
















W cieniu politycznych deklaracji o „zielonej transformacji” i „dbałości o środowisko”, Polska staje się europejskim śmietnikiem.
Tysiące ton niemieckich odpadów – zarówno legalnych, jak i nielegalnych – każdego roku trafiają do naszego kraju, zatruwając ziemię, wodę i powietrze. Za tą toksyczną falą stoi nie tylko niemiecki przemysł, który znalazł w Polsce wygodny kanał pozbywania się problemu, ale również polskie elity polityczne, które przez lata biernie przyzwalały, a często wręcz umożliwiały ten proceder.
Niemcy świadomie – Polska bezwolnie
Już od lat 90. niemieckie elity zdawały sobie sprawę z narastającego problemu starzejącego się społeczeństwa, kosztów przetwarzania odpadów i rosnącej świadomości ekologicznej obywateli. Zamiast inwestować w systemy utylizacji – szukały „taniej” alternatywy.
I znalazły ją… w Polsce.
W 2021 roku do naszego kraju trafiło ok. 581 tys. ton odpadów, z czego aż ponad 68% pochodziło z Niemiec – czyli niemal 400 tys. ton. W latach 2019–2021 łączny import z Niemiec wyniósł 808 tys. ton. To nie są przypadkowe liczby – to efekt systemowego działania państwa niemieckiego i kompletnej bezczynności państwa polskiego.
Nielegalne transporty: kolejne milczenie władz
Do Polski trafiają nie tylko odpady legalne, ale też te przemycane – często niebezpieczne, toksyczne. W 2022 roku ujawniono 89 przypadków nielegalnego przywozu, z czego aż 28 przypadków (ponad 4,7 tys. ton) pochodziło z Niemiec. Mimo powagi sytuacji, reakcje władz są powolne i nieskuteczne. Polska złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie 35 tys. ton odpadów z Niemiec, które zalegają na naszej ziemi.
Ale to działanie pozorne – bo przez cały czas inne transporty nadal przekraczają granicę, a nowe zezwolenia są wydawane. Odpowiedzialność za to ponosi Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) oraz ministerstwa środowiska i klimatu, które umożliwiły liberalizację przepisów, ograniczając obowiązek zezwoleń tylko do odpadów niebezpiecznych.
Zdrada narodowa pod płaszczykiem procedur
Odpady niemieckie trafiają do Polski legalnie, ponieważ urzędnicy podpisują stosowne dokumenty. To nie jest chaos – to sterowany proceder, w którym polskie państwo oddaje ziemię i zdrowie swoich obywateli na sprzedaż. Za pieniądze. Za stanowiska. Za „dobrą prasę” w Berlinie i Brukseli.
Czy Polska jako państwo nie jest zdolna do odmowy przyjmowania zagranicznych śmieci? Oczywiście, że jest. Ale nie chce. Bo ktoś podjął decyzję, że opłaca się zatruwać własny naród.
Skutki: zatrute środowisko, chory Naród, zysk obcych
W konsekwencji tego importu:
rosną zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych, szczególnie w miejscach nielegalnych składowisk,
zwiększa się ryzyko chorób nowotworowych i układu oddechowego,
degradacji ulega polska ziemia rolna,
wzrasta koszt usuwania nielegalnych odpadów z budżetu państwa – czyli z kieszeni Polaków.
To wszystko przy jednoczesnym eksportowaniu przez Niemców własnego problemu – śmieci – i importowaniu przez Polaków nowotworów, bezpłodności, skażenia i społecznej degrengolady.
Podsumowanie: odpadkowa kolonizacja
Import śmieci to nie tylko problem ekologiczny – to symbol naszej utraty suwerenności i zdrady elit, które zamiast bronić interesu narodowego, działają jak zarządcy podległej prowincji. Polska, zamiast budować niezależność gospodarczą i energetyczną, została sprowadzona do roli taniej służby i toksycznego składowiska Europy Zachodniej.
Jeśli chcemy odzyskać kontrolę nad naszym terytorium i zdrowiem publicznym – musimy jasno nazwać winnych: polityków, urzędników, koncerny i całe układy, które pozwoliły, by wrogie państwo traktowało nas jak wysypisko.













| ROBERT W MALONE MD, MS MAY 11 |





















Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber. We are deeply grateful to the decentralized network of paid subscribers that enables us to continue doing what we do to support freedom.





11.05.2025 nczas/mieszko-r-morderca-z-uw-dostal-od-rodzicow-mieszkanie-w-warszawie

22-letni Mieszko R. pochodzi z zamożnej rodziny. Rodzice kupili mu mieszkanie na warszawskim Rembertowie, by mógł łatwo dojeżdżać na uczelnię. Ojciec zabójcy z UW jest prawnikiem, zaś matka pracuje na jednej z pomorskich uczelni.
W środę 22-letni student wydziału prawa UW zaatakował siekierą 53-letnią portierkę, która zamykała drzwi do Audytorium Maximum. Kobieta nie przeżyła ataku i zmarła na miejscu. Ranny został również członek straży UW. [To on obezwładnił mordercę i zapobiegł dalszym zbrodniom. Służba Ochrony Państwa zaś oglądała ptaszki. md]
Teraz na jaw wychodzą kolejne informacje o 22-letnim Mieszku R.. Jak się okazuje, na biedę nie narzekał.
R. mieszkał w eleganckim apartamentowcu na warszawskim Rembertowie. Jeszcze przed studiami rodzice kupili mu mieszkanie w celu ułatwienia dojazdu na uczelnię.
„Fakt” ustalił, że zabójca mieszkał sam. Był typem cichego mężczyzny i unikał imprez oraz nie szukał kontaktu z innymi ludźmi.
– Mijaliśmy się na klatce. Nigdy nie mówił dzień dobry. Zawsze był taki nieobecny, zamyślony, unikał kontaktu wzrokowego. Żył w swoim świecie i nie należał do ludzi rozmownych. Kto by pomyślał, że taki spokojny młody człowiek zrobi coś takiego – powiedziała sąsiadka Mieszka R..
Mieszkaniec innej klatki ocenił z kolei, że 22-latek „wydawał się trochę dziwny, ale niegroźny”.
– On nie integrował się tak z ludźmi. Nie wychodził na imprezy, był cichy. Nigdy się nawet nie żalił nikomu, że ma jakiś problem. Był zdolny, ale chwilami zachowywał się tak jakby żył w innym świecie, jak obłąkany – powiedziała z kolei jedna z koleżanek Mieszka R..
– Przychodził do nas zawsze przed samym zamknięciem, żeby kupić bagietkę. Nigdy nie widziałem, żeby kupował alkohol czy inne używki. Moim zdaniem normalny chłopak. Nie zauważyłem, żeby było z nim coś nie tak. Zawsze chwilę pogadał – relacjonował z kolei pracownik pobliskiej „Żabki”.
Rodzice zabójcy są dobrze sytuowani. Ojciec jest prawnikiem, zaś matka pracuje na jednej z pomorskich uczelni.
R. czeka na rozprawę sądową. W czwartek usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, znieważenia zwłok oraz usiłowania zabójstwa.
Nieoficjalnie mówi się, że znieważenie zwłok polegać miało na kanibalizmie. Nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia tej informacji.
Za popełnione przestępstwa grozi mu nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
10.05.2025 Julia Gubalska nczas/srodowiska-feministyczne-wypadly-poza-bande

Próby bezprawnego grania ludzkim życiem i neutralizowania tematu aborcji przez lewicowe organizacje, wciąż są w Polsce podejmowane. Nie odnoszą jednak sukcesu, a nawet budzą społeczny sprzeciw. Z pewnością przyczynia się do tego bierność antypolskiego rządu i ludzkie dramaty, jak zabójstwo 9-miesięcznego dziecka w szpitalu w Oleśnicy. Swoje poparcie dla ochrony ludzkiego życia od poczęcia Polacy manifestowali również podczas minionego Marszu dla Życia. Red. Julia Gubalska rozmawia z panią Kają Godek, członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina.
Julia Gubalska: Jak posumuje Pani ostatni Narodowy Marsz Życia, który miał miejsce 27 kwietnia? Frekwencja była zdecydowanie wysoka.
Kaja Godek: Frekwencja była wysoka i warto nadmienić, że była wielokrotnie wyższa niż różne, feministyczne spędy, które organizuje się w ostatnim czasie. Feministyczne środowiska próbują wywierać presję na polityków, ale oni cały czas żyją legendą proaborcyjnych strajków, które miały miejsce kilka lat temu i wybuchły na fali dobrze przygotowanej kampanii marketingowo-społecznej. Jeśli się na to spojrzy okiem technokraty, było zrobione to dobrze, jeśli chodzi o założenia, którymi się rządzą kampanie społeczne. Ale oprócz tego, że ktoś tym odgórnie sterował, mieliśmy też do czynienia z sytuacją wielomiesięcznego lockdownu, co na pewno miało ogromny wpływ.
Był to kolos na glinianych nogach i siła, której środowiska feministyczne nigdy potem nie odbudowały. Obserwując publiczne wydarzenia pro-life, można powiedzieć, że sympatia ludzi do obrony życia jest stała. Zawsze pojawia się kilka tysięcy osób na marszach dla życia, który odbywa się w różnych miejscach raz lub dwa razy w roku. Druga rzecz to frekwencja, którą obserwujemy na publicznych różańcach o zatrzymanie aborcji, które prowadzimy już w tej chwili w 50 miastach w Polsce. Tam też ta frekwencja co najmniej nie spada, a wielu miejscach jest coraz większa. Myślę, że dysproporcja między obrońcami życia a ruchem feministycznym jest bardzo widoczna. Podsumowując, Marsz dla życia, był to głos ludzi, którzy nie zgadzają się na politykę obecnego rządu i którzy przyszli pokazać, że się na to nie zgadzają. Dużo rodzin z dziećmi, w tym wielodzietnych i dużo ludzi, którzy żeby tam przyjść lub przyjechać z innej, odległej miejscowości, poświęcili wiele.
Nawiążmy również do protestów pod feministyczną „kliniką” aborcyjną „Abo-Tak”, przy ul. Wiejskiej. Jak te protesty przebiegają, czy przynoszą jakiś skutek lub hamują funkcjonowanie w jakiś sposób tego miejsca?
Sytuacja wokół „Abo-Tak”, czyli tej pseudoprzychodni aborcyjnej otwartej koło Sejmu, bardzo mocno obnażyła słabość środowisk aborcyjnych i feministycznych w Polsce. Przede wszystkim dokładnie pokazała przeciwną rzecz do tego, co w planach założycieli miała pokazać. „Abo-Tak” miało być miejscem, które pod Sejmem będzie może kogoś kłuło w oczy, ale będzie sobie funkcjonowało. To byłby sukces założycieli, który miał być formą szantażu, presji czy nawet terroru wobec polityków.
Pomysł środowisk feministycznych na to, jak naciskać na legalizację aborcji, jest właśnie taki: „wy nam tego nie zalegalizujecie, my i tak to robimy”. Ta strategia była stosowana we wszystkich państwach na zachodzie, gdzie legalizacja aborcji postępowała. Próba skopiowania tego mechanizmu obecnie ma miejsce w Polsce. Otwarcie „Abo-Tak” przyniosło dokładnie odwrotny od planowanego skutek. Miało być 8 marca, ale aborterki tak się wystraszyły protestów pro-life, że otworzyły 7 marca. Ludzie protestują, sąsiedzi mają dość. Aborcyjny Dream Team umiejscawiając swój ośrodek w kamienicy przy ul. Wiejskiej bardzo świadomie i z premedytacją wpakował okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców w kłopoty, bo było wiadomo, że to jest miejsce, które będzie prowokować intensywne, właściwie nieustanne protesty. Na Wiejskiej widać, że ludzie aborcji w Polsce nie chcą i nie jest to tylko jedna czy druga organizacja pro-life, lecz przychodzą tam zwykli ludzie i mówią „nas to wkurza, zabierajcie to”. Właśnie to osiągnęły środowiska proaborcyjne, otwierając tę pseudoprzychodnię. Trudno powiedzieć, czy przychodnia rzeczywiście tam funkcjonuje.
One się chwalą, że kilkanaścioro dzieci zostało zabite, trzeba wziąć te deklaracje za prawdziwe. Z drugiej strony w tej chwili na stronach feministycznych nasi działacze, którzy tam są pod fejkowymi profilami, donoszą, że tam odbywa się wielki płacz i nie da się spokojnie iść na aborcję na Wiejską do „Abo-Tak” – właśnie przez protesty. Dość skutecznie udało się tam wywrzeć presję, prawdopodobnie nie odbywa się tam tyle aborcji, ile się miało odbywać. Wielkie marzenie, również tej polskiej lewicy, to postawić sobie ośrodki aborcyjne, zrobić strefy buforowe i zakuwać w kajdanki protestujących czy modlących się ludzi – oto tolerancja, którą wyznają lewicowe ruchy polityczne.
Czy myśli Pani, że z pomocą m.in. Państwa organizacji uda się zamknąć tę klinikę lub się ona nie utrzyma z racji na utrudnienia wynikające z nieustających protestów?
Trzeba pamiętać, że „Abo-Tak” to miejsce prowadzenia działalności gospodarczej przez Justynę W., znaną aborterkę sądzoną w Warszawie od 4 lat za pomoc w zabiciu dziecka tabletkami. „Abo-Tak” jest miejscem polegającym na sprzedaży tekstyliów, od strony formalnej. Tam zachodzi ciekawy mechanizm, ponieważ manifestacje pro-life są zgłaszane do Urzędu Miasta i legalne, na tych zgromadzeniach nie jest łamane prawo. Odbywają się one w sposób intensywny, głośny, częsty, ale jednak w sposób pokojowy. Nie dochodzi z naszej strony do aktów przemocy. Z całą pewnością projekt pt. „Abo-Tak” nie udał się feministkom i trzeba to powiedzieć już dziś. To jest przegrana środowisk feministycznych, które miały zarówno nieformalne, jak i formalne zapewnienia ze strony prokuratora generalnego, że nie będą ścigane za swoją działalność. Dlatego oświadczyły wprost, że to jest miejsce, w którym polskie prawo nie obowiązuje. Zderzyły się z obrońcami życia i trzeba powiedzieć, że właściwie już przegrały tę walkę, dlatego że to pokazuje, że nikt na tę placówkę nie czekał, nikt nie chce się z nią identyfikować, niewielu chce jej bronić i właśnie tę sytuację widzą politycy, którzy idą do pracy do Sejmu lub do kancelarii prezydenta, która jest już obok – koszmarną porażkę, jaką poniosły feministki w zderzeniu z faktami i opinią publiczną w Polsce. Dzisiejsze protesty pod „Abo-Tak” są wypełnieniem pewnych funkcji, których nie wypełniają instytucje państwa. Państwo jest bierne i wykazuje się kompletną indolencją.
Czy myśli Pani, że wysoka frekwencja na Marszu dla Życia wynikała również z dramatycznej sytuacji, jaka wydarzyła się w Oleśnicy, kiedy doszło do zabicia dziecka w 9 miesiącu ciąży?
Z całą pewnością tak. Środowiska aborcyjne wypadły za bandę. Ta aborcja miała miejsce pod koniec października ubiegłego roku, ale nikt o niej nie wiedział. Została ona nagłośniona w połowie marca przez Gazetę Wyborczą. To miała być historia, która będzie służyła do poszerzania możliwości aborcji w Polsce. Aborcja w 9 miesiącu, na dziecku które było zdolne do życia i mając świadomość, że można było wykonać cięcie cesarskie, to było zlecenie na morderstwo i było morderstwo. Gdyby matka chciała zabić noworodka, który ją denerwuje, zamiast zostawić w szpitalu i żyć swoim życiem, byłoby to dziecko zaledwie starsze o kilka dni. Środowiska aborcyjne po prostu przestrzeliły. Ogromne oburzenie i poruszenie sytuacją szpitalu w Oleśnicy, sprawiły, że ludzie się wkurzyli. Są lewicowe środowiska, które z Gizeli Jagielskiej starają się zrobić niemalże bohaterkę narodową i świadczy to tylko o tych środowiskach. Każdy, kto jej w tym momencie broni, broni rzeczy absolutnie skandalicznej. Jest to osoba, która powinna być natychmiast zatrzymana, aresztowana i sądzona za zabójstwo na niewinnym człowieku.
Pani podkreślała, że w szpitalu w Oleśnicy przesłanka psychiatryczna do tego, żeby dokonywać aborcji na życzenie, była używana niejednokrotnie. Jakie działania powinny zostać podjęte, aby nie dopuścić do większej ilości przypadków aborcji na życzenie z tej przesłanki i takich dramatów, jaki miał miejsce teraz? Jakie działania w tym kierunku podejmuje Fundacja Życie i Rodzina?
Wystosowaliśmy serię pytań do szpitala w Oleśnicy. O ile odpowiadają nam na pytanie o liczbę aborcji, nie chcą udzielić informacji, ile razy podali zastrzyk z chlorku potasu dosercowo dzieciom. Nie wylistowali metody aborcji, z drugiej strony wiadomo, że to robią. Nie raportują też liczby aborcji poprzez odessanie próżniowe.
Środowiska szpitala w Oleśnicy łączy się ze środowiskiem Aborcyjnego Dream Teamu, który otworzył przychodnię „Abo-Tak”. Aborcyjny Dream Team podarował serię sprzętu do nowoczesnej aborcji szpitalowi w Oleśnicy, który jest największym centrum aborcyjnym w Polsce. Od strony szpitala w Oleśnicy słyszymy, że doskonale opiekują się kobietami, mają doskonałe warunki do rodzenia i doskonale robią aborcję. Tej narracji oczywiście nie da się wymieszać, ale próbują taki manewr przeprowadzić. Ale kiedy pada pytanie o metodę aborcji, nie chcą udzielić odpowiedzi. Jeśli oni nie będą konsekwentnie odpowiadać na pytania, skończy się do w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, bo taka jest droga w przypadku wniosków o informację publiczną i nie będziemy tego pomijać.
Czy myśli Pani, że z tych dramatów, które wynikają z działań postępującej cywilizacji śmierci również i w Polsce w XXI wieku, można wyciągnąć jakiś cień nadziei na przyszłość? Czy przykładowo dzięki temu ruchy pro-life będą zyskiwać na poparciu?
Myślę, że już jest takie poruszenie i niedzielny Narodowy Marsz dla Życia to pokazał. Zazwyczaj ten marsz jest miejscem, na którym ludzie zachowują się trochę jak na rodzinnej zabawie: balony, dzieci, uśmiechy, miła atmosfera… Odbyłam kilkadziesiąt rozmów z uczestnikami marszu w niedzielę i dominującą emocją było wkurzenie na to, co się dzieje, a przekaz był taki: „Przeginacie i radykalizujecie ludzi. Wylecicie z tej łódki i dobrze, bo nie potrzebujemy prokuratury, która ogłasza wytyczne, że nie będzie ścigać przestępstw, ani policji, która nie ma pieniędzy na rozbijanie grup przestępczych. Nie potrzebujemy premiera, który daje zielone światło na mordowanie dzieci”. Ministerstwo Zdrowia może się zamieniać w ministerstwo zabijania, Prokuratora Generalna w adwokatów-zbrodniarzy i tego rodzaju instytucje mogą zacząć działać zupełnie przeciwnie do tego, do czego zostały powołane. Dlatego mówię, że dobrze, że ta łódka się huśta i niektórzy z tej łódki wypadną, bo wszystko, co oni robią, jest Polsce niepotrzebne.
Dziękuję Pani za rozmowę.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 11 maja 2025 Michalkiewicz
„Każdy kraj ma gestapo” – twierdził jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”. Skoro „każdy” – to cóż dopiero Niemcy? Gdzie, jak gdzie – ale w Niemczech gestapo być musi; Niemcy bez gestapo, to jak Cygan bez drumli. A skoro „musi być”, no to jest – i właśnie dało głos. Wprawdzie oficjalnie gestapo nazywa się tam „kontrwywiadem” – ale jak zwał – tak zwał.
U nas, dajmy na to, gestapo najpierw nazywało się „Wojskowe Służby Informacyjne”, z których potem wypączkowały aż dwie formacje: Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego, a z gestapo „cywilnego”, które przyjęło nazwę UOP – też wypączkowało mnóstwo formacji: CBA, ABW, CBŚ – i tak dalej.
Więc niemieckie gestapo właśnie ogłosiło, że AfD, na którą w ostatnich wyborach głosowało ponad 20 procent niemieckich suwerenów (na zwycięskie CDU-CSU zaledwie 8 procent więcej), jest ugrupowaniem „ekstremistycznym”, które nasze hebesy, zatrudnione w charakterze dziennikarzy w niezależnych mediach głównego nurtu z uporem nazywają „ekstermistycznym”. Najwyraźniej ekstremizm kojarzy się im z eksterminacją – co w przypadku gestapo aż tak bardzo od rzeczywistości nie odbiega. Jakie konsekwencje będzie miało to gestapowskie orzeczenie – tego jeszcze nikt nie wie, bo AfD zamierza się odwoływać do niezawisłego sądu – ale tak czy owak jest to ważny krok na drodze do zwycięstwa w całej IV Rzeszy demokracji kierowanej.
Przypomina to decyzję Krajowej Rady Narodowej w początkach komuny. KRN uznała, że partii w Polsce jest za dużo; że trzy tak zwane „demokratyczne” wystarczą, w związku z czym te nadliczbowe uznała nie tylko za zbędne – ale w dodatku – zagrażające demokracji. Wnet posypały się „piękne wyroki” ówczesnych niezawisłych sądów – wiec nie jest wykluczone, że w Niemczech będzie podobnie.
A tu akurat 4 maja odbywają się wybory prezydenckie w Rumunii, gdzie faworytem jest niezatwierdzony kandydat George Simion, który wcześniej wspierał niezatwierdzonego kandydata Calina Georgescu, ostatecznie zablokowanego przez niezawisły rumuński Sąd Najwyższy, który najwyraźniej „powinność swej służby zrozumiał”. Jaki los czeka pana Simiona, gdyby się okazało się wygrał wybory? U nas pan Dariusz Korneluk, który myśli, że jest prokuratorem krajowym, zaraz by go kazał aresztować, a któryś z zaufanych sędziów, ot – na przykład pan sędzia Igor Tuleya, czy jakiś inny taki z „wolnych sądów” – zaraz wygotowałby odpowiednie papiery do aresztu wydobywczego na całą kadencję – i po krzyku. Jak będzie w Rumunii – .zobaczymy – bo że jakoś musi być – to rzecz pewna, skoro w Niemczech gestapo już zabrało głos.
Najwyraźniej Niemcy muszą być zainteresowane zwycięstwem obywatela Trzaskowskiego Rafała – bo tak poluzowały smycz obywatelu Tusku Donaldu, że zaczął ocierać się już o myślozbrodnie. Normalnie to Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje za znacznie łagodniejsze wybryki przypomniałaby obywatelu Tusku, skąd wyrastają mu nogi – ale teraz wszystkie koła kręcą się dla zwycięstwa, więc obywatel Tusk Donald tak się rozdokazywał, że zaczął bredzić nie tylko o „deregulacji”, nie tylko o „doktrynie piastowskiej”, co to „oparta jest na sile” – ale nawet o „nacjonalizmie gospodarczym” – co wprawiło w dysonans poznawczy nawet pana marszałka „ojczyka” Hołownię. Ale to są tylko takie makagigi, o których zarówno obywatel Tusk Donald, jak i wszyscy inni zapomną już następnego dnia po wyborach. Reichsfuhrerin zatem nie przywiązuje do tego specjalnej wagi, w odróżnieniu od spraw poważniejszych, jak na przykład Trójmorze, gdzie od razu zamyka szlaban. Dlatego vaginet obywatela Tuska Donalda zbojkotował szczyt inicjatywy trójmorza w Warszawie pod pretekstem, że to „inicjatywa prezydenta Dudy”.
Tak naprawdę jednak to obywatel Tusk Donald musiał dostać cynk od Reichsfuhrerin: wiecie, rozumiecie, Tusk. Wy trzymajcie się z daleka od tego całego trójmorza i trzymajcie od tego z daleka Księcia-Małżonka – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Rzecz w tym, że zrealizowany projekt trójmorza zagrażałby trzem ważnym interesom niemieckim; podważał niemiecką hegemonię w Europie, blokowałby budowę IV Rzeszy, no i pozwoliłby państwom Europy Środkowej uwolnić się od ograniczeń nałożonych na nie przez niemiecki projekt „Mitteleuropa” z roku 1915. Dlatego właśnie Reichsfuhrerin, jeśli nawet z uwagi na zaangażowanie Niemiec po stronie obywatela Trzaskowskiego Rafała spuszcza obywatela Tuska Donalda ze smyczy i pozwala mu na myślozbrodnie w rodzaju „nacjonalizmu gospodarczego” – to w sprawie trójmorza zachowuje czujność rewolucyjną. Jestem pewien, że nowy niemiecki kanclerz Fryderyk Merz, co to ma przyjechać do Polski już 7 maja, a więc nazajutrz po formalnym objęciu urzędu czuje, że i dla Niemiec periculum in mora, więc nie ma co zwlekać z przekazaniem obywatelu Tusku Donaldu stosownych instrukcji i wskazówek.
Tym bardziej, że obywatel Nawrocki Karol poleciał do Ameryki, gdzie udało mu się sfotografować z prezydentem Trumpem. Niezależne media głównego nurtu bagatelizują ten incydent, a pułkownik Sienkiewicz Bartłomiej, ten od „ch…, d… i kamieni kupy”, powiedział nawet, że polskiego prezydenta wybierają Polacy – ale od razu widać, że „kwaśne winogrona”. Obywatel Trzaskowski Rafał już nie zdąży polecieć do Ameryki, a nawet jakby zdążył, to nie wiadomo, czy prezydent Trump znajdzie chwilę czasu, by się z nim sfotografować – ale jestem pewien, że jak tylko przyjedzie do Warszawy kanclerz Merz, to już tam obywatel Trzaskowski Rafał znajdzie sposób, żeby naciągnąć go na wspólne zdjęcie.
Tymczasem Grzegorz Braun nie tylko próbował dokonać „obywatelskiego zatrzymania” pani doktor Gizele-Mengele w szpitalu im. Króla Heroda w Oleśnicy, ale w dodatku uczestniczył w operacji zdjęcia ukraińskiej flagi z ratusza w Białej Podlaskiej. Jak wiadomo, podczas wiecu ukraińska flaga została z ratusza zdjęta i przekazana ukraińskiemu konsulatowi – ale była to kropla, która przepełniła czarę. Prezydent Białej Podlaskiej został podkręcony, żeby odprawował coś w rodzaju ekspiacyjnego odczyniania uroków, zaś piastujący w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra sprawiedliwości, pan Adam Bodnar z czarnym podniebieniem zapowiedział położenie kresu „bezkarności” Grzegorza Brauna. Akurat 6 maja Parlament Europejski ma głosować nad jego immunitetem i jak mu go uchyli, to tylko patrzeć, jak Grzegorz Braun zostanie umieszczony w areszcie wydobywczym, a tam już zajmie się nim gestapo, którego posiadaniem może poszczycić się każdy kraj – nawet taki nieszczęśliwy, jak nasz.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Kiedy obecny papież Leon XIV był przeorem generalnym augustianów, przygotował tekst dla Synodu biskupów w sprawie nowej ewangelizacji, zwołanego przez Benedykta XVI w 2012 roku.
Ta wypowiedź Ojca Roberta Prevosta, O.S.A. jest nagrana jego własnym głosem w dwóch filmach, które Catholic News Service datuje na 8 listopada 2012 roku:
https://youtu.be/WttXvZt3m6k?si=lawFTuAqSA0Ihy8Z
Obecny Papież potępia rolę mediów w fabrykacji i manipulowaniu zbiorową wyobraźnią, w celu promowania antychrześcijańskich wyborów stylu życia i utożsamiania chrześcijańskiego przesłania z nieprzyjemnymi i nienawistnymi modelami i odniesieniami.
„Zachodnie media są niezwykle skuteczne w promowaniu powszechnej publicznej sympatii dla przekonań i praktyk sprzecznych z Ewangelią, takich jak aborcja, homoseksualizm i eutanazja.
W najlepszym razie media tolerują religię jako coś mdłego lub dziwacznego, o ile nie sprzeciwiają się aktywnie stanowiskom w kwestiach etycznych, które media zakładają, że są własne.
Jednakże, kiedy ludzie religijni wypowiadają się przeciwko tym stanowiskom, media stawiają religię w centrum uwagi, przedstawiając ją jako ideologiczną i niewrażliwą na rzekomo istotne potrzeby ludzi we współczesnym świecie.
Sympatia dla antychrześcijańskich wyborów stylu życia zachęcanych przez media jest tak genialnie i pomysłowo zakorzeniona w opinii publicznej, że kiedy ludzie słyszą chrześcijańskie przesłanie, nieuchronnie wydaje się ono ideologicznie i emocjonalnie okrutne, w przeciwieństwie do rzekomego humanitaryzmu antychrześcijańskiej perspektywy.
Duchowni katoliccy głoszący [prawdę] przeciwko legalizacji aborcji lub redefinicji małżeństwa, są przedstawiani jako ideologiczni, surowi i niewrażliwi.
Ale nie z powodu tego, co zrobili lub powiedzieli, ale dlatego, że opinia publiczna porównuje swoje przesłanie z łagodnym, współczującym tonem sfabrykowanego przez media wizerunku ludzi uwięzionych w moralnie złożonych sytuacjach życiowych, podejmujących decyzje przedstawiane jako zdrowe i dobre.
Dzieje się tak na przykład w sposobie, w jaki alternatywne rodziny, w tym te złożone z par tej samej płci, które adoptowały dzieci, są teraz reprezentowane w serialach telewizyjnych i filmach.
Jeśli nowa ewangelizacja ma skutecznie przeciwdziałać temu medialnemu zniekształceniu religii i etyki, duchowni, kaznodzieje, nauczyciele i katecheci będą musieli być znacznie lepiej poinformowani o kontekście ewangelizacji w świecie zdominowanym przez środki masowego przekazu.
Ojcowie Kościoła zaoferowali potężną odpowiedź na niechrześcijańskie i antychrześcijańskie nurty literackie i retoryczne aktywne w Cesarstwie Rzymskim, które definiowały religijne i etyczne obrazy tamtych czasów.
Wyznania Augustyna, z jego kluczowym obrazem cor inquietum [niespokojne serce]:
„Stworzyłeś nas dla Siebie, Panie, a nasze serca będą niespokojne, aż znajdą ukojenie w Tobie”.
Określił, w jaki sposób chrześcijanie i niechrześcijanie na Zachodzie na nowo pojęli przygodę z religijnym nawróceniem.
W Mieście Boga św. Augustyn wykorzystał historię spotkania Aleksandra Wielkiego ze schwytanym piratem, aby wyśmiewać rzekomą moralną legitymację Cesarstwa Rzymskiego.
Ojcowie święci, w tym Jan Chryzostom, Ambroży, Leon Wielki i Grzegorz z Nyssy, nie byli wielkimi retorykami, ponieważ byli wielkimi kaznodziejami; oni byli wielkimi kaznodziejami, ponieważ byli wielkimi retorykami.
Innymi słowy, ich ewangelizacja zakończyła się sukcesem w dużej mierze dlatego, że rozumieli podstawy komunikacji społecznej odpowiednie dla świata, w którym żyli.
W związku z tym szczegółowo rozumieli techniki, za pomocą których światowe centra władzy świeckiej manipulowały popularnymi religijnymi i etycznymi obrazami swoich czasów.
Ponadto Kościół powinien oprzeć się pokusie przekonania, że może konkurować z nowoczesnymi środkami masowego przekazu, zamieniając świętą liturgię w spektakl.
W tym względzie Ojcowie Kościoła, tacy jak Tertulian, przypominają nam dzisiaj, że wizualny spektakl jest domeną stulecia i że naszą misją jest wprowadzenie ludzi w naturę tajemnicy jako antidotum na spektakl.
W związku z tym ewangelizacja we współczesnym świecie musi znaleźć odpowiedni sposób na przeorientowanie uwagi opinii publicznej ze spektaklu na tajemnicę”.
( Ojciec Robert Prevost, obecnie Papież Leon XIV )
11.05.2025 Autor:Sebastian Piton
https://nczas.info/2025/05/11/palac-czy-pajac-kultury-propozycja-sebastiana-pitonia-video/

Jeszcze w XIX wieku sztuka była definiowana jako tworzenie piękna. Piękno zaś było efektem wysokiego stopnia harmonizacji – dążenia do doskonałości. Po pierwszej wojnie światowej piękno zaczęto spychać z piedestału. Obecnie w sztukach „pięknych” ostała się tylko nazwa, która nic nie znaczy, bo „nie to piękne, co piękne, tylko to, co się komu podoba…”.
Feliks Koneczny, polski historiozof, tworząc pojęcie pięciomianu cywilizacyjnego, czyli pięciu celów, do których dążyć powinna cywilizacja, właśnie pojęcie piękna umieścił w centrum. Jako łącznik – zwornik pomiędzy światem ducha a światem materii. Przypomnę, że w świecie materii wartościami, o które powinniśmy dbać, są według Konecznego dobrobyt i zdrowie, a w świecie ducha: prawda i dobro.
Zdjęcia nowo otwartego Muzeum Sztuki Współczesnej obiegły Internet, wywołując zdziwienie, jak brzydka może być architektura. Po ostatnio silnie nagłaśnianym bananie przylepionym do ściany taśmą montażową, który to banan odgrywał rolę wielkiego dzieła sztuki, wydawało się, że opinia publiczna nie jest w stanie się już niczym zadziwić. A jednak… Biały klocek, wyglądający jak barak dla robotników czy pudło po butach, zrobił wrażenie.
W jednej z branżowych gazet trafiłem na opinię, że budynek nie podoba się nikomu, co najlepiej świadczy o tym, że jest dziełem wybitnym. Dlaczego? Bo ludzie mają zły gust. Gdyby się komuś spodobał, to by było ryzyko, że nie jest to wielkie dzieło, a tak mamy co do tego pewność. Poważnie tak napisali. Szybko wygooglowałem artykuły na temat konkursu na to cudo i z przerażeniem doszedłem do wniosku, że wybrano jeden z lepszych projektów.
Jako działacz społeczny i architekt postanowiłem zadziałać. Kilka lat wcześniej robiłem razem z synem Klemensem model łuku triumfalnego Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Wystarczyło go dokończyć i zaprojektować elewację, którą obudowałem nieszczęsne pudło. Żeby pokazać zupełnie inny kierunek, w jakim architektura powinna iść, ustawiłem na szczycie Pałacu Kultury posąg Matki Boskiej Łaskawej – patronki stolicy.
Kloc Trzaskowskiego obudowany klasycyzującą elewacją, łuk triumfalny Bitwy Warszawskiej i Matka Boska na szczycie PKiN zrobiły na naszych lewakach podobne wrażenie jak banan za 6 milionów dolarów na nas – prawakach. Piekło zawyło. „Gazeta Wyborcza” połknęła haczyk i zrobiła mi reklamę. Dziękuję. Postanowiłem iść za ciosem i przeprojektować cały Plac Defilad. Projektem zainteresował się polski poseł do Eurokołchozu Grzegorz Braun. Zatem zakasałem rękawy i zacząłem się dobrze bawić. Żeby jednak mieć świadomość, wokół jakiego budynku wyczyniam moje architektoniczne swawole, postanowiłem się bliżej przyjrzeć Pałacowi Kultury.
Jedni go nienawidzą i chcieliby go wysadzić w powietrze jak wielce szanowny redaktor Tomasz Sommer. Inni chwalą jego architektoniczną ponadczasowość, jak na przykład autor tego tekstu. Pałac Kultury jest dziełem radzieckiego zespołu architektów pod przewodnictwem Lwa Rudniewa.
W artykule „Polskie inspiracje w architekturze PKiN” Marcin Skup pisał:
Stylistyka pałacu realizuje program założeń sztuki socrealizmu, czyli w dużej mierze „przepracowania spuścizny klasycznej” oraz architektury narodowej w stylu, a socjalistycznej w treści. Aby architektura PKiN była narodowa w formie, architekci radzieccy wybrali się w podróż po Polsce, która odbyła się między 30 września a 15 października 1951 roku. Zwiedzono Kraków, Sandomierz, Kazimierz, Toruń, Chełmno, Puławy, Płock, Nieborów, Kielce, Żelazową Wolę, Nieszawę, Czerwińsk, Krasiczyn, Przemyśl, Tarnów, Książ Wielki. Warto wspomnieć, że architekci byli zachwyceni Polską, gdyż nigdy wcześniej nie byli „na zachodzie”! Sama podróż i postulaty architektury narodowej w formie były wysunięte przez zespół polskich architektów pod przewodnictwem Józefa Sigalina. Warto przytoczyć cytat z jego książki, który obrazuje, w jakiej atmosferze projektowany był Pałac Kultury:
„W ich pracowni w Moskwie ściany były wręcz wytapetowane wielkimi fotografiami całości, detali; właśnie detali. «U nas tu – Polska». Tak bardzo chcieli zrobić architekturę polską, «żeby się Polakom podobała». Przypominam – był to wczesny okres realizmu socjalistycznego w architekturze. A Rudniew lubił soczystość, różnorodność, bogactwo, malowniczość…”
Warto zauważyć iż symbolika jawnie nasączona ideologią socjalistyczną pojawiła się tylko w kilku elementach stanowiących znikomą część ogromu całej budowli, Pałacu nigdy nie zdobiła czerwona gwiazda, nigdy przed PKiNem nie stanął Józef Stalin.
Architektura Pałacu Kultury jest kompilacją wielu mniej czy bardziej czytelnych cytatów z polskich zabytków. Attyki na niższych skrzydłach obiektu są ewidentnie wzorowane na krakowskich Sukiennicach, a attyki w wyższych partiach głównej bryły to cytaty z Kazimierza Dolnego i Zamościa. Zwieńczenie Pałacu nawiązuje do Pałacu Brühla, Bramy Floriańskiej i ratusza w Chełmnie, a wejście główne to cytat z Teatru Wielkiego w Warszawie. Klińce sklepień nisz na rzeźby to często obecny w polskiej architekturze detal, występujący między innymi w Pałacu Staszica.
Gdybyśmy uwolnili się od wszystkich negatywnych konotacji, to musielibyśmy dostrzec, że nasz stary poczciwy Pałac Kultury to kawał dobrej architektury i mieliśmy naprawdę sporo szczęścia, że ma w sobie tyle cytatów z polskiej architektury. Krytycy powiedzą, ze jest on symbolem dominacji sowieckiej nad Polską. Wybudowane w okolicy wieżowce są z kolei symbolem podboju Polski przez międzynarodową finansjerę, równie wrogi nam, Polakom, twór co Rosja Sowiecka. Nikt jednak nie domaga się ich wyburzenia. A czy ich budowniczowie zadali sobie jakikolwiek trud, by zbudować obiekty nawiązujące do naszej polskiej tradycji architektonicznej? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, bo wszyscy wiemy, jaka ta odpowiedź jest.
Kwartał, na którym stoi Pałac kultury, przez 70 lat stał praktycznie niezagospodarowany. Wielokrotnie architekci próbowali zaproponować otoczenie Pałacu tkanką miejską. W większości przypadków projekty te bardziej przypominały próby wstydliwego ukrycia haniebnego symbolu poprzedniej epoki niż racjonalne wykorzystanie jego potencjału i przede wszystkim uznanie faktu, iż Pałac stanowi i powinien stanowić silną dominantę. A jego architektoniczny styl powinien być kontynuowany przez obiekty architektoniczne tworzące jakikolwiek układ urbanistyczny sąsiadujący z Pałacem.
Najnowsza koncepcja zagospodarowania Placu Defilad obejmuje wybudowanie dwóch obiektów, z czego pierwszy – słynny biały klocek Trzaskowskiego – już stoi, a drugi – czarny kontener udający teatr – właśnie wchodzi w fazę realizacji. Zauważyłem na wizualizacjach tego projektu ciekawy efekt. Wszędzie w tle majaczy elegancka bryła Pałacu, kontrastując z minimalistycznymi bryłami nowych obiektów. Bez tego Pałacu w tle nowe budynki byłyby tylko brutalnymi pudłami szpecącymi przestrzeń. Mając jednak Pałac w bezpośrednim sąsiedztwie, niejako karmią się jego architektoniczną dojrzałością. Ciekaw jestem, czy autorzy tych wizualizacji zdawali sobie sprawę, że nowa architektura bez Pałacu nie istnieje i zupełnie się nie broni. Bo jest obiektywnie brzydka.
Kompozycja Pałacu Kultury tworzy w sposób naturalny zalążki trzech placów. Pierwszy przed głównym wejściem od strony ulicy Marszałkowskiej i dwa boczne, od Alei Jerozolimskich i ulicy Świętokrzyskiej.
Głównym akcentem placu od ulicy Marszałkowskiej byłby łuk triumfalny dedykowany Bitwie Warszawskiej 1920 roku. Skoro świat uznał, że to jedna z dziesięciu najważniejszych bitew w historii, to się tego trzymajmy. Symbol zwycięstw z potęgami Wschodu. Centralnym obiektem placu od strony ulicy Świętokrzyskiej byłby monument upamiętniający Bitwę pod Grunwaldem, świadczący o tym, że potrafimy się obronić przed zjednoczonymi siłami Europy. Centralnym zaś obiektem placu od Alei Jerozolimskich byłby łuk upamiętniający wiktorię wiedeńską, pokazujący, że i z ekspansją islamu dajemy sobie radę.
Skrzydła kompleksu od Alei Jerozolimskich i ulicy Świętokrzyskiej zajmują wielokondygnacyjne parkingi, które dają komfort odwiedzającym, że nie trzeba będzie szukać miejsc parkingowych. Do parkingów przylegają galerie handlowe w eklektycznym stylu, w którym widać przenikające się elementy kultury Zachodu i Wschodu. Wszak znajdujemy się na styku tych dwóch światów. Centralnym punktem każdej z dwóch galerii jest półotwarty plac, nad którym góruje organiczna wieża. Przestrzeń wokół idealnie nadaje się na knajpki i restauracje. Jest to miejsce, w którym można z ogrodów na dachach przedostać się niżej do galerii. Brama pomiędzy zielonym światem stworzonym na dachach i bajkową przestrzenią galerii.
Jak już powiedziałem, na dachach obiektów zaprojektowałem park, który daje możliwość podziwiania Warszawy z innej perspektywy. Poruszanie się na poziomie dachów jest interesujące samo w sobie, a pomieszanie tej przyjemności z przebywaniem wśród zieleni i klasycyzującej architektury zwiększa tylko atrakcyjność tego przeżycia. Obiekty położone w centrum zespołu to muzea związane z historią Polski i polską kulturą. Formy architektoniczne to eklektyzm tworzony podobnie jak sam Pałac kultury – poprzez inspirację tym, co można uznać za polskie.
Figura Matki Boskiej wieńcząca szczyt Pałacu i figury aniołów mogą dzisiaj wśród zsekularyzowanego społeczeństwa wywoływać niezrozumienie. Chrześcijaństwo jest jednak naszym głównym dziedzictwem. I tak naprawdę to brak figur świętych, aniołów czy Maryi powinien się nam wydawać niestosowny. Podsumowując, jest to dzielnica dla turystów – jak mówił popularny slogan – z kraju i ze świata. Dzielnica do zwiedzania, do zanurzenia się w polskości – dzielnica, w której Polak może poczuć dumę z tego, że jest Polakiem, a turysta respekt przed potężnym Narodem Polskim.
Film pokazujący co ja bym zrobił z Klockiem Trzaskowskiego. jeśli się Panu- Pani podobało, to proszę nie zapomnieć udostępnić. pic.twitter.com/8KhFJcpdA5
— Sebastian Pitoń (@SebastianPiton) October 30, 2024





| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 11 |
Według dr Chao Shana tajny sojusz Fauciego z Komunistyczną Partią Chin i jego rola w Instytucie Wirusologii w Wuhan były częścią mrożącego krew w żyłach planu depopulacji, który był widoczny na pierwszy rzut oka.
Pojawiają się bezpośrednie relacje wielu wysoko postawionych sygnalistów — w tym osoby z EcoHealth Alliance i byłych analityków wywiadu, którzy ryzykują życie, aby ujawnić prawdę o człowieku, którego nazywają współczesnym doktorem Josefem Mengele.
Ułaskawienia prewencyjne nie obejmują tych przestępstw.
Tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni Biały Dom po cichu opublikował na swojej stronie internetowej obciążające dokumenty — potwierdzające to, co wielu z nas wiedziało od lat: Fauci odegrał kluczową rolę w spowodowaniu pandemii COVID na świecie.
Zaledwie kilka dni temu prezydent Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze całkowicie zakazujące badań nad zyskiem funkcji (metodyką stosowania broni biologicznej), wymieniając nazwisko Fauciego i oskarżając go o tajne projektowanie „Frankenwirusów” w zagranicznych laboratoriach biologicznych, wirusów mających na celu przekształcanie łagodnych chorób w broń masowego rażenia.
Fauci wielokrotnie zaprzeczał, jakoby NIH finansował badania w Wuhan w Chinach.
Jednak The Intercept uzyskał 900 stron dokumentów z Wuhan dzięki pozwowi FOIA, z których wynika, że Fauci bezwstydnie skłamał przed Kongresem na temat swojej roli w finansowaniu badań nad zyskiem funkcji.
„Niespodzianka, niespodzianka” – powiedział senator Rand Paul po ujawnieniu. „Fauci znów skłamał”.
Senator Tom Cotton przyłączył się do Paula, wzywając do wszczęcia śledztwa i postawienia Fauciego przed sądem za krzywoprzysięstwo – nie wspominając o drobnej sprawie kierowania i finansowania badań nad bronią biologiczną o charakterze wojskowym w zagranicznym laboratorium biologicznym.
„Fauci wiedział” – tweetował Cotton. „Należy go przesłuchać i postawić przed sądem z całą surowością prawa”.

Nic dziwnego, że Fauci błagał Bidena o radykalne, prewencyjne ułaskawienie – niespotykaną dotąd ochronę przed federalnym procesem.
Teraz starszy naukowiec z niesławnego Instytutu Wirusologii w Wuhan potwierdził najgorsze obawy Fauciego i ujawnił prawdopodobnie największą próbę zatuszowania sprawy w XXI wieku.
Dr Chao Shan, wielokrotnie nagradzany wirusolog, który pracował pod bezpośrednim nadzorem Anthony’ego Fauciego, twierdzi, że COVID-19 nie był tragicznym wypadkiem.
To było zaprojektowane.
Broń biologiczna — finansowana przez amerykańskich podatników, opracowana we współpracy z armią amerykańską i Komunistyczną Partią Chin i nadzorowana przez samego Fauciego.
To naprawdę trudna lista wrogów.
Dr Shan wiedział, że prawda może kosztować go życie. Dlatego zostawił ostatnie ostrzeżenie zaufanemu współpracownikowi:
„Jeśli zniknę – powiedz światu, co się naprawdę wydarzyło”.
A potem… zniknął.
Żadnego śladu. Żadnego ciała. Żadnego wyjaśnienia.
Dziennikarka śledcza Jennifer Zeng, znana z artykułów na temat zbrodni Komunistycznej Partii Chin, rzuca światło na to, kim naprawdę był dr Shan i dlaczego jego zeznania są nie tylko wiarygodne, ale i kluczowe.
Na szczęście dla Ludzkości, jak zauważa dr Huff, Fauci i globalistyczna kabała nie byli zbyt subtelni. Jeśli to miała być broń biologiczna, to nie była zbyt skuteczna. Powoduje śmierć i choroby milionów, ale całkowicie nie usunęła ludzi z powierzchni Ziemi, choć depopulacja i gwałtowny spadek narodzin jest klarownie widoczny w statystykach, którymi nie chwalą się globalistyczni władcy świata.
Fauci i reszta zbrodniarzy, nadrabiała brak precyzji arogancją. Zostawili swoje odciski palców na całym miejscu zbrodni. I teraz nadchodzi czas na ich ukaranie!
| ROBERT W MALONE MD, MS MAY 10 |

This image is from „People’s Daily Online,” which is the official newspaper of the Central Committee of the Chinese Communist Party (CCP) . It is used for educational purposes only.
At a BSL-4 high-security risk laboratory located at Fort Detrick, an army base in Frederick, MD, during March 2025 there was a serious incident involving two laboratory workers. It is reported that one of the workers poked holes in the high biocontainment suit of another worker, potentially exposing the latter to at least one dangerous pathogen, although the specific pathogen was not disclosed.
Dr. Richard H. Ebright reports that the NIH BSL-4 facility at Ft. Detrick is contractor-staffed and contractor-operated. So, neither NIH nor military staff were directly involved in the incident. He found evidence that this facility was staffed and operated through a $116 million minority-set-aside contract to a Native Hawaiian LLC contractor located in an office park in Orlando, Florida.
These sorts of contracting arrangements are common in the DoD, and reflect preferential award ranking conferred to companies that are native American-owned, which has resulted in a rather odd business model of shell small minority-owned company prime contractors under which the usual larger contractors operate as subcontractors. The small minority-owned company prime contractor is granted a few years to operate with these special privileges and then typically folds, a new company is formed with the same basic ownership, the special privileges then apply to the newco for the same period, and the cycle repeats itself. This works for the large corporate “subcontractors” as it provides them some legal cover in terms of compliance with burdensome Federal Acquisition Regulation contract terms and conditions. A win-win for all concerned except taxpayer, government, and warfighter.
A BSL-4 laboratory is the highest level of biocontainment designed for work with the most dangerous and exotic pathogens. There are reportedly only fourteen Biosafety Level 4 (BSL-4) laboratories in the United States. The level of training and skill required to work in these labs is extensive, and there are relatively very few people with the skills needed to work directly with such pathogens. Furthermore, Personnel must pass FBI-led security risk assessments (SRAs) to handle Tier 1 agents like anthrax.
These are the types of pathogens housed in the facilities, most are considered tier 1 pathogens, which are considered the most deadly:

Generated by CHAT-GP3
These facilities are supposedly for the development of new vaccines, as it is the official narrative that bioweapons research in the United States ended in 1969. Research yielding new technologies or information with the potential for both benevolent and harmful purposes is referred to as „dual-use research.” The justification for bio-weapons research is therefore carefully parsed to suggest that there are alternative, more benign reasons for conducting this research. But the dual-use narrative doesn’t account for the anthrax research that led to the weaponized anthrax spore leaks that were associated with the anthrax attacks in 2001.
What is commonly written about that attack is that the anthrax used was the Ames strain of Bacillus anthracis. This strain is known as a highly virulent laboratory strain that was originally isolated from a cow in Texas in 1981. It is widely used by the U.S. Army for vaccine development and challenge studies due to its potency. Although it was reported that the anthrax was weaponized, there is little information available on why anthrax was being weaponized at Fort Detrick in 2021, which was done so by making it capable of being aerosolized. Once aerosolized, anthrax then becomes a weapon capable of mass destruction via a variety of weapons platforms. Anthrax is relatively easy to weaponize, and has been used in biological attacks globally during the twentieth century.
Following the anthrax attacks of 2001 that resulted in five deaths, Congress significantly strengthened oversight of select agents by passing the USA PATRIOT Act in 2001 and the Public Health Security and Bioterrorism Preparedness and Response Act of 2002 requiring HHS & USDA to publish regulations for possession, use, and transfer of select agents. However, these regulations only include requirements for registration, security risk assessments, restricted access, security, biosafety, restricted experiments, incident response, training, transfers, records, inspections, notification of theft, loss, or release, and civil penalties. These regulations are tricky, and a careful analysis suggests that they do not appear to specify what these agents can’t be used for.
The weaponized anthrax was actively being manipulated in 2001 by Dr. Ivins and his staff at Fort Detrick. There is not a chance in heck that making anthrax a respiratory pathogen is necessary for development of a vaccine. Hence, the work being conducted on anthrax in 2001 was not bio-defense or dual-use but bio-weapons research. Those writing of the anthrax attacks at the time somehow miss this logical conclusion. Just what the heck was the army lab doing – making anthrax a weapon of mass destruction?
After this event, Congress appointed Dr. Anthony Fauci to head the BSL-4 laboratory at Fort Detrick, which was repositioned under NIAID, and in compensation for this added responsibility awarded him a substantial raise with specific pay adjustments for his biodefense-related work. When he retired in 2024, he was earning almost half a million dollars a year.
So, what was and is now going on at the BSL-4 lab at Fort Detrick lab is anyone’s guess.
Fast forward to this year’s “incident.” An incident that potentially could have resulted in a mass casualty event. This criminal act was not disclosed to the head of NIH, Dr. Jay Bhattacharya, until weeks after it occurred. When he was alerted (after the fact), he closed down the laboratory and announced the incident to the press.
The titillating aspect of this crime is that this was a “lover’s spat.” The two co-workers involved were in a toxic relationship that had turned sour. But how is it even possible that a person with advanced safety training in BSL-4 laboratory techniques and having passed the FBI’s pass FBI-led security risk assessments, surreptitiously poke holes in another’s containment suit?
Now, we don’t know what pathogens they were working on, but… At the very least, this should have triggered a police investigation and arrest.
If the intent was to cause serious bodily harm, the accused should face charges of aggravated assault or assault with a deadly weapon, both of which are felonies. If the pathogen(s) being worked with were deadly, charges might have even included attempted manslaughter or murder, even attempted mass murder. Of note, Dr. Richard Ebright asserts on X that the co-worker did try to murder the other worker.
However, a search of arrest records or reports from Frederick County, MD, reveals no such arrest records. Which certainly makes one wonder. What the heck is going on at that military base?
The incident is not isolated; it is part of a broader pattern of safety lapses at Fort Detrick, with additional (details undisclosed) incidents reported in 2024. These repeated breaches have highlighted what officials and outside experts carefully describe as a „poor culture of safety” at the facility. Problems cited include poor documentation of select agents (dangerous pathogens), discrepancies between inventory logs and actual stock levels, and a general lack of psychological screening for personnel handling high-risk materials.
In 2019, CDC Director Robert Redfield closed Fort Detrick after an inspection revealed leaks and mechanical issues in a newly installed chemical system meant for decontaminating wastewater at the facility. These safety concerns heightened worries about possible releases of dangerous biological agents, leading the CDC to pause research activities at the site until the problems were addressed.
The details of the shutdown were not publicly disclosed at the time, with the CDC citing national security as the reason for keeping information about the closure private. This lack of transparency raised public concern and prompted requests for more information regarding possible health and safety risks associated with the laboratory. The facility reopened by the end of March 2020 (!! Key date relevant to the COVID timeline) after resolving the remaining wastewater issues.
Notably and admittedly a rabbit hole, but some of the above research was sourced from CHAT-GPT3. So, as usual, the references were reviewed to weed out the propaganda. The main reference source that emerged was the official newspaper of the CCP. For a mind-blowing exercise of alternate reality theories to the origins of the SARS-CoV-2 virus, read that article linked above and then the following article titled: “Politicians told to stay out of virus origins debate.” Notably, several inaccuracies are present in those articles, including the claim that the USA has never ratified the bioweapons convention and is the only country not to do so. Once one finds such errors, the entire document becomes suspect.
Back to the story at hand…
Dr. Bhattacharya, Director of NIH, wrote on X that the
“ongoing investigation revealed a pattern — going back to the Biden administration — of safety not taken as seriously as it ought. So with Sec. Kennedy’s blessing, I immediately ordered all work to halt & all dangerous pathogens secured. I won’t reopen the lab until I am satisfied that it can be done with zero risk to public safety. No more lab-generated pandemics!”
It is unclear when NIH will give the green light to reopen this BSL-4 laboratory, but this event is yet another warning signal that bio-defense and bio-weapons research must be largely shut down.
What we do know is that in this instance, NIH acted quickly and responsibly to not only address the issue but to alert the American people transparently. Or as transparently as a classified incident such as this can be reported on.
It is time to not only end all gain-of-function, it is time to stop dangerous dual-use research, which includes both bio-defense and bio-weapons development. Human beings are imperfect, become psychologically unhinged from time to time, and can be prone to a wide range of dangerous instincts and actions. Highly pathogenic organisms and high-pressure scientific research have repeatedly led to containment “errors” and mistakes that put the entire population at risk.
Is the juice really worth the squeeze?

W Stanach Zjednoczonych opublikowano właśnie bezprecedensowe badanie, które powinno wstrząsnąć opinią publiczną na całym świecie. Think tank Ethics and Public Policy Center (EPPC, po polsku Centrum Etyki i Polityki Publicznej) przeanalizował dane z 865 000 aborcji tzw. „farmakologicznych” dokonanych w latach 2017–2023.
To największe badanie efektów aborcji tabletkami. A co ważniejsze, oparte nie na ankietowaniu pacjentek, ale na twardych danych z bazy roszczeń ubezpieczeniowych.

Wyniki są szokujące: prawie 11% kobiet doświadczyło poważnych powikłań, takich jak sepsa, krwotok czy infekcja, w ciągu 45 dni od zażycia mifepristonu.
To aż 22 razy więcej, niż podaje amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA), która opierała się na znacznie mniejszych i mniej wiarygodnych próbach badawczych i podawała ryzyko na poziomie 0,5%.
Nowe badanie pokazuje, że pigułki poronne to śmiertelne preparaty. Są zaprojektowane tak, aby zabić dziecko, a oprócz tego jako skutek uboczny niosą ryzyko śmierci lub utraty zdrowia przez matki.
Tymczasem w Polsce środowiska przestępców aborcyjnych prowadzą nielegalny handel i przemyt tych niebezpiecznych środków. Dla zysku narażają kobiety i pomagają im zabijać dzieci. W centrum Warszawy, na ulicy Wiejskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie Sejmu, otworzyli ośrodek Abotak, gdzie promują i umożliwiają przeprowadzanie aborcji chemicznej przy pomocy nielegalnie zdobytych pigułek.
Fundacja Życie i Rodzina prowadzi kampanię przeciw tej działalności. Gdy organy państwa milczą, my jesteśmy na pierwszej linii frontu.
Muszę Pana poinformować o niebezpiecznym precedensie. Komenda Stołeczna Policji na swoim oficjalnym koncie w serwisie X (dawny Twitter) pisze, że regularnie podejmuje interwencje w związku z sytuacją pod Abotakiem.
Proszę zwrócić uwagę, że pisze wprost o tym, że w Warszawie otwarto przychodnię aborcyjną. To absolutnie szokujące, że instytucja powołana do ścigania przestępstw, przyjmuje do wiadomości, że powstał ośrodek nakierowany na łamanie prawa. I o tym ośrodku pisze jakby nigdy nic, jak o każdej innej placówce.

Jesteśmy obecnie w sytuacji, gdy nienarodzone dzieci nie mają znikąd żadnej pomocy. Wszelkie instytucje państwa zostały przejęte przez zwolenników aborcji i nawet Policja akceptuje przestępców aborcyjnych i nie planuje im przeszkadzać w zabijaniu.
W tej sytuacji nasze protesty są jedynym sposobem, aby odstraszyć od Abotaku młode dziewczyny, które mogą chcieć przyjść tam na aborcję. W ten sposób ratujemy życie dzieci, a aborcjonistom dobitnie pokazujemy, że nie ma zgody na ich bezprawie.

Bardzo Pana proszę o wspieranie protestu:
– modlitwą,
– przekazywaniem dalej informacji o sytuacji pod Abotakiem,
– finansowo, abyśmy mogli pokryć wszelkie wydatki związane z protestami.
Razem zatrzymajmy aborcyjny terror.
Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami,
Kaja Godek![]() Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – Pigułki poronne zabijają dzieci, ale mogą też zabić matkę. Protest przeciw Abotakowi jest koniecznością. Dziękuję, że Pan nas wspiera.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Szanowni Państwo!
Oto dziewiętnasty w tym roku SOBOTNIK,
Nowe porzekadło 19/2025(723)
Zabłocki tym się wsławił, że źle wyszedł na mydle. Tusk na kłamstwach wychodzi całkiem dobrze. Jako łgarz nie ma sobie równych. Zdumiewa to, jak wielu w jego łgarstwa wierzy. Dlatego należałoby upamiętnić ten fenomen, przekazując potomnym porzekadło: „Łże jak Tusk”.
Trzaskowski jako vice-tusk powinien być zadowolony, jeśli ktoś doceni go nie tylko jako dupka, za jakiego sam się uważa, ale również jako łgarza. Spieszmy się obdarowywać go tym „komplementem”, bo za tydzień może zostać to uznane za naruszenie ciszy wyborczej, albo mowę nienawiści.
Tylko czy jeszcze w państwie Tuska obowiązują jakieś zasady? No, może, ale tylko takie, jak on je rozumie. Jeśli tego nie ukrócimy, każdy może trafić do więzienia, bo po wypuszczeniu przestępców, kimś cele trzeba zapełniać. Najlepiej takimi ciemniakami, co to jeszcze usiłują przestrzegać dziesięciorga przykazań i z tym się nie kryją.
Pozdrawiam
Małgorzata Todd
Ten i wcześniejsze numery są tu, wystarczy kliknąć> www.mtodd.pl
Ktoś idealnie dopasował😆👇👇👇 pic.twitter.com/HIEHJqk34B
— ALCHEMICZKA🇵🇱✝️🧯⚕️💊🌿🥼⚖ (@alchemiczka73) May 10, 2025
Ultraliberalny program gospodarczy Grzegorza Brauna ?
Patriotyczny i katolicki kandydat na prezydenta proponuje ultraliberalny program gospodarczy, w duchu laissez faire, zapożyczony od protestantów i starszych braci w wierze. Proponuje demontaż państwa poprzez likwidację podatków (PIT, CIT, ZUS), podważając materialny fundament istnienia wspólnoty narodowej i państwa. Jest to w istocie program któremu daleko do katolickiej optyki.
Nikt nie lubi płacić podatków, one zawsze, w każdych okolicznościach są „za wysokie”. Tak też uważała np. polska szlachta nie chcąc łożyć na obronę Rzeczpospolitej … ze skutkiem wiadomym.
System podatkowy można reformować, starać się obniżać obciążenia, można proponować zastąpienie jednych obciążeń innymi (np. CIT podatkiem obrotowym), ale prosta likwidacja podatków oznacza także likwidowanie państwa, i to nie tylko marnotrawstwa jego aparatu czy być może zbędnych funkcji ale także likwidację tych żywotnie istotnych.
Istnieje katolicki program gospodarczy, i nie, nie chodzi o program posoborowy, ani nawet korporacjonizmu, ale program sformułowany przez najlepszych ekonomistów swych czasów, scholastyków takich jak Leonardus Lessius, a następnie myślicieli takich jak biskup Ketteler czy Heinrich Pesch. Sprowadza się on do tego, że rynki są pożyteczne, gdy zaprzęgnięte do pożytecznej działalności, uwzględniającej dobro wspólne.
Liberalizm proponuje paradygmat oparty o dogmatyczną wiarę, iż cokolwiek podmioty czynią na wolnym rynku jest to zawsze dobre…
Otóż wiemy z doświadczenia, że tak nie jest. Widzimy jak destruktywną władzę posiadają dziś korporacje. Jeśli pozwolić firmom dodawać chemiczne trucizny do żywności, to one, w obliczu konkurencji, by obniżyć koszty, będą to czynić, kosztem zdrowia konsumentów – patrz casus USA. Jeśli pozwolić firmom na monopolizację rynku to one to czynią, zawyżając następnie ceny i obniżając jednocześnie jakość. W niektórych zaś sytuacjach, na wybranych rynkach, państwowa własność może dać lepsze wyniki niż prywatna. Kluczem jest tutaj myślenie o dobru wspólnym. Kategoria ta powinna być katolikom bliska, ale w naszych krajowych okolicznościach, po dekadach liberalnej propagandy, tak nie jest.
W konsekwencji mieniący się katolickim kandydat na prezydenta proponuje w sferze gospodarczej myślenie o Polakach jako o zatomizowanej masie wzajemnie skaczących sobie do gardła jednostek, których nic nie łączy. Jak to niby się ma do wizji Narodu, Wspólnoty, Tradycji? „Konserwatywni liberałowie” pokroju Korwina Mikke pokazali, także na osobistym przykładzie, że nie może być tak, iż człowiek w domu deklaruje moralność, przywiązanie do wartości, wiary i wspólnoty, a w pracy, w swojej firmie, na rynku staje się chciwym drapieżnikiem bez sumienia, bo taką postawę proponuje mu liberalizm. Ostatecznie, chcąc być tym drugim, odrzucić musi wiarę i moralność także w domu i sferze osobistej.
Czas by w końcu egzorcyzmować liberalne miazmaty i odrzucić liberalne pseudo-dogmaty w życiu społecznym i praktyce ekonomicznej. Przynajmniej po stronie która mieni się patriotyczną i katolicką.
==========================
M. Dakowski
Trochę łagodzę, czy wyjaśniam:
Grzegorz Braun wg viki to polonista z wykształcenia, reżyser, scenarzysta, nauczyciel akademicki i publicysta.
Nie jest ekonomistą. Jednak – gdyby miał władzę [gdy będzie miał władzę? ] – uważam, że z całą pewnością dopuści do decyzji ekonomicznych prawdziwych, patriotycznych i utalentowanych ekonomistów. Mieliśmy ich w ostatnim trzydziestoleciu i mamy ciągle sporo. Pewien jestem, że nie grozi nam „prostą likwidacją podatków”, a jeśli coś takiego powiedział – to się przejęzyczył – w pośpiechu jakiejś debaty. Na pewno jest wrogiem dyktatu korporacji, ale chętnie odda decyzje gospodarcze w ręce ludzi, małych społeczności, przedsiębiorców. Kiedyś, dawno temu, miałem okazję i przyjemność z nim o tym rozmawiać. Jest państwowcem, więc demontaż państwa nam nie grozi.
Oby on i jego ekipa mogła wreszcie zaprezentować pełny program gospodarczy ! I wcielić go w życie.
PS. Nie mieszajmy czynów i poglądów JKM z GB!!
Męczennicy cywilizacji śmierci
Izabela BRODACKA
W marcu 1970 roku Norma McCorvey występująca pod pseudonimem „Jane Roe” zgłosiła pozew o stwierdzenie, że przepisy stanu dotyczące aborcji są niezgodne z konstytucją.
Sprawa ta przeszła do historii jako Roe-versus-Wade. W jej wyniku aborcja została uznana w USA za legalną przez cały okres ciąży, pozostawiając poszczególnym stanom możliwość wprowadzenia własnych regulacji ograniczających możliwość aborcji w drugim i trzecim jej trymestrze. Za Normą trudno nadążyć. W trakcie procesu twierdziła, że jej ciąża była wynikiem gwałtu. Potem nie tylko przyznała, że kłamała, lecz stała się nawet działaczką pro life.
Natomiast w dokumentalnym filmie nakręconym w 2017 roku stwierdziła, że nie kłamała, a za zmianę stanowiska w sprawie aborcji została opłacona przez grupy pro life. Dziecko i tak urodziła, gdyż procedury sądowe trwały zbyt długo, lecz w wyniku tej precedensowej sprawy w USA przez wiele lat dozwolona była tak zwana „późna aborcja”. O postępowaniu z dzieckiem decydował zapis w izbie przyjęć szpitala. Urodzone tego samego dnia i identycznie rozwinięte dzieci traktowane były różnie. Jeżeli matka zgłosiła się do aborcji – wcześniaka wrzucano do kubła, gdzie umierał wśród szpitalnych odpadków, jeżeli do porodu – ratowano go przy użyciu wszelkich dostępnych środków medycznych.
Praktykowano również zabijanie dzieci w łonie matki różnymi truciznami, aby zabójstwo można było nazywać aborcją.
Nasi mordercy dzieci nienarodzonych posunęli się jeszcze dalej w swej sofistyce. Przerwania ciąży nie tylko nie wolno nazywać morderstwem lecz nawet aborcją. Uznawana nazwa to terminacja czyli zakończenie ciąży, jak dobrowolne i pełnoprawne przerwanie studiów czy zakończenie treningów w siłowni.
Przedmiotem dyskusji jest na ogół wyłącznie etap rozwoju płodu, czas do którego nie przysługuje mu – jak każdemu człowiekowi – ochrona jego życia.
Dyskutanci wydają się nie rozumieć, że prawne terminy prekluzyjne czy zawite mogą mieć zastosowanie wyłącznie do rzeczy martwych, pieniędzy, nieruchomości, umów. Jeżeli dozwolona będzie aborcja do końca drugiego miesiąca ciąży to dlaczego nie do drugiego miesiąca i jednego dnia, jeżeli do drugiego miesiąca i jednego dnia to dlaczego nie do jednego miesiąca i dwóch dni i tak – jak w dowodzie indukcyjnym – ad infinitum. [to w matematyce..md]
Dobrze rozumiał ten paradoks Philip Dick pisarz science -fiction. W opowiadaniu „Przedludzie” opisał on fikcyjny, koszmarny świat, w którym można legalnie zabić dziecko do 12 roku życia. Gdy w tym okresie rodzice dojdą do wniosku, że dziecko jest dla nich balastem, trafia ono na 30 dni do ośrodka, w którym czeka na adopcję. Jeżeli jednak nie znajdzie się na to dziecko chętny zostaje ono zabite. Jak pamiętam grupa dzieci ukrywa się w tym opowiadaniu po lasach usiłując osiągnąć 12 rok życia i uniknąć egzekucji. Opowiadanie spotkało się oczywiście z gwałtowną krytyką feministek, oburzonych wizerunkiem kobiet w tym utworze oraz środowisk lewackiej awangardy. A przecież Dick ukazuje w swym opowiadaniu brak logiki w jakiejkolwiek próbie arbitralnego ustalania od jakiego etapu rozwoju człowiekowi należą się jego ludzkie prawa, w tym przede wszystkim ochrona jego życia, więc lewacka awangarda od dawna wysuwająca postulaty aborcji post-natalnej mogłaby go – teoretycznie rzecz biorąc – uważać za swego sojusznika. Przesłanie utworu nie budziło jednak nigdy wątpliwości i Dick słusznie jest uważny za obrońcę nienarodzonych dzieci.
Do zwolenników aborcji post-natalnej należy natomiast znany filozof Peter Singer, którego absurdalne w swej skrajności teksty są ze śmiertelną powagą analizowane na uniwersytetach, w tym oczywiście polskich. Peter Albert David Singer to australijski Żyd, profesor University Center for Human Values Princenton University. Wykładał również w Oxfordzie, Nowym Jorku, University of Colorado, University of California. Swoje poglądy sformułował w wydanej w 1979 roku książce „Practical Ethics”. Książka ta traktowana jest jako podręcznik etyki nazywanej utylitarną. Ja nazwałabym ją anty-etyką. Singer propaguje ideę wyzwolenia zwierząt i sam praktykuje dietę wegetariańską a nawet wegańską. Natomiast dopuszcza zgodną z wolą rodziców eutanazję upośledzonych niemowląt oraz aborcję również w zaawansowanej ciąży. Te poczynania są neutralne jego zdaniem etycznie z uwagi na niski poziom samoświadomości płodu. W wywiadzie dla tygodnika „ Der Spiegiel” Singer zaproponował wprowadzenie czterotygodniowego okresu przejściowego, dopiero po którym żyjące już dziecko nabywałoby praw ludzkich.
Różnica między eutanazją dziecka niepełnosprawnego i zdrowego nie wynika zdaniem Singera z prawa do życia lecz z ewentualnego wpływu tego faktu na życie i samopoczucie rodziców dziecka. Jeżeli dziecko nie rokuje, a rodzice chcą jego śmierci należy je, w miarę możliwości humanitarnie, zabić. Dziadkowie Singera zginęli z rąk niemieckich w czasie II Wojny Światowej. Dziwne, że tak wielki filozof i uznany etyk nie widział związku swoich poglądów z praktykami i poglądami hitlerowców.
To wręcz zabawne, że zwykły autor rozrywkowych powieści science-fiction o wiele lepiej posługuje się logiką niż profesor uniwersytetu i o wiele lepiej od psychologów i socjologów rozumie współczesne mu zjawiska społeczne. W „Trzech stygmatach Palmera Eldtritcha” Dick rozprawia się również z popularnym we współczesnym świecie mistycyzmem zastępczym. Tytułowy Palmer Eldritch obiecuje ludziom życie wieczne w raju stworzonym za pomocą narkotyku Chew-Z. Tak naprawdę Eldritch jest zwykłym hochsztaplerem, twórcą jednej z licznych sekt oszukujących naiwnych.
Mniej zabawny, a właściwie ponury jest fakt, że wszelkie idee, nawet te zbrodnicze, docierają do nas z tak wielkim opóźnieniem. Dyskusję, która miała miejsce w Stanach Zjednoczonych 50 lat temu wywołała obecnie w Polsce lekarka z Oleśnicy Gizela Jagielska zabijając w łonie matki, zastrzykiem w serce, zdolne do życia dziecko. Mały Felek dołączył do grona męczenników cywilizacji śmierci. Tak jak Alfi Evans i Terri Schiavo oraz wielu innych.
Autor: AlterCabrio , 9 maja 2025
W jakiej sytuacji znalazł się Kościół? Tu trzeba się cofnąć do pontyfikatu Leona XIII, który poprowadził zwycięską kontrofensywę Kościoła katolickiego. Odnowił myśl teologiczną przywołując św. Tomasza z Akwinu. I odnowił, a właściwie zbudował katolicką myśl społeczną – firmował swoim pontyfikatem, bo tam był kardynał Ketteler z Niemiec, ale to było pod pontyfikatem Leona XIII. I on mocą swojego urzędu, swoim pontyfikatem to zatwierdził i wprowadził w Kościół powszechny. I ta zwycięska kontrofensywa Kościoła została powstrzymana przez wojny światowe obydwie, przez rewolucję, czyli użyto potężnych środków, żeby zatrzymać ten proces, ale przede wszystkim przez wejście wrogich sił do wewnątrz Kościoła, poprzez przejęcie Soboru Watykańskiego II przez wrogów, przez masonerię, przez komunistów, przez tych ludzi, których dziś określamy globalistami. I później całe posoborowie to jest nieustanny – prawie nieustanny, bo Jan Paweł II i Benedykt XVI próbowali pewne rzeczy powstrzymywać – ale to było ogromne dzieło zniszczenia, dzieło lucyferyczne, sponsorowane przez ludzi, którzy wyznają lucyfera. I oni poumieszczali swoich agentów i wszystko wskazuje na to, że niedawno zmarły papież Franciszek również był ich agentem. Ja to mówię na podstawie analizy dokumentów Franciszka, jak również znajomości całego ogólnego planu, który zakładał budowę państwa światowego i przejęcie Kościoła katolickiego po to, aby go zamienić w kościół lucyfera.
−∗−
Rozmawiają: Edyta Paradowska, Bartosz Kopczyński, o. Jacek Maria Norkowski
Autor: AlterCabrio , 9 maja 2025
Żeby być uczciwym wobec Trumpa, wszedł on prosto w legowisko żmij i pasożytów. Otaczali go ludzie, którzy chcieli kontrolować jego politykę i sabotować jego perspektywy na drugą kadencję. Są tysiące stanowisk w gabinecie, które należy rozważyć, a Trump w ich obsadzaniu zaufał niewłaściwym osobom.
Jego druga kadencja i radykalny restart rządu federalnego były wprost epickie. Tym razem mam znacznie mniej do krytykowania. Choć nadal są poważne problemy do rozwiązania
−∗−
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
−∗−
W 2016 roku przewidziałem zdecydowane zwycięstwo Donalda Trumpa w jego kampanii wyborczej przeciwko Hillary Clinton, mimo że chór głosów mówił mi, że jestem szalony. Argumentem sceptyków było to, że establishment nigdy nie pozwoli Trumpowi objąć urzędu. Moje stanowisko w sprawie tego wydarzenia było stosunkowo proste – konserwatywny ruch populistyczny był zbyt silny, by go zanegować, a globaliści mogliby nie uznać Białego Domu Trumpa za całkowitą porażkę, gdyby mogli kontrolować go zza kulis lub sabotować go ogólnokrajowym kryzysem.
Do 2020 roku Trump był w samym środku astroturfingowych zamieszek BLM i wymyślonego kryzysu pandemicznego z powodu wirusa o 99,8% wskaźniku przeżywalności. Do listopada wybory zostały skutecznie sfałszowane na korzyść Joe Bidena. Nie chodzi tylko o podejrzanych wyborców głosujących pocztą (miliony z nich magicznie zniknęły do wyborów w 2024 roku), ale także o cenzurę ważnych wiadomości przez media establishmentu, która mogła zmienić opinię publiczną przeciwko Demokratom, wraz z cenzurą konserwatywnego sprzeciwu w mediach społecznościowych. Wszystkie te czynniki razem dały zwycięstwo Bidenowi.
Jednak było też kilka złych decyzji, które mogły pomóc w usunięciu przewagi Trumpa w wyborach i stłumić konserwatywny entuzjazm. Byłem bardzo krytyczny wobec pierwszej kadencji Trumpa, podobnie jak wielu komentatorów, głównie z powodu „stworów bagiennych” z Waszyngtonu, które zalały jego gabinet.
Żeby być uczciwym wobec Trumpa, wszedł on prosto w legowisko żmij i pasożytów. Otaczali go ludzie, którzy chcieli kontrolować jego politykę i sabotować jego perspektywy na drugą kadencję. Są tysiące stanowisk w gabinecie, które należy rozważyć, a Trump w ich obsadzaniu zaufał niewłaściwym osobom.
Jego druga kadencja i radykalny restart rządu federalnego były wprost epickie. Tym razem mam znacznie mniej do krytykowania. Choć nadal są poważne problemy do rozwiązania.
Najpierw chcę omówić pierwszy kwartał urzędowania Trumpa i przeanalizować jego największe dotychczasowe zwycięstwa. Niektórzy mogą nie postrzegać pewnych pozycji na tej liście jako „zwycięstw” – mnie to naprawdę nie obchodzi. Jak to mówią, dla jednego terrorysta, a dla innego bojownik o wolność.
To niezaprzeczalne zwycięstwo. Nie potrafię powiedzieć, ile razy słyszałem, jak sceptycy twierdzili, że Trump „nigdy nie opanuje granicy i nigdy nie zobowiąże się do deportacji”. Ci ludzie się mylili (znowu).
Zaledwie miesiąc po objęciu urzędu przez Trumpa niemal wszystkie nielegalne przekroczenia granicy ustały. Straż Graniczna, która miała do czynienia z 50 000 do ponad 300 000 spotkań na południowej granicy miesięcznie pod rządami administracji Bidena, teraz ma raczej łatwe życie z minimalną liczbą 8000 prób miesięcznie. Jest to najniższy ruch graniczny w historii agencji.
Mediana prób spadła o 95% odkąd Trump objął urząd. To niesłychane. To sukces, którego żaden krytyk nie może mu odmówić, dlatego media ledwo o tym wspominają.
Załamanie się prób przekroczenia granicy dowodzi, że zdecydowana większość osób próbujących przedostać się do USA NIE przybywała tutaj, ponieważ uciekała przed tyranią lub przestępczością. Gdyby tak było, ci ludzie nadal ustawialiby się w kolejce na punktach kontrolnych na granicy, błagając o możliwość wjazdu. W rzeczywistości miasta graniczne po stronie Meksyku, kiedyś pełne migrantów gotowych przedostać się do USA, są teraz miastami widmami. Nie było kryzysu humanitarnego. To było oszustwo dokonane przez Demokratów, organizacje pozarządowe i ONZ. Migranci spieszyli do USA, aby zdobyć gotówkę i zasiłki socjalne, to wszystko.
DOGE Elona Muska przyniosło mieszane rezultaty, ale pozbycie się tych dekad korupcji i marnotrawstwa nie nastąpi w ciągu kilku miesięcy. Mimo to zamknięcie przez DOGE agencji takich jak USAID jest doskonałym początkiem.
Śliskie macki USAID były ściśle powiązane z lewicowymi organizacjami pozarządowymi, a ich planem wydaje się być rozprzestrzenianie wirusa przebudzenia [woke] w każdym aspekcie spójności społecznej. Manipulowali kulturą nie tylko w USA, ale na całym świecie. Wszystko, co musieli zrobić, to zaoferować soczyste dotacje lewicowym aktywistom i wykluczyć konserwatywne programy.
Zauważyłem wyraźną zmianę w ruchu przebudzenia [woke movement] – rodzaj rzężenia przed śmiercią. Nagle wiele z tych grup aktywistów ucichło. Ich protesty są mniejsze. Ich pęd zamarł. Wiele korporacji porzuciło przekazywanie przesłania przebudzenia. Zaobserwowano nawet spadek aktywności trolli online. Nasi ulubieni anonimowi lewaccy prześladowcy zniknęli z powierzchni Ziemi (prawie za nimi tęsknię).
Zwycięstwo nr 3: Kampania celna
Może za wcześnie, aby to oceniać, ale nastąpił pozytywny ruch na froncie handlowym z powodu ceł Trumpa. Wielka Brytania skapitulowała i zaakceptowała 10% cła, jednocześnie obniżając podatki na towary amerykańskie do około 1%. Produkty amerykańskie będą swobodnie przepływać przez Atlantyk.
Chiny przyznały, że rozpoczynają negocjacje, prawdopodobnie dlatego, że ten komunistyczny kraj jest obecnie na skraju deflacyjnego upadku. Wiele rządów współpracuje z Białym Domem, aby dojść do porozumienia. Kilka międzynarodowych firm przenosi produkcję na terytorium USA.
Jeśli Trumpowi uda się faktycznie przenieść wystarczającą ilość produkcji do USA, będzie to oznaczać większą zdolność produkcyjną, co z kolei oznacza większą podaż i niższe ceny. A to oznacza większą liczbę miejsc pracy o średnich dochodach i lepsze płace.
Wreszcie, wysiłki Trumpa, aby wyeliminować podatek dochodowy i zastąpić go przychodami z taryf, byłyby ostatecznym sukcesem, ponieważ uwolniłoby to społeczeństwo od niewolnictwa względem IRS i banku centralnego.
Groźby Trumpa dotyczące odcięcia funduszy federalnych dla ‘przebudzonych’ szkół mają daleko idące skutki. ‘Przebudzeni’ nauczyciele korzystają z mediów społecznościowych, aby płakać, jęczeć i publikować filmy, w których zrywają flagi transseksualne i plakaty BLM ze ścian klas. Jak ta wykolejona ideologia [groomer ideology] mogła kiedykolwiek zainfekować system edukacyjny i obrać za cel nasze dzieci, jest zagadką, która będzie badana przez pokolenia.
Chorzy psychicznie trans aktywiści są wyrzucani z wojska pod kierownictwem Sekretarza Obrony Pete’a Hegsetha. To ludzie, którzy wstąpili do służby tylko po to, aby otrzymać finansowane przez podatników hormony i operacje zmiany płci. Ośmieszyli siły zbrojne i sprawili, że Ameryka wyglądała na niezwykle słabą. Dobrze, że się ich pozbyli.
Wszyscy mówili, że to się nie wydarzy, ale się wydarzyło. Demokratyczne narracje dotyczące 6 stycznia były rażąco nieuczciwe i motywowane politycznie. Policja na Kapitolu została nagrana na wideo, jak wystrzeliwuje gaz łzawiący i gumowe kule w tłum pokojowo protestujących. Federalni świadomie wywołali zamieszki, które nastąpiły później. Następnie media przepisały historię i nazwały zamieszki „powstaniem” mającym na celu przeszkodzenie Joe Bidenowi w objęciu urzędu.
Podczas gdy niektórzy ludzie niszczyli mienie, a inni zabierali pamiątki, wyroki więzienia, które otrzymali, były absurdalne w świetle ich drobnych przestępstw. Mieli stanowić przykład, a sprawiedliwość nie była ślepa ani uczciwa. Trump miał absolutną rację, ułaskawiając ich i uwalniając.
Teraz musimy przejść do porażek i chociaż będzie trochę debaty na ten temat, myślę, że większość konserwatystów zgodzi się, że są to obszary, w których Trump musi się poprawić. Podkreślę również, że Trump sam jest bardzo zmienny i te sytuacje mogą się zmienić z dnia na dzień.
Trump nie wykonał dobrej roboty nie ostrzegając opinii publicznej przed manipulacją danymi ekonomicznymi przez administrację Bidena. Demokraci przez dwa lata zaprzeczali, że stagflacja jest zagrożeniem, a następnie przez dwa lata twierdzili, że inflacja spada (nie spadała). Twierdzili, że miejsca pracy i PKB rosną (miejsca pracy dla obywateli amerykańskich stały w miejscu, a PKB został zmanipulowany w górę przez zwiększone wydatki rządowe). Powiedzieli, że system finansowy jest „silniejszy niż kiedykolwiek”.
Ponieważ większość Amerykanów nie jest świadoma tych sfałszowanych liczb, nieuchronnie obwinią Trumpa, gdy prawdziwe dane wyjdą na jaw, a statystyki zaczną się pogarszać. Trump potrzebuje przedstawiciela ekonomicznego lub tzw. „cara”, który przedstawi społeczeństwu szczegółową analizę tego, w jaki sposób Demokraci wykorzystali dezinformację do ukrycia sygnałów recesji. Potrzebne są regularne aktualizacje dotyczące działań mających na celu naprawę sytuacji. Społeczeństwo musi zobaczyć bardziej proaktywne działania w gospodarce, w przeciwnym razie nastąpi kryzys i wszystko zostanie zrzucone na Trumpa i konserwatystów.
Cóż za PR-owa katastrofa. Prokurator generalna Pam Bondi od miesięcy wodzi opinię publiczną w kółko, twierdząc, że lista klientów Epsteina wkrótce zostanie udostępniona. Ujawniła fragmenty informacji, ale nic nowego i znaczącego. Teraz mówi, że jej biuro przeszukuje tysiące godzin materiałów wideo, z których wiele dotyczy napaści seksualnych na nieletnich.
Słuchajcie, społeczeństwo nie chce tego oglądać. Wszystko, czego chcemy, to zwięzła lista osób, które były powiązane z Epsteinem i jego „usługami”. Te osoby muszą zostać wezwane i postawione przed wymiarem sprawiedliwości TERAZ. Jeśli są w rządzie, muszą zostać usunięci jak najszybciej. Nie ma już miejsca dla pedofilów w amerykańskim przywództwie.
Rozumiem pewne przeszkody, takie jak ochrona ofiar. Pełne wrzucenie informacji byłoby lekkomyślne, nie wspominając o tym, że nielegalne. Mimo to władze federalne miały lata, aby przejrzeć te dowody. Podejrzewam, że Biały Dom zwleka, ponieważ lista klientów mogłaby zniszczyć znaczną część rządu. Liczba ujawnionych liderów prawdopodobnie musi być na tyle duża, że ujawnienie listy sparaliżowałoby system. To jedyne sensowne wytłumaczenie, dlaczego nadal każą Amerykanom czekać.
Jasno wyraziłem swoje stanowisko w sprawie wojny w Gazie – nie obchodzi mnie żadna ze stron, obchodzi mnie Ameryka. Niech się nawzajem odparowują, pod warunkiem, że nie będziemy tego odparowywania dotować. To jakieś starożytne plemienne szaleństwo. Jeśli mielibyśmy cofnąć się o tysiące lat, aby ustalić, kto powinien kontrolować region Lewantu, cóż, moim zdaniem to prawo należy do Chrześcijan. Przez stulecia był kontrolowany przez Chrześcijan, aż do 634r. n.e.[AD md], kiedy to najechały go hordy islamskie.
Trump wstrzymał pomoc zagraniczną dla setek krajów, ale nadal utrzymywał dziesiątki miliardów dolarów rocznej pomocy dla Izraela. Rozumiem, że jego ojciec lubił Izrael i że Ewangelicy [evangelical base] chcą trzymać Izrael z dala od rąk muzułmanów. Rozumiem, że wielu konserwatystów uważa Izrael za jedyny punkt zaczepienia zachodniej cywilizacji na Bliskim Wschodzie. Rozumiem postawę obronną, jeśli chodzi o Izrael jako symbol.
Jednak musi być też spójność zasad, a Izrael nie potrzebuje naszych pieniędzy. Jeśli zamierzamy ciąć zagraniczne subsydia i prowadzić politykę America-first, musimy odciąć się od niektórych największych żebraków. Możemy utrzymywać stosunki z Izraelem, nie pozwalając im opróżniać naszych kieszeni.
Niech wojna się toczy bez naszego płacenia za nią. To nie nasza sprawa.
Podobnie jak w przypadku Izraela, konflikt na Ukrainie nie dotyczy narodu amerykańskiego. Być może Trump chce powstrzymać UE przed wmieszaniem się w bagno i wywołaniem III wojny światowej. Być może, jeśli USA całkowicie się wycofają, powstanie próżnia, którą elity europejskie z radością wypełnią. Oczywiście UE nie ma żadnych możliwości walki z Rosjanami, mają oni jedynie możliwość wywołania regionalnego wydarzenia nuklearnego, wtykając nos w sprawy innych ludzi.
W gruncie rzeczy zamrożenie amerykańskiej pomocy wojskowej najprawdopodobniej zmusi Ukrainę do zawarcia praktycznego porozumienia pokojowego. Rosjanie konsekwentnie oświadczali, że chcą powrotu do dyplomacji, ale powiedzieli również, że nie oddadzą ziem w Donbasie ani na Krymie. W swoim urojeniu Zełenski zażądał zwrotu tych ziem przed zorganizowaniem jakichkolwiek rozmów.
Uznanie dla Trumpa i JD Vance’a należy się za to, że publicznie wytknęli temu małemu człowiekowi jego fantazję.
Wątpię, że Ukraina lub Europa pozwolą na prawdziwy układ pokojowy. Podejrzewam, że będą przeciągać sytuację miesiącami, udając, że chcą negocjować. Trump musi raz na zawsze zakończyć pomoc wojskową, a jeśli Ukraina chce handlować minerałami, może to zrobić w zamian za pomoc humanitarną i odbudowę infrastruktury. Ameryka nie powinna brać udziału w takiej wojnie.
Program Real ID to kolejny brzydki relikt ery Busha i Obamy. Jest to w zasadzie wymóg obowiązkowego śledzenia biometrycznego każdej osoby podróżującej samolotem. Powodem, dla którego można używać paszportu USA jako substytutu dowodu osobistego, jest to, że paszporty mają już dane biometryczne na zdjęciach podróżnych.
Nie ma praktycznej potrzeby Real ID, służy on jedynie do naruszania prywatności obywateli USA. Nie zapobiegnie atakom terrorystycznym. Nie przyspieszy obsługi pasażerów na lotniskach. TSA [Transportation Security Administration] nadal będzie istnieć. Przy masowej biometrii mogliby równie dobrze założyć moduł low-jack każdemu podróżnemu (w przypadku telefonów komórkowych w zasadzie już to zrobili).
Real ID był w fazie rozwoju na długo przed objęciem przez Trumpa urzędu w Białym Domu. DHS [Department of Homeland Security] twierdzi, że nie będzie mieć dostępu do plików (nie wierzę w to ani przez sekundę) i że jest to „program stanowy”. Przepchnęli to w poszczególnych stanach, ponieważ utrudnia to każdej pojedynczej administracji zamknięcie programu. Trump nadal ma władzę nad DHS. Może również zachęcać stany do usunięcia REAL ID jako wymogu.
Biometryczne śledzenie populacji to koszmar Orwella, który czeka, aby się wydarzyć. Może nie za Trumpa, ale za innego rządu niewątpliwie stanie się to zagrożeniem dla wolności ludzi. Władze federalne nie muszą wiedzieć, gdzie jesteśmy i co robimy przez cały czas.
Ogólnie rzecz biorąc, prezydenturę Trumpa oceniłbym jako niezwykle pozytywną, zwłaszcza w porównaniu z groteskową degeneracją i autokracją, z którą mieliśmy do czynienia pod rządami Demokratów. Jeśli Trump zajmie twarde stanowisko wobec naruszeń konstytucji z czasów Patriot Act, jeśli lepiej przekaże swoją wizję ekonomiczną i uchroni Amerykę przed zagranicznymi uwikłaniami, które mogłyby doprowadzić do globalnego piekła, to może skończyć jako jeden z największych prezydentów w historii nowożytnej.
________________
The Trump Administration’s Biggest Wins And Biggest Fails So Far, Brandon Smith, May 9, 2025
9.05.2025 nczas/braun-ostro-o-pit-cit-i-zus-w-debacie-republiki
Dr Tomasz Sommer ocenił po debacie telewizji Republika, że najbardziej wolnościowy program spośród kandydatów ma Grzegorz Braun. Zaznaczył jednak, że ZUS-u by nie wygaszał, jak zaproponował Braun, ponieważ „raka się nie wygasza tylko szybko wycina”.
Grzegorz Braun podczas tzw. debaty w propisowskiej telewizji Republika mówił o potrzebie deregulacji polskiej gospodarki.
– Uwolnić polską gospodarkę, polską przedsiębiorczość i tych, którzy dają pracę innym i tym, którzy jej poszukują. PIT, CIT – do likwidacji. ZUS – do wygaszenia – powiedział Grzegorz Braun.
– Dawne zobowiązania muszą być wypełnione. Ale nie należy zaciągać nowych. Nie należy wciągać polskiej przedsiębiorczej młodzieży do piramidy finansowej – podkreślił Braun.
Lider KKP mówił, że trzeba „deregulować, dywersyfikować, decentralizować po to, żeby Polska odżyła, żeby polska przedsiębiorczość wydobyła się spod tych hałd biurokratycznego ucisku podatkowego, ucisku”.
– Proponowane rozwiązanie [czyje? md] brzmi w teorii interesująco, ale to za wolno. W tym tempie uwolnimy się może za 200-300 lat, kiedy Polski już nie będzie. A zatem trzeba nam ustawy Wilczka, czy może Wilka. Po prostu, co nie jest zabronione, jest dozwolone. Polaków nie trzeba uczyć pracować, nie trzeba zachęcać do pracy. Sami to robią, jeśli widzą sens działania – podsumował Grzegorz Braun.
Do tej wypowiedzi odniósł się na X redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer.
„Podczas dzisiejszej debaty prezydenckiej widać po raz kolejny, że najbardziej wolnościowy program ma Grzegorz Braun, który postuluje zniesienie PIT i CIT oraz wygaszenie ZUS” – napisał na X dr Sommer.