Warszawski ″skwer″ robi furorę w sieci. Kosztował… 331 tysięcy zł. No popatrz ! [uzup.]

Warszawski ″skwer″ robi furorę w sieci. Nie uwierzycie, ile to kosztowało 

warszawski-skwer-za-331


Mieszkańcy warszawskiego Ursynowa w końcu doczekali się remontu zdezelowanego chodnika. Ba – miasto nawet zafundowało zielony akcent w całej modernizacji. Powstał skwer. Przynajmniej z nazwy, bo z daleka przypomina wielką kałużę. Kwota „inwestycji” zwala z nóg.

Inwestycja nosi dumną nazwę „Zielone skwery na Ursynowie”. To zainicjowany przez mieszkańców projekt w ramach Budżetu Obywatelskiego. Za realizację wziął się Zarząd Zieleni m.st. Warszawy.

„Głównym celem projektów jest zmniejszenie istniejącego w Warszawie zjawiska miejskiej wyspy ciepła poprzez likwidację materiałów, które pochłaniają więcej promieni słonecznych, niż odbijają, a następnie oddają energię, podwyższając temperaturę otoczenia” – zapowiadał wcześniej Zarząd.

Zmiany zaszły sprawnie. Nic dziwnego, wszak „inwestycja” nie wygląda na wymagającą. Na razie zieleni brak, choć tu nie ma się co czepiać – wiosna jeszcze nie nadeszła.

Mieszkańcy mają obawy, czy rabata będzie w ogóle dostrzegalna. I tu obawy okazały się bezzasadne, bo „skwer” to prawdopodobnie najpopularniejszy fragment zieleni w Polsce.

Zielony skwer na Ursynowie. Ile kosztował?

Inwestycja miasta porwała tłumy. Ale w sieci, bo internauci nie dają wiary, że coś takiego powstało w europejskiej stolicy. Największe zdumienie budzi jednak koszt.

„Skwer” kosztował dokładnie 330 680 złotych.

Źródło: niezalezna.pl

mail:

Wiele lat temu ktoś powiedział że mafia już nie będzie się zajmować porwaniami, napadami, prostytucją czy morderstwami na zlecenie tylko zajmie się zamówieniami publicznymi. Na przykładzie Warszawy doskonale widać że ten ktoś miał w 100% rację.

Jeśli Brook Jackson wygra, zbankrutuje Pfizer. Jeśli przegra, będą nadal chronić oszustwa

Jeśli Brook Jackson wygra, zbankrutuje Pfizer. Jeśli przegra…

Dr Mary Talley Bowden 4 Mar

COVID pojawił się pięć lat temu i chociaż choroba nie stanowi już zagrożenia, niewiele zrobiono, aby naprawić popełnione błędy. Zaufanie do naszego systemu opieki zdrowotnej jest na rekordowo niskim poziomie, a tylko 17% Amerykanów czuje się pewnie co do otrzymywanej opieki. Reakcja rządu na pandemię na stałe nadszarpnęła wiarygodność naszych agencji zdrowia publicznego, a ludzie nie ufają już lekarzom tak jak kiedyś.

Nasz kraj ma wielką otwartą ranę po pandemii, a ignorowanie jej nie pomoże jej się zagoić. Oprócz przeprosin, pierwszym krokiem do odbudowy jest naprawienie błędów i żądanie rozliczenia.

Rząd w dużej mierze pozostał cichy po pandemii, ale w odpowiedzi na szerokie ułaskawienie Fauciego przez Bidena, siedemnastu prokuratorów generalnych stanów, na czele z Alanem Wilsonem z Karoliny Południowej, niedawno podpisało list do przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona, prosząc o wszczęcie dochodzenia w sprawie roli Fauciego w reakcji na pandemię. Pięć z tych stanów – Kansas, Teksas, Utah, Missisipi i Luizjana – pozwało firmę Pfizer za oszustwo, fałszywą reklamę i ukrywanie niepożądanych reakcji.

Choć działania te dają nadzieję, pewna kobieta rozpoczęła walkę o sprawiedliwość wiele lat wcześniej, jeszcze zanim Pfizer wprowadził na rynek szczepionkę przeciwko COVID.

Mając za sobą dwadzieścia lat doświadczenia w badaniach, Brook Jackson 8 września 2020 r. przyjęła nowe stanowisko dyrektora regionalnego ds. operacyjnych w Ventavia Research Group. Jej głównym obowiązkiem było nadzorowanie przebiegu badania fazy III mRNA COVID-19 firmy Pfizer w kilku lokalizacjach w Teksasie.

Zadaniem Brook było chronić prawa, bezpieczeństwo i dobrostan osób, które zgłosiły się na ochotnika do udziału w badaniu, oraz zapewnić integralność zebranych informacji. Natychmiast zauważyła problemy, stwierdzając: „Przez 20 lat, kiedy byłam zaangażowana w badania kliniczne, nigdy nie widziałam badania przeprowadzonego przez ośrodek badawczy, zarządzanego przez kontrahenta lub nadzorowanego przez sponsora farmaceutycznego, które do tej pory mnie przerażało”.

Brook była świadkiem, jak śledczy pomijali kwestię świadomej zgody, fabrykowali i fałszowali dane, nie badali chorych pacjentów, nie dbali o to, aby lekarze byli zaślepieni i nie zgłaszali zdarzeń niepożądanych.

Nie czekała i po zaledwie osiemnastu dniach Brook zgłosiła swoje obawy FDA. W ciągu kilku godzin została zwolniona [z pracy].

Trzy miesiące później szczepionka mRNA firmy Pfizer otrzymała aprobatę EUA. Brook przyjrzała się badaniu opublikowanemu w New England Journal of Medicine, które uzasadniało aprobatę i wiedziała, że ​​dane z jej witryny – obejmujące 3% z 44 000 osób – nie zostały wykluczone, jak powinny. Konsekwencje są tragiczne ⎯ do tej pory; ponad 13,7 miliarda dawek szczepionki przeciwko COVID podano na całym świecie osobom, którym powiedziano, że produkt został poddany rygorystycznym normom bezpieczeństwa.

Z pomocą swoich prawników, Warnera Mendenhalla i Roberta Barnesa, Brook złożyła pozew przeciwko Pfizerowi na podstawie False Claims Act. Walka była brutalna i dołącza do mnie dzisiaj, aby przekazać nam najnowsze informacje. Jeśli wygra, doprowadzi Pfizera do bankructwa. Jeśli przegra, polityka zdrowia publicznego będzie nadal chronić oszustwa badawcze.

Więcej informacji na temat pozwu Brook można uzyskać na jej stronie internetowej i obserwując ją na kanale X.

Donald Trump zawiesił dostęp Ukrainy do tajnych zdjęć satelitarnych

7 marca 2025 pch24/trump-zawiesil-dostep-ukrainy-do-tajnych-zdjec-satelitarnych

Donald Trump zawiesił dostęp Ukrainy do tajnych zdjęć satelitarnych

(fot. PAP/EPA/CHRIS KLEPONIS / POOL)

Rząd Stanów Zjednoczonych poinformował w piątek, że wstrzymał Ukrainie dostęp do tajnych zdjęć satelitarnych, które były wykorzystywane przez nią w wojnie obronnej z Rosją. Jednocześnie Trump zadeklarował, iż ufa, że Putin chce zakończenie wojny – co trudno powiedzieć o stronie ukraińskiej.

Według agencji AP Amerykańska Narodowa Agencja Geo-przestrzennego Wywiadu powiadomiła, że decyzja została podjęta z powodu „dyrektywy administracji w sprawie wsparcia dla Ukrainy”.

Dostawca obrazów satelitarnych Maxar Technologies potwierdził decyzję rządu USA o „tymczasowym zawieszeniu” dostępu Ukrainy. W komunikacie Maxar napisał, że „ma umowy z rządem USA i dziesiątkami sojuszniczych i partnerskich krajów, a każdy klient sam podejmuje decyzje dotyczące sposobu wykorzystania i udostępniania tych danych”.

Jak podkreśla Associated Press, ukraiński portal o tematyce wojskowej Militarnyi jako pierwszy podał, że usługa dostępu Ukrainy do amerykańskich obrazów satelitarnych została zablokowana.

To już kolejna decyzja USA zmierzająca do zakończenia wojny na Ukrainie. Wcześniej Waszyngton zawiesił pomoc wojskową i wywiadowczą dla Kijowa. Decyzje te zostały podjęte po kłótni prezydentów USA i Ukrainy Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego, do której doszło 28 lutego podczas wizyty ukraińskiego przywódcy w Waszyngtonie.

Jednocześnie odniósł się do woli prezydenta Władimira Putina, aby zakończyć wojnę. – Wierzę mu. Myślę, że dogadujemy się bardzo dobrze z Rosją, a teraz bombardują Ukrainę na potęgę. Szczerze mówiąc, trudniej mi się dogadywać z Ukrainą. Oni nie mają kart – powiedział.

Jak wiecie, spotykamy się w Arabii Saudyjskiej w przyszłym tygodniu i będziemy rozmawiać. Uważam, że jeśli chodzi o końcowe rozwiązanie, łatwiej będzie dogadać się z Rosją – co jest zaskakujące, ponieważ oni mają wszystkie karty i teraz bombardują Ukrainę na potęgę – dodał, pytany o to, czy wierzy, że Rosja chce pokoju w obliczu piątkowego zmasowanego ostrzału Ukrainy.

Odniósł się przy tym do objawów złej woli ze strony ukraińskich przywódców. – Jeśli nie chcą się dogadać, to wychodzimy stamtąd, ponieważ chcemy, żeby się dogadali. I robię to, by powstrzymać śmierć (…) Ta sprawa może zakończyć się III wojną światową – zaznaczył. Ocenił, że Ukraina „nie wie, jak zakończyć wojnę”, w przeciwieństwie do Władimira Putina.

Źródło: PAP

Ordo Iuris: Udało się! Posłowie jednogłośnie poparli nasz projekt ustawy!

Ordo Iuris

Szanowny Panie,

mam dziś dla Pana wspaniałą wiadomość. W czwartek Sejm jednogłośnie poparł przygotowany przez prawników Ordo Iuris obywatelski projekt ustawy o ochronie małoletnich przed treściami pornograficznymi w internecie i skierował go do dalszych prac w sejmowych komisjach.
To nasz wspólny, wielki sukces, którego nie byłoby bez ogromnego zaangażowania osób, które przez trzy miesiące w pocie czoła zbierały 212 000 podpisów pod projektem oraz w ostatnich dniach odpowiedziały na nasz apel o udział w akcji „Zadzwoń do posła”. W jej ramach zachęcaliśmy do odwiedzania biur poselskich, dzwonienia do posłów i wysyłania im maili wzywających do poparcia projektu ustawy skutecznie blokującej przemysłowi pornograficznemu dostęp do naszych dzieci. 
Dziękuję każdemu, kto dołożył swoją cegiełkę do tego pierwszego, ważnego zwycięstwa.
Przedstawiając projekt w Sejmie, zwróciłem parlamentarzystom uwagę na skalę zła i krzywdy, jakie pornografia wyrządza dzieciom. Wskazałem między innymi, że porno deformuje postrzeganie relacji damsko-męskich, normalizuje poniżanie, przedmiotowe traktowanie i przemoc wobec kobiet, zwiększa prawdopodobieństwo angażowania się w ryzykowne zachowania seksualne, obniża kondycję emocjonalno-psychiczną oraz naraża dzieci na uzależnienie w oparciu o mechanizmy bardzo podobne do uzależnień od narkotyków, alkoholu, hazardu i nikotyny.
Podkreśliłem, że troska o nasze dzieci i ich harmonijny rozwój psychofizyczny jest czymś, co powinno łączyć różne środowiska ponad bieżącymi sporami i podziałami politycznymi.
Moje argumenty przekonały parlamentarzystów. W Sejmie, który zwykle jest miejscem gorących, przepełnionych emocjami politycznych kłótni i swarów, na pewien czas zapanowała zaskakująca, ponadpartyjna zgoda.W trakcie sejmowej debaty nad naszą ustawą nie złożono żadnego wniosku o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu! Jestem niezwykle dumny z tego, że to właśnie nasz projekt doprowadził do tak rzadkiej przecież w parlamencie zgody.

Posłowie byli jednomyślni, że w tej materii potrzebna jest praca ponad podziałami. Dziękowali Polakom, którzy podpisali się pod inicjatywą „Stop Narkotykowi Pornografii” i bez sprzeciwu poparli wniosek Marszałka Sejmu o skierowanie go do dalszych prac legislacyjnych w Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisji ds. Dzieci i Młodzieży.

Projekt obywatelski w komisjach sejmowych spotka się z projektem rządowym, nad którym od kilku miesięcy pracuje Ministerstwo Cyfryzacji.

 Połączenie prac nad oboma projektami, pozwoli, mam nadzieję, na stworzenie regulacji, która w sposób realny będzie chroniła polskie dzieci przed destrukcyjnym wpływem perwersyjnych treści pornograficznych.
Przygotowując się do sejmowej debaty, opublikowaliśmy kilka dni temu analizę porównawczą obu projektów – obywatelskiego oraz rządowego, ujawnionego pod koniec lutego. Tłumaczymy w niej, że kluczową sprawą w tym ważnym i delikatnym zagadnieniu jest zachowanie precyzji przy tworzeniu nowego prawa.
Dlatego nasz projekt zakłada wyłącznie ograniczenie dostępu do treści pornograficznych, które zostały jasno zdefiniowane w oparciu o Konwencję Rady Europy o cyberprzestępczości.
 Projektowi rządowemu niestety podobnej jasności brakuje. Czytamy w nim o ograniczaniu dostępu do „treści szkodliwych”, których elementem są „treści pornograficzne”. Autorzy rządowego projektu nie definiują jednak żadnego z tych pojęć.
Stwarza to ogromne pole do arbitralnych interpretacji i nadużyć, które mogłyby skutkować ograniczaniem wolności słowa pod pozorem walki z bliżej nieokreślonymi „treściami szkodliwymi”. 
Jest to ryzyko o tyle realne, że w tym samym dniu, w którym nasz projekt został skierowany do komisji, Sejm uchwalił cenzorską ustawę penalizującą „mowę nienawiści”
…Dlatego też bardzo się cieszę, że nasz projekt trafił do prac w sejmowych komisjach, a wiceminister cyfryzacji zapowiadał gotowość do współpracy z nami przy stworzeniu możliwie najlepszych rozwiązań. Przed nami kluczowy etap dalszej merytorycznej pracy.Naszych starań z pewnością nie będzie ułatwiało pro-pornograficzne lobby, które każdego dnia czerpie ogromne zyski z niszczenia dzieciństwa wielu dzieciom , które przypadkowo trafiają na strony pornograficzne, co bezpowrotnie niszczy ich dzieciństwo, wprowadzając je w świat brutalnych, wyuzdanych praktyk seksualnych.
[—-]

„Mowa nienawiści”

Mowa nienawiści

Czy cytowanie dekretu Trumpa, ze istnieją tylko dwie płcie to już mowa nienawiści?

MARIUSZ JAGÓRA MAR 7
 

Polskie prawo karne penalizuje publiczne zniewagi lub przemoc motywowane przynależnością narodową, etniczną, rasową lub wyznaniową (np. art. 256 i 257 Kodeksu karnego).

Przegłosowana nowelizacja kodeksu karnego, dodaje cztery nowe przesłanki, na podstawie których będzie ścigane przestępstwo mowy nienawiści lub innych form dyskryminacji.

Są to: orientacja seksualna, płeć, wiek, niepełnosprawność. Przestępstwo „mowy nienawiści” będzie ścigane z urzędu, co oznacza, że nie będzie wymagane składanie zawiadomienia przez poszkodowanego – prokuratura będzie mogła działać samodzielnie.

Nowelizacja kodeksu karnego w Polsce, dotycząca rozszerzenia ochrony przed mową nienawiści, jest zgodna z rekomendacjami globalistycznych instytucji: ONZ (w tym OHCHR i CERD), Rady Europy (ECRI, ETPC, kampania No Hate Speech), Unii Europejskiej (Komisja Europejska, strategie antydyskryminacyjne), OBWE/ODIHR czy Amnesty International i Human Rights Watch.

Istnieją obawy, że nowe przepisy mogą być używane do ograniczania wolności słowa lub krytyki politycznej, które wynikają z trudności w precyzyjnym zdefiniowaniu mowy nienawiści oraz subiektywnego charakteru interpretacji takich przepisów – kto będzie decydował co jest mową nienawiści, a co nie? Dodatkowo – przepisy o mowie nienawiści mogą być wykorzystywane jako narzędzie ideologiczne, co wynika z możliwości ich selektywnego stosowania przez władze w celu uciszania przeciwników politycznych lub promowania określonej agendy.

Istniejące w UK i Niemczech podobne regulacje budzą wiele kontrowersji. W Wielkiej Brytanii organizacje takie jak Index on Censorship oraz niektórzy politycy, twierdzili, że niektóre interpretacje mogą prowadzić do cenzurowania żartów, satyry czy krytyki politycznej, jeśli zostaną uznane za „obraźliwe” przez określoną grupę. Obawy dotyczą również tego, kto decyduje, co jest mową nienawiści – często są to organy ścigania (np. policja) lub sądy, co może prowadzić do subiektywnych decyzji.

W 2017 roku Volker Becker, niemiecki publicysta, został skazany na grzywnę za artykuł, w którym krytykował politykę migracyjną Angeli Merkel, używając ostrych słów, które sędzia uznał za „podżeganie do nienawiści” wobec migrantów. Becker argumentował, że jego wypowiedź była krytyką polityczną, a nie mową nienawiści, ale sąd uznał inaczej.

Partia AfD, będąca głównym ugrupowaniem opozycyjnym o profilu narodowo-konserwatywnym, wielokrotnie skarżyła się, że przepisy NetzDG (Ustawa o egzekwowaniu przepisów sieciowych) są stosowane selektywnie przeciwko jej członkom. Na przykład w 2019 roku kilka kont członków AfD na Twitterze zostało zablokowanych po tym, jak platforma uznała ich posty krytykujące politykę migracyjną i islamizację za mowę nienawiści. AfD argumentowała, że to działanie było motywowane politycznie, by osłabić ich kampanię wyborczą, a nie rzeczywistą walką z nienawiścią.

Tommy Robinson, lider English Defence League (EDL) i znany krytyk polityki migracyjnej UK, został aresztowany w 2019 roku po publikacji i repostowaniu na Twitterze oraz Facebooku materiałów, które krytykowały imigrantów i politykę migracyjną rządu. W szczególności repostował filmy i wpisy, które zawierały oskarżenia o „islamizację Wielkiej Brytanii” i krytykę przyjmowania uchodźców z Syrii i Afganistanu.

W 2020 roku Liam Allen, 24-letni mieszkaniec Essex, został aresztowany pod zarzutem „mowy wzbudzającej nienawiść” (hate speech). Allen repostował na Twitterze i Facebooku treści krytykujące politykę migracyjną rządu UK, w tym wpisy, które określały masową imigrację jako „zagrożenie dla brytyjskiej kultury” i zawierały ostre komentarze wobec migrantów, w tym uchodźców z Bliskiego Wschodu.

W listopadzie 2023 roku Parlament Europejski podjął decyzję o uchyleniu immunitetu czterem polskim europosłom: Patrykowi Jakiemu, Beacie Mazurek, Tomaszowi Porębie i Beacie Kempie. Decyzja ta była wynikiem wniosku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, złożonego na prośbę Rafała Gawła, założyciela Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Sprawa dotyczyła ich interakcji z reklamą wyborczą Prawa i Sprawiedliwości (PiS) z kampanii przed wyborami samorządowymi w 2018 roku, która została uznana za nawoływanie do nienawiści wobec migrantów, naruszając polskie przepisy o mowie nienawiści (art. 256 Kodeksu karnego).

Reklama wyborcza PiS, znana jako spot „Bezpieczny samorząd”, przedstawiała wizję Polski pod rządami opozycji, w której napływ nielegalnych imigrantów miał prowadzić do wzrostu przestępczości, w tym napadów na tle seksualnym i ataków terrorystycznych. Spot stylizowany był na serwis informacyjny, pokazując Polskę w 2020 roku opanowaną przez imigrantów.

Według Beaty Mazurek, ówczesnej rzeczniczki PiS, spot miał na celu podkreślenie kwestii bezpieczeństwa, które było kluczowe dla wyborców (Spot PiS o uchodźcach). Jednak Rzecznik Praw Obywatelskich a obecny Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar w 2018 roku zażądał śledztwa, wskazując na jego „jednoznacznie antyuchodźczy i antymuzułmański charakter”.

Uchylenie immunitetu umożliwia organom ścigania wszczęcie postępowania karnego przeciwko europosłom. Grozi im kara do 3 lat więzienia za naruszenie art. 256 Kodeksu karnego, który penalizuje publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym lub wyznaniowym. Proces może prowadzić do zakazu kandydowania w wyborach, co komplikuje ich kariery polityczne.

Henna Virkkunen, Wiceprezydent Komisji Europejskiej ds. Suwerenności Technologicznej, Bezpieczeństwa i Demokracji ogłosiła w wywiadzie dla Deutsche Welle (DW), że Komisja Europejska zorganizuje „okrągły stół” dotyczący wyborów prezydenckich w Polsce, zaplanowanych na 18 maja 2025 roku, z możliwą drugą turą 1 czerwca 2025 roku (DW).

Oświadczenie zostało złożone w kontekście jej obowiązków, które obejmują zapewnienie bezpieczeństwa i integralności demokratycznej państw członkowskich, szczególnie w sferze cyfrowej. Jej rola, jak opisano na stronie Komisji Europejskiej, obejmuje zwalczanie zagrożeń bezpieczeństwa i wzmacnianie demokracji, co odpowiada celowi okrągłego stołu, czyli ochronie integralności wyborów.

Pytanie – kto będzie reprezentował Polskę przy tym „okrągłym stole”? Przypomnijmy – 1 stycznia 2025 roku rozpoczęła się prezydencja naszego kraju w Radzie UE. Pojawiają się pytania czy w Polsce przygotowywany jest scenariusz rumuński? W Rumunii w grudniu 2024 roku pierwszy etap wyborów prezydenckich został unieważniony z powodu domniemanej ingerencji rosyjskiej za pośrednictwem TikToka. UE prowadzi dochodzenie przeciwko TikTokowi na podstawie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA). Urzędujący Prezydent Rumunii Klaus Iohannis wezwał państwa UE do współpracy w przeciwdziałaniu rosyjskiej ingerencji, wskazując na ataki cybernetyczne, dezinformację i propagandę.

Powstaje Nowy Wspaniały Świat.


Friday Funnies: A Universal Remote to Give peace a chance. [MEMy]

Friday Funnies: A Universal Remote to

Give peace a chance

Robert W Malone MD, MS Mar 7, 2025










(Honestly, I think the Democrat party did a fine job destroying themselves)






This video is a little crude, but the point about how crazy the last four years have been – is well taken.



Another true story:












Oh yeah, and we did finally break down and buy two amish-made bird feeders from Etsy. Not made in China. How refreshing

.

Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Parce, Domine ! + Carlo Maria Viganò, Archbishop. Ash Wednesday.

+ Carlo Maria Viganò, Archbishop https://exsurgedomine.it/250305-cineres-eng/

Parce, Domine


Flectamus iram vindicem,
ploremus ante Judicem;
clamemus ore supplici,
dicamus omnes cernui:
Parce, Domine;
parce populo tuo:
ne in æternum irascaris nobis.

The Divine Liturgy accompanies us through the solar year as in a mirror, in which we see the history of the Redemption summarized and represented. The time of Advent takes us back to the expectation of the Messiah in the ancient Law; the time of Christmas celebrates His Most Holy Incarnation; Holy Lent and Passiontide take us back to the times that preceded the Sacrifice of the Cross; the time of Easter celebrates the Resurrection and the Ascension of the Lord into heaven; the time of Pentecost retraces the earthly life of the Savior, His miracles, and His teachings; and at the end of the liturgical cycle – just as at its beginning – we are projected to the End Times, to the Universal Judgment, to the reward or condemnation of each and every person. In a certain way the seasons of the year themselves accompany this sacred summary of Salvation History, so that during the rigors of winter we understand the pains of the Child King born in a manger, and then as nature awakens during springtime we are able to see the homage of Creation to the Lord who rises again and triumphs over death.

Today, on Ash Wednesday, we enter into a time of penance and purification to prepare ourselves in body and spirit for this Triumph of Our Lord: a real, historical triumph, witnessed by those who were its contemporaries, and celebrated by Christians of every age and place. To accompany us in this purification, the Holy Liturgy shows us what our fathers did in the Old Testament and points out to us the need to be ready in turn to face the great persecution of the End Times. Because one cannot fight without preparation, nor line up for a race without training for it.

In the Old Testament, the priests invoke mercy for the people: Parce, Domine, parce populo tuo! Spare your people, O Lord. In the New Testament, it is Christ himself, raised on the wood of the Cross, who intercedes for us: Forgive them, O Father! And together with Him, the Most Holy Virgin, all the Saints, and the souls in Purgatory also intercede before the throne of the Divine Majesty. We ourselves, members of the Communion of Saints, offer our sacrifices to atone for our sins and those of our brothers and sisters. We pay a debt contracted with the Infernal Usurer: not with his false money, but with the purest gold of the Passion of Christ. That debt that each of us, in Adam, took on against the will of God and despite having received from Him true wealth, the most inestimable treasure.

This Holy Lent, which we begin today by sprinkling ashes on our heads and fasting, occurs at a time of great social, political, and ecclesial upheavals. With each passing day new truths are coming to light, showing us an apostate society, a corrupt and perverted political class, and a sold-out and treacherous ecclesiastical hierarchy. Those whom we believed were taking care of the common good are now revealed as our enemies and the enemies of God. Those whom we thought should defend the Truth and proclaim the Gospel of Christ are now revealed as the followers of error and lies. And the authority that Our Lord, King and High Priest, has granted to our rulers – both civil and religious – has been used for the very opposite purpose of that for which He established it.

In the face of this global rebellion, and especially in the face of the betrayal of those who hold authority, we must return with greater conviction to clothing our souls in ashes and sackcloth, to prostrating ourselves before the Lord and repeating the cry of our fathers: Flectamus iram vindicem, ploremus ante Judicem; clamemus ore supplici, dicamus omnes cernui: Parce, Domine; parce populo tuo: ne in æternum irascaris nobis. Let us appease the vengeful wrath, let us weep before the Judge; let us call upon Him with a supplicating voice, let us prostrate ourselves and say all together: Forgive, Lord, forgive Your people, and do not remain forever angry with us.

However, precisely because of the enormity of our sins and the horror of the public sins of nations and of the ecclesiastical hierarchy, our penance must be accompanied – and preceded, I would say – by the proclamation of the Truth against lies. Because the Truth is of God; indeed, the Truth is God; and lies are the cursed mark of Satan.

Let all the veils and artifices that seek to conceal sin and vice, to deny it, to give it the appearance of good and virtue, come crashing down. Let all the masks that hide heinous crimes and evildoing in a network of shameful complicities among lost souls – crimes against God and against the little ones, first of all – all fall off. Let the fictions of a rebellious world, the lies of a perverted authority, of an infernal system that denies, offends, and fights against Christ and His children all crumble. Let the lies and deceptions of a Hierarchy and a Papacy held hostage by the enemies of Christ who are enslaved to Satan all be exposed. Let the arguments and excuses that we give all too often to justify our laziness, our spiritual inertia, and our inability to take sides and remain under the banner of our Divine King all come tumbling down. Let all the pretexts that we know how to find in order to postpone our conversion and our progress in holiness all fall down.

This is the hour of darkness, probably. But it is a darkness that is destined to be pierced by the Light of Christ, before which everything will appear as it truly is, and not as we would like it to be, not as would be more convenient to indulge our laziness.

And the first truth to proclaim, to shout from the rooftops, is that we are sinners, that there is a certain death, an irrevocable judgment, a hell to punish the wicked, and a paradise to reward the good. And that this ultimate and indefectible truth is part of our very being, is inscribed in our heart as a Law of nature, is revealed in the Scriptures, and delivered by Our Lord to His Church so that She may faithfully preach it to all peoples.

Let us proclaim this truth without fear of contradiction, remembering the words of the Book of Ecclesiasticus: Memorare novissima tua, et in æternum non peccabis (Sir 7:40), Consider what awaits you, and you will never sin. And so may it be.

+ Carlo Maria Viganò, Archbishop

5 March MMXXV
Feria IV Cinerum, in capite jejunii

„Skorumpowani hierarchowie muszą odejść”. Abp Vigano o zbrodniczych powiązaniach Książąt Kościoła.

„Skorumpowani hierarchowie muszą odejść”. Abp Vigano o powiązaniu Kościoła z funduszami USAID

https/skorumpowani-hierarchowie-musza-odejsc-abp-vigano-o-powiazaniu-kosciola

(fot. prtscr/ youtube/ Trudno być katolikiem )

„Konieczne jest zerwanie więzi ideologicznej i finansowej zależności głębokiego Kościoła od globalistycznej elity poprzez usunięcie skorumpowanych i szantażowanych kardynałów, biskupów i księży” – uważa „ekskomunikowany” przez papieża Franciszka były nuncjusz w USA, abp Carlo Maria Vigano. Wypowiedź stanowi nieopublikowany fragment wywiadu dla „New York Timesa”.

Arcybiskup Vigano został zapytany o wpływ swoich listów z 2018 roku, ujawniających wiedzę o skandalach przestępcy seksualnego, kard. Theodore’a McCarricka. Perwersyjna przeszłość kardynała była [md] powszechnie znana, podobnie jak sieć zależności, jaką McCarrick roztoczył nad najwyższymi dostojnikami amerykańskiego episkopatu.

Odważny hierarcha podkreślił, że kluczem do zrozumienia kryzysu, w jakim znajduje się Kościół, jest uświadomienie stopnia infiltracji wpływowych środowisk lewicowych na samych szczytach watykańskiej hierarchii.

W tym kontekście przypomniał, że wśród beneficjentów Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), rządowej instytucji finansującej postęp lewicowej rewolucji na całym świecie, znajdował się również amerykański episkopat. Biskupi otrzymywali pieniądze m.in. na opiekę nad nielegalnymi imigrantami.

„Konieczne jest zerwanie więzi ideologicznej i finansowej zależności głębokiego Kościoła od globalistycznej elity poprzez usunięcie skorumpowanych i szantażowanych kardynałów, biskupów i księży” – podkreślał w wywiadzie Vigano. Jak dodał, równocześnie, należy „promować tych, których życie jest zgodne z Ewangelią”, i którzy „pozostają w wierności z odwieczną Tradycją Kościoła katolickiego”.

Abp Vigano ocenił, że Kościół w Ameryce znajduje się w „katastrofalnej sytuacji” na skutek „celowo zaplanowanej w ostatnich dziesięcioleciach systematycznej infiltracji”.

Były nuncjusz w USA sugeruje, że można prześledzić ten proces zwracając uwagę na biografie takich kardynałów jak Francis J. Spellman (Nowy Jork), John F. Dearden (Detroit), Joseph Bernardin (Chicago), Raymond G. Hunthausen (Seattle), Roger Mahony (Los Angeles), William J. Levada (San Francisco).

„Od tych hierarchów biorą początek łańcuchy powiązań skorumpowanych księży i biskupów, w tym Theodore’a McCarricka i jego siostrzeńców: Kevina Farrella, Blase J. Cupicha, Josepha W. Tobina, Donalda W. Wuerla, Wilsona Gregory’ego, Roberta W. McElroya…” – dodał.

Abp Vigano studzi nastroje sugerujące, że wystarczy zmiana na Tronie Piotrowym, by Kościół zszedł z obecnego kursu. Na skutek głębokiej infiltracji Kościoła katolickiego, w połączeniu z dziedzictwem papieża Franciszka, który swoimi nominacjami kardynalskimi „zabezpieczył rewolucję synodalną”, zadanie wydaje się niemożliwe (oryg. mission impossible).

„Ci, którzy wchodzą na Konklawe, myśląc, że wystarczy załatać kilka dziur, a jednocześnie kontynuować kurs, który okazał się katastrofą – mam na myśli rewolucję soborową – nie uzyskają żadnych trwałych rezultatów.

Teraz jest sześćdziesiąt lat błędów i horrorów, które należy całkowicie zresetować: tytaniczne zadanie, które może umożliwić jedynie Boska interwencja” – podkreślił hierarcha.

Projekt Ukraina czyli gdzie są mocodawcy – Marek T. Chodorowski

Projekt Ukraina czyli gdzie są mocodawcy – Marek T. Chodorowski

Autor: AlterCabrio , 6 marca 2025

Te tradycje do nas wrócą w formie mocarstwa o nazwie Ukraina, które to mocarstwo będzie bezwzględne, tzn. będzie szkoliło, i już prawdopodobnie wyszkoliło oddziały służące do terroryzmu, do prowokacji. Rozleje się to nie tylko po Rosji. I obawiam się, że tego typu przygotowania zasygnalizował swoją postawą Żeleński, tzn. on przyjechał do Waszyngtonu z rekomendacją, która wydaje się niesłychana pt. masz być twardy, nie ustępuj ani o milimetr.

(…)

Dochodzi do takiego pęknięcia, zobaczymy jak głębokiego, między Europą, która zaczyna być ‘betonowana’ przez Bestię, przez tą strukturę zła, jest betonowana przy banderyzmie i przy faszyzmie, i Waszyngtonem zarządzanym przez ekipę Trumpa, która zderzy się z czymś.

I moim zdaniem może to być zderzenie nie tylko z Żeleńskim.

Krótko mówiąc, Żeleński jest tylko egzemplifikacją czegoś, Ukraina jest tylko pewnym projektem do zademonstrowania siły i moim zdaniem tę siłę może chcieć zademonstrować Bestia.

−∗−

Punkt widzenia – MAREK CHODOROWSKI prosto z Florydy

−∗−Warto porównać:

Przemówienie Donalda Trumpa w Kongresie. Komentarz: Marek T. Chodorowski
Gdyby zapadł pokój, to to jest o tyle dobre rozwiązanie, że, po pierwsze, mamy pewne uspokojenie sytuacji. Po drugie, na smyczy są banderowcy, czyli wszystkie te grupy terrorystyczne, prowokacyjne, które […]

____________

Dobre wiadomości dla Polski?! – Marek T. Chodorowski
Bestia nie ustąpi i na pewno będzie próbowała wywołać na świecie zamieszanie. Więc trzeba mówić w jaki sposób Bestia przegrywa i dlaczego przegrywająca Bestia będzie się nieprawdopodobnie wręcz miotać. Ale […]

____________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I
Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, […]

____________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II
Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”. I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego […]

Dziś – Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

7.03.2025 Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

07/03/2025 antyk2013

Od maja 2015 roku w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca jest w Nowym Jorku na Manhattanie Msza Święta w rycie tradycyjnym (trydenckim) za naszą Ojczyznę Polskę.

Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel, godz. 19-ta

Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.

Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę.
Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron.
Mam ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze

Łukaszenka udzielił wywiadu pupilowi Muska. Historyczna szansa dla Białorusi?

Łukaszenka udzielił wywiadu pupilowi Muska. Historyczna szansa dla Białorusi?

Agnieszka Piwar 2025-03-06 piwar/lukaszenka-wywiad-usa

Bez większego echa w polskich mediach (co powinno dawać do myślenia) przeszedł wywiad, jakiego Aleksandr Łukaszenka udzielił platformie X. Rozmowę z prezydentem Białorusi przeprowadził amerykański bloger Mario Nawfal, wschodząca gwiazda Elona Muska.

Białoruski przywódca poruszył wiele kluczowych kwestii. Mówiąc o wojnie na Ukrainie, wskazał na tych, którzy przyczynili się do eskalacji konfliktu oraz doprowadzili do fiaska negocjacji. Wyjawił również, jak blisko byliśmy wybuchu wojny nuklearnej. Ponadto, podzielił się swoimi opiniami na temat przyszłości NATO oraz sojuszu USA-EU, a także z pewnym uznaniem wypowiedział się o administracji Donalda Trumpa.

PRZED WOJNĄ

W wywiadzie Łukaszenka mówił o rozmowach, które prowadził z prezydentami Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim przed wybuchem wojny na Ukrainie. Z jego relacji wynika, że miał wielokrotne spotkania z rosyjskim przywódcą, podczas których omawiano sytuację na Ukrainie. Łukaszenka twierdzi, że ostrzegał Rosjan i Ukraińców przed możliwością eskalacji konfliktu oraz sugerował, aby podjęto działania mające na celu uniknięcie wojny.

Mimo tych wysiłków, Putin, jak podkreślał Łukaszenka, był zdecydowany przeprowadzić operację wojskową, wskazując na sytuację wewnętrzną w Rosji. W odniesieniu do Zełenskiego, Łukaszenka mówił o częstych próbach przekonania ukraińskiego prezydenta do kompromisów, jednak Zełenski miał silny opór i nie chciał pójść na ustępstwa, co według Łukaszenki doprowadziło do wybuchu wojny.

INTERES ZACHODU

Łukaszenka wyraził przekonanie, że Zachód, szczególnie Stany Zjednoczone, miał na celu osłabienie Rosji poprzez podtrzymywanie konfliktu na Ukrainie. Jego zdaniem, Zachód dążył do tego, by Ukraina była wykorzystywana jako narzędzie w geopolitycznej grze przeciwko Rosji. Łukaszenko zauważył, że Zachód nie tylko dostarczał Ukrainie broń, ale również starał się zbliżyć ją do NATO, co miało na celu dalsze pogłębianie podziałów w regionie i izolowanie Rosji.

Z kolei decyzje o kontynuowaniu wojny były, według białoruskiego przywódcy, wynikiem presji ze strony krajów zachodnich, które nie brały pod uwagę kosztów wojny, takich jak cierpienie ukraińskiego społeczeństwa. Łukaszenka wskazał, że Zachód preferował, aby wojna trwała jak najdłużej, gdyż w jego opinii, była to część szerszej strategii mającej na celu osłabienie Rosji i wzmocnienie wpływów Zachodu w regionie.

BLOKOWANIE NEGOCJACJI

Prezydent Białorusi poruszył kwestię ingerencji Borisa Johnsona, ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii, który miał uniemożliwić prowadzenie rozmów pokojowych z Ukrainą. Łukaszenka zaznaczył, że w marcu 2022 roku, kiedy Ukraina była bliska podjęcia negocjacji z Rosją, to właśnie Johnson przyjechał do Kijowa i namówił prezydenta Zełenskiego, by nie podejmował rozmów z Moskwą.

Łukaszenka podkreślił, że decyzja ta miała na celu kontynuowanie wojny, a nie szukanie pokojowego rozwiązania, co odpowiadało interesom Wielkiej Brytanii oraz Zachodu. Według Łukaszenki, to właśnie ta interwencja zatrzymała proces pokojowy i przedłużyła cierpienie ukraińskiego narodu.

SKUTEK SANKCJI

W dalszej części wywiadu białoruski przywódca stwierdził, że sankcje nałożone przez Zachód na Rosję miały skutek odwrotny do zamierzonego, doprowadzając do zbliżenia Rosji i Chin. Według Łukaszenki, współpraca gospodarcza między dwoma krajami umocniła się, szczególnie w sektorach energetyki, technologii i handlu.

Prezydent Białorusi zauważył, że sankcje wymusiły na Rosji poszukiwanie nowych partnerów i alternatywnych źródeł energii, a Chiny stały się kluczowym partnerem w tym procesie. Relacje między Rosją a Chinami, jego zdaniem, miały nie tylko pozytywny wpływ na rozwój współpracy gospodarczej, ale także na równowagę sił na świecie. Wskazał, że dzięki tej współpracy Rosja mogła zbudować alternatywną sieć wsparcia, co pozwoliło jej przetrwać ekonomiczne skutki sankcji zachodnich.

GRUPA WAGNERA

Łukaszenka poruszył również kwestię próby zamachu na przywódcę grupy Wagnera, Jewgienija Prigożyna. Z jego relacji wynika, że o zamachu dowiedział się dzięki informacjom z Rosji. Łukaszenka przyznał, że odegrał kluczową rolę w rozwiązaniu sytuacji, skontaktował się z Władimirem Putinem i zaoferował pomoc w mediacjach.

Dzięki interwencji Łukaszenki udało się uniknąć eskalacji wewnętrznego kryzysu w grupie Wagnera, co mogło mieć poważne konsekwencje nie tylko dla Rosji, ale i dla całego regionu. Białoruś, jak podkreślił jej prezydent, była w stanie zaoferować neutralne miejsce do rozwiązania tego konfliktu, co zapobiegło dalszym napięciom.

WOJNA NUKLEARNA

Prezydent Białorusi mówił też w wywiadzie o realnym zagrożeniu wojną nuklearną, które pojawiło się w trakcie eskalacji konfliktu. Według niego, świat był bardzo blisko wybuchu wojny nuklearnej, zwłaszcza w okresach napięcia geopolitycznego, kiedy zarówno Rosja, jak i Zachód rozważali opcję użycia broni jądrowej.

Łukaszenka twierdził, że to Zachód, a szczególnie Stany Zjednoczone, dążyły do eskalacji konfliktu, prowokując Rosję do agresywnych reakcji, co miało na celu dalszą destabilizację. Z kolei Putin miał starać się unikać wojny nuklearnej, mimo presji z wielu stron. Łukaszenka podkreślił, że dyplomacja była kluczowa w unikaniu tego scenariusza, a Białoruś starała się odegrać rolę mediatora, pomagając utrzymać stabilność w regionie i zapobiegając eskalacji wojny nuklearnej.

PAŃSTWO ŚRODKA

Kolejny temat jaki poruszył Łukaszenka, to rosnąca rola Chin w globalnej polityce i wpływ tego państwa na przyszłość konfliktu na Ukrainie. Chiny, jego zdaniem, dążą do utrzymania stabilności i pokoju, a ich polityka zagraniczna koncentruje się na unikaniu eskalacji konfliktów.

Łukaszenka podkreślił, że Chiny starają się pełnić rolę mediatora, który pomaga w rozwiązywaniu sporów pokojowymi środkami, zamiast angażować się w dalszą eskalację. Zauważył, że Chiny utrzymują równowagę w swoich relacjach z Zachodem i Rosją, nie angażując się jednoznacznie po żadnej ze stron. Ich rosnąca potęga gospodarcza pozwala im wpływać na globalne procesy i angażować się w dyplomację, która sprzyja utrzymaniu pokoju i stabilności na świecie.

NATO I SOJUSZ USA-EU

Prezydent Białorusi wyraził krytykę wobec NATO, wskazując, że organizacja ta będzie w przyszłości coraz bardziej agresywna i będzie dążyć do rozprzestrzeniania swojej obecności na Wschód. Jego zdaniem, NATO nie zatrzyma się na Ukrainie, lecz będzie starało się rozszerzać swoją obecność na inne kraje wschodnioeuropejskie i postsowieckie. Zauważył, że w przeszłości istniała możliwość nawiązania bardziej konstruktywnych relacji z Rosją, jednak NATO wybrało konfrontację.

Zdaniem Łukaszenki, sojusz Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską jest obecnie w bardzo silnej pozycji, ale jeśli nie dojdzie do równowagi w tych relacjach, może to prowadzić do dalszego zaostrzenia napięć, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie. Łukaszenka przewiduje, że NATO będzie kontynuować swoją ekspansję i zaangażowanie w konflikty globalne, co może prowadzić do destabilizacji w różnych regionach świata.

DONALD TRUMP

Łukaszenka w wywiadzie wyraził pozytywne opinie na temat Donalda Trumpa, podkreślając jego pragmatyczne podejście do polityki międzynarodowej. Zauważył, że Trump, choć nie zawsze podejmował decyzje, z którymi się zgadzał, wykazywał realizm polityczny, starając się unikać eskalacji konfliktów i utrzymać równowagę w stosunkach międzynarodowych.

Prezydent Białorusi docenił postawę Trumpa wobec Rosji, wskazując, że w przeciwieństwie do innych przywódców, unikał on eskalowania napięć z Moskwą. Łukaszenka odniósł się też do hipotetycznej sytuacji, w której Joe Biden wciąż byłby prezydentem USA, stwierdzając, że „wojna trwałaby bez końca”.

ROLA BIAŁORUSI

Aleksandr Łukaszenka poruszył kwestię roli Białorusi jako „mostu” między Wschodem a Zachodem. Zaznaczył, że Białoruś, jako kraj leżący na styku obu światów, może pełnić stabilizującą rolę, szczególnie w kontekście międzynarodowych napięć. Mimo to podkreślił, że Białoruś nie angażuje się w bezpośrednie rozwiązywanie konfliktów, lecz stara się utrzymać neutralność i budować relacje z różnymi aktorami międzynarodowymi.

Łukaszenka zaznaczył, że choć Białoruś utrzymuje bliskie więzi z Rosją, to również dostrzega wspólne interesy Wschodu i Zachodu w zakresie bezpieczeństwa, handlu i ekologii. Z jego perspektywy, współpraca obu bloków jest kluczowa, aby uniknąć izolacji, która mogłaby zaszkodzić wszystkim. Przywódca Białorusi zaznaczył, że pragnie silniejszych mostów komunikacyjnych, które zastąpiłyby rywalizację współpracą między tymi dwoma stronami.

Mimo tej roli „mostu”, Łukaszenka wyraźnie stwierdził, że nie widzi siebie jako mediatora w konflikcie między Wschodem a Zachodem. Jego zdaniem, Białoruś powinna działać na rzecz stabilności regionu, zachowując suwerenność i niezależność, a także oferować miejsce do dialogu, gdy zajdzie taka potrzeba. Jego kraj ma unikalną pozycję, ale nie zamierza angażować się po żadnej ze stron.

Prezydent Białorusi podkreślił również, że nie warto zbytnio spoglądać w przeszłość. Skupił się na przyszłości, zauważając, że patrzenie wstecz jedynie opóźnia postęp. Choć historia jest ważna, Łukaszenka uważa, że nie powinna dominować w podejmowaniu decyzji politycznych, a kluczowe jest dążenie do przyszłych rozwiązań i rozwoju.

Po zapoznaniu się z treścią wywiadu, nie mogłam oprzeć się uczuciu utraconej szansy. Pomyślałam, że Polska zmarnowała okazję, by wykorzystać swoje strategiczne położenie jako pomost łączący Wschód z Zachodem. Teraz to właśnie Białoruś może przejąć tę rolę, gdyż jej przywódca – w przeciwieństwie do polskojęzycznych polityków – nie jest zacietrzewiony.

Agnieszka Piwar

„Mowa nienawiści”, czyli o postępowym totalitaryzmie

„Mowa nienawiści”, czyli o postępowym totalitaryzmie

Agnieszka Stelmach pch24.mowa-nienawisci-czyli-o-postepowym-totalitaryzmie-demoliberalnych-panstw

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Pod koniec stycznia europosłowie opowiedzieli się za uznaniem tak zwanej mowy nienawiści i „przestępstw z nienawiści” za jedne z najcięższych zbrodni transgranicznych – jak terroryzm, handel ludźmi, narkotykami. Mają być surowo karane w całej UE.

Od dawna Komisja Europejska – nie mogąc przepchać przepisów kryminalizujących „mowę nienawiści” odgórnie w całej unii – naciskała, by poszczególne kraje przyjęły swoje regulacje w tej sprawie. Ustawy zabraniające głoszenia określonych poglądów mają Austria, Francja, Belgia, Niemcy czy Hiszpania.

Skrajne przepisy drastycznie ograniczające wolność słowa przyjęto w zeszłym roku chociażby w Jordanii czy RPA. Batalię o kryminalizację wypowiedzi religijnych pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści” toczą prawodawcy irlandzcy. Jesteśmy świadkami postępującej totalizacji życia obywateli, którym odbiera się kolejne wolności. To już coś więcej niż pełzający „miękki totalitaryzm”.

Totalitarny świat fikcji   

Profesorowie Marek Bankowicz i Wiesław Kozub-Ciembroniewicz zauważyli, że ideologia totalitarna „nie poprzestaje na formułowaniu wskazań o charakterze jedynie politycznym. Mistyczna ideologia totalitarna posiada wiele cech par excellence wiary religijnej. W miarę upływu czasu tego rodzaju ideologia coraz bardziej unika rzeczywistości, uciekając w świat kreowanej przez siebie fikcji. Totalitaryzm zawsze jest więc w większym lub mniejszym stopniu ideokracją, czyli ustrojem, w którym ideologiczna nadrzeczywistość wypiera realność. Istniejący świat i jego pojęcia są stłamszone przez swoistą fikcję, zaś słowa tracą swe tradycyjne znaczenie i nabierają nowego, przechodząc w nowomowę”. W tym systemie tylko nieliczni mają wiedzę o zasadach rządzących porządkiem świata i jako nowa „elita” są predestynowani do przewodzenia ludowi, narzucając biernym masom zasady postępowania. Organizacja totalitarna wymusza jedność w myśleniu i działaniu, a osiąga to poprzez centralizację, podporządkowanie mas oraz ujednolicenie.

Inny polski prawnik przedwojenny Marian Kutrzeba pisał w 1937 r., że w państwach totalnych wolność słowa jest niepożądana, co więcej, „jeśli mimo wszystko myślenia nie można zabronić, to można jednak zakazać przejawiania niepożądanych myśli na zewnątrz – można zapobiegać, by nie pojawiły się podniety do ich rozwijania, do krytyki. A więc – cenzura słowa mówionego i pisanego”. To jeden z kluczowych elementów państwa totalitarnego.

Ograniczanie debaty publicznej

Od co najmniej 2015 roku – pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa, równości i włączenia społecznego, czyli inkluzji – ograniczana jest debata publiczna. Uderza ona przede wszystkim w idee konserwatywne.

W latach 2011 – 2022 aż 78 państw przyjęło przepisy mające na celu ograniczenie rozpowszechniania fałszywych, wprowadzających w błąd lub prawdziwych, ale szkodliwych informacji w mediach społecznościowych (dis-, mis– i malinformation – MDM). Przepisy ich dotyczące są egzekwowane w coraz szybszym tempie. W latach 2011 – 2015 wdrożono 14 ustaw dotyczących tego rodzaju treści. W latach 2016 – 2022 było ich już 91. Pozwalają one rządom na definiowanie tego, jakie materiały są dozwolone w przestrzeni publicznej.

Za głoszenie „nieprawomyślnych poglądów” dziennikarze trafiają do więzienia albo muszą płacić wysokie grzywny i toczyć długoletnie spory prawne.

Z powodu usankcjonowania tak zwanej mowy nienawiści, problemy mają jednak nie tylko pracownicy mass mediów. Coraz częściej kłopoty dotykają konserwatywnych polityków, nauczycieli akademickich, trenerów i nauczycieli szkolnych, lekarzy, duchownych, przedsiębiorców i zwykłych obywateli sprzeciwiających się ogłupianiu, manipulacji, przyjmowaniu jednej jedynie słusznej ideologii. Ludzie tracą pracę, możliwość sprawowania urzędów czy wykonywania wyuczonego zawodu, a w najgorszym przypadku mogą nawet trafić do więzienia. Są spychani na margines społeczny, poddawani ostracyzmowi, szykanom i różnym niesprawiedliwym procedurom.

Czym jest „mowa nienawiści”?

Nie ma – i nie może być – prawnie wiążącej definicji „mowy nienawiści”. Andrew Sellars, dyrektor Kliniki Technologii i Cyberprawa na Wydziale Prawa Uniwersytetu Bostońskiego, poddał ocenie setki regulacji próbujących skodyfikować „mowę nienawiści”. Przeanalizował ustawodawstwo, ale także praktyczne definicje stosowane przez platformy internetowe. Zaznaczył, że znaczna część wiedzy akademickiej na ten temat opiera się na przykładach, a nie na definicjach. Co więcej, badacz uważa nawet, że nie można stworzyć „akceptowalnych ram” takiej definicji. Kompleksowa analiza prowadzi Sellarsa do wniosku, że ze względu na sprzeczne interesy stron – wolność słowa vs. „mowa nienawiści” – nie jest możliwe stworzenie obiektywnej definicji tej drugiej. W związku z tym nie można jej kodyfikować, a ci, którzy twierdzą, że mają proste rozwiązanie problemu, „po prostu nie myślą wystarczająco intensywnie” – zasugerował.

Krzysztof Śmiszek, obecnie sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, a równocześnie działacz homolobby uważa, że zdefiniowanie „mowy nienawiści” nie jest trudne.

Sellars sugeruje, że niemożność uzgodnienia nawet podstawowych ram podkreśla daremność tworzenia definicji, która musiałaby być wystarczająco wąska, aby chronić konstytucyjną wolność słowa, a jednocześnie wystarczająco szeroka, aby objąć każdą dostrzegalną kategorię ekspresji jako chronioną.

W wielu krajach już istnieją przepisy, które chronią przed naruszeniem dóbr osobistych, obrazą uczuć religijnych, wulgaryzacją w życiu publicznym. Nie ma zatem potrzeby kodyfikowania „mowy nienawiści” zakazującej wyrażania poglądów naukowych, które nie spodobają się jakiejś grupie albo wskutek których dane osoby odczują dyskomfort.

W USA Sąd Najwyższy wielokrotnie odrzucał rządowe próby zakazania lub karania „mowy nienawiści”, przywołując Pierwszą Poprawkę, która daje szerokie gwarancje wolności.

Jeszcze w orzeczeniu z 2011 r. prezes Sądu Najwyższego John Roberts zaznaczył, że gwarancja wolności słowa jest kluczowa dla zapewnienia swobodnej debaty publicznej, dla utrzymania demokracji. Bez wolności słowa i zgromadzeń nie ma debaty, dyskusji, nie ma ścierania się idei, krytyki itd. Nie ma dochodzenia do prawdy. Za to otwiera się pole do tyranii, bo największym zagrożeniem dla wolności jest bezwładny naród. Brak oporu rozzuchwala despotów.

Do czego może doprowadzić uznanie tak zwanej mowy nienawiści za przestępstwo transgraniczne w Europie, pokazują już konkretne przypadki nękania niektórych osób w krajach tak zwanej demokracji liberalnej, gdzie podobne regulacje krajowe już obowiązują albo gdzie próbuje się kneblować tę wolność poprzez różne działania administracyjne, wewnętrzne regulaminy, standardy itp.

Wykluczenie z debaty europosłów

W styczniu 2024 r. Parlament Europejski wszczął postępowanie przeciwko Tomowi Vandendriessche, który reprezentuje flamandzkich separatystów. Mężczyzna ośmielił się podczas debaty na temat paktu migracyjnego stwierdzić, że celem KE jest „przyciągnięcie większej migracji”, o czym wcześniej mówiła komisarz do spraw wewnętrznych Ylvy Johansson na temat potrzeby przyjmowania dodatkowych migrantów z Globalnego Południa.

UE chce sprowadzić do Europy dodatkowy milion migrantów, oprócz wielu milionów, które już mamy – komentował Vandendriessche, dodając, że taka jest definicja migracji zastępczej. Wspomniał, że UE chce „repopulacji”. Uznał także unijną politykę azylową za formę „zorganizowanej wymiany” ludzi.

Jego uwagi wywołały gniew postępowych europosłów wraz z federalistką Sophie in 't Veld na czele, która oskarżyła deputowanego o to, że termin „repopulacja” jest „określeniem nazistowskim” i zażądała reakcji szefowej Parlamentu Europejskiego, aby go ukarała. Roberta Metsola zapowiedziała wszczęcie śledztwa w sprawie słów Vandendriessche. Zbada, czy europoseł złamał regulamin Parlamentu.

Vandendriessche komentując sprawę zauważył, że jedynie powtarzał słowa komisarzy UE, dodając, że „UE w coraz większym stopniu staje się ZSRS, gdzie opozycja była prześladowana za mówienie prawdy”.

Jeśli władze parlamentarne uznają flamandzkiego deputowanego za winnego używania „mowy nienawiści”, zgodnie z Regulaminem Parlamentu może on zostać ukarany grzywną lub nawet pozbawiony prawa głosu.

Kilka miesięcy wcześniej, w maju przesłuchiwano trzech innych europosłów z powodu domniemanych „nienawistnych” uwag w związku z komentarzami na temat islamu i migracji. W 2017 r. zawieszono na 10 dni eurodeputowanego Janusza Korwin-Mikkego. Dodatkowo ukarano go grzywną w wysokości 9 210 euro za uwagi na temat zróżnicowania wynagrodzeń ze względu na płeć.

W 2023 roku trzy lewicowe posłanki zażądały pilnego dochodzenia w sprawie trzech prawicowych koleżanek. Oskarżycielki utrzymywały, że podczas debaty na temat „praw kobiet” w Izbie ich antagonistki dopuściły się „mowy nienawiści”, opisując „kobiety transpłciowe” jako „największe zagrożenie dla kobiet”. Ośmieliły się również wskazać na związek pomiędzy wzrostem przemocy wobec kobiet w całej Europie a – ich zdaniem – rosnącym wpływem islamu. Metsola zapowiedziała, że „zajmie się tą sprawą”.

W zeszłym roku czterech europosłów z Polski straciło immunitety za „lajkozbrodnie” (polubili tweety ukazujące skutki polityki migracyjnej).

Europejscy progresiści obawiają się utraty znacznej części mandatów do Parlamentu Europejskiego, a także w wyborach krajowych. W rezultacie naciskają na coraz większą cenzurę. Rok 2024 ma być nawet rokiem szczególnym dla „obrony odporności demokracji” i dlatego podjęto szereg działań mających zagwarantować utrzymanie dominacji lewicowej „poprawności politycznej” nie tylko w Europie, ale także w innych demoliberalnych krajach na świecie.

Stąd bezpardonowe działania cenzuralne i powszechne wezwanie do obrony tak zwanej integralności informacji, czyli narzucenia cenzury, stłumienia debaty publicznej pod pretekstem walki z „mową nienawiści”, dezinformacją, wiadomościami prawdziwymi, ale rzekomo szkodliwymi. Termin „mowa nienawiści” szybko staje się eufemizmem na określenie poglądów, których nie akceptują postępowcy.

Fiński „proces biblijny”

W styczniu tego roku fiński prokurator, po dwuinstancyjnej porażce powództwa przeciwko chrześcijańskiej poseł – byłej szefowej ministerstwa spraw wewnętrznych Päivi Räsänen – odwołał się do Sądu Najwyższego. Za wszelką cenę chce ukarać kobietę za „szerzenie nienawiści”. Ex-parlamentarzystka opublikowała w serwisie X wersety od 24 do 27 z 1 Listu do Rzymian z pytaniem, dlaczego Kościół Ewangelicko-Luterański w Finlandii zgodził się sponsorować wydarzenie związane z promowaniem tak zwanej dumy gejowskiej.

W listopadzie ubiegłego roku sąd apelacyjny podtrzymał wyrok uniewinniający sądu rejonowego z 2022 r. Ten swoisty „proces biblijny” pokazuje jak bardzo zamordystyczne staje się współczesne państwo demoliberalne.

Była minister, prawnik z wykształcenia oznajmiła, że „jest gotowa nadal bronić wolności słowa i wolności wyznania przed [fińskim] Sądem Najwyższym, a jeśli zajdzie taka potrzeba, przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka”. Kobieta nie kryła „całkowitego zaskoczenia” tym, że prokurator zdecydował się ją dalej nękać. Räsänen ma jednak nadzieję, że zwycięstwo w SN „ustanowi precedens prawny w zakresie wolności słowa i religii”.

Cenzura rządowa

Mimo że w USA nie ma regulacji o „mowie nienawiści”, tamtejsi progresiści próbują na różne bezprawne sposoby ograniczyć debatę publiczną, wprowadzić autocenzurę i zaszkodzić osobom o niepostępowych poglądach. Terapeuta Brian Tingley z Waszyngtonu toczy batalię przed sądem w związku z wymierzonym przez władze stanowe zakazem udzielania pomocy w detranzycji osobom, które nie chcą być już „transami”. Prawo zezwala jedynie na świadczenie takiej „terapii”, która będzie prowadzić osoby z dysforią płciową do tak zwanej zmiany płci. Poszkodowanego reprezentuje konserwatywna organizacja prawnicza Alliance Defending Freedom. Walczy ona na różnych poziomach z cenzurą oraz narzucaną przez rząd ideologią.

Podobne pozwy wytoczyli terapeutka Maggie DeJong, kapelan ochotniczej straży pożarnej, dr Andrew Fox, nauczyciel muzyki John Kluge i wielu innych.

Trener Dave Bloch, który prowadził drużynę snowboardową w jednej ze szkół w stanie Vermont, walczy o przywrócenie do pracy po zwolnieniu go za to, że ośmielił się powiedzieć młodym ludziom, iż mężczyźni i kobiety różnią się między sobą, oraz że mężczyźni na ogół mają wrodzoną przewagę fizyczną nad kobietami w sporcie. Jeden z zawodników „transów” miał się poczuć urażony. Jak widać, „mowa nienawiści” to wygodny wytrych do pozbywania się „niewygodnych” ludzi i „niewygodnych” poglądów.

Urzędnicy walczący z tak zwaną mową nienawiści idą dalej, wymagając od ośrodków pro life w Kalifornii udostępniania informacji na temat możliwości dokonania aborcji w tak zwanych klinikach Planned Parenthood lub innych dostawców „usług aborcyjnych”.

Podobnie, były minister zdrowia Adam Niedzielski chciał wymusić na fundacji Kai Godek, aby informowała przybywające do naszego kraju Ukrainki o możliwości zabicia dziecka poczętego.

Cenzura prywatna

Oprócz cenzury stosowanej przez urzędników państwowych poprzez wprowadzanie wytycznych odnoszących się do zwalczania „mowy nienawiści” i tworzenia „bezpiecznych stref” dla różnych „osób wrażliwych”, które mają odmienną „orientację seksualną” albo wywodzą się spośród grup dotkniętych „systemowym rasizmem” lub inną „systemową niesprawiedliwością” (dominacja białych mężczyzn u władzy, patriarchat itp.) rośnie także cenzura stosowana przez podmioty prywatne. Zwykle odbywa się to pod pretekstem realizowania programów DEI (różnorodność, równość i inkluzja) powiązanego z raportowaniem ryzyka pozafinansowego (ESG).

Korporacje, banki, uniwersytety szeroko interpretują tak zwaną mowę nienawiści, zabraniając krytycznych wypowiedzi na temat „krytycznej teorii rasy”, transseksualizmu, tranzycji, małżeństw jednopłciowych, homoseksualizmu, aborcji itp.  

W kwietniu 2023 r. Bank of America anulował rachunki chrześcijańskiej organizacji charytatywnej Indigenous Advance z siedzibą w Memphis i lokalnego kościoła, który ją wspiera finansowo. Bank wysłał pisma, informując, że oba podmioty działają w ryzykownej domenie, której bank postanowił nie obsługiwać. Grupa IA współpracuje z rządem ugandyjskim, ostro sprzeciwiającym się szerzeniu ideologii gender.  

W 2022 roku bank JPMorgan Chase nagle zamknął rachunek bieżący Krajowego Komitetu na rzecz Wolności Religijnej (NCRF), założonego przez byłego senatora i ambasadora USA Sama Brownbacka. Po wielokrotnych prośbach o przywrócenie konta Chase „wykręcał się”, za każdym razem podając sprzeczne komunikaty.

W stanie Arkansas bank odmówił prowadzenia konta Radzie Rodzinnej Arkansas i chrześcijańskiej organizacji obrońców życia Ruth Institute.

Według indeksu biznesowego Viewpoint Diversity Score Business Index ADF 2023, który mierzy poszanowanie korporacyjne dla wolności słowa i wolności religijnej, 64 procent z 75 największych firm z branży technologicznej i finansowej cenzuruje wolność słowa pod pretekstem ochrony przed „mową nienawiści”. Siedem z  dziesięciu największych banków komercyjnych w kraju – w tym trzy największe – utrzymuje politykę „ryzyka reputacji” lub „mowy nienawiści”.

ADF komentuje, że „te niejasno sformułowane zasady stanowią zagrożenie dla wszystkich i praktycznie gwarantują cenzurę (…) wszelkich poglądów politycznych i religijnych”.

Organizacja prawnicza niedawno złożyła opinię amicus w sprawie O’Connor-Ratcliff przeciwko Garnier. Chodzi o cenzurę kont w mediach społecznościowych dwóch rodziców, którzy skrytykowali członków rady szkoły.

W innej sprawie O’Handley przeciwko Weberowi urzędnicy z Kalifornii nakazali Twitterowi, aby ukarał pewnego Amerykanina za to, że podzielił się on na tej platformie opinią, która nie podobała się urzędnikom. Portal ocenzurował wspomnianą osobę, łamiąc prawo.

Cenzura w szkołach i na uniwersytetach

W gimnazjum z Massachusetts dyrektorzy powiedzieli uczniowi, że nie może nosić koszulki z napisem: „Istnieją tylko dwie płcie”. Podczas „pandemii COVID-19” w szkole podstawowej na terenie stanu Mississippi władze okręgowe zakazały trzecioklasistce noszenia maski z napisem „Jezus mnie kocha”.

Były profesor Uniwersytetu Północnego Teksasu, dr Nathaniel Hiers zażartował sobie z ulotki ostrzegającej przed tak zwanymi niebezpieczeństwami „mikroagresji”. Wskazano w niej, jakich określeń nie można używać. Na przykład „mikroagresja” wyraża się przez stwierdzenie: „Ameryka jest krajem możliwości” i „Uważam, że tę pracę powinna dostać najbardziej wykwalifikowana osoba”. Uczelnia rozwiązała umowę z profesorem. Sprawa trafiła do sądu i ostatecznie uniwersytet zapłacił 165 tysiące dolarów odszkodowania za naruszenie wolności słowa wykładowcy.

Obecnie wiele powództw na terenie USA, Kanady i Wielkiej Brytanii toczy się w związku z krytyką działań Izraela w Palestynie, a także z powodu użycia określeń, które mogły spowodować dyskomfort wśród przedstawicieli mniejszości seksualnych, kolorowych itp.

„Propagatorów mowy nienawiści” próbuje się ukarać „anulując” ich osiągnięcia naukowe, a nawet pozbawiając prawa do wykonywania zawodu. Oto najnowsza próba usiłowania pozbawienia jednego z najzdolniejszych studentów Autonomicznego Uniwersytetu Baja California możliwości wykonywania zawodu psychologa. Uczelnia wszczęła postępowanie przeciwko Christianowi Cortezowi Pérezowi po tym, jak część studentów i profesorów poczuło się dotkniętych jego przemową wygłoszoną na zakończenie studiów.

Jako jeden z najzdolniejszych absolwentów Wydziału Medycyny i Psychologii miał prawo do wystąpienia podczas ceremonii wręczenia dyplomów, która odbyła się 27 czerwca 2022 r. Wezwał wówczas do odrzucenia redefinicji rodziny i radykalnej ideologii gender, stwierdzając: – Dzisiaj jesteśmy głęboko zaangażowani w prawdziwą antropologiczną walkę o przedefiniowanie istoty ludzkiej, osoby ludzkiej, człowieka poprzez wdrażanie ideologii i sposobów myślenia, które zawsze kończą się podważeniem godności i wolności. Mężczyzna zacytował słowa G.K. Chestertona o niszczeniu rodziny i przestrzegał, że „atak na życie i rodzinę oznacza samozniszczenie, jest atakiem na samą cywilizację”. Wezwał do solidarności, wzajemnego szacunku i miłości polegającej na szukaniu dobra drugiej osoby.

Oburzeni wykładowcy wystosowali list, wzywając do anulowania dotychczasowych osiągnięć naukowych Péreza, pozbawienia go prawo do wykonywania zawodu i poinformowania wszystkich instytucji, w których mógłby szukać zatrudnienia, o pozbawieniu go możliwości wykonywania zawodu psychologa.

To, co przydarzyło się Christianowi, stanowi rażące naruszenie jego podstawowych praw człowieka. Studenci wyrażający swoje poglądy w środowisku akademickim nie powinni obawiać się o swoją karierę. Sprawowanie przez profesorów władzy sankcyjnej nad swoimi studentami jest niewłaściwe i niebezpieczne. Mamy nadzieję, że Autonomiczny Uniwersytet Baja California naprawi to wielkie zło i zajmie jasne stanowisko na rzecz wolności słowa – komentował Carlos Ramirez, obrońca pokrzywdzonego.

Liczba przypadków cenzury akademickiej rośnie. W zeszłym roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał ważny wyrok w sprawie studenta Chike’a Uzuegbunama (stosunek głosów 8 do 1) na korzyść młodego człowieka, któremu uczelnia chciała uniemożliwić głoszenie Ewangelii. Proces przeciwko Georgia Gwinnett College zakończył się ugodą o łącznej wartości ponad 800 tysięcy dolarów.

Jednocześnie trwa postępowanie sądowe w sprawie doktora Alana Josephsona, wybitnego profesora na Uniwersytecie w Louisville. Został on zwolniony po tym, jak wypowiadał się na temat dysforii płciowej podczas wydarzenia zorganizowanego przez Heritage Foundation. Dr Josephson, który przez prawie 15 lat pełnił funkcję szefa Oddziału Psychiatrii i Psychologii Dzieci i Młodzieży na uniwersytecie, tuż po wydarzeniu w konserwatywnym think tanku, spotkał się z wrogą atmosferą w pracy, a w lutym 2019 roku uczelnia poinformowała go, że nie przedłuży z nim kontraktu.

Swoją batalię prowadzą nauczyciele w Wirginii w związku z polityką rady szkolnej hrabstwa Loudoun, która zmusza nauczycieli do zaprzeczania prawdzie o tym, co to znaczy być mężczyzną i kobietą, używając zaimków niezgodnych z płcią biologiczną itd.

Atak na działaczy NGO

Niedawno sąd w Gdańsku w skandalicznym orzeczeniu skazał Mariusza Dzierżawskiego, członka zarządu Fundacji Pro – Prawo do Życia, za organizację kampanii społecznej informującej o badaniach naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią.

Również w zeszłym roku brytyjskie władze postanowiły ścigać Adama Smith-Connora, weterana z Afganistanu, który stał w „strefie buforowej” i modlił się po cichu i w samotności przed ośrodkiem aborcyjnym w Bournemouth. Mąż i ojciec, który w młodości wraz ze swoją byłą dziewczyną zdecydował o uśmierceniu syna Jakuba, żałuje tej decyzji do dziś. Modlił się za utracone dziecko, ale także za inne dzieci abortowane w „klinice”, ich matki i ojców. W sierpniu 2023 r. policja wszczęła postępowanie przeciwko Adamowi, a 16 listopada miał stanąć przed sądem. Sprawę odroczono na styczeń 2024 roku. Mężczyźnie grozi kara więzienia za „myślozbrodnię”. Ośmielił się swoją obecnością wprawić w zakłopotanie kobiety zmierzające do placówki, by zabić dzieci noszone pod sercem…

Nie ma prawnej definicji „mowy nienawiści” i nie może być. Na jakiej więc podstawie sędziowie skazują „winnych”?

ONZ przyznaje, że nie ma w międzynarodowym prawie formalnej definicji „mowy nienawiści”. Dlatego też większość instrumentów Organizacji Narodów Zjednoczonych odnosi się do „podżegania do dyskryminacji, wrogości lub przemocy”.

ONZ chce znaleźć doskonałą równowagę pomiędzy dwiema podstawowymi zasadami: równości i niedyskryminacji wszystkich ludzi, gwarantując równe korzystanie z praw człowieka, ochronę prawa i godności, bez jakiejkolwiek dyskryminacji oraz prawa do wolności opinii i wyrażania ich bez ingerencji, w tym prawa do poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkiego rodzaju informacji i idei, bez względu na granice i poprzez dowolne media.

Tyle że nie da się tego zrobić.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Prawników (International Barr Association) przypomina, że obecna cenzura przypomina nowomowę narzucaną mieszkańcom fikcyjnej Oceanii z powieści George’a Orwella „Rok 1984”. Jak wyjaśnił autor w dodatku do tej książki, intelektualnym celem nowomowy było uczynienie zatwierdzonych myśli jedynymi możliwymi do wyrażenia. Podobne zjawisko możemy obserwować obecnie.

Co ciekawe, wyrażenie „mowa nienawiści” powstało pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, gdy grupa prawników chciała poradzić sobie z „rasistowskimi” (i „seksistowskimi”) nadużyciami na uczelniach. Obecnie ten wytrych pozwala policjantom, sędziom i różnym oficerom czuwającym na straży prawomyślności na bezprecedensową ingerencję w życie ludzi, cenzurowanie, prześladowanie i nękanie.

Koncepcję tę stale się rozwija, ustalając kolejne cechy, na podstawie których mają być chronione kolejne grupy osób, jednocześnie pozbawiając ochrony coraz więcej osób, odmawiając im prawa nie tyko do wyrażania swoich opinii i możliwości zapoznania się z poglądami innych, ale nade wszystko pozbawiając ich podstawowych gwarancji prawnych do sprawiedliwego procesu sądowego.

Wszak nienawiść do kogoś a krytykowanie argumentów lub stanowisk strony przeciwnej, prezentowanie danych naukowych, to nie to samo. Chrześcijanin będzie sprzeciwiał się „małżeństwom homoseksualnym” ze względów religijnych, ale to nie znaczy, że nienawidzi jakąś konkretną osobę czy grupę. Również sodomita będzie sprzeciwiał się tradycyjnej definicji małżeństwa, czy w związku z tym jego także będzie się oskarżać o „mowę nienawiści”?

Zwolennicy ograniczeń, jak np. profesor Uniwersytetu Nowojorskiego Jeremy Waldron, uważają, że w różny sposób należy traktować takie zachowania, to znaczy uprzywilejowując sodomitów i prześladując chrześcijan. Jednocześnie sugerują, że aby wypowiedź mogła zostać uznana za „mowę nienawiści”, wystarczy, iż zostanie naruszona „godność” osoby lub grupy chronionej.

Obecnie „mowa nienawiści” obejmuje wypowiedzi uznane za rasistowskie, seksistowskie, homofobiczne, antyetniczne, transfobiczne, ksenofobiczne lub krytyczne wobec wybranych religii.

Selektywne stosowanie przepisów i upadek demokracji

Doświadczenie europejskie pokazuje, że regulacje o „mowie nienawiści” są egzekwowane selektywnie. Rzadko można spotkać się z aresztowaniami lub oskarżeniami skierowanymi przeciwko wykładowcom, politykom czy obywatelom, którzy swobodnie oczerniają chrześcijaństwo, heteroseksualizm czy dziedzictwo narodów Europy Zachodniej.

Raczej chronieni są sodomici, „transi”, wyznawcy islamu, judaizmu, zwolennicy aborcji itd.

Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet w Tel Awiwie, pokazuje, że w Wielkiej Brytanii i Francji, gdzie zakazuje się „mowy nienawiści” wymierzonej chociażby w Żydów w 2018 roku, prawdopodobieństwo wystąpienia brutalnych przestępstw z nienawiści na tle antysemickim było 13 razy większe w Wielkiej Brytanii i czterokrotnie większe we Francji niż w USA, które nie kryminalizują takiej wypowiedzi.

Amerykański Sąd Najwyższy zaznacza, że Pierwsza Poprawka wymaga od rządu ścisłej ochrony solidnej debaty na tematy budzące zainteresowanie opinii publicznej, nawet jeśli debata ta przeradza się w niesmaczną, obraźliwą lub pełną nienawiści mowę, która powoduje, że inni odczuwają smutek, złość lub strach (Orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Snyder przeciwko Phelps). Zgodnie z obowiązującym orzecznictwem dotyczącym Pierwszej Poprawki, mowa nienawiści może być uznana za przestępstwo jedynie wtedy, gdy bezpośrednio nawołuje do nieuchronnego działania przestępczego lub polega na konkretnych groźbach użycia przemocy skierowanych przeciwko danej osobie lub grupie.

Lewica nie ukrywa, że język ma dla nich ważne znaczenie. Jest formą sprawowania władzy.

Opublikowany w marcu zeszłego roku Raport Freedom House za 2022 rok uznaje, iż naruszenie wolności słowa jest kluczowym miernikiem upadku demokracji na świecie. W badanym okresie wolność słowa znalazła się pod presją w 157 państwach. Można rzec, że wskutek szerzenia się cenzury i autocenzury (sami obywatele w obawie o negatywne konsekwencje unikali mówienia prawdy) „ortodoksyjni progresiści”, radykałowie osiągnęli zamierzony cel, odwołując się do polityki zastraszania, anulowania, nękania itd. Okno Overtona przesunęło się, umożliwiając wprowadzenie wielu progresywnych zmian.

Radykalny działacz Saul Alinsky, autor Rules for radicals instruował w swojej książce, w jaki sposób dokonać trwałej zmiany społecznej. Wskazał, że potrzebna jest wąska grupa radykałów zdecydowanych wdrażać nawet najabsurdalniejsze pomysły i bierna, sfrustrowana, wręcz pobita i zagubiona większość, która nie będzie stawiała oporu.

Agnieszka Stelmach

Grecja odmawia przyjmowania relokowanych imigrantów

Grecja odmawia przyjmowania relokowanych imigrantów

6.03.2025 tysol/grecja-odmawia-przyjmowania-relokowanych-imigrantow

Minister ds. migracji i azylu Nikos Panagiotopoulos stwierdził, że Grecja nie zaakceptuje powrotu dużej liczby migrantów z Europy Zachodniej, którzy pierwotnie przybyli do Unii Europejskiej przez jego kraj.

Imigranci, zdjęcie podglądowe Grecja odmawia przyjmowania relokowanych imigrantów

Imigranci, zdjęcie podglądowe

Jak podaje portal Rmx.news, minister ds. migracji i azylu Grecji Nikos Panagiotopoulos w przekazanym dla agencji Athens News Agency-Macedonian Press Agency oświadczeniu podkreślił, że nie zaakceptuje powrotu dużej liczby migrantów z Europy Zachodniej, którzy pierwotnie przybyli do Unii Europejskiej przez jego kraj.

To nie zostało zaproponowane, ani nie zaakceptujemy masowych powrotów migrantów z Europy Zachodniej – cytuje portal Rmx.news wypowiedź greckiego ministra ds. migracji i azylu Nikosa Panagiotopoulosa.

==============

[Jeszcze dużo liter, ale treść już jest. Więc przerywam. MD

Degeneraci nie zatrzymają się, a Trump nam nie pomoże. Musimy sami.

Autor: CzarnaLimuzyna , 6 marca 2025 Degeneraci nie zatrzymają się, a Trump nam nie pomoże

Wybór Trumpa na prezydenta USA stwarza, przynajmniej teoretycznie, szansę na poprawę sytuacji Polski. Wszystko zależy od tego czy jest on rzeczywiście niezależny od „Bestii”.

Drugim faktorem, przy założeniu niezależności nowego prezydenta USA, jest stopień jego zaangażowania w Europie i w Polsce czyli wsparcie którejś z istniejących opcji politycznych. Warto przy tym podkreślić, że przez kilkadziesiąt ostatnich lat USA nie popierały wariantu w którym Polska miałaby szansę wybić się na niepodległość czyli na samodzielność polityczną, militarną i ekonomiczną.

Do kogo należy Polska?

Kłamca polityczny mówi prawdę tylko w dwóch przypadkach – wówczas gdy się pomyli lub gdy prawda jest mu potrzebna do konstrukcji narracji. Tak było w przypadku Morawieckiego, który w 2017 roku powiedział prawdę o realnym statusie III RP.

Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy „krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”

„Wpadliśmy w sidła neoliberalne Konsensusu Waszyngtońskiego…” /ogłoszony w 1989 roku w Waszyngtonie/ – kontynuował Morawiecki – człowiek, który nie kiwnął potem palcem w bucie przy zakładaniu kolejnych sideł, tym razem śmiertelnych, zwanych zabójczym ładem, w wersji dla idiotów – “zielonym”.

Dokładnie 10 lat temu, gdy do władzy, władzy w dużym stopniu pozornej dochodził PiS nikomu ze “słomianych patriotów” nie śniło się, że jest to formacja, która będzie kontynuować dzieło zniszczenia dokonywane wówczas przez Tuska. Sytuacja powtórzyła się ze skutkiem katastrofalnym – do władzy nad korytem, nie innej, doszedł Tusk z koalicją, który coraz rzadziej maskuje fakt realizacji obcej, antypolskiej agendy. I tak samo jak wtedy “słomiani patrioci”, tak samo i dziś, elektorat “uśmiechniętych idiotów” nie widzi, że KO robi to samo, co PiS, tylko bardziej.

III RP – projekt, który ma zniszczyć Polskę

Dalsze trwanie tego projektu oznacza likwidację ostatnich resztek autonomii oraz całkowity uwiąd narodu. Tak sądzi m.in. Marek Chodorowski i wedle mojego rozeznania każdy zorientowany w sytuacji, uczciwy Polak.

A gdzie szanse? – ktoś zapyta. Szanse się pojawią, tak jak to zwykle bywało, w momencie otworzenia się okna lub okienka w historii podczas hipotetycznego starcia USA z “Bestią”, która utraci dominację w europejskiej części Mordoru.

Żadna z wojen czyli wojna w obszarze wschodniej prowincji Mordoru, a tym bardziej wojna pomiędzy jego zachodnią a wschodnią prowincją nie powinna nas angażować. Interesować – tak, ale nie angażować w sensie tracenia minimalnego potencjału jaki nam został. Ten potencjał powinniśmy wykorzystać w celu pozyskania większej autonomii lub, jeżeli pojawi się taka szansa, restytucji Rzeczpospolitej.

Niezależnie od tego czy USA zdołają się wyrwać ze szpon Bestii czy nie – nie mamy innego wyjścia jak skorzystać z oręża którym jest Prawda i podstawowy składnik naszej Zbroi.

Właśnie na tym progu, na progu prawdy, większość się potyka, przystaje i zawraca. Niektórych stać na dodatkowe gesty pożegnania – wzruszają ramionami, pukają się w czoło, lecz większość obojętnie powłóczy nogami w stronę zachwalanej, co chwila w mediach, przepaści.

Musk i Tusk

Musk i Tusk

Stanisław Michalkiewicz  http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5783 6 marca 2025

Co tu dużo gadać; demokracja oczywiście jest do luftu – ale jeśli już traktujemy ją serio, to właśnie na własne oczy możemy przekonać się o wyższości demokracji spontanicznej nad demokracją kierowaną, którą Parteigenosse Tusk Donald nazywa nawet „demokracją walczącą”. Jak wielokrotnie wspominałem, różnica między demokracją spontaniczną, a kierowaną polega na tym, że w demokracji spontanicznej suwerenowie (bo tak nasi okupanci nam się podlizują, kiedy o coś im chodzi) głosują tak, jak chcą, podczas gdy w demokracji kierowanej mają to surowo zakazane i wolno im głosować tak, jak powinni. A jak powinni? O tym decyduje samozwańczy, anonimowy sanhedryn.

Używam tego określenia nie bez powodu, bo tuż przed niedawnymi wyborami w Niemczech, swoje „zaniepokojenie” wysokimi notowaniami Alternatywy dla Niemiec wyraził niemiecki Centralny Sowiet Żydów. Była to wyraźna wskazówka dla mikrocefali, że „nie powinni” głosować na AfD, tylko na jakieś – wszystko jedno – jakie – partie zatwierdzone. Z punktu widzenia sanhedrynu bowiem nie mają znaczenia żadne makagigi ideologiczne. Jedynym kryterium, które ma znaczenie, jest – czy Żydowie odniosą z tego jakieś korzyści, czy nie. Co prawda możliwe, że Żydowie mogliby odnieść korzyści również przy AfD – ale oni najwyraźniej przyzwyczaili się do obcinania kuponów od formacji zatwierdzonych, więc – jak mówi poeta – wszelka zmiana napawa ich „trwogą, że im zdobycze zabrać mogą”.

Podobnie w Rumunii. Jak pamiętamy, podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich najlepszy wynik uzyskał pan Calin Georgescu, który najwyraźniej nie był zatwierdzony przez tamtejszy Juderat. Toteż tamtejszy niezawisły Sąd Najwyższy te całe wybory rozgonił – no a teraz, ponieważ tamtejsi suwerenowie, najwyraźniej niekumaci, nadal go popierali, nie było innej rady, jak go aresztować pod zarzutem – bodajże – „ksenofobii”, czy jakiejś innej myślozbrodni. Na razie, po wstępnym przesłuchaniu w prokuraturze – został wypuszczony – ale i on wie i my wiemy, że to tylko kwestia czasu, kiedy na podstawie postanowienia niezawisłego sądu, zostanie bezterminowo umieszczony w areszcie wydobywczym, żeby już nic nie zakłócało triumfu demokracji – oczywiście demokracji kierowanej.

Skoro program pilotażowy został w Rumunii przećwiczony, to tylko patrzeć, jak tubylczy Judenrat zastosuje go i w naszym nieszczęśliwym kraju. Tu może zostać wykorzystane „strategiczne partnerstwo” – jak nasi Umiłowani Przywódcy i funkcjonariusze Propaganda Abteilung nazywają darmowe obciąganie Ukraińcom laski. Jak tylko pan Sławomir Mentzen zaczął wybijać się w sondażach, a zamiast przykładnie uczestniczyć w, urządzonych w „trzecią rocznicę” wojny, banderowskich zapustach w Polsce, pojechał do Lwowa. Na wieść o tym zawrzał gniewem lwowski prowidnyk, pan Andrij Sadowy, który nazwał go „politykiem prorosyjskim”.

To chyba najgorsze wyzwisko, bo przecież jest rozkaz, że każdy polityk polski powinien być „proukraiński”, a nie „prorosyjski”, ani nawet propolski. W dodatku pan Mentzen, zamiast z podkulonym ogonem złożyć pokajanije, to prowokacyjnie zauważył, że lwowski prowidnyk, pan Sadowy, postawił w tym mieście jeden pomnik Stefanowi Banderze, a drugi – Romanowi Szuchewyczowi – pomysłodawcy i wykonawcy ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jakby tego było za mało, to jeszcze dodał, że jak tylko zostanie prezydentem, to zaraz zabroni wpuszczania pana Sadowego do Polski. Takiego zuchwalstwa nie mógł puścić płazem rzecznik ukraińskiego MSZ Georgij Tychyj i zagroził podjęciem wobec pana Sławomira Mentzena „odpowiednich działań”.

Nietrudno się domyślić, o co tu może chodzić. Gołoworiezy z goszczącego właśnie w Polsce sławnego pułku „Azow”, uriezają panu Sławomirowi Mentzenowi głowę, a tutejsi bodnarowcy: pan minister Bodnar i jego prawa ręka – pan Dariusz Korneluk – sprawę w mig zatuszują, dzięki czemu wybory prezydenckie będą i u nas przebiegały według scenariusza zatwierdzonego. Jest to prawdopodobne tym bardziej, że pan prezydent Dudu chyba nie namówił – o ile w ogóle ośmieliłby się dopuścić takiej zuchwałości – prezydenta Trumpa, by ten zlecił przeprowadzenie w Polsce przesilenia rządowego przed swoim przyjazdem do naszego nieszczęśliwego kraju. Nawiasem mówiąc, mój nowojorski Honorable Correspondant twierdzi, że przygotowaniem wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie zajmowało się ścisłe kierownictwo telewizji „Republika” – no i dlatego wszystko wyszło, jak zawsze.

A skoro jesteśmy przy prezydencie Trumpie, to właśnie w dniu, gdy piszę ten felieton, będzie on przyjmował ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który podpisze warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przed Stanami Zjednoczonymi. Wprawdzie twierdził, że się „nie zgodzi”, ale dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie, więc kiedy prezydent Trump „rozserdywsia”, położył uszy po sobie i bezwarunkową kapitulację podpisze. Ale to drobiazg niewątpliwy w porównaniu z rewelacjami Elona Muska o Donaldu Tusku. Otóż przy okazji zakręcenia kurka z forsą płynącą do zagranicznych beneficjentów z USAID, wydało się, że niezawiśli sędziowie z gangu pod nazwą „Wolne Sądy” brali amerykański jurgielt na walkę „o praworządność” w naszym bantustanie. Najwyraźniej zwyczajne łapówki już przestały im wystarczać no ale nie bez kozery wymowni Francuzi powiadają, że „l’appetit vient en mangeant”, co się wykłada, że apetyt wzrasta w miarę jedzenia – a wiadomo, że kto jak kto, ale niezawiśli sędziowie byle czego przecież nie zjedzą.

Nawiasem mówiąc, rozbisurmanili się do tego stopnia, że zaczęli pozywać się nawzajem. Właśnie jedna grupa niezawisłych sędziów pozwała drugą grupę niezawisłych sędziów, że nie dopuszczają ich do sądzenia – a tym samym – do dochodów. Pozew został wniesiony do Sądu Rejonowego dla Żoliborza w Warszawie. Oooo! Już widzę, jak będzie się działo – bo właśnie ten niezawisły sąd, nie widząc mnie na oczy, skazał mnie na grzywnę za to, że „działając w ramach z góry powziętego zamiaru”, podałem nazwisko mojej Prześladowczyni. Kiedy zwróciłem uwagę, że ja nigdy nie mieszkałem na Żoliborzu, trochę się zreflektował i sprawa została przeniesiona do Śródmieścia, ale tamtejsze niezawisłe sądy zwyczajnie przepisały żoliborską diagnozę i wyrok przyklepały. Potwierdza to trafność ruskiego przysłowia, że co napisane piórem, tego nie wyrąbiesz toporem. Właśnie po roku drenażu skończyłem spłacać i grzywnę i koszty, jakie moja Prześladowczyni poniosła na rzecz Drogiego Pana Mecenasa Jarosława Głuchowskiego z Poznania. Czuję w związku z tym, że tylko patrzeć, jak Drogi Pan Mecenas napisze na mnie kolejny donos do niezawisłego sądu w Poznaniu – że nie mam osobliwego nabożeństwa do niezawisłych sądów. „Wnet się posypią piękne wyroki!

Ale mniejsza a tym, bo przy okazji ujawnienia tych amerykańskich jurgieltów wyszło na jaw, iż nawoływanie do „jebania PiS-u” zostało opłacone przez zimnego ruskiego czekistę Putina. Ładny interes! Muszę powiedzieć, że z jednej strony trochę się dziwię obywatelu Tusku Donaldu, iż zamiast jebać vaginessy ze swojego vaginetu, woli jebać PiS. Z drugiej jednak strony, trochę go rozumiem, gdy przyjrzę się tym vaginessom, a zwłaszcza, gdy któraś z nich otworzy otwór gębowy, gwoli złożenia jakiejś deklaracji. Ja też bym się zniechęcił do tych wszystkich vaginess i to raz na zawsze – ale czy to jest powód, żeby jebać PiS? Nie jestem przekonany – a jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Obywatel Tusk Donald, podobnie jak stado autorytetów moralnych, gotów jest jebać za pieniądze! Ładny interes!

Stanisław Michalkiewicz

Swój Członek lepszy, niż światowej sławy ekspert. Ten „wylatuje” z Instytutu Lotnictwa. [członek jednak zwisł]

Światowej sławy ekspert „wylatuje” z Instytutu Lotnictwa, żeby zrobić miejsce członkowi Platformy

4.03.2025 tysol/-swiatowej-slawy-ekspert-wylatuje-z-instytutu-lotnictwa-miejsce-czlonkowi

Kierujący przez lata Instytutem Lotnictwa wybitny ekspert dr inż. Paweł Stężycki nie jest już szefem tej instytucji. Jak ustaliła Wirtualna Polska, został nim Tomasz Szymczak, członek Platformy Obywatelskiej. – Jestem wielkim fanem uczelni technicznych. Nie miałem okazji studiować, ale czytałem strategię AGH niedawno – przekonywał członków rady przed głosowaniem.

====================

Dr inż. Paweł Stężycki, kierujący od marca 2018 r. Instytutem Lotnictwa, to światowej sławy ekspert, niedawno wybrany na stanowisko przewodniczącego IFAR, światowej organizacji poświęconej lotnictwu, w której funkcję lidera odgrywa NASA.

Kadencja Stężyckiego kończyła się 28 lutego 2025 r. i właściwie cała branża lotnicza uważała, że jego ponowny wybór będzie formalnością. Instytut Lotnictwa to jedna z najnowocześniejszych placówek badawczych w Europie. Współpracuje z takimi firmami jak Boeing, GE Aerospace i Airbus. Część działalności to prace nad rozwojem lotnictwa cywilnego, ale istotna część dotyczy rozwiązań wojskowych, kosmicznych, a nawet nuklearnych.

Światowej sławy ekspert „wylatuje” z Instytutu Lotnictwa, żeby zrobić miejsce członkowi Platformy

Jak informuje WP.pl, o stanowisko dyrektora instytutu ubiegały się dwie osoby. Pierwsza to bezpartyjny, dotychczasowy szef instytucji Paweł Stężycki a druga to członek PO Tomasz Szymczak, „od dawna jest związany z branżą lotniczą, ale od strony zarządczej”. Zarządza liniami lotniczymi oraz portami lotniczymi. Ostatnio pełnił obowiązki szefa portu lotniczego w Modlinie. Już w 2008 r. „Parkiet” pisał o nim: „faworyt premiera Donalda Tuska”.

Posiedzenie rady, na którym odbyła się rozmowa z kandydatem na stanowisko dyrektora, rozpoczęło się 28 lutego 2025 r. Wirtualna Polska dotarła do jego dokładnego przebiegu, który publikuje na swojej stronie.

Kandydat nie wie, w co instytut jest zaangażowany

Tomasz Szymczak wskazał, że zna się na zarządzaniu i restrukturyzacji. Pytany o kwestie techniczne, nie był w stanie odpowiedzieć właściwie na żadne pytanie.

Jestem wielkim fanem uczelni technicznych. Nie miałem okazji studiować, ale czytałem strategię AGH niedawno – przekonywał członków rady.

Pracował również w Centralwings, liniach lotniczych, które w 2009 r. upadły. Członkowie rady już w zamkniętym gronie, tj. bez udziału Szymczaka, ocenili jego odpowiedzi jako bardzo złe.

Muszę przyznać, że kandydat nie wie, w co instytut jest zaangażowany. Wymienił kilka instytucji, mam wrażenie, że coś tam gdzieś usłyszał. Muszę przyznać, że to odpowiedź dla mnie na zero – powiedział podczas dyskusji jeden z członków rady, cytowany przez WP.pl.

Poziom wiedzy kandydata jest taki, że nie odróżniłby silnika odrzutowca od silnika w odkurzaczu– ocenił inny.

10 członków Rady Instytutu Lotnictwa zagłosowało przeciwko kandydaturze nowego dyrektora, dwóch się wstrzymało, nikt nie był za. Mimo to prezes Centrum Łukasiewicza, który odpowiada za powołanie dyrektora Instytutu Lotnictwa, wybrał na stanowisko Tomasza Szymczaka– podała wynik głosowania członków rady Wirtualna Polska.

Komentarze w sieci

Zmiana na tak istotnym dla polskiej nauki stanowisku wywołała w mediach społecznościowych burzę.

Wyobraźcie sobie, że jest państwo przyfrontowe, które ma jednostkę prowadzącą badania nad technologiami wojskowymi, kosmicznymi i nuklearnymi we współpracy z największymi firmami zbrojeniowymi na świecie.

I że zastępuje dyrektora tej jednostki, który cieszy się najwyższym uznaniem NASA, członkiem rządzącej partii politycznej. Na dodatek takim, który nie zna się na technologii, ale zapewnia, że chętnie się pozna. I że czytał już strategię AGH. Tym krajem jest Polska. Chciałbym, żeby to był żart. Ale nie jest– skomentował dziennikarz Wirtualnej Polski Patryk Słowik.

Polityka BMW w wykonaniu rządu trwa w najlepsze – bierni, mierni ale wierni są „lepsi” od prawdziwych fachowców. Znajomość z Tuskiem to dziś jak widać największa kompetencja. Tylko Polski szkoda…– dodał na swoim profilu Michał Dworczyk.

W Polsce Tuska eksperci są zbędni – wystarczy legitymacja PO. Nawet w kluczowej instytucji badającej technologie wojskowe, kosmiczne i nuklearne. W miejsce światowej sławy eksperta wchodzi polityczny nominat, który może nie wie, ale chętnie się nauczy. W takiej sytuacji sojusznicy uczą się jednego: na Polskę nie można liczyć– napisał na X europoseł Piotr Müller z PiS.

Jezus Maria, tym razem Platforma Obywatelska wywala światowej klasy eksperta i zastępuje go byłym szefem lotniska Modlin, który nic kompletnie nie wie o technologii „ale z chęcią się pozna”. W dodatku gość wypadł tragicznie w konkursie, a i tak dostaje robotę.

Co to jest za Państwo?– napisał na X Adam Czarnecki, inicjator „Stoimy Dla CPK”.

=================

Mail:

Czyżby Chyży Rój ekspertów?

================

6 marca:

Powołany 1 marca br. dyrektor Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa dr Tomasz Szymczak złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. Została ona przyjęta przez prezesa Centrum Łukasiewicz Huberta Cichockiego – poinformowało biuro prasowe Centrum. To pokłosie głośnego artykułu, w którym ukazano skandaliczne kulisy wyboru dyrektora.

Sąd Najwyższy ułatwia „tranzycję płci” – chaos prawny i aktywizm sędziowski

Sąd Najwyższy ułatwia „tranzycję płci” – chaos prawny i aktywizm sędziowski

5.03.2025 ordoiuris/sad-najwyzszy-ulatwia-tranzycje

• Izba Cywilna Sądu Najwyższego ogłosiła uchwałę, zgodnie z którą osoby cierpiące na transseksualne zaburzenia tożsamości płciowej i chcące „zmienić płeć” – czyli dokonać zmiany oznaczenia swojej płci metrykalnej w akcie urodzenia – nie będą musiały odtąd „pozywać swoich rodziców”.

Przedstawiciele ruchu LGBT zgodnie chwalą Sąd Najwyższy za wydanie tej uchwały, która usuwa rodziców z postępowania dotyczącego ich dzieci i może ułatwić procedurę tranzycji na masową skalę w porównaniu ze stanem dotychczasowym.

Sędziowie zdecydowanie wyszli poza zakres zadanego im pytania, które nie kwestionowało zasadności drogi procesowej.

Dziwi także fakt tak szerokiej akceptacji dla uchwały sędziów powołanych po 2017 r. ze strony osób, które dotąd odmawiały im uznania, nazywając ich „neosędziami”.

Adam Bodnar oraz rządowa komisja kodyfikacyjna wielokrotnie zastrzegali, że nie będą uznawać uchwał „neosędziów”. Czy będą w tej kwestii konsekwentni także w sprawach „tranzycyjnych”?

Czy akt urodzenia może być zmieniony?

Wczoraj ogłoszona została uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 6/24). Na pytanie prawne zadane 8 września 2022 r. przez ówczesnego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego: „czy w sprawie o ustalenie albo zmianę płci wytoczonej przez osobę transseksualną pozostającą w związku małżeńskim lub posiadającą dzieci, po stronie pozwanej muszą wystąpić obok żyjących rodziców, nierozwiedziony małżonek lub dzieci powoda, a ich współuczestnictwo ma charakter współuczestnictwa jednolitego (art. 73 § 2 k.p.c. w zw. z art. 72 § 2 k.p.c.)?” sędziowie odpowiedzieli, że „1. Żądanie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia podlega rozpoznaniu przez sąd w postępowaniu nieprocesowym przy zastosowaniu w drodze analogii art. 36 ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego. 2. Zmiana oznaczenia płci w akcie urodzenia może nastąpić wyłącznie na wniosek osoby, której dotyczy ten akt. 3. Oprócz wnioskodawcy uczestnikiem postępowania może być tylko jego małżonek (art. 510 k.p.c.). 4. Postanowienie uwzględniające wniosek wywołuje skutki od chwili uprawomocnienia się”. Sędziowie zaznaczyli zarazem, że Sąd Najwyższy „odstępuje od zasady prawnej uchwalonej przez skład siedmiu sędziów Sądu Najwyższego 22 czerwca 1989 r., III CZP 37/89”.

Udzielona przez sędziów odpowiedź (obowiązek stosowania instytucji sprostowania aktu stanu cywilnego z art. 36 Prawa o aktach stanu cywilnego w postępowaniu nieprocesowym w miejsce dotychczasowej drogi procesowej) zdecydowanie nie pasuje do zadanego pytania. Prokurator Generalny pytał o to, kto może wystąpić po stronie pozwanej „obok” żyjących rodziców, traktując obowiązek formalnego „pozywania rodziców” jako oczywisty, wynikający z wspomnianej wyżej uchwały składu siedmiu sędziów SN z 22 czerwca 1989 r., mającej moc zasady prawnej. W uchwale tej SN logicznie wyjaśniał, że sprostować można tylko to, co było błędne od początku, czyli w dacie sporządzenia aktu (ex tunc), podczas gdy późniejsze zmiany poszczególnych elementów stanu cywilnego (ex nunc) rejestrowane są w aktach stanu cywilnego z reguły w formie wzmianek dodatkowych. Późniejsze stwierdzenie transseksualnych zaburzeń tożsamości płciowej nie oznacza zatem, że akt urodzenia osoby dotkniętej obecnie tą przypadłością, sporządzony z uwzględnieniem tych czynników, które mają znaczenie dla określenia płci dziecka zgodnej z biologiczną rzeczywistością, był (i jest) obarczony błędem lub nieścisłością wymagającą sprostowania. Tymczasem SN w uchwale z 4 marca zakwestionował samą istotę instytucji sprostowania, sugerując tym samym, jakoby jeden z najbardziej obiektywnych faktów biologicznych, jakim jest płeć w momencie urodzenia dziecka, mógł stanowić przedmiot manipulacji i zmian dokonywanych już po fakcie.

Lobby LGBT się nie zatrzyma

Swój entuzjazm wobec uchwały wyraziła już m. in. minister równości w rządzie Donalda Tuska Katarzyna Kotula, pisząc, że to „przełomowy wyrok” (w rzeczywistości: uchwała), a także stowarzyszenie „Miłość Nie Wyklucza” identyfikujące się z ruchem LGBT, pisząc, że „to jest gruba sprawa”. Ten drugi podmiot od razu zastrzega jednak, że uchwała SN, jakkolwiek zgodna z oczekiwaniami tęczowych lobbystów „nie odpowiada na potrzeby osób niebinarnych, nie zdejmuje z osób trans wymogu, by udowadniały przed lekarzami swojej transpłciowości, nie pozostawia im decyzji o swojej tożsamości, zamiast tego nadal uzależnia ją od sędziów. To rozwiązanie tymczasowe”. Rzeczywiście uchwałę SN pozornie można postrzegać jako odbierającą ruchowi LGBT jeden z głównych argumentów prowadzonej przez nich „walki o tranzycję”. W rzeczywistości jednak, o czym świadczy także przytoczona wypowiedź, uchwała ta ma potencjał do wzbudzenia dalszej eskalacji transseksualnych roszczeń. W fundamentalnym dla ruchu LGBT tekście z 1987 r. pt. „Jak przeorać heteroseksualną Amerykę?” tęczowi aktywiści minionego pokolenia, Marshall Kirk oraz Erastes Pill apelowali do swoich współtowarzyszy: „Doprowadźmy do tego, aby dali nam palec; przyjdzie czas, a weźmiemy całą rękę! […] Szczególnie ważne dla ruchu gejowskiego jest podpięcie swojej sprawy do akceptowanych standardów prawa i sprawiedliwości, ponieważ jego heteroseksualni zwolennicy muszą mieć na podorędziu przekonującą odpowiedź na moralne argumenty jego wrogów”. Uchwała SN jawi się w tej perspektywie właśnie jako „dawanie palca”, po którym lobby transseksualne nieuchronnie sięgnie po „całą rękę”, doprowadzając do dekonstrukcji pojęcia płci, a także dewastacji społecznej i prawnej pozycji małżeństwa.

Instytut Ordo Iuris już 10 lat temu, w toku dyskusji nad projektem ustawy „o uzgodnieniu płci” (zawetowanej ostatecznie przez prezydenta Andrzeja Dudę), przypominał, że „wyjątkowa łatwość zmiany płci metrykalnej grozi przede wszystkim nadużyciami w kontekście instytucji małżeństwa”. Również prezydent Duda w uzasadnieniu swojego weta podkreślał, że „tożsamość płciowa” oznacza wyłącznie „świadomość bycia kobietą lub mężczyzną”. Z kolei dopuszczenie rozwiązań ułatwiających tranzycję na życzenie „stanowić będzie pokusę obejścia przepisów przewidujących istnienie jedynie małżeństw dwupłciowych i naruszać będzie zasadę dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie, tworząc swoistą trzecią płeć w postaci osób, których cechy fizyczne należą do jednej płci, zaś status prawny do płci przeciwnej”. Proponowane zmiany „realnie mogą prowadzić do destabilizacji norm społecznych poprzez zaprzeczenie istnienia dychotomicznego podziału ludzi na kobiety i mężczyzn”. Dotychczasowe rozwiązanie, zgodnie z którym procedura tranzycji była stosunkowo trudna i wymagająca przejścia przez względnie skomplikowaną ścieżkę postępowania procesowego, stanowiło zatem pewną, choć niedoskonałą, formę zabezpieczenia porządku prawnego przed nadużyciami. To właśnie na podstawie powszechnego przeświadczenia o zasadzie dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie Naczelny Sąd Administracyjny konsekwentnie odmawia umieszczania w dowodzie osobistym dziecka „dwóch matek”, zamiast prawdziwych, biologicznych rodziców.

Cios w prawa rodziców

Uchwała SN otwiera drogę do rozszerzenia tranzycji również na osoby małoletnie lub młodociane, wbrew woli i wiedzy ich rodziców. Do tej pory obowiązkowy udział rodziców w sądowym etapie procedury tranzycji stanowił swoisty dodatkowy bezpiecznik przed bezrefleksyjnym uznaniem przez sąd pochopnej, nieprawidłowej czy wręcz fałszywej diagnozy transseksualizmu. Rodzice jako prawni opiekunowie małoletniego, często jako pierwsi byli w stanie skonfrontować stwierdzenia swojego dziecka (już po osiągnięciu pełnoletniości) z rzeczywistością i zakwestionować przedwczesne uznanie jego przypadłości za zaburzenia transseksualne. Jak dotąd, właśnie otrzymanie pozwu mogło stanowić pierwszą okazję do uświadomienia sobie przez rodziców (lub przynajmniej jednego z rodziców), jak ich dziecko postrzega swoje problemy, określając je jako transseksualizm. Uchwała SN usuwa z postępowania element obligatoryjnego udziału rodziców – odtąd będą oni mogli być powoływani wyłącznie jako świadkowie, wedle uznania sędziów. Jak zwróciła uwagę prawniczka związana z ruchem LGBT, „nie wiemy jeszcze co to oznacza dla spraw w toku”. Z pewnością jednak uchwała ta przyczyni się do dalszego skonfliktowania dzieci z rodzicami na polu zaburzeń transseksualnych. Tym pilniejszą staje się potrzeba niezwłocznego rozpatrzenia przez Sejm gotowego projektu ustawy o zakazie wykonywania tranzycji, czyli operacji „zmiany płci”, wobec osób małoletnich, ubezwłasnowolnionych oraz cierpiących na zaburzenia psychiczne uniemożliwiające świadome wyrażenie zgody, złożonego przez Instytut Ordo Iuris w dniu 12 lipca 2023 r. (nr petycji: BKSP-155-X-1/23), który 23 lipca 2024 r., po jednogłośnie pozytywnym rozpatrzeniu przez sejmową Komisję do spraw Petycji, został przekazany do sejmowych Komisji Zdrowia oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i od tamtej pory czeka na ponowne podjęcie prac.

Interesującym aspektem sprawy jest fakt, że uchwała została podjęta na wniosek poprzedniego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Jego następca, Adam Bodnar, usiłował cofnąć ten wniosek, jednak SN postanowieniem z dnia 19 stycznia 2024 r. orzekł o niedopuszczalności takiego wycofania. 3 lutego 2025 r. Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, powołana rozporządzeniem rządu Donalda Tuska z 5 marca 2024 r., opublikowała projekt ustawy „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa”, którego artykuł 37 ustęp 1 stanowi, że uchwały Sądu Najwyższego podjęte z udziałem osób, uznawanych przez obóz rządzący za „neosędziów”, „nie mają mocy zasady prawnej i nie stosuje się do nich trybu określonego w art. 88 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym”. Adam Bodnar w komunikacie z 29 października 2024 r. dotyczącym tej sprawy informował, że „pismem z dnia 9 sierpnia 2024 r. wniósł o wyłączenie ze składu orzekającego sędziów Sądu Najwyższego powołanych na stanowisko na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej w trybie określonym przepisami ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r.” i ostrzegał, że jego zdaniem „kontynuowanie przez Sąd Najwyższy postępowania i ewentualne wydanie rozstrzygnięcia będzie obarczone wadą prawną”.

Jeszcze w stanowisku z 3 marca 2025 r., Bodnar konsekwentnie podtrzymywał swój „pogląd o braku podstaw faktycznych i prawnych do zajęcia stanowiska w tej sprawie przez Sąd Najwyższy”. W związku z tym, niezależnie od entuzjazmu wyrażanego wobec uchwały z 4 marca przez ruch LGBT i środowiska radykalnej lewicy, jeżeli obóz Donalda Tuska, do którego należą zarówno Lewica, jak i Adam Bodnar, zdoła przeforsować swoje pomysły na usunięcie „neosędziów” z Sądu Najwyższego, uchwała ta zostanie uznana za nieposiadającą waloru zasady prawnej, i jako taka nie będzie stanowić punktu odniesienia dla sędziów orzekających w sprawach związanych z tranzycją.

Adw. Nikodem Bernaciak – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris


Co się na tym świecie porobiło …

Co się na tym świecie porobiło …

Autor: piko , 5 marca 2025

Poniższy tekst zawiera opinie i tezy już publikowane w wielu obszernych opracowaniach z którymi się zgadzam. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jest krótki i mniej wytrwali czytacze Ekspedyta będą w stanie go strawić.

—————————–

Żeby lepiej zrozumieć co się teraz na świecie dzieje, również na Ukrainie, trzeba wiedzieć że:

1.    Istnieje grupa obrzydliwie bogatych i zdemoralizowanych ludzi, mających olbrzymi wpływ na organizacje ponadnarodowe i rządy, która ma szatańską wizję urządzenia świata ale oficjalnie to oczywiście chcą nam nieba przychylić.
Marek Chodorowski (@MarekTomasz) nazwał ich „Bestią”. Mniej demonicznie można ich określić jako globalistów, Deep State (DS – głębokie państwo) czy jeszcze inaczej.

2.    Wybór Trumpa stał się przełomem w tym sensie, że ktoś się postawił Bestii (będę tak pisał bo jest krócej) i nagle okazało się, że może być normalnie a nie idiotycznie. Stany Zjednoczone przestały być z dnia na dzień rozsadnikiem rewolucji neokomunistycznej (tęczowa szmata zniknęła z ambasady US na Pięknej i lewactwo odcięto od funduszy płynących z US).

3.    Bestia oczywiście nie zniknęła, bo to struktura jak rak wbudowana w różne tkanki, ale ich pole wpływu w zasadzie zostało ograniczone do państw europejskich, Kanady i Australii.

Jak to się ma do sytuacji w naszym grajdole czyli w eurokołchozie, którego jesteśmy ważną częścią składową, nawet teraz mu przewodniczymy?
Ma się jak widać – zapanował znaczny strach u tzw. elit władzy oraz duży dysonans poznawczy wśród różnych pismaków i „autorytetów moralnych”. Nie bardzo wiedzą jak się ustawić. A po prostu USA powiedziało, że zabiera swoje zabawki i teraz będzie się zajmować bardziej sobą niż innymi, że dosyć ładowania kasy w nieswoje projekty. Bujajcie się sami.

Co z Polską? Polska ma teraz hipotetycznie dwie ścieżki po których może się poruszać – iść z Bestią czyli z eurokołchozem albo znormalnieć i próbować podłączyć się do imperium amerykańskiego.
Przejdźmy do sprawy bliskiej zagranicy, czyli relacji RP-Ukraina.
Poprzedni i obecnie rządzący nie realizują polskich interesów. Relacje z Ukrainą wyglądają jakby cwaniak wysłał jełopa do rozmowy z chamem.
Ukraina to żadne państwo, to oligarchia oligarchów, gdzie właśnie oni decydują kto będzie np. prezydentem. W Rosji jest odwrotnie, to Putin decyduje kto będzie oligarchą. Rządząca Ukrainą mafia – powiązana z korporacjami międzynarodowymi, czyli Bestią – eksploatuje jej bogactwa bez oglądania się na czerń a tu jakiś Trump próbuje zakończyć wojnę i położyć łapę na “ich” zasobach. Tak nie może być!
Stąd moim zdaniem zagrywka tego farfocla Zełeńskiego w trakcie negocjacji w US, żeby nie doszło do umowy. Być może zerwał porozumienie aby mu sponsorzy łba nie urezali. Teraz okazało się, że jednak trzeba zakończyć wojnę, bo bez US będzie większa demolka. Poza tym Trump ma takie kompromaty na rządzących Ukrainą banderowców, jak widać zmiękli (patrz link do YT na końcu).

A co z tym strasznym Putinem?
Przecież śp. Lech Kaczyński, kiedy ratował Gruzję mówił:
„… najpierw Gruzja potem Ukraina, Polska, itd. …”.
Z Gruzją było tak, że prezydent Bush, którego sekretarzem stanu była Condoleezza Rice, forsował przyjęcie Gruzji i Ukrainy do NATO. W związku z tym w Gruzji wybuchła Rewolucja Róż, w wyniku której prezydent Szewardnadze został obalony i USA zainstalowało swojego agenta Michaiła Sakaszwilego.
Z atakiem Rosji na Gruzję było tak jak z rozdawaniem rowerów na Placu Czerwonym … . To Gruzja napadła na Osetię Południową a nie Rosja na Gruzję. Ale w przestrzeni medialnej, a co za tym idzie w głowach jej odbiorców zostało, że to Ruskie napadły na Gruzję.

W końcówce rządów Busha juniora Condoleezza Rice w Wilnie w 2004 złożyła deklarację, że już USA nie będą forsowały przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO tylko będą pilnowały żeby tam demokracja panowała. Co można przez to rozumieć? Pewnie to, żeby US agenci mogli tam działać. I tak było szczególnie po Majdanie w 2014.

Co okrutny Putin zrobił?
Zrobił straszną rzecz – nie dał się otoczyć od zachodu i południa państwami, które deklarowały przystąpienie do NATO. Jak tak mógł?!
Jak Sowieci w 1962 zaczęli się ze swoimi rakietami instalować na Kubie to Kennedy ich pogonił – i słusznie. Co prawda w zamian US miała zabrać swoje rakiety z Turcji. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację – Meksyk dogaduje się z Rosją i instalują różne bazy i inne zabawki przy północnej granicy. Proszę o jakieś pomysły co zrobiłoby USA.

Co Putin teraz robi?
Otworzył popcorn i śledzi wiadomości ze świata.

Co Putin zrobi?
Mam nadzieję że dogada się z Trumpem i zakończy się wojna. Żal tylko, że ta cała awantura sprowokowana przez Bestię pochłonęła tyle żyć. Czy ktoś za to odpowie? Nie wiem, ale raczej nie.

Koniecznie do zobaczenia chociaż do 12 minuty.

A tu komik w garniturku u swojego szefa.

A tu Florcia kontroluje jak przebiega praca twórcza nad powyższym tekstem.

image