Reakcje na Fiducia supplicans mogą pomóc nam w zrozumieniu przyszłego konklawe. Większość Kościoła nie wie, co zrobić w obliczu kolejnych ruchów papieża Franciszka, zarazem jednak rosnąca liczba biskupów otwarcie protestuje przeciwko najnowszym rozstrzygnięciom. Pisze o tym prof. Roberto de Mattei.
Ogłoszenie deklaracji Fiducia supplicans przez Dykasterię Nauki Wiary w dniu 18 grudnia 2023 oraz reakcje na ten dokument mogą stanowić klucz do następnego konklawe.
Autor deklaracji, Victor Manuel Fernández, jest ścisłym współpracownikiem papieża i jego ghostwirterem. Został mianowany prefektem nowej Dykasterii Nauki Wiary 1 lipca 2023 roku, a następnie kreowany kardynałem 30 sierpnia. Dokument został podpisany przez papieża Franciszka ex audientia, w sposób, który nie pozostawia miejsca na dyskusję. Normalnie dokument powinien być wyrazem zwykłego Magisterium Kościoła, ale tak nie jest, a to dlatego, że odchodząc od nauki Kościoła traci jakikolwiek charakter «magisterialny».
Fiducia supplicans jest jednakże prawdziwym «manifestem Bergogliańskim», a to ze względu na specyficzną charakterystykę, tak jak było to w przypadku modernizmu: deklaruje wierność wobec Magisterium Kościoła, a jednocześnie obala je za sprawą pozbawionej skrupułów akrobatyki intelektualnej.
Fiducia supplicans zaprzecza w szczególności, że relacja homoseksualna może zostać kiedykolwiek zrównana z małżeństwem, ale zatwierdzając możliwość błogosławienia tej relacji, potwierdza ją, przecząc temu punktowi Magisterium, który potępiał zawsze grzech przeciwko naturze. [Dokument] potwierdza, w tonie zapewnienia, że błogosławieństwa są pozaliturgiczne, jednak skoro można błogosławić (bene dicere) tylko to, co jest dobre samo w sobie, przyznaje on tym samym, że relacje homoseksualnie są wewnętrznie dobre. Zaprzecza błogosławieniu związków homoseksualnych jako takich, ale skoro błogosławi się nie pojedynczą osobę, ale tak zwaną «parę», której nie prosi się o zakończenie jej nielegalnego związku, to tym samym błogosławi więź, która grzesznie jednoczy dwóch «partnerów».
Nie można być w związku z tym zaskoczonym, że kardynał Gerhard L. Müller, emerytowany prefekt Kongregacji Nauki Wiary, określił takie błogosławieństwa mianem aktów świętokradczych i bluźnierczych.
Stanowisko kardynała Müllera było mocne i wyraziste, ale nie jest jedynym, jakie ogłoszono w ostatnich tygodniach. Nowością, która daje nam klucz interpretacyjny do nadchodzącego konklawe, jest obszar działania biskupów i kardynałów, którzy nigdy wcześniej nie wyrażali zakłopotania papieżem Franciszkiem ani go nie krytykowali. Aż do teraz najbardziej znaczącymi reakcjami wobec kierunku pontyfikatu Bergoglia były Supplica filiale [Synowska prośba] podpisana w 2015 roku przez setki tysięcy sygnatariuszy na całym świecie, Correctio filialis [Napomnienie braterskie] zaprezentowane w 2017 roku przez grupę katolickich teologów i intelektualistów oraz dubia zgłoszone przez szereg wybitnych kardynałów, w tym kardynałów Raymonda Burke’a oraz Waltera Brandmüllera w latach 2016 i 2023.
Tym razem jest inaczej. Głosy sprzeciwu pojawiają się jeden po drugim. Wychodzą od biskupów Ghany, Zambii, Malawi, Togo, Beninu, Kamerunu, Kenii, Nigerii, Konga, Rwandy, Angoli, São Tomé – praktycznie od wszystkich biskupów afrykańskich, podczas gdy panafrykańska Konferencja Biskupów wystosował apel do wspólnego działania, podpisany przez kardynała Fridolina Ambongo, metropolitę arcybiskupa Kinszasy, który otrzymał purpurę kardynalską od papieża Franciszka 5 października 2019 roku.
Do tych głosów krytycznych przyłączyły się te ze strony biskupów Polski, biskupów obu obrządków – łacińskiego i greckokatolickiego – Ukrainy, archidiecezji Astany w Kazachstanie oraz głosy wielu pojedynczych diecezji na całym świecie, takich jak Montevideo. Kardynał Daniel Fernando Sturla, arcybiskup Montevideo, który został kreowany kardynałem przez papieża Franciszka 14 lutego 2015 roku, podobnie jak kardynał Ambongo, jest jednym z elektorów na nadchodzącym konklawe.
Można powiedzieć, że jest to mniejszość i tak jest w istocie. Z drugiej strony tym węższą mniejszością są biskupi, którzy wyraźnie poparli deklarację Dykasterii Nauki Wiary. Warto zauważyć, że najostrzejszy krytycyzm Fiducia supplicans wyszedł dokładnie z tych «peryferii», które papież Franciszek tak często przywołuje jako nosicieli autentycznych wartości religijnych i ludzkich. Filozofia dokumentu została za to zaaprobowana przez niektóre konferencje biskupów, takie jak Belgia, Niemcy czy Szwajcaria, które reprezentują bardziej światowe episkopaty, silniej zdystansowane od problemów egzystencjalnych «peryferii».
Szeroka większość biskupów i kardynałów nie zajęła żadnego stanowiska, a jeżeli to zrobiła, to interpretując Fiducia supplicans po linii ciągłości, a nie zerwania, w zgodzie z Katechizmem Kościoła katolickiego i z poprzednim Responsum Kongregacji Nauki Wiary z 15 marca 2021 roku dotyczącym możliwości błogosławienia par homoseksualnych. Pozycja, którą zajęli ci kardynałowie i biskupi, jest zarówno doktrynalnie jak i duszpastersko niemożliwa. Przyczyną, dla której tak postąpili, jest najpewniej strach przed otwartym konfliktem z papieżem Franciszkiem i siłą mediów, która go wspiera.
A jednak to pogrążone w rozterce centrum nie jest «Bergogliańskie» i w swoim ukierunkowaniu konstytuuje «trzecią partię» pomiędzy dwiema mniejszościami, które zmierzą się na nadchodzącym konklawe: z jednej strony biegun wierny nauczaniu Kościoła, z drugiej biegun wierny «nowemu paradygmatowi». Starcie rozegra się w sytuacji «sede vacante», kiedy papież Franciszek opuści już scenę, media będą milczeć a każdy głosujący stanie przed Bogiem sam ze swoim sumieniem. To wystarczy by zasugerować, że kolejne konklawe będzie pełne napięć, nie będzie krótkie i prawdopodobnie będą towarzyszyć mu zwroty akcji.
Nowy 2024 Rok mtodd Szanowni Państwo! Pamiętacie może tę straszliwą aferę ze świętowaniem przez grupę Polaków urodzin Hitlera (20 kwietnia, astrologiczny baran) w ciemnym lesie? Przez ów ciemny las maszerowali sobie akurat, dziennikarze TVN w towarzystwie kamerzystów i nagle natrafili na grupę hitlerowców, nie spodziewających się nikogo obcego na takim odludziu. Czy ktoś w taką brednię uwierzył? Pewnie tak, bo oto nastąpiła powtórka z rozrywki. Telewizja Polska przejęta przez osiłków, „w imię prawa”, jak Tusk je rozumie, wyemitowała nowy program. „Wiadomości” zastąpiono czymś o nazwie „19.30”. Na ekranie pojawia się wtedy, zatroskana politycznie twarz i relacjonuje jakąś swoją rzeczywistość. Bomba! Okazało się, że przeciwko „Wiadomościom” od lat protestowały tłumy i to nie w ciemnym lesie, a na ulicach Warszawy, czego nikt dotąd nie zauważył, nawet czujni dziennikarze i operatorzy kamer z TVN. Uczestnik tej demonstracji powiedział reporterowi, że właśnie świętuje swój protest po raz tysięczny. Przeniesienie doświadczenia z Wiertniczej na Woronicza wydało się uzurpatorom dziecinnie proste. Skoro widzowie TVN kupili bzdurę o hitlerowcach, to ci „pisowi” powinni tym bardziej uwierzyć w wielotysięczne demonstracje, tak usilnie ukrywane. Przecież od lat wpajano „elicie” odstawionej od żłoba, że zwolennicy PiS muszą być od nich głupsi. Uzurpatorzy nie wzięli jedynie pod uwagę tego, że widzowie TVP nie są uzależnieni od stacji, a od prezentowanych treści. Nie ma tych treści, nie ma widzów. Zdumiewające jest to, że „ten straszny pisowski reżim” tak łagodnie traktował TVN (obca agentura), a obecnym cenzorom tak okropnie przeszkadzają wiadomości emitowane przez TVP (polską agenturę). Z pozdrowieniami Małgorzata Todd
(Kadr z filmu „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” / materiały producenta)
Tytułowe porównanie nie jest moje, ale doskonale oddaje moment, w którym powstał film Zwycięstwo albo śmierć. Gdy Francuzi wciąż zasłaniają oczy na widok porażki „ideałów” Republiki, ktoś zdecydował się przypomnieć o ludobójstwie dokonanym przez tę Republikę, która przez wiele lat była wstydliwą kartą francuskiej historii.
Film, który niedługo pojawi się w kinach pod polskim tytułem Wandea. Zwycięstwo albo śmierć, rozpoczyna się cytatem z Victora Hugo: Wandea jest raną, która niesie chwałę.
Linia narracyjna prowadzona jest tak, by widz rozpoznał – poprzez odwrócenie historycznego kłamstwa na temat Rewolucji – prawdziwą rzeczywistość. Dla republiki jesteśmy bandytami – mówi przywódca katolickiego ruchu oporu.
Widzimy, jak wandejscy chłopi powstają przeciwko terrorowi rewolucjonistów uzurpujących sobie władzę nad czymś, co nazywają Francja, choć jest to twór jak najodleglejszy od wszystkiego, co można nazwać francuskim dziedzictwem.
Ale w nowej rzeczywistości wszystko oparte jest na odwróceniu porządku. Republika nazywa buntownikami ostatnich obrońców Francji, choć to właśnie oni bronią porządku, przeciwko któremu zbuntowała się dzicz, która opanowała Paryż.
Widzimy generała „równościowej” republiki, który mówi „nie uciekajmy przed motłochem” i reprezentuje taką samą pogardę dla chłopstwa, jaką mógł prezentować arystokrata z najgorszego snu rewolucjonistów. Czyż nie jest to właśnie kwintesencja logiki Rewolucji? Pod pięknymi hasłami kryje się tylko podmiana stołków i równość w tym, że wszyscy tracą wolność na rzecz wszechwładnego aparatu państwa.
Widzimy fanatyzm, którego źródłem są najniższe ludzkie instynkty fałszywie powiązane z pojęciem wolności. Słyszymy rewolucjonistę, który mówi: Prawo nakłania do bezwzględnego służenia sprawiedliwości. Jeśli zabraknie środków, znajdziemy je. Jeśli gilotyna nie wystarczy, wrogów wolności wyeliminujemy ostrzałem. A jeśli zabraknie nam prochu, utopimy ich w Loarze. Będę egzekwować prawa, które przewidują niezwłoczną eksterminację bandytów, także tych, którzy ich wspierają i którzy nie potrafią dowieźć swojego patriotyzmu – niezdecydowani, umiarkowani i defetyści. To ich krwią scementujemy republikę.
Film pokazuje też skalę wyżynania prawdziwych elit – elit duchowych i moralnych, niezależnie od pochodzenia; tych, którzy posiadają kręgosłup, którzy są przywiązani do normalnych zasad. Jest to furia, z jaką dzisiejsi neomarksiści atakują prawo naturalne i swobody obywatelskie, z tym że jej narzędziem jest barbarzyńskie ludobójstwo, którego nie powstydziliby się spadkobiercy rewolucjonistów z Francji – bolszewicy i staliniści.
Oglądamy rzeczywistość, w której najniższe ludzkie instynkty wyległy z najmroczniejszych głębin duszy, niczym legiony zjadliwego robactwa, by zaatakować ciało i duszę Francji. Po obejrzeniu tego filmu nie ma wątpliwości, że nie istniało coś takiego jak „Rewolucja francuska”, lecz jedynie Rewolucja we Francji czy raczej Rewolucja antyfrancuska.
Topienie i palenie żywcem, gwałty i podrzynanie gardeł kobietom, przybijanie mężczyzn do drzwi stodoły, dzieci zarzynane bagnetami w łonach matek – takich metod z kolei nie powstydziliby się Ukraińcy z zastępów Bandery, którzy zafundowali nam genocyd na Wołyniu.
Widzimy, jak Rewolucja staje się furią samego piekła, które chce zniszczyć to, co jest zdrowe w społeczeństwie francuskim. Jest to spuszczone z łańcucha, rozkiełznane piekło, a jego wysłannikami są ludzie, dla których nie istnieje honor, a każde słowo może być złamane.
Dokładnie tak samo jak bolszewicy wymordowali rodzinę cesarską, tak oni wyrżnęli rodzinę królewską, a małego następcę tronu, Ludwika XVII zamordowali już po zawarciu rozejmu z Wandejczykami.
Prawda o Wandei jest dla Francuzów, jak prawda o Katyniu. Z tym że my walczyliśmy o udowodnienie zbrodni, której dokonał okupant, dlatego Francuzi mają zadanie trudniejsze, bo polegające na uderzeniu się w pierś. Ale wydaje się, że teraz – gdy fiasko rewolucyjnych „wartości” zaczyna zbierać żniwo w postaci upadku kulturowego i państwowego – nadszedł najwyższy czas. Aby dziedzictwo męczeństwa i heroicznej walki za Boga i króla nie rozpłynęło się w mętnych wodach, którymi od ponad dwóch wieków płynie historia Francji…
Filip Obara
===========================
mail:
Zbrodnia katyńska to masowe skrytobójstwo.
Ludobójstwo w Wandei nie było ukrywane, wprost stawiane za wzorzec republikańskiego działania..
Jeśli porównywać, to raczej ze zbrodniami UPA we wschodniej Polsce.
Tradycyjna Msza święta wzrastała z Kościołem przez wieki a nawet przez tysiąclecia. To skarb, który bezpiecznie, jasno i pięknie wyraża autentyczną katolicką wiarę. Dlatego musi istnieć w Kościele i zostać przekazany następnym pokoleniom, mówi bp Athanasius Schneider.
– Ten ryt wzrastał przez stulecia, a nawet przez tysiąclecia. Dojrzewała w nim cała miłość i wiara Kościoła. Dojrzała w nim naprawdę w pełni. Została wyrażona rytualnie w treści, w modlitwie, we wierze w Eucharystii. Ten ryt nie został stworzony ani wynaleziony przez jakąś komisję, ale wzrastał, począwszy od Apostołów aż po XX wiek – powiedział bp Schneider w rozmowie z niemieckim kanałem youtube’owym „Certamen – DE”.
– Osiągnął swoją pełną postać na długo przed Soborem Trydenckim. Czasami nazywa się go błędnie Mszą trydencką. To nie jest Msza trydencka. Mamy teksty, manuskrypty, na długo sprzed Soboru Trydenckiego, gdzie Ordo Missae jest identyczny. To oznacza, że Sobór Trydencki niczego nie zmienił. Nie chciał zresztą niczego zmieniać. Wprost przeciwnie; panowała wówczas swoista anarchia, również w obszarze liturgii. Wiele diecezji dokonywało zmian liturgicznych, coś wprowadzało, panował nieporządek. Reformacja protestancka przypuściła atak na wiarę w Eucharystię. Dlatego Sobór Trydencki poprosił papieża, by przedłożył całemu Kościołowi i uczynił obowiązkowym ryt rzymski, a więc jedną z najbezpieczniejszych form wyrazu katolickiej wiary w Eucharystii, ryt sprawdzony i tradycyjny. Chciano w ten sposób zakończyć chaos w liturgii i dać bezpieczne normy przeciwko nowinkom protestantów. Dlatego nazwałbym ten ryt «stałą formą rytu rzymskiego». Stała, a zatem trwała forma – wskazał bp Athanasius Schneider.
Jak dodał biskup, znamy teksty z początku II tysiąclecia, a zatem już z XI wieku, gdzie ryt Mszy świętej jest identyczny z tym, którą znamy jako tradycyjny ryt Mszy świętej. Przypomniał, że ta Msza święta była sprawowana przez niezliczonych świętych, uformowała niezliczonych świętych, stanowiła dla nich duchową ojczyznę. Tradycyjny ryt Mszy świętej nie powstał zresztą nagle na początku II tysiąclecia. Mamy dokumenty już z IX wieku, gdzie zawarty jest kanon ze wszystkimi znakami krzyża i ze wszystkimi rubrykami, tak, jak my go dziś znamy. Już w VI wieku papież Grzegorz Wielki pisał, że kanon należy odmawiać po cichu.
– Z tego względu Kościół nie powinien porzucać tej formy, ale ją przechować i przekazać następnym pokoleniom – powiedział biskup. – Jest to jedna z najbezpieczniejszych, najjaśniejszych i najpiękniejszych form wyrazu naszej wiary. Dlatego ta forma Mszy świętej musi istnieć w Kościele dalej – dodał.
Bp Athanasius Schneider mówił też o decyzji papieża Franciszka z 2021 roku ograniczającej możliwość sprawowania tradycyjnej Mszy świętej.
– Trzeba powiedzieć, że tak zwane motu proprio Traditionis custodes to niezwykle smutny dokument. Przejdzie do historii Kościoła jako wielkie nadużycie urzędu ze strony papieża. Papież nie otrzymał władzy od Jezusa, by umniejszać albo znosić Tradycję. Żaden papież nie może swobodnie dysponować wielkim skarbem tysiącleci, tradycyjną formą Mszy świętej. To nie leży w jego gestii. Papież nie jest wszechmocny. Także dla niego są granice. Tradycja jest granicą. To przekaz [wiary] wyznacza papieżowi granice: tutaj nie masz żadnej mocy. Dostrzegam w tej kwestii bardzo ciężkie nadużycie władzy urzędu przez papieża, który źle wykorzystuje swoją władzę. Papież bardzo wyraźnie ograniczył praktykę tej starodawnej formy Mszy świętej tym wiernym, którzy, by tak rzec, już się do niej przyzwyczaili – powiedział.
– [Papież] ogłosił nową formę Mszy świętej za jedyny wyraz wiary w Eucharystię, modlitwy, lex credendi. To nie jest właściwe. Jest to niezgodne z zasadą przekazywania wiary. Papież jest związany tą zasadą. Mamy nadzieję, że ten dokument będzie mieć krótki żywot, tak jak to działo się już z niektórymi dokumentami w historii Kościoła. Mamy nadzieję, że w przyszłości jakieś papież przywróci w całej pełni tradycyjną i trwałą formę Mszy świętej – podsumował.
Rozstrzeliwano ich i gilotynowano. Topiono i palono żywcem. Przebijano bagnetami i miażdżono. Metodycznie wymordowano kilkaset tysięcy ludzi, niemal połowę mieszkańców całej prowincji, a pamięć o tej zbrodni systematycznie wymazano. „Nie opłakała ich Elektra, nie pogrzebała Antygona” – słowa te, choć nie Wandejczykom poświęcone, oddają tragizm ich losu nie mniej, niż Wyklętych. Minęło już 230 lat lat od chwili, kiedy jedną kartką papieru skazano ich na okrutną śmierć.
Dwa rozkazy
Pierwszy dzień sierpnia to dla Polaków przede wszystkim data wybuchu powstania, w wyniku którego zniszczeniu uległa stolica naszego kraju, a około dwustu tysięcy jej mieszkańców poniosło śmierć. Rozkaz ich zgładzenia paść miał na wieść o wybuchu powstania z ust samego Hitlera, który, według generała von dem Bach-Zalewskiego, miał powiedzieć: „każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.”
A tymczasem półtora wieku wcześniej, również pierwszego sierpnia, przesądzony został los innego powstania, które wybuchło w miejscu o nazwie również zaczynającej się na literę „W”. Oto Konwent obradujący w Paryżu wydał rozkaz całkowitego unicestwienia Wandei – prowincji w północno-zbuntowanej przeciw rewolucji. Bandyci, jak zwolennicy Republiki nazywali powstańców, mieli być wystrzelani, lasy całej prowincji – wycięte lub spalone, pola uprawne – spustoszone, inwentarz żywy – skonfiskowany. Dowódcy republikańskich oddziałów wcielali rozkaz w życie z wyjątkowo rewolucyjną gorliwością, równając z ziemią setki wandejskich wsi i eksterminując ich mieszkańców.
Czymże zasłużyli sobie Wandejczycy na straszny los, który ich spotkał? Jakiej dokonali zbrodni? Dlaczego powstanie, do którego wybuchu doszło w marcu 1793 roku zostało przez Rewolucję uznane za śmiertelne zagrożenie?
Dlaczego Wandea?
Jak podkreślają historycy, Wandea była właściwie… rewolucyjnym tworem. To przecież władze republiki, wprowadzając nowy podział administracyjny kraju, który za nic miał sobie kształtujące się przez wieki więzi lokalnych społeczności, tradycje i obyczaje, stworzyły departamenty, będące zlepkami dawnych prowincji pociętych dla ulepienia nowej Francji na modłę „filozofów”. Tak stworzono „departament Vendee”, który obejmował część historycznej Andegawenii, Dolne i Górne Poitou oraz południową Bretanię. Teren ten nie należał nigdy do najbogatszych, zamieszkiwany był zaś przez ludność spokojną i trzymającą się z dala od polityki. Wyróżniała ją głęboka religijność, do której z pewnością przyczyniła się praca św. Ludwika Marii Grignon de Montfort, w początkach XVIII wieku szerzącego tu kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, a także nabożeństwo do Matki Bożej i modlitwę różańcową.
Mieszkańcy Wandei dość entuzjastycznie popierali na początku rewolucyjne przemiany w kraju, jednak już w 1790 r. ich zaangażowania malało, a w kolejnych latach zmieniło się w otwartą wrogość. Nasilające się prześladowania religii katolickiej oraz uwięzienie króla Ludwika XVI, sprawiły, że nawet ci prości chłopi zaczęli sobie zdawać sprawę z rewolucyjnego szaleństwa. Kiedy 21 stycznia 1793 r. w Paryżu stracono króla, w Wandei zaczęło wrzeć. Sygnałem do wystąpienia stała się jednak uchwała Konwentu z 24 lutego 1793 r., na mocy której przeprowadzić miano pobór 300-tysięcznego wojska do obrony Republiki przed zbrojną interwencją nowej koalicji. Powołując się na prastary przywilej nadany im przez królów, Wandejczycy poczęli odmawiać stawienia się przed komisjami poborowymi. Próbowano ich jednak do tego zmuszać, co było kroplą, która przelała czarę goryczy. W Cholet, mieście położonym w centrum departamentu, z początkiem marca wybuchły zamieszki. 11 marca zaczęła się jeszcze spontaniczna, ale już wykazująca znamiona jakiegoś zorganizowania akcja powstańcza – pod bronią stanęli bowiem chłopi z kilkuset wandejskich parafii, zaciekle atakując organy rewolucyjnej władzy.
Dlaczego ruszyli do walki? Odpowiedzią niech będą proste słowa późniejszego wodza powstania Maurycego d’Elbee: „Przysięgam na honor, że aczkolwiek pragnąłem monarchii, nie miałem żadnych szczególnych zamiarów i byłbym żył jak uległy obywatel pod każdym rządem, który by mi dał spokój oraz swobodę praktykowania mojej wiary.”
Wielka Armia Katolicka i Królewska
W ciągu trzech pierwszych dni insurekcji chłopskie oddziały opanowały większą część prowincji, z wyjątkiem większych miast. We wsiach spontanicznie powstawały komitety parafialne. Już 13 marca kilka tysięcy powstańców przeprowadziło udany szturm na Cholet. Miasteczko stało się siedzibą władz powstańczych, jednak z ich powołaniem czekano aż do wystąpienia dołączy się szlachta. Chłopi bowiem, widząc brak koordynacji swych działań, zwrócili się do doświadczonych w bojach arystokratów i przedstawicieli drobnej szlachty, z których wielu przeszło służbę w armii, z prośbą o objęcie przywództwa nad swymi oddziałami. Kiedy, nie bez wahania co do szans na sukces militarny, część szlachty przyłączyła się do powstania, poparli je również tzw. oporni księża, którzy nie zgodzili się na złożenie przysięgi wierności republice.
Armia powstańcza nie przypominała regularnego wojska, pomimo, że po pierwszych większych sukcesach przyjęła nazwę Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej. Stanowiła ona właściwie federację kompanii parafialnych, przewodzonych przez miejscowego dziedzica w asyście proboszcza. Posiadała, owszem, stały trzon, który stanowiło kilkuset szlachty i kilka tysięcy chłopskiej młodzieży. Pozostali jednak rozchodzili się po bitwie do domu, aby w razie sygnału stanąć pod bronią. Wandejczycy byli dobrymi strzelcami, ale niewielu miało doświadczenie wojenne, najbardziej odpowiadała im więc walka typu partyzanckiego.
Wielka Armia Katolicka i Królewska różniła się od rewolucyjnych oddziałów nie tylko gorszym uzbrojeniem, brakiem regularnych mundurów i wyobrażeniami Najświętszego Serca Pana Jezusa, widniejącymi na piersiach walczących i ich sztandarach. Charakterystyczne były też jej obyczaje: powstańcy modlili się przed każdym posiłkiem, wymarszem i bitwą, a podczas przemarszów śpiewali tradycyjne pieśni religijne.
Dowódcy tej armii też nie byli zwykłymi żołnierzami. Jacques Cathelineau, w chwili wybuchu powstania był woźnicą, ale jako niezwykle pobożny człowiek cieszył się u chłopów wielkim autorytetem. Jego mądrość, prawość i zdolności przywódcze sprawiły, że w bardzo krótkim czasie został jednym z przywódców chłopskich oddziałów, a po kilku miesiącach wybrano go naczelnym wodzem Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej. Wkrótce jego postać otoczył niemal religijny kult. Żołnierze zwali go „świętym z Anjou”.
Wspomniany już Maurycy Gigost d’Elbee służył w kawalerii armii saksońskiej Augusta III, króla Polski, później zaś przebywał w swej posiadłości La Loge-Vaugirault. Do powstania przyłączył się niechętnie, pod namową swych chłopów, szybko jednak stał się jednym z najpopularniejszych przywódców, szefem sztabu armii powstańczej, zaś po śmierci Cathelineau – jej generalissimusem, czyli naczelnym wodzem. Nazywano go Ojcem-Opatrznością, gdyż w każdej sprawie zalecał zdanie się na Opatrzność, a obok pobożności i odwagi znany był z miłosierdzia, opanowania i skromności. Warto wspomnieć też innych wybitnych przywódców, jak Henri hrabia de La Rochejaquelein, markiz Charles de Bonchamps, Louis-Marie de Lescure, czy walczący jeszcze do 1796 roku Francois Charette de La Contrie.
Okrucieństwa „niebieskich”
Wojna od początku miała wyjątkowo brutalny charakter. Głośne były zwłaszcza wyczyny oddziałów bezlitosnego rzezimieszka Franciszka Westermanna, do którego później przylgnęło miano „rzeźnika Wandei”. To jego żołdacy nie brali jeńców, palili wsie i mordowali wszystkich napotkanych ludzi, gwałcili kobiety, zaś małe dzieci rozrywali na strzępy! Okrucieństwa zdarzały się też po stronie Wandejczyków, jednak generałowie wkładali wiele wysiłków w powstrzymywanie chłopów od rzezi. Wielokrotnie uwalniano republikańskich jeńców, wzięci do niewoli Wandejczycy nie mogli natomiast liczyć na miłosierdzie.
Niemniej jednak pierwsze miesiące powstania to niemal nieprzerwane pasmo jego sukcesów militarnych. W kwietniu insurgenci pokonali wojska republikańskie pod Chemille, Abrais i Coron. W początku maja zwyciężyli pod Breissure, następnie zdobyli Thouars, Parthenay i Fontenay. Wreszcie w czerwcu ciężkim szturmem wzięli Saumur, gdzie mieścił się sztab wojsk republikańskich, a następnie przejściowo opanowali Angers. Wydawało się, że droga do Paryża stała przed nimi otworem.
Zamiast ruszać na stolicę, postanowiono opanować Nantes, by połączyć się z Bretanią, na terenie której operowały antyrepublikańskie oddziały szuanów. Jednak Bitwa o Nantes okazała się pierwszą klęską Wandejczyków, stracili oni w niej bowiem swego ukochanego wodza – Cathelineau. Jego następca – d’Elbee pokonał jeszcze w lipcu idące z głębi Francji wojska interwencyjne pod Chatillon, Vihiers i Pont De Ce, co zapewniło wyczerpanej Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej chwilę wytchnienia. Niedługą jednak, bo przeciw Wandei skierowane zostały dodatkowe siły, na czele których stanął generał Kleber. Ten natychmiast ruszył pod Cholet, gdzie 17 października zwyciężył Wandejczyków. Ciężkie rany odniósł d’Elbee i powstanie znów straciło kolejnego wodza. Po nieudanym rajdzie nad kanał La Manche, w nocy z 13 na 14 grudnia 1793 roku generałowie Kleber i Marceau rozgromili 30-tysięczną armię powstańczą na ulicach miasta Le Mans. Tysiące insurgentów oraz ich rodzin zostało wymordowanych, sześć tysięcy niedobitków republikanie dopadli i otoczyli 23 grudnia pod Savenay. Większość zginęła. Około tysiąca Wandejczyków poddało się wreszcie po otrzymaniu obietnicy darowania im życia, jednak i oni zostali wymordowani.
„Zamiatanie ogniem”
Powstanie zostało utopione we krwi. Zaczęły się potworne represje, które przerodziły się w zorganizowane ludobójstwo. Zaraz po bitwie pod Savenay w samym tylko Angers rozstrzelano 1890 osób ustawionych w ośmiu szeregach. W Rennes zgilotynowano 90 osób i rozstrzelano 700. W Nantes rozpoczęły się masowe egzekucje nie podzielających republikańskich wartości kapłanów katolickich. Chcąc usprawnić zabijanie, zaczęto ich gromadzić w barkach, które następnie zatapiano w Loarze. Tych, którzy się wyswobodzili, dobijały szablami specjalne ekipy na łodziach pływających po rzece. Tak zamordowano co najmniej 350 księży. W tym samym okresie utopiono tam i zastrzelono około 9000 powstańców i członków ich rodzin, w tym wiele kobiet z małymi dziećmi.
Tymczasem na bezbronne wsie wyruszyły oddziały generała Turreau, uformowane w 20 kolumn, podążających z obrzeży prowincji koncentrycznie ku sobie i niszczących wszystko na swej drodze. Kolumny te zostały nazwane kolumnami piekielnymi, z powodu wyjątkowego okrucieństwa i sadyzmu. Mordowały kobiety, starców i dzieci. Młode dziewczęta topiono w studniach, gwałcono i przecinano na pół, kobiety ciężarne miażdżono pod prasą do tłoczenia wina. Małe dzieci nabijano na bagnety.
Równocześnie trwał rabunek całej prowincji. Wykorzystywano wszystko, w tym ciała uprzednio zamordowanych. W Angers zdejmowano z ofiar skórę i szyto z niej spodnie lub rękawiczki dla oficerów. W Clisson palono nawet zwłoki, by pozyskać z nich tłuszcz. Francuski historyk Reynald Secher skrupulatnie wyliczył w swej książce „Wandea, departament zemsty”, że istniejące dokumenty pozwalają stwierdzić, że ludność departamentu zmniejszyła się w ciągu kilku lat o co najmniej 117 257 osób (czyli 15 procent ogółu), a równocześnie w Wandei ubyło co najmniej 20 procent domostw.
Co szczególnie istotne, ludobójstwo to było oficjalnie zadekretowane przez rewolucyjne władze. Wszak, jak mówił Robespierre „ludem kieruje się przez rozum, a wrogami ludu przez terror”. Konwent zwracał się więc do swych żołnierzy: „Trzeba wytępić bandytów w Wandei”, a jego członkowie dodawali: „wyludnić Wandeę!” (Francastel), „pozamiatać armatami ziemię Wandei i oczyścić ją ogniem (Barere), „nie wolno pozostawić przy życiu ani jednego buntownika” (Carrier). Ten ostatni zresztą, członek Komitetu Ocalenia Publicznego, argumentował, że nie wolno pozostawiać przy życiu wandejskich kobiet, bo „są potworami”, zaś „dzieci w wieku trzynastu i czternastu lat podnoszą przeciw nam broń, a dzieci młodsze są szpiegami tych bandytów”. Inni członkowie Konwentu także byli zdecydowani: „wojna może zakończyć się tylko wówczas, gdy w Wandei nie będzie ani jednego mieszkańca”.
Suma strachów Rewolucji
Wreszcie jednak akcja ludobójcza została spowolniona przez zbytnie obłowienie się przez morderców mnóstwem zrabowanych dóbr, a następnie, po upadku dyktatury jakobinów, wstrzymana. Doszło jeszcze do kolejnego, znacznie mniejszego powstania, a sytuacja w departamencie uspokoiła się dopiero w czasie rządów bonapartystowskich. Jednak ludobójstwo nie zostało wcale osądzone, a Wandeę skazano po latach na kolejny dramat – zapomnienia. Reynald Secher nazwał go nawet zbrodnią „pamięciobójstwa”, dokonaną przez kolejne republiki francuskie, propagujące wielkość rewolucji 1789 roku i absolutnie nie zainteresowane w ujawnianiu jakichkolwiek jej ciemnych kart. Skalę zakłamania pokazuje słynna „Wielka Rewolucja Francuska” Julesa Micheleta, która stała się kanonicznym dziełem dla pokoleń historyków. Jej autor oczernia powstańców i przypisuje im najgorsze motywacje, pomniejszając przy tym zbrodnie republikanów, niczym stalinowscy propagandziści opisujący „reakcyjne, polskie bandy”.
Dlaczego rewolucjoniści z taką zaciekłością postanowili zgładzić Wandeę, a później skazać ją na zapomnienie? Otóż była ona, żeby użyć współczesnego określenia, sumą wszystkich ich strachów. Była zbrojną kontrrewolucją, która pokazywała, że można z bronią w ręku przeciwstawić się rządom postępowych i oświeconych. Była reakcją ludu na niszczenie normalności przez tych, którzy rzekomo działają w imię ludu. Ujawniała wreszcie bandycką i antyludzką naturę rewolucji skrzętnie skrywaną przez szumne deklaracje o rozmaitych prawach i ponętne hasła. Podczas gdy zbrodnie dokonane przez Republikę w Wandei było inspiracją dla takich ludobójców, jak Hitler, Mao czy Pol-Pot, innym mały departament na Zachodzie Francji kojarzył się przede wszystkim z groźbą kontrrewolucji. Lenin, który uważnie studiował historię rewolucji francuskiej, gdy podjął decyzję o eksterminacji Kozaków, argumentował wszak: „To nasza Wandea”.
Zapraszamy 31 grudnia, niedziela, na 86 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Św. która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
O godzinie 15.00 w Lasku Cygańskim w kościele parafialnym Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata rozpocznie się w intencji Ojczyzny modlitwa różańcowa przed Najświętszym Sakramentem. O godzinie 18.00 złożona będzie Najświętsza Ofiara za Ojczyznę.
Piorun rozbił klucz, rękę błogosławiącą i aureolę figury św. Piotra na fasadzie kościoła Matki Bożej Różańcowej w San Nicolas, sanktuarium w Buenos Aires w Argentynie.
Do incydentu doszło 17 grudnia, w dniu urodzin Franciszka, w przeddzień jego homoseksualnej propagandy Fiducia Supplicans. Tego dnia burza zdewastowała okolicę.
Rektor Sanktuarium pospiesznie odrzucił tę oczywiście symboliczną interpretację:
„Sanktuarium nie zgadza się z interpretacją, która została podana w odniesieniu do szkód wyrządzonych figurze św. Piotra Apostoła”.
Excusatio non petita, accusatio manifesta [Kto się tłumaczy, ten się oskarża]
Łukasz Warzecha oraz Policja na proteście polskich przewoźników w Dorohusku.
Polscy przewoźnicy wznowili protest przed przejściem granicznym w Dorohusku, po tym, jak wójt gminy Wojciech Sawa go rozwiązał. Publicysta Łukasz Warzecha ujawnił szokujące kulisy decyzji lokalnych władz.
Przypomnijmy, że trwający od 6 listopada protest przewoźników przed przejściem w Dorohusku został rozwiązany 11 grudnia przez wójta gminy Wojciecha Sawę. Jednocześnie przewoźnicy złożyli kolejny wniosek o nowe zgromadzenie od 18 grudnia do 8 marca, którego wójt również zakazał. Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił jednak tę decyzję wójta i protestujący powrócili na granicę.
„Pamiętają Państwo, jak przed Świętami wójt gminy Dorohusk rozwiązał protest przewoźników? Powoływał się wtedy m.in. na to, że w gminie przez protest znikają miejsca pracy” – przypomniał na portalu X Warzecha.
„Okazuje się, że wójt zwyczajnie kłamał – nie miał takich informacji” – stwierdził.
Dziennikarz wysłał bowiem do urzędu gminy Dorohusk szereg pytań, związanych z tą sprawą.
„Wśród argumentów za rozwiązaniem protestu przedstawiciele urzędu gminy wymieniali m.in. utratę miejsc pracy w gminie z jego powodu. Proszę o wskazanie, w jakich sektorach protest przewoźników spowodował utratę zatrudnienia w gminie Dorohusk oraz ile osób od momentu rozpoczęcia protestu pracę z jego powodu straciło” – pytał.
„Urząd gminy wskazał także, że organizatorzy protestu nie wywiązywali się ze zobowiązań dotyczących przepuszczania transportów z pomocą humanitarną oraz ładunkami łatwo się psującymi i niebezpiecznymi. Proszę w związku z tym o wskazanie:
– Jakie było źródło takich informacji?
– Jaka liczba transportów w konkretnych kategoriach nie została przepuszczona zgodnie z wcześniejszymi uzgodnieniami?
– Czy urząd gminy podjął w tej sprawie rozmowy z organizatorami blokady przed podjęciem decyzji o jej rozwiązaniu?” – dodał.
„Oto odpowiedzi wójta gminy, pana Sawy:
1. Gmina nie posiada danych w jakich dokładnie sektorach nastąpiła utrata miejsc pracy i jaka to była liczba.
2. Informacja była przekazywana od służb mundurowych. Nie dysponujemy liczbą transportów w konkretnych kategoriach, które nie zostały przepuszczane zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.
3. Ustalenia z organizatorami zgromadzeń, które odbywają się lub odbywały na terenie gminy Dorohusk, były podejmowane przez policję z protestującymi na spotkaniach, które odbywały się przed każdym zgromadzeniem” – czytamy.
Pekin doświadczył najdłuższej fali zimna od początku prowadzenia zapisów w 1951 roku, zmagając się z ponad 300 godzinami temperatur poniżej zera od 11 grudnia. Ta arktyczna fala zimna przyniosła silne ochłodzenie w północnych i północno-wschodnich częściach Chin, gdzie w niektórych obszarach północno-wschodnich temperatury spadły do -40 °C i poniżej.
Szczególnie dotkliwie zimno było w Pekinie, gdzie stacja meteorologiczna Nanjiao odnotowała pierwszy wzrost temperatury powyżej 0 °C (32 °F) w niedzielne popołudnie 24 grudnia, kończąc okres mrozów trwających od 11 grudnia. Było to ponad 300 godzin temperatur poniżej zera, najdłuższy taki okres w grudniu od początku prowadzenia pomiarów w 1951 roku. Miasto wytrzymało dziewięć kolejnych dni z temperaturami poniżej -10 °C.
Nagłe spadki temperatur spowodowały zakłócenia w funkcjonowaniu metra w Pekinie, doprowadzając do zderzenia dwóch pociągów w śnieżnych warunkach. W wyniku tego zdarzenia setki pasażerów szukały pomocy medycznej, wielu z nich doznało złamań kości.
Ekstremalnie niskie temperatury utrudniły również działania ratunkowe po śmiertelnym trzęsieniu ziemi, które miało miejsce wcześniej w tym miesiącu w północno-zachodniej prowincji Gansu.
Intensywna fala zimna doprowadziła do przeciążenia systemów ogrzewania w kilku północnych miastach. W centralnej prowincji Henan zgłoszono wiele awarii systemów z powodu ogromnego zapotrzebowania na ogrzewanie. Jiaozuo, miasto w prowincji Henan, doświadczyło częściowego przerwania usług ogrzewania z powodu awarii w elektrowni Wanfang.
Inne miasta w prowincji, w tym Puyang i Pingdingshan, musiały ograniczyć ogrzewanie w budynkach rządowych i przedsiębiorstwach państwowych, aby priorytetowo zapewnić podstawowe usługi budynkom takim jak szpitale, szkoły i budynki mieszkalne.
Pekin odnotował również swój najgorętszy czerwiec w 2023 roku, z temperaturami przekraczającymi 40 °C.
– W pierwszej połowie XIX wieku liberałowie głosili tezę, że kiedy zlikwiduje się Państwo Kościelne, to Kościół runie załamując się pod własnym ciężarem. To się okazało nieprawdą, ponieważ Leon XIII wysoko podniósł sztandar Chrystusa, nie bał się głosić nauki apostolskiej i walczyć z rewolucją – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Marek Kornat.
Prorok, czy genialny obserwator rzeczywistości? Które określenie bardziej pasuje do papieża Leona XIII?
Jedno i drugie. Leon XIII był papieżem, który posiadał analityczny umysł i przez to w sposób niezwykle przenikliwy dostrzegał aktualne położenie spraw w świecie oraz położenie Kościoła w świecie, który w drugiej połowie XIX wieku wkraczał w nową fazę swoich dziejów. Po pierwsze dlatego, że w 1870 roku przestało istnieć Państwo Kościelne. Po drugie: trwała wówczas wielka ofensywa ideologii liberalizmu, socjalizmu i komunizmu, a także anarchizmu. Leon XIII był papieżem potrafiącym wznieść na wyżyny swoich możliwości służbę urzędowi nauczycielskiemu Kościoła. Papież zawsze jest bowiem pierwszym sługą urzędu nauczycielskiego, co w dzisiejszych czasach trzeba przypominać na każdym kroku, a Urząd Nauczycielski jest instancją ustanowioną przez Założyciela Kościoła – Jezusa Chrystusa. Nie ma więc wątpliwości, że urząd ów musi wypełniać każdy papież, bo to jest najważniejsze powołanie wszystkich następców Świętego Piotra.
Papież Leon XIII był mężem stanu wielkiego formatu (czego nie można powiedzieć o każdym papieżu), ale i wizjonerem w tym znaczeniu, że widział przyszłość świata w sposób realistyczny i niewątpliwie dość pesymistyczny. Był obrońcą podstaw wiary i pasterzem, który wyróżniał się niezwykle bogatym nauczaniem społecznym. Ono nigdy nie osiągnęło tak bogatego plonu ani wcześniej, ani później, jak podczas trwającego 25 lat pontyfikatu Leona XIII.
Leon XIII w swoich wypowiedziach i dokumentach używał bardzo mocnych słów. 28 grudnia 1878 roku ogłosił on encyklikę „Quod apostolici muneris”, w której nazywa socjalistów, komunistów i nihilistów sekciarzami i barbarzyńcami „związanymi ze sobą nieprawym przymierzem, którzy nie kryją się pod osłoną ciemności tajnych zebrań, lecz otwarcie wychodzą na światło dzienne z zamiarem rozbicia fundamentów społeczeństwa cywilizacyjnego”. Słowa nie do pomyślenia po II Soborze Watykańskim…
Zdecydowanie. Encyklika, która jest głównym przedmiotem naszej rozmowy, „Quod apostolici muneris” stanowi dobry przykład na to, żeby widzieć w papieżu Leonie XIII człowieka, który absolutnie nie może być posądzony o jakiekolwiek liberalne skłonności, modernizm czy progresizm, bo i takie głosy na jego temat pojawiały się w historiografii. Mówiono, że Leon XIII był papieżem sterującym Kościołem w sposób liberalny; że był on wyraźnym przeciwieństwem swojego wielkiego poprzednika, czyli błogosławionego Piusa IX etc. Otóż encyklika „Quod apostolici muneris” jest dobitnym zaprzeczeniem tego typu twierdzeń. Dzisiaj pontyfikatem Leona XIII prawie nikt się nie interesuje (poza historykami), bo Kościół posoborowy ma inne problemy, jak np. troska o klimat.
Pyta Pan, dlaczego Leon XIII używał ostrego języka? Przede wszystkim należy podkreślić, że ówcześnie wrogowie Kościoła atakowali Kościół jeszcze ostrzej. Kościół był atakowany jako siedlisko zabobonu, jako ciemiężyciel, jako pomocnik wyzyskiwaczy-kapitalistów, jako ten, który głosi pogodzenie się z rzeczywistością polegającą na wyzysku człowieka przez człowieka, obiecując wynagrodzenie krzywdy po śmierci, etc. Mówimy oczywiście o zewnętrznych wrogach Kościoła, bo wroga wewnętrznego w Kościele wówczas jeszcze nie było, a przynajmniej nie odsłaniał on swego oblicza. Oczywiście były takie czy inne różnice między biskupami czy kardynałami, ale one dotyczyły generalnie zagadnień politycznych, dyscyplinarnych czy duszpasterskich. Doktrynalnie Kościół stanowił jedność. Dotyczy to i dogmatów będących przedmiotem wiary, i ustroju Kościoła, i nauki moralnej.
Wrogowie zewnętrzni atakowali, więc papież stanowczo im odpowiadał broniąc Kościoła i pokazując, gdzie jest prawdziwe zło. Leon XIII nie pisze tego wprost w encyklice „Quod apostolici muneris”, ale cały jego pontyfikat dowodzi, iż zdawał on sobie sprawę, że komunizm ze swoją ideologią pretenduje do roli świeckiej religii. On chce być substytutem religii, której celem jest realizacja utopii fałszywego królestwa szczęśliwości na ziemi. Innymi słowy zamiast religii nadprzyrodzonej, która prowadzi do zbawienia i życia wiecznego, wrogowie Kościoła stworzyli religię świecką obiecującą powszechne szczęście, dobrobyt, równość i wolność na ziemi. Realizacja ich dążeń dała zaprzeczenie tych obietnic. Przyniosła głód, śmierć i ruinę cywilizacji.
Leon XIII zwraca uwagę, że wrogowie Kościoła chcą budować państwo bez Boga i bez Prawdy nadprzyrodzonej…
Tutaj mógłbym zrobić długi wywód, który przerodziłby się w wykład, ale pozwoli Pan, że ograniczę się tylko do absolutnego minimum. W 1848 roku, kiedy opublikowano „Manifest komunistyczny” słowo komunizm, ideologia komunistyczna zrobiły olbrzymie wrażenie na czołowych autorytetach Kościoła. Od tego momentu Urząd Nauczycielski sprawowany przez Piusa IX kilkukrotnie poddawał krytyce i potępiał komunizm jako ideologię zapowiadającą realizację zła pod sztandarem dobra.
Po drugie: papieże nigdy nie dali się oszukać hasłu, że komunizm to jakaś piękna idea, jak niekiedy słyszymy dzisiaj czy to w mediach, czy to nawet z ust historyków. Otóż nie! Papieże wiedzieli, że idea jest zła u samych podstaw, ponieważ jest destrukcyjna i chora. Nie jest bynajmniej tak, że komunizm jako projekt ideologiczny to coś wspaniałego, tylko jego realizacja się nie powiodła, bo została wypaczona przez Stalina, Pol Pota, czy Kim-Ir-sena wskutek ich autorytarnych osobowości. Papieże od początku wiedzieli, że cała ideologia komunistyczna już na etapie projektu, wraz ze swymi podstawami i założeniami teoretycznymi, nie zapowiada niczego dobrego. Prowadzi więc do zła.
Jeden tylko przykład. Zniesienie własności prywatnej – jako idea programowa – zapowiada kolektywizm, a kolektywizm to podporządkowanie człowieka państwu, gdyż państwo przejmie rolę wielkiego właściciela i producenta. I tak oto człowieka się upaństwowi…
Po trzecie: encyklika „Quod apostolici muneris” to pierwsza, osobna wypowiedź pontyfikalna o zagrożeniu komunistycznym (i socjalistycznym). Leon XIII napisał ją ze świadomością, że 7 lat wcześniej, w 1870 roku we Francji miało miejsce straszliwe wydarzenie nazwane Komuną Paryża. Komuna Paryża jako rewolucyjny projekt przetrwała 70 dni, ale niszczycielski pochód, który wówczas twórcy projektu nowego świata i nowego ładu pokazali światu, zrobił na ludziach Kościoła ogromne wrażenie. Przypomnę, że jednym z pierwszych czynów tamtego strasznego czasu było rozstrzelanie metropolity Paryża abp. Georgesa Derboy‘a. Brano zakładników, dokonywano masowych egzekucji. To wszystko było pierwszym pokazem terroru, jaki później doszedł do gigantycznych rozmiarów w Związku Sowieckim. Może w ogóle jest jakaś symbolika w tym, że Komuna Paryża przetrwała 70 dni, a ZSRR już 70 lat? Może jest to jakiś dyskretny, chociaż czytelny znak Opatrzności? Tego nie wiem, ale nasuwa się takie skojarzenie.
Dlaczego Leon XIII w encyklice „Quod apostolici muneris” stawia w jednym szeregu oprócz socjalistów i komunistów również nihilistów?
Jeżeli papież mówi o socjalistach, komunistach i nihilistach, to należy rozumieć, że nihilistami przede wszystkim są anarchiści. Anarchiści dążyli wówczas do likwidacji władzy państwowej jako takiej. Ich zdaniem na świecie byłoby lepiej, gdyby państwa zniknęły, bo wówczas zapanowałaby powszechna wolność i równość. Anarchiści pod koniec XIX i na początku XX wieku zabijali poprzez zamachy terrorystyczne wyższych funkcjonariuszy państwowych, a nawet i głowy państw. Z rąk anarchistów zginął przecież prezydent USA William McKinley. Anarchiści zamordowali cesarzową Austrii Elżbietę Bawarską, popularnie zwaną Sisi, włoskiego króla Humberta I oraz jeszcze kilku innych przywódców. O ile komunizm ma konkretny cel, jakim jest ustanowienie w jednym państwie „dyktatury proletariatu”, a docelowo zbudowanie globalnego państwa proletariackiego”, to anarchizm głosi, że trzeba zniszczyć dotychczasowy ład polityczny i społeczny. Ale nie obiecuje on już niczego w zamian, tylko zapowiada pełną samorealizację wyzwolonego spod alienacji człowieka. W takim kontekście właśnie trzeba pojmować fakt, że papież stawia w jednym szeregu socjalistów, komunistów i nihilistów. Nihiliści to anarchiści.
Papież Leon XIII zwraca uwagę, że całe to sekciarstwo i barbarzyństwo, które opisuje w dużym stopniu jest pokłosiem XVI reformacji. „Najsroższa wojna, która została wydana wierze katolickiej przez nowatorów w XVI wieku i ciągnąca się aż do naszych czasów zmierza do tego, by usunąć wszelkie objawienie i zburzyć jakikolwiek nadprzyrodzony porządek, pozostawiając wolną drogę tylko dla wymysłów a raczej dla fikcji rozumu”, pisze papież.
To tylko pokazuje jak wielką tragedią dla Kościoła i świata była zapoczątkowana przez Marcina Lutra w 1517 roku Reformacja. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że Leon XIII potępił całościowo reformację, jako jedno z głównych źródeł rewolucji w świecie obok oświecenia w encyklice „Diuturnum illud” z 29 czerwca 1881 roku. Dokument ten był pisany pod świeżym wrażeniem zabicia przez anarchistę cara Aleksandra II. Leon XIII oczywiście nie miał powodów, aby jakoś specjalnie opłakiwać tragiczną śmierć cara, choćby dlatego, że był przeciwnikiem ekumenizmu. Tym niemniej uważał, że taki mord, do jakiego doszło w Petersburgu jest wyczynem zapowiadającym podobne działania w przyszłości i bardzo był tym wstrząśnięty.
Jeśli zaś chodzi o encyklikę, o której rozmawiamy, czyli „Quod apostolici muneris”, to papież zwraca w niej uwagę na kilka idei. Przede wszystkim Leon XIII krytykuje i potępia tezę, że państwo jest umową społeczną. Papież podkreśla, że człowiek nie jest panem swego losu, swego życia i musi się liczyć ze Stwórcą, który zostawił światu prawo boskie, a każdemu stworzeniu wypisał w duszy (czyli w sumieniu) prawo naturalne. Kto tego nie przestrzega jest barbarzyńcą dążącym do zniszczenia porządku i przeprowadzenia rewolucji.
Druga idea tej encykliki, to krytyka komunistycznego hasła, że wszyscy ludzie są równi. Owsem papież pisze, że wszyscy ludzie są równi w tym znaczeniu, że wszyscy będą pojedynczo sądzeni po śmierci za swoje czyny, i że wszyscy ponoszą odpowiedzialność wobec Stwórcy, a także że wszyscy zawdzięczają życie twórcy i mają tę samą naturę pochodzącą od tegoż Stwórcy. Nie może natomiast być mowy o tym, że każdy człowiek ma mieć takie same dobra materialne, bo jeden jest zaradny i pracowity, a inny już nie. Nie ma mowy, że każdy może zostać księciem i rządzić. To jest absurd ideologii komunizmu, który krytykuje i potępia papież. Nie jest więc tak, jak głosił później Lenin, że pewnego dnia na czele rządu stanie kucharka.
Po trzecie: Leon XIII pisze również o obowiązkach władzy podkreślając, że władza nie polega na tym, żeby sobie używać, tylko spełnia się w postaci służby. Co ciekawe tę naukę głosi wciąż Kościół – również po II Soborze Watykańskim. Problem tylko w tym, że obecny papież, który z ortodoksją ma niewiele wspólnego, doprowadził tę naukę do absurdu w drugą stronę. Nie nauczać, nie potępiać błędów, tylko służyć wszystkim (może z wyjątkiem wiernych tradycji katolickiej…). Leon XIII podkreślał, że władza wiąże się z obowiązkami, i że każdy ze sprawujących władzę będzie z tychże obowiązków rozliczony. To bardzo ważna idea i Leon XIII nie był w tej materii żadnym odkrywcą. On tylko kolejny raz przypomina odwieczną naukę Kościoła pokazując, dlaczego komunizm, socjalizm, nihilizm są nie do pogodzenia z katolicyzmem.
Czwarta kwestia: papież broni prawa własności podkreślając, że likwidacja prawa własności i wprowadzenie zasady, iż wszystko jest wspólne, prowadzi do degradacji człowieka – do jego poniżenia i wykorzenienia. Leon XIII dodaje jednak, że własność nakłada obowiązki na człowieka, który z niej korzysta. Ostatnia rzecz: papież zachęca do dobroczynności, do opieki nad ludźmi biednymi i chorymi, do realizowania tych wszystkich ideałów miłosierdzia chrześcijańskiego, które zdobią Kościół od wielu stuleci.
Leon XIII pisze również o kryzysie rodziny: zachwianie rodziny; rozwody; „wyzwolenie” kobiet; słabi, zniewieściali mężczyźni; dzieci buntujące się przeciwko rodzicom etc. Papież pisał o drugiej połowie XIX wieku, czy o pierwszych dwóch dekadach XXI wieku?
To kolejny dowód na wielką dalekowzroczność Leona XIII, a może nawet prorockie olśnienia. To, co papież krytykował pisząc o kryzysie rodziny, to były wówczas niewielkie enklawy zła na świecie. Dzisiaj to niestety norma… Papież podkreśla, że obrona rodziny, odrzucenie rozwodów, to jeden z głównych obowiązków biskupów. Ta encyklika jest zachętą do jeszcze większej determinacji i jeszcze większego poświęcenia w służbie nauki moralnej Kościoła – niż zwykle. Niecałe 150 lat po opublikowaniu „Quod apostolici muneris” w Kościele posoborowym coraz mniej mówi się o grzechu. Kiedy chodzi o obronę rodziny, albo mówi się bardzo mało, albo głosi się zwodnicze tezy. Zwodnicze nauczanie jest tu najgorsze, ponieważ składa się życzeniowe obietnice jako prawdę niemal objawioną. Podam przykład: jeśli któryś hierarcha mówi, że Pan Jezus nikim nie gardził, to oczywiście mówi prawdę. Jeśli jednak te słowa odnoszą się do tego, żeby w ten sposób poprzeć przywileje „kochających inaczej”, wówczas mamy do czynienia z perwersyjnym używaniem słów Chrystusa do zrobienia wyłomu w nauce Kościoła. Powtarzam więc: nauczanie zwodnicze jest gorsze niż brak jakiegokolwiek nauczania.
Leon XIII pisze wprost, że tylko Kościół może zatrzymać zarazę socjalizmu, tylko Kościół może zatrzymać rewolucję. Co takiego się stało, że to socjalizm, komunizm i nihilizm zatrzymały Kościół? Co się stało, że rewolucja przesiąkła do Kościoła?
Nasuwają się dwie refleksje. Po pierwsze: co miał papież napisać? Jak się przygotowuje dokument pontyfikalny, to przedstawia się w nim wskazania mające podnieść wiernych na duchu. Tak przynajmniej było przez II Soborem Watykańskim. Napisać do katolików, że walka jest przegrana byłoby błędem. Jesteśmy z Chrystusem, więc mamy nadzieję zwycięstwa, tak jak On zwyciężył, pokonując śmierć, piekło i szatana. Druga kwestia: ówczesny Kościół z 1878 roku był organizmem zdrowym. Nie był on zakażony przez wroga wewnętrznego jego szaleńczą ideologią, zwodniczymi obietnicami i chorymi pomysłami. Modernizm przyjdzie trochę później – kilkanaście lat po tej encyklice, ale zostanie on stłumiony przez wielkiego następcę Leona XIII, czyli św. Pius X.
Tutaj mała dygresja: nie jest wcale tak, że modernizm nie był stłumiony przez Piusa X i dlatego na II Soborze Watykańskim zwyciężył. Był stłumiony, ale niestety odrodził się. Stało się tak dlatego, że Kościół był rządzony po śmierci św. Piusa X niezwykle łagodną ręką. Benedykt XV był nader łagodnym papieżem. Pius XI okazał się twardy, ale głównie w sprawach politycznych, dyscyplinarnych i moralnych. Z kolei Pius XII podobnie jak Benedykt XV był niezwykle łagodnym papieżem. Śmieszne jest kreowanie go do roli bezlitosnego dyktatora Kościoła, co usiłują robić historycy reprezentujący koła liberalne. Karał on oczywiście heretyków i innych zwodzicieli, którzy jawnie występowali przeciwko Kościołowi, ale ograniczał sankcje karne do minimum. Interweniował w tej materii dość niewiele. Na przykład Congar był upominany, ale dotkliwie nieukarany.
Wracając do ostatniego ćwierćwiecza XIX wieku: Kościół był zdrowy. Kościół nie był zakażony religią świecką liberalizmu, socjalizmu czy też innymi trującymi ideologiami. Papież miał więc pełne prawo napisać, że tylko Kościół może zatrzymać i pokonać pochód socjalistów i komunistów. Mimo straszliwego ciosu, jakim była utrata Państwa Kościelnego Kościół nie znalazł się w stanie rozkładu. To na pewno tak nie wyglądało. Oczywiście były lokalne problemy, ale polegały one na tym na przykład, że we Francji III Republiki rząd liberalny (w dużej mierze masoński) przeszkadzał katolikom ile potrafił, służąc sprawie dechrystianizacji kraju. W Niemczech autorytarny rząd pruski (a po zjednoczeniu ogólnoniemiecki) postanowił upaństwowić seminaria duchowne. W innych częściach świata były oczywiście jeszcze inne problemy. Jednak hierarchowie robili wszystko, co w mocy, żeby stawić im czoła. Na koniec pozwolę sobie przypomnieć, że w pierwszej połowie XIX wieku liberałowie głosili tezę, że kiedy zlikwiduje się Państwo Kościelne, to Kościół runie załamując się pod własnym ciężarem. To się okazało nieprawdą, ponieważ Leon XIII wysoko podniósł sztandar Chrystusa, nie bał się głosić nauki apostolskiej i walczyć z rewolucją.
Bóg zapłać za rozmowę. Tomasz Kolanek
=====================
mail:
Nie jest więc tak, jak głosił później Lenin, że pewnego dnia na czele rządu stanie kucharka.>>
Wydaje mi się, że nawet Lenin nie przewidział, że na czele rządu może stać błazen.
28 grudnia w Kościele katolickim obchodzone jest święto Świętych Młodzianków, męczenników. Upamiętnia się w ten sposób rzeź niewiniątek dokonaną w Betlejem za czasów Jezusa. Poznaj kilka faktów o młodych męczennikach.
Rzeź niewiniątek
Zapis o męczeńskiej śmierci dzieci betlejemskich znajduje się w Ewangelii św. Mateusza. Kiedy król Herod dowiedział się od Mędrców ze Wschodu, że narodził się przepowiadany przez proroków żydowski król, przeraził się, że straci władzę. Postanowił więc zabić nowo narodzonego Mesjasza. Chciał do tego wykorzystać mędrców ze Wschodu, którzy na jego życzenie, mieli odnaleźć dziecko płci męskiej, a następnie poinformować go o jego dokładnym miejscu przebywania.
Ostrzeżeni jednak przez anioła, nie zawiadomili Heroda i omijając Jerozolimę powrócili do swojej ojczyzny. Rozwścieczyło to króla, dlatego rozkazał zabić wszystkie dzieci w Betlejem poniżej 2. roku życia, licząc, że w ten sposób zamorduje również Jezusa. Jak wiemy z ewangelii, Święta Rodzina uciekła wcześniej do Egiptu, a dzieci z Betlejem, choć nieświadomie, poniosły śmierć za Jezusa.
Chrzest Krwi Młodzianków
Tradycja chrześcijańska podkreśla, że choć dzieci z Betlejem nie zostały ochrzczone, jednak męczeństwo przyłączyło je do Chrystusa, dlatego mówi się, że otrzymały chrzest krwi. W historii chrześcijaństwa wielokrotnie zdarzało się, że ktoś, kto nie był jeszcze ochrzczony – np. katechumeni przygotowujący się dopiero do przyjęcia sakramentów – ponosili śmierć męczeńską. O nich również mówi się, że otrzymali chrzest krwi.
„Flores martyrum”
Kult świętych Młodzianków sięga II w., a wspominają o nim święci Ireneusz z Lyonu i Cyprian. W wieku V kult był już powszechny w całym Kościele. Czczeni jako flores martyrum – pierwiosnki męczeństwa, Młodziankowie nie złożyli świadomie swojego życia za Chrystusa, ale niewątpliwie oddali je z Jego powodu. Zatriumfowali nad światem i zyskali koronę męczeństwa nie doświadczywszy zła tego świata, pokus ciała i podszeptów szatana.
Św. Augustyn pisał o nich: „Niemowlęta, które bezbożność Heroda oderwała od piersi matek, słusznie zostały nazwane męczeńskimi kwiatami. Są to pierwsze pąki Kościoła, rozwinięte wśród niewiary, zaś przedwcześnie zważone mroźną zawiścią prześladowania”. Ku ich czci stawiano świątynie i klasztory. W Kościele zachodnim Msza za świętych Młodzianków jest celebrowana tak jak Msze święte Wielkiego Postu, bez radosnych śpiewów.
Święci Młodziankowie – inspiracja męczeństwem
Święci męczennicy inspirowali też wielkich artystów, którzy wykonali obrazy przedstawiające „Rzeź niewiniątek”. W śród nich są m.in. Rubens, Dürer, Brueghel i wielu innych. Do świętych Młodzianków nawiązał też Adam Mickiewicz w trzeciej części „Dziadów”.
Od kilkunastu lat w Polsce i na świecie w dzień świętych Młodzianków odbywają się Msze Święte i marsze w intencji obrony poczętego życia.
Zapraszamy 31 grudnia, niedziela, na 86 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Św. która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
W ubiegłym tygodniu przesłałam Panu wiadomość, załączam całość poniżej. Dziś pragnę jeszcze dodać, że wezwania na przesłuchania otrzymująkolejne dziewczyny z ŻiR-u, które 29 sierpnia w Ministerstwie Zdrowia ratowały dzieci przed aborcją. Wezwania zostały doręczone zbyt późno, więc przesłuchania odbędą się w nowych terminach, ale cała sytuacja pokazuje, jak bardzo spieszy się nowa władza, aby karać za obronę życia.
Przesyłam też Panu krótkie nagranie, na którym dzielę się informacjami, jakie uzyskałam w trakcie samego przesłuchania. Wszystko wygląda na zaplanowaną akcję, rozwiniętą całkiem niedawno – daty zbiegają się z powołaniem nowego rządu i przejęciem Prokuratury przez Adama Bodnara.
W dalszym ciągu zbieramy środki na obsługę prawną, by odeprzeć ataki aborcjonistów. Jestem pełna wdzięczności za każdy gest wsparcia. To bardzo trudne, że czas Bożego Narodzenia wykorzystano, aby podjąć próbę rozprawienia się z nami.
Mimo wszystko życzę Panu wiele spokoju i Pokoju w te ważne dni.
Na pięć dni przed Bożym Narodzeniem otrzymałam szokującą korespondencję. Policja wzywa mnie na przesłuchanie jako podejrzaną o przestępstwo z art. 193 &1 Kodeksu karnego:
Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Chodzi o interwencję w Ministerstwie Zdrowia 29 sierpnia br. Ktoś z urzędników zażądał od Policji ścigania mnie za wejście do budynku, by spotkać się z zespołem prof. Krzysztofa Czajkowskiego. Tamtego dnia zespół miał zebrać się po raz ostatni, by wydać wytyczne do aborcji. Jedną z wytycznych miał być zły stan psychiczny ciężarnej matki. Dzięki tamtej interwencji do wydania morderczego dokumentu nie doszło.
Relację z interwencji, w której brał udział Poseł Konfederacji Grzegorz Braun, dr Katarzyna Ratkowska oraz wolontariuszki ŻiR-u, można zobaczyć tutaj:
Jestem przerażona tym, jak państwo traktuje poczęte dzieci. Od miesięcy pozwala na tajne rozmowy o tym, jak zabijać jeszcze więcej bezbronnych maluchów, a gdy ktoś broni ich życia, wysyła na niego Policję i ściga z bzdurnych paragrafów. Ministerstwo Zdrowia jest organem państwa i wejście na jego teren nie jest przestępstwem. Tuż przed Bożym Narodzeniem będę się musiała stawić na komendzie i tłumaczyć z obrony życia.
Wiem, że mam rację, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że aborcja to oczko w głowie wielu możnych tego świata. Dlatego nie wiem, co ze mną będzie. Jestem pełna niepokoju, a fakt, że aborcjoniści nie odpuszczają nawet w tym szczególnym czasie w ciągu roku, naprawdę mnie szokuje.
Szanowny Panie!
To postępowanie to nie przypadek. Zarówno Zarząd jak i Wolontariusze ŻiR-u są nieustannie nękani przez zwolenników aborcji i LGBT.
Podam wybrane przykłady.
Pięć osób czeka w tej chwili na rozprawęza ostrzeganie przez ideologią LGBT pod II LO im Zamoyskiego w Lublinie. Lewackie media próbują wywierać presję, aby wszystkich skazać.
Wobec jednej z naszych koordynatorek toczą się trzy postępowania o kontrowanie parad LGBT w minione wakacje. W każdym jest postawiony inny zarzut – jakby sprawdzali, za co uda się ukarać.
W Katowicach niebawem rozpoczyna się sprawa wolontariuszki, która pokazywała plakaty z abortowanymi dziećmi w tracie kampanii „Sejm bez aborterów”. Sprawa wygląda na polityczne zlecenie.
W tych wszystkich sprawach stajemy wobec przeciwnika, który chce zniechęcić nas do walki ze złem. Aby to zło pleniło się przez nikogo niehamowane.
Potrzebuję Pana pomocy, aby móc pokryć koszty prawne związane z powyższymi sprawami. Tylko w mijającym miesiącu konsultacje, zastępstwo procesowe oraz pisma w różnych sprawach wygenerowały koszt prawie 18 tysięcy złotych, z czego brakuje 7400 złotych. Czy może Pan pomóc pokryć ten wydatek?
Czy może Pan wpłacić 50, 80, 150 złotych lub inną sumę, jaką uzna Pan za właściwą, abyśmy nie zostali z tym wszystkim bez fachowej pomocy?
Potrzebuję Pańskiego wsparcia ja sama, potrzebują wolontariusze ŻiR-u. Gorąco na Pana liczymy.
Wszelkie dane do przelewu, systemy do wpłat kartami, Blikiem i innych rodzajów płatności znajdują się w stopce niniejszego maila.
PS – W niedzielę zasiądziemy do wigilijnej wieczerzy. Jak będą się wtedy czuli ludzie, którzy nawet w przedświątecznym tygodniu ścigają za obronę życia…?
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Recep Tayyip Erdogan. / foto: Wikimedia, kremlin.ru, CC BY 4.0
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział w środę, że izraelski premier Benjamin Netanjahu nie różni się od Adolfa Hitlera – podała agencja Reutera.
Porównał również izraelskie ataki na Strefę Gazy do traktowania ludności żydowskiej przez nazistów.
Przemawiając w Ankarze, Erdogan powtórzył swoją krytykę zachodniego wsparcia dla Izraela, dodając, że Turcja jest gotowa przyjąć naukowców, którzy są w swoich krajach prześladowani ze względu na swoje poglądy na temat konfliktu w Strefie Gazy.
(PAP)
=======================
mail: Różni, różni. Adolf nie był tak bezczelny ani tak krwiożerczy.
Studia i odkrycia rabinów. UE to decydujący etap w „boskim procesie”. Przygotowanie świata do Globalnej Unifikacji.
Każdy z nas będzie miał 2800 niewolników. Los gojów według NWO.
=============================
[Radzę skopiować na PENDRIVE. Nigdy nie łączyć z siecią. Internet w krytycznym momencie będzie wyłączony, niewłaściwe treści same zanikną. Przecież one nigdy nie istniały! To wymysły zapiekłych z nienawiści antysemitnikółw ! MD]
Compilation of rabbis enjoying the coming extermination of Non-Jews
Hervé Ryssen
Film, 36 min. Po francusku, napisy angielskie.
[CRIF – Związek Przedstawicieli Instytucji Żydowskich we Francji].
Hervé Ryssen, de son vrai nom Hervé Lalin, est un essayiste et militant nationaliste et négationniste français, proche des milieux de l’extrême droite radicale. [viki]
W naszych sercach, rodzinach, parafiach, szkołach i uczelniach, w środkach komunikacji społecznej, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, miastach i wioskach, w całym Narodzie i Państwie Polskim – wszędzie tam miał nam królować Chrystus. To ślubowaliśmy w 1050. rocznicę Chrztu Polski. Ślubowali także i ci politycy, którzy dziś woleli zatrzasnąć drzwi przed przychodzącym na ten świat Chrystusem i zawrzeć pakt z samym Herodem, dając przyzwolenie na współczesną rzeź niewiniątek w procedurze in vitro.
Czy można było gorzej przygotować się na Boże Narodzenie 2023 roku?
Można, wszak apologeci antycywilizacji śmierci nie mogą doczekać się prawnego przyzwolenia na mordowanie nienarodzonych dzieci w łonach matek.
Można, bo parlamentarzyści i ministrowie krzywo patrzą na Krzyż Pana Jezusa w gmachu Sejmu i gotowi są „ukazem” – a nie tylko decyzją niektórych zarządców ministerialnych gabinetów – całkowicie usunąć znak Zbawczej Męki Pana Jezusa z miejsc publicznych.
Można, bo są tacy, co chcąc przypodobać się „postępowemu” światu, chcieliby już uderzyć w rodzinę, dając przyzwolenie na legalizację nieformalnych związków jednopłciowych, a w dalszej perspektywie pozwalając im na adopcję dzieci.
Można, bo ze szkół w praktyce – mimo ogromnych chęci – jeszcze nie wyrzucono lekcji Religii i Krzyża.
Można, gdyż edukatorzy spod znaku „tęczy” jeszcze nie zdołali dotrzeć do szkół, choć mają już wyraźny sygnał do startu.
Można było gorzej… Ale czy to stanowi dla nas jakieś pocieszenie?
Nie!
Co – jako Naród – zrobiliśmy z przyrzeczeniem złożonym Chrystusowi Królowi w 2016 roku? Gdzie jest ta Głowa Państwa, która te śluby składała w krakowskich Łagiewnikach i która na Jasnej Górze „ratowała” upadającą Hostię? Co robią dzisiaj ci politycy? Jeden z nich podpisuje herodowy wyrok na dzieci powstające w procedurze in vitro i zapala (nie od dziś zresztą) chanukowe świece, atrybut obcych Polakom, fałszywych wierzeń. Inni milczą albo właśnie „zmieniają zdanie”, by zyskać w sondażach.
A niby deklarują, że oczekują na czas Świąt Bożego Narodzenia…
W czym tacy ludzie różni są od tych, co oczekują na Mesjasza, ale zamykali drzwi przed brzemienną Maryją? Czymże różnią się tych co z gałązkami palmowymi witali Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy, by chwilę później zawołać „ukrzyżuj”?
Ci, co Go dziś nie przyjęli, dobrze wiedzieli, że On przyjdzie… Ale wygodniej było tego „nie zauważyć”, pominąć. Dla własnych planów, kariery, interesów… W końcu na tle tych co Go bili i przybijali do Krzyża, albo tych co tylko trzasnęli drzwiami przed Świętą Rodziną będącą w potrzebie – jak im się wydaje – wypadają i tak lepiej. Ba, może i czasem uda się im kreować się na Jego obrońców… ale znów tylko po to, by się przypodobać tłumowi.
„Oto my, Polacy, stajemy przed Tobą wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi, by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród”…
Przypomnijcie coście wtedy na kolanach ślubowali!
Obietnice przygotowania innych niż in vitro rozwiązań, które będą akceptowalne dla katolików, nie są żadnym wytłumaczeniem ani usprawiedliwieniem dla akceptacji zła! Ludzi nie można mordować! W żaden sposób! Tak, nie można ich mordować nawet jeśli pięknie nazwiemy procedurę i ukryjemy jej prawdziwy obraz pod hasłem „nowe życie”.
Dość krwi Młodzianków! Ona – jak wtedy, gdy Herod w gniewie posłał swoich siepaczy z rozkazem wymordowania chłopców do lat dwóch – niesie tylko rozpacz i żal.
Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”. (por. Mt 2,17-18)
„Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie”.
Praktycznie dokładnie było w 2021 i 2022 kiedy pospolita grypa została zlikwidowana przez „nie grypę” o nazwie Covid.
——————————————————
Wirusa polio, powodującego rzekomą chorobę oczywiście nikt nigdy na oczy nie widział. Choroba o obecnym przebiegu była nieznana do mniej więcej 1860 – 70 roku.
Pierwsze, ciężkie przypadki zaczęły być obserwowane w krajach, gdzie zaczęła się rewolucja industrialna, szczególnie USA i Europie i gdzie zaczęto na polach stosować na dużą skalę silnie trujący pestycyd na bazie arsenu (zieleń paryska). Zamiast go wycofać zastąpiono go jeszcze bardziej trującym pestycydem na bazie ołowiu (arsen + ołów), a następnie wprowadzono do oprysku pól „króla trucizn”, czyli DDT.
Do pierwszej w historii epidemii choroby polio, jaką znamy teraz doszło dopiero w 1887 w Szwecji. Wcześniej w literaturze medycznej nie znajdzie się ani jednego ciężkiego przebiegu choroby polio. Zanim rozpoczęto na bezprecedensową skalę opryski pól pestycydami, polio miało łagodny przebieg i jego objawy samoistnie ustępowały.
I to tyle na temat rzekomo wirusowej przyczyny choroby polio, jaką znamy obecnie. Ta tzw. „szczepionka” zawiera formalinę, silnie żrącą, toksyczną substancję, zakwalifikowaną jako powodującą raka, mogącą silnie uszkodzić np. mózg, wątrobę, trzustkę, szpik kostny. Dodatkowo ta tzw. „szczepionka” zawiera silne antybiotyki, streptomycynę, neomycynę i polimyksynę. Produkowana jest z małpich, rakowych komórek, tzw. „Vero line”, co oznacza, że może zawierać jako zanieczyszczenie DNA małpy, co może spowodować raka i zabić osobę nawet po kilkudziesięciu latach od zastrzyku.
==========================
dr. Jerzy Jaśkowski:
To co przepisałeś nie jest odpowiedzią na pytanie „Jak likwidowano Polio”
Pisałem o tym 12 lat temu już „II Tom ABC Medycyny.” Po prostu w 1954 roku zmieniono definicję , urzędowo, Polio dawniej była: każde porażenie wiotkie…. nowa definicja:. Każde porażenie wiotkie , które trwa 30 dni. w czym problem. Podanie witaminy C domięśniowo lub dożylnie w dawcę 2-4 g w zależności od masy ciała. to porażenie mijało po 24-36 godzinach. Stąd spadek statystyczny
[Ja bym inaczej rozstawił te znaczenia, ale Autor „ma prawo” być krótkowzrocznym. M D]
Marszałek Sejmu RP Szymon Hołownia odpala świecę chanukową na chanukii, spoglądając w stronę rabinów. Po prawej stronie Prezydent RP Andrzej Duda. / Foto: screen YouTube/Kanał Polityczny
Nie milkną echa od zajścia z gaśnicą w polskim Sejmie, którego dokonał poseł Konfederacji Grzegorz Braun. To, co się stało właściwie po całym zajściu, przeraża i jest nieprawdopodobne, jednak pokazuje Polakom, kto jest kim.
Po zajściu z gaśnicą cały centrolew mało nie padł na pysk przed Żydami. Duda z Hołownią odwalili taki cyrk w Sejmie, że wątpię, by nawet w samym Izraelu były obchodzone te dziwaczne gusła. Można różnie oceniać to, czego dokonał Grzegorz Braun, ale na pewno pokazał prawdę, a tylko prawda jest ciekawa. Co zrobią z tym Polacy, to już ich problem?
Czas zrównać z ziemią to kondominium?
Po tym, co zobaczyłem 14 grudnia w Sejmie, śmiem twierdzić, że Polska to faktycznie jest „kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym”. Strasznie smutny obraz upadku Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Ta czołobitność, ten nieprawdopodobny upadek wszystkich urzędów w Polsce jest niebywały. Za wszystkim stoi, jak widać, bardzo wpływowa sekta żydowska Chabad Lubawicz. Wróćmy jednak do tego, co się działo w polskim Sejmie, bo to nie był pierwszy raz.
Chanuka do synagogi, a nie do Sejmu RP
Sejm RP to nie jest miejsce, by odprawiać jakieś dziwne gusła. Jeśli ktoś chce sobie palić świece chanukowe, to od tego jest synagoga. Z drugiej strony zapraszanie do NASZEGO – Polaków – Pałacu Prezydenckiego antypolskiego „kłamcy Jedwabieńskiego” Schudricha to nieprawdopodobny skandal. Ten człowiek powinien być wydalony z Polski za swoją działalność przeciwko RP.
Jesteście zwykłymi antypolskimi zdrajcami i proszę mi tu nie wyjeżdżać z „antysemityzmem”, bo zrobiliście z niego, zdrajczykowie RP, zwykłą „propagandową pałkę”, którą smagacie dumnych, wolnych, niepokornych Polaków, którzy śmią wyrażać swoje zdanie. Obrzydliwe, radykalnie antypolskie i żałosne!
DOŚĆ JUŻ TEGO! POBUDKA, POLACY!
Ktoś mi może powie, bo nie wiem: czy co roku w Knesecie palone są świece adwentowe? Ileż pomników w Izraelu stanęło ku czci bohaterskich Polaków, którzy ratowali Żydów podczas II wojny światowej przed Niemcami, ile w Izraelu zrobiono o tym filmów? Gdzie muzeum ku czci Polaków w Izraelu, które by ukazywało całą prawdę o bohaterstwie Polaków? Gdzie ulice, ronda czy skwery imienia polskich bohaterów narodowych, dzięki którym właściwie Żydzi mają swoje państwo?! PYTANIA RETORYCZNE.
Konkludując ten mój wywód, zacytuję śp. Prof. Bogusława Wolniewicza, który zawsze wiedział, co powiedzieć w takiej sytuacji: „Ja mam pretensje nie do Żydów, że reprezentują interesy żydowskie. Ja mam pretensje do Polaków, że nie reprezentują interesów polskich!”.