Piotr Topiński Film o bobrach już tu był. Ta wersja jest uzupełnieniem poprzedniej z nowymi obrazkami i zmienionym komentarzem. [No i – bardzo, ze względu na Chyżego i jego wiedzę – aktualny. MD]
Zamiar dokonania zbrodniczej depopulacji na całym pokoleniu młodychPolek i Polaków wychodzi na jaw. [Kolejny raz – czy na trwałe?? MD]
===========================
Zapis posiedzenia parlamentarnego Zespołu do spraw Życia i Zdrowia Polaków, który odbył się w dniu 8.10.2024 r. w Sejmie RP.
Temat posiedzenia brzmiał następująco: „SZCZEPIENIA HPV W SZKOŁACH – PROPAGANDA VERSUS FAKTY. AKTUALNA WIEDZA MEDYCZNA I STAN PRAWNY WEDŁUG NIEZALEŻNYCH EKSPERTÓW”.
Kłamstwa ideologów „zielonej” rewolucji upadają za sprawą samych pojazdów, które owi zamordyści promują. Po raz kolejny jeden z nich – tym razem rower elektryczny – stanął w ogniu, emitując więcej dwutlenku węgla niż niejeden z potępianych przez neomarksistów diesli…
Około 400 osób musiano ewakuować z Centrum Handlowego Krokus w Krakowie. Powodem był samoczynny zapłon baterii w rowerze elektrycznym podłączonym do stacji ładowania.
Na widok ognia pracownicy podjęli akcję ewakuacji i gaszenia samego roweru oraz przedmiotów jego otoczeniu, tak żeby pożar nie rozprzestrzenił się po budynku.
Po zakończonej sukcesem akcji pracowników przyjechała straż pożarna, która zabezpieczyła miejsce zdarzenia.
Jak przypomina portal Lubię Kraków, był to kolejny z tego typu przypadków w Małopolsce. Zaledwie dwa dni wcześniej spalił się doszczętnie autobus hybrydowy marki Solaris.
NFZ nałożył kary finansowe na kolejne szpitale, które odmówiły zamordowania dziecka poprzez aborcję. Chodzi o Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (300 000 zł kary) oraz o Szpital w Lubartowie (100 000 zł kary). To kolejne ukarane placówki po Szpitalu w Pabianicach, na który wcześniej nałożono 250 000 zł kary za odmowę aborcji. Rząd Tuska konsekwentnie realizuje swój cel, jakim jest przekształcenie wszystkich szpitali w Polsce w aborcyjne rzeźnie dzieci w łonach matek. Podkreśla się przy tym, że zabijanie ma być natychmiastowe, gdyż kary grożą szpitalom nie tylko za odmowę, ale również za opóźnianie procederu aborcji. Równolegle propaganda medialna oswaja Polki z aborcją i zachęca do mordowania dzieci, przedstawiając je jako „pasożyty” utrudniające wypoczynek, robienie kariery i osiągnięcie „dobrostanu”. Działania te ukierunkowane są na eksterminację demograficzną naszego narodu. Konieczny jest opór i mobilizacja do walki.Media donoszą o kolejnych kontrolach NFZ w szpitalach, które odbywają się po tym, jak rząd Tuska rozpoczął siłowe przekształcanie szpitali w aborcyjne ośrodki śmierci. W wyniku kontroli NFZ nałożył 300 000 zł kary na Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu i 100 000 zł na Szpital w Lubartowie.
Wedle relacji medialnych, do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zgłosiła się kobieta, która „była w złym stanie psychicznym” po tym, jak u jej dziecka wykryto podejrzenie zespołu Downa. Szpital nie wykonał jednak aborcji, gdyż mając wątpliwości co do właściwej „diagnozy” kobietę skierowano na dodatkowe konsultacje do lekarza innej specjalizacji. Właśnie to spowodowało, że na szpital nałożono 300 000 zł kary. Jak skomentował sprawę biegły powołany przez Rzecznika Praw Pacjenta:
„Nie udzielono pacjentce świadczeń zdrowotnych zgodnych z etyką lekarską i wymogami aktualnej wiedzy medycznej.”
Proszę zwrócić uwagę na dwie bardzo ważne kwestie.
Po pierwsze – zamordowanie dziecka, u którego podejrzewa się chorobę, zostało oficjalnie określone czynem rzekomo „zgodnym z etyką lekarską” oraz z „aktualną wiedzą medyczną”. Proszę pamiętać, że w takich przypadkach wystarczy podejrzenie choroby i nikt nie może powiedzieć o 100% pewności. Innymi słowy – zgodnie z „etyką lekarską” i „aktualną wiedzą medyczną” podejrzanych o chorobę ludzi zamiast leczyć (lub zaoferować pomoc w przypadku np. podejrzenia wady genetycznej) należy mordować celem wyeliminowania ich ze społeczeństwa, dla którego stanowią zbędne obciążenie. Stopień aktualności tej wiedzy medycznej jest tożsamy ze stopniem „wiedzy medycznej” stosowanej w czasach III Rzeszy, gdzie w ramach specjalnych kampanii (patrz np. Akcja T4) przedstawiano ludzi chorych i niepełnosprawnych jako zagrożenie i balast, a następnie ich mordowano. Taką politykę hitlerowscy okupanci stosowali też na zajętych terenach Polski, gdzie w zbiorowych egzekucjach wymordowali m.in. pacjentów szpitali psychiatrycznych, w tym dzieci (zbrodnie m.in. w Świeciu, Kocborowie, Dziekance czy Kościanie).
Po drugie – od wielu lat w Polsce aborcja formalnie traktowana jest tak samo jak każdy inny „zabieg medyczny” lub „świadczenie zdrowotne”. Również aborcyjna propaganda w ten sposób przedstawia mordowanie dzieci twierdząc, że aborcja to zwykły „zabieg”, taki sam jak chociażby wycięcie migdałków czy usuwanie żylaków. Z czysto zawodowego punktu widzenia, zlecenie przez lekarza konsultacji lub dodatkowych badań przed wykonaniem jakiegokolwiek „zabiegu” nie powinno być czymś dziwnym, tym bardziej, gdy nie ma on pewności co do diagnozy lub potencjalnych skutków swoich działań. W każdej dziedzinie medycyny lekarze proszą o dodatkowe badania lub konsultacje, jeśli nie są czegoś pewni. Ta zasada nie obowiązuje jednak w przypadku aborcji, która wedle wytycznych Ministerstwa Zdrowia ma być przeprowadzania natychmiast i nie może być mowy o żadnej odmowie, opóźnianiu tego procederu lub kwestionowaniu „diagnozy” innego lekarza. W ten sposób aborcja jest chyba jedynym „zabiegiem”, w przypadku którego lekarz nie może się odwołać, poprosić o konsultacje czy dodatkowe badania, nawet jeśli jest to lekarz-aborcjonista! Tak właśnie było w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, gdzie kierownikiem kliniki, która zleciła konsultacje za które na szpital nałożono 300 000 zł kary, jest lekarz publicznie deklarujący się jako zwolennik „liberalizacji aborcji”. Może się więc nawet zdarzyć tak, że lekarz będzie gotowy do zamordowania dziecka poprzez aborcję, ale zleci dodatkowe badania aby sprawdzić, czy mord na dziecku nie zaszkodzi przypadkiem zdrowiu „pacjentki”. W takiej sytuacji na szpital może zostać nałożona ogromna kara finansowa za „opóźnianie aborcji”!
Panie Mirosławie, w polskich szpitalach dzieje się to, przed czym nasza Fundacja od dawna ostrzega – wprowadzany jest de facto przymus aborcji. Wytyczne Ministerstwa Zdrowia są w tej kwestii jasne – jeżeli do szpitala zgłosi się kobieta na aborcję, to szpital ma obowiązek natychmiast zamordować dziecko pod groźbą wysokich kar pieniężnych, a nawet anulowania kontraktu z NFZ. Trzeba w tym momencie po raz kolejny przypomnieć, że aborcja jest aktualnie w Polsce dostępna zasadniczo na życzenie i legalna nawet do 9 miesiąca ciąży. Wystarczy, że kobieta zgłosi się do lekarza z zaświadczeniem od pro-aborcyjnego psychiatry, którego to zaświadczenia na mocy ostatnich wytycznych MZ szpital nie może w żaden sposób podważać lub kwestionować np. poprzez zlecanie dodatkowych konsultacji lub badań.
Równolegle w mediach głównego nurtu oraz na platformach społecznościowych trwa kampania obrzydzania Polakom rodzicielstwa i macierzyństwa. Dzieci w łonach matek przedstawiane są jako „pasożyty”, które należy usuwać z organizmu kobiety. Posiadanie dzieci ukazywane jest jako niepotrzebny balast, który utrudnia „samorealizację”, robienie kariery, studiowanie lub podróżowanie po świecie. W Polsce coraz częściej pojawiają się również postulaty takie jak wprowadzenie „stref wolnych od dzieci” w przestrzeni publicznej lub miejscach takich jak kawiarnie i restauracje, ponieważ obecność dzieci może powodować „dyskomfort emocjonalny”. Jednocześnie promowane są tzw. „wolne związki” oparte na braku jakichkolwiek zobowiązań lub odpowiedzialności za drugą osobę. Intensywnie reklamowany jest także homoseksualny styl życia. Na oswajaniu z aborcją, rozwiązłością seksualną i patologiami seksualnymi będą polegać również przymusowe lekcje „edukacji seksualnej”, które już od 1 września 2025 r. wchodzą do szkół.
Celem tych wszystkich działań jest demograficzna eksterminacja narodu polskiego oraz zniszczenie jego kulturowych, moralnych i cywilizacyjnych fundamentów.
Dlatego konieczne jest budzenie sumień Polaków poprzez głoszenie prawdy o aborcji – że to morderstwo na dziecku, na które nigdy nie może być żadnego przyzwolenia. W tym celu nasza Fundacja w całym kraju organizuje niezależne kampanie informacyjne, publiczne modlitwy różańcowe, akcje billboardowe oraz mobilne akcje informacyjne z użyciem furgonetek. Budzi to nienawiść zwolenników aborcji, którzy chcą zablokować docieranie z prawdą do Polaków.Kilka dni temu aborcjoniści zniszczyli nasz wielkoformatowy billboard, który wywiesiliśmy przy autostradzie A18, przez którą przejeżdżają tysiące samochodów dziennie. Niemal w tym samym czasie zniszczono także billboard we Wrocławiu, który ostrzegał przed konsekwencjami „edukacji seksualnej” w szkołach. Trzeba naprawić plakaty i kontynuować kampanie głoszenia prawdy w całej Polsce. Chcemy wywiesić kolejne takie billboardy oraz przeprowadzić uliczne akcje informacyjne i publiczne różańce w intencji powstrzymania aborcji w kolejnych miastach. W ostatnim czasie takie działania odbyły się m.in. w Bielsko-Białej, Zabrzu, Rzeszowie, Olsztynie, Szczytnie, Suwałkach, Olecku, Grudziądzu, Włocławku, Koszalinie, Sopocie i Radomiu. Kolejne publiczne różańce połączone z akcjami informacyjnymi odbywają się z inicjatywy Kapitanów Różańcowych, czyli osób, które zgłaszają się do naszej Fundacji i z pomocą naszych koordynatorów zaczynają działać w swoim miejscu zamieszkania. Na dalsze walkę o życie potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić przeprowadzenie kolejnych niezależnych akcji informacyjnych i publicznych modlitw różańcowych, za pomocą których budzimy sumienia Polaków i zmieniamy świadomość społeczeństwa na temat aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Aborcja jako satanistyczna parodia Eucharystii. Amerykański filozof o demoniczności zabójstwa prenatalnego
My body, my choice – moje ciało, mój wybór. Ten sztandarowy aborcyjny slogan w pewnym sensie przypomina słowa, które wypowiedział nasz Pan Jezus Chrystus, ustanawiając Najświętszy Sakrament: to jest Ciało moje. Według amerykańskiego filozofa Petera Kreefta podobieństwo aborcyjnego sloganu nie musi być bynajmniej przypadkowe. Można w tym widzieć ukazanie prawdy na temat dzieciobójstwa prenatalnego.
„Aborcja jest demoniczną parodią Eucharystii, jest dziełem antychrysta” – wskazał Kreeft. Jego słowa przytoczył w felietonie na portalu wPolityce.pl red. Grzegorz Górny.
Na czym polega ta parodia? Jezus Chrystus złożył w ofierze samego Siebie, aby dać wszystkim życie wieczne. Aborcja jest ofiarą z życia dziecka, która ściąga potępienie.
Grzegorz Górny przypomniał, że główna amerykańska organizacja satanistyczna, tzw. Świątynia Szatana, ogłosiła w 2022 roku, że jej religijnym rytuałem będzie aborcja. Była to reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który przywrócił poszczególnym stanom możliwość regulowania praw dotyczących ochrony życia lub uśmiercania dzieci poczętych. Tzw. Świątynia Szatana, wskazał Górny, chciała w ten sposób zabezpieczyć legalność dzieciobójstwa prenatalnego, które miałoby stać się przedmiotem specjalnej ochrony prawnej jako rzekomy rytuał religijny. „Można więc powiedzieć, że najważniejsza instytucja satanistyczna na Zachodzie sama autoryzowała sposób myślenia Petera Kreefta” – ocenił Górny.
Autor wskazał też, że kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności mordowania chorych dzieci nienarodzonych z polską konstytucją w październiku 2020 roku, odbyły się dwie akcje modlitewne: Różaniec do granic Nieba polskich katolików, a z drugiej strony – czarna msza zainscenizowana przez grupę pod nazwą Światowy Zakon Szatana.
„Niezależnie od tego, czy Peter Kreeft ma rację, czy też nie, na poziomie duchowym strony sporu są jasno określone. W tej sytuacji zadziwiające jest, że tak wielu ochrzczonych woli (parafrazując Simone de Beauvoir) mylić się z Szatanem niż mieć rację z Bogiem” – podsumował Grzegorz Górny.
To oczywiście nie jest moim marzeniem, by pełnić taką właśnie funkcję. Skoro jednak p. Mentzen (Nowa Nadzieja) deklaruje w każdej niemal publicznej rozmowie, że będzie ministrem finansów, to i ja noszę buławę w plecaku. Może jakiś premier jakiegoś przyszłego rządu zaproponuje mi tekę ministerialną. A gdybym był ministrem, to…
O polskiej szkole wiem dość dużo, choćby z tej racji, że ponad 20 lat byłem nauczycielem w szkołach ponadpodstawowych. Mam też kolegów dyrektorów, zarządzających jednostkami oświatowymi na różnym poziomie nauczania. Z perspektywy byłego nauczyciela, który zawiesił dobrowolnie swoją aktywność edukatora polskiej młodzieży, pragnę przedstawić mój sposób na zreformowanie naszej, chorej od wielu lat, oświaty. Najpierw krótki opis obecnej ,,masy upadłościowej”, jaką jest obecna szkoła.
Pamiętam jeszcze, z własnego doświadczenia, że w latach dziewięćdziesiątych praca nauczyciela generalnie polegała na przekazywaniu uczniom wiedzy i na elementach wychowania. Nauczyciel miał jeszcze jakieś resztki autorytetu, a dyscyplina – która jest niezbędna w nauczaniu – stała na jako takim poziomie. Dyrektor, rady pedagogiczne i nauczyciele mieli narzędzia, by zapanować nad kilkusetosobową społecznością uczniowską, a kuratoria pełniły rolę wspomagającą w procesie nauczania. Niestety powoli zaczęto biurokratyzować oświatę. Coraz więcej zestawień, raportów, opinii, wytycznych, etc. Pojawili się uczniowie z orzeczeniami, ,,produkowani” przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Dla tych uczniów trzeba było dostosować cały proces nauczania i sposób egzekwowania wiedzy. W rezultacie poziom nauczania spadł, bo trzeba było ,,równać w dół”. Nieraz rozmawiam ze swoimi uczniami, tymi, którzy kończyli naszą szkołę jakiś czas temu (obecni 30-40-latkowie). Ich opinia (i moja oczywiście też) jest jednoznaczna: poziom polskiej szkoły spada. Kiedyś w przeciętnej klasie licealnej miałem kilkoro uczniów obojga płci, którzy interesowali się historią. Czasami zadawali pytania na poziomie… dzisiejszych studentów. Można było podyskutować i przyznam, że czasami miałem problem z argumentacją.
Kolejnymi elementami psującymi polską szkołę to bez wątpienia wchodzenie ideologii klimatyzmu (zaczęło się od akcji ,,sprzątanie świata”, potem teoria ocieplenia klimatu jako wina człowieka). Codziennością stają się różnego rodzaju pogadanki, prowadzone przez jakieś organizacje oraz policję. Generalnie sprowadza się to do wywołania strachu u uczniów przed różnymi zagrożeniami (wypadki komunikacyjne, cyberprzestępczość, przemoc w szkole i w rodzinie) oraz dbanie głównie o bezpieczeństwo jako podstawę istnienia społeczeństwa. Zabija to niestety element odwagi, męstwa i ryzyka, co jest elementem wychowania młodzieży płci męskiej. Umacnia się także interpretacja tzw. obowiązku szkolnego i obowiązku nauki, co sprzyja różnym patologiom.
Środowisko nauczycielskie akceptuje biernie te wszystkie zmiany, bo nie bardzo wiadomo jak protestować. Zresztą jak to ze zmianami bywa: są wprowadzane stopniowo, by ,,uśpić” czujność i nauczycieli i samych rodziców.
Negatywne zmiany nasilają się wraz ze zmianą rządu na jesieni ubiegłego roku. Wchodzi p. ministra (!!!) Nowacka z pakietem zmian… Uznałem, że gorzej być nie może.
Jest tylko jeden sposób na poprawę obecnej sytuacji: trzeba wprowadzić nowe prawo, umożliwiające równoległe istnienie całkiem innej edukacji, bez likwidacji tej obecnej. Bon oświatowy i początkowa pomoc państwa przy organizacji nowych szkół, z nowymi zasadami, programami, bez kuratoriów. Dyrektorzy byliby prawdziwymi szefami nowej instytucji z prawem doboru kadry, bez Karty Nauczyciela, z zakazem promocji gender i innych chorych ideologii. Lista odgórnych zakazów ograniczałaby się do ochrony dzieci i młodzieży przed propagandą antypolską i antyludzką, z etyką chrześcijańską jako obowiązującą. Sama nauka oparta byłaby na filozofii, logice, dyskusji, samodzielności myślenia i formowaniu tożsamości narodowej. Z czasem także programy nauczania byłyby bardziej elastyczne, dostosowywane do wymagań rodziców i nauczycieli.
Duży nacisk położyłbym na edukację domową z rożnymi udogodnieniami dla rodziców. Byłaby tu pełna dowolność: obecna szkoła publiczna, nowa szkoła oraz edukacja domowa. Ktoś się zapyta: czy zaistnieje jakiś specjalny pożytek z takich zmian? Uważam, że tak. Rodzice widząc upadek obecnej szkoły będą bon oświatowy przenosić do nowej szkoły, bo tam poziom i dyscyplina będą wyższe. Tam wychowają ich dzieci na porządnych ludzi, na świadomych i wolnych Polaków.
Efekt byłby taki, że tzw. obecna szkoła umierałaby stopniowo, bo mało który rodzic chciałby mieć dzieci zdemoralizowane i z małym zasobem wiedzy i umiejętności. W praktyce pewnie część tych szkół by funkcjonowała, bo wierzących w zasady rewolucji francuskiej trochę jest. Do czasu, oczywiście, do czasu…
Uważam, że jeżeli jakaś instytucja lub jakiś fragment funkcjonowania państwa (podatki, szkoła, zdrowie) został nadmiernie obudowany złym prawem, biurokracją i przez wiele lat choroba się nasilała, to nie mają sensu żadne reformy. Poprawić, naprawić lub zreorganizować można firmę, samochód, rodzinę. W innym przypadku albo trzeba rozbić struktury/instytucje albo budować równolegle nowe, bacząc by nie stały się po latach podobnymi do tych źle funkcjonujących.
I jakież byłoby zdziwienie ,,wykorzenionych” Europejczyków, jakbyśmy nie tylko nie walczyli z instytucjami, opanowanymi przez nich, ale pozostawilibyśmy cały ich ukochany system oświaty. Niech z radością psują dalej swoją dziatwę.
Władze województwa dolnośląskiego odwołały dr inż. Agnieszkę Chrobak ze stanowiska dyrektora wrocławskiego szpitala na Brochowie. Poinformował o tym Jarosław Rabczenko z koalicji obywatelskiej. Samorząd nie ukrywa, że dr inż. Chrobak została usunięta z powodów światopoglądowych. Przeciwko zwolnieniu dyrektor zaprotestowało 25 tys. osób.
Agnieszka Chrobak, byłą dyrektor szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu gov.pl
Agnieszka Chrobak kierowała wrocławskim szpitalem im. A. Falkiewicza od grudnia 2021 r. Oficjalnym powodem zwolnienia jest dług placówki. „W ostatnim czasie z 30 milionów zrobiło się ponad 50 milionów” – tłumaczył Jarosław Rabczenko. Władze województwa nie kryją jednak, że chciały pozbyć się dyrektor ze względów światopoglądowych.
Lewicowa prasa od dawna atakowała dr inż. Chrobak. „Gazeta Wyborcza” krytykowała ją za to, że odmówiła przeprowadzenia aborcji na podstawie zaświadczenia od psychiatry. Agresywnych tekstów w takich portalach, jak natemat.pl, onet.pl, edziecko.pl czy noizz.pl było więcej.
„Agnieszka Chrobak sprowadziła relikwie do szpitala. Będzie leczyć modlitwą”, „Szpital we Wrocławiu sprowadza relikwie, w logo ma krzyż”, „Ortodoksyjna katoliczka zmienia porodówkę. Zamiast aborcji – relikwie”, „Porodówka jak katolicka sekta. Nawiedzona dyrektorka wyrzuca inaczej myślących, a urząd sypie jej milionami” – to kilka tytułów tekstów o szefowej wrocławskiej placówki. Pojawiały się też doniesienia o tym, że Chrobak zatrudniła w szpitalu swojego szwagra. Tymczasem dyrektor nie ma siostry, a więc i szwagra.
„Media kompletnie pomijały, że pod kierownictwem dr Chrobak szpital się rozwija i podnosi standardy opieki okołoporodowej” – podkreśla Zbigniew Kaliszuk, autor petycji w obronie dr Chrobak.
Dyrektor szpitala została zaatakowana także przez aktywistki ze strajku kobiet.
„Cofamy się do średniowiecza – mówiły z kolei działaczki Nowej Lewicy. – Jakbyśmy byli na planie filmu. Na pewno trzeba powiedzieć wyraźnie: to nie jest szpital katolicki, szpital finansowany przez Kościół. Nie powinno się więc tam zalecać zdrowasiek, umartwiania się, stosować świętych tortur, ani samoumęczania się. (…) Możecie tam liczyć na to, że pani dyrektor wstawi się za was u wszystkich świętych, będzie się za was modlić, zamiast ratować wasze życie i zdrowie”.
„W efekcie tej nagonki wicewojewoda dolnośląski zapowiedział, że zwróci się do NFZ z prośbą o kontrolę” – pisze Kaliszuk. Jarosław Rabczenko zapowiedział zwolnienie Chrobak i tak się stało.
„Stawiane zarzuty są absurdalne – kontynuuje Kaliszuk. – W szpitalu im. A. Falkiewicza nikt nie narzuca przekonań religijnych pacjentom: nie zmusza się ich do chodzenia do szpitalnej kaplicy, nie uzależnia leczenia od jakichkolwiek kwestii religijnych. Możliwość modlitwy przy relikwiach rodziny Ulmów jest bardzo cenna dla wierzących pacjentek szpitala i w żaden sposób nie wpływa na pacjentki niewierzące”.
Jak dodaje autor petycji, województwo dolnośląskie jest niechlubnym liderem jeśli chodzi o liczbę przeprowadzanych aborcji.
„Istnienie w mieście choć jednego szpitala, w którym szanuje się ludzkie życie już od momentu poczęcia ma ogromne znaczenie dla wielu pacjentek, które nie chciałyby aby ich dziećmi zajmował się personel medyczny, który równocześnie zajmuje się zabijaniem innych dzieci w podobnym wieku” – podkreśla Kaliszuk.
Jak dodaje, kierownictwem dr inż. Chrobak szpital mocno się rozwijał: jako pierwszy na Dolnym Śląsku uruchomił dla zainteresowanych kobiet usługę POZ położnej środowiskowej, stworzył drugą we Wrocławiu Poradnię Zaburzeń Prokreacji i Leczenia Endometriozy, otwarto też 8 sal porodów naturalnych.
„Program polityki zdrowotnej w zakresie zachowania płodności u pacjentów leczonych onkologicznie na lata 2023-2025, został w marcu 2024 r. wyróżniony nagrodą czytelników portali Rynek Zdrowia i Portalu Samorządowego – zauważa Zbigniew Kaliszuk. – W ostatnich latach wzrosła liczba kobiet, które wybrały szpital na miejsce urodzenia swojego dziecka, co najlepiej pokazuje, że wprowadzone zmiany zostały przyjęte pozytywnie przez mieszkanki Wrocławia i okolic”.
Petycję w obronie Agnieszki Chrobak podpisaną przez 25 tys. osób przekazano marszałkowi województwa dolnośląskiego, Pawłowi Gancarzowi z PSL. Wkrótce potem Chrobak została jednak zwolniona.
Agnieszka Chrobak jest doktorem nauk przyrodniczych, absolwentką Politechniki Wrocławskiej i wieloletnim pracownikiem naukowym Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu. Jest też prezesem Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny według metody Profesora Roetzera. Jest mężatką, ma czworo dzieci.
W czasie tragicznej powodzi, podczas posiedzenia sztabu kryzysowego w Głogowie, premier Donald Tusk obwinił bobry za uszkodzenie wałów przeciwpowodziowych. To nie pierwszy raz, że te pożyteczne zwierzęta są obwiniane za spowodowanie powodzi. Tak było w 2010 r., tak jest i teraz. W rzeczywistości bobry pomagają odpowiednio gospodarować wodami.
Wiadomo, że dla naszego dobra musimy w sposób najmniej inwazyjny dostosować przyrodę do naszych potrzeb. I w takich działaniach królują właśnie bobry, które potrafią zmienić środowisko według swoich wymagań. A my musimy pamiętać, że nie tylko będziemy korzystać z darów przyrody, ale musimy ją odpowiednio chronić. I to właśnie bobry korzystając z przyrody jednocześnie ją chronią. Należy o tym pamiętać, bo nieodpowiedzialne słowa premiera mogą znów przynieść dużo złego.
Obecnie bobry są u nas wszędzie gdzie jest woda, nawet w rzekach przepływających przez centra dużych miast. Im do życia wystarczy nawet wąski rów czy niewielkie oczko. Nie zawsze tak było. W latach 20 XX w. bobry na polskich terenach były gatunkiem, który ginął. Było ich jedynie 235 osobników. Jeszcze mniej ich było po II wojnie światowej, bo tylko 130. Ale dzięki odpowiednim zabiegom ochronnych już na początku lat 90 było ich około 3 tys. . Znalazły się także w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt jako „gatunek wydobyty z niebezpieczeństwa”. Regularne i liczne wypuszczanie do rzek będących dopływami Wisły spowodowało, że rozprzestrzeniły się w całym kraju. Bobry są odporne na zanieczyszczenie wód, nie boją się ludzi. Dzięki mozolnej pracy uratowano gatunek, zwiększono jego liczebność tak, że stał się ważnym elementem ekosystemu. Szacuje się, że obecnie w Polsce żyje sto kilkadziesiąt tysięcy tych zwierząt.
Co roku mówi się o szkodach, jakie wyrządzają bobry. To dzięki ich działaniom zalewane są pola, łąki i fragmenty lasów. Corocznie państwo wypłaca odszkodowania wartości dziesiątków milionów złotych. Ale są to znikome sumy w porównaniu z wkładem bobrów w ochronę przyrody. Każda budowana przez nie tama to podnoszenie bioróżnorodności, każde rozlewisko to masy wody nawadniającej okolice i powstrzymywanej przez zbyt szybkim spływem.
Pomagajmy w rozwoju bobrów nie tam gdzie szkodzą, tylko tam gdzie są potrzebne. Zwierzęta te chronią przed powodzią. W naturalnych rzekach wezbrania spływają wolniej, tracą siłę na rozlewiskach i wylewają tam gdzie są użyteczne. Tam gdzie bobry nie ma suszy.
Woda w dzisiejszym świecie staje się coraz bardziej unikatowa. Dlatego tak ważna jest umiejętność zarządzania nią. I tu znów powraca problem bobrów, bo uratowanie ich od wyginięcia to jedno z największych i najbardziej znaczących osiągnięć w dziedzinie ochrony przyrody. Udało się bowiem przywrócić naturze gatunek posiadający unikalną zdolność czynnego i pozytywnego kształtowania środowiska: zdolność ochrony zasobów wodnych.
Wiadomo, że bobry nie odpowiadają za spowodowanie powodzi, za to chronią przed wielką wodą, walczą z suszą i przywracają bioróżnorodność.
Aby chronić ludzi przed powodzią ideałem powinno być zlokalizowanie wszystkiego co nie powinno być zalane poza zasięgiem wody. Tak jest nad Biebrzą. Co roku na tych terenach wylewają szeroko wody, ale nie ma mowy o powodziach. Tam gdzie jest to niemożliwe, trzeba rozsądnie budować wały przeciwpowodziowe według wskazań gdzie je lokalizować, w jakiej odległości od rzeki, w jaki sposób zabezpieczyć przed zwierzętami. Ale najbardziej wałom szkodzi ich rozjeżdżanie, a nie bobry, które są dobrodziejstwem przyrody, a nie jej zagrożeniem.
Od wielu lat PiS nie reprezentuje polskiego interesu narodowego. Od wielu lat politycy tej formacji używają retoryki patriotycznej w celu manipulacji grupą swoich wyborców, kompromitując skutecznie ideę niepodległości Polski.
Trudno uznać za godnego reprezentanta idei suwerenności kogoś, kto od dziesięcioleci bierze udział w kupczeniu polską wolnością. Ostatnio w imię zrównoważonego rozboju, demokracji liberalnej i zielonej transformacji. Ta ostatnia stała się “niedobra” dopiero po utracie „władzy”.
Trudno również zaufać komuś (Jarosław Kaczyński), dla którego jednym z głównych celów politycznych było uniemożliwienie powstania polskiej prawicy nazywanej przez prezesa PiS – prawicą: nacjonalistyczną, antyunijną i antysemicką /Kaczyński, „Klub Ronina”/.
Gdyby łże prawica Kaczyńskiego rozpoczęła kampanię z głównym hasłem wyborczym 2+2=4, to już po paru tygodniach zwolennicy KO et consortes z przekory i z właściwą sobie głupotą zaczęliby deklarować wiarę w każdy najbardziej absurdalny wynik byleby tylko nie cztery.
I nie chodzi w tym przypadku tylko o poziom umysłowy zwolenników Tuska, lecz również o zdegenerowane PiS, które od wielu lat kompromituje każdą ideę do której obłudnie się przyznaje, przecząc jej w codziennej politycznej praktyce.
Najgorszą winą tego środowiska jest zgoda na degradację Polski w ramach realizacji wytycznych światowej mafii globalistów oraz wprowadzenie zbrodniczego lockdownu, który spowodował śmierć 250 tys. Polaków. W tym kontekście nazywanie PiS „mniejszym złem” jest objawem poważnej, umysłowej i moralnej dysfunkcji.
W poniedziałek 7 października około godziny 15-tej spłonął autobus hybrydowy krakowskiej komunikacji miejskiej. Mimo czarnych kłębów dymu, czujniki smogu pokazywały bardzo czyste powietrze. W Internecie pojawiły się żarty, że dym z ekologicznych autobusów jest tak ekologiczny, że nie powoduje smogu.
Uwagę na tę ciekawostkę zwrócił Bartłomiej Krzych, który od lat uważa, że pomiary i mapki zanieczyszczeń powietrza są wykorzystywane do straszenia ludzi smogiem oraz są pretekstem zakazywania kominków i aut spalinowych. Na Facebooku napisał:
– Taka ciekawostka. Zjarał się dziś ekologiczny autobus hybrydowy w Krakowie, ale na mapie jakości powietrza wszystko jest zielone i smogu nie ma. Bo to właśnie nie od ilości dymu a od głównie pogody zależy jakie mamy powietrze. Oczywiście te czujniki Airly to też pokazują sobie czasem co chcą.
W komentarzu dodał:
– Ponoć w radio mówili, że ten dym nieszkodliwy… no proszę, dym z drewna z kominka zabija najmocniej, ale ze spalonego autobusu to uzdrawia.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 8 października 2024 tekst=5695
Myszy harcują, gdy kota nie czują. Kiedy w bezcennym Izraelu dzień w dzień odbywały się demonstracje, żeby ktoś wreszcie wpakował premiera Beniamina Netanjahu do kryminału, ten wykombinował sobie, że zamiast kopsać się z demonstrantami, lepiej będzie wykonać manewr ucieczki do przodu, to znaczy – ucieczki w wojnę. Oczywiście w tym celu trzeba było stworzyć wrażenie, że bezcenny Izrael został napadnięty – między innymi gwoli dostarczenia alibi amerykańskim hipokrytom. Amerykanie bowiem, nawet jak robią świństwa, czy dopuszczają się zbrodni, starają się – podobnie jak Sowieciarze – sprokurować sobie coś w rodzaju pozoru moralnego uzasadnienia. Dzięki niemu mogą nieustannie pławić się w poczuciu pierwotnej niewinności.
Opisał ten mechanizm Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „ Caryca i zwierciadło”: „Wot Gitler, kakoj to durak. On się przechwalał zbrodnią swoją. A mudriec, to by sdiełał tak: Nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto, że dymią krematoria? Taż w nich przetapia się historia! Niewoli topią się okowy!. Powstaje sprawiedliwszy świat! Rodzi się typ człowieka nowy!”
Toteż Beniamin Netanjahu nakazał Mosadowi oślepnąć i ogłuchnąć, a może nawet – któż takie rzeczy może wiedzieć? – rozpocząć ostrzał bezcennego Izraela rakietami domowej roboty, wyrabianymi – czy aby nie przez palestyńskich konfidentów Mosadu? Dzięki temu cały świat mógł zobaczyć, że bezcenny Izrael został „zaskoczony” zdradzieckim atakiem, niczym Amerykanie w 1941 roku w Pearl Harbor.
W tej sytuacji już nie było mowy o pakowaniu Beniamina Netanjahu do kryminału. Przeciwnie. Amerykański prezydent Józio Biden przygalopował w podskokach do Tel Awivu, żeby złożyć izraelskiemu premierowi hołd lenny i uroczyście potwierdzić jego prawo do „samoobrony”. Dzięki temu nic już nie stało na przeszkodzie, by bezcenny Izrael rozpoczął w Strefie Gazy operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej, to znaczy – wybicia tych, których będzie można wybić i zmuszenia do ucieczki tych, którym uda się pozostać przy życiu. Miłujący wolność i pokój świat przyjął te cele do aprobującej wiadomości, dopraszając się tylko łaski, by bezcenny Izrael starał się zachować pozory humanitaryzmu, to znaczy – żeby bomby i pociski miały prawidłowe kalibery. Bezcenny Izrael chętnie na to przystał, bo cóż to dla niego za problem, kiedy przecież kontroluje zarówno „prasę międzynarodową”, która zawsze napisze, jak trzeba, jak i niezależne media amerykańskie? Toteż zarówno prezydent Józio Biden, jak i jego żydowscy i inni kolaboranci z Departamentu Stanu i innych instytucji doznali moralnego uspokojenia i tylko od czasu do czasu życzliwie napominali, by ostateczne rozwiązanie kwestii palestyńskiej przebiegało gites tenteges. Bezcenny Izrael upewniał wrażliwców, że wszystko jest gites tenteges i wszyscy byli zadowoleni – oczywiście z wyjątkiem Palestyńczyków – ale kto by sobie zawracał głowę jakimiś głupstwami, kiedy wszystko jest gites tenteges?
A tymczasem na amerykańskiej scenie politycznej nastąpiły przetasowania. Prezydent Józio Biden, który sprawiał wrażenie, że uparł się przewodzić Ameryce i światu do upadłego, nieoczekiwanie zrezygnował z kandydowania na prezydenta na rzecz pani Kamali Harris, która sprawia wrażenie, jakby była amerykańskim odpowiednikiem naszej posągowej pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ona również kandydowała na tubylczego prezydenta i pamiętamy, jak to stała przed mikrofonami, a zaraz za nią – Wielce Czcigodny poseł Pupka, który scenicznym szeptem podpowiadał jej, co ma mówić, a ona głośno to powtarzała. Podobno pani Kamala też tak robi, tyle tylko, że dyskretniej, bo przy pomocy specjalnych kolczyków-słuchawek, w związku z czym żadnych suflerów koło niej nie widać i amerykańscy twardziele myślą, że naprawdę jest taka wyszczekana i że nie ma rady – trzeba na nią głosować.
Ponieważ zamachy na Donalda Trumpa, zarówno te sądowe, jak i te karabinowe, się nie udały, w związku z czym kampania przed listopadowymi wyborami wychodzi na ostatnią prostą, bezcenny Izrael musiał dojść do wniosku, że „jeśli nie teraz – to kiedy i jeśli nie my – to kto?” – i w ramach ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej otworzył drugi front – tym razem uderzając na Liban pod pretekstem zrobienia porządku z tamtejszym Hezbollahem.
Bo w Gazie robi porządek z Hamasem, a w Libanie – z Hezbollahem. Na początek ubił przywódcę znienawidzonego Hezbollahu, jegomościa o egzotycznym nazwisku Nasrallah, a ledwo tylko świat oswoił się z tą wiadomością – „siły obronne” bezcennego Izraela „wkroczyły” do Libanu, by wyzwolić go od znienawidzonego Hezbollahu. Bo Żydowie nauczyli się od Sowieciarzy, że nie mają żadnej „armii”, tylko „siły obronne”. A co mogą w razie czego zrobić „siły obronne”. Żadnej wojny rozpętać przecież nie mogą, to byłaby sprzeczność sama w sobie. Mogą tedy najwyżej „wkroczyć”, ale nie tak zwyczajnie, tylko gwoli wyzwolenia tamtejszego zagniewanego ludu od ciemięzców, w tym przypadku – od znienawidzonego Hezbollahu. Toteż wyzwalają, jak tylko mogą, a Libańczykowie, którzy od tego wyzwalania dostają kołowacizny, uciekają na oślep przed siebie, co sprawia wrażenie chaosu.
Jednak amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, będący ostatnią instancją moralną na świecie, rodzajem Sądu Ostatecznego ustalił, że wszystko „gra i koliduje”, bo bezcenny Izrael ma prawo uwolnić się od presji ze strony znienawidzonego Hezbollahu. Nie tylko zresztą ustalił, ale żeby tym ustaleniom nadać odpowiedni ciężar gatunkowy, zapowiedział wysłanie w rejon Bliskiego Wschodu dodatkowych amerykańskich żołnierzyków, no i dwóch lotniskowców: „Prezydenta Trumana” i „Abrahama Lincolna”. Te lotniskowce to przede wszystkim po, to, by zniechęcić znienawidzony Iran do wtrącania się w wewnętrzne sprawy bezcennego Izraela, bo w przeciwnym razie będzie z nim brzydka sprawa.
Tymczasem strachliwy szef europejskiej dyplomacji Józef Borell alarmuje, że jesteśmy „na skraju wojny totalnej”. Jakiej tam znowu „wojny”? Po pierwsze to nie jest żadna „wojna”, tylko „operacja pokojowa”, taka sama, jak ta, za którą prezydent Obama dostał w swoim czasie pokojową Nagrodę Nobla, a po drugie – wcale nie jest „totalna”, bo – podobnie jak operacja w Strefie Gazy” – jest całkowicie zgodna z konwencjami; to znaczy – bomby i pociski mają prawidłowe kalibery, więc jeśli nawet ten czy ów Palestyńczyk czy Libańczyk w swoim mniemaniu dozna krzywdy, to sam sobie winien. Kto mu kazał być Palestyńczykiem, czy innym głupim gojem, który powinien słuchać starszych i mądrzejszych?
I tego się powinniśmy trzymać w naszych ocenach moralnych, bo inaczej zejdziemy na manowce.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Zwykliśmy mówić “to Oni, to globaliści”. To łatwe, to załatwia sprawę. Tak banalne, że brzmi prawie jak dobry żart, jak bon mot. I co najważniejsze zdejmuje z nas odpowiedzialność za podjęcie walki.
A jak jest w rzeczywistości? To nie Oni (choć nie przeczę, że Oni istnieją) są sprawcami tego burdelu, który obserwujemy od – w przybliżeniu – 2020 roku. To nasi. Nasi pupile, przywódcy, reprezentanci. Nasi zbawcy narodu, wzbudzający profesjonalnie nadzieję na gruszki na wierzbie. To ich ręce. I nie mówię o ich łapach w naszych kieszeniach, bo to w dzisiejszych czasach banał, gdyż epoka w której Dmowski zwracał pieniądze za każdorazowe posłużenie się rządową limuzyną bezpowrotnie minęła.
Mówię o ich łapach wykonujących milcząco i z pokorą polecenia Onych. Onych jest procentowo mało. Bardzo mało. Są do nakrycia czapkami. I nakrylibyśmy ich, gdyby nie Nasi, ich pośrednictwo, ich kupczenie nami, ich sutenerstwo. Odbierają nam dokumenty i rozlokowują w lupanarach. A że niektórzy się adaptują i zaczyna się im podobać oferowanie swych wdzięków – to już inna, mierzalna statystycznie sprawa.
ONI wszystko robią rękoma USŁUŻNYCH. Opłacanych wasali, którym powierzyliśmy jak kompletni kretyni nasz los. Opłacanych opiekunów “panienek”, które wciągnięto w pułapkę.
Cóż ONI zrobiliby bez pasożytów okupujących parlamenty narodów? Nic. To nasi straszą nas, obstawiają służbami, sankcjonują, piszą ustawy, regulują, równoważą i promują. Gates i Soros nie biegaliby po domach, by nas zaszczepić. Von der Leyen nie sprawdzałaby ociepleń domów. Rockefeller nie pisałby osobiście dla naszego kraju prawa sankcjonującego orwellowską cenzurę i promującego dewiacje. Larry Fink nie ściągałby osobiście do nas dewastujących lokalny handel korporacji. Tym wszystkim zajmują się n a s i. Jak polscy i żydowscy kapo w obozach pracy. I za to ich kochamy.
CZĘŚĆ II
EFEKT KOBRY
“Jestem z rządu i pojawiłem się tu, bo chcę pomóc” – Reagan
Fraza „perwersyjna zachęta” jest często używana w ekonomii do opisania struktury zachęt o niepożądanych skutkach, szczególnie gdy te skutki są nieoczekiwane i sprzeczne z intencjami jej twórców.
Skutki perwersyjnego schematu zachęt są czasami nazywane są efektem kobry. Nazwa ta została wymyślona przez ekonomistę Horsta Sieberta na podstawie anegdoty zaczerpniętej z British Raj. Brytyjski rząd, zaniepokojony liczbą jadowitych kobr w Delhi, oferował nagrodę za każdą martwą kobrę. Początkowo była to skuteczna strategia; dla nagrody zabijano dużą liczbę węży. Ostatecznie jednak ludzie zaczęli hodować kobry dla dochodu. Gdy rząd się o tym dowiedział, program nagród został wycofany. Hodowcy kobr [chyba z wkurwienia] wypuścili swoje węże na wolność, co doprowadziło do ogólnego wzrostu populacji dzikich kobr.
Przykłady perwersyjnych zachęt
Systemy wyborcze
— Dobrze znanym przykładem w wyborze społecznym jest perwersyjna reakcja, w której kandydat może przegrać wybory w wyniku uzyskania zbyt wielu głosów. Dzieje się tak w głosowaniu z oceną wyboru (ranked-choice voting – RCV) i powiązanych systemach (takich jak prawybory i system dwurundowy) i zachęca kandydatów do zajmowania skrajnych lub niepopularnych stanowisk.
— Ściśle powiązane zachowanie ściskania centrum RCV, w którym większość badań nad wyborem społecznym przewidziała, że reguła zachęca do ekstremizmu, wbrew powszechnym twierdzeniom przeciwnym, przed potwierdzeniem empirycznym.
— Paradoks niestawienia się, sytuacja, w której wyborca może pomóc swojemu preferowanemu kandydatowi, nie pojawiając się, aby na niego głosować, zmniejsza zachętę do uczestnictwa w wielu regułach głosowania.
Kampanie zwalczania szkodników
— Wielka masakra szczurów w Hanoi miała miejsce w 1902 r. w Hanoi w Wietnamie (wówczas znanym jako Francuskie Indochiny), kiedy to pod rządami kolonialnymi Francji rząd kolonialny stworzył program nagród, w ramach którego wypłacano nagrodę za każdego zabitego szczura. Aby odebrać nagrodę, ludzie musieli dostarczyć odcięty ogon szczura. Jednak urzędnicy kolonialni zaczęli zauważać w Hanoi szczury bez ogonów. Wietnamscy łapacze szczurów łapali szczury, odcinali im ogony, a następnie wypuszczali je z powrotem do kanałów, aby mogli rozmnażać więcej szczurów.
— Mając problem z dzikimi świniami, posterunek armii USA w Fort Benning (obecnie Fort Moore) w stanir Georgia oferował myśliwym nagrodę w wysokości 40 dolarów za każdy oddany ogon świni. W trakcie programu w latach 2007–2008 populacja dzikich świń w tym rejonie wzrosła. Chociaż pojawiły się doniesienia, że osoby kupowały ogony wieprzowe od przetwórców mięsa, a następnie odsprzedawały je armii po wyższej cenie z nagród, szczegółowe badanie programu nagród wykazało, że za to głównie odpowiadały różne skutki perwersyjnych zachęt. Zarówno wskaźnik płodności świń, jak i wskaźniki przeżywalności potomstwa wzrosły w ramach programu. Było to spowodowane lepszym odżywianiem, jakie zapewniała przynęta paszowa używana do przyciągania zwierząt na tereny łowieckie. Po drugie, stwierdzono, że myśliwi częściej wybierali duże samce jako zwierzynę łowną o jakości „trofeum”, ignorując samice i młode osobniki jako cele. Usunięcie dojrzałych samców z populacji ma znikomy wpływ na wzrost populacji, ponieważ pozostałe dojrzałe samce mogą zapłodnić wiele loch hodowlanych.
Bezpieczeństwo społeczności i redukcja szkód
— W 2002 r. brytyjscy urzędnicy odpowiedzialni za ograniczenie produkcji opium w Afganistanie zaoferowali plantatorom maku 700 dolarów za akr w zamian za zniszczenie ich upraw. Wywołało to szał uprawy maku wśród afgańskich rolników, którzy starali się zasadzić jak najwięcej maków, aby otrzymać wypłaty z programu gotówka za maki. Niektórzy rolnicy zbierali sok przed zniszczeniem roślin, otrzymując podwójną zapłatę za ten sam plon.
— Programy skupu broni są realizowane przez rządy w celu zmniejszenia liczby broni w obiegu, poprzez zakup broni palnej od obywateli za stałą stawkę (a następnie jej zniszczenie). Niektórzy mieszkańcy obszarów objętych programami skupu broni drukowali w technologii 3D duże ilości prymitywnych części, które spełniały minimalną prawną definicję broni palnej, w celu natychmiastowego ich zwrotu w celu otrzymania wypłaty gotówkowej.
— W 2021 r. Kongres uchwalił surowe wymogi, aby zapobiec krzyżowemu zanieczyszczeniu innych produktów spożywczych przez sezam, potencjalny alergen. Wiele firm uznało, że prościej i taniej jest zamiast tego dodawać sezam bezpośrednio do produktu jako składnik, co zwalnia je z obowiązku przestrzegania tego prawa.
— W Albercie, zgodnie z Child, Youth and Family Enhancement Act, każda osoba musi zgłosić podejrzenie znęcania się nad dziećmi dyrektorowi lub policjantowi, a niedopełnienie tego obowiązku jest karane grzywną w wysokości 10.000 dolarów plus 6 miesięcy więzienia. Jednak według profesora prawa karnego Narayana egzekwowanie tego prawa spowodowałoby, że ludzie zgłaszaliby za dużo przypadków, co marnowałoby zasoby, a także wywołałoby efekt mrożący, który uniemożliwiałby ludziom zgłaszanie znęcania się nad dziećmi obserwowanego przez pewien okres czasu, ponieważ obciążałoby ich to za niezgłoszenie tego wcześniej. Podobne prawa obowiązują w innych prowincjach Kanady.
Ochrona środowiska i dzikiej przyrody
— Ustawa Stanów Zjednoczonych o gatunkach zagrożonych z 1973 r. nakłada ograniczenia na właścicieli gruntów, którzy znajdą na swojej ziemi gatunki zagrożone. Podczas gdy ta polityka ma pewne pozytywne skutki dla dzikiej przyrody, zachęca ona również właścicieli gruntów do prewencyjnego niszczenia siedlisk (osuszania bagien lub wycinania drzew, które mogą być siedliskiem cennych gatunków) ze względu na obecność gatunków zagrożonych, którzy obawiają się utraty lukratywnej przyjazności dla rozwoju swoich gruntów z powodu obecności gatunków zagrożonych. W niektórych przypadkach gatunki zagrożone mogą być nawet celowo zabijane, aby uniknąć oficjalnego odkrycia.
— W 2005 r. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu ONZ rozpoczął program zachęt w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Firmy zajmujące się usuwaniem gazów zanieczyszczających były nagradzane kredytami węglowymi, które ostatecznie mogły zostać zamienione na gotówkę. Program ustalał ceny w zależności od tego, jak poważne szkody zanieczyszczenie może wyrządzić środowisku, i przypisywał jedną z najwyższych nagród za niszczenie HFC-23, produktu ubocznego powszechnie stosowanego czynnika chłodniczego, HCFC-22. W rezultacie firmy zaczęły produkować więcej tego czynnika chłodniczego, aby zniszczyć więcej odpadów gazowych i zebrać miliony dolarów w kredytach. Ta zwiększona produkcja spowodowała również znaczny spadek ceny czynnika chłodniczego, co zmotywowało firmy chłodnicze do dalszego jego używania, pomimo negatywnego wpływu na środowisko. W 2013 r. w Unii Europejskiej zawieszono kredyty za zniszczenie HFC-23.
— W 2017 r. program Renewable Heat Incentive wypłacił przedsiębiorstwom pieniądze za zastąpienie węgla ogrzewaniem z odnawialnych źródeł energii, zazwyczaj bioenergią w postaci peletów drzewnych. Jednak dotacja na energię była wyższa niż jej koszt, co pozwoliło przedsiębiorstwom osiągać zyski po prostu spalając jak najwięcej paliwa i ogrzewając puste budynki. Polityczne reperkusje spowodowały upadek Northern Ireland Executive w 2017 r. Nie zwołano go ponownie aż do 2020 r.
Programy ochrony zabytków
— Przepisy dotyczące zabytków w Wielkiej Brytanii mają na celu ochronę zabytków o znaczeniu historycznym, wymagając od właścicieli uzyskania pozwolenia przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian w zabytkowych budynkach. W 2017 r. właściciele niewpisanego na listę zabytkowego budynku w Bristolu zniszczyli 400-letni sufit dzień przed planowaną wizytą urzędników ds. zabytków, rzekomo w celu uniemożliwienia wpisania budynku na listę, co mogłoby ograniczyć przyszły rozwój.
— Ustawa o reformie podatkowej z 1976 r. przewidywała utratę korzyści podatkowych w przypadku wyburzenia budynków przez właścicieli. Doprowadziło to do wzrostu liczby podpaleń w latach 70. jako sposobu na oczyszczenie terenu bez kar finansowych. Później zmieniono prawo, aby usunąć ten aspekt.
Kontrola kosztów opieki zdrowotnej
— Płacenie pracownikom służby zdrowia i zwrot kosztów leczenia ubezpieczonym pacjentom, ale nie profilaktyki, zachęca do ignorowania schorzeń do czasu, aż leczenie będzie konieczne. Ponadto płacenie tylko za leczenie skutecznie zniechęca do profilaktyki (co poprawiłoby jakość życia pacjenta, ale również zmniejszyłoby zapotrzebowanie na przyszłe leczenie). Płatność za leczenie generuje również perwersyjną zachętę do niepotrzebnych zabiegów, które mogą być szkodliwe – na przykład w postaci skutków ubocznych leków i operacji. Same te skutki uboczne mogą następnie wywołać zapotrzebowanie na dalsze leczenie.
— Medicare zwraca lekarzom wyższą stawkę, jeśli podają droższe leki w celu leczenia schorzenia. Tworzy to zachętę dla lekarza do przepisania droższego leku, gdy tańszy mógłby wystarczyć.
Polityka humanitarna i socjalna
— W pierwszej dekadzie XXI wieku Kanada wynegocjowała ze Stanami Zjednoczonymi „umowę o bezpiecznym kraju trzecim [Safe Third Country Agreement]”, na mocy której osoby ubiegające się o azyl polityczny mogły ubiegać się o niego tylko w pierwszym z dwóch krajów, do których dotarły, aby zniechęcić do poszukiwania azylu. Jednym z postanowień było takie, które odmawiało osobom wjeżdżającym do Kanady przez oficjalny port wjazdowy możliwości ubiegania się tam o azyl, w teorii ograniczając wnioski o azyl do tych składanych przez uchodźców w obozach za granicą lub tych, którzy mogli legalnie podróżować do Kanady i zrobić to w biurze imigracyjnym. Pod koniec drugiej dekady, niektórzy migranci zaczęli nielegalnie wjeżdżać do Kanady, między oficjalnymi przejściami granicznymi, w miejscach takich jak Roxham Road między Nowym Jorkiem a Quebec, ponieważ po znalezieniu się w Kanadzie mogli składać wnioski z pełnym zakresem dostępnych dla nich odwołań, co mogło trwać latami. Kanada ostatecznie rozpatrzyła tysiące więcej wniosków o azyl, niż planowała.
—Teoria „pułapki socjalnej [zapomogowej]” opisuje perwersyjne bodźce, które występują, gdy pieniądze zarobione w niepełnym wymiarze godzin lub za najniższą krajową powodują zmniejszenie świadczeń państwowych, które byłoby większe niż kwota zarobiona, tworząc w ten sposób barierę dla pracowników o niskich dochodach powracających do pracy. Zgodnie z tą teorią, podstawowe czynniki obejmują pełne zwolnienie podatkowe dla pomocy ze środków publicznych, podczas gdy dochód z zatrudnienia jest opodatkowany; wzorzec opieki społecznej płacącej więcej na dziecko pozostające na utrzymaniu (podczas gdy pracodawcom zabrania się dyskryminacji w ten sposób, a ich pracownicy często muszą wynajmować opiekę dzienną); lub utrata uprawnień do opieki społecznej dla ubogich pracujących, kończąca się innymi świadczeniami uzależnionymi od środków (publiczne plany medyczne, dentystyczne lub leki na receptę; dotowane mieszkania; pomoc prawna), których zastąpienie po pełnych stawkach rynkowych jest kosztowne. Jeśli wycofanie świadczeń uzależnionych od stanu majątkowego, które wiąże się z podjęciem nisko płatnej pracy, powoduje brak znaczącego wzrostu całkowitego dochodu lub nawet stratę netto, to stanowi to silny czynnik zniechęcający do podejmowania takiej pracy.
Programy promocyjne i public relations
— Hacktoberfest to październikowe święto promujące wkład w społeczności wolnego i otwartego oprogramowania. W 2020 r. uczestnicy zostali zachęceni do przesłania czterech lub więcej żądań ściągnięcia do dowolnego publicznego repozytorium wolnego lub otwartego oprogramowania (FOS), z darmową koszulką „Hacktoberfest 2020” dla pierwszych 75.000 uczestników, którzy to zrobią. Darmowe koszulki spowodowały błahe żądania ściągnięcia w projektach FOS.
— Około 2010 r. sprzedawca internetowy Vitaly Borker odkrył, że posty klientów w innych miejscach w Internecie dotyczące negatywnych doświadczeń z jego witryną sprzedaży okularów, DecorMyEyes, faktycznie zwiększyły ruch na niej, ponieważ sama liczba linków wywindowała witrynę na szczyt wyników wyszukiwania Google. Dlatego też starał się odpowiadać na skargi klientów dotyczące złej jakości otrzymanego towaru i/lub błędnie wypełnionych zamówień w sposób niegrzeczny, z obelgami, groźbami przemocy i innymi formami nękania. Borker kontynuował te praktyki pod różnymi nazwami przez następną dekadę, mimo że odbył dwa oddzielne wyroki w federalnym więzieniu USA za zarzuty z nich wynikające.
Zwroty za wysiłek
— Paleontolog XX wieku G. H. R. von Koenigswald zwykł płacić miejscowym Jawajczykom za każdy fragment czaszki hominina, który wydobywali. Później odkrył, że ludzie rozbijali całe czaszki na mniejsze kawałki, aby zmaksymalizować swoje wypłaty.
— Podczas budowy pierwszej transkontynentalnej linii kolejowej w latach 60. XIX wieku Kongres Stanów Zjednoczonych zgodził się płacić budowniczym za każdą milę położonego toru. W rezultacie Thomas C. Durant z Union Pacific Railroad wydłużył odcinek trasy, tworząc kształt łuku i niepotrzebnie dodając zbędne kilometry torów.
— Finansowanie straży pożarnych według liczby wezwań do pożaru ma na celu nagradzanie straży pożarnych, które wykonują najwięcej pracy. Może to jednak zniechęcić je do działań zapobiegawczych, co doprowadzi do wzrostu liczby rzeczywistych pożarów.
W literaturze
Mark Twain w swojej autobiografii mówi, że jego żona, Olivia Langdon Clemens, miała podobne doświadczenie:
Kiedyś w Hartford muchy były tak liczne i uciążliwe, że pani Clemens wpadła na pomysł, żeby zapłacić George’owi nagrodę za wszystkie muchy, które zabije. Dzieci dostrzegły w tym okazję do nagłego wzbogacenia się. … Każdy rząd mógłby jej powiedzieć, że najlepszym sposobem na zwiększenie populacji wilków w Ameryce, królików w Australii i węży w Indiach jest zapłacenie nagrody za ich skalpy. Następnie każdy patriota zabiera się za ich hodowlę.
– Do 2026 roku Polska może ponownie zniknąć z politycznych map świata. I nie ma w tym cienia przesady – podkreśla mec. Jerzy Kwaśniewski, szef Ordo Iuris w najnowszym Newsletterze Instytutu. Jak to możliwe? Otóż zgodnie z rezolucją Parlamentu Europejskiego z listopada 2023 roku, „cechy suwerennego Państwa Polskiego mają zostać oddane zreformowanej, nowej Unii Europejskiej”. – Po ponownym wyborze Ursuli von der Leyen na Przewodniczącą Komisji Europejskiej, proces reformy przyspiesza, a kluczową rolę ma w nim odegrać… polski rząd z Donaldem Tuskiem na czele – alarmuje mec. Kwaśniewski.
Jak czytamy, już za trzy miesiące Polska obejmie prezydencję w Unii Europejskiej. – Działając ręka w rękę z niemiecką przewodniczącą Komisji, Donald Tusk przez pół roku będzie miał szczególny wpływ na decyzje Brukseli. Coraz częściej można usłyszeć – w tym między innymi od śledzącego uważnie politykę UE Jacka Saryusz-Wolskiego – że zadaniem Donalda Tuska będzie przeprowadzenie wielkiej, traktatowej reformy – wskazuje.
Mec. Kwaśniewski przypomina, że Instytut Ordo Iuris od roku przewodzi w budowie europejskiego frontu sprzeciwu wobec oficjalnej procedury zmian w traktatach UE. Dlatego właśnie powstał raport „Po co nam suwerenność?”, który ma już swoje wydania w kilku językach. To także serie infografik uświadamiających opinię publiczną w jakiej sytuacji jesteśmy. Instytut dotarł także do najważniejszych ośrodków analitycznych Europy i USA oraz polityków partii suwerennościowych i liderów opinii, a także do ludzi ze sztabu Donalda Trumpa.
– Osobiście odbyłem też kilkadziesiąt spotkań w Polsce, gromadząc na nich łącznie tysiące słuchaczy. Polacy – zaaferowani narastającym kryzysem, kataklizmem powodzi, podwyżkami cen prądu – bez naszej kampanii informacyjnej mogliby nie dostrzec skali zagrożenia dla Państwa i Narodu. Wszystkim rozmówcom wyjaśniamy, że autorzy zmian w traktatach UE chcą odebrać nam prawo do decydowania o sprawach ochrony życia i rodziny, programie edukacji, ale także o regulowaniu gospodarki, o podatkach, a nawet o wydatkach zbrojeniowych! Bruksela chce nabyć prawo do dowodzenia polską armią, do zastępowania polskich ambasad unijnymi, czy do przejmowania kontroli nad granicami państwowym i polityką migracyjną – podkreśla szef Ordo Iuris.
– Ten radykalny dokument zakłada likwidację państw, granic i tożsamości narodowych, ograniczenie własności i dziedziczenia, a – nade wszystko – wyraża najgłębszą pogardę dla demokracji, zalecając zaprowadzenie w Europie dyktatury partii europejskiej. Fakt, że „Manifest” umieszczono w treści rezolucji inicjującej reformę UE pokazuje, jak pewni siebie są autorzy zmian – wskazuje mec. Kwaśniewski.
Jak czytamy, „aby to wszystko było możliwe, Donald Tusk musi przekonać nowe kraje UE do przyjęcia 267 poprawek do traktatów UE. W tym celu Komisja Europejska już zaprzestała krytykowania Polski, a jej coroczny raport na temat praworządności chwali reżimowe metody rządzenia tak premiera jak i ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Nowym komisarzem UE ds. budżetu został dawny szef gabinetu Donalda Tuska. Jego pierwszym zadaniem, ogłoszonym przez Ursulę von der Leyen, będzie uzależnienie dostępu państw do europejskich środków od lojalnego wdrażania polityki gender i Zielonego Ładu”.
Zdaniem prezesa Ordo Iuris, w świetle tych planów proces pacyfikowania polskiej opozycji oraz niszczenia niezależnych instytucji państwa nabiera zupełnie nowego znaczenia. – Rząd odmawia posłuszeństwa orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, zapowiada odbieranie od sędziów swoistych hołdów i oświadczeń o „czynnym żalu”. Upolityczniona prokuratura Adama Bodnara prześladuje przeciwników politycznych, ale także kapłanów i organizatorów patriotycznych demonstracji. Na zlecenie rządu, policjanci wtargnęli do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, Prokuratury Generalnej, telewizji publicznej czy Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Brutalnie spacyfikowano protesty rolnicze – wylicza mec. Kwaśniewski.
I pyta – dlaczego unijni urzędnicy wydają się być jakby ślepi na to bezprawie? Odpowiedź jest oczywista: milcząca akceptacja eurokratów oraz ich wsparcie dla fali rządowego bezprawia ma swoją cenę – a będzie nią niepodległość Polski.
Dlatego Instytut Ordo Iuris podejmuje zdecydowane działania, by wznieść naprzeciw projektu „Państwa Europa” silną i międzynarodową koalicję oporu. Mec. Kwaśniewski w swoim liście szczegółowo opisuje podjęte aktywności, takie jak zorganizowanie we wrześniu br. w Warszawie wraz z The Heritage Foundation międzynarodową konferencję ekspercką. Wybrzmiał tam zdecydowany głos, że należy zatrzymać radykalną centralizację Unii Europejskiej, bo jej negatywne skutki odczuje cały świat. A konferencja, to początek dalszych, wspólnych działań. Podkreśla też jak ważna jest obecność Instytutu na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, skąd także nadchodzą regularnie ataki na polską suwerenność. Dość wspomnieć tylko Szczyt Przyszłości i przyjęcie dokumentu promującego cele Agendy 2030. A przecież globaliści chcą forsować narzucanie kolejnym państwom aborcji oraz wulgarnej edukacji seksualnej. Potrzeba też mocnego głosu w obronie życia i rodziny…
„Współpraca jest kluczowa dla skutecznej obrony suwerenności narodów europejskich, zagrożonych przez postępującą centralizację Unii Europejskiej. Tylko jako wielka koalicja możemy stawić opór radykałom, którzy od lat forsują swoją agendę w ramach UE i ONZ. Powstrzymanie budowy Państwa Europa zależy od milionów zwykłych Europejczyków, którzy muszą się przebudzić i wyrazić swój sprzeciw” – wskazuje mec. Kwaśniewski.
Źródło: Ordo Iuris
MA
OJCIEC ZAŁOŻYCIEL. UKRYTA PRAWDA O UNII EUROPEJSKIEJ [CAŁY FILM]
Platyna i pallad to najbardziej znane metale spośród grupy tzw. platynowców. Popularności nie przysporzyło im jednak zachowanie ich notowań na przestrzeni ostatnich 2 lat. Pallad potaniał bowiem od marca 2022 roku do dziś o ponad 70 proc., zaś platyna doświadczała w tym czasie naprzemiennych spadków oraz wzrostów rzędu ok. 30 proc. Za słabym okresem dla platyny i palladu stało przynajmniej kilka czynników, ale jednym z ważniejszych był wzrost zainteresowania pojazdami elektrycznymi i coraz większa nagonka na auta spalinowe. Przewidywano spadek popytu na platynowce wykorzystywane do produkcji katalizatorów samochodowych. Wiele wskazuje jednak na to, że sytuacja powoli się odwraca. Auta elektryczne rozczarowują swoich użytkowników, a koncerny motoryzacyjne opracowują nowe napędy spalinowe. W związku z tym, ponownie warto przyjrzeć się perspektywom dla platyny oraz palladu.
W ostatnich latach z każdej strony bombardowani byliśmy newsami na temat pojazdów elektrycznych. Mogliśmy przeczytać m.in. o tym, że na drogach przybywa tego typu aut, o dotacjach, dopłatach, ulgach podatkowych i innych zachętach, które nakłaniały do zakupu samochodu elektrycznego. Koncerny motoryzacyjne co chwilę ogłaszały swoje własne modele elektryków, a poszczególne kraje prześcigały się, kto szybciej zaprzestanie produkcji aut spalinowych.
„Elektryki” jednak nie takie fajne
I nagle przyszło masowe otrzeźwienie. Szalejąca inflacja oraz spowolnienie gospodarcze sprawiły, że wiele państw musiało „zacisnąć pasa”. W poszukiwaniu oszczędności budżetowych, wstrzymano dotacje i inne zachęty, co błyskawicznie przełożyło się na spadek popytu na pojazdy elektryczne. Tym samym stało się jasne, że dotychczasowe zainteresowanie tego typu autami wynikało głównie z licznych zachęt, a nie z ich rzekomych zalet pojazdów.
Niedawno LG Energy, jeden z wiodących producentów baterii do pojazdów elektrycznych odnotował znaczący spadek zysków za drugi kwartał 2024 roku. Dzień wcześniej firma SK On (czwarty co do wielkości producent akumulatorów) ogłosiła stan wyjątkowy, po tym jak zaliczyła 10 kwartałów strat z rzędu. W obu przypadkach za słabymi wynikami stoi spadek tempa sprzedaży aut elektrycznych (głównie w Stanach Zjednoczonych oraz Europie). Gdyby nie fakt, że LG Energy korzystała z ulg podatkowych wynikających z ustawy o redukcji inflacji w USA, poniosłaby straty rzędu 180 tys. USD.
W Europie jedynie Francja oraz Belgia nie odnotowały spadku sprzedaży pojazdów elektrycznych. W pozostałych krajach spadki te są znaczące. Najgorzej sytuacja wygląda w Szwecji i Norwegii. Sprzedaż w tych krajach zmalała w skali roku odpowiednio o 31,7 proc. oraz 26,7 proc. licząc od maja 2023 roku. W Niemczech, po tym jak wstrzymano ulgi, dotacje itp. sprzedaż elektryków spadła o 30 proc. We Włoszech spadek wyniósł 18,3 proc.; w Austrii – 16,3 proc.; w Holandii – 11,7 proc.
Tak jak wspomniałem wyżej, spadek sprzedaży aut elektrycznych to przede wszystkim pokłosie wstrzymania różnego rodzaju zachęt. Nie można jednak nie wspomnieć także o tym, że wiele osób zwyczajnie „przejechało się” na elektrykach. Ponad połowa użytkowników tego typu aut w Niemczech żałuje zakupu lub leasingu samochodu elektrycznego. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej przez brytyjską firmę YouGov.
Negatywne nastawienie do elektryków wśród ankietowanych ma wynikać głównie z tego, że ładowanie takich pojazdów stało się w ostatnich latach droższe oraz brakuje infrastruktury (stacji) do ich ładowania. To jednak nie wszystko. Samochody elektryczne są o wiele bardziej awaryjne. Raport amerykańskiej organizacji Consumer Reports stwierdza, że auta na baterie wprowadzone w ostatnich 3 latach stwarzają ok. 80 proc. więcej problemów niż pojazdy spalinowe. Koniecznie trzeba też wspomnieć o absurdalnie drogich kosztach napraw pojazdów elektrycznych oraz o tym, że firmy ubezpieczeniowe niechętnie obejmują polisami tego typu auta.
Jak zatem widzicie, zainteresowanie pojazdami elektrycznymi w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych wyhamowuje i ma to swoje podstawy. Trzeba jednak uczciwie odnotować, że w ujęciu globalnym sprzedaż elektryków wzrosła w czerwcu o 13 proc. w porównaniu do tego samego miesiąca w roku ubiegłym, a za większość (ponad 60 proc.) sprzedaży odpowiadały Chiny. Dla porównania, wzrost sprzedaży elektryków w 2023 roku względem 2022 roku wyniósł 35 proc., a więc widać wyraźne spowolnienie, także w ujęciu globalnym, co bardzo dobrze wróży cenom platyny i palladu, bowiem znów przychylniejszym okiem zaczęto spoglądać na auta spalinowe.
Co dalej z platyną i palladem?
W szczególności pallad, ale także platyna, to metale powszechnie wykorzystywane do produkcji katalizatorów samochodowych. Dla przypomnienia, katalizatory pełnią rolę swego rodzaju filtra, na którym osadzają się szkodliwe substancje powstałe w wyniku spalania paliwa w silniku. Wykres 1 przedstawia, jak rozkładał się popyt na platynę (kolor niebieski), pallad (czerwony) i rod (zielony) w branży motoryzacyjnej w latach 2012 – 2024.
Wykres 1. Źródło: https://tiny.pl/dn7jf
Zgodnie z wykresem 1, najbardziej pożądanym surowcem przez cały ten okres był pallad (ok. 66 proc. w 2024 roku). Na drugim miejscu utrzymywała się platyna (ok. 27 proc.), na trzeciej pozycji zaś rod (ok. 7 proc.).
Co ważne, zarówno platynę, jak i pallad, można w wielu przypadkach wykorzystywać zamiennie w produkcji katalizatorów. Tymczasem, mimo iż przez sporą część tego okresu pallad (niebieska linia na wykresie 2) kosztował więcej od platyny (pomarańczowa linia), to i tak producenci woleli droższy metal. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniem w kolejnym akapicie.
Wykres 2.
Z ekonomicznego punktu widzenia rozsądne zdawałoby się przestawienie produkcji katalizatorów z drogiego palladu na tańszą platynę. W praktyce jednak decydującym czynnikiem dla producentów jest stabilność (bezpieczeństwo) dostaw. W przypadku platyny znacznie trudniej jest zapewnić sobie tę stabilność, gdyż globalna podaż tego metalu kontrolowana jest w zasadzie przez dwa kraje – RPA (Republikę Południowej Afryki), która odpowiadała za ponad 72 proc. globalnej produkcji w 2022 roku oraz Rosję (10,6 proc.).
Pallad pod względem podaży jest natomiast nieco lepiej zdywersyfikowany. Zgodnie z tabelą 1, liderem wydobycia tego metalu jest Rosja z udziałem ok. 42 proc. Na drugiej i trzeciej pozycji znajdują się odpowiednio RPA (ok. 38 proc.) oraz Kanada (ok. 7 proc.).
Tabela 1.
Zarówno Rosja, jak i RPA, to kraje, które pozostawiają wiele do życzenia pod względem choćby sytuacji politycznej. Przez to jednak, że producentom łatwiej jest zapewnić sobie stabilne dostawy palladu, metal ten pozostaje podstawowym surowcem stosowanym do produkcji katalizatorów i tak zapewne pozostanie. Aktualnie, kiedy popularyzacja aut elektrycznych wyhamowała, a pojazdy spalinowe wracają do łask, pallad znów prezentuje się całkiem perspektywicznie pod względem inwestycyjnym.
Platyna również powinna zyskiwać na spadku zainteresowania pojazdami elektrycznymi, ale raczej w mniejszy stopniu niż pallad. Za platyną przemawia ponadto rozwój technologii wodorowych. Metal ten jest bowiem wykorzystywany do produkcji elektrolizerów, czyli urządzeń służących do wytwarzania wodoru. Jeśli założymy, że w kolejnych latach wzrośnie zapotrzebowanie na elektrolizery, platyna także staje się dość perspektywicznym metalem.
Jak zatem widzicie, poprawie ulega sytuacja popytowa (katalizatory) na rynku platynowców. Kluczowe są jednak w mojej ocenie czynniki podażowe (wydobycie, recykling) dla tych metali. Wysokie koszty wydobycia oraz inne problemy (np. z dostawami prądu w RPA) sprawiły, że wydobycie platynowców w ujęciu globalnym zmalało. Ponadto dużą niewiadomą jest Rosja. Dalsze sankcje na eksport platynowców z tego kraju do Unii Europejskiej mogą sprawić, że ceny tych metali znacząco wzrosną.
Jak wspomniałem wyżej, powrót zainteresowania pojazdami spalinowymi będzie sprzyjał głównie palladowi. Tymczasem na rynku utrzymywana jest rekordowo wysoka pozycja short (na spadki) na tym metalu.
W mojej ocenie zatem nie wykluczone, że w perspektywie najbliższych miesięcy za sprawą kombinacji czynników popytowych i podażowych dojdzie na rynku palladu do shortqueeze’u (gwałtownego wzrostu ceny – dop. red.), tak jak to miało miejsce w przypadku niklu w marcu 2022 roku.
Podsumowanie
W mojej ocenie potencjał do znaczącego pogłębienia się spadków cen dwóch głównych platynowców jest bardzo mały. Przetasowania na rynku motoryzacyjnym przemawiają za poprawą perspektyw dla palladu (głównie) oraz platyny. Nie twierdzę, że jest to już idealny moment na wejście na ten rynek, ale wiele wskazuje na to, że w kolejnych tygodniach lub miesiącach dołek na palladzie będzie uklepywany, zaś platyna może w końcu wyłamać się z trendu bocznego, w którym porusza się przez wiele miesięcy.
Badania nie budzą wątpliwości: przesłanka psychiatryczna nie jest wskazaniem do aborcji!
Z inicjatywy posłanki Kariny Bosak odbył się podczas posiedzenia Zespołu Parlamentarnego ds. Opieki Okołoporodowej wykład „Analiza podstaw naukowych przesłanki psychiatrycznej do aborcji”. Badania, które przedstawił dr hab. n. med. Paweł Mierzejewski były w dużej mierze stronnicze, pisane pod dyktando aborcjonistów – mimo to wyniki niekoniecznie były im na rękę!
Badania potwierdzały fakt, iż kobiety chcące zabić swoje dziecko mają najczęściej ogromne problemy psychiczne, prowadzące nierzadko do samobójstwa. Jeśli więc kobieta chce aborcji, jest to przesłanka, by konkretnie zająć się jej zdrowiem psychicznym. Co jednak ważne, jeśli kobieta dokona aborcji, ryzyko samobójstwa nie zmniejsza się.
Pokazano także statystyki samobójstw w Polsce od 1999 roku. Aborcjoniści chętnie opowiadają o tym, jak wiele kobiet popełnia samobójstwo z powodu niechcianej ciąży. Jak się jednak okazuje, ten problem praktycznie nie istnieje. W Polsce przez 25 lat co roku życie odbierało sobie od 4384 do 6155 osób. W tym z powodu choćby zawodu miłosnego zabijały się rocznie 144-272 osoby. A z powodu niechcianej ciąży? Najczęściej 0 osób. Najwięcej w 2009 roku, bo 5 osób. Oczywiście każda śmierć jest tragedią, można jednak wysnuć wniosek, że nie jest to epidemia, z którą sobie nie radzimy.
Dr Paweł Mierzejewski zwrócił także uwagę na śmiertelność okołoporodową kobiet w ciąży. Okazuje się, że mamy w Polsce – w kraju, w którym wciąż jeszcze aborcja jest przynajmniej ograniczana – najniższy na świecie wskaźnik umieralności kobiet w okresie ciąży i okołoporodowym! Rocznie na 100 tys. kobiet umierają średnio 2 kobiety. Dla porównania, w Szwecji jest to 5 kobiet, w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie dzieci nienarodzone morduje się legalnie tysiącami, 7 kobiet, a w Kanadzie aż 10. Aborcja nie zwiększa więc bezpieczeństwa kobiet, a wręcz przeciwnie – im bardziej proaborcyjne państwo, tym mniej dba o kobietę w ciąży. Zdaniem aborcjonistów aborcja jest dobra na wszystko.
Przesłanka psychiatryczna, a wzrost samobójstw po aborcji
Kolejne badanie, przeprowadzone na kobietach w Finlandii udowodniło, że kobiety, które dokonały aborcji, dużo częściej popełniały samobójstwa, niż kobiety po poronieniach. Po urodzeniu dziecka natomiast wskaźnik samobójstw wyraźnie się zmniejsza. Wniosek jest prosty: aborcja jest czynnikiem ryzyka popełnienia samobójstwa, podczas gdy urodzenie dziecka częściej przed samobójstwem wręcz chroni. Są to zresztą logiczne wnioski.
Podczas wykładu powołano się także na 30-letnie badanie Davida M. Fergussona, zwolennika aborcji, które wyraźnie wykazało, że kobiety po aborcji mają o 30% większe ryzyko zaburzeń psychicznych. Również ryzyko zażywania substancji psychoaktywnych wzrosło aż 6-krotnie w porównaniu do kobiet, które urodziły zdrowe dziecko i prawie pięciokrotnie w porównaniu z kobietami z ciążą „problematyczną”, czyli także z dziećmi z wadami rozwoju. Znacznie wzrosło również ryzyko depresji, zaburzeń lękowych i myśli samobójczych, choć tu wskaźniki były porównywalne z sytuacją po poronieniu. Przy ciążach problematycznych wskaźniki obniżały się, choć wciąż były wyższe, niż przy ciąży zdrowej – z czego płynie konkretny wniosek objęcia opieką terapeutyczną mam z ciążami problemowymi i po poronieniach.
Fergusson swoją pracę podsumował stwierdzeniem, że w Nowej Zelandii i UK 90% aborcji było dokonywanych oficjalnie z powodu zagrożenia zdrowia lub życia kobiet i przyznał, że nie ma żadnych badań i danych, które sugerowałyby, że aborcja w jakimkolwiek przypadku (także przy ciążach z wadami rozwoju) zmniejszałaby ryzyko zaburzeń psychicznych.
Co ważne: wiele badań koncentruje się na krótkim odcinku czasowym (poza badaniem Fergussona). Tymczasem dane pokazują, że 70% kobiet szukających po aborcji wsparcia terapeutycznego, bezpośrednio po nie odczuwało żadnych negatywnych konsekwencji podjętej decyzji, a pogorszenie stanu zdrowia psychicznego nastąpiło z opóźnieniem (Dykes K, Slade P and Haywood A. Long term follow-up of emotional experiences after termination of pregnancy: women’s views at menopause. J Reprod Infant Psychol 2011; 29(1): 93-112.).
Wykładowca przypomniał również, że 64% kobiet po aborcji przyznało, iż czuło się do niej zmuszonych przez „okoliczności zewnętrzne”, a aż 83% wskazało, że nie usunęłoby ciąży, gdyby do donoszenia zachęcili ją najbliżsi (Reardon DC. Aborted women, silent no more. Chicago IL: Loyola University Press, 1987, 373 pp.).
Wnioski z wykładu są oczywiste:
Kobiety dokonujące aborcji częściej cierpią z powodu zaburzeń psychicznych oraz popełniają samobójstwa.
Sama aborcja nie zmniejsza ryzyka popełnienia samobójstwa – nawet w przypadku problemowej ciąży.
Dr Paweł Mierzejewski przypomniał, że depresję w ciąży można leczyć, najczęściej bez szkody dla dziecka – a nawet trzeba!
Badania pokazują, że dokonanie aborcji w żaden sposób nie wpływa pozytywnie na zdrowie psychiczne, a wręcz przeciwnie: wykazano związek między zabiciem nienarodzonego dziecka, a zwiększoną częstością występowania: lęku, depresji, stosowania substancji psychoaktywnych, objawów traumy i zaburzeń snu.
Mimo że dane nie pozostawiają złudzeń, a inne wnioski są wręcz nielogiczne, minister Leszczyna i Ministerstwo Zdrowia wręcz zmusza szpitale do zabijania dzieci przed narodzeniem, nakładając olbrzymie kary finansowe, co jeszcze bardziej pogrąża niewydolne szpitale. A więc szkodzi nie tylko dzieciom, nie tylko kobietom w ciąży, ale i wszystkim Polakom, którzy mogą przecież trafić do szpitala, gdzie środki przeznaczono na karę finansową – bo wykonanie aborcji było niewskazane.
Statystyczny Kowalski z problemem zdrowotnym umrze więc na SOR-ze, bo zabraknie środków finansowych na ratowanie go. Ale za to uśmiechnięta Polska pochwali się wzrostem liczby pomordowanych w szpitalach dzieci. Na co pójdą te środki zabrane bezprawnie szpitalom? Możemy się tylko domyślać.
Statystyki: https://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/zamachy-samobojcze https://www.indexmundi.com/ Gissler M., Hemminki E., Lonnqvist J. Suicides after pregrancy in Finland, 1987-94; register linkage study. Fergusson D.M., Horwood J., Boden J.M. Abortion and mental health disorders evidence from a 30-year longitudinal study: The British Journal of Psychiatry (2008) 193, 444-451.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
„Japonia jest używana jako królik doświadczalny dla świata w tej nowej technologii” – oświadczył zebranym Malone. „Japończycy nazywają to trzecią bombą atomową”. Wyjaśnił, że szczepionki są efektem współpracy amerykańskiej firmy Arcturus, australijskiej firmy CSL i japońskiego podmiotu Meiji Seika Pharma, którego dyrektor generalny, Daikichiro Kobayashi, złożył przerażające oświadczenia o karaniu tych, którzy krytykują szczepionki.
Dr Robert Malone bije na alarm w sprawie samoreplikujących się szczepionek RNA: „Japonia jest światowym królikiem doświadczalnym” (wideo)
Dr Robert Malone ostrzegał na wiecu Rescue the Republic, że Japonia jest wykorzystywana jako poligon doświadczalny dla nieprzetestowanych, samoreplikujących się szczepionek RNA w ramach globalnego eksperymentu kontrolowanego przez gigantów farmaceutycznych. Krytycy tej inicjatywy spotykają się z cenzurą, groźbami prawnymi i uwięzieniem, co jest sygnałem narodzin nowego porządku świata, którego celem jest ograniczenie wolności słowa i narzucenie tyranii medycznej.
Na wiecuRescue the Republic [Ocalmy Republikę] w Waszyngtonie, dr Robert Malone wygłosił otrzeźwiającą wiadomość o nowym odkryciu medycznym, które według niego może mieć niebezpieczne konsekwencje dla wolności opieki zdrowotnej na świecie. Wróciwszy właśnie z Tokio, dr Malone ostrzegł o zbliżającym się wdrożeniu w Japonii samoreplikujących się szczepionek RNA. Według dr Malone szczepionki te nie zostały przetestowane na większą skalę i są narzucane japońskiej społeczności jako część międzynarodowego eksperymentu.
„Japonia jest używana jako królik doświadczalny dla świata w tej nowej technologii” – oświadczył zebranym Malone. „Japończycy nazywają to trzecią bombą atomową”. Wyjaśnił, że szczepionki są efektem współpracy amerykańskiej firmy Arcturus, australijskiej firmy CSL i japońskiego podmiotu Meiji Seika Pharma, którego dyrektor generalny, Daikichiro Kobayashi, złożył przerażające oświadczenia o karaniu tych, którzy krytykują szczepionki.
Podczas niedawnej konferencji prasowej, dyrektor Daikichiro Kobayashi z Meiji Seika Pharma, japońskiej firmy zaangażowanej w dystrybucję tych szczepionek, zagroził, że każdy, kto będzie rozpowszechniał tak zwaną „dezinformację” na temat szczepionek, będzie musiał stawić czoła postępowaniu prawnemu i potencjalnemu uwięzieniu. To autorytarne podejście, jak zasugerował Malone, jest częścią szerszego trendu uciszania sprzeciwu.
„Jeśli powiecie cokolwiek przeciwko ich technologii samoreplikującej się szczepionki RNA, dyrektor przyjdzie po nas i pójdziemy do więzienia” – podkreślił Malone. Ta technologia, która nie została jeszcze gruntownie przetestowana, może stwarzać nieznane ryzyko, argumentował. „Nie wiemy, czy zainfekuje innych ludzi. Nie wiemy, czy się rozprzestrzeni. Wiemy, że się powieli. Nie wiemy, czy będzie dostawać się do mózgów starszych osób w Japonii”.
Malone ostrzegł, że nie chodzi tu tylko o szczepionki — to część większego planu kontroli. „To jest nowy porządek świata” — oświadczył Malone. „Oni chcą nas zamknąć. Chcą uniemożliwić nam mówienie. Chcą całkowicie kontrolować narrację i chcą stosować wojnę psychologiczną, aby nauczyć was reagowania na narracje strachu”.
Według Malone’a społeczeństwo jest warunkowane do przestrzegania dyrektyw rządu poprzez propagandę opartą na strachu, taką jak ostrzeżenia przed ptasią grypą, małpią ospą lub innymi nowymi chorobami. „Chcą, żebyście się zamknęli, usiedli, zostali w domach i robili to, co wam każą”.
Przekaz wiecu był jasny: to nie tylko walka o wolność medyczną, ale walka z globalnym systemem, który dąży do narzucenia tyranii i stłumienia sprzeciwu. Dr Malone wzywał Amerykanów i społeczność globalną do zjednoczenia się i stawienia oporu. „Mam nadzieję, że dołączycie do nas wszystkich w walce z tą nową tyranią” – powiedział, dzieląc scenę z senatorem Ronem Johnsonem, który również jest wybitnym krytykiem obowiązkowych szczepień.
Globalny opór przeciwko szczepionkom RNA
Ostrzeżenia Malone’a są zgodne z obawami zgłaszanymi przez aktywistów i pracowników służby zdrowia na całym świecie, którzy kwestionują bezpieczeństwo i etykę technologii samoreplikujących się szczepionek RNA. Te szczepionki, stosunkowo świeża innowacja, teoretycznie umożliwiają ciągłą replikację sekwencji RNA w organizmie, wywołując trwałą odpowiedź immunologiczną. Krytycy twierdzą jednak, że niewiele wiadomo o tym, jak te szczepionki mogą zachowywać się w czasie, szczególnie w przypadku wrażliwych populacji, takich jak osoby starsze.
Narracja wokół tych szczepionek jest poddawana coraz bardziej wnikliwej analizie, a firmy farmaceutyczne i organy rządowe oskarżane są o stosowanie cenzury w celu utrzymania kontroli nad opinią publiczną. Komentarze Malone’a na temat Japonii jako poligonu doświadczalnego dla tych nowych szczepionek odzwierciedlają szersze obawy dotyczące etyki eksperymentalnych metod leczenia wdrażanych bez wystarczającego dyskursu publicznego lub rygorystycznych testów.
Podczas gdy świat obserwuje wdrażanie tej nieprzetestowanej technologii przez Japonię, wielu zastanawia się, czy reakcja japońskiej opinii publicznej — krzyki protestu — mogą być punktem zwrotnym w walce z kontrolą narracji dotyczących zdrowia publicznego. Czy świat zwróci uwagę na ostrzeżenia, czy też stanie się to kolejnym rozdziałem w historii niekontrolowanej władzy? Tylko czas pokaże.
Preparaty mRNA. Ostrzeżenie z Japonii WHO wykorzystała pandemię jako fałszywy pretekst, aby wprowadzić szczepienia wszystkich narodów świata. Przygotowano plan mający na celu skrócenie czasu opracowywania szczepionek, co zwykle trwa ponad dziesięć lat, do mniej niż […]
___________
Japonia – pierwszy pozew przeciw rządowi Byłem świadkiem niedawnej afery oszustwa popełnionej przez Ministerstwo Zdrowia. Zdałem sobie sprawę, że jest to poważny problem o znaczeniu historycznym, który zagraża istnieniu narodu japońskiego. Jako lekarz i naukowiec nie […]
___________
Rekordy z Japonii i (odświeżony) konkurs Pomimo ogromnej liczby szczepień kraj ten doświadcza niewiarygodnego wzrostu liczby zakażeń, hospitalizacji i zgonów. Po zakończeniu kampanii szczepień w 2021r., kiedy osiągnięto 80% pokrycia, liczba przypadków eksplodowała. Tak więc pod […]
Raport IP PAN tak definiuje Zawstydzonych Polską: „osoby o niskiej identyfikacji z narodem polskim. Mają niskie poczucie więzi z innym Polakami, polskość rozumieją bardzo płytko. Ta część Polaków lepiej postrzega inne narody niż własny. Dla nich bycie Polakiem jest powodem do wstydu. Często uznają, że nie mają swoich przedstawicieli wśród polityków”
−∗−
Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim
Fragment rozdziału 5 pt. „Zaprzaństwo – pomiędzy obojętnością, wypieraniem, kosmopolityzmem i zdradą” z książki Gabriela Łasińskiego pt. „Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim”.
* * *
Istota zaprzaństwa
Wprowadzeniem do rozważań nad istotą, uwarunkowaniami i konsekwencjami zaprzaństwa mogą być następujące pytania:
Dlaczego dla tak wielu jest obojętne, jaka będzie Polska i czyja będzie Polska? _
Dlaczego wielu nie odczuwa dumy z Polski, tylko jej się wstydzi i wręcz jej nienawidzi? _
Dlaczego tak wielu Polakom nie zależy na suwerennej, bezpiecznej i silnej ekonomicznie Polsce, a demontaż polskiego bezpieczeństwa i polskich interesów nie ma dla nich znaczenia? _
Dlaczego tak wielu odpowiada rola państwa słabego, zależnego, podległego formalnie UE, a praktycznie supremacji niemieckiej i jej interesom, a ostatecznie przyjęcie roli państwa II kategorii? _
Dlaczego tak wielu Polaków głosuje przeciwko narodowemu interesowi?
Postawienie takich pytań uzasadniają wyniki badań przeprowadzonych w „Laboratorium Poznania Politycznego” Instytutu Psychologii PAN (w maju 2023 roku) na temat stosunku Polaków do polskości: „Czy i jak identyfikujemy się z Polską?”. Badania dokonane zostały na reprezentatywnej próbie 1504 Polek i Polaków w wieku 18-96 lat i pogłębione później 40 wywiadami z przedstawicielami wyróżnionych pięciu segmentów postaw. „Oto one: Spełnieni Demokraci (20%) – dla nich »bycie Polakiem jest OK«. To oni najczęściej głosują na Koalicję Obywatelską, lecz identyfikują się z polskością. Otwarci Tradycjonaliści (23%) przeważnie głosują na zjednoczoną prawicę. Dla nich »bycie Polakiem to wyróżnienie«, ale zachowują tolerancję wobec innych wspólnot. Zaangażowani Konserwatyści (15%) – dla nich »bycie Polakiem to zaszczyt i misja«. Zawstydzeni Polską to 14-procentowa grupa obywateli naszego kraju. Ostatni segment, szczególnie liczny, to Wycofani Pesymiści (28%). Dla nich »bycie Polakiem w sumie niewiele znaczy«. Z raportu wynika, że zajęci są oni raczej życiem indywidualnym niż wspólnotowym.”[1]
Raport IP PAN tak definiuje Zawstydzonych Polską: „osoby o niskiej identyfikacji z narodem polskim. Mają niskie poczucie więzi z innym Polakami, polskość rozumieją bardzo płytko. Ta część Polaków lepiej postrzega inne narody niż własny. Dla nich bycie Polakiem jest powodem do wstydu. Często uznają, że nie mają swoich przedstawicieli wśród polityków”. Autorzy badania oceniają, że wpływ na ich postawę mogą mieć także „ogólnie niska samoocena, niezadowolenie z życia, poczucie samotności, brak utożsamienia się z polskością na głębszym, wykraczającym poza politykę poziomie. (…) Zawstydzeni Polską to ludzie, których często nazywamy »ojkofobami« (niechęć do własnego narodu) lub »lewakami«. (…) Wyżej cenią oni Unię Europejską, wręcz bardziej czują się Europejczykami niż Polakami. Zawstydzeni Polską nie dostrzegają sensu w pielęgnowaniu tradycyjnych wartości patriotycznych. Patriotyzm narodowy kojarzy im się negatywnie, z ksenofobią, rasizmem, manią wielkości” – czytamy w analizie. „(…) Ponadto »to osoby o niskiej samoocenie, zarówno zdrowej, jak i narcystycznej«.”[2] Jeśli do tej grupy dodamy „Wycofanych Pesymistów” (28%), dla których bycie Polakiem w sumie niewiele znaczy, to mamy już do czynienia z pokaźną, 42-procentową zbiorowością, dla której suwerenna i silna Polska nie ma istotnego znaczenia.
Zaprzaństwem nazywa się wyparcie się czegoś, kogoś – swojej ojczyzny, suwerenności, rodziny, religii, kultury, obyczajów itp. – na rzecz innych. To także dopuszczenie się zdrady, sprzeniewierzenie się (targowica, kolaboracja) narodowym interesom, zaparcie się, sprzedanie się, wiarołomstwo, wyrzeczenie się dotychczasowych przekonań.[3] Zaprzaństwo jest z jednej strony synonimem zdrady, z drugiej zaś pojęciem szerszym. W powszechnym odczuciu zdrada kojarzy się bardziej z radykalną formą zaprzaństwa, jest silniej zaznaczona negatywną konotacją i odnosi się bardziej do działań politycznych, antynarodowych i antypaństwowych, a nie tyle do sfery religijnej, rodzinnej i obyczajowej, gdzie częściej pojawia się termin wiarołomstwo, sprzeniewierzenie, odszczepienie.
W odniesieniu do ojczyzny zaprzaństwo jest bliskie pojęciu „ojkofobia” (gr. oîkos – dom + phóbos – strach = przed domem, rodziną). Termin wprowadzony został przez brytyjskiego filozofa, pisarza i eseistę – profesora Rogera Scrutona (2004). W swoich pracach określał zjawisko kryzysu tożsamości społecznej charakteryzującego dekadencką fazę rozwoju cywilizacji, przypisywaną środowiskom lewicowym i liberalnym, oznaczającą odrzucenie (od rezerwy do nienawiści) rodzimej kultury i apologię innych systemów wartości. W opisie Scrutona ojkofobia jest przeciwieństwem „ojkofilii”, rozumianej jako miłość do domu, do tego, co nasze. Przyczyn tego zjawiska upatruje w buncie młodzieży, aktywnościach kojarzonych z poglądami lewicowymi, takimi jak odrzucenie tradycji, oraz w działaniach o charakterze inżynierii społecznej. Za charakterystyczne uważa się samookreślenie tych grup jako obrońców przed ksenofobią – rozumianą jako awersja do obcych – bez precyzyjnego określenia sensu i aspektów zarzutów, a także poprawne polityczne szermowanie hasłami walki z seksizmem, rasizmem, homofobią i antysemityzmem. Deklarowanym celem ich działania jest stworzenie inkluzywnego, otwartego, wielokulturowego społeczeństwa. W opinii Scrutona część tzw. elit intelektualnych i politycznych Europy popada w ojkofobię. Postawę wyrzeczenia się dziedzictwa i domu, wyrażaną hasłem: „tam moja ojczyzna, gdzie mi dobrze”, przypisuje się instytucjom międzynarodowym (Unia Europejska) oraz szeroko rozumianym intelektualistom kosmopolitycznym, pragmatycznym i postmodernistycznym. Jako skrajna forma ojkofobii określana jest nienawiść do rodziny, ojczyzny, kultury narodowej i wspólnoty cywilizacyjnej; wyobcowanie połączone z niezadomowieniem, lękiem i frustracją. Przyczyn upatruje w zeświecczeniu społeczeństwa. Jako remedium Scruton wskazuje powrót do metafizyki realistycznej, antropologii i – w konsekwencji – klasycznej cywilizacji chrześcijańskiej.[4]
* * *
1J.A. Maciejewski, Co zrobić z „zawstydzonymi Polską”?, „Sieci” 2023, nr 46, ss. 38-39, s. 38.
2J.A. Maciejewski, Co zrobić z „zawstydzonymi Polską”?, „Sieci” 2023, nr 46, s. 38.
Prof. Gabriel Łasiński o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków ODCINEK 1
W tym odcinku profesor Gabriel Łasiński wyjaśnia przyczyny dla których napisał książkę o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków i dlaczego nie mógł z tego wyjść tylko krótki felieton lub artykuł, a rozprawa rozrosła się do rozmiarów książki.
Co się z nami dzieje? Dlaczego tak łatwo dajemy sobą manipulować, dajemy się okłamywać i wykorzystywać; działać wbrew własnym interesom osobistym i narodowym?
Po co i dlaczego tak łatwo sprzeniewierzamy się własnym wartościom, zmieniamy (porzucamy) nasze poglądy i postawy, godzimy się na utratę godności, ograniczenie wolności i niezależności? Z czego to wszystko się bierze?
Odpowiedzi na te fundamentalne pytania udziela prof. dr hab. Gabriel Łasiński – prakseolog specjalizujący się w teorii sportu, prakseologicznej teorii działania, komunikacji interpersonalnej i wystąpieniach publicznych, który przez 25 lat zarządzał własną firmą szkoleniową „Akademia Prezentacji”.
W niniejszej książce autor w publicystyczny sposób łączy wywód dedukcyjny z interpretacją poszczególnych przypadków zarówno analitycznych, jak i syntetyzujących, tworząc oryginalną rozprawę o stanie współczesnego polskiego społeczeństwa napisaną z pozycji umiarkowanego konserwatysty, ale przede wszystkim refleksyjnego praktyka.
Prof. Gabriel Łasiński o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków ODCINEK 2.
W tym odcinku Gabriel Łasiński tłumaczy jako rozumie pojęcie głupoty, kim są według jego klasyfikacji głupcy, wreszcie przypomina jakby zapomniane i zdjęty ze słowników termin zaprzaństwa. Czym jest, kim są owi zaprzańcy, czym się charakteryzują we współczesnej Polsce? Zapraszamy do oglądania!
Co się z nami dzieje? Dlaczego tak łatwo dajemy sobą manipulować, dajemy się okłamywać i wykorzystywać; działać wbrew własnym interesom osobistym i narodowym?
Po co i dlaczego tak łatwo sprzeniewierzamy się własnym wartościom, zmieniamy (porzucamy) nasze poglądy i postawy, godzimy się na utratę godności, ograniczenie wolności i niezależności? Z czego to wszystko się bierze?
=======================
Odpowiedzi na te fundamentalne pytania udziela prof. dr hab. Gabriel Łasiński – prakseolog specjalizujący się w teorii sportu, prakseologicznej teorii działania, komunikacji interpersonalnej i wystąpieniach publicznych, który przez 25 lat zarządzał własną firmą szkoleniową „Akademia Prezentacji”.
W niniejszej książce autor w publicystyczny sposób łączy wywód dedukcyjny z interpretacją poszczególnych przypadków zarówno analitycznych, jak i syntetyzujących, tworząc oryginalną rozprawę o stanie współczesnego polskiego społeczeństwa napisaną z pozycji umiarkowanego konserwatysty, ale przede wszystkim refleksyjnego praktyka.
Kronikarze odnotowali, że tamtego wieczoru, 7 października 1571 r., papież Pius V siedział w małej bibliotece na Watykanie. Nagle przerwał rozmowę, opuścił towarzyszących mu dostojników i podszedł do okna. Po chwili odwrócił się z promiennym uśmiechem, by ogłosić odniesione w tym dniu wielkie zwycięstwo. Był to kolejny cud, gdyż papież podał wynik bitwy dwa tygodnie wcześniej nim oficjalny kurier dotarł z tą wieścią do Rzymu! W wizji, którą papież ujrzał, obie floty zwarły się w walce, a Maryja rozpostarła swój opiekuńczy Płaszcz nad chrześcijańskim wojskiem.
==========================
Bitwa pod Lepanto. Pierwszy udokumentowany cud różańcowy. Odmawiamy różaniec! Codziennie!!! 10 października 2023 bitwa-pod-lepanto
Bitwa pod Lepanto, autor nieznany, XVI w.
7 października 1571 r. pod Lepanto rozegrała się bitwa morska, która miała zadecydować o losach ówczesnego świata. Niespodziewanie bitwa zakończyła się zwycięstwem o wiele słabszej floty chrześcijańskiej nad muzułmańską. Papież Pius V ogłosił 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej uznając bitwę pod Lepanto pierwszym udokumentowanym cudem różańcowym. Gdy do Europy dotarła wieść, że jesienią 1571 roku armada turecka opuściła porty Konstantynopola Pius V uroczyście wezwał pomocy Matki Bożej. Do modlitwy w intencji zwycięstwa nad Turkami wezwał też cały chrześcijański świat. Wiadomo, że Rzeczpospolita także odpowiedziała na papieski apel i w polskich świątyniach odprawiano w tej intencji modły.
Przez następne tygodnie na wszystkich statkach chrześcijańskich codziennie odmawiano różaniec. Gdy cała flota chrześcijańska zgromadziła się w Messynie, dominikanie i jezuici wędrowali z pokładu na pokład, spowiadając i sprawując Msze święte, papież zaś zarządził modły we wszystkich klasztorach. Po dniach modlitw i postów flota Ligi Świętej otrzymała rozkaz wypłynięcia w morze. Kiedy dwieście chrześcijańskich okrętów, jeden po drugim, mijało cypel portu, znajdujący się na ich pokładach ludzie klękali, by otrzymać błogosławieństwo nuncjusza papieskiego. Chrześcijańska armada ruszyła ku zatoce Lepanto, gdzie ostatni raz widziano wroga. Flota sułtańska składała się z 200 galer bojowych i 100 okrętów pomocniczych – były to niemal wszystkie siły morskie Wysokiej Porty.
15 września 1571 roku połączona flota państw Ligi Świętej wypłynęła z Mesyny na spotkanie z niewiernymi. 25 września w pobliżu wyspy Korfu admirałowie chrześcijańscy dowiedzieli się, że Turcy bez powodzenia atakowali tę twierdzę i odpłynęli dla naprawienia szkód i uzupełnienia zapasów. Najprawdopodobniej do Lepanto w Zatoce Korynckiej. Dla papieża Piusa V było oczywiste, że Turcja chce zniszczyć swoich największych wrogów – chrześcijan i zawładnąć Europą. Głowa kościoła rzymskokatolickiego i wszyscy chrześcijanie zdali sobie sprawę, że sułtana zatrzymać można jedynie zwycięską bitwą. Po podbiciu Konstantynopola turecki napór nie ustawał. W 1571 roku Turcy zdobyli wenecki Cypr. Kolejnym etapem miało być zajęcie przez Turków europejskich (greckich i włoskich) portów po czym wojska sułtana Selima II „pana całej ziemi” miały ruszyć na Rzym. Sułtan ogłosił nawet, że z Bazyliki Piotrowej uczyni stajnię dla swych koni. Wydawało się, że potężnej armii sułtana nic nie mogło zatrzymać poza cudem.
Liga Święta
Zdobycie przez Turków Cypru sprawiło, iż Wenecja, Hiszpania, Sabaudia, Malta i Państwo Kościelne zawiązały Ligę Świętą i wystawiły flotę. Głównodowodzący flotą chrześcijańską Don Juan de Austria musiał musiał przełamać opór wielu niższych dowódców, którzy obawiali się tureckiej potęgi. Przeforsował jednak swój plan by potężniejsza flotę osmańską zamknąć w Zatoce Korynckiej i postanowił go zrealizować. Obawy przed przewagą floty osmańskiej spotęgowały się, gdy 29 września Juan de Austria otrzymał meldunek, że naprzeciwko jego floty znajduje się nie tylko eskadra admirała Ułudż Alego (której się spodziewał), ale cała osmańska armada.
Wielu chrześcijańskich rycerzy wtedy zadrżało, ale nie Don Juan de Austria. Do spotkania floty chrześcijańskiej i muzułmańskiej doszło rankiem 7 października pod Lepanto. Gdy podniosła się mgła chrześcijańska flota ujrzała całą romańską potęgę – setki masztów po horyzont. Nie pozostało wiele czasu na decyzję, nie można się już było też wycofać.
Dla obydwu stron była to święta wojna. Głównodowodzący flotą chrześcijańską Juan de Austria napisał w rozkazie przed bitwą: „Przybyliście tu walczyć za Święty Krzyż, zwyciężyć albo zginąć! Czy macie jednak zwyciężyć, czy zginąć, czyńcie dziś swą powinność, a chwalebną nieśmiertelność sobie zyskacie!”.
[Galeas wenecki]
Według zachowanych relacji, na widok groźnie wyglądających okrętów tureckich Juan de Austria przesiadł się na najszybszą brygantynę i popłynął nią wzdłuż swoich okrętów. Nad głową, w ręku trzymał żelazny krzyż. Na flagowym okręcie wciągnięto banderę z ukrzyżowanym Chrystusem. Ten widok zagrzał do walki wszystkich chrześcijańskich żołnierzy.
Ali Pasza, drzeworyt, wydawnictwo niemieckie ok. 1571 r.
Flota chrześcijańska była o wiele słabsza – przeciwko około (łącznie) 300 galerom i okrętom pomocniczym chrześcijanie zdołali wystawić około 200 okrętów. Rozpętała się bitwa, od której wyniku zależały losy całego chrześcijaństwa i Europy.
Co najmniej za zrządzenie Bożej Opatrzności można było uznać śmierć Ali Paszy, dowódcy floty tureckiej, na samym początku bitwy. Chrześcijanie za cud uznali też nagłą zmianę wiatru, który sprzyjał chrześcijańskiej flocie, a uniemożliwił manewry muzułmańskim statkom. Mimo słabszych sił chrześcijanie zaczęli zdobywać przewagę i ostatecznie wygrali. Walki trwały do wczesnych godzin wieczornych i były niezwykle zażarte, jednak to chrześcijanie zadali Osmanom potężniejsze straty.
Opiekuńczy płaszcz Maryi Kronikarze odnotowali, że tamtego wieczoru, 7 października 1571 r., papież Pius V siedział w małej bibliotece na Watykanie. Nagle przerwał rozmowę, opuścił towarzyszących mu dostojników i podszedł do okna. Po chwili odwrócił się z promiennym uśmiechem, by ogłosić odniesione w tym dniu wielkie zwycięstwo. Był to kolejny cud, gdyż papież podał wynik bitwy dwa tygodnie wcześniej nim oficjalny kurier dotarł z tą wieścią do Rzymu! W wizji, którą papież ujrzał, obie floty zwarły się w walce, a Maryja rozpostarła swój opiekuńczy płaszcz nad chrześcijańskim wojskiem.
Zwycięstwo pod Lepanto było ogromne. Zatopiono 50 galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono 12 tysięcy(!) chrześcijańskich galerników. W bitwie pod Lepanto większość okrętów tureckich zostało zniszczonych, zginęło wielu doświadczonych dowódców i marynarzy (nawet 30 tys.). Po stronie Ligi Świętej straty były nieporównywalnie mniejsze –zginęło 9 tys. żołnierzy. Utracono też 12 okrętów.
Św. Pius V – świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej, zwanym później świętem Matki Bożej Zwycięskiej. Nic dziwnego, że papież cudu pod Lepanto, ten sam, który nazywał różaniec „honorową odznaką chrześcijańskiej pobożności”, „najwdzięczniejszą modlitwą wśród modlitw”, „legitymacją naszej wiary” i „kompendium kultu Najświętszej Maryi Panny” zasłużył sobie na tytuł pierwszego „papieża różańcowego”, a bitwa pod Lepanto stała się pierwszym udokumentowanym cudem różańcowym. Klęska Turków pod Lepanto na jakiś czas zatrzymała muzułmański napór na Europę. Do czasu. Sto lat później pod Wiedniem wojska muzułmańskie ponownie zostaną zatrzymane. Tym razem siłom chrześcijańskim dowodził będzie polski król Jan III Sobieski. Źródło: fpg24.pl/sekretariatfatimski.pl
Trwa spór wśród matematycznych aktywistów na temat ostatecznych wyników dodawania i dzielenia. Sytuacja jest skomplikowana. Dawno już minęły czasy, gdy rywalizowały ze sobą tylko dwie opcje.
Opcja pierwsza, konserwatywna
Opcja druga określana mianem „liczących inaczej” preferująca odejmowanie i dzielenie.
Od początku XXI wieku prawie każdy sondaż daje wyraźnie zwycięstwo opcji liczącej inaczej, która twierdzi, że wynik działania dwa plus dwa nie równa się cztery, ale powinien równać się tyle ile potrzeba. Opcja konserwatywna twierdzi, że wynik za każdym razem jest taki sam: cztery.
Dziś na placu boju jest kilka dodatkowych opcji.
Za kulisami mówi się, że niezależnie od wyboru, którego dokona demokratyczna większość i tak będzie funkcjonował niepisany sojusz większości opcji dla których priorytetem jest:
Zrównoważone Odejmowanie
Zrównoważone odejmowanie Polsce jest jednym z głównych priorytetów zrównoważonego rozwoju w innych strategicznych obszarach Unii. Warto wiedzieć, że w 2017 roku pojawił się oficjalny postulat, aby wyniki wszystkich działań były modyfikowane.
Wynik mnożenia, dzielenia, dodawania lub odejmowania musi być – w zależności od sytuacji – skorygowany, zwiększony lub pomniejszony i to nie według jakichś dogmatycznych zasad.
Czy komuś to się z czymś kojarzy?
Przypomina jeden z głównych postulatów manifestu komunistycznego zaakceptowanego swego czasu przez kraje unijne /link/
Własność prywatna musi być – w zależności od sytuacji – zniesiona, ograniczona, skorygowana albo rozszerzona i to nie według jakichś dogmatycznych zasad.
Do niepodważalnych zalet demokracji liberalnej bez wątpienia należy zasada, że nikt nie musi wszystkiego wiedzieć. Można nawet nic nie widzieć i czuć się ok. Nie zaleca się dokonywać obliczeń na własną rękę.
Co mówią sondaże?
Opcja „Policzmy jeszcze raz, wszystko od początku” nie przekroczy najprawdopodobniej progu wyborczego. I dobrze. Zastąpienie purystów prawnych i purystów matematycznych aktywistami jest, jak widać, stabilnym trendem we wszystkich demokracjach liberalnych.
Aktywizm to nasze życie
– Aktywizm to nasze życie – mówi młoda aktywistka o blond włosach – Co robicie najczęściej, aby zaprotestować? – Przyklejamy się – Gdzie? – Gdzie się tylko da, do każdej powierzchni – najczęściej płaskiej i podłużnej – A pani? Pani też się przykleja? – Ja? Ja nie. Ja pomagam się przyssać – Komu pani pomaga? – Głównie Ukraińcom, ale też innych uchodźcom – Pani też jest za odejmowaniem? – Tak. Odejmowanie powinno być zwiększone.
– Środowiska prawicowe zwracają uwagę, że nie ma już z czego odejmować. Co wy na to? – Nie obchodzi nas to. To faszyzm.