Klimatyczne oszustwo. Powódź nie jest skutkiem wywołanych przez człowieka zmian klimatu !

Czy powódź w Polsce jest skutkiem wywołanych przez człowieka zmian klimatu? Ekstremalne zjawiska pogodowe wczoraj i dziś – PCH24.pl

Roman Motoła


https://pch24.pl/czy-powodz-w-polsce-jest-skutkiem-wywolanych-przez-czlowieka-zmian-klimatu-ekstremalne-zjawiska-pogodowe-wczoraj-i-dzis

W związku z obecną dyskusją dotyczącą klimatu [przecież to nie „dyskusja”, lecz narzucone , bezczelne Kłamstwo ! M. Dakowski] , występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych jest często wiązane z „antropogenicznym globalnym ociepleniem”. Dzięki mediom z całego świata słyszymy teraz o każdym ekstremalnym zdarzeniu pogodowym w czasie rzeczywistym – nawet o występującym po drugiej stronie globu, co nie miało miejsca pół wieku temu ze względu na ograniczone możliwości komunikacyjne oraz z powodu braku zainteresowania. Ponadto ekstremalne zjawiska pogodowe nie przybrały współcześnie ani na sile, ani na częstotliwości, co potwierdzają również niezliczone publikacje naukowe oraz raporty naukowe IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jednak w końcowych „podsumowaniach dla decydentów” tych raportów wyniki badań są zwykle przedstawiane inaczej. 

Powodzie były znacznie częstsze podczas Małej Epoki Lodowcowej (zwłaszcza od XV do XVIII wieku), o czym świadczą, na przykład, odnotowane stany powodziowe w wielu miastach Europy położonych w sąsiedztwie rzek, kiedy uszczelnienie powierzchni w tych miejscowościach było znacznie mniejsze i woda mogła swobodniej wsiąkać w ziemię niż obecnie. Od zarania dziejów miały miejsce ekstremalne zjawiska pogodowe, które zawsze były postrzegane przez żyjących wówczas ludzi jako najgorsze w całych dziejach ludzkości. Tak samo jest dzisiaj.

Przeciwieństwem ekstremalnych opadów są ekstremalne susze, które według mediów również nasiliły się w ostatnich dziesięcioleciach z powodu obecnych  zmian klimatycznych. Okazuje się jednak, że i w tym przypadku mamy do czynienia przez ostatnie 100 lat z mniej lub bardziej równomiernie występującymi okresami ekstremalnych susz, które ponadto mają przyczyny naturalne. Ostatecznie bowiem zależą one od okresowych wahań promieniowania słonecznego, których wpływ jest „buforowany” lub opóźniany na skutek magazynowania ciepła przez oceany. Widać tu jednoznacznie wpływ cyklicznie zmieniającej się aktywności Słońca.

Rys. 1. Wysokość wody powodziowej (w centymetrach) w różnych latach ponad poziomem ulicy w Eibelstadt nad Menem od XVI wieku; źródło: „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji naukowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Lata tłuste i chude

Słońce działa jak gigantyczne dynamo, jeśli chodzi o jego wewnętrzną budowę, na którą składają się warstwy plazmy z odpowiadającymi jej polami magnetycznymi, które są w ciągłym ruchu/zmieniają się. W ten sposób okresowo dochodzi do potężnych erupcji słonecznych o średnicy i wysokości do kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, którym towarzyszy zmiana promieniowania jonizującego i cieplnego Słońca, co determinuje temperaturę i klimat na Ziemi. Podstawowy cykl pulsującego Słońca wynosi średnio 11 lat. Obserwuje się jednak również dłuższe cykle. Znane powiedzenie odnoszące się do cyklu „siedmiu tłustych i siedmiu chudych lat” można prawdopodobnie przypisać tej zmiennej aktywności pulsującego Słońca.

Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że im cieplejsze są z powodu promieniowania słonecznego dolne warstwy powietrza nad oceanami oraz woda morska, tym silniejsze jest parowanie nad oceanami i tworzenie się chmur, które w przypadku Atlantyku przenoszone są do Europy Środkowej przez zachodnie wiatry i mogą być tam przyczyną opadów. Współczesne badania z dziedziny nauk przyrodniczych i meteorologicznych pokazują, że oscylacje oceaniczne (cykliczne zmiany ciśnienia powietrza, temperatury oceanu i kierunku wiatru nad oceanami – przyp. tłum.) mają duży wpływ na wzorce pogodowe, a tym samym na ekstremalne zjawiska pogodowe. W Europie są to przede wszystkim: Atlantycka Oscylacja Wielodekadowa i Oscylacja Północnoatlantycka, które znajdują odzwierciedlenie w cykliczności obfitych opadów i okresów suchych w Europie lub kontrolują te zjawiska. Można rozpoznać cykle trwające 60 do 70 lat.

Rys. 2. Broszura dotycząca powodzi z 1651 r.; źródło: „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji naukowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Mniej pożarów

W przypadku zagadnienia susz szybko przychodzą nam na myśl pożary lasów. Pomimo rosnących temperatur, pożary buszów i lasów na całym świecie w ciągu ostatnich 150 lat nie tylko, że się nie nasiliły, ale zmalały. Potwierdza to wielu naukowców zajmujących się klimatem, którzy na podstawie analizy zdjęć satelitarnych ustalili, że spalona powierzchnia zmniejszyła się na całym świecie w XX wieku, a także na początku XXI wieku.

Wyższe temperatury i stężenia CO2 w powietrzu atmosferycznym ostatecznie oznaczają więcej opadów i stymulację wzrostu roślin oraz mniejsze zużycie wilgoci z gleby, co spowalnia, a nie wzmaga powstawanie i rozprzestrzenianie się pożarów buszów i lasów. Poza tym bardzo duża część pożarów lasów jest powodowana celowo lub przez nieostrożność. Takie antropogeniczne ryzyko znacznie wzrasta wraz ze wzrostem liczby ludności na świecie.

Badania sedymentologiczne (osadów – przyp. tłum.), paleoceanograficzne (dotyczące przeszłości oceanów – przyp. tłum.) i palinologiczne (pyłków i zarodników roślin – przyp. tłum.) rdzeni z odwiertów są bardzo istotne, żeby zrozumieć kształtowanie się sztormów na północnym Atlantyku w ciągu ostatnich 10 000 lat. Względna siła sztormów została określona przy użyciu siły wiatru, która była konieczna do transportu różnej wielkości ziaren piasku. Na tej podstawie ustalono przede wszystkim cykle o okresie około 200, 300 i 2500 lat, które przypominają cykle aktywności słonecznej. Te zmiany w sztormowości były związane ze zmianami schematów opadów w Europie i są przypisywane zmianom w położeniu i wpływie Wyżu Azorskiego lub wiru polarnego (rozległy układ niżowy powstający w stratosferze do 50 km nad ziemią. Wiatry w nim wiejące dochodzą regularnie do 250 – 300 km/h – przyp. tłum.).

Te dwa meteorologicznie i klimatologicznie niezwykle istotne zjawiska atmosferyczne na północnym Atlantyku są kontrolowane przez wzajemne oddziaływanie północnoatlantyckich, arktycznych i atlantyckich oscylacji wielodekadowych, które z kolei zależą od promieniowania słonecznego. System eoliczno-termodynamiczny (eoliczny – związany z działaniem wiatru – przyp. tłum.) atmosfery ziemskiej znajduje się w równowadze radiacyjnej (ilość energii pochłoniętej jest równa energii oddanej – przyp. tłum.) ze stałą słoneczną (ilość energii promieniowania docierającej ze Słońca do Ziemi w jednostce czasu i przypadającej na jednostkę powierzchni – przyp. tłum.), która właśnie nie jest stała, a która determinuje naszą pogodę i klimat poprzez hydrologiczny system oceanów (prawie 71% powierzchni Ziemi).

Po raz kolejny zagadnienie ekstremalnej pogody pokazuje złożoność i wzajemnie oddziaływanie systemu słońce-ocean-atmosfera, które jest obecnie dalekie od pełnego zrozumienia i które również uległo trwałej zmianie w niedawnej przeszłości geologicznej. Ponadto, na ten otwarty system mogą też wpływać krótkotrwałe, ale tym bardziej gwałtowne, pojedyncze zdarzenia silnych erupcji wulkanicznych.

Lęk przez nieznanym

Od początku swojego istnienia człowiek obawia się niewytłumaczalnych, ekstremalnych zjawisk pogodowych, których nie może ani kontrolować ani opanować, ale które zawsze były obecne. Poprzez swoją ekspansję (zasiedlanie) i ingerencję w naturę, współczesny człowiek jest w stanie zapobiegać, łagodzić, ale też zaostrzać skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Dzieje się tak, na przykład, w przypadku wyjątkowo obfitych opadów, poprzez nadmierną zabudowę, uszczelnianie gleby i zagęszczanie gruntu naturalnych powierzchni i obszarów infiltracyjnych (skutek: zmniejszenie naturalnych możliwości odprowadzenia wody), prostowanie i okalanie meandrujących strumieni i rzek (skutek: wzrost prędkości przepływu i ciśnienia wody na powierzchni, co prowadzi do zwiększonego naziemnego ryzyka erozji), nieodpowiednio zwymiarowane systemy drenażu i kanalizacyjne (skutek: wzrost prędkości przepływu i ciśnienia wody w podziemnych rurach kanalizacyjnych i kanałach, co prowadzi do zwiększonego ryzyka erozji podziemnej), a przede wszystkim przez osiedlanie się ludności w niebezpiecznych i nieodpowiednich miejscach.

Do niszczących podmyć zabudowanych powierzchni i szlaków komunikacyjnych może również dojść wtedy, gdy kopalnie odkrywkowe, na przykład żwiru, piasku lub węgla brunatnego, mające często bardzo strome ściany, zbliżają się za bardzo do zamieszkałych obszarów i wówczas skarpy zaczynają się osuwać podczas silnych opadów deszczu. Niestety kilka z tych czynników złożyło się na katastrofalne skutki powodzi, która miała miejsce w Europie Środkowej w połowie lipca 2021 roku.

W wyniku powodzi, które miały miejsce w przeszłości, w wielu regionach Europy Środkowej opracowano koncepcje polderów przeciwpowodziowych, gdzie w przypadku powodzi odwadnianie odbywa się poprzez łąki, niecki i lasy. Poldery to obwałowane, nisko położone, rozległe tereny w pobliżu wód, na wybrzeżach lub nad rzekami w głębi kraju, które rozprowadzają i przyjmują ponadprzeciętną ilość wody podczas intensywnych opadów deszczu, a następnie pozwalają jej w sposób naturalny wsiąkać w podłoże. Systemy polderowe były rozwijane i rozbudowywane od średniowiecza, szczególnie w Holandii, celem przeciwdziałania stale podnoszącemu się poziomowi morza, a przede wszystkim także po to, żeby wydrzeć morzu ziemię na cele rolnicze.

W tym miejscu należy również ostrzec przed interwencjami „inżynierii klimatycznej” w zjawiska pogodowe i klimatyczne przez współczesnego człowieka. Różne techniczne interwencje w atmosferę mają na celu sztuczne wpływanie na klimat i powstrzymywanie lub kompensowanie zmian klimatycznych. W niektórych przypadkach naruszana zostaje naturalna eoliczo-termodynamiczna równowaga atmosfery, przy czym skutki takich antropogenicznych interwencji dla naszej planety nie są prawie w ogóle zbadane, nie wspominając o ich efektywności. Oznacza to, że bez pełnego zrozumienia złożonego systemu klimatycznego słońce-ocean-atmosfera podejmowane są próby ślepej ingerencji w niego.

Dr Stefan Uhlig – geolog, doktor nauk przyrodniczych, autor książki pt. „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji nuakowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Tłumaczenie: dr Mariusz Błochowiak, fizyk, prezes Fundacji Ordo Medicus

Więcej informacji na stronie ordomedicus.org

Gorzej niż Jałta

26.10. Gorzej niż Jałta

By  Jerzy Karwelis on 26 października, 2024, wpis nr 1309

21 października w Berlinie odbył się szczyt przywódców Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i USA, gdzie omawiać miano odniesienie się do niedawnych propozycji planu zakończenia wojny, zaprezentowanych przez prezydenta Ukrainy. Widać, że powoli kwestia ukraińskiej wojny dobiega końca. Nie pora tutaj mówić o jej bilansie, bo do tego potrzeba byłoby jej zakończenia i to w dodatku w określonym formacie. Myślę, że należy się skupić na końcówce, warunkach jakie zaistniały tuż przed końcowym rozstrzygnięciami. Bo widać, że coś tam goście pokątnie gadają, tak jakby obie strony (Rosja i Ukraina) udawały przed swoimi rozgrzewanym społecznościami, że trzymają wysoko gardę. Za to pośrednicy, którzy głównie zajmują pozycje podżegaczy wojennych na koszt Ukraińców, też nie mogą udawać, że jednocześnie wyzywają wątpiących od ruskich onuc, a z drugiej strony robią pokątnie za swatkę.
Szczyt odchodzących
Pierwszą kwestią jest w ogóle sprawczość takiego grona, jakie zebrało się na szczycie. Gospodarz tego spotkania, czyli prezydent USA, właściwie to żegnał się z kolegami, bo Biden na pewno odchodzi, pytanie tylko czy wraz z całą swoją polityką europejską, bo to właśnie może sprokurować wygrana Trumpa. Chociażby z tego powodu temat Ukrainy był nie do zamknięcia na takim szczycie, bo ewentualna zmiana gospodarza Kapitolu unieważni jakiekolwiek postanowienia.
Po drugie – większość z tych „szczytujących” polityków stoi na glinianych nogach. I niemiecki kanclerz, francuski prezydent, czy premier Wielkiej Brytanii, albo zaraz odejdą, albo będą mieli duże problemy z kontynuacją swojej misji. W dodatku kwestia odniesienia się do kuriozalnego „pokojowego” planu Zełeńskiego, chociażby i z tego powodu nie została nawet rozstrzygnięta. Piszę „pokojowego” w cudzysłowie, bo plan ten ma niewiele wspólnego z pokojem, raczej z warunkami kontynuowania wojny, zaś jedyny jego punt „powojenny” zawiera kuriozalny postulat, że wojska ukraińskie… zluzują wojska amerykańskie w Europie.
Szczyt więc był zdaje się bardziej pożegnaniem Bidena, bez większych ustaleń, choć wielu spekuluje, że to też mógł być „skok na kasę”, czyli powielenie wielu innych projektów, w których starano się „zdążyć przed Trumpem” i zwodować kilka tematów w taki sposób, by ewentualny nowy prezydent nie mógł tego (łatwo) odkręcić.
Ale nie tyle jest to tu ważne, co ważna jest kwestia „szczyt a sprawa polska”. Bo zaczęły się spekulacje  „dlaczego to nie zaproszono na to spotkanie strony polskiej?”. I warto się tu przyjrzeć tej kwestii, bo, oczyszczona z plemiennych pohukiwań, pokazuje sytuację w której znajduje się nasz kraj. Chodzi o to, że to nieważne na jakim szczycie nas nie było, tylko to, że na żadnym nas najprawdopodobniej nie będzie. Za to u nas uznano nieobecność Polski przy tym stole za oczywisty rezultat katastrofalnej polityki plemiennych konkurentów polskiej sceny politycznej, nie skupiając się na najważniejszych rzeczach. Afront, jaki miał nas spotkać jest tylko waleniem w plemienne bębny, które ma zagłuszyć ciszę nad naszą, polską geopolityczną trumną.
Polska nie doproszona
No, bo zobaczmy – po pierwsze: co tam ustalono, na tym szczycie i czemu, a właściwie – do czego Polska miałaby być tam potrzebna? No, jeśli – powiedzmy – ustalano warunki pokoju (rozejmu?), to znaczy, że była mowa o jakiejś wizji przyszłej architektury bezpieczeństwa w naszym regionie. No to Polska jest w takich rozmowach po nic, utrwaliła bowiem w czasie tej wojny swój wizerunek jako bezdyskusyjnego „sługi narodu ukraińskiego”, a właściwie zaakceptowała rolę, jaką w tym konflikcie wyznaczył jej Zachód. Jest więc w tym względzie nie dawcą, ale prędzej biorcą nowej architektury, choć to wcale nie wyklucza, że jej „wsad budowlany” nie posłuży do kluczowych elementów konstrukcji nowego ładu. Ale ten będzie zaprojektowany bez naszego udziału. Po prostu – weźmiemy bez gadania co tam ustalą i tyle. Miejscowi depozytariusze tych decyzji, na wyrost nazywani polskimi politykami, będą się już tylko martwić jak to swojemu suwerenowi opowiedzieć, gdyby koncesje Zachodu wobec Putina odbyły się naszym kosztem i były zbyt daleko idące.Po drugie – by być przy stole podmiotem takich decyzji, to trzeba zachowywać się podmiotowo.
A my w tej wojnie słuchaliśmy się jak świnia grzmotu, z odpowiedzią na rakietę w Przewodowie czekaliśmy wyraźnie aż się Biden obudzi i powie co mamy robić, dawaliśmy Ukrainie i daliśmy co mieliśmy, i nasz potencjał odstraszania leży w tej chwili w chybotliwych losach zamówień na dostawy broni za wiele lat, jeżeli kolejne ekipy kolejnych rządów w ogóle podtrzymają tu jakąś ciągłość, dodajmy – polskiej racji stanu. A jak się zachowujemy przedmiotowo, to tak nas traktują, dodajmy – Ukraińcy również.
Druga Jałta?
Rozdzierane są szaty, że to druga Jałta, że zaraz bez nas, może naszym kosztem, mocarstwa zdecydują na długie lata o naszych zgryzotach. A przecież tak dzielnie stawaliśmy za wspólną sprawą. No, w tej perspektywie to Jałta, wypisz-wymaluj. I znowu mamy przegrać ze swą romantyczną polityką wartości w zderzeniu z pragmatyką polityki transakcyjnej. Czyli wychodzi, że się niczego nie nauczyliśmy, historia zatoczyła koło i znowu stanęła przed nami twarzą w twarz.
Fikołki, jakie wyprawia obecnie komentariat, tłumacząc, że „Polacy, nic się nie stało…” są już tylko żałosne. Po pierwsze nie wykazują w ogóle na jakiej to zasadzie – innej niż wdzięczność – mielibyśmy być dopraszani na takie szczyty. Mówi się tylko z jednej strony, że PO zawaliła naszą dyplomację (to PiS), z drugiej, że Duda też nie został zaproszony, zaś Niemcy już żałują, że nie zaprosili Tuska (to PO).
No dobra, powiedzmy, że nas tam by zaprosili, to co byśmy tam zaprezentowali? Raczej staralibyśmy się wyczytać z oczu i półsłówek mocarzy jakie ma być nasze stanowisko, a raczej przydzielona rola. Takie roszczenia o naszej sprawczości, to kolejny przykład na tromtadractwo naszej polityki. Chciałoby się powiedzieć – silni, zwarci, gotowi. Generał Andrzejczak, który wzburzył fale polskiej debaty stwierdzeniem, że jak Ruscy najadą Litwę, to my się im odwiniemy w Sankt Petersburg, nie bardzo chyba rozumie, że nie mamy czym tego zrobić. Nawet jakbyśmy chcieli, a raczej – nawet gdyby nam pozwolono. Są to więc pohukiwania na wyrost i prężenie nieistniejących mięśni. Jak za komuny – nie produkujemy konserw, bo brakuje nam blachy, zresztą i tak nie mamy mięsa.
Gorzej niż Jałta
Ten ostatni szczyt w Berlinie to nie była Jałta. Bo Jałta była rozmowami zwycięskich mocarstw o tym jak ma być urządzony świat po wygranej wojnie i pokonaniu arcywroga – Hitlera. Dzisiejszy szczyt to raczej Monachium, czyli kolejny zachodni spęd, by uzgodnić jak tu obłaskawić agresywny reżym, by na Zachód nie poszedł. Wiadomo jak się skończyło Monachium – pozornym pokojem, który był tylko odwleczeniem nieuchronnego oraz kupieniem sobie czasu przez Zachód, by się przygotować do obrony. Ten czas był kupiony głównie wolnością i krwią „skrwawionych ziem” Europy Środkowej i Wschodniej, z nami na czele.
Czy teraz jakiś nowy Lord Chamberlain pokaże nam karteczkę, na której będzie podpis Putina, że będzie pokój? Myślę, że będzie… gorzej.Wtedy Zachód jednak zabrał się za „para bellum”, czyli zobaczył, że trzeba się gotować na wojnę i jakoś tam, z wielkimi kosztami wynikającymi z zaniedbań wcześniejszych, odwojował Europę, Hitlera ukatrupił. Ale koszty tego nie zniknęły po zwycięskiej wojnie, bo nad Europą zapadła żelazna kurtyna – nieoczekiwany koalicjant, wujek Stalin, otrzymał swą zapłatę w postaci satelickich państw naszego regionu. Zachód więc zapłacił nie swoją walutą. Teraz jest inaczej. Nie widać żadnych zamierzeń ze strony Zachodu na przygotowanie się do starcia. Od dawna mówi się, że każdy pokój będzie teraz rozejmem, przerwą przed dogrywką. Decydujące więc będzie kto jak się do tej ewentualnej dogrywki przygotuje. A trzeba się przygotować tak dobrze, żeby… do niej nie doszło. Każde zaniechanie, spóźnienie, niedoszacowanie będzie tworzyło asymetrię, powodując u Putina tym większą ochotę na wykorzystanie okienka nierównowagi. A ze strony Zachodu nie widać żadnych przygotowań na taką przerwę.
Za to Rosja pracuje już od dawna w trybie wojennym, jest rozgrzana, sankcje nie działają. Moskwa obróciła się na Wschód i daje sobie radę bez zachodnich gadżetów i pieniędzy.
Zachód zaś będzie odwlekał te trudne decyzje, gdyż przejście na gospodarkę para-wojenną to olbrzymie koszty, a Zachód się nie tak umawiał w kontrakcie społecznym ze swym suwerenem. Miało być na luzie, spokojnie, marża u nas, szeroki socjal, robota w montowniach, takich jak Polska. A tu trzeba będzie zacisnąć pasa. Nie dziwota więc, iż widać powolutku, że najbardziej Zachód byłby zainteresowany powrotem do rosyjskiego „business as usual”, żeby – cytując znaną panią Reżyser – było tak jak było. I zostaniemy z tym wszystkim w tym samym miejscu. I historii, i geografii. Znowu wystrychnięci na dudka, ale z wysoko podniesioną brodą. Z dumą z naszych poświęceń, z których nic nie wyniknęło i ukrywaną słabością realną. Machając szabelką, ale taką jak całe nasze państwo – kartonową.               
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Zbankrutowany Ursus sprzedany. Trafi w „ukraińskie” ręce

Ursus sprzedany. Polski producent ciągników trafi w ukraińskie ręce

24.10.2024., Paweł Mikos tygodnik-rolniczy

Syndyk sprzedał firmę Ursus, legendarnego producenta ciągników. Nowym właścicielem jest spółka powiązana z przedsiębiorcą z Ukrainy.– Wysoko cenimy przemysłowe dziedzictwo Ursusa i zrobimy wszystko, aby przywrócić jego chwałę – deklaruje inwestor. Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Syndyk sprzedał Ursusa – cena wywoławcza to 74 mln zł

W czwartek 24 października 2024 odbyło się otwarcie kopert w przetargu na zakup spółki Ursus w upadłości. Był to już trzeci konkurs, bo w poprzednich nie było chętnych na zakup legendarnego producenta polskich ciągników rolniczych.

Tym razem cena wywoławcza była znacznie niższa niż podczas pierwszego przetargu i z kwoty 125 mln zł spadła o 40% do poziomu 74 mln zł.

Nowy właściciel nabył m.in.:

  • zakłady produkcyjne w Dobrym Mieście i w Lublinie,
  • nieruchomości zlokalizowanych w Dobrym Mieście i Lublinie, gminie Zakroczym i Biedaszki,
  • dokumentacje projektów badawczo-rozwojowych Ursusa,
  • maszyny i urządzenie w zakładach produkcyjnych,
  • zapasy magazynowe,
  • prawo do wykorzystywania znaku towarowego Ursusa.

Kim jest nowy właściciel Ursusa?

Nowy właściciel Ursusa to dość enigmatyczna spółka M.I. Crow. Pierwszy taką informację podał portal wrp.pl, a my potwierdziliśmy to w kancelarii syndyka oraz w rozmowie z nowym właścicielem Ursusa.

Z danych KRS wynika, że została założona dopiero 1 lipca 2024 roku, a jej kapitał zakładowy wynosi 50 tys. zł. Wspólnikami jest Bożena Głowacka i Oleg Krot, który jednocześnie jest prezesem spółki.

W rozmowie z Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym Bożena Głowacka wskazała, że obecnie nowy właściciel opracowuje dokładny plan działalności Ursusa po jego przejęciu.

– Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu prezes Oleg Krot pojawi się w Lublinie i Dobrym Mieście, aby spotkać się z załogą i przedstawić plany rozwoju Ursusa – mówi Bożena Głowacka w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.

Oleg Krot to kijowski przedsiębiorca, jeden z partnerów zarządzających holdingu TECHIIA. Koncern zrzesza 10 firm technologicznych z takich branż jak lotnictwo bezzałogowe (drony), IT, e-sport, technologia budowlana, SaaS. W wywiadach prasowych Krot stawia na zrównoważony rozwój i biznes, który jest związany z lokalną społecznością.

Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Spółka M.I. Crow, czyli oficjalnie nowy właściciel Ursusa, uważa, że to zupełnie nowy rozdział w historii legendarnej fabryki Ursus.

– Nasza firma jest gotowa podjąć zobowiązanie ożywienia tego przemysłowego giganta, przy jednoczesnym zachowaniu jego unikalnego dziedzictwa i wieloletniej tradycji w produkcji maszyn rolniczych – można przeczytać w oświadczeniu spółki.

Nowy właściciel Ursusa zamierza teraz opracować nową strategię rozwoju producenta ciągników. Firma deklaruje, że utrzyma wszystkie istniejące miejsca pracy, a w planach ma również zatrudnienia nowych specjalistów i zwiększyć zdolności produkcyjne Ursusa. Inwestor zapewnia, że strategia będzie opartą na zasadach zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, a Ursus w nowej odsłonie ma być „wartościowym członkiem lokalnej społeczności”.

Jak można przeczytać w oświadczeniu, plan inwestycyjny zakłada m.in. znaczną modernizację produkcji poprzez wdrożenie nowoczesnych technologii i zasad zarządzania, które będą koncentrować się także na wpływie na środowisko.

„Chcemy przywrócić chwałę Ursusowi”

 – Nasz zespół wysoko ceni przemysłowe dziedzictwo Ursusa i jego wkład w rozwój europejskiej inżynierii, dlatego zrobimy wszystko, aby przywrócić i pomnożyć chwałę tego przedsiębiorstwa w skali globalnej. Zapewniam, że wspólnie możemy nie tylko ożywić fabrykę, ale także wynieść ją na nowy poziom rozwoju, zachowując jej unikalną tożsamość i historyczne znaczenie. Dostrzegamy ogromny potencjał w tym przedsiębiorstwie i zrobimy wszystko, aby jego ożywienie stało się symbolem nowego rozdziału w rozwoju polskiego przemysłu – podsumowują nowi właściciele Ursusa.

Jak doszło do upadku Ursusa?

Z jakiego powodu legendarny producent ciągników upadł? O tym możesz przeczytać w tym artykule: Ursus zbankrutował. Koniec 100-letniej historii polskich ciągników

image

Paweł Mikos

Pożar w magazynie rowerów elektrycznych w Krakowie.

Pożar w magazynie rowerów elektrycznych w centrum Krakowa. Zapaliły się baterie. Trudna akcja gaśnicza na Grzegórzkach

23 października 2024, dziennikpolski/pozar-w-magazynie-rowerow-elektrycznych

fot. JRG nr 1 Kraków

Zobacz galerię (7 zdjęć)

Do groźnego zdarzenia doszło w środę (23 października) po godz. 4 na Grzegórzkach w Krakowie. Zapaliły się akumulatory/baterie elektryczne w magazynie rowerów elektrycznych, znajdującym się na parterze budynku przy ulicy. Żółkiewskiego. Akcja gaśnicza nie była łatwa.

Gdy strażacy przybyli na miejsce w pomieszczeniu, w którym składowano rowery elektryczne, panowało duże zadymienie.

– W trakcie sprawiania linii gaśniczej doszło do rozwoju pożaru. Z uwagi na brak możliwości wejścia do budynku, siłowo sforsowano drzwi, następnie została wprowadzona rota [dwuosobowy zespół ratowników] z nawodnioną linią, wyposażona w sprzęt ODO, kamerę termowizyjną oraz detektor HOT STICK. Podczas działań gaśniczych rota zameldowała do KDR, że pożarem została objęta ochronna szafa w której znajdowały się baterie do rowerów elektrycznych. Na miejsce wezwano dodatkowe siły i środki, w budynku odłączono prąd , następnie podano prąd wody w natarciu na palące się elementy – opisują strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Krakowie w mediach społecznościowych.

Działania ratownicze nie zakończyły się po ugaszeniu pożaru.

– Konieczne było zbudowanie dodatkowej linii gaśniczej za pomocą której schładzano usunięte przez strażaków na zewnątrz baterie, mające kontakt z wysoką temperaturą. Do chłodzenia użyto również pojemników na śmieci, w których zatopiono kilkadziesiąt sztuk baterii. Zadymione pomieszczenia w budynku przewietrzono oraz sprawdzono na obecność tlenku węgla – podaje JRG1 w Krakowie.

Kanada zaczyna uśmiercać osoby poszkodowane w wyniku szczepionki „przeciwko COVID”. 

Kanada zaczyna uśmiercać osoby poszkodowane w wyniku szczepionki „przeciwko COVID-19”. 

„Lekarze” z Ontario zamordowali pierwszego mężczyznę poszkodowanego w wyniku szczepionki i przyjdą po resztę!

Oto najnowsze PILNE WIADOMOŚCI z Kanady.

Lekarze zaczęli uśmiercać osoby poszkodowane w wyniku szczepionki przeciwko COVID-19, co wielokrotnie przewidywałem. Naprawdę nie da się tego wymyślić (o tym donosił National Post 24 października 2024 r.): „Mężczyzna z Ontario po czterdziestce z historią choroby psychicznej zmarł w wyniku eutanazji po tym, jak asesorzy ds. wspomaganej śmierci uznali, że najbardziej rozsądnym wytłumaczeniem jego fizycznego pogorszenia się stanu jest „zespół poszczepienny” po COVID-19”.

Przeczytaj to kilka razy i pozwól, aby to do ciebie dotarło. Ponieważ wpłynie to na resztę świata. „Zidentyfikowany jako „Pan A”, mężczyzna doświadczył „cierpienia i pogorszenia funkcji” po trzech szczepieniach przeciwko SARS-CoV-2” „jego asesorzy MAID „wyrazili opinię, że najbardziej rozsądną diagnozą dla klinicznego obrazu Pana A (poważne pogorszenie funkcji) był zespół poszczepienny, zgodny z zespołem przewlekłego zmęczenia”.

Tu zatrzymam się, ponieważ historia staje się coraz gorsza. Przewidywałem to w dziesiątkach artykułów i wywiadów w ciągu ostatniego roku i nie sądzę, aby ktokolwiek [przy władzy] mnie słuchał lub traktował poważnie, ale oto jesteśmy.

MAID stanie się głównym narzędziem do zabijania poszkodowanych w szczepionce COVID-19. Wszyscy zaangażowani w oszustwo szczepionkowe COVID-19 chcą śmierci poszkodowanych w szczepionce:

➡️ lekarze, którzy podali szczepionki (można to stwierdzić po tym, jak leczą lub porzucają poszkodowanych w szczepionce).

➡️ Naukowcy, którzy promowali oszustwo mRNA (nienawidzą poszkodowanych przez szczepionki i zaciekle atakują ich w Internecie)

➡️ Media i propagandziści dużych koncernów farmaceutycznych (ignorują poszkodowanych przez szczepionki i minimalizują szkody im wyrządzone – gaslighting)

➡️ Skompromitowani urzędnicy służby zdrowia (odrzucają wszystkie raporty o poszkodowanych przez szczepionki lub je ukrywają)

➡️ Politycy (udają, że poszkodowani przez szczepionki nie istnieją i nie są poważnym problemem, którym należy się zająć)

Ponieważ kult szczepionkowy jest kultem śmierci, zawsze tak miało być w przypadku poszkodowanych przez szczepionkę mRNA.Dlatego poszkodowani przez szczepionki nie otrzymują żadnego wsparcia, żadnego finansowania, żadnych badań, żadnego leczenia ani żadnego odszkodowania.

=================

Przykro mi to mówić, ale celem Kartelu Szczepionkowego zawsze było zabicie poszkodowanych przez szczepionki. Stanowią zbyt wiele dowodów — dowodów oszustwa szczepionkowego, zanieczyszczonych szczepionek itp. Następnym krokiem będzie zwiększenie liczby zabójstw MAID poszkodowanych szczepionką, ponieważ setki tysięcy Kanadyjczyków jest poważnie poszkodowanych szczepionką COVID-19.

Zwyciężyliśmy! Marsz Niepodległości przejdzie legalnie.

Ordo Iuris
 
W ostatnich miesiącach kilkukrotnie pisaliśmy o problemach organizatorów corocznego Marszu Niepodległości, którzy od początku mogli liczyć na wsparcie prawników Ordo Iuris.
Dziś z radością mogę poinformować Pana, że nasza wytrwałość, nieustępliwość i konsekwencja w obronie wolności zgromadzeń przyniosła owoc. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ugiął się pod presją społeczną i po długich sądowych bataliach, zgodził się na legalne przejście Marszu Niepodległości 11 listopada – pomimo tego, że wcześniej zapowiadał w mediach, że będzie dążyć do zakazania tej największej w Polsce manifestacji patriotyzmu i przywiązania do niepodległości.
Władza od wielu miesięcy robiła wszystko, by zniszczyć Marsz Niepodległości.
Najpierw powołany przez Donalda Tuska wojewoda mazowiecki odmówił organizatorom Marszu statusu „zgromadzenia cyklicznego” i zaciekle walczył w sądzie, by Marsz tego statusu nie otrzymał. Później prokuratura Adama Bodnara wysłała do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości kilkudziesięciu policjantów, którzy wyłamali zamki w drzwiach wejściowych i godzinami przeszukiwali każdą szafę, biurko oraz komputery, telefony i poufne dokumenty organizatorów Marszu. Wreszcie Rafał Trzaskowski zakazał organizacji zgromadzeń, zgłoszonych przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.Wydawało się, że władza do samego końca będzie robić wszystko, co tylko możliwe, by doprowadzić do oficjalnego zakazania Marszu, po to, by później móc brutalnie spacyfikować jego uczestników – tak jak kilka miesięcy temu spacyfikowano protestujących pod Sejmem rolników.
Tym sposobem rząd mógłby zniechęcić do udziału w przyszłych Marszach Niepodległości wiele rodzin z dziećmi, osób starszych, kombatantów i tysiące polskich patriotów, którzy w przyszłości po prostu baliby się przychodzić na „niebezpieczny marsz”. Dzięki temu łatwo mogliby wmówić całemu społeczeństwu, że Marsz Niepodległości to manifestacja agresywnych bandytów.Ale nasza nieustępliwość w batalii prawnej i presja społeczna pokazała rządzącym, że ta taktyka się nie powiedzie. Dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan, mogliśmy pomagać organizatorom Marszu i koordynować społeczny sprzeciw, dzięki czemu pokazaliśmy, że nie odpuścimy w obronie gwarantowanej konstytucyjnie wolności zgromadzeń.
W warszawskim Biuletynie Informacji Publicznej opublikowano już informację o przyjęciu zawiadomienia dotyczącego Marszu Niepodległości 11 listopada. Oznacza to, że Marsz Niepodległości w tym roku po raz 15. przejdzie ulicami Warszawy.
Oczywiście nie możemy stracić czujności. Jesteśmy przygotowani na to, że w dniu Marszu Niepodległości może na nas spaść ogrom pracy. Musimy być gotowi na policyjne prowokacje. Marsz Niepodległości może zostać rozwiązany pod byle pretekstem ze strony Rafała Trzaskowskiego już w trakcie jego trwania, co może sprawić, że manifestacja zakończy się tak jak tegoroczne protesty rolników….
Dlatego nasi prawnicy będą uważnie monitorować tegoroczny Marsz Niepodległości i dokumentować bardzo dokładnie jego przebieg, by – w razie realizacji najgorszych scenariuszów – móc stanąć w obronie polskich patriotów, którzy mogą paść ofiarą bezprawnych aktów przemocy ze strony służb.
Pomożemy im, dokładnie tak jak pomogliśmy rolnikom, oczyszczanym z zarzutów dzięki pracy naszych prawników.Ale brak zakazu dla Marszu Niepodległości daje nadzieję na to, że Marsz Niepodległości przejdzie spokojnie i bezpiecznie, a rząd Donalda Tuska nie postanowi powrócić do niechlubnych praktyk, które pamiętamy z jego poprzednich rządów.
Nie byłoby tego sukcesu bez zaangażowania i hojności ludzi takich jak Pan.
Dlatego serdecznie dziękuję za wszelkie okazane nam wsparcie i proszę o jego kontynuację, bo przed nami wielkie wyzwanie.Tylko wspólnie możemy zwyciężać. Tylko wspólnie możemy wywierać skuteczną presję na rządzących i bronić konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

Grzech zaniechania. Przemysł transplantacji.

Grzech zaniechania. Przemysł transplantacji.

Izabela BRODACKA

Opisywałam sprawę polskiego turysty który w wypadku samochodowym doznał ciężkiego urazu czaszki. We włoskim szpitalu w oparciu o definicję śmierci mózgowej uznano go za zmarłego i przeznaczono do pobrania narządów. Wentylowano tylko jego ciało nie zajmując się mózgiem, nie próbowano usunąć krwiaka.

Rodzina postanowiła przenieść pacjenta do innej kliniki, a potem transportować do Polski w nadziei, że doktor Talar, któremu udało się przywrócić do normalnego życia przeszło tysiąc osób ze stwierdzoną przez lekarzy tak zwaną „ śmiercią mózgową” zechce się nim zająć. Ordynator jednak stanowczo odmówił zgody na przewiezienie pacjenta do innej placówki oświadczając, że prawo nie tylko mu pozwala lecz każe odłączyć go od respiratora. Następnego dnia o określonej przez samego siebie godzinie lekarz wyrwał choremu z tchawicy rurkę respiratora. Zaszokowana rodzina widziała jak chory umiera dusząc się.

Nie sposób ustalić czy ofiara wypadku samochodowego we Włoszech mogła być uratowana. Przyjmijmy, że lekarze mieli rację i stan pacjenta był beznadziejny. Jakim prawem jednak zatrzymali go siłą i zamordowali. Wyjęcie rurki respiratora nie oddychającemu samodzielnie pacjentowi to wykonanie wyroku śmierci wydanego nie przez sąd lecz przez przypadkowych lekarzy zapewne zainteresowanych finansowo uzyskaniem od chorego narządów.

Na karę śmierci sąd nie może skazać w Europie żadnego, nawet najbardziej okrutnego  przestępcy, natomiast sąd brytyjski skazał na śmierć malutkiego  Alfiego Evansa zezwalając na odłączenie dziecka od aparatury podtrzymującej życie i zalecając w razie konieczności podanie mu zastrzyku z trucizną.

Rodzicom, którzy dali dziecku klapsa odbiera się w Europie prawa rodzicielskie. W tym przypadku to rodzicom odebrano prawa rodzicielskie, bo nie godzili się na zabicie dziecka, a policja nie dopuszczała ich do synka. Rodzice mają przecież konstytucyjne prawo do decydowania o sposobie leczenia dziecka, w tym mają prawo przenieść je do innej placówki zapewniającej ich zdaniem lepszą opiekę.

Co więcej – pielęgniarka szkolna nie może bez zgody rodziców podać dziecku nawet aspiryny. Brytyjscy lekarze uznając, że chłopiec jest nieuleczalnie chory, choć nie potrafili go jednoznacznie zdiagnozować, nie pozwolili przewieźć go do kliniki, która deklarowała chęć leczenia Alfiego, a w razie konieczności  bezpłatną opiekę nad nim do końca życia. Odmowę przewiezienia dziecka do innej kliniki uzasadniono stwierdzeniem, że transport może zaszkodzić jego zdrowiu co w tej sytuacji brzmi jak okrutny żart.

Zdaniem katów, którzy ośmielają się nazywać lekarzami chłopiec miał po odłączeniu od respiratora oddychać tylko trzy minuty. Oddychał jednak samodzielnie przez kilkanaście godzin. W tym czasie nie podawano mu żadnych kroplówek, skazując na powolną śmierć z głodu i odwodnienia. Przetrzymywanie dziecka siłą w szpitalu, głodzenie, odmowa podania tlenu to po prostu zwykłe morderstwo. Poparte decyzją sądu, a więc morderstwo sądowe.
Morderstwem było również zatrzymanie siłą we włoskim szpitalu polskiego pacjenta i odłączenie go od respiratora.

Cywilizacja śmierci nie dba o jakąkolwiek logikę. W szkole nie można podać dziecku bez zgody rodziców nawet witamin czy aspiryny natomiast pigułka poronna ma być udostępniana dzieciom bez zgody rodziców i bez recepty . Rodzicom nie wolno siłą zatrzymać niesfornego nastolatka w domu natomiast szpital może siłą zatrzymać pacjenta tylko po to, żeby go zabić.

Podczas poświęconej transplantacji konferencji, w której uczestniczyłam, lekarze zapewniali, że definicja śmierci mózgowej jest jak najbardziej poprawna, a kwestionują ją tylko – tacy jak ja – medyczni laicy. Kiedy zapytałam dlaczego znieczula się rzekomo martwego pacjenta przed pobraniem od niego narządów najpierw zarzucono mi kłamstwo, a potem ktoś cynicznie powiedział, że tylko po to żeby pacjent nie fikał w czasie zabiegu bo to rozprasza chirurga i może on zepsuć pobierany narząd.

Potwierdzeniem tej brutalnie wyrażonej prawdy jest historia 36-letniego Thomasa TJ Hoovera, u którego lekarze szpitala Baptist Health Richmond w Kentucky (USA).stwierdzili śmierć mózgową w wyniku przedawkowania narkotyków. Gdy rozpoczęli operację wycinania serca, mężczyzna zaczął miotać się na stole operacyjnym i płakać. Koszmar rozegrał się w październiku 2021 roku, lecz dopiero teraz poinformowała o tym amerykańska stacja NPR. Jak ustalili dziennikarze w wyniku rozmów z rodziną i personelem medycznym za pobranie narządów – w tym przypadku serca – odpowiadała KODA (Kentucky Organ Donor Affiliates).

Pracownica szpitala Natashy Miller, zdecydowała się zeznać, że widziała jak rzekomo martwy mężczyzna zaczął się ruszać i płakać. Natomiast inna pracownica Nyckoletta Martin twierdziła, że było to efektem podania pacjentowi środków uspokajających. Siostra Hoovera Donna Rhorer, zobaczyła, jak jej brat, wieziony z oddziału intensywnej terapii na salę operacyjną, nagle otworzył oczy lecz personel uspokajał ją, że to po prostu normalny odruch.Jednak gdy Hoover zaczął się ruszać i płakać, chirurdzy podjęli decyzję o zaniechaniu pobrania narządów do przeszczepu.

Hoover miał wiele szczęścia. Przeżył, mieszka ze swoją siostrą, której obecność w szpitalu zapewne uratowała mu życie, cieszy się tym życiem choć walczy z poważnymi problemami zdrowotnymi.

Ze szpitala w związku z tą historią musiała odejść kilka osób, a sprawą zajął się prokurator generalny stanu Kentucky.

Ktoś mógłby mi zarzucić, że się powtarzam. Jest to jednak jeden z objętych omertą temat. Lobby transplantologiczne jest bardzo silne, za tym procederem – jak na razie zupełnie legalnym – stoją ogromne pieniądze a zwykły człowiek nie rozumie, że coś takiego może go też dotyczyć. W XIX wieku bano się powszechnie pochowania żywcem od czasu gdy w 1844 roku Edgar Allan Poe opublikował nowelę pod tytułem „Premature Burial” ( Przedwczesny pogrzeb) . Podobno Poe nie fantazjował. Czyżby w XXI wieku ludzie nie bali się nawet pokrojenia żywcem?

Milczenie na ten temat to grzech zaniechania.

Co aktualnie dzieje się w Unii Europejskiej: Realizują plan totalnego przejęcia władzy.


„Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Piszę, żeby porozmawiać o tym, co aktualnie dzieje się w Unii Europejskiej. To poważny temat, który będzie miał bezpośredni wpływ na Twoje życie.

Kierunek, w którym zmierzają działania pod obecnym przywództwem, budzi ogromne obawy.

Ursula von der Leyen przygotowuje się do kolejnej kadencji jako przewodnicząca Komisji Europejskiej, już forsując „swoje” plany na następne pięć lat.

Muszę Cię ostrzec, co nadchodzi.

Od lat widzisz, jak Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen konsekwentnie centralizuje władzę za naszymi plecami, narzuca ograniczenia dla “obywateli Unii” i niszczy suwerenność Polski.

Dzieje się to już od lat.

Niestety obawiamy się, że jest to dopiero początek.

Von der Leyen krok po kroku realizuje plan przejęcia władzy, który może zmienić oblicze Europy na długie lata.

I uwierz mi – dla takich ludzi jak Ty i ja to nie wróży dobrze.

Właśnie w tym tygodniu ujawniono jej kolejną próbę rozszerzenia wpływów. W nowym budżecie UE, który zaproponowała, chce znieść politykę regionalną, co doprowadzi do całkowitej centralizacji finansów.

Bruksela chce teraz przejąć kontrolę nad funduszami, które powinny trafiać bezpośrednio do regionów i być zarządzane przez lokalne społeczności – to przecież one najlepiej wiedzą, czego potrzebują. Tymczasem to brukselscy urzędnicy będą decydować, na co te środki zostaną przeznaczone.

Wiejskie obszary dostaną wsparcie tylko wtedy, gdy spełnią oczekiwania Brukseli. A jeśli Twój region jest bardziej konserwatywny [rozsądny.. md ]? No cóż, na potrzebne fundusze możesz nie mieć co liczyć.

Jej nowy plan przekreśla dziesięciolecia unijnej polityki regionalnej, zmuszając kraje takie jak Polska i Węgry, a także konserwatywne regiony w całej Europie, do uzyskiwania zgody Brukseli na najważniejsze inwestycje i fundusze.

Innymi słowy, Bruksela zadba o to, by regiony podporządkowały się jej ideologicznej linii!

W 2020 roku, o ile dobrze pamiętam, pięć polskich regionów odważyło się sprzeciwić propagandzie LGBT. Ale Komisja Europejska zareagowała szybko, używając finansowego szantażu, by wymusić ich uległość: „Dostosujcie się, albo nie dostaniecie ani grosza.”

To kolejny duży krok w stronę jeszcze większej centralizacji. Jeśli Bruksela trzyma fundusze w swoich rękach, ma też kontrolę nad polityką, która się z nimi wiąże – decyduje, co jest ważne i kto na tym skorzysta.

Ale to tylko część szerszego planu.

Nie muszę Ci przypominać, jak radykalna jest agenda Zielonego Ładu i jak może ona zupełnie zmienić Twoje życie – czy to eliminacja aut spalinowych, czy duszenie rolników kolejnymi regulacjami.

To wszystko dotyczy takich spraw jak możliwość zakupu auta na benzynę, liczba lotów, jakie możesz odbyć w roku, a nawet ilość mięsa, które możesz rocznie zjeść!

Przecież to szaleństwo!

Wyobraź sobie, że unijna zielona agenda może stać się jeszcze bardziej radykalna, jeśli Von der Leyen wciągnie do Komisji swoich lewicowych sojuszników. 

Mamy to ciągle na oku.

A jakby tego było mało… pamiętasz Traktat Pandemiczny WHO? Ten, przeciwko któremu walczymy, bo odbiera nam wolność decydowania o naszym zdrowiu?

Cóż, zgadnij kto jest jednym z jego największych zwolenników? Tak, Von der Leyen i jej Komisja od samego początku wspierają tę globalistyczną agendę.

To wszystko sprawia, że bardzo się obawiam, iż nadchodzące pięć lat może być znacznie większym zagrożeniem dla naszych wolności, niż się spodziewaliśmy. Jeśli Bruksela dalej będzie przejmować kontrolę, czeka nas jeszcze większe ograniczenie swobód, mniejszy wybór i całkowite ignorowanie naszych wartości.

A oni naprawdę są żądni władzy!

Na początku tego roku zaproponowane zmiany traktatów UE miały odebrać krajom prawo weta. Dla Polski oznaczałoby to praktycznie brak możliwości przeciwstawienia się Brukseli i obrony naszych interesów narodowych.

Dlatego właśnie chciałem do Ciebie napisać – to, co planuje UE, nie wygląda dobrze. Jeśli te zmiany mają wpłynąć na Twoje codzienne życie, to naprawdę jest to ważne.

To nie są pojedyncze sprawy – Komisja Europejska poważnie dąży do większej kontroli, a my musimy być na to przygotowani, zanim będzie za późno.

Piszę do Ciebie, bo chciałbym wiedzieć, że mogę na Ciebie liczyć, gdy coś się wydarzy – a to może nastąpić całkiem niedługo.

Będę Cię informować na bieżąco, ale na razie chciałem po prostu uprzedzić, co się szykuje.

Dziękuję, że zawsze mogę liczyć na Twoje wsparcie.

Sebastian Łukomski z całym zespołem CitizenGO

Szokujące poglądy kard. Nycza. Braun OSTRO: „Abdykuj, Książę, abdykuj co prędzej”

Szokujące słowa kard. Nycza. Braun OSTRO: „Abdykuj, Książę, abdykuj co prędzej”

25.10.2024 szokujace-slowa-kard-nycza-braun-ostro-abdykuj-ksiaze-abdykuj

Kard. Kazimierz Nycz oraz Grzegorz Braun
Kard. Kazimierz Nycz oraz Grzegorz Braun. / foto: screen Polsat News/PAP (kolaż)

Europoseł Konfederacji Grzegorz Braun odniósł się w swych mediach społecznościowych do wypowiedzi kard. Kazimierza Nycza w Polsat News, a także reakcji na nią ze strony rzecznika prasowego archidiecezji warszawskiej. „Abdykuj, Książę, abdykuj co prędzej” – napisał Braun.

Wypowiedź kard. Kazimierza Nycza o związkach partnerskich nie może być interpretowana jako poparcie dla projektu ustawy o tzw. związkach partnerskich ani jako przychylne stanowisko Kościoła w tej sprawie – napisał rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński.

Przypomnijmy, że metropolita warszawski kard. Nycz powiedział w Polsat News, że jeśli jest krąg ludzi, dla których kontrakt cywilny w urzędzie stanu cywilnego to za dużo, którzy chcieliby związku łatwiej zawieralnego i rozwiązywalnego, to „jakaś tolerancja wobec tego typu poglądów ludzi musi być ze strony wierzących i Kościoła”.

Kardynał podkreślił, że powinno się tym osobom umożliwić zawieranie takiego związku, ale „nie próbując dokonać równania istotowego między związkiem sakramentalnym czy małżeńskim zawieranym w kościele i nazywaniem tego małżeństwem”.

Dzień później do sprawy odniósł się rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński. „Wypowiedź kard. Kazimierza Nycza o »związkach partnerskich« nie może być w żaden sposób interpretowana jako wyraz poparcia dla jakiegokolwiek projektu ustawy o tzw. związkach partnerskich ani też rozumiana jako przychylne stanowisko Kościoła w tej sprawie” – czytamy w oświadczeniu.

Do tej części oświadczenia ks. Śliwińskiego odniósł się na portalu X Braun. „Ale jakże to „nie może”, Księże-Rzeczniku, skoro najwyraźniej może – ? – przez zawodowych sodomitów i promotorów sodomii wypowiedź JE Ks. Kardynała została wszak z satysfakcją zinterpretowana jako wyjście naprzeciw ich oczekiwaniom. Proszę nie dodawać śmieszności do zgorszenia” – napisał europoseł Konfederacji.

W dalszej części oświadczenia rzecznik prasowy podkreślił, że kard. Nycz w środowym wywiadzie wyjaśnił, że „Kościół nie będzie brał udziału w tworzeniu prawa ani w nie ingerował; natomiast wyraził przypuszczenie, że Episkopat Polski zajmie w tej sprawie własne stanowisko”.

Ks. Śliwiński zaznaczył, że „wybór »związku partnerskiego« jako formy życia dla katolików pozostaje moralnie niedopuszczalny” i jest grzechem. Rzecznik podkreślił, że związki partnerskie, bez względu na to, czy zyskają pewne umocowanie w prawie państwowym, czy też nie, „z punktu widzenia Kościoła pozostają sytuacją nieuregulowaną i jako wybór formy życia są błędem moralnym”.

W kolejnym wpisie Braun wystosował „synowską suplikę” do kard. Nycza. „Abdykuj, Książę, abdykuj co prędzej” – napisał. „Kapitulanckie ustąpienie z doktryny – nawet jeśli jest »tylko« manifestacją polit-poprawnego oportunizmu i konformizmu wobec »lawendowej mafii« – logiczne implikuje ustąpienie z urzędu” – dodał polityk Konfederacji.

Grzegorz Braun

@GrzegorzBraun_

Synowska suplika do JE Ks. Kard.

@ArchWarszawska

: Abdykuj, Książę, abdykuj co prędzej. Kapitulanckie ustąpienie z doktryny – nawet jeśli jest „tylko” manifestacją polit-poprawnego oportunizmu i konformizmu wobec „lawendowej mafii” – logiczne implikuje ustąpienie z urzędu.

Archidiecezja Warszawska @ArchWarszawska 23 paź

Kard. Kazimierz Nycz będzie dziś gościem @BogRymanowski w programie #GośćWydarzeń o godz. 19.18 w Polsat i @PolsatNewsPL.

Zdjęcie

4 071 Wyświetlenia

WAT odważnie odkrył starą prawdę: CO2 to nie problem

CO2 to nie problem

Wojskowa Akademia Techniczna: wpływ dodatkowych emisji CO2 na globalne temperatury może być znacznie mniejszy niż się powszechnie przedstawia

MARIUSZ JAGÓRA OCT 24
 

Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Applications in Engineering Science podważa narrację, że rosnący poziom CO2 w atmosferze doprowadzi do katastrofalnych zmian klimatycznych. Badanie, zatytułowane „Konsekwencje klimatyczne procesu nasycenia absorpcji promieniowania w gazach”, opublikowane przez Jana Kubickiego, Krzysztofa Kopczyńskiego i Jarosława Młyńczaka, naukowców z Wojskowej Akademii Techniczne, sugeruje, że wpływ dodatkowych emisji CO2 na globalne temperatury może być znacznie mniejszy niż się powszechnie przedstawia. Badanie wprowadza pojęcie „masy nasycenia” – ilości absorbującego gazu, powyżej której dalszy wzrost powoduje pomijalną dodatkową absorpcję promieniowania.

We wnioskach czytamy, że pomimo faktu, iż “większość publikacji stara się przedstawić katastroficzną przyszłość naszej planety z powodu antropogenicznego wzrostu CO2 i jego wpływu na klimat Ziemi,zaprezentowane fakty budzą poważne wątpliwości co do tego wpływu.

Korzystając z modeli klimatycznych powinno się dokładnie zbadać czy w ogóle jest możliwe gromadzenie wiarygodnych danych wejściowych dla tych modeli. Dane te powinny być bezpośrednio związane z rozkładem temperatury na powierzchni Ziemi i w atmosferze, rozkładem stężenia pary wodnej w atmosferze, rozkładem prędkości i kierunku wiatru oraz rozkładem aerozoli i cząstek w atmosferze (chmury, aerozole nad fluktuującymi oceanami). Oczywistym jest, że jednoczesne pomiary tych zmiennych na całej kuli ziemskiej są niewykonalne, a uśrednianie ich w sytuacjach, w których występują silne zależności nieliniowe, może prowadzić do znacznych błędów.

Co więcej, atmosfera wykazuje dużą dynamikę, co dodatkowo komplikuje takie pomiary. Dlatego nie dziwi fakt, że wyniki różnych znaczących prac, takich jak Schildknecht (2020) i Harde (2013), znacznie różnią się od tych przedstawionych przez IPCC, który jest powszechnie uważany za jedyny wiarygodny autorytet. Sugeruje to jednoznacznie, że oficjalnie przedstawiony wpływ antropogenicznego wzrostu CO2 na klimat Ziemi jest jedynie hipotezą, a nie potwierdzonym faktem.

Rozstrzygnięcie tych dylematów wymaga dalszych prac eksperymentalnych weryfikujących wyniki badań teoretycznych na każdym możliwym etapie. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy dodatkowo emitowany do atmosfery CO2 rzeczywiście jest gazem cieplarnianym, należałoby m.in. przeprowadzić dodatkowe badania dla źródła promieniowania o temperaturze zbliżonej do temperatury powierzchni Ziemi oraz zmierzyć absorpcję promieniowania cieplnego w mieszaninie CO2 i powietrza o różnych temperaturach i ciśnieniach, tak jak ma to miejsce w atmosferze ziemskiej na różnych wysokościach.

Korzystne byłoby również przeprowadzenie badań terenowych przy użyciu odpowiedniego balonu, jak zasugerowano w (Kubicki i in., 2020b). Mierząc absorpcję ziemskiego promieniowania cieplnego w atmosferycznym CO2 pod ciśnieniem atmosferycznym w kuwecie umieszczonej w koszu balonu w górnych warstwach troposfery, moglibyśmy uzyskać wyniki, które zdecydowanie rozstrzygnęłyby wiele kontrowersyjnych kwestii. Przykładowo, gdyby okazało się, podobnie jak w przypadku promieniowania cieplnego z Księżyca, że nie ma zauważalnej absorpcji ziemskiego promieniowania cieplnego w CO2, oznaczałoby to, że widmo promieniowania emitowanego w przestrzeń kosmiczną, ma charakter „lejka” powstałego w wyniku absorpcji w gazach i parze wodnej w atmosferze. Należy zauważyć, że linie absorpcji CO2 na różnych wysokościach są węższe niż linie absorpcji CO2 pod ciśnieniem atmosferycznym, a zatem można by autorytatywnie stwierdzić, że mamy do czynienia z nasyceniem atmosfery, a dodatkowy CO2 emitowany do atmosfery, niezależnie od jego wysokości, nie będzie gazem cieplarnianym.

Autorzy artykułu deklarują, że ich intencją nie jest zachęcanie kogokolwiek do degradacji środowiska naturalnego. Węgiel i ropa naftowa są cennymi zasobami chemicznymi, a ze względu na ich ograniczone zasoby powinny być wykorzystywane oszczędnie, aby zapewnić ich trwałość dla przyszłych pokoleń. Co więcej, intensywne wydobycie węgla bezpośrednio przyczynia się do degradacji środowiska (osuszanie gruntów, zmiany krajobrazu, ruchy tektoniczne). Należy również wziąć pod uwagę, że często używane przestarzałe systemy grzewcze spalające węgiel i przestarzałe silniki spalinowe napędzane produktami ropopochodnymi emitują wiele toksycznych substancji (które nie mają nic wspólnego z CO2). 

Należy zintensyfikować działania na rzecz odnawialnych źródeł energii, ale nie powinno się w tym celu używać bezpodstawnych argumentów, zwłaszcza tych hamujących rozwój gospodarczy. W nauce, zwłaszcza w naukach przyrodniczych, powinniśmy dążyć do przedstawienia prawdziwego obrazu rzeczywistości, przede wszystkim poprzez wiedzę empiryczną.”

Pijani Ukraińcy – dezerterzy z tamecznej wojny – staranowali stragany w Białce Tatrzańskiej

Pijany Ukrainiec staranował stragany w Białce Tatrzańskiej

pijany-ukrainiec-staranowal

21 października br. doszło do groźnego zdarzenia drogowego, nieopodal kościoła w Białce Tatrzańskiej. Rozpędzony samochód, który znacznie przekraczał dozwoloną w tym miejscu prędkość, wypadł z drogi i wjechał w stojące nieopodal drewniane stragany. Kierowca i pasażer uciekli z samochodu zabierając ze sobą tablice rejestracyjne. Jak się szybko okazało, byli to tzw. “uchodźcy wojenni” z Ukrainy. Wypadek spowodowali będąc w typowym dla siebie stanie, tj. po pijaku.

Pijany Ukrainiec staranował stragany w Białce Tatrzańskiej. Tuż po godzinie 23-szej w poniedziałek policjanci z Komisariatu Policji w Bukowinie Tatrzańskiej zostali wezwani do wypadku w centrum Białki Tatrzańskiej. Jak wynikało ze zgłoszenia, rozpędzony samochód osobowy wypadł z drogi uderzając z impetem w przydrożne stragany. Siła uderzenia była tak duża, że drewniane budynki rozpadły się na drobne kawałki.

Na miejscu policjanci zastali pusty samochód ze zdemontowanymi tablicami rejestracyjnymi, co miało utrudnić namierzenie sprawcy. Policjanci szybko jednak ustalili, do kogo należy samochód oraz kto mógł się nim poruszać w chwili zdarzenia. Po kilkudziesięciu minutach ustalono, że chodziło o dwóch tzw. “uchodźców wojennych” z Ukrainy, w wieku poborowym.

– W miejscu zamieszkania policjanci zatrzymali dwóch 18-latków z Ukrainy. Badanie alkomatem wykazało, że obaj są nietrzeźwi. Pierwszy z nich miał w organizmie blisko 0.6 promila, a drugi blisko 0.9 promila alkoholu – powiedział asp. szt. Roman Wieczorek z Komendy powiatowej Policji w Zakopanem. – Nastolatkowie trafili do policyjnego aresztu do wytrzeźwienia i wyjaśnienia sprawy. Śledczy z wnętrza samochodu zabezpieczyli ślady i dowody, które wykorzystane zostaną w identyfikacji kierowcy. Pojazd został odholowany na strzeżony parking – dodał.

Za jazdę po spożyciu alkoholu, Ukraińcom grozi kara nawet do 3 lat więzienia.

=================

MD: A potem – tj. też po zapłaceniu kar – deportacja na Ukrainę !

Polska przekaże Ukrainie resztę samolotów MiG-29

Chargé d’Affaires RP na Ukrainie płk. rez. Piotr Łukasiewicz zapowiedział, że Polska przekaże Ukrainie resztę swoich myśliwców MiG-29, gdy „wypełni luki” powstałe po transferze tych samolotów do Kijowa.

Według dyplomaty, Warszawa przygotowuje różne pakiety pomocowe dla Ukrainy. Jak podkreślił w rozmowie z agencją Ukrinform, w ciągu ostatnich dwóch lat Polska przekazała części zamienne i samoloty MiG-29.

„Właściwie to my jako pierwsi zwróciliśmy się do Aliantów, aby dali wam coś cięższego od Javelinów – czołgi, MiG-29 i starsze samoloty. Teraz pytanie brzmi, w jaki sposób możemy zapewnić „wypełnienie luk” – to termin wojskowy.” – podkreślił Łukaszewicz.

Dyplomata powiedział, że Polska ma jeszcze około 10-15 takich samolotów, które nadal służą w obronie powietrznej.

Według niego Warszawa prowadzi obecnie zakrojoną na szeroką skalę transformację sił powietrznych, kupując od partnerów nowe maszyny – samoloty F-16 i F-35. Jednocześnie podkreślił, że proces ten wciąż trwa, dlatego nasz kraj nie może sobie pozwolić na „stratę choćby kilkunastu MiG-29, bo będziemy czuć się bezbronni”.

„Mając strategiczny cel, jakim jest wsparcie Ukrainy, wzywamy naszych sojuszników, zarówno dwustronnych, jak i na szczeblu NATO, aby pomogli nam wypełnić luki, które stworzy transfer MiG-ów. Zasadniczo oznacza to, że nasi sojusznicy powinni wysłać do Polski kilka eskadr innych samolotów, aby dać nam czas na zbudowanie własnych zdolności, abyśmy mogli dostarczyć MiG-y, których tak desperacko potrzebują ukraińscy piloci” – dodał.

Jak przypomina portal Europejska Prawda, w lipcu 2024 Donald Tusk powiedział, że Polska może rozważyć przeniesienie na Ukrainę dodatkowych myśliwców typu radzieckiego, jeśli wspólnie ze swoimi sojusznikami uda się znaleźć dla nich zamiennik.

Minister obrony RP Władysław Kosiniak-Kamysz odrzucił później wezwania prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do przyspieszenia transferu MiG-29 na Ukrainę, powołując się na ten sam argument.

ba za  eurointegration.com.ua

KZ : Należy zauważyć, że do MiG-29 mamy części, możliwości serwisowe oraz co najważniejsze Migi nie są pod kontrolą USA. F15 mogą zostać uziemione przez naszego sojusznika, gdyby plany ich użycia były nie zgodne z planami USA. Ukraińcy też nie mogą używać Himarsów bez konsultacji z USA – kliknięciem w klawiaturę można je zablokować. Wychodzi na to że gwarantem suwerenności są własne moce produkcyjne sprzętu i amunicji, własne zaplecze naukowe oraz własne surowce. Surowce jeszcze mamy, odbudowa przemysłu jest powolna ale moźliwa (gdyby była po temu wola), niestety poziom edukacji spada.

TRUMP i ŚMIERĆ PORZĄDKU GLOBALNEGO

TRUMP i ŚMIERĆ PORZĄDKU GLOBALNEGO

Krzysztof Baliński

Powrót Trumpa oznaczałby śmierć porządku globalnego– obwieścił Juwal Noach Harari. Jego rozpaczliwy krzyk nie wziął się znikąd. Minione dwa lata zadały znaczące ciosy globalistom – na ostatnim Forum w Davos obrady zdominowały obawy o „deglobalizację”, a oficjalne motto sabatu czarownic głosiło: „Potrzeba odbudowy zaufania”. U nas, równie rozpaczliwy okrzyk wzniósł gen. Waldemar Skrzypczak. Komentując propozycję kandydata na wiceprezydenta, która miałaby „zakończyć wojnę kosztem ukraińskich terytoriów”, przestrzega: Nie warto kombinować z Donaldem Trumpem. W moim przekonaniu ci, którzy są jego zwolennikami, są wrogami Polski. Przypomnijmy, że ten generalski cymbał zapowiada, że wraz z Zełenskim, odbierze defiladę zwycięstwa w Moskwie.

Prawdziwą zapamiętliwość w oskarżeniach wobec Trumpa, przekraczających granice zawziętości, obsesji i nienawiści przejawia Anne Applebaum. Na łamach skrajnie lewicowego „The Atlantic” porównała Trumpa do największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości. Według małżonki ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, Trump posługuje się taką samą retoryką jak Hitler, Stalin,  Mussolini, Mao i Pol Pot, ma takie same intencje jak oni i może urządzić „krwawą łaźnię”. W tym miejscu nie sposób wstrzymać się z refleksją: Już widzimy jej minę (skądinąd demoniczną), gdy 5 listopada ogłoszą zwycięstwo Trumpa. Amerykańskim gazetom wyborczym sekunduje A. Kwaśniewski: „Politycznych poglądów Trumpa trzeba się bać”. Ostrzega i wylicza: będzie reset USA z Rosją, zapłaci za niego Ukraina. Każe nam też bać się muru na granicy z Meksykiem.

W swoim przemówieniu w Detroit, Trump skrytykował pomoc dla Ukrainy, o którą prośby „nie ustają”. „Zełenski jest prawdopodobnie najlepszym komiwojażerem ze wszystkich polityków, jaki kiedykolwiek żył. Za każdym razem, gdy przyjeżdża do naszego kraju, wyjeżdża z 60 miliardami dolarów. Wraca do domu i ogłasza, że ​​potrzebuje kolejnych 60 miliardów. I to nigdy się nie kończy, nigdy się nie kończy. Jako prezydent, rozwiążę tę kwestię”. Na swoich wiecach wyborczych Trump podkreśla: Jesteśmy na granicy wybuchu III wojny światowej. Chcę, by wojna w Ukrainie się skończyła. Miliony ludzi giną bez sensu.

J.D. Vance, który przewodził w Senacie batalii o zablokowanie pomocy wojskowej dla Ukrainy, napisał: „Muszę być z wami szczery – tak naprawdę nie obchodzi mnie, co stanie się z Ukrainą w ten czy inny sposób”. Podkreśla, że czasami trzeba porozumiewać się ze złymi ludźmi: „Przecież w II wojnie światowej sprzymierzyliśmy się z Józefem Stalinem”. Według kandydata na wiceprezydenta, wojnę na Ukrainie mogłoby zakończyć porozumienie. „Wyglądałoby ono mniej więcej tak: Obecna linia demarkacyjna między Rosją a Ukrainą staje się strefą zdemilitaryzowaną. Jest mocno ufortyfikowana, aby Rosjanie nie dokonali kolejnej inwazji. Ukraina zachowuje suwerenność. Rosja otrzymuje od Ukrainy gwarancje neutralności – nie dołącza do NATO. Sfinansowaniem odbudowy Ukrainy zajęłyby się Niemcy”.

I tu pytanie: Czy zakończenie wojny nie leży w interesie Polski?


Czym podejście Trumpa różni się od podejścia tych, którzy sprzeciwiają się wciąganiu Polski do wojny? Czy hipoteza, że Trump jest za „białorusinizacją” Ukrainy, nie jest korzystna dla Polski, bo wtedy Ukraina byłaby państwem buforowym, a nie drugim Izraelem w Europie? Czy polski patriota nie powinniśmy powtarzać za Trumpem: Dlaczego wydawać miliardy na obronę granicy Ukrainy, a nie na obronę granicy przed nielegalnymi imigrantami? Zatem, nikt myślący w kategoriach interesu swego kraju nie powinien być zmartwiony powrotem Trumpa, a już z pewnością nie powinni to być Polacy.

Czy pomysły pokojowe Trumpa są niebezpieczne dla Polski? Czy pokój w  proponowanej formule, nie ośmieli Putina do testowania kolejnych krajów? Może tak się stać. Bo konfliktu  na Wschodzie nie wykorzystaliśmy dla umocnienia Polski, ale dla zdewastowania finansów państwa. Tuż po wybuchu wojny wydali 40 miliardów, a później w kolejnych transzach 100 miliardów na pomoc Ukrainie. Marnowali czas, bo uznali, że od pilnowania polskich interesów ważniejsza jest walka z polskim antysemityzmem i z „ruskimi onucami” oraz uczenie segregowania śmieci i miłości do pederastów. Inwestowali w wiatraki i nowe plastikowe nakrętki do butelek, prawie ćwierć miliarda złotych poszło na walkę z sezonowymi przeziębieniami, których śmiertelność wynosiła 0,23 procenta.

Ale to nie wszystko – to zapowiedź kolejnych klęsk. Na wszelkie pytania mają tylko jedną odpowiedź: Bij Moskala.Popełniają wciąż te same błędy. 11 lat temu poparli Majdan, czyli swego rodzaju ukraińską Magdalenkę i dorwanie się do władzy oligarchów. Nie widzieli, że Majdan finansował George Soros. Ten sam, który razem z Geremkiem i Michnikiem „wykombinowali” transformację Polski i… Balcerowicza. I ten sam, który założył i utrzymuje Fundację Batorego, zaplecze naszych rodzimych trockistów, którzy kiedyś przywędrowali w taborach dywizji NKWD, zmienili nazwiska i wprowadzili w Polsce komunizm.

Trump będzie prowadził nieprzewidywalną politykę zagraniczną. Będzie zagrożeniem dla stabilności i bezpieczeństwa na świecie – takie oskarżenia lansują żydowskie gazety dla Amerykanów i żydowskie gazety dla Polaków. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za prezydentury Trumpa Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła, a toczące się wygaszała. Chiny nie zagrażały Tajwanowi, Rosja nie najechała na Ukrainę, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. To pod rządami Obamy doszło do zamętu w praktycznie każdym zakątku świata. Chiny zajęły Hongkong, a wojska amerykańskie tak wycofały się z Iraku, że powstał islamski kalifat. Co więcej, mieliśmy do czynienia z tzw. „arabską wiosną”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w kilku krajach arabskich. Taka sama jest administracja Bidena, która wojuje z całym światem. Nic więc dziwnego, że podpalona Europa z niecierpliwością czeka na strażaka zza oceanu.

W tym kontekście powinniśmy pamiętać, że stosunki z USA są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa, że w interesie Polski jest wiarygodny, stabilny i silny sojusz z USA, że wbrew urojeniom euroentuzjastów nikt Ameryki w tym nie zastąpi. Jest gnębiona ogromnymi problemami i podzielona brutalnym konfliktem, ale innej Ameryki nie ma. I szkodliwe, a nawet sabotażem wobec państwa polskiego jest zaangażowanie pary Applebaum-Sikorski po jednej strony sporu w USA, bo zapowiada szalenie groźny i politycznie niebezpieczny scenariusz, w którym folksdojcz Tusk wyprawia dyplomatyczne harce w interesie Berlina, zainteresowanego wypchnięciem Ameryki z Europy. Pamiętajmy jednak przy tym, że Trump nic dla Polski nie zrobi, jeśli nie będzie to w interesie USA.

Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych tuż tuż, bo już 5 listopada. Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, ile od nich zależy. Zwycięstwo Donalda Trumpa może storpedować niemiecki zamysł budowy Ukropol i żydowski zamysł budowy Ukropolin. Anuluje też przyzwolenie Joe Bidena dla Berlina, aby, w zamian za sojusz strategiczny Berlin -Tel Awiw, w miejsce sojuszu z Putinem Niemcy urządziły sobie Europę po swojemu, co oznacza dla nas, Polaków państwo pozbawione suwerenności, które nie będzie mogło decydować o własnej polityce zagranicznej, gospodarczej, obronnej, a nawet o podatkach. I w tym miejscu trzeba powiedzieć Polakom: Coś jest w powietrzu, coś się czai, coś się święci.

„Donald Trump to ‘przyjaciel Izraela’. Wystarczy wspomnieć, że będąc prezydentem wielokrotnie wysługiwał się syjonistom, wydał rozkaz zrzucenia bomb na Syrię, kazał przenieść ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, uznał izraelską władzę nad Wzgórzami Golan, zlecił zabicie irańskiego generała Ghasema Solejmaniego – biadoli jedna z tych, która „nie dała się nabrać na Trumpa”. Tymczasem, po wyborczym zwycięstwie w 2016 r., Trump powiedział: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”. Potem oświadczył: „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Kiedy zaczął mówić o neutralnym podejściu do konfliktu palestyńsko-izraelskiego, szybko przetestowali go – już następnego dnia pojawiły się karykatury hajlującego Trumpa z hitlerowskim wąsikiem. Bo wiedzieć trzeba, że nic tak nie jednoczy lobby żydowskie, jak zagrożenie pokojem na Bliskim Wschodzie oraz mówienie o „stawianiu na pierwszym miejscu interesów Ameryce”.

Przypomnijmy – pod pretekstem obalenia terrorysty, który miał popierać Ben Ladena i manipulować przy broni masowego rażenia, USA dokonały inwazji na Bagdad (w imieniu Polaków wojnę Arabom wydał Bronisław Geremek, a zagrzewała do niej Anne Applebaum). Na wojnie Polska nie zyskała nic. Koszty wyniosły 3 miliardy zł plus 720 milionów dolarów z umorzenia irackiego długu. W zamian, na otarcie łez, dostaliśmy zardzewiałą fregatę, fakturę na 12 miliardów za F-16, logo „okupanta Iraku” i wsparcie dla roszczeń hien cmentarnych spod znaku „Przemysł Holokaustu”. Dziś, w zamian za bezwarunkowe poparcie dla Netanjahu, też dostajemy faktury do opłacenia: zagrożenia terrorystyczne, ceny gazu i ropy, odciąganie uwagi USA od bezpieczeństwa Polski i „uchodźców. Podobnie postąpili, kiedy popierali Majdan, aby obalić jednego człowieka – Janukowycza, a dziś wydają miliardy, aby utrzymać przy władzy jeden człowiek – Zełenskiego.

Dziś jesteśmy wciągani w wojnę z Iranem, pod pretekstem obalenia krwawego ajatollaha, który popiera Hamas i manipuluje przy rakietach Hezbollah, u boku – jak zakomunikował rabin Szalom Dow Ber Stambler z Chabad-Lubawicz – „najbardziej humanistycznego na świecie wojska”. Izrael, który ma w zwyczaju walczyć gojami, co pokazała inwazja na Bagdad, powtarza jak mantrę, że „broni całego cywilizowanego świata” (a Polski w szczególności). Do wojny z Teheranem zachęca też „Gazeta Wyborcza”: Jesteśmy świadkami największej od czasów Holokaustu masakry Żydów. Poparcie dla Izraela jest dziś więc przejawem człowieczeństwa”.Przypomnijmy, że przy okazji beatyfikacji rodziny Ulmów rozpętano akcję wpajania Polakom przekonanie, że prawdziwym bohaterstwem jest poświęcenie swojej rodziny w imię ratowania Żydów.

A co na to wszystko „polski patriota, który nabrał się na Trumpa”? Po pierwsze – „prożydowskie gesty” Trump adresuje do protestantów-ewangelików, którzy stanowią główną bazę wyborczą Republikanów, i do amerykańskich katolików (których jest 52 miliony). I trudno wymagać, aby równocześnie zabiegał o muzułmanów czy hinduistów. Jeden z żydowsko-amerykańskich geostrategów wygadał się: „Jeśli zwycięży Trump, to źle dla Ukrainy, a dobrze dla Izraela. Jeśli Harris, to dobrze dla Ukrainy, a źle dla Izraela”. Którą zatem opcję powinniśmy wybrać? Czy nie pierwszą, bo Ukraina ma bezpośredni związek z polskimi interesami, a Izrael nie (a jeśli już, to tylko pośrednio, i polega na tym, że im bardziej Żydowie będą dostawać w dupę od Palestyńczyków, tym mniej będą nalegać na zwrot mienia. Dlatego, gdy słyszymy głosy: Trump nie jest przyjacielem Polski, bo jest przyjacielem Izrael i nie lubi Hamasu, to powinniśmy ripostować: „Co ma piernik do wiatraka!”. Polaków w pierwszym rzędzie martwić powinna nie izraelska suwerenność nad Wzgórzami Golan, ale żydowska suwerenność nad obozem w Auschwitz (i nad Jedwabnem). Niepokoić powinno nie przeniesienie stolicy Izraela do Jerozolimy, ale przenoszenie stolicy Polski do Kijowa.

Zmartwieniem Polaków nie powinno być to, kto wydał rozkaz zabicia gen. Solejmaniego, ale kto wydał polecenie uciszenia posła Brauna, i kto uśmiercił polskiego wolontariusza w Gazie. Nie ważne, czy Trump lubi Hamas, ale ważne, czy lubi Polaków. Nie uznawać krytycznych wobec Hezbollah wystąpień Trumpa za wymierzone w Polaków, bo nie zawsze to, co antyarabskie i antyislamskie jest antypolskie. Inny przykład to arabska i islamska imigracja do Polski. W tej kwestii różnimy się diametralnie. I tu pytanie do palestyńskich przyjaciół: Czy powrót Żydów z Palestyny do Polski postrzegają, jako naprawienie historycznej krzywdy? Czy cieszą się z napływu swoich ziomków do Polski?

Niejako uprzedzając złośliwe komentarze, podsumujmy: Oburzamy się poglądami Applebaum i naśmiewamy z gen. Skrzypczaka, a tymczasem w Polsce funkcjonuje silna (kto wie, czy nie najsilniejsza) formacja polityczna „Partia Kononowicza”. Przypomnijmy: w 2006 r. Krzysztof Kononowicz kandydował na urząd prezydenta Białegostoku, pod hasłem „Żeby nie było niczego”. Jeszcze inni, porażeni syndromem „najmądrzejszych we wsi”, wypowiadają się na każdy temat. A jeszcze innych (lub raczej „inne”) można podejrzewać, że swe poglądy kształtują upodobaniem do nie-białych mężczyzn.

A tak w ogóle – Nie zajmujmy się dobrostanem Żydów, Palestyńczyków, Ukraińców, ale troszczmy się o Polaków. Zawsze pytajmy: Gdzie tu Polska? Gdzie tu Polak? Gdzie Polski Interes Narodowy? Nie kierujmy się emocjami, bo to nie nasza wojna tak, jak nie naszą jest wojna Rosja-Ukraina. Nie przejmujmy się losem Palestyńczyków, bo oni sobie całkiem dobrze radzą. Zajmijmy się Polakami, którzy są w jeszcze gorszej sytuacji. Nie oznacza to, że z tego, co się dzieje w Palestynie nie można wyciągnąć pożytecznych konkluzji. Poza wyrazami współczucia oraz potępienia izraelskiego ludobójstwa i barbarzyństwa, pogratulujmy Palestyńczykom zwycięstwa nad „niezwyciężoną i jedną z najsprawniejszych armii świata”. Przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat. Pokazali, że izraelski żołnierz jest bohaterem, ale tylko w kokpicie samolotu F-16 zrzucającego bomby na kobiety i dzieci. Skompromitowali uważane dotychczas za perfekcyjne izraelskie służby specjalne (w których ręce oddaliśmy bezpieczeństwo państwa polskiego!). Okazał się, że Mosad jest sprawny tylko tam, gdzie może liczyć na V kolumnę. Pokazali, że Stalowa Kopuła (lub raczej Stalowa Mycka, bo tak ją nazywają sami Izraelczycy) jest dziurawa jak durszlak (a my ją właśnie zakupiliśmy!).

Izrael poniósł wielką klęskę polityczną. Runął mit żydowskiej wszechpotęgi. Okazało się, że Żydzi to brutalny okupant, który głodzi i morduje palestyńskie dzieci („bo to przyszli terroryści”), że to rasiści, którzy nie-Żydów nazywają „ludzkimi zwierzętami” i z Gazy zrobili „getto” (nawiasem mówiąc, czy nie zasadne jest skojarzenie Gazy z gettem warszawskim i z tłumieniem „powstania w getcie”?).

I rzecz najważniejsza – zbrodnicze poczynania Izraela stały się wiodącym tematem w kampanii wyborczej w USA. Oprócz wzrostu nastrojów antyżydowskich, pokazały zmęczenie Amerykanów uległością Bidena i Kongresu wobec ciągle rosnących izraelskich żądań. Amerykanie coraz częściej pytają: Czy nasz interes narodowy ma związek z bezpieczeństwem Izraela? Czy w naszym interesie są niekończące się wojny, które wykrwawiły i doprowadziły kraj do bankructwa?

Na koniec – życząc z całego serca Palestyńczykom wolnej Palestyny, życzę im … Wolnej Polski, wolnej od żydowskich i ukraińskich okupantów. A Polakom, zamiast „Chwała Palestynie” lub „Chwała Ukrainie” zalecam wznoszenie zawołania „Jeszcze Polska nie zginęła” lub bardziej aktualnego: „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”.

Krzysztof Baliński

Argentyna. Milei likwiduje państwowe koleje. Przynosiły ogromne straty.

Milei likwiduje państwowe koleje. Przynosiły ogromne straty. „Pieniądze, które wyszły od każdego z nas”

24.10.2024 milei-likwiduje-panstwowe-koleje

Kancelaria libertariańskiego prezydenta Argentyny Javiera Mileia poinformowała, że rozpoczęła proces prywatyzacji państwowej spółki kolei towarowych Trenes Argentinos Cargas. Ponowiła przy tym zapowiedź „prywatyzacji wszystkiego, co można sprywatyzować”.

Javier Milei
Javier Milei Fot. EPA/Juan Ignacio Roncoroni

Milei jest zwolennikiem ograniczenia roli państwa w gospodarce do minimum. Od zaprzysiężenia w grudniu 2023 roku wprowadza w życie szeroko zakrojone reformy, starając się rozmontować państwo opiekuńcze i przekształcić kraj zgodnie z modelem liberalnym.

„Kancelaria prezydenta informuje, że rozpoczął się proces prywatyzacji Trenes Argentinos Cargas, znanych również jako Belgrano Cargas y Logistica S.A.” – napisano w komunikacie.

Rzecznik prezydenta Manuel Adorni oświadczył, że spółka przynosiła straty. „W ubiegłym roku państwo włożyło w tę firmę 112 mln dolarów, pieniądze, które wyszły od każdego z nas, Argentyńczyków” – podkreślił.

W komunikacie zaznaczono, że tory i ziemia, będące własnością spółki, pozostaną w rękach państwa. Prywatyzację nadzorować ma szef Agencji Transformacji Przedsiębiorstw Publicznych w ministerstwie gospodarki Diego Caher. Nie podano, czy pojawiły się już firmy zainteresowane przejęciem spółki.

„Jak sygnalizował prezydent Javier Milei, ten rząd sprywatyzuje wszystko, co można sprywatyzować i przekaże sektorowi prywatnemu, aby funkcjonowało efektywnie, wszystko, co można przekazać sektorowi prywatnemu” – dodano.

Administracja Mileia chciałaby sprzedać w prywatne ręce ponad 40 spółek należących w całości lub w części do skarbu państwa, ale Kongres jak dotąd zgodził się tylko na częściową lub całkowitą prywatyzację ośmiu z nich, w tym Trenes Argentinos Cargas.

W tym tygodniu rząd Mileia ogłosił również decyzję o likwidacji urzędu celno-skarbowego AFIP i powołania na jego miejsce urzędu o skrócie ARCA, który – jak zapewniono – będzie „wydajniejszy, mniej kosztowny i mniej biurokratyczny”.

Piątek, Bielsko-Biała – Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

25.10.24 Bielsko-Biała – Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

24/10/2024 antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!

Zapraszamy w piątek 25.10 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański). Koronka do Bożego Miłosierdzia, później Różaniec Święty. O godz. 18.00 Msza święta za Ojczyznę.

Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie

Niedziela. Łomża. Pokutny Marsz Różańcowy.

27.10.2024 Łomża – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

25/10/2024 antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu


Duchowe powstanie narodowe jest potrzebne, do Matki Bożej musimy wołać o NOWY Cud na Wisłą, bo MY CHCEMY BOGA i „Te Deum” wyśpiewać Panu Bogu chcemy.


Prosić o to będziemy w Łomży w Pokutnych Marszach Różańcowych 27.X, 24.XI, 22.XII a w 2025 r. w Warszawie, wraz z innymi.


Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii aby Chrystus Król Polski został INTRONIZOWANY w Polsce skoro tego chce. I jak On tego chce!
27 października ok. godz.10:55
spod kościoła św. Andrzeja Boboli w Łomży po Mszy św. w intencji Ojczyzny o godz. 10:00 wyruszymy z modlitwą, a pod figurą Chrystusa Króla zawierzymy Matkę-Kościół i Matkę-Ojczyznę Chrystusowi Królowi i Jego Matce
Aby Chrystus Król odnowił Polskę!

Polskie dzieci będą ćwiczyć zakładanie prezerwatyw. Oswajać się z „różnymi rodzajami związków” oraz z homoseksualizmem i „transpłciowością”.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Ministerstwo Edukacji ujawniło właśnie szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej”, która od przyszłego roku wchodzi do wszystkich szkół. 
Polskie dzieci będą ćwiczyć zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej oraz oswajać się z „różnymi rodzajami związków” oraz z homoseksualizmem i „transpłciowością”.

Dzieje się dokładnie to, przed czym nasza Fundacja od dawna alarmuje – siłowo w Polsce wdrażana jest systemowa deprawacja dzieci wedle wytycznych stworzonych w Niemczech i gabinetach ponadnarodowych instytucji. Trzeba natychmiast stawić temu powszechny opór! Przede wszystkim do walki muszą stanąć rodzice oraz osoby mające wpływ i oddziaływanie na innych. Proszę Pana o osobistą reakcję i dołączenie do tej walki.Ujawniono szczegóły podstawy programowej [foto]„Koniec tabu. Ministra Nowacka szykuje rewolucję w edukacji seksualnej” – takie nagłówki od wczoraj możemy przeczytać w mediach po tym, jak MEN ujawniło pierwsze szczegóły dotyczące podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” w szkołach od 1 września 2025 r. „To jest przełom. Tego się nie udawało przewalczyć od trzydziestu lat” – mówi seksuolog Zbigniew Izdebski, odpowiedzialny z ramienia rządu Tuska za powstanie podstawy programowej. 

Czego będą obowiązkowo uczyć się polskie dzieci na „edukacji seksualnej” w szkołach?

Do założeń podstawy programowej dotarł Newsweek. „O seksie i prezerwatywach. I to już w podstawówce. Mamy szczegóły projektu Nowackiej” – pisze na swoim portalu. Wedle opublikowanych informacji, podstawa programowa zakłada m.in., że uczniowie będą ćwiczyć używanie i zakładanie prezerwatyw, przygotowywać się do inicjacji seksualnej, poznawać „różne rodzaje związków”, oswajać się z homoseksualizmem oraz wyjątkowo niebezpieczną „transpłciowością”, polegającą m.in. na przyjmowaniu blokerów hormonalnych hamujących proces dojrzewania oraz amputacjach części ciała takich jak piersi czy organy rozrodcze. W trakcie obowiązkowych lekcji: „będzie miejsce na rozmowy o różnych rodzajach związków, nie tylko o rodzinie, którą tworzą kobieta i mężczyzna” – pisze Newsweek. Cała podstawa programowa ma zostać opublikowana w listopadzie. 

Panie Mirosławie, ujawnione właśnie pierwsze szczegóły podstawy programowej przymusowej „edukacji seksualnej” w polskich szkołach to nic innego, jak wytyczne płynące z niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, przed którymi nasza Fundacja ostrzega już od ponad 10 lat w ramach naszej kampanii „Stop pedofilii”. „Edukacja seksualna”, ukrywająca się dla zmylenia rodziców pod nazwą „edukacji zdrowotnej”, to totalitarna, systemowa przemoc seksualna wobec dzieci i młodzieży.  

Wprowadzenie nowego przedmiotu do szkół od 1 września 2025 r. to jeden z elementów systemu totalnej deprawacji, który ma objąć wszystkie dzieci i wszystkie rodziny w Polsce na wzór tego, co już zrobiono na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech. Trzeba w tym miejscu po raz kolejny przypomnieć, że w świetle założeń Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, oraz zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, udział w „edukacji seksualnej” ma być obowiązkowy dla każdego dziecka, a rodzicom nie wolno zwalniać z niego dzieci, zasłaniając się np. „klauzulą sumienia”, wyznaniem religijnym czy światopoglądem. Tak samo ma być w Polsce. 

Obowiązkowy przedmiot będzie już od 1 września przyszłego roku. Kolejny etap to prawne i systemowe zmuszenie wszystkich polskich rodzin do posyłania dzieci na lekcje deprawacji. Przypomnijmy – w Niemczech, gdzie taka „edukacja seksualna” jest obowiązkowa od dziesięcioleci, rodzice są prześladowani za sprzeciw wobec deprawacji własnych dzieci.

Pisaliśmy już np. o wstrząsającej historii rodziny państwa Romeike, która uciekła z Niemiec do USA, gdyż niemiecki rząd zmuszał ich dzieci m.in. do udziału w „edukacji seksualnej”. Pewnego dnia do domu państwa Romeike zapukała policja. Ich dzieci akurat uczyły się odrabiając lekcje przy stole. Funkcjonariusze zagrozili, że wyważą drzwi jeśli im nie otworzą. Policjanci stwierdzili, że dzieci (Daniel lat 9, Lydia lat 8 i Joshua lat 6) muszą iść do szkoły. Policjanci siłą wsadzili dzieci do radiowozu (!) i odwieźli do szkoły.
„Dzieci płakały, policjanci krzyczeli. Czułem się bezradny” – wspomina Uwe Romeike, ojciec rodziny. W ciągu kilku następnych lat państwo Romeike zapłacili tysiące euro grzywien za odmowę wysyłania dzieci do szkoły i samodzielną edukację ich w domu. Każdego dnia bali się, że znów przyjedzie policja i siłą zabierze dzieci.
W końcu zdecydowali się uciec do USA, gdzie otrzymali azyl polityczny. 

Informowaliśmy już także o licznych wyrokach sądowych, które zapadały na niemieckich rodziców za uchylanie się od „obowiązku” deprawacji. Głośnym echem odbił się sprawa rodziców z Nadrenii Północnej-Westfalii. Odmówili oni udziału swoich dzieci w lekcjach „edukacji seksualnej”. Sprawa trafiła do sądów, a rodzice, którzy nie chcieli płacić grzywien, zostali skazani na karę więzienia. Sprawa miała swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że rodzice nie mogą z powodu swoich przekonań zwalniać dzieci z lekcji „edukacji seksualnej”. 

Panie Mirosławie, to samo ma się dziać w Polsce, gdyż w naszym kraju rząd Tuska realizuje dokładnie ten sam scenariusz – najpierw wprowadzić przymusowe lekcje „edukacji seksualnej” według stworzonych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, a następnym krokiem będzie zmuszenie rodziców do posyłania dzieci na lekcje deprawacji.

Polacy muszą się obudzić z letargu i stanąć do walki. W sposób szczególny opór muszą postawić rodzice w swoim miejscu zamieszkania oraz wszystkie osoby, które mają autorytet w społeczeństwie i wpływ na innych. Opór wobec wprowadzania tej totalitarnej deprawacji jest obecnie sprawą kluczową dla istnienia dalszych fundamentów naszego narodu. 

Jeżeli będziemy bierni, jeśli nie podejmiemy osobistych działań w naszych rodzinach, naszych szkołach, naszych parafiach i naszych środowiskach lokalnych, to czeka nas ten sam los co niemieckie rodziny. Nie pozwólmy na to, aby do drzwi polskich domów zapukały służby, które siłą zabiorą nasze dzieci na lekcje deprawacji. Stańmy do walki, teraz, dzisiaj!Akcja informacyjna [foto]Co każdy z nas może zrobić? 
– Zamówić egzemplarze naszej broszury ostrzegającej przed „edukacją seksualną” w szkołach i rozdać je w swoim miejscu zamieszkania, szczególnie wśród innych rodziców w szkole, wśród dyrektorów szkół i nauczycieli, na parafii, we wspólnocie, w miejscu pracy itp. Broszury można zamówić za darmo za pośrednictwem formularza na naszej stronie. Rozdając broszury należy budzić świadomość innych osób, w szczególności rodziców i nauczycieli oraz mobilizować do oporu wobec przymusowej „edukacji seksualnej”.
Zorganizować przy pomocy koordynatorów naszej Fundacji publiczną modlitwę różańcową w swoim mieście. W trakcie takiej publicznej akcji można rozdawać broszury ostrzegające przed „edukacją seksualną”, docierać do przechodniów i rozmawiać z mieszkańcami. Najważniejsza jest jednak publiczna modlitwa w intencji powstrzymania deprawacji i odnowy moralnej Polski.
W związku z aktualną sytuacją nasza Fundacja zachęca również wszystkie rodziny do tego, aby przenieść swoje dzieci do szkół, w których rodzice mają realny wpływ na życie i funkcjonowanie szkoły, w których dyrekcja jest świadoma zagrożeń, oraz (co najważniejsze) w których inne rodziny tworzące społeczność szkolną wyznają te same zasady i w podobny sposób próbują wychowywać swoje dzieci. 

Zachęcamy także do rozważenia przejścia na edukację domową swoich dzieci (nie mylić z tzw. „zdalnym nauczaniem”), która szybko zyskuje w Polsce na popularności z uwagi na postępującą deprawację i niszczenie systemu oświaty. W obu tych kwestiach – wyborze szkoły i przejścia na edukację domową – poradami służą nasi wolontariusze, prosimy o kontakt e-mailowy lub telefoniczny, gdyby z uwagi na filtry anty-spamowe nie dotarła nasza odpowiedź.
Walka z deprawacją polskich dzieci to przede wszystkim walka o świadomość i sumienia Polaków. Nasza Fundacja chce dalej tę walkę prowadzić – organizować kolejne, niezależne kampanie informacyjne, wydrukować tysiące kolejnych broszur ostrzegawczych, przeprowadzić publiczne różańce w kolejnych miastach, pomóc nowym osobom zgłaszającym się do działania, wesprzeć rodziny pytające o wsparcie i rady. Wszystkie te działania mogą być prowadzone tylko dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy oraz stałej i regularnej pomocy Darczyńców.
W najbliższym czasie potrzebujemy na nie ok. 19 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam dalszą walkę z planami systemowej deprawacji polskich dzieci, docieranie do kolejnych rodzin i mobilizowanie społeczeństwa do działania. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Myślozbrodnie w Anglosocu

Stanisław Michalkiewicz: Myślozbrodnie w Anglosocu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Myślozbrodnie w Anglosocu

Stanisław Michalkiewicz: Myślozbrodnie w Anglosocu myslozbrodnie-w-anglosocu

Któż mnie pochwali, jeśli sam się nie pochwalę? Wprawdzie przysłowie powiada, że “swoja chwała, to pod progiem stała”, ale inne przysłowie powiada, że “na bezrybiu i rak ryba”, więc nie wypada grymasić, zwłaszcza, że czasy są ciężkie. Oto deficyt budżetowy przekroczył już 300 mld złotych, a to nie wszystko, bo rząd będzie musiał pożyczyć jeszcze 100 mld, żeby mu się zbilansowały fundusze pozabudżetowe. Czy nie po to właśnie poleciał do Ameryki minister finansów?

Będzie tam negocjował, jak nie z Goldmanami-Sachsami, to z jakimiś innymi lichwiarzami – bo przed oblicze “samego głównego Srula” chyba nie zostanie dopuszczony?

Jak mu pożyczą, to Volksdeutsche Partei otrąbi wielki sukces, za który będziemy musieli zapłacić krwawymi łzami. Toteż w vaginecie obywatela Tuska Donalda pojawiają się pomysły, by zlikwidować szkodliwy program “800 plus”, bo całkowicie zawiódł nadzieje, jako remedium na kryzys demograficzny.

Najwyraźniej obywatel Tusk Donald zmyłkowo trzaska dziobem przeciwko migrantom i nawet się odgraża, że “zawiesi” im prawo azylu, ale to tylko taki parawan, za osłoną którego przyspieszają prace nad wdrożeniem Paktu Migracyjnego, nazywanego obecnie “mechanizmem solidarności”, czy jakoś tak – ale cały czas chodzi o to samo.

Poszczególne bantustany będą musiały przyjąć zatwierdzone kwoty Murzynów, bo jak nie – to będą musiały wybulić 20 tys. euro od łebka. W tej sytuacji wiadomo, że przyjmą i w związku z tym taka na przykład Polska będzie organizować co najmniej 40 ośrodków integracyjnych, w których nasze panienki będą się integrowały z wyposzczonymi Murzynami. Jak to nie pomoże na kryzys demograficzny, to vaginet już nie wie, za co się złapać.

   Ale dość tych dygresji, bo przecież chciałem się pochwalić, że mianowicie proroctwa mnie wspierają. Oto gdzieś przed rokiem wydawnictwo Capital wydało mi książkę pod tytułem “Myślozbrodnie”, w której, wraz z panem Jarosławem Kornasiem, omówiliśmy wyrywkowo rozmaite myślozbrodnie, to znaczy – zbrodnie  w sferze myśli. Już samo to jest nowością, jako że jeszcze do niedawna w krajach cywilizowanych obowiązywała zasada znana jeszcze w starożytnym Rzymie, że cogitationis poenam nemo patitur, co się wykłada, że za myśli się nie karze.

Jednak w miarę postępów demokracji i rewolucji komunistycznej, poziom cywilizacyjny na świecie gwałtownie się obniża, czego dowodem jest rozszerzająca się penalizacja “mowy nienawiści”, czyli każdej opinii, która nie podoba się politycznym gangom będącym akurat przy żerowisku – a to nie jest bynajmniej ostatnie słowo, bo przecież wiadomo, że usta mówią z obfitości serca, czyli mówiąc konkretnie – myśli –  gdzie mowa nienawiści najpierw się wylęga.

W takiej sytuacji myślozbrodnie  – o których wspominał już Jerzy Orwell w swojej proroczej książce “Rok 1984” , to znaczy  – ich penalizacja, to tylko kwestia czasu i to niedługiego.

   I co Państwo powiecie? Właśnie mój Honorable Correspondant nadesłał mi wiadomość, prosto z Anglosocu, że penalizacja myślozbrodni właśnie się tam rozpoczęła. Wspominam o Anglosocu, bo Jerzy Orwell również go przewidział – że mianowicie wynalazki dokonane w Rosji przez Ojca Narodów, Chorążego Pokoju, Józefa Stalina i jego semickich kolaborantów, prędzej czy później trafią do Anglii, gdzie się zaadaptują właśnie w postaci Anglosocu.

Ale do rzeczy.

   Były żołnierz brytyjskiej armii, Adam Smith-Connor, został właśnie skazany przez niejaką Orlę Austin, która od Anglosocu dostała fuchę sędzi, na 2 lata więzienia w zawieszeniu i zapłatę 9 tysięcy funtów kosztów sądowych. Dopuścił się mianowicie następującej myślozbrodni.

Na skutek narastającej presji tamtejszych semickich promotorów rewolucji komunistycznej oraz pozostających pod ich wpływem mikrocefali, zwłaszcza półgłówek płci żeńskiej, Anglosoc do swojego systemu bezprawia wprowadził myślozbrodnię w postaci “dezaprobaty aborcji”, czyli krytyki ćwiartowania bez znieczulenia dzieci przed urodzeniem – w czym specjalizują się kliniki imienia żydowskiego króla Heroda. W rezultacie odmawianie przez tymi klinikami modlitw w intencji mordowanych dzieci zostało zakazane pod groźbą kary.

Ale Adam Smith-Connor nie modlił się na głos, tylko w myślach, a poza tym nie pikietował kliniki im. żydowskiego króla Heroda, tylko stał odwrócony do niej plecami. Nie wymówił na głos ani jednego słowa, nie miał przy sobie żadnych transparentów, ani żadnych symboli – nic. Ale sędzia Orla Austin uznała, że jednak dopuścił się myślozbrodni, bo “w pewnym momencie pochylił głowę” a w dodatku “ręce miał złożone”. Nie jest to zresztą pierwszy w Anglosocu przypadek skazania za myślozbrodnię; wcześniej pod tym pretekstem została skazana pani Izabela Vaughan i katolicki ksiądz Sean Gougha.

Jak widzimy, również w Anglosocu są już sędziowie gotowi na wszystko, to znaczy – na popełnianie zbrodni sądowych. Od takich sędziów u nas to już się roi, a zresztą byli i wcześniej, zwłaszcza w czasach stalinowskich, kiedy to taka sędzia Maria Gurowska, nee Morycówna Zandówna w tak zwanym “majestacie prawa” zamordowała generała Emila Fieldorfa.

Z uwagi na jej żydowskie korzenie włos nie spadł jej za to z głowy również w “wolnej Polsce” – bo i któż ośmieliłby się zrobić jej krzywdę, kiedy przecież niezawiśli sędziowie “głęboko odczuwają wspólnotę własnych losów” i na wszelki wypadek raczej robią sobie na rękę, niż wbrew?

W naszym bantustanie  kary – ale na razie nie na lekarzy, oskarżanych o odmowę ćwiartowania dzieci przed ich urodzeniem, tylko na szpitale –  nakłada pani Izabela Leszczyna, której w następstwie partyjnych siucht obywatel Tusk  Donald powierzył fuchę ministra zdrowia.

Co na to niezawisłe sądy – bo te kary nakładane są na podstawie samowolki pani Leszczyny, nazwanej “rozporządzeniem”, czy może nawet “zarządzeniem”, a nie na podstawie ustawy – tego jeszcze nie wiemy, bo szpital w Pabianicach, ukarany pod tym pretekstem na sumę 550 tys. złotych, dopiero “zapowiada” zaskarżenie  biurokratycznego gangu używającego ksywy “Narodowy Fundusz Zdrowia” przed niezawisłym sądem.

Ciekawe, co niezawisłemu sądu nakaże w tej sprawie oficer prowadzący i w ogóle – czy będzie musiał cokolwiek nakazywać, jeśli niezawisły sąd sam powinność swej służby zrozumie na podstawie tak zwanej “świadomej dyscypliny”? Bo niezawisłe sądy też kierują się instynktem samozachowawczym, podobnie jak kiedyś trójki NKWD. Aleksander Sołżenicyn wspomina o nieszczęśniku skazanym na “ćwiarę”, czyli 25 lat łagru. Udało mu się cudem przeżyć i w czasie chruszczowowskiej “odwilży” – nawet zapoznać się ze swoją teczką.

Okazało się, że jest tam tylko jedna kartka na której zapisano: “Zatrzymany podczas obchodu dworca”.