Polexit! Uciekajmy z UE i to najszybciej jak tylko się da!

Polexit! Uciekajmy z UE i to najszybciej jak tylko się da!

krzysztofjaw


krzystofjaw/polexit-uciekajmy-z-ue-i-to-najszybciej-jak-tylko-sie-da

09 stycznia 2026 roku prezydent Karol Nawrocki powołał w skład Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie m.in. niedawnego ministra d.s. zagranicznych oraz ministra d.s. UE w rządach M. Morawieckiego Szymona Szynkowskiego vel Sęk, który onegdaj stwierdził był, że trzeba być w UE, żeby ją zmienić: „W Unii Europejskiej nie tylko warto być, ale trzeba być. Jeżeli jesteśmy odpowiedzialni za Europę – a czujemy się jako państwo z ponadtysiącletnią historią odpowiedzialni nie tylko za Unię Europejską, ale za Europę, za jej przyszłość – to Unię trzeba starać się zmieniać; ścieżkę jej rozwoju korygować w taki sposób, żeby Europa w przyszłości nie uległa tym wszystkim negatywnym zjawiskom. Bo jeśli ulegnie, to skutki tego odczuje również Polska [1]”.

Panie ministrze! Biorąc pod uwagę fakt, że Unia Europejska oraz państwa zrzeszone w bloku MERCOSUR (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj) podpisały umowę, która oznacza de facto koniec europejskiego rolnictwa to mam nadzieję, że już Pan zrozumiał, że to, co Pan mówił było naiwną mrzonką. Mało tego! UE – mimo udowodnionej bezsensowności – brnie dalej w klimatyczny fanatyzm, Zielony Ład, Globalne Ocieplenie, redukcję CO2, w jakieś ETES-y (1 lub 2) czy w OZE. A do tego wtłacza też w umysły Europejczyków chore postkomunistyczne i lewackie idee… od gender po LBGTQ+.

Obecnego więc kierunku rozwoju UE nie da się zmienić od środka, nie da się UE zawrócić do stanu dobrowolnego związku niepodległych i suwerennych państw, tzw. Europy Ojczyzn. Trzeba być naprawdę w balonie jakiejś „political fiction”, aby w taką zmianę wierzyć.

Są jakieś przebłyski otrzeźwienia unijnych elit jak np. skuteczna próba odsunięcia umowy z krajami MERCOSUR o 2 lata, co było możliwe dzięki jej zaskarżeniu do TSUE. Tyle tylko, że już Niemcy gaworzą, iż i tak doprowadzą do jej obowiązywania zgodnie z pierwotnym terminem. A ponadto co to jest 2 lata jeżeli nad tą umową pracowano z determinacją niemal od ćwierćwiecza… Czy jest jakaś szansa na wyrzucenie tej umowy do kosza? Nie ma żadnej!

A i jeszcze niemiecka szefowa KE w UE Pani Ursula von der Leyen raczyła poinformować, że podpisała też podobną umowę z Indiami, którą nazwała „matką wszystkich umów”. Co tam jeszcze ma w swoim koszyczku z „niespodziankami”?

Ogólnie elity UE pod wodzą Niemiec, Francji i Niderlandów od dziesiątków lat budują Jedne Sfederalizowane i Scentralizowane Państwo Europa ze stolicą tak naprawdę w Berlinie i ewentualnie z jakimiś odgałęzieniami w Brukseli. Europejski Bank Centralny (EBC) mieści się przecież w Niemczech a to jest najważniejsza instytucja unijna strefy Euro, do której na szczęście nie weszliśmy i wierzę, że nie wejdziemy [2, 3].

Wchodząc do UE wyobrażaliśmy sobie, że ona będzie dla nas ostoją zachodniego bogactwa. Po latach bycia pod wpływem Rosji Sowieckiej myśleliśmy, że nasza bytność w UE jest dla nas historycznie oczywista, bo zawsze tą Europą byliśmy. Pragnęliśmy swobodnie podróżować po Europie i w niej też mieć możliwość zatrudnienia za o wiele większe pieniądze niż w kraju. Ostatecznie też sądziliśmy, że UE jest gwarancją naszej suwerenności i niepodległości oraz liczyliśmy na ogromne unijne finansowe wsparcie, które pozwoliłoby uczynić naszą Polskę bogatą i zasobną.

Jednak ogólnie nasze wyobrażenie o UE było takie, że jest to twór podobny do EWG, gdzie najważniejszymi elementami była wolność europejskiego przepływu: ludzi, kapitału i dóbr oraz usług. Tak sobie wyobrażaliśmy tą UE, do której wstępowaliśmy. I w sumie wtedy ona mniej więcej taka była, choć już wtedy można było zauważyć, że staje się lub może stać się poniekąd drugim ZSRR.

Dzisiaj UE jest czym innym niż była w w 2003 czy 2004 roku, kiedy do niej wstępowaliśmy. Ciekawe jakie wtedy byłyby wyniki naszego referendum akcesyjnego, gdyby Polakom zadano pytanie, które dziś jest aktualne i właściwe:

„Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Polski do UE, która będzie dążyła do zbudowania Jednego Sfederalizowanego i Scentralizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie a tym samym godzi się Pani/Pan na utratę polskiej suwerenności i niepodległości?”

Ja wtedy podejrzewałem, że w takim niewłaściwym kierunku będzie zmierzać UE i dlatego w 2003 roku w referendum akcesyjnym głosowałem „przeciw”, bo zdawałem sobie już wtedy sprawę, że budowane jest drugie ZSRR, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) wedle zapisów „Manifestu z Ventotene” autorstwa przede wszystkim komunisty A. Spinellego [4] oraz ideach takich komunistów jak A. Gramsci (komunistyczny „marsz przez instytucje”) [5] czy wytycznych tzw. marksistowskiej, niemieckiej Szkoły Frankfurckiej [6].

Mogę więc powiedzieć, że mam czyste sumienie, bo nie uległem powszechnej prounijnej propagandzie i w referendum akcesyjnym głosowałem „przeciw”, ale naprawdę nie cieszę się z tego mojego czystego sumienia, bowiem niestety obrany kierunek rozwoju UE jest taki, którego wtedy się ogromnie bałem. A tym kierunkiem – powtórzę już nie wiem, który raz – jest budowa lewackiego Jednego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie, no może wspólnie z Brukselą, bo tam są bizantyjskie budynki i budowle wybudowane dla postkomunistycznych elit całej UE.

Jednak tak naprawdę ta budowa Jednego Sfederalizowanego i Scentralizowanego Państwa Europa była prowadzona „krok po kroczku” i niejako „w ukryciu”. Dopiero bowiem 1 marca 2017 roku KE „odkryła karty” i formalnie w tzw. „Białej księdze w sprawie przyszłości UE” [7] jednoznacznie wymieniła tylko jedno źródło ideowe jej dalszego rozwoju – właśnie napisany w duchu ideologii marksistowskiej Manifest z Ventotene. Jego autorzy zakładają federalizację i centralizację Europy, niezależnie od woli mieszkańców kontynentu.

Tak dygresyjnie… Jakże symptomatyczne jest to totalitarne określenie „niezależnie od woli mieszkańców kontynentu” i jakże podobne do określenia twórcy ideowego nazizmu i komunizmu Karola Marksa: „Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć…” [8].

Warto też wiedzieć, że w umowie koalicyjnej obecnego rządu w Niemczech zawarto postulat dążenia do zbudowania takiego jednego scentralizowanego i federacyjnego państwa Europa.

Realizacja postulatu federalizacji i centralizacji oczywiście oznacza ni mniej ni więcej jak likwidację suwerennych i niepodległych państw europejskich, które w nowym Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRR – bis) będą odgrywały rolę landów/województw/republik.

Naprawdę. W 2003 roku głosowaliśmy a w 2004 roku przystępowaliśmy do innej UE niż jest dzisiaj a do tego dochodzą jeszcze inne uwarunkowania geopolityczne, które wyrażają się np. poprzez hipotetyczne porozumienie między Niemcami i Rosją mające na celu podział wpływów tych krajów w Europie. Niemcy mają dominować – poprzez sfederalizowane i scentralizowane jedno państwo europejskie – w krajach, które dziś lub w przyszłości są (będą) członkami Unii Europejskiej, natomiast wpływy Rosji mają po ich zachodniej stronie obejmować m.in. Ukrainę i Białoruś. A wszystko ma zmierzać do budowy Eurazji od Władywostoku do Lizbony.

Także Panie ministrze! Jest Pan blisko naszego Prezydenta i wierzę, że już może Pan swobodnie mu doradzać wiedząc, że Polska ma tak naprawdę dwa wyjścia: albo czekać cierpliwie na samoistny upadek dzisiejszej UE, czyli Euroexit albo po prostu dokonać Polexitu! Pierwszy sposób na bycie w UE jest bezsensowny, bo zanim UE upadnie to jeszcze zdąży narobić zbyt wiele szkód. Zostaje więc Polexit!

Ja o wyjściu z UE gaworzę już od lat a tym samym nie podzielam opinii, że w UE trzeba być, żeby ją zmienić. Jej się nie da zmienić i trzeba zrobić wszystko, żeby upadła nawet przez nasz Polexit! Wtedy będzie można zbudować coś nowego i racjonalnego, np. w stylu EWG-bis czy Międzymorza. Tym bardziej, że następuje nowy podział świata inspirowany przez Prezydenta USA D. Trumpa i jego administrację.

Tak… będzie to proces trudny, bo przez lata Polacy niemal w 90% chcieli być w UE, ale na szczęście się to zmienia i to dość radykalnie – już 25% Polaków poddaje w wątpliwość sens naszego uczestnictwa w tej niemiecko-francuskiej i antypolskiej organizacji….

[1] wnp.pl/wiadomosci/minister-ds-ue-warto-i-trzeba-byc-w-unii-by-starac-sie-ja-zmieniac

[2] Co nas czeka po likwidacji gotówki i rewolucji neomarksistowskiej? – czytaj: krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/co-nas-czeka-po-likwidacji-gotowki

[3] Dlaczego posiadanie własnej waluty jest koniecznością? – czytaj: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/dlaczego-posiadanie-wasnej-waluty-jest.html

[4] osrodekanaliz.pl/publikacja/altiero-spinelli-ernesto-rossi-manifest-z-ventotene

[5] .wikipedia.org/wiki/Antonio_Gramsci

[6] wikipedia.org/wiki/Szko%C5%82a_frankfurcka

[7] ec.europa.eu/biala_ksiega_w_sprawie_przyszlosci_europy – warto naprawdę przeczytać ten komunistyczny bełkot.

[8] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/08/dzien-wojska-polskiego-i-syjo-sowiecko.html

Koszt wody wodociągowej i gazu

Koszt wody wodociągowej, 1 m3, w Warszawie od 2001 – 2026

Grok odpowiada:

woda ścieki suma +VAT

2012 – maj 2018~4,50–4,70~6,80–7,00~11,30–11,70~12,20–12,60Bardzo stabilna cena przez lata
czerwiec 2018 – styczeń 20234,125,009,129,85Obniżka o ~14% w 2018 r. (najtańsza w ostatnich 20 latach)
styczeń 2023 – styczeń 2024~4,29~6,59~10,88~11,75Minimalna podwyżka po wielu latach
styczeń 2024 – lipiec 20244,546,9211,46~12,38Kontynuacja starej taryfy
12 lipca 2024 – 11 lipca 20255,037,6812,7113,72Nowa 3-letnia taryfa – I rok
12 lipca 2025 – 11 lipca 20265,468,3313,7914,90II rok taryfy (aktualna w styczniu 2026)
od 12 lipca 20266,359,6816,03~17,31III rok taryfy (planowany)

==============================================

Najważniejsze wnioski (2026 perspektywa):

  • W styczniu 2026 płacisz 14,90 zł brutto za 1 m³ (woda + ścieki).
  • Od lipca 2026 planowana jest kolejna podwyżka do ok. 17,30 zł brutto.

==================================================

Zmiany cen gazu (pełny koszt za 1 m³ brutto) od ~2000 r. do 2026 r.

==============================

Historia cen jest trudna do dokładnego odtworzenia dla lat 2000–2010 (wiele starych taryf niepublikowanych online, ceny stabilne i niskie), ale oto przybliżone średnie wartości dla gospodarstw domowych z ogrzewaniem (pełny rachunek, brutto, w zł/m³):

Rok / okresPrzybliżona cena brutto za 1 m³ (pełny rachunek)Zmiana vs poprzedni okres% zmiana vs 2000 r. (przybliżona)Uwagi
~2000–20051,20–1,60 zł0% (punkt odniesienia)Bardzo niskie ceny, głównie import z Rosji
2006–20101,80–2,40 zł+50–80%+50–100%Wzrost po liberalizacji i droższej ropie
2011–20152,40–2,90 zł+20–30%+100–140%Stabilizacja, potem wzrost
2016–20192,60–3,10 zł+5–15%+110–160%Niskie ceny hurtowe
20202,50–2,90 zł–5–10%+100–140%Spadek przez pandemię
20213,00–3,80 zł+20–40%+150–220%Początek wzrostu
20226,00–8,00+ zł (szczyt nawet >10 zł bez zamrożenia)+100–200%+400–600%Kryzys energetyczny, wojna
2023 (zamrożenie)~3,00–3,50 zł (efektywnie)–50–60%+150–200%Maks. cena 200,17 zł/MWh
2024 (po zamrożeniu)4,50–5,50 zł+40–60%+250–350%Powrót do taryf rynkowych
2025 (I połowa)~4,80–5,50 zł+5–15%+280–350%Taryfa 239 zł/MWh
2025/2026 (od lipca 2025)4,30–4,70 zł (aktualne)–10–15%+220–300%Obniżka o ~14,8%, najniższa od 2022 r.

========================================

Kluczowe wnioski (2026 perspektywa):

  • Od ~2000 r. cena gazu wzrosła realnie 2,5–4 razy (220–300%), ale największe skoki były w 2021–2022 (+200–400% w szczycie).
  • Po kryzysie 2022 r. ceny spadły dzięki regulacjom i niższym cenom hurtowym (TTF), ale nadal są 2–3 razy wyższe niż w latach 2000–2015.
  • Od lipca 2026 r. możliwa kolejna zmiana taryfy (URE zatwierdzi nową) – prognozy wskazują na stabilizację lub lekki wzrost (ETS2 od 2027/2028 dodatkowo +0,5–1 zł/m³).
  • ===============================================
  • A zaciekawiłem się, bo nagle zapłaciłem 600 za wodę, gdy w lecie, przecież podlewaliśmy ogródek, płaciłem 200.
  • Za grzanie rok temu płaciłem ok. 2.5, a teraz – za ciepłą jeszcze połówkę zimy – wybuliłem 4.600..
  • md

Polska zostanie na stałe przy czasie letnim już w 2026 roku. Czy to koniec z idiotycznym przestawianiem zegarków?

Polska zostanie na stałe przy czasie letnim

już w 2026 roku.

Czy to koniec z idiotycznym

przestawianiem zegarków?

28/01/2026 polska-zostanie-przy-czasie-letnim-juz-w-2026-roku-czy-koniec-z-idiotycznym

Polityka

Źródło: AI Generated

Polska podjęła przełomową decyzję, która zakończy erę sezonowych zmian czasu. Według najnowszych informacji, nasz kraj planuje na stałe pozostać przy czasie letnim, a ostatnie przestawienie zegarków ma nastąpić 29 marca 2026 roku. To efekt wieloletnich starań i nowej inicjatywy legislacyjnej, która zyskała szerokie poparcie zarówno wśród społeczeństwa, jak i polityków.

Polskie Stronnictwo Ludowe, będące częścią koalicji rządzącej, złożyło w kwietniu 2025 roku projekt ustawy do Sejmu, proponujący wprowadzenie stałego czasu środkowo-europejskiego letniego (UTC+2) przez cały rok. Inicjatywa ta wpisuje się w szerszą debatę europejską na temat zniesienia zmian czasu, która trwa od kilku lat, ale do tej pory nie przyniosła konkretnych rezultatów.

Kluczowym momentem dla przyspieszenia prac nad zniesieniem zmian czasu stała się polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej, która rozpoczęła się 1 stycznia 2025 roku. Rząd wykorzystał tę okazję, aby umieścić kwestię zniesienia sezonowych zmian czasu wśród priorytetów swojej prezydencji. Działania Polski zyskały poparcie Komisji Europejskiej, która również dąży do przełamania „impasu” legislacyjnego istniejącego od 2019 roku.

Minister Rozwoju Krzysztof Paszyk uzyskał w marcu 2025 roku wsparcie od europejskiego komisarza ds. zrównoważonego transportu Apostolosa Tzitzikostasa, który zgodził się, że potrzebne są „nowe pomysły”, aby przełamać dotychczasowy brak postępów w tej sprawie. To otworzyło drogę do bardziej zdecydowanych działań na poziomie unijnym.

Polska inicjatywa wpisuje się w szerszy kontekst europejskich dyskusji. Debata na temat zniesienia zmian czasu nabrała tempa w 2018 roku, gdy Komisja Europejska przeprowadziła konsultacje społeczne. Wzięło w nich udział 4,6 miliona obywateli UE, z czego aż 84% opowiedziało się za rezygnacją z przestawiania zegarków. Parlament Europejski w 2019 roku zagłosował za zniesieniem tej praktyki od 2021 roku, jednak brak porozumienia wśród państw członkowskich w Radzie UE zablokował wdrożenie tej decyzji.

Główną przeszkodą w osiągnięciu unijnego konsensusu był brak zgody co do wyboru jednolitego czasu – niektóre kraje, jak państwa skandynawskie, preferowały czas zimowy, inne, w tym Polska, optowały za czasem letnim. Ta rozbieżność stanowisk doprowadziła do wieloletniego zastoju w procesie legislacyjnym.

Polska decyzja o jednostronnym wprowadzeniu stałego czasu letniego jest odważnym krokiem, który może zainspirować inne kraje członkowskie do podobnych działań. Jednakże eksperci podkreślają, że kluczowa będzie koordynacja z sąsiednimi państwami, aby uniknąć zakłóceń w transporcie i handlu transgranicznym.

Według dostępnych informacji, ostatnia zmiana czasu w Polsce nastąpi w nocy z 28 na 29 marca 2026 roku. Wtedy to o godzinie 2:00 zegarki zostaną przesunięte na godzinę 3:00, przechodząc na czas letni – i w nim pozostaną na stałe. Oznacza to, że jesienią 2026 roku Polacy po raz pierwszy od dekad nie cofną wskazówek zegarów.

Wprowadzenie stałego czasu letniego niesie ze sobą liczne korzyści, ale również pewne wyzwania. Do zalet należy zaliczyć dłuższe wieczory, co może przyczynić się do zwiększenia aktywności fizycznej po pracy, poprawy samopoczucia i potencjalnych oszczędności energii. Badania wskazują również na pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne, dzięki redukcji zaburzeń rytmu dobowego wywołanych zmianami czasu.

Polska decyzja, choć podjęta na poziomie krajowym, ma na celu przełamanie europejskiego impasu i zachęcenie innych państw członkowskich do podobnych działań. Pełna stabilizacja systemu czasu w Europie może nastąpić do 2029 roku, gdy UE ujednolici swoje podejście do tej kwestii. [Jeśli UE dotrwa… md]

Wprowadzenie stałego czasu letniego to odpowiedź na wieloletnie postulaty społeczeństwa, które w zdecydowanej większości opowiada się za zniesieniem uciążliwych zmian. To także krok w kierunku nowoczesnych rozwiązań, lepiej dostosowanych do współczesnego stylu życia i potrzeb obywateli.

Ostateczna implementacja tej zmiany będzie wymagała jeszcze dopracowania szczegółów technicznych i logistycznych, ale kierunek został już jasno wytyczony. Po latach niepewności i debat, Polska zdecydowała się na „odważny krok”, który może stać się początkiem końca sezonowych zmian czasu w całej Europie.

Źródła:

https://notesfrompoland.com/2025/03/28/poland-pushes-for-…

https://www.tvpworld.com/83141126/polish-eu-presidency-to…

https://timeuse.barcelona/members-of-the-european-parliam…

https://tvpworld.com/83151475/polish-eu-presidency-to-pus…

Wymiana dyplomatycznych komplementów: Elon Musk nazwał Radosława Sikorskiego „śliniącym się imbecylem”

Elon Musk nazwał Radosława Sikorskiego „śliniącym się imbecylem”

28.01.2026 tysol/elon-musk-nazwal-radoslawa-sikorskiego-sliniacym-sie-imbecylem

„Ten śliniący się imbecyl nawet nie zdaje sobie sprawy, że Starlink jest podstawą ukraińskich łączności wojskowych” – napisał na platformie X Elon Musk określając szefa polskiej dyplomacji w odpowiedzi na wpis Radosława Sikorskiego.

Sikorski upomina Muska

Wicepremier i szef MSZ zwrócił się publicznie do Elona Muska, właściciela SpaceX, z pytaniem, dlaczego nie powstrzymuje Rosji przed wykorzystywaniem systemów satelitarnych Starlink w atakach na Ukrainę.

„Hej, wielki człowieku (ang. big man), @elonmusk, dlaczego nie powstrzymasz Rosjan przed używaniem Starlinków do celowania w ukraińskie miasta?” „Zarabianie na zbrodniach wojennych może zaszkodzić twojej marce” – Sikorski.

Ostra riposta miliardera

Elon Musk w odpowiedzi nie gryzł się w język.

„Ten śliniący się imbecyl nawet nie zdaje sobie sprawy, że Starlink jest podstawą ukraińskich łączności wojskowych” – skomentował słowa szefa polskiego MSZ miliarder.

Starlinki

Starlink to system, który dostarcza m.in. łączność internetową. Opracowała go firma należąca do SpaceX Elona Muska. Został udostępniony Ukrainie jako pomoc w walce z Rosjanami – zresztą opłaca go Polska. Ukraińscy specjaliści odkryli terminal Starlink na pokładzie zestrzelonego rosyjskiego drona BM-35. Wprawdzie Starlink nie działa w Rosji, ale działa nad Ukrainą, co wykorzystują Rosjanie.

O Izraelu w Patagonii

Warecki: Plan Andinia – reaktywacja

Od początku roku cała uwaga świata zwrócona była najpierw na wydarzenia w Wenezueli, a następnie na kawałek lodu, który spodobał się Donaldowi Trumpowi, dla zmylenia zwany Grenlandią. 

A tymczasem na południowej stronie zachodniej półkuli, gdzie trwa pełnia lata, dzieją się bardzo intrygujące wydarzenia. Otóż od 5 stycznia doszło w argentyńskiej Patagonii do serii groźnych pożarów, które strawiły ponad 20 tys. hektarów lasów, zarośli i łąk, a także wiele gospodarstw rolnych. Według Santiago Hardie, szefa Federalnej Agencji ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, aż „95% tych zdarzeń jest spowodowanych działaniem człowieka”. Także gubernator prowincji Chubut, Ignacio „Nacho” Torres potwierdził, że pożary zostały „umyślnie wzniecone” i zapowiedział, że władze „podejmą działania, aby osoby odpowiedzialne za nie stanęły przed sądem”.

Niesforni „turyści”

Oliwy do patagońskiego ognia dolał emerytowany argentyński generał w stanie spoczynku, César Milani, który stwierdził, że za wzniecanie pożarów odpowiedzialni są Izraelczycy. Były zastępca dowódcy argentyńskiej armii napisał w mediach społecznościowych, że pożar wywołało dwóch Izraelczyków, używając w tym celu izraelskiego granatu M26. Aby chyba podgrzać atmosferę, swój post gen. Milani zilustrował zdjęciem prezydenta Argentyny, Javiera Milei, wymachującego izraelską flagą.

I chociaż zarówno Żydzi, jak i rozkochany w Żydach i Izraelu prezydent Argentyny oskarżyli generała Milani o antysemityzm, to jednak w jego słowach jest coś na rzeczy. Wprawdzie wielu komentatorów wykazało, że do podpalenia nie użyto granatu M26, to jednak bezspornym faktem jest aresztowanie 5 stycznia izraelskiego turysty za podpalenie Parku Narodowego Los Glaciares w Patagonii. Przyznały to oficjalnie władze Argentyny informując o wszczęciu w tej sprawie dochodzenia. Turystę zatrzymali strażnicy parku podczas próby wzniecenia pożaru na obszarze objętym zakazem wstępu.

W oddzielnym komunikacie urzędnicy prowincji Chubut poinformowali o znalezieniu ładunków wybuchowych w pobliżu jeziora Epuyén. Raporty wspominały o przedmiotach przypominających granaty typu M26. Wprawdzie władze Argentyny poinformowały o wszczęciu śledztwa wobec jednego Izraelczyka, jednak kilka dni później informowano na portalach społecznościowych o aresztowaniu tym razem przez chilijskich strażników leśnych za podpalenie kolejnych czterech izraelskich turystów.

Wiele mówiąca korelacja

Według popularnego w USA komentatora politycznego Jimmy Dore’a, trwające w Patagonii pożary lasów mogą być powiązane ze zmianą polityki dotyczącej prywatyzacji gruntów, która zezwala na sprzedaż strawionej przez pożar ziemi zagranicznym nabywcom. Informował o tym rzecznik prezydenta Argentyny, Manuel Adorni: „Jeśli chodzi o grunty wiejskie, ich zakup jest możliwy dla prywatnych podmiotów zagranicznych. Ponadto zakaz zmiany działalności produkcyjnej gruntów rolnych przez trzydzieści do sześćdziesięciu lat po pożarze, został zniesiony”. Wprowadzone zmiany zniosły więc ograniczenia dotyczące sprzedaży ziemi bezpośrednio po pożarach, które pierwotnie miały zapobiegać podpaleniom w celu spekulacji spustoszonymi przez pożary gruntami.

Zdaniem Dore’a, Manuel Adorni mimowolnie ujawnił izraelski plan przejęcia argentyńskiej ziemi i jej zasobów, w realizację którego zaangażowany jest także argentyński rząd. Dore nie ma wątpliwości, że Izraelczycy wzniecają ogromne pożary w argentyńskiej Patagonii, aby wykorzystać stworzoną ledwie co przez syjonistyczny rząd lukę prawną.

Przebierańcy z Izraela penetrują Patagonię

Pod wrażeniem imponującej skali pożarów w Patagonii, wielką popularność wśród argentyńskiej i chilijskiej ludności zyskały wypowiedzi byłego chilijskiego senatora Eugenio Tumy Zedána, który już kilkanaście lat temu ostrzegał, że podszywający się pod turystów żołnierze izraelskiej armii penetrują chilijską i argentyńską Patagonię, prowadząc za cichym przyzwoleniem rządów Chile i Argentyny badania topograficzne.

Kilkanaście lat temu senator Tuma Zedán, który reprezentował 300-tysięczną palestyńską społeczność w Chile, oskarżył tysiące izraelskich wędrownych turystów o prowadzenie tajnej operacji wojskowej na chilijskiej ziemi. Występując wówczas w jednym z programów telewizyjnych, oświadczył, że 8 do 9 tysięcy izraelskich turystów wjeżdżających co roku do Chile „wcale nie są turystami”, lecz „przebranymi za cywilów” żołnierzami Sił Obrony Izraela, którzy systematycznie „mapują południowy region Chile”. „Tysiące Izraelczyków wjeżdża do kraju, jakby byli jego właścicielami, i nikt im nic nie mówi” – alarmował w 2012 roku Tuma Zedán na chilijskim portalu informacyjnym BioBioChile.

Wypowiedzi senatora Tumy Zedána odzwierciedlały niepokojącą rzeczywistość. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej wielu młodych Izraelczyków rzeczywiście licznie podróżowało do Patagonii. Z wielu względów owi „turyści” budzili w chilijskim i argentyńskim społeczeństwie wiele kontrowersji. Pod koniec grudnia 2011 roku izraelski turysta Rotem Singer „przypadkowo” wzniecił ogromny pożar w Parku Narodowym Torres del Paine w Chile. Spłonęło wówczas ponad 17 tys. hektarów dziewiczej przyrody. Chilijskie władze wprawdzie zatrzymały Singera, jednak po wpłaceniu ok. 10 tys. dolarów, został zwolniony i opuścił kraj. Łagodne potraktowanie Singera wywołało wielki sprzeciw chilijskiej opinii publicznej, która domagała się surowego ukarania sprawcy pożaru.

Izrael czeka wielka przeprowadzka?

W mediach społecznościowych pojawiły się liczne wiadomości, które łączą obecne pożary lasów w Patagonii ze starym żydowskim planem, który zakładał zasiedlenie regionu. Wielu internautów odwoływało się w tym kontekście do rozważanego ponad sto lat temu przez jednego z ojców założycieli Izraela, Theodora Herzla, „planu Andinia”, czyli planu utworzenia państwa żydowskiego na dziewiczych terenach Patagonii jako ewentualnej alternatywy dla Palestyny. Wówczas wybrano ten ostatni wariant.

I chociaż Argentyńska Organizacja Syjonistyczna uznała ponowne pojawienie się tego planu za „antysemickie oszczerstwa bez żadnych podstaw historycznych ani politycznych”, to jednak w kontekście wyzwań, przed jakimi stoi Izrael w konfrontacji z silnym Iranem, teorie te nie są aż tak bezpodstawne i z każdym upływającym dniem coraz trudniej uznawać je za spiskowe.

Poza tym, jak wiadomo, Argentyna wraz Brazylią, Chile i pozostałymi krajami Ameryki Południowej (poza wykluczoną Wenezuelą), tworzy najsilniejszą organizację gospodarczą w Ameryce Łacińskiej tzw. Wspólny Rynek Południa (Mercosur) i ktokolwiek będzie kontrolować te kraje, zdominuje światowy rynek żywności. Ponadto, zważywszy na nieposkromiony apetyt talmudystów na wszelkie bogactwa i władzę, chęć opanowania lasów Patagonii, ze względu na ich wielki potencjał ekonomiczny, wydaje się być czymś zupełnie oczywistym.

Wiele też daje do myślenia przytoczona przez Jimmy Dore’a na jego youtubowym kanale wypowiedź młodego Chilijczyka, który podzielił się tym, co usłyszał od spotkanego izraelskiego turysty: „Kiedy mieszkałem w Valparaíso, w pobliżu mieszkała społeczność izraelska. Pijąc piwo z jednym z nich, przyjezdnym z Izraela, usłyszałem od niego: Chile, podobnie jak Argentyna, a zwłaszcza Patagonia, należy do Izraelczyków”. No cóż, można powiedzieć – słowo przeciwko słowu. Chronieni przez antydyskryminacyjne ustawy Żydzi, którzy się wszystkiego wypierają, nazwą to teorią spiskową i przypną łatkę antysemityzmu, zaś ów młody człowiek, powiedział, co powiedział.

Od teorii (spiskowej) do praktyki

Być może do niedawna słuszne było określanie przez Żydów „planu Andinia” mianem teorii spiskowej. Jednak sytuacja na świecie w ostatnim roku diametralnie się zmieniła. Przedstawiciele Argentyńskiej Organizacji Syjonistycznej nie mają racji twierdząc, że ponowne wypłynięcie „planu Andinia” nie ma podstaw historycznych i politycznych. Otóż ma i jedne, i drugie. Podstawę historyczną daje rozdział zatytułowany Palestyna czy Argentyna? w książce Theodora Herzla Der Judenstaat. Natomiast podstawę polityczną daje sytuacja na Bliskim Wschodzie, jaka wytworzyła się po 12-dniowej wojnie Izraela z Iranem, kiedy to po raz pierwszy od swego powstania w 1949 roku Izrael dostał od ościennego państwa tęgi łomot.

Jest wielce prawdopodobne, że syjonistyczna elita od dłuższego czasu liczy się z upadkiem żydowskiego państwa w Palestynie. Jednocześnie ze względu na załamanie się planów kolonizacji przez talmudystów i Anglosasów Rosji, projekty Polin i Niebiańska Jerozolima z powodu nowych uwarunkowań geopolitycznych jako nieperspektywiczne i zbyt ryzykowne straciły na atrakcyjności. A tymczasem Argentyna, jak czytamy na 12 stronie książki Theodora Herzla, „jest jednym z najżyźniejszych krajów świata, rozciąga się na rozległym obszarze, ma rzadką populację i łagodny klimat”. W tej sytuacji nie byłoby dziwne, gdyby w syjonistycznych elitach zdecydowano, aby wyciągnąć z lamusa historii odrzucony pierwotnie „plan Andinia” i rozważyć przeprowadzkę Izraela.

Poza Nil i Eufrat

Możliwe, że rację ma Jimmy Dore, przedstawiając sytuację związaną z ostatnimi pożarami w Argentynie, jako część szerszej strategii geopolitycznej syjonistów obejmującej kontrolę światowych zasobów, globalną cenzurę i podporządkowanie interesów wszystkich państw, włącznie z USA, polityce Izraela, bez względu na to gdzie miałby się ostatecznie znajdować. Być może trwamy w błędnym przekonaniu, że celem syjonistów jest stworzenie Wielkiego Izraela od Nilu do Eufratu. Widząc, co od kilku lat Benjamin Netanjahu i lobby żydowskie wyprawia z prezydentami Stanów Zjednoczonych, możemy być raczej pewnymi, że ambicje syjonistów sięgają daleko poza Nil i Eufrat.

Kluczową rolę w ich planach, ze względu na swój potencjał militarny i technologiczny, odgrywają Stany Zjednoczone, nad którymi za sprawą wielkich pieniędzy talmudyści przejęli pełnię władzy. Stanami Zjednoczonymi nie rządzi Kongres, ani nawet prezydent Trump, lecz AIPAC – czyli wpływowa żydowska organizacja lobbingowa, finansując polityków i kampanie polityczne oraz angażując się w działania mające wpływ na amerykańską politykę zagraniczną. Syjoniści z AIPAC stoją finansowo za wszystkimi mediami. Oni są w kierownictwie mediów i wszystkich instytucji finansowych i politycznych. Na dodatek robią to wszystko bezczelnie, bez najmniejszego skrępowania, a jak tylko ktoś zacznie ich krytykować, to w najlepszym wypadku zostaje nazwany antysemitą.

Ruch syjonistyczny stanowi obecnie największe zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, ponieważ realizuje interesy, które nie są amerykańskie. Jest to też najpotężniejszy wróg wolnego świata. Syjoniści mają wszystko pod swoją kontrolą. Są właścicielami naszych mediów, więc mogą nastawiać opinię publiczną przeciwko każdemu, kto im się sprzeciwia. Są właścicielami banków, więc mogą każdemu odciąć dostęp do konta. A co najważniejsze kontrolują rządy prawie wszystkich państw na świecie, co dobitnie pokazała pandemiczna mistyfikacja w 2020 roku.

USA – dodatek do Izraela

Prezydent Donald Trump jest nic nie znaczącą pacynką, kupioną przez Miriam Adelson za 100 milionów dolarów. On nie tylko się tym chełpi ale też nie ukrywa, że skompletował najbardziej syjonistyczny gabinet w historii USA. W istocie, w ostatnich dziesięcioleciach Stany Zjednoczone stały się dodatkiem do Izraela. Może niektórzy pamiętają haniebną scenę z odpalenia świec chanukowych w Białym Domu w grudniu ubiegłego roku, kiedy członek Rady Doradczej ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego w administracji Donalda Trumpa, Mark Levin (formalnie podwładny Trumpa), podszedł do prezydenta Stanów Zjednoczonych i obściskiwał go, jakby chciał powiedzieć „ty moja kukiełko”. A jakby tego było mało, wciąż obściskując Trumpa w protekcjonalnym tonie przypomniał swoją wypowiedź sprzed sześciu lat o Trumpie: „to nasz pierwszy żydowski prezydent”.

Grudniowa chanuka w Białym Domu jest jaskrawym potwierdzeniem tego, że Stany Zjednoczone nie są suwerennym państwem. Gdyby Stany Zjednoczone były suwerennym państwem, to prezydent walnąłby Levina łokciem w twarz i powaliwszy go na ziemię, powiedziałby mu: „Nie waż się tknąć prezydenta Stanów Zjednoczonych! Ja jestem Naczelnym Dowódcą sił zbrojnych najpotężniejszego państwa świata! Nie zachowuj się, jakbym był twoim chłopcem na posyłki!”. Niestety, Mark Levin zachował się tak, bo wie, że prezydent Trump jest jego chłopcem na posyłki. A skoro Donald Trump jest posłuszny Markowi Levinowi, to wyobraźmy sobie, jak musi tańczyć przed Benjaminem Netanjahu i innymi wysoko postawionymi syjonistami.

Krzysztof Warecki

Największy święty wśród uczonych. Św. Tomasz z Akwinu

Największy święty wśród uczonych. Św. Tomasz z Akwinu

pch24.pl/najwiekszy-swiety-wsrod-uczonych-sw-tomasz-z-akwinu

(GS/PCh24.pl)

Podczas pobytu w dominikańskim studium generale w Kolonii, z powodu małomówności i potężnej postury Tomasza z Akwinu (1225–1274) nazwano „niemym wołem”. „Nazywamy go niemym wołem, ale jak ryknie swoją doktryną, to się od niej cały świat zatrzęsie” – stwierdził jego mistrz Święty Albert Wielki. I tak się stało – Tomasz został najwybitniejszym teologiem wszech czasów, a co więcej, wielkim świętym. Zasłynął jednak nie tylko słynną Sumą teologiczną czy hymnem Tantum ergo, lecz ma na swoim koncie także pokaźną liczbę wyproszonych przez siebie u Boga cudów.

Był wielkim teologiem, a mimo to nie był zadufany w sobie i – jak pisał jeden z jego wczesnych biografów Wilhelm z Tocco – zawsze kiedy zabierał się do studiowania, dyskutowania, nauczania, pisania lub dyktowania, najpierw zatapiał się w wewnętrznej modlitwie i „modlił się, lejąc łzy, aby otrzymać zrozumienie Bożych tajemnic”1. Pewnego razu w czasie takich modlitewnych konsultacji w kaplicy Świętego Mikołaja kościoła Dominikanów w Neapolu spostrzegł go zakrystianin. Zobaczył, że Tomasz – piszący w tym czasie o męce i zmartwychwstaniu Pana – unosi się w powietrzu nad ziemią i usłyszał płynący z krzyża głos: „Dobrze o Mnie napisałeś, Tomaszu, czego chcesz w nagrodę?”. „Nic prócz Ciebie samego, Panie” (Domine, non nisi te) – miał odpowiedzieć Tomasz.

Podobne Boże zapewnienie dominikański mistrz otrzymać miał także znacznie wcześniej w Paryżu, kiedy polecono mu napisać o postaciach eucharystycznych.

Narodziny geniusza

Włoch Tomasz z Akwinu miał zaledwie pięć lat, kiedy oddano go na naukę i wychowanie do klasztoru benedyktynów. Według planów swojej zamożnej, szlacheckiej wielodzietnej rodziny miał zostać opatem na Monte Cassino. Jako 14-latek został wysłany na studia do Neapolu i tam wstąpił do zakonu dominikanów. Rodzina nie chciała jednak, żeby należał do zakonu żebraczego. Aby wybić mu z głowy ten zakon, jego starsi bracia schwytali go i przez pewien czas więzili w rodzinnym zamku. Prośbą, groźbą i pokusami próbowali skłonić Tomasza do rezygnacji z dokonanego wyboru. [nawet mu wpuścili do celi piękną i uwodzicielską kurtyzanę, Wygnał ją pochodnią z kominka. md]

Nie udało im się i Tomasz powrócił do Neapolu, skąd dominikanie wysłali go na studia do Paryża, gdzie jego mistrzem został słynny Święty Albert Wielki. Przez cztery lata przebywał następnie w Kolonii, skąd powrócił do Paryża, by w wieku zaledwie 32 lat zostać bakałarzem i mistrzem teologii. Kolejne lata jego życia naznaczone są wytężoną pracą teologiczną, komentowaniem Biblii i dzieł Arystotelesa, walką z teologicznymi błędami, nauczaniem, dyskutowaniem, głoszeniem kazań a także licznymi podróżami. Tomasz pisał i dyktował dzieło za dziełem, często po kilka jednocześnie (jego dorobek obejmuje ok. 90 dzieł). Pełniąc różne funkcje zakonne, przebywał m.in. w Rzymie, Orvieto, Neapolu.

Mądrość, czystość i pokora

Wielu świadków przesłuchiwanych w procesie kanonizacyjnym zeznawało zgodnie, że Tomasz nie marnował ani chwili czasu: „poza przerwami wymaganymi przez naturę, nigdy nie tracił czasu na lenistwo lub ziemskie zajęcia, ale zawsze czytał, pisał, dyktował, modlił się lub głosił”. Każdego dnia wstawał bardzo wcześnie rano, odprawiał jedną mszę świętą, a potem słuchał drugiej, a następnie zabierał się do pracy. Pracując umysłowo, „nie przejmował się – jak zaświadczał Wilhelm z Tocco – posiłkami ani nie wymagał niczego specjalnego, jeśli chodzi o jedzenie i ubranie, nie był też drobiazgowy, pisząc często na skrawkach papieru. Mało jadł i mało spał. Był miłośnikiem czystości i ubóstwa, człowiekiem pokornym, skromnym, umiarkowanym i wyrozumiałym. Nigdy nikogo nie zranił obraźliwymi słowami, miał zawsze „wesołą, łagodną i życzliwą twarz”. Pełen „nadprzyrodzonej radości”, wzbudzał taką samą radość w ludziach, którzy na niego patrzyli. Miał również dar łez. Nigdy nie utracił też dziewiczej czystości, a jego spowiednik stwierdził, że spowiedzi Tomasza – z racji bezgrzeszności – były spowiedziami… pięciolatka.

Wolał księgę niż Paryż

Urzekająca historia opowiada o tym, jak pewnego razu Tomasz z Akwinu wraz ze swoimi studentami wracał do Paryża z Saint Denis, gdzie wyprawili się, by odwiedzić słynne opactwo, katedrę i uczcić Świętego Dionizego. Kiedy na horyzoncie wędrowcy ujrzeli piękną panoramę Paryża, jeden z nich westchnął: „Spójrz, Mistrzu, jak pięknym miastem jest Paryż. „Czyż nie chciałbyś być panem tego miasta?”. „Cóż… – odparł Tomasz – wolałbym mieć księgę kazań Świętego Jana Chryzostoma na temat Ewangelii według św. Mateusza…” Tomasz nie zabiegał bowiem ani o ziemskie dobra, ani o zaszczyty i tak jak Paryż odrzucił także oferowane mu biskupstwo.

Święta Agnieszka i rąbek zakonnej kapy

Tomasz był czcicielem Świętej Agnieszki, nosił na szyi jej relikwie. Pewnego dnia, kładąc je na piersi chorego i modląc się za jej wstawiennictwem, uzdrowił z uporczywej gorączki swojego współbrata Reginalda.

Inne z uzdrowień, jakie dokonało się za jego życia, było bardzo podobne do cudu uczynionego przez samego Pana Jezusa. Wydarzyło się ono w Rzymie (gdzieś w latach 1260–1267), gdzie Święty Tomasz przez cały Wielki Tydzień wygłaszał nauki. Po jednej z takich przejmujących, wyciskających łzy nauk, wygłaszanej w dzień Wielkanocy w bazylice św. Piotra (choć inni piszą także o bazylice Matki Bożej Większej), gdy zszedł z ambony, zbliżyła się do niego pewna cierpiąca na uporczywe krwotoki kobieta, której żaden z lekarzy nie potrafił pomóc. Chora z wiarą i nadzieją dotknęła rąbka kapy, w którą odziany był doktor Anielski i natychmiast poczuła, że została uzdrowiona. Odzyskawszy zdrowie, kobieta udała się następnie do dominikańskiego kościoła św. Sabiny, by zaświadczyć o tym fakcie przed ojcem Reginaldem.

Nawróceni żydzi

Tomasz zasłynął również z nawrócenia na katolicyzm dwóch uczonych, bogatych żydów. Wydarzyło się to na zamku Molara pod Rzymem – w wiejskiej rezydencji kardynała Ricardo Annibaldiego. Dominikanin został tam zaproszony na kilka dni świąt Bożego Narodzenia. Oprócz Tomasza kardynał zaprosił tam też dwóch uczonych w Piśmie i przywiązanych do swojej religii, bogatych Żydów, aby mogli cieszyć się rozmową z wielkim mistrzem chrześcijańskiej teologii. Czas sprzyjał rozważaniom na temat przyjścia Mesjasza, więc w wigilijny wieczór Anielski Doktor wdał się z nimi w długą i zajadłą teologiczną konwersację.

Początkowo wyglądało na to, że wigilijna debata nie przyniosła spodziewanych owoców, że żydzi pozostali przy swoich poglądach i wierze. Po ich wyjściu Tomasz zatopił się jednak w żarliwej modlitwie, rozmyślał o nowo-narodzonym i o tym, żeby Bóg nie pozwolił zginąć duszom jego rozmówców. Jego modlitwa została wysłuchana. Następnego dnia – w Boże Narodzenie – żydzi, najpewniej jeszcze raz przemyślawszy i w swoim gronie przedyskutowawszy argumenty Tomasza, wrócili, by ze łzami w oczach poprosić o chrzest święty (Tocco, 23). To była pewnie jedna z owych Bożych łask, darów, jakie – jak wyznał Tomasz swoim współbraciom – w każde Boże Narodzenie otrzymywał od Boga. Zazwyczaj była to jednak jakaś wizja lub szczególny wgląd w Boże tajemnice.

Słoma i gwiazda

6 grudnia 1273 r., kilka miesięcy przed śmiercią, podczas mszy odprawianej w kaplicy św. Mikołaja kościoła w Neapolu wydarzyło się coś, co sprawiło, że Tomasz – chociaż nie zakończył jeszcze pisania Sumy – zaprzestał dalszego pisania i dyktowania. Pytany o to dlaczego, odparł, że już nie może, gdyż wszystko, co napisał wydaje mu się jedynie słomą w porównaniu z tym, co zostało mu objawione.

Niedługo później młody Jan Coppa, późniejszy notariusz z Neapolu, wraz z bratem dominikaninem Bonifiglio (Bono Filio) przebywał w celi chorego, leżącego w łóżku Tomasza. Podczas tej wizyty ujrzał coś bardzo niezwykłego: wpadającą przez okno bardzo jasną, szeroką na półtorej stopy promienistą i błyszczącą srebrzystobiałą gwiazdę, która zawisła nad głową Tomasza, a po czasie wystarczającym na odmówienie Zdrowaś Maryjo zniknęła.

Tomasz z Akwinu zmarł 7 marca 1274 roku nad ranem, wycieńczony nadmiarem pracy, w Fossanova, podczas podroży z Neapolu do Lyonu, gdzie miał wziąć udział w soborze zwołanym przez Grzegorza X.

Miraculo odoris, czyli zapach świętości

W chwili śmierci Tomasza wieść o tym w cudowny sposób dotrzeć miała do jego mistrza, mieszkającego w niemieckiej Kolonii Świętego Alberta Wielkiego. Opowiadano, że w dniu śmierci Anielskiego – Doktora Albert, siedzący w refektarzu klasztoru w Kolonii, nagle zaczął płakać. Mam dla was smutną wiadomość – brat Tomasz z Akwinu, moje dziecko w Chrystusie i światło Kościoła, nie żyje. Bóg mi to objawił – powiedział, pytany przez przeora o powód tego żalu. Przeor zwrócił wtedy uwagę na czas, kiedy to miało miejsce, który – jak się później okazało – rzeczywiście zbiegał się z czasem śmierci Tomasza.

Po pogrzebie Anielskiego Doktora kilka razy (siedem miesięcy, siedem oraz czternaście lat po pochówku) otwierano jego grób, dokonywano ekshumacji ciała lub pobierano zeń relikwie (rękę) i za każdym razem obecni przy tym świadkowie mówili o wydobywającym się z tych szczątków i roznoszącym po kościele i klasztorze cudownym, silnym i słodkim, bardzo przyjemnym aromacie. Pachniały także jego relikwie. W wizjach widziano Świętego Tomasza w chwale nieba w towarzystwie Matki Bożej oraz Świętego Augustyna lub Świętego Franciszka.

Pierwszy cud w Fossanova

Większość cudów przytoczonych w aktach procesu kanonizacyjnego oraz pierwszych biografiach Tomasza wydarzyła się przy jego pierwszym grobie – w opactwie cystersów w Fossanova.

Pierwszy i dość znamienny cud „oświecenia wydarzył się przy leżącym w łożu martwym, ale nieumytym jeszcze ciele wielkiego dominikanina. Cystersi z Fossanova podchodzili wtedy po kolei, by ucałować stopy zmarłego. Kiedy miał uczynić to także przyprowadzony przez współbraci ledwo widzący, nierozpoznający już liter ani ludzi ówczesny podprzeor klasztoru ojciec Jan z Ferentino, doradzono mu, by przytknął swoją twarz do twarzy Tomasza. Zrobił to, pomodlił się do Boga o przywrócenie jego oczom światła i natychmiast odzyskał doskonały wzrok, którym cieszył się jeszcze przez 30 lat.

Ponad100 uzdrowień

Jednym z pierwszych cudów było również uzdrowienie z podagry cierpiącego na nią od dziesięciu lat i niemogącego przez to chodzić lekarza Rajnalda z Zamku św. Wawrzyńca (Castro Sanctii Laurentii; dziś Amaseno) k. Fossanova. Uzdrowień doznawali również chorzy na artretyzm, febrę (gorączka malaryczna), apotemę, czyli cieknący wrzód i inne ropnie, gorączkę malaryczną w postaci „czwartaczki” (w której napady gorączki występują co 72 godziny) i „trzeciaczki” (w której gorączka powraca zwykle co 48 godzin), paralitycy, doświadczający boleści w najrozmaitszych członkach (w kończynach, brzuchu, szyi, szczęki, uszach, biodrach), cierpiący na uporczywy kaszel połączony z krwawymi wymiotami, na obrzęk gardła, przepuklinę, bezsenność, niewidomi, chłopiec zarażony trądem i wielu innych chorych. W swojej – jednej z najwcześniejszych – biografii Tomasza dominikanin ojciec Bernard Gui zamieścił ponad 102 krótszych lub dłuższych cudów, zastrzegając jednocześnie, że jest ich znacznie więcej.

Wstań, bo jesteś wyleczona!

Pewna dziewczyna mieszkająca we wspomnianym już Zamku św. Wawrzyńca (obecnie Amaseno), leżącym w dolinie, w pobliżu klasztoru w Fossanova, została dotknięta utratą zmysłów (łac. amentia). Z powodu tej choroby była nieruchoma jak kamień, w swoim letargiczno-apatycznym stanie nie mogła się poruszać, nie była w stanie jeść, mówić ani nawet normalnie oddychać. Lekarze nie potrafili jej wyleczyć, zalecane przez nich leki nie pomagały, więc jej ojciec, usłyszawszy o cudach, jakie działy się przy grobie Tomasza z Akwinu, uczynił stosowny ślub i poprosił Boga, by przez wzgląd na zasługi uczonego dominikanina uzdrowił dziewczynę lub zabrał ją do lepszego świata, w którym nie będzie już tak cierpiała. Jak pisali ojciec Bernard Gui i ojciec Wilhelm de Tocco, mężczyzna przywiózł półżywą córkę do klasztoru w Fossanova, a otrzymawszy pozwolenie opata, zaniósł ją do kościoła i położył na grobie Tomasza. Po pewnym czasie, kiedy chciał ją z niego zabrać, dziewczyna przemówiła. „Ojcze, nie dotykaj mnie, ponieważ stoi przede mną jeden wielki Brat Kaznodzieja, który mnie leczy i broni przed pewnym czarnym (złym) człowiekiem, który trzyma mnie tak spętaną” – poprosiła. Do dziewczyny leżącej na grobie podeszli wtedy opat i mnisi, którzy wsparli ojca w dalszych gorących modlitwach. I wtedy chora doświadczyła kolejnej wizji. Zobaczyła, jak ów wielki Brat Kaznodzieja wyciągnął obie ręce i przesunął je od jej głowy do stóp. „Dziewczyno, wstań, bo jesteś wyleczona” – powiedział. Na te słowa dziewczyna natychmiast wstała. Choroba minęła jak ręką odjął, a ona wraz z ojcem i matką pieszo powróciła do domu.

Wśród osób, które doświadczyły nadzwyczajnej łaski, był także Jan de Theodino. Młodzieniec nabierał wody z potoku przepływającego w pobliżu klasztoru w Fossanova, gdy nagle wartki prąd wody porwał go wraz z trzymanym przezeń naczyniem. Młody człowiek znalazł się niebawem w kanale młyńskim i zmierzał wprost pod młyńskie koło. „Święty Tomaszu z Akwinu, ratuj mnie!” – wykrzyknął. I wtedy nagle poczuł, że ktoś łapie go za włosy i – ocalając przed niebezpieczeństwem – wyrzuca na brzeg.

Akta bezpiecznie dotarły

Akwinata w cudowny sposób przyczynił się także do… swojej własnej kanonizacji. To dzięki niemu bowiem – jak powszechnie uznano – Bóg sprawił, że dotyczące uczonego akta procesowe bezpiecznie dotarły do papieża. Chronił je bowiem na morzu i w górach.

Ojciec Wilhelm z Tocco w towarzystwie lektora Roberta z Benewentu wiózł kiedyś wspomniane akta dotyczące Tomasza z Neapolu do Kurii Rzymskiej w Awinionie. Dominikanie płynęli statkiem. W nocy na morzu rozpętał się sztorm, a silny wiatr zagnał statek w kierunku skał półwyspu Monte Argentario. W każdej chwili groziło im, że się o nie roztrzaskają. Lamentujący marynarze – którzy byli już niemal pewni katastrofy i zaczęli się nawet rozbierać, żeby wskoczywszy do wody, płynąć wpław do brzegu – poprosili wtedy dominikanów, żeby zwrócili się o pomoc do swoich świętych.

Posłuchali – zaczęli modlić się do Boga za wstawiennictwem Najświętszej Dziewicy – Gwiazdy Morza, bł. Dominika (a ponoć także Świętego Piotra męczennika), a kiedy na ostatku wezwali pomocy Tomasza, zawiał przeciwny wiatr, kierując okręt na otwarte morze z dala od niebezpiecznych skał. „Cud! Cud!” – wołali marynarze, płacząc ze szczęścia.

Dwie inne osoby: Mateusz i Piotr, duchowni wysłani przez biskupa Viterbo, wieźli dokumenty drogą lądową. Podczas przekraczania Alp w okolicach Jeziora Lozańskiego (obecnie zwanego Genewskim) ich, obarczony ciężkimi tobołami koń poślizgnął się nagle, spadł z urwiska, stoczył się po stromym zboczu i wpadł na ostre skały. Widząc to, kapłani myśleli, że stało się najgorsze. Mistrz Mateusz w modlitwie wezwał wówczas na pomoc Tomasza i, jak się okazało, dzięki Bogu i Tomaszowi – i zwierzę, i wiezione przezeń sakwy z dokumentami wyszły z tego wypadku bez najmniejszego szwanku.

Ostrzeżenie

Jeszcze przed kanonizacją Bóg pilnował także, by nie lekceważono Tomasza i oddawano mu należną cześć. Zdarzyło się bowiem w 1312 roku, że pewien kapłan oglądający znajdujące się w kaplicy relikwie – z racji tego, że Tomasz nie był jeszcze uznany za świętego – odmówił uczczenia relikwii jego ręki. Niektórzy mówią, że nawet zaczął się z niej wyśmiewać. Duchowny ów natychmiast wpadł w dziwne drżenie, a jego głowa spuchła. Objawy te zniknęły, kiedy wyraził skruchę i uczcił rękę Anielskiego Doktora. Z ręki wydobył się wówczas piękny „zapach świętości”, który na stałe wniknął w noszone przez kapłana odzienie i długo jeszcze nie dał mu zapomnieć o Świętym Tomaszu.

*  *  *

Tomasz z Akwinu został kanonizowany w Awinionie w 1323 roku przez Jana XXII, a w 1567 roku papież Pius V ogłosił go „doktorem Kościoła” (nazwano go Doktorem Anielskim).

Tekst pochodzi z albumu „Cuda Wielkich Świętych”, Henryk Bejda. 

System nie jest zepsuty. Działa tak, jak został zaprojektowany. MEM-y III

——————-

————————————

————————-

—————————

——————————————————

————————————————————–

—————————————————————————————–

————————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

To już niebawem p…nie ! Młynarski. MEM-y I.

——————————————-

—————————————-

——————————————————–

—————————————————-

————————————–

—————————————————-

———————————————————————-

———————————

[W hitlerowskich Niemczech]

———————————-

————————————-

————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Ukraińskie i meksykańskie kartele. Narkobiznes w Polsce rośnie

Ukraińcy i meksykańskie kartele.

Narkobiznes w Polsce rośnie

przez imigrantów

23.01.2026 nczas/ukraincy-i-meksykanskie-kartele-narkobiznes-w-polsce-rosnie-przez-imigrantow/

Rekordową ilość 29 ton narkotyków przejęło w ubiegłym roku CBŚP, z tego większość pochodziła z nielegalnych fabryk w kraju. „Ale narkobiznes zmienia oblicze – do gry wchodzą cudzoziemskie grupy przestępcze, w tym z Meksyku” – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

„Rodzimy czarny rynek na dobre zawojowały 'kryształy’, zwane 'kokainą dla ubogich’ – w ubiegłym roku policjanci CBŚP przechwycili ich dwukrotnie więcej niż rok wcześniej” – wskazują dane, które poznała „Rz”.

– Zdecydowana większość, ponad 20 ton narkotyków zabezpieczonych przez policję w ubiegłym roku, została wyprodukowana w Polsce, w nielegalnych laboratoriach należących do zorganizowanych grup przestępczych – powiedział gazecie podinsp. Michał Aleksandrowicz, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Narkotykowej Centralnego Biura Śledczego Policji.

CBŚP odebrało gangom w minionym roku łącznie 29 ton narkotyków – to więcej o 7,3 tony niż w 2024 r. i o drugie tyle niż dwa lata temu, gdy było to 14 ton. Spadł popyt na marihuanę i haszysz, a kokainy przejęto 3,8 tony, czyli o blisko pół tony mniej.

Boom dotyczył narkotyków syntetycznych – to tzw. kryształy, do których zalicza się klefedron, klofedron czy Alfa PVP (narkotyki z grupy katynonów). Działają podobnie jak kokaina, są niebezpieczne, ale nieporównanie tańsze.

„Przejęto ich aż 18 ton, rok wcześniej – 9,7 tony. Z kolei ilość mefedronu z rodzimych fabryk wzrosła pięciokrotnie – ze 111 kg do 560 kg” – informuje „Rzeczpospolita”.

„Kryształy” powstają w krajowych laboratoriach – w ubiegłym roku CBŚP rozbiło 58 z nich, rok wcześniej – 60. Tyle że obecne są większe, bardziej profesjonalne, działające z rozmachem.

– Często z jednego rozbitego laboratorium zabezpieczamy narkotyki o czarnorynkowej wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych – powiedział gazecie Aleksandrowicz.

Zmienia się profil narko-przestępców – w proceder wchodzą cudzoziemcy. Echem odbiło się pierwsze w historii CBŚP rozbite laboratorium metadonu w Polsce, które założyli Ukraińcy.

Produkcja czy przemyt narkotyków są zdominowane przez rodzime grupy przestępcze, jednak są również grupy rosyjskojęzyczne, a w ostatnim czasie pojawili się Meksykanie powiązani z jednym z największych karteli w Ameryce Północnej.

– Na wczesnym etapie ich laboratoria zostały rozbite, a oni zatrzymani – powiedział „Rz” Aleksandrowicz.

Warszawa: Służby rozbiły ukraiński gang zajmujący się handlem ludźmi

Warszawa: służby rozbiły ukraiński gang zajmujący się handlem ludźmi

pch24/sluzby-rozbily-ukrainski-gang-zajmujacy-sie-handlem-ludzmi

Policjanci rozbili gang zajmujący się handlem z ludźmi oraz przestępczością narkotykową. Dwie osoby zostały aresztowane, a 12 deportowanych. Akcję przeprowadzono na warszawskim Ursynowie.

„Wszystko rozpoczęło się od zgłoszenia na numer alarmowy przez 22-letniego obywatela Ukrainy. Mężczczyna poinformował, że zgłosił się na rozmowę rekrutacyjną do pracy w »call center«, która swoją siedzibę miała w jednym z domów na terenie Ursynowa. Jak relacjonował, na miejscu szybko zorientował się, że oferowana praca ma charakter nielegalny, a osoby przebywające w budynku zachowywały się wobec niego agresywnie” – przekazała w środę rano asp. szt. Marta Haberska z ursynowskiej policji. Dodała, że ta sytuacja miała miejsce w połowie stycznia.

Mężczyzna miał być zastraszany, a także siłą przetrzymywany. Zdołał jednak uciec i powiadomił służby.

W wyniku przeprowadzonej przez służby akcji zatrzymano łącznie 22 osoby w wieku od 18 do 34 lat.

Dzień po zatrzymaniu, w trakcie przejazdu z dwiema zatrzymanymi kobietami, doszło do wypadku z udziałem policyjnego radiowozu. Po nim jedna z zatrzymanych kobiet oraz policjant zostali przewiezieni do szpitala. – Okoliczności tego zdarzenia są obecnie wyjaśniane w ramach odrębnego postępowania karnego – przekazała asp. szt. Marta Haberska.

Dwóm osobom – obywatelom Ukrainy w wieku 24 i 34 lat – przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, której celem było popełnianie przestępstw m.in. w zakresie wytwarzania, przemytu i obrotu znacznymi ilościami środków odurzających, odpłatnego udzielania narkotyków, a także czynów związanych z handlem ludźmi i wykorzystywaniem osób znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej, w tym uchodźców wojennych. Za te przestępstwa może im grozić nawet 25 lat więzienia.

Decyzją sądu, na wniosek prokuratury, obu podejrzanych aresztowano na trzy miesiące. Okazało się, że wśród zatrzymanych osób – 12 mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat, obywateli Ukrainy, stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego. Zostali oni deportowani.

Dziewięciu obywateli Ukrainy – sześciu mężczyzn i trzy kobiety, zostało objętych statusem osób pokrzywdzonych oraz zakwalifikowane jako ofiary procederu handlu ludźmi w celu wykorzystania do pracy przymusowej.

Zostali oni przekazani pod opiekę pracowników Fundacji La Strada, która zapewni im pomoc.

W akcji brali udział policjanci z Mokotowa, Ursynowa, Wilanowa, oddziałów prewencji, drogówki i kontrterroryści, a także funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, którzy zabezpieczali dowody.

Źródło: PAP

pap logo

Lepkość kłamstw. Milczenie nie jest przeciwieństwem propagandy. Milczenie jest jej celem.

Lepkość kłamstw

Autor: The Humidity of Lies, A Lily Bit, Jan 23, 2026

AlterCabrio, 27 stycznia 2026 ekspedyt

Milczenie nie jest przeciwieństwem propagandy. Milczenie jest jej celem.

Nie cisza spokoju lecz cisza wyczerpania. Cisza przepracowania tylu sprzeczności, że reagowanie wydaje się już bezcelowe. Cisza prywatnego cynizmu połączona z publiczną uległością – ta specyficznie współczesna forma duchowego poddania się, w której wiesz wszystko i nic nie robisz.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Lepkość kłamstw

Słowo o propagandzie

Mój dziadek kolekcjonował znaczki. Dziwne małe prostokąty z krajów, których już nie ma, ich granice zostały zmienione przez wojny i traktaty, a ich przywódcy zostali wyretuszowani z fotografii. Trzymał je w albumach, których nigdy nikomu nie pokazywał. Kiedyś, gdy miałem dwanaście lat, pozwolił mi spojrzeć. „Ten” – powiedział, wskazując na wyblakły portret kogoś o wyglądzie zupełnie niewrażliwego faceta – „ten człowiek wydał rozkaz o zabiciu milionów ludzi. A ten obok niego? To samo. A ci idioci, którzy lizali te znaczki i wciskali je do listów do domu? Wiedzieli. Oczywiście, że wiedzieli”. Zamknął album. „Wiedza niczego nie zmienia”. Potem odłożył Stalina z powrotem na półkę.

Nadal często o tym myślę.

Edward Bernays, siostrzeniec Zygmunta Freuda, pozwolił nam przestać używać tego okropnego słowa, po tym jak naziści je zhańbili: propaganda. Zastąpił je słowem „public relations” i nazwał technikę leżącą u jego podstaw „inżynierią zgody”.

W swojej książce z 1928 roku – zatytułowanej z godną podziwu szczerością „Propaganda” – napisał, że „świadoma i inteligentna manipulacja zorganizowanymi nawykami i opiniami mas jest ważnym elementem demokratycznego społeczeństwa”. Niektórzy uważają, że nas ostrzegał, ale tak naprawdę po prostu reklamował swoje usługi.

Bernays jest powodem, dla którego kobiety palą. Zorganizował kampanię „Pochodnie Wolności” [Torches of Freedom] w 1929 roku, zatrudniając debiutantki do zapalania papierosów podczas parady wielkanocnej i pozycjonując to jako feministyczne wyzwolenie. To on jest powodem, dla którego Amerykanie jedzą bekon na śniadanie (i umierają na zawały serca) – kolejna kampania, tym razem na rzecz przemysłu wieprzowego. To on jest powodem upadku gwatemalskiej demokracji w 1954 roku. Prowadził kampanię reklamową, która określała prezydenta Arbenza mianem zagrożenia komunistycznego, torując drogę zamachowi stanu CIA, który chronił plantacje United Fruit Company. Termin „republika bananowa” narodził się z tego porozumienia.

Czytałam Bernaysa na szkoleniu dla agencji. Wszyscy czytaliśmy. Jego myśl była prosta: odwołaj się nie do racjonalnego umysłu, ale do podświadomości. Nie sprzedawaj produktów, sprzedawaj emocje. Nie kłóć się, kojarz. Ręka sięga w kierunku półki, zanim jeszcze zacznie się myślenie. Nazywaliśmy to „automatyzacją behawioralną”. Naukowcy nazywają to efektem czystej ekspozycji. Bernays po prostu nazwał to „wtorkiem”.

W latach 70. XX wieku ponad 400 amerykańskich dziennikarzy było opłacanych przez CIA w ramach operacji „Drozd” [Operation Mockingbird] – prezenterów, redaktorów, felietonistów, ludzi, którym kraj ufał. Nie tylko szeptali reporterom do ucha. Niektórzy z nich pisali prawdziwe historie. Inni byli prezenterami wiadomości. Program nie musiał nikogo do niczego przekonywać. Wystarczyło, że kontrolował, które pytania były zadawane, a które nie.

COINTELPRO prowadziło równoległe operacje w kraju. FBI infiltrowało legalne organizacje, rozpowszechniało dezinformację, szantażowało cele i prowadziło inwigilację bez nakazu. Martin Luther King Jr. był celem głównym.

W marcu 1964 roku kampania Hoovera przeciwko niemu toczyła się na „etapie wojny totalnej”, wykorzystując to, co wewnętrzne notatki określały jako „ukrytą wojnę polityczną”. Wielebny Jesse Jackson opisał później ten efekt: „Kiedy masz wrażenie, że rząd naprawdę cię obserwuje… ma to efekt mrożący. Odbiera ci wolność. A często w przypadku przywódców, nikt z nas nie jest idealny, to neutralizuje ludzi”.

Neutralizacja. To był cel. Nie nawrócenie. Nie wiara. Neutralizacja.

To rozróżnienie jest ważniejsze niż cokolwiek innego, czego nauczyłam się przez lata pracy dla rządu.

Oto, czego nikt nie mówi o propagandzie, czego nie dostrzegają twórcy filmów dokumentalnych, czego naukowcy badający ją z zewnątrz ciągle nie potrafią pojąć: kłamstwa nie są najtrudniejszą częścią.

Kłamstwa są oczywiste. Wszyscy wiedzą, że to kłamstwa. Wiedzą o tym urzędnicy, którzy je przekazują. Wiedzą o tym dziennikarze, którzy je redagują. Wiedzą o tym obywatele, którzy je odbierają. Ta wspólna wiedza tworzy atmosferę permanentnego przedstawienia, niewypowiedzianego porozumienia, że ​​wszyscy będziemy udawać razem, bo udawanie jest łatwiejsze od alternatywy.

A jak właściwie miałaby wyglądać ta alternatywa? Kto ma na to siłę?

Najtrudniejszym elementem jest wyczerpanie.

Siedziałam w salach, w których dyskutowaliśmy o „strategiach nasycenia informacją”. Założenie było eleganckie i proste: przytłoczona populacja nie jest w stanie skutecznie się oprzeć. Nie dlatego, że wierzy w fałszywe informacje, ale dlatego, że traci zdolność odróżniania ich od czegokolwiek innego. Obciążenie poznawcze związane z utrzymywaniem sceptycyzmu wobec wszystkiego w końcu staje się nie do utrzymania. Ludzie się poddają. Wycofują się do życia prywatnego. Przestają uczestniczyć w życiu publicznym.

To jest cel. Nie wiara. Podporządkowanie się bez wiary. Cisza ubrana w zgodę.

Instytut Tavistock odkrył to w latach 20. XX wieku, rzekomo lecząc żołnierzy z nerwicy frontowej [shell-shock]. W rzeczywistości odkryli, że trauma nie tylko łamie ludzi, ale także czyni ich podatnymi na wpływy. Żal, dezorientacja, strach: to wszystko działa jak narzędzia. Kiedy wiesz, która dźwignia sprawia, że ​​stado wpada w popłoch, nie potrzebujesz już przemówień ani kart do głosowania. Wystarczy pociągnąć za dźwignię.

Po II wojnie światowej ślady działalności Tavistock pojawiły się w NATO, w zimnowojennej propagandzie, w narodzinach reklamy masowej. Badania kontynuowano. Metody udoskonalano. Kiedy rozpoczęłam służbę dla rządu, wiedza instytucjonalna była już dojrzała i wszechstronna. Mieliśmy podręczniki. Mieliśmy wskaźniki. Mieliśmy studia przypadków sięgające dekad wstecz.

Współczesne operacje psychologiczne (PSYOP) są niezwykle zbiurokratyzowane. Armia amerykańska szkoli żołnierzy specjalnie do „wojskowych operacji wsparcia informacyjnego”, które polegają na „udostępnianiu konkretnych informacji zagranicznym odbiorcom w celu wpływania na emocje, motywy, rozumowanie i zachowania rządów i obywateli”. Oferta pracy znajduje się na stronie internetowej armii poświęconej rekrutacji, jeśli ktoś chciałby przeczytać. Oferują przyspieszony awans. Podkreślają, że podoficerowie PSYOP „przewyższają swoich rówieśników”.

Nic z tego nie jest tajemnicą. To po prostu nudne. A nuda to najlepszy kamuflaż.

Kolega kiedyś wyjaśnił mi tę filozofię działania, używając analogii, której nigdy nie zapomniałam. „Pomyśl o tym jak o wilgotności” – powiedział. „Wilgoci nie zauważasz. Nie możesz jej zobaczyć. Ale wpływa ona na wszystko – na to, jak śpisz, jak myślisz, jak czują się twoje stawy rano. Propaganda działa w ten sam sposób. To nie burza. To wilgoć w powietrzu, która zawsze jest obecna, kształtując to, co wydaje się możliwe, a ty nigdy świadomie tego nie zauważasz”.

Dlatego ludzie Zachodu stale błędnie rozumieją propagandę. Szukają burzy. Chcą identyfikować konkretne kłamstwa, obalać konkretne twierdzenia, śledzić konkretne kampanie dezinformacyjne. Ale wyrafinowani operatorzy nie działają w ten sposób. Oni pracują nad wilgotnością. Działają na tym, co wydaje się normalne. Działają na założeniach tła, których ludzie nawet nie rozpoznają jako założeń.

Spędziłam trzy lata pracując nad projektem, analizując środowiska medialne w krajach, które uprzejmie nazywaliśmy „krajami partnerskimi”. Najskuteczniejsze operacje wpływu, które badaliśmy, nigdy nie próbowały przekonać kogokolwiek do czegokolwiek konkretnego. Po prostu zalewały przestrzeń informacyjną szumem, aż sygnał stawał się niemożliwy do wykrycia. Wzmacniały podziały wszędzie tam, gdzie podziały już istniały. Sprawiały, że pewność siebie wydawała się naiwnością, a cynizm mądrością. Nie musiały wygrywać sporów. Musiały tylko sprawić, by same spory wydawały się bezsensowne.

W 2012 roku ustawa Smitha-Mundta o modernizacji po cichu znosiła zakaz rozpowszechniania w kraju materiałów wyprodukowanych dla odbiorców zagranicznych. Znaczenie tej zmiany pozostało w dużej mierze niezauważone. Infrastruktura stworzona w celu wywierania wpływu na populację zagraniczną mogła teraz legalnie docierać do obywateli amerykańskich.

Moja znajoma uczy historii w liceum. Dobra nauczycielka, szczerze dba o krytyczne myślenie i edukację medialną. W zeszłym roku zleciła swoim uczniom projekt: zidentyfikować propagandę we współczesnych mediach, wyjaśnić, jak działa, zaproponować, jak obywatele mogą się jej przeciwstawić.

Projekty były imponujące. Uczniowie znajdowali przykłady wszędzie – w reklamach politycznych, PR korporacyjnym, kampaniach wpływu w mediach społecznościowych. Analizowali techniki: manipulację emocjonalną. Fałszywe dychotomie. Odwoływanie się do autorytetów. Efekty owczego pędu [„bandwagon”]. Znali słownictwo. Potrafili rozpoznać ruchy.

Następnie zapytała o ich własną konsumpcję mediów. O ich własne przekonania. O ich własne założenia.

Cisza.

„Cóż, to co innego” – powiedział w końcu jeden z uczniów. „To, w co ja wierzę, jest akurat prawdą”.

Tego wieczoru moja przyjaciółka zadzwoniła do mnie, wyraźnie wstrząśnięta. „Widzą to wszędzie, tylko nie u siebie. Ani jeden z nich. A co jest straszniejsze? Nie jestem pewna, czy ja jestem inna”.

To jest ta polana, której nie ma. Miejsce, w którym wyobrażasz sobie, że stoisz, analizując propagandę z bezpiecznej odległości. Przekonanie, że z pewnością rozpoznasz manipulację, gdy będzie wymierzona w ciebie. To przekonanie samo w sobie jest produktem tej ‘wilgoci’, której nie zauważasz.

Kiedy algorytmy stały się głównym mechanizmem dystrybucji, nie potrzebują już ludzkich operatorów. Uczą się, co powoduje skoki poziomu kortyzolu, co wywołuje dreszcze, co denerwuje. Karmią cię coraz bardziej, aż twój układ nerwowy przejmie nad nimi kontrolę. Dawka jest mierzona w powiadomieniach, nagłówkach i filmach, które zatrzymują przewijanie na sekundę dłużej niż poprzedni.

Farmacja jest w twoim mózgu. Wszystkie twoje neuro-chemikalia, użyte przeciwko tobie.

Obserwowałam tę przemianę od środka. Prymitywne techniki, których się nauczyłam – powtarzanie komunikatów, wywoływanie emocji, strategiczna dwuznaczność – zostały zautomatyzowane i zoptymalizowane w skali, której Bernays nie mógł sobie nawet wyobrazić. Maszyna nie śpi. Maszyna się nie męczy. Maszyna uczy się tego, na co reagujesz, i daje ci tego więcej, aż w końcu reakcje staną się wszystkim, co robisz.

Milczenie nie jest przeciwieństwem propagandy. Milczenie jest jej celem.

Nie cisza spokoju lecz cisza wyczerpania. Cisza przepracowania tylu sprzeczności, że reagowanie wydaje się już bezcelowe. Cisza prywatnego cynizmu połączona z publiczną uległością – ta specyficznie współczesna forma duchowego poddania się, w której wiesz wszystko i nic nie robisz.

W każdym kraju, który badałam, ta cisza była miarą sukcesu. Nie entuzjazm. Nie wiara. Społeczeństwo, które przestało oczekiwać prawdy, przestało domagać się odpowiedzialności, przestało uczestniczyć w kolektywnym podejmowaniu decyzji. Społeczeństwo, które tylko przewija.

Propaganda ich nie przekonała. Ogołociła ich. A pusta opinia publiczna to stabilna opinia publiczna.

Jest badanie z literatury behawioralnej, które prześladowało mnie latami. Naukowcy pokazywali badanym ewidentnie fałszywe twierdzenie. Badani prawidłowo je uznawali za fałszywe. Następnie badacze pokazywali im to twierdzenie jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz.

Podczas siódmej ekspozycji wiele osób oceniło to twierdzenie jako „prawdopodobnie prawdziwe”.

Nic się nie zmieniło w tym twierdzeniu. Nie przedstawiono żadnych nowych dowodów. Samo powtarzanie tworzyło poczucie znajomości, a znajomość maskuje się jako prawda. Mózg wybiera drogę najmniejszego oporu. Rozpoznanie czegoś wydaje się zrozumieniem. Łatwość przetwarzania sprawia wrażenie dokładności.

W naszych materiałach szkoleniowych nazywaliśmy to „prawdą przez powtarzanie”. Ta technika jest starsza niż ktokolwiek z nas. Ale mechanizm dostarczania – każdy ekran, każde powiadomienie, każdy algorytmicznie zoptymalizowany element treści – uczynił ją nieskończenie potężniejszą.

Moja babcia przeżyła reżim nazistowski. Nigdy nie mówiła o tym wprost. Na koniec dała mi radę, którą zrozumiałam dopiero znacznie później.

„Pozostań wierna czemuś” – powiedziała. „Jednej małej, prawdziwej rzeczy. Wspomnieniu, relacji, praktyce. Czemuś, czego oni nie mogą dotknąć. Pielęgnuj to w tajemnicy. Nigdy nie mów o tym publicznie. Pozwól im mieć wszystko inne, jeśli musisz. Ale niech jedna rzecz będzie prawdziwa”.

Zapytałam ją dlaczego.

„By pamiętać, jak smakuje prawda. W przeciwnym razie zapominasz. Myślisz, że nie, ale zapominasz. A kiedy już zapomnisz, stajesz się jak oni. Po prostu dlatego, że nie ma już niczego w tobie, co by się sprzeciwiało”.

Pytanie nie brzmi, czy propaganda działa.

Pytanie brzmi: co oznacza „działanie”? Jeśli sukces wymaga wiary, to większość propagandy zawodzi. Nikt nie wierzy. Tak naprawdę. Ani urzędnicy, ani dziennikarze, ani obywatele.

Jeśli jednak sukces oznacza uległość bez przekonania, wyczerpanie zamiast nawrócenia, milczenie zamiast zgody, to propaganda jeszcze nigdy nie odniosła większego sukcesu niż obecnie.

Nie jesteśmy przekonywani. Jesteśmy wyczerpywani.

Wiem, bo pomagałam projektować te systemy. Wiem, bo czytałam wskaźniki. Wiem, bo siedziałam w salach, gdzie mierzyliśmy sukces tym, co ktoś przestał robić, a nie tym, w co ktoś zaczął wierzyć.

Ludzki mózg jest niesamowicie prymitywny. I nie ewoluował od tysiącleci. I dlatego zawsze można powtórzyć historię. Zawsze.

______________

The Humidity of Lies, A Lily Bit, Jan 23, 2026

Więcej: A Lily Bit

We Francji, oficjalnie, więc z retuszem: Połowa kryminalistów to nachodźcy

Statystyka prawdę ci powie o skutkach imigracji

28.01.2026 nczas/statystyka-prawde-ci-powie-o-skutkach-imigracji

NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.

We francuskiej Żyrondzie „49% osób popełniających wykroczenia publiczne to cudzoziemcy”. Taka informację podał oficjalnie prefekt tego regionu 23 stycznia, przy okazji prezentacji raportu dotyczącego przestępczości w roku 2025.

Prefekt Żyrondy Étienne Guyot poruszył kwestię imigracji i ujawnił, że prawie połowa wszystkich przestępców w departamencie to obcokrajowcy. Imigracja i bezpieczeństwo to jeden z najważniejszych priorytetów Francuzów przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na marze tego roku.

Prefekt stwierdził, że ​​w 2025 roku w Żyrondzie „49% osób popełniających przestępstwa było cudzoziemcami”. Dodał, że ponad 1000 osób otrzymało nakazy deportacji i zadeklarował: „zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić, że osoby, którym wydano nakazy deportacji, wyjadą, ponieważ czasami dopuszczają się przestępstw”.

Étienne Guyot pochwalił jednak służby za to, że w porównaniu z rokiem poprzednim, „o 30% więcej cudzoziemców” z nakazem wyjazdu opuściło Francję. W 2025 roku władze zaostrzyły również kontrole.

Niektóre z nich wprowadzono na ruchliwych przejściach granicznych w ramach krajowej operacji zwalczania nielegalnej imigracji. „Napływa do nas wielu cudzoziemców, głównie z Półwyspu Iberyjskiego i tam przebywających legalnie”. Prefekt dodał, że pochodzą głównie z Afryki Północnej i Afryki Subsaharyjskiej.

Źródło: Europe1/ CNews

Zasada UE – my negocjujemy, wy płacicie. Pfizer i „strzyżenie baranów”

Pfizer i „strzyżenie baranów”

-ab-


pfizer-i-strzyzenie-baranow

1. Proces sądowy

W styczniu 2026 r. przed sądem pierwszej instancji w Brukseli rozpoczął się proces wytoczony przez koncern Pfizer oraz firmę BioNTech przeciwko Skarbowi Państwa RP.

Kwota sporu: Pfizer domaga się od Polski zapłaty ok. 6 miliardów złotych (dokładnie ok. 1,37 mld euro) wraz z odsetkami.

Powód: Roszczenie dotyczy 60 milionów dawek szczepionek przeciw COVID-19, których polski rząd (gabinet Mateusza Morawieckiego) odmówił odebrania i zapłaty w kwietniu 2022 roku.

Argumentacja Polski: Polska strona powołała się na klauzulę siły wyższej (force majeure), tłumacząc, że wybuch wojny na Ukrainie i konieczność przyjęcia milionów uchodźców spowodowały nadzwyczajną zmianę sytuacji finansowej i społecznej państwa.

2. Kontrowersje wokół kontraktu i „SMS-y von der Leyen”

Kontrakt, na podstawie którego Pfizer dochodzi roszczeń, to tzw. trzecia umowa unijna z maja 2021 roku, opiewająca na gigantyczną liczbę 1,8 miliarda dawek dla całej UE.

Kto negocjował? Kontrakt był negocjowany centralnie przez Komisję Europejską w imieniu wszystkich państw członkowskich. Kluczową rolę odegrała przewodnicząca KE, Ursula von der Leyen.

Afera SMS-owa (Pfizergate): Kontrowersje wzbudził fakt, że von der Leyen miała prowadzić bezpośrednie negocjacje z prezesem Pfizera, Albertem Bourlą, za pomocą wiadomości tekstowych (SMS).

Zarzuty: Krytycy (w tym m.in. „The New York Times”),  że taka forma negocjacji była nietransparentna, omijała oficjalne kanały urzędowe i mogła doprowadzić do zakontraktowania zbyt dużej liczby preparatów po niekorzystnych cenach. Komisja do dziś odmawia ujawnienia treści tych SMS-ów, twierdząc, że nie zostały one zarchiwizowane.

3. Dlaczego Polska musi płacić? (Mechanizm unijny)

Polska jest zmuszona do odpowiedzi przed sądem z powodu specyficznego systemu zakupów wspólnych (Joint Procurement Agreement):

System „Take or Pay”: Umowy unijne miały charakter wiążący. Państwa członkowskie określały swoje zapotrzebowanie, a KE podpisywała w ich imieniu umowę. Mechanizm ten nie przewidywał elastyczności – kraje zobowiązały się do zakupu określonej liczby dawek niezależnie od tego, czy pandemia wygaśnie, czy nie.

Zasada solidarności i prawo belgijskie: Ponieważ umowę podpisała KE z siedzibą w Brukseli, spory rozstrzygane są przed sądami belgijskimi według tamtejszego prawa cywilnego, które jest bardzo rygorystyczne w kwestii dotrzymywania umów handlowych.

4. Skąd tak duża ilość szczepionek?

Nadmiarowa liczba dawek (w szczytowym momencie Polska miała zakontraktowane ponad 200 mln dawek na ok. 38 mln obywateli) wynikała z działania systemu proporcjonalnego podziału:

Zasada pro-rata: Każdy kraj UE otrzymywał ofertę zakupu dawek proporcjonalnie do liczby ludności.

Zabezpieczenie na zapas: W 2021 r., w obawie przed mutacjami i brakiem dostaw (jak w przypadku AstraZeneca), KE zdecydowała o zakupie ogromnych ilości „na wszelki wypadek”, aby zapewnić dawki przypominające na lata 2022–2023.

Brak klauzul wyjścia: W kontraktach zabrakło mechanizmów pozwalających na redukcję zamówień w przypadku spadku zainteresowania szczepieniami, co doprowadziło do sytuacji, w której w polskich magazynach zalegały dziesiątki milionów dawek, którym kończył się termin ważności.

Przygotował ChatGPT

Przedstawiony powyżej mechanizm, to stara zasada 'strzyżenia baranów” – jedna z podstawowych zasad UE – my negocjujemy, wy płacicie. Jest on popularny w UE zwłaszcza w dziedzinach, gdzie występują duże przepływy pieniężne

Cena zachodniego szczęścia i dobrobytu; Reportaż z zimowego Kijowa AD26

Cena zachodniego szczęścia i dobrobytu;

Reportaż Tani Fionej

z zimowego Kijowa AD26

Katastrofa humanitarna w Kijowie: brak ogrzewania i prądu, życie w namiotach (Niezniszczalnych Punktach).

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 27

Młoda ukraińska dziennikarka oprowadza widzów po dzisiejszym Kijowie, a właściwie po jego zachodniej stronie Dniepru. Według jej słów, wschodnie dzielnice, pogrążone w niezmiennej ciemności, nie nadają się do przetrwania.

Na samym wstępie reportażu dzieli się ona swą radością z widzami, zdradzając fakt tego szczęścia, jako kilka godzin ciepła i wody w jej apartamencie, które to umożliwiły jej umycie włosów.

Następnie oprowadza nas po mroźnych ulicach Kijowa rozmawiając z nielicznymi przechodniami. Są to głównie ponad 80-cio letnie osoby, które (jak mówi) przetrwały II Wojnę Światową, „epidemię covida”, a teraz walkę o miejsce Ukrainy w „zachodnim raju”.

Jak nietrudno się domyślić, wstęp do „raju” nie jest rzeczą trywialną. Wymaga poświęceń i żelaznej woli.

W swej wędrówce odwiedza też apartamenty w budynkach mieszkalnych. Do większości przyłączone są generatory, które w ustalonych godzinach napędzają windy, by ludzie mgli nimi transportować, wodę, żywność i inne niezbędne materiały, be konieczności wdrapywania się na wyższe piętra po schodach.

W apartamentach tych temperatura utrzymuje się od ujemnych, do kilku stopni powyżej zera (Celsjusz).

Zależy to od liczby przebywających tam osób, które same w sobie stanowią źródło ciepła, przynajmniej do momentu śmierci.

Ci, którzy nie są w stanie wytrzymać tych warunków, mogą ogrzać się i napić gorącej herbaty w tzw. „niezniszczalnych punktach”, czyli namiotach z generatorami, czy nawet w restauracjach, dostosowanych do tych wymogów, w centrum miasta.

Te ostatnie mają dodatkowy „walor” w postaci piwnic, które mogą służyć podczas nalotów jako schrony.

Na koniec tego reportażu, nie była ona już w stanie wstrzymać się od łez.

I nie trudno ją zrozumieć. Można tylko współczuć.

W tym miejscu należy zadać pytanie: kto jest winien temu piekłu?

Dla większości „rozumnych” obywateli Zachodu, odpowiedź jest oczywista: „krwawy dyktator Putin”.

Oczywiście rosyjska armia jest fizyczne odpowiedzialna za ten stan rzeczy. Gdyby jednak na jej miejscu znalazła się „niezwyciężona US Army”, to po czterech latach konfliktu z Kijowa nie pozostałby kamień na kamieniu. I nie jest to fantazja, ale twardy fakt.

Ilustrują go przykłady „humanitarnych bombardowań” z byłej Jugosławii, Afganistanu, Syrii, Libii, Libanu i innych państw, które ośmieliły się nie akceptować „zachodnich wolności i demokracji”.

Ukraina ją zaakceptowała, wierząc w zachodnią fatamorganę , której dostąpi po zniszczeniu znienawidzonych Rosjan.

Sami Ukraińcy mają tysiącletnią historię pozbywania się swych urojonych wrogów w najkrwawszy z możliwych sposobów. [nie było „Ukraińców”.. Były różne plemiona. [Samo pojęcie „Ukraińców” powstało w XIX wieku.. md]

Zaczęło się to od powstań chłopskich na jej terenie, w okresie gdy była ona prowincją Wielkiej Rzeczpospolitej Polskiej, rządzonej nota bene przez własną (ukraińską) [ruską md] arystokrację, której „przestępstwem” była dobrowolna asymilacja w Polskiej Cywilizacji i Kulturze.

Niejednokrotnie ukraińscy wojewodowie (administratorzy tych ziem z ramienia Polski), musieli topić tą nieszczęsną i nieokiełzaną ludność we krwi w celu utrzymania porządku.

Ich jedynym „grzechem” było to, że się dobrowolnie spolonizowali. Ukraińskie pospólstwo stanowiło odrębną grupę etniczną, której jedyną spoiną była nienawiść do bardziej cywilizowanych Narodów (Polski & Litwy). [no i do żydów – wyzyskiwaczy md]

Do dnia dzisiejszego, „perłą w Koronie” jest polski Lwów, od wieków stanowiący kolebkę kultury polskiej.

Co prawda przewrotni i zakłamani Niemcy (Austriacy) starają się przywłaszczyć tą perłę. Ich jedynym „osiągnięciem” jest zgarnięcie jej w zbrodniczych rozbiorach Polski.

Ukraińcy „podziękowali” Polakom za próbę ucywilizowania, mordując w czasie II Wojny Światowej ponad 200 tysięcy polskich kobiet i dzieci na Wołyniu.

Teraz zaś „rewanżują” się Rosji, za lata agresji na Ługańsk i Donieck, które od 2014 roku ostrzeliwali, mordując rosyjskojęzyczną ludność.

Reasumując, agresorem w tym konflikcie proxy jest Zachód, używający głupich Ukraińców, zaślepionych [propagandą..] nienawiścią do Rosjan, jako tarana w zniszczeniu RF.

A jak to uczy nas doświadczenie, najwyższą cenę płaci się za własną głupotę!

[Starsza Pani ok. 37 minuty jest Polką, mówi po polsku..md]

Wokół złowrogiego Iranu

Wokół złowrogiego Iranu

Stanisław Michalkiewicz  27 stycznia 2026 michalkiewicz

Kiedy w państwie jest sytuacja rewolucyjna? Zgodnie z twierdzeniami klasyka, sytuacja rewolucyjna jest wtedy, gdy spełnione są jednocześnie trzy warunki. Po pierwsze – że muszą być powody do masowego niezadowolenia. Ten warunek jest stosunkowo najłatwiejszy do spełnienia, bo – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – w jakim państwie nie ma powodów do niezadowolenia? Takiego państwa na świecie nie ma – o czym zaświadcza ludowe przysłowie, że jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. A skoro tak, to niezadowoleni zawsze się znajdą, podobnie – jak „ubodzy” – w czym upewnia nas sam Pan Jezus, informując, że „ubogich zawsze będziecie mieli” wśród was. Czyż to stwierdzenie nie powinno być przestrogą dla zwolenników społecznych inżynierii, których celem jest „powszechny dobrobyt”? Jakże dobrobyt może być „powszechny”, skoro „zawsze” wśród nas mają być „ubodzy”? Inna sprawa, że ubóstwo ubóstwu nierówne. Kiedy w 1977 roku pierwszy raz byłem w Paryżu, zauważyłem na Polach Elizejskich żebraka. Był to jednak żebrak francuski, więc skracał sobie czas oczekiwania na jałmużnę słuchaniem transmisji jakiegoś meczu z tranzystorowego radia. W porównaniu do żebraka z Bangladeszu, będącego bez portek, był on prawdziwym krezusem. „Stąd nauka jest dla żuka”, że nie chodzi o urawniłowkę w dobrobycie, tylko o ogólny jego poziom, w którym nawet ubogim będzie żyło się dostatniej – jak w Polsce za Gierka.

Drugim warunkiem sytuacji rewolucyjnej jest to, by to niezadowolenie uzewnętrzniało się w postaci rozmaitych manifestacji. „Sire – burzy się proletariat” – to jest właśnie sygnał, że sytuacja staje się rewolucyjna.

Staje się – ale się nie stanie, dopóki nie zostanie spełniony warunek trzeci. To znaczy – że musi istnieć jakieś wpływowe państwo, któremu będzie zależało na dokonaniu przewrotu politycznego w państwie, w którym ma zaistnieć sytuacja rewolucyjna.

Tak właśnie było w Rosji w roku 1917, kiedy to społeczeństwo było zmęczone przedłużającą się wojną, podniecone pogłoskami o Rasputinie i w ogóle – zdradzie w najwyższych kręgach państwa (najbardziej podejrzana była cesarzowa Aleksandra, nieszczęśliwa żona Mikołaja II, razem z nim i resztą rodziny później kanonizowana przez Cerkiew Prawosławną) – ale może do rewolucji by nie doszło, gdyby nie chirurgiczna operacja niemieckiego Sztabu Generalnego, który przesłał do Rosji ładunek bolszewików z Leninem na czele i w ten sposób zaaplikował Cesarstwu Rosyjskiemu coś w rodzaju zarazka dżumy.

Lenin i bolszewicy posłużyli się starą metodą, dzięki której w Rzymie obaleni zostali bracia Grakchowie. Polega ona na przelicytowywaniu przeciwników w demagogii. Było to tym łatwiejsze, że nawet przeciwnicy bolszewików zostali sparaliżowani wiarą w „lud”, któremu pod żadnym pozorem nie wolno było się sprzeciwiać, tylko przeciwnie – należało mu basować. A w tej dziedzinie bolszewicy przelicytowali wszystkich. Земля крестьянам, фабрики рабочим [„Ziemla krestianam, fabryki raboczim!”] – wołał Lenin – a rosyjskie masy mu uwierzyły – bo kto by nie chciał wziąć sobie ziemi, czy fabryki? Gdyby tak ktoś ich ostrzegł, że już wkrótce będą w tych fabrykach poddani „nieprierywce”, a chłopi będą konać z głodu we wsiach otoczonych kordonami wojsk NKWD, to może i jedni i drudzy by się zreflektowali – chociaż pewności nie ma. „Tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego” – napisał Franciszek ks. de La Rochefoucauld.

Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia dzisiaj w Iranie, gdzie – jak próbują wmówić nam niezależne media głównego nurtu – tamtejszy lud właśnie przekształca demonstracje uliczne w „rewolucję”.

Iran, a kwestia izraelska

Na tę sytuację składa się oczywiście szereg zagadkowych przyczyn, ale przyczyną pierwotną jest pewna stara idea, z którą „czuje się związany” premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu. Ta idea jest opisana w plemiennej historii żydowskiej, podlanej religijnym sosem, a znanej w świecie jako „Stary Testament” . Czytamy tam że Stwórca Wszechświata, który z zagadkowych przyczyn upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku, zawarł z nim rodzaj geszeftu – że jak ów koczownik będzie Stwórcę Wszechświata wychwalał pod niebiosa i go słuchał, to Stwórca Wszechświata w rewanżu uczyni koczownika ojcem „wielkiego narodu”, któremu odda w arendę teren od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

To jest właśnie obszar Wielkiego Izraela” – i z tą ideą „czuje się związany” izraelski premier rządu jedności narodowej. Realizacja tej idei jest już dość zaawansowana. Wszystkie kraje leżące na tym obszarze zostały bowiem przez Izrael, który w tym celu wykorzystuje siłę Stanów Zjednoczonych, w znacznym stopniu obezwładnione tak, że teraz wystarczyłoby przejść do następnego etapu, to znaczy – do okupacji i częściowej eksterminacji tamtejszej ludności – żeby było bezpiecznie.

Niestety piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów sypie złowrogi Iran, z którym trzeba w związku z tym raz na zawsze zrobić porządek.

Rewolucja islamska

Początkowo Iran nie był wcale „złowrogi”, przeciwnie – uważany był za jedną z twierdz amerykańskich na Środkowym Wschodzie. Tamtejszy władca, Mohammad Reza Pahlavi, słuchał się Ameryki, kupował tam broń za dochody ze sprzedaży ropy i było gites tenteges. Nigdy jednak nie jest tak dobrze, by nie mogłoby być jeszcze lepiej, toteż i szach Reza Pahlavi chciał swój kraj reformować. W tym celu pragnął ograniczyć wpływy muzułmańskiego duchowieństwa i zaczął nim pomiatać, a poza tym forsował w Iranie reformę rolną, lansując kołchozy. To stało się powodem narastającego masowego niezadowolenia – a tymczasem we Francji przebywał na emigracji ajatollah Chomeini. Francja wówczas, podobnie zresztą jak i teraz, niechętnym okiem patrzyła na panoszenie się Ameryki w świecie. Toteż – jak czytamy w książce Sekrety szpiegów i książąt”, stanowiącej wywiad-rzekę z hrabią Aleksanrdrem de Marenches, ówczesnym szefem francuskiego wywiadu – kiedy w Iranie rozpoczęły się zamieszki – prezydent Pompidou wysłał go do Teheranu, by zorientował się co też szach zamierza z tym zrobić. Okazało się, że szach niczego nie zamierza, bo – jak powiedział – nie będzie zabijał swojego ludu – toteż nie było innej rady, jak przetransportować do Teheranu ajatollaha Chomeiniego, podczas gdy szach wraz z rodziną, znalazł schronienie u egipskiego tyrana, gdzie zresztą rychło umarł.

Wynajęcie Saddama Husajna

Pod egidą ajatollaha Chomeiniego została w Iranie utworzona republika islamska, rodzaj teokracji, w której rządzi przewielebne muzułmańskie duchowieństwo. Może nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie to, że ajatollah, z uwagi na rozmaite urazy z przeszłości, zaczął lansować doktrynę dwóch szatanów: wielkiego i mniejszego . Wielkim Szatanem zostały Stany Zjednoczone, a mniejszym – Izrael.

Nietrudno się domyślić, że zarówno Ameryce, jak i Izraelowi było z tego powodu bardzo nieprzyjemnie i postanowili położyć temu kres. W tym celu wynajęły irackiego tyrana w osobie Saddama Husajna, który wkrótce wdał się z Iranem w wyniszczającą, trwającą 8 lat wojnę (1980-1988), która jednak nie doprowadziła do zdławienia republiki islamskiej w Iranie. Na domiar złego Saddam Husajn, któremu Amerykanie zapomnieli wypłacić honorarium za wynajęcie go do wojowania z Iranem, uznał, że może sam je sobie odebrać i w związku z tym zajął Kuwejt.

Doprowadziło to do tzw. pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, w ramach której Saddam Husajn został boleśnie skarcony – ale zostawiony nie tylko przy życiu, ale nawet – przy władzy. Niestety, zamiast docenienia, że żywy-zdrowy – zaczął się bisurmanić do tego stopnia, że zapowiedział, iż w transakcjach eksportu irackiej ropy odstąpi od dolara na rzecz europejskiego euro lub japońskiego jena. Takiej zbrodni nikt, a zwłaszcza kraje miłujące pokój, nie mogły puścić płazem, toteż wybuchła druga wojna w Zatoce, w następstwie której Irak został zawojowany, a Saddam Husajn schwytany i postawiony przez tamtejszym nienawistnym sądem, który w ramach parodii procesu norymberskiego – który też był swego rodzaju parodią – skazany został na karę śmierci i przykładnie powieszony, żeby już nikomu takie myślozbrodnie walutowe nie przychodziły do głowy. Iran buduje arsenał jądrowy

W tej sytuacji nietrudno było się domyślić, że złowrogi Iran wyciągnie wnioski, a właściwie jeden wniosek – że nie zagwarantuje sobie bezpieczeństwa inaczej, jak tylko budując arsenał jądrowy. Taki wniosek nasuwał się tym łatwiej, że w Azji Środkowej niektóre państwa albo już sobie taki arsenał zbudowały, albo właśnie zaczęły go budować. Nie mówię o Chinach, które ten proces rozpoczęły wcześniej – ale o Indiach, które pierwszy test jądrowy wykonały w roku 1974. Sąsiedni Pakistan, którego prezydent powiedział, że będziemy mieli broń jądrową nawet gdybyśmy mieli jeść trawę, decyzję o budowie arsenału podjął na początku lat 70-tych, ale pierwszy test przeprowadzony został w 1998 roku.

O ile jednak na budowę arsenałów nuklearnych przez Indie i Pakistan Ameryka patrzyła przez palce, bo te arsenały mają służyć ich wzajemnemu wyniszczeniu – o tyle kiedy wniosek o konieczności budowy własnego arsenału nuklearnego wyciągnął złowrogi Iran, reakcja amerykańska była już inna. Chodzi o to, że irański arsenał ma być narzędziem oporu przeciwko zakusom bezcennego Izraela, w ramach wspomnianej starożytnej doktryny politycznej na cały Środkowy Wschód. A ponieważ każdy amerykański prezydent obejmując urząd składa coś w rodzaju hołdu lennego bezcennemu Izraelowi, deklarując, iż obrona tego państwa jest na pierwszym miejscu listy priorytetów amerykańskiej polityki międzynarodowej i to bez względu na to, co Izrael robi, to nic dziwnego, że USA uznały, iż irański arsenał jądrowy, w odróżnieniu od indyjskiego, pakistańskiego, a nawet – północnokoreańskiego – zagraża interesom amerykańskim, w związku z czym postanowiły zablokować jego budowę. Pretekstu do tego dostarcza też oczywiście retoryka irańskich ajatollahów, którzy – jak to duchowni – bez przerwy opowiadają o szatanach – jak nie „małym”, to „Wielkim” – ale tak naprawdę chodzi o to, że budowa tego arsenału godzi w program budowy Wielkiego Izraela, z którą to ideą, „czuje się związany” tamtejszy premier rządu jedności narodowej.

Ogon wywija psem. Powszechnie bowiem wiadomo, że z uwagi na potężne wpływy polityczne lobby izraelskiego w USA (zainteresowanych tą sprawą odsyłam do książki Lobby izraelskie w USA”, autorstwa dwóch amerykańskich politologów) to władze Izraela wywierają wpływ na politykę Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w dziedzinach czy regionach pozostających w izraelskim zainteresowaniu, więc można powiedzieć, że ogon wywija psem. Przykłady można mnożyć – ale nie chodzi tu o mnożenie przykładów, tylko o uświadomienie sobie, że amerykańscy twardziele doskonale wiedzą, iż przed Żydami muszą skakać z gałęzi na gałąź, bo w przeciwnym razie ci doprowadzą każdego do załamania kariery oraz do finansowego wyszlamowania do gołej skóry przez tamtejsze sądy, które w takich sprawach są tak samo nienawistne jak i nasze.

Toteż kiedy izraelski premier rządu jedności narodowej polecił prezydentowi Donaldowi Trumpowi wykonać uderzenie na irańskie instalacje nuklearne, ten obstalunek wykonał. Czy jednak aby na pewno? Wygląda na to, że przechwałek było tu więcej niż dokonań. Toteż zaniepokojony premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela przyleciał na Florydę i nakazał prezydentowi Donaldowi Trumpowi „poparcie” dla izraelskiego ataku na Iran, którego celem byłoby rzeczywiste zniszczenie tamtejszych instalacji nuklearnych. Wizyta izraelskiego premiera miała miejsce 29 grudnia – ale Mosad – w porozumieniu z CIA – musiał już wcześniej uruchomić inercyjne irańskie masy, by wystąpiły przeciwko reżymowi ajatollahów. Zgodnie z warunkami sytuacji rewolucyjnej, pojawiły się też powody do masowego niezadowolenia w postaci załamania kursu irańskiej waluty do dolara, co spowodowało wzrost cen, którego przyczyną są też sankcje wymierzone w Iran, jako kara za nieposłuszeństwo wobec starszych i mądrzejszych. Zatem powody do niezadowolenia są, zaczęło się ono też manifestować na ulicach, a wreszcie przemówił sam prezydent Trump, zachęcając tamtejszy uciśniony lud, by nie tylko nie schodził z ulic, ale – by przejmował państwowe instytucje, bo pomoc „jest już w drodze”.

Jaka alternatywa?

Zanim jeszcze sam prezydent Trump tak ostentacyjnie pokazał, że wszystkie przesłanki sytuacji rewolucyjnej w Iranie już wystąpiły, CIA wyciągnęła z naftaliny swoją tajną broń w osobie przebywającego w USA na emigracji „następcy irańskiego tronu” Cyrusa Rezę Pahlaviego, który przez niezależne media głównego nurtu i w Ameryce i u nas wezwał lud irański by nie schodził z ulic, dopóki on sam nie zjawi się w Iranie z mocą wielką i majestatem. W tak zwanym międzyczasie jednak ktoś musiał przytomnie dojść do wniosku, że wyciągnięty z naftaliny Cyrus to nie jest najlepszy pomysł i że najpierw lepiej spróbować dogadać się z irańskimi i reżymowcami, podobnie jak Amerykanie dogadują się z reżymowcami w Wenezueli w nadziei, ze irańskich reżymowców będzie można przekupić, jak reżymowców wenezuelskich – wobec których CIA ma w rezerwie jeszcze madame Marię Machado, która przezornie załatwiła sobie audiencję u Leona XIV. W Iranie może jednak być trudniej, bo ajatollahowie, przynajmniej niektórzy, podobnie jak spora część tamtejszego ludu, może traktować wyznawany przez siebie islam poważniej i w związku z tym może obawiać się skutków pójścia na kompromis nawet z małym szatanem, a cóż dopiero – z Wielkim. Jak bowiem wiadomo, w takiej sytuacji można trafić do piekła, gdzie cały czas będzie bolało.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

==============================

MD:

Jakoś p. Redaktor nie zdążył przeczytać, że okropni ajatollahowie wyłapali 800 miłujących lud Iranu agentów Mossadu i postanowili ich wywiesić. Stąd Izrael i jego sługa USA nagle przerwali „akcję Iran”. Por.:

Cień Mossadu nad irańskimi protestami – czy izraelski wywiad sterował rewolucją

Wolność dla Borowskiego! PRL już go zamykał. Tuskowcy robią to znowu!


Pół roku więzienia dla Bohatera, którego komuna zamykała za walkę o wolną Polskę. Dziś w „demokratycznym” państwie Tuska ma trafić za kraty za krytykę Romana Giertycha. A przecież to emeryt po wylewie, zmagający się z nowotworem. Wzywamy Prezydenta RP Karola Nawrockiego o zastosowanie prawa łaski. Podpisz!

Państwo Tuska — zamiast dawać obywatelom poczucie sprawiedliwości — wywołuje w nich wstrząs, gniew i bezradne pytanie: jak to w ogóle możliwe?

Adam Borowski został skazany prawomocnie na pół roku więzienia. Prawomocnie! A to oznacza, że lada moment może trafić za kraty. Nie za przemoc. Nie za złodziejstwo. Za uczciwe i odważne słowa — za krytyczną wypowiedź dotyczącą Romana Giertycha.

A teraz przeczytaj to jeszcze raz i dopowiedz najważniejsze: Adam Borowski to bohater antykomunistycznej opozycji. Więzień PRL. Człowiek, którego komuna prześladowała za to, że chciał wolnej Polski. I to właśnie w wolnej Polsce ma dziś iść na odsiadkę.

PRL już go zamykał. Tuskowcy robią to znowu!

W czasach komunizmu system potrafił rozpoznawać jedną rzecz bezbłędnie: kto jest niepokorny. Kogo nie da się zastraszyć. Kto nie złoży podpisu pod kłamstwem. Kto mówi głośno to, co inni wolą przemilczeć.

Adam Borowski należał do tych, których komuna chciała złamać. Nie złamała. Dziś — w innych dekoracjach, pod innymi hasłami — widzimy to samo pragnienie: karać niepokornych, uciszać, budować strach, wysyłać sygnał innym: “uważaj, bo skończysz tak samo”. Nie można przejść obok tego obojętnie!

Jest emerytem. Po wylewie. Walczy z nowotworem.

W tej sprawie jest jeszcze jedna warstwa, o której nie da się mówić „na chłodno”. Adam Borowski jest emerytem. Przeszedł wylew. Zmaga się z chorobą nowotworową.

Wykonywanie wobec niego kary izolacyjnej w tych okolicznościach nie jest abstrakcyjnym „wymiarem sprawiedliwości” — to realne ryzyko pogorszenia stanu zdrowia, realne konsekwencje dla życia człowieka. I między innymi właśnie dlatego zwracamy się do Prezydenta RP, bo w polskim porządku prawnym istnieje instrument na takie sytuacje: prawo łaski.

Wzywamy Prezydenta Karola Nawrockiego do skorzystania z prawa łaski!

Wzywamy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego do zastosowania prawa łaski wobec Adama Borowskiego — człowieka, którego biografia jest częścią polskiej walki o wolność, a obecna kara budzi powszechne oburzenie i poczucie rażącej niewspółmierności.

Nie prosimy o niczego „ponad” prawo. Prosimy o decyzję, która jest przewidziana w Konstytucji właśnie na takie momenty — gdy trzeba przywrócić proporcje, gdy litera prawa staje się narzędziem krzywdy, a państwo może i powinno wykazać się mądrością oraz humanitaryzmem.

Dlaczego Twój podpis ma znaczenie!

Bo milczenie zawsze jest wodą na młyn tych, którzy chcą rządzić strachem. Bo każdy taki wyrok nie dotyczy tylko jednej osoby. Dotyczy całej przestrzeni publicznej: czy w Polsce wolno ostro krytykować ludzi wpływowych, czy za słowa można dostać więzienie? Dziś na celowniku jest Adam Borowski. Jutro może być każdy, kto odważy się powiedzieć coś nie po myśli możnych.

Dlatego podpisz.

To sygnał dla Prezydenta, że Polacy widzą tę niesprawiedliwość i domagają się działania.

To sygnał dla opinii publicznej, że bohaterów się nie zostawia.

To sygnał, że solidarność nie jest pustym słowem.

Podpisz teraz

Kliknij „Podpisz petycję” i udostępnij ją dalej.

Nie pozwólmy, by wolna Polska odesłała do więzienia człowieka, którego komuna nie potrafiła złamać.

=======================================

Wolność dla Adama Borowskiego!

Panie Prezydencie — prawo łaski. Teraz.

wpolityce/apel-ws-adama-borowskiego-kara-jest-skandalem-moralnym

Oświadczenie członków Zarządu, Rady Programowej i pełnomocników wojewódzkich Klubu Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności w sprawie poparcia apelu ws. Adama Borowskiego.

My niżej podpisani – Damy i Kawalerowie Krzyża Wolności i Solidarności wyrażamy swój zdecydowany sprzeciw i oburzenie wobec próby uwięzienia naszego kolegi, jednego z najbardziej zasłużonych działaczy opozycji antykomunistycznej, dzięki którym Polska uwolniła się od totalitarnej komunistycznej dyktatury, za to, że ma odwagę bronić wolności słowa i zawsze staje po stronie prawdy.

Uważamy, że już sam ten wyrok, a w szczególności kara bezwzględnego więzienia dla Adama Borowskiego jest absolutnym skandalem moralnym i prawnym – kolejnym już świadectwem powrotu obecnej władzy do praktyki niszczenia wolności wypowiedzi i stosowania prawa „tak jak władza je rozumie”, zastraszania przedstawicieli opozycji i nawiązywania wprost do haniebnych praktyk władzy komunistycznej, która z wolnych Polaków czyniła więźniów politycznych. Nigdy nie zgodzimy się na to by Polska dzisiaj stawała się krajem ludzi więzionych z przyczyn politycznych.

Wyrażamy swe poparcie dla apelu „wolnośćdlaborowskiego” i prosimy o zastosowanie przez Pana Prezydenta RP Dr Karola Nawrockiego prawa łaski dla skazanego absurdalnym wyrokiem Adama Borowskiego.

Apelujemy do członków stowarzyszenia Klub Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności, także do wszystkich wyróżnionych tym zaszczytnym odznaczeniem i do działaczy opozycji antykomunistycznej oraz członków organizacji i stowarzyszeń z którymi współpracujemy, o jak najszersze poparcie i podpisanie tego APELU.

W uzgodnieniu z Panem Jackiem Pawłowiczem – wicedyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL – zapraszamy na spotkanie z Panem Adamem Borowskim w siedzibie Muzeum – ul. Rakowiecka 37 w Warszawie, w poniedziałek 26.01. o godz.13-ej.

Przedstawiciele Zarządu, Rady Programowej, pełnomocnicy wojewódzcy, członkowie i sympatycy Klubu Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności:

Zbigniew Adamczyk, Andrzej Anusz, Janina Jadwiga Chmielowska, Andrzej Chyłek, Stanisław Fudakowski, Andrzej Gwiazda, Joanna Gwiazda, Zbigniew Jackiewicz, Krzysztof Grzelczyk, Jarosław Guzy, Piotr Hlebowicz, Tomasz Jakubiak, Sławomir Karpiński, Anna Kołakowska, Paweł Kołkiewicz, Jerzy Kropiwnicki, Elżbieta Królikowska-Avis, Marian Franciszek Król, Antoni Łepkowski, Ryszard Majdzik, Marek Michalik, Andrzej Osipów, ks. Władysław Palmowski, Jacek Pawłowicz, Jarosław Porwich, Grażyna Rudnik, Grzegorz Surdy, Jerzy Szmit, Tadeusz Świerczewski, Ewa Tomaszewska, Jerzy Wawrowski, Barbara Wojciechowska, Tomasz Wójcik, Piotr Wójcik, Krzysztof Wyszkowski.

Smartfony i laptopy upośledzają intelektualnie

Smartfony i laptopy upośledzają intelektualnie dzieci

Smartfony-i-laptopy-uposledzaja-intelektualnie Jan Bodakowski


Nowoczesne technologie, smartfony czy laptopy przedstawiane są w mediach jako dobrodziejstwo. Wielu rodziców bezkrytycznie w to wierzy. W rzeczywistości stanowią ogromne zagrożenie. Szczególnie destruktywny jest ich wpływ na dzieci, które pod wpływem korzystania z tych urządzeń stają się intelektualnie upośledzone.

W swoim artykule na łamach tygodnika „Idziemy” Monika Odrobińska opisała skutki uzależnienia dzieci od komputerów.

Dzieci od małego bawiące się elektroniką są zapóźnione intelektualnie, mają tak ubogie słownictwo, jak dzieci o wiele młodsze, nie potrafią nawiązywać kontaktu wzrokowego z rozmówcą, relacje z innymi ludźmi ich nudzą. Bardzo często przyczyną nieharmonijnego rozwoju u dzieci nie są jakieś zaburzenia (np. ADHD), ale kontakt z telewizją i komputerem od niemowlęctwa.

Skutkiem dania dziecku możliwości obcowania z telewizją i komputerem od małego jest, że dziecko poddane takiemu wpływowi może mieć mniejszy iloraz inteligencji („wynikający z zaburzeń percepcji i koncentracji” będących owocem braku umiejętności eliminowania niepotrzebnych bodźców, który jest skutkiem korzystania z telewizji i komputerów od małego).

Dzieci poddane zalewowi bodźców z mediów elektronicznych (bodźców tych jest wielokrotnie więcej niż w realu) są niezdrowo pobudzone, nie potrafią zasnąć i spać, przez co nie są w stanie się zregenerować, trzeźwo myśleć, są permanentnie zmęczone, co powoduje u dzieci nieustanną senność, osłabienie koncentracji, problemy z pamięcią i nauką. Podobnie destruktywnie nadmierne nienadużywanie elektroniki oddziałuje na studentów – skłaniając ich do nadmiernej konsumpcji alkoholu, przygodnych relacji seksualnych i depresji (by mieć satysfakcję, muszą mieć coraz to nowe bodźce). Nieustanne gapienie się w ekran trwale uszkadza wzrok, powoduje bolesne wady postawy, niedorozwoju mięśni i stawów co powoduje nieustanne bolesne urazy.

Dziś młodzi nie potrafią: ze sobą normalnie rozmawiać, utrzymać kontaktu wzrokowego – co uniemożliwia normalną komunikację (bez patrzenia na rozmówcę nie widać jego niewerbalnej mowy ciała będącej jedną z podstaw komunikacji), nawiązywać i podtrzymywanie normalnych relacji. Dzieci ograniczające swoje życie do ekranów nie są zdolne do normalnego werbalizowania swoich myśli, mówią sloganami z mediów – przez co są odbierane przez rówieśników jako nienormalne.

W wywiadzie dla tygodnika „Idziemy” Janusz Werdak (inicjator kampanii „Mniej ekranu, więcej rodziny”) stwierdził, że by nie dopuść uzależnienia dziecka od komputera, należy dzieci od małego wdrażać w obowiązki domowe, czytanie, rozwijanie zainteresowań – tak by dziecko miało zagospodarowany czas wolny i nie musiało same za pomocą komputera ten czas sobie destruktywnie organizować.

Dzieci łatwo uzależniają się od internetu, bo jest on atrakcyjny — nie mają przy tym wrażenia, że internetowe uzależnienie coś im odbiera, nie rozumieją, czemu spotkania z rówieśnikami w realu mają być lepsze. Nawiązywanie relacji w internecie jest łatwiejsze, szczególnie dla tych dzieci, które w realu są nieśmiałe – w internecie nieśmiali są nagradzani sukcesem (internetową znajomością) i wolą taką formę relacji od niepowodzeń w realu. Dopiero gdy dzieci robią się starsze, dostrzegają, że relacje w realu są lepsze, ale wtedy jest za późno, bo nie mają możliwości i umiejętności ich zawierania.

Grzegorz Górny w swoim artykule na łamach tygodnika „Sieci” przybliżył czytelnikom destruktywne skutki oddziaływania nowoczesnych technologii na poziom wykształcenia w USA. W USA dziś jest 27.000.000 analfabetów i 45.000.000 analfabetów funkcjonalnych (umiejących czytać i pisać, ale nie umiejących wykorzystać tych umiejętności).

Połowa populacji mającej najgorsze wyniki w USA to absolwenci amerykańskich szkół wyższych.

Poziom wiedzy amerykańskich uczniów jest o wiele gorszy niż europejskich (tylko 10% licealistów z USA potrafiło rozwiązać zadania matematyczne, które rozwiązywało 40% licealistów z Europy). Katastrofa intelektualna dotyka też najlepsze amerykańskie uczelnie – szczególnie kierunki humanistyczne, które stały się miejscem szerzenia wszelkich lewicowych bzdur.

Katastrofę intelektualną w USA pogłębiają nowoczesne technologie. Dzieci, które używały elektroniki, kiedy dorastają częściej: są samotne, nie mają celu ani sensu życia, nie mają satysfakcji z życia, leczą się psychiatrycznie i mają skłonności samobójcze. Nowoczesne technologie upośledziły umiejętność zapamiętywania, zniechęciły do czytania książek, pozbawiły elementarnej wiedzy o historii i życiu społecznym.

Problem destruktywnego uzależnienia od elektroniki jest problemem klasowym. Bogaci rodzice dbają o to, by nie traciły czasu na elektronikę, i między innymi dzięki temu dzieci z bogatych domów mają lepsze wyniki niż dzieci z biednych domów. W elitarnych szkołach wraca się do tradycyjnego nauczania bez elektroniki. Tak uczą się też i dzieci dyrektorów z korporacji technologii cyfrowych. Nie przeszkadza to władającym korporacjami troskliwym rodzicom chroniącym swe dzieci przed destruktywnym wpływem elektroniki, skłaniać inne dzieci do uzależniania się od elektroniki, by wyrosły na klientów wiernych marce.

Młodzi zdemoralizowani elektroniką są pozbawieni tożsamości. Swoją pustkę duchową starają się wypełnić utopijnymi lewicowymi ideologiami, których celem jest zniszczenie zachodniej cywilizacji. Destruktywny wpływ nowoczesnych technologii kompatybilny jest więc z promocją w humanistyce destruktywnych lewicowych ideologii.

Jan Bodakowski

KINGS

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona

Wejściówek na KINGS już BRAK!

Zdjęcie

15,4 tys. wyświetleń

Mirosław Dakowski

@RudyRomek

Polscy patrioci nazwali swój zlot po angielsku. I co rozumiecie?

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona czeń

Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych. Ja tu nie widzę żadnego angielskiego słowa

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najsilniejszy w świecie?

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najsilniejszy na świecie?

======================================

Inflacja jest najbardziej nikczemną formą opodatkowania.

========================================


Na ZeroHedge ukazał się artykuł: Wizualizacja 50 najpotężniejszych armii świata. Źródło.

Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce z najlepszym wynikiem Wskaźnika Siły Wojskowej i ponad 1,3 miliona żołnierzy w czynnej służbie. Ich pozycja odzwierciedla bezprecedensowy globalny zasięg, zaawansowaną technologię i rozległe możliwości logistyczne. Rosja i Chiny plasują się tuż za nimi.

Chiny wyróżniają się największą aktywną siłą osobową wśród trzech czołowych państw, liczącą nieco ponad 2 miliony żołnierzy, podczas gdy Rosja łączy dużą liczbę żołnierzy z rozległym potencjałem lądowym i strategicznym.

Nie stanowi to żadnej niespodzianki. Interesująca będzie odpowiedź na pytanie, które mocarstwo okaże się nadal potężne, kiedy świat zacznie stawać na nogi po zbliżającym się nieuniknionym największym kryzysie finansowym w dziejach ludzkości?

To nie pandemia, ale właśnie ta przyszła katastrofa stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, ponownego przemyślenia i zresetowania naszego świata.


Pandemia (?) stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, ponownego przemyślenia i zresetowania naszego świata Klaus Schwab. Źródło: artykuł na platformie Światowego Forum Ekonomicznego z 16.01.2020 r.

Jest także miejsce na gabinet owalny.

Wielki Reset zbliża się do nas dużymi krokami i wcale nie powoduje euforii wśród globalistów. Ktoś im ukradł pomysł zmian geopolitycznych na świecie. Może nie tyle sam pomysł, gdyż te zmiany były już od dawna łatwe do przewidzenia. Globaliści stracili wpływ na decydowanie o kształcie świata, który wyłoni się po zresetowaniu dotychczasowego sposobu zarządzania ludzkością.

Nie siła militarna, lecz pieniądz rządzi światem. Chiny ze swoją ponad dwumilionową armią wcale nie zamierzają jej wykorzystywać. Stosują bardziej wyrafinowane metody, by przejąć hegemonię światową. Jak myślicie, kto spowodował, że srebro potroiło swoją cenę w ciągu roku? Także i cena złota zbliża się do 5 tysięcy dolarów za uncję i z pewnością w najbliższych dniach przekroczy tę granicę. To nie metale szlachetne stały się jakimś cudem więcej warte. To wartość amerykańskiego dolara, w którym podawana jest cena tych kruszców, rozpoczęła wreszcie pełzanie w kierunku prawdziwej wartości tej waluty.

Skąd wzięły się te zmiany? Odpowiedź jest tylko jedna: na rynku metali szlachetnych pojawili się chętni do zakupów w dużych ilościach. Tak wielkie ruchy na giełdzie nie powodują prywatni inwestorzy – to jest dzieło banków centralnych, głównie tego w Pekinie.

Kiedy siedzisz na bezwartościowych obligacjach rządu USA, to możesz je spieniężyć i kupić złoto lub srebro i to właśnie czynią. W podobnej sytuacji jest również Japonia. Nie wszystko na raz, bo takiej ilości – a mówimy tu o trylionach dolarów, nie uda się sprzedać na giełdzie w ciągu godziny.

Dużo lepszym pomysłem jest codzienna transakcja, która stopniowo powoduje spadek wartości dolara. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie znajdziesz dzisiaj frajerów na zakup amerykańskich funduszy (obligacji). Jedyna instytucja, która musi przyjąć te (bez) wartościowe papiery to amerykański FED. A skąd FED bierze na to pieniądze? Zleca drukowanie odpowiedniej ilości dolarów najczęściej w formie wirtualnej. Teraz gdy jest więcej dolarów, to ich wartość musi spadać a z nią równocześnie amerykański dług.


Nie trzeba studiować ekonomii, żeby zrozumieć te zależności, które powyżej opisałem. To specjaliści od banków wymyślają coraz to nowe „fachowe” słowa, by zniechęcić nas mieszkańców tej planety, do próby zrozumienia tych w gruncie rzeczy prostych mechanizmów. Zaabsorbowani codziennym wyścigiem szczurów, czyli walką o zdobycie kasy na opłatę rachunków, nie mamy czasu, żeby się zastanowić nad siłami, które nas do tego wyścigu zmuszają.

Pewien człowiek, idąc przez las, spotkał pracowników leśnych, którzy z tępą piłą męczyli się nad wielkim drzewem. Kiedy zaproponował im, żeby naostrzyć to narzędzie, odpowiedzieli: nie mamy na to czasu – musimy przecież wykonać naszą dniówkę! Nie przeszkadzaj nam w pracy! Taka jest właśnie postawa do pieniędzy większości z nas.

Kto za to naprawdę zapłaci? Naturalnie my! Inflacja jest najbardziej nikczemną formą opodatkowania. Dlatego bez wahanie twierdzę, że Trump zrobi Amerykę znowu biedną – Make America Poor Again.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com