Desperacki atak Bergoglia na katolicyzm, czyli próba fuzji Kościoła z masonerią

Najnowszy, desperacki atak Bergoglia na katolicyzm,

czyli próba fuzji Kościoła z masonerią

Data: 21 febbraio 2024 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/desperacki-atak-bergoglia-na-katolicyzm-czyli-proba-fuzji-kosciola-z-masoneria

FOTO: Biskup Antonio Stagliano witający Stefano Bisi, wielkiego mistrza loży masońskiej Grand Orient, w siedzibie Fundacji Kulturalnej Ambrosianum w Mediolanie, 16 lutego 2024 r. (zdjęcie: Riccardo Cascioli / La Nuova Bussola Quotidiana)

Niedawne seminarium odbyte w Mediolanie (16 luty 2024), bardzo pożądane przez arcybiskupa Mediolanu, Monsignor Mario Delpiniego, wraz z kardynałem Francesco Coccopalmerio, skoncentrowało się na próbie dialogu z tym, co przez ponad trzy wieki było zaciekłym wrogiem Kościoła katolickiego, a mianowicie masonerią. https://www.grandeoriente.it/chiesa-e-massoneria-il-gran-maestro-bisi-al-seminario-di-milano-partiamo-dalle-cose-che-uniscono/

Nazwisko Coccopalmerio prawdopodobnie nie jest nowością dla czytelników, ponieważ w przeszłości był on kojarzony przez niektóre media katolickie z udziałem w orgii homoseksualnej jaka miała ponoć odbyć się w pałacach Watykanu.

…………………………

https://web.archive.org/web/20180303025534/http://ram.neon24.pl/post/139109,koka-i-homo-czyli-wesole-zycie-watykanskich-sfer

Afera Capozzi
W czerwcu 2017 r.[23] pojawiły się informacje, że w pewnym momencie tego miesiąca[24] bp Luigi Capozzi, prywatny sekretarz kardynała Francesco Coccopalmerio, został aresztowany przez żandarmerię watykańską po nielegalnym zażyciu kokainy na imprezie orgii gejowskiej w jego (Capozziego) mieszkaniu w Watykanie[23][24].23][24] Następnie został hospitalizowany w rzymskiej klinice Piusa XI, aby mógł przejść detoks.[24][23] Następnie odbył krótki okres rekolekcji w pobliskim klasztorze, a następnie spędził czas w szpitalu Gemelli w Rzymie[24][23].[Pomimo faktu, że Capozzi mieszkał w mieszkaniu, mieszkanie było własnością Coccopalmerio.[25] Przed aresztowaniem Coccopalmerio zalecił również mianowanie Capozziego na biskupa.[26] Artykuł z 24 lipca 2019 r. w The Jerusalem Post ujawnił, że po aresztowaniu Capozzi otrzymał nakaz poddania się terapii odwykowej i nie przebywał już w Watykanie, ale raczej w duchowym odosobnieniu gdzieś we Włoszech.[27].

Afera Inzoli
W wydaniu z października 2018 r. niemieckiego czasopisma katolickiego Herder Korrespondenz, Benjamin Leven, niemiecki teolog i redaktor wspomnianego czasopisma poinformował, że według jego własnych źródeł, to kardynał Coccopalmerio zwrócił się do papieża w sprawie krzywdziciela dzieci Don Mauro Inzoli, aby częściowo przywrócić go do stanu kapłańskiego. Leven twierdził również, że Coccopalmerio jest znany w Rzymie z tego, że generalnie sprzeciwia się usuwaniu winnych księży ze stanu kapłańskiego, co jest dla niego równoznaczne z “karą śmierci”[28].

Dialog z masonerią

16 lutego 2024 r. w siedzibie fundacji kulturalnej Ambrosianeum w Mediolanie wziął udział jako prelegent (wraz z Mario Delpinim i Antonio Staglianò) w konferencji na temat historii stosunków między Kościołem katolickim a masonerią, zorganizowanej przez trzy większe włoskie obediencje masońskie. Coccopalmerio był pierwszym kardynałem, który zaproponował utworzenie stałego stołu dialogu między Kościołem a masonerią[29]. https://en.wikipedia.org/wiki/Francesco_Coccopalmerio https://it.wikipedia.org/wiki/Francesco_Coccopalmerio

Kardynał Coccopalmerio nawołuje do powstania “stałego stołu dialogu” z Wielkim Orientem Włoch:

https://ewtn.co.uk/article-report-cardinal-calls-for-permanent-dialogue-with-freemasons/embed/#?secret=r0iWPyNSW3#?secret=NiLUtuwNk4

Gran Logia de Espana popiera propozycję kardynała Coccopalmerio złożoną podczas seminarium w Mediolanie – dotyczącej utworzenia stałego, okrągłego stołu dialogu między Kościołem i masonerią. https://www.grandeoriente.it/massoneria-e-chiesa-la-gran-logia-de-espana-rilancia-la-notizia-della-proposta-lanciata-dal-fronte-cattolico-al-seminario-di-milano-di-un-tavolo-permanente-di-dialogo/

…………………….

Nie powinno to niestety dziwić, ponieważ Kościół jest chory od dawna, a to niedawne seminarium jest tylko najnowszym objawem przerzutów, które dotykają Kościół Chrystusowy od wielu dziesięcioleci.

Kościół katolicki przez wieki był prawdziwym bastionem powstrzymującym lucyferiański projekt, na którym opiera się masoneria.

Od samego początku swojego istnienia i od czasu pojawienia się filozofii oświecenia spłodzonej przez francuskich filozofów, takich jak Voltaire i Rousseau (obaj zwolennicy wolnomularstwa i z zadeklarowanym zamiarem dechrystianizacji Europy), masoneria zawsze wiedziała, że aby umocnić swoją duchową i polityczną tyranię, będzie musiała skorumpować Kościół katolicki.

Wolter żywił tak wielką nienawiść do cywilizacji katolickiej i chrześcijańskiej, że napisał w swoim “Traktacie o tolerancji” takie słowa na ten temat.

“Religia chrześcijańska jest haniebną religią, obrzydliwą ideą, potworem, który musi zostać zniszczony przez sto niewidzialnych rąk … Konieczne jest, aby filozofowie przemierzali szlaki, aby ją zniszczyć, tak jak misjonarze podróżują po ziemi i morzach, aby ją propagować. Muszą odważyć się na wszystko, zaryzykować wszystko, choćby nawet spłonąć, by ją zniszczyć. Zmiażdżyć, zmiażdżyć hańbę!”.

Założyciele i filozofowie tej organizacji są, jak widzimy, przesiąknięci rewolucyjnym i antychrześcijańskim duchem francuskiego 1789 roku i od tego właśnie momentu Europa weszła w stan permanentnego chaosu, gdy rozpoczęło się przewrotne przejście od świata chrześcijańskiego do liberalno-progresywnego.

Liberalizm, poprzez swoją obłudną fasadę “neutralności” wobec wszystkich religii, w rzeczywistości zdołał zakazać chrześcijaństwa i promować inne kulty, zwłaszcza żydowski, któremu liberalny świat jest całkowicie podporządkowany.

Kościół katolicki jest obiektem zaciekłej walki ze strony liberałów i masonów, ponieważ stanowi przeszkodę lub bastion powstrzymujący manifestację Antychrysta.

Kościół został wybrany jako katechon, o którym mówił św. Paweł.

Masoneria ma Kościół katolicki za swojego wroga, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że jedynym prawdziwym Kościołem, który strzeże objawionej prawdy, jest ten i żaden inny.

Z pewnością to nie protestantyzm jest wrogiem masonerii, ponieważ ze swoją fałszywą teologią luterańską, która w rzeczywistości zwalnia człowieka z wszelkiej odpowiedzialności i daje mu licencję na popełnienie każdego grzechu – Pecca fortiter, sed crede fortius – doskonale pasuje do gnostyckiej i relatywistycznej filozofii masonów.

Kardynał Caro y Rodriguez, arcybiskup Santiago de Chile w latach dwudziestych XX wieku, ostro zauważył w swojej pracy “Masoneria zdemaskowana”, że bycie protestantem jest w rzeczywistości byciem pół-masonem, ponieważ w tej fałszywej religii jest bardzo mało chrześcijaństwa.

Katolicyzm jest potężną przeszkodą uniemożliwiającą masonerii manifestację jej lucyferiańskiego społeczeństwa, w którym chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy, są najbardziej prześladowani.

Wojna masonerii z Kościołem rozpoczęła się wieki temu

Dlatego masoneria od samego początku swojego istnienia robiła wszystko, co w jej mocy, aby spróbować unicestwić Kościół i zredukować go do niemocy.

W pismach opublikowanych w 1859 roku i zatytułowanych “Istruzioni permanenti dell’Alta Vendita” jasno wyjaśniono, jak masoni byli niezwykle aktywni w swoim planie zniszczenia Kościoła. https://en.wikipedia.org/wiki/Alta_Vendita https://it.wikipedia.org/wiki/War_of_Anti-Christ_with_the_Church_and_Christian_Civilization

Alta Vendita było tajnym stowarzyszeniem, które niektórzy, w tym francuski prałat, Monsignor Henry Delassus, uważają za bezpośredniego spadkobiercę bawarskich Iluminatów założonych przez byłego ucznia jezuitów, Adama Weishaupta.

Alta Vendita składała się z zaledwie 40 członków, wśród których był James Rothschild, znany członek aszkenazyjskiej rodziny bankowej, który uważany był za najwyższą głowę tego co było rodzajem super-masonerii.

W rzeczywistości masoneria nie składa się jedynie z 33 zwykłych stopni bardziej popularnego Rytu Szkockiego, ale ma też jeszcze wyższe tajne stopnie, na których znajdują się prawdziwi przywódcy i mistrzowie tej tajnej sekty, którzy rządzą nią z ukrycia.

Mason znajdujący się na najniższym szczeblu nie wie komu tak naprawdę służy i często jest jedynie pionkiem łatwym do poświęcenia przez tych, którzy naprawdę są absolutnymi władcami tego stowarzyszenia.

Historia masonerii to nic innego jak historia satanistycznego kultu, do którego prawdziwie wtajemniczani są jedynie “wybrańcy”, wybrani przez najwyższe szczeble masonerii.

Wielu byłych masonów, w tym Domenico Margiotta, były Wielki Mistrz 33 stopnia, już w XIX wieku wyjaśniło, że prawdziwą religią masonów jest nic innego jak lucyferianizm.

Również w nowszych czasach inni skruszeni byli masoni, tacy jak Serge Gallardo, ujawnili, że kultem, na którym opiera się ta sekta, jest satanizm.

Aby wolnomularstwo mogło zatriumfować, musi doprowadzić do unicestwienia Kościoła katolickiego, ponieważ żaden kult lucyferiański nie będzie w stanie ugruntować swojej pozycji na świecie, dopóki instytucja założona przez Nazarejczyka będzie żyła.

To wyjaśnia, dlaczego w swoich pismach masoni z Alta Vendita obmyślali plany infiltracji i osadzenia na tronie Piotrowym człowieka, który pewnego dnia będzie w pełni służył ich celom.

To, co widzimy obecnie w postaci “dialogu” między Kościołem a masonerią, nie jest wynikiem pracy, która dopiero się rozpoczęła.

Jest to wynik nieustannej i wytrwałej wojny, jaką wrogowie Chrystusa wypowiedzieli Jego Kościołowi, aby go zinfiltrować i lepiej podporządkować swym celom.

Infiltracja w rzeczywistości rozpoczęła się już w latach, gdy masoni Mazzini i Garibaldi, wspierani przez zawsze nieogarnioną koronę brytyjską, pracowali nad położeniem kresu doczesnemu panowaniu Kościoła i ustanowieniem liberalnego państwa włoskiego, które nie miało nic wspólnego z wielowiekowymi tradycjami chrześcijańskimi i grecko-rzymskimi tego jednego kraju.

Francuski eseista i historyk Claudio Jannet, który żył w tamtych latach i zmarł w 1894 roku, wspomina, jak owa infiltracja była już wówczas w toku:

“Kiedy przegląda się listy lóż w drugiej połowie XVIII wieku, zdumiewa stosunkowo znaczna liczba duchownych i zakonników, którzy do nich należeli.

Leon XIII i św. Pius X, papieże, którzy żyli pod koniec XIX i na początku XX wieku, byli bardzo zaniepokojeni, ponieważ fałszywe ideologie liberalizmu i kantyzmu rozprzestrzeniały się w seminariach, a duchowieństwo zaczynało być skażone duchem nowoczesności.

Apostazja Kościoła, o której mowa, została zapowiedziana właśnie Leonowi XIII, który miał słynną wizję tego, jak Kościół katolicki zostanie zaatakowany przez dym herezji, aż stanie się megafonem swoich wrogów.

Sobór Watykański II z początku lat sześćdziesiątych XX wieku był zatem niczym innym jak naturalnym procesem abjuracji [wypierania się md] dla Kościoła, który na swoim papieskim tronie ujrzał tych, którzy zamiast strzec objawionej Prawdy, poświęcili się bezlitosnemu szerzeniu apostazji i kłamstw liberalizmu.

Uważa się, że człowiek, który zainaugurował sezon soborowy, Jan XXIII, urodzony jako Angelo Roncalli, był członkiem francuskiego Grand Orient, podobnie jak jego następca, Paweł VI, Giovanni Montini, był, według ojca Luigi Villa, wybrany przez samego Ojca Pio do obrony Kościoła przed agresją masońską, kolejnym wtajemniczonym wolnomularzem.

Sobór jest spełnieniem tego, o czym marzyła Alta Vendita. Kościół wyrzeka się samego siebie. W miejsce Tradycji i Prawdy Pisma Świętego pojawia się ekumenizm, zgodnie z którym każda religia może dotrzeć do Boga.

Konsekwencje tego wyrzeczenia się katolicyzmu można zobaczyć podczas wizyty Jana Pawła II w synagodze żydowskiej w roku 1986, kiedy to nazwał on “starszymi braćmi” wyznawców tej religii, która odrzuciła Chrystusa jako ich Mesjasza.

To, co obserwujemy w ostatnich latach za sprawą Bergoglio, jest niczym innym jak nowym rozdziałem w długiej świeckiej walce, która chce osiągnąć swój ostateczny cel, a mianowicie rozpuszczenie Kościoła w masonerii.

Czy czas apostazji zbliża się ku końcowi?

Owo najnowsze seminarium Kościoła Bergoglia należy rozumieć jako zdeklarowaną próbę wrogów Chrystusa, którzy zasiadają dziś na tronie Piotrowym, jako ostatni desperacki atak masonów na instytucję, której tak bardzo nienawidzą.

Masoneria łudzi się, że może wygrać bitwę, której wygrać się nie da, ponieważ Kościół nie jest instytucją ziemską, lecz boską.

Może być on okupowany przez pederastów i masonów w obecnej epoce, ale zapominają oni, że Opatrzność zawsze sprawuje kontrolę i nikt inny.

Naszym zdaniem, znaczenie tego okresu można znaleźć właśnie w wizji Leona XIII, w której papież widział, jak szatan rzuca wyzwanie Bogu i prosi o czas 100 lat, aby móc wciągnąć Kościół i świat w piekielny chaos, który szaleje zwłaszcza od XX wieku.

Inne proroctwa, w których Matka Boża dała do zrozumienia, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje, takie jak te z Fatimy i Akita, sugerują, że czas pozostający do dyspozycji wrogów Kościoła nie jest zbyt długi i kończy się.

Z każdym swoim publicznym wystąpieniem Bergoglio wydaje się coraz słabszy i coraz bardziej stępiały terapią antyrakową, której zdaje się być poddawany przez ostatnie dwa lata.

Pontyfikat Bergoglio wydaje się być summą tej apostazji, po której, jeśli dobrze interpretujemy proroctwa maryjne, może nastąpić jedynie późniejsza odbudowa i triumf Kościoła wolnego wreszcie od wrogów, którzy go przeniknęli.

Pierwszym, który zdaje się być świadomy, że nie pozostało już wiele czasu, wydaje się być były biskup Buenos Aires, który w ciągu ostatnich sześciu miesięcy zwiększył intensywność swoich ataków na Kościół katolicki poprzez błogosławienie par homoseksualnych, msze wspólne z protestanckimi heretykami, aż po seminarium z masonerią mające na celu fuzję katolicyzmu z tajemną i gnostyczną religią masonów.

Wydaje się jednak, że ataki te przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego, ponieważ nawet kardynałowie, którzy wcześniej milczeli przed Franciszkiem, teraz zaczynają podnosić głos przeciwko tego rodzaju herezjom.

Wydaje się, że masoński i jezuicki krąg Domu Świętej Marty chce spróbować wszystkiego, mając świadomość, że czas, który został im dany, właśnie się kończy.

Jeśli podążamy ścieżką wytyczoną przez objawienia Dziewicy, przekonanie to umacnia się.

Apostazja, którą tak długo widzieliśmy na naszych oczach, osiągnęła swoje granice i nie może być dłużej kontynuowana.

Nowy Porządek Świata poniósł już porażkę odnośnie wszystkich swoich celów politycznych, począwszy od Wielkiego Resetu, który miał zainaugurować okres tyranii rządu światowego.

Wraz z końcem globalizacji i powrotem władzy narodów rozpoczęła się faza odwrotna.

Teraz czekamy już tylko na wyzwolenie najważniejszego elementu w tejże wojnie między siłami światła i ciemności.

Jest nim wyzwolenie Kościoła Katolickiego.

INFO: https://www.lacrunadellago.net/lultimo-disperato-assalto-di-bergoglio-alla-chiesa-il-tentativo-di-fusione-con-la-massoneria/

Jak nawrócił się Emil Zola – pisarz i mistrz loży masońskiej?

Jak nawrócił się Emil Zola – pisarz i mistrz loży masońskiej?

[To z „Miłujcie się”, a bezpośrednio z https://gloria.tv/share/dFNNChSZfGPn1y7W31Qmjr1YP . Jeszcze jedna interpretacja. MD]

Francuski pisarz Emil Zola, który był ateistą i mistrzem loży masońskiej, a także głównym reprezentantem pozytywizmu w literaturze, przeżył wielki duchowy wstrząs, gdy został cudownie uzdrowiony. Dopiero wtedy pojednał się z Bogiem i zerwał wszelkie więzy łączące go z masonerią.

Dominujące we Francji i Europie antykatolickie środki masowego przekazu wmawiały opinii publicznej, że Lourdes jest miejscem fanatyzmu religijnego i oszustwa inspirowanego przez katolicki kler.
Wrogowie Kościoła katolickiego uciekali się do najbardziej nikczemnych sposobów, z fałszowaniem faktów i dokumentów włącznie, aby ośmieszyć i zdyskredytować objawienia Matki Bożej w Lourdes. Wielka liczba nawróceń i cudownych uzdrowień, które od czasu objawień nieustannie się tam dokonują, jest nadzwyczajnym sposobem przemawiania Boga do zagubionych ludzi. Do nawrócenia nie wystarczy samo zobaczenie cudu, ale konieczne jest szczere szukanie prawdy oraz uczciwość intelektualna. Ludzie złej woli, którzy „przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1,18), opacznie interpretują cudowne znaki.

Emil Zola w Lourdes – świadek uzdrowień
Smutnym tego przykładem jest słynny pisarz Emil Zola, który był ateistą i mistrzem loży masońskiej, a także główną postacią pozytywizmu we francuskiej literaturze. 20 sierpnia 1892 r. E. Zola przyjechał do Lourdes pociągiem wiozącym chorych z Paryża. Wśród nich były dwie kobiety w ostatnim stadium gruźlicy: Marie Lebranche i Marie Lermarchand. Przyjechały prosić o cud uzdrowienia. Zola natomiast przybył do Lourdes z zamiarem zebrania materiałów do książki, która miała zdemaskować „oszustwa katolickiego kleru”.

Stojąc przed grotą objawień w tłumie pielgrzymów, pisarz był świadkiem niesamowitego wydarzenia. Otóż na jego oczach obie umierające na gruźlicę Marie zostały w jednym momencie cudownie uzdrowione.
Widząc oczywisty fakt całkowitego uzdrowienia dwóch bliskich śmierci kobiet, E. Zola zareagował w sposób szokujący. W swojej książce Lourdes zanegował nie tylko fakt cudownego uzdrowienia kobiet, ale posunął się także do absurdalnego kłamstwa, pisząc, że jedna z nich zmarła, chociaż w rzeczywistości mieszkała w Paryżu i cieszyła się wyśmienitym zdrowiem. Pisarz jednak chciał za wszelką cenę uwiarygodnić swoje kłamstwo, dlatego osobiście udał się do tej kobiety i oferując jej dużą sumę pieniędzy, nakłaniał ją, aby przeprowadziła się do Belgii.
Pragnął w ten sposób pozbyć się niewygodnego świadka, który mógłby zdemaskować fałsz zawarty w jego publikacji. Chociaż wielokrotnie zostały wykazane ewidentne kłamstwa E. Zoli w jego książce o Lourdes, on jednak nigdy na te zarzuty nie odpowiedział.

Nawrócenie Emila Zoli
W 1895 r. ukazał się w „Civilta Catolica” artykuł pt. Owoce kalumnii Zoli, w którym autor pisał o pewnym paradoksie. Podobnie jak szatan, który wbrew sobie w ostateczności przyczynia się do oddawania chwały Bogu w świecie, tak samo masoneria poprzez Zolę przyczyniła się do zwiększenia kultu Matki Bożej w Lourdes. Po ukazaniu się książki E. Zoli o ludzkich objawieniach zaczęli tam tłumnie przyjeżdżać korespondenci i dziennikarze; było wśród nich wielu niewierzących, cyników i kpiarzy.

Dopiero będąc w Lourdes, wszyscy oni poznawali fakty i przekonywali się o oczywistości cudów, które często działy się na ich oczach. Odjeżdżali nawróceni, świadomi ogromu tajemnicy miłości Boga.

Również Emil Zola doświadczył cudu swojego nawrócenia. Stało to się kilka lat po napisaniu przez niego oszczerczej książki o Lourdes. Otóż w 1896 r. pisarz doznał otwartego złamania nogi; pomimo intensywnego leczenia rana w jego nodze stale się powiększała i groziła mu amputacja kończyny.
W Wigilię Zola miał sen, że jest w kościele i śpiewa kolędę przed obrazem Madonny z Dzieciątkiem. Kiedy się obudził, usłyszał, że jego żona śpiewała tę samą kolędę. Wtedy pisarz poprosił ją, aby poszła do kościoła, zapaliła tam świecę w jego imieniu i pomodliła się przed obrazem Matki Bożej.
Po tej modlitwie noga Zoli została cudownie uzdrowiona. Był to dla niego wielki duchowy wstrząs. Pisarz natychmiast pojednał się z Bogiem w sakramencie pokuty, zaczął się codziennie modlić oraz uczestniczyć w Eucharystii. Napisał także oświadczenie, w którym stwierdził, że przez ostatnie 30 lat żył w wielkim błędzie.

Zerwał z masonerią
Zola zerwał wszelkie więzy łączące go z masonerią i ostrzegał przed wielkim duchowym zagrożeniem, jakie niesie ze sobą jej nauczanie oraz walka z Kościołem katolickim.
Pisarz wyraził również szczery żal i wielką skruchę za wszelkie zło, które popełnił w czasie swej działalności w loży masońskiej. Zwrócił się z prośbą do papieża Leona XIII o przebaczenie wielkiego zła, które wyrządził ludziom, wprowadzając ich na drogę grzechu przez swoje antykościelne publikacje i wystąpienia.

Nawrócenie laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny – prof. Alexisa Carrela.
Kilka lat po nawróceniu Emila Zoli w Lourdes miało miejsce nawrócenie laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny – prof. Carrela. Przyjechał on do Lourdes jako ateista w 1903 r. razem ze swoją pacjentką Marią Ferrand, umierającą na gruźlicę otrzewnej.

W czasie błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem przed grotą Matki Bożej na jego oczach Maria Ferrand została cudownie uzdrowiona. Wydarzenie to było momentem przełomowym w życiu Carrela: zrozumiał, że Bóg jest poza wszelkim naukowym poznaniem i zrozumieniem. Pojął także, iż jedyną drogą prowadzącą do Niego jest modlitwa, sakramenty pokuty i Eucharystii oraz życie zgodne z Dekalogiem i Ewangelią.

Noblista pisał: „Przedzierając się przez mroki rozumu, dochodzi się do Niego tęsknotą i miłością. Dopiero wtedy staje się możliwe doświadczenie miłości Boga, które jest podobne do przeżyć artystów i zakochanych”.
Od momentu nawrócenia najważniejszym celem życia dla A. Carrela było bezgraniczne zaufanie Bogu oraz pełnienie Jego Woli. Środowisko uniwersyteckie w Lyonie nie mogło się pogodzić z faktem, że naukowiec stał się głęboko wierzącym katolikiem. Przełożeni zagrozili mu zwolnieniem z pracy, jeżeli nie zmieni swoich poglądów.

Carrel pozostał jednak nieugięty. Wyjechał do Nowego Jorku, gdzie w Instytucie Rockefellera otworzyła się przed nim droga kariery naukowej, ukoronowana przyznaniem mu Nagrody Nobla w 1912 r.
Emil Zola zobaczył w Lourdes cud uzdrowienia i nie uwierzył. Nawrócił się dopiero kilka lat później, kiedy na samym sobie doświadczył działania Bożej wszechmocy. Natomiast Alexis Carrel odczytał w cudzie uzdrowienia swojej pacjentki wezwanie samego Boga, aby w akcie pokornej wiary przyjąć dar Jego miłości. Cuda są czytelnymi znakami Bożego miłosierdzia tylko dla ludzi dobrej woli, którzy szczerze szukają prawdy.

Święta Edyta Stein, która porzuciła ateizm po lekturze biografii św. Teresy Wielkiej, napisała:
„Bóg każdego prowadzi jego własną drogą; jedni dochodzą do celu prędzej i łatwiej, inni później i trudniej. Wszystko, co możemy uczynić, jest drobnostką w porównaniu z tym, co otrzymujemy. Ale to niewiele musimy sami zrobić. Przede wszystkim wytrwale modlić się o poznanie właściwej drogi; kiedy się ją dostrzeże, iść bez oporów za natchnieniem łaski. Kto tak postępuje i trwa cierpliwie, nie może powiedzieć, że jego wysiłki są daremne. Nie trzeba tylko wyznaczać Bogu terminów”.

Stała Instrukcja Alta Vendita. Celem masonerii nie jest już zniszczenie Kościoła, ale wykorzystanie go poprzez inflitrację.

Stała Instrukcja Alta Vendita

Alta Vendita Stała Instrukcja Alta Vendita

Celem (masonerii) nie jest już zniszczenie Kościoła, ale wykorzystanie go poprzez inflitrację.

Przypominam, warto sobie skopiować i wydrukować, bo w internecie „zanika”.md
John Vennari
2014-4-11 www.bibula.com
Transkrypcja przemówienia wygłoszonego na Fatimskiej Konferencji Pokoju w Rzymie, październik 2001

To przemówienie będzie krótkim expose na temat XIX-wiecznego dokumentu masońskiego “Stała Instrukcja Alta Vendita” [Permanent Instruction of Alta Vendita]. Autor który nakreślił plan pomocy w zrozumieniu tego czym jest “diaboliczna dezorientacja wyższej hierarchii”, o czym mówiła s. Łucja.
Uważam, że “Stała Instrukcja” tłumaczy pochodzenie tej diabolicznej dezorientacji.

Alta Vendita była najwyższą lożą Carbonari [Karbonariusze], włoskiego tajnego stowarzyszenia powiązanego z masonerią, i obie potępił Kościół Katolicki [1]. Jezuita E Cahill w książce “Masoneria i ruch antychrześcijański” [Freemasonry and the Anti-Christian Movement] twierdzi, że Alta Vendita “ogólnie miała być wtedy ośrodkiem zarządzającym europejską masonerią” [2]. Karbonariusze byli najbardziej aktywni we Włoszech i Francji.

W książce “Atanazy i współczesny Kościół” [Athanasius and the Church of Our Time], bp Rudolph Graber zacytował masona, który oświadczył, że “celem (masonerii) nie jest już zniszczenie Kościoła, ale wykorzystanie go poprzez inflitrację” [3].
Inaczej mówiąc, skoro masoneria nie mogła całkowicie zniszczyć Kościoła Chrystusowego, to planuje nie tylko wykorzenić wpływ katolicyzmu na społeczeństwo, ale wykorzystać organizację Kościoła jako narzędzie “odnowy”, “postępu” i “oświecenia” – jako środka do realizacji własnych zasad i celów.

Zarys ogólny
Nakreślona w “Stałej Instrukcji” strategia zdumiewa swoją bezczelnością i oszustwem. Od samego początku dokument mówi o procesie którego realizacja będzie wymagała dziesięcioleci. Autorzy dokumentu wiedzieli, że nie doczekają jego realizacji. Rozpoczynali dzieło, które będzie realizowane przez przyszłe pokolenia wtajemniczonych. “Instrukcja” mówi: “W naszych szeregach jest tak, że żołnierz ginie, a walka toczy się dalej”.
“Instrukcja” wzywała do rozpowszechniania liberalnych idei i aksjomatów w społeczeństwie i w instytucjach KK, tak żeby na przestrzeni lat świeccy, seminarzyści, klerycy i prałaci przyzwyczajali się do postępowych zasad.
Z czasem ten sposób myślenia będzie tak przekonujący, że tacy będą wyświęcani księża, konsekrowani biskupi i mianowani kardynałowie, których myślenie będzie zgodne z nowoczesną myślą przedstawioną w “Zasadach z 1789″ [Principles of 1789] (pluralizm, równość religii, oddzielenie Kościoła od państwa itp.).
W końcu spośród tych szeregów zostanie wybrany papież, który będzie prowadził Kościół ścieżką “oświecenia i odnowy”. Należy podkreślić, że ich celem nie było ulokowanie masona na stolicy piotrowej. Ich celem było stworzenie środowiska, które w końcu wyprodukuje papieża i hierarchię popierające liberalny katolicyzm, cały czas wierzący, że są wiernymi katolikami.
Ci katoliccy przywódcy już nie będą sprzeciwiać się nowoczesnym ideom rewolucji (co było stałą praktyką papieży w okresie 1789 do 1958 krytykujących te liberalne zasady), ale będą wprowadzać je do Kościoła. Ostatecznym tego rezultatem będą katoliccy duchowni i świeccy maszerujący pod sztandarem oświecenia, cały czas myśląc, że maszerują pod sztandarem stolicy apostolskiej.

Czy to możliwe?
Ci którzy uważają ten plan za zbyt ambitny, a cel wroga za zbyt beznadziejny do realizacji, powinni zauważyć, że dwaj papieże – Pius IX i Leon XIII zażądali publikacji “Stałej Instrukcji”, bez wątpienia po to, by zapobiec wydarzeniu się takiej tragedii. Ci wielcy papieże wiedzieli, że takie nieszczęście nie było niemożliwe.

Ale gdyby zrealizował się tak ciemny scenariusz, będą trzy bezbłędne sposoby jego rozpoznania:
1) Powstanie tak wielkie zamieszanie, że cały świat zrozumie, iż KK przeszedł przez wielką rewolucję w kwestii nowoczesnych pomysłów. Wszyscy zrozumieją, że Kościół się “zaktualizował”.
2) Wprowadzi się nową teologię sprzeczną z wcześniejszymi naukami.
3) Sami masoni będą piać triumfalnie, uważając że KK w końcu “dojrzał światło” w kwestiach pluralizmu, świeckiego państwa, równości religii i wszystkich innych osiągniętych kompromisów.


Prawdziwość dokumentów Alta Vendita
Tajne dokumenty Alta Vendita, najwyższej loży Karbonariuszy, które wpadły w ręce papieża Grzegorza XVI, obejmują okres od roku 1820 do 1846. Na prośbę bł. Piusa IX opublikował je Cretinau-Joly w książce “Kościół Rzymski a rewolucja” [The Roman Church and Revolution] [4].

Krótką aprobatą z 25 lutego 1861 roku, zaadresowaną do autora, papież Pius IX potwierdził autentyczność tych dokumentów, ale nie pozwolił nikomu na ujawnienie prawdziwych członków Alta Vendita zamieszanych w tą korespondencję.
Pełny tekst “Stałej instrukcji” jest również w książce ks. George’a E. Dillona “Wielka masoneria wschodu zdemaskowana” [Grand Orient Freemasonry Unmasked]. Kiedy Leonowi XIII wręczono egzemplarz tej książki, zrobiła na nim tak wielkie wrażenie, że nakazał opracowanie i opublikowanie włoskiej wersji na własny koszt [5].
W encyklice Humanum Genus, Leon XIII wezwał przywódców katolickich do “zdarcia maski z masonerii i wyjaśnienia wszystkim jaka ona naprawdę jest” [6]. Publikacja tych dokumentów jest metodą “zdarcia tej maski”. A skoro papieże poprosili o opublikowanie tych listów, to dlatego, że chcieli by wszyscy katolicy poznali plany tajnych organizacji niszczących Kościół od środka, żeby byli czujni i mogli udaremnić wydarzenie się tej katastrofy.

Stała Instrukcja Alta Vendita

Poniżej publikujemy ją nie w całości, ale ten fragment, który najbardziej wiąże się z naszą dyskusją:


Papież, kimkolwiek by nie był, nigdy nie zostanie członkiem tajnych stowarzyszeń; bo to właśnie ich zadaniem jest zrobienie pierwszego kroku w kierunku Kościoła, aby zawładnąć nim i papieżem.
Zadanie, którego się podejmujemy, to praca nie na dzień, miesiąc czy rok; może trwać kilka lat, może nawet całe stulecie; ale w naszych szeregach żołnierz ginie a bitwa toczy się dalej.
Naszym zamiarem nie jest pozyskanie papieży dla naszej sprawy, uczynienie z nich wyznawców naszych zasad, propagatorów naszych idei. To byłoby absurdalne marzenie; i gdyby nawet tak się stało w jakimś stopniu, gdyby np. kardynałowie lub prałaci, z własnej woli lub niespodziewanie, poznali część naszych sekretów, nie może to być zachętą do pragnienia wyniesienia ich na stolicę piotrową. To by nas zrujnowało. Sama ambicja doprowadziłaby ich do apostazji; żądza władzy zmusiłaby ich do poświęcenia nas. Tym o co musimy zabiegać, czego powinniśmy szukać i oczekiwać, tak jak żydzi oczekują na Mesjasza, to papież odpowiadający naszym potrzebom. . .
Wtedy będziemy mogli o wiele pewniej maszerować do ataku na Kościół, niż jedynie z broszurami naszych francuskich braci, czy nawet z angielskim złotem. Chcecie wiedzieć dlaczego? Chodzi o to, że po to by roztrzaskać skałę, na której Bóg zbudował swój Kościół, nie potrzebujemy ani octu Hannibala, ani prochu, ani nawet broni. Żeby tylko któryś z następców Piotra zamoczył w spisku choćby mały palec; i ten mały palec będzie dla naszej krucjaty tak dobry, jak wszyscy Urbanowie II i wszyscy święci Bernardowie chrześcijaństwa.
Nie mamy żadnych wątpliwości, że dojdziemy do tego wzniosłego końca naszych wysiłków. Ale kiedy? I jak? To co nieznane nadal jest nieujawnione. Tym niemniej, skoro nic nie powinno nas odwieść od nakreślonego planu, a wręcz przeciwnie, wszystko powinno do niego dążyć, tak jak gdyby już jutro sukces miał ukoronować dopiero co naszkicowane dzieło, to pragniemy, poprzez tę instrukcję, która pozostanie tajna dla większości nowicjuszy, udzielić osobom kierującym naszą najwyższą Vente pewnych rad, które powinni wpajać wszystkim braciom, w formie nauki albo memorandum. . .

A zatem, aby zapewnić sobie papieża o odpowiednich cechach, należy go najpierw ukształtować. . . bo ten papież będzie zasługiwał na panowanie przez pokolenie, panowanie o jakim marzymy. Zostawmy na boku starców i ludzi dojrzałych; idźmy do młodych, a jeśli możliwe, nawet do dzieci. . . Wypracujecie sobie, niskim kosztem, reputację dobrych katolików i prawdziwych patriotów.

Ta reputacja sprawi, że nasze doktryny dotrą zarówno do młodego duchowieństwa, jak i głęboko do klasztorów. Po kilku latach, siłą rzeczy, ci młodzi księża przejmą wszystkie funkcje; będą rządzić, utworzą papieską radę, zostaną wezwani do wyboru papieża który będzie rządził. A ten papież, jak większość mu współczesnych, będzie musiał być mniej lub bardziej przesiąknięty zasadami włoskimi i humanitarnymi, które właśnie zamierzamy puścić w obieg. I to jest to maleńkie ziarenko gorczycy powierzone ziemi; ale słońce sprawiedliwości rozwinie z niego najwyższą władzę, aż pewnego dnia zobaczycie, jak wielkie żniwo przyniesie to małe ziarenko.

Na drodze jaką przygotowujemy naszym braciom, piętrzą się wielkie przeszkody do pokonania, więcej niż jednego rodzaju trudności do opanowania. Ale oni je pokonają dzięki swojemu doświadczeniu i wnikliwości; bo nasz cel jest tak wspaniały, że trzeba podnieść wszystkie żagle na wiatr, aby go zrealizować. Macie zrewolucjonizować Włochy, poszukać papieża, którego portret właśnie naszkicowaliśmy. Macie ustanowić panowanie wybranych na tronie nierządnicy Babilonu, niech księża maszerują pod waszym sztandarem, cały czas wierząc, że maszerują pod sztandarem stolicy apostolskiej. Chcecie by zniknęły ostatnie ślady tyranów i ciemiężycieli; zastawcie swoje pułapki, jak Simon Barjone; wyłóżcie je raczej w zakrystiach, seminariach i zakonach, a nie na dnie morza: a jeżeli nie będziecie się spieszyć, obiecujemy wam połów bardziej cudowny, niż jego. Rybak łowiący ryby stanie się rybakiem ludzi; wokół tronu apostolskiego zgromadzicie swych przyjaciół. Będziecie głosić rewolucję tiary i kapy, maszerującą z krzyżem i sztandarem, rewolucję, którą trzeba będzie tylko lekko wzniecić, by wywołała pożar we wszystkich czterech krańcach świata” [7].


Teraz pozostaje nam zbadać jak udany był ten plan.

Oświecenie, przyjacielu, przyjdzie z wiatrem
W XIX wieku społeczeństwo coraz bardziej przesiąkało liberalnymi zasadami rewolucji francuskiej, z wielką szkodą dla wiary katolickiej i katolickiego państwa. Rzekome “łagodniejsze i delikatniejsze” pojęcia o pluralizmie, obojetności religijnej, demokracji według której wszelka władza pochodzi od narodu, fałszywe pojęcia wolności, zgromadzenia międzywyznaniowe, oddzielenie Kościoła od państwa i inne nowinki, zdobywały umysły po-oświeceniowej Europy, infekując tak samo mężów stanu jak i duchownych.
Papieże w XIX wieku i na początku XX-go wypowiedzieli tym niebezpiecznym trendom wojnę w pełnej zbroi. Dzięki wyraźnej przytomności umysłu wpojonej bezkompromisowym przeświadczeniem wiary, ci papieże nie dali się nabrać. Oni wiedzieli, że te diabelskie zasady, niezależnie od tego jak szlachetne mogą wyglądać, nie przyniosą dobrych owoców, i były to złe zasady w najgorszym wydaniu, bo pochodziły nie tylko z herezji, ale i z apostazji.
Jak dowodzący generałowie, którzy wiedzą, że mają obowiązek utrzymania za wszelką cenę swoich pozycji, ci papieże skierowali swoje potężne armaty na błędy nowoczesnego świata, i nieustannie strzelali. Ich kulami były encykliki, i nigdy nie pudłowali.
Najcięższe uderzenie przyszło w roku 1864 w formie monumentalnej encykliki bł. papieża Piusa IX “Wykaz błędów” [Syllabus of Errors], a kiedy rozproszył się dym, nikt uczestniczący w bitwie nie miał wątpliwości kto stał po której stronie. Jasno określono linię demarkacyjną. W tym wielkim “Syllabusie”, Pius IX potępił zasadę błędów nowoczesnego świata, nie dlatego że były nowoczesne, ale dlatego że te nowe idee pochodziły z panteistycznego naturalizmu, a zatem były sprzeczne z katolicką doktryną, a także niszczące dla społeczeństwa.
Nauki zawarte w “Syllabusie” były sprzeczne z liberalizmem, a zasady liberalizmu były sprzeczne z “Syllabusem”. To bezdyskusyjnie zrozumiała każda ze stron.

Do tej ostatecznej rozgrywki nawiązał o. Denis Fahey w książce “Św. Pius IX a panteistyczna deifikacja człowieka” [Pius IX vs. the Pantheistic Deification of Man] [8]. Wypowiadając się za stronę przeciwną, francuski mason Ferdynand Buissont oświadczył podobnie: “Szkoła nie może pozostać neutralna między Syllabusem i Deklaracją Praw Człowieka” [9].

Ale XIX wiek był świadkiem pojawienia się katolika nowego rodzaju, który utopijnie szukał kompromisu pomiędzy nimi obu. Ci ludzie poszukiwali czegoś co uważali za “dobre” w zasadach z 1789 roku, i próbowali wprowadzać je do Kościoła. Wielu duchownych, zainfekowanych duchem epoki, złapało się w tę sieć, “zastawioną w zakrystiach i seminariach”. Ci ludzie stali się znani jako liberalni katolicy. Bł. papież Pius IX podchodził do nich z absolutnym horrorem. Powiedział, że ci “liberalni katolicy” byli “najgorszymi wrogami Kościoła”.
W liście z 18 czerwca 1871 do francuskiej delegacji pod przewodnictwem biskupa Nevers, papież Pius IX napisał:
“Tym czego się boję nie jest komuna paryska – nie – boję się liberalnego katolicyzmu. . . Mówiłem o tym ponad 40 razy, i powtarzam teraz, z uwagi na miłość jaką mam dla was. Prawdziwą plagą dla Francji jest liberalny katolicyzm, który chce zjednoczyć dwie zasady tak sprzeczne ze sobą jak ogień i woda” [10].
Ale pomimo to zwiększała się liczba liberalnych katolików.

Papież Pius X a modernizm
Ten kryzys osiągnął szczyt na przełomie wieku, kiedy “przyniesiony z wiatrem” liberalizm z roku 1789 skłębił się w tornado modernizmu. O. Vincent Miceli określił tę herezję jako “trójcę rodziców / przodków”. Napisał:
1) Jej religijnym przodkiem jest protestancka reformacja
“2) Jej filozoficznym rodzicem jest oświecenie
“3) Jej politycznym źródłem jest rewolucja francuska” [11].


Papież św. Pius X, który zasiadł na tronie piotrowym w 1903 roku, modernizm uznał za najgroźniejszą plagę, którą należy powstrzymać. Napisał, że najważniejszym obowiązkiem papieża jest zachowanie czystości i integralności katolickiej doktryny, i dalej powiedział, że gdyby nic nie zrobił, to nie poniósłby fiaska w kwestii podstawowego obowiązku [12].

Św. Pius X wypowiedział wojnę modernizmowi, przeciwko niemu wydał encykliki (Pascendi) i Syllabus (Lamentabili), ustanowił “Przysięgę Antymodernistyczną” obowiązującą wszystkich księży i nauczycieli, wyczyścił seminaria i uniwersytety z modernistów, i ekskomunikował upartych i nieskruszonych.
Pius X skutecznie zatrzymał szerzenie się modernizmu w tym czasie. Ale mówi się, że kiedy pogratulowano mu wytępienia tego poważnego błędu, Pius X natychmiast odpowiedział, że pomimo jego wszelkich wysiłków, nie udało mu się zabić tej bestii, a tylko wpędził ją w podziemie. Ostrzegł, że jeśli przywódcy Kościoła nie zachowają czujności, to powróci ona bardziej jadowita niż kiedykolwiek [13].

Kuria w pogotowiu
Mało znany dramat jaki rozegrał się za panowania papieża Piusa XI pokazuje, że podziemny nurt modernizmu miał się dobrze w okresie tuż po Piusie X.

O. Raymond Dulac opowiada, że na tajnym konsystorzu 23 maja 1923 roku papież Pius XI zapytał 30 kardynałów kurii o termin zwołania soboru ekumenicznego. Obecni byli wybitni prałaci tacy jak Merry del Val, De Lai, Gasparri, Boggiani i Billot.
Kardynałowie wypowiedzieli się przeciwko.
Kard. Billot ostrzegł: “Nie da się ukryć istnienia głębokich różnic wśród członków samego episkopatu. . . [Oni] ryzykują dyskusjami, które będą się przedłużać w nieskończoność”.
Boggiani przypomniał modernistyczne teorie, które nie są obce części kleru i biskupom. “Ten sposób myślenia może skłaniać pewnych Ojców do przedstawiania pojęć i wprowadzania metod niezgodnych z tradycjami katolickimi”.
Billot był jeszcze bardziej precyzyjny. Wyraża obawę o “wmanewrowanie” soboru przez “najgorszych wrogów Kościoła, modernistów, którzy już się przygotowują, o czym mówią pewne oznaki, do wywołania rewolucji w Kościele, nowego roku 1789” [14].

Zniechęcając do pomysłu zwołania soboru z tych powodów, ci kardynałowie wykazali się wtedy bardziej skłonni do tego by rozpoznać “znaki czasu”, niż wszyscy posoborowi teolodzy razem. Ale ich ostrożność miała dużo głębsze źródło. Mogli także czuć się zastraszeni pracami notorycznego iluminata, ekskomunikowanego kanonika Roca (1830-1893), który głosił rewolucję i “reformę” Kościoła, i który prognozował subwersję Kościoła wynikłą z soboru.

Rewolucyjny bełkot Roca
W książce “Atanazy i Kościół naszych czasów”, bp Graber cytuje proroctwo Roca o “nowo-oświeconym Kościele”, który będzie pod wpływem socjalizmu Jezusa” [15].
W połowie XIX wieku Roca zaprorokował “Nowy Kościół, który może nie być w stanie zachować niczego ze scholastycznej doktryny i oryginalnej formy wcześniejszego Kościoła, to jednak otrzyma błogosławieństwo i kanoniczne uzasadnienie z Rzymu”.
Przewidział również reformę liturgiczną. W odniesieniu do przyszłej liturgii, uważał, że “boski kult w formie zalecanej przez liturgię, ceremoniał, rytuał i przepisy KK wkrótce przejdą transformację na soborze ekumenicznym, który przywróci w nim odwieczną prostotę złotego wieku apostołów, zgodną z nakazami sumienia i nowoczesną cywilizacją”.
Przewidział, że w wyniku tego soboru nastąpi “pełna zgoda między ideałami nowoczesnej cywilizacji i ideałem Chrystusa i Jego Ewangelii. Będzie to poświęcenie NWO i uroczysty chrzest nowoczesnej cywilizacji”.
Roca powiedział także o przyszłości papiestwa. Napisał: “Już organizuje się ofiarę, która ma reprezentować uroczysty akt ekspiacji. . . Papiestwo upadnie; zginie od uświęconego noża, jaki ukują ojcowie ostatniego soboru. Papieski cezar jest żywicielem [ofiarą] ukoronowaną na poświęcenie“.
Roca entuzjastycznie przewidział “nową religię, nowe dogmaty, nowy rytuał, nowe kapłaństwo”. Nowych księży nazwał “progresywistami” i powiedział o “zniesieniu” sutanny i “małżeństwie księży” [16].

Mrożące słowa Roca i Alta Vendita znajdują potwierdzenie u Różokrzyżowca, dr Rudolpha Steinera, który w roku 1910 oświadczył: “Potrzebny jest nam sobór i papież który to ogłosi” [17]. Bp Graber w komentarzu o tych przewidywaniach mówi: “Kilka lat temu byłoby to jeszcze nie do pomyślenia, ale teraz. . .” [18]

Wielki sobór który się nie odbył
Około roku 1948, papież Pius XII, na prośbę mocno ortodoksyjnego kard. Ruffiniego, rozważał zwołanie soboru ogólnego, a nawet spędził kilka lat na koniecznych przygotowaniach. Istnieją dowody na to, że postępowe elementy w Rzymie w końcu wyperswadowały to Piusowi XII, gdyż ten sobór pokazywał wyraźne oznaki synchronizacji z “Humani Generis”. Tak jak ta wielka encyklika z roku 1950, nowy sobór będzie zwalczał “fałszywe opinie zagrażające osłabieniu fundamentów katolickiej doktryny” [19].
Tragicznie, papież Pius XII nabrał przekonania, że był zbyt stary by podołać tak istotnemu zadaniu, i zrezygnował mówiąc, że “to zostawiam mojemu następcy” [20].

Roncalli dokona kanonizacji ekumenizmu”
W czasie pontyfikatu Piusa XII, Święte Oficjum pod kierownictwem kard. Ottavianiego zachowało bezpieczny katolicki pejzaż twardo zatrzymując dzikie konie modernizmu w zagrodzie. Wielu z dzisiejszych modernistycznych teologów lekceważąco wspomina jak wtedy im i ich przyjaciołom nałożono “kagańce”.
Ale nawet Ottaviani nie mógł zapobiec temu co miało miejsce w roku 1958. Nowy typ papieża, “którego postępowcy uważali za sprzymierzeńca” [21] wstąpi na papieski tron i zmusi wahającego się Ottavianiego do usunięcia skobla, otwarcia zagrody i przygotowania się do masowego pędu tabunu.

Jednak takiej sytuacji nie przewidziano. Kiedy podano wiadomość o zgonie Piusa XII, stary ks. Lambert Beauduin, przyjaciel Roncallego (przyszły Jan XXIII) zwierzył się o. Bouerowi: “Jeśli wybiorą Roncallego, wszystko się uratuje; będzie mógł zwołać sobór i konsekrować ekumenizm” [22].
I stało się tak jak przepowiedział ks. Lambert. Wybrano Roncallego, ten zwołał sobór i konsekrował ekumenizm. Toczyła się “rewolucja tiary i kapy’.

Rewolucja papieża Jana
Powszechnie znany i wspaniale udokumentowany jest [23] fakt, że klika liberalnych teologów (periti) i biskupów porwała II SW z programem przerobienia Kościoła na ich własny obraz, poprzez wprowadzenie “nowej teologii”. W tym punkcie zgadzają się zarówno krytycy jak i obrońcy II Soboru.

W książce “Powrót do II SW” [Vatican II Revisited], bp Aloysius J. Wycisło (rapsodyczny obrońca soborowej rewolucji) deklaruje z trzpiotowatym entuzjazmem, że “teolodzy i badacze biblijni, którzy od lat byli ‘pod chmurą’, pojawili się jako periti (doradcy teologiczni biskupów na soborze), a ich książki o II SW i komentarze stały się popularną lekturą” [24].
Napisał, że encyklika “papieża Piusa XII” Humani Generis miała. . . dewastujący skutek na prace licznych przedsoborowych teologów” [22] i wyjaśnia, że “Podczas początkowych przygotowań do soboru, ci teolodzy (głównie francuscy, a także niemieccy), których działalność ograniczył Pius XII, byli nadal ‘pod chmurą’. Papież Jan spokojnie anulował zakaz nałożony na niektórych z najbardziej wpływowych. Ale wielu z nich nadal podejrzewali członkowie Świętego Oficjum” [26].
Wycislo wyśpiewuje pochwały dla triumfujących postępowców takich jak Hans Kung, Karl Rahner, John Courtney Murray, Yves Congar, Henri de Lubac, Edward Schillebeeckx i Gregory Baum, uważanych za podejrzanych przed soborem (nie bez powodu), że teraz są wiodącym światłem posoborowej teologii [27].

W rezultacie, ci których Pius XII uważał za nieodpowiednich do podążania drogą katolicyzmu, teraz kontrolowali miasto. I jakby ukoronowaniem ich osiągnięć było ciche wycofanie “Przysięgi Antymodernistycznej” tuż po zakończeniu soboru. Św. Pius X prawidłowo to przepowiedział. Brak czujności w kręgach władzy pozwolił na powrót modernizmu z zemsty.

Marsz pod nowym sztandarem”
Na II SW toczyły się niezliczone bitwy między międzynarodową grupą ojców obrońców tradycji i grupą reńskich postępowców. Rezultat był tragiczny, w końcu zwyciężył element liberalny i modernistyczny.
Dla każdego kto miał oczy do widzenia było oczywiste, że II SW ogłosił wiele pomysłów wcześniej uznanych za anatemę wobec nauk Kościoła, ale one były zgodne z nowoczesnym sposobem myślenia. To nie nastąpiło przez przypadek, ale zgodnie z planem.
Postępowcy na II SW unikali potępienia błędów modernistów. Także umyślnie wprowadzili dwuznaczności do soborowych tekstów, którymi zamierzali się posługiwać po soborze. Liberalny peritus soboru, o. Edward Schillebeeckx, przyznał, że “na soborze używaliśmy dwuznacznych wyrażeń i wiedzieliśmy jak będziemy je interpretować później” [28].
Używając umyślnych dwuznaczności, dokumenty soborowe promowały ekumenizm potępiony przez papieża Piusa XI, swobodę religijną potępioną przez papieży XIX wieku (szczególnie bł. Piusa IX), nową liturgię bardziej podobną do protestanckiej, i ekumenizm, który Bugnini nazwał “głównym podbojem KK”, kolegialność która uderza w serce prymatu papieża, i “nową postawę wobec świata” – zwłaszcza w jednym z najbardziej radykalnych soborowych dokumentów, Gaudium et Spes. (Nawet kard. Ratzinger przyznał, że Gaudium et Spes jest przesiąknięty duchem Teilharda de Chardina) [29].

Tak jak oczekiwała “Stała Instrukcja Alta Vendita“, wymysł liberalnej kultury w końcu znalazł sprzymierzeńców wśród głównych graczy w katolickiej hierarchii, i poszerzył się na cały Kościół. Rezultatem tego był bezprecedensowy kryzys wiary, który się pogarsza, choć jednocześnie niezliczeni hierarchowie wysokiego szczebla, oczywiście upojeni “duchem II SW” nadal chwalą te reformy soboru, które sprowadziły to nieszczęście.

Okrzyki radości masonów
Ale obrót wydarzeń dokonanych przez sobór świętowali nie tylko liderzy Kościoła, lecz także masoni. Cieszą się z tego, że katolicy w końcu “dojrzeli światło”, i że Kościół usankcjonował wiele z masońskich zasad.
Yves Marsaudon ze szkockiego rytu masonerii, w książce “Ekumenizm postrzegany oczyma tradycyjnego masona” [Ecumenism Viewed by a Traditional Freemason] pochwalił ekumenizm soborowy.
Powiedział:
Katolikom. . . nie wolno zapominać o tym, że wszystkie drogi prowadzą do Boga. I będą musieli zaakceptować to, że ta odważna idea wolnomyślicielska, którą naprawdę nazywamy rewolucją, wylewa się z naszych lóż masońskich, rozciągnęła się wspaniale nad kopułą św. Piotra” [30].
Yves Marsaudon powiedział dalej: “Można dostrzec, że ekumenizm jest prawowitym synem masonerii” [31].

Posoborowy duch zwątpienia i rewolucji oczywiście rozgrzał serce francuskiego masona Jacquesa Mitteranda, kóry napisał z aprobatą:
“Coś się zmieniło w Kościele, a odpowiedzi papieża na najpilniejsze sprawy takie jak celibat księży i kontrola urodzeń są przedmiotem gorących dyskusji w samym Kościele; słowo papieża kwestionują biskupi, księża i wierni. Według masona, człowiek który kwestionuje dogmat już jest masonem bez fartuszka” [32].
Marcel Prelot, senator z francuskiego regionu Doubs jest chyba najdokładniejszy w określeniu tego co się wydarzyło. Pisze:
“Przez 150 lat walczyliśmy o to, żeby nasze opinie zwyciężyły w Kościele i nam się nie udało. W końcu nadszedł II SW i odnieśliśmy triumf. Od tej pory propozycje i zasady liberalnego katolicyzmu zostały stanowczo i oficjalnie przyjęte przez Święty Kościół” [23].

Zerwanie z przeszłością
“Konserwatyści” którzy zaprzeczają temu, że II SW stanowił zerwanie z tradycją, i że to jest sprzeczne z wcześniejszym Magisterium, nie chcieli słuchać ludzi czynu soboru, którzy bezwstydnie to uznają.
Yves Congar, jeden z architektów reformy, zauważył ze spokojną satysfakcją, że “Kościół spokojnie przeszedł swoją rewolucję październikową” [34].
Przyznał również, jakby to było powodem dumy, że soborowa “Deklaracja o swobodzie religijnej” jest sprzeczna z “Syllabusem” papieża Piusa IX. Powiedział:
“Nie da się zaprzeczyć, że potwierdzenie przez II Sobór swobody religijnej faktycznie mówi coś innego niż “Sylllabus” z 1864, a nawet wręcz przeciwnego do propozycji 16, 17 i 19 tego dokumentu” [35].
I w końcu kilka lat temu, kard. Ratzinger, widocznie niewzruszony tym przyznaniem, napisał, że soborowy tekst “Gaudum et spes” postrzega jako “anty-Syllabus“.
Powiedział:
“Jeśli wymagane jest przedstawienie diagnozy tekstu (Gaudium et Spes) jako całości, można powiedzieć, że (w związku z tekstem o swobodzie religijnej i światowych religii) jest to rewizja “Syllabusa” Piusa IX, rodzaj anty-syllabusa. . . Powiedzmy że ten tekst służy jako anty-syllabus, i jako taki, według Kościoła stanowi próbę oficjalnego pogodzenia się z nową erą rozpoczętą w roku 1789” [36].
Inaczej mówiąc, z rewolucją francuską i oświeceniem.
Ten komentarz kard. Ratzingera jest niepokojący, szczególnie dlatego, że pochodzi od człowieka, który będąc szefem Kongregacji Doktryny Wiary, rzekomo stoi na straży czystości katolickiej doktryny.
Ale możemy także przywołać podobną opinię postępowego kard. Suensensa, jednego z najbardziej liberalnych prałatów w tym stuleciu, sam będąc ojcem soboru, płomiennie wypowiadał się o starych reżimach, które upadły. Słowa których użył chwwaląc sobór są najbardziej mówiące, najbardziej przerażające i najbardziej obciążające. Suenses oświadczył: “II SW to rewolucja francuska Kościoła” [37].

Status dokumentów soborowych
Oczywiście katolicy mają prawo, a nawet obowiązek, odrzucenia tych nauk pochodzących z soboru, króre są w konflikcie z wiecznym Magisterium.
Od lat katolicy tkwili w błędnym przekonaniu, że muszą akceptować sobór duszpasterski, II SW, z takim samym aktem wiary jaki należy się soborom dogmatycznym. Ale tu nie o to chodzi.
Ojcowie soboru wielokrotnie mówili o II SW jako o duszpasterskim, to znaczy, że jest to sobór który zajmuje się nie definiowaniem wiary, ale jej wdrożeniem.
Fakt, że II SW jest gorszy od dogmatycznego potwierdza świadectwo ojca soboru, bpa Thomasa Morrisa. Teraz na jego prośbę to świadectwo ujawniono po jego śmierci:
“Poczułem ulgę kiedy powiedziano nam, że ten sobór nie miał na celu definiowania czy wydawania ostatecznych opinii o doktrynie, ponieważ oświadczenie o doktrynie musi być ostrożnie sformułowane, i dokumenty soborowe uwazałbym za niepewne i mogące podlegać reformie” [38].
Jest też ważne świadectwo sekretarza soboru, abpa (później kardynała) Pericle Feliciego. Na zakończenie II SW biskupi poprosili abpa Feliciego o coś co teolodzy nazywają “teologiczną notą” soboru, czyli o doktrynalny “ciężar” nauk II SW. Felici odpowiedział:
“Musimy rozróżnić zgodnie ze schemas i rozdziałami, tymi które już były przedmiotem definicji dogmatycznych w przeszłości; zaś jeśli chodzi o deceleracje [zwolnienie tempa] które mają charakter nowości, musimy mieć zastrzeżenia” [39].
Sam papież Paweł VI również podobnie skomentował, że “biorąc pod uwagę pastoralny charakter soboru, uniknął ogłoszenia w niezwykły sposób dogmatów obdarzonych notą nieomylności” [40].
A zatem, w przeciwieństwie do soboru dogmatycznego, II SW nie wymaga aktów wiary bez zastrzeżeń. Rozwlekłe i dwuznaczne oświadczenia II SW nie są na równi z wypowiedziami dogmatycznymi. Nowości II SW nie są bezwarunkowo wiążące dla wiernych. Katolicy mogą “mieć zastrzeżenia”, a nawet sprzeciwiać się każdej nauce soboru, która byłaby sprzeczna z odwiecznym Magisterium.

Rewolucja tiary i kapy”
Rewolucja posoborowa ma wszystkie znamiona realizacji planów “Stałej Instrukcji Alta Vendita”, jak również przepowiedni kanonika Roca:
1.Cały świat dostrzegł głęboką zmianę w KK na skalę międzynarodową zgodną z nowoczesnym światem.
2. Zarówno obrońcy jak i krytycy II SW pokazują, że pewne nauki soboru stanowią zerwanie z przeszłością. 3.Sami masoni radują się z soboru, że ich pomysły “rozciągnęły się wspaniale nad kopułą św. Piotra”.
Dlatego cierpienia jakie teraz dotknęły KK naprawdę nie są tajemnicą. Lekkomyślnie ignorując przeszłych papieży, nasi obecni liderzy Kościoła zbudowali zepsutą strukturę, która się rozpada. Choć papież Paweł VI ubolewał nad tym, że “Kościół jest w stanie samozniszczenia”, to on, tak jak obecny papież, nalegał by katastrofalne aggiornamento odpowiedzialne za to samozniszczenie szło pełną parą.
Chciałbym poruszyć jeden punkt końcowy. Nie twierdzę, że każdy duchowny promujący nowe praktyki, takie jak ekumenizm, umyślnie działa jako wróg Kościoła. Znany ksiądz z XIX wieku, o. Frederick Faber, okazał się być prawdziwym prorokiem kiedy w niezwykłej homilii wygłoszonej w Zielone Świątki w londyńskim Oratorium powiedział:
Musimy pamiętać, że gdyby wszyscy wyraźnie dobrzy ludzie byli po jednej stronie, a wszyscy wyraźnie źli po drugiej, nie byłoby niebezpieczeństwa dla nikogo, a już najmniej dla wybranych, oszukiwanych przez kłamliwe cuda. To dobrzy ludzie, wcześniej dobrzy, musimy mieć nadzieję że nadal dobrzy, którzy mają wykonywać dzieło antychrysta i tak smutno ukrzyżować Pana na nowo. . . Pamiętajmy tę cechę ostatnich dni, że ten fałsz pojawia się wśród dobrych ludzi, będących po niewłaściwej stronie” [41].

Dlatego uważam, że wielu (nie wszyscy) duchownych, którzy ulegają duchowi epoki i promują nowy program soboru, są dobrymi ludźmi po złej stronie.

Obowiązek sprzeciwu
Jak powiedziałem na początku, uważam że “Stała Instrukcja Alta Vendita” i jej skutki pomagają wyjaśnić to o czym mówiła s. Łucja, kiedy ostrzegała o diabolicznej dezorientacji hierarchów wyższego szczebla, określenie użyte przez nią wiele razy.
W obliczu takiej diabolicznej dezorientacji, jedyną odpowiedzią dla wszystkich zaniepokojonych katolików jest:
1) dużo się modlić, zwłaszcza na Różańcu
2) uczyć się i żyć tradycyjną doktryną i moralnością KK, zawartymi w pracach przedsoborowych
3) trwać przy łacińskiej Mszy Trydenckiej, w której wiara katolicka i nabożeństwo są wolne od skażenia dzisiejszym novus ordo ekumenizmu
4) sprzeciwiać się całą duszą trendom II SW siejącym takie spustoszenie w Mistycznym Ciele Chrystusa
5) z miłością mówić innym o tradycjach wiary i ostrzegać ich przed błędami czasów
6) modlić się o to by zaraźliwy powrót do normalności objął wystarczającą liczbę hierarchów
7) nigdy nie zgadzać się na kompromis
8) i na koniec, powodem tego że tu jesteśmy: by praktykować i głosić najlepiej jak potrafimy, są prośby Matki Bożej Fatimskiej.


John Vennari, red. naczelny Catholic Family News Freemasonry and the Subversion of the Catholic Church
Tłumaczenie: Ola Gordon

Needle Phobia and Early Childhood Trauma

Needle Phobia and Early Childhood Trauma

Not all long term adverse events are physical, some are psychological

ROBERT W MALONE MD, MS SEP 4

It is most likely the most common phobia in the USA – and yet no one speaks of it.

For some who suffer from needle phobia, the fear is so intense that they avoid doctors nd dentists altogether, to the point where they will completely avoid any visit that might include a needle stick. 

The issue is so prevalent that fainting from a needle stick is the cause of over half of the emergencies in dental offices (1).

Needle phobia affects at least 10% of the population, and yet has only recently been classified as an affliction. Since individuals with this condition often avoid medical treatment, it can pose a major obstacle in healthcare. The cause of needle phobia stems from a vasovagal reflex that causes a shock-like response when a needle puncture occurs. 

For some, the fear is so intense that they will completely avoid any doctor’s visit that might include a needle stick. 

Although many in the medical field used to believe that this was an inherited reflex, there is little evidence to support that hypothesis, which is based on the idea that humans are evolutionarily conditioned to fear puncture and cutting injuries. Countering that narrative is the fact that needle phobia often develops only after repeated exposure in children. That an ever larger percentage of the population, particularly younger people, are now needle-phobic. It is now generally accepted that needle phobia is due to an early-life traumatic event, often associated with vaccine administration.

Needle phobia can be severe, and people with this fear are often terrified of routine needle procedures. There is literature documenting that for some patients, the fear is so profound that they claim they would rather die than undergo a needle procedure. This intense fear can lead to health, social, and legal problems. The vasovagal response (fainting) associated with needle phobia has even caused deaths. But there is an even more sinister side to this that the medical profession doesn’t even acknowledge.

One meta-analysis of studies on needle phobia analyzed 119 original peer-reviewed research articles, “of which 35 contained sufficient information for meta-analysis. The majority of children exhibited needle fear, while prevalence estimates for needle fear ranged from 20-50% in adolescents and 20-30% in young adults. In general, needle fear decreased with increasing age. Both needle fear and needle phobia were more prevalent in females than males. Avoidance of influenza vaccination because of needle fear occurred in 16% of adult patients, 27% of hospital employees, 18% of workers at long-term care facilities, and 8% of healthcare workers at hospitals (2).”

Another study found that most people who experience needle phobia rate their fear as significant, with 52% of the people avoiding blood draws, and 33% avoiding vaccinations.

However, later publications do not provide any documentation that this is an inherited trait, and this thesis has largely been discounted. 

I queried various AIs on the subject of how much government funding has been spent on needle phobia. The answer was shocking:

There is not a publicly available record indicating large-scale, multi-million dollar government programs exclusively for „needle phobia” research; most funding is embedded within broader health, vaccine, or mental health initiatives.

The truth is that our government has spent almost nothing to determine the cause or how to manage this condition for those living with this chronic disease. It is almost as if they don’t want to know.

Why is this important?

It is postulated that needle phobia impedes both chronic and acute patient visits to medical care providers and systems. One peer-reviewed paper had needle-phobic patients on record as saying they would rather die than get a needle stick. 

How many deaths occur each year because someone didn’t want to get that lump checked out because of a fear of needles? How many people suffer a cardiac event and choose not to go to the doctor because of this fear, until it is too late? How many people have unchecked diabetes because they refuse injectable medications?

Those who work with patients are fully aware that needle phobia often develops in childhood due to the often-repeated traumatic events surrounding vaccination. The following text is from a peer-reviewed paper discussing just how debilitating this phobia is:

Needle phobia without the vasovagal response has often arisen from a situation where classical conditioning has occurred. This puts it more in the realms of a specific phobia that is not B-I-I type. 

For instance, a patient who recalls being held down as a child while receiving vaccinations, or undergoing anaesthetic will have learned a paired association of ‘needles plus doctors equals pain and distress’. Therefore, being back in that situation produces distress to the extent that sufferers will simply avoid the situation.

Whether caused by vasovagal reactions or a conditioned response, in its most extreme forms, I have worked with many patients who were refusing life-saving treatment, as the anxiety of a cannula or blood test was too much. 

For instance, a 24-yr-old man with Hodgkin’s lymphoma was so distressed by the idea of cannulation that he refused to undergo chemotherapy. His wife was 4 months pregnant with their first child at the time and even this was not enough incentive for him to face his anxiety (3).

It is generally acknowledged that missed cancer diagnoses, cardiac arrests, and other life-threatening situations arise because people are so fearful of needles that they avoid seeking healthcare.

As the vaccine schedule has both increased in scope and the number of injections given at a very early age has skyrocketed, it can be surmised that needle phobia is increasing in the general population in the United States, following along with the increasingly aggressive vaccination schedule. Needle phobia generally starts in very young children, and only increases with each traumatic event.

By the age of two, a child in the USA receives almost 30 shots. 

A Canadian study of over one thousand children found that 63% of those born in 2000 or later now fear needles. In a 2017 study, this increase in prevalence was again quantified. Half of preschoolers who got all their boosters on the same day, with often four or five injections all at once, were severely afraid of needles years later.

This problem is growing.

In sorting through the publications, there are almost no data on how many preventable hospitalizations and even deaths are due to needle phobias each year. It is an entirely unstudied phenomenon. 

What is the risk-benefit ratio of repeatedly injecting a child with vaccines throughout their childhood? A child who then suffers the “mild” consequences of injection site pain, fatigue, hot-flashes, muscle soreness, nausea, and other vaccine-induced side effects that medical personnel consider perfectly normal? When does preventative medicine cross the line from being “preventive” to abusive?

The Butterfly effect.

Could it be that whatever gains made from the most aggressive vaccine program in the world (courtesy of the USG CDC) is making people sicker, as so many needle-phobic individuals refuse most or even all medical and even dental care because of their fear of needles?

Yet, throughout the peer-reviewed literature, it is generally accepted that the number of people who reject medical care if a needle is involved continues to grow. 

It is an unfortunate truth that none of this is being measured. There are no government grants to assess the risk-benefit analysis of the most aggressive vaccine campaign in the world.

A simple shot in a child’s arm at a vulnerable age or mindset, or maybe repeated shots, could cause real psychological damage. The extent of which isn’t being measured.

A Shot in Every Arm.

A child who follows the CDC vaccination schedule from birth until adulthood typically receives between 54 and 60 vaccine doses by age 18, depending on the combination of vaccines used. 

So many questions remain unanswered.

  • What is the long-term mental health consequences of this aggressive vaccination regime?
  • What percentage of people with needle phobia, became that way due to vaccination at vulnerable age points?
  • Research has shown that children develop needle phobia during specific age brackets. What are those age brackets?
  • What is the percentage of people who have suffered a significant health event or even death because of needle phobia?
  • How many people are so shamed by their fear of needles that they can’t share this fear with their physicians, instead avoiding medical treatments altogether?
  • Isn’t it time that government officials faced up to the fact that we don’t have the answers that they need to make informed decisions being made in the name of public health, that may actually be causing real harm.

The Bottom Line

The fundamental idea that a true “risk/benefit” analysis of vaccination, or any other medical procedure for that matter, can be calculated is fundamentally flawed. Particularly in situations where the State intervenes to coerce, entice, and/or compel (mandate) acceptance of a medical procedure. There are too many variables, known and unknown. 

At the root of modern Western “public health” is the thesis that the State has the right to mandate medical procedures to advance “the greatest good for the greatest number”, a logic that is based on socialist utilitarianism. Yet this is what three-year “Masters in Public Health” (MPH) university curricula teach. The consequence of these non-scientifically trained MPH dominating the US Public Health Service (and specifically CDC management) is that you have a cadre of trained socialists implementing mandates based on conclusions derived from imperfect and incomplete survey data compiled and analyzed by other socialists.

“A Midwestern Doctor” recently pointed out to me that at the most recent ACIP meeting, the following question was asked of a CDC official presenting data on COVID vaccine adverse events:

Question- „How are you monitoring long term side effects”

Answer- “But I think with relation to how are we thinking going forward about our safety and is it well adapted to the situation. I think we feel very confident in our safety systems in the US. We have one of the best safety systems in the world. But we are continuing to think through ways of how to improve them. And I think one thing you’re getting at is our ability to monitor long-term outcomes of vaccination. And obviously that’s very difficult. the longer you get out from vaccination, the more you can introduce confounding infections or other things that are unrelated to the vaccine and the in the ability to tease out vaccine versus other effects becomes much more challenging. But I think we would welcome input from the committee on um you know how to how to better do that.”

Which, distilled from this long-winded deflection, translates to “we are not monitoring long-term side effects because we think it is too hard to do this”.

In other words, the CDC is currently entirely unable to “calculate” risk/benefit ratio for these or any other vaccines. But this does not impede prominent “public health” officials or academics (or their dead media and captured politician allies) from cloaking themselves in “Science” and asserting that their policies and pronouncements shall not be challenged. 

COVID taught us to look beyond the curtain and let us see that the “Great Oz” of “Public Health” socialists were merely pretenders. 

When a “public health official” presumes to represent “The Science” and acts to manipulate the public into accepting an intervention based on imperfect data, “The Science” is being used as a pretense to justify authoritarian actions that are based on ideology and politics, not on an actual rigorous scientific assessment. And as the issue of needle phobia illustrates, in most cases the full spectrum of “Public Health” benefits, risks, and harms cannot be known and therefore risk/benefit ratio calculations (or quality adjusted life year calculations) become fictional propaganda.

By their own admission, CDC leaders are incapable of accurately and comprehensively assessing risk and benefit of any of their utilitarian interventions. There will always be unknown and in many cases unknowable variables. This applies to mask use, social distancing, lockdown policies, school closures and vaccine mandates. Therefore they are ill suited to make and attempt to enforce “public health policy”. And are completely unqualified to advocate for State-endorsed enticement, coercion and compulsion of any medical procedure or social intervention.

In a representative democracy governed by a constitution and bill of rights, policy must be made by elected officials. And in the case of medical procedures, that policy must be guided by the fundamentals of medical ethics, which do not provide the State with a special exemption for expediency. People, and specifically patients, have rights. And these rights do not allow the majority to force the minority to accept medical procedures. And they certainly do not provide an exception for a priesthood of Scientism to dictate what medical procedures they are to receive on the basis of socialist-utilitarian logic rooted in incomplete and imperfect data analyses.

Below is a clip of Mandy Cohen, former CDC Director, talking and laughing about how she made policy decisions during COVID. Her approach? She would ask friends, „Well, what are you planning to do?” And they would casually agree on some policy on the phone and then do that. The clip was recently highlighted in an “X” post by Dr. Kevin Bass, who is an actual scientist (molecular biologist and genomics expert).

This is the definition of arbitrary and capricious authority. This is Scientism, not science.

Six Principles of Medical Ethics

  1. Beneficance. Physicians must act in the best interests of the patient. Singular. One specific patient. Not in the best interests of society. Not to advance the greatest good for the greatest number. The patient in front of them at that specific point in time.
  2. Non-Malfeasance. In short, do no harm. This does not mean you can do some harm to some patients for the good of the many.
  3. Autonomy. The PATIENT has the right to choose whether to accept a medical procedure or intervention. Not Society, and certainly not some “Public health official” has the right to make a determination for a patient. THE PATIENT gets to choose. The physician and the “public health official” can provide honest truthful, unbiased information to the patient about risks and benefits, but THE PATIENT gets to decide on whether to accept the procedure. That is called INFORMED CONSENT, and if you disagree with that then you have no right to be involved in any way with the medical enterprise. There is no special “vaccine exclusion” or “exemption” for this fundamental human right.
  4. Justice. There should be no “tiered” or “special” medical care for some that is withheld from others. Treatment options should reflect the merit of the illness. No discrimination based on whether or not a patient has accepted or rejected some other medical procedure. Like withholding organ transplantation from those that refused a COVID genetic vaccine, for example.
  5. Dignity. Both Physician (or other medical care provider) AND THE PATIENT have the right to be treated with dignity. As opposed to hostile arrogance, for example.
  6. Truthfulness and Honesty: Patients deserve to know the whole truth about both illness and treatment to the best of the ability of the physician or medical care provider. No lies about mask or social distancing or lockdown effectiveness. No cover ups of adverse events. No lies about biodistribution, pharmacokinetics, lot variability, adulteration. 

Zdumiewające wyznanie Trumpa: „Izrael ma [miał?] całkowitą kontrolę nad Kongresem” 

Zdumiewające wyznanie Trumpa: „Izrael ma całkowitą kontrolę nad Kongresem” 

Trump podkreślił tę dominację w ekskluzywnym wywiadzie dla Daily Caller opublikowanym w poniedziałek, wielokrotnie opisując wpływy Izraela jako „najsilniejsze lobby, jakie kiedykolwiek widział”.

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 4

W zdumiewającym wyznaniu, prezydent Donald Trump ujawnił, że Izrael wcześniej miał „całkowitą kontrolę” nad Kongresem USA, co uniemożliwiało przetrwanie w amerykańskiej polityce każdemu, kto mówi „źle” o państwie żydowskim.

Trump wskazał na historyczne przykłady, w których krytyka Izraela kończyła karierę polityków, podkreślając, jak zasięg lobby rozciągał się głęboko na amerykańską politykę.

„Jeśli cofniesz się o 20 lat. To znaczy, powiem wam, że Izrael miał najsilniejsze lobby w Kongresie ze wszystkich organizacji, lub jakiejkolwiek firmy, korporacji czy państwa, jakie kiedykolwiek widziałem. Izrael był najsilniejszy. Dziś nie ma już tak silnego lobby. To niesamowite”  wyjaśnił Trump.

Czasy się zmieniły, a amerykańska polityka ma teraz różnego rodzaju krytyków Izraela, a mianowicie „AOC plus trzy” i „wszyscy ci szaleńcy” – dodał Trump. Prezydent USA odniósł się do tzw. „Drużyny”, nieformalnej postępowej lewicowej frakcji Klubu Demokratycznego w Izbie Reprezentantów, pierwotnie składającej się z Alexandrii Ocasio-Cortez, Ilhan Omar, Ayanny Pressley i Rashidy Tlaib, znanej ze swojego silnego antyizraelskiego stanowiska.

Trump zasugerował, że konflikt między Izraelem a Hamasem w Strefie Gazy, wywołany niespodziewanym atakiem na południowy Izrael przeprowadzonym przez grupę palestyńską 7 października 2023 r., jeszcze bardziej osłabił wpływy Zachodniej Jerozolimy w USA.

Mogą wygrywać wojnę, ale nie wygrywają świata public relations, wiesz, i to im szkodzi” – powiedział.

W tym samym czasie Trump chwalił siebie za to, co zrobił dla Izraela, twierdząc, że „nikt nie zrobił więcej” dla tego kraju. Prezydent USA powiedział, że Izrael jest „niesamowity”, ponieważ w zamian cieszy się „dobrym wsparciem” z ich strony.

Trump Acknowledges Israel is Losing Control of Congress

Trump Acknowledges Israel is Losing Control of Congress

https://dailycaller.com/2025/09/01/donald-trump-daily-caller-interview-israel-congress-lobby

Israeli Prime Minister Netanyahu Visits The White House To Meet With President Trump

(Photo by Andrew Harnik/Getty Images)

Reagan Reese White House Correspondent

September 01, 2025

THE OVAL OFFICE – President Donald Trump told the Daily Caller that the Israel lobby is losing influence over Congress during an interview Friday.

Daily Caller White House Correspondent Reagan Reese sat down with Trump for an hour in the Oval Office Friday afternoon. A March Pew Research Center Poll that found support for Israel among young Republicans is slipping. The president acknowledged that he was aware of this trend, and explained to the Caller that Israel’s ironclad support in Congress is a thing of the past. (RELATED: Trump Makes NATO Call Him ‘Daddy’)

==========================================

The following is an unedited excerpt from the Caller’s conversation with the president. A full transcript will be made available Monday evening.

The Daily Caller is working to be your voice by asking the questions you care about. Support the mission by joining today.

JOIN NOW

REESE: A different war, Israel, a March Pew Poll, found that 53% of surveyed U.S. adults had an unfavorable view of Israel, that’s down – or that is up from 42% in 2022.

Among young Republicans under 50, 50% have an unfavorable view of Israel. That’s up from 35% in 2022.

There’s a growing group within the MAGA, America First coalition, Republicans, especially younger Republicans, who are skeptical of our support for Israel. Are you aware of this group? Are you worried about it?

TRUMP: Yeah I’m aware of it. So, Israel is amazing, because, you know, I have good support from Israel. I have. Look, nobody has done more for Israel than I have, including the recent attacks with Iran, wiping that thing out. We, that plane, wiped them out like nobody ever saw before. You know, we got back and CNN was trying to say ‘well, maybe it wasn’t complete,’ and it turned out totally complete, beyond complete. But when, if you go back 20 years. I mean, I will tell you, Israel had the strongest lobby in Congress of anything or body, or of any company or corporation or state that I’ve ever seen. Israel was the strongest. Today, it doesn’t have that strong a lobby. It’s amazing. [bold MD]

There was a time where you couldn’t speak bad, if you wanted to be a politician, you couldn’t speak badly. But today, you have, you know, AOC plus three, and you have all these lunatics, and they’ve really, they’ve changed it. You’re too young to know this, but if you go back 15 years, probably that’s when it started, right. Israel, you would understand this very much, Israel was the strongest lobby I’ve ever seen. They had total control over Congress, and now they don’t, you know, I’m a little surprised to see that. And people, they forgot about October 7th. You know, October 7th was a truly horrible day, because I’ve seen the pictures.

REESE: I was just over in Israel, and we went right up to the war where you could hear the bombs dropping in Gaza. And we went to the places from October 7th. Scary. Being in it. I understand —

TRUMP: It was a really bad one, right? 

REESE: Yeah. 

TRUMP: And you know, you have people that deny it ever happened, they’re deniers. You have people that deny the Holocaust ever happened. So, they’re gonna have to get that war over with. But it is hurting Israel. There’s no question about it.

They may be winning the war, but they’re not winning the world of public relations, you know, and it is hurting them. But Israel was the strongest lobby 15 years ago that there has ever been, and now it’s, it’s been hurt, especially in Congress. 

Georgia Republican Rep. Marjorie Taylor Greene, a longtime Trump-ally, recently became the first House Republican to say Israel was committing “genocide” in Gaza. Steven Bannon, another longtime Trump booster, has spent the summer claiming that Israel is not truly an ally of the United States and has called Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s camp untrustworthy.

Flightradar zaprzecza kłamstwom na temat lądowania samolotu Ursuli von der Leyen w Plowdiw

Flightradar zaprzecza kłamstwom na temat lądowania samolotu Ursuli von der Leyen w Plowdiw

Data: 2 settembre 2025Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

UE zapomniała o systemie śledzenia lotów, kiedy opublikowała historię o samolocie Rosja/Ursula Bułgaria.

Teraz będą twierdzić, że Flightradar24 to dezinformacja Kremla.

Media donoszą o zakłóceniach GPS w samolocie wiozącym Ursulę von der Leyen do Płowdiw w Bułgarii. Niektóre relacje twierdzą, że samolot znajdował się przez godzinę w trybie wstrzymania lądowania.

Oto, co możemy wywnioskować z naszych danych.

* Lot miał trwać 1 godzinę i 48 minut. Lot trwał 1 godzinę i 57 minut.

* Transponder samolotu zgłaszał dobrą jakość sygnału GPS od startu do lądowania.

Alex Christoforou @AXChristoforou

EU forgot about flight tracking when they published the Russia/Ursula Bulgaria plane story. They will now claim Flightradar24 is Kremlin disinfo

Cytuj

Kwadratowe zdjęcie profilowe

Flightradar24 @flightradar24 1 wrz

We are seeing media reports of GPS interference affecting the plane carrying Ursula von der Leyen to Plovdiv, Bulgaria. Some reports claim that the aircraft was in a holding pattern for 1 hour. This is what we can deduce from our data. * The flight was scheduled to take 1 hou

Zdjęcie

113,6 tys. wyświetlenia

Mirosław Dakowski

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z historii o „rosyjskiej ingerencji w GPS”

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z historii o „rosyjskiej ingerencji w GPS”

Autor: AlterCabrio, 3 września 2025

W komentarzach na portalach społecznościowych pojawiały się argumenty, że domniemany atak był najprawdopodobniej atakiem pod fałszywą flagą, przeprowadzonym przez Ukrainę lub NATO.

Jednak w tej przepychance o ustalenie winy nieco zagubił się prosty fakt: nie było żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek miały miejsce jakieś „zakłócenia GPS”.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z historii o „rosyjskiej ingerencji w GPS”

W poniedziałkowy poranek szeroko rozgłaszano informację, że prywatny odrzutowiec przewożący Urszulę von der Leyen do Płowdiw w Bułgarii był narażony na „zakłócenia GPS” i w ostatniej części podróży musiał nawigować, korzystając z papierowych map.

Winą za to szybko obarczono Rosję. Podejrzewano, że była to próba zamachu na szefową UE, albo przynajmniej zastraszenia jej. Reakcje były niemal natychmiastowe.

Financial Times przewodzi stawce, zamieszczając nagłówek [podkreślenie dodane]:

«Samolot Ursuli von der Leyen został dotknięty przez podejrzaną rosyjską ingerencję w GPS»

Stacja ABC News zdecydowała się na [dodano mocniejsze podkreślenie]:

«Samolot szefowej UE Ursuli von der Leyen został trafiony przez podejrzane rosyjskie zakłócenia GPS»

BBC trochę to pomieszało [dodano jeszcze mocniejsze podkreślenie]:

«Samolot szefowej UE von der Leyen trafiony przez PODEJRZANE rosyjskie urządzenie zagłuszające GPS»

Czy dostrzegasz jakiś schemat?

W innym miejscu AP twierdzi, że ma wszystkie potrzebne informacje, dodając, że są one tak pewne, że nie ma sensu ich badać:

«Bułgaria nie będzie badać podejrzeń o rosyjską ingerencję elektroniczną w samolot wysokiego rangą urzędnika europejskiego – poinformowali w poniedziałek urzędnicy, ponieważ tego rodzaju zagłuszanie sygnału GPS stało się obecnie bardzo powszechne.»

Po ustaleniu, że to na pewno się wydarzyło, Sky News przystąpiło do analizy:

«Rosja odpowiada na oskarżenia o zagłuszanie sygnału GPS – ale oczekuje się, że takie przypadki będą się nasilać»

Euro News jest w pełnej panice:

«Co może zrobić Europa, aby lepiej bronić się przed zakłóceniami sygnału GPS ze strony Rosji?»

Dobra wiadomość jest taka, że ​​według The Independent NATO nas uratuje:

«NATO twierdzi, że pracuje nad przeciwdziałaniem zagłuszaniu sygnału GPS przez Rosję po incydencie z samolotem szefowej UE»

The Conversation zadaje ważkie pytanie, sugerując, że za tą historią kryje się coś więcej:

«Zakłócenia GPS ze strony Rosji: czy muszę się martwić podczas lotu samolotem?»

Zrozumieliście? Latanie jest straszne. Putin może cię zabić. Chyba bezpieczniej będzie po prostu zostać w domu.

W komentarzach na portalach społecznościowych pojawiały się argumenty, że domniemany atak był najprawdopodobniej atakiem pod fałszywą flagą, przeprowadzonym przez Ukrainę lub NATO.

Jednak w tej przepychance o ustalenie winy nieco zagubił się prosty fakt: nie było żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek miały miejsce jakieś „zakłócenia GPS”.

Strona internetowa FlightRadar24 monitoruje ruch lotniczy za pomocą danych GPS i telemetrii dla lotów na całym świecie i w ciągu kilku minut odpowiedziała na to stwierdzenie następującym tweetem:

Według ich danych, opóźnienie nie wyniosło godziny (jak donosiły niektóre źródła), a jedynie dziewięć minut, co jest dość typowym standardem w przypadku podróży lotniczych. Dane pokazują również, że przez cały lot samolot utrzymywał sygnał transpondera.

Krótko mówiąc, dane nie wskazują na to, że lot był w jakikolwiek sposób niezwyczajny.

Media są wyraźnie świadome tej pozornej sprzeczności, wyjaśniając jej „szczególną specyfikę” w swojej wersji narracji. W swoim kolejnym artykule, opublikowanym dziś rano, „Financial Times” zauważa:

«Co nietypowe, transponder na pokładzie samolotu von der Leyen najprawdopodobniej był w stanie ustalić położenie samolotu i przekazywać tę informację przez cały czas trwania incydentu.

Lokalizację samolotu podawano dokładnie i na bieżąco na stronach internetowych zajmujących się śledzeniem lotów, ponieważ tak zwany system automatycznego zależnego nadzoru – rozgłaszania (ADS-B) najwyraźniej nie był naruszony.»

Co w zasadzie jest przyznaniem, że dane wskazują na to, iż „zakłócenia GPS” nigdy nie miały miejsca.

W rzeczywistości nie mamy żadnego potwierdzenia, że ​​cokolwiek się wydarzyło. To tylko historyjka, a ludzie po obu stronach trzymali się tego założenia, zanim zostało ono ostatecznie potwierdzone.

Czego możemy się nauczyć z tej historii? Zawsze. Wszystko. Kwestionuj.

Stara lekcja, którą zawsze warto powtarzać.

________________

What we can learn from the “Russian GPS interference” story, Kit Knightly, Sep 3, 2025

Ponad co piąta osoba w Polsce „pracuje dla państwa”

Ile osób pracuje dla państwa?

Ile osób pracuje dla państwa?

10.09.2024, https://poinformowani.pl/artykul/68206-ile-osob-pracuje-dla-panstwa

    Polska wyróżnia się na tle innych krajów Unii Europejskiej pod względem zatrudnienia w sektorze publicznym. Z najnowszych danych wynika, że w instytucjach państwowych pracuje około 3,5 miliona Polaków, co stanowi znaczną część rynku pracy. Ten wysoki udział budzi wiele pytań o efektywność działania sektora publicznego i jego wpływ na gospodarkę.

    Duży odsetek zatrudnionych w sektorze publicznym

    Polska jest jednym z krajów, w których udział osób pracujących dla państwa jest wyjątkowo wysoki. Według raportu przygotowanego przez Fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), w sektorze publicznym zatrudnionych jest około 21,6% (wg innych danych 23.6%) wszystkich pracujących.

    To oznacza, że ponad co piąta osoba w Polsce wykonuje pracę w instytucji publicznej, co czyni nasz kraj jednym z europejskich liderów w tej dziedzinie. Dla porównania, w Niemczech czy Hiszpanii ten odsetek wynosi około 15%, natomiast w Danii, która przoduje w Europie, aż 35%.

    Dla porównania w Japonii dla sektora publicznego pracuje 7,7% wszystkich pracujących, a w USA 13,4%.

    Kto pracuje dla państwa?

    Pracownicy sektora publicznego w Polsce obejmują szeroką grupę zawodową – od administracji publicznej, przez służby mundurowe, aż po edukację i służbę zdrowia. Najwięcej osób zatrudnionych jest w administracji publicznej, wojsku, policji oraz w ZUS-ie. 

    Edukacja i służba zdrowia 

    Jednym z sektorów, który budzi szczególne wątpliwości ekspertów, jest edukacja. Mimo że liczba uczniów w Polsce od lat systematycznie spada, zatrudnienie w tym sektorze utrzymuje się na stałym poziomie. Zdaniem Aleksandra Łaszka, takie zjawisko może być nieefektywne i wymaga reform. Podobne obawy pojawiają się w kontekście służby zdrowia, gdzie pracuje około pół miliona osób. Mimo rosnącej liczby prywatnych placówek medycznych, sektor publiczny pozostaje jednym z największych pracodawców.

    Przemysł również pod kontrolą państwa

    Państwo odgrywa również istotną rolę w przemyśle, zatrudniając znaczącą liczbę pracowników w kluczowych sektorach. W górnictwie, które jest silnie uzależnione od polityki państwowej, pracuje ponad 120 tysięcy osób. Pomimo rosnących kosztów i spadającej rentowności, ta branża pozostaje jedną z kluczowych gałęzi gospodarki publicznej. W innych sektorach, takich jak przetwórstwo, transport czy energetyka, państwo także ma duży udział – zatrudniając odpowiednio około 90 tysięcy, 270 tysięcy i 110 tysięcy osób.

    Wynagrodzenia w sektorze publicznym

    Jednym z czynników, które przyciągają pracowników do sektora publicznego, są stosunkowo wysokie wynagrodzenia. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze publicznym jest średnio o 30% wyższe niż w sektorze prywatnym, co czyni pracę dla państwa atrakcyjną dla wielu osób. Niektórzy eksperci zauważają jednak, że różnica ta może wynikać z bardziej ustabilizowanego zatrudnienia i przywilejów pracowniczych, a niekoniecznie z efektywności czy produktywności.

    Jak zwiększyć efektywność?

    Pomimo dużej liczby osób pracujących dla państwa, efektywność sektora publicznego w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Z raportów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że w ciągu najbliższej dekady polskie PKB mogłoby wzrosnąć nawet o 17 punktów procentowych, gdyby podjęto odpowiednie reformy mające na celu zwiększenie wydajności administracji publicznej. Eksperci zwracają uwagę, że jednym z problemów jest brak elastyczności oraz niski poziom cyfryzacji, co ogranicza możliwości szybkiej modernizacji.

    Zatrudnienie w sektorze publicznym w Polsce jest na jednym z najwyższych poziomów w Europie, co stawia nasz kraj w gronie liderów pod względem liczby osób pracujących dla państwa. Choć sektor publiczny oferuje stabilne zatrudnienie i relatywnie wysokie wynagrodzenia, problemem pozostaje jego efektywność. Reformy zmierzające do poprawy wydajności, zwłaszcza w edukacji i służbie zdrowia, mogłyby w znaczący sposób wpłynąć na rozwój gospodarczy kraju.

    Dzielne dziecko uciekło z edukacji zdrowotnej. Do toalety, skąd płacząc zadzwoniło do rodziców o ratunek. „Grooming” w szkole!!

    RatujŻycie.pl

    Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

    Było to w ostatni wtorek w mieście w województwie pomorskim. Jedenastoletni Jaś (imię zmienione na prośbę rodziców) wyszedł z sali lekcyjnej pod pretekstem skorzystania z toalety. W szkolnej łazience wyjął telefon i zadzwonił do rodziców. 

    Zaalarmował ich, że właśnie zaczęła się lekcja edukacji zdrowotnej, a dyrektor i nauczyciel zmusili go do pójścia na zajęcia, choć wcześniej rodzice złożyli oświadczenie o rezygnacji z EZ. Jaś mówił półgłosem, aby nikt go nie podsłuchał, był zdenerwowany, szukał pomocy u mamy i taty.

    Ojciec chłopca natychmiast wsiadł w samochód i pojechał do szkoły z interwencją, a matka skontaktowała się z Fundacją Życie i Rodzina z pytaniem, co robić. Szkoła złamała prawo, a dziecko zostało narażone na wysłuchiwanie treści, na które rodzice nie wyrazili zgody.

    Ponadto placówka naraziła dziecko na znaczny stres w sytuacji, w której nigdy nie powinno się znaleźć. Jaś płakał, a nauczyciel edukacji zdrowotnej zawstydzał go przed całą klasą.

    Fundacja udzieliła już rodzinie Jasia pierwszych instrukcji i przedstawiła możliwe opcje działania, w tym interwencji prawnej, którą zaoferowaliśmy. Pozostajemy w kontakcie z rodzicami chłopca, poinstruowaliśmy także, co na przyszłość robić w podobnej sytuacji.

    Wspieram

    Dyrekcja wspomnianej szkoły ubzdurała sobie, że rezygnację z edukacji zdrowotnej można złożyć dopiero we wrześniu i to dopiero po zebraniu, na którym zostanie rodzicom przedstawiony program nauczania przedmiotu. Do tego czasu wszystkie dzieci traktuje jako zapisane na EZ i nie mogą one opuścić zajęć. A kiedy ma być zebranie? W drugiej połowie miesiąca… Jaki to sprytny plan, by jak najwięcej uczniów zostało poddane lewackiemu praniu mózgu – chociaż przez pierwsze tygodnie roku szkolnego.

    To nie jedyna niebezpieczna sytuacja, do jakiej doszło w ostatnich dniach w polskich szkołach.

    Otrzymuję informacje, że niektóre placówki nie przyjmują rezygnacji w formie oświadczeń rodzicielskich. Twierdzą, że ważna rezygnacja może być złożona jedynie na dokumentach, które sami podsuną. Część szkół produkuje własne formularze, ale spotkałam się także z co najmniej kilkunastoma sygnałami, że dyrektorzy czekają na formularz z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Twierdzą, że tylko na arkuszach z MEN rezygnacja ma moc prawną. Na pytanie, kiedy ministerstwo dostarczy arkusze, padała odpowiedź: nie wiemy, pewnie przed 25 wrześniaTo próba złamania sumień rodziców i zmuszenia dzieci do uczestnictwa w demoralizujących lekcjach.

    Wspieram

    Poprosiłam zespół prawny Fundacji o dokładną analizę przepisów i dzielę się z Panem następującymi informacjami:

    – Dyrektorzy nie mają prawa wymagać złożenia rezygnacji z EZ wyłącznie na formularzu, który sami stworzą. Brak jest podstawy prawnej dla takiej praktyki.

    – Tym bardziej nie mają prawa nakazywać, aby czekać na formularze, które miałoby wyprodukować ministerstwo lub kuratorium oświaty. 

    – Nie istnieje żaden akt prawny, który by zawierał wzornik rezygnacji z edukacji zdrowotnej. Przepisy nakazują jedynie złożyć oświadczenie w formie pisemnej – rodzice za uczniów niepełnoletnich, uczniowie pełnoletni osobiście.

    – Rozporządzenie MEN mówi o terminie granicznym 25 września 2025 r., jednak nie podaje początku terminu. Rezygnacje złożone przed 1 września są skuteczne. Można je ponowić po rozpoczęciu roku, ale nie jest to niezbędne.

    – Szkoła nie może odmówić przyjęcia rezygnacji. Dyrektor szkoły jest organem administracji publicznej i jako taki nie może odmówić przyjęcia żadnego pisma. Ma je przyjąć, odnotować w dzienniku korespondencji i poświadczyć wpływ na kopii. Jeśli pracownik sekretariatu uporczywie odmawia przyjęcia pisma, można wysłać je listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Najlepiej poprosić potem o poświadczenie, że takie pismo wpłynęło pocztą.

    – W razie problemów dobrze jest zgłosić sprawę do organu prowadzącego szkołę (wójt, burmistrz, prezydent miasta itp.).

    Wspieram

    Szanowny Panie,

    Wprowadzając na siłę edukację zdrowotną Barbara Nowacka twierdzi, że chce nauczyć dzieci, jak obronić się przed niekorzystnymi zjawiskami. Wymienia m.in. tzw. grooming. Ten neologizm oznacza działania podejmowane w celu pozyskania dziecka, nawiązania z nim relacji, aby następnie wykorzystać dziecko (najczęściej seksualnie).

    To, co wydarzyło się w szkole na Pomorzu, to był właśnie grooming połączony z wykorzystaniem relacji podległości uczeń – nauczyciel.

    Mały Jaś obronił się przed wykorzystaniem bo miał zaufanie do rodziców i u nich szukał wsparcia. Bo to najbliższa rodzina jest dla dziecka źródłem bezpieczeństwa, a nie nauczyciel z pasją instruujący dzieci o różnorodnościach seksualnych, tolerancji dla LGBT i aborcji.

    W chwili obecnej MEN stosuje grooming systemowo wobec dzieci w szkołach, a także usypia czujność rodziców, aby tym łatwiej dostać dzieci do rąk – choćby na ten jeden rok – i następnie potraktować je treściami, które często wyczerpują definicję pornografii.

    Nie dajmy niszczyć polskich dzieci.

    Raz jeszcze podaję link do oświadczenia o rezygnacji z edukacji zdrowotnej: 

    https://ratujzycie.pl/wp-content/uploads/2025/08/rezygnacja-z-edukacji-zdrowotnej-oswiadczenie.pdf.

    Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami,

    Kaja GodekKaja Godek
    Fundacja Życie i Rodzina
    www.RatujZycie.pl

    PS – W ostatnich dniach do Fundacji zgłaszają się setki zaniepokojonych rodziców. Możemy im pomagać dzięki naszym Darczyńcom – dziękuję za każde wsparcie, jakiego Pan udziela w tym gorącym czasie. 

    WSPIERAM

    NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
    NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
    TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
    DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
    IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
    KOD SWIFT: BIGBPLPW

    MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM:

     https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

    RatujŻycie.pl

    Unia Europejska upada na własne życzenie – kryzys dobrobytu czy celowy sabotaż?

    Unia Europejska upada na własne życzenie

    – kryzys dobrobytu czy celowy sabotaż?

    https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/unia-europejska-upada-na-wlasne-zyczenie-kryzys-dobrobytu-czy-celowy-sabotaz


    Europa stoi na krawędzi gospodarczego kryzysu, którego skutki najboleśniej odczują zwykli obywatele. Elity polityczne podejmują decyzje, które na pierwszy rzut oka wydają się irracjonalne, a które budzą pytania o prawdziwe motywacje stojące za kolejnymi pakietami klimatycznego szaleństwa, oszczędności, sankcji i cięć socjalnych.

    We Francji, premier François Bayrou stoi w obliczu politycznego końca, próbując przepchnąć drastyczny pakiet oszczędnościowy o wartości 44 miliardów euro. Plan zakłada zamrożenie świadczeń socjalnych i emerytur na poziomie z 2025 roku oraz likwidację dwóch świąt narodowych, w tym symbolicznego Poniedziałku Wielkanocnego i Dnia Zwycięstwa (8 maja). Bayrou ostrzega, że „kraj jest w niebezpieczeństwie z powodu nadmiernego zadłużenia”, ale jednocześnie francuski rząd kontynuuje wysyłanie miliardów euro pomocy wojskowej do Ukrainy.

    „Nasz kraj jest zagrożony, ponieważ istnieje ryzyko nadmiernego zadłużenia” – mówił Bayrou na konferencji prasowej, ostrzegając, że Francja znajduje się w „momencie prawdy” dotyczącym swojej sytuacji finansowej. Tymczasem sondaże pokazują, że większość Francuzów sprzeciwia się tym cięciom, a opozycja od skrajnej prawicy po lewicę zjednoczyła się przeciwko premierowi, zapowiadając głosowanie nad wotum nieufności 8 września.

    Podobna sytuacja ma miejsce w Niemczech, gdzie kanclerz Friedrich Merz ogłosił, że niemiecka gospodarka nie jest już w stanie utrzymać obecnego poziomu świadczeń socjalnych. „System opieki społecznej w jego obecnym kształcie wyczerpał swoje możliwości” – stwierdził Merz, wskazując na rekordowe 47 miliardów euro wydane na świadczenia socjalne w 2024 roku.

    Merz koncentruje się na migrantach jako głównym obciążeniu systemu, twierdząc, że stanowią oni nieproporcjonalnie dużą część beneficjentów pomocy społecznej w porównaniu do ich udziału w populacji. Jednocześnie Niemcy zmniejszają pomoc dla Ukrainy o 4 miliardy euro, wdrażając jednocześnie cięcia krajowe o wartości 11 miliardów euro.

    Najbardziej dalekosiężną przyczyną obecnych problemów gospodarczych Europy jest jednak przyjęcie przez Unię Europejską programu tzw. Zielonego Ładu, który w praktyce okazuje się być kosztownym eksperymentem ideologicznym. Restrykcyjne regulacje środowiskowe i wysokie koszty energii zmuszają europejskie przedsiębiorstwa do przenoszenia produkcji poza kontynent, prowadząc do deindustrializacji Europy. Proces ten, zamiast redukować globalne emisje, jedynie przesuwa je do krajów o niższych standardach środowiskowych, jednocześnie pozbawiając Europę miejsc pracy i dochodów.

    Polityka klimatyczna UE przyczynia się bezpośrednio do eksplozji cen energii, co z kolei obniża konkurencyjność europejskiego przemysłu. Ceny energii elektrycznej w UE stale rosły po 2021 roku (z wyjątkiem krótkiego spadku w drugiej połowie 2023 r.), osiągając rekordowy poziom 0,2937 euro za kWh w pierwszej połowie 2023 roku.  Te ceny są wielokrotnie wyższe niż w innych częściach świata, co bezpośrednio przekłada się na utratę konkurencyjności europejskiego przemysłu.

    Zielony Ład, zakładający osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku, staje się de facto programem deindustrializacji kontynentu. Masowe zamykanie fabryk i zakładów przemysłowych nieuchronnie prowadzi do gwałtownego wzrostu bezrobocia. Miliony pracowników, szczególnie w regionach silnie uzależnionych od przemysłu ciężkiego, mogą znaleźć się bez perspektyw na godne życie.  Scenariusz ten niepokojąco przypomina sytuację z okresu transformacji postkomunistycznej, kiedy to całe społeczności popadły w nędzę po zamknięciu nierentownych państwowych zakładów.

    Najbardziej zastanawiające są jednak konsekwencje unijnych sankcji wobec Rosji. Pomimo wprowadzenia już 18 pakietów sankcji, ostatni przyjęty w lipcu 2025 roku, efekty tych działań wydają się odwrotne od zamierzonych. Sankcje miały osłabić gospodarkę rosyjską, tymczasem doprowadziły do paradoksalnej sytuacji, w której Europa płaci więcej za te same surowce energetyczne, tylko że poprzez pośredników.

    Zamiast kupować rosyjski gaz bezpośrednio za 1 euro, Europejczycy nabywają ten sam rosyjski gaz przez pośredników z Indii i Turcji za 4 euro. Dodatkowe 3 euro zasila rosyjskie zyski i prowizje pośredników, podczas gdy europejscy obywatele płacą czterokrotnie wyższe rachunki za energię. W efekcie, mimo sankcji, przychody Rosji z eksportu paliw kopalnych nadal są ogromne – w trzecim roku wojny osiągnęły 242 miliardy euro.

    Chiny (78 miliardów euro), Indie (49 miliardów euro) i Turcja (34 miliardy euro) odpowiadają za 74% całkowitych przychodów Rosji z eksportu paliw kopalnych. Wartość importu Indii i Turcji wzrosła rok do roku odpowiednio o 8% i 6%. Te kraje następnie odsprzedają przetworzone produkty naftowe do Europy, generując dodatkowe przychody podatkowe dla Rosji.

    Równocześnie Europa proklamuje “niezależność energetyczną”, stając się całkowicie zależną od amerykańskiego LNG, które kosztuje cztery razy więcej niż rosyjski gaz. Europejska gospodarka płaci cenę tej polityki – ceny energii są pięciokrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych, co prowadzi do ucieczki przemysłu do Chin i USA. Europejska de-industrializacja postępuje, podczas gdy przedstawiciele Brukseli mówią o moralnej wyższości.

    Analizując obecną sytuację, należy zadać fundamentalne pytanie: czy decydenci europejscy są po prostu nieudolnymi idealistami, czy też działają w czyimś interesie? Istnieją przesłanki sugerujące, że obecna polityka UE może być wynikiem jednej z dwóch możliwości.

    Pierwsza hipoteza wskazuje na skrajny ideologiczny dogmatyzm, gdzie celem jest wdrożenie utopijnej wizji “zielonej gospodarki” bez względu na koszty społeczne i ekonomiczne. Według szacunków Institut Rousseau w raporcie “The Road to Net Zero”, osiągnięcie zeroemisyjności UE do 2050 r. ma kosztować 40 bln euro, co w przeliczeniu daje około 32 tys. zł rocznie na każdego pracującego Europejczyka.  Te koszty są nakładane na europejskie społeczeństwa mimo rosnącego sprzeciwu obywateli.

    Druga hipoteza sugeruje, że może chodzić o celowe osłabianie konkurencyjności europejskiej gospodarki na korzyść mocarstw zewnętrznych, przede wszystkim Chin. Jak wskazują niektórzy komentatorzy, “projekt podporządkowania wszystkich państw i narodów UE niedorzeczności nazywanej Zielonym Ładem, okazał się – w konsekwencji – projektem postępującego podporządkowywania ich Chinom”.  Podczas gdy Europa dobrowolnie rezygnuje ze swojego potencjału przemysłowego, Chiny systematycznie zwiększają swoją dominację w globalnych łańcuchach dostaw.

    Sytuacja demograficzna i migracyjna dodatkowo komplikuje obraz. System opieki społecznej przyciąga więcej beneficjentów niż płatników, tworząc matematycznie niemożliwy do utrzymania układ. W Niemczech do 2050 roku na każdego emeryta przypadać będzie zaledwie 1,3 pracownika. Jednak kwestionowanie tej arytmetyki szybko spotyka się z oskarżeniami o rasizm.

    Najbardziej szokujący jest jednak kontrast między cięciami krajowymi a pomocą zagraniczną. Europa wdraża programy oszczędnościowe o wartości 100 miliardów euro rocznie, jednocześnie wysyłając 162 miliardy euro pomocy dla Ukrainy. Europejczycy ograniczają własne wydatki, aby finansować zagraniczne działania wojenne, którym większość z nich się sprzeciwia.

    Sondaże ujawniają skalę problemu: 61% Europejczyków uważa, że ich kraje zmierzają w złym kierunku, a ich przedstawiciele zdają się ignorować te głosy. Tymczasem 93,3 miliona Europejczyków stoi w obliczu ubóstwa, koszty mieszkań gwałtownie wzrosły, inflacja żywności pozostaje dotkliwa, a rachunki za energię niszczą konkurencyjność przemysłową.

    Projekt europejski przekształcił się w kontynentalny pakt samobójczy przebrany za moralne przywództwo. Europejscy przywódcy są tak zaangażowani w moralizatorstwo, że wolą doprowadzić do bankructwa własnych obywateli niż przyznać, że ich polityka jest matematycznie niemożliwa do utrzymania.

    Historia będzie z niedowierzaniem patrzyć na to, jak europejscy liderzy przekształcili najbogatszy kontynent w przestrogę przed niebezpieczeństwami moralnej pozy kosztem praktycznego zarządzania. Osiągnęli niemożliwe: zubożenie europejskich obywateli przy jednoczesnym wzbogaceniu swoich wrogów, gratulując sobie przy tym swojej etycznej wyższości.

    Cyrk trwa, namiot płonie, a europejscy podatnicy nadal kupują bilety na własne zubożenie.

    Źródła:

    https://www.france24.com/en/france/20250825-french-pm-bayrou-vote-of-co…
    https://www.cnbc.com/2025/08/26/french-pm-takes-confidence-vote-gamble-…
    https://peoplesdispatch.org/2025/08/27/will-another-french-prime-minist…
    https://www.naturalnews.com/2025-08-27-merz-warns-welfare-state-no-long…
    https://energyandcleanair.org/publication/eu-imports-of-russian-fossil-…
    https://foreignpolicy.com/2025/01/03/europe-russia-ukraine-war-energy-i…

    Masakra w katolickiej szkole w Minneapolis. Transpłciowy napastnik otworzył ogień do dzieci podczas Mszy Świętej

    Masakra w katolickiej szkole w Minneapolis. Transpłciowy napastnik otworzył ogień do dzieci podczas Mszy Świętej

    Masakra w katolickiej szkole w Minneapolis. Transpłciowy napastnik otworzył ogień do dzieci podczas Mszy Świętej

    Rafał Topolski 03/09/2025 polskakatolicka/masakra-w-katolickiej-szkole-w-minneapolis-transplciowy-napastnik-otworzyl-ogien-do-dzieci-podczas-mszy-swietej

    Atak na katolicką szkołę

    W czwartek, 28 sierpnia 2025 roku, w katolickiej szkole Zwiastowania NMP w Minneapolis w Stanach Zjednoczonych rozegrała się tragedia. Podczas szkolnej Mszy Świętej, w której uczestniczyli uczniowie od zerówki po ósmą klasę, uzbrojony napastnik otworzył ogień do wnętrza kościoła. Zablokował drzwi, uniemożliwiając ucieczkę wiernym.

    Według oficjalnych danych, zginęło dwoje dzieci, a osiemnaście osób zostało rannych. Policja potwierdziła, że sprawca działał sam, a po dokonaniu masakry odebrał sobie życie.

    Komendant policji w Minneapolis, Brian O’Hara, określił atak jako „celowe działanie wymierzone w niewinne dzieci i wiernych”.

    Kim był sprawca?

    Napastnikiem okazał się 22-letni Robert Westman, który kilka lat wcześniej przeszedł proces tranzycji i posługiwał się imieniem Robin. Według akt sądowych, do 2020 roku używał jeszcze imienia Robert. Jako nastolatek otrzymał zgodę rodziców na rozpoczęcie tranzycji, jednak w pozostawionym manifeście pisał, że żałuje tej decyzji i czuje się ofiarą ideologicznej indoktrynacji.

    Na kilka godzin przed zamachem Westman opublikował w internecie 11-minutowe nagranie, w którym prezentował swój arsenał broni oraz wygłaszał przesłanie pełne szyderstw i nienawiści. Kopie nagrania krążą w sieci, choć oryginał został szybko usunięty przez platformy społecznościowe.

    Nienawistne symbole i manifest

    Broń i magazynki, których używał sprawca, były oznaczone wulgarnymi hasłami i odniesieniami do religii chrześcijańskiej. Widniały na nich m.in. napisy:

    • „Gdzie jest twój Bóg?”,
    • „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” – słowa Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy,
    • „Zabij Trumpa”,
    • satanistyczne symbole i „666”.

    Na jednym z karabinów pojawiło się pytanie „Wierzysz w Boga?”, co stanowiło nawiązanie do masakry w Columbine z 1999 roku.

    W manifeście Westman pisał o nienawiści do chrześcijaństwa oraz o swoim planie zakończenia życia samobójstwem po dokonaniu masakry. 

    Reakcje i kontrowersje

    Świadkowie tragedii relacjonowali dramatyczne sceny rodziców wybiegających z dziećmi z kościoła. Wiele osób odniosło rany fizyczne i psychiczne, a całe społeczności katolickie w Minneapolis pogrążyły się w żałobie.

    Burmistrz miasta, podczas wystąpienia przed kościołem, apelował o działania polityczne zamiast modlitw, co wywołało ogromne kontrowersje i oburzenie wśród wiernych.

    Tymczasem media głównego nurtu w USA i Europie, relacjonując wydarzenia, w dużej mierze pomijały kwestię ideologicznych motywów sprawcy, koncentrując się na problemie dostępu do broni.

    Nienawiść do chrześcijaństwa jako motyw przewodni

    Choć część komentatorów twierdzi, że Westman nie miał wyraźnego motywu, analiza jego manifestu oraz symboli wskazuje na głęboką wrogość wobec chrześcijaństwa i wartości religijnych.

    Wideo opublikowane przez Westmana w mediach społecznościowych daje jasny obraz. Widzimy na nim wizerunek naszego Pana Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej, przyklejonego taśmą do celu na strzelnicy.

    Szyderstwa z Eucharystii, cytaty z masakry w Columbine, satanistyczne znaki oraz wyraźne deklaracje ideologiczne pokazują spójną linię nienawiści.

    Ta masakra stała się kolejnym dramatycznym dowodem na to, że kryzys tożsamości, radykalna fałszywa ideologia i problemy psychiczne mogą prowadzić do aktów przemocy wobec bezbronnych ludzi.

    Tragiczne konsekwencje

    Na miejscu zginęło dwoje dzieci, a kilkanaście osób walczy o życie w szpitalach. Setki uczniów i rodziców będą przez lata mierzyć się z traumą po tym wydarzeniu.

    Społeczność katolicka w Minneapolis pogrążona jest w żałobie i modlitwie. Rodziny ofiar proszą o wsparcie duchowe i psychologiczne.

    Masakra w katolickiej szkole w Stanach Zjednoczonych to kolejny bolesny przykład, jak nienawiść i ideologiczne zaślepienie mogą przerodzić się w tragedię. Społeczeństwo amerykańskie staje dziś przed pytaniem, jak skutecznie chronić dzieci i wspólnoty religijne przed podobnymi aktami przemocy w przyszłości.

    Ludzie z tzw. „śmiercią mózgową” są wykorzystywani jako szczury laboratoryjne do przeszczepów narządów zwierzęcych poddanych edycji genów

    Ludzie z tzw. „śmiercią mózgową” są wykorzystywani jako szczury laboratoryjne do przeszczepów narządów zwierzęcych poddanych edycji genów

    Data: 2 settembre 2025Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ludzie-z-tzw-smiercia-mozgowa-sa-wykorzystywani-jako-szczury

    Przypomnijmy najpierw:

    Oto, w jaki sposób osobom pobierającym organy udaje się doprowadzić pacjentów do „śmierci mózgowej”

    Najpierw lekarze zatrzymują pracę serca, następnie odcinają dopływ krwi do mózgu, aby doprowadzić do „śmierci mózgowej”, a następnie ponownie uruchamiają serce w klatce piersiowej, aby upewnić się, że jest w dobrym stanie i można je wszczepić komuś innemu.

    ==========================================================

    Podczas niekończącego się poszukiwania zdolnych do życia narządów, lekarze znaleźli nowy, makabryczny sposób na ominięcie zarówno kryteriów śmierci mózgu, jak i śmierci krążeniowej: normotermiczną perfuzję regionalną, w skrócie NRP.

    Ośrodki transplantacyjne w całym kraju odłączają od aparatury podtrzymującej życie osoby, które podpisały zakaz reanimacji (DNR), czekają na zatrzymanie akcji serca, a następnie natychmiast odcinają dopływ krwi do mózgu, aby celowo doprowadzić do jego śmierci. Następnie ich organy są reanimowane, ale dana osoba nie budzi się, ponieważ krążenie w jej mózgu zostało odcięte.

    W ten sposób, za pomocą oszustwa, spełnia się zasadę martwego dawcy i wymogi prawne Uniform Determination of Death Act (UDDA).

    Najpierw pacjent zostaje uznany za zmarłego zgodnie z kryterium śmierci krążeniowej UDDA. Następnie, ponieważ lekarze planują ponownie uruchomić serce pacjenta, celowo powodują śmierć mózgu pacjenta, aby teraz byli prawnie objęci klauzulą śmierci mózgu UDDA. Protokół procedury NRP z University of Nebraska stwierdza: “Początkowy etap podwiązania naczyń krwionośnych do głowy jest konieczny, aby zapewnić, że przepływ krwi do mózgu nie nastąpi. Gdy przepływ krwi do serca zostanie ustanowiony, serce zacznie bić”.

    Jak bardzo martwy jesteś, jeśli lekarze mogą ponownie uruchomić twoje serce w twojej klatce piersiowej? – https://www.lifesitenews.com/opinion/heres-how-organ-harvesters-get-away-with-making-patients-brain-dead/

    ………………………………………….

    Chińczyk uznany za „martwego mózgowo” został wykorzystany do przeszczepu płuc od świni poddanej edycji genów i zmarł po dziewięciu dniach.

    Podobne nieetyczne i niepokojące eksperymenty miały miejsce w Stanach Zjednoczonych.

    Naruszając w niepokojący sposób prawa człowieka, chińscy naukowcy wykorzystali niedawno 39-letniego mężczyznę z „martwym mózgiem” jako żywiciela ksenoprzeszczepu, wszczepiając mu płuco pochodzące od świni poddanej edycji genetycznej. Naukowcy z Chin poinformowali w czasopiśmie Nature Medicine, że mężczyzna pozostawał stabilny hemodynamicznie przez cały czas trwania eksperymentu: „Przez cały okres pooperacyjny dynamiczne parametry fizjologiczne i hemodynamiczne pozostawały stabilne, wskazując na stabilność fizjologiczną i homeostazę biorcy w okresie obserwacji trwającym 216 godzin”.

    Według doniesień prasowych, „martwy” mężczyzna żył przez dziewięć dni, wytwarzając przeciwciała przeciwko obcemu organowi, zanim zmarł:

    “Jednak 24 godziny po przeszczepie płuco wykazywało oznaki gromadzenia się płynu i uszkodzenia, prawdopodobnie początkowo z powodu zapalenia związanego z przeszczepem. Pomimo podawania biorcy silnych leków immunosupresyjnych, przeszczepiony narząd był stopniowo atakowany przez przeciwciała, co z czasem doprowadziło do jego znacznego uszkodzenia.”

    Ilość orwellowskiej dwulicowości w tym opisie jest oszałamiająca. Jak można utrzymać martwego człowieka przy życiu? W jaki sposób martwy człowiek może być na tyle stabilny, aby można go było wykorzystać jako obiekt testowy do wszczepienia organu zwierzęcego? Jak martwy człowiek może produkować przeciwciała? Jak martwy człowiek może umrzeć ponownie po dziewięciu dniach?

    Odpowiedź jest oczywiście taka, że osoby z „martwym mózgiem” nie są martwe. Mają bijące serca, wchłaniają tlen i uwalniają dwutlenek węgla przez płuca, metabolizują składniki odżywcze, eliminują odpady, zwalczają infekcje i odrzucają obce narządy. Zachowują się dokładnie tak, jak przewidywalibyśmy, że zachowywałyby się osoby z uszkodzeniem mózgu i nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że ich dusze odeszły. Ale te neurologicznie uszkodzone osoby zostały przedefiniowane jako martwe w celu legalnego pozyskania ich cennych, zdolnych do życia narządów do przeszczepów. I właśnie dlatego, że „martwi mózgowo” ludzie wciąż żyją i są stabilni (ale zostali pozbawieni praw człowieka), lekarze od lat używają ich jako żywicieli testowych dla ksenoprzeszczepów.

    W przeszłości ksenotransplantacje, czyli przeszczepianie narządów innych gatunków ludziom, kończyły się niepowodzeniem z powodu niezgodności i odrzucenia. W 2022 r. amerykański pacjent jako pierwszy otrzymał genetycznie zmodyfikowany przeszczep serca od świni. Świnia-dawca została poddana usunięciu niektórych genów świni i dodaniu ludzkich genów, aby jej serce było mniej prawdopodobne, że zostanie rozpoznane jako obce przez ludzkiego biorcę. David Bennett Sr. żył 45 dni, zanim najwyraźniej zmarł z powodu świńskiego wirusa, który przedostał się do jego nowego serca.

    W sierpniu 2023 r. dwóch „martwych mózgowo” mężczyzn zostało wykorzystanych jako obiekty testowe, gdy naukowcy z University of Alabama i NYU Langone Transplant Institute chirurgicznie wszczepili genetycznie zmodyfikowane świńskie nerki do ich brzuchów. „Za świadomą zgodą rodziny zmarły otrzymywał wsparcie krążeniowo-oddechowe w warunkach krytycznej opieki przez cały czas trwania badania”. Jeden z tych bezradnych, „martwych mózgowo” mężczyzn był utrzymywany przy życiu jak szczur laboratoryjny przez ponad miesiąc, podczas gdy lekarze badali, jak długo będzie funkcjonować ksenoprzeszczepiona nerka. Pod koniec tych eksperymentów obaj mężczyźni zostali poświęceni do badań patologicznych.

    Eksperymenty trwają nadal. W marcu 2024 roku chińscy naukowcy przeszczepili wątrobę świni z edytowanymi genami do „martwego mózgowo” człowieka. Naukowcy z firmy biotechnologicznej Clonorgan z siedzibą w Chengdu usunęli trzy antygeny świni ze zwierzęcia dawcy za pomocą technologii edycji genów i zastąpili je trzema ludzkimi białkami. Lider zespołu Dou Kefeng powiedział, że ponieważ funkcje wątroby są złożone, wątroby świń poddane edycji genów nie mogą obecnie całkowicie zastąpić wątroby ludzkiej. Eksperyment „zapewnia teoretyczne podstawy i dane wspierające kliniczne zastosowanie ksenotransplantacji” – dodał. Po 10 dniach eksperyment został zakończony, a pacjent został poświęcony, aby można było zbadać wątrobę.

    Czy jesteśmy gotowi powiedzieć dość? A może nasze pragnienia przeważają nad moralnością, gdy rozważamy potencjalne korzyści, jakie mogą przynieść takie eksperymenty? „Śmierć mózgowa” nie jest śmiercią, lecz utylitarnym konstruktem społecznym i fikcją prawną. „Martwi” ludzie wciąż żyją i zasługują na to, by traktować ich jak osoby, a nie jak szczury laboratoryjne.

    INFO: https://www.lifesitenews.com/analysis/brain-dead-people-are-being-used-as-lab-rats-for-gene-edited-animal-organ-transplants/