Ostatni sen Europy przed upadkiem

Przebudzenie ze śpiączki

Anna Zollner

Ostatni sen Europy przed upadkiem

apolut.net/aus-dem-koma-erwacht-von-anna-zollner

Obserwatorium liryczne” Anny Zollner.

Co się zepsuło w USA? Właściwie nic. Zachowują się dokładnie tak, jak zawsze zachowują się imperia, gdy ich zenit minął, a ich upadek jest nie do zatrzymania. Nie moralnie wykolejeni, ale konsekwentnie napędzani logiką władzy. Drwią z zasad, bo zasady są przydatne tylko tym, którzy rosną w siłę. Upadające imperia nie mają już cierpliwości do maskarad. Otwarcie uciekają się do przemocy, bo mit już nie obowiązuje. Tam, gdzie mit się wali, zaczyna się surowy rozrachunek. A imperium nie żyje traktatami, nie moralnością, nie wartościami. Żyje mitem swojej niezwyciężoności. Dla własnych dzieci. Dla podbitych terytoriów. Dla tych, którzy mają wierzyć, że są częścią czegoś większego.

Dopóki ten mit działa, imperium zapewnia porządek, bezpieczeństwo, prawo i stabilność po podboju. Tworzy walutę zależności. Za pomocą tej waluty kupuje lojalność. Podbici stają się wspólnikami aparatu przemocy, nie z przekonania, lecz z konformizmu. Imperium deleguje swoją władzę tym, których kontroluje. Imperium prosperuje dzięki wyzyskowi swoich „partnerów”, którzy rozwijają syndrom sztokholmski i mylą swoje podporządkowanie z partycypacją. Stany Zjednoczone nie są wyjątkiem. Nigdy nie miały przyjaciół. Miały interesy. A te interesy zawsze były przede wszystkim amerykańskie. Ameryka przede wszystkim to nie styl polityczny, ale koniec udawania.

Upadek zaczyna się nie od nadmiernej ekspansji, ale od dezorientacji. USA przegapiły wzrost Chin, ponieważ strategicznie trzymały się Rosji. Dwie dekady ekspansji NATO, polityki zmiany reżimu, sankcji i retoryki eskalacji, podczas gdy Pekin zabezpieczał łańcuchy dostaw, technologie, surowce i rynki. Teraz w Waszyngtonie zaczyna się pojawiać zrozumienie. Za późno. Kraje BRICS nie podlegają już negocjacjom, lecz są strukturalnie usztywnione. Petrodolar, fundament amerykańskiej projekcji siły od lat 70., traci swoją wyłączność. Ci, którzy handlują ropą poza strefą dolara, nie będą już automatycznie karani. To nie jest drobiazg. To tektoniczne pęknięcie.

Co więc zrobić? Pragmatyzm zastępuje ideologię. Utrzymywać konflikty poniżej progu poważnej eskalacji. Zaangażować Rosję militarnie, związać ją gospodarczo i wykluczać moralnie. Nie pokonać ją, ale związać. Jednocześnie powstrzymać rosnących w siłę lub opornych partnerów. Europę, a przede wszystkim Niemcy. Jak? Zniszczyć dostawy energii, zaostrzyć zależności, zaangażować elity polityczne i wybrać kanclerza. Realizować interesy finansowe za pośrednictwem korporacji i funduszy oraz infiltrować ideologicznie poprzez partie, fundacje i organizacje pozarządowe. Atomizować społeczeństwo poprzez politykę tożsamości i ciągłą agitację. Podzielony kraj nie zadaje pytań. Podzielony kraj nie może organizować oporu.

To również wyjaśnia upadek Nord Streamu. Nie jako irracjonalny akt, lecz posunięcie strategiczne. Gazociąg był siłą napędową niemieckiej gospodarki. Tania, przewidywalna energia stanowiła decydującą przewagę konkurencyjną przemysłu. Wraz ze zniszczeniem Nord Stream ta geopolityczna przewaga została wyeliminowana. Kraj uprzemysłowiony zostaje celowo pozbawiony energii. Niemcy tracą, energia drożeje, a amerykański LNG zyskuje udziały w rynku.

Ta logika nie jest wiedzą tajemną; jest otwarcie artykułowana od lat. Wyciekły dokument strategiczny RAND Corporation zaleca systematyczne „nadmierne rozciąganie i destabilizację” Rosji – poprzez politykę energetyczną, sankcje, zaangażowanie militarne i konflikty zastępcze. Istota: osłabić Rosję gospodarczo, utrzymać ją pod okupacją militarną i potępić moralnie na arenie międzynarodowej – otwarcie akceptując straty gospodarcze dla Europy, a zwłaszcza dla Niemiec. Europa nie jest partnerem, lecz pionkami.

W tym kontekście Ukraina pełni rolę łącznika: posterunku wojskowego, dźwigni moralnej i strefy wiecznego kryzysu. Porozumienia mińskie nie służyły uspokojeniu Ukrainy, lecz – jak później otwarcie przyznano – jej ukrytemu dozbrojeniu. Dyplomacja jako sposób na zyskanie czasu.

Traktaty pokojowe jako środek odstraszający przed kolejną wojną. Jednocześnie wysocy rangą urzędnicy amerykańscy otwarcie przyznali się do lekceważenia interesów europejskich – „pieprzyć UE” nie było przejęzyczeniem, lecz opisem obecnej sytuacji. Niemcy miały za to zapłacić: drogą energią, dostawami broni, kosztami uchodźców i obciążeniem systemów zabezpieczenia społecznego.

Dodatek:

Prawdziwy charakter tego podejścia został później otwarcie potwierdzony. Angela Merkel przyznała, że ​​porozumienia mińskie nie miały być instrumentami pokoju, lecz służyły raczej zyskaniu na czasie – czasie na zbrojenia, szkolenia i przygotowania wojskowe Ukrainy. Mińsk nie był zatem nieudanym traktatem, lecz celowo złamaną obietnicą. Porozumieniem jako taktyczną pauzą, a nie rozwiązaniem. Dyplomacja stała się funkcją gospodarki wojennej, zaufanie – zasobem jednorazowego użytku. Zdrada mińska nie była awarią, lecz częścią architektury.

Rezultatem nie jest przypadek, lecz reakcja łańcuchowa: de-industrializacja, rosnące wydatki socjalne, presja fiskalna i erozja społecznej gospodarki rynkowej. Państwo opiekuńcze nie jest reformowane; jest ono demontowane geopolitycznie. Poświęca się lokalizację, aby ustabilizować imperium.

Następnie uwaga przenosi się na własną półkulę: Grenlandię, Kanadę, USA, Amerykę Środkową, Amerykę Południową. Stara doktryna Monroe’a, przemianowana. Wenezuela nie była aberracją, lecz próbą generalną. Surowce, strefy wpływów, zabezpieczenie dostępu. Samodzielna konsolidacja imperium. Jednocześnie wycofanie się z organizacji międzynarodowych, które imperium samo kiedyś stworzyło, by związać innych. Prawo międzynarodowe jest narzędziem zwycięzców. Gdy tylko zwiąże, staje się utrapieniem.

Zasady obowiązują tylko tak długo, jak długo są użyteczne.

Wenezuela idealnie wpisuje się w ten schemat. Kraj ten posiada największe na świecie potwierdzone złoża ropy naftowej i jest producentem od 1914 roku – na długo przed Arabią Saudyjską. W latach 30. i 40. XX wieku Wenezuela odgrywała dużą rolę dla Stanów Zjednoczonych, którą później przejęła Arabia Saudyjska. Przełom nastąpił wraz z nacjonalizacją i otwarciem na rosyjskie i chińskie firmy naftowe. Ropa naftowa spoza zachodniej strefy wpływów obniża ceny. To właśnie jest toksyczne dla amerykańskiej ropy wydobywanej metodą szczelinowania, która wymaga stale wysokich cen. Wenezuela nie jest problemem. Wenezuela jest zbiornikiem rezerwowym. Sankcje zastępują bezpośredni dostęp.

Co więcej, Wenezuela stanowi strategiczne zabezpieczenie na wypadek wojny z Iranem. Cieśnina Ormuz jest jednym z kluczowych wąskich gardeł światowej gospodarki: około 20 procent światowego handlu ropą przechodzi przez tę cieśninę.

Eskalacja militarna spowodowałaby nagły i poważny niedobór na rynku światowym, co doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen. Stany Zjednoczone pozostałyby strukturalnie nietknięte. Chociaż są obecnie największym producentem ropy naftowej na świecie, konsumują więcej niż produkują i nadal importują część swoich potrzeb. Niemniej jednak są niemal całkowicie samowystarczalne.

Szok cenowy ropy uderzyłby w Europę, a nie w Amerykę. Drastyczny wzrost cen ropy nie byłby dla USA zagrożeniem, a raczej korzyścią: ustabilizowałby kosztowną produkcję metodą szczelinowania hydraulicznego, a jednocześnie stworzyłby możliwość wprowadzenia wenezuelskiej ropy na rynek po wysokich cenach. Podczas gdy Europa musi radzić sobie z niedoborami energii, inflacją i deindustrializacją, Waszyngton skorzystałby na tym niedoborze.

Powojenny porządek ONZ z prawem weta to porządek z 1945 roku, dyktowany przez zwycięzców i zdominowany przez USA. Nigdy nie był neutralny, a jedynie funkcjonalny. Teraz stoi na przeszkodzie. Zastępuje go więc coś bardziej niezobowiązującego, bardziej mglistego: „porządek oparty na wartościach”. Wartości są podatne na zmiany. Wartości są zbywalne. Wartości mają ceny giełdowe. Moralność jest prywatyzowana, przemoc znacjonalizowana. Zasada siły nie powraca, ponieważ nigdy nie zniknęła. Po prostu nie jest już maskowana.

A Niemcy? Niemcy wciąż są naiwne. Przełknęły narrację o Wielkim Bracie, który utrzymuje pokój, prowadząc wojny. Wierzyły, że suwerenność można delegować.

Geopolitycznie zrujnowały swoje dostawy energii, ujawniły swój przemysł, moralizowały swoją politykę zagraniczną i tym samym uznały się za dojrzałe. Niemcy mylą posłuszeństwo z dojrzałością. Teraz stoją między frontami i nazywają to odpowiedzialnością.

Kolejna faza jest już widoczna. Rosja, Chiny i Indie wezmą to, czego potrzebują. Nie ze złej woli, lecz z logiki. Autarkia góruje nad moralnością. Dostęp góruje nad atrakcyjnością. Każdy, kto wierzy, że światem można rządzić za pomocą apeli, myli konferencje prasowe z władzą. Władza nie prosi. Władza bierze.

Konsekwencja byłaby oczywista, gdyby odważyć się powiedzieć o niej głośno. Europa musiałaby wyrwać się z uścisku II wojny światowej. Stać się suwerenną. Myśleć autonomicznie. Działać strategicznie. Koniec z obcymi wojskami jako gwarancją bezpieczeństwa, a jako ryzykiem. Rosja jako sąsiad, a nie jako narracja. Handel i zbliżenie zamiast romantyzowania państwa frontowego. Wolny rynek bez logiki blokowej. Wyjście z NATO w stronę defensywnego, europejsko-eurazjatyckiego sojuszu bezpieczeństwa, który chroni granice zamiast eksportować wojny. Neutralność to nie tchórzostwo, lecz szacunek do samego siebie.

Aby to jednak nastąpiło, Niemcy musiałyby zrobić porządki. Musiałyby zdemontować struktury, które systematycznie przedkładają interesy USA nad interesy Niemiec. Musiałyby zdemontować transatlantyckie think tanki, sieci wpływów i fundacje. Musiałyby zdemontować prasę, która w 90 procentach jest nośnikiem narracji, a nie stróżem prawa.

Patriotyzm musiałby zostać zrehabilitowany jako miłość do ojczyzny, a nie jako źródło podejrzeń. Ci, którzy delegitymizują ojczyznę, delegitymizują opór. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, nie zdradzają moralności, lecz suwerenności.

Jak na ironię, tę jasność zawdzięczamy bardzo rażącej polityce Donalda Trumpa. Jego całkowitej obojętności na europejskie sentymenty. Jego brutalnej szczerości. Wielki Brat nigdy nie był bratem. Zawsze był szkolnym tyranem z lepszymi działami PR. Teraz wszyscy to widzą. Nie dlatego, że jest uczciwy, ale dlatego, że nie stać go już na wyszukane przebranie. To jest sygnał ostrzegawczy. Pytanie tylko, czy Europa zareaguje, czy znów zaśnie.

Jeśli Europa znów zaśnie, zginie. Tym razem nie będzie żadnej szalupy ratunkowej. Żadnego Planu Marshalla. Żadnej pomocy z zewnątrz. Każdy, kto na tym etapie historii myli komfort z bezpieczeństwem, w zasadzie godzi się na własne samobójstwo.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 25 stycznia 2026 roku na stronie : apolut.net/aus-dem-koma-erwacht-von-anna-zollner

Ochrona WOŚP brutalnie napadła wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia. „Róbta co chceta” w praktyce.

Ochrona WOŚP brutalnie napadła wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia

Ochroniarze WOŚP przejęli od policji rzeczywistą kontrolę nad rynkiem w Rzeszowie i brutalnie napadli Martę – wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia. Napastnicy wykręcili jej rękę w barku tak, że z bólu nie mogła oddychać, a następnie obalili ją na ziemię. Marta przesiedziała na zamarzniętym chodniku 50 minut. Tak wygląda „róbta co chceta” w praktyce.

Video z napadu: https://stronazycia.pl/ochrona-wosp-napadla-marte-wykrecony-bark-i-50-minut-na-ziemi/

Wolontariusze Fundacji Pro-Prawo do Życia chcieli przeprowadzić pokojową akcję informacyjną na temat aborcji na rynku w Rzeszowie. W tym samym czasie miał się tam odbywać lokalny finał WOŚP. Gdy tylko działacze Fundacji pojawili się na miejscu, zostali napadnięci przez „ochronę” wynajętą przez WOŚP. Jak relacjonuje Marta, koordynatorka akcji:

„Na mojej drodze stanęło kilku wysokich mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, ubrani na czarno. Wszyscy schowali identyfikatory. Jeden z nich zaczął brutalnie na mnie napierać, próbując uniemożliwić mi marsz. W pewnym momencie zaczął używać bardzo niecenzuralnych słów.

Próbował mnie odwrócić brutalnym chwytem za ubranie. Potem z całej siły chwycił mnie za przedramię i wykręcił rękę w barku do tyłu. Z bólu nie mogłam oddychać. Próbowałam się wyrywać, ale ból sprawił, że z drugiej ręki wypadł mi statyw z telefonem. Mężczyzna z całej siły kopnął statyw, z którego telefon spadł na chodnik.”

Ochroniarze obalili Martę na ziemię. Jak dalej relacjonuje wolontariuszka Fundacji:

„Po wykręceniu mi ręki w barku z impetem usiadłam na zmarzniętym chodniku. W młodości złamałam kręgosłup więc jedynym wyjściem z tej bolesnej sytuacji było zrobienie czegoś, co uniemożliwi im jakikolwiek dalszy ruch. Agresor natychmiast mocnym uściskiem złapał mnie za lewe ramię powodując ból. Szarpał, ale ja się nie ruszyłam z miejsca. Prowokator napadu próbował niewybrednymi słowami zmusić mnie do wstania. Za mną, siedzącą na brudnym, zmarzniętym chodniku, co chwilę zmieniały się postacie zamaskowanych dryblasów. Przesiedziałam tak na tym chodniku 50 minut.”

Jak informuje Fundacja Pro-Prawo do Życia, policja odmówiła interwencji w tej sprawie. Wolontariusze usłyszeli od funkcjonariuszy, że policja nie ma wstępu na rynek, gdyż w tej chwili rządzą tam ochroniarze WOŚP.

Co więcej, inna wolontariuszka Fundacji po kilku godzinach od napadu usiłowała wejść na Rynek, aby skorzystać z toalety w pobliskiej restauracji. Odmówiono jej wejścia z powodu fundacyjnej koszulki z wizerunkiem dziecka rozwijającego się w łonie matki.

Siłową pacyfikację akcji Fundacji poprzedziła batalia urzędowo-prawna. Urząd miasta kilka razy blokował możliwość zorganizowania legalnego zgromadzenia w dniu finału WOŚP. Władze Rzeszowa od dawna prześladują wolontariuszy Fundacji Pro-Prawo do Życia i usiłują zablokować organizację pokojowych akcji informacyjnych i modlitw różańcowych.

Fundacja zamierza podjąć stanowcze działania prawne w sprawie napaści w Rzeszowie i pociągnąć sprawców do odpowiedzialności karnej.

Fundacja Pro-Prawo do Życia

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Lewicki konserwatyzm.pl/ostatni-niemiecki-blitzkrieg

Blitzkrieg to termin z dziedziny historii wojen i oznacza, w języku niemieckim, wojnę błyskawiczną, co odnosi się do metody prowadzenia działań militarnych, których skutkiem ma być szybkie przełamanie frontu i doprowadzenie do zwycięskiego rozstrzygnięcia całej wojny. Pomysł ten wywodzi się z niemieckiego sztabu generalnego i był wielokrotnie zastosowany przez armię Hitlera na początku drugiej wojny światowej. Potem wychodziło im to coraz gorzej i po przegranej wojnie wyglądało na to, że Niemcy przestały się bawić w Blitzkrieg, gdyż stały się mocarstwem moralnym, zajętym bardziej operacjami humanitarnymi, sprowadzaniem i dystrybucją migrantów, ratowaniem planety oraz podobnymi sprawami.
Tymczasem jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że Niemcy nie mogą się całkowicie uwolnić od tego czym skorupka wcześniej nasiąkła, chociaż bardziej wygląda to na parodię niż kontynuację wcześniejszych praktyk. Tak właśnie, jako parodię, czy bardziej jeszcze jako bóle fantomowe po dawno temu utraconej potędze,  należałoby ocenić ich ostatnią operację związaną z wysłaniem żołnierzy na Grenlandię. Chcąc zamanifestować swoje zdecydowanie, wolę działania i przyjęcie odpowiedzialności za europejską politykę, Niemcy pospiesznie wysłały na Grenlandię aż piętnastu żołnierzy ze specjalnej jednostki KSK Kommando Spezialkräfte. Ta nikła liczba to była i tak prawie połowa tego, co wysłały inne państwa, które chciały zademonstrować poparcie dla Danii w jej sporze ze Stanami Zjednoczonymi odnośnie przyszłości Grenlandii, gdyż cały ten mikroskopijny „kontyngent” składał się z około 30 żołnierzy.
Co do niemieckiego komponentu, czyli wspomnianej KSK Kommando Spezialkräfte, to warto przypomnieć, że w roku 2020  rozformowano jedną z czterech kompanii tworzących tę jednostkę, a to w związku z oskarżeniami o ekstremizm, udział w spisku i posługiwanie się nazistowskimi symbolami, w tym Hitlergruß. Jak na zbrojne ramię mające chronić niemiecką  „dojrzałą demokrację” i „moralne mocarstwo”, to nie wyglądało dobrze.

Tym niemniej, w związku z Grenlandią, można zaobserwować w Niemczech duże wzmożenie i dość powszechną akceptację do zaangażowania militarnego w tę sprawę, co wydaje się tym  dziwniejsze, że wcześniej sondaże wskazywały na bardzo dużą wstrzemięźliwość Niemców w kwestii angażowania się w pomoc dla państw zagrożonych agresją ze Wschodu, a nawet jeśli chodzi o  chęć obrony własnego państwa, czyli Niemiec. Sondaż przeprowadzony krótko po tym jak rozpoczął się kryzys na Ukrainie wskazywał, że aż 57 proc. Niemców  twierdziło, że nie zgodziłoby się na wysłanie niemieckich żołnierzy na pomoc Polsce czy państwom bałtyckim w razie agresji ze strony Federacji Rosyjskiej, a tylko 31 proc. poparłoby udzielenie takiej pomocy. Inny sondaż, z sierpnia ubiegłego roku, pokazał, że tylko około 16-17% Niemców zadeklarowało, że „zdecydowanie” byłoby gotowych bronić swojego kraju z bronią w ręku. Stąd jawi się obraz niemieckiego społeczeństwa jako głęboko niechętnego wszelkiemu militarnemu zaangażowaniu, szczególnie gdyby to dotyczyło starcia z siłami Rosji.
Teraz jednak, w obliczu narastającego kryzysu wokół Grenlandii, można zaobserwować jakby całkiem inny obraz niemieckich emocji, tym razem nakierowanych w stronę USA. Jak wynika z nowego sondażu Instytutu Forsa dla magazynu „Stern” aż 62 proc. Niemców opowiada się za militarnym wsparciem Danii przez Niemcy w przypadku zajęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, a tylko 32 proc wypowiedziało się przeciwko takim działaniom. Jak widzimy jest to całkowite odwrócenie deklarowanej reakcji w stosunku do ewentualnej agresji Rosji.

Bezstronny  obserwator musi sobie wobec tego zadać pytanie: kogo, w takim razie, Niemcy uważają za swojego głównego wroga? Patrząc na to co pokazują te sondaże, można odnieść wrażenie, że to USA są uważane za głównego wroga Niemiec, z którym, na dodatek, większość Niemców chce się konfrontować militarnie, choćby nawet na Grenlandii.
Takie podejście większości Niemców łatwo daje się wytłumaczyć jako odległy resentyment po dwóch przegranych przez Niemcy wojnach światowych, o których wyniku zadecydowało właśnie zaangażowanie USA. Także niemieckie nazistowskie elity miały takie samo podejście i jak wynika chociażby z dzienników Josepha Goebbelsa, do samego końca wojny karmił się on złudzeniami o możliwości zawarcia separatystycznego pokoju ze Stalinem, zaś za głównego wroga uważał USA.
Tymczasem jednak rzeczywistość boleśnie zweryfikowała niemieckie sny o przeciwstawianiu się USA na Grenlandii. Zaraz po tym jak  Niemcy wysłały tych swoich kilkunastu żołnierzy na Grenlandię, Donald Trump nieoczekiwanie zareagował i ogłosił, że państwa które w ten sposób się zaangażowały na Grenlandii zostaną od lutego objęte dodatkowymi cłami w wysokości 10 proc, która to stawka od czerwca zwiększy się do 25 proc. Trudno nie uważać  tej decyzji Trumpa za przyczynę tego co stało się potem, a mianowicie pospiesznego wycofania, po 44 godzinach pobytu, tej grupy niemieckich żołnierzy z Grenlandii. Wygląda na to, że Niemcy przebudziły się z króciutkiego snu o własnej potędze i wróciły do rzeczywistości. I tak to zakończył się ostatni niemiecki Blitzkrieg.

Stanisław Lewicki

Naukawcy: Koniec zim, jakie znamy. MEM-y VII.

—————————————————

To nawet durniom obiecuje, że sprowadzi pingwiny z Antarktydy?

———————————————-

—————————————————————————-

———————————–

——————————————

—————————————-

Żydzi Podpalają Patagonię

———————————————-

————————————-

———————

———————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Sterowanie pogodą. Nakrętki. MEM-y VI.

——————————-

—————————————————–

—————————————————-

—————————————-

—————————————–

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Kultura i jej rozwój. MEM-y V.

——————————————-

——————————–

———————————-

————————————-

[oczywiście autentyczne; sprawdziłem. md]

——————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Za „bezpieczeństwo” bekniemy. MEM-y IV.

———————————-


————————————————

—————————————————-

———————————————————————

[to nie tylko „brzmi”, ale jest absurdem. I dlatego mamy płacić md]

———————————————

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

A.M. Żukowska. Laryngolog też kosztuje. MEM-y III.

———————————————

———————————-

—————————————-

———————————————

—————————————–

————————————————–

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Słoniowate żyły na Grenlandii. MEM-y II.

———————————————

————————————–

—————————————————-

————————————————————-

——————————————————

—————————————————————-

——————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Trampkarz. MEM-y I.

———————————–

—————————————————

————————————————–

——————————————————

————————————————————-

————————————————

Cień Mossadu nad irańskimi protestami – czy izraelski wywiad sterował rewolucją

Cień Mossadu nad irańskimi protestami – czy izraelski wywiad sterował rewolucją w Iranie?

26/01/2026 cien-mossadu-nad-iranskimi-protestami-czy-izraelski-wywiad-sterowal

Źródło: AI Generated

W grudniu 2025 roku Iran ogarnęła fala protestów, która szybko przerodziła się w ogólnokrajowe powstanie przeciwko reżimowi teokratycznemu. Początkowo demonstracje wywołał dramatyczny spadek wartości irańskiej waluty – rial stracił 30-40% wartości w zaledwie tydzień. To, co zaczęło się jako protest ekonomiczny, szybko przekształciło się w bunt polityczny przeciwko władzom w Teheranie.

Skala protestów była bezprecedensowa – objęły wszystkie 31 prowincji Iranu. Demonstranci masowo przyjęli flagę z lwem i słońcem, używaną przed rewolucją islamską z 1979 roku, jako symbol oporu. W przeciwieństwie do wcześniejszych ruchów protestacyjnych, tym razem do demonstracji przyłączyła się klasa kupiecka „bazaari” oraz mieszkańcy tradycyjnie konserwatywnych regionów kraju.

Reakcja reżimu była brutalna. Władze wprowadziły całkowite odcięcie internetu i rozpoczęły krwawe represje. Według obserwatorów praw człowieka, liczba ofiar śmiertelnych wyniosła od 12 000 do 20 000 osób, a tysiące kolejnych zostało aresztowanych. Wśród zatrzymanych znalazło się ponad 800 osób, które władze irańskie określiły jako „agentów obcego wywiadu”.

W odpowiedzi na te wydarzenia, w połowie stycznia 2026 roku prezydent USA Donald Trump skierował grupę uderzeniową lotniskowca USS Abraham Lincoln na wody Zatoki Perskiej, grożąc „miażdżącą odpowiedzią” wobec Iranu. Napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy pojawiły się informacje o planowanych publicznych egzekucjach zatrzymanych „agentów”.

Jednak mimo wojennej retoryki i znaczącej mobilizacji wojskowej, Stany Zjednoczone niespodziewanie wycofały się z planowanego uderzenia na Iran. Trump później twierdził, że to jego ostrzeżenia zmusiły Iran do odstąpienia od egzekucji około 800 osób. Irański prokurator generalny Mohammad Jafar Montazeri stanowczo zaprzeczył tym twierdzeniom, nazywając je „całkowicie fałszywymi” i utrzymując, że nigdy nie planowano masowych egzekucji.

Analitycy wskazują na bardziej złożony obraz sytuacji. Według niektórych źródeł, protesty w Iranie nie były wyłącznie spontanicznym ruchem obywatelskim, ale zostały wzmocnione przez działania izraelskiego wywiadu Mossad. Premier Benjamin Netanjahu publicznie zachowywał ostrożne stanowisko, aby uniknąć potwierdzenia propagandy reżimu, jednak według doniesień, Mossad był głęboko zaangażowany w sabotowanie aparatu przymusu reżimu.

Emerytowany amerykański pułkownik Lawrence Wilkerson, były insider Pentagonu, stwierdził publicznie, że demonstracje zostały „przejęte głównie przez izraelski Mossad, w porozumieniu z CIA i MI6”. Według Wilkersona, agenci tych służb podszywali się pod cywilów, aby „zabijać, palić i plądrować”, finansując przemoc w celu przygotowania gruntu pod atak USA i Izraela.

Izraelskie media nieumyślnie przyznały, że Mossad pozostawił ślady operacyjne w Iranie, a jedna z analiz określiła powstanie jako „operację prowadzoną przez Mossad”. Szybka organizacja protestów, wykorzystanie zaawansowanych narzędzi komunikacyjnych i ukierunkowany sabotaż infrastruktury – takiej jak sieci energetyczne i instalacje naftowe – nosiły znamiona profesjonalnej pracy wywiadowczej.

Punkt zwrotny nastąpił, gdy Iran zagroził publicznymi egzekucjami schwytanych agentów. Analitycy twierdzą, że irańska groźba publicznego powieszenia agentów – co ujawniłoby sieć Mossadu – zmusiła USA i Izrael do odwrotu. „Iran zasadniczo powiedział Ameryce, że publicznie powiesi znaczną część sił Mossadu, jeśli zaatakujemy, więc wycofaliśmy się” – zauważył jeden z komentatorów.

Irański wywiad, podobno przy pomocy Rosji, złamał sieci komunikacyjne Mossadu, które budowano przez 60 lat. Ten przełom doprowadził do rozbicia całego systemu, powodując niemal natychmiastowe załamanie się zamieszek. Jak zauważył jeden z obserwatorów: „Gdy agenci zostali schwytani, zamieszki ustały. Dziwne, jak to działa”.

Sojusznicy z Zatoki Perskiej nalegali na powściągliwość, obawiając się szerszego konfliktu, podczas gdy Biały Dom powołał się na „bezpośrednią presję” jako powód wstrzymania egzekucji. Milczenie Izraela w tej sprawie jest wymowne; mając zagrożone aktywa, Tel Awiw prawdopodobnie naciskał na Waszyngton, aby się wycofał, przedkładając bezpieczeństwo operacyjne nad zmianę reżimu.

Ten epizod podkreśla schemat w asymetrycznej wojnie: agencje wywiadowcze jak Mossad doskonale radzą sobie z destabilizacją przez pośredników, ale ich demaskowanie odwraca dynamikę władzy. Protesty, dalekie od organicznych, zostały wzmocnione przez obcych agentów, aby stworzyć pretekst do inwazji. Kiedy Iran odwrócił sytuację, schwytał i zagroził egzekucją infiltratorów, analiza kosztów i korzyści uległa zmianie.

W styczniu 2026 roku USA wycofały się z irackiej bazy lotniczej i przeniosły osoby zatrzymane z Państwa Islamskiego z Syrii do Iraku, co dodatkowo wskazuje na szerszą zmianę strategii w regionie. Decyzja ta zbiegła się z wygaszeniem protestów w Iranie i deeskalacją napięć, co sugeruje, że Waszyngton zdecydował się na strategiczny odwrót.

„Rewolucja irańska” z przełomu 2025 i 2026 roku ujawniła skomplikowaną grę wywiadów, w której pozornie spontaniczne protesty społeczne stały się narzędziem w rękach mocarstw. Ostatecznie jednak to Iran, wykorzystując schwytanych agentów jako kartę przetargową, zdołał uniknąć bezpośredniej konfrontacji militarnej i zmusić USA do wycofania się z regionu.

Źródła:

https://www.jns.org/fact-vs-fiction-the-mossads-role-in-t…

https://www.britannica.com/event/2026-Iranian-protests

https://www.understandingwar.org/backgrounder/iran-update…

https://www.timesofisrael.com/mossad-chief-barnea-said-in…

https://www.fdd.org/analysis/2026/01/21/us-withdraws-from…

https://responsiblestatecraft.org/trump-iraq-withdrawal-2…

Oburzenie z ręką w nocniku

Oburzenie z ręką w nocniku

Zorard oburzenie-z-reka-w-nocniku

Wszyscy się zatrzęśli z oburzenia po tym jak Trump „umniejszał rolę sojuszników w Afganistanie”. I jak czytam te wszystkie wypowiedzi od oficjalnych do tych pisanych na Internecie przez ludzi to tylko się załamuję.

Wypowiedź Trumpa była niedyplomatyczna, chamska wręcz, ale… prawdziwa. Wystarczy przeczytać historię konfliktu w Afganistanie (Amerykanie dokonują inwazji, polski kontyngent pojawia się w ramach sił „stabilizacyjnych” teoretycznie po zakończeniu głównych walk). Największa liczba żołnierzy USA obecnych w Afganistanie to 90000, największa liczba polskich żołnierzy tam obecnych to 2600, poległo odpowiednio 2463 i 44 żołnierzy. Naprawdę uważamy, że bez tego wsparcia Amerykanie nie daliby rady, że ono było kluczowe dla powodzenia tej wojny (zresztą, dodajmy, ostatecznie przez USA przegranej)?

Pan Trump w swoim prostackim stylu właśnie powiedział nam gdzie jest prawdziwe miejsce Polski w tych wszystkich sojuszach i układach. Wdzięczność? Dajcie spokój… niby za co? Za oddziały, które stanowiły drobny procent całości sił? A poza tym w stosunkach z mocarstwami nie ma czegoś takiego jak wdzięczność. Tą mogą prywatnie odczuwać i wyrażać na prywatnych spotkaniach wojskowi, którzy tam ramię w ramię walczyli. Ale dla polityki państw nie ma to żadnego znaczenia. Jak ktoś ma jakieś wątpliwości to może sobie przypomnieć jak wyglądała wdzięczność Wielkiej Brytanii za wkład polskich sił na Zachodzie w II Wojnie Światowej – a był on nieporównywalnie większy niż znaczenie polskich misji w Afganistanie i Iraku.

Najwyraźniej NIC nie zrozumieliśmy z tej lekcji, nic a nic. Tak właśnie wygląda „stronger together” i „silni w sojuszach” w praktyce. Jak się zmienią interesy to sojusznik sobie pójdzie a my zostaniemi – zwłaszcza zaś sojusznik, który jest mocarstwem morskim, odległym i mającym zupełnie inne problemy niż Polska czy Ukraina.

Niestety, nawet wśród patriotów nadal trwa zaczadzenie chorymi ideami Towiańskiego, którymi Mickiewicz – głupiec ale niestety utalentowany poeta – skutecznie zatruł całe pokolenia Polaków. Polska jako „Chrystus narodów”, „danina krwi” i inne brednie tego rodzaju niestety nadal są żywe.

Jak na to patrzą Amerykanie najlepiej ujął pułkownik Douglas MacGregor w jednej z niedawnych rozmów:

„Ale wiele innych krajów NATO dołączyło do nas nie dlatego, że uważali, że to [inwazja na Afganistan] jest dobry pomysł, nie dlatego, że naprawdę popierali to, co tam robiliśmy, ale dlatego, że chcieli zachować naszą dobrą wolę, naszą przyjaźń. Siedziałem z wieloma polskimi oficerami i oni wprost mówili: wiesz, jesteśmy tu by krwawić z wami. A ja się pytałem: po co?

  • No, musimy krwawić z wami żeby scementować przyjaźń z Polską. A ja próbowałem im powiedzieć, że rozumiem teorię, która za tym stoi ale my jesteśmy bardzo daleko od Polski. I jeśli myślicie, że będziemy was ratować od przyszłych wrogów w regionie lub ludzi, których nie lubicie, nie ważne czy to będą Rosjanie czy Niemcy, Węgrzy czy ktokolwiek inny, to myślę, że cierpicie na urojenia. Nie sądzę żeby to nastąpiło. I do pewnego stopnia całe NATO jest w pułapce takiego myślenia.
  • Są w pułapce iluzji, że są jak Polska w 1939 roku i mówią „Nie lubimy Rosjan. Nie lubimy Niemców. Z nikim się nie będziemy dogadywać. Będziemy wrogiem dla obu. A będziemy tak postępować, bo Brytyjczycy obiecali nam pomóc.” Rozumiesz, to jest ta sama mentalność. Możemy zawsze pójść do Amerykanów a oni nam pomogą. My nie jesteśmy tym zainteresowani. Nigdy nie byliśmy. Nie jesteśmy teraz. I nie będziemy w przyszłości.”

Dla wyjaśnienia, emerytowany od 2004 roku pułkownik McGregor jest czołgistą, który osobiście brał udział w pierwszej wojnie w Iraku dowodząc jedną z większych czołgowych bitew. Jest typem żołnierza, którego jasność oglądu sytuacji sprawdziła się w boju ale niewyparzony język i mówienie wprost zamknęło możliwość awansu na stanowiska generalskie. Choć ewidentnie ma więcej klasy niż Trump i zdecydowanie mniejsze możliwości decyzyjne mówi co do zasady dokładnie to samo.

Zatem… nawet Amerykanin bez Polskich korzeni, patrzący niejako z boku widzi bezsens postawy i polityki jaką Polska uprawia. Ale nie Polacy. I martwią mnie tu nie tyle wypowiedzi zdrajców i marionetek pokroju naszych pożal się Boże mężyków stanu. Martwią mnie bardziej te spontaniczne, szczere wypowiedzi ludzi, które widzę w Internecie.

Ale czego się spodziewać po narodzie, który nadal czci idiotyczne Powstanie Warszawskie i który Józefowi Beckowi stawia pomniki zamiast zapisać go w pamięci powszechnej we frazie „głupi jak Beck”.

Pocieszać się można tylko, że Ukraińcy też okazali się głupcami i dali się wykorzystać w cudzym interesie ginąc setkami tysięcy – a teraz ich „sojusznik” sam im każde oddać Donbas i pewnie coś jeszcze.

Ale czy cudze nieszczęście może naprawdę pocieszać w obliczu własnej analogicznej głupoty? Przecież gdyby nasi zdrajcy dzierżący zewnętrzne znamiona władzy pogonili nas na Rosję to setki tysięcy poszłoby w to z pieśnią na ustach.

Módlmy się, żeby nam tego oszczędzono.

Spółki skarbu państwa, samorządy, instytucje, liberalne media, niemieckie dyskonty i lewaccy celebryci – Rekordowy Juras

Rekordowy Juras

Eksperyment filadelfijski


rekordowy-juras

Spółki skarbu państwa, samorządy, instytucje, liberalne media, niemieckie dyskonty i lewaccy celebryci – wszyscy oni wspierają Jerzego Owsiaka. I wspierają tak, że każdego roku biją finansowe rekordy, aby pokazać, że cała Polska stoi za swym Jurkiem. Świecko lewacka tradycja, wyznawana przez liberałów i rządzącą Polską krypto dyktaturę, ma wmówić społeczeństwu, że zasady znane z komunistycznej akcyjności ubrane we współczesny sztafaż, są tym, czego współczesny Polak potrzebuje najbardziej. Juras ze swoją orkiestrą ma stać się taką tuskowo lewacka marką, a media i społeczna inżynieria za cel obrały sobie wmówienie ludziom o lumpen proletariackiej i fornalskiej proweniencji, że danie dychy na Jurasa, nobilituje ich i obdarza splendorem.

Nikt im nie powie, że w rzeczywistości tą swoją dychą wpisują się w schemat bezrefleksyjnego, ograniczonego polactwa  o politycznej pamięci złotej rybki z gigantycznym deficytem wyższych cech obywatelskich i zdrowego rozsądku!

Jednak to nie na polactwie Juras trzepie największą kasę. To cały aparat państwowo samorządowy utrzymuje  jego Orkiestrę. Uspołeczniania koszty wszelkich tych owsiakowych imprez, czyli przerzucając je na obywateli zaś zyski przekazując prosto do łapy Owsiaka. Ja też bym tak chciał, aby jakiś samorząd przygotował mi scenę, orkiestrę i śpiewaków, a ja skasował bym za bilety. Taki jest właśnie modus operandi całej tej orkiestry – koszty dla nas,  zyski  dla Jurasa.

W całej tej owsiakowej hucpie duży udział mają różnego rodzaju sieci handlowe dające owemu synowi milicjanta swoją przestrzeń handlową, puszki i konkretne wpłaty na Orkiestrę. Wszystko w ramach poprawności politycznej, wszystko w imię dobrych stosunków z owsiakowymi mocodawcami oraz w ramach wsparcia liberalno lewackiego przekazu.

Te same markety nigdy nie wspomogą Caritasu, a święta Bożego Narodzenia nazywają „tymi świętami” i doją nas grając na świątecznej nucie. Dokładają się do tego także celebryci im bardziej zmanierowani i zepsuci tym bardziej nakręceni, a media, dla których władza tych, którzy rozkazują Owsiakowi jest ich być albo nie być, wciskają nam owa „owsiakowość” z siłą kafaru!

I tylko przyzwoitego człowieka to brzydzi i z chęcią, w takim Lidlu czy Biedronce, ryknąłby na cały głos ” kumple Żurka zbierają na Jurka” tylko, że wstyd mi za jednego i drugiego!

Pfizer żąda w sądach 6 miliardów za nieużyte, ale jawnie szkodliwe szpryce

Na zdjęciu: grupa prawników,

która w tym tygodniu

przez trzy dni przekonywała sąd,

Grzegorz Płaczek

25 stycznia 2026, ewinia neon24

Dlaczego Polska ma zapłacić amerykańskiej korporacji 6 miliardów złotych.

Pozew przeciwko Polsce złożył koncern Pfizer. Rozprawa nie była tajna – a mimo to żadne „niezależne” polskie media nie pojawiły się na sali. Szkoda, bo – jak wiadomo – Pfizer domaga się od Polski tej gigantycznej kwoty za zamówione, ale do dziś nieodebrane, szczepionki przeciw COVID-19. Na sali padło tyle zaskakujących informacji, że aż włosy stają dęba.

Oto kilka z nich:

Negocjacje bez poinformowania Polski?

W 2021 r. Ursula von der Leyen miała przystąpić do negocjacji z Pfizerem zanim w ogóle poinformowano polski rząd o ich rozpoczęciu. To tylko potwierdza, że Komisja Europejska potrafi traktować Polskę jak petenta czy idiotę– podejmować decyzje tak, jakby zarządzała naszą polityką zdrowotną i naszymi finansami. W Brukseli nikt nas o nic nie pytał; nie było nawet formalnego powiadomienia o rozpoczęciu rozmów. Absurd i skandal. Co bulwersujące, prawnicy Pfizera stwierdzili, że gdy już Polska została poinformowana o trwających negocjacjach – nie zgłosiła żadnego sprzeciwu wobec sposobu prowadzenia tych negocjacji. Dlaczego nie było sprzeciw? Do dziś nie wiadomo.

„Problemy z bezpieczeństwem” AstraZeneca i Johnson&Johnson – a komunikaty polskiego rządu

Pfizer przyznał, że w przypadku szczepionek AstraZeneca i Johnson&Johnson (Janssen) w 2021 r. (cyt.) „pojawiały się problemy z bezpieczeństwem” i że (cyt.) „szczepionki były niewłaściwe”. Tymczasem w tym samym czasie minister Dworczyk uspokajał opinię publiczną słowami:
gdyby pojawiły się jakiekolwiek przesłanki potwierdzone medycznie, że którakolwiek ze szczepionek może być niebezpieczna dla zdrowia pacjentów, podjęlibyśmy natychmiastowe działania; dzisiaj takich przesłanek nie ma”.
Z kolei minister Niedzielski przekonywał, że (cyt.) „jednodawkowa szczepionka Johnson & Johnson zapewnia 100% ochrony przed hospitalizacją i zgonem [sic !! zapewnia więc nieśmiertelność !! msd] od 28. dnia po szczepieniu”.
A przecież wiemy, że było inaczej – po zaszczepieniu ludzie ciężko chorowali i umierali na COVID-19. Czy to możliwe, że rząd kłamał? Gdzie było WHO ??!

„Nie ma szkody dla budżetu”

Pfizer zeznał, że w konsekwencji zakupu szczepionek przez Komisję Europejską (cyt.) „nie ma szkody dla budżetu Europy i Polski”. Brzmi to co najmniej dziwnie, bo eksperci wskazują, że marże przy cenie 19,5 EUR za dawkę miały być nadprzeciętne. Do dziś nie wyjaśniono afery wokół ustalania warunków zakupu przez Ursulę von der Leyen – w tym komunikacji z prezesem Pfizera przez komunikator. Wiadomości ostatecznie zniknęły z telefonu szefowej Komisji Europejskiej.
Opierając się na publicznych danych finansowych Pfizera, szacuje się, że zysk netto na jednej dawce szczepionki mRNA mógł wynosić minimum 4 EUR (a niektórzy wskazują na znacznie wyższy zysk!). Przy zamówieniu 900 mln dawek oznaczałoby to potencjalny zysk rzędu 3,6 mld EUR, czyli około 16–17 mld zł netto!

I to nadal ostrożna ocena. Pytanie – czy chodziło o ratowanie świata, czy o wielki biznes ? Pfizer zeznał, że przy przedłużaniu umowy, Komisja Europejska ustaliła kolejną cenę na poziomie… 19,5 EUR za dawkę, a Polska znała tę wyższą cenę i „nie sprzeciwiła się”. Dlaczego Polska milczała ? To pytanie również pozostaje bez odpowiedzi.

Oddawanie dawek do COVAX

Koncern potwierdził również w belgijskim sądzie, że Pfizerowi zależało (cyt.) „żeby wyszczepić ludzi”, a jeśli jakiś kraj nie chciał zakupionych szczepionek, mógł zapłacić i… oddać je bezpłatnie do COVAX.

I tutaj też zaczyna robić się ciekawie, bowiem COVAX to międzynarodowa inicjatywa działająca w latach 2020–2023, której głównymi filarami były: WHO, Gavi i CEPI. O WHO – organizacji, wokół której od lat toczy się dyskusja o wpływach wielkich korporacji farmaceutycznych – nie trzeba się tu rozwodzić. Gavi to sojusz, który skupia między innymi WHO oraz… Fundację Billa i Melindy Gatesów. Natomiast CEPI to partnerstwo publiczno-prywatno-filantropijne, które między innymi utworzyła… Fundacja Billa i Melindy Gatesów oraz World Economic Forum – znane z Davos.

Pozostawiam ten wątek bez komentarza – niech Polacy sami ocenią ten mechanizm.

Zerwanie umowy bez wiedzy Prokuratorii Generalnej ?

I wreszcie: minister Niedzielski miał podjąć decyzje prowadzące do złamania/zerwania umowy z Pfizerem bez konsultacji z Prokuratorią Generalną. Trudno jednocześnie uwierzyć, że mogło to się stać bez wiedzy i akceptacji ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego. Jak mogło do tego dojść – nie wiem. Może ktoś pomoże ten absurd wytłumaczyć ?

Jedno jest pewne: jeśli Polska realnie stoi dziś przed ryzykiem zapłaty 6 mld zł i ktoś powinien za to odpowiedzieć. Winni powinni stanąć przed polskim sądem za narażenie Skarbu Państwa na tak gigantyczne ryzyko finansowe.

Tymczasem premier Donald Tusk zachowuje się tak, jakby problemu nie było. Pytanie brzmi: dlaczego – i czyich interesów broni taką postawą ?

Grzegorz Płaczek

Amerykanin w Donbasie. Film.

Notes from an American in Donbass

American journalist Tofurious Maximus Crane travelled to Donbass alongside military correspondants. On their very first day, the group found themselves under Ukrainian shelling at a local café. When Tofurious witnessed NATO shells striking civilians, he couldn’t hold back his tears and began apologising for his country. Now, he believes his

https://en.rtdoc.tv/films/743-notes-from-an-american-in-donbass

Archeolodzy potwierdzają biblijny opis zniszczenia Sodomy i Gomory przez ogień z nieba [asteroida]

Archeolodzy potwierdzają

biblijny opis zniszczenia

Sodomy i Gomory

Eksplozja 1000 razy większa niż bomba atomowa

2/01/2024 chrzescijanin.pl/eksperci-potwierdzaja-biblijny-opis-zniszczenia-sodomy-i-gomory

wzgórza
Zdjęcie poglądowe

Archeolodzy i teolodzy współpracują, aby przeanalizować ostatnie odkrycia i wyjaśnić, co stało się ze starożytnym miastem Sodoma, o którym mowa w biblijnej Księdze Rodzaju w w Starym Testamencie.

Dr John Bergsma, profesor teologii na Uniwersytecie Franciszkańskim Steubenville w stanie Ohio, uważa, że dowody odkryte w Tall el-Hammam w południowej Dolinie Jordanu mogły powstać po eksplozji ogromnej skały kosmicznej – poinformował magazyn „Relevant”.

Nagłe zniknięcie Tall el-Hammam około 3 600 lat temu od dawna jest dla archeologów tajemnicą. W ruinach miasta nie ma śladów długotrwałego oblężenia wojskowego lub konfliktu. Jednak, jak podaje „Relevant”, pewne ślady wskazują na inną przyczynę katastrofy.

Bergsma zwrócił uwagę na ślady ekstremalnie wysokiej temperatury na fragmentach ceramiki, pozostałościach ludzkich szkieletów i innych artefaktach. Tego typu zniszczenia powstałe w wyniku gorąca mogą być skutkiem wybuchu nad miastem gigantycznej asteroidy, co przypomina opis z Księgi Rodzaju 19:24-25 w Starym Testamencie:

„Wtedy PAN spuścił deszcz siarki i ognia od PANA z nieba na Sodomę i Gomorę. I zniszczył te miasta, całą tę równinę i wszystkich mieszkańców tych miast, a także roślinność tej ziemi”. (UBG)

Dowody wskazują, że doszło do nagłego, niszczącego wydarzenia związanego z wysoką temperaturą. „Smithsonian Magazine” doniósł, że pochodzące z miejsca zdarzenia fragmenty ceramiki noszą zewnętrzne ślady stopienia, przy czym wewnątrz są nietknięte.

Co więcej, skorupy ceramiczne znalezione w Tall el-Hammam były pokryte tzw. trynitytem. To szklana substancja powstała w wyniku testu plutonowej bomby atomowej Trinity, wykonanego 16 lipca 1945 roku w pobliżu Alamogordo w Nowym Meksyku. Szkło składa się głównie z piasku arkozowego zawierającego ziarna kwarcu i skalenia, stopionego przez wybuch atomowy.

Według „Relevant”, obecność trynitytu przemawia za teorią, że na obszarze doszło do wydarzenia związanego z wysoką energią i temperaturą, jak ogromny wybuch lub uderzenie asteroidy.

W wywiadzie dla magazynu Bergsma powiedział też o unikalnym, groteskowym stanie ludzkich szczątków na miejscu wykopalisk.

„Ludzkie szkielety są kompletne od dołu do około połowy kręgosłupa, po czym widać tylko znak przypalenia i dalej w górę ciała nie ma już nic” – opisał. „Znaleziono mocne dowody, że na pewnej wysokości, około 25 stopni nad horyzontem doszło do wybuchu związanego z ogromną temperaturą, który spalił dwa bliźniacze miasta leżące po jordańskiej stronie rzeki”.

Niszcząca siła kilka razy większa od eksplozji syberyjskiej

Steven Collins, dziekan Wyższej Szkoły Archeologii na Południowo-zachodnim Uniwersytecie Trinity i naczelny archeolog w Tall el-Hammam wysnuł teorię, że powietrzny wybuch nad miastem mógł być nawet większy od Katastrofy Tunguskiej z 1908 roku, w której eksplozja asteroidy nad odległymi obszarami Syberii spowodowała rozległe zniszczenia – informuje „Relevant”. Wybuch nad miastem mógł wiązać się z zużyciem o większej ilości energii, niż zrzucenie pierwszej bomby atomowej na Hiroszimę w Japonii w 1945 roku.

Według NASA, 30 czerwca 1908 roku, w atmosferę ziemską weszła asteroida, która eksplodowała w powietrzu nad Syberią. Miejscowi świadkowie zamieszkujący rzadko zaludniony obszar mówili, że widzieli kulę ognia i słyszeli potężny wybuch. Zgłaszali też ogromne pożary lasów i mówili o powalonych drzewach w promieniu wielu mil. Z powodu znacznego oddalenia, wydarzenie zwróciło niewielką uwagę. Chociaż pierwsza wyprawa naukowa dotarła tam dopiero w 1927 roku, znaleziono wiele dowodów zniszczenia przez asteroidę, wywołanego falą uderzeniową i wysoką temperaturą powietrznej eksplozji.

Jak donosiło CBN News, Collins był współautorem pracy naukowej, w której potwierdzono zniszczenie miasta przez „wydarzenie termiczne”.

„Gwałtowna pożoga, która zmiotła Tall el-Hammam, zostawiła po sobie stopioną ceramikę, zwęglone fundamenty oraz kilka stóp pyłu i szczątków zniszczenia ubitych w ciemnoszarą formę, jak w sztuce kuchennej Cuisinart” – zauważył.

W innej, wspólnie napisanej pracy naukowej, archeolodzy Phillip J. Silvia i Collins stwierdzili: „Dowody fizyczne z Tall el-Hammam i sąsiednich obszarów pokazują oznaki wysoko niszczącego wydarzenia uderzeniowego i termicznego, jakiego można się spodziewać w opisie Księgi Rodzaju 19”.

W opracowaniu autorzy postawili wniosek, że Sodoma i Gomora zostały zniszczone w wyniku powietrznego wybuchu meteorytu.

Praca pierwotnie opublikowana w 2021 roku w magazynie „Nature Scientific Reports” i uaktualniona w maju 2023 roku, wspiera teorię Collinsa, że wydarzenie, do którego doszło nad starożytnym miastem, było „znacznie potężniejsze w mocy, niż Katastrofa Tunguska”.

Bomba zrzucona na Hiroszimę liczyła 15 kiloton energii, co odpowiada mocy wybuchu 15 000 ton trotylu. Zniszczenia spowodowane przez Katastrofę Tunguską obliczono na 5 megaton lub 5 milionów ton trotylu.

Posługując się komputerem w celu analizy danych zebranych na miejscu katastrofy, autorzy opracowania zasugerowali, że siła zniszczenia w Tall el-Hammam mieściła się w zakresie co najmniej 15 megaton, co oznacza moc wybuchu 15 milionów ton trotylu.

W Księdze Rodzaju 19:27-28 znajduje się opis skutków katastrofy w Dolinie Jordanu:

„Abraham zaś wstał rano i udał się na to miejsce, gdzie stał przed PANEM. Gdy spojrzał w stronę Sodomy i Gomory, i całej ziemi tej równiny, zobaczył, że dym unosił się nad tą ziemią jak dym z pieca”. (UBG)

Uderzenie przyniosło spore ilości soli, wydarzenie historyczne

Wybuch powietrzny o potężnej sile rażenia przyniósł spore ilości soli, co znowu kieruje do relacji z Księgi Rodzaju 19, gdzie czytamy o żonie Lota, która zamieniła się w słup soli – podaje „Relevant”.

„I gdy wyprowadzili ich stamtąd, on powiedział: Uciekaj, abyś ocalił swoje życie. Nie oglądaj się wstecz, ani nie zatrzymuj się nigdzie na tej równinie. Uciekaj na górę, abyś nie zginął” – Księga Rodzaju 19:17 (UBG).

„Wysoki nacisk uderzeniowy doprowadził do wyrzutu soli” – powiedział w rozmowie z „Relevant” James Kennett, emerytowany profesor nauki o ziemi na Uniwersytecie Kalifornijskim. „Uderzenie mogło częściowo objąć Morze Martwe, które jest bogate w sól”.

W wywiadzie dla „Relevant” Bergsma wyraził przekonanie, że odkrycia archeologów wyjaśniają, co stało się z biblijnymi miastami Sodomą i Gomorą.

„To naprawdę zmieniło moją perspektywę na mapę Starego Testamentu, zwracając uwagę na fakt, że coś, co wydaje się zbyt dziwaczne, by mogło być historią, w rzeczywistości okazuje się wydarzeniem historycznym” – powiedział.

Archeolodzy posługują się zapisem Księgi Rodzaju, by określić lokalizację

Jak relacjonowało CBN News w lipcu zeszłego roku, w odcinku „The Rosenberg Report”, Collins opowiedział Joelowi C. Rosenbergowi, jak on i jego zespół znaleźli w Jordanii biblijne miasta.

Collins powiedział, że posłużył się opisami biblijnymi jako wskazówkami, by znaleźć lokalizację miast, skupiając swoje badania na Dolinie Jordanu.

Zaczynając z tego miejsca, Collins posłużył się wskazówkami z Biblii, m. in. odniesieniem z Księgi Rodzaju 13:10:

„Wtedy Lot podniósł swe oczy i zobaczył, że cała równina nad Jordanem była dobrze nawodniona – zanim PAN zniszczył Sodomę i Gomorę – jak ogród PANA, jak ziemia Egiptu, aż do Zoar”.

„Właściwe pytanie, jakie należy zadać w lokalizacji Sodomy, brzmi: Gdzie stał Lot, gdy podniósł oczy i zobaczył, że cała równina Jordanu była dobrze nawodniona? Było to Betel i Aj” – wyjaśnił Collins.

Autor: Steve Warren Źródło: CBN

ŻUL czy KUL? Oto jest pytanie.

ŻUL czy KUL? Oto jest pytanie.

Zaskoczyła i ucieszyła naszą redakcję wieść, że kultywowanie talmudycznego kultu w imieniu uniwersytetu lubelskiego im. Jana Pawła II przez akademicką grupę judaizantów w końcu spotkało się z reakcją (późno bo późno ale zawsze coś), sprzeciwem i potępieniem od wielu pracowników naukowych i studentów. Ośmieszanie i podrywanie autorytetu uczelni przez oficjalne i nagłośnione medialnie praktykowanie pogańskich obrzędów sprawiło, że już od wielu lat nie nazywaliśmy lubelskiej uczelni KUL-em ale ŻUL-em. Spolegliwość wobec żydostwa ośmieszała i podrywała autorytet uczelni tradycyjnie nazywanej „katolicką”. Ale miało to bardzo poważne poza symbolicznymi konsekwencje: powodowało wyrzucanie pracowników naukowych za „antysemityzm”, cenzurowanie wolności naukowych badań i twierdzeń, dyskryminacja i likwidacja nauki broniącej doktryny, obyczajów, liturgii katolickiej, fałszerstwa i przemilczanie faktów historycznych, by wiedzę historyczną nagiąć do żydowskiej dominacji ideologicznej nad doktryną katolicką. Przykładem żydowskich szykan wobec polskiej nauki jest los ks. prof. Tadeusza Guza, wobec którego judaiści talmudyczni rozpętali kilka lat temu istne medialne piekło, mające go zdyskredytować, pozbawić dobrego imienia, zniszczyć naukowo. Żydostwo i towarzystwo fałszywych ekumenistów czyniło to politycznie i medialnie, oraz podporządkowanymi żydostwu mediami, gazetami, artykułami w internecie a także pozwami sądowymi. Trzeba wspomnieć o wyrzuceniu wiele lat temu z KUL-u dr. Stanisława Koczwary za „antysemityzm”, który za mówienie prawdy niejednokrotnie był prześladowany, a nagonka żydostwa spowodowała, że został usunięty z KUL-u i obecnie jest profesorem na wileńskiej uczelni, przez co Polska i Lublin straciły jedną z największych indywidualności nauk humanistycznych, wierzącego, odważnego kapłana i rzetelnego naukowca i profesora. Wiemy skądinąd, że nie są to jedyne ofiary poprawności politycznej, których zniszczyły, pozbawiły stanowisk na KUL-u środowiska judaizatorów.

Musiało to być bolesne dla osób, które KUL wybierały na swą uczelnię mając katolicką wiarę i na tyle wiedzy i uczciwości, że umiały rozpoznać żenujący upadek manifestujący się przez publiczne karanie i poniżanie katolików, Polaków, naukowców, przeprowadzane przez lubelskich, wysoko postawionych judaizatorów na stanowiskach, również uczelnianych i hierarchicznych. Akty te były przeprowadzane na życzenie bezczelnych talmudystów przez tchórzliwych urzędników uczelni, którzy najczęściej usprawiedliwiali się możliwością utraty dotacji rządowych i „dziwnych” dotacji organizacji i fundacji pozarządowych.

Poniżeniem Polaków było w minionym roku wyrzucenie wydawnictwa Capital przez rektora KUL-u z organizowanych na uczelni Targów Wydawców Katolickich, z powodu obecności na nich książki Ks. dr Stanisława Trzeciaka, zwanego przez Gazetę Wyborczą „czołowym antysemitą”. Opinię publiczną w Polsce zbulwersował fakt, że usunięto stoisko niewygodne dla judaizantów, choć nie przeczące historycznej i naukowej prawdzie. Czy to gazeta żydowska dla Polaków ma decydować o tym, co prezentuje Polak Polakowi i katolik katolikowi na „katolickim” uniwersytecie? Są to objawy zatrucia nauki polskiej gwałtem judaistycznym na polskim umyśle a palenie chanuki na uczelni jest tego manifestem i objawem.

Problem tkwi w tym, że wyrzekając się wiedzy, która katolikom od pierwszych dni Kościoła towarzyszyła a promując śmieszne i infantylne żydowskie obrzędy, będące obrazem żydowskiej dominacji politycznej i ideologicznej, uczelnia poniżała prawdziwą religię katolicką. Nie pozostawiała miejsca na pobożne i duchowe przeżycie adwentu ale mieszała je z talmudycznym brudem, herezją niszczącą jasność oczekiwania na Chrystusa, którego Żydzi odrzucili. Palenie chanuki w takim czasie jest wyrazem żydowskiej perfidii, która nakłada swoje obrzędy na katolicki kult, i wyrazem odstępstwa, zdrady wiary tych urzędników Kościoła i uczelni, którzy do tego dopuścili.

Ma to o wiele wyraźniejsze konsekwencje, niż symboliczny akt. Jest to podmienianiem kultury, obyczaju i nauki, to zmiana świadomości Polaków. Zniszczenie intelektualne polskiej myśli naukowej, żeby nie można było powoływać się na kulturę łacińską, żeby nie można było powoływać się na obiektywizm prawa naturalnego będącego podwaliną kultury łacińskiej, a którego absolutnie nie uznaje współczesny talmudyzm.

Nie zabijaj – prawo naturalne, pogwałcone przez segregację na ludzi-żydów, i gojów-zwierzęta w ludzkim ciele mające służyć żydom. Oto wkład żydowski z sprawy społeczne Polski. Tu wpisują się słowa Gizeli Jagielskiej, że jest żydówką i ateistką, więc będzie wykonywać aborcję (na gojach).

Przemysł farmaceutyczny bazujący na szczątkach abortowanych ludzi, z których tkanki i części ciała rozwozi się do laboratoriów i używa do produkcji kosmetyków. Czy to nie przypomina rytualnych mordów, po których krew ofiar zabitych w rytualny sposób zostawała w częściach rozwożona po miejscach zamieszkania żydów, albo suszona na proszek i rozdzielana pomiędzy wiele kahałów? Czy dodawanie tych śladowych ilości krwi chrześcijańskiej do żydowskiej macy nie przypomina jako żywo farmacji homeopatycznej? Niby bzdurna rzecz, ale wieki wypraktykowały a współczesna farmacja naukowo potwierdza, że to działa.

Dokonywanie aktów rytualnego zamęczania chrześcijańskiego chłopca z pozyskiwaniem jego krwi jako żywo tłumaczy głośne w ostatnich latach bestialskie pozyskiwanie adrenochromu przez wielkich tego świata, którzy krew tak pozyskaną traktują jak narkotyk.

Mamy więc zepsute nauki, bo najpierw musi być ideologia ekumenizmu, aby udawać, że to zażydzenie medycyny, kosmetologii, farmacji jest zgodne z zasadami cywilizacji łacińskiej. Czy dlatego Ks. dr Stanisław Trzeciak jest „czołowym antysemitą”, że ma wiedzę na temat prawdziwego oblicza judaizmu po odrzuceniu Chrystusa i pogardzeniu Jego Kościołem?

Jakie prawa ma synagoga do dyktowania katolikom, co mają myśleć, mówić i jak celebrować katolickie obrzędy? Niestety od Soboru Watykańskiego II żydzi i judaizanci zmieniają katolicką liturgię, wymazując każde wspomnienie historycznej walki na śmierć i życie pomiędzy Chrystusem a diabłem, między Kościołem a synagogą. A że diabeł pod własną postacią byłby zbyt oczywisty, katolików omamił ideologią ekumenizmu, który dyktuje katolikom co mają myśleć, jak się modlić i wpycha w praktyki sodomii, segregacji ludzi, eutanazji, aborcji, używania zamordowanych dzieci jako produktów dla nauk medycznych i kosmetologii. Palenie chanuki na uczelni katolickiej, która otwiera wydział medyczny, jest nie tylko symbolem, jest owocnym w przeklęte konsekwencje aktem zniszczenia polskiej nauki po zepsuciu polskiej, katolickiej duszy.

Osobiście nie mogliśmy wybaczyć KUL-owi który od lat zwiemy ŻUL-em z powodu oficjalnego przejęcia przez żydostwo, że wiele już lat niszczy uroczystość pierwszego Męczennika Św. Szczepana, zakatowanego za wiarę w Chrystusa przez Żydów, listami rektora KUL, które w zasadzie nie mają nic wspólnego z doktryną katolicką, a są propagandą ideologii i żebractwem o finansowe wsparcie od pogardzanego narodu gojów. Wiele już lat nie słyszeliśmy prawdziwej homilii ani kazania, które odnosiłoby się do realiów, do wydarzeń historycznych, które są prawdziwe i aktualne do dziś. Nie mogliśmy wybaczyć, że Adwent, ten przepiękny i święty okres liturgiczny przez takie spektakle, jak palenie chanuki na KUL-u był wybrudzony, zadymiony infantylnymi obrzędami talmudystów, które fałszowały i zaciemniały jasność wiary Chrystusowej. Nagromadzenie listów „pasterskich” w tym od Rektora KUL w okresie świątecznym skutecznie niszczy co roku świąteczne przeżycie narodzenia jedynego Zbawiciela ludzkości. Wracając do Św. Szczepana ukamienowanego przez Żydów, którego Kościół w Polsce już praktycznie nie wspomina, wychodzi na to, że nadmierne pompowanie pytania, kto zamordował Jezusa Chrystusa znajduje niepodważalną odpowiedź w fakcie śmierci św. Szczepana. To wydarzenie raz na zawsze likwiduje żydowskie, pseudonaukowe wątpliwości, dlatego też od lat nie mogło być komentowane w kościołach polskich.

Złość żydowska zamordowała Syna Bożego i Jego pierwszego Męczennika, św Szczepana.

Te i inne rzeczy sprawiły, że odezwaliśmy się w tej sprawie. W kontekście wielu agresywnych reakcji na chanukowe prowokacje na całym świecie (patrz chanuka w Sydney 2025) pragniemy ostrzec środowiska KUL-owskie, zanim zostanie zastosowana procedura infamii i persony non grata, o narastającym gniewie oszukanego i wykpionego narodu polskiego, który jakkolwiek jest bardzo powolny i potulny, ostatecznie może domagać się satysfakcji w sposób niezwiązany z kategoriami pokojowymi (patrz wielka zniżka dla kupujących taczki w Lublinie i okolicach). Nie moglibyśmy sobie wybaczyć, gdybyśmy nie ostrzegli, co zresztą czyniliśmy wcześniej. Dziś fałszywi historycy mówią o spalonych synagogach, ale zamilczają o zaginionych polskich i chrześcijańskich dzieciach, które poprzedzały płomienie zemsty. Żydzi umieją zrobić z tego biznes i sami prowokują takie zachowania perfidią i bezczelnością, ale nie zmienia to faktu, że był czas, kiedy mniej potulne narody od polskiego, wyganiały ich nie bez powodu ze swych granic (por: A quo primum ) i tak się należało. Czy bez tego trzymania ich w ryzach da się odnowić kulturę, powrócić do katolickiej liturgii, zachować nieskażoną wiarę, przywrócić katolickie obyczaje? Na pewno nikt o talmudycznej duchowości nie powinien pełnić żadnych urzędów, ani w Kościele, ani na uczelniach, ani jako medyk, ani farmaceuta, ani notariusz, ani prawnik, bo nie może mieć judaizant nic wspólnego z obiektywną prawdą i prawem naturalnym, które jest podstawą wszelkich innych praw.

Król Zygmunt Stary zakazuje żydom w Płocku handlu detalicznego.

Dlatego też w oczach gremium naszej redakcji ktokolwiek organizował, popierał i uczestniczył w obrzędach sekty żydowskiej na KUL-u zasługuje dozgonnie na uniwersytecką infamię bez prawa do rewokacji. (Czy za zdradę wiary dotyczy to także metropolity lubelskiego, bez którego wiedzy na ołtarzu katedralnym nie leżałby tałes zamian obrusa i nie byłoby palenia chanuki, zamiast przeżywania adwentu?) Zasługuje na ogłoszenie go personą non grata, nie tylko w oficjalnych strukturach Kościoła ale również w narodzie polskim w kraju i za granicą.

Sygnatariuszom Listu Otwartego, w którym sprzeciwiają się judaizacji KUL-u, i łączeniu celebracji adwentu z chanuką gratulujemy odwagi cywilnej, cnoty męstwa, cierpliwości i roztropności. Cieszymy się, że spod plugawego czerepu ŻUL-u wydostał się prawdziwy polski i katolicki głos, ratujący choć odrobinę honor lubelskiej, tradycyjnie polskiej i katolickiej uczelni.

Sunday Strip: Trigger Warning. Things are getting serious.

 

Sunday Strip: Trigger Warning 

Things are getting serious

DR. ROBERT W. MALONE JAN 25

Having spent the last two days preparing for the worst, we ended up with 2 inches of snow and some cold, wet rain…


Luckily for us, this storm was measured in “man” inches.

(However, the horrifically cold forecast for the next week is not going to be a fun time, but at least we aren’t battling one-degree temps and two feet of snow!)




FAFO

On one side, we have the Antifa radicals wanting to commit violence, even murder, against Federal officials. 

Such as this perfectly normal person:


Before becoming an Antifa (or is that Trantifa?) influencer, urging others to kill ICE agents, Kyle Edward Wagner was a cross-dressing activist. 

Yep.. this is the same (sane?) person…

How does one go from cross-dressing weirdo to Antifa radical – all in the name of “protecting” illegal aliens?

The left hive-mind lives in a bizarro world – 



Examples of the left threatening to kill ICE agents are everywhere on social media. The violence isn’t coming from the right – let’s be clear



Some of the crazy radicals have millions of followers. One can only hope that the FBI or the DoJ will soon be knocking on their door!


(Then the question arises, why hasn’t this guy been arrested yet?)

Waiting…


On the other side are ICE officials. They are minimally trained to deal with violent crowds or SWAT team methodology (why would they be). These officials are being thrown into situations where they are being doxed, their license plates tracked, the personal information being shared with radicals like the men threatening to kill Federal officials in the video above. The well-funded, financially backed by Soros left has even built apps to follow and track ICE agents.


Ice agents are minimally trained in how to deal with crowds of people threatening them with guns, throwing rocks, screaming, etc. How do ICE agents train for online videos that promote killing Federal ICE agents? 

This is the type of behavior that these agents have to cope with.

These are actual cannibals „protesting” on the streets of Minneapolis. Authorities forced the perpetrator to cough up the remains of the finger, but it appears to be too damaged to be reattached.

BTW- this is all being planned and coordinated from the top levels of NGOs run by democrat party leaders and Soros. 

City and state officials in MN, rather than cooperating with Federal officials to help find ILLEGAL aliens, are working to cause riots and mayhem. They are encouraging violence and mob action. 

Under President Trump, illegal aliens are being given due process while being housed in Federal buildings before being deported. What a shock- under President Trump, ILLEGAL aliens aren’t just being released back into communities.

Did you know that under past presidents, illegals would be arrested and “processed” – that is, they would be assigned their own personal attorney, who would then schedule a court date -often years in advance, and these illegals would be RELEASED back onto the streets. Only to disappear from the system again. Rinse and repeat. They have been trained not to carry ID, don’t admit to which country they came from, and basically, were allowed to re-enter the USA to live as they please. 

Well, times have changed.

My support and prayers go out to those brave ICE agents who are having to put up with so much abuse and harassment. 











Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work here and elsewhere, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share


And now for something completely different.









Na przekór całemu światu

Stanisław Michalkiewicz: Na przekór całemu światu magnapolonia/na-przekor

   No nie, tego już za wiele! I to właśnie w momencie, gdy świat zmierza ku pokojowi i bezpieczeństwu – bo jakże inaczej rozumieć inaugurację Rady Pokoju na Forum Ekonomicznym w Davos? Wprawdzie są tu pewne niejasności, czy do Rady Pokoju przystępują państwa, czy tylko zaproszone osobistości? Na razie wygląda na to, jakby Radę Pokoju miało tworzyć grono zaproszonych osobistości  – bo na przykład Donald Trump będzie tej Radzie przewodniczył nawet gdy przestanie być prezydentem Stanów Zjednoczonych. Podobnie węgierski premier Wiktor Orban.

Jeśli w kwietniu przegrałby wybory i przestałby być premierem, to czy automatycznie utraciłby prawo zasiadania w Radzie Pokoju, zwłaszcza, gdyby zapłacił wpisowe w wysokości miliarda dolarów? Z drugiej jednak strony pan prezydent Karol Nawrocki, który został do Rady zaproszony, konsultował się z obywatelem Tuskiem Donaldem i na razie pisemnego akcesu nie złożył, twierdząc, że musi się w tej sprawie wypowiedzieć “parlament”, a może nawet – sam Książę-Małżonek? Gdyby do Rady Pokoju przystępowały państwa, to owszem – ale skoro tylko osobistości, to po cóż ta cała parada – jak powiadał Aleksander Fredro?

Mniejsza wreszcie z tym, bo wszystko się pewnie w miarę upływu czasu “jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” – ale tak czy owak, nie da się ukryć, że w kierunku pokoju został zrobiony milowy krok. Toteż od razu się wyjaśniło, że o ile dotąd prezydent Ukrainy Wołodymir Zełeński nie chciał słyszeć o jakichś ustępstwach terytorialnych, a z kolei rosyjski prezydent Putin z naciskiem podkreślał konieczność respektowania rosyjskich zdobyczy na Ukrainie, to teraz obydwaj chcą “tego samego”. Tak w każdym razie twierdzi prezydent Donald Trump po rozmowie z prezydentem Zełeńskim. To znaczy – czego konkretnie chcą?

A czegóż by innego, jak nie pokoju? Wprawdzie starożytni Rzymianie twierdzili, że si duo dicunt idem, non est idem – co się wykłada, że gdy dwóch mówi to samo, to nie jest to samo – ale nie można zaprzeczyć, że i Donald Trump też coś tam musi wiedzieć tym bardziej, że agencja NABU wsadziła do aresztu wydobywczego ongiś piękną Julię Tymoszenko, przedstawiając jej jakieś korupcyjne “zarzuty”, a fałszywe pogłoski utrzymują, że ona w tym areszcie wydobywczym  chlapie na prezydenta Zełeńskiego.

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale gdyby było, to lepiej byśmy rozumieli, że w końcu  i prezydent Zełeński zaczyna uświadamiać sobie konieczność – co według niemieckiego filozofa Hegla jest istotą wolności. W tej sytuacji tylko Aleksander Łukaszenka, który nie tylko został zaproszony do Rady Pokoju, ale nawet złożył już akces, może utożsamiać się w Białorusią, bo na razie nie widać, by ktoś mógłby mu tam zaszurać.

Wprawdzie pan prezydent Nawrocki kontynuuje rozpoczęte przez prezydenta Dudę zabawy w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, ale słychać, że rząd litewski jest już nią trochę zniecierpliwiony, więc zamierza się ona przenieść z całym majdanem do Warszawy. Ale sprawa sie komplikuje, bo w Warszawie posadę Pierwszego Białoruskiego Opozycjonisty zajmuje pan Paweł Łatuszka, więc na razie pani Swietłana jeszcze nie wie, czy w Warszawie nie będzie jej za ciasno.

W tej sytuacji Aleksander Łukaszenka może spać spokojnie, nawet na posiedzeniach Rady Pokoju, tym bardziej, że rosyjski prezydent Putin, który też został zaproszony, na razie się waha.

Tymczasem, gdy świat z radością wkracza na świetlisty szlak pokoju i bezpieczeństwa, z którego na pewno nie zepchną go podchody prezydenta Trumpa pod Grenlandię, do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa wtargnęła zorganizowana grupa przestępcza, to znaczy – pardon – nie żadna tam “zorganizowana  grupa przestępcza” tylko prokuratorowie w asyście kilkudziesięciu policjantów.

Wrażenie, jakby to była “zorganizowana grupa przestępcza” mogło wziąć się stąd, że sędziowie tworzący Krajową Radę Sądownictwa próbowali temu wtsargnieciu przeszkodzić – ale co tak naprawdę może niezawisły sędzia, nawet gdyby ubrał sie w togę i założył na szyję tombakowy łańcuch, jeśli “ludzie mający karabiny” olewają jego rozkazy ciepłym moczem? W takich momentach obserwatorzy skłonni są zgadzać się z opinią Mao Tse Tunga, że “władza wyrasta z lufy karabinu”, a nie z żadnych demokratycznych legitymacji.

Wprawdzie obywatel Żurek Waldemar, który na tę okazję nawet się ogolił, próbował nadać temu wtargnięciu pozory legalności – ale przecież on sam tkwi po uszy w sprośnych błędach Niebu obrzydłych. Na przykład uważa, jakoby Prokuratorem Krajowym był jego faworyt, pan Dariusz Korneluk z czarnym podniebieniem, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki całkiem niedawno stwierdził, że ależ skądże, wcale nie – bo Prokuratorem Krajowym jest w dalszym ciągu pan Dariusz Barski.

Skoro tak, to czy możemy polegać na zapewnieniach obywatela Żurka Waldemara, że wszystko jest gites-tenteges, czy też nabierać podejrzeń, że on sam może być na usługach zorganizowanej grupy przestępczej, która tylko podstępnie przebiera się za prokuratorów czy policjantów? W zamieszaniu, jakie towarzyszyło wtargnięciu wspomnianej grupy do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, trudno tak na pierwszy rzut oka odróżnić prokuratora od gangstera, czy policjanta od przebierańca tym bardziej, że kiedy już wtargnięcie się dokonało, to grupa zajęła się pruciem szaf w poszczególnych pomieszczeniach.

Cóż innego mogliby robić gangsterzy? Czego tam szukała, czy to znalazła i jaki zamierza zrobić w tego użytek – tego być może i obywatel Żurek Waldemar nie wie, bo gdybym był szefem starych kiejkutów, to też bym się wahał, czy dopuścić go do konfidencji, czy też powierzyć mu wyłącznie obowiązki wykonawcze. A w ogóle, to warto przypomnieć deklarację nie tam jakiegoś obywatela Żurka Waldemara, tylko samego obywatela Tuska Donalda, że jak będzie trzeba, to będzie używał środków “pozaprawnych”.

Czyż ta deklaracja, za którą zresztą poszła rewolucyjna praktyka, nie jest dowodem, iż cała III Rzeczpospolita jest “organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym”? Nieżyjący już ekonomista amerykański Maurycy Rothbard twierdził, że gdyby jakaś spółka prawa handlowego była zarządzana tak, jak państwa, to wszyscy członkowie zarządu i rady nadzorczej znaleźliby się w kryminale. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ państwo jest rodzajem monopolu na przemoc, w związku z czym nie ma kto go aresztować – chociaż w Wenezueli pojawiła się pierwsza jaskółka, że może być inaczej.

Tak zresztą twierdzili starożytni Rzymianie, że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się siłą odeprzeć.

Ale to wszystko blednie w porównaniu z alarmującymi wieściami, że w momencie, gdy świat właśnie wkracza na świetlisty szlak wiodący ku pokojowi, w partii Polska 2050 rozpętała się “wojna” i “padły oskarżenia o próbę puczu”. Myślę, że działacze Polski 2050 powinni się opamiętać i wojnę zakończyć, bo w przeciwnym razie prezydent Donald Trump obróci na nich swe oczy i każe komandosom pojmać obydwie vaginessy, a następnie wtrącić do aresztu wydobywczego w Nowym Jorku, razem z małżonkami Maduro.