Brukselski dom wariatów: Władza, która pożera samą siebie

Brukselski dom wariatów: Władza, która pożera samą siebie

Data: 28 novembre 2025 babylonianempire/brukselski-dom-wariatow

Nie ma wątpliwości co do tego, że na naszych oczach budowane jest społeczeństwo nadzorowane, które jest nowoczesną formą tyranii. Dowodem na to jest epizod, który miał niedawno miejsce w Paryżu, gdzie grupa agentów z brygady antyprzestępczej, niesławnego BAC (https://fr.wikipedia.org/wiki/Brigade_anti-criminalit%C3%A9), interweniowała, aby rozproszyć gazem łzawiącym grupę licealistów, którzy przeprowadzali tradycyjną «bitwę jodeł». Niewinna manifestacja młodzieńczej witalności, która została jednak zinterpretowana jako coś buntowniczego, mimo że – i to jest ważne – bitwa na jodły odbyła się między uczniami dwóch najważniejszych szkół średnich w Paryżu, a zatem we Francji, a mianowicie Louis le Grand i Henri IV, instytutów, w których kształci się cała elita i znaczna część francuskiej inteligencji, i gdzie oczywiście studiują potomkowie transalpejskiej wyższej klasy średniej.

Sam Macron studiował w Henri IV i prawdopodobnie brał udział w bitwie jodeł. Wskazuje to na desperację, ale także determinację oligarchicznego świata do represjonowania własnych sojuszników – tak jak gdyby władza była zmuszona pożreć samą siebie, aby przetrwać. https://www.leparisien.fr/faits-divers/paris-la-traditionnelle-guerre-des-sapins-devant-le-pantheon-vire-au-clash-avec-la-police-25-11-2025-2TMDX4EJTFADHJFGXOX7HPR3UM.php

https://youtube.com/watch?v=tbxl2aY53lE%3Ffeature%3Doembed

Co przetrwać? – Świat, który sami stworzyli. Globalistyczni władcy Europy, komisarze UE, cały stworzony przez nich system i media nieustannie przypominają nam, że Europa znajduje się na szczycie cywilizacji i że demokratyczne wartości europejskie, znane również jako „wartości zachodnie”, są nadrzędne. Obejmują one wolność słowa i nienaruszalność ludzkiego ciała, zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku.

Ale wszystko to istnieje teraz tylko na papierze, ponieważ w rzeczywistości jest to mgliste wspomnienie: w trakcie coraz szybszego procesu, który rozpoczął się wraz z upadkiem muru berlińskiego, wszystko to zostało obalone. Paradoksalnie, dopóki istniał Związek Radziecki, antykeynesowski neokapitalizm – który w międzyczasie ćwiczył w domu, na przykład dokonując zamachu stanu w Chile – musiał być ostrożny, ponieważ istniała polityczna alternatywa, która w pewnych warunkach i w wielu regionach świata mogła być atrakcyjna. Dlatego też pewne formy i zasady były zasadniczo przestrzegane, zwłaszcza dlatego, że na Zachodzie straszenie komunizmem, szerzone jak pożar, pozwoliło na szeroki konsensus – owe 80 procent, które zgodnie z teoriami Vilfredo Pareto stanowiło procent potrzebny do kontrolowania społeczeństwa.

Po upadku ZSRR nie było już przeszkód dla projektu stworzenia nowego feudalizmu, z wyjątkiem tych wynikających z utrzymania konsensusu na bezpiecznym poziomie. Według niemieckiego intelektualisty, Hansa Vogela, zostało to osiągnięte za sprawą serii chwytów ogniskujących uwagę opinii publicznej i zdolnych do generowania poparcia dla systemu, choć w sposób pośredni: tak więc kwaśne deszcze i dziura w warstwie ozonowej znalazły się na pierwszych stronach gazet, zapowiadając ogromną katastrofę ekologiczną. Uwaga została przeniesiona z kwestii politycznych, na przykład praw pracowniczych, które zaczęły wchodzić do maszynki do mięsa, na kwestie ekologiczne.

Znaleziono również winowajcę, tj. chlorofluorowęglowodory, znane również jako Cfc, które znajdowały się w każdym aerozolu. Nie wynikało to bynajmniej z poważnych badań naukowych, ale z faktu, że patenty na wspomniane substancje wygasały i obawiano się, że będą one produkowane na Południu po nader niskich cenach. Co ciekawe, obecnie produkuje się ich nawet więcej niż w latach 90-tych, ale w międzyczasie dziura ozonowa się zamknęła, a nawet odkryto, że jest to zjawisko cykliczne.

W rzeczywistości, wszystkie te problemy całkowicie zniknęły po 11 września 2001 r., który zogniskował uwagę opinii publicznej na terroryzmie i ograniczeniach związanych z jego zwalczaniem: nie była to już kwestia wyboru pojemnika wolnego od Cfc, ale akceptacji coraz ściślejszego monitorowania obywateli dla rzekomego bezpieczeństwa. Jednak oficjalne śledztwo w sprawie ataku na Wieże było tak nieudolne i nieprawdopodobne, że wzbudziło wiele wątpliwości powodujących, że grono niedowierzających zaczęło rosnąć, mimo że byli oni napiętnowani jako “spiskowcy” (słowo wymyślone przez CIA w celu określenia tych, którzy mieli poważne wątpliwości co do oficjalnej wersji zamachu na Kennedy’ego). To, co nastąpiło później, znamy z oskarżeń o negowanie zmian klimatycznych lub szczepionek.

Ale konflikt na Ukrainie wraz z oczywistymi fałszywymi narracjami i konsekwencjami ekonomicznymi, za które w całości zapłacili obywatele, masakry w Strefie Gazy, wspierane praktycznie w całości przez Zachód, stawiają obecnie konsensus dla polityk elit w poważnym niebezpieczeństwie. W rezultacie doprowadziło to do cenzury, w niektórych przypadkach do nielegalnych aresztowań i prób kontrolowania całej Sieci pod różnymi pretekstami, na przykład walki z pedofilią, która jest raczej tajnym nałogiem oligarchii. Albo poprzez tworzenie bezsensownych pojęć, takich jak dezinformacja, w celu ukrycia natury cenzury i nadania jej mylącej szaty. Krótko mówiąc, jasne jest, że europejscy przywódcy są przerażeni rosnącym sprzeciwem, z jakim się spotykają. Ale, jak mówi Vogel, nie mogą zawrócić.

Pozostaje więc wyłącznie represja, ślepa represja, która czasami, jak to miało miejsce w Paryżu, jest również skierowana przeciwko ich własnym kręgom odniesienia. Już teraz owe elity polityczne, wyhodowane jak kurczaki w bateriach, mają bardzo małą głowę, ale dziś tracą ją całkowicie.

INFO: https://ilsimplicissimus2.com/2025/11/28/manicomio-bruxelles-il-potere-che-mangia-se-stesso/

………..

Fragment artykułu Stefano Montefiori dla „Corriere della Sera” na temat interwencji policji w Paryżu:

Gaz pieprzowy w oczy, pobici uczniowie, uczeń zatrzymany i aresztowany za to, że odważył się zaprotestować przeciwko policjantowi, który prysnął mu w twarz gazem łzawiącym: przemoc policyjna powróciła na pierwsze strony gazet w Paryżu i to nie z powodu demonstracji, która źle się skończyła, czy wandalizmu podmiejskich casseurs, ale z powodu bezprecedensowej interwencji, która położyła dramatyczny kres staremu i pokojowemu rytuałowi „wojny jodeł” między dwoma najlepszymi, rywalizującymi ze sobą liceami we Francji.

Licea Henri-IV i Louis-le-Grand w Paryżu od wieków są sercem elity, szkołami, w których uczyli się prezydenci Republiki, premierzy i wielcy intelektualiści (między innymi Emmanuel Macron i Michel Foucault w pierwszym, Jacques Chirac i Roland Barthes w drugim, Jean-Paul Sartre w obu).

Z kilkoma wyjątkami, ze względu na pochodzenie, ambicje i prawdopodobne przeznaczenie, uczniowie nie są wandalami predysponowanymi do buntu, a moment ich największego szaleństwa przychodzi co roku, gdy licealiści biorą udział w tzw. „wojnie jodłowej”: rodzaju goliardycznego rytuału, w którym Henri-IV i Louis-le-Grand rywalizują o choinki umieszczone w nadmiarze przez gminę na Place du Pantheon.

Jest to tak głęboko zakorzeniona tradycja uczniowska, że jest akceptowana, a nawet faworyzowana przez dyrektorów obu szkół i gminę VI dzielnicy, która uczestniczy w organizacji: na Place du Pantheon znajdują się duże udekorowane choinki, przeznaczone dla wszystkich mieszkańców i turystów, ale gmina dostarcza również kilka jodeł pozostawionych na chodniku, gotowych do zabrania przez uczniów: zwycięzcą jest ten, komu uda się zabrać najwięcej, a następnie wyeksponować je jako trofea przy wejściu do własnego liceum.

Nie stanowiło to większego zagrożenia dla porządku publicznego, niemniej jednak kilka dni temu zabawa została przerwana przez ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy Brygady Zwalczania Przestępczości, którzy wmieszali się w tłum młodzieży i zaczęli używać gazu łzawiącego na wysokości ich oczu. Ku zdumieniu uczniów, założyli oni na ramiona opaski z napisem „Policja” i przystąpili do rozpraszania niewielkiego tłumu.

„Interwencja była tak szybka i nagła, że natychmiast wywołała chaos” – mówi Clara, jedna z dziewcząt biorących udział w „wojnie jodłowej”. “Policjanci byli agresywni, próbowaliśmy z nimi spokojnie rozmawiać, ale funkcjonariusz zagroził nam aresztowaniem, a potem rzucono kogoś na ziemię. Nadużycie władzy”.

Na jednym z wielu nagrań wideo z tego wieczoru widać policjanta w cywilu, który krąży wśród uczniów i bez ostrzeżenia pryska im gazem w oczy, a następnie goni i bije ucznia, który ośmielił się zaprotestować w obronie koleżanki.

Około 200 uczniów rzuciło się do jedynej fontanny przy Panteonie lub do pobliskich kawiarni. Rektorat Paryża twierdzi, że „studenci, którzy wymagali leczenia, otrzymali opiekę w szkolnym ambulatorium, a czterech z nich zostało przewiezionych do okulistycznej izby przyjęć szpitala Cochin”. […]

INFO: https://www.dagospia.com/cronache/polizia-francese-c-ha-mano-pesante-parigi-gli-agenti-malmenato-gli-455400

Parę obrazków prawdy o Ukrainie. MEM-y VI.

——————————-

———————————————

——————————–

———————————————-

———————————————————

——————————————–

—————————————————-

———————————-

—————————————-

No jak to??? A Zełenski to czystej krwi Ukrainiec !!

=============================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Bravo Chyży… MEM-y V.

—————————–

—————————————

——————————————-

——————————

————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Oh… Coorva… Cudna sprawa. MEM-y IV.

————————————————

———————————————-

———————————-

——————————-

Sikorski – zagadka…

———————————————–

——————————-

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jedźmy do Etiopii. MEM-y III.

—————————————

Kilometrówki Gajewscy Myrch

—————————

=======================================

—————————————–

——————————————

———————————-

—————————————

————————————–

———————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Ekolo. Antysemitnictwa mało. MEM-y II.

————————————————-

——————————-

————————————–

————————————————-

——————————–

———————————-

———————————————

—————————————————

—————————————–

————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Sobotnie MEM-y I. Dla zmylenia dywersantów.

——————————————————-

—————————————

——————————————

————————————-

————————————————-

——————————————

———————————————

————————————————-

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Człowiek Zełenskiego odchodzi w środku skandalu. Kosiniak-Kamysz: „Nic się nie zmienia”. – No właśnie !!!

Człowiek Zełenskiego odchodzi w atmosferze skandalu. Kosiniak-Kamysz mówi, że nic się nie zmienia

28.11.2025 https://nczas.info/2025/11/28/czlowiek-zelenskiego-odchodzi-w-atmosferze-skandalu-kosiniak-kamysz-mowi-ze-nic-sie-nie-zmienia/

Andrij Jermak.
NCZAS.INFO | Andrij Jermak. / Fot. PAP

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył w piątek, że szef jego kancelarii Andrij Jermak, którego nazwisko figuruje w śledztwie dotyczącym afery korupcyjnej, podał się do dymisji. Nie chcę, aby ktoś miał jakiekolwiek pytania do Ukrainy – podkreślił szef państwa. Do ukraińskiej afery odniósł się wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dlatego dziś podjęte zostały kolejne decyzje wewnętrzne. Po pierwsze, nastąpią zmiany w Biurze Prezydenta Ukrainy. Szef Biura, Andrij Jermak, napisał podanie o dymisję – poinformował Zełenski w nagraniu wideo.

Zapowiedział na sobotę konsultacje z kandydatami na nowych szefów swojej administracji. – Jutro przeprowadzę konsultacje z osobami, które mogą stanąć na czele tej instytucji – oznajmił.

Jermak został objęty dochodzeniem Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) w związku ze śledztwem w sprawie korupcji pod kryptonimem „Midas”. NABU i SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna) przeprowadziły w piątek przeszukanie w mieszkaniu Jermaka.

Zełenski zaznaczył, że Jermak godnie reprezentował kraj w rozmowach na temat planu pokojowego w toczącej się wojnie z Rosją. – Zawsze przedstawiał (w tych rozmowach – red.) stanowisko patriotyczne. Ale chcę, by nie było plotek ani spekulacji – oświadczył.

Informacje o wkroczeniu służb antykorupcyjnych do mieszkania Jermaka przekazał w piątek rano portal Ukrainska Prawda. Sam Jermak potwierdził, że odbywają się przeszukania i zadeklarował współpracę ze śledztwem.

Media i eksperci przypuszczają, że pod pseudonimem Ali Baba, który pojawia się w śledztwie w sprawie afery „Midas”, stoi Jermak. Byłemu – od piątku – szefowi administracji prezydenta nie postawiono dotąd żadnych zarzutów.

Według Ukrainskiej Prawdy Jermak osobiście był zaangażowany w przygotowanie projektu ustawy o NABU, który pojawił się w lipcu i spowodował masowe protesty w związku z próbami ograniczenia kompetencji tej instytucji.

NABU i SAP ujawniły 10 listopada informacje na temat uczestników rozległego systemu korupcyjnego w energetyce. Pobierali oni od kontrahentów Enerhoatomu, państwowego operatora elektrowni jądrowych, łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez który – jak ustalono – przeszło około 100 mln dolarów.

Zatrzymano pięć osób, a siedmiu innym postawiono zarzuty. W śledztwie figuruje też nazwisko Tymura Mindicza, biznesmena i bliskiego współpracownika Zełenskiego. Uważany jest on za organizatora całego procederu. Uciekł za granicę na kilka godzin przed przeszukaniami u uczestników afery.

Postępowanie w sprawie afery korupcyjnej rozpoczęło się 21 sierpnia na podstawie artykułów kodeksu karnego, dotyczących utworzenia grupy przestępczej i kierowania nią, prania środków finansowych o dużej wartości, uzyskanych z naruszeniem prawa, oraz wpływania na członków gabinetu ministrów Ukrainy w celu podjęcia decyzji z naruszeniem prawa. Śledztwo trwa natomiast już od kilkunastu miesięcy (rozpoczęło się w 2024 r.).

W związku z aferą ukraiński parlament przegłosował 19 listopada dymisję ministra sprawiedliwości, a wcześniej ministra energetyki Hermana Hałuszczenki oraz ówczesnej szefowej tego drugiego resortu Switłany Hrynczuk. Ich nazwiska także widnieją w śledztwie NABU.

Kosiniak-Kamysz: Wsparcie dla Ukrainy niezmienne

Ukraińską aferę skomentował Kosiniak-Kamysz. Zaznaczył, że kwestia możliwej korupcji na szczycie władzy nie ułatwia trwających obecnie negocjacji pokojowych.

To nie jest dobra informacja dla Polski czy Europy zachodniej, dla której granica bezpieczeństwa leży obecnie na linii frontu rosyjsko-ukraińskiego – powiedział. Szef MON wyraził nadzieję, że „toczona od 4 lat heroiczna obrona Ukrainy nie zostanie zniweczona przez sprawy, które budzą określone emocje – a na pewno te emocje będą podsycane przez wrogie Ukrainie siły”.

Oczekujemy wyjaśnień; nasza strategia wsparcia dla Ukrainy jest niezmienna, bo tam jest jest granica naszego bezpieczeństwa, ale nie da się na przykład przystąpić do Unii Europejskiej nie mając transparentności w polityce antykorupcyjnej – zaznaczył Kosiniak-Kamysz.

Wysocka-Schnepf chwali się, że sąd zakazał Stanowskiemu i Mazurkowi nazywać ją „arcykapłanką propagandy”. Ale tylko przez rok. Efekt Streisand

Wysocka-Schnepf chwali się, że sąd zakazał Stanowskiemu i Mazurkowi nazywać ją „arcykapłanką propagandy”. Ale tylko przez rok.

[ale my możemy. A takie sowo na k.? md]

29.11.2025 https://nczas.info/2025/11/29/wysocka-schnepf-chwali-sie-ze-sad-zakazal-stanowskiemu-i-mazurkowi-nazywac-ja-arcykaplanka-propagandy-ale-tylko-przez-rok/

Krzysztof Stanowski i Dorota Wysocka-Schnepf.
NCZAS.INFO | Krzysztof Stanowski i Dorota Wysocka-Schnepf. / Fot. PAP/TVP Info-screen (kolaż)

Sąd zadecydował, że Krzysztof Stanowski i Robert Mazurek nie mogą nazywać pracownicy mediów reżimowych „arcykapłanką propagandy”. Ale tylko przez rok.

Kuriozalna decyzja sądu jest najwyraźniej powodem do dumy dla Wysockiej-Schnepf, która „pochwaliła się” dokumentem.

„Jak to szło, panie @K_Stanowski? 'Masz jedno zadanie: zamknąć się’? Tak mnie pan zaczepiał? Karma wraca. To pan ma teraz zamilknąć. Na mój temat. I mojego dziecka też. I dodać stosowne info do swoich paszkwili. Niezwłocznie. Sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu. Sprawa w toku” – napisała na X Wysocka-Schnepf, udostępniając pismo.

Jak czytamy, w załączonym postanowieniu z 20 listopada, Sąd Okręgowy postanowił m.in. „udzielić zabezpieczenia roszczeń powódki Doroty Schnepf o zakazanie naruszeń dóbr osobistych i nakazanie zaprzestania naruszenia dóbr osobistych powódki poprzez zakazanie pozwanym Krzysztofowi Stanowskiemu, Kanałowi Zero spółce akcyjnej […], Robertowi Mazurkowi publikowania we wszelkich kanałach wymiany informacji treści dotyczących: zestawiania powódki Doroty Schnepf ze zbrodniami komunistycznymi, w tym popełnionymi w czasie tzw. Obławy Augustowskiej oraz określania powódki mianem 'arcykapłanki propagandy’ przez okres roku liczonego od dnia wydania postanowienia w przedmiocie udzielenia zabezpieczenia”.

Sprawa wywołała niemałe poruszenie w sieci. I to z kilku powodów.

„Sąd orzekł, że nie wolno Mazurkowi i Stanowskiemu nazywać Doroty Wysockiej-Schnepf arcykapłanką propagandy. 1. Inni mogą jak rozumiem? 2. Czy ww. mogą już ją nazwać atencyjną arcykapłanką propagandy?” – zapytał redaktor portalu nczas.info Dominik Cwikła.

„Otwieram konkurs na nowe określenie działalności pani Schnepf” – napisał sam Krzysztof Stanowski.

W kolejnym wpisie zauważył, że sędzia, która była przewodniczącą na posiedzeniu niejawnym – Ewa Breś – jest tzw. neosędzią, czyli nie jest uznawana przez rząd za sędzię.

„Pani Doroto, to neosędzia jest” – zaznaczył Stanowski.

Mnóstwo internautów zaczęło prezentować alternatywne „tytuły” wobec tych zakazanych przez sąd. W końcu sądowy zakaz objął tylko dwóch dziennikarzy i jedną firmę, nie całą Polskę, o całym świecie nie wspominając.

Ponadto wiele osób podkreśla podwójne standardy w kwestii traktowania sędziów określanych mianem „neo”. Z jednej strony „neosędziowie” sędziami mają nie być, ale z drugiej, gdy zapada „wygodna” decyzja, to nagle próbuje się użyć autorytetu sądu.

Oczywiście, tego typu „zabezpieczenia” są nie tylko nieskuteczne, chociażby przez tzw. efekt Streisand, czyli wielki wzrost zainteresowania czymś, co próbuje się w Internecie ukryć. Przede wszystkim są antywolnościowe i niemoralne, niezależnie od prawa stanowionego i widzimisię jakiegokolwiek sędziego.

Donnerwetter! Długotrwała stagnacja i bieda. Klimatyzm sprowadza katastrofę

Długotrwała stagnacja i bieda. Klimatyzm sprowadza katastrofę

29.11.2025 Tomasz Myslek https://nczas.info/2025/11/29/dlugotrwala-stagnacja-i-bieda-klimatyzm-sprowadza-katastrofe/

klimat bankrut
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay (kolaż)

Po katastrofalnych „klimatycznych” decyzjach władz UE i Niemiec z 4–5 listopada br. już wiadomo, że nie będzie żadnego znaczącego i systematycznego rozwoju gospodarek i wzrostu poziomu życia rodzin w większości krajów UE. Będzie dominować euro-komunistyczna biurokracja, gospodarcza stagnacja i marazm – i to w tym najlepszym razie, gdy kraje UE nie zostaną jeszcze bardziej wciągnięte w wojnę z Rosją.

5 listopada ministrowie 27 państw UE ostatecznie uzgodnili i ogłosili swoje porozumienie w sprawie ustanowienia „nowego celu klimatycznego” wszystkich instytucji i krajów UE na rok 2040. Do tego roku emisje „gazów cieplarnianych” na terytorium całego unijnego eurokołchozu mają zostać zredukowane aż o 90 proc. względem roku 1990.

Ceny obecnych „uprawnień do emisji” dwutlenku węgla i innych gazów (w ramach systemu i podatku ETS1) z biegiem lat znacznie wzrosną. Ale przede wszystkim pojawią się nowe i duże opłaty od tej „emisji gazów” już także w kolejnych obszarach życia i gospodarki: budownictwa, transportu drogowego i paliw, całego przemysłu przetwórczego, w tym „klimatyczne” opłaty od firm średnich i małych, a także te od ogrzewania mieszkań i domów. To wszystko już od stycznia 2027 r., a w Polsce i paru innych krajach UE, w ramach ewentualnego opóźnienia o rok wdrożenia nowego systemu UE, być może „dopiero” od stycznia 2028 r. (jak dobrze pójdzie).

To tzw. europejski system ETS2, który spowoduje, że koszty energii, paliw, transportu, ogrzewania domów i ciepłej wody dla milionów rodzin polskich i innych i dla niemal całej gospodarki polskiej czy np. rumuńskiej drastycznie wzrosną. Co spowoduje znaczne podrożenie kosztów życia, w tym przede wszystkim żywności, dużej części artykułów przemysłowych, kosztów utrzymania samochodów i domów. Wunderbar!

Te koszty życia itd. wzrosną oczywiście także w Niemczech, ale zapewne znacząco mniej. Głównie z tego powodu, że niemiecki przemysł energochłonny i transport drogowy już od wielu miesięcy jest obłożony opłatami i kosztami związanymi z systemem ETS1. Szef think tanku EPICO KlimaInnovation Bernd Weber powiedział telewizji NTV, że wprowadzenie w Niemczech od stycznia 2027 r. podatku ETS2 nie będzie więc dla ludzi i większości firm szokiem, bo np. rachunek za tankowanie samochodu czy zużycie gazu w domu będzie zbliżony do obecnego. W Niemczech cena za emisje dwutlenku węgla już obecnie jest uwzględniana w rachunkach za ogrzewanie, paliwa i transport. Ale w Polsce nowy system i podatek ETS2 „w ponad trzech milionach gospodarstw domowych może doprowadzić do wzrostów kosztów ogrzewania nawet o 150 procent”, powiedział Weber (wg dw.com).

Z kolei komentator dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zwrócił uwagę (w wydaniu dziennika z 6 listopada), że decyzja unijnych ministrów ochrony środowiska o ewentualnym opóźnieniu wprowadzenia systemu ETS2 o rok jest godna odnotowania, gdyż „w ten sposób UE osłabi sedno swojej polityki klimatycznej”. Bo w takim przypadku „osiągnięcie celu klimatycznego UE na rok 2030 – redukcji emisji gazów o 55 procent w stosunku do poziomu z roku 1990 – będzie wówczas znacznie trudniejsze. Czas pokaże, czy takie kraje, jak Polska czy Rumunia, naciskając na wprowadzenie tego opóźnienia [ETS2], wyświadczyły sobie przysługę”.

Bo „im później nowy system zostanie uruchomiony, tym wyższe ceny i koszty grożą w momencie jego wprowadzenia – jeśli tylko UE pozostanie przy swoich celach [redukcji gazów itd.]”. Więc „przesunięcie terminu [wprowadzenia ETS2] może zemścić się na mieszkańcach Europy Wschodniej, których rządy, w przeciwieństwie do Niemiec, jeszcze nie wprowadziły krajowych cen emisji CO2. Paradoksalnie, w Niemczech handel emisjami początkowo może nawet doprowadzić do spadków tych cen – nawet wtedy, gdy to nastąpi dopiero rok później” – stwierdzał komentator dziennika „FAZ”. Super!

Stagnacja i stopniowa zapaść przemysłu

Tymczasem według listopadowego sondażu instytutu Forsa, po pół roku urzędowania kanclerza Fryderyka Merza (od 6 maja) aż 72 proc. pytanych Niemców jest niezadowolonych z jego działań i rządu. W lipcu br. ten wskaźnik niezadowolenia wynosił jeszcze „tylko” 64 proc. Zadowolenie z prac obecnego kanclerza wyrażało w listopadzie już tylko 25 proc. ankietowanych. W opinii bardzo doświadczonego 83-letniego Manfreda Güllnera – założyciela i szefa ww. instytutu, głównym powodem tak słabych ocen działań kanclerza jest trudna sytuacja gospodarcza kraju. Aż ponad 60 proc. społeczeństwa postrzega bowiem obecny stan gospodarki Niemiec za główny problem kraju. Z kolei np. prof. Klaus Stüwe – politolog z Katolickiego Uniwersytetu w Eichstätt-Ingolstadt uważa, że wiarygodność Merza i jego gabinetu została osłabiona przede wszystkim dlatego, że zadłużenie Niemiec jest dziś już znacząco wyższe niż kiedykolwiek wcześniej. A ponadto wiele z wyborczych obietnic szefa CDU pozostaje zupełnie niespełnionych. Richtig!

Według danych niemieckiego GUS opublikowanych 30 października br., w III kwartale br. niemiecka gospodarka tym razem uniknęła jakiejś wyraźnej recesji. Oficjalnie ogłoszono, że przez trzy letnie miesiące wzrost PKB w stosunku do poprzedniego kwartału był zerowy (realnie, czyli po uwzględnieniu inflacji i wzrostów cen). A to znaczy, że była stagnacja. Wskutek tego ogłoszenia czołowe niemieckie instytuty ekonomiczne zaraz obniżyły swoje nowe prognozy na cały rok 2025 – spodziewając się przedłużenia stagnacji i gospodarczego marazmu. Ponadto urząd statystyczny dokonał rewizji danych za poprzedni kwartał.

Okazało się, że w okresie kwiecień–czerwiec br. niemiecki PKB spadł o trochę ponad 0,2 proc. w porównaniu do I kwartału br., a nie o 0,3 proc., jak to obliczono w sierpniu. Prognozy ekonomistów okołorządowych przewidują dalszą stagnację gospodarki i co najwyżej drobny wzrost rzędu 0,1–0,3 proc. PKB za cały rok 2025. Monachijski Instytut Ifo prognozuje wzrost PKB Niemiec o 0,2 proc. w całym roku 2025. Ale aż o 1,3 proc. w roku 2026. Jest to odpowiednio o 0,1 i 0,2 proc. mniej niż w prognozach Ifo z lata br.

Niemal identyczne prognozy przedstawił kiloński IfW. Należy przypomnieć, że w ujęciu rocznym PKB Niemiec spadł oficjalnie w całym roku 2024 o 0,2 proc., a w 2023 o 0,3 proc. Ogromny niemiecki eksport, w niektórych latach obecnego wieku największy w świecie, a od roku 1957 główny motor gospodarki Niemiec, od roku ubiegłego już stopniowo spada. Bo niektóre niemieckie produkty, jak np. niektóre pojazdy czy produkty chemiczne, stały się już na rynkach świata zbyt drogie i niekonkurencyjne.

Te cyfry i prognozy są ważne, ale znacznie ważniejszy wydaje się fakt, że ponoć nadal spada liczba zamówień, produkcja i sprzedaż w niemieckim przemyśle – i to już od ponad trzech lat. Większość komentatorów i mediów obwinia za to wszystko – co najmniej od kwietnia br. – przede wszystkim „nieobliczalnego” prezydenta USA i jego znacząco wyższe niż dawniej taryfy celne, którymi obłożył prawie wszystkie produkty niemieckie i europejskie eksportowane do Ameryki. Obwinia także Chiny i ich ogromny eksport do Niemiec wielu tanich towarów, a także m.in. ciągle „pogarszającą się koniunkturę” globalną w wielu branżach. Jak zwykle przy takich okazjach, już od ponad czterech lat nie padają przy tym żadne stwierdzenia i opinie wskazujące na głównego winowajcę niemieckiej stagnacji i recesji, tj. na absurdalną i katastrofalną w skutkach politykę „klimatyczną” (z systemem ETS na czele), na „zieloną” i euro-socjalistyczną politykę energetyczną, przemysłową, podatkową i socjalną władz RFN i władz UE. Sehr schön und demokratisch!

Tak to trwa już od sierpnia 2021 r. To wtedy pod wpływem unijnego podatku ETS i całej polityki „klimatycznej”, energetycznej i podatkowej władz UE i RFN – tak zgubnej dla wielu firm – doszło w Europie do gwałtownych wzrostów hurtowych cen gazu ziemnego i innych nośników energii. A także do znacznych wzrostów kosztów transportu, pracy i budownictwa.

Kolejne znaczne podwyżki „płacy minimalnej”

Koszty pracy w Niemczech rosły systematycznie od stycznia 2022 r., tj. od czasu wprowadzenia przez rząd SPD i Zielonych znacznej podwyżki urzędowej „płacy minimalnej”, która już po kilku miesiącach przyczyniła się do upadku co najmniej kilkunastu tysięcy firm małych i średnich.

W związku z powyższymi zagrożeniami, niektórzy znani ekonomiści – głównie ci około-rządowi – nareszcie ocknęli się i biją na alarm. Np. szef Instytutu Badań Ekonomicznych (Ifo) Clemens Fuest ostrzegł w rozmowie z dziennikiem „Bild”, że „jeśli nie zostaną wprowadzone poważne reformy, niemiecką gospodarkę czekają kolejne spadki”. Obecną sytuację gospodarczą w Niemczech uznał za „dramatyczną” i stwierdził, że „miliony Niemców już doświadczają pogarszania się ich sytuacji materialnej”. A ponieważ wydatki rządu wciąż rosną, a prywatne inwestycje wciąż maleją, więc „to oznacza w średnim okresie mniejszy wzrost gospodarczy, niższe wpływy z podatków i w efekcie coraz mniej środków na publiczne usługi państwa”.

Prof. Fuest wezwał rządzących do ograniczenia biurokracji i „zbyt kosztownych” regulacji UE i RFN – wskazał na zbyt wielkie wymagania i koszty dotyczące emisji dwutlenku węgla i innych „gazów cieplarnianych”, a także łańcuchów dostaw i tzw. płacy minimalnej. Stwierdził, że znaczne uproszczenie i ograniczenie tysięcy przepisów mogłoby przynieść gospodarce Niemiec do 146 miliardów euro dodatkowych środków. Zaapelował do rządu RFN o pilne przedstawienie „kompleksowego programu reform” – wykraczającego poza dotychczasowe ustalenia koalicyjnych partii. Najpóźniej do początku wiosny 2026 r. Richtig!

Tymczasem raptem trzy dni po ww. wypowiedzi szefa Ifo, tj. 29 października, rząd RFN przyjął rozporządzenie o podwyżce urzędowej „płacy minimalnej” – od stycznia 2026 r. Ma być ona dwustopniowa: od 1 stycznia ma wzrosnąć z obecnych 12,82 euro brutto do 13,90 euro brutto za godzinę pracy, a rok później do aż 14,60 euro za godzinę. Ta podwyżka płac wyniesie więc łącznie prawie 14 procent. Wunderbar! To już na pewno zachęci setki tysięcy przedsiębiorców, szczególnie tych małych, do inwestycji produkcyjnych i innych, do zaprzestania myślenia o przeniesieniu działalności gdzieś za granicę itd.

Ta fatalna dla przedsiębiorstw i gospodarki decyzja rządu Niemiec jest ponoć zgodna z tzw. rekomendacją komisji ds. płacy minimalnej, w skład której wchodzą od lat przedstawiciele pracodawców i pracowników. Ta rekomendacja została uzgodniona już w czerwcu br. – po dość silnych sporach w rządzie. SPD postulowała bowiem podwyżkę „płacy minimalnej” do aż 15 euro i to już od stycznia 2026 r., na co politycy CDU i bawarskiej CSU nie zgodzili się.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w przyszłym roku ze wspomnianej podwyżki do 13,90 euro brutto za godzinę pracy może skorzystać nawet 6,6 miliona pracowników – w większości kobiet i pracowników w Niemczech wschodnich, tj. na obszarze byłej NRD. A np. osoby pracujące za tę „płacę minimalną” w pełnym wymiarze godzin od stycznia będą zarabiać miesięcznie już około 190 euro brutto więcej niż teraz. Super! A jeszcze w roku 2015, gdy tę urzędową „płacę minimalną” wprowadzono w RFN po raz pierwszy, minimalna stawka godzinowa wynosiła tylko 8,50 euro brutto.

Na tym niemieckim przykładzie dobrze widać nieustanne postępy euro-socjalizmu UE – rujnujące firmy, gospodarki, budżety ludzi pracujących i całych państw. I prowadzące do coraz bardziej powszechnej biedy.

Donnerwetter!

Gdy rządowa antypolska propaganda zastępuje wiedzę. Przypadek Urszuli Zielińskiej, zielonej w wiedzę

Gdy rządowa antypolska propaganda

zastępuje wiedzę.

Przypadek Urszuli Zielińskiej

Podcast Paragrafizm


https://www.salon24.pl/u/podcast-paragrafizm/1475429,gdy-rzadowa-antypolska-propaganda-zastepuje-wiedze-przypadek-urszuli-zielinskiej-i-nieoplacalnej-zeglugi-srodladowej

Przykład walki Partii Zielonych tworzącej rząd Donalda Tuska to klasyka gatunku gdzie w imię ideologicznych bzdur i prywatnych interesów członków rządu niszczone jest polska gospodarka – tu sektor transportu śródlądowego

Gdy rządowa antypolska propaganda zastępuje wiedzę. Przypadek Urszuli Zielińskiej i „nieopłacalnej” żeglugi śródlądowej

Zapewne wszyscy zdążyli już zapomnieć niemądre wypowiedzi Wiceminister w rządzie Donalda Tuska które spotkało się z oburzeniem ekspertów, jakie przybrało postać Oświadczeni Związku Absolwentów Szkół Zawodowych Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu, które oburzone środowisko TŻŚ wydało po „występie” Urszuli Zielińskiej i tu trudno je nazwać zwykłą polemiką po prostu. To raczej desperacka próba obrony elementarnych standardów debaty publicznej przed czymś, co eksperci nazywają wprost: skrajną ignorancją podaną w opakowaniu rządowej propagandy.

W mediach krąży wywiad z wiceminister Klimatu i Środowiska, w którym pani Zielińska z powagą godną profesora hydrotechniki ogłasza, że żegluga śródlądowa w Polsce jest skazana na zapomnienie. I że „Europa odchodzi od transportu wodnego, bo się nie opłaca”. Padają też inne rewelacje: polskie rzeki mają być „zabetonowane”, ryby „nie mają wody”, a barki… są rzekomo tak ciężkie, że „nie utrzymują się na wodzie”. W normalnym kraju takie słowa byłyby klasycznym przykładem kabaretowej satyry na polityka nieprzygotowanego do rozmowy. W Polsce 2025 brzmią jak oficjalne stanowisko rządu, które może stać się podstawą decyzji wpływających na całe gałęzie gospodarki.

Chciałoby się powiedzieć głupota tej Zielonej „Damy” sięgnęła dna rzeki.

Absolwenci szkół żeglugowych piszą wprost: to obraża branżę. I mają rację. Ale problem nie leży tylko w tym, co Zielińska powiedziała – lecz że ktoś taki mówi to jako członek rządu odpowiedzialnego za strategiczne decyzje dotyczące klimatu, infrastruktury i transportu.

Jako dziennikarka od lat zajmująca się obnażaniem rządowej propagandy powiem to jasno: to nie jest wpadka, to jest system. System, w którym polityczny aktywizm i ideologia ( owa Dama należy do partii Zielonych w Polsce ) zastępują wiedzę, dane, analizy i rzeczywistość. System, który potrzebuje takich „eksperckich” narracji, aby uzasadnić z góry założone tezy – najczęściej sprzeczne z interesem państwa.

Twierdzenie tez o rzekomej „nieopłacalności” żeglugi jest nie tylko błędne – ono jest absurdalne w świetle tego, co robią kraje, które naprawdę rozumieją logistykę. Niemcy, Holandia, Francja, Belgia – wszyscy inwestują miliardy euro w modernizację dróg wodnych. Ren, który według Zielińskiej „odrzuca transport rzeczny”, pozostaje jedną z najintensywniej eksploatowanych arterii wodnych na świecie. W samych Niemczech w 2023 roku przewieziono drogami wodnymi ponad 180 milionów ton ładunków. Ciężarówki i koleje nie są w stanie zastąpić tej przepustowości bez gigantycznych kosztów i paraliżu infrastruktury.

Europa nie odchodzi od żeglugi. Europa odchodzi od amatorszczyzny, której modelowym przykładem jest wiceminister rządu Donalda Tuska . I właśnie dlatego słuchanie takich rewelacji od wiceminister odpowiedzialnej za klimat jest tak groteskowe. Ale tu idzie o coś więcej jest to niebezpieczne dla Polski i dla jej rozwoju.

Polskie rzeki nie są ani zabetonowane, ani przeinwestowane. Są – i to mówią wszyscy eksperci – jednymi z najmniej uregulowanych w Europie. A barki „za ciężkie, by utrzymać się na wodzie”? Trudno stwierdzić, czy to przejęzyczenie, czy brak elementarnego zrozumienia fizyki na poziomie szkoły podstawowej. Czy też jak twierdzą inni głupota lub polityczne wyrachowanie.

To jednak nie był żart. To była poważna niestety wypowiedź osoby współtworzącej politykę klimatyczną państwa.

Ten przypadek pokazuje, w jakim kierunku dryfuje państwo, kiedy resorty obejmują ludzie kierujący się ideologią zamiast wiedzą. Wiceminister nie reprezentuje siebie – reprezentuje rząd i jego światopogląd. Dlatego słowa o „zapomnieniu o żegludze śródlądowej” należy traktować nie jako wygłup, lecz jako zapowiedź realnych decyzji. Decyzji, które mogą: uderzyć w polską logistykę, zwiększyć koszty transportu, przerzucić ruch na drogi, pogłębić zależność od transportu ciężarowego, osłabić konkurencyjność portów i wyhamować strategiczne inwestycje.

To nie są błahostki. To strategiczne kwestie gospodarcze. I tu stawka idzie o coś więcej niż o zwykłą banalną głupotę Minister Zielińskiej.

Związek Absolwentów Żeglugi Śródlądowej protestuje, bo nie ma zgody na to, aby los wielkich gałęzi transportu zależał od polityków, których wiedza kończy się na memach z mediów społecznościowych. Bo Polska potrzebuje polityków odpowiedzialnych, którzy wiedzą, że transport rzeczny to: najtańszy, najbardziej ekologiczny, najstabilniejszy energetycznie i najbardziej efektywny przy dużych tonażach sposób przemieszczania ładunków.

A nie na rząd kabaretowy w stylu, który chce transport wodny wykreślić z mapy transportowej Polski bo „barki są ciężkie”.

Tak wygląda „mądrość” w wydaniu rządowej propagandy – i dobrze, że branża mówi temu jasno: NIE.

I tu nie idzie o wypowiedzi ekspertów : życie jak to nagranie ( z kanału w środku miasta gdzie co warte odnotowania załoga zapewne jest polska, gdyż na barce stoi samochód na polskich numerach rejestracyjnych) pokazujące transport rzeczny w Berlinie wykazuje, iż działania tej minister mają charakter antypaństwowy. Bo przecież nie chcemy uważać że Minister rządu w Polsce jest niemądry ?

https://portalwarszawski.com.pl/2024/07/28/aktualnosci/tylko-u-nas-absolwenci-zeglugi-srodladowej-reaguja-na-madrosci-zielinskiej

Vaccines and Adjuvants: Aluminum. Just the facts, M’aam.

Vaccines and Adjuvants: Aluminum

Just the facts, M’aam.

DR. ROBERT W. MALONE NOV 28

Image of Bohmite, the mineral version of the common Aluminum vaccine adjuvant known as Alum. Chemically, the crystalline aluminum oxyhydroxide AIOOH. The structure consists of corrugated sheets of aluminum octahedra.

Are all vaccines similar, and what ingredients are in vaccines?

Each approved vaccine is a unique mixture of both ingredients and manufacturing processes. From a regulatory standpoint, vaccine products are a combination of ingredients, manufacturing process, process controls (including release testing), and supporting safety and efficacy/effectiveness testing. The repeated assertion that all vaccines are safe and effective is mere propaganda. Each licensed vaccine product has its own profile of risks, benefits, pharmacology, immunology, and other characteristics.

Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid

For the sake of discussion, vaccine products can be divided into three general categories. 

Live Vaccines

Classically, “live” vaccines are essentially replication-competent viruses, bacteria, or potentially other replication-competent biological material. Simple examples include the oral polio vaccine, the yellow fever vaccine, the smallpox vaccine, and the Tuberculosis vaccine (BCG). A more recent example of this category is the “Flumist” influenza virus vaccine. In all of these cases, the patient is offered a product that actually infects them in some way, but – assuming that they have a “normal” properly functioning immune system – will not cause clinical disease. If the patient is immunosuppressed in some way, all bets are off. In the case of “live” vaccines, dosage, purity, identity, and “titer” of the product are critical. To illustrate this with a simple example, if you take multiple doses of yellow fever vaccine in close succession, you will get clinical yellow fever, and it can kill you. In general, “live” vaccines are the most effective, as they most closely mimic actual infection by a pathogen. However, they do cause the cells and tissues of your body to actually manufacture foreign proteins, similar to gene therapy-based vaccines.

Dead Vaccines.

“Dead” vaccines were originally prepared by taking a “live” replication-competent agent (virus or bacteria), growing it in some sort of material that will support replication (fermentation broth, cell culture, or fertile/embryonated chicken eggs for example) and “killing” or inactivating it in some way, typically by adding a chemical that would either break up the agent into its components, or damage its genome so that it could no longer replicate. One major problem with these types of products is purity, as this category is prone to contamination coming from the material used to support replication of the pathogen. The early anthrax vaccines used by the US Military during “Desert Storm” were notoriously “dirty” or contaminated with material that had nothing to do with the parts of the killed anthrax that were intended to be included in the product. Over time, various methods have been developed to produce much purer “antigens” or immunogenic components (including the use of recombinant DNA together with fermentation and advanced purification technology), but the paradox has been that as the preparations became purer, their “immunogenicity” was reduced. Essentially, the impurities were biologically active and often increased the adaptive (and innate) immune response to the intended “antigen” from the pathogen. This relates to the topic at hand, that being the use of “adjuvants” in vaccines. A related point is that, in the case of modern “subunit” vaccines produced using recombinant DNA technology, the biologically active “antigen” is produced outside your body and then injected. This is very different from the next and newest category of vaccines and technologies.

Gene Therapy-based Vaccines

The newest (third) category involves the use of recombinant DNA and/or gene therapy technologies to cause your body to manufacture some part of a pathogen, which, when presented to your immune system by your own cells, causes your body to mount an immune response (innate and/or adaptive) to the foreign protein derived from a pathogen. In many ways, this is similar to the first category, live attenuated vaccines. In the case of live attenuated vaccines, a weakened version of the pathogen is injected (or swallowed) and it replicates in your body. In the case of gene therapy-based vaccines, either a recombinant virus (such as an adenovirus) or a non-viral gene delivery formulation (mod mRNA or DNA) is administered, and this causes your body to produce a part of the pathogen (such as the spike protein from SARS-CoV-2). Another variant of this involves engineering the vesiculovirus (VSV) to display an Ebola virus protein on its surface – this is the Merck VSV Ebola vaccine. In that case, the VSV acts both as a gene therapy vector producing a specific adaptive immune response to Ebola, and also triggers a strong innate immune response. Up for discussion in that case is which is the more important active component. The latest version of gene therapy tech used for vaccination involves self-replicating RNA vectors based on alphaviruses. 

In the case of the lipid nanoparticle-delivered mod mRNA vaccines, the inclusion of small DNA fragments derived from the bacterial DNA used to make the mod mRNA is probably a form of an adjuvant, much like other adjuvants commonly used with “killed” vaccines.

Adjuvants and Vaccines

What is an adjuvant? Quite simply, a vaccine adjuvant is any substance or compound added to a vaccine to enhance the body’s immune response to the antigen (the part of the vaccine that mimics the pathogen). This broad definition underscores the “anything goes” nature of adjuvants. You can find a pretty comprehensive list of known adjuvants here. This list was compiled by vaccine experts from both DoD and NIH/NIAID who were friends of mine, back in the days when I was very involved in AIDS vaccine development. It used to be available for download on the NIH website, but has since been removed. Fortunately, I kept a copy and have now made it available for downloading. It is a bit dated, but still represents the most comprehensive summary of adjuvants that I am aware of.

Adjuvants are used by researchers and the vaccine industry to stimulate adaptive immune responses to pathogen-specific antigens. At a simplistic level, you can think of an adjuvant as something that provides a “danger signal” to the immune system, causing it to respond to a foreign molecule when it otherwise might not respond. Typical adjuvants act to increase the strength and duration of the immune response, allow lower doses of antigen to be effective (dose-sparing), broaden the immune response (e.g., against drifting viral strains), direct the type of immune response (e.g., favor antibody production or T-cell activation), and improve overall vaccine efficacy in populations with weaker responses (infants, elderly, immunocompromised).

As discussed above regarding the category of “dead” vaccines, industry experience has been that, in general, the more pure the vaccine antigen, the less active it is for eliciting a robust adaptive (B and T cell) immune response. In other words, An adjuvant is an immune-response “booster” deliberately included in some vaccines to make them work better. 

General categories of adjuvants include the following:

  • Aluminum salts (alum) – oldest and most widely used (in many childhood vaccines like DTaP, hepatitis B)
  • Oil-in-water emulsions – e.g., MF59 (in some flu vaccines for elderly), AS03 (in pandemic flu vaccines)
  • Liposome-based – e.g., AS01 (in Shingrix shingles vaccine and some malaria vaccines)
  • TLR agonists – e.g., CpG 1018 (in Heplisav-B hepatitis B vaccine), MPL (in Shingrix)
  • Saponin-based – e.g., QS-21 (in Shingrix and some COVID/malaria vaccines)

Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share

Aluminum Adjuvants and Vaccines

Various forms and formulations of aluminum salts are used as vaccine adjuvants. These preparations are among the oldest and most widely used adjuvants. These are NOT the same as powdered metallic aluminum or free aluminum ions, which ARE highly toxic to humans.

  • Almost every inactivated or subunit vaccine given to infants and young children contains aluminum (except pneumococcal conjugates and Hib PedvaxHIB).
  • Many novel or experimental adjuvants employ aluminum salts together with other agents (liposomes etc.)
  • Most live vaccines and modern conjugate/mod mRNA vaccines do not contain aluminum.

Clinical Syndromes associated with aluminum powder, aluminum ion or injected aluminum exposure toxicity include

  1. Dialysis encephalopathy (dialytic dementia)
    1. Caused by high aluminum in dialysis fluid pre-1980s
    2. Symptoms: speech disturbance, seizures, myoclonus, psychosis
    3. Now extremely rare due to water treatment standards
  2. Parenteral Neonatal (PN) Aluminum Toxicity
    1. Preterm infants exposed to 4–5 μg/kg/day IV aluminum via parenteral nutrition show neurodevelopmental and bone toxicity.
    2. These findings led to FDA aluminum limits for parenteral nutrition solutions.
    3. Vaccine-day aluminum doses, although differing in chemical structure from free aluminum ions, can be orders of magnitude higher per kg than PN limits.
  3. Aluminum-induced bone disease (osteomalacia)
    1. Seen in long-term parenteral nutrition or dialysis patients
    2. Fracturing bone pain, hypercalcemia, resistance to vitamin D
  4. Pulmonary fibrosis / aluminosis
    1. From chronic intense inhalation of aluminum powder
    2. Rare occupational disease
  5. Macrophagic myofasciitis (MMF)
    1. Persistent aluminum-containing granulomas at intramuscular injection sites (mostly deltoid)
    2. Symptoms in many MMF patients: chronic myalgias, fatigue, and cognitive difficulties.
    3. Detected in some patients with myalgia, fatigue, and cognitive issues
    4. Causal link to systemic symptoms is not universally accepted
    5. Muscle biopsies show aluminum-loaded macrophages (MMF lesions) at prior vaccine sites years later. This demonstrates long-term persistence of aluminum adjuvants in human tissue.
    6. ===================================================
    7. Reszta w oryginalnym artykule, dla chętnych. Nie chce przeciążać sieci. MD

Electric vehicle owners to face pay-per-mile tax

Electric vehicle owners to face pay-per-mile tax

Pritti MistryBusiness reporter bbc.com/news/articles

Getty Images Woman wearing a peach-coloured sleeveless jumpsuit looking down at her smartphone while leaning backwards against an electric SUV car, which has a yellow charging leading plugged into it. Behind is the front of a cottage-style house.

A new tax for electric vehicles and some hybrid vehicles has been announced by the chancellor in the Budget.

From April 2028, electric car drivers will pay a road charge of 3p per mile, while plug-in hybrid drivers will pay 1.5p per mile, with the rates going up each year with inflation.

The new tax is about „half the fuel duty rate paid by drivers of petrol cars”, according to the government’s independent forecaster, the Office for Budget Responsibility (OBR).

The chancellor also committed to extending the 5p cut in fuel duty until September next year, after which it is set to increase annually by the RPI measure of inflation.

How will pay-per-mile work?

Drivers will pay the charge based on how many miles they drive from April 2028.

Motorists will have their mileage checked annually, typically during their MOT as is already the case, or for new cars, around their first and second registration anniversary, the Treasury said.

Payment will be integrated into the existing Vehicle Excise Duty system that is administrated by DVLA.

Under the measures, an electric car driver clocking up 8,500 miles in the 2028-29 financial year is expected to pay about £255 – about half the cost per mile that petrol and diesel drivers pay in fuel tax.

However, mileage readings will be based on in-vehicle odometers, which the government acknowledges can be subject to tampering, or „clocking”. It recognises that the introduction of the tax „may increase the likelihood of motorists choosing to clock their vehicles”, and said it was looking at ways to mitigate this.

The government is now consulting on exactly how the scheme will work.

=============================================

[—–]

…. bo dalej bla-bla jeszcze długo. BANDYCI piłują gałąź, na której siedzą

Nawrocki stawia ultimatum Tuskowi. Wojna?

Nawrocki stawia ultimatum Tuskowi. Szykuje się polityczna wojna

28.11.2025

karol nawrocki donald tusk
Karol Nawrocki i Donald Tusk / fot. PAP / Paweł Supernak

Karol Nawrocki postawił Donaldowi Tuskowi ultimatum w sprawie służb specjalnych. Dopóki premier nie zezwoli szefom służb na spotkanie z prezydentem, dopóty nominacje oficerskie i odznaczenia nie będą wręczane funkcjonariuszom. Szef rządu nie zamierza jednak ustąpić głowie państwa.​

Konflikt narastał przez kilka tygodni, a opinia publiczna usłyszała o nim, gdy prezydent Nawrocki odmówił podpisania wniosków dotyczących awansów dla młodych funkcjonariuszy służb specjalnych na pierwszy stopień oficerski. W odpowiedzi premier Donald Tusk oskarżył głowę państwa o sabotaż wymierzony w bezpieczeństwo państwa i próbę przejęcia kompetencji rządu.​

Prezydent Nawrocki odpowiada, że to premier podjął decyzję o zakazie spotkań szefów służb specjalnych z głową państwa. Odwołano cztery spotkania prezydenta z szefami służb, podczas których miały być omawiane kluczowe kwestie bezpieczeństwa oraz podejmowane decyzje dotyczące nominacji oficerskich. Nawrocki zarzucił również, że odmówiono udzielenia istotnych informacji przedstawicielowi prezydenta podczas posiedzenia Kolegium ds. służb specjalnych, co miało być kolejnym przypadkiem wykorzystania służb specjalnych w walce politycznej.​

Służby formalnie podlegają premierowi, ale dotychczas nikt nie robił większych problemów z organizacją spotkań z prezydentem. Nawrocki i jego otoczenie wychodzą z założenia, że prezydent może oczekiwać bezpośrednich raportów o stanie bezpieczeństwa państwa.

Nie wygląda na to, by któraś ze stron w najbliższym czasie odpuściła. Jak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski, Kancelaria Premiera pozostaje w tej sprawie nieprzejednana. Tusk i spółka nie zgodzą się na spotkanie szefów służb specjalnych z Nawrockim.

A prezydent odpowiada, że skoro tak, to on nie podpisze nominacji dla osób wskazanych przez tzw. uśmiechniętą koalicję. Klincz będzie trwał.

„Europejczycy”, proszę mnie nie rozśmieszać…

„Europejczycy”, proszę mnie nie rozśmieszać…

Elżbieta Królikowska-Avis https://wpolityce.pl/polityka/746921-europejczycy-prosze-mnie-nie-rozsmieszac

Tym razem komentarz w wersji light, choć ostatecznie dotyczy tematów poważnych: cywilizowanych zachowań, szacunku dla ludzi, instytucji i wydarzeń.

Ostatnio miało miejsce kilka zdumiewających faktów, które potwierdziły teorię o samozwańczym charakterze elit lewicowo-liberalnych. Że nie wiedzą, co to jest etos polskich elit – „tych, co wnoszą coś pozytywnego w obieg społeczny i bezinteresownie poczuwają się do odpowiedzialności za resztę” – nie znają „kodu polityka”, określającego całość zachowań delikwenta, łącznie z wiarygodnością i uczciwością, nie mają nawet pojęcia, co to jest dress code, czyli jak powinna się ubierać osoba publiczna w sytuacjach oficjalnych.

Najpierw Radek Sikorski. Otóż ten polityk lubi się kreować na angielskiego dżentelmena, wszystkie te tweedy, aksamitne kołnierze marynarek, krawat z oksfordzkiej uczelni. Jednak wcale nierzadko zdarza mu się popełniać faux pas, jak podczas ostatniej konwencji KO, kiedy zamiast oficjalnego ciemnego garnituru, wystąpił w stroju weekendowym, beżowa marynarka i brązowe buty. I nie był to jedyny raz, kiedy bardzo odstawał od otoczenia oraz sytuacji. Ale nie chodzi tylko o dress code. Bo angielski dżentelmen, to przede wszystkim fair play, powściągliwość i dobre obyczaje – które wbrew temu, co się mówi, ułatwiają, a nie utrudniają komunikację.

A wicepremier Sikorski bardzo był wczoraj z siebie zadowolony, bo nie podał ręki ministrowi prezydenckiemu, prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi. Jak daleko mu do Wałęsy, który kiedyś przed debatą telewizyjną powiedział Kwaśniewskiemu, że „może mu co najwyżej podać nogę”? Więc nawet gdyby wystąpił przyodziany od stóp do głów w tweedy z wyspy Harris, styl i wzięcie wozaka kompletnie go dyskwalifikują, jako osobę prywatną, a zwłaszcza publiczną. Minister spraw zagranicznych powinien umieć poruszać się korytarzami władzy, a podstawą jest protokół dyplomatyczny i właśnie dobre obyczaje.

Pałac Westminsterski jest chyba jedynym parlamentem, gdzie ceni się poczucie humoru. I długo pamiętane są powiedzonka posłów, jak nazwanie konserwatystki Angeli Browning „Miss Marple z drugiej ręki” – co jest zabawne, ale zostało nazwane „dzikim atakiem” i labourzysta Martin O’Neill musiał przepraszać. Albo, inne powiedzonko, bardzo sensowne, tym razem Tony Banksa, ”jeśli jesteś w dziurze, przestań kopać”. I ostatni zwrot, z kolei autorstwa jednego z najdowcipniejszych brytyjskich posłów, nieżyjącego już Dennisa Healey, który odpalił swemu koledze Jeffreyowi Howe: ”Kiedy szarżuje na mnie poseł okręgu Lewis, czuję się jakbym był atakowany przez martwa owcę”.

Nic to Państwu nie przypomina? Bo mnie dowcip Radka Sikorskiego sprzed kilku dni: ”Być zaatakowanym przez Mateckiego, to jakby na człowieka rzucił się martwy skunks”. Od razu rozpoznałam ten żart sprzed lat, który opisałam w swojej korespondencji nt. języka w Izbie Gmin. A tu Sikorski podkrada dowcip, i sprzedaje go jako własny! Albo chamski atak, albo pouczanie ex cathedra, albo joke snatching, podkradanie żartów. Jest jak aktor, który tak bardzo utożsamił się ze swoją nową rolą, że tyko od czasu do czasu – patrz: taśmy prawdy z „Sowy i przyjaciół”, niegrzeczne odzywki do pani poseł Beaty Kępy i innych posłanek Prawa i Sprawiedliwości – wyziera jego prawdziwa natura. I kolejny dysonans poznawczy gotowy.

I drugi portret, choć może powinien być pierwszy? Szczyt Unia Europejska – Unia Afrykańska w Lusace, Angola. Port lotniczy, czerwony dywan, gwardia honorowa i sfatygowany starszy facet w zmiętej 12-godzinnym lotem koszuli i w mocno steranych butach. Kto to? Skąd on się wziął? A to premier europejskiego państwa średniej wielkości, Donald Tusk. Widok był naprawdę niecodzienny! Internet oszalał! „Jak wujas na poprawinach”, „gdzie ci wszyscy ‘specjaliści’ od wizerunku?”.

No i przecież całkiem niedawno widzieliśmy Tuska z Karolem III, jak sunął od drzwi z wyciągniętą ręką, a potem dokończył kompromitacji poklepując króla po plecach. Co w KPRM robi armia PR-owców i ekspertów od wizerunku? Czy przed wizytą w Pałacu Buckingham nikt nie ostrzegł premiera, że protokół mówi – to król podaje rękę i odzywa się pierwszy. I w dodatku, jak zwykle, przykleił się do cudzych zasług i wystąpił jako „współtwórca odtworzonego w Gdańsku XVI-wiecznego Teatru Szekspirowskiego”, którym nie był. Autorem projektu i wykonawcą Theatrum Gedanense był bowiem nieżyjący już prof. Jerzy Lemon, który zresztą za to otrzymał od Elżbiety II OBE, Order Brytyjskiego Imperium.

I jeszcze jedna uwaga dotycząca stylu uprawiania polityki Donalda Tuska. Od czasu do czasu w korytarzach KPRM słychać pełne trwogi szepty ministrów, „To zdenerwowało Donalda”, „Donald się wściekł”. Chyba wszyscy pamiętamy „Ogniem i mieczem”, Sicz, Chmielnicki, powstanie kozackie, i pełną lęku śpiewkę Tatarów: ”Hej, hej Tuhaj – bej, rozsierdywsia duże. Hej, hej Tuhaj bej, ne serdysia druże”.

Pamiętam też fragment „Iwana Grożnego” Siergieja Eisensteina, kiedy bojarzy wpełzali do komnaty cara na kolanach, bijąc czołem pokłony. W tym samym czasie polscy możnowładcy mieli liberum veto, własne armie i często gęsto buntowali się przeciw królom. Europa i Azja, to są właśnie te różnice cywilizacyjne!

Chętnie przypomnę wizytę premier Ewy Kopacz u kanclerz Angeli Merkel. Czerwony dywan, Kopacz wyrywa się naprzód, pozostawiając gospodynie daleko za sobą, gubi na zakrętach, aż  Merkel chwyta ją mocno pod rękę i pacyfikuje. Kto tak robi? Przecież Kopacz była gościem, winna patrzeć na gospodynię, gdzie ją postawi/poprowadzi/usadzi. Zero taktu i dobrych obyczajów. No i nowy marszałek Sejmu, „czerwony Wołodia”, „marszałek nielot”, Włodzimierz Czarzasty. Wreszcie w garniturze, najpierw rozśmieszył nas mówiąc, że „będzie konsekwentnie działał w granicach regulaminu Sejmu”, aby zaraz potem zaprzeczyć sobie i oznajmić, że „jak będzie trzeba, będzie korzystał w marszałkowskiego veta”, o którym w tysiącletniej historii polskiego prawa nikt nie słyszał. Miliony Polaków pamiętają go jeszcze z największego skandalu korupcyjnego PRL, afery Rywina, gdzie przeżył swoje dni hańby, tak jak swoje dni chwały przeżywał młody poseł i świetny prawnik, Zbigniew Ziobro. Czarzasty jest dziś drugą osobą w państwie, a Ziobro – na wygnaniu w Budapeszcie. Jeden z dziwacznych paradoksów życia? Czy signum temporis, „znak czasów”?

Towarzysz Czarzasty był zresztą wówczas członkiem Stowarzyszenia Ordynacka, obok Aleksandra Kwaśniewskiego i Marka Siwca, które miało integrować elity PRL, a okazało się kolejną przechowalnią młodych aparatczyków, z możliwością robienia dużych pieniędzy. Ale teraz komuniści, „po 18 latach w czyśćcu”, dostali swoją szansę, i założę się, że ją wykorzystają. I tylko Anna Maria Żukowska wierzy, że „Włodek zawsze jest po stronie praw człowieka i w obronie grup uciskanych”. Bo już w swoim pożal się Boże orędziu, Czarzasty zadeklarował, że „będzie lojalnym i przewidywalnym elementem Koalicji”.

Kiedy takie zachowania odniesiemy do współczesnej nawet Izby Gmin, ciarki przechodzą po plecach! Po pierwsze, Mr Speaker zawiesza członkostwo w swojej partii, na znak, że jest gospodarzem wszystkich ugrupowań. A po drugie, bardzo dba o obiektywizmie prowadzenia obrad. Znane są pretensje konserwatystów do Johna Bercowa, który tak bardzo przejął się rolą, że zaczął faworyzować labourzystów! Czy marszałek Czarzasty, przyjmując honor, już w garniturze, zawiesił swoje członkostwo w KO? Nie. A zaraz potem wygłosił akt strzelisty, aby upewnić Donalda Tuska i komandę, że jest „swój”.

Postkomuniści podróżują służbowo po świecie, niektórzy w garniturach od Hugo Bossa czy Ermenegilda Zegni. I choć pewnie już nie sikają do umywalki i nie czyszczą butów zasłonami, wciąż im się coś przydarza, coś co skłania do zastanowienia – gdzie, w jakiej rodzinie oni się wychowywali? No właśnie. Ideologia – ideologią, ale styl, wzięcie, sznyt to także część różnic cywilizacyjnych między nami a postkomuną. Można przebrać się z czerwonego sweterka w garnitur, ale i tak nic się nie zmieni.

Friday Funnies: Free Stuff! Just get in line… [nie bój się, analfabeto]

Friday Funnies: Free Stuff!

Just get in line…

DR. ROBERT W. MALONE NOV 28








True story:








A fun fact: according to recent registration data, Washington DC records a grand total of five percent Republican voters.



So… hundreds of thousands of federal employees have effectively been forced to stop remote working in 2025 (in partial or full-time capacity). 

One can just imagine what the new normal at any Federal office in DC now looks like…



This week’s most absurd headline:

YELLOW JOURNALISM 

Over in Mainstream Media LA-LA land, the advocacy journalism continues. Where “journalists” are blaming President Trump for the horrific shooting of the two National Guardsmen, and writing that more National Guardsmen will be targeted, because they shouldn’t be there. Yep – liberals are blaming President Trump…
Pretzel logic from the press… at this point, why should we expect anything more?

In response to the shooting, President Trump is putting 500 more National Guardsmen on duty in DC. 

I for one, believe this is the correct response – This President of the United States doesn’t back down to threats and violence. Jill and I drive up to DC fairly frequently, and it certainly feels safer to us these days than before the President took action.

Najważniejszy bój o Polskę rozegra się na niwie edukacji

Najważniejszy bój o Polskę rozegra się na niwie edukacji

Lech Makowiecki https://wpolityce.pl/polityka/746720-najwazniejszy-boj-o-polske-rozegra-sie-na-niwie-edukacji

„Historia magistra vitae est” („Historia jest nauczycielką życia”) – Cyceron.

Większość Polaków kojarzy zaledwie kilku, może kilkunastu polskich książąt i królów oraz związanych z nimi spektakularnych sukcesów/porażek. Wszyscy wiemy, że Kazimierz Wielki zostawił Polskę murowaną, Jagiełło wygrał bitwę pod Grunwaldem, a Sobieski odniósł wiktorię wiedeńską… Ale o rządach Władysława I Hermana, Wacława III czy Jana I Olbrachta słyszeli już tylko nieliczni…

Większość naszych władców miała decydujący wpływ na losy państwa. Ich osobiste zalety (odwaga, waleczność, mądrość, szlachetność itp.) jak i wady (tchórzliwość, głupota, rozpasanie, podłość etc.) wiodły Ojczyznę ku wzlotom bądź upadkom…

Nieprzypadkowo w polskich szkołach ruguje się dziś nauczanie prawdziwej historii Polski.

Przypominanie czasów, w których Rzeczpospolita obojga narodów był jednym z największych, europejskich mocarstw – przodujących w nauce, kulturze, demokracji i waleczności – nie jest miłe krajom ościennym. I proszę nie porównywać demonizowanej, dawnej Polski do czasów współczesnych! Polska – w porównaniu do ówczesnej monarchii absolutnej Francji, do tuczącej się kolonialnym wyzyskiem brytyjskiej potęgi czy bezwzględnej tyranii pruskiego zamordyzmu – była oazą tolerancji i maksymalnych (jak na owe czasy) swobód.

W miejsce krwawych podbojów byliśmy prekursorem korzystnej dla obu stron unii, przyjmowaliśmy pod swój dach prześladowanych w całej Europie Żydów i heretyków, stworzyliśmy pierwszą w Europie konstytucję… Położony fatalnie – na pozbawionej naturalnych przeszkód terenowych równinie, w otoczeniu wrogich nam dyktatur – nasz kraj bardzo długo odpierał zbrojne najazdy wrogów. Swego czasu ratowaliśmy nasz kontynent przed inwazją turecką i sowiecką! Rzeczpospolita uległa rozkładowi w XVIII w., po demoralizacji swych elit, korumpowanych na przez Rosję, Prusy i Austrię…

Czy coś wam to przypomina?

Dlatego napisałem bogato ilustrowany, pisany trzynastozgłoskowcem tomik pt. „Historia we fraszkach: od Mieszka po Staszka”, zawierający 45 żartobliwych wierszyków i satyrycznych ilustracji. Książka dostarcza czytelnikowi elementarnej wiedzy o naszych monarchach. Każda wierszowana biografia kończy się krótką puentą/morałem – do zapamiętania.

Dedykując „Historię we fraszkach…” młodzieży szkolnej – polecam ją również dorosłym. A zwłaszcza politykom! I to niezależnie od partyjnej przynależności… Przede wszystkim książeczkę nabyć powinni rodzice i dziadkowie, zatroskani o rozwój i edukację historyczną swoich milusińskich… Może to być najlepszy prezent pod choinkę!

PS Rekomendacji udzielił mi sam prof. Andrzej Nowak:

Każda forma odnawiania pamięci historycznej w kolejnych pokoleniach Polaków jest dobra. Do najszlachetniejszych należy połączenie historii z poezją. Nawet, a może szczególnie wtedy, jeśli jest to połączenie mające na celu popularyzację. Przykładem doskonałym są „Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza. Lecha Makowieckiego „Historia we fraszkach – od Mieszka po Staszka” stawia sobie w pewnym sensie jeszcze ambitniejsze zadanie: trafić wierszem o polskich władcach do wyobraźni i emocji dzieci – dzieci XXI wieku. I na pewno do niejednej duszyczki trafi ze swoim mądrym, patriotycznym przesłaniem.

Andrzej Nowak, historyk, autor „Dziejów Polski”

=================================

Ryś woli „objawienie” od Franciszka, niż Objawienie Chrystusa.

Nowy kardynał z Krakowa: „Nie chcę innego Kościoła niż Kościół Franciszka”

gloria/ryś

61-letni kardynał Grzegorz Ryś nauczył się od Franciszka „wszystkiego, w co wierzę o Kościele” – powiedział w rozmowie z Onet.pl po tym, jak 26 listopada Leon XIV mianował go arcybiskupem metropolitą krakowskim.

Franciszek nauczył kardynała Rysia „jak rozumieć Kościół”.

Oraz: „Nie chcę innego Kościoła. Po prostu go nie chcę. Nie wyobrażam sobie innego Kościoła niż ten, którego nauczył nas Franciszek”.

Doświadczenie przy grobie Franciszka

Kardynał Ryś opowiedział o doświadczeniu, które miało miejsce w dniach poprzedzających konklawe. Wraz z kardynałem Konradem Krajewskim odwiedził grób Franciszka. Tam, jak powiedział, szukał słowa lub znaku, który by go poprowadził: „Ojcze Święty, proszę mi coś powiedzieć. Zbliża się konklawe. Proszę mi coś powiedzieć”.

Ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wtedy zrozumiał znaczenie tej ciszy: „Zdałem sobie sprawę, że wszystkiego, w co wierzę o Kościele, nauczyłem się od niego”.

Mieszanka firmowa. MEM-y II.

———————————-

————————————–

—————————————

————————————-

————————-

——————————-

————————-

————————————

—————————————-

————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Silva rerum. MEM-y I.

————————————-

———————————–

——————————

——————————

————————————

————————————————

—————————-

————————————-

…Na kaczych nogach…

————————————

————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano