=======================
Oto pogląd „Based AI”:

=============
A tak pieprzy ChatGPT:

===================
A tu – co piszą uczciwi ludzie:
=======================
Oto pogląd „Based AI”:

=============
A tak pieprzy ChatGPT:

===================
A tu – co piszą uczciwi ludzie:
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ).
[kawałek bełkociku z : wiadomosci.dziennik/rosyjska-rakieta-nad-polska ]
[—-] Jak podkreślono, „przez cały czas tor lotu rakiety był śledzony przez systemy radiolokacyjne, zarówno polskie, jak i sojusznicze”.
„W gotowości do użycia pozostawały systemy obrony powietrznej. Ponadto w rejon przekroczenia przez rakietę polskiej przestrzeni powietrznej skierowane zostały samoloty F-16, które patrolowały ten obszar. Dodatkowo, w celu weryfikacji danych z systemów radiolokacyjnych, do prześledzenia trajektorii lotu obiektu na powierzchni ziemi zostały skierowane siły i środki z wojsk lądowych, sił powietrznych, a także wojsk obrony terytorialnej” – podawał Sztab Generalny.
W piątek w BBN odbyła się narada z udziałem m.in. prezydenta Andrzeja Dudy, wicepremiera szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, szefa Sztabu Generalnego gen. Wiesława Kukuły oraz Dowódcy Operacyjnego RSZ gen. Macieja Klisza. Narada została zwołana w związku z informacją o naruszeniu polskiej
======================
Zastanówmy się: „przez cały czas tor lotu rakiety był śledzony”.
To po cholere całe te dalsze „poszukiwania”?
A ta rakieta klęła po rosyjsku, brzydko, nie po ukraińsku, stąd wiedzą, że to Putina?
A ci dygnitarze – to więc o czym ONI uradzali?
Stanisław Michalkiewicz • 30 grudnia 2023 michalkiewicz
Z nieubłagany postępem bywa tak, jak z młynami sprawiedliwości. Na ogół mielą one powoli, ale czasami przebierańcom ktoś podkręca śrubkę i wtedy powinności swej służby rozumieją w lot. Ot na przykład, kiedy do Warszawy przyjechała Reichsleiterka od praworządności w UE, pani Vera Jurova, co to zdążyła w swoim curriculum vitae zaliczyć epizod kryminalny – żeby przypilnować Tuska, czy aby nie popada w jakieś polskie safandulstwo, podczas gdy przy ustanawianiu Generalnego Gubernatorstwa ma być dyscyplina, niczym za Stalina – niezawisły sąd w mgnieniu oka zrozumiał, czego od niego oczekują i skazał Mariusza Kamińskiego i jego zastępcę Macieja Wąsika, na 2 lata bezwzględnego więzienia. Sprawia to wrażenie, jakby niezawisłemu sędziemu oficer prowadzący powiedział: „nuże frędzlu, bo zaraz cię powieszę na tym łańcuchu, podkaszę togę i ściągnę desusy” – a ten w podskokach polecenie wykonał. Oczywiście nic takiego nie mogło mieć miejsca, bo sądy są niezawisłe, w związku z czym żadnych oficerów prowadzących nie ma, nawet jeśli WSI, a potem ABW w ramach operacji „Temida” nawerbowały ich ile dusza zapragnie.
Owszem, zdarzają się wyjątki, bo oto, wychodząc naprzeciw społecznemu zamówieniu z Berlina, niezawisły Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu właśnie orzekł, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej w Sądzie Najwyższym w Polsce, która ma orzekać, czy wybory były ważne, czy nie, nie jest żadnym sądem. Najwyraźniej czy to pani Jurova, czy jakiś inny płomienny szermierz praworządności musiał zajrzeć tym wszystkim sędziom pod togi, no i się okazało, że tam nic nie ma! Ładny interes! Ale dzięki temu nawet gdyby teraz Sąd Najwyższy orzekł, że wybory były nieważne, to Volksdeutsche Partei najwyżej przełoży Trzecią Nogę do innej nogawki, znaczy się – z prawej do lewej, żeby udelektować Lewicę i nie przyjmie tego do wiadomości. To jest właśnie rewolucyjna praktyka, będąca realizacją rewolucyjnej teorii sformułowanej przez mojego faworyta, kwiat światowej jurysprudencji, czyli pana prof. Wojciecha Sadurskiego, którzy ogłosił, że żeby przywrócić praworządność, musimy łamać konstytucję. Podobnie myślą gangsterzy z Wołomina. Żeby na przykład przywrócić, nawet niekoniecznie zaraz praworządność, ale zwyczajnie – komuś poczucie rzeczywistości – to co trzeba zrobić? To proste, jak budowa cepa; połamać ręce i nogi!
Ale dość już tych ponurych dygresji, bo zbliżają się Święta, a w Święta – jak to w Święta – nie wystarczy pogrążyć się w nirwanie, tylko trzeba myśleć pozytywnie, zwłaszcza, gdy przy wódeczce, w miłym towarzystwie, niespiesznie rozbieramy sobie z uwagą rozmaite palące kwestie. Na przykład – kwestię sodomczyków i gomorytek, która z marginesu jednym susem wskoczyła nie tylko do centrum życia politycznego, ale i do teologii. I pomyśleć, że jeszcze w roku 1932, kiedy to w Polsce wchodziło w życie rozporządzenie prezydenta – Kodeks karny – ambicje sodomczyków i gomorytek nie sięgały dalej, jak tylko, by się radować z dekryminalizacji tych – jak się po latach okazało – nie żadnych ohydnych „zboczeń”, tylko – szlachetnych „orientacji”. Wtedy właśnie Julian Tuwim odnotował panujące w tych środowiskach nastoje słyną fraszką: „cieszył się podex, że nowy kodex” – jako że w tym kodeksie sodomictwo i gomoryctwo nie było już karane sądownie. Od tamtej pory minęło 91 lat i co widzimy? Widzimy, że nie wolno nawet pisnąć, że sodomczyków i gomorytki powinno się leczyć, bo jakże tu leczyć, kiedy sodomia i gomoria to najnormalniejsza norma!
I właśnie dlatego Europejski Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu, rozumiejąc powinność swojej służby dla IV Rzeszy ogłosił, iż odmawianie przez Polskę rejestrowania tak zwanych „związków partnerskich”, czyli umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych albo w postaci tak zwanego „paciakowania w popielnik”, albo – jak mówią gitowcy – „mlaskania po klitorisie”, jest straszliwą myślozbrodnią, która natychmiast powinna zostać zlikwidowana, najlepiej przy pomocy sejmowej uchwały przeciwko lodowcom, albo trzęsieniom ziemi. Jestem pewien, że Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, która w vaginecie Donalda Tuska piastuje godność feministry do spraw Równości (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy) w podskokach przywróci na tym odcinku normalność. Ale to jeszcze nic, bo właśnie okazało się (a mówią, że nie ma koordynacji; jakże nie ma, skoro przecież jest!”), że między państwem, niechby i świeckim, a Kościołem panuje jakiś rozdział. Może i tak – ale nie na tyle, by Kościół, a ściślej – jego Centrala – nie włączył się, co prawda w ariergardzie, ale lepiej tak, niż wcale – do rewolucji komunistycznej.
Przewala się ona przez Amerykę Północną, która pod rządami prezydenta Józia Bidena, właśnie eksportuje komunę na cały świat, tak, jak przedtem eksportowała demokrację – no i przez Europę. Więc prezydent Józio Biden, podobnie jak Reichsleiterzy IV Rzeszy, forsują rewolucję komunistyczną na odcinku administracyjno-politycznym, podczas gdy Kościół, a ściślej – jego Centrala – zabezpiecza sprawę rewolucji na odcinku teologicznym. Chodzi o to, że rewolucjoniści muszą mieć proletariat, który by „wyzwalali”. Tymczasem tradycyjny proletariat, to znaczy – pracownicy najemni – stracił do komunistycznej rewolucji smak, toteż rewolucjoniści znaleźli sobie proletariat zastępczy w postaci „kobiet” oraz sodomczyków i gomorytek. Ich mogą „wyzwalać” ile dusza zapragnie – oczywiście dopóki rewolucja nie zwycięży, bo potem musi być porządek i dyscyplina, więc proletariuszy trzeba będzie przepuścić przez maszynkę do mięsa – jak to w rewolucjach.
Wróćmy jednak do koordynacji; otóż w tym samym czasie, gdy Europejski Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu nakazał Polsce rozpoczęcie rejestrowania „związków partnerskich”, Stolica Apostolska uzupełniła lukę na odcinku teologicznym, ogłaszając dokument „Fiduccia suplicans”, będący prawdziwym arcydziełem krętactwa. Chodzi o zgodę na „błogosławienie” par sodomczyków i gomorytek w kościołach przez księży katolickich. Nie są to „małżeństwa” – uchowaj Boże! – ale będą „błogosławione”, to znaczy – obdarzone kościelnym uznaniem de facto. Szczegóły ceremoniału nie są jeszcze dopracowane, więc nie wiemy, czy w białym welonie będzie wtedy występował „luj”, czy „ciota” – ale jakaś rewolucyjna praktyka z pewnością się ustali, zgodnie z tym, co jeszcze podczas II Soboru Watykańskiego mówił Mikołaj Gomez Davila – że „Kościół utraciwszy nadzieję, iż ludzie będą postępować zgodnie z jego nauczaniem, zaczął nauczać tego, co ludzie robią”. W tej sytuacji być może już w najbliższym karnawale będzie wysyp hucznych wesel, będących wstępem do szalonego bzykania – ale teraz już po Bożemu.
Stanisław Michalkiewicz

(29 grudnia 2023 r. Po izraelskim ataku w Strefie Gazy. Fot. AA/ABACA / Abaca Press / Forum)
„Rzeź Niewiniątek, dokonana z rozkazu Heroda, powtarza się po 2000 lat” – powiedział o. Ibrahim Faltas, wikariusz franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej. W dniu, w którym Kościół wspomina w liturgii Świętych Młodzianków Męczenników, zakonnik skomentował fragment Ewangelii opowiadający o „brutalnej sile nienawiści i zła”, która spadła „na grupę niewinnych dzieci, zamordowanych z powodu pragnienia zachowania władzy absolutnej za wszelką cenę”.
Duchowny zwrócił uwagę, że powyższy urywek Ewangelii nie pozostał w odległej przeszłości, ale „przeszedł przez wieki i zatrzymał się, powiększony, w naszej teraźniejszości”. Dziś „doświadczamy tego na własnej skórze”. – Zobaczyliśmy zdjęcia tysięcy martwych dzieci, owiniętych w białe prześcieradła, i tysiące dzieci wędrujących po gruzach, z przerażonymi oczami, zakurzonych, szukających matki i ojca, których już nie ma – stwierdził franciszkanin.
– Są one nowymi Niewiniątkami tego stulecia, być może winnymi tego, że urodzili się w Gazie, Kijowie lub Damaszku, ale niewinnymi męczennikami, świadkami nieludzkości ludzkiej logiki, która nie istnieje, która złamała przyszłość nowego pokolenia i pogrzebała pod tą rozległą stertą gruzu każda myśl o pokoju – podkreślił o. Faltas.
Wikariusz wskazał, że „niewinne dzieci-męczennicy wojny, która toczy się dziś tutaj, na naszej ziemi, podobnie jak w innych zapomnianych wojnach na świecie, noszą imiona prawdziwych dzieci, ale są to także młode małżeństwa, osoby starsze, chore…, które z nieba czekają na naszą odpowiedź miłości i modlitwy”. – Żyjemy w trzecim tysiącleciu i w wielu częściach świata masakra „małych Niewiniątek” tragicznie trwa. Istnieje populacja dzieci, które nie mają co jeść, są chore i nieleczone, a niestety często wykorzystywane i padają ofiarą przemocy. Są one dzisiejszymi „nowymi Młodziankami Męczennikami”, straszną plagą dzisiejszego świata – powiedział wikariusz Kustodii Ziemi Świętej.
Franciszkanin wskazał, że „nie możemy zaakceptować tego, że ludzie żyją w chłodzie, bez chleba, bez wody, bez prądu, bez domów, bez bezpiecznego miejsca, w którym mogliby się schronić”. – Musimy działać i powstrzymać ten nieznośny skandal, którego ofiarami są dzieci – wezwał o. Faltas.
Źródło: KAI RoM
========================
mail:
w Gazie, Kijowie lub Damaszku,
Z tym Kijowem, chyba przesada, raczej w Doniecku.
===============================
mail: On się boi.
I żydów, a bardziej jeszcze swoich zwierzchników.
W wypowiedzi Kustosza nie ma ani słowa o tym, kto morduje dzieci palestyńskie.
kard-rys-na-dzien-judaizmu 30.12.2023

Nasza rzeczywistość jest pełna wojny; w świecie wokół nas giną ludzie. Czy wolno nam pozostać biernymi? – napisał przewodniczący komitetu KEP ds. dialogu z judaizmem kard. Grzegorz Ryś w słowie na 27. Dzień Judaizmu, który pod hasłem „SZALOM. Pokój – Dar Boga” będzie obchodzony w Kościele w Polsce 17 stycznia.
W słowie opublikowanym na stronie internetowej Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów kard. Ryś zaznaczył, że „nasza rzeczywistość jest pełna wojny”.
„W świecie wokół nas giną ludzie – niejednokrotnie tysiącami! Inni trafiają do niewoli, inni opłakują jednych i drugich. Inni z przerażeniem patrzą na gruzy swoich domów czy zakładów pracy” – podkreślił.
„Wszyscy o tym rozmawiamy – dyskutujemy, spieramy się (o politykę, o innych) – czasami równie zażarcie, co bez przekonania, że cokolwiek w tym zakresie zależy od nas… No bo ostatecznie: Co my możemy? Jaki mamy wpływ na decyzje wielkich tego świata? Na nadprodukcję broni? Na dominującą wiarę w rozstrzygnięcia oparte o siłę?” – pytał.
Jednocześnie hierarcha dodał: „czy naprawdę możemy nie robić nic?”. „Czy wolno nam pozostać biernymi? Czy możemy pozostać ludźmi wiary, nie będąc ludźmi pokoju? Wszyscy pewnie czujemy, że nie. Pozostaje jednak pytanie: Co i jak możemy uczynić?” – napisał kard. Ryś.
Zdaniem kard. Rysia, „możemy się poddać Jego Słowu, które wspólnie odczytujemy”.
„Z wiarą, że jest ONO (Słowo Boga) nie tylko mądre, ale i stwórcze! Ono nie tylko ogłasza POKÓJ, ale go także zaprowadza. Również przez nas!” – stwierdził.
Zaproponował, aby w związku z przypadającym Dniem Judaizmu w każdej diecezji i w każdej parafii zorganizowana została Liturgia Słowa oparta o czytania z Księgi proroka Izajasza (Iz 52,7-9), Księgi proroka Jeremiasza (Jr 6,10. 13-15) i Ewangelii według świętego Jana (J 14,25-27).
W Warszawie obchody Dnia Judaizmu odbędą się 14 stycznia o godz. 18 w stołecznym kościele sióstr sakramentek, gdzie z udziałem bp. Rafała Markowskiego odprawiona zostanie msza św. „o uproszenie miłości”.
Dzień Judaizmu Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła w 1997 roku, obchodzony jest 17 stycznia – w przeddzień Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.
==============================
[Koniecznie zobaczcie filmik o pieskach na końcu! MD]
=======================

Robert W Malone MD, MS 29 gru 2023
“We know that they are treasonous, they know that they are treasonous, they even know that we know they are treasonous, we also know that they know we know they are treasonous too, they of course know that we certainly know they know we know they are treasonous too as well, but they are still treasonous. In our country, the treasonous has become not just moral category, but the pillar industry of this country.”
― Aleksandr Solzhenitsyn
============================

“Show me where trump was convicted of inciting an insurrection?” – Hi-Rez
“‘Justice’ weaponization is a very dirty game to play, and it can have repercussions far greater than anything that Biden or his Thugs could understand. They ought to withdraw all of their Fake, Political Indictments against their Republican Opponent, me, immediately. This is a Pandora’s box, that works two ways, and it should be closed and tightly sealed RIGHT NOW,”
Trump (on Truth Social, Dec. 19, 2023)
As we should all know by now, Maine’s top election official removed Donald Trump from the ballot, citing Section 3 of the 14th Amendment, which prohibits elected officials from holding office if they committed an insurrection.
So, without ever being convicted of committing “an insurrection,” this election official removed Trump from the ballot.
The United States is a nation of laws. Trump has not been found guilty of the crime of insurrection. If and when, he is found guilty in a Federal court- he could be removed from the ballot. Until then, what is going on is just lawlessness.
It is a bodacious disregard for the American people that has not been witnessed in many a year.
Frankly, the act of removing President Trump from the ballot by a single election official in Maine is treasonous. It has subverted the will of the people to vote in a free and fair election. And it is clearly an desperate act by a corrupt political party.

“We know that they are treasonous, they know that they are treasonous, they even know that we know they are treasonous, we also know that they know we know they are treasonous too, they of course know that we certainly know they know we know they are treasonous too as well, but they are still treasonous. In our country, the treasonous has become not just moral category, but the pillar industry of this country.”
― Aleksandr Solzhenitsyn (slightly modified form the original quote)

Maine Votes!
Go ahead, cast your ballot in Maine – but only for those who they deem worthy of your vote…

In the meantime, cheating has become de rigueur on University campuses.









This is a reader supported publication and we rely on our subscribers to continue our work. Please consider a free or paid subscription.

”Every man for himself”
|
[Znam Bjørna Lomborga od dawna. Wielki uczony, jego przewidywania od dziesięcioleci się sprawdzają. A ostrzeżenia należy bezwzględnie brać pod uwagę. Mirosław Dakowski]
=========================

Date: 29 dicembre 2023Author: Uczta Baltazara 2 Commenti
Czołowi eksperci zabrali głos, aby ostrzec opinię publiczną, że cel “zero netto” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), ONZ i zachodniej kasty politycznej, aby wycofać paliwa kopalne, spowoduje śmierć ponad czterech miliardów ludzi. Jak strona TKP informowała wcześniej, WEF, Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) i oczywiście UE naciskają na rządy na całym świecie, aby “wycofały się” z paliw kopalnych.
Cel “zero netto” polegający na zaprzestaniu wykorzystywania paliw kopalnych jest częścią “Agendy 2030” i “Agendy 2050” WEF i ONZ dla ludzkości. Plany te przewidują drastyczne zmniejszenie zależności od paliw kopalnych do 2030 r. i całkowite wyeliminowanie ich stosowania do 2050 r.
Wszystko to wykracza nawet poza to, co “Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu” (IPCC) uważa za rozsądne i konieczne. Oto oświadczenie przewodniczącego IPCC Jima Skea, emerytowanego profesora ekonomii w Imperial College London, wygłoszone niedawno na COP28 w Dubaju:
“Jeśli spojrzymy na scenariusze, w których globalne ocieplenie jest ograniczone do 1,5 stopnia przy niewielkim lub zerowym przekroczeniu, wówczas zużycie paliw kopalnych zostanie znacznie ograniczone w 2050 r., a łagodzone współużytkowanie zostanie wycofane. Takich słów używamy oficjalnie. Zużycie ropy naftowej zostanie ograniczone o 60%, a gazu ziemnego o 45%”.
UE, a w szczególności Niemcy, wykraczają daleko poza te ramy i żądają więcej. Na przykładzie Wiednia pokazałem, jakie będą tego konsekwencje, a mianowicie ogromna redukcja populacji i niezwykle wysokie koszty
“Transformacja energetyczna” może się powieść tylko przy zmniejszonej liczbie ludności
i wyjaśnione tutaj na przykładzie środków planowanych dla Niemiec zgodnie z wiadomościami z niemieckiego Bundestagu z 6 grudnia 2023 r:
Niemiecka “transformacja energetyczna”: harakiri z rozbiegu.
Wiele osób bije jednak na alarm, zastanawiając się, co to będzie oznaczać dla cywilizacji.
W tym oto poście na X/Twitterze duński statystyk Bjørn Lomborg ostrzega, że zakończenie korzystania z paliw kopalnych doprowadzi do śmierci około połowy światowej populacji jedynie z głodu.
“4 miliardy ludzi są zależne od nawozów z surowców kopalnych, aby się wyżywić”, mówi Lomborg.
“Bez nich 4 miliardy ludzi będzie głodować”.
“Nadszedł czas, aby zganić zdumiewająco destrukcyjnych i mizantropijnych aktywistów” – powiedział.
Lomborg odpowiadał na raport brytyjskiego ekonomisty Neila Recorda.
Podczas gdy Lomborg zakłada, że ponad cztery miliardy ludzi umrze z głodu w wyniku całkowitego wycofania paliw kopalnych, Record twierdzi, że “może umrzeć sześć miliardów ludzi”.
“Gdybyśmy dosłownie przestali używać paliw kopalnych i zrezygnowali z zasobów naturalnych, od których zależy świat, jego gospodarka i ludzie”, mówi Record, “sześć miliardów ludzi prawdopodobnie umarłoby na przestrzeni jednego roku”.
Record analizuje, co stałoby się w świecie bez paliw kopalnych, zauważając, że większość ludzi cierpiałaby z powodu przerw w dostawie prądu. https://archive.ph/oAOih#selection-2461.0-2464.0
“Niemożliwe jest oszacowanie, jak rozległe byłyby te przerwy w dostawie prądu, ale sieć zostałaby tak poważnie dotknięta, prawdopodobnie masowo, że mogłyby one być powszechne i trwałe” – ostrzega Record w artykule dla The Telegraph.
“Zapotrzebowanie na energię elektryczną gwałtownie wzrosłoby z powodu przejścia na ogrzewanie elektryczne, gotowanie i podgrzewanie wody, więc jest bardzo prawdopodobne, że nagłe nadmierne zapotrzebowanie nie mogłoby zostać zaspokojone, a sieć stałaby się niekontrolowana”.
“Brak elektryczności oznacza brak systemów komunikacji – brak telefonów komórkowych, telewizji i bieżącej wody”.
“Bez elektryczności i ogrzewania umierają najbardziej bezbronni ludzie”.
“Początkowo tylko osoby starsze w swoich domach, potem w szpitalach, gdy skończy się paliwo w generatorach diesla, ale potem pojawiają się nowe problemy egzystencjalne dla zwykłych ludzi w zakresie dostępności i dystrybucji żywności”.
“Jedynie odległe społeczności wiejskie, które są samowystarczalne jak chodzi o rolnictwo, pozostałyby względnie nienaruszone” – dodaje.
“Jednak w świecie miejskim wiele osób byłoby bliskich śmierci głodowej” – pisze Record.
Według Recorda, żywność i woda stałyby się rzadkością bez paliw kopalnych, czyniąc picie i jedzenie luksusem, na który mogliby sobie pozwolić tylko bogaci.
Pompowanie wody i ogrzewanie domów stałoby się niemożliwe bez paliw kopalnych, wyjaśnia.
Record zakłada, że dwa miliardy ludzi umrze tylko z głodu i zamarznięcia na śmierć.
Przewiduje, że świat “zero netto” stworzony przez WEF byłby w stanie wyżywić jedynie dwa miliardy ludzi.
Ludzie ci byliby najbogatszymi członkami społeczeństwa, którzy mogliby sobie pozwolić na drogie dostawy żywności.
WEF niedawno wezwała podatników na całym świecie do płacenia 3,5 biliona dolarów rocznie, aby osiągnąć cel globalistycznej organizacji “zero netto” polegający na “dekarbonizacji” planety. https://www.weforum.org/press/2023/12/philanthropies-can-partner-with-business-and-government-to-close-climate-financing-gaps-says-new-report/
WEF twierdzi, że ów oszałamiający koszt jest konieczny, ponieważ pozwoli sfinansować rzekome wysiłki szlachetnej globalnej elity władzy na rzecz “osiągnięcia zerowego poziomu emisji netto i przywrócenia natury”.
Nauki inżynieryjne mówią nam wyraźnie, że “zero netto” nie jest możliwe do zrealizowania, a na pewno nie jest bezpieczne.
INFO: https://tkp.at/2023/12/22/experten-warnen-netto-null-politik-wird-mehr-als-4-milliarden-menschen-toeten/ (przekład automatyczny)
29 grudnia 2023 pch24.pl/mieszkancy-moga-wniesc-projekt-uchwaly-o-likwidacji-sct

(Fot. Pixabay)
W obowiązującym stanie prawnym dopuszczalne jest wniesienie w ramach inicjatywy obywatelskiej projektu uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie – napisał radca prawny Andrzej Dziurzyński w opinii sporządzonej na prośbę Stowarzyszenia „Polonia Christiana”. Analiza przeczy komentarzom przedstawicieli władz miasta, które zwleka z wniesieniem projektu pod obrady.
Według autora opinii, Rada Miasta Krakowa powinna włączyć obywatelski projekt do programu najbliższej sesji, nie później niż w ciągu trzech miesięcy od jego złożenia.
25 zł
50 zł
100 zł
„Nadgorliwość krakowskich samorządowców szybko pokazała słabości lokalnego aktu prawnego – uchwały o ustanowieniu w Krakowie tzw. strefy czystego transportu. Objęcie całego miasta rygorami strefy, brak oszacowania kosztów ekonomicznych i społecznych wprowadzenia zakazów wjazdu do miasta aut spalinowych czy wymuszanie na właścicielach pojazdów wymiany samochodów na drogie elektryki to tylko część uwag zgłaszanych ze strony ruchu społecznego, powstałego na fali sprzeciwu wobec absurdalnych przepisów” – podkreślają uczestnicy inicjatywy „Nie Oddamy Miasta”. Organizacja aktywnie przeciwstawia się walce samorządów z kierowcami pod pretekstem dbałości o czyste powietrze. Z jednej strony bowiem deweloperzy za aprobatą urzędników i radnych zabudowują korytarze wentylacyjne Krakowa, Warszawy i innych metropolii, redukują liczbę miejsc parkingowych i pasów ruchu, przyczyniając się do korkowania tras. Nie przeszkadza im to obciążać właścicieli aut odpowiedzialnością za zanieczyszczenie powietrza. Radykalny projekt Stref Czystego Transportu zmierza prostą drogą do wykluczenia komunikacyjnego ogromnej rzeszy kierowców.
Opór społeczny oraz perspektywa zbliżających się wyborów samorządowych skłoniła przedstawicieli krakowskiego magistratu do złagodzenia stanowiska, które zaowocowało drastyczną uchwałą eliminującą w kilkuletniej perspektywie z ruchu ulicznego setki tysięcy starszych aut.
– Okazało się, że liczba pojazdów jest tak duża, iż praktycznie nie byłoby to możliwe, żeby wszystkie zostały wymienione – przyznał na antenie stacji RMF wiceprezydent Andrzej Kulig, pretendujący do miana następcy Jacka Majchrowskiego, który nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję na najważniejszym magistrackim fotelu.
Bezrefleksyjna rewolucja w komunikacji
Przeciwko rewolucyjnym zmianom, de facto wywłaszczeniowym, wystąpił Komitet „Kraków dla kierowców”, skupiający osoby prywatne, środowiska i organizacje ostrzegające przed konsekwencjami radykalnego prawa, przyjętego na modnej fali walki z motoryzacją i swobodą przemieszczania się mieszkańców. „Trzeba dodać, że w pośpiechu prawotwórczym władze Krakowa nie podały analiz (zapewne z braku takowych), jak wprowadzenie strefy czystego transportu wpłynie m.in. na ważną pod Wawelem branżę turystyczną, dającą tysiące miejsc pracy” – zwrócił uwagę komitet, w skład którego wchodzi m.in. Stowarzyszenie „Polonia Christiana”.
Koalicja mieszkańców zebrała ponad 7 tysięcy podpisów pod projektem uchwały o zniesienie w Krakowie tzw. strefy czystego transportu. „Skala sprzeciwu wobec absurdalnej uchwały zaskoczyła krakowskich notabli, którzy mimo tak jasnego sygnału ze strony społeczeństwa nadal próbowali stosować różne uniki” – zauważyli inicjatorzy społecznej akcji.
Władze grają na czas
Projekt został złożony 10 listopada, jednak głosowanie nad nim zostało przeniesione z 22 listopada na 17 stycznia. Radni uzasadniali to datą spodziewanego rozstrzygnięcia sądu administracyjnego w sprawie zgodności SCT z polskim prawem.
Obserwując stosowaną przez urzędników i polityków grę na czas, uczestnicy społecznego ruchu poprosili o ekspercką opinię radcę prawego Andrzeja Dziurzyńskiego, specjalizującego się w zagadnieniach ustrojowych, statutowych i samorządowych. Ustalił on, że krakowscy radni nie mają prawa usuwać projektu uchwały z obrad, opóźniać terminu prac nad nim ani ograniczać go w jakikolwiek sposób.
„Po analizie przytoczonych przepisów, należy uznać, że w obowiązującym stanie prawnym dopuszczalne jest wniesienie w ramach obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej projektu uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie” – napisał w opinii radca. „W szczególności na przeszkodzie do wniesienia takiego projektu nie stoją przepisy art. 40 ust.1 i 3-5 UEPA” – dodał.
„Jednocześnie, w ocenie opiniującego, nawet gdyby powstały wątpliwości co do dopuszczalności rozpatrywania projektu ze względu na jego materię (które w ocenie opiniującego nie powinny występować), decyzję w sprawie dopuszczalności projektu może podjąć tylko i wyłącznie Rada Miasta Krakowa. Zgodnie z art. 41a ust. 3 USG projekt uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie powinien stać się przedmiotem obrad Rady Miasta Krakowa na najbliższej sesji po złożeniu projektu, nie później niż po upływie 3 miesięcy od dnia jego złożenia” – podkreślił radca prawny Andrzej Dziurzyński.
Źródło: NieOddamyMiasta.pl, PCh24.pl
RoM

Wesprzyj akcję billboardową ruchu „Nie oddamy miasta”!Szanowni Państwo Zwracam się dzisiaj do Państwa w bardzo ważnej sprawie. To dotyczy tak naprawdę mieszkańców wszystkich dużych miast w Polsce, nawet jeżeli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.Być może już Państwo wiedzą, że od lipca 2024 roku w dwóch polskich miastach pojawi się tzw. strefa czystego transportu. Będą to Warszawa i Kraków. To jednak jest tylko początek! Tak jak wspomniałem wyżej, kwestia szkodliwych SCT dotyczyć może każdego większego miasta. Podobne rozwiązanie do tego z Warszawy szykują m.in. włodarze Wrocławia, którzy nie robią sobie nic z protestów mieszkańców przeciwko temu pseudoekologicznemu pomysłowi. Właśnie dlatego piszę do Państwa. Tzw. strefy czystego transportu najbardziej uderzą w tych, których nie będzie stać na nowe samochody spalinowe, a tym bardziej pojazdy elektryczne – w najbiedniejszych i schorowanych. To „prawo” będzie szkodliwe w zasadzie dla każdego zwykłego mieszkańca, dojeżdżającego do pracy, odwożącego dzieci do szkoły, chcącego dotrzeć z chorym pasażerem do szpitala. Poszkodowanymi będziemy zarówno ja, jak i Państwo.Chcemy i możemy to zmienić! Nie pozwólmy, aby miejscy urzędnicy zabierali nam wolność, ograniczając nas w używaniu własnego auta. Dlatego pragnę Państwa poinformować, że właśnie przed momentem…rozpoczęliśmy nową kampanię billboardową przeciwko SCT! Pod tym linkiem mogą Państwo się w nią włączyć, o co już teraz gorąco proszę. Celem jest jasny przekaz do mieszkańców Warszawy i Krakowa, którzy często nie są świadomi tego, jak te nowe przepisy mogą zmienić ich codzienne życie. Nie możemy pozwolić na to, aby decyzje podejmowane nad głowami obywateli i bez zapytania ich o zdanie wprowadzały chaos i niepewność.Być może zapytają mnie Państwo, dlaczego billboardy? Wybraliśmy je ze względu na skuteczność i zasięg. Planujemy umiejscowienie billboardów w strategicznych punktach, szczególnie przy ważnych ciągach komunikacyjnych, aby dotrzeć do jak największej liczby osób. Tym samym łatwiej trafimy do osób, którym najbardziej zależy na możliwości poruszania się samochodem – kierowców. Czy chcą Państwo wesprzeć naszą akcję i włączyć się do zbiórki na ten ważny cel?Wspieram akcję billboardową – chcę uświadomić Polaków o zagrożeniu!Szanowni Państwo! Nasz ruch społeczny “Nie Oddamy Miasta” nie jest przybudówką żadnej partii czy innej organizacji politycznej. To grupa zwykłych mieszkańców, którzy najczęściej wszystkie inicjatywy (protesty, konferencje, akcje ulotkowe na mieście itp.) organizują całkowicie bezinteresownie.To oznacza również, że nie jesteśmy przez nikogo finansowani.To oznacza także, że jedyne środki, które posiadamy, to dobrowolne datki. Gesty finansowego wsparcia otrzymujemy od naszych Przyjaciół i Darczyńców, którzy – nie mając czasu lub fizycznie możliwości działać z nami – w ten właśnie sposób angażują się w działalność naszego ruchu.Chciałbym przywołać nasz wcześniejszy sukces, jakim był protest w Krakowie, który spotkał się z szerokim poparciem i zainteresowaniem mediów. To wydarzenie pokazało, że nasz głos ma znaczenie i że możemy wpłynąć na decyzje władz lokalnych. Nasz sprzeciw wobec pseudoekologicznych rozwiązań jest ważny i może przynieść realne zmiany.Dzięki dotychczasowej hojności naszych Przyjaciół, właśnie teraz, gdy piszę do Państwa te słowa – drukują się kolejne partie ulotek informujących i mobilizujących do oporu przeciwko SCT. W nowym roku ruszymy z ich rozprowadzaniem po Warszawie i Krakowie. Przygotujemy także projekty ulotek dla kolejnych miast. Jak Państwo widzą, pracy jest tyle, że chwilami nie wiemy, w co włożyć ręce, jak zrealizować kolejne pomysły itd. Dlatego gorąco zachęcam Państwa do wsparcia naszej akcji, poprzez wpłatę darowizny dla naszego ruchu. Razem powstrzymajmy chory bubel prawny, który pod postacią SCT wprowadzają polscy urzędnicy! Do połowy lutego musimy uzbierać 38 tysięcy złotych. Czy nam się to uda? Z Państwa pomocą na pewno!Wpłaty mogą Państwo dokonać na naszej stronie: nieoddamymiasta.pl, za pomocą przelewu internetowego, przelewu tradycyjnego lub PayPal (np. dowolną kartą płatniczą). Każda złotówka jest tutaj na wagę złota. Gorąco liczę na Państwa pomoc!Wspieram zbiórkę ruchu “Nie Oddamy Miasta” – walczę o moją wolność i własność! Mam dla Państwa jeszcze jedną wiadomość. Jako wyraz wdzięczności dla tych, którzy zdecydują się wesprzeć naszą inicjatywę, przygotowaliśmy specjalny prezent – ebook pt. „Rewolucja transportowa: mity, manipulacje, zagrożenia”. Jest to zbiór cennych informacji, analiz i danych, które rzucają światło na problematykę zmian w polityce transportowej, jak również dostarczają narzędzi do skutecznej obrony przed wprowadzaniem niekorzystnych dla mieszkańców rozwiązań. Już wkrótce drogą e-mailową prześlemy go wszystkim naszym Darczyńcom. Bardzo na to liczę, że Państwo także będą w tym gronie.Dziękuję bardzo za każdy przejaw zaangażowania i wsparcia z Państwa strony, za każdy datek, polecenie znajomym, czy nawet udostępnienie na Facebooku.Jeszcze raz zapraszam na naszą stronę nieoddamymiasta.pl (można kliknąć tutaj), gdzie znajdą Państwo więcej informacji na temat naszych działań oraz podstronę, na której prowadzimy właśnie wspomnianą zbiórkę pieniędzy na billboardy o SCT w największych miastach Polski. Pozdrawiam Państwa serdecznie, życząc wszelkiej pomyślności w nowym roku. ![]() Sławomir Skiba Ruch Społeczny „Nie Oddamy Miasta” nieoddamymiasta.pl |
OPERACJI „DANCYG” i OPERACJA „GAŚNICA”
Krzysztof Baliński
Gdy 9 października przystąpiono do ewakuacji obywateli polskich z Izraela. Gdy w szybkim tempie 359 polskich komandosów, wojskowymi samolotami transportowymi wywiozło z Izraela ponad 1500 osób (i gdy media mówiły, że chodziło o polskich turystów i pielgrzymów do Ziemi Świętej), minister Zbigniew Rau oznajmił: „W Izraelu może przebywać nawet kilkanaście tysięcy osób z podwójnym polsko-izraelskim obywatelstwem”.
Gdy 13 listopada przystąpiono do akcji ewakuacji Polaków z bombardowanej przez Izraelczyków Strefy Gazy, polskie media informowały, że przebywający tam polscy obywatele proszą o pomoc: „Wyciągnijcie nas z tego piekła. Polski rząd pomógł ewakuować się Polakom z Izraela. Prosimy o taką samą pomoc dla Polaków w Gazie. Żyjemy w stałym zagrożeniu, niczym sobie na to nie zasłużyliśmy”.
Gdy media doniosły, że „w niewoli Hamasu w Strefie Gazy znajduje się historyk i rzecznik stosunków polsko–izraelskich Alex Dancyg, który ma również polskie obywatelstwo”, minister oświadczył: „Polska domaga się natychmiastowego zwolnienia naszego obywatela”. To jest forma terroryzmu, którą zdecydowanie potępiamy i będę także o tym rozmawiał z ambasadorami Palestyny i Egiptu – dodał. Krótko mówiąc – w sprawie obywatela Izraela zmobilizowano całą polską dyplomację i szybko okazało się, że chodzi nie o ewakuację Polaków, ale o ewakuację Dancyga.
Rząd izraelski zaprezentował grafikę z flagami 28 państw, „których obywatele stali się zakładnikami terrorystów”. Znalazła się na niej i flaga Polski, ale tylko dlatego, że celem było przekonanie, że Hamas zaatakował cały cywilizowany świat. Także media w Polsce przyznały, że polskie obywatelstwo Dancyga jest wątpliwe, a polscy urzędnicy nie znaleźli żadnych dokumentów w tej sprawie. „Sprawa obywatelstwa jest skomplikowana” – przyznał syn Alexa, który w Polsce szukał pomocy w uwolnieniu ojca. „Ale decydujące jest to, co powiedział podczas spotkania ze mną prezydent Andrzej Duda. Że mój ojciec jest takim samym obywatelem Polski jak wszyscy inni. Brakuje tylko formalnego wypełnienia dokumentów, co nastąpi wkrótce. Dla niego mój ojciec jest obywatelem Polski, który został uprowadzony. I chce zrobić wszystko, by pomóc mu się wydostać z niewoli”. „Polska jest szczególnie ważna, tam ma więcej przyjaciół niż w Izraelu – dodał.
Po spotkaniu, ambasador Izraela podziękował prezydentowi „za zaangażowanie i pomoc na rzecz uwolnienia naszych zakładników przetrzymywanych przez Hamas”. Nie omieszkał jednak dorzucić: „Przetaczające się przez różne miasta marsze pro-palestyńskie napełniają smutkiem. Udzielanie wsparcia terrorystom jest totalnym złem. To wyraz głębokiego antysemityzmu”. Na koniec pogroził: „Nie powinno być na świecie miejsca dla ludzi, którzy wspierają mordowanie Żydów”. Innymi słowy – publicznie, przed siedzibą prezydenta RP, wydał wyrok śmierci na uczestników warszawskiego marszu, którzy protestowali przeciw obrzucaniu bombami mieszkańców Gazy, w tym 29 obywateli polskich! A dlaczego użył słowa „naszych”? Ano dlatego, że ambasador Izraela w Warszawie zawsze zabiera głos, jakby był członkiem polskiego rządu.
7 listopada 2023 roku, w synagodze im. Nożyków w Warszawie odbyła się modlitwa żałobna „za ofiary Hamasu”. Poprowadził ją Michael Schudrich (którego media i Duda tytułują – „naczelny rabin Polski”). Udział w ceremonii wziął minister w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski. Na zakończenie odśpiewano hymn państwowy, ale nie Polski, lecz… Izraela, a głos zabrał Yuval Dancyg: Dla mojego taty Polska jest bardziej ojczyzną niż Izrael. I jeszcze jedno – tak, jak po „napadzie Putina na bratnią Ukrainę”, przy wejściu do Senatu RP wywieszono flagę Ukrainy, tak po „napadzie Hamasu na bratni Izrael”, wywieszono flagę Izraela. Podobnego bezeceństwa dopuścili się paulini z Jasnej Góry, którzy podświetlili sanktuarium w Częstochowie na barwy izraelskiej flagi, ignorując, że ci, z którymi się solidaryzują, dokonują ludobójstwa na mieszkańcach Gazy oraz regularnie opluwają i obrzucają kamieniami pielgrzymów z Polski.
I chyba dodawać nie trzeba, że gdy Dancyg już wyląduje w Warszawie na pokładzie prezydenckiego Boeinga, to na płycie lotniska powita go chlebem i solą oraz słowami „Witaj w Polin”, Andrzej Duda w towarzystwie Agaty Kornhauser-Dudy, Jurka Owsiaka i kardynała Rysia z miasta Łódź. A cała akcja ewakuacji Polaków, zakończy się ewakuacją Dancyga. Ale nie tylko o to w tym wszystkim chodzi. Dancyg będzie szpicą w ewakuacji tysięcy Żydów ze stojącej w ogniu Palestyny na terytorium Polin. Będzie początkiem Operacji „Dancyg”, takiej odwróconej Operacji „Most”.
Tu przypomnijmy: Kryptonim „Most” otrzymała operacja polegająca na przerzucie przez warszawskie lotnisko do Tel Awiwu kilkuset tysięcy sowieckich Żydów. Do udział w przedsięwzięciu zobowiązał się Tadeusz Mazowiecki na spotkaniu z szefem Amerykańskiego Kongresu Żydów. Całą operację sfinansowała spółka „Art-B”, założona przez żydowskich „artystów biznesu” (jak sami się nazwali), którzy wyprowadzili z polskiego systemu bankowego miliardy złotych, a pomysł na rabunek został podsunięty przez Mosad, który dał pierwszy milion na rozkręcenie interesu i który interesu pilnował. Innymi słowy – Izrael przeprowadził sobie repatriację ziomków za pieniądze ukradzione Polakom.
Ale to nie wszystko – w Polsce na Dancyga czeka nie tylko Duda, ale tłusta emerytura. Bo okazuje się, że kraj miodem i mlekiem płynący zapewnia nie tylko „uchodźcom” z Ukrainy, ale i „uchodźcom” z Palestyny, warunki, o których rdzenny Polak może tylko pomarzyć. Otóż 22 listopada 2016 zawarto z Izraelem umowę o zabezpieczeniach społecznych stanowiącą, że emerytury i renty wyliczone w Izraela są wypłacane przez ZUS w Polsce. Umowa długo utrzymywana była w tajemnicy. Opublikowano ją dopiero 5 lat po podpisaniu. A mamy w niej takie smaczki: Emerytury i renty, które Izraelczycy pobierają w Polsce, są wyliczane w Izraelu. Strona polska nie ma prawa weryfikować wiarygodności przedkładanych wniosków emerytalnych. Pobierający świadczenia nie muszą przebywać na terenie Polski.
Co w umowie najbardziej poraża? Zasada wzajemności! Bo, jak wiadomo, to Polacy przenoszą się do Izraela i dostają izraelskie paszporty, a do Izraela wybiera się prof. Barbara Engelking, której w Polsce, z konieczności naukowego opisu „antysemityzmu Polaków”, źle się żyje i chce zamieszkać w kibucu, pod gradem rakiet Hamasu. Izrael dokonuje ponadto starannej selekcji żydowskich imigrantów – nie wpuszcza tych, którzy mogliby obciążyć izraelski system emerytalny. Jaki jest zatem ukryty cel umowy i wielkich nadużyć, które stwarza? To proste: Zachęca do osiedlania się w Polsce. Jest mostem finansowym dla uchodźców z Izraela i dopełnia most powietrzny, którym Mazowiecki przerzucił sowieckich Żydów. Innym słowem – umowę zawarto pod kątem ewakuacji Dancygów z Palestyny.
Urodził się w Polsce. Współpracuje z jerozolimskim Instytutem Jad Waszem. Koordynuje polsko-izraelską wymianę młodzieży. Był kierownikiem kursów dla przewodników wycieczek młodzieży izraelskiej po Polsce. Współtworzył raport na temat obrazu Polski w podręcznikach dla uczniów izraelskich szkół średnich – tak ujawniła „Wyborcza”. Nie doniosła natomiast, jak Jad Waszem nastawia do Polski młodych Żydów, i w jaki sposób Dancyg organizował wycieczki do Polski. A tu włos staje na głowie. Na lekcjach historii dowiadują się, że Polska to ojczyzna antysemityzmu i Zagłady, że Polacy współdziałali w Holokauście, że to zawodowi mordercy Żydów. Przed przyjazdem ostrzegani są, że udają do kraju im wrogiego. Na miejscu wmawiają im, że jedyny sposób na przeżycie to ochrona izraelskich agentów, że oddalenie od grupy to pewna śmierć z rąk polskich nazistów, że nie wolno otwierać okien i drzwi pokoi hotelowych, bo wtargną przez nie antysemici i wymordują wszystkich, jak to robią od setek lat. Co jeszcze przewodnicy mówią? Jeden z nich, pokazując pięścią Pałac Kultury w Warszawie, obiecał: „Za 20 lat to wszystko będzie wasze”.
W połowie czerwca 2020 r., ministerstwo edukacji Izraela zawiesiło wyjazdy edukacyjne uczniów do Polski. Uzasadniło to problemami z bezpieczeństwem (a polskie MSZ, że nie może akceptować towarzyszących żydowskiej młodzieży ochroniarzy uzbrojonych w broń palną). Wiceminister Paweł Jabłoński nie krył radości: „Przywróciliśmy normalność w relacjach, bezpieczeństwo w Polsce zapewnia Polska a w Izraelu Izrael”. Jego szef Zbigniew Rau, ni z gruszki ni z pietruszki, oświadczył: „Wzmacniamy polsko-izraelskie relacje, dla wspólnego bezpieczeństwa”. A co do zawieszenia wycieczek – rzeczywistym tego powodem było uchwalenie przez Sejm ustawy mającej zapobiec przestępstwom wyłudzania mienia, którą w Izraelu oceniono, jako „uniemożliwiającą odzyskiwanie majątków utraconych przez Żydów w czasie II wojny światowej”, którą odpowiednik Rau w rządzie izraelskim uznał za „niemoralne, antysemickie prawo”, a izraelski premier za „zawstydzającą i haniebną, pogardzającą pamięcią o Holokauście”.
A co na to „Nasi”? „Polska zadbała o wzajemność i równowagę. Porozumienie gwarantuje także stronie polskiej możliwość organizacji polskich wizyt edukacyjnych w Izraelu na tych samych zasadach. Oczekujemy od strony izraelskiej podobnej otwartości na wizyty młodzieży polskiej w Izraelu” – ogłosił szef polskiej dyplomacji. Problem jednak w tym, że o wizytach polskiej młodzieży w Izraelu nikt nie słyszał, i oświadczenie należy rozumieć tak: Polska młodzież z „Nigdy Więcej”, z Muzeum Polin i ze szkoły Chabad (do której swoje dzieci posyłał Morawiecki), na koszt polskiego podatnika, w towarzystwie opłacanych przez Polskę ochroniarzy izraelskich, będzie zwiedzać Kneset i Instytut Jad Waszem.
Umowa, której treść ujawniła tylko strona izraelska, przewiduje, że izraelskie wycieczki mają być chronione przez polskie prywatne firmy ochroniarskie, ale… dopuszcza obecność agentów ochrony z Izraela, „po uprzednim tego zgłoszeniu i uzasadnieniu”. Wskazuje, że jej celem jest edukacja młodzieży obu krajów „w zakresie ich wspólnej historii” i zawiera rekomendowaną listę miejsc do zwiedzania. Umowa nie zmieniła nic. Stworzyła za to okazję do antypolskich wystąpień. Wg Jad Waszem, wśród zalecanych do zwiedzania instytucji są muzea poświęcone „żołnierzom wyklętym, którzy dopuszczali się mordów na Żydach”, a ekspozycje w rekomendowanych miejscach „ignorują udokumentowane aspekty udziału Polaków w mordowaniu Żydów”. Przedmiotem krytyki stało się nawet Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej.
Po ceremonii podpisania porozumienia, izraelski minister pogroził Polakom: „Nigdy więcej antysemityzmu, nigdy więcej dyskryminacji innych ludzi, nigdy więcej chęci anihilacji Żydów na świecie. Musimy pamiętać, do czego może doprowadzić nienawiść, rasizm i antysemityzm”. Powiedział też, że jego kraj wspierał „Solidarność” i aspiracje Polaków do wolności w okresie reżimu komunistycznego. I rzeczywiście – CIA, poszukując kontaktów z opozycją w Polsce, zwróciła się do Mosadu. Także Ronald Reagan ujawnił, że miliony dolarów przekazał „opozycji demokratycznej” za pomocą siatki Mosadu. Wg Krzysztofa Wyszkowskiego, Amerykanie z CIA do dostarczenia pieniędzy wykorzystali siatkę agenturalną Mosadu w „S”, co spowodowało, że pieniądze docierały głównie do jednej frakcji opozycji i to było widać gołym okiem – ci dofinansowani za pośrednictwem Mosadu odróżniali się od polskiej biedoty. Do niecnych podejrzeń, że tak było, skłania też nadanie honorowego obywatelstwa Polski byłemu szefowi Mosadu Meirowi Daganowi. I nie jest wykluczone, że pewnego dnia szef Mosadu zostanie nie tylko „honorowym”, ale Pierwszym Obywatelem Rzeczypospolitej.
Przyznanie obywatelstwo Dancygowi wpisało się w niezwykle sprawnie przebiegającą akcję rozdawania polskich paszportów Żydom, którzy uciekli z Polski w marcu ‘68. Rąbek tajemnicy uchylił Radek Sikorski, oświadczając w Senacie: Proponujemy nowość, a mianowicie to, aby w miejsce pojęcia Polonia i Polacy za granicą zacząć konsekwentnie stosować nowe pojęcie „diaspora polska” czy „diaspora narodowa”. Gdy zapytano go, o co mu chodzi, wyjaśnił: By być częścią „diaspory polskiej” nie trzeba mieć polskich korzeni. Naszym oddziaływaniem chcemy objąć wszystkich tych, którzy mają sentyment do Polski lub mają związki rodzinne lub historyczne z ziemiami historycznej Rzeczypospolitej. Diaspora polska to wszyscy, którzy Polsce dobrze życzą”. Uściślił też, że dotychczas stosowane określenie „Polonia” było zbyt „plemienne” i „wyznaniowe”, i nawiązał do „żyjącej w USA b. wpływowej, potężnej w mediach diaspory, która dysponuje potężnymi środkami, potrafi wpłynąć na politykę wobec Izraela”.Pochwalił się też osiągnięciami na niwie osiedlania w Polsce tej „potężnej diaspory”. Ja uważam – i wiem, że w marginalnej prasie to, co w tej chwili mówię, będzie odsądzone od czci i wiary, że jeżeli dzisiaj na przykład amerykańscy Żydzi zaczynają się starać o polskie paszporty – wydajemy 25 tysięcy polskich paszportów w USA – to to jest dobrze, a nie źle.
Paszporty „marcowym Żydom” nie rozdawał tylko Sikorski. Akcję rozruszał Aleksander Kwaśniewski, a tempa nabrała za Lecha Kaczyńskiego, który obywatelstwo przywrócił 15 300 „ofiarom polskiego antysemityzmu”, w tym osobiście i ostentacyjnie synom Oskara Szyji Karlinera, szefa stalinowskiego Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były wszystkie wyroki śmierci na polskich patriotach, i który doprowadził do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego”.
Z nie mniejszą werwą akcję kontynuował rząd Tuska. W lutym 2008, w odpowiedzi na list otwarty Gołdy Tencer, minister Grzegorz Schetyna zadeklarował, że podlegli mu wojewodowie będą potwierdzać obywatelstwo „szybko i bardzo szybko”, a procedura ma być „wręcz błyskawiczna”. A co do Tuska to przypomnijmy, że w tym samym czasie zapowiedział wielki powrót Polaków z emigracji. Ale nie do końca był szczery, bo miał na myśli „Polaków”, którym jego minister rozdawał paszporty in blanco, czyli „Polonię Sikorskiego” z Tel Awiwu. Innym, żywym (chociaż wyglądającym jak wyschnięty trup) tego przykładem jest Lejb Fogelman. Z „Polonii Sikorskiego” rekrutują się też Michael Schudrich i Szalom Dow Ber Stambler, bohaterowie chanukowych ceremonii w Sejmie.
Szewach Weiss mówił o „ciemnych chmurach nad Izraelem”. Hamas zadał cios „najlepszej armii świata”. A Izraelczycy? Uciekają z pola walki, rozglądają się za bezpiecznym schronieniem i wiele wskazuje na to, że wybrali Polskę. „Trwająca dziś operacja przerzutu Żydów była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w Warszawie” – mówił Szmul Szpak z Agencji Żydowskiej. Ale cyferki się nie zgadzają, bo zamiast 200 tysięcy, na lotnisko Ben Gurion pod Tel Awiwem dotarło 35 tysięcy, co może oznaczać tylko jedno – w Warszawie zostali (wyselekcjonowani jak na Umschlagplatz przez Policję Żydowską) starzy, tłuści, niedołężni, nienadający się do służby w wojsku i policji. Potwierdził to Duda, który podczas obchodów Chanuki w Belwederze, „za przyjęcie w Polsce imigrantów” podziękował… Żydom. I czy to właśnie nie było zapowiedzią „Operacji Dancyg”, takiej odwróconej operacji „Most”, sfinansowanej pieniędzmi ukradzionymi Polakom?
Cały świat dziwił się,że w Polsce odbyła się na Wawelu wyjazdowa sesja Knesetu. Cały świat dziwił się, że w polskim parlamencie odprawiane są żydowskie obrządki religijne. Cały świat dziwił się, że jedynym zmartwieniem polskiego prezydenta jest los Dancyga. Tylko Polacy się nie dziwili. A może Polski jużnie ma, a Polacy jeszcze o tym nie wiedzą? A może spełniła się obietnica izraelskiego przewodnika, że za 20 lat to wszystko będzie ich? A może rabini z Chabad Lubawicz już przejęli kontrolę nad Polską, i nie spotkało się to z jakimkolwiek sprzeciwem na arenie międzynarodowej?A może jest jeszcze o co walczyć, i panaceum na Operację „Dancyg” jest Operacja „Gaśnica”? A może ratunkiem jest to, że na gaśnicę – w przeciwieństwie do broni palnej – pozwolenie Policji nie jest wymagane?
Krzysztof Baliński




=================================
mail:
Alex Dancyg – Urodził się w Warszawie jako drugie dziecko Niny (Nychy) i Marcina (Mordechaja) Dancygów. … Jego ojciec, Marcin Dancyg, był stalinowskim sędzią wojskowym. W 1957 roku Alex Dancyg wyjechał wraz z rodzicami do Izraela. Był członkiem młodzieżowej organizacji Ha-Szomer Ha-Cair.
wiecej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Alex_Dancyg
=================================
mail:
Zamieszczone przez pana moje ostatnie dwa artykuły zostały zamieszczone na portalu arabskim (syryjskim) w języku oryginału oraz w języku arabskim i angielskim:
https://almustshar.sy/archives/11382
https://almustshar.sy/archives/11450
Z poważaniem
Krzysztof Baliński
Stanisław Michalkiewicz: Minister-pułkownik niweluje teren
Jak wynika z bliblijnego opisu stworzenia świata, wszystko, co zostało stworzone, było “dobre”, a nawet “bardzo dobre”. A dlaczego? A dlatego, że przy stworzeniu świata została stworzona również rządząca światem zasada, mianowicie – zasada przyczynowości. Czy zasada przyczynowości, głosząca, że z konkretnych przyczyn muszą wystąpić określone skutki jest dobra, czy nie? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy wyobrazić sobie, że żadnej zasady przyczynowości nie ma; z każdej przyczyny może wystąpić dowolny skutek, albo nie wystąpić wcale.
Co moglibyśmy o takim świecie powiedzieć? Nic pewnego. Jawiłby się on nam jako jakieś chaotyczne kłębowisko, niemożliwe do ogarnięcia rozumem, który w związku z tym nie byłby nam, ludziom, do niczego potrzebny, więc jeśli nawet byśmy jakieś jego zaczątki mieli, to z powodu nieużywania go, szybko by zaniknął, upodobniając wszystkich ludzi do mikrocefali, stanowiących środowisko “Gazety Wyborczej”, karmiące się papką przygotowaną przez tamtejszy Judenrat.
Dopiero istnienie zasady przyczynowości sprawia, że możemy świat rozumieć, wyprowadzać prawidłowości rządzące jego funkcjonowaniem, słowem – to dzięki tej zasadzie jesteśmy ludźmi rozumnymi. Zatem jest ona nie tylko “dobra”, ale nawet “bardzo dobra”.
Dlatego, jeśli chcemy zrozumieć świat, ot na przykład, dlaczego walka o przywrócenie praworządności w naszym bantustanie wymaga łamania konstytucji – którą to rewolucyjną teorię, mająca uzasadnić tę rewolucyjną praktykę, w krótkich, żołnierskich słowach sformułował mój faworyt, ozdoba światowej jurysprudencji, czyli pan prof. Wojciech Sadurski – musimy wrócić do praprzyczyny, której skutki właśnie obserwujemy. Przyczyna zaś tkwi w tym, że najtwardszym jądrem systemu komunistycznewgo była bezpieka.
Bezpieka jest zbiorowiskiem ludzi wprawdzie skrajnie zdemoralizowanych, ale inteligentnych, spostrzegaweczych i sprytnych. W tym sensie bezpieczniacy są podobni szatanowi, który też jest skrajnie zdemoralizowany, ale inteligencji, spostrzegawczości i sprytu odmówić mu niepodobna. Wyższy stopień bezwzględności i demoralizacji osiągają tylko kobiety, co znalazło wyraz w mądrości ludowej, że “gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Dlatego właśnie szczyty, na które wspięli się Hitler ze Stalinem, wśród kobiet stanowią zaledwie przeciętną.
Wyciągnęli z tego wnioski promotorzy rewolucji komunistycznej, do której w charakterze proletariatu zastępczego, zaangażowali kobiety. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – o czym świadczą rosnące szeregi feministek, pragnących tylko “wypierdalać” – co świadczy o szalonej redukcji potrzeb – przede wszystkim tych intelektualnych.
Wróćmy jednak do naszych bezpieczniaków. Kiedy po 1986 roku stało się już wiadome, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie, uzgodnionego między Ameryką i Sowietami, będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, każdy z bezpieczniaków zatroszczył się o jakąś polisę ubezpieczeniową na wypadek zmiany ustroju.
Zorientowali się mianowicie, że w takim razie nastąpi odwrócenie sojuszy politycznych i wojskowych, a w tej sytuacji najlepszą polisą ubezpieczniową będzie jak najszybsze przewerbowanie się na służbę do jakiegoś naszego przyszłego sojusznika, który – jako swemu agentowi – nie da mu zrobić krzywdy. W ten sposób na przełomie lat 80-tych i 90-tych pojawiły się trzy stronnictwa” Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, które za pośrednictwem swoich politycznych ekspozytur, zaczęły rotacyjnie rządzić naszym nieszczęśliwym krajem.
A ponieważ występuje u nas w skali masowej zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, a dzieci konfidentów – konfidentami), to powstałe wtedy zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii.
Mając tedy świadomość tych przyczyn, spróbujmy ocenić poczynania pana pułkownika-ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który właśnie postanowił zlikwidować rządową telewizję i rządowe radio. Wprawdzie jestem pewien, że pan minister-pułkownik by się obraził, gdyby porównać go do kandydującego kiedyś na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, pana Krzysztofa Kononowicza, który przedstawił swój program: “żeby niczego nie było” – ale myślę, że takie porównanie byłoby usprawiedliwione przynajmniej częściowo.
Pamiętamy przecież, jak pan minister – wtedy jeszcze od bezpieki – scharakteryzował nasz nieszczęśliwy kraj – że to “ch…, d… i kamieni kupa”. Czyż ta przenośnia poetycka nie wyraża tej samej myśli, w której swój program polityczny wyrażał pan Kononowicz?
No dobrze – ale dlaczego stojący na czele Volksdeutsche Partei Donald Tusk powierzył to zadanie akurat ministru-pułkowniku Bartłomieju Sienkiewiczu? Pewne światło na tę sprawę rzuca okoliczność, że pan Sienkiewicz, oprócz tego, że jest ministrem – tym razem przypadkowo od kultury – jest również pułkownikiem. Z tego wynika, że musiał służyć w bezpiece, – bo tam właśnie dochrapał się tej rangi.
Kiedy zaczął się dochrapywać? Teoretycznie od roku 1990, kiedy to trafił do Urzędu Ochrony Państwa, stając się podkomendnym pana generała Gromosława Czempińskiego, nie tylko pochodzącego z porządnej, ubeckiej rodziny, ale prawdopodobnie również prowadzącego pana doktora Andrzeja Olechowskiego (pseudo operacyjne “Must”), który w “wolnej Polsce” również dostąpił rozmaitych zaszczytów – między innymi przykładając rękę do utworzenia Volksdeutsche Partei.
Ale korzeni tego dochrapywania możemy doszukiwać się również w ruchu “Wolność i Pokój”, którego uczestnicy w chwili transformacji ustrojowej masowo przeszli do bezpieki. W tym czasie w bezpiece wykształciły się już wspomniane trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Do którego doszlusował? Z którym się zakolegował młody, bezpieczniacki debiutant Bartłomiej Sienkiewicz? Na trop naprowadza nas okoliczność, że w 2014 roku został nagrany przez kelnerów, co to z poduszczenia pana Marka Falenty podsłuchiwali w knajpie “Sowa i Przyjaciele” dygnitarzy związanych z Volksdeutsche Partei.
Ten spisek kelnerów miał na celu przygotowanie podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu w związku z powrotem Ameryki do aktywnej polityki w naszym zakątku Europy, wskutek czego Polska ponownie przeszła spod kurateli niemieckiej pod kuratelę amerykańską. I taka podmianka nastąpiła w roku 2015, kiedy prezydentem został pan Andrzej Duda, a jesienią rząd utworzyło PiS, jako ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.
No a teraz, kiedy w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją na rzecz strategicznego partnerstwa z Izraelem, prezydent Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, Polska ponownie przechodzi spod kurateli amerykańskiej pod kuratelę niemiecką, więc na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu znowu nastąpiła podmianka. Wróciła Volksdeutsche Partei z panem pułkownikiem Sienkiewiczem jako ministrem, który najwyraźniej otrzymał zadanie zniwelowania terenu pod Generalne Gubernatorstwo na odcinku kultury. No to niweluje.
27 grudnia 2023 pch24.pl/potop-i-ogien

(Obrona Jasnej Góry na obrazie Januarego Suchodolskiego)
Upadek nadziei, upadek wiary w to, że Polska się utrzyma spowodował, że pod sztandary Karola Gustawa w końcu 1655 roku poszła bardzo duża część szlachty. Podam najbardziej przykry przykład: Jan Sobieski, późniejszy bohater, nie tylko przystąpił pod sztandary szwedzkie, ale najdłużej wytrwał pod tymi sztandarami, bo jeszcze w słynnej bitwie pod Gołębiem, w której Czarniecki stawił skuteczny opór Szwedom w lutym 1656 roku Sobieski walczył po stronie Szwedów. Tak więc nie tylko dołączył się do zdrady, ale wytrwał w niej dłużej niż inni – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl prof. Andrzej Nowak, autor serii „Dzieje Polski” (wydawnictwo Biały Kruk).
Szanowny Panie profesorze, szósty tom Pana bestsellerowej serii „Dzieje Polski” nosi podtytuł „Potop i ogień 1632-1673” i jest w dużej mierze poświęcony Potopowi Szwedzkiemu. W szkole podstawowej uczono mnie, że atak Szwedów na Polskę był tak naprawdę wojną religijną. Czy kwestia religii i sporu między katolikami a protestantami faktycznie była kluczowa, jeśli chodzi o wojnę w latach 1655-1660?
Rzeczywiście w interpretacji, jaka rodzi się w XVIII wieku, czyli w wieku oświecenie próbuje się przedstawić wszystko, co było wcześniej, zwłaszcza wiek XVI i XVII, jako chaos i serię klęsk wywołanych przez konflikt religijny. Według „oświeconych” odejście od religii miało być przedstawiane jako nadzieja na ład, na stabilizację, na uniknięcie krwawych konfliktów.
Motyw religijny niewątpliwie od chwili protestanckiej rewolucji, czyli od 1517 roku, był na pewno bardzo istotnym powodem konfliktów. Protestantyzm podniósł sztandar „świętej wojny” przeciwko papiestwu nazywanemu „bestią”, na czole której rogiem najbardziej niebezpiecznym była Rzeczpospolita. „Zetrzeć ten róg bestii, zniszczyć go właśnie dlatego, że służy papistom, że służy łacinnikom”, to było hasło, do którego już w wieku XVII odwoływał się najpierw Karol Gustaw w czasie wojny trzydziestoletniej, a potem Olivier Cromwell – fanatyczny despota, który stanął na czele rewolucji w Anglii. Do tego hasła odwoływał się także przywódca Braci Czeskich przygarnięty w Rzeczpospolitej, w której wciąż przecież trwały podstawowe zasady tolerancji, a mianowicie Jan Ámos Komenský, który z Leszna rozsnuwał swoją korespondencję po całej Europie do przywódców protestanckich m. in. do wywołanego wcześniej Cromwella, czy do Gustawa II Adolfa, króla szwedzkiego. Wzywał on, żeby uderzyć na Rzeczpospolitą, żeby zniszczyć Rzeczpospolitą.
Ten motyw religijny nie może być wobec tego całkiem lekceważony. Motyw ten występował ze szczególną siłą po stronie państw protestanckich i niewątpliwie on także z chwilą, gdy Szwedzi, których armia składała się w bardzo dużej części także z niemieckich najemników, plądrowali polskie kościoły, znieważali Najświętszą Panienkę występował w czasie Potopu i składał się na polski „odruch obronny” nie tylko części polskiej szlachty, ale także katolickiego mieszczaństwa i prawie całego polskiego chłopstwa, ponieważ czynnik religijny był wtedy najsilniejszym. „No jak to?”, pytano, „Skoro niszczą kościoły, niszczą to, co dla nas święte, to musimy bić takiego najeźdźcę, takiego lutra”, odpowiadano.
To bez wątpienia ważny przyczynek swego rodzaju powstania narodowego, jakie wybuchło przeciwko Szwedom w grudniu 1655 roku, zwłaszcza po informacjach, jakie zaczęły krążyć po kraju, że szwedzcy najeźdźcy dokonali zamachu na największą wówczas dla polskich katolików świętość, czyli na klasztor jasnogórski.
W tym sensie rzeczywiście element religijny jest ważny. Był on także ważny, ale instrumentalnie tylko wykorzystywany przez Kozaków (chodzi oczywiście o prawosławie).
Kozacy sami w sobie, mówiąc najdelikatniej, nie byli szczególnie religijni. Żyli po prostu z walki i zabijania. Nawet w ich obrzędowości wewnętrznej związanej z wyborem hetmana, z wyborem pułkowników nie było najmniejszych śladów przywiązania do religii prawosławnej. Natomiast w momencie, kiedy podnieśli wilki bunt pod wodzą Chmielnickiego przeciwko Rzeczypospolitej, to właśnie odwołanie do hasła rzekomego ucisku, prześladowania prawosławia w Rzeczypospolitej (co nie miało żadnego związku z rzeczywistością w roku 1648) w latach 1596 a 1620 – kiedy hierarchia prawosławna przestała legalnie istnieć, ponieważ król Zygmunt III Waza miał nadzieję na wprowadzenie Unii i tylko unicka hierarchia była zaakceptowana – było ważnym czynnikiem, który miał mobilizować, scalać, spajać chłopstwo ukraińskie wykorzystywane jako mięso armatnie przez Kozaków, przez Chmielnickiego.
Motyw antykatolicki w walce z Rzeczpospolitą, Polakami i polskością będzie powracał przez kolejne stulecia. Przypomina mi się w tym miejscu jedna z rozmów, jaką miałem przyjemność z Panem profesorem odbyć kilka lat temu na antenie Niepoprawnego Radia PL. Dotyczyła ona Fiodora Dostojewskiego i jego fenomenalnej powieści „Biesy”, w której to rosyjski pisarz pisał wprost, że zagrożeniem dla świata, zagrożeniem dla imperium nie jest katolicyzm. Tym zagrożeniem jest POLSKI KATOLICYZM – ludowy, lekko naiwny, gdzie wiara jest przekazywana przez babcie i dziadków. Jak to jest, że mijają wieki, a wszyscy wrogowie Polski i Polaków atak na nas i naszą ojczyznę zawsze w pierwszej kolejności podejmują działania antykatolickie, a mimo to wiara w narodzie trwa?
Z jednej strony, tak jak Pan redaktor przypomniał, w tradycji rosyjskiego imperializmu ważne jest podkreślanie katolicyzmu w Polsce jako podstawy wrogości, którą jeśli się zniszczy, to z miejsca Polska przestanie być jakąkolwiek przeszkodą dla dalszej ekspansji imperializmu rosyjskiego w Europie.
Podam dwa przykłady oprócz tego, który Pan przytoczył. Dodam tylko, że dużo obszerniej na ten temat Dostojewski wypowiadał się na ten temat w swoim „Dzienniku pisarza” publikowanym w najpopularniejszej w latach 70. XIX wieku w Petersburgu gazecie, gdzie dużo ostrzej powtarzał tezy przytoczone przez Pana redaktora.
Tak się składa, że 12 grudnia byłem na dużej konferencji w Warszawie poświęconej dziejom różnych form imperializmu rosyjskiego. Podczas tego wydarzenia niezwykle ciekawy referat wygłosił prof. Stanisław Wiech z Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, który drobiazgowo analizował plany przygotowywane przez rząd rosyjski w maju 1914 roku, czyli na niedługo przed wybuchem Wielkiej Wojny. Rząd rosyjski, który chciał jakoś przezwyciężyć skutki ustępstw wobec katolicyzmu, do jakich doszło w skutek rewolucji w 1905 roku, kiedy wprowadzono ukaz o tolerancji; kiedy pozwolono w ograniczonym zakresie budować kościoły katolickie na terenie Imperium Rosyjskiego zwłaszcza na tzw. ziemiach zabranych, czyli dawnych ziemiach Rzeczypospolitej (wcześniej było to całkowicie zakazane). Do dzisiaj w naszym dyskursie pojawia się sugestia: „No, ta Rosja imperialna, zwłaszcza po 1905 roku, kiedy już była Duma, czyli parlament; kiedy zainstalowano tam instytucje normalnego, zachodniego, cywilizowanego państwa była wspaniałym krajem, w którym Polacy mogliby świetnie żyć”.
To jest teza, która zawsze mnie oburza wśród wielbicieli Józefa Mackiewicza – genialnego pisarza, który kompletnie nie rozumiał, nie pamiętał, nie miał świadomości tego, jak straszliwie niszczycielskim wobec Polski, wobec polskości, wobec wszystkich innych narodów niż szowinistyczne, nacjonalistyczne, oparte na systemie zagłady innych narodowości rosyjskie imperium, rzekomo „liberalne” imperium rosyjskie.
Te szczegółowe plany snute przez gubernatorów i ministrów rosyjskich w 1914 roku są aż groteskowe w tej nienawiści, zapiekłości, żeby odebrać znowu jakiekolwiek prawa katolikom. A cel jest ten sam: osłabić, a potem zniszczyć podstawę polskości.
I drugi przykład: w bardzo interesującym wywiadzie udzielonym jeszcze w latach 90. magazynowi „Fronda” przez Aleksandra Dugina, rzecznik najbardziej brutalnego imperializmu rosyjskiego w ostatnich 30 latach powiedział wprost jakie zmiany w Polsce należy wprowadzić, żeby było to dla Rosji korzystne. Na pierwszym miejscu wymienił „zniszczenie katolicyzmu”. Jego zdaniem trzeba zniszczyć katolicyzm, spróbować znaleźć i wyeksponować w polskiej tradycji neo-poganizm; pokazać, że jeśli była jakaś Polska, z którą Rosja może się porozumieć, to była to Polska sprzed chrztu łacińskiego, Polska pogańska. Widać zresztą, że coraz częściej się do tego nawiązuje także w kulturze masowej w Polsce. Ewentualnie, mówił dalej Dugin, mogą być jakiekolwiek sekty, jakiekolwiek ośrodki alternatywnych religii czy wyznań wspierane, byle tylko osłabić katolicyzm. Wtedy Polska przestanie być groźna dla wielkiego imperium rosyjskiego. Taką receptę przedstawił otwarcie, bez ogródek Aleksander Dugin.
Bardzo dziękuję. Wróćmy do szóstego tomu „Dziejów Polski”. Czy to przypadek, że największy szturm na Jasną Górę Szwedzi dokonali w przededniu Bożego Narodzenia?
To zapewne Opatrznościowy zbieg okoliczności. Na pewno nie było to jakoś specjalnie planowane przez Szwedów, ponieważ woleliby oni zdobyć co najmniej 2 tygodnie wcześniej ten „kurnik” jak z pogardą wyrażał się na temat murów klasztoru jasnogórskiego dowodzący oblężeniem generał Burchard Müller. Szwedom jednak się to nie udało i dlatego aż do świąt Bożego Narodzenia kontynuowali swoje wysiłki.
W szkole podstawowej, że jeszcze raz odwołam się do tego czasu, uczono mnie, że Szwedzi zaatakowali Jasną Górę, ponieważ chcieli ukraść stamtąd wszystko, co tylko dało się ukraść…
Historyczne powody ataku na Jasną Górę były dużo bardziej złożone. Oczywiście element łupiestwa, element kradzieży był ważny w każdym posunięciu wojsk szwedzkich, które – podkreślam to z pełną odpowiedzialnością – spustoszyły ziemie polskie tak jak żadna inna armia przed nimi, i żadna armia po nich. Oczywiście innego rodzaju zniszczenia polegające na wywożeniu setek tysięcy ludzi w głąb Rosji spowodowała okupacja moskiewska na wschodnich terenach Rzeczypospolitej w tym samym czasie, ale wracając do Szwedów i ich niszczycielskiej okupacji podkreślam: tak, cele grabieżcze były dla Szwedów pierwszoplanowe, jeśli chodzi o atak na Jasną Górę ale oprócz tego Szwedzi mieli cel strategiczny, czy operacyjny.
Jasna Góra była jedyną niezdobytą twierdzą, jedynym niezdobytym punktem oporu na pograniczu między niemal w całości okupowaną przez wojska szwedzkie Koroną i Śląskiem, gdzie znajdowała się ostatnia baza króla Jana Kazimierza, który właśnie na Śląsku Opolskim się schronił. Stąd właśnie Szwedzi chcieli przeciąć tę komunikację, która mogła iść przez Częstochowę, przez Jasną Górę między królem Janem Kazimierzem, a partyzantami polskiej niepodległości, którzy podnieśliby rebelię przeciwko szwedzkiej okupacji. Zdobycie Jasnej Góry było, powtórzę, bardzo ważnym celem operacyjnym – odciąć możliwość powrotu króla do Polski najkrótszą drogą. Król jak wiadomo wracał okrężną drogą od południa przez Karpaty, ale to co bez wątpienia mu pomogło to ta mobilizacja, olbrzymia mobilizacja społeczna, czy nawet narodowa wywołana echami agresji szwedzkiej na Jasną Górę, bo wtedy zaczyna się próba tworzenia oddolnie odsieczy przez chłopów z Żywiecczyzny, przez oddziały partyzanckie także w dużej mierze chłopskie z Wielkopolski, na odsiecz Najjaśniejszej Królowej Nieba i Ziemi, czyli Matce Boskiej Częstochowskiej. Te tysiące ludzi zaczynają ciągnąć na Jasną Górę. Wśród Polaków wraca poczucie świadomości, że muszą walczyć! Walczyć o wypędzenie wroga, którego wpuszczono wcześniej do Rzeczypospolitej, bo jeśli nie zostanie on wypędzony, to będzie koniec Polski, koniec naszej wiary.
Chłopi zachowali się jak trzeba. Dlaczego w taki sam sposób nie zachowało się wielu przedstawicieli magnaterii i arystokracji? Dlaczego tak wielu z nich krzyczało „Vivat Carolus Gustavus rex”?
Tu znów w szczegółach przyczyny są złożone i bardzo różne. Jedne zasługują wyłącznie na potępienie i pogardę. Mam tu na myśli zachowanie przywódców Wielkopolski na czele z autorem satyr, wojewodą poznańskim Krzysztofem Opalińskim, który wybrał kapitulację przed słabszymi siłami szwedzkimi wkraczającymi do Wielkopolski niż pospolite ruszenie, którym dowodził razem z wojewodą kaliskim Andrzejem Grudzińskim. Stało się tak tylko dlatego, ponieważ Opaliński uznał, że dobrze by było, aby króla Jana Kazimierza, którego Opaliński nie lubi dobrze byłoby usunąć i zlikwidować. Lepiej, żeby rządzili nami Szwedzi, a jeśli nie Szwedzi to ktokolwiek inny, byle tylko pozbyć się znienawidzonego króla, wybranego zaledwie kilka lat wcześniej zupełnie legalnie i prawidłowo.
Ta część magnackiej pychy, która nie uznawała własnego króla i uważała, że ma prawo decydować o tym, kiedy króla strącić i sprzymierzyć się z każdym zewnętrznym wrogiem Polski, byle pokonać tego, którego uważano za wewnętrznego wroga, czyli króla, to bardzo ważna część zdrady, jaka miała miejsce w 1655 roku i tu rzeczywiście kapitulacja pod Ujściem w lipcu 1655 roku jest największą hańbą, jakiej doświadczyła Rzeczpospolita.
Przykładem jeszcze bardziej rażącym jest Hieronim Radziejowski. Ten zdrajca, wyłącznie z powodu osobistych zatargów z królem, sprzymierzył się z każdym wrogiem Rzeczypospolitej byle zniszczyć znienawidzonego króla. To Radziejowski doprowadził do połączenia, do nawiązania kontaktów na rzecz zniszczenia Polski między Chmielnickim a Karolem Gustawem. Starał się on zresztą współpracować, raz jeszcze podkreślam, z każdym wrogiem Polski, byle tylko zniszczyć Jana Kazimierza, byle samemu stać się kimś w rodzaju gubernatora z łaski okupantów Polski. To naprawdę przerażający przykład zdrady i to zdrady nieukaranej.
To są proste rzeczy, jeśli chodzi o ocenę moralną – tu nie ma żadnej wątpliwości, że to było łajdackie, najgorsze z możliwych zachowanie depczące elementarną lojalność wobec Rzeczypospolitej.
Z kolei w przypadku Radziwiłłów sprawa jest bardziej skomplikowana. Kiedy Janusz Radziwiłł kapitulował przed Szwedami, to Litwa, którą uważał za swoją podstawową ojczyznę i miał do tego prawo, była w całości niemal zajęta przez Moskwę pustoszącą ją bezlitośnie. Zniszczenie Wilna przez wojska moskiewskie było czym bezprecedensowym.
W tej sytuacji można powiedzieć, że wybór Szwedów przez bezsilnego wówczas hetmana Janusza Radziwiłła – który oczywiście wcześniej spiskował z protestanckimi przywódcami, czy władcami w Europie, m.in. ze Szwecją, z Siedmiogrodem, gdzie książę był wyznania kalwińskiego, by osłabić wpływy katolicyzmu w Polsce – był w jakimś stopniu racjonalny. Jednak ta granica zdrady została przekroczona w końcu 1655 roku, kiedy Janusz Radziwiłł poddaje Litwę nie mając do tego żadnych uprawnień panowaniu króla szwedzkiego. Jest jednak jedna okoliczność łagodząca w tym akcie oskarżenia przeciwko Januszowi Radziwiłłowi i jego stryjecznemu bratu Bogusławowi – był to rodzaj wyboru mniejszego zła. Moskwa już zajęła Litwę i w tej sytuacji szukanie opieki w królu szwedzkim, skoro Polska chwilowo nie jest w stanie udzielić żadnej opieki Litwinom mogło być uznane za rodzaj rozpaczliwego aktu nadziei w beznadziei czy może nadziei beznadziejności. Nie usprawiedliwiam Radziwiłła, pokazuję tylko okoliczności.
Przypominam również, że ten upadek nadziei, upadek wiary w to, że Polska się utrzyma spowodował, że pod sztandary Karola Gustawa w końcu 1655 roku poszła bardzo duża część szlachty. Podam najbardziej przykry przykład: Jan Sobieski, późniejszy bohater, nie tylko przystąpił pod sztandary szwedzkie, ale najdłużej wytrwał pod tymi sztandarami, bo jeszcze w słynnej bitwie pod Gołębiem, w której Czarniecki stawił skuteczny opór Szwedom w lutym 1656 roku Sobieski walczył po stronie Szwedów. Tak więc nie tylko dołączył się do zdrady, ale wytrwał w niej dłużej niż inni. Inni wcześniej zdecydowali się wypowiedzieć służbę Szwedom i zacząć wielkie polsko-litewskie powstanie w obronie niepodległości. Najpierw Konfederacja Wierzbołowska na Litwie, a potem Konfederacja Tyszowiecka w Koronie.
Czy to wszystko, cały heroiczny bój ze Szwedami musiał zakończyć się bratobójczą, krwiożerczą bitwą pod Mątwami, kiedy to najświetniejsze, dopiero co zwycięskie wojska Rzeczypospolitej wymordowały się nawzajem w jakimś niepojętym szale dzikiej nienawiści?
Nie wiem, czy musiało się zakończyć, ale na pewno warto zastanowić się nad źródłami tego bagna, w którym utonęła szansa na odwojowanie wszystkiego, co Rzeczpospolita straciła w czasie Potopu. Przypomnijmy, że w 1660 roku przyszły największe zwycięstwa militarne Rzeczypospolitej. Nie tylko pokój ze Szwecją w Oliwie bez żadnych strat terytorialnych, ale także niesłychanie błyskotliwe zwycięstwo nad moskiewskimi i kozackimi wojskami na północy pod Połąką i nad Basią oraz najbardziej błyskotliwe zwycięstwo chyba w całej historii polskiego oręża, czyli zmuszenie do kapitulacji całej armii moskiewskiej pod Cudnowem przez hetmana Jerzego Stanisława Lubomirskiego.
Hetman Lubomirski, najbardziej zasłużony ze wszystkich magnatów w czasie Potopu Szwedzkiego dla obrony polskiej niepodległości; człowiek bez którego Jan Kazimierz nie wróciłby do Polski staje w poprzek planom tegoż Jana Kazimierza i jego żony Ludwiki Marii. Planom, które nie miały nic wspólnego z reformą Rzeczypospolitej, jak wmawiają do dzisiaj niektóre podręczniki. Był to po prostu prywatny projekt królowej osadzenia na tronie w Polsce jej siostrzenicy, bo dzieci nie miała, a potem wydania jej za mąż z kandydatem z Francji. Żaden projekt reformy nie był z tym związany, a jedynie chęć wprowadzenia za życia Jana Kazimierza na tron w Polsce francuskiego kandydata ożenionego z siostrzenicą królowej Ludwiki Marii.
Narzucenie szlacheckim obywatelom konieczności wyboru kandydata, którego dyktuje im żyjący król było radykalnie sprzeczne z prawem, z konstytucjami Rzeczypospolitej i z obyczajem politycznym w Polsce, z podstawą wolności jak ją rozumieli obywatele Rzeczypospolitej, jaką była wolność wyboru władcy. „My mamy prawo wybierać sobie władcę. Możemy wybrać źle, możemy wybrać dobrze, ale nikt nie będzie nam dyktował, kto ma być tymże władcą”, mówiono.
To właśnie spowodowało, że kiedy Lubomirski stanął po stronie prawa i niewątpliwie miał rację, wówczas król i królowa postanowili zniszczyć go i dlatego oskarżyli go o zdradę, co było wołającą o pomstę do nieba niesprawiedliwością, bo żaden ze zdrajców z okresu Potopu Szwedzkiego nie został osądzony i nie został skazany, a człowiek najbardziej zasłużony dla zwycięstwa tego wielkiego powstania narodowego w obronie Rzeczypospolitej – hetman Jerzy Stanisław Lubomirski, zwycięzca spod Cudnowa, wyzwoliciel Krakowa, Torunia, Bydgoszczy został skazany w skutek intrygi dworu królewskiego za zdradę, pozbawiony wszystkich stanowisk, wszystkich majętności i zmuszony do emigracji. Żeby tego było mało: królowa dwukrotnie nasłała na niego płatnych zabójców…
To godne ubolewania zacietrzewienie dworu królewskiego, króla i królowej wywołało z kolei po stronie hetmana Lubomirskiego odruch obronny. Odruch, w którym sam Lubomirski przekroczył w pewnym momencie także granicę zdrady. Zrobił to jednak po tym jak został zaszczuty. Nie chcę powiedzieć zmuszony, ale na pewno sprowokowany przez akcję dworu królewskiego, kiedy to żeby się ratować szukał pomocy na dworze cesarskim, czyli w Wiedniu; w Królewcu, czyli u elektora brandenburskiego i wreszcie nawet w Moskwie. Na tym polega tragedia Rzeczypospolitej, że w wojnie domowej, która stąd wynika utopiona została możliwość dokończenia wojny wyzwoleńczej na wschodzie, przywrócenia granic sprzed Potopu i odzyskania Kijowa, bo to była najważniejsza strata, której nie udało się odzyskać, właśnie wskutek wojny domowej w Polsce.
Henryk Sienkiewicz przedstawia króla Jana Kazimierza praktycznie w samych superlatywach, jako ten bez którego Polski by nie było. Z kolei Jacek Komuda – fantastyczny pisarz zakochany w I RP – przedstawia Jana Kazimierza jako źródło wszelkiego zła, spiskowca i człowieka, który dla swoich chorych ambicji podpisałby pakt z samym diabłem. Który z tych dwóch pisarzy jest bliższy prawdy?
Historiografia jest podzielona w ocenie Jana Kazimierza tak jak i literatura piękna. Moja odpowiedź na podstawie najstaranniejszej jaką miałem analizy historiografii i samych źródeł, z jakimi się zapoznałem jest prosta i jednocześnie zachęcająca do bardziej zniuansowanego myślenia.
Jan Kazimierz był prawdziwym bohaterem bez którego Rzeczpospolita nie ocalałaby w tych trudnych czasach. Był takim bohaterem pod Zborowem, kiedy w desperackiej próbie zmusił resztki wojska koronnego do odsieczy dla oblężonych w Zbarażu bohaterów z Jeremim Wiśniowieckim na czele. Był on również bohaterem pod Beresteczkiem – największej bitwie w XVII wieku stoczonej przez wojsko polskie i litewskie, w której osobiste dowodzenie Jana Kazimierza było rozstrzygające. Potem bojkot ze stromy części magnatów, części szlachty, którzy nie chcieli kontynuować tego zwycięstwa sprawił, że nie zostało ono w pełni wykorzystane, ale to niewątpliwie to jedno z najważniejszych i najbardziej błyskotliwych zwycięstw w historii polskiego oręża było zasługą Jana Kazimierza jako naczelnego dowódcy i organizatorem planu walki.
No i wreszcie trzeci tytuł do sławy, o którym nie wolno zapomnieć, to jest właśnie to, że w momencie, kiedy wszystko się zawaliło, kiedy Moskwa zajęła razem z Kozakami trzy piąte Rzeczypospolitej, czyli cały jej wschodni obszar, a Szwedzi zajęli dwie piąte, czyli zachodnią część, czyli cała Rzeczpospolita z wyjątkiem Jasnej Góry, Lwowa, Zamościa i Gdańska znalazła się w rękach obcych okupantów, to Jan Kazimierz zmuszony do emigracji w Opolu jednak nie załamał się.
Niewątpliwie wpływ na to miała jego żona, którą przed chwilą krytykowałem – Ludwika Maria. Odegrała ona razem z mężem kapitalną rolę we wspólnym podbudowaniu się nawzajem do tego by nie skapitulować. Król szwedzki słał bowiem listy do Jana Kazimierza, żeby ten skapitulował, żeby oddał mu Polskę, ale Jan Kazimierz nie zrobił tego, co prawie 150 lat później zrobi Stanisław August Poniatowski, czyli nie podpisał żadnej abdykacji, tylko stanął na czele walki o niepodległość. Gdyby Jan Kazimierz nie stanął na czele tej walki, to nie byłoby Rzeczypospolitej. Sami konfederaci nie wystarczyliby. Król był podstawą legalnego oporu i rzeczywiście Jan Kazimierz taką rolę odegrał w następnych latach walki aż do 1660 roku.
Jednocześnie ten sam król był mały, był podły w wielu swoich posunięciach, był zaślepiony indywidualną nienawiścią, zaciekłością tak jak w sprawie hetmana Lubomirskiego. Trzeba połączyć w jednym obrazie te różne aspekty działania konkretnego króla, tak jak w ocenie każdego człowieka trzeba znaleźć miejsce na pokazanie słabości, bo w każdym z nas na różną skalę są te elementy i elementów wielkości. W Janie Kazimierzu te dwa sprzeczne wątki są połączone jak być może w żadnym innym władcy i stąd budzi on takie kontrowersje, ale wydanie werdyktu potępiającego lub apologizującego jest niehistoryczne. Ma do tego prawo pisarz, ale nie historyk. Historyk powinien pokazać rzeczywistość w całej jej złożoności, bo tylko taka rzeczywistość jest ciekawa.
Bóg zapłać za rozmowę.
Tomasz D. Kolanek

pch24/fiducia-supplicans-jako-klucz-do-konklawe

(fot. youtube/rome reports)
Reakcje na Fiducia supplicans mogą pomóc nam w zrozumieniu przyszłego konklawe. Większość Kościoła nie wie, co zrobić w obliczu kolejnych ruchów papieża Franciszka, zarazem jednak rosnąca liczba biskupów otwarcie protestuje przeciwko najnowszym rozstrzygnięciom. Pisze o tym prof. Roberto de Mattei.
Ogłoszenie deklaracji Fiducia supplicans przez Dykasterię Nauki Wiary w dniu 18 grudnia 2023 oraz reakcje na ten dokument mogą stanowić klucz do następnego konklawe.
Autor deklaracji, Victor Manuel Fernández, jest ścisłym współpracownikiem papieża i jego ghostwirterem. Został mianowany prefektem nowej Dykasterii Nauki Wiary 1 lipca 2023 roku, a następnie kreowany kardynałem 30 sierpnia. Dokument został podpisany przez papieża Franciszka ex audientia, w sposób, który nie pozostawia miejsca na dyskusję. Normalnie dokument powinien być wyrazem zwykłego Magisterium Kościoła, ale tak nie jest, a to dlatego, że odchodząc od nauki Kościoła traci jakikolwiek charakter «magisterialny».
Fiducia supplicans jest jednakże prawdziwym «manifestem Bergogliańskim», a to ze względu na specyficzną charakterystykę, tak jak było to w przypadku modernizmu: deklaruje wierność wobec Magisterium Kościoła, a jednocześnie obala je za sprawą pozbawionej skrupułów akrobatyki intelektualnej.
Fiducia supplicans zaprzecza w szczególności, że relacja homoseksualna może zostać kiedykolwiek zrównana z małżeństwem, ale zatwierdzając możliwość błogosławienia tej relacji, potwierdza ją, przecząc temu punktowi Magisterium, który potępiał zawsze grzech przeciwko naturze. [Dokument] potwierdza, w tonie zapewnienia, że błogosławieństwa są pozaliturgiczne, jednak skoro można błogosławić (bene dicere) tylko to, co jest dobre samo w sobie, przyznaje on tym samym, że relacje homoseksualnie są wewnętrznie dobre. Zaprzecza błogosławieniu związków homoseksualnych jako takich, ale skoro błogosławi się nie pojedynczą osobę, ale tak zwaną «parę», której nie prosi się o zakończenie jej nielegalnego związku, to tym samym błogosławi więź, która grzesznie jednoczy dwóch «partnerów».
Nie można być w związku z tym zaskoczonym, że kardynał Gerhard L. Müller, emerytowany prefekt Kongregacji Nauki Wiary, określił takie błogosławieństwa mianem aktów świętokradczych i bluźnierczych.
Stanowisko kardynała Müllera było mocne i wyraziste, ale nie jest jedynym, jakie ogłoszono w ostatnich tygodniach. Nowością, która daje nam klucz interpretacyjny do nadchodzącego konklawe, jest obszar działania biskupów i kardynałów, którzy nigdy wcześniej nie wyrażali zakłopotania papieżem Franciszkiem ani go nie krytykowali. Aż do teraz najbardziej znaczącymi reakcjami wobec kierunku pontyfikatu Bergoglia były Supplica filiale [Synowska prośba] podpisana w 2015 roku przez setki tysięcy sygnatariuszy na całym świecie, Correctio filialis [Napomnienie braterskie] zaprezentowane w 2017 roku przez grupę katolickich teologów i intelektualistów oraz dubia zgłoszone przez szereg wybitnych kardynałów, w tym kardynałów Raymonda Burke’a oraz Waltera Brandmüllera w latach 2016 i 2023.
Tym razem jest inaczej. Głosy sprzeciwu pojawiają się jeden po drugim. Wychodzą od biskupów Ghany, Zambii, Malawi, Togo, Beninu, Kamerunu, Kenii, Nigerii, Konga, Rwandy, Angoli, São Tomé – praktycznie od wszystkich biskupów afrykańskich, podczas gdy panafrykańska Konferencja Biskupów wystosował apel do wspólnego działania, podpisany przez kardynała Fridolina Ambongo, metropolitę arcybiskupa Kinszasy, który otrzymał purpurę kardynalską od papieża Franciszka 5 października 2019 roku.
Do tych głosów krytycznych przyłączyły się te ze strony biskupów Polski, biskupów obu obrządków – łacińskiego i greckokatolickiego – Ukrainy, archidiecezji Astany w Kazachstanie oraz głosy wielu pojedynczych diecezji na całym świecie, takich jak Montevideo. Kardynał Daniel Fernando Sturla, arcybiskup Montevideo, który został kreowany kardynałem przez papieża Franciszka 14 lutego 2015 roku, podobnie jak kardynał Ambongo, jest jednym z elektorów na nadchodzącym konklawe.
Można powiedzieć, że jest to mniejszość i tak jest w istocie. Z drugiej strony tym węższą mniejszością są biskupi, którzy wyraźnie poparli deklarację Dykasterii Nauki Wiary. Warto zauważyć, że najostrzejszy krytycyzm Fiducia supplicans wyszedł dokładnie z tych «peryferii», które papież Franciszek tak często przywołuje jako nosicieli autentycznych wartości religijnych i ludzkich. Filozofia dokumentu została za to zaaprobowana przez niektóre konferencje biskupów, takie jak Belgia, Niemcy czy Szwajcaria, które reprezentują bardziej światowe episkopaty, silniej zdystansowane od problemów egzystencjalnych «peryferii».
Szeroka większość biskupów i kardynałów nie zajęła żadnego stanowiska, a jeżeli to zrobiła, to interpretując Fiducia supplicans po linii ciągłości, a nie zerwania, w zgodzie z Katechizmem Kościoła katolickiego i z poprzednim Responsum Kongregacji Nauki Wiary z 15 marca 2021 roku dotyczącym możliwości błogosławienia par homoseksualnych. Pozycja, którą zajęli ci kardynałowie i biskupi, jest zarówno doktrynalnie jak i duszpastersko niemożliwa. Przyczyną, dla której tak postąpili, jest najpewniej strach przed otwartym konfliktem z papieżem Franciszkiem i siłą mediów, która go wspiera.
A jednak to pogrążone w rozterce centrum nie jest «Bergogliańskie» i w swoim ukierunkowaniu konstytuuje «trzecią partię» pomiędzy dwiema mniejszościami, które zmierzą się na nadchodzącym konklawe: z jednej strony biegun wierny nauczaniu Kościoła, z drugiej biegun wierny «nowemu paradygmatowi». Starcie rozegra się w sytuacji «sede vacante», kiedy papież Franciszek opuści już scenę, media będą milczeć a każdy głosujący stanie przed Bogiem sam ze swoim sumieniem. To wystarczy by zasugerować, że kolejne konklawe będzie pełne napięć, nie będzie krótkie i prawdopodobnie będą towarzyszyć mu zwroty akcji.
Roberto de Mattei
Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Pach
| 30 grudnia 2023 r. | Nr 52/2023 (652) |
| Nowy 2024 Rok mtodd Szanowni Państwo! Pamiętacie może tę straszliwą aferę ze świętowaniem przez grupę Polaków urodzin Hitlera (20 kwietnia, astrologiczny baran) w ciemnym lesie? Przez ów ciemny las maszerowali sobie akurat, dziennikarze TVN w towarzystwie kamerzystów i nagle natrafili na grupę hitlerowców, nie spodziewających się nikogo obcego na takim odludziu. Czy ktoś w taką brednię uwierzył? Pewnie tak, bo oto nastąpiła powtórka z rozrywki. Telewizja Polska przejęta przez osiłków, „w imię prawa”, jak Tusk je rozumie, wyemitowała nowy program. „Wiadomości” zastąpiono czymś o nazwie „19.30”. Na ekranie pojawia się wtedy, zatroskana politycznie twarz i relacjonuje jakąś swoją rzeczywistość. Bomba! Okazało się, że przeciwko „Wiadomościom” od lat protestowały tłumy i to nie w ciemnym lesie, a na ulicach Warszawy, czego nikt dotąd nie zauważył, nawet czujni dziennikarze i operatorzy kamer z TVN. Uczestnik tej demonstracji powiedział reporterowi, że właśnie świętuje swój protest po raz tysięczny. Przeniesienie doświadczenia z Wiertniczej na Woronicza wydało się uzurpatorom dziecinnie proste. Skoro widzowie TVN kupili bzdurę o hitlerowcach, to ci „pisowi” powinni tym bardziej uwierzyć w wielotysięczne demonstracje, tak usilnie ukrywane. Przecież od lat wpajano „elicie” odstawionej od żłoba, że zwolennicy PiS muszą być od nich głupsi. Uzurpatorzy nie wzięli jedynie pod uwagę tego, że widzowie TVP nie są uzależnieni od stacji, a od prezentowanych treści. Nie ma tych treści, nie ma widzów. Zdumiewające jest to, że „ten straszny pisowski reżim” tak łagodnie traktował TVN (obca agentura), a obecnym cenzorom tak okropnie przeszkadzają wiadomości emitowane przez TVP (polską agenturę). Z pozdrowieniami Małgorzata Todd |
pch24.pl/wandea-jak-katyn-czy-francja-odrobi-lekcje-z-historii-recenzja-filmu-zwyciestwo-albo-smierc

(Kadr z filmu „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” / materiały producenta)
Tytułowe porównanie nie jest moje, ale doskonale oddaje moment, w którym powstał film Zwycięstwo albo śmierć. Gdy Francuzi wciąż zasłaniają oczy na widok porażki „ideałów” Republiki, ktoś zdecydował się przypomnieć o ludobójstwie dokonanym przez tę Republikę, która przez wiele lat była wstydliwą kartą francuskiej historii.
Film, który niedługo pojawi się w kinach pod polskim tytułem Wandea. Zwycięstwo albo śmierć, rozpoczyna się cytatem z Victora Hugo: Wandea jest raną, która niesie chwałę.
Linia narracyjna prowadzona jest tak, by widz rozpoznał – poprzez odwrócenie historycznego kłamstwa na temat Rewolucji – prawdziwą rzeczywistość. Dla republiki jesteśmy bandytami – mówi przywódca katolickiego ruchu oporu.
Ale w nowej rzeczywistości wszystko oparte jest na odwróceniu porządku. Republika nazywa buntownikami ostatnich obrońców Francji, choć to właśnie oni bronią porządku, przeciwko któremu zbuntowała się dzicz, która opanowała Paryż.
Widzimy generała „równościowej” republiki, który mówi „nie uciekajmy przed motłochem” i reprezentuje taką samą pogardę dla chłopstwa, jaką mógł prezentować arystokrata z najgorszego snu rewolucjonistów. Czyż nie jest to właśnie kwintesencja logiki Rewolucji? Pod pięknymi hasłami kryje się tylko podmiana stołków i równość w tym, że wszyscy tracą wolność na rzecz wszechwładnego aparatu państwa.
Widzimy fanatyzm, którego źródłem są najniższe ludzkie instynkty fałszywie powiązane z pojęciem wolności. Słyszymy rewolucjonistę, który mówi: Prawo nakłania do bezwzględnego służenia sprawiedliwości. Jeśli zabraknie środków, znajdziemy je. Jeśli gilotyna nie wystarczy, wrogów wolności wyeliminujemy ostrzałem. A jeśli zabraknie nam prochu, utopimy ich w Loarze. Będę egzekwować prawa, które przewidują niezwłoczną eksterminację bandytów, także tych, którzy ich wspierają i którzy nie potrafią dowieźć swojego patriotyzmu – niezdecydowani, umiarkowani i defetyści. To ich krwią scementujemy republikę.
Film pokazuje też skalę wyżynania prawdziwych elit – elit duchowych i moralnych, niezależnie od pochodzenia; tych, którzy posiadają kręgosłup, którzy są przywiązani do normalnych zasad. Jest to furia, z jaką dzisiejsi neomarksiści atakują prawo naturalne i swobody obywatelskie, z tym że jej narzędziem jest barbarzyńskie ludobójstwo, którego nie powstydziliby się spadkobiercy rewolucjonistów z Francji – bolszewicy i staliniści.
Oglądamy rzeczywistość, w której najniższe ludzkie instynkty wyległy z najmroczniejszych głębin duszy, niczym legiony zjadliwego robactwa, by zaatakować ciało i duszę Francji. Po obejrzeniu tego filmu nie ma wątpliwości, że nie istniało coś takiego jak „Rewolucja francuska”, lecz jedynie Rewolucja we Francji czy raczej Rewolucja antyfrancuska.
Topienie i palenie żywcem, gwałty i podrzynanie gardeł kobietom, przybijanie mężczyzn do drzwi stodoły, dzieci zarzynane bagnetami w łonach matek – takich metod z kolei nie powstydziliby się Ukraińcy z zastępów Bandery, którzy zafundowali nam genocyd na Wołyniu.
Widzimy, jak Rewolucja staje się furią samego piekła, które chce zniszczyć to, co jest zdrowe w społeczeństwie francuskim. Jest to spuszczone z łańcucha, rozkiełznane piekło, a jego wysłannikami są ludzie, dla których nie istnieje honor, a każde słowo może być złamane.
Dokładnie tak samo jak bolszewicy wymordowali rodzinę cesarską, tak oni wyrżnęli rodzinę królewską, a małego następcę tronu, Ludwika XVII zamordowali już po zawarciu rozejmu z Wandejczykami.
Prawda o Wandei jest dla Francuzów, jak prawda o Katyniu. Z tym że my walczyliśmy o udowodnienie zbrodni, której dokonał okupant, dlatego Francuzi mają zadanie trudniejsze, bo polegające na uderzeniu się w pierś. Ale wydaje się, że teraz – gdy fiasko rewolucyjnych „wartości” zaczyna zbierać żniwo w postaci upadku kulturowego i państwowego – nadszedł najwyższy czas. Aby dziedzictwo męczeństwa i heroicznej walki za Boga i króla nie rozpłynęło się w mętnych wodach, którymi od ponad dwóch wieków płynie historia Francji…
Filip Obara
===========================
mail:
Zbrodnia katyńska to masowe skrytobójstwo.
Ludobójstwo w Wandei nie było ukrywane, wprost stawiane za wzorzec
republikańskiego działania..
Jeśli porównywać, to raczej ze zbrodniami UPA we wschodniej Polsce.
pch24/bp-athanasius-schneider-tradycyjna-msza-swieta-to-skarb-kosciola

Tradycyjna Msza święta wzrastała z Kościołem przez wieki a nawet przez tysiąclecia. To skarb, który bezpiecznie, jasno i pięknie wyraża autentyczną katolicką wiarę. Dlatego musi istnieć w Kościele i zostać przekazany następnym pokoleniom, mówi bp Athanasius Schneider.
– Ten ryt wzrastał przez stulecia, a nawet przez tysiąclecia. Dojrzewała w nim cała miłość i wiara Kościoła. Dojrzała w nim naprawdę w pełni. Została wyrażona rytualnie w treści, w modlitwie, we wierze w Eucharystii. Ten ryt nie został stworzony ani wynaleziony przez jakąś komisję, ale wzrastał, począwszy od Apostołów aż po XX wiek – powiedział bp Schneider w rozmowie z niemieckim kanałem youtube’owym „Certamen – DE”.
– Osiągnął swoją pełną postać na długo przed Soborem Trydenckim. Czasami nazywa się go błędnie Mszą trydencką. To nie jest Msza trydencka. Mamy teksty, manuskrypty, na długo sprzed Soboru Trydenckiego, gdzie Ordo Missae jest identyczny. To oznacza, że Sobór Trydencki niczego nie zmienił. Nie chciał zresztą niczego zmieniać. Wprost przeciwnie; panowała wówczas swoista anarchia, również w obszarze liturgii. Wiele diecezji dokonywało zmian liturgicznych, coś wprowadzało, panował nieporządek. Reformacja protestancka przypuściła atak na wiarę w Eucharystię. Dlatego Sobór Trydencki poprosił papieża, by przedłożył całemu Kościołowi i uczynił obowiązkowym ryt rzymski, a więc jedną z najbezpieczniejszych form wyrazu katolickiej wiary w Eucharystii, ryt sprawdzony i tradycyjny. Chciano w ten sposób zakończyć chaos w liturgii i dać bezpieczne normy przeciwko nowinkom protestantów. Dlatego nazwałbym ten ryt «stałą formą rytu rzymskiego». Stała, a zatem trwała forma – wskazał bp Athanasius Schneider.
Jak dodał biskup, znamy teksty z początku II tysiąclecia, a zatem już z XI wieku, gdzie ryt Mszy świętej jest identyczny z tym, którą znamy jako tradycyjny ryt Mszy świętej. Przypomniał, że ta Msza święta była sprawowana przez niezliczonych świętych, uformowała niezliczonych świętych, stanowiła dla nich duchową ojczyznę. Tradycyjny ryt Mszy świętej nie powstał zresztą nagle na początku II tysiąclecia. Mamy dokumenty już z IX wieku, gdzie zawarty jest kanon ze wszystkimi znakami krzyża i ze wszystkimi rubrykami, tak, jak my go dziś znamy. Już w VI wieku papież Grzegorz Wielki pisał, że kanon należy odmawiać po cichu.
– Z tego względu Kościół nie powinien porzucać tej formy, ale ją przechować i przekazać następnym pokoleniom – powiedział biskup. – Jest to jedna z najbezpieczniejszych, najjaśniejszych i najpiękniejszych form wyrazu naszej wiary. Dlatego ta forma Mszy świętej musi istnieć w Kościele dalej – dodał.
Bp Athanasius Schneider mówił też o decyzji papieża Franciszka z 2021 roku ograniczającej możliwość sprawowania tradycyjnej Mszy świętej.
– Trzeba powiedzieć, że tak zwane motu proprio Traditionis custodes to niezwykle smutny dokument. Przejdzie do historii Kościoła jako wielkie nadużycie urzędu ze strony papieża. Papież nie otrzymał władzy od Jezusa, by umniejszać albo znosić Tradycję. Żaden papież nie może swobodnie dysponować wielkim skarbem tysiącleci, tradycyjną formą Mszy świętej. To nie leży w jego gestii. Papież nie jest wszechmocny. Także dla niego są granice. Tradycja jest granicą. To przekaz [wiary] wyznacza papieżowi granice: tutaj nie masz żadnej mocy. Dostrzegam w tej kwestii bardzo ciężkie nadużycie władzy urzędu przez papieża, który źle wykorzystuje swoją władzę. Papież bardzo wyraźnie ograniczył praktykę tej starodawnej formy Mszy świętej tym wiernym, którzy, by tak rzec, już się do niej przyzwyczaili – powiedział.
– [Papież] ogłosił nową formę Mszy świętej za jedyny wyraz wiary w Eucharystię, modlitwy, lex credendi. To nie jest właściwe. Jest to niezgodne z zasadą przekazywania wiary. Papież jest związany tą zasadą. Mamy nadzieję, że ten dokument będzie mieć krótki żywot, tak jak to działo się już z niektórymi dokumentami w historii Kościoła. Mamy nadzieję, że w przyszłości jakieś papież przywróci w całej pełni tradycyjną i trwałą formę Mszy świętej – podsumował.
Źródło: Certamen – DE Pach

https://pch24.pl/piotr-doerre-wandea-poligon-lewicowych-zbrodni/
Rozstrzeliwano ich i gilotynowano. Topiono i palono żywcem. Przebijano bagnetami i miażdżono. Metodycznie wymordowano kilkaset tysięcy ludzi, niemal połowę mieszkańców całej prowincji, a pamięć o tej zbrodni systematycznie wymazano. „Nie opłakała ich Elektra, nie pogrzebała Antygona” – słowa te, choć nie Wandejczykom poświęcone, oddają tragizm ich losu nie mniej, niż Wyklętych. Minęło już 230 lat lat od chwili, kiedy jedną kartką papieru skazano ich na okrutną śmierć.
Dwa rozkazy
Pierwszy dzień sierpnia to dla Polaków przede wszystkim data wybuchu powstania, w wyniku którego zniszczeniu uległa stolica naszego kraju, a około dwustu tysięcy jej mieszkańców poniosło śmierć. Rozkaz ich zgładzenia paść miał na wieść o wybuchu powstania z ust samego Hitlera, który, według generała von dem Bach-Zalewskiego, miał powiedzieć: „każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.”
A tymczasem półtora wieku wcześniej, również pierwszego sierpnia, przesądzony został los innego powstania, które wybuchło w miejscu o nazwie również zaczynającej się na literę „W”. Oto Konwent obradujący w Paryżu wydał rozkaz całkowitego unicestwienia Wandei – prowincji w północno-zbuntowanej przeciw rewolucji. Bandyci, jak zwolennicy Republiki nazywali powstańców, mieli być wystrzelani, lasy całej prowincji – wycięte lub spalone, pola uprawne – spustoszone, inwentarz żywy – skonfiskowany. Dowódcy republikańskich oddziałów wcielali rozkaz w życie z wyjątkowo rewolucyjną gorliwością, równając z ziemią setki wandejskich wsi i eksterminując ich mieszkańców.
Czymże zasłużyli sobie Wandejczycy na straszny los, który ich spotkał? Jakiej dokonali zbrodni? Dlaczego powstanie, do którego wybuchu doszło w marcu 1793 roku zostało przez Rewolucję uznane za śmiertelne zagrożenie?
Dlaczego Wandea?
Jak podkreślają historycy, Wandea była właściwie… rewolucyjnym tworem. To przecież władze republiki, wprowadzając nowy podział administracyjny kraju, który za nic miał sobie kształtujące się przez wieki więzi lokalnych społeczności, tradycje i obyczaje, stworzyły departamenty, będące zlepkami dawnych prowincji pociętych dla ulepienia nowej Francji na modłę „filozofów”. Tak stworzono „departament Vendee”, który obejmował część historycznej Andegawenii, Dolne i Górne Poitou oraz południową Bretanię. Teren ten nie należał nigdy do najbogatszych, zamieszkiwany był zaś przez ludność spokojną i trzymającą się z dala od polityki. Wyróżniała ją głęboka religijność, do której z pewnością przyczyniła się praca św. Ludwika Marii Grignon de Montfort, w początkach XVIII wieku szerzącego tu kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, a także nabożeństwo do Matki Bożej i modlitwę różańcową.
Mieszkańcy Wandei dość entuzjastycznie popierali na początku rewolucyjne przemiany w kraju, jednak już w 1790 r. ich zaangażowania malało, a w kolejnych latach zmieniło się w otwartą wrogość. Nasilające się prześladowania religii katolickiej oraz uwięzienie króla Ludwika XVI, sprawiły, że nawet ci prości chłopi zaczęli sobie zdawać sprawę z rewolucyjnego szaleństwa. Kiedy 21 stycznia 1793 r. w Paryżu stracono króla, w Wandei zaczęło wrzeć. Sygnałem do wystąpienia stała się jednak uchwała Konwentu z 24 lutego 1793 r., na mocy której przeprowadzić miano pobór 300-tysięcznego wojska do obrony Republiki przed zbrojną interwencją nowej koalicji. Powołując się na prastary przywilej nadany im przez królów, Wandejczycy poczęli odmawiać stawienia się przed komisjami poborowymi. Próbowano ich jednak do tego zmuszać, co było kroplą, która przelała czarę goryczy. W Cholet, mieście położonym w centrum departamentu, z początkiem marca wybuchły zamieszki. 11 marca zaczęła się jeszcze spontaniczna, ale już wykazująca znamiona jakiegoś zorganizowania akcja powstańcza – pod bronią stanęli bowiem chłopi z kilkuset wandejskich parafii, zaciekle atakując organy rewolucyjnej władzy.
Dlaczego ruszyli do walki? Odpowiedzią niech będą proste słowa późniejszego wodza powstania Maurycego d’Elbee: „Przysięgam na honor, że aczkolwiek pragnąłem monarchii, nie miałem żadnych szczególnych zamiarów i byłbym żył jak uległy obywatel pod każdym rządem, który by mi dał spokój oraz swobodę praktykowania mojej wiary.”
Wielka Armia Katolicka i Królewska
W ciągu trzech pierwszych dni insurekcji chłopskie oddziały opanowały większą część prowincji, z wyjątkiem większych miast. We wsiach spontanicznie powstawały komitety parafialne. Już 13 marca kilka tysięcy powstańców przeprowadziło udany szturm na Cholet. Miasteczko stało się siedzibą władz powstańczych, jednak z ich powołaniem czekano aż do wystąpienia dołączy się szlachta. Chłopi bowiem, widząc brak koordynacji swych działań, zwrócili się do doświadczonych w bojach arystokratów i przedstawicieli drobnej szlachty, z których wielu przeszło służbę w armii, z prośbą o objęcie przywództwa nad swymi oddziałami. Kiedy, nie bez wahania co do szans na sukces militarny, część szlachty przyłączyła się do powstania, poparli je również tzw. oporni księża, którzy nie zgodzili się na złożenie przysięgi wierności republice.
Armia powstańcza nie przypominała regularnego wojska, pomimo, że po pierwszych większych sukcesach przyjęła nazwę Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej. Stanowiła ona właściwie federację kompanii parafialnych, przewodzonych przez miejscowego dziedzica w asyście proboszcza. Posiadała, owszem, stały trzon, który stanowiło kilkuset szlachty i kilka tysięcy chłopskiej młodzieży. Pozostali jednak rozchodzili się po bitwie do domu, aby w razie sygnału stanąć pod bronią. Wandejczycy byli dobrymi strzelcami, ale niewielu miało doświadczenie wojenne, najbardziej odpowiadała im więc walka typu partyzanckiego.
Wielka Armia Katolicka i Królewska różniła się od rewolucyjnych oddziałów nie tylko gorszym uzbrojeniem, brakiem regularnych mundurów i wyobrażeniami Najświętszego Serca Pana Jezusa, widniejącymi na piersiach walczących i ich sztandarach. Charakterystyczne były też jej obyczaje: powstańcy modlili się przed każdym posiłkiem, wymarszem i bitwą, a podczas przemarszów śpiewali tradycyjne pieśni religijne.
Dowódcy tej armii też nie byli zwykłymi żołnierzami. Jacques Cathelineau, w chwili wybuchu powstania był woźnicą, ale jako niezwykle pobożny człowiek cieszył się u chłopów wielkim autorytetem. Jego mądrość, prawość i zdolności przywódcze sprawiły, że w bardzo krótkim czasie został jednym z przywódców chłopskich oddziałów, a po kilku miesiącach wybrano go naczelnym wodzem Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej. Wkrótce jego postać otoczył niemal religijny kult. Żołnierze zwali go „świętym z Anjou”.
Wspomniany już Maurycy Gigost d’Elbee służył w kawalerii armii saksońskiej Augusta III, króla Polski, później zaś przebywał w swej posiadłości La Loge-Vaugirault. Do powstania przyłączył się niechętnie, pod namową swych chłopów, szybko jednak stał się jednym z najpopularniejszych przywódców, szefem sztabu armii powstańczej, zaś po śmierci Cathelineau – jej generalissimusem, czyli naczelnym wodzem. Nazywano go Ojcem-Opatrznością, gdyż w każdej sprawie zalecał zdanie się na Opatrzność, a obok pobożności i odwagi znany był z miłosierdzia, opanowania i skromności. Warto wspomnieć też innych wybitnych przywódców, jak Henri hrabia de La Rochejaquelein, markiz Charles de Bonchamps, Louis-Marie de Lescure, czy walczący jeszcze do 1796 roku Francois Charette de La Contrie.
Okrucieństwa „niebieskich”
Wojna od początku miała wyjątkowo brutalny charakter. Głośne były zwłaszcza wyczyny oddziałów bezlitosnego rzezimieszka Franciszka Westermanna, do którego później przylgnęło miano „rzeźnika Wandei”. To jego żołdacy nie brali jeńców, palili wsie i mordowali wszystkich napotkanych ludzi, gwałcili kobiety, zaś małe dzieci rozrywali na strzępy! Okrucieństwa zdarzały się też po stronie Wandejczyków, jednak generałowie wkładali wiele wysiłków w powstrzymywanie chłopów od rzezi. Wielokrotnie uwalniano republikańskich jeńców, wzięci do niewoli Wandejczycy nie mogli natomiast liczyć na miłosierdzie.
Niemniej jednak pierwsze miesiące powstania to niemal nieprzerwane pasmo jego sukcesów militarnych. W kwietniu insurgenci pokonali wojska republikańskie pod Chemille, Abrais i Coron. W początku maja zwyciężyli pod Breissure, następnie zdobyli Thouars, Parthenay i Fontenay. Wreszcie w czerwcu ciężkim szturmem wzięli Saumur, gdzie mieścił się sztab wojsk republikańskich, a następnie przejściowo opanowali Angers. Wydawało się, że droga do Paryża stała przed nimi otworem.
Zamiast ruszać na stolicę, postanowiono opanować Nantes, by połączyć się z Bretanią, na terenie której operowały antyrepublikańskie oddziały szuanów. Jednak Bitwa o Nantes okazała się pierwszą klęską Wandejczyków, stracili oni w niej bowiem swego ukochanego wodza – Cathelineau. Jego następca – d’Elbee pokonał jeszcze w lipcu idące z głębi Francji wojska interwencyjne pod Chatillon, Vihiers i Pont De Ce, co zapewniło wyczerpanej Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej chwilę wytchnienia. Niedługą jednak, bo przeciw Wandei skierowane zostały dodatkowe siły, na czele których stanął generał Kleber. Ten natychmiast ruszył pod Cholet, gdzie 17 października zwyciężył Wandejczyków. Ciężkie rany odniósł d’Elbee i powstanie znów straciło kolejnego wodza. Po nieudanym rajdzie nad kanał La Manche, w nocy z 13 na 14 grudnia 1793 roku generałowie Kleber i Marceau rozgromili 30-tysięczną armię powstańczą na ulicach miasta Le Mans. Tysiące insurgentów oraz ich rodzin zostało wymordowanych, sześć tysięcy niedobitków republikanie dopadli i otoczyli 23 grudnia pod Savenay. Większość zginęła. Około tysiąca Wandejczyków poddało się wreszcie po otrzymaniu obietnicy darowania im życia, jednak i oni zostali wymordowani.
„Zamiatanie ogniem”
Powstanie zostało utopione we krwi. Zaczęły się potworne represje, które przerodziły się w zorganizowane ludobójstwo. Zaraz po bitwie pod Savenay w samym tylko Angers rozstrzelano 1890 osób ustawionych w ośmiu szeregach. W Rennes zgilotynowano 90 osób i rozstrzelano 700. W Nantes rozpoczęły się masowe egzekucje nie podzielających republikańskich wartości kapłanów katolickich. Chcąc usprawnić zabijanie, zaczęto ich gromadzić w barkach, które następnie zatapiano w Loarze. Tych, którzy się wyswobodzili, dobijały szablami specjalne ekipy na łodziach pływających po rzece. Tak zamordowano co najmniej 350 księży. W tym samym okresie utopiono tam i zastrzelono około 9000 powstańców i członków ich rodzin, w tym wiele kobiet z małymi dziećmi.
Tymczasem na bezbronne wsie wyruszyły oddziały generała Turreau, uformowane w 20 kolumn, podążających z obrzeży prowincji koncentrycznie ku sobie i niszczących wszystko na swej drodze. Kolumny te zostały nazwane kolumnami piekielnymi, z powodu wyjątkowego okrucieństwa i sadyzmu. Mordowały kobiety, starców i dzieci. Młode dziewczęta topiono w studniach, gwałcono i przecinano na pół, kobiety ciężarne miażdżono pod prasą do tłoczenia wina. Małe dzieci nabijano na bagnety.
Równocześnie trwał rabunek całej prowincji. Wykorzystywano wszystko, w tym ciała uprzednio zamordowanych. W Angers zdejmowano z ofiar skórę i szyto z niej spodnie lub rękawiczki dla oficerów. W Clisson palono nawet zwłoki, by pozyskać z nich tłuszcz. Francuski historyk Reynald Secher skrupulatnie wyliczył w swej książce „Wandea, departament zemsty”, że istniejące dokumenty pozwalają stwierdzić, że ludność departamentu zmniejszyła się w ciągu kilku lat o co najmniej 117 257 osób (czyli 15 procent ogółu), a równocześnie w Wandei ubyło co najmniej 20 procent domostw.
Co szczególnie istotne, ludobójstwo to było oficjalnie zadekretowane przez rewolucyjne władze. Wszak, jak mówił Robespierre „ludem kieruje się przez rozum, a wrogami ludu przez terror”. Konwent zwracał się więc do swych żołnierzy: „Trzeba wytępić bandytów w Wandei”, a jego członkowie dodawali: „wyludnić Wandeę!” (Francastel), „pozamiatać armatami ziemię Wandei i oczyścić ją ogniem (Barere), „nie wolno pozostawić przy życiu ani jednego buntownika” (Carrier). Ten ostatni zresztą, członek Komitetu Ocalenia Publicznego, argumentował, że nie wolno pozostawiać przy życiu wandejskich kobiet, bo „są potworami”, zaś „dzieci w wieku trzynastu i czternastu lat podnoszą przeciw nam broń, a dzieci młodsze są szpiegami tych bandytów”. Inni członkowie Konwentu także byli zdecydowani: „wojna może zakończyć się tylko wówczas, gdy w Wandei nie będzie ani jednego mieszkańca”.
Suma strachów Rewolucji
Wreszcie jednak akcja ludobójcza została spowolniona przez zbytnie obłowienie się przez morderców mnóstwem zrabowanych dóbr, a następnie, po upadku dyktatury jakobinów, wstrzymana. Doszło jeszcze do kolejnego, znacznie mniejszego powstania, a sytuacja w departamencie uspokoiła się dopiero w czasie rządów bonapartystowskich. Jednak ludobójstwo nie zostało wcale osądzone, a Wandeę skazano po latach na kolejny dramat – zapomnienia. Reynald Secher nazwał go nawet zbrodnią „pamięciobójstwa”, dokonaną przez kolejne republiki francuskie, propagujące wielkość rewolucji 1789 roku i absolutnie nie zainteresowane w ujawnianiu jakichkolwiek jej ciemnych kart. Skalę zakłamania pokazuje słynna „Wielka Rewolucja Francuska” Julesa Micheleta, która stała się kanonicznym dziełem dla pokoleń historyków. Jej autor oczernia powstańców i przypisuje im najgorsze motywacje, pomniejszając przy tym zbrodnie republikanów, niczym stalinowscy propagandziści opisujący „reakcyjne, polskie bandy”.
Dlaczego rewolucjoniści z taką zaciekłością postanowili zgładzić Wandeę, a później skazać ją na zapomnienie? Otóż była ona, żeby użyć współczesnego określenia, sumą wszystkich ich strachów. Była zbrojną kontrrewolucją, która pokazywała, że można z bronią w ręku przeciwstawić się rządom postępowych i oświeconych. Była reakcją ludu na niszczenie normalności przez tych, którzy rzekomo działają w imię ludu. Ujawniała wreszcie bandycką i antyludzką naturę rewolucji skrzętnie skrywaną przez szumne deklaracje o rozmaitych prawach i ponętne hasła. Podczas gdy zbrodnie dokonane przez Republikę w Wandei było inspiracją dla takich ludobójców, jak Hitler, Mao czy Pol-Pot, innym mały departament na Zachodzie Francji kojarzył się przede wszystkim z groźbą kontrrewolucji. Lenin, który uważnie studiował historię rewolucji francuskiej, gdy podjął decyzję o eksterminacji Kozaków, argumentował wszak: „To nasza Wandea”.
Piotr Doerre
27/12/2023przez antyk2013

Zapraszamy 31 grudnia, niedziela, na 86 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Św. która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Szczegóły na plakacie.
Z Panem Bogiem,
Andrzej Woroszyło

Kategorie Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Siedlce Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Siedlce
29/12/2023przez antyk2013
O godzinie 15.00 w Lasku Cygańskim w kościele parafialnym Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata rozpocznie się w intencji Ojczyzny modlitwa różańcowa przed Najświętszym Sakramentem. O godzinie 18.00 złożona będzie Najświętsza Ofiara za Ojczyznę.

Kategorie Bielsko-Biała, Msze św. za Ojczyznę, Nabożeństwo Różańcowe, Pokuta Tagi Bielsko Biała, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, różaniec za Ojczyznę