Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który zakłada przymusową relokację uchodźców między państwami członkowskimi, stwarza realne zagrożenie dla Polski. Choć nasz kraj przyjął w ostatnich latach tysiące [no, chyba miliony… md] uchodźców z Ukrainy, to polityka migracyjna UE nie gwarantuje bezpieczeństwa ani stabilności, a wręcz sprzyja rozprzestrzenianiu się chaosu w państwach, które nie są przygotowane na tak ogromny napływ osób z kultur obcych naszej cywilizacji chrześcijańskiej.
Zamiast skutecznej ochrony granic, Pakt Migracyjny opiera się na ideologii otwartych drzwi, która nie bierze pod uwagę realnych zagrożeń, takich jak dezintegracja społeczna, wzrost przestępczości oraz islamizacja, która w krajach Europy Zachodniej doprowadziła do upadku tradycyjnych zasad chrześcijańskich i erozji ładu społecznego.
Nie możemy pozwolić, by Polska stała się ofiarą nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej, która zagraża naszej suwerenności, bezpieczeństwu oraz katolickiej tożsamości narodowej. Wiele państw zachodnioeuropejskich, które już przyjęły masową migrację, boryka się teraz z poważnymi problemami, które odbijają się na ich społecznej i gospodarczej stabilności.
Polska, chcąc uniknąć powtórzenia tych błędów, musi stanowczo sprzeciwić się Paktowi Migracyjnemu i dążyć do polityki ochrony swoich granic oraz interesów narodowych. Naszym obowiązkiem jest obrona polskiej kultury, naszej chrześcijańskiej tożsamości oraz zapewnienie bezpieczeństwa przyszłym pokoleniom.
Szanowny Panie Premierze,
Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, z pełną odpowiedzialnością i troską o przyszłość naszej Ojczyzny, wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec przyjęcia Paktu Migracyjnego. Zgadzam się, że Polska nie powinna być zmuszana do przyjmowania przymusowej relokacji uchodźców, szczególnie w obliczu kryzysu migracyjnego, który zagraża nie tylko naszemu bezpieczeństwu, ale również naszej kulturze, cywilizacji chrześcijańskiej i katolickiej tożsamości narodowej. Polska, choć otwarta na pomoc dla tych, którzy naprawdę jej potrzebują, nie może pozwolić na masowy napływ imigrantów, którzy nie integrują się z naszym społeczeństwem, a w dłuższej perspektywie mogą stać się zagrożeniem dla naszego ładu społecznego.
Proszę wziąć pod uwagę moje zdanie i wszystkie argumenty, które przemawiają za tym, by Polska zachowała pełną kontrolę nad swoimi granicami i polityką migracyjną. Jako obywatele tego kraju, mamy prawo do decydowania o przyszłości naszej Ojczyzny, a przymusowe przyjęcie uchodźców stoi w sprzeczności z naszymi zasadami i interesami narodowymi. Proszę o głębokie zastanowienie się nad skutkami tej decyzji i o podjęcie działań na rzecz ochrony naszej suwerenności.
W latach 2022-2024 Polska wydała prawie 323 mln zł na ponad 24,5 tys. terminali Starlink i ich abonament, które zostały przekazane Ukrainie. W tym roku szacowany koszt abonamentu ma wynieść ponad 77 mln zł.
Ministerstwo cyfryzacji w odpowiedzi na pytania PAP przekazało, że w latach 2022-2024 Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy (IŁ-PIB), na zlecenie Ministra Cyfryzacji, zakupił w celu „użyczenia” Ukrainie 24 560 terminali systemu satelitarnej łączności Starlink. Z tego w latach 2022-2023, czyli za rządów Zjednoczonej Prawicy, zakupiono 19 560 Starlinków, a pod koniec 2024 roku 5 tys. – dodano.
Podkreślono, że dzięki udostępnianiu terminali stworzone są „odpowiednie warunki dla zapewnienia łączności na terytorium Ukrainy”. Zwrócono uwagę, że pozwala to na świadczenie usług komunikacji elektronicznej obywatelom tego kraju przebywającym zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, w związku z działaniami wojennymi.
Ile Polska wydała na Starlinki dla Ukrainy?
Z danych udostępnionych przez MC wynika, że w latach 2022-2024 na Starlinki dla Ukrainy wydano prawie 323 mln zł, zarówno na terminale, jak i ich abonament, który trzeba opłacać co miesiąc.
Terminale zakupione do 2023 roku kosztowały 28,7 mln zł, a te kupione w 2024 r. (5 tys.) – ok. 9 mln.
Abonament obejmuje ponad 24 tys. terminali Starlink oraz 5 150 terminali udostępnionych przez inne podmioty. W ramach umów zawartych przez Ministra Cyfryzacji miesięczny koszt jednego abonamentu wynosi w przypadku standardowej usługi 528,90 zł brutto, a abonamentu specjalnego – 1 383,75 zł brutto.
Według przedstawionej prognozy, pomiędzy styczniem a wrześniem 2025 roku resort wyda na abonament Starlinków użytkowanych w Ukrainie ponad blisko 77,8 mln zł, a na terminale w Polsce 295 060 zł. Z udostępnionych danych wynika ponadto, że na polskie potrzeby zakupiono ok. 1000 Starlinków.
Ukraińcy sprzedają Starlinki w internecie
W ostatnim czasie coraz częściej na platformach sprzedażowych widać ogłoszenia o sprzedaży Starlinków przez Ukraińców. Ministerstwo cyfryzacji zapewnia, że to nie jest sprzęt kupiony przez polskich podatników.
Resort tłumaczy, że Instytut Łączności – PIB dysponuje szczegółowym spisem numerów seryjnych udostępnionych Starlinków oraz na bieżąco monitoruje także sposób ich użycia i konsultuje się w tym zakresie z ukraińskim partnerem tj. Ministerstwem Transformacji Cyfrowej (MTD) Ukrainy.
„IŁ-PIB wielokrotnie weryfikował ogłoszenia w serwisach internetowych i nigdy nie stwierdzono, by przedmiotem sprzedaży były udostępnione przez Polskę Starlinki” – podkreśliło Ministerstwo Cyfryzacji.
Do kiedy będziemy finansować Ukrainie Starlinki?
Ministerstwo przypomniało, że na mocy ustawy wsparcie w zakresie zapewnienia łączności za pośrednictwem terminali Starlink jest udzielane do 30 września 2025 r. Termin był już zmieniany ustawowo w związku z przedłużającym się konfliktem na terenie Ukrainy i wynikał ze stosownych decyzji wykonawczych Rady UE.
„Ministerstwo Cyfryzacji do tej pory nie otrzymało informacji o ewentualnym wstrzymaniu świadczenia usług w ramach zakupionych przez Polskę terminali systemu satelitarnej łączności Starlink. Nie mamy też informacji o ew. rozmowach dotyczących zastąpienia systemu Starlink innym rozwiązaniem” – podkreślono.
Operatorem konstelacji Starlink jest firma Starlink Services LLC, która w całości jest własnością SpaceX, spółki miliardera Elona Muska. Według danych, jakie SpaceX udostępnił pod koniec lutego na swojej stronie internetowej, na orbitę wyniesiono w sumie 7946 satelitów. Z tego 6751 jest aktywnych.
Greenpeace. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Roberta F., CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
Organizacja pseudo-ekologiczna Greenpeace została sądownie zobowiązana do zapłaty niemal 667 mln dolarów odszkodowania firmie Energy Transfer zajmującej się transportem rurociągami ropy naftowej i gazu ziemnego. Wyrok jest konsekwencją roli, jaką zdaniem sądu organizacja odegrała w protestach przeciwko budowie rurociągu Dakota Access.
Orzeczenie sądu w Dakocie Północnej jest wynikiem procesu, w którym Energy Transfer oskarżyło Greenpeace o finansowanie protestujących, którzy w latach 2016-2017 nielegalnie zakłócali budowę rurociągu, powodując straty materialne, a także o rozpowszechnianie dezinformacji na temat inwestycji, zlokalizowanej w pobliżu rezerwatu Standing Rock.
Po dwóch dniach obrad sędziowie przysięgli uznali organizację za winną. Ich orzeczenie obejmuje m.in. odszkodowania za zniesławienie, naruszenie własności prywatnej oraz udział w spisku. Greenpeace stanowczo zaprzecza zarzutom, określając proces jako atak na wolność słowa. Prawnicy organizacji zapowiedzieli złożenie apelacji od wyroku.
Adwokat Energy Transfer, Trey Cox, argumentował, że „brutalne i destrukcyjne” protesty Greenpeace nie mieszczą się w ramach prawnie chronionej wolności wypowiedzi. „Dzisiejszy werdykt ławy przysięgłych stanowi jasny sygnał, że działania Greenpeace zostały uznane za nieakceptowalne, niezgodne z prawem i sprzeczne z normami społecznymi. To dzień, w którym Greenpeace został pociągnięty do odpowiedzialności” – oświadczył Cox.
Budowa rurociągu Dakota Access spotkała się z ostrym sprzeciwem ze strony klimatystów, którzy twierdzili, że inwestycja doprowadzi do skażenia lokalnych źródeł wody i pogłębi zmiany klimatyczne. Projekt, rozpoczęty w 2016 roku, został ukończony w roku następnym. Rurociągiem Dakota Access transportowanych jest około 40 proc. ropy naftowej wydobywanej w regionie Bakken w Dakocie Północnej.
Kolejny potężny gracz finansowy, tym razem z Japonii opuszcza klimatyczny sojusz bankowy. Wcześniej zrobiło to już kilka instytucji, w tym te, które stworzyły klimatyczny sojusz bankowy.
„Największy japoński bank Mitshubishi Financial Group właśnie poinformował , że definitywnie opuszcza sojusz klimatyczny. Za nim wychodzą pozostałe banki” – napisał na X użytkownik Informacje Giełdowe.
Jak podkreślił, „prezes na antenie Bloomberg TV poinformował, że zamierza skupić się na aktywach paliw kopalnych jak ropa, gaz, węgiel”.
„W wywiadzie w TV poinformował, że możliwe będą opisy na utratę wartości projektów Zielonej Energii” – zaznaczył Informacje Giełdowe. [nie rozumiem tego slangu. md]
W tekście z Bloomberga czytamy, że „Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) planuje opuścić największy sojusz klimatyczny w branży bankowej, dołączając do krajowych odpowiedników w odchodzeniu od grupy porzuconej przez amerykańskich i kanadyjskich potentatów”.
„Największy japoński pożyczkodawca wycofuje się z Net-Zero Banking Alliance (NZBA), według źródeł zaznajomionych ze sprawą, które poprosiły o zachowanie anonimowości, omawiając drażliwą kwestię. Rzecznik MUFG powiedział, że bank nie podjął jeszcze decyzji i będzie nadal pilnie pracował nad rozwiązaniem problemu zmiany klimatu” – zaznaczono.
„MUFG podąża śladami rywali z Tokio, Nomura Holdings i Sumitomo Mitsui Financial Group, opuszczając grupę klimatyczną. Najnowsze odejścia pojawiły się po fali odejść z NZBA największych banków w USA i Kanadzie, w tym JPMorgan Chase, Bank of America i Royal Bank of Canada, która rozpoczęła się w grudniu” – napisano
Pod koniec ubiegłego roku [2024] NZBA opuściły Citi Bank i Bank of America. Były to banki, które stworzyły tę organizację. Więcej na ten temat przeczytacie poniżej.
Citi Bank i Bank of America tuż przed zakończeniem 2024 roku opuściły Bankowy Sojusz Klimatyczny (NZBA). To te banki powołały tę organizację.
NZBA już wcześniej się zachwiało
W ramach NZBA banki deklarują współpracę z innymi organizacjami – według Reuters jest to „cel świata” – w celu redukcji emisji CO2 netto do poziomu 0 (słownie: zero) do 2050 roku. Co roku w ramach NZBA publikują postępy w swoich działaniach oraz ustalają cele pomagające osiągnąć.
Wcześniej NZBA opuścił światowy gigant finansowy Goldman Sachs. Pisaliśmy o tym w artykule poniżej.
Jak się okazuje, kolejne firmy odchodzą z organizacji. Tym razem jest to o tyle wymowne, że są to podmioty, które utworzyły NZBA, czyli Citi Bank i Bank of America.
„Czyli kapitanowie ewakuowali się w ostatnim momencie 2024 roku, a pasażerowie w postaci innych banków zostali i płyną na górę lodową” – ocenił użytkownik X Informacje Giełdowe.
„Rynek mówi jedno – trwa ewakuacja ze wszystkiego co ma w nazwie słowo 'green’. Nastąpił szybki rozwód, a dla zachowania twarzy fundusze mówią że zależy im za zerowej emicji. Natomiast już nic więcej nie robią w tym kierunku” – podkreślił.
Wskazał również na możliwość, iż „samo kierownictwo organizacji będzie się ewakuować”.
„Miliardy dolarów strat”
„Inne banki szukały możliwości wyjścia gdy poniosły miliardy $ strat i nikt nie chce odkupić ani obligacji w które mają rekordowe zaangażowanie, ani pozostałych projektów na zielony wodór, a panele słoneczne i wiatraki mogą okazać się największą pomyłką w dziejach podmiotów które zainwestowały w Zieloną Energię” – zaznaczył.
Następnie zwrócił uwagę, że obecnie biznes skupia się na rozwoju sztucznej inteligencji (AI). A ta nie może polegać na pseudoekologicznych, drogich i niewydajnych rozwiązaniach wciskanych przez klimatystów.
„Zielona energia zupełnie nie spełnia potrzeb jakich wymagają centra danych AI; Największe banki na świecie chcą inwestować w rozwój AI ale jeszcze bardziej w energetykę jądrową i węglową, a póki uczestniczyły w sojuszu zielonych banków – nie mogli tego robić; banki szukały możliwości wyjścia z twarzą, do ostatniej chwili próbowano zmienić zasady funduszy by banki nie uciekły.
Jak bardzo sytuacja zielonego stowarzyszenia jest tragiczna niech świadczy, że przed północą organizację opuścili kapitanowie – banki które je założyli; rynek mówi, że te banki mogą przejąć USSteel, olbrzymie huty działające niemal wyłącznie w oparciu o węgiel koksowe które chcą kupić Japończycy. Ci ostatni kilka razy podnosili cenę. Prezydent elekt zupełnie nie zgadza się na przejęcie tych strategicznych podmiotów. Teraz banki mogą stać się inwestorami; rynek spekuluje, że 2025 to rok gdy największe podmioty wracają po 20 latach w inwestycje w węgiel. Doskonale rozumieją dlaczego Chiny i Indie budują prawie 1000 nowych elektrowni węglowych. Szukają najszybszych możliwości budowy stabilnych źródeł energii” – wyliczył użytkownik.
Zielone oszustwo
„Rynek spekuluje że bankructwo Northvolta, to czubek góry lodowej. Kto tylko może wstrzymuje programy OZE. Wielu decydentów zdało sobie sprawę że całe panele słoneczne, wiatraki to nic innego jak 'zielone oszustwo’. W tym momencie kończą się wsparcia i dotacje rządowe. Podmioty na wolnym rynku nie są w stanie poradzić sobie nawet kilka miesięcy” – podkreślił.
„Prywatny biznes już szuka drogi ucieczki z „gorącego kartofla” OZE. Na końcu zostaną słabe państwa , które nadal idą w tym kierunku zasłaniając oczy i uszy by nie zdawać sobie sprawy że to droga w kierunku góry lodowej, a oni płyną nawet nie na metalowym statku, a na pontonie” – podsumował na X Informacje Giełdowe.
– Izrael to jedyne państwo, które ma prawo lobbować w Ameryce – zauważyła popularna konserwatywna publicystka Candace Owens. Dziennikarka zwróciła uwagę na fakt, że Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych (ang. American Israel Public Affairs Committee, AIPAC), jako jedyny przedstawiciel jakiegokolwiek państwa, nie podlega rejestracji w ramach ustawy FARA (Foreign Agents Registration Act).
Owens zwróciła uwagę na kwestie izraelskiego lobbingu w Ameryce w polityce zamordowanego prezydenta Johna Fitzgeralda Keneddy’ego. – Wtedy AIPAC nazywali się Amerykańską Radą Syjonistyczną. JFK chciał zmusić ich do rejestracji w FARA, co wiązało się z koniecznością zapewnienia większej przejrzystości działań. Jak wszyscy wiemy, JFK został zastrzelony, więc AIPAC miało masę szczęścia– stwierdziła.
W 1938 r. Kongres uchwalił ustawę o rejestracji zagranicznych przedstawicieli („FARA”), wymagającą od „zagranicznych agentów” rejestracji w Prokuraturze Generalnej. Nowelizowana na przestrzeni lat, ustawa ta ma szerokie zastosowanie wobec każdego podmiotu działającego w imieniu „zagranicznego mocodawcy” w celu, między innymi, wpływania na politykę USA lub amerykańską opinię publiczną.
Tymczasem AIPAC nie podlega monitoringowi Departamentu Sprawiedliwości. – Doprowadza mnie do szału widok tych absolutnych oszustów, którzy chodzą gdzie chcą, robiąc co chcą, jednocześnie oskarżając inne kraje o wydawanie jakichś groszy, podczas gdy sami lekką ręką przeznaczają 3 miliony dolarów wpływając na wybory – mówiła w podcaście popularnego komentatora Theo Vona.
– Ale kiedy słyszysz tych ludzi w swoim rządzie, którzy to mówią [piętnują wpływ innych krajów, przy jednoczesnym milczeniu ws. izraelskiego lobbingu – red.] powinieneś wiedzieć, jak bardzo są zakłamani, ponieważ wszyscy biorą pieniądze od Izraela (…) Żaden kraj nie powinien być w stanie lobbować, aby uzyskać to, czego chce i kontrolować naszych kongresmenów – podkreśliła.
Publicystka odrzuciła zarzuty o antysemityzm, tłumacząc, że jej sprzeciw dotyczy wyłącznie faktu bezkarnego lobbingu w Waszyngtonie. Jak zaznaczyła, protestowałaby również w sytuacji, gdyby bezpośredni dostęp do amerykańskich polityków miał Pekin czy Kreml. Tak się jednak składa, że jedynie AIPAC ma w tej kwestii uprzywilejowaną pozycję.
Zdaniem Owens, amerykańska opinia publiczna jest celowo pozbawiana świadomości wobec realnego rozmiaru izraelskiego lobbingu w Stanach Zjednoczonych. Taka świadomość mogłaby się odbić np. w kwestii poparcia dla inwazji w Strefie Gazy. Dziennikarka wskazała wprost na pozycję premiera Izraela Bejamina Netanjahu, nazywając go „czołowym gangsterem świata”.
– Okazuje się, że nie można go zamknąć. Nawet kiedy złapią go na popełnianiu przestępstw i stworzony przez nas sąd (Międzynarodowy Trybunał Karny – red.) wydaje za nim list gończy, mówią „cóż, po prostu anulujemy ten sąd” – podkreśla. – Wyobrażasz sobie być takim światowym gangsterem? – pyta.
Prezydent USA Donald Trump podpisał w lutym rozporządzenie o nałożeniu sankcji na Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) oraz osoby pomagające MTK w ściganiu Amerykanów i przedstawicieli władz Izraela oraz innych sojuszników USA.
Była publicystka Daily Wire podzieliła się gorzką refleksją na temat Donalda Trumpa, którym „czuje się rozczarowana”. – Jestem bardzo rozczarowana Trumpem, jeśli chodzi o jego poglądy na temat Strefy Gazy – przyznała. – Mówienie o Gazie jako miejscu, w którym powstaną kasyna i hotele, podczas gdy ludzie stracili tam całe rodziny, to jest dalekie od jakiegokolwiek humanitaryzmu – zauważyła, przypominając zapewnienia Trumpa o zamianie pozostającej w zgliszczach Strefy Gazy w miejsce wypoczynkowe.
– Jestem zmęczona tym, że Ameryka jest wykorzystywana jako izraelska skarbonka. Istnieje powód, dla którego dozwolona jest każda krytyka wpływu zagranicznego, gdy jednocześnie wszyscy pozostają ślepi, jeśli chodzi o Izrael – przyznała.
Dziennikarka nawiązała również do swojego zwolnienia z Daily Wire, najpopularniejszego prawicowego konsorcjum medialnego w USA. Owens konsekwentnie sprzeciwiała się milczeniu w sprawie zbrodni popełnianych przez siły IDF na ludności palestyńskiej. Bezpośrednim powodem zwolnienia było natomiast powtórzenie hasła: „Chrystus jest Królem”, w kontekście społecznego panowania Jezusa Chrystusa, również w wymiarze politycznym. Hasło zostało uznane przez pro-izraelskie, konserwatywne media w USA za „mowę nienawiści”.
– Zapłaciłem bardzo wysoką cenę za mówienie o tym w zeszłym roku. Ale nie obchodzi mnie to, ponieważ moje wartości nigdy nie były na sprzedaż. Nie obchodzi mnie to. Mogą spalić wszystko do gołej ziemi, ale ja i tak to odbuduję – zapewniła.
Candace Owens w zeszłym roku poinformowała o przejściu na łono Kościoła katolickiego, będąc przez lata związana z różnymi denominacjami protestanckimi. Owens wraz z mężem należy do środowisk tradycji łacińskiej, uczęszczając na Mszę Wszechczasów.
Węgrzy przegłosowali zakaz parad LGBT. Dziki bunt liberalnej opozycji w parlamencie
(fot. PAP/EPA/BOGLARKA BODNAR)
Sukcesem zakończył się węgierski proces legislacyjny zmierzający do zakazu marszów promujących zaburzenia psychiczne na tle seksualnym i płciowym. Przyjęcie przepisów chroniących moralność publiczną spotkało się z istnym atakiem szału tamtejszej lewicy, która odpaliła racę i puściła z głośników… hymn Rosji. Sala obrad została ewakuowana.
Po krótkiej debacie parlament przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, delegalizując w praktyce parady lobby homoseksualno-genderowego. Projekt zmian złożyła rządząca partia Fidesz.
Na Węgrzech trwają obecnie prace nad zmianą konstytucji. Zmiany mają wprowadzić ochronę dzieci, zabraniając m.in. udostępniania treści pornograficznych osobom poniżej 18. roku życia. Oprócz tego niedozwolone ma być prezentowanie treści „przedstawiających seksualność w celach egoistycznych lub promujących i eksponujących odstępstwa od tożsamości odpowiadającej płci urodzeniowej, zmianę płci i homoseksualizm”.
Uchwalone przepisy nadają policji uprawnienia do korzystania z oprogramowania do rozpoznawania twarzy, które może być wykorzystywane do ustalania tożsamości organizatorów i uczestników demonstracji. Za udział w paradzie równości organy ścigania będą mogły nałożyć grzywnę w wysokości od 6,5 tys. do 200 tys. forintów (68-2104 zł), która nie będzie mogła być zastąpiona pracami społecznymi.
Głosowaniu nad nowelizacją ustawy towarzyszyły gwałtowne protesty parlamentarzystów z opozycyjnej partii Momentum. Po ogłoszeniu wyników liberałowie zaczęli wznosić antyrządowe okrzyki, odtworzyli nagranie hymnu Rosji i rozrzucili ulotki przedstawiające całujących się premiera Węgier Viktora Orbana i prezydenta Rosji Władimira Putina. Opozycyjni posłowie odpalili też świece dymne, w związku z czym prowadzący obrady zarządził przerwę oraz ewakuację sali obrad.
Nowelizacja została przyjęta przez parlamentarzystów 136 głosami za, 27 deputowanych było przeciw, przy braku głosów wstrzymujących się.
W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu słyszeliśmy na Mszy Świętej Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa. Szatan ofiarowywał naszemu Panu władzę nad całym światem i wszelkie dostatki, jeżeli On złoży mu pokłon.
W marcu przypada rocznica „pandemii koronawirusa” – o tyle smutna, że władze Kościoła złożyły pokłon władzy świeckiej. Sprzeniewierzyły się świętemu i niepodważalnemu obowiązkowi szafowania sakramentów ludowi Bożemu. W zamian nie otrzymały nic.
Sercem Kościoła jest Najświętsza Ofiara Mszy. Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem kapłana jest składanie tej ofiary i szafowanie sakramentów dla zbawienia wiernych. Jeżeli patrzymy na to z perspektywy nas, wiernych, których oficjalne struktury Kościoła pozbawiły sakramentów, to musimy podkreślić z całym naciskiem: dostęp do sakramentów nie jest naszym przywilejem, ale prawem.
Oczywiście, w relacji z Bogiem mówimy, że nie jesteśmy godni, by przyjmować Jego samego i otrzymywać Jego przebaczenie. Ale to jest inny porządek. Natomiast w porządku naszej relacji z Kościołem biskupi i kapłani nie mają prawa odmówić nam dostępu do sakramentów. Stanowi tak nawet nowy Kodeks prawa kanonicznego: „Święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy właściwie o nie proszą, są odpowiednio przygotowani i prawo nie wzbrania im ich przyjmowania” (kanon 843, gdzie „prawo nie wzbrania” odnosi się do prawa kanonicznego, czyli np. przypadku, gdy ktoś jest pod ekskomuniką, nie zaś do prawa świeckiego).
Zbawienie dusz jest najwyższym prawem Kościoła i żadne inne prawo – kościelne czy państwowe – nie może ograniczyć realizacji tego jednego, najważniejszego. Sakramenty są do zbawienia niezbędne, co jest stwierdzone w obowiązującym Katechizmie Kościoła Katolickiego i co uroczyście orzekł Sobór Trydencki: „Jeśli ktoś twierdzi, że sakramenty Nowego Przymierza nie są konieczne do zbawienia, ale że są zbyteczne i że bez nich lub bez ich pragnienia przez samą wiarę ludzie otrzymują od Boga łaskę usprawiedliwienia, chociaż nie wszystkie są konieczne każdemu człowiekowi – niech będzie wyklęty”.
Przykłady z nauczania Kościoła można by mnożyć, podobnie jak historyczne przypadki, w których hierarchowie stawali na wysokości zadania i nie klękali przed tyranią władców świeckich. Możemy postawić sobie przed oczy św. Ambrożego, który własnym ciałem zagradza cesarzowi wejście do świątyni lub przywołać niezliczone momenty podczas prawdziwych (a nie socjotechnicznych) zaraz i pandemii, gdy drzwi kościołów stały otworem. Ale po co? Czyż to nie jest oczywiste?
Problem polega na tym, że gwałt ze strony władzy przychodzi nagle i nic sobie nie robi z oczywistości naszych praw. A kiedy po drugiej stronie (w tym wypadku kościelnej) zabraknie męstwa i mamy do czynienia ze zdradą, to wszelkie „tak być powinno” rozpływa się na naszych oczach, jak rzecz niebyła…
Gdy wspominam upiorny czas tzw. pandemii, to na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki duchownych, którzy nie podporządkowali się bezprawnej ingerencji władzy świeckiej w ich święte obowiązki. Przychodzi mi do głowy ks. James Altman, proboszcz parafii La Crosse w amerykańskim stanie Wisconsin. Za odmowę zamknięcia przed wiernymi wrót kościoła został ukarany przez swojego biskupa i usunięty z urzędu. Biskup zaś dopiął „swego” i pozbawił wiernych dostępu do źródła Bożej łaski. Ks. Altman nie ugiął się i powiedział: Na nieszczęście dla skorumpowanej hierarchii nie dam się uciszyć żadnym arbitralnym dekretem. Ale wyleciał i słuch o nim zaginął.
Oprócz tego było jeszcze parę mniej spektakularnych przypadków, no i bp Athanasius Schneider, który w małej kazachskiej diecezji [711 600 km² md] również szafował sakramenty. Odznaczył się także abp Salvatore Cordileone, metropolita San Francisco, który sprzeciwiał się ostrym kalifornijskim restrykcjom i organizował procesje i wielkie Msze na świeżym powietrzu, żeby nie pozbawiać wiernych dostępu do sakramentów.
To zaledwie kilka przypadków, a przypomnijmy, że biskupów katolickich mamy na świecie ponad 5 tysięcy, w tym 243 kardynałów. Pokazuje to, jak znikome – śladowe wręcz – morale panuje wśród oficjalnej hierarchii kościelnej. Tu nie chodzi przecież o jakieś niuanse teologiczne czy liturgiczne. Nie chodzi spory, czy stara czy nowa Msza jest „lepsza”. Ale chodzi o absolutne minimum, będące jednocześnie nieprzekraczalną granicą: o sam dostęp do źródeł zbawienia.
Powiedzmy to jasno. Biskupi odcięli wiernych od koniecznych źródeł zbawienia, jakimi są sakramenty. Sprzeniewierzyli się swemu powołaniu, swej przysiędze. Zdradzili swą trzodę, wydali ją na pastwę grzechów nieznajdujących odpuszczenia w konfesjonale. Skazali na dezorientację ogólnoświatowym reżimem bez pocieszenia w postaci Komunii Świętej. Zdradzili swą trzodę, którą mieli prowadzić do Boga i której mieli obowiązek bronić przed gwałtem władzy świeckiej.
Nie stanęli na wysokości zadania, wręcz przeciwnie – z dziwną ochotą, łącznie z papieżem, przyklasnęli kłamstwu covidowemu i przyłożyli rękę do represjonowania wiernych i obywateli. Skompromitowali się i osobiście narazili na straszliwą odpowiedzialność za swoje zaniechania i występki, za co odbiorą karę w stosownym czasie.
Ale czy wystarczy nam świadomość Bożej sprawiedliwości? Dlaczego tak łatwo zapominamy o gehennie, jaką zgotował nam ten dziwny i niegodziwy sojusz władz świeckiej i kościelnej? To wszystko działo się jeszcze trzy lata temu, a nikt nigdzie nie mówi o rozliczeniu winnych. Zachowujemy się jak osoby dotknięte traumą, które nie mają odwagi skonfrontować się z tym, co je spotkało. Ci sami biskupi i księża, którzy trzaskali nam przed nosem drzwiami kościołów, nadal pełnią urzędy. Czy wyrażają skruchę? Czy usłyszeliśmy „przepraszam”? Czy usłyszeliśmy postanowienie poprawy: „Odtąd godnie podejdziemy do swoich obowiązków i nigdy więcej nie ugniemy się przed rządem niesprawiedliwym”?
Wspominając tę osobliwą rocznicę – wprowadzenia pod koniec marca 2020 roku obostrzeń covidowych – zdobądźmy się na odrobinę odwagi, by jednak rozgrzebać tamte rany. Nie pozwólmy, by tak straszliwa ogólnoświatowa falsyfikacja, która doprowadziła do pogwałcenia naszych praw i do bezprecedensowej klęski struktur kościelnych, zniknęła w niepamięci. Tak, to wspomnienie jest absurdalne i trudne. Chcemy zapomnieć. Ale nie możemy. Bo jeżeli zapomnimy, to ludzie odpowiedzialni za to zło tym łatwiej je powtórzą. Pod taką czy inną postacią.
Pod sam koniec tzw. pandemii, gdy prawdopodobnie było już wiadomo, że dalszych restrykcji nie będzie, ówczesny szef episkopatu, abp Stanisław Gądecki, próbował przykryć tę hańbę listkiem figowym, apelując do rządu i utyskując na niesprawiedliwość obostrzeń. Ale była to przysłowiowa musztarda po obiedzie, natomiast dziś cała sprawa wpadła jak kamień w wodę.
Ciekaw jestem, jak zachowaliby się biskupi, gdyby wyeksponować przed ich oczyma transparenty „COVID – PAMIĘTAMY”. Gdyby tak wybić ich ze słodkiego komfortu zapomnienia. Pokazać, że Polacy nie zawsze będą potulnie śpiewali: „Nic się nie stało”…
Ogłaszając w poniedziałek po południu ów priorytet, szefowa KE stwierdziła, że jest to zadanie kluczowe dla wszystkich krajów UE, abardzo ważne jest „utrzymanie obecnego tempa prac nad budową solidnego systemu zarządzania migracją”.
Prawda dopiero po wyborach
– To, co mówi von der Leyen (o tym, że jest to priorytet na nadchodzący rok, a więc także polskiej prezydencji) o wdrożeniu paktu o azylu i migracji, nie jest żadnym zaskoczeniem. Mówiła to już wielokrotnie. W odpowiedzi nie widzę żadnej kontrakcji polskiego rządu, który uparcie twierdzi, że nie zamierza tego paktu wdrażać. W rzeczywistości widać, że do tego wdrażania się przygotowuje, np. tworząc centra integracji dla cudzoziemców.
Według informacji z KE w czerwcu, a więc już po wyborach prezydenckich w Polsce, Komisja ma dokonać podziału kwot migracyjnych, czyli określić, ilu migrantów ma trafić do którego z krajów UE, a także rozdzielić środki na wdrażanie paktu. Dopiero wtedy dowiemy się, ilu migrantów ma trafić do naszego kraju, ile będziemy musieli ewentualnie zapłacić, jeśli ich nie przyjmiemy, i jaka jest naprawdę polityka rządu Tuska – mówi „Codziennej” eurodeputowany PiS Maciej Wąsik.
Polski rząd utrzymuje, że nie zamierza przyjmować migrantów i że pakt zakłada pełną dobrowolność, a Polska jako kraj pozostający pod presją migracyjną (uchodźcy z Ukrainy, wojna hybrydowa na wschodniej granicy polegająca na wysyłaniu fal migrantów z terenu Białorusi) będzie traktowana ulgowo przez KE. W ten sposób minister ds. Unii Europejskiej Adam Szłapka odpowiedział na interpelację Pawła Jabłońskiego, posła PiS, który pytał, dlaczego rząd Tuska nie zareagował i zaakceptował zasady paktu migracyjnego wiosną ubiegłego roku. „Jednoznacznie można stwierdzić, że pakt migracyjny jest z tymi konkluzjami sprzeczny: zasada dobrowolności została złamana, narzucony został przymus” – pisał w interpelacji Jabłoński. Jego słowa potwierdził kilka dni temu przedstawiciel KE. „(…) Jeśli państwo członkowskie zaryzykuje opóźnienie wdrażania przepisów lub nawet podważenie paktu, Komisja Europejska będzie musiała podjąć niezbędne środki” – ostrzega Markus Lammert, rzecznik KE.
Centra niezgody
Zdaniem rozmówców „Codziennej” rząd Tuska przygotowuje już infrastrukturę i administrację do wdrażania paktu. To m.in. wymienione przez Wąsika centra integracji. W ciągu ostatnich dni tworzenie ich stało się przyczyną protestów. W Zamościu samorządowcy i politycy Konfederacji domagają się wyjaśnień dotyczących działającego tam centrum integracji, ponieważ ich zdaniem jego funkcjonowanie nie wynika z potrzeby przyjmowania uchodźców z Ukrainy, ale migrantów z Afryki i Azji.
Rząd zapowiedział, że takich centrów docelowo ma powstać 49, a koszt ich utworzenia to prawie pół miliarda złotych.
Propaganda szczepionkowa, czyli jak oszukiwać ludzi, by ich nakłonić do samobójstwa, lub kalectwa szczepionkowego?
Kontynuując powyższą wyliczankę, mogę dodać od siebie:
gnijące szczątki zwierzęce w kiełbasie są złe
ale gnijące szczątki zwierzęce w szczepionkach są dobre
nerki małp są niejadalne, a więc są złe
ale tkanki nerek małp w szczepionkach, są bardzo dobre
Co jeszcze jest dobre w szczepionkach, a jest złe poza nimi?
Na to pytanie odpowiedział w czasie prelekcji w polskim Sejmie doktor Stefano Montari, który prowadził jeszcze do niedawna laboratorium we Włoszech. W ramach zemsty za mówienie prawdy, laboratorium dr Montanarii zostało zamknięte, zaś on sam poddany różnym szykanom!
Badał on skład chemiczny szczepionek które docierały na rynek włoski. Co w nich odkrył?
-rtęć: silna trucizna – aluminium: silna trucizna – formaldehyd: trujący składnik klejów – skwaleń – żelazo, chrom, nikiel – tytan – wolfram – fosfor, krzem – chrom, wapń, chlor, siarka, fosfor, silikon, tlenek węgla. – bar – bizmut, ołów – galaretki wieprzowe ze skór świń (zawierają trujący glifosat ) – komórki abortowanych płodów ludzkich – komórki pozyskane z nerek małp zawierające wirus SV 40 – setki (!!)innych związków chemicznych. Na przykład szczepionki z Francji. Było w niej 295 różnych komponentów. 42 z nich było absolutnie nieznanych w chemii.
Gdybyśmy zapytali jakiegoś toksykologa czy wykryte przez doktora Montanarii w szczepionkach metale i związki chemiczne są zdrowe dla człowieka w przypadku ich spożycia czy wpuszczenia do żył, to odpowiedział by, że większość z nich jest silnymi truciznami, a więc jest ZŁA!
Ale gdybyśmy zadali to samo pytanie jakiemuś wirusologowi, albo i wakcynologowi, to obaj zapewniali by, że wykryte w szczepionkach trucizny są …dobre, w 100% bezpieczne i w 100% skuteczne.
Rząd warszawski planuje zaostrzyć terror wobec rodziców którzy odmawiają szczepień swoich dzieci. Chce ten cel osiągnąć poprzez system drakońskich kar finansowych nakładanych na rodziców odmawiających zatruwania swoich dzieci szczepionkami!
Dlaczego oni to robią, choć doskonale wiedzą, że w skali całego świata nie ma ani jednego badania naukowego potwierdzającego skuteczność jakiejkolwiek szczepionki?
W czasie prelekcji w polskim Sejmie dr Witczak zaprezentował ponad 1200 badań z całego świata, potwierdzających wysoką toksyczność tak zwanych szczepionek i ich zdrowotną bezwartościowość!
Dlaczego lekarze szczepią dzieci, wiedząc, że je kaleczą, zabijają i zatrują na całe życie!?
Odnoszę wrażenie, że osoby odpowiedzialne za trucie dzieci i dorosłych „szczepionkami”, nie są…. ludźmi.
To lucyferyczne booty, którym siły piekielne zamieniły szare komórki w mózgu w szatańskie odchody!
Szanowny Panie Mirosławie! Kolejny lider organizacji LGBT okazał się pedofilem. Sąd w Wielkiej Brytanii skazał aktywistę „dumy gejowskiej” za gwałt na 12-letnim chłopcu oraz tworzenie dziecięcej pornografii. Winnym podobnych zarzutów uznany został także jego homoseksualny współlokator. Podobne przypadki pedofilów LGBT wypłynęły niedawno również m.in. przed sądami we Francji oraz w USA, gdzie tzw. „małżeństwo homoseksualne” zostało skazane na 100 lat więzienia za gwałty na adoptowanych przez siebie dzieciach.
W tym samym czasie w Polsce rząd Tuska forsuje projekt ustawy o zakazie „mowy nienawiści”, w świetle którego formalnym przestępstwem zagrożonym karą więzienia będzie mówienie prawdy na temat ideologii LGBT oraz skutkach homoseksualnego stylu życia. Ustawa ta ma jeszcze bardziej nasilić represje i prześladowania, które za mówienie prawdy są w Polsce od wielu lat. Mimo że ustawy o „mowie nienawiści” jeszcze nie ma, ja już rok temu zostałem za nią skazany na rok ograniczenia wolności, gdyż podawałem do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych na temat powiązań homoseksualnego stylu życia z pedofilią. Aktualnie toczy się przeciwko nam wiele innych procesów. Trzeba walczyć z narastającą cenzurą i mobilizować Polaków do oporu oraz do obrony swoich dzieci, swoich rodzin i naszej wolności! Stephen Ireland to współzałożyciel organizacji „dumy gejowskiej LGBT” działającej w jednej z miejscowości pod Londynem. Aktywista został kilka dni temu uznany winnym gwałtu na 12-letnim chłopcu, którego zwabił do swojego mieszkania przy użyciu aplikacji „randkowej” dla homoseksualistów. Oprócz tego Ireland odpowie za tworzenie i kolekcjonowanie dziecięcej pornografii. Winnym przestępstw o charakterze pedofilskim został uznany także jego współlokator David Sutton.
Do jeszcze bardziej wstrząsającej sytuacji doszło niedawno we Francji. Służby z Nantes aresztowały Pierre-Alaina Cottineau – wpływowego aktywistę LGBT i organizatora pierwszej, lokalnej „parady dumy gejowskiej”. Był on również zaangażowany w organizację „anty-homofobicznych” kampanii społecznych. Aktywista LGBT torturował i zgwałcił 4-letnią, niepełnosprawną dziewczynkę, pacjentkę szpitala pediatrycznego, do czego miał przyznać się w trakcie śledztwa. Aktualnie francuskie służby prowadzą szerokie dochodzenie dotyczące całej grupy pedofilskiej, o stworzenie której oskarżony został Cottineau. W świetle informacji ujawnionych kilka tygodni temu przez media, aktywista LGBT miał dopuścić się również innych przerażających czynów – miał on organizować w swoim domu spotkania pedofilów, w trakcie których gwałcili dzieci z użyciem przemocy i odurzania za pomocą substancji chemicznych. Najmłodsza z ich ofiar miała 6 miesięcy. Wszystkie przestępstwa miały być nagrywane na wideo i udostępniane w sieci.
Z kolei 3 miesiące temu przed sądem w Georgii w USA zapadł ostateczny wyrok w głośnej sprawie dwóch homoseksualistów i aktywistów LGBT. William i Zachary Zulock zawarli tzw. „małżeństwo homoseksualne”, po czym adoptowali dwóch chłopców, którzy byli braćmi. Zwyrodnialcy wykorzystywali dzieci seksualnie i dokumentowali swoje przestępstwa na pornograficznych filmach video, udostępniając nagrania w internecie innym pedofilom. Policja znalazła w ich domu 7 terrabajtów (!) plików z pedofilskimi nagraniami wideo. 19 grudnia 2024 sąd skazał ich na 100 lat więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego.
To kolejne tak głośne sprawy z ostatnich kilku miesięcy. Nie przebijają się one jednak do opinii publicznej, gdyż algorytmy internetowych wyszukiwarek skutecznie blokują wyszukiwanie tego typu informacji, a największe media głównego nurtu po prostu nie informują o nich swoich odbiorców. Chodzi o to, aby przykryć pedofilskie przestępstwa dokonywane w środowiskach LGBT i utrzymywać społeczeństwa Zachodu w przekonaniu, że homoseksualizm to wesoły, radosny i bezpieczny styl życia.
Nasza Fundacja od ponad 10 lat prowadzi w całej Polsce kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której ostrzegamy przed deprawacją seksualną dzieci, informujemy o przypadkach pedofilii w środowiskach LGBT oraz prezentujemy wyniki badań naukowych na temat powiązań między pedofilią a homoseksualizmem. Jesteśmy za to prześladowani.
W ubiegłym roku zostałem skazany prawomocnym wyrokiem przez sąd w Gdańsku na rok ograniczenia wolności i 15 000 zł kary za organizację kampanii „Stop pedofilii” na ulicach Trójmiasta. W ocenie sądu „znieważyłem” w ten sposób aktywistów LGBT i utrudniłem im „działalność edukacyjną”. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu inny sąd w Gdańsku skazał Piotra K. – byłego wiceprezydenta miasta ds. edukacji i współpracownika trójmiejskich organizacji LGBT. Piotr K., który przy pomocy aktywistów LGBT wdrażał „edukację seksualną” do szkół gdańska, molestował seksualnie nieletniego chłopca. Wyrok uprawomocnił się w styczniu br. Piotr K. publicznie zabiegał o to, aby nasza Fundacja została ukarana za organizację akcji „Stop pedofilii”.
Do podobnej sytuacji doszło w Szczecinie. Jan, kierowca naszej furgonetki „Stop pedofilii”, został skazany na 30 000 zł kary za jazdę po ulicach Szczecina. Krótko po tym do wiadomości publicznej przedostała się informacja, że jeden z liderów szczecińskiego lobby LGBT trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13-letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki.
Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ponad 70 spraw sądowych, z których wiele dotyczy „przestępstwa” jakim jest informowanie Polaków o konsekwencjach aktywizmu LGBT i homoseksualnego stylu życia, a także o zagrożeniach związanych z tzw. „edukacją seksualną” dzieci. To wszystko w sytuacji, gdy prace nad formalną penalizacją „mowy nienawiści” dopiero trwają… Kilka spraw równolegle toczy się m.in. w Zielonej Górze, gdzie lokalni aktywiści LGBT pozwali nas do sądu za informowanie mieszkańców miasta o założeiach „edukacji seksualnej”. Oprócz mnie oskarżonymi w szeregu procesów są dwaj nasi wolontariusze – Adam i Adrian. Podobne sprawy mamy w całym kraju.
W tym samym czasie aktywiści LGBT piszą otwarcie o swoich „zainteresowaniach” dziećmi i młodzieżą. W 2021 roku jedna z największych grup „edukatorów seksualnych” LGBT, działająca na terenie Wielkopolski, wydała za pieniądze urzędu miasta Poznań broszurę pt. „Poznań w kolorach tęczy”, która przedstawia życie poznańskich homoseksualistów. Jeden z rozdziałów opisuje m.in. orgie z młodymi chłopcami:
„To jest naprawdę grupówka na poziomie, w pięknym apartamencie. Wielki salon z kanapą, gdzie w różnych konfiguracjach chłopcy uprawiają seks. Jest duży przeszklony prysznic, więc ci, którzy akurat chcą się umyć, są widoczni dla reszty uczestników. Te grupówki mają zresztą różną tematykę. Raz na przykład są same twinki.„
Twink w slangu LGBT oznacza młodych, kilkunastoletnich chłopców. To jest właśnie homoseksualny styl życia, z którym aktywiści LGBT oswajają polskie dzieci i młodzież poprzez „edukację seksualną”, media i uliczne „parady dumy gejowskiej”. Przyznał to m.in. Zbigniew Izdebski – koordynator powstania podstawy programowej do nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”, w ramach której ukrywa się przed rodzicami „edukację seksualną”. Izdebski zapytany w jednym z wywiadów medialnych, czy to prawda, że przeciętny homoseksualista ma ok. 200 partnerów seksualnych w ciągu życia, odpowiedział:
„Moje badania pokazują, ilu partnerów może mieć, ale nie musi mężczyzna homoseksualny. Mamy tu bowiem też do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Tak, około dwustu. W związku ze stylem życia mężczyzn homoseksualnych ta liczba partnerów seksualnych może szokować na tle mężczyzn heteroseksualnych. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie.”
Właśnie z taką „formą obyczajowości” mają być oswajane wszystkie dzieci w Polsce.To właśnie dlatego aktywiści LGBT wchodzą do szkół z „edukacją seksualną”, dlatego uruchamiają kolejne kanały w mediach społecznościowych, dlatego organizują parady „dumy gejowskiej” w przestrzeni publicznej.Wszyscy rodzice w Polsce powinni zrozumieć, że ich dzieci są celem działań deprawatorów i podjąć osobiste działania na rzecz ich ochrony. Przymusowa, systemowa deprawacja na masową skalę ma się zacząć po wyborach, kiedy to rząd Tuska wznowi prace nad obowiązkowością szkolnej „edukacji seksualnej” (od 1 września deprawacja ma być jeszcze nieobowiązkowa, ale każde dziecko domyślnie będzie zapisane na zajęcia w wymiarze 1 godziny tygodniowo od 4 klasy podstawówki). Miliony polskich dzieci i nastolatków od lat deprawowane są przez media, szczególnie poprzez wielogodzinny kontakt ze smartfonami. Dlatego pomimo represji i prześladowań nasza Fundacja kontynuuje kampanię „Stop pedofilii” w całym kraju. Za pomocą ulicznych akcji informacyjnych, przejazdów furgonetek, billboardów, megafonów, broszur(rozdaliśmy już ponad 50 000 najnowszej broszury o „edukacji zdrowotnej”) oraz działań w internecie docieramy do kolejnych osób, kształtujemy ich świadomość i mobilizujemy do walki. Pomagamy jednocześnie zgłaszającym się do nas rodzicom w takich obszarach jak szkoła, edukacja domowa i dostęp do smartfonów (prosimy o kontakt e-mailowy). Aby kontynuować te działania oraz bronić się w nadchodzących procesach przed sądami potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł. Proszę, aby przekazał Pan 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, i umożliwił nam dotarcie do kolejnych Polaków z ostrzeżeniami przed zagrożeniem deprawacją ich dzieci oraz wsparł naszych wolontariuszy w obronie przed prześladowaniami sądowo-policyjnymi. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Grzegorz Braun zamalował sprayem wystawę dotyczącą środowisk LGBT+ na rynku w Opolu. Napisał na niej „Stop propagandzie zboczeń”. W efekcie władze lokalu, w którym miało odbyć się spotkanie wyborcze wypowiedziały umowę na udostępnienie sali, a na spotkanie na rynku przyszedł tłum ludzi.
Najpierw próba użycia policji
W sieci pojawiły się kolejne nagrania z tej sytuacji. Na pierwszym widzimy, jak Grzegorz Braun najpierw wzywa policję do nieobyczajnego wybryku.
– Dzień dobry, szczęść Boże. Jestem w Opolu, na rynku. Widzę tutaj numer 30 31 – powiedział Braun przez telefon.
– Chciałbym prosić o asystę policyjną. Poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun. Ma tu miejsce wybryk nieobyczajny – kontynuował kandydat na prezydenta.
– Proszę pana, tu jest lokal, w którym przysiądę, żeby zaczekać spokojnie. Dobrze? Czy pan zapisał sobie mój telefon? No, doskonale. No to bezpiecznej służby życzę wobec tego. Wybryk nieobyczajny, Rynek w Opolu. Dziękuję bardzo. Kłaniam się z Bogiem – skończył Braun, udając się do wspomnianego lokalu.
https://twitter.com/i/status/1902023553886654886
Potem miało miejsce zamalowanie wystawy promującej totalitarny ruch LGBT.
Więcej o tym przeczytacie poniżej.
„Ja dopiero zaczynam”
Na kolejnym nagraniu widzimy, jak Braun z kimś rozmawia.
– Panie Grzegorzu, tutaj jest ochrona – powiedziała osoba zza kadru.
– Rozumiem. Tak, wszystkiego dobrego, bezpiecznej służby, życzę Panu – powiedział Braun, ściskając rękę tej osoby.
– Mógłby Pan zaprzestać? – zapytał ochroniarz, odnosząc się do sprejowania przez Brauna sodomickiej wystawy.
– Ja dopiero zaczynam – skwitował Grzegorz Braun.
– mógłby Pan zaprzestać? – ja dopiero zaczynam:
Odwołane spotkanie
W efekcie prospołecznej inicjatywy Grzegorza Brauna władze lokalu, w którym miało odbyć się spotkanie wyborcze wypowiedziały umowę na udostępnienie sali. W kilka godzin udało się przenieść miejsce spotkania, na które mimo komplikacji przybył wielki tłum ludzi.
„Próbę z logistyki zdaliśmy wraz z naszymi sympatykami na przysłowiowy medal. Ok godziny 15-stej, po uzyskaniu pisemnego potwierdzenia wypowiedzenia umowy najmu sali w CWK na spotkanie z @GrzegorzBraun_, opublikowaliśmy komunikat o zmianie miejsca spotkania” – napisał na X Włodzimierz Skalik.
„Ok. godziny 18:30 opolski Rynek wyglądał jak na poniższym zdjęciu” – dodał, załączając zdjęcie tłumu zajmującego właściwie cały plac Rynku.
Próbę z logistyki zdaliśmy wraz z naszymi sympatykami na przysłowiowy medal. Ok godziny 15-stej, po uzyskaniu pisemnego potwierdzenia wypowiedzenia umowy najmu sali w CWK na spotkanie z @GrzegorzBraun_ , opublikowaliśmy komunikat o zmianie miejsca spotkania. Ok. godziny 18:30 opolski Rynek wyglądał jak na poniższym zdjęciu:
Jeszcze w listopadzie zapowiedziano powstanie międzyresortowego zespołu ds. strategii przemysłu obronnego. Minęły cztery miesiące, a zespołu nie ma – informuje środowa “Rzeczpospolita”.
Redakcja wskazuje, że choć w ostatnich miesiącach rząd Donalda Tuska zapowiedział, że przeznaczy 7 mld zł na inwestycje w państwową zbrojeniówkę, a premier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak- Kamysz na każdym kroku podkreślają zagrożenie ze Wschodu, to do dziś nie powstał międzyresortowy zespół ds. opracowania strategii dla państwowego sektora obronnego.
Powstanie międzyresortowego zespołu ds. strategii przemysłu obronnego – jak podnosi „Rz” – jeszcze w listopadzie 2024 r. zapowiadał wiceminister aktywów państwowych Marcin Kulasek.
„Rz” informuje, że resort rozwoju i technologii twierdzi, iż „trwają prace nad dokumentem powołującym zespół” i że „ze względu na sytuację międzynarodową będą intensywne”.
Zdaniem dziennika przyczyna opieszałości nie jest jasna. „Mogło jednak mieć na nią wpływ odejście wiceministra Kulaska z resortu i zastąpienie go urzędnikiem, który nie miał wcześniej do czynienia ze zbrojeniówką” – ocenia „Rzeczpospolita”.
Choć szczegółowa biografia świętego Józefa nie jest nam znana, to jednak z Pisma Świętego i tradycji dowiadujemy się o jego niezachwianej wierze, wytrwałości, godnej podziwu czystości i wyjątkowej pokorze. Kościół w swej mądrości pozostawił wiernym spuściznę w postaci szeregu pięknych wezwań ku jego czci, zwanych Litanią do św. Józefa. Zawarte w nich żywe wezwania zbliżają nas do świętego i przypominają o jego licznych cnotach. Szczególnie intrygująca i tajemnicza jest inwokacja „Postrachu duchów piekielnych”. Skąd ten tytuł?
Szlachetne powołanie
Będąc Opiekunem Najświętszej Maryi Panny oraz Żywicielem Świętej Rodziny, Józef otrzymał od Boga łaskę do wypełnienia tak odpowiedzialnego zadania-powołania z pewnością możemy go sobie wyobrazić jako wzniosłą ikonę męskości i filar siły, który siałby straszliwy strach wśród sił ciemności, mając pod swoją opieką szlachetne zadanie.
W pismach Sługi Bożej Marii z Agredy, opisanych szczegółowo w „Mistyczne Miasto Boże”, czytamy, że św. Józef pochodził z Nazaretu. Miał skromny, a zarazem dystyngowany wygląd, co czyniło go bardzo urodziwym młodzieńcem. Z Maryją Panną łączył go trzeci stopień pokrewieństwa. W wieku dwunastu lat złożył ślub czystości, który – ku radości Maryi również ślubującej Bogu czystość – odnowił w małżeństwie. Józef miał trzydzieści trzy lata, gdy pojął Dziewicę za żonę.
Warto dodać, że wcześniej kapłan Symeon zgromadzić miał w świątyni wszystkich młodych mężczyzn z domu Dawida, aby spośród nich wybrać małżonka dla Maryi. Rozdał im suche patyki, modląc się o Boży znak i wtedy piękne białe lilie, symbol czystości, wyrosły z gałązki Józefa. Nad jego głową zaś pojawił się biały gołąb. Oba niezwykle wydarzenia były dla Symeona dowodem na to, że Józefa na opiekuna Maryi wybrał sam Bóg.
Św. Józef jest przykładem czystego mężczyzny: nieskalanego w myślach, duszy i ciele. Został przeznaczony na męża Świętej Dziewicy poczętej bez grzechu pierworodnego. Nie wydaje się już zatem dziwne, że duchy piekielne kulą się ze strachu i przerażenia w obecności tak czystego i świętego męża.
Powodzenie misji Chrystusa zależało od św. Józefa
To właśnie on otrzymał wzniosłe zadanie ochrony małego Jezusa. Bóg stał się człowiekiem, aby odkupić ludzkość i obdarzyć ją życiem wiecznym przez Ciało i Krew Chrystusa. Aby wypełnić tę misję, Bóg raczył powierzyć swojego Syna św. Józefowi, aby ten otoczył Go ojcowską opieką. Jakże świętym człowiekiem musiał być mąż Maryi, by otrzymać taką misję!
Obrońca Kościoła
Ochrona Maryi i Jezusa dowiodła jego waleczności i hartu ducha, dlatego w litanii wzywamy św. Józefa także jako opiekuna Kościoła Świętego. Kościół ten, narodzony z Wody wypływającej z przebitego boku Chrystusa i pielęgnowany z matczyną miłością przez Maryję, właśnie w św. Józefie – zaiste pogromcy duchów piekielnych – znalazł obronę przed złośliwymi zasadzkami szatana. Oddajemy więc dziś św. Józefowi szczególną cześć zwaną protodulią, wywyższając go spośród wszystkich innych świętych i aniołów. Wyżej od niego w Boskiej hierarchii świętych stoi jedynie Matka Boża.
Patron dobrej śmierci
Bezgrzeszne ciało Maryi pozostało bez skazy nawet w wieku siedemdziesięciu lat; św. Józef zmagał się jednak ze starością, bólem i przemijaniem. W końcu nie miał już sił by pracować i pogodził się ze swoim losem, oddając się kontemplacji tajemnic, których był depozytariuszem oraz praktykowaniu cnót. Oblubieniec Matki Bożej zmarł ostatecznie w wieku sześćdziesięciu lat.
Jak podaje tradycja, w ostatnich chwilach życia, św. Józefowi towarzyszyła Maryja i Jezus. Czy można wyobrazić sobie lepszą śmierć? Naturalne jest więc, że Kościół Katolicki ogłosił św. Józefa także patronem umierających. Od wieków katolicy modlą się do niego prosząc o dobrą śmierć.
Wiedząc zatem o tylu wspaniałych darach, które możemy otrzymać od Boga za wstawiennictwem św. Józefa, nie wahajmy się pokornie prosić go o pomoc i ochronę.
Znaki łask uzyskanych za wstawiennictwem św. Józefa
Po pierwsze, ci, którzy go wzywają, otrzymają od Boga, za jego wstawiennictwem, dar czystości i nie dadzą się zwyciężyć pokusom zmysłów;
Po drugie, otrzymają szczególne łaski, które uwolnią ich od grzechu;
Po trzecie, zdobędą prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy;
Po czwarte, czeka ich dobra i szczęśliwa śmierć, a w tej decydującej chwili będą obronieni przed atakami szatana.
Po piąte, będą uwolnieni od cierpień cielesnych, gdy będzie to dla nich stosowne i znajdą pomoc w utrapieniach.
Po szóste, jeśli się ożenią, zostaną pobłogosławieni potomstwem;
Po siódme, demony będą się bardzo bały chwalebnego imienia Świętego Józefa.
Wiedząc zatem o tylu wspaniałych darach, które możemy otrzymać od Boga za wstawiennictwem św. Józefa, nie wahajmy się pokornie prosić go o pomoc i ochronę.
Projekt reformy UE przedstawiony w Waszyngtonie przez polski Instytut Ordo Iuris i węgierskie Mathias Corvinus Collegium wywołuje histerię w mediach finansowanych z USAID
Fala histerii rozpętała się w zeszłym tygodniu po prezentacji w siedzibie Heritage Foundation w Waszyngtonie projektu gruntownej reformy Unii Europejskiej.
Histeria. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com
Prezentacja raportu „The Great Reset: Restoring Member State Sovereignty in the European Union” (Wielki Reset: przywrócenie suwerenności państw członkowskich w Unii Europejskiej) odbyła się 11 marca podczas wydarzenia zorganizowanego w Waszyngtonie przez wpływową Heritage Foundation. Raport ten został przygotowany przez polski Instytut Ordo Iuris i węgierskie Mathias Corvinus Collegium (MCC). Przedstawia dwa możliwe scenariusze reformy Unii Europejskiej w celu przywrócenia demokracji i suwerenności jej państw członkowskich.
„Najbardziej wpływowy think tank administracji Trumpa, The Heritage Foundation, otrzymuje od nieliberalnych sił w Polsce i na Węgrzech propozycje dotyczące tego, jak kształtować przyszłość Unii Europejskiej. Propozycje, uzyskane przez VSquare, obejmują demontaż kluczowych instytucji UE i zmianę nazwy całego bloku.”
Cały artykuł, opublikowany w języku angielskim i szeroko powielany w europejskich mediach, a w szczególności polskich, nosił wymowny tytuł: „Zmiana nazwy UE, demontaż Komisji: na co polscy i węgierscy liberałowie szukają wsparcia w USA”.
Takich prezentacji bez wątpienia będzie więcej (jedna jest już planowana w Warszawie, choć nie znamy jeszcze dokładnej daty). Jest to szczególnie istotne, ponieważ dążenie do alternatywnego projektu reformy UE wykracza poza polskie Ordo Iuris i węgierskie MCC, obejmując szerszą koalicję prawicowych, konserwatywnych środowisk w całej Europie.
Stąd też prawdopodobnie panika i oburzenie po stronie lewicowo-liberalnych mediów, a nawet niektórych wiodących polityków, jak chociażby samego polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Choć sprawy wyglądają nieco inaczej, polski minister mówi nawet „o inicjatywie węgierskiej, w partnerstwie z polską organizacją Ordo Iuris, aby za pomocą think-tanku w Waszyngtonie, doradzać administracji amerykańskiej, jak rozmontowywać Europę”.
Dwie wizje Unii Europejskiej
W rzeczywistości inicjatywa opracowania kontrpropozycji dla planu reformy przegłosowanego przez Parlament Europejski w listopadzie 2023 r. – silnie wspierana przez prezydenta Francji i kanclerza Niemiec – rozpoczęła się na konferencji zorganizowanej wspólnie we wrześniu w Warszawie przez Ordo Iuris i The Heritage Foundation. Konferencja zatytułowana „Na progu państwa Europa: gospodarka, obronność, ideologia i ochrona suwerenności w perspektywie transatlantyckiej” zgromadziła przedstawicieli think tanków, polityków, naukowców, działaczy społecznych i znanych intelektualistów z Polski, Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Bułgarii, Słowacji, Rumunii, Węgier, Chorwacji i USA.
„Heritage Foundation planuje teraz zniszczyć UE – z pomocą polskich i węgierskich partnerów”
– napisała amerykańska komentatorka Anne Applebaum, reagując na artykuł VSquare w mediach społecznościowych. Jak wiemy, Applebaum jest też żoną polskiego ministra spraw zagranicznych, którego Elon Musk nazwał niedawno „marionetką Sorosa” podczas ich głośnej kłótni na X. Applebaum jest też zagorzałym krytykiem Donalda Trumpa. Podczas zeszłorocznej kampanii prezydenckiej w USA posunęła się nawet do napisania: „Trump mówi jak Hitler, Stalin i Mussolini”.
Jednak to nie Heritage Foundation jest autorem raportu, o którym tu mowa, ale dwa niezależne europejskie think tanki. Do tego zaproszone do wniesienia wkładu w trwające prace nad tym wstępnym projektem są europejskie, a nie amerykańskie, środowiska patriotyczne wspierające demokrację i wolność.
Elon Musk w swoich postach na X porównywał dzisiejszą Unię Europejską do byłego Związku Radzieckiego, a wiceprezydent USA J.D. Vance ostrzegał na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa: „Zagrożeniem, o które najbardziej się martwię w stosunku do Europy, nie jest Rosja, nie są to Chiny, ani żaden inny podmiot zewnętrzny. To, co mnie martwi, to zagrożenie wewnętrzne – odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej fundamentalnych wartości, wartości dzielonych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki.”
Plan reform zakorzeniony w komunistycznym Manifeście z Ventotene, którego orędownikami są gorliwi eurofederaliści, tacy jak eurodeputowany Guy Verhofstadt, Emmanuel Macron i były kanclerz Niemiec Olaf Scholz, oznaczałby koniec demokracji na kontynencie – chyba że spowodowałby rozpad Unii Europejskiej. Ich plan jest nie tyle nawet federalistyczny, co centralistyczny.
Instytut Ordo Iuris szczegółowo opisał to w zeszłorocznym raporcie„Po co nam suwerenność? 10 obszarów postulowanej cesji narodowej suwerenności w świetle rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie propozycji dotyczących zmiany Traktatów”. Natomiast alternatywna wizja zaproponowana przez europejskich konserwatystów została przedstawiona w nowo zaprezentowanym raporcie pt.: “The Great Reset: Restoring Member State Sovereignty in the European Union.” (Wielki Reset: przywrócenie suwerenności państw członkowskich w Unii Europejskiej).
W odpowiedzi na krytykę Anne Applebaum, napisałem na X:
„Wielki Reset przewiduje przywrócenie prawdziwej wolności i suwerennej władzy państwom narodowym. Wspólny rynek wolny od nadmiernej regulacji. Koniec z biurokratycznymi regulacjami. Elastyczna Unia Europejska o wielu prędkościach, gotowa na globalne wyzwania.”
Potrzeba takiego alternatywnego projektu reform staje się coraz pilniejsza, a jego celem jest ponowne uczynienie Europy wielką. Podczas gdy prezydent USA Donald Trump skrytykował UE jako „paskudną” („nasty”) w kontekście polityki handlowej, blok ten staje się coraz bardziej opresyjny i rzeczywiście paskudny w sensie politycznym.
Liberalna lewica w Europie postrzega teraz wojnę na Ukrainie i nowe podejście Ameryki do tej wojny pod rządami Donalda Trumpa jako okazję do przyspieszenia „integracji europejskiej” – co w rzeczywistości przekłada się na dalszą centralizację władzy w rękach niewybieralnych eurokratów, którzy za nic nie odpowiadają przed wyborcami.
Nie czekając nawet na formalne reformy traktatowe – obecnie dyskretnie procedowane przez europejskie elity przy prawie pełnej ciszy medialnej w większości krajów – Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) już teraz twierdzą, że prawo UE i jego interpretacja przez TSUE powinny mieć pierwszeństwo przed konstytucjami krajowymi. Ma to spowodować bezpośrednie podporządkowanie sądownictwa i sądów konstytucyjnych państw członkowskich UE sędziom zasiadającym w Luksemburgu, sprawiając, że krajowe procedury demokratyczne nie będą miały już większego znaczenia.
Sądownicze europejskie superpaństwo jest w tej chwili budowane w miejsce demokracji parlamentarnych, z pominięciem woli krajowych wyborców. Zmianę tę podkreślają ostatnie wydarzenia, takie jak odwołanie wyborów prezydenckich w Rumunii, finansowana przez UE „demokracja walcząca” w Polsce (co ma utrwalić władzę liberalnej lewicy) oraz mrożąca krew w żyłach deklaracja komisarza UE Thierry’ego Bretona, że UE może interweniować w Niemczech, jeśli AfD wygra, a także w innych miejscach, tak jak to miało miejsce w Rumunii.
Dlaczego „Wielki Reset”?
Zainteresowanie Heritage Foundation tym projektem wynika z faktu, że Amerykanie są żywotnie zainteresowani losem swoich europejskich sojuszników. Zachodnia cywilizacja wymaga zarówno silnej amerykańskiej demokracji, jak i dynamicznej, demokratycznej Europy. Taka Europa nie może istnieć bez silnych, demokratycznych i suwerennych państw narodowych.
Rozmowa o reformie Unii Europejskiej powinna zatem odejść od wizji reformy brukselskiej elity w kierunku oddolnej inicjatywy dla transformacji Unii Europejskiej. Ta alternatywna ścieżka zakłada odejście od inspirowanego komunizmem modelu superpaństwa, przewidzianego w Manifeście z Ventotene (do którego wyraźnie odwołuje się propozycja reformy przyjęta przez Parlament Europejski w 2023 r.), i powrót do chrześcijańsko-demokratycznej wizji Roberta Schumana, jednego z patronów powojennej integracji europejskiej.
Schuman napisał kiedyś:
„Demokracja musi być chrześcijańska, inaczej nie będzie jej wcale.”
Dziś widzimy, jak prawdziwe są te słowa – po obu stronach Atlantyku.
Prime Minister Donald Tusk is preparing a 500,000-troop army for Poland to protect against Russian aggression. “We will try to have a model ready by the end of the year so that every adult male in Poland is trained for war,” Tusk announced.
“Today, the situation of Poland, objectively and the situation of Ukraine above all, is more difficult than it was a few months ago and we have to deal with this fact,” Tusk mentioned. The current army has around 200,000 members to explain the full scope of Tusk’s plans, which would more than double the current military. The resources for this project are unfounded and a budget has not been presented. Poland already boasts the second-largest army in NATO behind the United States and Turkey. Turkey has an army of around 512,000 troops, so this move will put Poland on par.
“Every adult male” in the nation must undergo military training. Women, for now, are permitted to join on a voluntary basis but many EU nations are forcing women to undergo some form of training as well. Poland is one of the 11 EU nations that will place women in the frontline of fire.
Poland has already increased its NATO spending to 4.2% of GDP in 2024, and plans to up that amount to 4.7% ($48 billion) in 2025. Now the European Union initiated proceedings against Poland in July 2024 for its growing deficit. Poland has been the largest recipient of EU funds, but these funds come with increasing political conditions, particularly regarding judicial reforms, climate policies, and social policies like DEI mandates. Other members of both NATO and the EU refuse to up their defense budgets while encouraging Poland to spend more out of fear of proximity.
Poles are divided on the issue, with at least half stating they do not need to be involved in Ukraine’s conflict. A February 2025 survey by Ukrainska Pravda found a growing negative attitude toward Ukrainians over the past year, with 27% to 30% of respondents having a negative view of Ukraine compared to 23% to 25% last year. Younger Poles are less likely to have a favorable view of Ukraine, with only 16% stating they viewed Ukraine favorably. Reports state that older Poles are simply more empathetic, but they are not the ones who will be expected to die on behalf of Ukraine.
In November 2024, 55% of Poles said they supported ending the wareven if Ukraine was forced to surrender territory. That same survey found only 24% in favor of such measures back in November 2022, before the war escalated to a full-scale proxy war. Opposition to continually providing Ukraine with military and humanitarian aid is continuing to rise.
Then there is the issue of refugees. While 53% support accepting Ukrainians into Poland, 67% believe Tusk must send back all military-aged men.
Poland is preparing for war. Leaders use the rhetoric of the past to claim that their nation could be invaded yet again and claimed by a foreign actor.
The only actor who is stirring the pot is Zelensky, who, per instructions, has been encouraging his EU allies to fight Russia head-on. The majority of fighting-aged men in Poland DO NOT WANT WAR, nor do they deserve to die in these neocon war games.
W styczniu 2020 r. świat obiegły zdjęcia i filmy z chińskiego miasta o tajemniczej wtedy nazwie Wuhan, pokazujące ludzi upadających na ulicę z powodu śmiertelnego wirusa. Uważni obserwatorzy zauważali co prawda, że osoby te, padając, amortyzowały upadek kolanami i rękami, ale nikt ich nie słuchał – zapanował powszechny strach przed pomorem. Tak wielki, że wiele osób z ulgą i ochoczo zamieniło uścisk ręki na trącanie się łokciami przy powitaniu.
Rządy państw na całym świecie, dosłownie w tym samym czasie, zdecydowały się wyrzucić opracowane przez ekspertów medycznych i udoskonalane przez lata, w drodze konsultacji i dyskusji, protokoły gotowości i postępowania na wypadek wystąpienia pandemii, protokoły, których jednym z celów było uniknięcie paniki, tak żeby nie przeszkadzała w kontr działaniach. Z jakiegoś powodu zdecydowane, że tym razem Instytucje zaufania publicznego zaczęły działać w porozumieniu, aby wzbudzić i wzmacniać poczucie strachu, zmusić ludzi do posłuszeństwa, zniechęcić do krytycznego myślenia. Zdecydowano, że tym razem panikę trzeba wzniecić i podtrzymywać strach.
Uznawane do tej pory zalecenia poszły do kosza, bo nagle okazały się sprzeczne z „aktualnie obowiązująca nauką”. Dotychczas przekonywano nas, że najlepszym sposobem na uniknięcie i zwalczenie choroby są ćwiczenia fizyczne, przebywanie na słońcu, zdrowa dieta i oddychanie świeżym powietrzem. Tym razem, w obliczu zagrożenia wirusem atakującym górne drogi oddechowe w podobny sposób, jak inne wirusy wywołujące choroby grypopodobne, nakazano wszystkim pozostać w domach, zamknięto siłownie, zakazano wychodzić na spacery, zamknięto lasy, parki, place zabaw i plaże.
Zamknięto restauracje, ale pozostawiono otwartymi sieci fast foodów i sklepów monopolowych. Wprowadzono obowiązek noszenia maseczek zakrywających nos i usta, nawet na dworze. Przed 2020 rokiem eksperci określali te same maseczki jako bezużyteczne. Potem zmienili zdanie i stwierdzili, że są niezbędne, że powinniśmy nosić nawet dwie lub więcej. Politycy dawali nam przykład i występowali w telewizji w maseczkach, zdejmowali je tylko wtedy, kiedy kamery przestawały kręcić.
W ciągu dwóch tygodni cały świat został zamknięty, a ludzie odizolowani w swoich domach z powodu choroby tak niebezpiecznej, że trzeba było poddać się testowi, żeby wiedzieć czy się na nią zachorowało, czy nie. Tak groźnej, że należało trzymać półtorametrowy dystans od innych zdrowych osób. Choroby śmiertelnej, choć głównie dla osób najstarszych i do tego schorowanych. Choroby, która jednak głównie zabijała w szpitalu, nie notowano zgonów z powodu Covid w domach.
Rząd twierdził, że kierując się wyłącznie troską o nasze dobro, zmuszony został(nie zdradzając przez kogo) do podjęcia decyzji o zamknięciu szkół i przedszkoli. Zakazał jakichkolwiek interakcji społecznych odwołując śluby i zabraniając organizacji wesel. Z troski o nasze dobro zakazano prowadzenia działalności gospodarczej, pozbawiając ludzi środków do życia i doprowadzając firmy do upadku; odmawiano dostępu do służby zdrowia osobom chorym na coś innego niż Covid; zamykano szpitale przed chorymi onkologicznie; zmykano starców w domach opieki społecznej bez prawa do odwiedzin bliskich; zakazano rodzinom żegnać się z umierającymi bliskimi; zamykano cmentarze limitując liczbę osób obecnych na pogrzebach; zamykano świątynie przed wiernymi, izolowano zdrowych ludzi na kwarantannach. Dla dobra ogółu małe firmy zostały zamknięte, choć duże sieci mogły nadal funkcjonować. Tak zwane nadzwyczajne rozporządzenia zamknęły firmy, szkoły i kościoły i w sposób bezprecedensowy ingerowały w prywatność i zakłóciły najcenniejsze relacje społeczne i rodzinne. Obywatelom na całym świecie kazano pozostać w swoich domach.
Tłumaczono nam, że to tylko dwa tygodnie wyrzeczeń koniecznych do spłaszczenie krzywej. I tak przez dwa lata i kolejne fale i warianty. Tłumaczono nam, że to się skończy, jak tylko pojawi się szczepionka, której głównym celem jest powstrzymanie transmisji wirusa. Póki co, musimy się testować, żeby mieć pewność, że nie jesteśmy chorzy. Bo to, że nie mamy gorączki, kataru, kaszlu czy innych objawów infekcji, nie znaczy, że jesteśmy zdrowi. Jesteśmy „bezobjawowi”, ale test może udowodnić, że jednak jesteśmy chorzy. Co prawda wynalazca technologii PCR, noblista Kerry Mullis, twierdził, że test nie daje odpowiedzi, czy jest się chorym, czy nie, a jeśli wykona się wystarczająco dużo cykli, pokaże fałszywy wynik, ale Mullis zmarł w tajemniczych okolicznościach w sierpniu 2019 roku, wiec nie było go słychać.
Zaangażowano olbrzymie pieniądze w „służbę” zdrowia – szpitalom oferowano dodatki kowidowe, jeśli wpisywały w akt zgonu Covid-19, więc często przyczyną zgonu w wypadkach drogowych był Covid. Protokół leczenia ambulatoryjnego polegał na nie stosowaniu żadnych leków poza paracetamolem, aż do chwili, kiedy pacjent nie mógł samodzielnie oddychać – wtedy można było wezwać karetkę, która wiozła chorego do szpitala, a tam czekał respirator, za który przysługiwały większe dodatki kowidowe. Pieniądze dostawali też lekarze – doszło do tego, że jednym pacjentem opiekowało się 40 lekarzy, choć chorzy narzekali, że nie miał im kto wody podać. Być może wynikało to z nowych, kowidowych obowiązków choreograficznych – Internet pełen był filmów z tańczącymi lekarzami i pielęgniarkami w pustych szpitalach, które rzekomo mieli wypełniać po brzegi pandemiczne ofiary. Zagrożenie było tak wielkie, że odwołano wszystkie planowane zabiegi, często ratujące życie, a szpitale zamknięto dla chorych – chyba, że mieli Covid. Brak dostępu do usług zdrowotnych zabił w Polsce ponad 200 tysięcy ludzi, na szczęście nie zmarli na Covid. Ani na grypę, która całkowicie zniknęła, jak gdyby wirusy grypy i chorób grypopodobnych wystraszyły się koronawirusa.
Mimo, że nikt nie upadał na ulicy z powodu COVID, strach był tak silny, że wszyscy uwierzyli w zapewnienia, że jedynym ratunkiem jest szczepionka, uwierzyli, że „jak się zaszczepisz to nie zachorujesz i nie zarazisz bliskich”. Pod warunkiem, że cały świat w to uwierzy. Wtedy wyeliminujemy Covid globalnie. Co prawda z grypą się nie udało, ale teraz mamy lepszą szczepionkę. Znaczy – tego nie wiemy, bo jest eksperymentalna, ale w 100% bezpieczna i skuteczna. Tak bezpieczna, że producenci odmówili jej użycia, dopóki nie otrzymali zapewnienia, że żaden rząd na świecie nie pociągnie ich do odpowiedzialności, w razie wystąpienia reakcji poszczepiennych.
Tak wyczekiwana, że rządy na całym świecie wydały miliardy na jej promocję i reklamę. Pączki, hamburgery, frytki, piwo, losy na loterię, hulajnogi i samochody były rozdawane dla osób, które mogły pochwalić się Certyfikatem Szczepienia. Tak pożądana, że w krajach zachodniej demokracji obywatele doświadczali praktyk znanych z systemów totalitarnych, mających na celu przymuszenie do przyjęcia preparatu – masowej propagandy i cenzury, zorganizowanego nakręcania spirali strachu, manipulacji badaniami naukowymi, ograniczania dyskusji, szkalowania przeciwników i użycia siły wobec pokojowych protestów społecznych. Medyczni celebryci, usłużne gwiazdy ekranu, politycy, filantropi – wszyscy zapewniali, że szczepionki są bardzo, bardzo bezpieczne, że jak już się zaszczepimy, to nie zachorujemy na Covid, że osoby zaszczepione nie przenoszą wirusa, nie chorują, i nie zarażają innych, wiec zaszczepieni chronimy nie tylko siebie ale redukujemy transmisję wirusa i roznoszenie choroby, a dwie dawki szczepionki dadzą wieloletnią odporność, i są skuteczne również na warianty wirusa.
Mówiono, że osoby zaszczepione nie będą musiały nosić maseczki na twarzy, nie grozi im pobyt w szpitalu, bo przecież to jest pandemia osób niezaszczepionych, będą mogły uczestniczyć w spotkaniach i koncertach, będą mogły chodzić do restauracji i innych miejsc publicznych, uczyć się, pracować i odpoczywać – luksus, którego pozbawiono osoby niechętne szczepieniom. W krótkim czasie okazało się jednak, że przecież nigdy nie było szczepionek, które blokują przenoszenie wirusa, a Pfizer pytany, czy kiedykolwiek testowano szczepionkę pod kątem zatrzymania transmisji, zaprzeczył, bo przecież nie było na to czasu, musieli poruszać się z prędkością [światła] nauki. Okazało się, że poziom wirusów w nosogardle osoby zaszczepionej i zakażonej jest taki sam jak u osoby niezaszczepionej, że konieczne jest przyjmowanie kolejnych dawek przypominających, bo napływające z Izraela dane wskazywały na zwiększone ryzyko ciężkich zachorowań wśród osób zaszczepionych wcześniej, spadek odporności, częstsze hospitalizacje i zgony – więc jasne się stało, że szczepienie przypominające musi być istotna częścią podstawowego programu immunizacji.
Byli co prawda tacy lekarze i naukowcy, którzy twierdzili, że zanim zacznie się szczepić, trzeba przyjrzeć się istniejącym, tanim, generycznym lekom, które być może da się retargetować w kierunku leczenia Covid, lekom zatwierdzonym wcześniej przez organy regulacyjne na całym świecie, o doskonałym profilu bezpieczeństwa, stosowanym od lat w miliardach dawek, będącym na liście leków podstawowych WHO. Ale jeśliby okazało się, że takie leki istnieją i są skuteczne, nie można by dopuścić do sprzedaży ratującej życie, nowatorskiej, opartej na eksperymentalnej platformie szczepionki! Lek, którego twórca został nagrodzony Nagrodą Nobla został zakazany w leczeniu Covid, a osoby upierające się przy jego skuteczności nazwano znachorami próbującymi leczyć wirusa górnych dróg oddechowych „maścią na konia”.
Uznano więc, że wszystkie próby leczenia Covid za pomocą istniejących na rynku od lat leków to eksperyment medyczny, a lekarzom, którzy dopuszczali się takich przestępstw odbierano prawo wykonywania zawodu. Podstawowym protokołem leczenia globalnie stała się eksperymentalna szczepionka, dopuszczona do użytku na całym świecie w ciągu 8 miesięcy od opracowania na podstawie sekwencji genów modelu komputerowego dostarczonego przez Chińczyków, mimo, że najszybszy do tej pory czas opracowania szczepionki wynosił cztery lata, a przygotowanie szczepionki na Ebolę zajęło ponad 20 lat.
Media stanęły na wysokości zadania – przez ponad 2 lata nie było ważniejszego tematu niż COVID i szczepionki, przeciętny telewidz posiadł rzetelną wiedzę na temat wirusów, szczepionek, i niemedycznych interwencji koniecznych dla zapewnienia bezpieczeństwa ogółu. Co prawda nigdy nie doszło do otwartych debat, a naukowcom różniącym się w opinii od obowiązującej narracji zablokowano możliwość pojawiania się na ekranie, a później także publikowania wpisów na platformach społecznościowych, nazywając ich, w tym byłego głównego doradcę naukowego firmy Pfizer, teoretykami spiskowymi.
Niepokornymi zajęły się Izby Lekarskie grożące lekarzom i pracownikom służby zdrowia sankcjami za wyrażanie sprzeciwu, pokornych nagradzano premiami za każdy podany zastrzyk. Firmy farmaceutyczne wspierały media milionowymi darowiznami, ale nie żałowały też pieniędzy na wsparcie dla polityków ze wszystkich stron sceny, a także dla rządowych agencji zdrowotnych i regulujących rynek leków.
Na szczęście, pomimo tego rozdawnictwa pieniędzy, Big Pharma osiągnęła w tym czasie rekordowe zyski. BioNTech, firma, która przed pandemia nie wprowadziła żadnego leku na rynek osiągając w 2020 stratę w wysokości 409,6 mln euro, w roku 2021 mogła pochwalić się 9,8 miliardami euro czystego zysku. Jak słusznie zauważył Bill Gates, dobry przyjaciel Jeffreya Epsteina – na szczepionkach zarabia się 20 do jednego.
Z czasem okazało się, że nie było nadmiernej liczby zgonów w 2020 roku, natomiast w 2022 roku zgony nadmiarowe sięgały 17% lub nawet więcej, wśród sportowców liczba zgonów wzrosła nawet dziesięciokrotnie. Odnotowano tak gwałtowny wzrost liczby zawałów serca i udarów mózgu, że Pfizer zaktualizował etykietę produktu, aby uwzględnić zapalenie mięśnia sercowego jako możliwy skutek uboczny szczepienia (ulotka, która początkowo liczyła 34 strony, ma ich teraz 438).
Minęło pięć lat, wirus nie zniknął, wróciła grypa. A osoby odpowiedzialne za nadmiarowe zgony, wprowadzenie cenzury, niekonstytucyjne działania nadal chodzą na wolności.
W USA działała jeszcze kilka tygodni temu grupa terrorystyczna składająca się z transseksualnych wegan, której istnienie media głównego nurtu starały się przemilczeć. Brzmi jak szalona teoria spisowa? Ale nie jest! Zizianie istnieją, część z nich została albo „odstrzelona”, albo aresztowana, a media podają, iż amerykańskie władze badają co najmniej sześć morderstw przypisywanym tej grupie. Wśród potwornych zbrodni jest podwójny mord w Pensylwanii, atak z nożem w Kalifornii oraz strzelanina na kanadyjskiej granicy, w której zginął amerykański weteran.
Co otrzymamy, gdy zmieszamy nienawiść do własnego ciała, nienawiść wobec ludzi jedzących mięso i chorą agresję? Z takiej mieszanki może wyjść na przykład komórka terrorystyczna działająca w Vallejo w Kalifornii, dawnej stolicy stanu. Rzeczona grupa terrorystyczna, określana czasem jako kult, jest powiązana z serią brutalnych morderstw w USA, i dostarcza kolejnego dowodu na radykalizację tęczowej lewicy.
Zaburzony przywódca
Zizianie nie mają nawet w sumie oficjalnej nazwy. Fanatycy skoncentrowali się jednak wokół charyzmatycznego lidera Jacka LaSoty, który posługuje się także imieniem „Andrea Phelps” i pseudonimem „Ziz”. Jego wyznawcy widzą w sobie samych obrońców grup uciśnionych, sterowanych – czasem dosłownie, czasem mniej bezpośrednio – przez swojego lidera. Ten natomiast wspiera wszystko, co lewicy dzisiaj drogie: radykalny anarchizm, weganizm i transhumanizm, czyli wiarę w możliwość odrzucenia biologicznej rzeczywistości za pomocą technologii.
Na swoich blogach LaSota wzywał od dawna do używania przemocy jako narzędzia politycznego przeciwko „nazistom” i innym wrogom jego własnej wizji świata. Przemoc natomiast nazywał „praktyką” lub „samoobroną”. W anarchistycznej wizji świata bowiem tych, którzy się nie zgadzają z lewicą, powinno się eliminować prewencyjnie.
Zabić landlorda
Pierwszym głośnym zamachem Zizian był ich atak na 82-letniego Curtisa Linda w Vallejo w Kalifornii w 2022 roku. Lind, właściciel sporego kawałka ziemi, próbował eksmitować wtedy skłotersów, którzy nielegalnie zamieszkiwali na jego posesji w mobilnych kontenerach, wyposażonych w panele słoneczne, sprzęt medyczny, igły i duże ilości ługu – substancji, która może służyć do rozpuszczania zwłok. W odwecie Zizianie dokonali brutalnego zamachu na jego życie – emeryt był w ich oczach landlordem, a ci w anarchistycznych środowiskach zasługują tylko na jedno. Landlord do wora, wór do jeziora – takie hasła powtarza przecież nawet polska lewica!
Napastnicy udawali najpierw, że potrzebują pomocy, po czym zaatakowali starszego mężczyznę ostrymi narzędziami, w tym mieczem (!), wielokrotnie dźgając swoją ofiarę. Lind stracił w wyniku tego ataku jedno oko, ale cudem przeżył. Emeryt nie poddał się też bez walki! Mężczyźnie udało się w samoobronie zastrzelić jednego z Zizian, transseksualistę powiązanego z jednymi z najważniejszych w Ameryce uniwersytetów. Inni napastnicy uciekli.
Bohaterski staruszek spędził natomiast miesiąc w szpitalu, walcząc o życie, a rodzina transseksualisty, który próbował zamordować landlorda, uruchomiła zbiórkę na GoFundMe, która wyżebrała ponad 20 tys. dolarów na pokrycie kosztów pogrzebu. Słynna strona od crowdfundingu nie raczyła nawet zweryfikować, że transseksualista zginął podczas próby morderstwa. By podłości stało się też zadość, amerykańscy aktywiści LGBT uhonorowali również niedoszłego mordercę, pisząc o denacie chwalebne posty w Internecie.
Po zamachu na swoje życie Lind żył w ciągłym strachu. Staruszek przeniósł się do San Mateo County, gdzie zamieszkał z przyjacielem. Oprócz tego zaczął nosić ciągle przy sobie broń i postanowił sprzedać swoją posesję. Obiecał też zeznawać w sprawie swojego ataku, by pomóc władzom skazać niebezpiecznych transaktywistów. Jego słowa miały być kluczowe w procesie przygotowanym na kwiecień tego roku.
Curtis Lind nigdy jednak swoich zeznań nie złoży. Bo 17 stycznia 2025 został zamordowany.
Martwe małżeństwo
Mord dokonany na staruszku był podobnie brutalny jak pierwszy atak na niego. Zamaskowany napastnik podszedł do Linda na ulicy i najpierw dźgnął go w klatkę piersiową nożem. Gdy Lind upadł na ziemię, napastnik poderżnął mu gardło, upewniając się, że ofiara nie przeżyje. Świadkowie – sąsiedzi ofiary – próbowali mu pomóc, ale wycofali się z obawy o własne bezpieczeństwo. Według ich zeznań atak był precyzyjny i przypominał egzekucję.
Lind nie był jednak jedyną ofiarą Zizian. Transowej sekcie przypisuje się bowiem także morderstwo, które miało miejsce na 31 grudnia 2022 w Chester Heights w Pensylwanii. Wtedy to Rita Zajko (lat 69) i jej mąż Richard (lat 71) zginęli w swoim własnym domu. Kobietę zabił prawdopodobnie strzał w tył głowy, a mężczyzna został znaleziony z ranami postrzałowym na prawej dłoni i na czole. Jak jednak z tą tragedią łączeni są Zizianie?
Rita i Richard mieli córkę Michelle Zajko, która uważała się za „niebinarną”. I Michelle była zwolenniczką LaSoty i członkiem anarchistycznej sekty. Jej archiwalne wpisy na blogach i wiadomości przesłane online wskazują na bliskie związki dziewczyny z grupą terrorystyczną, która zamordowała Curtisa Linda. Oraz – co pewnie najważniejsze – broń użyta do mordu na landlordzie pochodziła prawdopodobnie z domu „niebinarnej” Michelle.
Zamordowane małżeństwo było też – podobnie jak Lind – landlordami. Posiadali ziemię i wynajmowali lokale innym osobom, popełniając tym samym najgorszą na lewicy zbrodnię. W najgorszym wypadku więc ich własna córka nie tylko dostarczyła Zizianom broni, która posłużyła do zamordowania staruszka w styczniu tego roku – możliwe, że dziewczyna nasłała transową sektę na własnych rodziców.
Obława na fanatyków
Kulminacją serii zbrodni przypisywanych Zizianom było jednak zdarzenie z 20 stycznia 2025 roku z Coventry w stanie Vermont, gdzie podczas rutynowej kontroli drogowej zginął agent straży granicznej, weteran z 20-letnim stażem. Napastnikami byli Felix „Ophelia” Baukholt, niemiecki matematyk przebywający w USA na specjalnej wizie, oraz Teresa „Milo” Youngblut, studentka University of Washington w Seattle. Oboje są „trans”.
Oboje byli też pod obserwacją służb federalnych od jakiegoś czasu, które słusznie widziały w transseksualistach potencjał przemocy. Dlatego kiedy pracownicy motelu w Lyndonville w Vermont zauważyli ich w czarnym ubiorze, z bronią i sprzętem militarnym, informacja zgłoszona policji wzbudziła uwagę „fedsów”.
Zanim jednak służby federalne zdążyły zbadać sprawę (świadkowie, którzy parę widzieli, donosili, iż transportuje ona w mobilnym kontenerze dziwne nosze, jakby przygotowując się do jakiegoś napadu), doszło do tragedii, która kosztowała kolejne ludzkie życie. Transseksualistów i ich pojazd zatrzymał bowiem David Maland, doświadczony funkcjonariusz, kontrolując oboje około 15 kilometrów od granicy z Kanadą. Samochód był zarejestrowany w Karolinie Północnej na Felixa – Niemca identyfikującego się jako „Ophelia” – którego wiza wygasła na długo przed kontrolą.
Po około 15 minutach interakcji siedząca w aucie Teresa Youngblut, kobieta, która również uważa się za niebinarną, niespodziewanie wyciągnęła broń palną i bez ostrzeżenia oddała kilka strzałów do weterana, który – sprawdzając w tym momencie dokumenty Niemca – zginął na miejscu. Broń wyciągnął również Niemiec, w pobliżu znajdowali się jednak inni strażnicy kontroli granicznej. Border Patrol otworzył więc ogień, zabijając Baukholta i raniąc Youngblut, która została później aresztowana.
W ich samochodzie znaleziono więcej broni, kilka telefonów i różne karty SIM. Transseksualiści domyślali się więc zapewne, że o ich pobycie w okolicy władze wiedziały. W kierunku Kanady jechali więc, przygotowując się na przemoc.
Gender zabija
Kim są pozostałe ofiary transowych terrorystów? Nie wiadomo, ponieważ procesy przeciwko grupie terrorystycznej dopiero wystartowały. Wszystko jednak zdaje się składać w spójną historię rozciągniętą na kilka lat i wielu fanatyków.
Najpierw – około 2016 roku – pojawił się Jack LaSota, radykalizujący się w Internecie i zbierający wokół siebie agresywnych aktywistów gender, którzy oprócz szaleństwa „zmiennej” płci promowali również weganizm i transhumanizm. Najpóźniej w 2019 roku LaSota wybrał przemoc, publikując w sieci swoje teksty, które wprost zachęcały do atakowania wrogów skrajnej lewicy. W tym momencie transseksualista miał już wiernych wyznawców, którzy wzięli jego zachęty na serio.
W listopadzie 2022 w Kalifornii dochodzi do ataku na Curtisa Linda, staruszka, który chciał przepędzić Zizian ze swojej posesji. Lind broni się, zabijając jednego z lewicowych szaleńców. Śledczy zakładają nawet obecnie, że zabity wtedy transseksualista (Amir Borhanian, który identyfikował się jako „Emma”), był narzeczonym Teresy Youngblut.
W grudniu 2022 w Pensylwanii Zizianie dokonują kolejnego mordu, pozbawiając życia Rity i Richarda Zajko w ich własnym domu. W mord zamieszana jest prawdopodobnie ich własna córka, zradykalizowana przez Zizian „niebinarna” Michelle. W styczniu tego roku dochodzi natomiast do ponownego ataku na Curtisa Linda, który miał niedługo zeznawać przeciwko genderowym fanatykom. Na koniec w Vermont wybucha strzelanina, w której Teresa Youngblut, uciekająca do Kanady i żądna zemsty za śmierć narzeczonego, zabija Davida Malanda, a Felix Baukholt ginie od strzałów strażników granicznych. Jedyne, choć pewnie liczne luki, które teraz zostaną wyjaśnione, to zaangażowanie reszty Zizian w znane już zbrodnie i odpowiedź na pytanie: kto jest szóstą ofiarą terrorystów i czy… ofiar jest więcej?
W marcu bieżącego roku przeprowadzono też pierwsze zatrzymania Zizian. Jack LaSota, Teresa Youngblut i Michelle Zajko są już w areszcie. Zatrzymany został też mężczyzna podejrzany o zamordowanie Curtisa Linda. Jest nim Maximilian Snyder, kolejny transseksualista,
Poza tym do aresztu trafił też inny zwolennik LaSoty, zatrzymany za włamanie na prywatną posesję, posiadanie nielegalnej broni palnej i stawianie oporu przy aresztowaniu. Dla kilku kolejnych Zizian wystawiono już nakazy aresztowania, policja nie ma jednak pojęcia, gdzie przebywają poszukiwani.