Czy Iran zakończy hegemonię USA?

Scott Ritter: Czy Iran zakończy hegemonię USA? – Bezlitosna analiza

uncutnews-ch/scott-ritter-wird-iran-die-us-hegemonie-beenden-eine-schonungslose-analyse

W czasach, gdy niezadeklarowane wojny i agresja prewencyjna stały się smutną normą, były oficer piechoty morskiej USA i inspektor ds. broni ONZ Scott Ritter analizuje obecną eskalację napięć na Bliskim Wschodzie w rozmowie z sędzią Andrew Napolitano.

9 marca 2026 roku określił trwający konflikt z Iranem jako strategiczną porażkę USA – upokorzenie, które może zwiastować koniec amerykańskiej hegemonii. Ritter postrzegał te wydarzenia nie tylko jako porażkę militarną, ale także jako moralny i geopolityczny punkt zwrotny.

Nieudana zmiana reżimu

Konflikt rozpoczął się jako próba zmiany reżimu w Teheranie, ale stało się dokładnie odwrotnie: irański reżim okazał się bardziej odporny i odporny.

Ritter podkreśla, że ​​Republika Islamska posiada struktury konstytucyjne, mechanizmy kontroli i równowagi oraz głębokie korzenie społeczne. Zabójstwa poszczególnych przywódców – takie jak wezwanie Trumpa do zabicia nowego Najwyższego Przywódcy – tego nie zmieniają.

Zamiast tego wojna wzmocniła irańskie władze i ostatecznie zniweczyła cel zmiany reżimu.

Atak na szkołę dla dziewcząt

Centralnym skandalem, który Ritter opisuje szczegółowo, był atak na szkołę dla dziewcząt w południowym Iranie pierwszego dnia wojny.

Amerykańskie pociski manewrujące Tomahawk początkowo uderzyły w puste magazyny, szpital, a na końcu w szkołę. Po pierwszej fali system namierzania celu – oparty na sztucznej inteligencji bez ingerencji człowieka – zdecydował się na drugą falę („podwójne uderzenie”).

Pocisk manewrujący z głowicą termobaryczną uderzył w dom modlitwy, z którego ewakuowano nauczycieli i ocalałych uczniów, a rodzice odbierali swoje dzieci. W rezultacie zginęło co najmniej 170 dzieci, wiele zostało poparzonych do tego stopnia, że ​​nie dało się ich rozpoznać.

Ritter oskarża sekretarza obrony Pete’a Hegsetha o uchylenie w 2023 roku polityki łagodzenia szkód wyrządzonych ludności cywilnej, która nakazywała gruntowną analizę celów do użytku cywilnego. Zamiast tego polityka opierała się na automatyzacji opartej na sztucznej inteligencji, ignorując znane obiekty cywilne.

Trump publicznie twierdził, że Iran zbombardował szkołę – kłamstwo lub dezinformacja, którą Ritter uważa za dowód odpowiedzialności karnej przywódców USA. Hegseth musi zostać usunięty ze stanowiska i oskarżony.

Sytuacja militarna

Militarnie Stany Zjednoczone już zostały pokonane. Iran nie wyczerpał jeszcze swoich rezerw rakietowych i planuje kolejny etap eskalacji.

Amerykańskie systemy obrony powietrznej (Patriot PAC-3, THAAD) są niemal wyczerpane, radary zniszczone, a okręty odsłonięte. Izrael pozostaje bezbronny: irańskie rakiety niedawno uderzyły w dom Benjamina Netanjahu, dom Itamara Ben-Gvira oraz w źródło zasilania Tel Awiwu.

Cenzura uniemożliwia światu zobaczenie pełnego obrazu sytuacji, ale wyciekają nagrania wideo i raporty. Iran ogłosił użycie ciężkich rakiet z głowicami o masie co najmniej jednej tony – Tel Awiwowi grozi zniszczenie na miarę Strefy Gazy.

Zwycięzcy geopolityczni

Geopolitycznie, oś Rosja-Chiny odnosi największe korzyści. Rosja pozycjonuje się jako stabilny dostawca energii, podczas gdy Chiny występują jako potencjalny mediator.

Oba kraje widzą w słabości USA szansę: amerykańska potęga militarna w Zatoce Perskiej jest sparaliżowana, bazy takie jak Al Udeid są bezużyteczne, a Piąta Flota nie ma portu macierzystego.

Iran domaga się całkowitego wycofania sił USA z regionu, zniesienia sankcji i być może rezygnacji z izraelskiego programu nuklearnego w zamian za ustępstwa dotyczące własnego programu nuklearnego. Eskalacja konfliktu nuklearnego ze strony Izraela byłaby samobójstwem – Iran mógłby wyprodukować i rozmieścić broń jądrową w ciągu kilku dni.

Dlaczego Iran nie chce zawieszenia broni

Irański minister spraw zagranicznych odrzucił dwie amerykańskie oferty zawieszenia broni: Zwykłe zawieszenie broni oznaczałoby jedynie zresetowanie mapy, bez uwzględnienia poniesionych ofiar.

Iran osiągnął strategiczną przewagę i wykorzysta ją do wymuszenia trwałego pokoju – na własnych warunkach. Trump może spróbować ogłosić „zwycięstwo” i wycofać się, dokonując zamachu na nowego Najwyższego Przywódcę, ale Iran na to nie pozwoli.

Wniosek Rittera

Ritter wyciąga druzgocący wniosek: Stany Zjednoczone prowadziły wojnę agresywną, łamiąc prawo międzynarodowe, dopuściły się masakry ludności cywilnej i wpisały się w szeregi państw będących historycznymi zbrodniarzami wojennymi.

Hegemonia się chwieje: Chiny i Rosja zyskują na wpływach, Indie i Europa cierpią z powodu kryzysów energetycznych, a globalna gospodarka chwieje się. Cena arogancji i nieznajomości prawa międzynarodowego jest wysoka – i może oznaczać koniec jednobiegunowego porządku świata.

Czy Trump to dostrzeże, czy też zaostrzy sytuację, pozostaje niewiadomą. Ale dla Rittera jedno jest pewne: ta wojna jest przegrana, a Iran może być katalizatorem, który ostatecznie przełamie dominację USA.

„TEHERAN”

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/aktualnosci/teheran

TEHERAN

Uwielbiam filmy. Dobre filmy, rzecz jasna. O ich wpływie na naszą rzeczywistość pisałem wielokrotnie, opisując choćby rolę ich twórców w kreowaniu u odbiorców pożądanych zachowań, jak też budowaniu oczekiwań, wobec nieświadomych na ogół niczego, milionów widzów.

W książce „Projekt Phoenix” opisałem dwa tego typu obrazy – „Pearl Harbor” i bardzo szczegółowo „Helikopter w ogniu”. Polecam tę lekturę, bo pozwala otworzyć oczy na pozornie nie mający nic wspólnego ze światem realnym przemysł filmowy Hollywood.

Pisałem wówczas, odnosząc się do tzw. ataku na Amerykę, że filmy te „ukazały się w interesującym nas 2001 roku. Oba traktują o amerykańskich zmaganiach wojennych. I oba ukazały się na ekranach amerykańskich kin w odstępie kilku miesięcy. Pierwszy, to ‘Pearl Harbor’, drugi zaś, to ‘Helikopter w ogniu’. Premiera pierwszego miała miejsce kwartał przed wydarzeniami 9/11, drugiego – kwartał po nich. Czy jest to dziełem przypadku? Wątpię.

‘Pearl Harbor’ miał w moim przekonaniu przygotować Amerykanów do zamachów 11 września. Miał podgrzać atmosferę i przypomnieć o, najbardziej spektakularnym w historii, ataku na wojska amerykańskie. Miał przyzwyczajać do kojarzenia 9/11 z ‘nowym Pearl Harbor’. Poniekąd słusznie, bo oba te dramaty nie mogłyby przecież zaistnieć bez przygotowania pod nie gruntu przez te same służby specjalne. Film podniósł Amerykanom i widzom całego świata poziom adrenaliny, zjednoczył ich w poczuciu krzywdy, by pchnąć do odwetu.

Film drugi natomiast, miał być swoistym remedium na to, co już się wydarzyło. Miał wzmocnić poczucie jedności, usprawiedliwić straceńcze misje i uświadomić potrzebę współdziałania. Nie tylko w obrębie plutonu, kompanii czy jednostki, ale nawet w ramach całej koalicji państw współuczestniczących w ‘wojnie z terrorem’. Przecież ten film obejrzały setki tysięcy młodych ludzi z całego świata. Wielu z nich znalazło się niebawem w wojskowych obozach rozsianych po bezkresnych pustyniach Iraku bądź w górzystym Afganistanie. Przybyli do obcego sobie świata, z rozmaitych miejsc o różnych tradycjach i kulturze, by odkryć, że stanowią jednolicie ubraną oraz wyposażoną armię, jaką jeszcze niedawno oglądali na ekranach rodzimych kin. Wkrótce mieli wyruszyć na pierwszy patrol, wziąć udział w miejskiej potyczce i zobaczyć z bliska śmierć kolegów, których dopiero zdążyli poznać”.

Dekadę później odnosiłem się do kolejnych arcydzieł Hollywood.

„Kiedy 35 lat temu rozpoczynałem swoją życiową przygodę z lotnictwem, na ekrany światowych kin, wchodził film ‘Top Gun’, który stał się szybko prawdziwym hitem. W Polsce zrobił furorę, rozprowadzany w ogromnych ilościach na kasetach VHS, albowiem to właśnie schyłek lat 80. XX w. był czasem rozkwitu popularności magnetowidów. W trakcie nauki w Ośrodku Szkolenia Kontroli Ruchu Lotniczego, oglądaliśmy go z kolegami z zapartym tchem, w oryginalnej wersji dźwiękowej, mając w założeniu osłuchiwać się z językiem angielskim i specyficznym żargonem. Film opowiadał o szkole lotniczej Miramar w Stanach Zjednoczonych, nazywanej Top Gun i przeżyciach uczących się w niej pilotów marynarki wojennej. Wartka akcja, wpadająca w ucho muzyka w modnym wówczas stylu teledyskowym i doskonałe zdjęcia, sprawiły, że film okrzyknięto mianem kultowego, i przez lata, żaden inny produkt Hollywood nie odebrał mu palmy pierwszeństwa w tym gatunku kinematografii. To właśnie ten film wyniósł na szczyty międzynarodowej sławy aktora Toma Cruise, grającego w nim pilota myśliwca F14 Tomcat.

Nikt z nas nie widział w nim jeszcze gwiazdora, którym wtedy zaczynał się stawać. Przez wszystkie lata kariery pozostawał w kręgu zainteresowania mediów, które rozpisywały się nie tylko o jego dokonaniach zawodowych, ale też o życiu prywatnym. Nie mieli z tym kłopotu, ponieważ Cruise dostarczał dziennikarzom tematów z dużą determinacją, stając się główną twarzą tzw. kościoła scjentologicznego, który reklamował zachęcając przede wszystkim świat aktorski do przekazywania scjentologom procentu od dochodów obiecując, że w zamian zdobędą moce, które wyniosą ich kariery w kosmos popularności. Niewątpliwie, aktor przyciąga do kin mnóstwo widzów, od kilku już dekad.

Takie tytuły, jak ‘Ostatni samuraj’, ‘Wojna światów’, ‘Walkiria’, czy kolejne części ‘Mission Impossible’, ugruntowały jego silną pozycję na rynku. Jego sprawność fizyczna i niechęć do korzystania z pomocy kaskaderów, działają na ludzi, niczym magnes. Nieustannie na szczycie, wiecznie młody i bogaty, z pewnością przysporzył swym promotorom wielu wyznawców, choć jego aktywność na tym polu była tak natrętna, że z czasem zniechęcił do siebie sporą grupę koleżanek i kolegów po fachu. Być może była to zwykła zazdrość środowiska nie mogącego wybaczyć mu, bądź to majątku wycenianego na 600 mln dolarów, bądź to atrakcyjnych partnerek, którymi zwykł się otaczać, a przypomnijmy, iż do dziś zdążył się ożenić i rozwieść trzykrotnie.

W Hollywood nikogo to nie razi, choć pojawiały się pogłoski, że to małżeństwa fikcyjne, będące przykrywką dla jego rzeczywistej orientacji seksualnej, o której całkiem głośno w kulisach. Otwarcie mówi się bowiem, że doborem jego małżonek zajmował się osobiście lider tego kościoła, który ponoć nie tylko zobowiązuje swych wyznawców do dożywotniej wierności i regularnego zasilania skarbca, ale posuwa się do aktów upokorzeń wobec nich, czy nawet zmuszania fanek do aborcji, a sam ruch znalazł się na celowniku FBI w związku z podejrzeniami o handel ludźmi.  (…)

Niemniej jednak, poza tym wszystkim, chciałbym zwrócić uwagę na element w zasadzie niezauważany, a będący moim zdaniem rzeczywistym motorem napędowym sukcesu aktora, jakim była amerykańska armia. Pod koniec lat 80 ubiegłego wieku, kiedy żelazna kurtyna formalnie opadała z głuchym łoskotem, chętnych do wojskowego życia w Stanach nie było. Młodych ludzi należało w jakiś sposób zachęcić do poświęcenia dla ojczyzny, mimo braku oficjalnego wroga. ‘Top Gun’ spełnił swoją misję wyśmienicie. Do armii ruszyły rzesze młodzieży chcącej utożsamiać się z przystojnym i odważnym Maverickiem. A do tego, pilotem! Punkty werbunkowe lokalizowano obok kin. Ilość zgłoszeń do US Navy, przy której pomocy film powstał, jak opisywał to producent John Davis, wzrosła o 500%. Młodzież ta nie miała jeszcze pojęcia o tym, że trzy lata później rozpocznie się wojna w Zatoce Perskiej, a wkrótce kolejne.

Od ‘Pustynnej Tarczy’ począwszy, przez ‘Pustynną Burzę’, ‘Nagły Grom’ i wszystkie pozostałe misje pokojowe i stabilizacyjne. Ale Pentagon wiedział przecież doskonale. Później było jeszcze gorzej, bo we wrześniu 2001 roku, amerykańscy myśliwcy nie mieli okazji popisać się umiejętnościami na własnym niebie i ten blamaż ciążył dowództwu niczym kamień u szyi, przez kolejne dwie dekady. Tak zrujnowany wizerunek trudno odbudować. Niezbędne są wielomilionowe nakłady i skuteczna propaganda. I tu znowu wątek osobisty. W roku 2020, kiedy z czynną pracą w lotnictwie się rozstawałem, widzowie wyczekiwali już na tzw. sequel, czyli obraz zatytułowany ‘Top Gun – Maverick’, który miał się pojawić w kinach, w czerwcu.

Wszystko zaprzepaściła tzw. pandemia i na kontynuację przeboju kasowego przyszło nam czekać dwa lata. Tę, drugą część, podobnie, jak pierwszą, miał reżyserować Tony Scott, noszący się rzekomo z tym zamiarem już 10 lat temu. Ponoć, na dzień przed spotkaniem w tej sprawie z Tomem Cruise, popełnił samobójstwo. Z realizacją pomysłu czekano do roku 2018 i podjął się jej reżyser polskiego pochodzenia, Joseph Kosinski. Film wszedł na ekrany pod koniec maja 2022 roku i z ust tych, którzy zdążyli go obejrzeć, słychać mnóstwo pochwał. Ja też go z chęcią zobaczę i liczę na emocje nie mniejsze, niż ponad trzy dekady temu. Maverick powrócił, tym razem w roli instruktora. Na innym typie samolotu, po przejściach, ale ciągle ten sam. Jak to szybko minęło.

‘Top Gun’, w swych dwóch odsłonach, stał się klamrą czasową mojego związku z lotnictwem, jakże dla mnie pięknego i ważnego. Wiem jednak, że miał niebagatelny wpływ także na życie (i to dosłownie) tysięcy innych ludzi. Obawiam się więc, że jeśli moja ocena powodu popularności tego obrazu jest trafiona, to w ciągu najbliższych paru lat ponownie odciśnie on swe piętno, nie tylko na miłośnikach kina”. 

Film obejrzałem. I myślę, że się nie pomyliłem. Na przestrzeni tych niespełna czterech lat, od kiedy napisałem te słowa, amerykańscy piloci (pewnie wielu spośród ówczesnych kinowych widzów) zrzucili setki tysięcy ton bomb na co najmniej kilka państw.

Czasem oglądam filmy izraelskie. Są dobrze zrobione, obsadzone świetnymi aktorami i osadzone w realiach niedostępnych dla twórców nieobeznanych z realiami życia na Bliskim Wschodzie. Ukazują też mentalność Izraelczyków, a to ma niezaprzeczalny walor poznawczy. A, jako że kończę właśnie pracę nad książką, której głównym motywem jest wojna sześciodniowa, z tym większym zainteresowaniem oglądałem kolejne odcinki serialu emitowanego przez Apple TV, zatytułowanego „Teheran”. Jak pisze o nim choćby portal WP film „wyróżnia się surowym realizmem i dbałością o psychologiczną głębię. Fabuła koncentruje się na losach Tamar Rabinyan (Niv Sultan), młodej hakerki pracującej dla Mosadu, która zostaje wysłana do stolicy Iranu – swojego rodzinnego miasta. Jej misja szybko przeradza się w walkę o przetrwanie w skrajnie wrogim środowisku, gdzie każdy błąd może kosztować życie. Na początku zadaniem Tamar było unieszkodliwienie irańskich systemów obronnych i sabotaż programu nuklearnego. Kiedy operacje kończą się fiaskiem, bohaterka traci wsparcie wywiadu, a granice między jej życiem prywatnym a misją zawodową zaczynają się niebezpiecznie zacierać.

W drugim sezonie, w którym gościnnie wystąpiła Glenn Close, napięcie sięga zenitu, a niepowodzenia agentki sprowadzają bezpośrednie zagrożenie na jej najbliższych, potęgując moralne dylematy wpisane w jej profesję. Trzeci sezon zmusza Tamar do desperackiej walki o odzyskanie zaufania Mosadu i zachowanie życia w obliczu narastającego zagrożenia. Największą castingową sensacją nowych epizodów jest dołączenie do serialu Hugha Lauriego (znanego z roli Doktora House’a). Aktor wystąpił w roli Erica Petersona, inspektora dozoru jądrowego. Trzeci sezon zadebiutował w styczniu 2026 r. i wszystkie osiem odcinków są już dostępne do obejrzenia. Oglądanie serialu nabiera dziś wyjątkowego znaczenia ze względu na kontekst geopolityczny. USA i Izrael rozpoczęły otwarty konflikt zbrojny z Iranem. Zresztą sama premiera trzeciego sezonu na świecie była opóźniana przez Apple TV ze względu na wojnę w Strefie Gazy”.

Film jest niezły, obsada, jak pisałem wcześniej, starannie dobrana, by rzecz cała podobała się publiczności, ale podsumowanie tego opisu wzbudzić może u czytającego zażenowanie i pytanie o człowieczeństwo redagujących takie rzeczy „dziennikarzy”. Mordowanie ludności w Strefie Gazy nie zostało bowiem zakończone, trwa nadal, a obecnie tę jej część, której udało się uciec, wybija się na oczach całego świata na terenie Syrii i Libanu.

Natomiast, premiera być może była opóźniana, ale raczej po to, by w ostatnim odcinku główna bohaterka pracująca dla Izraela zdążyła powstrzymać eksplozję bomby atomowej budowanej przez Iran. Ratując przy tym od niechybnej śmierci nieświadomą niczego ludność Teheranu. Udało się jej i, szczęśliwie dla wszystkich, odcinek wyemitowano 28 lutego 2026 roku. W dniu uderzenia na Iran koalicji pokojowego świata Zachodu. Zakończenie serialu, czasowo perfekcyjnie zgrano z rzeczywistością, na miarę naszego kultowego „Rancza Wilkowyje”, którego ostatni odcinek ukazujący Pasterkę, co roku możemy oglądać na ekranach tych samych telewizorów dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia. 

A to, że ten atak zaczął się akurat w dniu Szabatu Pamięci, bezpośrednio poprzedzającego święto Purim, nie umniejsza przecież trafności tego skojarzenia. Co, mam nadzieję, Czytelnik zrozumie. I wybaczy.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – https://buycoffee.to/s.m.kozak

 Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

„Rosyjski sposób” dla armii amerykańskiej

„Rosyjski sposób” dla armii amerykańskiej.

Co czeka Stany Zjednoczone

w najbliższej przyszłości?

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-03-09 marucha/rosyjski-sposob-dla-armii-amerykanskiej-co-czeka-stany-zjednoczone-w-najblizszej-przyszlosci

Aleksander Staver
topwar.ru/russkij-put-dlja-amerikanskoj-armii-chto-zhdet-ssha-v-blizhajshee-vremja

„Walczę z nimi (Amerykanami – autor) już od roku. Ci głupcy zginą z powodu własnej technologii, myślą, że wojnę można wygrać samymi bombardowaniami. Będą zwiększać swoją potęgę techniczną i utkną w niej. Zniszczy ich ona jak rdza. Uznają, że wszystko im wolno”.

Z rozmowy Stirlica z niemieckim generałem w pociągu. „Siedemnaście chwil wiosny”.

Przeczytałem kilka komentarzy do poprzedniego materiału. I zdecydowałem, że nadszedł czas, aby nieco poszerzyć spojrzenie na problemy Amerykanów i Izraelczyków w Iranie. Obecnie w prasie, zwłaszcza zachodniej, pełno jest materiałów, które tworzą obraz niemal zwycięstwa Stanów Zjednoczonych nad reżimem irańskim. Oczywiste jest, że zarówno Amerykanie, jak i Izraelczycy „wpadli w pułapkę”, którą sami zastawili na irańskie władze.

Doktryna włoskiego generała Giulio Duerre z czasów I wojny światowej już nie działa… Ale konieczne jest stworzenie przynajmniej iluzji zwycięstwa. W przeciwnym razie mogą zapytać o miliard dolarów dziennych wydatków. Taka jest cena wojny dla USA… Nie bez powodu zacząłem ten materiał cytatem z genialnego radzieckiego filmu „Siedemnaście chwil wiosny”. Ustami bezimiennego niemieckiego generała przemawiał sam Semenow. Mówił o przyszłych wojnach. O tym, że ostatecznie, kiedy armia zamieni się w system zrobotyzowanej techniki i uzbrojenia, sterowany sztuczną inteligencją, zwycięży dzikus z pałką! Który nie będzie korzystał z pomocy maszyn, a po prostu uderzy z pozycji, którą maszyny uznają za nieistotną.

Pamiętacie wojnę w Jugosławii i szczątki najdroższego, najbardziej wypełnionego elektroniką i różnymi systemami bezpieczeństwa, „niewidzialnego dla POW” i tak dalej, samolotu? Kto zrzucił ten miliard dolarów z nieba? Jakiś wyrafinowana system? Nie, ten sam „dzikus, doskonale władający pałką”. Mniej więcej to samo obserwujemy dzisiaj na niebie Ukrainy i Iranu. Dron o wartości 10-30 tysięcy jest zestrzelony przez parę rakiet za milion dolarów. Skutecznie…

Dzisiaj postanowiłem nie angażować się w ogólną dyskusję, a po prostu opowiedzieć o moim spojrzeniu na zaistniałą sytuację. Zacznę od najprostszego. Czy Stany Zjednoczone i Izrael osiągnęły cele, które postawiły sobie na początkowy okres wojny? Czy zniszczono infrastrukturę? Nie. Czy zniszczono system zarządzania państwem i armią? Nie. Czy osiągnięto dominację w powietrzu, o której Trump mówi praktycznie codziennie? Nie!

Prawdopodobnie uważni czytelnicy zauważyli już, jak zmniejszyła się liczba „zdalnych” ataków ze strony USA i Izraela. Obrońcy powietrzni Persów okazali się znacznie skuteczniejsi, niż sądzono w amerykańskich i izraelskich sztabach. I odwrotnie, własna obrona powietrzna nie zapewniła pożądanego rezultatu ani Izraelowi, ani amerykańskim bazom wojskowym i obiektom.

Teraz bohaterami muszą być piloci! Coraz częściej pojawiają się doniesienia o bezpośrednich bombardowaniach obiektów przez samoloty. Oznacza to, że piloci są teraz zmuszeni do pracy w strefie rażenia systemów obrony przeciwlotniczej. To wielokrotnie zwiększa ryzyko utraty samolotów i pilotów. Teoretycznie można powiedzieć, że nowoczesny samolot jest w stanie wykryć na czas naprowadzanie rakiet przeciwnika i uniknąć uderzenia. Tak, jest w stanie!

Zarówno samoloty, jak i helikoptery posiadają doskonałe systemy wykrywania. Jednak systemy te działają tylko przeciwko nowoczesnym, podobnie jak lotniczym, wypełnionym elektroniką systemom naprowadzania. Wyobraźmy sobie najbardziej banalną sytuację. Śmigłowiec bojowy otrzymuje salwę pocisków z ZSU z naprowadzaniem optycznym. Kiedy zadziała system wykrywania? Zauważcie, że nie chodzi o nowoczesny kompleks OPC, ale o instalację z czasów II wojny światowej…

Sytuację z lotnictwem „sojuszników” podałem tylko jako przykład. Jestem przekonany, że amerykańscy generałowie rozumieją wszystkie ryzyko. Co więcej, zgadzam się z jednym stwierdzeniem prezydenta Trumpa. Chodzi mi o to, że „Stany Zjednoczone jeszcze nie rozpoczęły” poważnej wojny. Rzeczywiście, z każdym dniem coraz wyraźniej widać, że wojna będzie dość długa. Stany Zjednoczone aktywnie naciskają na swoich wasali, aby wciągnąć ich do wojny i stworzyć swego rodzaju koalicję wrogów Iranu w regionie.

„Rosyjska droga” dla USA…

Coraz bardziej przekonuję się, że Stany Zjednoczone idą dziś „rosyjską drogą”. Tą samą „drogą”, którą my podążamy od 2022 roku. Wydarzenia się powtarzają. Być może z pewnym „amerykańskim kolorytem”, ale ogólnie rzecz biorąc, Amerykanie zaczynają rozumieć, że czasy wojen w stylu „rzucamy czapkami” minęły. Podobnie jak my cztery lata temu, Stany Zjednoczone powoli dochodzą do zrozumienia tego, o czym mówili i mówią wielu teoretycy wojskowości od czasów starożytnych. Mam na myśli „generałowie przygotowują się do minionej wojny”.

Wspomniałem powyżej o doktrynie generała Duwego. Jest to dość prosta i zrozumiała doktryna. Przed rozpoczęciem ofensywy zrównaj z ziemią tyły przeciwnika i LBS za pomocą lotnictwa. Pozbaw przeciwnika nie tylko rezerw, ale także chęci do walki. Niech twoja piechota spotka nieprzygotowanego do obrony wroga, a rozproszone, zdemoralizowane grupy żołnierzy, którzy będą marzyć o wzięciu do niewoli.

W walkach z bandami taka taktyka działała, ale w przypadku armii, która zna twój sposób prowadzenia wojny, niestety… Przypomnę, że Stany Zjednoczone szybko i skutecznie przeprowadziły operację w Wenezueli. Przy minimalnych stratach, efektownie pod względem PR. Jak zareagowało amerykańskie społeczeństwo? „Tak, jesteśmy silni i wielcy. Potrafimy! Nikt nie jest w stanie nam się przeciwstawić!”.

A teraz przejdźmy do naszej niedawnej historii. Pamiętacie Kazachstan ze stycznia 2022 roku? Operację rosyjskiej armii mającą na celu przywrócenie porządku w tym kraju? Podobne? Nawet reakcja społeczeństwa jest podobna. Ta „skuteczność” również nam zaszkodziła.

Politycy byli przekonani, że nie dojdzie do poważnej wojny na Ukrainie. Szybko, przy minimalnych stratach, zajmiemy kluczowe obiekty, a następnie, drogą dyplomatyczną, obalimy faszystowski reżim. Tak, można znaleźć różnice. W przeciwieństwie do Amerykanów nie przygotowywaliśmy się długo. Nie wydawaliśmy pieniędzy na te przygotowania. Stany Zjednoczone przez wiele lat, ustami kilku prezydentów, mówiły o chęci obalenia irańskiego reżimu drogą militarną.

Tak, mówili, ale rozumieli, że Persowie to nie Arabowie. Rozumieli potencjał Iranu! Żaden prezydent przed Trumpem nie zdecydował się na otwartą operację wojskową w tym kraju. To, co działało w innych krajach, w Iranie „zawodziło”. Wśród generałów prawie nie było zdrajców. Społeczeństwo popierało rząd, a z niezadowolonymi doskonale radził sobie Korpus Rewolucji Islamskiej. Sankcje, którymi przez wiele dziesięcioleci obarczano Irańczyków, nie działały tak, jak powinny…

O „podobieństwie” sytuacji można mówić długo. O tych drobiazgach, które rozwiązujemy już od lat, a teraz będą musieli rozwiązać Amerykanie. Ale co jest najważniejsze w tej sytuacji? Wydaje mi się, że nikt nie wymyślił nic nowego w dziedzinie wojskowości. Najważniejsze jest to, czym zajmują się armie większości państw w „czasie pokoju” – testowaniem swoich żołnierzy w różnych konfliktach zbrojnych. Oficjalnie lub nieoficjalnie rozumieją problemy, które rodzi każda nowa wojna. Tak było zawsze. I tak będzie zawsze. To aksjoma.

Pamiętacie, jak jeszcze niedawno „śpiewaliśmy pochwały” dronom? I dziś wielu nadal to robi. Nowa broń, która zrewolucjonizowała naukę wojskową. Ale pamiętajcie o tych, dzięki którym zdobywamy miasta. O tych, bez których zwycięstwo jest po prostu niemożliwe. O szturmowcach, o tej samej piechocie, która podnosi flagi swoich oddziałów i pododdziałów nad wyzwolonymi miastami. Można przez lata bombardować pozycje wroga dronami, lotnictwem, artylerią, ale dopóki nie pojawi się tam zwykły żołnierz piechoty, dowolnej piechoty — motostrzelec, kazak, spadochroniarz, żołnierz piechoty morskiej, milicjant, to są to tylko ostrzały…

Z czym zmagają się dziś Amerykanie i Izraelczycy? Przede wszystkim jest to „cena wojny”. Drogie uzbrojenie, które armia jest zmuszona wydawać na „grosze” analogiczne do wroga. Pisałem już o rakietach Shahid za 30 tysięcy dolarów, na które wydaje się rakiety „patrioty” za 1 milion dolarów za sztukę. Są też nowoczesne rakiety, są samoloty, których każdy lot kosztuje tyle, ile roczny budżet małego miasteczka.

Innym problemem jest skuteczność techniki i uzbrojenia. Przypomnę o ruchu (mówię to już w pełni świadomie) wojskowych wynalazców na froncie. Ile już dali armii do dziś. I ile jeszcze dadzą. To nie są teoretycy z gabinetów, to praktycy, dla których takie rozwiązanie jest czasem warte życia. Przypomnijcie sobie, jak na początku tego ruchu wynalazki nie były nawet rozpatrywane z powodu biurokratycznych opóźnień i jak wygląda to dzisiaj. Amerykanie dopiero muszą przejść tę drogę.

Przykładów na dziś wystarczy. Format artykułu nie pozwala na pisanie „powieści”. Jaki wniosek można wyciągnąć z wydarzeń, które już mają miejsce na frontach wojny irańskiej? Oczywiście na poziomie zwykłego obywatela.

Amerykanie, biorąc pod uwagę ich potęgę militarną i gospodarczą, oczywiście mogą zniszczyć Iran. Z ogromnymi stratami w każdym znaczeniu tego słowa. Persowie rozumieją, że jest to wojna mająca na celu zniszczenie ich kraju, ich wiary. Będą walczyć desperacko. Ale… Ameryka musi zdecydować, czy gra jest warta świeczki. Czy Izrael jest wart tych strat, które poniesie społeczeństwo amerykańskie w imię mitycznego wsparcia „demokracji” w Izraelu. Zdecydować, czy potrzebują nowej armii za taką cenę.

Dla nas ta kwestia w ogóle nie ma znaczenia. Rozumiemy, że jesteśmy otoczeni przez wrogów. Pamiętamy, jak zakończyły się wszystkie nasze próby zaprzyjaźnienia się z byłymi wrogami, poświęcając własną gospodarkę. Pamiętamy o radzieckiej Bałtyce, która w krótkim czasie stała się najgorszym wrogiem, pamiętamy o byłych krajach „światowego systemu socjalizmu”, których radzieckie uzbrojenie zostało przekazane naszym wrogom na Ukrainie.

Amerykanie nigdy nie znali wojny na swoim terytorium. Nie liczy się wojna domowa, której zwycięstwo Ameryka świętuje co roku, kiedy to kilkunastu osadników przeciwstawiło się kilkudziesięciu Indianom. Dla nich armia jest raczej zabawką, która pomaga zabić nudne wieczory przed telewizorem, oglądając swoich bohaterów ratujących świat gdzieś tam, w Europie, w Chinach, w Rosji lub w ogóle w kosmosie. A koszty modernizacji tej armii to rzeczywistość. Rzeczywistość w sąsiednim supermarkecie, na sąsiedniej stacji benzynowej…

Podsumowanie, nie dla Rosji i Ameryki

Chciałbym zakończyć ten materiał w nieco nietypowy sposób. Rzecz w tym, że na świecie nie ma dwóch, ale trzy „wielkie mocarstwa”. Jednak w tym materiale mowa była tylko o dwóch. A co z Chinami? Czyżby w Pekinie nie rozumiano, że chińska armia również musi się zmienić? Rozumieją. Ale ponownie idą, zgodnie z tradycją tego kraju, „swoją drogą, uwzględniając specyfikę Chin”.

Prawdopodobnie większość czytelników widziała zdjęcia z obchodów chińskiego Nowego Roku. Egzotyka zawsze przyciąga uwagę. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden aspekt, o którym dziś mało się mówi. Chodzi o występy chińskich robotów. Tańce, pokazy elementów wushu i inne.

Moim zdaniem Chiny zdecydowały się rzeczywiście pójść trzecią drogą. Zachowując tradycyjną armię, nie burząc już ukształtowanego systemu, Pekin tworzy nie automatyczne systemy pomocników żołnierzy, ale samych żołnierzy. Roboty, które już istnieją, są w stanie wykonywać pewne podstawowe zadania na froncie. Ale nauka rozwija się w szalonym tempie.

Myślę, że w perspektywie w ChRL pojawią się roboty szturmowe, roboty – wąscy specjaliści i inne. Cóż, jeśli rozwój nauki i produkcji pozwala podążać tą drogą, to dlaczego nie? Dzisiaj marzenie, jutro rzeczywistość. Dzisiaj fantastyka, jutro codzienność… Zobaczymy…

Aleksander Staver
topwar.ru/russkij-put-dlja-amerikanskoj-armii-chto-zhdet-ssha-v-blizhajshee-vremja

“Bezczelne są te koorwy i zuchwałe…”

“Bezczelne są te koorwy i zuchwałe…”

9 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/bezczelne-sa-te-koorwy-i-zuchwale/

corriere.it/la-calabria-che-resiste-al-diktat-di-trump-non-manderemo-via-i-nostri-medici-cubani

FOTO: Szpital w kalabryjskim Locri i pracująca w nim kubańska lekarka Lisandra Cobas Suarez.

Kalabria opiera się dyktatowi Trumpa: „Nie odeślemy naszych kubańskich lekarzy!”

Kalabria sądziła, że znajduje się we Włoszech, w centrum Morza Śródziemnego. Okazało się jednak, że leży w Ameryce Łacińskiej, na Morzu Karaibskim. Dowiedziała się o tym od prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa oraz od sekretarza stanu Marco Antonio Rubio, syna Kubańczyków. Stany Zjednoczone, zaangażowane w coraz mocniejsze zaciskanie pętli na szyi Kuby po siedemdziesięciu latach embarga i sankcji, wypowiedziały wojnę również kubańskim lekarzom pracującym na całym świecie. A więc również 321 lekarzom pracującym w regionie będącym symbolem katastrofy włoskiej służby zdrowia – Kalabrii, gdzie, jak mówi nam przewodniczący rady regionu Roberto Occhiuto:kierowany desperacją, w roku 2022 wykorzystałem przepisy dotyczące stanu wyjątkowego związanego z Covidem, aby zatrudnić tu 321 kubańskich lekarzy, chociaż w rzeczywistości potrzeba ich co najmniej tysiąc”.

Pełnomocnik

W zeszłym tygodniu, do włoskiej Kalabrii przybył pełnomocnik Stanów Zjednoczonych ds. Kuby, Michael Hammer. Nie w ramach wizyty kurtuazyjnej, ale aby poprosić Occhiuto o wydalenie kubańskich lekarzy. To, że są oni uważani za jednych z najlepiej przygotowanych na świecie i świadczą swoje usługi w najbiedniejszych krajach, lub że jako jedyni samodzielnie wyprodukowali szczepionkę przeciwko Covidowi, dla rządu Stanów Zjednoczonych nie ma znaczenia. Kto korzysta z pomocy kubańskich lekarzy, a chce pozostać przyjacielem USA, musi ich wydalić.

Wydaje się, że dotychczasowe argumenty Stanów Zjednoczonych były przekonujące: kolejno Paragwaj, Gujana, Bahamy, Saint Vincent i Grenadyny, Antigua i Barbuda, Saint Lucia, a ostatnio Gwatemala i Honduras zerwały programy współpracy zdrowotnej z Kubą i odesłały do domu wszystkich zatrudnionych tam lekarzy. Trump i Rubio, występując w roli «związkowców», twierdzą, że Kuba eksploatuje własnych lekarzy pracujących za granicą, ponieważ zatrzymuje dwie trzecie ich wynagrodzenia. Pieniądze te, jak twierdzą, pomagają przetrwać kubańskiemu reżimowi. Dodają też, występując w roli «filantropów», że sprawiedliwiej byłoby, gdyby ci lekarze wrócili na Kubę, gdzie ludzie cierpią (tak, ale z czyjej winy?) i bardzo ich potrzebują.

Prezydent regionu Kalabria

Co pan powie o Hammerze? – Occhiuto zachowuje spokój. „Za każdym razem – zdradza – pierwsze pytanie, jakie zadaje mi każdy nowy ambasador amerykański we Włoszech, dotyczy kubańskich lekarzy. Tak było również za czasów Bidena. Za czasów Trumpa nacisk jest jeszcze większy”. Tak, ale co pan odpowiedział Hammerowi? – „Powiedziałem mu, że naszym kompasem jest zdrowie mieszkańców Kalabrii – podkreśla Occhiuto – jeśli lekarzy, których potrzebujemy, zapewni nam administracja amerykańska lub pomoże nam ich znaleźć, być może nie będziemy musieli przyjmować Kubańczyków. Ale jeśli oni odejdą, tutaj będzie po wszystkim”.

Nie wiemy, jak zareagował pan Hammer i czy Stany Zjednoczone podejmą takie same działania w Kalabrii, jak na Karaibach. Wiemy jednak, jakie nastroje panują wśród mieszkańców Kalabrii. Są negatywne. W szpitalach, mniej lub bardziej zrujnowanych, które odwiedziliśmy między Aspromonte, Costa Viola i Costa dei Gelsomini — w Locri, Polistena, Gioia Tauro, Melito Porto Salvo — nie znaleźliśmy ani jednej osoby ani jednego pacjenta, młodego czy starego, kobiety czy mężczyzny, który nie chwaliłby profesjonalizmu, ludzkiego podejścia i skromności kubańskich lekarzy, a jednocześnie nie przeklinałby fatalnego stanu kalabryjskiej służby zdrowia oraz „wniosku o wydalenie” kubańskich lekarzy z Włoch, którego domagają się Stany Zjednoczone. „Jeśli Kubańczycy wyjadą, nasze szpitale zostaną zamknięte”. Wszyscy to powtarzają.

Głosy Kubańczyków

I w końcu oto oni, lekarze z Kuby. W ojczyźnie przypada ich 8,4 na tysiąc mieszkańców, w porównaniu z 2,6 w Stanach Zjednoczonych (i być może właśnie tutaj pojawia się zazdrość). W “karaibskiej” Kalabrii, gdzie stali się celem ataków gringos, jest ich 30 w Locri, 22 w Polistena, 12 w Gioia Tauro i 10 w Melito Porto Salvo. Dwóch z nich ożeniło się tutaj z kalabryjskimi kobietami. Jeden z nich, Domingo Marquez Camayd, jest wykładowcą na Uniwersytecie w Hawanie. Wszyscy są specjalistami: kardiologami, ortopedami, anestezjologami, urologami, chirurgami, angiologami, radiologami. Żaden z nich nie ma postawy “barona”, jak wielu ich włoskich kolegów.

„Nie postrzegamy medycyny i zdrowia jako biznesu lub zawodu służącego zarabianiu pieniędzy” – mówi Lisandra Cobas Suarez, 38-letnia reanimatorka. „U nas lekarzem zostaje się, jeśli ma się pasję i predyspozycje”. Lisandra jest lekarzem od 2011 roku i pracowała w Wenezueli, Brazylii, wśród rdzennych społeczności Amazonii oraz w Kuwejcie. „Włochy były dla mnie marzeniem i czuję się tu świetnie. Nie rozumiem jednak, dlaczego na Kubie, biednym kraju Trzeciego Świata, mamy w szpitalach wszystko, nawet oddziały takie jak neurochirurgia, podczas gdy tutaj, z przykrością to mówię, napotkaliśmy zacofanie i dezorganizację”. Harold Dawkins Tellez, również 38-latek z bogatym doświadczeniem zdobytym w Wenezueli, Boliwii i Azerbejdżanie, pochodzi z Guantanamo. „Kiedy przybyliśmy – opowiada Harold pracujący na oddziale ratunkowym – wielu mówiło: czego możemy oczekiwać od lekarzy z Trzeciego Świata? – Potem okazali nam wiele sympatii i wdzięczności, a teraz uważają nas za niezbędnych”.

Chory, który przyjechał do Locri z miejscowości San Luca, oddalonej o trzydzieści kilometrów wąską, wyboistą i pełną dziur drogą, pyta kubańskiego ortopedę: „Czy to prawda, że wyjeżdżacie?”. Lekarz uspokaja go: „Nasza umowa powinna wygasnąć w grudniu 2027 roku”. Mężczyzna jednak nalega: „Jeśli was stąd wypędzą, tu wybuchnie rewolucja”. Ortopeda uśmiecha się. Nazywa się Eurys Guevara.

A co, jeśli Trump i Rubio pomylą go z „tym innym” Guevarą?

INFO: corriere.it/la-calabria-che-resiste-al-diktat-di-trump-non-manderemo-via-i-nostri-medici-cubani

Niemieckie imperium w Monachium

Wielomski: Niemieckie imperium w Monachium

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-niemieckie-imperium-w-monachium/

Właśnie zakończyła się doroczna Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa. Jest to bardzo ważna impreza międzynarodowa, acz w polskich mediach nigdy nie cieszyła się większym zainteresowaniem. Zapewne dlatego, że wyrażane tam treści są zbyt trudne dla pelikanatu przed telewizorami. Nie jest to bowiem impreza propagandowa, lecz merytoryczna. Konsekwentnie, wielkie media, wspominając o jej tegorocznej edycji, skupiły się na wystąpieniu Marco Rubio, który – wbrew przewidywaniom – nie rozjechał zachodniej Europy, tak jak rok temu uczynił to J.D. Vance.

W moim przekonaniu, dwa najważniejsze przemówienia wygłosiła dwójka czołowych niemieckich imperialistów, a mianowicie kanclerz Friedrich Merz i przewodnicząca Komisji Europejskiej Frau Ursula von der Leyen. Merz wygłosił wielką mową o upadku świata opartego na „zasadach”. Pod pojęciem tym propaganda zachodnia rozumie zasady, które Zachód narzucił całemu światu, a wynikłe z liberalnej teorii stosunków międzynarodowych, gdzie pod pretekstem demokracji, praw człowieka i prawa międzynarodowego przez całe dziesięciolecia uprawiano politykę neokolonialną kosztem Globalnego Południa.

Kanclerz oświadczył, że „zasady” łamią już nie tylko Rosja i Chiny, lecz i Stany Zjednoczone zaczynają być w swojej polityce nieprzewidywalne. Dlatego też RFN musi stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie, aby militarnie przewodzić kontynentowi na wypadek rosyjskiej agresji. W tym też celu należy dokonać szybkiej federalizacji Unii Europejskiej i dlatego „wspólnie opracowujemy teraz wspólną mapę drogową dla silnej i suwerennej Europy. Europa musi stać się czynnikiem światowej polityki z własną strategią bezpieczeństwa”. Następnie Merz wyjaśnił nam, że ma to się stać na podstawie art. 42, ust. 7 Traktatu Unii Europejskiej, nie rozwijając szczegółów.

Dlaczego kanclerz Merz nie rozwinął szczegółów? Dlatego, że dwa dni wcześniej art. 42, ust. 7 starannie omówiła Frau Ursula von der Leyen w swoim przemówieniu. Dowiedzieliśmy się z jej mowy, że gdy tylko Ukraina zostanie przyjęta do Unii Europejskiej, to natychmiast artykuł ten zostanie uruchomiony i na jego podstawie zostanie zniesiona fundamentalna dla UE zasada jednomyślności państw. Z zaciekawieniem sięgnąłem do przywoływanego artykułu. Nie jestem specjalistą od prawa unijnego, ale wiedziony instynktem czułem, że coś się tutaj nie zgadza, szczególnie, iż szefowa Komisji Europejskiej sama wspomniała o jego „kreatywnej” interpretacji. Oto interesujący nas art. 42, ust. 7:

W przypadku gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą zbrojnej agresji na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków, zgodnie z artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych Państw Członkowskich. Zobowiązania i współpraca w tej dziedzinie pozostają zgodne ze zobowiązaniami zaciągniętymi w ramach Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, która dla państw będących jej członkami pozostaje podstawą ich zbiorowej obrony i forum dla jej wykonywania”.

Zaiste, potrzebna jest typowo niemiecka „kreatywność”, aby na podstawie tego zapisu wyprowadzić możliwość zniesienia veta narodowego i zmienić zasadę podejmowania decyzji na większościową, gdyż cytowany fragment nic o tym nie mówi. Zresztą mówi w ogóle o sytuacji „zbrojnej agresji” na któreś z państw członkowskich, a nic takiego nie ma miejsca. Jak więc Friedrich Merz i Frau Ursula doszli do takiej konkluzji?

Mogę się jedynie domyślać, że na podstawie takiego oto ciągu pseudo-logicznego: Ukraina w końcu zawrze pokój z Rosją (bo wymuszą to na Kijowie Amerykanie) → Unia Europejska nie uzna tego pokoju formalnie lub potraktuje go tylko jako czasowy rozejm do czasu odbicia Krymu i Donbasu, a nie za zakończenie wojny → Ukraina zostanie przyjęta do UE → Komisja Europejska i najważniejsze państwa uznają, że w składzie UE jest państwo w stanie wojny, więc aktywują art. 42, ust. 7 → powołując się na sytuację ekscepcjonalną, jaką jest „zbrojna agresja” na państwo członkowskie, Komisja Europejska ogłosi, że „chwilowo” zasada veta państw członkowskich zostaje zawieszona → z biegiem czasu sytuacja „chwilowa” przekształci się w stan permanentny, a kto się będzie sprzeciwiał, ten okaże się „niepraworządny” i zostaną mu obcięte dotacje unijne. I czego Państwo nie rozumiecie?

W takt tej niemieckiej muzyki w Monachium tańczyli Donald Tusk i Radosław Sikorski. Ten pierwszy okazał się nowym wcieleniem „sług narodu ukraińskiego” i obok rozmaitych laudacji dla Wołodymira Żeleńskiego – fatalnego polityka, który dał wciągnąć własny kraj w proxy war między USA a Rosją, użyczając swojego terytorium – wygłosił ciekawe zdanie. Musiało ono wydać się ważne rządowi, gdyż jego rzecznik Adam Szłapka zamieścił je na swoim profilu X: „Niech żyje wolna i niepodległa Ukraina! Niech żyje silna i zjednoczona Europa!”.

To ciekawe hasło, z którego logicznie wynika, że Ukraina ma być „wolna i niepodległa”, podczas gdy Polskę czeka los marchii wschodniej „silnego i zjednoczonego” niemieckiego imperium. Równie komiczny był Radosław Sikorski, który stwierdził, że skoro Europa tyle dopłaciła na wojnę na Ukrainie, to ma moralne prawo do uczestnictwa w rozmowach pokojowych. Jeśli Trump i Putin słuchali tych słów, to turlali się po dywanach z tą samą myślą: „Toczyliśmy sobie proxy war na Ukrainie. Europejczycy z własnej i nieprzymuszonej woli zaczęli finansować jedną ze stron, a teraz skomlą o udział w konferencji pokojowej, która ureguluje globalne stosunki Rosji i Stanów Zjednoczonych. W głowach (i nie tylko głowach) im się poprzewracało!”.

Tak, poprzewracało się. Nad całą konferencją unosił się bowiem narcystyczny samozachwyt elit europejskich nad samymi sobą, nad swoją siłą, moralną wyższością i nad ich „zasadami”. Trump paląc cygaro rzekł sobie pod nosem: „Nie macie żadnych kart!”

Adam Wielomski

Albo Putin, albo kryzys energetyczny

Jankowski: Albo Putin, albo kryzys energetyczny

Tomasz Jankowski

Wojna na Bliskim Wschodzie przyłożyła europejskiej energetyce z plaskacza po raz trzeci w ciągu kilku lat. Skończyły się żarty, bo skończyły się pomysły na alternatywne źródła taniej energii. Słupki i procenty szybko zaczęły lecieć w dół po tym, gdy okazało się, że konflikt będzie nieco dłuższy niż założyli sobie w Waszyngtonie.

To, co eurokraci ogłaszali jako „epokowy sukces”, czyli rezygnacja z dostaw surowców z Rosji, szybko weryfikuje się poprzez rzeczywistość w rachunkach i na stacjach benzynowych. Ale nie tylko. Bo mowa także o gospodarce, która się dusi. I choć urzędnicy w Brukseli robią dobrą minę do złej gry, to niebawem kontynent stanie przed tytułowym wyborem.

Niech przemówią liczby

Żeby nie był gołosłownym, bo zawsze taki zarzut może się pojawić. W 2025 roku rosyjskie paliwo kosztowało od 20 do 27 euro za megawatogodzinę, podczas gdy amerykański LNG kosztował od 33 do 50 euro. Zastępując 120–150 miliardów metrów sześciennych rocznie, Europa od 2022 roku przepaliła w piecu 200–300 miliardów dolarów.

Aby zdać sobie sprawę z kruchości tego, co nazywa się „strategią energetyczną UE”, wyobraźmy sobie, że przeprowadzamy się w mieście z wynajmowanego mieszkania o stabilnej cenie do hotelu, w którym stawki dzienne zależą od pogody czy popytu turystycznego. Bo to również istotny fakt: brak stabilnej ceny LNG zależny jest od rynku, a ten z kolei od dostępności szlaków transportowych, które właśnie ulegają zniszczeniu przez wojnę z Iranem. W obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie Iran systematycznie atakuje infrastrukturę energetyczną Zatoki Perskiej, skutecznie blokując Cieśninę Ormuz. Obecnie tylko rosyjskie i chińskie statki bezpiecznie żeglują po tych wodach.

Ale nawet gdyby tej wojny nie było, według omawianej już „strategii”, do 2029 roku Stany Zjednoczone będą dostarczać aż do 70% europejskiego zapotrzebowania na LNG. Bez ceny stałej. Czyli silny mróz w Teksasie lub rosnący popyt ze strony azjatyckich koncernów natychmiast podniosą rachunki za ogrzewanie w Niemczech. Tak to działa.

To nie czasowy przestój

Donald Trump, zgodnie z tradycją podaje różne terminy zakończenia konfliktu. Albo w nie sam nie wierzy, albo ich na następny dzień już nie pamięta. Trudno się do tego przywiązywać. W każdym razie administracja Białego Domu już wie, że kryzys dostaw gazu i ropy naftowej z kierunku bliskowschodniego to zjawisko mogące istnieć długo. Pojawiają się więc mniej lub bardziej poważne pomysły jego rozwiązania.

Prezydent USA zasugerował np. wykorzystanie… Marynarki Wojennej do eskortowania tankowców, bo firmy żeglugowe odmawiają podjęcia ryzyka poruszania się Cieśniną Ormuz. Wielcy armatorzy, w tym MSC, Maersk i Hapag-Lloyd, w ogóle zawiesili trasy przez cieśninę po atakach dronów. W rezultacie globalne koszty frachtu gwałtownie wzrosły i to na tyle, że cała operacja podniosłaby koszty finalnego produktu jeszcze bardziej. A nie o to przecież chodzi.

Z drugiej strony, wraca temat wykorzystania rurociągu NordStream. Mówią o tym bynajmniej nie w Europie, ale w… Stanach Zjednoczonych właśnie. Amerykański miliarder Stephen Lynch zwrócił się niedawno do Waszyngtonu o pozwolenie na zakup tej infrastruktury na aukcji upadłościowej po cenie… złomu, mimo że aktywa te szacowane są na 11 miliardów dolarów. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, zmaterializuje się sprytny plan: amerykańskie firmy będą wysyłać swój LNG na wysoce dochodowe rynki azjatyckie, jednocześnie zaopatrując Europę w gaz za pośrednictwem sprywatyzowanego rosyjskiego gazociągu.

Zełenski pomoże. Niechcący.

Tymczasem napięcia wokół rurociągu naftowego „Przyjaźń” sięgają zenitu. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zakręcił kurek, uderzając w gospodarkę Budapesztu zaledwie miesiąc przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, co słusznie wywołuje podejrzenia o chęć ingerencji Ukraińców w węgierskie wybory. Początkowo Komisja Europejska odrzuciła możliwość interwencji określając to jako „lokalny spór”, ale teraz blokada rurociągu przeradza się w poważne zagrożenie dla całej sieci energetycznej Unii Europejskiej.

Może więc właśnie dlatego upadły dyskusje o 20. pakiecie sankcji przeciwko Rosji. Wspólnota jednak szybko traci czas na manewry. Prezydent Rosji Władimir Putin otwarcie zasugerował natychmiastowe zakręcenie kurka gazowego, wyprzedzając ewentualne europejskie embargo i umożliwiając Rosji skierowanie się w stronę nowych rynków. Choć to tylko publicystyczna zapowiedź, to jego ostrzeżenie oznacza, że ​​okno na kompromis zamyka się z hukiem.

Ewentualne porozumienie byłoby oczywiście zależne od zmiany stanowiska Brukseli wobec Ukrainy. Ale Europa nie bardzo ma wyjście. Dostęp do rosyjskich surowców dałby gospodarce kontynentu oddech i przywrócił szanse na stanowienie jakiejkolwiek konkurencji w wysoko przetworzonej produkcji. Tym bardziej w związku z brakiem stabilności dostaw np. do Chin. Inaczej Unia Europejska stanie się tylko podrzędnym nabywcą i płatnikiem dla energetyki amerykańskiej. Bardzo zresztą możliwe, że również opartej o… te same rosyjskie zasoby.

Tomasz Jankowski

Bliskowschodnie wzmożenie

Zinkiewicz: Bliskowschodnie wzmożenie

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-bliskowschodnie-wzmozenie/

Chwała Mateuszowi Piskorskiemu oraz polskim liderom politycznym: Januszowi Korwin-Mikkemu oraz Grzegorzowi Braunowi za wpisanie się do księgi kondolencyjnej wystawionej w ambasadzie Islamskiej Republiki Iranu w Warszawie w związku z tragiczną śmiercią irańskiego przywódcy, ajatollaha Aliego Chameneiego. 

Polacy zawsze byli przyjmowani i traktowani z życzliwością przez Irańczyków. Jesteśmy wdzięczni za tę pomoc, niesioną nam w przeszłości przez Irańczyków i pozostajemy świadomi tej chwili w naszej pamięci w godzinach próby gdy na Iran spadają rakiety koalicji Epsteina niosące śmierć cywilnej ludności.

II Rzeczpospolita z Persją

W naszej wspólnej historii możemy odnaleźć kilka wyjątkowych momentów, które ukazują nasz wzajemny szacunek i przyjaźń. Persja i Turcja były jedynymi krajami, które nigdy nie uznały rozbioru Polski w 1795 roku. Polska odrodzona, przywracając niepodległość, była zdeterminowana, aby odnowić swoje kontakty z Iranem. W 1927 roku został zawarty Traktat o przyjaźni i ustanowiono legacje Persji w Warszawie i Polski w Teheranie.

Irańczycy ratowali polskie dzieci

Iran pomagał Polsce i Polakom w czasie II wojny światowej, przyjmując tysiące polskich uchodźców (w tym ok. 40 tys. kobiet i dzieci, tzw. dzieci Isfahanu), zapewniając im schronienie, żywność i tworząc ośrodki życia polskiego, w tym szkoły i szpitale, co było wyrazem niezwykłej gościnności i solidarności. Ten akt humanitaryzmu umożliwił przetrwanie wielu Polakom i stworzył trwałe więzi między narodami, pamięć o których pielęgnowana jest do dziś, a Irańczycy nadal cenią polskie tradycje, o czym pisze polski historyk w „Teheran Times” – Iran pomógł Polakom walczącym o niepodległość.

Zbrodnia w Minab

Aktualnie w polskojęzycznych mediach panuje „bliskowschodnie wzmożenie”, którego celem jest dehumanizacja tego szlachetnego narodu walczącego o przetrwanie. Przypominam, że zamordowany wraz z najbliższą rodziną kilka dni temu irański przywódca ajatollah Ali Chamenei, w przeszłości wydał dwie fatwy zabraniające Irańczykom posiadania broni nuklearnej!!! Gdyby Irańczycy ją mieli, wówczas nie byłoby podstępnej, podłej inwazji militarnej na ten kraj, rozpoczętej bezprecedensową amerykańską zbrodnią wojenną. 28 lutego, w pierwszym dniu operacji „Epic Fury”, szkoła podstawowa dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh została zniszczona w małym irańskim mieście Minab na południu kraju. W jej wyniku zginęło od 165 do 186 osób — prawie wszystkie były nastolatkami.

Groźby eskalacji pod adresem Turcji

Nad bliskowschodnim horyzontem narasta kolejny poważny konflikt zbrojny. Były premier Izraela Naftali Bennett wezwał do podjęcia działań przeciwko Turcji, którą nazwał strategicznym zagrożeniem – donosi i24news. Nazwał Recepa Erdoǧana „przebiegłym i niebezpiecznym przeciwnikiem, dążącym do otoczenia Izraela” i wezwał do „nie zamykania na to ponownie oczu”„Podczas gdy niektórzy izraelscy urzędnicy otrzymują pieniądze od Kataru, Katar i Turcja, z siedzibą w Syrii i za zgodą Izraela w Strefie Gazy, zasilają nową potworną oś Braci Muzułmanów, podobną do irańskiej. Pojawia się nowe zagrożenie ze strony Turcji. Musimy działać w różny sposób, ale jednocześnie przeciwko zagrożeniu ze strony Teheranu i wrogości ze strony Ankary” – powiedział Bennett.

Kurs polityki koalicji Epsteina „bliskowschodniego wzmożenia”, kompetentnie wyjaśniony jest w audycji Pawła Lisickiego na YouTube Totalna wojna Izraela drogą do III świątyni

Eugeniusz Zinkiewicz

Rosja serwuje Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom zimne danie

Rosja serwuje Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom zimne danie

Powiedzenie „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” pochodzi z języka francuskiego („La vengeance se mange froide”) i pojawiło się w XIX-wiecznej literaturze angielskiej. Większość Amerykanów nie zna francuskiego pochodzenia tego powiedzenia. Weszło ono do kultury popularnej dzięki Star Trekowi. W filmie „Star Trek II: Gniew Khana” (1982) Khan Noonien Singh wypowiada tę kwestię podczas napiętej rozmowy wideo z admirałem Kirkiem.

Ach, Kirk, mój stary przyjacielu… znasz klingońskie przysłowie? „Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno”. I jest bardzo zimna… w kosmosie.

=================================================

W obliczu eskalacji wojny z Iranem, Rosja ma silną pozycję do negocjacji z Radą Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), która podporządkowała się Stanom Zjednoczonym i umożliwiła swoją dominację militarną w Zatoce Perskiej na korzyść Izraela, oraz z Indiami, które wykorzystały swoją długoletnią przyjaźń z Rosją, aby zyskać przychylność Izraela kosztem Iranu, członka BRICS. Rosja wysłała jasny sygnał dyplomatyczny do obu państw.

Podczas spotkania ambasadorów w Moskwie 5 marca 2026 roku Siergiej Ławrow zwrócił się do ambasadorów państw Zatoki Perskiej, którzy przybyli do Moskwy z prośbą o interwencję Putina w celu zakończenia irańskich działań wojskowych w odwecie za niespodziewany atak Izraela i Stanów Zjednoczonych. Wydarzenie miało rzekomo koncentrować się na kryzysie na Ukrainie, zagrożeniach cyfrowych i międzynarodowym bezpieczeństwie informacyjnym, ale Ławrow poświęcił sporo uwagi eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, a w szczególności amerykańsko-izraelskim atakom wojskowym na Iran oraz irańskim działaniom odwetowym przeciwko państwom Zatoki Perskiej.

Według doniesień, ambasadorzy Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) wezwali Rosję do wywarcia presji na Iran, aby ten zaprzestał ataków rakietowych i dronów na swoje terytorium lub nad nim (np. na cele powiązane z USA i Izraelem) oraz stanowczo odrzucił jednostronne działania. Ławrow odrzucił te żądania w niezwykle energicznej demonstracji. Nagranie z jego przemówienia można znaleźć poniżej.

Ławrow rozpoczął od złożenia kondolencji z powodu ofiar cywilnych i zniszczeń infrastruktury cywilnej w państwach Zatoki Perskiej spowodowanych trwającym konfliktem. Natychmiast jednak skrytykował wybiórczą krytykę Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Zapytał, czy Rada potępiła „  amerykańsko-izraelską wojnę agresji przeciwko Iranowi  ” lub konkretne incydenty, takie jak zabójstwo 170 uczennic w Minab przez działania USA i Izraela. Auć!

Następnie podkreślił ich hipokryzję, gdyż wywierają presję tylko na Iran, nie potępiając jednocześnie w równym stopniu podżegaczy (Stanów Zjednoczonych i Izraela), i zauważył, że zaakceptowanie takiego żądania oznaczałoby zaakceptowanie pierwotnej agresji.

Ławrow twierdził, że trwające działania USA i Izraela mają na celu  wbicie klina  między Iranem a jego arabskimi sąsiadami (państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej) i zauważył, że działania te są próbą sabotowania ostatnich pozytywnych trendów normalizacyjnych (np. pojednania między Arabią Saudyjską a Iranem, zaangażowania ZEA w sprawy Iranu).

Opowiadał się za jednolitą i zrównoważoną odpowiedzią międzynarodową: natychmiastowym zaprzestaniem  wszelkich  działań wojennych (nie tylko irańskich), polityczno-dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu i ochroną uzasadnionych interesów bezpieczeństwa wszystkich państw Zatoki Perskiej.

Przypomniał ambasadorom, że Rosja od ponad 20 lat promuje koncepcję zbiorowego bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i docenił wysiłki Rady Współpracy Państw Zatoki Perskiej w tym zakresie (np. rozmowy trójstronne w Abu Zabi). Na zakończenie wezwał Radę Współpracy Państw Zatoki Perskiej i inne podmioty do przyłączenia się do apeli o deeskalację i odrzucenia wybranych rezolucji ONZ (np. wszelkich projektów zgłoszonych przez Bahrajn, które potępiają wyłącznie Iran). Bez bezpośredniej groźby, Ławrow jasno dał do zrozumienia Radzie Współpracy Państw Zatoki Perskiej, że Rosja oczekuje, że pociągnie Izrael i Stany Zjednoczone do odpowiedzialności za kryzys gospodarczy, z którym Rada się zmaga.

A potem są Indie. Niedawna wizyta premiera Narendry Modiego w Izraelu była niefortunnie zaplanowana, ponieważ miała miejsce trzy dni przed izraelsko-amerykańskim atakiem na Iran. Pomimo bycia członkiem-założycielem BRICS, Indie zorganizowały podniesienie poziomu stosunków indyjsko-izraelskich z „partnerstwa strategicznego” do „  specjalnego partnerstwa strategicznego na rzecz pokoju, innowacji i dobrobytu  ”.

Modi podpisał  16 porozumień  i ogłosił  11 wspólnych inicjatyw  w takich obszarach jak obronność (wspólny rozwój/produkcja z transferem technologii), technologie krytyczne/nowoczesne (pod kierownictwem doradców ds. bezpieczeństwa narodowego), cyberbezpieczeństwo (Indyjsko-Izraelskie Centrum Doskonałości Cybernetycznej w Indiach), rolnictwo, gospodarka wodna, mobilność siły roboczej (wsparcie dla ponad 50 000 indyjskich pracowników w Izraelu w ciągu pięciu lat), kultura, edukacja i wiele innych.

Modi i Netanjahu ogłosili postępy w negocjacjach w sprawie  umowy o wolnym handlu  (pierwsza runda została zakończona, a kolejna zaplanowana jest na maj; Modi oświadczył, że porozumienie zostanie osiągnięte „wkrótce”). Potwierdził również ścisłą współpracę Indii z Izraelem w dziedzinie obrony i walki z terroryzmem, w tym w zakresie potencjalnych transferów technologii, takich jak technologia Żelaznej Kopuły. Moment nie mógł być gorszy. Uniżające zachowanie Modiego w Izraelu było bezpośrednią zniewagą dla pozostałych członków BRICS. Propagowanie serdecznych relacji z krajem winnym ludobójstwa spotkało się z niewielkim entuzjazmem ze strony pozostałych członków BRICS.

Izraelsko-amerykański atak na Iran, członka BRICS, stworzył potencjalnie katastrofalny problem gospodarczy dla Modiego i Indii. Indie importują większość ropy naftowej (około  85–88%  całkowitego zużycia) z powodu ograniczonej produkcji krajowej. Według obecnych danych (początek 2026 r.) indyjski import ropy naftowej wynosi średnio około  5 milionów baryłek dziennie. Kraje Zatoki Perskiej  (głównie Irak, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Kuwejt i Katar; sporadycznie inni dostawcy z Bliskiego Wschodu) są kluczowym źródłem surowca, szczególnie poprzez Cieśninę  Ormuz , przez którą przechodzi znaczna część tych dostaw. De facto irańska blokada Cieśniny Ormuz stworzyła kryzys dla Indii.

Wojna z Iranem dała Rosji ogromny wpływ na Indie.  Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow  podkreślił 6 marca 2026 roku, że Rosja nie opublikuje konkretnych danych dotyczących eksportu ropy naftowej do Indii z powodu „zbyt dużej liczby krytyków” i obaw o bezpieczeństwo. Stało się to w odpowiedzi na doniesienia o potencjalnie dużych dostawach (np. do 22 milionów baryłek tygodniowo) w obliczu niedoborów dostaw w Indiach. Pieskow zauważył również, że wojna z Iranem znacznie zwiększyła popyt na rosyjskie surowce energetyczne i umocniła pozycję Rosji jako wiarygodnego dostawcy ropy i gazu.

Zamiast porzucić Indie, Rosja podkreśliła swoją gotowość do wsparcia tego kraju – ale nie bez czegoś w zamian. Źródła donosiły na początku marca (około 4 marca), że Rosja jest gotowa przekierować dostawy ropy (np. około 9,5 miliona baryłek w pobliżu wód indyjskich) i potencjalnie zwiększyć udział Indii w rosyjskim imporcie ropy naftowej nawet do 40%. Wicepremier Rosji Aleksandr Nowak wspomniał, że w związku z kryzysem otrzymał „sygnały ponownego zainteresowania” ze strony Indii większymi wolumenami importu.

W obliczu rosnącego popytu na rosyjską ropę Urals, Rosja dyplomatycznie przypomniała Indiom o konsekwencjach zdrady przyjaciela. Przed atakiem na Iran Rosja sprzedawała ropę Indiom z dużymi rabatami (10–13 USD poniżej ceny ropy Brent sprzed konfliktu). Chociaż Rosja obiecała Indiom wsparcie w rekompensowaniu strat ropy z Zatoki Perskiej, poinformowała premiera Modiego, że Indie będą musiały zapłacić premię w wysokości 4–5 USD ponad cenę ropy Brent za dostawy w marcu/kwietniu. Odzwierciedla to raczej mechanizmy rynkowe niż wyraźne zobowiązania do dalszych rabatów; niektóre doniesienia sugerują, że Rosja traktuje tę sprawę raczej jako „umowę biznesową” bez wcześniejszych, opartych na przyjaźni ustępstw.

To tylko spekulacja, ale myślę, że Modi rozważy ponownie porozumienia zawarte z Izraelem… zwłaszcza jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez sześć miesięcy lub dłużej. Co o tym myślisz?

Źródło: Rosja serwuje zimne danie Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom

Panika w Białym Domu? Irańczycy trafiają w oczy.

Panika w Białym Domu?

9.03.2026 wolnemedia.net/panika-w-bialym-domu

Rainer Rupp apolut.net/panik-im-weissen-haus-von-rainer-rupp

Doniesienia sugerują, że administracja prezydenta Donalda Trumpa wpadła w panikę, ponieważ nowe irańskie władze, w świetle swojej zdecydowanej i skutecznej odpowiedzi militarnej, rozwiały niezachwiane oczekiwania Trumpa co do wojny trwającej zaledwie kilka dni i triumfalnego zwycięstwa USA.

Podobnie jak na początku 12-dniowej wojny w czerwcu ubiegłego roku, brutalne ataki amerykańsko-syjonistyczne na przywódców politycznych i wojskowych, polegające na dekapitacji, zakończyły się niepowodzeniem. Chociaż amerykańsko-syjonistyczni przestępcy międzynarodowi odnieśli sukces, zgodnie z oczekiwaniami, w zabójstwach kilku czołowych irańskich przywódców, którzy szybko zostali zastąpieni przez nie mniej skutecznych, młodszych ludzi, którzy teraz realizują plan opracowany przez dekady i uderzają w napastników z zabójczą siłą.

Różnica w porównaniu z czerwcem 2025 roku polega na tym, że Irańczycy nie okazują teraz żadnych zahamowań (dla nich to wojna egzystencjalna, podczas gdy dla USA to wojna arbitralnie wywołana z ich własnego wyboru), oraz dowództwo przejęli radykalni generałowie. To, co obecnie się ujawnia – wbrew temu, co przedstawia amerykańska i izraelska machina propagandowa – wskazuje, że Iran wdraża plan mający na celu nie tylko wydalenie sił zbrojnych USA i ich baz z regionu, ale także zniszczenie reżimu izraelskiego – a nie narodu izraelskiego! Wielu ekspertów ds. Bliskiego Wschodu uważa, że ​​Iran ma duże szanse na sukces.

Postradał rozum?

Zamknięcie Cieśniny Ormuz jest w praktyce w pełni wdrożone. Doniesienia wskazują, że obecnie zezwala się na przepływanie tylko chińskim i rosyjskim statkom. Zaledwie dzień po bombastycznym oświadczeniu prezydenta Trumpa, że ​​amerykańskie okręty wojenne będą chronić konwoje tankowców przepływające przez Cieśninę Ormuz, Marynarka Wojenna USA rozsądnie odwołała ten rozkaz. Dowództwo marynarki wojennej doskonale zdawało sobie sprawę z ogromnych strat, jakie poniosłoby wdrożenie tego niebezpiecznie nierozsądnego pomysłu prezydenckiego dla Stanów Zjednoczonych. Krytycy Trumpa określili jego propozycję konwoju jako kolejny dowód na to, że „stracił rozum”.

Ostatnie wydarzenia coraz bardziej sugerują, że zdolności poznawcze Trumpa zawodzą. Oznacza to, że rośnie prawdopodobieństwo, że Trump popełni katastrofalny błąd w krytycznej sytuacji, mający katastrofalne konsekwencje nie tylko dla USA, ale i dla całego świata. Tymczasem „optymiści” mają nadzieję, że zbliżająca się katastrofa gospodarcza, zwłaszcza dla gospodarek zachodnich, wywrze wystarczającą presję na Waszyngton, by politycznie zneutralizować Trumpa.

W środę wieczorem do Waszyngtonu dotarły wieści z Iranu, które prawdopodobnie jeszcze bardziej podsyciły panikę w Białym Domu dotyczącą trwającej wojny. Doniesiono, że IRGC (Irański Korpus Gwardii Republikańskiej) zniszczył większość amerykańskich radarów wczesnego ostrzegania w całym regionie. Kanał Telegram powiązany z IRGC odnotował, że irańskie kierownictwo wydało komunikat stwierdzający, że Izrael i USA są „ślepe”. Początkową reakcją Zachodu było niedowierzanie. Według doniesień zachodnich mediów Irańczycy zostali już pokonani i byli na skraju załamania. W konsekwencji zachodnie elity zbagatelizowały tę wiadomość, uznając ją za desperacką próbę utrzymania się irańskiego przywództwa, które było na skraju załamania.

Jednak coraz więcej źródeł – zarówno z Iranu, jak i z zagranicy – ​​zdawało się potwierdzać informacje o systematycznym niszczeniu niezwykle kosztownych amerykańskich systemów radarowych i komunikacyjnych w 27 amerykańskich bazach w regionie, które zostały już skutecznie zaatakowane przez irańskie rakiety. Co więcej, narastały doniesienia, że ​​Iran zestrzeliwuje coraz większą liczbę amerykańskich i izraelskich dronów w coraz szybszym tempie.

Amerykańskie rakiety przechwytujące oślepły

Ale to nie kanał Telegram, rosyjskie media ani przyjazny Iranowi konglomerat prasowy, lecz szacowny New York Times (NYT) opublikował we wtorek, 3 marca, zdjęcia satelitarne, potwierdzające to, co Iran twierdził od dawna, ale w co nikt na Zachodzie nie chciał uwierzyć. Podczas gdy Waszyngton najwyraźniej był zajęty sprzedawaniem światu swojej narracji o szybkim – choć nierealnym – zwycięstwie nad Iranem, Iran systematycznie i metodycznie atakował rakietami i dronami każdą większą bazę USA w regionie.

Artykuł w „New York Timesie”

Artykuł „Infrastruktura komunikacyjna na Bliskim Wschodzie. Iran atakuje amerykańską wojskową infrastrukturę komunikacyjną na Bliskim Wschodzie” jest istotny, ponieważ opublikowano w nim zdjęcia satelitarne potwierdzające szkody wyrządzone przez irańskie ataki na amerykańskie bazy wojskowe w regionie Zatoki Perskiej. Artykuł analizuje zdjęcia satelitarne i zweryfikowane nagrania wideo, szczegółowo opisując irańskie ataki odwetowe z zeszłego weekendu i poniedziałku, uszkodzone lub zniszczone przez nie obiekty oraz ich funkcje wojskowe. Warto zauważyć, że wszystkie zniszczone cele były częścią amerykańskiego systemu łączności i radarów w co najmniej siedmiu amerykańskich bazach wojskowych na Bliskim Wschodzie, w tym w bazach w Bahrajnie, Kuwejcie, Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Chociaż artykuł w „New York Timesie” nie wymienia wprost „wszystkich głównych baz USA” i podkreśla, że ​​infrastruktura komunikacyjna jest ściśle tajna, systematyczny wybór celów (w wielu krajach) świadczy o metodycznym podejściu. Analiza sugeruje, że systematyczne podejście Iranu ma na celu zniszczenie amerykańskich zdolności komunikacyjnych i koordynacyjnych, na przykład poprzez atakowanie osłon radarów, anten satelitarnych i innego krytycznego sprzętu.

Każda główna baza USA w Zatoce Perskiej została systematycznie i metodycznie zdemontowana przez Iran.

Bahrajn. Serce Piątej Floty. Bijące centrum nerwowe amerykańskiej potęgi morskiej na całym Bliskim Wschodzie – trafione.

Al Udeid, Katar. Radar AN/TPY-2 o wartości 1,1 miliarda dolarów – „oko, które widzi wszystko” – zlikwidowany za jednym zamachem.

Obóz Arifyan, Kuwejt. Ali Al Salem. Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. Bazy w Emiratach.

Terminale SATCOM obrócone w gruzy. Osłony anten radarowych rozerwane jak skorupki jajek. Anteny satelitarne po prostu zmiecione z powierzchni ziemi.

Cała infrastruktura wykrywania i śledzenia pocisków wroga, systemy AN/TPY-2, które synchronizują każdą baterię Patriotów i każdą baterię THAAD na całym obszarze działań – zniszczone z chirurgiczną precyzją. To nie był przypadek. To nie był szczęśliwy zbieg okoliczności. Ale mistrzowski architektoniczny demontaż.

Iran nie tylko zbombardował bazy USA. Iran zmapował system nerwowy, który sprawia, że ​​amerykański system obrony przeciwrakietowej staje się jednym, oddychającym organizmem – a następnie, baza po bazie, w pięciu krajach jednocześnie, zdemontował go z zimną krwią.

To nie odwet, to doktryna

Trzy dekady skrupulatnych badań nad tym, jak działa amerykańska machina wojenna – jak działa, jak widzi, jak komunikuje się i koordynuje ze swoimi komponentami. A kiedy nadszedł ten moment, Teheran nie zawahał się – uderzył amerykańską machinę prosto w oko. Stare władze prawdopodobnie zawahałyby się przed podjęciem tego zdecydowanego kroku, ale nowe, młodsze kierownictwo chciało w końcu podjąć stanowczą decyzję.

Wstępny wynik jest taki, że amerykańskie pociski przechwytujące są teraz bezużyteczne. Co więcej, amerykańskie rezerwy pocisków przechwytujących są już na wyczerpaniu. Magazyny są puste. [przesada: Puścieją md]

Marynarka Wojenna USA nie może eskortować konwojów przez Cieśninę Ormuz bez popełnienia samobójstwa. A Korea Południowa, która do tej pory uważała się za chronioną przez amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej, musi teraz czuć się całkowicie odsłonięta i bezbronna.

Państwa wasalne USA w Zatoce Perskiej, które do tej pory wierzyły, że bazy amerykańskie zapewniają im najwyższą ochronę, muszą, w świetle płonących instalacji naftowych i zniszczonych baz USA, dojść do otrzeźwiającego wniosku, że armia amerykańska nie zapewnia ani ochrony, ani bezpieczeństwa w ich krajach, a wręcz przeciwnie: irańskie ataki odwetowe na agresora i państwo zbójeckie, czyli USA. Waszyngton zbudował najdroższą, najbardziej złożoną i pozornie niezniszczalną architekturę militarną w historii ludzkości. Iran właśnie w ciągu kilku dni przedstawił plan jej demontażu.

Autorstwo: Rainer Rupp
Tłumaczenie: Paweł Jakubas (proszę o jedno „Zdrowaś Maryjo” za moją pracę)
Źródło zagraniczne: Apolut.net

Wszędzie ta sama stara globalna mafia. W Chinach też.

Wszędzie ta sama stara globalna mafia

Autor:Paul Cudenec, China and the same old global mafia

wpisał:AlterCabrio , 8 marca 2026

Uważam, że wciąganie Chin do globalnego imperium rozpoczęło się od wojen opiumowych w połowie XIX wieku, kiedy to – jak to ujmuje Carroll Quigley – „Chiński opór wobec europejskiej penetracji został zmiażdżony przez zbrojenia mocarstw zachodnich, a Chinom narzucono wszelkiego rodzaju ustępstwa na rzecz tych mocarstw”

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Chiny i ta sama stara globalna mafia

Zawsze mnie zadziwia, że ​​są ludzie, którzy sprzeciwiają się globalizmowi, jednocześnie odmawiając uznania, że ​​on naprawdę jest… globalny!

Najwyraźniej nie mogą uwierzyć, że Rosja Putina, a tym bardziej komunistyczne Chiny, mogą być kontrolowane przez ten sam gang, który dominuje w naszych społeczeństwach.

Próbowałem prostować tę kwestię przy wielu okazjach, wspólnie z Meesem Baaijenem, Hrvoje Moriciem i innymi. [1]

Jednak dzięki książce Pierre’a Hillarda Archives du mondialisme [2] („Archiwa globalistów”) z 2019r. udało mi się zdobyć kilka przydatnych nowych informacji. To prawdziwa kopalnia wiedzy, z której zamierzam wydobyć kolejne cenne perełki w przyszłych esejach.

Tom liczący 770 stron zawiera rozdział z książki Yanna Moncomble’a z 1981r. zatytułowanej L’irrésistable expansion du mondialisme („Nieodparta ekspansja globalizmu”), który zaczyna się od stwierdzenia: „Oczywiście wprowadzenie Nowego Porządku Świata nie mogłoby mieć miejsca bez Chin”. [3]

Uważam, że wciąganie Chin do globalnego imperium rozpoczęło się od wojen opiumowych w połowie XIX wieku, kiedy to – jak to ujmuje Carroll Quigley – „Chiński opór wobec europejskiej penetracji został zmiażdżony przez zbrojenia mocarstw zachodnich, a Chinom narzucono wszelkiego rodzaju ustępstwa na rzecz tych mocarstw”. [4]

Moncomble rozpoczyna jednak opowieść w roku 1890, kiedy „John D. Rockefeller podarował Chińczykom 300 000 małych lamp naftowych, aby ich „zachęcić” do stosowania jego oleju. Dziesięć lat później Chińczycy kupowali już 450 milionów litrów nafty rocznie, z czego ponad 90% pochodziło od Standard Oil”. [5]

Standard Oil był oczywiście interesem Rockefellerów, choć powinienem zaznaczyć, że na tym etapie rodzina została już przejęta przez Rothschildów i stanowiła jedynie „amerykański protestancki” listek figowy dla machinacji City of London – więcej na ten temat w mojej broszurze z 2024r. pt. „The Single Global Mafia: The Rockefeller Foundation’s multiple links to Zionism and military-industrial-financial neo-imperialism” (Jedna globalna mafia: wielorakie powiązania Fundacji Rockefellera z syjonizmem i militarno-przemysłowo-finansowym neoimperializmem). [6]

Hillard ze swojej strony powołuje się na esej Franka Ninkovicha z 1984r. zatytułowany „Fundacja Rockefellera, Chiny i zmiany kulturowe”, w którym opisuje plany Fundacji Rockefellera z 1915r. dotyczące założenia szkoły medycznej w Pekinie. [7]

W artykule stwierdzono: „Próba Fundacji Rockefellera, podejmowana przez czterdzieści lat, aby ukierunkować modernizację Chin w kierunku liberalnym, jest uosobieniem połączenia interesu narodowego z polityką prywatną”. [8]

Korporacjonizm publiczno-prywatny i „modernizacja” znów idą w parze!

W 1949 roku, w roku proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej, utworzono Chiński Ludowy Instytut Spraw Zagranicznych [CPIFA]. [9]

Jeśli nazwa brzmi dziwnie znajomo, to prawdopodobnie dlatego, że jest to organizacja siostrzana Królewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych w Londynie, znanego również jako Chatham House, którego rolę jako narzędzia globalnej intrygi również wcześniej ustaliłem [10], a także jego amerykańskiego odpowiednika, Rady Stosunków Zagranicznych [Council on Foreign Relations].

Moncomble wskazuje, że jedną z osób zaangażowanych w utworzenie CPIFA był Chester Ronning, który podczas II wojny światowej pracował dla wywiadu kanadyjskich sił powietrznych, a następnie podjął próbę przekonania świata do uznania komunistycznych Chin.

Twierdzi, że Kanada była jednym z pierwszych krajów, które w latach 70. XX wieku znormalizowały stosunki z Chinami, a osobisty przyjaciel Ronninga, Huang Hua, został ambasadorem Chin w tym kraju. [11]

Jednak główną postacią stojącą za CPIFA był Walter Lockhart Gordon, „założyciel firmy Clarkson and Gordon, której zadaniem było zatwierdzanie rachunków trzech z pięciu największych banków w Kanadzie: Bank of Nova Scotia, Toronto Dominion Bank i Canadian Imperial Bank”.

„Jakby przez przypadek, WL Gordon był jednym z najdłużej działających liderów Kanadyjskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (CIIA) – założonego przez RIIA [Chatham House] – i tak się składa, że ​​spotykamy go również w Grupie Bilderberg”. [12]

Ta ręka bankierów dała się ponownie zauważyć w 1966r., gdy Fundacja Rockefellera połączyła się z Fundacją Forda – której imperialistyczną naturę również wyraźnie wykazałem [13] – tworząc Narodowy Komitet ds. Stosunków USA–Chiny. [14]

Moncomble opisuje tę jednostkę, która istnieje do dziś, jako „narzędzie propagandowe na rzecz bardziej umiarkowanej polityki wobec czerwonych Chin”. [15]

Dodaje: „Dwa lata później, w 1968 roku, roku wyborów w USA, pan Nelson Rockefeller mówił o potrzebie dialogu z komunistycznymi Chinami, o „poprawie” stosunków z ZSRR i o stworzeniu „Nowego Porządku Świata””. [16]

Już w następnym roku, 22 marca 1969r., w Nowym Jorku odbyła się ważna konferencja na temat stosunków między Zachodem a Chinami.

Moncomble wyjaśnia: „Głównymi uczestnikami, którzy skierowali konferencję ku pewnemu rozstrzygnięciu, byli senator Partii Demokratycznej Arthur Goldberg, prezes Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, oraz senator Partii Republikańskiej Jacob Javits, honorowy prezes Żydowskich Weteranów Wojennych i wiceprezes Niezależnego Zakonu B’nai B’rith”. [17]

Dla nieświadomych: B’nai B’rith to organizacja wolnomularska o judeo-supremacjnym charakterze, znana z tego, że krytyków Izraela/syjonizmu „unieważnia” i zastrasza za rzekomy „antysemityzm”. [18]

Konferencja oczywiście opowiedziała się za pojednaniem między USA i Chinami.

Moncomble twierdzi, że Goldberg w szczególności zabiegał o przyjęcie komunistycznych Chin do Organizacji Narodów Zjednoczonych – co nastąpiło około dwa lata później, w 1971 roku – podczas gdy Javits prosił o dostarczenie Chińczykom zdjęć ich kraju zrobionych przez amerykańskie satelity. [19]

Co zabawne, spotkanie w Nowym Jorku zbiegło się w czasie z ogłoszeniem przez nowy rząd USA pod przewodnictwem prezydenta Richarda Nixona chęci budowania bardziej konstruktywnych stosunków z Chinami, co doprowadziło do prestiżowej wizyty prezydenta w tym rządzonym przez komunistów kraju w lutym 1972r.

Prasa wiele uwagi poświęciła tej wizycie – dodaje Moncomble – „lecz systematycznie zapominała poinformować swoich czytelników o wcześniejszych negocjacjach”. [20]

Przeprowadził je znany żydowski globalista Henry Kissinger z Rady Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisji Trójstronnej. [21]

Następnie zawarto szereg lukratywnych umów biznesowych z Chinami, jak na przykład kontrakt o wartości 290 milionów dolarów, który w 1973 roku spółka Pullman Kellog z Teksasu i jej holenderska spółka zależna Kellog Continental podpisały na budowę ośmiu kompleksów agrochemicznych. [22]

Ponadto firma Louis Dreyfus & Co, specjalizująca się w transporcie zbóż, sprzedała komunistycznym Chinom 400 000 ton amerykańskiej pszenicy. [23]

Za prezydentury Jimmy’ego Cartera w 1977 roku sekretarz stanu Cyrus Vance – a przy okazji również członek Rady Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisji Trójstronnej, a także Fundacji Rockefellera – odwiedził Chiny, rozmawiając o wyprowadzeniu stosunków z impasu. [24]

Jak się okazało, David Rockefeller przebywał w tym samym roku w stolicy Chin w sprawach biznesowych. [25]

Następnie w 1978 roku inny czołowy globalista, Zbigniew Brzeziński (Rada Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisja Trójstronna), odwiedził władze chińskie. [26]

Moncomble twierdzi, że „16 miesięcy tajnych rozmów” zakończyło się uznaniem przez Stany Zjednoczone reżimu komunistycznego w Chinach w grudniu 1978r. i oficjalnym przywróceniem stosunków 1 stycznia 1979r. [27]

Cytuje Georges’a Berthoina, który napisał w Le Monde 22–23 kwietnia 1979r., że „władze chińskie zdają się aprobować ideę Nowego Porządku Świata”. [28]

„Poświęcenie” nastąpiło w maju 1981r., kiedy globalistyczna Komisja Trójstronna zorganizowała spotkanie w Pekinie z inicjatywy współpracowników Chatham House’a z CPIFA. [29]

Wśród uczestników byli m.in. Peter Shore, poseł brytyjskiej Partii Pracy i Fabian; Winston Lord, prezes Rady Stosunków Zagranicznych i członek Bilderberg; Bruce MacLaury, prezes Federal Reserve Bank of Minneapolis i Brookings Institution oraz członek Bilderberg i Rady Stosunków Zagranicznych, a także, rzecz jasna, David Rockefeller. [30]

Relacja Moncomble’a kończy się w tym miejscu, w roku publikacji jego książki, ale Hillard odnosi się do niektórych późniejszych wydarzeń z perspektywy roku 2019, zauważając, że „stopniowy wzrost potęgi Chin doprowadził do tego, że obecnie stanowią one jeden z filarów globalnej organizacji politycznej”. [31]

Jako przykład podaje raport agencji Reuters z 7 lipca 2009r. zatytułowany „Rosja i Chiny będą promować globalną walutę na szczycie G8” [32] – szczyt ten, nawiasem mówiąc, odbył się we Włoszech i spotkał się z masowymi protestami antyglobalistycznymi.

W raporcie tym stwierdzono: „Chiny, których 70 procent oficjalnych rezerw walutowych o wartości 1,95 biliona dolarów utrzymywane są w dolarach, podkreślają, że dolar nadal jest najważniejszą walutą rezerwową.”

„Uważają jednak, że nadmierne poleganie na dolarze zaostrzyło kryzys finansowy i postrzegają specjalne prawa ciągnienia (SDR-y) Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oparte na koszyku walut, jako realną alternatywę na przyszłość”. [33]

Hillard podaje również link do artykułu z 2017r. opublikowanego w czasopiśmie „Foreign Affairs”, będącym „bardzo globalistycznym” przeglądem Rady ds. Spraw Zagranicznych. [34]

Odnosi się to do długoletniego stanowiska Chin, że SDR – syntetyczna waluta stworzona przez MFW – powinna odgrywać większą rolę w międzynarodowym systemie monetarnym. [35]

Hillard pisze, że Chiny są ostatnim elementem układanki kontroli globalistycznej. [36]

Opisuje notoryczne wykorzystywanie technologii rozpoznawania twarzy w połączeniu z systemem oceny społecznej, który nagradza lub karze za zachowania w zależności od uznania państwa.

„Chiny są wymarzonym modelem dla globalnej oligarchii, która pragnie wdrożyć te metody na całej planecie… oficjalnie dla naszego bezpieczeństwa”. [37]

Aby uświadomić czytelnikom rzeczywistą i poważną rolę, jaką Chiny odegrały w dążeniu globalistów do światowej tyranii, chciałbym odesłać ich do wykładu wygłoszonego w Pekinie na chińskim forum Lanting przez ministra spraw zagranicznych H.E. Wang Yi, członka Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, 27 października 2025r.

Prezentowany na stronie internetowej CPIFA (chiński Chatham House) dokument nosi tytuł „Implementing the Global Governance Initiative for a Community with a Shared Future for Humanity” [Wdrażanie inicjatywy na rzecz globalnego zarządzania dla społeczności o wspólnej przyszłości dla ludzkości]. [38]

Wang Yi twierdzi, że „przez ostatnie 80 lat system międzynarodowy, którego rdzeniem jest ONZ, stanowił fundament światowego pokoju i rozwoju”.

Mówi, że w obliczu przeszkód prezydent Xi Jinping „uroczyście przedstawił Inicjatywę na rzecz Globalnego Zarządzania (GGI), oferując chińską odpowiedź na to pytanie naszych czasów”.

Oczywiste jest, że to te same sieci, które stoją za podobnymi wysiłkami na „Zachodzie”, bo wszędzie słyszymy ten sam obrzydliwy język!

Chodzi o „międzynarodowe rządy prawa na rzecz sprawiedliwego i uporządkowanego systemu globalnego zarządzania”, „podejście skoncentrowane na ludziach na rzecz powszechnie korzystnych i inkluzywnych wyników globalnego zarządzania” oraz „rzeczywiste wyniki pragmatycznego i efektywnego procesu globalnego zarządzania”.

Kłamiąc jak z nut, Wang Yi oświadcza: „GGI odpowiada na potrzeby świata i pragnienia ludzi.”

„Wraz z Globalną Inicjatywą Rozwoju (GDI), Globalną Inicjatywą Bezpieczeństwa (GSI) i Globalną Inicjatywą Cywilizacji (GCI) obiecuje ona bardzo potrzebną stabilność i zapewnia pewność w tym niestabilnym świecie, a także otrzymała szybkie i wyraźne wsparcie od ponad 140 krajów i organizacji międzynarodowych”.

Tutaj myli nikczemne cele państw i podmiotów kontrolowanych przez globalistów z „potrzebami świata i życzeniami ludzi”.

Za tym wszystkim kryje się dobrze znany imperialistyczny plan grabieży i zysku.

Wang Yi mówi: „Powinniśmy na nowo umieścić rozwój w centrum [tej] agendy międzynarodowej, zmobilizować globalne zasoby na rzecz rozwoju i wspierać równe i zrównoważone partnerstwo na rzecz globalnego rozwoju.”

„Chiny rozwijają wysokiej jakości współpracę w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku z krajami partnerskimi, przynosząc korzyści ponad trzem czwartym wszystkich krajów na świecie.”

„Wdrożyliśmy 10 działań partnerskich na rzecz modernizacji z krajami afrykańskimi, przeprowadziliśmy pięć programów z krajami Ameryki Łacińskiej i Karaibów, opracowaliśmy pięć ram współpracy z państwami arabskimi i zbudowaliśmy siedem platform współpracy dostosowanych do krajów wysp Pacyfiku, co pozwoliło nam osiągnąć wspólny postęp na drodze do modernizacji.”

„Chiny aktywnie wdrażają inicjatywę Global AI Governance Initiative i powołały do ​​życia Światową Organizację Współpracy w dziedzinie AI (WAICO), której celem jest promowanie sztucznej inteligencji na rzecz dobra wszystkich oraz wspieranie budowania potencjału w krajach Globalnego Południa.”

„Wspieramy Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych i Nowy Bank Rozwoju w odgrywaniu większej roli jako użyteczne uzupełnienie istniejących instytucji finansowych, wspólnie przyczyniając się do globalnej stabilności finansowej”.

Możesz wierzyć Wang Yi, że to wszystko jest miłe, przytulne i nieszkodliwe, ponieważ jest „wielobiegunowe”. On upiera się: „Najbardziej pożądaną wizją GGI jest przyszłość sprawiedliwości”.

Jednak cel narzucenia Państwa Światowego jest bardzo jasny, gdy polityk komunistyczny podkreśla: „Powinniśmy zjednoczyć się, aby stawić czoła pilnym wyzwaniom i wzmocnić słabe ogniwa w globalnym zarządzaniu”.

__________________

China and the same old global mafia, Paul Cudenec, March 6, 2026

Źródła:

[1] Paul Cudenec, ‘BRICS in the wall of global greed’,
https://winteroak.org.uk/2023/07/17/brics-in-the-wall-of-global-greed/
Paul Cudenec, ‘BRICS: same old same old’,
https://winteroak.org.uk/2023/09/06/the-acorn-86/
Paul Cudenec, ‘China is globalist’, https://winteroak.org.uk/2023/11/01/the-acorn-88/#1
https://sidestack.io/directory/substack/thepredatorsversusthepeople
https://geopoliticsandempire.substack.com/
[2] Pierre Hillard, Archives du mondialisme: De la guerre contre l’Ancien et le Nouveau Testament (Lopérec: Editions Nouvelle Terre, 2019).
[3] Yann Moncomble, L’irrésistable expansion du mondialisme (Paris: Faits & Documents, 1981), p. 121/763. The double page reference indicates, firstly, the place in Moncomble’s book and, secondly, that in Hillard’s Archives. All translations are my own.
[4] Carroll Quigley, Tragedy and Hope: A History of the World in Our Time (Reprint, New Millennium Edition, New York: Macmillan, 1966), p. 114.
[5] Moncomble, p. 122/764. All translations are my own.
[6] Paul Cudenec, ‘The Single Global Mafia: The Rockefeller Foundation’s multiple links to Zionism and military-industrial-financial neo-imperialism’ (2024), https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2025/01/cudenec-the-single-global-mafia.pdf
[7] Hillard, p. 232. FN.
[8] Frank Ninkovich, ‘The Rockefeller Foundation, China and Cultural Change’ (1984), https://academic.oup.com/jah/article-abstract/70/4/799/717701?redirectedFrom=PDF
[9] Moncomble, p. 121/763, https://www.cpifa.org/en/
[11] Moncomble, pp. 121-22/763-64.
[12] Moncomble, p. 122/764.
[13] Paul Cudenec, ‘The Ford Foundation: A fork-tongued global mafia front’, https://winteroak.org.uk/2025/09/01/the-ford-foundation-a-fork-tongued-global-mafia-front/
[14] Moncomble, p. 123/765.
[15] Ibid, https://www.ncuscr.org
[16] Moncomble, p. 123/765.
[17] Ibid.
[18] https://wikispooks.com/wiki/B%27nai_B%27rith
[19] Moncomble, pp. 123-24/765-66. https://en.wikipedia.org/wiki/China_and_the_United_Nations
[20] Moncomble, pp. 124-25/766-67.
[21] Moncomble, p. 125/767.
[22] Ibid.
[23] Dépêche AFP, September 15 1972, cit. Moncomble, pp. 125-26/767-68.
[24] Moncomble, p. 125/767.
[25] Ibid.
[26] Moncomble, p. 126/768.
[27] Ibid.
[28] Moncomble, p. 127/769.
[29] Moncomble, pp. 121/763, 127/769.
[30] Moncomble, p. 128/770.
[31] Hillard, p. 232.
[32] Hillard, p. 234.
[33] https://www.reuters.com/article/economy/russia-china-to-push-global-currency-at-g8-summit-idUSL789876/
[34] Hillard, p. 235.
[35] https://web.archive.org/web/20180308060728/https://www.foreignaffairs.com/articles/asia/2017-12-19/china-and-international-monetary-system
[36] Hillard, p. 232.
[37] p. 239 FN.
[38] https://www.cpifa.org/en/article/2911

Ataki na Cypr, Turcję i Azerbejdżan to były prowokacje? Iran zaprzecza, że zaatakował

Ataki na Cypr, Turcję i Azerbejdżan to były prowokacje? Iran zaprzecza, że zaatakował te kraje

9.03.2026 nczas/ataki-na-cypr-turcje-i-azerbejdzan-to-prowokacje-iran-zaprzecza-ze-zaatakowal

NCZAS.INFO | Bliski Wschód, mapa polityczna. Obrazek ilustracyjny. Źródło: AlpamayoPhoto / E+ / Getty
NCZAS.INFO | Bliski Wschód, mapa polityczna. Obrazek ilustracyjny. Źródło: AlpamayoPhoto / E+ / Getty

Rzecznik irańskiego MSZ Esmail Bagei oświadczył w poniedziałek, że siły zbrojne Iranu nie atakowały Azerbejdżanu, Turcji ani Cypru – poinformowała irańska agencja SNN.

Według rzecznika irańskie działania obronne „w żadnym wypadku nie powinny być interpretowane jako wrogość wobec któregokolwiek z krajów regionu”. Dodał, że sztab generalny sił zbrojnych „wyraźnie i oficjalnie ogłosił, że (…) ataki nie zostały przeprowadzone z terytorium Iranu ani przez nasze siły zbrojne”.

Bagei wypowiedział się po oskarżeniach władz Azerbejdżanu, że cztery drony wdarły się na terytorium kraju, uderzyły w terminal lotniska i eksplodowały w pobliżu szkoły, raniąc cywilów. Prezydent Ilham Alijew nazwał incydent „aktem terroru”, zażądał wyjaśnień i przeprosin od władz w Teheranie oraz nakazał wycofanie azerbejdżańskiego personelu dyplomatycznego z Iranu – przypomniał portal Iran International.

Wcześniej również minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi zaprzeczył, jakoby siły irańskie wystrzeliły drony w kierunku Azerbejdżanu.

W ubiegłym tygodniu również władze Cypru informowały o ataku drona na brytyjską bazę lotnicza na wyspie. Według władz w Nikozji atak ten został najprawdopodobniej przeprowadzony przez proirański Hezbollah, a nie bezpośrednio przez Iran.

Rząd Turcji powiadomił natomiast w czwartek, że obrona powietrzna NATO przechwyciła irański pocisk balistyczny, który wleciał w turecką przestrzeń powietrzną. Ankara złożyła protest w Teheranie i poinformowała, że wysłała sześć myśliwców F-16 i systemy obrony powietrznej do północnej części Cypru, aby – jak przekazał resort obrony – „zwiększyć bezpieczeństwo społeczności Turków cypryjskich” w obliczu wojny USA i Izraela z Iranem.

Wyspa Cypr jest podzielona na Republikę Cypryjską, będącą członkiem Unii Europejskiej, oraz Turecką Republikę Cypru Północnego, uznawaną na arenie międzynarodowej jedynie przez Turcję.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Barron Trump na front! MEM-y VI.

========================================

—————————————————

————————————

——————————–

——————————————————-

Gołąb Pokoju

==========================================

————————————————–

Wystrzał z Aurory. Rada Europy: Przyjęcia ideologii gender

Wystrzał z Aurory


Izabela BRODACKA

Kilka dni temu przegłosowano rezolucję, która penalizuje odmowę przyjęcia ideologii gender oraz jej krytykę. Przegłosowało ją Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przy prawie pustej sali. Zgromadzenie liczy ponad 300 członków – 71 osób głosowało „za”, 26-„ przeciw”, a dwie osoby wstrzymały się od głosu co razem stanowi jedną trzecią uprawnionych.

Rezolucja otwiera drzwi do karania rodziców, lekarzy czy duchownych za formułowanie swoich poglądów w sprawach identyfikacji płciowej dzieci i wychowanków, a nawet w kwestiach tak drastycznych jak chirurgiczna zmiana płci bez zgody opiekunów. Zachęca się również dzieci do donoszenia na swoich rodziców.

Tego typu ustalenia są zwykle lekceważone przez ich zdecydowanych przeciwników. Zdarza się, że podpisują oni cyrograf w przeświadczeniu, że nikt czegoś tak idiotycznego jak podpisywana ustawa nie będzie przestrzegał. Wydaje mi się, że z takim przeświadczeniem premier Morawiecki popisywał tak zwane „Kamienie milowe” oraz pakiet  „Fit for 55”.  Potem okazuje się jednak, że „słowo się rzekło – kobyłka u płota” ( jak podobno pozwolił sobie zażartować szlachcic Jakub Zaleski sprowokowany przez króla Jana III Sobieskiego ) i trzeba ją niżej ogona pocałować.

Rezolucja Rady Europy to próbny strzał, to symbolicznie rzecz biorąc wystrzał z Aurory.

Wypowiada nam wszystkim wojnę, której finał nie został wprawdzie jeszcze przesądzony, lecz ta rezolucja będzie stanowiła punkt odniesienia dla dalszego przykręcania nam śruby. Będzie chwalona w mediach jako dobra praktyka, będzie służyła w sądach jako podstawa precedensowych wyroków.

Już chyba służy – gdyż sąd w Rzeszowie nakazał ostatnio szkole honorowanie urojeń pewnego ucznia dotyczących płci, a nawet przyznał mu odszkodowanie.

Dobrym przykładem funkcjonowania precedensu w systemie prawnym nie zawierającym precedensów jest proceder odbierania w Polsce dzieci w powołaniu się na syndrom Gardnera. Wiele lat po tym jak okryty niesławą Gardner popełnił samobójstwo, a jego ofiary otrzymują w USA sute odszkodowania, polskie sądy rodzinne w uzasadnieniu odbierania matce dziecka powołują się na zdiagnozowanie u niej tego nieistniejącego prawnie i skompromitowanego w psychologii syndromu PAS.

Dr Richard Gardner, amerykański psychiatra sądowy popełnił samobójstwo 25 maja 2003 roku. Richard Ducote, prokurator powiedział po jego śmierci: „Módlmy się, aby głupota jego niedorzecznej teorii PAS umarła razem z nim”. Jak się okazało Gardner zeznawał na rzecz mężczyzn pobierając od nich 500 dolarów za godzinę badania czy konsultacji, po czym polecając, aby sąd przyznawał opiekę rodzicowi, który znęcał się nad dziećmi lub je molestował. Nie potępiał w swoich pismach pedofilii. Aprobował również kazirodztwo.

Oczywiście często zdarza się, że jedna ze stron sporu rozwodzących się małżeństw czy rozstających się par „napuszcza” dziecko na byłego partnera wypowiadając się o nim negatywnie lub obarczając go winą za rozwód. To czasami nieuniknione koszty rozstania.

W USA istnieje stowarzyszenie ofiar syndromu Gardnera. To dzieci które sąd odebrał matce i oddał w ręce gwałciciela i pedofila, albo odebrane rodzinie poniewierały się w kolejnych rodzinach zastępczych i sierocińcach. Do polskich sądów rodzinnych informacja o wykreśleniu syndromu Gardnera z rejestru schorzeń uprawniających do odebrania dzieci biologicznym rodzinom nie dotarła do dziś dnia.

Ustawodawcy uchwalający co chwila sprzeczne wewnętrznie czy wręcz kryminogenne przepisy nie zdają sobie chyba sprawy jakich mają prekursorów i w czym uczestniczą. Wzorem donosiciela na własnych rodziców jest przecież bohater ZSRR Pawka Morozow (Павлик Морозов: герой CCCR). Nikt obecnie nie traktuje jego historii poważnie lecz powstawały o nim książki, pieśni, a nawet powstała opera i przez całe lata był stawiany jako wzór sowieckim dzieciom. Przeświadczenie, że dzieci powinny być wychowywane w specjalnych placówkach dzielili stalinowcy z hitlerowcami. Hitlerowcy rabowali nawet niższe rasowo (ich zdaniem) dzieci, na przykład dzieci Zamojszczyzny aby odpowiednio je wychować dla potrzeb państwa niemieckiego. Przeświadczenie, że o zamykaniu kopalni, instalowaniu energetyki jądrowej, wiatraków czy paneli fotowoltaicznych mają prawo decydować psychologowie i historycy to znaczy humaniści (według popularnej definicji to ci, którzy nigdy nie zrozumieli definicji logarytmu) dzielą nasi rządzący z Pol Potem, który wieśniakom kazał wykonywać skomplikowane operacje neurochirurgiczne, a chirurgom kopać rowy.

Wdrażany w medycynie „ protokół terapii daremnej” to wypisz wymaluj hitlerowskie zarządzenia o eliminacji ludzi starych, chorych psychicznie czy niepełnosprawnych dzieci. To wcielanie w życie niemieckich nazistowskich kategorii Lebensunwertes Leben (życie niewarte życia) albo Unnütze Esser ( nieużyteczni zjadacze).

Rewizjoniści historyczni oskarżają o faszyzm i rasizm tych którzy jak Julian Tuwim w znanym wierszyku „Murzynek Bambo” odważą się używać terminu Murzyn. Tymczasem naprawdę nie jest istotne czy nazwiemy czarnoskórego Murzynem czy Afroamerykaninem, a Roma Cyganem.

Natomiast prawdziwą zbrodnią jest odmówienie tylko na podstawie arbitralnej decyzji dwóch czy trzech konowałów terapii osobie, która tej terapii oczekuje, a przez całe życie płaciła przymusowe składki na NFZ. Uporczywej terapii ma prawo odmówić sam pacjent natomiast nie ma prawa decydować za niego lekarz działający być może na rzecz gangu transplantologów.

Rzekomo nie wypada powoływać się w dyskusjach na przykłady wielkich dwudziestowiecznych totalitaryzmów i największych dwudziestowiecznych zbrodniarzy. To kompletna bzdura. Gdyby współcześni Hitlera, Stalina czy Pol Pota wykazali więcej roztropności, gdyby nie lekceważyli pierwszych sygnałów rozwijających się groźnych systemów przemocy, gdyby wreszcie gorliwie popierając postępowanie tyranów nie okazali się pożytecznymi idiotami, nie dopuściliby do sytuacji w której oni sami łatwo stawali się ofiarami.

Dlatego nie tylko wolno lecz nawet trzeba o tym mówić.

Zuzia odważyła się mówić co zrobili jej w szkole.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Piszę dzisiaj do Pana, ponieważ chciałbym, aby zobaczył Pan poruszającą rolkę video nagraną przez naszą młodą wolontariuszkę Zuzię.
  18-letnia Zuzia zdecydowała się mówić przed kamerą o tym, co spotkało ją, gdy jako 12-latka chodziła do szkoły w Anglii. Od najmłodszych lat zmuszano ją do rozwiązłości i homoseksualnego stylu życia, a jej nauczycielka religii w katolickiej szkole była… ateistką i lesbijką.
   Zuzia odważyła się nagrać tę krótką rolkę, aby ostrzec rodziców w Polsce, że to wszystko już dzieje się w naszych szkołach. Proszę zobaczyć:


https://www.youtube.com/shorts/hXPGB-T293c?feature=share

Zuzia, mimo młodego wieku, nie boi się wychodzić na ulice i brać udziału w kolejnych akcjach informacyjnych.
Może Pan umocnić ją w działaniu i dodać jej odwagi poprzez wsparcie naszej Fundacji oraz udostępnienie dalej tej rolki swoim znajomym.
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wojna re-aktywna

Wojna reaktywna

okładka tv

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 8 marca, wpis nr 1398 dziennikzarazy/wojna-reaktywna

Od dziś będę swoje wpisy w formie audio/video publikował na kanale Do Rzeczy w formacie „Karwelis komentuje”. Videoblogi będą się ukazywały w każdą sobotę o 12.00. W związku z tym przesuwam publikację w formie tekstu na każdą niedzielę na godzinę 12.00. Mam nadzieję, że Państwu się spodoba. Żeby obejrzeć tu mój kolejny videoblog aktualnego tekstu proszę tylko wcisnąć przycisk „Videoblog”.

============================================================

Jakoś tak jest w dzisiejszych czasach, że ludzie spodziewają się czegoś, gadają o tym, martwią się, a jak coś takiego przychodzi, to wszyscy latają zdziwieni. I wtedy myślenie o dawno przewidywanym zdarzeniu zaczyna się jak gdyby od początku. Tak jest z tą wojną z Iranem – jakby nas ona zaskoczyła. Mnożą się kosmiczne spekulacje co do jej motywów, przebiegu i przyszłych losów. To na razie wróżenie z fusów podrzucanych narracji. Bo trzeba przyznać co najmniej dwie rzeczy – mamy znowu wojnę na narracje, te – różnią się zasadniczo od faktów, skrywają rzeczywiste motywacje stron, są narzędziem wojny, której pierwszą ofiarą jest zawsze prawda.

Druga rzecz pewna w tej niepewności to są reakcje całego świata: uczestników wojny, sojuszników każdej ze stron, ludu w ogóle i mediów w szczególności. Nawet jeśli wiele z tych reakcji ma charakter manipulacyjny, to są one faktami i warto je przeanalizować w pomieszaniu dynamicznych zdarzeń, bo przynajmniej są one, te reakcje, pewne. Kiedy kamień wojny runął na powierzchnię zdarzeń rozeszły się od niego różne fale. Ich analiza da nam więcej niż obecne zgadywanki – po rozchodzeniu się fal, wlewaniu się na brzegi interesariuszy, ofiar i świadków można wywieść kształt tego kamienia. Obecnie spada on na dno rozstrzygnięć, sytuacja jest dynamiczna, ale kręgi pokazują nam kształt i potencjał tego głazu, co daje nam jakąś szansę na pojęcie do czego dojść może, większe niż z analizy kto do kogo strzelił. Obecny bowiem horyzont zdarzeń mocno wykracza – czasowo i geograficznie – poza konflikt lokalny w ograniczonym czasie. A więc popatrzmy na światową reakcję na wojnę.

Antysemickie dylematy

Zanim jednak zobaczymy jak fala wojenna dobijała na poszczególne brzegi pozwolę sobie na jedną generalną uwagę: mamy do czynienia z pewnym pomieszaniem postaw i wahaniem się w przypadku dotychczasowych prostych narracji. Otóż kwestię stosunku do tej wojny zaburza jedna sprawa: gdyby to USA napadły samotnie na Iran – sprawa by była prosta. Znowu by się mówiło o imperializmie Trumpa, końcu prawa międzynarodowego, Wenezueli do kwadratu. Europejscy włodarze kontynentalnego globalizmu znowu by się z mediami wyżywali na Jankesach, rodziłoby się współczucie do Irańczyków.

Ale kłopot w tym, że to wojna wszczęta przez Stany wraz z Izraelem, a ten ma zakodowane w medialnym światowym obrocie specjalne fory. Jak tam mordował cywilnych Palestyńczyków, to jeszcze ktoś tam mógł się krzywić na Zachodzie. Ale teraz, jak walczy ze strasznym atomowym reżymem terrorystów religijnych, to jemu już wolno.

W związku z tym udział, a właściwie inspiracja – o czym później – Izraela chroni Stany przed atakami ze strony społeczności świata, jest listkiem figowym i intencji, i samych działań. Powoduje to zachwianie głównie mediów liberalnych, które jak dotąd krytykowały wszystkie poczynania Trumpa w czambuł, tak teraz nie wiedzą jak relacjonować tę wojnę, bo tam siedzi po uszy bezcenny Izrael.

Zacznijmy od samego Izraela.
Jego reakcja, nawet militarna, jest objęta szczególną cenzurą ze strony Zachodu. Co do kwestii militarnych, to doszło do cudownego przeskoku, gdyż to Iran jest coraz bardziej przedstawiany jako… agresor, zaś działania USraela (tak nazwiemy tu połączone siły obu sojuszników) jako… działania w ramach samoobrony napadniętego. Zwłaszcza kiedy Iran w swej przemyślnej strategii zaatakował większość krajów regionu. Wychodzi na to, że to on napadł na niewinnych, kiedy zapomina się, że po pierwsze zaatakował głównie zachodnie bazy w krajach regionu, które dokładnym pierścieniem otaczały Iran, po drugie – Iran jest jak Ukraina: jego żywotnym interesem jest maksymalne umiędzynarodowienie tego konfliktu. Nie bawi się więc w jakieś „pomyłki” a la Przewodowo w Polsce, tylko wali z czego ma do sąsiadów. Chce pokazać – co warto zapamiętać wobec polskiej dziecinnej strategii –, że posiadanie na swym terenie baz amerykańskiego wojska wcale nie gwarantuje jego reakcji obronnej, nie gwarantuje nawet bezpieczeństwa. Wychodzi, że nawet przeciwnie, bo amerykańskie bazy zdają się przyciągać rakiety..

Jeśli celem wojny, a tak zadeklarował w swym przemówieniu Trump, jest zmiana reżymu irańskiego na rząd powolny USraelowi poprzez wywołanie w Iranie wojny domowej, to i pomysł był kiepski, i wykonanie – fatalne. Pomysł był kiepski, bo trochę przypominał lotnicze próby rzucenia na kolana Brytyjczyków przez hitlerowców w II wojnie światowej. Tam też w wyniku bombardowań miało dojść do upadku morale, zmiany władzy, otwarcia na inwazję, a skończyło się narodową konsolidacją. Z powietrza trudno zmienić atakowany reżym, o czym wiedziały Stany w czasie wojny w Iraku, ale widać, że teraz jakoś zapomniały. Jak zareagował sam lud irański na takie kalkulacje?

Co na to sam Iran?

W Iranie mamy do czynienia z podzielonym narodem. Jedni są za fundamentalizmem religijnym republiki islamskiej, drudzy za kierunkiem prozachodnim. Ten ostatni trend ujawnił swój wysoce manipulacyjny i zewnątrzsterowny charakter, kiedy w czerwcu zeszłego roku – jeszcze bez tej wojny – tłumy spontanicznie wyszły na ulice, wyraźnie inspirowane przez Mossad, który sam się do tego przyznał. I demonstracje skończyły się dopiero wtedy, kiedy Iran zagroził, że powiesi z 800 osobników najwyraźniej pochodzących z zasobów izraelskich służb.

Teraz mamy co innego: podoba mi się porównanie, którego użył jeden z polskich publicystów – to jest tak, jakby 13 grudnia 1981 roku w dniu stanu wojennego Amerykanie zabili bombą w domu generała Jaruzelskiego. Jedni by się cieszyli, drudzy by pomstowali. Ale nawet przeciwnicy Jaruzela mogliby się zastanowić nad suwerennością kraju własnego oraz intencjami zewnętrznego zbawcy od wewnętrznego konfliktu. Jest jednak inaczej.

Pies tam trącał wewnętrzne spory Irańczyków, tu chodzi o to, czy taki atak nie będzie kontrproduktywny do założeń, bo po prostu zintegruje naród, który zostanie postawiony przed wyborem między zgodą na utratę swej podmiotowości a utrzymaniem choćby minimum poczucia własnej wartości. Moim zdaniem w wojnie zawsze dojdzie do jakiejś integracji wokół choćby i najbardziej zbójniczej władzy, czego dowodem może być choćby i Związek Radziecki zaatakowany 22 czerwca 1941 roku, kiedy naród – oczywiście, że poganiany – zdecydował przecież, że są rachunki krzywd, których „obca dłoń nie przekreśli”. I wystarczy tylko, że w pierwszy dzień wojny izraelska bomba spadnie na szkołę dla dziewcząt i zabije ich ponad setkę by oba walczące plemiona irańskie znalazły się w jednym koszyku empatii.

To są rzeczy ostateczne, które kasują dotychczasowe konflikty, no, może z wyjątkiem Polski, gdzie zdziczenie obyczajów mogłoby dojść do poziomów, gdzie taka bomba byłaby całkiem akceptowalna dla choćby wzmożonych uśmiechniętych, byleby wybiła setkę pisiorowskich dzieciaków, zanim wyrosłaby z nich obraza dla cywilizowanego świata.

Reakcja Irańczyków, w ten sposób napędzana wstecznie do swych zamiarów przez USrael, prowadzi jednak do ich integracji. Ci wywiesili podobno czerwoną flagę, co oznacza bój do końca i tak się prawdopodobnie skończą rachuby Trumpa na wywołanie wojny domowej, która miałaby zmieść reżym ajatollahów.

Jak się tłumaczy USA?

Co do USA to mamy tu też porządne pomieszanie. Ameryka nie musi reagować na tę wojnę, sama ją bowiem wszczęła, ale warto popatrzeć jak ją opowiada. Na początku Trump się zacukał, bo w jednym i tym samym przemówieniu wojnę inaugurującym powiedział dwie sprzeczne rzeczy: że w czerwcu zeszłego roku swymi śmiałymi atakami rozwalił Irańczykom ich program atomowy, by za chwilę powiedzieć, że w ostatni dzień lutego roku obecnego napadł na Iran, by zapobiec rozwojowi programu atomowego, którego rozwaleniem przed chwilą się chwalił.

Potem jako pretekst wszedł wątek ideologiczny praw człowieka, że bombardujemy wraży im reżym, by lud przejął władzę, ale to też jest kiepskie, bo można – również wśród sojuszników USA – znaleźć przypadki przynajmniej takiej samej satrapii, jak choćby w Arabii Saudyjskiej. I jakoś tak USrael bomb tam nie zrzuca. Powody więc wskazywane przez Waszyngton są coraz bardziej dęte, zwłaszcza, że – co już wskazywałem – wektory się odwracają: to Iran powoli staje się agresorem, zaś USrael – samoobronnym odwetowcem.

Tu pora na pewną uwagę. Od początku narracji stron atakujących używa się pojęcia „wojna prewencyjna”. Prawo międzynarodowe nie zna takiego pojęcia, zna natomiast pojęcie „wojny napastniczej”, dobrze opisanej w międzynarodowych konwencjach i obłożonej sankcjami. Skoro – jak usłyszeliśmy – Trump w czerwcu wysadził bombami Irańczykom ich program nuklearny, to przed czym miałaby być ta obecna prewencja?

W międzyczasie prowadzono przecież zaawansowane w Genewie i Omanie rokowania nad wyrzeczeniem się przez Iran prac nad programem atomowym, nawet dla formuł cywilnych i energetycznych. Irańczycy godzili się już wręcz na upokarzający poziom ustępstw, dlatego – jak mówią złośliwi – trzeba było szybko wszcząć wojnę „prewencyjną”, bo jakby Irańczycy coś już podpisali, to zniknąłby powód, a właściwie pretekst do ataku.

W Ameryce mamy w reakcjach medialnych na wojnę wspomniane zawahanie. Jakby Trump poszedł na tę wojnę solo, to by go tam w USA dawno zjedli. I tak ma przerąbane, bo poszedł na tę wojnę bez żadnego gadania o zgodzie Kongresu, co mu zostanie – szczególnie w obliczu porażki – wyciągnięte.

Ale Trump poszedł na te wojnę pod rękę z Izraelem i tu nie za bardzo można wieszać na tej akcji psy. Właściwie nie wiadomo jak się zachować i ustosunkować: chwalić głupio, ganić – strach. Wyjdzie na to – zobaczycie -, że w odbiorze narracji będzie się konsekwentnie przechodzić na stanowisko, że to właściwie Iran zaatakował, zaś reszta – w tym kraje regionu – bronią się przed najeźdźcą.

Dla Trumpa to sprawa gardłowa. Już obecnie ponad 50 do 70% Amerykanów jest przeciwna tej wojnie i jeszcze jak mu w niej pójdzie nie najlepiej, to w wyborach uzupełniających dostanie jesienią w Stanach bęcki i może być „koniec balu, panno Lalu”. W dodatku jego MAGA pamięta mu dwie rzeczy – jego dojście do władzy z obietnicą zakończenia udziału USA w wojnach bez sensu, czemu Trump przeczy od dnia wejścia po raz drugi na Kapitol i druga sprawa – to coraz mniej podskórne i mniej hamowane przeświadczenie jego elektoratu, że to Stany robią za „sługę Izraela”, który jest od dawna ogonem machającym amerykańskim psem, z tym, że amplituda takiego machania może tego psa roztrzaskać już teraz o ścianę.

Co mówią Izrael i Rosja?

Z kolei dla Izraela to normalka – w narracji zewnętrznej i wewnętrznej już się tak zużyli w tematach wojennych, że teraz się nie starają, bo już bardziej nie mogą. Jest tam co prawda kolejny i chyba setny element liczenia na konsolidację narodu w obliczu wojny, bo dla Netanjahu zbliżają się wybory. A te – bez wojny – mogłyby się ciężko dla niego skończyć. Jedyna różnica jest taka, że sobie Żydzi trochę posiedzą w schronach, w czym są wprawieni, nawet tam sobie podśpiewują, ale jak zejdzie im dłużej, to śpiewy może zostaną zamienione na dyskusje w którym kierunku idzie całe państwo. Może Żydzi się zorientują, że częścią ich narodowej strategii, ale i tragedii własnej i całego regionu jest taktyka ich wodza, by przez wywołanie kolejnej wojny kolejny raz odroczyć swe pójście za kratki?

Rosja zareagowała dość przewidywalnie i sztampowo. Ot, potępiła co trzeba i czeka. Najbardziej dziwią mnie zachodnie, w tym multum polskich, spekulacje co do tego, że wojna Irańska wskazała na słabość przegranej Rosji. Miało tego dowieść to, że Rosja przed wojną wzmocniła ponoć militarnie Iran, co – jak widać po efektach – nie przyniosło żadnego dobrego skutku. Ale, przynajmniej w przypadku Rosji, to kompletne bzdury – myślę bowiem, że Kreml się cieszy z kilku rzeczy. Po pierwsze – wzmacnia się ich pozycja wobec Chin. Te, jeśli stracą w Iranie swego dostawcę ropy, to zwrócą się po nią w większym stopniu do Rosji. Po drugie – ten kryzys zapracuje na zwiększenie cen i dostępności ropy, a z niej Rosja żyje najbardziej, a to osłabi oddziaływanie nałożonych na nią sankcji. Po trzecie – ta wojna odwraca zainteresowanie wojną na Ukrainie, w tym od zaopatrzenia materiałowego. Po czwarte – udało się Rosji nanizać na przyszłość wiele argumentów na poziomie prawa międzynarodowego, a właściwie jego atrofii w wykonaniu Zachodu. Okazuje się bowiem, że w świetle enuncjacji Trumpa to i Putin może sprzedawać swoją aktywność na Ukrainie jako operację specjalną, mającą charakter prewencyjny przed zbliżeniem się NATO do granic Rosji, co niweluje zarzucaną Putinowi wojnę napastniczą. Skoro Trump może, to czemu nie Rosja? To samo z odstrzeliwaniem głów państw – teraz nie dałbym grosza za życie Zełenskiego.

Rosja więc zyskuje na tym. Chiny zaś mniej, bo wzrośnie cena ropy, ich uzależnienie od Rosji, ale Iran to było tylko zaopatrzenie na poziomie 13,5% miksu Chin, który teraz się chwieje. Ale Chiny maja sporą dywersyfikację dostawców ropy. Daje ta wojna pewną wolną rękę Chinom na ich kierunkach geopolitycznych. Takie zaangażowanie się USA w Iranie otwiera całkiem nowe możliwości chińskiej ekspansji, lub choćby tylko blokady Tajwanu. Ameryka jest zaangażowana w Iranie w wojnę na zasoby, których nie będzie mogła użyć ani na Ukrainie, ani na Tajwanie. Ta wojna polega na liczeniu rakiet i przeciwrakiet. A te pierwsze są tańsze od tych drugich i jak Iran zacznie, a zaczął, walić swymi środkami dookoła, to nie starczy na długo zasobów do obrony.

Ten argument przywiódł w czerwcu zeszłego roku Izrael po prośbie do USA, by jakoś wyjść z twarzą z rozpętanego przez Tel Aviv konfliktu z Iranem. Teraz, jak się Iran zaprze, to może się stronie prewencyjnej skończyć całe amo. I Ameryce nie starczy na inne kierunki. Co widzą i Rosja, i Chiny.

Narracja bratnia – dylematy

Kraje arabskie to złożona sprawa. Czemu Iran po nich strzela? Ano, jako się rzekło, żeby pokazać im, że trzymanie u siebie amerykańskich baz to raczej kłopot. Chce także wywołać reakcję krajów regionu, w której te miałyby się zwrócić do USA po pomoc, której Ameryka musiałby odmówić. Głównie z powodów braku środków obrony przeciwrakietowej, w większości alokowanej na kierunku obrony Izraela. Atak ma więc na celu osłabienie pozycji USA jako wiarygodnego sojusznika, który nie dość, że swoją obecnością sprowadza kłopoty, to jeszcze nie gwarantuje dowiezienia gwarancji bezpieczeństwa.

W regionie to cwany ruch Iranu, bo jeszcze dochodzi kwestia podziałów wzdłuż szwów religijnych. Wiadomo tu Persowie – tam Arabowie, tu szyici – tam sunnici, ale to jeden islam. A ta cała reszta to raczej niewierni. Mogą się pojawić – i pojawiają się – ruchy solidarystyczne. W dodatku wzbudzają się przyschnięte konflikty – Pakistan wojuje z Afganistanem, zaraz zapłonie cały region i cały misterny i coraz bardziej na kredyt plan amerykańskiego ułożenia kwestii bliskowschodnich, by USA mogła się stamtąd udać do raju splendid isolation – weźmie w łeb. Może to być na korzyść jedynie Izraelowi, który realizuje swoją politykę bezpieczeństwa podpalając cały region arabskiego otoczenia.

Arabskie więc kraje regionu mają swoje dylematy, stąd ich reakcja jest nie tak bardzo jednoznaczna, jak by wskazywała logika – wcale nie pomstują na Iran, myślą bardziej jak z tego wyjść w inny sposób niż kosztowna wojna. Takie raje biznesowo-turystyczne jak Dubai, walą się w proch i będą robić wszystko, by konflikt zażegnać. A skoro Iran będzie, jak deklaruje, walczył do końca i może pociągnąć za sobą wszystkich w regionie na dno, to i region będzie zastanawiał nad innymi niż usraleskie scenariuszami, jakimi jest zniszczenie Iranu.

Europa a wojna

Unia Europejska też się szykuje. Tam też obowiązuje ten dylemat, że jednak w czambuł tego Trumpa za wojnę potępiać nie można, bo Izrael, ale te wszystkie E3 i E4 się szykują – z jednej strony się zarzekają na niezaangażowanie, z drugiej – jak Wielka Brytania, ale ta nie w Unii – strzelają do irańskich dronów. Jednak Unia ma jeszcze jeden problem z reakcją. Jest powściągliwa, bo ma u siebie na terenie V kolumnę – miliony islamskich migrantów. Ci tylko czekają na jakieś większe deklaracje poparcia ze strony krajów ich goszczących wobec agresji USraela. Ta sprawa może pogodzić w Europie szyitów z sunnitami w jeden dzień. A więc w Brukseli jedziemy ostrożnie. Na razie, bo już się pojawiają jakieś podżegackie głosy, szczególnie w kontekście „zapominania” o wojnie na Ukrainie.

Unia ma nieciekawą sytuację: jak będzie kłopot z dostawami, co dopiero mówić o cenach, ropy z kierunku Zatoki, to będzie kryzys na Starym Kontynencie. Dywersyfikacja na dostawy ropy (i gazu!) po bojkocie Putina za atak na Ukrainę zredukowała znacznie europejskich miks dostawców. Teraz zostanie już tylko znienawidzona Ameryka, uszczęśliwiona obrotem spraw Norwegia i… Rosja. Moim zdaniem, jak dojdzie do kryzysu, szczególnie na jesień z gazem, to jastrzębie bojkotu Kremla będą się musiały przeprosić z Moskwą i zjeść gazowo-ropną żabę. Może to też być pretekst do użycia przez Niemców, które od dawna marzą o powrocie do rosyjskiego business as usual.

Ale Putin ostro przeczołguje brukselczyków, mówi: skoro jeszcze przed ta wojną zadeklarowaliście stopniowe odejście od mojego gazu, to czemu czekać, wstrzymam wam dostawy od zaraz. I Europa znalazłaby się z dnia na dzień w kłopocie. Bez znienawidzonego, a jednak branego gazu od Putina, ale przed ogarnięciem nowych kierunków dostaw, pomniejszonych o gaz choćby z takiego, wciągniętego teraz w konflikt – Kataru.

Ciekawa jest też reakcja samej Ukrainy – ta wiadomo: będzie biła na alarm, żeby Iran jej nie przysłonił. Będzie się dopominała niegasnącej uwagi, choć kłopot nie tylko polega na samej narracji, ale i operacyjnym zaangażowaniu pomocy militarnej Zachodu. Ameryka tu już odjechała na całego, Europa jeszcze nie gotowa (SAFE się przecież musi zdążyć wydać, a do efektów to jeszcze hoho!). Jest więc kiepsko i Zełeński kombinuje jak może, by… połączyć jakoś obie wojny. Ostatnio Ukraina zadeklarowała, że pomoże krajom regionu w obronie przed irańskimi dronami, zna się bowiem na ich zwalczaniu z własnego teatru wojny. Ale w zamian za to zaproponowała (Rosji!), że ta na czas tego „leasingu” zaprzestanie walk na froncie ukraińskim, wszak żołnierze ukraińscy będą wtedy zajęci gdzie indziej. To jakieś kuriozum, na które jakby się zgodził Putin, to by wreszcie dowiódł że jednak jest wariatem.

Ukraina się martwi, bo głowa Trumpa jest teraz gdzie indziej i będzie tam coraz bardziej, ponieważ chyba się jednak z tym Iranem dał podpuścić Netanjahu. Rosja ma tu na Ukrainie wolną rękę dziś bardziej niż kiedykolwiek, a więc może się przydarzyć wiele.

NATO to już chyba końcówka. Co widać jak na patelni. Iran, znowu sprytnie, zaatakował bowiem i Cypr, i Francję i Wielką Brytanię, co dopiero USA, istnieją więc powody na… wdrożenie słynnego artykułu piątego Traktatu Północnoatlantyckiego. A tu nic – ni widu, ni słychu. Jakiś tam Iran przetestował i okazało się, że goście w kieszeniach mają tylko łuski. Jak się popatrzy na mapki zasięgu, to irańskie rakiety dolecą do – niestety naszej – połowy Europy. I jak walą teraz po amerykańskich bazach u siebie w regionie, to czemu nie mieliby walnąć i po natowskich w Europie, wszak np. taka Wielka Brytania aktywnie obecnie uczestniczy w zestrzeliwaniu dronów irańskich, jest więc i NATO w wojnie z Iranem.

Sprawa polska      

W końcu wylądowaliśmy w Polsce i jej reakcjach. Tu – przynajmniej do dziś – nie skończyło się to tym, że reakcja na wojnę z Iranem sprowadziła się do wzajemnych zarzutów plemiennych, że jedno się stara bardziej od drugiego. Reakcja rządu Tuska, ustami Sikorskiego i Kamysza, powiela schemat pomieszania – z jednej strony ten straszny Trump i by się walnęło, z drugiej – nietykalny Izrael. Kto ma zadatki sadystyczne to może sobie oglądać jak z tym spektaklem się męczy np. TVN. Pojawiły się też wątki solidaryzmu Polski z krajami regionu, co wskazuje na utrwalenie trendu ustawienia Iranu jako agresora. Tematem zastępczym jest suflowana troska o zatrzaśniętych w regionie Polaków, co stoi w sprzeczności z realiami.

Nasi tam nie wysyłali żadnych samolotów po swoich, tłumacząc się, że jest tam strzelanina i się nie lata. Potem zrobiono badania opinii publicznej i wyszło, że to jest jednak źle odbierane i jakoś argumenty na NIE w sprawie lotów zniknęły czarodziejsko. Nieżyczliwi pokazywali tu przykład choćby Czechów, którzy autobusami przewożą swoich do krajów o swobodzie ruchu lotniczego. A więc i tu klapa. Tuski grają tu na raczej przemilczanie swego stanowiska wobec wojny, udając strategiczną postawę niezaangażowania, choć jest to raczej wybieg taktyczny i wzorowany na postawie unijnej. Sikorski w swoim exposé sprzed kilku dni nawet nie wspomniał o Iranie i naszej postawie wobec nieuchronnej wojny – teraz udaje, że wszystko miał przemyślane.

Niepokoi, po raz kolejny, prezydent Nawrocki. Z jego pierwszego oświadczenia wynikało, że popiera w całej rozciągłości atak na Iran, choć w polskim prawie pochwała (tu ewidentnej) wojny napastniczej ma swoje sankcje, nawet karne. Dowiedzieliśmy się także od prezydenta, że popieramy w tej wojnie naszych sojuszników, choć jako żywo Izrael, jeden z dwóch napastników, nie jest z nami w żadnych (formalnych i jawnych) sojuszach.

Druga wpadka Nawrockiego to już kuriozum. Prezydent nie mógł nie wiedzieć o tragedii w irańskiej szkole, gdzie bomba zamordowała ponad 150 dziewczynek. O czym pisze w tym dniu Nawrocki? O tym, że USA straciły trzech swoich synów na froncie, i że się modlimy i solidaryzujemy. Lepiej – moim zdaniem – w tej sytuacji nie deklarować nic, żadnego poparcia, skoro można tak kończyć.

W oświadczeniach i rządu, i prezydenta jest jeden element wspólny – Ukraina. Atak na Iran tłumaczy się jego zaangażowaniem w militarną pomoc Rosji, co jest kompletnym absurdem, bo to nie ma nic wspólnego ani z powodami tej wojny, ani z motywacjami stron.

To ukrainofilstowo jest już w formach obsesyjnych. Świat dzieli się tu na tych co pomagają Rosji (zawsze wrogowie, choć w rosyjskich rakietach latają i francuskie, i niemieckie podzespoły) i ci, co jej nie pomagają (ci są zawsze naszymi przyjaciółmi, w ten sposób naszym sojusznikiem jest choćby Urugwaj, dopóki rzecz jasne nie przyłapie się go na używaniu ruskich nawozów, a takowych używa, z tym, że się – w ramach unijnego Mercosuru – go nie przyłapuje).

Tasują się karty świata

Reakcja świata na tę wojnę mówi więcej o świecie niż o tej wojnie. Kraje się pozycjonują, teraz wokół i tej latarni. Zapowiada się na ostry wiraż i to wielu pojazdów. Możliwe są dodatkowe kolizje, blokowanie całych dróg, w tym witalnych dla całego świata. Dla wielu krajów, w tym USA, losy tej wojny to sprawa krytyczna. Ja tam nie spekuluję o losach tej wojny, gdyż sprawa jest wielowątkowa. Myślę sobie tylko jedno – jak to jest tak, że Trump z jakichś powodów (tym bardziej z możliwego powodu sieci zastawionej przez Izrael za pomocą listy Epsteina) dał się wmanewrować Netanjahu w wojnę, na której sam przerżnie wewnętrznie. A wtedy powróci na pełnej petardzie lewacki globalizm. Tym razem na całym świecie. I okaże się, że chore ambicje narodu wybranego zaciążyły na losach całego globu i nas wszystkich.

Widzimy obecnie tylko powierzchnię zjawisk. Mamy pomieszanie, bo cele tej wojny są albo ukryte, albo nieuświadomione, boje się, że również wśród jej inicjatorów. Jeśli mamy do czynienia z czasami, w których wojny są wszczynane bez wyraźnych powodów i celów, to grozi nam jedno – ciągły konflikt, rosnący i rozprzestrzeniający się. Tak to jest w wojnach, które nie mają wizji zwycięstwa, choćby najbardziej niesprawiedliwego. Wtedy takie wojny nie mają perspektywy celu, którego osiągnięcie prowadziłoby do jakiegokolwiek pokoju. A to oznacza wojnę permanentną, coś blisko idei permanentnej rewolucji Trockiego.

Ta Trockiego doprowadziła do zapaści jednego wielkiego kraju z odczynami na całe regiony świata. Wojna permanentna, jaka nam się zapowiada, może prowadzić do resetu całej planety. Obyśmy przeżyli ten eksperyment, choćby tylko po to, by zobaczyć jakie po tym resecie będzie wgrane nowe oprogramowanie świata.    

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dajmy poczucie bezpieczeństwa !! MEM-y V.

————————————————————–

———————-

—————————————————————————-

-=-==========================

—————————————————–

——————————————————————-

———————————————————————-

———————————————————-

—————————————————————————————–

———————————————————

—————————————————————

Kontrola przez pieniądze

Kontrola przez pieniądze

Autor artykułu Marek Wójcik 8. marca 2026 world-scam/kontrola-przez-pieniadze

W połowie lutego Facebook zablokował moje konto z „obawy” przed hakerami. Założyłem drugie konto i, pomimo że nie jest zbyt rozpowszechnione jakoś działa. Długo trwało, zanim odzyskałem pierwotne konto. Facebookowe „szczęście” trwało jednak krótko. Zuckerberger postanowił sprawdzić, czy nie jestem wirtualnym krokodylem i postawił przede mną zadanie, którego nie zamierzam wykonać.

Powiedzmy, że jestem nieśmiały przed kamerą i nie lubię, kiedy ktoś pod płaszczykiem walki z robotami – walki przy użyciu mocno sztucznej pseudointeligencji – usiłuje tanim kosztem zdobyć aktualne nagrania mojej fizjonomii. Jak przy aresztowaniu, musiałbym pokazać moją twarz z profilu i en face.

Proponuję, by technokraci zastosowali klasyczną metodę i wysłali kogoś, by nagrał mnie na ulicy, czy w sklepie. Nie zrobią tego, ponieważ Palantir nie pokryje kosztów. Tak więc moje konto na tym mało-społecznościowym medium pozostanie nieaktywne. Przynajmniej to stare. Wiem, że takim cyrkowym sztuczkom poddawani są także inni użytkownicy. Wiem też, że wielu z was nie wyobraża sobie życia bez Facebooka. Ja sobie wyobrażam.

W lutym Parlament Europejski zaakceptował kolejny krok do wprowadzenia cyfrowego euro. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Parlament Europejski przyspiesza wprowadzenie cyfrowego euro. Źródło.

Parlamentarzyści zagłosowali za poprawkami wspierającymi cyfrowe euro, które będzie funkcjonować zarówno online, jak i offline, zgodnie z wizją banku centralnego UE dotyczącą publicznie emitowanej cyfrowej formy pieniądza. Głosowanie zostało przyjęte zdecydowaną większością głosów. Uzasadnieniem były rosnące obawy dotyczące struktury globalnych systemów płatności. Znaczna część transakcji cyfrowych w UE odbywa się obecnie za pośrednictwem sieci takich jak Visa i Mastercard, których firmy mają siedziby poza UE. Mogłoby to umożliwić obywatelom unikanie kontroli UE.

Trudno uwierzyć, że europejscy globaliści obawiają się konkurencji globalnych globalistów reprezentowanych przez firmy usługowe kart kredytowych. Jeśli jednak to jest prawda, to mamy do czynienia z podziałami wśród Deep State, które są dla nas tak samo korzystne, jak dla uzurpatorów do władzy nad światem dzielenie nas na lewicę i prawicę, jak podsycanie nienawiści pomiędzy narodami albo dzieleniem na zwolenników preparatów mRNA i przeciwników.

Z rozbawieniem przeczytałem, że pieniądz cyfrowy będzie funkcjonował zarówno online, jak i offline. Czyli ma być niezależny od internetu. W związku z „dalekowzroczną” polityką energetyczną eurokratów postawiłbym tu raczej inne pytanie: czy pieniądz cyfrowy będzie działał, gdy zabraknie prądu?

A może zastosujemy czytniki kart na korbkę? Zasilane siłą mięśni i co ważniejsze wielkie komputery bankowe zapewne podłączone do przenośnych reaktorów atomowych? Albo jeszcze lepiej – możemy przecież polegać na wiatrakach lub fotowoltaice.

Jedno jest pewne, tak jak do tej pory było z pieniędzmi nie będzie trwało długo. Czym będziemy płacić, zależy od rozwoju napiętej sytuacji w świecie finansów. Dolar skazany jest na galopującą inflację.

By przedłużyć jego agonię, FED zostanie zmuszony do produkowania zielonych banknotów zarówno papierowych jak wirtualnych. Aktualnie puszcza na rynek niewielką kwotę 40 miliardów miesięcznie, ale będzie zmuszony, by zwiększyć wytwarzanie tych pustych pieniędzy przynajmniej dziesięciokrotnie.

Ten problem dotknie praktycznie wszystkie papierowe i wirtualne waluty. Jedne wcześniej inne później. Ten proces można porównać do dolewania wody do piwa przez karczmarza. Przy niewielkich dolewkach piwosz nie odczuje różnicy, jednak gdy karczmarz posmakuje w łatwych zarobkach, trudno będzie wyczuć smak resztek piwa w wodzie.

Dlaczego kryzys zacznie się od dolara? Jeden z argumentów znajdziecie na poniższym obrazku.

Taxpayer to płatnik podatków – resztę łatwo można zrozumieć także bez wiedzy lingwistycznej.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Ukraina i Izrael. Podobieństwa. MEM-y IV.

——————————————–

————————————————————————————–

———————————————————-

———————————————-

——————————————————————


———————————————————-

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie [i światowe?] podziemie przestępcze

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze

9.03.2026 Leszek Szymowski

Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze. Służby specjalne i policja nie radzą sobie z ich działalnością.

36 zlikwidowanych laboratoriów narkotykowych, setki przeszukań i tony zabezpieczonych substancji – taki jest wynik wielkiej polsko-ukraińskiej akcji policyjnej wymierzonej w zorganizowaną przestępczość. W czwartek, 19 lutego, Centralne Biuro Śledcze Policji znienacka zaatakowało ponad 500 adresów, gdzie według śledztwa miały się znajdować fabryki narkotykowe.

Znaleziono 36 laboratoriów i 74 magazyny do przechowywania zakazanych substancji. Znaleziono ponad 20 tys. litrów prekursorów do produkcji narkotyków syntetycznych, ponad 220 kg alfa-PVP, ponad 150 kg amfetaminy, ponad 65 kg mefedronu w formie kryształu oraz 350 litrów w postaci płynnej, 47 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek MDMA i ponad 2 tys. tabletek ecstasy oraz 7 kg metaamfetaminy. To jedna z największych akcji w historii polskiej policji, ale zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Tajny raport

W lipcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji). Dokument opisuje zjawisko polegające na tym, że gangsterzy z Ukrainy kupują dziesiątki kilogramów meksykańskich narkotyków, głównie fenatylu, marihuany i heroiny.

Wszystko po to, aby sprzedawać z dużym zyskiem na rynku europejskim. Raport DEA wskazuje dwa polskie miasta jako dotknięte już tym zjawiskiem. Są to Kraków i Wrocław. Zdaniem analityków amerykańskich tam właśnie ukraińskie gangi działają z największą siłą. I tam rozpoczyna się nowy, przestępczy proceder – sprzedaż fentanylu. Fentanyl – lek pochodzenia opoidalnego (tzn. wytwarzany z opium) pomaga uśmierzać ból. W Polsce wszystkie leki zawierające fentanyl sprzedawane są na receptę.

Narkotyk polityczny

W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych zaczęła się prawdziwa epidemia uzależnień od fentanylu. Przyczyną była popularność tego syntetyku w procesach medycznych. Jako substancja pomagająca uśmierzyć nawet najsilniejszy ból, fentanyl był wykorzystywany w terapiach medycznych i w lekach. Jednak zgodnie z prawem można było go stosować wyłącznie za zgodą lekarza i wyłącznie w szpitalach, a każde zastosowanie musiało być udokumentowane. Fentanyl miał jednak zasadniczą wadę – uzależniał 18 razy szybciej niż heroina (dotychczas uznawana za najsilniejszy narkotyk).

To spowodowało, że pacjenci w USA już po oficjalnych terapiach wychodzili w pełni uzależnieni od syntetyku. I zaczynali go szukać na własną rękę. Uzależnieni od fentanylu Amerykanie stawiali się klientami dostawców narkotyku.

Tyle że u oficjalnych producentów, zaopatrujących apteki i szpitale, regulowanych przez przepisy federalne, nie mogli kupić dla siebie leku poza systemem. To zapotrzebowanie zaczęły zaspokajać meksykańskie kartele – główni producenci opium i fentanylu. Od 2020 roku narkotyk z meksykańskich pól szlakami przemytu przez granicę do Tekasu, przez tajne, podziemne tunele mafii, zaczęły płynąć dziesiątki kilogramów narkotyku. Konsekwencje były tragiczne. Jak wynika ze statystyk amerykańskiego Departamentu Zdrowia (odpowiednik naszego Ministerstwa Zdrowia), w latach 2020–2021 wskutek przedawkowania fentanylu zmarło w USA 129 tys. osób. Liczba tych, którzy kupowali u przemytników, nie jest znana.

Efekty popularności fentanylu były tak straszne, że sprawą postanowił się zająć sam prezydent USA. 15 karteli trafiło na listę organizacji terrorystycznych, w tym sześć karteli meksykańskich, w tym osławiony Sinaloa. Następnego dnia Pentagon wysłał drony i samoloty szpiegowskie, aby patrolowały granicę z Meksykiem i identyfikowały wszystkich przemytników. Sam Donald Trump zapowiedział, że do ścigania narkotykowych gangsterów wyśle wojsko. 3 marca Trump ogłosił cła na Kanadę i Meksyk, przy czym nie ukrywał, że cła na ten drugi kraj są konsekwencją nieudolnej polityki walki z kartelami.

Ta decyzja uderzyła w meksykańską gospodarkę, dla której eksport do USA jest istotnym źródłem przychodu. Stało się to akurat w czasie, kiedy nowa prezydent kraju Claudia Scheinbaum zapowiedziała dążenie do poprawy stosunków bilateralnych z USA. Chcąc pokazać, że to nie słowa a czyny, Scheinbaum wysłała wojsko najpierw do pacyfikowania mafii, a potem na granicę z USA. W ramach akcji wojskowych, spłonęło kilka ważnych plantacji narkotykowych, a kilkudziesięciu gangsterów trafiło do więzień. W konsekwencji kartele straciły główny rynek zbytu – Stany Zjednoczone. Dla kontynuowania miliardowych interesów trzeba więc było znaleźć nowy kierunek. I właśnie, jak wynika z cytowanego raportu DEA, stała się nim Europa.

Wielkie pieniądze

Skąd jednak nagle partnerem dla meksykańskich karteli stały się ukraińskie gangi?

Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.

W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników. Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na pomoc dla walczącej Ukrainy w części zostały rozkradzione i trafiły m.in. do gangsterów. Nie wiadomo również, co działo się z bronią i amunicją dostarczaną na front, bo nie ewidencjonowano jej faktycznego wykorzystania. Za to od 2022 roku policje w całej Europie zabezpieczają u gangsterów broń i amunicję, która oficjalnie powinna być na froncie w Donbasie. Ukraińscy gangsterzy mają broń i potężne pieniądze i apetyty na wielkie, przestępcze biznesy. Meksykańscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków i zablokowany główny dotychczasowy kanał zbytu, czyli rynek USA za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.

Niewydolne państwo

Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia” – mówi dr Mateusz Mickiewicz – warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – „Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz ze swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji.

„Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami” – mówi adwokat. – „W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu, polska policja i prokuratura, ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.

Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich, będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło.

A skutkami niech się martwią inni. MEM-y III.

———————————————–

——————————

——————————————-

———————————————————————-

—————————————————————

———————————————————————–

Dwója za nieznajomość ortografii: wierzenia pisze się małą literą..

========================