Dzisiaj po raz kolejny odbędzie się tzw. Godzina dla Ziemi – cykliczna akcja aktywistów z WWF, w trakcie której konkretnego dnia i o konkretnej godzinie w różnych częściach świata gaszone jest światło na 60 minut w symbolicznym geście troski o przyrodę. W tegoroczną inicjatywę włączyła się m.in. Kancelaria Prezydenta RP i Kancelaria Senatu, poszczególne ministerstwa oraz instytucje kulturalne w największych miastach Polski. Wydarzenie co roku krytykowane jest ze względu na swoją szkodliwość dla infrastruktury systemu elektroenergetycznego.
„Choć w ciągu tej godziny nie będziemy zużywać energii, to elektrownie i tak pracują cały ten czas, produkując energię, przez co będziemy mieli jej chwilową i niezagospodarowaną nadwyżkę” – podkreśla dr inż. Marcin Szczygieł z Politechniki Śląskiej w rozmowie z PAP.
„Elektrownie są przygotowane na taką sytuację, lecz obniżenie produkcji energii wiąże się z obniżeniem sprawności bloku energetycznego, co z kolei prowadzi do pogorszenia wskaźników ekonomicznych i emisji jednostkowych. Poza tym, przez ponowne włączenie wielu odbiorników po tej godzinie, w jednym momencie, spowodujemy gwałtowny skok poboru mocy, co również negatywnie odbija się na stabilności pracy systemu” – wskazuje.
Dodał, że wahania poboru mocy są niewskazane i dla całego systemu elektroenergetycznego wraz z infrastrukturą, i dla samych urządzeń czy odbiorników. „Przez skoki napięcia w sieci przyspieszony jest proces starzenia się odbiorników, a nawet może dojść do ich zniszczenia” – powiedział Marcin Szczygieł.
Poza tym – kontynuował – gdy nagle zwiększymy pobór energii w dużym udziale np. miasta, może to spowodować zakłócenia pracy systemu.
Jak podało WWF, w tym roku udział w akcji Godzina dla Ziemi zadeklarowało 50 miast i instytucji, m.in. Kancelaria Prezydenta RP i Kancelaria Senatu; ministerstwa: klimatu, zdrowia, cyfryzacji, spraw wewnętrznych, rozwoju oraz funduszy. W Warszawie wygaszony zostanie m.in. Pałac Kultury, Centrum Handlowe Złote Tarasy, Zamek Królewski i Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Światła wygasi również m.in. Gdańsk, gdzie zgaśnie m.in. fontanna Neptuna oraz podświetlenie Nowego Ratusza.
W czasach pierwszej komuny, sprawujące terror w Polsce, podległe Moskwie, dwie zbrodnicze frakcje: „Żydy i Chamy” pomawiały Polaków, nawet zasłużonych bohaterów II Wojny Światowej, o współpracę z Niemcami Hitlera i z USA. Zgodnie z ówczesną mądrością etapu kolaboracja z Rosją Stalina była cnotą, a eurokołchoz (ZSRR + “demoludy”) nową Ojczyzną.
W czasach współczesnych, zasługujących na miano czasów komuny drugiej, środowiska lewicowe (neomarskiści et consortes) robią to samo. Kolaborując z Berlinem i Brukselą równocześnie pomawiają Polaków, tym razem, o współpracę z Rosją. Jak widać zmiana dotyczy zmiany etykietek – dawny przyjaciel komuny stał się jej wrogiem, a poprzedni wróg, przyjacielem.
W rzeczywistości ani Rosja, ani Niemcy nigdy nie były i nadal nie są naszymi przyjaciółmi.
Zmienił się tylko wektor. Dawny okupant (ZSRR) stracił geopolityczną dominację na rzecz nowego: Unii Antyeuropejskiej zwanej drugim euro-kołchozem.
Analogia nie jest pełna, ale w wielu zasadniczych punktach podobieństwa pomiędzy dzisiejszym eurokołchozem a eurokołchozem pod egidą Moskwy są uderzające. Na pewno nie ma różnicy w zachowaniach funkcjonariuszy partyjnych pierwszej i drugiej komuny, którzy traktują każdy kolejny totalitarny twór – jak swoją nową Ojczyznę. Pierwszy eurokołchoz wprowadził terror z dnia na dzień, eurokołchoz unijny wprowadzał go stopniowo zaczynając od tolerancji represywnej, a kończąc na myślozbrodni i mowie nienawiści.
“Tarcza Wschód”
Trzy komentarze Witolda Gadowskiego
Ruch Obrony Polaków protestuje przeciwko zdradzie Polski jaką jest próba oddania kontroli nad polską armią potomkom hitlerowców. Szykujemy nasze Gniazda do działania.
“Tarcza Wschód” to plan obrabowania Polski ze zdolności obronnych na rzecz Niemiec, które po cichu właśnie dogadują się z Putinem. Kto jest zdrajcą?
Niemcy potajemnie dogadują się z Rosją aby odnowić sojusz a “Tarcza Wschód” jest szkodliwym, dla naszej niepodległości, centralizowaniem Europy pod wodzą IV Rzeszy i jej trockistów. Zasłona dymna.
Tak samo jak kiedyś Związek Sowiecki uczynił z nas tarczę na zachodzie swojego imperium, tak i teraz zarządzana przez “Bestię” Unia będzie próbować nas wykorzystać do samego końca, w zależności od wariantu, jako dojną krowę, śmietnik i tarczę.
O autorze: CzarnaLimuzyna Wpisy poważne i satyryczne
1 komentarz
jan 22 marca 2025
A jednak języczkiem politycznej uwagi teraz powinien być Izrael który prze do wojny.Nie UE,nie Ukraina,nie Rosja.To całkowicie zmieni układ sil politycznych w Europie, na Bliskim Wschodzie,także w Rosji
Niemiecka policja coraz częściej zatrzymuje osoby, które przy użyciu sfałszowanych dokumentów uzyskały wizy pracownicze – informuje magazyn „Spiegel”. Nadużycia związane z migracją zarobkową do Niemiec stają się coraz większym problemem.
Z danych przedstawionych przez niemieckie służby wynika, że oszuści wykorzystują ustawę o imigracji wykwalifikowanej siły roboczej, posługując się fałszywymi umowami o pracę, certyfikatami szkoleniowymi oraz dokumentami poświadczającymi kwalifikacje zawodowe. Fałszowane są także dyplomy uczelni wyższych oraz zaświadczenia z instytucji odpowiedzialnych za uznawanie zagranicznych kwalifikacji edukacyjnych.
Podczas kontroli okazało się, że wielu posiadaczy wiz nie zna swoich rzekomych pracodawców, a ich znajomość języka niemieckiego jest zerowa. Policja wskazuje, że proceder ten szczególnie nasilił się w ambasadach i konsulatach w Afryce Północnej, Wschodniej oraz w Azji. Dokładna liczba przypadków pozostaje jednak nieznana, gdyż zjawisko to nie jest rejestrowane w statystykach.
Zdaniem niemieckich służb główną przyczyną rosnących nadużyć jest łatwiejszy dostęp do niemieckiego rynku pracy, który umożliwiła ustawa o imigracji wykwalifikowanej siły roboczej. Zmniejszenie biurokracji i obniżenie wymagań miało na celu przyciągnięcie specjalistów z zagranicy, jednak okazało się również furtką dla oszustów. Jak podkreśla rzecznik policji, każdy legalny sposób wjazdu do Niemiec wiąże się z ryzykiem nadużyć.
Nowe przepisy wprowadzone dwa lata temu przez rząd koalicyjny SPD, Zielonych i FDP miały ułatwić legalną migrację zarobkową, jednak teraz pojawiają się głosy wzywające do zaostrzenia kontroli i skuteczniejszego wykrywania fałszerstw.
„Teorie spiskowe” zyskują coraz większą popularność [w kręgach zwolenników Trumpa.??]
Telegraph twierdzenia, jakoby żona Emmanuela Macrona, Brigitte Macron, była w rzeczywistości mężczyzną, mogą poważnie zaszkodzić stosunkom międzynarodowym między Stanami Zjednoczonymi a Francją.
Według doniesień The Telegraph twierdzenia, jakoby żona Emmanuela Macrona, Brigitte Macron, była w rzeczywistości mężczyzną, mogą poważnie zaszkodzić stosunkom międzynarodowym między Stanami Zjednoczonymi a Francją.
Źródłem tego twierdzenia jest artykuł z 2021 r., który ukazał się we francuskim czasopiśmie Faits et Documents. Autor twierdzi, że 71-letnia [obecnie] pierwsza dama i jej brat Jean-Michel Trogneux to w rzeczywistości ta sama osoba
Według „teorii spiskowej” Trogneux to tak naprawdę Brigitte, która w wieku 30 lat zmieniła płeć z mężczyzny na kobietę i zaczęła „spotykać się” z Macronem, gdy on miał 15 lat, a ona 40.
Temat ten podjęła później komentatorka Candace Owens, która nazwała tę sprawę „prawdopodobnie największym skandalem, jaki kiedykolwiek wydarzył się w polityce w historii ludzkości” i nakręciła o tym serię filmów na YouTube.
Jej twierdzenia niedawno powtórzył Tucker Carlson, który początkowo powiedział, że uważał Owens za szaloną, ale „okazało się, że ma rację”.
Owens powiedziała, że otrzymała listy prawne od kancelarii prawnej reprezentującej małżeństwo Macronów, w których napisano, że zarzuty są „zniesławiające” i że Brigitte nie musi udowadniać, że jest biologiczną kobietą, ponieważ „szczerze mówiąc, to nie jest twoja sprawa”.
Według nowego raportu Telegraph , który określa tę teorię jako „absurdalną”, grozi ona poważnym pogorszeniem stosunków dyplomatycznych między Ameryką a Francją. „Stosunki między Francją a Ameryką mogą stać się jeszcze bardziej chłodne” – podaje gazeta, zauważając, że „współpracownicy Trumpa” są coraz bardziej zainteresowani tą historią.
W artykule zacytowano Sandera van der Lindena, profesora psychologii społecznej na Uniwersytecie Cambridge, który zasugerował, że teoria spiskowa jest częścią rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej, choć nie przytoczono na to żadnych dowodów.
„Nie można wykluczyć, że jeśli plotka zostanie powiązana ze zwolennikami Trumpa, sprawa może się jeszcze bardziej zaostrzyć i tak już trudne stosunki między prezydentem USA a jego francuskim odpowiednikiem” – podsumowuje raport.
Relacje między oboma krajami są już napięte po tym, jak francuski polityk Raphaël Glucksmann zasugerował, że Francja powinna odzyskać Statuę Wolności jako karę za próbę Trumpa „poparcia tyranów” w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
Sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt odpowiedziała, że gdyby nie Ameryka, Francuzi „mówiliby teraz po niemiecku”.
Artykuł w „The Telegraph” nie podważał w żaden sposób twierdzeń Owensa i Carlsona, autorzy artykułu sugerowali natomiast, że samo zgłębianie tematu jest niebezpieczne. Nie sprecyzowali jednak dla kogo?
Po niemal dziesięciu miesiącach niezaplanowanego pobytu w kosmosie, Sunita „Suni” Williams i Barry „Butch” Wilmore wreszcie dotknęli ziemi. 18 marca 2025 roku kapsuła SpaceX Dragon bezpiecznie wylądowała u wybrzeży Florydy, kończąc tym samym jedną z najbardziej nieoczekiwanych misji w historii współczesnej astronautyki.
To, co miało być rutynowym, ośmiodniowym lotem testowym, przerodziło się w 286-dniowy pobyt na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, stawiając nie tylko astronautów, ale i całą NASA przed poważnymi wyzwaniami.
Wszystko zaczęło się 5 czerwca 2024 roku, kiedy Williams i Wilmore wystartowali na pokładzie kapsuły Boeing Starliner. Ich zadanie brzmiało prosto: przetestować nowy pojazd w warunkach rzeczywistych i po ośmiu dniach wrócić na Ziemię. Jednak już podczas dokowania do ISS pojawiły się pierwsze sygnały ostrzegawcze. Pięć wycieków helu i pięć niesprawnych silników manewrowych – problemy, które początkowo wydawały się możliwe do rozwiązania, szybko przerodziły się w poważny kryzys.
Hel, kluczowy element systemu napędowego Starlinera, wyciekał z niepokojącą regularnością, stawiając pod znakiem zapytania bezpieczeństwo powrotu. Kiedy inżynierowie NASA i Boeinga analizowali sytuację, stało się jasne, że ryzyko jest zbyt duże. W sierpniu 2024 roku zapadła bezprecedensowa decyzja – Starliner wróci na Ziemię pusty, a Williams i Wilmore pozostaną na stacji, czekając na inną okazję do powrotu.
Tą okazją okazała się misja SpaceX Crew-9, która zaplanowana była na początek 2025 roku. SpaceX, rywal Boeinga w programie komercyjnych lotów załogowych NASA, stał się nieoczekiwanym wybawcą. Kapsuła Dragon wystartowała z dwoma wolnymi miejscami specjalnie dla Williams i Wilmore’a, dołączając ich do astronauty Nicka Hague’a i kosmonauty Aleksandra Gorbunowa.
Dla Williams i Wilmore’a nieplanowane przedłużenie pobytu w kosmosie oznaczało znacznie więcej niż tylko opóźniony powrót. Mikrograwitacja, choć fascynująca, jest bezlitosna dla ludzkiego ciała. Z każdym dniem spędzonym na orbicie ich mięśnie słabły, kości traciły gęstość, a układ krążenia przystosowywał się do warunków, które na Ziemi mogłyby okazać się zabójcze.
Gdy kapsuła Dragon ostatecznie wylądowała na oceanie, obrazy transportowanych na noszach astronautów obiegły świat. Ani Williams, ani Wilmore nie byli w stanie stanąć o własnych siłach – dramatyczny, lecz typowy skutek długotrwałego pobytu w mikrograwitacji. Szczególnie narażona była Williams, która jako kobieta, według ekspertów takich jak Shenhav Shemer z Technion – Israel Institute of Technology, mogła doświadczyć bardziej intensywnej atrofii mięśniowej ze względu na niższą początkową masę mięśniową i różnice hormonalne.
Przed astronautami rozpoczął się żmudny proces rehabilitacji, który może potrwać nawet 45 dni. Intensywne ćwiczenia fizyczne, specjalistyczna opieka medyczna i stopniowe przystosowywanie się do grawitacji Ziemi – to wszystko czeka bohaterów, którzy nigdy nie planowali bić rekordów długości pobytu w kosmosie.
Przypadek Williams i Wilmore’a stał się równocześnie ostrzeżeniem i testem dla programu komercyjnych lotów kosmicznych NASA. Boeing, firma z imponującą historią sukcesów w lotnictwie, napotkała niespodziewane trudności w kosmosie. Podczas gdy SpaceX może pochwalić się 11 udanymi misjami załogowymi, Starliner wciąż czeka na pełną certyfikację do regularnych lotów. Sytuacja ta postawiła pytania o przyszłość partnerstwa między NASA a Boeingiem.
Powrót astronautów wywołał falę reakcji na całym świecie. Premier Indii Narendra Modi pogratulował swojej rodaczce Suni Williams, pisząc na platformie X: „Ziemia tęskniła za tobą, Suni!”. Legendarny astronauta Buzz Aldrin, drugi człowiek na Księżycu, podkreślił profesjonalizm SpaceX w sprowadzeniu astronautów po ich nieplanowanym, przedłużonym pobycie.
Choć 286 dni spędzonych przez Williams i Wilmore’a w kosmosie nie pobiło rekordu Franka Rubio (371 dni w latach 2022-2023), ich historia jest wyjątkowa przez swoją nieplanowaną naturę. Rozpoczynając misję, byli przygotowani na tydzień w kosmosie – kończąc ją, stali się mimowolnymi uczestnikami jednego z najdłuższych amerykańskich pobytów na orbicie.
Znane rosyjskie przysłowie mówi, że coś może być jednocześnie straszne jak i śmieszne. Na przykład (trochę to przysłowie cywilizując) głaskanie tygrysa. Zabrzmiałoby to po rosyjsku tak: „Это как гладить тигра-и: страшно и смешно”.
Dokładnie takie są działania obecnego rządu. Takim jest choćby widowiskowe zatrzymanie przez ABW Dariusza Mateckiego w celu dowiezienia go do prokuratury, do której właśnie się udawał, a akcja ABW mu to skutecznie uniemożliwiła. Dariusz Matecki jest między innymi oskarżony o zaniedbania w świadczeniu usług na rzecz Lasów Państwowych. Za mało paproci posadził? Nie podlewał sosenek? Tego samego dnia silna grupa wojskowych poszukiwała w komórce piwnicznej należącej do pani Ewy Stankiewicz wraku Tupolewa. Widzowie telewizji „W Polsce ” mogli na własne oczy podziwiać wojaka grzebiącego w poszukiwaniu tego samolotu w skrzynce ze słoikami wyglądającymi na konfitury. Decyzję w sprawie zatrzymania Mateckiego wydał prokurator nomen omen Ślepokura. Nie znalazł się dyspozycyjny prokurator o mniej wyrazistym nazwisku?
Sejm Rzeczypospolitej zamienił się obecnie w maszynkę do uchylania immunitetów. Uchyla się ich po kilka dziennie. To fenomen nie znany w historii światowego parlamentaryzmu. Obrady Sejmu swym poziomem przypominają tani kabaret uświetniający wieczorek zapoznawczo- pożegnalny Funduszu Wczasów Pracowniczych za czasów realnego socjalizmu. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
Podobne wrażenia wywołują wypowiedzi członków komisji śledczych. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski porównuje Putina ze Stalinem na korzyść Putina. „Rosja nie jest naszym wrogiem, a Putin to nie Stalin. Jeśli morduje to detalicznie, a nie hurtowo” – twierdzi i dodaje, że dla zamordowanych jest to wielka różnica.
Szanowny Panie. Dla zamordowanych to naprawdę żadna różnica czy ich zabito w hurcie czy w detalu, różnica jest być może dla pana i dla historii. Sikorski zasłynął również zamieszczonym swego czasu . na Twitterze wpisu, w którym pojawiło się zdjęcie wycieku z gazociągu Nord Stream 2 z dopiskiem „Thank you, USA” .
Natomiast ostatnio Sikorski zaatakował wprost sekretarza stanu USA Marco Rubio oraz szefa Departamentu Wydajności Państwa Elona Muska. W odpowiedzi dowiedział się, że jest małym człowieczkiem i marionetką Sorosa i jedyne co może zrobić to siedzieć cicho. Sikorski jest jak ta przysłowiowa żaba, która podstawia łapę gdy kują konie. Czego można zresztą po nim oczekiwać. Jego perspektywa intelektualna nie przekracza pyskówek odbywających się na Twitterze.
Zauważmy, że Twitter stał się współczesnym maglem gdzie każdy może zaprezentować swoje poglądy i wylewać swoje pretensje do świata. Uprawianie polityki poprzez komentarze na Twitterze jest dokładnie na poziomie dawnego magla. To tak jakby moc sprawczą czy znaczenie dyplomatyczne miały rozmówki sąsiadek czekających na wymaglowanie ich obrusów i prześcieradeł.
Utarczkami na Twitterze jak wiadomo zajmuje się również premier Tusk. Jaki pan taki kram. Ten kram to ludzie, których poziom intelektualny odpowiada jednak chyba premierowi. Jest wśród nich posłanka Jachira która swe życie duchowe realizuje przez inwokacje do włoszczyzny, czy poseł Józefaciuk, który choć jest dumny ze swego przyrodzenia nie zamierza nim publicznie machać i uważa za stosowne poinformować o tym ważnym postanowieniu cały kraj.
To co oni wygadują jest śmieszne lecz jednocześnie straszne gdy się pomyśli, że takie tuzy intelektualne nami rządzą i stanowią prawo. Ministrowie tego rządu nie znają się na niczym, w tym zupełnie się nie znają na problemach swego resortu, Anna Maria Żukowska uważa, że generał Nil i generał Fieldorf to dwie różne osoby. Dała temu wyraz mówiąc: „ Generał Nil, generał Fieldorf, to są bohaterowie”. Rafał Trzaskowski wymienia NATO oraz Sojusz Północnoatlantycki jako dwie odrębne struktury a premier Tusk zapowiada zerwanie przez Polskę konwencji dublińskiej dotyczącej zakazu stosowania amunicji kasetowej, której Polska wcale nie podpisywała. Na czym zna się premier w ogóle trudno ustalić. Gdyby nie kariera polityczna zapewne uczyłby dzieci historii w szkole podstawowej w Kartuzach.
Jakiś czas temu pani Lubnauer pomyliła pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza z piosenkarzem Ryszardem Rynkowskim. Prawdziwą burzę w sieci wywołała jednak minister oświaty pani Barbara Nowacka mówiąc o usunięciu z listy lektur szkolnych niejakiego Rymkiewicza . Powinno to spowodować natychmiastowe usunięcie niejakiej Nowackiej ze stanowiska. Nie miałaby okazji bredzić o polskich nazistach, którzy zbudowali obozy koncentracyjne.
Natomiast pewien europoseł cytując rozmowę księcia Bogusława z Kmicicem powiedział: „ Rzeczpospolita to połeć czerwonego sukna”. Pan poseł nie odróżniał znaczenia słowa połeć ( kawał słoniny) od słowa postaw ( staropolska jednostka miary tkanin, na przykład sukna).
Ten sam poseł – jak opowiedziała mi pewna tłumaczka – w oficjalnej rozmowie z ważnymi zagranicznymi gośćmi użył sformułowania : „otworzono puszkę z Pandorą”. Tłumaczka przetłumaczyła oczywiście na „Pandora’s box” . Poseł poprawił ją. Chcąc ratować mu twarz tłumaczka powiedziała „pan poseł oczywiście żartuje” Poseł kazał jej wrócić do zwrotu „puszka z Pandorą” i powiedzieć, że wcale nie żartuje. Jego nazwiska przez litość nie podaję.
Joanna Wielgus zaproponowała w imieniu lewicy 35 godzinny dzień pracy. To oczywisty lapsus, pani Wielgus chodziło zapewne o 35 godzinny tydzień pracy. Jednak dla przeciętnego wyborcy zbyt dużo zdarza się członkom rządzącej formacji tych przypadkowych pomyłek i przejęzyczeń. Jakby powiedział zwolennik dialektyki marksistowskiej – ilość przeszła już w jakość. Rządzący powinni zatrudnić specjalistę, może psychiatrę, który tłumaczyłby te ich freudowskie przejęzyczenia stresem związanym ze sprawowaniem władzy.
A obiektywnych przyczyn tego stresu jest wiele. Jak kiedyś trafnie żartował Rafał Ziemkiewicz – zła wiadomość to ta, że rządzi nami gang, dobra, że jest to gang Olsena, który potyka się o własne sznurowadła.
If peace is on the way, why are they feverishly preparing for World War III? It appears to me that NATO countries are convinced that something really big is coming. Is there something that they know that they aren’t telling the rest of us? As I discussed yesterday, things in the Middle East are really heating up, and the conflict in Ukraine has reached a very dangerous stage. If negotiations with Russia fail, both sides are likely to significantly escalate matters in a desperate attempt to win the war, and the Russians could come to the conclusion that a final showdown with NATO has begun. We do not want the Russians to view the conflict in Ukraine in those terms, because they are already extremely paranoid and it wouldn’t take much to push them over the edge. Unfortunately, NATO countries continue to do things that will raise tensions instead of easing them. The following are 7 actions that NATO countries are taking which indicate that something really big is coming…
Michael Snyder’s Substack is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
#1 France is getting ready to distribute a 20 page survival manual that instructs citizens what to do if a full-blown war erupts…
France is the latest country set to issue an invasion survival how-to guide for its citizens.
The 20-page booklet will give advice to French civilians on how to defend the republic in the face of an invasion by signing up to reserve units or local defence efforts.
It will also have tips on how to create a survival kit with essentials including six litres of water, canned food, batteries, and basic medical supplies.
#2 The French government is also telling their citizens to leave Iran “immediately”…
French authorities on Thursday requested its citizens to immediately leave the territory of Iran.
The French Foreign Ministry has issued a warning to its citizens amid the release of one of its nationals who had been imprisoned in Iran for over 880 days.
#3 It is being reported that military planners in the UK have ordered special forces units to get ready to be sent to Ukraine…
Special Forces units were told to prepare for mobilisation to Ukraine by military planners tasked with readying forces by the Cabinet Office, according to two military sources with knowledge of the directive.
The command centre for UK military planning, the Permanent Joint Headquarters (PJHQ), was sent directives last week to begin the process for the deployment of personnel and resources.
The orders, which also applied to Special Forces reservists, put personnel on standby in order to ensure military equipment is in working order before receiving a notice to mobilise to Ukraine.
#4 Turkey has announced that it would also be willing to deploy troops to Ukraine “if needed”…
Turkey would be ready to deploy troops to Ukraine as part of a broader peacekeeping mission if needed, a Turkish defence ministry source said on Thursday.
“The issue of contributing to a mission … will be evaluated with all relevant parties if deemed necessary for the establishment of regional stability and peace,” the source said.
The Russians have already stated that they will never accept NATO troops on Ukrainian soil under any circumstances.
So why are these nations preparing to send troops anyway?
Warsaw is preparing to face down any invasion by Vladimir Putin by conscripting every adult male for military training.
But the Eastern European nation also wants nukes and President Andrzej Duda has now said the US could send some of its arsenal to his country.
#6 The Baltic states are jointly constructing a massive defense line that includes six hundred bunkers, tank ditches, dragon’s teeth and rocket systems…
The Baltics are building a joint defence line on their border with Russia that will have some six-hundred bunkers across each border.
It will also include tank ditches, forests, dragon’s teeth, hedgehogs, and rocket systems.
Poland and the Baltics have also withdrawn an international treaty banning anti-personnel landmines as they prepare to stop an advancing Russian army in its tracks.
#7 In a letter that was delivered to the Iranians, Donald Trump has given Iran only two months to reach a peace agreement…
President Donald Trump has given Iran a two-month deadline to reach a new nuclear agreement, according to a report by Axios.
A letter sent earlier this month to Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei warned of consequences if Tehran continued its nuclear program while also offering renewed talks. The message, described as uncompromising, made clear that prolonged negotiations were not an option.
According to Axios, it “isn’t clear whether the two-month clock begins from the time the letter was delivered or from when negotiations start”.
Since the Iranians have already said that there will be no negotiations, I would assume that the clock started when the letter was delivered.
So the good news is that the bombing of Iran will probably not happen next month.
But if Trump is serious, there is a very good chance that it could happen before the midpoint of this year.
Meanwhile, the Ukrainians just conducted an absolutely massive drone strike on a Russian strategic bomber airfield that is located hundreds of miles from the front lines…
Ukrainian forces backed by Western munitions and technology struck a major Russian strategic bomber airfield on Thursday with drones, 435 miles from the Ukrainian front lines.
The strike ignited a massive explosion and sent a huge blast of fire into the air at Engels-2 airbase in Russia.
Videos posted by Reuters showed a huge blast spreading out from the airfield and wrecking nearby cottages.
Russia reportedly called this the largest drone attack ever.
The Ukrainians keep trying to provoke the Russians into doing something really dramatic.
One of these days, the Ukrainians might just succeed.
The Russians are fed up with the government in Kyiv. If negotiations with Trump fail, I expect the Russians to bring down the hammer.
We really are right on the verge of an apocalyptic conflict with Russia, and we really are right on the verge of an apocalyptic conflict in the Middle East.
The final exit ramps for both of these conflicts are rapidly approaching, and so let us hope that global leaders make very wise decisions in the months ahead. [hi….hi… pojękuje… md]
74-letni były francuski chirurg, który stanął przed sądem za molestowanie seksualne 299 swoich pacjentów, przyznał się do wszystkich zarzutów. To przełom w tej sprawie. Jego ofiarami były głównie dzieci. Proces ten stał się największym procesem o molestowanie dzieci w historii Francji.
Joel Le Scouarnec został oskarżony o napaść i gwałt na pacjentach, często będących pod narkozą lub w trakcie wybudzania po operacjach, w latach 1989-2014. Proces w mieście Vannes w zachodniej Francji rozpoczął się na początku marca.
Średni wiek domniemanych ofiar wynosił zaledwie 11 lat. Były to zarówno dziewczynki, jak i chłopcy.
„Mam obowiązek mówić prawdę”
Dotychczas 74-latek przyznawał się tylko do części zarzutów. W wielu przypadkach twierdził, że po prostu wykonywał swoje obowiązki medyczne.
Podczas czwartkowego przesłuchania nastąpił przełom w tej sprawie.
Mam obowiązek mówić prawdę – powiedział Le Scoaurnec podczas czwartkowego procesu za zamkniętymi drzwiami. Jego słowa przekazał agencji AFP Maxime Tessier – prawnik byłego chirurga.
Dalsza część artykułu pod materiałem video:
Zapytałem go, czy zgadza się, że te 299 zarzutów to przestępstwa, odpowiedział „tak” – przekazał Tessier.
Przyznanie się do winy jest kluczowym krokiem umożliwiającym ofiarom pójście dalej i dobrze, że nastąpiło to na tym etapie procesu – powiedziała z kolei Frederique Giffard, prawniczka reprezentująca około 15 ofiar. Myślę, że w końcu zrozumiał, słuchając zeznań stron cywilnych w ciągu ostatnich 10 dni, że nie będzie w stanie wiarygodnie utrzymać swojego stanowiska, polegającego na dalszym zaprzeczaniu faktom w niektórych przypadkach – dodała, cytowana przez agencję AFP.
Szokujące odkrycie w domu
Joel Le Scouarnec został zatrzymany po przejściu na emeryturę w 2017 r., kiedy jego 6-letnia sąsiadka powiedziała matce, że molestował ją seksualnie, gdy bawiła się w ogrodzie.
Kiedy policja przeszukała dom mężczyzny, znaleziono 300 tys. nieprzyzwoitych zdjęć i filmów wideo przedstawiających dzieci, 70 lalek wielkości dziecka (niektóre były przykute łańcuchami), peruki oraz setki notatników i pamiętników szczegółowo opisujących akty, których się dopuścił.
W 2020 roku został skazany za gwałt i napaści seksualne na czworgu dzieci, w tym dwojgu z własnej rodziny.
Prawie całą niemiecką klasę polityczną i medialną można nazwać „kurczaczymi jastrzębiami” i te kurczakI p0rzebrane za jastrzębie będą dziobać Trumpa przez następne cztery lata, III RP podąża tym samym tropem.
Niemieccy komentatorzy narzekają na wtorkową rozmowę telefoniczną między prezydentem USA Donaldem Trumpem a jego rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem, której celem było zakończenie wojny i ostateczne zaprowadzenie pokoju.
Ci komentatorzy coraz częściej uciekają się do bardziej ekstremalnej retoryki przeciwko Trumpowi, nazywając go „despotą” lub oskarżając o stosowanie „mafijnych” taktyk wobec Ukrainy.
Przez cztery lata pierwszej kadencji Trumpa niemieckie gazety obsesyjnie zajmowały się Trumpem, co graniczyło z obłędem. Pierwsze strony gazet były często wypełnione wiadomościami bardziej skupionymi na USA niż na Niemczech.
Ponieważ Trump jest u władzy od nieco ponad dwóch miesięcy, ten trend może być tym razem jeszcze bardziej ekstremalny, szczególnie ze względu na wysiłki Trumpa, aby zaprowadzić pokój na Ukrainie.
Co ciekawe, żaden z tych komentatorów, pomimo ich głębokiego patriotycznego zapału do wspierania Ukrainy przeciwko złemu Putinowi, nie pojawił się nigdzie w pobliżu frontu. Zamiast tego chcą wysłać tam więcej Ukraińców, aby zginęli na wojnie, podobnie jak szef niemieckiego wywiadu Bruno Kahl otwarcie mówi, że powinno się to kontynuować — przez kolejne pięć lat, nie krócej.
Na wypadek, gdyby na Ukrainie zabrakło rekrutów, Berlin jest gotowy wysłać do walki WP III RP, samodzielnie lub w ramach “europejskiej Bundeswery”.
Grzegorz Braun / fot. X / Konfederacja Korony Polskiej
Na stronie gazeta.pl znajdowała się sonda. Jak przyznaje redakcja portalu, z powodu dużego poparcia dla Grzegorza Brauna została ona usunięta z serwisu.
Demokracja jest dla demokratów dobra, jeśli wygrywa „właściwy” kandydat. Jeśli wygrywa ktoś, kogo nie lubią, to wówczas jest populizm, faszyzm, rasizm, antyszczepionkizm i ruska agentura.
Idealnym przykładem na to jest to, co zrobił serwis gazeta.pl. Jak jedna z wielu redakcji wykorzystujących kampanię wyborczą do zwiększenia ruchu, zamieściła luźną sondę dla internautów, by oddali głos, którego kandydata popierają.
Jak się okazuje, pojawiło się ogromne poparcie dla Grzegorza Brauna. Widzieli to inni użytkownicy.
Efekt? Sondę usunięto ze strony.
„W tym miejscu była sonda dotycząca szans wyborczych kandydatów, jednak w krótkim czasie jeden z nich (Grzegorz Braun) uzyskał kilka tysięcy głosów. Z uwagi na skrajną nie-reprezentatywność tej sondy, zdecydowaliśmy się ją wyłączyć” – czytamy na stronie gazeta.pl pod artykułem na temat wyborów.
Warto zwrócić uwagę, że zabieg cenzorski zredagowany jest jakby w formie zarzutu. Jak bowiem Grzegorz Braun śmiał mieć zwolenników więcej, niż podają trefne sondażownie?
Screen z portalu zaczął krążyć po Internecie i stał się istnym hitem. Przykład cenzury antysystemowego kandydata ze strony niby-demokratycznego medium wywołał wielkie emocje.
„Widocznie demokracja była mało demokratyczna” – przekonywał Rezydencja Bukietów.
„Oczywiście że nie reprezentatywna, bo nie klei im się w całość. Taki mały wariant rumuński jak dla mnie” – zwrócił uwagę Serwis.
Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla (PIGSW) stwierdziła, że „gdyby nie opłaty ETS moglibyśmy mieć praktycznie najtańszy prąd w Europie, z opłatami ETS mamy niemal najdroższy”.
Z opublikowanego w ubiegłym tygodniu raportu PIGSW wynika jasno, że powodem drożyzny energetycznej, która bezpośrednio uderza w Polaków i będzie uderzać coraz mocniej nie jest jakiś „kryzys energetyczny”. Powodem jest unijny system ETS.
PIGSW w swoim raporcie powołuje się na informacje analityków Biura Maklerskiego Pekao SA.
„Koszty emisji CO2 stanowią od 59 proc. (stare bloki na węgiel kamienny) do 68 proc. (bloki na węgiel brunatny) kosztów wytwarzania energii elektrycznej” – czytamy.
„W przypadku gazu koszty emisji CO2 to 25 proc. ceny wytwarzania energii elektrycznej, jednak sam gaz jest o ponad 80 proc. droższy od węgla, co finalnie daje zbliżoną cenę energii elektrycznej wynoszącą ponad 400zł/MWh. Warto zauważyć, że koszt wytworzenia jednej megawatogodziny energii po odliczeniu opłaty emisyjnej dla węgla kamiennego wynosi jedynie od 133 zł (nowe bloki węglowe) do 181 zł (stare bloki węglowe). W przypadku węgla brunatnego koszt wytworzenia jednej megawatogodziny energii to jedynie 138 zł” – podaje PIGSW.
Nowy system handlu emisjami ETS2, który ma zacząć obowiązywać już od 2027 roku obejmie także sektor transportu i budownictwa. Nałożony zostanie dodatkowy haracz do zapłaty pod pretekstem emisji CO2.
Średnie gospodarstwo domowe emituje rocznie około 6 ton CO2. Oznacza to dodatkowy koszt 1,2 tys. zł w skali roku na gospodarstwo.
„Dla przeciętnej polskiej rodziny (statystycznie średniej na bazie danych GUS) skumulowany dodatkowy koszt ETS2 w przypadku ogrzewania gazem wyniesie w latach 2027–2030: 6 338 zł, a w latach 2027–2035: 24 018 zł. W przypadku wykorzystania węgla będzie to odpowiednio 10 311 zł i 39 074 zł. Aby pokryć dodatkowe koszty związane z ETS2 przeciętna polska rodzina w 2027 roku w przypadku ogrzewania gazem będzie musiała wydać równowartość 45 proc. (w 2030 r. – 82 proc.) miesięcznego minimalnego wynagrodzenia, a w przypadku ogrzewania węglem 73 proc. (w 2030 r. – 134 proc.)” – wyliczono w raporcie „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”.
Warto zauważyć, że oznaczać to będzie w przypadku najuboższych rodzin, że na samo ogrzewanie wydana zostanie ponad jedna pensja minimalna. I to nie z powodu braku możliwości, tylko z powodu klimatycznej ideologii.
ETS2 związane jest z unijnym pakietem Fit for 55. Zakłada on ograniczenie emisyjności CO2 o co najmniej 55 proc. do 2030 roku w stosunku do poziomu z 1990 roku.
Po ponad 80 latach Niemcy znów mają Führera, który w niczym nie ustępuje staremu pod względem kłamstwa i megalomanii, wydając jednocześnie kwoty, które dla większości ludzi są niewyobrażalne.
Wczoraj przeczytałem w Internecie następujące słowa – niestety bez podania autora: Coś takiego jeszcze się nie zdarzyło: człowiek, który nie został jeszcze wybrany na kanclerza, a mimo to negocjuje największe zadłużenie w historii Republiki Federalnej Niemiec z partiami, które przegrały wybory, w Bundestagu, który już dawno został rozwiązany.
Gdybyś 10 lat temu opisał Niemcowi obecne zachowanie Friedricha Merza, uznano by cię za niepoczytalnego i umieszczono w klinice bez wzbudzania żadnego zamieszania.
Friedrich Merz, który odmawia utworzenia koalicji z AFD, ponieważ oskarża ich o prawicowy ekstremizm, przygotowuje Niemcy do wojny z Rosją. AFD chce pokoju z Rosją, Rosja szuka pokoju, Amerykanie chcą pokoju, a Merz sprzeciwia się wszystkim, którzy szukają pokoju.
W tym tygodniu Handelsblatt poinformował, że można wydać do 1,7 biliona. Ten artykuł udowodni, że ten plan to szaleństwo, po prostu przedstawiając tę astronomiczną liczbę w perspektywie dla zwykłych ludzi.
Ile to jest bilion sekund?
Uważam, że niewiele osób jest w stanie określić wielkość tej liczby.
Spróbujmy:
Ile czasu upływa w ciągu miliona sekund? – Prawidłowo, 12 dni
Ile czasu upływa w bilionie sekund? – Pomylisz się, jeśli powiesz kilka lat. To dokładnie 31 709 lat. To rzeczywiście dawno temu. Ziemię zamieszkiwały tygrysy szablozębne i mamuty włochate, miała miejsce ostatnia epoka lodowcowa. Rzym został założony dopiero dobre 28 000 lat później.
Zakładam, że wszyscy czytelnicy są w pewnym sensie przytłoczeni faktem, że bilion to tak dużo.
1,7 biliona dolarów
Obecny dług Niemiec na szczeblu federalnym
Na dzień 30 czerwca dług federalny Niemiec wynosił 1,621 biliona – czyli 1621 miliardów euro. Odpowiada to stosunkowi długu publicznego do produktu krajowego brutto wynoszącemu 62,4%.
1,7 biliona dolarów to sto razy więcej, niż wszystkie spółki indeksu DAX razem wzięte zarobiły w 2023 roku.
Friedrich Merz podwoi ten dług. Doprowadziłoby to do wskaźnika zadłużenia wynoszącego 125% – co umieściłoby kraj w sąsiedztwie Grecji (158%) .
Dodatkowe obciążenie odsetkami
Dodatkowe obciążenie odsetkami od kwoty 1,7 biliona euro wyniesie 47,6 miliarda euro rocznie, jeśli do obliczeń zostanie użyta obecna stopa oprocentowania 10-letnich niemieckich obligacji skarbowych wynosząca 2,8%.
Łączny zysk Volkswagena, Mercedesa-Benza i BMW wyniósł w 2024 r. 29,2 mld euro. Niemieckie koncerny motoryzacyjne nie byłyby więc w stanie zapłacić odsetek od tego szaleństwa, gdyby wszystkie swoje zyski wysyłały do Berlina.
Nie ma szans na spłatę tego długu
W 2024 r. Niemcy zebrały podatki dochodowe w wysokości 181,95 mld euro na szczeblu federalnym. Oznacza to, że przez prawie 10 lat 100% całkowitych podatków dochodowych musiałoby zostać wydane na spłatę 1700 mld euro.
Wniosek
Nawet nie wspominając, że działania Friedricha Merza są więcej niż prawnie wątpliwe, już z kwoty 1,7 biliona euro jasno wynika, że stracił rozum. Ta bonanza długu doprowadzi byłego mistrza świata eksportu i byłą perłę przemysłu do finansowej ruiny.
Przez wiele lat niemiecka elita polityczna skarżyła się na Rosję, kraj, któremu zawdzięczała tanią energię, dzięki której Niemcy stały się przemysłowym klejnotem świata. Rosja wybaczyła Niemcom, którzy mieli na sumieniu 27 milionów Rosjan; Rosjanie nie zapomnieli o tych okrucieństwach, ale Niemcy, a raczej niemieckie kierownictwo, tak, ponieważ to, co myślą, wybierają lub chcą Niemcy, jest w Germanii ponownie rzeczą przeszłości. Niemcy zwróciły się wówczas władczo przeciwko Chinom, obecnemu klejnotowi przemysłowemu, który w przeciwieństwie do Niemców nie przespał głównych trendów. Na koniec, ale nie mniej ważne, niemieckie kierownictwo ślini się na USA, kolonialnego władcę Niemiec, który dokonał politycznego zwrotu o 180 stopni i teraz dąży do pokoju z Rosją. Dlatego też nie jest w żadnym wypadku niestosowne opisanie zachowania Friedricha Merza jako megalomanii.
Pani Baerbock, która w czasie pełnienia funkcji ministra spraw zagranicznych uczyniła z Niemiec pośmiewisko na arenie międzynarodowej, tuli się do nowego rządu syryjskiego, który składa się z terrorystów. Od około dwóch tygodni w Syrii morduje się cywilów, kobietom i dzieciom odcina się głowy, co jest oczywistą koniecznością na drodze do demokracji. Pani Baerbock wydaje się zgadzać z tym. Nawiasem mówiąc, nie polecam naszym czytelnikom oglądania filmów z tych wydarzeń, których tysiące są zamieszczane w mediach społecznościowych; to koszmary, które pozbawią was snu. Pani Baerbock przelewa 300 milionów euro tym właśnie panom. Pani Baerbock, która wkrótce straci pracę, wydaje się mieć szczególne talenty. Ma zostać nową przewodniczącą Zgromadzenia Ogólnego ONZ .
Zdolna pani Baerbock – nie może to być zasługą wykształcenia, inteligencji ani manier, ale jej poprzedniego zawodu prostytutki
Donald Trump podpisał w czwartek rozporządzenie wykonawcze o zlikwidowaniu resortu edukacji. Prezydent de facto pogrzebał ministerstwo – pisze AFP. Ale zapowiadając na konferencji prasowej jego rozmontowanie, oznajmił, że nie ucierpią „uśmiechnięte buźki dzieci”.
Rozporządzenie nakazuje szefowej ministerstwa Lindy McMahon „podjęcie wszelkich niezbędnych kroków w celu ułatwienia zamknięcia Departamentu Edukacji i zwrócenia władzy edukacyjnej amerykańskim stanom, przy jednoczesnym zapewnieniu skutecznego i nieprzerwanego dostarczania niezbędnych świadczeń i programów”. Trump ogłosił wcześniej w czwartek, że zadaniem McMahon jest zlikwidowanie własnego stanowiska.
Pozostałe fundusze resortu nie mogą „promować DEI (Diversity, Equity and Inclusion – co można przetłumaczyć jako Różnorodność, Równość i „Inkluzywność”), ani też ideologii gender”.
„Podatnicy nie będą już musieli wydawać dziesiątek miliardów dolarów na progresywne eksperymenty społeczne i przestarzałe programy” – oświadczył Biały Dom, który skrytykował też szkoły za propagowanie „radykalnych, lewicowych” idei w szkołach – relacjonuje AFP.
Trump wielokrotnie wzywał do likwidacji resortu, nazywając go „wielkim oszustwem”. Zaproponował jego zamknięcie w okresie swojej pierwszej prezydentury, ale Kongres nie podjął takich starań. Republikanie od dawna starali się uszczuplić finansowanie i wpływy resortu.
McMahon obiecała, że federalne finansowanie szkół przyznane przez Kongres w celu pomocy okręgom i uczniom o niskich dochodach będzie kontynuowane, utrzymane mają zostać pożyczki studenckie i skodyfikowane usługi dla dzieci niepełnosprawnych, ale amerykańskie media podkreślają w czwartek, że z pewnością wprowadzone przez Trumpa zmiany odbiją się na uczniach szkół w najbiedniejszych okręgach. [Tak, tak, szczególnie tych, co kuleją, biedactwa, na lewą nóżkę md]
Federalne subwencje dla takich placówek czy pomoc dla dzieci mających problemy z nauką staną pod znakiem zapytania.
Trump przyznał w zeszłym miesiącu, że będzie potrzebował poparcia Kongresu. Ministerstwo nie może zostać bowiem zlikwidowane bez przyjęcia ustawy głosami 60 senatorów, podczas gdy Republikanie dysponują w Senacie 53 miejscami.
W minionym tygodniu grupa demokratycznych prokuratorów złożyła pozew sądowy, aby zablokować likwidację resortu oraz zwolnienia prawie połowy jego personelu.
Resort edukacji nadzoruje w USA około 100 tys. szkół publicznych i 34 tys. szkół prywatnych, jakkolwiek ponad 85 proc. finansowania szkół publicznych pochodzi od władz stanowych i lokalnych. Zapewnia m.in. federalne dotacje dla szkół i programów, pensje nauczycieli zajmujących się dziećmi ze specjalnymi potrzebami, finansowanie programów artystycznych oraz wymianę przestarzałej infrastruktury. Nadzoruje również wydatkowanie 1,6 bln dolarów na pożyczki studenckie.
„Nowacka i Lubnauer na bezrobocie”
Do informacji o likwidacji resortu edukacji w USA odnieśli się m.in. poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz oraz polityk Konfederacji Jacek Wilk.
„Wyobrażacie sobie ten wspaniały dzień, gdy urzędasy nie będą mieć wpływu na wychowanie naszych pociech? Przestaje istnieć @MEN_GOVPL, a @barbaraanowacka i @KLubnauer na bezrobocie! Dzieci wolne od deprawacji i demoralizacji! =======
„Trump zlikwidował ministerstwo edukacji.
Można? MOŻNA
Jeśli chcemy podnieść poziom nauczania, powinniśmy jak najszybciej zrobić to samo” – skwitował Jacek Wilk.
Wojna na Ukrainie pochłonęła już setki tysięcy istnień ludzkich, jednak szef niemieckiego wywiadu przewiduje, że straty będą o wiele większe, a ukraińska opozycja reaguje oburzeniem.
Bruno Kahl, szef Federalnej Służby Wywiadowczej (BND), skomentował to w wywiadzie, mówiąc: „Jeśli wojna na Ukrainie zakończy się wcześniej niż (w 2029 lub 2030 r.), wówczas wszystkie środki (Rosji) – zarówno techniczne, jak i materialne – będą w stanie znacznie wcześniej zagrozić Europie”.
Na Ukrainie ta część wywiadu spotkała się z ostrą krytyką.
Niemiecka gazeta Berliner Zeitung pyta teraz: „Czy wojna będzie prowadzona na plecach Ukrainy?” Być może śmieszne pytanie na ten temat jest już prowadzone na ich plecach przez ostatnie trzy lata.
Gazeta pisze dalej: „Na Ukrainie ten fragment wywołuje emocje. Odczytano w Kijowie: Szef niemieckiego wywiadu publicznie oświadcza, że wojna na Ukrainie nie powinna zakończyć się przed 2029 r. W przeciwnym razie Rosja mogłaby szybciej wykorzystać swoje zasoby, aby zagrozić Europie”.
Innymi słowy, porozumienie pokojowe nie przyniosłoby korzyści Europie, gdyby doszło do niego przed upływem najbliższych pięciu lat. Zamiast tego niemiecki szef sugeruje, że w interesie Europy leży dalsze wysyłanie fal ukraińskich mężczyzn na śmierć na froncie.
Była premier Ukrainy, która nadal pozostaje jednym z najpotężniejszych głosów w kraju, Julia Tymoszenko, zareagowała na wypowiedzi Kahla. Na swojej stronie na Facebooku napisała, że „coś wymknęło się” z ust Kahla, czego Ukraińcy „nie chcieli przyznać” sami przed sobą.
„Czy ktoś postanowił zapłacić za wyczerpanie Rosji w imię bezpieczeństwa w Europie istnieniem Ukrainy i życiem setek tysięcy Ukraińców? Nigdy nie myślałam, że będzie to omawiane tak oficjalnie i otwarcie” – napisała. Następnie wezwała Zełenskiego do natychmiastowego zakończenia wojny i podpisania porozumienia pokojowego.
Jako przewodnicząca opozycyjnego Stowarzyszenia Ojczyzna Tymoszenko [Батьківщина] skarżyła się, że nawet najbliżsi sojusznicy Ukrainy przede wszystkim realizują własne interesy. Wzywa ukraiński parlament do zajęcia się oświadczeniem Kahla.
Oleksij Hontscharenko z Europejskiej Grupy Solidarności również złożył podobne oświadczenie na Telegramie: „Nie za pięć czy dziesięć lat. Zakończmy to. Aby odbudować gospodarkę i rozbudować armię. Ważne jest, aby zachować nasz kraj teraz. Nie musimy nikogo ratować. Musimy ratować siebie”.
Ukraiński politolog Anatolij Oktysjuk powiedział, że wypowiedzi Kahla tylko potwierdzają to, co mówił od jakiegoś czasu. „Oczywiście, negocjacje pokojowe i zakończenie naszej wojny są niekorzystne dla Europy. Czy Ukraińcy powinni walczyć tak długo, jak to możliwe, aby w Europie pozostał spokój?”
W mediach społecznościowych Oktysjuk napisał, że Kahl dopiero teraz szczerze przyznał się do tego, o czym Oktysjuk mówił przez ostatnie dwa lata.
Na Ukrainie rośnie niepokój z powodu ogromnych strat, jakie wojna zbiera wśród ludności ukraińskiej, która przeżywa najgorszy upadek demograficzny w całym świecie ze względu na wysoki wskaźnik śmiertelności, niski wskaźnik urodzeń i ogromną falę emigracji.
Tymoszenko stała się bardziej otwarta w mediach w ostatnich miesiącach i zaczęła krytykować Zełenskiego. Zełenski jednak nie ma się czego obawiać, ponieważ wybory zostały zawieszone na Ukrainie, dopóki trwa wojna. [g. od niego pajaca, to zależy ! md]
The demographic implosion of Ukraine: Women fleeing Ukraine and finding new partners while men find death at the front.
Demograficzna implozja na Ukrainie: Kobiety uciekają z kraju i znajdują nowych partnerów, podczas gdy mężczyźni giną na froncie.
————
NOWOPOLSKI: W III RP mamy tego “przedsmak” od 30 z górą lat: kobiety do zachodnich burdeli, a mężczyźni na zmywaki!
Najlepsza profilaktyka dla zdrowia związanego ze sferą cielesną i seksualną to po prostu przestrzeganie szóstego przykazania.
===========================
A zboczeńcy: Najpierw rozwiązłość a potem HIV – „edukacja zdrowotna” w praktyce
Szanowny Panie Mirosławie! Polskie Radio opublikowało wywiad z „edukatorką seksualną” i aktywistką na rzecz wprowadzenia tzw. „edukacji zdrowotnej” do polskich szkół. Płynący z rozmowy przekaz można streścić krótko: współżyj kiedy tylko masz ochotę i z kim masz ochotę. Pamiętaj tylko, aby „dla zdrowia” po zmianie kolejnego partnera seksualnego zrobić badania na HIV, HCV, kiłę, grzybicę i szereg innych chorób. Najlepszą ochroną przed tego typu chorobami jest przestrzeganie 6 przykazania i wierność w związku małżeńskim. Taka perspektywa w ogóle nie mieści się jednak w głowach „edukatorów seksualnych”. Środowiska te zachęcają najpierw do totalnej rozwiązłości seksualnej, a następnie do „profilaktyki zdrowotnej”, którą ma być nieustanne badanie się na HIV i inne zakażenia intymne. Właśnie tak rozumianego „zdrowia” będą nauczać już od 1 września, kiedy to nowy przedmiot „edukacja zdrowotna” wejdzie do wszystkich szkół. Trzeba dotrzeć z ostrzeżeniem do kolejnych rodziców! Kilka dni temu Polskie Radio Trójka wyemitowało program na temat tego: jak nauczyć się rozmawiać o zdrowiu seksualnym z „osobą partnerską”? Gościem rozmowy była Magdalena Ankiersztejn-Bartczak – „edukatorka seksualna”, która działa m.in. na rzecz wprowadzenia do polskich szkół „edukacji zdrowotnej”.
Oto fragment tej rozmowy:
„Choroby przenoszone drogą płciową to nie tylko HIV, kiła czy grzybica: to może być np. WZW typu B i C. Jak nauczyć młodych ludzi, by rozpoczynając aktywność seksualną, były wolne od wstydu, który tak często paraliżował (i paraliżuje wciąż) ich rodziców? – Przede wszystkim otwarcie rozmawiać. Nie chodzi o to, by straszyć, że seks to tylko choroby albo nieplanowana ciąża. Nie! Seks ma być przyjemnością wtedy, kiedy mamy na to ochotę, jesteśmy na to gotowi, kiedy czujemy, że ta druga osoba jest dla nas dobrym partnerem czy partnerką. I bez lęku o te wszystkie sprawy chorobowe. Powinniśmy umieć zadbać przede wszystkim o siebie. Czyli kiedy kończymy relację, robimy sobie badania i to jest dla nas oczywiste. A kiedy wchodzimy w nową relację, to też razem z partnerem idziemy takie badania wykonać: są punkty anonimowego, bezpłatnego badania w kierunku HIV, HCV i kiły.”
Innymi słowy – „edukatorka seksualna” zachęca odbiorców do tego, aby współżyli kiedy tylko mają na to ochotę i z kim mają na to ochotę. Proszę zwrócić uwagę, że mowa jest przy tym o „osobie partnerskiej”, a nawet nie o „partnerze” lub „partnerce”, gdyż w świetle ideologii LGBT, którą kierują się „edukatorzy seksualni”, dozwolone są wszelkie konfiguracje – homoseksualne, biseksualne, transseksualne itp. „Zdrowie” polega w tym wszystkim na tym, aby po zakończeniu kolejnej takiej relacji seksualnej razem z nową „osobą partnerską” udać się na badania w kierunku HIV, syfilisa, kiły, grzybicy i innych chorób przenoszących się przede wszystkim poprzez kontakty seksualne.
Warto w tym momencie po raz kolejny przypomnieć fragment wywiadu z seksuologiem Zbigniewem Izdebskim, który z ramienia rządu Tuska został koordynatorem powstania podstawy programowej do przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Izdebski zapytany w jednym z wywiadów medialnych, czy to prawda, że przeciętny homoseksualista ma ok. 200 partnerów seksualnych w ciągu życia, odpowiedział:
„Moje badania pokazują, ilu partnerów może mieć, ale nie musi mężczyzna homoseksualny. Mamy tu bowiem też do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Tak, około dwustu. W związku ze stylem życia mężczyzn homoseksualnych ta liczba partnerów seksualnych może szokować na tle mężczyzn heteroseksualnych. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie.”
Podsumowując: „róbta co chceta” a potem HIV i syfilis – oto recepta na „zdrowie”, która ma być już od 1 września upowszechniana we wszystkich szkołach w Polsce. Ktoś mógłby zadać w tym momencie pytanie – a co jeżeli ktoś naprawdę się zarazi, bo przy takim „stylu życia” to przecież bardzo prawdopodobne? W takim przypadku „edukatorzy zdrowotni” rozkładają ręce i nie mają już nic do zaoferowania, oprócz odesłania młodego człowieka na leczenie polegające na długotrwałej terapii i przyjmowaniu rozmaitych preparatów medycznych, często do końca życia.
Proszę zwrócić uwagę, że to bardzo podobny proces jak w przypadku aktywistów aborcyjnych, którzy są ściśle powiązani z „edukatorami seksualnymi” i aktywistami LGBT. Działalność organizacji aborcyjnych polega przede wszystkim na tym, aby namówić kobietę (zwłaszcza młodą dziewczynę w trudnej sytuacji życiowej) do aborcji. Najlepiej, aby takiej aborcji dokonać za pomocą pigułek poronnych kupionych od aborcjonistów.
Po zakupie tabletki śmierci i połknięciu jej aborcjoniści przestają się interesować kobietą. Na aborcyjnych grupach dyskusyjnych można znaleźć wiele świadectw i relacji kobiet, które omal nie umarły na skutek komplikacji i powikłań po samodzielnych aborcjach wywołanych w domu pigułkami. Pod tzw. „kliniki aborcyjne” w krajach Zachodu regularnie podjeżdżają karetki i wywożą z nich kobiety z silnym krwotokiem oraz innymi poważnymi dolegliwościami po aborcji. Ale to już aborcjonistów nie interesuje – dla nich najważniejsze jest, aby namówić kobiety do aborcji i kupna pigułek. Podobnie jak „edukatorów seksualnych” interesuje to, aby namówić młodych ludzi do rozwiązłości i eksperymentów seksualnych, a co potem to już nie ich problem.
Tak właśnie będzie rozumiane „zdrowie”, które już od 1 września tego roku będzie nauczane we wszystkich szkołach w ramach „edukacji zdrowotnej”. To wszystko z prawdziwym zdrowiem nie ma nic wspólnego, gdyż rozmaici „edukatorzy” i aktywiści używają tego terminu w znaczeniu wyłącznie ideologicznym i w oderwaniu od jakiejkolwiek rzeczywistości. Najlepsza profilaktyka dla zdrowia związanego ze sferą cielesną i seksualną to po prostu przestrzeganie 6 przykazania. Taka perspektywa w ogóle nie mieści się jednak w głowach „edukatorów seksualnych” i „zdrowotnych”, ponieważ ideologia LGBT, którą się kierują, nie posiada takich kryteriów jak czystość, wierność i odpowiedzialność.
Ujawniona przez MEN podstawa programowa do „edukacji zdrowotnej” prezentuje seksualność w całkowitym oderwaniu od małżeństwa i rodziny. Małżeństwo mężczyzny i kobiety jest co najwyżej wymieniane jako jedna z dostępnych możliwości na równi z homoseksualnym związkiem partnerskim, konkubinatem oraz rozmaitymi innymi „typami związków” dwóch lub nawet większej liczby osób jednocześnie. Jednym z zakładanych przez MEN celów „edukacji zdrowotnej” jest wyrobienie w uczniach szacunku do takich „stylów życia”. Podstawa programowa do „edukacji zdrowotnej” słowem nie wspomina również o tym, że współżycie seksualne musi się wiązać z miłością i odpowiedzialnością. Zamiast tego, uczniowie dowiedzą się, że masturbacja w okresie dojrzewania to „norma medyczna”, poznają różne rodzaje „rodzin” i „orientacji seksualnych”, nauczą się argumentować na rzecz „prawa do aborcji” oraz poznają rozmaite formy „aktywności seksualnych”. To wszystko ma doprowadzić do wytworzenia w uczniach konkretnej postawy – postawy moralnego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną. Dlatego za pomocą kolejnych niezależnych kampanii społecznych trzeba docierać do kolejnych Polaków, w szczególności do rodziców, kształtować ich świadomość i mobilizować do działania. Takie działania budzą kolejnych rodziców w całej Polsce, którzy organizują się i zaczynają wspierać się nawzajem, tworząc zdrowe środowisko dla rozwoju i przejmując odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci. Chcemy, aby takich osób było coraz więcej. Niezbędna jest organizacja kolejnych akcji, kampanii i różańców oraz wydruk tysięcy kolejnych broszur, które trafią do rąk Polaków. Potrzebujemy na te działania w najbliższym czasie ok. 15 000 zł. Proszę Państwa o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Państwa w obecnej sytuacji możliwa, aby dotrzeć do kolejnych rodziców z ostrzeżeniem przed przymusową deprawacją ich dzieci, która pojawi się w szkołach już od 1 września przyszłego roku. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Zarejestruj się i otrzymaj rabat -15%*Promocja dotyczy klientów detalicznych
60 zł
Niniejsza książka jest moim pożegnaniem z szeroko rozumianą publicystyką, którą uprawiałem przez kilka ostatnich lat, a na jej zawartość składają się teksty pisane w roku 2024 i kilku pierwszych miesiącach roku 2025. Jest ona więc z tego powodu, logiczną w rozumieniu technicznym, kontynuacją książek „Rocznik Sadystyczny 2020/2022” i „Wrota Magadanu”.
Pomieszczone tu teksty są przy tym nie tylko suchym opisem istotnych wydarzeń, ale też mojego ich widzenia i stosunku do nich wyrażanego na gorąco. Moich, niezmiennych przez lata na sprawy najważniejsze, poglądów. To szczególnie ważne dziś, kiedy wiele osób wypowiadających się publicznie, pod wpływem zmiany kierunku politycznego wiatru, przestawia żagle i płynie na fali koniunkturalizmu.
Nie tylko sami pogrążają się przez to w kolejnych kręgach piekła, ale ciągną za sobą ludzi ich słuchających, oglądających i czytających. Stąd też i tytuł tej pozycji, bo choć zaczerpnięty z jednego z rozdziałów, nie tylko przecież odnosi się do opisywanych w nim kwestii, a do całego naszego, jakże krótkiego żywota.