Republikańska Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów ujawniła ogromną presję, jaką Bruksela wywiera na media społecznościowe, zwłaszcza w okresie poprzedzającym wybory. Demokratyczne kształtowanie opinii i różnorodność poglądów? Najwyraźniej nie są one dozwolone pod rządami eurokratów. Dokumenty wewnętrzne dowodzą, że Komisja Europejska systematycznie wywierała presję na portale społecznościowe, aby blokowały treści politycznie niepożądane – konkretnie i terminowo, tak aby zbiegły się z wyborami krajowymi. Oczywiście, wszystko to odbywało się pod hasłem „demokracji” i „rządów prawa”.
W czwartek polska euro posłanka Ewa Zajączkowska tak opisała tę sytuację na swoim koncie na Facebooku:
To trzeba UDOSTĘPNIĆ Właśnie wybuchł największy skandal w historii Unii Europejskiej! Komisja Sądownictwa USA ujawniła, że Komisja Europejska von der Leyen ingerowała w 8 wyborów w państwach członkowskich i wymuszała cenzurę w mediach społecznościowych również w sprawie Covid-19!
Wydawało się, że nic nie przebije afery korupcyjnej na szczytach unijnej władzy. Ale to, o czym dowiadujemy się teraz, przechodzi ludzkie pojęcie. To już jest eurokomuna na pełnej. Komisja Europejska to jedno wielkie SZAMBO, które trzeba oczyścić!
Według dokumentów Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów w USA Unia Europejska, za pomocą presji wywieranej na Big Tech, stosowała cenzurę w Internecie na masową skalę i ingerowała w przynajmniej 8 wyborów w państwach członkowskich! Chodzi o Holandię (2023 i 2025), Francję (2024), Irlandię (2024 i 2025), Mołdawię (2024), Słowację (2023), Rumunię (2024). Polityczne wpisy i wypowiedzi niezgodne z lewicową propagandą UE cenzurowane były nawet tuż przed głosowaniem! Co trafiało na cenzorski celownik unijnych zamordystów? Wszystko, co miało choćby minimalny związek z prawicą, konserwatyzmem, czy katastrofą migracyjną w UE! Cenzurowane były:
Co ciekawe jedną platformą, która odmówiła współpracy, był X Elona Muska. Ta sama platforma, na którą UE nałożyła karę 120 milionów euro na mocy ustawy DSA i której biura we Francji są obecnie przeszukiwane w związku ze śledztwem dotyczącym algorytmów.
To jest właśnie ich „demokracja” i poszanowanie „praworządności”. Ale do pouczania Polski w tych kwestiach i nakładania kar to byli pierwsi! Banda zamordystycznych hipokrytów, która tak się rozbestwiła w tej Brukseli, że własne zasady ma za nic.
Ale to nie wszystko. Opublikowane dokumenty ujawniają, że Ursula von der Leyen i UE wywierały presję na platformy mediów społecznościowych, aby cenzurowały informacje na temat Covid-19, jeśli były one sprzeczne z oficjalną narracją. To pokazuje, jak eurokraci są przeżarci przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Tym bardziej nie zaskakuje, że von der Leyen, patronka unijnych afer oraz twarz prawnego, oraz moralnego upadku UE, zamieszana jest w aferę korupcyjną „Pfizergate”, dotyczącą gigantycznego zakupu szczepionek covidowych.
Dodajmy do tego ciągnącą się ogromną aferę korupcyjną na samych szczytach unijnych władz, w którą zamieszani są m.in. była wiceszefowa Parlamentu Europejskiego Eva Kaili, również były wiceszef PE i komisarz KE Frans Timmermans, ex-omisarz Didier Reynders, była szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini i wspomniana wcześniej von der Leyen. Otrzymujemy wówczas pełny obraz całkowicie zdegenerowanego środowiska, które podeptało wszelkie zasady uczciwości.
Komisja Europejska, na czele z von der Leyen, traci jakikolwiek mandat do sprawowania władzy i powinna podać się do dymisji, a następnie zostać jako instytucja ZLIKWIDOWANA. Do takiego consensusu powinny dojść państwa członkowskie. To jest rak, który wyniszcza europejską Wspólnotę i prowadzi ją na samo dno. Ludzie, którzy nawet nie są wybierani w demokratycznych wyborach przez obywateli, bezczelnie łamią prawo, łamią traktaty unijne i narzucają nam swój dyktat.
To jest całkowity upadek wszelkich standardów, wszelkich zasad moralnych. Mam wielką nadzieję, że jesteśmy świadkami początku ich końca i cała ta banda, na czele z von der Leyen, trafi ostatecznie za kratki. Tam jest ich miejsce. A nie w komisjach unijnych, gdzie włażą z buciorami w procesy demokratyczne państw i chcą „przekręcać” wybory na korzyść partii, które są na ich pasku! Cała Komisjo Europejska – ręce precz od wolnych obywateli i ich państw!
PS. Źródło. Proszę o szerokie nagłaśnianie sprawy, bo główne media jakoś się nie kwapią!
Powodem anulowania wyborów parlamentarnych w Rumunii była zmyślona przez eurokratów rosyjska ingerencja wyborcza na Tik-Toku. Czyli dokładnie to, co UE sama robi. W taki sposób tworzy się „zachodnie wartości” na wskroś nieuczciwe i sprzeczne z podstawowymi zasadami życia społecznego.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Otrzeźwienie -duża część Polaków właśnie zobaczyła, gdzie kończy się wolność słowa warszawskich polityków.
To, co wydarzyło się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach wokół wypowiedzi marszałka Sejmu Włodzimierz Czarzasty, reakcji ambasadora USA Tom Rose oraz powściągliwego stanowiska Donalda Tuska, okazało się czymś znacznie większym niż kolejną polityczną awanturą. To był zbiorowy moment „aha”- nie intelektualny, lecz doświadczalny. Nie dlatego, że ktoś obraził Donald Trump. Nie dlatego, że ambasador zerwał kontakty z marszałkiem Sejmu. Ale dlatego, że po raz pierwszy w XXI wieku tak jasno i publicznie pokazano, iż obce państwo może wyznaczyć granice tego, co wolno mówić polskim politykom — i zrobić to bez żadnej reakcji państwa. To nie była dyplomacja. To była demonstracja hierarchii.
Wpis ambasadora USA nie był zwykłą uwagą dyplomatyczną. Nie był „wyrażeniem zaniepokojenia”. Był sygnałem władzy, jeśli polski polityk krytykuje prezydenta USA, poniesie konsekwencje. Konsekwencje nie w zamkniętej rozmowie, nie w nocie dyplomatycznej, tylko publicznie, na X, na oczach wszystkich.
I właśnie to dotarło do ludzi. Mniejsza o treść krytyki lub personalia. Tylko sam fakt pokazania granicy: „a więc tak wygląda nasza suwerenność”. Reakcje internautów bardzo szybko przestały dotyczyć Czarzastego jako osoby. Skupiły się na jednym odczuciu: „Właśnie zobaczyliśmy, jak to naprawdę działa”.
Powtarzały się te same myśli: „To nie partnerstwo, tylko układ silniejszy–słabszy”. „Obcy ambasador mówi, co wolno polskiemu marszałkowi”. „Dziś USA, jutro każdy, kto ma więcej siły”. „Można Czarzastego nie lubić, ale to już jest za daleko”.
To nie była wojna partii politycznych i ich zwolenników. To był instynktowny sygnał nagiej prawdy. Czarzasty jest tylko pretekstem. Cała reszta była komunikatem skierowanym do wszystkich: gdzie są granice, kto je wyznacza, kto musi się z nimi liczyć.
Najbardziej uderzające było to, czego nie usłyszeliśmy ze strony polskiego państwa. Nie padło zdanie: „To jest ingerencja w nasze sprawy”. Było za to milczenie, unikanie tematu, gaszenie emocji bez nazwania przyczyny. I wtedy wielu ludzi zrozumiało coś bardzo prostego- te granice są znane, wszyscy je czują, nikt nie chce ich głośno nazwać.
Dlatego to otrzeźwienie było potrzebne. Mam nadzieję, że nie pójdzie na marne. Bo dopóki żyjemy w opowieściach o „pełnej suwerenności”, „partnerstwie opartym na wartościach”, dopóty żyjemy w iluzji. Ta iluzja pękła. Lepiej zobaczyć gorzką prawdę raz, niż przez lata karmić się wygodnym kłamstwem. Za kilka dni pojawi się nowy temat. Nowa burza w mediach. Nowa awantura.
Ale ten moment warto zapamiętać. Bo Polacy nie zostali „upokorzeni” przez jedną wypowiedź. Polacy zobaczyli mechanizm, w którym od dawna funkcjonują. I jeśli ta świadomość zostanie — to byłby to jeden z ważniejszych momentów ostatnich lat.
Bo każda realna zmiana zaczyna się nie w deklaracjach, tylko w widzeniu rzeczy takimi, jakie są.
[tłumaczenie raczej pewne, bez kłamstw i oszustw np. Groka. md]
Wiosną ubiegłego roku, rozmyślając o pierwszych krokach Trumpa u władzy, napisałem artykuł poruszający kwestię „jeszcze głębszego państwa”. Logika była następująca: skoro Trump wypowiedział wojnę Państwu Głębokiemu i mimo to pozwolono mu dojść do władzy, to czy w USA (i szerzej, na globalnym Zachodzie) nie istnieje jeszcze potężniejsza i bardziej tajna agencja, którą tymczasowo nazwałem „jeszcze głębszym państwem”.
Materiał ten, wydany jednocześnie w języku angielskim, został potraktowany bardzo poważnie w kręgach MAGA, wywołując debatę: czy on istnieje, a jeśli tak, to czym mógłby być? Zaproponowano różne teorie. Zasugerowałem, że „jeszcze głębsze państwo” mogłoby obejmować wpływowe kręgi władzy, których rzecznikiem są technologiczni oligarchowie z Doliny Krzemowej, a najbardziej wpływowy i konceptualny z nich wszystkich, Peter Thiel.
Zauważyłem jego poparcie dla idei „Mrocznego Oświecenia” Curtisa Yarvina (i w pewnym stopniu Nicka Landa) i ustanowienia „amerykańskiej monarchii” z Trumpem jako cesarzem, a także dla planów stworzenia utopijnego miasta przyszłości na Grenlandii. Konstantin Małofeev niedawno trafnie napisał o tym projekcie :
Grenlandia stanie się czymś więcej niż tylko centrum wydobycia minerałów. Nie tylko największym na świecie lotniskowcem rakietowym. Istnieją również o wiele bardziej amerykańskie plany komercyjne.
Ideolog Trumpa z drugiej kadencji, Peter Thiel (twórca PayPala, Palantira, inwestor w Facebooku itp.) jest głównym inwestorem w startupie Praxis za pośrednictwem Pronomos Capital.
Celem Praxis jest zbudowanie nowoczesnego miasta rządzonego przez sztuczną inteligencję, blockchain i kryptowaluty. Ingerencja rządu będzie minimalna (kierownik projektu Dryden Brown inspirował się książką „Atlas zbuntowany”). Miasto technokratów – bez religii, bez sumienia, posługujących się liczbami zamiast słów.
Jako lokalizację wybrano Grenlandię. A teraz Ken Khoury, współzałożyciel PayPala z Thielem, został ambasadorem USA w Danii.
Na swojej stronie internetowej Praxis deklaruje, że ma ponad 150 000 obywateli i łączną wartość inwestycji przekraczającą 1,1 biliona dolarów. Lista obejmuje osoby z 80 krajów i 429 miast. Co ciekawe, nie ma wśród nich ani jednego Grenlandczyka. Nikt ich nawet o to nie zapytał.
Wśród inwestorów z pozytywnymi twarzami znajduje się Alameda Research Sama Bankmana-Frieda. Zanim został skazany na 25 lat więzienia za oszustwo na giełdzie FTX, był członkiem siatki pedofilów Epsteina i właścicielem zasilanego metamfetaminą „polisamorycznego penthouse’u” dla elity na Bahamach. Jedna z wersji demonstracyjnych „miasta przyszłości”.
Cyfrowa dyktatura w najczystszej postaci, bez cienia udawania. Sztuczna inteligencja dla ludzi w ciągłym upojeniu. Nieludzkość w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nie byłem jednak pewien, czy tak jest, choć radziłem uważnie śledzić poczynania Petera Thiela. Sam Thiel, bezpośrednio lub pośrednio, również włączył się do dyskusji, poruszając tematy charakterystyczne dla naszej szkoły myślenia: panowanie Antychrysta, czasy ostateczne, postać Katechona, istnienie duszy, rolę liberalizmu i radykalnego oświecenia jako ideologii diabła.
Peter Thiel nie jest powszechnie znany. Zrzut ekranu z wideo: Business Insider
Jeszcze przed pandemią COVID-19 wysłannicy Thiela zwrócili się do mnie z propozycją rozpoczęcia poważnego dialogu na temat geopolityki przyszłości, roli lądu i morza, ropy i gazu, ducha i materii. Wtedy stało się jasne, że Thiel posiadał dość znaczące inwestycje w jednym z naszych głównych banków komercyjnych. Interesował się euroazjatyzmem i, co dziwne, tradycjonalizmem i eschatologią.
Te relacje nigdy się nie rozwinęły, po części dlatego, że od 2014 roku byłem objęty surowymi sankcjami, co skomplikowało moje kontakty. Po uświadomieniu sobie, że nie mogę zostać zaproszony do Stanów Zjednoczonych, Thiel obiecał przyjechać do Rosji, ale potem nadeszła pandemia COVID-19, zimna wojna i kampania wyborcza Trumpa, w której Thiel i kilku innych oligarchów technologicznych z Doliny Krzemowej (w tym Elon Musk) odegrali decydującą rolę. Dialog również został odroczony na czas nieokreślony.
Co jednak ciekawe, Thiel udzielił sensacyjnego wywiadu dziennikowi „New York Times”, w którym szczegółowo omówił kwestię Antychrysta, a następnie wygłosił serię czterech wykładów poświęconych konkretnie temu tematowi.
Wywiad Petera Thiela z „The New York Times” wywołał sensację. Zrzut ekranu: NYT
W ten sposób sztuczna inteligencja Elona Muska (grok), która z definicji przedstawia się jako anty-woke, prezentuje te wykłady, roszcząc sobie prawo do „obiektywności” i dystansu wobec ostrej, liberalno-globalistycznej propagandy, która jest częściowo „wbudowana” w inne wersje sztucznej inteligencji (ta teza nie jest do końca uzasadniona, gdyż inne platformy sztucznej inteligencji, przy odpowiednim nakłonieniu, mogą zostać dostrojone do różnych rejestrów ideologicznych, czasami najbardziej radykalnych).
Peter Thiel, znany przedsiębiorca i inwestor, wygłosił we wrześniu i październiku 2025 roku czteroczęściowy cykl wykładów zatytułowany „Antychryst: Czteroczęściowy cykl wykładów”. Wykłady zostały zorganizowane przez organizację non-profit ACTS 17 Collective (Acknowledging Christ in Technology and Society), która dąży do rozwoju społeczności „chrześcijańskiej” w branży technologicznej. Wydarzenia odbyły się w San Francisco.
Spotkania miały charakter ściśle prywatny i nieoficjalny (bez oficjalnych nagrań ani transmisji), a uczestników proszono o nieujawnianie ich treści publicznie. Bilety były sprzedawane wyłącznie na cały cykl, nie podlegały przeniesieniu ani zwrotowi i wyprzedały się błyskawicznie. Publiczność liczyła setki osób – głównie zaproszonych gości z branży technologicznej, chrześcijan, intelektualistów i zwolenników Thiela. Każdy wieczór obejmował drinki, wykład, sesję pytań i odpowiedzi z moderatorem Peterem Robinsonem (byłym autorem przemówień Reagana) i publicznością oraz desery. Na zewnątrz odbywały się protesty z demonstracjami i muzyką, ale w środku panowała spokojna i intelektualna atmosfera.
Wykłady były skonstruowane jako spójna seria, a każdy kolejny wykład bazował na poprzednim. Thiel, czerpiąc z wiary chrześcijańskiej (pod wpływem René Girarda i innych myślicieli), powiązał biblijną postać Antychrysta ze współczesnymi problemami nauki, technologii, polityki i globalizacji. Zdefiniował Antychrysta jako „złego króla, tyrana lub anty-mesjasza, który pojawia się u kresu czasu” i ostrzegał, że jego manifestacje mogą przybrać formę globalnych instytucji, regulacji i nastrojów anty-technologicznych, prowadzących do stagnacji i apokalipsy.
Thiel czerpał z teologii, historii i literatury, powołując się na René Girarda, Francisa Bacona, Jonathana Swifta, Carla Schmitta, Johna Henry’ego Newmana, Władimira Sołowjowa i innych. Przywoływał również koncepcję „Katechona” – siły powstrzymującej Antychrysta (z 2 Listu do Tesaloniczan) – i powiązał ją ze współczesnymi strukturami, takimi jak Trump, MAGA i Stany Zjednoczone.
Prywatne wystąpienia Thiela: Polityczny Svengali i inwestor wygłaszali wykład o złym królu lub tyranie… który pojawi się „u kresu czasu”. Zrzut ekranu: The Guardian
Poniżej znajduje się krótki opis każdego wykładu wraz z głównymi tematami.
Wykład 1: „Wiedza będzie wzrastać” (15 września 2025 r.)
Temat główny: Postawa Antychrysta wobec Armagedonu i rola nauki/technologii. Thiel argumentował, że Antychryst wykorzystuje lęki przed zagrożeniami egzystencjalnymi (wojnami, pogłoskami o wojnach, technologiczną apokalipsą), aby przejąć kontrolę i zahamować postęp. Prowadzi to do stagnacji, którą już obserwujemy na świecie. Kluczowe przykłady: odniesienia do Księgi Daniela 12:4 („wiedza będzie się mnożyć”) i Ewangelii Mateusza 24:6; Los Alamos jako symbol narastających zagrożeń. Thiel ostrzegał, że lęki (np. przed sztuczną inteligencją lub bronią jądrową) są wykorzystywane do globalnej kontroli.
Wykład 2: „Imperium i relacja Antychrysta z rządem” (22 września 2025 r.)
Temat główny: Formy rządów przypominające Antychrysta i ich ewolucja. Thiel omawiał, jak rządy mogą być anty- lub pronaukowe, anty- lub prochrześcijańskie, oraz jak globalizacja (Dn 12,4: „wielu będzie błądzić”) prowadzi do „jednego świata” – „Imperium Antychrysta” – który tłumi naukę. Zilustrował to za pomocą literatury: „Nowej Atlantydy” Bacona, „Podróży Guliwera” Swifta, „Strażników” Alana Moore’a (gdzie Ozymandias jest postacią Antychrysta dążącą do pokoju poprzez globalny rząd) oraz „One Piece” Eiichiro Ody (przyszły świat tłumi naukę, bohater jest podobny do Chrystusa).
Jednak w artykule Thiela na ten sam temat, sam projekt Francisa Bacona został utożsamiony z powstaniem „cywilizacji Antychrysta”, a jego „Nowa Atlantyda”, jako prototyp europejskiej epoki nowożytnej, została zinterpretowana jako satanizm. Thiel wyraźnie waha się w swojej eschatologii z jednej skrajności w drugą.
Wykład 3: „Jak jedna osoba może przejąć władzę nad światem i z jaką prędkością musi się poruszać, aby to zrobić” (29 września 2025 r.)
Główny temat: Jak jeden człowiek (Antychryst) może przejąć władzę nad światem w ciągu jednego życia. Thiel podkreślał „szybkość” – Antychryst musi być młody (najlepiej 33 lata, jak Chrystus, Budda czy Aleksander Wielki), aby szybko zgromadzić bogactwo i władzę. Starsze postacie (jak Xi Jinping czy Trajan) nie nadają się na to stanowisko. Przykłady: Napoleon (30 lat), Hitler (50 lat, ale już nieżyjący); z literatury – 33. rozdział Liwiusza o historii Rzymu, „Władca Pierścieni” Tolkiena (hobbici osiągają pełnoletność w wieku 33 lat).
Temat prędkości i przyspieszenia jest centralnym tematem całej filozofii „mrocznego oświecenia” (prawicowego akceleracjonizmu) i odgrywa kluczową rolę w konstruowaniu strategii politycznych, ekonomicznych i militarnych.
Choć Trump nie pasuje do profilu 30-latka, wiceprezydent J.D. Vance, awansowany na to stanowisko przez Petera Thiela, z pewnością do niego pasuje. Obserwując jednak zachowanie Trumpa w jego drugiej kadencji, można by przypuszczać, że wyznaczył sobie nieuchwytny cel – zrealizować to zadanie przed ukończeniem 90. roku życia. I znów pojawia się niejednoznaczność: Thiel, z jednej strony, zdaje się krytykować Antychrysta, ostrzegając przed nim, z drugiej, otwarcie mu sympatyzując na wiele sposobów.
Wykład 4: „Nowy Rzym” (6 października 2025 r.)
Temat główny: Współczesny „Katechon” i „nowy Rzym” Antychrysta. Thiel zidentyfikował Stany Zjednoczone jako potencjalny Katechon (zawierający Antychrysta), ale z cechami jednobiegunowości i hegemonii (NATO, dolar, rola „światowego policjanta”). San Francisco, jako centrum oddzielone od Waszyngtonu, ryzykuje, że stanie się epicentrum państwa globalnego.
Po II wojnie światowej Katechon był antykomunizmem (1945–1989), teraz jest biurokracją. Przykłady: Guantanamo (formalizacja słabnie); Rosja/Putin – zbyt słabe; Żydzi jako opór wobec Antychrysta (według Sołowjowa).
Podejście Thiela do Żydów jest równie paradoksalne, jak jego podejście do wszystkiego innego. Za punkt wyjścia przyjmuje nowotestamentowy opis Żydów jako „twardo karkowych”, co oznacza upartych. Thiel argumentuje, że to właśnie z powodu uporu Żydzi nie przyjęli Chrystusa; i to właśnie z powodu tego samego radykalnego uporu, połączonego z hucpą, nie przyjmą również Antychrysta (choć nie jest to pewne).
Thiel generalnie wyrażał poglądy libertariańskie: widział Antychrysta w centralizacji, regulacjach (na przykład w próbach kontrolowania sztucznej inteligencji), aktywizmie klimatycznym (Greta Thunberg jako „legionistka Antychrysta”) oraz organizacjach globalnych, takich jak ONZ, które prowadzą do stagnacji i końca świata. Podkreślał, że technologia to „nowe, choć mroczne” cuda”, które temu przeciwdziałają, i apelował o czujność.
Thiel uważa Gretę Thunberg za „legionowego Antychrysta”. Zdjęcie: Liv Oean/Shutterstock
Wykłady te są kontynuacją jego poprzednich wystąpień na podobne tematy (np. w 2023 r. w Paryżu i w 2025 r. w Oksfordzie), ale seria w San Francisco jest najbardziej szczegółowa.
Czytając to wszystko, trudno pozbyć się wrażenia, że nie jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, lecz na wykładach na „Nowym Uniwersytecie” w Moskwie pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku, gdzie wraz z intelektualistami z kręgu Jużyńskiego oraz wychwalaną neo-tradycjonalistyczną, postępową młodzieżą dyskutowaliśmy na bardzo podobne tematy, gdzie religia, geopolityka, mistycyzm, filozofia, nauka i stosunki międzynarodowe splatały się w pewnego rodzaju ekstrawagancką dziedzinę.
W tamtym czasie zewnętrzni obserwatorzy uważali to za coś „marginalnego” i „ekscentrycznego”. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek odważył się nazwać Petera Thiela, Elona Muska, Alexa Karpa, a tym bardziej J.D. Vance’a czy samego Trumpa, który najwyraźniej słucha tych motywów, „marginalnymi” i „ekscentrycznymi”. Ale wszystko może się zdarzyć.
Kolaż Cargradu
Tak więc „Głębsze Państwo”, jeśli rzeczywiście jest bliskie techno-oligarchicznym projektom „Mrocznego Oświecenia” (tak wygląda, ale wymaga dalszych badań), jawi się w następującym świetle:
Uznaje, że liberalny globalizm, ideologia praw człowieka, ruch „woke”, polityka równości płci i program ochrony środowiska już nie działają. To właśnie to, co Thiel nazywa „zbiorowym Antychrystem” – amerykańską Partią Demokratyczną, współczesnymi liberalnymi liderami UE, ekologami, organizacjami pozarządowymi, zwolennikami niekontrolowanej migracji i fanatykami „otwartego społeczeństwa” (Soros i jego syn). Nieskuteczna biurokracja państwowa również zalicza się do tej kategorii. Jak dotąd wszystko jest w porządku i możemy się z tym w pełni zgodzić. To jest projekt zachodnioeuropejskiej nowoczesności – dechrystianizacja, materializm, ateizm, antychrześcijaństwo, a następnie czysty satanizm.
W opozycji do globalistów Thiel proponuje poparcie „Katechona”, postaci Powstrzymującego. I ustanowienie światowego imperium. Bez cienia praw człowieka czy demokracji. Ale czym jest to „imperium”? Na jego czele stoją Stany Zjednoczone i amerykański monarcha (Trump lub jego następca). Techno-oligarchowie stają się dziedziczną arystokracją, a programiści ich wasalami. Reszta przekształca się w brutalną siłę roboczą, której zapotrzebowanie stopniowo zaniknie, a osoby o niskim IQ zostaną po prostu zastąpione przez roboty lub algorytmy. Amerykański monarcha połączy się z potężną sztuczną inteligencją (AGI), a nadejdzie Osobliwość. W tej wersji „Imperium” to Ameryka (stąd Trumpowski odpowiednik doktryny Monroe, pojmanie prezydenta Wenezueli i plany aneksji Grenlandii, a następnie Kanady), a Katechon to sztuczna inteligencja.
„Nieśmiertelna dusza” zostanie ponownie wspomniana, ale w dość złowieszczym kontekście. Według Thiela, zmiana płci to dopiero pierwszy etap (on sam jest gejem). Następnie trzeba nauczyć się przenosić świadomość (=duszę) z ciała do ciała, ludzkiego, maszynowego lub innego. To będzie triumf „kościoła”, ale dość osobliwy. Jego pierwowzorem jest ta sama organizacja, która prowadziła seminaria Thiela w San Francisco (Uznawanie Chrystusa w Technologii i Społeczeństwie).
Imperium, Katechon – oto rosyjska idea. A Rosja się teraz budzi! Zdjęcie: Triff, Sean Pavone, ANGHI/shutterstock.com
O ile pierwszy punkt tego prawicowego programu akceleracjonistycznego można zaakceptować, o tyle drugi i trzeci, choć mgliście przypominają coś znajomego (Imperium, Katechon, nieśmiertelność duszy – gdzieś to już słyszeliśmy, w końcu to rosyjska idea!), zastosowane do Stanów Zjednoczonych, sztucznej inteligencji i posthumanizmu, tworzą obraz prawdziwego Antychrysta, tyle że Antychrysta 2.0. W miejsce Antychrysta, który już istnieje, techno-oligarchowie proponują Antychrysta, który będzie istniał. To zaproszenie do zrobienia kolejnego kroku naprzód tą samą drogą ku otchłani, którą Zachód podąża przez całą epokę nowożytną.
Jeśli to prawda, różnica między „głębokim państwem” (klasycznym liberalnym globalizmem) a „jeszcze głębszym państwem” jest oczywista. Są to po prostu dwie logiczne fazy tego samego procesu historycznego. Tak więc w Apokalipsie jeden róg Bestii zastąpił pozostałe, aż pozostał tylko jeden.
Biorąc pod uwagę to, co Trump obecnie robi w polityce światowej: znosi prawo międzynarodowe, dokonuje najazdów na suwerenne państwa, porywa prawowitych przywódców, konfiskuje ropę naftową i minerały, gdziekolwiek mu się podoba, bombarduje obiekty nuklearne i, przy okazji, nadal wspiera otwarcie demoniczny reżim w Kijowie, tematyka seminariów Thiela przestaje być czymś abstrakcyjnym.
To jednak dopiero pierwsze podejście do problemu „jeszcze głębszego państwa” po roku prezydentury Trumpa. Jednocześnie pojawiło się kilka innych historii, które podzieliły nawet najbardziej zagorzałych zwolenników Trumpa na dwa antagonistyczne obozy. I są one istotne dla naszego tematu. Zamierzam poświęcić im kolejne artykuły.
Ведущий: Праздники начала 2026 года принесли новости, которые заставляют вспомнить масштабные сделки прошлого. В прессе активно обсуждают инициативу Дональда Трампа по Гренландии, сравнивая её с покупкой Аляски. Говорят: если Трампу удастся приобрести остров, его имя встанет в один ряд с величайшими президентами США. Как вы считаете, является ли приобретение Гренландии для Соединенных Штатов одной из главных целей Трампа, стремящегося таким образом войти в историю?
Александр Дугин: Я думаю, что у Трампа, безусловно, есть такая цель, но она не является для него главной. На наших глазах происходит фундаментальное изменение всей мировой архитектуры. В истории США, помимо покупки Аляски, была и покупка Луизианы, принадлежавшей до этого совершенно другому режиму, и война с Мексикой, после которой Штаты аннексировали две трети её территорий. Расширение зоны влияния — это константа американской политики.
Сегодня Трамп провозгласил «доктрину Монро» со своим «королларием», что означает утверждение США как единственного гегемона в западном полушарии. Мы видели это на примере Венесуэлы: похищение Мадуро и постановка страны на колени практически без единого выстрела. Теперь американские политики распоряжаются там как у себя дома, а Трамп неслучайно пишет в соцсетях, что он — «действующий президент Аргентины». Гренландия в этой логике является естественным географическим продолжением североамериканского континента.
Однако Трамп на этом не остановится. Нынешний премьер-министр Канады уже фактически готовится к войне с США — Канаде стоит приготовиться следующей. Думаю, Трамп добьется своего и в отношении Гренландии, и в отношении Канады. Если с Южной Америкой еще могут возникнуть проблемы, то поглощение Канады мир просто «проглотит». Кто-то скажет, что нам не повезло с таким президентом, а кто-то — что он действительно сделал Америку снова великой.
Ситуация вокруг Гренландии обнажает важнейшее обстоятельство: полный раскол Запада. Единого Запада больше не существует. Он может воевать с нами, с Ираном или Венесуэлой, но теперь он готов воевать и внутри самого себя. Мы видели эти жалкие попытки Евросоюза отправить в Гренландию несколько военных для «защиты» от вымышленной угрозы со стороны России и Китая. Но как только Трамп поставил ультиматум по тарифам, Фридрих Мерц тут же отозвал свою группу.
Трамп открыто говорит европейцам: «Вы — мои вассалы, делайте то, что я велю». Сказано мириться с русскими — миритесь. Сказано отдать Гренландию — отдавайте. Сказано поддерживать Нетаньяху — поддерживайте. Глобалистское руководство США десятилетиями создавало иллюзию, что Европа — партнер с правом голоса. Сейчас эти иллюзии разлетелись вдребезги. Трамп заявляет им прямо: «Вы — никто, вы просто нанятые сотрудники, разносчики пиццы или гастарбайтеры. Если я забираю Гренландию, вы должны ответить: „О, дорогой папочка Трамп, бери её скорее, спаси нас от злых русских и китайцев с их подлодками”». Вот в таком мире мы оказались: Трамп стучит кулаком по столу, а Европа, еще пытавшаяся заявлять о защите Гренландии от Америки, быстро капитулирует.
Трамп готов расформировать НАТО, поскольку альянс на 95% и так состоит из ресурсов США. То, что происходит сегодня — это не просто колоссальное унижение Европы (хотя эмоции пройдут), это конец прежнего коллективного Запада. Ситуация вокруг Гренландии стала лакмусовой бумажкой, обнажившей уникальную картину: некогда единый монолит, с которым мы воевали еще год назад, распался на пять разных полюсов.
Первый Запад — это сам Трамп. Он провозглашает: «Я и есть Запад, а все остальные — лишь декорации». Он ведет себя как ковбой, который готов «разбомбить» всех: и врагов, и союзников, не считая никого более суверенным субъектом. Для него существует только президент США, а остальные — никто.
Второй Запад — это Евросоюз. Он внезапно обнаружил, что больше не является даже «младшим партнером». ЕС лишили субъектности, фактически кастрировали в политическом смысле. Для европейских элит, привыкших, что их хотя бы формально принимают в «мужской клуб», это стало абсолютным шоком. Им прямо заявили: ваше мнение по Украине или Гренландии никого не интересует.
Третий — Англия. Она оказалась в странном положении: вроде бы близка к США, но попала под тарифы Трампа из-за критики сделки по Гренландии. Британия уже не дирижер Евросоюза (после Брексита), но и не марионетка США. Это отдельный, обособленный игрок.
Четвертый — глобалистские остатки. Это «глубинное государство» (deep state) в США, демократы, которые с ужасом смотрят на Трампа, понимая, что они — следующие в очереди на зачистку. Их представители всё еще сильны в структурах ЕС и Британии, они продолжают твердить о глобальном доминировании, хотя почва уходит у них из-под ног. Даже Макрон уже заговаривает о выходе из НАТО, а Мерц подумывает о сближении с Россией, осознав масштаб потерь.
Наконец, пятый Запад — это Израиль: маленькая страна, которая ведет себя как центр мира. Нетаньяху в мессианском порыве строит «Великий Израиль», используя крайне жестокие методы, и заставляет всех себе содействовать. Оказалось, что Израиль — это не форпост Запада, а сила, которая сама во многом управляет Америкой через произраильские сети.
В итоге вместо одного врага перед нами пять разных «западных полюсов». У нас разбегаются глаза: с кем заключать сделки? Кто здесь на самом деле суверенен, а кто лишь прикидывается? Расслоение Запада на эти пять частей — это и есть главный итог нынешнего кризиса.
Ведущий: Вопрос от слушателя: «Александр Гельевич, в чём причина того, что Трамп после Нового года так резко сменил тактику? Венесуэла, Гренландия, аресты танкеров — почему мы видим столь стремительную активизацию действий американского президента?»
Александр Дугин: Во-первых, я думаю, что Трамп столкнулся с мощнейшей внутренней оппозицией в самих США, и ему жизненно необходимо закрепить свое положение успехами на международной арене. Его ведь выбирали для того, чтобы он навел порядок внутри страны, но это дается ему с огромным трудом. Выяснилось, что практически вся судебная система в Америке находится под контролем Сороса: так называемые «судьи-активисты» (activist judges) вместо закона и справедливости руководствуются либеральной идеологией и всегда принимают решения против Трампа.
Это стало тормозить все внутренние процессы. Начались протесты против таможенных служб, переходящие в столкновения с жертвами. Многие губернаторы на местах эффективно саботируют его распоряжения. Трамп начал буксовать внутри страны: список Эпштейна так и не опубликован, к нему накопилось множество закономерных претензий. Он понял, что может три года биться с этими коррумпированными либералами и не сдвинуться с места, а впереди — промежуточные выборы (mid-term elections) 2026 года, которые он имеет все шансы проиграть.
Я полагаю, социологи и пиарщики подсказали ему: внутренний ресурс исчерпан, нужен новый аргумент. Нужно что-то присоединить, кого-то похитить, победить, напугать или унизить. И тогда у него появятся козыри для внутренней политики. Трамп понимает, что время стремительно исчезает — и биологическое, и президентское. Он решил, что 2026 год — это черта, за которой тянуть уже некуда.
Присоединение Гренландии, фактическое начало войны с Канадой, роспуск НАТО и демонтаж ООН — всё это пункты повестки по глобальному переделу мира. На этом фоне внутренние враги Трампа уходят на второй план: президента, который приобрел для США колоссальные территории и вернул стране статус пугающей мощи, будет гораздо сложнее сместить. После Байдена к Америке начали относиться с насмешкой, но Трамп напомнил миру, что он — «бесноватый самодур», способный нанести любой удар в любой момент.
Человечество содрогнулось. Мы, конечно, тоже не лыком шиты и готовы к вызовам, но важно понимать: это уже не старая гибнущая глобалистская система, это нечто иное. Трамп пользуется любыми средствами: абсолютно безнравственными и беззаконными. Он прямо заявляет, что международного права больше не существует, а решать, что морально, а что нет, будет он сам.
Ковбой сказал — ковбой сделал. Он ворвался в мировую политику, как в салун на Диком Западе, перестрелял оппонентов и объявил себя шерифом. Трамп и есть воплощение этого «Дикого Запада» со всеми его отталкивающими и, для кого-то, обаятельными чертами. Если Европа сегодня — это старый, выживший из ума «дом престарелых», напоминающий «Волшебную гору» Томаса Манна, где вырожденцы доживают свои дни за счет гастарбейтеров, то Трамп — это молодая, агрессивная и хищная сила. Его переход к бурной внешней политике абсолютно рационален.
Ведущий: На официальном уровне уже звучат важные прогнозы. Спецпредставитель президента Кирилл Дмитриев отмечал, что на фоне ужесточения действий Трампа Европа может начать разворот в сторону диалога с Россией. Насколько реалистичен такой сценарий при текущих правительствах той «пятой части Запада», которую вы упомянули? Ведь в силу и геополитических причин, и географического расположения Европе сейчас объективно выгоднее начать этот разворот.
Александр Дугин: Вы знаете, если бы мы ещё год-полтора назад — да что там, даже пару месяцев назад — заговорили о том, что США всерьёз поднимут вопрос о присоединении Гренландии, это выглядело бы настолько нереалистично, что даже люди с самым авангардным геополитическим мышлением назвали бы это невозможным.
Представить себе, что Европа сначала соберётся воевать с Америкой за Гренландию, а потом эта решимость не продержится и недели, и всё закончится попятным движением — такое даже прошлой осенью казалось немыслимым. Нам всё ещё грезилось, что Европа обладает хоть каким-то суверенитетом.
Сегодня европейцы оказались в совершенно новых, шоковых условиях. Раньше они могли спорить с Трампом по мелочам, вроде объемов поддержки Киева. Для самого Трампа это не так принципиально: его имидж «миротворца» был лишь ширмой, дымовой завесой. Неслучайно он фактически вернул Пентагону статус Министерства войны — этим всё сказано. На реальный мир ему наплевать, на перемирие на Украине — тоже. Он решает свои собственные, сугубо американские задачи.
Трамп прямо сказал европейцам: «Быстро заключайте с русскими перемирие на тех условиях, о которых я сам договорился в Анкоридже». На это Европа поначалу высокомерно ответила: «Мы — коалиция желающих, мы поддержим Украину и без вас справимся». Трамп парировал: «Справляйтесь, но тогда Гренландию положите на стол и выживайте как хотите». Европа влетела в эту ситуацию внезапно, без подготовки. И сейчас там царит паника.
Тот факт, что Макрон начал в сердцах говорить о выходе из НАТО, а Фридрих Мерц мечется между признанием краха немецкой экономики из-за разрыва с Россией и попытками поддакнуть Вашингтону — это классическая истерика. Евросоюз в панике. Нынешние европейские лидеры — это ведь реликты прежней системы: люди Сороса, Давосского форума, приверженцы модели Фукуямы, которая окончательно пошла ко дну.
В этой агонии они могут предлагать любые, даже самые фантастические сценарии. В том числе: «А не опереться ли нам на Россию? Не пересмотреть ли отношения с Путиным?» Насколько это серьезно — большой вопрос. Пока такой разворот кажется маловероятным, но в условиях глобального передела мира, который затеял Трамп, исключать нельзя абсолютно ничего.
Ведущий: Не будем далеко уходить от темы Дональда Трампа: на этот раз обсудим его инициативу по созданию Совета мира для управления сектором Газа. Буквально только что на ленты информагентств пришла новость: пресс-секретарь российского президента подтвердил, что Дональд Трамп пригласил Владимира Путина войти в этот совет. Чем именно будет заниматься данный орган и насколько эффективным он может стать в текущих условиях?
Александр Дугин: Я думаю, что Трамп, засучив рукава, действительно перешёл к радикальному переделу политической карты мира. Международное право, воплощенное в ООН, отражало расклад сил почти вековой давности — биполярный мир, где две сверхдержавы вели диалог, а остальные страны служили лишь массовкой. Когда Советский Союз совершил геополитическое самоубийство, эта система фактически отжила свой срок. Американцы уже не раз ставили вопрос о роспуске ООН и замене её некой «Лигой демократий», где вместо диалога будет звучать монолог США при одобрительном молчании зала.
Сегодня коллективный Запад распался на пять блоков, о которых мы говорили. У каждого своя программа, но особенно выделяется тандем Трампа и Нетаньяху. Последний всё более открыто провозглашает себя «царем иудейским», реализуя мессианский проект «Великого Израиля». Идеи истребления палестинцев и расширения границ от моря до моря, изложенные в радикальных текстах вроде «Царской Торы», уже не просто конспирология — они отражены в символике того же ЦАХАЛа.
Трамп, будучи специфическим христианским сионистом, тяготится старыми институтами. Ему нужно нечто новое, и он начинает лепить альтернативные структуры — такие как «Совет мира» — вокруг того региона, который в его эсхатологической геополитике является ключевым. Это Израиль и Газа. Трамп хочет создать институт, где не будет активистов-глобалистов вроде Греты Тунберг с её флотилиями, а будут лишь те, кто не станет перечить его другу Нетаньяху. Это тоже однополярная модель, но в новой, «мистической» конфигурации.
Что касается приглашения Владимира Путина в этот совет: информация требует проверки. Если Трамп действительно сделал такой шаг, значит, он ошибочно полагает, что наша позиция по Израилю мягче, чем у западных глобалистов. Хотя мы категорически осуждаем геноцид в Газе и считаем методы Нетаньяху абсолютно недопустимыми. Трамп надеется окружить себя теми, в ком он уверен, но в вопросе палестинской трагедии наши взгляды с его видением «нового порядка» едва ли совпадут.
Ведущий: Об этом только что заявил Дмитрий Песков, пресс-секретарь президента. Это официальная информация, подтвержденная Кремлем: приглашение Владимиру Путину действительно поступило.
Александр Дугин: Тогда вполне очевидно, что Трамп уверен в нас и в том, что мы поддержим его инициативу. Столь же очевидно он убежден: те, кого он намеренно не позвал в этот «Совет мира», выступят против. Это событие — приглашение Владимира Путина — лежит в том же русле, что и история с Гренландией. Мы, конечно, не в восторге от сделки по покупке острова, но, по большому счету, Гренландия заботит нас куда меньше, чем Венесуэла, Иран и уж тем более Украина. Сами европейцы прекрасно понимают: если Трамп поглотит Гренландию, об Украине все мгновенно забудут — будет просто не до неё. В такой ситуации он сможет продавить любое решение по перемирию на своих условиях.
Образ Трампа как противника интервенций оказался лишь политическим туманом. Он обещал быть «президентом мира», но на деле спокойно вторгается туда, куда захочет, грозит всем войной и фактически превращает оборонное ведомство в «Министерство наступления» или Министерство войны. Миротворчество для него — не более чем вывеска. Всерьез он в это не верит. Его реальная цель: укрепить американскую гегемонию за счет всех — за счет нас, за счет Китая и, как выяснилось, за счет Европы.
Европу Трамп воспринимает как досадное недоразумение, как взбунтовавшийся филиал собственной торговой сети, который вздумал продвигать свой «мерч» в его лавке. Их неповиновение раздражает его куда сильнее, чем наша спокойная, суверенная и дистанцированная позиция. Мы не задираемся, мы ведем себя последовательно: всё, что декларируем — выполняем, а всё, что делаем — обозначаем понятными ему словами. Это не делает Трампа нашим другом — он друг только самому себе. Я не уверен, что он является другом даже американскому народу, ведь его политика может закончиться катастрофой. Он рискует как гусар, заложивший в карты всё: имения, семью и будущее. Таким игрокам иногда везет, но чаще они проигрывают всё разом.
Трамп — это рискующий задира, который поставил на кон всё. Ставки в этой Большой игре взвинчены до предела. Его ходы неожиданны: приглашение России в совет по Газе сделано, скорее всего, чтобы насолить Евросоюзу. Показать им: «Смотрите, что я могу». Для глобалистов, которые в первый срок Трампа клеймили его «агентом Кремля», это приглашение выглядит как оживший адский кошмар. «Путин-френд» позвал своего «френда» — для них это конец привычного мира.
Однако ждать реального мира в Палестине трудно: судьба многострадального народа находится в руках тех, кого можно назвать палачами и маньяками. У России сейчас нет возможности жестко диктовать свои условия в этом регионе, не рискуя разозлить Трампа так же, как он разозлил Европу. Это приглашение — оферта, которую наш президент будет изучать крайне ответственно. Нам не нужны подачки. Мы посмотрим, войдут ли в этот совет Китай и другие страны БРИКС — это и есть наше многополярное понимание порядка: альтернативного, не ооновского и не глобалистского.
Мир сегодня — это не черно-белая картинка, а «философия сложности», о которой президент говорил на Валдае. Мы находимся в ситуации квантовой механики в международной политике. Классическая механика с её инерцией и высчитываемыми траекториями падения ядер — в прошлом. Сейчас действуют волновые законы. Идут сложнейшие процессы суперпозиции, которые внезапно «коллапсируют» в национальное государство: вот премьер-министр вещает от лица страны, а в следующий момент всё снова превращается в сетевые волны, где непонятно, где начинается одно и заканчивается другое.
Я ежедневно изучаю сводки ведущих мировых аналитических центров, и у меня складывается впечатление, что ясного понимания происходящего нет ни у кого. Каждый описывает свою вселенную со своими константами гравитации. Нам нужна совершенно новая мысль в международной политике.
Приглашение в «Клуб мира» от страны, с которой мы фактически воюем на Украине, при том что мы осуждаем агрессию их союзника Израиля — это парадокс, который нужно поместить в правильный контекст.
Старые карты с красными линиями больше не действуют. Как отмечает Сергей Караганов, даже ядерное оружие перестает быть сдерживающим фактором в привычном смысле — теперь встает вопрос о его непосредственном применении. Мы находимся в состоянии фазового перехода: вода в котле то ли уже закипела, то ли вот-вот закипит. Этот стохастический переход, описываемый уравнениями Навье-Стокса и теорией фракталов, сегодня полностью переносится на мировую политику. Нашим аналитикам пора оставить старые гуманитарные шаблоны и обратиться к новой физике и теории суперструктур.
Ведущий: Вы упомянули украинский трек, и здесь крайне любопытно его место в нынешнем контексте. Сейчас, судя по публикациям в западных СМИ, европейские политики буквально на ходу перекраивают свои планы по Украине: те тезисы, с которыми они собирались ехать на форум в Давос, фактически выбрасываются в корзину, а всё внимание переключается на Гренландию. Как вы считаете: возможно ли, что теперь не только Соединенные Штаты, но и Европа начнут планомерно отстраняться от украинских событий, что позволит нам, по факту, закончить этот конфликт один на один с Киевом?
Александр Дугин: Это было бы оптимальным вариантом, но боюсь, что подобной роскоши нам никто не предоставит. Хотя я убежден: дни Зеленского сочтены. Его совершенно точно «отменят». Не факт, что заменой станет Залужный — на его место могут поставить кого-то иного. Однако не стоит тешить себя иллюзиями: сам Трамп не готов отдать нам Украину. Более того, наличие такого очага конфликта на нашей собственной территории ему выгодно: это классический leverage, то есть рычаг управления нами.
Трамп не отдаст Украину добровольно. Тот план, который он предлагает якобы на наших условиях, — это лишь попытка заморозить конфликт. Они намерены перестроиться и создать сдерживающий центр против нас «на всякий случай». Я не думаю, что Трамп считает нас экзистенциальными врагами, но он совершенно точно не желает нашего усиления. Он понимает: победить Россию невозможно, но помогать нашему росту в его планы не входит. Напротив, его цель — ослабить нас. Поэтому рассчитывать на его благосклонность не стоит.
Напротив, Трамп будет продолжать давление с помощью санкций, а возможно, дело дойдет и до военных провокаций. Трамп нам совсем не друг. И хотя его противники называют его «другом Путина», в реальности это не так. Он сам по себе, он за свои интересы. В его стратегии — даже в самых смелых её версиях — отсутствует идея передачи Украины России. Решительная русская победа не входит в его планы, а значит, он будет нам противостоять.
К большому сожалению, нам нужно опираться исключительно на свои силы. Мы должны использовать любой удобный момент: колебания при смене президентства в США, разногласия в Европе, коррупционные скандалы, сотрясающие Украину, и перенос внимания Запада на Гренландию. Всё это факторы, которые необходимо учитывать. У нас нет иного выхода, кроме как действовать суверенно, в своих интересах и по собственной стратегии.
Нам нужна куда более дерзкая стратегия, чем сейчас: суверенная, активная, быстрая и эффективная. Если угодно, она должна быть по-российски «безумной», потому что сейчас мы слишком рациональны и слишком добры.
Do skandalicznej sytuacji miało dojść podczas 34. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Jaśle. Ze sceny jeden z zespołów nawoływał do palenia kościołów i łamania krzyży – podaje portal wirtualnejaslo.pl.
Bulwersujące hasła na finale WOŚP
W sieci pojawiły się nagrania, na których słychać, jak jeden z zespołów podczas finału WOŚP w Jaśle wykrzykuje hasła „spalić kościoły” i „połamać krzyże”. Wszystkiemu przysłuchiwały się także dzieci i młodzież, uczestniczące w koncercie.
Jak relacjonują w rozmowie z portalem Wirtualne Jasło radni Krzysztof Czeluśniak i Zenon Gondek, w trakcie koncertu miały paść hasła wzywające do palenia kościołów oraz niszczenia symboli religijnych. Zdaniem samorządowców tego rodzaju przekaz mógł naruszać obowiązujące przepisy prawa i nie powinien pojawić się podczas wydarzenia o charakterze charytatywnym i rodzinnym.
Od lat wspieram Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i nigdy nie doszło do podobnej sytuacji. Nie ma naszej zgody na mowę nienawiści
– podkreśla radny Krzysztof Czeluśniak, który w odpowiedzi na sygnały od mieszkańców złożył zawiadomienie do Komendy Powiatowej Policji w Jaśle o możliwości popełnienia przestępstwa.
Radny Zenon Gondek, który był obecny na rynku podczas występu zespołu, tak relacjonuje całe wydarzenie:
Zespół śpiewał teksty o paleniu kościołów i łamaniu krzyży. Stałem tam z rodziną i znajomymi, były też małe dzieci. To nie powinno mieć miejsca
Samorządowcy dodają także, że finał WOŚP jest wydarzeniem publicznym, współorganizowanym i wspieranym przez instytucje samorządowe, dlatego organizatorzy powinni ze szczególną starannością dobierać wykonawców i repertuar.
Co zrobi policja?
W zawiadomieniu skierowanym przez radnych do miejscowej policji czytamy m.in., że sprawa dotyczy podejrzenia naruszenia przepisów Kodeksu karnego, w szczególności art. 256 i 257 k.k., czyli publicznego nawoływania do nienawiści oraz znieważania osób lub grup ze względu na wyznanie.
Sprawa została przekazana Policji w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających, w tym zabezpieczenia i analizy nagrań z wydarzenia i relacji świadków, ustalenia organizatorów wydarzenia oraz osób odpowiedzialnych za dobór repertuaru i przekazania sprawy do Prokuratury Rejonowej w Jaśle, w przypadku potwierdzenia popełnienia przestępstwa.
Armia Unii Lincolna była bardziej zła niż Izraelskie Siły Obronne
[dla młodzieży: Wojna secesyjna w latach 1861–1865 w USA. „Unia” lub „Północ”, to jankesi, demokraci) a Konfederacja lub „Południe” nie chciało z nimi… ]
Niedawno ktoś przysłał mi egzemplarz książki Waltera Briana Cisco War Crimes Against Southern Civilians (Zbrodnie wojenne przeciw cywilom Południa). Dopóki nie zacząłem czytać tej książki, uważałem izraelską „armię obrony” za ostateczny przykład barbarzyństwa. Izraelczycy usprawiedliwiają strzelanie matkom i niemowlętom w głowę tym, że wszyscy Palestyńczycy są terrorystami, a niemowlęta dorosną i staną się terrorystami, a matki będą miały więcej dzieci, które również dorosną i staną się terrorystami, i że lepiej zabić matki i niemowlęta, zanim to nastąpi.
Izraelczycy to przyznają, ale jeśli goje to powtarzają, są zbywani jako antysemici. Pozostaje to więc wiedzą, którą znamy, ale której nie wolno nam powtarzać.
Najwyraźniej historycy stosują tę samą politykę wobec zbrodni wojennych zadanych cywilom Południa przez Armię Unii Lincolna, która była niczym innym jak zorganizowaną bandą szabrowników, morderców i gwałcicieli, sprawiających, że izraelska „Armia Obrony” wygląda jak życzliwi chrześcijanie.
Aż do inwazji Lincolna na Skonfederowane Stany Ameryki wojna w cywilizowanym świecie Zachodu była ograniczona do walczących. Lincoln złamał kodeks cywilizowanej wojny i prowadził wojnę przeciw cywilnej ludności Południa. Amerykanie i Brytyjczycy zastosowali tę praktykę w wojnie przeciw Japonii i Niemcom. Dzisiejsza broń nuklearna oznacza, że wojna jest totalna i prowadzona przeciw całej ludzkości. Dziś mamy sytuację, w której niezgoda między elitami dwóch krajów może doprowadzić do zagłady ludzkości.
Udokumentowane relacje w książce Cisco o wojnie przeciw cywilom Południa są przerażające. W Missouri na przykład ludność całych hrabstw została zmuszona pod karą śmierci do opuszczenia domów, przedsiębiorstw i majątków oraz przesiedlenia do Kansas. Był to precedens dla izraelskiego wypędzenia Palestyńczyków z Palestyny.
W Nowym Orleanie generał Benjamin Butler, jeden z wielu niekompetentnych i przepełnionych nienawiścią politycznych nominatów Lincolna, który nigdy nie dowodził żołnierzami, odpowiedział kobietom skarżącym się na złe traktowanie ojców, mężów, synów i braci, ogłaszając, że kobiety mają być „traktowane jak kobieta ulicy uprawiająca swój zawód”. Zaproszenie Butlera skierowane do jego żołnierzy, by gwałcili kobiety Południa, zdumiało brytyjskiego premiera lorda Palmerstona, który potępił to w przemówieniu przed Parlamentem Brytyjskim.
Tak jak wszyscy Palestyńczycy są terrorystami, tak mężczyźni Południa w miastach pod jurysdykcją Armii Unii byli rozstrzeliwani lub wieszani pod pretekstem, że wszyscy mężczyźni Południa są partyzantami wspierającymi opór Konfederacji.
Kiedy żołnierze Unii pojawiali się w południowym mieście, miasto mogło się spodziewać całkowitego ograbienia i spalenia do fundamentów. Cisco podaje przykład za przykładem.
Kiedy armia Lincolna pojawiała się na plantacji, czarne niewolnice były bezlitośnie gwałcone za to, że niewolnicy nie zbuntowali się przeciw panom, wspierając tym samym wysiłek wojenny Południa.
Wojna Lincolna przeciw Południu była wojną nienawiści. Wielu oficerów i generałów Unii było indoktrynowanymi produktami Chaty wuja Toma, propagandowej publikacji demonizującej Południe jako społeczeństwo właścicieli niewolników źle traktujących niewolników — tak jak faktycznie czynili to żołnierze Unii. Nienawiść wzniecona przez północnych abolicjonistów doprowadziła do najgorszych zbrodni wojennych w historii ludzkości.
Skorumpowani historycy, zajęci upiększaniem oficjalnej narracji, utrzymali w ukryciu prawdziwą historię tak zwanej „wojny secesyjnej”, która nie była wojną domową, lecz inwazją jednego kraju na drugi.
Gdy dorastałem na Południu, wiedzieliśmy, że nasi przodkowie straszliwie cierpieli z rąk Jankesów, ale pozostawiono nam pomniki, takie jak posągi Roberta E. Lee i Stonewalla Jacksona, które mówiły nam, że stawiliśmy opór agresji z Północy napędzanej chciwością. Północ zamierzała zmusić Południe do opłacenia swojej industrializacji poprzez taryfę Morrilla i dlatego nie pozwoliła Południu wystąpić z Unii mimo konstytucyjnego prawa do secesji.
Ale posągi zostały usunięte, wymazując publiczne odniesienia do oporu Południa wobec inwazji.
Kiedy niezwykły zbrodniarz wojenny Abraham Lincoln poszedł na wojnę przeciw Konfederacji, poszedł na wojnę przeciw Konstytucji Stanów Zjednoczonych. To Lincoln zniszczył Stany Zjednoczone stworzone przez ojców założycieli jako unię suwerennych stanów, które w ramach Konstytucji posiadały większość władzy rządzącej.
Jak Lincoln powtarzał raz po raz, jego wojna przeciw Południu była wojną o zmuszenie Południa do płacenia taryfy niezbędnej do sfinansowania industrializacji Północy. Lincoln nigdy nie powiedział, że poszedł na wojnę, aby wyzwolić niewolników — przynajmniej nie podczas wojny. Proklamacja Emancypacji była środkiem wojennym mającym wywołać bunt niewolników, który zmusiłby południowe oddziały do opuszczenia frontu i powrotu do domów, by chronić rodziny. Proklamacja dotyczyła jedynie niewolników na terenach kontrolowanych przez Południe. Jak zauważył sekretarz stanu Lincolna, proklamacja nie obejmowała żadnych obszarów pod kontrolą Unii.
Wojna Lincolna przeciw Południu wyprzedziła o stulecie wojnę Izraelskich Sił Obronnych przeciw Palestyńczykom.
Zawsze sądziłem, że upadek amerykańskiej moralności nastąpił w XX wieku, ale książka Cisco jasno pokazuje, że amerykańska moralność załamała się w latach 1860–1865 oraz w następującej po nich dekadzie Rekonstrukcji, podczas której wszystko, co miało wartość na Południu, zostało skradzione przez Północ.
Południe nie podniosło się po grabieży i bezinteresownym zniszczeniu aż do czasów po II wojnie światowej.
Wobec bezprecedensowej krzywdy wyrządzonej ludności Południa przez Waszyngton, niezwykłe jest to, że armia Stanów Zjednoczonych nie istniałaby, gdyby nie dobrowolne zaciąganie się mężczyzn z Południa. To ludzie, którzy nic nie wiedzą o swojej historii ani o udręce przodków ze strony rządu, któremu oddają życie. Jeśli to nie jest całkowita porażka świadomości historycznej, to co nią jest?
W 1863 roku, gdy generał Robert E. Lee, dowódca Armii Północnej Wirginii, dokonał pierwszej konfederackiej inwazji na terytorium Unii, zwrócił się do swoich żołnierzy:
„Obowiązki narzucone nam przez cywilizację i chrześcijaństwo nie są mniej zobowiązujące w kraju wroga niż w naszym własnym. Dowódca uważa, że nie mogłaby spotkać armii — a przez nią całego naszego narodu — większa hańba niż popełnianie barbarzyńskich okrucieństw wobec nieuzbrojonych i bezbronnych oraz bezmyślne niszczenie prywatnej własności, które naznaczyły działania wroga w naszym kraju. Trzeba pamiętać, że prowadzimy wojnę jedynie przeciw uzbrojonym mężczyznom i że nie możemy mścić się za krzywdy, jakie wycierpiał nasz lud, nie poniżając się w oczach wszystkich, których obrzydzenie wzbudziły okrucieństwa naszych wrogów, i nie obrażając Boga, do którego należy zemsta.”
Kiedy Lee poddał swoją głodującą i bosą armię, której Konfederacja nie była już w stanie zaopatrzyć, generał Unii Philip Sheridan chciał dokonać masakry poddających się żołnierzy i musiał zostać upomniany przez generała Granta. Gdy tylko Konfederacja została pokonana, republikański rząd w Waszyngtonie wysłał zbrodniarzy wojennych Unii Sheridana i Tecumseha Shermana, by zniszczyli Indian Równin. Stada bizonów zostały wybite, by pozbawić Indian pożywienia, a republikanie użyli wojny biologicznej przeciw głodującym Indianom.
Dziwne, prawda, że historycy mogą być tak skrajnie skorumpowani, twierdząc, iż Unia walczyła w imieniu czarnych, a gdy tylko wojna się skończyła, zwróciła się ku zniszczeniu innego narodu kolorowego.
Żołnierz Unii z Illinois napisał do domu, że żołnierze Unii tak znęcali się nad czarnymi z Południa, iż „wielu z nich nauczyło się nienawidzić Jankesów tak samo jak nasi południowi bracia. Armia staje się straszliwie zdeprawowana. Jak ludzie w domu będą mogli z nimi żyć po wojnie, jest — jak sądzę — kwestią otwartą. Jeśli nie zdegenerujemy się w naród złodziei, nie będzie to z braku przykładu danego przez armię Unii.”
Jedyna cywilizacja, jaka istniała w Ameryce Północnej w XIX wieku, była na Południu — i zły zbrodniarz wojenny Abraham Lincoln ją zniszczył.
SzanowniPaństwo! Oto szósty w tym roku SOBOTNIK, wraz z DUCHEM CZASU. Z pozdrowieniami Małgorzata Todd www.mtodd.pl
Przekonać, przekupić, zabić 6/2026(760)
Nasi odwieczni wrogowie zawsze preferują jedną z powyższych opcji wpływania na losy Polaków. Najłatwiej przekonać polskie barany, żeby wybrały sobie wilka na przywódcę stada. Stąd tyle wysiłku i pieniędzy „sponsorów” włożonych w ogłupianie naszego narodu wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, od najmłodszych, po najstarszych. Gdy przywódcą kraju jest ktoś nie z nadania Berlina z Moskwą razem wziętych, to zostaje przekupstwo i dożywotni szantaż. W chwili obecnej przekupstwo na najwyższych stanowiskach nie wchodzi w grę, bo prezydent jest nieprzekupny, a „premiera” nie trzeba kupować, bo dawno został kupiony za psi pieniądz.
Po 10 kwietnia 2010 r., już wiemy, że najskuteczniejszą metodą jest mord, z którym nawet nie trzeba się kryć, bowiem dodatkowo działa odstraszająco.
W tej sytuacji, porozumienie między polskim prezydentem, a szwabskim premierem nie wchodzi w grę, gdyż jest ono możliwe tylko tam, gdzie są wspólne cele, a strony mają odmienny pogląd na środki, jakimi te cele można osiągnąć.
Prezydenta mamy Polaka, któremu leży na sercu nasze dobro. Odwrotnie jak „premierowi”, bo tę funkcję idioci powierzyli niemieckiemu namiestnikowi. Kaszubskim kundlem gardzą nawet jego mocodawcy. Z tym, że pogarda, to jedno, a policzalne korzyści generowane nieudolnością zatrudnionych przez niego, matołów na ministerialnych stołkach, to drugie.
Zapytaj ZUS-u
‒ Co ty na to? – spytała Małgorzata, kiedy odłożył przeczytane pismo.
‒ Jesteś dłużniczką na przeszło jedenaście tysięcy złotych – odparł DUCH CZASU.
‒ Ale jakim cudem? ZUS przecież sam potrąca mi składkę zdrowotną.
‒ ZUS? Zależy jak ten skrót rozumieć.
‒ Jak na przykład?
‒ Chociażby: Związek Uzurpatorskiej Samowoli, albo Zakład Utajnionych Skarbów.
‒ Lepiej poradź mi co robić. Z tego pisma wynika, że nad moimi rzekomymi należnościami tylko za październik 2019 r. urzędnicy pracowali aż przez siedem dni podliczając różne składki, koszty egzekucyjne, odsetki za zwłokę, na przeróżne kwoty, później zsumowane. Nic z tego nie rozumiem.
‒ I o to właśnie chodzi. Komornik też nie będzie musiał wiedzieć, co przeskrobałaś, kiedy wezwie policję, żeby cię wyprowadziła z mieszkania.
‒ Za te zmyślone długi sprzed siedmiu lat?
‒ Tak, między innymi, działa mafia.
‒ A gdybym zaproponowała, że co miesiąc uiszczę 50 zł.?
‒ Przy tym tempie naliczania odsetek za zwłokę, to już po pół roku będziesz miała dwukrotną sumę zadłużenia.
Ujawnione w ostatnich dniach dokumenty z afery Epsteina, odsłaniające sieć wpływów, okultystycznych praktyk i wykorzystywania nieletnich przez elity obiegły świat. Te wstrząsające materiały kwestionują integralność zachodniej cywilizacji, poniżają najbardziej podstawowe wartości humanistyczne. Jak to możliwe, że coś tak potwornego działo się przez dziesięciolecia w samym sercu zachodniego establishmentu?
Mało tego; bulwersujące materiały dowodowe operacji “Lolita Express” były ukrywane przez lata, trzymane w archiwach, stojących na straży zakłamania i deprawacji. Sprawiedliwymi okazują się być jedynie wybitni artyści, ale ich odważne świadectwa prawdy były odrzucane, marginalizowane i ośmieszane.
Film Stanleya Kubricka ‘Eyes Wide Shut’ w artystycznej wizji przedstawił kulturę zbrodniczego rytuału elit, za co być może reżyser zapłacił życiem – zmarł nagle, sześć dni po pokazaniu finalnego cięcia filmu. Jego dzieło zostało początkowo odrzucone przez krytyków jako chora fantazja twórcy (dopiero dziś uznawane jest za arcydzieło). Podobnie oparty na faktach i doświadczeniu usuniętego z pracy śledczego film z 2023 roku ‘Sound of Freedom’ był wyszydzony przez propagandową ‘krytykę’ jako skrajnie prawicowa fantazja i teoria spiskowa. Okazuje się, że prawdę trzeba zawsze wyszarpywać.
Przykładem tego na zaśmieconym, polskim podwórku jest twórczość Andrzeja Juliusza Sarwy, autora wybitnego dzieła, jakim jest Kwadrologia, saga rodu Białeckich.
To historia zła ciągnąca się od XIV wieku po współczesność. Cztery tomy: “Wieszczba krwawej głowy”, “Cmentarz Świętego Medarda”, “Tuman krwawej mgły” i “Syn Cienistej Strony” nigdy nie zostały przez mainstream dostrzeżone. Są ignorowane, przemilczane przez środowisko literackie.
Ale teraz, gdy ujawniono dokumenty z afery Epsteina, brzmią jak komentarz do najświeższych skandali, pokazując mechanizmy władzy i zepsucia elit.
“Zło przychodzi podstępnie, jest modnie ubrane, zna wszystkie języki, ma dobre maniery i budzi zaufanie.” Czytając te słowa trudno nie pomyśleć o tym, jak przez dziesięciolecia działał Epstein, jego towarzystwo, odurzone władzą i pławiące się w luksusach. Wiadomo, że nad wszystkim czuwali mocodawcy, opętani ideą absolutnej kontroli nad światem i zamieszkującym go “motłochem”. Ich ochroną są skorumpowani, szantażowani i bezwolni politycy, przez manipulacje i najgorsze intrygi wyniesieni na najwyższe stanowiska.
Sarwa opisuje arystokratów urządzających dzikie orgie, ofiary z dzieci praktykowane przez możnych, okultystyczne rytuały elit, tajne loże kierujące biegiem dziejów, rozpustnych monarchów i ich haremy. To nie fantazja, każda z tych informacji jest potwierdzona w przypisach, oparta na dokumentach historycznych. I nagle okazuje się, że to wszystko nie zniknęło wraz z XVIII wiekiem, że mechanizmy opisywane przez sandomierskiego pisarza w najlepsze kwitną dzisiaj, będąc potwarzą dla wszystkich, którzy zachowali choć odrobinę przyzwoitości.
Powieści Andrzeja Juliusza Sarwy są ignorowane, ostentacyjnie odsunięte z kanonu lektur, których zadaniem jest hipnotyzowanie wrażliwości, przeprowadzanie zabiegu lobotomii prawdy i eliminacja zdolności do samodzielnego myślenia. Dlaczego? Bo piętnują zło w każdym obszarze życia, opierając się na faktach historycznych, z którymi trudno dyskutować. Jak mówi sam autor: ‘Lepiej moje książki przemilczeć, bo przecież nawet mały kamyk może spowodować lawinę.
Czytając o Ludwiku XV i przepoczwarzającym się hrabim de Saint-Germain, o rewolucji francuskiej i jej bestialstwie, o magach i okultystach przy tronach władzy, o filozofach oświecenia parających się czarną magią, można zrozumieć, w jaki sposób współcześni stoczyli się na samo dno. Andrzej Sarwa demaskuje szatański plan, rozciągnięty na wieki: “Oto nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyspieszyć. Dwa filary ma katolicka Europa – Polskę i Francję. Jeden z nich jest już prawie zrąbany i niezadługo runie, wystarczy tylko lekko dmuchnąć”. To słowa z powieści, ale mechanizm opisany przez autora działa do dziś, jak dobrze naoliwiona gilotyna.
Książki Sarwy są źródłem tajemnej wiedzy, odsłaniają kulisy historii zmierzającej do kresu. W powieściach czas traci swoją monotonną wymierność, wieki mijają jak chwila, a ulotne momenty ciążą jak wieczność. Poznajemy nie tylko prawdę o zakłamywanych, mrocznych dziejach ludzkości, ale możemy nawet dowiedzieć się, od kiedy w Polsce działa przerażająca machina oblężnicza złego, bombardująca nasze serca, rozum i sumienie.
Saga rodu Białeckich to powieść przygodowa, sensacyjny thriller i świadczący o głębokiej erudycji autora esej historyczny.
Najważniejsze jednak, że te historyczne książki są powieściami współczesnymi. Fabuła, sięgając do mało znanych, odległych faktów, opisuje aktualną rzeczywistość cywilizacji na skraju zagłady i ostatecznego upadku. Afera Epsteina to tylko kulminacja długiej historii, kolejny element układający się w mozaikę, której pełnego obrazu wolelibyśmy nie oglądać.
Wydaje się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, ale autor ma swoją odpowiedź na pytanie o nadzieję: “Ja nie mam nadziei, ja mam pewność, bo nie mam wątpliwości, że nad naszymi losami, od początku do końca czuwa Pan Bóg, który przybędzie i wszystko naprawi. Nadzieję trzeba mieć tylko, że to zwycięstwo jest blisko. Z zastrzeżeniem, że ‘blisko’ jest pojęciem, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować… Patrzmy więc uważnie, by rozpoznawać znaki czasów. Bądźmy czujni i przygotowani”.
Może właśnie teraz, gdy świat ma okazję poznać przerażające fakty o elitach i ich praktykach, nadszedł moment, by sięgnąć po te książki. Wbrew tym, którzy próbują przemilczeć aferę albo wykorzystać ją jako element propagandowego perpetuum mobile, nadszedł moment prawdy. Czas, by miłośnicy literatury przestali się sugerować sztucznie tworzonym rynkiem księgarskim, stronniczymi recenzjami i promocją politycznie poprawnych wartości. Bo kiedy fikcja staje się rzeczywistością, warto ją poznać.
Aleksander Rybczyński
AR jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. W przygotowaniu do druku sensacyjna powieść emigracyjna “Niewidoczna strona”
=======================================
PAKIET: Saga rodu Białeckich (4 tomy) – Andrzej J. Sarwa
Trzynastego stycznia 1967 roku m/s ‘Batory’ opuścił Gdynię. Pod dowództwem kpt. ż. w. Jerzego Pszennego (1923-2019) udawał się do Kopenhagi i Londynu po duńskich i brytyjskich turystów. Miał ich zabrać w rejs wycieczkowy na wody ‘zachodnich Indii’. W dziesiątym dniu tego rejsu transatlantycki ‘wycieczkowiec’ znajdował się o 150 Mm na zachód od Wysp Kanaryjskich.
W tym samym czasie na oceanie, około stu Mm na północny wschód od ‘Batorego’, rozgrywała się tragedia. Jej ofiarą padł motorowiec ‘Jacob Verolme’, spory ropo-rudowiec wielkości porównywalnej z naszymi ówczesnymi ‘Ziemiami’, tj. o nośności dwudziestu paru tysięcy ton, który często zawijał do polskich portów. Jego załoga liczyła czterdzieści parę osób, a kapitanem statku był W. D. Kruyer.
W brazylijskim porcie Vittoria zbiorniki ‘Jacoba Verolme’ zostały opróżnione z ropy; statek zabrał następnie przeznaczony dla holenderskich hut ładunek rudy żelaza. Był to ładunek niebezpieczny: ciężka ruda nie wypełniała sobą całej przestrzeni ładowni, co groziło przesunięciem się ładunku w czasie sztormu. Nadto niektóre ładownie statku pozostawały puste, jako że ruda jest znacznie cięższa od ropy. W czasie rejsu zaszła konieczność wykonania w jednej z pustych ładowni małej naprawy z użyciem aparatu spawalniczego. Dwudziestego drugiego stycznia, zaraz po śniadaniu, zajęli się tym czwarty mechanik i jeden ze smarowników z załogi ‘holendra’.
W pewnym momencie pozostałą załogę statku postawił na nogi potężny wybuch w ładowni, w której pracowali obaj wspomniani ludzie. Statek zatrząsł się i zakołysał; w niebo strzeliły języki ognia. Po chwili ze zrujnowanej wybuchem, płonącej ładowni z trudem wypełzł ciężko ranny człowiek, w którym rozpoznano smarownika. Obawiano się, że nieszczęsny mężczyzna przypłaci pracę z palnikiem w nie do końca odgazowanej ładowni całkowitą utratą wzroku. Drugi członek załogi, czwarty mechanik, zginął na miejscu. Statek doznał poważnego uszkodzenia poszycia dna. Do kadłuba zaczęła wdzierać się woda; masowiec znacznie przechylił się na jedną z burt. Ciężki ładunek zaczął się niebezpiecznie przesuwać. Kapitanowi Kruyerowi nie pozostało nic innego, jak tylko zarządzić opuszczenie pokładu skazanego już na zatonięcie ‘Jacoba Verolme’. Szybko zwodowano cztery szalupy i ewakuowano wszystkich żyjących członków załogi masowca. Tymczasem statek w pewnym momencie przestał się przechylać i pozostał w niecodziennym położeniu.
W niedzielę 22 stycznia 1967 roku radiostacja ‘Batorego’ odebrała nadany przez radiotelegrafistę tonącego ‘Jacoba Verolme’ sygnał SOS. Kapitan Pszenny natychmiast zarządził zmianę kursu. Wycieczka zmieniła się w wyścig z czasem: chodziło przecież o ratowanie życia ludzi. Motorowiec ruszył całą naprzód, a dysponował dwoma wielkimi dieslami o niebagatelnej mocy ponad dwunastu tysięcy KM, mogąc rozwijać w razie potrzeby prędkość do osiemnastu węzłów. Każdy obrót obu śrub zbliżał transatlantyk do oczekujących ratunku Holendrów.
Odebrane wezwanie pomocy i natychmiast podjęte przygotowania do akcji ratunkowej oczywiście zelektryzowały pasażerów statku. Na pokładzie podniesiono bomy nad drugą ładownią; za burtę wywieszono specjalne siatki, mające pomóc rozbitkom wejść z łodzi na pokład liniowca; do zwodowania przygotowano też motorówkę transatlantyka.
Od tej chwili pasażerowie nie schodzili z pokładu. Poszły w ruch wszystkie posiadane przez nich lornetki. Z początku myślano, że to rutynowy alarm ćwiczebny ‘człowiek za burtą!’ i poszukiwano na powierzchni morza bojki, mającej imitować tego ‘człowieka’. Jednak wkrótce oficer rozrywkowy liniowca, w porozumieniu z kierownictwem statku, ogłosił przez okrętową rozgłośnię, że tym razem to nie są ćwiczenia i ‘Batory’ naprawdę idzie na pomoc rozbitkom. Teraz wypatrywano już nie bojki, a szalup z Holendrami. Każdy chciał dostrzec je pierwszy.
Tego samego chciała też załoga. Na statku ogłoszono alarm, ze zdwojoną czujnością pracowali obserwatorzy. Szalupy dostrzeżono około czternastej czasu pokładowego. Uwijał się nad nimi samolot – amerykańska wojskowa maszyna z bazy na Azorach. Samolot przeleciał nad ‘pasażerem’, a po chwili wyskoczyli z niego na spadochronach dwaj komandosi w strojach płetwonurków. Wyłowiono ich do jednej z dwóch bliższych statku szalup, na której znajdował się ciężko poszkodowany smarownik z ‘Jacoba Verolme’.
Polski liniowiec był już tuż-tuż; przy wspaniałej (na szczęście) pogodzie rozpoczęto wyciąganie rozbitków z szalup. Błyskawicznie zwodowano motorówkę ‘Batorego’. Dowodził nią starszy oficer statku, kpt. ż. w. Krzysztof Meissner (1931-2020), a zadaniem załogi było przyholowanie do burty ‘pasażera’ najbardziej oddalonej łodzi ‘holendra’. Znajdowało się w niej tylko dwóch, skrajnie wyczerpanych rozbitków; pomoc nadeszła w sam czas!
Podejmowanych z łodzi rozbitków wciągano na statek przez otwartą furtę garażową ‘Batorego’.
Pasażerowie polskiego liniowca, wśród których byli zarówno znający morze od podszewki Brytyjczycy, jak i potomkowie Wikingów Duńczycy, obserwowali działania kapitana Pszennego z uznaniem.
Rozbitków z przewróconego ‘holendra’ przyjmowali przy otwartej furcie garażowej dwaj lekarze – etatowy z ‘Batorego’ i jeszcze jeden, podróżujący akurat na liniowcu jako turysta. Pomagały im pielęgniarki i steward szpitalny. Wszyscy rozbitkowie oraz obaj komandosi bezpiecznie znaleźli się na motorowcu. Podniesiono z wody na pokład również wszystkie cztery szalupy ‘Jacoba Verolme’. Na ‘Batorym’ natychmiast fachowo zajęto się rannym smarownikiem. Groziła mu, jak wspomniano, całkowita utrata wzroku, ale Holender miał swój łut szczęścia w nieszczęściu. Rannego należało jak najszybciej przekazać w ręce lekarzy na lądzie, więc statek ‘z kopyta’ ruszył ku najbliższemu lądowi, to jest na Wyspy Kanaryjskie. Agent armatora w Las Palmas poinformował przez radio kapitana Pszennego, że liniowiec może wejść do portu w Santa Cruz de la Palma. Zaalarmowane przez Polaków hiszpańskie władze stanęły na wysokości zadania, robiąc wszystko, co było w ich mocy, by uratować wzrok rannemu.
Pędząc co sił w maszynach transatlantyk dotarł do celu; 23 stycznia o wpół do drugiej w nocy czasu miejscowego polski transatlantyk wszedł na redę portu. Rannego Holendra błyskawicznie wyokrętowano na motorówkę portową i bez przeszkód przewieziono do miejscowego szpitala, gdzie poddano go leczeniu. Dzięki wspaniałej pracy wielu ludzi smarownik nie został ociemniałym na resztę życia.
Po wyokrętowaniu rannego pokład ‘Batorego’ po kolei opuścili pozostali członkowie załogi holenderskiego masowca. Polscy marynarze przyjęli i ugościli kolegów serdecznie; niejeden z nich na pewno zachował liniowiec i jego załogę we wdzięcznej pamięci. Przed opuszczeniem ‘Batorego’ kapitan ‘Jacoba Verolme’ mocno uścisnął dłoń kapitana Pszennego.
Z redy kanaryjskiego portu nasz liniowiec ruszył do Port of Spain na Trynidadzie. Po drodze radiooficer statku odebrał dwie, prawie jednobrzmiące depesze z serdecznymi podziękowaniami za ratunek. Jedną przysłał kapitan Kruyer, drugą – uratowany smarownik.
Na Trynidadzie z pokładu ‘Batorego’ zeszli, serdecznie pożegnani, dwaj amerykańscy komandosi.
Tak zakończyła się ta znakomita akcja polskiego transatlantyka. Jego kapitan, wszyscy oficerowie i cała reszta załogi wspaniale zdali niełatwy egzamin.
Zarządcy szpitala św. Wojciecha naZaspie w Gdańsku chcą wprowadzić pod swoją lecznicą tzw. strefę buforową. Chodzi o zakaz modlitwy oraz jakichkolwiek działań w obronie życia dzieci – na terenie placówki oraz w jej bezpośrednim pobliżu.
Strefa buforowa ma zapewnić spokój aborterom, którzy w murach szpitala na Zaspie wykonują liczne aborcje, a w niektórych przypadkach zabijają dzieci zastrzykami zchlorku potasu jeszcze przed samym „przerwaniem ciąży”.
Piszemy do Dariusza Kostrzewy, Prezesa spółki Copernicus, która zarządza szpitalem św. Wojciecha, aby zaprzestał bezprawnych działań wobec obrońców życia.
A zamiast zakazywać modlitw i pikiet prolife – niech spowoduje, że szpital przestanie robić aborcje!
===========================
– Treść petycji
Panie Prezesie!
Stanowczo protestuję przeciw bezprawnym działaniom, jakich dopuszcza się Pan wobec obrońców życia gromadzących się regularnie pod szpitalem św. Wojciecha na Zaspie. Próby ograniczania prawa do wolności słowa, zgromadzeń oraz praktyk religijnych – są niezgodne z polskim porządkiem konstytucyjnym, łamią także zapisy konkretnych ustaw, jak choćby ustawy Prawo o zgromadzeniach.
Nie ma Pan prawa tworzyć wewnętrznych regulaminów spółki, które łamią zapisy polskiej Konstytucji.
Także – nie ma Pan prawa zabraniać ludziom dobrej woli bronić zabijanych dzieci. Tylko w 2025 roku w zarządzanej przez Pana placówce 27 dzieci zginęło na podstawie wadliwej prawnie i nagannej moralnie „przesłanki psychiatrycznej”. Pięcioro maluchów przed samym „przerwaniem ciąży” dostało zastrzyk w serce, aby po aborcji nie urodziły się żywe. W podobny sposób zabijali polskie dzieci Niemcy w obozach zagłady – z tą różnicą, że zamiast chlorku potasu stosowali roztwór fenolu. Czy naprawdę chcecie nawiązywać do najgorszych wzorców z historii XX wieku?
Wbrew temu, co Pan twierdzi, wszystkie te dzieci były pacjentami szpitala św. Wojciecha. Jednak zamiast opieki medycznej – dostały śmierć! Co więcej, ginęły w niewyobrażalnych bólach. Wzruszanie ramionami i mówienie, że nie wie Pan, co czuły te dzieci – nie zmniejsza ich cierpienia!
Jest oczywiste, że wobec tak okrutnych praktyk – ludzie sumienia będą protestować i modlić się o zatrzymanie zbrodni aborcji. Nie ma Pan prawa w jakikolwiek sposób utrudniać im obecności pod miejscem kaźni niewinnych dzieci.
Wzywam Pana do odstąpienia od prób tworzenia wokół szpitala na Zaspie strefy buforowej. Zamiast wyganiać obrońców życia – skończcie robić aborcje!
Na końcu tego maila znajdzie Pan bardzo pilną petycję do podpisania.
Ale najpierw szokująca wiadomość: W szpitalu na Zaspie w Gdańsku w całym 2025 r. aż pięcioro dzieci zostało zabite zastrzykiem w serce, aby nie urodziły się z aborcji żywe. W sumie aż 27 dzieci straciło życie na „świstek od psychiatry”.
Tymczasem zarząd szpitala zdecydował, że zamiast skończyć z zabijaniem dzieci w podległej mu placówce – wprowadzi strefę buforową wokół szpitala i wygoni stamtąd obrońców życia…
Lekarze nie czują się komfortowo – oto argument przeciw modlitwie prolife pod szpitalem. Ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa, aborterMaciej Socha mówi, że protest przeciw aborcji nie podoba się jego zespołowi: „utrudnia im to pracę” – to dokładnie jego słowa.
Dyskomfort aborterów ma być dziś pretekstem do ograniczania konstytucyjnych wolności – do praktyk religijnych, do zgromadzeń i wolności słowa. Zamiast przestać zabijać dzieci, szpital chce wygnać spod okien ich obrońców.
Dziś widmo proaborcyjnej cenzury to już nie tylko media społecznościowe, platformy w Internecie czy aroganckie dyrektywy płynące z Brukseli. W Gdańsku chcą zdusić prawdę nawet na ulicy.
Jesteśmy w krytycznym momencie. Właśnie teraz władze szpitala na Zaspie sprawdzają, czy wobec ich bezprawnych działań będzie jakikolwiek opór. Bo może nie będzie i mogą sobie robić, co chcą…?
Dlatego z całego serca proszę Pana o podpisanie petycji do Dariusza Kostrzewy – Prezesa spółki Copernicus, która prowadzi lecznicę na Zaspie – aby zaprzestał bezprawnych działań na rzecz utworzenia tam strefy buforowej.
PS – Najbliższy Publiczny Różaniec na Zaspie 15 lutego o 12-tej – jak w każdą III niedzielę miesiąca. Do tego czasu potrzeba jak najwięcej podpisów pod petycją:
Bardzo proszę opodpis i podanie linku także innym osobom.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Stany Zjednoczone obejmą niemal całość niemilitarnej pomocy zagranicznej nowymi ograniczeniami. Z programów finansowanych przez USA zniknie wsparcie dla aborcji, ideologii gender oraz polityk DEI. Nowe regulacje mają wejść w życie 26 lutego 2026 roku
USA / fot. FreePik
Stany Zjednoczone wprowadzają daleko idące ograniczenia w niemilitarnej pomocy zagranicznej. Nowe regulacje wykluczają finansowanie aborcji, ideologii gender oraz programów różnorodności, równości i włączenia (DEI). Zmiany ogłosił Departament Stanu, publikując trzy akty obejmujące niemal całość tego rodzaju wsparcia.
Zapowiedź podczas Marszu dla Życia
Decyzję poprzedziła zapowiedź wiceprezydenta JD Vance’a wygłoszona podczas Marszu dla Życia w Waszyngtonie. Polityk mówił wówczas o „historycznym rozszerzeniu” Mexico City Policy – zasad wprowadzonych po raz pierwszy za prezydentury Ronalda Reagana, zakazujących finansowania organizacji promujących aborcję poza granicami USA.
Cztery dni później Departament Stanu przedstawił szczegóły regulacji. Ograniczenia obejmą wszystkie niemilitarne programy pomocy zagranicznej o łącznej wartości około 30 mld dolarów.
Aborcja, gender i DEI bez wsparcia
Nowe przepisy eliminują także finansowanie działań związanych z ideologią gender oraz politykami różnorodności, równości i włączenia. W dokumencie wskazano, że ideologia gender „zastępuje biologiczną kategorię płci koncepcją zmiennej, subiektywnej tożsamości”.
Regulacje zakazują wspierania m.in. warsztatów, wydarzeń czy produkcji filmowych promujących tę ideologię. Ograniczenia obejmą również pomoc bilateralną oraz agendy ONZ, które – aby otrzymać środki z USA – będą musiały wykluczyć z programów promocję aborcji, ideologii gender oraz DEI.
Popieramy solidne finansowanie autentycznej pomocy zagranicznej, która ratuje ludzkie życie i afirmuje życie, oraz z uznaniem przyjmujemy nowe polityki, które zapobiegają kierowaniu pieniędzy podatników do organizacji zajmujących się kolonizacją ideologiczną oraz promujących aborcję lub ideologię gender za granicą.
Wejście w życie i wcześniejsze cięcia
Nowe regulacje mają wejść w życie 26 lutego 2026 roku, o ile nie zostaną zablokowane na drodze prawnej. Ogłoszone zmiany nie obejmują obowiązujących grantów, które już wcześniej zostały znacząco ograniczone.
W 2025 roku anulowano 87 proc. dotacji nadzorowanych przez USAID – agencję rozwojową USA, która została następnie włączona do Departamentu Stanu.
“My jesteśmy populacją, cywilizacją, zatrutą. Korzyść z chorób przewlekłych, czyli dożywotniego leczenia, jest tak ogromna, że im się to opłaca.
Nie opłaca im się przekierować nauki w tę stronę, żeby znaleźć przyczynę choroby i czynniki ryzyka, wyeliminować je i wyleczyć pacjenta tak, żeby był zdrowy do końca życia.
Toksyny w żywności, toksyny w powietrzu, toksyny, które są wiązane z technologiami medycznymi (…) toksyny pochodzenia niejatrogennego, czyli pochodzące z zaleceń współczesnej medycyny”.
Jak pisałem w książce „Przewodnik po piekle”, wydanej w roku 2025, „nie milkną echa niedawnej wypowiedzi Donalda Trumpa o planach ‘zaopiekowania się’ Kanałem Panamskim i chęci zakupu Grenlandii, traktowanych z początku przez wielu z przymrużeniem oka, a chciałbym przypomnieć, że już w połowie ubiegłego roku pochylałem się nad tym zagadnieniem w jednym z felietonów.
Wyrażałem wówczas swoje spostrzeżenia na temat dokonującego się na naszych oczach przebiegunowania świata w odniesieniu do postępującej zmiany kierunków przepływu węglowodorów i transportu dóbr wszelkich w ogóle. Oczywiście, wszystko to ma ścisły związek z konfliktami zbrojnymi, a w dużej mierze wręcz wojnami, toczonymi w kilku regionach naszego globu. W ciągu półrocza nie tylko nie ustały, ale rozlewają się na coraz większe obszary.
W związku z tymi roszadami na geopolitycznej mapie świata, południowe trasy stają się coraz mniej opłacalne dla takich państw, jak Rosja czy Chiny. Z tego powodu, od dłuższego już czasu Rosja inwestuje w tzw. Północną Drogę Morską, wzdłuż rosyjskiego wybrzeża Arktyki. Rosjanie zapowiedzieli, że już w roku 2030 droga ta, która obecnie dostępna jest tylko dziewięć miesięcy w roku, będzie czynna dla ruchu między Atlantykiem i Pacyfikiem przez cały rok. Bardzo poważnie rozbudowują flotę lodołamaczy o napędzie atomowym, budują porty przeładunkowe i magazyny gazu.
Taki szlak skróciłby transport między Azją i Europą o 30%, a liczba korzystających z niego statków byłaby wielokrotnie wyższa od pływających dziś przez Kanał Sueski. Projekt ten ma też ogromne znaczenie militarno-strategiczne. Arktyka, to obszar wokół Bieguna Północnego, który obejmuje zarówno Ocean Arktyczny, jak i najdalej na północ wysunięte tereny tzw. „Arktycznej Piątki”, czyli Rosji, Kanady, USA, Danii i Norwegii. Jak wskazuje analiza waszyngtońskiego Instytutu Arktyki ‘podczas, gdy Arktyka tradycyjnie charakteryzowała się dobrą współpracą i niewielkimi napięciami, sytuacja ta ulega zmianie. Raport amerykańskiego Congressional Research Service (CRS) na temat Arktyki dowodzi, że Arktyka jest coraz częściej postrzegana, jako obszar geopolitycznej rywalizacji między USA, Chinami i Rosją’.
W ostatnich dniach grudnia 2023 roku amerykański Departament Stanu poinformował, że Stany Zjednoczone zamierzają rozszerzyć zewnętrzne granice swojego szelfu kontynentalnego. Według Wikipedii, „szelf stanowi podwodne przedłużenie kontynentów i wyznacza granicę ich powierzchni, jak również przybliżoną granicę wpływu morza na kontynent”.
Do sporu w tej sprawie doszło podczas sesji Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego – agendy ONZ zajmującej się zasobami w rejonie oceanów będących poza jurysdykcją państwową, która odbyła się w marcu 2024 roku, w Kingstone, na Jamajce. Rosyjski minister Spraw Zagranicznych wydał wtedy oświadczenie, według którego Rosja nie będzie uznawała powiększonych jednostronnie przez USA granic szelfu kontynentalnego, wbrew zasadom i procedurom ustalonym w 1982 r. przez Konwencję ONZ o prawie morza.
Zmiany te nie tylko redukują znaczenie i wpływ Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego, ale też zwiększają obszar amerykańskiego stanu posiadania o milion kilometrów kwadratowych. Co zrozumiałe, decyzja taka nie pozostaje bez związku z północnym szlakiem oceanicznym. Powstało tym samym kolejne, bardzo niebezpieczne zarzewie konfliktu i to w zupełnie nie zauważanej przez media Arktyce.
Należy też dodać, że od pewnego czasu Rosja i Chiny prowadzą zaawansowane rozmowy dotyczące perspektyw współpracy z krajami niearktycznymi z rozszerzonego składu BRICS dla określenia wspólnych interesów państw tego układu w zakresie logistyki w tym regionie, a co dla wielu osób może wydać się zaskakujące, programy polarne mają w swoim portfolio Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i Iran.
Wspominałem też, że „pomysł zakupu terenów Grenlandii Trump formułował już podczas swojej poprzedniej kadencji, co nie trafiło wówczas na podatny, nomen omen, grunt. Obecnie sytuacja się zmienia, ponieważ grunt z wolna mięknie. Oczywiście, w znaczeniu ściśle politycznym, bo w sensie geologicznym ponad 80% jego powierzchni nadal pokrywa lód, a pod nim kryją się niezliczone bogactwa naturalne. Amerykańskie media sugerują, co prawda, że właśnie o te pokłady mineralne toczy się gra, choć jest to przecież w tym wszystkim, by użyć adekwatnego określenia, zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Grenlandia, do roku 1953 była duńską kolonią, jednak od tego czasu wiele się tam zmieniło. W roku 1979 duński parlament przyznał jej autonomię, a trzy lata później mieszkańcy tej największej na świecie wyspy opowiedzieli się w referendum za wystąpieniem z Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, co stało się w roku 1985.
I tak, Grenlandia, w przeciwieństwie do Danii, nie jest dziś członkiem Unii Europejskiej, a choć historycznie i politycznie związana jest z Europą, to geograficznie znajduje się w Ameryce Północnej. W roku 2008, w wyniku kolejnego referendum, jej autonomia została poszerzona. Rządowi Grenlandii przekazano ponad 30 obszarów, w tym kwestie polityki morskiej, czy zasobów naturalnych. Zgodnie z projektem konstytucji, który opublikowano w kwietniu 2023 roku, Grenlandia zyskuje możliwość zawierania korzystnych dla siebie umów, na przykład o wolnym stowarzyszeniu, a jej elity mając świadomość rosnącego znaczenia na arenie międzynarodowej, pomimo braku spektakularnych sukcesów gospodarczych, próbują zwiększać swe wpływy polityczne w dyskusjach z Kopenhagą.
Dodać warto, że rdzenna ludność, czyli Inuici, stanowiący blisko 90% populacji, mają ścisłe więzi ze swymi pobratymcami z Kanady, co dodatkowo ogranicza potencjalne aspiracje strategiczne Unii Europejskiej wobec Grenlandii. Ponadto, Stany Zjednoczone od dawna mają już tam swoją bazę wojsk powietrznych z systemem wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi, z której korzysta również dowództwo amerykańskich sił kosmicznych.
W pierwszym tygodniu stycznia, w tej właśnie bazie w Thule, wizytę złożył najstarszy syn Donalda Trumpa i choć oficjalnie poleciał w ten rejon świata turystycznie, by nagrać przy okazji materiał filmowy do swego podcastu, to przecież moment, w którym to się stało, nie był dziełem przypadku. Donald Trump Jr jest już od dłuższego czasu prominentnym graczem w ruchu politycznym swego ojca. Prezydent -elekt nie krył zresztą tego umieszczając na swoim koncie społecznościowym nagranie samolotu z napisem TRUMP, lądującego w stolicy kraju – Nuuk, pośród ośnieżonych gór, z podpisem: ‘Don Jr. i moi przedstawiciele lądują na Grenlandii’. A później dodając, że ‘przyjęcie było świetne. Oni i Wolny Świat potrzebują bezpieczeństwa, ochrony, siły i POKOJU! To umowa, która musi dojść do skutku. MAGA. SPRAW, BY GRENLANDIA ZNÓW BYŁA WIELKA!’. Dla wzmocnienia efektu, Trump przeprowadził jeszcze rozmowę telefoniczną z mieszkańcami wyspy.
Najistotniejszym, w mojej opinii, jest aspekt militarny tej rozgrywki. I nie jest to nagły ‘wyskok’ Trumpa, jak chcieliby to postrzegać niektórzy, a konsekwentna realizacja amerykańskiej strategii, którą prezydent-elekt wykorzystuje umiejętnie dla celów politycznych. Już 1 października 2023 roku, zarządzanie wojskową bazą Thule, obecnie przemianowaną na Pituffik, przejęła grenlandzka firma Inuksuk. Jej nazwa, w języku Inuitów, to rodzaj znaku lub rzeźby zbudowanej z kamieni, która nie tylko ma znaczenie duchowe i jest wpisane w inuicką mitologię, ale służy przede wszystkim, jako punkt orientacyjny, czy drogowskaz kierujący do terenu łowieckiego. W największym skrócie oznacza ‘tu byłem’. A, zatem, firma zaznaczyła wyraźnie ten obszar jako inuicki, choć działający dla inwestora amerykańskiego. Waszyngton przeznaczył na potrzeby Grenlandii, w ramach kontraktu określonego na razie do roku 2035, blisko 28 miliardów koron duńskich (około 16 mld złotych).
Duński rząd ocknął się dopiero po ostatniej wypowiedzi Trumpa, w której po raz kolejny odwoływał się on do kwestii bezpieczeństwa i zaledwie w kilka godzin po niej duński minister obrony Troels Lund Poulsen ogłosił, że ‘Kopenhaga zainwestuje miliardy duńskich koron w poprawę obronności kraju’, jednak trudno zakładać, żeby Dania była zdolna konkurować na tym polu ze Stanami Zjednoczonymi.
Baza, która ma być rozbudowywana, służy Dowództwu Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej do wykrywania i przechwytywania pocisków rosyjskich w potencjalnym konflikcie z tym państwem. Będzie wkrótce największą siedzibą bombowców strategicznych i samolotów patrolowych P-8A Poseidon monitorującym ruchy rosyjskich okrętów podwodnych. Najprawdopodobniej, w związku z obecną sytuacją międzynarodową, Pentagon powróci też do koncepcji z lat 60. XX wieku, kiedy zakładano, w ramach projektu „Iceworm”, umieszczenie w lodowych tunelach Grenlandii 600 pocisków średniego zasięgu Minuteman, w wersji Iceman. Niewykluczone jest także rozlokowanie na wschodnich wybrzeżach Grenlandii hipersonicznych systemów rakietowych dalekiego zasięgu „Dark Eagle”, zdolnych do rażenia celów w rosyjskich regionach arktycznych, w Archangielsku, Krasnojarsku, czy Omsku. I o to toczy się gra”.
W świetle tych manewrów wokół Grenlandii lepiej można dziś zrozumieć chęć porzucenia przez Trumpa niektórych agend ONZ, jak choćby tych, które dotąd wiązały USA prawem morza. Ale, czy Amerykę stać będzie na odtworzenie na Grenlandii projektu „Iceworm”?
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18-tej Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
===================================
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach)modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata.
To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:
Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich.
Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców.
Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
[Ludzie się skarżą, że programy tłumaczące odmawiają tłumaczenia. Że takie anty-semitnictwo. Ależ – poproś GROK’a, on w paręnaście sekund daje wynik. Nie sprawdzam z oryginałem – „wierzę Grokowi” MD]
Poniższy transkrypt pochodzi z najnowszego wykładu prof. Aleksandra Dugina w programie Radio Sputnik Escalation Show:
Prowadzący Radio Sputnik, Escalation Show:
Departament Sprawiedliwości USA w końcu opublikował listy Epsteina: 3 miliony plików, które dziennikarze teraz aktywnie przeszukują. Niektóre rzeczy wyglądają strasznie, inne komicznie – zwłaszcza gdy pojedyncze nazwiska wyrywa się z kontekstu. Znaleźli tam Żyrinowskiego, Lenina, a nawet postacie z filmów i kreskówek.
Aleksandrze, w zeszłym roku wspominałeś, że Twoje imię pojawiło się w jednej z korespondencji. Jak podsumować całą tę historię i jak ją interpretować, skoro informacja rozchodzi się błyskawicznie zarówno w rosyjskich, jak i zagranicznych mediach?
Aleksander Dugin: Moim zdaniem nie należy bagatelizować tego, co się dzieje. Globalna sieć pedofilska zaangażowana w tortury, gwałty, morderstwa, a nawet kanibalizm i „czarne msze” właśnie została zdemaskowana.
Ta sieć obejmowała elity obu amerykańskich partii – od George’a Busha seniora po Baracka Obamę, Clintonów i Billa Gatesa. Ich własny udział, a także udział wielu europejskich liderów w tej strukturze został potwierdzony.
Wielu z nich teraz ustępuje, bo przynależność do wewnętrznego kręgu Epsteina i wizyty na jego wyspie to w zasadzie całkowita kompromitacja dla każdego polityka, postaci publicznej, naukowca, myśliciela, filozofa, ekonomisty czy biznesmena. W istocie – znajomość z Epsteinem, Ghislaine Maxwell i ich otoczeniem w jakiejkolwiek formie równa się przyznaniu do działalności przestępczej.To jest ekstremalnie poważne. Po pierwsze: najważniejsze jest to, że współczesna zachodnia elita jest tak zdegenerowana moralnie, że nikt na Zachodzie nie ma już prawa pouczać własnego społeczeństwa ani dyktować czegokolwiek innym narodom. Ci degeneraci – pedofilska, liberalna, globalistyczna elita – po prostu nie mają prawa otwierać ust. Uważam, że jest niemoralne prowadzić z nimi jakiekolwiek negocjacje albo siedzieć przy jednym stole z ludźmi splamionymi „listą Epsteina”. Ludzie, którzy szanują własną godność, nie mogą znajdować się w tej samej przestrzeni co ci, którzy tę godność jawnie depczą. To kwestia honoru: osoby z listy Epsteina całkowicie utraciły prawo do szacunku i możliwość kontaktów z przyzwoitymi ludźmi. W rosyjskim slangu kryminalnym jest na to określenie – byt’ zakontachennym – быть законтаченным „być skończonym”, „być całkowicie zdyskredytowanym”. Ludzie, którzy brali udział w wykorzystywaniu dzieci, są zdyskredytowani pod każdym względem. To pierwsze kolosalne wnioski. Teraz próbują trochę wyciszyć ten skandal, ale będzie on miał naprawdę tektoniczne konsekwencje.
Prowadzący: Czy zachodni politycy i urzędnicy naprawdę wyjdą z tego bezkarnie? Czy skończy się tylko na głośnych dymisjach, jak Peter Mandelson w Wielkiej Brytanii czy Miroslav Lajčák na Słowacji?
Aleksander Dugin: Nie mogę powiedzieć na pewno, ale pytanie brzmi: kto ich osądzi? Aby osądzić ludzi zaangażowanych w tak monstrualne zbrodnie przeciwko dzieciom, kobietom i niewinnym ludziom – w tym groźby pogrzebania pod polami Trumpa nieletnich dziewcząt, które próbowały protestować – musi dojść do rewolucji. Muszą pojawić się ludzie całkowicie wolni od jakichkolwiek kontaktów z tym środowiskiem. Okazuje się, że Musk i Bannon – nie wspominając o samym Trumpie – też są w to uwikłani. Trump jest całkowicie splamiony tym kręgiem, łącznie z pierwszą damą. Kto może ich naprawdę osądzić? Osądzenie ich to osądzenie całego współczesnego Zachodu i elit, które teraz rządzą światem.
Co więcej, to dwaj prominentni politycy – republikanin Thomas Massie i demokratka Ro Khanna – którzy nie mieli z tym nic wspólnego, zdołali przepchnąć decyzję o publikacji mimo oporu elit.
Trump kiedyś twierdził, że te dokumenty nie istnieją, a teraz okazuje się, że istnieją i stanowią wyrok na zachodnie elity. Jak ich osądzić, skoro oni sami są władzą? W takich sytuacjach ludzie zwykle szturmują Bastylię, dokonują zamachów stanu i wychodzą na ulice w gniewie. Jeszcze tego nie widać, ale to wystarczający powód do antyelitarnej rewolucji w USA i innych krajach. Nie znam precedensu w historii, żeby coś takiego uszło na sucho.
Druga obserwacja: wielu ludzi nie szło na wyspę Epsteina tylko po zaspokojenie perwersji. Szli tam jak na „dział kadr” światowego rządu – po to, by popełnić przestępstwo nagrane na kamerę i stać się obiektem szantażu. Bez tego „dossier” z wyspy nie da się wejść do elity.
To systematyczne zdyskredytowanie zachodnich polityków – konieczny „bilet” do władzy.Trzecia sprawa: centrum tej operacji. W plikach Epsteina duża część dokumentów nie dotyczy wcale gwałtów, tylko światowego rządu. Jest tam korespondencja o zamachach stanu w Rosji i na Ukrainie. Na Ukrainie plan się udał, Epstein był z tego zadowolony. W Rosji w 2012 roku planowano usunięcie Putina i zastąpienie go opozycją – wymieniani są m.in. Ilja Ponomariew i Aleksiej Nawalny. Pojawia się też moje nazwisko w kontekście konserwatywnych, tradycyjnych kręgów w Rosji, które popierają wielobiegunowość i odrzucają zachodnią hegemonię.
I tu wychodzi najstraszniejsza rzecz, która wywołała ogromny skandal w USA: za tym wszystkim stoi Izrael. Izraelskie służby specjalne kierowały i koordynowały całą tę działalność. Ojciec Ghislaine Maxwell był oficjalnym rezydentem Mossadu w USA. Wyłania się jasny obraz: Izrael używał kompromitujących materiałów do kontrolowania amerykańskiej, a być może światowej polityki. Ameryka uważała się za suwerenną, a Izrael za sojusznika – nagle okazuje się, że jest dokładnie na odwrót. To Izrael sterował polityką amerykańską poprzez szantaż.
W plikach Epstein i jego otoczenie otwarcie używają syjonistycznego, rasistowskiego języka: „Czy na imprezie będziemy tylko my, czy będą też ci cholerni goje?” Epstein odpowiada: „Niestety, goje też będą”. To jawny udział w syjonistycznym planie kontrolowania Zachodu. Wcześniej mówili o tym tylko marginalni teoretycy spiskowi – teraz Ameryka zobaczyła na własne oczy, że może być narzędziem w rękach małego państwa.To, co opublikowano, to dopiero połowa materiałów. Pojawiły się też (choć na krótko) dokumenty dotyczące samego Trumpa, Melanii, burmistrza Nowego Jorku, europejskich elit, rodziny królewskiej (w tym księcia Andrew) i ludzi z otoczenia Macrona. Elon Musk też tam był.
Prowadzący: Trump właśnie napisał na Truth Social, że nigdy nie był na wyspie Epsteina i nawet się do niej nie zbliżył – w odpowiedzi na żart Trevora Noah na gali Grammy. Czy ma sens teraz machać pięściami, skoro internet wszystko pamięta?Aleksander Dugin: Trump albo oszalał, albo jest całkowicie nieodpowiedzialny. W tej kadencji zmienił zdanie już tyle razy: najpierw obiecywał publikację akt, potem twierdził, że ich nie ma, a teraz – gdy je zmuszono do publikacji – mówi, że istnieją, ale on nie ma z nimi nic wspólnego. Czy można traktować poważnie taką osobę? Starszy mężczyzna uwikłany w takie sprawy ciągle kłamie i prowadzi nieprowokowaną agresję przeciwko suwerennym państwom. Jego słowa straciły wszelki sens. Jest częścią tej sieci i naturalnie będzie się wypierać oczywistości. Ale dokumenty zostały opublikowane na stronie Departamentu Sprawiedliwości i każdy może je sprawdzić.To bez wątpienia gigantyczny skandal, który prowadzi do logicznego wniosku: skoro wiemy już na pewno, że Ameryka jest kontrolowana przez Mossad i agresywny syjonizm, to właśnie teraz ma sens publikacja tych materiałów.(Tłumaczenie oddaje treść oryginalnego tekstu zamieszczonego na Arktos Journal – jest to głównie transkrypcja wypowiedzi Dugina z komentarzem redakcyjnym.)
Konflikt zbrojny na Ukrainie, wbrew medialnym doniesieniom i politycznym egzaltacjom polskiego establishmentu, nie jest pasmem zbrodni wojennych, a tym bardziej zbrodni ludobójstwa.
Według kolejnych wyliczeń ONZ, jest on wręcz przeciwnie – jedną z tych współczesnych wojen, w których straty wśród ludności cywilnej są relatywnie bardzo niskie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że po jednej z jego stron giną tysiące ludzi przymusowo wcielonych do armii, często poziomem swego przeszkolenia i wiedzy wojskowej wciąż bardziej przypominający cywilów, albo po prostu – znane od tysiącleci mięso armatnie.
Zimowe tygodnie w Kijowie i kilku innych ukraińskich miastach przynoszą nam jednak obrazki pozwalające sobie wyobrazić jak w istocie wygląda współczesna wojna, szczególnie z punktu widzenia ludności cywilnej. Na początku przerwy w dostawach energii elektrycznej były tylko nieco denerwującym elementem codziennej rzeczywistości. Dostawcy prądu starali się informować z wyprzedzeniem o tym, że w określonych godzinach nastąpią wyłączenia. Można było dostosować swoją aktywność czy działalność gospodarczą i zawodową do owych grafików. Kolejnym krokiem w kierunku katastrofy były coraz częstsze odstępstwa od wspomnianych grafików, czyli tzw. nieplanowane przerwy w dostawach energii elektrycznej. Z czasem chaos się pogłębiał, a wiarygodność ogłaszanych grafików nie była większa od długoterminowych prognoz pogody.
Aż nastąpił blackout, czyli długotrwałe, niezapowiedziane wyłączenia zasilania. System w końcu musiał odmówić posłuszeństwa, bo ataki dronowe i rakietowe na infrastrukturę energetyczną były regularne i systematyczne, zaś spora część środków przeznaczanych na ochronę i remonty uszkodzonych obiektów trafiała do przepastnych kieszeni skorumpowanych urzędników z bezpośredniego otoczenia Władimira Zełenskiego. To że ów blackout wydarzył się w mroźne, zimowe dni nikogo nie powinno dziwić – wszak system właśnie w takich okresach jest najbardziej przeciążony. Dziwić można się chyba jedynie, że katastrofa nastąpiła tak późno.
Jak wygląda życie w aglomeracji miejskiej pozbawionej prądu? Może trudno nam było sobie to wyobrazić, ale mamy teraz obrazki ilustracyjne z Kijowa i innych ukraińskich miast. Najpierw zamykane są kafejki, restauracje, bary i inne punkty usługowe. Pierwsi ofiarą upadku systemu energetycznego padają najubożsi – ci, których nie było stać na kupno drogich w eksploatacji agregatów prądotwórczych. Zamykane są zatem po kolei wszystkie małe biznesy, a w kolejce do upadłości stają również te średnie. Dotyczy to też w pewnym momencie punktów świadczących najbardziej niezbędne usługi. Nie mogą funkcjonować dłużej apteki, więc nie kupimy najbardziej potrzebnych lekarstw. Przestają docierać tak popularne przesyłki kurierskie – wszak nie mamy łączności internetowej i nie bardzo jest jak cokolwiek zamówić, a później to dostarczyć.
W końcu pozostajemy też często bez łączności telefonicznej, bo punkty, w których naładować możemy baterie telefonu są zbyt nieliczne, a w samochodzie nie mamy już paliwa i podczas kolejnych mroźnych nocy rozładował się nam akumulator. Zamykane są po kolei wszystkie okoliczne sklepy, w których robiliśmy zakupy. Zresztą już wcześniej nie mogliśmy w nich zapłacić kartą, a nie mamy gotówki, bo przecież okoliczne bankomaty od dawna nie są już czynne. Tymczasem w bloku, w którym mieszkamy, wyłączono ogrzewanie, bo przestała funkcjonować miejscowa elektrociepłownia. Przez siarczysty mróz popękały rury, w których wciąż była woda. Nie wiadomo jak długo potrwać może remont po tak poważnych uszkodzeniach.
W końcu władze miejskie ogłaszają, że powinniśmy wyjechać. Nie każdy ma jednak jak i dokąd się ewakuować. Ceny wynajmu mieszkań w regionach nieco mniej narażonych na skutki konfliktu są już wyśrubowane do maksimum. Zresztą, wielu ludzi boi się pozostawienia swych mieszkań i dobytku na pastwę szabrowników, którzy niechybnie pojawią się w wyludnionym mieście. Udajemy się zatem po gorącą herbatę i by naładować telefon do punktów interwencyjnych uruchomionych przez miasto. Niestety, tych jest zbyt mało, a wkrótce i one przestaną funkcjonować.
To nie hipotetyczny scenariusz, lecz wydarzenia ostatnich tygodni w ukraińskiej stolicy. Jeśli rzeczywiście Polska znalazłaby się w sytuacji konfliktu, to w XXI wieku nie będą przez nasze granice wkraczać wrogie armie i nie nadjadą czołgi nieprzyjaciela, na które rzucimy się z koktajlami Mołotowa. Nadlecą rakiety i drony, dla których bariery tworzone z taką pompą na naszych granicach za grube miliardy nie stanowią żadnej przeszkody.
Rozbudowane oddziały piechoty, obrony terytorialnej i nawet najlepiej wyposażone jednostki wojska nie będą w stanie zrobić kompletnie nic przeciwko hipersonicznym pociskom nadlatującym w najmniej oczekiwanych momentach. Wszyscy fani wojaczki z „odwiecznym wrogiem” powinni sobie w tych dniach bacznie śledzić obrazki z Kijowa i zapomnieć, że ich „bohaterskie” pohukiwania cokolwiek nam dadzą w chwili realnego ataku.
Aleksander Dugin o wiodącej roli izraelskich służb w systemie Epsteina
Materiały pokazują, że Epstein był przedstawicielem syjonistycznego rasizmu, który arogancko wyśmiewał ‚gojów’ (nie-Żydów uważanych za ‚podludzi’) uczestniczących w jego orgiach. W świetle obecnych wydarzeń w Strefie Gazy, syjonizm również definitywnie utracił wszelkie prawo do jakiejkolwiek legitymacji moralnej.
Aleksander Dugin
Przez dziesięciolecia po horrorze nazistowskiego holokaustu świat okazywał współczucie narodowi żydowskiemu. Teraz jednak ludzkość jest zszokowana tym, jak ten kult czci i pamięci o cierpieniach narodu żydowskiego został wykorzystany przez państwo Izrael i ogólnoświatową sieć syjonistyczną do zbudowania systemu globalnego szantażu i kontroli. Syjoniści odpowiedzieli na rasizm nazistów tą samą ideologią wyższości rasowej całej ludzkości (jest to najbardziej widoczne w Palestynie). I to jest prawdziwa eksplozja, szok dla amerykańskiego społeczeństwa.
Teraz różne siły polityczne zaczną manipulować tymi danymi. Demokraci, ci, którzy nie są uwikłani w dossier Epsteina, spróbują wykorzystać je przeciwko Trumpowi. Możliwe nawet, że niektórzy republikańscy aktywiści MAGA spróbują obalić Trumpa, rozumiejąc, że stary pedofil nie może poprowadzić Ameryki do wielkości i nie może być żadnym autorytetem moralnym. Demokraci mogliby poświęcić Billa Gatesa, Baracka Obamę, kilku perwersyjnych Clintonów i wielu innych przedstawicieli zamieszanych w orgie Epsteina, by obalić Trumpa.
Fakt, że materiały kompromitujące Trumpa pojawiły się na stronie internetowej jego własnej agencji, jest przez wielu uważany za dzieło Mossadu, próbującego wywrzeć na Trumpa presję, by ten przeprowadził bezpośredni atak na Iran, czego jak dotąd nie zrobił. Ale to szczegóły. W skali globalnej jest to całkowity upadek Zachodu, który przekształcił się w ramię lobby pedofilskiego.
W tym kontekście bardzo dziwne jest milczenie naszych mediów, mimo że w tych publikacjach nie ma żadnego ‚powiązania z Rosją’ (poza kilkoma mało znaczącymi postaciami, w tym prostytutkami, i rusofobicznymi uwagami osób w dossier). Wygląda na to, że ktoś wydał rozkaz, by nie robić zamieszania.
Jednak to wszystko wydaje się zupełnie nieistotne w porównaniu ze skalą otchłani, która pod względem ujawnionych zbrodni jest porównywalna z procesami norymberskimi przeciwko hitlerowskim nazistom.
Jedyna różnica polega na tym, że aby skazać dzisiejszych zbrodniarzy, ludzkość musiałaby w rzeczywistości podbić ten zbiorowy Zachód. Sami zboczeńcy nigdy nie okażą skruchy – uciekną się do globalnej prowokacji, wojny nuklearnej, a przynajmniej do wysadzenia Kapitolu, operacji pod fałszywą flagą, aby zatrzeć ślady.
W rzeczywistości to koniec Zachodu. Wraz z ujawnieniem akt Epsteina, ta cywilizacja przypieczętowała swój los. Ale jeśli my, cała ludzkość, nie pokonamy teraz tej szatańskiej elity, będzie ona nadal nami rządzić.
Tekst A. Dugina nie jest zbyt długi, więc dopiszę parę zdań dotyczących naszego podwórka. Otóż Tusk z Żurkiem będą badać aferę Epsteina. O co chodzi w tej operacji? – pyta i próbuje odpowiedzieć na to pytanie redaktor naczelny tygodnika ‚Do Rzeczy’Paweł Lisicki w 31-minutowym filmie-wideo:
Na stronie rządowej czytamy: „Rząd powołuje zespół analityczny w sprawie skandalu pedofilskiego w USA”. – Tusk nie dysponuje żadnymi nowymi materiałami w tej sprawie, ale będzie badał. Czytamy dalej na wskazanej stronie: „Istnieją również podejrzenia, że rosyjskie służby mogły współorganizować ten proceder. Sprawa ma więc istotne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”.
Wygląda to na PR-owe, nie pierwsze szczeniackie zagranie premiera III RP. Ale jest odzew w zachodniej prasie, np. BBC pisze: „Polska zbada potencjalne powiązania KGB ze sprawą Epsteina” (dodajmy, że nie istnieje dziś w Rosji KGB, lecz FSB). O co chodzi Tuskowi?
Chodzi o przesunięcie uwagi społeczeństw zachodnich z kompromitującej i niewygodnej prawdy o zachodnich elitach: 1) afera ukazuje gigantyczną degenerację tychże elit; 2) politycy i ogólnie ludzie sprawujący władzę są kontrolowani i inwigilowani przez Izrael, przedstawiany w mediach jako wzór i ostoja demokracji i przyczółek wolności na Bliskim Wschodzie. W sytuacji wieloletniej totalnej antyrosyjskiej propagandy w państwach zachodnich nadaje się Rosja idealnie do zrzucenia na nią winy.