Polscy biskupi zwariowali czy przyjęli judaizm? Judeofilski list zaprzeczający nauce Kościoła

Polscy biskupi zwariowali czy przyjęli judaizm? Judeofilski list zaprzeczający nauce Kościoła

22.03.2026 nczas/polscy-biskupi-zwariowali-czy-przyjeli-judaizm-juedeofilski-list-zaprzeczajacy-nauce-kosciola/

NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś.
NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś. / foto: PAP

Polscy biskupi albo stracili rozum, albo przeszli na judaizm. Nie można znaleźć innego wyjaśnienia na list Komisji Episkopatu Polski, który zostanie odczytany w niedzielę w polskich kościołach.

„13 kwietnia br. minie czterdzieści lat od dnia, gdy biskup Rzymu, następca św. Piotra, po raz pierwszy od czasów apostolskich przekroczył próg żydowskiego domu modlitwy” – piszą polscy biskupi w Liście Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej.

Wg katolickich publicystów i komentatorów list KEP jest skrajnie judeofilski i zaprzecza nauce Kościoła katolickiego.

Paweł Chmielewski, publicysta katolicki, w komentarzu na profilu X podsumowuje to „dzieło” biskupów tak:

„List KEP szokuje. Nie wiem, jak go pogodzić z nauczaniem Kościoła katolickiego. Nawet II Sobór Watykański jest przeciwko treści listu. Choćby konstytucja „Lumen gentium” wyraźnie mówi, że to Kościół jest Nowym Izraelem.

List KEP głosi, jakoby Izrael był nadal narodem wybranym, imputuje błędy nauczaniu Kościoła, które głoszono przez 1500 lat… Jestem ciekawy, w jaki sposób ideologicznie prosemicka frakcja w KEP przeforsowała ten skandaliczny dokument.

Jego publikacja jest jednak kamieniem milowym. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w liście KEP były tak ewidentne sprzeczności względem nauki Kościoła. To niewytłumaczalne bez odwołania do ideologii. O tym skandalu będą pisać podręczniki historii Kościoła. Niestety, nie będą to rozdziały poświęcone ortodoksji.”

W kolejnym wpisie Chmielewski dodaje:

„Kardynał Grzegorz Ryś już wiele tygodni temu zapowiadał, że powstanie taki list. Wszystko, co jest w nim obecne, było już wcześniej obecne w jego wypowiedziach.

Byłem wtedy na konferencji prasowej. Kardynał mówił, że planował pozyskać Stolicę Apostolską do ogólnoświatowych obchodów 40. lecia odwiedzi Jana Pawła II w synagodze, centrum tych obchodów miałoby być w Polsce.

Wydaje się, że Stolica Apostolska nie przychyliła się do planów kardynała. List jednak powstał. Jego treść jest doktrynalna skandaliczna. Przeczy „Lumen gentium”, przeczy nawet „Nostra aetate”, kluczowym dla tej kwestii dokumentom II Soboru Watykańskiego.

Proszę też zwrócić uwagę na kontekst: środek wojny w Iranie. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak biskupi mogli tego nie wziąć pod uwagę. Zaplanowali publikację listu na ten temat… i przeprowadzili plan, nie bacząc na to, że kontekst międzynarodowy jest skrajnie niewygodny. To się nazywa „rozeznanie”, nie ma co!”

Redaktor naczelny „Najwyższego CZASu!” Tomasz Sommer także nie kryje oburzenia.

„W kontekście skandalicznego listu episkopatu, który ma być odczytany w kościołach w niedzielę (jeśli rzeczywiście będzie odczytany) warto bez końca przypominać relację św. Pawła z 1 Listu do Tesaloniczan: ’15 Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków, i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom. 16 Zabraniają nam przemawiać do pogan celem zbawienia ich; tak dopełniają zawsze miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich ostateczny gniew Boży9.’ Coś trzeba dodawać na ten temat?” – napisał Sommer na X.

W kolejnym wpisie Sommer dodał:

„Czyli jednak to prawda: polscy biskupi wysyłają katolików do synagog i twierdzą, że możliwe jest zbawienie bez Chrystusa i jutro to ogłoszą w kościołach. W przeddzień Wielkanocy. Nabieram podejrzenia, że to wszystko przebierańcy.”

List skomentował także Paweł Lisicki, katolicki publicysta i redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Lisicki wskazał, że polski Episkopat formułuje list, którego głównym celem ma być „walka z antysemityzmem”, a to jest narzędzie, „którym lobby izraelskie i lobby chrześcijańskich syjonistów posługuje się jak maczugą”.

– Tą maczugą bije po głowie wszystkich tych, którzy krytykują obecną politykę Izraela. Brutalna prawda jest taka, że kto dzisiaj w Stanach Zjednoczonych krytykuje politykę Izraela, kto krytykuje tą agresywną ideologię syjonistyczną, natychmiast jest oskarżany o antysemityzm. (…) Polski episkopat nagle włącza się do tej operacji i okazuje się, że on też będzie walczył z antysemityzmem, czyli włącza się de facto w najbardziej dziwaczną, najbardziej nieodpowiedzialną kampanię propagandową, jaką sobie można było wyobrazić – mówi Lisicki.

Publicysta odniósł się do fragmentu listu, który mówi, że Żydzi są nadal narodem wybranym.

– Zdaniem autorów tego listu, przez 1500 lat Kościół się mylił. Mylili się papieże, doktorzy, święci, nauczyciele, wszyscy się mylili. Wszyscy kształtowali błędne postawy, wszyscy nauczali błędów, wszyscy nauczali nienawiści, wszyscy nauczali antysemityzmu. Gdybym ja chciał być na miejscu autorów tego listu i tak uważał jak oni uważają, że przez półtora tysiąca lat Kościół tkwił w błędzie, to nie mógłbym uczciwie uważać siebie za katolika – powiedział Paweł Lisicki.

– To jest nieprawda. To jest jawne, bezczelne, wręcz skandaliczne zaprzeczenie jasnym i wyraźnym naukom nie tylko całej tradycji Kościoła, ale wyraźnym naukom zawartym w Nowym Testamencie. Otóż jedynym narodem wybranym, o którym wie i słyszał Nowy Testament i o tym nauczali wyraźnie apostołowie, są w oczywisty sposób wyznawcy Chrystusa, czyli Kościół, czyli ciało mistyczne Chrystusa – mówił Lisicki podsumowując herezje listu biskupów.

Cały komentarz Pawła Lisickiego można obejrzeć:

List KEP w całości można przeczytać TUTAJ.

Zaszufladkowano do kategorii Religie | Otagowano

Planowa produkcja analfabetów? Szokujące? 

Planowa produkcja analfabetów? Szokujące teorie.

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-03-21 marucha/planowa-produkcja-analfabetow-szokujace

[Szokujące – chyba dla totalnie odklejonych od rzeczywistości indywiduów… – admin]

Czy na świecie mamy do czynienia z systemem „celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci, planowej produkcji półanalfabetów sterowalnych emocjonalnie i likwidacji elity intelektualnej”? Taka teza pojawia się w popularnym wpisie opublikowanym w serwisie społecznościowym X.

Jak zwraca uwagę jego autor, Krzysztof Szczawiński, „od ok. 2012–2015 we wszystkich krajach Zachodu obserwujemy spadek umiejętności matematycznych, spadek rozumienia tekstu, spadek myślenia logicznego”.

To pierwsza generacja, która będzie mniej lotna od swoich rodziców – zwraca uwagę.

Zjawisko to najmocniej uwidoczniło się w USA, Kanadzie, UK, Francji, Niemczech, Skandynawii, z kolei nie obejmuje państw Azji Wschodniej (Chiny, Korea, Japonia, Singapur).

To jest efekt zmian systemowych w edukacji – uważa Szczawiński.

Zmiany te mają obejmować m.in. dostosowywanie poziomu edukacji do najsłabszych uczniów, a nie najsilniejszych, degradację programów nauczania.

W matematyce: mniej dowodów, algebry, geometrii, mniej logiki formalnej, a więcej „kontekstów życiowych”…W językach: mniej analizy tekstu, gramatyki, składni, a więcej „interpretacji emocjonalnej” – wylicza Szczawiński.

Zauważa, że kosztem logiki, precyzji, dyscypliny i rygoru intelektualnego dominuje w edukacji empatia, wrażliwość, komunikacja, współpraca, inkluzywność, czy samoocena. [czyli sralizm-mazgalizm – admin]

Coraz większy odsetek absolwentów nie rozumie dłuższych tekstów, nie potrafi logicznie argumentować, nie potrafi rozwiązywać problemów, myśli narracyjnie, nie analitycznie. W UE 30–45% młodych dorosłych to funkcjonalny analfabetyzm… To nie „wyzwanie edukacyjne”, tylko katastrofa cywilizacyjna – stwierdza.

Zdaniem Szczawińskiego takie działania mają być podejmowane nieprzypadkowo.

Społeczeństwo inteligentne, logiczne, zdolne do abstrakcji, jest trudne do kontroli narracyjnej. Społeczeństwo poznawczo słabe, emocjonalne, reaktywne, jest idealne do zarządzania strachem, winą i moralnym szantażem. Dlatego produkcja głupoty jest racjonalną strategią władzy miękkiej – podkreśla.

Informacje o spadku wyników, na które powołuje się Szczawiński, można było rzeczywiście w ostatnich latach odnaleźć w fachowych raportach. Choćby w ramach programu międzynarodowej oceny uczniów (lepiej znanego jako PISA) w 2022 r. odnotowano „bezprecedensowy spadek wyników” we wszystkich regionach OECD. W porównaniu z wcześniejszą edycją z 2018 r. średni wynik w czytaniu spadł o 10 punktów, a w matematyce o prawie 15 punktów. Spadek wyników z matematyki był szczególnie widoczny w krajach takich jak Niemcy, Islandia, Holandia, Norwegia i Polska, które odnotowały spadek o 25 punktów lub więcej, jak podało OECD.

Jako jeden z istotnych czynników podawano wówczas pandemię COVID-19 i jej wpływ na naukę, ale już wówczas wskazywano, że to tylko część przyczyny, ponieważ spadki wyników z matematyki i nauk ścisłych były widoczne już przed 2018 r.

„COVID prawdopodobnie odegrał pewną rolę, ale nie przeceniłbym jej” – powiedział w 2022 roku dyrektor ds. edukacji OECD Andreas Schleicher. „Istnieją podstawowe czynniki strukturalne, które są znacznie bardziej prawdopodobne jako trwałe cechy naszych systemów edukacyjnych, które decydenci powinni naprawdę potraktować poważnie”. [Nie COVID, do k… nędzy, ale sposób jego „zwalczania”!!! – admin]

Na te problemy zwracał uwagę też w swoim artykule z 2024 roku prof. Enrico Colombatto z Uniwersytetu w Turynie.

Główne pytanie wynikające z wyników badania PISA dotyczy jakości i charakterystyki dzisiejszych systemów edukacyjnych, zwłaszcza w świecie zachodnim. Do końca lat 60. XX wieku powszechnie uważano, że edukacja powinna wyposażać młodych ludzi w odpowiednią wiedzę z zakresu języka i literatury, historii, geografii, matematyki i nauk ścisłych. (…) Nacisk kładziono na umiejętności poznawcze (czyli przyswajanie systematycznej wiedzy), umiejętności ilościowe, zdolność rozwiązywania problemów oraz abstrakcyjne i logiczne rozumowanie. Obecnie takie systemy oceniania są uważane za dyskryminujące, upokarzające i wywołujące stres – zauważył.

Włoski naukowiec ocenił, że zmiany, jakie dokonano we współczesnej edukacji, doprowadziły do pogorszenia jej jakości.

Pewną rolę odegrał również szybki postęp technologiczny. Z jednej strony technologia zwiększa wydajność pracy, a rozszerzone możliwości kształcenia rekompensowały braki w umiejętnościach. Z drugiej jednak strony uczniowie używają smartfonów i laptopów do celów niezwiązanych z nauką podczas zajęć i łatwo się rozpraszają, wykonując zadania szkolne. Wciągający świat zaawansowanych technologicznie gadżetów wydaje się utrudniać młodemu pokoleniu koncentrację, zapamiętywanie, robienie notatek, opracowywanie fragmentarycznej wiedzy oraz samodzielne rozwijanie krytycznego myślenia i umiejętności językowych – dodał.

Źródło: x.com, weforum.org, gisreportsonline.co
https://prawy.pl/

Ideologia równościowa jako system celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci

Krzysztof Szczawinski @Kristof_Poland Kristof_Poland/status

Wybraliście temat ideologii równościowej jako systemu celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci, planowej produkcji półanalfabetów sterowalnych emocjonalnie i likwidacji elity intelektualnej.

1. Twardy fakt: masowy spadek kompetencji poznawczych

Wyniki PISA, TIMSS i PIRLS są jednoznaczne: Od ok. 2012–2015 we wszystkich krajach Zachodu obserwujemy spadek umiejętności matematycznych, spadek rozumienia tekstu, spadek myślenia logicznego. Najsilniej w USA, Kanadzie, UK, Francji, Niemczech, Skandynawii. To pierwsza generacja, która będzie mniej lotna od swoich rodziców.

Spadki nie dotyczą Azji Wschodniej (Chiny, Korea, Japonia, Singapur), czyli nie jest to zjawisko biologiczne ani technologiczne. To jest efekt zmian systemowych w edukacji.

2. Mechanizm – jak realnie obniża się poziom – Likwidacja selekcji: znoszenie progów, znoszenie egzaminów selekcyjnych, znoszenie szkół elitarnych, integracja klas bez względu na poziom

Efekt: tempo nauczania dostosowuje się do najsłabszych, nawet nie tyle przez ideologię, co z konieczności… – Degradacja programów nauczania

W matematyce: mniej dowodów, algebry, geometrii, mniej logiki formalnej, a więcej „kontekstów życiowych”…

W językach: mniej analizy tekstu, gramatyki, składni, a więcej „interpretacji emocjonalnej” Efekt: rozwój narracyjno-emocjonalny zamiast poznawczego.

– Zastąpienie wiedzy „kompetencjami miękkimi”

W dokumentach programowych dominują: empatia, wrażliwość, komunikacja, współpraca, inkluzywność, samoocena

Kosztem: logiki, precyzji, dyscypliny i rygoru intelektualnego Efekt: szkoła tresuje emocje, nie rozwija umysłu.

– Zakaz frustracji poznawczej: „nie wolno stresować dzieci” nie wolno stawiać wysokich wymagań nie wolno porównywać nie wolno oceniać ostro

Tylko że bez frustracji poznawczej trudno o rozwój poznawczy. Mózg rozwija się w wysiłku, nie w komforcie.

3. Inflacja ocen = realny spadek poziomu

W USA, UK, Francji, Polsce, od lat 90-ych średnie oceny systematycznie rosną, realne kompetencje systematycznie spadają. To znaczy że system statystycznie kłamie, żeby maskować degenerację.

4. Efekt: produkcja półanalfabetów funkcjonalnych

Coraz większy odsetek absolwentów nie rozumie dłuższych tekstów, nie potrafi logicznie argumentować, nie potrafi rozwiązywać problemów, myśli narracyjnie, nie analitycznie. W UE 30–45% młodych dorosłych to funkcjonalny analfabetyzm… To nie „wyzwanie edukacyjne”, tylko katastrofa cywilizacyjna.

5. Dlaczego ideologia równościowa MUSI niszczyć elity

Bo: elity ujawniają nierówności biologiczne. nierówności biologiczne obalają dogmat równości a dogmat równości jest fundamentem tej ideologii

Więc system musi zlikwidować elity, żeby zachować spójność narracyjną. Czyli: niszczenie elitarnych liceów zwijanie klas matematycznych walka z „przeładowanymi programami” demonizowanie ambicji

6. Przykłady systemowe Finlandia – Ikona „równościowej edukacji”

Efekt po 20 latach: jeden z największych spadków PISA w Europie, regres matematyczny regres czytelniczy, paniczne reformy cofające wcześniejsze zmiany .

USA – No Child Left Behind → Every Student Succeeds Act

Hasło: nikt nie może zostać z tyłu Efekt: cały system został cofnięty do poziomu najsłabszych. Rezultat: załamanie matematyki katastrofa czytania eksplozja ADHD, leków, terapii

UK – likwidacja grammar schools

7. Dlaczego to nie jest błąd, tylko logika systemu

Społeczeństwo inteligentne, logiczne, zdolne do abstrakcji, jest trudne do kontroli narracyjnej. Społeczeństwo poznawczo słabe, emocjonalne, reaktywne, jest idealne do zarządzania strachem, winą i moralnym szantażem. Dlatego produkcja głupoty jest racjonalną strategią władzy miękkiej.

8. Likwidacja elity to konieczność cywilizacyjna nowego systemu

Elity widzą dalej, rozumieją procesy, wykrywają manipulację i burzą narracje Dlatego muszą zostać rozmyte, zdegradowane, lub wchłonięte i rozproszone. Efekt: cywilizacja bez mózgu strategicznego.

Świat bez helu: Jak irańskie rakiety mogą zatrzymać sztuczną inteligencję i medycynę

Świat bez helu:

Jak irańskie rakiety

mogą zatrzymać

sztuczną inteligencję i medycynę

21/03/2026 zmianynaziem/swiat-bez-helu-jak-iranskie-rakiety-moga-zatrzymac-sztuczna-inteligencje-i-medycyne

19 marca 2026 roku przejdzie do historii jako dzień, w którym globalny wyścig technologiczny uderzył w niewidzialną ścianę. Nad ranem światowe agencje informacyjne podały wiadomość o zmasowanym ataku irańskich dronów i rakiet balistycznych na Ras Laffan – gigantyczny kompleks przemysłowy w Katarze. Choć pierwsze doniesienia skupiały się na zagrożeniu dla dostaw gazu ziemnego, prawdziwy wstrząs wywołała informacja o całkowitym wstrzymaniu produkcji helu. 

W jednej chwili z globalnego rynku wyparowała jedna trzecia podaży tego pierwiastka, bez którego nowoczesna cywilizacja nie jest w stanie funkcjonować. To nie był pierwszy incydent w tym regionie, ponieważ niepokoje trwały od początku marca, jednak nocny atak z 18 na 19 marca okazał się decydujący, niszcząc kluczową infrastrukturę i zmuszając giganta QatarEnergy do ogłoszenia stanu siły wyższej.

Hel to surowiec paradoksalny. Choć jest drugim najczęściej występującym pierwiastkiem we wszechświecie, na Ziemi stanowi zasób skrajnie rzadki i nieodnawialny. Nie można go wytworzyć syntetycznie w laboratorium. Powstaje on przez miliony lat w wyniku powolnego rozpadu radioaktywnego [alfa] pierwiastków w skorupie ziemskiej, gromadząc się w tych samych niszach geologicznych co gaz ziemny. 

Gdy zostanie uwolniony do atmosfery, nie pozostaje w niej, lecz unosi się przez kolejne warstwy powietrza, aż ostatecznie ucieka w przestrzeń kosmiczną. Każdy litr helu, który wypuszczamy z urodzinowego balonu, jest stracony dla planety na zawsze. Eksperci od lat ostrzegali, że marnowanie tego gazu na rozrywkę to luksus, na który nas nie stać, jednak dopiero marcowy kryzys uświadomił opinii publicznej, jak głęboko hel jest zakorzeniony w fundamentach technologii.

Katar w ostatnich latach wyrósł na helowe imperium. W 2025 roku kraj ten odpowiadał za około 30–36 proc. światowej produkcji, dostarczając 63 miliony metrów sześciennych tego gazu. System produkcji helu jest nierozerwalnie związany z procesem skraplania gazu ziemnego (LNG). Hel odzyskuje się jako produkt uboczny podczas schładzania metanu do ekstremalnie niskich temperatur. 

Atak na Ras Laffan uszkodził dwa z 14 kluczowych ciągów technologicznych oraz instalacje GTL, co według wstępnych szacunków przełoży się na 17 proc. spadku zdolności eksportowych LNG w perspektywie najbliższych 3–5 lat. Dla rynku helu oznacza to jednak katastrofę o znacznie większej skali. Straty finansowe Kataru szacuje się na 20 miliardów dolarów rocznie, ale dla reszty świata koszty mogą być niemożliwe do udźwignięcia w pieniądzu.

Najmocniejszy cios spadł na sektor wysokich technologii, a konkretnie na produkcję półprzewodników. Korea Południowa, będąca sercem światowej elektroniki, importuje z Kataru niemal 65 proc. zapotrzebowania na hel. Giganci tacy jak Samsung i SK Hynix wykorzystują ten gaz w najbardziej krytycznych procesach produkcji pamięci DRAM i HBM, które są niezbędne do działania akceleratorów sztucznej inteligencji. 

Hel pełni funkcję chłodziwa dla płytek krzemowych, jest nośnikiem w procesach trawienia i osadzania warstw atomowych, a także elementem niezbędnym w litografii ekstremalnego ultrafioletu (EUV). Bez stabilnych dostaw helu, precyzyjne maszyny produkcyjne muszą zostać zatrzymane. Zapasy w koreańskich fabrykach wystarczą na maksymalnie 3 miesiące. Jeśli produkcja w Katarze nie zostanie przywrócona, światowy łańcuch dostaw AI, od serwerów chmurowych po procesory w smartfonach, po prostu stanie w miejscu.

Równie dramatyczna sytuacja panuje w medycynie. Na całym świecie pracuje ponad 14 tysięcy aparatów do rezonansu magnetycznego (MRI). Ich działanie opiera się na nadprzewodzących magnesach, które muszą być stale zanurzone w ciekłym helu, aby utrzymać temperaturę bliską zeru absolutnemu. Bez tego chłodzenia magnesy tracą swoje właściwości, co prowadzi do trwałego uszkodzenia aparatury. 

Eksperci od polityki zdrowotnej, biją na alarm: helu nie da się zastąpić niczym innym, a jego brak w szpitalach oznacza odwołane badania diagnostyczne, opóźnienia w wykrywaniu nowotworów i paraliż nowoczesnej neurologii. W krajach rozwijających się, które nie posiadają rozbudowanych systemów recyklingu gazów technicznych, pierwsze skanery MRI mogą przestać działać już za kilka tygodni.

Kryzys uderza także w marzenia o podboju kosmosu i wielką naukę. Hel jest niezbędny w przemyśle rakietowym do utrzymywania odpowiedniego ciśnienia w zbiornikach paliwa oraz do oczyszczania układów napędowych przed startem. Bez niego rakiety SpaceX, NASA czy europejskiej Ariane nie opuszczą wyrzutni. Podobne problemy ma CERN w Genewie, gdzie największy na świecie akcelerator cząstek wymaga setek ton helu do chłodzenia swoich systemów. Nawet produkcja światłowodów, spawanie specjalistyczne czy systemy poduszek powietrznych w samochodach zależą od tego jednego, ulotnego gazu.

Obecnie ceny helu na rynku spotowym podwoiły się w zaledwie kilka dni, a kontrakty terminowe osiągają rekordowe pułapy 2000 dolarów za tysiąc stóp sześciennych. Rezerwy federalne USA, które przez dekady stanowiły światowy bufor bezpieczeństwa, są na wyczerpaniu po latach prywatyzacji i wyprzedaży. Inni producenci, tacy jak Algieria, Rosja czy Kanada, nie są w stanie zwiększyć wydobycia z dnia na dzień, by załatać lukę po Katarze. 

To brutalna lekcja geopolityki: jeden precyzyjny atak w Zatoce Perskiej obnażył kruchość globalnego systemu opartego na jedynym źródle kluczowego surowca. Świat musi teraz drastycznie zmienić podejście do helu – wprowadzić całkowity zakaz jego używania w celach rozrywkowych, zainwestować w technologie recyklingu w każdym szpitalu i fabryce oraz przyspieszyć poszukiwania nowych złóż. W przeciwnym razie rok 2026 zapamiętamy jako moment, w którym nowoczesność zaczęła tracić swój blask z powodu braku najprostszego gazu we wszechświecie.

Źródła:

https://www.thenationalnews.com/business/2026/03/18/iran-…

https://www.cnbc.com/2026/03/19/the-iran-war-is-threateni…

https://www.reuters.com/business/energy/helium-prices-soa…

https://www.gasworld.com/story/damage-to-qatar-lng-trains…

https://cen.acs.org/business/specialty-chemicals/Iran-war…

https://www.tomshardware.com/tech-industry/qatar-helium-s…

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

„Nie będziemy podnóżkiem syjonistów”. LifeSite News o źródle anty-katolickiej agresji

„Nie będziemy podnóżkiem syjonistów”. LifeSite News o źródle anty-katolickiej agresji

pch24.pl/tradycyjni-katolicy-maja-wplyw-na-polityke-usa-lifesite-news-o-zrodle-anty-katolickiej-agresji-syjonistow

Kilka dni temu prominentny Republikanin i zadeklarowany sojusznik Trumpa Ted Cruz udostępnił artykuł, którego autor porównouje katolików do „pasożytów” i przekonuje o konieczności ograniczenia procesji Bożego Ciała w Stanach Zjednoczonych. Portal LifeSite News zauważa, że za wzmorzeniem agresji ze strony chrześcijańskich syjonistów stoi przekonanie, że tradycyjni katolicy zdobywają coraz większy wpływ na politykę wewnętrzną kraju.

„Pod hasłem „Chrystus Królem” coraz więcej katolików zaczyna dostrzegać, że nie muszą nawiązywać współpracy z ewangelicznymi protestantami i innymi grupami, aby osiągnąć swoje cele” – zauważa Stephen Kokx na łamach amerykańsko-kanadyjskiego portalu.

Autor nawiązuje do niedawnego zgromadzenia politycznego „Katolicy dla katolików” w Waszyngtonie, które ocenił jako „akt sprzeciwu wobec trwającego od dziesięcioleci pro-syjonistycznego sojuszu politycznego, który zbyt długo traktował katolików jak swój podnóżek”.

Administracja Trumpa, zdominowana przez obóz ewangelikalnych chrześcijan ma coraz większy problem z katolikami wśród ruchu MAGA. Katolicy, zwłaszcza wywodzący się ze środowisk przywiązanych do Tradycji otwarcie sprzeciwiają się ingerencji lobby żydowskiego w wewnętrzną politykę USA. Nie podzielają teologicznego uzasadnienia dla bezwzględnego wspierania polityki Izraela, który zdominował przekaz chrześcijańskich syjonistów.

Najgłośniejszym przedstawicielem tego ruchu jest konwertytka z protestantyzmu Candace Owens, influencerka zwolniona z konserwatywnej platformy Daily Wire za swój sprzeciw wobec usprawiedliwiania działań IDF w Strefie Gazy. Influecerka zdobyła w ostatnim czasie rekordową publiczność, sięgającą ponad 7 mln subskrybcji w serwisie YouTube, stając się jednym z wiodących prawicowych głosów w amerykańskim i światowym internecie. Głośnym skandalem odbiło się również wykluczenie z Komisji ds. Wolności Religijnej byłej miss Kalifornii Carrie Prejean-Boller, za sprzeciw wobec presji, jaką na katolików wywierają zwolennicy pro-izraelskiej polityki.

Wzrastająca popularność obozu „antysyjonistycznego”, z przewodnią rolą tradycyjnych katolików zwróciła uwagę czołowych zwolenników sojuszu z Izraelem. Oprócz wspomnianego już Teda Cruza, głos w sprawie zabrali m.in. James Lindsay oraz Eric Metaxas. Komentatorzy przekonują, że w Stanach Zjednoczonych nie może obowiązywać idea integralizmu wyrażona w encyklice Piusa XI „Quas Primas” o społecznym panowaniu Jezusa Chrystusa.

„Gdy ludzie uznają, zarówno w życiu prywatnym, jak i publicznym, że Chrystus jest Królem, społeczeństwo w końcu otrzyma wielkie błogosławieństwa prawdziwej wolności, uporządkowanej dyscypliny, pokoju i harmonii” – pisał papież w 1925 r.

„Metaxas i jego sojusznicy zamierzają wywierać presję na katolików na arenie politycznej, by potępili bardziej „radykalnych” członków Kościoła. Wydaje się, że ma to na celu stworzenie Cruzowi – który bez wątpienia wystartuje w wyborach prezydenckich w 2028 roku jako kandydat syjonistów – argumentu pozwalającego na podział elektoratu w starciu z JD Vance’em [katolickim konwertytą – red.]” – zauważa Kokx.

Mimo wzrastającej presji, „konserwatywni i tradycyjnie nastawieni katolicy w Stanach Zjednoczonych zaczynają zdawać sobie sprawę ze swojej siły politycznej” – przekonuje publicysta. „Zaczynają dostrzegać, że nie muszą nawiązywać współpracy z ewangelickimi protestantami i innymi grupami, aby osiągnąć swoje cele” – dodaje.

„Co więcej, wyraźnie mają już dość wpływu, jaki grupy żydowskie, takie jak AIPAC, i ich ewangeliczni syjonistyczni poplecznicy wywierają na politykę Stanów Zjednoczonych, ponieważ skutkuje to wywieraniem presji na katolików, aby powstrzymali się od nauczania prawd wiary” – podkreśla Kokx.

„Pod hasłem „Chrystus Królem” coraz więcej katolików zaczyna dostrzegać, że muszą odciąć się od dominującej koalicji politycznej prawicy i stworzyć coś nowego” – dodaje, przekonując, że na naszych oczach wyłania się obraz przyszłego, prawicowego i katolickiego ruchu zdolnego kształtować politykę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych.

Źródło: lifesitenews.com / własne PCh24.pl

PR

List KEP zaskakuje [i oburza]. Przecież to Kościół jest nowym Izraelem

List KEP zaskakuje. Przecież to Kościół jest nowym Izraelem

Paweł Chmielewski pch24.pl/list-kep-zaskakuje-przeciez-to-kosciol-jest-nowym-izraelem

Izrael jest nadal narodem wybranym, nauczanie Kościoła przez półtora tysiąca lat przyczyniło się do nienawiści, chrześcijan i Żydów łączy nadzieja mesjańska… W środku wojny z Iranem Episkopat publikuje list na temat Żydów i antysemityzmu. O co tu chodzi?

Dialog z Żydami? Ale… dlaczego

W polskich kościołach odczytano list KEP z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. Do tej wizyty doszło 13 kwietnia 1986 roku. To wydarzenie niewątpliwie ważne z perspektywy dialogu katolicko-żydowskiego – pozytywne czy negatywne, to inna sprawa; ale ważne.

Nie wiem jednak, dlaczego miałoby specjalnie interesować akurat nas, Polaków. Żydów w naszym kraju nie ma zbyt wielu, a dialog z wyznawcami judaizmu stanowi jakiś kompletny margines, który interesuje tylko wąskie grono zawodowych dialogistów albo niektórych intelektualistów. Dla absolutnej większości polskich wiernych relacja z judaizmem jest rzeczą czysto abstrakcyjną i kompletnie obojętną.

Owszem, czyta się Stary Testament – to przecież zwykły element liturgii. Uczymy się o historii starożytnego Izraela, bo to część naszej kultury duchowej. Staramy się zrozumieć świat duchowy i intelektualny starożytnych Izraelitów, bo to pozwala nam odczytać lepiej nauczanie naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jednak dialog ze współczesnymi wyznawcami judaizmu? To nie jest rzecz, która może interesować Polaków. Zajmują się tym może chrześcijanie w Ziemi Świętej, o ile jeszcze jacyś tam zostali – państwo Izrael nie jest do nich nastawione szczególnie przychylnie. Z perspektywy polskich chrześcijan, powtórzę to raz jeszcze, dialog z judaizmem to kompletny margines, któremu – wydawałoby się – nie warto poświęcać większej uwagi. Mamy dużo znacznie poważniejszych i bardziej palących problemów.

Wojny Izraela
A jednak episkopat zdecydował się na przygotowanie listu poświęconego właśnie Żydom. No, dobrze, niechby… Tylko dlaczego akurat teraz? 40. rocznica wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej to jest „jakaś rocznica”, ale została kompletnie przykryta przez wydarzenia międzynarodowe. W październiku 2023 roku wybuchła krwawa wojna między Izraelem a Hamasem, w której na skutek działań izraelskich zginęły dziesiątki tysięcy palestyńskich cywili, w tym mnóstwo dzieci. Bezmiar cierpienia ludności cywilnej był jeszcze do niedawna tematem numer jeden w światowej prasie. Protestowali przeciwko temu również duchowni – w tym łaciński patriarcha Jerozolimy, kardynał Pierbattista Pizzaballa czy papieże, Franciszek i Leon XIV. Nawet ci Polacy, którzy mają na ogół pozytywne nastawienie do judaizmu i Żydów, nie kryli swojego oburzenia. Czymś innym jest przecież uprawniona walka z terroryzmem Hamasu, a czymś innym masakrowanie ludności cywilnej…

Teraz przyszła kolejna tragedia: wojna z Iranem. Izrael i Stany Zjednoczone napadły na Islamską Republikę. Pomimo obrzydliwości reżimu ajatollahów w Teheranie nie da się zaprzeczyć, że to właśnie Izrael i USA są stroną agresywną. W bombardowaniach są też ofiary cywilne – na czele z niewinnymi dziewczynkami, które zginęły ataku na szkołę na samym początku tej wojny. Uwaga całego świata znowu skupiła się na Bliskim Wschodzie i tak jak poprzednio, krytyka wobec polityki Izraela jest powszechna. Każdy rozumie, że Izrael, jak wszystkie inne państwa, ma swoje interesy i chce bronić swojej suwerenności. Kiedy dzieje się to jednak z rażącym pogwałceniem prawa międzynarodowego i z wywołaniem ogólnoświatowego kryzysu – trudno o sympatię do Tel Awiwu.

Publikowanie listu episkopatu poświęconego Żydom właśnie w tym kontekście jest dlatego przedsięwzięciem z natury ryzykownym, by nie rzec wątpliwym. Nader łatwo przekroczyć cienką granicę, która sprawi, że episkopat zacznie jawić się w oczach wiernych jako gremium wspierające izraelską politykę.

Antysemityzm… a co z syjonizmem?
Czy ta granica została przekroczona? List, który odczytano w kościołach, musi budzić zdumienie większości katolików. Z niezwykłą ostrością potępia się w nim antysemityzm. Dobrze, ale dlaczego ani słowem nie wspomina się o ideologii agresywnego syjonizmu, która kieruje rządem Izraela i wieloma politykami w USA, prowadząc do wszczynania kolejnych krwawych wojen? Jeżeli w dzisiejszym kontekście chce się zachować obiektywizm, to nie można patrzeć na Żydów wyłącznie jako na ofiary przemocy. Tak mogło być w latach 1933-1945, kiedy starał się ich wygubić pogański reżim III Rzeszy. W XXI wieku Żydzi nadal padają ofiarami antysemityzmu, ale polityka żydowskiego państwa nie jest polityką ofiar – bywa polityką agresywnych, cynicznych i brutalnych napastników. W liście episkopatu nie ma jednak o tym ani słowa. Wydaje się, jakby to właśnie antysemityzm był jedynym problemem związanym z Żydami. Tak nie jest!

Żydzi są podzieleni, a list tego nie dostrzega
Co bardzo istotne, list pomija też niezwykle istotny aspekt: podziałów między Żydami. Wśród współczesnych Żydów są skrajni syjoniści, ale są też tacy, którzy syjonizm ostro krytykują. Do tej grupy należy choćby znany na całym świecie profesor Jeffrey Sachs, człowiek, który od dawna krytykuje politykę Izraela jako absolutnie niedopuszczalną. Sachs nie jest religijnym Żydem, ale również wśród Żydów religijnych są podziały. Część z Żydów ortodoksyjnych to zagorzali przeciwnicy syjonizmu, którzy uważają poczynania władz Izraela za sprzeczne z wolą Boga.

List Episkopatu w ogóle Żydów nie różnicuje. Nie uwzględnia podziałów światopoglądowych, traktując tych ludzi jako jakieś zwarte plemię, z perspektywy czysto etnicznej. Taka perspektywa nie jest właściwa dla Kościoła katolickiego i zarazem nie jest adekwatna do rzeczywistości. W efekcie tylko pogłębia zamieszanie i kontrowersje wokół sprawy izraelskiej. Może być tak, że choć list ma pewnie szlachetne intencje, to paradoksalnie tylko zaszkodzi relacjom chrześcijańsko-żydowskim, bo przyczyni się do umacniania fałszywego obrazu Żydów wśród chrześcijan.

Doktryna…
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy doktryny. Treść listu budzi pod tym względem wręcz zdziwienie. Czytamy na przykład, że istnieje „konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela”, którą to „konieczność” miałaby „potwierdzić Stolica Apostolska”. List odwołuje się tutaj do dokumentu „Bo dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne”, który w 2015 roku ogłosiła, jak pisze dokument, „Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem”.

To bardzo ciekawa atrybucja, bo komisja, o której mowa, działa tak właściwie przy Dykasterii ds. Promowania Jedności Chrześcijan – jest zatem jedną z jednostek działających wewnątrz jednego z urzędów Kurii Rzymskiej. Stąd ma pewien autorytet, ale nie jest to autorytet zbyt duży, w żadnej mierze nie jest porównywalny z autorytetem oficjalnych dokumentów soborów czy papieży.

W samym dokumencie czytamy zresztą, co następuje: „Nie można zrozumieć nauczania Jezusa lub Jego uczniów jeśli nie umiejscawia się go w perspektywie żydowskiej w kontekście żywej tradycji Izraela”. Trudno nie zgodzić się z tym zdaniem. Jednak czymś innym jest „niemożność zrozumienia”, a czymś innym „konieczność odczytywania”. Fraza użyta w liście jest o wiele mocniejsza. Przez nieobecność kontekstu całego dokumentu może też sugerować, że „żywa tradycja Izraela” to również… współczesny judaizm. To prowadziłoby do myśli, jakoby trzeba było pytać współczesnych rabinów o to, czego nauczał Pan Jezus…

Następnie list oskarża… nauczanie Kościoła katolickiego o sianie nienawiści. Odwołując się do jednego z wystąpień Jana Pawła II list mówi o przeciwstawieniu się postawie, która przedstawia Żydów jako „odrzuconych albo przeklętych”. List głosi dalej: „Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”. Oczywiście jest prawdą, że w nauczaniu ludzi Kościoła mogła i rzeczywiście była obecna przesada czy błędy – ale zdanie sugeruje, że nie chodzi o poszczególnych ludzi Kościoła, tylko o katolicką Tradycję. Co miałoby konkretnie zawierać te błędy, tego nie wiadomo – ale odwołajmy się do szerszego kontekstu. Kardynał Grzegorz Ryś często krytykuje na przykład dawną formułę liturgii wielkopiątkowej. Prawdopodobnie i tutaj o to chodzi: to katolicka liturgia (sic!) miałaby zawierać błędy…

Na tym nie koniec. Dalej list twierdzi: „Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.

Jest oczywiste, że Żydzi są umiłowani przez Boga, bo Bóg miłuje wszystkich ludzi. Jest prawdą, że Bóg nie odwołał Pierwszego Przymierza; Bóg przecież niczego nie odwołuje. Dawne przymierze po prostu wypełniło się w Chrystusie. Dlatego nasz Pan mógł mówić i rzeczywiście mówił o „nowym” przymierzu. To właśnie Kościół jest Ludem Nowego Przymierza. Twierdzenie, ze „Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”, nie wydaje się, delikatnie mówiąc, teologicznie rzetelne. Przecież zgodnie z nauczaniem Kościoła to właśnie Kościół jest Nowym Izraelem… Jak pisał niedawno biblista, prof. Waldemar Rakocy CM, „wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną. W wybraństwie uczestniczy ten, kto odpowiada na Boże wezwanie. Celem wybrania Izraela było obwieszczenie światu przyjścia Mesjasza, Chrystusa. Cel był zbawczy. I z tym celem było związane jego wybranie”.

W tym sensie, owszem, Izrael jest narodem wybranym – ale ten Izrael to Nowy Izrael, czyli Kościół – a nie obywatele państwa Izrael czy wyznawcy judaizmu, którzy odrzucają Jezusa Chrystusa jako Mesjasza. W cytowanych słowach listu można wręcz dopatrywać się sugestii jakiejś „równoległej” drogi do zbawienia, tak, jakby Żydzi właściwie nie potrzebowali Chrystusa.

Warto przypomnieć, że jasno pisze o tym konstytucja II Soboru Watykańskiego „Lumen gentium”. W rozdziale II pt. „Lud Boży” w paragrafie 9 wyraźnie mówi się, że Kościół katolicki jest „nowym Izraelem”, który Chrystus nabył za cenę swojej krwi. Konstytucja przypomina, że Bóg powołał zgromadzenie wierzących w Chrystusa, a Kościół przekracza wszystkie czasy i granice ludów. Tu nie ma perspektywy etnicznej, jest tylko perspektywa wiary.

W liście przywołuje się też słowa Jana Pawła II, według którego trwanie Izraela jest „faktem nadprzyrodzonym”. Niezależnie od tego, jaka była intencja tych słów papieża Wojtyły, nie da się zaprzeczyć, że przywoływanie ich właśnie dziś, w środku wojny irańskiej, może budzić skrajne emocje wiernych. Państwo żydowskie, które chce być reprezentacją narodu Izraelskiego, prowadzi brutalne bombardowania, a polscy katolicy słyszą w kościołach na Mszy świętej, że „trwanie Izraela jest faktem nadprzyrodzonym”?

Dalej w liście słyszymy o „więzach łączących Żydów i chrześcijan”. List definiuje je następująco: „Cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo «gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza»”.

Cześć dla Słowa Bożego, modlitwa, liturgia? Jest tu, oczywiście, wspólnota historyczna – ale chrześcijanie czytają Słowo Boże i sprawują liturgię w kluczu Chrystusowym. Bez Chrystusa nie ma naturalnie żadnej wspólnoty z żydowską liturgią czy interpretacją Pisma. Modlimy się też jako chrześcijanie słowami, których nauczył nas Zbawiciel. Tu znowu nie ma wspólnoty… Jak tłumaczył cytowany wcześniej ks. prof. Rakocy, „Izraelitom (Żydom) objawił się Bóg prawdziwy, ale odrzucając Chrystusa, odrzucają oni prawdziwego Boga. Nie wygląda to tak, że Izrael odrzucił Syna Bożego, a trwa przy Bogu. Kto odrzuca Syna, nie ma też Ojca (1 J 2, 23), bo Bóg jest jeden. Izrael odwołuje się do prawdziwego Boga, ale Go nie zna, bo On objawił się w Chrystusie”.

Wreszcie: mesjańska nadzieja przyszłości, podana jako zmierzanie do „analogicznych celów”. Jednak chrześcijanie czekają na powtórne przyjście Chrystusa, a Żydzi czekają na pierwsze przyjście mesjasza, który ex definitione musi być fałszywym mesjaszem. Ponownie, tu nie ma żadnej analogii. To raczej antyteza!

W jakim celu?
Wracam jeszcze raz do pytania postawionego na początku. W jakim celu publikowany jest ten list? Czy Polacy nie mają dziś innych problemów? Czy nie szerzy się demoralizacja, antykoncepcja, zło w rządach? W środku Wielkiego Postu wszyscy katolicy przygotowują się na Triduum Paschalne.

Zamiast otrzymywać od pasterzy wsparcie w drodze pokornego nawrócenia, słyszymy w kościołach list, który wzbudza skrajne emocje, w sposób nieuchronny dotyka drażliwych kwestii politycznych, a teologicznie jest po prostu głęboko wątpliwy. Wszystko po to, by uczcić rocznicę, która z perspektywy faktycznego życia Kościoła w Polsce nie jest w żaden sposób istotna…

Kościół katolicki potrzebuje dialogu z Żydami, ale dialogu opartego na prawdzie, którą wyraża katolickie nauczanie. Jeżeli rzetelną teologię zaczną zastępować ideowe założenia, to nie przysłuży się to nikomu. Co więcej, w obecnym kontekście politycznym dialog katolicko-żydowski musi być prowadzony ze szczególną ostrożnością, a również tego w tym liście ewidentnie zabrakło.

Paweł Chmielewski

Skandal wśród biskupów. Nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

Nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

, 22 marca 2026

W sprawie listu biskupów o wyznawcach judaizmu

Krystian Kratiuk opublikowane na X

A więc to nie był fejk, to nie był żart. Biskupi nie dość, że postanowili wysłać nas do synagog, to w dodatku powtarzają zdumiewające słowa o tym, że wyznawcy judaizmu idą drogą zbawienia bez Chrystusa. I że jest to możliwe w jakiś „tajemniczy” sposób. List ukazał się właśnie na stronie KEP.

Kończy się następującym akapitem: <<Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą>>.

=============================

md; A przecież taka jest modlitwa Wielkiego Piątku:

Oremus et pro perfidis Iudaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum; ut et ipsi agnoscant Iesum Christum, Dominum nostrum.

=================================================

List nie jest podpisany przez jednego, konkretnego biskupa, ale przez cały episkopat. To szczególnie dojmujące. Doprawdy nie było nikogo, kto by wstał i zapytał – co wy robicie?

Gdy pojawiły się pierwsze przecieki o treści tego listu, wielu z was w mediach społecznościowych, a także Paweł Lisicki na swoim kanale YT, mówiło już o herezji, namawianiu do apostazji, skandalu, hańbie itp. Ja jednak napiszę o czymś innym: o towarzyszącym mi w tej chwili dojmującym, przerażającym smutku. Smutku wynikającym z tego, że nikt z następców apostołów w Polsce nie zaprotestował. Głębokiego smutku, z którym trudno sobie poradzić, wynikającego – proszę wybaczyć, ale takie jest moje przeświadczenie – z ciosu w serce Chrystusa, ciosu w serce Tego, który powiedział o sobie, że nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przez Niego, który JEST Drogą, Prawdą i Życiem. Biskupi piszą o deficycie miłości – owszem, zauważam tu olbrzymi deficyt miłości tak do Chrystusa jak i do wyznawców judaizmu. Oto wyklucza się z Serca Jezusowego naród, do którego On przyszedł.

Od lat niektórzy pragną ustanowienia innej drogi zbawienia dla żydów – tak jakby Chrystus nie był potrzebny do zbawienia każdemu bez wyjątku człowiekowi na świecie. Zamyka się tym samym dusze i serca tak wielu ludzi na miłość Chrystusa, na to, że On na nich czeka, że oto On stoi u ich drzwi i kołacze, a jeśli kto posłyszy Jego głos i drzwi otworzy, On wejdzie do niego i będzie z nim wieczerzał. To doprawdy smutne.

Szerzej nie będę się do tego odnosił, zamiast tego polecę państwu tekst Pawła Chmielewskiego o tym liście – już dostępny na naszej stronie, linkuję w komentarzu. Podobnie jak tekst Ojca Profesora Rakocego, napisany kilka tygodni temu, a dementujący informacje o tym, jakoby do wniosku o dwóch oddzielnych drogach zbawienia nauczał Sobór Watykański II. Również linkuję w komentarzu – zobaczcie jak długą drogę przebyła egzegeza soborowych dokumentów. Nie dalej jak w czwartek rozmawiałem o tym z o. Janem Strumiłowskim – pierwsze 25 minut programu jest właśnie o tym. Też wrzucam linka.

Najlepsze jest to, że niezgadzających się z teologicznymi wnioskami wynikającymi z tego listu, zrazu łatwo będzie wrzucić do worka antysemitów – tak ten list jest przecież skonstruowany. W dodatku zostaje on opublikowany w wyjątkowym czasie – i nie myślę nawet o Wielkim Poście, ale o skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, gorąco komentowanej także w Polsce. Wiemy, że istnieją poważne i głębokie podziały wśród samych Żydów — od zwolenników syjonizmu po jego zdecydowanych krytyków, zarówno wśród intelektualistów, jak i części ortodoksyjnych Żydów, co sprawia, że osobom spoza tej wspólnoty trudno właściwie uchwycić złożoność problemu. Brak świadomości tych różnic wśród wielu Polaków prowadzi do uproszczeń, w których wszyscy Żydzi są traktowani jako jednolita grupa utożsamiana z biblijnym Izraelem, co stanowi istotne zafałszowanie rzeczywistości. Nie uwzględnia się przy tym wyraźnych rozróżnień między Żydami epoki Starego Przymierza, współczesnymi nurtami judaizmu oraz państwem Izrael jako konkretnym podmiotem politycznym, co w konsekwencji może potęgować nieporozumienia i kontrowersje.

W tej sytuacji uważam, że list KEP — mimo prawdopodobnie dobrych intencji, które ciężko mi jednak zrozumieć — może w praktyce przynieść zupełnie odwrotny od zamierzonego skutek w stosunku Polaków do przedstawicieli tamtego narodu.

Strasznie to wszystko smutne.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Paweł Chmielewski

@PaChmielewski

List KEP szokuje. Nie wiem, jak go pogodzić z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Nawet II Sobór Watykański jest przeciwko treści listu. Choćby konstytucja “Lumen gentium” wyraźnie mówi, że to Kościół jest Nowym Izraelem.

List KEP głosi, jakoby Izrael był nadal narodem wybranym, imputuje błędy nauczaniu Kościoła, które głoszono przez 1500 lat… Jestem ciekawy, w jaki sposób ideologicznie prosemicka frakcja w KEP przeforsowała ten skandaliczny dokument.

Jego publikacja jest jednak kamieniem milowym. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w liście KEP były tak ewidentne sprzeczności względem nauki Kościoła.

To niewytłumaczalne bez odwołania do ideologii.

O tym skandalu będą pisać podręczniki historii Kościoła.

Niestety, nie będą to rozdziały poświęcone ortodoksji. Szczegóły – w PCh24 w tekście pt. “List KEP zaskakuje. Przecież to Kościół jest nowym Izraelem”

O co naprawdę chodzi z judaizmem?

Brytyjczyk, szpieg sowietów Harold „Kim” Philby, który oddał Polskę Stalinowi!

Brytyjczyk, szpieg sowietów Harold „Kim” Philby, który Oddał Polskę Stalinowi! Zdrajca Wszech Czasów.

Był uosobieniem brytyjskiej elity. Elegancki, czarujący absolwent Cambridge i wschodząca gwiazda wywiadu MI6, której Winston Churchill powierzył najważniejsze zadanie: ochronę wolnego świata przed sowiecką infiltracją. Dlaczego więc to właśnie on stał się najkrwawszym i najskuteczniejszym katem polskiego podziemia niepodległościowego? W tym śledztwie dokumentalnym obnażamy największą i najbardziej wstrząsającą zdradę w historii zimnej wojny.

Poznajcie mroczną historię Harolda „Kima” Philby’ego – człowieka, który rano pił herbatę z oficerami zachodniego wywiadu, a wieczorem z zimną krwią wydawał tysiące polskich bohaterów na pewną śmierć w ubeckich katowniach. 🔍 W tym filmie ujawniamy: Jak to możliwe, że szef brytyjskiej sekcji do walki z KGB od samego początku był fanatycznym sowieckim agentem?

Szokujące kulisy rozbicia Armii Krajowej i siatek wywiadowczych w powojennej Polsce. Jak Philby przez dekady manipulował potężnym amerykańskim CIA i brytyjskim MI6. Dlaczego po zdemaskowaniu zdrady, brytyjski establishment wolał pozwolić mu uciec do Moskwy, niż postawić go przed sądem?

To nie jest zwykła opowieść szpiegowska z kart powieści Iana Fleminga. To brutalna lekcja historii o arogancji elit i o tym, jak naiwna wiara w zachodnie sojusze kosztowała Polskę ocean krwi.

Zdrada Philby’ego to zbrodnia, której zachodni świat nigdy w pełni nie rozliczył.

💬 A Ty jak myślisz? Czy to Philby był największym potworem, czy może system, który ze strachu przed kompromitacją wolał go chronić? Zostaw swoją opinię w komentarzu!

„Nie chodzi o wolność, ale o syjonizm”. Katoliczka z Komisji Wolności Religijnej ujawnia, kto trzęsie Białym Domem

„Nie chodzi o wolność, ale o syjonizm”. Katoliczka z Komisji Wolności Religijnej ujawnia, kto trzęsie Białym Domem

pch24.pl/maszeruj-z-syjonistami-albo-gin-katoliczka-z-komisji-wolnosci-religijnej-ujawnia-kto-trzesie-bialym-domem

Przez 2 000 lat Kościół naucza, że jesteśmy nowym Izraelem. Ojcowie Kościoła dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że powstałe w 1948 roku państwo Izrael jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa – powiedziała w popularnym programie Tuckera Carlsona na platformie You Tube była Miss Kalifornii (2009) Carrie Prejean Boller.

Niespełna dwugodzinny wywiad w ciągu tygodnia od premiery zdążyły obejrzeć już ponad 3 miliony użytkowników platformy X oraz 1,3 miliona widzów You Tube. Eks-modelka opowiadała historię swojej znajomości z Donaldem Trumpem. Znajomości, która doprowadziła ją do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Teraz z tego grona chce usunąć ją syjonistyczne lobby – za internetowe „niepoprawne” komentarze na temat ludobójstwa w strefie Gazy.

Obecny przywódca Stanów Zjednoczonych zarządzał przed 15 laty organizacją konkursów Miss USA. Wzięła w nich udział Carrie Prejean, obecnie Boller. – Odważyłam się powiedzieć na scenie, że uważam, iż małżeństwo to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Powiedziałam, że wolę być poprawną biblijnie niż politycznie – wspominała w audycji Carlsona.

Opinia na temat instytucji i natury małżeństwa kosztowała wtedy młodą kobietę koronę najpiękniejszej Amerykanki. Została też pozbawiona zdobytego wcześniej stanowego tytułu Miss. Cała aferę sprowokował członek jury, zadeklarowany homoseksualista Perez Hilton. Spytał bowiem kandydatkę, czy jej zdaniem amerykańskie stany powinny zalegalizować związki jednopłciowe. Zdecydowana odpowiedź, a następnie konsekwencja pomimo nacisków sprawiły, że sprawa była przemielana przez największe media nieustannie przez 4 miesiące. Nie trzeba dodawać, w jakim świetle ukazywano w tych publikacjach jej główną bohaterkę.

W audycji Carlsona 38-latka przyznała, że od tamtych czasów utrzymywała znajomość z Trumpem,  który okazywał jej wsparcie. Zwracał uwagę, że w trakcie konkursu nie powiedziała nic złego, a jedynie zachowała wierność swoim zasadom. Boller rewanżowała się później, broniąc milionera przed oskarżeniami o mizoginię, rasizm, wykorzystywanie kobiet…

Wreszcie, niedługo po ponownym wyborze jej przyjaciela – sama określiła go w ten sposób – na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych, otrzymała z Białego Domu telefon z zaproszeniem do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Było to w kwietniu 2025 roku, krótko po tym, jak nawróciła się na katolicyzm.

Wolność, ale tylko dla „swoich”

Zadaniem 12-osobowego gremium jest – przynajmniej oficjalnie – podejmowanie interwencji na rzecz Amerykanów, którzy doświadczają prześladowań religijnych. Raz w miesiącu są oni wysłuchiwani w Waszyngtonie przez komisję z udziałem Dana Patricka, zastępcy gubernatora Teksasu. Cały organ podlega zaś Departamentowi Sprawiedliwości, kierowanemu obecnie przez prokurator generalną Pam Bondi. 

Przed komisją stanął na przykład chłopiec zmuszany w swej szkole do czytania książki promującej transseksualizm. Innym razem – weteran słynnej formacji wojskowej NAVY Seals, pozbawiony emerytury za odmowę przyjmowania zastrzyków mRNA przeciwko Covid-19.

Boller osobiście stawała po stronie matek, które napotkały problemy w szkołach swoich dzieci, gdyż nie chciały zgodzić się na podawanie im preparatów medycznych o wątpliwym działaniu.

Ex-miss czuła się zaszczycona faktem udziału w tym przedsięwzięciu, tym bardziej, że – jak podkreślała – znalazła się tam pośród cenionych przez siebie osób, takich jak kardynał Timothy Dolan, biskup Robert Barron czy znany w USA prawnik, obrońca chrześcijan Kelly Shackelford.

Na zakończenie swojej rocznej kadencji komisja ma przedstawić prezydentowi raport i własne  rekomendacje dotyczące zmian w prawie na rzecz wolności wyznaniowej.

Gdy zbliżało się powakacyjne posiedzenie komisji, Boller otrzymała telefon z Białego Domu od Mary Margaret Bush, dyrektor Komisji Wolności Religijnej w ramach administracji Trumpa.

 – Hej, Carrie, zauważyłam, że publikujesz coś w internecie. W Białym Domu pojawiły się pogłoski, że jesteś antysemitką – usłyszała w słuchawce. – Nie wiem, kto to jest, ale pewnie jakaś podła osoba, która tylko próbuje stwarzać problemy. Zignorowałabym to, ale chciałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, co publikujesz – dodała Bush.

Odpowiedź była bardzo konkretna, choć padła w formie pytań: – Mówisz mi, że jako członek komisji do spraw wolności religijnej, mający chronić wolność religijną, nie mam wolności religijnej, by publikować o tym, co ma wpływ na moją religię i moje przekonania religijne? – ripostowała była miss.

Okazało się, że zarzuty dotyczyły propagowania w mediach społecznościowych wywiadów Tuckera Carlsona z Anthonym Aguilarem, emerytowanym żołnierzem, który opowiadał o zbrodniach Izraela na ludności cywilnej w strefie Gazy.

– Tak – powiedziałam – jestem chrześcijanką pro-life. Mam obowiązek zabrać głos. I byłoby zdradą sumienia, gdybym tego nie zrobiła – relacjonowała dalej Boller.

Urzędniczka z Białego Domu wyraziła też pretensje za opublikowanie zdań papieża Leona na temat sytuacji w Palestynie, z dopiskiem, że panuje tam cierpienie i dochodzi do ludobójstwa.

Wiesz, po prostu nie powinnaś używać takiego języka – stwierdziła Bush. – I nie możesz też mówić o syjonizmie. Syjonizm to ich prawo do istnienia. Kiedy postujesz o syjonizmie, Carrie, mówisz tym samym, że oni nie mają prawa istnieć – przekonywała.

Na wyrażoną wątpliwość, czy ta sprawa nie zagrozi jej wymarzonej (chociaż bezpłatnej) pracy w komisji, Boller usłyszała zapewnienie, że nie ma takich obaw.

Publikowała więc nadal swoje opinie w mediach społecznościowych, aż w sierpniu zadzwonił telefon z Biura Personelu Prezydenckiego (PPO). Urzędniczka, która przedstawiła się jako Mary Sprowls, poprosiła Boller o rezygnację, i to jeszcze tego samego dnia. Nie chciała podać konkretnych powodów ani przyznać, kto polecił jej tę misję. Spotkała się z odmową, gdyż to jedynie prezydent, który powoływał skład komisji, może dymisjonować jej członków.

Ex-modelka nie dała za wygraną. Niedługo potem to ona zadzwoniła do Sprowls i wydusiła z niej, że próba nakłonienia Boller do odejścia z komisji była efektem rozmów z „Paulą White, Danem Patrickiem i Brittany Baldwin, która kiedyś pracowała dla Teda Cruza”. Próbowała się więc skontaktować z całą trójką, ale bezskutecznie.

W tym okresie zwracała się do niemal wszystkich członków komisji, włącznie z katolickimi hierarchami, i z każdej strony otrzymywała – w rozmowach prywatnych – aprobatę i wsparcie.

Dopiero po dłuższym czasie Patrick i White odezwali się. – Zadzwonili do mnie i powiedzieli: „Cześć, Carrie. Wiem, że martwiłaś się przez ostatnie kilka tygodni, ale Dan zaczął i powiedział: „Chciałbym tylko dać ci znać, że rozmawialiśmy o twojej sytuacji. Wiesz, chcę ci tylko powiedzieć, żebyś kontynuowała swoją pracę w tej komisji. Twoim zadaniem tam jest ochrona prezydenta i jego reputacji”. Powiedział mi to jako pierwsze – relacjonowała Boller.

Nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się, co mam zrobić. Myślałam, że moim zadaniem jest ochrona wolności religijnej. Sądziłam, że właśnie do tego mnie powołano. A on na to: „wiesz, Carrie, gadałaś w internecie różne rzeczy i naprawdę powinnaś trzymać się z dala od mediów społecznościowych. Nie korzystaj z mediów społecznościowych do końca kadencji” – usłyszała od Patricka.

Wtedy – według relacji Boller – wtrąciła się Paula White. – Carrie, wiesz co? Naprawdę nie powinnaś pisać o teologii zastąpienia [żydów jako narodu wybranego, przez Kościół – PCh24.pl]. Nie powinnaś pisać o tym. I wielu ludzi mówi, że jesteś antysemitką, Carrie, po twoich postach. Krytykujesz syjonizm. Krytykujesz Izrael. I mamy z tym problem – miała mówić protestancka liderka.

Rozmówczyni Carlsona zwróciła wtedy uwagę, że takie oczekiwania są sprzeczne z zasadami komisji, ponieważ te nie wymagają powstrzymywania się od publikacji w mediach społecznościowych. Wskazała, że mówi otwarcie o sprawach, którymi się interesuje, jest osobą religijną, chrześcijanką.

Patrick miał wtedy twierdzić, że Boller wygłasza opinie „niezgodne z poglądami prezydenta, Paulą White i niektórymi innymi członkami tej komisji”. – I wtedy zrozumiałam, że ta komisja to oszustwo. To była fikcja – wspominała gość Carlsona. – Nie chodziło o wolność religijną. Chodziło o to, żebyś był syjonistą – „lepiej forsuj nasz program, bo inaczej znikniesz” – dodała.

Na odpowiedź, że Boller nie zamierza rezygnować z social mediów, Patrick popadł w irytację. Z kolei White określiła się jako „ekspert od Gazy”, do której należy się zwracać przed publikowaniem wpisów dotyczących konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Wiesz, właśnie stamtąd wróciłam i nie ma tam głodujących dzieci. To wszystko jest na niby, Carrie. To wszystko jest udawane – przekonywała pastor.

– Chcę, żebyś powiedziała, jeśli masz jakieś pytania. Jeśli chcesz coś opublikować, najpierw skonsultuj to ze mną – dodała.

Gospodarz programu, były prezenter telewizji Fox News nie ukrywał swojego poruszenia tą relacją.

Cóż, to jest kompletnie złe. Powiem tylko, że znam Paulę White, trochę. Znam Dana Patricka bardzo dobrze. On jest o wiele bardziej liberalny niż ja. Jest dość liberalny, ale zawsze go lubiłem. Wiesz, on nie jest głupi. I jestem tym zszokowany. Byłem tym zszokowany. To haniebne – skomentował Carlson.

Dan określa siebie jako chrześcijanina. Paula White jest chyba jakimś chrześcijańskim duchownym. Chcę jasno powiedzieć, że nie wygląda mi to na chrześcijaństwo, ale staram się nie osądzać. Ale czy któreś z nich wyjaśniło, dlaczego wymogiem wiary chrześcijańskiej jest wspieranie rządu Netanjahu? Czy wyjaśnili tamtą teologię? Nie rozumiem jej – dopytywał dziennikarz.

– Nigdy tego nie wyjaśnili. Powiedzieli tylko: nie możesz mieć swojej teologii. Nie możesz wierzyć w to, w co chcesz. Musisz się podporządkować ich [teologii] – odpowiedziała Boller.

Czy zatem chrześcijanie mają – według rządzących dzisiaj Stanami Zjednoczonymi – wynikający z wiary obowiązek popierania rządu Izraela?

– „Ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni” – dokładnie tak powiedział Ted [Cruz] – odparła katolicka konwertytka. Jak wskazała, według syjonistów to przez nich – a nie przez Kościół, który przyjął Chrystusa – wypełniają się Boże zapowiedzi dotyczące narodu wybranego – biblijnego Izraela.   

„Wojna, która resetuje świat”

(…) przez 2 000 lat Kościół, a już wszyscy wcześni Ojcowie Kościoła nauczali, że jesteśmy nowym Izraelem, duchowymi Semitami. Dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że Izrael powstały w 1948 roku jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa. Już samo to jest szaleństwem – że uważają, iż polityczne państwo Izrael, stworzone w 1948 roku, głównie przez ateistów, to spełnienie jakiegoś biblijnego proroctwa – podkreślała Boller. Opowiedziała, że gdy pytała o to jednego ze znajomych księży, „spojrzał na nią jak na wariatkę”, gdyż nigdy Kościół nie nauczał czegoś podobnego.

Carlson uznał takie przekonania za przerażające. Zwłaszcza – zaznaczył – że doprowadziły one Amerykę do zaangażowania w obecną wojnę na Bliskim Wschodzie. Jak to określił – „wojny, która resetuje świat”.

Po opisywanej rozmowie ex-miss postanowiła powiedzieć: „sprawdzam” i rzeczywiście próbowała „konsultować” swoje publikacje z Paulą White. Napisała do niej na przykład: „Hej, Paula, w Izraelu jest zatrzymany dzieciak. Obywatel USA. Musimy coś z tym zrobić. Wiem, że masz powiązania z Bibim. Może zadzwoń do Bibiego i zapytaj, czy uda się go uwolnić”.

Drugi mail do pastorki-syjonistki brzmiał: „Hej, Paula, jest tu sporo nauczycieli. Chrześcijańskie szkoły w Izraelu są zamykane, ponieważ palestyńskim nauczycielom mówi się, że nie mogą przyjechać i uczyć. Więc te chrześcijańskie szkoły zostaną zamknięte. Czy możesz pomóc? Czy możesz coś z tym zrobić?”.

Wiadomości nie doczekały się odpowiedzi, więc Boller publikowała swoje społecznościowe opinie dalej. – Wrzucałam coraz więcej postów każdego dnia. Nie mogłam pozwolić żeby tak ze mną postąpili. Nie, zadarli z niewłaściwą osobą – skomentowała w rozmowie z Carlsonem.

Na uwagę dziennikarza, że chciałby widzieć podobną postawę u dzisiejszych mężczyzn, zauważyła: –  Boją się. To… Cóż, nikt nie chce być nazywany antysemitą. Nikt nie chce być nazwany rasistą. Nikt nie chce przechodzić przez to, przez co ty przechodzisz, przez to, co ja przechodzę. Wiesz, wsadzają cię do tego pudełka, zamykają drzwi i mówią: „Zamknij się, antysemito. Nie masz wstępu do społeczeństwa. Zawstydzimy cię. Zlikwidujemy cię. Zniszczymy cię”. Tak właśnie robią.

Carlson nawiązał w tym miejscu do niedawnego zamordowania bardzo popularnego w Stanach konserwatywnego działacza. – Tak, i oczywiście ogromnie zwiększa to prawdopodobieństwo, że zostaniesz postrzelony na śmierć, co jest jednym z powodów, dla których to robią, prawda? Więc mieliśmy taki moment porozumienia po śmierci Charliego Kirka, że – wiesz – nazywanie ludzi nazistami może ich zabić. Więc natychmiast zadzwoniłem do Marka Levina i Bena Shapiro [czołowych syjonistów amerykańskich – PCh24.pl] i pomyślałem: „wow, wiecie, nie powinniśmy walczyć”. Obydwaj się zgodzili. I zanim się obejrzysz – bo oni to rozumieją – wzrasta prawdopodobieństwo, że zginiesz – powiedział dziennikarz.

Oczywiście, że są całkowicie za przemocą. Tak, stawka jest bardzo wysoka – ocenił.

Bardzo wysoka. Mam małe dzieci – zgodziła się Boller.

Antysyjonizm = antysemityzm?

Wysłane do Pauli White interwencyjne wiadomości e-mail nie doczekały się reakcji. Ich adresatka została więc spytana, czy inni członkowie również otrzymali tego rodzaju wytyczne dotyczące swoich publikacji w mediach społecznościowych. „„No cóż, trzeba zachować ostrożność, publikując” – odpowiedziała. Jednak żaden z pozostałych uczestników prezydenckiego gremium dedykowanego wolności religijnej, nie jest w żaden sposób ograniczany.

W lutym obecnego roku doszło na posiedzeniu komisji do przesłuchania w sprawie „antysemityzmu”. Wbrew zwyczajowi, Boller nie otrzymała tym razem zestawu informacji na temat wezwanych świadków. Z kolei czterej amerykańscy Żydzi, których sama chciała zaprosić, nie zostali zaakceptowani przez szefostwo komisji. Jak uważa rozmówczyni Carlsona – stało się tak, ponieważ nie są oni syjonistami.

Jedną z tych odrzuconych osób był Norman Finkelstein, syn ocalałych z wojennej zagłady Żydów, autor słynnej książki „Przedsiębiorstwo Holokaust”. Drugim świadkiem – nowojorski rabin, wyznawca judaizmu opartego na Torze.

Tuż przed posiedzeniem Boller otrzymała od Dana Patricka wiadomość z propozycją dyskretnego spotkania w towarzystwie Pauli White. Nie odpowiedziała. W Muzeum Biblii, gdzie miała obradować komisja, podeszła do niej Brittany Baldwin (przypomnijmy: dawna pracownica Teda Cruza, wymieniona przez Mary Sprowls z PPO pośród osób, które miały domagać się ustąpienia Carrie Boller z komisji). Ponowiła zaproszenie na spotkanie. Boller poszła tam z dwojgiem świadków, których poprosiła o towarzyszenie.

Ben Carson, Patrick, White i Baldwin próbowali dowiedzieć się, co „politycznie niepoprawna” katoliczka zamierza powiedzieć na otwartym spotkaniu. Przywołali – z wyraźnym wyrzutem – jej świeży wpis z mediów społecznościowych o tym, że jest dumna z przynależności do komisji i nie da się zastraszyć „syjonistycznym suprematystom”. W odpowiedzi Boller spytała, dlaczego nie zaakceptowali jej świadków, którzy doświadczają antysemityzmu. Zapowiedziała upublicznienie restrykcji, jakie próbowali nałożyć na nią liderzy komisji. W zamian usłyszała, że nadużywa przywileju zasiadania w tym gremium i głosi opinie sprzeczne z postawą prezydenta.

Na posiedzeniu spytała świadka, który na swojej uczelni spotkał się z przejawami wrogości, czy można równocześnie potępić i to, co go spotkało, i zabicie 70 tysięcy cywilów w Gazie? Młody Żyd zaprzeczył odpowiadając, że ludobójstwo miało miejsce 7 października (czyli podczas ataku Hamasu, będącego pretekstem do czystki etnicznej na terenie Strefy Gazy).

Boller wykazywała, że sprzeciw wobec syjonizmu nie oznacza równocześnie antysemityzmu. W przeciwnym razie wszyscy chrześcijanie byliby automatycznie zakwalifikowani jako wrogowie Żydów.

Jednak nikt spośród członków komisji nie poparł tej konkluzji (biskup Barron i kardynał Dolan nie byli obecni). Część widowni, na której siedziało wielu rabinów, na każde wspomnienie Boller, że jest katoliczką, reagowała buczeniem. Nie brakowało docinków i krzyków pod jej adresem.

Następnego dnia po posiedzeniu jedyna otwarta „antysyjonistka” w tym gremium dostała wiadomość SMS od Dana Patricka, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej. Tyle, że Patrick w hierarchii uczestników tego gremium nie znajdował się wyżej od niej. Przeczytał więc w odpowiedzi, że nie ma prawa jej usunąć.

Po posiedzeniu kilku członków komisji zaczęło otwarcie atakować w mediach Carrie Boller. Wśród nich był Eric Metaxas, „konserwatywny” pisarz i prezenter, poproszony wcześniej przez nią o obecność podczas zakulisowego spotkania z czołowymi syjonistami. Teraz nazywał katoliczkę bigotką i antysemitką.

Gość Tuckera Carlsona przyznała, że nie poparł jej otwarcie nikt z członków komisji. – Skontaktowałam się z Kellym Shackelfordem, kardynałem Dolanem, biskupem Barronem. Skontaktowałam się z biskupem [Salvatore] Cordileonem z San Francisco, który zasiada w radzie doradczej. I powiedziałam: „Hej, czuję się jak owca otoczona wilkami i potrzebuję pasterza. Możesz mi pomóc?”. I wielu z nich – myślę, Tucker – szczerze mówiąc, jest zbyt przestraszonych – powiedziała.

 – Po co więc to przesłuchanie? Właściwie liczyłam, ile razy mówili tam o Izraelu 7 października. Musiałam przestać liczyć. A mówiliśmy o obcym kraju. Spojrzałem na Dana i pomyślałam: „Mówimy o obcym kraju. O co więc chodzi w tym przesłuchaniu? Jaki jest cel tego przesłuchania?”. Myślałam, że chodzi o przesłuchanie w sprawie prawdziwego antysemityzmu w Ameryce. Ale zostało ono przejęte przez Dana Patricka, Paulę White i kogoś, kto odmówił [moim świadkom] prawa głosu, bo nie byli syjonistami. Przesłuchanie zostało przejęte przez tych ludzi. Chodzi więc o to, że jeśli krytykujesz Izrael, to jesteś zgubiony. Chcą cię zniszczyć. A jeśli odważysz się mówić o Gazie… – mówiła.

Około tygodnia przed rozmową z Carlsonem Boller natknęła się w swojej poczcie internetowej na przeoczony wcześniej e-mail od wspomnianej tu wcześniej „kadrowej” Białego Domu, Mary Sprowls.

„W imieniu Prezydenta Stanów Zjednoczonych, wysyłam Pani e-mail z informacją, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej ze skutkiem natychmiastowym. Dziękuję za Pani służbę” – napisała urzędniczka.

Droga do Kościoła

Pod koniec rozmowy Carrie Boller opowiedziała historię swojego nawrócenia. Przez całe dotychczasowe życie należała do protestanckich wspólnot ewangelikalnych. Z czasem zaczęła nabierać coraz większych wątpliwości, właśnie ze względu na rażące nadinterpretacje dotyczące Pisma Świętego.

Zaczęłam zgłębiać dyspensacjonalizm [teologia protestancka dosłownie interpretująca Stary Testament, przypisując np. politycznemu Izraelowi prawo do zajęcia Ziemi Świętej – PCh24.pl]. To nawet nie podlega dyskusji. Nie wiem nawet, po co w ogóle toczymy tę debatę, dlatego biskup Barron i kardynał Dolan powinni powiedzieć: „Tak, w to wierzymy. Jesteśmy [Kościół] nowym Izraelem”. (…) – zauważyła.

Pomyślałam: „Chwileczkę. Jak oni [tak zwani syjoniści chrześcijańscy] mogą interpretować Pismo Święte według własnej woli? Przekręcać je, manipulować nim i mówić, że ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni?”; Ci, którzy błogosławią Bibiego, będą błogosławieni. A jeśli nie błogosławisz Bibiemu, zostaniesz przeklęty, według Lindseya Grahama – opowiadała Boller.

Pomyślałam: to szaleństwo. Zaczęłam więc studiować pisma wczesnych Ojców Kościoła i to, czego nauczali, doprowadziło mnie do Kościoła katolickiego. Dosłownie, nauka o dyspensacjonalizmie doprowadziła mnie do pism wczesnych Ojców Kościoła, a potem zostałam katoliczką. A zatem wiem, czego naucza Kościół katolicki. Jesteśmy nowym Izraelem. Tego naucza Kościół. Jesteśmy dopełnieniem starego Izraela. Spójrz – Pan Jezus wypełnił to wszystko na krzyżu. On tego dokonał. Gdy powiedział „wykonało się”, Stary Testament został całkowicie dopełniony. Teraz jest Nowe Przymierze. Ci, którzy trwają w Chrystusie, to nowy lud Boży. To jest bardzo jasne – wskazała.

===============================

[Według dyspensacjonalizmu należy ciągle dosłownie interpretować Pismo Święte (w szczególności proroctwa) oraz odróżniać Izrael (w rozumieniu ludu Bożego) od Kościoła, który nie ma udziału w Bożym przymierzu z Abrahamem, Dawidem i Izraelem. to z internetu. md]

============================================

Kolejny fragment rozmowy dotyczył cierpienia i męczeństwa, a nawet śmierci, jako zapowiedzianego przez Chrystusa udziału ludzi, którzy w Niego uwierzyli.

– I tak oto mamy teraz liderów, którzy nie chcą znosić żadnego dyskomfortu, Tucker. Nie chcą być wyzywani, bo to by ich za bardzo zraniło. Zraniłoby ich uczucia. Więc schowają się za 38-letnią mamą i będą szeptać: „Dalej! Modlę się za ciebie” – mówiła ironicznie Boller o postawie wielu czołowych katolików.

Rozmawiałam z kilkoma księżmi. Pytałam: wiesz, czy możesz złożyć publiczne oświadczenie [w mojej sprawie]? „Och, ja nie składam publicznych oświadczeń. Ja prowadzę ludzi do nieba”. Rozmawiałam z kilkoma księżmi. „Dobra, OK. Więc schowaj się za mamą, a ja przyjmę kule, kiedy pasterze będą uciekać na bok” – dodała.

Źródło: You Tube / Tucker Carlson

Not. RoM

Mamy to ! Szczyt hipokryzji osiągnięty. MEM-y X.

——————————————————————————————

——————————

—————————————-

————————————

————————————————

—————————————–

—————————————–

—————————————————————————-

——————————

[po to ulepszenie go wysłali do ekspertów]

——————————————–

—————————

Kto knuje zdradę?

Kto knuje zdradę?

Stanisław Michalkiewicz (prawy.pl)    21 marca 2026 michalkiewicz

Zdrada panowie, ale stójcie cicho!” – nawołuje poeta. Rzeczywiście, po zawetowaniu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o SAFE, nie szczędzono mu gorzkich słów krytyki, w których słowo „zdrada” pojawiało się bardzo często. Przypomina mi to lawinę krytyki, jaka runęła na mnie po opublikowaniu w paryskim „Głosie Katolickim” informacji, że autorytet moralny, prof. K. z Lublina, był wieloletnim tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. [Jerzy Kazimierz Kłoczowski, znany mi osobiście . md]

Na KUL zebrano podpisy pod potępieniem mojego postępku, a „Rzeczpospolita” opublikowała list podpisany przez ponad 30 sygnatariuszy, którzy zarzucili mi „barbarzyństwo moralne”, czy coś w tym rodzaju. Bardzo mnie to zmartwiło, ale gdy wśród sygnatariuszy listu zauważyłem chyba ze czterech konfidentów SB, to przyznam, że to mi znacznie ulżyło.

Mam nadzieję, że i panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu też będzie lżej znosić te kalumnie, jeśli zauważy, że spora część krytyków, to konfidenci, jak nie starych kiejkutów, to niemieckiej BND, a z kolei demonstrujący tak zwane święte oburzenie, to osobnicy przyjmujący takie obstalunki albo za pieniądze, albo za obcmokiwanie ze strony Judenratu „Gazety Wyborczej”, albo za jedno i drugie.

Gdyby wynajął ich pan prezydent Nawrocki, to ćwierkaliby z całkiem innego klucza – ale pan prezydent nie ma przełożenia na Judenrat, a z pieniędzy też musi się wyliczać przez NIK-iem, więc nic dziwnego, że wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, ćwierkają z klucza krytycznego i potępieńczego. Nowością jest włączenie się do tego chóru przedstawicieli naszej niezwyciężonej armii. Nieomylny to znak, że już strząsnęła z siebie odium po stanie wojennym, w związku z czym demonstruje gotowość przyjęcia zadania trzymania w ryzach mniej wartościowego narodu tubylczego – tym razem już nie gwoli udelektowania Związku Radzieckiego, tylko – IV Rzeszy pod przewodnictwem Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje. Inna sprawa, że tu chodzi o forsę – a to jest sprawa znacznie poważniejsza, niż jakiej niepodległościowe dyrdymały.

Obywatel Tusk Donald już po ogłoszeniu prezydenckiego weta zapowiedział reakcję swojego vaginetu. Skoro padł zarzut „zdrady” to można by pomyśleć, iż pan prezydent Karol Nawrocki zostanie zaciągnięty przed Trybunał Stanu. Zgodnie z art. 143 konstytucji, samo zaciągnięcie prezydenta przed Trybunał Stanu powoduje „zawieszenie” go w sprawowaniu urzędu, a wtedy obowiązki prezydenta obejmuje marszałek Sejmu, – w tym przypadku – Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz, który zdążył się już na wszystkie strony wygimnastykować zarówno w służbie Związku Radzieckiego, jak i Rzeszy Niemieckiej. Jest atoli pewna trudność, bo zgodnie z art. 143 ust. 2 konstytucji, do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu potrzebna jest większość 2/3 ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu.

Tymczasem vaginet obywatela Tuska Donalda może zmobilizować maksymalnie około 340 członków ZG, wliczając w to posłów „niezrzeszonych”, czyli ofiar różnych partyjnych rozłamów i smrodliwych intryg – co oznacza, że do postawienia pana prezydenta Karola Nawrockiego przed Trybunałem Stanu brakuje mu około 30 głosów. W tej sytuacji Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz może tylko stosować obstrukcję wobec prezydenckiego projektu ustawy o alternatywnym sposobie sfinansowania zbrojeń naszej niezwyciężonej.

Ciekawe, że chociaż pan marszałek z góry tę obstrukcję zapowiedział, to żadnemu mądremu, roztropnemu i przyzwoitemu, co to rozpoznają się po zapachu, nie przychodzi do głowy, by zarzucić mu „zdradę”. A przecież prezydencka propozycja „SAFE zero procent” oznacza, że forsa do naszej niezwyciężonej armii w kwocie 180 mld złotych trafiłaby.

Widać wyraźnie, że nie o pieniądze tu chodzi, bo pieniądze są – tylko o coś zupełnie innego. Na ten trop naprowadzają nas nie tylko wynurzenia Madame Sobkowiak-Czarneckiej, która już wcześniej wychlapała, że „cztery do pięciu” procent sumy prawie 44 mld euro, które zaoferowała Polsce Komisja Europejska, od razu trafi na Ukrainę – żeby tamtejsi oligarchowie, co to już zdążyli się trochę wypościć, mogli sobie znowu pyszczki umoczyć w melasie – ale przede wszystkim – deklaracja rzecznika Komisji Europejskiej, z której wynikało, że otrąbiany przez vaginet obywatela Tuska Donalda „sukces” w postaci „załatwienia” tej pożyczki, tak naprawdę został przygotowany przez podległych Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje: brukselskich biurokratów jako rodzaj pułapki, w którą nasz nieszczęśliwy kraj ma wpaść, żeby tym łatwiej przerobić go na Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy.

Jeśli komuś to jeszcze by nie wystarczyło, to mamy dodatkowe potwierdzenie tych podejrzeń. Już następnego dnia po ogłoszeniu weta prezydenta Nawrockiego do ustawy o SAFE, Komisja Europejska rozpoczęła przygotowania do realizowania „Planu B” – chociaż obywatel Tusk Donald jeszcze nie zdążył przekazać jej stosownego wniosku.Jesteśmy ZOBOWIĄZANI do natychmiastowego wdrożenia planu – wychlapał rzecznik KE Tomasz Regnier. Ten „Plan B” polega na tym, że Polska jednak weźmie pożyczkę bez specjalnego ustawowego upoważnienia, chociaż według art. 216 ust. 4 konstytucji, zaciąganie pożyczek przez państwo następuje na zasadach i w trybie określonym w ustawie. Forsa trafi do Banku Gospodarstwa Krajowego na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, skąd rząd będzie sobie brał i wypłacał – komu tam akurat będzie trzeba.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy, po co potrzebna jest osłona całej operacji w postaci klangoru wykonywanego przez chór mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, wzmocniony przez barytony prześwietnej Generalicji naszej niezwyciężonej. Ma to robić wrażenie na maluczkich, których w naszym nieszczęśliwym kraju jest całkiem sporo, a którzy myślą, że to wszystko naprawdę i zapewnić Volksdeutsche Partei jeśli nie zwycięstwo, to przynajmniej jakiś przyzwoity wynik w wyborach w roku 2027. Bo nie tylko PiS przygotowuje sie do nich, namaszczając Wielce Czcigodnego Czarnka Przemysława na kandydata na premiera – ale obóz zdrady i zaprzaństwa również.

Nie tylko na odcinku komisyjno-europejskim, ale również na odcinku praworządności. Mam na myśli m.in. obsadzenie wakatów w Trybunale Konstytucyjnym przez 6 kandydatów rekomendowanych przez organizacje sędziowskie „Iustitia” i „Themis”, które podejrzewam, iż zostały utworzone z inicjatywy Wojskowych Służb Informacyjnych („Iustitia”) oraz ABW („Themis”). Chodzi o to, by „prawidłowo” obsadzony Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję o delegalizacji przynajmniej Konfederacji Korony Polskiej, a jeśli by się dało – to i Konfederacji „Imperium Kontratakuje” – żeby w ten sposób oczyścić polityczną scenę naszego bantustanu dla Volksdeutsche Partei i PiS i przywrócić w ten sposób zaprojektowany przez generała Kiszczaka model „okrągłostołowy” – nawet bez konieczności tworzenia przez stare kiejkuty kolejnej partii jednorazowego użytku pod nazwą „Róbmy Sobie Na Rękę”.

Stanisław Michalkiewicz

Podążajmy szparko za Grecją. MEM-y IX.

———————————

—————————-

[a zakalec gdzie??]

—————-

——————————————————

——————–

————————————————-

————————

——————————————–

——————————

——————————————

————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Historical Clues Indicate: Germany Secretly Funded Israel’s Nuclear Program

[tylko tyle: Dalej za szekle.. md]

haaretz.com/israel-news/israel-security/historical-clues-indicate-germany-secretly-funded-israels-nuclear-program

Konrad Adenauer and David Ben-Gurion.

Whether or not the German chancellor grasped the significance of Israel’s request for funds, it was clear to him that the understandings reached had to be kept under wraps.Credit: imago images/Sven Simon via Reuters

For 12 years, via completely secret channels, the German chancellor funneled the equivalent of 20 billion shekels to Israel. The goal: to fund its Dimona nuclear reactor and secure the country’s future

Uri Bar-Joseph March 13, 2026

Since December 1960, when the existence of a nuclear reactor in the Negev city of Dimona was no longer a secret, countless books and articles have been published regarding this sensitive project – which Israel, with impressive obstinacy, still clouds with ambiguity. The most important of these works, Avner Cohen’s 1998 book, „Israel and the Bomb,” laid the groundwork, upon which other important researchers – such as Seymour Hersh, Zaki Shalom and Adam Raz – based their extensive works. In 2024, investigative journalist Shany Haziza created an excellent documentary series, „The Atom and…

[daj dutki, goju… ]

„Tłusty kot” z Trzeciej Drogi wydał 270 tys. zł na jedzenie. To prawie 500 zł dziennie! Prezes, który to ujawnił, stracił stanowisko


„Tłusty kot” z Trzeciej Drogi wydał 270 tys. zł na jedzenie. To prawie 500 zł dziennie! Prezes, który to ujawnił, stracił stanowisko

Joanna Warszawska


blaskonline.pl/tlusty-kot-z-trzeciej-drogi-wydal-270-tys-zl-na-jedzenie-to-prawie-500-zl-dziennie-prezes-ktory-to-ujawnil-stracil-stanowisko

Pół tysiąca dziennie na gastronomię. Do tego paliwo, którego jego auto zupełnie nie potrzebuje

Radio ZET ustaliło, że w BOŚ przeprowadzono wewnętrzny audyt, który zlecił prezes banku, Bartosz Kublik. Kontrola miała sprawdzić wydatki członków zarządu i to właśnie wtedy wyszły na jaw kwoty, które dziś wywołują niesmak.

W dokumentach znalazły się m.in.:

• ogromne rachunki za gastronomię,

• 43 tysiące złotych na olej napędowy, mimo że służbowy samochód Kuźmińskiego jest benzynowy.

Raport miał trafić do rady nadzorczej, ale nie trafił.

Prezes, który zlecił audyt, został odwołany zanim zdążył go przedstawić

Zanim Kublik przekazał raport radzie nadzorczej, został natychmiast odwołany. Decyzja zapadła bez konsultacji z głównym udziałowcem banku, co tylko wzmocniło podejrzenia, że ktoś chciał zatrzymać sprawę, zanim stanie się publiczna.

W tle jest polityczny kontekst: BOŚ podlega NFOŚiGW, a ten, po wyborach w 2023, kiedy to powstała Koalicja 13 grudnia, trafił pod nadzór Ministerstwa Klimatu kierowanego przez Paulinę Hennig‑Kloskę z Polski 2050. To w ramach tej wymiany kadr Kuźmiński został powołany do zarządu.

A jeśli założyć, że służbową kartą nie płacił w weekendy, to jego realne wydatki w dni robocze były jeszcze wyższe niż 500 zł dziennie.

„Tłusty kot”? Określenie pasuje tu aż za dobrze

Patrząc na liczby, trudno się dziwić, że w sieci pojawiło się określenie Kuźmińskiego „tłusty kot”. Bo jeśli ktoś potrafi „przejeść” takie kwoty, dorzucić paliwo, którego jego auto nawet nie potrzebuje, a potem patrzeć, jak prezes wylatuje za próbę ujawnienia sprawy, to naprawdę trudno o bardziej trafne podsumowanie.

Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Czy Izrael jest "narodem wybranym"? Ostra burza wokół listu Episkopatu

21.03.2026, fronda/Czy-Izrael-jest-narodem-wybranym-Ostra-burza-wokol-listu-Episkopatu

Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Wokół przygotowanego przez Konferencję Episkopatu Polski listu z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej synagodze narasta poważny spór. Dokument, który miał zostać odczytany w kościołach, na krótko pojawił się w Internecie, po czym zniknął ze stron niektórych diecezji. Już sam ten fakt wywołał lawinę komentarzy i spekulacji.

Jednym z najbardziej dyskutowanych fragmentów listu jest jego początek, w którym autorzy podnoszą temat antysemityzmu: „Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) antysemityzm”.

Dla części komentatorów takie ujęcie tematu budzi kontrowersje. Niektórzy autorzy wskazują, że problem ten został w dokumencie postawiony w centrum, bez jednoznacznego zdefiniowania, co wyraźnie może prowadzić do uproszczeń i napięć interpretacyjnych.

Jeszcze większe emocje wywołuje fragment odnoszący się do historii nauczania Kościoła: „Przez ponad półtora tysiąca lat treści te (…) kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”.

Zdaniem krytyków taka diagnoza stawia pod znakiem zapytania ciągłość tradycji Kościoła katolickiego.

Najostrzejszą reakcję wywołał jednak fragment: „Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.

Publicyści zwracają uwagę na fakt, że sporne fragmenty listu za sprzeczne z nauczaniem Kościoła i tradycją apostolską. Piszą nawet wprost, że takie sformułowania oznaczają poważne odejście od utrwalonej doktryny i podważają ciągłość nauczania.

To właśnie ten element dokumentu stał się osią sporu. Dla jednych jest on przejawem rozwijającej się refleksji teologicznej oraz próbą pogłębienia dialogu międzyreligijnego, dla innych natomiast stanowi niebezpieczne przesunięcie interpretacyjne, które może prowadzić do relatywizacji dotychczasowych podstaw wiary.

Dodatkowe napięcia wywołuje także fragment odnoszący się do kwestii zbawienia, który – zdaniem krytyków – sugeruje możliwość uczestnictwa w nim bez jednoznacznego odniesienia do Chrystusa. W ocenie przeciwników takiej interpretacji rodzi to poważne konsekwencje teologiczne i może prowadzić do osłabienia tradycyjnego nauczania o konieczności nawrócenia.

Kontrowersje wzbudza również apel o odwiedzenie synagogi. Część środowisk postrzega go jako wyraz otwartości i kontynuację linii dialogu zapoczątkowanej przez św. Jana Pawła II. Inni jednak interpretują go jako krok zbyt daleko idący, który – w ich ocenie – może być odczytywany jako rozmywanie granic tożsamości religijnej.

Jak czytamy, dokument zawiera liczne niejasności i interpretacje, które mogą prowadzić do błędnych wniosków, a jego publikacja mogłaby mieć poważne konsekwencje dla odbioru nauczania Kościoła w Polsce.

Na chwilę obecną nie jest jasne, czy dokument ostatecznie zostanie opublikowany i odczytany w kościołach. Jedno pozostaje pewne – wywołana przez niego debata szybko nie wygaśnie.

mp/KEP, Vatican News, Fronda.pl

Z postępowego grajdoła. MEM-y VIII.

————————

———————-

——————————

————————————————————–

—————————–

——————————————————————-

———————————————————

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

czyli: anti-spiegel.ru/wie-deutschland-heimlich-israels-atombombe-finanziert-hat

To, że Izrael posiada broń nuklearną, jest jawną tajemnicą, ale niewielu ludzi wie, że izraelska bomba atomowa prawdopodobnie stała się możliwa tylko dzięki niemieckiemu finansowaniu. Teraz przypomniała nam o tym czołowa izraelska gazeta.

z anti-spiegel.ru

20. Marzec 2026

To jest „jawna tajemnica”, że Izrael ma broń nuklearną. Ale to, co nie wszyscy wiedzą, to to, że to oczywiście Niemcy potajemnie finansowały izraelski program broni jądrowej w latach 60. i tym samym umożliwiły to w pierwszej kolejności. Na przykład Dirk Pohlmann nakręcił już film dokumentalny na ten temat dla Arte w 2012 roku. Tak, w tym czasie takie filmy dokumentalne w niemieckiej telewizji państwowej były jeszcze możliwe, dziś coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Film dokumentalny podlinkowałem na końcu tego artykułu.

Teraz izraelski dziennik „Haaretz” zwrócił uwagę na niemiecką rolę w rozwoju izraelskiej bomby atomowej ze wszystkimi szczegółami w długim artykule. Ponieważ temat jest znany tylko kilku, przetłumaczyłem artykuł. A po przeczytaniu można się zastanawiać, czy czas publikacji był tylko zbiegiem okoliczności, ponieważ artykuł zawsze przypomina niemiecką odpowiedzialność za Izrael, który obecnie przeżywa wielkie trudności w wojnie z Iranem.

Początek tłumaczenia:

Historyczne wskazówki sugerują: Niemcy potajemnie sfinansowały izraelski program nuklearny

Przez dwanaście lat kanclerz Niemiec przemycał do Izraela 20 miliardów szekli za pośrednictwem ściśle tajnych kanałów. Cel: sfinansowanie reaktora jądrowego w Dimonie i zabezpieczenie przyszłości kraju.

Od grudnia 1960 roku, kiedy istnienie reaktora jądrowego w mieście Negew Dimona nie było już tajemnicą, na temat tego delikatnego projektu pojawiły się niezliczone książki i artykuły, które Izrael nadal utrzymuje w niewiedzy z imponującą nieustępliwością. Najważniejsze z tych prac, książka Avnera Cohena „Izrael i bomba” z 1998 roku, położyła podwaliny pod rozległą pracę innych głównych badaczy, takich jak Seymour Hersh, Zaki Shalom i Adam Raz. W 2024 roku dziennikarz śledczy Shany Haziza stworzył znakomity serial dokumentalny „He Atom and Me”, który nadał projektowi ludzką twarz.

Tysiące książek, artykułów naukowych i raportów z badań podkreśliły prawie wszystkie aspekty tego tematu. Ale nadal nie są wystarczająco zbadane lub odpowiedzi na dwa ważne pytania: Jaki był całkowity koszt projektu? A kto to sfinansował?

Paradoksalnie, odpowiedź na drugie pytanie jest również najwyraźniej odpowiedzią na pierwsze. Jak pokazano tutaj, głównym finansistą programu nuklearnego był, według wszystkich dostępnych źródeł, rząd Republiki Federalnej Niemiec, a mianowicie za pomocą tajnej pożyczki: W latach 1961-1973 rząd Bonn przekazywał Izraelowi 140 do 160 milionów marek rocznie, w sumie prawie 2 miliardy marek, co odpowiada dziś około 5 miliardom euro.

W 1989 r. podpisano umowę spłaty kredytu, skutecznie przekształcając ją w dotację. Innymi słowy, izraelski program nuklearny był w dużej mierze finansowany nie z darowizn od żydowskich filantropów lub izraelskich podatników, ale przez niemieckich podatników.

Aby zrozumieć, jak doszło do tej sytuacji, musimy cofnąć się do 1957 roku, kluczowego roku dla projektu i kulminacji stosunków izraelsko-francuskich. Francja stała przy Izraelu, gdy znalazła się pod silną presją międzynarodową, aby wycofać się z Półwyspu Synaj, który podbiła w wojnie październikowej w 1956 roku i wyraźnie pokazała swoją gotowość do pomocy. Izraelczycy ze swojej strony byli głęboko wdzięczni.

Ta przyjaźń była widoczna pod wieloma względami, nie zawsze otwarta. Najważniejszym – i tajnym – było podpisanie szeregu porozumień między komisjami energetyki jądrowej obu krajów w sprawie zakupu reaktora jądrowego z Francji.

Pomimo doskonałych relacji z Paryżem, premier David Ben-Gurion pozostał zaniepokojony. Zawsze obawiał się arabskiej jedności, która cofnie projekt syjonistyczny, a jego doradcy często patrzyli, jak wpatruje się w mapę regionu i zastanawia się, jak mały Izrael może wytrzymać wrogi świat arabski. Jego obawy nasiliły się, gdy egipski władca Gamal Abdel Nasser, niesiony przez falę narodowego panarabizmu, podniósł się, aby stać się charyzmatycznym przywódcą świata arabskiego po wojnie na Synaju i zagroził, że zmiażdży „syjonistycznego wroga”. Francja nie mogła udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na to egzystencjalne zagrożenie. Ben-Gurion był świadomy granic Francji jako potęgi w upadku i martwił się o niestabilność francuskiego rządu, a także o potencjalnym problemie dotyczącym ich motywacji do pomocy państwu żydowskiemu: przekonanie, że Za powstaniem w Algierii stoi Nasser. Na tym tle zaczął szukać „alternatywy na złe czasy”.

Pomimo emocjonalnego obciążenia, Niemcy Zachodnie były jego zdaniem najbardziej odpowiednim krajem do tej roli. Była to wówczas wschodząca potęga w Europie bez imperialistycznej przeszłości i bez zobowiązań wobec państw arabskich, a pojawiły się doniesienia, że Nasser był tam znienawidzony. Przede wszystkim jednak wielu w Niemczech, przede wszystkim kanclerz Konrad Adenauer, było zaangażowanych w Izrael.

Stosunki bezpieczeństwa między krajami rozpoczęły się od długiego tajnego spotkania w dniu 3. Lipiec 1957 w Bonn między Dyrektorem Generalnym Ministerstwa Obrony Szymonem Peresem a niemieckim ministrem obrony Franzem Josefem Straussem. Tajemnica była niezbędna dla obu stron: Ben-Gurion obawiał się, że stosunki z Niemcami po Holokauście mogą wywołać kryzys koalicyjny w jego rządzie, podczas gdy Niemcy obawiały się, że takie powiązania skłonią państwa arabskie do uznania Niemiec Wschodnich, a tym samym zdestabilizują pozycję Bonn na świecie.

Ale oba kraje również interesowały się pogłębianiem stosunków między sobą. Dla Niemiec poparcie państwa żydowskiego poza porozumieniem w sprawie reparacji z 1952 r. było pierwszorzędnym obowiązkiem moralnym i środkiem do zadośćuczynienia zbrodniom drugiej wojny światowej. Dla Izraela, a w szczególności dla Ben-Guriona, pomoc wojskowa z Niemiec była kluczowa dla bezpieczeństwa kraju.

Niektórzy w Izraelu, tacy jak minister edukacji Zalman Aran z rządzącej partii Ben-Gurion, Mapai, byli zdania, że Izrael powinien zażądać od Niemców poprawki do konstytucji, w której Bonn zobowiązałby się wspierać Izrael w przypadku ataku. W praktyce jednak nie było to wykonalne, ale nawiązanie „specjalnych relacji” było całkiem wykonalne,

Spotkanie Peresa i Straussa dało treść tym pierwszym związkom. Peres wyjaśnił poglądowi Ben-Guriona, że stosunki niemiecko-izraelskie nie mogą opierać się wyłącznie na zobowiązaniach finansowych w formie umowy o reparacji. Strauss zgodził się, zgadzając się na przyczynienie się do pomostowania przepaści między tymi dwoma krajami. Otrzymał również prośbę Peresa o zakup dwóch okrętów podwodnych przez Izrael. W związku z rychłym zagrożeniem trzecią wojną światową, która prawdopodobnie byłaby prowadzona głównie na niemieckiej ziemi, minister obrony wykazał również duże zainteresowanie doświadczeniem, jakie siły izraelskie zdobyły w wojnie na Synaju w walce z sowieckimi systemami uzbrojenia.

Okręty podwodne nie miały żywotnego znaczenia. Jak zauważył Ben-Gurion w swoim dzienniku, obie łodzie razem kosztowały mniej niż jeden francuski myśliwiec Vautour i mniej więcej w tym czasie Izrael podpisał kontrakt na zakup dwunastu z tych samolotów. Okręty podwodne były w rzeczywistości niskim priorytetem dla izraelskich sił zbrojnych, a szef sztabu generał Moshe Dayan podkreślił ze swojej strony, że niska cena jest warunkiem koniecznym zakupu.

W związku z tym wniosek o zakup okrętów podwodnych wydaje się być zręcznym wejściem w celu promowania stosunków między dwoma krajami bez wywoływania zbyt dużego oporu w wojsku. Fakt, że zakup dwóch okrętów podwodnych był motywowany politycznie, stał się jasny, gdy kontakty bezpieczeństwa z Niemcami stały się znane w mediach i wywołały kryzys koalicyjny w Izraelu. Ben-Gurion uzasadnił swoje działanie przed Knesetem, mówiąc, że okręty podwodne są sprawą najwyższej wagi i niezbędne dla bezpieczeństwa kraju.

Okręty podwodne zostały ostatecznie pozyskane z niemieckim finansowaniem w Wielkiej Brytanii, a dwustronne stosunki bezpieczeństwa pogłębiły się. Chociaż izraelskie siły zbrojne (IDF) nie otrzymały wówczas żadnych znaczących dostaw z niemieckiego arsenału, Niemcy kupiły od Izraela sprzęt bojowy o wartości 30 mln USD. Niemcy zdawali sobie sprawę, że jest to znaczący wkład w rozwój izraelskiego przemysłu zbrojeniowego.

Obrona przed Holokaustem

Najważniejszy krok w rozwijających się relacjach miał miejsce wraz z historycznym spotkaniem Ben-Guriona i Adenauera w dniu 14. W marcu 1960 roku w Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Samo spotkanie było publicznie znane, ale kluczowe punkty osiągniętych tam porozumień były trzymane w tajemnicy przez wiele lat. Rozmowa dwóch wysoko postawionych postaci była rzeczywiście jednym z najbardziej kształtujących wydarzeń w izraelskiej historii bezpieczeństwa.

Co dziwne, ale historycznie nie jest to niezwykłe, nie ma oficjalnego zapisu rozmów. Po stronie niemieckiej Heinz Weber, główny tłumacz Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zachował protokół, po stronie izraelskiej był to Arye Manor, attaché ekonomiczny ambasady w Waszyngtonie. Podczas spotkania obaj mężowie stanu wspomnieli o swoim założeniu, że urzędnicy amerykańskiego wywiadu słuchają ich rozmowy. Jest więc jasne, że zwracali szczególną uwagę na to, co mówili. Można przypuszczać, że niektóre rzeczy były dla nich jasne i dlatego nie musieli mówić wprost.

W pierwszej części rozmowy Ben-Gurion podkreślił swój pogląd, że nie byłoby „żadnych pytań bezpieczeństwa”, gdyby w Izraelu mieszkało jeszcze cztery lub pięć milionów Żydów. Te miliony, dodał, zginęły w Holokauście, i dlatego była to nie tylko ludzka tragedia, ale także „z historycznego punktu widzenia Hitler prawie zniszczył [sen] państwa żydowskiego”. To przekonanie, że Holokaust był nie tylko zbrodnią przeciwko narodowi żydowskiemu, ale także zbrodnią przeciwko syjonizmowi, nie było niczym nowym. Towarzyszyła Benowi Gurionowi, odkąd po raz pierwszy usłyszał o masowym mordowaniu Żydów. Już pod koniec 1942 roku wyraził obawę, że „zagłada europejskiego żydostwa oznacza unicestwienie syjonizmu”, ponieważ nie będzie już ludzi, z którymi kraj mógłby powstać.

Przedstawiwszy Holokaust nie tylko jako tragedię z przeszłości, ale także jako środek do zrozumienia podstawowego problemu bezpieczeństwa Izraela w teraźniejszości, przeszedł do następnej – i bardziej praktycznej – części spotkania: potrzeby niemieckiego odszkodowania, które zdaniem premiera powinny przybrać dwie formy.

Pierwsza forma rekompensaty miała charakter finansowy: albo niemieckie inwestycje w izraelskim przemyśle w celu stworzenia miliona miejsc pracy, albo długoterminowe pożyczki w wysokości od 40 do 50 milionów dolarów rocznie w ciągu dziesięciu lat. Według izraelskiej relacji ze spotkania, Adenauer nie wszedł w szczegóły, ale natychmiast powiedział, że Niemcy pomogą, zarówno z powodów moralnych, jak i dlatego, że Izrael jest „bastionem Zachodu”. Z kolei wersja niemiecka stwierdziła, że zgodził się na swojego izraelskiego odpowiednika, ale powiedziała, że nie ma potrzeby omawiania całej sprawy z trzyletnim wyprzedzeniem, co oznaczało, że będzie wystarczająco dużo czasu na rozmowy do 1963 roku, wygaśnięcie umowy o reparacji.

Druga forma odszkodowania dotyczyła pomocy wojskowej: okrętów podwodnych i interesu sił izraelskich w innych umowach zbrojeniowych. Adenauer wyjaśnił, że jest świadomy tej kwestii i wszystko, co działo się w tym kontekście, było dla niego do przyjęcia. W rzeczywistości, po rozmowach w Nowym Jorku, rozpoczęła się operacja Colony-France („French Colonies”), w skrócie Frank/Kol.

Według niemieckich dokumentów, od 1962 roku do mediów, Niemcy dostarczyły biznes zbrojeniowy izraelskim siłom zbrojnym na początku 1965 roku, które na początku 1965 roku sfinansowały zakup dalszej broni z Francji i Wielkiej Brytanii o łącznej wartości 340 milionów marek. Izraelski historyk Roni Stauber szacuje tę sumę w swojej książce z 2022 roku „Dyplomacja w cieniu pamięci: przeszłość i teraźniejszość stosunków izraelsko-zachodnioniemieckich, 1953–1965” (w języku hebrajskim) na 500 milionów marek.

Choć największe zainteresowanie uwagi przyciągnęło wsparcie militarne Niemiec, to kredyt na tzw. „projekt Negeva” był ważniejszy. Doniesienia o projekcie nuklearnym Dimona zostały opublikowane dopiero dziewięć miesięcy po rozmowach w Nowym Jorku, ale jest prawdopodobne, że Adenauer dowiedział się już o tym poprzez rozmowy z Francuzami i między Peresem a Straussem. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście zrozumiał zakres izraelskiej prośby, czy nie, czy nie, czy nie, było dla niego jasne, że zawarte umowy muszą być utrzymywane w tajemnicy, zwłaszcza z obawy przed reakcjami państw arabskich. W związku z tym sprawa początkowo była utrzymywana w tajemnicy przed niemieckim rządem, Bundestagiem i Federalnym Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Nazwa kodowa, którą biuro Adenauera przekazało planowi pomocy, brzmiała „Aktion Business Friend”. W szczególności roczna pożyczka w wysokości 50 milionów dolarów została uzgodniona w ciągu dziesięcioletniego okresu przy stopie procentowej 3,6 procent rocznie. Wbrew niemieckiemu poglądowi, że porozumienie zastąpi umowę o odszkodowaniach i w związku z tym wejdzie w życie dopiero z ostatnią płatnością w 1965 r., Izraelczycy zażądali dalszego przekazania płatności. Wreszcie pierwsza pożyczka od Bonn została wypłacona w grudniu 1961 roku.

Stworzenie mechanizmu dla przekazu pieniężnego nie było łatwe. Tajemnica uniemożliwiła podpisanie formalnego porozumienia, ponieważ wymagałoby to ratyfikacji przez rząd niemiecki i Bundestag. Aparat finansowy ustanowiony przez przedstawicieli Izraela w Niemczech, Felixa Shinnara i doradcę ekonomicznego Adenauera Hermanna Absa obejmował wypłatę tak zwanych „kredytów ekonomicznych” za pośrednictwem państwowego banku rozwoju we Frankfurcie. Aby zachować poufność, stawki zostały określone jako „przeniesienia pieniędzy z umów dwustronnych z krajami rozwijającymi się pochodzenia bezterminowego”. Porozumienie zostało zatwierdzone przez niemiecką gospodarkę i ministra finansów, ale minister spraw zagranicznych został pozostawiony w niewiedzy.

W maju 1960 roku realizacja tajnych porozumień między Ben-Gurionem a Adenauerem stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Zwiastowanie premiera w Knesecie w dniu 23. May, Adolf Eichmann został aresztowany i został postawiony przed sądem w Jerozolimie, podsycił w Niemczech obawę, że w toku postępowania zostaną wymienione nazwiska osób, które zajmowały wysokie stanowiska w reżimie nazistowskim i nadal odgrywały ważne role w rządzie Adenauer.

Najwybitniejszym z nich był prawnik Hans Globke, szef kancelarii, który odegrał kluczową rolę w opracowywaniu praw rasowych w Norymberdze. Jego pozycja w rządzie zachodnioniemieckim dała mu również wgląd w zmieniające się stosunki bezpieczeństwa z Izraelem – nawet aktywnie przyczynił się do ich ekspansji. Doradca ekonomiczny Adenauera, Hermann Abs, który energicznie promował „Akcję Przyjaciela Biznesu”, był wiodącym bankierem w czasach nazistowskich i został aresztowany po wojnie.

Obawa w Niemczech, że można nawiązać związek między wiodącymi postaciami rządu federalnego a jego poprzednimi rolami, doprowadził do nacisków, aby upewnić się, że kwestia ta nie stanie się rdzeniem tego procesu. Jak zauważyła Ora Herman w swojej książce „Piec i reaktor” (2017, hebrajski), głównym środkiem nacisku na Izrael było grożenie opóźnieniem realizacji tajnych porozumień: minister obrony Strauss podkreślił izraelskim urzędnikom, że nazwanie nazwisk wyższych urzędników w Bonn, zwłaszcza Globkes, zagrozi temu procesowi.

Globke sam dał Izraelczykom do zrozumienia, że umowy pożyczki i broni nie zostaną wdrożone dopiero po zakończeniu procesu. Adenauer ze swojej strony wysłał do Izraela osobistego wysłannika, który na różne sposoby poinformował Ben-Guriona o życzeniu kanclerza, aby nie wymieniono nazwiska Globke.

W tym samym czasie pojawiły się jednak również pozytywne sygnały: cztery miesiące przed rozpoczęciem procesu w kwietniu 1961 roku Ben-Gurion napisał w swoim dzienniku po rozmowie z Felixem Shinnarem: „Globke – najbliższy powiernik Adenauera – zachowuje się dobrze”, a także: „Abs jest doskonale”. Tydzień przed rozpoczęciem procesu Shinnar poinformował premiera, że „umowa jest na miejscu” i że „zachowano wszelkie środki ostrożności, abyśmy mogli uzyskać pierwsze 200 milionów marek jeszcze w tym roku”.

Efekt niemieckiej presji jest niejasny, ale przyniósł pewien efekt. Ben-Gurion poprosił prokuratora Gideona Hausnera, aby nie dostarczał żadnych dokumentów łączących Globke z Eichmannem. Hausner odmówił, ale w praktyce nazwisko Globke’a było ledwo wymienione w procesie. Wynikało to prawdopodobnie również z faktu, że Eichmann zaprzeczył jakimkolwiek relacjom z Globke w jego przesłuchaniach w Izraelu.

Przywództwo innego rodzaju

Fundament stosunków dwustronnych, który został położony w 1957 roku, został znacząco skonsolidowany na spotkaniu Adenauera i Bena Guriona w marcu 1960 roku i okazał się w nadchodzącej burzy procesu Eichmanna. Pierwsza płatność dla Izraela została dokonana w grudniu 1961 roku, na krótko przed rozprawą w sprawie wyroku. Według niemieckich dokumentów, 629,4 mln marek zostało przeniesionych: 82 mln w 1961 r., 97,6 mln w 1962 r., 150 mln w 1963 r., 149,8 mln w 1964 r. i 150 mln w 1965 r.

Po opublikowaniu operacji Frank/Kol w mediach i późniejszym kryzysie w stosunkach między dwoma krajami, Ludwig Erhard, następca Adenauera jako kanclerz, argumentował, że porozumienia z marca 1960 r. nie były wiążące, ponieważ nie były omawiane w rządzie ani zatwierdzane przez Parlament. W związku z tym procedury dotyczące transferów pieniężnych były rewidowane i omawiane corocznie, chociaż sumy pozostawały w dużej mierze takie same. W 1966 i 1967 roku Izrael otrzymywał 160 milionów marek rocznie, w ciągu następnych sześciu lat – do końca okresu kredytowania, który został przedłużony do 1973 r. – 140 milionów marek rocznie, z czego 20 milionów zostało przeznaczonych na rynek.

Ponieważ nie ma izraelskich dokumentów dotyczących praktycznego wdrożenia niemieckiego kredytu na „rozwój Negewu”, nie jest jasne, czy Bonn sfinansował projekt Dimona. Nawet jeśli część pieniędzy została zainwestowana w inne projekty, jest prawdopodobne, że zaoszczędzone przez nie środki zostały faktycznie wykorzystane do budowy reaktora jądrowego – który, o ile wiadomo, nie został sfinansowany z funduszy państwowych.

Koszty izraelskiego projektu nuklearnego nie zostały jeszcze wystarczająco doprecyzowane. Według Szimona Peresa połowę kosztów reaktora i innych części zakładu, około 40 mln USD, poniosły darowizny od zamożnych Żydów. Powiedział prawdopodobnie, że ich składki pokrywają koszty umów zawartych z Francją. Nawet jeśli weźmiemy to za gotówkę, chociaż prawie nic nie wiadomo o tożsamości darczyńców, to był dopiero początek projektu. Cały projekt kosztował znacznie więcej.

Levi Eschkol, który w czerwcu 1963 roku zastąpił Ben-Guriona na stanowisku premiera i ministra obrony, oszacował koszt izraelskiego projektu rakietowego, który został uznany za część projektu Dimona, w wewnętrznym spotkaniu z członkami partii w czerwcu 1964 roku w ciągu najbliższych trzech do czterech lat na 200 do 250 milionów dolarów.

Adenauer uznał poważny moralny obowiązek zadośćuczynienia zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów posunąć się daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do czasu obejścia własnego rządu i parlamentu.

Kwota pożyczki, której domagał się Ben-Gurion w marcu 1960 r. – miesiąc po pierwszej francuskiej próbie nuklearnej i kiedy znany był już koszt francuskiego programu nuklearnego – najwyraźniej odpowiadała potrzebom Izraela, podobnie jak dziesięcioletni okres. W przeciwieństwie do wszystkich innych pożyczek rozwojowych Niemiec do tego czasu, Izrael nigdy nie musiał ujawniać, w jaki sposób należy wykorzystać fundusze, i nie przeprowadzono żadnych rozmów na ten temat. Właśnie na tym opierało się kredytowanie.

Nawet gdy Niemcy zaostrzyli warunki pod koniec lat 60. i nalegali, że 20 milionów marek każdego transferu musi być zarezerwowanych dla niektórych projektów, reszta pieniędzy pokryła koszt projektu, o którym treść Izraelczycy nie musieli dostarczać żadnych informacji. Do chwili obecnej, wbrew zwykłej praktyce, niemiecki bank, który udzielił kredytu, nie opublikował żadnych sprawozdań z zamierzonego wykorzystania środków. Nie ma wiarygodnego wytłumaczenia dla ukrycia celu niemieckiego kredytu deweloperskiego poza finansowaniem projektu Dimona.

Ocena, że niemieckie fundusze współfinansowały izraelski program nuklearny, opiera się również na oświadczeniach dwóch osób, które są z nim najsilniej związane. Peres zauważył kiedyś, że Ben-Gurion ustalił wyraźny związek między procesem Eichmanna, „systemem obronnym przeciwko Holokaustowi, jeśli nadejdzie”, a „reaktorem zbudowanym w Dimonie”.

Sam premier wyraził się jeszcze wyraźniej. W debacie na temat Knesetu w 1966 roku zaatakował swojego następcę Leviego Eschkola, twierdząc, że Izrael próbował w 1965 roku w negocjacjach z rządem niemieckim znieść warunki korzystania z pożyczki w celu „rozwoju Negewu” i zgodził się na redukcję o 10 milionów dolarów rocznie. Ben-Gurion przekonywał, że jego następca spowodował „poważne szkody dla jednej z najważniejszych potrzeb bezpieczeństwa i przyszłości gospodarczej państwa Izrael”.

Twierdzenie Ben-Guriona o ustępstwach Eshkola było bezpodstawne, ale jego odniesienie do związku między niemieckim kredytem a „najwyższymi potrzebami bezpieczeństwa” Izraela wyraźnie świadczy o związku z projektem Dimona.

Niemcy ze swojej strony oficjalnie milczą w celu kredytowania. Jednak Hans Ruhlea, były wysoki urzędnik w niemieckim ministerstwie obrony, nie pozostawił wątpliwości, gdy zawarł dwa artykuły na temat finansowania projektu Dimona z tym samym stwierdzeniem: „Niemiecka pomoc finansowa na rzecz rozwoju izraelskich zdolności w zakresie broni jądrowej dała państwu żydowskiemu wyjątkową gwarancję przetrwania, która jest na cześć inicjatorów „Przyjaciela biznesu operacyjnego”.

Aby uzupełnić obraz, należy również wspomnieć o geście niemieckiego rządu, który zrekompensował Izraelowi, powściągliwą reakcję na ostrzał rakietami Scud w wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku i zaangażowanie niemieckich firm w produkcję rakiet. Rekompensata mogła przybierać różne formy, ale nie jest zaskoczeniem – i choć również za niemieckie względy ekonomiczne – odbywała się w tym czasie w formie decyzji kanclerza Helmuta Kohla o zagwarantowaniu budowy dwóch okrętów podwodnych typu Dolphin z 880 mln marek (dziś około miliarda euro) i przejęciu połowy kosztów trzeciego okrętu podwodnego. Według zagranicznych doniesień, niektóre rurki torpedowe okrętów podwodnych są wystarczająco duże, aby umożliwić zestrzelenie pocisków manewrujących głowicami nuklearnymi. Gdyby to była prawda, Niemcy zbudowałyby Izraelowi platformy, które dają mu zdolność drugiego uderzenia.

Zakładając, że wszystkie te informacje są poprawne, wkład Niemiec w bezpieczeństwo Izraela nie może być przeceniony przez lata. W przeciwieństwie do tzw. specjalnych stosunków państwa żydowskiego z USA, które opierają się między innymi na pomocy w postaci broni konwencjonalnej, Niemcy najwyraźniej przejęły odpowiedzialność za finansowanie znacznej części zdolności jądrowych przypisywanych Izraelowi.

W kluczowych latach projektu Negev (1961–1967) niemieckie pożyczki i bezpośrednia pomoc wojskowa obejmowały co najmniej 20 procent rocznego budżetu bezpieczeństwa Izraela. Trudno sobie wyobrazić, jak Izrael w przeciwnym razie mógł ponieść ciężar finansowy tak kosztownego projektu. Bez tego finansowania Izraelowi nigdy nie udałoby się go zrealizować.

W dzisiejszych czasach populistycznych przywódców w tym kraju i gdzie indziej wypada zakończyć tę historię pochwalnym słowem o przywództwie innego rodzaju. Ben-Gurion, którego głównym zmartwieniem było bezpieczeństwo Izraela, nie wahał się bronić przed wrogim społeczeństwem, który nic nie wiedział o pożyczce, i promować koncepcję „innych Niemiec” w celu legitymizacji wyjątkowych stosunków między dwoma krajami. Udało mu się również przedstawić Niemcom Holokaust nie tylko jako tragedię narodu żydowskiego, ale także jako źródło problemu bezpieczeństwa Izraela, na który potrzebna była odpowiedź. A Adenauer był przywódcą, który uznał poważny moralny obowiązek, aby zadośćuczynić otwarcie lub potajemnie zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów pójść daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do obchodzenia własnego rządu i parlamentu.

Następcy tych dwóch przywódców ze swojej strony ściśle przestrzegali wszystkich zawartych umów i od tego czasu uniknęli wszelkich niedyskrecji, które mogłyby ujawnić finansowanie projektu Dimona.

Koniec.

Oto dokument Dirka Pohlmana z 2012 roku, kiedy można było jeszcze zrobić taki dokument dla Arte, który byłby już dziś nie do pomyślenia.

============================

Iran dogaduje się z Japonią

Iran dogaduje się z Japonią

21.03.2026 nczas/iran-dogaduje-sie-z-japonia

Japonia sprowadza przez cieśninę Ormuz ok. 90 % ropy.

Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map
NCZAS.INFO | Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map

Iran jest gotowy zezwolić japońskim jednostkom na żeglugę przez cieśninę Ormuz – podała w sobotę agencja Kyodo, cytując szefa irańskiego MSZ. Abbas Aragczi poinformował, że trwają rozmowy z władzami w Tokio w sprawie otwarcia dla japońskich tankowców tej strategicznej drogi morskiej.

„Nie zamknęliśmy cieśniny. Jest otwarta” – powiedział Aragczi w wywiadzie telefonicznym udzielonym japońskiej agencji informacyjnej w piątek. Zaznaczył jednak, że Teheran jest przygotowany, by zapewnić bezpieczny tranzyt jednostkom krajów, takich jak Japonia, o ile będą one koordynować swoje działania z władzami irańskimi. Minister podkreślił, że restrykcje dotyczą głównie państw biorących udział w atakach na Iran.

Jednocześnie przyznał, że kwestia żeglugi japońskich statków przez cieśninę była omawiana podczas jego ostatnich rozmów z japońskim ministrem spraw zagranicznych Toshimitsu Motegim, zaznaczając, że rozmowy trwają i nie można ujawnić szczegółów.

Japońskie ministerstwa spraw zagranicznych i handlu oraz kancelaria szefowej rządu nie odpowiedziały w sobotę na prośby agencji Reuters o komentarz do tych doniesień.

Aragczi podkreślił, że Teheran nie szuka jedynie rozejmu, lecz „całkowitego i trwałego zakończenia wojny”, którą 28 lutego rozpoczęły USA i Izrael. W sobotę konflikt wchodzi w czwarty tydzień. Aragczi określił atak USA i Izraela jako „nielegalny i niesprowokowany akt agresji”.

Japonia jest silnie uzależniona od dostaw z Bliskiego Wschodu, sprowadzając przez cieśninę Ormuz ok. 90 proc. ropy. W związku z faktyczną blokadą tego szlaku żeglugowego i wynikającego z tego wzrostu światowych cen paliw Japonia zaczęła uwalniać własne rezerwy ropy naftowej.

Kwestia bezpieczeństwa żeglugi była tematem czwartkowego spotkania szefowej japońskiego rządu Sanae Takaichi z prezydentem Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. USA naciskają na sojuszników, by wysłali do patrolowania cieśniny Ormuz okręty wojenne, jednak Tokio odmawia, powołując się na ograniczenia prawne wynikające z powojennej, pacyfistycznej konstytucji kraju.

Najwygodniej tędy: MEM-y VI.

—————————–

————————————————–

————————————

—————————————————

[tylko – czy automat w Polsce przyjmie??]

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————–