Skandal wśród biskupów. Nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

Nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

, 22 marca 2026

W sprawie listu biskupów o wyznawcach judaizmu

Krystian Kratiuk opublikowane na X

A więc to nie był fejk, to nie był żart. Biskupi nie dość, że postanowili wysłać nas do synagog, to w dodatku powtarzają zdumiewające słowa o tym, że wyznawcy judaizmu idą drogą zbawienia bez Chrystusa. I że jest to możliwe w jakiś „tajemniczy” sposób. List ukazał się właśnie na stronie KEP.

Kończy się następującym akapitem: <<Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą>>.

=============================

md; A przecież taka jest modlitwa Wielkiego Piątku:

Oremus et pro perfidis Iudaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum; ut et ipsi agnoscant Iesum Christum, Dominum nostrum.

=================================================

List nie jest podpisany przez jednego, konkretnego biskupa, ale przez cały episkopat. To szczególnie dojmujące. Doprawdy nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

Gdy pojawiły się pierwsze przecieki o treści tego listu, wielu z was w mediach społecznościowych, a także Paweł Lisicki na swoim kanale YT, mówiło już o herezji, namawianiu do apostazji, skandalu, hańbie itp. Ja jednak napiszę o czymś innym: o towarzyszącym mi w tej chwili dojmującym, przerażającym smutku. Smutku wynikającym z tego, że nikt z następców apostołów w Polsce nie zaprotestował. Głębokiego smutku, z którym trudno sobie poradzić, wynikającego – proszę wybaczyć, ale takie jest moje przeświadczenie – z ciosu w serce Chrystusa, ciosu w serce Tego, który powiedział o sobie, że nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przez Niego, który JEST Drogą, Prawdą i Życiem. Biskupi piszą o deficycie miłości – owszem, zauważam tu olbrzymi deficyt miłości tak do Chrystusa jak i do wyznawców judaizmu. Oto wyklucza się z Serca Jezusowego naród, do którego On przyszedł.

Od lat niektórzy pragną ustanowienia innej drogi zbawienia dla żydów – tak jakby Chrystus nie był potrzebny do zbawienia każdemu bez wyjątku człowiekowi na świecie. Zamyka się tym samym dusze i serca tak wielu ludzi na miłość Chrystusa, na to, że On na nich czeka, że oto On stoi u ich drzwi i kołacze, a jeśli kto posłyszy Jego głos i drzwi otworzy, On wejdzie do niego i będzie z nim wieczerzał. To doprawdy smutne.

Szerzej nie będę się do tego odnosił, zamiast tego polecę państwu tekst Pawła Chmielewskiego o tym liście – już dostępny na naszej stronie, linkuję w komentarzu. Podobnie jak tekst Ojca Profesora Rakocego, napisany kilka tygodni temu, a dementujący informacje o tym, jakoby do wniosku o dwóch oddzielnych drogach zbawienia nauczał Sobór Watykański II. Również linkuję w komentarzu – zobaczcie jak długą drogę przebyła egzegeza soborowych dokumentów. Nie dalej jak w czwartek rozmawiałem o tym z o. Janem Strumiłowskim – pierwsze 25 minut programu jest właśnie o tym. Też wrzucam linka.

Najlepsze jest to, że niezgadzających się z teologicznymi wnioskami wynikającymi z tego listu, zrazu łatwo będzie wrzucić do worka antysemitów – tak ten list jest przecież skonstruowany. W dodatku zostaje on opublikowany w wyjątkowym czasie – i nie myślę nawet o Wielkim Poście, ale o skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, gorąco komentowanej także w Polsce. Wiemy, że istnieją poważne i głębokie podziały wśród samych Żydów — od zwolenników syjonizmu po jego zdecydowanych krytyków, zarówno wśród intelektualistów, jak i części ortodoksyjnych Żydów, co sprawia, że osobom spoza tej wspólnoty trudno właściwie uchwycić złożoność problemu. Brak świadomości tych różnic wśród wielu Polaków prowadzi do uproszczeń, w których wszyscy Żydzi są traktowani jako jednolita grupa utożsamiana z biblijnym Izraelem, co stanowi istotne zafałszowanie rzeczywistości. Nie uwzględnia się przy tym wyraźnych rozróżnień między Żydami epoki Starego Przymierza, współczesnymi nurtami judaizmu oraz państwem Izrael jako konkretnym podmiotem politycznym, co w konsekwencji może potęgować nieporozumienia i kontrowersje.

W tej sytuacji uważam, że list KEP — mimo prawdopodobnie dobrych intencji, które ciężko mi jednak zrozumieć — może w praktyce przynieść zupełnie odwrotny od zamierzonego skutek w stosunku Polaków do przedstawicieli tamtego narodu.

Strasznie to wszystko smutne.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Paweł Chmielewski

@PaChmielewski

List KEP szokuje. Nie wiem, jak go pogodzić z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Nawet II Sobór Watykański jest przeciwko treści listu. Choćby konstytucja “Lumen gentium” wyraźnie mówi, że to Kościół jest Nowym Izraelem.

List KEP głosi, jakoby Izrael był nadal narodem wybranym, imputuje błędy nauczaniu Kościoła, które głoszono przez 1500 lat… Jestem ciekawy, w jaki sposób ideologicznie prosemicka frakcja w KEP przeforsowała ten skandaliczny dokument.

Jego publikacja jest jednak kamieniem milowym. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w liście KEP były tak ewidentne sprzeczności względem nauki Kościoła.

To niewytłumaczalne bez odwołania do ideologii.

O tym skandalu będą pisać podręczniki historii Kościoła.

Niestety, nie będą to rozdziały poświęcone ortodoksji. Szczegóły – w PCh24 w tekście pt. “List KEP zaskakuje. Przecież to Kościół jest nowym Izraelem”

O co naprawdę chodzi z judaizmem?

Brytyjczyk, szpieg sowietów Harold „Kim” Philby, który oddał Polskę Stalinowi!

Brytyjczyk, szpieg sowietów Harold „Kim” Philby, który Oddał Polskę Stalinowi! Zdrajca Wszech Czasów.

Był uosobieniem brytyjskiej elity. Elegancki, czarujący absolwent Cambridge i wschodząca gwiazda wywiadu MI6, której Winston Churchill powierzył najważniejsze zadanie: ochronę wolnego świata przed sowiecką infiltracją. Dlaczego więc to właśnie on stał się najkrwawszym i najskuteczniejszym katem polskiego podziemia niepodległościowego? W tym śledztwie dokumentalnym obnażamy największą i najbardziej wstrząsającą zdradę w historii zimnej wojny.

Poznajcie mroczną historię Harolda „Kima” Philby’ego – człowieka, który rano pił herbatę z oficerami zachodniego wywiadu, a wieczorem z zimną krwią wydawał tysiące polskich bohaterów na pewną śmierć w ubeckich katowniach. 🔍 W tym filmie ujawniamy: Jak to możliwe, że szef brytyjskiej sekcji do walki z KGB od samego początku był fanatycznym sowieckim agentem?

Szokujące kulisy rozbicia Armii Krajowej i siatek wywiadowczych w powojennej Polsce. Jak Philby przez dekady manipulował potężnym amerykańskim CIA i brytyjskim MI6. Dlaczego po zdemaskowaniu zdrady, brytyjski establishment wolał pozwolić mu uciec do Moskwy, niż postawić go przed sądem?

To nie jest zwykła opowieść szpiegowska z kart powieści Iana Fleminga. To brutalna lekcja historii o arogancji elit i o tym, jak naiwna wiara w zachodnie sojusze kosztowała Polskę ocean krwi.

Zdrada Philby’ego to zbrodnia, której zachodni świat nigdy w pełni nie rozliczył.

💬 A Ty jak myślisz? Czy to Philby był największym potworem, czy może system, który ze strachu przed kompromitacją wolał go chronić? Zostaw swoją opinię w komentarzu!

„Nie chodzi o wolność, ale o syjonizm”. Katoliczka z Komisji Wolności Religijnej ujawnia, kto trzęsie Białym Domem

„Nie chodzi o wolność, ale o syjonizm”. Katoliczka z Komisji Wolności Religijnej ujawnia, kto trzęsie Białym Domem

pch24.pl/maszeruj-z-syjonistami-albo-gin-katoliczka-z-komisji-wolnosci-religijnej-ujawnia-kto-trzesie-bialym-domem

Przez 2 000 lat Kościół naucza, że jesteśmy nowym Izraelem. Ojcowie Kościoła dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że powstałe w 1948 roku państwo Izrael jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa – powiedziała w popularnym programie Tuckera Carlsona na platformie You Tube była Miss Kalifornii (2009) Carrie Prejean Boller.

Niespełna dwugodzinny wywiad w ciągu tygodnia od premiery zdążyły obejrzeć już ponad 3 miliony użytkowników platformy X oraz 1,3 miliona widzów You Tube. Eks-modelka opowiadała historię swojej znajomości z Donaldem Trumpem. Znajomości, która doprowadziła ją do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Teraz z tego grona chce usunąć ją syjonistyczne lobby – za internetowe „niepoprawne” komentarze na temat ludobójstwa w strefie Gazy.

Obecny przywódca Stanów Zjednoczonych zarządzał przed 15 laty organizacją konkursów Miss USA. Wzięła w nich udział Carrie Prejean, obecnie Boller. – Odważyłam się powiedzieć na scenie, że uważam, iż małżeństwo to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Powiedziałam, że wolę być poprawną biblijnie niż politycznie – wspominała w audycji Carlsona.

Opinia na temat instytucji i natury małżeństwa kosztowała wtedy młodą kobietę koronę najpiękniejszej Amerykanki. Została też pozbawiona zdobytego wcześniej stanowego tytułu Miss. Cała aferę sprowokował członek jury, zadeklarowany homoseksualista Perez Hilton. Spytał bowiem kandydatkę, czy jej zdaniem amerykańskie stany powinny zalegalizować związki jednopłciowe. Zdecydowana odpowiedź, a następnie konsekwencja pomimo nacisków sprawiły, że sprawa była przemielana przez największe media nieustannie przez 4 miesiące. Nie trzeba dodawać, w jakim świetle ukazywano w tych publikacjach jej główną bohaterkę.

W audycji Carlsona 38-latka przyznała, że od tamtych czasów utrzymywała znajomość z Trumpem,  który okazywał jej wsparcie. Zwracał uwagę, że w trakcie konkursu nie powiedziała nic złego, a jedynie zachowała wierność swoim zasadom. Boller rewanżowała się później, broniąc milionera przed oskarżeniami o mizoginię, rasizm, wykorzystywanie kobiet…

Wreszcie, niedługo po ponownym wyborze jej przyjaciela – sama określiła go w ten sposób – na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych, otrzymała z Białego Domu telefon z zaproszeniem do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Było to w kwietniu 2025 roku, krótko po tym, jak nawróciła się na katolicyzm.

Wolność, ale tylko dla „swoich”

Zadaniem 12-osobowego gremium jest – przynajmniej oficjalnie – podejmowanie interwencji na rzecz Amerykanów, którzy doświadczają prześladowań religijnych. Raz w miesiącu są oni wysłuchiwani w Waszyngtonie przez komisję z udziałem Dana Patricka, zastępcy gubernatora Teksasu. Cały organ podlega zaś Departamentowi Sprawiedliwości, kierowanemu obecnie przez prokurator generalną Pam Bondi. 

Przed komisją stanął na przykład chłopiec zmuszany w swej szkole do czytania książki promującej transseksualizm. Innym razem – weteran słynnej formacji wojskowej NAVY Seals, pozbawiony emerytury za odmowę przyjmowania zastrzyków mRNA przeciwko Covid-19.

Boller osobiście stawała po stronie matek, które napotkały problemy w szkołach swoich dzieci, gdyż nie chciały zgodzić się na podawanie im preparatów medycznych o wątpliwym działaniu.

Ex-miss czuła się zaszczycona faktem udziału w tym przedsięwzięciu, tym bardziej, że – jak podkreślała – znalazła się tam pośród cenionych przez siebie osób, takich jak kardynał Timothy Dolan, biskup Robert Barron czy znany w USA prawnik, obrońca chrześcijan Kelly Shackelford.

Na zakończenie swojej rocznej kadencji komisja ma przedstawić prezydentowi raport i własne  rekomendacje dotyczące zmian w prawie na rzecz wolności wyznaniowej.

Gdy zbliżało się powakacyjne posiedzenie komisji, Boller otrzymała telefon z Białego Domu od Mary Margaret Bush, dyrektor Komisji Wolności Religijnej w ramach administracji Trumpa.

 – Hej, Carrie, zauważyłam, że publikujesz coś w internecie. W Białym Domu pojawiły się pogłoski, że jesteś antysemitką – usłyszała w słuchawce. – Nie wiem, kto to jest, ale pewnie jakaś podła osoba, która tylko próbuje stwarzać problemy. Zignorowałabym to, ale chciałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, co publikujesz – dodała Bush.

Odpowiedź była bardzo konkretna, choć padła w formie pytań: – Mówisz mi, że jako członek komisji do spraw wolności religijnej, mający chronić wolność religijną, nie mam wolności religijnej, by publikować o tym, co ma wpływ na moją religię i moje przekonania religijne? – ripostowała była miss.

Okazało się, że zarzuty dotyczyły propagowania w mediach społecznościowych wywiadów Tuckera Carlsona z Anthonym Aguilarem, emerytowanym żołnierzem, który opowiadał o zbrodniach Izraela na ludności cywilnej w strefie Gazy.

– Tak – powiedziałam – jestem chrześcijanką pro-life. Mam obowiązek zabrać głos. I byłoby zdradą sumienia, gdybym tego nie zrobiła – relacjonowała dalej Boller.

Urzędniczka z Białego Domu wyraziła też pretensje za opublikowanie zdań papieża Leona na temat sytuacji w Palestynie, z dopiskiem, że panuje tam cierpienie i dochodzi do ludobójstwa.

Wiesz, po prostu nie powinnaś używać takiego języka – stwierdziła Bush. – I nie możesz też mówić o syjonizmie. Syjonizm to ich prawo do istnienia. Kiedy postujesz o syjonizmie, Carrie, mówisz tym samym, że oni nie mają prawa istnieć – przekonywała.

Na wyrażoną wątpliwość, czy ta sprawa nie zagrozi jej wymarzonej (chociaż bezpłatnej) pracy w komisji, Boller usłyszała zapewnienie, że nie ma takich obaw.

Publikowała więc nadal swoje opinie w mediach społecznościowych, aż w sierpniu zadzwonił telefon z Biura Personelu Prezydenckiego (PPO). Urzędniczka, która przedstawiła się jako Mary Sprowls, poprosiła Boller o rezygnację, i to jeszcze tego samego dnia. Nie chciała podać konkretnych powodów ani przyznać, kto polecił jej tę misję. Spotkała się z odmową, gdyż to jedynie prezydent, który powoływał skład komisji, może dymisjonować jej członków.

Ex-modelka nie dała za wygraną. Niedługo potem to ona zadzwoniła do Sprowls i wydusiła z niej, że próba nakłonienia Boller do odejścia z komisji była efektem rozmów z „Paulą White, Danem Patrickiem i Brittany Baldwin, która kiedyś pracowała dla Teda Cruza”. Próbowała się więc skontaktować z całą trójką, ale bezskutecznie.

W tym okresie zwracała się do niemal wszystkich członków komisji, włącznie z katolickimi hierarchami, i z każdej strony otrzymywała – w rozmowach prywatnych – aprobatę i wsparcie.

Dopiero po dłuższym czasie Patrick i White odezwali się. – Zadzwonili do mnie i powiedzieli: „Cześć, Carrie. Wiem, że martwiłaś się przez ostatnie kilka tygodni, ale Dan zaczął i powiedział: „Chciałbym tylko dać ci znać, że rozmawialiśmy o twojej sytuacji. Wiesz, chcę ci tylko powiedzieć, żebyś kontynuowała swoją pracę w tej komisji. Twoim zadaniem tam jest ochrona prezydenta i jego reputacji”. Powiedział mi to jako pierwsze – relacjonowała Boller.

Nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się, co mam zrobić. Myślałam, że moim zadaniem jest ochrona wolności religijnej. Sądziłam, że właśnie do tego mnie powołano. A on na to: „wiesz, Carrie, gadałaś w internecie różne rzeczy i naprawdę powinnaś trzymać się z dala od mediów społecznościowych. Nie korzystaj z mediów społecznościowych do końca kadencji” – usłyszała od Patricka.

Wtedy – według relacji Boller – wtrąciła się Paula White. – Carrie, wiesz co? Naprawdę nie powinnaś pisać o teologii zastąpienia [żydów jako narodu wybranego, przez Kościół – PCh24.pl]. Nie powinnaś pisać o tym. I wielu ludzi mówi, że jesteś antysemitką, Carrie, po twoich postach. Krytykujesz syjonizm. Krytykujesz Izrael. I mamy z tym problem – miała mówić protestancka liderka.

Rozmówczyni Carlsona zwróciła wtedy uwagę, że takie oczekiwania są sprzeczne z zasadami komisji, ponieważ te nie wymagają powstrzymywania się od publikacji w mediach społecznościowych. Wskazała, że mówi otwarcie o sprawach, którymi się interesuje, jest osobą religijną, chrześcijanką.

Patrick miał wtedy twierdzić, że Boller wygłasza opinie „niezgodne z poglądami prezydenta, Paulą White i niektórymi innymi członkami tej komisji”. – I wtedy zrozumiałam, że ta komisja to oszustwo. To była fikcja – wspominała gość Carlsona. – Nie chodziło o wolność religijną. Chodziło o to, żebyś był syjonistą – „lepiej forsuj nasz program, bo inaczej znikniesz” – dodała.

Na odpowiedź, że Boller nie zamierza rezygnować z social mediów, Patrick popadł w irytację. Z kolei White określiła się jako „ekspert od Gazy”, do której należy się zwracać przed publikowaniem wpisów dotyczących konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Wiesz, właśnie stamtąd wróciłam i nie ma tam głodujących dzieci. To wszystko jest na niby, Carrie. To wszystko jest udawane – przekonywała pastor.

– Chcę, żebyś powiedziała, jeśli masz jakieś pytania. Jeśli chcesz coś opublikować, najpierw skonsultuj to ze mną – dodała.

Gospodarz programu, były prezenter telewizji Fox News nie ukrywał swojego poruszenia tą relacją.

Cóż, to jest kompletnie złe. Powiem tylko, że znam Paulę White, trochę. Znam Dana Patricka bardzo dobrze. On jest o wiele bardziej liberalny niż ja. Jest dość liberalny, ale zawsze go lubiłem. Wiesz, on nie jest głupi. I jestem tym zszokowany. Byłem tym zszokowany. To haniebne – skomentował Carlson.

Dan określa siebie jako chrześcijanina. Paula White jest chyba jakimś chrześcijańskim duchownym. Chcę jasno powiedzieć, że nie wygląda mi to na chrześcijaństwo, ale staram się nie osądzać. Ale czy któreś z nich wyjaśniło, dlaczego wymogiem wiary chrześcijańskiej jest wspieranie rządu Netanjahu? Czy wyjaśnili tamtą teologię? Nie rozumiem jej – dopytywał dziennikarz.

– Nigdy tego nie wyjaśnili. Powiedzieli tylko: nie możesz mieć swojej teologii. Nie możesz wierzyć w to, w co chcesz. Musisz się podporządkować ich [teologii] – odpowiedziała Boller.

Czy zatem chrześcijanie mają – według rządzących dzisiaj Stanami Zjednoczonymi – wynikający z wiary obowiązek popierania rządu Izraela?

– „Ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni” – dokładnie tak powiedział Ted [Cruz] – odparła katolicka konwertytka. Jak wskazała, według syjonistów to przez nich – a nie przez Kościół, który przyjął Chrystusa – wypełniają się Boże zapowiedzi dotyczące narodu wybranego – biblijnego Izraela.   

„Wojna, która resetuje świat”

(…) przez 2 000 lat Kościół, a już wszyscy wcześni Ojcowie Kościoła nauczali, że jesteśmy nowym Izraelem, duchowymi Semitami. Dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że Izrael powstały w 1948 roku jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa. Już samo to jest szaleństwem – że uważają, iż polityczne państwo Izrael, stworzone w 1948 roku, głównie przez ateistów, to spełnienie jakiegoś biblijnego proroctwa – podkreślała Boller. Opowiedziała, że gdy pytała o to jednego ze znajomych księży, „spojrzał na nią jak na wariatkę”, gdyż nigdy Kościół nie nauczał czegoś podobnego.

Carlson uznał takie przekonania za przerażające. Zwłaszcza – zaznaczył – że doprowadziły one Amerykę do zaangażowania w obecną wojnę na Bliskim Wschodzie. Jak to określił – „wojny, która resetuje świat”.

Po opisywanej rozmowie ex-miss postanowiła powiedzieć: „sprawdzam” i rzeczywiście próbowała „konsultować” swoje publikacje z Paulą White. Napisała do niej na przykład: „Hej, Paula, w Izraelu jest zatrzymany dzieciak. Obywatel USA. Musimy coś z tym zrobić. Wiem, że masz powiązania z Bibim. Może zadzwoń do Bibiego i zapytaj, czy uda się go uwolnić”.

Drugi mail do pastorki-syjonistki brzmiał: „Hej, Paula, jest tu sporo nauczycieli. Chrześcijańskie szkoły w Izraelu są zamykane, ponieważ palestyńskim nauczycielom mówi się, że nie mogą przyjechać i uczyć. Więc te chrześcijańskie szkoły zostaną zamknięte. Czy możesz pomóc? Czy możesz coś z tym zrobić?”.

Wiadomości nie doczekały się odpowiedzi, więc Boller publikowała swoje społecznościowe opinie dalej. – Wrzucałam coraz więcej postów każdego dnia. Nie mogłam pozwolić żeby tak ze mną postąpili. Nie, zadarli z niewłaściwą osobą – skomentowała w rozmowie z Carlsonem.

Na uwagę dziennikarza, że chciałby widzieć podobną postawę u dzisiejszych mężczyzn, zauważyła: –  Boją się. To… Cóż, nikt nie chce być nazywany antysemitą. Nikt nie chce być nazwany rasistą. Nikt nie chce przechodzić przez to, przez co ty przechodzisz, przez to, co ja przechodzę. Wiesz, wsadzają cię do tego pudełka, zamykają drzwi i mówią: „Zamknij się, antysemito. Nie masz wstępu do społeczeństwa. Zawstydzimy cię. Zlikwidujemy cię. Zniszczymy cię”. Tak właśnie robią.

Carlson nawiązał w tym miejscu do niedawnego zamordowania bardzo popularnego w Stanach konserwatywnego działacza. – Tak, i oczywiście ogromnie zwiększa to prawdopodobieństwo, że zostaniesz postrzelony na śmierć, co jest jednym z powodów, dla których to robią, prawda? Więc mieliśmy taki moment porozumienia po śmierci Charliego Kirka, że – wiesz – nazywanie ludzi nazistami może ich zabić. Więc natychmiast zadzwoniłem do Marka Levina i Bena Shapiro [czołowych syjonistów amerykańskich – PCh24.pl] i pomyślałem: „wow, wiecie, nie powinniśmy walczyć”. Obydwaj się zgodzili. I zanim się obejrzysz – bo oni to rozumieją – wzrasta prawdopodobieństwo, że zginiesz – powiedział dziennikarz.

Oczywiście, że są całkowicie za przemocą. Tak, stawka jest bardzo wysoka – ocenił.

Bardzo wysoka. Mam małe dzieci – zgodziła się Boller.

Antysyjonizm = antysemityzm?

Wysłane do Pauli White interwencyjne wiadomości e-mail nie doczekały się reakcji. Ich adresatka została więc spytana, czy inni członkowie również otrzymali tego rodzaju wytyczne dotyczące swoich publikacji w mediach społecznościowych. „„No cóż, trzeba zachować ostrożność, publikując” – odpowiedziała. Jednak żaden z pozostałych uczestników prezydenckiego gremium dedykowanego wolności religijnej, nie jest w żaden sposób ograniczany.

W lutym obecnego roku doszło na posiedzeniu komisji do przesłuchania w sprawie „antysemityzmu”. Wbrew zwyczajowi, Boller nie otrzymała tym razem zestawu informacji na temat wezwanych świadków. Z kolei czterej amerykańscy Żydzi, których sama chciała zaprosić, nie zostali zaakceptowani przez szefostwo komisji. Jak uważa rozmówczyni Carlsona – stało się tak, ponieważ nie są oni syjonistami.

Jedną z tych odrzuconych osób był Norman Finkelstein, syn ocalałych z wojennej zagłady Żydów, autor słynnej książki „Przedsiębiorstwo Holokaust”. Drugim świadkiem – nowojorski rabin, wyznawca judaizmu opartego na Torze.

Tuż przed posiedzeniem Boller otrzymała od Dana Patricka wiadomość z propozycją dyskretnego spotkania w towarzystwie Pauli White. Nie odpowiedziała. W Muzeum Biblii, gdzie miała obradować komisja, podeszła do niej Brittany Baldwin (przypomnijmy: dawna pracownica Teda Cruza, wymieniona przez Mary Sprowls z PPO pośród osób, które miały domagać się ustąpienia Carrie Boller z komisji). Ponowiła zaproszenie na spotkanie. Boller poszła tam z dwojgiem świadków, których poprosiła o towarzyszenie.

Ben Carson, Patrick, White i Baldwin próbowali dowiedzieć się, co „politycznie niepoprawna” katoliczka zamierza powiedzieć na otwartym spotkaniu. Przywołali – z wyraźnym wyrzutem – jej świeży wpis z mediów społecznościowych o tym, że jest dumna z przynależności do komisji i nie da się zastraszyć „syjonistycznym suprematystom”. W odpowiedzi Boller spytała, dlaczego nie zaakceptowali jej świadków, którzy doświadczają antysemityzmu. Zapowiedziała upublicznienie restrykcji, jakie próbowali nałożyć na nią liderzy komisji. W zamian usłyszała, że nadużywa przywileju zasiadania w tym gremium i głosi opinie sprzeczne z postawą prezydenta.

Na posiedzeniu spytała świadka, który na swojej uczelni spotkał się z przejawami wrogości, czy można równocześnie potępić i to, co go spotkało, i zabicie 70 tysięcy cywilów w Gazie? Młody Żyd zaprzeczył odpowiadając, że ludobójstwo miało miejsce 7 października (czyli podczas ataku Hamasu, będącego pretekstem do czystki etnicznej na terenie Strefy Gazy).

Boller wykazywała, że sprzeciw wobec syjonizmu nie oznacza równocześnie antysemityzmu. W przeciwnym razie wszyscy chrześcijanie byliby automatycznie zakwalifikowani jako wrogowie Żydów.

Jednak nikt spośród członków komisji nie poparł tej konkluzji (biskup Barron i kardynał Dolan nie byli obecni). Część widowni, na której siedziało wielu rabinów, na każde wspomnienie Boller, że jest katoliczką, reagowała buczeniem. Nie brakowało docinków i krzyków pod jej adresem.

Następnego dnia po posiedzeniu jedyna otwarta „antysyjonistka” w tym gremium dostała wiadomość SMS od Dana Patricka, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej. Tyle, że Patrick w hierarchii uczestników tego gremium nie znajdował się wyżej od niej. Przeczytał więc w odpowiedzi, że nie ma prawa jej usunąć.

Po posiedzeniu kilku członków komisji zaczęło otwarcie atakować w mediach Carrie Boller. Wśród nich był Eric Metaxas, „konserwatywny” pisarz i prezenter, poproszony wcześniej przez nią o obecność podczas zakulisowego spotkania z czołowymi syjonistami. Teraz nazywał katoliczkę bigotką i antysemitką.

Gość Tuckera Carlsona przyznała, że nie poparł jej otwarcie nikt z członków komisji. – Skontaktowałam się z Kellym Shackelfordem, kardynałem Dolanem, biskupem Barronem. Skontaktowałam się z biskupem [Salvatore] Cordileonem z San Francisco, który zasiada w radzie doradczej. I powiedziałam: „Hej, czuję się jak owca otoczona wilkami i potrzebuję pasterza. Możesz mi pomóc?”. I wielu z nich – myślę, Tucker – szczerze mówiąc, jest zbyt przestraszonych – powiedziała.

 – Po co więc to przesłuchanie? Właściwie liczyłam, ile razy mówili tam o Izraelu 7 października. Musiałam przestać liczyć. A mówiliśmy o obcym kraju. Spojrzałem na Dana i pomyślałam: „Mówimy o obcym kraju. O co więc chodzi w tym przesłuchaniu? Jaki jest cel tego przesłuchania?”. Myślałam, że chodzi o przesłuchanie w sprawie prawdziwego antysemityzmu w Ameryce. Ale zostało ono przejęte przez Dana Patricka, Paulę White i kogoś, kto odmówił [moim świadkom] prawa głosu, bo nie byli syjonistami. Przesłuchanie zostało przejęte przez tych ludzi. Chodzi więc o to, że jeśli krytykujesz Izrael, to jesteś zgubiony. Chcą cię zniszczyć. A jeśli odważysz się mówić o Gazie… – mówiła.

Około tygodnia przed rozmową z Carlsonem Boller natknęła się w swojej poczcie internetowej na przeoczony wcześniej e-mail od wspomnianej tu wcześniej „kadrowej” Białego Domu, Mary Sprowls.

„W imieniu Prezydenta Stanów Zjednoczonych, wysyłam Pani e-mail z informacją, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej ze skutkiem natychmiastowym. Dziękuję za Pani służbę” – napisała urzędniczka.

Droga do Kościoła

Pod koniec rozmowy Carrie Boller opowiedziała historię swojego nawrócenia. Przez całe dotychczasowe życie należała do protestanckich wspólnot ewangelikalnych. Z czasem zaczęła nabierać coraz większych wątpliwości, właśnie ze względu na rażące nadinterpretacje dotyczące Pisma Świętego.

Zaczęłam zgłębiać dyspensacjonalizm [teologia protestancka dosłownie interpretująca Stary Testament, przypisując np. politycznemu Izraelowi prawo do zajęcia Ziemi Świętej – PCh24.pl]. To nawet nie podlega dyskusji. Nie wiem nawet, po co w ogóle toczymy tę debatę, dlatego biskup Barron i kardynał Dolan powinni powiedzieć: „Tak, w to wierzymy. Jesteśmy [Kościół] nowym Izraelem”. (…) – zauważyła.

Pomyślałam: „Chwileczkę. Jak oni [tak zwani syjoniści chrześcijańscy] mogą interpretować Pismo Święte według własnej woli? Przekręcać je, manipulować nim i mówić, że ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni?”; Ci, którzy błogosławią Bibiego, będą błogosławieni. A jeśli nie błogosławisz Bibiemu, zostaniesz przeklęty, według Lindseya Grahama – opowiadała Boller.

Pomyślałam: to szaleństwo. Zaczęłam więc studiować pisma wczesnych Ojców Kościoła i to, czego nauczali, doprowadziło mnie do Kościoła katolickiego. Dosłownie, nauka o dyspensacjonalizmie doprowadziła mnie do pism wczesnych Ojców Kościoła, a potem zostałam katoliczką. A zatem wiem, czego naucza Kościół katolicki. Jesteśmy nowym Izraelem. Tego naucza Kościół. Jesteśmy dopełnieniem starego Izraela. Spójrz – Pan Jezus wypełnił to wszystko na krzyżu. On tego dokonał. Gdy powiedział „wykonało się”, Stary Testament został całkowicie dopełniony. Teraz jest Nowe Przymierze. Ci, którzy trwają w Chrystusie, to nowy lud Boży. To jest bardzo jasne – wskazała.

===============================

[Według dyspensacjonalizmu należy ciągle dosłownie interpretować Pismo Święte (w szczególności proroctwa) oraz odróżniać Izrael (w rozumieniu ludu Bożego) od Kościoła, który nie ma udziału w Bożym przymierzu z Abrahamem, Dawidem i Izraelem. to z internetu. md]

============================================

Kolejny fragment rozmowy dotyczył cierpienia i męczeństwa, a nawet śmierci, jako zapowiedzianego przez Chrystusa udziału ludzi, którzy w Niego uwierzyli.

– I tak oto mamy teraz liderów, którzy nie chcą znosić żadnego dyskomfortu, Tucker. Nie chcą być wyzywani, bo to by ich za bardzo zraniło. Zraniłoby ich uczucia. Więc schowają się za 38-letnią mamą i będą szeptać: „Dalej! Modlę się za ciebie” – mówiła ironicznie Boller o postawie wielu czołowych katolików.

Rozmawiałam z kilkoma księżmi. Pytałam: wiesz, czy możesz złożyć publiczne oświadczenie [w mojej sprawie]? „Och, ja nie składam publicznych oświadczeń. Ja prowadzę ludzi do nieba”. Rozmawiałam z kilkoma księżmi. „Dobra, OK. Więc schowaj się za mamą, a ja przyjmę kule, kiedy pasterze będą uciekać na bok” – dodała.

Źródło: You Tube / Tucker Carlson

Not. RoM

Mamy to ! Szczyt hipokryzji osiągnięty. MEM-y X.

——————————————————————————————

——————————

—————————————-

————————————

————————————————

—————————————–

—————————————–

—————————————————————————-

——————————

[po to ulepszenie go wysłali do ekspertów]

——————————————–

—————————

Kto knuje zdradę?

Kto knuje zdradę?

Stanisław Michalkiewicz (prawy.pl)    21 marca 2026 michalkiewicz

Zdrada panowie, ale stójcie cicho!” – nawołuje poeta. Rzeczywiście, po zawetowaniu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o SAFE, nie szczędzono mu gorzkich słów krytyki, w których słowo „zdrada” pojawiało się bardzo często. Przypomina mi to lawinę krytyki, jaka runęła na mnie po opublikowaniu w paryskim „Głosie Katolickim” informacji, że autorytet moralny, prof. K. z Lublina, był wieloletnim tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. [Jerzy Kazimierz Kłoczowski, znany mi osobiście . md]

Na KUL zebrano podpisy pod potępieniem mojego postępku, a „Rzeczpospolita” opublikowała list podpisany przez ponad 30 sygnatariuszy, którzy zarzucili mi „barbarzyństwo moralne”, czy coś w tym rodzaju. Bardzo mnie to zmartwiło, ale gdy wśród sygnatariuszy listu zauważyłem chyba ze czterech konfidentów SB, to przyznam, że to mi znacznie ulżyło.

Mam nadzieję, że i panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu też będzie lżej znosić te kalumnie, jeśli zauważy, że spora część krytyków, to konfidenci, jak nie starych kiejkutów, to niemieckiej BND, a z kolei demonstrujący tak zwane święte oburzenie, to osobnicy przyjmujący takie obstalunki albo za pieniądze, albo za obcmokiwanie ze strony Judenratu „Gazety Wyborczej”, albo za jedno i drugie.

Gdyby wynajął ich pan prezydent Nawrocki, to ćwierkaliby z całkiem innego klucza – ale pan prezydent nie ma przełożenia na Judenrat, a z pieniędzy też musi się wyliczać przez NIK-iem, więc nic dziwnego, że wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, ćwierkają z klucza krytycznego i potępieńczego. Nowością jest włączenie się do tego chóru przedstawicieli naszej niezwyciężonej armii. Nieomylny to znak, że już strząsnęła z siebie odium po stanie wojennym, w związku z czym demonstruje gotowość przyjęcia zadania trzymania w ryzach mniej wartościowego narodu tubylczego – tym razem już nie gwoli udelektowania Związku Radzieckiego, tylko – IV Rzeszy pod przewodnictwem Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje. Inna sprawa, że tu chodzi o forsę – a to jest sprawa znacznie poważniejsza, niż jakiej niepodległościowe dyrdymały.

Obywatel Tusk Donald już po ogłoszeniu prezydenckiego weta zapowiedział reakcję swojego vaginetu. Skoro padł zarzut „zdrady” to można by pomyśleć, iż pan prezydent Karol Nawrocki zostanie zaciągnięty przed Trybunał Stanu. Zgodnie z art. 143 konstytucji, samo zaciągnięcie prezydenta przed Trybunał Stanu powoduje „zawieszenie” go w sprawowaniu urzędu, a wtedy obowiązki prezydenta obejmuje marszałek Sejmu, – w tym przypadku – Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz, który zdążył się już na wszystkie strony wygimnastykować zarówno w służbie Związku Radzieckiego, jak i Rzeszy Niemieckiej. Jest atoli pewna trudność, bo zgodnie z art. 143 ust. 2 konstytucji, do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu potrzebna jest większość 2/3 ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu.

Tymczasem vaginet obywatela Tuska Donalda może zmobilizować maksymalnie około 340 członków ZG, wliczając w to posłów „niezrzeszonych”, czyli ofiar różnych partyjnych rozłamów i smrodliwych intryg – co oznacza, że do postawienia pana prezydenta Karola Nawrockiego przed Trybunałem Stanu brakuje mu około 30 głosów. W tej sytuacji Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz może tylko stosować obstrukcję wobec prezydenckiego projektu ustawy o alternatywnym sposobie sfinansowania zbrojeń naszej niezwyciężonej.

Ciekawe, że chociaż pan marszałek z góry tę obstrukcję zapowiedział, to żadnemu mądremu, roztropnemu i przyzwoitemu, co to rozpoznają się po zapachu, nie przychodzi do głowy, by zarzucić mu „zdradę”. A przecież prezydencka propozycja „SAFE zero procent” oznacza, że forsa do naszej niezwyciężonej armii w kwocie 180 mld złotych trafiłaby.

Widać wyraźnie, że nie o pieniądze tu chodzi, bo pieniądze są – tylko o coś zupełnie innego. Na ten trop naprowadzają nas nie tylko wynurzenia Madame Sobkowiak-Czarneckiej, która już wcześniej wychlapała, że „cztery do pięciu” procent sumy prawie 44 mld euro, które zaoferowała Polsce Komisja Europejska, od razu trafi na Ukrainę – żeby tamtejsi oligarchowie, co to już zdążyli się trochę wypościć, mogli sobie znowu pyszczki umoczyć w melasie – ale przede wszystkim – deklaracja rzecznika Komisji Europejskiej, z której wynikało, że otrąbiany przez vaginet obywatela Tuska Donalda „sukces” w postaci „załatwienia” tej pożyczki, tak naprawdę został przygotowany przez podległych Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje: brukselskich biurokratów jako rodzaj pułapki, w którą nasz nieszczęśliwy kraj ma wpaść, żeby tym łatwiej przerobić go na Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy.

Jeśli komuś to jeszcze by nie wystarczyło, to mamy dodatkowe potwierdzenie tych podejrzeń. Już następnego dnia po ogłoszeniu weta prezydenta Nawrockiego do ustawy o SAFE, Komisja Europejska rozpoczęła przygotowania do realizowania „Planu B” – chociaż obywatel Tusk Donald jeszcze nie zdążył przekazać jej stosownego wniosku.Jesteśmy ZOBOWIĄZANI do natychmiastowego wdrożenia planu – wychlapał rzecznik KE Tomasz Regnier. Ten „Plan B” polega na tym, że Polska jednak weźmie pożyczkę bez specjalnego ustawowego upoważnienia, chociaż według art. 216 ust. 4 konstytucji, zaciąganie pożyczek przez państwo następuje na zasadach i w trybie określonym w ustawie. Forsa trafi do Banku Gospodarstwa Krajowego na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, skąd rząd będzie sobie brał i wypłacał – komu tam akurat będzie trzeba.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy, po co potrzebna jest osłona całej operacji w postaci klangoru wykonywanego przez chór mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, wzmocniony przez barytony prześwietnej Generalicji naszej niezwyciężonej. Ma to robić wrażenie na maluczkich, których w naszym nieszczęśliwym kraju jest całkiem sporo, a którzy myślą, że to wszystko naprawdę i zapewnić Volksdeutsche Partei jeśli nie zwycięstwo, to przynajmniej jakiś przyzwoity wynik w wyborach w roku 2027. Bo nie tylko PiS przygotowuje sie do nich, namaszczając Wielce Czcigodnego Czarnka Przemysława na kandydata na premiera – ale obóz zdrady i zaprzaństwa również.

Nie tylko na odcinku komisyjno-europejskim, ale również na odcinku praworządności. Mam na myśli m.in. obsadzenie wakatów w Trybunale Konstytucyjnym przez 6 kandydatów rekomendowanych przez organizacje sędziowskie „Iustitia” i „Themis”, które podejrzewam, iż zostały utworzone z inicjatywy Wojskowych Służb Informacyjnych („Iustitia”) oraz ABW („Themis”). Chodzi o to, by „prawidłowo” obsadzony Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję o delegalizacji przynajmniej Konfederacji Korony Polskiej, a jeśli by się dało – to i Konfederacji „Imperium Kontratakuje” – żeby w ten sposób oczyścić polityczną scenę naszego bantustanu dla Volksdeutsche Partei i PiS i przywrócić w ten sposób zaprojektowany przez generała Kiszczaka model „okrągłostołowy” – nawet bez konieczności tworzenia przez stare kiejkuty kolejnej partii jednorazowego użytku pod nazwą „Róbmy Sobie Na Rękę”.

Stanisław Michalkiewicz

Podążajmy szparko za Grecją. MEM-y IX.

———————————

—————————-

[a zakalec gdzie??]

—————-

——————————————————

——————–

————————————————-

————————

——————————————–

——————————

——————————————

————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Historical Clues Indicate: Germany Secretly Funded Israel’s Nuclear Program

[tylko tyle: Dalej za szekle.. md]

haaretz.com/israel-news/israel-security/historical-clues-indicate-germany-secretly-funded-israels-nuclear-program

Konrad Adenauer and David Ben-Gurion.

Whether or not the German chancellor grasped the significance of Israel’s request for funds, it was clear to him that the understandings reached had to be kept under wraps.Credit: imago images/Sven Simon via Reuters

For 12 years, via completely secret channels, the German chancellor funneled the equivalent of 20 billion shekels to Israel. The goal: to fund its Dimona nuclear reactor and secure the country’s future

Uri Bar-Joseph March 13, 2026

Since December 1960, when the existence of a nuclear reactor in the Negev city of Dimona was no longer a secret, countless books and articles have been published regarding this sensitive project – which Israel, with impressive obstinacy, still clouds with ambiguity. The most important of these works, Avner Cohen’s 1998 book, „Israel and the Bomb,” laid the groundwork, upon which other important researchers – such as Seymour Hersh, Zaki Shalom and Adam Raz – based their extensive works. In 2024, investigative journalist Shany Haziza created an excellent documentary series, „The Atom and…

[daj dutki, goju… ]

„Tłusty kot” z Trzeciej Drogi wydał 270 tys. zł na jedzenie. To prawie 500 zł dziennie! Prezes, który to ujawnił, stracił stanowisko


„Tłusty kot” z Trzeciej Drogi wydał 270 tys. zł na jedzenie. To prawie 500 zł dziennie! Prezes, który to ujawnił, stracił stanowisko

Joanna Warszawska


blaskonline.pl/tlusty-kot-z-trzeciej-drogi-wydal-270-tys-zl-na-jedzenie-to-prawie-500-zl-dziennie-prezes-ktory-to-ujawnil-stracil-stanowisko

Pół tysiąca dziennie na gastronomię. Do tego paliwo, którego jego auto zupełnie nie potrzebuje

Radio ZET ustaliło, że w BOŚ przeprowadzono wewnętrzny audyt, który zlecił prezes banku, Bartosz Kublik. Kontrola miała sprawdzić wydatki członków zarządu i to właśnie wtedy wyszły na jaw kwoty, które dziś wywołują niesmak.

W dokumentach znalazły się m.in.:

• ogromne rachunki za gastronomię,

• 43 tysiące złotych na olej napędowy, mimo że służbowy samochód Kuźmińskiego jest benzynowy.

Raport miał trafić do rady nadzorczej, ale nie trafił.

Prezes, który zlecił audyt, został odwołany zanim zdążył go przedstawić

Zanim Kublik przekazał raport radzie nadzorczej, został natychmiast odwołany. Decyzja zapadła bez konsultacji z głównym udziałowcem banku, co tylko wzmocniło podejrzenia, że ktoś chciał zatrzymać sprawę, zanim stanie się publiczna.

W tle jest polityczny kontekst: BOŚ podlega NFOŚiGW, a ten, po wyborach w 2023, kiedy to powstała Koalicja 13 grudnia, trafił pod nadzór Ministerstwa Klimatu kierowanego przez Paulinę Hennig‑Kloskę z Polski 2050. To w ramach tej wymiany kadr Kuźmiński został powołany do zarządu.

A jeśli założyć, że służbową kartą nie płacił w weekendy, to jego realne wydatki w dni robocze były jeszcze wyższe niż 500 zł dziennie.

„Tłusty kot”? Określenie pasuje tu aż za dobrze

Patrząc na liczby, trudno się dziwić, że w sieci pojawiło się określenie Kuźmińskiego „tłusty kot”. Bo jeśli ktoś potrafi „przejeść” takie kwoty, dorzucić paliwo, którego jego auto nawet nie potrzebuje, a potem patrzeć, jak prezes wylatuje za próbę ujawnienia sprawy, to naprawdę trudno o bardziej trafne podsumowanie.

Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Czy Izrael jest "narodem wybranym"? Ostra burza wokół listu Episkopatu

21.03.2026, fronda/Czy-Izrael-jest-narodem-wybranym-Ostra-burza-wokol-listu-Episkopatu

Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Wokół przygotowanego przez Konferencję Episkopatu Polski listu z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej synagodze narasta poważny spór. Dokument, który miał zostać odczytany w kościołach, na krótko pojawił się w Internecie, po czym zniknął ze stron niektórych diecezji. Już sam ten fakt wywołał lawinę komentarzy i spekulacji.

Jednym z najbardziej dyskutowanych fragmentów listu jest jego początek, w którym autorzy podnoszą temat antysemityzmu: „Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) antysemityzm”.

Dla części komentatorów takie ujęcie tematu budzi kontrowersje. Niektórzy autorzy wskazują, że problem ten został w dokumencie postawiony w centrum, bez jednoznacznego zdefiniowania, co wyraźnie może prowadzić do uproszczeń i napięć interpretacyjnych.

Jeszcze większe emocje wywołuje fragment odnoszący się do historii nauczania Kościoła: „Przez ponad półtora tysiąca lat treści te (…) kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”.

Zdaniem krytyków taka diagnoza stawia pod znakiem zapytania ciągłość tradycji Kościoła katolickiego.

Najostrzejszą reakcję wywołał jednak fragment: „Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.

Publicyści zwracają uwagę na fakt, że sporne fragmenty listu za sprzeczne z nauczaniem Kościoła i tradycją apostolską. Piszą nawet wprost, że takie sformułowania oznaczają poważne odejście od utrwalonej doktryny i podważają ciągłość nauczania.

To właśnie ten element dokumentu stał się osią sporu. Dla jednych jest on przejawem rozwijającej się refleksji teologicznej oraz próbą pogłębienia dialogu międzyreligijnego, dla innych natomiast stanowi niebezpieczne przesunięcie interpretacyjne, które może prowadzić do relatywizacji dotychczasowych podstaw wiary.

Dodatkowe napięcia wywołuje także fragment odnoszący się do kwestii zbawienia, który – zdaniem krytyków – sugeruje możliwość uczestnictwa w nim bez jednoznacznego odniesienia do Chrystusa. W ocenie przeciwników takiej interpretacji rodzi to poważne konsekwencje teologiczne i może prowadzić do osłabienia tradycyjnego nauczania o konieczności nawrócenia.

Kontrowersje wzbudza również apel o odwiedzenie synagogi. Część środowisk postrzega go jako wyraz otwartości i kontynuację linii dialogu zapoczątkowanej przez św. Jana Pawła II. Inni jednak interpretują go jako krok zbyt daleko idący, który – w ich ocenie – może być odczytywany jako rozmywanie granic tożsamości religijnej.

Jak czytamy, dokument zawiera liczne niejasności i interpretacje, które mogą prowadzić do błędnych wniosków, a jego publikacja mogłaby mieć poważne konsekwencje dla odbioru nauczania Kościoła w Polsce.

Na chwilę obecną nie jest jasne, czy dokument ostatecznie zostanie opublikowany i odczytany w kościołach. Jedno pozostaje pewne – wywołana przez niego debata szybko nie wygaśnie.

mp/KEP, Vatican News, Fronda.pl

Z postępowego grajdoła. MEM-y VIII.

————————

———————-

——————————

————————————————————–

—————————–

——————————————————————-

———————————————————

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

czyli: anti-spiegel.ru/wie-deutschland-heimlich-israels-atombombe-finanziert-hat

To, że Izrael posiada broń nuklearną, jest jawną tajemnicą, ale niewielu ludzi wie, że izraelska bomba atomowa prawdopodobnie stała się możliwa tylko dzięki niemieckiemu finansowaniu. Teraz przypomniała nam o tym czołowa izraelska gazeta.

z anti-spiegel.ru

20. Marzec 2026

To jest „jawna tajemnica”, że Izrael ma broń nuklearną. Ale to, co nie wszyscy wiedzą, to to, że to oczywiście Niemcy potajemnie finansowały izraelski program broni jądrowej w latach 60. i tym samym umożliwiły to w pierwszej kolejności. Na przykład Dirk Pohlmann nakręcił już film dokumentalny na ten temat dla Arte w 2012 roku. Tak, w tym czasie takie filmy dokumentalne w niemieckiej telewizji państwowej były jeszcze możliwe, dziś coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Film dokumentalny podlinkowałem na końcu tego artykułu.

Teraz izraelski dziennik „Haaretz” zwrócił uwagę na niemiecką rolę w rozwoju izraelskiej bomby atomowej ze wszystkimi szczegółami w długim artykule. Ponieważ temat jest znany tylko kilku, przetłumaczyłem artykuł. A po przeczytaniu można się zastanawiać, czy czas publikacji był tylko zbiegiem okoliczności, ponieważ artykuł zawsze przypomina niemiecką odpowiedzialność za Izrael, który obecnie przeżywa wielkie trudności w wojnie z Iranem.

Początek tłumaczenia:

Historyczne wskazówki sugerują: Niemcy potajemnie sfinansowały izraelski program nuklearny

Przez dwanaście lat kanclerz Niemiec przemycał do Izraela 20 miliardów szekli za pośrednictwem ściśle tajnych kanałów. Cel: sfinansowanie reaktora jądrowego w Dimonie i zabezpieczenie przyszłości kraju.

Od grudnia 1960 roku, kiedy istnienie reaktora jądrowego w mieście Negew Dimona nie było już tajemnicą, na temat tego delikatnego projektu pojawiły się niezliczone książki i artykuły, które Izrael nadal utrzymuje w niewiedzy z imponującą nieustępliwością. Najważniejsze z tych prac, książka Avnera Cohena „Izrael i bomba” z 1998 roku, położyła podwaliny pod rozległą pracę innych głównych badaczy, takich jak Seymour Hersh, Zaki Shalom i Adam Raz. W 2024 roku dziennikarz śledczy Shany Haziza stworzył znakomity serial dokumentalny „He Atom and Me”, który nadał projektowi ludzką twarz.

Tysiące książek, artykułów naukowych i raportów z badań podkreśliły prawie wszystkie aspekty tego tematu. Ale nadal nie są wystarczająco zbadane lub odpowiedzi na dwa ważne pytania: Jaki był całkowity koszt projektu? A kto to sfinansował?

Paradoksalnie, odpowiedź na drugie pytanie jest również najwyraźniej odpowiedzią na pierwsze. Jak pokazano tutaj, głównym finansistą programu nuklearnego był, według wszystkich dostępnych źródeł, rząd Republiki Federalnej Niemiec, a mianowicie za pomocą tajnej pożyczki: W latach 1961-1973 rząd Bonn przekazywał Izraelowi 140 do 160 milionów marek rocznie, w sumie prawie 2 miliardy marek, co odpowiada dziś około 5 miliardom euro.

W 1989 r. podpisano umowę spłaty kredytu, skutecznie przekształcając ją w dotację. Innymi słowy, izraelski program nuklearny był w dużej mierze finansowany nie z darowizn od żydowskich filantropów lub izraelskich podatników, ale przez niemieckich podatników.

Aby zrozumieć, jak doszło do tej sytuacji, musimy cofnąć się do 1957 roku, kluczowego roku dla projektu i kulminacji stosunków izraelsko-francuskich. Francja stała przy Izraelu, gdy znalazła się pod silną presją międzynarodową, aby wycofać się z Półwyspu Synaj, który podbiła w wojnie październikowej w 1956 roku i wyraźnie pokazała swoją gotowość do pomocy. Izraelczycy ze swojej strony byli głęboko wdzięczni.

Ta przyjaźń była widoczna pod wieloma względami, nie zawsze otwarta. Najważniejszym – i tajnym – było podpisanie szeregu porozumień między komisjami energetyki jądrowej obu krajów w sprawie zakupu reaktora jądrowego z Francji.

Pomimo doskonałych relacji z Paryżem, premier David Ben-Gurion pozostał zaniepokojony. Zawsze obawiał się arabskiej jedności, która cofnie projekt syjonistyczny, a jego doradcy często patrzyli, jak wpatruje się w mapę regionu i zastanawia się, jak mały Izrael może wytrzymać wrogi świat arabski. Jego obawy nasiliły się, gdy egipski władca Gamal Abdel Nasser, niesiony przez falę narodowego panarabizmu, podniósł się, aby stać się charyzmatycznym przywódcą świata arabskiego po wojnie na Synaju i zagroził, że zmiażdży „syjonistycznego wroga”. Francja nie mogła udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na to egzystencjalne zagrożenie. Ben-Gurion był świadomy granic Francji jako potęgi w upadku i martwił się o niestabilność francuskiego rządu, a także o potencjalnym problemie dotyczącym ich motywacji do pomocy państwu żydowskiemu: przekonanie, że Za powstaniem w Algierii stoi Nasser. Na tym tle zaczął szukać „alternatywy na złe czasy”.

Pomimo emocjonalnego obciążenia, Niemcy Zachodnie były jego zdaniem najbardziej odpowiednim krajem do tej roli. Była to wówczas wschodząca potęga w Europie bez imperialistycznej przeszłości i bez zobowiązań wobec państw arabskich, a pojawiły się doniesienia, że Nasser był tam znienawidzony. Przede wszystkim jednak wielu w Niemczech, przede wszystkim kanclerz Konrad Adenauer, było zaangażowanych w Izrael.

Stosunki bezpieczeństwa między krajami rozpoczęły się od długiego tajnego spotkania w dniu 3. Lipiec 1957 w Bonn między Dyrektorem Generalnym Ministerstwa Obrony Szymonem Peresem a niemieckim ministrem obrony Franzem Josefem Straussem. Tajemnica była niezbędna dla obu stron: Ben-Gurion obawiał się, że stosunki z Niemcami po Holokauście mogą wywołać kryzys koalicyjny w jego rządzie, podczas gdy Niemcy obawiały się, że takie powiązania skłonią państwa arabskie do uznania Niemiec Wschodnich, a tym samym zdestabilizują pozycję Bonn na świecie.

Ale oba kraje również interesowały się pogłębianiem stosunków między sobą. Dla Niemiec poparcie państwa żydowskiego poza porozumieniem w sprawie reparacji z 1952 r. było pierwszorzędnym obowiązkiem moralnym i środkiem do zadośćuczynienia zbrodniom drugiej wojny światowej. Dla Izraela, a w szczególności dla Ben-Guriona, pomoc wojskowa z Niemiec była kluczowa dla bezpieczeństwa kraju.

Niektórzy w Izraelu, tacy jak minister edukacji Zalman Aran z rządzącej partii Ben-Gurion, Mapai, byli zdania, że Izrael powinien zażądać od Niemców poprawki do konstytucji, w której Bonn zobowiązałby się wspierać Izrael w przypadku ataku. W praktyce jednak nie było to wykonalne, ale nawiązanie „specjalnych relacji” było całkiem wykonalne,

Spotkanie Peresa i Straussa dało treść tym pierwszym związkom. Peres wyjaśnił poglądowi Ben-Guriona, że stosunki niemiecko-izraelskie nie mogą opierać się wyłącznie na zobowiązaniach finansowych w formie umowy o reparacji. Strauss zgodził się, zgadzając się na przyczynienie się do pomostowania przepaści między tymi dwoma krajami. Otrzymał również prośbę Peresa o zakup dwóch okrętów podwodnych przez Izrael. W związku z rychłym zagrożeniem trzecią wojną światową, która prawdopodobnie byłaby prowadzona głównie na niemieckiej ziemi, minister obrony wykazał również duże zainteresowanie doświadczeniem, jakie siły izraelskie zdobyły w wojnie na Synaju w walce z sowieckimi systemami uzbrojenia.

Okręty podwodne nie miały żywotnego znaczenia. Jak zauważył Ben-Gurion w swoim dzienniku, obie łodzie razem kosztowały mniej niż jeden francuski myśliwiec Vautour i mniej więcej w tym czasie Izrael podpisał kontrakt na zakup dwunastu z tych samolotów. Okręty podwodne były w rzeczywistości niskim priorytetem dla izraelskich sił zbrojnych, a szef sztabu generał Moshe Dayan podkreślił ze swojej strony, że niska cena jest warunkiem koniecznym zakupu.

W związku z tym wniosek o zakup okrętów podwodnych wydaje się być zręcznym wejściem w celu promowania stosunków między dwoma krajami bez wywoływania zbyt dużego oporu w wojsku. Fakt, że zakup dwóch okrętów podwodnych był motywowany politycznie, stał się jasny, gdy kontakty bezpieczeństwa z Niemcami stały się znane w mediach i wywołały kryzys koalicyjny w Izraelu. Ben-Gurion uzasadnił swoje działanie przed Knesetem, mówiąc, że okręty podwodne są sprawą najwyższej wagi i niezbędne dla bezpieczeństwa kraju.

Okręty podwodne zostały ostatecznie pozyskane z niemieckim finansowaniem w Wielkiej Brytanii, a dwustronne stosunki bezpieczeństwa pogłębiły się. Chociaż izraelskie siły zbrojne (IDF) nie otrzymały wówczas żadnych znaczących dostaw z niemieckiego arsenału, Niemcy kupiły od Izraela sprzęt bojowy o wartości 30 mln USD. Niemcy zdawali sobie sprawę, że jest to znaczący wkład w rozwój izraelskiego przemysłu zbrojeniowego.

Obrona przed Holokaustem

Najważniejszy krok w rozwijających się relacjach miał miejsce wraz z historycznym spotkaniem Ben-Guriona i Adenauera w dniu 14. W marcu 1960 roku w Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Samo spotkanie było publicznie znane, ale kluczowe punkty osiągniętych tam porozumień były trzymane w tajemnicy przez wiele lat. Rozmowa dwóch wysoko postawionych postaci była rzeczywiście jednym z najbardziej kształtujących wydarzeń w izraelskiej historii bezpieczeństwa.

Co dziwne, ale historycznie nie jest to niezwykłe, nie ma oficjalnego zapisu rozmów. Po stronie niemieckiej Heinz Weber, główny tłumacz Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zachował protokół, po stronie izraelskiej był to Arye Manor, attaché ekonomiczny ambasady w Waszyngtonie. Podczas spotkania obaj mężowie stanu wspomnieli o swoim założeniu, że urzędnicy amerykańskiego wywiadu słuchają ich rozmowy. Jest więc jasne, że zwracali szczególną uwagę na to, co mówili. Można przypuszczać, że niektóre rzeczy były dla nich jasne i dlatego nie musieli mówić wprost.

W pierwszej części rozmowy Ben-Gurion podkreślił swój pogląd, że nie byłoby „żadnych pytań bezpieczeństwa”, gdyby w Izraelu mieszkało jeszcze cztery lub pięć milionów Żydów. Te miliony, dodał, zginęły w Holokauście, i dlatego była to nie tylko ludzka tragedia, ale także „z historycznego punktu widzenia Hitler prawie zniszczył [sen] państwa żydowskiego”. To przekonanie, że Holokaust był nie tylko zbrodnią przeciwko narodowi żydowskiemu, ale także zbrodnią przeciwko syjonizmowi, nie było niczym nowym. Towarzyszyła Benowi Gurionowi, odkąd po raz pierwszy usłyszał o masowym mordowaniu Żydów. Już pod koniec 1942 roku wyraził obawę, że „zagłada europejskiego żydostwa oznacza unicestwienie syjonizmu”, ponieważ nie będzie już ludzi, z którymi kraj mógłby powstać.

Przedstawiwszy Holokaust nie tylko jako tragedię z przeszłości, ale także jako środek do zrozumienia podstawowego problemu bezpieczeństwa Izraela w teraźniejszości, przeszedł do następnej – i bardziej praktycznej – części spotkania: potrzeby niemieckiego odszkodowania, które zdaniem premiera powinny przybrać dwie formy.

Pierwsza forma rekompensaty miała charakter finansowy: albo niemieckie inwestycje w izraelskim przemyśle w celu stworzenia miliona miejsc pracy, albo długoterminowe pożyczki w wysokości od 40 do 50 milionów dolarów rocznie w ciągu dziesięciu lat. Według izraelskiej relacji ze spotkania, Adenauer nie wszedł w szczegóły, ale natychmiast powiedział, że Niemcy pomogą, zarówno z powodów moralnych, jak i dlatego, że Izrael jest „bastionem Zachodu”. Z kolei wersja niemiecka stwierdziła, że zgodził się na swojego izraelskiego odpowiednika, ale powiedziała, że nie ma potrzeby omawiania całej sprawy z trzyletnim wyprzedzeniem, co oznaczało, że będzie wystarczająco dużo czasu na rozmowy do 1963 roku, wygaśnięcie umowy o reparacji.

Druga forma odszkodowania dotyczyła pomocy wojskowej: okrętów podwodnych i interesu sił izraelskich w innych umowach zbrojeniowych. Adenauer wyjaśnił, że jest świadomy tej kwestii i wszystko, co działo się w tym kontekście, było dla niego do przyjęcia. W rzeczywistości, po rozmowach w Nowym Jorku, rozpoczęła się operacja Colony-France („French Colonies”), w skrócie Frank/Kol.

Według niemieckich dokumentów, od 1962 roku do mediów, Niemcy dostarczyły biznes zbrojeniowy izraelskim siłom zbrojnym na początku 1965 roku, które na początku 1965 roku sfinansowały zakup dalszej broni z Francji i Wielkiej Brytanii o łącznej wartości 340 milionów marek. Izraelski historyk Roni Stauber szacuje tę sumę w swojej książce z 2022 roku „Dyplomacja w cieniu pamięci: przeszłość i teraźniejszość stosunków izraelsko-zachodnioniemieckich, 1953–1965” (w języku hebrajskim) na 500 milionów marek.

Choć największe zainteresowanie uwagi przyciągnęło wsparcie militarne Niemiec, to kredyt na tzw. „projekt Negeva” był ważniejszy. Doniesienia o projekcie nuklearnym Dimona zostały opublikowane dopiero dziewięć miesięcy po rozmowach w Nowym Jorku, ale jest prawdopodobne, że Adenauer dowiedział się już o tym poprzez rozmowy z Francuzami i między Peresem a Straussem. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście zrozumiał zakres izraelskiej prośby, czy nie, czy nie, czy nie, było dla niego jasne, że zawarte umowy muszą być utrzymywane w tajemnicy, zwłaszcza z obawy przed reakcjami państw arabskich. W związku z tym sprawa początkowo była utrzymywana w tajemnicy przed niemieckim rządem, Bundestagiem i Federalnym Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Nazwa kodowa, którą biuro Adenauera przekazało planowi pomocy, brzmiała „Aktion Business Friend”. W szczególności roczna pożyczka w wysokości 50 milionów dolarów została uzgodniona w ciągu dziesięcioletniego okresu przy stopie procentowej 3,6 procent rocznie. Wbrew niemieckiemu poglądowi, że porozumienie zastąpi umowę o odszkodowaniach i w związku z tym wejdzie w życie dopiero z ostatnią płatnością w 1965 r., Izraelczycy zażądali dalszego przekazania płatności. Wreszcie pierwsza pożyczka od Bonn została wypłacona w grudniu 1961 roku.

Stworzenie mechanizmu dla przekazu pieniężnego nie było łatwe. Tajemnica uniemożliwiła podpisanie formalnego porozumienia, ponieważ wymagałoby to ratyfikacji przez rząd niemiecki i Bundestag. Aparat finansowy ustanowiony przez przedstawicieli Izraela w Niemczech, Felixa Shinnara i doradcę ekonomicznego Adenauera Hermanna Absa obejmował wypłatę tak zwanych „kredytów ekonomicznych” za pośrednictwem państwowego banku rozwoju we Frankfurcie. Aby zachować poufność, stawki zostały określone jako „przeniesienia pieniędzy z umów dwustronnych z krajami rozwijającymi się pochodzenia bezterminowego”. Porozumienie zostało zatwierdzone przez niemiecką gospodarkę i ministra finansów, ale minister spraw zagranicznych został pozostawiony w niewiedzy.

W maju 1960 roku realizacja tajnych porozumień między Ben-Gurionem a Adenauerem stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Zwiastowanie premiera w Knesecie w dniu 23. May, Adolf Eichmann został aresztowany i został postawiony przed sądem w Jerozolimie, podsycił w Niemczech obawę, że w toku postępowania zostaną wymienione nazwiska osób, które zajmowały wysokie stanowiska w reżimie nazistowskim i nadal odgrywały ważne role w rządzie Adenauer.

Najwybitniejszym z nich był prawnik Hans Globke, szef kancelarii, który odegrał kluczową rolę w opracowywaniu praw rasowych w Norymberdze. Jego pozycja w rządzie zachodnioniemieckim dała mu również wgląd w zmieniające się stosunki bezpieczeństwa z Izraelem – nawet aktywnie przyczynił się do ich ekspansji. Doradca ekonomiczny Adenauera, Hermann Abs, który energicznie promował „Akcję Przyjaciela Biznesu”, był wiodącym bankierem w czasach nazistowskich i został aresztowany po wojnie.

Obawa w Niemczech, że można nawiązać związek między wiodącymi postaciami rządu federalnego a jego poprzednimi rolami, doprowadził do nacisków, aby upewnić się, że kwestia ta nie stanie się rdzeniem tego procesu. Jak zauważyła Ora Herman w swojej książce „Piec i reaktor” (2017, hebrajski), głównym środkiem nacisku na Izrael było grożenie opóźnieniem realizacji tajnych porozumień: minister obrony Strauss podkreślił izraelskim urzędnikom, że nazwanie nazwisk wyższych urzędników w Bonn, zwłaszcza Globkes, zagrozi temu procesowi.

Globke sam dał Izraelczykom do zrozumienia, że umowy pożyczki i broni nie zostaną wdrożone dopiero po zakończeniu procesu. Adenauer ze swojej strony wysłał do Izraela osobistego wysłannika, który na różne sposoby poinformował Ben-Guriona o życzeniu kanclerza, aby nie wymieniono nazwiska Globke.

W tym samym czasie pojawiły się jednak również pozytywne sygnały: cztery miesiące przed rozpoczęciem procesu w kwietniu 1961 roku Ben-Gurion napisał w swoim dzienniku po rozmowie z Felixem Shinnarem: „Globke – najbliższy powiernik Adenauera – zachowuje się dobrze”, a także: „Abs jest doskonale”. Tydzień przed rozpoczęciem procesu Shinnar poinformował premiera, że „umowa jest na miejscu” i że „zachowano wszelkie środki ostrożności, abyśmy mogli uzyskać pierwsze 200 milionów marek jeszcze w tym roku”.

Efekt niemieckiej presji jest niejasny, ale przyniósł pewien efekt. Ben-Gurion poprosił prokuratora Gideona Hausnera, aby nie dostarczał żadnych dokumentów łączących Globke z Eichmannem. Hausner odmówił, ale w praktyce nazwisko Globke’a było ledwo wymienione w procesie. Wynikało to prawdopodobnie również z faktu, że Eichmann zaprzeczył jakimkolwiek relacjom z Globke w jego przesłuchaniach w Izraelu.

Przywództwo innego rodzaju

Fundament stosunków dwustronnych, który został położony w 1957 roku, został znacząco skonsolidowany na spotkaniu Adenauera i Bena Guriona w marcu 1960 roku i okazał się w nadchodzącej burzy procesu Eichmanna. Pierwsza płatność dla Izraela została dokonana w grudniu 1961 roku, na krótko przed rozprawą w sprawie wyroku. Według niemieckich dokumentów, 629,4 mln marek zostało przeniesionych: 82 mln w 1961 r., 97,6 mln w 1962 r., 150 mln w 1963 r., 149,8 mln w 1964 r. i 150 mln w 1965 r.

Po opublikowaniu operacji Frank/Kol w mediach i późniejszym kryzysie w stosunkach między dwoma krajami, Ludwig Erhard, następca Adenauera jako kanclerz, argumentował, że porozumienia z marca 1960 r. nie były wiążące, ponieważ nie były omawiane w rządzie ani zatwierdzane przez Parlament. W związku z tym procedury dotyczące transferów pieniężnych były rewidowane i omawiane corocznie, chociaż sumy pozostawały w dużej mierze takie same. W 1966 i 1967 roku Izrael otrzymywał 160 milionów marek rocznie, w ciągu następnych sześciu lat – do końca okresu kredytowania, który został przedłużony do 1973 r. – 140 milionów marek rocznie, z czego 20 milionów zostało przeznaczonych na rynek.

Ponieważ nie ma izraelskich dokumentów dotyczących praktycznego wdrożenia niemieckiego kredytu na „rozwój Negewu”, nie jest jasne, czy Bonn sfinansował projekt Dimona. Nawet jeśli część pieniędzy została zainwestowana w inne projekty, jest prawdopodobne, że zaoszczędzone przez nie środki zostały faktycznie wykorzystane do budowy reaktora jądrowego – który, o ile wiadomo, nie został sfinansowany z funduszy państwowych.

Koszty izraelskiego projektu nuklearnego nie zostały jeszcze wystarczająco doprecyzowane. Według Szimona Peresa połowę kosztów reaktora i innych części zakładu, około 40 mln USD, poniosły darowizny od zamożnych Żydów. Powiedział prawdopodobnie, że ich składki pokrywają koszty umów zawartych z Francją. Nawet jeśli weźmiemy to za gotówkę, chociaż prawie nic nie wiadomo o tożsamości darczyńców, to był dopiero początek projektu. Cały projekt kosztował znacznie więcej.

Levi Eschkol, który w czerwcu 1963 roku zastąpił Ben-Guriona na stanowisku premiera i ministra obrony, oszacował koszt izraelskiego projektu rakietowego, który został uznany za część projektu Dimona, w wewnętrznym spotkaniu z członkami partii w czerwcu 1964 roku w ciągu najbliższych trzech do czterech lat na 200 do 250 milionów dolarów.

Adenauer uznał poważny moralny obowiązek zadośćuczynienia zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów posunąć się daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do czasu obejścia własnego rządu i parlamentu.

Kwota pożyczki, której domagał się Ben-Gurion w marcu 1960 r. – miesiąc po pierwszej francuskiej próbie nuklearnej i kiedy znany był już koszt francuskiego programu nuklearnego – najwyraźniej odpowiadała potrzebom Izraela, podobnie jak dziesięcioletni okres. W przeciwieństwie do wszystkich innych pożyczek rozwojowych Niemiec do tego czasu, Izrael nigdy nie musiał ujawniać, w jaki sposób należy wykorzystać fundusze, i nie przeprowadzono żadnych rozmów na ten temat. Właśnie na tym opierało się kredytowanie.

Nawet gdy Niemcy zaostrzyli warunki pod koniec lat 60. i nalegali, że 20 milionów marek każdego transferu musi być zarezerwowanych dla niektórych projektów, reszta pieniędzy pokryła koszt projektu, o którym treść Izraelczycy nie musieli dostarczać żadnych informacji. Do chwili obecnej, wbrew zwykłej praktyce, niemiecki bank, który udzielił kredytu, nie opublikował żadnych sprawozdań z zamierzonego wykorzystania środków. Nie ma wiarygodnego wytłumaczenia dla ukrycia celu niemieckiego kredytu deweloperskiego poza finansowaniem projektu Dimona.

Ocena, że niemieckie fundusze współfinansowały izraelski program nuklearny, opiera się również na oświadczeniach dwóch osób, które są z nim najsilniej związane. Peres zauważył kiedyś, że Ben-Gurion ustalił wyraźny związek między procesem Eichmanna, „systemem obronnym przeciwko Holokaustowi, jeśli nadejdzie”, a „reaktorem zbudowanym w Dimonie”.

Sam premier wyraził się jeszcze wyraźniej. W debacie na temat Knesetu w 1966 roku zaatakował swojego następcę Leviego Eschkola, twierdząc, że Izrael próbował w 1965 roku w negocjacjach z rządem niemieckim znieść warunki korzystania z pożyczki w celu „rozwoju Negewu” i zgodził się na redukcję o 10 milionów dolarów rocznie. Ben-Gurion przekonywał, że jego następca spowodował „poważne szkody dla jednej z najważniejszych potrzeb bezpieczeństwa i przyszłości gospodarczej państwa Izrael”.

Twierdzenie Ben-Guriona o ustępstwach Eshkola było bezpodstawne, ale jego odniesienie do związku między niemieckim kredytem a „najwyższymi potrzebami bezpieczeństwa” Izraela wyraźnie świadczy o związku z projektem Dimona.

Niemcy ze swojej strony oficjalnie milczą w celu kredytowania. Jednak Hans Ruhlea, były wysoki urzędnik w niemieckim ministerstwie obrony, nie pozostawił wątpliwości, gdy zawarł dwa artykuły na temat finansowania projektu Dimona z tym samym stwierdzeniem: „Niemiecka pomoc finansowa na rzecz rozwoju izraelskich zdolności w zakresie broni jądrowej dała państwu żydowskiemu wyjątkową gwarancję przetrwania, która jest na cześć inicjatorów „Przyjaciela biznesu operacyjnego”.

Aby uzupełnić obraz, należy również wspomnieć o geście niemieckiego rządu, który zrekompensował Izraelowi, powściągliwą reakcję na ostrzał rakietami Scud w wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku i zaangażowanie niemieckich firm w produkcję rakiet. Rekompensata mogła przybierać różne formy, ale nie jest zaskoczeniem – i choć również za niemieckie względy ekonomiczne – odbywała się w tym czasie w formie decyzji kanclerza Helmuta Kohla o zagwarantowaniu budowy dwóch okrętów podwodnych typu Dolphin z 880 mln marek (dziś około miliarda euro) i przejęciu połowy kosztów trzeciego okrętu podwodnego. Według zagranicznych doniesień, niektóre rurki torpedowe okrętów podwodnych są wystarczająco duże, aby umożliwić zestrzelenie pocisków manewrujących głowicami nuklearnymi. Gdyby to była prawda, Niemcy zbudowałyby Izraelowi platformy, które dają mu zdolność drugiego uderzenia.

Zakładając, że wszystkie te informacje są poprawne, wkład Niemiec w bezpieczeństwo Izraela nie może być przeceniony przez lata. W przeciwieństwie do tzw. specjalnych stosunków państwa żydowskiego z USA, które opierają się między innymi na pomocy w postaci broni konwencjonalnej, Niemcy najwyraźniej przejęły odpowiedzialność za finansowanie znacznej części zdolności jądrowych przypisywanych Izraelowi.

W kluczowych latach projektu Negev (1961–1967) niemieckie pożyczki i bezpośrednia pomoc wojskowa obejmowały co najmniej 20 procent rocznego budżetu bezpieczeństwa Izraela. Trudno sobie wyobrazić, jak Izrael w przeciwnym razie mógł ponieść ciężar finansowy tak kosztownego projektu. Bez tego finansowania Izraelowi nigdy nie udałoby się go zrealizować.

W dzisiejszych czasach populistycznych przywódców w tym kraju i gdzie indziej wypada zakończyć tę historię pochwalnym słowem o przywództwie innego rodzaju. Ben-Gurion, którego głównym zmartwieniem było bezpieczeństwo Izraela, nie wahał się bronić przed wrogim społeczeństwem, który nic nie wiedział o pożyczce, i promować koncepcję „innych Niemiec” w celu legitymizacji wyjątkowych stosunków między dwoma krajami. Udało mu się również przedstawić Niemcom Holokaust nie tylko jako tragedię narodu żydowskiego, ale także jako źródło problemu bezpieczeństwa Izraela, na który potrzebna była odpowiedź. A Adenauer był przywódcą, który uznał poważny moralny obowiązek, aby zadośćuczynić otwarcie lub potajemnie zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów pójść daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do obchodzenia własnego rządu i parlamentu.

Następcy tych dwóch przywódców ze swojej strony ściśle przestrzegali wszystkich zawartych umów i od tego czasu uniknęli wszelkich niedyskrecji, które mogłyby ujawnić finansowanie projektu Dimona.

Koniec.

Oto dokument Dirka Pohlmana z 2012 roku, kiedy można było jeszcze zrobić taki dokument dla Arte, który byłby już dziś nie do pomyślenia.

============================

Iran dogaduje się z Japonią

Iran dogaduje się z Japonią

21.03.2026 nczas/iran-dogaduje-sie-z-japonia

Japonia sprowadza przez cieśninę Ormuz ok. 90 % ropy.

Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map
NCZAS.INFO | Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map

Iran jest gotowy zezwolić japońskim jednostkom na żeglugę przez cieśninę Ormuz – podała w sobotę agencja Kyodo, cytując szefa irańskiego MSZ. Abbas Aragczi poinformował, że trwają rozmowy z władzami w Tokio w sprawie otwarcia dla japońskich tankowców tej strategicznej drogi morskiej.

„Nie zamknęliśmy cieśniny. Jest otwarta” – powiedział Aragczi w wywiadzie telefonicznym udzielonym japońskiej agencji informacyjnej w piątek. Zaznaczył jednak, że Teheran jest przygotowany, by zapewnić bezpieczny tranzyt jednostkom krajów, takich jak Japonia, o ile będą one koordynować swoje działania z władzami irańskimi. Minister podkreślił, że restrykcje dotyczą głównie państw biorących udział w atakach na Iran.

Jednocześnie przyznał, że kwestia żeglugi japońskich statków przez cieśninę była omawiana podczas jego ostatnich rozmów z japońskim ministrem spraw zagranicznych Toshimitsu Motegim, zaznaczając, że rozmowy trwają i nie można ujawnić szczegółów.

Japońskie ministerstwa spraw zagranicznych i handlu oraz kancelaria szefowej rządu nie odpowiedziały w sobotę na prośby agencji Reuters o komentarz do tych doniesień.

Aragczi podkreślił, że Teheran nie szuka jedynie rozejmu, lecz „całkowitego i trwałego zakończenia wojny”, którą 28 lutego rozpoczęły USA i Izrael. W sobotę konflikt wchodzi w czwarty tydzień. Aragczi określił atak USA i Izraela jako „nielegalny i niesprowokowany akt agresji”.

Japonia jest silnie uzależniona od dostaw z Bliskiego Wschodu, sprowadzając przez cieśninę Ormuz ok. 90 proc. ropy. W związku z faktyczną blokadą tego szlaku żeglugowego i wynikającego z tego wzrostu światowych cen paliw Japonia zaczęła uwalniać własne rezerwy ropy naftowej.

Kwestia bezpieczeństwa żeglugi była tematem czwartkowego spotkania szefowej japońskiego rządu Sanae Takaichi z prezydentem Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. USA naciskają na sojuszników, by wysłali do patrolowania cieśniny Ormuz okręty wojenne, jednak Tokio odmawia, powołując się na ograniczenia prawne wynikające z powojennej, pacyfistycznej konstytucji kraju.

Najwygodniej tędy: MEM-y VI.

—————————–

————————————————–

————————————

—————————————————

[tylko – czy automat w Polsce przyjmie??]

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————–

Wojna z Iranem jako brama do wojny z Chinami i Rosją

Brian Berletic: Wojna z Iranem jako brama do wojny z Chinami i Rosją

W niedawnym wywiadzie z analitykiem geopolitycznym Brianem Berleticiem, byłym żołnierzem piechoty morskiej USA, autorem i gospodarzem kanału „The New Atlas”, ujawniono, że eskalacja na Bliskim Wschodzie jest częścią długoterminowego, strukturalnego planu strategicznego USA.

Berletic, który ostrzegał na miesiące przed wyborami w 2024 r. przed kontynuacją wojen – niezależnie od tego, kto wygra wybory – wyjaśnia, dlaczego wojna z Iranem pod rządami Trumpa nie jest przypadkiem, lecz przemyślanym krokiem na drodze do konfrontacji z Rosją i Chinami.

Rozmowa ujawnia, że ​​USA nie tylko walczą o hegemonię na Bliskim Wschodzie, ale również próbują stłumić rodzący się wielobiegunowy porządek świata za pomocą blokad energetycznych i wojen zastępczych.

https://youtube.com/watch?v=4rHhRNaH9LI%3Ffeature%3Doembed

Strukturalna strategia USA zamiast polityki prezydenckiej

Brian Berletic zaczyna od jasnej analizy amerykańskiej polityki zagranicznej: nie jest ona zależna od poszczególnych prezydentów, ale od strukturalnej rzeczywistości, kontrolowanej od dziesięcioleci przez wielkie interesy korporacyjne i finansowe.

Interesy te nastawione są na nieograniczony wzrost zysków i władzy i po prostu nie mogą zaakceptować świata wielobiegunowego – z równymi ośrodkami władzy.

Berletic powołuje się na artykuł Brookingsa zatytułowany „Which Path to Persia” („Która droga do Persji”), opublikowany w 2009 r., w którym opisano strategię walki z Iranem rozdział po rozdziale: od ery Busha, przez Obamę i Bidena, aż po administrację Trumpa w 2025 r., każdy krok został wdrożony z najwyższą dokładnością.

Celem nigdy nie była pojedyncza droga, lecz raczej kombinacja kilku opcji – sankcji, wojen zastępczych, sabotażu i ataków bezpośrednich – mająca na celu osłabienie i obalenie Iranu.

Syria jako klucz – korytarz powietrzny do Iranu

Kluczowym elementem był upadek Syrii pod koniec ery Bidena.

Berletic wyjaśnia, jak USA i Izrael celowo zniszczyły zintegrowane systemy obrony powietrznej Syrii, aby stworzyć „korytarz powietrzny” umożliwiający ataki na Iran – dokładnie tak, jak postulowano w artykule Brookingsa.

Atak na irański konsulat w Damaszku był jedynie próbą. Po otwarciu korytarza, prawdziwa eskalacja miała się rozpocząć w 2025 roku.

Izrael świadomie pełni rolę „jednorazowego pełnomocnika”: wywołuje konflikt, przyjmuje na siebie pierwszą falę odwetu i bierze na siebie publiczną winę.

Sam Trump obwinia Izrael za ataki na irańskie obiekty energetyczne – to dokładnie ta sama taktyka, którą opisano w dokumencie z 2009 r. w rozdziale „Leave it to Bibi”.

Od Arabskiej Wiosny do wojny przeciw Iranowi

Wojna z Iranem nie jest odosobnionym wydarzeniem, ale kolejnym kamieniem w łańcuchu, który rozpoczął się wraz z „arabską wiosną” w 2011 roku.

Berletic przypomina, że ​​John McCain i Lindsey Graham otwarcie wówczas stwierdzili: „Dziś świat arabski, jutro Iran, ostatecznym celem Moskwa i Pekin”.

„Arabska Wiosna” nie była spontanicznym powstaniem, lecz operacją USA, przygotowywaną przez lata w celu przekształcenia świata arabskiego w front przeciwko Iranowi.

Równolegle ukazał się dokument RAND „Extending Russia” (2019), w którym dokładnie opisano działania podejmowane obecnie przeciwko Rosji: sabotowanie eksportu energii, wykorzystywanie Ukrainy jako narzędzia wojny zastępczej, destabilizowanie peryferii i wiązanie Rosji z Syrią – aż do upadku Syrii i otwarcia drogi do Iranu.

Prawdziwy cel: Chiny

Prawdziwym celem strategicznym są Chiny.

Berletic podkreśla: Chiny są o krok od tego, by w ciągu maksymalnie pięciu lat nieodwracalnie wyprzedzić Stany Zjednoczone pod względem niezależności energetycznej i ogólnej kondycji gospodarki.

Pekin dokładnie to przewidział i poczynił ogromne przygotowania: Inicjatywa Pasa i Szlaku w zakresie połączeń lądowych, elektrownie przetwarzające węgiel na paliwo płynne, rurociągi z Rosji, masowa rozbudowa energetyki jądrowej i odnawialnych źródeł energii.

Stany Zjednoczone wiedzą, że mogą powstrzymać ten rozwój sytuacji jedynie w krótkim czasie.

Dlatego właśnie przeprowadzono atak na Iran: nie tylko po to, by obalić Teheran, ale także po to, by całkowicie odciąć Chiny od dostaw energii z Bliskiego Wschodu.

Globalna blokada energetyczna

Berletic opisuje postępującą globalną blokadę ropy naftowej:

Ataki na irańską produkcję, Katar, Kuwejt, Arabię ​​Saudyjską; porwanie prezydenta Wenezueli i wstrzymanie dostaw do Chin; kontrolowane przez CIA ataki dronów na rosyjskie zakłady energetyczne i tankowce; sabotaż projektów Pasa i Szlaku w Mjanmie i Pakistanie.

Nawet jeśli tankowcom uda się przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, produkcja i tak zostanie zmniejszona o połowę lub do zera.

Stany Zjednoczone udają „niekontrolowaną eskalację”, systematycznie odcinając jednocześnie Chiny od ostatnich źródeł energii.

Otwarta blokada stanowiłaby wojnę w świetle prawa międzynarodowego; wydaje się to „naturalne”. Jednocześnie wycofują jednostki morskie z regionu Azji i Pacyfiku, aby zatrzymać statki w Zatoce Perskiej – kolejny krok w kierunku uduszenia Chin.

Granice wojskowe USA

Amerykański przemysł zbrojeniowy osiąga granice swoich możliwości.

Berletic wskazuje na niedobory pocisków Patriot, radarów THAAD (kilka z 13 na świecie zostało już zniszczonych) i amunicji precyzyjnej, o których wiadomo od lat.

Iran wystrzeliwuje dziennie 20–30 rakiet – celowo, aby stworzyć luki w obronie powietrznej.

USS Ford już musiał zostać oddany do naprawy; samoloty i okręty osiągają granice swoich możliwości konserwacyjnych.

Stany Zjednoczone nie mogą jednocześnie walczyć z Iranem, Rosją i toczyć poważnej wojny z Chinami.

Próbują więc rozwiązać „dwa problemy jedną wojną”: destabilizując Iran i jednocześnie blokując eksport energii do regionu.

Dyplomacja jako spektakl

Według Berletica dyplomacja jest jedynie pretekstem.

Praca Brookingsa poświęca cały rozdział „opcji dyplomatycznej” – nie po to, by zapobiec wojnie, ale po to, by oszukać świat i wmówić mu, że Stany Zjednoczone próbowały, a winę ponosi Iran.

Niespodziewane ataki w trakcie negocjacji, eskalacja kontroli poprzez argument „Izrael to zrobił” i późniejsze groźby służą jedynie podtrzymaniu narracji i zachowaniu dominacji.

Rosja i Chiny przejrzały grę i nie idą na żadne ustępstwa – po prostu kupują sobie czas.

Niebezpieczna eskalacja

Drabina eskalacji jest niebezpiecznie wysoka.

USA już atakują infrastrukturę cywilną, wodociągi, elektrownie, a nawet elektrownię jądrową w Bushehr.

Berletic ostrzega: Jeśli Iran nie upadnie, Izrael może użyć broni jądrowej jako „jednorazowego środka zastępczego” – Trump po prostu napisałby na Twitterze: „Ostrzegałem ich”.

Najbardziej niebezpieczne jest zdesperowane imperium.

Jednocześnie widoczna jest odporność Iranu: kraj ten przetrwał już osiem lat wojny z Irakiem, dziesięciolecia sankcji i obecnie codziennie radzi sobie całkiem nieźle.

Z drugiej strony Stany Zjednoczone zużywają amunicję, która w rzeczywistości była zarezerwowana dla Chin – osłabiając w ten sposób własną globalną siłę uderzeniową.

Polityczne linie podziału i kontrreakcje

Berletic dostrzega również podziały polityczne i społeczne.

Rezygnacja Joe Kenta nie jest wyrazem prawdziwego oporu, lecz próbą ograniczenia szkód: zrzuca całą winę na Izrael, by wybielić rząd USA.

System amerykański został zaprojektowany tak, aby oddzielić krytykę od reszty i kontynuować realizację programu.

Po stronie irańskiej załamanie gospodarcze zagraża 93 milionom ludzi – jednak Teheran odpowiada ukierunkowanymi atakami: atakami na pola gazowe w Katarze i Arabii Saudyjskiej oraz na rafinerie nad Morzem Czerwonym.

Cel: wywarcie maksymalnej presji na państwa Zatoki Perskiej i osłabienie pozycji USA.

Berletic wątpi, czy państwa arabskie będą w stanie się wyzwolić – są one przecież także „państwami zdobytymi”.

Wnioski: Globalna wojna przeciwko wielobiegunowości

Ostateczny wniosek pozostaje ten sam: USA prowadzą globalną wojnę przeciwko wielobiegunowości.

Wenezuela, Kuba, Iran, Rosja, Chiny – wszystko w ramach jednej kampanii.

Elity mają niewiele do stracenia; inni ponoszą koszty: ludność cywilna, rosnące ceny, zniszczona gospodarka.

Berletic kończy apelem o działanie: Świat wielobiegunowy musi powstawać szybciej, niż jest niszczony.

Ludzie muszą zdać sobie sprawę, że ich systemy polityczne są celowo zaprojektowane jako narzędzia kontroli.

Ostatnia myśl

Wojna z Iranem nie jest konfliktem regionalnym, lecz możliwym zwiastunem szerszej konfrontacji z Rosją i Chinami.

Berletic uważa, że ​​nie jest to prognoza oparta na intuicji, lecz na analizie dokumentów strategicznych i wydarzeń geopolitycznych.

Otwarte pozostaje pytanie:
nie czy USA poniosą porażkę, ale jaką cenę zapłaci do tego czasu świat.

До чего народ доходит – самовар в упряжке ходит. [Nie bój się, ciemnoto..]

До чего народ доходит – самовар в упряжке ходит 

Ten tytuł tłumaczy się Do czego to ludzkość dochodzi- samowar w uprzęży chodzi.

Izabela BRODACKA

Kiedy w drugiej połowie XIX wieku na Polesie dotarła kolej kluczową linią, która otworzyła ten region, była Kolej Warszawsko-Terespolska, otwarta w 1867roku, łącząca Warszawę z Terespolem. Następnie intensywnie rozwijano linie w kierunku wschodnim, na Brześć i dalej w głąb Polesia. Inną kluczową linią była Kolej Nadwiślańska (1877):  wiodąca do Kowla.

  Kiedy na Polesiu pojawiły się również pierwsze samochody kupowane przez zamożnych ziemian i arystokrację wśród ludu poleskiego czyli wśród „ tutejszych” krążyły dowcipne, podobne do tytułowego wierszyki, zagadki i porzekadła. Nikogo nie trzeba było jednak ani do pociągu ani do tych samochodów przekonywać. „Tutejszych” po prostu nie było stać na samochód a nawet na bryczkę. Co najwyżej na zwykły drabiniasty wóz na nieogumionych kołach.

Gdy jednak żądni nowinek ziemianie zastąpili konie ciągnące kierat napędzający młocarnię lokomobilą podobne lokomobile, „samoróbki” pojawiły się wszędzie na wsi. Okazało się, że niepiśmienni, rzekomo ciemni chłopi mają swój rozum i potrafią nie tylko docenić, lecz nawet skonstruować to co jest naprawdę dobre technicznie i opłacalne. Podobnie rolnicy z najdłuższej polskiej wsi Ochotnicy, po czterech latach przedwojennej szkoły podstawowej budowali sami piękne domy, doprowadzali prąd, konstruowali traktory „ samoróbki” o niskim zawieszeniu, które mogły wjeżdżać na strome ochotnickie pola pod Lubaniem i Gorcem. Nadal pomimo braku wykształcenia technicznego są rozchwytywani w kraju i za granicą jako budowlańcy.

Do ideologicznych nowinek, do zimnego wychowu cieląt, które oddzielone od matek masowo zdychały na mrozie, do odkryć Miczurina czy Łysenki można było przekonać tych rzekomo ciemnych ludzi tylko siłą. Dlatego niejaki Kroński i jemu podobni filozofowie chcieli w Polsce uczyć ( i niestety uczyli) podstaw marksizmu kolbą karabinu.  „My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji” (T. Kroński w liście do Cz. Miłosza, 7 grudnia 1948) Kroński uważany jest za ojca duchowego Kołakowskiego, Baczki i Pomiana.

И хватает ли этого? ( I czy to nie wystarczy?)- chciałoby się powiedzieć. Ludzie, którzy instalowali stalinizm w naszym kraju w czasach gdy nasi krewni i przyjaciele ginęli okrutnie torturowani w kazamatach bezpieki każą nam teraz traktować siebie jako szlachetnych marzycieli uwiedzionych i oszukanych przez zbrodniczą ideologię. Tymczasem tak naprawdę kolaborujący ze stalinizmem albo byli idiotami albo sprzedajnymi współuczestnikami stalinowskich zbrodni. Tertium non datur.

Dlaczego teraz mamy ich traktować jak guru, jako szlachetnych dysydentów w kraju gdzie opozycjonistą był każdy robotnik i każdy rzekomo ciemny chłop gdyż nienawidziliśmy ze wszystkich sił komunistycznego ustroju i jego przedstawicieli. Nienawidzili tego ustroju również szeregowi partyjni towarzysze najczęściej wcieleni do partii przymusowo i nie korzystający z przywilejów przysługujących faktycznym instalatorom stalinizmu – partyjnej nomenklaturze i sprostytuowanym literatom.

Niestety wracamy do czasów kiedy przekonuje się nas siłą do różnych rzekomo wspaniałych rozwiązań czy wynalazków. Jak na razie nie jest to kolba karabinu – jak to sobie wymarzył Krońsk i- lecz wszystko jeszcze przed nami. Pętla ekonomiczna może być równie skuteczna jako środek perswazji jak klasyczna garota. Mamy na słowo uwierzyć, że wiatraki i panele fotowoltaiczne mogą skutecznie zastąpić węgiel, że energetyka jądrowa jest najbezpieczniejsza na świecie, że samochody elektryczne są również tanie i bezpieczne.

A tak naprawdę nie musimy wierzyć, mamy bez dyskusji dostosować się do wszelkich przepisów i zarządzeń, które odbierają naw wolność ekonomiczną a nawet wolność słowa. Na przykład samochody elektryczne, które ze względu na skłonność do samozapłonu nie są wpuszczane do wielu podziemnych garaży i na promy morskie – mają przymusowo zastąpić wszelkie inne samochody we flocie przedsiębiorstw, w tym nawet prywatnych. Starsze samochody mają być nie wpuszczane do śródmieścia wielu miast na przykład Warszawy i Krakowa, co uniemożliwi starszym niezamożnym ludziom dojazd choćby do lekarza. Dotknie ich zatem wykluczenie komunikacyjne.

I my mamy wierzyć w te wszystkie bzdury pod przymusem. Na uczelniach rozwija się badania nad globalnym ociepleniem oraz identyfikacją płciową, blokując wszelkie próby dyskusji na te tematy. To nie tylko kwestia przekupywania naukowców grantami i wyjazdami na zagraniczne sympozja.

Jak wiemy kilka dni temu przegłosowano rezolucję [ja tam nie wiem… md], która penalizuje odmowę przyjęcia ideologii gender oraz jej krytyką. Przegłosowało ją Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. Krytyka czy tylko próba dyskusji na temat globalnego ocieplenia i roli w tym zjawisku dwutlenku węgla też jest na polskich Uniwersytetach niemile widziana. Nowa szkoła intelektualna każe traktować temperaturę – 25C i umierających z zimna ludzi jako dowód właśnie globalnego ocieplenia. Dokładnie tak jak w wierszu Asnyka pod tytułem: „ Historyczna nowa szkoła”, która „Nie powstrzyma się w zapędzie, aż dowiedzie, że król Herod dobroczyńcą był dla sierot”.

Niechęć wobec nowinek technologicznych nazywa się współcześnie neo-luddyzmem w nawiązaniu do radykalnego ruchu społecznego z początkowego okresu rewolucji przemysłowej (1811–1813), którego przedstawiciele w obawie utraty pracy w wyniku wynalezienia maszyn tkackich niszczyli te maszyny i krosna. Byli za to surowo karani. Byli jednak karani wyłącznie za niszczenie cudzego mienia.

Nikt natomiast nie zabraniał nikomu używania kołowrotka czy tkania na prymitywnych krosnach. Stało się to po prostu nieopłacalne. Nikt nie zabraniał również ubogim ludziom palenia w piecach zebranymi szyszkami czy używania lamp naftowych chociaż w miastach, w luksusowych mieszkaniach, zakładało się oświetlenie gazowe. Nie wprowadzano jednak postępu kolbą karabinu, mnożeniem zakazów. To wynalazek czysto sowiecki.

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm. [W Polsce!!]

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm

21.03.2026 Julia Gubalska nczas/wydal-100-letnia-ksiazke-zostal-oskarzony-o-nazizm

Ocenzurowana książka.
NCZAS.INFO | Ocenzurowana książka – zdj. ilustracyjne. / Fot. wygenerowana przy użyciu Nano Banana

Skala cenzury w naszym państwie zatacza coraz szersze kręgi. Kontroli systemowej podlegają już nie tylko autorskie publikacje czy niezależna działalność naukowa. Przeciwko Prezesowi Wydawnictwa Magna Polonia Przemysławowi Holocherowi wpłynął akt oskarżenia za wydanie XX-wiecznego dzieła. Publikacja książki napisanej w 1918 r. spotkała się z zarzutami o szerzenie nazizmu.

Chce go system, chcą go… Niemcy

Prezes Magna Polonia otrzymał oprócz aktu oskarżenia również wiadomość z Niemiec. Deutsche National Bibliothek wysłała pismo o treści:

„Szanowny Panie Przemysławie Holocher, Niemiecka Biblioteka Narodowa ze swoimi siedzibami w Lipsku i Frankfurcie nad Menem ma ustawowy obowiązek gromadzenia (oprócz dzieł wydawanych w Niemczech w formie drukowanej, wizualnej, dźwiękowej) publikacji ukazujących się za granicą. A mianowicie publikacji w języku niemieckim, tłumaczeń dzieł niemieckojęzycznych na inne języki, publikacji obcojęzycznych dotyczących Niemiec itd., a następnie ich trwałego archiwizowania, rejestrowania bibliograficznego oraz udostępniania społeczeństwu. Zauważyliśmy, że wydał Pan następujące dzieło, którego niestety nie posiadamy jeszcze w naszych zbiorach. Brakuje nam następujących publikacji: Paul Bang, „Księga Win Judy” (…). Prosimy o przesłanie nam jednego bezpłatnego egzemplarza – tej, oraz wszystkich przyszłych publikacji do naszych zbiorów. W ten sposób wspierają Państwo Niemiecką Bibliotekę Narodową w realizacji jej zadania polegającego na kompletowaniu niemieckich i niemieckojęzycznych publikacji i tłumaczeń wydawanych za granicą (…). Państwo niemieckie dba o swoje zbiory i elementy kultury”.

Jak słusznie zauważył gość „Najwyższego Czasu!”, wiadomo, że w Niemczech ze względów historycznych propagowanie nazizmu jest surowo zabronione. Niemiecka instytucja państwowa realistycznie postrzega wydanie wspomnianego dzieła wyłącznie w kategorii publikacji kulturowych i domaga się go w swoich zbiorach historycznych.

A w Polsce? „Pod pretekstem rzekomej promocji nazizmu pani prokurator Ewa Halińska ma ochotę palić książki na stosach. To jest coś niesłychanego. Pani prokurator zabrakło umiejętności czytania albo umiejętności czytania ze zrozumieniem” – tłumaczy Holocher.

„Biegły, pan Paweł Nowak jest powoływany do analogicznych spraw w całej Polsce. To jest zawodowy, poszalały z jakichś uprzedzeń lewicowy wariat. I mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa, bo już pomijając to, że zainkasował za te brednie 45 tysięcy złotych; pomijając to, że znaczna część jego opinii, to są po prostu treści skopiowane z Wikipedii. Hasło »Czołem Wielkiej Polsce« jest według wspomnianego biegłego hasłem nazistowskim.

Jednym z patronów części książek, które zostały zarekwirowane, był portal średniowieczny.pl. Logo tego portalu było pisane czcionką gotycką. Pan biegły posługuje się metodologią, według której skądś wie, że dla większości ludzi, z pewnością to będzie czcionka faszystowsko-nazistowska. Ja bym chciał pokazać komuś napis średniowieczny czy inny i znaleźć chociaż jedną osobę, która powie, że mu się to kojarzy z hitlerowcami. Stare księgi są pisane gotykiem. Biblia Gutenberga była wydana tym pismem. Proszę Państwa, to się dzieje. Ten człowiek naprawdę to napisał” – punktuje absurdy sformułowane w akcie oskarżenia.

Książka starsza od III Rzeszy

Ideologia nazistowska powstała w XX w., jednak już po pierwszym wydaniu „Księgi Win Judy”. Ponadto prezes wydawnictwa podkreśla w rozmowie dla „Najwyższego Czasu!”, że wydając książkę, nie trzeba się w 100 procentach zgadzać z jej autorem.

Przytacza też postać samego autora i szkicuje ciąg przyczynowo-skutkowy opisany w książce, w której jednak nie znajdujemy żadnych konkretnych propozycji zmian ustrojowych: „Autor oczywiście żył w czasach III Rzeszy, natomiast bardzo szybko wycofał się z życia politycznego. Jeździł za granicę, próbował zapobiec wojnie, za co był oskarżony w III Rzeszy. Tę książkę napisał dużo wcześniej. Trudno jest mówić o propagowaniu nazizmu w książce, która została napisana dużo wcześniej, niż się ukuła ideologia nazistowska. Ponadto nie jest to książka ideologiczna, lecz książka faktograficzna, która jest istotnym elementem układanki historycznej dotyczącej także tego, co wyprawiali górale ze Wzgórz Golan, Eskimosi i cała reszta ferajny w państwie pruskim.

Autor książki daje na to odpowiedź, dlaczego społeczeństwo niemieckie było do nich uprzedzone. Pozwolę przeczytać sobie fragment książki: »Zepsucie smaku u Niemców i ich otępienia (…) ma swój powód w ogarnięciu dziedziny wychowania artystycznego przez Judę, który nas wychował w muzyce kawiarnianej, w tańcach murzyńskich, w chińskich operetkach, w farsach burdelowych i innych deprawacjach. Najokropniejszym rozdziałem jest (…) zaraza filmowa, wypędzająca filmami uświadamiającymi resztę wstydliwości niemieckiej, za pomocą której narodowi niemieckiemu umacnia się zboczenia seksualne. Lekarz Żyd, doktor Hirschfeld wraz z Komitetem Naukowym (…) podaje młodzieży niemieckiej występki przeciwko naturze. Już zagranica nazywa rozpustę przeciwko naturze niemieckiej The German Evil«.

Doktor Hirschfeld, którego autor tu przytacza, był protoplastą genderyzmu. On jako pierwszy chyba stworzył ideę lotności, płynności płci, zresztą zajmował się transami i całą resztą. Generalnie był to deprawator i grasował w Berlinie. Czy autorowi książki mogło się to nie podobać? Mogło się to nie podobać” – komentuje Przemysław Holocher.

„Słowa na temat deprawacji społeczeństwa, które Pan przytoczył to niemalże kopia tego, co w przestrzeni publicznej widzimy obecnie” – zauważyłam w naszej rozmowie.
„Dokładnie, takich fragmentów w książce jest bardzo wiele” – stwierdza Holocher. „Oczywiście według biegłych, według prokurator, autorowi nie miało prawa się to nie podobać. Ale co jest ciekawsze, w Polsce jestem ścigany za to, że wydałem książkę rzekomo propagującą nazistowski ustrój państwa, choć próżno szukać tam jakichś rozwiązań ustrojowych, bo nawet ludobójczych nie znajdziemy” – tłumaczy „Najwyższemu Czasowi!”.

Akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi Holocherowi, który wpłynął do Sądu to początek prześladowań niezależnych wydawnictw i publikacji. Jak twierdzi sam oskarżony, może to generować problemy nawet dla całego środowiska, które wydają książki bez cenzury. Jest to akt przeciwko świadomości historycznej, wymierzony w prawdę historyczną.

To samo widzimy zresztą również po procesie pana Brauna, który nie jest zwykłym procesem karnym. Wnikliwie ukazuje nam patologię działania systemu i instytucji prowadzących działania wymierzone w polskich obywateli.