5.01.2026 salon24/obrazki-z-wystawy












JAKIE PRAWDZIWE :)))

Info dla opornych: mikrofon wskazuje to co trzeba
5.01.2026 salon24/obrazki-z-wystawy













Info dla opornych: mikrofon wskazuje to co trzeba
Thomas Röper anti-spiegel.ru/europa-kann-sich-eine-starke-abhaengigkeit-von-den-usa-bei-oel-und-gas-nicht-leisten/
Teraz nawet w Der Spiegel
„Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy i gazu”
Wbrew oskarżeniom Zachodu, Rosja nigdy nie wykorzystywała ropy i gazu jako narzędzia politycznego, podczas gdy USA nie wahają się tego robić. Teraz nawet Der Spiegel donosi, że UE „nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy i gazu”.
Anti-Spiegel 6 styczeń 2026

Chociaż zachodni politycy i media konsekwentnie twierdzą, że Rosja wykorzystuje ropę i gaz jako narzędzie polityczne, a UE używa tego jako usprawiedliwienia dla odejścia od taniej rosyjskiej ropy i gazu, nikt nie potrafi przytoczyć ani jednego przypadku w ciągu około 50 lat, w którym Rosja dostarczała ropę i gaz do Europy. Dla Rosji to biznes, a nie polityka, i pomimo wszystkich kryzysów politycznych ostatnich 50 lat, nigdy nie było problemów z rosyjskimi dostawami ropy i gazu do Europy.
Jedyne problemy, które pojawiły się w przeszłości z dostawami z Rosji, wynikały z faktu, że niektóre kraje-odbiorcy zalegały z płatnościami przez ponad sześć miesięcy, a Rosja mimo to sumiennie dostarczała gaz przez sześć miesięcy, zanim wstrzymała dostawy. Szczegóły tych minionych kryzysów gazowych można znaleźć tutaj.
Ponieważ Stany Zjednoczone znane są z forsowania swojego programu politycznego za pomocą sankcji, gróźb i embarg, krytycy odejścia Europy od rosyjskiej ropy i gazu na rzecz dostaw ze Stanów Zjednoczonych konsekwentnie ostrzegają, że UE zamienia postrzegane zagrożenie zależności od rosyjskiej ropy i gazu na bardzo realne, w tym ryzyko, że Stany Zjednoczone wykorzystają ropę i gaz jako dźwignię polityczną.
„Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od ropy i gazu ze Stanów Zjednoczonych”.
Do tej pory uważano to za „rosyjską propagandę”, ponieważ europejscy politycy i dziennikarze, o których mowa, zawsze wychwalali bliską „przyjaźń” między USA a Europą. I oczywiście „przyjaciel” USA nigdy nie zrobiłby czegoś takiego Europejczykom!
Dlatego byłem bardzo zaskoczony, gdy znalazłem artykuł w „Der Spiegel” zatytułowany „Interwencja USA w Wenezueli – «Europa nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy naftowej i gazu»”, w którym ekspert ds. energetyki w wywiadzie dla „Der Spiegel” ostrzega bez ogródek przed zależnością UE od USA w zakresie dostaw ropy naftowej i gazu.
W wywiadzie ekspert odpowiedział na pytanie, że Europa „nie może sobie pozwolić na silną zależność od USA w zakresie ropy naftowej i gazu”, na co „Der Spiegel” dopytywał, czy oznacza to, że USA „nie są już wiarygodnym dostawcą w perspektywie długoterminowej”. Odpowiedź eksperta była jednoznaczna:
„Nie ma obaw dotyczących dostaw amerykańskiego gazu ani ropy do 2030 roku. Stany Zjednoczone chcą sprzedawać Europejczykom jak najwięcej gazu. Jest to jednak dźwignia polityczna, którą administracja Trumpa wykorzysta do wywierania presji politycznej. Im bardziej Europa jest zależna od Stanów Zjednoczonych, tym bardziej może to być wykorzystywane do celów polityki zagranicznej. Niedawnym przykładem jest obecne prawo dotyczące łańcucha dostaw, które zostało osłabione pod presją ze strony USA”.
Przeczytanie tego w „Der Spiegel”, który do tej pory był największym przeciwnikiem rosyjskiej ropy i gazu, a orędownikiem amerykańskiej, było prawdziwym zaskoczeniem. Oczywiście nie oznacza to, że redakcja „Spiegla” zmienia zdanie, ale nigdy wcześniej nie widziałem tak jasnego oświadczenia na ten temat w „Spieglu”.
Prawdziwe zagrożenie leży gdzie indziej.
Oczywiście, to, co opublikowano w „Der Spiegel”, to tylko połowa historii, ponieważ cała prawda jest taka, że Europa jest już całkowicie zależna od USA w polityce energetycznej, i to nie tylko dlatego, że USA stały się największym dostawcą gazu do UE. Problem sięga znacznie głębiej, ponieważ USA uniemożliwiły UE jakiekolwiek zmiany w tej kwestii, dlatego Trump może sobie pozwolić na coraz bardziej agresywne traktowanie Europejczyków, bez możliwości ich interwencji.
Tak zwana „zależność od Rosji” tak naprawdę nie istniała, jak widzieliśmy od 2022 roku, ponieważ UE w ciągu niecałego roku znalazła alternatywę dla rosyjskiego gazu: amerykański skroplony gaz ziemny (LNG), który USA próbowały sprzedać Europie od ponad dekady, ale którego Europa nie chciała, ponieważ jest znacznie droższy niż rosyjski. UE była jednak w stanie zbudować infrastrukturę LNG od podstaw w ciągu roku i tym samym niemal całkowicie zastąpić tani rosyjski gaz rurociągowy.
Tak, LNG jest znacznie droższy. Tak, wyższe ceny niemal całkowicie zniszczyły konkurencyjność europejskiego przemysłu. Tak, doprowadziło to do znacznej inflacji. Ale: nikt nie musiał zamarzł i nikomu nie zgaszono światła.
Problem polega na tym, że UE nie ma możliwości po prostu powrotu do rosyjskiego gazu, gdyby Stany Zjednoczone pewnego dnia wywarły tak dużą presję w jakiejś nieakceptowalnej dla UE kwestii, że zagroziłyby odcięciem dostaw gazu. Powodem tego jest fakt, że Stany Zjednoczone de facto przejęły kontrolę nad niemal wszystkimi rurociągami, które mogłyby dostarczać rosyjski gaz do Europy – a bez rurociągów nie ma dostaw.
Stany Zjednoczone wysadziły Nord Stream – nie będę tu wnikał w legendę o ukraińskich nurkach – a inwestor blisko związany z Trumpem chce kupić pozostałą część gazociągu Nord Stream, aby – gdyby UE lub Niemcy chciały reaktywować Nord Stream – Stany Zjednoczone kontrolowały go. W ten sposób Stany Zjednoczone mogłyby decydować o uruchomieniu gazociągu, a jeśli tak, to również o kosztach przesyłu gazu.
Stany Zjednoczone faktycznie przejęły kontrolę nad Nord Stream. Stany Zjednoczone kontrolują teraz również ukraiński rurociąg, ale sprawa ta spotkała się z niewielkim zainteresowaniem mediów w Niemczech. Umowa surowcowa Trumpa z Ukrainą przewiduje, że Stany Zjednoczone przejmują kontrolę nad praktycznie całą ukraińską infrastrukturą, zwłaszcza energetyczną. Dotyczy to również rurociągu, co oznacza, że to Stany Zjednoczone decydują, czy go reaktywować i zezwolić na dopływ rosyjskiego gazu do Europy, a jeśli tak, to po jakiej cenie.
Trzeci rurociąg, który istniał wcześniej, biegł z Rosji przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Polska zamknęła go pod koniec 2021 roku, a biorąc pod uwagę jawnie antyrosyjskie (a nie do końca proniemieckie) stanowisko Polski, jest mało prawdopodobne, aby ten rurociąg kiedykolwiek został ponownie uruchomiony..
Zostaje tylko TurkStream, ale ten rurociąg jest już w pełni wykorzystany, a Stany Zjednoczone niejednokrotnie jasno dawały do zrozumienia, że również zamierzają go zamknąć.
Chociaż UE była w stanie w ciągu roku utworzyć tymczasowe terminale LNG, aby stopniowo wycofywać gaz z rosyjskich rurociągów, odwrotna sytuacja nie jest możliwa. Ponieważ istniejących rurociągów nie można ponownie uruchomić bez zgody USA, budowa nowych zajęłaby prawie dekadę.
Kilka lat temu Stany Zjednoczone postawiły sobie za cel kontrolowanie europejskiego rynku energii i już go osiągnęły.
UE stała się w ten sposób całkowicie zależna od USA i Stany Zjednoczone nie zawahają się wykorzystać tej sytuacji, jeśli tylko dostrzegą okazję. UE skutecznie wyeliminowała wszelkie teoretycznie możliwe wyjścia z sytuacji.
Wszystkie marzenia o odnawialnych źródłach energii są teraz bezużyteczne; dla UE szansa przepadła.

——————————–

—————————–

—————————-

———————–

———————–

[no, w USA to tylko „wierzący” i „liżący”]
—————————-

—————————

———————————

—————————-



——————-

—————–

——————

——————————–

—————————–

————————————–

————————————–
5 stycznia 2026, blade-runnerzy/sct/
W pierwszych dniach stycznia 2026 roku Kraków, miasto królów i smoków, stało się areną nowoczesnej legendy miejskiej. Jej bohaterowie nie noszą mieczy, a klucze do samochodów. Jej symbolem nie jest uskrzydlona bestia, lecz prosty znak drogowy – a raczej jego brak. W nocy zniknęło lub zostało zniekształconych około dwudziestu znaków informujących o nowej Strefie Czystego Transportu (SCT). To nie był przypadkowy wandalizm, lecz otwarty, zorganizowany manifest.
W świecie rzeczywistym pozostawiono puste maszty, w wirtualnym zaś rozkwitła grupa „Blade Runners SCT Kraków”, która w kilka dni zgromadziła 21 tysięcy obserwujących. Nazwa, zapożyczona z kultowego filmu o łowcach androidów, nie jest przypadkowa: ci współcześni „biegacze z ostrzami” widzą w sobie ostatnich obrońców wolności przed bezduszną, technokratyczną maszynerią.
Krakowska SCT, która weszła w życie 1 stycznia, to jeden z najbardziej radykalnych w Europie projektów ograniczenia ruchu samochodowego. Obejmuje 61% powierzchni miasta, praktycznie całe jego historyczne i śródmiejskie wnętrze.
Władze, powołując się na ustawę i alarmujące dane o stężeniu dwutlenku azotu, argumentują, że to konieczny krok dla zdrowia mieszkańców. Przeciwnicy widzą w tym jednak coś więcej: akt niesprawiedliwości społecznej i symboliczny podział na uprzywilejowanych i wykluczonych.

Mieszkańcy Krakowa są zwolnieni z opłat za poruszanie się po strefie starymi samochodami. My – nie – to główne hasło buntu, powtarzane jak mantra w komentarzach pod postami prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego i na forach „Blade Runnerów”.
Chodzi o tzw. przepisy, które pozwalają mieszkańcom zarejestrowanym w SCT na czasowe poruszanie się niespełniającymi norm pojazdami bez opłat.
Dla tysięcy ludzi dojeżdżających do pracy z ościennych gmin – z Wieliczki, Skawiny, Niepołomic – jest to czytelny sygnał: jesteście obywatelami drugiej kategorii. Wasze codzienne życie, wasze koszty dojazdu i wasza własność są mniej ważne niż wygoda krakowian.
Opłaty, które na początku wydają się symboliczne (2,5 zł za godzinę, 5 zł za dzień w 2026 roku), mają rosnąć w sposób przemyślany i nieubłagany.
Do 2028 roku abonament miesięczny ma osiągnąć 500 złotych, po czym wjazd starymi samochodami zostanie całkowicie zakazany.
Miasto deklaruje, że środki z opłat trafią na wymianę kopciuchów w gminach ościennych – gest, który przez część osób z przedmieść odbierany jest jako jałmużna i hipokryzja.
Najpierw podnoszą nam koszty życia, a potem oferują dotację z naszych własnych pieniędzy – można przeczytać w jednym z internetowych komentarzy.
W tym konflikcie widać klasyczny spór dwóch wizji miasta. Z jednej strony – wizja ekologiczna, progresywna, patrząca w przyszłość, gotowa na bolesne reformy dla wspólnego dobra. [ale pierdoli !! md]

Z drugiej – wizja egalitarna, broniąca praw jednostki przed nadmierną ingerencją władz, kwestionująca nierówność obciążeń.
Bunt „Blade Runnerów” to nie tylko sprzeciw wobec opłat. To głębszy protest przeciwko poczuciu, że wielkie, kształtujące życie decyzje są podejmowane ponad głowami tych, których bezpośrednio dotyczą.
Skradzione znaki to nie tylko wandalizm; to fizyczne, desperackie wykreślenie z przestrzeni symbolu narzuconych reguł.
14 stycznia przed Wojewódzkim Sąd Administracyjnym w Krakowie odbędzie się akt kolejny tej dramaturgii. Sąd rozpatrzy skargi przeciwników strefy. Nawet jeśli zapadnie wyrok, nie będzie on prawomocny, a SCT będzie funkcjonować dalej. To może tylko podsycić frustrację.
Kraków, zmagający się od lat z jednym z najgorszych powietrzem w Europie, stanął przed tragicznym wyborem: czy poprawiać zdrowie swoich mieszkańców kosztem utrudnienia życia tym z okolic? [bzdura md]
Czy można budować ekologiczną fortecę, wytyczając granice na mapie?
Walka o czyste powietrze okazała się nie tylko walką z kopciuchami i dieslami, ale także walką o sprawiedliwość, dostępność i definicję wspólnoty.
„Blade Runnerzy” ze swoimi kluczykami i postami na Facebooku są może ostatnimi romantykami indywidualnej mobilności, buntownikami przeciwko coraz ściślej regulowanej rzeczywistości. Ich bunt, choć przejawiający się w niszczeniu publicznego mienia, jest przede wszystkim głośnym, desperackim wołaniem o wysłuchanie. I stanowi ostrzeżenie dla każdej władzy, która chce wprowadzać radykalne zmiany: nawet najszlachetniejszy cel nie uświęca środków, jeśli ci, którzy za nie płacą, nie czują się częścią procesu decyzyjnego.
[Ależ pieprzy: Cel nie jest „szlachetny”, ale głupio-ideolo. md]
W tej historii nie ma prostych podziałów na dobrych ekologów i złych kierowców. Jest za to skomplikowany obraz społecznego rozdarcia, w którym troska o planetę zderza się z troską o domowy budżet, a prawo do zdrowego powietrza – z prawem do swobodnego poruszania się.
Z pustych masztów w krakowskich ulicach wieje teraz nie tylko zimowy wiatr, ale i gorzki chłód społecznego konfliktu.

——————————————–

—————————–
—————————–

——————————–

——————————–

———————————-

————————–

—————


————————-

Czyjego, synek?
========================

—————

[To ostatnie – to kara dla najgorszych przestępców]
—————————-

——————–

—————————–

———————————–


—————–

————————————-

——————————————-

——————————-


=============================

—————————-

Jerzy Szmit wpolityce/zawialo-sypnelo-i-padlo
Zima stulecia na przełomie 1978/79 pokazała, że ówczesna władza z Edwardem Gierkiem na czele okazała się słabsza od sił natury – i jej czas był policzony. Przyroda postawiła wtedy naprawdę twarde warunki: mrozy do -40 °C, dwumetrowe zaspy, porywisty wiatr. Pierwsze mocne uderzenie przyszło w 31 grudnia i przedłużyło noc sylwestrową: gremialnie stanęły pociągi, autobusy, wszystko zamarzało, a instalacje wodne i grzewcze popękały. Przedłużono ferie w szkołach i na uczelniach, pozamykano fabryki i urzędy.
Na przełomie 2025/2026 jest łagodnie: kilka stopni mrozu, sypnęło trochę śniegu, trochę powiało. Ale już słychać wezwanie: Huston mamy problem. Odklejona od rzeczywistości ośmiogwiazdkowa władza nie potrafi poradzić sobie nawet z przygrywką do prawdziwej zimy. Nic dziwnego. Jeszcze niedawno kandydat PO na prezydenta RP przekonywał, że „planeta płonie” i grozi nam katastrofalne ocieplenie klimatu wywołane paleniem w piecach węglem, pierdzeniem krów, emisją przemysłową i przede wszystkim, rozmnażaniem się ludzi.
Jeżeli tak patrzy się na misję sprawowania władzy to oczywistym jest, że ratowanie ludzi, którym zagrażają siły natury, jest sprawą drugorzędną. Człowiek powinien dostosować się do natury, a nie wymagać od władzy, aby go ratowała, gdy przyroda postawi swoje warunki. Tak było z powodzią, kiedy Premier Tusk stwierdził na kilka godzin przed nadejściem fali powodziowej, że „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Przecież ważniejsze jest zamykanie kopalni, ograniczanie produkcji rolnej, bo jedno i drugie niszczy przyrodę, zwijanie przemysłu, bo pożera energię, blokowanie wjazdu starszych samochodów do centrów miast, bo zanieczyszczają powietrze.
A teraz gdy przychodzi mróz i śnieg władza po prostu nie potrafi zatroszczyć się o obywateli, którzy wpadli w pogodowe tarapaty na drogach. Obywatel, w jej optyce jest sobie winny, bo po co podróżuje jak pada śnieg? Przecież „Taki mamy klimat” – jako to stwierdziła w chwili zagrożenia życia i zdrowia ludzi ówczesna minister infrastruktury Bieńkowska (obecnie w Europarlamencie). Ośmiogwiazdkowa władza ma inny cel: przeprowadza na nas eksperyment – ile wytrzymamy ich głupoty, beztroski, braku kompetencji i wciskania ich ideologicznych dogmatów?
Śnieg, lód, mróz, wiatr to klimatyczna rzeczywistość – tak normalna jak to, że wiosną pada deszcz. Pojawią się bez pytania o zgodę, według swoich reguł i mechanizmów, nie zważając czy zrobi na złość władzy czy opozycji. Sprawdza bezlitośnie sprawność działania państwa.
A Premier Tusk cóż… poleci przygotowanie uchwały, aby takie sytuacje nie powtarzały się w przyszłości. Wyznaczy do jej realizację ministrę klimatu Hennig–Kloskę i Ministra Kierwińskiego. No i możemy być spokojni, żadna śnieżna chmura nas nie ogra.
06/01/2026 przez antyk2013
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
=========================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata.
To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich.
Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców.
Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
Paweł Chmielewski
pch2/tolkien-prowadzi-do-prawicowej-radykalizacji-niemiecki-dziennik-bije-na-alarm
Czy Tolkien i fantastyka w ogóle są ściśle związane z prawicowym fanatyzmem? Tak twierdzi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Co ciekawe, niemiecki dziennik nie jest odosobniony: kilka lat temu jeden z urzędów we Wielkiej Brytanii ostrzegł przed takimi autorami jak Tolkien czy Lewis, sugerując, że prowadzą do prawicowej radykalizacji.
„Kulturowa hegemonia potrzebuje twardo stąpających po ziemi bohaterów: jak «Władca Pierścieni» Tolkiena stał się idealną książką dla nowej prawicy” – tak badacz literatury z Niemiec Markus Steinmayr rozpoczyna swój tekst na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, opublikowany 3 stycznia („Faszination für Fantasy als Fanatismus”).
Autor zaczyna od słynnego przykładu premier Włoch Giorgi Meloni, która wielokrotnie mówiła o swojej fascynacji „Władcą Pierścieni” J. R. R. Tolkiena. Zdaniem Steinmayra podobne trendy widać także w innych krajach, niż Włochy: we Wielkiej Brytanii, w Niemczech czy we Francji. Partie prawicowe – jak Alternatywa dla Niemiec, Zjednoczenie Narodowe – potrafią przedstawiać się jako Tolkienowscy hobbici, którzy mierzą się z wielkim złem i muszą odzyskać kontrolę nad własną „krainą”.
Według Steinmayra nie chodzi jednak tylko o Tolkiena, ale o fantasy w ogóle. Literatura fantastyczna ma umożliwiać tworzenie kompletnych, zrozumiałych światów, które stanowią antytezę świata rzeczywistego. Tworzy się swoisty „kontr-obraz”. W przypadku „Władcy Pierścieni” to Mordor Saurona oraz Isengard Sarumana są metaforycznymi obrazami rewolucyjnej cywilizacji technologicznej, która zagraża pięknu i dobru obrazowanemu przez hobbickie Shire, wskazuje autor. Ostre różnice pozwalają jasno nakreślić dobro i zło – co następnie da się interpretować politycznie. „Władca Pierścieni” staje się eposem o kryzysie cywilizacji Zachodu: sceptycyzm wobec postępu, krytyka nowoczesności i modernizacji, to cechy, które mają przemawiać do prawicowych czytelników.
Co ciekawe, autor tekstu w FAZ bardzo wiele miejsca poświęca problemowi ochrony przyrody, czyniąc z tego znienacka jeden z konstytutywnych elementów prawicowej narracji politycznej. Nowoczesność ma zagrażać sielskim krajobrazom ojczystej przyrody – i jedynie prawicowe ugrupowania są w stanie zagwarantować ich przetrwanie. Całkowicie ignoruje ekologiczną, lewicową narrację, która dokonuje krytyki nowoczesnej cywilizacji ze względu na jej szkodliwość dla przyrody – u Steinmayra to „radykalna prawica” staje się największym miłośnikiem nieskalanej natury.
Pomysły niemieckiego autora nie są niczym nowym. W 2023 roku brytyjski urząd ds. badań, informacji i komunikacji (Unitet Kingdom’s Research, Information and Communications Unit) przygotował raport, który wskazywał na rzekome źródła prawicowej radykalizacji. Wśród wskazanych przez urząd tekstów znalazły się pisma Thomasa Hobbesa („Lewiatan”), Johna Locke’a („Dwa traktaty o rządzie”), Edmunda Burke’a („Rozważania o rewolucji we Francji”), a także niektóre dzieła Thomasa Carlyle’a oraz Adama Smitha.
Do nich dołączono również powieści fantasy – przede wszystkim „Władcę Pierścieni” Tolkiena oraz „Opowieści z Narni” C. S. Lewisa. W raporcie wystąpił też polski akcent: urząd przestrzegał przed powieściami Josepha Conrada, czyli Józefa Korzeniowskiego. Być może najistotniejsze było jednak coś jeszcze innego.
Urząd zamieścił wśród inkryminowanych tytułów „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya – pracę, która stanowi wybitne literackie ostrzeżenie przed totalitarną cenzurą…
Źródła: FAZ, The Spectator
Pach
Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz
W Polsce media uparcie milczą, Warszawa i Bruksela siedzą cicho – ale warto, żeby Polacy to usłyszeli. Zgodnie z doniesieniami, które jako pierwszy opisał The Wall Street Journal, podczas prac nad amerykańskim planem „pokojowym” dla Ukrainy miało dojść do sytuacji kuriozalnej. Zanim świat zobaczył pierwszy 28-punktowy projekt, w obiegu miała być klauzula o obowiązkowym audycie całej dotychczasowej międzynarodowej pomocy – audycie, który mógłby ujawnić nadużycia i korupcję na Ukrainie. Ukraina miała jednak naciskać, by ten zapis… usunąć.
Następnie w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że zapis o audycie na Ukrainie został „zmiękczony” i został zastąpiony inną klauzulą – aż w końcu ZNIKNĄŁ z ostatecznej wersji ujawnionej opinii publicznej.
To budzi uzasadnione pytania. I nie chodzi tutaj o żadną „złośliwość” wobec Ukrainy. Chodzi o elementarną uczciwość wobec podatników państw, które finansowały dotychczasowe wsparcie i o polską rację stanu. Jeśli kolejne miliony i miliardy mają dalej płynąć – na co naciska Warszawa – audyt i realna kontrola dotychczasowego wsparcia muszą być warunkiem! Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pojawiały się kolejne doniesienia o śledztwach i skandalach korupcyjnych na wysokich szczeblach na Ukrainie. Mówimy o setkach milionów dolarów.
Polski rząd w tej sytuacji – niezależnie od opracowywanego planu pokojowego – powinien natychmiast postawić sprawę jasno: zero kolejnych przelewów do Kijowa bez audytu dot. dotychczasowej pomocy i bez mechanizmów kontroli nowych transz!
Bo inaczej politycy będą ludziom sprzedawać bajki o „wartościach”, a rachunek – jak zwykle – zapłacą obywatele. Także polscy. Jesteśmy suwerennym krajem, czy już całkiem nam polska władza odleciała?
·
24,5 tys. wyświetlenia

—————————————————-

———————————-

————————————-

——————————

———————-

—————————–

——————————————–

——————————-

————————————–

————————————

————————-

———————————–

——————————-

Łukasz Warzecha hpch/wenezuela-maduro-trump-i-oniemiale-polskie-elity/

(Fot: pch24/AI)
Mówiąc najbardziej wprost: atak USA na Wenezuelę zastał sporą część polskiej klasy politycznej i komentatorskiej z – proszę wybaczyć dosadność – spodniami w ręku. To, co się wydarzyło, przekracza przyjęte w głównym nurcie polskiej debaty (przepraszam za użycie tego nadmiarowego słowa, ale nie ma lepszego) granice rozumienia. Te bowiem sprowadzają się do najprostszych, by nie rzec: prostackich twierdzeń typu „Trump jest zły/dobry”, „Maduro zasłużył”, „Wenezuela była z Ruskimi, więc dobrze jej tak”. Jak zwykle podstawą do jakiejkolwiek oceny nie jest analiza potencjalnych skutków wydarzeń, ale aprioryczne zajęcie wobec nich wartościującego stanowiska. Co oczywiście jest bez sensu.
Wobec wydarzeń w Ameryce Południowej – a można założyć, że to dopiero początek, bo przecież sytuacja w Wenezueli bynajmniej nie jest jasna – przyjęto w polskiej klasie komentującej z grubsza dwie postawy.
Pierwsza jest taka, że działania USA były uzasadnione, ponieważ Nicólas Maduro był wybrany nielegalnie i niszczył Wenezuelę, a poza tym współpracował z Chińczykami i Rosjanami. W tym stanowisku albo całkowicie lekceważy się kwestię pogwałcenia prawa międzynarodowego przez USA, albo twierdzi się, że to pogwałcenie nie było bezwarunkowe, ponieważ artykuł 2. Karty Narodów Zjednoczonych może być interpretowany zawężająco.
Druga apokaliptycznie formułowana postawa głosi, że USA stworzyły precedens, za którym nastąpi lawina podobnych działań. Podeptały prawo międzynarodowe i dlatego inni także będą je teraz deptać, nikt więc już nie jest bezpieczny, w tym Polska. No i oczywiście można było się tego spodziewać po Trumpie.
Każde z tych stanowisk jest nie tylko obarczone wadami, ale też nie uwzględnia polskiej sytuacji. Sprawa wartości stabilizującej prawa międzynarodowego nie jest zero-jedynkowa. Prawda jest taka – o czym zresztą wspominałem niedawno na portalu PCh24, pisząc o filmie „Norymberga” – że od dawna jest ono instrumentem w rękach silniejszych i ma zastosowanie tam, gdzie oni tego chcą, a nie ma tam, gdzie nie chcą. Nie jest tak, że nie ma ono żadnej wartości, ale nie jest też tak, że obecna akcja USA stworzyła jakiś precedens. Bynajmniej. Nawet w najnowszej historii jest mnóstwo przykładów otwartego złamania prawa międzynarodowego poprzez prowadzenie agresywnych operacji wojskowych bez mandatu ONZ czy przynajmniej UE. Polska nawet wzięła udział w takiej operacji – była nią druga wojna w Zatoce Perskiej, czyli uderzenie na Irak (pod dętym pretekstem) w 2003 r., które było klasyczną wojną napastniczą. Inną podobną operacją było uderzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego na Serbię, rzekomo w celu powstrzymania czystek etnicznych na kosowskich Albańczykach. Faktycznie był to efekt idealistycznego nastawienia ówczesnej administracji Billa Clintona i bardzo sprytnego wykorzystania tego idealizmu przez Kosowarów.
Nawiasem, nie sposób nie dostrzec, że administracja Trumpa zaczyna się bawić w nation building, czyli to, co sama ostro krytykowała w nowej strategii bezpieczeństwa (NSS), a co lansowali przede wszystkim neokonserwatyści na początku lat 2000. Tyle że krytyka dotyczyła głównie działań na Bliskim Wschodzie, a tu mamy działania na zachodniej półkuli, a więc w pewnym stopniu uwiarygadniające inne twierdzenie USA z NSS: że ta półkula będzie wyłączną domeną Stanów Zjednoczonych (doktryna Monroego).
To o tyle ważne, że powinno ugasić entuzjazm tych, którzy w usunięciu Maduro widzą zapowiedź czy przynajmniej szansę na usunięcie pana Tuska. Pomijając, jak głęboko postkolonialną trzeba mieć mentalność, żeby oczekiwać, iż obca siła usunie ze stanowiska polskiego premiera, wybranego przez Polaków (choćby i najgorszego), zwolennicy tej narracji nie dostrzegają, że Europa to już nie zachodnia hemisfera. Zatem demonstracja własnej sprawczości w tamtym obszarze nie oznacza, że podobne działania USA miałyby prowadzić poza nim.
Wracając do znaczenia akcji – siła prawa międzynarodowego jest względna, szczególnie że nie istnieje w rzeczywistości międzypaństwowej żadna instancja, dysponująca siłą umożliwiającą przeforsowanie przestrzegania tego prawa (nie dysponują nią również międzynarodowe trybunały: Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, organ ONZ, czy Międzynarodowy Trybunał Karny, działający na podstawie statutów rzymskich). Bez żadnych wątpliwości poczynania USA w Wenezueli obniżyły rangę prawa międzynarodowego. Mamy więc sytuację pośrodku: ani nie jest to precedens i nagła tragedia, ani też nie jest to wydarzenie bez znaczenia. Etyczna ocena rządów Maduro czy przerażenie tym, do jakiego stanu doprowadził on własny kraj, nie mają tutaj żadnego znaczenia i niczego nie uzasadniają, gdy idzie o zewnętrzną interwencję.
Co więcej, pogwałcenie norm jest w tym wypadku radykalne i wręcz ostentacyjne. Nie chodzi tylko o samo obalenie prezydenta, ale także o jego uprowadzenie i zamiar postawienia go przed amerykańskim sądem jako szeregowego przestępcy.
Doprawdy, nie trzeba być wybitnym specem od prawa międzynarodowego, żeby wiedzieć, że jurysdykcja sądu jednego kraju nie obejmuje głowy innego kraju. A to otwiera innym siłom drogę do śmielszych niż dotychczas działań w ich sferach interesów. Ci, którzy twierdzą, że ta akcja wystraszy Moskwę, mogą się grubo mylić. Może ona mieć dokładnie odwrotne działanie: może zostać odczytana jako zdjęcie wszelkich hamulców na wypadek chęci podjęcia podobnych kroków wobec państw, które Rosja uzna za zagrażające im w jakikolwiek sposób. Z Ukrainą na czele.
Ale czy jest to wszystko powodem do oburzenia? Nie, bo oburzanie się jest reakcją z innego porządku. To po prostu kolejne przypomnienie, że świat uporządkowany odszedł w przeszłość. A nie trwał, trzeba przyznać, bardzo długo. Naszym problemem jest przede wszystkim intelektualna niewydolność polskiej elity (w sensie czysto opisowym), immanentnie niezdolnej do zimnej analizy sytuacji. Naczelny zaś wniosek, jaki z takiej analizy moglibyśmy w tym momencie wyciągnąć, jest taki, że nie możemy wierzyć ani w moc prawa międzynarodowego (nigdy zresztą nie powinniśmy byli przywiązywać do niego nadmiernej wagi), ani w naszego potężnego protektora, który ma przynajmniej tę zaletę, że dość otwarcie komunikuje swoje interesy i brutalnie je realizuje. W tym wypadku podporządkowując sobie kraj, posiadający 14-17% światowych rezerw ropy naftowej – najwięcej na świecie.
Pamiętajmy jednak, że porwanie Maduro to była łatwiejsza część planu. Na praktycznie wszystkich swoich współczesnych misjach typu nation building USA się wywracały. I tu może być podobnie, nawet jeśli jest to nie tyle nation building, ale drill, baby, drill.
Łukasz Warzecha
===================
Mirosław Dakowski:
Zakotłowało się tak nieprawdopodobnie, że nie tylko „elity”, ale nawet normalnie myślący ludzie – wygłaszają sprzeczne „pewniki”. Może ktoś rozpylił nad światem jakiś proszek ogłupiający? Módlmy się, to nam pomoże. A może i światu?
Paweł Chmielewski pch24.pl/roberto-de-mattei-pacyfizm-jako-maska-stopniowej-kapitulacji
Nie wystarczy ogłosić, że jest się za pokojem, aby nie doszło do wojny. Już dziś trwa wojna hybrydowa. Pacyfizm w jej obliczu to tylko maska stopniowej kapitulacji – pisze włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.
Posępna jutrzenka roku 2026 wschodzi nad Europą, która jest w stanie wojny i nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet ci, którzy o tym wiedzą – ci, którzy tę wojnę rozpoczęli – starannie unikają ogłoszenia tego wprost i nadal mówią o pokoju. Jak naucza św. Augustyn, również ci, którzy prowadzą wojny, nie pragną niczego innego, jak tylko zapewnić sobie pokój poprzez zwycięstwo („De Civitate Dei”, księga XIX, rozdział VII). Dlatego na konferencji kończącej 2025 rok Putin powiedział, że chce pokoju – tyle, że pokoju opartego na zasadach, które doprowadziły go do rozpoczęcia „operacji specjalnej” na Ukrainie, wcale nie wojny…
Wojna nie dotyczy już wyłącznie Ukrainy, lecz Europy i Zachodu. Jest to wojna niewypowiedziana, ale faktyczna, określana we współczesnym języku mianem wojny hybrydowej. Zmieniła się nie natura konfliktu, lecz jego formy, narzędzia i przede wszystkim próg politycznej widoczności, po przekroczeniu którego państwo gotowe jest przyznać, że znajduje się w stanie wojny. Walka toczy się za pomocą operacji wywiadowczych, sabotażu infrastruktury przeciwnika, dronów, jednostek pływających bez bandery, niewidzialnych okrętów podwodnych. Równolegle trwają zbrojenia w oczekiwaniu na wojnę oficjalną.
Sieci energetyczne zrywają się z powodu tajemniczych „usterek technicznych”, systemy informatyczne padają pod naporem „anonimowych” ataków, trasy lotnicze i handlowe stają się niebezpieczne, a kampanie dezinformacyjne tak bardzo dezorientują opinię publiczną, że przestaje ona odróżniać agresorów od obrońców. A jednak mimo tego nikt nie uświadamia sobie, że trwa wojna. Walki toczą się w permanentnej szarej strefie, w której wojna współistnieje z własnym zaprzeczeniem.
Wojna niewypowiedziana nie jest wynalazkiem naszych czasów, lecz stałym elementem historii stosunków międzynarodowych, choć nowy jest sposób, w jaki dziś się ona toczy. Emblematycznym przykładem są Stany Zjednoczone w latach 1940–1941. W Europie grzmiały działa, a prezydent Franklin D. Roosevelt był przekonany, że zwycięstwo nazistowskich Niemiec stanowiłoby zagrożenie dla bezpieczeństwa Ameryki, jednak opinia publiczna w jego kraju w większości sprzeciwiała się wojnie.
Zdecydował się interweniować, choć nie dysponował niezbędną zgodą na formalne wypowiedzenie wojny. Podjął działania, które wielu historyków określiło mianem „wojny nieogłoszonej” przeciwko Niemcom. Była to wojna prowadzona poprzez sekwencję aktów militarnych, logistycznych i politycznych, które stopniowo przybliżały Stany Zjednoczone do bezpośredniego starcia z III Rzeszą.
Sercem tej niewypowiedzianej wojny był Atlantyk. Amerykańskie okręty zaczęły eskortować brytyjskie konwoje zaopatrzeniowe, mając świadomość, że naraża je to na ataki niemieckich okrętów podwodnych. We wrześniu 1941 roku, po incydencie z udziałem USS Greer, amerykańskiego niszczyciela uwikłanego w starcie z niemieckim U-Bootem, Roosevelt ogłosił politykę „shoot on sight”: niemieckie jednostki dostrzeżone w atlantyckich strefach bezpieczeństwa mogły być atakowane bez ostrzeżenia. Równolegle Waszyngton wspierał brytyjski wysiłek wojenny poprzez program Lend-Lease Act, umożliwiający dostarczanie uzbrojenia i materiałów państwom walczącym z Osią. W praktyce wojna już się rozpoczęła, choć nikt nie nazywał jej w ten sposób.
Strategia ta wywołała ostrą krytykę ze strony America First Committee, największego ruchu izolacjonistycznego w historii Stanów Zjednoczonych, który oskarżał Roosevelta o wciąganie kraju w konflikt z pominięciem woli społeczeństwa. Rany po I wojnie światowej były wciąż świeże, a miliony Amerykanów obawiały się, że kolejna interwencja militarna w Europie przyniesie jedynie śmierć, długi i destabilizację wewnętrzną. Hasło „America First” streszczało wizję świata opartą na zasadach obrony kontynentu amerykańskiego, wzmacniania gospodarki narodowej oraz odrzucenia jakiegokolwiek zaangażowania w sprawy Starego Kontynentu.
Ruch znalazł swój najbardziej rozpoznawalny symbol w osobie Charlesa Lindbergha, słynnego lotnika, który w 1927 roku dokonał samotnego przelotu nad Atlantykiem. W swoich wystąpieniach Lindbergh twierdził, że Niemcy są militarnie nie do pokonania, a amerykańska interwencja byłaby bezcelowa i katastrofalna. Niektóre z jego wypowiedzi, zwłaszcza te przypisujące administracji Roosevelta oraz amerykańskim i brytyjskim Żydom dążenie do wojny, wywołały oskarżenia o antysemityzm i podkopały wiarygodność całego ruchu.
Jednak 7 grudnia 1941 roku Japończycy zaatakowali Stany Zjednoczone w Pearl Harbor. Kilka dni później to Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym, czyniąc oficjalnym to, co w praktyce trwało już od miesięcy. America First Committee został nagle rozwiązany. W obliczu bezpośredniej agresji na terytorium amerykańskie sami przywódcy ruchu uznali, że od tej chwili jedność narodowa ma pierwszeństwo przed wszelkimi podziałami ideologicznymi.
Jeśli America First Committee narodził się w kontekście naznaczonym traumą I wojny światowej i lękiem przed niepotrzebnymi ofiarami, to dziś izolacjonizm powraca w Stanach Zjednoczonych w postaci krytyki ekonomicznych i ludzkich kosztów globalnego zaangażowania. Błędem byłoby jednak odczytywanie w kluczu izolacjonistycznym najnowszego amerykańskiego dokumentu dotyczącego Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Strategy – NSS), opublikowanego w 2025 roku przez Biały Dom. Tekst stawia interes Stanów Zjednoczonych jako priorytet narodowy i określa Europę jako kontynent znajdujący się w fazie schyłku, lecz jednocześnie Waszyngton deklaruje gotowość do współpracy z silną Europą, zdolną do wnoszenia wkładu w rywalizację strategiczną, również od strony militarnej. Możliwość zatarcia tożsamości europejskiej, na którą dokument zwraca z niepokojem uwagę, stanowi realne zagrożenie, którego Europa zdaje się nie dostrzegać.
Najbardziej dyskutowane zdanie tekstu, „We want Europe to remain European”, oznacza, że Europa przestaje być sobą i musi powrócić do własnych korzeni. To na narodach europejskich spoczywa odpowiedzialność za odzyskanie tego, co dokument Białego Domu nazywa „cywilizacyjną samooceną”, czyli świadomości historycznego i kulturowego dziedzictwa Starego Kontynentu. W dość podobnej perspektywie, w swoim orędziu Urbi et Orbi w dniu Bożego Narodzenia, papież Leon XIV przypomniał o konieczności dochowania przez Europę wierności jej chrześcijańskim korzeniom i własnej historii.
Europejski upadek wyraża się dziś w postaci „neo-pacyfizmu”, który trafia do elektoratu zmęczonego „odległymi” wojnami. Pacyfizm ten wyrasta jednak z historycznego wyparcia: z iluzji, że wystarczy ogłosić, że jest się „za pokojem”, żeby uniknąć wojny. Taka postawa legitymizuje wojnę hybrydową, ponieważ akceptuje jej narrację. Jednym z głównych narzędzi wojny hybrydowej jest manipulowanie opinią publiczną. Odbywa się to poprzez kampanie dezinformacyjne oraz apele o pokój, które w istocie sprowadzają się do żądania kapitulacji wobec wroga, który nie nazywa siebie wrogiem.
Pacyfizm, który nie dopuszcza istnienia konfliktu, okazuje się w ten sposób niezdolny do stawienia czoła wojnie, która nie określa się jako wojna. Pokój przestaje być rezultatem bronionego porządku, a staje się maską stopniowej kapitulacji. Wojna hybrydowa jest tragiczna właśnie dlatego, że zaprzecza tragedii: nie domaga się jednoznacznych wyborów, aż w końcu wojna, wreszcie wypowiedziana, jawi się już nie jako decyzja, lecz jako nieuchronna konieczność.
Historia pokazuje, że pacyfizm nie jest przestrzenią neutralną: jest polem, na którym zwycięża ten, kto jest gotów użyć siły, nie mówiąc o tym wprost. A jeśli pokój, jak wyjaśnia św. Augustyn, jest spokojem porządku, to nie może on rodzić się z wyparcia konfliktu, lecz z odwagi jego przyjęcia. Prawdziwa alternatywa nie przebiega dziś między wojną a pokojem, lecz między pokojem bronionym a pokojem pozorowanym. Europa, postawiona wobec tego wyboru, nie będzie mogła długo odkładać go na później, nie odkrywając pewnego dnia, że owo odkładanie było decyzją brzemienną w skutki.
Roberto de Mattei
Corrispondenza Romana
Feb 15, 2025 express.co.uk/ukraines-incredible-new-1-2bn-resort

Rendering of the lift infrastructure at GORO Mountain Resort in the Ukraine (Image: https://gororesort.com/ by OKKO Group )
While the country is fighting off the Russian invasion at the east of Ukraine, a £1.2 billion ski resort is being built in the west close to the border with Poland.
The construction of the GORO Mountain ski resort has started in the Lviv region, which will build 25 hotels, 5,500 rooms stretching across a total area of 2,965 acres, with 41 46.6-mile-long ski slopes with 846 acres of snow cove, over 10 miles of ski lifts, two modern gondola lifts and 11 chairlifts.
Construction started in October and the first phase of construction is scheduled to be completed for 2028-2029.
OKKO Group CEO, Vaysl Danylyak said in a statement: „The construction of the first hotel complex is a strategically important stage in the implementation of the holistic concept for an international year-round holiday resort.”
„GORO will become one of the largest recreational infrastructure facilities in Ukraine, which will affect the state’s position in the European tourism arena.”

OKKO Group is currently building the £1.2 billion ski resort (Image: Getty)
The completion of the project is expected to take 15 years.
The massive development will include five hotel complexes, plus a variety of recreational amenities such as a spa, swimming pools, restaurants, and areas for children and business activities.
The GORO Mountain Resort project, initially proposed in 2017, was set to begin in spring 2022 but was delayed due to the Russian invasion.
OKKO Group is the biggest network of gas stations in Ukraine and has partnered with world-class experts, including ILF Group, known for their work on ski resort expansions at the Remarkables in New Zealand and Pitztal-Ötztal in Austria, as well as snow-making infrastructure at Austria’s largest resorts like Sölden, Saalbach-Hinterglemm, St. Anton, and Kitzbühel.
Danylyak added: „These are strategic investments in the recovery and future of Ukraine. We do see the prospect, even despite the challenges of war, and understand the importance of such ambitious projects for the social and economic development of Lviv region.
„The new mountain recreational project should become a magnet for Ukrainian and foreign tourists and potential investors, putting a modern Ukrainian mountain location on the tourist map of Europe.
„GORO Mountain Resort will be a place not only for active recreation but also for health improvement and psychological rehabilitation.”
=================================
‼️ UNREAL
— Mario Zelaya (@mario4thenorth) January 1, 2026
Sable absolutely dismantles,
I mean, completely shreds to pieces,
the money given to Ukraine.
Short. Sweet. To the point.
All facts. @sableandme – this is better than anything MSM could ever produce.
Watch until the end. It’s a work of art. pic.twitter.com/beU8HjzToC
‼️ UNREAL
— Mario Zelaya (@mario4thenorth) January 1, 2026
Sable absolutely dismantles,
I mean, completely shreds to pieces,
the money given to Ukraine.
Short. Sweet. To the point.
All facts. @sableandme – this is better than anything MSM could ever produce.
Watch until the end. It’s a work of art. pic.twitter.com/beU8HjzToC
krzysztofjaw hprawda-historyczna-w-swietle-bestialstwa-na-polakach-dokonanego-przez-bodnarowcow-z-oun-upa
Być może jest to jeden z ostatnich momentów, w którym można publicznie i swobodnie wyrażać swoje opinie, poglądy i przemyślenia. Mamy bowiem jeszcze wolność słowa, która już niedługo może będzie drastycznie ograniczona przez prokuratorskie, ale pozaprawne (tj. bez ustawowych podstaw a jedynie w drodze rządowego rozporządzenia) ściganie tzw. „mowy nienawiści”, po części będącej w istocie formą swobodnej cenzury rządzących. Swobodnej tzn. takiej, w której za „mowę nienawiści” uważane będzie to, co rządzący za takową subiektywnie uznają.
———————————-
UWAGA! Poniższy tekst przeznaczony jest dla OSÓB DOROSŁYCH!!!
I to nie wszystkich, bo m. inn.:: jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach
362 metody tortur stosowanych na Polakach
———————————
Wielokrotnie pisałem, że jakakolwiek normalizacja wzajemnych międzynarodowych stosunków dwustronnych musi być oparta na prawdzie historycznej. Tylko prawda i szacunek do historii oraz jednoznaczny do niej stosunek dają możliwość pojednania między narodami, niezależnie jak trudna to jest historia.
Najgorszym z możliwych działań jest próba zamilczania lub wybielania przez jedną ze stron negatywnych przeszłych zdarzeń lub też odwracanie ich kontekstowego, międzynarodowego historycznego znaczenia i nazywanie np. morderców bohaterami… Rodzi to u drugiej ze stron pewnego rodzaju bunt etyczno-moralny, który może rodzić zwielokrotnioną niechęć do określonego narodu, zdecydowanie intensywniejszą niż gdyby prawda była przez wszystkich powszechnie przyjmowana i akceptowana.
Jakże więc ważne jest aby stosunki polsko-ukraińskie były oparte też na prawdzie historycznej i w żaden sposób nie wybielały ani negowały przeszłości.
Niestety… z polskiego punktu widzenia gloryfikowanie przez Ukrainę formacji OUN oraz UPA i kreowanie ich przywódców na bohaterów narodowych nie może być podstawą prawidłowych stosunków polsko-ukraińskich opartych na prawdzie.
A ta prawda jest trudna, szczególnie dla Ukrainy i narodu ukraińskiego. To oni są odpowiedzialni za ludobójstwo Polaków na Wołyniu (luty 1943 – luty 1945 na polskich ziemiach okupowanych przez niemiecką III Rzeszę) i Galicji Wschodniej/Małopolsce Wschodniej (lata 1943–1945 na ziemiach polskich okupowanych przez III Rzeszę i ZSRR). Ukraińscy szowiniści z OUN-UPA wspierani w dużej części przez ukraińską ludność cywilną dokonali wtedy na Polakach bestialskiego, etnicznego ludobójstwa, które przyniosło – wedle różnych szacunków – od 150 do 300 tys. polskich ofiar (są też opinie, że zamordowano ok. 500 tys. Polaków + 100 tys. Żydów). Mordowano też m.in. samych Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób przejawiali przychylny stosunek do Polaków a także Rosjan i – i jak wspomniałem – Żydów. Dodatkowo ukraińskie akty terroru zmusiły do ucieczki z własnych domostw ponad 500 tysięcy tysięcy naszych rodaków przy czym mordy Ukraińców na Polakach, strach przed nimi i konieczność ucieczki trwały jeszcze nawet w latach 50-tych XX wieku… Zdarzały się również akcje odwetowe Polaków, ale ich skala była stosunkowo niewielka.
Sam fakt etnicznego ludobójstwa winien być a’priori przesłanką do historycznej negatywnej oceny OUN-UPA i stać się tym samym fundamentem budowy poprawnych i przyjaznych stosunków między naszymi państwami i narodami… szczególnie w obecnej trudnej sytuacji geopolitycznej.
Rzeź wołyńska (i galicyjska) to chyba najokrutniejsze ludobójstwo na Polakach w czasie ich wielowiekowej historii lub też jedno z większych.
Budowanie naszych relacji na prawdzie historycznej jest tym bardziej konieczne, że owe mordy – niezależnie od wieku i płci – dokonywane były w sposób okrutny i bestialski.
A. Korman doliczył się aż 362 metod tortur stosowanych na Polakach przez ukraińskich, nacjonalistycznych (szowinistycznych) morderców z OUN-UPA. Były to m.in.: [1], [2].
– Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy
Reklama
– Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie)
– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy
– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło
– Wyrzynanie na czole „orła”
Reklama
– Wbijanie bagnetu w skroń głowy
– Wyłupywanie jednego oka
– Wybieranie dwoje oczu
– Obcinanie nosa
Reklama
– Obcinanie jednego ucha
– Obrzynanie obydwu uszu
– Przebijanie kołami dzieci na wylot
– Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha
– Obrzynanie warg
– Obcinanie języka
– Podrzynanie gardła
– Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz
– Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty
– Wybijanie zębów
– Łamanie szczęki
– Rozrywanie ust od ucha do ucha
– Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar
– Podcinanie szyi nożem lub sierpem
– Zadawanie ciosu siekierą w szyję
– Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy
– Skręcanie głowy do tyłu
– Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą
– Obcinanie głowy sierpem
– Obcinanie głowy kosą
– Odrąbywanie głowy siekierą
– Zadawanie ciosu siekierą w szyję
– Zadawanie ran kłutych w głowie
– Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców
– Zadawanie innych ran ciętych na plecach
– Zadawanie ciosów bagnetem w plecy
– Łamanie kości żeber klatki piersiowej
– Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca
– Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś
– Obcinanie kobietom piersi sierpem
– Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą
– Obrzynanie sierpem genitaliów ofiarom płci męskiej
– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską
– Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem
– Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem
– Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych
– Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha
– Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku – kipiącej wody
– Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki
– Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego szkła
– Wyrywanie żył od pachwiny, aż do stóp
– Wkładanie do pochwy – waginy rozżarzonego żelaza
– Wkładanie do waginy szyszek sosny od strony wierzchołka
– Wkładanie do waginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot
– Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz
– Wieszanie ofiar za wnętrzności
– Wkładanie do waginy szklanej butelki i jej rozbicie
– Wkładanie do otworu analnego szklanej butelki i jej stłuczenie
– Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami
– Odrąbywanie siekierą jednej ręki
– Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk
– Przebijanie dłoni nożem
– Obcinanie palców u ręki nożem
– Obcinanie dłoni
– Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej
– Odrąbywanie pięty
– Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej
– Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem
– Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem
– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami
– Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą
– Obcinanie piłą obie nogi
– Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem
– Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi
– Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami
– Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do podłogi
– Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu
– Rąbanie siekierą całego tułowia na części
– Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie
– Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim
– Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół
– Rozpruwanie brzuszka dzieciom
– Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu
– Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi
– Łamanie stawów nóg dziecka
– Łamanie stawów rąk dziecka
– Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat
– Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem
– Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku
– Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec
– Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele
– Wbijanie dziecka na pal
– Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała
– Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi
– Wieszanie na drzewie głową do góry
– Wieszanie na drzewie nogami do góry
– Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska
– Zrzucanie w dół ze skały
– Topienie w rzece
– Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni
– Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni
– Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku
– Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii
– Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi
– Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy strzelniczej
– Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie
– Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym arkanem
– Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi
– Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi
– Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów
– Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego
– Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego
– Przebicie tułowia na wylot lufą karabin
– Ściskanie ofiary drutem kolczastym
– Ściskanie razem dwóch ofiar drutem kolczastym
– Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym-
– Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i cierpienia
– Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie
– Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą
– Rozrywanie tułowia na wpół przez konie
– Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie
– Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku
– Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą
– Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten sposób pochodnię Nerona
– Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary
– Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia
– Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy
– Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra
– Wieszanie na kolczastym drucie
– Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą
– Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami
– Wiązanie – skuwanie rąk drutem kolczastym
– Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą
– Przybijanie rąk do progu mieszkania
– Wleczenie ciała po ziemi, za nogi związane sznurem
– Przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. „wianuszki”.
Owe metody tortur swoją okrutną wymyślnością przewyższały tortury stosowane przez ludobójcze hitlerowskie Niemcy czy ludobójczą sowiecką Rosję.
Nie można o tych faktach zapominać i je wybielać. Nie można gloryfikować historycznych, okrutnych i bestialskich ludobójców na bohaterów narodowych. W przeciwnym razie może niestety narastać wzajemna nienawiść polsko-ukraińska. Z jednej strony może ona być podstawą odradzającego się ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu, w którym „Lachy” (czyli Polacy) uważani byli za głównego wroga Ukrainy, a – z drugiej strony – w Polakach budzić niechęć do Ukraińców i sympatię do wszystkich, którzy w jakiś sposób szkodzą Ukrainie (np. Rosji).
Wydawało mi się wcześniej, że agresja Rosji na Ukrainę to nie był najlepszy moment na aż takie szczegółowo faktograficzne i szokujące przedstawienie elementów banderowskiego okrucieństwa Ukraińców a już fakt, że Polska i Polacy gremialnie otworzyli swoje serca i portfele na pomoc Ukraińcom w tym koszmarnym dla nich czasie wojny z Rosją powodował u mnie pewien moralny dyskomfort zawierający się w odpowiedzi na pytanie: Czy w obliczu agresji Rosji na Ukrainę był czas na przypomnienie Ukraińcom ich zbrodni na Polakach na Wołyniu i Galicji Wschodniej?
Natomiast wojna Ukrainy z Rosją rozpoczęła się przecież 24 lutego 2022 roku i być może faktycznie w pierwszych kilku miesiącach jej trwania tego drażliwego tematu nie należało poruszać. Ale wojna trwa nadal i może właśnie jest to czas, kiedy wreszcie Ukraina winna zacząć nas szanować i na bardzo trudnej prawdzie historycznej zbudować dobre długofalowe relacje między naszymi państwami, tym bardziej, że dziś w Polsce Ukraińców jest bardzo dużo (i tych przedwojennych przybywających do Polski ze względów finansowych, jak i już emigrantów wojennych uciekających przed rosyjskimi barbarzyńcami) i tak naprawdę mamy z nimi oddolne raczej dobre i ludzkie relacje.
Przecież w momencie agresji rosyjskiej to Polska i Polacy jako pierwsi zainicjowali bezinteresowną pomoc Ukraińcom i to zupełnie oddolnie, jak i państwowo. Szacuje się, że pomoc Polaków dla Ukrainy i Ukraińców wyniosła do tej pory ponad 25 mld Euro (105-110 mld zł).
Jesteśmy krajem frontowym graniczącym z Ukrainą, ale wcale nasza reakcja nie musiała być tak korzystna dla Ukraińców. U nas nie stworzono obozów dla uchodźców wojennych, bo Ukraińcy znajdowali schronienie u osób i rodzin polskich a dodatkowo pomagało też państwo polskie, samorządy, organizacje humanitarne (w tym Caritas), itd. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tą zbiorową postawą skierowaną na pomoc Ukrainie i Ukraińcom zadziwiliśmy świat i sądzę, że też… samych Ukraińców…
Sądziłem tedy, że nasza przychylność i pomoc Ukraińcom w obecnej ich wojnie z Rosją sprawią, że skrajny nacjonalizm (szowinizm) ukraiński będzie miał coraz mniejsze poparcie ukraińskiego społeczeństwa i sami Ukraińcy poszukując swojej tożsamości narodowej zmierzą się w końcu z historią OUN-UPA, w której w dużym stopniu dotychczas upatrują ruchu wolnościowego walczącego za suwerenność i niepodległość Ukrainy. Myślałem, że właśnie ta obecna wojna sprawi, iż ta tożsamość narodowa zostanie zbudowana na jej fundamencie i heroiczna obrona przed rosyjskim agresorem stworzy nowych bohaterów Ukrainy oraz scali społeczeństwo ukraińskie wokół nowych bohaterów.
Niestety myliłem się i chyba stało się odwrotnie: na Ukrainie powoli odrasta hydra banderowskiego szowinizmu i antypolonizm!
Bardzo źle to wróży obopólnym dobrym relacjom między naszymi narodami i ogólnie państwami. Ruch pojednania jest w ukraińskich rękach… Czy będzie ich na taki ruch stać? Tego nie wiem, choć jestem coraz większym pesymistą!
A może jednak zwycięży u nich społeczno-polityczny rozsądek i będą dążyć do normalizacji z nami wzajemnych relacji opartych na prawdzie historycznej? Jeżeli tak będzie, to na pewno nie będą miały miejsca nacechowane wrogością do Ukraińców polskie wypowiedzi czy działania. Jeżeli tak będzie, to na pewno ulice ukraińskich miast nie będą nosiły nazw UPA czy OUN i nie będzie stawiało się pomników m.in. S. Banderze, który umownie stał się symbolem rzezi Polaków.
Zarówno Polakom, jak i Ukraińcom winno dzisiaj zależeć na jak najlepszych kontaktach i wzajemnej przyjaźni, ale powtarzam: tylko powszechnie akceptowana prawda i jednoznaczny do niej stosunek mogą być podstawą dobrych relacji między naszymi narodami.
[1] http://www.polskatimes.pl/artykul/942193,zbrodnia-wolynska-ludobojstwo-dzikie-i-okrutne-bestialstwo-upa-362-metody-tortur-18,1,id,t,sa.html – strona została wyłączona,
[2] http://www.fakt.pl/jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach-,artykuly,220178,1.html (dr. A. Korman w: Na Rubieży (Nr 35, 1999 r.),
Zostaw za sobą dobra, miłości, mądrości i prawdy ślady…
5 stycznia 2026

Dopóki była szansa wyboru Rafa Trzaskowskiego na urząd prezydenta III RP sytuacja była stabilna – planeta paliła się. Niestety, po rezygnacji z ponownego liczenia głosów (niektórzy żądali powtórki pierwszej tury) kandydat lewicy został ostatecznie pozbawiony szansy na przeciwstawienie się klimatycznym zmianom.
Wzrost sympatii do skrajnej prawicy okazał się czynnikiem sprzyjającym patrzeniu na zimę w sposób nieodpowiedzialny.
Powinniśmy przyśpieszyć proces redukcji emisji dwutlenku węgla i światła słonecznego. Powinniśmy jak najszybciej zamknąć wszystkie kopalnie. Powinniśmy zamknąć X, główny rozsadnik rosyjskiej propagandy.
– mówi ekspert ds. stabilizacji klimatu, Mariusz Wdech.
=============================
AlterCabrio, 4 stycznia 2026
«Wyobraźcie sobie grupę największych bankierów kraju, wykradających się z Nowego Jorku prywatnym wagonem kolejowym pod osłoną ciemności, potajemnie jadących setki mil na południe, wsiadających na tajemniczy statek, wkraczających na wyspę opuszczoną przez wszystkich oprócz kilku służących, żyjących tam cały tydzień w tak ścisłej tajemnicy, że nazwiska ani jednego z nich nie zostały ujawnione, aby słudzy nie dowiedzieli się o ich tożsamości i nie ujawnili światu tej najdziwniejszej, najbardziej tajnej wyprawy w historii amerykańskich finansów. Nie snuję przy tym mitów. Po raz pierwszy ujawniam światu prawdziwą historię powstania słynnego raportu walutowego Aldricha, stanowiącego podstawę naszego nowego systemu walutowego…»
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
W 1910 roku siedmiu mężczyzn zebrało się na wyspie Jekyll, u wybrzeży Georgii w USA, aby zaplanować utworzenie nowego banku centralnego, Banku Rezerwy Federalnej, w celu przejęcia kontroli nad kreacją pieniądza od rządu USA i przekazania jej w prywatne ręce. Dynastię bankową Rockefellerów reprezentowali Nelson Aldrich i Frank Vanderlip, a J.P. Morgan – Henry Davidson, Charles Norton i Benjamin Strong. Morgan i Paul Warburg reprezentowali europejską rodzinę finansową Rothschildów. Wszyscy ci mężczyźni dokładali wszelkich starań, aby ukryć swoje nazwiska i haniebny cel, podróżując incognito.
============================
„Wyobraźcie sobie grupę największych bankierów kraju, wykradających się z Nowego Jorku prywatnym wagonem kolejowym pod osłoną ciemności, potajemnie jadących setki mil na południe, wsiadających na tajemniczy statek, wkraczających na wyspę opuszczoną przez wszystkich oprócz kilku służących, żyjących tam cały tydzień w tak ścisłej tajemnicy, że nazwiska ani jednego z nich nie zostały ujawnione, aby słudzy nie dowiedzieli się o ich tożsamości i nie ujawnili światu tej najdziwniejszej, najbardziej tajnej wyprawy w historii amerykańskich finansów. Nie snuję przy tym mitów. Po raz pierwszy ujawniam światu prawdziwą historię powstania słynnego raportu walutowego Aldricha, stanowiącego podstawę naszego nowego systemu walutowego… Wszystkim nakazano zachowanie najwyższej tajemnicy. Opinia publiczna nie mogła dowiedzieć się ani słowa o tym, co miało zostać zrobione. Senator Aldrich powiadomił każdego z nich, aby po cichu wsiedli do prywatnego wagonu, który kolej otrzymała polecenie zaparkowania na nieuczęszczanym peronie. I ruszyli. Wszechobecni nowojorscy reporterzy zostali zneutralizowani… Nelson (Aldrich) zwierzył się Henry’emu, Frankowi, Paulowi i Piattowi, że będą przebywać pod kluczem na Jekyll Island, z dala od reszty świata, dopóki nie opracują i nie stworzą naukowego systemu walutowego dla Stanów Zjednoczonych, prawdziwego początku obecnego Systemu Rezerwy Federalnej, planu opracowanego na Jekyll Island podczas konferencji z Paulem, Frankiem i Henrym… Warburg jest ogniwem łączącym system Aldricha z obecnym systemem. To on, bardziej niż ktokolwiek inny, umożliwił powstanie tego systemu jako działającej rzeczywistości.” — Bertie Charles Forbes, Forbes Magazine, 1928
Morganowie, Warburgowie, Rothschildowie i Rockefellerowie to zaciekli rywale o krótkoterminowe zyski, ale gotowi są zaangażować się we wspólne przedsięwzięcia, gdy tylko zajdzie taka potrzeba, by służyć szerszej „sprawie”. W 1913 roku utworzyli Bank Rezerwy Federalnej, narodowy kartel finansowy Stanów Zjednoczonych. Według Edwarda Griffina w książce „Finansowy potwór z Jekyll Island” „…to pokazuje historię tego, jak bankierzy zwabili polityków łatwymi pieniędzmi i ostatecznie przejęli kontrolę nad większością świata”.
Te najpotężniejsze rodziny nieustannie dążą do podważania wolności konstytucyjnych w Ameryce (i na całym świecie). Na początku XX wieku John Pierpoint (JP) Morgan kontrolował linię żeglugową White Star, a także znaczną część amerykańskiego sektora bankowego i produkcyjnego. W 1908 roku postanowił zbudować nową klasę luksusowych statków, aby umożliwić zamożnym przemierzanie Atlantyku w dotychczas niewyobrażalnym przepychu. W takim też stylu nadano nazwy klasie statków „Olympic”, a budowa gigantycznych transatlantyków „Olympic”, „Titanic” i „Britannic” rozpoczęła się w 1909 roku w stoczni Harland and Wolff w Belfaście w Irlandii.
Niestety dla Morgana i jego osobistego konta bankowego, to przedsięwzięcie zarobkowe nie poszło zgodnie z planem. Olympic, pierwszy z trzech ukończonych siostrzanych statków (po nich nastąpiły Titanic, a następnie Britannic), uległ dość nieszczęśliwemu wypadkowi spowodowanemu poważnym zderzeniem z brytyjskim krążownikiem Royal Navy HMS Hawke we wrześniu 1911 roku w Southampton Water u południowego wybrzeża Anglii, kilka tygodni po swoim dziewiczym rejsie. Statek musiał zostać gruntownie „załatany” przed wyruszeniem w podróż powrotną do stoczni Harland & Wolff w Belfaście.
Z perspektywy czasu, czyż nie wydaje się dziwne, że Olympic, mimo iż był pierwszym z (prawie) identycznych siostrzanych trojaczków, który został ukończony i wszedł do służby, nie zyskał rozgłosu ani uznania publicznego, jakie w następnym roku zyskała jego młodsza siostra? Dlaczego? Z pewnością wielka pompa i karnawałowa atmosfera otaczająca inauguracyjny rejs tych „pływających cudów epoki” powinny były zostać zarezerwowane dla pierwszego, który wszedł do służby, Olympica, a nie dla drugiego, Titanica? W rzeczywistości, wydarzenie pierwszego rejsu Olympica w 1911 roku odbyło się w stosunkowo spokojnej atmosferze. Czy ogromne uznanie i rozgłos medialny, jakim obsypano pierwszy rejs Titanica, mogły być częścią spisku mającego na celu przyciągnięcie mas bogatych i sławnych, z powodów, które wkrótce zostaną ujawnione?
Tymczasem dochodzenie Royal Navy w sprawie tego wypadku, co było przewidywalne, wykazało, że załoga Olympica, a tym samym linia White Star Line, jest winna katastrofy, co skutecznie unieważniło ubezpieczenie White Star Line. Firma żeglugowa miała pokryć pełne koszty naprawy obu statków. Krótko mówiąc, kosztowało to White Star Line co najmniej 800 000 funtów (około 60 milionów funtów dzisiaj) z tytułu napraw i utraconych dochodów, ponieważ statek nie mógł odbyć podróży tam i z powrotem przez Atlantyk. Ponieważ ogromna inwestycja finansowa White Star Line musiała zostać spłacona niebawem, wywarło to ogromną presję na organizację i wpłynęło na ostateczne ukończenie Titanica, dodatkowo przyczyniając się do finansowej czarnej dziury, w której White Star Line coraz bardziej się pogrążała.
Jednak dla JP Morgan i White Star Line nadeszły jeszcze gorsze wieści. Zniszczenia Olympica były o wiele poważniejsze, niż ktokolwiek się spodziewał. Sytuacji nie poprawił fakt, że Olympic brał udział w kolejnym wypadku, tym razem z częściowo zatopionym wrakiem. Chociaż uszkodzenia spowodowane incydentem z Hawke zostały naprawione tak dobrze, jak to możliwe, wśród pracowników Harland and Wolfe i załóg White Star Line krążyły plotki, że z Olympicem nie wszystko jest w porządku. Ta plotka potwierdziła się, gdy w drugim incydencie statek stracił łopatę śruby napędowej, powodując dalsze poważne uszkodzenia wibracyjne i tak już uszkodzonego statku. Uważa się, że kil statku został skręcony i w ten sposób uszkodzony powyżej kosztów opłacalnej naprawy, co w zasadzie skazało go na złomowisko. Gdyby tak było, White Star Line prawie na pewno zbankrutowałaby, biorąc pod uwagę jej ówczesną niepewną sytuację finansową.
„…awaryjne łatanie kadłuba Olympica zajęło dwa tygodnie, zanim statek był w stanie umożliwiającym podjęcie próby podróży z Southampton do Belfastu w celu przeprowadzenia pełniejszych napraw. Mógł korzystać tylko z jednego silnika głównego, więc uszkodzony liniowiec odbył podróż ze średnią prędkością 10 węzłów, marnując parę wylotową z jedynego sprawnego silnika. Para ta normalnie napędzałaby centralny silnik turbinowy, co dowodzi, że ten silnik, jego mocowania lub wały zostały uszkodzone w zderzeniu. Ponieważ silnik ten znajdował się w osi statku, tuż nad stępką, przez którą przechodził wał napędowy, możemy zasadnie założyć, że kil został uszkodzony” — Robin Gardiner, „Titanic, statek, który nigdy nie zatonął?”
Jeśli teoria Gardinera jest słuszna, to właśnie wtedy nastąpiło prawdziwe, niezwykłe wydarzenie: potajemna zamiana nazw dwóch statków, Olympic i Titanic. Gardiner w swojej gruntownie udokumentowanej pracy przedstawia długą listę wiarygodnych źródeł. Zeznania, niezaprzeczalne fakty i dowody fotograficzne zdają się wskazywać na to, że zamiana nazw statków miała na celu zainscenizowanie zderzenia z górą lodową lub innego nieznanego, tragicznego zdarzenia, w wyniku którego Titanic (a pierwotnie Olympic) wraz z wieloma pasażerami i załogą został poświęcony w zuchwałym oszustwie ubezpieczeniowym, które miało uchronić White Star Line przed finansową ruiną.
„Prawie dwa miesiące po zderzeniu Hawke’a z Olympikiem, przebudowany Titanic, teraz powierzchownie identyczny z siostrzanym, z wyjątkiem iluminatorów na pokładzie C, po cichu opuścił Belfast i popłynął do Southampton, by rozpocząć 25-letnią, bardzo udaną karierę jako Olympic. W stoczni prace nad uszkodzonym kadłubem Olympica postępowały nieprzerwanie. Decyzja o pozbyciu się uszkodzonego statku musiała już zapaść. Od samego początku musiało być oczywiste, że naprawa statku jest nieopłacalna, więc naprawy nie musiały być tak gruntowne, jak mogłyby być. Zamiast wymieniać uszkodzoną część stępki, zainstalowano wzdłużne grodzie, aby ją usztywnić”. — Robin Gardiner
W świetle tego stwierdzenia, znamienne jest, że gdy wrak Titanica został po raz pierwszy zbadany przez Roberta Ballarda i jego załogę po jego odkryciu w 1986 roku, pierwsze badania wraku ujawniły (całkowicie nieudokumentowane w oryginalnych planach statku) żelazne konstrukcje wsporcze, które zdawały się podtrzymywać i wzmacniać stępkę. Nigdy nie zostało to w sposób satysfakcjonujący wyjaśnione, ani wówczas, ani później, ale z pewnością miałoby to znaczenie, gdyby było prawdziwe, i nie ma powodu, by sądzić, że nie jest, ponieważ doniósł o tym sam zmieszany Ballard, który oczywiście nic nie wiedział (i prawdopodobnie nadal nie wie) o rzekomej zamianie tożsamości obu statków.
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych kilku wpływowych ludzi sprzeciwiało się planowanemu Systemowi Bankowości Rezerwy Federalnej. Wśród tych, którzy sprzeciwiali się stworzeniu tej ohydy, byli Benjamin Guggenheim, Isidor Strauss i John Jacob Astor. Ci mężczyźni należeli do najbogatszych na świecie, ale ich fortuny zostały zgromadzone dzięki interesom przemysłowym, detalicznym i rozrywkowym, a nie sektorowi finansowemu, i zdecydowanie stanęli na drodze oszustwa bankowców. Moim zdaniem, gdyby Morgan i inni współpracownicy wymyślili naprawdę sprytne rozwiązanie w stylu „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”, White Star Line nie tylko poradziłaby sobie z kwestią Olimpic, a tym samym z własnymi problemami finansowymi, ale JP Morgan również spełniłby swoje pragnienie, aby jego propozycja utworzenia Rezerwy Federalnej została wdrożona.
Wszyscy trzej wspomniani mężczyźni (wraz z wieloma innymi znanymi wówczas osobistościami) zostali skuszeni do wejścia na pokład Titanica w ramach – teraz już reklamowanego – niezwykle prestiżowego, dziewiczego rejsu, aby położyć kres ich sprzeciwowi wobec planów Rezerwy Federalnej. Kolejnym powodem zniszczenia statku był impas między megabogaczami, w którym Guggenheim, Strauss i Astor mogli zostać wyeliminowani. Musieli zostać unicestwieni w taki sposób, aby nikt nie podejrzewał zabójstwa, a prawdziwa przyczyna ich śmierci pozostała całkowicie niejasna. Samo zaaranżowanie oddzielnych „wypadków” dla wszystkich trzech mężczyzn wyglądałoby zbyt podejrzanie, dlatego należało ich zwabić w to samo miejsce w tym samym czasie, a zaplanowany z wyprzedzeniem, niefortunny, inauguracyjny rejs Titanica dostarczył rozwiązania. Czy mogło to być prawdziwą przyczyną pompatycznego inauguracyjnego rejsu Titanica, skoro Olympic miał o wiele mniej uroczyste i ekstrawaganckie „pożegnanie” 14 czerwca 1911r., mimo że był pierwszym statkiem, który zszedł z linii produkcyjnej?
Morgan miał być na statku, ale zgodnie z planem w ostatniej chwili nastąpiła „zmiana planów” z powodu „złego stanu zdrowia” i nie pojawił się w Southampton o umówionej porze. W rezultacie jego prywatna kabina pozostała pusta, gdy gigantyczny statek odpłynął od doków w Southampton po południu 10 kwietnia 1912r., ku uciesze wiwatujących tłumów na nabrzeżu.
Kapitan Titanica, Edward Smith, posiadał rozległą wiedzę o wodach północnego Atlantyku. W rzeczywistości przemierzał je od ponad ćwierćwiecza. Był powszechnie znany jako „najbardziej doświadczony kapitan świata” na wodach północnego Atlantyku. Posiadał również dogłębną wiedzę o położeniu gór lodowych. W bezksiężycową noc skierował Titanica z maksymalną prędkością około 22 węzłów w stronę ogromnego pola lodowego o powierzchni 80 mil kwadratowych. Dlaczego doświadczony kapitan miałby podjąć tak ryzykowne działanie? Prawda jest taka, że otrzymał instrukcje bezpośrednio od swojego szefa, JP Morgana, i działał zgodnie z nimi. W rezultacie był całkowicie oddany by pokierować statkiem ku katastrofie.
Następstwa były zupełnie nietypowe dla tego zaprawionego, doświadczonego żeglarza. Czy mógł zmagać się z sumieniem? Czy powinien zostać bohaterskim Kapitanem, ratując sytuację, czy też sprzeciwić się swojemu panu, zatopić statek i z zimną krwią zabić nawet 3000 osób? Co znamienne i wygodne (dla spiskowców), Smith, jako Kapitan, podobno zginął wraz ze statkiem. Czy Smithowi w ogóle „pozwolono” przeżyć, wiedząc to, co niewątpliwie wiedział o „incydencie”? Można by pomyśleć, że nie.
Jak wiadomo, brakowało łodzi ratunkowych, aby pomieścić wszystkich pasażerów i załogę, a niektóre z nich opuściły statek z zaledwie jedną czwartą pojemności, która mogła zostać wykorzystana z maksymalnym pożytkiem dla realizacji planu generalnego. Co ciekawe, Kapitan nakazał wystrzelenie białych flar, mimo że międzynarodowym standardem dla flar ostrzegawczych był (i nadal jest) czerwony. Titanic był wyposażony w białe, niebieskie i karmazynowe materiały pirotechniczne. Inne statki płynące w pobliżu tych flar zostały celowo wprowadzone w błąd, wierząc, że pasażerowie Titanica oglądają pokaz fajerwerków.
Nawet jeśli niektórzy mogą odrzucić moją teorię jako zwykłą spekulację, prawdziwa historia Titanica bardzo różni się od oficjalnej, wszechobecnej opowieści przedstawianej w książkach oraz licznych filmach i dokumentach nakręconych na podstawie tego tragicznego wydarzenia. Książka Waltera Lorda „A Night to Remember” (Longmans, Green & Co, 1956) oraz film fabularny o tym samym tytule to źródła w największym stopniu odpowiedzialne za mity i folklor wokół Titanica, które przetrwały do dziś. Lord był byłym członkiem amerykańskich służb wywiadowczych (OSS i CIA), ale biorąc pod uwagę, że każdy, kto był członkiem tych organizacji, w efekcie zawsze nim pozostaje, czy naprawdę możemy polegać na jego relacjach, czy też są one jedynie kolejnym fortelem w gąszczu sprzecznych opowieści otaczających to wydarzenie?
Co skłoniło byłego członka jednej z najbardziej elitarnych agencji bezpieczeństwa świata do napisania powieści o katastrofie transatlantyka? Jak to zwykle bywa w przypadku każdego domniemanego spisku, jesteśmy bombardowani tymi tak zwanymi „faktami” przez kontrolowane media do tego stopnia, że uważamy, iż nie mogą one być fałszywe ani celowo wprowadzać w błąd. Wiele z głównych „faktów” dotyczących Titanica okazało się nieprawdziwych, ale ta sama wersja historii nadal pozostaje de facto ostateczną rzeczywistością. Wpływ propagandy na ludzki umysł wskazuje na metody stosowane do wypaczania większości wydarzeń.
„W miarę jak zagłębiałem się w tę historię, stawało się coraz bardziej oczywiste, że jest coraz więcej nieścisłości. Nieścisłości, które pojedynczo niewiele znaczyły, ale razem wskazywały na bardziej ponurą rzeczywistość niż zazwyczaj przedstawiano to w legendzie o bohaterach. … Oficerowie, którzy później zostali okrzyknięci bohaterami, zostali zdemaskowani jako coś zupełnie innego. W szczególności jeden z nich, który wyciągnął małego chłopca z szalupy ratunkowej pod groźbą broni, po czym jednak uciekł tą samą łodzią. … Opisy zderzenia i szkód, jakie rzekomo poniósł Titanic, nie są zgodne. „Lekkie zadrapanie” lodem, ledwo zauważone przez większość na pokładzie, przeczy niezbitym dowodom uszkodzeń konstrukcyjnych na głębokości co najmniej 5,5 stopy (1,6 m) w zewnętrznym kadłubie statku. … Następnie pojawiły się dowody wskazujące na to, że lód, na który natrafił statek, był widoczny nie 500 jardów (ok. 457 m) przed nami, ale raczej 11 mil (ok. 18 km). Zacząłem się zastanawiać, czy aby zatonięcie Titanica niekoniecznie było przypadkiem.” — Robin Gardiner
Czy Titanic rzeczywiście zderzył się z górą lodową? Dysponujemy jedynie zeznaniami naocznych świadków, które potwierdzają lub zaprzeczają tej prawdzie. Istnieje więcej osób twierdzących, że widziało Wielką Stopę. Mimo to zatonięcie Titanica jest nam przedstawiane jako fakt historyczny, podczas gdy twierdzenie o widzeniu Wielkiej Stopy robi z ciebie szaleńca. Pierwszy oficer Murdoch, piąty świadek, nie przeżył, aby podzielić się swoją historią.
Gardiner nie skomentował tej teorii, ale ogromne ilości lodu na pokładzie Titanica, o których donosiło wielu ocalałych, mogły z łatwością powstać w wyniku zderzenia, które spowodowało zerwanie się nagromadzonego lodu z masztów, kominów itp., albo też mogły zostać łatwo zerwane z setek metrów olinowania i okablowania przez silniki statku gwałtownie wrzucone na bieg wsteczny. W końcu noc była przejmująco zimna i bezwietrzna, z temperaturami znacznie poniżej zera.
Wokół tego incydentu narosło wiele legend, ale istnieją liczne dowody na to, że Titanic nie był jedynym statkiem, który tej nocy znajdował się w tym samym miejscu. Na przykład, istnieje zdjęcie pływającej łodzi ratunkowej, której nie można uznać za pochodzącą z Titanica, ponieważ różni się kolorem od łodzi ratunkowych Titanica.
Następnie mamy 1,6-metrową szczelinę w burcie statku, która przecina zewnętrzne stalowe płyty i wnika w wewnętrzną powłokę. Wiadomo, że zbity lód jest niezwykle wytrzymały, w pewnych okolicznościach nawet mocniejszy niż stal, ale nie ma żadnych dowodów na to, że jest on w stanie wyrządzić tak katastrofalne szkody stali, o ile mi wiadomo. Co więcej, zewnętrzna część statku ma stosunkowo cienką linię przebicia o długości 15 cm. W połączeniu z penetracją na około 1,6 m, doprowadziłoby to do zderzenia statku z wychodnią lodu o niemal niemożliwym kształcie i to w najbardziej newralgicznym miejscu.
Jakakolwiek jest rzeczywistość, sednem sprawy jest to, że istnieje tak wiele różnych możliwości, że oficjalna wersja wydarzeń jest niemal na pewno złożoną manipulacją. Zarówno amerykańskie, jak i brytyjskie śledztwa rządowe uznano już wówczas za „tuszowanie”, zignorowano wiele dowodów, a zeznania naocznych świadków przekręcono, a nawet sfabrykowano, aby pasowały do „oficjalnej” wersji wydarzeń. Szokujące jest również to, że spośród 102 świadków wezwanych do brytyjskiego śledztwa tylko dwóch było pasażerami (potężni Gordonowie ze słynnej londyńskiej firmy produkującej gin), a jeszcze bardziej szokujące jest to, że żadnemu ze świadków (załodze ani pasażerom) nie pozwolono przedstawić żadnych osobistych zeznań i ograniczono ich do udzielania odpowiedzi na pytania bez ich rozwijania. Brzmi to dla mnie jak „tuszowanie”, pod każdym względem. Upływ czasu dodatkowo zaciemnił zagadkę.
Należy również zauważyć, że spośród wszystkich (prawdopodobnie celowo sprzecznych) informacji ujawnionych w toku obu śledztw, najbardziej zagadkowa jest sytuacja dotycząca „parowca z żółtym kominem”, zauważonego w pobliżu Titanica przez oficerów i załogę Californian w czasie katastrofy i nigdy nie zidentyfikowanego ani w żaden sposób nie wyjaśnionego. Co znamienne, pomimo jego obecności w kilku ówczesnych gazetach, to niezwykłe zdarzenie nie zasługuje nawet na wzmiankę w żadnej z zachowanych opowieści o Titanicu. Załoga tego statku (kimkolwiek lub czymkolwiek ona była) musiała zdawać sobie sprawę, że znajdowała się w tym samym czasie w pobliżu katastrofy Titanica, dlaczego więc nikt ze statku nie zgłosił się, aby przedstawić dowody lub informacje, lub po prostu oświadczyć, że nie widziała niczego znaczącego, zamiast zniknąć na zawsze we mgle historii? Nasuwa się również pytanie, dlaczego ani śledztwa, ani później niezależni śledczy nie podjęli żadnych wysiłków w celu odnalezienia statku ani ustalenia jego tożsamości. Nawet jeśli wówczas jakieś próby podjęto, to, o ile mi wiadomo, były one bardzo skutecznie tuszowane i do dziś nie ma na to dowodów. Czy ten enigmatyczny statek z żółtym kominem mógł odegrać jakąkolwiek rolę w katastrofie Titanica? Osobiście uważam, że jest to bardzo prawdopodobne, a „uderzenie góry lodowej” to jedynie podstęp mający na celu ochronę spiskowców.
Kapitan Californian, Lord, stał się oficjalnym kozłem ofiarnym tragedii z powodu swojego rzekomego „zaniedbania”, polegającego na tym, że nie udzielił pomocy Titanicowi wcześniej, chociaż Californian znajdował się prawdopodobnie zaledwie około 11 mil (ok. 18 km) od miejsca zatonięcia Titanica. Stało się to po tym, jak powiedział:
„…Kiedy zobaczyłem zbliżający się inny statek, zapytałem [radiooperatora], jakie jednostki ma w zasięgu, odpowiedział: »Titanic«, na co odparłem: »To nie jest Titanic. Jest za mały i nie ma wystarczającej liczby świateł«. …Starszy oficer badał południowy horyzont lornetką i w końcu zameldował, że widzi czteromasztowy parowiec z żółtym kominem na południe od nas i zapytał, czy powinniśmy spróbować zejść, żeby go zobaczyć”.
Co więcej, gdy 173 ocalałych członków załogi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, powróciło do Anglii do portów Plymouth z Nowego Jorku na pokładzie parowca Lapland dwa tygodnie po tragedii, najpierw bezprawnie odmówiono im prawa do rozmowy z przedstawicielami związków zawodowych. Dodatkowo zostali bezprawnie zatrzymani na noc wbrew ich woli (sądzę, że powszechną terminologią dla tego aktu jest bezprawne uwięzienie, a nawet porwanie) w strefie zamkniętej na terenie samej stoczni, gdzie zmuszono ich do podpisania dokumentu, który uważali za „Ustawę o Tajemnicach Urzędowych”, obiecującego na zawsze utrzymać w tajemnicy faktyczne wydarzenia z nocy z 14 na 15 kwietnia. Ostrzeżono ich, że jeśli nie zastosują się do tego, zostaną aresztowani i „nigdy więcej nie będą pracować” – nie tylko dla White Star, ale dla żadnej innej firmy. W tamtych czasach brak możliwości znalezienia opłacalnej pracy mógł być wyrokiem śmierci dla załóg i ich rodzin. Możesz więc z tego wnioskować, co chcesz, ale nie mogę pojąć żadnego powodu, dla którego miałoby to się zdarzyć, jeśli oficjalna wersja wydarzeń jest prawdziwa. Warto również wspomnieć, że w czasach przed erą masowej i natychmiastowej komunikacji, o wiele łatwiej było tworzyć lub przekręcać fakty i ukrywać czyjeś historie.
Czy zatem kapitan Smith celowo skierował Titanica w ogromne pole lodowe, nie zwalniając, by stworzyć przykrywkę dla zderzenia z górą lodową, doskonale wiedząc, że przygotowuje Titanica do staranowania przez tajemniczy statek o żółtym kominie, realizując w ten sposób haniebny plan Elity? Oprócz oficera pełniącego służbę na mostku, pierwszego oficera Williama Murdocha i kwatermistrza Hitchensa, a także kwatermistrza George’a Rowe na mostku rufowym, jedynymi znanymi osobami na pokładzie, które na własne oczy widziały te wydarzenia, byli obserwatorzy Frederick Fleet i Reginald Lee.
Tylko czterech z tych pięciu świadków przeżyło i wszyscy należeli do „niższej klasy”. Wywieranie nadmiernej presji na czterech ludziach z klasy robotniczej, by zachowali milczenie ponad sto lat temu, byłoby stosunkowo łatwym zadaniem. Mówi się, że pierwszy oficer Murdoch „popełnił samobójstwo” w następstwie tego wypadku, podczas gdy statek był opuszczany, ale nie ma niezbitych dowodów na poparcie tego twierdzenia. Dlaczego miałby to zrobić? Został również oskarżony o zabicie pasażerów, a następnie skierowanie broni w siebie, czemu jego rodzina od tamtej pory stanowczo zaprzecza, więc czy może istnieć bardziej nikczemny powód jego śmierci, jak również kapitana Smitha? Samobójstwo zawsze było bardzo poręczną przykrywką do przemilczania morderstw przez lata i być może ważne jest to, że Guggenheim, Strauss i Astor również nie żyli, aby opowiedzieć swoje historie. W tych warunkach, w zamieszaniu i chaosie, jakie zapanowały po zderzeniu, jak łatwo byłoby najemnemu zabójcy pozbyć się Smitha, Murdocha, Guggenheima, Straussa i Astora i mieć pewność, że żaden z nich nie uniknie przeznaczonego mu losu, mimo wszelkich przeciwności?
W ten sposób trzech bogatych mężczyzn, którzy sprzeciwiali się utworzeniu ohydnego Systemu Rezerwy Federalnej, zostało wyeliminowanych, wraz ze „stratami ubocznymi” w postaci tysiąca pięciuset innych niewinnych osób. To skutecznie wyeliminowało głównych przeciwników, których nie dało się „przekupić” ani zbytnio nakłonić do zmiany poglądów w taki sam sposób, jak ustawodawców z Kongresu.
Ale czy ci ludzie zabiliby z zimną krwią tak wielu ludzi dla zysku finansowego? Niestety, to tylko jeden drobny przypadek spośród wielu, wielu innych, których jest zbyt wiele, by je wszystkie wymienić. Jak każdy, kto żył w minionych latach, powinien był zrozumieć, ci wielopokoleniowi masowi mordercy regularnie zabijają, a nawet dokonują ludobójstwa, aby utrzymać swój status, bogactwo i władzę oraz realizować własne cele. Każda osoba zdolna poświęcić zdrowie, majątek i sukces miliardów ludzi z przyszłych pokoleń, aby uzyskać finansową kontrolę nad światem, zrobiłaby wszystko, by osiągnąć swoje egoistyczne cele. Zamordowanie statku pełnego niewinnych pasażerów, w tym kobiet i dzieci, dla zysku finansowego w postaci oszukańczej wypłaty odszkodowania ubezpieczeniowego, moim zdaniem, tym bardziej czyniłoby ich zdolnymi do zatopienia tego samego statku z ludźmi, aby wyeliminować trzech potężnych wrogów, którzy stoją na drodze ich nikczemnym ambicjom. To po prostu dobry interes.
W ten sposób w grudniu 1913r. w Stanach Zjednoczonych utworzono bez większego sprzeciwu System Rezerwy Federalnej, a wkrótce potem Elita, stosując nikczemne metody Banku Rezerwy Federalnej, zgromadziła wystarczające fundusze, aby przejść do następnej fazy swojego planu i rozpocząć I wojnę światową.
Niezależnie od tego, w co teraz chcesz wierzyć: jestem pewna, że wszyscy się zgodzimy, iż nikt z nas nie uważa, że J.P. Morgan zatopił Titanica gołymi rękami. Dziękuję Reutersowi za tę zdumiewającą weryfikację faktów.
________________
The Deadly Cost of Opposing the Federal Reserve System, A Lily Bit, April 2, 2023
If you don’t know what freedom is, better figure it out now!
Autor: piko, 4 stycznia 2026
W oryginale zestawienie miało nagłówek: “9 najbardziej p…ych bab w Polsce”.

Poszerzyłbym to grono o kilka wybitnych postaci jak na przykład profesorowe Środa i Płatek, posłanka Scheuring-Wielgus czy zadymiary babcia Kasia czy Lempart.
Żeby nie było seksistowsko wymienię kilku samców z obozu władzy: Joński, Szczerba, Kierwiński, Myrcha, Szłapka, Sterczewski, Budka, Tomczyk, Gawkowski, Nitras.
Tą menażerią zarządza trampkarz von Zoppot.
Oczywiście po drugiej stronie medalu też są wybitne postaci płci obojga jak np. Suski czy Gosiewska czy sam naczelnik ale zostawmy ich na potem.
Moją faworytą wśród zaprezentowanych pań jest posłanka Marta Wcisło (trzecia w pierwszym rzędzie). Jest ona ciekawym przypadkiem, żeby nie powiedzieć, wybrykiem natury. Zgodnie z ostatnimi opiniami naukowców, wszystko co miała w głowie, poszło jej w warkocz i stąd wynikają jej poważne deficyty intelektualne.
Refleksja ogólna
Uważam, że do polityki i różnych władz specjalnie są werbowani wariaci, cynicy osoby podłe i zdrajcy. Robi się to w celu zrażenia osób wartościowych do uczestniczenia w rządzeniu. We mnie to towarzystwo wywołuje odruchy wymiotne.
============================================