego” rządy […]

Tajne głosowanie i… tajemnica. Jak powstawał list KEP i czego się z niego nie dowiemy?

Tajne głosowanie i… tajemnica. Jak powstawał list KEP i czego się z niego nie dowiemy?

pch24.pl/tajne-glosowanie-i-tajemnica-jak-powstawal-list-kep-i-czego-sie-z-niego-nie-dowiemy

Jak powstał list KEP na 40. rocznicę wizyty Jana Pawła II w synagodze? Kto jest jego autorem i jak był procedowany przez biskupów? Zapytaliśmy o to episkopat, a o ustaleniach, w programie „Ja, katolik”, opowiada Krystian Kratiuk. W materiale ujawniamy także prawdę o intencjach modlitw w synagogach, do których odwiedzenia zapraszają purpuraci.

Ostatni list Konferencji Episkopatu Polski wzbudził niemałe emocje wśród wiernych. Redakcja PCh24.pl postanowiła sprawdzić u źródła to jak powstawał ów dokument, kto jest jego autorem i ilu biskupów było za jego przyjęciem.

Wysłałem następujące proste pytania. Po pierwsze, kto jest faktycznym autorem tego listu? Czy wyszedł on spod pióra któregoś z biskupów? Jeśli tak, to którego? A może to jest efekt pracy któregoś gremium? I tak dalej. Czy list był dyskutowany podczas 404. posiedzenia KEP? A może księża biskupi nie znali treści tego listu wcześniej i dostali go dopiero na posiedzeniu? A może przeciwnie, dostali go mejlem? Czy którykolwiek biskup na posiedzeniu KEP wypowiedział się przeciwko treści tego listu? W jaki sposób podjęto decyzję o przyjęciu tego listu? Przez aklamację czy przez głosowanie? Jeśli nad przyjęciem listu głosowano, zapytałem to, w jakiej proporcji głosów został on przyjęty, ilu biskupów głosowało za, ilu przeciw itd. – relacjonuje Krystian Kratiuk w programie „Ja, katolik” na kanale YouTube.

W odpowiedzi służby prasowe episkopatu wskazały, że projekt listu został przygotowany przez Komitet KEP ds. dialogu z judaizmem. Był on procedowany zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami listu w Konferencji Episkopatu Polski i przyjęty w głosowaniu tajnym.

Nie podpisała się żadna osoba, ja więc, powziąwszy te informacje, dopytałem, jak zatem wyglądają owe ogólne przyjęte zasady listu w Konferencji Episkopatu Polski. Wiem już, że głosowanie się odbyło, że było tajne, więc nie było tam aklamacji. Skoro głosowanie było tajne, to tajnym pozostaje rzecz jasna to, który z biskupów w jaki sposób głosował. No ale przecież nie wynik tego głosowania. Wiemy tylko, że większość głosów była za. Ale czy to była większość 51 do 49, czy 60 do 40, czy 99 do 1, czy 100 do 0, nie wiemy. Dopytałem więc i o to. No i raz jeszcze dopytałem, czy list podlegał dyskusji i czy ktokolwiek na forum publicznie wyrażał wątpliwości co do jego treści. Próbowałem się dowiedzieć. Czekałem dobę. Dzwoniłem… – relacjonuje Krystian Kratiuk. Kolejne połączenie… I kolejne zdawkowe zapewnienia, że odpowiedź będzie… Nadeszła. Już po realizacji programu… Równie zdawkowa – że więcej informacji nie będzie, pozostają one wewnętrzną sprawą KEP. 

Co zatem wiemy? Że było głosowanie, nie było aklamacji. Wiemy też, że te pewne ogólne zasady procedowania listów zostały wdrożone. Jakie to zasady? – Tutaj mamy konkretną informację, że przygotował to Komitet ds. dialogu z judaizmem. Jego przewodniczącym jest ksiądz kardynał Grzegorz Ryś – przypomina Kratiuk. Nie wiemy jednak czy list był przedstawiony Radzie Stałej KEP, czy pojawił się na forum całego KEP, nie wiemy czy i jak hierarchowie otrzymali ów list…

To są informacje, które zostały przed nami utajone. Potem, według praktyki przyjmowania listów KEP, wiemy, że odbywa się dyskusja na zebraniu plenarnym. I ona się odbywa właśnie podczas zebrania wszystkich biskupów, a formalnie dokument jest przyjmowany w głosowaniu. Zwykle wymagana jest większość głosów zwyczajna, czasami kwalifikowana. Jak było tym razem? Znowu, nie otrzymałem  odpowiedzi od Księdza Rzecznika. Głosowanie czasami bywa tajne (…) Oznacza to, że ktoś o tajność tego głosowania zawnioskował. I mogło to się z różnych przyczyn wydarzyć. Po pierwsze, dlatego, że sam np. kardynał Ryś uznał, że głosowanie w tej sprawie może być kontrowersyjne. I biskupi się będą wstydzili tego, jak podnoszą ręce. Mogło tak być, czy było? Nie wiemy, bo Rzecznik nam nie odpowiedział. Ale sądzę, że było inaczej. Dużo bardziej prawdopodobną wersją jest to, że niektórzy biskupi, sami wiedząc, że są przeciwko temu listowi, zaapelowali o to, żeby głosowanie było tajne. Czy tak się wydarzyło? To jest jakaś niesłychana tajemnica Rzecznika episkopatu – podkreślił.

Jak zauważył Krystian Kratiuk, to dość kuriozalna sytuacja, bo w najnowszych dziejach Kościoła, jak np. Sobór Watykański II, synody papieża Franciszka, zawsze głosowania, jeśli były tajne, to podawano do wiadomości publicznej stosunek głosów za i przeciw. Wiadomo też było zawsze kto przygotowywał dany dokument. – Tutaj mamy tajemnicę, której do tej pory nie rozwikłał rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski. Bardzo nad tym ubolewam – skomentował.

Mury przesiąknięte modlitwą. Ale o co?

W liście episkopatu, w ostatnim akapicie, pada zachęta do odwiedzenia synagogi i wspomnienia mężczyzn i kobiet, których modlitwami „przez wieki nasiąkały mury bożnic”. A jakimi modlitwami przesiąkały synagogi? O tym szczegółowo napisał prof. Gościwit Malinowski na swoim facebooku.

Zacytujmy tylko fragment:

„Dla odstępców niech nie będzie nadziei, jeśli nie powrócą do Twojego Prawa; a Minim niech zaraz wyginą; a wrogowie Twojego ludu niech będą usunięci; a zuchwałą władzę niezwłocznie wykorzeń, zniszcz i uniż za naszych dni; Nocrim i Minim niech zaraz wyginą; niech będą wymazani z Księgi Życia i ze sprawiedliwymi niech nie będą zapisani; a wrogowie Twojego ludu oraz jego prześladowcy niech będą usunięci; i złam jarzmo pogan z naszych karków i spraw, aby nasi wrogowie nie wracali do zdrowia; Błogosławiony jesteś Ty, Panie, który niszczysz występnych i ujarzmiasz zuchwałych”. Cały wpis można przeczytać TUTAJ.

Przemilczany akapit

Gospodarz programu zwrócił też uwagę na przemilczane w liście KEP zapisy watykańskiego dokumentu, na który ów list się powołuje. Chodzi o Refleksje o kwestiach teologicznych odnoszących się do relacji katolicko-żydowskich z okazji 50. rocznicy „Nostra aetate” (artykuł 4), przygotowanego w 2015 r. przez Komisję ds. Relacji Religijnych z Judaizmem, opublikowaną przez Stolicę Apostolską. Sprawę poruszył na stacja7.pl ks. Przemysław Śliwiński. W liście KEP znalazło się stwierdzenie o specjalnej, tajemniczej drodze zbawienia bez Chrystusa. Przemilczano zaś bardzo ważny element listu – podkreślający, że Jezus Chrystus jest jedyną drogą zbawienia.

Właśnie dlatego sporne zdanie z listu nie może być odczytywane jako stwierdzenie, że istnieją dwie niezależne drogi zbawienia. Autorzy cytowanego tekstu nie negują wyjątkowości Chrystusa. Przeciwnie, bezpośrednio przed punktem 36 „Refleksji” cytowanym w liście KEP, w punkcie 35 tego samego dokumentu, zapisano wyraźnie, że „nie może być różnych dróg do zbawienia”, a teoria dwóch odrębnych dróg, żydowskiej bez Chrystusa i chrześcijańskiej z Chrystusem, „zagraża fundamentom wiary chrześcijańskiej”. Innymi słowy, dokument z 2015 r. najpierw odrzuca koncepcję dwóch równoległych dróg zbawienia, a dopiero potem stwierdza, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia i że sposób, w jaki to się dokonuje bez wyraźnego wyznania Chrystusa, pozostaje tajemnicą Boga – napisał ks. Śliwiński.

Ten list jest o stosunku katolików do wyznawców judaizmu. I czytamy na koniec tego listu jako frazę, która ma nam najbardziej zapaść w pamięć, że nie ma wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia. Nie ma tutaj tego, o czym napisał ksiądz Przemysław, że w „Dominus Jezus” jest napisane co innego. Więc cieszymy się, że Chrystus nadal jest jedyną drogą zbawienia, potwierdzamy to, tylko żałujemy, że tego w tym liście nie było – skomentował Krystian Kratiuk, podkreślając, że paterze nie mogą pisać listów do wiernych w taki sposób, by ci musieli doczytywać, wyszukiwać zamierzonego znaczenia kierowanych do nich słów.

Jak ocenił, przywołany watykański dokument wskazuje, że Kościół i judaizm nie mogą być przedstawiane jako dwie równoległe drogi do zbawienia, a Kościół musi świadczyć o Chrystusie Odkupicielu wobec wszystkich. – Wiara chrześcijańska wyznaje, że Bóg chce doprowadzić wszystkich ludzi do zbawienia, że Jezus Chrystus jest powszechnym pośrednikiem zbawienia i że nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. To jest ten sam dokument! Nie ma tych treści w liście biskupów polskich do polskich wiernych. Za to jest wrażenie, że mamy iść do synagogi, gdzie przez lata, przez wieki ściany bożnic nasiąkały radosną modlitwą, a Żydzi są elementem Bożego zbawienia. Jak mają to zrozumieć wierni? W jaki sposób? Bez przypomnienia tego, co w dokumencie na ten sam temat Watykan, wyraźnie mówi. Jak wiele by to uspokoiło, gdyby ten list był skonstruowany na zasadzie „szanujmy naszych współbraci mieszkających w Polsce Żydów, ludzi narodowości żydowskiej, wyznawców innej religii, judaizmu”, gdybyśmy napisali go w ten sposób, a nie tak, jak zostało to napisane – dodał.

Zachęcamy do wysłuchania całego programu „Ja, katolik”

Pedofilia, zoofilia… Sprawcy? Osoby związane z partią Tuska

Pedofilia, zoofilia… Sprawcy? Osoby związane z partią Tuska

Autor: Aktualności , 26 marca 2026

Było głośne wystąpienie, chyba posła Konfederacji, który mówił coś o małżeństwie z kozami… jeżeli na ten poziom dyskusji zejdziemy, to jest naprawdę coś żenującego. Bo niezależnie od tego jakie ktoś ma poglądy, niezależnie od tego jaką ktoś ma orientację, to winniśmy mu szacunek. To jest fundament.

Marcin Kierwiński, KO

=========================================================

Wypowiedź Kierwińskiego odnosząca się do starań lobby Lgbt bardzo źle brzmi w kontekście ostatnich afer pedofilskich i zoofilskich z udziałem osób związanych z PO.

Ostatnia, głośna afera zakończona nieprawomocnym wyrokiem za pedofilię i zoofilię  nie jest jedyną. Jak zawsze, w takich i podobnych sprawach, politycy KO nie chcą się wypowiadać.

Czy uda im się przemilczeć sprawę, czy nadal będą forsować projekty ułatwiające molestowanie seksualne najmłodszych w ramach pseudo-edukacji  oraz demonstracji i wystaw Antykultury?

^^^^^

To, co jest takie chyba najgorsze z najgorszych, to jak dostałam wybór. Że albo on, albo pies. I sama miałam wybrać.

– Wypowiedź pokrzywdzonej, gwałconej od 5 roku życia

Dzieci, zwierzęta, pan Przemysław, pani Kamila. Widać krzywdę dzieci i to jest materiał tak mocny, że policjant, który badał tą sprawę,  musiał zapoznać się dokładnie z samym materiałem dowodowym. Policjant ten, ja się mu absolutnie nie dziwię, wylądował na kozetce u psychologa, bo sobie po prostu facet z tym nie radził, z tym, co zobaczył.

Скільки елітних авто завезли в Україну за 2025 рік [nie bój się]

Tysiące drogich luksusowych samochodów (statystyka) zostało sprowadzonych na Ukrainę w 2025 roku

focus.ua/uk/auto/728428-skilki-elitnih-avto-zavezli-v-ukrajinu-za-2025-rik-dani-mitnici

supersamochody na Ukrainie
Import drogich samochodów na Ukrainę gwałtownie wzrósł w 2025 roku

Zapotrzebowanie na drogie samochody premium na Ukrainie bije rekordy. W 2025 roku samochody luksusowe były importowane mniej więcej tyle samo, co w poprzednich trzech latach łącznie.

W 2025 roku na Ukrainę przywieziono 11 998 drogich samochodów premium. Zostało to zgłoszone w Państwowej Służbie Celnej .

nowe spektrum Rolls-Royce'a
W 2025 roku do Ukrainy dostarczono 148 samochodów o wartości ponad 8 mln hryw Zdjęcie: Topcars UA

Z tej liczby:

  • 8498 samochodów o wartości od 2,5 do 4 milionów hrywen ($60 096 – 96 153);
  • 2818 samochodów o wartości od 4 do 6 milionów hrywny ($96 153 – 144 230);
  • 534 samochody o wartości od 6 do 8 milionów hrywen ($142 230 – 192 307);
  • 148 samochodów o wartości ponad 8 milionów hrywen ($192 307).

Ważne

Ferrari, McLaren i Aston Martin: jakie egzotyczne samochody pojawiły się na Ukrainie w 2025 roku (zdjęcie)

Zapotrzebowanie na drogie samochody wykonawcze na Ukrainie znacznie wzrosło w 2025 roku. Według posła, członka Komitetu Rady Najwyższej ds. Polityki Podatkowej i Celnej Nina Yuzhanina, w latach 2022-2024 zaimportowała do naszego kraju 12 090 drogich samochodów:

  • 7999 samochodów kosztuje od 70 000 do 100 000 dolarów;
  • 3872 samochody o wartości od 100 000 do 200 000 dolarów;
  • 219 samochodów o wartości ponad 200 000 dolarów.

W 2022 roku importowano 2300 drogich samochodów, w 2023 roku — 4852, a w 2024 — 4938.

Ekumenizm żydowski ma oblicze Palestyny i Persji

Ekumenizm żydowski ma oblicze Palestyny i Persji.

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-03-25 marucha/ekumenizm-zydowski-ma-oblicze-palestyny-i-persji

Zwycięstwo syjonistycznego ekumenizmu oraz luterskich superintendentów wraz z zapracowanymi kurierami pocisków supersonicznych (naddźwiękowych).

Wielowiekowa przyjaźń a nawet można by rzecz pace and love pomiędzy judaizmem a islamem pod protektoratem White Protestant power  [1] dobiega swojego nieszczęśliwego, acz nieco sprawiedliwego końca.

Światowe żydostwo, czyli wg pani prof. Barbary Stanisławczyk „bękarci judaizmu”, chcąc uniknąć odium nienawiści narodów obu Ameryk, wywołali próbę III wojny światowej, aby wyginęli i sczeźli materialnie szczerzy chrześcijanie, którzy w końcu zrozumieli, czym jest „złość żydowska przeciw Bogu i bliźniemu”.

Jako katolicy nie możemy się cieszyć, ani wznosić toastów, że zapłacić za to musi Iran jako państwo islamskie. Naszą serdeczna i cichą nadzieją jest nie tylko pragnienie ustania tej bezsensownej wojny, ale, a może przede wszystkim nadzieja na to, iż Żydzi pochłonięci konsekwencjami swojej niewyobrażalnej bezczelności, którą całemu światu każą nazywać kulturą, choć na chwilę odstąpią od pełnienia roli kapo w postmodernistycznym „Tullianum”, gdzie doszli i niedoszli „całuśnicy Koranu”, ku radości protestantów, uwięzili życiodajną Mszę Świętą Wszechczasów (Trydencką), wraz z całą Świętą Tradycją i sukcesją apostolską.

Polski cmentarz w Teheranie

Nasi dostojni purpuraci wobec takiego literalnego bestialstwa, nie mieszczącego się w kategoriach sprawiedliwej wojny, nie będą mogli chować się dyplomatycznie za figurę „żony cezara”. Utracą immunitet „świętych krów”, na nic się już nie zdadzą żałosne pochlipywania za utraconą cnotą roztropności, gdyż „było bardziej słuchać Boga, niż” Żydów, którzy zaproponowali ową purpurę. Bowiem oto przed oczami katolickiego plebsu „wyszły na jaw zamysły serc wielu”, chcących służyć masońskiej agendzie stworzenia jednej religii pod przywództwem talmudycznych, dialektycznych, komunistycznych oraz gnostyckich Chazarów.

Zbawiciel świata pokonał już „na początku” wielowiekowe kocopoły żydostwa. Najświętsza Ofiara dokonana na krzyżu, odnawiana w klasycznym rycie rzymskim, powraca do nas z najdalszych zakątków świata. Bo to, co święte w oczach Bożych, nigdy nie przestaje być święte, nawet wtedy, gdy przeciwni Wierze potomkowie Chama (perfidis Judaeorum) chcieliby skreślić to ze swoich list świętości.

Perfidią żydostwa jest to, że świętości katolickie ważą się skreślić w samym Kościele, matce i depozytariuszce świętości, i z katolickich dusz. Komu przeszkadzała liturgiczna, prawdziwa i wynikająca z doświadczeń Kościoła wszystkich wieków liturgiczna prawda o żydowskiej perfidii przeciw Bogu i bliźniemu? Czy tym zasłużyła na żydowską nienawiść Msza Święta w Tradycyjnym Rycie Rzymskim? Tak, bowiem niosła przez wieki mądrość, roztropność, wiedzę i doświadczenie wszystkich pokoleń katolików.

Przypisy:

1„White Protestant power” odnosi się historycznie do dominacji społecznej, politycznej i ekonomicznej grupy WASP (White Anglo-Saxon Protestant) w USA. Jako pierwsi osadnicy (od XVII w.), kształtowali oni amerykańskie normy kulturowe i instytucje. Mimo spadku wpływów po II wojnie światowej, ich dziedzictwo nadal rezonuje w strukturach społecznych. Grupa ta, wywodząca się z XVII-wiecznych brytyjskich kolonistów, stanowiła pierwotny trzon narodu amerykańskiego, zamieszkując głównie Nową Anglię. Historycznie WASP-owie zajmowali najwyższe stanowiska rządowe, w tym prezydenturę, oraz dominowali w korporacjach i instytucjach finansowych, tworząc tzw. „elitę władzy”.

swietatradycja.wordpress.com

Kompromitacja sił powietrznych USA. [uzup.]

Kompromitacja sił powietrznych USA

Autor artykułu Marek Wójcik 25. marca 2026world-scam.com/kompromitacja-sil-powietrznych-usa/

Państwo, którego wydatki wojskowe sięgają blisko tysiąc miliardów dolarów, okazało się bezbronne wobec garstki bezzałogowców. Pomimo zaangażowania USA w wojnie dronowej na Ukrainie, Stany Zjednoczone najwyraźniej przegapiły zagrożenie mogące wyniknąć z zastosowania dronów przez przeciwników.

W trakcie intensywnej fazy operacji „Epic Fury” przeciwko Iranowi baza sił powietrznych Barksdale w Luizjanie – centrum dowodzenia amerykańską flotą bombowców atomowych i centrum dowodzenia Global Strike Command – była przez wiele dni oblegana przez roje najnowocześniejszych dronów. Potężne bombowce B-52 musiały przerwać starty, a personel wojskowy uciekł do bunkrów.
Prawdziwie szokującym aspektem tego incydentu jest to, że supermocarstwo było całkowicie bezbronne wobec atakujących. Barksdale nie ma własnej obrony powietrznej. Nie ma tam myśliwców, które mogłyby zestrzelić intruzów.

A elektroniczne urządzenia zakłócające, mające zakłócać połączenia GPS i transmisję danych? Kompletna porażka. Drony praktycznie zakpiły z obrony USA: w falach po 12–15 urządzeń krążyły wokół bazy nawet przez cztery godziny dziennie – z włączonymi światłami! Chciały być widoczne. Uniemożliwiały wszelkie próby zagłuszania, działały autonomicznie i inteligentnie omijały środki obronne.

[To jest zupełnie absurdalne. Przecież wystarczyło przywieźć ze dwie baterie sprzężonych ckm-ów przeciwlotniczych i zestrzeliwać te drony jak kaczki. Można było też wziąć helikopter ze stalową siecią i złowić czy wyłowić wszystkie jak karpie. A jeśli były sterowane online, to przecież nie trudno namierzyć skąd i złapać tych facetów. md]

Więcej na ten temat możecie przeczytać w poniedziałkowym artykule na Report24: Atak na amerykańską bazę nuklearną: Roje dronów unieruchamiają najpotężniejsze bombowce Ameryki. Źródło.

Obrazek sprzed 14 lat nic nie stracił na aktualności.

Przecież USA posiada 11 wielkich lotniskowców! Owszem posiada. Jednak nie trzeba frontalnie atakować takiej fortecy. Wystarczy mały sabotaż urządzeń sanitarnych lub pomieszczenia z pralkami. To na pewno to Rosjanie ukradli chipy z pralek tego okrętu, by wyprodukować więcej Oreszników! Propaganda dla kompletnych kretynów.

Nie ma potrzeby budować drogiej i doskonale uzbrojonej armii, żeby zwyciężyć USA. Wystarczy zastosować inteligentną strategię i zaskoczyć nią pewnego siebie byłego, światowego hegemona.

Jacob G. Hornberger jest założycielem i prezesem fundacji The Future of Freedom Foundation (przyszłość wolności).

Istnieje jedna i tylko jedna możliwość, żeby doszło do pełnego otwarcia Cieśniny Ormuz. Jak tego dokonać? Rozwiązanie jest bardzo proste. Opisał je Jacob Hornberger w piątkowym artykule: Jak otworzyć Cieśninę Ormuz? Źródło.

Oczywiście, że nie da się rozwiązać tego problemu tak, by wszyscy byli zadowoleni. Podany sposób będzie nie w smak najgorszemu na świecie państwu stosującemu politykę terroru – czyli Izraelowi. Oczywiste jest także, że Stany Zjednoczone nie są jeszcze gotowe na takie rozwiązanie. Jeszcze nie, ponieważ potrzebują do tego zdecydowanie większej porażki, a ta realizuje się właśnie na naszych oczach.

Strzelanie drogą i zaawansowaną technicznie armatą do muchy – tak można opisać strategię USA. Nie trzeba zdobywać szturmem tej armaty, wystarczy uszkodzić jeden jej element: wysoko precyzyjny celownik, by ta broń stała się nieskuteczna.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Atak na amerykańską bazę Barksdale: Roje dronów paraliżują bazę najpotężniejszych bombowców.[uzup.]

Atak na amerykańską bazę nuklearną: Roje dronów paraliżują bazę najpotężniejszych bombowców w Ameryce

Obraz symbolu (C) Report24/KI

Po raz pierwszy od II wojny światowej amerykańska baza lotnicza została ubezwłasnowolniona w przypadku wojny. I to nie gdzieś na Bliskim Wschodzie, ale w sercu Stanów Zjednoczonych.

W środku gorącej fazy „Operacji Epickiej Furii” przeciwko Iranowi, Baza Sił Powietrznych Barksdale w Luizjanie – centrum nerwowy amerykańskiej floty bombowców nuklearnych i centrum dowodzenia Global Strike Command przez wiele dni była oblegana przez najnowocześniejsze roje dronów. Potężnie bombowce B-52 musiały odwołać swoje starty, wojskowi uciekli do bunkrów.

Przerażająca rzecz w tym incydencie: Supermoc była całkowicie bezradna wobec napastników. Barksdale nie ma własnej obrony przeciwlotniczej. Nie ma tam myśliwców, które mogłyby ściągnąć najeźdźców z nieba. A elektroniczne zagłuszacze, które powinny wyciąć GPS i połączenia danych? Kompletna porażka całkowita. Drony naśmiewały się z amerykańskiej obrony: W falach od 12 do 15 urządzeń krążyły nad bazą do czterech godzin każdego dnia – i przy włączonym oświetleniu! Chcieli być widziani. Przeciwstawiły się wszystkim próbom ingerencji, działały autonomicznie i inteligentnie unikały środków obronnych.

======================================

===============================================

Eksperci ds. bezpieczeństwa alarmują: Te samoloty są znacznie bardziej zaawansowane niż wszystko, co wiemy z wojny na Ukrainie, i znacznie przekraczają możliwości Iranu. Wszystko wskazuje na Chiny. Technologia przewyższa prawie wszystko, co USA mają w swoim arsenale. Czy to zemsta Pekinu za zestrzelony balon szpiegowski z 2023 roku? Założenie jest oczywiste: Chiny nie tylko dostarczają Iranowi broń, ale teraz również dostarczają mułłom najbardziej intymnych tajemnic amerykańskiej wojny w czasie rzeczywistym.

==================================
To jest zupełnie absurdalne. Przecież wystarczyło przywieźć ze dwie baterie sprzężonych ckm-ów przeciwlotniczych i zestrzeliwać te drony jak kaczki. Można było też wziąć helikopter ze stalową siecią i złowić czy wyłowić wszystkie jak karpie. A jeśli były sterowane online, to przecież nie trudno namierzyć skąd i złapać tych facetów. md]

==============================

Konsekwencje tego ataku są znaczące. Bombowce B-52 z Barksdale miały zrzucić masowe bomby „Bunker Buster” (GBU-57) na irańskie obiekty jądrowe, takie jak Taleghan-2, gdzie reżim mułłów majstruje przy detonatorach nuklearnych. [a to bzdura; propagandowa. Nie ma żadnych „detonatorów nuklearnych” ani w Iranie [MAEA potwierdza] – ani w podobnym miejscu. md]

Poprzez przymusowe opóźnienia startowe w USA Iran otrzymał cenny czas na zapewnienie transportu krytycznych zasobów w bezpieczne miejsce. Co gorsza, nie jest jasne, czy drony nie przechwyciły nawet tajnych planów wojennych i danych komunikacyjnych od Amerykanów.

Jednak Barksdale to tylko wierzchołek góry lodowej. Bezprecedensowa seria inwazji dronów wstrząsa obecnie najbardziej wrażliwymi obiektami w USA:

  • Ucieczka odrzutowców F-22: Nad Bazą Sił Powietrznych Langley w Wirginii roje dronów pojawiały się przez wiele tygodni. Niektóre urządzenia miały ponad sześć metrów długości i ścigały się w bazie z prędkością 160 km/h. Zagrożenie było tak ogromne, że USA musiały ewakuować swoje najdroższe odrzutowce F-22 stealth!
  • Szpiegowanie „Skunk Works”: Nad legendarnym rusznikarzem w Palmdale w Kalifornii, gdzie Lockheed Martin i Boeing pracują nad ściśle tajnymi projektami, niezidentyfikowane drony również krążyły.
  • Cel rządu USA: absolutny szczyt śmiałości, czy bezczelności miał miejsce w marcu 2026 roku w Waszyngtonie. Drony przeleciały nad Fort McNair – dokładnie tą bazą, w której mieszkają minister spraw zagranicznych Marco Rubio i minister obrony Pete Hegseth. Jednoznaczne zagrożenie ze strony wrogów Ameryki bezpośrednio pod adresem amerykańskiego przywództwa!

USA nie mają obecnie funkcjonującej obrony krajowych dronów. Chociaż powstają nowe bronie mikrofalowe, te ogromne systemy nie zostały jeszcze zintegrowane z obroną przestrzeni powietrznej. Dopóki Ameryka nie będzie mogła ponownie chronić własnej przestrzeni powietrznej, miną lata. Pojawia się jednak również pytanie, ile czasu może potrwać irańskie uśpione komórki, aby wykorzystać tę słabość do masowych ataków na amerykańskie bazy wojskowe bezpośrednio na amerykańskiej ziemi.

W miarę jak konflikt w Iranie wymyka się spod kontroli, pojawia się pytanie: „Gdzie jesteśmy?”

W miarę jak konflikt w Iranie wymyka się spod kontroli, pojawia się pytanie: „Gdzie jesteśmy?”

Przez Alastair Crooke uncutnews-ch/da-der-iran-konflikt-immer-mehr-aus-dem-ruder-laeuft-draengt-sich-die-frage-auf-wo-stehen-wir

Amerykanie muszą pilnie przedyskutować, w jaki sposób przywrócić warunki, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez interesy samych Amerykanów.

Zachodnia machina propagandowa – najpotężniejsza broń strategiczna Zachodu – wielokrotnie twierdziła, że ​​siły amerykańskie odniosły szybkie i zdecydowane zwycięstwo nad Iranem. Jednocześnie izraelscy oficerowie wywiadu informują zachodnie media, że ​​obserwują coraz więcej oznak rozpadu i „chaosu” w reżimie w Teheranie, dodając, że irański łańcuch dowodzenia został poważnie zakłócony przez poważne awarie.

I dlaczego nie należałoby wysuwać takich roszczeń do całkowitego zwycięstwa? Trump prawdopodobnie wyruszył na wojnę z absolutną wiarą w siłę militarną Ameryki, która zniweczy irańską strukturę państwową, jej sieć dowodzenia i potencjał militarny. Jego generałowie zdawali się popierać ogólną tezę o potencjale destrukcyjnym – ale dodali kilka „ale”, które prawdopodobnie nie pasowały do ​​toku myślenia Trumpa.

I właśnie to zrobił Trump – kompleksową „anihilację”; nieustanne fale bombardowań dalekiego zasięgu. Tym, którzy wątpili w jego sukces w demontażu irańskiej struktury państwowej, odpowiedział po prostu: „Wtedy zniszczymy jeszcze więcej”. „Zabijemy jeszcze więcej ich przywódców”.

Media zachodnie (w tym izraelskie) również chwaliły niszczycielski wpływ ataku na irańskie przywództwo polityczne i wojskowe w towarzyszących mu reportażach po atakach z 28 lutego.

Nie podjęto próby krytycznej oceny wpływu na państwo, które przez 20–40 lat przygotowywało się do asymetrycznej odpowiedzi na zbliżającą się wojnę. Nie podjęto też próby rozważenia rzeczywistych konsekwencji bombardowania państwa, które ukryło całą swoją infrastrukturę wojskową (w tym siły powietrzne) pod powierzchnią ziemi, a następnie ukryło ją w głębokich, podziemnych miastach.

Nie podjęto próby oceny wpływu zamachu na irańskich przywódców politycznych i wojskowych na nastroje społeczne. Nie zrozumiano, w jaki sposób zdecentralizowana „mozaika” irańskich przywódców mogłaby ułatwić szybką, zaplanowaną reakcję na oderwanie się przywódców. Nie wzięto również pod uwagę, że tak rozproszona struktura przywódcza pozwoliłaby Iranowi prowadzić długotrwałą wojnę na wyniszczenie przeciwko USA i Izraelowi – w przeciwieństwie do nacisku USA i Izraela na krótkie wojny, które nie nadwyrężają odporności społeczeństwa.

W przeciwieństwie do tego wszystkie główne doniesienia skupiały się na rozmiarze zniszczeń wyrządzonych Teheranowi i jego mieszkańcom – przy jednoczesnym ukrytym założeniu, że zniszczenie infrastruktury i duża liczba ofiar cywilnych same w sobie doprowadzą do powstania opozycji, która „powstanie” i „przejmie” stery przywództwa narodowego.

Fakt, że konflikt ten wzbudził tak małe zainteresowanie, odzwierciedla fakt, że USA coraz bardziej dostosowują swoje podejście do wojny do modeli od dawna stosowanych przez Izrael – co może mieć daleko idące konsekwencje dla przyszłości Zachodu.

Oczywiście, niektórzy zawodowi oficerowie armii amerykańskiej wielokrotnie ostrzegali przed nieskutecznością masowych bombardowań jako samodzielnego instrumentu strategicznego, twierdząc, że nigdy nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jednak ich ostrzegawcze przesłania miały niewielki wpływ na panujące wówczas przekonanie o „zagładzie”.

Język używany przez Trumpa i jego zespół do opisywania Irańczyków jako „złych” i „morderczych, zabijających dzieci” podludzi ma wyraźnie na celu polaryzację konfliktu do tego stopnia, że ​​inne strategie militarne niż dalsza „unicestwienie” są wykluczone.

Trump powiedział dziennikarzom „New York Timesa” , że nie czuje się „ skrępowany żadnymi międzynarodowymi prawami, normami, mechanizmami kontroli i równowagi ” i że „ jedynymi ograniczeniami jego możliwości wykorzystania amerykańskiej potęgi militarnej ” są „moja własna moralność. Mój własny umysł. Tylko to może mnie powstrzymać”.

Z doniesień wynika, że ​​wyraził zdziwienie, iż niespodziewany atak Ameryki na irańskie przywództwo wywołał natychmiastową reakcję w postaci ataków odwetowych na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej: „Nie spodziewaliśmy się tego” – powiedział Trump; nie przewidywał też późniejszego wybiórczego zamknięcia Cieśniny Ormuz, mimo że Irańczycy wyraźnie ostrzegali, że właśnie to zrobią. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale mimo to podjął działania, mówiąc, że „nie sądzi”, by Irańczycy przejęli kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

ŹRÓDŁO: lloydslist.com

Warunki, na jakich świat handluje ropą i gazem

Kontrola Iranu nad około 20% światowego rynku ropy naftowej i podobną ilością gazu transportowanego przez cieśninę Ormuz daje mu wyjątkowy wpływ na całą gospodarkę opartą na dolarze. Stanowi to jednak szczególne zagrożenie dla państw Zatoki Perskiej, ponieważ cieśnina Ormuz służy również jako korytarz dla nawozów, żywności i wielu innych dóbr.

Selektywna blokada Ormuz ma zatem globalne konsekwencje gospodarcze drugiego i trzeciego rzędu dla świata. Jak zauważył wczoraj Lloyd’s Intelligence :

„Kilka rządów – w tym Indii, Pakistanu, Iraku, Malezji i Chin – prowadzi bezpośrednie rozmowy z Teheranem i koordynuje ruch morski za pośrednictwem nowo utworzonego systemu rejestracji i kontroli obsługiwanego przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej… Lloyds… oczekuje, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wprowadzi w najbliższych dniach bardziej formalny proces zatwierdzania statków”.

Dlaczego więc Izrael sprowokował tak strategiczną eskalację, atakując irańskie terminale, które otrzymują gaz ze złoża gazu Południowy Pars, które Iran dzieli z Katarem? Izrael twierdzi, że Trump dał im zielone światło na atak. Trump odpowiedział , że „Izrael zaatakował irańskie złoże gazu Południowy Pars wczesnym rankiem, nie informując o tym Stanów Zjednoczonych ani Kataru”.

Zgodnie z oczekiwaniami, atak na irańską infrastrukturę energetyczną wywołał eskalację konfliktu poprzez irańskie ataki rakietowe na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej, co przerodziło się w poważną wojnę ekonomiczną .

Zasadniczo pytanie brzmi teraz, na jakich warunkach świat będzie mógł kupować ropę i gaz. Czy nabywcy będą mogli kupować energię w walutach innych niż dolar? Wydaje się, że tak – Pakistanowi udało się wynegocjować przewóz ładunku przez Cieśninę Ormuz właśnie w ten sposób – udowadniając, że ładunek został zakupiony w juanach .

Nie chodzi więc tylko o obecność wojsk USA w regionie – których wycofania domaga się Iran – ale raczej o irańskie żądania całkowitego zakończenia handlu dolarami w regionie.

Jeśli Iran wygra, może to oznaczać trudną drogę do przetrwania gospodarczego dla państw Zatoki Perskiej.

Państwa Zatoki Perskiej mogą wkrótce musieć zdecydować, jakie stanowisko zająć w tej wojnie. Z jednej strony w pełni zaakceptowały merkantylistyczny styl życia Stanów Zjednoczonych. Ale Iran grozi obaleniem tego paradygmatu. Z drugiej strony, przyszłe perspektywy państw Zatoki Perskiej – coś, co muszą wziąć pod uwagę – mogą zależeć od tego, czy Iran pozwoli im przejść przez Cieśninę Ormuz.

Jeśli Iran wybiórczo wykorzysta swoją „stopę na gardle” światowego systemu gospodarczego – według swoich konkretnych kryteriów – możliwe jest, że inne państwa (w tym europejskie) zostaną zmuszone do zasiadania przy „stole negocjacyjnym” z Teheranem, aby zabezpieczyć swoją przyszłą pomyślność gospodarczą.

Ukryte struktury władzy w USA

Jednak nie tylko kraje Zatoki Perskiej muszą zastanowić się nad swoją pozycją – monarchie Zatoki Perskiej – po tej nierozsądnej i potencjalnie bardzo szkodliwej wojnie handlowej. W Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy, że Amerykanie również muszą omówić swoje stanowisko.

Amerykański komentator Bret Weinstein niedawno trafił w czuły punkt wielu Amerykanów, którzy podobnie jak on aktywnie wspierali Trumpa, ale teraz są zdezorientowani i niepewni, ponieważ Trump opowiadał się za wojną z Iranem – zwłaszcza że w związku z tym jego prezydentura jest zagrożona:

„Dlaczego człowiek taki jak Trump, który zna się na polityce, popełniłby tak oczywisty błąd?”

W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zasugerował, że jedną z odpowiedzi jest to, iż Trump tak naprawdę nie ma kontroli:

„My, Amerykanie, musimy porozmawiać sami ze sobą – nie tylko o tym, jak bardzo zepsuty jest system i do czego nas zmusza, ale także o tym, jak on właściwie działa. [Kto] popycha nas do tego, co robimy?”

Pytanie jest głębsze niż sam fakt, że Trump złamał swoją obietnicę wyborczą, że „nie będzie nowych wojen za granicą”. ( Agencja Reuters donosi dziś, że „administracja Trumpa rozważa wysłanie tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich na Bliski Wschód – podczas gdy Trump myśli o kolejnych krokach wobec Iranu, które mogą obejmować próbę zabezpieczenia Cieśnin”).

W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zauważył, że system amerykański wydaje się być poważnie nadszarpnięty od pewnego czasu (od 1961 lub 1963 roku): nie leży mu już na sercu interes amerykański. W istocie, argumentował, amerykańskie rządy w wielu dziedzinach – od finansów po opiekę zdrowotną – są wyraźnie sprzeczne z rzeczywistymi interesami Amerykanów. A od wydarzeń z listopada 1963 roku państwo przekształciło się w strukturę „niekonstytucyjną” – dokładne przeciwieństwo tego, czym powinny być Stany Zjednoczone.

Weinstein przypisał tę sytuację „czemuś”, co nie jest ujawnione; czemuś, czego nie da się dostrzec gołym okiem. Wskazał na „ukrytą strukturę władzy”, której kontrola i interesy są niejasne: „Co nimi kieruje? Kto dokładnie sprawuje władzę w tym systemie? Nie wiemy” – argumentował. Jakie ukryte interesy popchnęły Stany Zjednoczone do tej serii wojen zagranicznych na Bliskim Wschodzie?

Dlatego właśnie sprawa Epsteina jest tak istotna – podkreślił Weinstein: Nieliczne opublikowane szczegóły ukazały obraz struktury władzy opartej na agencjach wywiadowczych, pieniądzach i korupcji. To wskazuje na niewypowiedziany kryzys konstytucyjny i ostry kryzys bezpieczeństwa w USA.

Amerykanie pilnie potrzebowali informacji o tym, czym jest ta struktura władzy – i jakie jej interesy . A następnie omówienia swojego stanowiska i tego, jak mogą odzyskać elementy, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez ich własne interesy.

Źródło: Wraz z zakończeniem konfliktu z Iranem, pojawia się konieczność podjęcia decyzji: „Gdzie jesteśmy?”

Osłupienie

Trajdos: Osłupienie

Do truizmów należy przekonanie, że litość, miłosierdzie, ba, szlachetność nie idą w parze z wojną. Nie mogą nawet koegzystować z polityką, szczególnie współczesną. Liczy się skuteczność w osiągnięciu nakreślonych celów, nieprawdaż? 

W moim pokoleniu, które otrzymało dar pamięci od swoich rodziców, świadków wojny światowej, pozostały jednak wpojone zasady etyki, która czegoś wzbrania, czegoś się brzydzi, coś stanowczo potępia. Zasady te może nie są już tak niewzruszone jak dawniej, ale wciąż się mocno odzywają jako głos sumienia w chwilach tragicznych. Nie chcę tej etyki nazywać akurat chrześcijańską (choć z tej religii się wywodzi). Nazwę ją po prostu etyką ludzką.

Jeśli wiemy i pamiętamy, że Niemcy we wrześniu 1939 r. celowo bombardowali oznakowane szpitale i kolumny cywilnych uciekinierów – to nazywamy ten potworny czyn złem. Jeśli wiemy, że przez całą okupację ci sami Niemcy mordowali w egzekucjach ulicznych i leśnych (np. Palmiry) setki i tysiące cywilów, to była to zbrodnia. Jeśli wiemy, że olbrzymi radziecki system represji wywoził z polskich ziem wschodnich tysiące naszych rodaków na głód i poniewierkę w obozach wyniszczającej pracy, a innych torturował i zabijał w katowniach NKWD – to była to równie odrażająca zbrodnia. Jeśli wreszcie ludobójcy z UPA zabijali bezbronną ludność polską, w tym małe dzieci w potwornych męczarniach, to nazywamy te masakry nieludzką zbrodnią wylęgłą w mózgach przeżartych złem. Podałem oczywiście przykłady. Tę listę można snuć długo.

Jeśli tak jest – to jak możemy spokojnie oglądać kamienne, mechanicznie wyuczone mordy spikerów i komentatorów telewizyjnych (towarzyszy im podobny ton w codziennej prasie), którzy dzień w dzień z ujmującym spokojem i aprobatą informują o podobnych zbrodniach w wykonaniu „naszych sojuszników”. Samoloty, rakiety i drony z Izraela i USA nie uderzają jedynie w tzw. obiekty wojskowe. Codziennie w Iranie, napadniętym według klasycznej formuły zbrodni wojennej (jak w Polsce 1939 r.), giną zwykli ludzie. Giną też liczne dzieci. Giną bezbronni. Ginie większość tych, którzy chcieli i chcą żyć w taki ustroju, jaki powstał w tym kraju w 1979 r.  Chcą tego nadal pod bombami agresora. Ale nic z tego. Agresorzy uważają, ze należy im to wybić z głów masowym unicestwieniem.

Tak było niejeden raz w dobie współczesnej. Za narodowy sprzeciw wobec dyktatu USA i UE w 1999 r. potworną cenę zapłacili bohaterscy Serbowie. Oderwano ich ojczyźnie Kosowo i Metohiję, prowincję od XIII w. integralnie związaną z serbskim państwem, zasiedloną przez Albańczyków dopiero w niewoli tureckiej. Na tej ziemi w Peci do końca XVII w. mieściła się siedziba patriarchatu Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, natomiast aż do do agresji NATO i wykrojenia groteskowego pseudo-państewka w Kosowie (w istocie hiper-bazy przeładunkowej USA) kwitły monastery – fundacje królów Serbii. Bez litości wygnano Serbów z tej prowincji, posługując się bojówkami albańskimi, które spełniły taką rolę, jak UPA wobec Polaków na ziemiach wschodnich. Zadziałała prosta reguła: kto się sprzeciwi globalnym macherom, podlega egzekucji. Nie ma co liczyć na tzw. prawa i wartości, o których co jakiś czas pieje „Zachód”.

Brutalna napaść dotknęła obecnie Iran (przed dwoma miesiącami Wenezuelę), jednakże pole działania dla zbrodniarzy tego samego pokroju i zapatrywań jest znacznie szersze. Izraelczycy wyniszczają Liban. Pretekstem jest wytępienie szyickiego Hezbollahu, ale przecież masowo ginie ludność cywilna wszelkich wyznań, także chrześcijanie-maronici. Bezsilne władze Libanu daremnie proszą o pomoc. Nie słyszałem, aby obłudne kreatury z UE się tym przejęły. Z kolei przed administracją Trumpa (już bez udziału siepaczy Netanjahu) roztacza się nieograniczony horyzont tępienia państw o ustrojach alternatywnych, nie godzących się na status neokolonialny i marionetkowy. Runą na Jemen, runą na Afganistan (gdzie 5 lat temu talibowie przy wsparciu większości narodu wygnali marionetki USA, wyzwalając swój kraj po 20 latach „postępowej” okupacji).

Znamienne, że Amerykanie zawsze oszczędzają te państwa, w których rządzą komuniści. Co do ChRL, to oczywiste, „Zachód” panicznie boi się jej potęgi, a Eurokołchoz dodatkowo ma tam liczne brudne interesy. Lepiej też nie tykać naszpikowanej bombami Korei Północnej, gdzie misjonarze globalu mieli by za przeciwnika prawdziwy zbrodniczy „reżim” komunistyczny. Na paluszkach ostrożnie obchodzą też Wietnam i Laos, rządzone przez komunistów od 1975 r. Czyżby pamięć upokarzającej klęski?  Z „czerwonych” państwa jedna jedyna Kuba wydaje się do połknięcia, bo jest osaczona. Mam wszakże dziwne przeczucie, że Trump jej nie ugryzie. Przede wszystkim – brakuje tam nafty i gazu. A przecież główne polowanie z mordem w tle odbywa się w rejonach zasobów energetycznych.

Konkluzja. Przypomniałem mechanizm zwykłej propagandy. Jednak tam, gdzie słychać codzienne treny z powodu rosyjskich bombardowań miast na Ukrainie, a jednocześnie z lodowatą satysfakcją donosi się o hekatombie w Iranie i Libanie, dokonywanej z premedytacją przez rzekomo uprawnionych najeźdźców – życie jest nie do zniesienia. Relatywizm etyczny zmienia się w cuchnący cynizm. W maszynerii przerabiającej umysły udało się wytrzebić, przynajmniej na poziomie przekazu, resztki ludzkich odczuć.

Chcę w tym miejscu krótko odnieść się do jeszcze jednej kwestii, bo nie będę miał potem sposobności. W kwietniu b.r. nastąpi decydująca próba sił na bratnich Węgrzech. Głos narodu węgierskiego rozstrzygnie, czy Węgrzy obronią imponującą niepodległość, którą przez 16 lat chronił z niebywałą determinacją rząd Viktora Orbána. Jeśli Fidesz przegra, a do władzy dobiorą się manekiny UE, zgaśnie najmocniejsze światło programu suwerenności narodowej w Europie.

Dlatego wbrew opinii wyrażonej na tych łamach kilka tygodni temu, dla Polaków ma decydujące znaczenie, czy rząd Orbána wygra po raz piąty. Będzie to bowiem jutrzenka nadziei, choć wiem, że nie doczekam niepodległej Polski.

Tadeusz M. Trajdos Emerytowany profesor IH PAN

Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2026)

„Niech zaraz wyginą”. Jakimi modlitwami przez wieki „nasiąkały mury bożnic”?

„Niech zaraz wyginą”.

Jakimi modlitwami przez wieki

„nasiąkały mury bożnic”?

pch24.pl/niech-zaraz-wygina-jakimi-modlitwami-przez-wieki-nasiakaly-mury-boznic

Gościwit Malinowski


W liście episkopatu czytamy: „Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi.” 

A jakimi to modlitwami nasiąkały mury bożnic przez wieki? Dwie główne codzienne modlitwy to Szema Jisrael (Słuchaj Izraelu) oraz Amida a właściwie Tefilat ha-Amida (Modlitwa na stojąco). Odmawia się je obowiązkowo trzy razy dziennie podczas szacharit modlitwy porannej, mincha modlitwy popołudniowej, maariw modlitwy wieczornej. Amida nazywana bywa także Szemone Esre czyli Osiemnaście, ponieważ zawiera ona 19 (sic!) błogosławieństw.

1. Awot Praojcowie;

2. Gewurot Potęga; Zwana też Tehiyyat ha-Metim Wskrzeszenie zmarłych;

3. Keduszat ha-Szem Świętość Imienia;

4. Binah – Rozumienie;

5. Teszuwah Skrucha;

6. Selichach Przebaczenie;

7. Geulah Wybawienie;

8. Refuah Uleczenie;

9. Birkat ha-Szanim Błogosławieństwo lat;

10. Galujot Zgromadzenie wygnańców;

11. Birkat ha-Din Sprawiedliwość;

12. Birkat ha-Minim Przeciwko heretykom [sekciarzom];

13. Cadikim Sprawiedliwi;

14. Boneh Jeruszalajim Odbudowa Jerozolimy;

15. Birkat Dawid Błogosławieństwo Dawida;

16. Tefillah Przyjęcie modlitwy;

17. Awodah Służba świątynna;

18. Hodaah Dziękczynienie;

19. Sim Szalom Pokój.

19 błogosławieństw dzieli się na trzy części: 1-3. Sławią Boga; 4-16. Stanowią prośby do niego kierowane; 17-19. Prośba o powrót do Syjonu i przywrócenie kultu świątynnego.

Inaczej niż Szema Jisrael, która składa się z wersetów Tory, błogosławieństwa modlitwy Amida zostały ułożone przez rabinów dopiero po zniszczeniu Świątyni Jerozolimskiej przez Rzymian w 70 r. Powstanie tej modlitwy jest fundamentem nowej religii judaizmu rabinicznego, jaka wyłoniła się właśnie w pierwszych latach po zniszczeniu świątyni, gdy będący dominantą dawnej religii Mojżeszowej kult świątynny nie mógł być dalej sprawowany. Każde z tych błogosławieństw ma pozwolić Żydom odnaleźć się na nowo w tragicznych warunkach po zburzeniu Jerozolimy, utracie znacznej części populacji podczas działań wojennych, uprowadzeniu równie wielkiej części w niewolę przez Rzymian. Amida ma za zadanie zbudować tożsamość grupy etnokonfesyjnej, w chwili gdy została ona pozbawiona dawnego sensu istnienia, czyli sprawowania kultu w świątyni.

Rozbitkowie z Jerozolimy zgromadzili się w mieście Jawne (łac. Iamnia), dokąd w 70 r. przeniesiono siedzibę Sanhedrynu. To tu miał się odbyć w latach 90-95 synod, podczas którego ustalono kanon Tanach (ksiąg Starego Testamentu). To tu w Jawne Szymon ha-Pakuli ułożył na życzenie rabina Gamaliela II Młodszego modlitwę Amida. Jednak 12. błogosławieństwo Birkat ha-Minim, które było wezwaniem gniewu bożego na minim, sekciarzy i heretyków wyłamujących się z judaizmu, takiego, jakim widzieli go faryzeusze, to błogosławieństwo ułożył rabbi Szmuel ha-Katan. Później w użyciu były różne wersje błogosławieństwa, najbardziej rozbudowana brzmi:

Dla odstępców niech nie będzie nadziei, jeśli nie powrócą do Twojego Prawa; a Minim niech zaraz wyginą; a wrogowie Twojego ludu niech będą usunięci; a zuchwałą władzę niezwłocznie wykorzeń, zniszcz i uniż za naszych dni; Nocrim i Minim niech zaraz wyginą; niech będą wymazani z Księgi Życia i ze sprawiedliwymi niech nie będą zapisani; a wrogowie Twojego ludu oraz jego prześladowcy niech będą usunięci; i złam jarzmo pogan z naszych karków i spraw, aby nasi wrogowie nie wracali do zdrowia; Błogosławiony jesteś Ty, Panie, który niszczysz występnych i ujarzmiasz zuchwałych.

Błogosławieństwo Birkat ha-Minim skierowane było przede wszystkim przeciwko Żydom, którzy uznali, że Jeszua ha-Nocri jest Mesjaszem. Stąd w tekście błogosławieństwa jeden raz wymienieni są po imieniu Nocrim Nazarejczycy czyli chrześcijanie. Chrześcijaństwo końca I wieku stanowili w ogromnej części Żydzi, którzy uznawali Jezusa za Mesjasza, ale nie przestali drobiazgowo przestrzegać Prawa Mojżeszowego i uczestniczyli dalej w kulcie świątynnym. Po 70 r. pozostało im już tylko chodzenie do synagogi.

Oczywiście chrześcijanie nie będący Żydami, pozyskiwani dla wiary w Pomazańca Bożego (Christosa), zgodnie z zasadami ustalonymi przez Pawła z Tarsu zachowywali tylko absolutny trzon Prawa Mojżeszowego czyli dekalog, wolni byli od całej reszty drobiazgowych przepisów tego Prawa i nie czuli potrzeby chodzenia na jakiekolwiek nabożeństwa do synagogi.

Jednak dla chrześcijan-Żydów synagoga była bardzo ważna, ponieważ pozwalała im odnajdować się społecznie i narodowo po straszliwej klęsce, jaką był rok 70. Jednak właśnie w latach 90-95 chrześcijanie zostali przez faryzeuszy wykluczeni z synagogi (aposynagogos) za pomocą wprowadzenia właśnie modlitwy Amina, która domaga się kary bożej dla Nocrim (Nazareńczyków) i Minim. Ten ostatni termin był bardzo pojemny i oznaczał: Żydów przekraczających zasady Prawa Mojżeszowego; Żydów o poglądach heterodoksyjnych; saduceuszy – wrogie faryzeuszom stronnictwo świątynne, obecnie pozbawione swej ostoi; esseńczyków; Samarytan; gnostyków żydowskich; kolaborantów z władzą rzymską, jak Józef Flawiusz; politeistów; ale także judeochrześcijan i etnochrześcijan pochodzenia pogańskiego.

Ostrze tego „błogosławieństwa” w pierwszej kolejności skierowane było jednak właśnie w judeochrześcijan, którzy, gdyby chcieli dalej chodzić do synagogi, musieliby przeklinać samych siebie.

Ponieważ trudno oczekiwać, aby politeiści, Samarytanie czy gnostycy, uznający niejednokrotnie Boga Izraela za uosobienie zła, chcieli chodzić na modlitwy do synagogi, Birkat ha-Minim było skierowane przede wszystkim przeciw chrześcijanom. Niektórzy wręcz uważają, że sam wyraz minim był hebrajskim akronimem Ma’amin be-Jeszu ha-Nocri – Wyznawcy Jezusa z Nazaretu.

Dlatego list episkopatu nie powinien celebrować postaci Jana Pawła II, że jako pierwszy papież odwiedził synagogę, ale głównego rabina Rzymu Elio Toaffa, że zaprosił papieża do synagogi i zaintonował Psalm 150, a nie modlitwę Amida. Rabin Toaff był człowiekiem otwartym na wyznawców innej żydowskiej religii, a mianowicie chrześcijaństwa, musiał jednak stopniowo przyzwyczajać wyznawców judaizmu do tego, że minim przekroczą bramy synagogi. Oddał hołd zmarłemu papieżowi Piusowi XII za ratowanie Żydów w czasie II wojny światowej. Jednak nie oznaczało to zezwolenia na zaproszenie minim do synagogi. Papież Jan XXIII tylko stał pod rzymską synagogą i błogosławił wychodzącym z niej ludziom. Dlatego to Elio Toaff miał odwagę zaprosić minim do synagogi, nie jako turystów, ale na spotkanie modlitewne. Miał też odwagę zmienić treść formuł modlitewnych ustalonych przez synod w Jawne i usunął z modlitwy Amida 12. błogosławieństwo Birkat ha-Minim, rezygnując z przeklinania chrześcijan.

I kiedy 13 kwietnia na życzenie episkopatu, przekroczycie, minim, bramy synagogi, obyście trafili na kontynuatorów tradycji rabina Rzymu Elio Toaffa, a nie na ludzi wiernych postanowieniom synodu w Jawne.

PS. Elio Toaff pochodził z Livorno z grupy etnicznej zwanej Italkim, Żydów zamieszkujących Italię od czasów rzymskich, choć Livorno jest też miastem Żydów sefardyjskich.

Gościwit Malinowski

Jakie znaczenie mają symbole TFP?

Jakie znaczenie mają symbole TFP?

Jakie znaczenie mają symbole TFP?

26/03/2026 polskakatolicka/jakie-znaczenie-maja-symbole-tfp

Wielu z Was zna nasze charakterystyczne czerwone sztandary i kapy, które pokazują, że należymy do katolickiego ruchu świeckich „Tradycja, Rodzina, Własność (TFP). Podczas gdy lewicowcy nienawidzą i boją się tych symboli, ci, którzy walczą o wartości moralne, je uwielbiają. Dlaczego symbole TFP budzą tyle podziwu i nienawiści? Co one oznaczają?

Lew TFP

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem TFP jest złoty ryczący lew. Jak mówił sam prof. Plinio Corrêa de Oliveira, założyciel TFP, „Lew TFP w pełen uroku sposób łączy w sobie trzy jakości: ogromną siłę, ruch i dużą lekkość. Patrząc na niego nie odnosimy wrażenia, że jest to ciężki i dziki drapieżnik. Wręcz przeciwnie, kojarzy się nam z elegancją, szlachetnością i siłą. To lew, który jest krzyżowcem.

Wszystko to razem tworzy swoisty urok owego lwa. Innym elementem jest ułożenie jego głowy. Trzyma ją wysoko i dumnie. Patrzy wprost na wroga, a jego pazury sposobią się do ataku. Elegancki ogon ułożony jest w formie, która sugeruje, że po ataku przyjdzie zwycięstwo.

Żywe czerwone tło mówi wiele o pełni życia i o zwycięstwie. Charakteryzuje go smukła talia, z której wyłania się pierś prawie jak woda wytryskująca z fontanny. Nogi rozstawione są w sposób symetryczny i bardzo elegancki. To, co urzeka i wzbudza entuzjazm, posiada wielki powab. I taki właśnie jest wielki powab walecznego lwa TFP”. 1

Kolor złoty symbolizuje szlachetność walki TFP o odrodzenie cywilizacji chrześcijańskiej, panowanie Chrystusa Króla oraz nadchodzący triumf Niepokalanego Serca Maryi, obiecany w Fatimie.

Kapa TFP albo „budzące grozę czerwone szarfy”

Pewna liberalna studentka opisała kiedyś swoje spotkanie z akcją TFP:

Kiedy w czwartek po południu szłam na zajęcia, nagle usłyszałam dźwięk dud i dostrzegłam te budzące grozę czerwone szarfy. Tak, drodzy przyjaciele, fanatyczni członkowie Civitas Christiana [holenderskiego TFP], znów pojawili się na kampusie… Cały dzień myślałam o TFP”. 2
Symboliczna wartość czerwonych kap jest niezaprzeczalna. Te „budzące grozę czerwone szarfy” są bardzo widoczne i działają jak wzmacniacz siły. Kapy TFP, lśniące i zwinne w ruchach, zostały zaprojektowane tak, aby zwrócić uwagę publiki na kwestię ideologiczną. Nie przypominają żadnego znanego płaszcza czy habitu, zakrywają klatkę piersiową i zmieniają osobę, która je nosi, w żywy sztandar.

Prof. Corrêa de Oliveira tłumaczy: „Kapa, którą noszą członkowie i wolontariusze TFP, ma na celu niejako oddzielenie ich sylwetki od zwykłego ubrania i uczynienie z nich swego rodzaju popiersi, które przedstawiają ich w idealnym i historycznym kontekście. W oczach widzów członek lub wolontariusz TFP prezentując się w kapie, jawi się jako postać olśniewająca swoimi ideałami, dzięki czemu łatwo osiąga się cel kapy, jakim jest skupienie na nim uwagi publiki”.3

Sztandar TFP

Czerwony sztandar TFP ze złotym lwem na niebieskim maszcie, zwieńczony złotą lilią, jest używany głównie podczas publicznych kampanii ulicznych. Wyróżnia się na kampusach uniwersyteckich, podczas manifestacji na rzecz rodziny oraz podczas corocznego Marszu dla Życia. „Średniowieczny sztandar”, jak nazywa go wielu, głosi ideały Tradycji, Rodziny i Własności. Gdy wieje silny wiatr, ukazuje pełnię swojej symboliki. Jednak sztandar głosi również odwieczne zasady, które reprezentuje, nawet gdy wiatr ucichnie. Wierność tym zasadom jest bezwarunkowa.

Entuzjazm

Kiedy sztandar łapie burzliwy wiatr, uosabia entuzjazm każdego żołnierza Chrystusa do służby Kościołowi. W spokojnych chwilach sztandar symbolizuje refleksję i kontemplację, dodające sił osobie, która później będzie kontynuować walkę. Trzon sztandaru symbolizuje cnotę umiarkowania, która reguluje i powstrzymuje jego ruchy oraz utrwala jego entuzjazm.

Krew męczenników

Żywa czerwień symbolizuje cnotę bohaterstwa, krew męczenników oraz wartość poświęcenia się dla wyższego celu. Reprezentuje również Najświętsze Serce Jezusa.

Założyciel TFP wyjaśnia:

„Nasz czerwony sztandar ze złotym lwem symbolizuje coś, co przemawia na temat wielkich ideałów… wznosi duszę na wyższy poziom, mówi o walce,  ukazuje szlachetność i piękno sprawiedliwości oraz pozwala dostrzec wartość walki tym, którzy ją oglądają”. 4

Lilia

Lilia z trzema płatkami wieńcząca sztandar TFP, symbolizuje trzy cnoty: mądrość, czystość i rycerskość. Środkowy i najwyższy płatek lilii to mądrość, cnota nadrzędna, która góruje nad wszystkimi innymi. Dwa boczne płatki, symbolizujące czystość i rycerskość, pochylają się w pokorze przed mądrością. Przede wszystkim lilia wskazuje na niebo i symbolizuje czystość Najświętszej Maryi Panny.

Krzyżowcy

Członkowie TFP noszą wyjątkowy strój ceremonialny, przeznaczony specjalnie na uroczyste okazje. Strój ten jest pełen symboliki i odzwierciedla trzy aspekty profilu moralnego członka TFP: niewolnika Matki Bożej, wojownika i mnicha. Uwagę przyciąga duży krzyż św. Jakuba na szkaplerzu. Krzyż jest w połowie czerwony, a w połowie biały, ze złotą nitką oddzielającą te dwa kolory. Czerwień symbolizuje gotowość do przelania krwi w razie potrzeby w obronie Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej. Biel symbolizuje czystość ortodoksji i cnotę. Złoto reprezentuje szlachetność misji TFP. Krzyż jest duży, ponieważ członek TFP nie boi się okazywać swojej miłości do krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa w świecie, który nim gardzi.

Łańcuch

Zamiast paska w kształcie sznurka w habicie TFP stosuje się duży nawleczony łańcuch. Jest to zewnętrzny wyraz duchowej niewoli miłości do Najświętszej Maryi Panny, zgodnie z metodą opisaną w książce św. Ludwika de Montforta „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Po lewej stronie, gdzie łańcuch się łączy, zwisają trzy lub siedem ogniw. Trzy ogniwa symbolizują rolę Matki Bożej jako Córki, Matki i Oblubienicy Boga. Siedem ogniw przedstawia siedem boleści lub siedem radości Matki Bożej. Wiszący na łańcuchu różaniec jest duchową bronią wszechczasów. Kapa TFP jest składana i przypinana do lewego ramienia szkaplerza.

Znaczenie symboli

Idee i zasady są zbyt złożone, by wyrazić je wyłącznie słowami. Dlatego potrzebne są symbole. Wystarczy wspomnieć słowo „bohaterstwo”, a od razu przychodzi na myśl postać lub symbol bohatera, a nie definicja ze słownika. Dlatego symbole pomagają ludziom zrozumieć zasady i idee. Symbole mówią o tym, co niewypowiedziane, o sferze metafizycznej i duchowej. Są one widzialnym odzwierciedleniem świata niewidzialnego.

Przypisy:

  1. https://www.tfp.org/the-tfps-rampant-lion/
  2. https://www.gwhatchet.com/2003/11/24/letters-to-the-editor-128/
  3. https://www.pliniocorreadeoliveira.info/UK_820601_all_about_TFPs.htm
  4. Ibid

Polska – raj nierobów. 20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu

20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu państwa

Barbara Helena Bączkowska salon24/20-lat-nie-pracuje-blisko-3-mln-zl-z-budzetu

Ponad 20 lat bez pracy, a co miesiąc na konto trafia ponad 20 tysięcy złotych brutto, niecałe 20 tysięcy netto. Zawieszony prokurator od dwóch dekad pobiera wysokie wynagrodzenie z publicznych pieniędzy, choć sprawa, która doprowadziła do jego odsunięcia, wciąż nie doczekała się jasnego finału. Tymczasem zbliża się moment, w którym będzie mógł przejść w stan spoczynku i dalej otrzymywać wysokie świadczenia.

Nie pracuje ponad 20 lat, a dostaje ponad 20 tys. miesięcznie  9 marca 2026 roku minęło dokładnie 20 lat od chwili, gdy prokurator został zawieszony w obowiązkach. Od tego czasu nie wykonuje swojej pracy, ale wynagrodzenie nadal regularnie trafia na jego konto. I to niemałe. W lutym 2026 roku jego pensja wynosi:

19 703,99 zł netto,
24 524,16 zł brutto miesięcznie.

Dla porównania – to kwoty, które dla wielu pracujących Polaków pozostają poza zasięgiem nawet przy kilku etatach.

20 lat zawieszenia. Sprawa wciąż trwa. Zawieszenie trwa nieprzerwanie od 2006 roku i związane  jest ze sprawą karną o sygnaturze II K 441/19, prowadzoną przed Sądem Rejonowym w Koszalinie. Mijają lata, a sprawa nadal nie została prawomocnie zakończona.

Co więcej – pojawiają się informacje, że prokuratura nie posiada aktualnych danych o stanie postępowania, a mimo to wynagrodzenie wciąż jest wypłacane. System płaci. Bez względu na wszystko  Mechanizm jest prosty: prokurator jest zawieszony,

nie pracuje, ale nadal otrzymuje znaczną część wynagrodzenia.I tak miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Przez ponad dwie dekady.

Bez względu na to, jak długo trwa postępowanie. Bez względu na to, czy ktoś w ogóle kontroluje jego przebieg.

Kolejny krok: stan spoczynku

Najbardziej kontrowersyjne dopiero przed nami. Już 28 maja 2027 roku prokurator będzie mógł przejść w stan spoczynku – czyli odpowiednik uprzywilejowanej emerytury. To oznacza, że: ponad 20 lat pozostawał zawieszony, przez cały ten czas pobierał wysokie wynagrodzenie, a na końcu może otrzymywać kolejne wysokie świadczenie – również z publicznych pieniędzy.

Pytania, które zadaje sobie każdy. Ta sprawa nie jest tylko historią jednej osoby. To test dla całego systemu. Bo trudno nie zapytać:

  • jak to możliwe, że zawieszenie trwa ponad 20 lat?
  • dlaczego postępowanie ciągnie się tak długo?
  • kto za to odpowiada?
  • i dlaczego podatnicy nadal za to płacą?
  • 20 lat. I dalej nic się nie zmienia

Dla wielu ludzi to symbol systemu, który nie działa tak, jak powinien. Bo gdy jedni codziennie pracują i liczą każdy grosz, inni przez lata otrzymują dziesiątki tysięcy złotych – bez wykonywania obowiązków.

20 lat minęło.

I wszystko wskazuje na to, że rachunek nadal będzie płacony.

Co dalej? Jest propozycja zmian

Ta sprawa budzi ogromne emocje – i trudno się dziwić. Ponad 20 lat zawieszenia, brak rozstrzygnięcia i stałe wynagrodzenie z publicznych pieniędzy to sytuacja, która dla wielu osób jest po prostu nie do zaakceptowania. 

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ten przypadek, powinien zainteresować się propozycjami zmian systemowych. Jedną z nich jest projekt autorstwa Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny w Internecie.

Projekt ten dotyka problemu odpowiedzialności instytucji państwowych i pokazuje możliwe kierunki reform, które mogłyby zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Bo pytanie nie brzmi już tylko „jak to możliwe?”, ale:

  • co zrobić, żeby nigdy więcej do tego nie doszło?

Z danych uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej wynika, że łączna kwota wypłat wynosi  blisko 3 mln zł z budżetu państwa. A to przecież jeszcze nie koniec tej historii. 

Pieniądze, które wciąż płyną

Z udostępnionej informacji publicznej wynika jasno: od 2007 roku do lutego 2026 roku wypłacono łącznie miliony złotych. W tabeli znajdują się również dodatkowe świadczenia, w tym nagrody jubileuszowe sięgające blisko 100 tysięcy złotych.

To jednak nie jest pełny obraz. W zestawieniu brakuje wynagrodzenia z pierwszego okresu zawieszenia – wszak od 9 marca 2006 roku do 10 stycznia 2007 roku — kiedy wypłacano 100% pensji. Po doliczeniu tego okresu, całkowita kwota wynagrodzeń sięga blisko 3 milionów złotych. Blisko 3 miliony złotych z publicznych pieniędzy. Za ponad 20 lat bez wykonywania pracy.

I co dalej?

To już nie jest tylko jedna sprawa. To pytanie o to, czy państwo działa tak, jak powinno. Bo jeśli system pozwala na:

  • wieloletnie zawieszenia bez końca,
  • brak kontroli nad postępowaniami,
  • wypłaty liczone w milionach złotych bez pracy,
  • to problem nie dotyczy jednej osoby — tylko całego mechanizmu.

Jest propozycja zmian

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ta sytuacja, powinien zainteresować się konkretnymi rozwiązaniami.

Jednym z nich jest mój projekt Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny publicznie w Internecie.

Projekt ten zakłada m.in.:

  • realną odpowiedzialność instytucji za przewlekłość postępowań,
  • ograniczenie wieloletnich zawieszeń,
  • mechanizmy kontroli wypłat z publicznych pieniędzy.

Czas na reakcję

Największe pytanie brzmi dziś nie „jak do tego doszło?”, ale: dlaczego nikt z decydentów wciąż tego nie zmienił?

Bo jeśli przez 20 lat można wypłacić blisko 3 miliony złotych bez pracy, to bez zmian – takie historie będą się powtarzać.

Masz dość takich historii?

Udostępnij. Niech zobaczą to ci, którzy mogą zmienić prawo. Tutaj warto podkreślić, że człowiek  nie pracuje tyle lat i z okresu niepracowania nalicza mu się nagrody jubileuszowe, co już w ogóle jest jakimś kuriozum. Nie pracuje 20 lat i naliczono mu z tego tytułu niepracowania nagrody jubileuszowe, przy czym przy do nabycia tych trzech nagród w latach 2013, 2019 i 2023 nabył prawo na skutek niepracowania, gdyż na nagrodę, którą otrzymał w 2008 roku jubileuszową, już nie pracując, częściowo pracował.

Nagrody za… niepracowanie

Na tym jednak nie koniec. Z udostępnionych danych wynika, że w okresie zawieszenia wypłacano nie tylko wynagrodzenie, ale również nagrody jubileuszowe — świadczenia, które co do zasady przysługują za wieloletnią pracę. W tym przypadku sytuacja jest jednak wyjątkowa. Prokurator od ponad 20 lat nie wykonuje obowiązków służbowych, a mimo to:

  • w 2008 roku otrzymał nagrodę jubileuszową (częściowo jeszcze za okres wcześniejszej pracy),

kolejne nagrody przyznano w latach:

  • 2013,
  • 2019,
  • 2023.

Co to oznacza w praktyce? Że prawo do tych świadczeń było naliczane także za okres, w którym nie świadczył pracy. Innymi słowy:

lata zawieszenia zostały potraktowane jak lata pracy. Absurd, który trudno wytłumaczyć 

Efekt?

Osoba, która od dwóch dekad nie pracuje, nie tylko otrzymuje wynagrodzenie, ale również nabywa kolejne uprawnienia pracownicze — tak, jakby normalnie wykonywała swoje obowiązki. Dla wielu osób to już nie tylko kontrowersja. To przykład systemu, który całkowicie traci kontakt z poczuciem sprawiedliwości.

Ponad rok temu

Ponad rok temu opublikowałam artykuł na swoim blogu i w innych mediach społecznościowych o tej sprawi salon24./prokurator-na-urlopie-zycia-blisko-19-lat-nie-pracuje-zgarnia-miliony-a-ty-liczysz-kazdy-grosz-na-chleb  .Jedyne co się zmieniło to konto zawieszonego. Politycy i posłowie milczą. Ty nie milcz, bo to Twoje pieniądze i Twoi posłowie. Wybrałeś to wymagaj. 

Poniżej informacja publiczna 

Na załączonym zdjęciu z informacji publicznej (dane zakryte) jest informacja publiczna (2007–2026) + trzeba doliczyć brakujący okres 2006–2007 , gdy to zawieszony od 9 marca 2006 r otrzymywał także wynagrodzenie nie pracując (100% wynagrodzenia)

Od Arcy-rabina Rysia MEM-y

——————–

————————————————

———————————————————

———————————————————————————–

————————————————————-

——————————————–

—————————————-

Najnowszy samochód nie ruszy bez pozwolenia „z chmury”, czyli wielki paraliż systemów

Samochód nie ruszy bez pozwolenia „z chmury”, czyli wielki paraliż systemów
2026-0
3-25 bankier/Samochod-nie-ruszy-bez-pozwolenia-z-chmury-wielki-paraliz-systemow

Wsiadasz do auta, próbujesz je odpalić i klops. Twój samochód podjął decyzję, że dzisiaj nigdzie nie pojedziesz, bo nie dostał pozwolenia z serwerowni, by odpalić silnik. Brzmi jak scenariusz kiepskiego odcinka Black Mirror? Niestety użytkownicy inteligentnych blokad alkoholowych z 46 stanów w USA musieli wybrać alternatywne środki podróży po cyberataku.

Samochód nie ruszy bez pozwolenia "z chmury", czyli wielki paraliż systemów
fot. Daniel Reiner / / Shutterstock

Blokady alkoholowe w samochodach są stosowane najczęściej wobec osób, które mają za uszami jazdę na podwójnym gazie. Zasada działania tzn. ignition interlock devices jest prosta: dmucha się w urządzenie zamontowane w samochodzie, to analizuje próbkę i jeśli test wypadnie negatywnie (a więc siedzący za kierownicą nie dał w palnik), można odpalić silnik po otrzymaniu błogosławieństwa systemu.

Szkopuł leży w podłączeniu do internetu, ponieważ urządzenia wymagają, jak wyjaśnia producent, zdalnej kalibracji i przesyłania na bieżąco danych do organów nadzoru. A umówmy się – wszystko, co ma połączenie z netem, można zhakować. Tak też się stało i w tym przypadku. 

Z „chmury” mamy burzę

Atak na infrastrukturę jednego z czołowych producentów tych urządzeń obnażył największą słabość systemów typu always-On. Gdy serwery padły, tysiące blokad, które akurat wymagały rutynowej weryfikacji lub kalibracji, przeszły w tryb awaryjny. W praktyce prewencyjnie odcięły zapłon wszystkim – nie bacząc przy tym, czy kierowca jest rzeczywiście pod wpływem, czy nie – opisuje Niebezpiecznik.pl

Kierowcy nie mogli nic zrobić. Samowolne usuniecie urządzenia równa się złamaniu warunków wyroku i szybkim transportem za kratki. Z kolei skazany nie może prowadzić innych pojazdów poza wyznaczonymi z wyżej wymienionymi blokadami alkoholowymi. Cyberatak równał się więc uziemieniu. 

Jak na razie, nikt nie przyznał się do ataku na systemy samochodowe. 

Podłączmy się do sieci. Co może pójść nie tak?

Im nowsze samochody, tym niestety bardziej naszpikowane elektroniką. Producenci mają możliwość zdalnego unieruchomienia pojazdu (np. w przypadku kradzieży lub niepłacenia rat leasingowych). A jeśli mają je oni, posiada je także zdolny haker. To oznacza, że unieruchomienie aut może dotknąć wszystkich.

====================================================

„Nigdzie nie jadę”. Porsche w Rosji się zawiesiły, zablokowały i nie chcą odpalić

Porsche na ulicach Moskwy można zobaczyć częściej na lawecie niż „na własnych kołach”. Setki właścicieli stwierdziło, że ich pojazdy nie chcą lub nie mogą odpalić. Ogólnokrajowa awaria dotknęła modele Porsche wyprodukowane od 2013 roku, które są wyposażone w fabryczny system zabezpieczeń satelitarnych VTS tej marki. WIĘCEJ

opr aw

Płk Doug Macgregor ostrzega: Wojska lądowe USA mogą wpaść w śmiertelną pułapkę w Iranie

Pułkownik (w stanie spoczynku) Doug Macgregor ostrzega: Wojska lądowe USA mogą wpaść w śmiertelną pułapkę w Iranie

W niedawnym wywiadzie z ekspertem wojskowym Danielem Davisem („Deep Dive”), wysoko odznaczony emerytowany pułkownik Douglas Macgregor wydał surowe ostrzeżenie przed potencjalną ofensywą lądową wojsk amerykańskich w Iranie. Porównuje planowane operacje – takie jak okupacja wysp czy kontrola nad Cieśniną Ormuz – do historycznych katastrof, takich jak kampania w Gallipoli w 1915 roku i inwazja na Normandię w 1944 roku. Pomimo całej przewagi technologicznej Stanów Zjednoczonych, argumentuje Macgregor, wojska lądowe mogą wpaść w pułapkę, z której nie ma łatwej ucieczki. Poniższy fragment transkryptu (zaczynający się od 11:52) stanowi sedno jego ostrzeżenia i pokazuje, dlaczego nawet pozornie lepsze operacje wojskowe są niezwykle ryzykowne.

Lekcja historyczna z Normandii – i jej gorzkie znaczenie dzisiaj

Macgregor rozpoczyna od przypomnienia wydarzeń poprzedzających lądowanie aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku. Do tego czasu niemiecka Luftwaffe na Zachodzie została praktycznie unicestwiona:

„Wszyscy zapominają, że przed naszą inwazją na Normandię w Europie Zachodniej prawie nie było niemieckich sił powietrznych… Kiedy wylądowaliśmy w Normandii w czerwcu 1944 roku, w niemieckich siłach powietrznych pozostały tylko dwa myśliwce, które mogły wystartować i walczyć z nami… W 1943 roku, zanim to się stało, były setki, a nawet tysiące myśliwców, które mogły wyrządzić nam ogromne szkody… Ale wszystkie były na froncie wschodnim. Na Zachodzie niewiele zostało. A co tam było? Cóż, po prostu nie było to coś z najwyższej półki”.

Pomimo drastycznego osłabienia wroga i pomimo ogromnej przewagi powietrznej własnych sił – Alianci mieli 5000 samolotów myśliwskich operujących nad Normandią – Niemcom udało się odpierać ataki sił inwazyjnych przez ponad miesiąc.

„Mieliśmy 5000 myśliwców w powietrzu nad Normandią. Mimo to Niemcy powstrzymywali nas przez ponad miesiąc. W pewnym momencie wyglądało na to, że zepchną nas do morza”.

Macgregor wyciąga z tego jasny wniosek, który bezpośrednio odnosi do możliwych operacji USA w Iranie:

„Musimy więc zrozumieć, że takie operacje są niezwykle niebezpieczne i bardzo trudne do przeprowadzenia. Mam nadzieję, że ktoś gdzieś powie o tym światu”.

Dlaczego Iran może stać się pułapką

Pułkownik wyjaśnia: Współczesna wojna wymaga nie tylko przewagi powietrznej, ale także całkowitej dominacji w zakresie gromadzenia informacji wywiadowczych (ISR), zniszczenia wrogiego wsparcia rakietowego, dronów i satelitarnego oraz pełnej kontroli nad terenem. Właśnie tych warunków brakuje w scenariuszu irańskim.

Iran dysponuje ogromnym arsenałem pocisków balistycznych, pocisków manewrujących, systemów bezzałogowych i mobilnych wyrzutni – wiele z nich rozmieszczonych w podziemnych bazach. Do tego dochodzą atuty topograficzne: strome klify nadbrzeżne, wąskie cieśniny i teren sprzyjający obrońcom – podobnie jak w Gallipoli, gdzie wojska brytyjskie i alianckie, pomimo miażdżącej przewagi, wpadły w katastrofalną pułapkę.

Macgregor ostro krytykuje obecne plany:

Stany Zjednoczone wysyłają lekkie jednostki piechoty (np. piechotę morską z 31. Jednostki Powietrznodesantowej lub elementy 82. Dywizji Powietrznodesantowej) z okrętami desantowymi, takimi jak USS Tripoli czy USS New Orleans. Takie „lekkie i szybkie” operacje mają na celu zabezpieczenie wysp lub odcinków Cieśniny Ormuz. Jednak bez uprzedniego całkowitego wyeliminowania zagrożenia ze strony Iranu, wojska te byłyby niezwykle podatne na ataki precyzyjne, roje dronów, a nawet łodzie motorowe i pojazdy podwodne. Nawet jeśli Stany Zjednoczone odniosą krótkotrwałe sukcesy, okupacja nie będzie mogła być kontynuowana. Historia pokazuje, argumentuje Macgregor, że takich celów nie da się zdobyć „po drodze”.

Wymiar polityczny i niebezpieczeństwo samooszukiwania się

Emerytowany pułkownik, były doradca ministra obrony i wysoko odznaczony weteran, postrzega debatę na temat wojsk lądowych w Iranie jako powtarzający się wzór nadmiernej pewności siebie Zachodu. Uważa, że ​​lekcje z Gallipoli (ponad 300 000 tureckich obrońców, silny ostrzał artyleryjski, przewaga terenowa) i Normandii popadają w zapomnienie.

Zamiast uznać rzeczywistość – że Iran może liczyć na wsparcie Rosji i Chin, posiada praktycznie niewyczerpany arsenał rakietowy i jest gotowy do walki asymetrycznej – kurczowo trzymają się iluzji „szybkiego zwycięstwa”.

Macgregor domaga się zatem: Ktoś musi jasno i jednoznacznie przedstawić te twarde fakty osobom odpowiedzialnym w Waszyngtonie. Wysłanie wojsk lądowych do Iranu bez stworzenia niezbędnych warunków byłoby nie tylko niezwykle niebezpieczne pod względem militarnym – mogłoby doprowadzić do strategicznej katastrofy, która kosztowałaby życie tysięcy amerykańskich żołnierzy i jeszcze bardziej zdestabilizowałaby region.

Wniosek

Ostrzeżenie pułkownika Douga Macgregora nie jest pacyfistycznym apelem, lecz trzeźwą analizą doświadczonego stratega wojskowego. Normandia pokazała, nawet w idealnych warunkach, że operacje lądowe przeciwko zdeterminowanemu wrogowi są kosztowne, krwawe i nieprzewidywalne.

W Iranie, gdzie warunki są znacznie mniej sprzyjające, pojawia się pułapka, która może być o wiele poważniejsza niż wszystko, czego Stany Zjednoczone doświadczyły od dziesięcioleci.

Czy to ostrzeżenie zostanie wzięte pod uwagę, czas pokaże – ale historia uczy nas, że takich głosów nie należy ignorować.

Iran, atom, ropa, gaz, Polska

Iran, atom, ropa, gaz, Polska


Andrzej Szczęśniak myslpolska/iran-atom-ropa-gaz-polska

Jesteśmy świadkami najpoważniejszego kryzysu energetyczne obecnego wieku. Trwa kolejna wojna o najnowocześniejsze źródło energii współczesnej cywilizacji – atom.

Ale skutki odczujemy przede wszystkim w paliwach. Polska i Europa zapłacą także słony rachunek za gaz ziemny. Dzisiejsze bezpieczeństwo energetyczne Polski jest iluzoryczne i bardzo kosztowne. 28 lutego dokonał się kolejny akt nuklearnego terroryzmu (myslpolska/nuklearny-terroryzm/ – dwa państwa posiadające broń atomową napadły na kraj, oskarżany o chęć, powtarzam – chęć – uzyskania tej broni. To było uzasadnienie tej militarnej agresji, choć całkowicie niewiarygodne – nawet kontrolowana przez USA Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej zapewnia, że Iran nie pracuje nad bronią atomową.

Pomimo tego Stany Zjednoczone i Izrael użyły swej potęgi wywiadowczej, militarnej, gospodarczej i technologicznej, by wdeptać w ziemię Iran. Dzisiaj to państwo może gorzko pożałować, że nie weszło w posiadanie tej broni. Wtedy do agresji po prostu by nie doszło. Przykład Korei Północnej, pokazuje, że Zachód nie napada nawet dużo mniejszego państwa, gdy to ma jądrowy potencjał odwetu. A jest też i przykład Libii, która chcąc się pogodzić z dawnymi wrogami, zrezygnowała w 2003 r. z tworzenia arsenału atomowego. A już w 2011 roku Zachód przez osiem miesięcy bombardował ten kraj, Muammar Kadafi, został okrutnie zamordowany, a państwo na długie lata pogrążyło się w wojnie domowej, chaosie i nędzy.

USA i Izrael już drugi raz w ciągu roku próbują zniszczyć Iran. Niedawna próba (13 – 24 czerwca 2025 r.) także uzasadniana była zagrożeniem nuklearnym ze strony Iranu. Cynizm tego uzasadnienia polega na tym, że jak dość powszechnie wiadomo – Izrael to takie ciche, nielegalne, ale wyjątkowo agresywne mocarstwo nuklearne (myslpolska/ciche-mocarstwo-nuklearne). Dla świata najważniejsze jest jednak, że USA i Izrael zaatakowały samo serce światowych zasobów węglowodorów – Zatoka Perska to co trzecia wydobyta na świecie baryłka ropy, której ogromna większość przeznaczona jest na eksport. W efekcie mamy najpoważniejszy kryzys energetyczny w nowoczesnej historii ropy i gazu. Nawet przy arabskim embargo naftowym z 1973 r. (myslpolska/szczesniak-piecdziesiat-lat-pozniej ) nie zabrakło aż tyle ropy naftowej, co dzisiaj. Około 16 procent globalnych potrzeb – to 2-krotnie więcej niż przy największych wcześniejszych kryzysach naftowych lat 70- i 80-tych.

Równie ważny dla nas, świata jest gaz skroplony z Zatoki Perskiej. Katar to 20% światowej produkcji LNG, Oman i ZEA dodatkowe 4%. I już dzisiaj widać konsekwencje, choć koszty tej agresji są bardzo nierówno rozłożone. Dla USA są one zerowe, nie odczuły one żadnych perturbacji – ceny gazu nie drgnęły od początku konfliktu, a eksport wciąż rośnie. Dla Azji (JKM) i Europy (TTF) skutki są katastrofalne. Europejskie ceny gazu od początku wojny wybiły w górę o 90%. To cios dla gospodarki i odbiorców, podobny do kryzysu roku 2022.

Dla Polski pewność dostaw ropy i gazu jest realnie zagrożona. Saudowie dostarczają ponad połowę surowca dla polskich rafinerii, prawie cały eksport prowadząc przez dziś zablokowaną Cieśninę Ormuz. Katar jest kluczowym dostawcą LNG dla Polski, w ubiegłym roku importowaliśmy 1,5 mln ton, zniszczenie jego instalacji to ubytek ponad 10% naszego zaopatrzenia, i to na wiele lat.

Nasi politycy, wciąż klepiące zaklęcia o „bezpieczeństwie energetycznym”, doczekały się brutalnego „sprawdzam”. Gdy tylko sami odcięliśmy się od ropy i gazu z Rosji, nasi sojusznicy przez wojnę w Zatoce Perskiej, zacisnęli garotę na wąskim gardle (myslpolska/waskie-gardlo-polskiego-bezpieczenstwa-energetycznego ) naszego łańcucha dostaw węglowodorów. Ale zanim urwą się fizyczne dostawy, już dziś płacimy bardzo drogo za paliwa, to taki „haracz energetyczny” (myslpolska/szczesniak-kontrybucja-energetyczna).

Spekulacyjnie wywindowane ceny ropy i marże rafineryjne w dieslu, niezwykle mocno obciążają tak kierowców, jak i gospodarkę. Przy wzroście cen ON  od początku konfliktu o 3 złote, dziennym zużyciu w Polsce 60 mln litrów, kierowcy muszą każdego dnia płacić 180 mln zł więcej za diesla niż przed wojną.

Płacimy przy dystrybutorze za złą politykę energetyczną naszego państwa. Za posłuszne spełnianie żądań silniejszych od nas – czy to Stanów, czy Brukseli. Oczywiście, część tego haraczu inkasują producenci ropy, ale większość idzie do budżetu państwa i quasi-państwowego monopolisty. Więc w tym finansowym wymiarze nasz fiskus jest po stronie profitentów tej napaści. My po stronie płatników.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr `13-14 (29.03-5.04.2026)