Historia integracji europejskiej według profesora Modzelewskiego


bodakowski/historia-integracji-europejskiej-wedlug-profesora-modzelewskiego

20.01.2026 

Benito Mussolini w swoim manifeście ideowym (Doktryna faszyzmu) stwierdził, że program faszystowski polega na tym, by wszelkie dziedziny życia podporządkować biurokracji państwowej. Dziś taki model podporządkowywania wszystkich dziedzin życia biurokracji państwowej realizuje Unia Europejska.

==============================================

Jan Bodakowski

Historia integracji europejskiej według profesora Modzelewskiego

Benito Mussolini w swoim manifeście ideowym (Doktryna faszyzmu) stwierdził, że program faszystowski polega na tym, by wszelkie dziedziny życia podporządkować biurokracji państwowej. Dziś taki model podporządkowywania wszystkich dziedzin życia biurokracji państwowej realizuje Unia Europejska.

Unia Europejska jest instrumentem zniszczenia Europy. UE niszczy gospodarkę polityką klimatyczną (czyli sztucznym zawyżaniem cen energii by produkcja była nieopłacalna, zbankrutowały firmy i nie było komu płacić podatków, co doprowadzi do katastrofy humanitarnej) i swoimi anty rynkowymi regulacjami. By zniszczyć Europę, jak źródło zachodniej cywilizacji, Unia Europejska niszczy demokrację, prawa i wolności obywatelskie, wolność słowa (pod fałszywą banderą walki z fake newsami czy rzekomą mową nienawiści). Destruktywna działalność UE realizowana jest poprzez dokonywanie zmiany etnicznej, czyli ściąganie do Europy imigrantów z Azji i Afryki, którzy nie podzielają wartości zachodniej cywilizacji.

Wielu zwolenników UE albo popiera tę destrukcję (nienawidząc cywilizacji zachodniej), albo nie dostrzega owej destrukcji (zapewne będąc otumanionym przez lewicowe i pseudo liberalne media). Unijczycy (nowa sztucznie stworzona nacja uznająca UE za swoją ukochaną ojczyznę) naprawdę o świecie reagują agresją i histerią.

Europejczycy, by przetrwać, by zachować Europę jako bastion zachodniej cywilizacji, muszą walczyć z patologią zwaną Unią Europejską. By walczyć skutecznie, trzeba wroga poznać, w tym poznać historię, której finałem jest obecna patologia zwana Unią Europejską.

W poznaniu historii integracji europejskich pomóc może wydany pod marką Zona Zero 304-stronicowy wywiad rzeka przeprowadzony przez Krzysztofa Ziemca z profesorem Witoldem Modzelewskim „Po co nam Unia? Świat na kursie kolizyjnym”.

Jak można się dowiedzieć z zapowiedzi wydawcy pracy „wywiad – rzeka profesora Witolda Modzelewskiego [został] przeprowadzony przez znanego dziennikarza Krzysztofa Ziemca. [Na kartach publikacji] profesor Modzelewski opowiada o historii i współczesności […]. Unia Europejska, do której wstępowaliśmy, na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec. Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię. Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw. Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i poza wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia”.

W wywiadzie z profesorem Modzelewskim czytelnicy mogą szukać odpowiedzi na pytania: Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji? Czy sojusze są dla nas, czy my dla sojuszy? Po co nam Unia Europejska? Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy? Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości? Po co komu wojna na Ukrainie? Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe? Czy wojna celna mniej boli od tej gorącej, w której strzelają armaty i spadają bomby? Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy wytrzymają każdą klęskę?”.

Wydawca informuje, że „Witold Stanisław Modzelewski [to] profesor nauk prawnych Uniwersytetu Warszawskiego, doradca podatkowy, radca prawny, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, ekonomista, plastyk, publicysta historyczny oraz wiceminister finansów w latach 1992–1996. W 2010 został powołany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w skład Narodowej Rady Rozwoju, do tego gremium został powołany także przez prezydenta Andrzeja Dudę w 2015. Współpracował jako ekspert z Prawem i Sprawiedliwością i Ruchem Palikota. W 2014 był członkiem rady programowej PiS. W wyborach prezydenckich w 2025 został członkiem komitetu poparcia Artura Bartoszewicza”.

Jan Bodakowski

Obrazki z wystawy. Środa.

Obrazki z wystawy

20.01.2026, kgobisz/obrazki-z-wystawy

Stare ale aktualne:

==========================================

image

==============================================

image

 i wystarczy 🙂

======================================

image

================================================

Tak. To zaraz wejdzie w życie dzięki EKIPIE

image

============================================

UŚMIECHAJMY SIĘ 

A ten cały Trump ze swym USA to niech uważa! Bo zaraz dostanie bęcki za chętkę na Grenlandię. Jeszcze chwila. Dania właśnie zebrała najważniejsze rzeczy aby stać się potęgą morską.
image

Autor: k.gobisz

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Zaatakował nas gdański układ proaborcyjny. Z furią ! „Nagi ginekolog” patrzy.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Pod abortorium w Gdańsku na Zaspie wywierano na nas ogromną presję. Nie poddaliśmy się, a modlitwa i pikieta prolife odbyły się zgodnie z planem.

Z okien obserwował nas znany gdański aborter Maciej Socha [Nagi ginekolog] – ten sam, który będąc w stanie ekskomuniki latae sententiae za aborcje… został niedawno chrzestnym. Proszę zobaczyć nagranie…

18 stycznia 2026 r. przed szpitalem św. Wojciecha w Gdańsku byłam uczestnikiem sytuacji podobnej do tych, jakie do tej pory działy się pod klinikami aborcyjnymi w USA i Europie Zachodniej. Kilkanaście radiowozów policji, zastępy funkcjonariuszy, urzędnicy od Aleksandry Dulkiewicz, zarząd szpitala na Zaspie i agresywna bojówka KOD-u – takie siły zadysponowało lobby aborcyjne, aby uniemożliwić Publiczny Różaniec.

Policja, urzędnicy miejscy oraz zarząd szpitala rozstawiali barierki, próbowali bezprawnie zmieniać miejsce zgromadzenia, a następnie podejmowali próby fizycznego wypchnięcia obrońców życia z terenu legalnie zgłoszonej manifestacji. Była to skandaliczna próba ograniczenia wolności słowa, zgromadzeń oraz praktyk religijnych.

Mimo prowokacji, chaosu organizacyjnego i nacisków – ludzie się nie poddali. Blisko 200 osób trwało na modlitwie. Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji oraz pikieta pro-life odbyły się zgodnie z planem. Nie udało się wprowadzić faktycznej strefy zakazu modlitwy wokół szpitala.

Co znamienne, urząd miasta ogłosił… rozwiązanie zgromadzenia już po jego zakończeniu. Takie standardy obowiązują dziś w Gdańsku. Jednocześnie przez cały czas widoczna była pobłażliwość wobec kontrmanifestacji środowisk skrajnie proaborcyjnych.

Niestety przemoc wobec proliferów na Zaspie to nie incydent, a raczej element szerszego procesu, który znamy z innych „postępowych” państw. W Polsce odbywa się przygotowanie do wprowadzenia stref buforowych (buffer zones) wokół placówek aborcyjnych, aby zakazać modlitwy, rozmów i działań w obronie życia. Nie ma i nie będzie naszej zgody na podobne praktyki w Polsce. Prawo do obrony życia, modlitwy i obecności w przestrzeni publicznej nie jest przywilejem, ale fundamentalną wolnościąprzynależną także nam – obrońcom nienarodzonych dzieci.

Już teraz zapraszamy na kolejne spotkanie modlitewne na Zaspie: 15 lutego o godz. 12-tej – al. Jana Pawła II 50, Gdańsk.

=====================================

Szanowny Panie,

Publiczny Różaniec w Gdańsku to jedna z niemal 20 akcji modlitewnych w obronie życia, jakie odbyły się w ostatni weekend. Byliśmy na Górnym i Dolnym Śląsku (m.in. w Oleśnicy), na Pomorzu, w Warszawie, Białymstoku, Skoczowie, Wadowicach i innych miastach. Niemal setka osób uczestniczyła w Publicznym Różańcu pod szpitalem w Opolu, gdzie pojawiły się informacje o możliwości stworzenia nowego centrum aborcji i zatrudnienia tam Gizeli Jagielskiej. Po pikiecie nadeszła informacja, że zagrożenie znikło.

W najbliższą sobotę w samo południe podobny Różaniec odbędzie się pod szpitalem w Lubaniu (Dolnośląskie), który według przekazanych nam informacji ma ochotę ściągnąć do siebie znaną aborterkę i pozwolić jej kontynuować potworną działalność.

Wszędzie, gdzie zachodzi potrzeba mobilizacji społecznej i zdecydowanych działań przeciw zabijaniu dzieci – jesteśmy i nie zawodzimy.

Wysyłają na nas policję, utrudniają rejestrację zgromadzeń w urzędach, w miejscu, gdzie planujemy modlitwy – stawiają barierki. Nie poddajemy się, bo wiemy, że sprzeciw wobec zabijania dzieci jest ważniejszy.

Szanowny Panie,

Ostatnia informacja na dziś: film „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni” zaledwie kilkadziesiąt godzin po premierze online przekroczył już na wszystkich kanałach 120 tysięcy odsłon. Ludzie dowiadują się, jakim koszmarem jest aborcja.

W związku z treściami z filmu złożyłam wczoraj zawiadomienie do Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Gizelę Jagielską. Chodzi o tę scenę z filmu, gdzie jeden ze świadków aborcji w Oleśnicy opisuje, że w wyniku aborcji urodziło się tam żywe dziecko w wieku około 23 tygodni od poczęcia. Jagielska miała wyśmiać położne, które chciały przynajmniej zapewnić komfort cieplny umierającemu maluszkowi. Wedle relacji świadka wyłączyła kącik noworodka, kazała odkryć wcześniaczka, mówiąc, że w ten sposób „będzie zimniej i szybciej odejdzie”. Następnie – jak mówi jej była współpracownica – „wyszła ze śmiechem”. 

Nieudzielenie pomocy pacjentowi w stanie bezpośredniego zagrożenia życia jest w Polsce poważnym przestępstwem. Organy ścigania muszą jak najszybciej zająć się tą sprawą.

Jeszcze raz podaje linki, pod którymi jest dostępny film „Oleśnica…”.

Bardzo proszę przesyłać je dalej:

https://www.facebook.com/reel/2176051729828957

https://banbye.com/watch/v_C0VoAfhXkfbY?tab=0

https://rumble.com/v74f6we-olenica.-ledztwo-w-sprawie-zbrodni-cay-film.html?e9s=src_v1_upp_a

Wszystkie działania podejmujemy dzięki Pańskiemu wsparciu. Dziękuję, że jest Pan z nami.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Czy rozlicza Pan już swój PIT? Podobnie jak w ubiegłym roku proszę o odpisanie 1,5% podatku na działania Fundacji. Proszę wpisać KRS 0000270261 i KONIECZNIE w rubryce cel szczegółowy: Fundacja Życie i Rodzina 25447. Proszę o nas pamiętać i wyrwać proaborcyjnemu rządowi choć te 1,5%…

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Deutschland, Deutschland über alles. Niemiecka armia osiągnęła najwyższą liczebność.

Bundeswehra liczy już blisko 200 tys. żołnierzy

Piotr Relich


pch24.pl/niemcy-rosna-w-sile-bundeswehra-liczy-juz-blisko-200-tys-zolnierzy

Niemiecka armia osiągnęła najwyższą liczebność od 12 lat i ma obecnie 184,2 tys. żołnierzy w czynnej służbie – powiedział we wtorek minister obrony Niemiec Boris Pistorius. Jak podkreślił, Bundeswehra odnotowała najlepszy wynik rekrutacyjny od czasu zawieszenia poboru w 2011 roku.

Według danych resortu obrony na koniec 2025 roku o 18 proc. wzrosła też liczba osób odbywających dobrowolną służbę wojskową. Do Bundeswehry zgłosiło się 12,2 tys. ochotników wobec 10,3 tys. w 2024 roku.

W 2025 roku niemieckie siły zbrojne przyjęły do służby ponad 25 tys. nowych żołnierzy, co – według ministerstwa – oznacza wzrost o 23 proc. i jest najlepszym wynikiem rekrutacyjnym od czasu zawieszenia obowiązkowej służby wojskowej w 2011 roku.

Niemiecka armia od lat zabiega o zwiększenie liczby personelu. Mimo szeroko zakrojonych kampanii informacyjnych liczebność wojska długo utrzymywała się na podobnym poziomie lub spadała. W 2024 roku liczba żołnierzy w czynnej służbie zmniejszyła się do ok. 181,1 tys.

Od stycznia w Niemczech obowiązuje nowy model służby wojskowej. Przewiduje on obowiązkową kwalifikację wojskową dla wszystkich młodych mężczyzn oraz możliwość wprowadzenia poboru w drodze losowania, jeśli liczba ochotników okaże się niewystarczająca. Młode kobiety mogą wypełniać kwestionariusz dobrowolnie.

Zgodnie z nowymi celami NATO do 2035 roku niemiecka armia ma liczyć 260 tys. żołnierzy zawodowych i kontraktowych oraz 200 tys. rezerwistów.

PAP

Mennica Polska na usługach satanistów i voodoo. Promuje…

mennica.com.pl/lilith-2000-frankow

=============================

Baron Samedi to najbardziej rozpoznawalny bohater tradycji voodoo, który na stałe przeniknął do świata popkultury. Spotkamy go w kinie, muzyce i grach. Na monecie Mennicy Polskiej ukazany jest w swoim królestwie, gdzie łączy mroczną elegancję z humorem – w ikonicznym cylindrze, z butelką ulubionego rumu i twarzą ozdobioną charakterystycznym malunkiem czaszki.

======================================

===============================

Kontynuacja eleganckiej serii Dark Edition:

Ściany mają już uszy – i oczy

Ściany mają uszy – i oczy

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    20 stycznia 2026 micha

Późną nocą, już w dzień Trzech Króli, obejrzałem sobie spory fragment programu popularno-naukowego, na który natrafiłem przypadkowo. Z jakiegoś powodu większość osób występujących w nim była Portugalczykami, ale był wśród nich też amerykański fizyk pochodzenia japońskiego Michio Kaku, którego znam z innych telewizyjnych programów. Tematem programu był rok 2077, to znaczy – jak będzie wyglądało wtedy życie i sytuacja ludzkości. Autorzy zwrócili uwagę, że ludzkość przeżyła trzy rewolucje technologiczne, Pierwszą zapoczątkowało wynalezienie silnika parowego, drugą – zastosowanie elektryczności, a trzecią – sztuczna inteligencja.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, bo – jak zwrócili uwagę autorzy programu – moc obliczeniowa komputera zainstalowanego w zwykłym smartfonie jest większa, niż komputera obsługującego w 1969 roku lot „Apolla” na Księżyc. A przecież to nie jest jedyna dziedzina, w której dokonał się tak zdumiewający postęp. W ogóle zasób wiedzy zgromadzony przez ludzkość w ostatnich dekadach jest większy i to zdecydowanie, od zasobu wiedzy nagromadzonego przez cały wcześniejszy okres historii ludzkości.

Program oczywiście tchnął optymizmem, zwłaszcza w związku z zastosowaniem sztucznej inteligencji, którą zresztą nazwano tam „inteligencją rozszerzoną”. Szczególną nadzieję budziła współpraca człowieka z jego najbliższym otoczeniem. Na przykład dzięki inteligencji rozszerzonej można będzie wytwarzać inteligentne mieszkania, meble, ubrania, a nawet klozety. W rezultacie można będzie wydawać polecenia ścianom domu, meblom – żeby na przykład się odpowiednio poprzesuwały, czy w ogóle – żeby posprzątały. Klozet, do którego będziemy zrzucali nasze cielesne sekrecje, będzie je analizował i z dużym wyprzedzeniem ostrzeże nas, że w naszym organizmie zaczyna dziać się coś złego, a gdybyśmy nawet na ulicy dostali ataku serca, to nasze inteligentne ubranie natychmiast wezwie karetkę pogotowia i nic złego nas nie spotka.

Słowem – ściany będą miały uszy, a nawet oczy, co będzie miało mnóstwo plusów dodatnich – ale również – niestety – plusy ujemne.

Skoro bowiem tak sprawy będą się miały, to znaczy, że w swoim najbliższym otoczeniu będziemy mieli nie tylko trzech szpiegów (znajomy pułkownik, którego chciałem pociągnąć za język w sprawie technik inwigilacji, na odczepnego powiedział mi, że jeśli masz w domu telewizor, telefon komórkowy i komputer, to masz trzech szpiegów”), tylko będziemy otoczeni szpiegami, którzy będą informowali kogo trzeba o wszystkich naszych sprawach, w związku z czym inwigilacja będzie totalna. Jest bardzo prawdopodobne, że w tej sytuacji z całej demokracji zostanie pusta skorupa, bo będziemy nie tylko poddani inwigilacji, o jakiej nigdy nie przyśniłoby się Wawrzyńcowi Berii, ale w dodatku rozszerzona inteligencja będzie niepostrzeżenie oddziaływała na nas, to znaczy – na nasze umysły i uczucia. Już teraz spotykamy się z takim oddziaływaniem, o którego sile mogliśmy przekonać się podczas epidemii zbrodniczego koronawirusa. Pomysłodawcy tej epidemii postanowili oddziaływać na nasz instynkt samozachowawczy, co okazało się strzałem w dziesiątkę – a przecież był to zalewie program pilotażowy, dzięki któremu dobroczyńcy ludzkości będą mieli przetarte szlaki do kolejnych eksperymentów.

Bo o ile w jednych dziedzinach osiągnięty został ogromny postęp, to w innych jesteśmy dopiero na początku drogi. Na przykład najbardziej zaawansowany japoński robot , który już sporo potrafi, dysponuje inteligencją na poziomie karalucha. Ale karaluch już chodzi kędy chce, sam szuka, co by tu zjeść i jakby tu dopaść karaluchową, żeby przedłużyć gatunek, więc wszystko jest na dobrej drodze. Specjalista w tej dziedzinie twierdzi, że do roku 2077 roboty będą dysponowały inteligencją być może na poziomie małp człekokształtnych, a przecież nie będzie to w tej dziedzinie ostatnie słowo.

Ale bo też inteligencja rozszerzona rozwinie się do tego stopnia, że co bardziej ostrożni futurologowie już teraz przewidują, że takim sztucznym inteligencjom trzeba będzie jakoś instalować chipy, które blokowałyby możliwość działania na zgubę ludzkości. Czy jednak inteligencja rozszerzona pozwoli się w taki prostacki sposób podejść? Stanisław Lem w „Cyberiadzie” napisanej jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku, w jednym z opowiadań pisze o „zepsutych” robotach, zmagazynowanych w pomieszczeniu przypominającym oświęcimski karcer. W tym gronie dojrzewa bunt, w związku z czym teoria, zgodnie z którą walką klasowa będzie się zaostrzać w miarę postępów socjalizmu, może nabrać nieoczekiwanej aktualności.

Owe cyfry niewinne, wykresy, równania, od zaklęć Czarnej Magii i Apokalipsy, od tajnych słów Kabały stały się straszliwsze” – pisze poeta. I rzeczywiście. Okazuje się, że specjaliści już teraz potrafią utrwalić i o d t w o r z y ć w dowolnym czasie wspomnienia myszy. Stąd już tylko krok do psa, a stamtąd – do człowieka. A w ogóle to czymże są takie utrwalone całościowe wspomnienia, jeśli nie osobowością, która w języku teologicznym nazywana jest „duszą”? Toteż już bez zdziwienia wysłuchałem opinii innego specjalisty, który oznajmił, że w gruncie rzeczy nie ma specjalnych przeszkód, by mózg człowieka można byłoby umieści w komputerze, gdzie mógłby funkcjonować jak-gdyby-nigdy-nic nawet w sytuacji, gdy cielesna powłoka tego osobnika już dawno rozpadłaby się w proch.

W tej sytuacji musimy postawić pytanie o kwestie duszpasterstwa inteligencji rozszerzonej – to znaczy – kto będzie to duszpasterstwo prowadził; czy ludzie wobec sztucznej inteligencji, czy może odwrotnie? Jak z punktu widzenia teologicznego wyglądałaby kwestia nieśmiertelności duszy w przypadku mózgu umieszczonego w komputerze? W obliczu takich zagadnień problem dopuszczenia sodomczyków i gomorytek do sakramentalnej konfidencji wydaje się pozbawiony większego znaczenia. No bo jeśli inteligencja rozszerzona będzie sprawowała duszpasterstwo gatunku ludzkiego, to czy zostanie dopuszczona do tak zwanego „szafarzowania” sakramentami?

Jak wspomniałem, na ten kanał trafiłem przypadkowo – ale skoro telewizor jest jednym ze szpiegów, to któż może zaręczyć, że to był czysty przypadek, a nie sekwencja wydarzeń z zaprogramowanym finałem? Takiej pewności chyba już nigdy nie odzyskamy, podobnie, jak po publikacji Stolicy Apostolskiej, że „w przeszłości” zdarzały się „niewłaściwe interpretacje Ewangelii”. Skoro bowiem w przeszłości zdarzały się „niewłaściwe”, to skąd możemy wiedzieć, czy te obecne na pewno są właściwe?

W tej sytuacji do czegóż się odwołać, jak nie do „Ogrodu Persefony” Swinburne’a, który m.in. pisze tak: „I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę, wolni od pragnień i wolni od burz, dziękczynnych westchnień ślemy modły ciche, ktokolwiek jesteś pośród gwiezdnych głusz. Za to, że minąć dniom żywota dano. Za to, że nigdy raz zmarli nie wstaną. A rzek gwałtownych nurt zmącony pianą, zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

10 Absurdów Polskiego Prawa, Które Zabijają Przedsiębiorczość i Zdrowy Rozsądek

[mail: „Artykuł pochodzi ze strony waweldom.pl, którą tworzy się za pomocą sztucznej
inteligencji, tzn. poprzez kompilowanie istniejących tekstów na podstawie
statystyk. Artykuł zaleca podatek katastralny”.

Skomentowałem, zalecam ostrożność M. Dakowski]

==========================================

Legislacyjny Labirynt: 10 Absurdów Polskiego Prawa, Które Zabijają Przedsiębiorczość i Zdrowy Rozsądek; obecna dewiza Rzeczypospolitej.

Obraz ilustrujący chaos legislacyjny w Polsce, symbolizujący zagubienie w gąszczu przepisów prawnych.

[„Stultus lex, sed lex” (Głupie prawo, ale prawo). ]

=========================================

Wprowadzenie: Epidemia Legislacyjna

Polska od lat zajmuje niechlubne, czołowe miejsca w rankingach „biegunki legislacyjnej”. Produkujemy tysiące stron aktów prawnych rocznie, tworząc nieprzenikniony labirynt, w którym gubią się nie tylko obywatele i przedsiębiorcy, ale często sami twórcy prawa. W samym tylko 2022 roku w Dzienniku Ustaw opublikowano blisko 32 tysiące stron maszynopisu nowego prawa.

Dla porównania – przeczytanie tego zajęłoby przeciętnemu obywatelowi ponad 3 godziny dziennie, każdego dnia w roku. Gdyby zebrać wszystkie akty prawne obowiązujące w Polsce, powstałaby biblioteka licząca kilkaset tysięcy stron, pełna wzajemnych sprzeczności, odesłań i przepisów tymczasowych, które stają się stałymi.

Obserwując ten system od lat, nie mam wątpliwości: ilość zabija jakość. W pośpiechu, często nocami, tworzone są przepisy niespójne, nielogiczne i – co najgorsze – często sprzeczne z duchem i literą Ustawy Zasadniczej. Prawo przestało być zbiorem zasad organizujących życie społeczne i gospodarcze, a stało się narzędziem politycznej gry, źródłem niepewności i generatorem kosztów transakcyjnych, które obniżają konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej.

Poniższe zestawienie 10 najbardziej absurdalnych regulacji prawnych w Polsce to nie tylko katalog błędów technicznych. To systemowa diagnoza choroby, która toczy polski system prawny, oraz wezwanie do radykalnej terapii deregulacyjnej. Każdy z tych przykładów pokazuje, jak źle skonstruowane prawo zabija przedsiębiorczość, uderza w obywateli i podważa zaufanie do państwa prawa.


Mężczyzna stojący obok worka z napisem 'BUDOWLA (PODATEK 2%)', z różnymi przedmiotami budowlanymi w środku, a w tle widok na dom z oznaczeniem 'BUDYNEK (NISKI PODATEK)'.
Ilustracja przedstawiająca absurdalność przepisów podatkowych dotyczących definicji budowli w Polsce, gdzie różne obiekty budowlane są obciążane wysokim podatkiem od wartości zamiast powierzchni.

1. Definicja „Budowli” w Podatku od Nieruchomości – Matka Absurdów Podatkowych

To matka wszystkich absurdów podatkowych, która od lat spędza sen z powiek przedsiębiorcom, inwestorom i zwykłym obywatelom. Problem wydaje się techniczny, ale jego konsekwencje finansowe są kolosalne.

Na czym polega sedno absurdu?
Polskie prawo podatkowe dzieli obiekty na trzy kategorie: grunty, budynki i budowle. Podatek od nieruchomości dla budynków naliczany jest od powierzchni użytkowej (stawki od 0,50 zł do 23,10 zł za m²), podczas gdy dla budowli – od ich wartości (stawka 2% rocznie). O ile pojęcie „budynku” jest zdefiniowane w miarę jasno (obiekt trwale związany z gruntem, wydzielony z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych, posiadający fundamenty i dach), o tyle definicja „budowli” przez lata była prawdziwym workiem bez dna.

Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych odsyłała do Prawa budowlanego, które definiuje budowlę bardzo szeroko jako „każdy obiekt budowlany niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury”. Ta pozornie niewinna kazuistyka rodziła monstrualne konsekwencje. Fiskus, poszukując dodatkowych źródeł przychodów, uznawał za budowlę (i opodatkowywał wysoką stawką 2%) praktycznie wszystko, co się dało: paczki automatów pocztowych, wiaty przystankowe, wyciągi narciarskie, silosy rolnicze, zbiorniki na paliwo, a nawet – w skrajnych interpretacjach organów podatkowych – ule, transformatory wewnątrz budynków czy instalacje odgromowe.

Przedsiębiorca nigdy nie mógł być pewny, czy jego inwestycja będzie traktowana jako budynek (niski, przewidywalny podatek) czy jako budowla (podatek mogący pochłonąć znaczną część wartości obiektu). Ta niepewność zniechęcała do inwestycji, szczególnie w sektorze przemysłowym, logistycznym i rolniczym. Powstał cały rynek doradztwa podatkowego mającego na celu „obronę” przed zakwalifikowaniem obiektu jako budowli, co generowało dodatkowe koszty.

Analiza
Werdykt: Niekonstytucyjne (Potwierdzone wyrokiem TK).
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 28 września 2021 r. (sygn. SK 14/21) jednoznacznie orzekł, że definiowanie przedmiotu opodatkowania w ustawie podatkowej poprzez odsyłanie do przepisów niepodatkowych (w tym przypadku Prawa budowlanego) jest niedopuszczalne i narusza Konstytucję RP.

  • Art. 84 i Art. 217 Konstytucji RP: Zasada nullum tributum sine lege (nie ma podatku bez ustawy) oraz zasada określoności prawa nakładają na ustawodawcę obowiązek tak precyzyjnego sformułowania przepisów podatkowych, aby obywatel mógł jednoznacznie określić, co jest przedmiotem opodatkowania, jak obliczyć podstawę opodatkowania i wysokość zobowiązania. Obywatel nie może być zmuszony do domyślania się lub studiowania aktów prawnych z innych dziedzin, aby dowiedzieć się, za co i ile musi zapłacić. Odesłanie do Prawa budowlanego, które służy innym celom niż fiskalne, łamało tę fundamentalną zasadę pewności prawa podatkowego.

Rekomendacja:
Wprowadzenie autonomicznej, zamkniętej i precyzyjnej definicji „budowli”  bezpośrednio w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Definicja ta powinna wymienić katalog obiektów uznawanych za budowle w celach podatkowych, eliminując wszelkie wątpliwości interpretacyjne. Ponadto, należałoby rozważyć zmianę sposobu opodatkowania budowli, np. poprzez wprowadzenie stawek kwotowych od powierzchni lub jednostki, co zwiększyłoby przewidywalność obciążeń podatkowych.


Mężczyzna trzymający mały samochód, stojący przed maszyna przypominającą drukarkę z red Cross. Z urządzenia wypadają dokumenty, a obok otwór na pieniądze.
Ilustracja przedstawiająca absurdalne przepisy prawa w Polsce, symbolizująca chaos legislacyjny i nadmiar biurokracji w systemie podatkowym.

2. Składka Zdrowotna dla Przedsiębiorców – Dziedzictwo „Polskiego Ładu”

Przepis, który pod płaszczykiem ubezpieczenia zdrowotnego stworzył jeden z najbardziej niezrozumiałych i niesprawiedliwych podatków w najnowszej historii Polski.

Na czym polega sedno absurdu?
Przed reformą zwaną „Polskim Ładem” składka zdrowotna przedsiębiorcy była w dużej mierze odliczalna od podatku dochodowego, co sprawiało, że jej realny koszt netto był znacznie niższy. Obecny system jest laboratoryjnym przykładem chaosu:

  1. Brak górnego limitu (tzw. cap): Dla przedsiębiorców rozliczających się na skali podatkowej składka wynosi 9% dochodu, ale nie ma górnej granicy. Osoba osiągająca milionowy dochód zapłaci 90 000 zł składki zdrowotnej, otrzymując dokładnie ten sam zakres świadczeń medycznych co osoba płacąca 300 zł.
  2. To jawnie konfiskacyjny charakter, który odbiera składce cechę ubezpieczenia (gdzie składka jest w pewnej proporcji do ryzyka i świadczenia), a nadaje jej cechę progresywnego podatku dochodowego.
  3. Składka od sprzedaży środków trwałych: To kwintesencja absurdu. Jeśli przedsiębiorca sprzedaje zużyty firmowy samochód, maszynę czy komputer, od uzyskanej kwoty musi zapłacić 9% składki zdrowotnej. Ta transakcja ma charakter kapitałowy, a nie dochodowy z bieżącej działalności, i nie ma żadnego związku z kosztami leczenia czy stanem zdrowia przedsiębiorcy. To czyste karanie za pozbywanie się starych aktywów i utrudnianie modernizacji firmy.
  4. Zerwanie związku z kosztami uzyskania przychodu: Składka stała się kosztem nieuzyskania przychodu, co drastycznie podniosło efektywną stawkę opodatkowania dochodu małych i średnich firm.
  5. Koszty systemowe: Skomplikowany mechanizm naliczania spowodował, że biura rachunkowe masowo podniosły ceny usług, przerzucając koszty obsługi tego absurdalnego systemu na wszystkich przedsiębiorców.

Analiza
Werdykt: Wątpliwa konstytucyjność, naruszenie zasad sprawiedliwości społecznej i ochrony własności.

  • Art. 2 (Zasada zaufania do państwa i prawa): Nagła, radykalna i retroaktywna w skutkach (ze względu na brak odpowiedniego vacatio legis) zmiana zasad naliczania, która zdemolowała wypracowane przez lata modele biznesowe, podważa zaufanie obywateli do stabilności prawa.
  • Art. 32 (Zasada równości): Przedsiębiorcy są traktowani gorzej niż pracownicy etatowi, dla których składka zdrowotna jest naliczana od wynagrodzenia brutto, a jej wysokość jest limitowana (od podstawy wymiaru). Tworzy to sztuczną i nieuzasadnioną różnicę między różnymi formami wykonywania pracy.
  • Art. 64 (Ochrona własności): Brak górnego limitu przy jednoczesnym braku ekwiwalentności świadczenia (milioner płacący 100 tys. zł dostaje taką samą usługę jak płacący 300 zł) sprawia, że danina traci charakter ubezpieczeniowy. Staje się daniną o charakterze quasi-konfiskacyjnym, bo w wysokich przedziałach dochodowych przejmuje znaczną część majątku obywatela bez proporcjonalnej korzyści.

Rekomendacja:

  1. Natychmiastowe wprowadzenie górnego limitu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, analogicznego do limitu dla osób na etacie.
  2. Całkowite wyłączenie sprzedaży środków trwałych spod obowiązku opłacania składki zdrowotnej.
  3. Długofalowo – powrót do modelu, w którym składka zdrowotna jest w pełni odliczalna od podatku dochodowego, co przywróciłoby jej charakter ubezpieczeniowy i uczciwość w stosunku do osób zatrudnionych.

Karykatura przedstawiająca mężczyznę w czapce z logo Poczty Polskiej, który trzyma klucz francuski i przygląda się starym telewizorze z naklejką 'Abonament RTV - Zaległość', obok nowoczesny telewizor Smart 4K z różnymi aplikacjami streamingowymi.
Karykatura przedstawiająca absurdalność polskiego systemu abonamentowego RTV, ilustrująca konflikt między tradycyjnymi mediami a nowoczesnymi platformami streamingowymi.

3. Abonament RTV i Fikcja „Domniemania Używania” – Relikt Epoki Analogowej

Utrzymywanie tego systemu w drugiej połowie lat 20. XXI wieku to najlepszy dowód na to, jak bardzo państwo potrafi być przywiązane do przestarzałych, nieskutecznych i społecznie szkodliwych rozwiązań.

Na czym polega sedno absurdu?
Ustawa o radiofonii i telewizji nadal zakłada, że każdy posiadacz urządzenia zdolnego do odbioru sygnału radiowo-telewizyjnego (telewizor, radio, komputer ze specjalną kartą) musi uiścić opłatę abonamentową. Założenie to powstało w epoce, gdy telewizor służył wyłącznie do oglądania kilku programów telewizji publicznej. Dziś jest to fikcja prawna o gigantycznych proporcjach:

  • Urządzenia wielofunkcyjne: Współczesny telewizor to centrum rozrywki służące do oglądania Netflixa, Disney+, grania na konsoli, przeglądania YouTube czy korzystania z aplikacji. Możliwość odbioru telewizji naziemnej jest tylko jedną z dziesiątek jego funkcji, często całkowicie nieużywaną.
  • Niesprawiedliwy i wybiórczy system egzekucji: System opiera się na dobrowolnej rejestracji odbiorników. Skutek? Płacą głównie ci, którzy zarejestrowali odbiornik dekady temu i są systematycznie inkasowani przez Pocztę Polską. Osoby, które nigdy nie zarejestrowały odbiornika (lub korzystają z niego w inny sposób), de facto są bezkarne, ponieważ kontrolerzy nie mają prawa wstępu do domów bez zgody mieszkańca. Karani są więc uczciwi/naiwni, a niekarani – ci, którzy świadomie omijają prawo.
  • Koszty poboru: Koszty administrowania systemem (Pocztą Polską, windykacją) są niewspółmiernie wysokie w stosunku do zebranych środków, które i tak stanowią coraz mniejszą część budżetu mediów publicznych.

Analiza
Werdykt: Niekonstytucyjny z uwagi na naruszenie zasady równości i proporcjonalności.

  • Art. 32 Konstytucji (Zasada równości): Prawo, które w praktyce jest egzekwowane tylko wobec wąskiej, historycznie ukształtowanej grupy obywateli, a pozostaje martwą literą wobec reszty społeczeństwa, jest jawnie dyskryminujące. Tworzy dwie klasy obywateli: tych, którzy ponoszą ciężar finansowy, i tych, którzy go unikają.
  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Przymusowe pobieranie opłaty od posiadacza urządzenia, które może, ale nie musi służyć do odbioru programów TVP/Polskiego Radia, jest środkiem niedopasowanym do celu (finansowanie mediów publicznych). Istnieją mniej uciążliwe i bardziej sprawiedliwe sposoby finansowania (patrz rekomendacja).
  • Art. 2 (Demokratyczne państwo prawne): Utrzymywanie fikcji prawnej w dobie cyfrowej rewolucji podważa powagę i autorytet państwa, które zamiast modernizować system, tkwi w archaicznej strukturze.

Rekomendacja:
Całkowita likwidacja abonamentu RTV. Finansowanie misyjnej części działalności mediów publicznych powinno następować w przejrzysty sposób bezpośrednio z budżetu państwa, z jasno określonym procentem wpływów podatkowych lub poprzez specjalną dotację parlamentarną poddaną demokratycznej kontroli. Alternatywą, bardziej sprawiedliwą, byłoby wprowadzenie powszechnej, niskiej opłaty audiowizualnej  doliczanej do rachunków za energię elektryczną lub internet, ściąganej przez operatorów. Każdy gospodarstwo domowe korzysta z tych usług, co eliminuje problem wybiórczości.


Ilustracja przedstawiająca scenę z leasingiem. Po lewej stronie luksusowy samochód, w którym mężczyzna otrzymuje pieniądze. Po prawej stronie stary, zardzewiały samochód, który jest konfiskowany przez robota. W tle rodzina wygląda na zmartwioną.
Ilustracja przedstawiająca problematyczne aspekty przepisów dotyczących konfiskaty samochodów w Polsce, z kontrastem między luksusowym pojazdem a starym samochodem, symbolizującym nierówności w stosowaniu prawa.

4. Obligatoryjna Konfiskata Samochodów za Jazdę po Alkoholu – Kara Niesprawiedliwa i Nierówna

Przepis wprowadzony pod szczytnym hasłem walki z plagą pijanych kierowców, ale napisany w pośpiechu, bez namysłu nad konsekwencjami społecznymi, prawnymi i gospodarczymi.

Na czym polega sedno absurdu?
Wprowadzono obligatoryjny przepadek pojazdu jako dodatkową karę za prowadzenie w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem alkoholu. Choć cel jest słuszny, wykonanie stworzyło potworka prawnego:

  1. Nierówność majątkowa (najbogatsi płacą, najbiedniejsi tracą): Kierowca starego, wysłużonego samochodu wartego 2-3 tys. zł traci cały swój majątek, często jedyny środek transportu do pracy. Kierowca nowego, luksusowego samochodu w leasingu finansowym lub długoterminowym wynajmie nie traci pojazdu, ponieważ formalnie nie jest jego właścicielem. Sąd orzeka wówczas nawiązkę na rzecz Skarbu Państwa, ale jej ściągalność bywa iluzoryczna. Bogatszy sprawca może więc uniknąć faktycznej kary majątkowej.
  2. Kara dla niewinnych (problem współwłasności): Jeśli samochód jest współwłasnością małżonków lub rodziny, a po pijaku jechał tylko jeden z właścicieli, państwo konfiskuje cały pojazd. Kara dotyka więc osobę całkowicie niewinną, pozbawiając ją prawa własności (np. żona traci auto, którym wozi dzieci do szkoły). Sądy w takich sytuacjach często orzekają przepadek części udziału sprawcy, ale i to jest problematyczne w realizacji.
  3. Absurd gospodarczy w transporcie zawodowym: Zawodowy kierowca ciężarówki należącej do pracodawcy, który prowadził ją po pijaku, nie spowoduje konfiskaty wartościowego środka produkcji (byłoby to karygodne marnotrawstwo mienia). W efekcie kary dla kierowców zawodowych i nieprofesjonalnych są różne, mimo iż czyn jest ten sam.
  4. Brak indywidualnej oceny sądu: Automatyzm kary pozbawia sędziego możliwości uwzględnienia okoliczności sprawy. Nie ma znaczenia, czy samochód był narzędziem przestępstwa, czy tylko nim jechano; czy jest to recydywa, czy pierwszy, głupi błąd.

Analiza
Werdykt: Sprzeczne z zasadą proporcjonalności i równości oraz naruszające prawa osób trzecich.

  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Środek karny musi być adekwatny do czynu, konieczny do osiągnięcia celu i wyważony. Obligatoryjny przepadek, który nie rozróżnia okoliczności, narusza zasadę adekwatności. Nie zawsze przepadek jest konieczny do osiągnięcia celu prewencji ogólnej i indywidualnej.
  • Art. 46 w zw. z Art. 64 (Ochrona własności): Przepadek rzeczy będącej współwłasnością osoby niewinnej stanowi drastyczne naruszenie jej konstytucyjnego prawa własności. Państwo nie może karać jednej osoby poprzez odebranie mienia innej.
  • Art. 32 (Zasada równości): Różnicowanie faktycznych skutków kary w zależności od formy prawnej posiadania pojazdu (własność vs leasing) prowadzi do sytuacji, gdzie za ten sam czyn wymierzana jest de facto inna kara majątkowa. Jest to niezgodne z zasadą równości wobec prawa.

Rekomendacja:
Zastąpienie obligatoryjnej konfiskaty wysokimi, obligatoryjnymi i bezwzględnie egzekwowanymi karami finansowymi (nawiązkami) na rzecz Skarbu Państwa, których wysokość byłaby uzależniona od wartości pojazdu i okoliczności czynu. Konfiskata pojazdu powinna pozostać jako opcja dla sądu, stosowana w szczególnie drastycznych przypadkach (recydywa, wysokie stężenie alkoholu, spowodowanie zagrożenia), a nie jako automat. Należy także wzmocnić system egzekucji komorniczej, aby nawiązki nie były jedynie symboliczną karą dla zamożnych sprawców.


5. Zakaz Handlu w Niedziele – Legislacyjna „Zabawa w Chowanego”

Przepis, który miał chronić pracowników handlu, w praktyce stał się źródłem powszechnego lekceważenia prawa, korupcji, nierówności konkurencyjnej i społecznej hipokryzji.

Na czym polega sedno absurdu?
Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta jest tak źle skonstruowana i pełna wyjątków, że przypomina ser szwajcarski:

  • Paradoksalna selekcja branż: Pracownik na stacji benzynowej, w kinie, restauracji, kwiaciarni na cmentarzu, lodziarni w parku czy sklepie na dworcu może pracować w niedzielę. Kasjerka w sklepie odzieżowym obok tej lodziarni – już nie. Czy życie rodzinne pracownika gastronomii jest mniej warte niż pracownika handlu? Prawo arbitralnie dzieli sektor usług na „bardziej” i „mniej” rodzinny.
  • Faworyzowanie małych podmiotów („Zabawa w franczyzę”): Sklepy sieci Żabka, które formalnie są franczyzowymi przedsiębiorstwami prowadzonymi przez „właścicieli”, są otwarte, bo za ladą może (przynajmniej teoretycznie) stać sam właściciel. W tym samym czasie wielkie supermarkety, w których pracuje kilkaset osób, są zamknięte. To tworzy nienaturalną i niesprawiedliwą przewagę konkurencyjną dla jednego modelu biznesowego.
  • Kreatywna interpretacja prawa: Obserwowaliśmy już sklepy przekształcające się w „placówki pocztowe”, „czytelnie”, „dworce autobusowe”, a nawet „zakłady pogrzebowe” (oficjalnie sprzedające tylko znicze i kwiaty). To ośmiesza prawo i pokazuje, że przedsiębiorcy traktują je jako przeszkodę do obejścia, a nie jako poważną regulację.
  • Uciążliwość dla konsumentów: Dla wielu rodzin niedziela jest jedynym dniem, kiedy mogą wspólnie zrobić większe zakupy, udać się do marketu budowlanego na materiały do remontu czy kupić meble. Prawo ogranicza ich swobodę, nie dając w zamian żadnej realnej korzyści pracownikom (którzy często i tak pracują w innych branżach).

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady proporcjonalności, równości i wolności gospodarczej.

  • Art. 22 (Wolność działalności gospodarczej): Każde jej ograniczenie musi służyć ważnemu interesowi publicznemu i być proporcjonalne. Ochrona czasu wolnego pracowników jest takim interesem, ale selektywne objęcie nim tylko handlu, przy pominięciu dziesiątek innych branż, gdzie praca w niedzielę jest powszechna, czyni ten środek nieproporcjonalnym i arbitralnym.
  • Art. 32 (Zasada równości): Ustawa dyskryminuje: 1) pracowników handlu względem pracowników innych sektorów usług, 2) duże podmioty handlowe względem małych franczyzobiorców, 3) konsumentów, których preferencje są ignorowane.
  • Art. 20 (Społeczna gospodarka rynkowa): Zakaz zaburza mechanizmy rynkowe, tworząc sztuczne bariery wejścia i faworyzując określone modele biznesowe, co jest sprzeczne z ideą społecznej gospodarki rynkowej.

Rekomendacja:
Uwolnienie handlu w niedziele przy jednoczesnym wzmocnieniu ochrony pracowników wszystkich branż na poziomie Kodeksu Pracy. Należy wprowadzić prawo do min. 3-4 wolnych niedziel w miesiącu dla każdego pracownika, z wyjątkiem służb niezbędnych dla funkcjonowania państwa (ochrona zdrowia, straż, energetyka). Decyzja o otwarciu w niedzielę byłaby dobrowolna dla pracodawcy, ale kosztem zapewnienia odpowiednich premii 300-400% stawki i przestrzegania limitu niedziel pracujących dla każdego pracownika. To realnie chroniłoby pracowników, a nie tylko przenosiło problem z jednej branży do drugiej.


Człowiek w fartuchu trzyma torbę przy krawędzi przepaści, nad nim wisi kowadło z napisem 'PEŁNY ZUS (RYCZAŁT)', obok znajduje się klepsydra z napisem 'LIMIT 36 MIESIĘCY'.
Ilustracja przedstawiająca przedsiębiorcę z tornistrem zawierającym 'Mały ZUS Plus’, stojącego na krawędzi przepaści z zagrażającym mu młotem, symbolizującym pełne obciążenia ZUS i ograniczenie czasowe w korzystaniu z ulg.

6. „Złote Kajdanki” ZUS, czyli Pułapka Małego ZUS Plus

System ubezpieczeń społecznych dla mikroprzedsiębiorców to klasyczny przykład „pułapki pomocy” – wsparcie na starcie zmienia się w gilotynę po określonym czasie, niezależnie od sytuacji finansowej firmy.

Na czym polega sedno absurdu?
Ulga „Mały ZUS Plus” pozwala nowym i niektórym istniejącym przedsiębiorcom opłacać składki ZUS w wysokości obniżonej, proporcjonalnej do osiąganego dochodu (a nawet w wysokości 0 zł przy braku dochodu). Brzmi rozsądnie. Problem leży w sztywnym, bezwzględnym limicie czasowym. Przedsiębiorca może korzystać z preferencji maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu 60 miesięcy. Po wyczerpaniu tego limitu – niezależnie od tego, czy jego firma zaczęła prosperować, czy wciąż ledwo wiąże koniec z końcem – musi płacić pełne, ryczałtowe składki (obecnie ok. 1600-2000 zł miesięcznie, w zależności od podstawy).

Skutek? Osoba, która po 3 latach prowadzenia jednoosobowej działalności (np. rzemieślnik, freelancer, sklepikarz) nadal osiąga miesięczny dochód na poziomie 2-3 tys. zł netto, staje przed dramatycznym wyborem:

  1. Płacić składkę ZUS w wysokości przekraczającej często cały jej miesięczny zysk, co jest ekonomicznym samobójstwem.
  2. Zamknąć legalną działalność.
  3. Zejść do szarej strefy.

Państwo woli więc nie dostać żadnej składki (zamknięta firma) lub dostać ją nielegalnie (szara strefa), niż pobierać składkę obniżoną. To czysta absurdalność w zarządzaniu państwem. System ten nie tylko zabija firmy, ale także zniechęca do podejmowania legalnej działalności, bo przedsiębiorca wie, że za 3 lata czeka go finansowa ruletka.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady sprawiedliwości społecznej i wolności działalności gospodarczej.

  • Art. 20 (Społeczna gospodarka rynkowa) i Art. 22 (Wolność działalności gospodarczej): System ubezpieczeń społecznych powinien wspierać aktywność zawodową i przedsiębiorczość jako fundament gospodarki. Sztywny limit czasowy, który karze za długotrwałe prowadzenie działalności o niskiej dochodowości, jest sprzeczny z tym założeniem. Narzuca on sztuczną presję czasową, niezwiązaną z realnymi możliwościami firmy.
  • Art. 64 (Ochrona własności): Wymuszenie płacenia obowiązkowej daniny (składki ZUS) w wysokości przekraczającej możliwości finansowe przedsiębiorcy (gdy składka > dochód) ma charakter konfiskacyjny wobec jego majątku lub przyszłych dochodów. Jest to szczególnie drastyczne w przypadku działalności prowadzonych dodatkowo, przy etacie.

Rekomendacja:

  1. Znieść sztywny limit 36 miesięcy dla Małego ZUS Plus.
  2. Wprowadzić stałe uzależnienie wysokości minimalnej składki ZUS od rzeczywistego dochodu z działalności (z zachowaniem pewnego minimum, np. 30% pełnej składki, dla zabezpieczenia minimalnych świadczeń emerytalnych).
  3. Wprowadzić dobrowolny ZUS dla mikroprzedsiębiorców na wzór niemiecki, gdzie osoby o niskich dochodach z działalności mogą dobrowolnie opłacać składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, bez obowiązku płacenia pełnej, ryczałtowej kwoty. Pozwoliłoby to na elastyczne dostosowanie obciążeń do sytuacji życiowej.

Ilustracja przedstawiająca budowę niekompletnego domu z napisem 'Rozbiórka' oraz mężczyznę przy biurku, trzymającego rewolwer. W tle widoczne znaki 'Tak' i 'Nie' oraz klasyczne budynki.
Ilustracja przedstawiająca absurdalność przepisów budowlanych i niepewność inwestycji w Polsce, ukazująca postać w hardhacie, z dokumentem 'Rozbiórka’ oraz symbolicznym gunem na stole.

7. Prawo Budowlane: 70m² i Chaos Decyzyjny – Rosyjska Ruletka Inwestora

Uproszczenie procedur budowlanych dla małych domów miało być kamieniem milowym w deregulacji. W praktyce stało się przykładem, jak dobre intencje rozbijają się o skostniałą strukturę administracyjną i nieprecyzyjne prawo.

Na czym polega sedno absurdu?
Od pewnego czasu można budować domy jednorodzinne o powierzchni zabudowy do 70m² na podstawie zgłoszenia z projektem, zamiast pełnego pozwolenia na budowę. Teoretycznie – szybsza i tańsza procedura. W praktyce – przerzucenie całego ryzyka prawnego na inwestora:

  • Pułapka „cichej zgody”: Urząd ma 30 dni (21 od 2026 r.) na ewentualny sprzeciw. Jego brak jest równoznaczny z zgodą na budowę. Problem w tym, że urząd nie dokonuje wiążącej weryfikacji zgodności projektu z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP) lub warunkami zabudowy. Sprawdza tylko formalne wymogi. Jeśli inwestor popełni błąd (np. źle obliczy odległość od granicy, przekroczy maksymalną wysokość, zapomni o studzience kanalizacyjnej), to dowiedzie się o tym dopiero podczas kontroli nadzoru budowlanego w trakcie lub po zakończeniu budowy.  Konsekwencja? Decyzja o rozbiórce na własny koszt. Ryzyko katastrofy finansowej jest ogromne.
  • Uznaniowość i niejednolitość interpretacji: Co jest „budynkiem gospodarczym”, a co „obiektem małej architektury”? Czy wiata na samochód to „zadaszenie”, czy „budowla”? Czy przebudowa dachu wymaga pozwolenia, czy tylko zgłoszenia? Odpowiedzi bywają skrajnie różne w zależności od powiatu, a nawet od konkretnego urzędnika. Ta niepewność paraliżuje inwestycje i rodzi korupcjogenne sytuacje, gdzie „interpretacja” zależy od znajomości z urzędnikiem.
  • Przepisy pozornie uproszczone: Wciąż potrzebne są pozwolenia na wiele banalnych rzeczy, a granica między zgłoszeniem a pozwoleniem jest niejasna.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady pewności i zaufania do prawa.

  • Art. 2 i Art. 7 Konstytucji: Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Kiedy prawo jest tak nieprecyzyjne, że jego stosowanie zależy głównie od uznaniowej interpretacji urzędnika, obywatel nie może przewidzieć skutków prawnych swoich działań. To podważa fundament państwa prawa. System, w którym obywatel ponosi pełne ryzyko błędu przy braku wcześniejszej, wiążącej weryfikacji przez fachowy organ, jest wysoce niesprawiedliwy.

Rekomendacja:
Cyfryzacja i ujednolicenie. Dla wszystkich domów jednorodzinnych (niezależnie od metrażu) należy stworzyć jeden, uproszczony, cyfrowy proces. Inwestor składa wniosek elektroniczny z projektem. Urząd ma obowiązkowo 14 dni na przeprowadzenie wiążącej weryfikacji zgodności z MPZP/warunkami zabudowy i przepisami technicznymi. Po tym czasie, jeśli nie ma sprzeciwu, wydaje elektroniczne, wiążące pozwolenie/zgłoszenie z potwierdzeniem zgodności. Taki system przenosi odpowiedzialność za interpretację przepisów na urząd (jak powinno być), a inwestor zyskuje pewność prawną. Kluczowe jest stworzenie centralnej bazy interpretacji, by zlikwidować niejednolitość na terenie kraju.

[Nie!! Konieczne usunięcie „Cyfryzacji i ujednolicenia”. Tu wyłazi chyba ukryty cel tej kompilacji. MD]


Ilustracja przedstawiająca rekina w garniturze trzymającego w pysku wieżowiec oraz przerażonego mężczyznę z kluczami wiszącego w sieci, obok pieczęć z napisem 6% PCC.
Ilustracja przedstawiająca konflikt między dużymi funduszami inwestycyjnymi a małymi inwestorami w kontekście absurdów podatkowych dotyczących zakupu mieszkań.

8. Podatek od Czynności Cywilnoprawnych (PCC) przy Zakupie Mieszkań – Pakietowy Absurd

Walka z wielkimi funduszami inwestycyjnymi, które wykupują mieszkania, przerodziła się w kolejny przykład prawa niespójnego, łatwego do obejścia przez dużych graczy i uderzającego w mniejszych.

Na czym polega sedno absurdu?
Aby ograniczyć zakupy pakietowe przez podmioty instytucjonalne, wprowadzono zróżnicowaną stawkę PCC. Przy zakupie pierwszych pięciu mieszkań w jednej inwestycji stawka wynosi 0% (lub 2% dla wtórnego rynku, w zależności od zmian). Za szóste i każde kolejne mieszkanie w tej samej inwestycji stawka skacze do 6% od wartości transakcji.

  • Omijanie prawa przez dużych graczy: Duże fundusze inwestycyjne lub deweloperzy nie kupują 6 mieszkań. Kupują całe bloki/spółki celowe (SPV), które są właścicielem nieruchomości, przejmując ją poprzez transakcję na rynku kapitałowym, gdzie PCC nie występuje. Albo dokonują zakupów pod szyldem kilku spółek-córek. Przepis więc ich nie dotyka.
  • Uderzenie w średnich inwestorów i firmy usługowe: Kara zbiera żniwo wśród lokalnych inwestorów, którzy kupują np. 6 mieszkań do wynajmu, lub firm remontowych/wykończeniowych, które kupują pakiety mieszkań w stanie deweloperskim, by je wykończyć i odsprzedać. To właśnie te podmioty, które dodają wartość i płynność rynkowi, są karane.
  • Niespójność systemu: Zniesienie PCC (2%) na pierwsze mieszkanie z rynku wtórnego to dobry krok, ale tworzy nowe paradoksy. Bogaty rodzic może kupić mieszkanie „na dziecko” bez podatku, podczas gdy młoda para, która po urodzeniu dziecka chce sprzedać kawalerkę i kupić większe mieszkanie (swoje drugie w życiu), już podatek zapłaci. System karze za kupno, a nie za posiadanie wielu mieszkań, co jest mniej efektywne fiskalnie i społecznie.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady równości i sprawiedliwości podatkowej.

  • Art. 84 (Zasada równości obciążeń publicznych): Obciążenia podatkowe powinny być powszechne i sprawiedliwe. System, który faworyzuje jedne formy prawne (zakup spółki) kosztem innych (zakup bezpośredni), oraz które różnicuje stawkę w oparciu o sztuczny, łatwy do manipulowania próg ilościowy („szóste mieszkanie”), tworzy niespójny i pełen dziur system. Jest to sprzeczne z ideą sprawiedliwego i przewidywalnego systemu podatkowego.

Rekomendacja:
Ujednolicenie i uproszczenie. Zamiast skomplikowanych progów ilościowych, należy rozważyć:

  1. Wprowadzenie jednej, niskiej stawki PCC (np. 1%) dla wszystkich transakcji kupna-sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych, bez wyjątków.
  2. Zniesienie PCC na rzecz wyższego podatku od nieruchomości dla kolejnych mieszkań (podatek katastralny). To uderzałoby w posiadaczy pustostanów i dużych portfeli nieruchomości ciągle, a nie jednorazowo przy zakupie, co jest znacznie skuteczniejsze i sprawiedliwsze. Podatek powinien być progresywny w zależności od liczby/wartości posiadanych nieruchomości, a nie od pojedynczej transakcji.
  3. [NIE !! Z grozą podatku katastralnego walczymy od dziesięcioleci.m.inn. w Radio Maryja. Dotąd skutecznie. M. Dakowski]

Wizytówka w poczekalni medycznej z tabliczkami 'RODO' i 'Zakaz', lekarz w białym fartuchu wzywający pacjenta.
Ilustracja przedstawiająca absurdalną sytuację w przychodni medycznej pod rządami przepisów RODO, gdzie korzystanie z tradycyjnych form komunikacji jest ograniczone.

9. Przepisy o Ochronie Danych Osobowych (RODO) w Polskim Wydaniu – Paranoja Nadinterpretacji

RODO, czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych, to akt unijny, który w założeniu miał ujednolicić i wzmocnić ochronę prywatności w cyfrowym świecie. Niestety, polska praktyka jego stosowania, podsycana przez nadgorliwe interpretacje Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) i paraliżujący strach przed wysokimi karami, zamieniła się w absurdalną farsę, która utrudnia normalne życie.

Na czym polega sedno absurdu?

  • Paraliż instytucji publicznych i edukacji: Szkoły boją się wywieszać listy uczniów z ocenami (nawet przy inicjałach), wyczytywać nazwiska na apelach czy publikować zdjęcia z wydarzeń bez trybu formalnych zgód, które niszczą spontaniczność. Przychodnie numerują pacjentów jak w więzieniu, wywołując ich numerami, zamiast używać nazwisk, co bywa upokarzające i niebezpieczne (pomyłka przy podaniu leku).
  • Absurd w życiu rodzinnym i kryzysowym: Najjaskrawszy przykład: Brak możliwości uzyskania przez telefon podstawowej informacji o stanie zdrowia bliskiej osoby (np. „czy operacja się udała”, „czy stan jest stabilny”) przez członka rodziny, jeśli wcześniej pacjent nie wypełnił stosownego formularza upoważnienia. W sytuacjach nagłych, gdy rodzina jest rozproszona, jest to okrutne i nieludzkie. Prawo, które stawia bariery biurokratyczne w dostępie do informacji w chwili cierpienia, kompromituje się samo.
  • Paraliż w biznesie: Małe firmy boją się prowadzić księgę gości, wysyłać życzenia świąteczne do klientów czy nawet umieszczać imienia i nazwiska pracownika na wizytówce bez nadmiernych formalności. Strach przed karami sięgającymi milionów euro powoduje, że lepiej zablokować wszystko, niż ryzykować.
  • Nadinterpretacja „prawników od RODO”: Wyrosła cała branża „specjalistów”, którzy straszą klientów wymyślonymi zakazami, nie znając przy tym orzecznictwa ani wytycznych, które często dopuszczają wiele codziennych czynności (np. zasada domniemania zgody w kontaktach z klientami).

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady proporcjonalności i równowagi praw.

  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności (np. wolności działalności, prawa do informacji) muszą być konieczne w demokratycznym państwie. Polska praktyka RODO często przekracza tę granicę, wprowadzając nadmierne, nieproporcjonalne bariery w normalnym funkcjonowaniu społeczeństwa, edukacji, służby zdrowia i biznesu.
  • Art. 47 (Prawo do prywatności) vs. Art. 51 (Prawo do informacji): Konstytucja gwarantuje obie te wartości. Nadgorliwa, jednostronna realizacja ochrony prywatności (Art. 47), która całkowicie blokuje dostęp do informacji niezbędnych w życiu społecznym i rodzinnym (Art. 51), narusza tę równowagę. Prawo do informacji o zdrowiu bliskiej osoby w nagłej sytuacji jest wartością nadrzędną wobec ścisłego formalizmu ochrony danych.
  • Art. 2 (Państwo prawne): Kiedy urząd (UODO) nie wydaje jasnych, praktycznych wytycznych, a jedynie straszy karami, prowadzi to do samowoli i paraliżu. Brak pewności prawa jest rażący.

Rekomendacja:

  1. Wydanie przez polski parlament ustawy – „Białej Listy” – która wprost, na przykładach, wskaże czynności dozwolone i niewymagające skomplikowanych procedur w życiu społecznym, szkolnictwie, małym biznesie i służbie zdrowia. Np.: „Wywołanie pacjenta w poczekalni po nazwisku nie narusza RODO”, „Podanie listy uczniów przyjętych do szkoły z nazwiskiem i wynikiem jest dopuszczalne”, „Pytanie przez telefon o stan zdrowia bliskiej osoby w sytuacji nagłej jest dopuszczalne, szpital ma prawo weryfikować tożsamość dzwoniącego w racjonalny sposób”.
  2. Edukacja, a nie tylko represja: UODO powinien skupić się na publikowaniu praktycznych poradników i prowadzeniu kampanii edukacyjnych dla szkół, szpitali i małych firm, zamiast na szukaniu „przykładów” do ukarania.

Ilustracja przedstawiająca mężczyznę z banknotami, próbującego podejść do bankomatu z napisem 'Błąd systemu' oraz 'Śledzenie', podczas gdy ogromna dłoń z napisem 'Sankcje' trzyma go z góry.
Ilustracja przedstawiająca zagrożenia związane z wprowadzeniem limitów płatności gotówkowych i obowiązkiem korzystania z bankowości cyfrowej.

10. Limity Płatności Gotówkowych – Zmuszanie do Bankowości pod Groźbą Sankcji

W dobie cyfryzacji i walki z szarą strefą, limit płatności gotówkowych jest przedstawiany jako konieczność. Jednak sposób jego wprowadzenia i proponowane zaostrzenia budzą poważne wątpliwości natury konstytucyjnej i ekonomicznej.

Na czym polega sedno absurdu?
Obecnie limit płatności gotówkowych między przedsiębiorcami wynosi 15 000 zł (przy jednej transakcji). Pojawiają się jednak pomysły, by go obniżyć (nawet do 8 000 zł) i rozszerzyć na transakcje z udziałem konsumentów.

  • Uzależnienie od infrastruktury trzecich: Zmuszanie do korzystania z płatności elektronicznych oznacza przymus zawierania umów z prywatnymi korporacjami – bankami i dostawcami terminali – które pobierają prowizje (1-3%). Dla firm o niskich marżach to realny koszt. Państwo de facto subsydiuje branżę finansową.
  • Ryzyko systemowe: Co w przypadku awarii systemów bankowych, braku prądu, cyberataku lub – co coraz częstsze – automatycznej blokady konta przez algorytm banku podejrzewający „nietypowe transakcje”? Firma w takiej sytuacji jest kompletnie sparaliżowana. Gotówka jest awaryjnym, niepodatnym na cyberataki środkiem płatniczym.
  • Naruszanie wolności i prywatności: Płatność gotówką jest anonimowa. Przymus elektroniczny tworzy pełny profil finansowy obywatela, dostępny dla banków, służb i, potencjalnie, hakerów. To poważne ograniczenie prywatności.
  • Nieskuteczność w walce z szarą strefą: Duże transakcje w szarej strefie i tak nie są rejestrowane. Prawdziwą bronią jest Jednolity Plik Kontrolny (JPK) i Krajowy System e-Faktur (KSeF), które śledzą cały obrót między firmami. Limit gotówkowy uderza głównie w uczciwych przedsiębiorców i konsumentów w codziennych sytuacjach (zakup używanej furmanki, remont domu, zakup antyków).

Analiza
Werdykt: Wątpliwa konstytucyjność, naruszenie wolności gospodarczej.

**Art. 227 Konstytucji RP (NBP i pieniądz): Skoro Narodowy Bank Polski ma wyłączne prawo emitowania znaków pieniężnych będących prawnym środkiem płatniczym w Polsce, to następnie ustawodawca zwykły (Sejm) ogranicza możliwość posługiwania się tym prawnym środkiem płatniczym. Istnieje poważna wątpliwość, czy takie ograniczenie nie narusza monopolu NBP i czy ograniczenie użycia oficjalnego środka płatniczego nie wymagałoby zmiany samej Konstytucji. Prawny środek płatniczy powinien być w pełni prawnym środkiem płatniczym, a nie tylko do pewnej kwoty.

Art. 22 w zw. z Art. 31 ust. 3 (Wolność działalności gospodarczej i zasada proporcjonalności): Przymus zawierania umów z podmiotami trzecimi (bankami) w celu prowadzenia podstawowej działalności gospodarczej (przyjmowanie i dokonywanie płatności) jest poważnym ograniczeniem autonomii woli przedsiębiorcy. Czy cel (walka z szarą strefą) jest osiągany w sposób najmniej uciążliwy? Nie, gdyż istnieją skuteczniejsze, cyfrowe narzędzia (JPK, KSeF). Ograniczenie jest więc nieproporcjonalne.

Art. 47 (Ochrona życia prywatnego): Systematyczna rejestracja wszystkich transakcji w systemach bankowych tworzy szczegółowy i wrażliwy profil behawioralny każdego obywatela. Przymus rezygnacji z anonimowości w transakcjach gotówkowych stanowi istotną ingerencję w sferę prywatności.

Rekomendacja:

Podwyższenie obecnego, niskiego limitu płatności gotówkowych (15 000 zł) i definitywne odrzucenie pomysłów jego obniżania oraz rozszerzania na konsumentów. Prawdziwa walka z nielegalnym obrotem powinna przebiegać poprzez doskonalenie i powszechne wdrożenie cyfrowych narzędzi kontroli podatkowej (KSeF, JPK VAT) oraz egzekucję podatkowej. Gotówka musi pozostać legalnym, awaryjnym i gwarantującym pewną dozę prywatności środkiem płatności w wolnym społeczeństwie.

Podsumowanie: Dlaczego Jest Tak Źle? Diagnoza Systemowa

Analiza powyższych 10 absurdów prowadzi do przygnębiającej, ale spójnej konkluzji: polskie prawo gospodarcze i podatkowe jest w znacznym stopniu tworzone przez urzędników dla wygody urzędników, a nie dla obywatela i przedsiębiorcy. Jest produktem chorego procesu legislacyjnego, na który składają się trzy grzechy główne:

Brak zaufania do obywatela (Presumpcja winy): Ustawodawca wychodzi z założenia, że każdy podatnik, przedsiębiorca czy kierowca to potencjalny oszust, którego trzeba z góry skrępować restrykcyjnymi przepisami. Stąd m.in. domniemanie używania telewizora, obligatoryjne konfiskaty, limity gotówki czy przerzucanie całego ryzyka na inwestora w prawie budowlanym. To podejście niszczy relację opartą na współpracy i wzajemnym szacunku.

Silosowość i brak myślenia systemowego: Ministerstwo Finansów tworzy przepisy podatkowe bez konsultacji z Ministerstwem Rozwoju czy Sprawiedliwości. Efekt? Składka zdrowotna karze za sprzedaż środków trwałych (MF), utrudniając modernizację firm, która jest celem strategicznym MR. Zakaz handlu (MRiT) paraliżuje inne branże. Każda dziedzina prawa żyje własnym życiem, a obywatel musi je wszystkie pogodzić na własną odpowiedzialność.

Fikcja konsultacji i legislacyjny pośpiech: Kluczowe, kontrowersyjne ustawy (jak Polski Ład) są często przepychane ścieżką poselską, co pozwala ominąć wymóg przeprowadzenia prawdziwych, merytorycznych konsultacji społecznych i oceny skutków regulacji (OSR). Prawo jest pisane nocami, poprawiane w trybie pilnym, a następnie setki razy nowelizowane, bo okazuje się niespójne. To „prawo na chybcika” generuje koszty niewspółmierne do korzyści.

Czy Jest Ratunek? Konieczna Rewolucja Deregulacyjna

Nie widzę szans na poprawę przy dotychczasowym, inercyjnym modelu tworzenia prawa. Potrzebna jest radykalna zmiana systemowa. Postuluję:

Powołanie niezależnej, międzyresortowej Komisji Deregulacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów (lub Sejmie). W jej skład muszą wchodzić praktycy: przedsiębiorcy, radcowie prawni, ekonomiści, a nie partyjni politycy. Komisja ta miałaby dwa kluczowe uprawnienia:

Prawo weta zawieszającego wobec każdego projektu ustawy lub rozporządzenia, które zwiększa obciążenia administracyjne lub finansowe obywateli i firm, bez jednoczesnego wskazania, które istniejące przepisy zostaną zniesione.

Wdrażanie zasady „one in, two out” (jeden nowy, dwa stare): Za każdym razem, gdy wprowadzany jest nowy obowiązkowy przepis, nakaz lub formularz, muszą zostać zniesione co najmniej dwa istniejące o podobnym ciężarze. To zmusi legislatora do myślenia o kosztach prawa.

Obowiązkowa, rygorystyczna Ocena Skutków Regulacji (OSR) z wyceną kosztów compliance dla przedsiębiorców i administracji, publikowana na 30 dni przed skierowaniem projektu do parlamentu.

Digitalizacja i uproszczenie jako obowiązek konstytucyjny. Przyjęcie zasady, że wszelka komunikacja z administracją może, a od pewnego progu musi, odbywać się cyfrowo, z pełnym skutkiem prawnym. Jednolity portal, jedno okienko, jeden login.

Dura lex, sed lex? (Twarde prawo, ale prawo) – to starożytna maksyma. Polska jej nie realizuje. Nasza dewiza to: „Stultus lex, sed lex” (Głupie prawo, ale prawo). Dopóki nie uzdrowimy procesu legislacyjnego, dopóty będziemy tkwić w labiryncie absurdów, które systematycznie podcinają skrzydła polskiej przedsiębiorczości, zniechęcają obywateli i odbierają Polsce szansę na dogonienie cywilizacyjnej czołówki. Czas na generalne porządki w republice prawa.

Śmierć Ukrainy; świadectwa ukraińskich jeńców; The Death of Ukraine; Testimonies of Ukrainian prisoners of war.

Śmierć Ukrainy; świadectwa ukraińskich jeńców;

The Death of Ukraine; Testimonies of Ukrainian prisoners of war

Komentarz w języku polskim i angielskim; Video with English dubbing.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 20

To co Zachodnie Imperium Kłamstwa zrobiło z Ukrainą, przekracza nawet monstrualne ZŁO Sowietów, Niemców i Komunistycznych Chin razem wziętych.

Osobiście nie jestem zwolennikiem Ukraińców. Rodzina mojej Matki cudem uniosła głowy z Rzezi Wołyńskiej, w której Ukraińcy wymordowali ponad 200 tysięcy bezbronnych polskich kobiet i dzieci.

Ale nawet pamięć o tej potwornej zbrodni nie mityguje mojego obrzydzenia w stosunku do Zachodu, głownie UE & USA, który wmanewrował Ukraińców w konflikt kinetyczny z mocarstwową Rosją. Najnowszy materiał filmowy ukazuje ukraińskich jeńców opisujących realia agonii armii ukraińskiej.

Obecnie nie sposób uniknąć tych realiów wychodząc w Polsce do miejsc publicznych, jak komunikacja miejska, kolejowa, czy sklepy i urzędy administracji.

Ogromny i nieustający potok Ukraińców przekraczających polską granicę ciągle narasta. Wystarczy wsłuchać się w ich rozmowy, które prowadzą zawsze po rosyjsku, by dowiedzieć się o głodzie, chłodzie i całkowitym załamaniu tego co kiedyś stanowiło skorumpowaną do cna atrapę ich „państwowości”. Nie ma nośników energii, nie ma wody, nie ma niczego!

Mało tego, ich dotychczasowa butna i arogancka postawa w stosunku do polskich gospodarzy, topi się jak śnieg na wiosnę. Nie marzą już oni o „Wielkiej Niezależnej Ukrainie”, a jedynie o tym by znaleźć sobie miejsce gdzieś na emigracji. Ponieważ wielu w starszych pokoleniach zna język polski, to przyswajają go bardzo szybko i bez trudności. Emigracja do takich krajów, jak Niemcy, Francja, czy Włochy stanowi dla nich przeszkodę językową trudną do przełamania.

Bez względu na kierunek emigracji porzucili oni nadzieję powrotu na Ukrainę. Przyczyna jest prosta; ona przestała istnieć.

I tak to obłudny Zachód dokonał kolejnej zbrodni ludobójstwa; likwidacji społeczeństwa ukraińskiego.

Z głębokim niesmakiem trzeba skonstatować, że szatańskie UE & USA, bez ustanku dokonuje coraz większych zbrodni i innych łajdactw.

Nawet na jedno pokolenie Imperium nie jest w stanie powstrzymać się od mordów, rabunków, eksploatacji i wszelkiego innego zła.

Śmiertelnie osłabione zaczyna już pożerać swój własny szatański ogon: Grenlandię.

Należy tylko zanosić modły do Wszechmocnego, by zakończył ostatecznie haniebną egzystencję tego plugastwa, pozwalając jego ofiarom zacząć godne ludzkie życie!

==========================================

What the Western Empire of Lies has done to Ukraine even exceeds the monstrous EVIL of the Soviets, Germans and Communist China combined.

Personally, I am not a supporter of Ukrainians. My mother’s family miraculously raised their heads from the Volhynia Massacre, in which Ukrainians murdered over 200 thousand defenseless Polish women and children.

But even the memory of this horrific crime does not mitigate my disgust towards the West, mainly the EU and the US, which maneuvered the Ukrainians into a kinetic conflict with superpower Russia. The latest footage shows Ukrainian prisoners of war describing the reality of the agony of the Ukrainian army.

Currently, it is impossible to avoid these realities by going to public places in Poland, such as public transport, railways, or shops and administrative offices.

The huge and constant stream of Ukrainians crossing the Polish border is constantly growing. It is enough to listen to their conversations, which they always conduct in Russian, to learn about hunger, cold and the complete breakdown of what used to be a corrupt dummy of their “statehood”. There are no energy carriers, no water, nothing!

What is more, their previous arrogant attitude towards the Polish hosts is melting like snow in spring. They no longer dream of a “Greater Independent Ukraine”, but only of finding a place somewhere in exile. Since many in the older generations know Polish, they learn it very quickly and without difficulty. Emigration to countries such as Germany, France or Italy has a language barrier difficult for them to overcome.

Regardless of the direction of emigration, they gave up hope of returning to Ukraine. The reason is simple; it ceased to exist any more.

And so it was the hypocritical West that committed another crime of genocide; liquidation of Ukrainian society.

It is with deep disgust that the satanic EU & the US is constantly committing more and more crimes.

Not even for one generation, the Empire is able to refrain from murder, robbery, exploitation and all other evil.

Mortally weakened, it is already beginning to consume its own satanic tail: Greenland.

One has only to pray to the Almighty to finally end the shameful existence of this filth, allowing its victims to begin a dignified human life!

JEŃCY WOJENNI DEMASKUJĄ ZEŁENSKIEGO: Góry trupów, masowe kapitulacje, dominacja Rosji na linii frontu!

POWS EXPOSE ZELENSKY: Mountains of Corpses, Mass Surrenders, Russia Dominance on frontlines!

Book Review: „KILLED TO ORDER” . O chińskim przemyśle wycinania organów żywym ludziom.

[proszę, by ktoś przetłumaczył to za pomocą programu, ale poprawione, oczywiście. Bardzo ważne, nieznane. Mirosław Dakowski]

Book Review: „KILLED TO ORDER” 

China’s Organ Harvesting Industry and the True Nature of America’s Biggest Adversary

DR. ROBERT W. MALONE JAN 20

KILLED TO ORDER

China’s Organ Harvesting Industry and the True Nature of America’s Biggest Adversary

Author: JAN JEKIELEK

Introduction

The existence and normalization of forced organ harvesting from living donors is a hard thing for anyone raised on Judeo-Christian ethics to confront, let alone those trained in the medical bioethics developed since the Nuremberg trials. In this book, author and Epoch Times Washington Bureau Chief Jan Jekielek, famous for the “American Thought Leader” interview series, slowly and carefully walks the reader down a path paved with specific examples, making it impossible to look away and avoid the truth of the crimes against humanity that have been normalized by the Central Communist Party of China (CCP). 

But that is really just the prelude, a point of entry to the central journey that forms the backbone of this book. By examining this specific set of crimes, the creeping complicity of the western transplant community and the academic and pharmaceutical industry that has enabled them, Jekielek reveals the intentional weaponization of corrupt practices by the CCP as one key component of its policy of unrestricted warfare against the United States, the ultimate consequences of utilitarian ethics applied to public health, and the hidden hand of the CCP in advancing globalist policies by the World Health Organization. 

The work starts out by focusing on the horrors of organ harvesting, but the real reason this is a must-read is the moral, logical, and political clarity of its critique of the naïve, corrupt bargain lying at the heart of Kissinger’s China doctrine.

“Killed to Order”, set for publication by Skyhorse and currently available for pre-order on Amazon, exposes the Chinese Communist Party’s (CCP) forced organ harvesting industry. The book draws on survivor testimonies, evidence, and analysis to argue that the CCP systematically murders prisoners of conscience—primarily Falun Gong practitioners, but also Uyghurs, Tibetans, and Christians—for organs on demand, serving both as persecution and a profit-driven tool for elite longevity. 

Structured in two parts, the book first details the history, mechanisms, and evidence of this “new form of evil” under communism, including how the CCP instrumentalizes society and makes complicity widespread. The second part explores global implications, such as unrestricted warfare, transnational corruption, and why the U.S. must confront China as its greatest adversary. 

The prologue illustrates the issue through a fictionalized story of a Western patient unwittingly benefiting from a “China option” transplant, later realizing its horrific source. Initial reviews include praise from human rights experts, historians, and China analysts, emphasizing the book’s role in highlighting ongoing atrocities and calling for action.


The book opens with Jekielek’s personal journey into the issue, sparked by a 2006 rumor of a secret concentration camp in Sujiatun, China, where Falun Gong practitioners were allegedly held for organ extraction. He interviews “Annie,” the ex-wife of a neurosurgeon involved in the operations, who describes an underground facility holding thousands for live harvesting. Corneas, kidneys, livers, and skin are removed from living victims, with bodies incinerated to erase evidence. A veteran military doctor corroborates this, revealing 36 similar camps across China, treating detainees as “economic assets.” The prologue sets the tone: this is an industrial-scale “kill-to-order” system enabled by the CCP’s persecution of Falun Gong since 1999, when Jiang Zemin labeled it an “evil cult” and vowed its elimination. Jekielek highlights the psychological barrier to believing such horrors, drawing parallels to Holocaust denial, and introduces the “China option” as a euphemism for sourcing organs from prisoners of conscience.

The prologue to Killed to Order frames the horror of forced organ harvesting from the living by placing the reader into the lived reality of the thousands of Western patients facing the grim reality of modern organ matching lotteries. With empathy, the author walks us through the logic of medical tourism-based transplantation, and then introduces readers to the horror of the epiphany that the seemingly miraculous abilities of Chinese transplantation centers to acquire recipient-matched organs depend on maintaining a population of captive living human beings to be organ harvested on demand. It then reveals an even darker underlying reality; having developed this capability and infrastructure, China’s ruling party is now exploiting prisoner organs to advance the lifespan of aged oligarchs. The author’s overall assessment is both starkly blunt and deeply humanitarian, and sets up the body of the work:

There are still many unanswered questions about China’s forced organ harvesting industry. Questions with grave implications for the future of medicine, the future of morality, and the future of the free world. But thanks to the tireless work of investigators, reporters, and unbelievably courageous Chinese whistleblowers, we know far more than we did two decades ago. We know for certain that Falun Gong, Uyghurs, and other groups are still being targeted. We know that the Chinese Communist Party will stop at nothing to ensure its own survival. And we know that Western elites and Western media are being steadily co-opted—made complicit in the CCP’s crimes against humanity.

At the end of the day, that is what this is: a crime against humanity, and we must not allow ourselves to forget the human element.


The body of the text is divided into two sections: Part I: A New Form of Evil, and Part II: The Global Implications of China’s Forced Organ Harvesting Industry.

Part I: A New Form of Evil

Part I of “Killed to Order,” titled “A New Form of Evil,” exposes the Chinese Communist Party’s (CCP) systematic forced organ harvesting as an industrialized form of genocide rooted in totalitarian control. Beginning with whistleblower accounts like “Annie’s” revelations of secret camps where Falun Gong practitioners are held for live organ extraction, it traces the CCP’s long history of mass killings under Mao and beyond, illustrating how the regime instrumentalizes healthcare, law enforcement, and society to dehumanize and exploit targeted groups such as Falun Gong adherents, Uyghurs, Tibetans, and Christians. Through survivor testimonies, like Cheng Pei Ming’s harrowing escape after partial organ removals, and a timeline of mounting evidence from reports like Kilgour-Matas and the China Tribunal, the section analyzes why communist systems—especially the CCP’s “regionally administered totalitarianism”—foster such horrors by prioritizing Party supremacy, incentivizing complicity, and viewing human lives as resources for profit and elite longevity.

Chapter 1: A Rumor Is So Extreme It’s Hard to Believe
This chapter delves into the initial investigations following the Sujiatun allegations. Jekielek recounts early reports from The Epoch Times, including Annie’s testimony about her husband’s role in removing corneas from living Falun Gong practitioners. The facility reportedly held up to 6,000 detainees at its peak, with medical teams conducting compatibility tests and providing minimal sustenance to keep organs viable. Bodies were incinerated on-site. A second whistleblower, a military doctor from Shenyang, describes a network of camps where executions are botched to allow live extractions, and families receive fake ashes. The chapter explores the psychological denial of such atrocities, comparing it to initial skepticism about the Holocaust, and introduces key investigators like David Kilgour and David Matas, who later confirm the rumors through their 2006 report.

Chapter 2: A Long History of Killing
Jekielek traces the CCP’s history of mass killing, from Mao’s Great Leap Forward (1958-1962), which caused 45 million deaths through famine and executions, to the Cultural Revolution (1966-1976), where ideological purges killed millions. The chapter argues that forced organ harvesting is a continuation of this pattern, evolving from political campaigns to industrialized murder for profit. It highlights how the Party’s utilitarian ethic—where individual lives are subordinate to collective goals—enabled such systems, with early organ extractions from executed prisoners dating back to the 1980s.

Chapter 3: The CCP Instrumentalizes Everything 
Here, the focus is on the CCP’s total control over society, where every institution serves Party ends. The chapter discusses the “610 Office,” created in 1999 to eradicate Falun Gong, coordinating arrests, torture, and organ harvesting. It explains how the regime instrumentalizes healthcare, turning hospitals into extensions of state repression. Blood tests and medical exams in detention centers are not for health but for organ matching, creating a “living organ bank.” The system profits hospitals, doctors, and officials, with transplants generating billions.

Chapter 4: What Targeting Falun Gong Reveals about the Nature of the CCP
Falun Gong, a spiritual practice blending qigong exercises with moral teachings of truthfulness, compassion, and forbearance, grew to 100 million practitioners by 1999, alarming the CCP. Jiang Zemin saw it as a threat to Party supremacy, labeling it an “evil cult” and launching a genocide. The chapter reveals how the persecution provided a “supply” for organ harvesting: practitioners’ healthy lifestyles (no smoking, drinking) made them ideal donors. It details torture methods to force renunciation, and how refusals led to organ extraction. Experts like Ethan Gutmann estimate 65,000-100,000 deaths annually.

Chapter 5: The Evidence and the Road to Get There 
This is the evidentiary core, chronicling two decades of proof. It opens with Cheng Pei Ming’s story, the first known survivor: arrested for practicing Falun Gong, he was tortured, blood-tested, and operated on without consent in 2004 and 2006, losing part of his liver and lung. He escaped and confirmed the removals in the US in 2020. The chapter lists a timeline of evidence: 1984 regulations allowing prisoner organ use; 1994 Uyghur extractions; 2005 short wait times for hearts; 2006 Sujiatun revelations and Kilgour-Matas report; 2009 “Bloody Harvest” book estimating 40,000+ transplants; 2012 “State Organs” essays; 2014 “The Slaughter” by Ethan Gutmann (65,000 deaths); 2016 update projecting 60,000-100,000 annual transplants; 2017 Korean hidden camera exposé; 2018 COHRC report on hidden volumes; 2020 China Tribunal judgment of crimes against humanity; 2021 UN experts alarmed; 2022 GRC advisory; 2024 DAFOH report; 2025 Robertson thesis on “extractive repression”; and more. It emphasizes falsified data, short waits, and whistleblowers.

Chapter 6: Why Communist Systems—and the CCP in Particular—Enable Forced Organ Harvesting 
Communist systems, especially the CCP’s “regionally administered totalitarianism” (RADT), incentivize atrocities through top-down directives and local competition. The chapter draws on experts like Chenggang Xu (RADT model), Harrison Koehli (pathocracy and “ponerization,” where psychopaths rise), and John Lenczowski (operational communism over belief). The CCP dehumanizes groups like Falun Gong, enabling mass incarceration, database building, and kill-to-order harvesting. It discusses how the system expanded to infants via surrogacy and state seizures, and how Western media shifted post-2001 Jiang Zemin interview to echo “cult” rhetoric.

Chapter 7: Make Everyone Complicit—Including Your Adversaries 
The CCP’s “rob, replicate, replace” model exploits Western greed, capturing elites through economic entanglement. The chapter critiques the Kissinger Doctrine for enabling China’s rise, detailing how US financial elites listed state-owned enterprises with minimal oversight, leading to $7-12 trillion in transfers. It argues the CCP wages “people’s war” via fentanyl, elite co-option, and moral compromise, making adversaries complicit in its crimes.

Part II: The Global Implications of China’s Forced Organ Harvesting Industry

Part II of “Killed to Order,” titled “The Global Implications of China’s Forced Organ Harvesting Industry,” examines how the Chinese Communist Party’s (CCP) organ harvesting atrocities reveal its broader strategy for global dominance, viewing the United States as a zero-sum adversary in an era of “unrestricted warfare” that weaponizes economics, psychology, law, and technology through tactics like the “Three Warfares” and the United Front Work Department as a “magic weapon” for co-opting elites, suppressing dissent transnationally, and corrupting institutions such as the WHO. It critiques America’s “fatal attraction” to the CCP through misguided policies like the Kissinger Doctrine, which enabled economic entanglement and moral compromise, while exploring opportunities for internal change in China via movements like Tui Dang and urging legislative actions, such as U.S. bans on organ tourism and international tribunals, to combat these evils and prevent the erosion of Western values.

Chapter 8: Zero Sum—How the CCP Perceives America 
The CCP views the US as its primary adversary in a zero-sum world, pursuing dominance via “Unrestricted Warfare” and “Gross National Power.” Drawing on Pillsbury’s “The Hundred-Year Marathon,” it details covert strategies to weaken America through trade, technology theft, and ideological subversion.

Chapter 9: Unrestricted Warfare (and The Three Warfares) 
“Unrestricted Warfare” doctrine weaponizes everything—cyber, economic, legal, psychological. The “Three Warfares” (public opinion, psychological, legal) are detailed, with examples like TikTok as psychological warfare and WTO manipulation as legal warfare. Military-civil fusion ensures civilian tech serves military ends, e.g., Wuhan lab research.

Chapter 10: The Magic Weapon 
The United Front Work Department (UFWD) co-opts elites, diaspora, and institutions. It details “Chinese police stations,” transnational repression against Falun Gong media like The Epoch Times and Shen Yun, and smear tactics against survivors like Cheng Pei Ming.

Chapter 11: Transnational Cooperation, Corruption, and Coercion 
The CCP influences global bodies like the WHO, exploiting shared technocratic views. It details Huang Jiefu’s partnerships with TTS and Vatican endorsement, enabling abuses. Western complicity in transplants normalizes CCP ethics.

Chapter 12: Fatal Attraction: How the US Perceives the CCP 
The US misperceived the CCP as reformable, financing its rise via Kissinger Doctrine. Theories like Smith’s “Thirty Tyrants” argue elites were captured. Decoupling trade from human rights empowered the regime, leading to dependencies in rare earths, medicine, and more.

Chapter 13: Opportunity for People in China? 
Change from within is hard due to totalitarianism. The Tui Dang movement—over 455 million renunciations—offers quiet dissent. China’s middle class erodes amid property collapse and inequality, weakening the regime’s “prosperity for compliance” pact.

Chapter 14: Legislating Against Evil 
Six US states ban reimbursing China transplants; federal bills like Falun Gong Protection Act and Stop Forced Organ Harvesting Act advance. Institutional reforms (e.g., HHS penalties) and legal theories (e.g., prosecuting organ tourism) offer paths forward. Grassroots action is key.

Epilogue: It’s Not Too Late 

Jekielek distinguishes the CCP from Chinese people and culture, arguing the Party’s crimes are anti-China. He warns CCP ethics erode Western morals via medically assisted death and loosened donor rules. The epilogue calls for recovering moral clarity to counter communism’s advance, emphasizing it’s not too late to act.

In Summary

In Killed to Order: China’s Organ Harvesting Industry and the True Nature of America’s Biggest Adversary, Jan Jekielek delivers a searing, meticulously documented indictment of one of the most horrifying crimes of our era: the Chinese Communist Party’s systematic, state-sponsored forced organ harvesting from prisoners of conscience, primarily Falun Gong practitioners, but extending to Uyghurs, Tibetans, Christians, and others. 

Through survivor testimonies like that of Cheng Pei Ming—the first confirmed survivor of partial live organ removal—whistleblower accounts, a comprehensive timeline of evidence spanning two decades (from the 2006 Sujiatun revelations to the 2020 China Tribunal judgment and beyond), and incisive analysis of CCP ideology and global strategy, Jekielek transforms what many once dismissed as an “unbelievable rumor” into an undeniable reality.

What elevates this book beyond mere exposé is its bold framing: forced organ harvesting is not an isolated atrocity but the ultimate lens through which to understand the CCP’s true nature—its dehumanizing utilitarianism, total instrumentalization of society, and zero-sum worldview that treats human lives as disposable commodities for elite profit, longevity, and power. In Part I, Jekielek unflinchingly traces the historical precedents of communist mass killing and explains why such systems enable industrialized murder on demand. Part II expands the scope masterfully, revealing how the regime’s “unrestricted warfare,” United Front co-option, and transnational corruption have entangled the West, making adversaries complicit while eroding moral clarity.

Compelling, urgent, and unflinching, Killed to Order stands as a vital wake-up call, blending rigorous journalism with moral urgency. It challenges readers—especially in the free world—to confront uncomfortable truths, reject normalization of the CCP, and support legislative and ethical countermeasures before these horrors further metastasize. 

In an age of moral relativism and geopolitical complacency, Jekielek’s work is essential reading: a beacon of truth that reminds us it is not too late to act, but the window is closing. Highly recommended for anyone concerned with human rights, global security, and the defense of fundamental human dignity.

Pracownicy, absolwenci, doktoranci i studenci KUL przeciwko judaizacji uczelni. „Źródło zgorszenia”

Pracownicy, absolwenci,

doktoranci i studenci KUL

przeciwko judaizacji uczelni.

„Źródło zgorszenia”

20.01.2026 kul-przeciwko-judaizacji-uczelni-zrodlo-zgorszenia

Bp Mieczysław Cisło zapala świece chanukowe
Bp Kościoła katolickiego Mieczysław Cisło zapala żydowskie świece chanukowe. / Foto: kul.pl

Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbyła się uroczystość zapalenia świec chanukowych i adwentowych. List otwarty w tej sprawie wystosowali pracownicy, absolwenci, doktoranci i studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

W połowie grudnia 2025 roku przed wejściem do Collegium Norwidianum spotkali się przedstawiciele gminy żydowskiej, hierarchowie Kościoła katolickiego oraz społeczność akademicka. Kantor Symcha Keller oraz biskup Mieczysław Cisło w swoich przemówieniach wskazywali na Chanukę jako symbol jedności ludzi „dobrych w sercu”.

Zdaniem Kellera, prawdziwy żyd i chrześcijanin „w swoim sercu noszą miłość” do Boga i „dzielą się tą miłością”.

Duchowni odnieśli się wówczas także do ataku terrorystycznego w Sydney, do którego doszło podczas trwającej Chanuki. – Dzisiaj łączymy się w szczególny sposób z narodem żydowskim – mówił bp Cisło.

List otwarty ws. Chanuki

Praktyki zapalania świecy chanukowej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim nie wszystkim jednak się podobają. Pracownicy naukowi, absolwenci oraz studenci KUL skierowali list otwarty do Wielkiego Kanclerza KUL abp. Stanisława Budzika oraz Rektora ks. prof. Mirosława Kalinowskiego. Autorzy wyrażają w nim stanowczy sprzeciw wobec organizowania na uczelni wspólnych celebracji adwentu i Chanuki.

Podkreślają jednocześnie, że wydarzenia te nie reprezentują poglądów całej społeczności akademickiej, a ich publiczne prostowanie uznają za swój obowiązek w trosce o dobre imię uniwersytetu. Poniżej prezentujemy całą treść listu otwartego.

Jako społeczność akademicka KUL z niepokojem odnotowujemy zorganizowanie kolejnego wydarzenia mającego łączyć chrześcijańską celebrację adwentu z żydowską celebracją Chanuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na wstępie, w poczuciu obowiązku do ochrony dobrego imienia KUL i nas samych oraz w duchu posłuszeństwa i szacunku wobec wychowawców i przełożonych, chcielibyśmy poinformować opinię publiczną i wyraźnie zaprzeczyć, jakoby celebracja ta odbywała się w imieniu społeczności akademickiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i wyrażała jakkolwiek poglądy religijne tejże społeczności jako całości. Dowodem na to są złożone pod tym listem podpisy pracowników naukowych uczelni, absolwentów i doktorantów, ale w głównej mierze studentów.

My studenci, czyniąc to również w trosce o zbawienie wieczne wszystkich naszych kolegów i koleżanek studentów i chcąc zapobiec kolejnemu zgorszeniu, wyrażamy oburzenie i uważamy za niedopuszczalne, aby na katolickim uniwersytecie te dwie celebracje były ze sobą zrównywane, używając ku temu niebezpiecznej narracji, sprzecznej z prawdami wiary i synkretycznej, tworząc tym samym atmosferę indyferentyzmu religijnego na naszej uczelni. Wszelka aktywność nakierowana na pokojowe współdziałanie ludzi różnych wyznań i kultur nie ma prawa godzić w świętość naszej wiary, jej nadprzyrodzony charakter, jak i w świadomość o jej uniwersalnej i wyłącznej zdolności zbawczej dla każdego człowieka. We wszystko to wierzymy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.

Te oczywiste prawdy powinny wybrzmieć tym bardziej w obliczu niedawnych prześladowań ludności cywilnej Strefy Gazy przez jedyne na świecie państwo żydowskie, czyli Izrael. Co wymowne, akty prześladowania w tym regionie dotknęły również ludność katolicką. Inicjatywy, jak wyżej wspomniana, nie przynoszą żadnego pożytku duchowego społeczności akademickiej, a są jedynie źródłem zgorszenia dla wszystkich katolików, jak i ludzi znajdujących się poza Kościołem, zwłaszcza dla żydów. W uzasadnianiu tego typu przedsięwzięć, za szczególnie perfidne uważamy powoływanie się apologetów Chanuki na rzekomy udział w celebracjach chanukowych osoby naszego Najświętszego Zbawiciela, gdyż w ogóle nie ma źródła, które pozwalałoby dowieść takiego faktu. Co więcej ofiara Chrystusa unieważniła kult świątynny, ustanawiając kult chrześcijański, a zarazem zobowiązała wszystkich – także żydów – do przyjęcia chrztu w imię Ojca, Syna i Ducha św. na odpuszczenie grzechów.

W związku z zagrożeniem dobrego imienia naszej uczelni wśród opinii katolickiej, jak i niechrześcijańskim charakterem wydarzenia, z synowską pokorą i wiernością prosimy Waszą Ekscelencję o reakcję, mającą na celu położenie kresu patronatowi naszej uczelni nad wszelkimi niekatolickimi uroczystościami mogącymi budzić zgorszenie wśród wiernych, a Waszą Magnificencję o uporządkowanie stosunków wewnątrz uniwersytetu, aby poszczególne wydarzenia i organizacje nie budziły wątpliwości, co do wypełniania postanowień statutowych naszej uczelni.

Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” J 14, 6

Pod listem otwartym podpisało się łącznie 37 osób:

  • prof. Ryszard Zajączkowski,
  • prof. Zbigniew Pańpuch,
  • mgr Piotr Knap,
  • ks. mgr Andrzej Fichuk,
  • mgr Miriam Barczyk,
  • mgr Klaudia Rams-Kowalczyk,
  • mgr Michał Stefaniak,
  • mgr Miłosz Jaroszewicz,
  • Amelia Wyrzykowska,
  • Dariusz Kisiel,
  • Kacper Bigos,
  • Karolina Wojtal,
  • Krystian Kowalski,
  • Jan Hornowski,
  • Jowita Sobczyńska,
  • Oliwia Reczko,
  • Katarzyna Lisiecka-Chmielewska,
  • Kacper Banaszkiewicz,
  • Adam Nowak,
  • Milena Raczyńska,
  • Kacper Maliszewski,
  • Katarzyna Winiarz,
  • Franciszek Stachura-Baran,
  • Aleksandra Kisiel,
  • Michalina Maciaszek,
  • Wiktor Kazimierz Wisiorek,
  • Barbara Ćwiklińska,
  • Konrad Babiarz,
  • Miriam Wójcicka,
  • Adam Piętka,
  • Wiktor Jaskowski,
  • Filip Gralewski,
  • Łukasz Mazur,
  • Dominik Karbowniczak,
  • Filip Blacha,
  • Justyna Nosal,
  • Zuzanna Kotlarz.

Pierwszy dzień Karawany: Mróz i atak sodomity. Nie cofamy się.


maciejmaleszyk@polskakatolicka.org

Drogi Mirosławie, piszę do Ciebie z drogi. Dosłownie.

Wczoraj ruszyliśmy z Karawaną.

Wyruszyliśmy, by publicznie sprzeciwić się projektowi tzw. „statusu osoby najbliższej” – ustawie, która pod neutralną nazwą wprowadza związki partnerskie, także sodomskie, i podkopuje fundament małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Temperatura: –11 stopni. Przenikliwy mróz, który szczypie w twarz i odbiera czucie w palcach. A jednak – nikt nie narzekał. Bo każdy z nas miał w sercu świadomość, że nie jedziemy sami. Że są z nasi darczyńcy zatroskani o los Ojczyzny.

Mróz szybko pokazuje, kto jest tu przypadkiem, a kto z przekonania. 

Zatrzymaliśmy się w Płocku. Stanęliśmy publicznie, spokojnie, jasno – w obronie małżeństwa, w obronie prawdy. Rozmawialiśmy z ludźmi, rozdawaliśmy materiały, zbieraliśmy podpisy pod petycją „Brońmy świętości małżeństwa – nie dla związków partnerskich”.
Na miejscu pojawiła się lokalna gazeta. Dziś artykuł o naszej obecności już krąży wśród mieszkańców. To ważne. To znaczy, że nasz głos nie ginie w ciszy. Że ktoś go rzeczywiście słyszy.

Potem pojechaliśmy do Włocławka.

To był moment, w którym każdy z nas jeszcze wyraźniej poczuł, jak bardzo ta Karawana jest potrzebna. Jak bardzo projekt „statusu osoby najbliższej” nie jest niewinną korektą prawa, ale elementem głębokiej rewolucji moralnej.

We Włocławku staliśmy się celem agresywnego ataku ze strony sodomity. Było napięcie. Ale była też szybka i zdecydowana reakcja – policja natychmiast interweniowała i zatrzymała napastnika.
To był moment, w którym każdy z nas jeszcze mocniej poczuł, dlaczego tu jesteśmy. Jak bardzo ta walka jest realna. Jak bardzo dotyka współczesnego świata.

Dziś jesteśmy już w drodze do kolejnego miasta.
Mróz nie odpuszcza. A jednak… jesteśmy zmotywowani bardziej niż wczoraj. Bo wiemy, że to, co robimy, ma sens.  Bronimy małżeństwa. Rodziny. Porządku Bożego, który służy całemu społeczeństwu. 

Wiemy, że ta Karawana powstała dzięki sympatykom naszej kampanii, gorliwym katolikom, którzy nie są obojętni na przyszłość naszego kraju. Także dzięki modlitwom oraz dzięki darowiznom – często bardzo hojnym, składanym z serca.

Chcę przekazać Ci właśnie teraz:
każdy kilometr, każdy postój, każda rozmowa z przechodniem jest także Twoim dziełem.

Specjalnie dla Ciebie dołączam kilka zdjęć z wczorajszego dnia. Zobacz prawdę obecną w przestrzeni publicznej.Z wdzięcznością i modlitwą,
Maciej Maleszyk
Polska Katolicka, nie laicka
P.S. Mirosławie, nadal możesz jeszcze wesprzeć Karawanę, byśmy mogli przejechać całą zaplanowaną trasę i zakończyć ją wspólnym sukcesem – każde wsparcie ma teraz realne znaczenie. Dzięki Tobie możemy iść do końca.
Wesprzyj Karawanę 2026
www.polskakatolicka.org

© 2026
Fundacja Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej
im. Ks. Piotra Skargi

02-951 Warszawa,
ul. Rotmistrzowska 18

 kontakt@polskakatolicka.org

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender

Węgierski minister mówi wprost. „NIE” wojnie, „NIE” migracji i „NIE” szaleństwu gender

20.01.2026 nczas/wegierski-minister-nie-wojnie-nie-migracji-i-nie-szalenstwu-gender

Peter Szijjarto Węgry
NCZAS.INFO | Peter Szijjarto. / foto: Wikimedia, IAEA Imagebank, CC BY 2.0

Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender – powiedział w poniedziałek podczas wizyty w Pradze szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.

Na wspólnej konferencji prasowej z czeskim ministrem spraw zagranicznych Petrem Macinką minister Szijjarto z zadowoleniem przyjął wyborcze zwycięstwo premiera Andreja Babisza, nazywając je „nową erą” współpracy w Europie.

Dodał, że oba rządy potwierdziły w poniedziałek swój sojusz przeciwko nielegalnemu przesiedlaniu migrantów i ponownie wyraziły sprzeciw wobec większego zaangażowania w wojnę na Ukrainie, wspierając zamiast tego amerykańskie inicjatywy pokojowe.

„Andrej Babisz to jeden z najważniejszych sojuszników Viktora Orbana. Wcześniej wspólnie walczyliśmy z nielegalną migracją, a teraz wspólnie walczymy o pokój. Im silniejszy jest nasz sojusz, tym lepiej możemy przeciwstawić się wojennym planom Brukseli” – napisał na Facebooku Szijjarto.

Rząd w Budapeszcie, po wygranej Babisza w październikowych wyborach w Czechach, ocenił, że to „dobra wiadomość dla Europy”. „Prawda zwyciężyła! Andrej Babisz wygrał wybory parlamentarne w Czechach ze znaczącą przewagą. To duży krok dla Republiki Czeskiej i dobra wiadomość dla Europy. Gratuluję, Andrej!” – napisał wówczas premier Viktor Orban w poście opatrzonym wspólnym zdjęciem z premierem Czech.

Szijjarto ocenił natomiast, że zwycięstwo Babisza przyczyni się do odrodzenia współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. „Brawo! Kolejny rząd patriotyczny w Europie Środkowej” – napisał dyplomata w portalach społecznościowych.

MERCOSUR, GRENLANDIA I OBŁUDA OWSIAKA

GADOWSKI, PALADE, KARPIEL: MERCOSUR, GRENLANDIA I OBŁUDA OWSIAKA

Mercosur i kontrowersyjna umowa UE – czy Polska zapłaci za decyzje Brukseli? USA, Grenlandia i milczenie polskiego rządu – kryzys polityki zagranicznej czy chłodny realizm? Upadek projektu Polska 2050 i polityczna przyszłość Szymona Hołowni. Na koniec: WOŚP i Jerzy Owsiak – spór, który co roku wraca na ulice.

Czy Bóg posługuje się Trumpem?

Czy Bóg posługuje się Trumpem?

20 stycznia 2026

Trump dąży nie do osiągnięcia pragmatycznego sukcesu, ale do cywilizacyjnego zwycięstwa, a przejawem jego duchowej dojrzałości było sięgnięcie po modlitwę do św. Michała Archanioła.

… I pytanie, czy ksiądz po tych kilkunastu miesiącach nie wycofa się ze swoich słów?

Wtedy to nie były moje poglądy polityczne, to była próba obserwowania faktów, zwłaszcza konsekwencji tego, co się wydarzyło 13 lipca przed wyborami prezydenckimi, to znaczy próbą dokonania publicznej egzekucji na oczach całego świata.

I potem też słowa wypowiedziane między innymi przez kardynała Dylana, arcybiskupa Nowego Jorku, który mówi, że Trumpa zna od wielu, wielu lat i wie, że Trump, on nawet nie wie, czy Trump jest ochrzczony. On zawsze był typem areligijnym, nie interesował go świat duchowy, natomiast od tego, co się wydarzyło tam, po tym zamachu Trump zaczął stawiać sobie pytania metafizyczne. Związane z jego życiem, ale także z faktem, że mu została po raz drugi dana możliwość objęcia takiego urzędu i był pod wrażeniem też zaufania, którym go obdarzyli Amerykanie.

(…) potem precyzowałem moją wypowiedź, mając na myśli przede wszystkim Boga historii, który działa tak jak chce i posługuje się też okolicznościami i osobami, którymi chce. Porównywałem to wtedy na swój prywatny użytek do czasów Starego Testamentu, kiedy Bóg posługiwał się wielkimi władcami, despotami, którzy tak samo jak Trump nie nadają się do procesu kanonizacyjnego.

Jak na przykład Cyrus albo Dariusz, wielcy władcy perscy, po to żeby doprowadzić do powrotu Izraelitów z wygnania i przywrócić im także świetność kultu i Boga jedynego i możliwość odbudowania świątyni. Tak myślałem, że Bóg może się posługiwać kim zechce, nawet jeśli to jest narzędzie wyszczerbione czy niedoskonałe.

Czyli Trump jest narzędziem Pana Boga?

Potem troszkę się wycofałem już z tej analogii, kiedy zobaczyłem, że gdy Trump pojechał do Izraela i występował w Knesecie, potem zauważyłem na jednym ze zdjęć w Tel Awiwie, że jest potężny, wielki baner wywieszony na jednym z bloków. „Witamy nowego Cyrusa”. /Cyrus Wielki, którego Stary Testament wspomina jako wielkiego wybawcę narodu izraelskiego z niewoli babilońskiej- przypis red./ Pomyślałem sobie wow, nie chciałbym być pociągnięty nurtem ideologii, która inspiruje w tej chwili rząd Netanyahu.

Luksusowy styl życia na zasiłkach. Ukrainiec musi zwrócić astronomiczną kwotę. Ale w Szwajcarii

Luksusowy styl życia na zasiłkach.

Ukrainiec musi zwrócić

astronomiczną kwotę

20.01.2026 nczasluksus-na-zasilkach-ukrainiec-musi-zwrocic-astronomiczna

Ukraińcy Ukraina
foto: Anastasiia Krutota on Unsplash

Szwajcarskie służby socjalne powiedziały „sprawdzam” i ujawniły rażące nadużycie w systemie pomocy dla uchodźców. Ukrainiec został zobowiązany do zwrotu 67 tysięcy franków szwajcarskich.

Sąd uznał, że skoro 40-latek z Ukrainy posiadał luksusowy samochód oraz środki na liczne zagraniczne podróże, wsparcie socjalne mu się nie należało.

Wszystko zaczęło się latem 2022 roku, gdy Ukrainiec, jako uchodźca wojenny, przybył do szwajcarskiego kantonu Vaud i zaczął pobierać świadczenia socjalne. Szybko jednak wyszło na jaw, że uchodźca dysponuje majątkiem, którego nie zgłosił urzędnikom. Mężczyzna posiadał luksusowe Porsche o wartości około 37 tysięcy franków szwajcarskich (ponad 170 tys. złotych).

To jednak nie wszystko. Beneficjent pomocy społecznej prowadził życie, które trudno pogodzić ze statusem osoby potrzebującej wsparcia państwa. Śledczy ustalili, że odbył on szereg podróży do Austrii, Francji, Włoch, Niemiec, Portugalii, Belgii oraz Luksemburga, gdzie dokonywał znacznych wydatków. Ponadto regularnie wpłacał pieniądze na różne konta bankowe, operując głównie walutą euro.

Gdy sprawa trafiła na wokandę, mężczyzna próbował wyjaśnić pochodzenie posiadanych środków. Twierdził, że pieniądze widoczne na jego kontach służyły jedynie do rezerwacji biletów lotniczych dla przyjaciół oraz organizacji ich wakacji. Sąd nie dał jednak wiary tym wyjaśnieniom.

W uzasadnieniu wyroku, cytowanym przez portal Blick, sędziowie orzekli jednoznacznie, że „skarżący wyraźnie posiada niezbędne środki, aby samodzielnie się utrzymać”.

Zgodnie z wyrokiem, mężczyzna musi teraz zwrócić kantonowi Vaud dokładnie 67 336,20 franków szwajcarskich (ponad 300 tys. złotych).

Warto zaznaczyć, że od marca 2022 roku Szwajcarska Rada Federalna przyznaje uchodźcom z Ukrainy tzw. status ochrony S. Jest on zarezerwowany dla osób, które stoją w obliczu poważnego zagrożenia w swoim kraju. Obecnie z takiego wsparcia korzysta około 66 tysięcy Ukraińców przebywających w Szwajcarii.

Dykteryjki Trumpa: Nałożę 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany

Trump grozi Macronowi nałożeniem 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany

20.01.2026 tysol/trump-grozi-macronowi

Prezydent USA Donald Trump oświadczył w poniedziałek, że nie sądzi, by europejscy przywódcy stawili zbyt duży opór jego staraniom o przejęcie Grenlandii. Zagroził też prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi wprowadzeniem 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany, jeśli ten nie przystąpi do jego Rady Pokoju.

Donald Trump

„Europa nie potrafi ochronić Grenlandii”

Prezydent Stanów Zjednoczonych odpowiedział w ten sposób na pytanie o to, jak zareaguje podczas spotkań w Davos na opór europejskich przywódców w sprawie jego dążenia do przyłączenia Grenlandii do USA.

– Cóż, nie sądzę, że będą się za bardzo opierali. My musimy to mieć. Oni muszą to zrobić [sic !!! md]. Nie mogą jej (Grenlandii) ochronić – powiedział prezydent USA podczas rozmowy z dziennikarzami przed odlotem do Waszyngtonu z Miami, gdzie oglądał finał uniwersyteckich rozgrywek futbolu amerykańskiego.

Trump po raz kolejny podważał prawo Danii do Grenlandii, twierdząc, że jej roszczenia opierają się na tym, że „łódka przypłynęła tam 500 lat temu, a potem odpłynęła”.

W opublikowanym niedługo potem wpisie na własnej platformie społecznościowej Truth Social Trump powiedział, że odbył „bardzo dobrą rozmowę” na temat Grenlandii z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem i zgodził się na rozmowę „różnych stron” na ten temat podczas wizyty w Davos, dokąd odlatuje we wtorek. Podkreślił jednak kolejny raz, że Grenlandia jest niezbędna dla bezpieczeństwa Ameryki i świata.

„To będzie bardzo ciekawe Davos”

Pytany o to, dlaczego rozgniewał się na wysłanie żołnierzy NATO na wyspę, Trump przyznał, że państwa europejskie twierdzą, że wojska zostały wysłane nie przeciwko niemu, lecz by chronić Grenlandię przez Rosją. Powtórzył jednak, że NATO jakoby przez 20 lat ostrzegało Danię przed rosyjskim zagrożeniem dla Grenlandii.

– Więc zobaczymy co się wydarzy. Ale ujmę to w ten sposób – to będzie bardzo ciekawe Davos – dodał.

Odnosząc się do swojego listu do premiera Norwegii Jonasa Gahra Stoere, w którym skarżył się na to, że norweski rząd nie wymógł na komitecie noblowskim przyznania mu Nagrody Nobla, Trump ponownie twierdził, że Norwegia kontroluje przyznawanie nagród i że „nie obchodzi go, co mówi Norwegia” na ten temat. Dodał też, że mimo gniewnego listu nie obchodzi go też sama nagroda, choć wspomniał przy tym, że obecna laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Maria Corina Machado wręczyła mu ją, bo uznała, że na nią zasłużył.

Groźba wobec Macrona

Trump odniósł się też do formowanej przez siebie Rady Pokoju, która według publikowanych dotąd projektów miałaby być nową organizacją międzynarodową z Trumpem jako dożywotnim przewodniczącym. Prezydent USA potwierdził, że zaprosił do niej Władimira Putina.

Odnosząc się natomiast do doniesień, że zaproszenie odrzucić zamierza prezydent Macron, Trump uznał, że „nikt go nie chce”, bo wkrótce skończy się jego kadencja. Zaraz potem zagroził jednak Macronowi nałożeniem ceł na francuskie wina.

To, co zrobię – jeśli on faktycznie chce być wrogi, obłożę francuskie wina i szampany 200 proc. cłami i wtedy dołączy – zapewnił Trump.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Czy jesteśmy skazani na rusofobię?

Czy jesteśmy skazani na rusofobię?

Jerzy Karwelis 17 stycznia, wpis nr 1391 dziennikzarazy

Ostatnio przyłapałem się na pewnego rodzaju eskapizmie. Otóż wyszło, że coraz częściej uciekam od bieżączki zdarzeń w rozważania teoretyczne, acz oparte w realu o zdefiniowanie krążących pojęć, czy zjawisk, szczególnie kiedy ich znaczenie jest dekonstruowane. Pojęciom i zjawiskom nadaje się obecnie nowe znaczenia, co myli publiczność. Władztwo nad językiem jest potwierdzeniem tezy, że „jak się panuje nad definicjami, to nie trzeba już dbać o fakty”.

Dlatego wolę od czasu do czasu zająć się rozbiorem znaczeń i zjawisk, bo w obecnych czasach pomieszania z poplątaniem (i to wcale nie spontanicznym) warto rozłożyć wiele maszynek pojęciowych na części, nie tylko aby zobaczyć jak działają trybiki, ale by dotrzeć do sprężyny napędzającej cały mechanizm.

Dziś chciałbym się zająć polską rusofobią, którą, ponoć bardziej niż antysemityzm, podobno wysysamy z mlekiem matki. Jest to zjawisko, które podlegało historycznie ewolucji, dziś jest zaś używane w celach manipulacyjnych, i to aż do tego stopnia, że np. dwa przeciwne obozy obwiniają się o rusofobii zbyt mały poziom, co prowadzi do żenujących licytacji i polityków, i ich akolitów.

Krótki kurs historyczny rusofobii

Historycznie rzecz biorąc rywalizacja Rosji z Polską co do dominacji w naszym regionie (dla Rosji jednym z wielu, co nie jest bez znaczenia) jest jakimś fatum ciążącym na naszych tu losach. Stosunek do Rosji kształtował naszą geopolitykę, był odniesieniem wielu ruchów politycznych, lub tylko jednym, acz ważnym, bo rewidującym polski patriotyzm czynnikiem. Cień Rosji wisiał, i wisi, nad nami od wieków i jego intensywność ma wielki wpływ na nasze losy. Na początku nasz stosunek do Rosji był bardziej pragmatyczny, stał się bardziej romantyczny kiedy tę regionalną rywalizację przegraliśmy. Przed klęską trudno było zauważyć w naszym narodowym etosie jakieś większe pokłady rusofobii, ot – kolejny kraj, z którym toczyliśmy wojny o dominację na Międzymorzu. Potem, kiedy przegraliśmy w realu, zaczęła się okazywać ta niechęć właśnie w wymiarze fobicznym, czyli często irracjonalnej mieszaniny odrazy i strachu.

W etosie narodowym w wymiarze symbolicznym rusofobia miała być dość wygodną szansą na nie patrzenie na nasze winy i klęski, bo tworzyła z Rosji Czarnego Luda polskiej historii, którego bezwzględna i obca kulturowo naga siła zdeptała piękny polski kwiatostan. W końcu kulturowo, choć Słowianie, leżeliśmy po dwóch przeciwnych stronach szali quincunxów Konecznego – my Słowianie unurzani w łacińskiej kulturze, kontra Rosjanie – Słowianie turańscy, o dużym kulturowym kontekście Azji, w wydaniu „dopalacza” mieszanki rosyjskich urojeń wyższościowych i kompleksów. Piekielne starcie, o nierozwiązywalnych potencjałach konfliktu.

W okresie zaborów pojawiły się już pierwsze zjawiska dzielące praktyczną politykę polską na dwa obozy stosunku wobec Rosji – akomodacji oraz buntu, z małą przerwą na ich mieszaninę jaką stał się pozytywizm. Osią sporu był właśnie stosunek do Moskali: jedni uważali, że trzeba się jakoś dostosować, chronić substancję narodową, drudzy wzywali do eskalacji czynnego oporu. Już wtedy – po stronie buntowniczej – pojawiły się emocjonalne ekscesy (wzmagane również literaturą), które można nazwać dziś rusofobią.

Była to uzasadniona reakcja na przegraną, wzmacniana jednocześnie dezynwolturą kremlowskich okupantów. Ci się w różnym stopniu nakłaniali do ruchów akomodacyjnych i konia z rzędem temu, kto dziś rozstrzygnie „kto się zaczął”, czy polscy romantycy, czy carscy okupanci, którzy jednak nie chcieli dla Polski robić żadnych wyjątków w polityce imperialnej. „Boże coś Polskę”, hymn śpiewany do dziś w polskich kościołach, był pieśnią powitalną, wręcz dziękczynną dla cara Aleksandra, napisany i zaśpiewany przez wdzięczny naród wizytującemu królowi Polski.

Potem z rusofobią poszło jak po maśle. Zabory wyraźnie potwierdzały piekielną sprawczość Rosji w historii Polski, zaś tożsamościowym fundamentem nowej II RP stało się zwycięstwo, tym razem nad bolszewicką, Rosją. Widziano potęgę Rosji, ale – po zwycięstwie w 1920 roku – nie było mowy o większej rusofobii, ot jacyś dzicy się wyżynali za wschodnią granicą i w razie „W” damy im radę. Sporo to się zmieniło po 17 września, ale później – w czasie jałtańskiej zdrady Zachodu – okazało się, że musimy znowu wybrać przymusową akomodację, której rozmiar wykazał śladowy bunt beznadziei w postaci Żołnierzy Wyklętych.

Za PRL-u Rosja Radziecka stała się znowu Czarnym Ludem polskiej historii najnowszej, łatwą busolą do rozróżnienia Polaków pomiędzy „naszymi” i tymi „przywiezionymi do Polski na ruskich czołgach”, którzy stali się łże-elitą nowej Polski. Ale była to rusofobia bardziej prześmiewcza, przytłaczał ją kontekst naśmiewania się z prymitywnych kałmuków, żałosna satysfakcja kulturowego ostracyzmu pokonanych w realu. Oczywiście było parę momentów kiedy Polacy w PRL mieli powody obawiać się radzieckiej interwencji, ale raczej królowała tu wyższościowa pobłażliwość.

Rusofobia w III RP

Najciekawiej rusofobia rozwijała się w III RP. Falowała bezwzględnie – od mocnych wpływów na początku transformacji, ale po dociśnięciu przez Zachód zmieniły się polaryzacje. Już nie był to wybór między wpływami Rosji w smucie a Zachodem. Rosja odeszła (okazało się, że nie na długo), zaś w Polsce odbyła się (trwająca do dziś) mało romantyczna walka o dusze, kieszenie i ziemię Polaków pomiędzy USA a Niemcami. Jej najgorszym przejawem były momenty, w którym oba te czynniki, niemiecki i amerykański, zawierały ze sobą pakt o wspólnym interesie, w którym operacyjnie pilnował go Berlin, zaś strategicznie – Waszyngton. Rosja zniknęła na długo z Polskiej strategii, co było ciężkim grzechem polskiej polityki zagranicznej, gdyż zwrócenie się całkowicie na Zachód, w dobie „końca historii”, parasolu NATO czy Unii odsłoniło nam tyły, zaś polityka wschodnia stała się w polskim przypadku fatalnym przykładem spełniania straceńczych dla nas taktyczek zachodnich.

Po nastaniu Putina kwestia rusofobii, jeśli można tu wskazać na jedność tego pojęcia, zaczęła odgrywać rolę jednego z czynników różnicujących polską politykę. Niestety stosunek polskich polityków do Rosji był wypadkową czynników zewnętrznych. Również lud zawierzający któremuś z dwóch plemion łapał się tu na różne bajeczki, często zamieniające miejscami role Wilka i Czerwonego Kapturka. Za rządów postkomunistów kwestia stosunku do Rosji była delikatnie przesunięta przez obie strony (rządzącą lewicę i jeszcze wtedy w miarę zjednoczoną część postsolidarnościową) na drugi plan. Byli czerwoni się nie afiszowali swymi koneksjami z Rosjanami, już patrzyli na innych czerwonych w Brukseli, zaś styropianowa opozycja miała co innego na głowie – łykanie własnych porażek.

Najciekawiej kwestia zarządzania rusofobią wyglądała za czasów POPiS-u, zwłaszcza w wykonaniu partii Tuska. Wtedy argument rusofobii był zarzucany Kaczyńskiemu jako czynnik destabilizujący układanie się „poważnych państw” w zrównoważoną Europę. Z Rosją obłaskawioną pieniędzmi za surowce, w nadziej – płonnej jak wszystkie nadzieje liberałów – że pieniądze ucywilizują Rosję, stworzą rosyjską klasę średnią, która naturalnie będzie ciążyć ku demokracji. Warto przypomnieć Tuskowi ówczesne klipy telewizyjne, całe ciągi medialne pokazujące Kaczorów (bo to było jeszcze przed Smoleńskiem) jako nierozumnych rusofobów, którzy nie pojmują nowych czasów i na szkodę samej Polski wysadzają pociągi nowego ładu w wojnie na rozbiorowe resentymenty.

PiS obsadził więc, a właściwie pośrednio został obsadzony, w roli naczelnego rusofoba, co wtedy było zarzutem, choć dziś jest przedmiotem rywalizacji – kto bardziej. Wtedy ten ruch Tuska, to była realizacja interesów niemieckich wprost. Zbliżała się finalizacja wielkiego dealu Rosji i Niemiec i nie będzie tu jakiś „paliaczyszka” bruździł, grając zgranymi kartami w wojnę, kiedy tu się odbywa subtelny brydżyk. W Polsce miał być pod tym względem spokój i niech się Polacy cieszą, że tak w ogóle w tym dealu Niemcy nie oddały Polski Rosjanom. A ci tu jeszcze pyskują. I Donald miał tu zrobić porządek. I robił jak mógł.

Rusofobia a Ukraina

Po II wojnie ukraińskiej wszystko się zmieniło. Ale tu jest dowód na fenomen sterowalności zewnętrznej polskiej rusofobii. Ta przecież w ogóle nie wybuchła w 2014 roku, kiedy zaczęła się I wojna ukraińska. Nic takiego nie było. A czemu? Ano temu, że wtedy, po 2014 roku, Niemcy liczyły na to, że był to (zrozumiały) rosyjski „wypadek przy pracy”, który wcale nie zatrzymywał strategicznych planów rządzenia przez Niemcy Europą w ścisłej współpracy z Rosją. Rurociągiem Nord Stream I wciąż płynęła ropa, Unia dozbrajała Kreml, wojna na Ukrainie też nie przeszkodziła inwestycji w Nord Stream II. Wojska się biły, okupowały, ale business trwał as usual. A więc w Polsce z rusofobią było cicho, bo cicho miało być. Wszystko się zmieniło po rozpoczęciu II wojny ukraińskiej w 2022 roku. Zmieniło się z polską rusofobią, bo się Niemcom zmieniło z narracją.

Putin, niegdyś trudny przyjaciel, stał się Czarnym Ludem europejskich salonów. Ale tylko na pożytek maluczkich, bo dla elit (europejskich, a właściwie unijnych) sytuacja jest zupełnie inna. Jest teraz w Europie jak… w Polsce za zaborów: stosunek do Rosji jest podstawowym czynnikiem rozdzielającym dobro od zła, zdrajców od płomiennych wyznawców wolnościowych wartości. Putin stał się busolą europejskiej narracji na potrzeby suwerena, jakby ten miał zapomnieć w jednej chwili kto z kim kręcił korbą otwierającą rurociągi pragmatyzmu i deklarował współpracę „z Rosją taka jaka ona jest”. Wyciąga się tego Putina jako argument końcowy, dziennikarz, jak nie wie o co spytać, to pyta o stosunek do Putina i biada ci, jak nie zafundujesz jakiejś jeszcze bardziej eskalującej deklaracji wrogości. To dla ludu. Tym bardziej ludu polskiego, bo my, jako nuworysze w każdej europejskiej modzie politycznej zawsze jesteśmy spóźnieni, a więc musimy nadrabiać zaangażowaniem.

Nie jest też tak, że Niemcy mszczą się na Putinie, bo ten im popsuł piękny plan i trzeba teraz wyszywać publicznie inne ściegi, podjadając żabę własnej przegranej strategii. Niemcy mogą być oczywiście źli na Putina, bo jego ruch z wojną był dla nich kompletnie nielogiczny. Ale jest inaczej – oni, napuszczając lud na Czarnego Luda z Kremla, w rzeczywistości marzą o powrocie do starego business as usual.

Niemcy nie mają w tym względzie żadnego planu B. Mają w rzeczywistości plan A2, który jest tylko przeczekaniem, aż wszystko rozejdzie się po pokojowych, niechby i choć rozejmowych, kościach. A w międzyczasie, jako państwo myślące do przodu – a nie jak my, patrzący nie tyle do tyłu, tylko wyglądający na to co nam przyniesie łaskawy patron –  Niemcy chcą ugrać strasząc Putinem jeszcze lepszą pozycję na drodze do federalizacji Europy pod rządami Berlina.

Tym narzędziem ma być strach, który uzasadnia strategiczne dla Niemców rzeczy – zgodę ludu europejskiego na federalizację w obliczu rosyjskiego podbijanego na wyrost zagrożenia militarnego, wymazanie koszmarnych błędów unijnych elit, ostateczną i formalną hegemonię Niemiec nad Europą, wreszcie odbudowanie niemieckiego przemysłu przeniesionego w obszary militarne, za co zapłacą wszyscy członkowie „koalicji chętnych”. I wtedy tak silne Niemcy będą mogły wreszcie jak równy z równym siąść do stołu z Putinem i wyjaśnić drobne nieporozumienia. A straszony dotąd lud przyjmie to z ulgą przynależną powojennemu spadkowi napięcia i wzrostowi nadziei na wieczny pokój.

Rusofobia a la polacca

Ale odeszliśmy od rusofobii, która jest niezbędnym czynnikiem tego procesu, zarówno jego początkiem, jak i koniecznym elementem jego kontynuacji. To Europa, ale u nas jest jeszcze śmieszniej. U nas MUSISZ być rusofobem, jak nim nie jesteś – stajesz się automatycznie ruską onucą. Nie ma nic po środku. Nie możesz ewidentnie imperialnej polityki Rosji oceniać pragmatycznie – to znaczy: myśleć i rozważać publicznie dlaczego robi to, co robi, kiedy przestanie i jak jej można w tym pomóc oraz na jakie sposoby. Tego robić nie wolno – jak o Rosji, to muszą to być zaraz akty strzeliste, znowu emocje, hipokryzja wartości, żadnego pragmatyzmu, świat czarno-biały na wielkim plazmowym ekranie polskiej bida-narracji. Inaczej nie ma.

Powoduje to żałosną licytację na stopień wzmożenia rusofobii. A efekt jest komiczny, bo przy ciągłym tropieniu z każdej polityczno-medialnej strony ruskich szpiegów, okazuje się, że prawdziwi szpiedzy, w tym głównie agenci wpływu, mogą spać spokojnie. Jest jak u Mrożka, kiedy policja sama się nawzajem wyaresztowała – wtedy złoczyńcy mogą już rozrabiać z pełną bezkarnością. Mamy więc popisową rusofobię, na którą coraz bardziej zaczynają się nabierać skołowani ludzie. Ale też rośnie opozycja – realizm w ocenie naszych perspektyw stosunków z Rosją, nie żadna fobia, jaką jest widzenie we wszystkim inspiracji Kremla, tym natręctwie myślowym, imperatywie jednostronnej oceny wszelkich przejawów rzeczywistości – zdarzeń, które w całości albo szkodzą, albo sprzyjają Putinowi. Tertium non datur. I z tego właśnie, że tak naprawdę to wszystko jest „tertium”, putiny tu sobie żyją, jak pączki w maśle. Zaś przy takim stosunku całej polskiej polityki do realiów nie ma co się dziwić, że nie ma nas – rusofobów praktycznych, nie narracyjnych – przy żadnym stoliku decyzji.

Jak to jest z tą Rosją, bo to sprawa zasadnicza? Odpowiedź na to pytanie stawia naszą przyszłość w rzeczywistym kontekście. Moskwa ma jedną cechę – liczy się tylko z silnymi, zaś każdy akt woli kooperacji ze strony słabszego odczytuje jako akt poddańczej słabości, odsłonięcie brzucha, manifest podległości. Z drugiej strony Rosja alergicznie reaguje na buńczuczne, zwłaszcza niepoparte realnymi zdolnościami, deklaracje wrogości. Te często sprawdza, z nienajlepszymi skutkami dla sprawdzanych.

Jak więc z nimi żyć, panie premierze? Jak będziemy z nimi na miękko, że „dogadajmy się”, to nas wezmą za słabeuszy i dogną. Jak się będziemy stawiać, to po pierwsze pokażą nas Zachodowi, żeśmy awanturnicy co się zaczynają, a potem będą płakać Zachodowi, że „d..a boli” i żeby się za nas odwinął. Po drugie – mogą nam coś wywinąć, bo zmieszany Zachód i tak nic nie zrobi w naszej obronie. A więc wychodzi, że jak się nie obrócisz, to zadek z tyłu. Na miękko – źle, na twardo – jeszcze gorzej. Wychodzi, że nie ma wyjścia, trzeba runąć choćby i w kontrproduktywną rusofobię, skoro nie ma rady, to chociaż się pobójmy – jak w płatnym horrorze, w nadziei, że drzwi tego kina geopolitycznej grozy jednak się kiedyś otworzą i wyjdziemy na światłość świata.

Tertium jednak datur

Jest jednak inne, trzecie i pragmatyczne wyjście. Niestety wymaga ono czasu, co tylko pokazuje, jak bardzo przespaliśmy w plemiennych sporach ostatnie trzydzieści lat. Skoro Rosja (okazuje się dziś, że już nie tylko ona) szanuje tylko siłę i wedle tej oceny kształtuje swój stosunek do świata, to zanim wpadniemy w dylemat „rusofobia czy rusofilia”, trzeba zrobić jedną rzecz – stać się silnym. Popracować nad własną sprawczą siłą, na miarę naszych możliwości. A jesteśmy dziś słabi, bo w swym państwowotwórczym lenistwie postawiliśmy kiedyś na rozpadające się dziś sojusze. Gdybyśmy mieli dziś własną moc, to i Rosja, ale i USA czy Unia rozmawiałyby z nami inaczej. W ogóle by rozmawiały.

W polityce zagranicznej nie musielibyśmy się napędzać dętą rusofobią, żenującą zabawą dla maluczkich, z której nic – oprócz bierności – nie wynika. Budowanie siły zabiera sporo czasu, ale – wreszcie – może pora to zacząć? Może zdążymy, może nie, ale nikt nie powie – jak dziś – że nie próbowaliśmy.

Aby to wyszło trzeba zrobić pierwszy krok – przestać szantażować lud i politykę wmuszaną rusofobią, która oddala nas nie tylko od prawidłowej oceny rzeczywistości, ale nie pozwala nam zrobić pierwszego kroku na trudnej drodze do własnej, spóźnionej podmiotowości. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Rok 2025 w strategicznej pigułce

Hagmajer: Rok 2025 w strategicznej pigułce.

Marcin Hagmajer

[SZAP – skrót od „Szatany Zjednoczone„, używany w kontekście Stanów Zjednoczonych. md]

Rok pod wieloma względami przełomowy. Sprawdziły się bowiem analizy ICAS i K8D. ChRL w lipcu osiągnęła już ponad dwukrotną przewagę nad SZAP. Ta przewaga cały czas rośnie. W związku z tym Pekin i BRICS przystąpiły do detronizacji dolara zapowiadając wejście waluty UNIT – opartej na parytecie złota, czyli systemu płatniczego o realnej wartości.

Wojna o pieniądz trwa. Państwa Zachodu ją przegrywają i finalnie przegrają. NATO się sypie, bo SZAP nie jest w stanie już dźwigać kontroli nad Europą. Rolę Waszyngtonu chce przejąć Berlin, który wdraża proces remilitaryzacji Niemiec i w konsekwencji militaryzacji całej Unii Europejskiej. Publicystycznie i roboczo ruch ten nazywany jest militarnym Schengen. Eurowehra sterowana z Berlina ma skonfrontować UE i europejskie już NATO z Rosją.

Podsycanie konfliktu trwa w najlepsze, bowiem upadająca w wojnie z Rosją Ukraina jest cały czas finansowana z pieniędzy europejskich podatników. Najbardziej odczuwają to Polacy, gdyż de facto to z nas się najwięcej ściąga pieniędzy. Ten obecny twór państwowy nad Wisłą można już śmiało nazwać Polin, lecz szybko przepoczwarzający się w UkroPolin. Jest to system samosterowny, czyli steruje się nie we własnym interesie i posiada zaprogramowany mechanizm autodestrukcji.

Smutne jest o tym pisać w jubileuszowym roku 2025, w którym obchodziliśmy 1000 lecie koronacji Bolesława Chrobrego, a przecież ów akt oznaczał coś wręcz przeciwnego, mianowicie ugruntowanie państwowości polskiej jako systemu autonomicznego, suwerennego.

Bolesław Chrobry był symbolem homeostatu, którego teraz tak nam brakuje.

Grozi Polsce utrata już formalnej państwowości i kolejne rozbiory, ponownie zainicjowane przez Berlin i Londyn. Projektowana przez Niemcy nowa Mitteleuropa ze znaczącą rolą Ukrainy szachującej Polskę od wschodu ma temu celowi służyć.

Jednak strategicznie to ChRL jest głównym rozgrywającym, i to ładu i harmonii a nie entropii na świecie, zaś chińska wizja świata i Europy stoi w jawnej sprzeczności z planami Niemiec. To jest nasza nadzieja i szansa. Miejmy tego świadomość. Dlatego z uwagą przyglądajmy się sytuacji w kraju i na świecie w nadchodzącym 2026 roku.

Marcin Hagmajer

Czy pani Ursula Wodęleje jest człowiekową pana Putina?

Czy pani Ursula jest człowiekową pana Putina?

emeryt ZUS


salon24/czy-pani-ursula-jest-czlowiekowa-pan-putina

Podpisując tak szybko umowy z Mercosur wygląda jakby jej zależało na tym by Putin miał za co kupować te swoje drony i rakiety!

A tu dowód, mamy kupować dużo z Brazylii?

Mamy!

A kto sprzedaje ropę ,nawozy i inne towary do Brazylii za grube miliardy dol rocznie?

Rosja!

Czy ta Rosja przeznaczy te miliardy na powiększenie dobrostanu Rosjan i innych ludów?

Czy kupi to co wymieniłem wyżej?

Innymi słowy jako unia będziemy finansować za pośrednictwem Brazylii Rosję!

I jej wysiłek wojenny!

Nie ma za co !