SAFE. O bajońskich sumach i berlińskich pożyczkach

SAFE. O bajońskich sumach i berlińskich pożyczkach

kelkeszos


safe-o-bajonskich-sumach-i-berlinskich-pozyczkach

Uznając z przekonaniem historię za nauczycielkę życia, starożytni nie mogli przewidzieć, że w przyszłości powstanie taki kraj jak Polska, starający się ze wszystkich sił tej zasadzie zaprzeczyć. W państwie szanującym własną przeszłość, o wyrobionej kulturze politycznej, dyskusja o SAFE, o ile w ogóle by się rozpoczęła, trwałaby kilka godzin. Naganiacze i lobbyści dostali by propozycję nie do odrzucenia, aby w podskokach zwijali swoje manele, a publiczność cieszyłaby się ze skuteczności okazanej przez własne służby i administrację.

Plastyczność języka pozostawiła nam w zasobach zwrot „sumy bajońskie”, choć co do zasady nierozpoznawalny w zakresie swojej treści, to jednoznacznie kojarzący się z kwotami monstrualnymi, nierealnymi w normalnym obrocie. I słusznie, bo „sumy bajońskie” tym właśnie były. Niemożliwym do spłacenia długiem obciążającym wiele pokoleń, „poczętym” w wyniku bezwzględnej polityki pruskiej, z jednoznacznym celem, w postaci wywłaszczenia polskości z jakiegokolwiek majątku.

Historia tych zobowiązań, choć powinna być centralnym punktem wykładu na wszystkich wydziałach kształcących narodowe elity, jest zupełnie nieznana nawet najbardziej utytułowanym historykom, prawnikom, politologom. Coś im się tam o uszy obiło, ale, żeby zrozumieli cały mechanizm i potrafili go przystępnie objaśnić – to nie. Polscy historycy wolą opowiadać o krzywiznach bagnetów, którymi walczyliśmy za wolność waszą, naszą i cudze interesy, o krągłościach menażek, z których jedli polscy bohaterowie, niż próbować objaśnić mechanizmy, mające największe i realne znaczenia dla zasobów narodowych.

W konsekwencji, gdy dochodzi do dyskusji o SAFE, czyli chytrym planie pozbawienia Polski niepodległości, nikt nie umie zdemaskować oszustwa, na podstawie doświadczeń, będących dojmującą raną naszej przeszłości, która tylko cudem nie okazała się śmiertelna.

W sprawie powstania „sum bajońskich” mamy wybitnego świadka, w postaci Fryderyka hrabiego Skarbka, nie tylko ojca chrzestnego Fryderyka Chopina, ale też polskiej ekonomii politycznej: „Przybyło do Warszawy i innych miast wielu ajentów, bądź banku berlińskiego, bądź prywatnych bankierów pruskich, którzy wchodzili w układy z nierozmyślnymi właścicielami względem summ, jakie oni na te dobra zaciągnąć chcieli, a ułatwiając im nabycie pieniędzy na własną zgubę, zbogacali się sami, wyłudzając od nich tak zwane dusery za trudy przy tych pośredniczych czynnościach podjęte”. 

Jedną z ofiar tych „finansistów” był ojciec Fryderyka, Kacper Skarbek, którego fortuna przepadła w gorączce kredytowej, a status rodziny ratował majątek matki, Ludwiki z Fengerów, spadkobierczyni bogatych toruńskich bankierów, do których należała m.in. Żelazowa Wola.

Mając takie świadectwo i znając dalsze losy owych zobowiązań, najpierw przejętych przez Napoleona, następnie odsprzedanych królowi saskiemu, właścicielowi Księstwa Warszawskiego, a potem zwróconych Hohenzollernom, powinniśmy obficie z tego doświadczenia korzystać. Niestety tak się nie dzieje, pewnie dlatego, że uratowanie polskich właścicieli przez księcia Druckiego – Lubeckiego w wyniku fenomenalnie przeprowadzonych negocjacji z Prusakami, nie pasuje do „ogólnej koncepcji” naszej wizji historii. W każdym razie, po kongresie wiedeńskim, średnie zadłużenie polskich majątków ziemskich, które znalazły się w granicach Królestwa Polskiego, a po trzecim rozbiorze należały do Prus, wynosiło 86,7% ich wartości.

Gdyby nie powstało Królestwo Polskie, a ziemie te znalazły by się w granicach państwa Hohenzollernów ( zgodnie z tzw. linią Knesebecka ), polscy ziemianie zostaliby zlicytowani i wyzuci ze swojego dziedzictwa. Tak się na szczęście nie stało, ratunek przyszedł najpierw w wyniku podpisanej w 1819r. konwencji likwidacyjnej z Prusami, a później dzięki powołaniu w Królestwie Polskim Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Ta instytucja trwała formalnie do 1950r. i pozostał po niej ślad w postaci ulicy Kredytowej w Warszawie, z dawną siedzibą, obecnie mieszczącą Muzeum Etnograficzne. Jeśli nie chcemy, aby polskość stała się takim muzealnym eksponatem, to musimy w końcu zacząć uczyć się historii realnej. O wekslach, listach zastawnych, szlakach handlowych, cłach i kredytach, a nie wyłącznie o tym, kto gdzie i po co szablą machał, z sensem, czy częściej bez sensu.

Oddłużanie majątków, których właściciele padli ofiarą pruskiej akcji kredytowej, trwało całe dziesięciolecia. Przystępujący do Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego dostawali ochronę przed wierzycielami i sensowne oprocentowanie, ale też świadomość, że spłata zobowiązań jest rozłożona na 48 lat. Ten stan rzeczy miał ogromne konsekwencje społeczne, bo uniemożliwiał prawidłową regulację stosunków ekonomicznych na wsi, wstrzymując oczynszowanie i uwłaszczenie chłopów. Miał też doniosłe skutki polityczne, bo Prusacy chcący wrócić do linii Knesebecka i odzyskać bezpośredni dostęp do ofiar, podsycali w Królestwie Polskim nastroje insurekcyjne.

Zresztą, w trakcie wojny 1831r. ośmieleni porażkami armii rosyjskiej, kilkakrotnie proponowali pomoc i podzielenie się Królestwem Polskim „po przyjacielsku”, czyli z zabraniem czterech po-pruskich województw: Kaliskiego, Mazowieckiego, Augustowskiego i Płockiego.

Dramatyczna historia „sum bajońskich” odświeżona całkiem niedawno przez pułapkę „kredytów frankowych” będących umową zakładu o nikłej szansie na wygraną, znów odżywa w formule SAFE. Wszystkim polskim patriotom pozostaje wiara, że Karol Nawrocki, bądź co bądź historyk z wykształcenia, sięgnie do odpowiednich lektur i przypomni sobie o sidłach jakie na nas nieodmiennie zastawiają „sojusznicy” z zachodu. I zareaguje odpowiednio. Oby.

SAFE. Poseł Płaczek: To jakieś szaleństwo!

Zapoznał się dokumentami dot. SAFE.

Poseł Płaczek: To jest jakieś szaleństwo!

fronda/Zapoznal-sie-dokumentami-dot-SAFE


„To nie jest zarządzanie państwem – to dryfowanie bez planu, bez odpowiedzialności i bez elementarnej logiki finansowej” – stwierdził poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek po zapoznaniu się z tajnymi dokumentami dot. programu SAFE.

Mimo ogromnych wątpliwości podnoszonych przez opozycję i prezydenta, rządzący dotychczas nie zdecydowali się ujawnić dokumentacji dot. programu SAFE. Tak więc nie wiadomo dokładnie, na co zaciągnięte zostaną pożyczki, które Polacy będą spłacać przez dziesięciolecia. Nie wiadomo też, czy środki te w ogóle trafią do Polski, czy zostaną zablokowane przez Komisję Europejską w ramach mechanizmu warunkowości.

Dostęp do dokumentów z klauzulą „zastrzeżone” mają parlamentarzyści. Swoimi wnioskami po lekturze dokumentów dot. SAFE podzielił się poseł Nowej Nadziei Grzegorz Płaczek.

– „Jestem na świeżo po szczegółowej analizie dokumentów oznaczonych klauzulą zastrzeżone, dotyczących wniosku Polski o pomoc finansową w ramach instrumentu SAFE. To jest jakieś szaleństwo!”

– pisze parlamentarzysta na X.com.

– „Chaos, uzależnienie się od Brukseli, brak długofalowej wizji i finansowanie polityki na kredyt – kosztem przyszłych pokoleń Polaków. Kolejne zobowiązania, kolejne miliardy długu, brak twardych priorytetów rozwojowych i realnej kalkulacji interesu narodowego, improwizacja, rozdawnictwo (głównie na rzecz Ukrainy) bez jasno określonych celów strategicznych”

Polityk przekonuje, że „to nie jest zarządzanie państwem – to dryfowanie bez planu, bez odpowiedzialności i bez elementarnej logiki finansowej!”.

– „To jest chore” – podsumowuje

Cel nie uświęca środków

Cel nie uświęca środków

Autor artykułu Marek Wójcik 25.02.2026 r. cel-nie-uswieca-srodkow

Większość z nas nie popiera karteli narkotykowych. Dobrze wiemy, jak tragiczne w skutkach może być korzystanie z usług handlarzy białym i nie tylko białym proszkiem.

Nie po raz pierwszy rząd USA popełnił klasyczny błąd strategiczny, uważając błędnie, że zabicie kilku przywódców syndykatu narkotykowego zniszczy raz na zawsze ten problem. Otwarto w ten sposób drogę dla następcy zamordowanego bandyty. Ot, taki prezent od CIA. Naprawa świata nigdy się nie powiedzie, jeśli nie zaczniesz od siebie. Czy wiecie jakie pozabudżetowe metody finansowania tajnych akcji stosuje od dekad Centralna Agencja Wywiadowcza? Wystarczy wspomnieć organizowanie przez 20 lat dróg przerzutowych na zachód z okupowanego przez USA Afganistanu — największego na świecie producenta opium.

Na pytanie zadane w Google, który kraj jest największym producentem narkotyków, otrzymałem zabawną odpowiedź:

Stany Zjednoczone dominują w światowym przemyśle farmaceutycznym, dysponując największą wartością produkcji i bazą badawczą. To tutaj działają główni producenci leków, tacy jak Pfizer, Merck i Johnson & Johnson.

Naturalnie, że jest to nieporozumienie językowe, ponieważ po angielsku zarówno do narkotyku, jak i lekarstwa używa się słowo – drug.

Zapewne ktoś już złożył wniosek o te 15 milionów dolarów za uciętą głowę szefa meksykańskiego kartelu Jasico New Generation Cartel.

Narkotykowy król umarł, niech żyje król.

Po tej akcji powstało to, co USA potrafi kreować najlepiej – chaos. W Libii po kradzieży złota Kaddafiego, jankesi porzucili kraj na pastwę wojny domowej. Najważniejsze, że już nie grozi nikt stworzeniem pieniądza autentycznie opartego na złocie, zamiast na FED – Fałszywej Ewidencji Dłużników.

W reakcji na zlikwidowanie ich lidera „El Mencho” kartel wypowiedział rządowi wojnę. Ludzie kartelu Jalisco wrzucają granaty do supermarketu pełnego ludzi. Za kilka miesięcy w Meksyku ma odbyć się Mundial.
Źródło:
Telegram 23.02.2026 r. 16:55.

Dla nowego bosa bandy narkotykowej ważnym czynnikiem w walce o schedę po zamordowanym poprzedniku jest terror na ulicach meksykańskich miast. Kto ma największą kontrolę nad bojówkami kartelu, ten przejmie królestwo. Te ugrupowania są silne i nieraz stawiały czoło meksykańskiej armii.

W ramach wojny z rządem, ludzie kartelu CJNG podpalają stację benzynową.
Źródło:
Telegram 23.02.2026 r. 16:55.

CJNG otwarcie wypowiedział wojnę siłom rządowym, przejmując militarną kontrolę nad licznymi obszarami, zwłaszcza w stanach Jalisco, Michoacán, Guanajuato oraz Colima, gdzie posiada silne struktury zbrojne i własne formacje specjalne.

Łowcy dronów w akcji. Siły specjalne w Jalisco z bronią antydronową.
Źródło:
Telegram 24.02.026 r. 10:13.

Naturalnie, że zwalczanie przestępców narkotykowych nie jest zadaniem dla ugodowców. To jest niezwykle brutalna i bezwzględna wojna, w której konieczne jest zastosowanie nadzwyczajnych środków.

Żeby jednak przyniosła efekty, musi być prowadzona na wielu frontach i jak wspomniałem na wstępie także we własnych służbach specjalnych USA. Inaczej będzie to jedynie pokazówka, jak to było z porwaniem prezydenta Maduro w Caracas. Nie zwalczysz bezprawia, samemu łamiąc prawo.

Jeżeli na tych łodziach były jakiekolwiek narkotyki, co jest bardzo wątpliwe, to zapewne w gramach, a nie tonach jak to robią kartele.
Źródło:
Telegram 18.02.2026 r. 10:02.

Władze wojskowe USA poinformowały o trzech celowych atakach na statki, które rzekomo miały powiązania ze znanymi organizacjami terrorystycznymi zajmującymi się handlem narkotykami.
Ataki miały miejsce na wschodnim Pacyfiku i Morzu Karaibskim.
Wywiad ustalił, że statki poruszały się po znanych szlakach handlu narkotykami. W wyniku ataków zginęło 11 domniemanych terrorystów narkotykowych:

  • 4 na pierwszym statku na wschodnim Pacyfiku;
  • 4 na drugim statku na tym samym oceanie;
  • 3 na trzecim statku na Morzu Karaibskim.

Nie pływaj statkiem, gdyż może się okazać, że tę samą trasę wybrali handlarze białej śmierci i dlatego zasłużyłeś na karę.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Aptekarz profesora Diabelskiego z wizytą roboczą w Polsce. Zaprosił: Ryś, zawód „kardynał”.

Aptekarz profesora Diabelskiego z wizytą roboczą w Polsce

Autor: CzarnaLimuzyna, 25 lutego 2026

AIX

Grzegorz Ryś, w jednej osobie kardynał i rabin, zaprosił do Polski wybitnego specjalistę od mikstur. Nie jest to nic zaskakującego z uwagi na to, że w Kościele ostatnio bulgocze i syczy. Od synodalności.

Zaproszonym jest Jean-Claude Hollerich, który ma wyszkolić krakowskich księży z prawidłowego pojmowania synodalności. Dopiero po takim szkoleniu będą mogli oni włączyć się w proces proponowanych zmian.

Jean-Claude Hollerich i jego zmiany

Aby przybliżyć Czytelnikowi kierunki i cele tego procesu skorzystałem z kwerendy jaką zrobił Paweł Chmielewski z PCh24, cytując brednie Hollericha – mianowanego jeszcze przez Franciszka na stanowisko „relatora generalnego Synodu o Synodalności”.

Wywar z diabelskości – receptura

  • Zniesienie dotychczasowej definicji moralności
  • Kapłaństwo kobiet osiągane stopniowo „krok po kroku”
  • Zniesienie obowiązku celibatu
  • Rewizja nauczania św. Pawła o homoseksualizmie; błogosławienie par homoseksualnych
  • Zniesienie logiki dwuwartościowej

Cytaty

“To jest białe, ale może jest też czarne”

W Japonii poznałem inne myślenie. Japończycy nie myślą tak, jak w europejskiej logice przeciwieństw. My mówimy: to jest czarne, nie jest zatem białe. Japończycy mówią: To jest białe, ale może jest też czarne. W Japonii można łączyć przeciwieństwa, bez zmiany stanowiska.

Nie definiowałbym moralności – zwłaszcza moralności seksualnej – tak wąsko, jak czyni to Kościół dzisiaj.

W Nowym Testamencie w ogóle nie ma mowy o homoseksualizmie. Mowa jest tylko o czynach homoseksualnych, które częściowo były pogańskimi praktykami kultowymi. To było oczywiście zakazane. Sądzę, że nadszedł czas, aby dokonać zasadniczej rewizji nauczania.

W maju 2024 roku powiedział, że w sprawie święceń dla kobiet należy działać ostrożnie, idąc „krok po kroku”.

Kościół zawsze szedł z czasem i zawsze się dopasowywał.

Więcej cytatów pod tym linkiem

Fundacja Rusłana Szostaka i Oleny Zeleńskiej a los dzieci ukraińskich

[poprzedniego artykułu na ten temat, po konsultacjach, nie opublikowałem. Można go jednak łatwo znaleźć. M. Dakowski]

Fundacja Rusłana Szostaka i Oleny Zeleńskiej

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet

Artykuł Thierry’ego Meyssana o sprawie Epsteina i iluzjoniście Andriju Jermaku, politycznym mentorze Wołodymyra Zełenskiego, wywołał u nas mnóstwo maili. Publikujemy tutaj dalsze informacje na temat działalności sutenerskiej pani Zełenskiej.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja) |23 lutego 2026 r.

==================================

====================================================

W nawiązaniu do mojego artykułu z 17 lutego 2026 r. pt. „ Epstein, Jermak i Zełenski podajemy następujące informacje dodatkowe:

Ponad 510 sierot z internatów w obwodzie dniepropietrowskim – w tym osoby niepełnosprawne – ewakuowanych do Turcji przez Fundację Rusłana Szostaka na początku rosyjskiej operacji specjalnej, nie miało dostępu do edukacji ani opieki zdrowotnej i było poddawanych przemocy fizycznej i psychicznej.

W marcu 2024 roku jedenastu ukraińskich urzędników Rzecznika Praw Obywatelskich i władz obwodu dniepropietrowskiego odwiedziło hotel Larysa w Beldebie w Turcji, gdzie przebywały dzieci. Ustalono, że Fundacja Rusłana Szostaka zorganizowała specjalne sesje zdjęciowe i nagrała filmy. Uczestniczące w akcji dzieci były dobrze nakarmione i ubrane, a te, które odmówiły, zostały wychłostane.

Opublikowano fragmenty oficjalnego raportu. Stwierdzono w nim: „Według konsula Ukrainy, liczba wniosków o zakwaterowanie w hotelach składanych przez osoby nieupoważnione znacznie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Fundacja wyjaśniła to, powołując się na potrzebę „prezentowania ukraińskich dzieci” w kampaniach zbierania funduszy”.

Brak kryteriów doboru personelu, monitorowania jego pobytu oraz kontroli ruchu w hotelu i okolicy doprowadził do szeregu poważnych naruszeń praw dziecka. Personel ma codzienny kontakt z dziećmi i ma nieograniczony dostęp do ich miejsc nauki i życia. Sprzyja to popełnianiu przestępstw seksualnych i stosowaniu przemocy wobec dzieci.

„Pedagog [Ołeksandr Titow] osobiście bił, zastraszał i znęcał się nad dziećmi. Istnieją zeznania świadków i nagrania wideo, które potwierdzają te fakty:”

„Dwie dziewczynki zaszły w ciążę i urodziły dzieci w hotelu.”

W grudniu 2025 r. wszystkie dzieci wróciły na Ukrainę.

Portal internetowy Slidstvo.Info wyprodukował film zatytułowany „Dzieci państwa: co stało się z sierotami podczas ewakuacji do Turcji”, który został opublikowany 28 listopada 2025 r.  [ 1 ] . Przedstawiono w nim ustalenia Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, zilustrowane zeznaniami siedmiorga dzieci. Przedstawiciele Fundacji Rusłana Szostaka, nie negując faktów, podkreślili, że nie powinno to przesłaniać „niezwykłej” pracy fundacji.

Dopiero ponad rok po kontroli Rzecznika Praw Obywatelskich, 10 grudnia 2025 roku, w momencie powrotu dzieci, Fundacja Ołeny Zełeńskiej odpowiedziała na te oskarżenia. „Pierwsza Dama Ukrainy, Ołena Zełeńska, nie była zaangażowana w realizację projektu „Dzieciństwo bez wojny”, a zatem nie miała dostępu do informacji na jego temat. Nie otrzymała również raportu od Rzecznika Praw Człowieka Parlamentu Ukrainy”.

Biznesmen Rusłan Szostak, właściciel sklepów Eva i supermarketów Varus, jest jednym z najbogatszych przedsiębiorców na Ukrainie. Zebrał kilka milionów euro darowizn na swój program „wsparcia” dla sierot. Opracował plan medialny, aby obalić rewelacje portalu Slidstvo.Info.

Choć dziś temu zaprzecza, Olena Zelenska poparła program Fundacji Rusłana Szostaka, zwłaszcza podczas spotkania z pierwszą damą Turcji Emine Erdoğan  [ 2 ] .
Olena Zelenska i Brigitte Macron opracowały program powrotu dzieci porwanych przez Rosję. Do tej pory uratowano 1859 dzieci  [ 3 ] .

Prokuratura Generalna Ukrainy wszczęła postępowanie karne w sprawie hotelu Larysa, ale zostało ono umorzone z powodu braku dowodów, gdyż zdarzenia miały miejsce za granicą.

Jednocześnie, według artykułu z 2023 roku w cieszącym się dużym zainteresowaniem rosyjskim tygodniku „Argumenty i fakty” (Аргументы и Факты), fundacja pani Zełenskiej przewiozła sieroty do Londynu, Paryża i Berlina. Miały one być ofiarami przestępców seksualnych  [ 4 ] . Data ujawnienia tej informacji pozwala wykluczyć wszelkie manipulacje, jakie mogłyby sugerować obecne okoliczności.

Jednak wszystkie te dane prowadzą do przypuszczenia, że ​​małżeństwo Zełenskich, Andrij Jermak (polityczny mentor Zełenskiego), Timur Mindicz (najważniejszy partner biznesowy Zełenskiego) i Rusłan Stefanczuk (konstytucyjny następca Zełenskiego) znajdują się w centrum międzynarodowej siatki prostytucji dziecięcej.

Te wnioski muszą być powiązane z tym, co już wiemy: Jeffrey Epstein pracował dla Mossadu. Prowadził siatkę prostytucji, praktykował czarną magię i kanibalizm, a wszystko po to, by szantażować swoich „przyjaciół” dla dobra Izraela.

Thierry Meyssan

1 ​​​„  Slidstvo.Info” wyprodukowało film śledczy „Dzieci państwa: co stało się z sierotami podczas ich ewakuacji do Turcji”), Слідство.Інфо, 28 Листопада 2025.Slidstvo.Info, 28 listopada 2025 r. Film jest dostępny na YouTube , w wersji ukraińskiej.

[ 2 ]  « Pierwsza Dama Ukrainy », Telegram , 2 października 2022 r.

[ 3 ]  « @ZelenskaUA », X , 1 grudnia 2025 r.

[ 4 ]  « Попали к педофилам. СМИ обвинило фонд жены Зеленского в торговле детьми », Иван Чупров, Argumenty i fakty, 8 listopada 2023 r. („Wpaść w ręce pedofilów. Media oskarżają Fundacja handlu dziećmi żony Zełenskiego” – Iwan Czuprow, Argumenty i Fakty, 8 listopada 2023 r.). « Насиловали били. Фонд Елены Зеленской продавал в рабство украинских сирот », Владимир Рифов, Argumenty i fakty, 4 grudnia 2025 r.

Thierry Meyssan

Doradca polityczny, założyciel i prezes Sieci Voltaire – Réseau Voltaire . Ostatnia francuska praca: Sous nos yeux – Du 11-Septembre à Donald Trump .

===================================

„Złota toaleta” dla „portfela Zełenskiego” i jego „agencji modelek”, która buduje drony

Ostatnie dni Zełenskiego: Czy brał udział w nieudanej próbie zabójstwa Trumpa i morderstwie Charliego Kirka?

================================================

Artykuły Réseau Voltaire można swobodnie kopiować, pod warunkiem podania źródeł, nie wprowadzania zmian w treści artykułów i niewykorzystywania ich w celach komercyjnych ( licencja CC BY-NC-ND ).

Źródło: „Dodatek: Fundacja Ruslana Szostaka i Oleny Zelenskiej”, autorstwa Thierry’ego Meyssana , tłumaczenie Horsta Frohlicha, korekta Wernera Leuthäussera, Voltaire Network , 23 lutego 2026 r., voltairenet.org/article223756

Kongijczyk recydywista pobił w pociągu 11-letniego chłopca z Polski. Sąd wyjątkowo łaskawy.

Kongijczyk pobił w pociągu

11-letniego chłopca z Polski.

Sąd wyjątkowo łaskawy

25.02.2026 nczas/kongijczyk-pobil-w-pociagu-11-letniego-chlopca-z-polski

Bakuani Diasivi.
NCZAS.INFO | Bakuani Diasivi. / Fot. Collins Courts

Sąd w Dublinie był wyjątkowo łagodny dla 26-letniego Kongijczyka, który w pociągu pobił 11-letniego chłopca z Polski.

Mimo, że imigrant z Afryki był już wcześniej karany, wymiar sprawiedliwości dał mu „ostatnią szansę”.

Do zdarzenia doszło w lipcu 2024 roku. 26-letni Bakuani Diasivi z Konga podróżował pociągiem ze swoją partnerką. Bardzo nie spodobało mu się zachowanie polskiej rodziny. Cóż takiego strasznego robili? 11-latek, jego starsza siostra oraz matka po prostu rozmawiali po polsku i się śmiali.

Kongijczyk zwrócił się do dziecka wulgarnymi słowami. Starsza siostra i matka stanęły w jego obronie. Mówiły, że chłopiec ma 11 lat, więc niech przestanie. Nie spodobało się to partnerce mężczyzny, która zaczęła się szarpać z kobietami.

Wtedy imigrant z Konga postanowił… pobić 11-latka. Wyprowadził kilka ciosów w twarz.

Sytuacja została opanowana dzięki reakcji innych pasażerów. Gdy pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, czekali tam już funkcjonariusze policji. Diasivi przyznał się do pobicia. Śledczym tłumaczył później, że działał w emocjach i chciał chronić swoją partnerkę, gdyż rzekomo sądził, że chłopiec zamierza ją uderzyć.

Sprawa wylądowała w sądzie, a na wyrok trzeba było czekać ponad półtora roku. Jak się okazało, Kongijczyk pobił chłopca w momencie, gdy przebywał na zwolnieniu warunkowym. Na swoim koncie ma już 24 wyroki – za wykroczenia drogowe, naruszanie porządku publicznego oraz posiadanie narkotyków.

Za pobicie 11-latka, a także z uwagi na wcześniejsze przestępstwa, sąd wymierzył Kongijczykowi karę 18 miesięcy pozbawienia wolności, ale wykonanie kary zawiesił. Oznacza to, że mężczyzna pozostanie na wolności.

Jako okoliczność łagodzącą uznano, że partnerka spodziewa się dziecka, a on sam pracuje dorywczo i próbuje zaistnieć na scenie muzycznej. Diasivi zapewniał przed sądem, że bardzo żałuje „podłego czynu”, a na dowód swojej skruchy wpłacił 1000 euro zadośćuczynienia pokrzywdzonej rodzinie.

Chcą zabić dziecko, żeby… matka przestała wymiotować. Zadzwoń teraz i uratuj dziecko przed aborcją.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Szpital w Olsztynie planuje aborcję na 15-tygodniowym dziecku, którego matka cierpi na silne wymioty. Chcą zabić dziecko, żeby… matka przestała wymiotować.

Młoda Gruzinka o imieniu Lela, matka poczętego dziecka, jest od miesiąca w szpitalu, nie mówi po polsku i słabo komunikuje się z otoczeniem, jest zdezorientowana, nie reprezentuje jej mąż, ale obcy mężczyzna „pan Paweł”, któremu udzieliła pełnomocnictwa, a który naciska na aborcję, a do sprawy wciągnął proaborcyjną organizację Federę.

Aktywiści Federy dyktują szpitalowi, co ma robić i żądają zabicia dziecka Leli.

Właśnie teraz potrzebna jest Pańska pomoc.

W tej chwili szpital bombardowany jest pismami i telefonami od zwolenników aborcji, a dziecko nie ma znikąd żadnej pomocy.

Bardzo Pana proszę o wykonanie telefonu i/lub napisanie do szpitala – aby nie zabijali swojego maleńkiego pacjenta. 

Podaję poniżej telefony i maile.

Centrala: +48 89 53 86 356 – szpital@wss.olsztyn.pl

Oddział Ginekologiczno-Położniczy: bbinek@wss.olsztyn.pl oraz twasniewski@wss.olsztyn.pl

Telefony na oddział:

89 53 86 429

89 53 86 563 

89 53 86 591

89 53 86 429

89 67 09 136

89 53 86 407, 453

89 53 86 541, 516, 471

89 53 86569

Nie ma czasu do stracenia. Działajmy. Aborterzy się spieszą, bo to już 15 tydzień i wymioty u matki mogą lada chwila ustać. Dlatego chcą zabić dziecko jak najszybciej. Proszę dzwonić tam najlepiej teraz – to kilkadziesiąt sekund rozmowy, a może uratować życie dziecku.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Fakty w sprawie sytuacji w Olsztynie znajdzie Pan na portalu Fundacji Życie i Rodzina w linku: https://ratujzycie.pl/szpital-w-olsztynie-chce-zabic-aborcja-malego-gruzina/. Jeszcze raz bardzo proszę o mobilizację i mail/telefon do szpitala. Obyśmy zdążyli, zanim zabiją to biedne dzieciątko

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Zaczyna się od „tranzycji”, kończy na strzelaninie i mordowaniu

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie.
 Chcę opowiedzieć Panu o głośnych sprawach z Polski, USA i Kanady, o których piszą media, ukrywając jednocześnie kluczowe szczegóły.

W Pawtucket w USA transseksualny mężczyzna, który przeszedł tzw. „tranzycję”, zastrzelił własną rodzinę na meczu hokeja.
Z kolei w Tumbler Ridge w Kanadzie 18-letni chłopak po „tranzycji”, uważający się za dziewczynę, zabił w domu swoją matkę i brata, a następnie urządził zamach w szkole. Poniżej może Pan zobaczyć ich zdjęcia:Fotografia osób o których mowa Media głównego nurtu robią wszystko, żeby informacja o „tranzycji” sprawców zniknęła z narracji.
Tymczasem w Polsce MEN organizuje szkolenia dla nauczycieli z tego, jak namawiać uczniów do „tranzycji” w ramach lekcji tzw. „edukacji zdrowotnej”. 

Szkolenie na ten temat przeprowadził niedawno Ośrodek Rozwoju Edukacji, podporządkowany Ministerstwu Edukacji. Wedle nowych wytycznych, zadaniem nauczycieli „edukacji zdrowotnej” ma być wspieranie „tranzycji” uczniów i namawianie polskich nastolatków do „zmiany płci”.

Od dawna wiadomo, że tzw. „tranzycja” nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. To okaleczanie człowieka i destabilizacja jego psychiki. Stąd biorą się potem kolejne takie wydarzenia jak w USA i Kanadzie – ich sprawcami stają się ludzie, którym wmówiono, że „tranzycja” rozwiąże ich problemy, a w efekcie zatracili sens życia, nie wiedzą, kim są i po co żyją.

Obecnie blisko 40% uczniów szkół podstawowych w Polsce uczęszcza na „edukację zdrowotną”. Większość rodziców nie ma pojęcia, że na lekcjach zachęca się ich dzieci do „tranzycji” i podważa się ich tożsamość płciową.


Dlatego właśnie działa nasza Fundacja. Ratujemy dzieci poprzez kształtowanie świadomości ich rodziców.

Taktyka działania „edukatorów” i sprzyjających im polityków jest prosta – opiera się na ukrywaniu rzeczywistości przed społeczeństwem. Stąd np. nazwanie „edukacji seksualnej” mianem „edukacji zdrowotnej”. Cały ten system ma jednak słaby punkt – boi się prawdy.

Kiedy rodzice dowiadują się, czym jest „edukacja zdrowotna” i co to jest „tranzycja”, zaczynają reagować. Uświadomiony rodzic to bezpieczniejsze dziecko. Taki rodzic może wypisać swoje dzieci z lekcji, patrzeć na ręce dyrektorom i nauczycielom w szkole, interweniować gdy widzi niebezpieczne sygnały oraz ostrzegać swoich przyjaciół i znajomych.

Nasi wolontariusze w całej Polsce budują taką sieć ochrony przez kolejne uliczne akcje informacyjne. 

W ich trakcie pokazujemy wielkoformatowe bannery, odtwarzamy nagrania z megafonów, rozdajemy ulotki i broszury. W najbliższym tygodniu planujemy organizację akcji w kilkunastu kolejnych miastach i miejscowościach. Chcemy dotrzeć do jak największej liczby rodziców. 

Aby udało się przeprowadzić te akcje, potrzebujemy Pana zaangażowania, które przyniesie bardzo konkretne efekty i przełoży się na to, do ilu nowych osób uda nam się trafić:

50 zł pozwoli nam wydrukować duży pakiet nowych broszur informacyjnych na temat „edukacji zdrowotnej”, które nasi wolontariusze rozdadzą na ulicach zainteresowanym rodzicom, którzy podchodzą do nas w trakcie akcji.

100 zł to pełny pakiet materiałów (ulotki, broszury itp.) dla wolontariusza na całodniową akcję uliczną.

Za 200 zł nasi koordynatorzy mogą zatankować samochód, aby dojechać do kolejnych miejscowości i pomóc lokalnym sympatykom zorganizować akcje uliczną w ich miejscu zamieszkania. Kwota ta pozwala nam również kupić np. nowy, wielkoformatowy banner do użycia przez wolontariuszy w kolejnym mieście.

Większe kwoty (np. 400 zł) pozwolą nam kupić m.in. namiot reklamowy w kolorach naszej Fundacji, dzięki czemu akcja uliczna jest widoczna z daleka i jest możliwa do przeprowadzenia w trudnych warunkach pogodowych.
WSPIERAM OCHRONĘ DZIECI
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Bluźnierstwo w Künstlerhaus, oglądane teraz i w wieczności

Bluźnierstwo w Künstlerhaus, oglądane teraz i w wieczności

Bluźnierstwo w Künstlerhaus, oglądane teraz i w wieczności

Gabriel Zeymer | 25/02/2026

polskakatolicka/bluznierstwo-w-knstlerhaus-ogladane-teraz-i-w-wiecznosci

W sercu Wiednia odbyła się bluźniercza wystawa. Künstlerhaus przyciągnął sprzeciw tysięcy wiernych, modlitwy pokutne i ponad 39 000 podpisów pod petycją o zamknięcie bluźnierczej ekspozycji.

Czy samo przeciwstawienie się złu ma sens w obliczu świata i pozornie niepokonanych sił antychrześcijańskiej rewolucji?

8 lutego był ostatnim dniem bluźnierczej wystawy „Du sollst ein Bild machen” („Zrób sobie obraz”) w Künstlerhaus-Vereinigung w Wiedniu.

Pomimo wielu sprzeciwów i kilku petycji o zamknięcie wystawy, planowany czas otwarcia został utrzymany.

Przed Künstlerhaus odbyły się dwie modlitwy pokutne, w których wzięło udział kilkudziesięciu katolików, a petycja zebrała ponad 39 000 podpisów.

Odpowiedź pani prezes Künstlerhaus, Tanji Prušnik, brzmiała: „Zdecydowanie sprzeciwiamy się żądaniom zamknięcia, a także wszelkim wrogim wobec sztuki wypowiedziom w tym kontekście. W Austrii wolność sztuki jest podstawową zasadą chronioną konstytucyjnie, która kształtuje kulturę demokratyczną, umożliwia krytyczną refleksję społeczną i jest aktywnie wspierana przez państwo”.

Jeśli spotkało się to z tak dużym sprzeciwem, a mimo to wystawa nie została zamknięta, można by zapytać, czy sprzeciw ten miał sens.

Każde ludzkie działanie, zarówno dobre, jak i złe, zawsze ma konsekwencje na dwóch poziomach: doczesnymi duchowym.

Zgodnie z nauką katolicką każdy człowiek pod koniec swojego życia musi zdać sprawę przed Bogiem. Zarówno ci, którzy wierzą w Boga, jak i ci, którzy starają się o Nim zapomnieć lub Go obrażają. Zgodnie z nauką katolicką każdy człowiek będzie musiał zdać sprawę przed Bogiem ze swoich myśli, słów, czynów i zaniechań.

Aby rozważyć, czy sprzeciwianie się bluźnierstwu ma sens, powinniśmy najpierw odpowiedzieć na cztery kontrargumenty.

Kontrargument 1: Nie warto reagować na bluźnierstwa. To tylko reklama.

Wręcz przeciwnie: bezsprzeczne akceptowanie bluźnierstwa oznacza tolerowanie go. Milczenie oznacza pośrednie poparcie dla niego. Ponadto zwraca to uwagę osób niewierzących, że istnieją ludzie (zwłaszcza wierzący), którzy nie chcą, aby wyśmiewano się z wiary.

Kontrargument 2: Nie ma potrzeby bronić Boga.

Należy bronić Boga. To obowiązek każdego chrześcijanina.

„Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5 ; Mt 22, 37 ; por. 2 Krl 23, 25).

Nasz Pan celowo sprawił, że pragnie tego chrześcijańskiego świadectwa: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10,32-33).

Kontrargument 3: Na świecie jest tak wiele bluźnierstw, że należy tylko modlić się i pokutować.

Modlitwa i pokuta są niezbędne, ale nie mogą stać się pretekstem do bezczynności. Wiara musi być poparta czynami. Bluźnierstwo nie jest tylko prywatnym wykroczeniem, ale publicznym grzechem, który dotyka Boga i całą wspólnotę. Dlatego publiczne bluźnierstwo wymaga również publicznej pokuty i jasnego świadectwa wiary.

Kontrargument 4: Osoby dopuszczające się bluźnierstwa są potężne i wspierane przez wpływowe organizacje pozarządowe, a nawet ze środków państwowych. Nie mamy z nimi żadnych szans.

Walka katolików dotyczy każdej pojedynczej duszy. Zwolennicy antychrześcijańskiej rewolucji mogą dysponować środkami ekonomicznymi, ale my mamy radość z poznania prawdy i możemy liczyć na łaskę Bożą.

Oto, co napisał na ten temat prof. Plinio Correa de Oliveira:

„Kiedy ludzie decydują się współpracować z łaską Bożą, dzieją się cuda historii: tak doszło do nawrócenia Cesarstwa Rzymskiego, powstania średniowiecza, odzyskania Hiszpanii, które rozpoczęło się w Covadonga; wszystkie te wydarzenia są wynikiem wielkiego przebudzenia dusz, na które podatne są całe narody. Ten rodzaj odrodzenia okazuje się niepokonany, ponieważ cnotliwy naród, który prawdziwie kocha swojego Boga, jest nie do pokonania”.

„Rewolucja i Kontrrewolucja” prof. Plinio Corrêa de Oliveira

Bluźnierstwo jest bezpośrednim atakiem na Boga, mającym poważne konsekwencje dla społeczeństwa i rodziny. Brak szacunku dla Boga i religii ma również negatywny wpływ na rodziców i władzę cywilną.

TFP Austria dziękuje za każde wsparcie i każdą modlitwę pokutną, które zostały złożone. Jesteśmy pewni, że opór był ważny i konieczny.

Nikt nie ma prawa szydzić z Matki Bożej ani z Kościoła Świętego. Kto znieważa Matkę Bożą lub jej Święty Kościół, kieruje swoje bluźnierstwo przeciwko samemu Chrystusowi. Jako jej dzieci i wierni czciciele powinniśmy zawsze być gotowi, z podniesionymi sercami, chwalić Ją i bronić: „Powstają synowie, by szczęście jej uznać, i mąż, ażeby ją sławić” (Prz 31,28).

Źródło: tfp.at

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

CzarnaLimuzyna, 24 lutego 2026 ekspedyt/proces-przeciw-braunowi-jest-procesem-przeciw-polsce

Jeżeli ktoś kręci nosem na to w jaki sposób reprezentuje Polskę w tym procesie Grzegorz Braun, to warto raz jeszcze zwrócić uwagę, że nikt do tej pory z grona innych formacji politycznych nie zgłosił się, nie wystąpił z szeregu stłamszonych tchórzy, a niektórzy dołączyli nawet do nagonki.

Z szeregu wystąpił, tak jak to określił ksiądz Marek Bąk, „jedyny mężczyzna”, Grzegorz Braun.

==================================

Przytaczam kilka ważnych cytatów, dołączając na końcu film z całości rozprawy.

Bogu dziękuję, że tak się właśnie zdarzyło, że mogłem zareagować.

Jestem szczęśliwy, że los, przypadek, Opatrzność tak zrządziła, że mogłem w sposób tak jasny, zdecydowany zareagować na bezeceństwo, które powinno oburzać każdego państwowca, każdego Polaka, który jest świadom w pełni zasad prawno- ustrojowych, które są fundamentalne dla istnienia Rzeczpospolitej Polskiej

Była to celebracja żydowskiego triumfalizmu nad nie Żydami. Była to celebracja wyższości plemienia żydowskiego nad wszystkimi innymi ludzkimi plemionami

– Cytaty –

To Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd i w sposób tak bezczelny… podbechtują, ponaglają wysoki sąd do szybszej, bardziej bezwzględnej rozprawy ze mną bez oglądania się na moje prawo do obrony!

Zarzuca mi się napaść, gdy tymczasem to ja zostałem napadnięty. To jest właśnie żydowska hucpa, wysoki sądzie. To jest właśnie największa bezczelność w całej tej sprawie.

(…) Napadła mnie pani zawodowa żydówka, bo później przeczytałem w gazecie, że tak się prezentuje, że należy do warszawskiej gminy żydowskiej, czyli z bycia Żydem uczyniła sobie jakąś część swojego życia, swojego udziału w życiu publicznym.

Napadła mnie, po czym nakłamała gazetom, prokuratorowi, który wziął to i bezkrytycznie, wytnij-wklej, powtórzył Wysokiemu Sądowi. Kluczowa kwestia. Pani zawodowa żydówka twierdzi, że odezwałem się do niej w sposób nieżyczliwy.

Uwaga, nawet gdybym się odezwał w sposób nieżyczliwy, to jeszcze nie jest przestępstwo. Chyba miałem, dalibóg sporo powodów, żeby odnieść się bez życzliwości do tej pani. A jednak nie odezwałem się ani słowem.

Rasiści oskarżają mnie o rasizm

A jednak nie odezwałem się ani słowem, zaś słowa fałszywie mi przypisane przez tą panią zostały nie wiadomo ile razy przedrukowane, powtórzone, nadano im rezonans, wydźwięk rasistowski. Rasiści oskarżają mnie o rasizm. Żydowscy rasiści talmudyści oskarżają mnie o to, że to ja dzielę ludzi na ludzi i podludzi.

Otóż z naciskiem to stwierdzam i to jest moje w tej kwestii wyjaśnienie kluczowe odnoszące się do faktografii. Ja do tej pani nie odezwałem się słowem, a dowody znajdzie, chwała Bogu, Wysoki Sąd, odtwarzając, mam nadzieję, w tej sali, wszystkie materiały, audio, foto-wideo, które są dostępne, które dokumentują to wydarzenie. Nie trzeba mi wierzyć na słowo, Wysoki Sądzie, no, ale lepiej byłoby też nie wierzyć na słowo mojej fałszywej oskarżycielce.

Bo skoro kłamie ona w sposób tak bezczelny, kontr-faktycznie, stwierdzając jakieś moje wypowiedzi, których nie było, no to w jakiej sprawie nie kłamie, wysoki sądzie? To w jakiej sprawie nie kłamie ta pani?

Ja byłem tam w prawie i u siebie, jako poseł na Sejm, nie tylko upoważniony, ale uwaga, wezwany przez moich wyborców do tego, żeby stać na gruncie polskiej racji stanu, polskiego interesu narodowego i standardów cywilizacji łacińskiej, z którymi się nie godzi program i praktyka sekty Chabad Lubawicz, no i tych stu z górką organizacji żydowskich, które mnie potępiają, a tę panią pochwalają.

Opinia biegłych o paleniu świecznika

Pan czy jeszcze poprzednia pani prokurator zamówił opinię biegłego i została sporządzona taka opinia przez pana profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Asakowicza, który stwierdza, cytuję, że świecznik chanukija nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i wspólnotę religijną, jeszcze raz dużymi literami, nie jest przedmiotem kultu. Nie. Trzy literki N i E. Nie jest.

Nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium RP wspólnotę religijną, kościół lub związek wyznaniowy. I stwierdził ten sam biegły profesor doktor habilitowany Eugeniusz Asakowicz, że uroczystość zapalenia świec w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 12 grudnia 2023 roku, uwaga, znowu to krótkie słówko, „nie”. Nie.

(…) „to wydarzenie nie stanowiło elementu celebracji religijnej, a zgaszenie świecznika nie stanowiło przeszkadzania w wykonywaniu aktu religijnego”. Bardzo doniosłe stwierdzenie.

No, tylko po przyjęciu takiej opinii, pan prokurator postanowił schować ją pod dywan, do szuflady, unieważnić i zamówił sobie następną opinię, ponieważ ta nie pasowała do przyjętej linii oskarżenia.

I otóż została zakontraktowana następna biegła. Pani doktor Edyta Gawron z judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego: wygoogla sobie Wysoki Sąd, mam nadzieję panią doktor Edytę Gawron, i zobaczy Wysoki Sąd, że jest ona nie jest li tylko przedstawicielem świata akademickiego, świata nauki, badaczem, publicystą.

Pani Edyta Gawron wchodzi do zarządu Żydowskiej Masonerii B’nai B’rith Polska. I ta organizacja, mówię Żydowska Masoneria, bo oni tam mają cenzus narodowościowy i gojów nie przyjmują. Otóż ta organizacja figuruje na liście tych organizacji, które mnie potępiły.

Otóż… B’nai B’rith … potępia mnie jako jeden z liderów tej akcji, tego niekończącego się seansu nienawiści, tej napaści medialnej i politycznej.

I oto osoba reprezentująca tę organizację, a więc z całą pewnością nie obiektywnie bezstronny rzeczoznawca, tylko zaangażowana funkcjonariuszka frontu ideologicznego, zostaje przez prokuraturę zakontraktowana jako biegły. Po to, żeby unieważnić wcześniejszą opinię profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Sakowicza. To jest hucpa, Wysoki Sądzie. To są drwiny z prawa, sprawiedliwości, zdrowego rozsądku.

To z Wysokiego Sądu chcą zrobić wykonawcę tego wyroku, który gdzie indziej już został napisany. Nie dopuśćmy do tego, żeby pani Gawron z zarządu B’nai B’rith Polska udrapowana w szaty obiektywnego, niezależnego biegłego, żeby dyktowała, co tutaj jest, a co nie jest prawdą w tej sprawie.

=======================

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Włodzimierz Czarzasty pokazał się w Kijowie jak kurier, który przywozi dobrą „nowinę w imieniu całej demokratycznej Europy.” Ta nowina to obietnica szybkiej integracji Ukrainy z UE, którą Ukraińcy słyszeli już setki razy, ale po raz pierwszy od osoby tak charyzmatycznej i prawdomównej.

Szczerze mówiąc śmiałe oświadczenie marszałka było aktem odwagi graniczącym z metafizyką. Nie wiadomo bowiem, czy w Brukseli i w stolicach państw unijnych już o tym wiedzą. Osobiście uważam, że Czarzasty uległ mistycyzmowi Bułhakowa, o co w Kijowie jest nie trudno, a zwłaszcza urokowi kota Behemota, który miał w zwyczaju grać w szachy i częstować damy czystym spirytusem. Jestem pewien, że wizerunek ogromnego czarnego czworonoga o błyszczących, dzikich, żółto-zielonych oczach skłaniał Czarzastego do wygłaszania tyrad, które jednych wprawiały w osłupienie, a innych w czarną rozpacz ku nieukrywanej radości przewrotnego kocura.

Zostawiając kota na boku trzeba zaznaczyć, że Polska pod Czarzastym zaczęła się liczyć. Decyduje, kto dostanie (a raczej nie dostanie) Nobla, kogo przyjmą do Unii, a kto ma jeszcze poczekać w przedsionku historii. Wreszcie ktoś przełamał te traktaty i kryteria kopenhaskie, uciążliwe procedury, jednomyślności i rozdziały negocjacyjne. Po co nam żmudne acquis communautaire, skoro mamy elokwencję i dobre serce?

Problem polega na tym, że nikt nie upoważnił pana Czarzastego do wygłaszania takich deklaracji. Nie jest szefem rządu, nie jest prezydentem, nie reprezentuje Rady Europejskiej ani Komisji. Ale to drobiazg. W polityce najważniejsze jest przecież poczucie misji. Kompetencje są przereklamowane.

Samo wystąpienie w Kijowie było pokazem infantylizmu i pustych uprzejmości. Poziom lewicowej małolatki na szkolnej akademii. Dużo miłości, zero konkretu. Żenujące wyznania uczuć i moralne uniesienia. Ani słowa o twardych interesach Polski.

I wreszcie frazes: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. A wolnej Ukrainy nie może być bez wolnej Polski”. Brzmi wzruszająco. Ma rodowód sięgający 1920 roku i romantyczną aurę wspólnego zmagania z bolszewizmem. Problem w tym, że historia Europy Wschodniej nie była wyłącznie poematem o wzajemnej wolności.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, których ideowi i polityczni spadkobiercy rządzą dziś na Ukrainie nie operowały logiką „wzajemnej wolności”. Ich program zakładał suwerenną i czystą etnicznie Ukrainę także kosztem konfliktu z Polską – i w praktyce oznaczał walkę z polską obecnością na wielu obszarach. Tak narodziły się rzezie wołyńskie określone w oficjalnej uchwale Sejmu jako ludobójstwo. To słowo jest obecne w polskiej pamięci państwowej, ale nie w słowniku polskich polityków.

W słowniku marszałka Sejmu też go nie ma. Jest za to banderowski okrzyk: „Chwała Ukrainie” którym Czarzasty posłużył się przemawiając w Radzie Najwyższej.

To szczególnie hańbiące, jeśli zważyć, że te właśnie słowa słyszeli jako ostatnie Polacy zarzynani przez banderowskich zbirów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jeżeli ktoś kto mieni się Polakiem nie rozumie co znaczą słowa wypowiadane nad dołami śmierci, ten igra z pamięcią własnego narodu. Jeśli ktoś nie rozumie ciężaru tych słów, to znaczy, że bardziej zależy mu na oklaskach za granicą niż na pamięci własnego narodu.

Leszek Miller

Pada im narracja. MEM-y

———————————————————————-

Oczywiście nie ta sama: Tam walczyły dwa szatańskie totalitaryzmy, a ludzie byli ofiarami OBU; np. uśmiercenie głodem ponad 612 tysięcy mieszkańców Petersburga było decyzją Stalina raczej, niż Hitlera.

A rzeź Gazy to decyzja jednego satanizmu. A „opinia światowa” się przygląda. md

============================

Napis słuszny.. ale… pfuj, umieszczam, ale te „wodnikowe wibracje” …

————-

—————

————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

W UE powstało „Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej”… Zajmie się ingerowaniem w wybory i cenzurą.

W UE powstała nowa instytucja.

Zajmie się ingerowaniem

w wybory i cenzurą

24.02.2026 tysol/w-ue-powstala-nowa-instytucja-zajmie-sie-ingerowaniem-w-wybory-i-cenzura

Na wtorkowym posiedzeniu Rady do Spraw Ogólnych ministrowie UE zostali zaproszeni przez Komisję i prezydencję Rady UE, aby zainaugurować rozpoczęcie prac Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej.

Jego celem będzie ingerowanie w procesy demokratyczne oraz przestrzeń publiczną państw członkowskich, cenzurowanie dostępnych treści i reakcja na „zagrożenia” w postaci prawicowych treści czy tendencji politycznych. KE zaangażowała w to nawet unijny wywiad, czyli Europejską Służbę Działań Wewnętrznych.

Budynek będący siedzibą Komisji Europejskiej

Budynek będący siedzibą Komisji Europejskiej / Komisja Europejska

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała:

W świecie, w którym informacja jest coraz częściej wykorzystywana jako broń do podważania naszych demokracji, podejmujemy działania. Dzięki Europejskiemu Centrum Odporności Demokratycznej zwiększymy naszą zbiorową zdolność do przeciwdziałania manipulacji informacjami zagranicznymi i dezinformacji. Wzmocni to naszą odporność, zapewni, że europejska debata publiczna pozostanie otwarta i uczciwa oraz umożliwi obywatelom udział w życiu demokratycznym.

Wojna z prawicą?

„Centrum ma pomóc uniknąć fragmentacji istniejących wysiłków, łącząc istniejące sieci i struktury, które już pracują nad opcjami zapobiegania, wykrywania, analizy i reagowania na wzorce zagrożeń w przestrzeni informacyjnej, pomagając każdemu w pełni wykorzystać swój potencjał i unikając powielania działań”

– stwierdzono w wydanym przez KE komunikacie.

Ingerencja w wybory

Do zadań nowo powołanej instytucji będzie należało „opracowanie narzędzi wspierających odporne wybory, w tym poprzez połączenie odpowiednich istniejących przepisów UE, miękkich środków i narzędzi dla państw członkowskich, które pomagają zaradzić manipulacjom i ingerencji w informacje zagraniczne (FIMI) oraz kampaniom dezinformacyjnym ukierunkowanym na procesy wyborcze w państwach członkowskich”.

W praktyce Centrum ma ingerować w wybory w państwach członkowskich i wprowadzać cenzurę treści w przestrzeni publicznej. Ma ono „zwalczać dezinformację” czyli każdą treść, która nie jest zgodna z narracją instytucji europejskich.

Specjalna platforma cenzorska

W ramach prac Centrum uruchomiona zostanie specjalna „platforma dla zainteresowanych stron” skupiająca „niezależne podmioty”, takie jak organizacje społeczeństwa obywatelskiego, zespoły doradcze, badacze, środowisko akademickie, weryfikatorów faktów i organizacje medialne, „w celu wspierania rozpowszechniania badań i innych wyników oraz zachęcania do wymiany między różnymi zainteresowanymi stronami, dostarczając wiedzy i spostrzeżeń do współpracy z państwami członkowskimi w Centrum”.

„Weryfikatorzy faktów” będą w rzeczywistości cenzorami, aby żadna treść, która nie jest zgodna z unijną narracją nie przebijała się do społeczeństw.

„Ochrona demokracji”

Nowa instytucja ma ponadto „zbadać różne modele angażowania obywateli w nasze wysiłki na rzecz ochrony demokracji, opierając się na cennych doświadczeniach zdobytych w wielu Państwach Członkowskich. Komisja wesprze tę refleksję, organizując w tym roku dwa panele obywatelskie na temat gotowości i budowania odporności demokratycznej”.

„Ochrona demokracji” jest w unijnym żargonie stosowana do działań mających na celu zwiększenie centralizacji UE, wspieranie sił lewicowo-liberalnych oraz wybranych kandydatów w wyborach w państwach członkowskich. Mieliśmy tego przykład w Polsce, której Komisja Europejska tak długo wstrzymywała należne fundusze, aż zmieniła się władza na tę pokrewną dla europejskiego mainstreamu.

Centrum ma mieć wsparcie wywiadu UE

„Komisja, przy udziale Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (rodzaj unijnej agencji wywiadowczej), będzie wspierać działania Centrum, korzystając z istniejących narzędzi i wiedzy specjalistycznej oraz wzmacniając koordynację między odpowiednimi instrumentami i sieciami UE”.

„Dzięki zewnętrznemu wymiarowi Europejskiej Tarczy Demokracji Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ), w koordynacji z Komisją, zintensyfikuje swoje prace mające na celu zwalczanie manipulacji i ingerencji w informacje zagraniczne (FIMI) poza naszymi granicami. ESDZ wzmacnia potencjał delegatur i przedstawicielstw UE za granicą, wykorzystując partnerstwa w celu zbiorowego reagowania na FIMI.”

– doprecyzowano.

W praktyce unijny wywiad jakim jest ESDZ będzie zdobywał informacje o wszystkich „nieprawomyślnych” obywatelach, aby Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej mogło wypełniać wobec nich swoje zadania.

Sztandarowa inicjatywa Europejskiej Tarczy Demokracji

Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej jest sztandarową inicjatywą Europejskiej Tarczy Demokracji, przedstawioną we wspólnym komunikacie z dnia 12 listopada 2025 r., zgodnie z wytycznymi politycznymi i orędziem o stanie Unii wygłoszonym w 2025 r. przez przewodniczącą von der Leyen. Europejska Tarcza Demokracji określiła szereg konkretnych środków mających na celu wzmocnienie wpływu Komisji Europejskiej na demokracje w całej UE.

„W dobie narastającej konfrontacji politycznej, konfliktów regionalnych i międzynarodowych oraz szybkich zakłóceń technologicznych demokracje stoją w obliczu nacisków wewnętrznych i zewnętrznych. Reżimy autorytarne starają się wykorzystywać podziały, siać nieufność i ograniczać podmioty demokratyczne, takie jak wolne media i społeczeństwo obywatelskie. Czyniąc to, podważają zaufanie do instytucji demokratycznych, podważają wolne i uczciwe wybory oraz kwestionują same wartości, na których opiera się Unia Europejska. Zagrożenia te pojawiają się na tle głębokiej transformacji cyfrowej, która niesie ze sobą zarówno nowe możliwości, jak i nowe słabe punkty. Jednocześnie spadające zaufanie i zaangażowanie społeczeństwa, a także bezprecedensowe ryzyko, na jakie narażone są organizacje społeczeństwa obywatelskiego, jeszcze bardziej zagrażają promowaniu praw podstawowych w całej UE”.

Spotkanie wysokiego szczebla

W dniu 29 stycznia w Brukseli odbyło się spotkanie techniczne wysokiego szczebla, w którym w pełni uczestniczyły wszystkie państwa członkowskie UE, a także Komisja Europejska, ESDZ, Parlament Europejski i prezydencja Rady. Uczestnicy omówili misję i ramy Centrum oraz zgodzili się co do potrzeby skoordynowanych, wspólnych działań w celu wspierania odporności demokracji.

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

February 9, 2026 nondraco/bp-jozef-strickland-o-decyzji-sspx

“Obecna sytuacja dotycząca Bractwa św. Piusa X ponownie ujawniła poważną i nierozwiązaną rzeczywistość w Kościele – której nie można w odrzucić, w nieskończoność odsuwać bądź odpowiadać na nią milczeniem.

W latach po soborze abp Marceli Lefebvre działał w przekonaniu, że istotne elementy życia Kościoła – tradycyjna formacja kapłaństwa, teologia sakramentalna, która ją kształtowała oraz Msza, która żywiła niezliczonych świętych – zostały porzucone bądź aktywnie usunięte.

Z tego kryzysu wyłoniło się Bractwo św. Piusa X i, przez dziesięciolecia, zachowywało te rzeczywistości, podczas gdy niewielu innych chce lub może to robić. To zachowywanie nie miało charakteru ideologicznego czy też nostalgicznego. Aby wyświęcać kapłanów, bierzmować wiernych i rządzić tak by tradycyjne życie sakramentalne Kościoła nie wygasło w okresie głębokiego zamętu, konieczni są biskupi.

Podczas, gdy pierwsze pokolenie biskupów, na których spoczęła ta odpowiedzialność, odchodzi ze sceny, Bractwo wielokrotnie podnosiło konkretną troskę: bez nowych biskupów, nie można utrzymać ciągłości formacji kapłańskiej i życia sakramentalnego. To nie jest oczekiwanie nowości, władzy czy czegoś wyjątkowego. To kwestia czy coś zachowanego wielkim kosztem dla życia Kościoła ma zniknąć wskutek bezczynności. Gdy tego rodzaju troski są wysuwane spokojnie, z szacunkiem i wielokrotnie, i spotykają się nie z jasną odpowiedzią, lecz milczeniem – sama zwłoka staje się decyzją. Bezczynność staje się sądem. Zaś milczenie zaczyna być odpowiedzią.

Kościół jest wg Bożego planu hierarchiczny, zaś władza istnieje by strzec tego co mu powierzono. Na władzy tej spoczywa poważna odpowiedzialność: strzeżenia kapłaństwa, zachowania ciągłości apostolskiej oraz jasnej wypowiedzi, gdy na szali są istotne rzeczywistości.

Jedności Kościoła nie zachowuje się przez dwuznaczność. Wierność nie jest zagrożeniem, Tradycja nie jest wrogiem. Gdy toleruje się tych, którzy otwarcie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła, podczas, gdy ci pragnący ciągłości są traktowani jako podejrzani, to znaczy, że coś zostało odwrócone.

Obecna chwila wymaga modlitwy, uczciwości i odwagi zwłaszcza od tych, którym powierzono władzę. Zbawienie dusz musi pozostać najwyższym prawem Kościoła. Milczenie nie może stanowić ostatniego słowa.”

(źródło i całość)

Korupcja spoiwem demokracji

Korupcja spoiwem demokracji

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 24 lutego 2026 michalkiewicz

Któż z nas nie słyszał zachęty do myślenia pozytywnego? Myślenie pozytywne, w pewnym, być może nawet chamskim uproszczeniu, polega na tym, by we wszystkim dostrzegać – jak powiedziałby Kukuniek – „plusy dodatnie”. Na przykład sprawa programu SAFE. Z deklaracji pana prezydenta Karola Nawrockiego podczas spotkania w Hajnówce wynika, że rząd nie tylko podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale i później też, nie przedstawił mu żadnych szczegółów na temat tej wysokiej, prawie 44 mld euro, pożyczki zbrojeniowej.

A szczegóły są przynajmniej dwa: po pierwsze – jakiego rodzaju zabezpieczenie tej pożyczki będzie musiała przedstawić Polska – bo nie chce mi się wierzyć, żeby na tym świecie pełnym złości ktokolwiek – a już zwłaszcza brukselskie biurokratyczne gangi – udzielały pożyczek bez zabezpieczenia. Po drugie – czy wśród warunków pożyczki nie ma aby mechanizmu warunkującego – który tyle zgryzot nam przysporzył przy równie hojnym programie KPO? Takie rzeczy lepiej wiedzieć z góry, niż potem obudzić się z fiutem w garści – jak to było udziałem tak zwanych „frankowiczów”. Tymczasem obywatel Tusk Donald albo tego nie wie – bo Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje raczej mu się nie zwierza, tylko zleca zadania – albo nawet czegoś tam się domyśla – ale właśnie dlatego za żadne skarby nie zdradzi nikomu, o co tu naprawdę chodzi.

Jak ten dylemat rozstrzygnąć w kategoriach myślenia pozytywnego? Pierwsza możliwość z jednej strony świadczyłaby dobrze o obywatelu Tusku Donaldu – że sam nie wie, więc żadnych informacji prezydentu Karolu Nawrockiemu przekazać nie może. Że – mówiąc krótko – jest poczciwym durniem, który myśli, że to wszystko naprawdę. Ale jeśli nie wie i wszystkim, którzy wysuwają jakieś wątpliwości zarzuca „zdradę”, to nie tylko jest durniem, ale i łobuzem. Zatem nawet rozpatrując rzecz w kategoriach myślenia pozytywnego, choćby z kurtuazji, musimy tę możliwość odrzucić.

No dobrze – ale druga ewentualność wygląda na jeszcze gorszą; jeśli obywatel Tusk zna szczegóły – ale od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje ma surowo zakazane (wiecie, rozumiecie, Tusk; Maul halten, bo inaczej przypomnę, skąd wam wyrastają nogi!) – ich ujawnianie, a jednocześnie obrzuca epitetami „zdrajców” wszystkich, którzy demonstrują wątpliwości – to by znaczyło, że jest renegatem bez sumienia.

No tak – ale w tej sytuacji nie możemy już nazywać go durniem – a to już jakiś postęp, podobny do tego w genewskich rozmowach na temat zakończenia wojny na Ukrainie. Nie jest to dużo – ale dobre i to. Jak widzimy, myślenie pozytywne przynosi jakieś rezultaty nawet w sytuacjach, wydawałoby się – bez wyjścia. Podobnie jest z Księciem-Małżonkiem. Dopóki był poddanym brytyjskim, to chociaż pojawiały się podejrzenia, że może wysługiwać się wywiadowi brytyjskiemu – nawet jako minister obrony narodowej naszego bantustanu, chodził na dłuższej smyczy, niż po przejściu na służbę niemiecką po tak zwanym „hołdzie berlińskim”.

Po przejściu na stronę Volksdeutsche Partei smycz chyba znacznie się skróciła, bo jakże inaczej wytłumaczyć skwapliwą hojność Księcia-Małżonka, który na wieść, że jeden z najbliższych kolaborantów prezydenta Zełeńskiego, Timur Mindycz przytulił 100 mln dolarów i czmychnął do Izraela, natychmiast zaoferował Ukrainie 100 mln dolarów – żeby nikt nie miał krzywdy?

Ponieważ podejrzewam, że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podobnie jak inni uczestnicy „koalicji chętnych”, brali od prezydenta Zełeńskiego procenty od sum, którymi futrowali Ukrainę, a sprytny ukraiński komik zapisywał w kapowniku, ile kto wziął i gdzie schował, to Reichsfuhrerin surowo przykazała Księciu-Małżonku, żeby „założył” za Timura Mindycza, nie troszcząc się, rzecz prosta, skąd ten wasal weźmie taką forsę. Od tego są przecież wasale, żeby suzerenowie żyli sobie beztrosko.

W ramach myślenia pozytywnego zakładam bowiem, że z obywatelem Tuskiem Donaldem, czy z Księciem-Małżonkiem prezydent Zełeński ani myślał czymkolwiek się dzielić, wiedząc, że i jeden i drugi jest niemieckim chłopcem na posyłki. Z jednej strony to trochę upokarzające – no ale z drugiej – radosne, bo czyż świadomość, że prezydent Zełeński nie musiał plamić korupcją ani obywatela Tuska Donalda, ani Księcia-Małżonka, nie jest radosna?

Wreszcie na naszych oczach rozgrywa się przedstawienie, dzięki któremu – skoro już o korupcji była mowa – możemy przekonać się o pozytywnym wpływie korupcji politycznej na demokrację. Mam oczywiście na myśli rozpad partii jednorazowego użytku, czyli „Polski 2050”, na dwa kluby poselskie: Polska 2050 pod kierownictwem pani Pełczyńskmiej-Nałęcz i klub „Centrum” pod kierownictwem Wielce Czcigodnej Pauliny Hening-Kloski. Nawiasem mówiąc dotychczas wydawało mi się, że pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz też jest Wielce Czcigodna – ale okazało się, że wcale nie – że nie jest poślicą, tylko prostym ministrem w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Pewnie dlatego tak go molestowała, by zrobił z niej wicepremiera, przed czym obywatel Tusk Donald, najwyraźniej przekonany, że stanowisko ministerialne, to i tak za dużo, bronił się rękami i nogami.

Wiadomo bowiem, że uczestników koalicji trzeba korumpować stanowiskami w rządzie i w spółkach Skarbu Państwa, gdzie też można usta umoczyć w melasie – ale bez przesady – żeby nikomu nie przewróciło się w głowie.

Franciszek Fiszer wspominał, jak za panowania Mikołaja II odbywało się na Zamku w Warszawie przyjęcie na cześć cesarza. „Uczta trwała trzy doby. Sprowadzono z Paryża 200 beczek zup, podano dwa tysiące bażantów. Stałem na czele szlachty łomżyńskiej tuż u boku majestatu. Kiedy po trzech dniach wyszliśmy na dziedziniec, Czerkiesi szarżowali i płazowali nas szablami – opowiadał Fiszer. – Płazowali szablami – dlaczego? Pytali zdumieni słuchacze. – Żeby nam się w głowach nie poprzewracało.

Mimo rozłamu zarówno jedna, jak i druga szajka deklaruje, że koalicji 13 grudnia nic nie zagraża. A dlaczego nic nie zagraża? A dlatego, że kto tylko spośród Wielce Czcigodnych posłów Polski 2050 miał zostać skorumpowany, to został – ponieważ nie zanosi się, by ktokolwiek pod tym szyldem w roku 2027 w ogóle dostał się do Sejmu, to każdy wie, że musi obiema rękami trzymać się tego, do czego się dorwał, że w ramach „służby dla Polski” musi wyssać wszystko, co tylko jest do wyssania – żeby starczyło na następną, „pustą” kadencję, a może nawet i na resztę życia.

Gdyby tak nie było, to zaraz by się rozpoczęły tak zwane „rozmowy programowe” to znaczy – komu jaka synekura, czy to w rządzie, czy w zarządach lub radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Vaginet obywatela Tuska Donalda ma niewielką większość w Sejmie, więc musi uwzględniać pragnienia i ambicje każdego fajdanisa – jak powiedziałby marszałek Piłsudski. To oczywiście oznacza korupcję, jako zasadę rządzenia – ale czyż nie dzięki temu właśnie nasza młoda demokracja sprawia wrażenie stabilnej – oczywiście dopóty, dopóki w Berlinie nie podejmą jakiejś innej decyzji? To prawda – ale wiadomo, że na tym świecie nic nie trwa wiecznie.

Stanisław Michalkiewicz

Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu


Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Był „pielęgniarzem łącznikowym ds. osób transpłciowych”. Miał wspierać pacjentów identyfikujących się jako trans, pracował również przy segregacji medycznej na oddziale pediatrycznym.

I to właśnie tam miał dostęp do małych chłopców i masowo ich molestował.

Sprawa miała miejsce w szpitalu Great Western Hospital w Swindon w Anglii. Pielęgniarz Ashley Boyd pełnił funkcję wyznaczoną mu przez lobby LGBT, a zaakceptowaną oficjalnie w szpitalu ze względu na panującą w UK poprawność polityczną.

Z pewnością kojarzy Pan, o czym piszę – lobby LGBT wprowadza w kolejne miejsca swoich „rzeczników”, „sygnalistów”, „łączników” i inne osoby, które mają zajmować się wymuszaniem dla nich specjalnych praw i pilnowaniem ich interesów. Najczęściej osoby te same rekrutują się ze środowiska zboczeńców. 

Tak było i tym razem. Boyd był przewodniczącym lokalnej inicjatywy Swindon & Wiltshire Pride – corocznego pikniku dla homoseksualistów z tych dwóch angielskich hrabstw. Obracał się w środowisku homo, bi i trans, zajmował się sześciokolorowym aktywizmem nie tylko w szpitalu, ale i w swoim prywatnym czasie. Pewnie dlatego został wybrany, by być pielęgniarzem-łącznikiem dla LGBT.

Boyd zabierał chłopców do gabinetu i pod pretekstem oględzin dotykał ich miejsc intymnych. Bez wskazań medycznych ani wiedzy i zgody rodziców. Nie robił też żadnych wpisów do dokumentacji.

Chłopiec z zapaleniem migdałków miał zdejmować majtki. Podobnie ten z urazem głowy. Itp. itd… Pielęgniarz świadomie nadużywał swojej funkcji, aby zaspokoić swoje fascynacje, m.in. macał małych pacjentów w miejsca intymne i wkładał ręce pod ich bieliznę.

 Wszystko działo się w ciszy gabinetu, więc dziecko zostawało samo „z tajemnicą”.

Wspieram

Przez długi czas przełożeni w szpitalu wiedzieli o zachowaniu Boyda, jednak nie reagowali lub podejmowali działania pozorne – upominali podwładnego, prosili, aby zachowywał się przyzwoicie lub udawali, że nic nie widzą. Nie chcieli urazić środowisk LGBT… Co charakterystyczne – zboczeniec nie mógł się jednak opanować i krzywdził kolejnych chłopców. Było to molestowanie typowo homoseksualne: na linii mężczyzna-chłopcy.

Policja została wezwana dopiero, gdy inni szeregowi pracownicy szpitala powiadomili o sprawie brytyjską Radę Pielęgniarską. Rada zgłosiła sprawę do organów ścigania, a Boyd wylądował w areszcie, gdzie oczekuje w tej chwili na proces i wyrok.

========================================

Szanowny Panie,

Ta sprawa tylko pozornie dotyczy jednego szpitala w Anglii.

Wspieram

Faktycznie jest przykładem na niepokojące zjawisko, które można obserwować niemal wszędzie: gdziekolwiek LGBT ma dostęp do dzieci, pojawia się tendencja do molestowania i wykorzystywania seksualnego tych dzieci. Środowiska, które celebrują swoje zboczenia, nie potrafią się hamować. A różne rodzaje zboczeń w dziedzinie płciowości – idą z sobą w parze.

W Polsce dzieci też są zagrożone. Pisałam już Panu o ruchach obecnego rządu. Planują oni przepchnąć na siłę przez Sejm i Senat ustawę o statusie osoby najbliższej, pod którą kryją się po prostu związki partnerskie. A kto potrzebuje takich związków? Na pewno nie pary heteroseksualne, dla których jest normalne małżeństwo. Potrzebują ich pary homoseksualistów, które w ten sposób usankcjonują swoje pożycie i będzie im łatwiej zażądać przysposobienia dzieci. Osierocone dzieci będą ryzykować kolejną traumę – wykorzystywanie seksualne przez dwóch gejów lub dwie lesbijki.

Dlatego jeszcze raz bardzo proszę o podpisanie petycji do posłów, senatorów i samego Prezydenta RP o zahamowanie przepisów o statusie osoby najbliższej. Lobby LGBT bardzo chce, aby takie regulacje weszły do polskiego prawa, ale wtedy zacznie się prawdziwa wojna o dzieci.

Aby podpisać petycję wystarczy kliknąć w link:

i postępować według dalszych wskazówek.

Nie bądźmy obojętni. Nie dajmy w Polsce wprowadzić tego samego szaleństwa, jakie zapanowało już w Wielkiej Brytanii i innych państwach przeżartych pseudotolerancją dla środowisk, które robią dzieciom straszną krzywdę.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Historię pielęgniarza LGBT, który molestował chłopców w szpitalu, przeczyta Pan także na portalu Fundacji: https://ratujzycie.pl/pielegniarz-ds-transplciowych-molestowal-dzieci-w-gabinecie/. Zachęcam, aby podać link dalej – ostrzegajmy się nawzajem. Dla dobra dzieci.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Odra. Szczepionka 27 razy [!!] bardziej śmiertelna niż choroba

Szczepionka 27 razy bardziej śmiertelna niż choroba

Marek Wójcik 21. lutego szczepionka-27-razy-bardziej-smiertelna-niz-choroba

Szczepienia przeciwko odrze a zakażenie odrą od 1995 r.

193 zgłoszenia z USA dotyczące zgonów po szczepieniach MMR/MMRV z danymi identyfikowalnymi
7 zgonów związanych z zakażeniami odrą w Stanach Zjednoczonych (monitorowanie CDC).

Cytat z opublikowanego w środę artykułu na tkp.at: Od 1995 roku szczepionki przeciwko odrze spowodowały w USA o 2657% więcej zgonów, niż zakażenia odrą. Źródło.

Podany w tytule tego artykułu współczynnik 27 jest w rzeczywistości wyższy. Nie tylko dlatego, że w VAERS – amerykańskiej bazie danych -zgłaszane jest zaledwie 1% przypadków występowania szkód poszczepiennych. 7 × 27 = 189, natomiast w tej bazie danych znajdują się zgłoszenia o śmierci związanej ze szczepieniem odry dotyczące 193 tragicznych przypadków. Z drugiej strony wszystkie zgony z powodu odry są bardzo skrupulatnie zbierane i publikowane.

Przypadki zgonów z powodu odry w Niemczech (1961 – 1995).
Masowe szczepienia rozpoczynane są zawsze w momencie, gdy choroba praktycznie zanika, by wykorzystać naturalny proces jako argument dla wyznawców szczepionkowej religii.

Kiedy środki wprowadzane ponoć w celu ochrony przed chorobą, są wielokrotnie bardziej groźne niż sama choroba, to można oczekiwać, że zostaną wycofane i informacja o takim zagrożeniu zostanie podana do wiadomości publicznej.

Tak postąpiłoby Ministerstwo Zdrowia w kraju, gdzie życie ludzkie ma większe znaczenie, niż zyski producentów szczepionek. W niektórych krajach europejskich mamy obowiązek szczepień przeciwko odrze.

Szczepienia przeciwko odrze są obowiązkowe w kilku krajach europejskich, w tym w Polsce, Niemczech (od 2020 r.), we Francji (od 2018 r.), we Włoszech (12 obowiązkowych szczepień, w tym MMR), a także m.in. w Czechach, Słowacji, Słowenii, Bułgarii i na Węgrzech. Obowiązek ten często dotyczy dzieci przed przyjęciem do żłobka lub przedszkola. Odpowiedź SI (Sztucznej Inteligencji – czytaj sztucznej ignorancji) na pytanie: w jakich krajach szczepienia przeciw odrze są obowiązkowe?

Jak Kaziu pokonał Sztuczną Inteligencję?

Jesteśmy już przyzwyczajeni do kretyńskich zaleceń władz w celu „ochrony” przed wyolbrzymionym, często zmyślonym zagrożeniem. W rzeczywistości chronione są jedynie interesy koncernów i jednocześnie odbierane nasze prawa do decyzji o własnym życiu. Wiem, większość z was słyszała to setki razy. Z drugiej strony ile razy słyszeliście o „bezpiecznych i skutecznych” eliksirach wielkiej farmacji?

Skoro potęga reklamy nie na wszystkich zadziałała, to wprowadza się przymus do „szczęścia” i skutecznego zabijania lub kaleczenia naszych dzieci. Bo zapłacisz karę, bo nie przyjmą do przedszkola albo dostaniesz broszurkę o cudownej szczepionce i wrednych antyszczepionkowcach.

A może by tak wybrać wolność?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Bluźnierstwa. Szydera z umęczonego Jezusa, kpina z Chrztu Pańskiego. Skandal w „Muzeum Początków Państwa Polskiego” w Gnieźnie

Szydera z umęczonego Jezusa, kpina z Chrztu Pańskiego. Skandal w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie

pch24.pl/szydera-z-umeczonego-jezusa-kpina-z-chrztu-panskiego-skandal-w-muzeum-poczatkow-panstwa-polskiego-w-gnieznie

(Źródło: YouTube/ Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie )

Na wystawie „Re: średniowiecze. 1000 lat, 1000 wersji” umieszczonej w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie znalazły się skandaliczne obrazki kpiące ze świętości. Wśród nich szydercze memy z umęczonym Panem Jezusem, czy kpiną z Chrztu Pańskiego. Muzeum jest placówką samorządową.

W założeniu wystawa ma ukazać widzom, że średniowiecze nie jest zamkniętym rozdziałem historii i wpływa na nasze czasy. Najwyraźniej uznano, że konwencja mema będzie tu dobrym nośnikiem do ukazania owych nawiązań. Tyle tylko, że twórca prac za nic miał istotne dla katolików świętości oraz uznał, że kpina z powiązania tysiącletniej historii państwa polskiego z chrześcijaństwem to sztuka.

Memy to reprodukcja średniowiecznych malowideł oraz podpisy Zofii Załęskiej, historyk sztuki z UW. I tak oto pośród eksponatów znalazły się obrazoburcze memy. Jeden z nich przedstawia Chrzest Pański i zawiera opis „kiedy chciałeś iść na plażę nudystów, ale jednak trochę się wstydzisz”. Z kolei przy wizerunku ubiczowanego Pana Jezusa umieszczono podpis: „kiedy próbujesz wykąpać kota”. Na wystawie znalazło się też niesmaczne nawiązanie do Zmartwychwstania.

Całość wieńczy notatka organizatora wystawy: „Prezentowane memy są autorską wypowiedzią artystyczną. Niektóre treści mogą być uznane za kontrowersyjne lub naruszająca czyjąś wrażliwość. Zamiarem twórców wystawy nie jest obrażanie kogokolwiek”.

Jedna prosta formułka i załatwione!? Już można bezkarnie opluwać świętości? A ci, którzy nie rozumieją „prawdziwej sztuki” i oburzają się, to zapewne ów „ciemnogród”, a do tego najpewniej średniowieczny?

Sprawą zajął się Łukasz Grabowski, wielkopolski radny, który wystąpi z wnioskiem o kontrolę komisji rewizyjnej w gnieźnieńskim muzeum. Grabowski nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z profanacją i obrazą uczuć religijnych. A jak dodaje, podobne opinie napływają do niego od mieszkańców. „Muzeum nie błysnęło przy okazji ostatnich rocznic, zaś dziś dyrekcja buduje swój przekaz na obrazie uczuć religijnych. Na to nie może być zgody. Na pewno niezwłocznie będziemy reagować” – zadeklarował.

Źródło: opoka.org.pl, niezalezna.pl, gniezno.eu

MA

Miał zwichnięty bark, pojechał do szpitala. Zetknięcia z państwową służbą zdrowia nie przeżył

Miał zwichnięty bark, pojechał do szpitala.

Zetknięcia z państwową służbą zdrowia

nie przeżył

24.02.2026 zetkniecia-z-panstwowa-sluzba-zdrowia-nie-przezyl

Szpital, SOR.
NCZAS.INFO | Szpital, SOR. / Fot. PAP

Śmierć po rutynowym zabiegu i kolejne śledztwo prokuratorskie. Pan Maciej poszedł do szpitala ze zwichniętym barkiem, do domu nie wrócił już nigdy. Rodzina walczy o sprawiedliwość.

Dramat rozegrał się w połowie stycznia. 45-letni pacjent zgłosił się do placówki ze zwichniętym barkiem – urazem bolesnym, lecz w standardowych warunkach całkowicie niezagrażającym życiu. Splot niewyjaśnionych wciąż decyzji doprowadził jednak do katastrofy.

Z relacji pracowników oddziału, którzy zdecydowali się zawiadomić organy ścigania, wynika, że lekarz dyżurny miał podjąć decyzję o samodzielnym podaniu znieczulenia ogólnego pacjentowi. Nie wezwał anestezjologa, a potem nie podłączył aparatury monitorującej funkcje życiowe.

Przez blisko dwadzieścia minut pacjent pozostawał poza jakimkolwiek nadzorem medycznym. Gdy personel zorientował się, że mężczyzna nie oddycha, rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie. Reanimacja, tracheotomia przywróciły akcję serca i oddech, jednak mózg został już nieodwracalnie uszkodzony w wyniku głębokiego niedotlenienia i obrzęku. Lekarze nie dawali szans na poprawę stanu zdrowia. Pacjent został przekazany do hospicjum, gdzie po dwóch dniach zmarł.

Rodzina przez długi czas nie wiedziała, co się z panem Maciejem dzieje. Szpital nie udzielał informacji, a o dramatycznym przebiegu wizyty na SOR-ze bliscy dowiedzieli się dopiero od lokalnych dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. – Szpital nas po prostu zbył – relacjonują rozgoryczeni.

Autorzy zawiadomienia do prokuratury twierdzą, że lekarz odpowiedzialny za pacjenta próbował po fakcie zastraszyć personel. Miał grozić pracownikom zwolnieniami z pracy, jeśli cała sytuacja „wyjdzie na jaw”.

Dyrekcja Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu unika merytorycznego odniesienia się do zarzutów. W odpowiedzi na szereg pytań wydano jedynie lakoniczny komunikat informujący, że „trwa postępowanie wyjaśniające”. Co zaskakujące, do oświadczenia dołączono nieprzystającą do tragicznych okoliczności wzmiankę, w której placówka chwali się dysponowaniem „jednym z najnowocześniejszych” oddziałów ratunkowych w Polsce.

Śmierć pana Macieja nie jest jedynym wątkiem badanym obecnie przez prokuraturę w tej placówce. Śledczy przyglądają się również sprawie nagłego zgonu pacjentki onkologicznej, przyjętej na oddział z migotaniem przedsionków. Kobieta została umieszczona na zwykłej sali, z dala od dyżurki pielęgniarskiej, bez dostępu do pulsoksymetru czy aparatury monitorującej. Zmarła w nocy, z powodu niewydolności oddechowej, o czym rodzina została poinformowana dopiero rano.