Na prośbę obu skonfliktowanych stron, Rosja mediatorem w kontaktach Izraelsko Irańskich. [??? md]

Na prośbę obu skonfliktowanych stron, Rosja stała się mediatorem w kontaktach Izraelsko Irańskich

Putin z wizytą w Tel Awiwie w misji ostatniej szansy.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JAN 16

Słabnąca rola USA jako „arbitra światowego”, połączona z coraz bardziej nieodpowiedzialną chaotyczną polityką Waszyngtonu, zmusiła nawet najgorętszego wielbiciela Ameryki, jakim jest Izrael [chyba odwrotnie. md] , do zwrócenia się do Moskwy z prośbą o mediację z Iranem. O to samo zwrócił się Teheran do Kremla.

W grudniu ubiegłego roku odbywały się w Moskwie poufne negocjacje Iranu i Izraela.

Ostatnio Putin odbył niespodziewaną wizytę do Tel Awiwu, spotykając się z izraelskimi przywódcami.

Z powodu nieustannych gróźb Trumpa w kontekście demonstracji w Iranie, czasu pozostało niewiele.

Standardową polityką Zachodniego Imperium Kłamstwa, jest nakładanie na wybraną ofiarę niszczycielskich sankcji gospodarczych, przy jednoczesnym podżeganiu niezadowolonej opinii publicznej do demonstracji antyrządowych. Jeśli same demonstracje okazują się niewystarczające, to „kochający demokrację Zachód”, wysyła tam swe siły powietrzne w celu dokonania „humanitarnych bombardowań”, jak to miało miejsce w Iraku, Libii, Afganistanie, byłej Jugosławii, Syrii, itd.

Jeśli „powietrzna perswazja” hegemona nie jest wystarczająca, Zachód wysyła tam swoją „koalicję chętnych”, by nie babrać się z rezolucjami ONZ, który i tak jest w kieszeni Waszyngtonu.

W przypadku Iranu problem polega na tym, że posiada on największe zasoby rakiet konwencjonalnych, w tym nie-przychwytywalnych hipersonicznych.

Użycie przez Teheran nawet ułamka swego arsenału, może doprowadzić do całkowitego zniszczenia malutkiego Izraela, a także wszystkie regionalne baz USArmy.

Z tego też powodu Izrael zgodził się nie tylko na negocjacje, ale również na deklarację nie zastosowania w stosunku do Iranu wyprzedzającego uderzenia.

Iran zrewanżował się podobną deklaracją w stosunku do Izraela, choć jego zaufanie do ewentualnych porozumień z Izraelem jest równie nikłe, jak w przypadku ewentualnych umów z Waszyngtonem.

Stawka jest jednak gigantyczna. W przypadku niebezpieczeństwa anihilacji Izraela, użyje on zapewne broni jądrowej, którą bezprawnie posiada. Jakie spowodowałoby to konsekwencje, nie ma potrzeby wyjaśniać.

Z tego też powodu, Putin osobiście zaangażował się w te negocjacje. Pokazując przy okazji całemu światu, kto po ostatecznym upadku Zachodniego Imperium Kłamstwa, będzie grać rolę światowego arbitra.

Dobrze by było, żeby skundlony globalistyczny reżim w Warszawie, pod przywództwem germańskiego agenta Gauleitera Tuska, pojął tą prostą prawdę. Nie w interesie Polaków, których nienawidzi, ale swym własnym interesie. Niech globalistyczne szumowiny nie zapominają, że Rosja już zaczęła konstruować Norymbergę 2, na potrzeby osądzenia zachodnich kolonizatorów i tzw. „neokonserwatystów”.

Putin Makes Double Iran Move, Then Issues Stark Message to Trump & Netanyahu

Prawo do paradoksu

M. Todd

Prawo do paradoksu 3/2026(757)

     Ponoć na medycynie zna się każdy. No to, po co nam lekarze i szpitale? „Nasz” rząd likwiduje takie zbędne placówki. IZBY WYTRZEŹWIEŃ powinny wystarczyć. Oszczędność najważniejsza.

Jest tylko mały szkopuł: kto będzie kupował, a właściwie dzierżawił, ten sprzęt medyczny od zaprzyjaźnionych z ORKIESTRĄ ŚWIĄTECZNEJ POMOCY firm? Może jednak szpitale, przed definitywną upadłością wezmą dodatkowe kredyty w zachodnich bankach, a później my wszyscy będziemy je spłacać, ciesząc się zardzewiałym badziewiem?
     Jak już zdrowie mamy zapewnione, to zajmijmy się prawem, którego, jak wiadomo,  nieznajomością tłumaczyć się nie można. Obawiam się, że w całej Europie nie znajdzie się prawnik znający całe prawo obowiązujące jego i jego współziomków.

W samej Unii Europejskiej prawo produkuje się z prędkością stu stron na minutę, albo szybciej. Każde przestępstwo można przedstawić jako zgodne z prawem, nie podając oczywiście odpowiednich paragrafów. Niech sąd sam sobie poszuka uzasadnienia. Taki zaprzyjaźniony z rządem sąd, nawet tego nie musi, wystarczy, że prawo „rozumie” tak, jak Tusk. On ma prawo do każdego paradoksu, żeby nie określić tego dosadniej.

O czym myśli myśliwy?

‒ Najsłynniejszy polski myśliwy myśli o bigosie – odpowiedział DUCH CZASU na pytanie Małgorzaty.

‒ Rzeczywiście – przyznała – ten myśliwy „myślał”, że jest myślicielem, który oczaruje Obamę przepisem na bigos po myśliwsku.

‒ Mylił się, bo myśliwy, jak się okazuje, nie jest od myślenia.

‒ Co najwyżej od planowania, jak osaczyć zwierzynę.

‒ Masz na myśli jakąś konkretną zwierzynę?

‒ Zależy jak na to spojrzeć – odparła. – Każdy baran dla wilka może by zdobyczą. Owsiakowi, podobnie, jak owsikom wystarczą dawcy, nie koniecznie świadomi skutków i konsekwencji swych poczynań.

Nowe przepisy o „terapii daremnej” wywołują niepokój pacjentów. – Raczej wściekłość!!

Paweł Pietkun tysol.pl/nowe-przepisy-o-terapii-daremnej-wywoluja-niepokoj-pacjentow

Nowe przepisy o „terapii daremnej” wywołują niepokój pacjentów


Jeżeli sądzicie, że konstytucja gwarantuje równy dostęp obywateli do służby zdrowia, to mam dla Was złą wiadomość. Już nie!

Obecnie lekarz – nawet jednoosobowo internista z SOR – może zdecydować o nieleczeniu pacjenta i faktycznym uśmierceniu go. Nie każdego. Na śmierć mogą być skazane osoby chore na choroby przewlekłe, w każdym wieku, ale również np. chorzy na zespół Alzheimera, w depresji psychicznej, karmieni pozajelitowo, chorzy na przewlekłe choroby płuc – na przykład na astmę, nadciśnienie czy pacjenci (również dzieci), którzy wymagają stałej opieki innych osób.

Wyrok wydany przez „lekarza” jest nieodwracalny i na stałe wpisany do ogólnopolskiej bazy danych o pacjencie.


Eugenika po polsku, czyli uśmiechnięta medycyna

Dzisiejsza Polska coraz mocniej przypomina anty-utopijne społeczeństwo opisane w sławnej powieści Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat”. Za zasłoną rozliczeń opozycyjnych polityków i przejmowania pełni władzy przez rządzącą koalicję, która sięgnęła również po próbę unieważnienia wyborów prezydenckich, za zasłoną przygotowań do wojny z Rosją i wszechobecnego lęku przed taką wojną, skutecznie wzmacnianego deklaracjami rządu o wysłaniu do każdego obywatela instrukcji dotyczącej działań na wypadek wojny (drodzy Czytelnicy, otrzymaliście jakieś?), budową schronów czy dyskusjami o malejącej inflacji i rosnącym bogactwie Polski, zmienił się Kodeks Etyki Lekarskiej oraz wprowadzono nowe narzędzie – tzw. terapię daremną. To – mówiąc wprost – jak najbardziej oficjalna zgoda na uśmiercanie pacjentów trafiających do szpitali już na etapie szpitalnych oddziałów ratunkowych.


Choć wskazane jest, żeby zgodę taką wydała trzyosobowa komisja, w szczególnych przypadkach może o tym decydować również jeden lekarz. To zgoda tym groźniejsza, że raz wydana jest wpisywana do Internetowego Konta Pacjenta, rozwiązania, którym lubi chwalić się obecny rząd, i obowiązuje do końca życia, nawet wtedy, kiedy pacjentowi uda się przeżyć kontakt ze służbą zdrowia dłużej niż przepisane mu kilka miesięcy.
Zakaz ratowania życia
Od ubiegłego roku obowiązuje zakaz (!) stosowania terapii daremnej – nowego w polskiej medycynie narzędzia, wciąż mylonego przez pacjentów i ich rodziny z terapią uporczywą – jest rozwiązaniem przerażającym tym bardziej, że raz wpisany wyrok obowiązywać ma również placówki prywatne, w których lekarze być może podjęliby się leczenia pacjenta, widząc szanse na jego uratowanie. Niestety nie wolno im tego robić – jest to zabronione wprost. Na co sami (wielu lekarzy protestuje przeciwko temu rozwiązaniu) wielokrotnie zwracali uwagę.
Dyskusja na temat zmian w Kodeksie Etyki Lekarskiej (która rozpoczęła się już w 2023 roku) i wprowadzenia do polskiej medycyny nowego terminu i nowego standardu – właśnie terapii daremnej – odbyła się raczej dyskretnie, podobnie jak dyskretnie rozwiązanie to zostało wprowadzone. Na nic zdała się pełna dramatyzmu dyskusja, która niemal rok temu odbyła się na forum Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Życia i Zdrowia Polaków, w której wzięli udział lekarze głośno zgłaszający swoje zastrzeżenia. Ich memento nie zostało wysłuchane.
Zmieniony Kodeks Etyki Lekarskiej mówi wprost:
„Lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia resuscytacji u pacjentów znajdujących się w stanie terminalnym. Decyzja o zaprzestaniu resuscytacji należy do lekarza lub zespołu lekarzy i jest związana z negatywną oceną szans leczniczych”.
I kolejny zapis:
„Lekarzowi nie wolno stosować terapii daremnej”.


Przygotowane wcześniej wytyczne precyzują, że obowiązek faktycznego uśmiercenia pacjentów dotyczy „osób, których spodziewany czas przeżycia wynosi poniżej 12 miesięcy, w tym tych, u których występuje m.in.: zaawansowana niewydolność serca, aktywna/rozsiana choroba nowotworowa, przewlekła choroba płuc w okresie domowej tlenoterapii, zaawansowane otępienie i inne choroby neurodegeneracyjne, marskość wątroby, wytworzona przezskórna gastrostomia odżywcza (PEG) oraz inne choroby przewlekłe o krótkim przewidywanym czasie przeżycia, które były hospitalizowane więcej niż raz z powodu zaostrzenia zaawansowanej choroby przewlekłej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, które wymagają stałej opieki innych osób, które są pod stałą opieką zakładów opiekuńczo-leczniczych lub hospicjów, u których w ostatnich tygodniach nastąpiło nieodwracalne pogorszenie stanu ogólnego”.

[u mnie nastąpiło nieodwracalne pogorszenie stanu ogólnego – gorzej słyszę na lewe ucho. MD]


Śmierć dla słabych

Problem w tym, że wypełnienie tej definicji otwiera możliwość faktycznego skazania na śmierć także osób zmagających się np. z depresją, bez względu na wiek (wystarczy dwukrotna w ciągu roku hospitalizacja), dzieci niepełnosprawnych – również ruchowo, czy niewidomych – a nawet dzieci z dużym stopniem autyzmu, które wymagają wsparcia opiekuna, czy osób w podeszłym wieku, jeżeli lekarz na SOR uzna, że osoba taka cierpi na starcze otępienie.
Przepis jest tak przygotowany, że w definicję łapią się praktycznie wszyscy pacjenci leczący się na choroby serca, cukrzycę, nadciśnienie (według NFZ problem dotyczy obecnie 10 do 12 mln Polaków), astmę (według NFZ to 2,2 mln Polaków) czy wymagający regularnej dializy.

To przerażająco wielka skala. I choć nie napisano tego wprost, obecnie nad Wisłą stuprocentowe szanse na leczenie w publicznej, ale również prywatnej, służbie zdrowia mają wyłącznie ludzie zdrowi, młodzi i doskonali.

Brzmi znajomo? Tak działa eugenika, czyli nauka rozwijana przede wszystkim w III Rzeszy czy w Chinach epoki rewolucji kulturalnej zakładająca możliwość ulepszania cech dziedzicznych gatunku ludzkiego poprzez selekcję genetyczną. W praktyce oznacza to dążenie do stymulowania rozrodu osób o cechach uznanych za pożądane oraz ograniczania rozrodu osób o cechach uznanych za negatywne. Jej najbardziej drastyczna forma rozwinęła się w III Rzeszy i była uznana za główne narzędzie „higieny rasowej” – polegała na fizycznej eliminacji osób niepełnosprawnych, chorych psychicznie i dzieci z wadami rozwojowymi, uznanych za „życie niewarte życia”. Z czasem zakres osób skazanych na śmierć również wybierano według kryteriów rasowych.


Wyrok bez sądów
Dlaczego nowe przepisy lekarskie są groźne? Wprost oznaczają, że lekarz może odmówić nie tylko leczenia na jedną z tysięcy przewlekłych chorób, ale nawet przepisania terapii antybiotykowej, o czym przekonali się opisani w ogólnopolskich mediach rodzice dzieci, które właśnie w oparciu o nowy protokół terapii daremnej zostały skazane na śmierć, opiekujący się zaś nimi medycy zajmowali się nie leczeniem (nawet prostych chorób), a jedynie uśmierzaniem ich bólu. Wiele z tych dzieci żyło znacznie powyżej 12 miesięcy przewidzianych przez nieludzkie, medyczne, prawo.

Wpisanie protokołu terapii daremnej do Konta Pacjenta oznacza wprost, że w żadnym szpitalu – również prywatnym – w całej Polsce taki pacjent nie będzie już leczony ani na swoją przewlekłą, ani na żadną inną chorobę. W przypadku utraty przytomności przez pacjenta i braku możliwości skontaktowania się z nim – przy czym to, co często za kontakt uznają neurolodzy (czyli na przykład mrugnięcie okiem, łzy, rozpoznawanie bliskich czy ściskanie rąk w odpowiedzi na pytania bliskich), dla innych specjalizacji kontaktem już nie jest – lekarze, w tym komisja przygotowująca protokół terapii daremnej, podejmują decyzję obowiązującą do końca krótkiego, w założeniach medyków, życia.

I często faktycznie jest ono krótkie, bo odmowa dializy oznacza nieodwracalną śmieć w męczarniach, podobnie jak odmowa podania antybiotyków może przyspieszyć śmierć wcale niezwiązaną z rzeczywistą, przewlekłą chorobą pacjenta.


Prawa człowieka w odwrocie, pogwałcone

Powołany do życia i umieszczony w ubiegłym roku w lekarskim kodeksie protokół terapii daremnej jest rażącym przykładem łamania konstytucji, ale być może rządzącym jest to na rękę – a rząd Koalicji 13 grudnia stosuje przepisy konstytucji tak, jak je rozumie. Jest to jednak narzędzie w rażący sposób stojące w sprzeczności z prawami uniwersalnymi – z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka na czele – ale również z przepisami UE, w której o decyzji dotyczącej odstąpienia nawet od uporczywej terapii (nie jest to wprowadzona w Polsce terapia daremna) ostatecznie postanawia sąd. To przepis, który wymaga nagłośnienia, dyskusji i interwencji prezydenta RP. Dla dobra obywateli i Rzeczpospolitej.


autor: Paweł Pietkun tysol.pl/nowe-przepisy-o-terapii-daremnej-wywoluja-niepokoj-pacjentow

======================

mail:

żałuję, że nie kupiłem kałasza na stadionie 10-lecia. Były tanie. Można by się bronić.

Nie oddamy ani guzika

Nie oddamy ani guzika

Marek Wójcik 16. stycznia 2026 nie-oddamy-ani-guzika

Takie hasło głosił w roku 1939 polski marszałek Edward Rydz Śmigły. Wtedy chodziło o niemieckie żądania dotyczące Gdyni i Wolnego Miasta Gdańska. Jak to się skończyło – nie trzeba przypominać.

Dzisiaj historia się powtarza, jakkolwiek istnieją zasadnicze różnice. Mamy precedensową sytuację, gdzie przyjaciele z 80-letnim stażem zaczynają się sprzeczać. Groźba zajęcia przez USA Grenlandii zagraża jedynie Danii, której kolonią jest ta wyspa.

Co innego, gdyby Trump poszedł znacznie dalej i przejął w ten czy inny sposób Kanadę. Francuskie wyspy w Kanadzie to archipelag Saint-Pierre i Miquelon, autonomiczne terytorium zamorskie Francji położone na Oceanie Atlantyckim, blisko wybrzeży Nowej Fundlandii. Także i te wyspy są pozostałością po francuskich koloniach.

Dlatego nie dziwi mnie, że „solidarny” z Danią Emanuel Macron postanowił wspomóc Danię, wysyłając francuskich żołnierzy w liczbie 15 na Grenlandię. Można się spodziewać, że przerażony Trump wycofa się z pomysłów powiększenia swojego imperium o dalsze strategicznie ważne tereny. Jakkolwiek USA jest upadającym imperium i Trump tego już nie zmieni, to przebywający w amerykańskiej bazie kosmicznej Pituffik na północy Grenlandii 150 żołnierzy USA bez wzywania posiłków pokonają współczesną „armię” następcy wielkiego Napoleona.

Nawet UE wydaje się przygotowywać grunt pod kapitulację. Podczas gdy Macron oświadczył, że Grenlandia „należy do Unii Europejskiej”, urzędnicy w Brukseli wysyłają sprzeczne sygnały co do tego, czy wyspa jest objęta klauzulą wzajemnej obrony zawartą w traktacie UE. Komisarz ds. obrony Andrius Kubilius stwierdził, że „zdecydowanie” jest ona objęta tą klauzulą, podczas gdy przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen odmówiła komentarza w tej sprawie. Macron i jego europejscy koledzy „mogą grozić, mogą wpadać w furię i wydawać dowolne oświadczenia”, powiedział amerykański dziennikarz John Varoli w wywiadzie dla RT, „ale Waszyngton zawsze postawi na swoim”.

Cytat pochodzi z wczorajszego artykułu na RT (Russia Today – Dzisiejsza Rosja) pod tytułem: Jak daleko posunie się Macron, aby bronić Grenlandii? Źródło. Dla tych czytelników, którzy chętnie sprawdzają źródła (ten artykuł został napisany w języku angielskim) zalecałbym w tym przypadku zastosowanie przeglądarki TOR, która doskonale daje sobie radę z zachodnioeuropejskim zabezpieczeniem chroniącym zachodnią propagandę przed tą z Kremla. Tak przy okazji – obie strony bezsprzecznie kłamią. Dlatego uparte niesłuchanie kłamstw strony przeciwnej prowadzi do znacznego zubożenia możliwości wyłowienia prawdy w tym gąszczu fałszu i zakłamania.

Koalicja chętnych do wszelkich szaleństw, zawsze była bandą zaprzedanych globalistom śmiesznych kukiełek. Mamy z tego przynajmniej jeden pożytek: jest z czego się pośmiać. Kiedy zadufani w sobie nieudacznicy w rodzaju Macrona i łudząco podobnych pupilków Światowego Forum Ekonomicznego, w większości krajów mumijnych, rzucają groźby wsparte na potędze kilkuosobowej armii, to otrzymujemy darmowy spektakl, którego nie powstydziłby się najlepszy kabaret polityczny.

Źródło.

Także tragiczne wydarzenia, jak wojna na Ukrainie mogą być przedstawione w tak bezmyślny sposób, że pozostaje nam tylko się śmiać.

Również dramatyczna sytuacja ekologiczna, której obronę oddaliśmy w ręce tych, których interes leży w dalszym niszczeniu środowiska naturalnego, może budzić w nas jedynie pusty śmiech.

Z powodu niesprzyjającej pogody, propaganda klimatyczna została odroczona do odwołania.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

W Iranie “przeczesywanie terenu”

W Iranie “przeczesywanie terenu”

Stanisław Michalkiewicz magnapolonia

   Jeszcze światło nie zostało dokładnie oddzielone od ciemności, ale pojawiły się w sieci informacje, jakoby “dyplomacja Zatoki Perskiej”, to znaczy – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar –  przekonały prezydenta  Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, by “wstrzymał” atak na Iran, w którym okrutny reżym ajatollahów prześladuje uciśniony tamtejszy lud.

Przypomnijmy, że pogłoski o ataku pojawiły się już 29 grudnia, kiedy to na Florydę przyleciał premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, który “przekonał” prezydenta Trumpa, że nie ma innej rady, jak tylko “zmiażdżyć” znienawidzony reżym irański, który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, to znaczy – utrudnia bezcennemu Izraelowi realizację projektu “Wielkiego Izraela”, z którą to ideą, premier Netanjahu “czuje się związany”.

Przekonanie prezydenta Trumpa do ostatecznego rozwiązania kwestii irańskiej było tym łatwiejsze, że już dzień wcześniej, to znaczy – 28 grudnia – uciśniony lud irański wszczął “pokojowe protesty” na ulicach Teheranu i innych miast Iranu, w następstwie których zapłonęły samochody i inne łatwopalne obiekty, a [podobno md] ponad 2 tysiące osób straciło życie – w tym również ponad 100 funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

Wydawało się tedy, że w Iranie zapanowała sytuacja rewolucyjna, która – według Włodzimierza Lenina nastaje wtedy, gdy spełnione są jednocześnie trzy warunki: po pierwsze pojawia się masowe niezadowolenie, po drugie – to masowe niezadowolenie uzewnętrznia się w postaci masowych protestów i wreszcie – gdy istnieje jakieś wpływowe państwo, zainteresowane przeprowadzeniem przewrotu politycznego w danym kraju.

W przypadku Iranu ten trzeci warunek został spełniony z nadwyżką, bo aż dwa wpływowe państwa: Stany Zjednoczone oraz bezcenny Izrael  okazały zainteresowanie  przeprowadzeniem w Iranie politycznego przewrotu.

Wydawało się zatem, że wszystko jest nie tylko w jak najlepszym porządku według norm leninowskich, ale i na najlepszej drodze. W miarę, jak protesty przybierały na sile, odezwał się wyciągnięty przez CIA z naftaliny “następca tronu”, czyli syn byłego szacha, Mohammeda Rezy Pahlaviego, który pod koniec lat 70-tych został wyślizgany przez ajatollaha Chomeiniego, co to przedtem przebywał na emigracji we Francji pod czujnym okiem tamtejszej razwiedki.

O kulisach całej sprawy opowiedział pani Krystynie Okrent, z tych lepszych, belgijskich Okrentów z korzeniami, która była naturalną przyjaciółką późniejszego ministra spraw zagranicznych Republiki Francuskiej, Bernarda Kouchnera, były szef francuskiego wywiadu, hrabia Aleksander de Marenches, którego prezydent Pompidou wysłał do Teheranu, by się zorientował, co się dzieje z tym całym szachem i czy warto go podtrzymywać.

Hrabia de Marenches – o czym wspomina w książce “Sekrety szpiegów i książąt” – po powrocie zameldował, że szach jest już passe, wobec czego następnym samolotem poleciał do Teheranu ajatollah Chomeini i tak narodziła się tam “republika islamska”.

—————————————————————————

No a teraz kres republice islamskiej miał położyć wyciągnięty z naftaliny “następca tronu” w osobie Cyrusa Rezy Pahlaviego, który zaapelował do swego ludu, by nie przerywał protestów, bo tylko patrzeć, jak on wróci do Iranu z mocą wielką i majestatem, a wtedy zostanie tam przywrócone prawo i sprawiedliwość – chociaż  bez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, który ma do wykonania ważne zadania na scenie politycznej naszego nieszczęśliwego kraju.

Z zagadkowych przyczyn apel “następcy tronu” Cyrusa Rezy, został uznany za niewystarczający, wobec czego do protestującego ludu  irańskiego odezwał się sam prezydent Donald Trump, apelując, by nie przerywał demonstracji, przeciwnie – by “przejmował instytucje państwowe”, bo“pomoc “już nadchodzi”. No a teraz  zaktywizowała się “dyplomacja” i cała operacja narodowo-wyzwoleńcza w Iranie została odwołana.

Wszystko to oczywiście może być prawda – ale właśnie mój Honorable Correspondant w Ameryce przekazał mi, że po Waszyngtonie krążą fałszywe pogłoski, wskazujące na inną przyczynę odwołania operacji. Oto, jak wiadomo, rząd irański wyłączył w całym kraju nie tylko telefony, ale również internet, więc łączność z tamtejszym ludem została utrudniona.

Ale w naszym fachu nie ma strachu, toteż Elon Musk niezwłocznie uruchomił “Starlinki” – te same, za które polski rząd płaci ciężkie pieniądze, żeby mogła z nich korzystać Ukraina – i w ten sposób łączność z tajnymi współpracownikami Mosadu i CIA w Iranie została przywrócona.

Jednak oprócz niewątpliwych plusów dodatnich tej sytuacji, pojawiły sie również poważne plusy ujemne. Otóż rząd irański namierzył, kto odbierał komunikaty przekazywane przez “ Starlinki” i dalszy ciąg był taki sam, jak to opisywał poeta o stanie wojennym w Polsce.

“Nie płoszmy ptaszka, niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje – aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki”. Czy tanki rzeczywiście były, czy tylko kroki na schodach – o to mniejsza, dość, że rozpoczęły się masowe aresztowania tajnych współpracowników obydwu wywiadów, w związku z czym nie było innej rady, jak pozwolić dojść do głosu “dyplomacji Zatoki Perskiej”, żeby przynajkniej uniknąć obciachu.

   Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale tak czy owak operacja narodowo-wyzwoleńcza ludu irańskiego musiała zostać przerwana – no i została.  W tej sytuacji również “następca tronu” Cyrus Reza trafi chyba z powrotem do naftaliny, gdzie będzie czekał do następnej okazji – no a przede wszystkim premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, któremu się wydawało, że już wita się z gąską, będzie musiał uzbroić sę w cierpliwość – bo jeśli nawet pogłoski krążące po Waszyngtonie są fałszywe, to odbudowa agentury w Iranie będzie musiała trochę potrwać.

Myślmy jednak pozytywnie – bo w ramach myślenia pozytywnego prezydent Trump będzie mógł wzbogacić wieniec sławy o kolejny listek – że mianowicie zakończył, a właściwie nie tyle nawet “zakończył”, co zapobiegł kolejnej wojnie. W tej sytuacji nie ma chyba wątpliwości, że w tym roku już na pewno dostanie Pokojową Nagrodę Nobla, do której nie będzie pretendowała żadna pani Maria Machado, która właśnie przygalopowała do Waszyngtonu, gdzie będzie licytowała się z obecną panią prezydentessą Wenezueli, która lepiej się Ameryce nadstawi.

   Dodatkowy wniosek, jaki warto z tej historii wyciągnąć to taki, żeby nie pokładać nadmiernej ufności w najnowszych wynalazkach. Oto władający Czeczenią Dżochar Dudajew, niepomny, że według konstytucji ZSRR tylko republiki związkowe miały “prawo wychoda”, a autonomiczne – nie – ogłosił niepodległość Czeczenii, na co Rosja odpowiedziała wysłaniem wojska. I ciekawe – chociaż ZSRR już nie istniał, więc i jego konstytucja nie obowiązywała – opinia międzynarodowa uznała, że Czeczenia stanowi “wewnętrzną sprawę” Rosji i interesowała się tylko, czy bomby i pociski mają prawidłowe kalibery.

Sam zaś Dżochar Dudajew został namierzony przez ruskich szachistów, gdy korzystał z telefonu satelitarnego – podobnie jak tajni współpracownicy Mosadu i CIA w Iranie – ze “Starlinków”. Wygląda zatem na to, że i jego i ich zgubiło nadmierne zaufanie  do technicznych nowinek.

Ośrodek dywersji teologicznej pod szyldem relacji żydowsko – prożydowskich

Ośrodek dywersji teologicznej pod szyldem relacji żydowsko – prożydowskich

Autor: CzarnaLimuzyna, 26 grudnia 2025

AIX

Ośrodek dywersji teologicznej pod szyldem „Centrum relacji katolicko – żydowskich pod wezwaniem Abrahama Heschela”, a konkretnie ciało teologiczne tegoż ośrodka wypociło nie byle jaką brednię.

Z wypocinami akolitów prof. Diabelskiego doskonale poradził sobie Paweł Lisicki (w dołączonym materiale filmowym), cytując i omawiając po kolei tezy nowej antykatolickiej teologii.

Bzdura zasadnicza: “Religia katolicka jest odpowiedzią na zburzenie świątyni”

Czy jakikolwiek katolik o zdrowych zmysłach wierzy w to, że wyznawana przez niego wiara jest, uwaga: odpowiedzią na katastrofę zburzenia świątyni?! Przecież to jest kompletnie niedorzeczne. To jest wiara wzięta od sufitu, z kapelusza.

Ta teza mówiąca o tym, że chrześcijaństwo jest odpowiedzią na katastrofie zburzenia świątyni, jest tezą fałszywą, błędną, bałamutną i dla chrześcijaństwa niszczącą, czyni z chrześcijaństwa formę sekty żydowskiej czy sekty judaistycznej. To, że tego typu rzeczy opowiadają teologowie z KUL-u jest czymś przerażającym i jest dokładnie dowodem na to, jak straszliwe skutki przyniosła nowa teologia judaizmu…

Czy dni judaizmu są dniami antychrysta w Kościele katolickim?

Czy dni judaizmu są dniami antychrysta w Kościele katolickim?

Autor: CzarnaLimuzyna, 16 stycznia 2026

Grzegorz Ryś, gorący orędownik kościoła mieszanego ogłosił rozpoczęcie obchodów dni bez Jezusa Chrystusa i Jego matki, Maryi.

Decyzja Kościoła, wynikająca początkowo z miłości i szacunku do Żydów oraz mniej lub bardziej subtelnych nacisków żydowskiego lobby, przerodziła się, po latach, w hucpę z wyraźnymi cechami herezji. Widać po owocach, że była błędem.

osrodek-dywersji-teologicznej-pod-szyldem-relacji-zydowsko-prozydowskich/

Warto sobie przypomnieć, że Jezus Chrystus zwracał się do współczesnych żydów, wyznawców judaizmu biblijnego, następującymi słowami:

37 Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. 38 Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca». 39 W odpowiedzi rzekli do Niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. 40 Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. 41 Wy pełnicie* czyny ojca waszego». Rzekli do Niego: «Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga*». 42 Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał. 43 Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. 44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. 45 A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. /J 8/

Dni judaizmu rabinicznego opartego m.in. na Talmudzie – antychrześcijańskiego

22 Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. 23 Każdy, kto nie uznaje Syna*, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. /Całość: 1 J 2,18-29/

Religia antychrysta według św. Jana to duchowe przeciwieństwo chrześcijaństwa, zaprzeczająca prawdzie głoszonej przez Chrystusa.

O. Mikołaj Ferenc – kapucyn z Markowej

o-mikolaj-ferenc-kapucyn-z-markowej

O. Mikołaj Ferenc – kapucyn z Markowej

May 24, 2022 by vrs

“W podhajeckim powiecie odbyła się masowa rzeź Polaków we wsi Markowej. 15 I 1944 zamordowano administratora ks. Ferenca – otrzymał dwa strzały karabinowe i trzy uderzenia siekierą w szyję; zginęło tam również 30 Polaków, 6-ciu ciężko rannych” (z listu ks. Adama Łańcuckiego do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 28.01.1944 r.)

“(…) W dniu 15 bm, o godz. 7 wieczorem, został zamordowany ks. Mikołaj Ferenc administrator w Markowie. Otrzymał 3 kule rew. w piersi i cięcie siekierą w szyi na głębokość 5 cm. Pogrzeb jutro tj. 19/I 44. Tej samej nocy zamordowano 32 osoby (…)” (z listu ks. Antoniego Kanii do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 18.01.1944 r.)

“(…) Ks. Ferensa zabito w łóżku – mówił do katów w te słowa: Bracia w Chrystusie Panu, ja wam żadnej krzywdy nigdy nie zrobiłem. Ks. Ferens był dla nich niesłychanie grzeczny – nawet pozdrawiał ich w ich języku, czym parafianie jego gorszyli się bardzo, ale i to nic nie pomogło.

Tego samego dnia był u miejscowego ks. Szczurowskiego [proboszcz grekokatolicki Markowej – przyp. wł.] u spowiedzi, o czym sam na ambonie mówił (…) Ks. Szczurowski (…) ostatniej niedzieli tj. 30/I zapowiedział, że opuszcza wieś albowiem: nie chcę wśród bandytów umierać. Szkoda mojej 30-letniej pracy (…)” (z listu ks. Antoniego Kanii do Kurii Metropolitalnej we Lwowie z 04.02.1944 r.)

“Na pogrzebie 31 ofiar w Markowej brało udział 7 księży z Ks. Jońcem z Monasterzysk na czele (od niego mam tę wiadomość)” (z listu ks. Kazimierza Bilczewskiego do ks. Z. Hałuniewicza z 26.01.1944 r.)

“(…) w sprawie zamordowania śp. ks. Mikołaja Ferensa przez tak zwanych banderowców podaję co następuje. Już od początku wojny zaznaczali ukraińcy wielką nienawiść do polaków. Działo się to zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie znajdowały się kościoły polskie, a które były solą w oku wspomnianych wrogów polskości. Hasłem do mordowania księży w tamtych stronach była tragiczna śmierć ks. Marcina Bosaka, proboszcza w Mariampolu. Nienawiść tę spotęgowały jeszcze bardziej ukraińskie manifestacje dokonywane przy sypaniu mogił w każdej prawie wsi, przy których nie obeszło się bez mów podburzających a często wygłaszanych przez ukraińskich księży. (…) Na ten czas został zamianowany administratorem w Markowej ks. Mikołaj Ferens. Był to człowiek spokojny a przy tym wielki ugodowiec. Sądził on, że tą polityką potrafi ułagodzić wzburzone umysły wśród ukraińców (…) Był częstym gościem u okolicznych księży ruskich. Kiedy zwracano mu na to uwagę, odpowiadał: Chcę być tą wodą, która by zgasiła ogień nienawiści. Jak szedł na rękę ukraińcom, najlepszym dowodem jest to, że zbierał rozmaite zioła lecznicze, kupował różne lekarstwa i dawał każdemu zgłaszającemu się choremu a szczególnie ukraińcom.

Nie znalazł jednak uznania u tych zbirów. 16/I 1944 roku, jak grom z jasnego nieba padła wiadomość o zamordowaniu ks. Mikołaja Ferensa. Zaraz po sumie pojechałem do Markowej. Cóż się dowiedziałem? W nocy z 15-go na 16-go [I] 1944 r. zebrali się bandyci z Markowej i okolicznych wiosek i na dany znak strzałami karabinowymi wpadli na probostwo rzym-kat. Ksiądz już spał. Wywaliwszy drzwi, weszło kilku do sypialni księdza. Kiedy ksiądz przebudziwszy się, z przerażeniem zobaczył co się dzieje, zaczął błagać: Wszystko bierzcie, tylko darujcie mi życie. Na to mordercy odpowiedzieli: Nam własne o toto żytie chodit!

Nagle jeden z siekierą w ręku rąbnął księdza tak silnie w kark, że głowę prawie całkiem odrąbał. Tymczasem inni bandyci zaczęli go rąbać siekierami po rękach i ogólnie po całym ciele. Krew tak się lała, że pod łóżkiem powstało wprost jezioro krwi. Świadkiem tego mordu była jego gospodyni (ukrainka), którą również zranili. Kiedy z trudem ubierano zamordowanego księdza, musiano przywiązać mu głowę. Dokonawszy tego mordu udali się bandyci do kuchni, gdzie mieszkał jeden biedny reemigrant z Ameryki i jego również w straszny sposób zamordowali. Równocześnie inni bandyci rozbiegli się po wsi, gdzie zamordowali, o ile sobie przypominam, 37 osób.

Pogrzeb Księdza i nieszczęśliwych ofiar odbył się 19/I w sam dzień Jordanu. W ceremoniach żałobnych tłumy ludności polskiej z okolicy. Wrażenie było straszne. W trumnach pomordowanych leżały obok korpusów poodrębywane bądź głowy, bądź ręce lub nogi. Na pogrzeb przyjechała milicja ukraińska i żandarmeria niemiecka, która bezustannie fotografowała zwłoki śp. Księdza i pomordowanych (…) Kondukt prowadził ks. Antoni Joniec (…) Żadnych mów nie było, gdyż płacz osieroconych zagłuszał wszelkie wyrazy (…)”

(z listu ks. Józefa Błotnickiego do Abp Metropolity z 24.01.1949 r.)

za: ks. J. Wołczański: Eksterminacja Narodu Polskiego i Kościoła Rzymsko-Katolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945

z relacji Janiny Czubak:

“Jedna kobieta, może była to gospodyni księdza, mówiła do zebranych: »Ksiądz mógł żyć, gdyż ukraiński ksiądz [wspomniany już ks. Szczurowski – przyp. wł.] posyłał trzy razy swojego diaka, prosząc, żeby koniecznie przyszedł do niego, gdyż grozi mu niebezpieczeństwo«. Niestety, prośba ta nie odniosła skutku. Za trzecim razem przekazał przez diaka: »Wieś cała jest otoczona. Proszę ratować swe życie. Przechowam księdza. U mnie będzie bezpieczny«. Ale proboszcz z Markowej odpowiedział:
»Nie mogę opuścić moich parafian. Co ich czeka, to i mnie niech nie ominie«. (…) Podziękował ukraińskiemu księdzu za troskę o jego życie”.

Siekierka S. i inni w: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim podają następujący opis wsi: “Markowa, wieś sołecka, siedziba parafii, Toustobaby. W 1921 r. wieś miała 233 zagrody i 1047 mieszkańców, w tym: 599 Rusinów, 439 Polaków, 8 Żydów. W 1931 r. liczba zagród wzrosła do 280, a mieszkańców do 1164 osób. W nocy z 14 na 15 stycznia 1944 r. banderowcy zarówno z okolicznych wsi i miejscowi, dokonali napadu na wybrane zagrody polskie i po włamaniu się do domów mordowali przeważnie mężczyzn przy użyciu różnych narzędzi. Broni palnej nie używali ze względu na to, że mogłoby to wywołać alarm w samej wiosce i w okolicy m. in. obawiali się stacjonującego w Zawałowie posterunku niemieckiego.”

O. Mikołaj Ferens OFM Cap. urodził się w roku 1894, w roku 1927 uzyskał święcenia kapłańskie. Podczas okupacji ukrywał m.in. dwójkę Żydów. Wg relacji o. Ferens był ostrzegany przez greko-katolickiego księdza o grożącym mu niebezpieczeństwie, lecz nie chciał opuścić parafian.

-Tout va très bien, Madame la Marquise – tłum. na polski.

==========================

===============================

Cały ten zgiełk. Halo, halo, James,

Halo, halo, James,
Co tam nowego, mów mi
już,
Bo zanim wrócę,
Wiedzieć muszę,
Jak dom i włości.
Jakie nowości?
Relację złóż!

Wszystko w porządku,
pani markizo
Wszystko jest świetnie, tylko pech,
Takie głupstewko, nic
wielkiego,
Ot, pani klaczka zdechła
dziś.
Ale poza tym, pani
markizo,
Wszystko w porządku,
Wszystko w porządku
u nas jest.

Halo, halo, Hugo,
Jakie nowości, mów mi
już!
Mój wierny sługo,
Klaczka nie żyje?
Ale dlaczego?
Co stało się?

Och nic takiego, pani
markizo,
Wszystko w porządku
świetnym jest,
To drobiazg, głupstwo,
nic takiego,
Klaczka zginęła, gdyż
pożar był
I strawił stajnie,
Ale poza tym, pani
markizo,
Wszystko jest świetnie,
Wszystko w porządku
u nas jest.

Halo, halo James,
Co dzieje się?
Me stajnie płoną?
Wytłumacz się!

To drobiazg, głupstwo,
pani markizo,
Wszystko w porządku świetnym jest,
Tylko te stajnie.
Spłonąć musiały,
Bo pałac płonął jak suchy
las,
Ale poza tym wszystko
jest dobrze,
Pani markizo, jest OK.

Halo, halo, Lukas,
Co stało się,
Nasz pałac w ruinie?
Cała drżę…
Wytłumacz zaraz się!


Och, nic takiego, pani
markizo,
Gdy mąż twój markiz
otrzymał wieść,
Że jest bankrutem, nie
mogąc znieść
Tej prawdy smutnej,
Palnął se w łeb.
Runął na świecznik
i wzniecił pożar,
Co strawił pałac
od a do zet,
A potem stajnie, bo mocno
wiało,
Więc pani klaczka
spłonęła w mig.
Ale poza tym doprawdy
nic.
Wszystko w porządku,
pani markizo,
Wszystko jest dobrze i OK.

104 tys. osób na bruk. „Zieloni” dobili europejską motoryzację

104 tys. osób na bruk. „Zieloni” dobili europejską motoryzację

104-tys-osob-na-bruk-zieloni-dobili-europejska-motoryzacje/

Europejska motoryzacja nie znajduje się już w kryzysie — to sektor, który w wyniku polityki Komisji Europejskiej i instytucji unijnych, dotknęła zapaść. Bruksela nie przejmuje się tym i narzuca coraz bardziej rygorystyczne normy emisji spalin, nie uwzględniając realiów rynku i konkurencyjnej presji ze strony krajów spoza UE.

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), w latach 2024–2025 dostawcy części dla przemysłu motoryzacyjnego, zlikwidowali ponad 104 tys. miejsc pracy w całej Europie. To rekordowy poziom zwolnień, który nie ma precedensu nawet w czasie pandemii i kryzysu półprzewodnikowego. Jest to efekt nie tylko słabego popytu i rosnącej konkurencji chińskich producentów, ale również strategii legislacyjnej Unii Europejskiej, która obarcza producentów kosztami transformacji klimatycznej, bez realnego zrównoważenia ich strat.

Unijne cele redukcji emisji, w tym niedawno zawieszony zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 roku oraz ambitne limity CO₂, są przez zielonych komunistów przedstawiane jako konieczne dla walki ze zmianami klimatu. W praktyce jednak producenci i eksperci branżowi alarmują, że dogmatyczny nacisk na wdrażanie kolejnych, wyśrubowanych norm, wywołuje chaos inwestycyjny i osłabia konkurencyjność europejskich firm wobec gigantów z Chin i USA.

W piśmie skierowanym do Komisji Europejskiej eurodeputowany Roberto Vannacci wskazał, że ambitne regulacje klimatyczne niszczą europejski przemysł motoryzacyjny, prowadząc do kolejnych bankructw dostawców i zamykania zakładów należących do światowych marek. Jego krytyka obejmuje fakt, że sektor odpowiedzialny za miliony miejsc pracy został postawiony w sytuacji, w której regulacje przekraczają realne możliwości produkcyjne i rynkowe.

Podczas gdy europejscy producenci walczą z narzuconymi celami emisji i kosztami implementacji nowych technologii, chińskie marki coraz silniej wkraczają na rynek europejski, oferując pojazdy, które często są atrakcyjniejsze cenowo. Portal Interia podkreśla wzrost liczby rejestracji aut chińskich w UE, co oznacza podkopanie krajowych producentów samochodów i komponentów. W efekcie wiele firm ogłasza zwolnienia lub redukcje etatów, a nawet zamknięcie całych fabryk, co ma dramatyczny wpływ na lokalne rynki pracy.

Dziś mówienie o 104 tys. zlikwidowanych etatów to dopiero początek. Eksperci branżowi oceniają bowiem, że liczba osób dotkniętych zwolnieniami w całym łańcuchu dostaw może być znacznie wyższa. Co więcej, ten trend najprawdopodobniej utrzyma się w następnych latach, gdyż unijni biurokracji zapierają się rękami i nogami, by nie poluzować nałożonych na gospodarkę obostrzeń.

Forsowana przez Brukselę agenda klimatyczna skutkuje wychodzeniem inwestorów z UE oraz spadkiem konkurencyjności. Podczas gdy globalna gospodarka zwiększa produkcję i rozwija nowe technologie, europejskie firmy często stoją przed dylematem spełniania norm lub ryzyka kar i ograniczenia produkcji. Niektórzy przemysłowcy wprost alarmują, że bez poważnej rewizji polityk klimatycznych i większego wsparcia dla innowacji, europejską motoryzację czeka marginalizacja na globalnej scenie.

Krótko – stajemy się skansenem, z którego wszyscy wokół, zaczynają się śmiać.

Historia chłopców z Kielna – odwaga i wielki znak

Historia chłopców z Kielna – odwaga i wielki znak

Historia-chlopcow-z-Kielna-odwaga-i-wielki-znak


W niewielkiej szkole w Kielnie doszło do wydarzenia, które poruszyło całą Polskę. Kilku uczniów stanęło w obronie krzyża, zdjętego ze ściany sali lekcyjnej i – jak wynika z ustaleń – wyrzuconego do kosza przez nauczycielkę języka angielskiego Paulina Karwowska- Dawid, por.: Profanacja w Kielnie. Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność.. ]

Ich sprzeciw był spontaniczny, pozbawiony politycznych haseł, a jednak wyjątkowo czytelny i mocny w przekazie.

Chłopcy nie organizowali manifestacji, nie szukali rozgłosu. Zareagowali odruchem, który w ich odczuciu był oczywisty: nie zgodzić się na upokorzenie symbolu ważnego dla nich samych, ich rodzin i szkolnej wspólnoty. To właśnie ta prostota sprawiła, że sprawa zyskuje wymiar symboliczny.

Zdarzenie szybko dotarło do rodziców, władz gminy i prokuratury. Wszczęto postępowanie w sprawie możliwej obrazy uczuć religijnych, a szkoła objęła uczniów wsparciem pedagogicznym i psychologicznym. W sali, z której usunięto krzyż, zawisł nowy – a oryginalny zabezpieczono jako dowód.

W kolejnych dniach przed szkołą odbyła się pokojowa manifestacja poparcia. Mieszkańcy, rodzice i nauczyciele podkreślali, że nie chodzi o konflikt światopoglądowy, lecz o granice – i o prawo dzieci do wyrażenia sprzeciwu wobec działań, które uznały za krzywdzące. Wielu komentatorów zwróciło uwagę, że to właśnie uczniowie wykazali się większą wrażliwością i dojrzałością niż dorośli.

Nowe informacje wskazują, że sprawą interesują się także kuratorium oświaty oraz Rzecznik Praw Dziecka, analizując ją pod kątem praw uczniów i standardów postępowania w szkołach publicznych. Dyskusja, która się wywiązała, wykracza daleko poza Kielno – dotyka pytania o to, jak w praktyce wygląda szacunek dla przekonań młodych ludzi.

Historia chłopców z Kielna pokazuje, że odwaga nie zawsze ma postać wielkich deklaracji. Czasem jest cichym, ale jakże skutecznym „nie”, wypowiedzianym w obronie tego, co uznaje się za ważne, krzyża i symbolu zmartwychwstania. I właśnie dlatego tak mocno wybrzmiewa.

25 lat Wikipedii

25 lat Wikipedii

[autor woli być anonimowym, bo może mu dopiszą, że „podobno zgwałcił kota”]

Wikipedia od lat funkcjonuje w zbiorowej świadomości jako symbol wolnej, neutralnej i rzetelnej wiedzy, lecz w rzeczywistości coraz częściej ujawnia się jako system silnie hierarchiczny, podatny na nadużycia i strukturalnie odporny na korektę własnych błędów. Za fasadą otwartości kryje się wąska grupa najbardziej aktywnych redaktorów, którzy dzięki znajomości procedur, żargonu i mechanizmów decyzyjnych zyskują faktyczną władzę nad treścią.

Konsensus nie jest tu wynikiem szerokiej debaty, lecz efektem zmęczenia, przewagi proceduralnej i nieformalnych sojuszy. Nowi użytkownicy, eksperci merytoryczni czy osoby bez „stażu” są systematycznie marginalizowani, a ich argumenty odrzucane nie ze względu na treść, lecz na brak pozycji w strukturze.

W tym środowisku nękanie nie przybiera formy otwartej agresji (choć nie zawsze, bo i taka się zdarza), lecz jest starannie maskowane językiem regulaminów i „encyklopedycznych standardów”. Cofanie edycji bez uzasadnienia, publiczne podważanie kompetencji, etykietowanie jako „nierzetelny”, „stronniczy” lub „problemowy” to codzienna praktyka.

Jednak granica ta bywa regularnie przekraczana: anonimowi redaktorzy potrafią w dyskusjach i opisach osób używać najbardziej obraźliwych, pogardliwych i dehumanizujących określeń, formułować insynuacje i sugestie moralnej niegodziwości, wiedząc, że nie poniosą za to żadnej realnej odpowiedzialności. Ukryci za pseudonimami, chronieni przez społeczność i procedury, mogą bezkarnie niszczyć reputację osób, których nie lubią, z którymi się nie zgadzają albo wobec których zostali — formalnie lub nieformalnie — „zadaniowani”.

Najbardziej dramatyczne skutki tego systemu widać w biografiach żyjących osób, gdzie Wikipedia potrafi działać jak narzędzie bezkarnego ataku na reputację. Negatywne informacje, nawet marginalne, niezweryfikowane lub dawno zdementowane, są eksponowane i multiplikowane, podczas gdy kontekst, sprostowania czy późniejsze rozstrzygnięcia bywają usuwane jako „nieistotne” lub „niewystarczająco encyklopedyczne”. Osoba opisywana praktycznie nie ma prawa głosu, bo każda próba obrony automatycznie klasyfikowana jest jako konflikt interesów. Nawet wyroki sądowe, dokumenty urzędowe czy jednoznaczne fakty potrafią przegrać z artykułem prasowym, jeśli ten pasuje do dominującej narracji i pochodzi z uznanego medium. Tak powstaje zamknięta pętla: media tworzą oskarżenie, Wikipedia je utrwala, wyszukiwarki je wzmacniają, a społeczny osąd zapada bez możliwości rewizji.

Szczególnie niepokojące jest to, że ten system jest praktycznie nie do pokonania. Odwołania trafiają do tych samych kręgów decyzyjnych, arbitraż prowadzony jest przez osoby funkcjonujące w tej samej kulturze i często powiązane towarzysko lub ideowo z jedną ze stron. Proceduralizm zastępuje rzetelność, a formalna poprawność staje się narzędziem przemocy symbolicznej. Wikipedia nie sprawdza prawdy, lecz zgodność z własnymi regułami, które mogą być dowolnie interpretowane i instrumentalizowane.

Ironią losu jest fakt, że 15 stycznia 2026 roku minęło dokładnie 25 lat od momentu, gdy Jimmy Wales i Larry Sanger uruchomili ten projekt z wizją otwartej encyklopedii tworzonej dla dobra wspólnego.

Ćwierć wieku później Wikipedia coraz mniej przypomina ten ideał, a coraz bardziej system, w którym anonimowa władza decyduje o tym, kto zostanie zapamiętany jako autorytet, a kto jako problem, kontrowersja lub obiekt publicznego potępienia i pogardy. Traktowanie jej jako neutralnego, wiarygodnego arbitra wiedzy nie jest już tylko uproszczeniem — staje się niebezpiecznym złudzeniem.

a

Co się stało z amerykańskim „prezydentem pokoju”

Co się stało z amerykańskim „prezydentem pokoju”

geopolitika.ru/was-ist-aus-amerikas-friedenspraesident-geworden
Napisał: Paul Craig Roberts

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-01-15

Stephen Miller, żydowski zastępca szefa sztabu prezydenta Trumpa i architekt jego programu, jest głosem administracji w amerykańskiej polityce zagranicznej. Żydowski głos przemawiający w imieniu Ameryki oświadczył, że ‚formalnym stanowiskiem’ administracji USA jest to, że Grenlandia należy do Stanów Zjednoczonych i że żaden kraj nie może powstrzymać Waszyngtonu przed aneksją terytorium Danii. 

Żydowska żona Millera opublikowała w internecie mapę Grenlandii z nałożoną flagą amerykańską. Trump zgodził się, mówiąc, że Waszyngton ‚absolutnie potrzebuje Grenlandii’.

Poproszony o potwierdzenie intencji Waszyngtonu, Miller powiedział, że formalnym stanowiskiem od początku administracji Trumpa jest to, że „oczywiście Grenlandia powinna być częścią Stanów Zjednoczonych”, niezależnie od faktu, że Grenlandia od dawna jest częścią Danii. Miller zakwestionował roszczenia Danii do Grenlandii, stwierdzając, że „nikt nie będzie walczył z armią USA o przyszłość Grenlandii”. Innymi słowy, tak jak Izrael może zająć Palestynę, Waszyngton może zająć Grenlandię, Wenezuelę, Meksyk, Kubę, Iran i każdy inny kraj, jaki zechce.

Miller twierdzi, że Waszyngton musi zająć Grenlandię, aby ‚zabezpieczyć Arktykę’. Przez zabezpieczenie Arktyki Miller rozumie uniemożliwienie innym krajom korzystania z jej dróg wodnych i eksploatacji jej zasobów. Niezadowolony z grabieży Wenezueli, Waszyngton rozpoczął teraz grabieże państw NATO i Arktyki.

Bezprawie zdominowanego przez Izrael reżimu Trumpa może doprowadzić do izolacji Stanów Zjednoczonych i reorientacji Europy Zachodniej na Rosję. Kradzież terytorium Danii narusza traktat NATO, który zobowiązuje Stany Zjednoczone do obrony integralności terytorialnej Danii. Jaskrawe i bezpardonowe oświadczenie, że Waszyngton zamierza aneksować Grenlandię, powinno dać Kremlowi jasno do zrozumienia, że nie ma możliwości osiągnięcia pokojowego porozumienia z Waszyngtonem.

Jeśli Kreml nadal uważa inaczej, przekształcił się w szpital psychiatryczny. Konflikt na Ukrainie mógłby zakończyć się, gdyby Europa uświadomiła sobie, że nawet członkowie NATO padają ofiarą grabieży ze strony reżimu Trumpa. Europejczycy będą musieli zadać sobie pytanie, dlaczego prowadzą wojnę Ameryki z Rosją i zamiast tego powinni dążyć do zawarcia z Rosją porozumienia w sprawie bezpieczeństwa, aby uchronić się przed grabieżą ze strony reżimu Trumpa.

To niezwykłe, że w niecałym pierwszym tygodniu nowego roku Trump umieścił Wenezuelę, Kolumbię, Kubę, Meksyk, Iran i Danię na swojej liście celów, nie podejmując jednocześnie żadnych znaczących kroków w celu zakończenia konfliktu Waszyngtonu z Rosją na Ukrainie. Jakby tego agresywnego programu było mało, reżim Trumpa dodatkowo prowokuje Chiny, sprzedając Tajwanowi setki pocisków, które mogą zostać użyte do ataku na chińskie miasta. Oczywiste jest, że Donald Trump jest wszystkim, tylko nie ‚prezydentem pokoju’.

https://www.geopolitika.ru/de/article/was-ist-aus-amerikas-friedenspraesident-geworden
Napisał: Paul Craig Roberts

Chiński nokaut. Mercosur obnaża iluzję niemieckiej strategii

Chiński nokaut. Mercosur obnaża iluzję niemieckiej strategii

Chinski-nokaut-Mercosur-obnaza-iluzje-niemieckiej-strategii


Gdy w europejskich gabinetach politycznych świętowano domniemany sukces umowy UE–Mercosur, z rynków Ameryki Południowej zaczęły napływać dane, które studzą entuzjazm. Okazuje się, że narracja o zalewie Brazylii czy Argentyny niemieckimi samochodami rozmija się z realiami globalnej konkurencji. I to w sposób brutalny.

Jak zauważa Włodzimierz Gójski, „cała ta misternie dziergana opowieść pochodząca od polityków niemieckich i szefostwa ich przemysłu samochodowego bierze w łeb”. Powód jest prosty: Chiny. To właśnie tam powstaje dziś ok. 80 proc. światowej produkcji samochodów elektrycznych oraz zdecydowana większość baterii trakcyjnych. Co więcej, ogromna część tej produkcji trafia już teraz na rynki państw Mercosur – zarówno w wersji elektrycznej, jak i spalinowej.

Różnice cenowe są miażdżące. Europejski samochód o porównywalnym standardzie kosztuje na rynku Ameryki Południowej równowartość ok. 300 tys. zł, podczas gdy chiński odpowiednik – 75–80 tys. zł. „Jakie szanse skutecznej sprzedaży ma produkt trzykrotnie droższy – nie trzeba przekonywać” . Efekt „fetyszu marki” dotyczyć może co najwyżej wąskiej grupy zamożnych koneserów.

To jednak nie koniec konsekwencji. Rykoszetem ma to uderzyć także w kraje UE, w tym w Polskę. W zamian za iluzoryczne korzyści przemysłu motoryzacyjnego Europa otwiera się na import taniej żywności z Mercosuru, co będzie obniżać popyt na produkty własnych rolników. „Efekt Zabłockiego i jego zarobku na mydle ukazał się i tu w całej okazałości” – ocenia Gójski.

W jego analizie kluczowy jest jeszcze jeden wniosek: źródło europejskiej drożyzny. „Trzykrotna różnica cen nie wzięła się z powietrza” – pisze, wskazując na gąszcz norm, zielonych podatków, ceł i regulacji, które – zdaniem krytyków – uczyniły produkty UE niekonkurencyjnymi globalnie. To pierwszy akt dramatu, który może objąć całe branże europejskiej gospodarki.

Mercosur, zamiast geopolitycznego triumfu, coraz wyraźniej wygląda więc na test realnej siły europejskiego przemysłu. Test, który – w starciu z Chinami – Niemcy i Unia Europejska mogą przegrać szybciej, niż zdążą opróżnić lampki szampana wznoszone z okazji podpisywania umowy.

Drag queen pracował w przedszkolu i żłobku.

Drag queen pracował w przedszkolu.

Miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi

15.01.2026 tysol.pl/drag-queen-pracowal-w-przedszkolu

Pracował w przedszkolu, miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi – Szkocję szokuje kolejna historia performera „drag queen”. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak chłopcy, których miał molestować, opowiedzieli o sprawie dorosłym.

Smutna dziewczynka z misiem

Środowisko aktywistów gender i drag queen jest niewielkie. Zdaje się jednak, że jednym z jego problemów są oskarżenia o nadreprezentację pedofilów. O kolejnym przykładzie takiego oskarżenia możemy przeczytać w brytyjskich mediach.

Grooming

Craig Baxter, mieszkaniec Paisley w Szkocji, znany pod pseudonimem scenicznym „Miss Kitty Swallows” (Pani Kicia Połyka) jako performer drag queen, został oskarżony o przestępstwa seksualne dokonane na dzieciach. [miss to panna.. md]

Sprawa dotyczy groomingu online, czyli systematycznego nawiązywania kontaktu z nieletnimi w celu wykorzystania ich seksualnie. Grooming to też wszystkie celowe zabiegi, które zdobyć mają zaufanie dziecka i ułatwić kontrolę nad nim. Groomerzy często więc nastawiają najmłodszych przeciwko ich własnej rodzinie, a gdy zachodzi taka potrzeba – szantażują swoje ofiary. Wielu z nich wciąga też najmłodszych w pornografię – tak działał właśnie mieszkaniec Szkocji.

W przypadku Craiga Baxtera szokuje dodatkowo fakt, iż drag queen miał stały kontakt z dziećmi. Mężczyzna (lat 36) łączył bowiem działalność zawodową w sektorze opieki nad dziećmi z występami artystycznymi. Oskarżony był zatrudniony w kilku placówkach edukacyjno-opiekuńczych w rejonie Paisley – w Polsce miejsca te nazwalibyśmy żłobkami i przedszkolami. Mężczyzna sprawował więc pieczę nad kilkulatkami, równocześnie występując jako „Miss Kitty Swallows” w pobliskich barach i klubach dla dorosłych.

Po aresztowaniu pod koniec minionego roku Baxter został zwolniony ze wszystkich miejsc pracy. Jego profile w mediach społecznościowych, w tym na Facebooku i Instagramie, zostały usunięte.

Oskarżenia

Obecnie drag queen, który przez lata blisko związany był z lokalnymi grupami LGBT, oskarżony jest o szereg przestępstw. Mężczyzna wysyłał nieletnim materiały pornograficzne, przedstawiające prawdopodobnie siebie i innych. Oprócz tego performer miał aktywnie dążyć do realizowania swoich zapędów seksualnych i miał starać się umawiać z nieletnimi na seks. Jego celem miały być zarówno dziewczynki, jak i chłopcy. Obecnie znane są jedynie oskarżenia związane z zachowaniem mężczyzny online. Rodzice dzieci, z którymi drag queen miał kontakt, są jednak przerażeni: możliwe, że ofiar jest więcej. Dowody obejmują zrzuty ekranu, wiadomości tekstowe i obrazy przekazane przez ofiary.

Jak jednak udało się zatrzymać groomera? Brytyjska grupa aktywistów, zajmująca się monitorowaniem i ujawnianiem pedofilii, otrzymała informacje o performerze podczas protestu w Johnstone. Do aktywistów podeszła grupa nastolatków, w tym chłopców poniżej 15. roku życia, zgłaszając grooming online. Jeden z nieletnich przekazał aktywistom dowody. „Nasza grupa była na proteście, kiedy podeszli do nas mali chłopcy. Powiedzieli, że są groomingowani online. Wszystkie dzieci w Renfrewshire nas znają. Wiedzą, że jesteśmy tu, by je chronić, i nam ufają. Jeden z chłopców wysłał nam sporo materiałów” – komentowali sprawę działacze. Dowody natomiast zostały przekazane policji, co doprowadziło do aresztowania Baxtera tego samego dnia w miejscu pracy – jednym z żłobków w Paisley.

Baxter został warunkowo zwolniony za kaucją, z zakazem kontaktu z nieletnimi, ograniczeniami w korzystaniu z internetu i obowiązkiem noszenia elektronicznego urządzenia monitorującego. Mężczyźnie grozi do 20 lat pozbawienia wolności, choć jest spodziewany wyrok niższy. [A czemu to, kotek?? md]

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd Niemiec jest bezlitosny. [efekt cieplarniany]

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd był bezlitosny

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali na lodzie

Właściciele aut produkcji Toyoty w Niemczech mogli się ostatnio spotkać z dość nietypowym problemem. Funkcje ogrzewania postojowego w ich samochodach zostały zdalnie wyłączone.

Marek Stawski 15.01.2026 autoblog.spidersweb.pl/toyota-wylaczyla-ogrzewanie-w-100-tys-samochodow

Subskrypcje na funkcje wyposażenia w samochodach to jeden z najbardziej kontrowersyjnych wynalazków ostatnich lat. Skoro w samochodzie, który kupiłem mam jakieś urządzenie, to czemu mam za nie dopłacać? To pytanie po stokroć zadają sobie teraz właściciele Toyot i Lexusów za naszą zachodnią granicą, którzy za nic nie musieli płacić, a i tak stracili pewną funkcję.

Ogrzewanie postojowe odcięte

Jak podaje niemiecki dziennik Bild, właściciele japońskich aut w Niemczech masowo uskarżają się na nagłą dezaktywację funkcji klimatyzacji/ogrzewania postojowego w ich samochodach. Po włączeniu multimediów w samochodach dostawali oni komunikat od obsługi klienta, że dostęp do owej funkcji został zdalnie wyłączony.

Jako przykład koronny podawany jest pan Stephan, właściciel Lexusa LBX rocznik 2025 z Berlina, który zgłosił się ze swoją historią do dziennika, jednak problem dotyczył dosłownie tysięcy kierowców – w 2025 r. Toyota sprzedała w Niemczech ponad 100 tys. samochodów, choć problem może dotyczyć także starszych egzemplarzy.

Ciepło pozdrawiam wszystkich, którzy przy ujemnych temperaturach tracą możliwość ogrzania auta przed jazdą.

Powodem jest… prawo

Zgodnie z oficjalnym wydarzeniem jest to kwestia „obecnej sytuacji prawnej”. Oczywiście, Bundestag nie przegłosował ustawy nakazującej Toyocie wyłączenie części funkcji w ich samochodach. Chociaż… może jednak?

Dziennikarze Bilda skontaktowali się z przedstawicielami Toyoty w Niemczech. Rzecznik Ralph Muller poinformował ich, że bezpłatna funkcja aplikacji MyToyota i Lexus Link Plus jaką jest „przygotowanie do jazdy” dalej jest dostępna w modelach o napędzie elektrycznym, lub hybrydowym typu plug-in.

Sytuacja komplikuje się dopiero przy modelach o napędzie wyłącznie spalinowym – funkcje przygotowania do jazdy w modelach o tym rodzaju napędu działają jedynie przy włączonym silniku. Wszystko przez konstrukcję aut: w hybrydach typu plug-in i elektrykach ogrzewanie postojowe jest zasilane przez akumulator – jest oddzielnym elementem i działa niezależnie. Zaś w autach spalinowych za to odpowiada silnik spalinowy – a problem w tym, że zgodnie z aktualnym niemieckim ustawodawstwem praca silnika na biegu jałowym bez poruszania się autem jest nieekologiczna, co grozi mandatem.

Oznacza to, że działanie Toyoty miało charakter czysto ochronny wobec kierowców – chcieli uchronić kierowców od niepotrzebnych mandatów (nawet jeżeli nie ma czegoś takiego, jak potrzebne mandaty). Do tego, jako że prawo w tej kwestii przekroju ogólnoeuropejskim jest skomplikowanym, Toyota ma informować o możliwości wyłączenia tej funkcji w odpowiednich informatorach – pewnie jednych z tych rzeczy, których nikt nie czyta, a każdy klika, że przeczytał.

Jak sobie z tym poradzić?

Dalej za panem rzecznikiem Toyoty: podaje on, że rozwiązaniem jest przeróbka tradycyjnego ogrzewania. Chociaż zwiększa to wagę samochodu o 10 kilogramów i nie posiada tak zaawansowanego systemu oczyszczania spalin, miałoby to być legalne. Wspomniany wyżej pan Stephan z Berlina zwrócił się już do Toyoty o pomoc, choćby w postaci zniżki na przeróbkę ogrzewania. Odpowiedział mu konsultant ds. sprzedaży Lexusa w formie maila – dowiedział się, że producent „nie widzi podstaw do roszczeń z tytułu gwarancji na wady ani innych odszkodowań”.

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali zatem na lodzie – i to dosłownie, bo nie mają jak ogrzać samochodów przed porannym wyjazdem do pracy w zimę. I choć nie jestem osobą, która podchodzi szczególnie sceptycznie do ekologii, to to już jest przesada – pewnie najlepiej by było, żeby pan Stephan ogrzewał się w drodze do pracy wtulając się we współpasażerów w autobusie.

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte. Teatr absurdu wokół Grenlandii

Teatr absurdu wokół Grenlandii

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte:

„I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”.


geo-polityka/teatr-absurdu-wokol-grenlandii

Świat może odetchnąć z ulgą! Grenlandia jest już bezpieczna! Europa wysyła kontyngent wojskowy na największą wyspę świata, co z pewnością złagodzi napięcie wokół niej. I mowa tu o kilku krajach naraz.

Największy kontyngent będzie pochodził z Niemiec – począwszy od dziś! Według oświadczenia niemieckiego Ministerstwa Obrony, na wyspę przybywa 13 żołnierzy. Nie, nie, nie przeoczyłem słowa „tysiące” – dokładnie 13. A zaledwie wczoraj, według premiera Szwecji Ulfa Kristerssona, wojska jego kraju wyruszyły na Grenlandię. „Kilku” – napisał premier, najwyraźniej niepewny, czy mówi o dwóch, czy o trzech oficerach. Norweski minister obrony Tore Sandvik był bardziej precyzyjny, stwierdzając, że największy kontyngent z jego kraju będzie składał się z dwóch osób. Francja i Wielka Brytania podobno również ogłosiły zamiar wysłania wojsk na Grenlandię.

Krótko mówiąc, europejscy przywódcy wygłaszają brawurowe deklaracje o wysłaniu oficerów na arktyczną wyspę, która nadal należy do Danii. Nie jest jednak do końca jasne, przed kim i jak ten potężny kontyngent zamierza się bronić. Donald Trump wielokrotnie wspominał o Duńczykach broniących Grenlandii  „dwoma psimi zaprzęgami” [niedoszacowane!! Jest ich sześć. SIRIUS. md] na obszarze wielkości Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec razem wziętych. Teraz dołączy do nich kolejnych piętnastu lub dwudziestu oficerów z Europy, którzy nie są w stanie sobie nawet wyobrazić, jakie temperatury panują na wyspie – 40°C. Jak to zmieni stanowisko Białego Domu w sprawie bezpieczeństwa wyspy?

Najzabawniejsze jest to, że europejscy urzędnicy oficjalnie wysyłają swoje kontyngenty, by bronić Grenlandii… „przed Rosjanami i Chińczykami”. To znaczy, wszyscy jednogłośnie deklarują, że twierdzenia Trumpa o „statkach z Rosji i Chin” krążących wokół wyspy są bezpodstawne, ale jednocześnie poważnie twierdzą, że bronią terytorium przed nieistniejącymi statkami! A potem, w każdej publikacji, duńscy politycy i eksperci jednogłośnie trąbią, jak europejskie wojska będą bronić wyspy przed Amerykanami!

Dziennik Politiken zacytował opinie kilku analityków, którzy wyjaśnili, na czym będzie polegać misja wojskowa sojuszników: „Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się na zajęcie Grenlandii siłą, musiałyby wziąć tam europejskie wojska do niewoli. Obrazy przedstawiające USA biorące do niewoli sojuszników wywołałyby znaczną negatywną reakcję wśród amerykańskiej opinii publicznej i Kongresu”.

A więc, chwila, wysyłasz swoje wojska wyłącznie jako przyszłych amerykańskich zakładników? To zupełnie nowa koncepcja w międzynarodowej obronie i bezpieczeństwie!

Teatr absurdu otaczający kwestię Grenlandii jest widoczny w każdym przemówieniu Europejczyków.

Ale najzabawniejsze jest to, jak Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte obraca holenderskiego kota ogonem. Jego niedawne przemówienie do posłów do Parlamentu Europejskiego mogłoby trafić do podręczników sztuki pompatycznego unikania bezpośrednich pytań bez odpowiadania na żadne z nich.

Słowo „Grenlandia” padło 22 razy podczas tej sesji tortur z Sekretarzem Generalnym! I próbowali na wszelkie sposoby zmusić go do odpowiedzi na stanowisko NATO w sprawie gróźb wobec Danii. W końcu moderator zapytał go wprost, co zrobiłby sojusz, „gdyby USA najechały Grenlandię”. Jego odpowiedź była zdumiewająca w swojej bezpośredniości i wyczerpującym ujęciu: „I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”. Trzeba przyznać, że to wymaga umiejętności!

W tym kontekście śmieszne jest czytanie duńskiej prasy, która twierdzi, że Europa wysyła „wojska NATO” na Grenlandię. Tymczasem, jak widać, NATO po prostu umywa ręce i nie ma nic wspólnego z tą wyjątkową operacją wojskową.

Formalnie kwatera główna, której zadaniem będzie koordynacja działań powstającego europejskiego kontyngentu, będzie mieścić się w Kopenhadze. Nikt jeszcze nie potrafi sobie wyobrazić, co dokładnie będzie koordynować. Być może będzie walczyć o godne warunki dla europejskich żołnierzy w niewoli. Zalecam, aby natychmiast wydrukowali notatkę dla swoich oficerów na temat: „Jak prawidłowo poddać się Amerykanom, nie niszcząc sobie fryzury ani munduru”.

Miliardy płyną na Ukrainę. Polska wydudkana.

Miliardy płyną na Ukrainę.

Rekordowa pomoc w 2025 r.

Agnieszka Łakoma wpolitycemiliardy-plyna-na-ukraine-rekordowa-pomoc-w-2025


Ukraina w ubiegłym roku otrzymała rekordową pomoc z zagranicy – ponad 52 miliardów dol. Choć liderem jest Unia, to jednak USA najskuteczniej zabiegają o swoje interesy gospodarcze.

Bank Centralny Ukrainy poinformował o stanie rezerw walutowych na koniec 2025 roku, wskazując na ich znaczący – ponad 30-procentowy wzrost. W 2026 rok Ukraina weszła z rezerwami w wysokości 57,3 mld dol., o czym informują ukraińskie media. Dzięki zagranicznemu wsparciu obecnie Ukraina ma najwyższe – od czasu odzyskania niepodległości – rezerwy walutowe.

USA głównym rozgrywającym

Tylko w grudniu ubiegłego roku kraj otrzymał 3,9 mld dol. z Banku Światowego i 2,7 mld dol. z Unii Europejskiej. Ponadto zdołał pozyskać niemal 304 mln dol. dzięki emisji obligacji. W całym 2025 roku Ukraina wyemitowała papiery dłużne na kwotę 3,3 mld dol. Bank Centralny poinformował również o rekordowo wysokiej pomocy finansowej, jaką otrzymał kraj w 2025 roku. Głównym źródłem były państwa Unii Europejskiej, które przekazały 32,7 mld dolarów, kolejnym Bank Światowy – 13,2 mld dol., i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – 900 mln dol. Znaczące było także zaangażowanie Kanady – 3,4 mld dol. Co ciekawe, Bank Centralny nie wymienił Stanów Zjednoczonych. Unia Europejska najpewniej także w tym roku będzie liderem pomocy finansowej dla Ukrainy. Kraj ten otrzyma bowiem przynajmniej 45 mld euro czyli połowę tzw. pożyczki, o udzieleniu której w grudniu – przy wielu kontrowersjach – zdecydowało 24 z 27 przywódców państw Wspólnoty. Zgodzili się oni na kolejny wspólny unijny dług (w latach 2026-2027) dla Ukrainy w wysokości 95 mld euro, a jego spłatą obciążone zostaną 24 państwa UE, w tym Polska (chyba, że Rosja zapłaci po wojnie Ukrainie reparacje).

Gdy Unia oferuje największą pomoc finansową Ukrainie, to jednak głównym rozgrywającym w rozmowach pokojowych pozostają Stany Zjednoczone. Wspólnota przekazuje bezpośrednią pomoc finansową Kijowowi, ale także zobowiązała się do zakupu na jego rzecz sprzętu wojskowego – w dużej mierze z USA, co  wywołuje spór między Berlinem i Paryżem.

Polski nie widać

Choć niektóre firmy z UE próbują inwestować na Ukrainie, a wiele z zachodniej Europy liczy na lukratywne kontrakty na odbudowę po wojnie, to okazuje się, że w to Amerykanie uzyskać mogą największe korzyści gospodarcze. Do tzw. planu pokojowego, jaki Donald Trump omawia z przedstawicielami Kremla, wpisał bowiem cały szereg projektów zapewniających Stanom Zjednoczonym inwestycje (szczególnie surowcowe) na Ukrainie.

W ostatnich dniach media amerykańskie ujawniły z kolei, że  konsorcjum z USA już przejęło kontrolę nad największym złożem litu na Ukrainie (chodzi o Dobra Lithium Holdings – jest to  joint venture TechMet, firmy zajmującej się wydobyciem surowców z siedzibą w Dublinie, wspieranej przez rząd USA, i The Rock Holdings). Umowa dotyczy inwestycji w złoża Dobra w obwodzie kirowohradzkim. Spółka wygrała latem przetarg ogłoszony przez władze w Kijowie, a jego wartość to minimum 179 mln dol. Według ustaleń NYT, rząd w Kijowie jest bliski zatwierdzenia umowy z tymi partnerami, gwarantującej część zysków także Ukrainie. Umowa ma o tyle szczególny wymiar, że jednym z inwestorów jest Ronald S. Lauder, miliarder i przyjaciel prezydenta Donalda Trumpa. To niezwykle wpływowy biznesmen, który – według medialnych doniesień – miał być jednym tych, którzy „podpowiedzieli” Donaldowi Trumpowi, by zainteresował się Grenlandią.

Przypomnijmy, że w czołówce europejskich państw pomagających Ukrainie jest także Polska, która przyjęła 2 mln Ukraińców i  przekazuje nie tylko finansowe i wojskowe wsparcie, ale stworzyła także główny hub działający na rzecz Kijowa.

Tymczasem jednak nie ma żadnych informacji świadczących o tym, by któraś z polskich firm miała choćby cień szansy na inwestycję w złoża ukraińskie.