Kolejny skandal korupcyjny na Ukrainie. Git-pancer-kamizelki ! Interesy Bohdana Chmielnickiego.

Kolejny skandal korupcyjny na Ukrainie. Git-kamizelki ! Interesy Bohdana Chmielnickiego.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wspólnie z Państwowym Biurem Śledczym ujawniły nowy epizod przestępczej działalności byłego wiceministra obrony Ukrainy. W 2022 roku zdefraudował ponad 948 mln hrywien na kontrakcie zakupowym kamizelek dla wojska.

——————————

Nowy skandal korupcyjny na Ukrainie. Tamtejsze służby ujawniły, że 2022 roku grupa przestępcza działająca w ministerstwie obrony zakupiła dla ukraińskiego wojska partię tanich, ale wadliwych kamizelek kuloodpornych. W ten sposób ukradziono ponad 948 mln hrywien.

Jak wynika ze śledztwa, w transakcję zaangażowanych było także dwóch byłych podwładnych podejrzanego – były szef Departamentu Zamówień Publicznych ministerstwa i były szef Centralnego Departamentu Wsparcia Materialnego Sił Zbrojnych Ukrainy.

Aby zrealizować plan w 2022 roku, jego organizatorzy podpisali umowę na dostawę dużej partii kamizelek kuloodpornych z jedną z firm z Europy Wschodniej, której beneficjentami rzeczywistymi byli obywatele Rosji. Jednakże oględziny zakupionych płyt wykazały, że nie odpowiadają one deklarowanej klasie ochronności i tym samym stwarzają zagrożenie dla życia żołnierzy w sytuacji bojowej. Trwa śledztwo, które ma na celu ustalenie wszystkich okoliczności przestępstwa. Sprawcom grozi do 12 lat więzienia z konfiskatą mienia.

Wcześniej, SBU oskarżyła byłego urzędnika Ministerstwa Obrony Ukrainy o defraudację ponad 100 milionów hrywien na zakup kamizelek kuloodpornych. Mowa o urzędniku, który pracował w Departamencie Zamówień Publicznych i Zaopatrzenia w Surowce Materialne Ministerstwa Obrony Narodowej. Według śledztwa kupił dla Sił Zbrojnych Ukrainy prawie 3 tys. kamizelek kuloodpornych za ponad 100 mln hrywien.

„Według kilku niezależnych badań produkty te nie spełniają wymagań dla kamizelek kuloodpornych klasy IV i nie mogą odpowiednio chronić ukraińskich żołnierzy” – czytamy w komunikacie. Oskarżonemu grozi pozbawienie wolności od 5 do 8 lat. [Ciekawe, jaka łapówkę wynegocjuje?? md]

Ponadto SBU zainicjowała wycofanie partii kamizelek kuloodpornych do magazynów MON.[No słusznie, można je jeszcze wiele razy sprzedać! md]

Odnotowano również, że SBU prowadzi czynności dochodzeniowe przeciwko innym funkcjonariuszom sektora bezpieczeństwa i obrony, którzy „mogą być zaangażowani w nielegalną działalność” i szkodzić bezpieczeństwu państwa. „Ten zestaw środków ma na celu wzmocnienie zdolności obronnych naszego państwa” – czytamy w komunikacie.

Nie ujawniono nazwiska zatrzymanego funkcjonariusza, ale portal Censor.net, powołując się na własne źródła, informuje o przeszukaniu nieruchomości byłego dyrektora Departamentu Zamówień Publicznych MON, Bohdana Chmielnickiego.

Nie wiadomo ilu ukraińskich żołnierzy zostało rannych lub straciło życie, przez wiarę w skuteczność niesprawnych kamizelek.

Wielkie protesty rolników w Niemczech w walce z klimatyczną polityką rządu

Wielkie protesty rolników w Niemczech w walce z klimatyczną polityką niemieckiego rządu

autor: admin (2024-01-08

W ostatnich tygodniach Niemcy stały się areną ogromnych protestów rolników, które sparaliżowały ruch w głównych miastach kraju. Organizacje rolnicze, niezadowolone z polityki rządu, zdecydowały się na masowe demonstracje. Rolnicy, wykorzystując traktory i inne maszyny rolnicze, zablokowali ulice i autostrady, powodując poważne utrudnienia w ruchu.

Protesty, zainicjowane przez Niemiecki Związek Rolników oraz Federalny Związek Transportu Drogowego, Logistyki i Utylizacji, rozpoczęły się pod Bramą Brandenburską w Berlinie. Dziesiątki traktorów zebrały się tam już w niedzielę wieczorem, aby wziąć udział w wiecu zaplanowanym na poniedziałek​​. Policja i władze lokalne spodziewały się masowych zakłóceń w ruchu drogowym w całych Niemczech, a te oczekiwania szybko się spełniły. Pierwsze blokady miały miejsce już w niedzielę wieczorem, m.in. w Saksonii i Dolnej Saksonii​​​​.

Przewodniczący Niemieckiego Związku Rolników, Joachim Rukwied, zapewniał, że protest będzie „pokojowy i demokratyczny”, choć nieuchronnie będzie powodował zakłócenia w ruchu drogowym. Rolnicy wyrazili swoje niezadowolenie wobec planowanych przez rząd podwyżek podatków dla rolnictwa, stwierdzając, że nie ustąpią, dopóki nie zostaną one anulowane​​.

Protesty są odpowiedzią na planowane przez rząd cięcia dotacji dla sektora rolnego w następstwie kryzysu budżetowego. Rząd Olafa Scholza, pod presją protestujących, częściowo się ugiął pod ich żądaniami, wycofując się z części zmian podatkowych. Zapowiedziano stopniowe wycofywanie ulg podatkowych na olej napędowy dla rolników oraz rezygnację z planowanych podwyżek podatków od pojazdów rolniczych​​​​.

Jednakże, rząd Niemiec stoi przed poważnym wyzwaniem finansowym. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował wykorzystanie środków pierwotnie przeznaczonych na walkę ze skutkami pandemii na cele klimatyczne, co spowodowało ogromną dziurę budżetową. W odpowiedzi na tę sytuację, rząd próbował zwiększyć obciążenia podatkowe, w tym podatki dla rolników​​.

Protesty rolników w Niemczech odzwierciedlają rosnące napięcia między potrzebami sektora rolnego a polityką rządową. W obliczu kryzysu finansowego i wymagań ochrony środowiska, rząd Scholza stoi przed wyzwaniem znalezienia zrównoważonej ścieżki, która zadowoli zarówno rolników, jak i spełni szalone cele klimatyczne. 

Wygląda jednak na to, że łatwo nie da się osiągnąć kompromisu bo realizacja tych planów wiąże się z likwidacją rolnictwa, tak jak wcześniej zaordynowano i przeprowadza się skutecznie likwidację górnictwa. Pytanie brzmi czy rolnicy dadzą się przekupić jak górnicy czy też będą walczyć rozumiejąc, że gra toczy się nie tylko o ich biznesy ale też o bezpieczeństwo żywnościowe, które przez działania klimatystów może być zagrożone. 

Wyciskamy sok humoru

Wyciskamy sok humoru

Stanisław Michalkiewicz    9 stycznia 2024 michalkiewicz

Nie ma takiej tragedii, z której nie można by wycisnąć soku humoru. Warto przypomnieć, że sok humoru wyciskany bywał nawet z masakry europejskich Żydów podczas II wojny światowej. Wtedy niektórzy Żydzi życzyli sobie nawzajem, by spotkać się w tym samym kawałku mydła. Teraz za coś takiego można jęczeć i szlochać przez resztę życia w lochu, bo organizacje delatorskie im. Pawełka Morozowa w rodzaju „Nigdy Więcej” pana Rafała Pankowskiego, czy też Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, założonego przez pewnego kryminalistę, który wpadł na taki sposób na życie i pewnie wkrótce zostanie autorytetem moralnym z nominacji wiadomego Judenratu – więc organizacje delatorskie rzuciłyby się na takiego delikwenta z żarłocznością sępów, a niezależna prokuratura, która na podstawie decyzji pana ministra Adama Bodnara, właśnie zlała się z prokuraturą Rzeszy, zaraz zrobiłaby z takiego osobnika marmoladę podczas przesłuchań III stopnia przy użyciu maszyn śledczych o mocy tysięcy trupów – bo teraz jest rozkaz, że nienawiść musi być powszechnie znienawidzona, więc i niezawisły sąd powinność swej służby w lot by zrozumiał i posypał pięknymi wyrokami.

Zdarzają się atoli wyjątki. Kiedyś, dawno temu, gdy bywałem jeszcze zapraszany do rządowej telewizji, któregoś razu oczekiwaliśmy w pokoju na wejście do studia. Wśród czekających był Czesław Bielecki, Krzysztof Wolicki, prof. Marcin Król, no i ja. Czesław Bielecki, rozmawiając z Krzysztofem Wolickim w pewnej chwili na całe gardło krzyknął do niego: „ty Żydłaku!”. Na to prof. Król zapytał: dlaczego ja nie mógłbym się w ten sposób odezwać – na co Czesław Bielecki wyjaśnił mu, że „jakieś przywileje muszą być!” Coś musi być na rzeczy, bo kiedy w swoim czasie byłem w Nowym Jorku, tamtejsza telewizja podała komunikat, że właśnie zostało zakazane „słowo na literę n”. Chodziło o słowo „nigger”, czyli „czarnuch”, ale – jak się wkrótce przekonałem – ten zakaz obejmuje tylko ludzi rasy białej, bo Murzyni używają tego określenia między sobą bez żadnego skrępowania. Słowem – jakieś przywileje muszą być. A w ogóle – co zauważył Antoni Słonimski – dzieje świata mają charakter dwusuwowy. Suw pierwszy – „chrześcijanie dla lwów!” Suw drugi – „Lwów dla chrześcijan!

Teraz oczywiście wracamy do suwu pierwszego, co widać nawet na podstawie dokumentu „Fiducia supplicans”, będącego arcydziełem krętactwa. Czytamy tam, że Kościół wprawdzie nie zmienia swego stanowiska w sprawie małżeństwa – ale będzie „błogosławić” pary sodomczyków i gomorytek. Gdyby Pan Jezus nie zmartwychwstał, to z pewnością przewracałby się z irytacji w grobie – że „swąd Szatana”, o którym wspominał papież Paweł VI, nie tylko przedostał się do Świątyni Pańskiej, ale nawet urządził tam sobie wędzarnię swoich „półgęsków ideowych”. Używam tego określenia Józefa Ozgi-Michalskiego („w dymach bijących z wojny izraelsko-arabskiej niektórzy próbują uwędzić sobie swoje półgęski ideowe”), bo przywileje dla sodomczyków i gomorytek niewątpliwie zostały proklamowane na użytek rewolucji komunistycznej, dla której i jedni i drudzy stanowią proletariat zastępczy. Ale mogą wystąpić tu nieprzewidziane trudności, o których wspomina słynne proroctwo św. Brygidy („owóż nieprzewidziany wypadek!”). Chodzi o to, czy takie błogosławieństwo się sodomczykom i gomorytkom przyjmie, czy też – jak to było w przypadku konfidenta SB, pana Andrzeja Szczypiorskiego, co to na fali pobożności w stanie wojennym nie tylko się ochrzcił, ale nawet opisał w „Tygodniku Powszechnym”, który już wtedy był w awangardzie postępu, swoje duchowe przełomy. Aliści na mieście pojawiły się pogłoski, że pierwszy chrzest mu się nie przyjął, więc skoro był precedens, to podobna sytuacja może wystąpić też w przypadku wspomnianych błogosławieństw.

Jak się okazuje wchodzimy w ciekawe czasy tym bardziej, że premier Tusk właśnie oznajmił, że zreformuje sposób finansowania Kościoła i innych związków wyznaniowych. Już nie będzie subwencji, tylko odpis 1 procenta podatku dochodowego. To bardzo zła wiadomość, bo oznacza, że podatku dochodowego w tej sytuacji nie można będzie zlikwidować, chociaż dla dobra obywateli i gospodarki powinno się to zrobić niezwłocznie. Chodzi o to, że podatek dochodowy, zwłaszcza progresywny, nie tylko stanowi karę za pracowitość, ale w dodatku wyposaża władzę publiczną w uprawnienie, które dla tworzenia dochodów państwowych wcale nie jest konieczne – mianowicie w prawo kontrolowania dochodów obywateli, którzy przed urzędem skarbowym muszą w związku z tym się spowiadać i to w dodatku bez żadnej nadziei na absolucję – bo nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara – jak twierdzą Rosjanie.

Nawiasem mówiąc, pomysł premiera Tuska wcale nie jest oryginalny I to z dwóch powodów. Po pierwsze – już dawno został wprowadzony w Niemczech, gdzie doprowadził do masowego wyrejestrowywania się z parafii, a po drugie – podobne rozwiązanie proponował JE bp Tadeusz Pieronek jeszcze w latach 90-tych. Że władzom Rzeszy zależy na osłabieniu, a w końcu – na likwidacji Kościoła katolickiego i chrześcijaństwa – to nic osobliwego. Wystarczy poczytać „Rozmowy przy stole” Adolfa Hitlera, żeby się przekonać, jaką głęboką nienawiścią ział on na chrześcijaństwo, a Kościół katolicki w szczególności. Co ciekawe, poglądy Hitlera na tę kwestię znajdują twórcze rozwinięcie w środowisku Judenratu „Gazety Wyborczej”, co pokazuje, że wymowni Francuzi, który powiadają, że les extremes se touchent, co się wykłada, że przeciwieństwa się stykają, mają sporo racji, nie mówiąc już o ubocznym efekcie komicznym, z którego ani pan red. Michnik, ani inni tamtejsi Żydowie, najwyraźniej nie zdają sobie sprawy. Dlaczego jednak ten pomysł lansował JE bp. Tadeusz Pieronek – tajemnica to wielka. Inna rzecz, że sam kiedyś widziałem, jak resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik wezwała księdza biskupa Pieronka na przesłuchanie i zaczęła go naciskać, żeby jej powiedział, czy powinno się nawracać Żydów. Ksiądz biskup przypierany do ściany wił się rozpaczliwie, aż w końcu pękł i powiedział, że nie – że się nie powinno. Jeśli Ekscelencja miał rację, to znaczy, że Żydowie mają przywileje nie tylko tu i teraz – o czym wspominał Czesław Bielecki i co cała Polska mogła zobaczyć, jak na wezwanie rabinów wszyscy dostojnicy państwowi posłusznie celebrowali w Sejmie ekspiacyjne nabożeństwo chanukowe – ale również na tamtym świecie, to znaczy – w Królestwie Niebieskim, które w związku z tym pewnie już niedługo dostąpi zmiany ustroju, zostając nie tylko Republiką Niebieską, ale nawet – Republiką Socjalistyczną.

Stanisław Michalkiewicz

Lawendowa mafia, polska racja stanu w relacjach z Ukrainą. Przesłanie ks. Isakowicza-Zaleskiego

Lawendowa mafia, polska racja stanu w relacjach z Ukrainą. Przesłanie ks. Isakowicza-Zaleskiego

9.01.2024 nczas/lawendowa-mafia-polska-racja-stanu

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski zmarł 9 stycznia 2024 roku w Chrzanowie po ciężkiej chorobie nowotworowej. To opozycjonista w czasach PRL, wolnościowiec, gorący orędownik uczciwych rozliczeń w Kościele Katolickim. Od wielu lat walczył o należyte upamiętnienie ofiar ludobójstwa Polaków dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (1956-2024) był polskim Ormianinem, duchownym katolickim obrządków ormiańskiego i łacińskiego, duszpasterzem osób niepełnosprawnych, prezesem Fundacji im. Brata Alberta, działaczem społecznym, pisarzem, poetą i publicystą.

W czasach PRL, jako kleryk i ksiądz, był aktywnym uczestnikiem opozycji antykomunistycznej. Współredagował podziemne pismo „Krzyż Nowohucki”, działał w Studenckim Komitecie Solidarności, był członkiem NSZZ „Solidarność” i duszpasterzem robotników w Hucie im. Lenina. Dwukrotnie został ciężko pobity przez funkcjonariuszy SB, a jego prześladowania stały się kanwą filmu „Zastraszyć księdza”.

Po 1989 r., ks. Isakowicz-Zaleski kontynuował swoją działalność na rzecz prawdy i sprawiedliwości. Był jednym z pierwszych duchownych, którzy ujawnili przypadki pedofilii w Kościele i domagali się ich wyjaśnienia i ukarania. Występował z postulatem ujawnienia konfidentów SB działających wśród duchowieństwa archidiecezji krakowskiej. Sam badał dokumenty Służby Bezpieczeństwa, które jako poszkodowany otrzymał z Instytutu Pamięci Narodowej. Jego działania wywołały wiele dyskusji na temat lustracji w polskim Kościele oraz spotkały się z wrogością części środowisk kościelnych.

Jednocześnie walczył o należyte upamiętnienie ofiar ludobójstwa Polaków dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, organizując m.in. pielgrzymki i wystawy. Ks. Isakowicz-Zaleski był także zaangażowany w działalność dobroczynną i pomoc osobom potrzebującym, zwłaszcza niepełnosprawnym. W 1987 r. współzakładał Fundację im. Brata Alberta, która obecnie prowadzi 36 placówek na terenie Polski.

=========================================

Poniżej przypominamy wywiady, jakich w ostatnim czasie ks. Isakowicz-Zaleski udzielił „Najwyższemu Czasowi!” w kwestii rozliczeń w Kościele oraz relacji polsko-ukraińskich.

Oto polska racja stanu w relacji z Ukrainą

Marta Warda: Postawa prezydenta RP Andrzeja Dudy podczas uroczystości upamiętnienia ludobójstwa na Wołyniu wzbudziła spore kontrowersje. Do Księdza oraz do grupy Polaków trzymających baner z prośbą o zniesienie zakazu ekshumacji zwłok pomordowanych na Wołyniu prezydent zaapelował o „miarkowanie słów”. Czy zdaniem Księdza jest to jednoznaczny dowód na to, że nasz prezydent nie dba o dobrze rozumiany interes Polaków, lecz reprezentuje służalczą postawę względem naszego wschodniego sąsiada?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Choć słowa prezydenta są bardzo znamienne, znacznie istotniejsze jest to, co nasz prezydent robi, a ściślej czego nie robi, a jako prezydent III RP powinien czynić. Od 2015 roku prezydent i jego otoczenie, a także władze obozu rządzącego składały i nadal składają liczne deklaracje dotyczące kwestii ludobójstwa i pochówku polskich ofiar na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i w innych częściach Kresów. Niestety, są to tylko obietnice. Przez siedem lat nie zrobiono nic.

W tym roku po raz pierwszy pan prezydent, pan premier i ambasador Ukrainy przyszli na uroczystości upamiętniające Krwawą Niedzielę, która była apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Wydawało się, że będzie to wielki krok do przodu. Padły deklaracje, ale… tylko deklaracje. Chociaż pan prezydent wygłosił bardzo emocjonalne, trwające 21 minut przemówienie, w którym dość chaotycznie mieszał wątki historyczne i polityczne), później sam sobie zaprzeczył. Kiedy bowiem przeszedł obok banneru rodzin kresowych upominających się o pochówek swoich krewnych, moim zdaniem użył absolutnie niewłaściwych słów. Padły słowa w charakterze upomnienia czy pogróżek, że mamy miarkować słowa, że trzeba pójść inną drogą, że to nie służy żadnej ze stron. Prezydent nie powiedział, kto jest tą drugą stroną, natomiast jego wypowiedzi w czasie przemówienia i późniejsze są skrajnie proukraińskie.

Nie jestem przeciwny współpracy Polski z Ukrainą, ale powinna się ona odbywać na szczeblu partnerskim. Uległość pana prezydenta wobec władz Ukrainy, co sam akcentuje, jest tak daleko posunięta, że nie tylko się nie upomina o pochówki ofiar, ale ustępuje we wszystkich innych sprawach. Pytanie: czyje interesy pan prezydent reprezentuje? Jest prezydentem niezależnej Rzeczypospolitej czy też myśli już o swojej przyszłości jako działacz czy przedstawiciel UKRAPOLU, czyli sojuszu Ukrainy z Polską? Oczywiście są to mrzonki, niemniej bardzo niebezpieczne.

Na swoim Twitterze zadał Ksiądz panu prezydentowi bardzo trafne pytanie: czy podobne słowa byłby w stanie skierować do ofiar holokaustu Żydów? Odpowiedzi Ksiądz nie uzyskał, ale możemy się jej domyślać.

Prezydent Andrzej Duda, jak również przedstawiciele innych opcji politycznych, inaczej traktują rodziny ofiar zbrodni katyńskiej, inaczej rodziny kresowe, czyli krewnych pomordowanych na Wołyniu, a jeszcze inaczej rodziny ofiar holokaustu. Wszystkie te wydarzenia były ludobójstwami. Każdy zamordowany i jego rodzina powinni być potraktowani jednakowo. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby pan prezydent mówił o miarkowaniu słów wobec rodzin ofiar holokaustu albo żeby mówił, żebyśmy dbali o wrażliwość niemiecką – bo przecież drugą stroną w przypadku holokaustu Żydów są Niemcy. Nie można w ten sposób dzielić ofiar na lepsze i gorsze. Myślę jednak, że to jest charakterystyczny rys obozu rządzącego, który wyraźnie rozróżnia ofiary. Ofiary „dobre” to ci, którzy zginęli z rąk Niemców lub Sowietów, a ofiary „gorsze” to te, które zginęły z rąk Ukraińców.

Wreszcie obóz rządzący rozróżnia ofiary żydowskie od ofiar polskich, co moim zdaniem jest ogromnym błędem, bo każda ofiara – czy to był Polak, czy Rosjanin, czy Ukrainiec, czy przedstawiciel innej narodowości – ma takie samo miejsce w naszej pamięci. To wszystko byli obywatele polscy! Każdy obywatel II RP okresu międzywojennego powinien być uszanowany, gdyż zginął z rąk okupanta. Niestety, dzisiaj widzimy, że pan prezydent dał się wplątać w takie podzielenie ofiar na lepsze i gorsze.

Jeżeli obserwujemy takie uprzywilejowanie Ukrainy, to czy zgodnie z tym, co mówi jeden z posłów Konfederacji, mamy już do czynienia z ukrainizacją Polski?

Myślę, że i tutaj nastąpiło pomieszanie pewnych pojęć. Jeszcze raz podkreślę: dobra współpraca między Polską a Ukrainą jest bardzo ważna, ale z pozycji partnerskiej, można nawet powiedzieć: braterskiej, a nie w sytuacji, w której Polska jest ciągle w pozycji służebnej wobec Ukrainy i ma spełniać jej oczekiwania. Słowa pana prezydenta o tym, że zostały zniesione granice, moim zdaniem, godzą w polską rację stanu. Konstytucja RP mówi, że Rzeczpospolita ma konkretne granice. Jakiekolwiek próby znoszenia tych granic wymagają zgody całego społeczeństwa, a nie tylko polityków na górze, którzy sobie ubzdurają, że mamy UKRAPOL. Przed naszym przystąpieniem do UE było referendum, a tu nagle bez referendum obóz rządzący ciągle podkreśla, że będziemy tworzyli wspólne państwo z Ukrainą. Hola, hola! Najpierw trzeba zapytać suwerena po jednej i po drugiej stronie. Z tego, co wiem, Ukraina wcale się nie pali, żeby być w UKRAPOLU razem z Polakami. Z różnych powodów. Podobnie ukrainizacja Polski jest bardzo niebezpieczna.

Prowadzę Fundację im. Brata Alberta, która opiekuje się prawie 150 osobami z Ukrainy Wschodniej. Są to głównie kobiety i dzieci. Niedawno zginął mąż jednej z pań, która pracuje w kuchni. Był ukraińskim żołnierzem w Charkowie. Nie ma cienia wątpliwości, że trzeba tym ludziom pomagać, co nie oznacza, jak się postuluje, żeby wprowadzać język ukraiński jako drugi w Polsce bądź dawać Ukraińcom lepsze prawa w Polsce niż Polakom. Takie działanie prowadzi do konfliktów polsko-ukraińskich, a służebna rola kamerdynera, sługi-współpracownika jest fatalna. Część polskich polityków wpada w amok. Już budowaliby nowe państwo itd. Najpierw trzeba wygrać wojnę, dopiero potem mówić o wspólnym państwie. Trzeba także ustalić zasady partnerskie. Jeżeli Polacy tak pomagają Ukrainie, to dlaczego na Ukrainie ciągle obowiązuje zakaz pochówków ofiar rzezi Wołyńskiej?

W związku z obecną sytuacją na Ukrainie do Polski przybyło ogromnie wielu uchodźców. Czy myśli Ksiądz, że wraz z końcem wojny ci ludzie powrócą, czy też zostaną w Polsce na stałe?

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja bardzo szybko się zmienia. Kiedy wybuchła wojna, większość osób – w tym ja, moi przyjaciele – miała nadzieję, że to będzie wojna krótkotrwała i uchodźcy szybko wrócą do swoich domów. Teraz okazuje się, że ta wojna będzie przeciągana i obserwujemy wzajemne wykrwawianie się obu stron. Rosjanie dokonują straszliwych zniszczeń na Ukrainie Wschodniej. Okazuje się, że część tych rodzin nie ma już gdzie wrócić. Część wyjedzie za granicę, ale znaczna część pozostanie w Polsce.

Pytanie, czy Polska jest przygotowana na to, żeby utrzymywać, poprzez świadczenia socjalne, tak ogromną grupę cudzoziemców. Kraje Zachodnie są bardzo ostrożne w tego rodzaju działaniach, a jeśli podejmują działania, to są one bardzo przemyślane. W Polsce natomiast to jest „Hajda na koń! Szable w dłoń! Ruszamy w bój! Będziemy się bić! Pędzimy naprzód!”. To wyskakiwanie przed szereg spowoduje, że gdy przyjdzie zima, może pojawić się pytanie, jak utrzymać ośrodki dla uchodźców z Ukrainy, podczas gdy zabraknie pieniędzy na utrzymanie polskich organizacji charytatywnych.

Już pojawiły się protesty pracowników warsztatów terapii zajęciowych dla niepełnosprawnych, którzy nie są w stanie się utrzymać, bo uginają się pod ciężarem inflacji. Trzeba to jakoś mądrze rozdzielić. Nie na zasadzie przyznawania środków grupie uprzywilejowanej kosztem braku pomocy dla obywateli polskich. Sytuacja jest bardzo trudna. Obawiam się, że znaczna część Ukraińców nie wróci do swojego kraju – z rożnych powodów – i będą w Polsce odbijali się od ściany do ściany, bo przecież nie będzie aż tyle pracy w Polsce, zwłaszcza dla kobiet.

Głównym problemem rysującym się na tle kwestii uchodźców jest sytuacja ekonomiczna i kryzys, z jakim się w tej chwili mierzymy. Po drugie: Polska była przez bardzo długi czas państwem jednonarodowościowym. Polacy przywykli do tego, że wokół siebie widzą samych rodaków. Kiedy nagle idąc przez miasto, nie słyszą w ogóle języka polskiego – reagują. Jest to bowiem dla nas sytuacja trudna i niecodzienna.

To jest problem już dawno opisany w historii. Jest granica asymilacji przybyszów z obcego państwa w danej strukturze. Jeden z historyków obrazowo opisał to w sposób następujący: ile łyżeczek cukru można jednorazowo rozpuścić w szklance herbaty? Jeżeli pewna grupa osób powoli wchodzi w struktury danego państwa, to się asymiluje. Tak jak moi przodkowie Ormianie i wiele innych mniejszości narodowych w Polsce. Tak samo asymilują się przecież i Polacy w innych państwach. Gwałtowne przybycie milionowych rzesz może spowodować, że struktury państwowe kompletnie nie będą na to przygotowane, a grupy te nie będą się asymilować. Przykład mamy we Francji, gdzie nawet w trzecim pokoleniu emigranci z Afryki Północnej nie asymilują się, mimo że na co dzień mówią po francusku. Tu może być podobnie.

Pytanie: ile osób w państwie polskim może zostać przyjętych tak, by znaleźli pracę, zasymilowali się na tyle, żeby ich dzieci poszły do polskich szkół, żeby nauczyli się języka polskiego – a nie tworzyli państwa w państwie? Obecnie w dużych polskich miastach przebywają bardzo liczne grupy ukraińskie, które w ogóle nie mają kontaktu z Polakami. Tworzą strukturę wewnętrzną. Niedawno byłem z supermarkecie. Ukrainka stojąca w kolejce do kasy rozmawiała ze sprzedawczynią po ukraińsku. Może nie tyle sam fakt rozmowy po ukraińsku jest szokujący, ile pytanie, co będzie dalej. Dojdzie do takiej sytuacji, że Polacy nagle poczują się jak nie w swoim państwie. Ile tych łyżeczek można rozpuścić w jednej szklance, czyli ile tysięcy czy milionów cudzoziemców może się w danym państwie zasymilować? Śmiem twierdzić, że 3 mln się nie zasymilują… Ciągle będzie to trochę obce ciało. Trzeba natomiast pomóc – czego, moim zdaniem, nie ma – tym osobom, które chcą zostać w Polsce, widzą tu swoją przyszłość, ale na zasadzie poszanowania praw polskich. To nie większość ma się dopasować do mniejszości. To mniejszość ma się dopasować do większości.

Mam wrażenie, że w tej chwili jest trochę na odwrót…

To prawda. Nasza nadgorliwość, wybieganie przed szereg nas ośmiesza. Dla przykładu: idiotyczna jest dyskusja nad określeniem: „na Ukrainie” czy „w Ukrainie”; czy możemy wywiesić taką, czy inną flagę. W telewizji państwowej od pięciu miesięcy wszyscy prezenterzy mają wpiętą polsko-ukraińską flagę. Kiedy była rocznica ludobójstwa na Wołyniu, to te flagi zdejmowali. To jest paranoja. Jeżeli państwo polskie chce być państwem polskim, nie może tworzyć takich sytuacji. Jest takie powiedzenie: chcesz być szanowany, szanuj najpierw sam siebie. Jeżeli Polska chce być szanowana, nie może się przefarbować na całkiem inne struktury, tylko powinna szanować swoje tradycje. Pomagajmy tym, którzy przybywają. Twórzmy dla nich miejsca pracy, ale niech oni też szanują nasze tradycje i nasze zwyczaje.

Jest Ksiądz współautorem książki pt. „Wołyń. Przemilczana zbrodnia na Polakach”. Czy mógłby Ksiądz pokrótce przybliżyć jej treść?

Są to rozmowy ze świadkami. Zarówno świadkami ludobójstwa, którzy jeszcze żyją – wtedy byli małymi dziećmi, dziś mają po 90 lat – jak również historykami i publicystami, którzy zajmują się tym tematem. Zestawienie wielu osób z różnych stron tego problemu – świadkowie, historycy, dzieci ofiar – pokazuje, jak bardzo ten problem jest skomplikowany.

Niezależnie, kto się wypowiada i niezależnie w której książce, zawsze przewijają się dwie sprawy. Po pierwsze: III RP dokonała grzechu zaniechania. Mija 30 lat od zmiany ustroju w Polsce i 30 lat istnienia niepodległej Ukrainy. Polska była pierwszym krajem, który uznał Ukrainę za niepodległe państwo. Przez ten czas ani polscy, ani ukraińscy politycy nie potrafili rozwiązać tego problemu, czyli znaleźć drogi prowadzącej, po pierwsze, do pochowania ofiar, po drugie – do wyjaśnienia wątpliwości. Widać wyraźnie, że wina leży po stronie polityków, a nie ofiar. Bardzo ciekawym wątkiem jest spojrzenie na problem oczami statystycznego Ukraińca. Ja to widzę w rozmowach z uchodźcami, którymi się opiekuję. Dla większości Ukraińców informacje na temat ludobójstwa pochodzą z ukraińskich mediów rządowych. Niestety tam też media podporządkowane są władzy państwowej, a politycy ukraińscy utrzymują, że należy o wszystkim zapomnieć. Coś tam było, Polacy pobili się z Ukraińcami i dla świętego spokoju należy o wszystkim zapomnieć.

Myślę, że ustawiczne mówienie o tym jest bardzo ważne. Chodzi o to, żeby społeczeństwo ukraińskie zobaczyło ten problem nie jako problem stricte polityczny, tylko ludzki: pochować ofiary, postawić krzyże, wspólnie się pomodlić i iść dalej. Moim zdaniem, oba społeczeństwa bardzo szybko dogadałyby się między sobą – na co jest wiele pozytywnych przykładów na poziomie lokalnym. Natomiast politycy nie chcą się dogadać, nadal żyją w kłamstwie i je pielęgnują. Tak jak fundamentem PRL-u, komuny było kłamstwo katyńskie, tak fundamentem negatywnych relacji polsko-ukraińskich jest zaniechanie wołyńskie.

Podsumowując, można wywnioskować, że dziś domaganie się sprawiedliwości dziejowej, prawdy historycznej stało się czymś nieakceptowalnym, nieprawidłowym. Wielu ludzi z mainstreamowych mediów zarzuca tym, którzy nadal walczą o tę prawdę, bycie ruską onucą. Skąd czerpać siłę i motywację do walki o dobre imię swej ojczyzny?

Bardzo dobrze pamiętam czasy komunizmu lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, czas „Solidarności”. Propaganda komunistyczna ustawiała wtedy sprawę tak: ktokolwiek mówi o zbrodni katyńskiej, jest amerykańskim agentem, a dotykanie tej sprawy ma rozbić bardzo dobre relacje Polski i Związku Radzieckiego. Dzisiaj PiS, PO i inne partie de facto kopiują tę propagandę komunistyczną, zmieniają tylko nazwy. Twierdzą, że ktokolwiek dotyka sprawy Wołynia, domaga się pochówku ofiar, mówi o gloryfikacji zbrodniarzy, jest ruskim agentem. Kiedy czytam, co piszą na portalach społecznościowych ideolodzy PiS-u, załamuję ręce. Oni po prostu powtarzają komunistyczną propagandę. Patrząc natomiast na to w trzeźwy sposób, rozwiązanie tego problemu poprzez powiedzenie prawdy, przeprosiny ze strony Ukrainy i cofnięcie zakazu pochówku jest wybiciem amunicji stronie rosyjskiej. Konflikt o pochówki będą wykorzystywać nie tylko Rosjanie, ale także Niemcy i inne narody, czego mamy przykłady. Dopóki ten wrzód nie zostanie oczyszczony, a rana zasklepiona, zawsze ktoś obcy to wykorzysta. Na razie klasa polityczna cały czas żyje mitami: zapomnieć, to znaczy rozwiązać problem. Nie da się zapomnieć i nie da się rozwiązać tego problemu bez pochowania ofiar.

Wszystko o lawendowej mafii

Tomasz Sommer: Niedawno mieliśmy wizytę przedstawiciela Watykanu w Polsce. Właściwie co rozpoczął? Można powiedzieć, że przesłuchania.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Sprawa oczyszczenia Kościoła nie jest sprawą tylko ostatnich lat. Wspólnota ludzi ochrzczonych, jaką jest Kościół, jest gigantyczna. Zawsze w takiej wspólnocie pojawiają się różne złe sprawy. Mówiąc obrazowo: w każdej owczarni znajdzie się czarna owca czy też wilki przebrane w skórę owcy. Wobec tych konkretnych spraw, czyli nadużyć seksualnych – nie tylko pedofilii, ale także tzw. lawendowej mafii czy wielu innych działań, które nie tylko łamią szóste przykazanie, ale powodują destrukcję wewnątrz Kościoła – działania podjął już papież Jan Paweł II. Równo 20 lat temu, w maju 2001 roku, poprzez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, Josepha Ratzingera, późniejszego papieża, wystosował list do wszystkich biskupów na całym świecie, że za każdym razem zgłoszony przypadek dotyczący molestowania nieletnich przez duchownych ma być wysłany do Watykanu. Również Jan Paweł II bardzo dużo w tej kwestii zrobił. Także jego następca Benedykt XVI i obecnie papież Franciszek. Niestety sprawy są bardzo zabagnione. Sięgają wielu dziesiątków lat wstecz. Jest też bardzo silny opór. Dlatego należy zrozumieć, że nie jest tak, iż teraz pojawiła się jakaś fala szczególnego molestowania przez duchownych. To są te sprawy zadawnione. Co obecnie papież Franciszek robi w tej kwestii? Wydał swoje zarządzenia, że można, omijając nuncjaturę i biskupów lokalnych, zgłaszać te sprawy bezpośrednio do Watykanu. To motu proprio, czyli list wydany przez papieża Franciszka. Faktycznie w sprawach polskich bardzo dużo się dzieje. Najróżniejszymi drogami te sprawy są składane do Watykanu. Widać, że Watykan reaguje na to, czego dowodem są liczne dymisje, upomnienia czy nawet kary stosowane wobec niektórych polskich biskupów. Natomiast wizyta kardynała Angelo Bagnasco, byłego przewodniczącego episkopatu Włoch i byłego arcybiskupa Genui, jest bardzo wyjątkowa. Po raz pierwszy tak wysokiej rangi duchowny przybywa do Polski w konkretnej sprawie, czyli sprawdzenia ewentualnych zaniedbań ze strony kardynała Stanisława Dziwisza. Zresztą Nuncjatura Papieska w swoim komunikacie to bardzo dokładnie wyjaśniła. To rzeczywiście coś, co na pewno otwiera nową kartę w Kościele, czyli pociąganie do odpowiedzialności każdego, niezależnie od funkcji i godności, jakie sprawuje.

Równocześnie Episkopat 28 czerwca wydał komunikat na temat danych o przypadkach wykorzystania nieletnich w Kościele. W mediach pojawiają się opisy, że raport obejmuje okres od 1 lipca 2018 roku do 1 grudnia 2020 roku. Dotyczy tak naprawdę zdarzeń od 1968 roku. Mamy tam podawane liczby, że z 368 zgłoszeń, 300 pochodzi z diecezji, a 68 z zakonów. W obydwu grupach wiekowych udział chłopców i dziewcząt – tam są dwie grupy: do 15 i po 15 roku życia – był mniej więcej taki sam. Z kolei 28 procent dotyczyło wykorzystania ministrantów, 19 procent – uczniów, uczennic, osób przygotowywanych do sakramentów itd. Co to są za dane? Czy chodzi o to, że w tym okresie, w ciągu ostatnich dwóch lat, były zbierane nowe zgłoszenia? Czy chodzi o okres prawie 60 lat?

– Dla mnie ten raport jest nieczytelny, przy całym szacunku do kościelnego instytutu statystycznego. Jest to kościelna instytucja, która jednak działa pod presją władzy. Nie jest niezależna. Pojawił się gwałtowny wypływ spraw, ale to nie tak, że teraz jest jakaś szczególna fala molestowania. Są to sprawy zaniedbane. Rzeczywiście w tej statystyce ujmuje się sprawy bardzo odległe. Natomiast nie wiadomo do końca, na bazie jakich danych podano tę statystykę. Nie ma dostępu do tych akt. Co więcej, Episkopat Polski odmówił, przynajmniej jak na razie, Państwowej Komisji ds. Pedofilii dostępu do tych akt. Tutaj mamy do czynienia z pewnym chaosem informacyjnym. Trudno powiedzieć, że to wszystko jest wiarygodne. Na pewno dane zostały zbudowane na podstawie jakichś przesłanek. Ale według mnie – i myślę, że według wielu osób, które tym problemem się zajmują – to jest zaledwie część. Nie można powiedzieć, że wszystkie sprawy zostały tu poruszone. Dlaczego? Znaczna część ofiar nie ufa stronie kościelnej. Chodzi o molestowania przez duchownych. Nie zgłasza tego władzom kościelnym. Jedni w ogóle nie chcą podjąć tej sprawy, a inni jeżeli zgłaszają, to prokuraturze świeckiej bądź komisji ds. pedofilii. Dopiero połączenie tych wszystkich zgłoszeń, tych do władz państwowych i kościelnych, jak i dokładniejsza kwerenda, może cokolwiek nam powiedzieć o zjawisku. Dla mnie oczywiście jest jeszcze jedna wątpliwość. Trochę na siłę mówi się, że pośród ofiar, które były molestowane, połowa to chłopcy, a połowa dziewczęta. Nie jest tak, jeżeli chodzi o zgłoszenia. Wśród spraw, które do mnie docierają, 70-80 procent to molestowania na tle homoseksualnym. Nawet jeżeli przyjąć, że te 50 procent jest wiarygodne, to też pojawia się pytanie: czy nagle mamy wśród księży 50 procent homoseksualistów? To ciągle więcej znaków zapytania niż wyjaśnień. Natomiast jakie powinno być rozwiązanie? Takie, jakie stosuje się w innych Kościołach Europy. Na przykład we Francji episkopat sam zwrócił się do świeckiego prawnika, Jeana-Marca Sauvé, aby powołał taką komisję złożoną z osób świeckich, która wnikliwie przejrzy wszystkie materiały, cofając się o 70 lat, do 1950 roku. Ta komisja od dwóch lat bardzo intensywnie sprawdza wszystko, każde zgłoszenie. Ma złożyć episkopatowi raport w sierpniu. Episkopat ogłosi w październiku. To jest droga wiarygodna i obejmuje całość spraw. Inaczej jest to bardzo wyrywkowe.

– Równocześnie, gdy rozmawiamy o historiach obciążających Kościół, widać, że pewnego rodzaju reflektor zaczyna przesuwać się na inne grupy. Mamy szereg informacji o oskarżeniach kierowanych do wychowawców sportowych, trenerów – jeden znany trener narciarstwa – do aktorów, muzyków. Można by odnieść wrażenie, że to stało się rzeczą wszechogarniającą. Jeżeli poszłoby dalej w tę stronę, zaraz się okaże, że cały system edukacyjny czy cały system wychowania muzycznego, czy sportowego jest też obciążony tym problemem.

– Tak, oczywiście. Molestowanie młodych ludzi nie mających granicy pełnoletności jest zjawiskiem powszechnym. To nie jest sprawa tylko Kościoła. Moim zdaniem, Kościół sam sobie strzelił w stopę. Tuszując różne sprawy, pokazał się wszystkim jako instytucja, która sama nie potrafi tego rozwiązać. Poucza innych w tej kwestii, jak też innych sprawach moralnych, a sama nie potrafi nic zrobić. Według tego słynnego powiedzenia: lekarzu, ulecz się sam – skierowanego do władz kościelnych. Z moich doświadczeń wynika, że wszędzie tam, gdzie są dzieci, pojawiają się wilki w owczej skórze. Często są to osoby bardzo bliskie. Pojawiają się molestowania w rodzinach. Znam takie przypadki. „Dobry wujek” – wujek w znaczeniu powiązań krwi albo taki przyjaciel rodziny. Bardzo często są to osoby, które specjalnie wybierają taki zawód: nauczyciel, trener sportowy, instruktor harcerstwa – też takie przypadki spotkałem – bądź działacz społeczny, który prowadzi różne zajęcia z dziećmi. Często jako kółka zainteresowań bądź grupy, wycieczki, obozy itd. Tutaj trzeba być bardzo wyczulonym na to, że osoby o skłonnościach pedofilskich zawsze będą starały się być blisko dzieci. Nie jest tak – jakie często mamy wyobrażenie – że gdzieś tam czai się w krzakach i nagle porywa dziecko. Oczywiście tacy dewianci też są. Natomiast jest to człowiek, który buszuje w tym środowisku. Patrząc od strony państwa polskiego, dobrze się stało, że państwowa komisja bardzo dokładnie bada wszystko, nie patrząc, kim jest sprawca. Natomiast jest jeden problem. O ile według prawa kościelnego pedofilia jest określona do 18 roku życia ofiary – i słusznie, bo ktoś jest niepełnoletni – tak w prawie świeckim, przynajmniej w Polsce, ale w większości krajów też, do 15 roku życia. Czyli jeżeli ktoś przekroczy o kilka dni granicę 15 lat, ofiara ulega molestowaniu, czynom nierządnym, to już nie jest w żaden sposób określane jako pedofilia. Tutaj powstał taki szklany sufit w wypadku państwowej komisji, która rezygnuje z badania tych innych spraw. Niedawno w Nowym Sączu rozpoczął się proces, niestety duchownego, ale tak trzeba jasno powiedzieć, z diecezji tarnowskiej, który molestował chłopca mającego 15 lat i parę miesięcy. Już sprawa nie jest traktowana jako pedofilia, tylko jako nierząd, molestowanie osoby niepełnoletniej. Ta cała grupa młodych ludzi między 15 a 18 rokiem życia, którzy są poddani molestowaniom, nie jest traktowana jako ofiary pedofilii. Tu trzeba, moim zdaniem, zmiany prawa, ale też szerokiego spojrzenia. Nie ma żadnych świętych krów. Czy to polityk, czy piosenkarz, bo też są takie przypadki, aktor czy reżyser, tak jak Roman Polański, do dzisiaj ścigany przez amerykański wymiar sprawiedliwości; ksiądz czy nauczyciel. Im ważniejsza funkcja społeczna, tym bardziej trzeba to piętnować i oczyszczać, dla dobra wszystkich nauczycieli, trenerów sportowych, księży i wielu innych osób. Nie można pozostawić świętych krów, bo wtedy rodzice boją się i dzieje się krzywda konkretnym dzieciom.

A jak by się Ksiądz odniósł do kwestii tych różnych kar wymierzanych niektórym hierarchom? Najbardziej jaskrawy przykład to przeniesienie arcybiskupa Głodzia, który został ostatnio sołtysem. Kilku biskupów podlega podobnym sankcjom. Czy to jest kara? Za co wymierzana? Szczególnie to zostanie sołtysem przebiegło przez media i zostało ocenione dwuznacznie.

– Trzeba podkreślić, że jest to sytuacja bez precedensu. Nie było takich sytuacji ani w XIX, ani w XX wieku, żeby polscy biskupi tak masowo byli poddawani weryfikacji ze strony władz watykańskich. Co więcej, te kary to jest dopiero początek. One są wymierzane głównie emerytom bądź tym, co odchodzą na emeryturę. Są symboliczne. To nie kara więzienia. Nie kara konfiskaty mienia, ale na przykład zakaz przebywania na terenie danej diecezji bądź zakaz pochówku w katedrze. Niedawno była taka sprawa z kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem. Wcześniej z arcybiskupem Juliuszem Paetzem, którego też pochowano poza katedrą. One są czysto symboliczne, jednak mają bardzo silny element prewencji. To pokazuje, że nie ma świętych krów. Nie chcę oceniać postaci kardynała Gulbinowicza, na pewno mającego wiele zasług. Był kardynałem, dwukrotnie organizował wizytę papieską we Wrocławiu. To samo arcybiskup Sławoj Leszek Głódź itd. Natomiast jeśli chodzi o tego drugiego biskupa, to – przepraszam, że to powiem – mamy tu do czynienia z kabaretem. Arcybiskup, zamiast przyjąć z pokorą karę, która została mu słusznie wymierzona, opuścił Gdańsk i przeniósł się do luksusowej rezydencji, którą sobie sam wybudował. Ciągle jest pytanie, skąd miał fundusze, żeby sobie taką wielką rezydencję wybudować. Zamiast iść na emeryturę i spokojnie dążyć do pojednania, pokuty, przygotować się na spotkanie z Panem Bogiem na Sądzie Ostatecznym, odprawia ten kabaret. Moim zdaniem, to jest prowokowane przez niego. Ciągle chce być w punkcie zainteresowania. Sołtysem został nie za karę, ale został wybrany przez 9 na 36 mieszkańców. Dobrze wie, że w ten sposób po raz kolejny wkłada kij w mrowisko. Moim zdaniem, świadomie kompromituje Watykan i Episkopat Polski, ale także Wojsko Polskie, bo jest jednak generałem dywizji. Myślę, że tutaj reakcja władz watykańskich powinna być jednoznaczna. Człowiek, który popełnił tyle przewinień – chodziło także o mobbing wobec księży, różne jego nadużycia, nie wspomnę już o jego alkoholizmie – nie może emerytury traktować jako show. To nie służy nikomu. Zły przykład. Co więcej, daje amunicję ludziom źle nastawionym do Kościoła. Mówią: popatrzcie, macie takiego ekscelencję, generała, sołtysa… Tu myślę, że będzie reakcja Watykanu na jego zachowanie.

Mamy w ostatnich dniach przesłuchania dotyczące kardynała Dziwisza i tutaj nie ma raczej wątpliwości, że to też jest wykorzystywane przez te osoby – jak to Ksiądz określił – nieżyczliwe jako taka, nazwijmy to, siła niosącą uderzenie w stronę Jana Pawła II. Różne oskarżenia dotyczące Jana Pawła II w różnych mediach się pojawiają. Jak by się Ksiądz odniósł do takiej perspektywy? „Atakowanie Dziwisza” może się skończyć podważaniem autorytetu Jana Pawła II.

– Biskup warmiński żyjący pod koniec XVIII wieku, poeta i literat Ignacy Krasicki, napisał fraszkę „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Moim zdaniem, dokonania Jana Pawła II są tak wielkie, że nawet pewne rysy – a przecież w każdej sytuacji takie rysy się znajdują – mogą być taką bolesną weryfikacją, ale nie zmieniają jego świętości i jego wielkości jako papieża, który przez 27 lat kierował Kościołem. Natomiast powiem, o co mam żal do kardynała Dziwisza. Po pierwsze: zadeptał lustrację 15 lat temu. Wtedy była ogromna szansa na rozpoczęcie tego procesu oczyszczenia. Rzeczywiście w aktach Instytutu Pamięci Narodowej, to są dawne akta SB, zachowało się wiele informacji o niegodnych czynach duchownych. Nie tylko, że współpracowali z SB, ale byli na przykład aktywnymi homoseksualistami czy doprowadzali do jakichś przekrętów materialnych, czy pedofilii. Zamiast wykorzystać to i oczyścić, kardynał to zablokował. Wtedy rzeczywiście niektóre osoby znowu wróciły do łask. Zostały dalej we władzach episkopatu. Tu jednak ksiądz kardynał ponosi odpowiedzialność za zadeptanie lustracji.

Po drugie: to może wydać się trochę szokujące, ale on sam ogłosił się kustoszem pamięci o Janie Pawle II. Już pomijam ten wątek, najbardziej kontrowersyjny wśród duchownych i księży, to jest tę niezliczoną ilość kropel krwi rozprowadzanych po całym świecie. Ileż można wziąć z tej jednej ampułki, którą nie wiem dlaczego uznano za własność kardynała. To krew pobrana papieżowi w czasie operacji, uznana za jego prywatną własność. Staje się przedmiotem dość dziwnych, nazwijmy, sytuacji, relikwiarzy itd. Później też ksiądz kardynał nie wykonał testamentu Jana Pawła II. Nie spalił jego prywatnych notatek. I wiele innych tego typu działań. Już nie mówię o pomnikach. Przecież w archidiecezji krakowskiej mamy trzy pomniki, gdzie ksiądz kardynał jest razem z papieżem. Nawiasem mówiąc, jeden, w Rabie Wyżnej, sam sobie święcił. Nie znam takiego przypadku w historii współczesnej, żeby ktoś postawił sobie pomnik i jeszcze sam go święcił. Myślę, że takie postępowanie księdza kardynała, że jest tym jakby Janem Pawłem II-bis, działa na niekorzyść. Natomiast przypuszczam, sądząc z przesłuchań, że Stolica Apostolska chce rozpatrzyć dwie sprawy, czyli działalność kardynała Stanisława Dziwisza jako metropolity krakowskiego i jego działalność przy boku Jana Pawła II. Nie można w żaden sposób powiedzieć, że nawet krytyczna ocena działalności metropolity krakowskiego będzie rzutowała na Jana Pawła II. Myślę, że to wymaga też pewnego takiego prześwietlenia wszystkich spraw. A nie ciągłego zasłaniania się. Jak to ksiądz kardynał mówi: kto mnie atakuje, atakuje Jana Pawła II. To jest nieprawda. Jeżeli były przewiny kardynała Dziwisza jako metropolity krakowskiego, to już po śmierci Jana Pawła II, wbrew wcześniejszym decyzjom papieskim.

Czyli Ksiądz odwraca sytuację i stawia to w takiej perspektywie, że kardynał Dziwisz zastawia się osobą Jana Pawła II przed różnymi zarzutami.

–Tak. Tak się zastawia. To wynika z wielu jego wypowiedzi. Chcę zwrócić uwagę, że taką kropką nad i w tej sprawie była decyzja kardynała, kiedy sam zaprosił TVN do swojej siedziby. Wskazał nawet redaktora, pana Piotra Kraśkę. Chciał tam pokazać się jako ten niezłomny przyjaciel, współpracownik Jana Pawła II. Przykro mi powiedzieć, ale to było daleko idące i nieroztropne, żeby samemu wchodzić w taką sytuację. Natomiast jak ten wywiad wyglądał. Dopóki to były pytania typu, gdzie papież mieszkał i jak jeździł na nartach, oczywiście odpowiedzi były łatwe. Natomiast kiedy padły konkretne pytania, słyszeliśmy z ust kardynała: nie wiem, nie znam, nie słyszałem. Moim zdaniem, ta seria zaprzeczeń otworzyła wielu publicystom katolickim i niekatolickim drogę do pewnych spostrzeżeń. Nagle ksiądz kardynał zaprzecza wszystkiemu – także temu, że przyjął list, który mu osobiście wręczyłem. Tak być nie może. Myślę, że najlepiej byłoby, gdyby faktycznie komisja watykańska wszystko sprawdziła i ogłosiła komunikat, co naprawdę się działo w czasach pontyfikatu, ale też co się działo w Krakowie od 2005 do 2016 roku.

Pojawiła się taka książka wydana przez wydawnictwo ojca Rydzyka na temat tych księży, którzy zostali oskarżeni, ale niewinnie. Tam jest sporo takich przypadków w Stanach Zjednoczonych, gdzie często tego typu oskarżenia kończą się poważnymi konsekwencjami. Więzieniem, odszkodowaniami idącymi w szokujące kwoty. Czy w Polsce też takie przypadki ewidentnego, zafałszowanego oskarżenia przy tej okazji się pojawiły, czy nie?

– Zawsze pojawiają się fałszywe oskarżenia. Nawet w tym raporcie, o którym była mowa, a ściśle mówiąc: danych statystycznych komisji Episkopatu Polski, zaznaczono, że kilkanaście procent tych oskarżeń było nieprawdziwych. W komisji francuskiej Jeana-Marca Sauvé także są opisywane przypadki, że były niesłuszne oskarżenia. Również episkopat podaje siedem czy osiem przypadków księży biskupów, ale w przypadku arcybiskupa Stanisława Gądeckiego stwierdzono, że zarzuty były nieprawdziwe. W przypadku biskupa kaliskiego Stanisława Napierały też powiedziano, że był błąd, ale niezamierzony. Czyli jednak Watykan odróżnia przypadki świadomego złamania. Te kary są różne. Właśnie dlatego potrzeba takiej komisji. Natomiast najgorsze, że to są dwie skrajności. Jedna, że wszyscy są winni. Oczywiście lewacy będą to mówili, że Kościół do rozwiązania, do kasacji. Ale też postawa tego środowiska, które pan określa jako środowisko Radia Maryja. Tam wszyscy są niewinni. Jeszcze nie tak dawno ojciec Rydzyk w obecności ministra sprawiedliwości, pana Zbigniewa Ziobry, którego bardzo szanuję i uważam, że tu spełnia bardzo pozytywną rolę, mówił publicznie, że biskup Janiak jest męczennikiem. Męczennikiem biskup, który zostaje odwołany przez Watykan? Tak być nie może. Pamiętam też różne inne historie, dotyczące arcybiskupa Paetza, arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia, gdzie ojciec Rydzyk, to środowisko mówiło, że to są nasi bohaterowie, wspaniali ludzie. To ta druga skrajność. Jak zwykle, należy odciąć te skrajności. Pokazywać prawdziwe przypadki. Robić rzetelną analizę i na pewno w tej grupie oskarżeń znajdą się też oskarżenia nieprawdziwe. Dlatego te komisje – pozwolę sobie na taką konkluzję – powinny być niezależne. Jeżeli komisja powie, że ktoś jest niewinny, to ma ogromną siłę, Jeżeli powie, że jest winny – też. Ale nikt nie zarzuci, że jest to komisja zależna. Czyli komisja, która pod wpływem, pod dyktando tej czy innej władzy wydaje ocenę. Musi powstać takie ciało, które sprawdzi. Tak jak w sądzie. Samo wejście do sądu nie oznacza winy. Każdy ma prawo do adwokata, są okoliczności łagodzące. Natomiast nie można hołdować żadnej ze skrajności: wszyscy winni albo wszyscy niewinni.

Bergoglio’s Bistro: Kolacja i napoje w bazylice Santa Maria Maggiore [Happy Hour]. Nowe zdjęcia.

[Cena – to po włosku -kolacja. md]

Bergoglio’s Bistro: Kolacja i napoje w bazylice Santa Maria Maggiore

Franciszek sprzedaje jedzenie i napoje w bazylice Santa Maria Maggiore i oferuje organizację przyjęć w 2024 roku.

Cennik „prywatnych wizyt” został wysłany do przewodników turystycznych i biur podróży. Gloria.tv uzyskała tę listę.

Specjalną ofertą jest wizyta przed lub po godzinach otwarcia Bazyliki, aby doświadczyć wschodu i zachodu słońca. Grupy do 30 osób płacą 1000 euro, a do 120 osób 1750 euro. Zakrystia i krypta są otwarte za dodatkowe 150 euro.

Śniadanie kosztuje 25 euro, happy hour i 1 drink 25 euro, a kolacja 70 euro.

Wszystko serwowane jest „w wyjątkowych i specjalnych miejscach wewnątrz bazyliki, takich jak wewnętrzne tarasy lub Sala Papieska” [a wkrótce także przed tabernakulum ??].

Druga lista zawiera wszystkie nowe ceny i specjalne stawki za wizyty w ciągu dnia.

Chrystus powiedział o świątyni jerozolimskiej, która stała się halą targową: „Mój dom będzie nazwany domem modlitwy, ale wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” (J 2).

==============================

MD: Pan Jezus podobnych handlarzy w przedsionku świątyni potraktował powrozem, i stoły im poprzewracał.

Panie Jezu, czas na to i teraz!!

=================================

Rekord zapotrzebowania na energię elektryczną pobity. Gaz blisko pobicia swojego

Rekord zapotrzebowania na energię elektryczną pobity. Gaz blisko pobicia swojego

Nad ranem 9 stycznia pobity został rekord zapotrzebowania na energie elektryczną w Polsce. Ostatni rekord tego typu został pobity w lutym 2021 roku.

2024/01/09 polonl/rekord-zapotrzebowania-na-energie-elektryczna-pobity

Zapotrzebowanie na energie elektryczną fot. PSE

Zapotrzebowanie na energie elektryczną fot. PSE

Share on FacebookShare on Twitter

Zapotrzebowanie na prąd i gaz wysokie przez mrozy

Zgodnie z danymi PSE z godz. 9:31 zapotrzebowanie w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosło 28.402 MW (ponad 28,4 GW). Poprzedni rekord z lutego 2021 roku wynosił 27.617 MW (27,6 GW). Tak duże zapotrzebowanie wynika z silnych mrozów, które wzmagają konieczność dogrzewania domów i mieszkań. W przypadku pomp ciepła zwiększa się wykorzystanie grzałek elektrycznych do ogrzewania.

Szczegóły zapotrzebowania i jego pokrycia można zobaczyć na poniższej grafice.

Zapotrzebowanie na energie przewyższa generację energii w polskich elektrowniach – do zbilansowania systemu konieczny jest import ponad 1 GW energii z zagranicy. Podstawę systemu tworzą elektrownie cieplne (węglowe, gazowe, kogeneracja). Warto zwrócić uwagę na OZE. Tych w systemie zainstalowanych jest ponad 27 GW, mimo to ich moc wytwarzania z rana nie przekracza łącznie 3,5GW.

Ze względu na mroźne temperatury odnotowaliśmy również wysokie zużycie gazu ziemnego. Według analizy Tomasza Włodka ciągu doby gazowej zużyliśmy 84 mln m sześc. gazu. To jedynie cztery miliony metrów sześc. mniej niż w rekordowym 18 stycznia 2021 roku.

Według prognoz siarczyste mrozy mają odpuścić w ciągu najbliższych kilkunastu godzin, jednak szczyt zapotrzebowania na energie elektryczną w Polsce może zostać osiągnięty koło południa.

Czego ministerstwo Edukacji będzie uczyć nasze dzieci? Jak przygotować się do seksu analnego? Uczy Anja Rubik.

Ordo Iuris
Szanowny Panie,
pod koniec grudnia Minister Edukacji Barbara Nowacka spotkała się z Anją Rubik – modelką i założycielką Fundacji SEXEDPL, która promuje wulgarną, genderową edukację seksualną dzieci i młodzieży w internecie. To jasna zapowiedź kursu, jaki zamierza obrać resort edukacji pod kierownictwem jednej z liderek proaborcyjnych czarnych protestów sprzed kilku lat. Panie nie rozmawiały bowiem o modelingu…– Dziękujemy za możliwość spotkania i omówienia kwestii związanych z edukacją, bezpieczeństwem i programem szkolnym. To była dla Nas ważna i bardzo obiecująca rozmowa – napisała na swoim profilu w serwisie społecznościowym Anja Rubik.
Aby zrozumieć, z kim spotkała się Minister Edukacji i co to oznacza dla naszych dzieci, wystarczy zapoznać się z treściami publikowanymi przez Fundację SEXEDPL. Strona internetowa fundacji instruuje młodych ludzi między innymi, jak przygotować się do seksu analnego, który „może być bezpieczny, przyjemny i nie musi wiązać się z bólem”.
Znajdują się tam teksty zawierające wskazówki, jak ukryć przed rodziną, przyswajać, promować i wspierać treści LGBT oraz jak wybrać gadżety erotyczne i dbać o ich higienę. Dzieci odwiedzające witrynę mogą trafić także na materiały otwarcie zachęcające do przygodnego seksu. Z tekstu młodzi ludzie dowiedzą się między innymi, że „możemy uprawiać seks kiedy i jak chcemy i jak najbardziej możemy decyzję podejmować pod wpływem chwili (…). Nie ma znaczenia, czy zastanawialiśmy się nad nim dwa tygodnie czy pięć minut”. Jednocześnie autorzy tekstu mają dla młodych ludzi kilka ważnych rekomendacji – zalecają, by każdy miał ZAWSZE przy sobie prezerwatywę i/lub „maskę oralną” (!) oraz pigułkę wczesnoporonną.
Jeszcze gorsze treści znajdziemy na kanale fundacji w serwisie YouTube. W jednym z materiałów, rozmówcy Anji Rubik – występujący w charakterze „ekspertów” – wprost zachęcają nastolatków do masturbacji. Jeden z gości modelki opowiada o swojej pierwszej masturbacji w wieku 6 lat. Chwilę później słyszymy między innymi, że „młodzi chłopcy masturbują się wspólnie” i że jest to zupełnie normalne, a mężczyzna dodaje, że „masturbacja uwalnia kreatywność” i radzi, aby „masturbować się przed każdą randką”.
O tym, z jak wulgarnymi i obscenicznymi treściami mamy do czynienia świadczy najdobitniej fakt, że nawet portal YouTube uznał, że to nagranie jest nieodpowiednie dla dzieci, wprowadzając do niego weryfikację wieku. Tymczasem dla Barbary Nowackiej autorka tych treści jest autorytetem w dziedzinie „edukacji seksualnej” uczniów polskich szkół…
Musimy zrobić wszystko, by uchronić nasze dzieci przed tą wulgarną demoralizacją.
Skuteczne interwencje Ordo Iuris z poprzednich lat pokazują, że nasze działania mogą być kluczowe. To właśnie interwencje prawników Ordo Iuris były niedawno uznane przez Gazetę Wyborczą za jedną z głównych przyczyn radykalnego ograniczenia akcji „tęczowy piątek”, za pomocą której aktywiści LGBT próbowali wchodzić do szkół oraz klęski wulgarnych zajęć seksedukacji w Gdańsku, Krakowie i Poznaniu. Wierzę, że z pomocą naszych Darczyńców i Przyjaciół, uda nam się zwyciężyć także na szczeblu ogólnopolskim.
Chcąc ostrzec możliwie jak największą liczbę rodziców przed zagrożeniami związanymi z genderową edukacją seksualną, opracowujemy właśnie cykl esejów analizujących źródła, ideologiczne cele i metody działania wulgarnych seksedukatorów. W sześciu dotychczas opublikowanych tekstach wykazaliśmy, że permisywna edukacja seksualna opiera się na teorii gender, propaguje seksualizuję nawet najmłodszych dzieci oraz sprowadza sferę seksualności niemal wyłącznie do zapewniania przyjemności, całkowicie pomijając jej wymiar prokreacyjny.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskSeksedukatorzy wprost zachęcają też młodych ludzi do oglądania pornografii. Takie zachęty możemy znaleźć między innymi na kanałach społecznościowych wspomnianej Fundacji SEXEDPL. Na jednym z filmików „edukatorka” mówi, że „przez pornografię straciła kilka kompleksów i zaakceptowała siebie”, a edukator zachęca młodych ludzi do uczenia się technik seksualnych poprzez oglądanie porno. 
Nienaukowość podobnych twierdzeń demaskuje psycholog Bogna Białecka, która w jednym z nagrań opublikowanych na kanale YouTube Instytutu Ordo Iuris (jako uzupełnienie esejów o seksedukacji) dokładnie wyjaśnia, jak wielkie spustoszenie w umyśle dziecka ma miejsce wskutek kontaktu z pornografią.
Obecnie eksperci Ordo Iuris pracują nad projektem ustawy, której przyjęcie będzie mogło położyć kres nieograniczonemu dostępowi do pornografii w internecie dla nieletnich. Po zakończeniu prac nad ustawą, planujemy rozpocząć społeczną akcję informacyjną na temat skutków oglądania pornografii przez nieletnich, a sam projekt złożymy w parlamencie w ramach obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. O postępie prac i przyszłości tej inicjatywy będziemy pisać więcej w najbliższych miesiącach.
Wszechobecna pornografia i seksualizacja młodych ludzi to bardzo poważny i pilny problem, który wciąż jest dziś bagatelizowany przez dużą część społeczeństwa. Głosy wielkiego, masowego oburzenia słyszymy tylko w sytuacjach takich jak ujawniona niedawno afera pedofilska wśród polskich twórców filmików na YouTube, którą kilka miesięcy temu żyła cała Polska. Wówczas głośno mówiono o demoralizacji młodzieży w internecie. Okazało się bowiem, że ludzie, którzy przez lata adresowali swój przekaz do dzieci i młodzieży, zamieszczali materiały zawierające treści seksualizujące – promowali skąpy ubiór, opowiadali o swoich doświadczeniach seksualnych i zamieszczali przesyłane im przez nastolatki zdjęcia. Dopiero, gdy wyszło na jaw, że część z nich wykorzystywała swój autorytet wśród młodych ludzi, aby ich zwabiać i krzywdzić – w mediach pojawiły się głosy, dostrzegające patologię seksualizacji młodzieży. My dostrzegamy problem od lat i walczymy z nim systematycznie i konsekwentnie – a nie tylko „od afery do afery”.Podobnie zresztą ma się rzecz z pedofilią, która wzbudza zainteresowanie mediów tylko, gdy sprawca molestowania nieletnich jest osobą, w którą akurat opłaca się uderzyć medialnie. Prawnicy Instytutu Ordo Iuris już od kilku lat pomagają wszystkim zgłaszającym się do nas ofiarom pedofilii – bez względu na to, kto jest sprawcą przestępstwa.
W tym celu powołaliśmy do życia Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży, w ramach którego doprowadziliśmy do skazania księdza, który molestował chłopca. Niestety, gdy sprawcą przestępstwa nie jest duchowny, ale osoba wykonująca inny zawód, nie jest tak łatwo wyegzekwować sprawiedliwość. Świadczą o tym dwa inne prowadzone przez nas postępowania, w których – pomimo równie mocnych dowodów przeciwko przestępcom – organy ścigania nie wykazują należytego zainteresowania sprawą.Poniżej napiszę Panu więcej zarówno o naszej walce z wulgarną seksualizacją i demoralizacją oraz ideologiczną, genderową indoktrynacją młodzieży oraz ich skutkami– uzależnieniem od pornografii, przestępstwach seksualnych i fali tzw. tranzycji, w ramach której pogubieni i zmanipulowani młodzi ludzie okaleczają nieodwracalnie własne ciała.Nasza walka o dobro naszych dzieci jest szeroka, kompleksowa i skuteczna. To, czy będziemy mogli ją kontynuować i czy będziemy osiągać w niej kolejne sukcesy, zależy także od Pana, bo wszystko co robimy jest możliwe tylko dzięki wsparciu naszych Przyjaciół i Darczyńców – ludzi, którzy rozumieją, że obrona naszych dzieci przed genderystami wymaga szerokiego zjednoczenia społecznego i masowego zaangażowania świadomych rodziców i wszystkich, którym zależy na dobru młodego pokolenia.
Wiele razy pokazaliśmy już, że wspólnie możemy stawiać tamę dla ofensywy radykalnych ideologów. Wierzę, że tym razem też osiągniemy sukces.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Dzieciństwo wolne od pornografii
Prawnicy Ordo Iuris od lat zwracają uwagę polskiemu społeczeństwu, że – wbrew fałszywej narracji edukatorów seksualnych o nieszkodliwości pornografii – 
kontakt dzieci z treściami pornograficznymi stanowi poważne zagrożenie dla ich rozwoju psychofizycznego. Już w 2018 roku zorganizowaliśmy konferencję prasową, przedstawiając raport na temat ochrony małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w Internecie.Z kolei w 2022 roku opublikowaliśmy raport poświęcony regulacjom prawnym wprowadzonym w wybranych krajach zachodnich, których celem jest ochrona dzieci przed pornografią. Wskazaliśmy, że aż 16 amerykańskich stanów przyjęło rezolucje uznające pornografię za zagrożenie dla zdrowia publicznego. Natomiast w Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny wskazał, że „jest oczywiste, że dostępność treści pornograficznych w Internecie można przynajmniej ograniczyć, zapewniając prawne gwarancje dostępu tylko dla dorosłych”.
Nie mam wątpliwości, że nasza wieloletnia praca w tym obszarze uświadomiła Polakom skalę zagrożeń związanych z dostępem do pornografii, wpływając na Ministerstwo Cyfryzacji, które w 2023 roku przedstawiło projekt ustawy mającej na celu ograniczenie dzieciom dostępu do pornografii. Choć projekt miał szereg mankamentów, na co wskazywaliśmy w naszej opinii, to cenne było już samo jego zaprezentowanie. Niestety projekt nie trafił pod obrady parlamentu, w rezultacie czego w związku z wyborami i wynikającą z tego zasadą dyskontynuacji prace nad nim przerwano.Biorąc pod uwagę przerażające dane mówiące o tym, że aż 55% polskich dzieci przed ukończeniem 12. roku życia miało kontakt z pornografią – nie możemy czekać, aż politycy sami pochylą się nad tym problemem. 
Dlatego w Instytucie Ordo Iuris kończymy właśnie prace nad projektem ustawy, którego przyjęcie trwale uchroni dzieci przez zagrożeniami związanymi z pornografią.Liczę, że z pomocą naszych Darczyńców i Przyjaciół zbierzemy 100 tys. podpisów koniecznych do przedłożenia naszego projektu w parlamencie jako inicjatywy obywatelskiej oraz przekonamy odpowiednią ilość posłów i senatorów do jej poparcia.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Czego nie mówią seksedukatorzy?
Chcąc ostrzec Polaków przed zagrożeniami dla dzieci i młodzieży związanymi z wulgarną edukacją seksualną, przygotowaliśmy cykl esejów, w których analizujemy treści, które seksedukatorzy chcą przekazywać nieletnim. Do tej pory opublikowaliśmy już 6 esejów.
W pierwszym z nich dowodzimy, że nieodłącznym elementem forsowanej przez genderystów permisywnej edukacji seksualnej jest promocja całkowitej swobody zachowań seksualnych, co nie sprzyja właściwemu wychowaniu młodego człowieka. Demaskujemy fałszywą narrację radykałów, którzy twierdzą, że celem takich zajęć jest… przeciwdziałanie dyskryminacji.W drugim eseju zwracamy uwagę na fakt, że wulgarna edukacja seksualna ukazuje aktywność seksualną przede wszystkim jako źródło przyjemności, odrywając ją od funkcji prokreacyjnej. W rezultacie perspektywa poczęcia dziecka jest postrzegana w kategoriach ryzyka i zagrożenia, jako niepożądany skutek uboczny aktu seksualnego, którego łatwo można się pozbyć poprzez aborcję. Dowodzimy, że w permisywnym modelu edukacji seksualnej nie ma ani tematów tabu, ani dolnej granicy wiekowej do odbycia inicjacji seksualnej. Wskazują na to choćby zalecenia WHO, w myśl których już małe dzieci w wieku 0-4 lat powinny być uczone na temat masturbacji. W rezultacie dzieci są przekonywane, że należy ulegać własnym popędom, a nie panować nad nimi.
Trzeci esej poświęciliśmy omówieniu genderowego rozumienia płci, który jest obecny w permisywnej edukacji seksualnej. Podkreślamy, że w myśl teorii gender o byciu mężczyzną lub kobietą nie decyduje ludzka anatomia czy geny. Ważniejsze jest subiektywne poczucie tożsamości płciowej, które można u siebie dowolnie odkryć. Wskazujemy, że seksedukatorzy promują wśród dzieci aktywność seksualną pomiędzy osobami tej samej płci oraz ryzykowny styl życia subkultury LGBT. Dowodzimy, że przekazywanie podobnych treści dzieciom może wywoływać u nich poczucie dezorientacji, zagubienia i niepewności co do własnej tożsamości psychoseksualnej.W czwartym eseju analizujemy metody działania edukatorów seksualnych, wykazując, że starają się oni dotrzeć do młodzieży, oferując prowadzenie zajęć w szkole lub organizując ideologiczne akcje. Usiłują występować wówczas w roli „naukowych ekspertów” wobec dorosłych, a wobec dzieci przyjmują postawę pełnych zrozumienia przyjaciół w kontrze do „nie rozumiejących niczego rodziców”. Ze swoim wulgarnym przekazem usiłują dotrzeć do nieletnich także za pomocą kultury, posługując się przy tym książkami czy filmami. 
Często korzystają z sytuacji, w których rodzice nie poświęcają swoim dzieciom odpowiedniej uwagi, zajmując ich miejsce.Z kolei w piątym i szóstym eseju omawiamy konkretne przykłady realizacji założeń genderowej edukacji seksualnej. Przywołujemy niemiecki poradnik edukacji seksualnej, który proponuje dzieciom zabawę polegającą na wąchaniu różnych części ciała, w tym miejsc intymnych. Opisujemy też inny niemiecki poradnik, który opowiada dzieciom w wieku 6-8 lat, że kolczyk można nosić nie tylko w uchu, ale też w języku, pochwie i penisie. Ten poradnik jest dostępny także w języku polskim.Równocześnie z publikacją esejów, na naszym profilu w serwisie YouTube zamieszczamy rozmowy z ekspertami poświęcone tej tematyce. W jednej z nich pediatra i psychiatra dziecięcy Ewa Piesiewicz mówi o tym, że przedwczesne wejście młodego człowieka w sferę seksualną, w którą pragną go wciągnąć seksedukatorzy, może negatywnie odbić się na jego rozwoju, powodując ogromny stres, a w rezultacie lęk i wycofanie albo odwrotnie – pobudzenie i agresję, poprzez którą dzieci mogą chcieć odreagować lęk. 
Z kolei psycholog Bogna Białecka zwraca uwagę na to, że w celu uznania danych treści jako pornograficzne, a tym samym dalece szkodliwe dla rozwoju młodego człowieka, należy brać pod uwagę efekt, jaki one wywołują, a mianowicie pobudzenie seksualne. Takie pobudzenie może zaś wywoływać np. „edukacyjna” kreskówka w technologii 3D, ukazująca sceny stosunku seksualnego, proponowana np. nastolatkom w Austrii.
Zakaz tranzycji nieletnich potrzebny od zaraz!Indoktrynowanie dzieci genderową ideologią, która zakłada, że płeć jest jedynie konstruktem społecznym, który można dowolnie zmieniać, prowadzi do sytuacji, w których młodzi ludzie ulegają tej fałszywej narracji i chcą „zmieniać płeć”. W rezultacie od lat na Zachodzie mamy do czynienia z prawdziwą epidemią zaburzeń tożsamości płciowej. W Szwecji liczba takich przypadków wśród dzieci w ciągu 8 lat wzrosła o 19 700%, w Australii o 12 650%, a we Włoszech o 7 200%. Niestety często dzieci z podobnymi problemami nie otrzymują fachowej pomocy psychologicznej, ale trafiają do genderowych specjalistów, którzy utwierdzają je w ich zaburzeniach, przepisując hormonalne blokery dojrzewania oraz kierując na okaleczające operacje chirurgiczne narządów płciowych.
Choć wielu Polaków jest tego całkowicie nieświadomych – takie praktyki mają dziś miejsce każdego dnia także w Polsce.Dlatego sprzeciwiając się okaleczaniu dzieci, przygotowaliśmy projekt ustawy zakazującej podawania hormonów płci przeciwnej osobom niepełnoletnim oraz poddawania ich operacjom przeprowadzanym w celu „zmiany płci”. Zgodnie z projektem ustawy – każdy, kto naruszyłby zakaz, byłby zagrożony karą do trzech lat więzienia. Do naszej inicjatywy przychylnie odniosło się Katolickie Stowarzyszenia Lekarzy Polskich oraz Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski.W uzasadnieniu projektu ustawy przywołaliśmy między innymi badania naukowe, które dowodzą, że w przypadku 93% dzieci doświadczających zaburzeń tożsamości płciowej, problemy te ustępują samoistnie do końca okresu dojrzewania, jeśli nie zostaną poddane „terapii” afirmującej ich zaburzenia. Odłamaliśmy także fałszywą narrację o skuteczności tzw. terapii afirmatywnej, w ramach której utwierdza się młodych ludzi w ich zaburzeniach płciowości. Ujawniamy, że holenderskie badania naukowe, na które powołują się do dziś piewcy transgenderyzmu były finansowane przez koncern zarabiający na produkcji środków wykorzystywanych w tranzycji i przeprowadzono je na grupie zaledwie 55 osób.Cały czas wspieramy prawnie ofiary tranzycyjnego biznesu, reprezentując przed sądami rodziców zmanipulowanych nastolatków oraz dorosłych, którzy poddali się okaleczającym operacjom. Reprezentujemy między innymi ojca młodej dziewczyny chorej na złośliwy nowotwór kości, która – wbrew przeciwwskazaniom wynikającym z jej choroby – chce dokonać tranzycji. Dziewczyna już dwukrotnie próbowała poddać się okaleczającej operacji, ale po tym jak w imieniu jej ojca zawiadomiliśmy placówki medyczne o jej stanie zdrowia, zabiegi zostały odwołane. Zatroskany ojciec złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarzy, którzy wiedząc o chorobie dziewczyny, wystawili jej opinię umożliwiającą przyjmowanie zagrażającego jej życiu testosteronu.
Pomagamy również pani Magdalenie, która po dramatycznych doświadczeniach gwałtu szukała pomocy w internecie i trafiła na forum transseksualistów, którzy wykorzystali jej traumę i przekonali skrzywdzoną dziewczynę do tego, że jej problemy ustąpią po „zmianie płci”. Użytkownicy forum skierowali ją do „transprzyjaznych” specjalistów, którzy bez problemu wystawili wszelkie zaświadczenia wymagane do brania hormonów płci przeciwnej oraz poddania się operacji amputacji zdrowych organów płciowych.
Kobieta zaczęła przyjmować testosteron i poddała się okaleczającym operacjom, w rezultacie czego na własnej skórze przekonała się o fałszywości podsuwanych jej doktrynerskich diagnoz. Zamiast ulec poprawie, jej życie zmieniło się na gorsze – straciła motywację do działania, popadła w depresję, miała silne wahania nastrojów i przez kilka miesięcy odczuwała bardzo silny ból pooperacyjny, który utrudniał jej normalne poruszanie się. Ostatecznie pani Magdalena odstawiła testosteron, dzięki czemu czuje się lepiej. Obecnie prawnicy Instytutu pomagają jej powrócić do prawdziwej płci w dokumentach.
Pochylamy się nad tragedią każdego dziecka
Stając zawsze po stronie dzieci, występujemy także w obronie ofiar pedofilii, walcząc o sprawiedliwą karę dla sprawców przestępstw na szkodę nieletnich. W przeciwieństwie do popularnych dziennikarzy, nie interesuje nas to, kto był sprawcą przestępstwa. Bez względu na to, czy był nim duchowny, funkcjonariusz publiczny, polityk czy celebryta – my jesteśmy gotowi pomóc każdemu. W tym celu w 2020 roku powołaliśmy do życia Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży, w ramach którego doprowadziliśmy już do skazania zawieszonego w czynnościach kapłańskich księdza, który w latach 2009-2011 molestował chłopca.
Reprezentując w postępowaniu karnym ofiarę, złożyliśmy wniosek o przystąpienie do postępowania tzw. Państwowej Komisji ds. Pedofilii, który został uwzględniony. Po zakończeniu postępowania dowodowego, prawnik Ordo Iuris wniósł o uznanie oskarżonego winnym zarzucanego przestępstwa i skazanie go na 5 lat pozbawienia wolności. Jednocześnie wnioskowaliśmy również o nałożenie na pedofila wieloletniego zakazu zbliżania się do ofiary oraz zakazu piastowania funkcji związanej z opieką nad dziećmi.
Sąd prawomocnie skazał duchownego na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz nakazał mu zapłacenie 30 tys. zł zadośćuczynienia, 4 tys. zł grzywny oraz obciążył kosztami postępowania sądowego. Ponadto nałożył na skazanego siedmioletni zakaz zbliżania się na odległość poniżej 50 m do pokrzywdzonego, objął go nadzorem kuratora oraz dożywotnim zakazem pełnienia funkcji publicznych związanych z opieką nad dziećmi.Niestety prace naszego Zespołu pokazały nam, że dla wymiaru sprawiedliwości tożsamość pedofila ma znaczenie. Gdy przestępcą jest duchowny – jak powyżej – policja, prokuratura i sądy działają sprawnie.
Natomiast, gdy okoliczności przestępstwa (ofiarą było nastoletnie dziecko, które dopiero po latach traumy decyduje się podjąć walkę o sprawiedliwość) i dowody (zeznania pokrzywdzonej, których wiarygodność psychologiczną potwierdził biegły) są podobne, ale zawód sprawcy inny (mechanik samochodowy), wymiar sprawiedliwości działa niezwykle opieszale. Dlatego po tym jak oskarżyciel publiczny dwukrotnie odmówił skierowania aktu oskarżenia przeciwko mechanikowi-pedofilowi, w imieniu pokrzywdzonej złożyliśmy subsydiarny akt oskarżenia.
Na podobne trudności napotykamy w sprawie, w której pedofilem okazał się bliski przyjaciel rodziny dziewczynki. Do zdarzenia doszło, gdy nastolatka przebywała na wakacjach w towarzystwie przyjaciół rodziny. Jej oprawcą był emerytowany oficer policji.W tej sprawie wymiar sprawiedliwości nie wykazuje należytego zainteresowania tragedią dziewczyny, która do dziś odczuwa silną traumę. Sąd dwukrotnie próbował zwrócić złożony przez prokuraturę akt oskarżenia przeciw emerytowanemu policjantowi. Za drugim razem – po złożeniu przez prokuraturę zażalenia – sąd drugiej instancji uchylił postanowienie o zwrocie aktu oskarżenia, nakazując prowadzenie sprawy sądowi pierwszej instancji. Co istotne, oskarżony był już wcześniej skazany za popełnienie przestępstwa molestowania seksualnego małoletniej osoby.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Razem obronimy nasze dzieci
Znajdujemy się dziś w kluczowym momencie walki o bezpieczną przyszłość polskich dzieci. Władze w Polsce objęły właśnie środowiska, które nie ukrywają, że zamierzają wykorzystać swoje rządy do wdrażania wulgarnej sekseudukacji do polskich szkół i zaprowadzenie dyktatu genderowej ideologii w Polsce. Obrońcy wartości muszą się zjednoczyć i sprawnie bronić praw gwarantowanych nam przez Konstytucję RP. Wierzę, że z pomocą Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris wspólnie podołamy temu wyzwaniu. Każde z naszych działań wiąże się bowiem z określonymi kosztami.
Prowadzenie monitoringu polskich szkół, samorządów i parlamentu wymaga stałego zaangażowania naszych analityków, którzy sprawdzają, czy radykałowie nie próbują obchodzić prawa, wprowadzając do szkół wulgarną edukację seksualną bez wiedzy i zgody rodziców. Miesięczny koszt tej aktywności wynosi 8 000 zł. Z kolei przygotowanie analizy prawnej poświęconej konkretnym projektom zmian prawnych, w której wykazujemy, że genderowa indoktrynacja jest sprzeczna z prawem, to wydatek co najmniej 12 000 zł.Dalsze prace nad cyklem esejów demaskujących wulgarne zajęcia edukacji seksualnej to koszt nie mniejszy niż 10 000 zł. Przeczytanie naszej publikacji pomoże uświadomić wielu rodzicom, jak wielkim zagrożeniem dla ich dzieci jest genderowa propaganda. Natomiast opracowanie vademecum transseksualizmu, w którym obalimy rozpowszechniane przez radykałów mity, za pomocą których namawiają młodych ludzi do „zmiany płci”, wymaga zarezerwowania 15 000 zł.Prowadzenie każdej sprawy w ramach Zespołu do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży to koszt nie mniejszy niż 12 000 zł. Tego typu postępowania wymagają skorzystania z usług niezbędnych w tak delikatnej materii ekspertów – psychologów czy terapeutów. Bez naszego zaangażowania ofiary skazane są często na bezduszne traktowanie, a – jak uczy doświadczenie – również na umarzanie ich spraw i tryumf oprawców.Jednocześnie prowadzimy 5 postępowań w obronie ofiar tranzycyjnego biznesu, reprezentując rodziców zmanipulowanych nastolatków oraz dorosłych ludzi, którzy chcą cofnąć „zmianę płci” w dokumentach. Każda z takich spraw to koszt 8 000 zł.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą mogli bronić niewinności polskich dzieci.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Rafał Dorosiński - Członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Genderowi aktywiści usiłują stopniowo przyzwyczajać społeczeństwo do obecności wulgarnych treści dotyczących sfery ludzkiej seksualności w przestrzeni publicznej. W ten sposób przesuwają granicę tabu, działając na korzyść degradującego człowieka i zarabiającego miliardy dolarów na cierpieniu wielu ludzi przemysłu pornograficznego, któremu zależy na oswajaniu społeczeństw z coraz bardziej perwersyjnymi treściami. Nie możemy pozostawać obojętni na te zabiegi. Musimy skutecznie bronić niewinności naszych dzieci. Wierzę, że z Pana pomocą zapewnimy młodemu pokoleniu bezpieczną przyszłość.
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski nie żyje. Miał 67 lat. – „Testuję na swojej własnej skórze stan służby zdrowia”

Ksiądz Isakowicz-Zaleski nie żyje. Miał 67 lat.

9.01.2024 nczas/ksiadz-isakowicz-zaleski-nie-zyje

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie żyje.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie żyje. / Fot. PAP

W wieku 67 lat zmarł ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prezes Fundacji im. Brata Alberta, duszpasterz osób niepełnosprawnych, opozycjonista w czasach PRL, wolnościowiec, gorący orędownik uczciwych rozliczeń w Kościele Katolickim. Od wielu lat walczył o należyte upamiętnienie ofiar ludobójstwa Polaków dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Ks. Isakowicz-Zaleski zmagał się z rakiem prostaty. O swojej chorobie poinformował w lutym 2023 roku. Jak mówił, dowiedział się przypadkiem, podczas rutynowej kontroli i zachęcał tym samym, by nie lekceważyć profilaktycznych badań. – Uciekanie od badań to nie tylko wyrządzanie sobie krzywdy, ale to również jest to pewna odpowiedzialność, która wynika z piątego przykazania i troski o własne zdrowie – mówił”.

Wyraził wówczas swoją, niezbyt optymistyczną, opinię o państwowej służbie ochrony zdrowia. Wskazywał, że problemem jest nie tylko choroba, ale kiepska organizacja państwowego systemu, przez co gros osób nie otrzymuje pomocy na czas.

Testuję na swojej własnej skórze stan polskiej służby zdrowia. Mimo wielu obietnic, ona wygląda, jak wygląda. Teoretycznie niby wszystko jest poukładane, ale w praktyce są gigantyczne kolejki do lekarza, wręcz absurdalne terminy. A równocześnie prywatne kliniki działają. Jak ktoś jest bogaty, to bardzo szybko może otrzymać pomoc. Jak ktoś nie ma tych pieniędzy, a jeszcze nie daj Boże układów, to nie – oceniał prezes Fundacji im. Brata Alberta.

Przed Świętami Bożego Narodzenia duchowny wyznał, że udało mu się zwalczyć nowotwór i czuje się dobrze. Niestety, w ostatnich dniach jego stan zdrowia znacznie się pogorszył. – Leżę w szpitalu pod tlenem – powiedział w rozmowie z „Faktem”.

Informacje o stanie zdrowia ks. Isakowicza-Zaleskiego kilka dni temu przekazał również prof. Bogusław Paź na swoim profilu w mediach społecznościowych.

„Przed chwilą telefonicznie rozmawiałem z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Jest w stanie dość poważnym w szpitalu od początku świąt. Wydawało się, że wygrał z rakiem, ale jednak choroba się rozwija… Ksiądz w rozmowie ze mną mówił zmienionym głosem i z pewnym trudem, ale zachowując pogodę ducha. Jest wyraźnie osłabiony. Pozdrawia wszystkich Was. Proszę, pamiętajmy o Nim w naszych modlitwach” – zaapelował prof. Paź.

Ks. Isakowicz-Zaleski zmarł 9 stycznia nad ranem. Poinformowało o tym Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć”. „Z ogromnym bólem i głębokim żalem informujemy, że dzisiaj o 8-mej rano w szpitalu w Chrzanowie zmarł po ciężkiej chorobie nasz ukochany Przyjaciel i członek honorowy Stowarzyszenia „Wspólnota i Pamięć” ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…” – czytamy.

Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć”

@WspolnotaPamiec

Z ogromnym bólem i głębokim żalem informujemy, że dzisiaj o 8:00 rano w szpitalu w Chrzanowie zmarł po ciężkiej chorobie nasz ukochany Przyjaciel i członek honorowy Stowarzyszenia „Wspólnota i Pamięć” ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…

Zdjęcie

Bill Clinton oficjalnie wymieniony jako jeden z „najbardziej aktywnych pedofilów”

Bill Clinton zostaje oficjalnie wymieniony jako jeden z „najbardziej aktywnych pedofilów” w nadchodzącym wydaniu dokumentów sądowych, w których wymienia się i zawstydza VIP-ów gwałcicieli dzieci powiązanych z Jeffreyem Epsteinem.

Dokumenty dotyczące pozwu z 2015 r. złożonego przez Virginię Giuffre, ofiarę Epsteina, wspominają o Clintonie ponad 50 razy. Wielu ekspertów prawnych twierdzi, że te odniesienia mają związek z wysiłkami pani Giuffre, mającymi na celu zmuszenie byłego prezydenta do złożenia zeznań przeciwko Epsteinowi i Ghislaine Maxwell, jego pomocnicy i towarzyszce mafijnej w zbrodniach seksualnych z dziećmi. 

Thepostmillennial.com donosi: Oczekuje się, że niektóre wzmianki o Clintonie będą również wiązać się ze wspólnymi wysiłkami Maxwella i Giuffre’a mającymi na celu wywarcie nacisku na Epsteina, aby ujawnił informacje z 2016 r., po tym, jak wielokrotnie powoływał się on na Piątą Poprawkę podczas zeznań w tym samym pozwie.

„Sędzia okręgowy USA Loretta Preska na początku tego miesiąca orzekła, że nie ma prawnego uzasadnienia dla dalszego ukrywania nazwiska byłego prezydenta i ponad 150 nazwisk innych osób wymienionych w aktach jako „John i Jane Does”. Preska nakazała rozpoczęcie rozpieczętowania po 1 stycznia” – podaje ABC.

Ujawniono już powiązania osób wymienionych w dokumentach z Epsteinem i jego odrażającą siatką zajmującą się handlem ludźmi, głównie dziećmi – w celach seksualnych. Oczekuje się, że nadchodząca publikacja ujawni tożsamość licznych „oskarżycieli” rzekomych ofiar, byłych współpracowników Epsteina, członków jego najbliższego otoczenia oraz osób „rzekomo zaangażowanych” w jego działalność przestępczą.

Wśród wymienionych jest książę Andrzej, z którym według zarzutów Maxwell i Epstein wielokrotnie polecali Giuffre’a, aby miała z nim stosunki seksualne.

Giuffre starała się wystosować wezwanie do sądu w celu umożliwienia zeznań Clinton w jej postępowaniu sądowym, utrzymując, że spotkała się z byłym prezydentem na odosobnionej karaibskiej wyspie Epsteina, Little St. James.

Clinton zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek przebywał na Wyspie [Slave Island md] . 

Zbliżająca się publikacja ma ujawnić tożsamość ponad 170 osób, znanych wcześniej jako John i Jane Does, powiązanych z Epsteinem. Sędzia Preska nakazał rozpieczętowanie, ujawnienie tych dokumentów tuż przed Bożym Narodzeniem, a ich upublicznienie zaplanowano na 2 stycznia, po święcie Nowego Roku.

================

Entuzjazm dla pojazdów elektrycznych: Klapa…

Entuzjazm dla pojazdów elektrycznych: Klapa…

Źródło: https://www.tfp.org/enthusiasm-for-electric-vehicles-is-running-on-empty/?PKG=TFPE3236

Jeśli byłeś na tyle naiwny, by wierzyć dominującym mediom i skrajnym ekologom , mógłbyś pomyśleć, że ludzie są gotowi porzucić swoje zużywające paliwo samochody na rzecz pojazdów elektrycznych (EV). Kilka niewygodnych faktów pokazuje jednak, że jest inaczej.

Jednym z faktów jest zmęczenie społeczeństwa ciągłym biciem w bęben alarmistów klimatycznych. Wydaje się, że nie ma niewygodnego zdarzenia pogodowego ani klęski żywiołowej, których nie obwinialiby za zmiany klimatyczne. Opinia publiczna słusznie sceptycznie odnosi się do ich fatalnych prognoz i dlatego niechętnie przyłącza się do trendu pojazdów elektrycznych.

Zatem rynek pojazdów elektrycznych maleje pomimo wszechobecnej propagandy powtarzającej ich rzekome korzyści. Ludzie zaczynają dostrzegać ten szum, a dowody empiryczne są bardziej przekonujące niż radykalne utopijne programy.

Konsument jest pierwszą ofiarą

Miesiąc miodowy dobiegł końca. Samochody elektryczne nie działają zgodnie z obietnicami, są znacznie droższe w zakupie i trudno je utrzymać w stanie naładowania. Rzeczywiście nigdzie nie widać ogólnokrajowej infrastruktury ładowania potrzebnej do ich powszechnego wykorzystania.

Wydaje się, że rynek osiągnął punkt nasycenia, gdyż obecni właściciele pojazdów elektrycznych to głównie nisko wiszący owoc osób zaangażowanych w ekstremalną agendę ekologiczną i tych, którzy nie muszą pokonywać długich dystansów na rozległych pustyniach ładowarek.

Te dane demograficzne odbijają się na sprzedaży pojazdów elektrycznych, ponieważ coraz mniej osób wierzy w optymistyczne scenariusze ekorewolucjonistów. Pojazdy elektryczne stoją bezczynnie na niezliczonych parkingach, podczas gdy samochody benzynowe szybko się sprzedają. W ten sposób amerykańscy nabywcy samochodów wysyłają mocny i jednoznaczny sygnał do przemysłu samochodowego i administracji Bidena, że nie podporządkowują się agendzie ekologicznej .

Dealerzy samochodowi są na miejscu

Kolejnym niewygodnym faktem jest odmowa salonów samochodowych włączenia się w trend pojazdów elektrycznych. Dealerzy samochodowi dużo zainwestowali w umieszczanie tych elektrycznych cudów na swoich parkingach, ale teraz zastanawiają się, kto je kupi.

Dealerzy muszą także zajmować się skargami klientów, że nieprzewidywalne szacunki zasięgu są niewiarygodne w przypadku innych celów niż zwykłe podróże i użytkowanie w mieście. Takie problemy i czas potrzebny na ładowanie sprawiają, że drogie samochody są zawodne i niepraktyczne.

Dealerzy muszą także dokonać kosztownych zmian. Pod koniec 2022 r. Ford Motor zwrócił się do dealerów o zainwestowanie do 1,2 mln dolarów każdy w celu zapewnienia dostępności pojazdów elektrycznych, w tym infrastruktury do ładowania. Jednak producent samochodów złagodził ostatnio niektóre początkowe wymagania, dostosowując swoją strategię do kurczącego się rynku.

General Motors poinformował dealerów, że muszą zainwestować w kosztowny sprzęt serwisowy i szkolenie personelu, aby osiągnąć ambitny cel GM, jakim jest osiągnięcie do 2030 r. pozycji w pełni pojazdów elektrycznych. Koszt jest znaczny, a dealerzy muszą wydać co najmniej 300 000 dolarów na rekonfigurację swojej działalności.

Zaniepokojeni nierealistycznymi oczekiwaniami dotyczącymi wprowadzenia pojazdów elektrycznych, prawie 4000 dealerów samochodów wysłało list do producentów, wzywając ich do ponownej oceny wymogów dotyczących pojazdów elektrycznych. Branża ubezpieczeniowa również dostrzegła wyzwania nie do pokonania, jakie stwarzają pojazdy elektryczne, co prowadzi do wzrostu kosztów ubezpieczenia.

Producenci samochodów wycofują się ze wszystkiego

Ostatni niewygodny fakt dotyczy producentów samochodów, którzy odczytali charakter pisma na ścianach i dołożyli wszelkich starań, aby produkować pojazdy elektryczne, ponieważ niektóre stany nakładają obowiązek sprzedaży wszystkich pojazdów elektrycznych do lat 30. XXI wieku.

W obliczu buntu dealerów niektórzy producenci samochodów uciekają się do drastycznych środków. Na przykład General Motors wykupił w 2022 r. 47 procent swoich dealerów Buicka, co stanowi około 940 z 2000 dealerów w całym kraju.

Producenci samochodów opowiadają się również za modelem bardziej bezpośredniej sprzedaży pojazdów elektrycznych, usprawniającym proces i zmniejszającym liczbę pojazdów elektrycznych w magazynie dealerów. Takie drakońskie dyktatorskie decyzje czynią życie nieszczęśliwym na całej długości, od dealerów po konsumentów.

Zarządzanie odgórne powoduje ucisk

Gdyby to wszystko nie wystarczyło, ciężka ręka rządowych mandatów i dotacji narzuca wszystkim zainteresowanym swój eko-program. Takie odgórne zarządzanie gospodarką i kulturą jest typowe dla socjalistów, którzy wyznają, że działają w imieniu narodu, zniewalając go i uciskając.

W tym równaniu nie ma organicznych rozwiązań chrześcijańskich, które wykorzystują doświadczenie osób pracujących w swoich dziedzinach, aby opracować innowacyjne podejścia odzwierciedlające kulturę oddaną praktykowaniu cnót .

https://www.facebook.com/138354569532939?ref=embed_page

Niemiecki Neue Ordnung? Czy Niemiecki pornol : – wszystko stoi

Niemiecki Neue Ordnung? Czy Niemiecki pornol : – wszystko stoi.

Wystąpił Jerzy Karwelis
9 stycznia, wpis 1243 niemiecki-neue-ordnung/

Wszyscy się szykują na środę, kiedy odbędzie się kolejny performance sejmowy. Przeszliśmy płynnie z memiczności na akty teatralne, tym razem wszystkie media skupią się na tym, że dwóch skazanych posłów przyjdzie do pracy i kto ich wyniesie chwytem „za wąsik”. Producenci telewizyjni planują już ustawianie kamer i ujęcia, w końcu będzie co pokazywać. Ale równolegle dzieje się coś prawdziwego, praktycznie przemilczanego przez media. Niemiecki pornol Ja już tu mówiłem, że doświadczenia kowidowe nie mogą się zmarnować i mamy to samo i teraz. Niemcy stanęły w strajku generalnym, jak w niemieckim pornolu – wszystko stoi
Dołączają rolnicy z Holandii, Francji i Polski, szykuje się coś sporego i spektakularnego, a u nas w mediach dwóch posłów i dzielenie na czworo szpilki polskiego burdla prawnego. No, w działach międzynarodowych cisza jak makiem zasiał, mamy coś o transpolce wykluczonej z zawodów i legendowanie Tuska, że się (ludzie, ludzie!) Unii stawia i będzie stawiał. A więc lud zmediowany ma swoją rzeczywistość wyobrażoną dostarczoną, żyje w niej, a tym czasem lud realny się burzy pod różnymi szerokościami, my zaś, piastowscy, przysypiamy w swojej malignie pozoracji. No, analogia do czasów kowidowych jest uprawniona. Wtedy nie tylko odwracano uwagę od rzeczy zasadniczych, tysiące protestujących przeciwko obostrzeniom znikały z ekranów, wystarczyło tylko postraszyć, albo pokazać jak się trójka zielonych szaleńców przyklejała do asfaltu. To były tematy.
Ale mnie urzekła jeszcze inna kowidowa analogia. Wtedy, też jak i dziś, prawie każdy kraj szumiał kowidowo. AustriacyNiemcyBrytole, HiszpanieFrancuziHolendrzy, no wszyscy praktycznie, oprócz… Polaków. Tak, to była niespodzianka, ale ten fenomen próbowałem na bieżąco tłumaczyć sobie i Czytelnikom. Zasięgi i znaczenie kowidowych demonstracji poza Polską były ogromne, lud o tym mało wiedział, chyba, że pałą dostał, gdyż trawestując Lema – nie można wrzucić w ułudę siniaka na plecach.
Nie tylko chodziło o media, ale i o coś innego. Brakowało koordynacji. Prawacka międzynarodówka Tak, bo gdyby powstała jakaś międzynarodówka kowidowa i wszystkie protesty odbyły się na raz we wszystkich krajach, to nie dałoby się tego zbagatelizować. Ale wtedy globalny sanitaryzm był cwany – dozował z umiarem, raz tu, raz tam, nigdy na raz i tak samo. W związku z tym rozprzęgał timing koordynacji protestów. Wybuchały gdzieś zagłuszane i ignorowane wysepki oporu, sąsiedzi nieświadomi faktów nurzali się we własnych problemach i wszystko uchodziło władzom na sucho. Ale teraz to inna sprawa. Klimatyczno-obyczajowe szaleństwa są wdrażane przez Unię równo na całym kontynencie, bez wyjątków, skoordynowane w czasie, bo tego wymaga pragmatyka unijnych regulacji.
Jest więc momentum, ale nie ma międzynarodówki. Znowu pojedyncze kraje wyskakują, każdy osobno. Włosi cyk i już się męczą, potem swój skok zrobiła Szwecja, i Holandia, ale to wszystko w zakresie wyniku wyborów. Teraz mamy Niemcy, kompletnie poza rytmem elekcyjnym, zmęczone przewodnictwem w tym szaleństwie swego rządu. I moment jest ciekawy, nie tylko ze względu na zakres i powolne umiędzynarodowienie protestu. Ważne są różnicujące konsekwencje obecnej sytuacji.
Jako się rzekło Niemcy idą poza rytmem wyborczym z daniem swego zdania. A to oznacza kilka rzeczy. Po pierwsze, że nie chcą już czekać. Po drugie – znowu rolnicy. Wychodzi na to, że w kwestii protestu to tylko tam nadzieja, bo reszta „miastowych” nie widzi konsekwencji swych działań, które powodują eksterminację rolnictwa innego niż wielko-korporacyjne. W końcu to te klimatyczne wykwity najbardziej dotykają rolników, przekładają się co prawda na ceny żywności, ale te można tłumaczyć putinflacją (jak wszystko…), choć są w rzeczywistości rachunkiem za ekologiczną paranoję. W końcu miastowi mogą zacząć jeść robale i kwestia jakichś dopłat za paliwa zniknie, bo się nie będzie jeździło traktorem, by łowić pożywne świerszcze.
Były lider
Interesujący jest tu aspekt niemiecki. W końcu mówimy o liderze politycznym i gospodarczym projektu unijnego. Z tym, że w kwestii gospodarczej mówimy raczej o BYŁYM liderze. Wojna na Ukrainie zerwała deal z Rosją, który był przedłużeniem kontraktu społecznego między Niemcami, na których dobrobyt mieli pracować inni członkowie Unii, w Berlinie zaś miała się kumulować wspomagana walutą euro (która jest w rzeczywistości niemiecką europejską marką) marża, zasilana niskimi cenami energii kupowanej na Kremlu. To właśnie padło i bida zaglądnęła do chatki niemieckiego rybaka. Ja już dawno wieszczyłem, że z Unii się nie da wyjść, jak ta nie będzie chciała, a w przypadku projektu „Polska jako montownia” nie ma na to ochoty, bo ten układ realizował już ponad stuletnią strategię Berlina zwaną Mitteleuropa. Z Unii taka Polska mogłaby się tylko urwać kiedy ta by padła, ta zaś padnie, kiedy Niemcom wyjdzie, że się ten projekt nie sprawdza, czyli rozwala ich kontrakt społeczny.
A rozwala, co potwierdzają niemieccy rolnicy blokujący ruch na drogach i autostradach. Co ciekawe nie mają ci oni tam tylko postulatów powstrzymania ekologicznego szaleństwa i wzmożenia dopłat do paliwa rolniczego. Mamy też postulaty końca polityki LGBT i wygnania nachodźców. W tym ostatnim szczególnie wygląda z kolei nasz timing, decyzją bowiem Tuska przygotowujemy się do przejęcia tej schedy zaproszonych i już nieproszonych gości niemieckich. To takie naczynia połączone. Ale jak się do nas wozi niemieckie śmieci, to czemu nie mierzwę imigrancką skoro przeszkadza ona coraz bardziej niemieckiemu suwerenowi? Zwłaszcza, że to my za nich zapłacimy.
Mamy więc kryzys w samym jądrze Unii, co… dobrze wróży dla jej przyszłości. Każda inna lokalizacja źródeł protestu byłaby wyśmiewana przez Unię, tu zaś mamy bunt nie na pokładzie majtków, ale poważny przeciek w kabinie kapitana. Co z tego może być? Ano pospekulujmy. Mogą ich przekupić, rolników znaczy się i dać im kasę na paliwo. Znamy to z komuny, która najszybciej realizowała „kiełbasiane” postulaty robotników. Komuna padła dopiero jak klasa pracująca przeszła na poziom postulatów politycznych, których nie da się zasypać kasą. A kasą nie da się zasypać tęczowości czy imigranckości, bo tu nie wypełnia się brzuszka wędlinką, ale trzeba coś począć z głową, a co najmniej z emocjami. Może się ten protest rozlać, ale – jako rzekłem wyżej – wymagałoby to międzynarodowej koordynacji, na którą się trzeba wydobyć. Ciekawe, co wtedy? Jakie byłyby międzynarodowe postulaty takiego ruchu? Obawiam się, tu mówię w imieniu Unii, że wspólnota tych postulatów wymierzona byłaby w istotę szaleństw unijnych. I gdyby dała się ona doprowadzić do końca, to może by się nie tyle Unia, co Europa jeszcze uratowała. Bo – moim zdaniem – najprościej byłoby wrócić do korzeni Unii, czyli wolności przepływów kapitału, ludzi i pracy, odrzucić zaś całą „specjalizację” lewaków, te wszystkie tęczowości, zieloności i równanie w dół. Po prostu każdy kraj by się rządził jak chciał, zaś bylibyśmy wspólnotą głównie gospodarczą z suwerennymi krajami, korzystającymi z jednolitego rynku, wyrwanego z regulacyjnych kleszczy eurokratów i oddanego w kojące ramiona konkurencji.
Dwa warunki powodzenia
I może tak się zdarzyć, ale pod dwoma warunkami. Pierwszy to taki, że ten ruch nie tylko nie wygaśnie, ale się i wzmocni do wyborów do Europarlamentu. Bo wtedy mogą przyjść rachunki na Unię. Te prawdziwe, czyli polityczne konsekwencje przebudzenia się suwerena. Wiele mówiono, że Europarlament jest eunchowym klubem dyskusyjnym. To prawda, ale ma on jedną ważną funkcję – akceptuje, lub nie, skład powoływanej Komisji Europejskiej. I tu jest jego momentum, po którym może już sobie tylko podyskutować. Drugi warunek, to polityczne uwspólnienie ruchów krytycznych w stosunku do Brukseli i to na poziomie paneuropejskim. Wspólny subbrand do wyborów w każdym z krajów członkowskich. Piszę „subbrand”, czyli jeden parasol marki, ale stojący w nazwie obok nazwy rodzimego depozytariusza krajowych reformatorskich ambicji wyborców. AfD miałaby swój brand poparty tym wspólnym, to samo inne partie konserwatywne i anty-etatystczne. I wtedy taki skok na Unię może się udać.
Istnieje też inny wariant, że to się rozejdzie po kościach, nie dociągnie do wyborów, znowu da się zrealizować skuteczną strategię rozpędzania za komuny demonstracji stanowojennych. Polegała ona na triadzie „rozpraszać-izolować-legitymować”. Widać więc, że siła w jedności i nierozerwalności, a więc wracamy do postulatu antyunijnej międzynarodówki o wspólnych, prostych postulatach powrotu do unijnych źródeł, ukradzionych i zatrutych przez lewaków. Na razie media bojkotują i cenzurują wieści z protestów i zamieszek w Niemczech. Potem, po ofiarach, dowiemy się, że w ogóle były.
Bo ja się boję wciąż tego samego, a ćwiczyliśmy to w wielu przypadkach. Ano tego, że globaliści zagrożeni w swej pozycji i istnieniu sami sobie zorganizują rewolucję, upuszczą trochę krwi, więcej żółci, wykreują swoich łże-bohaterów, po to by ocalić nie tylko swoje głowy, ale i pozycje. Nauczka Okrągłego Stołu nie może iść w zapomnienie. To nasz wkład w organizowanie sobie przemian przez stary porządek.
W końcu napad na Kapitol za Trump okazał się świetnie zorganizowaną akcją służb USA, sprowokowaną by skompromitować nieprzychylnego sobie prezydenta, zaś ganianie się po „zdobytym” przez lud pałacu prezydenta Brazylii, to już była farsa, która zniechęciła na długo wahających się do wszelkich ruchów ozdrowieńczego protestu.
Polskie Termopile
A co u nas? Ano – po staremu. Konfederacja, która mogłaby się zająć umiędzynarodowieniem antybrukselskich ruchów zajmuje się chanukowuym kryzysem, reszta opozycji walczy o ocalenie skompromitowanej telewizji, zaś rządzący dozują z przyspieszeniem wewnętrzny chaos, jakbyśmy szli w kierunku państwa upadłego, niepewnego nawet swych ustrojowych podstaw. Tak to się układają nasze, polskie priorytety.
W końcu skończymy na trawestacji mitu, jego banalizacji, wyjściu poza ramy bohaterstwa w dziedzinę truistycznych poziomów konsumpcji, i zawołamy jak Białoszewski, trawestujący znany cytat z Termopili: „Przechodniu, powiedz Sparcie jak podrożało żarcie”…   Wystąpił Jerzy Karwelis

Samozajebisty Szymek ruszył z belki startowej

Samozajebisty Szymek ruszył z belki startowej

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 7 stycznia 2024 ekspedyt

Przez chwilę (ale tylko przez chwilę) zastanawiałem się nad tym, czy w tytule użyć sformułowania się samozaorał, ale doszedłem do wniosku, że orka (nawet w wersji samo) to zajęcie wymagające trudu, a nawet mozołu (jest takie słowo), szczególnie, gdy mamy do czynienia z „Orką na ugorze” (guglować młodzi, guglować!), jakim jest niewątpliwie nadwiślańska polityka, pełna chaszczów, perzu, a nawet zwykłych kołków, pozostawionych jeszcze przez Stalina.

A każdy, kto choć raz widział transmisję z konkursu skoków narciarskich wie, że ruszenie z belki startowej jest bardzo łatwe, ba! – zdarza się, że czasem ktoś się ze wspomnianej belki po prostu ześlizgnie i wtedy też jest co oglądać.

Szczerze mówiąc, wspomniany Szymek, chyba nawet nie zauważył, że w rzeczywistości się ześlizgnął, i zamiast skupić się na ratowaniu czego się jeszcze da, ufny w swą samozajebistość, w trakcie ześlizgu rozgląda się, rozsyła Publiczności uśmiechy, podziwia swe odbicie w lodowej rynnie, a tu za chwilę – próg!

Próg, jak próg – „Rumun Balcerowicza” (guglować młodzi, guglować! [zdobiłem to : „Rumuńska” Nowoczesna.PO „Rumuna” Balcerowicza – Petru skarbowcy ]) też bujał w przestworzach (Madera) a potem…

No właśnie: potem można sobie zrobić kuku, bo w polityce upadki są nie mniej bolesne, niż w skokach narciarskich.

***

Warszawa to małe miasto, toteż wśród wielu ploteczek o nadwiślańskim życiu politycznym była i taka, że kiedy śp. Andrzej Lepper (ten, który na swe nieszczęście, ujawnił istnienie amerykańskiego ośrodka leczenia amnezji, ulokowanego na Mazurach) wchodził do toalety, to jego ponoć opiekun, nazwiskiem ponoć Maksymiuk, ponoć stał pod tej toalety drzwiami.
Dziś krąży kolejna ploteczka, że ponoć opiekunem Szymka jest osoba ponoć nazwiskiem Kobosko.
Jak tam z korzystaniem z toalety jest, ploteczka nie donosi, ale że sytuacja jest rozwojowa, to przez kolejne niemal 2 lata, może i tego się dowiemy.

Dziwię się tylko, że wspominany ponoć opiekun, który (cytuję z pamięci), nie poszedł w ministry i został w sejmie, by wspierać Szymka nie ustrzegł swego ponoć podopiecznego, przed wpakowaniem się w nie swoją wojenkę, na której może tylko zyskać Komtur Sopocki [?? nie znam.. md] (OK – oraz dwaj panowie, którzy moim zdaniem powinni beknąć za inwigilowanie Polaków izraelskim Pegasusem i to beknąć głośno).

Wprawdzie dzisiaj wicemarszałek Zgorzelski powiedział wyraźnie, że w tzw. aferze gruntowej chodziło o rozwalenie Samoobrony (ach, pamiętam to nagranie dilowania wiceprezesa PiS Lipińskiego z Renatą Beger) i afera gruntowa została wykreowana na potrzeby tego rozwalenia, ale nie wspomniał, że w ciągu najbliższych 20 miesięcy, głównym zadaniem wspomnianego Komtura jest skompromitowanie Szymka, bo w czym jak w czym, ale w zjadaniu przystawek, to Komtur Sopocki i Kniaź Nowogrodzki są jak dwie strony tej samej (fałszywej) monety .

Ale jak ktoś jest Samozajebisty, to nie myśli i nie postępuje w horyzoncie 20 miesięcznym, a nawet tygodniowym, ale lajkowym:

od jednego lajka w social media – do drugiego.

============================

Przełomowe osiągnięcia obcych inżynierów i filozofów: Kradną bagaże z ruszającego ze świateł autobusu. W dyby!

Francja , a w niedalekiej przyszłości na ulicach naszych miast

=========================================

Ależ jest wyjście:

Najpierw w dyby [ Pręgierz, gąsior, Kłoda – początkowo pień drzewa rozpiłowany wzdłuż, później dwie belki, z wycięciami na ręce lub nogi, służący do unieruchamiania złoczyńców lub jeńców..]

Potem- odesłanie, na koszt przestępcy, do kraju pochodzenia.

================================

Mail:

Najlepsze dyby to takie, gdzie łobuz musi wypinać tyłek. Obok stoją wiadra z wodą, moczą się witki brzozowe. Kto chce – bije nimi po wypiętym zadku.

Naprawdę, bardzo pouczające, doświadczenie wskazało.

Zmieniajmy kierunki na: Wolnościowcy wszystkich krajów, łączcie się!

Zmieniajmy tryndy na: Wolnościowcy wszystkich krajów, łączcie się!

Freenasom

Komuniści rozumieli od samego początku, że aby podbić świat i nad nim zapanować, trzeba się połączyć ponad granicami i głosili:

Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

To działało, w każdym razie do zwycięstwa, bo po zwycięstwie to już nie było łatwo dostać paszport i przekroczyć granicę do sąsiadów, żeby ich ostrzec.

Teraz mamy dokładnie to samo, ale hasło można sparafrazować:

Miliarderzy wszystkich krajów, łączcie się!

Wykształcili młodych przywódców światowych:

których zadaniem jest służba słusznej sprawie i skuteczna walka z zacofaniem, jakie jeszcze siedzi w głowach nielicznych już t.zw. ekstremistów prawicowych, którzy głoszą patriotyzm, przywiązanie do tradycji narodowych, religii, kultury, języka, zachowania tylko dwóch płci i t.p. dyrdymałów, które należy wytrzebić, jeśli jeszcze coś posiadają, to im zabrać, bo dopiero jak nic nie będą mieli, to osiągną pełnię szczęścia. Działają skutecznie we wszystkich krajach, na wszystkich kontynentach mając na uwadze powiększanie kas ich mocodawców.

Co robią natomiast Ci, którym to nie odpowiada ?

Coś trochę robią, każdy na swoim poletku.

A gdyby tak nadać treści hasłu:

Wolnościowcy wszystkich krajów, łączcie się!

Czy to może funkcjonować?

Weźmy przykład Polski i Niemiec. Każdy sobie rzepkę skrobie. O jakiejkolwiek skutecznej współpracy nie ma mowy. Wręcz przeciwnie. Robi się przynajmniej ze strony polskiej wszystko, aby wytworzyć atmosferę wrogości do narodu niemieckiego i jego rzekomych podłych zamiarach wobec Polski i innych krajów europejskich propagując pojęcie t.zw. Czwartej Rzeszy, której Niemcy tak bardzo pragną, aby zawładnąć Europą.

Kto chce tego, co w Polsce nazywa się Czwartą Rzeszą? Czy jakiś patriota niemiecki?

Nie, patroci niemieccy sprzeciwiają się federalizacji UE, wskazują na szwindel klimatyczny, przeciwstawiają się wymysłom genderowym, nielegalnej migracji, wzywają do rozliczenia przestępstw związanych z plandemią, ostrzegają przed zakusami WHO.

Jeśli się mówi o federalizacji UE pod przywództwem i na korzyść Niemiec, to należy najpierw przypatrzeć się ludziom, rządzącym państwem niemieckim. Angela Merkel potrafiła zniszczyć wewnętrzny pokój w państwie swoją „kulturą witania” nachodźców (Willkommenskultur), jednocześnie zapewniając, że niemiecką racją stanu jest dobro Izraela. A dobro Niemiec?

Jeszcze gorzej „zielony’ minister gospodarki Robert Habeck: Przywódcy Partii Zielonych zarzucono zdradę narodu. W odpowiedzi na ten zarzut powiedział:

Nie ma narodu i dlatego nie ma żadnej zdrady narodu”

Dla „niemieckiego” (?) ministra nie istnieje naród niemiecki.

Widać wyraźnie, że to nie są niemieccy nacjonaliści, którzy pragną stworzenia „Czwartej Rzeszy”, jak niektóre koła ten twór w Polsce określają . Niemcami rządzą ludzie służący sprawie globalistów i mają na celu widoczne już wyraźnie zniszczenie Niemiec, rozkład niemieckiego narodu, niemieckiej gospodarki, która od kilku lat już coraz bardziej podupada.

Czy ta zgraja globalistyczna może chcieć jakiejś „Czwartej Rzeszy” ? Czy jest w stanie zrobić coś, co można zrozumieć jako rzekomą próbę narzucenia nam niemieckiej hegemonii? Lewicowa posłanka na sejm niemiecki (Bundestag) Sahra Wagenknecht powiedziała na forum parlamentu:

„MAMY NAJGŁUPSZY RZĄD EUROPY”.

To tylko w Polsce z uporem maniaków powtarza się ciągle ostrzeżenia przed niemiecką hegemonią w Europie, zarzuca polskim sługom globalistów bycie niemieckimi agentami, a wszystko zapewne po to, aby siać nienawiść do (jeszcze istniejącego) narodu niemieckiego.

Taka narracja jest niewątpliwie mile widziana i popierana przez globalistów. Przypuszczam nawet, że pewien publicysta, któremu zarzuca się antysemityzm, tylko dlatego nie zostaje wyrzucony z Youtube’a, że oprócz krytyki syjonistów ciągle powtarza zarzuty wobec niektórych polityków, że reprezentują interesy niemieckie i chęć przekształcenia UE w nową Rzeszę z Generalnym Gubernatorstwem obejmującym inne państwa, przede wszystkim Polskę.

Wszystko po to, aby zapobiec współpracy sił wolnościowych Polski i Niemiec. Takiej współpracy praktycznie nie ma. Brakuje jej także w stosunkach pomiędzy siłami wolnościowymi innych państw.

Pomogłaby współpraca między wolnymi mediami udostępniająca systematycznie artykuły i widea pochodzące z obszaru niemieckojęzycznego czytelnikowi czy widzowi polskiemu tłumacząc czy zaopatrując je w napisy w języku polskim i tak samo udostępniając polskie treści w mediach niemieckojęzycznych.

Dobrych materiałów publicystycznych nie brakuje w obszarze niemieckojęzycznym, tylko w Polsce nikt ich nie zauważa, a tym bardziej nie tłumaczy. Kto zauważył istnienie mającej miliony widzów wolnej austriackiej telewizji auf1.tv, którą można nie tylko ogladać w Internecie, lecz również na satelicie Astra?

Z drugiej strony kto zauważył w obszarze niemieckojęzycznym n.p. istnienie nczas.info?

Kto z wolnych mediów niemieckojęzycznych i polskojęzycznych jest zainteresowany nawiązaniem współpracy? Globaliści to potrafią. Może wolne media się tego też nauczą. Przykład Niemcy – Polska to działanie bilateralne, dobre na początek. W dalszej perspektywie potrzebny jest multilateralizm. Powstrzymanie działań i wpływów globalistów nigdy się nie uda, jeśli nie stworzy się nowej Międzynarodówki zgodnie z hasłem:

Wolnościowcy wszystkich krajów, łączcie się!

Kotula z Nitrasem biorą się za sport. Feministra i skazaniec – o równouprawnieniu w boksie i zapasach ???

Kotula z Nitrasem biorą się za sport. „Bo kobiet na wysokich stanowiskach jest niewiele”

8.01.2024 Autor:Maciej Sołdan

Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP
Minister do spraw równości Katarzyna Kotula. Foto: PAP

We wtorek będę rozmawiała z ministrem sportu Sławomirem Nitrasem o działaniach antydyskryminacyjnych i przemocy w sporcie oraz o możliwych rozwiązaniach, które polski rząd może wprowadzić „na cito” – zapowiedziała ministra ds. równości Katarzyna Kotula.

„Spotykamy się we wtorek w sprawach antydyskryminacyjnych i przemocy w sporcie” – poinformowała lewaczka.

Jak podkreśliła, chodzi także o dyskryminację kobiet w związkach sportowych, „bo kobiet na wysokich stanowiskach jest niewiele – nie tylko w Polsce”.

„Próby zmian były w tej kwestii podejmowane m.in. we Francji czy w Stanach Zjednoczonych, a zmiany antydyskryminacyjne działy się przy sprawach dotyczących przemocy seksualnej” – twierdzi ministra do spraw nie wiadomo czego.

Ministrem Sportu w rządzie Tuska jest skazany prawomocnie za kłamstwo wyborcze aparatczyk PO ze Szczecina Słamowir Nitras.

======================================

mail:

A czy te kobiety, które obcięły sobie piersi i kazały przysztukować winidurowa rurkę – biegają z mężczyznami na 100 metrów, lub z nimi podnoszą ciężary?

Pan marszałek, który…. we własnym najgłębszym przekonaniu, nie budzącym żadnych wątpliwości, ocenia właściwie marszałka…

Pan marszałek, który…

dżon dz.neon24/pan-marszalek

… we własnym najgłębszym przekonaniu, nie budzącym żadnych wątpliwości, ocenia właściwie marszałka…


Wierci się ten „nasz” marszałek, jakby na mrowisku siedział.

Przypomnijmy marszałkowe słowa:
„- Postanowienie marszałka Sejmu w sprawie wygaszenia mandatu posła, w mojej najgłębszej ocenie niebudzące żadnych wątpliwości od strony prawnej. Chodzi o osoby skazane prawomocnym wyrokiem sądu, które jego zdaniem było niewątpliwe – powiedział marszałek Sejmu Szymon Hołownia podczas konferencji prasowej w Sejmie przed Salą Kolumnową.”

Te słowa wypowiedział marszałek,
w jego najgłębszej ocenie, bez żadnych wątpliwości prawnych, postanowienie niejakiego marszałka,
w tym wypadku jego własne, było słuszne.
Można?

W kraju, w którym można się bez cienia wątpliwości samemu ocenić, zdaje się, że my możemy spać spokojnie.
Oczywiście, pewien niepokój może wywołać fakt, że skoro marszałek sam siebie, bez żadnego przymusu i bez najmniejszych wątpliwości pozytywnie ocenił,
to może się zdarzyć i tak, że któregoś dnia oceni się w mniej łaskawie. Co wtedy? Jak zmieni się nasz spokojny sen?




Idąc za dedukcję marszałka, powiem tak, w mojej ocenie to @dżon jest najpiękniejszy, oczywiście jest najmądrzejszy, najzgrabniejszy, jakby @dżon w mam talent wystąpił, to tak poprzednich, jak i przyszłych zwycięzców, właśnie @dżon by pokonał.


Tyle na temat talentu marszałka.

—–
Teraz o naszych talentach, naszych, nie @dżona, te już łaskawie objaśniłem.

Śpiąc spokojnie, nie każdy jest w stanie dostrzec, że marszałek osobiście swe własne walory dostrzega, a na dodatek ma jeszcze za to płacone.
Czy warto się budzić? No bez jaj, a w jakim celu?
By mniej łaskawie spojrzeć, tak na własnego marszałka, co oczywiście przełoży się na niezbyt łaskawe spojrzenie na siebie? A jaki miałby być cel tych nerwów?
Choć po prawdzie, skoro marszałek własne walory umie dostrzec, to może i nam (jak wyżej wspomniałem, za wyjątkiem @dżona) się owo dostrzeganie własnych udzieli.

Niebezpieczna to perspektywa, może z dwojga złego, zwłaszcza że za oknem pora właściwa, pospać nieco dłużej należy.

—–
Co dalej w sprawach niebudzących żadnych wątpliwości od strony prawnej?

Cóż, teraz będą się konsultowali ci z tamtymi, tamci z innymi, sami wygaszeni, właściwie ocenioną decyzją, uznaną za słuszną, są posłami? nie są? Co z ich ewentualnymi następcami? Są, nie są posłami?

Ciekawe co tam się za plecami tego jarmarku „talentów” dzieje, o czym nie wiemy, śpiąc uspokojeni zapewnieniami marszałka, że marszałek właściwie postąpił, snem sprawiedliwego? Można by wprawdzie marszałka spytać, czy przez ostatnie kilkadziesiąt lat, kiedykolwiek, gdziekolwiek, jakikolwiek urzędnik był pociągnięty do odpowiedzialności?

Bo jeśli nie, to co nam tu marszałek kit wciska, dlaczego gitarę cyrkiem nam marszałek zawraca?
Dlaczego marszałek nie zajmuje się marszałkowaniem, tylko o własnych talentach obywateli przekonuje?
Bo skoro marszałek spodziewa się, że orzeczeń SN może być cztery, to dlaczego przekonanie o własnej mądrości, nie podpowiedziało marszałkowi, by nie podskakiwał?

Chyba, że faktycznie za plecami się dzieje, a marszałek podskakuje, bo… cóż ma robić, facet, którego talentów nikt nie rozumie.


@dżon
… wierci się marszałek, jakby w programie mam talent, usiłował przekonać tak żiri, jak i innych uczestników, że akurat on ma ten talent…

Sprawa Kamińskiego i Wąsika. Marszałek Hołownia zabrał głos. „Król jest nagi”

«Najbardziej etyczna armia świata» prowadzi na Telegramie kanał z “wojennym porno”

Date: 7 gennaio 2024Author: Uczta Baltazara babylonianempire

IDF zaprzecza prowadzeniu kanału, ale starszy oficer wojskowy, który uważa tę taktykę za wątpliwą, potępił incydent, potwierdzając rolę IDF izraelskiemu dziennikowi Haaretz. Kanał o nazwie 72 Virgins – Uncensored, wyraźnie nawiązujący do islamskiego przekonania o męczeństwie, istnieje na Telegramie. Według wysokiego rangą oficera wojskowego, jest on prowadzony przez departament ds. wpływów w dyrekcji operacyjnej IDF. Zaangażowana jednostka wojskowa jest odpowiedzialna za operacje przeciwko wrogom oraz zagranicznej opinii publicznej.

Date: 7 gennaio 2024Author: Uczta Baltazara 1 Commento

Izraelska jednostka zajmująca się wojną psychologiczną prowadzi na Telegramie kanał z “wojennym porno”

IDF zaprzecza prowadzeniu kanału, ale starszy oficer wojskowy, który uważa tę taktykę za wątpliwą, potępił incydent, potwierdzając rolę IDF izraelskiemu dziennikowi Haaretz. Kanał o nazwie 72 Virgins – Uncensored, wyraźnie nawiązujący do islamskiego przekonania o męczeństwie, istnieje na Telegramie. Według wysokiego rangą oficera wojskowego, jest on prowadzony przez departament ds. wpływów w dyrekcji operacyjnej IDF. Zaangażowana jednostka wojskowa jest odpowiedzialna za operacje przeciwko wrogom oraz zagranicznej opinii publicznej.

Wysoki rangą urzędnik zgłaszający incydent do gazety Haaretz powiedział, że jest zaniepokojony całą operacją.

“Nie ma powodu, by IDF prowadziły kampanie wywierania wpływu na obywateli Izraela. Wiadomości są problematyczne. Nie wygląda to na kampanię informacyjną armii, jak w przypadku IDF, ale bardziej jak materiały dla The Shadow [skrajnie prawicowego izraelskiego rapera – red], a fakt, że żołnierze prowadzą tak problematyczną stronę, jest haniebny”.

The Shadow, członek prawicowej partii Likud, znany jest z podburzającej retoryki, takiej jak nawoływanie ratowników medycznych do pobierania organów od Palestyńczyków, aby mogły one zostać wykorzystane przez Żydów: łupienie narządów wojennych ma swojego rapowego piosenkarza z gwiazdą Dawida. https://www.wikiwand.com/en/The_Shadow_(rapper)

Chwalący się “ekskluzywnymi treściami ze Strefy Gazy” kanał 72 Virgins – Uncensored ma ponad 5000 obserwujących i publikuje filmy i zdjęcia pokazujące zabijanie i chwytanie bojowników Hamasu, a także zdjęcia zabitych.

Komentarze towarzyszące postom mają zdecydowanie młodociany ton: “Spalcie ich matki… Nie uwierzycie, jakie nagranie mamy! Słychać chrzęst ich kości. Wrzucimy to teraz, przygotujcie się”; “Wytępić karaluchy… wytępić szczury Hamasu… Udostępnić to piękno”.

https://twitter.com/RehamB81823/status/1734760941810589801?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1734760941810589801%7Ctwgr%5Ef51b5d66fdb314d6e6e4c90f6952a4f98b472bd3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2024%2F01%2F07%2Fnajbardziej-etyczna-armia-swiata-prowadzi-na-telegramie-kanal-z-wojennym-porno%2F

Kanał cieszył się również, gdy hordy skrajnie prawicowych chuliganów, w tym członków notorycznie rasistowskiego klubu kibiców piłkarskich, wtargnęły do szpitala w pobliżu Tel Awiwu, działając na podstawie pogłosek, że w placówce leczeni są bojownicy Hamasu:

Przypomnijmy, że w październiku, izraelski premier Benjamin Netanjahu powiedział, iż “IDF to najbardziej etyczna armia na świecie”.

INFO: https://www.renovatio21.com/unita-israeliana-di-guerra-psicologica-gestisce-un-canale-telegram-di-pornografia-bellica-glorificando-la-cattiva-condotta-dellidf/ https://www.zerohedge.com/geopolitical/israeli-psyop-unit-runs-war-porn-telegram-channel-glorifying-idf-misconduct