Chiny: Planetarna obserwacja rakiet, przekazywanie informacji sojusznikom

Chiny: Obserwacja rakiet

Przejdźmy do sedna sprawy: BRICS pogrążone są w głębokiej śpiączce. Rozbite, przynajmniej tymczasowo, przez Indie – które akurat w tym roku organizują szczyt BRICS. Cóż za fatalny moment.

Indie zdradziły kolejno obu pełnoprawnych członków BRICS, Rosję i Iran. Przypieczętowując sojusz z „syndykatem Epsteina”, New Delhi jednoznacznie udowodniło, że nie tylko jest niewiarygodne, ale co więcej, cała jego wzniosła retoryka przewodzenia „globalnemu Południu” legła w gruzach – i to definitywnie.

BRICS będzie musiało zostać całkowicie zrestrukturyzowane: nawet Wielki Mistrz Siergiej Ławrow będzie musiał dojść do tego nieuniknionego wniosku. Pierwotny Trójkąt Primakowa, „RIC”, umiera kolejny dzień. Nawet jeśli Indie nie zostaną wykluczone z BRICS – zawieszenie jest możliwe – „RIC” będzie nieuchronnie musiało zostać przetłumaczone jako Rosja-Iran-Chiny, a nawet „RIIC” (Rosja-Iran-Indonezja-Chiny).

Jeśli chodzi o naszą pozycję na wielkiej szachownicy, profesor Michael Hudson podsumowuje ją następująco: „Wielka, użyteczna fikcja odeszła w zapomnienie. Ameryka nie chroni świata przed atakami Rosji, Chin i Iranu. Jej długoterminowy cel, jakim jest kontrola globalnego handlu ropą naftową, wymaga ciągłego terroryzmu i permanentnej wojny na Bliskim Wschodzie”.

Niezależnie od tego, co wydarzy się dalej, terroryzm w Azji Zachodniej będzie trwał nadal – podobnie jak „syndykat Epsteina”, który w wyniku przewrotnej bezsilności i czystej wściekłości uwolnił Czarny Deszcz na ludność cywilną Teheranu, ponieważ Irańczycy nie zgodzili się na zmianę reżimu.

Co więcej, sedno problemu jest jaśniejsze niż kiedykolwiek, przynajmniej do połowy stulecia. Albo zwycięży system wyjątkowego chaosu międzynarodowego, albo zostanie on zastąpiony równością napędzaną przez Globalne Południe, z Chinami na czele.

To dwuczęściowa analiza kluczowej interakcji między państwami BRICS w kontekście wojny z Iranem. W tym miejscu skupiamy się na Chinach. Następnie skupimy się na Rosji i Indiach.

Nie strzelaj! Jestem własnością Chińczyków!

Bezsensowne spekulacje MICIMATT (Military-Industrial-Congressional-Intelligence-Media-Academic-Think Tank Complex) na temat informacji wywiadowczych USA, które „sugerują”, że Chiny przygotowują się do pomocy Iranowi, są kolejnym dowodem na to, jak chińska wyrafinowana wiedza całkowicie wymyka się żałosnym „analizom” Barbarii.

Po pierwsze: energia. Chiny i Iran zawarły 25-letnią umowę o wartości 400 miliardów dolarów, korzystną dla obu stron, która w zasadzie łączy inwestycje w energię i infrastrukturę.

W praktyce Cieśnina Ormuz jest zablokowana z powodu panicznego wycofania się zachodnich firm ubezpieczeniowych. Nie dlatego, że zablokował ją Teheran.

Chiny otrzymują 90% całkowitego eksportu ropy naftowej z Iranu, co stanowi 12% całkowitego chińskiego importu. Kluczowe jest to, że Chiny zachowują dostęp do irańskiego eksportu, a także do eksportu z Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Kataru i Iraku: wynika to z silnego strategicznego partnerstwa między Teheranem a Pekinem, co oznacza, że ​​tankowce płynące do Chin mogą przepływać przez Cieśninę Ormuz w obu kierunkach.

Pekin i Teheran wynegocjowały dwustronne bezpieczne przejście, działające od zeszłego piątku, w kluczowym korytarzu morskim, który jest praktycznie zamknięty dla wszystkich stron. Nic dziwnego, że coraz więcej tankowców nadaje teraz na swoich transponderach magiczne hasło „Chinese Owned”. To ich morski paszport dyplomatyczny.

Tłumaczenie – i to jest mega-gra zmieniająca zasady gry: koniec talasokratycznej hegemonii Imperium Chaosu.

„Wolność żeglugi” na wybranych korytarzach morskich oznacza teraz „umowę z Chinami”. Chińska własność – w porządku, ale nie europejska, japońska, ani nawet południowokoreańska.

Teheran otrzymuje w dużych ilościach chińską pomoc techniczną na wojnę z syndykatem Epsteina. A zaczęło się to jeszcze przed wojną.

Chiński okręt rozpoznawczy Liaowang-1, będący nową generacją okrętów SIGINT (wywiadu sygnałowego) i służący do śledzenia przestrzeni kosmicznej, od kilku tygodni krąży u wybrzeży Omanu, dostarczając Iranowi w czasie rzeczywistym elektromagnetycznych informacji o ruchach morskich i powietrznych syndykatu Epsteina.

Przyczynia się to w znacznym stopniu do precyzji większości irańskich ataków.

Liaowang-1, eskortowany przez niszczyciele typu 055 i 052D, posiada co najmniej pięć kopuł radarowych i anteny o wysokiej czułości, a jednocześnie precyzyjnie śledzi co najmniej 1200 celów powietrznych i rakietowych, wykorzystując algorytmy głębokich sieci neuronowych. Zasięg czujników wynosi około 6000 kilometrów.

Piękno tego rozwiązania polega na tym, że czujniki te mogą równie dobrze śledzić chińskiego satelitę, jak i amerykański lotniskowiec.

Tłumaczenie: Chiny pomagają swojemu strategicznemu partnerowi bez oddania ani jednego strzału, po prostu wdrażając na wodach międzynarodowych platformę nadzoru opartą na sieci neuronowej.

Tak, Chiny nagrywają wojnę na żywo 24 godziny na dobę.

Oprócz satelity Liaowang-1, ponad 300 satelitów Jilin-1 rejestruje dosłownie wszystko, tworząc ogromną bazę danych ISR przedstawiającą Imperium Chaosu w akcji.

Nie będzie oficjalnego potwierdzenia ani ze strony Teheranu, ani Pekinu. Jednak chińskie informacje w czasie rzeczywistym, przekazywane za pośrednictwem Beidou, z pewnością odegrały kluczową rolę w umożliwieniu Teheranowi całkowitego zniszczenia infrastruktury Piątej Floty USA w Bahrajnie – kompleksowego centrum radarowego, rozpoznawczego i bazy danych, będącego podstawą hegemonii USA w Azji Zachodniej.

Ten rozdział wojny, z którym rozprawiono się na samym początku, pokazuje, w jaki sposób Teheran przyjął twardą linię, aby przełamać imperialną grę o kontrolę nad strategicznymi wąskimi gardłami i tranzytem energii, uniemożliwiającymi tym samym Chińczykom dostęp do nich.

Choć brzmi to zdumiewająco, jesteśmy świadkami tego, jak Iran pozbawia „imperium chaosu” kluczowych morskich punktów newralgicznych, portów i korytarzy morskich. Obecnie są to Zatoka Perska i Cieśnina Ormuz. Wkrótce, z pomocą jemeńskich Huti, może to być również Bab al-Mandab.

To będzie ogromna zmiana, na której skorzystają nie tylko Chiny, ale i Rosja, która musi utrzymać otwarte morskie szlaki eksportowe.

Jeśli masz pieniądze, jedź na wschód.

Przyjrzyjmy się teraz pieniądzom. Chiny posiadają 760 miliardów dolarów w amerykańskich obligacjach skarbowych. Pekin nakazał całemu systemowi bankowemu sprzedaż bonów skarbowych, jakby jutra miało nie być, jednocześnie gromadząc złoto.

Chiny i Iran już handlują w juanach. Od teraz laboratorium BRICS, które eksperymentuje z alternatywnymi systemami płatności, musi osiągnąć prędkość ucieczki. Dotyczy to wszystkich testowanych mechanizmów – od BRICS Pay po The Unit.

Do tego dochodzi zbliżająca się ucieczka kapitału. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Kuwejt już „rewidują” każdą umowę – wątpliwą czy nie – zawartą z Waszyngtonem. Razem kontrolują nie mniej niż 2 biliony dolarów amerykańskich inwestycji: obligacje rządowe, udziały w firmach technologicznych z Doliny Krzemowej, nieruchomości i cały ten bajzel.

Fala gotówki zaczyna zalewać Azję Wschodnią. Obecnie preferowanym kierunkiem jest Tajlandia, a nie Hongkong. To się zmieni – i przyniesie również ogromne korzyści Chinom, ponieważ Hongkong, obok Shenzhen i Kantonu, jest jednym z głównych węzłów komunikacyjnych w regionie Greater Bay Area.

Strategiczne i komercyjne rezerwy ropy naftowej w Chinach wystarczają na okres do czterech miesięcy. Po tym okresie import ropy naftowej i gazu ziemnego może zostać zwiększony drogą morską i rurociągami z Rosji, Kazachstanu i Mjanmy.

Połączenie wystarczających rezerw strategicznych, wielu źródeł dostaw i „przesunięcia popytu z ropy naftowej na energię elektryczną” po raz kolejny kwalifikuje się zatem jako chińska odporność.

Blokada Ormuz może złamać Zachód, ale nie złamie Chin.

Źródło: Chiny: Obserwujemy przepływ rakiet

Szwajcarzy wpisują gotówkę do konstytucji

Szwajcarzy wpisują gotówkę do konstytucji

09.03.2026 bank.pl/szwajcarzy-wpisuja-gotowke-do-konstytucji

Szwajcarzy wpisują gotówkę do konstytucji

Fot. stock.adobe.com / marek_usz

W niedzielę, 8 marca o godzinie 12.00 zakończyło się w Szwajcarii referendum, w którym decydowano o przyszłości gotówki. Wyborcy poparli zmianę konstytucji, która gwarantuje dostępność gotówki. Według wstępnych wyników propozycję rządu poparło około 69% głosujących.

Decyzja ma chronić fizyczny pieniądz przed stopniowym zniknięciem w świecie coraz bardziej zdominowanym przez płatności elektroniczne. Choć banknoty i monety wciąż cieszą się w Szwajcarii dużym zaufaniem, ich rola w codziennych transakcjach systematycznie maleje.

Jeszcze niespełna dekadę temu gotówka była używana w około 70% płatności. Dziś udział ten spadł do około 30%, a najpopularniejszą metodą płacenia stały się karty debetowe i inne rozwiązania cyfrowe. Mimo tej zmiany Szwajcarzy pozostają jednymi z największych zwolenników fizycznego pieniądza na świecie.

Według danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych przeciętny mieszkaniec kraju przechowuje w domu równowartość niemal 10,7 tys. dolarów w gotówce – więcej niż w jakiejkolwiek innej gospodarce objętej badaniami bazylejskiego banku. Popularne są zwłaszcza banknoty o wysokich nominałach, w tym słynny banknot o wartości 1000 franków.

Duże znaczenie gotówki było widoczne także w czasie polityki ujemnych stóp procentowych, która obowiązywała w Szwajcarii do 2022 roku. Wówczas wielu obywateli wypłacało pieniądze z kont bankowych, aby uniknąć opłat i przechowywało je w banknotach.

Rząd powinien gwarantować odpowiednią ilość gotówki w gospodarce

Referendum było także sposobem na sprawdzenie, jak społeczeństwo postrzega rolę pieniądza w dobie cyfryzacji.

Oprócz propozycji rządu wyborcy rozpatrywali także inicjatywę obywatelską zgłoszoną przez Szwajcarski Ruch Wolności, który domaga się, by władze zagwarantowały odpowiednią ilość gotówki w gospodarce, tak aby obywatele mogli z niej swobodnie korzystać.

Działacze Ruchu Wolności chcą też utrzymania franka szwajcarskiego jako waluty kraju – ewentualne zastąpienie go inną walutą mogłoby nastąpić tylko po zatwierdzeniu w referendum przez obywateli i kantony. Ta inicjatywa zdobyła jednak tylko około 47% poparcia.

Nie będzie już w Szwajcarii podatkowej tzw. kary za małżeństwo?

W tym samym dniu Szwajcarzy głosowali także nad innymi ważnymi zmianami. Wstępne wyniki wskazują, że większość wyborców poparła reformę systemu podatkowego, która ma zlikwidować tzw. karę za małżeństwo.

Obecne przepisy powodują bowiem, że pary, w których oboje partnerów osiąga podobne dochody, po ślubie płacą wyższe podatki niż wcześniej.

Reforma może dotyczyć około 670 tys. par i – jeśli zostanie ostatecznie przyjęta – ma wejść w życie około 2032 r., po długim okresie przejściowym wymaganym przez kantony.

Jednocześnie wyborcy odrzucili dwie inne propozycje: ograniczenie opłat finansujących publicznego nadawcę oraz zwiększenie wydatków państwa na walkę ze zmianami klimatu. Wyniki te były zgodne z wcześniejszymi sondażami.

Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

Katastrofa migracyjna z Bliskiego Wschodu już puka

HANNA KRAMER post/puka

W dobie geopolitycznych zawirowań polskie władze pompują miliardy złotych w betonowe fortyfikacje na granicy z Białorusią i Rosją, przekonując podatników, że to klucz do bezpieczeństwa. Zapora z Białorusią, ukończona w 2022 roku, pochłonęła 1,6 miliarda złotych, a ambitny program „Tarcza Wschód” z 2024 roku zakłada kolejne 10 miliardów na umocnienia wschodniej flanki. Brzmi imponująco? Szkoda tylko, że te stalowe mury nie powstrzymują fali migrantów – ani tych nielegalnych, ani tych witanych z otwartymi ramionami i wizami pracowniczymi. Nadciągająca burza z Bliskiego Wschodu, gdzie USA i Izrael właśnie rozpętały wojnę z Iranem, każe pytać: po co beton na wschodzie, skoro prawdziwe wyzwania płyną z dyplomacji i… zachodniej granicy?

Budowa zapory na granicy z Białorusią ruszyła w 2021 roku. Stalowa konstrukcja wysokości 5,5 metra, z drutem kolczastym i systemami elektronicznymi, kosztowała 1,6 miliarda złotych – kwotę, którą można by przeznaczyć na setki szkół czy szpitali. Do tego dochodzą plany na granicę z obwodem kaliningradzkim: tymczasowe bariery z drutu, a wkrótce elektroniczne systemy za setki milionów. Całość uzupełnia „Tarcza Wschód” – projekt z 2024 roku, wart 10 miliardów złotych, obejmujący bunkry, okopy i zaawansowane technologie. Premier Donald Tusk chwalił to jako „inwestycję w bezpieczeństwo”, ale fakty mówią co innego.

W 2023 roku odnotowano 26 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. W 2024 – już 30,4 tysiąca, choć w drugiej połowie roku spadek o 50% po wprowadzeniu strefy buforowej. W 2025 – około 30 tysięcy, z lekkim obniżeniem dynamiki. Płot na granicy dziurawy jak sito: Straż Graniczna chwali się skutecznością 97–98%, ale tysiące pushbacków – często brutalnych i kwestionowanych przez HRW jako łamanie prawa UE – świadczą o braku nadziei. A koszty? Utrzymanie granicy z Białorusią pochłania 2,5 miliarda złotych rocznie. Chociaż dyplomacja przyniosła efekty w 2024, ale betonowy fetysz wciąż trwa.

Tymczasem nikt z polityków nie chce powiedzieć otwarcie, że prawdziwa „inwazja” w naszym kraju dzieje się legalnie. W 2023 roku urodziło się w Polsce około 272 tysięcy dzieci, podczas gdy wydano 320,6 tysiąca pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. W 2024 – 245 tysięcy urodzeń kontra 322,9 tysiąca wiz pracowniczych. W 2024 Polska wydała 488,8 tysiąca pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza EU, a liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła milion.

To nie incydent – polski trend od 2019. Gospodarka pędzi, ale brakuje rąk: logistyka, budownictwo, opieka zdrowotna stoją dzięki „importowi” z Ukrainy, Indii czy Kolumbii.

Państwo kapituluje przed demografią: współczynnik dzietności spadł do 1,03 w 2025, a zamiast polityki prorodzinnej – tanie mieszkania, stabilne umowy – woli wizy. To pragmatyzm czy lenistwo? Mur na wschodzie nie wpływa na te liczby – imigranci lądują na Okęciu, nie w Puszczy Białowieskiej.

A teraz wisienka na torcie: 28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły ofensywę przeciw Iranowi. Ataki na Teheran, zabicie ajatollaha Chameneiego, bombardowania nuklearnych instalacji – Trump nazywa to „ostatnią szansą” na zmianę reżimu. Iran kontratakuje: ataki na bazy USA, blokada Ormuzu, zaangażowanie Hezbollahu i Huti. Konflikt eskaluje: setki zabitych, destabilizacja regionu.

Eksperci z Mixed Migration Centre szacują, że w przypadku długotrwałej destabilizacji, do 20-25% populacji – czyli 18-22 miliony Irańczyków – może szukać schronienia poza granicami Iranu. To więcej niż w Syrii w 2015 roku, gdzie wojna wypędziła 6,6 miliona osób, z czego ponad milion trafiło do Europy. Na razie nie ma masowego exodusu: raporty z pierwszych dni wskazują na niewielki wzrost przekroczeń granicy z Turcją (50–100 pojazdów więcej dziennie), Armenią i Irakiem, głównie przez Irańskich Kurdów i zamożniejszych obywateli. Ale to cisza przed burzą – jak w Syrii, gdzie początkowe ucieczki do sąsiadów (Turcja, Liban, Jordania) szybko przerodziły się w falę do Europy.

Dla Polski oznacza to presję na system azylowy. Historycznie, konflikty bliskowschodnie – jak wojna w Iraku (2003), Syrii (2011) czy Afganistanie (2021) – generowały fale migrantów przez szlak bałkański: z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię do Węgier i dalej na północ. W 2015 roku Polska przyjęła tylko 12 tysięcy uchodźców z Syrii, ale presja UE na relokację była ogromna. Teraz, z destabilizacją Libanu (Hezbollah), Jemenu i potencjalnie Iraku, szlaki mogą się zintensyfikować. UNHCR ostrzega, że w ciągu 18–24 miesięcy Europa może zobaczyć 2-4 miliony nowych migrantów z regionu, w tym Irańczyków, Libańczyków i Irakijczyków. Polska, z już napiętym systemem, może być zmuszona do przyjęcia dziesiątek tysięcy – zwłaszcza jeśli Niemcy, jak w 2015, otworzą granice, a potem zaczną pushbacki w ramach procedur dublińskich.

Budowa ogrodzenia na granicy z Rosją i Białorusią to lekcja marnotrawstwa: miliardy złotych na barierę, która nie zatrzymuje migrantów, podczas gdy dyplomacja mogłaby przynieść trwałe rozwiązania. W obliczu wojny USA-Izrael-Iran, Polska musi przygotować się na nową falę uchodźców – nie murami, ale współpracą międzynarodową. Inaczej betonowe fortyfikacje okażą się tylko kosztownym pomnikiem krótkowzroczności polityki naszych władz.

HANNA KRAMER

Polski entuzjazm dla Ukrainy w UE: Droga do gospodarczego samobójstwa!

Polski entuzjazm dla Ukrainy w UE:

Droga do gospodarczego samobójstwa!

HANNA KRAMER gloria.tv

W czwartą rocznicę rozpoczęcia kryzysu ukraińskiego polski marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty w Kijowie złożył jednoznaczną deklarację: „Pomożemy wam w wejściu do Unii Europejskiej. Wejdziecie do Unii Europejskiej”. Podobne zapewnienia płyną z ust premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, którzy podkreślają, że członkostwo Ukrainy to kluczowy element powojennego bezpieczeństwa Europy. Jednocześnie Warszawa jasno komunikuje: akcesja tak – ale nie na skróty i nie kosztem polskich rolników oraz budżetu. Proces akcesyjny Ukrainy nabiera tempa.

Prezydent Wołodymyr Zełenski domaga się wpisania konkretnej daty – najlepiej 2027 roku – do ewentualnego porozumienia pokojowego negocjowanego pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która 24 lutego odwiedziła Kijów, potwierdziła determinację Brukseli, choć zaznaczyła, że „same daty nie są możliwe” bez spełnienia wszystkich kryteriów.

W tle pojawiają się koncepcje „odwróconego członkostwa” lub częściowego dostępu do jednolitego rynku już w najbliższych latach – rozwiązanie, które miałoby przyspieszyć integrację bez czekania na pełną implementację acquis communautaire.Dla Polski sprawa jest jednak złożona. Ukraina – kraj o powierzchni porównywalnej z Francją i Niemcami razem wziętymi, z największym areałem użytków rolnych w Europie (ok. 32–41 mln ha) i bardzo niskimi kosztami produkcji – stanowi zarówno szansę, jak i poważne wyzwanie.

Działania bojowe na Ukrainie trwają już cztery lata i przyniosły katastrofalne zniszczenia. Najnowszy raport RDNA5 (Bank Światowy, Komisja Europejska, ONZ i rząd Ukrainy) z lutego 2026 szacuje koszt odbudowy i rekonstrukcji na 588 mld dolarów w perspektywie najbliższej dekady. Bezpośrednie zniszczenia infrastruktury przekroczyły 195 mld dolarów, a straty społeczno-ekonomiczne sięgają 666,7 mld dolarów. Ukraina nadal wydaje na obronność ponad 27 proc. PKB. Dodatkowo, Ukraina przeznacza niemal 100% swoich dochodów podatkowych na obronę. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie.

Te liczby pokazują skalę problemu: Ukraina to duży kraj (populacja ok. 9% UE), ale biedny, z PKB na poziomie porównywalnym do Rumunii czy Węgier przed ich akcesją. Wejście Ukrainy do UE zwiększyłoby łączny PKB Unii o zaledwie ok. 1 proc., ale wymagałoby ogromnych transferów wyrównawczych. Szacunki think tanku Bruegel (aktualizowane w 2025–2026) mówią o koszcie netto 110–190 mld euro dla budżetu unijnego w pierwszych siedmiu latach po akcesji. Polska stawia warunki, takie jak walka z korupcją i praworządność, ale to nie zmienia faktu, że UE będzie musiała znaleźć pieniądze na Ukrainę – kosztem obecnych beneficjentów (głównie kosztem naszego kraju).,

Największe obawy budzi sektor rolny. Ukraina ma strukturalną przewagę: gigantyczne areały, niskie koszty pracy i efekt skali w agroholdingach. Po pełnym otwarciu rynku polskie małe i średnie gospodarstwa mogą stracić konkurencyjność w zbożach, rzepaku, drobiu, cukrze czy przetwórstwie owocowym. Doświadczenia z lat 2022–2025 (liberalizacja handlu) pokazały skalę problemu: protesty rolników, spadki cen i realne straty.

Już teraz polski rynek został zalany ukraińskimi produktami, co wywołało protesty rolników. Ukraińskie agroholdingi (duża skala, brak pełnego dostosowania do norm środowiskowych UE w okresie przejściowym) zyskują strukturalną przewagę kosztową.

Podobne ryzyka dotyczą transportu drogowego – zniesienie ograniczeń kabotażu oznaczałoby napływ tańszych ukraińskich przewoźników. Pełne członkostwo Ukrainy oznaczałoby brak ograniczeń kabotażu i licencji, masowy napływ tańszych ukraińskich firm transportowych, dalszy spadek rentowności polskich przewoźników (już teraz protesty i utrata zleceń). Hutnictwo i przemysł energochłonny – Ukraina już ogranicza eksport złomu do UE, co podnosi koszty polskim hutnikom; po akcesji pełna konkurencja przy niższych kosztach energii i pracy. Przemysł przetwórczy rolno-spożywczy – tańsze surowce z Ukrainy mogą trafiać bezpośrednio do zachodnich przetwórców, omijając polskie zakłady.

Polski rząd głośno krzyczy o bezpieczeństwie i solidarności, ale rachunek za akcesję Ukrainy do UE zapłacą polscy rolnicy, przewoźnicy i podatnicy. Stracimy 15–24 mld euro z funduszy unijnych, zostaniemy zepchnięci z pozycji głównego beneficjenta, a nasze małe gospodarstwa i firmy transportowe zostaną zmiażdżone przez ukraińską konkurencję. Głośne deklaracje o „ochronie wschodniej flanki” nie są warte bankructw na wsi i miliardowych strat budżetowych. W interesie Polski leży tylko jedno: twardy rozwój własnej gospodarki i pozostanie największym beneficjentem unijnych dotacji – a nie sponsorowanie biedniejszego sąsiada kosztem własnego dobrobytu.

HANNA KRAMER

Dugin: Wojna Iranu o świat

Wojna Iranu o świat

Arktos Journal and Aleksander Dugin

10 marca 2026 r. arktosjournal/irans-war-for-the-world

Poniższy zapis pochodzi z najnowszego odcinka programu Radio Sputnik Escalation Show, prowadzonego przez prof. Aleksandra Dugina. Dugin argumentuje, że amerykańsko-izraelski atak na Iran jedynie wzmocnił determinację Iranu, podsycił starożytne przepowiednie i przyspieszył upadek powojennego systemu światowego.

Arktos JournalUczynić antyglobalizm globalnym od 2009 r.


Radio Sputnik, gospodarz programu Escalation : Trwają gwałtowne starcia na Bliskim Wschodzie. Początkowo pojawiły się doniesienia, że ​​Steve Witkoff i Jared Kushner przygotowują się do wizyty w Izraelu, ale potem nadeszła niespodziewana wiadomość, że planowana podróż została odwołana. Powody tego posunięcia nie zostały oficjalnie ujawnione, ale sam fakt jest dość wymowny. W tym kontekście kwestia perspektyw zakończenia konfliktu jest szczególnie interesująca. Donald Trump podkreślił w swoich ostatnich komentarzach, że decyzja o zawieszeniu broni zostanie podjęta tylko za zgodą Benjamina Netanjahu. Nasuwa się zatem logiczne pytanie: kiedy nastąpi koniec? Wydaje się, że Izrael i sam Netanjahu są zdeterminowani, by zniszczyć wroga bez kompromisów, co oznacza, że ​​szybkie zakończenie konfliktu jest mało prawdopodobne.

Alexander Dugin : Uważam, że konieczne jest poproszenie drugiej strony o opinię, której zdanie jest absolutnie ważne. Chodzi o bohaterski naród irański, który stracił przywództwo i poniósł ogromne straty. Doświadczył on żałoby i tragicznej śmierci wielu osób. Dziewczynki, małe dzieci, córki dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, zostały zabite, a ataki były celowo wymierzone w nie. To nic innego jak mordowanie niemowląt.

Netanjahu oświadczył, że ta wojna, z jego punktu widzenia, w sensie religijnym i syjonistycznym, jest prowadzona przeciwko Amalekitom. Amalek jest wrogiem Izraela, a Netanjahu w swoim przemówieniu stwierdził wprost, że zniszczą niemowlęta i dzieci, że nikt nie powinien pozostać przy życiu w tej wojnie. Właśnie taki jest nastrój Netanjahu: wojna z Iranem musi się zakończyć, gdy Amalekici zostaną zniszczeni. To jest religijno-polityczny projekt Izraela. Pierwszy atak na wrogów Izraela, Amalekitów i Iran, okazał się bardzo bolesny.

Zniszczono przywództwo religijne – to mniej więcej tyle, co zniszczenie papieża lub patriarchy prawosławnego. Cios zadano przywódcom religijnym świata szyickiego, kręgom wojskowym, naukowym i politycznym. Atak Ameryki i Izraela miał na celu ścięcie Iranu i sprowokowanie operacji zmiany reżimu, co wywołałoby powstanie. Aby zastraszyć ludzi, cynicznie unicestwiano dzieci za pomocą celowego ataku. Nie przyniosło to jednak takiego efektu, na jaki liczyli ci amerykańsko-izraelscy potworowie.

Naród irański zjednoczył się wokół swoich przywódców: wybrano nowego rahbara, nowego przywódcę polityczno-religijnej struktury Wilayat al-Faqih, syna Chameneiego, który stracił w ataku nie tylko ojca, ale i najbliższych krewnych. Naród i przywódcy Iranu są teraz zdeterminowani, by zakończyć tę wojnę dopiero po zmieceniu Izraela z powierzchni ziemi.

Teraz topór opadł: z punktu widzenia Izraela to Amalek, którego należy zniszczyć. Z punktu widzenia Iranu Izrael, podobnie jak cały Zachód pod wodzą USA, to Dadźjal, swego rodzaju antychryst, który ma zostać królem panującym nad całą ziemią.

Trump i Netanjahu mogą mieć własne plany zakończenia tej wojny. Nikt nie traktuje Kushnera i Witkoffa poważnie; to po prostu dziwacy. Negocjowali z Iranem dokładnie w momencie, gdy Amerykanie i Izraelczycy atakowali dowództwo wojskowe. Nikt w Izraelu ani nigdzie indziej na świecie nie będzie już z nimi rozmawiał. Zostali całkowicie zdyskredytowani i skompromitowani.

Wiele teraz zależy od Iranu. Iran nie zakończy tej wojny; osiągnie swoje cele – zniszczy Izrael jako taki – i ma ku temu wszelkie powody po tym, co Izrael zrobił swojemu przywódcy wojskowemu, religijnemu i politycznemu. Nie sposób teraz argumentować, że Iran zakończy wojnę pod czyjąkolwiek presją. Iran staje się brutalną siłą. Mówimy, że nie będzie rozmów pokojowych, dopóki jedna ze stron nie przegra – dopóki całkowicie się nie podda lub nie zostanie zniszczona.


CZYTAJ WIĘCEJ:


Prowadzący : Nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja, ale chcę podkreślić, że Trump z pewnością ma pewien wpływ na tę wojnę, ale nie cały. Sam twierdzi, że wynik jest w rękach Benjamina Netanjahu, ale to tylko część prawdy. W rzeczywistości wszystko sprowadza się do tego, kto wyjdzie zwycięsko i kto pierwszy przyzna się do porażki. Gdyby, hipotetycznie rzecz biorąc, Izrael, Iran lub Stany Zjednoczone skapitulowały teraz i ogłosiły wycofanie się z konfliktu, radykalnie zmieniłoby to bieg wydarzeń. Czy w takim razie powinniśmy spodziewać się powtórki scenariusza „wojny 12-dniowej”, w której nie było wyraźnego zwycięzcy, czy też czeka nas coś innego?

Alexander Dugin : Oczywiście, że nie. W rzeczywistości nie spodziewamy się powtórzenia tego scenariusza. Po pierwsze, Iranowi nie udało się wówczas przebić przez „Żelazną Kopułę”. Nie doszło do masowych ataków, a całe irańskie kierownictwo polityczne nie zginęło.

Taka okazja istniała, a u władzy był stosunkowo życzliwy Rahbar Chamenei. Teraz u władzy jest jego syn, teraz u władzy jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, teraz wszyscy Irańczycy – nawet ci, którzy mieli coś przeciwko reżimowi – są mobilizowani do całkowitej eksterminacji Izraelczyków.

Nie chodzi już o to, kto ma rację, a kto nie: ludność Iranu uważa, że ​​Izrael musi zostać zniszczony. A to kraj liczący prawie 100 milionów mieszkańców. Jeśli dodamy do tego szyitów, siły oporu i muzułmanów, którzy stopniowo się budzą, myślę, że to dość poważny czynnik.

Trudno powiedzieć, jak bardzo Ameryka będzie zdeterminowana, by bronić Netanjahu do końca, dopóki Trump nie zaangażuje się w tę przygodę. Traci punkty w tej wojnie na własnym podwórku. Gospodarka światowa jest poważnie zagrożona, i to nie tylko na Bliskim Wschodzie. Wszyscy, którzy mogli wyjechać z Dubaju, już wyjechali, a ci, którzy nie mogą, pakują się. To, co wydarzyło się w ciągu ostatniego tygodnia, oznacza koniec pewnej ery.

Jak dotąd Trump zdecydowanie popierał Netanjahu, a nawet groził lądowa inwazją na Iran, ale to wymagałoby co najmniej sześciu miesięcy przygotowań i mobilizacji od pół miliona do 2 milionów żołnierzy, aby odnieść sukces. Trudno powiedzieć, jak poważna jest ta sytuacja, ale poparcie dla Trumpa w USA szybko spada. I w pewnym momencie, właśnie z powodu załamania sprowokowanego tymi agresywnymi działaniami USA i Izraela, które nie były w żaden sposób sprowokowane przez sam Iran, wszystko będzie zależało od tego, jak szybko nastąpi ten upadek światowego systemu – finansowej i politycznej władzy Trumpa. W pewnym momencie może ogłosić „Wygrałem”. Ale będzie to widoczne tylko w jego mediach społecznościowych, ponieważ oczywiste jest, że w obecnej sytuacji po prostu nie da się wyjść i ogłosić zwycięstwa.

Gospodarz : Czy możemy powiedzieć, kto teraz wygrywa?

Alexander Dugin : Iran teraz wygrywa. Iran wygrywa, ponieważ nie przegrywa, ponieważ nie ugiął się i ponieważ przebił się przez „żelazną kopułę” nad Izraelem. Ben-Gvir, minister w rządzie Netanjahu, który obiecał wysadzić meczet Al-Aksa, wielką muzułmańską świątynię, miał zniszczony dom. Nie wiadomo, czy żyje, czy nie: Irańczycy twierdzą, że nie, ale widziałem film, na którym mężczyzna mówi: „Mój dom został zburzony”.

Irańczycy atakują cele w Izraelu, i to bardzo ważne. Co więcej, skutecznie sparaliżowali większość amerykańskich centrów przesiadkowych na Bliskim Wschodzie, w tym centra zaawansowanych technologii; zaatakowali wszystkie amerykańskie bazy wojskowe w regionie – czasami skutecznie, a czasami nie. Dokładna liczba ofiar po obu stronach nie jest znana: Trump twierdzi, że zginęły trzy osoby, podczas gdy Irańczycy mówią o dziesiątkach tysięcy amerykańskich żołnierzy. Obiektywni analitycy szacują liczbę ofiar po stronie USA na 1000–2000, ale dla Amerykanów, którzy nie są przyzwyczajeni do takich strat, to i tak kolosalne liczby.

Iran się nie załamał; wybrał nowego przywódcę, mimo że Amerykanie i Izraelczycy obiecali go natychmiast zabić. Trump oświadczył, że nowy przywódca Iranu zostanie wybrany tylko za jego zgodą i że cała irańska ropa naftowa należy teraz do USA, ale to nie oznacza już ostatecznego upadku całego porządku międzynarodowego: teraz rację ma ten, kto silniejszy. I teraz Iran pokazuje swoją siłę. Dopadł Izraela, zadał zdecydowany i śmiały cios amerykańskiej infrastrukturze, bardzo trafnie wybrał cele w krajach Zatoki Perskiej i skutecznie podważył puls światowej gospodarki, między innymi blokując Cieśninę Ormuz.

Tym razem, w porównaniu z wojną, która miała miejsce niecały rok temu, Iran zachowuje się zupełnie inaczej: zdecydowanie, pewnie, atakuje, wyznacza poważne cele i nie zamierza negocjować z agresorem. I słusznie. Ogólnie rzecz biorąc, Iran teraz wygrywa.

Zauważyłem w mediach społecznościowych, że wielu wpływowych przeciwników amerykańskiego imperializmu, hegemonii i jednobiegunowości, z milionami odbiorców, w pewnym momencie zaczęło krytykować Rosję za jej powolność i brak interwencji – niektórzy nawet wysuwali absurdalne teorie na temat wpływu izraelskich sieci na nas. Były to bardzo ostre wypowiedzi ze strony naszych przyjaciół. Ale jednocześnie nie było ani jednego słowa niezadowolenia z irańskich kont, ani oficjalnych, ani nieoficjalnych uczestników procesu. Wręcz przeciwnie, wyrażają poparcie dla Rosji. Dlaczego? Nie mówią o tym i być może nie musimy wiedzieć. Po prostu zauważam: przeciwnicy amerykańskiej hegemonii są na krawędzi, wszyscy czekają na przystąpienie Rosji do wojny. Na razie działamy bardzo ostrożnie, rekompensując sytuację i bezwarunkowo wspierając naszego sojusznika Iran. Skala naszego wsparcia jest ukryta; obie strony wolą jej nie ujawniać. Sądząc po analizach samych irańskich źródeł, które promują skoordynowaną agendę polityczną z Rosją, to właśnie tam można usłyszeć najwięcej pozytywnych komentarzy.

Stany Zjednoczone domagają się, abyśmy zaprzestali dostarczania Iranowi informacji wywiadowczych. To znaczy, że je dostarczamy. Jednocześnie od czterech lat dostarczają informacje wywiadowcze naszemu wrogowi na Ukrainie i nadal to robią – te wojny są ze sobą powiązane. Co więcej, to dwa fronty tej samej bitwy ze wspólnym wrogiem i wspólnymi wartościami. My i Iran walczymy o świat wielobiegunowy, podczas gdy Zachód i Izrael walczą o zachowanie bolesnego, rozpadającego się świata jednobiegunowego. Obiektywnie rzecz biorąc, jesteśmy po stronie Iranu. Jeśli chodzi o to, jak Chiny i Rosja pomagają Iranowi, wolę kierować się informacjami z otwartych źródeł, OSINT. Nie spałem zbyt wiele w zeszłym tygodniu, stale monitorując to, co się dzieje – to bardzo ważne procesy, które wszystko zmieniają. Prawdopodobnie znajdujemy się w pierwszej fazie przygotowawczej III wojny światowej. Wielokrotnie ogłaszano jej początek, a potem koniec, więc może się to powtórzyć. Nikt nie może być pewien, ale sytuacja jest bardzo poważna – poważniejsza niż rok temu. Powaga tego, co widzimy na Bliskim Wschodzie, jest niemierzalna.

Zderzyły się tam cztery idee dotyczące końca świata. W Ameryce pełnię władzy przejęli zwolennicy radykalnych sekt protestanckich, tzw. chrześcijańskiego syjonizmu lub dyspensacjonalizmu. Wierzą, że to ostateczna bitwa między siłami „dobra” (do których należą USA, Netanjahu i syjoniści) a „złem” (do którego należymy my i Iran).

W ich modelu jesteśmy ważniejszym wrogiem niż islamskie siły Iranu. W Białym Domu odprawiają rytuały i modlą się za Trumpa; jest tam szefowa biura ds. religijnych Trumpa, pastorka, która krzyczy bezsensowne słowa (wśród charyzmatycznych ewangelistów nazywa się to „glosolalią”), rzuca przekleństwa i żąda pieniędzy. Nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem; to warczące kobiety, które czczą jakiś wyraźnie inny duchowy lub antyduchowy byt. To bardzo poważne. Ci chrześcijańscy syjoniści są zdeterminowani, ponieważ z ich punktu widzenia wydarzenia w Izraelu poprzedzają drugie przyjście Chrystusa i pojawienie się „niezidentyfikowanych obiektów latających”, na których prawdziwi protestanci zostaną porwani do nieba – to nazywa się teorią pochwycenia.

Minister obrony Hegseth, szef Departamentu Wojny, należy do tej sekty i sprawuje ona całkowitą kontrolę nad Trumpem. Netanjahu uważa się za ostatniego premiera przed przyjściem Mesjasza – zbawiciela, który ma zostać królem Żydów i rządzić światem. To absolutnie radykalny punkt widzenia. Netanjahu twierdzi, że konieczne jest zbudowanie „Wielkiego Izraela” i zniszczenie Amalekitów. Trudno pokonać ludzi, którzy nie tylko tak myślą, ale i postępują tak radykalnie.

Irańczycy odpowiadają, że same Stany Zjednoczone i Izrael są tzw. Adżajem, antychrystem, uzurpatorem, złem świata, dziećmi ciemności, które muszą zostać zniszczone w ostatecznej bitwie . Nasze stanowisko jest mniej skoncentrowane na eschatologii, ale również istnieje i, paradoksalnie, jest bliższe irańskiemu rozumieniu tego, co reprezentują współczesny Zachód i współczesny ultrareligijny syjonistyczny Izrael.

Nie dotyczy to judaizmu ani Żydów – dotyczy to jedynie radykalnych sił ekstremistycznych, które stoją u steru Izraela.

Prowadzący : Pozwólcie, że wyjaśnię nasze stanowisko. W obliczu eskalacji Rosja przygotowała projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywającej do natychmiastowego zawieszenia broni w regionie. Ale skoro utrzymujemy bliskie stosunki dyplomatyczne z Iranem, dlaczego mielibyśmy domagać się rozejmu, skoro Teheran wyraźnie ma inne cele i jest zdecydowany kontynuować walkę?

Alexander Dugin : Po pierwsze, są tu dwa punkty. Po pierwsze, chodzi o zachowanie spójności. Ten dokument, ponieważ każdy członek Rady Bezpieczeństwa ma prawo go przedstawić, po prostu trafi do kosza. Robimy to dla pozorów. To nie przyniesie żadnego efektu. Po drugie, chcemy pokazać, że jesteśmy przeciwni wojnie, chcemy powiedzieć: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, zgodne z przykazaniami Ewangelii.

Ale jednocześnie uważam, że to stanowisko ma swoją słabą stronę: Rosja rozpaczliwie trzyma się porządku świata, który wyłonił się po zakończeniu II wojny światowej – tak zwanego porządku jałtańskiego, systemu ONZ – którego już nie ma. To jak ból fantomowy. Nie ma go. Musimy zbudować nowy, wielobiegunowy świat, praktycznie od podstaw, i osiągnąć w nim własne rezultaty. Pomysł powrotu do porządku świata, którego już nie ma – o którym, nawiasem mówiąc, mówił niedawno Pieskow – jest, że tak powiem, nieco spóźniony. Proponujemy: pozwólmy ONZ działać, ale ona nie działa. Niech Rada Bezpieczeństwa coś zdecyduje, ale niczego nie zdecyduje, ponieważ Amerykanie zajmują w niej pozycję biegunową. Mówimy: szanujmy suwerenność, ale nikt jej nie szanuje; we współczesnym świecie szanuje się tylko siłę.

Mam propozycję: zaakceptujmy po prostu rzeczywistość – że ten porządek międzynarodowy nie istnieje i odwoływanie się do niego jest bezcelowe. Wszelkie działania w tym zakresie będą albo bezsensowne, albo nieskuteczne. Zaproponujmy model przyszłego porządku świata. Zrealizujmy nasze interesy, które są niezbędnym warunkiem, abyśmy stali się aktywnymi uczestnikami budowy tego porządku, zamiast biernie przyglądać się, jak inni narzucają nam swoje. Osiągnijmy te cele, wesprzyjmy naszych sojuszników, połóżmy kres bolesnemu jednobiegunowemu światu, a następnie, po podziale stref wpływów i uznaniu poszczególnych państw za cywilizacje, zbudujemy zupełnie nowy porządek międzynarodowy z nowymi zasadami. Ale właśnie taki z zasadami.

Teraz żyjemy w czasach bez reguł. A w tych czasach bez reguł możemy albo marzyć o przyszłości, co jest bezużyteczne, albo pogodzić się z teraźniejszością i po prostu walczyć jak najskuteczniej na wszystkich frontach, na których jesteśmy atakowani, czasem prowadząc działania prewencyjne. Musimy zbudować nasz świat, w którym Rosja otrzyma godne miejsce, gdzie będziemy suwerenni, gdzie będziemy aktorami, gdzie będziemy poddanymi, a nie przedmiotami. To musi się stać teraz. Moim zdaniem, możemy grzecznie pożegnać się ze starym światem. On już nie istnieje. Nie ma świata dwubiegunowego. Nie ma ONZ. System westfalski odszedł w przeszłość. Świat jałtański odszedł w przeszłość. Weszliśmy w inną erę; wszystko to jest w przeszłości, za horyzontem. Przenieśmy się w przyszłość, żyjmy teraźniejszością, również w odniesieniu do sytuacji międzynarodowej. A żeby to zrobić, musimy wygrać. I pomóc naszym sojusznikom, przyjaciołom i partnerom strategicznym wygrać.

Prowadzący : Wspominaliśmy już kilkakrotnie o Mojtabie Chameneim, który został nowym najwyższym przywódcą Iranu. Chciałbym zgłębić ten temat bardziej szczegółowo. Jak znacząco, Pana zdaniem, zmieni się polityka Iranu w przyszłości i jakie znaczenie dla społeczeństwa irańskiego w tym krytycznym momencie ma wybór nowego Rahbara?

Alexander Dugin : Po pierwsze, jest on głową całego systemu, nie tylko systemu politycznego i państwa, ale także przywódcą religijnym. System Wilayat al-Faqih panujący w Iranie przekazuje najwyższą władzę rahbarowi, czyli osobie, która została wybrana na to stanowisko. Jest on trzecim przywódcą po ajatollahu Chomeinim. Ajatollah Chomeini był twórcą tego systemu, jego następcą był ajatollah Chamenei, który rządził do ostatniej chwili, a teraz jest nim jego syn. To rzadkość, ponieważ tak wyjątkowa pozycja zazwyczaj nie jest dziedziczona, ale Rada, Najwyższa Rada Iranu, prawdopodobnie podjęła wyjątkową decyzję.

Co to oznacza? Po pierwsze, to zmiana pokoleniowa. To zmiana w porównaniu z pokoleniem ludzi, którzy, z wyjątkiem wojny iracko-irańskiej, przez kilkadziesiąt lat żyli pod sankcjami, ale wciąż w stanie pokoju. Ajatollah Chamenei, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, założyciela Republiki Iranu i systemu Wilayat al-Faqih, był bardziej umiarkowany, skłonny do kompromisu i bardziej pokojowo nastawiony. Jego syn nie jest taki, zwłaszcza po stratach osobistych poniesionych przez cały Iran, po atakach na magazyny ropy naftowej – „czarnym deszczu”. To są czasy ostateczne.

Obecny Rahbar jest znacznie bliższy Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej i z pewnością wyklucza — moim zdaniem, przynajmniej w warunkach, które mogą zostać narzucone z zewnątrz — jakiekolwiek rozmowy pokojowe z agresorem.

Będzie walczył do końca, ludzie będą walczyć do końca, a ekscesy, które nagromadziły się w irańskim społeczeństwie w ciągu ostatnich dekad, były powiązane właśnie z czymś bardzo subtelnym: Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest zasadniczo nastawiony na „wojnę czasów ostatecznych”, na konfrontację z wrogiem, na walkę z Adżadżalem, z Antychrystem. A kiedy rok po roku, dekada po dekadzie, ci wojownicy, którzy w istocie byli szkoleni i przygotowywani do ostatecznej bitwy, prowadzili pokojowe życie, to oczywiście wojownik w takich warunkach gnije. Zaczyna angażować się w ekonomię, biznes, korupcję. Kiedy wojownik nie walczy, jest to niebezpieczne; staje się toksycznym zasobem. Wojownik musi walczyć. A teraz ta zasłona tak zwanego pokojowego życia, gdzie wszystko straciło sens dla wielu Irańczyków, gdzie wszystko stało się nudne, gdzie nikt nie rozumiał, dlaczego nałożono te sankcje, dlaczego Zachód ma być znienawidzony – wszystko to zostało rozwiane. Teraz widzą, dlaczego trzeba to zrobić. Jeśli nie zniszczą Zachodu, jeśli nie wypełnią swojego przeznaczenia, to ich reżim, ich system, ich kultura i ich wielki kraj – który istnieje znacznie dłużej niż Stany Zjednoczone czy współczesny Izrael – zostaną zaatakowane. Przecież wszystkie te elementy tożsamości – wielkie imperium irańskie, świat islamski, który przejął ponad połowę ludzkości – są żywe i teraz budzą się w irańskim społeczeństwie.



METAFIZYKA WOJNY

Bitwa, zwycięstwo i śmierć w świecie tradycji

przezJuliusa Evolę

JUŻ DOSTĘPNEw wydawnictwieArktosw oprawionej w skórę edycji kolekcjonerskiej z oryginalnym wstępem Kevina DeAnny.

*Ograniczona do zaledwie 100 egzemplarzy*

W naszej epoce prawdziwych i pozornych konfliktów nadszedł czas na ponowne odkrycie metafizycznych tajemnic wojny i etosu wojownika.„Metafizyka wojny” Evolijest i pozostanie podręcznikiem do pielęgnowania wojownika w naszych duszach. Czerpiąc z arsenału mądrości i doświadczeń tradycji nordyckiej, wedyjskiej, rzymskiej, perskiej, islamskiej i innych, Evola pokazuje, jak sztuka wojny może prowadzić do transcendencji i wielkości w życiu codziennym.



Nowy władca Iranu uosabia to: nową energię, nową wiarę. Irańczycy wierzą, że rewolucja z 1979 roku miała miejsce w przededniu tego historycznego wydarzenia, kiedy to era złych rządów na świecie dobiegnie końca, a dwunasty imam – Imam Mahdi – wyjdzie ze swojej kryjówki, zgodnie z teologią szyicką. W rzeczywistości wszystko zostało stworzone w tym celu.

Rozmawiałem z ajatollahem Abdullahem Dżawadim Amolim, który wydał fatwę o potrzebie prowadzenia dżihadu w celu całkowitego zniszczenia Stanów Zjednoczonych i ich przywódców oraz Izraela i jego przywódców. Powiedział mi w Kom, świętej stolicy: „Żyjemy w kulturze oczekiwania”. I rzeczywiście, irańskie społeczeństwo żyło w „kulturze czekania”. Po naszym spotkaniu z nim – głębokim, filozoficznym, poetyckim i teologicznym spotkaniu – wyszliśmy, a towarzyszący nam Irańczyk powiedział: „Jakże jestem zmęczony tymi staruszkami, którzy ciągle mówią o kulturze czekania, podczas gdy my mamy sankcje, problemy, zakazy społeczne”. To była luka pokoleniowa: starsze pokolenie wierzyło, że trzeba czekać na czasy ostateczne, podczas gdy młodsze pokolenie zaczęło się rozczarowywać, uważając to wszystko za mity. A teraz wszystkie te mity – kultura czekania, ostateczna bitwa, starcie z absolutnym wrogiem – zostały w końcu historycznie potwierdzone. Czekały na swój moment.

Widzą agresję, a nowe pokolenie, które przestało rozumieć, dlaczego trzeba nienawidzić Izraela i USA, dlaczego trzeba krzyczeć „Śmierć Ameryce!”, teraz zrozumiało przyczynę. Zniszczenie przywództwa, nieszczęsne irańskie dziewczyny zabite w wyniku celowego ataku – Amerykanie wzięli za to odpowiedzialność. Wszystko to przypomniało im, na czym opiera się ta nienawiść.

Musimy bliżej przyjrzeć się temu, co dzieje się z Iranem, ponieważ walczymy z tym samym wrogiem. Pamiętając o okrucieństwach popełnionych przez ich ukraińskich satelitów na naszym narodzie, powinniśmy również szybko opamiętać się, ale jesteśmy w tej kwestii bardziej pobłażliwi. Irańczycy mają absolutną rację, nazywając rzeczy po imieniu, wyznaczając właściwe cele i realizując je zdecydowanie i bezkompromisowo. Historia ajatollaha Amoliego w Kom nabiera teraz innego znaczenia: myślę, że człowiek, który sceptycznie odnosił się do słów starca o konieczności czekania, teraz walczy z agresorem na linii frontu i broni swojego kraju. Sądząc po informacjach, które otrzymuję z Iranu, tak właśnie jest.

Jeśli Trump chciał podzielić irańskie społeczeństwo, osiągnął dokładnie odwrotny skutek: do władzy doszli bardziej radykalni politycy i duchowni, którzy zemszczą się za swoje osobiste straty, za swoich ojców i za swoich bliskich. Cały naród jest w tej samej sytuacji. Irańczycy są bardziej zjednoczeni niż kiedykolwiek i gotowi zmieść Izrael z powierzchni ziemi. Nie sądzę, żeby dotarli do Ameryki, ale mogą doprowadzić do upadku Trumpa i amerykańskiego porządku świata, wypełniając swoją misję budowy systemu wielobiegunowego, o który walczymy również na Ukrainie.

Prowadzący : Nawiasem mówiąc, amerykańskie źródła wielokrotnie donosiły, że Iran przygotował plan działania na wypadek bezpośredniego ataku ze strony USA i Izraela na długo przed obecną eskalacją. Strategia rzekomo obejmuje nie tylko ataki na bazy wojskowe i terytorium Izraela, ale także zniszczenie infrastruktury cywilnej, co mogłoby wywołać chaos nie tylko w państwach arabskich, ale na skalę globalną. W tym kontekście zamknięcie Cieśniny Ormuz, która już teraz wywiera ogromną presję na rynki światowe, nabiera szczególnego znaczenia. Chciałbym wiedzieć, na ile realistyczny jest taki scenariusz, czy Iran jest gotowy wywołać globalny kryzys gospodarczy i jakie mogłyby być tego konsekwencje.

Alexander Dugin : Po pierwsze, to już nie jest plan, to już fakt: wszystkie trzy wymienione przez ciebie punkty są już wdrażane. Iran oczywiście miał taki plan; rozumieli, jak to się skończy, że nigdy nie można ufać Zachodowi, że nie można negocjować, a tym bardziej, że nie można ufać tym negocjacjom z Trumpem.

A jednak popełnili błąd: gdyby naprawdę byli gotowi na to, że te negocjacje nie doprowadzą do niczego, to po pierwsze, nie przystąpiliby do nich, a po drugie, poświęciliby o wiele więcej uwagi ochronie swoich politycznych, wojskowych i religijnych przywódców. Uważam to za błąd. A te złowrogie postacie – Kushner i Witkoff, do których my, jak sądzę, również naiwnie się schlebiamy, biorąc ich powitalne uśmiechy za dobrą monetę – jedynie zmyliły Irańczyków, przeceniając ich gotowość do dialogu. To ważna lekcja dla nas wszystkich.

Myślę, że musimy zrozumieć, że rzeczywiste rezultaty na Ukrainie osiągniemy tylko dzięki prawdziwemu, zdecydowanemu zwycięstwu, a nie poprzez jakiekolwiek negocjacje. Ale nawet Irańczycy, którzy przygotowali ten plan i wdrożyli go tak szybko, dosłownie w tydzień, ulegli hipnozie Zachodu. Zachodowi nie można ufać – nikomu, ani Trumpowi, ani liberałom, ani Europie. Absolutnie nikomu. Bo to czyste oszustwo: jeśli chcą z nami zawrzeć rozejm, to znaczy, że jest to dla nich korzystne, ale dla nas będzie to katastrofa. Dopóki nie zwyciężymy, dopóki nie stworzymy tego nieodwracalnego, wielobiegunowego świata, nie ma o czym z nimi rozmawiać; musimy z nimi rozmawiać tylko z pozycji siły, broniąc naszych interesów. Iran opracował ten plan, wdrożył go, ale mimo to w pewnym momencie uległ hipnozie. Im mniej kontaktów z Zachodem, tym spokojniej i bardziej wiarygodnie.

Jak to się skończy? Pytanie najczęściej sprowadza się do tego, kiedy nastąpi ostateczny upadek systemu światowego i czy w toku tych katastroficznych procesów pojawi się czynnik nuklearny. Czy Stany Zjednoczone, zdając sobie sprawę z porażki całej operacji i beznadziejności swojej pozycji, poruszając się zgodnie ze scenariuszem inercyjnym, przeprowadzą atak nuklearny na Iran? Mogłoby to zmienić sytuację, ale nawet użycie strategicznej, a raczej taktycznej, broni jądrowej nie wystarczy, by złamać Iran. Mówimy więc o czymś zupełnie innym. Czy Ameryka użyje całego swojego arsenału broni, by po prostu zniszczyć Iran, zamieniając go w coś na kształt Gazy? To pytanie otwarte. Faktem jest jednak, że albo stoimy na krawędzi III wojny światowej – albo już w jej pierwszym etapie – albo stoimy na krawędzi globalnego upadku całego systemu finansowego i gospodarczego.

Jeśli ktokolwiek na świecie nadal wierzy, że „wszystko jest w porządku, wszystko się ułoży, wszystko minie”, to jest to jedynie psychologiczna obrona umysłu przed informacjami, z którymi nie może sobie poradzić.

W islamie istnieje tradycja, która głosi: kiedy aniołowie zatrąbią w trąby, ogłaszając nadejście Dnia Sądu, tylko poganiacz mułów, który w tym momencie będzie poprawiał siodło, usłyszy to i podniesie uszy ku niebu. Pobiegnie i zawoła do wszystkich: „Słuchajcie, aniołowie zatrąbili, nadchodzi koniec czasów!”. A oni mu odpowiedzą: „Nic nie słyszymy”. To idealny obraz dzisiejszego świata. Wszyscy mówią: „No dalej, ropa wróci, Dubaj zostanie odbudowany, ceny nieruchomości znów wzrosną”. Ale nigdy nie będzie tak samo jak wcześniej. Będzie inaczej.

Kto wygra, kto kogo zniszczy – nic nie jest przesądzone, ale stawka jest niezwykle wysoka. Niektóre rzeczy zależą od nas, od Rosji, niektóre od Chin, a wiele, jeśli nie wszystkie, od Iranu – czy zdoła on osiągnąć swoje cele i zetrzeć z powierzchni ziemi agresywne państwo izraelskie, które wpadło w ręce religijnych ekstremistów, i odeprzeć ataki USA. Jak zachowają się inne kraje islamskie?

Różowe marzenie Dubaju i Emiratów o bezpiecznym międzynarodowym hubie dawno prysło: to już nie centrum, gdzie można zarobić krocie, to peryferie, które wkrótce zostaną pokryte piaskiem, a wszystko wróci do beduińskich zasad. A może nawet lepiej: społeczeństwo stanie się tradycyjne, a moralny wizerunek Arabów zostanie ocalony.

Wszyscy muszą teraz przystąpić do egzaminu. Można go pominąć, można nie przystąpić, ale wtedy zostanie się wykluczonym z kategorii tych, którzy podejmują decyzje, którzy uczestniczą w polityce światowej jako podmioty, a nie przedmioty. Dlatego jestem przekonany, że każdy musi zaangażować się w to, co się dzieje, określić swoje stanowiska i strategie.

Indie, na przykład, ku mojemu wielkiemu żalowi, niedawno chwaliły się, że przekazały Izraelczykom współrzędne irańskiego statku, co pozwoliło im go zatopić. W tym przypadku Indie odchodzą od pozycji świata wielobiegunowego. Nie tak powinny postępować suwerenne państwa cywilizacyjne, zwłaszcza te należące do BRICS. Zbytnie skłanianie się ku agresorowi to posunięcie lekkomyślne. Ale Indie to wielka cywilizacja, wielkie państwo Bharatu, i będziemy tam świadkami wielu nowych wydarzeń. Wszyscy globalni gracze są teraz wystawiani na próbę i dotyczy to wszystkich, w tym nas, ponieważ znajdujemy się w zupełnie innej sytuacji.

Prowadzący : Pozwól, że zadam ci jeszcze jedno pytanie. Jak obecna globalna sytuacja gospodarcza wpłynie na Rosję? Na przykład, Kiriłł Dmitriew zauważa, że ​​cena ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę z pewnością działa na naszą korzyść. Czy w tej sytuacji jesteśmy beneficjentami, czy też globalny kryzys nadal będzie nas przytłaczał, jeśli nieuchronnie nastąpi?

Alexander Dugin : Przede wszystkim, widzicie, w tak krytycznej sytuacji, w której w grę wchodzą czynniki religijne, etyczne, moralne i geopolityczne, wydaje mi się nieco niestosowne mówienie tylko o tym, kto jest beneficjentem i kto na tym skorzysta. Te sankcje dotkną nas w mniejszym stopniu.

Ten upadek prawdopodobnie będzie miał mniejszy wpływ na Rosję, ponieważ jesteśmy już objęci sankcjami, odcięci od gospodarki zachodnio-centrycznej, więc nie przejmujemy się tym. Im szybciej wszystko się zawali, tym lepiej, moim zdaniem. Już się dostosowaliśmy i zwróciliśmy się ku suwerenności. Nadal mamy naszych partnerów, Iran, a reszta ludzkości pozostaje z nami. Co do Zachodu, jeśli ten upadek go zabije, zniszczy, nie sądzę, żebyśmy żałowali, bo biorąc pod uwagę jego ostatnie zachowanie, zasługuje na to.

Dlatego przyjąłbym zasadę „kopnij leżącego”. Nie warto czerpać korzyści z cierpienia i śmierci ludzi; musimy wspierać swoich, a nasi „swoi” już zostali zdefiniowani. W tej sytuacji musimy bronić naszej suwerenności wszelkimi środkami, w tym ekonomicznymi, i wykorzystywać każdą okazję, która nas wzmocni.

Nasi wrogowie wyraźnie słabną. Są podzieleni i zdezorientowani: jedni popierają Trumpa i Izrael, inni nie. Wśród krajów europejskich panuje niezgoda; spieszą się z opozycji, i to bardzo dobrze. W obozie naszych wrogów panuje panika. Jest to dla nas niezwykle korzystne, a jeśli doprowadzi do załamania i upadku obecnej globalnej gospodarki, to, szczerze mówiąc, tylko na tym skorzystamy – zbudujemy bardziej sprawiedliwy, bardziej poprawny, a jeśli tak, to bardziej humanitarny i demokratyczny globalny system finansowy i gospodarczy.


CZYTAJ WIĘCEJ autorstwa prof. Aleksandra Dugina, dzięki uprzejmości Arktos :


[O]błędne kalkulacje

Piskorski: Błędne kalkulacje

Mateusz Piskorski myslpolska/piskorski-bledne-kalkulacje

W pewnym sensie mógłbym powiedzieć, że triumfuję: moja prognoza zrealizowała się w pełni, a nawet z nawiązką. Nigdy szczególnie nie zachwycałem się postacią Donalda Trumpa.

Od samego początku traktowałem jego fenomen jako wybuchową syntezę prostackiego populizmu (w negatywnym tego słowa znaczeniu), narcyzmu i innych problemów osobowościowych oraz mentalności nowojorskiego biznesowego cwaniaka.  To z definicji nie może być materiał na polityka tradycyjnego, szanowanego i dającego się traktować poważnie. Widocznie społeczeństwu amerykańskiemu to jednak nie przeszkadza, podobnie jak społeczeństwu ukraińskiemu – komik przebrany za prezydenta, a polskiemu – burzyciel polskiej pamięci z IPN jako głowa państwa.

Powiedzmy sobie jednak szczerze: to nie Donald Trump decyduje o rozpoczynaniu kolejnych agresji amerykańskich na świecie, to nie on wskazuje kogo ze światowych przywódców porwać, a kogo od razu zabić. Robi to klasa rządząca, której sam Trump jest posłuszną, może czasem tylko pociesznie się zacinającą marionetką. Kręgi rządzące Stanów Zjednoczonych skalkulowały, że nie opłaca im się samoograniczanie do półkuli zachodniej. Uwierzyły, że mogą zagrać o pełną stawkę, przynajmniej w jednym obszarze – surowców energetycznych.

No i zagrały, czego świadkami jesteśmy na Bliskim Wschodzie. Amerykanie chcą przejąć na zasadzie niemalże monopolistycznej światowe rynki ropy naftowej i gazu. Dlatego agresja na Iran była nieunikniona – wynikała z aktualnego układu sił grup interesów w Stanach Zjednoczonych. Kalkulacja zakładająca, że Donald Trump będzie prezydentem amerykańskiej zgody na świat wielobiegunowy i bardziej sprawiedliwy układ w stosunkach międzynarodowych zawiodła. Była bowiem od samego początku obciążona błędnym założeniem, że mocarstwem amerykańskim rządzić będą politycy wybieralni (a za nimi opinia publiczna oraz wyborcy), a nie trwałe struktury klasy realnie rządzącej.

Te ostatnie również jednak dokonały błędnej kalkulacji. Ich błąd polegał na nadmiernej pewności siebie, zakładającej, że scenariusz wenezuelski – szybka operacja specjalna prowadząca do zmiany władzy na podporządkowaną całkowicie Waszyngtonowi – jest możliwy do zrealizowania w innych częściach naszego globu. Ta błędna kalkulacja zadziwia, biorąc pod uwagę fakt, że u boku Amerykanów w koalicji zwanej przez wielu komentatorów koalicją Epsteina (jedną z niewątpliwych funkcji obecnej agresji amerykańskiej jest medialne przykrycie przykładu rozkładu i degeneracji elit rządzących bawiących się przez lata w najlepsze na prywatnej wyspie nowojorskiego stręczyciela i handlarza żywym towarem) są Izraelczycy.

Ci ostatni znani byli z dobrego rozpoznania wywiadowczego całego Bliskiego Wschodu, w tym Iranu. Powinni byli zatem wiedzieć, że system władzy w Teheranie ma zaprogramowane mechanizmy kryzysowe, które nie pozwalają na jego anihilację prostym ruchem w postaci zabójstwa formalnej głowy polityczno-religijnej teokratycznej republiki.

Aż dziw bierze, że nie wzięto pod uwagę pewnych powszechnie znanych faktów na temat państwowości irańskiej i modelu jej funkcjonowania. Chyba że założymy, że to nie żaden błąd Izraela, lecz świadoma próba wciągnięcia przezeń do długotrwałej wojny na Bliskim Wschodzie sojusznika zza oceanu. Zawiódł jednak nie tylko czynnik ludzki. W programowaniu agresji na Iran kluczową rolę odgrywać miała sztuczna inteligencja. To jej algorytmy ustalały cele ataku, odporność struktury militarnej na uderzenie i jej zdolność do odwetu. Tu też okazało się, że rzeczywistość irańska nie jest możliwa do interpretacji i zrozumienia przez najbardziej nawet zaawansowane narzędzia analityczne.

Często spotyka się twierdzenia, że najważniejsza bitwą tzw. Zachodu z resztą świata jest konflikt toczący się od ponad czterech lat na Ukrainie. Teraz o palmę pierwszeństwa rywalizować będzie z nim bliskowschodni kocioł, który zagotował dla świata Waszyngton z Tel Awiwem. W desperacji oba te ośrodki odwołują się do sił nadprzyrodzonych i argumentacji religijnej – żydowskiego mesjanizmu i chrześcijańskiego syjonizmu. Obawiam się jednak, że i to im nie pomoże.

Mateusz Piskorski Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

15.03.2026 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

==================================================

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

===============================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=======================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Nowe „Obrazki z wystawy”

Obrazki z wystawy

11.03.2026, salon24.pl/u/kgobisz/obrazki-z-wystawy

image

——————————————-

Mapa poniżej pokazuje niewidzialną elektrownię atomową zbudowaną przez świętego donka z ferajną

image

——————————————————————–

Jak to się pisowcy ściskają z Ruskimi:

image

————————————

image

——————————————-

image

—————————————-

image

————————————-

image

————————————————-

image

Powyższy toast również za @HeMajewski

Napisał on:

image

Ten wyznawca nowoczesności i euro-postępu używa powyższego jako argumentu ZA SAFE.

Nie wie, że Kanada przystępuje jako producent/dostawca uzbrojenia. Ale jemu ta niewiedza nie przeszkadza

—————————————————–

A tak w ogóle to:

image

Prof. Jeffrey Sachs: Bardzo dobre podsumowanie tej wojny bez strategii i bez sensu

[Z bardzo mieszanymi uczuciami to umieszczam. Bo ten Sachs za swej młodości to diabelski kat Polski w 1989r. On wybierał – reprezentant Sorosa, z pomocą Geremka – wykonawców z niewolenia i rabunku. A teraz – napadło go pisanie prawdy? MD]

=====================================================

Prof. Jeffrey Sachs: Bardzo dobre podsumowanie tej wojny bez strategii i bez sensu (z polskim tłumaczeniem)

Autor: pokutujący łotr, 11 marca 2026

Tragedia i upadek wszelkich zasad, nawet tych rządzących wojnami,  jaką od 11 dni przeżywa świat jest spowodowana głównie głupotą rządzących arsenałami wojennymi i tchórzliwym merdaniem przed nimi ogonkami  pozostałych polityków świata. Kongres amerykański rozkłada bezradnie ręce, gdy Trump ogłasza według własnego widzimisię i za podszeptem równie psychopatycznego prezydenta innego kraju, napad z użyciem całego amerykańskiego arsenału wojennego na trzecie niepodległe państwo.

  Jeszcze dekadą wstecz, taka samowola skończyłaby się natychmiastowym impeachmentem. Dziś – kongres rozkłada ręce, choć 3 na 4 Amerykanów jest przeciw tej wojnie. Co gorsza, media roją się od coraz głupszych i bezczelniejszych wypowiedzi prezydenta USA oraz jego bubków w Pentagonie. Mówi na przykład: bezczelnie, wobec grona najpierwszych dziennikarzy USA, że według jego rozeznania, to Irań sam zaatakował szkołę, w której zginęło 180 irańskich dziewczynek. I mówi to w sytuacji, gdy ostatnie badania wykazują, że w szkołę trafiły dwie z pięciu wysłanych rakiet tomahawk, z których jedna była tak skonstruowana, aby z reszty swego paliwa wywołać pożar. Dziewczęta więc zginęły w płomieniach. I to miałby zrobić Iran swoim stu osiemdziesięciu dzieciom!

Takie oświadczenie przynajmniej składa przed kamerami prezydent kraju napastniczego, byle nie przyznać się do błędu. Dygnitarz przekonany, e rządzi światem i nie tylko gadający już jak wariat, ale i zaczynający tak wyglądać.

Warto posłuchać tej brutalnej kwintesencji zdarzeń amerykańskiego analityka, który widzi kropki i potrafi je łączyć w całość. Szkoda, że inteligentni inaczej “polscy” politycy, zwłaszcza pisiory ślepo wpatrzone w A-amerykę! nie posiedli tej umiejętności. Niektórzy za to  pokazują się w mediach w czerwonych trumpowskich bejsbolówkach, przekonani w swoich parobczańskich łepetynach, że są niezwykle cool i na czasie. Równie głupi, niestety, są “polscy” dziennikarze i komentatorzy polityczni w mediach głównego ścieku. Czasem, słuchając ich mądrości z trzeciej ręki ma się wrażenie, że nic nie wiedzą i nic nie czytają, a jak coś usłyszą lub przeczytają to nie zrozumieją albo zaraz zapomną.

Niestety, kiedy “myśl polityczna” III RP upada, to zawsze w gnojówkę.

==============================

Belgia na drodze do stania się „państwem narkotykowym”

Belgia na drodze do stania się

„państwem narkotykowym”?

Prawnicy biją na alarm

Adrian Fyda


pch24.pl/belgia-na-drodze-do-stania-sie-panstwem-narkotykowym

Belgia wkrótce może stać się „państwem narkotykowym” – ostrzegają Bart Willocx, prezes Sądu Apelacyjnego w Antwerpii, oraz Guido Vermeiren, prokurator generalny regionów Antwerpia i Limburgia. Ich zdaniem do rosnącej przestępczości narkotykowej przyczyniają się eskalacja korupcji, przemocy i zastraszania, które to zjawiska coraz bardziej destabilizują społeczeństwo.

W wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „The Guardian” sędzia Willocx podkreślił, że międzynarodową przestępczość narkotykową napędzają ogromne pieniądze. – Kwota środków przeznaczanych na wywieranie wpływu, korumpowanie i przekupywanie ludzi jest tak duża, że stanowi realne zagrożenie dla stabilności naszego społeczeństwa – powiedział.

Dodał, że belgijskie państwo stoi przed poważnym wyzwaniem i aby skutecznie walczyć z gangami narkotykowymi, musi znacząco zwiększyć nakłady na personel oraz inne zasoby.

Prokurator Vermeiren również ostrzegł przed narastającą skalą problemu. Jak stwierdził, Belgia „staje się państwem o ogromnej skali korupcji i wielu zagrożeniach”.

Port w Antwerpii jest obecnie jednym z głównych europejskich punktów przemytu kokainy. Według Europolu ponad 70 proc. kokainy trafiającej na rynek europejski przechodzi przez porty w Antwerpii i Rotterdamie. Tylko w 2023 r. służby przejęły aż 121 ton tego narkotyku.

W odpowiedzi na wzmożone kontrole sieci przemytników zaczęły zmieniać taktykę – przerzucają narkotyki do mniejszych portów i udoskonalają metody ich ukrywania. W efekcie w 2024 r. ilość kokainy przejętej w Antwerpii spadła do 44 ton.

Prawnicy wskazują, że równolegle rozwija się warta miliardy euro podziemna gospodarka tworzona przez siatki przestępcze działające od Dubaju po Amerykę Południową.

Mafie narkotykowe potrafią zapłacić pracownikowi portu ponad 250 tys. euro za przemieszczenie jednego kontenera. Jest to propozycja nie do odrzucenia, ponieważ odmowa często oznacza zastraszanie lub brutalne represje. – Otrzymywali listy i zdjęcia swoich dzieci. Dochodziło też do ataków na ich domy z użyciem domowej roboty materiałów wybuchowych – mówił prokurator Vermeiren.

Gangi wprowadzają do pracy w portach młodych ludzi, a następnie zmuszają ich do współpracy. Do zadań przemytniczych rekrutowane są nawet dzieci w wieku 13 lat.

W 2025 roku jeden z sędziów z Antwerpii napisał do komisji sprawiedliwości, domagając się pilnych działań, które zapobiegną przekształceniu kraju w „państwo narkotykowe”. Obecnie podobne ostrzeżenia formułują także inni sędziowie i prokuratorzy. Śledczy skarżą się na rosnącą skalę przemocy, w tym strzelaniny, porwania, tortury oraz pranie brudnych pieniędzy. Przykładowo w 2024 r. udaremniono próbę kradzieży ponad 1500 ton skonfiskowanej kokainy z magazynu celnego przez uzbrojonych napastników. Mafie narkotykowe planowały także porwanie ministra spraw wewnętrznych. W 2025 r. doprowadziły do licznych strzelanin.

Policjanci i personel medyczny mają być przekupywani lub zastraszani, by udostępniali poufne informacje, w tym adresy zamieszkania sędziów. Nawet przestępcy przebywający w więzieniach nadal koordynują działalność gangów, korzystając z przemycanych urządzeń.

[A dać surowe kary tym przestępcom i ich pomocnikom – klawiszom. md]

W związku z zagrożeniem belgijskie władze muszą zapewniać stałą ochronę wielu sędziom, policjantom i politykom. Sędzia Willocx przyznał, że wiąże się to z ogromnymi wyrzeczeniami. – Z dnia na dzień musisz opuścić dom i rodzinę, a następnie zamieszkać w miejscu, którego nikt nie zna – opisywał.

Według części obserwatorów niektórzy sędziowie, obawiając się o własne bezpieczeństwo, starają się unikać wydawania surowych wyroków wobec przestępców, wskazując na błędy proceduralne. Strach o życie własne i swoich bliskich, a także konieczność życia pod stałą ochroną sprawiają, że presja na wymiar sprawiedliwości rośnie.

Minister sprawiedliwości Annelies Verlinden zapowiedziała przeznaczenie dodatkowego miliarda euro na walkę z przestępczością narkotykową do 2029 r. W planach są także nowe rozwiązania, m.in. anonimizacja akt sądowych, które mają ograniczyć wpływ mafii narkotykowych na wymiar sprawiedliwości.

Źródło: brusselssingnal.eu

Odważny Słowak zgruzował Komisję Europejską

WolnośćTV @WolnoscTV

Odważny Słowak zgruzował Komisję Europejską

„Cały świat nas wyprzedzi, ludzie będą żyć coraz gorzej, gospodarka będzie w stagnacji i w upadku. A wy będziecie się cieszyć z turbin wiatrowych, elektrowni słonecznych i ładowarek elektrycznych, które są zupełnie bezużyteczne, gdy młode rodziny nie mogą sobie pozwolić nawet na dziecko. Chcemy tylko jednego pakietu – pakietu waszego odejścia. Nazwijmy go pakietem wolności, pakietem rezygnacji z tej niekompetentnej Komisji Europejskiej. Chcemy, byście zabrali ze sobą swoje ładowarki, panele słoneczne, elektrownie wiatrowe i uprawnienia do emisji.”

@MilanMazurek

7 644 wyświetlenia

Wojny AI: Nie jesteś do niej przygotowany

uncutnews-ch/die-ki-kriege-du-bist-nicht-vorbereitet

Wojny AI: Nie jesteś przygotowany

Trochę ponad rok temu napisałem „ Wojny dronów: Nie jesteś przygotowany”, w którym powiedziałem:

Nie, wojny dronów przyszłości to nie science fiction. Są jak najbardziej realne i dzieją się tu i teraz.

Jak ta przepowiednia się sprawdziła?

Przyjrzyjmy się nagłówkom z tego tygodnia, aby poznać najnowsze osiągnięcia w dziedzinie wojny dronów.

Jak wiedzą widzowie najnowszego odcinka programu „New World Next Week”, Iran przeprowadza ataki dronów kamikaze na centra danych AI, a Wujek Sam odpowiada (używając dronów zbudowanych według irańskiego modelu).

A teraz „ Wall Street Journal” donosi , że „Iran używa jednorazowych dronów szturmowych do atakowania systemów radarowych stanowiących podstawę amerykańskiej obrony przeciwrakietowej”. W artykule czytamy: „Jeden z najpoważniejszych ataków trafił w zaawansowany system radarowy wczesnego ostrzegania w Al-Udeid w Katarze, gdzie znajduje się największa amerykańska baza wojskowa w regionie”.

Tak, Irańczycy używają obecnie dronów wartych 20 000 dolarów, aby wyłączyć warte miliardy dolarów systemy obrony radarowej i możesz być pewien, że każda armia na świecie o tym wie.

Podsumowując: tak, wojna dronów się rozpoczęła i jak zawsze, to właśnie tutaj dowiedzieliście się o niej jako pierwsi.

Jak więc będzie wyglądać dalszy rozwój wojny w XXI wieku? Dobre pytanie. Oto odpowiedź…

KOMPLEKS BRANŻY SZTUCZNEJ INTELIGENCJI

Minęło ponad 60 lat, odkąd Eisenhower ostrzegał nas przed rozwojem kompleksu militarno-przemysłowego.

Choć wszyscy pamiętamy jego ostrzeżenie przed „uzyskiwaniem nienależnego wpływu, zamierzonego czy nie, przez kompleks militarno-przemysłowy”, samo przemówienie wspiera rozwój tego kompleksu bardziej, niż mogłoby się wydawać. „Uznajemy bezwzględną konieczność tego rozwoju” – dodał ostrożnie Eisenhower. Być może zdawał sobie już sprawę z tego, co stanie się z kolejnym prezydentem, który ośmieli się sprzeciwić dowódcom wojskowym.

Niezależnie od tego, termin „kompleks wojskowo-przemysłowy” szybko został przyjęty przez przeciwników wojny i służył im przez pokolenia. Trafnie podsumowuje on industrializację działań wojennych i pokazuje, jak ogromne majątki opierają się obecnie na produkcji (i użytkowaniu) broni wojskowej. Nie bez powodu Loudoun jest „najbogatszym hrabstwem w kraju w przeliczeniu na mieszkańca”.

Tak, jak przewidywano, stary dobry kompleks wojskowo-przemysłowy śmieje się wniebogłosy w drodze do banku, podczas gdy bomby spadają na Teheran.

Ale czasy się zmieniają. Raytheony, Lockheed Martiny i Northrop Grummany z dawnych lat są zastępowane przez nową generację handlarzy śmiercią: kontraktowych AI.

Nie powinno dziwić, że wszyscy dynamicznie rozwijający się dostawcy usług wojskowych – od Anduril i Helsing po Palantir, a nawet CHAOS Industries – pracują nad technologiami sztucznej inteligencji i autonomicznymi systemami uzbrojenia. Jak zauważyłem w artykule „Co właściwie robi Palantir?”, Anduril i Palantir wydały w zeszłym roku wspólny komunikat prasowy, w którym chwaliły się, jak obie firmy pracują nad „umożliwieniem naszym partnerom z rządu i przemysłu przekształcenia wiodących na świecie amerykańskich osiągnięć w dziedzinie sztucznej inteligencji w potencjał wojskowy i bezpieczeństwa narodowego nowej generacji”.

Oczywiście nie musimy czekać, aż ten przemysłowy kompleks sztucznej inteligencji ujawni się na polu bitwy.

Izrael już wykorzystuje sztuczną inteligencję w Strefie Gazy do identyfikowania i atakowania domniemanych przywódców Hamasu i ich kryjówek.

Ukraina już wykorzystuje drony ze sztuczną inteligencją – a także „półautonomiczne” roboty – w walce z Rosją.

A teraz, jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, irańskie pole bitwy wzmacnia narrację o wojnie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Wykorzystanie autonomicznej broni i systemów celowniczych opartych na sztucznej inteligencji szybko staje się kluczowym elementem irańskiej historii wojennej.

ANTROPICZNA OPERACJE PSYCHOLOGICZNE

Wszyscy śledziliśmy niedawny psycho-dramat pomiędzy firmą Anthropic, zajmującą się sztuczną inteligencją, a Departamentem Wojny, który rozgrywał się na pierwszych stronach gazet głównego nurtu.

Początkowo sekretarz obrony Hegseth zwrócił się do firmy Anthropic z prośbą o umożliwienie Pentagonowi ominięcia zabezpieczeń modelu sztucznej inteligencji „Claude”. Konkretnie, powiedziano nam, że „Pentagon, który zawarł z Anthropic kontrakt o wartości 200 milionów dolarów, żąda od firmy zniesienia ograniczeń, aby wojsko mogło wykorzystywać ten model do „wszelkich zgodnych z prawem celów”, jak podają dwa źródła zaznajomione z dyskusjami”.

Następnie dowiedzieliśmy się, że dyrektor generalny Anthropic, Dario Amodei, bohatersko oparł się tej presji i napisał długi wpis na blogu, w którym odmówił zgody na wykorzystanie Claude’a do masowej inwigilacji w kraju lub w całkowicie autonomicznej broni.

…Oczywiście, Amodei nie kwestionował samego kompleksu przemysłu sztucznej inteligencji. „Głęboko wierzę, że wykorzystanie sztucznej inteligencji do obrony Stanów Zjednoczonych i innych demokracji oraz do walki z naszymi autokratycznymi przeciwnikami ma kluczowe znaczenie” – rozpoczął swoje „odważne” oświadczenie, w którym sprzeciwił się Pentagonowi.

Aby mieć absolutną pewność, że ta kwestia nie zostanie pominięta, Amodei jest obecnie w trakcie swego rodzaju podróży przeprosinowej i w niedawnym wpisie na blogu dokłada wszelkich starań, aby wyjaśnić, że nie odważył się kwestionować przydatności sztucznej inteligencji w działaniach wojennych ani absolutnych uprawnień Pentagonu w zakresie decydowania o wykorzystaniu tej technologii na polu bitwy: „Jak wyjaśniliśmy w zeszły piątek, nie uważamy i nigdy nie uważaliśmy, że rolą Anthropic lub jakiejkolwiek innej prywatnej firmy bylby udział w decyzjach operacyjnych – to rola wojska”.

A tak przy okazji, chce ci też powiedzieć, że sztuczna inteligencja to przyszłość świata – „W końcu będzie w stanie zrobić wszystko, a my musimy się z tym pogodzić” – ale nie powinieneś obwiniać jej za utratę miejsc pracy. W tłumaczeniu: Pociąg sztucznej inteligencji musi jechać dalej!

Dramatyczna wymiana zdań między firmą zajmującą się sztuczną inteligencją a Departamentem Obrony, która zakończyła się uznaniem przez Pentagon Anthropic za „zagrożenie dla łańcucha dostaw” i nakazaniem usunięcia go z systemów wojskowych w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, jest oczywiście całkowicie pozbawiona sensu.

OpenAI Sama Altmana nie tylko po raz kolejny potwierdziło, że jego technologia sztucznej inteligencji może być wykorzystana przez podżegaczy wojennych jako broń, ale Claude z Anthropic odgrywa kluczową rolę w amerykańskich działaniach wojennych w Iranie.

Według ostatnich doniesień, mimo umieszczenia Claude’a na liście systemów przeznaczonych do wycofania, jest on obecnie łączony z systemem Maven Smart System armii USA – systemem wykrywania celów w czasie rzeczywistym opracowanym przez Palantir – w celu niezależnego generowania list uderzeniowych na potrzeby kampanii Epstein-Fury.

W trakcie planowania potencjalnego ataku na Iran, Maven, wspierany przez Claude’a, zasugerował setki celów, podał dokładne współrzędne lokalizacji i nadał im priorytety według ich ważności, jak poinformowały dwie osoby. Połączenie Mavena i Claude’a stworzyło narzędzie, które przyspieszyło tempo kampanii, ograniczyło zdolność Iranu do kontrataku i przekształciło tygodnie planowania działań bojowych w operacje w czasie rzeczywistym, jak powiedziała jedna z osób. Narzędzia sztucznej inteligencji oceniają również atak po jego rozpoczęciu, dodała osoba.

Niezależnie od realiów panujących na miejscu, spór między Anthropic a DoW pomógł utrwalić narrację na temat sztucznej inteligencji i wojny. Sztuczna inteligencja jest teraz oficjalnie kwestią bezpieczeństwa narodowego, a każda firma, która nie jest w 100% zaangażowana w działania podżegaczy wojennych, zostanie porzucona.

Kompleks przemysłowy AI już tu jest.

Ale co to znaczy?

AI I WIELKA SZACHOWNICA

Łatwo przewidzieć, jak rozwinie się opowieść o „kompleksie przemysłowym sztucznej inteligencji” w wielkiej walce między narodami.

Sztuczna inteligencja stała się kwestią bezpieczeństwa narodowego nie tylko USA, ale także Chin, Rosji, Korei Północnej, Wielkiej Brytanii i wszystkich innych złoczyńców i marionetek na dwuwymiarowej szachownicy.

Rosnące znaczenie sztucznej inteligencji na polu bitwy XXI wieku znajduje odzwierciedlenie nie tylko w coraz częstszym jej stosowaniu w systemach celowniczych i uzbrojeniu podczas trwającego konfliktu w Iranie, ale także w tym, co Iran wykorzystuje jako cele za pomocą autonomicznych dronów kamikaze.

Jak donosi James Evan Pilato w najnowszym numerze „New World Next Week”, Iran celowo atakuje komercyjne centra danych na Bliskim Wschodzie. W zeszłym tygodniu Amazon Web Services (AWS) potwierdził, że klaster centrów danych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – wewnętrznie oznaczony jako region ME-CENTRAL-1 (mec1-az2) – doświadcza problemów operacyjnych z powodu „lokalnych problemów z zasilaniem” wynikających z ataku.

Aby rozwiać wszelkie wątpliwości: nie, ten atak na centrum danych nie był incydentem odosobnionym. W rzeczywistości Iran otwarcie przyznał, że atakowanie centrów danych jest kluczowym elementem jego strategii wojskowej na XXI wiek.

Jak donosi The Register, Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) oficjalnie atakuje centra danych w ramach swojej strategii wojennej. Rozszerzył nawet listę celów, obejmując nie tylko centra danych Amazona w regionie, ale także obiekty Microsoftu.

W poście na Telegramie, przetłumaczonym z języka perskiego na angielski przez The Register za pomocą Tłumacza Google i Tłumacza Bing, agencja informacyjna Fars stwierdziła, że ​​Iran wysłał drony, aby zaatakować centrum danych Amazon w Bahrajnie, „aby ustalić rolę, jaką te centra odgrywają we wspieraniu działań wojskowych i wywiadowczych wroga”.

„Ataki te są częścią niedawnych operacji Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przeciwko centrom danych Amazon w Dubaju i innym strategicznym ośrodkom w regionie” – czytamy dalej w artykule, a następnie kończymy go słowami: „Amazon i Microsoft zadały potężny cios infrastrukturze technologicznej i informatycznej wroga za pomocą tych operacji”.

Jeśli Twoją naturalną reakcją na tę wiadomość jest: „O nie! Czy nikt nic nie zrobi z centrami danych?”, to masz szczęście! Tyler Durden z ZeroHedge jest podobno bardzo podekscytowany potwierdzeniem jego styczniowego artykułu zatytułowanego „Eksplozja w centrach danych AI będzie wymagać nowej generacji zabezpieczeń antydronowych” i równie podekscytowany, że będzie to dobrodziejstwem dla kompleksu przemysłu AI i powiązanego z nim sektora obronnego AI.

Kluczowym wnioskiem jest to, że analitycy z Wall Street i deweloperzy centrów danych właśnie otrzymali poważny sygnał ostrzegawczy: Planowana rozbudowa centrów danych wartych biliony dolarów wymaga środków bezpieczeństwa nowej generacji, w tym zaawansowanych technologicznie systemów wykrywania, śledzenia i kinetycznego przechwytywania dronów. Jest to następstwem wojny na Ukrainie i innych niedawnych konfliktów, które doprowadziły do ​​szybkiego rozwoju tanich, wielofunkcyjnych dronów konsumenckich, które można produkować masowo za ułamek kosztów konwencjonalnej amunicji sił powietrznych. Kilka tygodni temu wspomnieliśmy, że ta proliferacja dronów i łańcuchów śmierci opartych na sztucznej inteligencji dała czytelnikom wgląd w pole bitwy lat 30. XXI wieku.

Wierzymy, że Wall Street będzie teraz szukać „wojskowych jednorożców” specjalizujących się w systemach łagodzenia zagrożeń, czy to w detekcji, walce elektronicznej, czy obronie kinetycznej, ponieważ świat staje się coraz bardziej niestabilny, a potrzeba ochrony krytycznej infrastruktury centrów danych przed FPV i innymi zagrożeniami ze strony dronów staje się kwestią bezpieczeństwa narodowego. [Podkreślenie w oryginale.]

Tak?

Oczywiście, nie jesteś niedoinformowanym czytelnikiem Zero Hedge. Jesteś inteligentnym, bystrym subskrybentem Corbett Report i rozpoznajesz taktykę problem-reakcja-rozwiązanie, gdy ją widzisz.

Wiesz, że istnieje szeroki ruch społeczny przeciwko gigantom centrów danych, rozprzestrzeniający się po całym świecie niczym rak. Wiesz, że ludzie mają dość rosnących cen prądu, wyczerpywania się zasobów wody i degradacji środowiska. Wiesz, że mają już dość Palantira i innych firm z branży sztucznej inteligencji, które wykorzystują swoją technologię do szpiegowania nas wszystkich i prowadzenia swoich krwawych interesów za granicą. Zdajesz sobie sprawę, że nowe irańskie zagrożenie dla centrów danych daje strategom wojskowym idealną okazję do uznania tych centrów za niezbędne dla bezpieczeństwa narodowego, a zatem nietykalne.

A przede wszystkim, bez wątpienia podejrzewasz już, że ataki na centra danych, o których donoszą media, w rzeczywistości dowodzą, że ta irańska, ukraińska czy izraelska propaganda wojny ze sztuczną inteligencją wcale nie dotyczy dwuwymiarowej szachownicy. Wiesz raczej, że tak naprawdę chodzi o wojnę piątej generacji ze wszystkimi.

WOJNA (WSPIERANA PRZEZ SZTUCZNĄ INTELIGENCJĘ) PRZECIWKO NAM WSZYSTKIM

Tak, Chiny wprowadzają swój „Plan działania AI+”.

Tak, NATO dokonuje rewizji swojej strategii w zakresie sztucznej inteligencji, aby „promować rozwój i odpowiedzialne wykorzystanie sztucznej inteligencji na rzecz obronności i bezpieczeństwa Sojuszników”.

Tak, Ukraina wykorzystuje sztuczną inteligencję do automatyzacji ataków dronów na Rosję, co zwiększa czterokrotnie wskaźnik skuteczności.

I tak, amerykańscy poplecznicy Deep State, tacy jak Erik Prince i Alex Karp, publicznie pokazują, że są całkowicie zachwyceni przyszłością wojny wspieranej przez sztuczną inteligencję.

Ale ta rewolucja przemysłowego kompleksu sztucznej inteligencji nie ma w zasadzie nic wspólnego z teatrem wrestlingu zawodowego, który odbywa się na globalnej szachownicy 2D.

Jak już wiecie, prawdziwą bitwą jest wojna piątej generacji przeciwko wszystkim. A w przypadku 5GW to wy jesteście celem, a nie ajatollahowie w Iranie, Chińczycy, Rosjanie czy ktokolwiek inny, kto w tym tygodniu jest przedstawiany jako uosobienie zła na świecie.

Prawdziwe pytanie brzmi zatem nie jak ta technologia sztucznej inteligencji zostanie wykorzystana jako broń przeciwko „naszym” „wrogom” na globalnej szachownicy (kimkolwiek by oni nie byli), ale jak zostanie użyta jako broń przeciwko nam .

Czy nikt nie widzi rojów dronów, robotów humanoidalnych i autonomicznych robotów bojowych na polu bitwy i czy nikt nie wyobraża sobie, że technologia ta będzie wykorzystywana przez rządy na całym świecie przede wszystkim przeciwko ich własnym obywatelom ?

Oczywiście, są też sceptycy wobec sztucznej inteligencji. Ci, którzy uważają, że uczenie maszynowe, duże modele językowe, generatywna sztuczna inteligencja, autonomiczne systemy uzbrojenia i wszystkie inne nowatorskie technologie, które w ostatnich latach zaczęły całkowicie przekształcać nasz świat, to jedynie iluzja. To, że „sztuczna inteligencja” to sprzeczność sama w sobie, że nie ma w niej nic nowego, a systemy „sztucznej inteligencji” robią tylko to, do czego zostały zaprogramowane.

Ci sceptycy są w błędzie – pod względem technicznym , społecznym, ekonomicznym, psychologicznym i filozoficznym – i wkrótce stanie się to oczywiste.

Nawet jeśli negacjoniści sztucznej inteligencji mają rację, to istnieją pewne kwestie dotyczące nadchodzącej ery „wojny sztucznej inteligencji”, co do których wszyscy się zgadzają.

Po pierwsze, należy zauważyć, że niezależnie od tego, czy broń autonomiczna jest rzeczywiście autonomiczna w egzystencjalnym sensie aniołów tańczących na główce szpilki, czy nie, samo przekonanie o jej autonomii będzie niewątpliwie wykorzystywane w przyszłości do usprawiedliwiania poczucia winy za masakry na polu bitwy. „Nie, Stany Zjednoczone nie zabiły tych poddających się żołnierzy! To był wadliwy robot!”. Albo: „Nie, Izrael nie wymordował tej palestyńskiej rodziny z zimną krwią! To był robot Boston Dynamics z uszkodzonym kablem!”.

Po drugie, nikt nie zaprzecza, że ​​te generatywne narzędzia sztucznej inteligencji są obecnie wykorzystywane do rozpowszechniania realistycznych i spersonalizowanych dezinformacji na masową skalę w czasie rzeczywistym. Każdy, kto jest obecnie aktywny na Twitterze lub innej dużej platformie społecznościowej, może to potwierdzić… a przynajmniej tak zakładam. Sam nie jestem aktywny na tych platformach.

Ale obrazy generowane przez sztuczną inteligencję nie tylko oszukują twojego dziadka na Facebooku. Oszukują również media takie jak „The Tehran Times” , który właśnie opublikował zdjęcie satelitarne miejsca przed i po bombardowaniu – rzekomo amerykańskiej instalacji radarowej w Katarze, zniszczonej irańskimi pociskami.

Jedyny problem polega na tym, że to zdjęcie to po prostu fake news, deepfake wygenerowany przez sztuczną inteligencję, który nie odpowiada rzeczywistości. To samo dotyczy dramatycznego (ale zniekształconego przez sztuczną inteligencję) zdjęcia irańskiego ataku na bazę USA w Iraku:

I równie dramatyczny (ale też sztuczny) obraz momentu, w którym ciało ajatollaha Chamaneiego znaleziono w gruzach zbombardowanego budynku.

Jeśli, jak głosi stare przysłowie, pierwszą ofiarą wojny jest prawda, to wygląda na to, że w najnowszym konflikcie pierwszy strzał oddała sztuczna inteligencja.

Obawiam się, że przekraczamy obecnie próg ery wojny opartej na sztucznej inteligencji, tak jak w ostatnich latach przekroczyliśmy próg ery wojny dronów. Co więcej, nie będzie miało znaczenia, czy wierzysz w realność sztucznej inteligencji, czy nie, gdy będziesz wpatrywać się w lufę broni obsługiwanej przez rzekomo autonomicznego robota.

Witajcie w XXI wieku, drodzy bliźni! Podoba Wam się ta zapowiedź III wojny światowej?

Źródło: Wojny AI: Nie jesteś przygotowany

USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale – bez „głupich zasad walki”.

„Zaatakujemy ich, gdy będą na ziemi”: USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale – bez „głupich zasad walki”.

Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały 20 szkół i 13 szpitali w Iranie w ciągu tygodnia. Minister obrony USA Pete Hegzeth chwalił się, że rozpętał „śmierć i zniszczenie”, aby doprowadzić do upadku, bez „głupich zasad postępowania”.

Stany Zjednoczone i Izrael celowo niszczą obszary cywilne w Iranie, brutalnie bombardując szkoły, szpitale i obszary mieszkalne. Ich celem jest nie tylko zniszczenie państwa, ale także postawienie irańskiego społeczeństwa na kolana.

Sekretarz obrony USA  Pete Hegseth opisał strategię spalonej ziemi  na  konferencji prasowej w Pentagonie  4 marca.

„To nigdy nie miała być uczciwa walka i nie jest. Uderzamy ich, gdy leżą, i tak właśnie powinno być” – chwalił się Hegseth.

Z dumą dodał, że Stany Zjednoczone i Izrael przez cały dzień zsyłały na Iran „śmierć i zniszczenie z nieba”.

Hegseth zauważył, że w ciągu pierwszych czterech dni wojny z Iranem (nazwanej operacją Epicka Furia) armia amerykańska użyła „dwa razy więcej sił powietrznych” niż podczas „szokującej i przerażonej” inwazji na Irak w 2003 r.

Na kolejnej konferencji prasowej 2 marca  Sekretarz Wojny USA potępił organizacje międzynarodowe,  takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, oświadczając: „Niezależnie od tego, co mówią tak zwane instytucje międzynarodowe, Ameryka rozpętuje najkrwawszą i najprecyzyjniejszą kampanię wojny powietrznej w historii”.

Hegseth chwalił się, że USA walczą bez „głupich zasad zaangażowania”. Według niego Pentagon celowo atakuje obszary cywilne i lekceważy zasady prowadzenia wojny.

USA i Izrael zbombardowały 20 szkół i 13 szpitali w Iranie w ciągu jednego tygodnia.

Według Światowej Organizacji Zdrowia,  Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały co najmniej 13 szpitali i placówek służby zdrowia w Iranie w ciągu pierwszych pięciu dni wojny, którą Donald Trump i Benjamin Netanjahu rozpoczęli 28 lutego. 

Według UNICEF-u,  w pierwszym tygodniu wojny Waszyngton i Tel Awiw zbombardowały co najmniej 20 irańskich szkół.

Zniszczyli  również zakład odsalania wody  , pozbawiając dostępu do wody dziesiątki irańskich wiosek.

USA i Izrael  zabiły ponad 1300 Irańczyków w pierwszym tygodniu  . 30% ofiar stanowiły dzieci.

Zarówno CNN  , jak i  New York Times  niezależnie potwierdziły, że armia amerykańska zbombardowała szkołę podstawową w mieście Minab w południowym Iranie pierwszego dnia wojny.

Stany  Zjednoczone zbombardowały szkołę dwukrotnie,  w odstępie 40 minut, aby mieć pewność, że nikt nie ocaleje.

Wojsko amerykańskie zabiło co najmniej 168 dzieci i 14 nauczycieli.

Minister obrony Hegseth opublikował  mapę obszarów  w Iranie zbombardowanych przez USA, a szkoła podstawowa w Minab wyraźnie znalazła się w strefie ataku.

Dokładnie to miał na myśli Hegseth, gdy chwalił się, że imperium USA „uderzy ich ponownie, gdy zajdzie taka potrzeba”, i to bez „głupich zasad walki”.

Masakra dokonana przez USA i Izrael jest tak drastyczna, że ​​nawet niektóre prawicowe media zachodnie, takie jak konserwatywny brytyjski dziennik The Telegraph, musiały przyznać, że „  Teheran to 'apokalipsa’ płonących szpitali  i dzieci pogrzebanych pod gruzami”, ponieważ USA i Izrael celowo bombardują obszary cywilne.

USA i Izrael chcą upadku państwa i rozpadu irańskiego społeczeństwa.

To, czego Waszyngton i Tel Awiw chcą w Iranie, to nie tylko zmiana reżimu; chodzi o zniszczenie państwa i upadek irańskiego społeczeństwa.

Niektórzy izraelscy urzędnicy otwarcie przyznali to w  raporcie Financial Times  .

Financial Times zacytował wypowiedź ministra obrony Izraela Israela Katza, który stwierdził, że „każdy przywódca mianowany przez irański reżim terrorystyczny… będzie jednoznacznym celem eliminacji”.

Plan Tel Awiwu zakłada zabicie wszystkich irańskich przywódców, tak aby kraj nie mógł być dłużej rządzony i pogrążył się w chaosie.

Potwierdził to również były wysoko postawiony funkcjonariusz izraelskiego wywiadu.

Financial Times przeprowadził wywiad z  Dannym Citrinowiczem  , który przez 25 lat pracował dla izraelskiego wywiadu wojskowego (IDI) i był szefem sekcji irańskiej w departamencie badań i analiz.

Citrinowicz powiedział FT, że Izrael dąży do „całkowitego zniszczenia tego reżimu, filarów tego reżimu, wszystkiego, co go spaja”.

Były szef wydziału analiz Iranu w izraelskim wywiadzie wojskowym powiedział, że Tel Awiw postrzega wojnę w następujący sposób (podkreślenie dodane):

Jeśli uda nam się dokonać zamachu stanu, to wspaniale. Jeśli uda nam się wyprowadzić ludzi na ulice, to wspaniale. Jeśli uda nam się wywołać wojnę domową, to wspaniale. Izraela w najmniejszym stopniu nie obchodzi przyszłość… [ani] stabilność Iranu.

Innymi słowy, USA i Izrael chcą powtórzyć w Iranie tę samą wojnę na wyniszczenie, jaką prowadzili w Strefie Gazy, a która  została uznana przez komisję ONZ za kampanię ludobójstwa  .

Wojna prowadzona przez USA i Izrael przeciwko Iranowi stanowi rażące naruszenie prawa międzynarodowego.

UNESCO, organizacja edukacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych, podkreśliła, że ​​bombardowanie irańskich szkół przez USA i Izrael „stanowi  poważne naruszenie  ochrony, do której szkoły mają prawo na mocy międzynarodowego prawa humanitarnego”.

Eksperci prawni jednoznacznie orzekli, że  wojna USA [ Izraela narusza prawo międzynarodowe  . Wskazali również, że Waszyngton prowadził negocjacje z Teheranem,Iran był gotowy na znaczne ustępstwa w zamian za porozumienie,  gdy Trump rozpoczął tę niespodziewaną wojnę agresywną i sabotował rozmowy.

Prestiżowa szkoła prawa Uniwersytetu Stanforda opublikowała  wywiad z  profesorem prawa międzynarodowego Allenem Weinerem, który stwierdził: „Z perspektywy prawa międzynarodowego uważam, że atak był ewidentnie nielegalny”.

Weiner podkreślił, że państwa mają prawo do samoobrony na mocy prawa międzynarodowego. Iran skorzystał z tego prawa.

Reżimy USA i Izraela twierdziły, że przeprowadziły „prewencyjne” ataki na Iran, ale Weiner podkreślił, że nie było to zgodne z prawem międzynarodowym.

Twierdził, że aby powołać się na samoobronę, państwo może uderzyć tylko wtedy, gdy ma dowody, że „znajduje się  w bezpośrednim niebezpieczeństwie ataku  ”.

W tym przypadku tak nie jest – podkreślił Weiner. Profesor prawa ze Stanford wyjaśnił:

Założenie, że Iran stanowi ogólne zagrożenie bezpieczeństwa dla interesów USA, nie stanowi bezpośredniego zagrożenia atakiem . Możliwość, że Iran w przyszłości zdobędzie broń jądrową lub międzykontynentalne rakiety balistyczne o zasięgu do kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, również nie stanowi bezpośredniego zagrożenia atakiem.

Wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi opiera się na kłamstwach.

Wszystkie argumenty, którymi administracja Trumpa próbowała usprawiedliwić tę nielegalną wojnę, upadły.

Pentagon  przyznał podczas zamkniętego przesłuchania  przed Kongresem, że Iran  nie  zaatakuje USA i Izraela jako pierwszy i że planuje jedynie działania odwetowe w ramach samoobrony.

Administracja Trumpa twierdziła również, że Iran jest o krok od stworzenia broni jądrowej. To również było nieprawdą.

Dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), Rafael Grossi, w wywiadzie dla CNN bardzo wyraźnie stwierdził, że  Iran  nie jest  na skraju posiadania broni jądrowej  .

Było to kolejne kłamstwo rozpowszechniane przez rząd USA w celu usprawiedliwienia nielegalnej wojny.

„Czy Irańczycy za kilka dni lub tygodni będą musieli zbudować lub posiadać bombę [jądrową]?” – pytała prezenterka CNN Becky Anderson Grossi.

„Nie” – odpowiedział wprost.

Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej oświadczył: „Nigdy nie dysponowaliśmy żadnymi informacjami sugerującymi, że istnieje zorganizowany, systematyczny [irański] program budowy broni jądrowej”.

Źródło: „Bijąc ich, gdy leżą”: USA i Izrael bombardują irańskie szkoły i szpitale, „bez żadnych głupich zasad postępowania”

Tłumaczenie: LZ

Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji [może raczej cywilizacja śmierci]

Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji

Paweł Chmielewski pch24/pawel-chmielewski-apatia-i-nienawisc

(Oprac. PCh24)

Apatia i nienawiść. Tak można byłoby określić nić przewodnią współczesnej kultury: apatia wobec istnienia, nienawiść do własnego dziedzictwa, do samych siebie, do świata w ogóle. Na nienawiść choruje nie tylko Zachód, ale również Wschód. Nowoczesny świat dławi się apatią i nienawiścią.

  • Przyczyna jest prosta: brak Boga.

Kto wyjedzie z Polski, od razu to zobaczy: brudne ulice, zniszczone sklepy, grupy młodych, agresywnych, ciemnoskórych mężczyzn wałęsających się bez celu. To rzeczywistość wielu największych miast europejskich. Patrzą z głupkowatą miną na to, co ich otacza: kościoły, pomniki, piękne budynki. Nie wiedzą, co to jest. W ogóle ich to nie obchodzi. Gdyby mogli na tym zarobić choćby kilka euro, od razu by to wszystko spalili. Część jest może owładnięta świadomą niechęcią do Zachodu, którą sufluje im ideologia islamska, ale większość jest po prostu obojętna. Ktoś dał, oni biorą, to wszystko.

Skąd się tam wzięli? Przecież w większości nie przyjechali sami. Stworzono cały skomplikowany system, który pozwolił im przekroczyć europejskie granice, a później tu zostać: brak kontroli paszportowych, instytucja rozdawanego szeroką ręką azylu, świadczenia socjalne. Imigranci przyjeżdżają tu, bo chwytają istnienie – ale ktoś ich tu sprowadził. Spisek i teoria podmiany ludności? Może, ale w krajach zachodniej Europy ludzie od dekad konsekwentnie głosują na partie, które sprowadzają im na głowę niepracujących imigrantów. Nic się nie zmienia. Stworzony raz system trwa i jest podtrzymywany, a większość społeczeństwa biernie patrzy na tego efekty. Przyglądają się, jak przyjezdni zamieniają ich piękne miasta w cuchnącą ruinę. Są obojętni w obliczu dewastacji. Może zatem zwykła inercja i głupota?

Dewastacji ulegają nie tylko miasta, ale i całe narody. W Republice Federalnej Niemiec przyszło w 2025 roku na świat 650 tysięcy dzieci. Część z nich to dzieci z rodzin imigrantów, którzy nie mówią nawet po niemiecku. Równolegle do kraju sprowadzono około 250 tysięcy przybyszów. Jeszcze wyższej liczbie ludzi nadano niemieckie obywatelstwo. Społeczeństwo spokojnie patrzy, jak z niemieckiego zamienia się w coś zupełnie nowego. To w dłuższej perspektywie oznacza śmierć narodowej kultury. Większości to jednak nie obchodzi. Są wobec tej śmierci obojętni, a głosy krytyków uważają za niepotrzebny ekstremizm.

Giną też inne narody, z innych przyczyn – w tym naród polski. W 2025 roku urodziło się u nas 238 tysięcy dzieci, rekordowo mało. Główny Urząd Statystyczny w najczarniejszych scenariuszach nie przewidywał takiej zapaści. Wskaźnik dzietności wynosi obecnie 1,09. To oznacza, że przeciętna Polka ma w życiu jedno dziecko. Z dwojga Polaków robi się jeden – i tak dalej, aż do zaniku. W Europie przodujemy, ale inni nas gonią. Niemcy, Czesi, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy – oni też nie chcą mieć dzieci. To nie jest problem tylko Zachodu, Europy czy USA. Dzieci nie mają też Rosjanie i Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy. Rozwinięty świat zrezygnował z dzieci. Wszyscy dobrze wiedzą, że wymierają, dane są na wyciągnięcie ręki – ale są obojętni.

Mamy tendencję do narzekania na „zgniły Zachód”. To zrozumiałe, w końcu żyjemy na Zachodzie. Tak naprawdę zgniły jest również Wschód – również tam obserwujemy błyskawiczną zapaść cywilizacyjną. Odrzucenie genderyzmu przez Rosjan niewiele znaczy. Wznoszenie drapaczy chmur i budowa nowych portów w Chinach to jeszcze za mało. Rosjanie i Chińczycy, podobnie jak my, wymierają. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, różnią się tylko szczegóły – Zachód zabija się rękami imigrantów, Rosja pijaństwem i tak dalej. Wszyscy są na samobójczym torze.

Co łączy wszystkich, od Ameryki, przez Portugalię, Francję, Polskę, aż po Rosję i Chiny? Przede wszystkim: bezbożność. Boga zabito w liberalizmie i komunizmie, z różnych przyczyn, ale z tym samym skutkiem – dominacją kompletnego bezsensu.

Życie, takie jakie jest, bywa nieznośne. Bez perspektywy wieczności nie ma też żadnego celu. Trzeba to sobie poważnie uświadomić: bez Boga życie po prostu nie ma sensu. Można tylko stwierdzić, że się wydarza – ale trzeba przyznać, że nie posiada żadnej ukierunkowanej treści. Dlatego współczesny świat może podpisać się pod znanym tekstem poezji egipskiej sprzed trzech czy czterech tysięcy lat: „Mury ich zniszczone, nie pozostały żadne ślady, tak jakby ich nigdy nie było. Ciesz się w sercu swoim, póki nie napełni się radością po brzegi. Będziesz żywy, gdy będziesz podążał za pragnieniami swego serca. Spójrz, nikt, kto odszedł, już stamtąd nie wrócił”.

Korzystanie z życia celem maksymalizacji własnej przyjemności, oto jedyna racjonalna strategia w świecie bez Boga. Nie da się wymyślić nic innego. Etyka obowiązku, samopoświęcenia, ofiary – to wszystko jest zawieszone w próżni, jeżeli nie odnosi się do Stwórcy.

Skoro cały rozwinięty świat żyje dziś bez Boga, to w konsekwencji nie ma żadnego celu poza zwykłym trwaniem. Przecież każdy rozsądny nihilista przyzna, że tak naprawdę równie dobre (równie obojętne) byłoby nie istnieć. Na pytanie, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, nihilista nie odpowiada. Nie wie, dlaczego: zresztą nawet go to nie obchodzi: „coś” jest przecież niczym. Nihilizm – a konsekwentny ateizm zawsze jest nihilizmem – to strukturalna obojętność wobec życia, która w przypadku niemożności „napełniania serca radością po brzegi” staje się koniecznie nienawiścią.

Ludzie pozbawieni perspektywy wieczności mogą przez całe swoje życie głosować na zdegenerowane formacje polityczne, które sprowadzają migrantów i walczą z rodziną, bo te formacje gwarantują im realizację jedynego rozsądnego celu życia w paradygmacie ateistycznym, czyli maksymalizacji własnej przyjemności. Francuscy nihiliści będą patrzeć, jak imigranci spalają ich Paryż – co ich to obchodzi? Przecież w ich perspektywie ten Paryż nie ma żadnego sensu. Niemieccy nihiliści zbudowali system zalewania własnego kraju imigrantami – i nie chce im się go zmieniać, bo to wymagałoby wysiłku. Po co się wysilać, skoro da się jeszcze wegetować? Polscy nihiliści przestali mieć dzieci, ale co z tego? Niech Polska się skończy – byleby nie teraz, póki żyją. Bo po co ma istnieć Polska? Rosyjski i chiński aparat władzy zadba o własne przetrwanie, ale długa perspektywa go nie interesuje – nie może go interesować, bo bez Boga nie ma żadnej „długiej perspektywy”.

Bezbożny nihilizm, który dominuje myślenie większości współczesnych ludzi w rozwiniętych krajach, jest samobójczą obojętnością wobec cywilizacji. Ta obojętność przeradza się w nienawiść, ilekroć ktoś stara się jej rzucić wyzwanie. Stąd ta wielka nienawiść do wierzących katolików, krytyków sodomii, aborcjonizmu, imigracjonizmu. Żywe trupy chcą spokojnie gnić dalej w swoim świecie pozbawionym znaczeń. Ci, którzy mówią im o Bogu i domagają się jakiegoś wysiłku, to jedyni, do których mogą odczuć nienawiść. Żywe trupy stanowią większość, mają masę – więc uchwalają różne prawa, które zamykają usta ich krytykom. Chcą spokojnie zgnić. Zachód i Wschód stał się zbiorowym Neronem. Podpala wszystko, z czego wyrasta – dla przyjemności.

Czy jest na to recepta?

Tylko jedna: wiara w Boga, silna na tyle, by nadać życiu sens. Nie wiem, jak można ją przywrócić w szerokiej skali. W życiu ludzkim zawsze istniały momenty, które z druzgocącą mocą objawiały niedoskonałość tego życia, jego zależność. Dziś to występuje bardzo rzadko: społeczność ludzka stała się niemal doskonała, bo wyeliminowała większość poważnych przykrości, które dotąd ją trapiły. Została tylko śmierć, ale śmiercią większość nie przejmuje się, zanim ona nie nadejdzie, a kiedy nadejdzie, nie da się już nią przejmować. Widzę tu aporię – trudność, której nie da się przekroczyć. To jednak również jakiś scenariusz. Rzym z tętniącego witalnością i potęgą centrum świata stał się we wczesnych wiekach średnich wynędzniałą osadą. Taki może być los całej rozwiniętej ludzkiej kultury.

Karmiące się nienawiścią i obojętnością trupy muszą zgnić. Są jednak również ci, którzy wierzą i chcą żyć. Skupmy się właśnie na tym. Niech żyją ci, którzy żyć chcą. Nie będzie to wielu? Trudno. Do nas należy konsekwentnie wypełnianie obowiązków, które wynikają z prostego faktu: Bóg istnieje i daje nam życie wieczne. Weźmy to życie. Twórzmy kulturę, która o tym opowiada.

Czy to się uda, a jeżeli się uda, to kiedy – tego nie wiemy, ale nasza jest praca, a owoce są Pana Boga.

Paweł Chmielewski

Mit ochronnego parasola

Mit ochronnego parasola

11. marca 2026 Autor artykułu Marek Wójcik mit-ochronnego-parasola

Bezmyślna decyzja Trumpa, by pod naciskiem przyjaciela terrorysty, zaatakować Iran przyniosła światu wspaniały prezent. Pokazała, jak pokonać to upadające mocarstwo wydając zaledwie ułamek sumy w porównaniu z rozrzutnością budżetu militarnego USA. Iran nie musi wysyłać swoich żołnierzy na front, żeby wygrać tę wojnę. Bo frontu nie ma i nie będzie. Wystarczy, żeby wytrwale kontynuował taktykę, która w najbliższych dniach doprowadzi do upadku możliwości obrony powietrznej w rejonie wojny, głównie w Izraelu.

Chiny już wiedzą, w jaki sposób odzyskać Tajwan. Kilkaset dronów ogłupi każdy system amerykańskiej obrony powietrznej. To samo dotyczy Korei Północnej. 80 lat europejskiej geopolityki opartej na błędnej wierze w skuteczność amerykańskiego parasola obronnego, dopełnia obrazu naiwnej polityki krajów, które upadną razem ze swoim wielkim Bratem.

Nikt Europy nie musi napadać – sama potrafi siebie wykończyć.

Jeszcze Iran nie wystrzelił ani jednej rakiety hipersonicznej, przed którą nie ma ochrony. Dlaczego więc jeszcze nie zatopił amerykańskich lotniskowców? Żeby zostawić tę opcję otwartą. Prezentowanie przeciwnikowi wszystkich swoich możliwości nie jest dobrą strategią.

A Iran stosuje najlepszy z możliwych i skuteczny sposób pokonania przeciwnika.

Inwazja? Stany Zjednoczone potrzebowałyby więcej żołnierzy, niż wysłały w roku 2003 do Iraku, Czyli przynajmniej milion. Przyjrzyjmy się, jak wygląda przeciętny obywatel USA.

Zagros – tak nazywa się pasmo górskie, które taki żołnierz musiałby pokonać, żeby przedostać się w głąb Iranu. Długość ok. 1600 km, szerokość 200–300 km. Najwyższy szczyt Zard Kuh, 4548 m n.p.m. Ile lat szkolenia musiałby przejść taki mieszkaniec Dakoty, Kalifornii czy Utah, zanim będzie w stanie wykonać choćby proste zadanie?

No dobrze, żarty żartami w końcu USA ma ponad 1,34 miliona żołnierzy w służbie czynnej. Spora część z nich doskonale wyszkolona.

Widzicie jakąś możliwość zgromadzenia w pobliżu Iranu większej ilości żołnierzy bez ryzyka ostrzelania ich przez irańskie rakiety?

Dawno minęły czasy, kiedy żołnierze mieli możliwość dokonania bohaterskich czynów.na froncie. Większość z nich, zanim umrze, nie zobaczy przeciwnika. Zostają rozszarpani przez pociski i rakiety wystrzeliwane z odległości wielu kilometrów lub z dronów.

Dzisiejszy artykuł w tkp.at podaje szczegóły kolejnych wydarzeń wojny: Dzień 12 wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Sen o bezpieczeństwie chronionym mitem o potędze USA, śniony przez polityków niedostrzegających radykalnych zmian na świecie jest niebezpieczną hipnozą. Niebezpieczne będą skutki takiej bezwarunkowej wiary, że oni nas ochronią. Dramatyczne przebudzenie państw z rejonu Zatoki Perskiej powinno być ostrzeżeniem dla naiwnych wyznawców amerykańskiego parasola. Ten parasol naprawdę istnieje jakkolwiek jedyna realne jego część to szpikulec, który przebije bańkę mydlaną zaufania w mit, że jakieś państwo stanie w obronie tych, którzy naiwnie liczą na pomoc, sami przy tym niewiele robiąc, by wzmocnić własną siłę obronną.

Prawo międzynarodowe w tym umowy nie mają dla Trumpa przecież żadnej wartości. Dla niego liczy się jedynie siła, której wszyscy z wyjątkiem Iranu i dwóch potęg światowych boją się bez sprawdzania, czy to nie jest blef.

Pamięci ofiar z wyspy Epsteina.

Cóż my możemy zrobić, kiedy zdajemy sobie sprawę, jak blisko znaleźliśmy się miejsca, gdzie nie ma żadnego dobrego rozwiązania i światu grozi totalna zagłada?

Przede wszystkim nie dajmy się zastraszyć. Wiem, że nie jest to łatwe, ale co nam pomoże panika? Sprowadzi nasze życie do poziomu, w którym nie warto naprawdę żyć. Każdy z nas musi kiedyś umrzeć. Obawa przed śmiercią jest naturalnym odruchem człowieka. Życie natomiast w nieustannym poczuciu zagrożenia jest koszmarem, który sami sobie zadajemy.

Gdybym mógł, zniszczyłbym wszystkie czerwone przyciski, tak, żeby nie dało się ich użyć. Skoro nie mogę, więc jedyne co mi zostało to cieszyć się życiem jak długo je mam. Właśnie na tym polega nasz wkład we własnym nieszczęściu, że zadręczamy siebie i innych strachem, który nie powoduje przeciwdziałania potencjalnemu złu.

Mam na przykład propozycją dla firmy Lego jak, zamiast narzekać, zarobić na tworzeniu produktów przedstawiających rzeczywistość.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Mariusz Dzierżawski ma dzisiaj urodziny – kończy 70 lat.  W ramach „prezentu urodzinowego” po raz kolejny stanął przed sądem.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Piszę do Pana, gdyż Mariusz Dzierżawski, założyciel naszej Fundacji, ma dzisiaj urodziny – kończy właśnie 70 lat.  W ramach „prezentu urodzinowego” po raz kolejny stanął przed sądem – właśnie odbyła się kolejna rozprawa w Zielonej Górze, w której jest oskarżony o mówienie prawdy w przestrzeni publicznej. Tylko w marcu będzie miał jeszcze 4 rozprawy. Średnio częściej niż jedna na tydzień, w różnych miastach na terenie całej Polski.Zdjęcie Mariusza Dzierżawskiego, który obchodzi dziś urodziny Mariusz Dzierżawski nie poddaje się jednak tym prześladowaniom i konsekwentnie walczy dalej w obronie dzieci już ponad 21 lat – w 2005 roku, wraz z grupą osób zaangażowanych w działania pro-life, powołał naszą Fundację Pro-Prawo do Życia.

Przez ten czas miliony Polaków zobaczyły prawdę o aborcji i ideologii LGBT na wielkoformatowych wystawach, bannerach, plakatach i furgonetkach. 

Kilka milionów Polaków podpisało się pod naszymi projektami ustaw „Stop aborcji” i „Stop pedofilii”. 

Każdego miesiąca prawda, modlitwa i mobilizacja do działania wybrzmiewa w około 100 miastach i miejscowościach w Polsce.

W dniu urodzin Mariusza Dzierżawskiego proszę Pana o dwie rzeczy:

1) Odpisanie na tego e-maila i napisanie krótkich życzeń dla Mariusza Dzierżawskiego (przekażę mu Pana wiadomość),

2) Wsparcie dalszych działań naszej Fundacji. Pana środki przeznaczymy nie tylko na organizację kolejnych akcji, ale również na ochronę prawną Mariusza Dzierżawskiego oraz innych naszych wolontariuszy, którzy są nieustannie wzywani na kolejne przesłuchania i rozprawy sądowe (w sumie przeciwko nam toczy się obecnie ok. 80 procesów).

Pana zaangażowanie umocni Mariusza Dzierżawskiego w dalszej walce, doda nadziei oraz pokaże mu, że nie jest sam w starciu z potężnym systemem, który chce abortować i deprawować dzieci.Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
WPŁACAM
Z wyrazami szacunku,
Kinga Małecka-PrybyłoPodpis e-maila: Kinga Małecka-PrybyłoFundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Marihuana niszczy pamięć. Mózg tworzy fałszywe wspomnienia.

Marihuana niszczy pamięć.

I nie tylko: po THC

mózg tworzy fałszywe wspomnienia

Adrian Fyda pch24.pl/marihuana-niszczy-pamiec-i-tworzy-falszywe-wspomnienia/


Palenie marihuany nie tylko pogarsza pamięć, ale również sprzyja konfabulacjom. Badacze z amerykańskiego Uniwersytetu Stanowego w Waszyngtonie odkryli, że jej aktywny składnik THC (tetrahydrokannabinol to główny związek psychoaktywny zawarty w konopiach) może powodować przywoływanie fałszywych „wspomnień”. Tym samym sięgający po ten narkotyk mogą być przekonani o realności wydarzeń, które nigdy nie miały miejsca. 

Amerykańscy naukowcy udowadniają, że marihuana może pogarszać pamięć potrzebną do realizacji codziennych zadań. Utrudnia na przykład obecność na zaplanowanych spotkaniach, zdolność śledzenia przebiegu rozmów, czy świadomość pochodzenia istotnych informacji. 

Przeprowadzone na grupie 120 osób testy wykazały, że przyjęcie THC powodowało z jednej strony zaburzenia pamięci operacyjnej – np. zapominanie rzeczy z listy do zrobienia, a z drugiej pamięci deklaratywnej, w tym prowadząc na przykład do fikcyjnego odpamiętywania „wydarzeń”, które nie miały miejsca. Co więcej, nie zauważono różnicy w przypadku przyjęcia 20 mg a 40 mg THC, co pokazuje, że już umiarkowana dawka może wywołać wspomniane skutki.

– Większość wcześniejszych badań analizowała tylko jeden lub dwa rodzaje pamięci, na przykład przypominanie sobie listy słów – mówi prof. Carrie Cuttler, autor badania przedstawionego na łamach „Journal of Psychopharmacology”. –To pierwsze badanie, które kompleksowo sprawdziło wiele różnych systemów pamięci jednocześnie, a nasze wyniki wskazują, że ostre odurzenie konopiami wydaje się szeroko zaburzać większość z tych systemów – wyjaśnia naukowiec.

Przyjęcie THC powodowało u uczestników badania zaburzenia pamięci werbalnej, wzrokowo-przestrzennej, prospektywnej, epizodycznej, a także dotyczącej źródeł informacji, fałszywych wspomnień i kolejności czasowej zdarzeń.

Najsilniejsze efekty zaobserwowano w przypadku powstawania fałszywych wspomnień oraz zapominania źródeł informacji.

Takie problemy mogą utrudniać ocenianie wiarygodności doniesień. Może to podważać wiarygodność informacji przekazywanych przez osoby, które spożyły THC – np. podczas przesłuchania świadków.

Z kolei zaburzenia pamięci prospektywnej mogą prowadzić do zapominania m.in. o lekach czy o ważnym spotkaniu. – To są rzeczy, na których nieustannie polegamy w codziennym życiu. Jeśli masz coś, o czym musisz pamiętać, żeby zrobić to później, prawdopodobnie nie chcesz być pod wpływem marihuany w momencie, gdy powinieneś sobie o tym przypomnieć – mówi prof. Cuttler.

Badacze uważają, że należy prowadzić dalsze badania pod kątem pamięci treści epizodycznej, czyli zdolności do przypominania sobie osobiście przeżytych wydarzeń. Ważne osobiste wspomnienia badani po THC potrafili przywołać bez zauważalnie większych trudności

Źródło: PAP/oprac. AF

Iran wysłał do USA „nakaz eksmisji”.

Pepe Escobar: Iran wysłał do USA nakaz eksmisji.

Nowy Najwyższy Przywódca Iranu, 57-letni Modżtaba Chamenei, wybrany przez Zgromadzenie Ekspertów, nie wypowiedział jeszcze publicznie ani jednego słowa.

IRGC przemawia za nim. Od samego początku Mojtaba był preferowanym kandydatem na następcę ajatollaha Chameneiego, człowieka, który w najdrobniejszych szczegółach zaplanował, jak złamać kręgosłup imperium.

IRGC pokazuje teraz całej planecie, a zwłaszcza Globalnemu Południu, co kryło się za „powściągliwością” zalecaną latami przez Chameneiego.

W ciągu kilku dni Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej oślepił radary USA w całej Azji Zachodniej, uzbroił Cieśninę Ormuz i zdestabilizował światową gospodarkę, a także wysłał do Waszyngtonu żądanie, które w praktyce można by uznać za żądanie kapitulacji.

——————————————————–

Oto kilka najważniejszych warunków ewentualnego zawieszenia broni – zakładając, że Teheran kiedykolwiek zaufa Stanom Zjednoczonym w kwestii ich przestrzegania:

  1. Zniesienie wszystkich sankcji wobec Iranu i uwolnienie wszystkich zamrożonych irańskich aktywów.
  2. Uznanie prawa Iranu do wzbogacania uranu na własnym terytorium.
  3. Pełne odszkodowanie za szkody spowodowane narzuconą wojną.
  4. Ekstradycja irańskich piątych felietonistów za granicę i położenie kresu zorganizowanym kampaniom medialnym przeciwko Teheranowi.
  5. Żadnych ataków na Hezbollah w Libanie ani na Ansarallah w Jemenie.
  6. Zamknięcie wszystkich amerykańskich baz wojskowych w Azji Zachodniej.

Niech to dotrze do was. Oto mamy Iran, który w zasadzie każe samozwańczej, najbardziej przesadzonej, najpotężniejszej armii w historii świata poddać się.

A teraz połączmy to z oświadczeniem dowódcy sił powietrzno-kosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Madżida Musawiego, że „Iran przechodzi na nową doktrynę rakietową po zneutralizowaniu amerykańskich systemów obrony powietrznej w regionie. Od teraz pociski z głowicami o masie poniżej 1 tony nie będą już używane. Fale ataków rakietowych będą częstsze i będą miały większy zasięg”.

W praktyce oznacza to, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wystrzeliwuje więcej pocisków rakietowych średniego zasięgu na paliwo stałe Kheibar Shekan, podobnie jak miało to miejsce wcześniej w tym tygodniu w Tel Awiwie i w bazie Piątej Floty USA w Bahrajnie.

Kod tej pierwszej operacji, co znamienne, brzmiał „Labbayk ya Khamenei”, co oznacza „Do usług, Chamenei”. Można to uznać za pierwszą irańską operację wyraźnie dedykowaną nowemu Najwyższemu Przywódcy. Cheibar Shekan – o zasięgu 1450 km – jego wyrzutnia porusza się po drogach; można go wystrzelić z ciężarówki w mniej niż 30 minut; lata z naprowadzaniem satelitarnym i jest zwrotnym pociskiem, który wykonuje zygzakowate manewry obronne przy prędkości, która według IRGC sięga Mach 10.

I tak: od teraz przenosi głowice o masie 1 tony. To podwaja promień rażenia i siłę rażenia każdego pocisku, niezależnie od tego, jak bardzo podwaja, potraja lub czterokrotnie zwiększa piekło przechwytywania między USA a Izraelem. Pocisk przechwytujący Patriot PAC-3 kosztuje 4 miliony dolarów. Pocisk przechwytujący THAAD kosztuje 12,7 miliona dolarów. Pocisk Arrow-3 kosztuje 3,5 miliona dolarów. Wszystkie zostały systematycznie niszczone, jeden po drugim, przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

W praktyce Epstein Group będzie musiała teraz rozmieszczać więcej pocisków przechwytujących, których nie posiada, na każdy nadlatujący pocisk, aby osiągnąć takie samo prawdopodobieństwo sukcesu.

Następnie mamy rakiety Chorramszahr-4: zasilane paliwem ciekłym, o zasięgu od 2000 do 3000 kilometrów, przenoszące jeszcze cięższe głowice bojowe o wadze od 1500 do 1800 kilogramów, z manewrowymi pojazdami powrotnymi sterowanymi ciągiem.

Mowa o najcięższych konwencjonalnych głowicach w arsenale irańskim, które są odpalane razem ze zmodernizowanymi głowicami Kheibar Shekan.

Wszystko w imię „Labbayk ya Khamenei”. Symbolika mówi sama za siebie.

Upokorzenie, nie negocjacje

Oto najnowsze, niezaprzeczalne fakty z pola bitwy.

Zakładając, że ktoś w Waszyngtonie z IQ wyższym od temperatury pokojowej zadał sobie trud, by wyjaśnić to Białemu Domowi, nic dziwnego, że Trump teraz chwali się, że wojna jest „całkowicie zakończona”. Nawiasem mówiąc, nastąpiło to po (podkreślenie moje) jego godzinnej konferencji telefonicznej z prezydentem Putinem, o którą poprosił Biały Dom.

Oświadczenie Moskwy, przekazane przez niezłomnego doradcę prezydenta Jurija Uszakowa, zawiera następujący fragment:

„Prezydent Rosji wyraził szereg pomysłów mających na celu szybkie polityczne i dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu irańskiego, uwzględniając m.in. kontakty, jakie utrzymywał z przywódcami państw Zatoki Perskiej, prezydentem Iranu i przywódcami kilku innych krajów”.

To dyplomatyczny żargon Putina, który wyjaśnia Amerykanom trudne fakty dotyczące życia i zgłasza się na ochotnika, by znaleźć tę nieuchwytną drogę ucieczki.

Załóżmy, że Teheran chce wziąć udział.

Według nieustannej manipulacji Waszyngtonu, przysłowiowi pochlebcy z Waszyngtonu namawiają Trumpa do „opracowania planu wycofania Stanów Zjednoczonych z wojny” i ogłaszają, że „wojsko w dużej mierze osiągnęło swoje cele” (choć nie jest to prawdą).

Faktem jest, że Biały Dom zwrócił się już do Turcji, Kataru i Omanu z prośbą o przekazanie Teheranowi amerykańskich propozycji zawieszenia broni.

Podsumowanie reakcji Iranu przedstawiono tutaj:

„Negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi nie są już przedmiotem obrad”.

Przewodniczący parlamentu Mohammad Ghalibaf: „Absolutnie nie dążymy do zawieszenia broni. Uważamy, że agresor musi zostać tak dotkliwie pokonany, aby wyciągnął wnioski i nigdy więcej nie pomyślał o ataku na drogi Iran”.

Co sprowadza nas z powrotem do pytania, dlaczego Trump, który nieustannie przechwala się, że „wygrywamy”, dzwoni do Putina, gdy wojna szaleje, i to zaledwie kilka godzin po tym, jak Putin potwierdził swoje „niezachwiane poparcie” dla Iranu i nowego Rahbara („przywódcy”), Modżtaby Chameneiego.

Nieunikniona odpowiedź brzmi, że Trump szuka strategii wyjścia. Zdecydowana większość świata, a także szereg podmiotów w państwach wasalnych, już teraz obwiniają Stany Zjednoczone za załamanie się światowej gospodarki.

Dzieje się tak, ponieważ cały rząd, powołany do życia przez zamordowanego ajatollaha Chameneiego, jest pewien, że zdoła położyć korporację Epsteina na kolanach, skąpanych we krwi.

Ajatollah Chamenei dokonał czegoś, co może przejść do historii jako największe zaskoczenie geopolityki XXI wieku. Cała zasługa należy się jego jasności wizji, wytrwałości, poświęceniu i zapierającej dech w piersiach skrupulatności planowania obecnie obowiązującej strategii obrony mozaikowej. Iran pod rządami Modżtaby Chameneiego – i jest to ogólnonarodowy konsensus – pragnie teraz jednoznacznego zwycięstwa. Imperium chaosu, grabieży i nieustającej agresji, z jego etyką „jeśli cię nie lubię, to cię zabiję”, musi zostać doszczętnie upokorzone.

Źródło: Pepe Escobar: Iran wysłał do USA nakaz eksmisji

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

Oczy i uszy na sali sądowej.

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

11.03.2026 Autor:Julia Gubalska nczas/oczy-i-uszy-na-sali-sadowej-reportaz-bez-cenzury-z-procesu-grzegorza-brauna

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

To nie jest zwykły proces karny. To proces, który dotkliwie ujawnia patologię, jaka od lat przeżera nasz system: od władzy ustawodawczej, przez biurokrację w urzędach, po wymiar (nie)sprawiedliwości. To historyczne wydarzenia dla polskiego narodu, który masowo się budzi i murem stoi za liderem Konfederacji Korony Polskiej. Choć rozprawy są jawne, to Sąd chce przeprowadzić proces błyskawicznie, a media zamieść go pod dywan.

To chwile, w których prawda wybrzmiewa publicznie. Dlatego jako „Najwyższy Czas!” byliśmy obecni na dwóch kolejnych rozprawach Grzegorza Brauna, towarzysząc mu w drodze po sprawiedliwość. Wierzymy, że kwestia odzyskania Niepodległości jest niezwykle istotna dla naszych czytelników, dlatego poniższy reportaż bez cenzury relacjonuje dwa dni – 23 lutego i 5 marca – które spędziliśmy w sądzie z panem posłem Braunem.

Interweniował w imię narodu

23 lutego 2026 r. od godz. 8:30 przed budynkiem Sądu Rejonowego dla Warszawy Praga-Południe przy ul. Terespolskiej 15A licznie zaczęli gromadzić się przedstawiciele Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Działacze partyjni i sympatycy dodawali otuchy Grzegorzowi Braunowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media. Po przedstawieniu stanowiska prokuratury głos zabrał oskarżony. Grzegorz Braun już na początku swojego wystąpienia zaznaczył, że nie zgadza się z interpretacją zdarzeń przedstawioną przez stronę oskarżycielską.

W swojej wypowiedzi podkreślał, że jego działania miały charakter symboliczny i były wyrazem sprzeciwu. Jak stwierdził: „Nie działałem z zamiarem naruszenia prawa, lecz w obronie wartości, które uważam za fundamentalne dla polskiej państwowości”. Oskarżony wielokrotnie odnosił się do kontekstu politycznego sprawy. Pamiętajmy, że to postępowanie sądowe jest elementem szerszego sporu ideowego, który toczy się w przestrzeni publicznej. Braun argumentował, że jego działania były formą manifestacji poglądów oraz protestu wobec zjawisk, które zagrażają suwerenności państwa i tradycyjnym wartościom.

W jednym z fragmentów swojej wypowiedzi powiedział: „Moje działanie było aktem sprzeciwu i symbolicznym gestem. Broniłem majestatu Rzeczypospolitej i wartości, które uważam za ważne”. Podczas rozprawy poruszono również kwestię motywów działania oskarżonego. Strona oskarżycielska wskazywała, że niezależnie od deklarowanych intencji czyn pozostaje czynem podlegającym ocenie prawnej. Prokurator stwierdził: „Intencje mogą być przedmiotem interpretacji, jednak prawo ocenia przede wszystkim skutki i charakter działania”. Z kolei Braun podkreślał, że jego działania nie były wymierzone w konkretne osoby, lecz miały charakter symboliczny i polityczny. „Nie był to akt agresji wobec kogokolwiek” – mówił.

W trakcie posiedzenia sądowego pojawiły się także odniesienia do wcześniejszych wydarzeń oraz do reakcji opinii publicznej. Oskarżony wskazywał, że jego działania spotkały się z szeroką aprobatą wśród narodu. W jego ocenie pokazuje to, że sprawa ma wymiar nie tylko prawny, lecz także polityczny i społeczny. „Ta sprawa jest elementem większego sporu o to, czym jest państwo i jakie wartości powinny je kształtować” – podkreślił. Sędzia prowadzący rozprawę wielokrotnie przypominał stronom o konieczności koncentrowania się na kwestiach prawnych oraz na faktach związanych z zarzutami.

Posiedzenie miało momentami dynamiczny charakter, ponieważ zarówno prokurator, jak i oskarżony przedstawiali rozbudowane argumenty, często odwołujące się do szerszego kontekstu społecznego i politycznego. Pod koniec rozprawy sąd wysłuchał końcowych wypowiedzi stron. Prokurator podtrzymał swoje stanowisko, wskazując, że materiał dowodowy jest – według jego opinii – wystarczający do oceny zachowania oskarżonego: „Zebrane dowody pozwalają na jednoznaczne stwierdzenie, że czyn będący przedmiotem postępowania miał miejsce i został popełniony przez oskarżonego” – zaznaczył.

W tym miejscu należy odnotować zachowanie strony oskarżycielskiej, która od początku do końca reprezentowała postawę skrajnie lekceważącą. W sieci pojawiły się liczne zdjęcia mecenasa grającego w gry na telefonie podczas składania wyjaśnień przez oskarżonego, a także pani mecenas śpiącej na ławie. Wypowiedzi oskarżycieli były ciche i zwięzłe – zarówno sam oskarżony, jak i publiczność niejednokrotnie mieli problem, aby je usłyszeć.

Oskarżony przez Żydów

Grzegorz Braun w końcowym wystąpieniu ponownie podkreślił, że nie uważa swojego działania za przestępstwo. W jego ocenie był to akt obywatelskiego sprzeciwu oraz symboliczny gest o charakterze politycznym.

„Nie przyznaję się do winy w sensie moralnym – powiedział – ponieważ działałem w przekonaniu, że bronię dobra Rzeczypospolitej”. Podkreślił też wyraźnie – że fałszywie oskarżają go Żydzi: „Składanie wyjaśnień przed Wysokim Sądem rozpocząłem od wskazania faktów, których znajomość ukształtowała mój stan świadomości i moje stanowisko wobec ekscesu, jakim było pojawienie się w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej przedstawicieli sekty Chabad-Lubawicz wraz z asystą. Ta asysta to z jednej strony osoby pierwsze i drugie w państwie, marszałkowie izby niższej, wyższej Parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej, ale także silna reprezentacja ministrów i generalnie politycznej elity, która w zmiennym składzie w tak niegodny sposób rządzi Polską. Ta asysta to również, na ile można się było zorientować z doniesień medialnych – bo przecież ja tam nikogo nie legitymowałem – przedstawiciele rozmaitych organizacji, które przedstawiają się same jako organizacje żydowskie. Jak się przedstawiają? No, na przykład post factum sygnując listy oskarżenia i potępienia wobec mnie. Jeden z takich listów sygnowany był chyba przez ponad setkę organizacji żydowskich w Polsce. Kto by się, Wysoki Sądzie, spodziewał, że aż ponad setka się uzbiera chętnych do tego, żeby mnie potępiać?

I teraz, dlaczego to jest istotne dla rozpoznania tej sprawy? Dlatego że najwyraźniej zorganizowana diaspora żydowska w Polsce, a chyba też i w świecie; ponieważ to potępienie, oburzenie, rozdzieranie szat i sięganie po kamienie (rzecz jasna w przenośni) w przestrzeni medialnej zatoczyło kręgi znacznie przekraczające zarys granic Rzeczypospolitej Polskiej. Więc te organizacje najwyraźniej utożsamiają się z dyskursem prowadzonym przez sektę Chabad-Lubawicz. Więc to jest istotne – że chociaż nie wszyscy Żydzi na co dzień utożsamiają się z programem ideowym i aktywnością sekty Chabad-Lubawicz i chociaż wielu z nich będzie wręcz podkreślać niszowość, wyjątkowość, marginalność tej formacji – to żeby mnie potępić, osądzić od czci i wiary i stawiać przed Wysokim Sądem, skrzyknęli się wszyscy. Nie ma zatem przesady. Jest tylko stwierdzenie faktu, że to Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd w sposób tak bezczelny, jak tego przykład mieliśmy” – podsumował oskarżony.

Po pierwsze służba rodakom

Rozprawa zakończyła się zapowiedzią dalszego toku postępowania oraz analizą przedstawionych materiałów. Sąd poinformował, że decyzje w sprawie zostaną podjęte po szczegółowym rozpatrzeniu wszystkich argumentów oraz dowodów zaprezentowanych podczas rozprawy. W tym miejscu należy zaznaczyć, że pod koniec rozprawy z dnia 23 lutego oskarżony złożył wniosek o możliwość kontynuowania swoich wyjaśnień w późniejszym terminie, ponieważ naglił go termin zbliżającego się lotu do Brukseli w tym samym dniu.

Złożył więc wniosek o odroczenie rozprawy na późniejszy termin. Strona oskarżycielska posuwała się do bezczelnych wręcz sugestii, jakoby praca posła nie była niczym wyjątkowym i nie zwalniała oskarżonego z obecności na rozprawach.

„Nie sposób pominąć faktu, że Grzegorz Braun jest polskim posłem do Parlamentu Europejskiego i to wybranym głosami ponad 100 tysięcy obywateli. Sugerowanie przez przeciwników politycznych nieuczciwości w celu przewlekania postępowania dotyczącego, w mojej ocenie, błahych spraw oraz dyskusyjnych zarzutów, jest formą walki politycznej przeniesioną wprost na salę sądową. Oskarżony nie potrzebuje kreować roli do minus litis, on po prostu korzysta z przysługujących mu uprawnień, których Sąd ma obowiązek strzec za kulisami upolitycznionych pełnomocników pokrzywdzonego stowarzyszenia. Pismo dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata Andrzeja Kraczkowskiego, należy uznać za nieuzasadnioną polemikę z decyzjami sądu oraz próbę obejścia elementarnych zasad procesu karnego. Wnoszę zatem nie tylko o procedowanie z poszanowaniem stanu zdrowia oskarżonego, ale i jego prawa do osobistego udziału w czynnościach, co jest jedyną gwarancją wydania sprawiedliwego wyroku. Takie pismo zostało do sądu skierowane” – mówił obrońca oskarżonego.

Grzegorz Braun około godziny 15:00 opuścił salę rozpraw, uzasadniając swoją decyzję służbą, jaką jest praca posła i tym, że nie może zawieść zaufania swoich rodaków, ponieważ pełni rolę wybranego przez nich przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Zapadła decyzja o kompromisie, wedle którego na kolejnej rozprawie, która odbyła się 5 marca, były kontynuowane wyjaśnienia oskarżonego oraz miało dojść do rozpoczęcia przesłuchań świadków.

Szeroki Front Gaśnicowy na warcie

W czwartek 5 marca 2026 roku odbyła się kolejna, III rozprawa. Sympatycy, wyborcy i działacze Konfederacji Korony Polskiej nie zawiedli Grzegorza Brauna, kolejny raz licznie gromadząc się przed budynkiem sądu już od godziny 8:30. Moją uwagę szczególnie przykuła okazała rycerska zbroja jednego z działaczy Szerokiego Frontu Gaśnicowego oraz towarzystwo górali, którymi prezes Korony chętnie się otacza. Dodawali otuchy swojemu liderowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media.

Mimo iż proces Brauna jest publiczny, otwarty dla wszystkich i ważą się na nim losy narodu, to jednak media głównego nurtu zdają się nie angażować w jego ogólnopolską promocję. Na szczęście były obecne niezależne media, które bez owijania w bawełnę relacjonują przebieg zdarzeń. Wraz z Markiem Skalskim reprezentowaliśmy „Najwyższy Czas!” jako przedstawiciele medialni. Z pierwszych minut poranka dało się słyszeć komentarze osób trzecich stojących w kolejce przed salą rozpraw, a także relacje na żywo. Po wejściu na salę sądową ujrzałam pomieszczenie wypełnione niemal po brzegi.

Należy tu zaznaczyć, że wysoka temperatura panująca na sali nie stwarza niestety korzystnych warunków do spokojnego procedowania, stąd co około 1–1,5 godziny sąd zarządzał przerwę w rozprawie. Obok dziennikarzy, rodzin i obserwatorów znajdowały się osoby nagrywające przebieg rozprawy własnymi kamerami. Trzecie posiedzenie w toczącym się procesie europosła dotyczy szeregu zarzutów, z których najgłośniej komentowanym jest incydent z grudnia 2023 roku, dotyczący zgaszenia świec chanukowych podczas obchodów Chanuki w Sejmie RP.

Przed wejściem na salę rozpraw Braun tradycyjnie udzielił krótkiej konferencji, w którą był zaangażowany również szerzej nagłaśniany monolog przed kamerami. Jak mówił podczas tej konferencji: „Rozstrzyga się, z której strony muru wszyscy się znajdziemy i czy przypadkiem nie będzie to mur otaczający Gazę” – powiedział przed wejściem do sądu, odnosząc się do szerszego kontekstu światowego.

Sam proces trwał blisko 7,5 godziny. Po otwarciu posiedzenia przewodniczący sędzia poprosił o kontynuowanie składania wyjaśnień przez oskarżonego. Grzegorz Braun – zgodnie z nagraniami i relacjami – rozpoczął od znanego sobie tonu obronnego, podkreślając, że postrzega to postępowanie jako część szerszego sporu o przyszłość państwa i narodu: „Nie stoję tutaj tylko w obronie własnej osoby, ale w obronie każdego Polaka, który ma prawo do samoobrony wobec narzuconych wzorców i oczekiwań” – mówił.

Następnie polityk odniósł się do poszczególnych zarzutów, zaczynając od najgłośniejszego – dotyczącego zgaszenia świec chanukowych w Sejmie. Z przekazów wideo wynika, że Braun próbował uzasadniać swoje zachowanie jako stanowczy sprzeciw wobec rytualnych manifestacji, które według niego naruszają porządek i prawo: „Nie pozwolę na to, by kultura polityczna była narzucana przez manifestacje, których treść – moim zdaniem – sprzeczna jest z konstytucyjnym porządkiem publicznym” – mówił Grzegorz Braun.

Po swobodnych wyjaśnieniach został poproszony o odpowiedzi na pytania przedstawicieli oskarżenia. Jak wynika z relacji z sali, prokurator wielokrotnie zadawał szczegółowe pytania dotyczące kolejnych zdarzeń z 2023 i 2024 roku, w których uczestniczył poseł. Momentami atmosfera na sali była napięta. Jeden z komentarzy podczas składania wyjaśnień brzmiał: „To nie są konkretne zarzuty – to polityczna interpretacja moich działań, które miały charakter obronny wobec arbitralnych i niekonstytucyjnych praktyk”. Strona oskarżenia zadawała również pytania o incydent w Niemieckim Instytucie Historycznym z maja 2023 roku, gdzie – według aktu oskarżenia – miał zakłócić wykład o Holokauście, przewrócić głośnik i krzyczeć do sali. Grzegorz Braun w odpowiedzi stwierdził, iż jego działania miały na celu odsłonić manipulację narracyjną.

Kopała Brauna, nie przyszła do sądu

W trakcie rozprawy stało się jasne, że Magdalena Guzińska‑Adamczyk – wskazywana w akcie oskarżenia jako osoba poszkodowana w związku z incydentem z gaśnicą – nie pojawiła się na sali. Jak relacjonowano na żywo, sąd uwzględnił jej wyjaśnienia przesłane wcześniej i zdecydował, że jej zeznania odbędą się na posiedzeniu zamkniętym, bez udziału Brauna czy jego obrońców.

I ten fakt zasmucił chyba najbardziej obecnych uczestników rozprawy, ponieważ czekali na moment, aż Żydówka-agresorka spojrzy Grzegorzowi Braunowi w oczy i odniesie się do nagrania, na którym wyraźnie widać, jak się na jego kierunku rzuciła, krzyczała i kopała. Do tego niestety z „przyczyn osobistych” agresorki nie doszło.

Nie powstrzymało to jednak pana Brauna od wyjaśnienia: „Ta pani – cywil, to agresor w sferze symbolicznej – bo uczestniczka tego talmudycznego, satanistycznego rytuału rasistowskiego”. Jak stwierdził pan Grzegorz Braun w swojej przemowie przed budynkiem sądu po zakończonej rozprawie, brak stawienia się Żydówki-agresorki w charakterze świadka to próba uniknięcia spojrzenia prawdzie prosto w oczy „po tym, jak się nakłamało w prokuraturze”. W sieci pojawiały się fragmenty transmisji, w których obrońca Brauna miażdżył wersje prokuratury, wskazując na momenty, kiedy to pokrzywdzona zaczęła atakować parlamentarzystę. Pan Grzegorz Braun nawiązał tu w swojej wypowiedzi do mrocznej i talmudycznej genezy święta Chanuki, które w żadnym wypadku nie powinno być świętowane w polskim Sejmie.

Zadał również pytanie o źródło przyzwolenia na pojawienie się nieobyczajnych bombek na choince w gmachu Sądu, która została przez niego usunięta, albowiem ta interwencja również znalazła się w akcie oskarżenia: „Notabene te stowarzyszenia sędziowskie nie wykazały – a w każdym razie ja o to zapytam Wysoki Sąd – ale nie zauważyliśmy żadnych umów, które by opiewały na przekazanie rozporządzania tym mieniem. Nie wiemy, czy to było na zasadzie użyczenia tych bombek, czy na zasadzie darowizny… jeśli darowizna, to ciekawy, nowy wątek. Wobec tego, czy to zostało zgłoszone do Urzędu Skarbowego? I jeżeli zostałoby zgłoszone, to czy to jest legalne? Czy się godzi sędziom przyjmować darowiznę w postaci choćby bombek (już pomijam, nieobyczajne i nielicujące z powagą sądów treści eksponowane na tych bombkach)? Bo jeżeli można dać bombkę, to można dać też kurę na rosół” – wyjaśniał Grzegorz Braun mediom przed kamerami, co zresztą powtórzył na sali sądowej. Pytanie o legalność występowania takich zjawisk jak bombki propagujące treści nawiązujące do konkretnych ideologii nie powinny bowiem mieć miejsca w siedzibach instytucji państwowych, podobnie jak świecznik chanukowy w Sejmie RP. Dopiero po ocenie podstawy ich pojawienia się tam należałoby przejść do analizy reakcji, do których posunął się Prezes Konfederacji Korony Polskiej.

Przerwana wypowiedź o Żydach

Podczas ostatniej rozprawy oskarżony złożył wniosek o załączenie książki do materiału dowodowego: „Zapytam, czy zostanie uznane za stosowne włączenie tej książki jako całości do materiału dowodowego: »Reckless Rites. Purim and the Legacy of Jewish Violence« (Okrutne rytuały. Święto Purim i dziedzictwo żydowskiej przemocy), autor – Eliot Horowitz, którego, sądząc z nazwiska, nie będziemy podejrzewali o jakiś brzydki antysemityzm. To jest książka naukowa, wydana w Oksfordzie w roku 2006. Polecam. To jest książka jeżąca włos na głowie, która pokazuje na przestrzeni wieków praktykę żydowskiej rytualnej przemocy wywiedzionej z fałszywego kultu talmudycznego.

I ponieważ ta wojna rozpętana została, jak rozumiem, właśnie w duchu świąt purimowych – ponieważ w te święta żydowskie dzieci są zachęcane do tego, żeby powtarzały rytualny mord Hamana, jego jedenastu synów i wszystkich niezliczonych stronników za zgodą króla, który uległ urokom Estery (historia ze Starego Testamentu) – to znowu ważne, żeby Wysoki Sąd rozumiał, że ja występuję, mając świadomość realności zagrożeń wynikających z bezkarnego kultywowania, propagowania rasizmu właśnie przez talmudystów w kolejnych pokoleniach. Dziś Gaza i Iran – a przez wieki rytuał mordowania Hamana i jego stronników, zaczynając od jego potomstwa. Warto, żebyśmy rozumieli, z kim mamy do czynienia.

Mamy do czynienia z ludźmi, dla których wszyscy jesteśmy tyle warci, ile Haman i jego potomstwo. Warto rozumieć, że tak ci ludzie na nas patrzą i w związku z tym scenariusz ludobójstwa jest bardzo realny. A oczywiście bardzo realny jest scenariusz niewolnictwa, zniewolenia, poddania Polaków w woli żydowskich ludobójców, którzy – w czasie wolnym od ludobójstwa, od okrucieństwa bezpośredniego – dopuszczają się takiego okrucieństwa, jakim jest handel ludźmi, co również ma wielopiętrową, dziejową praktykę” – tłumaczył Grzegorz Braun.

„Moje poczucie zagrożenia wynikające z tego, że publicznie celebruje się rasistowski kult talmudyczny, jest zagrożeniem niewydumanym. Ja się tych ludzi lękam. Ja się ich osobiście boję – właśnie dlatego że przeczytałem te wszystkie książki i oglądałem doniesienia z frontów wojen, które Żydzi mieli fantazję wytoczyć w różnych stronach tego świata, sięgając po kij bejsbolowy, po lewar Imperium Amerykańskiego. Więc pozwoli Wysoki Sąd, że podyktuję do protokołu…?” – zapytał.

W tym miejscu jednakże wypowiedź oskarżonego została przerwana: „Nie zezwalam Panu” – odparł sąd. Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie o przyczynę takiej decyzji. Jak widać, są tematy których nie można poruszać zbyt szeroko, nie wolno ich zgłębiać. A prawda nie może w polskich instytucjach w pełni wybrzmiewać publicznie.

Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem. SAFE.

Profesor Marek Belka o SAFE

Jarosław Warzecha .salon24/jaroslawwarzecha/profesor-marek-belka-o-safe


 6 marca 2026 roku profesor Marek Belka gościł w programie „#BezKitu” na antenie TVN24.  Powiedział tam wprost, że spłata programu SAFE zmusi Polskę do przyjęcia Euro. Potwierdził tym samy opinię wielu innych ekonomistów.

 Można mieć szereg zastrzeżeń natury etycznej do osoby pana Marka Belki, ale znajomości mechanizmów ekonomicznych odmówić mu nie można.

 Nie ma wątpliwości, że poza wszystkimi ukrytymi mniej lub więcej klauzulami w SAFE, łącznie z całym mechanizmem warunkowości, czyli obrożą dla Państwa Polskiego natury politycznej, o czym już mieliśmy okazję się przekonać, nadrzędnym celem jest zmuszenie Polski do przyjęcia Euro.

 I nie pomogą tu zasoby polskiego złota, które pojedzie wtedy do Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem. I co równie ważne – nigdy stamtąd nie wróci. Także po rozpadzie Unii. A to jest możliwe prędzej niż niektórym się wydaje.

 To oczywista oczywistość, ale dla porządku dodam – przyjęcie przez Polskę Euro to koniec suwerenności. Tysiące razy ten temat był omawiany, więc nie ma go co rozwijać. Tak, państwo o potencjale Polski, które nie ma własnej waluty jest przedmiotem, a nie podmiotem na politycznej mapie świata, a tym bardziej Europy.

 W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że rząd już podjął jakieś zobowiązania i podpisał jakieś umowy dotyczące SAFE z niemieckim przemysłem, że podjął zobowiązania finansowania z SAFE dla potrzeb ukraińskich.

Mimo, że prezydent nie podjął jeszcze w sprawie ostatecznej decyzji. Nie wiem, czy to prawda. Jeżeli jednak, to jak takie działania nazwać? Bo może bezprawie to zbyt łagodnie?

 A tak na marginesie – ciągle mam w pamięci zdanie, które kiedyś upublicznił Rafał Ziemkiewicz, znakomity dziennikarz i człowiek dowcipny. Odwołując się do „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa powiedział : „Tkwienie Polski w Unii Europejskiej to jak zaszywanie się w worku z trupem.”

 Tyle, że Dantes zaszył się w tym worku, aby odzyskać wolność. Wychodzi na to, że my zaszywamy się, by zostać pogrzebanym?