Matka Boża z Góry Karmel i brązowy szkaplerz

Matka Boża z Góry Karmel i brązowy szkaplerz

Matka Boża z Góry Karmel i brązowy szkaplerz

Plinio Maria Solimeo | 16/07/2024

ŚWIĘTO 16 LIPCA

Pewnego dnia, dawno temu, spacerując ulicami Rzymu, wpadło na siebie trzech wybitnych mężów Bożych. Brat Dominik Guzmán który, rekrutował członków do założonego przez siebie Zakonu Kaznodziejskiego, znanego później jako „Dominikanie”. Brat Franciszek „Biedaczyna” z Asyżu, zebrał właśnie kilku mężczyzn, aby służyć kościołowi, który nazwał Panią Ubóstwa. Trzeci z nich, wielki kaznodzieja brat Anioł, pochodził z Góry Karmel w Palestynie został wezwany do Rzymu.

Ci trzej, oświeceni Duchem Świętym, rozpoznali się wzajemnie i podczas rozmowy wypowiedzieli wiele proroctw. Na przykład, święty Anioł przepowiedział, że Bóg da świętemu Franciszkowi stygmaty. A święty Dominik prorokował:

„Pewnego dnia, bracie Aniele, Matka Najświętsza da twojemu Zakonowi Karmelitańskiemu nabożeństwo, które będzie znane jako Brązowy Szkaplerz, a mojemu Zakonowi Kaznodziejskiemu nabożeństwo, które będzie nazywane Różańcem. I pewnego dnia zbawi świat przez Różaniec i Szkaplerz”.

Na miejscu tego spotkania wybudowano kaplicę, która istnieje w Rzymie do dziś.

Matka i wspaniałość Karmelu

To właśnie na słynnej górze Karmel, na wybrzeżu Palestyny, święty Eliasz – „Prorok Ognia”, ujrzał małą chmurkę, która w okresie wielkiej suszy była zapowiedzią, że na spieczoną ziemię spadnie upragniony deszcz.

Dzięki nadprzyrodzonej intuicji domyślił się, że prosty obłok w formie odcisku ludzkiej stopy symbolizuje ową błogosławioną kobietę, o której później wspomina prorok Izajasz w rozdziale 7, wersecie 14 („Oto dziewica pocznie i porodzi Syna…”), która będzie Matką Odkupiciela.

Z Jej dziewiczego łona miał wyjść Ten, który obmywając swoją krwią ziemię wysuszoną przez grzech, otworzy życie łaski dla ludzkości.

Według tradycji, Zakon Karmelu, którego Maryja jest Matką i świetnością, zrodził się z naśladowców Eliasza i jego następców.

A według słów Izajasza: „Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu”. (Iz 35, 2)

Z Palestyny pustelnicy z Góry Karmel przenieśli się do Europy, zapuszczając korzenie w kilku krajach, w tym w Anglii, gdzie żył święty Szymon Stock.

Święty Szymon Stock: Szlachetny i święty

Święty Szymon urodził się w 1165 roku w zamku Harford, w hrabstwie Kent w Anglii. Przyszedł na świat dzięki modlitwie pobożnych rodziców, którzy byli zarówno bardzo cnotliwi, jak i pochodzili z najwyższej szlachty. Niektórzy autorzy uważają, że byli oni spokrewnieni z rodziną królewską.

Matka poświęciła go Matce Najświętszej jeszcze przed jego narodzinami. Przed karmieniem go piersią, w podzięce za szczęśliwy poród i prosząc o szczególną ochronę dla syna, młoda matka ofiarowywała go Matce Bożej i odmawiała na kolanach trzy Zdrowaś Maryjo. Cóż za piękna postawa tak szlachetnej pani!

Chłopiec nauczył się czytać w bardzo młodym wieku. Podobnie jak jego rodzice, zaczął modlić się Małym Oficjum o Matce Bożej, a wkrótce także Psałterzem. W wieku siedmiu lat młody geniusz zaczął studiować sztuki piękne w Oxford College i odniósł tak wielkie sukcesy, że jego profesorowie byli zadziwieni. W tym czasie przyjął też Pierwszą Komunię i poświęcił swoje dziewictwo Matce Najświętszej.

Szymon, prześladowany przez zazdrosnego starszego brata i słuchając wewnętrznego głosu, który dał mu pragnienie opuszczenia świata, w wieku dwunastu lat opuścił dom i znalazł schronienie w lesie, gdzie przez dwadzieścia lat żył w całkowitej samotności na modlitwie i pokucie.

Wizerunek przedstawiający Matkę Bożą przekazującą szkaplerz św. Szymonowi Stockowi

Zakon Karmelitów

Matka Boża objawiła wówczas świętemu Szymonowi swoje życzenie, aby przyłączył się do mnichów, którzy mieli przybyć do Anglii z Góry Karmel w Palestynie, „zwłaszcza że ci zakonnicy byli w szczególny sposób poświęceni Matce Bożej”. Szymon opuścił więc swoją pustelnię i posłuszny kolejnemu nakazowi z Nieba, studiował teologię i przyjął święcenia.

Poświęcił się głoszeniu kazań aż do 1213 roku, kiedy to w końcu przybyło dwóch braci karmelitów. Mógł wtedy przyjąć habit zakonu w Aylesford.

W 1215 r., gdy sława cnót św. Szymona dotarła do uszu św. Brocardo, łacińskiego generała Zakonu Karmelitów, zapragnął on uczynić Szymona porucznikiem generalnym Zakonu. W 1226 roku święty Brocardo mianował świętego Szymona wikariuszem generalnym wszystkich prowincji karmelitańskich w Europie.

Święty Szymon musiał stawić czoła prawdziwej burzy rozpętanej przeciwko Karmelitom w Europie, którą diabeł podniósł za pomocą mężczyzn rzekomo gorliwych dla praw kościelnych. Pod różnymi pretekstami ludzie ci chcieli za wszelką cenę zlikwidować cały Zakon. Ale papież wydał bullę uznającą istnienie zakonu karmelitańskiego za prawowite i zgodne z dekretami laterańskimi i pozwolił mu nadal zakładać nowe domy w Europie.

W 1237 r. św. Szymon uczestniczył w kapitule generalnej zakonu w Ziemi Świętej. W 1245 roku, podczas nowej kapituły, został wybrany szóstym przeorem generalnym karmelitów.

Wielka obietnica

NIE PÓJDZIESZ W OGIEŃ PIEKIELNY

Chociaż bulla papieska chwilowo ułagodziła gniew wrogów Karmelu, to nie powstrzymała go całkowicie. Po okresie spokoju prześladowania rozpoczęły się na nowo z większą intensywnością.

Pozbawiony ludzkiej pomocy, święty Szymon z całym smutkiem serca uciekał się do Matki Najświętszej, prosząc Ją o pomoc dla swego oblężonego Zakonu i o zesłanie znaku Jej przymierza z nim.

Rankiem 16 lipca 1251 r. gorąco błagał Matkę Karmelu o opiekę, odmawiając piękną modlitwę, którą ułożył, Flos Carmeli. Jak relacjonował swojemu sekretarzowi i spowiednikowi, o. Peterowi Swayngtonowi:

Nagle ukazała mi się Dziewica z wielkim orszakiem, a mając w ręku habit zakonu, powiedziała mi: „Przyjmij, Mój ukochany synu, ten habit twojego zakonu: będzie to dla ciebie i dla wszystkich karmelitów przywilej, że kto umrze w nim odziany, nigdy nie będzie cierpiał ognia wiecznego. . . Będzie on znakiem zbawienia, ochroną w niebezpieczeństwie i zadatkiem pokoju. Kto umrze obleczony w ten szkaplerz, nie będzie cierpiał wiecznego ognia”.

Ta szczególna łaska została natychmiast rozpowszechniona w miejscach, w których założono nowe zakony Karmelitów i potwierdzona wieloma cudami do tego stopnia, że wrogowie Braci Najświętszej Dziewicy z Góry Karmel zamilkli.

Święty Szymon dożył starości w niezwykłej świętości, czyniąc wiele cudów, a także otrzymując dar języków. Oddał duszę Bogu 16 maja 1265 roku.

Przywilej szabatowy

UWOLNIENIE Z CZYŚĆCA W PIERWSZĄ SOBOTĘ PO ŚMIERCI

Oprócz tej szczególnej łaski wiecznego zbawienia, związanej ze Szkaplerzem, Matka Boża dała jeszcze jedną, która stała się znana jako Przywilej Szabatowy (Sobotni). W następnym stuleciu, 3 marca 1322 roku, ukazała się papieżowi Janowi XXII, przekazując tym, którzy noszą Jej szkaplerz: „Jako czuła matka, zstąpię do czyśćca w sobotę po ich śmierci, uwolnię ich i wprowadzę na świętą górę, do szczęśliwego pobytu w życiu wiecznym”.

Jakie są konkretne obietnice Matki Bożej?

1. Kto umrze obleczony w Szkaplerz, nie dozna ognia piekielnego.

Co Matka Boża miała na myśli wypowiadając te słowa? Po pierwsze, składając tę obietnicę, Maryja nie ma na myśli, że osoba, która umrze w grzechu śmiertelnym, będzie zbawiona. Śmierć w grzechu śmiertelnym i potępienie to to samo. Obietnica Maryi niewątpliwie przekłada się na te słowa: „Kto umrze obleczony w ten Szkaplerz, nie umrze w grzechu śmiertelnym”. Aby to wyjaśnić, Kościół często dodaje do przyrzeczenia słowo „pobożnie”. „Kto umrze pobożnie, nie dozna ognia piekielnego”.

2. Matka Boża uwolni z czyśćca osobę noszącą Szkaplerz w pierwszą sobotę po śmierci.

Chociaż przywilej ten jest często interpretowany dosłownie, to znaczy, że dana osoba zostanie uwolniona z czyśćca w pierwszą sobotę po swojej śmierci, „wszystko, co Kościół oficjalnie stwierdził przy kilku okazjach, aby wyjaśnić te słowa, polega na tym, że ci, którzy spełniają warunki przywileju szkaplerznego, za wstawiennictwem Matki Bożej zostaną uwolnieni z czyśćca wkrótce po śmierci, a zwłaszcza w sobotę”.

W każdym razie, jeśli będziemy wierni w przestrzeganiu słów Matki Najświętszej, Ona będzie o wiele bardziej wierna w przestrzeganiu swoich własnych, jak pokazuje poniższy przykład:

Szkaplerz brązowy

Podczas głoszenia pewnych misji pewien młody człowiek, który został dotknięty łaską, postanowił porzucić swoje grzeszne życie i przyjąć Szkaplerz. Jakiś czas później znowu popadł w nieuporządkowane namiętności i stał się jeszcze gorszy. Mimo to, nadal nosił święty Szkaplerz.

Najświętsza Panna jako Matka, dotknęła go ciężką chorobą. Podczas choroby młodzieńcowi śniło się, że znalazł się przed najsprawiedliwszym trybunałem Boga, który skazał go na wieczne potępienie za jego perfidię i nędzne życie.

Na próżno nieszczęsny młodzieniec przekonywał Najwyższego Sędziego, że ma na sobie Szkaplerz Jego Świętej Matki.

„A gdzie są zwyczaje, które pasują do tego Szkaplerza?” – zapytał go Bóg.

Nie wiedząc, co odpowiedzieć, nieszczęsny młodzieniec zwrócił się do Matki Bożej.

„Nie mogę cofnąć tego, co zrobił mój Syn” – odpowiedziała.

„Ależ, Pani!” – wykrzyknął młodzieniec – „Ja się zmienię!”.

„Czy obiecujesz?”

„Tak”.

„Żyj więc”.

W tym momencie obudził się przerażony na śmierć tym, co zobaczył i usłyszał, i postanowił odtąd nosić Szkaplerz Maryi z większą powagą. Rzeczywiście, został uzdrowiony i wstąpił do Zakonu Premonstratensów. Po godnym życiu oddał swoją duszę Bogu, jak podają kroniki zakonu.

Szkaplerz i Fatima

CZY SZKAPLERZ JEST W JAKIŚ SPOSÓB ZWIĄZANY Z FATIMĄ?

Tak. Po ostatnim objawieniu się Matki Bożej w Cova da Iria, pastuszkowie widzieli trzy różne sceny. W pierwszej z nich Matka Boża ukazała się jako Matka Boża Różańcowa, stojąca przy świętym Józefie i trzymająca na kolanach Dzieciątko Jezus. Następnie ukazała się jako Matka Boża Bolesna, przy bolesnym Chrystusie w drodze na Kalwarię. I wreszcie ukazała się w chwale, ukoronowana na Królową Nieba i Ziemi, jako Matka Boża Karmelitańska, ze Szkaplerzem w ręku.

„Jak myślisz, dlaczego w tej ostatniej wizji Matka Boża ukazała się ze Szkaplerzem?”, zapytano Łucję w 1950 roku.

„To dlatego, że Matka Boża chce, aby wszyscy nosili Szkaplerz”, odpowiedziała.

„I właśnie dlatego Różaniec i Szkaplerz, najstarsze, najbardziej uprzywilejowane, uniwersalne i cenne sakramentalia maryjne są dziś ważniejsze niż w jakimkolwiek minionym okresie historii”.

Pochodzenie i historyczna ewolucja szkaplerza

Zarówno szkaplerz (od łacińskiego scapulae – ramiona), jak i habit zakonny oraz szaty liturgiczne rozwinęły się z odzieży świeckiej.

Z czasem Szkaplerz klasztorny ewoluował aż do XII wieku, kiedy to osiągnął swoją obecną formę, stając się integralną częścią prawie wszystkich habitów klasztornych, w tym karmelitańskiego. Nie miał on jednak takiego znaczenia, jakiego nabrał później.

Wraz z rozwojem pierwszych zakonów (mnichów lub braci), pojawiły się drugie zakony (mniszki), a następnie trzecie zakony lub oblaci, tworzone przez samotnych lub żonatych świeckich żyjących z rodziną.

Członkowie Trzecich Zakonów byli związani z Pierwszymi Zakonami ślubami lub obietnicami w zależności od ich stanu i uczestniczyli w duchowych korzyściach Zakonu.

Członkowie Trzeciego Zakonu otrzymywali prostszy habit zakonny, który nosili na co dzień lub co zdarzało się częściej – tylko w niedzielę i święta.

Później powstały bractwa dla osób świeckich, które nie mogły wstąpić do Trzeciego Zakonu.

Według o. Maríi Simóna Besalducha, Bractwo Matki Bożej Karmelitańskiej jest tak stare jak Szkaplerz.

Szkaplerz, który ochronił młodą kobietę przed diabłem

Pewna młoda kobieta poszła do spowiedzi do proboszcza z Ars, św. Jana Vianney.

Zanim rozpoczęła spowiedź, święty Jan Vianney powiedział jej: „Pamiętasz, jak kilka dni temu w sali balowej pewien przystojny młodzieniec tańczył ze wszystkimi dziewczynami oprócz ciebie? I czułaś się zawstydzona? I pamiętasz, że widziałaś iskry sypiące się z jego stóp, kiedy wychodził? Wiedz, że to był diabeł w ludzkiej postaci, a jedynym powodem, dla którego nie tańczył z tobą, jest to, że miałaś na sobie Szkaplerz. Podziękuj za to Matce Najświętszej”.

Piniędzy nie ma – i nie będzie

Piniędzy nie ma – i nie będzie

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    16 lipca 2024 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5644

Toć raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety nie!” – pisał Bertold Brecht.

No a jak tu stwarzać raj na ziemi bez forsy? Możliwości są trzy. Po pierwsze – podnieść podatki. Ale litościwa Natura – a ludzie pobożni twierdzą, że to nie żadna „Natura”, tylko litościwa Opatrzność wmontowała w system podatkowy hamulec, który w literaturze nazywany jestefektem Laffera”. Pisał o tym jeszcze w latach 80-tych Guy Sorman w książce „Rewolucja konserwatywna w Ameryce”, którą w podziemnym wydawnictwie „Kurs” wydaliśmy z kolegą Marianem Miszalskim jeszcze w połowie lat 80-tych – ale zdaje się, że groch o ścianę.

Efekt Laffera polega na tym, że rząd może podnosić podatki tylko do pewnej wysokości, bo jeśli podniesie wyżej, to wpływy z podatków zamiast wzrastać – spadają.

Nietrudno to wyjaśnić. W każdej gospodarce jest pewna liczba podmiotów bardzo rentownych, większość – na średnim poziomie rentowności, no i pewna liczba na pograniczu rentowności. Taki stan utrzymuje się jednak przy określonych obciążeniach podatkowych. Jeśli rządowi brakuje pieniędzy, to w pierwszym odruchu – podnosi podatki. I co się dzieje? Podmioty, które przy poprzednim obciążeniu podatkowym znajdowały się na pograniczu rentowności, spadają poniżej tego poziomu i od nich nie tylko nie ma już wyższego podatku, ale w ogóle – żadnego. Te, które były na średnim poziomie, spadają na pogranicze rentowności i zaczynają oszukiwać. Od nich też nie ma wyższego podatku. Te bardzo rentowne spadają do poziomu średniego i albo też kombinują, albo przenoszą się za granicę – co na jedno wychodzi.

Więc dzięki litościwej Opatrzności mamy hamulec chroniący przed nadmiernym opodatkowaniem.

Drugim sposobem na zdobycie forsy, by stworzyć raj na ziemi, jest wyprzedawanie państwowego majątku. Starsi obywatele być może pamiętają ustawy budżetowe z lat 90-ych, w których stałą, choć systematycznie malejącą pozycją były „dochody z prywatyzacji”. Teraz już chyba tej pozycji nie ma.

Trzecim wreszcie sposobem stworzenia raju na ziemi bez forsy jest zadłużanie państwa, a ściślej biorąc – nie tyle „państwa”, co obywateli. Rząd pragnący stworzyć raj na ziemi, ale nie mający forsy, pożycza ją. Problem polega na tym, że pożyczkę trzeba oddać, a jakże tu oddać, skoro – jak mawiał za poprzedniego rządu Donalda Tuska jego minister finansów, poddany brytyjski Jacek „Vincent” Rostowski z korzeniami – „piniędzy nie ma – i nie będzie”?

Toteż rządy, w obawie przed skawaleniem się raju na ziemi, długu nie oddają, a tylko go „obsługują”, czyli – płacą procenty. No dobrze – ale skąd biorą pieniądze, to znaczy – „piniądze” na te procenty? Ano – od podatników, którzy oraz większą część bogactwa, jakie wytwarzają własną pracą, muszą oddawać lichwiarskiej międzynarodówce, u której rząd pożyczył forsę na stworzenie raju na ziemi. Mówiąc ściśle – rządy pragnące stworzyć raj na ziemi, wpychają własnych obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istotą niewolnictwa jest przecież to, że niewolnik musi pracować na swojego pana, to znaczy – oddawać mu bogactwo, jakie swoją pracą wytwarza.

Dlatego lichwiarskie międzynarodówki bardzo lubią rządy społecznie wrażliwe, a już takie, co to pragną stworzyć raj na ziemi, a nie mają forsy – po prostu uwielbiają.

Jak wiadomo, naszym nieszczęśliwym krajem rządzą rządy społecznie wrażliwe I w ogóle – wrażliwe na ludzką krzywdę, więc od co najmniej kilkudziesięciu lat jesteśmy ulubieńcami wszystkich możliwych lichwiarskich międzynarodówek, którym niewolników nigdy nie jest za dużo. Dzisiaj bowiem wszyscy skapowali, że z żywego niewolnika ma się więcej korzyści, niż z martwego, nawet jeśli w bilansie uwzględni się takie pozycje, jak „dochód z utylizacji zwłok”, jakie spotykaliśmy w wyliczeniach zawartych w książce „Historia medycyny SS”. To spostrzeżenie legło u fundamentów rozwijającego się humanitaryzmu, z którego nasze czasy tak słyną.

Właśnie rozpoczął się siódmy miesiąc funkcjonowania vaginetu Donalda Tuska i już na „dzieńdobry” zostaliśmy udelektowani „urealnieniem” cen prądu i gazu – co niewątpliwie pociągnie za sobą wzrost kolejnych cen. Oczywiście podczas potępieńczych swarów, kiedy to Umiłowani Przywódcy, poszczuwani na siebie nawzajem jak nie przez resortową „Stokrotkę”, to przez panią Agnieszkę Gozdyrę – które to walki kogutów w oficjalnej nomenklaturze nazywane są „debatą polityczną” – przypisują sobie nawzajem winę za ten stan rzeczy. Za komuny było lepiej, bo wtedy żurnaliści nikogo nie podszczuwali, tylko prześcigali się w wyrafinowanym dowodzeniu, że dlatego jest źle, bo jest dobrze. Jak zauważył klasyk demokracji Józef Stalin, bardzo wiele zależy od nadaniu rzecz odpowiedniej nazwy, toteż wtedy zostało wymyślone określenie: „trudności wzrostu”. Znaczy się – jest wzrost, czyli jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – ale temu wzrostu towarzyszą trudności, które oczywiście nie pojawiają się wszędzie, tylko „tu i ówdzie”, a w ogóle, to są „przejściowe”. Myślę, że tylko patrzeć, jak te wynalazki w czasów pierwszej komuny znowu pojawią się w rządowej telewizji, odkurzone przez pana red. Marka Czyża.

A najwyższa po temu pora nie tylko dlatego, że Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, której najwyraźniej Donald Tusk musiał w czymś nie dogodzić, kazała wszcząć przeciwko Polsce procedurę nadmiernego deficytu, w następstwie której trzeba będzie wprowadzić cięcia w rządowych wydatkach, nie tylko dlatego, że ceny prądu i gazu się „urealniły”, ale przede wszystkim dlatego, że Donald Tusk, po wahaniach („Pan się waha?” – pytał wisielca przygodny pijak) ogłosił, iż będzie budował CPK, co ma kosztować 131 mld złotych, niezależnie od „Wału Tuska”, czyli „Linii Imaginota” wzdłuż wschodniej granicy, który – ho, ho! – ma kosztować o najmniej tyle samo. A przecież jeszcze mamy założyć sobie „żelazną kopułę” – wszystko przeciwko złowrogiemu Putinowi.

Z czego to wszystko opłacić, skoro i „deficyt nadmierny”, a „piniedzy nie ma – i nie będzie”? A nie będzie – bo właśnie kanclerz Scholz wprawdzie przyjechał, ale żadnych reparacji nie przywiózł, a tylko obietnicę, że dla tych, co to „przeżyli okupację”, to coś tam od Niemiec kapnie. Tymczasem – jak pamiętamy – Wielce Czcigodny Arkadiusz Mularczyk, przy pomocy utworzonego specjalnie w tym celu Instytutu Strat Wojennych wyliczył wartość reparacji, co to „się należą”, na 6220 miliardów złotych! Czyżby Donald Tusk, mimo demonstrowanej niechęci do rządu „dobrej zmiany”, w głębi serca uwierzył w tę kwotę? Tonący brzytwy się chwyta, więc wykluczyć się tego nie da, bo jakże inaczej traktować buńczuczne zapowiedzi o tych wszystkich militarnych inwestycjach?

Ale to wszystko drobiazg w porównaniu z sytuacją Ukrainy. Jak wiadomo, brnie ona od sukcesu do sukcesu, gromiąc zbrodnicze hordy zimnego ruskiego czekisty Putina, który – tylko patrzeć – jak z całą Rosją zostanie pogrążony w następstwie ostatecznego zwycięstwa – ale tymczasem angielski „The Economist” doniósł, że Ukraina „ma miesiąc na uniknięcie bankructwaŁadny interes! Zamiast ostatecznego zwycięstwa – bankructwo i to już za niecały miesiąc!

Chodzi o to, że przez ostatnie dwa lata wierzyciele Ukrainy zgodzili się na zawieszenie przez nią spłaty zadłużenia, ale moratorium na należności prywatnych wierzycieli, zagranicznych posiadaczy ukraińskich obligacji wygasa właśnie 1 sierpnia. W czerwcu Międzynarodowy Fundusz Walutowy zaproponował wierzycielom Ukrainy układ o zmniejszeniu wartości jej długów o 60 procent, ale ci oświadczyli, że najrozsądniejsze może być zmniejszenie najwyżej o 22 procent. Tymczasem według prognoz, pod koniec bieżącego roku stosunek zadłużenia Ukrainy do jej Produktu Krajowego Brutto może sięgnąć 94 procent. Najwyraźniej wierzyciele i posiadacze obligacji wydają się jeszcze bardziej znużeni wojną na Ukrainie, niż sami Ukraińcy – chociaż według niektórych podróżników, podobno i oni zaczynają tęsknić za jakimś pokojem – nawet jeśli na ostateczne zwycięstwo musieliby poczekać jakieś 100 następnych lat. Oczywiście jest to skutek dezinformacji, jakich obywatelom Ukrainy nie szczędzi zimny ruski czekista Putin, ale jeśli nawet to tylko dezinformacja, to i ona swoje robi.

W tej sytuacji wypada postawić retoryczne pytanie – a co z umową z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której Polska zobowiązała się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów naszego nieszczęśliwego kraju? Rząd „dobrej zmiany” został wprawdzie zastąpiony vaginetem stworzonym przez obóz zdrady i zaprzaństwa pod przewodnictwem Volksdeutsche Partei, ale nie słychać, by ta umowa została rozwiązana? Jeśli tak, to znaczy, że i Donald Tusk, podobnie jak pani Beata Szydło i Mateusz Morawiecki, jest związany rozkazem, że Polska „jest sługą narodu ukraińskiego” – o czym w swoim czasie poinformował nas pan Łukasz Jasina.

Co jeszcze zostało Donaldu Tusku rozkazane i ile to wszystko ma jeszcze kosztować? Te pytania cisną się na usta, bo jakże inaczej, skoro „piniędzy nie ma – i nie będzie”?

Stanisław Michalkiewicz

„Universita bandita” w Polsce. Mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą

„Universita bandita” w Polsce

Autor: Józef Wieczorek 16 lipca 2024

Przed kilku laty pisałem o konieczności działań wobec plag akademickich w Polsce na wzór włoskiej operacji „Universita bandita”.

Włosi zaniepokojeni patologiami akademickimi, a w szczególności ustawianiem konkursów na etaty, podjęli działania, aby patologię ograniczyć i wielu rektorów znalazło się na ławach oskarżonych. U nas takich działań się nie podejmuje, a proceder ustawiania konkursów na etaty traktuje się jako normę, a nie jako plagę!

Czarny rynek pisania prac dyplomowych, oferowanych przez wyspecjalizowane firmy, też nie jest skutecznie zwalczany. Może ten stan rzeczy zmieni afera korupcyjna w Polskiej Komisji Akredytacyjnej i Collegium Humanum, choć to tylko wierzchołek góry lodowej, która tak łatwo chyba się nie stopi.

Niemniej kilku rektorów, nie tylko głównego szefa Collegium Pawła C., już zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne, uznając, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, degradującą nie tylko polską domenę akademicką, lecz także osłabiającą struktury państwa. Wystawiano bowiem, za korzyści majątkowe i osobiste, dokumenty ukończenia studiów MBA, które uprawniają do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa.

Zaufanie społeczne do dyplomów i tytułów akademickich powinno jeszcze bardziej spadać, bo skala oszustw na drodze do ich uzyskiwania jest wielka. Wydawanie lipnych dyplomów to intratny interes, a takie dokumenty stały się obiektami mrocznego pożądania dla nader wielu. Okazało się, że mimo różnej orientacji politycznej beneficjenci tego procederu nie różnią się orientacją etyczną, akceptując zasady nikczemnego postępowania. To spuścizna nie do końca upadłego komunizmu, w którym zorganizowane, nieraz do dziś anonimowe, grupy przestępcze oczyszczały kadry akademickie z elementu o odmiennej orientacji etycznej. Najwyższy czas, aby przystąpiono też do likwidacji innych plag, także w uczelniach publicznych, i powołania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich, co postulowałem jeszcze w 2010 roku!

Ale taka POMPA nadal nie działa, więc plagi mają się dobrze.



youtube.com/embed

https://youtube.com/watch?v=ms-UKB_SCzY%3Ffeature%3Doembed

Tagi:„Universita bandita” w Polsce

Łukasz Warzecha o słownych atakach na pomnik wołyński: „to zwykłe zaprzaństwo”

15 lipca 2024 pch24/o-atakach-na-pomnik-wolynski-to-zaprzanstwo

Łukasz Warzecha o słownych atakach na pomnik wołyński: „to zwykłe zaprzaństwo”

(Fot. PAP/Darek Delmanowicz)

Odsłonięcie pomnika ofiar rzezi wołyńskiej w Domostawie na Podkarpaciu spotkało się ze zmasowaną krytyką mediów lewicowo-liberalnych. Oburzony „salon” wytyka autorom tego przedsięwzięcia „sianie nienawiści”, odwracając uwagę od faktów historycznych, które stały się przyczynkiem do powstania i realizacji projektu.

Atmosferę wzbudzaną wokół pomnika skwitował na Twitterze (X) Łukasz Warzecha.

„Ten jazgot z różnych stron na pomnik ofiar ukraińskiego ludobójstwa, który stanął wreszcie po latach na krańcu Polski w małej miejscowości z odważnymi radnymi i wójtem, jest czymś wyjątkowo obrzydliwym. Mówiąc wprost – to jest zwykłe zaprzaństwo” – czytamy w komentarzu publicysty.

Historyk, profesor Stanisław Żerko przypomniał, że „żaden naród podczas II wojny światowej nie dokonywał zbrodni ludobójstwa w tak okrutny sposób, jak Ukraińcy”.

„A dzisiaj na Ukrainie sprawcy tych zbrodni są czczeni, stawia im się pomniki, przedstawia się jako bohaterów” – dodał naukowiec.

Autor profilu Adrián Caracán na Twitterze wkleił grafikę obrazującą liczbę ukraińskich upamiętnień zbrodniczej organizacji OUN – UPA, odpowiedzialnej za masową zbrodnię na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

„Gdyby liczba ulic, placów i pomników na cześć nazistów z UPA na Ukrainie wywoływała choć w połowie tak negatywną reakcję ukrofilów i lewaków jak jeden polski pomnik na cześć ofiar UPA, to byłoby względnie dobrze” – ocenił.

Z kolei Ewelina Barszcz nawiązała do oskarżeń o „sianie nienawiści” i „rozdrapywanie ran”:

„Ten pomnik nie ma koić, ma przypominać. Przypominać bestialstwo Ukraińców na Wołyniu, być wyrzutem sumienia. Na grobach pomordowanych złożymy kwiaty i postawimy anioły jak tylko Ukraina pozwoli na ekshumacje i godny pochówek” – napisała.

Autor profilu „Jan III Sobieski” na X przypomniał zaś: „Pomnik jest taki właśnie, i taki ma być, bo rzeź była okrutna!”.

„Niektóre środowiska skupiają się na odbieraniu Polakom prawa do przypominania o naszych cierpieniach. Wszyscy mają to prawo, Żydzi, Romowie,  a nawet Niemcy. Ale cierpienia Polaków są niewarte wspominania” – stwierdził internauta.

Źródła: Twitter (X) RoM

„Afera Athanor”, czyli masońskie „szwadrony śmierci” we Francji

Bogdan Dobosz 15 lipca 2024 pch24/afera-athanor-czyli-masonskie-szwadrony-smierci-we-francji

„Afera Athanor”, czyli masońskie „szwadrony śmierci” działają (?) we Francji

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Francuski wymiar sprawiedliwości powraca do głośnej i dziwnej sprawy z 2020 roku. Na ławie oskarżonych zasiądą 22 osoby powiązane z lożą masońską Athanor. Zamiast poszukiwaniem wiedzy i samodoskonaleniem zajmowali się planowaniem różnych przestępstw, w tym morderstw na zlecenie.

Historia godna jest opisania w książce szpiegowsko-kryminalnej. Są tu kryminalne intrygi, tajni agenci, masoneria, celebryci i płatni zabójcy. Sprawę ochrzczono już mianem „afera Athanora”. Wszystko zaczęło się od tego, że w lipcu 2020 roku, zupełnie przez przypadek, aresztowano w Créteil pod Paryżem dwóch podejrzanie zachowujących się w nocy i siedzących w samochodzie osobników. Okazali się agentami francuskich tajnych służb DGSE. Na policji wyjaśniali, że wykonują tajną misję i przygotowywali zamach na znaną postać ze świata coachingu biznesowego. Ich przełożeni wyparli się wiedzy o akcji, a policja wszczęła śledztwo. Zbadanie zawartości telefonów dwóch mężczyzn aresztowanych w Créteil, naprowadziło śledczych na trop niejakiego Sébastiena L., byłego agenta i od 2011 roku pracownika ochrony sektora prywatnego.

Ten miał kontakt z Danielem B., byłym oficerem DGSE, od którego otrzymywał rozkazy. Daniel B. w śledztwie załamał się i podał kolejne fakty, w tym ujawnił innego członka loży Athanor, Frédérica V., specjalistę ds. bezpieczeństwa. Daniel B. podał też, że trenerka biznesu nie miała być jedyną ofiarą komanda sterowanego przez lożę. Agenci dostali bowiem wcześniej zlecenie także na znanego kierowcę rajdowego Laurenta Pasquali i zadanie to akurat wykonali.

Kolejne fakty pozwoliły wydobyć z cienia zakrojoną na szeroką skalę organizację przestępczą, w której kierownicze role pełnili członkowie loży masońskiej Athanor z siedzibą w Neuilly-sur-Seine pod Paryżem. Loża jest powiązana Wielkim Francuskim Sojuszem Masońskim (GLAMF).

Zatrzymani agenci byli przekonani, że wykonują tajną akcję za wiedzą oficjalnych władz i otrzymują rozkazy od przełożonego z wojskowego wywiadu – DGSE. W rzeczywistości zlecenia zabójstwa wydawali „sponsorzy” z loży. Jednym z projektów było porwanie i zabójstwo kierowcy rajdowego Laurenta Pasquali pod koniec 2018 r. Jego zagrzebane płytko ciało odnalazł spacerowicz dziewięć miesięcy po zniknięciu kierowcy, we wrześniu 2019 r. w lesie w Haute-Loire. Zleceniodawcami za pośrednictwem loży miało być małżeństwo działające w branży motoryzacyjnej, któremu Laurent Pasquali był winny sporo pieniędzy.

W planach loży było także zabójstwo związkowca z CGT w Ain, czy mera Val-de-Marne, które miało być upozorowane na wypadek. Śledztwo doprowadziło do aresztowania i postawienia w stan oskarżenia w sumie 22 osób, w tym trzech kobiet. Ci „fartuszkowcy” są w wieku od 30 do 72 lat. Wszyscy są podejrzani o udział (w różnym stopniu) w przestępczej działalności loży Athanor.

Loża zajmowała się także inwigilacją przebywających we Francji na uchodźstwie przeciwników afrykańskich watażków, pobiciami, zastraszaniem, czy kradzieżami komputerów i wrażliwych danych. System działania „tajnego stowarzyszenia” stworzył możliwości wykorzystywania funkcjonariuszy państwa do działalności przestępczej, a rzekomo ezoteryczna organizacja zdegenerowała się szybko w przedsięwzięcie gangstersko-mafijne. Członkowie loży niższego szczebla zapewniali, że organizatorzy takich akcji przedstawiali się jako osoby, którym państwo zleciło tajne operacje. Wśród osób, które zasiądą na ławie oskarżonych są byli policjanci, agenci wywiadu, biznesmeni…

Bogdan Dobosz

Filantropi: Francuska masoneria w morderczych skandalach

Francuska masoneria w zabójczym skandalu

Francuska policja
Francuska policja Źródło: PAP/EPA / CHRISTOPHE PETIT TESSON

Pod koniec lipca 2020 r. francuskie media obiegła informacja o niedoszłej próbie zabójstwa Marie-Hélène Dini – w zasadzie szerzej nieznanej trenerki osobistej i hipnotyzerki.

Zainteresowanie wiadomością, a zarazem powszechne zdziwienie wzbudził jednak fakt, że zatrzymani pod jej domem z bronią siepacze okazali się wojskowymi, którzy w dodatku zeznali, że są agentami francuskiego wywiadu i operowali w ramach misji likwidacji agentki Mossadu we Francji. Wywiad wprawdzie potwierdził, że obaj panowie pracują dla wywiadu, jednakże w ramach ochraniania baz, a nie jako agenci, a tym bardziej nie jako ludzie od brudnej roboty, którą zlecić może – teoretycznie – jedynie prezydent Republiki.

Śledczy miesiącami pracowali nad ustaleniem mocodawców niedoszłego, tajemniczego zabójstwa, jednak bez skutku. Wiadomo było, że do zabójstwa nie doszło w zasadzie przez przypadek. Dini tego dnia wyszła później niż zazwyczaj z domu, gdy policja, powiadomiona wcześniej przez jej sąsiada o stojącym od kilku godzin na ulicy podejrzanym samochodzie z ludźmi w środku, zdążyła już zatrzymać samozwańczych agentów.

Tymczasem w styczniu br. nastąpił sensacyjny przełom w śledztwie. Powołując się na informatorów w organach ścigania tygodnik „Marianne” doniósł, że zatrzymano byłego oficera francuskiego wywiadu, członka loży masońskiej w podparyskiej miejscowości Puteaux, który na przesłuchaniach miał wsypać dwóch innych „braci” ze swej loży. Ich zeznania pozwoliły z kolei zatrzymać czwartego braciszka, którego podejrzewa się o bycie zleceniodawcą całej operacji. W zasadzie nie tyle podejrzewa, co oskarża, a same francuskie media otwarcie piszą już o masońskiej szajce z Puteaux.

Powód okazał się dość prozaiczny. Domniemany zleceniodawca, coach i dyrektor szkoły formacyjnej, miał odpłatnie zlecić zgładzenie swej rynkowej konkurentki. Pytana o sprawę Marie-Hélène Dini odpowiedziała dziennikarzom, że rzeczywiście zna podejrzanego, i że miała z nim już nieprzyjemności w przeszłości, ale nigdy nie pomyślałby, że mogłaby paść jego ofiarą.

Z kolei dziennik „Le Parisien” donosił, że według śledczych ten sam mocodawca oraz jego masońska siatka stoją za zabójstwem korsykańskiego kierowcy rajdowego, Laurenta Pasquali, który zniknął bez śladu w listopadzie 2018 r. Jego szczątki odnaleziono niecały rok później, zakopane w lesie Cistrières w środkowej Francji, a motywem zabójstwa miały być kwestie finansowe.

Jest tajemnicą Poliszynela, że francuska masoneria, choć niejednolita i nierzadko wewnętrznie skłócona, stanowi we Francji państwo w państwie, w którym „bracia” wspierają „braci”. W ramach czystej koincydencji potwierdził to w ostatnich dniach dziennikarz śledczy Karl Zéro w wywiadzie dla miesięcznika „L’Incorrect” z lutego br., komentując swe dochodzenie w sprawie pedofilii we Francji:

„Problemem jest, że chronią się wzajemnie gdy jakaś «sprawa» dotyka jednego z braci. To automatyczne, jak refleks Pawłowa. I to «niezależnie» o jaką sprawę chodzi. W sprawach pedo-przestępczości ich instynkt przetrwania czy stawiania oporu doprowadza do tego, że chronią daną owcę nawet gdy wiedzą doskonale, że jest to czarna owca, a wykorzystują w tym celu całą siatkę. Owcę przesłucha wpierw żandarm-brat, a następnie osądzi ją sędzia-brat itd.”.

Czas pokaże, czy w przypadku siatki z Puteaux francuski wymiar sprawiedliwości okaże się ślepy, czy też podejdzie do sprawy po „bratersku”. Szczęście w nieszczęściu, w najgorszym wypadku towarzystwo braci w fartuszkach będzie sobie wzajemnie umilać pobyt za kratkami. Wszak przewodnim hasłem masonerii jest, jak widać, odpowiednio ukierunkowana filantropia.

Nieludzkie traktowanie księdza jest świadectwem pogardy i nienawiści wobec Pana Boga i chrześcijan, ale jest także dowodem na to, że my jesteśmy zbyt bierni.

Ordo Iuris
Szanowny Panie,
proszę pozwolić, że zacznę od zacytowania pewnego listu, opublikowanego niedawno w mediach:
Zawieziono mnie na „dołek”. Od 6 rano, przez cały dzień (nawet przy czynnościach fizjologicznych) byłem skuty. Ani na chwilę nie zdjęto mi kajdanek. Usłyszałem, że o tej porze nie ma ani kolacji, ani wody. Ubłagałem pół butelki wody z kranu, przyniesionej w butelce, która stała w celi. Rano, kiedy prosiłem, by zaprowadzono mnie do WC, usłyszałem: „Lej do niej”. (…)Okazało się, że jestem pod „specjalnym nadzorem”. Stąd kamera, kajdanki, nawet przy przejściu na spacerniak, odizolowanie od innych (…), budzenie światłem przez całą noc, co godzinę! (…) Za każdym razem kajdanki, przeszukania celi nawet 2x w tyg., brak kontaktu z kimkolwiek, kamera nawet przy czynnościach fizjolog. Tak było przez pierwsze dwa tygodnie.
Czy autorem tego listu jest przedstawiciel opozycji antykomunistycznej w PRL? Dysydent w rosyjskiej kolonii karnej? A może osadzony w egzotycznym kraju handlarz narkotyków?
Otóż nie! Autorem listu jest ks. Michał Olszewski, który opisuje w nim pierwsze godziny po swoim zatrzymaniu i aresztowaniu. Zatem to nasz kraj, nasza Ojczyzna i nasi funkcjonariusze wyżywający się bez sprzeciwu rządu na zatrzymanym księdzu. 
Od tamtego czasu ks. Olszewski przebywa w (kilkakrotnie przedłużanym) areszcie „tymczasowym”, gdzie schudł już ponad 15 kg.
Jako adwokat spotkałem się w swoim życiu z wieloma przykładami nadużyć ze strony funkcjonariuszy Policji czy Służby Więziennej. W przypadku ks. Michała mamy jednak do czynienia z nadzwyczajnym ciągiem naruszeń prawa, które składają się na „wydobywcze” zatrzymanie, aresztowanie i męczenie kapłana. Celem tego jest oczywiście złamanie go i zmuszenie do współpracy z rządem i jego prokuratorami.
Nie chodzi tutaj o to, by z góry przesądzać o czyjejkolwiek niewinności. Od tego powinny być niezależne sądy. Jednak jak Polacy mają ufać ich orzeczeniom, jeżeli w sprawie ks. Olszewskiego na razie decyzje wydają członkowie Stowarzyszenia Iustitia, bezpośrednio zainteresowanego rozwojem afery wokół Funduszu Sprawiedliwości.
W sprawie księdza Michała jak na dłoni widać przerażającą prawdę, że pozbawione moralnych hamulców państwo łatwo przeobraża się w bandytę, który ze śledztwa i oskarżenia czyni pałkę na obywateli. Narasta zagrożenie praw i wolności dla każdego z nas.
Domniemanie niewinności nie działa. Media mają dostęp do szczegółów śledztwa i – selektywnie je prezentując – oczerniają pozbawionego możliwości publicznej obrony kapłana. Sąd w zaskakujących okolicznościach akceptuje trzymiesięczny areszt a potem go przedłuża.
A przecież ks. Olszewski, oskarżony w związku z rządowym dofinansowaniem budowy ośrodka dla ofiar przestępstw, wielokrotnie podkreślał, że jest gotowy współpracować w tej sprawie z organami ścigania i odpowiedzieć na wszystkie stawiane mu pytania.
Polityczną odpowiedzialność za wiele z tych nieprawidłowości ponosi Adam Bodnar. Pamiętamy, że już w przeszłości wykorzystywał on swoje publiczne funkcje, by atakować nasze prawa i wolności – w tym wolność sumienia – w imię radykalnych ideologii.
Przecież jako Rzecznik Praw Obywatelskich rozpętał sprawę łódzkiego drukarza, oskarżonego za odmowę wydruku materiałów promocyjnych dla organizacji LGBT. Wygraliśmy tamto starcie dopiero po latach w Trybunale Konstytucyjnym, dzięki wymiernemu wsparciu Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. 
Dzisiaj Prokuratorem Generalnym jest… Adam Bodnar, a ksiądz Michał Olszewski nie może liczyć na żadnych możnych sojuszników.
Działania, które powinien podjąć Minister Sprawiedliwości, zostaną zatem podjęte przez Instytut Ordo Iuris. Nasi prawnicy składają do organów prowadzących postępowanie interwencyjną opinię prawną, wyliczając naruszenia międzynarodowych gwarancji praw człowieka i naruszenia standardów humanitarnych, których dopuszczono się już w sprawie ks. Michała Olszewskiego.
Prokuratorzy, sędziowie, urzędnicy i politycy muszą mieć świadomość, że motywowane politycznie nadużycia mogą zostać w przyszłości ukarane. Kariera każdego z nich będzie odtąd przez nas śledzona, a dyspozycyjność wobec władz zostanie rozliczona.
Wraz z Centrum Życia i Rodziny, uruchomiliśmy także stronę internetową, za pośrednictwem której każdy Polak może skierować do ks. Michała słowa wsparcia, pokrzepienia i zapewnienia o modlitwie i pamięci. Wszystkie wiadomości przekażemy bezpośrednio do ich adresata.
Walcząc z prawdziwą nawałnicą bezprawia, zorganizowaliśmy w siedzibie Collegium Intermarium spotkanie przedstawicieli środowisk prawniczych – sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, komorników i notariuszy – którego uczestnicy przyjęli deklarację porozumienia, w której zobowiązali się do współpracy na rzecz odbudowy wymiaru sprawiedliwości oraz zapewnili, że dołożą wszelkich starań, by rozliczyć tych, którzy odpowiadają za bezprawne działania obecnej władzy.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[jest na końcu md]
Ale ta sprawa ma też drugi wymiar. To, że funkcjonariusze organów ścigania pozwalali sobie na nieludzkie traktowanie księdza jest nie tylko świadectwem pogardy i nienawiści wobec chrześcijan, ale jest także dowodem na to, że my – jako chrześcijanie – jesteśmy zbyt bierni.
Proszę sobie wyobrazić, że list podobny do tego sporządzonego przez ks. Michała wysłałby z aresztu do mediów polski działacz LGBT lub aborcyjna aktywistka. Afera dotarłaby błyskawicznie do wielkich, światowych mediów. Parlament Europejski poświęciłby jej specjalną debatę i całą rezolucję. Dzisiaj oczywiście milczą.
Prześladowanie uderza bowiem w katolickiego kapłana w katolickim kraju, w którym nowa władza już przed wyborami obiecywała „piłowanie chrześcijan”. 
Pytany o skandaliczne traktowanie księdza, premier Donald Tusk stwierdza zdawkowo, że „to jest taki absurd, że nie chce mi się tego nawet komentować”. Kilka dni po tej wypowiedzi Platforma Obywatelska wypuściła spot, w którym wykorzystuje wizerunek ks. Michała do ataku na opozycję, przypisując kapłanowi zarzuty, których zresztą nigdy w rzeczywistości nie usłyszał od prokuratorów!
W oparciu o tę jedną sprawę musimy poruszyć wielu Polaków, by władza usłyszała stanowcze „DOŚĆ!”Musimy zareagować właśnie teraz, bo to także nasza bierność doprowadziła do tego, że władza może sobie dziś pozwolić na tak ostentacyjne poniżanie księdza. A fala nienawiści wobec chrześcijan wzmaga się z każdym miesiącem!
W kwietniu Mszę świętą w Kościele pod wezwaniem św. Karola Boromeusza w Poznaniu, zakłóciła kobieta, która wyrwała kapłanowi puszkę z konsekrowanymi komunikantami, rzuciła nią o ziemię i kruszyła je palcami. 
W maju w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bytomiu-Szombierkach nieznani sprawcy rozbili tabernakulum, ukradli cyboria, monstrancję i relikwiarz św. Faustyny oraz rozrzucili i sprofanowali konsekrowane hostie.
 W Czaplinku, w czasie wieczornej Mszy świętej, w której uczestniczyły dzieci pierwsz-okomunijne, do świątyni wtargnął uzbrojony w nóż mężczyzna, który został na szczęście szybko obezwładniony przez wiernych. 
Nożownik zaatakował też ostatnio wolontariusza Fundacji Pro – Prawo do życia w Oleśnicy. Tylko dzięki szybkiej reakcji funkcjonariuszy i doświadczeniu działacza Fundacji, nie doszło do tragedii!
Pod koniec kwietnia przekazaliśmy do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) kolejny raport na temat przestępstw motywowanych nienawiścią w Polsce. Opisaliśmy w nim 118 przypadków niszczenia kościołów, kapliczek, pomników i cmentarzy, profanacji i zakłócania nabożeństw oraz fizycznych ataków na duchownych, ministrantów i wiernych.
Rok wcześniej zaraportowaliśmy 77 podobnych zdarzeń. Skala nienawiści do chrześcijan narasta. Gdyby nie nasze raporty, byłaby ona nadal bagatelizowana, a międzynarodowe organizacje wmawiałyby Polakom, że ofiarami nienawiści w Polsce są… środowiska LGBT.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[jest na końcu md]
Przed sądem walczymy między innymi o ukaranie Nergala – satanistycznego celebryty, który wielokrotnie bezkarnie znieważał wizerunki Jezusa i Maryi. W maju doprowadziliśmy do uznania go przez gdański sąd rejonowy za winnego obrazy uczuć religijnych za przybicie figury Chrystusa na krzyżu do sztucznych męskich genitaliów. To ważny krok w walce o nasze prawa, bo wcześniej sądy już kilkukrotnie uznawały, że antychrześcijańskie prowokacje Nergala to sztuka. Nie jest to jednak jeszcze wyrok satysfakcjonujący, bo sąd zbagatelizował szkodliwość społeczną czynu i warunkowo umorzył postępowanie. W apelacji będziemy żądać surowej kary.
W maju musieliśmy także stanąć w obronie wolności wyznania pracowników warszawskich urzędów, gdy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał zarządzenie, nakazujące usuwanie symboli religijnych ze ścian urzędów i biurek urzędników. Złożyliśmy w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, przygotowaliśmy wzór skargi, którą każdy mógł przesłać do warszawskiego urzędu, uruchomiliśmy petycję do Rafała Trzaskowskiego, którą poparło prawie 70 000 Polaków oraz przygotowaliśmy projekt obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, który trafił już do Rady Miasta.
Warszawski ratusz – pod wpływem masowej presji ze strony katolików – zadeklarował, że żadne krzyże nie były i nie będą zdejmowane. Zarządzenie nie uległo jednak zmianie.
A inne miasta sygnalizują gotowość pójścia w ślady stolicy. Rada Miasta Wrocławia już przegłosowała w czerwcu apel do prezydenta miasta, w którym wezwała do usunięcia krzyży z wrocławskich urzędów. Prezydent Wrocławia przestraszył się jednak powtórzenia głośnego konfliktu z Warszawy i odmówił podpisania podobnego zarządzenia.To pokazuje, że presja ma sens! Wspólnie możemy powstrzymać falę nienawiści i ataków na naszą wiarę, wolność wyznania, nasze świętości i dziedzictwo. Ale nie zrobimy tego sami! Możemy działać tylko dzięki ludziom takim jak Pan i tylko z ludźmi takimi jak Pan będziemy mogli kontynuować naszą pracę.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[jest na końcu md]

Fala nienawiści wciąż rośnie!Od początku istnienia Instytutu Ordo Iuris, nasi eksperci monitorują skalę przestępstw motywowanych nienawiścią ze względu na wyznanie czy poglądy. Niestety, z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Z jednej strony mamy do czynienia z niepokojącym wzrostem polaryzacji społeczno-politycznej w Polsce. Z drugiej strony coraz większa ilość przestępstw motywowanych nienawiścią to przestępstwa, których ofiarą pada ta sama grupa społeczna – chrześcijanie.
Nasi prawnicy co roku składają do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie raport, w którym gromadzimy wszystkie przestępstwa motywowane nienawiścią do chrześcijan w Polsce. I niestety z każdym rokiem jest ich coraz więcej.
O ile w roku 2022 odnotowaliśmy 77 przestępstw, to w kolejnym roku było to już 118 takich zdarzeń. Co gorsza – opisywanych przestępstw jest nie tylko więcej, ale są też one coraz bardziej brutalne.
W raporcie za rok 2023 opisaliśmy między innymi fizyczny atak na 9-letniego ministranta, który uczestniczył z księdzem w wizytach duszpasterskich. Lokator w mieszkaniu, do którego zapukał ministrant z pytaniem, czy chcą przyjąć księdza, otworzył drzwi, chwycił chłopca za gardło i przycisnął do ściany na klatce. Zwyzywał go także, grożąc, że go pobije. Do brutalnego zamachu na kapłana doszło natomiast na ulicach Wrocławia, gdzie dotkliwie pobito młodego księdza w sutannie.Wśród zdarzeń odnotowanych w raporcie znalazło się też między innymi kilka przypadków zakłócania Mszy św. oraz liczne przypadki wandalizmu i niszczenia miejsc oraz obiektów kultu religijnego – kościołów, przydrożnych kapliczek, figur religijnych, pomników świętych oraz cmentarzy.
Nergal uznany winnym znieważenia Chrystusa
Akty przemocy, powodowanej nienawiścią do chrześcijan zawsze mają swoje źródła i inspiracje. Odwagi agresorom dodaje niewątpliwie bezkarność ludzi takich jak Adam D. pseudonim „Nergal”, który od lat robi karierę na publicznym znieważaniu i profanowaniu największych chrześcijańskich świętości. Celebryta z pełną premedytacją narusza art. 196 kodeksu karnego, który penalizuje „obrazę uczuć religijnych”, aby pokazać swoim naśladowcom, że w Polsce można bezkarnie obrażać chrześcijan. Niestety, przez lata wymiernie pomagały mu w tym polskie sądy, które regularnie stwierdzały, że jego prowokacje są „sztuką”.
Teraz zrobiliśmy istotny krok do przodu w walce z bluźniercami. Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe uznał Adama D. winnym popełnienia przestępstwa z art. 196 Kodeksu karnego. Sprawa dotyczyła opublikowanego w internecie nagrania, na którym „muzyk” prezentował figurę Chrystusa, przymocowaną do sztucznych męskich genitaliów. Nagranie wzbudziło wielkie społeczne oburzenie, a do Instytutu Ordo Iuris zgłosiły się osoby, które poczuły, że ich uczucia religijne zostały obrażone. W efekcie, sprawa trafiła do sądu, który nie podzielił argumentacji oskarżonego wskazującego, że jego działanie mieściło się w granicach swobody artystycznej. Sąd nie miał wątpliwości, że zachowanie oskarżonego stanowiło znieważenie przedmiotu czci religijnej.
Choć nasze zwycięstwo w tej sprawie cieszy, bo sąd pokazał, że art. 196 Kodeksu karnego, nie jest „martwym przepisem”, to jest ono jednak tylko częściowe. Uznając niewysoki stopień społecznej szkodliwości czynu, sąd warunkowo umorzył postępowanie karne, wyznaczając Nergalowi dwuletni okres próby, w którym ten nie może popełnić przestępstwa.
Nasi prawnicy, którzy reprezentują w tej sprawie dwie osoby pokrzywdzone przez Nergala, złożą apelację od wyroku, domagając się sprawiedliwej kary.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
[jest na końcu md]
Presja ma sens! Trzaskowski słabnie. Sutryk odmawia zdjęcia krzyży.Niestety, w budowanie atmosfery wrogości do chrześcijan w Polsce włączają się także przedstawiciele rządu i samorządów, którzy chcą zbijać kapitał polityczny na atakach na chrześcijańską tożsamość narodu. W maju szerokim echem w całej Polsce odbiło się zarządzenie prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, które nakazywało usuwanie symboli religijnych ze ścian warszawskich urzędów i biurek urzędników.Prawnicy Instytutu Ordo Iuris przygotowali zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Rafała Trzaskowskiego przestępstwa polegającego na nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego oraz wzór skargi, którą każdy mógł przesłać do warszawskiego urzędu. Dzięki masowym pismom warszawiaków, władze miasta zostały zmuszone do podania szczegółów związanych z kulisami powstania zarządzenia. Jak się okazało, dokument został przygotowany przez fundację, zarządzaną przez dwie aktywistki LGBT, która za napisanie tekstu otrzymała… 130 tys. zł.
Uruchomiliśmy także petycję do Rafała Trzaskowskiego, w której wezwaliśmy prezydenta stolicy do poszanowania konstytucyjnych zasad wolności słowa, sumienia i wyznania. Podpisało się pod nią już prawie 70 000 Polaków! 
Zaledwie kilka godzin po nagłośnieniu sprawy, Rafał Trzaskowski został zmuszony do tłumaczenia się ze swojej decyzji, a rzeczniczka prasowa warszawskiego ratusza Monika Beuth – w efekcie koordynowanej przez nas akcji społecznego sprzeciwu – zapewniła, że „po wydaniu zarządzenia żadne krzyże nie zostały w budynkach urzędu zdjęte i nie będą zdjęte”.Ale nie możemy ogłosić pełnego sukcesu. Nadal dążymy do tego, by Rafał Trzaskowski został zmuszony do wycofania się z zarządzenia. Na początku lipca przekazaliśmy Radzie Miasta Warszawy podpisy pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą „Stań w obronie Krzyża!”. Dzięki temu, rada miasta będzie zmuszona do jasnej deklaracji – czy opowiada się za konstytucyjną wolnością uzewnętrzniania swojej religii, czy popiera antychrześcijańskie zarządzenie Trzaskowskiego. W projekcie uchwały, Rada Miasta wzywa prezydenta stolicy do wycofania zarządzenia.
O tym, że presja społeczna na samorządowców ma wielki sens świadczy fiasko inicjatywy Rady Miejskiej Wrocławia, która przegłosowała niedawno apel do prezydenta Wrocławia, w którym wezwała Jacka Sutryka do przyjęcia zarządzenia usuwającego krzyże w urzędach we Wrocławiu. Radni powoływali się na inspirację zarządzeniem Rafała Trzaskowskiego. Jacek Sutryk odpowiedział jednak radnym, że nie zamierza usuwać krzyży, przyznając, że taka decyzja mogłaby wzbudzić ogrom negatywnych emocji, a „żyjemy w czasach, kiedy trzeba wzmacniać wspólnotę.”Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskStop dyskryminacji uczniów. Religia to nie przedmiot drugiego sortuEksperci Instytutu Ordo Iuris zareagowali także na atak Ministerstwa Edukacji Narodowej, wymierzony w katechetów i obecność lekcji religii w polskich szkołach.Ministerstwo przygotowało projekt rozporządzenia, które zakłada nie tylko ograniczenie liczby godzin katechezy, rezygnację z wliczania ocen z religii do średniej i przeniesienie lekcji religii na pierwszą lub ostatnią godzinę lekcyjną, ale także organizację lekcji religii w łączonych grupach międzyklasowych – w tym także grupach, w których różnica wieku między uczniami może wynosić nawet 5 lat!Nasi prawnicy przygotowali analizę prawną rozporządzenia, w której wykazali, że efektem wprowadzonych zmian będzie fala zwolnień wśród katechetów oraz dyskryminacja uczniów, którzy chcą uczestniczyć w lekcjach religii.
Proszę sobie tylko wyobrazić zajęcia w grupach między-rocznikowych, w ramach których katecheci będą musieli przygotowywać zajęcia w taki sposób, by były owocne dla starszych uczniów, a jednocześnie możliwe do przyswojenia dla dzieci młodszych o 5 lat. To nierealne! W takich warunkach nie da się przeprowadzić normalnych lekcji ani dostosować przekazywanych treści do wieku uczniów. W efekcie dojdzie do radykalnego spadku poziomu jakości katechezy. Co więcej, uczniowie, którzy chcą chodzić na katechezę będą musieli przychodzić do szkoły wcześniej lub zostawać w niej dłużej niż pozostali uczniowie, co doprowadzi do powstania wśród uczniów wrażenia, że edukacja w zakresie norm moralnych i etycznych karana jest dodatkowym czasem spędzonym w szkole, a rezygnacja z niej nagradzana jest czasem wolnym i w takim sensie jest promowana.Wraz z Centrum Życia i Rodziny oraz Stowarzyszeniem Katechetów Świeckich, uruchomiliśmy internetową petycję, w której wzywamy minister Nowacką do wycofania się z planowanych zmian, przypominając, że możliwość nauczania religii w szkołach jest gwarantowana przez Konstytucję i Konkordat. Pod naszą petycją podpisało się już ponad 30 000 osób.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Musimy się obudzić i wspólnie stanąć w obronie naszej wiary!Gdy w ubiegłym roku władze w Polsce obejmowali politycy, deklarujący jawnie swoją wrogość wobec chrześcijan i obiecujący swoim wyborcom ich „opiłowywanie”, wiedziałem, że musimy być gotowi na najgorsze.
Nie spodziewałem się jednak, że kilka miesięcy później będę musiał pisać do Pana o torturowaniu duchownego, zamkniętego w wielomiesięcznym areszcie tymczasowym w imię politycznej zemsty…
I choć nasi prawnicy od zawsze robią wszystko co w naszej mocy, by zatrzymać falę nienawiści wobec chrześcijan, to niestety jestem przekonany, że jako wierni, wciąż robimy zbyt mało – jesteśmy zbyt bierni i wycofani. Musimy wreszcie obudzić większość polskiego społeczeństwa i zatrzymać postępującą nienawiść wobec chrześcijan w Polsce.Wiem, że nie każdy ma czas i możliwość osobistego zaangażowania się w obronę prześladowanych chrześcijan i kapłanów.
Dlatego zobowiązuję się wobec Pana, że prawnicy Ordo Iuris będą działać w Pana imieniu w obronie praw i wolności chrześcijan, w walce przeciwko złemu prawu, prześladowaniom, a także przeciwko zniewagom wobec krzyża, świątyń i najświętszych dla nas postaci.Wiem, że to zobowiązanie jest możliwe, bo mogę zaufać w Pana gotowość do finansowego wsparcia działalności Instytutu Ordo Iuris. Każda darowizna zostanie przez nas przeznaczona na skuteczne, zdecydowane i profesjonalne działania – przyczyniając się do przywrócenia godności prześladowanym oraz wzmocnienia prawa do swobodnego wyznawania wiary.

Tylko w tej jednej krótkiej wiadomości pisałem Panu o raporcie do OBWE, jednej sprawie sądowej z Nergalem (jest ich więcej!), dwóch petycjach, zawiadomieniu do prokuratury, masowej wysyłce skarg do warszawskiego ratusza, obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej „Stań w obronie Krzyża!”, analizie rozporządzenia MEN uderzającego w lekcje religii w szkole, czy naszej opinii prawnej w sprawie ks. Olszewskiego.
Wszystko, co opisałem w tej wiadomości – każda sprawa sądowa, każdy raport, analiza i opinia prawna, każda internetowa petycja i jej promocja – to dla nas określone koszty. A wszystkie te rzeczy to nie więcej niż kilka procent wszystkich projektów, inicjatyw i aktywności, podejmowanych każdego miesiąca przez prawników Ordo Iuris.Ta wszechstronność, profesjonalizm i skuteczność jest możliwa tylko dzięki ludziom takim jak Pan.
Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli kontynuować naszą pracę w obronie chrześcijan w Polsce.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w powyższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
P.S. Obrońcy ks. Michała Olszewskiego wielokrotnie podkreślają, że kapłan znosi wszystkie uciążliwości aresztu z ewangelicznym pokojem i miłością do swoich prześladowców. Modli się nieustannie za tych, który mu źle życzą. Wiemy jednak, że zdarzają mu się także momenty załamania. Ten koszmar trwa już przecież czwarty miesiąc i potrwa jeszcze co najmniej do września. Dlatego, kierując się wypływającymi z chrześcijaństwa nakazami troski o więźniów i pocieszania strapionych, chcemy okazać wsparcie dla księdza Michała.
Zachęcamy Pana do odwiedzenia stworzonej przez Centrum Życia i Rodziny strony internetowej, na której każdy może skierować do ks. Michała słowa wsparcia, pokrzepienia oraz zapewnienia o modlitwie i pamięci. Gdy ks. Michał zostanie uwolniony – przekażemy mu tę księgę z nadzieją, że nasze słowa pocieszenia i dobre życzenia przyniosą mu ulgę po trudnych doświadczeniach i wzmocnią na dalszej drodze posługi.

P.P.S. W piątek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (po prawie dwóch tygodniach od publikacji listu ks. Olszewskiego…) opublikowała oświadczenie, w którym podważa prawdziwość słów ks. Michała. W odpowiedzi na to oświadczenie, obrońcy księdza opublikowali list otwarty do Ministra Sprawiedliwości, w którym wykazują szereg manipulacji szefów służb. Ale nawet abstrahując od tych manipulacji, to – kierując się zawodowym doświadczeniem – pokładam większe zaufanie w słowa zatrzymanego w Wielkim Tygodniu i przetrzymywanego w areszcie z przyczyn politycznych księdza, niż w wystudiowanym stanowisku zdolnych do nadużyć służb.

Mani. Manicheizm – „religia światłości”?

Aneks IV. Mani i religia światłości.1

W 527 roku liczonym według księżycowego kalendarza ery Seleucydów, który według chrześcijańskiej rachuby czasu przypadał na lata 216/217 po Chrystusie na świat przyszedł Mani zwany też Manesem późniejszy twórca i prorok nowej, najbardziej chyba antychrześcijańskiej religii, manicheizmu, zwanego Religią Światłości.

Z manicheizmu wyłonił się między innymi mazdakizm, bogomilizm, kataryzm, które przysporzyły ludzkości niebywałych i licznych problemów. Informacje o Manim przekazał nam wybitny chorezmijczyk Biruni, czyli Abu Rajhan Muhammad al–Biruni2 – jeden z najwybitniejszych średniowiecznych muzułmańskich uczonych – historyk, teolog, lingwista, ale też fizyk, matematyk, znawca astronomii, medycyny i nauk przyrodniczych, farmakolog i mineralog, geograf i geolog, uważany za ojca geodezji, biegle władający prócz swego ojczystego języka także perskim, arabskim, greckim, syryjskim, hebrajskim i sanskrytem. Autor blisko 150 książek.

Jako historyk Al–Biruni zawsze był uważany za rzetelnego, obiektywnego i wiarygodnego, toteż jeśli taką datę narodzin Maniego podaje ów właśnie człowiek, to można mu zaufać bardziej niż jakimkolwiek innym historykom, kronikarzom czy badaczom dziejów.

Tak na dobrą sprawę niewiele o Manim wiadomo. Przeciwnicy proroka (a miał ich bez liku) ukazują go w sposób karykaturalny, zwolennicy zaś w wyidealizowany. Z tej przyczyny trudno o obraz w pełni obiektywny.

A oto jak doszło do jego pojawienia się na świecie.

Żył w Medii pewien książę imieniem Patik, którego żona, także z książęcej rodziny, zwała się Miriam. Ów Patik nie był takim sobie, zwyczajnym arystokratą, któremu życie upływa na płochych uciechach. On szukał prawdy i drogi nadprzyrodzonej. I oto stało się, iż Bóg dostrzegł Patika. W czasie gdy wyjechawszy z Medii, osiedlił się na stałe w Babilonie, usłyszał głos Najwyższego. Miało to miejsce w świątyni, w której często przebywał, oddając się modlitwom i nabożnym rozmyślaniom. Bóg zażądał, by książę zrezygnował z uciech stołu i łoża, a ten nie omieszkał usłuchać wezwania. I stał się przez to czysty.

Niezbyt długo po tym zdarzeniu żona Patika, Miriam, urodziła dziecko płci męskiej, któremu nadano imię Mani. Chłopiec wyrastał w atmosferze domowej przepojonej wielką pobożnością, a nawet mistycyzmem. Ponoć zainteresowania religijne obudziły się w nim dość wcześnie. Zapewne sprzyjało temu, prócz szczególnych predyspozycji psychicznych i przykładu ojca, również obcowanie z wyznawcami najrozmaitszych religii, których przecież w Babilonie nie brakowało.

Mani zetknął się ze światem niematerialnym jeszcze w dzieciństwie. Oto, gdy osiągnął wiek dwunastu lat (około 228–229 roku n.e.) przybył doń anioł Taum (Bliźniak), przynosząc powołanie i wiedzę o nadprzyrodzoności od samego Króla Świetlistego Raju. Ten polecił mu zerwać z wyznawaną przez Patika religią i powołał na apostoła najwyższej i jedynej prawdy. Ale z publicznym wystąpieniem kazał mu się jeszcze powstrzymać do czasu, aż dorośnie i dojrzeje. Któż bowiem zechciałby słuchać dziecka?

Mani uwierzył i przyjął objawienie.

Mijały miesiące i mijały lata i oto nadszedł ów dzień upragniony (około 240–241 roku n.e.), kiedy znów przed wybrańcem Bożym pojawił się anioł, by mu obwieścić wolę Najwyższego nakazującą młodzieńcowi rozpoczęcie publicznej działalności.

Pod wpływem objawień, a także i głębokich studiów teologicznych Mani sformułował oryginalną doktrynę religijną i przedsięwziął pierwsze podróże misyjne, w których czasie swoją naukę rozwijał i szczegółowo opracowywał. Na terenie Persji występował publicznie dopiero po objęciu tronu przez szacha Szapura I (241–273 r. po Chr.). Będąc przyjacielem „króla królów”, uzyskał jego poparcie dla swojej religii. Wówczas to ukształtowała się hierarchia manichejska, powstały niezliczone gminy wyznaniowe, a popularność proroka stała się ogromna. Nie ograniczał się on bowiem do rozsyłania misjonarzy, ale sam podróżował, nauczał, nawracał. Dotarł do Azji Mniejszej, Indii, Egiptu… Na trasach swoich wędrówek ustawicznie spotykał się z uwielbieniem tłumów.

Ale szczęśliwa gwiazda Maniego wzeszła na krótko i szybko zbliżał się czas jej zachodu. Wiosną 273 roku umarł przyjaźnie nastawiony do proroka Szapur I.3 Na tronie zasiadł jego syn Hormizd I4, który podobnie jak i ojciec lubił, cenił i szanował Maniego. Ale szach panował krótko, bardzo krótko, bo tylko rok, po czym i jego zabrała śmierć niespodziana.

Następcą Hormizda został Bahram I (274–277), który zupełnie inaczej patrzył na proroka i głoszone przez niego nauki. Bahram rozumiejąc, iż nowa religia godzi w dotychczasowy ład społeczny, co może w efekcie doprowadzić do podcięcia korzeni monarchii, wydał nakaz aresztowania Maniego. Wkrótce prorok stanął przed władcą, który oskarżył go o chęć zniszczenia państwa. Ten usiłował się bronić – bez rezultatu. Został osądzony i skazany na śmierć. Tradycja głosi, iż zdarto z niego skórę, którą wypchano sianem i plewami i umieszczono w miejscu publicznym, ku przestrodze i na postrach tym, którzy chcieliby iść w jego ślady. A stało się to w lutym 276 lub 277 roku.

Należy podkreślić, że Mani jest jedynym z twórców religii, który stał się i założycielem kościoła, i autorem ksiąg świętych, i jednocześnie prowadził działalność misyjną. Wygląda na to, że wszystko wpierw dokładnie zaplanował i później realizował z żelazną konsekwencją. Żywotność jego doktryny potwierdziła później słuszność założeń. Albo rzeczywiście kierował nim jakiś duch?… I tego przecież nie można wykluczyć…

Manicheizm to nie zwyczajny synkretyzm religijny, chociaż może sprawiać takie wrażenie. Faktem jest, iż łączy w sobie elementy zoroastryjskie, chrześcijańskie, taoistyczne i buddyjskie, a wszystko to jest obficie podlane gnostyckim sosem. Mani z rozmysłem i celowo (do czego sam się przyznawał) połączył wszystkie te religie ze sobą, stwarzając z nich jedną, możliwą do przyjęcia przez cały ówczesny świat rozbity nie tylko pod względem politycznym, ale i kulturowym. To miał być taki ekumenizm na miarę owej epoki.

Przy takowym założeniu trudno się dziwić, że przez długie wieki traktowano manicheizm bądź jako herezję chrześcijańską, zoroastryjską, bądź jako wypaczony buddyzm. „Religia światła” (ponieważ oficjalnie taką nazwę nosił) mogła doskonale udawać każdą z tych, których doktryny posłużyły do zbudowania jej własnej.

Mani, umierając, dał w spadku swym następcom doskonale zorganizowany Kościół działający na bardzo rozległym obszarze: od cesarstwa rzymskiego na Zachodzie, po cesarstwo chińskie na Wschodzie. Pozostała po nim hierarchia zaplanowana na wzór chrześcijański i pogański zarazem: 12 apostołów, 52 biskupów i 365 kapłanów, oraz kanon świętych ksiąg: Wielka Ewangelia, Skarb życia, Księga misteriów, Księga olbrzymów i Szabuchragan.

Mani, występując publicznie, ogłosił się Duchem Świętym, Parakletem, czyli Pocieszycielem, oraz ostatnim z proroków. Za zrąb swojej doktryny przyjął absolutny dualizm: walkę Światła z Ciemnością, Dobra ze Złem, Bóstwa z Demonem, Ormuzda z Arymanem, uznając całkowitą równorzędność, ze względu na pochodzenie, siły i możliwości Dobra i Zła. Nauka Maniego zawarta jest w jego pismach w formie mocno zmitologizowanej. A oto ona, w wielkim skrócie i uproszczeniu:

Niegdyś istniał tylko Zurwan, czyli Czas (najwyższe bóstwo zaratusztriańskiej sekty zurwanistów), który zapragnął mieć syna. Mijały lata i stulecia, a pragnienie nie ziszczało się i dopiero w momencie, gdy Zurwana ogarnęło zwątpienie w swoje możliwości, wyemanował świetlistego Ormuzda, ale wkrótce potem zaistniał także Aryman – zło, ciemność, ból i rozpacz. Jego Bóg nie pragnął. To zwątpienie, jak również sama chęć kreacji spowodowały pojawienie się go.

Tak więc zarówno Ormuzd, jak i Aryman są dziećmi Zurwana. Przeciwne ich natury sprawiają, że każdy z nich chce być władcą Wszechświata. Zaczynają walczyć, a walka ta trwa do dziś. Jednym z jej efektów jest powołanie do bytu Pierwszego Człowieka, który jednak zostaje pokonany przez siły ciemności. Mimo iż w końcu, za pomocą jednej z emanacji dobrego Boga, udaje mu się wyrwać ze Świata Zła, zwycięstwo jest tylko połowiczne – część świetlistej materii, z której Pierwszy Człowiek został zbudowany, pozostaje w mocy Arymana. Teraz idzie o to, aby ją odzyskać. Pojawiają się kolejne eony dobrego Bóstwa, które chcą to zadanie wykonać. Niestety, Zło jest silne. Resztę materii opanowuje Aryman i tworzy z niej parę demonów, która płodzi Adama i Ewę. Od tej pory w materii następuje przemieszanie się Dobra ze Złem, światła z ciemnością, czego przyczyną był pierwszy akt płciowy. Należy zatem uczynić wszystko, aby resztę owego światła oddzielić od zbrukanej materii i ponownie połączyć ją z Bogiem.

Dokonać tego miał Jezus, kolejna emanacja, czy też awatar Bóstwa, który pojawił się na Ziemi w pozornym ciele, lecz w zrealizowaniu celu przeszkodziły mu siły demoniczne, doprowadzając do jego pozornej śmierci na krzyżu. Ofiara krzyżowa nie była jednak daremna – miała wydźwięk kosmiczny, poza tym ów kosmiczny Jezus pozostawił nam gnozę (wiedzę), której osiągnięcie pozwala na wyrwanie się ze Świata Ciemności. Nie wiara, nie uczynki, lecz gnoza…

Po Jezusie przyszedł Mani Paraklet, Pocieszyciel – jako jego dopełnienie, aby poprzez głoszenie nauk uświadomić ludziom, że materię należy zniszczyć, aby uwolnić z niej boskie światło i w ten sposób przyczynić się do zwycięstwa Dobra nad Złem. Pozbawienie materii pierwiastka boskiego unieczynni ją i unieszkodliwi. Jednostkowe okruchy światłości (dusze) tkwiące w każdej żywej istocie muszą powrócić do Absolutu, aby w nim się rozpłynąć, zatracając samoświadomość (wzorem buddyjskiej nirwany). Jeżeli człowiek dostąpi tego szczęścia, to wyłącznie przez wypełnianie rytualnych i etycznych nakazów manicheizmu. Jeśli natomiast postąpi odwrotnie, po śmierci jego dusza (iskra boża) wróci do innego materialnego ciała.

Na podstawie tej nauki manicheizm opracował szczególną etykę, która zaprzeczała wszystkiemu, co ludzkie. Najważniejszym zaleceniem był zakaz płodzenia potomstwa, aby nie więzić „boskiego światła” w coraz to nowych powłokach cielesnych. Zresztą wszystkie czynności pozwalające na rozwój materii i umacnianie jej pozycji we wszechświecie były zakazane. Nie wolno więc było niczego posiadać. Ponadto wtajemniczonych w wyższe stopnie gnozy obowiązywała niezwykle surowa asceza – posty i umartwianie ciała.

Jeszcze raz podkreślę, że absolutnie zakazane było płodzenie potomstwa, jak również odbywanie stosunków seksualnych z kobietami przez manichejczyków. Dość intrygująca jest taka postawa Maniego. Niektórzy przypisują to jego kalectwu i brzydocie, które uniemożliwiały mu nawiązywanie kontaktów płciowych z kobietami.5 Być może mają rację. Skoro sam nie umiał, czy nie mógł, to i innym zabraniał…

Po śmierci Maniego jego następcy, zwani Królami Prawa, zmuszeni byli pójść na znaczne ustępstwa w stosunku do szeregowych wiernych, tj. słuchaczy i katechumenów, których nie obowiązywała aż tak ścisła asceza i abstynencja seksualna jak tych, którzy posiadali wyższe stopnie wtajemniczenia, czyli wybranych, prezbiterów, biskupów i apostołów. W końcu tych ostatnich ktoś musiał utrzymywać – karmić i odziewać.

Popularność manicheizmu była ogromna, szczególnie wśród najuboższych warstw ludności, a tłumaczyć ją można chyba wiarą, że gdyby „religia światłości” zapanowała na świecie, a jej nakazy były rygorystycznie przestrzegane przez wszystkich, to zniknęłyby wszelkie różnice społeczne między ludźmi – nie byłoby już panów ani poddanych, bogatych ani biednych. Wszyscy byliby sobie równi. W tym wypadku manicheizm był atrakcyjniejszy od chrześcijaństwa, które czyniło ludzi równymi wyłącznie wobec Boga, ale poza tym nie uderzało w system społeczny, godząc się na istnienie hierarchii warstw, klas, czy jak to tam inaczej nazwać, akceptując ich obecność w życiu doczesnym i nie wykluczając w przyszłym.

Niebezpieczeństwo wyznawania manicheizmu przez poddanych rychło dostrzegli władcy i bojąc się doprowadzenia państw do ruiny, wypowiedzieli nowej religii bezwzględną i okrutną wojnę. Ale walka z manichejczykami nie była łatwa z kilku powodów. Po pierwsze, wierząc, że świat jest złem i wyłącznie zła się z jego strony można spodziewać, byli psychicznie przygotowani na prześladowania, tortury i śmierć, które nie budziły w nich grozy i przerażenia w takim stopniu, aby całkowicie sparaliżować ich działanie. Po drugie, w przeciwieństwie do chrześcijan nie gustowali w męczeństwie, bo oddawanie życia przez jednostki (bezsensowne oczywiście oddawanie życia) hamowało rozprzestrzenianie się religii po świecie, a tym samym opóźniało ostateczne zwycięstwo nad Złem. W związku z tym od samego początku stosowania represji można zaobserwować udawanie przez manichejczyków wyznawców innych religii: w państwie rzymskim – chrześcijan, w Persji – zaratusztrian, na Wschodzie – buddystów lub taoistów.

Podsumowując:

Podstawą doktryny manichejskiej jest dualizm, co oznacza istnienie na świecie dwóch przeciwstawnych, ale równych sobie zasad – Dobra i Zła, Światła i Ciemności. Nie ma to jednakowoż nic wspólnego z chrześcijańskim rozumieniem owych przeciwstawnych sobie sił, lecz opiera się raczej na zaratusztriańskiej koncepcji dwu równorzędnych sobie bogów: Ormuzda i Arymana, tak jednak wypaczonej i tak wymieszanej z wierzeniami innych, pogańskich religii, okultyzmu, magii i mistycyzmu żydowskiego, że zwalczało ją zarówno chrześcijaństwo, jak i zaratusztrianizm. Ba! Potworną gnozę Manesa potępił nawet jeden z najbardziej znanych w dziejach magów, sam Eliphas Lévi (1810–1875), mówiąc, iż Mani sprofanował nie tylko doktrynę chrześcijańską, co by aż tak bardzo magowi, jako okultyście i sataniście, nie przeszkadzało, ale również przedchrześcijańskie święte tradycje. I te jego słowa, ta opinia powinny dać nam do myślenia.

Nie do przyjęcia ani przez chrześcijańskich księży, ani przez perskich magów, było twierdzenie Maniego, iż cała materia jest absolutnie zła, że zło jest odwieczne, podobnie jak dobro, a ludzkość to rasa diabelska, bo Adam współżył z demonicą Lilith i innymi z demonami płci żeńskiej, Ewa zaś z Wężem i z demonami męskimi pomniejszego sortu. I z tych związków powstał szatański gatunek po dziś dzień zasiedlający cały świat, a tym gatunkiem jesteśmy my sami.

Mimo prześladowań wygasanie manicheizmu na obszarze ówczesnego świata trwało blisko tysiąclecie. W końcu jednak Kościół stworzony przez Maniego, zachowując ciągłość hierarchii i tradycji, przestał istnieć. Co nie znaczy, że sama idea umarła. O nie! Myliłby się, kto by tak sądził!

1Na podstawie: Andrzej Sarwa, Religia Światłości, [w:] Czciciele Ognia, Czasu i Sztana: Zaratusztrianizm, zurwanizm, anahityzm, mitraizm, manicheizm, mazdakizm, mazdazanizm, jazydyzm, Sandomierz 2010, ss. 113 i n.

2973–1048.

3? – 272.

4? – 273.

5A być może preferował współżycie z mężczyznami.

=============================

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 

wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki

tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem

a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

14 lipca – masoni świętują początek bezbożnej epoki. Święty biskup Pelczar demaskuje mit Rewolucji Francuskiej

14 lipca 2024

Początek bezbożnej epoki. Święty biskup Pelczar demaskuje mit Rewolucji Francuskiej

pch24/wiety-biskup-pelczar-demaskuje-mit-rewolucji-francuskiej

Chwalenie się dziedzictwem Rewolucji Francuskiej to reguła w krajach „pierwszego świata”. W powszechnym obiegu przewrót ze schyłku XVIII wieku przedstawia się jako prometejski projekt polityczny, którego owocem w zasadzie ma być „nowoczesne” społeczeństwo… To jednak spadek zbroczony krwią i zhańbiony apostazją. Integralną częścią dzieła jakobinów i sankiulotów była krwawa rzeź kleru i… próba zastąpienia chrześcijaństwa bluźnierczym kultem.

Jak podkreślał święty arcybiskup Sebastian Pelczar, te prześladowania nie były skutkiem „chwilowego wzburzenia namiętności”. Bunt przeciwko wierze stanowił samo sedno rewolucyjnego programu.

Bałwochwalstwo rewolucji

W swojej książce „Rewolucja Francuska wobec religii katolickiej i jej duchowieństwa” święty dał najlepsze poparcie powyższemu przekonaniu, przywołując wstrząsające sceny, dla których przed ponad 200 laty Francja stała się krwawym teatrem. Jednym z najbardziej wymownych obrazów jest relacja z pierwszego nabożeństwa „kultu rozumu”, jakie zgromadziło Paryżan 10 listopada 1793 roku:

Na niesionym przez rewolucjonistów pozłacanym tronie zasiadła gwiazda opery. Jej głowę zdobiła czerwona „frygijka”. W dłoniach miała włócznię i gałązkę dębową, a pod jej stopami leżał zbezczeszczony znak Odkupienia – Chrystusowy Krzyż. Śpiewaczka, czy też tancerka odgrywała w porażającej ceremonii rolę bóstwa. W towarzystwie tłumnego orszaku wniesiono ją do kościoła Najświętszej Maryi Panny. Wewnątrz świątyni zasiadła na ołtarzu – a zgromadzony lud oddawał jej bałwochwalczy pokłon. [to była „kurtyzana – tj. droga, znana kurwa. Tego określenia jedna świętobliwy Biskup unikał. MD]

Oto kult nowej religii. Od 26 listopada 1793 roku jedynej, która cieszyła się nad Sekwaną swobodą publicznego wyrazu. Tymczasem kościoły, do niedawna jeszcze tętniące życiem religijnym i celebracjami Najświętszej Ofiary, zostały pozamykane, zsekularyzowane i podporządkowane władzy państwa. Księża diecezjalni, mnisi i zakonnice przeciwni poglądom rewolucjonistów, trafili na wygnanie albo na gilotynę. Zdaniem bpa Pelczara, liczba duchownych dotkniętych represjami wywrotowców sięgać mogła 40 tysięcy…

Zastąpienie wiary Francuzów zajadłym antyklerykalizmem i bluźnierczymi gusłami wymagało wielu zbrodni, niemałej liczby uchwał i czasu. Gdyby dla rewolucji religia była sprawą mniejszej wagi, z pewnością skala prześladowań nie osiągnęłaby podobnego natężenia. Choć dziś myśli się o krwawym dziele lat 1789 – 1799 w kategoriach społecznych, święty pasterz archidiecezji przemyskiej udowadniał, że było ono czymś więcej niż tylko reakcją na bieżące problemy czy nową wizją polityczną.

Rozsadnicy niedowiarstwa  

Jak wyjaśniał abp Pelczar, Rewolucja Francuska była w swojej najgłębszej istocie wydarzeniem religijnym. „Zjawisko tej miary nie mogło być skutkiem chwilowego wybuchu namiętności, ale musiało mieć swoje źródło w upadku wiary u znacznej części społeczeństwa francuskiego”, zwracał uwagę. Zdaniem dawnego rektora UJ, rolę „mistrzów niedowiarstwa”, którzy trudzili się, by na francuskiej ziemi wyrósł kąkol apostazji, przyjęli oświeceniowi myśliciele.

Za Ludwika XV powstaje nawet związek duchów mocnych, albo filozofów mający (…) za cel obalenie katolicyzmu i przekształcenie Francji tak pod względem religijnym, jak i politycznym i społecznym. Przywódca tego spisku, Voltaire, arcymistrz w sarkazmie i sofizmacie, szydzi z tajemnic wiary, osłabia cześć dla wiary, podkopuje zasady moralności.

Dalej jeszcze posuwa się Diderot, bo zuchwale twierdzi, że nie będzie dobra na świecie, dopóki ostatniego króla nie powieszą na wnętrznościach ostatniego księdza. (…) Z drugiej strony Rousseau rzuca rękawicę Objawieniu, powadze cywilizacji, a zachwala religie deizmu, stan natury, wychowanie przez niewychowanie, wszechwładztwo ludu i równy podział dóbr (…). Ci to sofiści, słuchani jak wyrocznie, oklaskiwani jakoby zbawcy ludzkości, stali się mistrzami niedowiarstwa i moralnymi twórcami rewolucji”, opisywał ich działalność polski duchowny.

Podstawą przewrotu roku 1789 była więc bezbożna myśl, zakorzeniona w naturalizmie i uwielbieniu człowieka. Rewolucjoniści przekreślili Objawienie. Przekonywali za to, że jedynym źródłem prawd może być „rozum” zamknięty na wszystko, co przerasta przyrodzoność.

Ekspansję temu rewolucyjnemu stanowisku zapewniły, jak tłumaczył święty ordynariusz, inne destruktywne czynniki. Odporność duchową Francuzów zdecydowanie pogorszyło zepsucie obyczajów, ulubiony sprzymierzeniec apostazji. Moralna gangrena rozpleniła się, według hierarchy, od góry – przede wszystkim przez demoralizację dworu. Styl bycia „elity społecznej” przedrewolucyjnych czasów cechował bowiem zbytek, rozwiązłość i zaniedbanie własnych obowiązków stanowych… Gorszące wady spływały na gmin.

[porównaj dzieła Andrzeja Sarwy. md]

Oliwy do ognia dolała wreszcie działalność tajnych stowarzyszeń… Ideologię tych kół św. biskup Sebastian Pelczar opisywał w obszernej pracy o wolnomularstwie w następujących słowach: „Czymże jest tedy masoneria, jeżeli nie sektą antyreligijną, dążącą do ostatecznego usunięcia religii Chrystusowej, a zastąpienia jej swoją religią – to jest kultem natury i ubóstwieniem człowieka, jak też do obalenia Kościoła, by zamiast niego stać się Kościołem świata?”. Jak zwracał uwagę duchowny, nad niemal wszystkimi ważniejszymi przywódcami rewolucji unosił się znak cyrkla i węgielnicy…

Przewrót religijny – początek bezbożnej epoki

Z uwag świętego biskupa płyną wartościowe wnioski… Ukazuje on Rewolucję Francuską w innym, celniejszym świetle. Bez trudu pozwala pojąć, dlaczego od początku Kościół oraz wywrotowcy wypowiedzieli sobie nawzajem bezpardonową wojnę… Antychrześcijańskie przedsięwzięcie tych ostatnich nie było sprawą polityki, ale religijną wojną domową. Uchwały rewolucjonistów, takie jak zakaz katolickiego kultu, zabór mienia kościelnego, ale również ogłoszenie Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, motywowane były wiarą – nową religią rozumu i człowieka…

Widząc, że kontekst ten zostaje zapomniany, a rewolucja doczekała się uznania za prometejski projekt emancypacji, święty biskup Pelczar przyłączył się do starcia i chwycił za słowny oręż. Swoją pracę o wydarzeniach końca XVIII wieku we Francji dedykował polskiemu narodowi, by przestrzec naszych przodków przed czerpaniem inspiracji z dzieła wolterian i masonów. Jak wielki byłby smutek tego obrońcy ortodoksji, gdyby spojrzał na kształt własnej ojczyzny i Kościoła w XXI wieku… Ten sam duch i treść, jakie przenikały bałwochwalcze ekscesy rewolucjonistów, stały się dzisiaj podstawą „nowoczesnej” państwowości. Poglądy rzekomo usprawiedliwiające prześladowania kapłanów, uzyskują legitymację nawet w Kościele, podkopując wiarę wielu.

Wyjątkowego uznania doczekała się dziś Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. Dokument ten przedstawia się w roli fundamentu demokratycznego porządku. Trybunały sądzą nawet z przestrzegania wywiedzionych z niego postanowień i ich kontynuacji. Głosów krytyki niemal próżno szukać. Język praw człowieka przeniknął nawet skutecznie do orzeczeń władzy duchownej. Kościół przestrzega przed ich naruszaniem i sam zachowuje się jakby przyjął je za nienaruszalny drogowskaz.

Tymczasem fundamentem Deklaracji nie było zaznaczenie godności człowieka jako korony stworzenia. Wynikła ona z buntu przeciwko wszystkim normom, których źródłem nie byłoby „samostanowienie ludu”. Odzwierciedla też wiarę uczestników rewolucyjnego zgromadzenia w ich ustawodawczą wszechmoc. Gdy rewolucjoniści zadekretowali „wolność religii i sumienia”, ich celem było podważenie powinności wiary w to, co Objawione. „Zdecydowali”, że nie ma prawa, które wymagałoby przyjęcia Chrystusa za Mesjasza i uznania tego, co Zbawiciel podaje przez Kościół. Tymczasem Chrystus powiada: „wolą Ojca jest to, byście wierzyli w Syna, którego On posłał”.

W istocie Deklaracja Praw Człowieka to agresywny bunt przeciwko ładowi społecznemu, w którym istnieją niewzruszone zasady religijne, moralne czy porządek hierarchiczny. To właśnie dlatego papieże zdecydowanie potępili rewolucyjne uchwały zapisanych w hołubionym dziś akcie. Tak o rewolucyjnych koncepcjach pisał w encyklice Mirari Vos Grzegorz XVI:

„Ze stęchłego źródła indyferentyzmu wypływa również owo niedorzeczne i błędne mniemanie, albo raczej omamienie, że każdemu powinno się nadać i zapewnić wolność sumienia. Do tego zaraźliwego błędu wprost doprowadza niewstrzemięźliwa i niczym nie pohamowana dowolność poglądów, która wszędzie się szerzy ze szkodą dla władzy duchownej i świeckiej, za sprawą niektórych bezwstydników, którzy odważają się głosić, że z tego powodu religia odnosi jakąś korzyść. Ale czy może być bardziej nieszczęśliwsza śmierć dla duszy niż wolność błądzenia? (14), mawiał św. Augustyn.

Kiedy zwolniony zostałby wszelki hamulec, który utrzymywał ludzi na drodze prawdy, wówczas ich zepsuta natura skłonna do złego już na oślep rzuci się za swoim popędem, wówczas powiedzmy to rzetelnie – otwarta jest studnia przepaści (Ap 9, 3), stąd według objawienia św. Jana wydobywał się dym, który zaćmił słońce, i szarańcza, która spustoszyła ziemię.

Stąd pochodzi nieuporządkowanie umysłów, stąd w młodzieży coraz większe zepsucie, stąd u ludu pogarda najświętszych praw i rzeczy duchowych, stąd słowem: zaraza w państwie szkodliwsza nad wszystkie, ponieważ wiadomo na podstawie doświadczenia opartego na całym starożytnym dorobku, że państwa kwitnące potęgą, sławą i zamożnością upadły tylko z powodu tego jednego nieszczęścia, nieumiarkowanej dowolności opinii, wolności wypowiedzi i żądzy coraz to nowych zmian”.

Z kolei Pius VI bezpośrednio zareagował na uchwały rewolucjonistów wydaniem w marcu 1791 roku breveQuod Aliquantum. Ojciec Święty skrytykował zasadę „wolności religijnej”: „tej wolności absolutnej, która nie tylko zapewnia prawo, aby nie być niepokojonym co do swych poglądów religijnych, ale która daje prawo myśleć, mówić, pisać i nawet drukować w materii religijnej to, co komu podpowiedziała najbardziej zwariowana imaginacja. To prawo monstrualne”, oceniał papież.

Zdecydowany sprzeciw Kościoła wobec Rewolucji obrazował przywiązanie do Najwyższego Prawodawcy. W XVIII wieku władza duchowna i wierni zdawali sobie sprawę, że zasady ustanowione przez Boga nie naginają się do ludzkich oczekiwań ani woli większości. Człowiek nie ma „prawa” do obierania swojej drogi życiowej, jak tylko chce. Nawet jeśli litera przepisów daje mu takie możliwości – to w najgłębszym sensie grzech, w tym odrzucenie prawdziwej wiary, jest zawsze aktem nielegalnym. Swoboda w jego popełnianiu nie może stanowić podstawy społeczeństwa, które chce nazywać się chrześcijańskim. Oznacza bowiem uzurpacyjną próbę zwolnienia się z obowiązków wobec Stwórcy.

Dziś za to porewolucyjny paradygmat świeckości i kultu człowieka staje się podstawą ustrojów państw, ale i kościelnej praktyki. Smutnym świadectwem tej tendencji są próby „pojednania” Kościoła i masonerii. Napływające z Watykanu wiadomości o takich wysiłkach dowodzą jednego – konflikt wygasa, bo Lud Boży coraz mniej opiera się przekonaniom o wolnomularskim rodowodzie. Religia człowieka, choć dla św. Józefa Sebastiana Pelczara była skandalem, przestaje szokować… „Konsensus naukowy” czy presja postępowców stają się kryterium, do jakiego dostosowywać się ma doktryna. Chrześcijańska moralność i teologia małżeństwa ma uwzględnić „dorobek” rewolucji seksualnej… To wszystko znak emancypacji człowieka spod boskiej władzy – najgorszego egalitaryzmu, który znosi różnicę między tym co święte, a tym co naturalne.

Niebezpieczną ekspansję takich tendencji dostrzegał również były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak podkreślał bp Pelczar, francuski przewrót „rzucił w świat posiew nowej idei, a tym samym stał się początkiem nowej epoki, zwanej rewolucyjną”. Jej serce to non serviam rzucone Bogu przez Jego stworzenie – dziś jeszcze bardziej pewne swojej wszechwładzy – nad wiarą, etyką, a nawet… płcią.

Filip Adamus

Redakcja PCh24.pl poleca pozycje: „Rewolucja Francuska wobec religii katolickiej i jej duchowieństwa” oraz „Masoneria. Jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacja, ceremoniał i działanie” autorstwa św. Józefa Sebastiana Pelczara, dostępne w księgarni Multibook.pl. W oparciu o te pozycje, nadesłane dzięki uprzejmości księgarni, powstał powyższy artykuł.

==================================

Opis 41 str., 12 zł

Św. bp Pelczar w zwarty i logiczny sposób przedstawia genezę rewolucji francuskiej prezentując ją – zgodnie z rzeczywistością – jako krwawy przewrót, godzący we wszelkie przejawy życia ludzkiego, począwszy od religii, obyczajowości, stosunków społecznych aż do urządzeń struktury władzy w państwie i w świecie.


Przedmowa

Odczyt wypowiedziany w r. 1890 w Krakowie na dochód Towarzystwa Wzajemnej Pomocy uczniów Uniwersytetu Jagiellońskiego, a teraz znacznie rozszerzony, ogłaszam ponownie drukiem, chcąc na losach Francji wykazać, do czego prowadzi zaciekła nienawiść Kościoła katolickiego, a zarazem ostrzec naród polski, aby nie poszedł śladami rewolucji francuskiej, która wprawdzie niejedno złe usunęła, ale z drugiej strony pod hasłem wolności, braterstwa i publicznego dobra skrępowała wolność religijną i polityczną, uprawniła bezbożność, pomnożyła zbrodnie i wytoczyła strumienie krwi bratniej. Ostrzeżenie to jest potrzebne, bo w społeczeństwie polskim nie brak takich, którzy przyszłość niepodległego narodu i państwa widzą w porzuceniu zasad religii katolickiej i obaleniu porządku na tych zasadach opartego, albo przynajmniej na skrępowaniu wolności Kościoła i zagrabieniu jego mienia, by go pozbawić wszelkiego wpływu na sprawy polityczne i społeczne, a losy narodu oddać w ręce zwolenników socjalizmu i radykalizmu, czy nawet rosyjskiego bolszewizmu. Że obowiązkiem prawych katolików i patriotów jest stawić tamę tym dążnościom i bronić energicznie a roztropnie i wytrwale zasad katolickich, jako podwalin, na których jedynie silna budowa polityczna i społeczna wznieść się może, nie potrzeba dowodzić; historia jest tu najlepszą mistrzynią.

Jestem daleki od uroszczenia, by tę rozprawę uważać za wyczerpującą; to jednak powiedzieć mogę, że fakty w niej wymienione stwierdziła krytyka historyczna.

Przemyśl, 29 września 1922 r.
Józef Sebastian Pelczar

====================

Tysiące Polaków na odsłonięciu pomnika „Rzeź Wołyńska”. W mediach oficjalnych – cisza

Takiej frekwencji chyba nikt się nie podziewał Tysiące polskich patriotów zjechało się do Domostawy na Podkarpaciu aby wziąć udział w odsłonięciu pomnika „Rzeź Wołyńska” autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego i oddać hołd pomordowanym i leżącym nadal w bezimiennych dołach Ukrainy przodkom. Uroczystości oficjalnie rozpoczęły się o godzinie 11-tej, ale już od wczesnych godzin porannych ludzie zjeżdżali się na plac przed pomnikiem. Na dwie godziny przed rozpoczęciem najbliższe miejsce parkingowe można było znaleźć dopiero niecały kilometr od pomnika.

https://twitter.com/RobertWasPol/status/1812505205088325697

Licznie zgromadzeni uczestnicy mieli ze sobą flagi narodowe. Uroczystości rozpoczęła polowa Msza Święta, po której wygłoszono okolicznościowe przemówienia. Następnie odsłonięto i poświęcono pomnik oraz złożono wieńce i kwiaty.

https://twitter.com/i/status/1812512254346092902
https://twitter.com/i/status/1812505225644683401

Odlana w brązie rzeźba przedstawia orła, którego korpus jest umieszczony w płomieniach, a na skrzydłach umieszczono nazwy miejscowości, których mieszkańcy zostali wymordowani przez Ukraińców. W środku monumentu znajduje się wycięty krzyż, a w nim trójzębne widły, na które nabite jest ciało dziecka. U podstawy pomnika z jednej strony znajduje się rodzina z dziećmi w płomieniach, a z drugiej – także w płomieniach głowy dzieci nabite na sztachety płotu. Pomnik wraz z cokołem mierzy 20 merów wysokości.

https://twitter.com/buczek_tomasz/status/1812543162834882911

Pomnik przez dłuższy czas nie mógł znaleźć swojego miejsca, postępowi włodarze wielu miejscowości nie chcieli go postawić na swoim terenie: Rzeszów, Toruń, Jelenia Góra, Stalowa Wola. W efekcie monument stanął przy trasie Via Carpatia w okolicy Domostawy (pow. niżański, gm. Jarocin). Pomnik stoi na uboczu, trzeba specjalnie się w to miejsce wybrać, ale mimo tego nie przeszkodziło to tysiącom patriotów wziąć udział w jego odsłonięciu.

Na odsłonięciu nie było żadnych oficjalnych władz państwowych.

https://twitter.com/RobertWasPol/status/1812505205088325697

Licznie pojawili się jedynie politycy Konfederacji m.in. Grzegorz Braun, Włodzimierz Skalik, Roman Fritz, Krzysztof Tuduj, Tomasz Buczek, Bartłomiej Pejo, Karolina Pikuła, Andrzej Zapałowski i inni. Polityków koalicji rządzącej oczywiście nie było. Nie było także posłów PiS, co powinno dać ich prawicowym zwolennikom mocno do myślenia.

https://twitter.com/TudujKrzysztof/status/1812512995991515141
https://twitter.com/WspolnotaPamiec/status/1812503632455102689

Pomimo niechęci władz państwowych, obecnych i poprzednich, pomnik znalazł swoje miejsce, a Polacy pokazali, że pamiętają ukraińskie zbrodnie i chcą godnie pochować swoich przodków, których ciała nadal leżą w bezimiennych dołach na Ukrainie. Obyśmy doczekali Ich godnych pochówków.

Relacja VIDEO z uroczystości poniżej:

==============================

mail:

Ale i w Kościele sandomierskim także cisza… chociaż Domostawa leży w granicach diecezji sandomierskiej, na uroczystości nie pojawił się biskup sandomierski, ani nie wysłał oficjalnego przedstawiciela…  bardzo to smutne… 

Trump nie posadził Clintona – Układ kasuje Trumpa

Trump nie posadził Clintona – Układ kasuje Trumpa

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 14 lipca 2024

8 lat temu, po wygraniu przez Trumpa wyborów prezydenckich, napisałem tekst Czy Trump posadzi Clinton – czy Układ skasuje Trumpa?”

w którym przypomniałem, że czasie mojego, już długiego życia, miało miejsce korygowanie wyników wyborów w USA metodą:
na zamordowanie prezydenta (Johna Kennedy’ego),
– na zamordowanie pewniaka w wyborach prezydenckich (Roberta Kennedy’ego),
– na usiłowanie zamordowania prezydenta (Ronalda Reagana),

Trump Clinton nie posadził, a ja nie przewidziałem, że po 4 latach, Układ zdecyduje się na rozwiązanie najprostsze, żeby nie rzec – prymitywne:
po prostu sfałszuje wyniki wyborów prezydenckich:

na rympał, na wydrę, na chama.

I to w państwie, które przyznało sobie rolę globalnego strażnika demokracji, jak Ziemia długa, szeroka i kulista (tu można się śmiać – jeszcze można).

Wszystko byłoby cacy, gdyby nie niechlujstwo:
bo skoro na rympał, na wydrę, na chama, to oczywiście, że dbałość o szczegóły staje się nieistotna i zastępuje ją wspomniane niechlujstwo, w wyniku którego, w Gabinecie Owalnym został zainstalowany egzemplarz wybrakowany marki Biden.

***

Z punktu widzenia Układu, było to do pewnego momentu rozwiązanie optymalne, a ten „pewny moment” to chwila, gdy okazało się, że wybrakowanie wybrakowaniem, ale egzemplarz Biden jest w ewidentnej rozsypce.

Co gorsza, egzemplarz ten, najwyraźniej na Festiwalu w Opolu w 1981 roku, oglądał show kabaretu Tey, w którym logicznie wytłumaczono mu, że traktor się nie zepsuł, bo tylko jedno koło się zepsuło, a zostały mu jeszcze 3 koła dobre.

co w przypadku egzemplarza z dostępem do guzika odpalającego zagładę nuklearną, staje się niebezpieczne także dla Układu, który wprawdzie żyje z rozpętywania kolejnych wojen, ale swojej, ulubionej Florydy (byłem: najdosłowniej żyć – nie umierać!), na szwank nawet najmniejszy, a co dopiero zagładę, wystawiać zamiaru nie ma.

Z przyczyn metrykalnych, egzemplarz Biden kojarzy mi się (to chyba nie jest zakazane – jeszcze nie jest) z egzemplarzem Breżniew, a dokładniej – z dowcipem o nim (eh, ten najweselszy, polski barak w całym socjalistycznym GUŁAGu…):

Dlaczego Breżniew stoi na trybunie  jakby kij połknął?
Żeby mu się kwas z akumulatorów nie wylał!

Minęło od tamtego momentu ponad 40 lat i w tym czasie, dzięki postępowi technologicznemu, w egzemplarzu Biden po prostu szwankuje procesor i – co gorsza – sterowniki.

***

Po niedawnej debacie Trump-Biden, która (pomimo zapewnienia Bidenowi komfortowych warunków nie tyle debaty, co starannie wyreżyserowanej pod niego ustawki), nawet dla Układu stało się jasne, że Biden „nie dowiezie”.

Wystarczyło zajrzeć przez kilka dni z rzędu do CNN, by zanurzyć się w wypływającej z ekranu fali (i to powodziowej) histerii.

Wszak Trump, przez niemal 4 lata po ukradzeniu mu prezydentury był i jest tresowany (dokładnie tak – tresowany) przy pomocy całego aparatu bezpieczniacko sądowego, z nagle objawionymi jego rzekomymi partnerkami łóżkowymi włącznie (w sumie banał – Leppera nadwiślański Układek też próbował załatwić tym samym patentem)

Miało mu to obrzydzić kandydowanie w wyborach prezydenckich 2024.

No i tu się pojawił problem: Trump się uparł i parł do wyborów jak czołg.
Żeby było śmieszniej, uparł się też Biden, który, choć  już po debacie zdążył uznać się za czarnoskórą kobietę, ale mimo to (a może z tego powodu) twardo chce się z Trumpem  zmierzyć w jesiennych wyborach, ku rozpaczy Układu, na poważnie rozważającego podmienienie go na nowszy model, wzorem Kidawo-Trzaskowskim.

***

Co zatem pozostało Układowi?

No jak to co: stworzenie faktów dokonanych!

Jakie to fakty dokonane mam na myśli?
No jak to jakie? Takie, o jakich wspomniałem 8 lat temu:

najbardziej dokonanym faktem jest zamienienie człowieka żywego – w martwego.

Czego próbę mieliśmy kilkanaście godzin temu, ale coś nie pykło i zamiast zdjęć pośmiertnych Trumpa w trumnie – mamy fenomenalne zdjęcia Trumpa rwącego się do walki.

Ale ja nosa miałem pisząc 8 lat temu ten tekst o skasowaniu Trumpa…

***

Coś wesołego na koniec?

Ależ proszę bardzo – u mnie wesołość w ciągłej dostawie:

wyjaśnienie sprawy zamachu na byłego prezydenta i pewniaka w nadchodzących wyborach w jednym, Układ powierzył FBI, która to FBI przez 4 lata z zapałem w tresurze Trumpa uczestniczyła

– Internet, który dopiero ma zostać przez Układ ocenzurowany (to co teraz uznajecie za cenzurę, to tylko pieszczoty) pamięta i udowadnia, że freudowskie niekontrolowanie swoich najskrytszych marzeń, może się srodze zemścić:

to zdjęcie gwarantuje, że w listopadzie, nowy Ambasador Opiekuńczy zrezygnuje z usług Donka.

https://web.archive.org/web/20161114190911/http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/czy-trump-posadzi-clinton-czy-uklad-skasuje-trumpa

O autorze: Ewaryst Fedorowicz

Powrót Trumpa: Przygotuj się na chaos, który zostanie rozpętany a wina przerzucona na ciebie

Kocioł nitrogliceryny czyli co odziedziczy Trump

Autor: AlterCabrio , 14 lipca 2024

Co się stanie, gdy Biden odejdzie? Wszystkie te manipulacje ekonomiczne znikną, a prawdziwe dane wyjdą na jaw, gdy Trump będzie u władzy. Może rozpocznie się również III wojna światowa. I zgadnijcie, kto zostanie obwiniony? Palce wskażą na Trumpa, ale wskażą również na CIEBIE.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Powrót Trumpa: przygotuj się na chaos, który zostanie rozpętany a wina przerzucona na ciebie

Tak. To się dzieje. Druga połowa 2024 roku zapowiada się jako jedna z najbardziej szalonych politycznie od stulecia, a iskry już fruwają. Momentem największego absurdu, jak do tej pory, może być pierwsza debata prezydencka między Donaldem Trumpem a Joe Bidenem, w której jasno pokazano całemu światu, że Biden zmierza prostą ścieżką do wariatkowa [crazy town]. Od czterech lat mówimy, że facet jest skończony. To przypadek demencji podtrzymywany i chroniony przez Partię Demokratyczną i media. Teraz jest to już niezaprzeczalne:

W Gabinecie Owalnym siedzi warzywo, a kraj ogarnęła panika.

Lewicowcy panikują, ponieważ teraz już zdają sobie sprawę, że ich kandydat jest farsą, król jest nagi, a oni stawiają wszystkie swoje pieniądze na tego jednego bardzo upośledzonego konia wyścigowego. Konserwatyści świętują, ale też panikują, ponieważ uważają, że Biden w swojej starości może w każdej chwili odpalić broń nuklearną.

Są nawet ludzie wzywający do interwencji na podstawie 25. poprawki, aby usunąć Bidena, ponieważ naprawdę uważają, że on faktycznie podejmuje decyzje. Nie, nie podejmuje. Biden jest pełnomocnikiem potężniejszych interesów i zawsze nim był. Wczesne pozbycie się Bidena nie rozwiązuje problemu, ani nie zapobiegłoby nuklearnej apokalipsie (jeśli kiedykolwiek był taki plan). To inni ludzie podejmują za niego decyzje.

Tymczasem jest jeszcze mnóstwo niespodzianek, które mogą się wydarzyć przed listopadem. Jak zauważyłem w moim artykule „The Juggling Act: Is 2024 A Pivotal Year For The Globalists?” opublikowanym w styczniu, wszystko wskazuje na to, że wybory w 2024r. staną się Czarnym Łabędziem. Stwierdziłem tam, że:

…Istnieje możliwość wystąpienia szokujących wydarzeń, takich jak ustąpienie Bidena w ostatniej chwili. Aresztowanie Trumpa, ale mimo wszystko wygrana. Albo poważny kryzys geopolityczny, który Demokraci wykorzystają jako pretekst do «odroczenia» wyborów…

Coraz bardziej wygląda na to, że przynajmniej jeden z tych scenariuszy ma się spełnić (ustąpienie Bidena lub wypchnięcie go przez Demokratów). Coraz bardziej prawdopodobne staje się również to, że niezależnie od tego Donald Trump powróci do Białego Domu. Na razie wygląda na to, że Biden chce trzymać się swojego stanowiska, ale nawet jeśli ma być zastąpiony, to Demokraci nie mają jeszcze kandydata, który miałby wystarczające poparcie, aby zwyciężyć w listopadzie. A jeśli ktoś uważa, że oszustwo wyborcze będzie wchodziło w grę, to nie wolno zapominać, że liczby głosów muszą być zbliżone, aby można było sfałszować wynik.

Pytanie brzmi, co to będzie oznaczać dla konserwatystów i patriotów w przyszłości? Czy to powód do radości, czy Amerykanie powinni szykować się na to, że stracą grunt pod nogami?

Po zwycięstwie Trumpa w 2016r. (które przewidziałem na rok przed wyborami) zasugerowałem, że może on zostać ustawiony jako kolejny Herbert Hoover, kozioł ofiarny winny szeregu katastrof gospodarczych i społecznych spowodowanych przez niejasne i podejrzane interesy. Zadałem również pytanie, czy Trump chętnie weźmie udział w tym teatrze.

Proszę pamiętać, że jego wybory członków gabinetu w 2016r. były koszmarem – wypełnione rojem elit bankowych, członkiem kartelu Rothschildów (Wilber Ross), członkami CFR i innymi marnymi aktorami. Naprawdę miał jednych z najgorszych ludzi stojących mu nad ramieniem w tamtym czasie (chociażby jak Anthony Fauci, na przykład…). Nawet jeśli Trump miał dobre intencje, jego doradcy z pewnością już nie.

Połączenie zamieszek BLM, podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, histerii pandemicznej, covidowych pakietów stymulacyjnych wywołujących stagflację, czy „powstania” z 6 stycznia sprawiło, że Trump został uznany za wyrzutka (w większości przypadków niesłusznie). Konserwatyści w 2020 roku i później byli określani mianem największych złoczyńców, „niszczycieli demokracji”. Trump był pod wieloma względami szufladkowany jako kolejny Hoover.

Ale w trakcie tego procesu wydarzyło się coś, czego moim zdaniem globaliści nie zamierzali: agenda pandemiczna zawiodła. Paszporty szczepionkowe zawiodły. Nakazy zawiodły. Średnia śmiertelność infekcji wyniosła zaledwie 0,23%, a społeczeństwo nie było wystarczająco przerażone. Zbyt wielu patriotów odmówiło podporządkowania się. Liczby CDC dotyczące szczepień były wyraźnie zawyżone, aby wyglądało na to, że więcej osób przyjmuje szczepionkę. Prawie nikt nie przyjął dawek przypominających.

To był prawdopodobnie jeden z największych błędów, z jakimi kiedykolwiek zetknęli się globaliści. Klaus Schwab z WEF, sam Dr Zło, zniknął w tle i przeszedł na emeryturę ze stanowiska prezesa wykonawczego. Wielka gra o medyczną tyranię spełzła na niczym. Co tu teraz zrobić?

Czy to błąd, że establishment nadal trzyma się Bidena pomimo jego majaczeń? Czy też wysłali Bidena na pierwszą debatę wiedząc dokładnie, jak źle to się skończy? Czy to podstęp mający na celu dokończenie scenariusza Herberta Hoovera? W tym roku Trump zasugerował w wywiadzie dla Fox Business, że „nie chce zostać kolejnym Herbertem Hooverem”, odziedziczającym po Bidenie bombę zegarową w gospodarce. Biden argumentował w odpowiedzi, że Trump JUŻ JEST jak Herbert Hoover z powodu miejsc pracy utraconych podczas covid.

To oczywiście fałszywe twierdzenie. Ale ta narracja jest wszędzie: „Trump będzie nadzorował krach w Ameryce podobny do tego z 1929r.”

Zastanówmy się przez chwilę, ile różnych elementów gospodarki USA jest obecnie błędnie przedstawianych przez zmanipulowane statystyki. Biden stłumił statystyki inflacji, takie jak CPI, wrzucając na rynek strategiczne rezerwy ropy naftowej. Jego statystyki zatrudnienia to kompletny cyrk, w którym prawie każde „stworzone” miejsce pracy trafia do nielegalnych imigrantów, sztucznie zawyżając dane z BLS. Biden stworzył fałszywy wzrost w amerykańskiej produkcji, dotując zielone firmy energetyczne dolarami z podatków. Media wydają się mieć zamiar ignorować kwestię długu publicznego, z odsetkami na poziomie ponad 1 biliona dolarów co trzy miesiące. Wreszcie, wzrost liczby migrantów na granicy trwa nieprzerwanie (poza 74% spadkiem w Teksasie, gdzie stawiają prawdziwe mury z drutem kolczastym).

A co z sytuacją na Ukrainie? Tą, która szybko przeradza się w szerszy konflikt? Moi czytelnicy znają moje przewidywania na ten temat, ale pomyślcie o tym z perspektywy Trumpa: Biden zostawia za sobą wszystkie wybuchowe elementy nadchodzącej wojny światowej. Trump odziedziczy kocioł nitrogliceryny.

Co się stanie, gdy Biden odejdzie? Wszystkie te manipulacje ekonomiczne znikną, a prawdziwe dane wyjdą na jaw, gdy Trump będzie u władzy. Może rozpocznie się również III wojna światowa. I zgadnijcie, kto zostanie obwiniony? Palce wskażą na Trumpa, ale wskażą również na CIEBIE.

Celem będzie wystawienie konserwatywnych i wolnościowych zasad na próbę i przedstawienie ich jako ideałów nieszczęścia. Merytokracja, indywidualizm, niezależność, wolność osobista, odpowiedzialność i dyscyplina, wolny rynek, własność prywatna, wszystko, co stanowi fundamenty zachodniej cywilizacji, zostanie spalone na stosie. Podarowanie Trumpowi łatwego zwycięstwa nad osobą o niedostatkach poznawczych, taką jak Biden (lub jakikolwiek inny słaby kandydat), może być pułapką. Pozwolenie konserwatystom na chwilę władzy, tylko po to, by odkryć, że zasiedli na tronie rozpadającego się zamku.

Czy mówię, żeby nie głosować na Trumpa? Nie. Głosowanie na Trumpa przynajmniej wysyła wiadomość, że Amerykanie chcą tego, co Trump ma reprezentować, a odrzucają to, co Biden ma reprezentować. Kandydaci są o wiele mniej ważni niż ideały, które mają uosabiać. To, co mówię, to to, że te wybory mogą być wyjątkowo dziwne z jakiegoś powodu – fakt, że Trump jest wywyższany jako oczywisty wybór, jest podejrzany.

Czekające nas minimum, to zorganizowane lewicowe zamieszki w głównych miastach w całych Stanach Zjednoczonych. Jak widzieliśmy to we Francji, lewica polityczna nie ma zamiaru oddawać władzy i zrobi wszystko, aby ją utrzymać, ze spaleniem otoczenia włącznie. Bardziej powściągliwi liberałowie połączą siły z najbardziej ekstremalnymi socjalistycznymi grupami aktywistów, aby wygrać za wszelką cenę. Obecność Trumpa w Gabinecie Owalnym byłaby idealnym bodźcem do niekończącej się parady klaunów spod znaku DEI [Różnorodność, Równość, Inkluzywność] i świrów z Antify wywołujących jak największe zamieszanie.

Nie mówię tu o fałszywym paradygmacie lewica/prawica. Fałszywy paradygmat lewica/prawica jest nieistotny, jeśli chodzi o podstawowy problem, którym jest przewaga patriotycznych działań lub apatii. Gdyby Amerykanie w dużej liczbie zbuntowali się jutro i wszyscy naraz postanowili, że zamkniemy lewicowców, wyrzucimy globalistów i odzyskamy rząd, odnieślibyśmy sukces i nikt nie mógłby nic zrobić, aby nas powstrzymać. Jesteśmy największą uzbrojoną populacją na świecie i co za tym idzie, zdecydowanie największą armią na świecie.

To my, a nie Trump, musimy określić kierunek przyszłości naszego kraju. A jeśli on (lub jakikolwiek inny przywódca polityczny) nie sprosta naszym standardom, to w tym momencie będziemy musieli zrobić brzydką rzecz, o której wszyscy wiedzą, że jest konieczna, ale za którą nikt nie chce być odpowiedzialny. Pamiętajcie tylko, że gdy już podejmiemy ten krok, zostaniemy przedstawieni jako ci źli faceci, a nie bojownicy o wolność.

______________

Trump’s Return: Get Ready For Chaos To Be Unleashed And Blamed On You, Brandon Smith, July 10, 2024

−∗−

Tagi:Ameryka wybiera, antifa, Biały Dom, BLM, CFR, Deep State, DEI, demokraci, DNC, Donald Trump, Gabinet Owalny, Herbert Hoover, III wojna światowa, Joe Biden, lewacy, lewica polityczna, Rothschild, USA, wef, Zamieszki

Trump, Orban, Putin; dlaczego ci wszyscy „dyktatorzy” chcą pokoju? 

Robert Bridge: Trump, Orban, Putin; dlaczego ci wszyscy „dyktatorzy” chcą pokoju? 

Robert Bridge jest amerykańskim pisarzem i dziennikarzem, autorem „Midnight in the American Empire”, „How Corporations and Their Political Servants are Destroying the American Dream”.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 14
 
READ IN APP
 

Ponieważ establishmentowi w Waszyngtonie i Brukseli najwyraźniej zależy tylko na dalszym rozlewie krwi, ktoś musi przemówić do rozsądku

Jedną z największych fars naszych czasów jest to, że ci, którzy najgłośniej krzyczą o demokracji i prawach człowieka, to ci sami ludzie, którzy przy każdej okazji łamią normy międzynarodowe.

W czerwcowym numerze The New Republic, lewicowego amerykańskiego czasopisma politycznego, na okładce widniał zmarszczony Donald Trump z wąsami Hitlera i podpisem:  „Amerykański faszyzm — jak mógłby wyglądać”.

„Wybraliśmy okładkę, opartą na dobrze znanym plakacie kampanii Hitlera z 1932 r., z konkretnego powodu: każdy, kto zostałby przeniesiony do Niemiec w 1932 r., mógłby bardzo, bardzo łatwo wytłumaczyć ekscesy Herr Hitlera i zostać przekonanym, że jego krytycy przesadzają” –  wyjaśnili redaktorzy w poście na X (dawniej Twitter).  „W końcu [Hitler] spędził 1932 r. na kampanii, negocjacjach, udzielaniu wywiadów – będąc w większości normalnym politykiem. Ale on i jego ludzie przysięgali przez cały czas, że użyją narzędzi demokracji, aby ją zniszczyć, i dopiero po tym, jak objął władzę, Niemcy zobaczyły pełną twarz jego ruchu”.

Jest tylko jeden problem z nerwowym łamaniem rąk w czasopiśmie: Trump pełnił już czteroletnią kadencję jako przywódca USA i nie było widocznych oznak faszystowskiego gęsiego kroku na Main Street w tym okresie. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Podczas gdy Adolf Hitler najechał Polskę 1 września 1939 r., wywołując w ten sposób II wojnę światową, Trump zapisał się w księgach historii jako pierwszy amerykański naczelny dowódca w czasach nowożytnych, który uniknął konfliktu zbrojnego. Teraz, po raz drugi w trakcie kampanii wyborczej, gdy nienasycony przemysł zbrojeniowy oblizuje się dla większych zysków, faworyt Republikanów oświadczył, że zakończy konflikt ukraińsko-rosyjski w ciągu 24 godzin, jeśli zostanie ponownie wybrany.

Gdy weźmiemy pod uwagę, że „demokracja” dzisiaj działa przede wszystkim na rzecz kompleksu militarno-przemysłowego i innych powiązanych interesów biznesowych, łatwiej zrozumieć, dlaczego Trump jest opisywany w mediach będących własnością korporacji jako egzystencjalne zagrożenie dla amerykańskiej republiki. Pokój jest ostatnią rzeczą, o której myśli Waszyngton, a Rosja rozumie to lepiej niż jakikolwiek inny kraj.

W 2008 r.  „dyktator”  Władimir Putin  wygłosił  swoje słynne przemówienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, w którym ostrzegał swoich zachodnich kolegów przed niebezpieczeństwami związanymi z ekspansją militarną.

„Rozszerzenie NATO… stanowi poważną prowokację, która obniża poziom wzajemnego zaufania. I mamy prawo zapytać: przeciwko komu jest to rozszerzenie skierowane? I co stało się z zapewnieniami naszych zachodnich partnerów po rozwiązaniu Układu Warszawskiego? Gdzie są te deklaracje dzisiaj? Nikt ich nawet nie pamięta”.

Pomimo wyraźnego ostrzeżenia Putina, NATO dodało kolejnych sześciu członków do sojuszu, zwiększając jego łączną liczbę do 32, przy czym Ukraina, ignorując główną czerwoną linię Moskwy,  planuje  być numerem 33. Każdy, kto twierdzi, że jest to tylko  „sojusz obronny”,  powinien zastanowić się, jaka byłaby odpowiedź Ameryki, gdyby cała Ameryka Łacińska i państwo graniczne Meksyk dołączyły do ​​sojuszu wojskowego kierowanego przez Moskwę. Nie trzeba dodawać, że od takiego momentu bylibyśmy po kolana w rozlewie krwi. A jednak Rosja ma zaakceptować niekończącą się inwazję militarną uderzającą w jej granicę.

Z pewnością nie był to ostatni raz, kiedy Rosja próbowała wynegocjować porozumienie pokojowe z Waszyngtonem. Prawie osiem lat po rewolucji na Majdanie w 2014 r. i kilka miesięcy przed rozpoczęciem przez Moskwę specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, Kreml opublikował swój plan pokojowy na kontynencie. Między innymi  projekt traktatu  wzywał USA i Rosję do powstrzymania się od rozmieszczania wojsk w regionach, w których mogłyby być postrzegane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego drugiej strony, a także do zakazu wysyłania swoich wojsk i sprzętu wojskowego na obszary, w których mogłyby uderzyć na terytorium drugiej strony. Traktat miał również na celu zakazanie rozmieszczania pocisków średniego zasięgu w Europie. Gdyby mocarstwa zachodnie wyraziły zgodę na ten plan – który ledwo trafił on na pierwsze strony gazet w krajach NATO – łatwo sobie wyobrazić dziesięciolecia pokoju między Wschodem a Zachodem, ale to jest ostatnia rzecz, jakiej chce Waszyngton.

Zamiast tego, USA i ich europejskie marionetki postawiły Rosję w niemożliwej sytuacji w związku z trwającą militaryzacją i nazyfikacją Ukrainy, zmuszając ją do reakcji w taki sam sposób, w jaki zrobiłby to każdy inny kraj dbający o swoje bezpieczeństwo narodowe.

Prowadzi nas to do trzeciego ulubionego straszaka Zachodu, premiera Węgier Viktora Orbana, który odważył się zadeklarować, że jego kraj jest w przeważającej mierze chrześcijański i konserwatywny i ma wszelkie prawo, aby taki pozostał. Orban, którego kraj sprawuje obecnie rotacyjne przewodnictwo w Radzie UE, udał się w podróż pokojową z przystankami w Moskwie, Kijowie, Pekinie i Waszyngtonie (gdzie nastroszył pióra niejednego jastrzębia, odwiedzając Trumpa w Mar-a-Lago zamiast Bidena w DC). Frustracja Brukseli, gdy oglądała, jak węgierski  „tyran”  wypowiada się na rzecz ograniczenia sprzedaży broni, była śmieszna, jeśli nie wręcz żałosna.

„Węgry przedstawiły te podróże jako 'misję pokojową’, aby pomóc wynegocjować zawieszenie broni w wojnie na Ukrainie. Orban może uważać się za jednego z niewielu, który może przemawiać do obu stron – ale w rzeczywistości nie ma mandatu, aby to robić” –  napisała  Armida van Rij, starsza pracownica naukowa w Chatham House, europejskim think tanku. Pozostaje jednak pytanie, kto będzie przemawiał w imieniu pokoju, jeśli nie Trump, Putin i Orban? Odpowiedź na razie brzmi: nikt.

Chociaż na arenie międzynarodowej oprócz Trumpa, Putina i Orbána są z pewnością inni mężowie stanu, którzy mogą przedstawić argumenty na rzecz pokoju, to czasu na wysłuchanie tych krytycznych głosów jest coraz mniej.

PsyWar Assassination Attempt

A PsyWar Assassination Attempt malone/psywar-assassination-attempt

Only Mid-July, but Fifth Gen Warfare Battle Lines are Hardening

Robert W Malone MD, MS Jul 14, 2024

Credit where due: Photographer @evanvucci who risked his neck to get this shot. This will be in „100 photos that changed the world” books for generations to come.

Jill and I are in Athens (Greece) at the moment and were woken up in the middle of the night by our phones buzzing like bees.

There had been an assassination attempt on the life of President and candidate Donald Trump. I stayed up until 6:00 AM, going back and forth with Justine Inserlake and posting/crossposting breaking news on “X”. Suffice to say, alternative media ran circles around corporate media, while the same corporate media seemed bound and determined to validate the thesis that it remains “Mockingbird” controlled by the CIA/Blob.

The photographic and audio record of the series of events is amazing. All on “X” and analyzed literally within minutes.

During a Trump rally in Pennsylvania, (an Antifa-affiliated shooter named Mark Violets? Or was it Thomas Matthew Crooks?) climbed up on top of an unprotected building with a long rifle at a range of less than two football fields from the podium. This was noticed by people in the crowd who attempted to alert Police and Secret Service. Apparently to no effect. Apparently a single shooter. The shooter then had an unencumbered straight line of sight to the President as he was speaking, and took multiple shots before Police snipers (not Secret Service) took out the shooter- but not before he killed one Trump supporter, critically injured two others, and hit President Trump in the ear lobe.

Very suspicious. If true, at best, it would seem to be incompetence. At worst…

Name of Thomas Matthew Crooks per the NY Post.

It appears that as Trump was speaking to the crowd, he started to turn his head in response to the Police sniper activity behind and to his right just before the bullet hit him, which slight turn of head saved his life. In this video clip you can see Trump reach up and touch his ear as he drops down, just before the police sniper shots on target are taken.

This diagram helps in orienting the following block of video and images.


~~For Second Amendment aficionados~~


A remarkable series of high-speed burst photo frames captured the actual bullet flight and Trump’s immediate response.


NTD/Epoch Times posted video of the full scope of the event from a different point of view.


RFK jr’s son provided a succinct, spontaneous summary of the situation.


Trump’s response amazes all concerned.


“X” star DC_Draino posts what he claims is scripting guidance for corporate mockingbird media.

The provenance is unknown; who knows if it’s real, but the subsequent “approved narrative” closely adheres to what he has posted.


CNN tried to frame the assassination attempt as Trump falling and Secret Service catching him.

Fabricating a false equivalency between Biden repeatedly stumbling and falling and Trump reacting to an attempt on his life. The Mockingbird media are disgusting.

Pravda on the Potomac provides their spin. “Loud Noises”.

C’mon man...


Elon Musk responds with an endorsement of Trump and then starts (what for him is) rage tweeting.


Meanwhile, back at the ranch, while the “Intelligence Community” US Mockingbird media was busy spinning this as favorably as possible for the Democrat party, Australian Sky News scoops them with actual journalism.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/LNr-ZzWDKu0?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


Tucker Carlson predicted an assassination attempt on Trump weeks ago, and was vilified for it.


Biden was away from the White House when all of this went down, but the vultures are circling. Optics on this are most definitely not good.

And who is her boss?



Who…

=====================================

@stilThis was the moment injured Trump supporters were carried to another location for triage after the gunman opened fire on them.

Sunday Strip: Security State. It’s all a stage

Sunday Strip: Security State

It’s all a stage

Robert W Malone MD, MS

Jul 14, 2024


Note that CNN initially framed this assassination attempt as a “fall” by Trump, seeking to make a false equivalency between an assassination attempt on Trump and Biden’s many falls.




We have a president who is unable to work off hours, so briefing of the assassination attempt on a Presidential candidate will have to wait until later in the day…

Remember, according to the White House, Biden can only function in his official duties between 10 AM and 4 PM. This is unacceptable.

Of course, even as the AP reports on this story, the AP fails to address this important element. Instead, the AP chose to highlight a photo of Biden walking down the stairs unassisted, as if we should be impressed.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/dg1hRBrNK8I?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0




This attempt at killing Trump has left me a little shaken. I suppose the assassinations of JFD, Bobby Kennedy, and MLK – penetrated my young brain in a way that left an indelible impression.

Let us not forget that one attendee of the rally is dead and 2 other people are critically injured.






https://www.youtube-nocookie.com/embed/eXWhbUUE4ko?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0



“Staged”

The TDS folk has reached a new low…










Still Life of Ant

(Photo by Eugenijus Kavaliauskas)



Liturgia Novus Ordo stała się rytuałem religii zupełnie odmiennej nawet od tej ogłoszonej przez Sobór Watykański II

Mosebach: Franciszek rządzi błędnie i sprzecznie.gloria

Niemiecki pisarz Martin Mosebach rozmawiał z „La Verità” (7 lipca) o Mszy św. w rycie rzymskim. Kluczowe punkty.

– W każdej liturgii lub religii treść i forma, w jakiej jest ona przedstawiana, są ze sobą nierozerwalnie związane. Jeśli zmienia się forma, zmienia się również treść.
– Wierzymy tylko w niewielkim stopniu głową. Wiara w konsekrowaną hostię jest okazywana przez klękanie itp. Tłumienie form czci, począwszy od Pawła VI, znacznie osłabiło wiarę w Eucharystię. W wielu przypadkach wiara nawet zanikła, nawet bez zmiany doktryny.

– Dla młodych ludzi rozpad religii na niezobowiązujące rozmowy duszpasterskie nie wystarcza. Szukają oni doświadczenia religijnego we Mszy rzymskiej. Hierarchowie oskarżają młodych katolików o ekstremizm religijny, nie biorąc pod uwagę powodów, które prowadzą młodych ludzi do Mszy Świętej.

– Modlitwa kapłana, skierowana do wspólnoty, a nie do ołtarza, jak to było w całej historii Kościoła, jawi się jako dyskurs ze wspólnotą, a nie modły skierowane do Boga. Już sama ta zmiana orientacji przekształca modlitwę w coś zupełnie innego.

– Liturgia Novus Ordo stała się rytuałem religii zupełnie odmiennej nawet od tej ogłoszonej przez Sobór Watykański II, która wciąż była związana z dwutysięczną tradycją Kościoła: Stała się religią antropocentryczną, a nie teocentryczną.

– Franciszek rządzi nieregularnie i często sprzecznie. Tworzy atmosferę, w której wszystko wydaje się możliwe. Nie ma to już żadnego związku z Depositum Fidei.

– Tradycyjna liturgia umożliwiła kiedyś odbudowę historii w długim okresie politycznej i kulturowej ruiny, w epoce migracji i wczesnego średniowiecza.

– Nowa kultura może pochodzić tylko ze skarbu Kościoła. Tak jak drzewo czerpie soki z korzeni, aby uformować nowy pień i wydać owoce, tak nasze społeczeństwo musi czerpać siłę do własnego odrodzenia z liturgii, modlitwy i tradycji religijnej.

Obraz: Martin Mosebach © Dtv Verlagsgesellschaft, CC BY-SA,

Komuna w natarciu, ale w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu.

Komuna w natarciu

Stanisława Michalkiewicz Goniec” (Toronto)    14 lipca 2024 michalkiewicz

Wprawdzie Judenrat warszawski w „Gazecie Wyborczej” oficjalnie się raduje z wyników wyborów we Francji, gdzie „koalicja republikańska” z komunistami na czele zrobiła „no pasaran” znienawidzonemu Zjednoczeniu Narodowemu pani Maryny Le Pen, ale w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu. Chodzi o to, że przywódca tych wygranych komunistów Jan Łukasz Melenchon budzi niepokój wśród francuskich Żydów. Uważają go oni za antysemitnika i zaraz po wyborach wśród francuskich Żydów pojawiły się głosy, żeby na wszelki wypadek wynieść się z Francji. Jak pisał Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Caryca i zwierciadło” – „a Żydki zamykają domy, bo przeczuwają już pogromy.” Poza tym Melenchon nie jest przeciwny wyjściu Francji z NATO, a jeśli chodzi o Unię Europejską, to uważa, że Francja powinna ignorować unijne postanowienia, sprzeczne z francuskimi interesami państwowymi. W sumie Judenrat nie bardzo wie, czy się cieszyć, czy nie cieszyć. Wprawdzie fołksfront zrobił „no pasaran” Marynie Le Pen, ale nie zapominajmy, że inicjator fołksfrontów, Józef Stalin, już-już zabierał się do tego, by na koniec zrobić „kęsim” również Żydom, którzy w czynnościach katowskich okazali mu się bardzo pomocni i tylko litościwa natura uratowała ich przed następnym holokaustem, zabierając Ojca Narodów z tego świata.

W ogóle to rewolucja komunistyczna w Europie z pewnością dozna przyspieszenia, bo we Francji będą dokazywać komuniści, w Wielkiej Brytanii – zwycięska Partia Pracy, czyli Arbeitpartei, a w naszym bantustanie – Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, która też musi rozmaite trybuty wypłacać tutejszej komunie w zamian za polityczne poparcie.

Inna rzecz, że tutejszej komunie nawet nie przychodzi do głowy, by wtrącać się w stosunki własnościowe, od początku transformacji ustrojowej kontrolowane przez stare kiejkuty, do których dołączyły inne bezpieczniackie gangi – więc tylko jazgocze na temat skrobanek, sodomczyków i innych takich wynalazków, sprawy poważne pozostawiając starszym i mądrzejszym. Toteż kiedy się okazało, że Narodowy Fundusz Zdrowia, który Leszek Miller, nie mogąc wysadzić w powietrze osobników osadzonych przez charyzmatycznego premiera Buzka na synekurach w Kasach Chorych, zreformował tak, że Kasy Chorych rozpędził, a na ich miejsce ustanowił NFZ z synekurami obsadzonymi już przez właściwe osoby – otóż kiedy się okazało, że ten cały NFZ przeżera coraz większą część nakładów na ochronę zdrowia i w rezultacie szpitale po osiem i więcej miesięcy czekają na zapłatę za zabiegi już wykonane, odezwała się pani Leszczyna, co to w vaginecie Donalda Tuska dostała fuchę feministry zdrowia. Zaproponowała, by pacjenci, zamiast z byle czym pakować się do szpitali, najpierw leczyli się na własną rękę, a do szpitala kierowali się w sytuacjach naprawdę poważnych.

Jednocześnie, żeby opinii publicznej dać jakąś satysfakcję, rządowa telewizja poinformowała o schwytaniu groźnego gangu byłych pracowników szpitali, którzy kradli stamtąd żywność, jak tylko nastąpiła dostawa. Od razu się wyjaśniło, co tak naprawdę jest przyczyną tych wszystkich przejściowych trudności w ochronie zdrowia, więc Donald Tusk powołał nowe oddziały ABW – bo wiadomo, że nic tak nie uspokaja nastrojów, jak bezpieczniacy, zwłaszcza w sytuacji, gdy walka klasowa będzie się zaostrzała.

A będzie – bo Nasz Złoty Pan z Berlina, podczas gospodarskiej wizyty w Warszawie , musiał podkręcić Donalda Tuska z powodu ślamazarnego tempa dintojry. Toteż zaraz pan minister Adam Bodnar, wzięty przez Donalda Tuska na chłopaka od brudnej roboty, zorganizował najście prokuratorów i policji w asyście Kuby-Rozpruwacza-Sejfów na siedzibę Krajowej Rady Sądownictwa, w której podobno zalęgli się jacyś „łże-sędziowie”. Oczywiście to tylko pretekst, bo tak naprawdę chodzi o to, by przy pomocy bodnarowców przeprowadzić czystkę etniczną w prokuraturze i sądach, by pozostali tam już tylko funkcjonariusze zaufani, którzy powinność swej służby zrozumieją i znienawidzonym PiS-iakom przejadą smykiem po gardłach, niwelując w ten sposób teren pod Generalne Gubernatorstwo. Taki jest obecnie, oczywiście w największym skrócie, Generalplan Ost.

Tymczasem do Warszawy przyjechał z gospodarską wizytą ukraiński prezydent Zełeński, któremu Donald Tusk obiecał, że może na niego liczyć i nawet podpisał z nim umowę o bezpieczeństwie. Co konkretnie miał na myśli, to znaczy – jakie nowe serwituty wobec Ukrainy – tego jeszcze nie wiemy – bo właśnie pan generał Skrzypczak, który wcześniej dla Ukrainy gotów był nawet wyrwać sobie serce z piersi, teraz skapował, że politycy najwyraźniej „nie zdają sobie sprawy”, że Polska oddała Ukrainie „prawie cały” sprzęt, że „nikt” nie produkuje u nas amunicji i „nie mamy na razie takiej zdolności”.

No ale dobre słowo pewnie też się liczy tym bardziej, że Wiktor Orban, który właśnie wrócił z podróży do Kijowa i Moskwy powiedział, że będzie „jeszcze gorzej” niż dotychczas. Czy miał na myśli tylko zwiększoną presję ze strony Putina, czy również sytuację finansową Ukrainy, której 1 sierpnia grozi bankructwo? Co na to Ameryka, co mówi Londyn? – diabli wiedzą. Ameryka pogrąża się w wątpliwościach co do stanu zdrowia prezydenta Józia Bidena, który odgraża się, że będzie przewodził Ameryce i światu do upadłego, więc trudno, żeby w tej sytuacji zajmował się jeszcze Ukrainą. Inna sprawa, że właśnie o to chodzi, by w jesiennych wyborach kandydował Józio Biden, a jak głosy zostaną przez pierwszorzędnych fachowców prawidłowo policzone, to nawet wygrał – no a potem, kiedy już się zaprzysięgnie, to zaraz się okaże, że demencja bardzo się posunęła i w rezultacie prezydentem bez żadnych wyborów zostanie pani Kamala Harris, dzięki czemu Ameryka zrobi milowy krok na drodze do komunizmu.

Na takie podejrzenia naprowadza mnie okoliczność, że tamtejsi Żydowie murem stoją za Józiem. Oto Anna Applebaum, nasza Jabłoneczka, a przy okazji – małżonka Księcia-Małżonka – napisała, że Trump też jest zużyty i ona wie, jak to Amerykanom pokazać. Pokazać coś takiego, to żadna sztuka; wystarczy zdjąć Trumpowi kalesony, żeby cała Ameryka zobaczyła – jak to pisał Boy-Żeleński – „genitalia jubilata” – ale w jaki sposób o tym zużyciu Donalda Trumpa dowiedziała się Jabłoneczka? Tajemnica to wielka, tym bardziej, że o charakterze strategicznym, więc lepiej nie zaglądajmy za zasłonę, chociaż – co tu ukrywać – pokusa jest.

Tymczasem po drugiej turze wyborów we Francji Zjednoczenie Narodowe w Parlamencie Europejskim ogłosiło przystąpienie do nowej frakcji, zorganizowanej przez Wiktora Orbana pod nazwą „Patrioci dla Europy”. W rezultacie dotychczasowa frakcja „Tożsamość i Demokracja”, może przestać istnieć. Oprócz Fideszu, Zjednoczenia Narodowego i Ligi Włoskiej znajdą się tam również Czesi, Austriacka Partia Wolności, portugalska partia Chega, hiszpański VOX, holenderska Partia Wolności, Duńska Partia Ludowa oraz Interes Flamandzki z Belgii. W ten sposób „Patrioci” mogą stać się w PE trzecią frakcją co do liczebności, po Volksdeutsche Partei i socjalistach.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Zamachowiec strzelał z oczywistego, najlepszego do tego miejsca. Milimetry zadecydowały o życiu Trumpa

Niewiarygodne. Zamachowiec strzelał z oczywistego, najlepszego do tego miejsca. Milimetry zadecydowały o życiu Trumpa

14.07.2024 hnczas/zamachowiec-strzelal-z-oczywistego-najlepszego-do-tego-miejsca

Zakrwawiony Donald Trump tuż po zamachu w otroczeniu agentów Secret Service. Foto: PAP/EPA
Zakrwawiony Donald Trump tuż po zamachu w otoczeniu agentów Secret Service. Foto: PAP/EPA

Po zamachu na Donalda Trumpa pojawia się coraz więcej wątpliwości co do ochrony kandydata na prezydenta USA. Wygląda na to, że agenci Secret Service popełnili wszystkie możliwe błędy. Przypadek?

Były prezydent USA Donald Trump został w sobotę postrzelony w ucho podczas wiecu wyborczego w Butler w stanie Pensylwania. Zginęły dwie osoby, w tym zamachowiec, a dwie kolejne zostały poważnie ranne. Stan kandydata Republikanów jest dobry.

Seria zdjęć zrobiona przez fotografa New York Timesa, Douga Millsa, pokazuje kulę lecącą tuż za głową Trumpa. Dosłownie milimetry zadecydowały o życiu kandydata na prezydenta USA. [To dziwaczne.. jest w oryginale md]

Meridith McGraw @meridithmcgraw

A remarkable series of photos taken by @dougmillsnyt

and posted on NYT, where you can see a bullet fly past Trump’s head, Trump touching his right ear, and then removing his hand with blood on it: https://nytimes.com/live/2024/07/13/us/biden-trump-election

Zdjęcie

1,1 mln Wyświetlenia

==================================

The Spectator Index @spectatorindex

Photo by New York Times photographer Doug Mills shows bullet flying just behind Trump’s head.

Zdjęcie

6,7 mln Wyświetlenia [w tej geometrii pocisk musiał mu rozwalić szczękę, lub cała czaszkę. MD]

Najwięcej wątpliwości budzi postawa ochrony Donalda Trumpa. Dlaczego zamachowiec zdołał oddać kilka strzałów, zanim został zlikwidowany? Dlaczego zignorowano sygnały od ludzi, którzy zgłaszali podejrzanego osobnika na pobliskim dachu? Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Okazuje się, że zamachowiec znajdował się wręcz w oczywistym i najlepszym miejscu do oddania strzałów. Wszedł na dach najbliższego budynku, naprzeciwko sceny z Donaldem Trumpem i wręcz tuż przed lufy karabinów snajperskich agentów Secret Service. Wydaje się to niewiarygodne, że ochrona dopuściła do takiego biegu wydarzeń. Błąd? Przypadek?

Zamach na Donalda Trumpa. Plan sytuacyjny. Źróło; NYT
Zamach na Donalda Trumpa. Plan sytuacyjny. Źródło; NYT

==============================

Świadek wydarzenia opisywał w BBC, że widział mężczyznę uzbrojonego w karabin wpełzającego na dach kilka minut po rozpoczęciu przemówienia Trumpa.

Wskazał nawet strzelca policji, zastanawiając się, dlaczego Trump kontynuuje swoje przemówienie i nie jest ewakuowany.

Móc czy musieć?

13 lipca 2024 r. | Nr 28/2024 (680)
Móc czy musieć? mtodd

       Szanowni Państwo!
       Człowiek wolny ma prawo wyboru, zniewolonemu takiego prawa  pozbawiono. Skrajne „móc” dla wszystkich, to anarchia, skrajne „musieć”, to dyktatura. Nam, katolikom, dla zachowania równowagi, między tymi skrajnościami, wystarczało dziesięcioro przykazań. Przez wieki były one wyznacznikami prawa stanowionego i moralnego. Gremia do tego powołane określały obowiązki członka wspólnoty, czyli to co „musiał”. Reszta była tym co mógł. To „móc” zależało od jego woli i okoliczności niezależnych od prawa stanowionego.
       Rewolucjoniści różnej maści próbowali „naprawiać” świat między innymi przez prawo takie – „jak oni je rozumieli”. Wreszcie doszliśmy do wymarzonego przez nich szczytu – afirmacji zła pod dowolną postacią.

       Obywatel, czy raczej poddany, mało co może, za to musi uczestniczyć w absurdach dla niego przeznaczonych, tych wielkich, jak: klimatyzm, czy gender, albo maluśkich, takich jak zakaz handlu w niedzielę.
Przy okazji mała ciekawostka. Praktyczni Anglicy już przed wiekami zauważyli, że w niedziele ludziom nie chce się wychodzić z domów. Żeby zachęcić ich do udziału w nabożeństwach, budowano karczmy w pobliżu kościołów. Działało.
       Może by jednak zostawić samym zainteresowanym decyzję czy wolą pracę w niedzielę za podwójną stawkę i inny dowolny dzień wypoczynku. Na tyle wolności można chyba pozwolić dorosłym ludziom. Nie są to przecież dzieci z zapałkami, pozostawione same w pustym drewnianym domu.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

==========================

mail:

Pani M. Todd zapomniała, że do Dekalogu należy Trzecie:

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Prawdziwa liczba polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa

sobota, 13 lipca 2024 kresywekrwi/prawdziwa-liczba-polskich-ofiar

Prawdziwa liczba polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa

Zwłoki pomordowanych mieszkańców wsi Lipniki w powiecie Kostopolskim na Wołyniu. 26.03.1943 roku bandy UPA zamordowały tam 182 osoby

Witalij Masłowskij w swojej książce pt. ,,Z KIM I PRZECIW KOMU WALCZYLI NACJONALIŚCI UKRAIŃSCY W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ”, pisząc o ofiarach zamordowanych przez bandy OUN i UPA, w województwach wschodnich II RP, pisze, że tylko w pierwszych kilku tygodniach niemieckiej okupacji Galicji – Małopolski Wschodniej 1941 roku, ukraińskie bojówki OUN, batalion Nachtigall i ukraińska policja pomocnicza w służbie III Rzeszy, wymordowały ponad 40 tysięcy ludzi. A do połowy roku 1944 tylko w kilku powiatach woj. Lwowskiego ponad 70 tysięcy Polaków. Natomiast do końca 1944 roku, łącznie ponad 200 tysięcy samych Polaków tylko w Małopolsce Wschodniej, nie licząc Wołynia. A i tak, jak pisze Masłowski, nie jest to pełna liczba polskich ofiar, wymordowanych przez OUN i UPA, gdyż do dziś ( a pisał te słowa w pierwszej połowie lat 90ych XX wieku – dop. Jacek Boki ) brak jest pełnej dokumentacji, a także dostępu do niej w archiwach ukraińskich, by ustalić faktyczną, czyli rzeczywistą liczbę wymordowanych przez banderowców Polaków w latach 1939-1949.

 Następnie, na kolejnych stronach swojej znakomitej i bardzo dobrej, pomimo ogromnych trudności, jakie napotkał podczas pisania swej książki, przytacza prawdziwe liczby naszych rodaków, bestialsko zamordowanych przez OUN – UPA na Kresach II Rzeczypospolitej i obecnych ziemiach południowo wschodniej Polski. Jakże różnią się one i to wręcz nieprawdopodobnie, od zupełnie świadomie zaniżanej i zakłamywane i to w sposób bezczelny liczby polskich ofiar zagłady, jaką zgotowali im ukraińskie bestie z OUN – UPA i SS Galizien, jak również ich ukraińscy sąsiedzi, przez wszystkie kolejne reżimy III RP od 1989 roku, będące na usługach ukraińskich szowinistów z zaoceanicznego i zachodnioeuropejskiego, a dziś również i kijowskiego prowydu OUN – UPA, a także nazistowskiego rządu w Kijowie, którego polecenia i to wszystkie bez wyjątku, spełniają bez szemrania! Czego przykładem chociażby całkowicie nielegalna umowa podpisana przez Tuska z Zełenkim w Warszawie o formowaniu nazistowskiego, ochotniczego legionu ukraińskiego i dalszym bezwarunkowym wspieraniu finansowym upadłego państwa banderowskiej Ukrainy we wszystkim, bez jakiejkolwiek wzajemności drugiej strony tego ,,porozumienia”, zawartego bez zgody Sejmu. I tak również dzieje się w kwestiach historycznych na linii Warszawa – Kijów, że polskojęzyczni usłużni wobec władzy dosłownie we wszystkim pseudo historycy, a w szczególności ci z tzw. IPN, od 27 lat istnienia tej całkowicie antypolskiej instytucji, fałszują na wszelkie możliwe sposoby historię ukraińskiego ludobójstwa narodu polskiego i zaniżają, jak tylko mogą rzeczywistą liczbę polskich ofiar tej zgotowanej naszym rodakom przez Ukraińców rzezi.

Wołyń 130 tysięcy zamordowanych Polaków.


Małopolska Wschodnia 220 tysięcy zamordowanych Polaków.


Lubelszczyzna, ponad 20 tysięcy zamordowanych przez bandy UPA.


Podkarpacie, ponad 20 tysięcy zamordowanych przez banderowców i ponad 140 tysięcy wypędzonych przez rezunów naszych rodaków, poddanych straszliwemu, niewyobrażalnemu wręcz terrorowi.


To łącznie daje około 400 tysięcy, bestialsko zamordowanych przez ukraińskie potwory, naszych rodaków na Kresach, jak również obecnych ziemiach kresowych obecnej Polski. A i tak, jak pisze Witalij Masłowśkij są to nadal liczby… NIEPEŁNE! Nie zostały też w przytoczonych tutaj danych, polskie ofiary batalionów policyjnych SS Galizien i ukraińskich zwyrodnialców służących w hitlerowskich formacjach zagłady, takich jak Brygada  Oberführera Oskara Dirliwangera oraz Brygada SS RONA, Brigadeführera Bronisława Kamińskiego, bestialsko tłumiących Powstanie Warszawskie, ,,wsławione” straszliwymi rzeziami cywilnych mieszkańców stolicy Polski Formacje obu tych niemieckich potworów bez żadnych ludzkich uczuć, odznaczały się wyjątkowym barbarzyństwem, mordując i gwałcąc tysiące cywilnych mieszkańców oraz jeńców wojennych.

 

Aby uzmysłowić czytelnikom, z jakiego rodzaju potworów składały się, zarówno oddziały dowodzone przez Dirliwangera, jak i Bronisława Kamińskiego, pozwolę sobie przytoczyć, krótki fragment wspomnienia bestialskiej zbrodni dokonanej przez rzeźników Oskara Dirliwangera, spisanego już po zakończeniu wojny przez jednego z żołdaków tego niemieckiego psychopaty, który brał w niej osobisty udział. Opisuje on w jaki sposób były mordowane w Warszawie małe polskie dzieci, z których jedna z zastosowanych tu metod mordu, wskazuje pośrednio, do demonów jakiej to nacji, ta właśnie forma bestialskiego mordowania, należała do… ulubionych! 

,,Wysadziliśmy drzwi, chyba do szkoły. Dzieci stały w holu i na schodach. Dużo dzieci. Rączki w górze. Patrzyliśmy na nie kilka chwil, zanim wpadł Dirlewanger. Kazał zabić. Rozstrzelali je, a potem po nich chodzili i rozbijali główki kolbami. Krew ciekła po tych schodach. Tam w pobliżu jest teraz tablica, że zginęło trzysta pięćdziesięcioro dzieci. Myślę, że było ich więcej, z pięćset.”

Pytam się więc, kto każe bez żadnego zastanowienia recytować na okrągło wszystkim, to bezczelne kłamstwo wzięte dosłownie z sufitu, bez przytoczenia do dziś, jakiegokolwiek, choćby li tylko jednego źródła tych bredni, o rzekomych tylko stu czy niespełna dwustu tysiącach Polaków, wymordowanych przez Ukraińców na Kresach w latach 1939 – 1949, gdy PRAWDZIWA LICZBA POLSKICH OFIAR UKRAIŃSKIEGO LUDOBÓJSTWA, W PIERWSZYM PRZYPADKU JEST CZTERO LUB PIĘCIOKROTNIE WYŻSZA, A W DRUGIM PRZYPADKU… DWU I PÓŁ KROTNIE!!! 


Tak wiec, nie żadne sto czy dwieście tysięcy, jak zaniżono liczbę zamordowanych dzisiaj i licząc nadal na brak zainteresowania tą kwestią większości obecnego pokolenia Polaków, niestety proceder zakłamywania faktycznych danych, dotyczących naszych rodaków wymordowanych przez Ukraińców w latach drugiej wojny światowej i mordowanych jeszcze kilka lat po jej zakończeniu, kontynuuje się nadal. Celem szumowin i zdrajców, którzy go wciąż uprawiają bez żadnych zahamowań, jest ostateczne zamiecenie tego ludobójstwa narodu polskiego pod dywan i wymazanie go z naszej polskiej historii, by zadowolić w ten sposób swego amerykańskiego hegemona oraz pogrobowców Bandery, Szuchewycza i wszystkich pozostałych ludobójców z OUN – UPA. Mimo trwających ciągle prób zakłamywania prawdy o tym ludobójstwie, prawda wbrew oczekiwaniom kłamców, fałszerzy historii i sprzedajnych, polskojęzycznych, politycznych szulerów i zwyczajnych zdrajców, niestety dla nich, wbrew ich oczekiwaniom i staraniom, mimo to z coraz większą mocą wychodzi na światło dzienne i nie da się jej na powrót wepchnąć do ciemnicy. 

Faktyczna liczba bestialsko wymordowanych przez ukraińskie formacje zagłady w służbie Adolfa Hitlera i III Rzeszy oraz przez ukraińskich sąsiadów, sięga w rzeczywistości, czy to się komuś podoba, czy nie… PÓŁ MILIONA NASZYCH RODAKÓW! Odpowiada ona dokładnie tej cyfrze, którą w 1994 roku, w czasie swojej wizyty w Warszawie podał w swym przemówieniu, ówczesny pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy – Leonid Krawczuk mówiąc:

,,Nie ukrywamy i nie przemilczamy. W czasie drugiej wojny światowej ukraińscy szowiniści zabili około pół miliona Polaków na Kresach Wschodnich przedwrześniowej Polski. Również przez kilka lat po wojnie płonęły polskie wsie i ginęli ludzie. Szowinizm ukraiński to wrzód na zdrowym ciele ukraińskiego narodu, to wyrzut naszego sumienia względem narodu polskiego.”

                                                               Leonid Krawczuk – prezydent Ukrainy 

Zdjęcia przedstawiające zbrodnie na Wołyniu, popełnione przez OUN-UPA na ludności polskiej w lutym 1944 r. w Maciejowie. 

 

 Ofiary napadu band UPA na pociąg, na trasie Bełżec – Rawa Ruska 16 czerwca 1944 roku w okolicy wsi Zatyle 

 

Rodzina Rudnickich – zamordowana przez UPA we wsi Chobułtowa, powiat Włodzimierz

Zamordowana cała rodzina Rudnickich we wsi Chobułtowa, powiat Włodzimierz Wołyński

 

 

 Rodzina Karpiaków z Latacza, powiat Zaleszczyki, na której UPA dokonała mordu 14 grudnia 1943 r.: Maria Karpiak – lat 42, matka; Józef – lat 23, syn; Genowefa – lat 20, córka; Władysław – lat 18, syn; Zofia – lat 8, córka; Zygmunt – lat 6, syn

 


 

Szczątki ofiar ukraińskich bestii z UPA z Ostrówek i Woli Ostrowieckiej wydobyte z dołów śmierci podczas ekshumacji w sierpniu 1992 roku

Listopad 1944, Zezawa, powiat Zaleszczyki, woj. Stanislawow. Pogrzeb członków rodziny Jaremowiczów, zamordowanych 11.11.1944 przez bojówki ukraińskie

 Ofiary napadu Ukraińców na wieś Netreba, 3 X 1943 r.

 

 

 

Ofiary zbrodni ukraińskich na Kresach Wschodnich

 Ciało nagiej kobiety przerżniętej piłą przez ukraińskich nazistów

  Ofiary napadu UPA na kol.Katerynówka w pow.łuckim na Wołyniu w nocy z 7 na 8 maja 1943 roku. Bestialsko zamordowanych zostało 28 Polaków i dwie rodziny polsko – ukraińskie. Jedno z tej trójki dzieci z rodziny mieszanej polsko – ukraińskiej

 Podjarków, powiat Bóbrka, województwo lwowskie. Zamordowana przez bandy UPA rodzina Kleszczyńskich. – Podjarków 16 Sierpień 1943 rok.

  Zwłoki pomordowanych mieszkańców wsi Lipniki w powiecie Kostopolskim na Wołyniu. 26.03.1943 roku bandy UPA zamordowały tam 182 osoby

 

Ekshumowane ciała polskich ofiar ukraińskich rzeźników z UPA

 

 Zwłoki członka rodziny Szurowskich zamordowanych przez rezunów z UPA w piątek wielkanocny 1943 rok

 Ofiary bestialskich zbrodni UPA na Wołyniu

 Podjarków, powiat Bóbrka, województwo lwowskie. 16 sierpnia 1943. Kleszczyńska, członkini polskiej rodziny w Podjarkowie, jest ofiarą ataku OUN-UPA. Skutkiem ciosu siekierą napastnika, który próbował odciąć jej prawą rękę i ucho oraz wywołanych udręk, jest okrągła rana kłuta lewego barku oraz szeroka rana na przedramieniu prawej ręki , prawdopodobnie z kauteryzacji. [Przypalanie]

 Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie obraz-115.png

 WŁADYNOPOL powiat Włodzimierz, województwo łuckie. Rok 1943. Na planie zamordowana dorosła kobieta o nazwisku Szajer i dwóje dzieci. To polskie ofiary banderowskiego terroru, zaatakowane w domu przez OUN-UPA. Fotograf nieznany.

Zamojszczyzna, województwo lubelskie 1942 rok. Zwłoki zamarzniętych, nieznanych polskich dzieci – wspólne dzieło hitlerowców i ukraińskich szowinistów, w wyniku realizacji ściśle tajnego planu Generalplan Ost oraz Ukraine aktion.

 =====================================================================

O tych bestialskich zbrodniach ludobójstwa dokonanych przez Ukraińców na narodzie polskim, nie wolno dziś głośno mówić, bo to obraża wysublimowane uczucia pogrobowców bandytów z OUN – UPA i narusza sojusze warszawskich renegatów i zupełnie jawnych zdrajców, którzy ze swoją zdradą nawet się nie kryją, ale przeciwnie, obnoszą się z nią publicznie i jeszcze głośno się tym chlubią! Za otwarte głoszenie prawdy o ukraińskim ludobójstwie dokonanym na naszych rodakach przylgnie do każdego, kto odważy się tą prawdę głosić, nie tylko łatka ruskiego agenta Putina, ale co gorsza, zdrajcy, którzy zarządzają dziś z woli zaoceanicznego hegemona naszą Ojczyzną, mogą człowieka oskarżyć o… zdradę, bo ujawniasz i nagłaśniasz, niewygodną dla nich prawdę, którą najchętniej wdeptaliby buciorami na metr w głąb. Ta szmaciakowa ćwierćinteligencja nie jest w stanie nawet wymyślić czegoś mądrzejszego, bo taki wysiłek umysłowy, najzwyczajniej w świecie ich po prostu przerasta. Nie są do niego zdolni. Dlatego powielają po starej bolszewii, z której się wywodzą te same teksty o godzeniu w sojusze i wyłączni9e Ich wiecznotrwałe przyjaźnie, które rozpieprzą się w drobny mak, tak samo jak skończyły na śmietniku wiecznotrwałe sojusze ich tatusiów i mam, oraz Ich dziadziusiów i babć. To kwestia czasu i z tego co już widać na horyzoncie zdarzeń, niedługiego, jak warszawiwskie Bolki na siłę wbite z kufajek w garnitury, które ich uwierają, jako zupełnie nienaturalny dla nich ubiór, będą niedługo zmuszeni śpiewać z zupełnie innego klucza, na cześć i chwałę władcy, którego dziś jeszcze opluwają. Cóż to będzie za widok.

 

Dlatego też wszystkie, ale to absolutnie wszystkie i to bez żadnego wyjątku obecne publikacje, które powtarzają to bezczelne, kłamstwo, że na Kresach Ukraińcy zamordowali pomiędzy sto a dwieście tysięcy naszych rodaków, jest bezmyślnym powtarzaniem i powielaniem antypolskiego kłamstwa, gdy polskich ofiar było pomiędzy 400 a 500 tysięcy. I dlatego właśnie, te obecne publikacje na ten temat, mają wyłącznie wartość makulatury. I zarówno one wszystkie oraz wydawnictwa je publikujące oraz autorzy tego kłamstwa, powinni być wszyscy oskarżeni, ścigani i odpowiadać karnie przed sądami w ten sam sposób, w jaki dziś jeszcze ściga się i karze za tzw. ,,kłamstwo oświęcimskie”. 

Pomniki ukraińskich bestii z OUN – UPA i cześć oddawana im przez Ukraińców, to według polskojęzycznych banderowców i warszawiwskich renegatów, nie może w żaden sposób obrażać, jakichkolwiek uczuć Polaków, a nawet jeśli, to nie jest to  i tak żaden problem, bo kto by się tym przejmował?

 

Pomnik Stepana Bandery w partnerskim mieście Elbląga – Tarnopolu


 

Pomniki kata Polaków, dowódcy ludobójczej UPA Romana Szuchewycza i huczne uroczystości ku jego czci w miejscowościach Biłhoroszcze na tarnopolszczyźnie i w polskim Stanisławowie, przemianowanym na Iwanofrankiwsk

Duchowny prawosławny poświęcający w Orzewiu pomnik-krzyż ku czci Dmytro Kłaczkiwśkiego vel Kłyma Sawura, organizatora ludobójstwa na Wołyniu w 1943 roku. Fot. Wikipedia

 Pomnik ukraińskiego zwyrodnialca i psychopaty, dowódcy UPA Północ Dmytro Kłaczkiwśkiego – Kłyma Sawura w Zbarażu, który obok Bandery i Łebedia wydał osobisty rozkaz totalnej, fizycznej eksterminacji polskiej ludności Wołynia.

Pomnik Dmytro Kłaczkiwśkiego w Równem

 

  Pomnik Waffen SS – Galizien na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie

==================================

 Według warszawskich renegatów wszystkie te pomniki ku czci tych zwyrodniałych ludobójców Polaków, stawiane masowo na Ukrainie, a także setki ulic, parków, skwerów i budynków użyteczności publicznej w żaden sposób nie obraża uczuć Polaków i nie ubliża Polsce, jako państwu. Polsce według narracji tych szumowin, szkodziłoby za to teraz i to bardzo, gdyby władze włączyły się w upamiętnianie pomordowanych Polaków na Kresach, bo szkodziłoby to obecnie „naszemu wypróbowanemu sojusznikowi”, jakim jest Ukraina, a posłużyłoby Putinowi. Nóż się i to dosłownie otwiera człowiekowi w kieszeni, gdy słyszy takie debilizmy. Ale czegóż innego można się dziś spodziewać po osobnikach, mających IQ niższe od najbardziej tępej małpy.

 Jacek Boki 13 Lipiec 2024 r.

Źródła:

Witalij Masłowśkij – ,,Z KIM I PRZECIW KOMU WALCZYLI NACJONALIŚCI UKRAIŃSCY W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ” – Wydawnictwo Nortom – Wrocław 2001 r.

Niech przemówią fakty 

 

https://kresywekrwi.blogspot.com/2019/04/niech-przemowia-fakty.html

Konfederacja: Umowa Polski z Ukrainą nieważna, Tusk przed Trybunał Stanu

 https://www.rp.pl/polityka/art40793371-konfederacja-umowa-polski-z-ukraina-niewazna-tusk-przed-trybunal-stanu 

 Bestie na służbie zbrodni: Oskar Dirlewanger

 https://www.1944.pl/artykul/bestie-na-sluzbie-zbrodni-oskar-dirlewanger,5087.html

 Śmierć Bronisława Kamińskiego. Kat powstania warszawskiego zginął z rąk Niemców

https://wielkahistoria.pl/smierc-bronislawa-kaminskiego-kat-powstania-warszawskiego-zginal-z-rak-niemcow/

 Duda otwarcie pluje Polakom w twarz.

  https://kresywekrwi.blogspot.com/2023/07/wnuk-hromenki-otwarcie-pluje-polakom-w.html

 Będę zobowiązany za wsparcie mojej działalności, gdyż bez waszej pomocy, nie tylko nie dałbym rady robić tego co robię, ale również, nie miałoby to żadnego sensu. Jeśli Polacy nie będą wspierać patriotów i mediów przez nich prowadzonych, to będą mieli w końcu tylko media Sorosa i jemu podobnych sług diabła.

PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431


Z dopiskiem: WSPARCIE DZIAŁALNOŚCI BLOGAKRESY WE KRWI