Zalety akumulatorów litowo- żelazowo-fosforanowych.

[Uwaga: To reklama producenta, więc…- właśnie, uwaga. md]

https://kon-tec.eu/blog/poradniki/kompendium-wiedzy-nt-akumulatorow-lifepo4-od-kon-tec

Kompendium wiedzy nt. akumulatorów LiFePO4 od Kon-TEC

W poniższym artykule zebraliśmy podstawowe informacje na temat akumulatorów litowo-żelazowo- fosforanowych. Zachęcamy do przeczytania odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące akumulatorów LiFePO4.

Akumulator litowo-żelazowo-fosforanowy (LiFePO4) – co to?

To rodzaj akumulatora elektrycznego. Charakteryzuje się lepszą żywotnością i większym bezpieczeństwem niż akumulatory litowo-jonowe. Akumulatory LiFePO4 zyskują na znaczeniu przede wszystkim ze względu na dynamiczny rozwój rynku samochodów elektrycznych. Są też chętnie wybierane przez właścicieli camperów czy jachtów.

Zalety akumulatorów LiFePO4

Bezpieczeństwo, wysoka wydajność i długa żywotność – to główne zalety akumulatorów litowo- żelazowo-fosforanowych. Choć LiFePO4 często mają wyższą cenę, ostatecznie, biorąc pod uwagę, cały okres eksploatacji produktu, minimalną konieczność konserwacji, rzadkie wymiany, są one opłacalną inwestycją i inteligentnym rozwiązaniem długoterminowym.

Czy akumulatory LiFePO4 są bezpieczne?

Tak. Ze względu na swój skład chemiczny, akumulatory LiFePO4 są bezpieczne. Oparte na fosforanach oferują stabliność termiczną i chemiczną, co gwarantuje wzrost bezpieczeństwa w stosunku do baterii litowo-jonowych. Zastosowane w bateriach LiFePO4 ogniwa litowo-fosforanowe są niepalne. W przypadku niebezpiecznych zdarzeń losowych, takich jak np. kolizja czy zwarcie, LFP nie wybuchają ani nie zapalają się.

Czy akumulatory LiFePO4 są toksyczne?

Baterie LiFePO4 nie zanieczyszczają środowiska. Zawierają mniejsze ilości metali ziem rzadkich (w porównaniu do akumulatorów litowo-jonowych). Akumularory LiFePO4 są nietoksyczne.

Jak ładować akumulatory LiFePO4?

Do ładowania zaleca się używania dedykowanej ładowarki od producenta. Dopuszcza się stosowanie ładowarek od innych producentów, jednak stosujący musi mieć pewność kompatybilności sprzętu.
W przypadku akumulatorów LiFePO4 od Kon-TEC ładowarki posiadają własny procesor i technologię sterowania sygnałem PWM, która zapewnia wysoką sprawność i stabilność parametrów oraz niską emisję i energooszczędność. Ładowarki zapewniają pełne naładowanie akumulatora bez niebezpiecznego przeładowania. Jest to możliwe dzięki automatycznej kontroli prądu i napięcia ładowania.

Jaka jest żywotność akumulatorów LiFePO4?

Żywotność to liczba cykli ładowania-rozładowania-ładowania, które bateria może wytrzymać bez pogorszenia wydajności. Pojedynczy cykl ładowania to taki, w którym bateria jest rozładowywana od stanu pełnego naładowania, a następnie ponownie ładowana. Typowa żywotność baterii LFP to ok. 3500- 5000 cykli. W praktyce oznacza to, że akumulator działa optymalnie przez siedem do dziesięciu lat.
Dopiero po tym okresie następuje powolna degradacja.

Układ BMS – co to?

BMS to układ zarządzający działaniem akumulatora litowo-jonowego. Skrót pochodzi od nazwy w języku angielskim – Battery Management System.

Po co w akumulatorze system BMS?

Najważniejsza funkcja układu BMS to zabezpieczenie akumulatora przed przeładowaniem, które może prowadzić do trwałego uszkodzenia baterii lub wywołać niebezpieczne dla otoczenia skutki (takie jak pożar czy wybuch). Układ BMS zapewnia także równomierny stopień naładowania poszczególnych ogniw, co prowadzi do zbalansowania całego akumulatora. Te funkcje powodują wydłużenie żywotności akumulatora. Przyczyniają się także do efektywniejszego wykorzystania jego całkowitej pojemności.

BMS w akumulatorze – jak to działa?

W przypadku pasywnego systemu BMS, kiedy układ stwierdzi maksymalne naładowanie jednego z ogniw, rozprasza w postaci ciepła ewentualny ładunek nadmiarowy. W przypadku aktywnego systemu BMS, układ „przenosi” nadmiarowy ładunek na wspólną szynę. Pozwala to na transportowanie ładunku z ogniw naładowanych bardziej do tych naładowanych mniej. Zapewnia także szybki proces balansowania ogniwa.

Czym jest balanser i jak działa?

Balanser to urządzenie służące do utrzymywania na tym samym poziomie napięć akumulatorów, połączonych ze sobą w układzie szeregowym.
Gdy moc pojedynczego akumulatora nie jest w stanie zaspokoić naszych potrzeb, montujemy grupę akumulatorów razem. Zasada działania balansera polega na pomiarze napięć dwóch akumulatorów połączonych w magazyn energii, wyznaczeniu punktu środkowego szeregu akumulatorów oraz transferze energii z akumulatora o wyższym napięciu do akumulatora o niższym napięciu.

Czym jest magazyn energii?

Magazyny energii Kon-TEC to wysokiej jakości akumulatory LiFePO4. Służą magazynowaniu energii w budynkach mieszkalnych. To rozwiązanie umożliwiające przechowywanie zielonej, darmowej energii słonecznej lub obniżające koszt energii z sieci w szczycie zapotrzebowania. Produkty te sprawdzają się również się w przypadku zasilania awaryjnego. Zapewniają normalną pracę budynku mieszkalnego nawet w przypadku braku zasilania z sieci lub złej pogody.
 

Czym jest głębokość rozładowania akumulatora i ile wynosi w przypadku baterii LiFePO4?

Z angielskiego depth of discharge (DoD) to poziom, do którego bateria może zostać rozładowana bez jej uszkodzenia. Głębokość rozładowania baterii LFP wynosi 100%. Akumulatory LiFePO4 to tzw. akumulatory do głębokiego rozładowania. Oznacza to, że można wykorzystać całą zgromadzoną w akumulatorze energię bez obaw o jego uszkodzenie.

Gdzie akumulatory LiFePO4 znajdują zastosowanie?

  • Zamienniki dla akumulatorów AGM/GEL
  • Kampery i nadwozia specjalistyczne
  • Specjalistyczne pojazdy elektryczne
  • Jachty i katamarany, houseboaty
  • Silniki elektryczne
  • Wózki i skutery inwalidzkie
  • Hybrydowe systemy fotowoltaiczne
  • Urządzenia magazynowania energii
  • Systemy podtrzymywania zasilania budynku
  • Turbiny wiatrowe
  • Oświetlenie awaryjne
  • Urządzenia i zabawki 12V
  • Źródło zasilania dla inwerterów 12V~/230V~

Dlaczego warto zainwestować w dobry akumulator LiFePO4?

Akumulatory LiFePO4 poszczególnych producentów różnią się między sobą przede wszystkim jakością wykorzystanych ogniw oraz elektroniki zabezpieczającej. Oba elementy mają olbrzymi wpływ na ostateczną rzeczywistą żywotność zakupionego akumulatora. Jeżeli faktycznie chcemy zainwestować w dość drogą technologię, jaką są akumulatory LiFePO4 ze względu na ich oczekiwaną długą żywotność, nie warto decydować się na półśrodki, kupując najtańszy model dostępny na rynku. Doświadczenie pokazuje, że niekoniecznie dotrzymują one deklarowanych parametrów użytkowych oraz eksploatacyjnych. Dlatego warto zainwestować w akumulatory renomowanych producentów, takich jak np. Kon-TEC. Inwestycja taka zwróci się z nawiązką. Dobry akumulator LiFePO4 można bezproblemowo użytkować przez wiele lat.

Polską energetyką rządzą durnie – urzędnicy (MRiT). Blokują magazyny energii.

MRiT zatrzyma polskie magazyny energii. Jak deregulacja ograniczy ich rozwój?

energetyka/mrit-zatrzyma-polskie-magazyny-energii

13 czerwca Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) opublikowało projekt rozporządzenia dotyczącego warunków technicznych, jakim mają podlegać budynki oraz ich usytuowanie. Propozycja ministerstwa znacząco wpływa na magazyny energii m.in. podniesie koszty ich instalacji nawet o 40-60 proc. czy zakaże instalacji w pomieszczeniach, w których mogą przebywać ludzie albo wręcz uniemożliwi ich montaż.

Jak zaznacza Paweł Lachman, prezes zarządu PORT PC: “Obostrzenia obecnie proponowane przez MRiT są zdecydowanie przesadzone i nieadekwatne do skali zagrożenia”.

Magdalena Melke: 13 czerwca MRiT opublikowało projekt rozporządzenia, według którego magazyny o pojemności do 20 kWh będą zwolnione z pozwolenia na budowę. Wydawałoby się, że jest to dobra wiadomość w kontekście deregulacji i wspierania branży magazynów energii?

Paweł Lachman, prezes zarządu PORT PC:

Stwierdzenie, że jest to „deregulacja”, wydaje się dużym uproszczeniem, a wręcz jest odwrotnie. Domowe magazyny energii nie podlegały konieczności pozwolenia na budowę. Magazyny energii, w tym te o pojemności powyżej 10 kWh, nie są jeszcze standardem, jednak biorąc pod uwagę to, jak drastycznie spadły ceny tych urządzeń w ostatnich latach, możemy się spodziewać, że niedługo staną się one standardowym rozwiązaniem domowym pozwalającym na rozwój energetyki prosumenckiej. Przyspieszą go nie tylko na poziomie domów jednorodzinnych, lecz także innych budynków np. komercyjnych.

Z tej perspektywy, wprowadzenie wymagania pozwolenia na budowę przy instalacji magazynów energii znacząco ograniczy liczbę osób, które będą chciały zastosować tego typu rozwiązanie we własnym domu. Chciałbym podkreślić, że w ciągu ostatnich 10 lat ceny magazynów energii spadły niemal ośmiokrotnie i widzimy ciągle potencjał do kontynuacji tego trendu – tym bardziej, że sprzyja temu coraz większa skala ich produkcji oraz rosnąca pojemność.

Dodatkowo, przepis proponowany przez MRiT nie nadąża za rzeczywistym rozwojem technologii produkcji, np. w zakresie wykorzystania w magazynach energii właściwie niepalnych technologii LFP [litowo-żelazowo-fosforanowe md] . Można też odnieść się do badań niemieckich, gdzie rzeczywista palność magazynów energii porównywana jest do pozostałych sprzętów AGD. Tymczasem projekt WT 2025 narzuca te same bardzo rygorystyczne wymagania niezależnie od rzeczywistego poziomu ryzyka. Nie różnicuje się np. magazynów LFP, które są niepalne, od innych rozwiązań. Obowiązek stosowania czujek dymu, samoczynnych urządzeń gaśniczych czy BMS bez określenia normy – to przykłady nadmiernej regulacji oderwanej od praktyki i dostępnych technologii.

I kolejny istotny argument. Magazyny będą niedługo motorem napędowym transformacji energetycznej budownictwa: ułatwią efektywną elektryfikację w kontekście dużego udziału energii pochodzącej z OZE (nawet do 60 proc. w skali rok w przypadku ogrzewania, ciepłej wody czy energii elektrycznej w domach jednorodzinnych). Jeśli jednak ich przyszłym użytkownikom zaczniemy stawiać tak drastyczne wymagania formalne, to znacząco osłabimy ten potencjał.

Aktualnie nie jest wymagane żadne pozwolenie, aby użytkować magazyn energii, jednak według proponowanego rozporządzenia jego instalacja może być znacznie utrudniona. Magazyny powyżej 10 kWh montowane wewnątrz budynków będą wymagały m. in. umieszczenia w wydzielonym technicznie pomieszczeniu o odpowiedniej odporności ogniowej, obowiązkowej czujki dymu, sygnalizacji pożarowej czy stałego, samoczynnego urządzenia gaśniczego.

Czy takie obostrzenia są konieczne dla obiektów tego typu, skoro akumulator w aucie elektrycznym najczęściej ma pojemność 60 kWh lub wyższą i jest zaparkowany w zwykłym garażu?

Jeżeli przyjrzymy się pojemności typowego domowego magazynu energii (10 kWh), wówczas zwykły, 5-cio litrowy kanister z benzyną znacznie przewyższa go pod tym względem (ok. 50 kWh). Dopuszczalne do przechowania 30 kg peletu drzewnego to 150 kWh energii. Sam samochód elektryczny stojący w garażu ma baterię 40-50 kWh. Naturalnie takie porównania są pewnym uproszczeniem, jednak ukazują absurdy proponowanych przez ministerstwo rozwiązań.

Jeśli mówimy o specjalnego rodzaju zabezpieczeniach już przy 10 kWh, wówczas znacząco ograniczamy rozwój tej technologii – jeśli nie uniemożliwiamy. Zakłada się przy tym, że magazyn energii jest technologią palną, pomimo rozpowszechniania technologii LFP oraz wbudowanych systemów zabezpieczeń, chroniących przed ryzykiem.

Zwróćmy również uwagę na nierówne traktowanie technologii. Z 30 tys. pożarów budynków w Polsce, blisko 1 tys. to pożary sadzy w kominach, a niemal 2 tys. powodują kotły na paliwa stałe. Nie słyszymy jednak o sytuacjach, w których ministerstwo chciałoby wprowadzić rozporządzenie wymagające specjalnego pozwolenia na zamontowanie kotła grzewczego.

Czy Pańskim zdaniem projekt rozporządzenia “broni się” merytorycznie?

Obostrzenia obecnie proponowane przez MRiT są zdecydowanie zbyt wysokie, szczególnie w kontekście zmian technologicznych, jakie dokonują się w sektorze magazynów energii oraz oceny ryzyka stosowania tych urządzeń w budynkach. W mojej opinii kształt ustawy wynika z braku wiedzy oraz obaw dotyczących nowej technologii.

Rozporządzenie MRiT to dobitny przykład nierównego traktowania technologii – tym bardziej szkodliwego, że magazyny energii są jednym z kluczowych elementów zielonej transformacji w budynkach. Gwarantują nam efekt synergii przy upowszechnianiu pomp ciepła, samochodów elektrycznych i zwiększaniu udziału OZE w systemie.

Przewidujemy, że boom fotowoltaiczny nastąpi m.in. dzięki szerokiemu zastosowaniu magazynów energii. Z punktu widzenia strategii UE, ukierunkowanie inwestycji na energetykę prosumencką jest jednym z najbardziej obiecujących i zgodnie z analizami może zapewnić do 30-40 proc. energii produkowanej i zużywanej w przyszłości w Polsce.

Chciałabym, żeby to wybrzmiało: rozumiem, że magazyny energii nie stanowią poważnego zagrożenia z perspektywy bezpieczeństwa pożarowego?

Nowe technologie magazynów energii w niedalekiej przyszłości będą całkowicie bezpieczne. Nieustannie trwają prace nad nowymi rozwiązaniami, ponieważ – m.in. ze względu na samochody elektryczne – powstaje wiele projektów mających zapewnić większe bezpieczeństwo użytkowania i zmianę chemii baterii elektrycznych. Widoczny progres w zakresie obniżania cen powoduje, że wkrótce konsumenci będą chcieli zabezpieczyć się przed możliwymi awariami zasilania poprzez zakup magazynu energii.

Przejdźmy do aspektów finansowych. O ile mogą się zwiększyć koszty instalacji magazynów energii w wyniku zaproponowanych przepisów?

Według mojej wiedzy, rozporządzenie MRiT może spowodować wzrost kosztów nawet o 40-60 proc w przypadku małych magazynów. Jednak w praktyce wiele zapisów czyni montaż magazynów o pojemności powyżej 10 kWh niemal niemożliwym – np. wymóg wydzielonego pomieszczenia technicznego tylko dla magazynu, co w budownictwie jednorodzinnym jest kompletnie nierealne. Ogranicza to inwestycje nie tylko kosztowo, ale również formalnie – np. poprzez brak możliwości spełnienia wymogów w istniejących budynkach. Dużym problemem będzie zapewne dodatkowe zniechęcenie potencjalnych prosumentów, wynikające z piętrzenia przed nimi problemów administracyjnych i biurokratycznych. To wszystko będzie miało to bardzo negatywne skutki nie tylko dla sektora magazynów energii, lecz również dla rozwoju OZE, energetyki prosumenckiej i postępu elektryfikacji w Polsce.

W jaki sposób zmieniliby Państwo przepisy zaproponowane w rozporządzeniu? Czego Państwu jako sektorowi brakuje, czy MRiT odpowiada na Wasze zapytania?

Powstają inicjatywy sektorowe, w których również uczestniczymy, jak chociażby wystosowanie listu otwartego do Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Nie chcę ujawniać jeszcze szczegółów tej sprawy, lecz możemy się ich spodziewać w ciągu najbliższych dni.

Nie zapominajmy, że przepisy przeciwpożarowe są domeną państwa członkowskiego, w związku z czym nie ograniczają nas rozporządzenia ani dyrektywy unijne. Musimy więc wypracować własny kompromis, który gwarantując bezpieczeństwo użytkowe, nie ograniczy jednocześnie rozwoju tej wartościowej technologii.

Czy ministerstwo kontaktowało się z Państwem przed stworzeniem projektu rozporządzenia?

Z tego co wiem, nie. Tym bardziej jesteśmy zdziwieni proponowanym rozporządzeniem. Co więcej, projekt nie definiuje nawet czym jest magazyn energii – czy obejmuje tylko część akumulatorową, czy również falownik. Takie nieprecyzyjne zapisy będą generować problemy interpretacyjne i techniczne, np. dla systemów typu „all in one”, gdzie odłączenie części obwodów nie jest technicznie możliwe.

Magazyny energii stanowią fragment układanki zielonej transformacji i przedstawione rozwiązanie jest działaniem przeciwko energetyce rozproszonej. Tymczasem istotą zachodzących zmian jest jak największe zbliżenie energetyki do indywidualnych konsumentów, zwiększenie jej rozproszenia oraz efektywności.

Świetnie ilustruje to następujący przykład: dziś, aby móc statystycznie zużyć w naszych domach pewną ilość energii, tracimy 2 razy taką ilość w systemie ogólno-energetycznym. Oznacza to, że efektywność energetyczna naszego całego systemu energetycznego wynosi ok. 1/3. Natomiast efektywna elektryfikacja i energetyka prosumencka korzystają z technologii, które cechuje o wiele większa efektywność, sprawiając, że nie tracimy tak wiele energii. Zarówno samochody elektryczne, jak i pompy ciepła są co najmniej trzykrotnie bardziej efektywne niż ich odpowiedniki spalinowe. Magazyny są niezwykle istotnym elementem całości układanki – bez ich udziału, zielona transformacja w budynkach się zatrzyma.

Ministerstwo, niestety, nie przedstawiło nam wcześniej propozycji przygotowywanych zmian, jednak − z tego co obserwujemy jest spora szansa, że MKiŚ wesprze nasze uwagi, a samo MRiT ponownie analizuje przedstawiony projekt.

Proszę powiedzieć, jaki obecnie jest stan magazynów energii w Polsce jeśli chodzi o rządowe wsparcie i zainteresowanie prosumentów? Ile potrzeba magazynów, aby wesprzeć rozwój OZE?

W tym zakresie możemy brać przykład od naszych niemieckich sąsiadów, gdzie ponad 70-80 proc. fotowoltaiki domowej jest montowana razem z magazynami energii. Jestem przekonany, że w interesie polskiego rządu i Polskich Sieci Elektroenergetycznych jest upowszechnienie podobnego modelu. Zdecydowanie pomocnym okazał się program „Mój Prąd”. Tu trzeba jasno powiedzieć, że dopiero połączenie fotowoltaiki z magazynem energii zapewnia spory sens ekonomiczny i technologiczny w kontekście aktualnego systemu rozliczeń energii z fotowoltaiki.

Dziękuję za rozmowę.

Nowe przepisy mogą wejść w ciągu kilku miesięcy, obecnie znajdują się na etapie opiniowania. Termin zgłaszania uwag mija już 13 lipca.

Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przyjechali na granicę z Niemcami

Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przybyli na granicę z Niemcami

7.07.2025 17:57 tysol/rolnicy-wsparli-ruch-obrony-granic-przybyli-na-granice-z-niemcami

Na granicy polsko-niemieckiej pojawili się rolnicy. Dołączyli do członków Ruchu Obrony Granic, by wyrazić solidarność i wspólnie zwrócić uwagę na skandal nielegalnej migracji.

Rolnicy zmierzający w stronę granicy z Niemcami Rolnicy wsparli Ruch Obrony Granic. Przybyli na granicę z Niemcami

Rolnicy zmierzający w stronę granicy z Niemcami / screen video x.com

Lubieszyn: Rolnicy przybyli na granicę

W poniedziałek w miejscowości Lubieszyn, przy zachodniej granicy Polski, pojawili się rolnicy. Ich obecność to wsparcie dla Ruchu Obrony Granic, który prowadzi działania mające na celu monitorowanie i przeciwdziałanie przerzutom nielegalnych migrantów z Niemiec.

Szczecin teraz. Rolnicy jadą na przejście graniczne w Lubieszynie wesprzeć i obrońców granic – informuje na platformie X Tomasz Duklanowski, były red. naczelny Radia Szczecin, publikując nagranie wideo jadących traktorów. 

Tym samym rolnicy zawiesili swój trwający w Szczecinie protest przeciwko polityce rządu Donalda Tuska, a w szczególności wdrożeniu umowy UE–Mercosur. 

Polski rząd wprowadza kontrole na granicy z Niemcami i Litwą

7 lipca zostały przywrócone tymczasowe kontrole graniczne z Niemcami i Litwą – na okres 30 dni. Komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan wskazał, że na granicy z Niemcami wyznaczono 52 punkty kontroli, z czego 16 to stałe punkty kontrolne. Na granicy z Litwą wytypowano 13 miejsc kontroli, w tym 2 stałe.

Sytuacja na granicy z Niemcami

Przypomnijmy, że to Niemcy w dużym stopniu wywołali kryzys migracyjny w Europie. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapraszała migrantów do Niemiec i prowadziła politykę „herzlich willkomen”, a niemieckie ośrodki wpływu uderzały w kraje Unii Europejskiej, które nie chciały się tej polityce podporządkować.

Obecnie ciągle trwa proceder podrzucania do Polski przez Niemców nielegalnych imigrantów przy bierności polskich służb. Nie ma wiarygodnych danych na temat liczby przerzucanych imigrantów. 

Polskiej granicy broni Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza i Jacka Wrony oraz liczne ruchy obywatelskie. Rząd Donalda Tuska grozi obywatelom patrolującym polską granicę, a niemieckie media lamentują, że „Ruch Obrony Granic uderza w niemiecką politykę migracyjną”.

Czym jest Ruch Obrony Granic?

Ruchu Obrony Granic to ogólnopolska inicjatywa społeczna powołana przez Roberta Bąkiewicza, której celem jest obrona Polski przed masową migracją i zagrożeniami z nią związanymi. Chodzi nie tylko o ochronę granic fizycznych, ale również o obronę naszej tożsamości narodowej, kultury i wspólnoty społecznej poprzez wywieranie presji na terenie całej Polski.

Jak czytamy na stronach organizacji, ROG sprzeciwia się planom, które mogłyby prowadzić do przymusowego osiedlania migrantów w Polsce i zmiany struktury naszego społeczeństwa. Ruch ma za zadanie budować świadomość społeczną, organizować obywateli oraz wywierać wpływ na politykę państwa, zawsze w sposób zgodny z prawem i w duchu patriotyzmu.

Tomasz Duklanowski @TDuklanowski

Szczecin teraz. Rolnicy jadą na przejście graniczne w Lubieszynie wesprzeć i obrońców granic

z Szczecin, Polska 148,6 tys. wyświetlenia

Tusk i migranci. Czy zdrajca może się opamiętać?

Tusk i migranci. Czy zdrajca może się opamiętać?

Filip Obara https://pch24.pl/tusk-i-migranci-czy-zdrajca-moze-sie-opamietac/

W sprawie imigrantów na zachodniej granicy ktoś powiedział: Czekamy aż rząd się opamięta. Moim zdaniem grupa trzymająca władzę nie może się opamiętać. Dlaczego? Bo opamiętanie oznacza powrót do normy, a dla nich normą są zdrada i działanie na rzecz obcych interesów.

Władza nie działa, dlatego obywatele biorą sprawy w swoje ręce – taki był jasny przekaz uczestników patroli obywatelskich, z którymi rozmawiał na granicy Krzysztof Stanowski. – Czekamy aż rząd się opamięta i zacznie robić to, za co mu płacimy – powiedziała pod koniec programu Magdalena Sosnowska z Konfederacji.

Dlaczego uważam, że rząd się nie opamięta i nie zacznie robić tego, za co mu płacimy? A nawet jak zacznie, to nie dlatego, że się opamiętał…

Samobójcze „elity”

Chapeau bas dla redaktora Stanowskiego za pokazanie po raz kolejny rzeczywistości, której nie prezentują media głównego nurtu. Również za mimowolne obnażenie samobójczej postawy lewicowo-liberalnych elit.

Przedstawicielem „frakcji samobójczej” na spotkaniu w Gryfinie był Andrzej Radziwinowicz z Partii Zielonych. Nie ma sensu przytaczać jego wypowiedzi, dość je streścić. Plątając się w dwuznacznościach ów lokalny samorządowiec stwierdzał jednocześnie, że jest „przeciwko nielegalnej imigracji” i (nie wprost, ale do tego to zmierzało) że należy szanować uczucia imigrantów, którzy mogliby poczuć się urażeni, gdyby wszystkich wrzucono do jednego worka.

Otóż nie. Rząd zgodnie z logiką porządku miłości ma jedno naczelne zadanie: dbać o dobro własnych obywateli. Jeżeli jakikolwiek obcy straci dobre imię (a nawet życie – choćby przy próbie sforsowania granicy), to nie powinno być poważnym zmartwieniem dla sprawiedliwej władzy. Natomiast jeżeli jakikolwiek (choćby jeden) obywatel Polski miał ucierpieć z powodu humanitarnego traktowania obcych, władza popełniłaby niewybaczalny grzech zaniedbania obowiązków.

Rząd nie ma prawa ryzykować życiem, zdrowiem i dobrem Polaków w imię jakichkolwiek przekonań o prawach człowieka czy też w imię opinii, jaką cieszy się na europejskich salonach albo w komisji pani von der Leyen. Rząd ma jasno określone obowiązki i skupiają się one wyłącznie na dobru wspólnym Polaków. Dopiero gdy to dobro jest zabezpieczone, władza ma prawo myśleć o altruistycznym działaniu na rzecz obcych.

Jeszcze jedna rzecz jasno wybrzmiała na spotkaniu w Gryfinie: Już wiemy, do czego prowadzi samobójcza polityka użalania się nad imigrantami. Widzimy to na Zachodzie i nie chcemy tego w Polsce. Dlatego nie ma taryfy ulgowej dla imigrantów, wobec których należy zastosować prostą i zdecydowaną politykę: WSZYSTKICH WON! (te słowa akurat nie padły, ale taki był przekaz).

Rządy zdrajców

Sposób myślenia radnego Radziwinowicza pokazał typowy modus operandi tzw. państwa polskiego: stosować prawa człowieka wobec obcych i bandytów to priorytet, a że ucierpią na tym Polacy? To furda! Wszak za to mocodawcy swoich pionków nie rozliczą.

Tak jest zbudowany system państwowy w III RP i nie ma tu wiele do rzeczy, która partia akurat rządzi. Spójrzmy choćby na kodeks karny, który w oczywisty sposób faworyzuje bandytów i doprowadza do sytuacji, w której praworządny obywatel boi się bronić. Trywialne byłoby przytaczanie wszystkich przykładów, ale jeden mimo wszystko przywołajmy. Chodzi o milicję obywatelską. Wiadomo, z czym ona nam się kojarzy. Tymczasem milicja obywatelska to prostu grupka mieszkańców, która chwyta za broń, by wspomóc władzę w utrzymaniu bezpieczeństwa. W różnych państwach Unii Europejskiej istnieją prawa dające ludziom taką możliwość. Ale nie w Polsce.

Uczestnicy patroli obywatelskich, którzy pojawili się na konferencji Kanału Zero w Gryfinie, z uporem maniaka powtarzali, że ich akcja jest „pokojowa” i obsesyjnie odżegnywali się od „chuligaństwa”. To jest właśnie ten absurdalny kozi róg, w który zagnała nas władza niesprawiedliwa w Polsce. Powiedzmy to jasno: państwo nie działa. Obywatele nie są bezpieczni. Dlatego obywatele nie muszą siedzieć jak myszy pod miotłą i mają prawo wziąć sprawy w swoje ręce. Niekoniecznie pokojowo.

Paradoks polega na tym, że to my płacimy zdrajcom u władzy, jak wskazała cytowana wcześniej Magdalena Sosnowska, ale to nie my jesteśmy ich mocodawcą. Oni nie poczuwają się do tego, by wypełniać wobec nas swoje obowiązki. Żaden z nich nigdy nic podobnego nawet nie powiedział. Żaden z nich do niczego podobnego nigdy się nie zobowiązał, a nawet jeżeli, to była to jedynie wyborcza retoryka.

To nie Ameryka, gdzie istnieje i wciąż gdzieniegdzie funkcjonuje ideał władzy z ludu i dla ludu. To demokracja fasadowa i władza nie uznaje tu żadnych danych od Boga praw, których miałaby przestrzegać. Dlatego jeżeli nawet rząd Tuska zrobi coś w kwestii imigracji, to nie dlatego, że się opamięta, ale dlatego, że tak wyjdzie ze słupków poparcia, a motywem będzie niechęć do oddania władzy PiS-owi, nie zaś dobro Polski i Polaków.

To niby oczywiste, ale warto rozumieć, na czym świat stoi, żeby nie dać się omamić.

Filip Obara

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą

Ks. Guy Pages: Muzułmanie szczerze nas nienawidzą , 8 lipca 2025

Grafika: PCh24.pl

Nie znam żadnej innej religii, w której bóstwo nakazuje eksterminację chrześcijan, konkretnie nazwanych, a raczej konkretnie wskazanych. Tak więc Islam sam w sobie ma potencjał, by zniszczyć chrześcijaństwo, ponieważ jest z natury antychrystem, czy nam się to podoba, czy nie.

Kim może być przychodzący po Chrystusie, jeśli nie antychrystem?

Paweł Chmielewski: Czy to nie za mocne, tak rozpoczynać dialog z muzułmanami?

Ks. Guy Pages: Wszystko zależy od tego, co chcemy uzyskać. Czy dialog służy po prostu docenieniu rozmówcy, czy też jego celem jest wspólne poszukiwanie prawdy.

Dlatego też chrześcijanin, który ma być świadkiem prawdy, ma obowiązek poruszyć tę kwestię. Jak bowiem powiedział Jezus, jeśli będziecie zachowywać moje słowa, poznacie prawdę. A prawda was wyzwoli.

Nie możemy więc traktować dialogu jako celu samego w sobie. W przeciwnym razie popadamy w gadulstwo, a gadulstwo jest grzechem.

Dlatego Jezus w Ewangelii nie mówi tylko po to, by mówić. Mówi, aby doprowadzić umysły swoich rozmówców do poznania prawdy.

Dopóki będą muzułmanami, nie mogą zostać zbawieni.

Islam uniemożliwia im bowiem wiarę w Jezusa Chrystusa i przyjęcie chrztu. Islam jako taki jest antychrystem, ponieważ świadomie i dobrowolnie odrzuca chrześcijańskie objawienie, twierdząc, że Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał.  I właśnie to jest zasadniczym sensem istnienia islamu, zastąpienia chrześcijaństwa.

Zatem muzułmanin, dopóki jest muzułmaninem, nie może zostać zbawiony. Jezus wyraźnie powiedział, kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony. Zatem szczere poszukiwanie prawdy musi doprowadzić muzułmanina do odejścia od islamu.

Należy wyraźnie odróżnić, jak wspomniałeś w swoim pytaniu, religię od muzułmanów. Religia to jedno, a muzułmanie to drugie. Muzułmanie są kochani przez Boga, który, jak mówi Jezus, zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, a słońce wschodzi nad dobrymi i złymi.

Muzułmanie otrzymują więc naturalne dary, tak samo jak chrześcijanie i wszyscy inni ludzie. Dzięki temu mogą rozwijać naturalne cechy ludzkie. Ale nie jesteśmy zbawieni dzięki naszym cechom, cnotom i zasługom.

Jesteśmy zbawieni dzięki bezinteresownemu darowi Boga, który wymaga od nas wiary. Jest to dar bezinteresowny, ale trzeba go pragnąć i o niego prosić.

O przyjmowaniu muzułmanów do Europy

W swoim drugim liście napisał (Św. Jan) – jeśli ktoś przychodzi do was bez Ewangelii, nie przyjmujcie go do domu. Każdy kto go wita uczestniczy w jego złych uczynkach.

Święty Paweł w drugim liście do Koryntian, rozdział szósty, wersy czternaście do szesnaście mówi Jaka jedność między Chrystusem a Antychrystem? Jaka jest jedność między światłością a ciemnością? Jakie jest połączenie między wiernym a niewiernym?

Tak więc islam jako taki, jak już powiedziałem, nie ma innego powodu istnienia niż zniszczenie kościoła i zastąpienie go samym sobą. Nie wierzymy, jak napisał papież Franciszek w Abu Zabi wraz z wielkim imamem Al-Azhar, że Bóg pragnie pluralizmu religii, tak jak pragnie pluralizmu ras, kultur, kolorów, skóry, północy. Nie wierzymy w to.

Nie wierzymy również, że wszystkie religie prowadzą do Boga. Wierzymy, że tylko Jezus Chrystus prowadzi do Boga.

Europa mogła się rozwijać, utrzymując islam poza swoimi granicami. A dzisiaj, jak pan wspomniał, ponieważ Europa nie jest już chrześcijańska, islam powraca. Ale islam niesie ze sobą tylko śmierć ludzkości, śmierć duchową, śmierć wieczną.

O stosunku do muzułmanów

Przyjmowanie muzułmanów jako ludzi to jedno. Musimy ich kochać.

Nie możemy ich krzywdzić. Musimy pozwolić im mieć to, czego potrzebują, aby mogli żyć jak ludzie. Ale oddawanie im szacunku jako muzułmanom jest zdradą Chrystusa

Herezje Franciszka i co z nimi zrobi nowy papież Leon XIV?

Paweł Chmielewski: … mamy teraz nowego papieża i pytanie, czy spodziewa się ksiądz czegoś lepszego po Leonie XIV, a może Leon XIV powinien po prostu skorygować wypowiedzi Franciszka na temat Islamu.

Ks. Guy Pages: Nie tylko w stosunku do Islamu jest wiele takich rzeczy. Bardzo chciałbym, aby następca Franciszka unieważnił wszystkie decyzje dotyczące nie tylko religii innych niż chrześcijaństwo. Wiele z jego wypowiedzi jest heretyckich, np. kiedy mówi, że Bóg kocha nas wszystkich i zbawi nas wszystkich, że ma nadzieję, że piekło będzie puste, że można błogosławić pary homoseksualne, że osoby rozwiedzione i ponownie zawarte związki małżeńskie mogą przyjmować komunię, że każda religia prowadzi do Boga itd. Dlatego oczekuję, że następca Franciszka unieważni i uzna za niebyłe wszystkie takie heretyckie deklaracje papieża Franciszka. Nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

Paweł Chmielewski: Kto zatriumfuje na końcu czasów? Chrystus czy Mahomet?

Ks. Guy Pages: Uważam, że Jezus zapowiedział nam Islam. Wiecie, jest to przypowieść z Ewangelii św. Mateusza rozdział 13…

Jest oczywiste, że Islam został sprowadzony na świat przez diabła. Jezus zapowiedział nam więc nadejście Islamu. W Apokalipsie widzimy bestię o siedmiu głowach, która chce pożreć kobietę i dziecko, czyli dziewicę Maryję i Jezusa, ale także Kościół i chrześcijan.

Siedem głów, ponieważ wróg Chrystusa ma wiele twarzy. To może być głowa komunizmu, masonerii, islamu i tym podobnych. Historia zna wielu wrogów Chrystusa.

Czy Polska jest krajem okupowanym?

Czy Polska jest krajem okupowanym?

Autor: CzarnaLimuzyna , 8 lipca 2025

AIX

W okresie ostatnich kilkunastu lat pojawiło się kilka nazw określających prawdziwy, nie urojony, lecz prawdziwy status Polski jako kraju i państwa obdarzonego oficjalną nazwą III RP. Ich autorami są nie tylko publicyści, ale także politycy.

  • – PRL bis
  • – Polin
  • – Ukropolin
  • – Kraj należący do kogoś za granicy
  • – Eurokołchozowy land
  • – Państwo z tektury

Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy „krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”

–  słowa te wypowiedział w roku 2017 Mateusz Morawiecki zweryfikowany do roli premiera III RP przez znanego żydowskiego „porno-rabina”. W rozmowie z Bronisławem Wildsteinem Morawiecki poruszał się tylko w sferze zależności gospodarczych. Nie poruszył równie ważnych aspektów braku suwerenności politycznej i monetarnej Polski.

Niewykluczone, że byliśmy pierwszym portalem, który zwrócił uwagę na słowa Morawieckiego.

„Tu jest Polin” – oznajmił swego czasu Andrzej Duda. Te i inne określenia są używane coraz częściej jako opisujące realne znaczenie państwa polskiego.

Sterowność

„Jeżeli suwerenne państwo będziemy rozpatrywać jako system autonomiczny, zaś jego rozwój jako proces autonomiczny, wówczas stosunki międzynarodowe możemy opisać jako wzajemne oddziaływania sterownicze państw jako systemów lub procesów autonomicznych, którego celem jest uzyskanie jak największego udziału w procesach sterowania międzynarodowego” (J. Kossecki, „Naukowe podstawy nacjokratyzmu”, Warszawa 2015, str. 190).

Udział ten mierzy się stosunkiem mocy swobodnej państwa do całkowitej mocy swobodnej wszystkich państw na świecie.

Udziały w sterowaniu międzynarodowym liczone według metody polskich cybernetyków (tamże, str. 190 i następne) w czerwcu 2024 roku wyniosły: Chińska Republika Ludowa – 25,8%, Stany Zjednoczone Ameryki – 13,5%, Japonia – 9%, Federacja Rosyjska – 8%, Niemcy i Austria – 6%, Indie – 3,4%, Wielka Brytania – 3%, Republika Korei – 2,9%, Ukraina – 2,7%, Francja – 2,4%.  Na resztę świata przypada pozostające 23,3% sterowania /za “Myśl Polska”/

Polska nie działa w swoim interesie. “Koszerność” zamiast sterowności

Jedynym polskim politykiem  spośród czołówki kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta, jedynym, który powiedział wprost, że Polska nie jest krajem niepodległym był Grzegorz Braun. Karol Nawrocki, Rafał Trzaskowski wraz z pozostałymi kandydatami lewicy, Sławomir Mentzen we wszystkich swoich wypowiedziach aż do dziś podtrzymują szkodliwe złudzenie sprawczości i autonomii organizmu państwowego i klasy politycznej w Polsce. W praktyce wszystko decyduje się bez Polski i najczęściej przeciw Polsce, a jeżeli już gdzieś pojawia się przedstawiciel III RP, to pełni on rolę klakiera i użytecznego idioty.

Na czym polega okupacja?

Główną cechą władzy okupacyjnej w Polsce jest gorliwa, sprawiająca wrażenie obłąkanej, realizacja obcych – szkodliwych, określanych mianem globalistycznych, unijnych, niemieckich i innych – dyrektyw. Decyzje te nie są dyskutowane, a towarzysząca temu propaganda jest skrojona na miarę przysłowiowego debila, który jest gotowy skoczyć (przedterminowo) w przepaść absurdu, w ramach poparcia dla ogłoszonego planu zagłady.

Doskonałym przykładem jest sprawa tzw. migracji czyli zalewania Polski przestępcami, a także co stanowi normę na zachodzie, osobami na granicy upośledzenia intelektualnego i moralnego – legalnymi czy nielegalnymi, nie ma to żadnego znaczenia. W tragicznym kontekście zamordowania kolejnego Polaka okazało się, że odpowiedzialna za tragiczne wydarzenia grupa Kolumbijczyków pracuje na terenie niemieckiej firmy otrzymującej coroczne dotacje od polskiego podatnika i niepłacącej podatku CIT.

Konfrontacja, pacyfikacja, kontynuacja – plan Tuska

Plan depopulacji i systematycznego zastępowania rdzennej ludności „Ukropolin” ma być kontynuowany. Zamiast blokady migrantów na granicy niemieckiej oraz deportacji Tusk ogłosił blokadę informacyjną (ułatwiającą cenzurowanie wydarzeń w mediach) i zagroził represjami w formie: „mandatów, środków przymusu bezpośredniego i zatrzymania”. Został wydany zakaz lotów prywatnych dronów i wedle wielu interpretacji zakaz fotografowania.

* * *

Współczesna władza okupacyjna to tymczasowe sprawowanie władzy na danym terytorium bezpośrednio lub pośrednio przez ośrodki decyzyjne innego państwa lub organizacji międzynarodowych. Podejmowane decyzje zazwyczaj stoją w rażącej sprzeczności z interesem okupowanego narodu, a zakres ich szkodliwości jest odwrotnie proporcjonalny do siły narodowego oporu.

Unia Europejska, czyli gra w benkle

 [gra w benkle – trzy karty]

Unia Europejska, czyli gra w benkle

kelkeszos https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1452410,unia-europejska-czyli-gra-w-benkle

Zapewne niewiele jest osób nie znających „kultowych” w polskiej kinematografii scen z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, gdy Franek Dolas organizuje grę w „trzy karty” na arabskim bazarze, bezlitośnie łupiąc handlujących tam wszelkimi dobrami spożywczymi. Niewielu z nas jednak miało okazję obserwować taką atrakcję na żywo, a już zwłaszcza w niej uczestniczyć, przynajmniej na poziomie indywidualnym, bo już społecznie – to coraz częściej i wbrew własnej woli.

„Trzy karty”, „trzy kubki”, albo „miasta”, też zresztą trzy, to tak zwane benkle, stara jak świat gra z różnych targowisk, bazarów, jarmarków, czy innych ludzkich skupisk, na których łatwo znaleźć „frajera” i go „zgolasić” jak to plastycznie ujmowała warszawska gwara. Benkle zmieniały się co do formy, nigdy nie tracąc zasady działania. Osobiście pamiętam ich ostatnie wcielenie w postaci „miast”. Organizatorzy dysponowali planszą podzieloną na trzy rzędy liczb przypisanych do miast: Warszawa, Poznań, Kraków i trzema kostkami. Obstawiało się „miasto” i można było wygrać trzykrotność stawki, o ile suma wyrzuconych kostkami liczb, zgadzała się z tą zawartą w obstawionym rzędzie. Jakimś cudem jednak przeważnie wypadało inne „miasto”. Benklarze grasowali głównie w okolicy ulicy Targowej, gdzie był nie tylko słynny Bazar Różyckiego, ale też popularna kolektura wyścigów konnych. Oczywiście działali też na samych wyścigach, zwłaszcza po zakończeniu gonitw, przy głównych wyjściach, albo na przystanku autobusu „W”. Technologia była prosta, główny krupier krzyczał coś w stylu „ludzie, zwariowałem pieniądze rozdaję”, albo „postaw na Kraków, dawną stolicę Polaków”, „zyskasz pieniądze i sławę jak postawisz na Warszawę”, kilku jego wspólników pozorowało grę, w której oczywiście bezbłędnie trafiali i czekali na frajerów.

Wypisz wymaluj Unia Europejska. Z tą jedną różnicą, że w przypadku jakiegoś zagrożenia cały interes można było zwinąć dosłownie w kilkanaście sekund, a z drugiej strony – nie stawać się ofiarą tego kantu, na równie starej jak benkle zasadzie – nie graj Wojtek, nie przegrasz portek.

Niestety w sensie społecznym wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez benklarzy z najwyższej półki, urzędujących na dachu Europy, w różnych Davosach i innych tego typu kurortach, posługujących się naganiaczami tak sprofilowanymi, aby żaden frajer do ograbienia nie miał szans umknąć. To już nie tylko wrzaskliwe media, ale najtęższe mózgi ze wszystkich dziedzin nauki, z tytułami i zasługami przygniatającymi maluczkich do gleby, jak niegdyś ordery na piersiach sowieckich generałów. Terror w czystej postaci, bo to właśnie dosłowne znaczenie łacińskiego słowa – zglebienie, wdeptanie w ziemię. Jak wyjdzie taki profesor i przemówi, do ludzi zawodów i zajęć zbędnych, jak rolnicy, rzemieślnicy, górnicy, robotnicy, to ich obowiązkiem jest padnięcie na twarz przed autorytetem i opróżnienie kieszeni do ostatniego moniaka, bo wirus, bo planeta płonie, bo kryzys demograficzny, chaos prawny, wojna, Putin, dziura ozonowa, antysemityzm, faszyzm i homofobia.

Współcześni benklarze mają rozmach………, działają na wielką skalę i potrafią ogrywać całe państwa i narody, przekonane przy tym, że uczestniczą w uczciwej grze i mają szansę w niej wygrać. Tak oczywiście nie jest bo nawet jeśli w założeniach Unii Europejskiej znalazły się jakieś szlachetne przesłanki, to tylko po to, aby zwabić frajerów. Mamy w zasobach myśli polskiej całe zestawy dzieł opisujących tego typu europejskie „uniwersalizmy”, ale z zasobów tych korzystać ani chcemy, ani umiemy. Niestety te niemoc dotyczy nie tylko modnych „liberalnych elit”, ale także, co piszę ze smutkiem, prawicowych publicystów, z rzadka i pobieżnie odwołujących się do rodzimych autorów, stojących zazwyczaj w zapomnianych kątach, niemniej zapomnianych półek.

Szkoda, bo w zakresie obrony przed benklarzami, albo znacznie bardziej jednoznacznymi i brutalnymi bandziorami, jak Prusacy, mamy ogromne doświadczenia, wbrew pozorom do dziś przydatne i to na bardzo praktycznym poziomie. Jako społeczność stoimy przed otwartym na oścież problemem – Unia Europejska, do której dążyliśmy całą parą i pod pełnymi żaglami, która przez dziesięciolecia wydawała się organizmem uczciwym i wydajnym, gwarantującym postęp, właśnie stała się sceną oszukańczej gry, organizowanej przez naszych sąsiadów, którzy nigdy nie byli nam przyjaźni. [Zadziwiające: KTO tak „myślał” ? Ja takich nie znałem i nie znam. MD]

Tracimy w tym przedsięwzięciu i zasoby, i już niestety ludzi mordowanych przez narzuconych przybyszy.  Niemcy pokazali swoją naturę „raubritterów”, będącą niezbywalnym elementem ich tożsamości i nie ma w tym zakresie żadnej nadziei na zmianę. Tu historia jest jednoznaczną nauczycielką życia.

Mamy i my swoje atuty, ale aby je wykorzystać musimy sobie zdać sprawę, w jakiej znaleźliśmy się sytuacji. Gramy w benkle, niechcący i bez możliwości odstąpienia, przynajmniej na razie. Musimy zatem ograć benklarza. Trudne, ale wykonalne, nawet Franek Dolas w końcu przegrał, tyle że z innym Polakiem, o bystrym spojrzeniu. 

Przy całej tragifarsie jaką w ostatnich tygodniach okazało się już zupełnie jawnie nasze państwo, pojawiły się w nim prądy niosące nadzieję. Publiczność chce wydajnego i sprawnego państwa, a przy tym coraz powszechniej zaczyna dostrzegać, że jego niszczenie to sprawka zewnętrznych oszustów i współdziałających z nimi, opłacanych z pochodzących z grabieży środków, naszych pseudo elit, które szczęśliwi tak zaryły w glebę, że nie mają już żadnego autorytetu, wzbudzając co najwyżej powszechną pogardę, co tyczy głównie prawników, choć na szczęście nie wszystkich, bo dobrzy i uczciwi przedstawiciele tego zawodu, będą nam w walce z benklarzami bardzo potrzebni.

Z Unii nie wyjdziemy, nie będzie żadnego „polexitu”, bo psychologicznie jest on niemożliwy do przeprowadzenia. Mamy natomiast piękną i bardzo długą już tradycję walki z oprawcami, przy wykorzystaniu ich własnych systemów, co pokazuje historia porozbiorowa, gdy dobrze i naturalnie wyselekcjonowana autentyczna elita narodowa, była w stanie przeprowadzić Polskę przez największe w dziejach kryzysy, na dodatek wobec każdego zaborcy stosując inne instrumenty i korzystając z różnych form walki.

Teraz też to jest możliwe, bo jesteśmy w nierównie lepszej sytuacji, wciąż dysponując własnym państwem i silnie zintegrowaną społecznością. To wielkie atuty, ale żeby je wykorzystać musimy sobie to jednoznacznie uświadomić – gramy z oszustami i nie możemy zrezygnować z gry. Wynik będzie zależał od stopnia rozpoznania przez nas zasad oszustwa i użycia ich przeciwko benklarzom. W tym wypadku wojna ma charakter prawny, a nie militarny, choć trzeba też pamiętać, że każde prawo musi być poparte siłą egzekucji. To przy tym ważny trop i podpowiedź w walce dla naszych polityków, uczciwie myślących o wyrwaniu Polski z obecnej matni. Imperium sprawuje ten, kto może wyegzekwować rozkaz. Przed prawdziwą siłą ustępuje każdy kanciarz.

==================================

[no i co dalej, synku? To był zaśpiew, ale jak to wykonać? Może ktoś wymyśli, to prześlijcie mi. MD]

Wojna 4.0, czyli „pacyfistyczna” Dolina Krzemowa idzie do wojska

Wojna 4.0, czyli Dolina Krzemowa idzie do wojska

Grzegorz Górny


Dwie precyzyjne operacje wojskowe przeprowadzone w krótkim odstępie czasu – ukraińska „Spider Web” i izraelska „Rising Lion” – pokazują, że weszliśmy w nowy etap prowadzenia wojen, w którym decydujące znaczenie ma sztuczna inteligencja. Maleje znaczenie przewagi liczebnej, a rośnie pierwszeństwo AI. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie zaangażowanie branży Big Tech, która w przemyśle zbrojeniowym i transformacji technologicznej sił zbrojnych dostrzegła szanse na rozwój i duże pieniądze.

Do tej pory liderzy sektora IT obnosili się ze swoimi pacyfistycznymi poglądami. Często w używanej przez siebie retoryce i symbolice nawiązywali do kontrkultury lat sześćdziesiątych z jej sprzeciwem wobec „brudnej” wojny w Wietnamie. Ich hasłem było: „make love not war”. Teraz jednak się to zmienia, a przykładem może być zawarta pod koniec maja umowa o partnerstwie strategicznym między dwoma cyfrowymi gigantami z Kalifornii: Meta i Andruil. Celem współpracy między obu firmami jest opracowanie wojskowych systemów wirtualnej rzeczywistości. Koncerny mają rozwijać systemy sztucznej inteligencji, robotyki, rzeczywistości rozszerzonej i systemów autonomicznych dla celów zbrojeniowych.

Zuckerberg i Luckey – wielkie rozstanie

Symboliczne są losy właścicieli obu spółek. Palmer Luckey nazywany bywa „złotym dzieckiem” branży IT. Jeszcze jako nastolatek wynalazł i opatentował pierwszy na świecie zestaw do wirtualnej rzeczywistości. W 2012 roku, mając zaledwie 20 lat, założył firmę Oculus VR, którą dwa lata później sprzedał Facebookowi na 2,3 miliarda dolarów. Młody miliarder nie zamierzał iść na emeryturę, lecz nadal pracował dla koncernu jako jeden z dyrektorów. W marcu 2017 roku niespodziewanie opuścił jednak Facebooka i zakończył współpracę z Oculus VR.

Z materiałów ujawnionych później przez „The Wall Street Journal” wynika, że powodem rozstania była dotacja w wysokości 9 tysięcy dolarów udzielona podczas kampanii wyborczej przez Luckeya jednej z organizacji, które wspierały Donalda Trumpa i krytykowały Hillary Clinton. W tamtym czasie dla potentatów z Doliny Krzemowej nie było większej zbrodni niż popieranie kandydata republikanów. Zaczęto więc naciskać na Facebooka, by zakończył współpracę z niepoprawnym politycznie geniuszem. Według nowojorskiej gazety także Zuckerberg miał wywierać wówczas presję na Luckeya. W efekcie ten ostatni odszedł z koncernu. Zatrudnił jednak prawnika, który wywalczył dla niego 100 milionów dolarów odszkodowania za zwolnienie z powodów politycznych.

Trzy miesiące po odejściu z Facebooka Palmer Luckey założył firmę Anduril specjalizującą się w wykorzystaniu wysoko zaawansowanych technologii w branży wojskowej. Rozpoczął też współpracę z administracją Donalda Trumpa, produkując dla straży granicznej systemy nadzoru i kontroli granicy między USA a Meksykiem. Dziś Anduril to lider innowacji w sektorze zbrojeniowym, a jego wartość wyceniana jest na 30,5 miliarda dolarów.

Zuckerberg i Luckey – wielkie pojednanie

Jeszcze niedawno pojednanie dwóch skłóconych ze sobą panów wydawało się nierealne. Zuckerberg sympatyzował z demokratami, a Luckey wspierał republikanów, zaś temperatura sporów kulturowych w USA, a zwłaszcza w poprawnej politycznie Dolinie Krzemowej, uniemożliwiała porozumienie. W zeszłym roku wszystko się jednak zmieniło. Najwięksi potentaci branży IT przeszli na stronę Trumpa. Zuckerberg poleciał do Mar-a-Lago, by złożyć hołd nowemu prezydentowi.

Pierwszy wspólny projekt obu koncernów pod nazwą „EagleEye” ma na celu stworzenie wizjerów wojskowych najnowszej generacji, które pozwolą żołnierzom wykrywać z daleka drony, identyfikować ukryte cele i kontrolować autonomiczne systemy uzbrojenia. Meta wnosi w wianie swój system sztucznej inteligencji Llama, a Andruil własną platformę Lattice. To pierwsze ze wspólnych przedsięwzięć mających na celu zmianę technologicznego oblicza amerykańskiej armii.

Partnerstwo strategiczne Zuckerberga i Luckeya to najbardziej spektakularny przykład wejścia sektora IT do przemysłu zbrojeniowego. Innym jest podpisanie przez Microsoft (we współpracy z Andruil) opiewającego na 22 miliardy dolarów kontraktu IVAS na produkcję dla armii USA zaawansowanego systemu słuchawkowego opartego na rzeczywistości rozszerzonej. Wynalazek ma na celu poprawę świadomości sytuacyjnej żołnierzy poprzez nakładanie obrazów z czujników i innych informacji na ich pole widzenia. 

W tym samym kierunku podążają nie tylko Meta i Microsoft, lecz także Palantir i OpenAI, które już produkują dla amerykańskiej armii zaawansowane systemy nadzoru i analizy wywiadowczej. To nie przypadek, że w 2024 roku w startupy IT w sektorze obronnym w USA zainwestowano 3 miliardy dolarów. Dolina Krzemowa żegna się więc ze swoimi pacyfistycznymi hasłami, zasilając innowacjami kompleks przemysłowo-zbrojeniowy.

Nowy wyścig zbrojeń 4.0

Przebieg wojen między Ukrainą a Rosją oraz między Izraelem a Iranem wskazuje na nieuchronną konwergencję technologii cywilnych i wojskowych, co zwiększać będzie rolę produktów podwójnego zastosowania. Broń, która w najbliższej przyszłości rozstrzygać będzie o losach bitew, już dziś produkowana jest nie w ściśle tajnych laboratoriach wojskowych, lecz w tych samych centrach technologicznych, w których jeszcze niedawno milenialsi, siedząc przy biurkach ozdobionych tęczowymi flagami jedli w przerwie na lunch swe wegańskie potrawki, popijając kawę ze Starbucksa i zastanawiając się, jak przeciwdziałać globalnemu ociepleniu.

Kto się nie załapie na ten nowy wyścig zbrojeń, ten stoi na przegranej pozycji. W tym kontekście widać tylko dwie światowe potęgi, które łączą siłę militarną z technologiczną. To Stany Zjednoczone i Chiny. W tym obszarze Rosja zdecydowanie od nich odstaje, a jej dystans do liderów stale powiększa się. Z mniejszych państw z powodu swego zaawansowania technologiczno-wojskowego liczą się także Izrael, Korea Południowa i Tajwan.

Niestety, w tej konkurencji kraje Unii Europejskiej pozostają daleko w tyle nawet za Ukrainą, która stała się swoistym poligonem testowania nowych rodzajów broni. Musimy pamiętać, że w czasach sowieckich Ukraina była jednym z centrów przemysłu zbrojeniowego (w zakładach Jużmasz w Dniepropietrowsku, dziś Piwdenmasz w Dniprze, produkowano np. międzykontynentalne rakiety balistyczne zdolne przenosić głowice jądrowe). Dziś wojna wymusza na Ukraińcach wytwarzanie innowacyjnych technologii wojskowych, które od razu znajdują zastosowanie na polach bitew.

A jak wygląda w tej konkurencji Polska? Czy ktoś w polskim rządzie w ogóle myśli o tych sprawach?

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/734106-wojna-40-czyli-dolina-krzemowa-idzie-do-wojska

Twierdza suwerenności: Konieczna nowa doktryna migracyjna RP

Twierdza suwerenności: nowa doktryna migracyjna RP

Maciej Świrski


https://wpolityce.pl/polityka/733813-twierdza-suwerennosci-nowa-doktryna-migracyjna-rp

I. Polska musi się bronić. Strategia cywilizacyjna wobec kryzysu migracyjnego

Polska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych wyzwań XXI wieku: próbą rozbicia jej suwerenności za pomocą presji migracyjnej, wojny poznawczej i demontażu tożsamości narodowej. To nie jest już problem społeczny ani wyzwanie administracyjne – to konfrontacja cywilizacyjna. Bez zdecydowanej, systemowej odpowiedzi Polska stanie się strefą tranzytową, pozbawioną granic, wpływu na własne losy i zdolności obronnych. Strategia cywilizacyjna musi być odpowiedzią nie tylko na presję zewnętrzną, ale i na wewnętrzną kapitulację elit politycznych, które nie rozumieją wagi zagrożenia.

II. Warunek wstępny: zmiana władzy jako warunek polityki suwerennej

Wszystkie środki polityczne, legislacyjne i organizacyjne przedstawione w tym dokumencie mają jeden, absolutnie niezbędny warunek: zmianę władzy w Polsce. Obecny rząd, zakotwiczony w ideologicznej agendzie Brukseli i Berlina, nie tylko nie przeciwdziała destrukcji państwa, ale aktywnie ją wspiera. Pod pozorem integracji europejskiej, praw człowieka i rzekomej solidarności migracyjnej realizuje plan rozpuszczenia polskiej tożsamości w masie ludnościowej, której celem nie jest integracja, lecz destabilizacja.

Zmiana władzy to nie jest tylko zmiana personalna – to przejęcie instytucji, odbudowa zdolności państwa do samodzielnego działania i przywrócenie ducha suwerenności. Nowy rząd musi mieć jasny mandat społeczny i polityczną wolę zerwania z logiką podległości wobec zagranicznych centrów decyzyjnych. To oznacza: wypowiedzenie paktu migracyjnego, przywrócenie kontroli granicznej, delegalizację NGO-sów wspierających migrację, zbudowanie krajowego systemu ochrony granic i tożsamości oraz powołanie Ośrodka Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w BBN.

Bez zmiany władzy żaden z kolejnych kroków nie będzie możliwy. Będzie to tylko kosmetyka przy przyspieszającej katastrofie. Tylko rząd zdolny do konfrontacji z Brukselą i Berlinem, mający wsparcie narodu i instytucji państwowych, może zrealizować plan obrony Polski przed rozpadem i unicestwieniem kulturowym.

III. Polska nie ma długu kolonialnego. Odrzucenie fałszywej narracji postkolonialnej

Jednym z najbardziej niebezpiecznych narzędzi wojny poznawczej wymierzonej w państwa Europy Środkowej jest narzucenie im tzw. „narracji postkolonialnej”. Zakłada ona, że kraje zachodnioeuropejskie mają wobec Azji i Afryki dług historyczny wynikający z epoki kolonializmu – i że z tego długu wynika moralny obowiązek przyjmowania imigrantów, transferów finansowych oraz dostosowywania systemów społecznych do oczekiwań ludności napływowej.

Polska nie ma żadnych zobowiązań wobec byłych kolonii europejskich, ponieważ sama była ofiarą kolonializmu – rosyjskiego, pruskiego i austriackiego. W czasie, gdy Francja eksploatowała Maghreb, a Wielka Brytania podbijała Indie, Polska nie istniała na mapie. Nasz naród był poddany rusyfikacji, germanizacji, egzekucjom elit i wywózkom na Sybir. Nie jesteśmy spadkobiercami imperiów – jesteśmy ich ofiarami.

Dlatego narracja o „polskim długu kolonialnym” jest intelektualnym fałszem i politycznym atakiem. Próby wtłaczania Polski w schemat winy – rzekomo za „kolonizację Ukrainy” czy „szlachecki imperializm” – są nie tylko ahistoryczne, ale i skrajnie nieuczciwe. Opierają się na ignorancji, celowym odwracaniu pojęć oraz próbie narzucenia Polsce roli, której nigdy nie pełniła.

Polska ma prawo – i obowiązek – odrzucić tę narrację w całości. Nie będziemy przyjmować migrantów z krajów, których problemy są bezpośrednim skutkiem kolonializmu Francji, Belgii czy Niemiec. Nie zaakceptujemy też tezy, że każdy, kto wjeżdża do Europy, ma prawo „zadomowić się” w Polsce. U podstaw suwerenności leży prawo do wyboru, kto i na jakich zasadach może przebywać na naszym terytorium. I to prawo musimy przywrócić – bez kompleksów, bez tłumaczeń, bez usprawiedliwień.

IV. Kontrola terytorium i egzekwowanie prawa – nowa rola Straży Granicznej i służb porządkowych

Ochrona granic nie może kończyć się na pasie granicznym. Dziś musimy mówić o pełnym, aktywnym systemie kontroli terytorium Rzeczypospolitej pod względem obecności, statusu i działań cudzoziemców. Nielegalna migracja to nie tylko problem wjazdu – to problem stałej obecności nieidentyfikowanych jednostek na naszym terytorium, funkcjonujących w szarej strefie, poza systemem podatkowym, prawnym i społecznym.

Dlatego konieczne jest:

Należy przekazać Straży Granicznej pełne uprawnienia operacyjne na całym terytorium Polski, a nie tylko w strefie nadgranicznej. SG powinna mieć prawo do zatrzymywania, sprawdzania tożsamości, umieszczania w detencji oraz deportacji nielegalnych cudzoziemców w dowolnym miejscu kraju – bez konieczności działania w porozumieniu z Policją.

Należy utworzy sieć ośrodków odosobnienia i deportacyjnych, zarządzanych bezpośrednio przez Straż Graniczną – nie przez cywilną administrację, która w przeszłości wykazywała się opieszałością i współpracą z aktywistami migracyjnymi.

Należy przekształcić cywilną administrację ds. cudzoziemców w strukturę paramilitarną, podporządkowaną służbom, z dyscypliną operacyjną i realną odpowiedzialnością za wydane decyzje.

Jednocześnie należy przyjąć ustawową zasadę: nielegalny pobyt w Polsce jest przestępstwem. Osoba przebywająca bez podstawy prawnej podlega obowiązkowemu zatrzymaiu deportacji w ciągu 10 dni do kraju pochodzenia lub kraju, który uzna ją za swojego obywatela. System readmisji musi być twardy, bez możliwości przedłużania procedur, apelacji, zamulania systemu.

Na poziomie komunikacji publicznej, Polska powinna jasno powiedzieć: nielegalna migracja nie będzie akceptowana. Nie ma prawa do bycia nielegalnym imigrantem. Nie ma „praw człowieka do bycia tu”. Są tylko obowiązki względem prawa Rzeczypospolitej.

V. Koniec pobłażania: kryminalizacja nielegalnej migracji i delegalizacja struktur wspierających jej rozwój

Państwo, które przymyka oko na naruszenia własnego terytorium, staje się z czasem terytorium bez państwa. Polska przez zbyt długi czas tolerowała obecność organizacji, które – pod pretekstem „pomocy humanitarnej” – uczestniczyły w procederze przemytu ludzi, ukrywania nielegalnych cudzoziemców, sabotowania działań Straży Granicznej i podważania autorytetu państwa. Ten etap musi się zakończyć – nie przez debaty, lecz przez ustawowe działania o charakterze egzekucyjnym.

Polskie prawo musi jasno i jednoznacznie stwierdzić: pomoc w nielegalnym przekraczaniu granicy, organizowanie transportu, ukrywanie lub wspieranie osób nielegalnie przebywających na terytorium RP będzie kwalifikowane jako zbrodnia przeciwko bezpieczeństwu państwa. Działalność fundacji, stowarzyszeń i osób fizycznych wspierających migrację nielegalną musi zostać uznana za działalność przestępczą – niezależnie od ich intencji czy ideologicznej otoczki. Przestępstwo przeciwko państwowości nie staje się cnotą tylko dlatego, że jego sprawca cytuje Preambułę do Konstytucji lub wiesza na szyi szalik z napisem „solidarność”.

Wraz z nowym ustawodawstwem należy przeprowadzić pełny audyt organizacji pozarządowych działających w obszarze migracji, tożsamości, pomocy prawnej i integracyjnej. Każdy podmiot, który utrzymywał kontakty z przemytnikami ludzi, udzielał schronienia osobom nielegalnym, utrudniał działania służb, ukrywał dane cudzoziemców lub prowadził działalność informacyjną nakłaniającą do nielegalnego przekraczania granic – powinien być zdelegalizowany i objęty odpowiedzialnością karną. Mienie takich organizacji – zarówno nieruchomości, jak i środki finansowe – powinno zostać zabezpieczone w ramach postępowania o zagrożenie dla interesu publicznego.

Nie chodzi o zemstę ani represje – chodzi o przywrócenie elementarnej zasady cywilizacji łacińskiej: że prawo obowiązuje, że granica ma znaczenie, a działania antypaństwowe spotykają się z reakcją państwa.

Jednocześnie należy jasno stwierdzić: nielegalny pobyt cudzoziemca na terytorium Rzeczypospolitej nie będzie więcej tolerowany. Nie będzie okresów przejściowych, amnestii, wyjątków ani naginania zasad. Każda osoba przebywająca nielegalnie podlega zatrzymaniu – a następnie deportacji w trybie natychmiastowym, nie dłuższym niż 10 dni. W przypadku braku dokumentów, państwo polskie może wykorzystać środki nacisku dyplomatycznego wobec państw pochodzenia, w tym zawieszenie relacji dyplomatycznych, handlowych lub wizowych, aż do czasu skutecznej readmisji.

Aby te działania były skuteczne, należy wykorzystać uprawnienia wynikające z Konstytucji RP w zakresie wprowadzenia stanu nadzwyczajnego w przypadku masowego napływu ludności z zewnątrz, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, porządku konstytucyjnego i ciągłości państwa. Stan wyjątkowy umożliwia szybkie zawieszenie części przepisów unijnych (np. Schengen), przejęcie pełnej kontroli nad ruchem transgranicznym, uszczelnienie granicy oraz odcięcie kanałów przemytu i infiltracji. To nie tylko prawo – to obowiązek w sytuacji, gdy państwo musi bronić siebie przed zapaścią.

VI. Wypowiedzenie paktu migracyjnego i budowa regionalnej koalicji suwerenności

Nie można bronić granic narodowych, pozostając lojalnym wobec systemu prawnego, który odbiera państwu możliwość decydowania, kto przekracza jego terytorium. Taką sytuację mamy dziś w Unii Europejskiej. Mechanizm relokacji migrantów, będący osią nowego paktu migracyjnego UE, opiera się na zasadzie przymusu podległego strukturze brukselskiej – a nie na zgodzie obywateli danego kraju. To nie jest współpraca – to wymuszenie. I jak każde wymuszenie – musi zostać odrzucone.

Dlatego Polska, kierując się nadrzędną zasadą suwerenności i bezpieczeństwa narodowego, powinna wypowiedzieć pakt migracyjny UE i zakwestionować jego obowiązywanie na terytorium Rzeczypospolitej. Nie będzie to działanie antyunijne. To akt państwowej samoobrony w warunkach, w których Bruksela działa na szkodę interesów narodowych Polski, wykorzystując system prawa do wprowadzania zmian demograficznych, społecznych i kulturowych bez zgody obywateli.

Proces wypowiedzenia powinien zostać rozpoczęty niezwłocznie po objęciu władzy przez nowy rząd – przez uchwałę Sejmu i oficjalną notyfikację Komisji Europejskiej. Powinno mu towarzyszyć zawieszenie wykonywania mechanizmu relokacyjnego na mocy decyzji Rady Ministrów, powołującej się na nadrzędność Konstytucji Rzeczypospolitej oraz artykuły mówiące o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa państwa.

Wypowiedzenie paktu nie może być gestem symbolicznym – musi być częścią szerszej strategii. Polska powinna zainicjować regionalną koalicję państw Europy Środkowej i Południowej, które – podobnie jak Polska – nie mają kolonialnej przeszłości, nie zgadzają się na przymusowe relokacje i są gotowe wspólnie sprzeciwić się unijnej inżynierii demograficznej. Potencjalnymi partnerami są: Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Chorwacja, Słowenia oraz Grecja.

Celem tej koalicji powinno być: stworzenie wspólnego frontu sprzeciwu wobec migracyjnej inżynierii Brukseli, koordynacja działań prawnych i dyplomatycznych (pozwy do Trybunału Sprawiedliwości UE, weto budżetowe, wspólne deklaracje parlamentarne),wsparcie infrastruktury ochrony granic, w tym wspólne szkolenia, zakup technologii i wymiana informacji, zaprojektowanie wspólnego modelu wsparcia dla państw pochodzenia migrantów, który byłby alternatywą wobec unijnego „multikulturalizmu przymusowego”.

Wypowiedzenie paktu migracyjnego będzie testem nie tylko dla polskiej klasy politycznej, ale i dla zdolności całego regionu do obrony swojej kultury, tożsamości i suwerenności. Jeśli nie teraz – to nigdy. Jeśli nie Polska – to kto?

VII. Polski Plan Marshalla dla państw pochodzenia – kontrolowana pomoc w miejsce niekontrolowanej migracji

Zatrzymanie nielegalnej migracji nie może opierać się wyłącznie na murach, detencjach i deportacjach. Musi towarzyszyć im strategia oddziaływania na państwa pochodzenia, których obywatele – z biedy, chaosu, korupcji lub chciwości przemytników – decydują się na nielegalne przekroczenie granic Europy. Polska, jako kraj o rosnącym znaczeniu politycznym i gospodarczym, ma dziś możliwości, by opracować swój własny, autonomiczny plan oddziaływania międzynarodowego – nie pod dyktando Brukseli czy Berlina, lecz zgodny z naszym interesem narodowym.

Ten plan powinien przybrać formę wielostronnego programu pomocowego, zwanego roboczo Polskim Planem Marshalla dla krajów pochodzenia migrantów. Jego cele byłyby dwojakie:

Zatrzymanie migracji u źródła – poprzez poprawę warunków bytowych, stabilizację lokalnych gospodarek i redukcję motywacji migracyjnych. Zbudowanie dźwigni nacisku politycznego na rządy tych państw – aby aktywnie współpracowały z Polską w zakresie readmisji i repatriacji swoich obywateli.

Program ten powinien opierać się na zestawie starannie dobranych zachęt, które byłyby ściśle warunkowe i w pełni kontrolowane przez stronę polską. Oto filary tego podejścia:

1. Umowy readmisyjne z pakietem korzyści

Z każdym państwem pochodzenia należy podpisać umowę readmisyjną, której centralnym warunkiem będzie przyjmowanie przez te państwa swoich obywateli deportowanych z Polski – w trybie natychmiastowym, bez prób sabotowania procesu poprzez „brak dokumentów”, „brak zgody” czy „trudności techniczne”. W zamian Polska może zaoferować: bezzwrotne granty infrastrukturalne,ułatwienia wizowe dla legalnych pracowników (w ściśle kontrolowanych branżach),szkolenia zawodowe i instytucjonalne dla administracji publicznej tych państw. Możliwości szkoleń dla administracji państwowej w dziedzienach cyfryzacji, regulacji medialnej, organizowania systemu edukacji it.

2. Pakiety dobrowolnego powrotu z kontrolą egzekucji

Polska może zaoferować przebywającym u nas cudzoziemcom pakiety dobrowolnego powrotu – obejmujące pomoc logistyczną, bilet powrotny, a nawet wsparcie finansowe pod warunkiem trwałego opuszczenia terytorium Polski i podpisania zobowiązania o niepowracaniu. Osoby, które skorzystają z programu, muszą być weryfikowane przez placówki dyplomatyczne, a dane przekazywane służbom. Program ten musi być również nadzorowany przez służby graniczne i kontrwywiadowcze, aby nie stał się kanałem pozorowanej migracji wahadłowej.

3. Preferencyjne relacje handlowe i edukacyjne – ale tylko za realną współpracę

Polska może zaproponować wybranym państwom: otwarcie preferencyjnych linii kredytowych dla ich eksporterów,dostęp do polskich uczelni w ramach umów dwustronnych (z limitem osób i pełną kontrolą pobytu),programy szkoleniowe dla administracji, sił porządkowych i służb specjalnych, realizowane w Polsce przez polskie instytucje państwowe.

Ale wszystko to wyłącznie w zamian za pełną współpracę w zakresie zwalczania nielegalnej migracji, przyjmowania deportowanych, udostępniania danych oraz ograniczania działalności przemytników ludzi.

4. Transfer know-how, nie transfer populacji

Polska nie może powielać błędów Zachodu, który zamiast eksportować wiedzę – importował populację. Nasz model powinien być dokładnie odwrotny: Polska może eksportować wiedzę, technologię, metody zarządzania kryzysowego, cyfryzację, edukację, podstawowe umiejętności zawodowe. Ale nie będzie importować ludzi, którzy nie mają powodu przebywać w Polsce. Nie będziemy amortyzować demograficznego wybuchu Afryki, ponieważ nie jesteśmy jego przyczyną.

VIII. Środki nacisku wobec państw pochodzenia

Pomoc dla państw pochodzenia nielegalnych migrantów – choć niezbędna jako element stabilizacji – musi być zawsze sprzężona z możliwością zastosowania presji, sankcji i odmowy współpracy, gdy państwa te odmawiają przyjęcia własnych obywateli, utrudniają proces readmisji lub wspierają działania przemytników ludzi. Polska – działając samodzielnie, ale również w ramach regionalnej koalicji suwerenności – musi stworzyć spójny system środków nacisku. Będzie on zarówno odstraszający, jak i wymuszający współpracę.

1. Zawieszenie współpracy dyplomatycznej i gospodarczego wsparcia

Państwa, które odmawiają przyjęcia deportowanych migrantów, nie mogą liczyć na kontynuację relacji na warunkach dotychczasowych. Polska powinna: zawieszać działalność ambasad i konsulatów tych państw na terenie RP,odwoływać własnych przedstawicieli z tych krajów do czasu wznowienia readmisji,zamrażać umowy gospodarcze, granty rozwojowe oraz kontrakty z udziałem kapitału publicznego z tymi państwami.

To nie są gesty symboliczne – to poważne narzędzia wpływu na elity polityczne i ekonomiczne krajów, które często mają interes w migracji swoich obywateli, traktując ją jako wentyl dla własnej niewydolności wewnętrznej.

2. Zakaz wydawania wiz i sankcje osobowe

W przypadku braku współpracy readmisyjnej należy natychmiast: wstrzymać wydawanie wiz obywatelom danego kraju (zarówno wiz turystycznych, jak i pracowniczych),wprowadzić sankcje osobowe wobec urzędników, polityków i dyplomatów tych państw – odmowa wjazdu do Polski, konfiskata majątku na terytorium RP, odmowa uznania immunitetów dyplomatycznych w sprawach dotyczących migracji.

Zasada musi być prosta: jeśli twoje państwo nie przyjmuje swoich obywateli – twoi obywatele nie mają czego szukać w Polsce.

3. Publiczne wskazanie krajów niechętnych współpracy

Polska powinna raz na kwartał publikować białą i czarną listę państw: na białej – kraje, które współpracują w zakresie readmisji, zwalczania przemytu ludzi, wymiany danych;na czarnej – kraje, które sabotują współpracę, utrudniają identyfikację obywateli i wspierają migrację poprzez dyplomatyczne uniki.

Taka lista powinna być powiązana z polityką grantów, dostępem do funduszy, a także współpracą uniwersytetów, firm i instytucji państwowych. Kraje niechętne współpracy muszą ponosić tego koszty.

4. Cybernetyczne i informacyjne środki presji

Wobec państw aktywnie wspierających szlaki przemytnicze – poprzez fałszowanie dokumentów, organizowanie transportu przez ambasady lub udostępnianie terytorium – Polska powinna: prowadzić działania kontrwywiadowcze i cybernetyczne, uderzające w kanały komunikacji przemytników, ujawniać dokumenty i dowody współudziału tych państw w migracyjnych działaniach hybrydowych, przedkładając je na forum międzynarodowe (np. ONZ, OBWE),zamykać konta bankowe i blokować przelewy związane z podejrzaną działalnością migracyjną.

5. Asymetryczne sankcje w ramach grupy państw regionu

Jeśli działania Polski zostaną skoordynowane z krajami Grupy Wyszehradzkiej i Bałkanów, możliwe będzie zastosowanie sankcji regionalnych, takich jak: odmowa tranzytu przez państwa regionu dla obywateli krajów „niechętnych”, wspólne ograniczenia wizowe, regionalne embargo na produkty lub usługi kluczowe dla danych reżimów.

Tylko zestawienie zachęt i realnych konsekwencji pozwoli zatrzymać migrację u źródła – a nie powielać błędów Berlina, który przez dekady nagradzał bierność i sabotaż, nazywając je „dialogiem rozwojowym”.

XIII. Służby specjalne w nowym paradygmacie wojny poznawczej i ochrony tożsamości narodowej

Nowoczesne państwo nie może dłużej traktować swoich służb specjalnych jako struktur służących wyłącznie do działań kontrwywiadowczych, zwalczania terroryzmu i ochrony informacji niejawnych. Współczesne zagrożenia przyjmują formy bardziej podstępne: wojna poznawcza, infiltracja kulturowa, dekonstrukcja tożsamości i przechwytywanie kodów symbolicznych narodu. To nie są zjawiska abstrakcyjne – to precyzyjnie zaplanowane operacje, prowadzone m.in. przez rosyjskie, niemieckie, chińskie i transnarodowe struktury wpływu.

Jeśli Polska chce przetrwać jako suwerenny podmiot kulturowy i polityczny, musi przedefiniować misję i kompetencje służb specjalnych w duchu ochrony tożsamości, struktury poznawczej narodu oraz odporności cywilizacyjnej.

1. Wojna poznawcza jako realne pole działań operacyjnych

Służby powinny przyjąć definicję wojny poznawczej jako operacji mającej na celu zmianę: percepcji zagrożeń (np. redefiniowanie migracji jako „szansy kulturowej”), kategorii moralnych (np. uznanie suwerenności za przejaw ksenofobii), tożsamości historycznej (np. reinterpretowanie polskiej historii przez pryzmat rzekomego „kolonializmu wschodniego” względem Ukrainy), języka debaty publicznej (np. narzucanie języka inkluzywności jako narzędzia wymazywania granic społecznych i etycznych).

Zadaniem służb – zwłaszcza ABW i SWW – musi być identyfikacja tych procesów, ich źródeł (zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych), kanałów transmisji oraz wykonawców.

2. Ośrodek Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w BBN

Kluczowym instrumentem koordynacyjnym powinno być powołanie Ośrodka Analizy i Monitoringu Wojny Poznawczej w strukturze Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) – aby był poza bezpośrednim wpływem konkurencyjnych interesów służb i fluktuacji budżetowych.

Ośrodek ten powinien: prowadzić ciągły, warstwowy monitoring przestrzeni informacyjnej i symbolicznej kraju, wykorzystywać zaawansowane algorytmy AI do wykrywania wzorców dezinformacji, kampanii demoralizacji i prób zmiany języka publicznego, analizować dane OSINT i HUMINT pod kątem strukturalnych ataków poznawczych na zbiorowe myślenie Polaków, identyfikować wewnętrzne ośrodki kapitulacji mentalnej (NGO, uczelnie, media, granty zagraniczne) i przeciwdziałać im narzędziami polityki kontrwywiadowczej oraz budowy narracji obronnej.

3. Od biernej obserwacji do aktywnego przeciwdziałania

Służby nie mogą poprzestawać na monitorowaniu i raportowaniu. Muszą przejść do fazy aktywnej: zakłócanie operacji poznawczych poprzez kontrkampanie informacyjne, przejmowanie sieci narracyjnych i podstawianie nowych wzorców semantycznych, dekonspiracja kanałów transferu treści wrogich (influencerzy, think-tanki, fundacje), blokowanie funduszy zagranicznych wykorzystywanych do inżynierii społecznej, generowanie własnych ofensywnych operacji poznawczych przeciw ośrodkom destabilizacji (np. fundacjom niemieckim, które prowadzą działania demoralizacyjne i pseudohistoryczne na terenie Polski).

4. Własna AI dla bezpieczeństwa narracyjnego

Państwo polskie powinno zbudować własny, suwerenny system AI – algorytm suwerenności poznawczej – który: analizuje codziennie przestrzeń mediów społecznościowych, telewizji, edukacji i kultury, rozpoznaje wzorce ataku na tożsamość narodową, religię, etos, tradycję, historię i język, alarmuje o próbach masowej zmiany postaw – zanim utrwalą się w zbiorowej świadomości.

System ten musi być zbudowany w Polsce, na polskich danych, z gwarancją braku obcych bibliotek i punktów dostępu. W tym celu należy stworzyć Państwowy Instytut Algorytmicznej Odporności Tożsamościowej – w partnerstwie służb, wojska, uczelni i niezależnych środowisk intelektualnych.

5. Ochrona dziedzictwa symbolicznego i rozpoznanie „agentury wpływu kulturowego”

Służby muszą również objąć ochroną system dziedzictwa symbolicznego: monitoring programów edukacyjnych, grantowych, kulturalnych i religijnych, które wprowadzają alternatywne kody tożsamościowe pod pozorem nowoczesności, tolerancji czy europeizacji, dekonspiracja agentury wpływu kulturowego: wykładowców, autorów, artystów, liderów NGO, którzy współpracują ze strukturami ideologicznymi obcych państw (np. niemieckimi fundacjami politycznymi, sieciami Sorosa, wahabitami, tzw. koalicjami równościowymi), identyfikacja linii przekazu i ich źródeł – na wzór analizy pochodzenia propagandy w czasie zimnej wojny.

Polska może przetrwać tylko wtedy, gdy obroni swój język, swoją pamięć i swoją tożsamość. A dziś to właśnie w tej sferze toczy się najbardziej podstępna wojna – cicha, ale skuteczna. Służby specjalne muszą wejść na ten front z nową misją, nowymi narzędziami i nieograniczoną determinacją.

X. Straż Graniczna i Administracja ds. Cudzoziemców jako elementy nowej architektury bezpieczeństwa wewnętrznego

Dotychczasowy model zarządzania polityką migracyjną w Polsce oparty był na założeniu, że zjawisko migracji można kontrolować za pomocą procedur administracyjnych, formularzy i systemu kwotowego. To podejście – powielane zresztą bezmyślnie z rozwiązań zachodnich – całkowicie ignorowało fakt, że współczesna nielegalna migracja jest narzędziem wojny hybrydowej. Dlatego konieczne jest przeorganizowanie całej struktury administracyjnej obsługującej sprawy cudzoziemców, a w szczególności – wzmocnienie i przekształcenie Straży Granicznej w służbę o rozszerzonym zakresie działania i kompetencji.

1. Przekształcenie Straży Granicznej w formację paramilitarną o uprawnieniach porównywalnych z Żandarmerią

Straż Graniczna nie może być wyłącznie formacją kontrolującą pas przygraniczny. Musi zostać przekształcona kompetencyjnie do zdolnościami operacyjnymi na całym terytorium kraju. Nowe zadania Straży Granicznej powinny obejmować: kontrolę cudzoziemców w każdym województwie, a nie tylko w pasie przygranicznym, prowadzenie ośrodków odosobnienia i deportacyjnych na zasadzie ośrodków administracyjnych o charakterze tymczasowym,przeprowadzanie akcji poszukiwawczych, zatrzymań i deportacji cudzoziemców przebywających nielegalnie na terytorium RP, możliwość współpracy operacyjnej z ABW, Policją i Służbą Więzienną, Żandarmerią Wojskową, stałe patrole i kontrole legalności pobytu na dworcach, w hostelach, hurtowniach i zakładach pracy.

Uprawnienia funkcjonariuszy Straży Granicznej powinny zostać rozszerzone do poziomu, który umożliwi skuteczne ściganie przestępstw migracyjnych – nie tylko wykroczeń.

2. Przeniesienie administracji ds. cudzoziemców do resortu spraw wewnętrznych – jako służby o charakterze ochronnym

Obecna struktura Urzędu ds. cudzoziemców – działająca w trybie biurokratycznym, rozproszona i niemająca dostępu do informacji operacyjnych – jest niewydolna, spóźniona i podatna na manipulację. Konieczne jest: włączenie całości struktur odpowiedzialnych za legalizację pobytu i rozpatrywanie wniosków azylowych do resortu spraw wewnętrznych, podporządkowanie ich służbom ochrony granic i wywiadu – aby każdy przypadek był rozpatrywany w kontekście bezpieczeństwa narodowego, a nie jedynie formalnej zgodności dokumentów, zautomatyzowanie systemu rejestracji i monitorowania pobytu cudzoziemców – z centralną bazą danych, aktualizowaną przez AI w czasie rzeczywistym (np. alerty przy złamaniu warunków pobytu), połączenie systemów meldunkowych, podatkowych, ZUS i rejestrów wynajmu lokali z systemem Straży Granicznej, tak by śledzenie nielegalnego pobytu było natychmiastowe i skuteczne.

3. Centralna rejestracja, obowiązek meldunkowy i kontrola finansowania diaspor

Każdy cudzoziemiec przebywający w Polsce – niezależnie od statusu – powinien być: objęty obowiązkiem meldunkowym, którego naruszenie będzie skutkować automatycznym zatrzymaniem i deportacją. Cudzoziemcy będą zarejestrowani w Centralnym Rejestrze Obecności Cudzoziemców (CROC), prowadzonym przez nową agencję bezpieczeństwa migracyjnego, kontrolowany pod kątem źródeł utrzymania, przynależności religijnej, powiązań środowiskowych i kontaktów z diasporami o wysokim poziomie radykalizacji.

Finansowanie diaspor z zagranicy powinno zostać objęte obowiązkiem pełnej jawności i zatwierdzenia przez służby, a niezgłoszone przelewy lub darowizny – traktowane jako przestępstwo.

4. Ośrodki detencyjne i deportacyjne: w trybie wojennym, nie biurokratycznym

Zamiast powolnych i opieszałych procedur cywilnych, Polska powinna przyjąć tryb specjalny dla nielegalnych migrantów: osoby zatrzymane za nielegalny pobyt trafiają natychmiast do ośrodka detencyjnego, w ciągu 10 dni następuje deportacja do kraju pochodzenia – bez możliwości odwołania i bezdyskusyjnie, jeśli nie posiadają prawa pobytu, odmowa współpracy lub zatajanie tożsamości skutkuje przeniesieniem do ośrodka o zaostrzonym rygorze i wpisem na czarną listę UE.

Straż Graniczna powinna zarządzać tymi ośrodkami jak jednostkami specjalnymi, z personelem przeszkolonym do kontaktu z grupami potencjalnie agresywnymi, a nie jak cywilne służby opiekuńcze.

XI. Kontrola terytorium – od odzyskania granic do nadzoru wewnętrznego

Nie można mówić o suwerenności państwa, jeśli jego granice są nieszczelne, a cudzoziemcy – przebywający nielegalnie lub pod pozorem legalności – poruszają się po kraju bez nadzoru, organizując równoległe struktury, tworząc enklawy kulturowe i omijając systemy prawne oraz fiskalne. Polska musi odzyskać pełną kontrolę nad swoim terytorium – nie tylko linią graniczną, ale każdą dzielnicą, wioską i miastem, gdzie dochodzi do tworzenia przestrzeni poza kontrolą państwa.

1. Stała kontrola legalności pobytu w całym kraju

Straż Graniczna, jako wyspecjalizowana formacja, powinna otrzymać uprawnienia do kontroli legalności pobytu cudzoziemców na całym terytorium Polski, nie tylko w strefie przygranicznej. Oznacza to: regularne kontrole w miejscach koncentracji cudzoziemców: bazarach, hostelach, skupiskach sezonowych, placach budowy, fabrykach, punktach gastronomicznych, działania operacyjne prowadzone wspólnie z Policją i Inspekcją Pracy, ale pod dowództwem SG, identyfikację i rozbijanie siatek pomocowych dla nielegalnych migrantów, w tym wynajmujących im mieszkania, zatrudniających na czarno i wystawiających fikcyjne umowy.

Celem nie jest ściganie ludzi z przypadku, lecz likwidacja ekosystemu przemytniczego (human trafficking), zorganizowanych kanałów przemytniczo-paraspołecznych, które umożliwiają obcym funkcjonowanie poza kontrolą państwa.

2. Geografia ryzyka: mapowanie stref nielegalnej obecności

Należy stworzyć system stałego mapowania terytorium kraju pod kątem: liczby cudzoziemców, ryzyka przestępczości migracyjnej, powstawania enklaw etnicznych niepoddających się polskiemu prawu i nadzorowi.

Takie dane muszą być gromadzone w systemie zintegrowanym z AI i analizowane codziennie – jak prognoza pogody w służbach ratowniczych. Jeśli powstaje „martwa strefa” – miejsce, gdzie nie wchodzi urząd, a organizacje „pomocowe” przejmują kontrolę nad lokalnym życiem migracyjnym – państwo musi tam natychmiast wracać z pełnym zakresem swoich uprawnień.

3. Zarządzanie ośrodkami odosobnienia jako narzędzia kontroli

Straż Graniczna powinna bezpośrednio zarządzać wszystkimi ośrodkami detencyjnymi i deportacyjnymi. Ośrodki te nie mogą być elementem humanitarnej opieki – lecz instrumentem kontroli i szybkiej izolacji zagrożenia. Ich zadaniem powinno być: szybka izolacja osób przebywających nielegalnie lub odmawiających współpracy, weryfikacja tożsamości, kontaktów i potencjalnych powiązań przestępczych lub ekstremistycznych, deportacja w trybie natychmiastowym po ustaleniu podstawy prawnej.

Każda osoba przebywająca w Polsce bez legalnego statusu powinna wiedzieć, że jeśli zostanie zidentyfikowana, nie ma żadnej ścieżki legalizacji, lecz tylko droga do deportacji. To musi działać prewencyjnie.

4. Monitoring wewnętrzny z użyciem technologii

Na wzór systemów izraelskich i węgierskich, Polska powinna zainwestować w: sieć kamer rozpoznających twarze i porównujących z bazą SG, czujniki ruchu i systemy alertowe na obszarach granicznych, dworcach, punktach tranzytowych, rozszerzenie rejestrów danych o funkcję predykcji zachowań na podstawie algorytmów – np. identyfikacja grup planujących „zbiorowe” przejścia graniczne lub fikcyjne rejestracje.

System ten ma służyć prewencji, nie masowemu nadzorowi obywateli – lecz musi być skuteczny wobec środowisk nielegalnych, przemytniczych i obcych służb operujących na naszym terytorium.

5. Zasada: każdy metr Polski musi być objęty jurysdykcją państwa

Nie może być w Polsce żadnej „szarej strefy kulturowej”, żadnej „enklawy specjalnego traktowania”, żadnej „przestrzeni różnorodności”, gdzie organy państwowe nie wchodzą „żeby nie prowokować”. Państwo musi mieć obecność symboliczną, instytucjonalną i operacyjną w każdym miejscu kraju.

Straż Graniczna, wspierana przez Policję, ABW i wywiad, powinna być stałym aktorem obecnym na ulicy, w powiecie, na lotnisku, w porcie i w każdej większej firmie zatrudniającej cudzoziemców. To nie jest radykalizm – to minimum odpowiedzialności za bezpieczeństwo narodowe.

XII. Odpowiedzialność państw trzecich i ofensywa dyplomatyczna: Niemcy, Białoruś, Czechy, Litwa, Ukraina

Polska nie jest samotną wyspą na mapie Europy. Jej granice to również granice Unii Europejskiej, ale – jak pokazuje rzeczywistość ostatnich miesięcy – sąsiedzi Polski nie zawsze działają jako sojusznicy. W wielu przypadkach świadomie lub biernie umożliwiają presję migracyjną na Polskę, wspierają logistykę przemytu ludzi, nie reagują na łamanie prawa przez cudzoziemców ani nie przyjmują z powrotem swoich obywateli. Konieczne jest przedefiniowanie polskiej dyplomacji migracyjnej na twardą politykę interesów, opartą na sankcjach, umowach warunkowych i bezpośrednim nacisku.

1. Niemcy – źródło destabilizacji systemowej

Niemcy odgrywają kluczową rolę w destabilizacji systemu migracyjnego Europy Środkowej. To z ich terytorium, przy pełnym przyzwoleniu federalnych i landowych władz, cudzoziemcy są „zrzucani” przez granicę do Polski. Niemcy świadomie nie deportują migrantów, a zamiast tego tworzą mechanizm wypychania ich przez granicę polsko-niemiecką. To forma presji politycznej i próby przerzucenia kosztu własnych błędów ideologicznych (Willkommenskultur) na sąsiadów.

Odpowiedź Polski musi być bezwzględna: wezwanie ambasadora Niemiec i wręczenie noty protestacyjnej, czasowe zamknięcie wybranych przejść granicznych w razie powtarzających się incydentów, pozwanie Niemiec przed Trybunał Sprawiedliwości UE za systemowe naruszanie prawa Schengen i zasady odpowiedzialności państwa pierwszego wniosku azylowego (Dublin), kampania międzynarodowa obnażająca niemiecką hipokryzję i szkodliwy eksport problemów, zawieszenie dwustronnych programów migracyjnych, edukacyjnych i NGO-sowych do czasu zmiany postawy Berlina.

2. Białoruś – hybrydowy agresor i konieczność pełnej blokady granicy

Białoruś, pod kontrolą reżimu Łukaszenki i na usługach Moskwy, od 2021 roku prowadzi wobec Polski i państw bałtyckich zorganizowaną operację destabilizacji przy użyciu presji migracyjnej. Przerzut ludzi z Azji i Afryki, eskortowanie ich przez służby białoruskie, udzielanie im wsparcia w sprzęcie i wskazywanie tras przemarszu – to wszystko ma znamiona działań wojennych prowadzonych środkami asymetrycznymi. Na tej granicy zginął polski żołnierz – sierżant Mateusz Sitek.

Wobec tego Polska musi przestać traktować granicę z Białorusią jako „trudną, ale działającą” i przyjąć zasadę całkowitego zamknięcia. To oznacza: fizyczne zamknięcie wszystkich przejść granicznych – drogowych, kolejowych i pieszych – do odwołania, zablokowanie ruchu towarowego i osobowego, z wyjątkiem konwojów humanitarnych do niezależnych struktur białoruskich (np. Kościół katolicki, organizacje demokratyczne), zawieszenie jakichkolwiek relacji gospodarczych, w tym współpracy regionalnej i kontaktów samorządowych, wprowadzenie strefy buforowej o rozszerzonym dozorze – z całodobowym nadzorem, uzbrojeniem optoelektronicznym i dronowym, czujnikami ruchu i wsparciem sił specjalnych.

Jedynym kanałem kontaktu powinny być noty dyplomatyczne przekazywane przez ambasady w państwach trzecich lub kanały wojskowo-operacyjne w celu uniknięcia przypadkowej eskalacji. Ale stan relacji powinien jasno sygnalizować: Polska uznaje reżim Łukaszenki za organizatora ataku hybrydowego i traktuje go jako podmiot wrogi.

3. Litwa i Czechy – cisi beneficjenci „przesunięcia problemu”

Litwa i Czechy nie są agresorami, ale w praktyce nie współpracują z Polską w zakresie kontroli migracyjnej, a czasem umożliwiają tranzyt cudzoziemców przez swoje terytorium – wiedząc, że ostatecznym celem przerzutu są granice RP.

Dlatego należy: zażądać zawarcia dwustronnych umów o natychmiastowej readmisji każdej osoby zatrzymanej w pobliżu granicy, jeśli istnieje dowód, że przeszła z ich terytorium, rozpocząć stałe patrole trójgraniczne i monitorować współczynnik readmisji – z karami finansowymi za odmowę, powiązać udział w funduszach regionalnych, projektach infrastrukturalnych i energetycznych z postawą migracyjną wobec Polski – koniec z beztroską współpracą, gdy ktoś nie chroni wspólnej granicy.

4. Ukraina – partner, ale także źródło problemu

Polska jest sojusznikiem Ukrainy w wojnie z Rosją. To nie zmienia faktu, że Ukraina nie może być traktowana jako podmiot stojący ponad odpowiedzialnością międzynarodową. Problem nielegalnych migrantów przechodzących przez Ukrainę do Polski istnieje, podobnie jak przypadki nadużyć w systemie ochrony czasowej, fałszywych tożsamości i prób przemycania ludzi spoza Ukrainy pod przykrywką wojny. Istnieje też problem nieasymilującej się mniejszości ukraińskiej w Polsce, która pozostaje pod wpływem ukraińskiej polityki historycznej.

Polska powinna: żądać ścisłej kontroli granicznej na granicy UA-PL – zbudowanej przy współudziale SG RP i SBGS Ukrainy, powiązać dalsze programy pomocy dla Ukrainy z reformą ich systemu migracyjnego, który obecnie jest dziurawy i skorumpowany, egzekwować obowiązek readmisji obywateli Ukrainy łamiących prawo pobytu w Polsce, rozpocząć współpracę z ukraińskimi służbami w zakresie prewencji przestępczości migracyjnej i przerzutów ludzi z Azji przez terytorium UA. Uzależnić pomoc Ukrainie od uznania polskich postulatów historycznych – na przykład natychmiastową zgodę na ekshumację ofiar ludobójstwa na Wołyniu w 1943 roku.

Dyplomacja musi służyć bezpieczeństwu, a nie sentymentom. Polska nie może pozwolić na dalsze wykorzystywanie swojej otwartości do przemytu ludzi, destabilizacji wewnętrznej i politycznych rozgrywek obcych państw. Musi być gotowa do twardej konfrontacji dyplomatycznej i używania środków nacisku – nie tylko deklaracji.

Zakończenie: Strategia Ostatniej Granicy – Polska jako twierdza suwerenności **

Polska stoi dziś na ostatnim bastionie cywilizacyjnym Europy. W obliczu kryzysu migracyjnego, który nie jest już spontanicznym ruchem ludności, lecz zorganizowanym narzędziem wojny poznawczej, asymetrycznej i demograficznej – musi podjąć działania ostateczne, zdecydowane i systemowe. Nie wystarczą deklaracje, półśrodki ani kompromisy. Nie można prowadzić polityki bezpieczeństwa narodowego, gdy podstawowe pojęcia – granica, obywatelstwo, tożsamość, prawo – zostały zrelatywizowane przez ideologię dekonstrukcji i interesy obcych centrów decyzyjnych.

Polska nie może pozwolić sobie na dalsze złudzenia. Musi uznać, że toczy się wojna – nie z czołgami, lecz z narracjami. Nie z bombami, lecz z mapami kulturowymi. I że w tej wojnie granica nie przebiega tylko przez Białowieżę czy Kuźnicę, ale przez każde polskie miasto, szkołę, parafię i redakcję. Stawką tej wojny nie są tylko decyzje polityczne, ale przyszłość samego pojęcia Polska.

Dlatego konieczna jest pełna mobilizacja instytucjonalna, legislacyjna, dyplomatyczna i społeczna. Odbudowa suwerennego państwa zaczyna się od kontroli granic, ale kończy się na odbudowie ducha narodowego – odpornego na szantaż moralny, świadomego własnej historii i gotowego do walki o własny los. Musimy jasno powiedzieć: Polska nie będzie skansenem woli Brukseli ani zapleczem ludnościowym dla utopii multikulturowej. Będzie państwem, które – jak kiedyś – wyznacza linię obrony cywilizacji.

Jeśli dziś nie powiemy „dość”, jutro nie będzie już komu mówić „jeszcze Polska nie zginęła”. To nie jest wybór polityczny. To jest obowiązek cywilizacyjny.

Afera «Epstein» za rządów Trumpa: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Afera «Epstein»: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Data: 7 luglio 2025Author: Uczta Baltazara 1 Commenta

W suchym i ostatecznym tonie, amerykański Departament Sprawiedliwości (odtąd DOJ) i FBI formalnie zamknęły śledztwo w sprawie Jeffreya Epsteina, jednego z najbardziej mrocznych dossier dotyczących kondycji współczesnej władzy w USA. Nie ma żadnej listy. Nie było żadnego szantażu. Nie było też żadnego morderstwa. Miało miejsce jedynie samobójstwo. A wszystko to deklarowane jest przez administrację, która obiecywała rzucić światło na mroczne sprawy establishmentu.

1. Nota: nie było klientów, nie ma mowy o spisku

Zgodnie z wewnętrzną notatką opublikowaną kilka godzin temu przez portal Axios https://www.axios.com/2025/07/07/jeffrey-epstein-suicide-client-list-trump-administration, Departament Sprawiedliwości stwierdza:

  • Nie istnieje żadna „lista klientów”;
  • Nie wykryto dowodów świadczących o szantażowaniu osób publicznych;
  • Epstein popełnił samobójstwo. Nie stwierdzono zaangażowania w to osób trzecich.

Aby wzmocnić oficjalną narrację, władze opublikowały materiał filmowy z więzienia federalnego Manhattan MCC, zarówno w wersji oryginalnej, jak i tej „ulepszonej”, który ma wykazać brak jakichkolwiek nietypowych wejść lub przemieszczeń w celi Epsteina w nocy z 9 na 10 sierpnia 2019 roku. W ten sposób potwierdzono oficjalną narrację: samobójstwo przez powieszenie się, jak już wcześniej zostało to stwierdzone w raporcie lekarza sądowego.

2. Paradoks: „oficjalna” prawda pojawia się za rządów Trumpa

Najbardziej uderzającym faktem jest nie tylko treść noty, ale także moment jej publikacji. I to nie żaden progresywny czy liberalny rząd ogłosił zamknięcie sprawy, ale właśnie nowa administracja Trumpa, która na stanowiska szefów FBI powołała dwóch byłych «propagandystów konspiracji» należących do kręgów MAGA: Kasha Patela i Dana Bongino – obydwu znanych w przeszłości z wypowiedzi, w których sugerowali zamordowanie Epsteina.

Przez wiele lat, front konserwatywny budował wokół postaci Epsteina symbol elity dewiantów, którą należało zdemaskować: bankierów, członków rodzin królewskich, polityków, filmowców, naukowców. Ale dziś to właśnie ci, którzy obiecali zemstę, przypieczętowują ciszę.

3. Elon Musk przerywa milczenie (a następnie wycofuje się)

Miesiąc przed opublikowaniem noty, Elon Musk (obecnie pozostający oficjalnie w konflikcie z Trumpem) stwierdził w poście opublikowanym na platformie X, że Donald Trump był wymieniony w plikach dotyczących Epsteina. Oświadczenie zostało później usunięte, ale nie wcześniej niż po rozpętaniu fali domysłów.

Odpowiedź byłego prezydenta przyszła za pośrednictwem jego prawnika Davida Schoena (tego samego prawnika, który bronił go podczas drugiego impeachmentu https://en.wikipedia.org/wiki/David_Schoen): brzmiała: żadnego zaangażowania, zero przestępstwa.. Musk następnie wycofał się, mówiąc o „przesadzie”, ale publiczny rozdźwięk pozostał. A wraz z nim podejrzenie, że coś zostało powiedziane za dużo.

Tymczasem sam Elon Musk znał Epsteina i spotkał się z nim przynajmniej jeden raz – w roku 2012. https://radaronline.com/p/details-surface-jeffrey-epstein-unknown-encounter-elon-musk-2012/

4. Nie ma listy; brak przejrzystości

Departament Sprawiedliwości potwierdził, że dalsze materiały nie zostaną ujawnione. Oficjalne powody to:

  • Ochrona prywatności ofiar;
  • Obecność treści o charakterze pornografii dziecięcej;
  • Ryzyko zniesławienia potencjalnie niewinnych osób.

Nie wyjaśniono jednak, dlaczego dokumenty już znane opinii publicznej, takie jak dzienniki lotów Epsteina lub skonfiskowane notatniki telefoniczne, są teraz lekceważone lub pomijane w raporcie.

  • Dzienniki lotów (telegram).
  • Akta Epsteina (The Guardian).
  • Odtajnione zostało ponad 900 stron dokumentów, które dotyczą osób powiązanych z przestępcami seksualnymi Jeffreyem Epsteinem i Ghislaine Maxwell, a także ich współpracowników biznesowych i ich oskarżycielek.
  • Elite Paradise Papers.
  • Raport OIG stwierdza, że kamery cyfrowe w sekcji, gdzie przebywał Epstein w Metropolitan Correctional Center, były niesprawne w momencie jego śmierci. Strażnicy nie przeprowadzali obowiązkowych kontroli, a protokół uwzględniał obecność współwięźnia, który nie został przydzielony do celi.

5. Wątek Mossadu: hipotezy, pominięcia, rzeczywiste powiązania

Aspektem pominiętym w nocie jest możliwy związek między Epsteinem a wywiadem izraelskim. Analitycy badający sprawę podejrzewali, że Epstein funkcjonował jako zbieracz kompromatów na zlecenie służb zagranicznych. Najważniejsze odniesienia to:

  • Ari Ben-Menashe, były agent wywiadu izraelskiego, stwierdził, że Epstein był sterowany przez kręgi powiązane z Mossadem. Oświadczenia te nigdy nie zostały sformalizowane w dokumentach sądowych, ale zostały zebrane przez dziennikarzy śledczych (JFeed, Times of Israel).
  • Ojciec Ghislaine, Robert Maxwell, był szpiegiem Mossadu zaangażowanym w rozpowszechnianie oprogramowania PROMIS (telegram).
  • Epstein posiadał nieruchomości wyposażone w ukryte kamery oraz powiązania z MIT Media Lab, Uniwersytetem Harvarda i pokrewnymi fundacjami, co zostało udokumentowane przez Ronana Farrowa na łamach The New Yorker.

Jednak nota Departamentu Sprawiedliwości nie wspomina o jakimkolwiek dochodzeniu w sprawie funduszy offshore, spółek fasadowych lub trustów zarejestrowanych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, skąd Epstein miał przesyłać pieniądze do fundacji oraz osób wpływowych. Według Bloomberga wartość aktywów przekraczała 600 milionów dolarów.

6. Zamknięcie nie oznacza wyjaśnienia

Oficjalna narracja jest klarowna, stanowcza i “pożyteczna”: Epstein powiesił się. Był “drapieżnikiem” odosobnionym. Nie istnieje żadna sieć. Nie ma innych osób, które należałoby oskarżyć. Ale owa minimalistyczna retoryka sama w sobie jest wskazówką. Dlaczego ci sami ludzie, którzy obiecali obnażyć system, dziś archiwizują go aktem formalnym? – Dlaczego najbardziej medialna sprawa stulecia zamykana jest bez jakiegokolwiek dokumentu odtajnionego? – Sprzeczności bynajmniej nie ulegają rozproszeniu:

  • Dlaczego Epstein był więziony w warunkach odbiegających od normy, z zepsutymi kamerami i śpiącymi strażnikami?
  • Dlaczego najlepiej strzeżona cela w Ameryce pozwoliła, by samobójstwo najbardziej niebezpiecznego dla elit człowieka „prześlizgnęło się jej przez palce”?
  • Dlaczego zebrany materiał nie może zostać zinwentaryzowany publicznie, w formie zredagowanej?

Odnosi się wrażenie, że dokument, o którym mowa nie służy mówieniu prawdy, ale zablokowaniu przekazu. Nie jest konkluzją, ale interwencją o charakterze przerywającym. Nie jest odpowiedzią, ale nakazem milczenia. I jak każdy nakaz milczenia, pozostawia za sobą rosnące echo pytań. Ponieważ sprawa Epsteina to nie tylko przypadek. To pewien próg.

Nie reprezentuje starcia między prawdą a kłamstwem, ale wewnętrzny konflikt między elitami rywalizującymi ze sobą – które łączy jednak wspólny kod ezoteryczny, język inicjacyjny, który przekształca nadużycie we władzę, a władzę w narrację.

Trump, który od dawna obiecywał demontaż «głębokiego państwa», ostatecznie pozostawił “ołtarz” nietknięty: nie doszło do jakichkolwiek ujawnień, do jakiegokolwiek zerwania mrocznego paktu. Tak jakby jego rolą było pełnienie funkcji wbudowanego strażnika, któremu powierzono zadanie kanalizowania podejrzeń, bez jednoczesnego naruszania “świątyni”.

Na scenie teatru „bractw”, gdzie loże, think tanki i aparaty wymieniają się przysługami i przykrywkami, poprawność polityczna jest jedynie strojem ceremonialnym niewymawialnego porządku: ortodoksją rytualną, przydatną do ukrywania prawdziwych sojuszybynajmniej nie ideologicznych, ale symbolicznych, inicjacyjnych, kabalistycznych.

W tym kontekście Epstein nie jest anomalią, ale funkcją: punktem styku seksu i władzy, szantażu i kontroli, dominacji i wiedzy okultystycznej. Jest perwersyjnym kapłanem systemu, który nie ogranicza się do ukrywania, ale który oddziałuje poprzez to, co ukrywa.

Od Platona po Renesans magiczny, aż do Dugina i „czwartego logosu” https://www.amazon.it/Quarto-Logos-Portuguese-Jan-Ellam-ebook/dp/B07FL2PFQZ, powraca gnostycyzm: wiedza, która ma zbawić tylko nielicznych – moc, która chce kształtować człowieka jako materię alchemiczną. Ale prawda ewangeliczna odrzuca wszelką inicjację: jest objawiana pokornym, a nie wtajemniczanym; jest oferowana słabym, a nie wybrańcom ciemności.

Prawdopodobnie, prawdziwym skandalem nie jest to, co kryje dossier dotyczące Epsteina, ale to, co ujawnia: że elity nie niosą z sobą ratunku i że władza – kiedy klęka przed tajemnicą nieprawości – przestaje rządzić i zaczyna składać ofiary.

INFO: https://www.laveritarendeliberi.it/epstein-lista-mossad-trump/ (wszystkie odniesienia w oryginale artykułu)

Berlin „eksportuje” migrantów nożowników do Polski. a „rząd” – dupa…

Maciej Bienert: Berlin „eksportuje” migrantów nożowników do Polski

https://www.fronda.pl/a/Maciej-Bienert-Berlin-eksportuje-migrantow-nozownikow-do-Polski,245211.html


W roku 2024 w Niemczech zarejestrowanych przez policję było ponad 29.000 przestępstw z użyciem noża. Większość z nich zakończyły się śmiercią lub ciężkimi i średnimi obrażeniami ciała. To oznacza średnio 80 ofiar dziennie.

W 2024 r. policja odnotowała atak z użyciem noża w około 29 000 przestępstw w Niemczech. W obszarze niebezpiecznych i ciężkich uszkodzeń ciała, dla których dostępne są dane z poprzedniego roku, liczba ta wzrosła o około 10,8 procent; z drugiej strony w przypadku przestępstw rabunkowych spadła o około 2,6 procent

Na co należy zwrócić uwagę w odniesieniu do tych danych?

Do celów rejestrowania przestępstw w policyjnych statystykach kryminalnych (PKS) „ataki z użyciem noża” to przestępstwa, w których atak z użyciem noża jest bezpośrednio zagrożony lub przeprowadzony przeciwko osobie. Samo noszenie noża nie jest jednak wystarczające, aby przestępstwo zostało zarejestrowane jako atak z użyciem noża. Do 2023 r. noże były zgłaszane jako środek przestępczy tylko w przypadku niektórych przestępstw; dane liczbowe nie odzwierciedlały zatem wszystkich „przestępstw z użyciem noża”. Oprócz ogólnokrajowych danych dotyczących ataków z użyciem noża z PKS, istnieją również dane liczbowe dla poszczególnych krajów związkowych, ale nie należy ich sumować ze względu na różne metody rejestracji

W szczególności ataki nożem motywowane islamizmem.

W Mannheim w dniu 31 maja 2024 r. i w Solingen w dniu 23 sierpnia 2024 r odbyły się publiczne debaty polityczne na temat bardziej rygorystycznych przepisów i kontroli noży. W rezultacie wprowadzono kategoryczny zakaz posiadania noży w przestrzeni publicznej.

Ataki z użyciem noża stają się coraz większym problemem.

Wraz ze wzrostem liczby ataków z użyciem noża, stały się one problemem dla całego społeczeństwa, nie tylko w Niemczech. Takie przestępstwa nasilają się w krajach o dużej liczbie migrantów.

Na przykład liczba ataków z użyciem noża w Anglii i Walii wzrosła ostatnio do ponad 50 000. Jako przedmioty codziennego użytku, noże są trudniejsze do rozpoznania niż inne potencjalne narzędzia przestępstwa, co zwiększa presję na zaostrzenie przepisów dotyczących broni i zapobiegania przemocy. Motywy sprawców są również niespójne: w niektórych przypadkach cierpią oni na choroby psychiczne, podczas gdy inni kierują się radykalnymi ideologiami. Można również założyć, że czynniki społeczne, takie jak brak integracji lub ubóstwo, prowadzą do izolacji społecznej i odgrywają rolę w powstawaniu przemocy. Długoterminowe środki zapobiegawcze mogłyby uwrażliwić społeczeństwo na wczesnym etapie, oferując środki wsparcia i zwalczając przyczyny tych czynników.

Niemieckie problemy są wypychane do Polski.

Fakty są następujące: Niemcy wpychają migrantów, których nie chcą u siebie przez zakazany przez kartę praw człowieka proceder push back. Nikt nie jest w stanie zweryfikować skąd te osoby przybyły do Niemiec.

Kolejnym faktem jest również istnienie niemieckich obozów koncentrujących emigrantów w pobliżu polskiej granicy. Do nich są przywożeni ludzie z całych Niemiec. Niemcy nie przedstawiają żadnych dowodów.

Teoretyczne procedura push back stosowana przez Niemców obowiązuje osoby znajdujące się do 60 km od granicy. Jednak nikt tego nie weryfikuje.

Rząd RFN przyznał, że w zeszłym roku wypchniętych z Niemiec zostało ponad 9000 imigrantów, a w tym [2025] już 3200.

MSWiA manipulowało opinią publiczną wskazując tylko na liczby dotyczące readmisji i rozporządzenia Dublin III.

Dlaczego polskie służby nie prowadzą statystyk liczby migrantów siłowo wepchniętych do naszego kraju? Zakazał tego rząd zbieraniny 13 grudnia.

To prowadzi do sytuacji, że Polacy nie mają pojęcia ilu nielegalnych migrantów wepchnęły do Polski niemieckie służby. Nie mamy również informacji kim są te osoby.

Zbieranina Tuska nie panuje na sytuacją w kraju.

Według danych ZUS, średnia emerytura netto w Polsce w marcu 2024 roku wynosiła około 2910 zł. z miesięcznie.

Utrzymanie nielegalnego migranta siłowo wyschniętego przez Niemców do Polski będzie kosztowało polskiego podatnika ponad 10.000 zł. Miesięcznie.

Maciej Bienert

Po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków

1. Właściciel hotelu gdzie zakwaterowani byli Kolumbijczycy🇨🇴 twierdzi, że pracowali w Zakładach Mięsnych pod Nowem.

2. Pod Nowem mamy Zakłady Mięsne Nove sp. z o.o.

3. Co roku otrzymują pomoc publiczną: 2025: 66,4 tys, 2024: 51,4 tys, 2023: 97,7 tys itd

4. Co roku udowadnia stratę! W związku z czym oczywiście podatek CIT zero.

5. Właściciel? TÖNNIES INTERNATIONAL HOLDING GMBH rodzinna firma niemiecka🇩🇪!

Do pełnego bingo brakuje jeszcze informacji o pośredniczącej Agencji Pracy i nazwisku właściciela, które – mogę się założyć – jest transkrybowane z ukraińskiego🇺🇦.

Zatem pytanie wprost: po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków🇨🇴 poniżej najniższej krajowej⁉️🤔

To jest ten cały gospodarczy cud i religia PKB? Dlatego „nie ma rąk do pracy”? Jaką wartość dla Polski wnoszą takie „biznesy”? Bo o stratach mógłby poopowiadać facet z Nowego, ale niestety nie żyje…🤬

Wpis od Ziemowit Przebitkowski

„Judaizującym” frondystom pod rozwagę

„Judaizującym” frondystom pod rozwagę , 7 lipca 2025

AIX

Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.

Wobec plagi judaizacji, przyjmowanej bezrozumnie, przypominamy zdanie na ten temat prof. Jacka Bartyzela

Niedawny incydent z obeliskiem w Jedwabnem – którego prowokacyjny charakter czuć na kilometr – dał publicystom Frondy: drowi Tomaszowi P. Terlikowskiemu oraz p. Łukaszowi Adamskiemu asumpt do wypowiedzi tyleż chaotycznie wielowątkowych, co zdumiewających. Choć pierwszy z autorów raczej się wstydzi i kaja (ostatecznie, wolno mu, wszakże poczucie wstydu to sprawa sumienia, byleby tylko pamiętał, że spowiadać się należy zawsze jedynie we własnym imieniu), drugi zaś raczej gromi („antysemitów”), to wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi jest nieprawdopodobne pomieszanie płaszczyzn, od najbardziej doraźnie politycznych po teologiczne, w sosie mętnego i egzaltowanego filosemityzmu. Jeśli naraz, li tylko w celu dania jednocześnie świadectwa swojej własnej poprawności i napiętnowania poglądów „niesłusznych”, przywoływani są – jako reprezentanci tej samej sprawy – patriarcha Abraham i Szewach Weiss, prawosławny teolog Sergiusz Bułgakow i żydowski publicysta Konstanty Gebert – to z takiego pomieszania „grochu z kapustą” musi wyjść bełkot, a nawet coś znacznie gorszego, bo ewidentna (co zaraz pokażemy) herezja.

Obaj autorzy całkowicie bezkrytycznie przyjmują tę osobliwą – a jest to jedynie najłagodniejszy z możliwych eufemizm – wizję historii, którą z wielkim niestety powodzeniem wtłacza się od dziesięcioleci w mózgi pokoleń, wciąż jeszcze przecież przynajmniej formalnie chrześcijan, żyjących po II wojnie światowej, a która to wizja sprowadza się do obrazu irracjonalnej („swoista schizofrenia”, jak pisze p. Adamski) i wielowiekowej nienawiści chrześcijańskich Europejczyków do Żydów. Jako że ten obraz historii, w którym – jakkolwiek rozumiane, ale przede wszystkim w sensie rasistowskim – zjawisko antysemityzmu politycznego, należące bez wątpienia do świata zlaicyzowanej moderny, jest również ekstrapolowane na stosunki pomiędzy chrześcijanami a żydami (w sensie religijnym) w epoce Christianitas i na płaszczyźnie stricte teologicznej, takie oskarżenie z konieczności uderza właśnie po prostu w chrześcijaństwo – i autorzy tego ataku nawet tego nie ukrywają.

W tej totalnie zafałszowanej wizji historii nie ma miejsca na wielowiekową nienawiść, którą wyznawców Chrystusa ścigali spadkobiercy Sanhedrynu, który Jego samego skazał na śmierć. Jak przypomina wielki historyk – tak pełen szacunku dla religii Starego Testamentu – Warren H. Carroll, przez pierwszych kilka dziesięcioleci istnienia Kościoła (aż do 64 roku), wszystkie prześladowania, jakie cierpieli chrześcijanie, były skutkiem wrogości, jaką żywili do nich żydzi. Również i w późniejszych wiekach starali się oni szkodzić chrześcijaństwu wszystkimi możliwymi sposobami, przede wszystkim sprzymierzając się z jego wrogami zewnętrznymi, a niekiedy nawet inspirując ich najazdy. Zaprawdę, „znielubienie” ich przez chrześcijan miało mocne podstawy i uzasadnienie. A cóż dopiero powiedzieć o roli już zeświecczonych Żydów jako czynnych uczestników, a w dużej mierze inspiratorów i promotorów, wszystkich nowożytnych i współczesnych rewolucji religijnych, społecznych, politycznych i kulturalnych?

Judeomasoneria i żydokomuna nie są urojeniami „irracjonalnych” antysemitów, lecz twardymi faktami empirycznymi. Od Francji po Meksyk w jedną, a po Rosję w drugą stronę, wszędzie spotkamy też „Judejczyków” jako autorów ustaw i represji antykościelnych, separacji Kościoła od państwa, laicyzatorów prawa małżeńskiego i edukacji, promotorów prawa aborcyjnego, eutanazji, „małżeństw” jednopłciowych etc. Publicyści Frondy często dzielnie walczą ze skutkami tych działań, ale nie chcą widzieć ich sprawców. Wiem, powiedzą na to, że przecież „nie wszyscy Żydzi”, pokażą zaraz jakiegoś rabina – tradycjonalistę; zgoda, ale nie zmienia to faktu, że po przeciwnej stronie zawsze jest wyjątkowa „nadreprezentacja”.

P. Łukasz Adamski przy okazji postanowił zredefiniować w świetle owej judeocentrycznej i judofilskiej historiozofii pojęcie konserwatyzmu, orzekając kategorycznie, że „prawdziwy konserwatysta nie może być antysemitą”. Obawiam się, że przeprowadzona w świetle tak rozciągliwego rozumienia „antysemityzmu”, jakie prezentują obaj autorzy Frondy, „lustracja” konserwatystów w całej historii konserwatyzmu okazałaby się prawdziwym „holocaustem” intelektualno-politycznym. Być może po tej epuracji okazałoby się nawet, że jedynymi „prawdziwymi konserwatystami” są tzw. neokonserwatyści żydowsko-amerykańscy, którzy z filozofią polityczną konserwatyzmu mają tyle wspólnego, co byk pasący się na łące z gwiazdozbiorem Byka. Taki obraz rzeczy, w którym „prawdziwym” konserwatystą jest Norman Podhoretz, a „nieprawdziwym” na przykład Charles Maurras, jest tyleż ekstrawagancki, co absurdalny.

Dobrze jednak komponuje się ze stachanowskimi normami poparcia dla Izraela (określenie Pata Buchanana), które proponuje publicysta Frondy, bo to przecież standard polityki „neokoni” – szaleńców, którzy w interesie Wielkiego Izraela gotowi byliby zbombardować cały świat, a ich intelektualna sprawność wyczerpuje się w bredzeniu o „islamofaszyzmie”. Wyraźnie nimi zainspirowany, nasz autor orzeka, że „konserwatysta nie może być wrogiem Izraela”. Nie twierdzę, że „musi”, ale dlaczego właściwie „nie może”: czyżby obowiązywał jakiś zakaz? Często broniąc jakiegoś stanowiska można je wystawić na szwank, bo na przykład, jeśli śp. prezydent Lech Kaczyński naprawdę „inspirował się” dokonaniami takiego rzeźnika, jak Ariel Szaron, to ja na miejscu członków jego (Lecha Kaczyńskiego) „fanklubu” starałbym się raczej ten kompromitujący fakt ukryć, aniżeli się nim chlubić.

Wszystko to jednak „furda” w porównaniu z teologicznymi błędami obu autorów. Dr Terlikowski twierdzi, iż nas („konserwatywną prawicę”) „jednoczy tradycja judeochrześcijańska”. Konserwatywną prawicę, Panie Doktorze, jednoczy wiara w Chrystusa jako Syna Bożego, i w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, poza którym nie ma zbawienia.

„Judeochrześcijaństwo” zaś zostało odrzucone doktrynalnie już na pierwszym Soborze Jerozolimskim około 49 roku, kiedy to oddalono żądanie, aby narzucać nawróconym poganom przepisy prawa Mojżeszowego; praktycznie – gdy św. Paweł (żyd z „krwi i kości”) „stanął do oczu” samemu św. Piotrowi, ulegającemu w chwili słabości naciskom „judaizujących”, aby nie spożywać posiłków z gojami.

To Kościół jest Nowym Izraelem, do którego przeszło wszystko, co dobre i prawe ze Starego Izraela, a co nie przeszło, jest uschniętym figowcem. Dopiero w czasach ostatecznych możemy spodziewać się masowych nawróceń krnąbrnych potomków plemienia, którego znakomita większość sprzeniewierzyła się swojemu wybraństwu.

Już w II wieku po Chr. pisał o tym mocno i pięknie biskup Meliton z Sardes:

Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.

Doktora Terlikowskiego „przelicytował” jednak jeszcze p. Adamski pisząc te niesłychane słowa: „Czekamy zresztą na odbudowę Świątyni jerozolimskiej, by wypełniło się proroctwo. A to może zapewnić tylko istnienie państwa Izrael”. Czy autor naprawdę nigdy nie słyszał, że proroctwo o odbudowaniu Świątyni już dawno się spełniło – trzeciego dnia po Ukrzyżowaniu, wraz ze Zmartwychwstaniem? To Jezus Chrystus jest Świątynią, a w Nim i z Nim Jego Ciało Mistyczne – Kościół, i innej świątyni już ani nigdy nie będzie, ani być nie może. Rojenia, a nawet konkretne przymiarki, współczesnych wyznawców judaizmu, jak również tzw. chrześcijańskich syjonistów – obłąkanej sekty (skądinąd antysemickiej) protestanckiej, szykującej się do Armagedonu, o odbudowaniu w Jerozolimie materialnej świątyni na miejscu obu poprzednich, są jednoznacznie wymierzone w Kościół, w chrześcijaństwo, w Chrystusa – prawdziwą Świątynię.

to powiada, iż na tę odbudowę „czeka”, ten jednoznacznie deklaruje też apostazję od Kościoła, odstąpienie od Chrystusa; wyznaje, że nie wierzy, iż to Jezus jest Mesjaszem, oraz „czeka” na innego „mesjasza”, uwarunkowanego istnieniem państwa Izrael. Taka jest logika słów, i pozostaje tylko mieć nadzieję, że p. Adamski napisał to zdanie nie wiedząc, co mówi, bo tylko tak mogłoby to być mu odpuszczone.

Dodam jeszcze, że kreśliłem powyższe uwagi z prawdziwą przykrością. Mimo różnych ekscentryczności, ceniłem Frondę, jako żywy ośrodek myśli, a jej autorów jako bojowników spraw mi bliskich i – jak zawsze sądziłem – katolickich.

Jednak obecny kierunek tego pisma i środowiska budzi najwyższy niepokój. Stoicie na rozdrożu, Panowie, a taka sytuacja nie może trwać à la longue: nie można być jedną nogą z konserwatystami w obozie katolickiej Kontrrewolucji, a drugą z „neokonserwatystami” w „tradycji judeochrześcijańskiej”. Albo Kościół, albo synagoga: trzeba wybierać.

źródło

Co po politycznym GLOBALISTYCZNYM zatwardzeniu w III RP

Polityczne GLOBALISTYCZNE zatwardzenie w III RP przechodzi w biegunkę.

Wszystko wskazuje na to, że agentowi tuskowi grunt zaczyna się palić pod nogami, co może otworzyć drogę do sanacji państwa.

Dr Ignacy Nowopolski Jul 7, 2025 drignacynowopolsk/polityczne-globalistyczne-zatwardzenie

Rosnące problemy gauleitera (zarządcy) Tuska, nie oznaczają jeszcze sanacji Polski. Dają jedynie nadzieję na usunięcie tego najbardziej szkodliwego wroga Polski i agenta Berlina i Brukseli.

Jednakowoż, można zobaczyć przysłowiowe „światło w tunelu”. Z życzliwą pomocą węgierskiego Męża Stanu, Viktora Orbana, przy odrobinie szczęścia III RP przekształci się ponownie w POLSKĘ, a wśród kłębowiska „polityków” znajdzie się grupka, która autentycznie starać się będzie w interesie Ojczyzny, a nie swoim własnym.

Obecna sytuacja geopolityczna w Europie, powinna pomóc nawet oportunistycznym członkom „elit” w zrozumieniu, że problemy ZIK (zachodniego imperium kłamstwa) nie są przejściowymi trudnościami, ale „zejściem śmiertelnym” ze wszystkim tego faktu konsekwencjami.

Ci z „naszych polityków”, którzy nie mają zbyt wielu łajdactw na swym sumieniu i ludobójczej krwi z „PLANdemii covidowej” na swych rękach, mogą mieć nadzieję na „polityczny recykling” w ramach nadchodzącej NOWEJ RZECZYWISTOŚCI.

Ta rzeczywistość rychło nadejdzie, czy oni tego chcą, czy nie. Czemu więc nie zaryzykować i „załapać się” na nowy trend? Tym bardziej, że alternatywa jest dla nich nieciekawa. Jeśli unikną kryminału, to w najlepszym przypadku będą zmuszeni zacząć zarabiać na swe utrzymanie uczciwą pracą, co w przypadku osób które nigdy się tym nie skalały, czyli „polityków”, będzie zadaniem ponad siły. [No, te marne miliardy to sobie odłożyli. Czy będzie nas stać na odebranie/ MD]

W związku z tym, że obecny etap transformacji geopolitycznej jest we wstępnym stadium, sytuację polityczną w Kraju można określić mianem „rozwolnienia”, bo tak naprawdę nikt dokładnie nie wie jak potoczą się sprawy.

Należy jednak mieć nadzieję, że obywatele III RP wreszcie zrozumieją następujące FUNDAMENTALNE PRAWDY:

1. Nikt ich nie będzie bronił ani obsypywał bogactwem, ze względu na ich „szlachetność”;

2. Każdy (ZIK, ChRL, BRICS, etc.) będzie próbował ich oszwabić ze względu na ich głupotę i łatwowierność;

3. Obecne państwo polskie jest za małe, za słabe i całkowicie pozbawione autentycznych elit, by poradzić sobie w pojedynkę w dzisiejszych czasach, dlatego NATURALNY I RÓWNOPRAWNY SOJUSZ z państwami regionu, takimi jak WĘGRY jest nam egzystencjonalnie niezbędny;

4. W zglobalizowanym świecie, tylko państwa z solidną bazą rolniczą, przemysłową lub usługową (handlową, turystyczną, finansową) będą naprawdę się liczyć. W przypadku Polski to tradycyjnie: rolnictwo, przemysł lekki i zbrojeniowy, i te gałęzie w pierwszym rzędzie należy odbudować;

5. Państwo bez silnej armii i przemysłu zbrojeniowego, w mniejszym lub większym stopniu będzie narażone na agresję. W przypadku Polski potencjalnym agresorem nr 1 jawią się Niemcy;

6. III RP, czyli globalistyczna oligarchia połączona z ochlokracją, nigdy nie będzie zdrowym i silnym państwem, jeśli nie doprowadzi swej stajni Augiasza do ładu, nie zaprowadzi autentycznej praworządności, nie nauczy ponownie swych obywateli co to jest UCZCIWOŚĆ , PRAWDA i HONOR.

To tylko wierzchołek góry lodowej, ale od czegoś trzeba zacząć!

Depopulacja jako broń: jak totalitarne reżimy i radykalny islam [wykonują plany masońskie]

[Poprawiłem tytuł – treści nie mogę zmienić. Przecież od dawna t.zw. „Zachód” odszedł od Cywilizacji Łacińskie -rządzi nim Bestia, Loże , czy jak wolicie to nazwać. Biedny Autor chyba o tym nie słyszał, a może we Frondzie mu nie wolno? MD]

Depopulacja jako broń:

jak totalitarne reżimy i radykalny islam

wykorzystują Zachód

https://www.fronda.pl/a/Depopulacja-jako-bron-jak-totalitarne-rezimy-i-radykalny-islam-wykorzystuja-Zachod-w-wojnie-cywilizacyjnej,245178.html

Mariusz Paszko


Współczesna narracja o prawach człowieka, wolności osobistej i równości płci jest już powszechnie wykorzystywana przez reżimy autorytarne nie jako narzędzie do walki o równouprawnienie, lecz jako broń w wojnie demograficznej. Chiny, Rosja i niektóre kręgi niemieckiego establishmentu od lat wspierają – bezpośrednio lub pośrednio – globalne trendy, które w praktyce skutkują depopulacją. Wszystko to pod przykrywką nowoczesności, równości czy „zrównoważonego rozwoju”. W tej układance pojawia się także islam – który nie tylko unika depopulacyjnych skutków zachodnich ideologii, ale w krajach Europy Zachodniej już staje się ich beneficjentem i narzędziem destabilizacji.

Chińska polityka demograficzna: od przymusu do globalnej inżynierii

„Dezorganizujcie wszystko, cokolwiek jest dobrego u nieprzyjaciela, wciągajcie przedstawicieli warstw najwyższych do hańbiących występków, niegodnych ich stanowisk, potem zaś w miarę potrzeby odsłaniajcie ich przestępstwa. Nawiązujcie kontakty z najbardziej upadłymi ludźmi u waszych wrogów, przeszkadzajcie rządowi wroga, siejcie niezgodę, niezadowolenie wśród poddanych, młodszych rzućcie na starszych, dążcie, aby armia wrogów waszych zawsze miała braki w aprowizacji i umundurowaniu, wprowadzajcie muzykę rozmiękczającą obyczaje, dla ostatecznego rozkładu wroga posyłajcie rozpustnice i bądźcie szczodrzy w propozycjach, w prezentach, uprzejmościach, oszukujcie, jeśli zajdzie potrzeba, dla dowiedzenia się, co dzieje się u nieprzyjaciela, nie żałujcie pieniędzy, im więcej pieniędzy wydacie, tym większa będzie korzyść, są to pieniądze oddane na wielki procent, posiadajcie wszędzie szpiegów” – pisał w swoim traktacie, chiński pisarz wojskowy i mędrzec Sun Zi.

Chiny przez dekady były symbolem brutalnej kontroli urodzeń. Program jednego dziecka (1979–2015) pochłonął miliony ofiar przymusowych aborcji i sterylizacji. Choć polityka ta została formalnie zakończona, jej ideologiczne dziedzictwo trwa – dziś w bardziej wyrafinowanej formie. Państwo Środka aktywnie promuje tzw. „zdrowie reprodukcyjne kobiet” na całym świecie poprzez agendy ONZ i WHO, forsując powszechny dostęp do antykoncepcji i aborcji w krajach rozwijających się. W praktyce oznacza to wspieranie polityki depopulacyjnej w Afryce i Azji, a wszystko to odbywa się płaszczykiem walki z ubóstwem i nierównościami.

Rosja: konserwatyzm na pokaz, destabilizacja w praktyce

Kreml oficjalnie przedstawia się jako bastion konserwatywnych wartości – przeciwnik ideologii gender i obrońca rodziny. Jednak za tą fasadą kryje się strategia podszyta postsowieckimi metodami. Rosyjskie NGO-sy i struktury wpływu wspierają w Europie kampanie proaborcyjne, feministyczne i LGBT+, wykorzystując do tego zachodnie granty i fundusze. Celem nie jest emancypacja, lecz osłabienie struktur rodzinnych w krajach, które Moskwa uznaje za swoich geopolitycznych rywali. Takie działania przypominają czasy ZSRR, kiedy programy „wyzwalania kobiet” służyły dezintegracji więzi społecznych. Ma to w założeniu Kremla doprowadzić do rozpadu i rozbicia społeczeństw, które podzielone stałyby się łatwym militarnie celem dla Rosji.

Niemcy: ideologiczny motor „miękkiej depopulacji”

W Niemczech depopulacja nie wymaga przymusu – to efekt intensywnej promocji ideologii „równości” i „różnorodności”. Berlina nie trzeba zmuszać do wspierania gender, redefinicji płci czy liberalizacji aborcji – robi to z pełnym przekonaniem. Niemieckie fundacje, media i instytucje publiczne promują model życia singla, redefinicję macierzyństwa i zjawiska takie jak afirmacja anoreksji czy kult alienacji. Choć Belin alarmuje jednocześnie o zapaści demograficznej, nie podejmuje jednak żadnych działań wspierających stabilny model rodziny. Wręcz przeciwnie – tradycyjna rodzina traktowana jest tam już jak przeżytek.

Depopulacja pod płaszczykiem „wolności”

Wspólnym mianownikiem polityk Chin, Rosji i Niemiec jest pozornie atrakcyjna idea wolności jednostki, co jest neomową do znanej już ideologii marksistowskiej. Promuje się prawo do aborcji, zmiany płci czy odrzucenia ról rodzinnych, ale nie promuje się prawa do stabilnej rodziny, licznego potomstwa czy kulturowej ciągłości. Efektem jest rozpad społeczny i demograficzny. Formy depopulacji to dziś nie tylko sterylizacja i aborcja, ale też strategie:

  • Kulturowa: promowanie gender, kwestionowanie macierzyństwa i ojcostwa;
  • Psychologiczna: normalizacja zaburzeń (anoreksja, depresja, alienacja);
  • Społeczna: rozbijanie rodziny, chaos ról płciowych, odraczanie rodzicielstwa;
  • Medyczna: aborcja, antykoncepcja, eutanazja.

Islam jako cichy zwycięzca wojny depopulacyjnej

W tej globalnej układance wyrasta nowy aktor – ortodoksyjny islam. W odróżnieniu od Zachodu, islam nie ulega narracjom genderowym, nie akceptuje permisywizmu obyczajowego, nie wspiera aborcji ani ideologii LGBTQ+. Co więcej – zachowuje wysoką dzietność, konserwatywny model rodziny i silne więzi społeczne. To czyni go beneficjentem wojny demograficznej, którą Zachód obecnie przegrywa.

Muzułmańskie społeczności w Europie – zwłaszcza we Francji, Belgii, Szwecji i Niemczech – rosną dynamicznie. W wielu regionach dzieci migrantów stanowią większość populacji szkolnej. Problem polega jednak na tym, że te społeczności nie asymilują się, lecz tworzą równoległe struktury kulturowe – w zdecydowanej większości nieprzyjazne wobec wartości ich gospodarzy.

Islam jako narzędzie geopolityki państw totalitarnych

Radykalny islam nie tylko korzysta z bezbronnego i ideologicznie rozbrojonego Zachodu – bywa też aktywnie wykorzystywany przez państwa autorytarne jako narzędzie destabilizacji społecznej, politycznej i kulturowej. Dla takich mocarstw jak Rosja czy Chiny, ale też Niemcy, islamski radykalizm stanowi użyteczny instrument wpływu, który może być dozowany, inspirowany lub kontrolowany zależnie od potrzeb.

Rosja od lat prowadzi politykę balansowania między twardą ręką wobec własnych muzułmanów (np. Czeczenia czy Tatarstan), a bliskimi relacjami z radykalnymi reżimami islamskimi na Bliskim Wschodzie. Wspiera Iran, Syrię, Hezbollah, a w konflikcie izraelsko-palestyńskim często występuje jako pośrednik – podsycając napięcia i zarazem oferując „rozwiązania”. Równolegle w Europie wspiera organizacje i środowiska, które – pod pozorem walki o tolerancję religijną – promują islamizację europejskiej przestrzeni publicznej.

Warto też dodać, że zwłaszcza w początkach agresji przeciwko Ukrainę, na pierwszy front i na tak zwane mięso armatnie, szli rekruci z najuboższych zakątków Federacji Rosyjskiej, właśnie muzułmanie. Wszystko po to, aby moskiewska cerkiew, która jest w pełni zależna od Kremla, mogła bez ograniczeń sprawować „rząd dusz” na terenie Rosji.

Chiny z kolei – mimo brutalnych represji wobec Ujgurów i jawnej islamofobii wewnętrznej – grają podwójną grę. Współpracują gospodarczo z krajami arabskimi i oferują im inwestycje infrastrukturalne w zamian za dyplomatyczne wsparcie. W państwach Afryki wspierają reżimy islamskie w zamian za milczenie w kwestii łamania praw człowieka u siebie. W ten sposób reżim Xi Jinpinga buduje sojusze oparte na wspólnym interesie: tłumieniu chrześcijańskiego dziedzictwa i promowaniu „autorytarnego ładu”.

Niemcy, choć formalnie demokratyczne, uczestniczą w tej grze poprzez wspieranie masowej migracji z krajów muzułmańskich. W imię tolerancji i „multikulturowości” importują populacje, które nie tylko nie integrują się z miejscową kulturą, ale często żyją w jej jawnej opozycji. Niemiecka polityka migracyjna, sterowana ideologicznymi motywami, stała się paradoksalnie jednym z najskuteczniejszych narzędzi rozmontowywania tożsamości europejskiej – i tym samym ułatwia działanie zarówno islamistom, jak i państwom autorytarnym.

Islam kontra Zachód – asymetria strategiczna

Podczas gdy muzułmańskie rodziny mają średnio od 3 do 5 dzieci, średnia urodzin dla kobiety europejskiej wynosi dziś 1,4 dziecka. To statystyczny dramat, który przybiera realny wymiar społeczny – w klasach szkolnych Berlina, Paryża czy Malmö dzieci z rodzin imigranckich stanowią już większość. Nie stanowiłoby to problemu, gdyby wiązało się to z integracją i przyjęciem wartości gospodarzy. Niestety, islam – szczególnie w wersji ortodoksyjnej – odrzuca taką możliwość.

W wielu dzielnicach Europy Zachodniej powstają społeczeństwa równoległe: z własnymi szkołami, sądami szariackimi, sklepami, językiem, symboliką religijną i przekazem medialnym. Te enklawy stają się przestrzeniami kulturowej kolonizacji Zachodu – i to w tempie demograficznym, któremu Zachód nie jest w stanie sprostać. W efekcie mamy do czynienia z pełzającym przesunięciem cywilizacyjnym, które w najbliższych dekadach może przekształcić ustrój i wartości Europy nie do poznania.

To nie tylko kryzys tożsamości – to wojna o przetrwanie

Depopulacja, promowanie ideologii gender, rozpad tożsamości narodowej i rodzinnej – to nie tylko efekty uboczne postępu. To narzędzia walki. Kraje takie jak Chiny, Rosja, a także radykalne odłamy islamu, wykorzystują te procesy świadomie, by osłabić i ostatecznie przejąć kontrolę nad Zachodem. Zachód natomiast sam na naszych oczach rozbraja się demograficznie, kulturowo i duchowo – a jego wrogowie tylko na to czekają.

Jeśli Europa i Ameryka chcą przetrwać, muszą:

  • Odrzucić ideologie depopulacyjne, które czynią z rodziny przeszkodę zamiast fundamentu społeczeństwa.
  • Wspierać model rodziny, zarówno ekonomicznie, jak i symbolicznie – przez kulturę, edukację i instytucje.
  • Zrozumieć, że islam – choć nie jest złem samym w sobie – jest wykorzystywany jako narzędzie cywilizacyjnego podboju.
  • Rozpoznać wroga tam, gdzie naprawdę działa – nie w retoryce „postępu”, ale w skutkach kulturowych, społecznych i demograficznych.
  • Zbudować politykę opartą na prawdzie o człowieku, jego godności, rodzinie i potrzebie wspólnoty – zamiast ideologicznego chaosu, który służy tylko tym, którzy chcą Europę rozbić od środka.

To już nie jest jedynie naturalny konflikt cywilizacji. To walka o przetrwanie. I przetrwają tylko ci, którzy będą mieli dzieci – i ci, którzy będą potrafili je wychować w wartościach zdolnych stawić opór temu chaosowi.

Komu jest potrzebna depopulacja?

Depopulacja, o której mowa w tym tekście, nie jest efektem przypadku ani naturalnego biegu historii. Współczesne działania ideologiczne i legislacyjne, promowane przez wpływowe środowiska polityczne, medialne i akademickie, mają wyraźny cel geostrategiczny. Dla takich krajów jak Rosja i Chiny – które same borykają się z katastrofalnymi prognozami demograficznymi – osłabienie liczebne i moralne społeczeństw Zachodu to szansa na odwrócenie globalnego układu sił. W sytuacji, gdy populacja Rosji i Chin kurczy się w zawrotnym tempie (Rosji grozi spadek z ponad 140 do nawet 80 milionów mieszkańców do końca wieku, a Chiny mogą stracić kilkaset milionów obywateli), agresywna polityka depopulacyjna wobec konkurentów staje się rodzajem broni strategicznej. W tym kontekście Zachód – przekonany do aborcji, gender, relatywizmu i hedonizmu – staje się łatwym celem, ponieważ coraz bardziej przypomina cywilizację bez woli przetrwania. A dla Pekinu i Moskwy, z usłużną rolą Berlina, każdy ubytek w demografii ich wrogów to relatywne wzmocnienie ich pozycji. Nie muszą wygrywać liczebnie – wystarczy, że ich rywale przestaną się rozmnażać. To cicha, ale skuteczna wojna – wojna o przyszłość świata, toczona nie rakietami, lecz ideami, prawem i kulturą, z żelazną konsekwencją wojennego cynizmu.

Mariusz Paszko

Kobiecość bez macierzyństwa, męskość bez odpowiedzialności. Oto przepis na katastrofę. [A „manosfera” to bzdet md]

Kobiecość bez macierzyństwa,

męskość bez odpowiedzialności.

Oto przepis na katastrofę

Filip Adamus https://pch24.pl/kobiecosc-bez-macierzynstwa-meskosc-bez-odpowiedzialnosci-oto-przepis-na-katastrofe/

„Kobieta, która poddaje się obowiązkom narzuconym przez społeczeństwo, zobowiązania, rodzinę, karierę, zostaje z bardzo małym wpływem na kierunek własnego życia”. Na tyle przyzwyczailiśmy się już do feministycznych komunałów, że podobne słowa nikogo nie dziwią. Problem w tym, że to, co wiarygodnie przypomina wynurzenie wojującej feministki, to delikatnie zmieniony cytat z książki kluczowej dla popularnej „manosfery”. [Oczywiście nie wiedziałem, co to . Gugle piszą: Manosfera to sieć męskich społeczności internetowych przeciwko upodmiotowieniu kobiet i promujących poglądy antyfeministyczne i seksistowskie.]

Przekonania, ale i ideał życia, jaki zaproponował mężczyznom najbardziej chyba znany autorytet ruchu „czerwonej pigułki” – Rollo Tomassi – odpowiadają spojrzeniu dziewcząt spod znaku błyskawicy na klasycznie pojętą kobiecość. Przed manosferą rysuje się poważne ryzyko – zanegowania samego sedna męskiej tożsamości – ponoć w męskim interesie.

Rollo Tomassi – jak nisko potrafi upaść manosfera

Wspomniany cytat to fragment z książki „Mężczyzna racjonalny”, jednej z najpopularniejszych publikacji w świecie „czerwonej pigułki” (ang. red pill) – rosnącego w siłę środowiska intelektualnego skupionego na relacjach damsko-męskich. W oryginale fragment – jak nietrudno się domyślić – brzmi: „mężczyzna, który podaje się obowiązkom narzuconym przez społeczeństwo, zobowiązanie, rodzinę, karierę, czy wojsko zostaje z bardzo małym wpływem na kierunek własnego życia”.

Podobne stwierdzenia niektórych przedstawicieli ruchu „red pill” pokazują zbieżność ich sposobu myślenia z feminizmem. Takie spostrzeżenie natrafia często na opór komentatorów utożsamiających się z manosferą, jak inaczej nazywa się to środowisko. Porównanie ma być rzekomo nietrafne. Między innymi dlatego, że ich środowisko ponoć nie formułuje żadnych drogowskazów i modeli życia – a jest jedynie próbą obserwacji zachowań mężczyzn i kobiet na rynku matrymonialnym.

Być może niektórzy rzeczywiście tak rozumieją ten nurt i w ten sposób starają się myśleć w oparciu o jego refleksje. Byłoby jednak naiwnością powiedzieć, że jest tak w każdym wypadku.

Gdy sięgniemy do książki „Mężczyzna racjonalny” Tomassiego, znajdziemy w niej nie tylko oparte o psychologię ewolucyjną diagnozy, ale i wiele subiektywnych przekonań. Dużą rolę w jego myśleniu zdaje się odgrywać na przykład liberalne i płytkie rozumienie wolności. Autor wywodzi z niego ważny dla swojego myślenia wniosek. Władza nad własnym życiem ma być tam, gdzie nie ma zdefiniowanych obowiązków, a przede wszystkim – przywiązania do innych.

Kto namyśli się nad sprawą z łatwością dostrzeże problem. Zobowiązania tyle, co ograniczeniem, są obroną wolności. Wspomniana przez Tomassiego służba wojskowa wprawdzie krępuje samowolę, ale brak sprawnej armii i ryzyko utraty politycznego wpływu przez nadmierny wpływ zagranicznych ośrodków nie gwarantuje podmiotowej pozycji. Małżeństwo ogranicza poszukiwanie nowych i zmiennych relacji – ale ma jednocześnie zapewnić bezpieczną podstawę prokreacji i wzajemnego wsparcia, bez potrzeby wiecznego poszukiwania czasowych i niepewnych związków. Wieczne zobowiązanie daje jednocześnie obu stronom wysoką pozycję negocjacyjną w ustalaniu zasad wspólnego życia.

U Tomasiego świadomości starej zasady „wolność, by była posiadana, musi być ograniczana” w zasadzie nie widać. Pada ona ofiarą spojrzenia na świat, którego zręby streścić można – zdaje się – w taki sposób: Mężczyzna traktując poważnie swoje zobowiązania odbiera sobie wpływ na życie, traci atrakcyjność i jest na prostej drodze do zostania wykorzystanym. Zamiast aspirować do takiej odpowiedzialności, stroń od niej – skupiając się na prywatnych dążeniach i osobistych planach. Do wygrania masz hedonistycznie satysfakcjonujące i „niezależne” życie. Nie sposób nie widzieć tu analogii do feministycznych haseł wyzwolenia i awersji wobec obowiązków rodzinnych.  

Kryzys mężczyzn i sfeminizowane społeczeństwo

Po co w ogóle o tym pisać? Ruch „czerwonej pigułki” już dawno przestał być anonimowy. Manosfera nabiera na znaczeniu jako kompas, mający pomóc mężczyznom odnaleźć się w sfeminizowanym społeczeństwie. Nie sposób przejść obojętnie wobec „redpilla”, bo pretenduje on do roli remedium na problemy, które rzeczywiście widać na każdym kroku.  

Feministyczny sposób myślenia zakorzenił się na w społeczeństwie na tyle mocno, że determinuje oczekiwania wobec relacji – które nie przekładają się na wzajemność między kobietami i mężczyznami. Awersja do obowiązków rodzinnych odgrywa tu pierwsze skrzypce. Zostać w domu z dziećmi? W życiu! Nierozerwalne małżeństwo? Więzienie! Opieka nad ogniskiem domowym? Uwłaczająca. Dla wielu Pań, jakie przejęły się tym feministycznym spojrzeniem, w związku paradoksalnie nie chodzi o obie jego strony – ale o „ja” i samorealizację. Zobowiązania są w tym wypadku zdecydowanie nie na miejscu. Nie na miejscu w domu ma się rozumieć, wobec swojego męża. Wobec przełożonego w korporacji, albo klientów w biurze – to już jak najbardziej.

Ci mężczyźni, którzy w tej atmosferze poszukują trwałych związków, są rzeczywiście w trudnym położeniu. Nie czują się oni wolni od swoich zobowiązań wobec kobiet – ale zabrania się im wypełniać konsekwentnie ich rolę. Męskość klasycznie ujęta traktowana jest jako pretensjonalna i protekcjonalna. Opieki nad rodziną i kobietą już nie trzeba, bo ta ma zajmować się sama sobą. O wizji głowy rodziny nie ma mowy. Ciąża i dzieci – poza finansami – to kobieca sprawa…

Na miejsce tradycyjnej – toksycznej ponoć – męskości proponuje się dziś „pozytywną”. Gdy poświęcić tej kategorii więcej uwagi okazuje się, że akceptowany powszechne mężczyzna jest po prostu cieniem. Skupia się na szacunku do kobiet oraz uległości wobec ich dążeń, a nade wszystko stroni od przemocy. Nie sposób pomyśleć, by tak postrzegana rola w relacji mogła być nagradzająca. To ustawienie się na marginesie i traktowanie własnego potencjału do podejmowania odpowiedzialności za siebie i bliskich jako niebezpiecznego.

Nie tylko feminizm uszkadza jasność co do męskiej roli. Tradycyjnie przypisywane mężczyznom i przynoszące wiele satysfakcji zadanie opanowywania natury w olbrzymiej mierze przejęło państwo. Przestrzeń, którą trzeba „zdobyć” dla pożytku położonej pod swoją pieczą rodziny drastycznie zmniejsza się wraz z postępem technologicznym – ale i coraz bardziej „opiekuńczym” charakterem aparatu władzy.  

W tej atmosferze nie brak mężczyzn, którym w związkach i na etapie prób ich zbudowania brakuje kart. Niektórzy z zagubionych posuwają się nawet do przyjmowania upokarzających ról w relacjach. Skrajnym przykładem takiej postawy jest niesławny mit „rogacza” (ang. „cuckold”), o którym ruch czerwonej pigułki mówi bardzo wiele. Oznacza on relację, w której „pozytywnie” usposobiony mężczyzna zgadza się na pozamałżeńskie relacje romantyczne żony.  

„What is a man”?

Manosfera w nadziei jej praktyków ma dawać odpowiedzi na podobne zjawiska i potrafić je wyjaśnić, korzystając z aparatu psychologii ewolucyjnej. Wydaje się jednak, że – przy całej różnorodności tego nurtu – część obecnych w nim refleksji jest raczej zagrożeniem dla męskości, niż jej obroną.

Oczekiwania co do relacji i postaw mężczyzny formułowane przez Rollo Tomassiego w „mężczyźnie racjonalnym” są iluzorycznie podobne do porad, jakie dla kobiet miałaby stereotypowa feministka. Znajdujemy tam na przykład stwierdzenie, że męską siłę i panowanie nad własnym życiem – które z całą pewnością autor traktuje jako godne zabiegów – reprezentował Paul Gauguin: malarz, który porzucił swoją rodzinę we Francji, by wieść życie przygody na Polinezji. W swojej pracy Tommasi nie tłumaczy tej decyzji i nie opowiada nawet pełni historii o nieudanym małżeństwie malarza. Zwyczajnie afirmuje jego decyzję. 

Swego czasu dużą uwagę skupił również wiele mówiący wpis Tomassiego w mediach społecznościowych, w którym przekonywał, że najszybszą drogą do stania się atrakcyjnym mężczyzną jest wazektomia, brak dzieci i niezawieranie małżeństwa.

Porównanie części postulatów Tomassiego do feminizmu to nie przykra złośliwość – ale ważna przestroga. Szczególne znaczenie ma w tym względzie analogia do feminizmu trzeciej fali. Nowoczesne bojowniczki „praw kobiet”  w emancypacyjnym boju zdecydowały się rywalizować z mężczyznami o ich zadania, a za słabość uznały samą kobiecość – skoncentrowaną na macierzyńskim potencjale i opiece nad domem. By zdystansować się od klasycznego ideału, od dekad środowiska te szermują kategorią płci społeczno- kulturowej. Przykładem jest niesławna Judith Butler – której rola w ekspansji ruchu gender – kwestionującego związek zachowania z płcią biologiczną – jest nie do przecenienia…

W tym kontekście poparcie wielu feministek dla ruchów transpłciowych i przemianowanie proaborcyjnych manifestacji na strajk „osób z macicami” nie dziwą w ogóle. W walce z kategorią „słabszej płci” feminizm posunął się aż do dekonstrukcji tego, kim jest kobieta… na tyle, że czołowi przedstawiciele postępowości nie są już w stanie odpowiedzieć na pytanie „What is a woman”?

W książce Rollo Tommasiego zapisane są tymczasem idee, które sprawiają, że niedługo na pytanie „What is a man?” może nam być podobnie trudno odpowiedzieć. Oczywiście nie chodzi o awersję do biologicznego rozróżniania płci, której w „Mężczyźnie racjonalnym” nie znajdziemy. Ale jeśli mowa o tradycyjnej wizji męskości – to dla sławnego przedstawiciela ruchu „red pill” jest ona czymś, co trzeba zdekonstruować. Na tyle, że sensowne opowiedzenie o tym, co jest „męskie”, straci kluczowy element treści – odpowiedzialność.  

Dla autora „mężczyzny racjonalnego” strzeżenie zobowiązań wobec swojej kobiety i potomstwa – a więc patriarchalny porządek relacji – to element „kobiecego matrixu”. Tu zresztą spotykamy kolejną analogię do feminizmu, która oddala poważnie red pill od katolickiej wiary. Jak pisze Tomassi, przywiązanie do monogamii i dążenie do niej to poddanie się żeńskim dążeniom. Małżeństwo, w którym mężczyzna stawia na wierność i oddanie swojej rodzinie, jest w jego ujęciu sukcesem „kobiecego imperatywu”. Dla Tomasiego taki związek jest co do zasady damską instytucją. Według feministek patriarchalne małżeństwo to więzienie i klatka sformowana przez mężczyzn… W obu wypadkach związek małżeński pojmowany jest jako pole próby sił między sprzecznymi dążeniami dwojga płci.

Tymczasem w ujęciu katolickim małżeństwo jest daną przez samego twórcę natury zasadą wiązania się ludzi, przez Chrystusa Pana podniesiona do rangi sakramentu wraz z zadaniem nie tylko zrodzenia potomstwa, ale właśnie przymnożenia liczby chrześcijan. Cel męża i żony jest więc w nim zupełnie wspólny.

„Cuckserwatyzm”?

Środowiska „czerwonej pigułki” częstokroć nie rozumieją porównywania ich do założeń do feminizmu i oburzają się, gdy ono pada. Na krytykę ze strony zwolenników tradycyjnego spojrzenia na męskość manosfera odpowiada zarzutem „cuckserwatyzmu” (zlepka ang. słowa cuckold – „rogacz” i polskiego – konserwatyzm). To deprecjonujące określenie ma ułatwić merytoryczne starcie. Sugeruje, że dystansując się od założeń „redpilla” środowiska konserwatywne kierują się przywiązaniem do podrzędnej pozycji w związku – strategii mężczyzny „beta”. Jej sednem ma być przyjęcie na siebie licznych zobowiązań w związku w nadziei na zrekompensowanie braków „samczej energii”. Pożyteczność zamiast atrakcyjności. 

Zwolennicy „czerwonej pigułki” wykazują się tu sporą ignorancją. Klasycznie ujęte małżeńskie powinności nie mają ostatecznie na celu zadowalania kobiety, ale obiektywne i obustronne dobro. Upominając się o męskie zobowiązania i tradycyjne role płciowe konserwatyzm nie propaguje wizji, w której obowiązki leżą po stronie mężczyzny, ale broni związku opartego na wzajemnych zobowiązaniach. W chrześcijańskim małżeństwie to nie zdobycie kobiety jest głównym celem – ale właściwe życie. Dobra związku to wierność, potomstwo i sakrament.

Z tego powodu zarzuty zwolenników manosfery, według których konserwatysta staje w roli „białego rycerza” broniącego dam, są strzałem „kulą w płot”. Tradycyjny wzór relacji i męża i żonę stawia w roli służebnej względem po pierwsze celów związku, po drugie wobec siebie nawzajem. Nie ma tu triumfu kobiecych dążeń – zwycięstwo jest wspólne. 

Dobry, czy zły Redpill?

Gdy próbujemy zatem ocenić manosferę – przy całej jej różnorodności – warto jako kryterium postawić jedno pytanie. Czy podstawą „ruchu mężczyzn” ma być podkopanie samego kanonu męskości – w którym odpowiedzialność i służba bliskim odgrywa olbrzymią rolę?

Tak długo, jak dystansujemy się od odpowiedzi twierdzącej, różni twórcy ze spektrum manosfery mogą mieć nam do zaproponowania pożyteczne porady, czy obserwacje. Trzeba jednocześnie z ostrożnością podchodzić do każdej z nich. Ostatecznie czerpią z wizji człowieka, która dla katolika pozostaje nie do przyjęcia i ma w sobie fatalny rewolucyjny potencjał. 

Filip Adamus

Włoski minister ds. europejskich: Zielony Ład nie ma sensu.

Włoski minister ds. europejskich: Zielony Ład niszczy przemysł

https://pch24.pl/wloski-minister-ds-europejskich-zielony-lad-niszczy-przemysl

(Źródło: YouTube/serpentza)

Minister do spraw europejskich we włoskim rządzie Tommaso Foti powiedział w niedzielę, że unijny Zielony Ład nie ma sensu. „Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów”podkreślił.

W czasie forum zorganizowanego w Mandurii w regionie Apulia na południu kraju, Foti stwierdził: Płacimy za politykę Zielonego Ładu, który nie ma sensu. Zmierzamy w stronę deindustrializacji Europy. Tracimy konkurencyjność. Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów, ale dojdzie do deindustrializacji kraju ze wszystkimi konsekwencjami kryzysu socjalnego, jakie spowoduje.

Włoski minister dodał: Zakładany jest sznur na szyję włoskich firm, nie tylko przez Unię.

Unia nie powinna być machiną zakazów, ale narzędziem umożliwiającym rozwój systemu przedsiębiorstw na całym kontynencie – ocenił Tommaso Foti.

Minister zwrócił uwagę na destrukcyjny wpływ polityki Zielonego Ładu na sektor motoryzacyjny. Tak odniósł się do jej założeń, w tym przejścia na pojazdy elektryczne. Wyraził opinię, że wiele firm powiązanych z tą branżą będzie musiało „zniknąć”.

pap logo

Źródło: PAP