„Bezczelność, buta i Chrystofobia”. To resort edukacji proponuje katechetom po redukcji lekcji religii
(Oprac. GS/PCh24.pl)
Doktor nauk prawnych Łukasz Bernaciński z zarządu Ordo Iuris przyjrzał się przygotowanej przez MEN ocenie skutków zmniejszenia liczby godzin lekcji religii począwszy od przyszłego roku szkolnego.
„(…) wskazano, że dostrzegalnym problemem będzie utrata pracy przez ponad 9 tys. katechetów. Ale drodzy katecheci nie lękajcie się❗️Ministerstwo ma gotowe rozwiązanie Waszego problemu” – napisał prawnik w mediach społecznościowych.
Dalej dr Bernaciński przytoczył fragment oceny, do której komentarzem mogą być słowa popularnego dawniej, potocznego powiedzenia: „kpi [MEN] czy o drogę pyta?”.
Otóż okazuje się, że w poważnym dokumencie resort edukacji proponuje katechetom przekwalifikowanie się na wykładowców… gospodarowania odpadami, promowania aut elektrycznych czy też instruktorów tak zwanej seksedukacji.
„Minister Edukacji zamówi w roku akademickim 2024/2025 w uczelniach studia podyplomowe o charakterze kwalifikacyjnym dla nauczycieli. Będą to studia przygotowujące do nauczania przedmiotów (prowadzenia zajęć):
1) edukacja zdrowotna;
2) informatyka;
3) przedmiot zawodowy: elektromobilność;
4) przedmiot zawodowy: gospodarowanie odpadami;
5) wczesne wspomaganie rozwoju dziecka;
6) pedagogika specjalna;
7) przygotowanie pedagogiczne (tylko dla psychologów).
Studia te będą bezpłatne dla nauczycieli, w tym nauczycieli religii” – czytamy w ocenie skutków wprowadzenia zmiany programowej w szkołach.
„Drodzy katecheci – nie będziecie już potrzebni w nauczaniu religii, ale możecie pozostać w szkole nauczając, że trzeba kupować używane niemieckie elektryki, wyrzucania śmieci albo prowadząc warsztaty dla 12-latków z używania prezerwatyw (program edukacji zdrowotnej w klasie V)” – ironicznie skomentował Łukasz Bernaciński.
„Bezczelność, buta i Chrystofobia Nowackiej nie zna granic. Wstyd, że ministrem odpowiedzialnym za kształcenie przyszłych pokoleń Polaków została osoba zaczadzona ideologicznie” – dodał, już całkiem poważnie.
Galeria to klub nocny dla gejów w budynku warszawskiej Hali Mirowskiej. To tutaj odbyła się impreza z okazji otwarcia prywatnej przychodni aborcyjnej ABOTAK.
O co tu chodzi? Co mają geje do aborcji i co to za przychodnia?
Już tłumaczę.
Przestępcy z Aborcyjnego Dream Teamu, korzystając z parasola ochronnego, jaki daje im władza, planują otwarcie rzeźni dla dzieci nienarodzonych.
Swoją przychodnię nazwali ABOTAK. To gra słów. Twierdzą, że nie ma lepszych i gorszych powodów do aborcji, każdy jest dobry. Dlaczego zatem mordują dzieci? A bo tak.
Przed kilkoma dniami zorganizowali imprezę z okazji otwarcia Abotaku. Co ciekawe, do żadnego otwarcia nie doszło, zbierali po prostu pieniądze na swoje mordercze działania. Jednak sama forma imprezy wiele mówiła o tym, czego chce Aborcyjny Dream Team: zabijania dzieci na masową skalę, w atmosferze zabawy, w klimacie promocji zboczeń i seksu wszystkich ze wszystkimi.
Biedne dzieci…
Aborcyjni zbrodniarze tak zapowiadali swoją imprezę:
To będzie najbardziej aborcyjna noc roku – pełna mocy, przebieranek i wspaniałej energii. Każdy bilet, każda koszulka i każdy grosz przybliża nas do otwarcia pierwszej przychodni aborcyjnej w Polsce! (…) Dress Code: Aborcyjny Halloween – odważnie, kreatywnie, pełna fantazja!
W gejowskim klubie Galeria śpiewano karaoke, było aborcyjne bingo, a jeden z drag queens stawiał tarota dla aborcji.
Tego wieczora zaserwowano diabelską miksturę. Zło wymieszane z zabawą i śmiechem, odrażający striptiz mężczyzn przebranych za kobiety, radosne wymienianie się tabletkami dzień po. Halloweenowa zabawa śmiercią była tutaj całkiem realna – przecież w aborcji naprawdę giną konkretni, niewinni ludzie.
Szanowny Panie, ja wiem, o co im chodziło. Impreza w Galerii była po to, aby aborcja kojarzyła się z czymś fajnym – częścią stylu życia, śmiechem i zabawą. To przecież nic strasznego czasem zabić sobie dziecko, prawda…?
W ten sposób lobby aborcyjne miesza ludziom w głowach i stara się sprawić, że zaakceptują mordowanie dzieci. Idą przemyślaną ścieżką: akceptacja, potem popularyzacja, w końcu pełna legalizacja.
Dlatego tak nienawidzą nas, obrońców życia.
Przeszkadzamy im, bo nieustannie ujawniamy prawdę o aborcji.
Tę prawdę przynosimy na pikiety i Publiczne Różańce o zatrzymanie aborcji. Także pod szpital w Oleśnicy, gdzie morduje się najwięcej dzieci i sprzeciw wobec aborcji jest tam najbardziej potrzebny.
Tysiące osób mogło już zobaczyć, czym naprawdę jest aborcja – po Polsce jeździmy z filmem Miało nie żyć. Tym unikatowym dokumentem zmieniamy świadomość ludzi, i poruszamy serca. Nikt, kto go zobaczył, nie pozostaje obojętny.
Stajemy naprzeciw czystego zła i opieramy się przeciwnikowi, który jest silny pieniędzmi, wpływami i wsparciem instytucji międzynarodowych. Jednak nie zejdziemy z frontu dopóki ostatnie dziecko w Polsce nie będzie bezpieczne. Dziękuję, że jest Pan z nami i wspiera nas w tej walce.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Wspomnienie Wszystkich Świętych i Dusz Czyśćcowych skłania nas do rozważania naszego życia. Czy ja rzeczywiście chciałbym być zbawiony? Czy może bardziej zależy mi na wygodnym i przyjemnym życiu? Czy chcę uniknąć walki, czy też za cenę jej podjęcia i trudów z nią związanych chcę dołączyć do grona zwycięzców? Zachęcam Pana do lektury krótkich rozważań.1 listopada będziemy wspominać Wszystkich Świętych, czyli tych, którzy dostąpili już radości przebywania z Bogiem w Niebie. Patrzą stamtąd na naszą walkę na ziemi i wspierają nas swoimi modlitwami. Oni swoją walkę, często bardzo trudną, już zakończyli i cieszą się owocami zwycięstwa. Myślimy o świętych powszechnie znanych i wyniesionych na ołtarze przez Kościół – np. świętym Maksymilianie Kolbem i błogosławionym księdzu Jerzym Popiełuszce. Dali nam przykład, że nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych, można stać się zwycięzcą dzięki zaufaniu Bożej Opatrzności. Świadectwu męczenników zawdzięczamy naszą wolność. Myślimy w tym dniu nie tylko o wyniesionych na ołtarze, ale również o świętych dnia codziennego, których zmagania w sprawach drobnych był często heroiczne; o rodzicach, którym zawdzięczamy życie, chrzestnych i kapłanach, którym zawdzięczamy wiarę. Ogarnia nas wdzięczność. 2 listopada wspominamy wszystkich Wiernych Zmarłych. Tych, którzy zakończyli swoją wędrówkę pojednani z Bogiem, ale nie zdołali w tym życiu zadośćuczynić za grzechy, które popełnili. Cierpią w Czyśćcu, wiedzą, że dzięki cierpieniu oczyszczą się aby móc radować się Najdoskonalszym Bogiem. Również im jesteśmy wdzięczni, że nie dali pokonać się złu. Możemy skrócić czas ich oczyszczenia ofiarując za dusze czyśćcowe odpusty.
Wspomnienie Wszystkich Świętych i Dusz Czyśćcowych skłania nas do rozważania naszego życia. Czy ja rzeczywiście chciałbym być zbawiony? Czy może bardziej zależy mi na wygodnym i przyjemnym życiu? Czy chcę uniknąć walki, czy też za cenę jej podjęcia i trudów z nią związanych chcę dołączyć do grona zwycięzców? Jeśli chcę być zbawiony, jak to osiągnąć? Wskazówką może być opis Sądu Ostatecznego u świętego Mateusza. Król zaprasza stojących po prawej stronie do swojego królestwa, a tych po stronie lewej wysyła w ogień nieugaszony. A pytany przez jednych i drugich wyjaśnia: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” i „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Możemy, a nawet powinniśmy rozważać te słowa w kontekście ataków na życie dzieci poczętych i projektów deprawacji tych, którym udało się urodzić. W tych dniach każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: co robię ja widząc agresję przeciw najsłabszym? Czegokolwiek nie uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych nie uczyniliśmy Jezusowi.
Jest wiele możliwości działania. Każdy może stanąć w obronie najmniejszych i na przykład: 1) Z pomocą koordynatorów naszej Fundacji zorganizować w swoim miejscu zamieszkania publiczną modlitwę różańcową w intencji powstrzymania aborcji, deprawacji dzieci i odnowy moralnej Polski. Wystarczy wypełnić krótki formularz i oczekiwać na kontakt z naszej strony. 2) Zamówić wydane przez naszą Fundację broszury ostrzegawcze przed przymusową „edukacją seksualną”, która już od 1 września 2025 r. wchodzi do wszystkich polskich szkół, a następnie rozdać je znajomym, zwłaszcza rodzicom i nauczycielom, w swoim miejscu zamieszkania, w parafii, w duszpasterstwie, w szkole, w miejscu pracy itp. Broszury można zamówić za darmo za pomocą formularza na naszej stronie. 3)Wesprzeć finansowo organizację kolejnych publicznych różańców, wydruk tysięcy egzemplarzy kolejnych broszur, przeprowadzenie akcji informacyjnych na ulicach miast, organizację kampanii billboardowych, przejazdy furgonetek oraz innych akcji podejmowanych przeciwko aborcji i deprawacji dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Wystarczy rzut okiem na wydarzenia z ostatnich kilku lat, by przekonać się jaką ścieżką podążają mieszkańcy świata „zachodniego”, w tym także Polski. Każda taka wiadomość z osobna wywołuje przerażenie, zaś zestawione razem pokazują siłę trwającego zmasowanego ataku lewicowej, antyludzkiej ideologii, słusznie zwanej „antycywilizacją śmierci”.
23 lipca 2024 roku. Warszawa. Pod Sejmem zebrało się niewielkie, ale hałaśliwe zgromadzenie – powiewają flagi „Babcie polskie”, „Strajk kobiet” itp. To manifestacja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Na scenie przemawia młoda dziewczyna, używa wulgarnych słów, których wydźwięk jest mniej więcej taki: Miałam aborcję, i co mi zrobicie? 11 lipca 2024 r. w Sejmie poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski stwierdził: Najwyższy czas powiedzieć wprost: pomoc w aborcji to czyn po prostu dobry. W 2024 r. parlamentarzyści francuscy zdecydowali o wpisaniu aborcji do swojej konstytucji miażdżącą przewagą głosów, co oznacza, że za tym rozwiązaniem głosowali też deputowani „prawicowi”. W 2021 r. Parlament Europejski w swej rezolucji uznał aborcję za prawo człowieka i krytykował klauzulę sumienia przysługującą lekarzom. Od 2022 r. WHO zaleca usunięcie barier politycznych dla „bezpiecznej” aborcji, wzywa do jej dekryminalizacji, a nawet sugeruje szerokie ułatwienia w dostępie do niej, w tym do tabletek aborcyjnych, także za pomocą systemu telemedycyny.
W marcu 2023 r. proaborcyjna fundacja Federa „wywalczyła” stanowisko polskiego Rzecznika Praw Pacjenta w sprawie uznania zagrożenia zdrowia psychicznego kobiety jako przesłanki legalnego przerwania ciąży. W grudniu 2023 r. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę zapewniająca finansowanie ze środków publicznych kontrowersyjnej etycznie procedury zapłodnienia metodą in vitro, skazującej niektórych ludzi w zarodkowej fazie życia na „utylizację” lub trwanie w zamrożeniu, bez szansy na rozwój. W 2024 r. polski Sejm umożliwił 15-latkom zakup tabletek „dzień po” bez recepty – środki te mogą mieć działanie poronne. W 2024 r. podczas debaty o aborcji, lekarka wykonująca takie zabiegi nazywała dziecko w łonie matki „pasożytem”, zaś w innym programie aktywistka proaborcyjna ostentacyjnie i demonstracyjnie połknęła „na wizji” tabletkę wczesnoporonną. W czerwcu 2024 r. weszło w życie rozporządzenie minister zdrowia Izabeli Leszczyny lekceważące klauzulę sumienia i wymuszające na szpitalach, pod groźbą dotkliwych konsekwencji finansowych, obowiązek zatrudnienia abortera.
Minister Leszczyna w wywiadzie z lipca 2024 r. stwierdziła, że woli, aby kobiety, dokonały aborcji do 12 tyg. ciąży, „kiedy płód jeszcze nie czuje”, niż maltretowały dziecko już urodzone (uznała tym samym, że osoby zdolne do aborcji, jeśli jej nie wykonają, będą maltretować urodzone dzieci?). W marcu 2024 r. doszło do tragicznego pomylenia pacjentek w Praskim Szpitalu Uniwersyteckim w Czechach, w wyniku czego usunięto dziecko zdrowej kobiecie w czwartym miesiącu ciąży, która przyszła na wizytę kontrolną. W 2017 „wynaleziono” kapsułę Sarco do samodzielnej eutanazji, którą można samemu sobie wydrukować w technologii 3D. W lutym 2024 r. holenderski działacz Katolickiej (!!!) Partii Ludowej (KVP) i Apelu Chrześcijańsko-Demokratycznego (CDA), były premier Holandii Dries van Agt, wspólnie z żoną poddał się eutanazji…
To tylko niektóre fakty z ostatnich kilku lat wskazujące ścieżkę, jaką podążają mieszkańcy świata „zachodniego”, w tym Polski. Każda taka wiadomość z osobna wywołuje przerażenie, zaś zestawione razem pokazują siłę zmasowanego ataku lewicowej, odczłowieczonej ideologii na odwieczne wartości. Konserwatywni użytkownicy portalu X komentując zachowanie proaborcyjnych i progresywnych „Julek” oraz podstarzałych pomocnic aborcyjnych piszą: „Kometo przybywaj!”, zaś wierni katolickiemu nauczaniu muszą łapać się za głowę – dokąd ten świat zmierza? Dlaczego chcemy karmić Molocha? Czy jesteśmy jeszcze ludźmi czy staliśmy się już kierującymi się najniższymi instynktami, egoistycznymi bestiami?
Są i pozytywne wieści. W Sejmie szczęśliwie odrzucono pierwszy z kilku zgłoszonych projektów liberalizujących prawo aborcyjne. Dzięki Ci Panie Boże za ludzi, którzy odmawiali różaniec w tej intencji! Nader skromna frekwencja na wspomnianej demonstracji aktywistek aborcyjnych daje nadzieję, że, wbrew sondażom, poglądy organizatorek podziela w rzeczywistości mniejszość obywateli Polski. W dodatku reakcje na ordynarne zachowanie promotorek pro-choice były skrajnie nieprzychylne, nawet po lewej stronie aborcyjnej barykady, zaś tegoroczne marsze „dla Życia” zgromadziły tłumy uczestników.
Regulacje „pozaustawowe”
Sytuacja nadal jest jednak niebezpieczna. Obserwujemy nieustanne próby systemowej zmiany prawnej podstawy dla aborcji oraz łagodzenia odpowiedzialności karnej dla jej sprawców – w Sejmie czekają na procedowanie 3 kolejne projekty ustaw liberalizujących aborcję, a i odrzucony projekt ma być ponownie złożony. Poza tym obecny rząd jest zdeterminowany, aby wprowadzić nieludzkie rozwiązania aborcyjne, nawet z pominięciem procedur legislacyjnych Sejmu i obowiązujących przepisów prawa.
W artykule z 26 lipca 2024 r. opublikowanym na portalu medexpress.pl czytamy: W czwartek ministra zdrowia Izabela Leszczyna poinformowała, że na prośbę premiera Donalda Tuska wypracowuje z ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem standardy działań związanych z przerywaniem ciąży, które zapewnią bezpieczeństwo kobietom, a jednocześnie nie będą wymagały zmian ustawowych. – Spotykamy się w najbliższych dniach z prawnikami i lekarzami, by wypracować jeszcze coś, co pozwoli kobietom, które nie chcą, nie mogą, nie czują się na siłach z różnych powodów być matkami, żeby do 12 tygodnia ciąży mogły zgodnie z prawem dokonać terminacji ciąży. Mamy dwie przesłanki, które na to pozwalają – zapowiedziała, dość enigmatycznie, Leszczyna. Wcześniej media informowały, że prokuratury otrzymały wytyczne, by sprawy dotyczące pomocnictwa w aborcji, prowadzić w kierunku umorzenia postępowań.
Zmiana filozofii
Na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod datą 30 sierpnia 2024 r. pojawiła się informacja, że resorty sprawiedliwości i zdrowia przekazały w sprawie aborcji specjalne wytyczne do stosowania przez prokuraturę i szpitale. Wskazano w nich m.in. jednoznacznie, że aborcja ze względu na stan zdrowia psychicznego kobiety jest dopuszczalna i wystarczy w tej sytuacji opinia jednego lekarza. Według słów premiera Tuska wytyczne dla prokuratorów i szpitali zmienią realia stosowania obecnych przepisów w sprawie aborcji: Szukamy takich sposobów działania, które zgodnie z prawem umożliwią w praktyce dostęp do legalnej aborcji dla kobiet, które z różnych powodów do tej aborcji powinny mieć prawo. Minister Leszczyna stwierdziła: Jeśli w podmiocie leczniczym będzie żądanie drugiego orzeczenia lekarza bądź zwoływania konsylium, to należy to uznać za utrudnianie dostępu do procedury medycznej, która jest w koszyku świadczeń gwarantowanych, zaś minister Bodnar dodał w kwestii przesłanki zdrowia psychicznego: To jest okoliczność, która w świetle prawa jest absolutnie dopuszczalna. W takich sytuacjach nie powinna ona powodować zaangażowania prokuratury. Chodzi o to, żeby zmienić atmosferę i filozofię działania. Prawa kobiet muszą być w centrum, a nie na odwrót.
Wytyczne zawierają także sugestię, że lekarz nie może skorzystać z klauzuli sumienia w przypadku, gdy zwłoka w udzieleniu pomocy lekarskiej mogłaby wywołać zagrożenie utraty życia kobiety, uszkodzenia jej ciała lub „ciężkiego rozstroju zdrowia”.
Co z godnością człowieka?
W wywiadzie dla RMF FM 3 września 2024 r. prof. Andrzej Zoll z Uniwersytetu Jagiellońskiego powiedział, iż przedstawione wytyczne rządowe w sprawie aborcji nie uwzględniają odpowiedzi na pytanie o status płodu – czy to jest rozwijający się człowiek, czy przyszły człowiek. Prawnik przypomniał, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał w 2011 r., że każdy zarodek ma godność człowieka. Z tego wynika, że mamy tutaj do czynienia z rozwijającym się człowiekiem, więc elementem, który ma godność ludzką i wartość.Oczywiście aborcja w pewnych sytuacjach musi być dozwolona – wtedy, kiedy mamy kolizję dobra rozwijającego się człowieka i dobra kobiety – powiedział profesor (rmf24.pl). Dodał jednak, że to kobieta, której życie jest poważnie zagrożone, ma prawo decydować, czyje życie ma być najpierw ratowane – jej czy dziecka, a nowe dyrektywy kompletnie pomijają te kwestie.
Prof. Zoll uważa też, że wytyczne zakazujące ponownej konsultacji przesłanek do wykonania aborcji, stwierdzonych wcześniej przez innego lekarza, ingerują w prawa lekarza mającego wykonać „zabieg”, który musi przecież najpierw zbadać pacjentkę. Wytyczne nie pozwalają na sprawdzenie, czy przesłanki wskazane przez innego lekarza są prawidłowe.
– Jeśli teraz ministra Leszczyna podkreśla, że wystarczy jedno zaświadczenie specjalisty i lekarz, który ma dokonać aborcji, musi to zrobić po przebadaniu pacjentki, nie może tego zrobić „z biegu”, to w takim razie jego zdanie też musi być brane pod uwagę. On może się całkowicie nie zgadzać z tą diagnozą, czy stwierdzeniem zawartym w zaświadczeniu, które ma zezwalać na przeprowadzenie aborcji. […] Lekarz dokonujący aborcji nie może być całkowicie pozbawiony swojej podmiotowości i nieliczenia się z jego wiedzą lekarską. Bo on może stwierdzić, że zaświadczenie to nie oddaje stanu rzeczywistego. Pominięcie tego, już wprowadzanie sankcji w sytuacji, kiedy lekarz odmówi przeprowadzenia aborcji z tego względu, że się nie zgadza ze stanowiskiem osoby wystawiającej zaświadczenie, to jest dla mnie nie do przyjęcia. – podsumował prof. Zoll.
Podczas tej rozmowy red. Terlikowski zwrócił uwagę, że w przedstawionych wytycznych w ogóle nie ma odniesień do życia ludzkiego czy embrionu – jest uwzględniona wyłącznie „kwestia kobiety”. Dyskutanci wspomnieli też, że Ministerstwo Zdrowia w swoich dyrektywach twierdzi, iż można wykonać aborcję na każdym etapie ciąży, a nie zajęto się w nich w ogóle sytuacjami, gdy w późnych aborcjach rodzi się żywe dziecko, zdolne do przeżycia.
Mordercze naciski
Kamila Ferenc, prawnik z Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Federa stwierdziła w rozmowie z Moniką Chruścińską- Dragan (artykuł Aborcja z zaświadczeniem od lekarza nawet z teleporady. Powstaną aborcjomaty? „To absurd” obublikowany na portalu rynekzdrowia.pl), że Fundacji bardzo zależało na wytycznych, dlatego kilka miesięcy temu jej działaczki przekazały Ministerstwu Zdrowia opracowany przez siebie tekst wraz z załącznikami i przez kilka miesięcy nalegały na ich przyjęcie. […] Z doświadczenia wiemy, że na lekarzy działa tylko władza. Wytyczne są potrzebne, żeby ukrócić nielegalne praktyki szpitali wobec pacjentek. Już teraz nie będą mogli powoływać się na to, że „takie jest prawo”, bo właśnie dostali jego podsumowanie z samego ministerstwa. To nam i pacjentkom ułatwi egzekwowanie od nich świadczeń zdrowotnych – powiedziała Ferenc.
W artykule napisano również: Kamila Ferenc jest także zdania, że od zmiany prawa aborcyjnego w Polsce nie uciekniemy. Wymaga tego od nas bowiem Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) w swoich zaleceniach z 21 sierpnia 2024 r. – Według Komitetu niezbędna jest legalizacja aborcji bez konieczności podawania powodu, dekryminalizacja pomocy w aborcji, a jako środek tymczasowy zanim nie zostaną przyjęte ww. ustawy – moratorium na stosowanie prawa karnego w zakresie ścigania pomocy w aborcji. Tylko takie zmiany położą kres poniżającemu traktowaniu kobiet – zaznacza.
Federa opublikowała w sierpniu 2024 r. swój komentarz do najnowszych wytycznych Prokuratora Generalnego dotyczących prowadzenia postępowań o pomocnictwo w przerywaniu ciąży. „Progresywna” organizacja uznała je za zbyt zachowawcze, a przez to rozczarowujące, choć sama idea wydania takich wytycznych jest przez nią oceniana pozytywnie. Federa przygotowała własne wytyczne „społeczne”, w których napisano: Mimo że Prokuratura sugeruje, by przy czynnościach kierować się przede wszystkim dobrostanem kobiety, nadal pozostaje ryzyko, że prokuratorzy konserwatywni, w tym Ci zainstalowani w czasach PiS-u, będą kierować się nie zdaniem przełożonych, lecz swoim skrajnym nastawieniem antyaborcyjnym. […] Przede wszystkim rekomendujemy, aby w sytuacjach, w których chodzi o oczekiwaną pomoc w chcianej, dobrowolnej aborcji, prokuratorzy od początku odmawiali wszczęcia postępowania z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość czynu
„Nieszkodliwa” czyli … dobra?
Taka wypowiedź obnaża poglądy działaczek proaborcyjnych uznające przerwanie ludzkiego życia za czyn o „znikomej” szkodliwości. Warto w tym kontekście przywołać ciekawą analizę Katarzyny Doroszewskiej Społeczna szkodliwość czynu jako określenie zła w polskim prawie karnym? opublikowaną w kwartalniku studentów doktorantów Wydziału Prawa i Administracji UKSW „Młody Jurysta” (nr 4, 2016):
Istotnym aspektem prawa karnego jest krytyka szkodliwych czynów, a polskie prawo czyni to, stosując klauzulę „szkodliwości społecznej”. Pytanie brzmi, co jest uważane za zło w polskim prawie i jakie czynniki je determinują. […] Komisja Kodyfikacyjna, działająca w latach transformacji ustrojowej zdecydowała się na ujęcie formalno-materialne przestępstwa, stanowiące art. 1 obowiązującego dziś Kodeksu karnego. W paragrafie pierwszym tego artykułu ujęto część formalną definicji („odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia”), natomiast w paragrafie drugim część materialną („nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony którego społeczna szkodliwość jest znikoma”). Oznacza to, że właśnie pojęcie „społecznej szkodliwości” ma stanowić kryterium, według którego ocenia się wyrządzoną przez czyn krzywdę. […] Wprowadzenie pojęcia społecznej szkodliwości miało doniosłe konsekwencje dla stosowania prawa. Nie tylko decyduje o istnieniu przestępstwa, ale również w pośredni sposób o wysokości kary wymierzonej sprawcy czynu zabronionego. Przepisy dotyczące oceny społecznej szkodliwości kierowane są głównie do sądu, ale również do prokuratora. Doniosłość tej oceny związana jest przede wszystkim z wyznaczaniem wysokości kary, ale również z instytucją warunkowego odstąpienia od wykonania kary czy też warunkowym umorzeniem postępowania karnego. […] Leksykalne znaczenie pojęcia społecznej szkodliwości prima facie nie wywołuje większych wątpliwości. Jest to bowiem cecha czynu oznaczająca, że czyn wywołuje szkodę, krzywdę bądź w inny sposób narusza porządek społeczny. Przymiotnik „społeczny” nie jest w tym wypadku w żadnej mierze ograniczony, nie ma tu odniesień do obywateli Polski, czy też mieszkańców danego regionu bądź nawet świadków zdarzenia. Pomijając kwestie definicji społeczeństwa, można uznać że wedle kodeksu karnego będzie to możliwie największa grupa ludzi dotkniętych przez czyn sprawcy. Jednakże i takie ujęcie wywołuje pewne wątpliwości, bowiem wciąż nie wyjaśnia jakie dokładnie kryteria ma spełniać czyn szkodliwy społecznie. Jak wskazuje M. Derlatka, wykładnia językowa prowadzi do ujęcia społecznej szkodliwości jako cechy czynu określającej naruszenie przez ten czyn dobra prawnego, interesu jednostki lub społeczeństwa. Cecha ta zaś wiąże się z jego negatywnymi konsekwencjami, a zatem poniesioną przez jedna lub więcej osób szkodą.
Jeśli zatem przez pryzmat „społecznej szkodliwości” ocenia się wyrządzoną przez czyn krzywdę, aborcja jest czynem ze wszech miar szkodliwym społecznie. Narusza ona interes jednostek oraz wyrządza krzywdę poprzez m.in. odebranie poczętemu człowiekowi jego praw, (przede wszystkim oczywiście prawa do życia), odebranie praw poszczególnym członkom jego rodziny, narażenie i dziecka i rodziny na cierpienie. Aborcja narusza też interes społeczeństwa, które traci wartość zyskania obywatela – być może wybitnego, traci przyszłego pracownika lub przedsiębiorcę, podporę systemu zdrowia i systemu emerytalnego. Aborcja to też pogłębianie zjawiska depopulacji, naruszenie porządku społecznego, zachęta do rozwiązłości, dawanie złego moralnie i społecznie przykładu otoczeniu, oraz łamanie obowiązującego prawa. Wszystkie te wymienione elementy są z punktu widzenia jednostki i społeczeństwa niekorzystne.
Twierdzenie działaczy Federy, że czyn aborcji ma znikomą szkodliwość społeczną sugeruje, że nie powstaje z jego powodu szkoda dla choćby jednej osoby – jest to rzecz jasna kłamstwo, skoro najbardziej oczywistą krzywdę ponosi sama ofiara aborcji, czyli człowiek we wczesnej fazie swojego rozwoju. Szkoda ta – utrata życia – jest nieodwracalnym pozbawieniem człowieka największej doczesnej wartości. W myśl przytoczonego rozumowania o szkodliwości społecznej aborcja jest przestępstwem, czyli zjawiskiem, które państwo powinno zwalczać i karać. Zupełnie bezsensowna jest w tym kontekście postawa rządzących, którzy zamiast wprowadzać rozwiązania wspierające rodziny witające na świecie dzieci chore lub niepełnosprawne, wolą promować postawy nie tylko naganne moralnie, ale dążące w dłuższej perspektywie do zagłady społeczeństwa poprzez przyzwolenie na zabijanie dzieci – własnych obywateli (w tym przecież także dzieci zdrowych, bo do tego przedmiotowe wytyczne zmierzają). Rząd wspierając postawy proaborcyjne nie działa dla dobra społeczności i jednostek, którym ma pomagać, lecz jest niewolnikiem światopoglądu, w którym opóźnianie lub rezygnacja z macierzyństwa jest oznaką „postępu, sukcesu i wolności”.
Dopuszczam oczywiście możliwość, że kwestia aborcji używana jest przez polityków jako narzędzie polaryzacji narodu, odwracające uwagę od innych ważnych spraw. Może tak jest, ale nie zmienia to faktu, że krwawe wytyczne w sprawie aborcji zostały przez rząd przygotowane, przedstawione i najprawdopodobniej będą egzekwowane. Urzędnicy którzy się tym zajmowali otrzymują wynagrodzenie z podatków opłacanych przez społeczeństwo, które wkrótce, m.in. dzięki takim działaniom, zredukuje się liczebnie. Żadne inne sprawy polityczne, gospodarcze czy finansowe nie mogą być ważniejsze niż rozpętująca się na naszych oczach rzeź niewiniątek.
Destrukcyjne „ja”
Niektóre osoby chcą zabić własne dziecko lub same nie chcą dalej żyć. Różne są powody takich pragnień i niszczycielskich dążeń – niekiedy ich przyczyną są zaburzenia psychiczne, przytłaczające poczucie bezradności i osamotnienia. Są oczywiście sytuacje dramatyczne, w których np. dochodzi do zagrożenia życia matki, lub pojawiają się śmiertelne komplikacje genetyczne i rozwijające się w łonie kobiety struktury ostatecznie nie stają się ludzkim organizmem.
Takie sytuacje się zdarzają i zarówno działacze pro-life, jak i Kościół Katolicki nie negują tego stanu rzeczy. Korzystają oni z osiągnięć nauki i mają świadomość, że ilość możliwych powikłań ciąży i nieprawidłowości na etapie życia zarodkowego i płodowego jest spora, a ich skutkiem może być oczywiście obumarcie zarodka, śmierć płodu, czy np. powstanie groźnych dla życia i zdrowia kobiety zaśniadów. Żaden z proliferów nie nawołuje do „zabijania matek”, tylko do niezabijania dzieci na podstawie bliżej niesprecyzowanego „prawdopodobieństwa”, czy zaledwie „podejrzenia” wystąpienia u dziecka choroby, z którą przecież można żyć, a także do nie zabijania dzieci z powodu „obniżonego nastroju matki” – nastrój przecież może się poprawić, a życia dziecku już się nie wróci, jak słusznie zauważyła Kaja Godek.
Jednak lobby aborcyjne domaga się prawa do mordowania dzieci także „na żądanie”, bez podawania przyczyny. Dowodem na to jest fakt, że udostępnione niedawno bez recepty dla 15-letnich dziewcząt tabletki „dzień po” w ogóle nie dają szansy na jakiekolwiek sprawdzenie kondycji zarodka czy przebadanie matki, a przecież takie środki mogą mieć działanie wczesnoporonne. Co więcej, aktywistka aborcyjna Natalia Broniarczyk w debacie na portalu „Goniec” przyznała, że nienarodzeni to dzieci, ale ten fakt nie ma dla niej znaczenia.
W proaborcyjnym świecie nieistotne są przesłanki wymienione w polskim prawie, pomija się też całkowicie aspekt życia wiecznego, duszy, chrztu, losu dziecka po śmierci, sumienia matki czyli całe spektrum zagadnień etycznych związanych z zajściem w ciążę. Pojedyncze dramatyczne przypadki śmierci kobiet ciężarnych, których nie zdołano/nie umiano uratować lub popełniono błąd w ich leczeniu, wykorzystywane są propagandowo, aby wzmagać poparcie dla ruchu proaborcyjnego. Tak więc to nie sytuacje takie jak podejrzenie śmiertelnej choroby poczętego dziecka czy zagrożenie życia matki są przyczyną masowych aborcji. Nie są nią również gwałty, które, jak wynika ze statystyk udostępnianych przez Ministerstwo Zdrowia, odpowiadają za „śladową ilość” niechcianych ciąż. Wiele decyzji o zakończeniu ciąży w rzeczywistości podejmowanych jest z powodów, które w porównaniu do „życia” są po prostu błahe i zwykle mieszczą się w kategorii „egozim” (moja kariera zawodowa, moja wygoda, ja chcę decydować, moje ciało itp.). Wygrywa „pierwszeństwo materii nad duchem” – dążenie do wygody fizycznej, skupienie na własnej przyjemności i względy materialne zagłuszają prawo moralne.
„Wyleczone” z ciąży?
Nawet oficjalne, figurujące w rządowych statystykach aborcje mogą mieć „naciąganą” podstawę prawną. Liczba aborcji, według danych opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia, wyniosła w 2023 r. 425, z czego zdecydowaną większość wykonano z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki. Oznacza to trzykrotny wzrost aborcji wykonanej z przesłanki zdrowotnej w stosunku do roku 2022 i aż dwunastokrotny w stosunku do lat wcześniejszych (2012-2021)!
Są to dane z okresu rządów PiS, a ponieważ obecny rząd jawnie wspiera proaborcyjne dążenia, liczba aborcji może znacznie wzrosnąć. Przesłanka „zagrożenia dla zdrowia psychicznego”, trudna do zweryfikowania, stosowana jest nader często, szczególnie w szpitalu w Oleśnicy. Niektóre z dzieci zabito w tym szpitalu w 3 trymestrze ciąży!
Na stronie Ordo Iuris adw. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu, opisał oleśnicki proceder: Ze 144 aborcji dokonanych w roku 2023, aż 139 wykonano z powodu rzekomego zagrożenia „zdrowia psychicznego” kobiety. Obrońcy życia, których od lat bronimy przed polskimi sądami, zwrócili się do szpitala z żądaniem doprecyzowania tej informacji. Okazało się, że tym „poważnym zagrożeniem zdrowia psychicznego” były „zaburzenia adaptacyjne”. To oznacza jedno – w Oleśnicy dokonywane są de facto aborcje na życzenie. Przy całkowitej bierności i za milczącą zgodą władz.
Warto zauważyć, że owe zaburzenia adaptacyjne są naturalną reakcją niektórych ludzi na stresującą sytuację taką jak np. przeprowadzka, kłopoty finansowe, ślub czy właśnie narodziny dziecka. Mogą minąć same lub można je leczyć, choćby psychoterapią. W żadnym przypadku sytuacji stresogennej, sposobem na przystosowanie się do życiowej sytuacji nie jest zabicie człowieka. Czy można wyobrazić sobie, że ktoś zabija innych, bo stracił pracę, albo się przeprowadził? Uznalibyśmy taką osobę za psychopatę lub niebezpiecznego szaleńca, którego należy odizolować od społeczeństwa. Przy ciąży jednak sięga się po argument zaburzeń adaptacyjnych. Są lekarze, którzy swoim autorytetem i nazwiskiem podpisują się pod taką diagnozą.
Zbigniew Kaliszuk z Fundacji Grupa Proelio stwierdził: Organizacje aborcyjne mają już zorganizowaną grupę psychiatrów, gotowych do wystawienia naciąganych zaświadczeń. Można je uzyskać w ramach jednej teleporady (eKai.pl). Fundacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Federa (której prawnicy skarżyli szpital w Pabianicach za odmowę aborcji) tworzyła w 2021 r. bazę „przyjaznych pacjentkom ginekologów i ginekolożek” – przyjaznych, czyli zapewne rozumiejących „potrzeby reprodukcyjne” „cis-kobiet, jak również osób transpłciowych/niebinarnych korzystających z usług ginekologicznych”.
Aparat ścigania udaje, że nie widzi absurdalności teorii „zaburzeń adaptacyjnych”, dokumenty się zgadzają, maleńki człowiek ginie „w majestacie prawa” za sprawą własnej matki i ludzi wykształconych za pieniądze podatników na lekarzy mających ratować życie i zdrowie. Groza tego procederu jest porażająca.
Aborcyjne lobby oraz sprzyjający mu urzędnicy i politycy mają swoje metody – ignoruje się ustalenia naukowe, zmienia się definicje medyczne, formułuje niezgodne z prawem zalecenia dla lekarzy i prokuratorów, wypacza sens pierwotnych zapisów prawa międzynarodowego próbując interpretować je w sposób zgodny z lewicową agendą, co sprawnie „wyłapują” i podkreślają m.in. prawnicy Ordo Iuris. Furtką do aborcji może być też zmieniona niedawno przez Sejm definicja gwałtu. Jak wspomniała Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina we wpisie na portalu X, do wszczęcia procedury aborcyjnej „z czynu zabronionego” wystarczy zaświadczenie z prokuratury o toczącym się postępowaniu o gwałt – nikt nie będzie czekał z „zabiegiem” do zakończenia tego postępowania czy ewentualnego procesu sądowego.
Prawdziwe powody
Podczas debaty o aborcji zorganizowanej przez portal „Goniec” 18 lipca 2024 r., jedna z dzwoniących aktywistek proaborcyjnych wstrząsająco obnażyła mentalność szukających aborcji i faktyczne powody, dla których aborcja jest niektórym osobom potrzebna – po wykropkowaniu „niecytowalnych” fragmentów wypowiedź ta brzmiała tak: To co ja mówię osobom, które się do mnie zgłaszają, które boją się ciąży, które stosują 2 środki antykoncepcyjne naraz i jeszcze do tego stosunek przerywany, ja im mówię wtedy, nie masz się czego bać, ty nie zasługujesz na ten strach. My zasługujemy na bezpieczny seks, na radosny seks […] i chciałabym powiedzieć wszystkim dziewczynom, które tego słuchają: […] macie prawo do tylu partnerów, ilu chcecie, macie prawo się puszczać, i nie musicie się tłumaczyć z tego, kiedy wpadniecie i napiszecie do mnie, że potrzebujecie aborcji. Ja was nie będę rozliczać, ja zapytam tylko, w którym jesteście tygodniu.
Natalia Broniarczyk z „Aborcyjnego dream teamu” w rozmowie z Onetem w 2022 r. wskazała, jakie osoby najczęściej poszukują aborcji: To są na przykład kobiety, które żyją w przemocowej relacji lub z takiej relacji właśnie odeszły i mają poczucie, że ciąży nad nimi jakieś fatum. A także osoby w trudnej sytuacji finansowej, w której znalazły się przez pandemię, mające trudności z utrzymaniem rodziny. Zgłaszają się do nas także młode kobiety, dopiero co zaczynające studia lub w relacji, która trwa bardzo krótko i one wiedzą, że to nie jest czas na dziecko. W tym samym artykule czytamy też: Aborcyjny Dream Team udostępnił niedawno grafikę z hasłem: „Rzuć go, jeśli jest przeciwny aborcji”. Bo coraz częściej zdarzają się osoby, które boją się powiedzieć partnerowi, że są w ciąży i zamierzają ją przerwać. Myślę, że ich obawy nie są bezpodstawne. Ordo Iuris już parę tygodni temu zapowiedziało, że zamierza reprezentować prawa ojca nienarodzonego dziecka. I zdarza nam się obserwować, jak mężczyźni nie wspierają swoich partnerek, które podjęły decyzję o aborcji. One często muszą przerywać ciążę w ukryciu przed nimi, nie mówią, że są w trakcie poronienia, symulują bolesną miesiączkę. Albo wyznają prawdę, ale później żyją w strachu, że w przypadku kłótni czy rozstania, ta informacja zostanie przeciwko nim wykorzystana.
Ruch proaborcyjny dąży więc też do przeprogramowania całego życia kobiety – wmawia jej, że potrzebuje ona aborcji oraz namawia do porzucenia partnera i rozbicia rodziny. Czy aborcjonistki chcą, aby każda kobieta prowadziła samotny (lub z psieckiem-substytutem) żywot z poczuciem winy do końca życia?
Bezczelność i obłuda
Możesz to zrobić, nie musisz czekać aż politycy ustalą prawo – zachęca Broniarczyk w debacie w „Gońcu”, nawołując tym samym do łamania prawa. Wszechobecne proaborcyjne przekazy medialne utrwalają fałszywy obraz zamachu na ludzkie życie przedstawiając go jako szlachetny postępek. Młode kobiety publicznie „chwalą się” dokonanym zabiegiem aborcji, i nie jest to dla nich powód do wstydu czy żalu. Aborcja trafia na sztandary feministek, a politycy szukają sposobu, by „spełnić oczekiwania kobiet”, czyli umożliwić im bezkarne zabijanie dzieci. Nawet osoby deklarujące przywiązanie do chrześcijańskich korzeni nie mają oporów by przyłożyć rękę do nieetycznej procedury in vitro lub głosują za dalszą dyskusją o projektach aborcyjnych tak jakby w ogóle można było je brać pod uwagę. Akty przemocy i wandalizmu wobec działaczy organizacji pro-life nie spotykają się z odpowiednią reakcją władz ani stosowną karą. W takiej atmosferze aktywistki proaborcyjne czują się pewnie, zachowują się bezczelnie i chwalą się tym, że złamały prawo, a państwo ich za to nie ukarało. Pro-liferom zaś lewicowe trolle przyklejają łatkę obskurantyzmu i „robiących to, co im ksiądz każe”.
Aktywiści pro-choice nie wahają się sięgać po maski religijności i korzystać ze wsparcia podmiotów mających w nazwie słowo „chrześcijański” lub nawet „katolicki”, co uważam za perfidną manipulację. Gdy aktywna w działaniach proaborcyjnych fundacja Federa funkcjonowała jako porozumienie kilku organizacji, wśród podmiotów ją tworzących znajdowały się: Liga Kobiet Polskich, Polskie Stowarzyszenia Feministyczne, Stowarzyszenia Pro Femina, Neutrum – Stowarzyszeni na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo oraz … Stowarzyszenie Dziewcząt i Kobiet Chrześcijańskich Polska YWCA!
Z zaskoczeniem przeczytałam, że „prawa reprodukcyjne” to jeden z głównych obszarów działania tego ruchu – na stronach organizacji-matki YWCA widnieje jasna deklaracja: Autonomia ciała i prawo do aborcji są podstawowymi prawami wszystkich osób. Współpracująca z proabrocyjną Federą YWCA Polska cieszy się poparciem Polskiej Rady Ekumenicznej dla swoich niektórych inicjatyw, a „kobiety-księża” dają twarz jednej z jej kampanii. To wszystkie dzieje się pod szyldem „chrześcijaństwa”.
Z kolei wśród podmiotów sponsorujących albo wspierających lub rekomendujących działania Aborcyjnego Dream Teamu widnieją ambasady Belgii, Francji, Holandii i Kanady, organizacje międzynarodowe takie jak ONZ czy Amnesty International oraz oczywiście organizacje feministyczne, a wśród nich organizacja o nazwie… Catholics for Choice. Jej szefowa Jamie L. Manson, napisała: Jako część większości katolików, którzy wiedzą, że dostęp do aborcji to wartość, stoimy dzisiaj w solidarności z aktywistkami ADT. Wierzymy, że osoby wybierające aborcję, robią to z czystym sumieniem. Katechizm naucza nas: We wszystkim co mówisz i czynisz jesteś zobligowana by podążać za tym, w co wierzysz, że jest sprawiedliwe i dobre. Wierzymy, że miłość do bliźnich i pomoc ludziom w potrzebie są filarami człowieczeństwa i nie mogą spotykać się z represjami i prześladowaniami.
Ta organizacja nie jest oczywiście afiliowana przy Kościele Katolickim ani w żaden sposób z nim związana, ponieważ po prostu stoi w kontrze do jego nauczania. Co więcej, uznawany za konserwatywnego Biskup Fabian Bruskewitz z Lincoln w Nebrasce wydał w marcu 1996 r. interdykt zakazujący katolikom w swojej diecezji członkostwa w Catholics for Choice. Biskup Bruskewitz stwierdził, że przynależność do tej grupy zagraża wierze katolickiej i najczęściej jest z nią całkowicie niezgodna. Członkowie diecezji otrzymali miesiąc od daty interdyktu na wycofanie się z uczestnictwa w organizacji pod groźbą automatycznej ekskomuniki. Ówczesne władze CFC uznały oczywiście tę decyzję za błędną i obstawały przy swoim przekonaniu, że działają w „dobrej wierze”.
Sprzeczność celów i działalności CFC z nauczaniem Kościoła Katolickiego jest ewidentna, mimo to, organizacja ta używa bezczelnie słowa „katolicy” sugerując publicznie, że ludzie tego wyznania w większości popierają aborcję. Może to prowadzić u niektórych wiernych do konfuzji i zagubienia w kwestiach duchowych, zatem faktycznie jest to zagrożenie dla wiary.
Cóż, przybieranie masek i mierna imitacja to znane sposoby działania złego. Jak trafnie zauważył biskup Napierała w homilii z 2008 r.: Wy, którzy propagujecie aborcję, którzy do niej nakłaniacie, a nawet na różne sposoby do niej zmuszacie, jesteście, owszem, bogaci; bogaci w rozmaite środki materialnego nacisku. Jednego wszakże wam brak. Brak wam prawdy. A ona jest tu najważniejsza. Ona decyduje o godności i randze cywilizacji. Ona jest kryterium postępu i nowoczesności. Żyjecie w kłamstwie i kłamstwem się posługujecie. Żyjecie w zaślepieniu. Czas się przebudzić i wyjść z niewoli tego, który jest ojcem kłamstwa i zabójcą od początku. Trzeba się nawrócić! Dla was też jest miłosierdzie, za was też umarł Chrystus. Trzeba się nawrócić!
Od początku konfliktu na Ukrainie, do wojska wcielono w tym kraju 1,5 miliona obywateli.“Planuje się powołanie do wojska kolejnych 160 tys. osób” – wskazał sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Ołeksandr Łytwynenko. Nowa fala mobilizacji trafiła tym razem na zdecydowany opór społeczeństwa.
Ukraińcy masowo unikają poboru do wojska. Jak stwierdził Łytwynenko, dodatkowe 160 tys. żołnierzy nie doprowadzi do uzupełnienia skrwawionych jednostek do poziomu 100%, lecz 85%. Jego zdaniem to wystarczy do “trwałego zabezpieczenia zdolności obronnych Ukrainy”.
Pomimo wysiłków ukraińskich władz, armia mierzy się z problemem dotyczącym unikania mobilizacji przez mężczyzn w wieku poborowym. Na początku października Ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze poinformowało, że skonfiskowało równowartość prawie pięciu milionów euro w gotówce. Pieniądze te zarobiła urzędniczka WKU, podejrzewana o udzielanie pomocy w ucieczkach przed mobilizacją.
Służby podały, że w mieszkaniu szefowej wojskowej komisji lekarskiej przy WKU obwodu chmielnickiego, odpowiedzialnej za ocenę przydatności mężczyzn do służby wojskowej oraz w jej biurze znaleziono dużą ilość gotówki w różnych walutach, a także biżuterię i inne cenne przedmioty. Kobieta trafiła do aresztu wraz ze swoim synem, który jest dyrektorem regionalnego oddziału państwowego funduszu emerytalnego.
Z kolei Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przekazała, że rozbiła 13-osobową grupę przestępczą w Charkowie na północnym wschodzie Ukrainy, która pomogła ponad 400 mężczyznom uniknąć mobilizacji na podstawie fałszywych dokumentów, potwierdzających niepełnosprawność. Do grupy tej należał szef miejskiej komisji lekarskiej i kilku jego podwładnych, którzy oferowali swoje usługi za “2-5 tys. dolarów” od osoby.
Opór wobec mobilizacji nasila się. W różnych miejscach kraju mają miejsce ataki na urzędników i żołnierzy, wysyłanych w teren, w celu porywania mężczyzn z ulic i sklepów. Płoną ich domy oraz samochody. Na domiar złego, w Kijowie, co kilka dni organizowane są pikiety antywojenne z udziałem kobiet. Władze centralne nie mają pomysłu, jak je spacyfikować.
NASZ KOMENTARZ [ magnapolonia ]: W kontekście mobilizacji kolejnych 160 tys. żołnierzy, którzy mają doprowadzić ukraiński jednostki zaledwie do stanu 85% etatów, warto przypomnieć, że niedawno Wołodymyr Zełenski stwierdził, iż od lutego 2022 roku w walkach zginęło jedynie ok. 20 tys. żołnierzy. Te liczby komentują się same.
A leading surgeon has warned that “extremely aggressive” cancers with a “different biology” are rapidly forming, spreading, and mutating into “never seen before” forms of the deadly disease in people who have been “vaccinated” for Covid.
Dr. James Royle is a colorectal and general surgeon who has been working as a consultant for the UK government’s National Health Service (NHS) for 9 years
Royle has spoken out to describe what he and his team have been witnessing among patients who received Covid mRNA injections.
“Cancers being observed are in all ages,” he revealed.
“It is my assertion, shared by many expert oncologists and clinical colleagues around the world, that the cancers we are seeing are extremely aggressive and they are of a different biology.”
However, Royle asserted that it’s not just cancers that are surging among the Covid-vaxxed.
“Post-vaccine boosters, I’ve observed what seem to be a lot of sudden deaths from necrotising pancreatitis,” he revealed.
Dr. Royle raised the alarm during a speech before attendees of a summit held in Stormont, Northern Ireland.
Members of The People’s Vaccine Inquiry (PVI) team travelled to Belfast to attend a meeting for Covid vaccine-injured and family members of those killed by mRNA injections in Stormont.
The event took place in Northern Ireland’s Parliament Building.
While in Belfast, the PVI team convened The Stone Summit in Stormont.
The Summit was named after Dr. Jackie Stone.
Stone was a brave doctor who suffered persecution for upholding her ethical principles.
She was persecuted by the authorities and unjustly stripped of her medical licence for questioning the Covid “vaccines.”
Stone used ivermectin to completely eliminate COVID-19 in Zimbabwe but was smeared as a “conspiracy theorist” and accused of “spreading disinformation” when she shared her findings.
This battle took a terrible toll on her and, tragically, she took her own life earlier this month.
Dr. Royle was one of the leading experts who gave a presentation at Stormont.
In the fourth session of The Stone Summit, Royle discussed the unusual cases of pulmonary thrombosis observed in colorectal cancer follow-up patients.
He explained the correlation between mRNA covid injections and an increase in cancer cases, and the alarming rise of aggressive multi-site cancer recurrences, particularly in younger patients.
Royle also addressed the challenges that doctors and surgeons face in voicing their concerns.
He revealed that, after the Covid shots were rolled out for public use, his “elective cancer mortality rate went from one death in my first five years as a consultant to six mortalities within 30 days – five non-covid, three of these sudden cardiac deaths.”
Royle blames the surge in deaths and disease on “The coerced, so-called vaccines.”
He admitted that was sceptical from the start of the vaccine rollout but said that health officials crossed the line when the injection was given to healthy children.
Royle revealed that he noticed diseases had begun to mutate and rapidly accelerate in patients who had been “vaccinated.”
“From about March 2021, I started noticing new patterns of disease suddenly frequently appearing that I had never seen before in my patients,” he said.
“The first pattern was [unusual] blood clotting.”
There was also a significant increase in incidents of a new type of pancreatitis in patients who didn’t appear to be that ill when they went to the doctor but their initial CT scan showed substantial pancreatic necrosis, areas where the pancreas had died.
“This is a new phenomenon,” Royle said.
“Post-vaccine boosters, I’ve observed what seem to be a lot of sudden deaths from necrotising pancreatitis in elderly patients,” he said.
There was also an increase in “nasty inflammatory or infective” emergency general surgery cases, he said.
“Such as gangrenous cholecystitis and gangrenous or perforated appendicitis, especially in middle-aged patients. This is unusual.”
There has also been a surge in appendix cancers, which were previously considered rare, Royle said.
In highly vaccinated countries, there has been an alarming spike in cancers since the rollout of the mRNA “vaccines”.
“These cancers have been termed colloquially ‘turbo cancers’,” Royle explains.
“Obviously this is not a scientific term but it seems to reflect the aggressive biological nature being observed by the public as well as clinicians.”
Despite corporate media publishing articles in an attempt to gaslight the increase in cancers, “there is a clear dramatic increase that occurred in 2021 shortly after the rollout [of the ‘vaccines’],” he said.
“Cancers being observed are in all ages,” he continued.
“It is my assertion, shared by many expert oncologists and clinical colleagues around the world, that the cancers we are seeing are extremely aggressive and they are of a different biology.
“I’ve noticed aggressive, widespread reoccurrences in previously successfully treated bowel cancer cases that I considered cured.
“Many metastases in these cases are unusual or atypical.”
“Middle-aged and elderly people are presenting with out-of-the-blue stage 4 colorectal cancer who are incurable and die within weeks or months,” he added.
“In many of these cases, the entire liver appears to be filled with large round tumour masses.
“It is horrific to see on a weekly basis in my MVT.
“In my experience, it is rare for colorectal cancer to be aggressive in the elderly,” the doctor noted.
“Usually, sporadic cancers that are diagnosed are still operable when they present.
“Elderly patients rarely present with stage 4 disease. And certainly not in the way I’ve started seeing.”
“Recently we’ve seen three patients presenting with synchronous cancers.
“That is two separate bowel cancers in different areas of the colon presenting at the same time.
“This was previously considered rare, less than 3 per cent.”
Many of his multidisciplinary teams which include surgeons, oncologists, pathologists, radiologists and specialist nurses have told him that they have noticed the sudden change in the patterns and dramatic increase in these aggressive and advanced cancers in the past two years.
Royle briefly explained some of the theories that are being discussed in an attempt to explain the increase in cancer cases.
But he was able to dismiss them all using simple facts or personal experience, except for one.
“There is a close temporal association of the increasing cancers and the rollout of the population-wide mRNA covid-19 genetic injections,” Royle said.
“The evident correlation fulfils the majority of the 9 Bradford-Hill epidemiological criteria for causation.”
“There are multiple plausible mechanisms that have been proposed by which cancer can be induced or potentiated, accelerated, by the mRNA gene injections including unacceptable high levels of bacterial plasmid contamination, the discovery of the SV40 tumour promoter, disruption of the p53 suppressor etc,” he added.
“More generally, the shots are clearly causing generalised immunosuppression.”
Royle explained in an earlier in his presentation that the suppression of the immune system is a risk factor for cancer.
He said has submitted over 20 reports to regulators regarding the issues since June 2021.
However, Royal says his warnings are being “ignored.”
“I could have submitted many more but it was becoming very apparent that the MHRA [Medicines and Healthcare products Regulatory Agency] was ignoring the data,” he explains.
“I’ve never been given any feedback on any analysis on my cases, or even acknowledgement except two or three cases where further clarifying information, that I had already provided, was requested.
“I was given no information back from the MHRA to indicate they were looking at Yellow Card data or analysing it,” he said.
“Despite this, the safety signal from both the MHRA and the VAERS system in the United States is unprecedented and undeniably obvious.”
“The data are clear that the COVID-19 vaccines are neither effective nor safe,” Royle concludes.
“My own personal observations are being increasingly backed up by other data around the world in research studies as well as expert opinion in other centers.
“I personally demand that these injections and any promotion of them be stopped with immediate effect.”
W cytowanej sentencji Rzym jest nazwą karczmy, w której Mefistofeles dopadł polskiego szlachcica, Jana Twardowskiego, aby zgodnie z podpisanym przez niego cyrografem zabrać mu duszę. Jednak i tym razem Twardowskiemu udało się zbiec. Zamiast w piekle wylądował ostatecznie na Księżycu.
Polski Faust, tak określano Twardowskiego, wedle najnowszych teorii był podobno Niemcem pracującym nad miksturą zmieniającą płeć. Od 2022 roku krąży w sieci teoria na temat jego związków z Ukrainą.
O co chodzi z Gruzją?
Granicząca z Rosją, Turcją, Armenią i Azerbejdżanem, Gruzja nie jest krajem europejskim. Wystarczy spojrzeć na mapę. Nie przeszkadza to jednak specjalistom od budowania społeczeństw otwartych pracować nad nową tożsamością Gruzinów. Efektem tego są „aspiracje”. Podobno znaczna część Gruzinów chce stracić niepodległość na rzecz Unii.
Po przegraniu wyborów nazywana proeuropejską gruzińska opozycja oskarżyła rządzące krajem „Gruzińskie Marzenie” o sfałszowanie wyborów parlamentarnych /TVN/
Co ciekawe, sam Duda rozmawiał z prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili, która wedle jego relacji powiedziała:
Ona uważa, że te wybory nie tyle zostały sfałszowane, co ich wynik został wypaczony. Nie powiedziała wyraźnie, że Władimir Putin mieszał w Gruzji – bo nie ma na to jednoznacznego dowodu – ale powiedzmy, że władze Rosji zdecydowanie popierają partię, która w tej chwili jest jeszcze cały czas partią rządzącą w Gruzji. Ma ona wsparcie Putina – dodał prezydent.
To wynik został sfałszowany czy nie, skoro sama prezydent Gruzji tego nie potwierdza.
Trochę inną narrację podało „Wpolityce”:
Zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy ws. wyborów w Gruzji należy przeprowadzić międzynarodowe śledztwo. Nie ma specjalnych wątpliwości, że doszło do zafałszowania wyniku wyborów, nie wiadomo jednak, na jaką skalę – wskazał
– Będziemy rozważali podróż do Tbilisi, jeśli będzie to potrzebne. To dla mnie jasne – uważam to za mój obowiązek, jeśli przyjdzie taka sytuacja. – mówi Duda
Z kolei sekretarz stanu USA Antony Blinken w wydanym oświadczeniu przekazał, że Stany Zjednoczone “w przyszłości zachęcają przywódców politycznych Gruzji do poszanowania praworządności”
Kiedy w takim razie pojawia się stan ”zafałszowania”? Prawdopodobnie od momentu kiedy oświadczenie wygłasza sekretarz stanu USA.
Natrafiłem również na notatkę na „polsatnews.pl”:
Andrzej Duda został zapytany przez Bogdana Rymanowskiego, czy prezydent Gruzji wskazała w niedawnej rozmowie na wpływ Władimira Putina na sytuację w jej kraju. – Tego pani prezydent nie powiedziała wyraźnie, bo na to nie ma jednoznacznego dowodu, ale powiedzmy sobie, że w jakimś sensie siły prorosyjskie – powiedział prezydent. –Nie ma co się oszukiwać.
————————————————
Ja też uważam, że nie ma co się oszukiwać. Można się z tego pośmiać.
A w ogóle z Andrzejem Dudą to było tak…
Nie do końca wiadomo jaki ślad gazów cieplarnianych zostawia paląca się Chanuka i czego mógłby nawdychać się Andrzej Duda, ale fakty są nieubłagane. Pewnego razu, gdy wierząca w reinkarnację sekta Chabad Lubawicz wywołała odpowiednią atmosferę Andrzej Duda zmieniając się na twarzy wygłosił niespodziewanie pamiętne słowa:
– Tu jest polin!
– Andrzej, gdzie? – spytał zaniepokojony jeden dworzanin
– Tu! Tu jest polin! – podkreślił dobitnie prezydent
– Nie żartuj… tu..?
I tak to się zaczęło.
Nie dziwmy się więc temu, że Andrzej Duda pojedzie do Gruzji, próbując zapewne podkraść się aż pod samą granicę z Rosją.
Na koniec można zapytać: Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Polska?
Ordo Iuris: proaborcyjne wytyczne ministerstwa zdrowia nie obowiązują lekarz
(Fot. Pixabay)
Te wytyczne nie są żadnym prawem obowiązującym. One nie mogą narzucać lekarzowi postępowania w określonej sytuacji. Lekarza wiążą przepisy ustawowe, przepisy rozporządzeń, przepisy kodeksu etyki lekarskiej. Jest on także uprawniony do stosowania przepisów Konstytucji – czyli w tym również do sprzeciwu sumienia – powiedział o próbach zmuszania przez ministerstwo do przeprowadzania tak zwanych aborcji radca prawny Marek Puzio, koordynator programu instytutu Ordo Iuris „Chrońmy dzieci. Rodzina i małżeństwo”.
– Trybunał Konstytucyjny nie tylko w tym wyroku z 2020 roku jasno wypowiadał się, że polska Konstytucja stoi na straży życia od momentu jego poczęcia. Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka w artykule 2 definiuje dziecko jako osobę od momentu poczęcia do osiągnięcia pełnoletności. Zatem z prawa, powszechnie obowiązującego również na gruncie ustawowym, jak i na konstytucyjnym, możemy wywieść taką definicję, że z człowiekiem mamy do czynienia już od momentu poczęcia – podkreślił prawnik na wstępie rozmowy prowadzonej we wtorek na antenie Radia Maryja.
Marek Puzio wspomniał o wyjątkach w polskim prawie odnoszącym się do ochrony życia. Po uchyleniu tak zwanej przesłanki eugenicznej w świetle przepisów „aborcja” dozwolona pozostaje w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki, a także w razie, kiedy „istnieje duże prawdopodobieństwo, że ciąża jest wynikiem czynu zabronionego”. – Natomiast ponieważ prawo stoi na straży ochrony tego życia, próbuje się w ostatnim czasie otwierać takie furtki, które tę ochronę życia osłabią – wskazał gość „Aktualności Dnia”.
– Jeżeli mielibyśmy pod przesłankę ochrony zdrowia matki jako dopuszczającą dokonanie aborcji, podciągnąć zdrowie psychiczne, to faktycznie sytuacja taka jest bardzo trudna do zweryfikowania. Więc otwieramy tutaj szeroko drzwi do dokonywania aborcji, która w pewnych sytuacjach – jeżeli te zaświadczenia będą nierzetelne – będzie de facto aborcją na życzenie – ostrzegł radca prawny.
Pod wytycznymi adresowanymi do placówek medycznych oraz lekarzy, a opublikowanymi na stronie rządowej brakuje podpisów konkretnych osób. Do instytutu Ordo Iuris docierają od lekarzy informacje wskazujące na to, że proaborcyjne dyspozycje trafiły do poszczególnych szpitali.
– Przede wszystkim należy zaznaczyć, że te wytyczne nie są żadnym prawem obowiązującym.
One nie mogą narzucać lekarzowi postępowania w określonej sytuacji. Lekarza wiążą przepisy ustawowe, przepisy rozporządzeń, przepisy kodeksu etyki lekarskiej. Jest on także uprawniony do stosowania przepisów Konstytucji – czyli w tym również do sprzeciwu sumienia. Wolność sumienia jako jedna z konstytucyjnych wolności człowieka podlega ochronie na tym najwyższym poziomie, na poziomie konstytucyjnym. Toteż wytyczne nie dotyczą bezpośrednio lekarzy, ile bardziej szpitali – podkreślił Marek Puzio.
Prawnik odniósł się do doniesień o otwarciu w Warszawie „przychodni aborcyjnej”.
– Otóż taka działalność jest zabroniona przez polskie prawo. Artykuł 152 Kodeksu Karnego penalizuje pomoc w dokonaniu aborcji w sytuacjach, które nie są dopuszczone ustawą – podkreślił.
– Za taką pomoc należy uznać również przekazywanie środków poronnych w ciężarnej kobiecie. Orzecznictwo wskazuje nawet na pomoc w dokonaniu aborcji za granicą. Tutaj tak daleko sięga ta ochrona życia poczętego, jeżeli chodzi o polskie prawo karne. Rewolucja ideologiczna wymierzona jest w wiele obszarów życia. Nie dziwi, że również w tę podstawową komórkę społeczeństwa, jaką jest małżeństwo, jaką jest rodzina – zaznaczył analityk Ordo Iuris.
W przypadku Halloween mamy już nie tylko do czynienia z promowaniem brzydoty, ale czegoś więcej – zła, przemocy, śmierci. Jeżeli zestawimy to z wrażliwością dziecka, które – jak powiedział Pan Jezus w Ewangeliach – szczególnie nosi w sobie to pierwotne piękno, czystość, i niejako jest najbliżej samego Pana Boga, to trudno o bardziej destrukcyjną „zabawę” niż Halloween – powiedział ksiądz Sławomir Kostrzewa w audycji PCh24.pl pt. „Kultywator”.
W programie red. Filipa Obary gościli tym razem: ksiądz Sławomir Kostrzewa z parafii pod wezwaniem Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Swarzędzu oraz Piotr Podlecki, działacz społeczny, obrońca dzieci nienarodzonych, katecheta, terapeuta uzależnień.
Pierwsze pytanie dotyczyło katolickiego nauczania, wypowiedzi duchownych na temat coraz bardziej popularnego i promowanego obyczaju określanego jako Halloween.
– Przede wszystkim trzeba tu powołać się na Katechizm Kościoła Katolickiego. W punkcie 2116 przypomina on nam, że należy odrzucić wszelkie formy wróżbiarstwa, odwoływanie się do szatana lub demonów, wywoływanie zmarłych, praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Dalej w tym samym punkcie czytamy: korzystanie z horoskopów, astrologii, chiromancji [wróżenia z dłoni – red.], wyjaśnianie przypowieści, panowanie nad czasem, nad historią, wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnienie zjednania sobie tajemnych mocy; i że te praktyki są sprzeczne z czcią i szacunkiem połączonym z miłującą bojaźnią, które należą się jedynie Bogu – cytował ksiądz Kostrzewa.
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”
Duchowny odniósł się do częstego dzisiaj bagatelizowania problemu, nawet przez osoby deklarujące się jako katolicy. Przymykają oni oczy między innymi na fakt odwoływania się podczas tej „zabawy” do postaci demonicznych. Niejednokrotnie zdarza się, że do szkół w ramach tej, niby niewinnej rozrywki, zapraszane są wróżki albo osoby „wywołujące” duchy osób zmarłych.
– Oczywiście, to jest zawsze grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Myślę, że właśnie dzięki temu i przez to Pan Bóg niejako pokazuje, że ta sprawa jest w jakiś sposób najważniejsza. Mówimy więc tutaj o jakimś wielkim niebezpieczeństwie. Jeżeli człowiek, który powinien w normalnym porządku zwracać uwagę na Pana Boga, przerzuci ją na jakieś tajemne siły, moce czy wprost – na złe duchy, szatana, dusze potępione – to wtedy czyni sobie olbrzymią szkodę – ostrzegał kapłan.
Ksiądz Kostrzewa przywołał myśli wypowiedziane przez papieża św. Jana Pawła II w 1987 roku we włoskiej Foggi.
„Ta walka z szatanem, którą wyraża postać świętego Michała Archanioła, jest aktualna także i dziś, ponieważ szatan nadal żyje i działa w świecie” – wskazywał Ojciec Święty.
– A więc już w pierwszym zdaniu mamy bardzo wyraźnie powiedziane, że szatan to nie jest postać z bajki; że mówimy tutaj o realnym bycie, który oddziałuje na nas, na każdego człowieka bez względu na to, czy to jest dziecko, czy człowiek dojrzały, czy człowiek wierzy w szatana, czy też w niego nie wierzy – dodał gość audycji „Kultywator”.
W kolejnych słowach cytowanego wystąpienia papież Polak podkreślił, że zło obecne w naszym świecie, a także dręczące człowieka zamęt i wewnętrzne rozdarcie, nie są tylko konsekwencją grzechu pierworodnego. Stanowią też efekt „nękających i ukrytych działań szatana, który zastawia pułapkę na równowagę moralną człowieka”
„Szatan to podstępny zwodziciel, wślizgujący się do naszego postępowania po to, by wprowadzać do nim różne dewiacje, zarówno szkodliwe, jak i pozornie zbieżne z naszymi instynktownymi aspiracjami” – uprzedzał wiernych Jan Paweł II.
– I to właśnie słowo: „dewiacje”. Od jakiegoś już czasu tak właśnie nazywam Halloween i pochodne tego „święta” – że to jest jakiś rodzaj dewiacji kulturowej. To jest coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca w społeczeństwie, czyli coś niezwykle szkodliwego, coś, co kultura nazywa świetną zabawą na dorosłych i dla dzieci, a tak naprawdę skutki tego są opłakane – mówił duchowny, zaznaczając, że wspomniane cytaty pokazują tylko jedną z wielu wypowiedzi hierarchów Kościoła w kwestii zagrożeń duchowych, takich jak udział w Halloween.
„Fajnie”, czyli bez refleksji
Piotr Podlecki poświęcił chwilę uwagi pochodzeniu tego pleniącego się – także nad Wisłą – zwyczaju. – Same korzenie są demoniczne, wywodzą się ze starożytnych obrzędów celtyckich, irlandzkich, później zostały przetransferowane do Stanów Zjednoczonych. Z czasem samo święto Halloween stało się takim – można powiedzieć – wydarzeniem narodowym Irlandczyków.I stąd to później emanowało na kulturę amerykańską w XIX wieku – opowiadał.
Jak zauważył, problem ma nie tylko duchowy wymiar. Jest bowiem „nakręcany” poprzez aspekt komercyjny. Coraz większa popularność tego niby-święta jest na rękę zarabiającym na nim cynicznym i „zaradnym” ludziom.
Piotr Podlecki był świadkiem zabaw, podczas których dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym poprzebierane były za diabły. Jak to zwykle bywa, mocno identyfikowały się ze swoimi „rolami”.
– Myślę, że to jest pierwszy podstawowy aspekt, o którym trzeba pamiętać, bo to wielu ludzi może otrzeźwić. Pamiętam, opowiadałem kiedyś uczniom, że jest taka promocja: do każdej paczki papierosów dodawana jest zapalniczka. Za darmo. Ale ta zapalniczka zwróci się właśnie przez to, że dużo osób wyjdzie w nałóg nikotynowy. Jakieś tam grosze wydawane na samą zapalniczkę, z której kupujący się cieszy. One są już dawno wkalkulowane w grube pieniądze, które będą z tego mieli producenci – opowiadał gość red. Filipa Obary. Gospodarz programu zwrócił uwagę, że rosnąca popularność Halloween w Polsce idzie w parze z laicyzacją i z coraz bardziej widocznym powierzchownym traktowaniem wiary. Przekłada się też na spłycanie stosunku do naprawdę istotnych dat w naszym kalendarzu.
– One [takie zabawy] pozostawiają bardzo konkretne ślady w naszej wierze, w naszych relacjach z Bogiem, w naszym pojmowaniu w ogóle istoty chrześcijaństwa. Zostawiają ślady tego rodzaju, że coraz bardziej wchodzimy właśnie w taki klimat, że teraz jest jakieś święto, a z tym świętem muszą być związane jakieś gadżety, jakaś zabawa. Ma być fajnie, kolorowo, śmiesznie itd. Zwróćmy uwagę przecież na to, jak przeżywaliśmy 1 listopada w przeszłości, przede wszystkim jak przeżywały to dzieci młodzi ludzie, a jak przeżywają teraz – zauważył ksiądz Kostrzewa. – Jak trudno jest namówić to najmłodsze pokolenie do tego zwyczajowego pójścia na cmentarz, zapalenia znicza, do podjęcia ośmiodniowej próby modlitwy za duszę w czyśćcu – podkreślił.
Ksiądz Sławomir Kostrzewa zwrócił uwagę, jak istotne jest przypominanie o właściwym znaczeniu obydwu dni odnoszących się do dusz naszych bliźnich – zarówno tych, którzy już cieszą się pełnią szczęścia w niebie, jak i przeżywających pełen cierpienia okres oczyszczenia.
– 1 listopada to jest czas, w którym mamy być przy naszych świętych patronach i cieszyć się wielką nowiną, dobrą nowiną, radością, że niebo jest otwarte dla każdego człowieka, który tylko chce tam się znaleźć; i że mamy tam wspaniałych orędowników – potężnych patronów, którzy za nas każdego dnia modlą się i wstawiają się, gdy tylko to prosimy, i to jest powód do świętowania, do radości – powiedział gość „Kultywatora”.
– Dopiero w ten kolejny dzień, 2 listopada nasze myśli wędrują w stronę dusz w czyśćcu cierpiących, a więc do tej przestrzeni bardzo smutnej jednak, przestrzeni niewyobrażalnego cierpienia, ale jednak cierpienia, które daje nadzieję na zbawienie – dodał.
Ta „zabawa” może mieć straszne konsekwencje
W dalszej części rozmowy Piotr Podlecki wskazał, że od połowy zeszłego wieku pojawiło się w kulturze zachodniej swego rodzaju tabu śmierci. Ludzie odzwyczajani są podchodzenia do niej na sposób chrześcijański, czyli w prawdzie o życiu wiecznym. W zamian „oswaja się” ją poprzez trywializowanie, ośmieszanie. Zamiast odpowiedniego przygotowania, następuje ucieczka przed nieuchronnym.
Elementem tego zjawiska jest kreowanie mody na brzydkie, „straszne” zabawki, gadżety.
– Jeżeli chodzi o Halloween, to już nie tylko mamy do czynienia z promowaniem brzydoty, ale czegoś więcej – zła, przemocy, śmierci. No i jeżeli zestawimy to z wrażliwością dziecka, które – jak powiedział Pan Jezus w Ewangeliach – jakoś szczególnie nosi w sobie to pierwotne piękno, czystość, niejako właśnie jest najbliżej samego Pana Boga, to trudno o bardziej destrukcyjną „zabawę” niż Halloween; bo jaka to jest zabawa, skoro dziecko wychodzi później z niej tak straszliwie pokiereszowane – zauważył ksiądz Sławomir Kostrzewa.
– I to po jakimś czasie niestety wydaje jakieś owoce. Nie, że od razu – bo większość rodziców mówi, tłumaczy się: „a moje dziecko było w szkole na Halloween, nic się nie dzieje, w niedzielę poszło normalnie do kościoła, normalnie chodzi na religię”. No, teraz nic się nie dzieje, ale za rok, za dwa, za pięć okaże się, że wcale nie jest tak kolorowo; że to nagle dziecko zaczyna mieć jakieś koszmary w nocy; że właśnie już nie chce chodzić do kościoła, nie przystępuje do sakramentów, gardzi modlitwą, czy agresywnie reaguje na jakieś przestrzenie bądź sprawy dotyczące sfery sacrum – ostrzegał.
Otwarcie na estetykę zła, śmierci, koszmarów, przekłada się – w przekonaniu kapłana – na problemy diagnozowane później jako depresje czy inne przypadłości skłaniające rodziców do wizyt z dziećmi u psychologów bądź psychiatrów. Ci zaś, nie są w stanie pacjentom pomóc, bo istota rzeczy tkwi w sferze duchowej.
Poważnym problemem w ocenie rozmówców, jest banalizowanie tego rodzaju zagrożeń nawet przez przedstawicieli Kościoła. W obawie przed odrzuceniem przez, na przykład środowisko szkolne czy parafialne, duchowni bądź świeccy ulegają społecznej presji na nowe, niebezpieczne mody.
– Znam pewną nauczycielkę, która jest regularnie wyrzucana z pracy – a pracuje głównie z małymi dziećmi, dlatego, że głośno wypowiada się przeciwko Halloween w szkołach – opowiadał Piotr Podlecki. – Miała już kilka takich przypadków, że robiono z niej „oszołoma”. Bo ona chodziła i tłumaczyła, nawet bez jakiejś nadmiernej przesady, że to jest złe, że to krzywdzi dzieci – dodał.
Spytany o rolę rodziców działacz społeczny i terapeuta powołał się na obecną w psychologii „zasadę walizki”: – Możesz dać dziecku tylko to, co sam masz. Jeśli włożysz do niej koszulę flanelową, to nie wyjmiesz maszyny do pisania. Nieszczęśliwa matka nie wychowa szczęśliwego dziecka. I to samo dotyczy wiary – mówił. – Żeby ratować dzieci to trzeba się samemu nieustannie nawracać, bo nie dasz czegoś, czego nie masz jako rodzic. A oczywiście trzeba się też za dzieci modlić, bo wiara to też jest łaska Boża – akcentował.
– Tak jak często wiele wysiłku rodzice wkładają w to, żeby ich dziecko na przykład było zdrowe, zdrowo się odżywiało, to z taką samą cierpliwością trzeba dziecku tłumaczyć, że tak jak to jedzenie materialne może zaszkodzić naszemu ciału i dlatego trzeba się odżywiać rozumnie, to też jest ta przestrzeń duchowa. I ona też domaga się właściwego pokarmu. My od strony duchowej nie możemy jeść byle czego, czyli oglądać jakiś filmów, książek, uczestniczyć w takich zabawach, które mogą zaszkodzić naszej duszy. A trudno byłoby znaleźć chyba bardziej szkodliwą niż właśnie to, co niesie ze sobą Halloween – ostrzegał kapłan.
Duchowemu rozwojowi nie sprzyja obecna w Kościele tendencja dążenia do przypodobania się ludziom za wszelką cenę, rzekomo w obawie przed utratą wiernych. – Mamy być dla ludzi otwarci, Kościół ma być taką przestrzenią bezstresową, ludzie mają się tam dobrze czuć. Są takie naciski na nas. Jeżeli jakiś ksiądz – przypuśćmy – będzie chciał wprowadzać w swojej parafii ten tradycyjny model, w którym mamy respekt dla sacrum; jeżeli ludziom się to nie będzie podobać, będą na przykład pisać do kurii, że proszą zmiany księdza proboszcza czy wikariusza, bo on jest taki smutny – opisywał.
– Młodzi jednak bardzo mocno przeżywają to co dzieje się u nich w rodzinach. Jeżeli na przykład są konflikty w rodzinie, rodzice się nie dogadują to wtedy młodzi uciekają w bardzo niebezpieczne, także duchowo przestrzenie. Ale jeżeli te rodziny są zdrowe – obecnością Boga i miłością kochających się ojca i matki – to wtedy dla tych dzieci jest jak najbardziej możliwa wizja Boga, który też ich kocha – podsumował ksiądz Sławomir Kostrzewa.
Niemieckie powitanie „Guten Morgen” wyświetlało się na warszawskich przystankach. Rafał Trzaskowski i jego rajd tramwajem po stolicy stał się obiektem pośmiewiska.
„Guten Morgen! Przystanki tramwajowe na warszawski Wilanów już ustawione po niemiecku. Szybko poszło. Panie prezydencie Trzaskowski, a będą segregować, czy można siadać, gdzie się chce?” – napisano. Dyskusja w mediach społecznościowych na ten temat zainspirowała TV Republikę do opublikowania artykułu pod tytułem „SZOK! 'Guten Morgen’ na przystanku w… Warszawie!”.
Guten morgen! Przystanki tramwajowe na warszawski Wilanów już ustawione po niemiecku. Szybko poszło. Panie prezydencie
@trzaskowski_ , a będą segregować, czy można siadać gdzie się chce?
Okazało się, że w ramach testów tablice na przystankach wyświetlały powitania również w języku angielskim, ukraińskim i rosyjskim.
„Sprawdzaliśmy kroje pisma i nowe funkcje: text-to-speech (do tej pory syntezator nie obsługiwał innych języków)” – wyjaśnił rzecznik prasowy Tramwajów Warszawskich Witold Urbanowicz.
Szanowny Panie, w ostatnich miesiącach mogłem niejednokrotnie informować o wyjątkowych wyzwaniach oraz licznych zwycięstwach, które mogliśmy odnosić jako wspólnota Darczyńców i ekspertów Instytutu Ordo Iuris. Dzisiaj jednak przychodzi mi napisać do Pana w sprawie trudnej, a nawet wstrząsającej.W całej sieci dzieł Instytutu Ordo Iuris jeden tylko projekt był wrażliwy na działania władz publicznych. To powołana przez naukowców z naszego środowiska uczelnia Collegium Intermarium. W ostatnich miesiącach rząd kolejno formułował wobec niej groźby i uruchamiał narzędzia nacisku oraz administracyjne prześladowania, które doprowadziły niemal do zniszczenia Uczelni. Dotąd nie mogłem pisać otwarcie o tej sprawie, bowiem nasza troska skupiona była w pierwszej kolejności na studentach Collegium Intermarium – wyjątkowych ludziach, którzy stali się ofiarami rządowej zawziętości. Gdy tylko zabezpieczyliśmy ich los, możemy przystąpić do otwartej i publicznej obrony przed zmasowaną agresja administracyjną. To, co spotyka Collegium Intermarium, spotkało w ciągu pierwszego roku wiele organizacji, ośrodków kultury, stowarzyszeń i fundacji. Wszyscy ci, którzy stali po stronie prawdy, wolności, życia i rodziny, a jednocześnie podlegali jakkolwiek administracyjnemu nadzorowi władzy, padli ofiarami tej samej techniki. Dziesiątki kontroli, wstrzymane finasowania projektów, a często bezprawne zatrzymania i przeszukania. Instytut Ordo Iuris, zachowując całkowitą niezależność od władz publicznych, nie stał się ofiarą podobnych prześladowań. Jednak od początku udzielał wsparcia każdej ofierze podobnych praktyk.Jedno jest pewne, nie pozostawimy Collegium Intermarium i jego misji bez pomocy. To czas, by wreszcie powstrzymać siłowe i bezprawne działania rządu.Proszę pozwolić, że poniżej przedstawię całe oświadczenie władz Collegium Intermarium. Z wyrazami szacunku
Jest taki zakątek – po wejściu do którego, im bardziej zagłębiasz się w jego wnętrzności, tym bardziej ogarnia cię uczucie przerażenia i konsternacji. Dla pewnej naiwnej części opinii publicznej – która przez minione lata była karmiona fałszywym obrazem owego obszaru jako bezpiecznego, gdzie nic złego się nie dzieje i gdzie króluje spokój i porządek tak zwanej cywilizacji północnoeuropejskiej – to miejsce (w opisywanym kontekście) jest prawdopodobnie najmniej spodziewane.
Tym miejscem jest Belgia i to właśnie w tym małym kraju liczącym zaledwie 10 milionów mieszkańców, który został utworzony jako państwo buforowe w XIX wieku, aby powstrzymać wszelkie ekspansjonistyczne zapędy Francji, miały miejsce jedne z najpotworniejszych aktów przemocy wobec dzieci. Tak naprawdę przeszłość dla ofiar wspomnianej sieci nigdy się nie skończyła, ponieważ wiele z nich do dziś cierpi skutki niewyobrażalnych nadużyć, których doświadczyły.
W owym belgijskim “muzeum” horroru funkcjonuje rozległa sieć pedofilska, do której należą najpotężniejsze postacie w kraju, w tym urzędnicy Unii Europejskiej i NATO, którzy pracują w stolicy Belgii, Brukseli, siedzibie Paktu Atlantyckiego i instytucji UE. Decyzja o umieszczeniu wszystkich najważniejszych mechanizmów tak zwanego porządku euroatlantyckiego w Brukseli nie wydaje się być podyktowana wyłącznie rzekomą chęcią wytypowania małego kraju, aby zapobiec niezadowoleniu ważniejszych krajów euroatlantyckich, takich jak Niemcy, Włochy czy Francja, ale faktem, że Belgia ma szczególne znaczenie dla międzynarodowych masonów oraz satanistycznych kręgów władzy globalistycznej.
Sprawa Marca Dutroux – belgijskiego potwora pedofila
W opisywanym “muzeum” horroru można znaleźć dosłownie wszystko, a także historię człowieka, który być może nie jest zbyt dobrze znany we Włoszech, ale który przez wiele lat był koszmarem wielu belgijskich rodzin, które nagle widziały, jak ich dzieci znikają, by jakiś czas później odebrać smutną wiadomość o ich śmierci.
Tym człowiekiem jest Marc Dutroux, belgijski elektryk, żonaty z Françoise Dubois, z którą rozstał się w roku 1983 po długiej historii znęcania się i przemocy nad nią.
Jednak Dutroux nie ogranicza swojej brutalnej i perwersyjnej natury wyłącznie w stosunku do żony. W jego czarnej duszy kryje się znacznie więcej i już w tamtych latach mężczyzna zaczął często odwiedzać pewne miejsca, takie jak kluby łyżwiarskie w Charleroi, gdzie zaczął nękać niektóre kobiety, które chodziły tam ze swoimi chłopakami; doszło nawet do tego, że elektryk został pobity przez chłopaka jednej z nich, Armanda de Beyna.
W roku 1985 Dutroux, wraz ze swoimi wspólnikami, takimi jak jego druga żona Michelle Martin, zaczął uprowadzać i gwałcić swoje ofiary, nastolatki i małe dziewczynki, a następnie odsprzedawać zrobione przez siebie zdjęcia różnym nabywcom-pedofilom, którzy w pewien sposób byli zleceniodawcami owych okropieństw.
Zaczęło się od uprowadzenia 11-letniej Sylvie D. a następnie 19-letniej Marii V. i 18-letniej Catherine B.. które zostały porwane przez gang Dutroux, którego niektórzy członkowie wciąż pozostają niezidentyfikowani przez belgijską policję, a następnie sfotografowane, sfilmowane nago, a nawet zgwałcone brzytwą przez potworów, którzy następnie przekazali materiał swoim mocodawcom.
Pedofilskie orki popełniły jednak kilka błędów, a jeden z nich, Petegham, ujawnił o sobie zbyt wiele porwanym dziewczynkom, które następnie przekazały policji elementy niezbędne do wyśledzenia tożsamości porywaczy i gwałcicieli, którzy ostatecznie trafili za kratki w roku 1989.
Najwyższy wyrok, 13 lat, otrzymał Dutroux i ta historia mogłaby się skończyć w tym momencie, jako że można by pomyśleć, że w każdym normalnym kraju pedofila i gwałciciela traktuje się z należytą surowością i rygorem oraz że odsiedzi on swój pełny wyrok, który prawdopodobnie w tym przypadku był zdecydowanie zbyt łagodny, biorąc pod uwagę zadane cierpienia.
Tak jednak nie jest w przypadku Marca Dutroux. Tak nie dzieje się w Belgii. Uruchomiony zostaje potężny mechanizm, który robi wszystko, aby wesprzeć belgijskiego pedofila i pomóc mu wydostać się z więzienia, w którym powinien pozostać przez długi czas.
Belgijski minister sprawiedliwości uwalnia Dutroux’a
Dutroux odsiedział w więzieniu zaledwie trzy lata, kiedy w roku 1992 – w niewytłumaczalny sposób – ówczesny minister sprawiedliwości, Melchior Wathelet, postanowił go uwolnić, pomimo faktu, że nie minął nawet półmetek jego wyroku i pomimo tego, że w odniesieniu do swoich przeszłych czynów nie okazał żadnych oznak skruchy https://en.wikipedia.org/wiki/Melchior_Wathelet.
Pedofil wciąż był dumny z tego, czym zajmował się w przeszłości. Czekał tylko na kogoś, kto da mu możliwość ponownego krzywdzenia niewinnych belgijskich dziewcząt i nastolatków, a tę możliwość dał mu belgijski minister sprawiedliwości, potwierdzając, że za Markiem Dutroux stał i nadal stoi nieujawniony krąg tajemnic i sieć ludzi posiadających ogromną władzę, którzy robią wszystko, by chronić swoich oddanych podwładnych, takich jak potwór Dutroux.
Były belgijski minister posiada taki właśnie profil wpływowej osoby, która jest nierozerwalnie związana zarówno z instytucjami belgijskimi, jak i unijnymi, ponieważ po tym jak wręczył niewiarygodny prezent Dutroux i innym pedofilom, których uwolnił, dokonał wielkiego skoku stając się w roku 1995 członkiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości; trybunału nieco kontrowersyjnego ze względu na swój charakter, Trybunału Sprawiedliwości, który jest bardzo kontrowersyjny ze względu na swoje orzeczenia bardzo przychylne lobby progresywnemu i na który ma wpływ osławiony potentat żydowskiego pochodzenia, George Soros, znany we Włoszech ze swoich spekulacji przeciwko lirze w roku 1992.
Dutrouxowi nie tylko udaje się odzyskać wolność, ale także zdobyć dotację państwową w wysokości około 1200 euro po przekonaniu lekarza, że ma problemy psychiczne i potrzebuje dotacji państwowej, aby móc żyć. Lekarz przepisał mu również tabletki nasenne, których Dutroux oczywiście nie używał na sobie, ale na swoich przyszłych ofiarach.
Myśl, która zawładnęła pedofilem była zawsze taka sama, także podczas jego uwięzienia. Wrócić do punktu, w którym przerwał swoją aktywność pod koniec lat 80-tych z powodu wypadku. Powrócić, by dołączyć do sieci pedofilskiej, która zleciła mu porwania i filmy z pornografią dziecięcą, które w niektórych przypadkach przekraczały już i tak przerażający próg gwałtu, by skończyć na morderstwie, w gatunku filmów zwanych w świecie pedofilskim „filmami snuff”, o których więcej zostanie powiedziane później.
Dutroux wolny: zaczynają się nowe porwania
Tym sposobem Dutroux nawiązuje kontakt z robotnikiem i lokatorem jednego ze swoich domów, Claude’em Thiraultem, drobnym przestępcą, któremu zleca zbudowanie kanalizacji pod jednym ze swoich nowych domów.
Ale nawet ten fakt nie zwrócił uwagi policji. Marc Dutroux był bezrobotny, jednak udało mu się wejść w posiadanie aż siedmiu domów, mimo że oficjalnie nie miał żadnych dochodów.
Oczywistym jest, że kiedy przychodziło do przyjrzenia się temu człowiekowi, władze miały rozkaz szukać gdzie indziej lub udawać, że nie widziały tego, co w rzeczywistości widziały.
Thirault zabiera się więc do pracy, by spełnić żądania pedofila, gdy widzi dwie dziewczynki spacerujące w pobliżu domu w ogrodzie.
Dutroux nie krępuje się i nie wydaje się mieć najmniejszych obaw przed ujawnieniem powodu ich obecności Thiraultowi, któremu mówi te oto słowa:
„Jeśli chcesz je porwać, płacisz 150 000 franków (4 000 euro). Chwytasz je od tyłu, podsuwasz im pod nos środek usypiający, wciągasz do samochodu, a następnie zamykasz drzwi”.
Wydaje się, że to przerażające wyznanie pedofila wzburzyło drobnego przestępcę, który decyduje się poinformować władze o prawdziwej działalności Dutrouxa.
Policja odwiedza więc w roku 1993 dom byłego skazańca, ogląda piwnicę, w której nie było wówczas żadnych dziewczynek ani nastolatków; po raz drugi wraca do domu w Marcinelle w czerwcu 1994 roku, ale nawet przy tej okazji najwyraźniej niczego nie znajduje, choć funkcjonariusze zdają się zdawać sobie sprawę, że prace zostały przerwane.
Zaledwie rok po wspomnianych wizytach, prawdopodobnie niezbyt dokładnych, ponieważ belgijska policja nie pomyślała ani razu o objęciu nadzorem człowieka, który w przeszłości dopuścił się straszliwych nadużyć i porwań nieletnich, dochodzi do przypadków, które wstrząsają całym krajem.
W czerwcu 1995 roku zniknęły dwie 8-letnie dziewczynki, Julie Lejeune i Melissa Russo, a zaledwie dwa miesiące później 17-letnia An Marchal i 19-letnia Eefje Lambrecks.
Gdy tylko to się stało, robotnik, którego Dutroux poprosił o zbudowanie odpływów wody pod jego domami, ponownie udaje się na policję, aby przekonać ich do przeszukania domów pedofila, ale władze, zamiast kontynuować trop, który był już wystarczająco rażący dwa lata wcześniej, praktycznie mówią Thiraultowi, że ciężar dowodu spoczywa na nim i że to on powinien dostarczyć policji więcej elementów.
Belgijska żandarmeria ratuje pedofila
Jak się okazało później, policja nie potrzebowała Thiraulta, by dotrzeć do prawdy.
Wiedziała już wszystko w roku 1995, kiedy oficer Rene Michaux z sekcji dochodzeniowej belgijskiej żandarmerii, Brigade de Surveillance et de Recherche, otrzymał już na swoje biurko wszystkie informacje potrzebne do namierzenia Dutroux i jego wspólników.
Michaux był szefem operacji śledczej o nazwie „Operacja Othello”, która objęła nadzorem dom osławionego pedofila w Marcinelle, ale mimo to kamery w tajemniczy sposób nie uchwyciły momentu, w którym w sierpniu 1995 roku, Dutroux przywiózł do tego domu swoje dwie ofiary, An Marchal i Eefje Lambrecks, podobnie jak w tajemniczy sposób nie uchwyciły próby ucieczki Eefje.
Nie jest to pierwszy raz, gdy technologia, która jest tak wychwalana przez agencje wywiadowcze i organy ścigania, wydaje się nie sprawdzać, jeśli chodzi o śledzenie tropów śledczych, które mogą zaszkodzić interesom potężnych pierścieni pedofilskich i masońskich, ale z drugiej strony kamery funkcjonują bardzo dobrze, jeśli chodzi o filmowanie zwykłych obywateli na ulicach, jak ma to miejsce w wielu europejskich miastach, w tym w samej Brukseli.
Michaux nie tylko nie zauważył tego, co kamery powinny były zarejestrować, ale także zignorował wszystkie inne ważne wskazówki przedstawione mu przez matkę Dutroux, która wiedziała o przestępczym zachowaniu swojego syna i chciała współpracować z policją, a także przez innego policjanta, Christiana Dubois, który pokazał swojemu koledze dowody dotyczące innego wspólnika pedofila, Michela Nihoula, belgijskiego biznesmena, o którym więcej powiemy wkrótce.
Powyższe dowody i poszlaki byłyby więcej niż wystarczające dla każdego poważnego i uczciwego funkcjonariusza policji, aby przystąpić do aresztowania podejrzanego, ale nie dla Michaux, który ewidentnie pozwolił nawet, aby dymiący pistolet wymknął się mu, gdy sam udał się do wspomnianego domu w Marcinelle, jako że w międzyczasie w 1995 roku Dutroux został aresztowany za kradzież samochodu.
W domu tym, funkcjonariusz żandarmerii belgijskiej słyszy krzyki dwóch małych dziewczynek, Julie i Melissy, ale nie próbuje mu nawet odpowiedzieć na nie, a nawet ignoruje krem dopochwowy znaleziony w piwnicy wraz ze wziernikiem, łańcuchami i filmem wideo na temat zaginionych małych dziewczynek, które później umrą z głodu w owym przerażającym pomieszczeniu, a jedna z nich, An Marchal, zostanie nawet przez przestępcę pochowana żywcem.
Rozwiązanie sprawy trafiło prosto w ramiona Michauxa, który najwyraźniej nie chciał go zaakceptować i zamknąć sprawy.
Uznanie tego za zwykłą niekompetencję byłoby absurdem, ponieważ w tej sprawie zawsze było oczywiste, że za Dutroux stały znacznie potężniejsze kręgi, które miały wszelki interes w tym, aby pozwolić mu działać bez przeszkód.
I tak się stanie również w tym przypadku, jak to już miało miejsce w roku 1992, kiedy to minister sprawiedliwości wypuścił go na wolność.
Ork został ponownie zwolniony z więzienia w marcu 1996 roku z „powodów humanitarnych”, ponieważ jego druga żona spodziewała się dziecka, co jednak z pewnością nie było jego troską.
Jego celem był powrót do “pracy” i porwanie dwóch kolejnych 12-letnich dziewczynek, Sabine Dardenne i Laetitii Delhez, ale tym razem potwór został aresztowany w sierpniu 1996 r. przez dwóch śledczych Jean-Marca Connerotte’a i Michela Bourleta, którzy zostali zablokowani już kilka lat wcześniej podczas śledztwa w sprawie zabójstwa socjalistycznego polityka André Coolsa.
Niestety i w tym przypadku rezultat nie był inny. Connerotte został odsunięty od śledztwa tylko dlatego, że uczestniczył w kolacji charytatywnej na rzecz ofiar Marca Dutroux.
Machina, która chroniła pedofila przez wszystkie poprzednie lata, zwolniła sędziego ze stanowiska pod tym wątpliwym pretekstem, co sprawiło, że Belgia rozgorzała.
300 000 ludzi wyszło na ulice w tak zwanym wówczas „białym marszu”, masowej demonstracji protestacyjnej Belgów, którzy domagali się prawdy i sprawiedliwości dla ofiar siatki pedofilskiej, która dotarła do najwyższych szczebli administracji kraju.
Świadkowie nadużyć pedofilskich mówią o najpotężniejszych osobistościach w Belgii i Europie
Wszystkie ofiary molestowania, które nie znalazły sprawiedliwości w poprzednich latach, zgłosiły, że zostały zgwałcone przez bardzo wpływowych mężczyzn, ale w instytucjach, które miały rzucić światło na czyny owych pedofilów, byli ludzie tacy jak Michaux, którzy zadbali o to, aby je ukryć.
Zgłosiły się więc ponownie i początkowo świadkowie zostali zidentyfikowani jako X1, X2, X3 itd.
X1 to Regina Louf – pierwszy świadek ujawnia, że jako dziecko została sprzedana przez swoich rodziców; doświadczała nadużyć dopóki w roku 1988 nie wyszła za mąż za chłopaka, dzięki któremu udało jej się wyjść z koszmaru żywą i uniknąć śmierci podczas realizacji tzw. filmów snuff, o których wspomnieliśmy wcześniej.
X2 jest policjantką, która była wykorzystywana od dziecka, a która została również oddana potężnemu członkowi Rotary, paramasońskiego stowarzyszenia wspomnianego w innym miejscu. X2 doskonale wiedziała, że śledztwo będzie sabotowane przez władze i z tego powodu opuściła sesję zeznań.
Każda z ofiar miała wspólną historię nadużyć pedofilskich w rodzinie i każda z nich była zabierana od najmłodszych lat na satanistyczne imprezy i przyjęcia, na których dochodziło nie tylko do gwałtów na chłopcach i dziewczynkach, ale także do tortur i faktycznych morderstw.
Otwiera to drzwi do wspomnianych wcześniej filmów snuff. Są to filmy, w których ludzie, mężczyźni, kobiety i dzieci są zabijani naprawdę, aby zadowolić perwersyjnych sadystów, którzy kupują te filmy.
Wydaje się, że w Belgii istnieje bardzo dobrze prosperujący rynek w tym zakresie, na który zwrócił uwagę Jean-Pierre Van Rossem, swego rodzaju guru finansów, który był już zaangażowany w nielegalną działalność, ale wydawało się, że chce ujawnić prawdę o tym handlu.
Van Rossem zaczął krążyć po sex shopach w Belgii i Holandii w poszukiwaniu tych zakazanych filmów, aż natknął się na dwa, w Hulst i Putte, w których nie tylko dostarczono mu dziecięcą pornografię na żądanie, ale także film, w którym dziewczyna była brutalnie torturowana i zamordowana w zamian za 5000 euro dla jej porywaczy.
To właśnie jest górne piętro siatki pedofilskiej, które zostało zdemaskowane przez Reginę Louf i innych świadków.
Ofiary rozpoznały swoich oprawców, wśród których były wysoko postawione osobistości belgijskiego i europejskiego społeczeństwa.
Były belgijski parlamentarzysta Laurent Louis opublikował na swojej stronie internetowej długą listę osób uwikłanych w sprawę Dutroux i rozpoznanych przez ich ofiary.
Wśród nich znaleźli się Albert II, były król Belgii, książę Aleksander, syn króla Leopolda III, Michael Aquino, amerykański oficer z Pentagonu zajmujący ważne stanowiska w NATO i były założyciel satanistycznej sekty “Świątynia Seta”, komisarz policji Philippe Beneux, sędzia Vincent Baert, wspomniany wcześniej socjalistyczny polityk André Cools, kardynał Danneels, o którym już wiadomo, że był częścią niesławnej mafii z St Gallen, która wspierała wybór Bergoglia, oraz Herman Van Rompuy, były premier Belgii i przewodniczący Rady Europejskiej. http://web.archive.org/web/20120416133726/http:/www.laurent-louis.be/blog
Są to jedni z najpotężniejszych ludzi w Belgii i Europie. Sprawa Dutrouxa to nic innego jak nić pedofilii Ariadny, która, jeśli podążać za nią do końca, prowadzi do prawdziwych możnych rządzących tym światem.
Marc Dutroux jest zwykłym wyrobnikiem, a cały belgijski aparat śledczy działał, aby zapobiec ujawnieniu prawdy o tym, kto pociągał za jego sznurki i kto stał za tym “muzeum” horrorów gwałtów na dzieciach, morderstw i aktów bestialstwa, tj. seksu ze zwierzętami, które ofiary tego zdeprawowanego sadystycznego kręgu musiały znosić.
Nic dziwnego, że belgijskie władze nigdy tak naprawdę nie chciały ujawnić zleceniodawców Dutroux, który obecnie odsiaduje wyrok dożywocia w Belgii. Nie zrobiły tego, ponieważ byłoby to jak harakiri. Cały domek z kart zawaliłby się.
Podsumowując, można zauważyć, że ta potężna sieć pedofilska jest niczym innym jak filarem skorumpowanych liberalnych demokracji oraz masońskiego Nowego Porządku Świata.
Podczas poszukiwań Lejeune i Russo, policja dwukrotnie odwiedziła dom Dutroux, w którym przetrzymywane były Lejeune i Russo, w dniach 13 i 19 grudnia 1995 r., nie znajdując ich[3]. W trakcie przeszukań, podczas przeszukiwania piwnicy, słyszano głosy dziewcząt, ale policja nie podjęła dalszych działań w celu znalezienia źródła głosów[3]. Detektywi zgodzili się z twierdzeniem Dutroux, że trwająca w jego domu budowa miała na celu stworzenie nowego systemu odwadniającego, a nie nowych cel, które tworzył.[40] Kilka kaset wideo znalezionych podczas przeszukania nigdy nie zostało obejrzanych[41].[Niektóre z nich pokazywały Dutroux budującego loch, w którym przetrzymywani byli Lejeune i Russo[3]. Michel Bourlet, który został mianowany głównym śledczym, powiedział, że niektóre z kaset wideo zniknęły i że chciałby je wszystkie odzyskać i przejrzeć[41]. Oficer prowadzący przeszukanie został później awansowany[41].
W październiku 1996 r. sędzia Jean-Marc Connerotte został odsunięty od śledztwa przez Sąd Najwyższy z powodu obaw o jego bezstronność po tym, jak wziął udział w kolacji zbierającej fundusze dla rodzin ofiar[42]. Inny sędzia, Jean-Claude Van Espen, podał się do dymisji po tym, jak wyszły na jaw jego bliskie relacje z Michelem Nihoulem[3]. 23 kwietnia 1998 r.[22] Dutroux mógł zapoznać się z aktami swojej sprawy. Towarzyszyło mu dwóch funkcjonariuszy policji. Kiedy jeden z funkcjonariuszy udał się na przerwę, Dutroux obezwładnił drugiego i był w stanie uciec. Został schwytany kilka godzin później.[43] W rezultacie minister sprawiedliwości Stefaan De Clerck, minister spraw wewnętrznych Johan Vande Lanotte i komendant policji podali się do dymisji.
W lochu, w którym przetrzymywano dwie dziewczynki, znaleziono niezliczoną ilość włosów. Sędzia Langlois odmówił zbadania ich pod kątem DNA, mimo że główny śledczy policji, Michel Bourlet, błagał go o ich analizę, aby dowiedzieć się, czy w sprawę zaangażowanych było więcej osób poza Dutroux[3].[Prokurator generalny w tej sprawie, Anne Thily, powiedziała dziennikarce śledczej Olence Frenkiel, że wszystkie włosy zostały przetestowane, choć Frenkiel twierdziła, że słyszała ze źródeł, które twierdziły inaczej, pisząc: “Jak tak wysoka rangą osoba może tak bezczelnie kłamać?”[3] Co najmniej siedmiu członków organów ścigania zostało aresztowanych pod zarzutem powiązań z Markiem Dutroux. Jednym z nich był Georges Zico, detektyw policyjny uważany za współpracownika Dutroux[44]. Według prokuratora Michela Bourleta, Zico został oskarżony o kradzież ciężarówki, fałszowanie dokumentów i oszustwa ubezpieczeniowe[44]. Ostatecznie kilka rodzin ofiar zbojkotowało oficjalny proces, stwierdzając, że był to cyrk i nie było żadnych postępów w sprawie od czasu usunięcia sędziego Connerotte[45].
Próby uzyskania dostępu do Dutroux Dossier z WikiLeaks zablokowane w Belgii
W 2009 roku WikiLeaks opublikowało Dutroux Dossier. Belgijskie władze próbowały doprowadzić do jego usunięcia. Prokurator generalny Liege, Cedric Visart de Bocarme, powiedział: “Jest tu trochę prawdziwych, trochę fałszywych, trochę bardzo rozbieżnych informacji, dotyczących niektórych osób, które nie zrobiły nic złego, które zostały po prostu wspomniane w dochodzeniu i tym samym narażone na publiczną pogardę, podczas gdy cały ten materiał powinien pozostać utajniony”[48].
Michel Nihoul był biznesmenem znanym z częstego uczestnictwa w imprezach erotycznych. Został oskarżony o bycie mózgiem operacji porywania i wykorzystywania dzieci wokół Dutroux.[3] Adwokat Nihoula w sprawie, Frederic Clement de Clety, zaprzeczył wszystkim zarzutom postawionym Nihoulowi przez Dutroux i nazwał go “kłamcą i manipulatorem”.[63] Kiedy dziennikarka śledcza Olenka Frenkiel spotkała Nihoula w Brukseli, podobno przywitał ją słowami “Jestem potworem Belgii”. Powiedział jej, że jest pewien, że nigdy nie będzie ścigany. Podczas spotkania chwycił ją, łaskotał i przyciągnął do siebie tak, że wezwała swoich kolegów, aby pomogli jej się od niego uwolnić. Frenkiel pracowała nad filmem dokumentalnym o tej sprawie dla BBC.[3] W 2004 r. pod koniec procesu w sprawie Dutroux został uwolniony od wszystkich zarzutów uprowadzenia dziecka.[81] W maju 2010 r. belgijska prokuratura wycofała wszystkie zarzuty przeciwko Nihoulowi dotyczące udziału w pedofilskim kręgu z powodu braku jakichkolwiek namacalnych dowodów.[82]
Ponad 20 potencjalnych świadków w sprawie zginęło w tajemniczych okolicznościach[83]. (lista i okoliczności śmierci podane w Wikipedii)
Inne zgony osób powiązanych ze sprawą (lista i okoliczności śmierci podane w Wikipedii)
Zarzuty szerszego zaangażowania
Przekonanie o istnieniu sieci pedofilskiej, która obejmowała wysokich rangą członków belgijskiego establishmentu i spisek mający na celu jej ukrycie, stała się powszechna w Belgii[43]. Doniesienia prasowe twierdziły, że przed jego usunięciem Connerotte był bliski publicznego ujawnienia nazwisk wysokich rangą urzędników państwowych, którzy zostali rozpoznani na taśmach wideo[50].[50] Connerotte powiedział, że biznesmen Michel Nihoul był mózgiem operacji porywania dzieci i zeznałby w procesie, że istniały morderstwa na wysokim szczeblu mające na celu powstrzymanie jego śledztwa. 45][3] Śledczy uważali również, że Dutroux i Nihoul planowali długodystansową sieć handlu prostytucją obejmującą samochody i import dziewcząt ze Słowacji, choć nigdy nie odkryto na to żadnych dowodów. 99][77]
Dutroux i jego koledzy oskarżeni poparli narrację spiskową. Michel Lelièvre, wspólnik Marca Dutroux, powiedział, że dwie dziewczynki, Lejeune i Russo, zostały porwane na zlecenie osoby trzeciej[3]. Jednak podczas aresztowania Lelièvre przestał współpracować z władzami[3]. Powiedział policji, że grożono mu i nie może ryzykować, że powie coś więcej[99]. Adwokat Dutroux, Xavier Magnee, powiedział podczas procesu: “Mówię nie tylko jako prawnik, ale także jako obywatel i ojciec. On nie był jedynym diabłem. Spośród 6000 próbek włosów znalezionych w piwnicy, w której przetrzymywano niektóre ofiary, odkryto 25 “nieznanych” profili DNA. W piwnicy znajdowały się osoby, które nie są obecnie oskarżone”. Prokuratura nigdy nie próbowała dopasować tych profili DNA do osób zamieszanych w sprawę[100].
Skupiono się również na bogactwie materialnym Dutroux, który posiadał dziesięć domów. Jego łączna wartość wynosiła 6 milionów franków belgijskich (130 000 USD).[101] Podczas gdy posiadał cały ten majątek, otrzymywał również pomoc publiczną w wysokości 1200 USD miesięcznie. Dokumenty ujawnione przez WikiLeaks pokazują, że duże sumy pieniędzy w różnych walutach wpływały na konto bankowe Michelle Martin i twierdziły, że były powiązane w czasie ze zniknięciami uprowadzonych dziewczynek[14]. Zarówno przelewy, jak i wartość sześciu nieruchomości, które posiadał Dutroux, sugerowały śledczym, że był on finansowany przez większy pierścień pedofilski i prostytucyjny[101.
Inni świadkowie X opowiadali o przypadkach, w których dzieci były ścigane przez las z dobermanami lub opowiadali o spotkaniach, które obejmowały orgie seksualne z nieletnimi, tortury i morderstwa z udziałem sekretarza generalnego NATO[101].
Dziennikarka Olenka Frenkiel twierdzi, że ponad 20 potencjalnych świadków w sprawie zginęło w tajemniczych okolicznościach. Jako przykład Frenkiel podaje Bruno Tagliaferro, który został znaleziony martwy po tym, jak twierdził, że posiadał wiedzę na temat pojazdu uprowadzonego przez Dutroux. Chociaż przyczyną śmierci Tagliaferro był atak serca, amerykańscy analitycy ustalili później, że został otruty. Artykuł Frenkiel twierdzi, że żona Tagliaferro, Fabienne Jaupart, która była zdeterminowana, by znaleźć zabójcę swojego męża, również została znaleziona martwa po tym, jak jej materac został podpalony[83]. https://en.wikipedia.org/wiki/Marc_Dutroux
100 lat temu we Lwowie urodził się Zbigniew Herbert, jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku. Dramatopisarz, eseista, autor sztuk scenicznych i słuchowisk, a także tłumacz poezji francuskiej. Człowiek, który brzydził się fałszem i zakłamanymi układami III RP. Nie uznawał tanich kompromisów i sprzeciwiał się polityczno-medialnej obłudzie. Pewnie dlatego nie otrzymał Nagrody Nobla, choć zdecydowanie mu się należała. „Bądź odważny. Gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy… Bądź wierny Idź” – apelował w „Przesłaniu Pana Cogito”. Z tą właśnie odwagą nazwał Adama Michnika manipulatorem i oszustem. Dziś jeszcze wyraźniej widać, jak wiele miał racji.
Poeci często widzą dalej i głębiej. Zwłaszcza ci, których wrażliwość nie ustępuje realizmowi. Do takich zaliczał się Zbigniew Herbert, uporczywie dążący do prawdy, odróżniający piękno od kiczu, rozumiejący prawdziwe dobro. W setną rocznicę urodzin Mistrza, warto wrócić do jego twórczości.
Idź dokąd poszli tamci…
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch…
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”
https://youtube.com/watch?v=E7_Ui4hw2xk%3Frel%3D0
Postać Pana Cogito zajmowała wiele miejsca w twórczości Herberta. Twierdził, że pomagał mu zdystansować się zarówno od wydarzeń, jak i do czytelnika. „Wymyśliłem tę postać, żeby mówiła za mnie, bo sam nie bardzo lubię bezpośrednich zwierzeń. Ale nie zawsze się z nią zgadzam” — powiedział w rozmowie z Polskim Radiem.
Są rzeczy szlachetne i podłe. Biada zacierającym te granice
Herbert był człowiekiem bezkompromisowym. Jednoznaczną postawę zajmował zarówno wobec komunizmu, jak i wobec III RP oraz lansowanych w niej autorytetów. Wielu twierdzi, że to właśnie ta niezłomność sprawiła, że choć od końca lat 60. był poważnym pretendentem do Literackiej Nagrody Nobla, nigdy się jej nie doczekał. Otrzymała ją za to Wisława Szymborska, ulubienica Salonu III RP, która potrafiła odnaleźć się twórczo nawet w stalinizmie. Herbert przeciwnie.
Lubię pływać pod prąd, a nawet przegrywać z prądem, bo to przynajmniej wyrabia mięśnie. Wymyśliłem sobie taką praktyczną, prywatną, moralną dyrektywę: jeśli masz dwie drogi do wyboru, wybieraj zawsze drogę trudniejszą dla ciebie. A poza tym wierzę, że są rzeczy piękne i brzydkie, dobre i złe, szlachetne i podłe. I biada takim strukturom, w których te granice zostaną zatarte w imię czegokolwiek
— mówił w wywiadzie opublikowanym w „Polityce” w 1972 roku.
„Michnik jest manipulatorem”
Widział świat jasno. Z czasem coraz bardziej odkrywał fałszywe karty „odzyskanej wolności”. Nie godził się na okrągłostołowe układy i zakłamane fundamenty III RP. Niewielu to jeszcze wtedy rozumiało. Dziś, gdy wiedza o relacjach Adama Michnika z gen. Jaruzelskim jest już powszechna, znacznie łatwiej zrozumieć stanowczość Herberta w ocenie redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. Michnik wiszący na szyi Jaruzelskiego, nazywający go „polskim patriotą” i „facetem, który kocha Polskę”, to scena wyjątkowo odrażająca. Miała miejsce już po śmierci poety, ale w pełni ukazuje to, o czym Herbert wiedział, zanim dowiedzieli się inni.
Bez niego nic by nie było. Bez ciebie nic by nie było, Wojtku. Nic. Nic! Nic! Nic! Tylko ty i Wałęsa – to byli dwaj ludzie, którzy mogli zmienić bieg historii i wyście to zrobili
— wyznawał Michnik Jaruzelskiemu w nocy z 12 na 13 grudnia 2020 roku, w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. W tym samym czasie przed willą generała – jak co roku – na modlitwie trwała ogromna grupa ludzi upamiętniająca ofiary krwawego reżimu. https://www.youtube.com/embed/VPuYMWAyQN4?rel=0
Trudno o bardziej dobitny obraz fikcji, jaką ustanowiono po 1989 roku. „Gazeta Wyborcza” skutecznie betonowała neokomunistyczny układ, pilnowała by w III RP nie doszło do rozliczeń zdradzieckiego zamachu na własny naród. Kreowano własne autorytety, tworzono nowe układy i rozszerzano strefę wpływów. Komunistyczni zbrodniarze pozostawali kryci, pod hasłami demokracji i wolności gnił haniebny kompromis przemilczenia win. Postkomuniści pisali własną historię „Solidarności”, dyskredytując skutecznie tych, którzy chcieli Polski prawdziwie wolnej, suwerennej, tożsamościowej i wiernej narodowemu dziedzictwu. Niszczyli każdy przejaw dążeń konserwatywnych, posiłkując się w wielkiej polityczno-biznesowo-medialnej grze bezwzględną propagandą. I działo się dokładnie to, przed czym ostrzegał Zbigniew Herbert, mówiąc że „w Polsce panuje neokomunizm”.
Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny. Ideologia tych panów, to jest to, żeby w Polsce zapanował „socjalizm z ludzką twarzą”. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia. Jak jest potwór, więc powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd i uciekam przez okno z krzykiem
https://youtube.com/watch?v=J9qB6dySl3Y%3Frel%3D0
Nowa twarz postkomuny
Postkomunistyczny potwór wciąż ma się świetnie. Właśnie wrócił w nowym przebraniu. Donald Tusk obiecał przecież byłym funkcjonariuszom służb komunistycznych, że „krzywdy zostaną naprawione” i przywrócił im przywileje emerytalne. Nie ma się też co spodziewać dalszych rozliczeń, bo przecież, jak twierdził popierający Koalicję Obywatelską gen. Mazguła, stan wojenny był „kulturalnym wydarzeniem”. Rozliczenia owszem będą, ale skierowane wobec przeciwników III RP. I to na tyle dotkliwe, by poczuli siłę zemsty. Na salony polityczne wracają szkoleni w Moskwie dyplomaci, ład prawny zostaje całkowicie podważony, dotychczasowe dążenia suwerennościowe poddane totalnemu resetowi i odtwarzany jest stary, uklepany układ sił. Wróciły dawne prześladowania i ubeckie metody. Widać je w kolejnych paszkwilach gazety z Czerskiej i lewicowych mediów, w fanatycznej nagonce na Kościół i w rewolucyjnym zapale niszczenia fundamentów łacińskiej cywilizacji.
Co powiedziałby na to wszystko Zbigniew Herbert w 100. rocznicę swoich urodzin? Jest z czego czerpać. „Przesłanie Pana Cogito” wciąż nabiera aktualności: „Ocalałeś nie po to aby żyć, masz mało czasu trzeba dać świadectwo. (…) Bądź wierny Idź”. Ale tych ważnych wskazań, tropów i napomnień jest w twórczości Mistrza znacznie więcej. Tak jak i pięknej wrażliwości, która pozwala sercu jaśnieć, a duszy bardziej tęsknić za przeznaczonym sobie wiecznym celem. „We mnie jest płomień który myśli i wiatr na pożar i na żagle” – pisze w wierszu „Napis”. „Gdy wyschnie źródło gwiazd, będziemy świecić nocom. Gdy skamienieje wiatr, będziemy wzruszać powietrze”…
Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej opublikował krótki film z okazji prawosławnego święta Wstawiennictwa Najświętszej Maryi Dziewicy (Pokrowa). W sąsiedztwie Matki Bożej, na wzór bizantyjskich świętych umieszczono Stepana Banderę i Romana Szuchewycza – ideologów zbrodniczego ukraińskiego nacjonalizmu.
Skandaliczny klip opublikowano na kanale YouTube ukraińskiego IPN 1 października. „Kult Matki Bożej opiekunki wojowników sięga czasów Rusi Kijowskiej i Bizancjum. Ukraińscy Kozacy szczególnie czcili Święto Wstawiennictwa (Pokrowa). Święto to stało się ważne dla społeczności kozackiej, ponieważ to właśnie w Pokrowie wybierano nowych hetmanów i oficerów” – słyszymy w filmie.
„Historyczna więź między pokoleniami uwidoczniła się w trakcie burzliwej walki o wolność Ukrainy w XX wieku. Bojownicy o ukraińskie państwo ludowe w latach 1917-1921 kontynuowali tradycje kozackie, a święto Pokrowy stało się symbolem powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii” – tłumaczy narrator.
W filmie pokazana jest grafika stylizowana na podobieństwo prawosławnych ikon, gdzie w otoczeniu Matki Bożej znajdują się bohaterowie narodowi Ukrainy. Wśród nich umieszczono Stepana Banderę i Romana Szuchewycza – ideologów zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego, który skutkował m.in. ludobójstwem na Wołyniu.
Banderowska teoria krwi zakładała „oczyszczenie” rzekomo rdzennych terenów ukraińskich z każdego innego żywiołu. Dopiero po spełnieniu tego warunku, jak przekonywano, możliwe byłoby zbudowanie niepodległej i suwerennej Ukrainy.
Jak zauważyła z kolei ukraińska historyk i badacz holokaustu Marta Havryshko, 28 października, w 80. rocznicę Ukrainy spod okupacji niemieckiej, Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy w ogóle nie wspomniał o tym wydarzeniu. Natomiast powstanie UPA (14 października) uczczono określeniem „dzień bohaterów”.
Today, 28 Oct., Ukraine commemorates the 80th anniversary of liberation from Nazi occupiers. Even though more than six mln men and women served in the Red Army, the General Staff of the Armed Forces of Ukraine does not mention this date on its social media, while the creation of… pic.twitter.com/vCJRPm3s7d — Marta Havryshko (@HavryshkoMarta) October 28, 2024
Źródło: dorzeczy.pl / X / YouTube / Ukrainian Institute of National Remembrance
Wodą na młyn antyamerykańskiej propagandy totalitarnych reżimów (imperialistycznej Rosji, komunistycznych Chin, czy państw szariatu) jest patologiczna polityka USA. Warto pamiętać, że zwolennikami patologii płynących z zachodu są przedstawiciele lewicy i pseudo liberałów, często współpracujący z komunistami. Przeciwnikami zaś amerykańscy konserwatyści żyjący irracjonalnymi złudzeniami wobec Rosji Putina.
Walka z patologiami niszczącymi zachód, i narzucanymi nam by zniszczyć Polskę i Polaków, ma też na celu przeciwstawienie się antypolskiej polityce Rosji, której zależy na tym, by w wyniku demoralizacji Polaka była słabym krajem. Doskonale o tym antypolskim zagrożeniu świadczy to, że tęczowe patologie były jednymi z tych, które przez laty promowały w Polsce rosyjskie państwowe media dla Polaków takie jak Sputnik, czy sterujący mediami lewicowymi i pseudo liberalnymi agent wojskowego rosyjskiego wywiadu GRU Rubcow.
Zbrodnie na dzieciach w USA
W USA kilkadziesiąt placówek podaje dzieciom blokery dojrzewania i hormony płciowe. Praktykowanie tej zbrodniczej patologii zostało wprowadzone bardzo szybko. Od 2010 roku transpłciowość zaczęła być promowana w popkulturze, i w amerykańskich szkołach od poziomu szkół podstawowych. W amerykańskich szkołach wspierana jest wszelka ekspresja płciowa uczniów, nauczyciele mają nakazane traktowanie uczniów zgodnie z ich trans-urojeniami. Szkoły w USA mają nakazane ukrywanie przed rodzicami, że ich dzieci są podawane trans okaleczeniom i trans truciu.
Amerykańskie szkoły mają zakaz ujawniania biologicznej płci osobnika, np. dziewczynkom nie wolno powiedzieć, że będą mieszkać w internatach, kąpać się pod prysznicami, korzystać z przebieralni i toalet razem z nową „koleżanką”, która posiada siusiaka. Ma to być dla dziewczynek niespodzianka. Dla ganderystów liczą się odczucia trans osobników a nie normalnych dziewczynek, które mogą się czuć zagrożone widokiem swojej nagiej „koleżanki” z penisem w stanie erekcji.
Podobnie dorosłe normalne kobiety są pozbawiane, w imię dobrego samopoczucia trans rzekomych kobiet z siusiakami, prawa do prywatności – poprzez zmuszanie biologicznych prawdziwych kobiet do dzielenia wrażliwych pomieszczeń (toalet, pryszniców, przebierali, noclegowni) razem z trans rzekomymi kobietami z siusiakami. Polityka, także w szkołach, polega na tym, że trans mają przywileje, a normalni biologicznie prawdziwi są pozbawieni elementarnych praw. Liczy się samopoczucie trans, a nie samopoczucie normalnych.
W 2015 promowanie transparentności stało się polityką władz amerykańskich. Za wprowadzenie tej patologicznej polityki odpowiadała lewicowa Partia Demokratyczna i jej prezydent Barack Hussein Obama. Administracja demokraty Obamy wprowadziła: korzystanie z toalet według subiektywnego widzimisię a nie faktów biologicznych (żądny wrażeń facet mógł korzystać z toalet dla kobiet gdy twierdził, że czuje się kobietą), zakaz stanowych regulacji ograniczających dostęp do ubikacji na podstawie płci biologicznej, uznanie, że podział na pomieszczenia dla kobiet i mężczyzn jest zły jak rasizm, przymusowe opłacanie przez prywatne ubezpieczenia zdrowotne operacji trans okaleczania, obligatoryjne przyjmowanie bezdomnych do noclegowni według ich trans deklaracji, finansowanie operacji zmiany płci w wojsku i w więzieniach wojskowych.
Obamę w jego trans polityce wspierał globalne amerykańskie korporacje: IBM, Paypal, Apple, Facebook, Google, Salesforce. Jednocześnie Pay Pal, wspierający tęczowa rewolucje w USA, ma swoją główną siedzibę w Singapurze, gdzie akty homoseksualne były karane do 2022 roku. Siedziba Paypal jest też w Emiratach Arabskich, gdzie jest kara śmierci za homoseksualizm.
Trans terror praktykowany jest też przez władze lokalne w USA. W nowym Jorku wprowadzono kary za używanie zaimków sprzecznie z urojeniami trans osoby. W Kalifornii do więzień są zamykani stanowi pracownicy używający zaimków sprzecznie z urojeniami. W USA dzieci mające trans urojenia są odbierane rodzicom, którzy nie akceptują takich urojeń.
Amerykańscy lewicowcy i pseudo liberałowie umożliwili osobom z penisami deklarującym się jako trans kobiety bezkarne wejście do pomieszczeń zarezerwowanych tylko dla kobiet, co było krzywdzące dla kobiet. Amerykańskie władze podejmowały takie decyzje, bez konsultacji z rodzicami i wbrew woli biologicznych dziewczynek. Taka polityka umożliwiła cwanym chłopcom, którzy zadeklarowali, że czują się dziewczynkami, bezkarne oglądanie swoich nagich koleżanek. Dziewczynki będące ofiarami tej trans polityki czuły się zagrożone, tym, że są wystawione na widok i nagrywane przez chłopców deklarujących trans. Dziewczynki odczuwały duży dyskomfort przymusowo musząc oglądać penisy swoich kolegów deklarujących trans – szczególnie jest to bolesne dla dziewcząt, które padły ofiarą molestowania seksualnego.
Trans przepisy pozwalające posiadaczom penisów wchodzić do ubikacji dla kobiet, są powszechnie wykorzystywane przez gwałcicieli wykorzystujących seksualnie kobiety, ekshibicjonistów i pedofilów. Podobnie zboczeńcy posiadający penisy i zamknięci w więzieniach dla mężczyzn, deklarują trans, by być przeniesionym do więzień dla kobiet, i mieć możliwość gwałcenia osadzonych kobiet. Nie można się zgodzić z trans twierdzeniami, że niedopuszczanie posiadaczy penisów deklarujących trans, do toalet, przebieralni, czy miejsc noclegowych dla kobiet, jest formą dyskryminacji. Ideologia trans negując biologiczną odmienność kobiet od mężczyzn, uniemożliwia skuteczną ochronę praw kobiet.
Również w sporcie kobiety stały się ofiarami trans przepisów. Posiadacze penisów deklarujący trans zdominowali sport dla kobiet, w konsekwencji biologiczne kobiety w sporcie dla kobiet nie mają możliwości odnoszenia sukcesów.
Sektor prywatny też wspiera trans patologie
Trans organizacje wymusiły na firmach prywatnych uznawanie subiektywnego widzimisię do własnej rzekomej płci, oraz narzuciły firmom zapewniającym ubezpieczenia zdrowotne finansowania trans okaleczeń i dożywotnich kuracji hormonalnych.
Prześladowani są uczciwi naukowcy mówiący prawdę o trans okaleczeniach
Pod zarzutem trans fobii prześladowanie są uczciwi naukowcy mówiący prawdę o okaleczeniach. W ramach trans prześladowań mówiący prawdę o trans zbrodniach są wyrzucani z pracy, zamykani w więzieniach, szkalowane są również placówki naukowe ich zatrudniające. Zakazano badania przyczyn zaburzeń tożsamości seksualnej u dzieci, rozwiązywania problemów będących przyczyną tych zaburzeń, bo trans lobby wymaga by zaakceptowano zaburzenia tożsamości seksualnej u dzieci.
W Kanadzie władze zamknęły klinikę, która ośmieliła się pomagać psychicznie dzieciom z zaburzeniami samo postrzegania, zamiast te dzieci od razu wysyłać do okaleczenia.
Oficjalnie, satanizm istnieje tylko w formie różnych ideologii: nazizm, komunizm, demokracja liberalna, nie licząc różnych dodatkowych suplementów typu K+LGBTQ+P-F. W kolejce czeka AI z testowanym algorytmem, który ma decydować o życiu lub śmierci odciążając subsaharyjskich Murzynów. Aktualna polityczna apka (rozumiana jako aplikacja pobrana do głowy z serwera propagandy), którą Stanisław Michalkiewicz nazywa VolksdeutschePartei jest „igraszką” – na etapie zażyłych i śmiertelnych kontaktów kata z ofiarą. Umiera wszystko według planu zrównoważonego rozboju: gospodarka, ludzie, relacje, kultura, nauka, edukacja, karczowane są w metaforycznym i dosłownym sensie: rozum i każdy przejaw moralności.
Pandemia satanizmu i jego wyznawcy
W okresie marszu przez Instytucje cierpliwie obsadzał na stanowiskach swoich uczniów. Oficjalnie nie istniał. Objawiał się nielicznym. Dziś coraz głośniej i częściej słyszymy robaczywy język – słowa z napęczniałym odwłokiem zawierającym jad. Lęgną się w głowach, wychodząc na świat w długim ruchliwym korowodzie kłamstwa.
Słowo satanizm, po latach programowania umysłów, jest dziś niezrozumiałym i mało używanym pomimo że liczba wyznawców mutacji diabelskich ideologii gwałtownie rośnie.
Sataniści w polityce, piekło na ziemi
Człowiek od poczęcia staje się częścią natury, kultury i podmiotem prawa. Postulat jego bezkarnego mordowania wraz z postulatem zabijania ludzi przez Instytucje pod patronatem dr Mengele, jest objawem satanizmu.
Z tego i z wielu innych powodów sataniści nie powinni wtrącać się do polityki. To podstawowa zasada moralnej higieny tej sfery życia. W każdym innym przypadku będziemy mieć, co nietrudno przewidzieć, piekło na ziemi.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 29 października 2024 michalkiewicz
Kto by pomyślał, że demolka naszego bantustanu, jaką na polecenie Berlina przeprowadza Volksdeutsche Partei do spółki z bodnarowcami sięga tak głęboko? Dotychczas wydawało się, że w ramach operacji „przywracania praworządności” obejmuje ona niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy. Rzeczywiście – z niezależną prokuraturą mamy same zgryzoty. Doszło do tego, że nie wiadomo, kto właściwie jest Prokuratorem Krajowym – czy pan Dariusz Barski, czy przeciwnie – faworyt pana ministra Adama Bodnara, pan Dariusz Korneluk. Odpowiadając na pytanie, zadane w marcu tego roku przez niezawisły sąd w znanym na całym świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym, Izba Karna Sądu Najwyższego 27 września orzekła, że Prokuratorem Krajowym jest – jak gdyby nigdy nic – pan Dariusz Barski. Po tym orzeczeniu pan Barski usiłował wejść do gmachu Prokuratury Krajowej, by objąć urzędowanie, ale nie został tam wpuszczony przez jakichś siepaczy, najwyraźniej inspirowanych przez pana Dariusza Korneluka, w którym pan minister Adam Bodnar dlaczegoś upodobał sobie, jako w Prokuratorze Krajowym. Czy to poczucie wspólnoty etnicznej, czy coś innego o tym zadecydowało – dość, że pan Dariusz Barski musiałby urzędować na ulicy, gdyby nie zlitował się nad nim pan prezydent Andrzej Duda, którzy udostępnił mu jakiś pokoik w gmachu Kancelarii Prezydenta. Tam pan Barski urzęduje, a konkretnie – to nie bardzo wiadomo, co robi – bo nie wiadomo, czy jacyś niezależni prokuratorzy zwracają się do niego ze sprawami urzędowymi. Prawdopodobnie nie – bo gdyby któryś się zwrócił, to zaraz Prokurator Generalny w osobie pana ministra Adama Bodnara w jednej chwili zdmuchnąłby go jak gromnicę i całą karierę w jednej chwili diabli by wzięli. Skoro my o tym wiemy, to tym bardziej wiedzą o tym niezależni prokuratorzy i pod argusowym okiem pana ministra Bodnara siedzą, jak trusie.
Toteż kiedy dla rozweselenia oglądam sobie od czasu do czasu telewizyjny horror pod tytułem „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, to trudno mi powstrzymać odruch współczucia na widok występującego tam prokuratora. Nawiasem mówiąc, początkowo myślałem, że w tym serialu występują wyłącznie zawodowi aktorzy, ale jeśli nawet – to chyba nie wszyscy – bo pani sędzia Anna Maria Wesołowska podobno jest autentyczna. To znaczy – nie wiadomo, czy do końca, bo jak wiemy, Judenrat „Gazety Wyborczej”, któremu Sanhedryn na obecnym etapie powierzył rząd dusz nad naszym mniej wartościowym narodem tubylczym, w ramach koordynacji żydowskiej polityki historycznej i wszelkiej innej z niemiecką, podzielił sędziów na prawdziwych i fałszywych. Sędziowie prawdziwi, to ci, którzy zostali rekomendowani do nominacji przez „starą” Krajową Radę Sądownictwa, powołaną jeszcze jeśli nawet nie przez generała Kiszczaka, to przez pana generała Dukaczewskiego, ostatniego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych, które – jak tylko rozwiązała się PZPR, będąca pasem transmisyjnym bezpieki do sądownictwa – natychmiast kazały niezawisłym sędziom utworzyć zastępczy pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa w postaci organizacji „Iustitia”. Później doszedł do tego kolejny pas transmisyjny, będący rezultatem operacji „Temida”, jaką w swoim czasie prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu werbunku agentury właśnie wśród niezawisłych sędziów. W efekcie postała organizacja „Themis”, która też aktywnie włącza się do operacji „przywracania praworządności”. Więc pani sędzia Anna Maria Wesołowska wprawdzie wygląda młodo, ale pozory mogą być mylące. Samego Stalina to chyba nie pamięta, ale już generała Kiszczaka – kto wie? – a generała Dukaczewskiego, to już na pewno.
Rozpisałem się o tych niezawisłych sędziach również dlatego, że wspomniane orzeczenie Izby Karnej Sądu Najwyższego, iż pan Dariusz Barski jest Prokuratorem Krajowym, zostało wydane przez trzech sędziów, których pan Adam Bodnar „nie uznaje”, podobnie jak całego Sądu Najwyższego, a w każdym razie – jak Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada znienawidzona Julia Przyłębska. Wprawdzie pan Bodnar, jako minister w vaginecie Donalda Tuska, jest organem władzy wykonawczej i uznawać, bądź „nie uznawać”, to może najwyżej własne potomstwo, ale najwyraźniej kieruje się on słowami rewolucyjnej piosenki: „z własnego prawa bierz nadania”, do czego ostatnio został ośmielony przez obywatela Tuska Donalda, który oświadczył, że skoro nie dysponuje prawnymi środkami przywracania praworządności, to będzie posługiwał się środkami bezprawnymi. Jakimi? Aaaa, tu możliwości są nieograniczone, aż do kuli w potylicę i dołu z wapnem. W rewanżu Sąd Najwyższy zapowiedział, że jak tak, to on „zajmie się” prokuratorami. Do czego to doprowadzi – trudno powiedzieć – ale bardzo możliwe, że do opcji zerowej, to znaczy – do wzajemnego wyaresztowania się wszystkich niezależnych prokuratorów i niezawisłych sędziów. Nawiasem mówiąc, zgodnie z poglądem, według którego literatura wyprzedza życie, przewidział to Sławomir Mrożek w sztuce „Policjanci – dramat ze sfer żandarmeryjnych”. Tam co prawda wyaresztowują się wzajemnie tylko policjanci – ale nie wymagajmy zbyt wiele od literatury.
O ile do sytuacji w tak zwanym „wymiarze sprawiedliwości”, czyli politycznych gangach przebierańców, zdążyliśmy się już trochę przyzwyczaić, o tyle doniesienie mego Honorable Correspondanta mną wstrząsnęło, bo wynika z niego, iż zaraza zstąpiła do głębi, to znaczy – do fundamentów naszej państwowości. Wprawdzie na wsi nie mieszka już tylu obywateli, co przed ostatnią wojną światową, ale według Polskiego Stronnictwa Ludowego, fundamentem naszego społeczeństwa są nadal chłopi, którzy – jak wiadomo – mieszkają na wsiach. Taka wieś może być sołectwem, chociaż niekiedy w jednej wsi może być nawet kilka sołectw. Takie sołectwo uchodzi za „jednostkę pomocniczą” gminy, a tworzy je rada sołecka i sołtys. I rady i sołtysi są wybierani na zebraniach wiejskich, które według koneserów demokracji, są przykładem demokracji bezpośredniej.
Nawiasem mówiąc, rozmaicie z tym bywało. Na przykład w zaborze rosyjskim – o czym wspomina Adam Grzymała-Siedlecki – prawo wybierania sołtysów mieli wyłącznie włościanie. Jak to wyglądało w praktyce? Oto ojciec Grzymały-Siedleckiego, będący pisarzem gminnym pytał zebranych, kogo by też chcieli na sołtysa. Na co zebrani – a kogo tam pan pisarz kcom. – No to może chcecie, żeby Nawrot był sołtysem? Ponieważ nikt z zebranych nie protestował, imć Nawrot, który w międzyczasie potrafił nawet n a r y s o w a ć swoje imię i nazwisko, z kadencji na kadencję piastował godność sołtysa. A dlaczego nikt z zebranych nie protestował? Rzecz w tym, że do obowiązków sołtysa należało zbieranie podatków. Toteż kiedy dwóch włościan się pokłóciło, to o ile nie doszło do mordobicia, spór kończył się pogróżką: poczkoj, hyclu, będą wybory i zrobimy cię sołtysem.
Otóż mój Honorable Correspondant informuje, że w jego gminie dokonano wprawdzie wyboru sołtysa na zebraniu wiejskim, ale „bez ustawowego wymogu miejscowego statusu sołectwa”. Tym samym – twierdzi Honorable Correspondant – wybory były nielegalne, a ponieważ w sąsiednich gminach mogło być tak samo, to znaczy, że za rządów Vokksdeutsche Partei do nielegalnych sędziów i nielegalnych prokuratorów mogli dołączyć „nielegalni” sołtysi. Ładny interes! I co teraz będzie?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.