Za co karać Żydów – za biologię czy metafizykę?

Za co karać Żydów – za biologię czy metafizykę?

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 stycznia 2026

Hitler mordował Żydów, karząc ich za biologię. Czynił tak z punktu widzenia swojej metafizyki. Tak samo mordował Polaków. Za biologię. Niemieckie zbrodnie były dokonywane z uzasadnieniem metafizycznym.

Barbara Engelking postrzega żydowską śmierć jako wydarzenie z gatunku metafizycznych, a śmierć Polaka jako biologię. Przypomnijmy:

„…dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka…”

Nienawiść biologiczna i nienawiść metafizyczna

Ciekawe z jakiego punktu widzenia dokonują swych zbrodni aborterzy?

AI:

Wracając do tematu żydowskiej i polskiej biologii oraz metafizyki

Roma Ligocka twierdzi w rozmowie z panią Wysocką-Schnepf, że “nie warto nienawidzić Żydów”…

Roma Ligocka “urodziła się jako Roma Liebling w Krakowie w rodzinie żydowskiej, jako córka Dawida Lieblinga  i Teofili z domu Abrahamer”. /Wikipedia/

Pogrążona w symulakrum albo cierpiąca na ksenofilię  daje wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu dzielenia ludzi na  „na cudzoziemców i swoich”. Oczywiście mówi o Polsce. O Izraelu nie wspomina.

Pomijając ewidentne brednie typu: Dla mnie Braun jest tym czymś, czym Kaczyński pluje nam w twarz (…) Jego (Brauna) nie obchodzą wydarzenia historyczne ani Żydzi” – zatrzymajmy się przy: nie warto nienawidzić Żydów, a potem konsekwentnie idźmy dalej…

Co z nienawiścią do Polaków? Ta kwestia, jak zwykle, nie została poruszona w rozmowie (z powodu biologii czy metafizyki?), a przecież ten rodzaj nienawiści jest najbardziej powszechny, dotychczas nie karany i suto opłacany.

Kupić i wyrzucić

Szanowni Państwo! Oto piąty w tym roku SOBOTNIK, wraz z DUCHEM CZASU. 
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

www.mtodd.pl

Kup i wyrzucić 5/2026(759)

     Komunizm Wschodni, czyli ten w wydaniu radzieckim, był siermiężny, podlegający permanentnej suszy. Brakowało wszystkiego, bo władza „ludowa” nie tylko była nieudolna, ale dodatkowo zakazywała działalności przynoszącej pożytek. Wiadomo bowiem, że sytemu może zamarzyć się coś więcej, niż zaspokojeniu głodu.


     Komunizm Zachodni też jest nieudolny, ale jeszcze nie zdążył popsuć wszystkiego, więc tonie w powodzi reklam, bo towarów jest w bród. Lobbiści przekupują urzędników unijnych, żeby ci wprowadzali idiotyczne prawa niweczące zdrową konkurencję i zdrowy rozsądek zarazem. Europejczyk wystarczy, żeby brał kredyt, który będzie spłacał do końca niewolniczego życia i nawet nie zauważa, że jest niewolnikiem. „Kup i wyrzuć” – oto hasło nowoczesnego komunizmu.

Im nowsze tym…

‒ W czym mogę pomóc? – spytała ekspedientka niezdecydowaną klientkę.

‒ Obawiam się, że nie znajdę tego, czego szukam – odpowiedziała starsza pani.

‒ W naszym magazynie jest wszystko czego pani zapragnie.

‒ Też kiedyś tak mi się wydawało.

‒ Do wyboru, do koloru.

‒ Do koloru, mówi pani? Chyba pod warunkiem, że będzie to kolor czarny, albo ostatecznie bury.

‒ Nie rozumiem.

‒ Mniejsza z tym. Potrzebuję rajstop, akurat czarnych.

‒ To w czym problem?

‒ W jakości. Stare rajstopy drą się, bo są stare; nowe, bo są nowe. Te pierwsze po 50 latach, te drugie po 50 dniach.

Ukrainofilia jako funkcja wykorzenienia

Ukrainofilia jako funkcja wykorzenienia

Jacek Tomczak


salon24.pl/u/jacektomczak/ukrsinofilia-jako-funkcja-wykorzenienia

Czemu liberalny mainstream wspiera asymetryczne relacje Polski z innymi krajami? Czemu toleruje w innych narodach to, co w Polakach wypalałby ogniem? Czemu używa tak infantylnej argumentacji? – czyli o poczuciu własnej wyższości moralnej, wykorzenieniu i zapatrzeniu w “Europę” jako fundamentach światopoglądu środowisk lewicowo-liberalnych

24 lutego 2022 roku Joanna Szczepkowska mogłaby ogłosić: “Proszę państwa, dziś w liberalnym mainstreamie skończył się ‘onucyzm’”.  

Przeróżne autorytety (nie)moralne rozpoczęły własne śledztwa w poszukiwaniu “ruskich onuc” – tą przedziwną pogoń za własnym ogonem, groteskową, choć przedstawianą zawsze bardzo poważnie walkę ze swoim cieniem. Tak, ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno straszyli “rusofobią” i ostrzegali, że “Kaczyński prowadzi nas do wojny z Rosją” nagle sami zaczęli do niej prowadzić – a właściwie to nie z Rosją, bo stosunek do Rosji (ale też Ukrainy) to w tym przypadku tylko funkcja podejścia do Polski, a dokładniej polskości. Niebawem do tego przejdę. 

Podstawowym przejawem samodzielności myślenia jest jego ewolucyjność, czyli modyfikowanie przekonań adekwatnie do zmieniających się okoliczności, nowych faktów. Nie myślą samodzielnie ludzie zasklepieni – bo tacy nie myślą w ogóle, jeśli jakieś procesy w ich głowach następują, mają na celu wyłącznie racjonalizację niezmiennych przekonań. Nie myślą samodzielnie ludzie zewnątrzsterowni – bo “myślą” tak, jak ktoś im podpowiada.  

PRAKTYKA ASYMETRYCZNOŚCI: “RESET”  

Liberalny mainstream pełnił rolę dostarczyciela ideologicznych uzasadnień dla polityki “resetu” z Rosją prowadzonej przez rząd Donalda Tuska w trakcie jego dwóch pierwszych kadencji.  

Przejawów budowania aberracyjnie asymetrycznej relacji Polski z Rosją przez rząd Tuska jest aż nadto – przy czym sam premier jakby uwewnętrznił domniemane oczekiwania prezydenta Władimira Putina i wychodził naprzeciw nie wyartykułowanym przez niego wprost oczekiwaniom.  

Rzecz jasna, najgłośniejsze przejawy uległości to oddanie śledztwa ws. tragedii w Smoleńsku Rosjanom, a wcześniej – korespondencją między obydwoma przywódcami, w której adresatem lojalności Tuska był przywódca Rosji, nie zaś prezydent Polski. Tych wyrazów polityki “resetu” było jednak multum – Tusk odmówił budowania tarczy antyrakietowej, jego ludzie podpisali umowę SKW z FSB, oznaczającą zobowiązanie do wydawania sobie “agentów” (co w tym przypadku wprost godziło w postanowienia Sojuszu Północnoatlantyckiego), dokonali zatrzymania czeczeńskiego przywódcy Zakajewa, którego dwa inne europejskie państwa nie chciały wydać Rosji, restaurowali na dużą skalę radzieckie pomniki, dokonali uwięzienia kibica Legii Warszawa Wojciecha Brauna pod fałszywym oskarżeniem przemocy wobec rosyjskich kibiców bezpośrednio na polecenie Putina.  

Co oczywiste, tylko głucha cisza może pojawić się po zadaniu pytania: “A co my z tego mieliśmy?”. Zresztą, to w ogóle pytanie, którego autor może liczyć się z formułowanym w oparach gęstej i szkodliwej, niczym smog moralistyki potępieniem liberalnego mainstreamu.  

Nieszczęście polskiej debaty publicznej polega na tym, że zarządzana przez PiS TVP za najbardziej obciążające Tuska zdarzenie uznała spacer z prezydentem Putinem na sopockim molo i padnięcie w jego ramiona w Smoleńsku (co z ludzkiego punktu widzenia jest zrozumiałe), co dostarczyło drugiej stronie asumptu do trywializacji charakteru opisywanej tu uległości.  

Trudniej też wiarygodnie dowodzić, że nawet nie tyle uległość, co wspieranie żywiołów dla Polski szkodliwych wpisane jest w DNA liberalnego mainstreamu. Nadmienię tu, że to ostatnie tym różni się od uległości, że oznacza odrzucenie kategorii “my”, przyjęcie zewnętrznej perspektywy na własny naród – a wynika nie ze słabości charakteru (jak uległość), lecz z połączenia nihilizmu z fascynacją.  

Nie miejsce tu, by rozwodzić się nad uzasadnieniami piruetu dokonanego przez liberalny mainstream. Oszczędźmy nieszczęśników, którzy biadolą, że “nie wiedzieli, jaka naprawdę jest Rosja”, zostawmy tych wszystkich powtarzających, że “przecież cała Europa tak robiła”, tak jakby nie mogli choć raz swojej niesamodzielności, swojego zamiłowania do kopiowania się pozbyć, nie zaś traktować jako argumentu, który ich w jakikolwiek sposób usprawiedliwia. Napiszę tylko, że nie mogąc uwierzyć w poziom płytkości, infantylizmu i zwyczajnej nieprawdziwości uzasadnień przedstawianych przez ludzi zazwyczaj wykształconych i inteligentnych zacząłem szukać ich genezy.  

PRAKTYKA ASYMETRYCZNOŚCI: UKRAINOFILIA  

Z tą samą gorliwością, z jaką liberalny mainstream wspomagał “reset”, zaczął w ostatnich latach tropić “ruskich agentów”, “ruskie onuce” i każde działanie sprzyjające “ruskiemu interesowi” (jak choćby dopominanie się o godne pochowanie i upamiętnienie ofiar rzezi wołyńskiej). Z równą nieustępliwością retoryki i z równie porażającą jej płytkością – dodajmy. Nazwanie kogoś “ruskim agentem” okazało się być zwolnieniem samego siebie z podjęcia jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego. Ot, taki krypto-antysemityzm, w tamach którego nowa wersja: “Przecież to Żyd” ma zastępować jakąkolwiek argumentację.  

Oczywiście, obnażanie absurdalności wielkiej części zarzutów o “sprzyjanie rosyjskiemu interesowi” jest wejściem w ślepą uliczkę zbudowaną przez formułujących takie oskarżenia. Oni sami często po prostu operują retorycznymi szabelkami służącymi do osiągnięcia konkretnego celu, jak choćby zaszantażowanie każdego kto nie wystarczająco aprobatywnie podchodzi do pomysłów Unii Europejskiej.  

Z równie dużą uległością, jak ta cechująca kilkanaście lat temu politykę wobec Rosji liberalny mainstream zaczął podchodzić do relacji z Ukrainą. To pewien paradoks, że podobne analogie są względnie rzadko kreślone przez publicystów, gdyż krytycy “resetu” w wielkiej części wspierali ślepo ukrainofilską politykę rządu PiS i prezydenta Andrzeja Dudy.  

W relacjach Polski z Ukrainą mamy do czynienia dwuwymiarową asymetrycznością, analogiczną do tej charakteryzującej nasze stosunki z Rosją w trakcie “resetu”. Czyli – po pierwsze – dużo dajemy, nie otrzymując w zamian niemal nic, ale też – po drugie – znajdujemy się w sytuacji znacznie gorszej niż inne kraje budujące taką relację. Jeśli chodzi o punkt drugi, to jego treść zgrabnie streszczona została w pewnym memie: “przyjmiecie kilka milionów Ukraińców, a w zamian my przejmiemy majątki rosyjskich oligarchów”.  

Interesujące wydaje się diagnozowanie czegoś w rodzaju “odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego” u byłego premiera Leszka Millera. Bardzo charakterystyczne jest zastępowanie polemiki z wygłaszanymi przez niego poglądami w kwestii relacji polsko-ukraińskich wskazywaniem jak takie poglądy rzekomo świadczą o nim samym i jego domniemanej metamorfozie.  

POGLĄDY MAJĄ SIĘ PODOBAĆ 

Jeśli ktoś nawet nie tyle przeszedł metamorfozę, co wykonał piruet to krytycy Leszka Millera – on sam uważa w tej kwestii, jak się wydaje, to samo co uważał zawsze.  

Krytycy jego wypowiedzi traktują poglądy polityczne, jak ubrania nabyte w butiku – a zarazem modne żakiety skończyć mogą w mgnieniu oka obok pogardzanych przez nich swetrów z bazaru, jeśli tylko dyktatorzy mody wskażą inny przedmiot podziwu. Taki stosunek do poglądów zdaje się tłumaczyć infantylizm i płytkość argumentów przez nich formułowanych – wszak skoro poglądy to kwestia estetyki i lokowania społecznego, skoro służą one roztaczaniu nad sobą aureoli, to logika rozumowania pełni tylko funkcję służebną i jest drugorzędna. 

Wcześniej chęć pokazania się w roli najświatlejszych synów swojej epoki zaspokajało ukazywanie współpracy z Rosją jako antidotum na relikt przeszłości, czyli antyrosyjskie demony, a także powtarzanie haseł o “ucywilizowaniu” i “demokratyzacji” Rosji. Te ostatnie miały one nastąpić wskutek uznania dla dobrej woli liberalnego mainstreamu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – przecież każdy specjalista w zakresie geopolityki wie, że politycy w rodzaju Władimira Putina na uśmiech odpowiadają uśmiechem jeszcze serdeczniejszym, a Rosjanie o niczym innym nie marzą, jak o demokracji na wzór zachodni.  

Aktualnie ukazanie się w aureoli człowieka światłego i formułującego poglądy, które głosić “wypada” wymaga okazywania bezwarunkowego i nie zadającego pytań entuzjazmu wobec Ukrainy i Ukraińców.   

DREWNIANE SZABLE UKRAINOFILI 

O jakie owoce intelektualnej wirtuozerii konkretnie chodzi? Dodajmy, że na ich podaniu rozmówcy zazwyczaj się kończy – wszak bardziej inteligentni przedstawiciele liberalnego mainstreamu nie nadają logice szczególnego znaczenia, zaś ci mniej inteligentni, choćby nie wiadomo jak się wysilili, nie są w stanie wiarygodnie obronić aksjomatów swojego środowiska. Weźmy pierwsze z brzegu przykłady. 

Tyleż popularny, co natrętnie powtarzany jest pogląd, że “Ukraińcy walczą za nas”. To trochę tak, jakby powiedzieć, że Polacy w trakcie II wojny światowej my walczyliśmy za Ukraińców, przeszkadzając siłom niemieckim, chcącym z jak największym impetem uderzyć na Związek Radziecki. Oczywiście, formułujący taki pogląd będą uzasadniać, że przecież to skrót myślowy – rzec w tym, że ich narracja tak pęka od różnych skrótów myślowych, niedopowiedzeń, sugestii, ogólników, że w ich gąszczu sam Sherlock Holmes nie odnalazłby prawdy ani logiki.  

Teza o “Ukraińcach walczących za nas” zakłada, rzecz jasna, że borykający się z olbrzymimi problemami w walce z armią ukraińską i nie mogący jej pokonać już niemal 4 lata przywódca Rosji zechce zaatakować kraje NATO. Putinowi można zarzucać zło, kłamstwa, cynizm – mało kto jednak uważa go za szaleńca.  

Rzecz jasna, mówiąc, że ktoś o coś bądź za kogoś walczy, musimy odwołać się do intencji tego, o kim mówimy. Jakież byłoby zdziwienie Ukraińców, gdyby dowiedzieli się, że walczą za Polaków – i ciekawe czy ich wola walki by znacząco nie osłabła. 

Podziw wzbudzać może ilość połączeń neuronalnych w mózgach bezrefleksyjnych ukrainofili – posługują się oni tym rodzajem logiki, jakiego geniusz by nie wymyślił. Z tezy, iż “Ukraińcy walczą za nas” wyprowadzają twierdzenie o konieczności utrzymania przywilejów socjalnych dla mieszkających w Polsce Ukraińców. To jasne, że Ukraińców trzeba trzymać w Polsce, skoro mają być pożyteczni dla walczącej Ukrainy – czy nie?  

To jasne tak jak to, że walka o pamięć po bestialsko zakatowanych w trakcie rzezi wołyńskiej Polakach jest działaniem przeciw polskiemu interesowi, wszak bycie wrogiem UPA oznacza bycie wrogiem Ukrainy, zaś bycie wrogiem Ukrainy to bycie przyjacielem Rosji, zaś bycie przyjacielem Rosji to bycie wrogiem Polski. Czy coś jeszcze jest niejasne?  

Może to, że ci “antyfaszystowscy” detektywi, ci inwazyjni tropiciele “antysemityzmu” w narodzie polskim, ci samozwańczy prokuratorzy formułujący akty oskarżenia przeciw Żołnierzom Niezłomnym za zbrodnie powstałe w wyobraźni oskarżycieli, ci powielający w tysiącu różnych wersji pogląd Donalda Tuska, że “polskość to nienormalność”, ci propagatorzy wszelkich traktatów uznających wyższość prawa europejskiego nad prawem polskim zaczęli używać kategorii “polskiego interesu”.

Klasyk Włodzimierz Lenin twierdził, że “kapitaliści wyprodukują sznury, na których ich powiesimy”. Czyżby środowisko immanentnie polonosceptyczne znalazło kolejne przebranie, tym razem biało-czerwone? To urocze, że “polski interes” zaczął być ważny akurat wtedy, gdy chodzi o interes ukraiński. Zresztą, tak jak i patriotyzm okazał się być istotny, gdy trzeba było wypomnieć prawicy, że go zawłaszcza.  

Ukrainofilia jest czymś zupełnie innym od zwykłego życzenia Ukraińcom zwycięstwa w wojnie z Rosją. Jednym z najistotniejszych jej przejawów jest aprobatywne wypowiadanie się na temat akcesu Ukrainy do Unii Europejskiej bądź NATO. 

To symptomatyczny przejaw myślenia życzeniowego, któremu nie przeszkadza ani skrajnie wysoki poziom korupcji na Ukrainie, ani konflikt interesów ukraińskich przedsiębiorstw rolniczych z polskimi rolnikami, ani oczywiście państwowe czczenie ludobójczego banderyzmu. Nie przeszkadza kolaboracja z III Rzeszą ukraińskich bohaterów narodowych, nie przeszkadza antypolski, ale też przecież antyżydowski szowinizm, którego spadkobiercami czuje się bardzo wielu Ukraińców. Nie przeszkadza to wszystko, czego nigdy w Polsce nie było, a czego liche namiastki skłonny był liberalny mainstream podnosić do rangi oznak niebezpiecznego nacjonalizmu, którego widmo krąży nad naszym krajem. Nie przeszkadza to, co uczyniłoby z wytworów wyobraźni rozmaitych Grossów, Grabowskich i Engelking prace historyczne, gdyby było przedmiotem ich opisów.  

Czemu nie przeszkadza? I czemu argumentacja przedstawicieli mainstreamu jest tak bardzo infantylna, tak bardzo opierająca się logice i tak łatwa do podważenia dla każdego, komu zdarza się pomyśleć choćby kilka razy dziennie?  

LOGIKA NA USŁUGACH UTRWALONYCH PRZEKONAŃ 

Częściowe wyjaśnienie przedstawiłem wcześniej, pisząc o tym, że “poglądy mają się podobać”. Zaznaczam, że odrzucam te przeważnie najszybciej pojawiające się wyjaśnienia: dotyczące zdrady, bądź głupoty. Nie twierdzę, że są całkowicie fałszywe, lecz źródło cząstkowo wyżej przedstawionej argumentacji tkwi głębiej. Spróbujmy to rozwinąć. 

Stosunek do Rosji i Ukrainy, stosunek do nacjonalizmu to tylko pochodne podstawowych, utrwalonych zwłaszcza na poziomie podświadomości przekonań przedstawicieli mainstreamu. Mogą być one zmienne, tak jak drużyna piłkarska ma w różnych sezonach inne składy, wciąż jednak reprezentując to samo miasto, tą samą tradycję, tych samych kibiców.  

Noblista Daniel Kahnemann opisywał w “Pułapkach myślenia” dwa systemy stojące za ludzkimi reakcjami i podejmowanymi przez nas wyborami. System 1 tworzą odruchy, intuicja. Na System 2 składa się analiza, refleksja, dłuższe procesy myślowe. System 1 powoduje, że reagujemy w powtarzalny sposób na określone informacje, często sami nie zdając sobie sprawy czemu odbieramy je tak a nie inaczej.  

Otóż, uważam, że kolejność występowania wyżej wskazanych dwóch rodzajów percepcji można odwrócić – nie mówię oczywiście o prostym przestawieniu, raczej o zmianie relacji między tym co irracjonalne, a tym co logiczne (lub przywdziewające logicznie brzmiącą formę).  

O ile faktycznie zazwyczaj reagujemy odruchowo, zaś następnie poddajemy sytuację czy pogląd analizie (a czasem w ogóle nie poddajemy), o tyle – jak uważam – występuje także u ludzi mechanizm prowadzący do opartego o logikę i przywdzianego w pozory racjonalności reagowania, którego źródłem są błąkające się w przestrzeni nie całkiem świadomej, a zarazem silnie zakorzenione przekonania. Taki klucz do analizy genezy twierdzeń formułowanych przez liberalny mainstream wydaje mi się właściwy.  

Dodajmy, że wspomniana wcześniej przeze mnie zewnątrz-sterowność przyjmuje w tym przypadku inny wymiar niż ten opisany na wstępie – kierownicą staje się już nie inny człowiek bądź środowisko, lecz podświadomość lub rzadko odwiedzane obszary świadomości. 

TRZY FUNDAMENTY MAINSTREAMOWEGO MYŚLENIA 

Jakie są te tkwiące w podświadomości przekonania, przekonania, które tworzą światopogląd i wpływają na wygłaszane opinie, nawet gdy człowiek rzadko artykułuje je expressis verbis? 

Po pierwsze, to przekonanie o własnej wyższości moralnej. Poglądy wygłaszane przez mainstream nie są po prostu jeszcze jednymi opiniami w danej kwestii – to poglądy “dobrych ludzi”.  

Immanuel Kant odróżniał “moralnego polityka” od “politycznego moralisty”. Wydaje się, że środowisko, o którym tu piszę myli etyczne postępowanie z zamiłowaniem do pouczającej “ciemny lud” moralistyki. Różnica między jednym a drugim nie jest kosmetyczna – o ile w pierwszym przypadku mamy do czynienia z podporządkowaniem się zasadom, o tyle w przypadku drugim można mówić o stawianiu się ponad wszystkimi innymi i ich natrętnym strofowaniu.  

Pomoc Ukraińcom niewątpliwie wynikała z dobrych serc Polaków – prostej, ale i doniosłej reakcji na ludzkie cierpienie, odruchu obrony atakowanego. Jednocześnie figura “dobrego człowieka” tak samo nie jest tym, czym jest dobro, jak moralizowanie nie jest moralnością. Nie pomaga się po to, by mówić o pomaganiu, nie czyni się dobra, by pokazywać, że inni są źli. Dobro to nie nalepienie sobie serduszka.  

Co istotne, dobro musi umieć iść pod prąd. Czy ukrainofilia w środowiskach “dobrych ludzi” jest sprzeciwem czy środowiskowym konformizmem? Czy wstawianie flagi ukraińskiej na portalach społecznościowych koło swojego zdjęcia nie jest tym samym czym dodawanie tęczy? Ta potrzeba epatowania zawsze woła o weryfikację autentyczności tego, czym się epatuje.  

Po drugie, na myślenie mainstreamu wpływa silne wykorzenienie, czyli zewnętrzny stosunek do swojego kraju, swojego narodu.  

By wytłumaczyć o co mi chodzi poczynię krótką dygresję. Brytyjski filozof Roger Scruton, opisując modele adaptacji imigrantów do społeczeństwa odróżnił akulturację i agregację. Pierwsza oznacza zachowanie wspólnej dla wszystkich kultury kraju przyjmującego przybyszów, druga natomiast jest swoistym dodawaniem do siebie kultur, tworzeniem ich mozaiki, pieczeniem ciasta, do którego następnie dodaje się keczupu. Różne kultury jednocześnie może opisywać antropolog kultury – rzecz w tym, że człowiek żyjący w społeczeństwie nie jest antropologiem i potrzebuje jednego kodu kulturowego, tak jak kierowca musi stosować się do jednych przepisów ruchu drogowego, by nie spowodować wypadku.  

Otóż, mainstream przyjmuje perspektywę antropologa kultury, który decyduje o przyszłości konkretnego społeczeństwa. Wykorzenienie jest czym wręcz w rodzaju zaburzenia – nieumiejętnością przynależności, niezdolnością do współodczuwania z własnym narodem. Spróbujmy u kogoś z mainstreamu wywołać wrażliwość na los tysięcy Polaków zakatowanych na Wołyniu. Tak, ta wrażliwość jedzie po torach ułożonych przez ideologię.  

Rozmawiałem z pewnym ukrainofilem, który porównał majora Józefa Kurasia, czyli “Ognia” do Stefana Bandery. Przejęcie wywołał we mnie nawet nie symetryzm pozwalający porównywać człowieka, który starał się restaurować niepodległe państwo polskie, tworząc instancyjne sądy, niekiedy wydające wyroki śmierci z rzezimieszkiem, który “wyroki” wydawał, bo taką miał zachciankę. Przejęcie wywołał brak odruchu: “Przecież ten człowiek walczył za mnie, walczył, bym mógł żyć w niepodległej Polsce”. Mój rozmówca był historykiem, w dodatku źle wykształconym – nie odczuwał polskości jako czegoś, w czym tkwi.  

Po trzecie, mainstream kieruje się zapatrzeniem w “Europę” (cudzysłów wynika z faktu, iż jest to Europa wyobrażona), estetyzując ją jednocześnie, postrzegając jako symbol klasy i stylu. Ileż to razy słyszeliśmy argument: “W całej Europie tak robią” jako zarazem wykrzyknik i kropkę, jako aspirujący do rozstrzygnięcia wszelkich wątpliwości. 

Zapatrzenie w “Europę” wydaje się znacznie trafniej oddawać właściwości mainstreamu niż pojęcie “mentalności postkolonialnej”, tak często używane przez rozmaitych publicystów. Dlaczego? Mainstream jest wpatrzony w “Europę”, natomiast niekoniecznie czuje w głębi tą niechęć i tą zazdrość do tych, którym podlega, jaka składa się na “mentalność postkolonialną”. 

Istotną konsekwencją światopoglądu mainstreamu jest niechęć do państwa jednonarodowego – postrzega się jako źródło nacjonalizmu, niechęci wobec innych narodów i próbuje zmienić na wiele różnych sposobów. Co ważne, tak jak mainstreamowi niekoniecznie przeszkadza nacjonalizm, byle nie był polski, tak nie widzi zagrożenia w imigracji islamistów, mimo iż nieporównywalnie bardziej łagodną religię, czyli katolicyzm skłonny jest obwiniać za zacofanie i nienawiść.  

Mainstream zachowuje się, jak Świadkowie Jehowy życia politycznego – ciągle straszy “odżyciem demonów polskiego nacjonalizmu”. Oczywiście, chodzi o patriotyczną aktywizację większej liczby Polaków. Byłoby to problemem tak potężnym, o znaczeniu tak fundamentalnym, że każdego można uniewinnić, byle do tego nie dopuścić. 

Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem.

Niemca należy bać się zawsze.

Ted Cruz


salon24.pl/niemca-nalezy-bac-sie-zawsze

Czy wiecie, że w niemieckim podręczniku do historii agresji na Polskę poświęcono całe 11 linijek? Czy wiecie, że według podręcznika ofiarami wojny są głównie Żydzi i Niemcy, ale generalnie to „obie strony dopuszczały się wielkich okropieństw”?

Ktoś spyta: „zaraz, zaraz, ale jak to Niemcy ofiarą Niemców?”.

Odpowiadam: otóż wychodzi ostatnio Merz na mównicę i rzuca gromy na Zielony Ład, na słabość Europy względem reszty świata, biurokrację i ideologizację Unii Europejskiej. Każdy normalny człowiek powie: „przecież wy nas wszystkich w to wpieprzyliście”. I to będzie u Niemców błąd logiczny! Winni mogą być wszyscy, ale nigdy Niemiec. Dlatego w podręcznikach historii w Niemczech Niemcy są przedstawiani nierzadko jako społeczeństwo zniewolone, zastraszone, uwikłane w system.

Wnioski są oczywiste. Niemca należy bać się zawsze. Nawet jeśli jest się Niemcem. Wtedy boisz się samego siebie, bo masz w sobie ten gen bezczelnej, aroganckiej, teutońskiej pewności siebie.

Czy wiecie, co pisze niemiecki podręcznik do historii o wojnie i reszcie narodów Europy? Polacy, Ukraińcy, Białorusini czy sowieccy cywile pojawiają się rzadko i tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Czy wiecie, jak w podręczniku z serii „Horizonte” wydawnictwa Westermann przeznaczony do nauczania historii w gimnazjach w dwóch landach – Berlinie i Brandenburgii, przedstawiany jest obraz Izraela, Francji i Polski? W przypadku Izraela klasyfikacja jest prosta – Żydzi i Holokaust, a później właściwie aktor konfliktu bliskowschodniego. Francja? Wzór, partner i przeciwnik, obiekt fascynacji i niechęci. A Polska? Myślicie, że przeczytacie o rozbiorach Rzeczypospolitej? O Powstaniu warszawskim i 6 milionach ofiar, zagrabieniu nam właściwie wszystkiego, od koron, dzieł sztuki, dzieci, aż po kostkę brukową? Nie. Nawet słowa.

Uczeń siódmej i ósmej klasy nie przeczyta o tym, że Prusy dokonały rozbioru Rzeczypospolitej. Widzi jedynie mapę „podbojów Fryderyka II” przedstawianego jako reformatora i modernizatora Prus. Ekspansja terytorialna, która kosztowała życie setek tysięcy ludzi, określana jest w podręcznikach jedynie jako „obecnie kontrowersyjna”, dlatego że naród polski i Polska w ogóle traktowana jest od 1000 lat tak samo – nas w ich optyce nie powinno i nie może być. Jesteśmy ich wstydem i dowodem na ich słabość. Dlatego tak chronicznie nas nienawidzą.

Powstaje więc pytanie. Kogo w takim razie wykształcą te podręczniki? W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet w Bielefeldzie w 2023 roku wyłania się taki obraz młodzieży: 20 proc. młodych Niemców uważa, iż ich przodkowie byli ofiarami w trakcie drugiej wojny światowej, a 15 proc., że ich przodkowie pomagali ofiarom.

Jeżeli już zapytamy o te ofiary, to się okaże, że byli to przede wszystkim Żydzi (88 proc.), a następnie osoby chore i z niepełnosprawnościami (40 proc.), Romowie (31 proc.), homoseksualiści (24 proc.), osoby pochodzenia niearyjskiego (14 proc.), prześladowani politycznie (8 proc.), przeciwnicy reżimu (7 proc.), specyficzne grupy narodowościowe (3 proc.). Polacy? A skąd. Jaka to ofiara, jak przecież od początku nie powinno ich być? Polak to wróg z zerową opcją litości.

Dziękuję pani Annie Kwiatkowskiej za książkę „W służbie przyszłości. Polityka historyczna zjednoczonych Niemiec”. Bardzo dobry, otwierający oczy zbiór tekstów.

A do Polaków, którzy wybrali sobie na premiera pół-niemca z zamiłowania, mam tylko jedno do powiedzenia. Jeśli myśleliście, że Wasze posłuszeństwo wobec niemieckich gazet, portali i telewizji zostanie nagrodzone łagodnością, to tkwicie głęboko w błędzie. To w Niemczech jest odbierane jako słabość i przyspieszy Wasz koniec. Zero litości.

J.D. Vance: Aborcja to jak pogańskie ofiary z ludzi!

J.D. Vance na Marszu dla Życia: aborcja to jak pogańskie ofiary z ludzi!

pch24.pl/j-d-vance-na-marszu-dla-zycia-aborcja-to-jak-poganskie-ofiary-z-ludzi

W starożytnym pogańskim świecie porzucanie dzieci było czymś rutynowym. (…) Dziedzictwem naszej cywilizacji jest jednak coś innego – fakt, że, jak mówi Pismo Święte, każde życie jest „cudownie i wspaniale stworzone” przez naszego Stwórcę – powiedział wiceprezydent USA J.D. Vance 23 stycznia podczas Marszu dla Życia w Waszyngtonie.

Vance po raz drugi jako wiceprezydent USA wziął udział w Marszu dla Życia – odbywającej się od 53 lat corocznej manifestacji pro-life w Waszyngtonie, będącej jedną z największych tego typu na świecie. Wydarzenie odbywa się zawsze w styczniu, w okolicy rocznicy niesławnego wyroku Roe v. Wade z 1973 r., który uznawał zabijanie dzieci nienarodzonych za rzekome „prawo” kobiety. Na szczęście w 2022 r. Sąd Najwyższy USA uchylił to orzeczenie, a było to możliwe dzięki nominacjom sędziów o poglądach pro-life podczas pierwszej kadencji prezydenta Trumpa.

Amerykański wiceprezydent w swoim tegorocznym przemówieniu porównał aborcję do składania ofiar z ludzi w pogańskich społeczeństwach oraz wskazał na kilka zwycięstw pro-life osiągniętych w pierwszym roku administracji Trump–Vance. – W starożytnym pogańskim świecie porzucanie dzieci było czymś rutynowym – powiedział Vance, odnosząc się do „ofiar z dzieci składanych przez Majów”. – Znakiem barbarzyństwa jest traktowanie dzieci jak niedogodności, które można odrzucić, zamiast jak błogosławieństw, którymi są i które należy pielęgnować. Dziedzictwem naszej cywilizacji jest jednak coś innego – fakt, że, jak mówi Pismo Święte, każde życie jest „cudownie i wspaniale stworzone” przez naszego Stwórcę – dodał, cytując słowa Psalmu 139.

Polityk zauważył, że Marsz dla Życia nie dotyczy wyłącznie kwestii politycznej. – Chodzi o to, czy pozostaniemy cywilizacją pod panowaniem Boga, czy też ostatecznie powrócimy do pogaństwa, które dominowało w przeszłości – kontynuował.

Niestety dziś wielu młodym ludziom przedstawia się posiadanie dzieci i zakładanie rodziny jako obciążenie. W rzeczywistości jednak jest to dar od Boga, o czym wiedzą obrońcy życia. – Dziś skrajna lewica w tym kraju mówi młodym ludziom, że małżeństwo i dzieci są przeszkodami, że zachęcanie naszych młodych ludzi do zakładania rodziny jest nieodpowiedzialne, a nawet niemoralne – z powodu „zmian klimatycznych” czy innych powodów. Mówią nam, że samo życie jest ciężarem, ale my tutaj, na tym marszu (…) wiemy, że to kłamstwo – powiedział Vance. – Wiemy, że życie jest darem, wiemy, że dzieci są bezcenne, ponieważ je znamy, kochamy i widzimy, jak potrafią przemieniać nasze rodziny – dodał.

Wiceprezydent zaznaczył, że rodzina jest nie tylko źródłem wielkiej radości, ale także częścią Bożego planu dla rodzin, dzielnic, wspólnot i całego kraju. Dodał, że traktowanie każdego z godnością nie zawsze jest łatwe ani wygodne, ale jest rzeczą słuszną.

W swoim przemówieniu Vance wspomniał, że on i jego żona Usha spodziewają się czwartego dziecka pod koniec lipca. Dodał, że pragnął, aby w Stanach Zjednoczonych było więcej rodzin i więcej dzieci. – Macie wiceprezydenta, który praktykuje to, co głosi – podkreślił.

Polityk pochwalił się także osiągnięciami administracji Trump–Vance w kwestii obrony życia. Były to m.in. odcięcie finansowania aborcji z pieniędzy podatników, zakończenie rządowych aresztowań działaczy pro-life za samo modlenie się przed klinikami aborcyjnymi oraz wzmocnienie ochrony sumienia dla ludzi wierzących. – Zlikwidowaliśmy przepisy z czasów Bidena i zapewniliśmy, że żadna zakonnica, żadna pielęgniarka, żaden farmaceuta i żaden lekarz nie muszą zostawiać swojej wiary i wartości za drzwiami miejsca pracy – zapewnił.

Mimo iż Vance – nawrócony na katolicyzm – otwarcie opowiada się za życiem, to w przeszłości sugerował poparcie dla dostępu do tabletek aborcyjnych i ponownie podkreślił, że administracja Trump–Vance nie poprze federalnego zakazu aborcji.

Źródło: lifesitenews.com

Rzecz o Rzeczpospolitej Polskiej Bylejakiej

Rzecz o Rzeczpospolitej Polskiej Bylejakiej

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz myslpolska/rzecz-o-rzeczpospolitej-polskiej-bylejakiej/

Szukam i chyba (mam nadzieję) znalazłam miejsce gdzie ludzie znają i cenią sobie tożsamość.

Gdy coraz częściej, a w zasadzie gdy nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny (muszą wiedzieć co planują, w przeciwnym razie szukaliby na nas innego niż strach przed wojną sposobu), gdy bombardują zewsząd nie niewinnymi już domniemaniami, a z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami: „Przygotowanie to odpowiedzialność za siebie i najbliższych. Skompletuj najpotrzebniejsze rzeczy na sytuację kryzysową. Co powinien zawierać plecak ewakuacyjny …” etc. itd., bo wróg czyha, wróg dybie, wróg nadchodzi, gdy prowadzący publicystyczne programy pytają nie o to czy wejdą, ale kiedy wejdą, bo „zielone”,bo „hybrydy”, bo „onuce”, bo „dezinformacja”, bo drony, pierony …, bo teraz to już naprawdę wojna, dlatego rozsyłamy wam niezbędnik pt.„Poradnik bezpieczeństwa”, w którym co prawda nic prócz sloganów nie znajdziecie, no może to, że można do wiaderka kupkę zrobić i wiedzieć jak się z tym dalej obchodzić … czas może rozprawić się z tym upiorem „wrogiem”, ale zanim, nie daj Boże, wojna, znaleźć go tam gdzie się przechera chowa, obezwładnić i nie pozwolić przejął sterów nad naszym myśleniem. Nad myśleniem, nad zarządzaniem nami przez strach, nad czyszczeniem nam portfeli w imię: potrzeba jest pilna bombek zamiast chleba …

Gdy zamiast rozwiązywania coraz większych problemów Polaków, nie jedynie z tym jak związać koniec z końcem (cokolwiek to znaczy), na śniadanie, obiad i kolację otrzymujemy porcję czarnych scenariuszy i „dobrych” rad pt. spakuj plecak, bądź gotowy, a w razie „w” uciekaj, bez jednak wskazania gdzie … wszak Polak potrafi i radę sobie da?, rodzi się, a przynajmniej powinno, pytanie, kto nam większym wrogiem, ten wskazywany, wytykany, prowokowany, czy ten, który służąc obcym podsyca w nas lęki, straszy, potencjalnego agresora prowokując, zaczepiając do wojny podżegając.

Otóż, a co jeśli ten wróg to nie ten, na którego nam (z nazwy ) obsługujący instrumenty inżynierii społecznej ,geo- polit -poprawni (jedynie słuszni) wskazują , a co jeśli wrogiem po pierwsze serwilizm, po wtóre odwieczny wirus hegemonii mocarstwowej, który zakaża , wymusza, szantażuje, popycha, ingeruje, inspiruje, mutuje na karmie „cel uświęca środki”, wirus, na którego, czy naprawdę, szczepionki nie ma?! Otóż jest!, w zasięgu i mocy każdego z osobna i wszystkich razem: unikać jak ognia, nie karmić, obłożyć sankcjami ostracyzmu, pozostawić na pastwę własnej mocy/niemocy, tyle wystarczy by „łeb urwać hydrze”, by się nie roznosiła po świecie.

Jest na to jeszcze takie lekarstwo, wyłączyć ich. Udać się wewnętrznie na „pustynię” i zamiast słuchać suflerów, zamiast dopasowywać wyraz twarzy i dobierać słowa we frazy takie jakich oczekują od nas opiniotwórczy (i gadać nimi) włączyć samych siebie, z tym co mam, co chcę mieć, czy aby ten/ta, który/a mówiąc, że chce mnie uszczęśliwić na pewno moje szczęście ma na myśli?

Nie chcemy wojen, nie chcemy patrzeć na ludzkie dramaty, nie dajmy się mamić, nie bądźmy bezwolnymi zapalnikami w rękach bankrutujących frustratów, nie przyzwalajmy na to by kontrolę nad naszymi umysłami, uczuciami przejęli fabrykanci „szczęścia” , korporacje i rozsadnicy chaosu. Tylko tyle i aż tyle.

A przecherom, tej wielopartyjnej polskojęzycznej hydrze zwanej wybrańcami narodu do rządzenia jego krajem powiedzmy zdecydowanie NIE! Przestańcie nas straszyć! Wasze fobie, zyski, korzyści i straty nie są tożsame z naszymi. To, że ludzie chwilowo ulegają strachowi, że ludzie głupieją, nie znaczy, że są głupi, a już na pewno nie znaczy, że to na zawsze, że są bezradni.

To, że politykierzy sprzeniewierzyli się „misji” służenia narodowi i zamiast budować społeczeństwo, umacniać naród na fundamentach tożsamości z odziedziczonymi wraz z nią wartościami postawili sobie (realizując się w swoim sposobie na życie jako politycy)za cel zniszczyć je i z tożsamości obedrzeć nie znaczy, że bylejakość i obcość, którą usilnie próbują narodowi wszczepić, na gruncie tego co cenne, na gruncie ciągłości i przynależności do dziedziczonej, ukształtowanej, kultury, zwyczajów, symboli, norm, tradycji, języka, że na tym gruncie bylejakość i obcość się przyjmą. Bo nie. Nie przyjmą się.

Kształtowanie człowieka mentalnie pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, to misterny wielowiekowy wysiłek prawdziwie pojmowanej cywilizacji. Żadne pseudo wartości, a już na pewno nie wojna, do której się sposobią, do której prowokują, do której podżegają bardziej człowieka nie uczłowieczą, przeciwnie, zniszczą nawet to, co jeszcze zdrowego w człowieku z człowieczeństwa zostało. Nawet jeśli „zabetonują” wszystko i wydawać im się będzie, że skutecznie zabetonowali ludzkie umysły swoimi fobiami, geo-fobiami, nienawiścią etc. itd., obliczonymi na własne korzyści i zyski to prawidłowość w naturze jest taka, że natura mocna jest. Człowiek to jej część. Beton ma tendencje do pękania i nie ma takiej siły by przez pęknięcia nie wyrósł jakiś listek. A listek to zieleń, a zieleń to nadzieja.

Ale paradoksalnie w tym szaleństwie rządzących Polską, ale i tzw. opozycji, w którym metodę na „zabetonowanie” społeczeństwu samodzielnego myślenia poprzez zarządzanie jak „cywilizowanie” żyć, wpierw więc przez próby odarcia nas z tożsamości, a dziś dodatkowo przez strach, już dziś widać jak natura okazuje się mocna, jak mocna jest (wbrew pozorom i na szczęście) nasza tożsamość. Gdy bowiem nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny, z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami straszą nią i ogłaszają stan alarmu włącznie z „Poradnikiem”, plecakami, odpowiedź społeczeństwa jest, przynajmniej tego zaangażowanego, świadomego manipulacji (i wcale nie mniejszość to) dla tzw. „establishmentu” wydawać by się mogło kuriozalna, a brzmi krótko: „walcie się”.

No i pięknie. Bo i jak można oczekiwać, że człowiek latami programowany na bezpaństwowca, obywatela świata, ma się czuć w obowiązku uczestniczyć w fanaberiach, jak się zwykli określać, „strony patriotycznej” i „strony demokratycznej” gdy ani jedna, ani druga nie jest „stroną tożsamościową”, dlaczego ma uczestniczyć, a może jeszcze ginąć za serwilizm, którego obie realizatorami, każda na służbie u swojego mocodawcy. Paradoksalnie gdy człowieka ukształtowanego już mentalnie, pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, wszelkiej maści uszczęśliwiacze, cywilizowani inaczej, próbują przerobić na wypranego z uczuć wyższych, uczynić zeń zaprzeczenie naturalnego piękna, wpoić weń egoizm, małoduszność, szlachetność zastąpić wyrachowaniem, za cel mu wytyczyć materializm, to trzeba przyznać, że poniekąd w jakiejś części udało się im.

Gdy od lat nieomal czterdziestu podważana jest cenność wartości takich jak rodzima kultura, rodzina, relacje, doświadczenia życiowe, negowane jest poczucie ciągłości państwa i przynależności do wspólnoty narodowej, gdy język, historia, kultura narodowa to dla wielu powód do wstydu, gdy wg po nowemu cywilizowanych swoje miejsce na świecie możemy znaleźć wszędzie bez poczucia/potrzeby przynależności i celu, to oto macie szanowni model obywatela jakiego stworzyliście. A jeśli nie tylko ten nowy wzór obywatela, ale poczucie odpowiedzialności za kraj podpowiada tym, którzy mówią „walcie się”, chcecie niszczyć kraj hańba wam, ale my do tego ręki nie przyłożymy, to jeszcze lepiej.

A jeśli osobiste życiowe doświadczenia, te pozytywne i te negatywne,historia, wspomnienia, doświadczenia, relacje, symbole, wypracowane, odziedziczone normy, to są te wartości, dla których warto żyć i przekazywać je kolejnym pokoleniom, odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu postaw NIE WOJNIE, a jeśli już ją planujecie, prowokujecie, wymuszacie, to nie zamierzamy was w tym osobiście zasilać, to znaczy, że tożsamość mimo prób jej wydarcia z serc Polaków ma się dobrze. Bo tożsamość to nie urządzenie na pstryczek. Czy się komu podoba czy nie, nie da się jej jak telewizora włączyć i wyłączyć, jak światła zapalić i zgasić, bo ona jest i nie może być inna niż ta pierwotna.

Tak, że szykujcie wy „demokratyczni” i wy „patriotyczni” tysiące cel w więzieniach,(ponoć dopadniecie każdego), tyleż obsługi, gdyż wiedzcie, że z własnej woli na jawnie planowaną, prowokowaną, wręcz wymuszaną przez was i waszych mocodawców wojnę dobrowolnie nikt nie pójdzie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Na przekór całemu światu

Na przekór całemu światu

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia”   29 stycznia 2026 michalkiewicz

No nie, tego już za wiele! I to właśnie w momencie, gdy świat zmierza ku pokojowi i bezpieczeństwu – bo jakże inaczej rozumieć inaugurację Rady Pokoju na Forum Ekonomicznym w Davos?

Wprawdzie są tu pewne niejasności, czy do Rady Pokoju przystępują państwa, czy tylko zaproszone osobistości? Na razie wygląda na to, jakby Radę Pokoju miało tworzyć grono zaproszonych osobistości – bo na przykład Donald Trump będzie tej Radzie przewodniczył nawet gdy przestanie być prezydentem Stanów Zjednoczonych. Podobnie węgierski premier Wiktor Orban. Jeśli w kwietniu przegrałby wybory i przestałby być premierem, to czy automatycznie utraciłby prawo zasiadania w Radzie Pokoju, zwłaszcza, gdyby zapłacił wpisowe w wysokości miliarda dolarów? Z drugiej jednak strony pan prezydent Karol Nawrocki, który został do Rady zaproszony, konsultował się z obywatelem Tuskiem Donaldem i na razie pisemnego akcesu nie złożył, twierdząc, że musi się w tej sprawie wypowiedzieć „parlament”, a może nawet – sam Książę-Małżonek?

Gdyby do Rady Pokoju przystępowały państwa, to owszem – ale skoro tylko osobistości, to po cóż ta cała parada – jak powiadał Aleksander Fredro? Mniejsza wreszcie z tym, bo wszystko się pewnie w miarę upływu czasu „jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” – ale tak czy owak, nie da się ukryć, że w kierunku pokoju został zrobiony milowy krok. Toteż od razu się wyjaśniło, że o ile dotąd prezydent Ukrainy Wołodymir Zełeński nie chciał słyszeć o jakichś ustępstwach terytorialnych, a z kolei rosyjski prezydent Putin z naciskiem podkreślał konieczność respektowania rosyjskich zdobyczy na Ukrainie, to teraz obydwaj chcą „tego samego”. Tak w każdym razie twierdzi prezydent Donald Trump po rozmowie z prezydentem Zełeńskim. To znaczy – czego konkretnie chcą? A czegóż by innego, jak nie pokoju? Wprawdzie starożytni Rzymianie twierdzili, że si duo dicunt idem, non est idem – co się wykłada, że gdy dwóch mówi to samo, to nie jest to samo – ale nie można zaprzeczyć, że i Donald Trump też coś tam musi wiedzieć tym bardziej, że agencja NABU wsadziła do aresztu wydobywczego ongiś piękną Julię Tymoszenko, przedstawiając jej jakieś korupcyjne „zarzuty”, a fałszywe pogłoski utrzymują, że ona w tym areszcie wydobywczym chlapie na prezydenta Zełeńskiego.

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale gdyby było, to lepiej byśmy rozumieli, że w końcu i prezydent Zełeński zaczyna uświadamiać sobie konieczność – co według niemieckiego filozofa Hegla jest istotą wolności. W tej sytuacji tylko Aleksander Łukaszenka, który nie tylko został zaproszony do Rady Pokoju, ale nawet złożył już akces, może utożsamiać się w Białorusią, bo na razie nie widać, by ktoś mógłby mu tam zaszurać.

Wprawdzie pan prezydent Nawrocki kontynuuje rozpoczęte przez prezydenta Dudę zabawy w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, ale słychać, że rząd litewski jest już nią trochę zniecierpliwiony, więc zamierza się ona przenieść z całym majdanem do Warszawy. Ale sprawa się komplikuje, bo w Warszawie posadę Pierwszego Białoruskiego Opozycjonisty zajmuje pan Paweł Łatuszka, więc na razie pani Swietłana jeszcze nie wie, czy w Warszawie nie będzie jej za ciasno. W tej sytuacji Aleksander Łukaszenka może spać spokojnie, nawet na posiedzeniach Rady Pokoju, tym bardziej, że rosyjski prezydent Putin, który też został zaproszony, na razie się waha.

Więc kiedy świat z radością wkracza na świetlisty szlak pokoju i bezpieczeństwa, z którego na pewno nie zepchną go podchody prezydenta Trumpa pod Grenlandię, do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa wtargnęła zorganizowana grupa przestępcza, to znaczy – pardon – nie żadna tam „zorganizowana grupa przestępcza” tylko prokuratorowie w asyście kilkudziesięciu policjantów. Wrażenie, jakby to była „zorganizowana grupa przestępcza” mogło wziąć się stąd, że sędziowie tworzący Krajową Radę Sądownictwa próbowali temu wtargnięciu przeszkodzić – ale co tak naprawdę może niezawisły sędzia, nawet gdyby ubrał się w togę i założył na szyję tombakowy łańcuch, jeśli „ludzie mający karabiny” olewają jego rozkazy ciepłym moczem?

W takich momentach obserwatorzy skłonni są zgadzać się z opinią Mao Tse Tunga, że „władza wyrasta z lufy karabinu”, a nie z żadnych demokratycznych legitymacji. Wprawdzie obywatel Żurek Waldemar, który na tę okazję nawet się ogolił, próbował nadać temu wtargnięciu pozory legalności – ale przecież on sam tkwi po uszy w sprośnych błędach Niebu obrzydłych. Na przykład uważa, jakoby Prokuratorem Krajowym był jego faworyt, pan Dariusz Korneluk z czarnym podniebieniem, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki całkiem niedawno stwierdził, że ależ skądże, wcale nie – bo Prokuratorem Krajowym jest w dalszym ciągu pan Dariusz Barski.

Skoro tak, to czy możemy polegać na zapewnieniach obywatela Żurka Waldemara, że wszystko jest gites-tenteges, czy też nabierać podejrzeń, że on sam może być na usługach zorganizowanej grupy przestępczej, która tylko podstępnie przebiera się za prokuratorów czy policjantów? W zamieszaniu, jakie towarzyszyło wtargnięciu wspomnianej grupy do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, trudno tak na pierwszy rzut oka odróżnić prokuratora od gangstera, czy policjanta od przebierańca tym bardziej, że kiedy już wtargnięcie się dokonało, to grupa zajęła się pruciem szaf w poszczególnych pomieszczeniach. Cóż innego mogliby robić gangsterzy?

Czego tam szukała, czy to znalazła i jaki zamierza zrobić w tego użytek – tego być może i obywatel Żurek Waldemar nie wie, bo gdybym był szefem starych kiejkutów, to też bym się wahał, czy dopuścić go do konfidencji, czy też powierzyć mu wyłącznie obowiązki wykonawcze. A w ogóle, to warto przypomnieć deklarację nie tam jakiegoś obywatela Żurka Waldemara, tylko samego obywatela Tuska Donalda, że jak będzie trzeba, to będzie używał środków „pozaprawnych”.

Czyż ta deklaracja, za którą zresztą poszła rewolucyjna praktyka, nie jest dowodem, iż cała III Rzeczpospolita jest „organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym? Nieżyjący już ekonomista amerykański Maurycy Rothbard twierdził, że gdyby jakaś spółka prawa handlowego była zarządzana tak, jak państwa, to wszyscy członkowie zarządu i rady nadzorczej znaleźliby się w kryminale. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ państwo jest rodzajem monopolu na przemoc, w związku z czym nie ma kto go aresztować – chociaż w Wenezueli pojawiła się pierwsza jaskółka, że może być inaczej. Tak zresztą twierdzili starożytni Rzymianie, że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się siłą odeprzeć.

Ale to wszystko blednie w porównaniu z alarmującymi wieściami, że w momencie, gdy świat właśnie wkracza na świetlisty szlak wiodący ku pokojowi, w partii „Polska 2050” rozpętała się „wojna” i „padły oskarżenia o próbę puczu”. Myślę, że działacze „Polski 2050” powinni się opamiętać i wojnę zakończyć, bo w przeciwnym razie prezydent Donald Trump obróci na nią swe oczy i każe komandosom pojmać obydwie vaginessy, a następnie wtrącić do aresztu wydobywczego w Nowym Jorku, razem z małżonkami Maduro.

Stanisław Michalkiewicz

„Każde dziecko jest darem od Boga”. Przesłanie Donalda Trumpa na Marsz dla Życia

„Każde dziecko jest darem od Boga”.

Przesłanie Donalda Trumpa

na Marsz dla Życia

pch24.pl/kazde-dziecko-jest-darem-od-boga-przeslanie-donalda-trumpa-na-marsz-dla-zycia

Z okazji corocznego Marszu dla Życia w Waszyngtonie – jednej z największych manifestacji pro-life na świecie – prezydent USA Donald Trump zwrócił się do uczestników w specjalnym przemówieniu wideo. – Chcę podziękować każdemu z was, kto wyszedł tego zimowego dnia – pięknego dnia, ale jednak zimowego – aby stanąć w obronie nienarodzonych – powiedział Trump.

Marsz dla Życia to odbywająca się od 53 lat coroczna manifestacja pro-life w Waszyngtonie i jedna z największych tego typu na świecie. Wydarzenie odbywa się zawsze w styczniu, w okolicy rocznicy niesławnego wyroku Roe v. Wade z 1973 r., który uznawał zabijanie dzieci nienarodzonych za rzekome „prawo” kobiety. Na szczęście w 2022 r. Sąd Najwyższy USA uchylił to orzeczenie, a było to możliwe dzięki nominacjom sędziów o poglądach pro-life podczas pierwszej kadencji prezydenta Trumpa.

Przez 53 lata studenci, rodziny, patrioci i ludzie wierzący przyjeżdżali do Waszyngtonu z każdego zakątka kraju, aby bronić nieskończonej wartości oraz nadanej przez Boga godności każdego ludzkiego życia – powiedział Trump w materiale wideo opublikowanym z okazji tegorocznego Marszu dla Życia. – Chcę podziękować każdemu z was, kto wyszedł tego zimowego dnia – pięknego dnia, ale jednak zimowego – aby stanąć w obronie nienarodzonych – zaznaczył.

Urzędujący prezydent USA sam wziął udział w Marszu dla Życia w 2020 r., w czasie swojej pierwszej kadencji. – Sześć lat temu miałem zaszczyt zostać pierwszym prezydentem w historii, który osobiście wziął udział w tym marszu. Od tego czasu dokonaliśmy bezprecedensowych postępów w ochronie niewinnego życia i we wspieraniu instytucji rodziny jak nigdy dotąd – podkreślił gospodarz Białego Domu.

Trump wspomniał o swoich nominacjach sędziów Sądu Najwyższego, dzięki czemu „ruch pro-life odniósł największe zwycięstwo w swojej historii”, oraz o zatrzymaniu przymusowego finansowania aborcji z pieniędzy podatników w kraju i za granicą. Teraz – jak zaznaczył – trwa walka „nad odbudową kultury wspierającej życie trwa w każdym stanie, każdej społeczności i w każdej części naszej pięknej ziemi”.

Wśród swoich sukcesów amerykański przywódca wymienił także rządowe wsparcie dla adopcji i rodzin zastępczych oraz rozpoczęty w 2025 r. program wpłaty rządowego wsparcia w wysokości tysiąca dolarów na specjalne konto inwestycyjne każdego urodzonego dziecka.

Prezydent zadeklarował również obronę wolności religijnej w czasie swojej kadencji – Przywracamy wiarę w Ameryce. Przywracamy Boga. (…) Z waszą pomocą i wsparciem będziemy nadal walczyć w obronie odwiecznej prawdy, że każde dziecko jest darem od Boga. Dziękuję i niech Bóg błogosławi Amerykę – zakończył swojej przemówienie Trump.

W tym roku głównym mówcą podczas marszu jest wiceprezydent J.D. Vance.

Źródło: x.com, PCh24.pl AF

Rozdziobią nas banki i fundusze

Rozdziobią nas banki i fundusze

Maciej Łodyga pch24.pl/rozdziobia-nas-banki-i-fundusze/

Ostateczną konsekwencją ekspansji kredytowej jest powszechne zubożenie – Ludwig von Mises (Ludzkie działanie).

Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec września 2025 roku podaż pieniądza M3 [a co to za cholera?? slang wstrętny. md] wyniosła 2 642,7 mld złotych. Według danych Ministerstwa Finansów dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (dług EDP) stanowiący jeden z elementów kryterium fiskalnego z Maastricht wyniósł na koniec drugiego kwartału 2025 roku to 2 185,8 miliardów złotych. Według danych Krajowej Izby Gospodarczej zadłużenie gospodarstw domowych w bankach wyniosło pod koniec września 2025 roku 820,9 mld złotych, a zadłużenie przedsiębiorstw niefinansowych – 437,47 mld złotych. Łączne długi państwa, samorządów i społeczeństwa to ponad 3,4 mld złotych, a pieniądza na rynku według najszerszej miary M3 jest 2,6 mld złotych.

Kreacja pieniądza

Powszechnie uważa się, że emisja pieniądza jest kompetencją tylko państwa, które drukuje banknoty – często w zbyt dużych ilościach, co powoduje inflację [płytka bzdura md] . Jednak już niewiele osób słyszało cokolwiek o kreacji pieniądza przez banki komercyjne. Przeciętny obywatel sądzi, że banki udzielają kredytów oraz inwestują wyłącznie z oszczędności lokowanych przez swoich klientów. Takie pojęcia jak system rezerw cząstkowych, mnożnik kreacji pieniądza czy stopa rezerwy obowiązkowej to już pogranicza czarnej magii. Tymczasem banki komercyjne emitują więcej pieniądza niż państwo – w formie bezgotówkowej – ponieważ państwo nadało im takie prawo. Jest to produkcja pieniądza niemal ex nihilo, ponieważ oparcie waluty na standardzie złota to już prehistoria. W uproszczeniu można powiedzieć, że kreacja pieniądza przez bank polega na wprowadzeniu zapisu na rachunku w chwili udzielenia kredytu. Dopóki bank nie udzieli kredytu, posiada tylko potencjalną możliwość stworzenia pieniądza. Za to w chwili udzielenia kredytu nabywa wierzytelność wobec kredytobiorcy o jego zwrot z odsetkami. Im więcej kredytów udzieli bank, tym więcej będzie posiadał wierzytelności, czyli aktywów. Wielkość emisji pieniądza przez banki komercyjne jest ograniczona rezerwą obowiązkową deponowaną w banku centralnym, która w Polsce wynosi aktualnie 3,5 procent.

Przepływ pieniądza

Podzielmy cały pieniądz, który jest w obiegu na trzy sektory: państwo, banki komercyjne oraz społeczeństwo (sektor prywatny oraz samorządowy) i spróbujmy rozeznać, jak wygląda przepływ pieniądza pomiędzy tymi sektorami. Pieniądz, który posiada państwo, jest przekazywany społeczeństwu szerokimi strumieniami tytułem wynagrodzeń w sektorze państwowym, w ramach świadczeń socjalnych, dotacji, subwencji oraz zamówień publicznych. Stałe deficyty budżetowe wskazują, że państwo więcej daje, płaci i kupuje, niż pobiera w formie podatków. A co kupi, jest dobrem wspólnym.

Pieniądz, który produkują banki komercyjne przepływa do społeczeństwa i państwa w wyniku udzielania kredytów oraz zakupu obligacji i bonów skarbowych. Cokolwiek wypłynie od instytucji finansowych do społeczeństwa lub państwa, powinno powrócić z należnym oprocentowaniem. Dlatego z istoty funkcjonowania systemu bankowego bilans przepływu pieniądza pomiędzy bankami a państwem oraz pomiędzy bankami a społeczeństwem powinien być dodatni dla banków.

Jeżeli permanentnie od państwa, samorządów i społeczeństwa do instytucji finansowych więcej pieniędzy powinno ostatecznie wypłynąć, niż wpłynęło, wówczas sektor publiczny i społeczeństwo muszą pozyskać dodatkowy pieniądz. Dlatego jego podaż musi stale wzrastać. W czasach, kiedy nie istniały banknoty ani zapisy elektroniczne na rachunkach, a waluta była oparta na złocie i srebrze, dodatkowy pieniądz powstawał z wydobycia obu metali. Dzisiaj dodatkowy pieniądz dla banków na spłatę odsetek od kredytów i obligacji kreują głównie banki w drodze kolejnych akcji kredytowych. Pokrycie kwot, jakie muszą zostać przelane z dwóch sektorów (państwo plus społeczeństwo) do trzeciego (banki), jest sprzężone z koniecznością zaciągania w bankach nowych kredytów i sprzedaży obligacji, od których oprocentowanie zostanie spłacone kolejnymi kredytami.

To stanowi fundament obecnego systemu finansowego – uzależnienie państwa i społeczeństwa od stałych dawek nowego pieniądza kreowanego przez banki komercyjne. Cokolwiek sektor bankowy przekaże sektorowi publicznemu i prywatnemu, trzeba oddać z procentem. Aby zaś oddać procent, musimy znów pozyskać w sektorze bankowym dodatkowy pieniądz na procent, który… trzeba będzie oddać z procentem.

Ekspansja banków i funduszy

Prawo kreacji pieniądza przyznane bankom komercyjnym przez władze państwowe gwarantuje, że potęga systemu bankowego długofalowo będzie tylko rosnąć. Można to porównać do gry eurobiznes, w której jednemu z graczy wolno drukować dodatkowe banknoty. Dzięki nim taki gracz szybciej nabywa majątek, zaczyna dominować w grze i ostatecznie przejmuje wszystkie nieruchomości.

Żyjemy już w czasach, w których państwa całego świata opierają budżety na rolowaniu ogromnego długu publicznego. W roku 2024 Polska przeznaczyła ponad 66 mld złotych na obsługę długu Skarbu Państwa. Wpływy z podatku dochodowego od osób prawnych wyniosły nieco ponad 60 mld złotych, więc całoroczna krwawica tysięcy spółek kapitałowych i innych podatników podatku CIT nie wystarczyła na pokrycie odsetek. Państwa całego świata zrezygnowały z monopolu na produkcję pieniądza i w ciągu trzystu lat stały się niewolnikami bankierów. Produkcja ogromnych ilości pieniądza umożliwiła światu finansów w kolejnym kroku ekspansję w innych branżach poprzez fundusze inwestycyjne, które wykupują akcje i udziały przeróżnych firm, także największych korporacji globalnych.

Zaledwie dwa fundusze – The Vanguard Group i BlackRock – posiadają po ponad 17 procent akcji Apple Inc. i Microsoft Corp., ponad 19 procent akcji Meta Platforms Inc. i około 14,6 procent akcji Amazon.com Inc. Łączne aktywa największych funduszy przekraczają roczne PKB wielu średnich państw. Fundusze inwestują także w rynek nieruchomości poprzez zakupy setek, nawet tysięcy mieszkań oraz gruntów rolnych. Świat finansów wkroczył także do spółek z sektora ochrony zdrowia, a poprzez fundusze emerytalne – do systemu ubezpieczeń społecznych. Fundusze inwestycyjne The Vanguard Group, BlackRock i State Street posiadają około 23 procent akcji Pfizer Inc. oraz koncernu Johnson&Johnson.

System bankowy bezpośrednio nie zajmuje się ani produkcją towarów, ani budową domów, ani uprawą ziemi rolnej, tylko przejmuje świat w oparciu o pieniądz, który sam emituje.

Prawo kreacji pieniądza przez małą grupę prywatnych podmiotów, jakimi są banki komercyjne, jest nieuczciwym przywilejem, który pozostałych graczy na rynku stawia na przegranej pozycji. Proces tworzenia takiego modelu bankowości zaczął się jeszcze w XVII wieku – i od tego czasu miał wielu oponentów. Krytykami systemu rezerw cząstkowych, na którym opiera się kreacja pieniądza przez banki komercyjne, byli na przykład przedstawiciele szkoły austriackiej (Ludwig von Mises, Murray Rothbard) i szkoły chicagowskiej (Irving Fisher). Od nich należy zacząć lekturę, planując rozmontowanie obecnego systemu bankowego i uratowanie świata od finansowego niewolnictwa.

Maciej Łodyga

Jacek Hoga: Prawdziwy obraz wojska.

Jacek Hoga: Prawdziwy obraz wojska

30 stycznia 2026

Jesteśmy w takim upadku cywilizacyjnym, że nie rozumiemy tego jak powinien wyglądać świat. Kiedyś demokracjami pogardzano, bo to były rządy demagogów. Dzisiaj mamy rządy gorsze niż demagogów…

Czy polska armia przypomina Frankensteina?

Jacek Hoga: Pytanie od aktualnej władzy. … taką jedną rzecz, jaką byś nam doradził. Mówię (im) – próbna mobilizacja jednej brygady.

Bogdan Rymanowski: Próbna mobilizacja jednej brygady?

Jacek Hoga: Tak.

Bogdan Rymanowski: Nie mieliśmy nigdy czegoś takiego w ostatnich 20-25 latach?

Jacek Hoga: Nie. Ani razu. Brygada to jest ok. 3,5 tysiąca ludzi.

Jacek Hoga, ojciec jedenaściorga dzieci, prezes Fundacji Ad Arma, zwolennik prawa do obrony życia przed nielegalną napaścią i prawa do posiadania broni. Jest strzelcem sportowym, trenerem szermierki historycznej, myśliwym…

To „polski kościół”? O co naprawdę chodzi w dniach judaizmu i islamu?

Polski kościół kompletnie upadł? O co naprawdę chodzi w dniach judaizmu i islamu?

30.01.2026 Autor:Marcin Rola

nczas/polski-kosciol-kompletnie-upadl-o-co-naprawde-chodzi-w-dniach-judaizmu-i-islamu/

O co naprawdę chodzi w dniach judaizmu i islamu obchodzonych w świętym Kościele katolickim? Uważam, że to Lucyferianie i piąta kolumna w Kościele wykreowali coś takiego jak „dni judaizmu” i islamu. Jest to oczywiste uderzenie w cały Kościół katolicki i naszą wiarę. Nie ma możliwości połączenia Świętego Krzyża z Chanuką. Krzyż to miłość, zrozumienie i szacunek. Chanuka to szowinizm, rasizm, pogaerda i nienawiść do innego człowieka.

Każdy, kto w Polsce czytał Schneersona, wie, o czym mówię. Należy stronić od pseudo-duchownych, którzy stręczą nam podobne hucpy i gusła. W mojej opinii to zwykli Lucyferianie lub agentura zła – tzw. PIĄTA KOLUMNA w KK.

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami” (Mt 7,15–23) – poucza św. Mateusz w Ewangelii.

Czytamy, że archidiecezjalne obchody XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce rozpoczęło nabożeństwo w kaplicy pw. św. Doroty przy kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie. Uczestników – wśród nich m.in. metropolitę krakowskiego oraz przewodniczącą Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie Helenę Jakubowicz – powitał o. Marek Krzysztof Donaj OSA.

– Trzeba siebie poznać, żeby zrozumieć. Ponieważ jesteśmy społecznością, która nie musi się różnić i dzielić, ale może szukać wspólnej myśli i modlitwy. I po to jesteśmy tutaj, żebyśmy uszanowali siebie nawzajem – mówił proboszcz parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Kardynał odczytał ósmy punkt „Nowej Karty Ekumenicznej”, który przypomina o trwałości przymierza Boga z narodem żydowskim oraz o wspólnych korzeniach judaizmu i chrześcijaństwa. W dokumencie pokreślono, że Biblia hebrajska i pierwsze Przymierze zachowują swoje znaczenie. Wyraża on także sprzeciw wobec antysemityzmu i wzywa do pamięci o żydowskim dziedzictwie w Europie. Metropolita krakowski jako współtwórca podkreślił, że podczas pisania karty zastanawiano się przede wszystkim nad tym, w jaki sposób zakorzenić ten tekst w myśleniu chrześcijańskim. – Ufam, że tak się stanie, w diecezji krakowskiej zrobimy wszystko, żeby się tak stało – zapewnił.

To są oczywiste dziwactwa i wymysły kardynała Rysia, ponieważ judaizm jest totalnym zaprzeczeniem chrześcijaństwa i wartości, którymi kierował się Jezus Chrystus. Nie ma większego zagrożenia dla Kościoła świętego niż tzw. ekumenizm. Jeśli Żydzi faktycznie by się nawracali po tego typu dniach judaizmu itp., to miałoby to sens, inaczej jest to wrogie działanie wobec katolików i Chrześcijan.

Uważajcie na Piątą Kolumnę!

W mojej opinii to celowe niszczenie Kościoła od środka i widać to ewidentnie między innymi po frekwencji na Mszach świętych, choćby w Warszawie. Uważam, że panaceum na te patologie jest Msza Trydencka, powrót do Objawienia i Tradycji. Nie ma innego wyjścia. Polecam Państwu najnowszy film pt. „Arcybiskup Lefebvre – dlaczego?”. Na pewno dużo tłumaczy osobom, które nie wiedzą, co czynić przy obecnej zdradzie hierarchów Kościoła katolickiego.

UE z uporem zombi usiłuje zniszczyć państwa narodowe

Kallas narzeka na zasadę jednomyślności w UE i państwa narodowe

dorzeczy/kallas-narzeka-na-zasade-jednomyslnosci-i-panstwa-narodowe.html

Musimy zmienić naszą kulturę i działać jak Europejczycy, a nie jak narody – mówi szefowa dyplomacji UE Kai Kallas.

Wysoki Przedstawiciel Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa podczas dorocznej konferencji Europejskiej Agencji Obrony w Brukseli powiedziała, że „niedopuszczalne jest, aby weto jednego kraju mogło blokować politykę pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej”.

Kallas nawołuje do zniesienia jednomyślności w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa UE

Kaja Kallas z Estonii zaprezentowała nieustannie powtarzaną przez zwolenników centralizacji UE narrację, że jednomyślność w decyzjach uniemożliwia władzom Unii Europejskiej wystarczająco szybką reakcję, w sytuacji, w której obecne kryzysy geopolityczne wymagają pilnych reakcji.

Wysoka Przedstawiciel zaleciła przeanalizowanie możliwości przewidzianych w traktatach UE – konstruktywnego wstrzymania się od głosu, stopniowego rozszerzenia głosowania większością kwalifikowaną w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa oraz stosowania klauzuli wzajemnej obrony – w celu przyspieszenia procesu decyzyjnego w polityce politycznej i wojskowej.

„Działać jak Europejczycy, a nie jak narody”

Jak mówiła, Europa nie jest już głównym celem geopolitycznym Waszyngtonu i zmiana ta trwa już od jakiegoś czasu; ma ona charakter strukturalny, a nie tymczasowy. – Ta zmiana strategicznego nastawienia zachwiała fundamentami relacji transatlantyckich. Stany Zjednoczone pozostają partnerem i sojusznikiem Europy, ale konieczne jest dostosowanie się do nowych realiów, a Europa musi działać pilnie – powiedziała.

– Żadne wielkie mocarstwo w historii nigdy nie zorganizowało sobie przetrwania, pozostając jednocześnie nienaruszonym – dodała, podkreślając, że priorytetem jest wzmocnienie obronności. Kallas zwróciła uwagę, że europejski potencjał obronny jest rozdrobniony, a państwa członkowskie nadmiernie koncentrują się na interesach narodowych, co spowalnia i osłabia wspólne działania. Wobec tego jej zdaniem. – Musimy zmienić naszą kulturę i działać jak Europejczycy, a nie jak narody – powiedziała Kallas.

Porzucenia zasady jednomyślności w UE konsekwentnie domagają się elity niemieckie.

Czołgi K2 sypią się jak choinki w lutym. „Robimy za poligon dla Korei”

Czołgi K2 sypią się jak choinki. „Robimy za poligon dla Korei”

Czołgi K2GF, która Polska kupiła od Korei Południowej, mają poważne problemy techniczne. Sprawę ujawnił Jarosław Wolski, dziennikarz i analityk zajmujący się obronnością.

Bogdan Stech 29.01.2026 spidersweb.pl/alarmuje-o-awariach-w-polskich-czolgach-k2.htmlCzołgi K2GF, która Polska kupiła od Korei Południowej, mają poważne problemy techniczne. Sprawę ujawnił Jarosław Wolski, dziennikarz i analityk zajmujący się obronnością.

Jarosław Wolski poinformował o sprawie w serwisie X. Jak napisał analityk, czołgi K2GF borykają się z krytycznymi problemami dotyczącymi silnika i zawieszenia. W kupionych w Korei Południowej czołgach silniki mają się dosłownie sypać. Warto tu zaznaczyć, że czołgi K2 od samego początku miały poważne problemy z napędem, z tego powodu opóźniono nawet ich wejście do służby. To samo dotyczyły skrzyni biegów.

Silniki HD Hyundai Infracore DV27K w czołgach K2GF sypią się jak choinka na Trzech Króli. Początki ich eksploatacji w Polsce były dość ciężkie co wynikało z problemów z paliwem i materiałami smarującymi ale po serii absolutnie niepotrzebnych awarii w K2GF miałem nadzieję że problem ustąpił. No i niestety tak nie jest. Ilość problemów jest już bardzo poważna a martwi zwłaszcza przegrzewanie się silników oraz przypadki całkowitego zatarcia jednostek napędowych. Są też poważane problemy z zawieszeniem ISU – napisał Jarosław Wolski.

„To nie jest hejt”

Z czego wynika awaryjność koreańskich silników w K2GF? Wolski zaznacza, że prawdopodobnie jest to jak zawsze mieszanka kilku czynników.

Młoda i niedopracowana konstrukcja z chorobami wieku dziecięcego, fakt że czołgi nie są obsługiwane w polskim przemyśle obronnym, który dopiero nabywa stosowne kompetencje, fakt że nie ma wozów do nauki jazdy, trenażerów itp zatem czołgi są upalane na bojowo przez załogi, co jest najgorszym sposobem nauki bo zajeżdżającym sprzęt – podaje analityk.

Dodaje on, że „być może kiedyś koreańskie silniki HD Hyundai Infracore DV27K staną się dobre i niezawodne. Natomiast obecnie robimy za króliczka doświadczalnego i poligon testowy pozwalający dopracować ów silnik i nową przekładnię”.

Obecnie robimy za króliczka doświadczalnego i poligon testowy pozwalający dopracować ów silnik zaś ilość problemów i awarii aż do zatarcia silnika włącznie rośnie z biegiem czasu a nie spada w Siłach Zbrojnych RP. A to oznacza że coś jest bardzo nie w porządku skoro ani AGT1500 w Abramsie (silnik turbowałowy) ani Ka.502 w Leopardach 2 nie mają takich problemów. Złośliwie rzecz ujmując S12U z ocalałych PT-91 (czołg polskiej produkcji). też nie… I żeby było jasne – to nie jest hejt na K2GF/PL – zresztą podjętych decyzji się już nie zmieni – natomiast zamiatanie pod dywan bardzo poważnego problemu systemowego skończy się jak z Leopardami 2A4 których koło 2006-2008 r. było 40 proc. niesprawnych – napisał Wolski.

Dziennikarz twierdzi przy tym, że wojsko nakazało wyciszyć sprawę.

Wojsko kazało wszystkim żołnierzom „schować mordę w kubeł” i oficjalnie wypowiadać się w samych superlatywach o K2GF. Ciekawe czy taki też zafałszowany przekaz idzie do ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka – Kamysza i wiceministra Cezarego Tomczyka? – pyta Jarosław Wolski w serwisie X.

Do sprawy z pewnością wrócimy, gdy zdobędziemy oficjalne stanowisko Ministerstwa Obrony Narodowej i producenta.

Ryzykowne czołgi

Decyzja o zakupie czołgów K2 była od początku ryzykownym posunięciem. To konstrukcja, która nigdy nie była używana w boju, a do tego producent pojazdów znajduje się po drugiej stronie globu, w niespokojnym regionie.

Polska zamówiła czołgi K2 w ramach umowy ramowej podpisanej w lipcu 2022 r. Przewidujące ona zakup przz nasz kraj docelowo 1000 sztuk. Do stycznia 2026 r. podpisano dwie umowy wykonawcze, które łącznie obejmują 360 czołgów.

Do Polski dotarły w 2025 r. ostatnie ze 180 czołgów K2GF (Gap Filler – przejściowy) kupione na mocy pierwszej umowy wykonawczej. W sierpniu 2025 r została podpisana druga umowa wykonawcza. Zakłada ona zakup kolejnych 180 czołgów z czego 61 z nich, w wersji K2PL będzie wyprodukowanych w gliwickich zakładach Bumar-Łabędy.

Czterech jeźdźców apokalipsy

Modzelewski: Czterech jeźdźców apokalipsy

Nasz kwitnący kraj dzięki „przynależności” do Unii Europejskiej i do Zachodu najeżdża (zupełnie niespodziewanie) czterech Jeźdźców Apokalipsy: pierwszym z nich jest mróz, drugim jest MERCOSUR, trzecim KSeF.

Jest jeszcze czwarty, najważniejszy, który dokończy dzieła swojej forpoczty. Jedzie już do nas od roku, lecz przyjedzie dopiero teraz: jest nim Donald Trump, który rozpoczął likwidację Unii Europejskiej oraz NATO, czyli „dwóch filarów bezpieczeństwa” naszej klasy politycznej. Nie mylmy „bezpieczeństwa Polski” z zagrożeniami, a przede wszystkim ze strachem klasy politycznej. Jej polityka – jak to się kiedyś mówiło – „wzięła w łeb” na wszystkich istotnych frontach, więc mają się czego bać. Przy okazji pozdrawiam wszystkie „Sługi Narodu Ukraińskiego”: życzę wam w roku 2026 wdzięczności swoich panów.

Pierwszy jeździec, który zdradliwie („pierwsza zdrada”?), wbrew naukowej wiedzy o definitywnej i nieodwracalnej zmianie klimatu („globalne ocieplenie”), zniszczył rządzące lobby „zielono-ładowców”, którzy już powinni pakować swoje manatki (przynajmniej swój plecaczek?). Szkodnikom tym szczęśliwie dla nas nie udało się jeszcze zniszczyć wszystkich  kopalni węgla oraz większości węglowych ciepłowni i elektrowni. Ciekawe ilu ludzi mogłoby się trząść z zimna (zamarznąć?), gdybyśmy już osiągnęli cel klimatyczny, przy mroźnej, bezwietrznej i bezsłonecznej zimie? Nikt „zielono-ładowców” nie będzie wyganiać: możecie zostać, ale tylko siedząc cicho i nie przeszkadzając – tak trzymać.

Drugi jeździec ma przyjść, aby zniszczyć nasze rolnictwo: nieudolna klasa polityczna ponoć była przeciw, ale – mimo znanych powszechnie, zwłaszcza dzięki „wolnym mediom”, jej wpływom w Brukseli – nie udało się zablokować tego nieszczęścia. Naturalną konsekwencją tej porażki powinna być co najmniej dymisja odpowiedzialnych ministrów. Jeżeli nie potrafisz – daj sobie spokój. W ten sposób można by podjąć próbę ratowania POPiSu. Jeżeli to nie nastąpi, a trzymanie się stołków będzie „strategią rządzenia”, naturalną koleją rzeczy będzie faktyczne rozpoczęcie secesji z wrogiej nam organizacji, bo jest nam wroga.

Trzeci jeździec naszego chowu – KSeF (Krajowy System Faktur). On jak najbardziej przypomina raka krwi: atakuje „krwioobieg” całej gospodarki, niszcząc najważniejszy dokument rozliczający, czyli fakturę VAT. Na zablokowanie tego kataklizmu jest jeszcze czas: wystarczy uchylić lub odroczyć  bezsensowne przepisy i wyrzucić za drzwi nachalnych lobbystów.

Z czwartym jeźdźcem jest pewien kłopot, bo on nam, zwykłym nieważnym ludziom może również pomóc. Oczywiście może porwać Dziadka Mroza i postawić go przed „niezawisłym sądem”, lecz ta „operacja specjalna” wymierzy tylko sprawiedliwość, ale nie usunie skutków szkodliwych działań owego „dziadersa”.

Czwarty jeździec może jednak likwidując Unię Europejską wyeliminować sektę „zielono-ładowców”, bo stamtąd przyszło to nieszczęście. Może również „nie zatwierdzić” umowy MERCOSUR, bo na zachodniej półkuli niepodzielnie chce rządzić Trump. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że umowa ta jest sprzeczna z polityką Waszyngtonu. Może nam również pomóc w pozbyciu się KSeF, bowiem obowiązuje on również firmy amerykańskie obecne na naszym rynku: wystarczy tu tylko krótkie oświadczenie właściwego ambasadora.

Nie musi więc być aż tak źle: wystarczy pielęgnować i umacniać „relacje transatlantyckie” z USA. Takim, jakim jest ono dziś. Nie trzeba będzie występować z Unii Europejskiej a mróz już nie wróci, bo go oddamy wraz z Grenlandią pod rządy USA.

Dla zacietrzewionych obrońców ancien regime oraz pogromców „dezinformacji”: uprzejmie wyjaśniam, że niniejszy tekst zawiera treści ironiczne i nie przedstawia pragnień ani chciejstwa autora. Prognozy te na pewno się nie sprawdzą, bo przecież wiemy, jaka jest strategia i przyszłość.

prof. Witold Modzelewski Myśl Polska, nr 5-6 (1-8.02.2026)

Złośliwy, ale kretyn – naczelny pandemista. MEM-y

——————————

—————————————

————————————

——————————————–

——————————-

[dla normalnych, tj. nie oglądających TV: Ta morda to Czarzasty  md]

————————————————–

——————————————–

[prochów…]

————————————–

—————————-

————————————-

——————————–

————————————-

—————————————–

—————————————-

————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Niedobory gazu w Niemczech

Uniper ostrzega przed niedoborem gazu:

Bezpieczeństwo dostaw nie jest gwarantowane

apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Państwowa spółka energetyczna Uniper wydała alarm: Bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego w Niemczech nie jest obecnie gwarantowane. Magazyny gazu w całym kraju są zapełnione zaledwie w 37 procentach, wiele z nich poniżej krytycznego poziomu 20 procent.

Uniper oświadczył, że dostawy są obecnie gwarantowane, ale wkrótce może nastąpić reglamentacja. Gaz może zacząć brakować już w lutym, ceny mogą gwałtownie wzrosnąć, a przemysł może zostać zamknięty – priorytet mają gospodarstwa domowe i szpitale.

Firma, w 99 procentach należąca do państwa, domaga się od rządu federalnego stabilnych warunków ramowych i zachęt rynkowych do napełniania magazynów. Obecne przepisy sprawiają, że magazynowanie jest nieopłacalne.

Szef Federalnej Agencji Sieciowej, Klaus Müller, wydał sprzeczne oświadczenie w połowie stycznia: sytuacja była stabilna, a niskie temperatury nie stanowiły problemu.

=================================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 26 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/uniper-warnt-vor-gasknappheit-versorgungssicherheit-nicht-garantiert

Granice Tuska

Granice Tuska

Eksperyment filadelfijski


salon24.pl/jeziorna3/granice-tuska

Przez zachodnią granicę przechodzą islamiści! Przez wschodnią białorusko rosyjska kontrabanda i agentura! I choć Tusk ubłagał komisję europejską o prolongatę w wysyłaniu nam tysiącami czarnoskórych inżynierów i lekarzy z maczetami do czasu rozstrzygnięcia wyborów parlamentarnych w 2027 roku; to przecież rozpiździaju na wschodniej granicy, nikt mu prolongować nie zamierza! Nadal trwa śniada nawała na wybudowany przez Prawo i Sprawiedliwość stalowe ogrodzenie na granicy polsko białoruskiej.

Jednocześnie przez przejścia graniczne z Ukrainą przenikają do nas wszelkiej maści „rosyjscy” agenci i sabotażyści. Nad granicą, przelatują jak nad swoim, białoruskie balony przemytnicze testujące sprawność naszej obrony powietrznej oraz rosyjskie drony, mające dać odpowiedź o militarnej gotowości Polski do odparcia napadu powietrznego!

Co na to Tusk? To, co zwykle, ma to w pomoce, bo przecież  nigdy nie chodziło mu o „ten kraj”, tylko o swoje własne korzyści, o swoje aktywa i polityczne dopieszczenie.  Chodziło nie o rządzenie tylko o panowanie, i o uznanie u tych zza Odry, bo z nimi przede wszystkim przez swoich własnych antenatów, a co gorsza, osobiste przekonania, jest związany. W końcu „Polska to nienormalność” nie wzięła się z powietrza! Właśnie wokół tego wszystkiego kręci się polityczne, ale także to osobiste, życie Tuska. Kwestia prawdziwej władzy, za którą idzie odpowiedzialność, bezkompromisowość, zdolność do poświęceń, a przede wszystkim miłość własnego kraju, jest mu tak obca jak Johnowi Holmesowi rola przyzwoitki. Po prostu, Kierownik nie dba o Polskę w najmniejszym stopniu, bowiem owo dbanie nie karmi jego egoizmu i nie pompuje ego. Jest on modelowym przykładem bezojczyźnianego unijczyka, a wręcz ojkofobia wybranego przez trzydzieści procent zamieszkałych w Polsce Polaków bezobjawowych – unijczyków i ojkofobów właśnie!

Niestety jest jeszcze gorzej! Bowiem Tusk nie uznaje żadnych granic. Słowo „moralność”, powoduje u kierownika,  po chłopsku zakrywany dłonią, śmiech mający być litościwym parsknięciem nad naiwnością  polaczków. W rzeczywistości, ów chichot to bezgraniczna pogarda dla zasad i wartości. Ten brak tuskowych granic, na samym końcu objawia się w zwykłym bezwzględnym i bezczelnym złodziejstwie.

Okradane poprzez mafie paliwowe, spółki skarbu państwa, gigantyczną korupcję na szczytach władzy, całe nasze państwo stacza się po równi pochyłej. Do tego wszystkiego to się właśnie sprowadza, spytajcie Sławka Nowaka, spytajcie Grodzkiego, Giertycha czy Gawłowskiego. Bandycki splendor, korupcja i złodziejstwo, to jest właśnie trojka, która niesie Tuska i jego watahę w polityczną dał. Bez wstydu, sumienia i bez granic!

Biskup Eleganti: Nieustalone, mętne początki Novus Ordo

Nieustalone początki Novus Ordo

– ostrzeżenie biskupa przed konsystorzem

gloria

Oczekiwany w czerwcu konsystorz kardynałów ma zastanowić się nad historycznymi szczegółami reformy liturgicznej. Tak pisze na swoim blogu szwajcarski biskup pomocniczy Marian Eleganti (26 czerwca).

Biskup Eleganti powtarza fakty historyczne:

1965: Opublikowano poprawione Ordo Missae – przejściową wersję starej Mszy w następstwie pierwszych impulsów Soboru Watykańskiego II.

1967: Przedstawiono eksperymentalny projekt (Missa normativa), który jednak nie został zatwierdzony.

Pierwszy Synod Biskupów po Soborze był podzielony w sprawie tego obrzędu. Około 71 biskupów głosowało za (placet), 43 przeciw (non placet), a 62 uznało go jedynie za podstawę do dyskusji. Pomimo tak podzielonych opinii, prace nad nowym mszałem były kontynuowane.

1969: Ogłoszono nowy mszał (Missale Romanum), dziś znany jako Novus Ordo Missae. Wprowadzał on zmiany, które zostały odrzucone przez większość biskupów na Synodzie w 1967 roku.

Zmiana kierunku celebracji i wprowadzenie ołtarza ludowego nie były przewidziane przez Sobór.

Biskup Eleganti: „Utrata sakralności i wertykalności liturgii w wielu celebracjach, niewystarczająca centralność Boga i dominacja zgromadzenia, pewna banalizacja sacrum, przestrzeni liturgicznej i szat liturgicznych, marginalizacja tabernakulum, jednostronny nacisk na charakter posiłku i na zgromadzenie jako podmiot liturgii – wszystko to wymaga ponownego rozważenia!”.

Ma nadzieję, że papież Leon XIV najpierw doprowadzi kardynałów, przed zbliżającym się konsystorzem, do niezbędnego poziomu wiedzy historycznej w kwestiach liturgicznych. Nie powinni oni obradować nad kwestiami, których historii rozwoju nie znają wystarczająco szczegółowo. Jako takie szczegóły, biskup Eleganti wspomina również o roli arcybiskupa Annibale Bugniniego i wpływach protestanckich w rekonceptualizacji Novus Ordo.

Konkluzja:
„Miejmy nadzieję na wnikliwość papieża i kardynałów. W Rzymie od lat słucha się i odpowiednio kształtuje Kościół powszechny. Ale to, co dokładnie słyszą, pozostaje niejasne. W palących kwestiach wciąż nie wiadomo, w jakim kierunku zmierzają sprawy”.