Wniosek do Trybunału w Hadze ws. ścigania żydowskich ludobójców

wniosek do Trybunału w Hadze ws. ścigania żydowskich ludobójców

magnapolonia/scigania-zydowskich-ludobojcow

Republika Południowej Afryki złożyła wniosek wszczynający postępowanie przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości (MTS), zwracając się do sądu o wyznaczenie środków tymczasowych. mogących zastopować kolejne zbrodnie.

Jest wniosek do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze ws. ścigania żydowskich ludobójców. Wniosek dotyczy “naruszenia przez Izrael jego zobowiązań wynikających z Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa w stosunku do Palestyńczyków w Strefie Gazy” – stwierdził MTS w komunikacie prasowym.

„Działania i zaniechania Izraela mają charakter ludobójczy, ponieważ są popełnione z wymaganym konkretnym zamiarem zniszczenia Palestyńczyków w Gazie jako części szerszej palestyńskiej grupy narodowej, rasowej i etnicznej” – czytamy w oświadczeniu.

„Postępowanie Izraela – za pośrednictwem swoich organów państwowych, agentów państwowych oraz innych osób i podmiotów działających na jego instrukcje lub pod jego kierownictwem, kontrolą lub wpływem – w stosunku do Palestyńczyków w Gazie stanowi naruszenie jego obowiązków wynikających z Konwencji Konwencji o Ludobójstwie” – dodano w oświadczeniu.

Republika Południowej Afryki oskarżyła także we wniosku Izrael o „niezapobiegnięcie ludobójstwu” i „brak ścigania bezpośredniego i publicznego podżegania do ludobójstwa”.

RPA zwróciło się także do MTS o „wskazanie środków tymczasowych w celu ochrony przed dalszymi, poważnymi i nieodwracalnymi szkodami dla praw narodu palestyńskiego na mocy Konwencji o ludobójstwie oraz w celu zapewnienia wywiązania się Izraela ze swoich zobowiązań wynikających z Konwencji o ludobójstwie, aby nie angażować się w ludobójstwo, oraz zapobieganie i karanie ludobójstwa”.

Poniżej pełna treść wniosku PRA do MTS w Hadze:

wniosek
wniosek

W odpowiedzi, nazistowski rząd Izraela stwierdził, że „z obrzydzeniem” odrzuca oskarżenia o ludobójstwo, nazywając je „zniesławieniem krwi”. W oświadczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych krwawego reżimu stwierdzono, że sprawa Republiki Południowej Afryki nie ma podstaw prawnych i stanowi „nikczemne i pogardliwe wykorzystanie sądu”. Nie brakło też oskarżeń, że władze RPA kolaborują z Hamasem.

NASZ KOMENTARZ [Magna Polonia] : Żydzi dokładnie jak hitlerowcy udają, że nie dokonują żadnych zbrodni przeciwko ludzkości, a jeśli nawet dokonują, to w wyniku ich rzekomo uzasadnionych, potrzeb “narodu wybranego”. Miejmy nadzieję, że Trybunał w Hadze nie ugnie się pod presją międzynarodowego, żydowskiego lobby i skaże zbrodniarzy na wieloletnie więzienie.

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: “Hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana”

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: “Hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana”

30 grudnia 2023

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: Błogosławieństwo dla “par” homoseksualnych pokazuje, że “hierarchowie Bergoglio” są “sługami szatana i jego najbardziej gorliwymi sojusznikami”.

Rozważania arcybiskupa Viganò dotyczące Deklaracji „Fiducia supplicans”

ŹRÓDŁO: https://www.lifesitenews.com/ / tłumaczenie: https://rzymski-katolik.blogspot.com

Kiedy diabeł próbuje przekonać nas do grzechu, podkreśla rzekome dobro złego działania, które chce, abyśmy zrobili, jednocześnie przesłaniając aspekty, które z konieczności są sprzeczne z przykazaniami Boga. Nie mówi do nas: Grzeszysz i obrażasz Pana, który umarł za ciebie na krzyżu, ponieważ wie, że normalny człowiek nie chce zła samego w sobie, ale że zwykle czyni zło pod pozorem dobra.

Ta strategia zwodzenia niezmiennie się powtarza. Aby nakłonić matkę do aborcji, szatan nie prosi jej, by była zadowolona z zabicia dziecka, które nosi, ale by pomyślała o konsekwencjach ciąży, o tym, że straci pracę lub że jest zbyt młoda i niedoświadczona, by wychowywać i kształcić dziecko; i wydaje się, że matka, czyniąc z siebie morderczynię poprzez dzieciobójstwo, wykazuje poczucie odpowiedzialności, chcąc oszczędzić niewinnemu stworzeniu życia bez miłości. Aby przekonać mężczyznę do cudzołóstwa, kuszący duch pokazuje mu rzekome zalety znalezienia ujścia w romansie pozamałżeńskim, a wszystko to z korzyścią dla pokoju w rodzinie. Aby nakłonić księdza do zaakceptowania heretyckich odchyleń swoich przełożonych, kładzie nacisk na posłuszeństwo wobec autorytetu i zachowanie komunii kościelnej.

Oszustwa te w oczywisty sposób służą odciąganiu dusz od Boga, wymazywaniu w nich łaski, plamieniu ich grzechem, zaciemnianiu ich sumienia w taki sposób, że następny upadek będzie tym bardziej przypadkowy, im poważniejszy. W pewnym sensie działanie diabła wyraża się jako “okno Overtona”, czyniąc przestępstwo przeciwko Bogu mniej strasznym, sprawiając, że wierzymy, że kara, która nas czeka, jest mniej straszna, a konsekwencje naszej winy bardziej akceptowalne.

Pan jest dobry: przebacza wszystkim, szepcze do nas, starając się trzymać nas z dala od myśli o męce Chrystusa, od faktu, że każdy cios bicza, każdy policzek, każdy cierń wbity w Jego głowę, każdy gwóźdź wbity w Jego ciało jest owocem naszych grzechów. A jeśli ulegniesz pokusie, to nie twoja wina, tylko twoja słabość. A gdy dusza pogrąży się, grzech po grzechu, w nałogu zła i występku, pozwala się ciągnąć coraz niżej i niżej, aż diabelska prośba ukaże się w całej swej grozie: Buntować się przeciwko Bogu, odrzucać Go, bluźnić Mu, nienawidzić Go, ponieważ pozbawił cię prawa do szczęścia za pomocą opresyjnych nakazów.

To, po bliższym przyjrzeniu się, jest powtarzającym się elementem pokusy, od czasu grzechu Adama: ukazywanie zła pod fałszywymi pozorami dobra, a dobra jako irytującej przeszkody w spełnieniu buntowniczej woli.

Kościół, który jest naszą Matką, dobrze wie, jak niebezpieczne dla chrześcijańskiej duszy jest ignorowanie tej piekielnej strategii. Spowiednicy, kierownicy duchowi i kaznodzieje uważali za konieczne wyjaśnienie wiernym, jak działa diabeł, aby mogli zrozumieć swoim intelektem oszustwo złego, aby móc przeciwstawić się mu swoją wolą, wspomaganą w tym przez wytrwałość w modlitwie i częste korzystanie z sakramentów. Z drugiej strony, jak możemy sobie wyobrazić matkę, która zachęca swoje dziecko, by nie postępowało w miłości Bożej, i która zapewnia je, że Pan udzieli mu zbawienia bezwarunkowo? Jaka matka byłaby świadkiem ruiny swojego dziecka, nie próbując go ostrzec, a nawet ukarać, aby zrozumiało powagę swoich czynów i nie krzywdziło siebie na wieczność?

Deliryczna deklaracja Fiducia Supplicans opublikowana niedawno przez parodię dawnego Świętego Oficjum przemianowaną na Dykasterię, definitywnie przebija zasłonę hipokryzji i oszustwa hierarchii Bergoglio, ukazując tych fałszywych pasterzy takimi, jakimi są naprawdę: sługami szatana i jego najgorliwszymi sprzymierzeńcami, począwszy od uzurpatora, który zasiada – obrzydliwość spustoszenia – na Tronie Piotrowym. Sam incipit dokumentu brzmi, jak wszystkie te wydane przez Bergoglio, szyderczo i zwodniczo: ponieważ ufność w Boże przebaczenie bez pokuty nazywana jest domniemaniem zbawienia bez zasługi i jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.

Fałszywa duszpasterska troska Bergoglio i jego dworzan w odniesieniu do cudzołożników, konkubinatów i sodomitów powinna zostać potępiona przede wszystkim przez domniemanych beneficjentów watykańskiego dokumentu, którzy są pierwszymi ofiarami siarczystego soborowego i synodalnego faryzeizmu. To ich nieśmiertelne dusze są składane w ofierze bożkowi, ponieważ w dniu Sądu Ostatecznego odkryją, że zostali oszukani i zdradzeni przez tych, którzy na ziemi dzierżą autorytet Chrystusa. Wina, o którą Pan oskarży tych nieszczęsnych ludzi, będzie dotyczyła nie tylko popełnionych grzechów, ale przede wszystkim tego, że chcieli uwierzyć w diaboliczne kłamstwo, w oszustwo fałszywych pasterzy – począwszy od Bergoglio i Tucho – które sumienie pokazało im jako takie. Kłamstwo, w które chce wierzyć wielu członków hierarchii, którzy mają nadzieję, że prędzej czy później będą mogli otrzymać to samo błogosławieństwo wraz ze swoimi wspólnikami w występkach, ratyfikując ten świętokradczy i grzeszny styl życia, który już praktykują za ostentacyjną zgodą Bergoglio.

Fakt, że deklaracja Tucho Fernándeza zatwierdzona przez Bergoglio powtarza, że błogosławieństwo nieregularnej pary nie powinno wydawać się formą obrzędu ślubnego, a małżeństwo jest tylko między mężczyzną i kobietą, jest częścią strategii oszustwa. Nie chodzi tu bowiem o to, czy małżeństwo może być zawarte przez dwóch mężczyzn lub dwie kobiety, ale o to, czy osoby żyjące w stanie ciężkiego grzechu mogą zasłużyć, jako para nieregularna, na błogosławieństwo udzielone przez diakona lub kapłana, z jedynym zastrzeżeniem, że nie powinno ono sprawiać wrażenia celebracji liturgicznej.

Uwaga watykańskiego Sanhedrynu jest całkowicie skierowana na zapewnienie chrześcijańskiego ludu, że nie mają zamiaru formalizować nowych form małżeństwa, podczas gdy stan grzechu śmiertelnego i poważnego skandalu tych, którzy otrzymaliby takie błogosławieństwo, oraz niebezpieczeństwo wiecznego potępienia, które ciąży na tych biednych duszach, są całkowicie pomijane. Nie wspominając już o wpływie społecznym, jaki ta deklaracja będzie miała na tych, którzy nie są katolikami, a którzy dzięki niej uznają, że mają prawo do znacznie gorszych ekscesów. Można się zastanawiać, czy w tym wyścigu do legitymizacji sodomii – uzyskanej bez posuwania się do celebrowania małżeństw między sodomitami – istnieje konflikt interesów u tych, którzy proponują to tak natarczywie: to tak, jakby rządzący chronili się tarczą prawną przed odpowiedzialnością przed nałożeniem na populację eksperymentalnego serum genowego, którego negatywnych skutków nie są nieświadomi.

Nie ma co do tego wątpliwości: jest to brutalne przebudzenie dla tak zwanych konserwatystów, którzy czują się jawnie wyśmiewani przez prefekta Tucho, który martwi się, że błogosławieństwo pary nie powinno wyglądać jak małżeństwo, ale nie ma nic do powiedzenia na temat wewnętrznej grzeszności publicznego konkubinatu i sodomii. Ważne jest to, że umiarkowani – obrońcy Soboru Watykańskiego II – mogą uważać się za zadowolonych z tej jezuickiej apostille (w tym przypadku, że te spontaniczne i nierytualne błogosławieństwa nie są małżeństwem), która ma uratować doktrynę o papiestwie, jednocześnie popychając dusze do potępienia samych siebie.

Dla księży, którzy nie zgodzą się błogosławić tych nieszczęsnych ludzi, przygotowywane są dwie drogi: pierwsza, to wydalenie z parafii lub diecezji ad nutum Pontificis po drugie, pogodzić się z przehandlowaniem swojego prawa do sprzeciwu w zamian za uznanie prawa innych współbraci do zatwierdzenia; coś, co już zaobserwowano na polu liturgicznym w przypadku Summorum Pontificum. Krótko mówiąc, działalność Bergoglio jest ujściem wiary, w którym można znaleźć wszystko, od obrzędów Wielkiego Tygodnia sprzed 1955 r. po “Eucharystie” LGBT, o ile nic nie jest kwestionowane w związku z jego “pontyfikatem”.

Do tego dochodzi skandal dla katolików, którzy w obliczu okropności sekty “Świętej Marty” są kuszeni do przyjęcia schizmy lub porzucenia Kościoła. I znowu: z jaką goryczą i poczuciem rozczarowania będą patrzeć na Rzym ci ludzie, którzy świadomi swojej sytuacji obiektywnej nieprawidłowości, starali się i nadal starają się ze wszystkich sił i z łaską Bożą nie grzeszyć i żyć w zgodzie z przykazaniami? Jak mogą się czuć ci ludzie, którzy proszą o ojcowski głos zachęcający ich do kontynuowania drogi świętości, a nie o ideologiczne uznanie ich wad, o których wiedzą, że są niezgodne z naturalną moralnością?

Zadajmy sobie pytanie: co Bergoglio chce osiągnąć? Nic dobrego, nic prawdziwego, nic świętego. On nie chce, by dusze zostały zbawione; nie głosi Ewangelii w sposób stosowny, natarczywy, by wezwać dusze do Chrystusa; nie pokazuje im ubiczowanego i zakrwawionego Zbawiciela, by pobudzić ich do zmiany życia. Nie. Bergoglio chce ich potępienia, jako piekielnego hołdu dla szatana i bezczelnego wyzwania rzuconego Bogu.

Istnieje jednak bardziej bezpośredni i prosty cel do osiągnięcia: sprowokowanie katolików do odwrócenia się od jego kościoła i pozostawienie mu wolności, by przekształcił go w konkubinę Nowego Porządku Świata. Kobiety-księża, błogosławieństwa gejów, skandale seksualne i finansowe, biznes imigracyjny, kampanie przymusowych szczepień, ideologia gender, neomaltuzjański ekologizm, despotyczne zarządzanie władzą to narzędzia, za pomocą których można skandalizować wiernych, obrzydzać tych, którzy nie wierzą, dyskredytować Kościół i papiestwo. Cokolwiek się stanie, Bergoglio już osiągnął swój cel, którym jest zapewnienie sobie zgody heretyków i cudzołożników, którzy uznają go za papieża, usuwając wszelkie krytyczne głosy.

Gdyby ten dokument, wraz z innymi mniej lub bardziej oficjalnymi wypowiedziami, naprawdę miał na celu dobro cudzołożników, konkubinatów i sodomitów, powinien był wskazać im heroizm chrześcijańskiego świadectwa, przypomnieć im o poświęceniu, jakiego nasz Pan wymaga od każdego z nas, i nauczyć ich pokładać ufność w łasce Bożej, aby przezwyciężyć próby i żyć zgodnie z Jego Wolą. Wręcz przeciwnie, zachęca ich, błogosławi ich jako nieregularnych, tak jakby nimi nie byli; ale jednocześnie pozbawia ich małżeństwa i w ten sposób przyznaje, że są nieregularni. Bergoglio nie prosi ich o zmianę życia, ale zezwala na groteskową farsę, w której dwóch mężczyzn lub dwie kobiety będą mogli stawić się przed sługą Bożym, aby otrzymać błogosławieństwo, wraz ze swoimi krewnymi i przyjaciółmi, a następnie uczcić ten grzeszny związek bankietem z krojeniem tortu i prezentami. Ale to nie jest ślub, bądźmy szczerzy…

Zastanawiam się, co powstrzyma to błogosławieństwo przed udzieleniem go nie parze, ale kilku osobom, w imię poliamorii; lub nieletnim, w imię wolności seksualnej, którą globalistyczna elita wprowadza za pośrednictwem ONZ i innych wywrotowych organizacji międzynarodowych. Czy wystarczy zaznaczyć, że Kościół nie aprobuje związków poligamicznych i pedofilii, aby pozwolić na błogosławienie poligamistów i pedofilów? A dlaczego nie rozszerzyć tej sztuczki na tych, którzy praktykują bestialstwo? Zawsze byłoby to w imię gościnności, integracji i inkluzywności.

Arcybiskup Carlo Maria Viganò

20 grudnia 2023 r.
Feria IV Quattuor Temporum Adventus

W 2023 co najmniej 20 nowych męczenników. Zginęli, ponieważ głosili prawdę Jezusa Chrystusa

30 grudnia 2023 pch/w-2023-zamordowano-20-katolickich-misjonarzy

W 2023 zamordowano 20 katolickich misjonarzy. Zginęli, ponieważ głosili wiarę w Jezusa Chrystusa

W 2023 r. na całym świecie zginęło 20 katolickich misjonarzy. Jak podaje watykańska agencja Fides, wśród nich był jeden biskup, ośmiu księży, dwóch braci zakonnych, jeden seminarzysta, jeden nowicjusz i siedmiu świeckich misjonarzy. 

Według podziału kontynentalnego, w tym roku największa liczba została odnotowana w Afryce, gdzie zginęło dziewięciu misjonarzy. Wśród nich było pięciu księży, dwóch zakonników, a także jeden seminarzysta oraz jeden nowicjusz. [Tam bezkarnie mordują muzułmanie – Boko Haram. md]

Z kolei w Ameryce Południowej i Północnej zamordowano sześciu misjonarzy. W tym gronie znalazł się jeden biskup, trzech księży oraz dwóch świeckich. W Azji zginęło czworo świeckich

Do tragicznego zdarzenia doszło również w Europie, gdzie hiszpański szewc Diego Valencia został zabity maczetą przez młodego Marokańczyka.

W najwyraźniej motywowanym religijnie ataku w południowo-hiszpańskim mieście portowym Algeciras, ksiądz i trzech innych wiernych również zostało rannych, niektórzy z nich poważnie.

Według Fides, od 1990 r. zginęło łącznie 1168 księży, zakonników, świeckich i biskupów, w tym 248 misjonarzy zabitych podczas ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r. W ostatniej dekadzie każdego roku zamordowano ok. 25 misjonarzy.

Podobnie jak w poprzednich latach, Fides używa terminu „misjonarz” w odniesieniu do wszystkich ochrzczonych, uznając, że „na mocy otrzymanego chrztu każdy członek Ludu Bożego stał się uczniem-misjonarzem”.

Źródło: KAI WMa

Straszne wizje w świątecznej nirwanie

Straszne wizje w świątecznej nirwanie

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  31 grudnia 2023 micha

W odróżnieniu od wielu innych krajów, gdzie Boże Narodzenie trwa zaledwie jeden dzień, w Polsce mamy dwa dni świąteczne, a z Wigilią, która w tym roku wypadła w niedzielę – nawet trzy. No a potem Sylwester i Nowy Rok – znowu dwa dni świąteczne i tak aż do Trzech Króli – kiedy znowu przypadają dwa dni świąteczne. Nic więc dziwnego, że nasz nieszczęśliwy kraj w tym okresie pogrąża się w nirwanie, której nie przerywają nawet polityczne namiętności – bo Polska – wiadomo – poczeka, a tymczasem trzeba wypić i zakąsić. Toteż w telewizji nierządnej – kolędy, podobnie, jak w telewizji rządowej, teraz mozolnie przejmowanej przez szczerych demokratów. Z anteny zniknęły „Wiadomości”, a pojawiła się „19,30”. Różnice – nie można powiedzieć – są. O ile poprzednio z rządowej telewizji mogliśmy się dowiedzieć, jakim to łajdakiem jest Donald Tusk, to teraz o „19.30” dowiadujemy się, jakim to łajdakiem jest Jarosław Kaczyński i jego faszystowska klika.

Pani red. Danuta Holecka wprawdzie wygląda teraz zupełnie inaczej, ale z telewizora, po staremu leje się „woda” – co zresztą zapowiadał faworyt demokratycznej kliki, pan red. Marek Czyż. Toteż demokratyczna klika, która przedtem rozdzierała szaty na widok 2 mld złotych przyznawanych na rządową telewizję, teraz chciała przyznać wodolejom 3 miliardy. Nic dziwnego – bo cóż wynagradzać z podatkowych pieniędzy w tych zepsutych czasach, jak nie sługusów demokracji?

Tu jednak trafiła kosa na kamień, bo pan prezydent, który w obliczu siłowych przejęć telewizji, radia i Polskiej Agencji Prasowej przez demokratów posługujących się jakimiś barczystymi cywilami, o których na mieści krążą rozmaite fałszywe pogłoski – a to, że to koledzy pana mecenasa Giertycha, a to, że to funkcjonariusze tajnego oddziału ABW, a to znowu – że to nie żadne ABW, tylko sprowadzona z Niemiec w sukurs naszym demokratom „Antifa” – więc pan prezydent, który w obliczu tych siłowych przejęć ograniczał sie do ubolewania z powodu wkradającej się anarchii i słał jakieś, wzywające do opamiętania listy do pana sezonowego marszałka Hołowni, który oczywiście robił z nich odpowiedni użytek, tym razem zawetował „okołobudżetową” ustawę, w której ta 3-miliardowa kwota została preliminowana.

Donald Tusk i jego demokratowie strasznie się zmartwili, bo w Sejmie mają tylko 248 posłów, podczas gdy do obalenia prezydenckiego weta potrzeba ich aż 276. A tu jeszcze, niczym miecz Damoklesa, wisi nad „demokratami” decyzja Sądu Najwyższego, który 11 stycznia ma orzec, czy wybory 15 października były ważne, czy nie. Na wszelki wypadek BND rozkazała przebierańcom z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu uznać, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego w Polsce, która miałaby w tej sprawie orzekać, nie jest żadnym sądem. Tedy już wiadomo, z jakiego klucza będzie po 11 stycznia ćwierkał Donald Tusk i jego stronnictwa satelickie, nie mówiąc już o niezawisłych sędziach z partii Iniuria, co to nas rozkaz Naszej Złotej Pani z Berlina murem stoi za praworządnością, a przede wszystkim – Judenrat „Gazety Wyborczej”, który – zwłaszcza po tym, jak w Warszawie rendez-vous wyznaczyli sobie przedstawiciele amerykańskiej CIA i izraelskiego Mosadu, uwija się jak może w awangardzie walki o praworządność. Pan red. Michnik ogłosił nawet, że w grudniu wzeszło nad Polską słoneczko, które – jak tylko walka o praworządność zacznie wchodzić w decydującą fazę – zacznie nas grzać, aż miło!

Na mieście bowiem krąży fałszywa pogłoska w postaci teorii spiskowej, według której, po wysadzeniu przez Amerykanów bałtyckich gazociągów, Niemcy musiały kupować gaz w USA i w ogóle – gdzie popadło, co podkopało ekonomiczne fundamenty strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego. Szczęśliwie jednak okazało się, że na wprost bezcennego Izraela, Morze Śródziemne kryje w sobie złoża gazu. Najbogatsze jednak leży w trójkącie, między ekonomiczną strefą izraelską, a strefą egipską, zaś podstawą tego trójkąta jest Strefa Gazy. Toteż rada w radę uradzono, żeby bezcenny Izrael zrobił prowokację gliwicką, dzięki której powstanie pretekst nie tylko do uderzenia tamtejszych „sił obronnych” na znienawidzoną Strefę Gazy, ale również – do rozpoczęcia operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej – co właśnie się odbywa przy milczeniu miłujących pokój państw świata, zaś Amerykanie stoją na świecy pilnując, by bezcennemu Izraelowi nikt w tym nie przeszkadzał.

W tej sytuacji Niemcy, które w czasie II wojny światowej nie żałowały Żydom gazu, teraz będą go brały z Izraela specjalnym, bezpiecznym gazociągiem, w odróżnieniu od gazociągów bałtyckich, które nie okazały się bezpieczne. W tej sytuacji podtrzymywanie resztek strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego nie miało specjalnego sensu i Niemcy w marcu dały się przekonać prezydentowi Józiowi Bidenowi, by odstąpiły od strategicznego partnerstwa z Rosją na rzecz strategicznego partnerstwa z Izraelem. Za to, w nagrodę za dobre sprawowanie, prezydent Józio Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, Toteż Niemcy się spieszą, żeby zdążyć ze znowelizowaniem traktatu lizbońskiego przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA – a jednym z elementów tego pośpiechu jest podmianka na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, gdzie pozycję lidera zajęła ekspozytura Stronnictwa Pruskiego z satelitami.

W ten sposób rozpoczyna się proces przekształcania III Rzeczypospolitej w Generalne Gubernatorstwo, w którym nie będzie już miejsca na żadne polskie safandulstwo. Pierwszą jaskółką był wyrok, jaki niezawisły sąd w podskokach wydał na pana ministra Mariusza Kamińskiego i pana wiceministra Wąsika, skazując każdego na 2 lata więzienia z tytułu „afery gruntowej”. Ta sprawa ciągnęła się od roku 2007, ale niezawisły sąd najwyraźniej nie miał pewności, czy niepisana zasada: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych” , konstytuująca III Rzeczpospolitą nadal obowiązuje, czy już nie.

Teraz, gdy na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu nastąpiła podmianka, niezawisły sąd powinność swej służby zrozumiał i nie tylko skazał, ale nawet kazał odbywać karę. Prawdzie pan Mariusz Kamiński na sali sejmowej na takie dictum pokazał gest Kozakiewicza, ale widać, że wspomniana zasada chyba już jest uchylona, bo w Generalnym Gubernatorstwie – jak pamiętamy – musi obowiązywać dyscyplina.

Jak widzimy, o naszym przeznaczeniu zadecydowano ponad naszymi głowami, podobnie jak to było w 1945 roku w Jałcie z tą różnicą, że wtedy zostaliśmy skazani na PRK, a teraz – na recydywę Generalnego Gubernatorstwa.

„Luxuria” – Cielesna przyjemność przychodzi do Bergoglio

Cielesna przyjemność przychodzi do Bergoglio

gloria/Luxuria

Homoseksualny propagandysta Andrea Conocchia, znany jako „proboszcz z Torvajanica”, zabrał Wladimiro Guadagno na audiencję generalną 13 grudnia, gdzie Guadagno spotkał się z Bergoglio.

Guadagno (58) is an Italian communist and transvestite, who is celebrated by the capitalist rulers.

Teraz „wierzy we Franciszka”, donosi oligarchiczny Corriere.it 29 grudnia.

Używa pseudonimu „Luxuria” (= cielesna przyjemność, cudzołóstwo), nienawidzi Kościoła, ale uwielbia Bergoglio, który dostosował „Kościół” do jego gustu.

Guadagno, były „buddysta”, „nawrócił się” na religię Bergoglio, aby zmaksymalizować swoją publiczną widoczność. Oskarża również Boga za to, że „stworzył mnie takim” – zamiast obwiniać siebie za własny świadomy wybór, pożądanie i działania.

Tłumaczenie AI

PolubUdostępnijZgłoś

Portale społecznościowe

FacebookTwitterRedditVKWeiboLinkedInTumblr

DORSZ – dzielny i czujny – dał głos !!

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ).

[kawałek bełkociku z : wiadomosci.dziennik/rosyjska-rakieta-nad-polska ]

[—-] Jak podkreślono, „przez cały czas tor lotu rakiety był śledzony przez systemy radiolokacyjne, zarówno polskie, jak i sojusznicze”.

„W gotowości do użycia pozostawały systemy obrony powietrznej. Ponadto w rejon przekroczenia przez rakietę polskiej przestrzeni powietrznej skierowane zostały samoloty F-16, które patrolowały ten obszar. Dodatkowo, w celu weryfikacji danych z systemów radiolokacyjnych, do prześledzenia trajektorii lotu obiektu na powierzchni ziemi zostały skierowane siły i środki z wojsk lądowych, sił powietrznych, a także wojsk obrony terytorialnej” – podawał Sztab Generalny.

W piątek w BBN odbyła się narada z udziałem m.in. prezydenta Andrzeja Dudy, wicepremiera szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, szefa Sztabu Generalnego gen. Wiesława Kukuły oraz Dowódcy Operacyjnego RSZ gen. Macieja Klisza. Narada została zwołana w związku z informacją o naruszeniu polskiej

======================

Zastanówmy się: „przez cały czas tor lotu rakiety był śledzony”.

To po cholere całe te dalsze „poszukiwania”?

A ta rakieta klęła po rosyjsku, brzydko, nie po ukraińsku, stąd wiedzą, że to Putina?

A ci dygnitarze – to więc o czym ONI uradzali?

Czekając na huczne wesela

Czekając na huczne wesela

Stanisław Michalkiewicz •  30 grudnia 2023 michalkiewicz

Z nieubłagany postępem bywa tak, jak z młynami sprawiedliwości. Na ogół mielą one powoli, ale czasami przebierańcom ktoś podkręca śrubkę i wtedy powinności swej służby rozumieją w lot. Ot na przykład, kiedy do Warszawy przyjechała Reichsleiterka od praworządności w UE, pani Vera Jurova, co to zdążyła w swoim curriculum vitae zaliczyć epizod kryminalny – żeby przypilnować Tuska, czy aby nie popada w jakieś polskie safandulstwo, podczas gdy przy ustanawianiu Generalnego Gubernatorstwa ma być dyscyplina, niczym za Stalina – niezawisły sąd w mgnieniu oka zrozumiał, czego od niego oczekują i skazał Mariusza Kamińskiego i jego zastępcę Macieja Wąsika, na 2 lata bezwzględnego więzienia. Sprawia to wrażenie, jakby niezawisłemu sędziemu oficer prowadzący powiedział: „nuże frędzlu, bo zaraz cię powieszę na tym łańcuchu, podkaszę togę i ściągnę desusy” – a ten w podskokach polecenie wykonał. Oczywiście nic takiego nie mogło mieć miejsca, bo sądy są niezawisłe, w związku z czym żadnych oficerów prowadzących nie ma, nawet jeśli WSI, a potem ABW w ramach operacji „Temida” nawerbowały ich ile dusza zapragnie.

Owszem, zdarzają się wyjątki, bo oto, wychodząc naprzeciw społecznemu zamówieniu z Berlina, niezawisły Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu właśnie orzekł, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej w Sądzie Najwyższym w Polsce, która ma orzekać, czy wybory były ważne, czy nie, nie jest żadnym sądem. Najwyraźniej czy to pani Jurova, czy jakiś inny płomienny szermierz praworządności musiał zajrzeć tym wszystkim sędziom pod togi, no i się okazało, że tam nic nie ma! Ładny interes! Ale dzięki temu nawet gdyby teraz Sąd Najwyższy orzekł, że wybory były nieważne, to Volksdeutsche Partei najwyżej przełoży Trzecią Nogę do innej nogawki, znaczy się – z prawej do lewej, żeby udelektować Lewicę i nie przyjmie tego do wiadomości. To jest właśnie rewolucyjna praktyka, będąca realizacją rewolucyjnej teorii sformułowanej przez mojego faworyta, kwiat światowej jurysprudencji, czyli pana prof. Wojciecha Sadurskiego, którzy ogłosił, że żeby przywrócić praworządność, musimy łamać konstytucję. Podobnie myślą gangsterzy z Wołomina. Żeby na przykład przywrócić, nawet niekoniecznie zaraz praworządność, ale zwyczajnie – komuś poczucie rzeczywistości – to co trzeba zrobić? To proste, jak budowa cepa; połamać ręce i nogi!

Ale dość już tych ponurych dygresji, bo zbliżają się Święta, a w Święta – jak to w Święta – nie wystarczy pogrążyć się w nirwanie, tylko trzeba myśleć pozytywnie, zwłaszcza, gdy przy wódeczce, w miłym towarzystwie, niespiesznie rozbieramy sobie z uwagą rozmaite palące kwestie. Na przykład – kwestię sodomczyków i gomorytek, która z marginesu jednym susem wskoczyła nie tylko do centrum życia politycznego, ale i do teologii. I pomyśleć, że jeszcze w roku 1932, kiedy to w Polsce wchodziło w życie rozporządzenie prezydenta – Kodeks karny – ambicje sodomczyków i gomorytek nie sięgały dalej, jak tylko, by się radować z dekryminalizacji tych – jak się po latach okazało – nie żadnych ohydnych „zboczeń”, tylko – szlachetnych „orientacji”. Wtedy właśnie Julian Tuwim odnotował panujące w tych środowiskach nastoje słyną fraszką: „cieszył się podex, że nowy kodex” – jako że w tym kodeksie sodomictwo i gomoryctwo nie było już karane sądownie. Od tamtej pory minęło 91 lat i co widzimy? Widzimy, że nie wolno nawet pisnąć, że sodomczyków i gomorytki powinno się leczyć, bo jakże tu leczyć, kiedy sodomia i gomoria to najnormalniejsza norma!

I właśnie dlatego Europejski Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu, rozumiejąc powinność swojej służby dla IV Rzeszy ogłosił, iż odmawianie przez Polskę rejestrowania tak zwanych „związków partnerskich”, czyli umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych albo w postaci tak zwanego „paciakowania w popielnik”, albo – jak mówią gitowcy – „mlaskania po klitorisie”, jest straszliwą myślozbrodnią, która natychmiast powinna zostać zlikwidowana, najlepiej przy pomocy sejmowej uchwały przeciwko lodowcom, albo trzęsieniom ziemi. Jestem pewien, że Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, która w vaginecie Donalda Tuska piastuje godność feministry do spraw Równości (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy) w podskokach przywróci na tym odcinku normalność. Ale to jeszcze nic, bo właśnie okazało się (a mówią, że nie ma koordynacji; jakże nie ma, skoro przecież jest!”), że między państwem, niechby i świeckim, a Kościołem panuje jakiś rozdział. Może i tak – ale nie na tyle, by Kościół, a ściślej – jego Centrala – nie włączył się, co prawda w ariergardzie, ale lepiej tak, niż wcale – do rewolucji komunistycznej.

Przewala się ona przez Amerykę Północną, która pod rządami prezydenta Józia Bidena, właśnie eksportuje komunę na cały świat, tak, jak przedtem eksportowała demokrację – no i przez Europę. Więc prezydent Józio Biden, podobnie jak Reichsleiterzy IV Rzeszy, forsują rewolucję komunistyczną na odcinku administracyjno-politycznym, podczas gdy Kościół, a ściślej – jego Centrala – zabezpiecza sprawę rewolucji na odcinku teologicznym. Chodzi o to, że rewolucjoniści muszą mieć proletariat, który by „wyzwalali”. Tymczasem tradycyjny proletariat, to znaczy – pracownicy najemni – stracił do komunistycznej rewolucji smak, toteż rewolucjoniści znaleźli sobie proletariat zastępczy w postaci „kobiet” oraz sodomczyków i gomorytek. Ich mogą „wyzwalać” ile dusza zapragnie – oczywiście dopóki rewolucja nie zwycięży, bo potem musi być porządek i dyscyplina, więc proletariuszy trzeba będzie przepuścić przez maszynkę do mięsa – jak to w rewolucjach.

Wróćmy jednak do koordynacji; otóż w tym samym czasie, gdy Europejski Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu nakazał Polsce rozpoczęcie rejestrowania „związków partnerskich”, Stolica Apostolska uzupełniła lukę na odcinku teologicznym, ogłaszając dokument „Fiduccia suplicans”, będący prawdziwym arcydziełem krętactwa. Chodzi o zgodę na „błogosławienie” par sodomczyków i gomorytek w kościołach przez księży katolickich. Nie są to „małżeństwa” – uchowaj Boże! – ale będą „błogosławione”, to znaczy – obdarzone kościelnym uznaniem de facto. Szczegóły ceremoniału nie są jeszcze dopracowane, więc nie wiemy, czy w białym welonie będzie wtedy występował „luj”, czy „ciota” – ale jakaś rewolucyjna praktyka z pewnością się ustali, zgodnie z tym, co jeszcze podczas II Soboru Watykańskiego mówił Mikołaj Gomez Davila – że „Kościół utraciwszy nadzieję, iż ludzie będą postępować zgodnie z jego nauczaniem, zaczął nauczać tego, co ludzie robią”. W tej sytuacji być może już w najbliższym karnawale będzie wysyp hucznych wesel, będących wstępem do szalonego bzykania – ale teraz już po Bożemu.

Stanisław Michalkiewicz

Wikariusz Kustodii Ziemi Świętej: rzeź Niewiniątek powtarza się po 2 tysiącach lat

29 grudnia 2023 pch24/rzez-niewiniatek-powtarza-sie-po-2-tysiacach-lat

Wikariusz Kustodii Ziemi Świętej: rzeź Niewiniątek powtarza się po 2 tysiącach lat

(29 grudnia 2023 r. Po izraelskim ataku w Strefie Gazy. Fot. AA/ABACA / Abaca Press / Forum)

„Rzeź Niewiniątek, dokonana z rozkazu Heroda, powtarza się po 2000 lat” – powiedział o. Ibrahim Faltas, wikariusz franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej. W dniu, w którym Kościół wspomina w liturgii Świętych Młodzianków Męczenników, zakonnik skomentował fragment Ewangelii opowiadający o „brutalnej sile nienawiści i zła”, która spadła „na grupę niewinnych dzieci, zamordowanych z powodu pragnienia zachowania władzy absolutnej za wszelką cenę”.

Duchowny zwrócił uwagę, że powyższy urywek Ewangelii nie pozostał w odległej przeszłości, ale „przeszedł przez wieki i zatrzymał się, powiększony, w naszej teraźniejszości”. Dziś „doświadczamy tego na własnej skórze”. – Zobaczyliśmy zdjęcia tysięcy martwych dzieci, owiniętych w białe prześcieradła, i tysiące dzieci wędrujących po gruzach, z przerażonymi oczami, zakurzonych, szukających matki i ojca, których już nie ma – stwierdził franciszkanin.

– Są one nowymi Niewiniątkami tego stulecia, być może winnymi tego, że urodzili się w Gazie, Kijowie lub Damaszku, ale niewinnymi męczennikami, świadkami nieludzkości ludzkiej logiki, która nie istnieje, która złamała przyszłość nowego pokolenia i pogrzebała pod tą rozległą stertą gruzu każda myśl o pokoju – podkreślił o. Faltas.

Wikariusz wskazał, że „niewinne dzieci-męczennicy wojny, która toczy się dziś tutaj, na naszej ziemi, podobnie jak w innych zapomnianych wojnach na świecie, noszą imiona prawdziwych dzieci, ale są to także młode małżeństwa, osoby starsze, chore…, które z nieba czekają na naszą odpowiedź miłości i modlitwy”. – Żyjemy w trzecim tysiącleciu i w wielu częściach świata masakra „małych Niewiniątek” tragicznie trwa. Istnieje populacja dzieci, które nie mają co jeść, są chore i nieleczone, a niestety często wykorzystywane i padają ofiarą przemocy. Są one dzisiejszymi „nowymi Młodziankami Męczennikami”, straszną plagą dzisiejszego świata – powiedział wikariusz Kustodii Ziemi Świętej.

Franciszkanin wskazał, że „nie możemy zaakceptować tego, że ludzie żyją w chłodzie, bez chleba, bez wody, bez prądu, bez domów, bez bezpiecznego miejsca, w którym mogliby się schronić”. – Musimy działać i powstrzymać ten nieznośny skandal, którego ofiarami są dzieci – wezwał o. Faltas.

Źródło: KAI RoM

========================

mail:
w Gazie, Kijowie lub Damaszku,

Z tym Kijowem, chyba przesada, raczej w Doniecku.

===============================

mail: On się boi.
I żydów, a bardziej jeszcze swoich zwierzchników.
W wypowiedzi Kustosza nie ma ani słowa o tym, kto morduje dzieci palestyńskie.

Kard. Ryś na Dzień Judaizmu. „SZALOM. Pokój – Dar Boga”. Bij semitów -Palestyńczyków !!

kard-rys-na-dzien-judaizmu 30.12.2023

Kard. Ryś na Dzień Judaizmu. TO ma się dziać w kościołach w całej Polsce

Kardynał Grzegorz Ryś. Foto: PAP
Kardynał Grzegorz Ryś. Foto: PAP

Nasza rzeczywistość jest pełna wojny; w świecie wokół nas giną ludzie. Czy wolno nam pozostać biernymi? – napisał przewodniczący komitetu KEP ds. dialogu z judaizmem kard. Grzegorz Ryś w słowie na 27. Dzień Judaizmu, który pod hasłem „SZALOM. Pokój – Dar Boga” będzie obchodzony w Kościele w Polsce 17 stycznia.

W słowie opublikowanym na stronie internetowej Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów kard. Ryś zaznaczył, że „nasza rzeczywistość jest pełna wojny”.

„W świecie wokół nas giną ludzie – niejednokrotnie tysiącami! Inni trafiają do niewoli, inni opłakują jednych i drugich. Inni z przerażeniem patrzą na gruzy swoich domów czy zakładów pracy” – podkreślił.

„Wszyscy o tym rozmawiamy – dyskutujemy, spieramy się (o politykę, o innych) – czasami równie zażarcie, co bez przekonania, że cokolwiek w tym zakresie zależy od nas… No bo ostatecznie: Co my możemy? Jaki mamy wpływ na decyzje wielkich tego świata? Na nadprodukcję broni? Na dominującą wiarę w rozstrzygnięcia oparte o siłę?” – pytał.

Jednocześnie hierarcha dodał: „czy naprawdę możemy nie robić nic?”. „Czy wolno nam pozostać biernymi? Czy możemy pozostać ludźmi wiary, nie będąc ludźmi pokoju? Wszyscy pewnie czujemy, że nie. Pozostaje jednak pytanie: Co i jak możemy uczynić?” – napisał kard. Ryś.

Zdaniem kard. Rysia, „możemy się poddać Jego Słowu, które wspólnie odczytujemy”.

„Z wiarą, że jest ONO (Słowo Boga) nie tylko mądre, ale i stwórcze! Ono nie tylko ogłasza POKÓJ, ale go także zaprowadza. Również przez nas!” – stwierdził.

Zaproponował, aby w związku z przypadającym Dniem Judaizmu w każdej diecezji i w każdej parafii zorganizowana została Liturgia Słowa oparta o czytania z Księgi proroka Izajasza (Iz 52,7-9), Księgi proroka Jeremiasza (Jr 6,10. 13-15) i Ewangelii według świętego Jana (J 14,25-27).

W Warszawie obchody Dnia Judaizmu odbędą się 14 stycznia o godz. 18 w stołecznym kościele sióstr sakramentek, gdzie z udziałem bp. Rafała Markowskiego odprawiona zostanie msza św. „o uproszenie miłości”.

Dzień Judaizmu Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła w 1997 roku, obchodzony jest 17 stycznia – w przeddzień Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.

MEMy: Friday Funnies: “We know that they are treasonous, they know that they are treasonous, they even know that we know they are treasonous..

Friday Funnies: WWE Wrestling

==============================

[Koniecznie zobaczcie filmik o pieskach na końcu! MD]

=======================

Woke Versus MAGA

Robert W Malone MD, MS 29 gru 2023

“We know that they are treasonous, they know that they are treasonous, they even know that we know they are treasonous, we also know that they know we know they are treasonous too, they of course know that we certainly know they know we know they are treasonous too as well, but they are still treasonous. In our country, the treasonous has become not just moral category, but the pillar industry of this country.”

― Aleksandr Solzhenitsyn

============================


“Show me where trump was convicted of inciting an insurrection?” – Hi-Rez

“‘Justice’ weaponization is a very dirty game to play, and it can have repercussions far greater than anything that Biden or his Thugs could understand. They ought to withdraw all of their Fake, Political Indictments against their Republican Opponent, me, immediately. This is a Pandora’s box, that works two ways, and it should be closed and tightly sealed RIGHT NOW,”
Trump (on Truth Social, Dec. 19, 2023)


As we should all know by now, Maine’s top election official removed Donald Trump from the ballot, citing Section 3 of the 14th Amendment, which prohibits elected officials from holding office if they committed an insurrection.

So, without ever being convicted of committing “an insurrection,” this election official removed Trump from the ballot.

The United States is a nation of laws. Trump has not been found guilty of the crime of insurrection. If and when, he is found guilty in a Federal court- he could be removed from the ballot. Until then, what is going on is just lawlessness.

It is a bodacious disregard for the American people that has not been witnessed in many a year.

Frankly, the act of removing President Trump from the ballot by a single election official in Maine is treasonous. It has subverted the will of the people to vote in a free and fair election. And it is clearly an desperate act by a corrupt political party.

“We know that they are treasonous, they know that they are treasonous, they even know that we know they are treasonous, we also know that they know we know they are treasonous too, they of course know that we certainly know they know we know they are treasonous too as well, but they are still treasonous. In our country, the treasonous has become not just moral category, but the pillar industry of this country.”

― Aleksandr Solzhenitsyn (slightly modified form the original quote)


Maine Votes!
Go ahead, cast your ballot in Maine – but only for those who they deem worthy of your vote…



In the meantime, cheating has become de rigueur on University campuses.









This is a reader supported publication and we rely on our subscribers to continue our work. Please consider a free or paid subscription.


”Every man for himself”


https://youtu.be/fAZtUpMrjFI?feature=shared


Rok Herodów za nami. Prześladowania przed nami?

Fundacja Pro-Prawo do życia 
Za nami kolejny trudny rok. Patrząc wstecz zastanawiamy się co przyniesie następny.
W roku 2023 nie zwalnialiśmy tempa. Nasi wolontariusze zorganizowali setki różańców publicznych, w kilkudziesięciu miastach Polski w intencji ratowania dzieci zagrożonych aborcją, setki pikiet przedstawiających wstrząsającą prawdę o mordach na poczętych dzieciach, setki akcji furgonetkowych w obronie dzieci. Przeciwstawialiśmy się również promocji zboczeń i rozwiązłości, organizowanych przez koncerny, obce ambasady i wielkie media.Prześladowania będą się nasilały. Musimy walczyć [foto]Spotykaliśmy się z agresywnymi atakami ze strony zwolenników zabijania najmłodszych i deprawacji dzieci. Nasze wolontariuszki i wolontariusze byli atakowani słownie i fizycznie. Tylko dzięki ich odwadze i opanowaniu nie doszło do tragicznych wypadków.
 Niestety w wielu przypadkach policja zachowywała się obojętnie, a nawet wrogo. Policjanci składali wnioski do sądów o ukaranie nas, choć w ostatnich latach wygraliśmy prawie 300 podobnych spraw. Sądy w olbrzymiej większości przypadków stawały po naszej stronie, jednak zdarzyło się w minionym roku kilka spraw, w których sędziowie skazali nas za rzekome zniesławienie. Na czym polegało to „zniesławienie”? Mówiliśmy, że aborcja to zabójstwo i podawaliśmy do wiadomości publicznej statystyki dotyczące skutków praktyk homoseksualnych.  
 Czasami spotykamy się z zarzutami, że nasze akcje nie przynoszą poprawy sytuacji, a nawet powodują jej pogorszenie. Przytoczę tutaj jeden charakterystyczny przykład. Wkrótce po ogłoszeniu, że Andrzej Duda został wskazany jako „Herod roku 2023” przez obserwujących nasz profil na Facebooku, dostaliśmy e-mail od redaktora pewnego portalu katolickiego, następującej treści:  „No i właśnie takimi działaniami zniechęcacie do popierania was. Bo nie widzicie ile kto robi dobrego, także w sprawie obrony życia, a widzicie potem jedną rzecz. Nie pierwszy już raz…”
 Absurd tego rozumowania widzimy, kiedy przyjrzymy się dokładniej Herodowi. Przecież miał on wielkie zasługi. Odbudował Świątynię, dbał o rozwój kraju, a nawet miał przydomek Wielki. Tymczasem od dwóch tysięcy lat wspomina się tylko jego mord na dzieciach. 
Gdyby zależało nam na pochwałach ze strony ludzi, już dawno zajęlibyśmy się czymś innym. Wydaje się, że na taką przypadłość cierpi wiele mediów katolickich, które starają się podobać jak najszerszej publiczności. My jednak pamiętamy słowa Pana Jezusa: Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom. (Łk 6, 26). 
Na zarzut, że nasze akcje powodują pogorszenie sytuacji odpowiadamy: spójrzcie na kraje, w których nikt nie ośmiela się mówić prawdy o mordowaniu dzieci poczętych, a katolicy siedzą cicho jak mysz pod miotłą.
Spójrzcie na Irlandię i Hiszpanię, kraje do niedawna katolickie. Wrogom Chrystusa nie potrzeba żadnych pretekstów aby niszczyć wiarę i prześladować chrześcijan. Niektórym katolikom wydaje się, że powinni popierać polityków, którzy deklarują poparcie dla wiary i zasad moralnych, ale w praktyce postępują wbrew temu co głoszą. Argument za popieraniem takich polityków jest następujący: jeśli nie będziemy ich popierali to przegrają wybory, a po nich przyjdą inni, o wiele gorsi politycy. Czy może być jednak coś gorszego niż obłuda? Pan Jezus zwraca uwagę, że celnikom i jawnogrzesznicom łatwiej jest wejść do Królestwa Niebieskiego niż obłudnym faryzeuszom. W mijającym roku widzieliśmy, jak maski spadają z twarzy obłudników. Premier Morawiecki i minister Niedzielski podjęli działania, aby wprowadzić w Polsce aborcję na życzenie. Jarosław Kaczyński wprost powiedział, że nielegalna aborcja jest powszechnie dostępna i nikt jej nie ściga. Politykom PiS wydawało się, że podlizywanie się proaborcyjnym mediom zapewni im sukces wyborczy. Stało się odwrotnie.
PiS wygrywał poprzednie wybory, kiedy opowiadał się jasno po stronie zasad moralnych. Kiedy jawnie przeszedł na stronę bezbożników przegrał. Panie MirosĹ‚awie! Czego możemy spodziewać się w nadchodzącym roku i co powinniśmy robić? Nie spodziewamy się niczego dobrego po bezbożnej koalicji, która swoje rządy rozpoczęła od ustawy w sprawie in vitro, która finansuje produkcję ludzi przez laborantów i skazuje większość z nich na śmierć przez wylanie do kanalizacji lub na zamrożenie w ciekłym azocie. Dzieci poczęte w sposób naturalny będą nadal bezkarnie mordowane, a te, którym udało się urodzić będą nadal deprawowane. 
Co mamy w tej sytuacji robić? Będziemy robić to co do tej pory: informować rodziców, budzić sumienia ludzkie. Czego możemy się spodziewać? Nasilenia prześladowań wobec tych, którzy ośmielają się mówić prawdę. Historia (i nasze osobiste doświadczenie) poucza, że mówienie prawdy w obronie najsłabszych zmienia świat na lepsze, choć często oznacza cierpienie dla tego, który tę prawdę głosi. Dla wierzącego cierpienie w słusznej sprawie jest znakiem zjednoczenia z krzyżem Chrystusa i zapowiedzią przyszłej chwały. Przemiana sumień ludzkich przyniesie też zmianę na lepsze jeszcze na tym świecie, choć nie wiemy jak dużo czasu to zajmie. Nie tracimy więc nadziei i wytrwale modlimy się, aby Pan Bóg odmienił oblicze Ziemi. 
Czy pomoże nam Pan głosić prawdę? Proszę Pana o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam organizowanie niezależnych kampanii społecznych i docieranie z prawdą do kolejnych Polaków. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Serdecznie Pana pozdrawiam,Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia

ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Eksperci [Bjørn Lomborg] ostrzegają: Polityka “zero netto” zabije ponad 4 miliardy ludzi

Eksperci ostrzegają: Polityka “zero netto” zabije ponad 4 miliardy ludzi

[Znam Bjørna Lomborga od dawna. Wielki uczony, jego przewidywania od dziesięcioleci się sprawdzają. A ostrzeżenia należy bezwzględnie brać pod uwagę. Mirosław Dakowski]

=========================

babylonianempire

Date: 29 dicembre 2023Author: Uczta Baltazara 2 Commenti

Czołowi eksperci zabrali głos, aby ostrzec opinię publiczną, że cel “zero netto” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), ONZ i zachodniej kasty politycznej, aby wycofać paliwa kopalne, spowoduje śmierć ponad czterech miliardów ludzi. Jak strona TKP informowała wcześniej, WEF, Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) i oczywiście UE naciskają na rządy na całym świecie, aby “wycofały się” z paliw kopalnych.

Cel “zero netto” polegający na zaprzestaniu wykorzystywania paliw kopalnych jest częścią “Agendy 2030” i “Agendy 2050” WEF i ONZ dla ludzkości. Plany te przewidują drastyczne zmniejszenie zależności od paliw kopalnych do 2030 r. i całkowite wyeliminowanie ich stosowania do 2050 r.

Wszystko to wykracza nawet poza to, co “Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu” (IPCC) uważa za rozsądne i konieczne. Oto oświadczenie przewodniczącego IPCC Jima Skea, emerytowanego profesora ekonomii w Imperial College London, wygłoszone niedawno na COP28 w Dubaju:

https://youtube.com/watch?v=_rVrpWl5BoQ%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

“Jeśli spojrzymy na scenariusze, w których globalne ocieplenie jest ograniczone do 1,5 stopnia przy niewielkim lub zerowym przekroczeniu, wówczas zużycie paliw kopalnych zostanie znacznie ograniczone w 2050 r., a łagodzone współużytkowanie zostanie wycofane. Takich słów używamy oficjalnie. Zużycie ropy naftowej zostanie ograniczone o 60%, a gazu ziemnego o 45%”.

UE, a w szczególności Niemcy, wykraczają daleko poza te ramy i żądają więcej. Na przykładzie Wiednia pokazałem, jakie będą tego konsekwencje, a mianowicie ogromna redukcja populacji i niezwykle wysokie koszty

“Transformacja energetyczna” może się powieść tylko przy zmniejszonej liczbie ludności

i wyjaśnione tutaj na przykładzie środków planowanych dla Niemiec zgodnie z wiadomościami z niemieckiego Bundestagu z 6 grudnia 2023 r:

Niemiecka “transformacja energetyczna”: harakiri z rozbiegu.

Wiele osób bije jednak na alarm, zastanawiając się, co to będzie oznaczać dla cywilizacji.

W tym oto poście na X/Twitterze duński statystyk Bjørn Lomborg ostrzega, że zakończenie korzystania z paliw kopalnych doprowadzi do śmierci około połowy światowej populacji jedynie z głodu.

“4 miliardy ludzi są zależne od nawozów z surowców kopalnych, aby się wyżywić”, mówi Lomborg.

“Bez nich 4 miliardy ludzi będzie głodować”.

“Nadszedł czas, aby zganić zdumiewająco destrukcyjnych i mizantropijnych aktywistów” – powiedział.

Lomborg odpowiadał na raport brytyjskiego ekonomisty Neila Recorda.

Podczas gdy Lomborg zakłada, że ponad cztery miliardy ludzi umrze z głodu w wyniku całkowitego wycofania paliw kopalnych, Record twierdzi, że “może umrzeć sześć miliardów ludzi”.

“Gdybyśmy dosłownie przestali używać paliw kopalnych i zrezygnowali z zasobów naturalnych, od których zależy świat, jego gospodarka i ludzie”, mówi Record, “sześć miliardów ludzi prawdopodobnie umarłoby na przestrzeni jednego roku”.

Record analizuje, co stałoby się w świecie bez paliw kopalnych, zauważając, że większość ludzi cierpiałaby z powodu przerw w dostawie prądu. https://archive.ph/oAOih#selection-2461.0-2464.0

“Niemożliwe jest oszacowanie, jak rozległe byłyby te przerwy w dostawie prądu, ale sieć zostałaby tak poważnie dotknięta, prawdopodobnie masowo, że mogłyby one być powszechne i trwałe” – ostrzega Record w artykule dla The Telegraph.

“Zapotrzebowanie na energię elektryczną gwałtownie wzrosłoby z powodu przejścia na ogrzewanie elektryczne, gotowanie i podgrzewanie wody, więc jest bardzo prawdopodobne, że nagłe nadmierne zapotrzebowanie nie mogłoby zostać zaspokojone, a sieć stałaby się niekontrolowana”.

“Brak elektryczności oznacza brak systemów komunikacji – brak telefonów komórkowych, telewizji i bieżącej wody”.

“Bez elektryczności i ogrzewania umierają najbardziej bezbronni ludzie”.

“Początkowo tylko osoby starsze w swoich domach, potem w szpitalach, gdy skończy się paliwo w generatorach diesla, ale potem pojawiają się nowe problemy egzystencjalne dla zwykłych ludzi w zakresie dostępności i dystrybucji żywności”.

“Jedynie odległe społeczności wiejskie, które są samowystarczalne jak chodzi o rolnictwo, pozostałyby względnie nienaruszone” – dodaje.

“Jednak w świecie miejskim wiele osób byłoby bliskich śmierci głodowej” – pisze Record.

Według Recorda, żywność i woda stałyby się rzadkością bez paliw kopalnych, czyniąc picie i jedzenie luksusem, na który mogliby sobie pozwolić tylko bogaci.

Pompowanie wody i ogrzewanie domów stałoby się niemożliwe bez paliw kopalnych, wyjaśnia.

Record zakłada, że dwa miliardy ludzi umrze tylko z głodu i zamarznięcia na śmierć.

Przewiduje, że świat “zero netto” stworzony przez WEF byłby w stanie wyżywić jedynie dwa miliardy ludzi.

Ludzie ci byliby najbogatszymi członkami społeczeństwa, którzy mogliby sobie pozwolić na drogie dostawy żywności.

WEF niedawno wezwała podatników na całym świecie do płacenia 3,5 biliona dolarów rocznie, aby osiągnąć cel globalistycznej organizacji “zero netto” polegający na “dekarbonizacji” planety. https://www.weforum.org/press/2023/12/philanthropies-can-partner-with-business-and-government-to-close-climate-financing-gaps-says-new-report/

WEF twierdzi, że ów oszałamiający koszt jest konieczny, ponieważ pozwoli sfinansować rzekome wysiłki szlachetnej globalnej elity władzy na rzecz “osiągnięcia zerowego poziomu emisji netto i przywrócenia natury”.

Nauki inżynieryjne mówią nam wyraźnie, że “zero netto” nie jest możliwe do zrealizowania, a na pewno nie jest bezpieczne.

INFO: https://tkp.at/2023/12/22/experten-warnen-netto-null-politik-wird-mehr-als-4-milliarden-menschen-toeten/ (przekład automatyczny)

Konflikt o prawa kierowców: mieszkańcy mogą wnieść projekt uchwały o likwidacji Stref Czystego Transportu

29 grudnia 2023 pch24.pl/mieszkancy-moga-wniesc-projekt-uchwaly-o-likwidacji-sct

Konflikt o prawa kierowców: mieszkańcy mogą wnieść projekt uchwały o likwidacji Stref Czystego Transportu

(Fot. Pixabay)

W obowiązującym stanie prawnym dopuszczalne jest wniesienie w ramach inicjatywy obywatelskiej projektu uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie – napisał radca prawny Andrzej Dziurzyński w opinii sporządzonej na prośbę Stowarzyszenia „Polonia Christiana”. Analiza przeczy komentarzom przedstawicieli władz miasta, które zwleka z wniesieniem projektu pod obrady.

Według autora opinii, Rada Miasta Krakowa powinna włączyć obywatelski projekt do programu najbliższej sesji, nie później niż w ciągu trzech miesięcy od jego złożenia.

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

„Nadgorliwość krakowskich samorządowców szybko pokazała słabości lokalnego aktu prawnego – uchwały o ustanowieniu w Krakowie tzw. strefy czystego transportu. Objęcie całego miasta rygorami strefy, brak oszacowania kosztów ekonomicznych i społecznych wprowadzenia zakazów wjazdu do miasta aut spalinowych czy wymuszanie na właścicielach pojazdów wymiany samochodów na drogie elektryki to tylko część uwag zgłaszanych ze strony ruchu społecznego, powstałego na fali sprzeciwu wobec absurdalnych przepisów” – podkreślają uczestnicy inicjatywy „Nie Oddamy Miasta”. Organizacja aktywnie przeciwstawia się walce samorządów z kierowcami pod pretekstem dbałości o czyste powietrze. Z jednej strony bowiem deweloperzy za aprobatą urzędników i radnych zabudowują korytarze wentylacyjne Krakowa, Warszawy i innych metropolii, redukują liczbę miejsc parkingowych i pasów ruchu, przyczyniając się do korkowania tras. Nie przeszkadza im to obciążać właścicieli aut odpowiedzialnością za zanieczyszczenie powietrza. Radykalny projekt Stref Czystego Transportu zmierza prostą drogą do wykluczenia komunikacyjnego ogromnej rzeszy kierowców.  

Opór społeczny oraz perspektywa zbliżających się wyborów samorządowych skłoniła przedstawicieli krakowskiego magistratu do złagodzenia stanowiska, które zaowocowało drastyczną uchwałą eliminującą w kilkuletniej perspektywie z ruchu ulicznego setki tysięcy starszych aut.

– Okazało się, że liczba pojazdów jest tak duża, iż praktycznie nie byłoby to możliwe, żeby wszystkie zostały wymienione – przyznał na antenie stacji RMF wiceprezydent Andrzej Kulig, pretendujący do miana następcy Jacka Majchrowskiego, który nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję na najważniejszym magistrackim fotelu.

Bezrefleksyjna rewolucja w komunikacji

Przeciwko rewolucyjnym zmianom, de facto wywłaszczeniowym, wystąpił Komitet „Kraków dla kierowców”, skupiający osoby prywatne, środowiska i organizacje ostrzegające przed konsekwencjami radykalnego prawa, przyjętego na modnej fali walki z motoryzacją i swobodą przemieszczania się mieszkańców. „Trzeba dodać, że w pośpiechu prawotwórczym władze Krakowa nie podały analiz (zapewne z braku takowych), jak wprowadzenie strefy czystego transportu wpłynie m.in. na ważną pod Wawelem branżę turystyczną, dającą tysiące miejsc pracy” – zwrócił uwagę komitet, w skład którego wchodzi m.in. Stowarzyszenie „Polonia Christiana”.

Koalicja mieszkańców zebrała ponad 7 tysięcy podpisów pod projektem uchwały o zniesienie w Krakowie tzw. strefy czystego transportu. „Skala sprzeciwu wobec absurdalnej uchwały zaskoczyła krakowskich notabli, którzy mimo tak jasnego sygnału ze strony społeczeństwa nadal próbowali stosować różne uniki” – zauważyli inicjatorzy społecznej akcji.

Władze grają na czas

Projekt został złożony 10 listopada, jednak głosowanie nad nim zostało przeniesione z 22 listopada na 17 stycznia. Radni uzasadniali to datą spodziewanego rozstrzygnięcia sądu administracyjnego w sprawie zgodności SCT z polskim prawem.

Obserwując stosowaną przez urzędników i polityków grę na czas, uczestnicy społecznego ruchu poprosili o ekspercką opinię radcę prawego Andrzeja Dziurzyńskiego, specjalizującego się w zagadnieniach ustrojowych, statutowych i samorządowych. Ustalił on, że  krakowscy radni nie mają prawa usuwać projektu uchwały z obrad, opóźniać terminu prac nad nim ani ograniczać go w jakikolwiek sposób.

„Po analizie przytoczonych przepisów, należy uznać, że w obowiązującym stanie prawnym dopuszczalne jest wniesienie w ramach obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej projektu uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie” – napisał w opinii radca. „W szczególności na przeszkodzie do wniesienia takiego projektu nie stoją przepisy art. 40 ust.1 i 3-5 UEPA” – dodał.

„Jednocześnie, w ocenie opiniującego, nawet gdyby powstały wątpliwości co do dopuszczalności rozpatrywania projektu ze względu na jego materię (które w ocenie opiniującego nie powinny występować), decyzję w sprawie dopuszczalności projektu może podjąć tylko i wyłącznie Rada Miasta Krakowa. Zgodnie z art. 41a ust. 3 USG projekt uchwały uchylającej Strefę Czystego Transportu w Krakowie powinien stać się przedmiotem obrad Rady Miasta Krakowa na najbliższej sesji po złożeniu projektu, nie później niż po upływie 3 miesięcy od dnia jego złożenia” – podkreślił radca prawny Andrzej Dziurzyński.

Źródło: NieOddamyMiasta.pl, PCh24.pl

RoM

Poznaj pełną treść opinii prawnej

WON ze „Strefą czystego transportu” !!! Ruch społeczny “Nie Oddamy Miasta”

Wesprzyj akcję billboardową ruchu „Nie oddamy miasta”!

Szanowni Państwo
Zwracam się dzisiaj do Państwa w bardzo ważnej sprawie.
To dotyczy tak naprawdę mieszkańców wszystkich dużych miast w Polsce, nawet jeżeli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.Być może już Państwo wiedzą, że od lipca 2024 roku w dwóch polskich miastach pojawi się tzw. strefa czystego transportu. Będą to Warszawa i Kraków.
To jednak jest tylko początek! Tak jak wspomniałem wyżej, kwestia szkodliwych SCT dotyczyć może każdego większego miasta. Podobne rozwiązanie do tego z Warszawy szykują m.in. włodarze Wrocławia, którzy nie robią sobie nic z protestów mieszkańców przeciwko temu pseudoekologicznemu pomysłowi.
Właśnie dlatego piszę do Państwa. Tzw. strefy czystego transportu najbardziej uderzą w tych, których nie będzie stać na nowe samochody spalinowe, a tym bardziej pojazdy elektryczne – w najbiedniejszych i schorowanych.
To „prawo” będzie szkodliwe w zasadzie dla każdego zwykłego mieszkańca, dojeżdżającego do pracy, odwożącego dzieci do szkoły, chcącego dotrzeć z chorym pasażerem do szpitala. 
Poszkodowanymi będziemy zarówno ja, jak i Państwo.Chcemy i możemy to zmienić! Nie pozwólmy, aby miejscy urzędnicy zabierali nam wolność, ograniczając nas w używaniu własnego auta. Dlatego pragnę Państwa poinformować, że właśnie przed momentem…rozpoczęliśmy nową kampanię billboardową przeciwko SCT! Pod tym linkiem mogą Państwo się w nią włączyć, o co już teraz gorąco proszę.
Celem jest jasny przekaz do mieszkańców Warszawy i Krakowa, którzy często nie są świadomi tego, jak te nowe przepisy mogą zmienić ich codzienne życie.
Nie możemy pozwolić na to, aby decyzje podejmowane nad głowami obywateli i bez zapytania ich o zdanie wprowadzały chaos i niepewność.Być może zapytają mnie Państwo, dlaczego billboardy?
Wybraliśmy je ze względu na skuteczność i zasięg. Planujemy umiejscowienie billboardów w strategicznych punktach, szczególnie przy ważnych ciągach komunikacyjnych, aby dotrzeć do jak największej liczby osób. Tym samym łatwiej trafimy do osób, którym najbardziej zależy na możliwości poruszania się samochodem – kierowców.
Czy chcą Państwo wesprzeć naszą akcję i włączyć się do zbiórki na ten ważny cel?Wspieram akcję billboardową – chcę uświadomić Polaków o zagrożeniu!Szanowni Państwo!
Nasz ruch społeczny “Nie Oddamy Miasta” nie jest przybudówką żadnej partii czy innej organizacji politycznej. To grupa zwykłych mieszkańców, którzy najczęściej wszystkie inicjatywy (protesty, konferencje, akcje ulotkowe na mieście itp.) organizują całkowicie bezinteresownie.To oznacza również, że nie jesteśmy przez nikogo finansowani.To oznacza także, że jedyne środki, które posiadamy, to dobrowolne datki.
Gesty finansowego wsparcia otrzymujemy od naszych Przyjaciół i Darczyńców, którzy – nie mając czasu lub fizycznie możliwości działać z nami – w ten właśnie sposób angażują się w działalność naszego ruchu.Chciałbym przywołać nasz wcześniejszy sukces, jakim był protest w Krakowie, który spotkał się z szerokim poparciem i zainteresowaniem mediów. To wydarzenie pokazało, że nasz głos ma znaczenie i że możemy wpłynąć na decyzje władz lokalnych. Nasz sprzeciw wobec pseudoekologicznych rozwiązań jest ważny i może przynieść realne zmiany.Dzięki dotychczasowej hojności naszych Przyjaciół, właśnie teraz, gdy piszę do Państwa te słowa – drukują się kolejne partie ulotek informujących i mobilizujących do oporu przeciwko SCT. W nowym roku ruszymy z ich rozprowadzaniem po Warszawie i Krakowie. Przygotujemy także projekty ulotek dla kolejnych miast.
Jak Państwo widzą, pracy jest tyle, że chwilami nie wiemy, w co włożyć ręce, jak zrealizować kolejne pomysły itd. Dlatego gorąco zachęcam Państwa do wsparcia naszej akcji, poprzez wpłatę darowizny dla naszego ruchu. Razem powstrzymajmy chory bubel prawny, który pod postacią SCT wprowadzają polscy urzędnicy!

Do połowy lutego musimy uzbierać 38 tysięcy złotych. Czy nam się to uda? Z Państwa pomocą na pewno!Wpłaty mogą Państwo dokonać na naszej stronie: nieoddamymiasta.pl, za pomocą przelewu internetowego, przelewu tradycyjnego lub PayPal (np. dowolną kartą płatniczą). Każda złotówka jest tutaj na wagę złota.
Gorąco liczę na Państwa pomoc!Wspieram zbiórkę ruchu “Nie Oddamy Miasta” – walczę o moją wolność i własność!
Mam dla Państwa jeszcze jedną wiadomość. Jako wyraz wdzięczności dla tych, którzy zdecydują się wesprzeć naszą inicjatywę, przygotowaliśmy specjalny prezent – ebook pt. „Rewolucja transportowa: mity, manipulacje, zagrożenia”. Jest to zbiór cennych informacji, analiz i danych, które rzucają światło na problematykę zmian w polityce transportowej, jak również dostarczają narzędzi do skutecznej obrony przed wprowadzaniem niekorzystnych dla mieszkańców rozwiązań.
Już wkrótce drogą e-mailową prześlemy go wszystkim naszym Darczyńcom.
Bardzo na to liczę, że Państwo także będą w tym gronie.Dziękuję bardzo za każdy przejaw zaangażowania i wsparcia z Państwa strony, za każdy datek, polecenie znajomym, czy nawet udostępnienie na Facebooku.Jeszcze raz zapraszam na naszą stronę nieoddamymiasta.pl (można kliknąć tutaj), gdzie znajdą Państwo więcej informacji na temat naszych działań oraz podstronę, na której prowadzimy właśnie wspomnianą zbiórkę pieniędzy na billboardy o SCT w największych miastach Polski.
Pozdrawiam Państwa serdecznie, życząc wszelkiej pomyślności w nowym roku.
Sławomir Skiba - zdjęcie

Sławomir Skiba
Ruch Społeczny
„Nie Oddamy Miasta”
nieoddamymiasta.pl

OPERACJA „DANCYG” i OPERACJA „GAŚNICA”

OPERACJI „DANCYG” i OPERACJA „GAŚNICA”

Krzysztof Baliński

Gdy 9 października przystąpiono do ewakuacji obywateli polskich z Izraela. Gdy w szybkim tempie 359 polskich komandosów, wojskowymi samolotami transportowymi wywiozło z Izraela ponad 1500 osób (i gdy media mówiły, że chodziło o polskich turystów i pielgrzymów do Ziemi Świętej), minister Zbigniew Rau oznajmił: „W Izraelu może przebywać nawet kilkanaście tysięcy osób z podwójnym polsko-izraelskim obywatelstwem”.

Gdy 13 listopada przystąpiono do akcji ewakuacji Polaków z bombardowanej przez Izraelczyków Strefy Gazy, polskie media informowały, że przebywający tam polscy obywatele proszą o pomoc: „Wyciągnijcie nas z tego piekła. Polski rząd pomógł ewakuować się Polakom z Izraela. Prosimy o taką samą pomoc dla Polaków w Gazie. Żyjemy w stałym zagrożeniu, niczym sobie na to nie zasłużyliśmy”.

Gdy media doniosły, że „w niewoli Hamasu w Strefie Gazy znajduje się historyk i rzecznik stosunków polsko–izraelskich Alex Dancyg, który ma również polskie obywatelstwo”, minister oświadczył: „Polska domaga się natychmiastowego zwolnienia naszego obywatela”. To jest forma terroryzmu, którą zdecydowanie potępiamy i będę także o tym rozmawiał z ambasadorami Palestyny i Egiptu – dodał. Krótko mówiąc – w sprawie obywatela Izraela zmobilizowano całą polską dyplomację i szybko okazało się, że chodzi nie o ewakuację Polaków, ale o ewakuację Dancyga.

Rząd izraelski zaprezentował grafikę z flagami 28 państw, „których obywatele stali się zakładnikami terrorystów”. Znalazła się na niej i flaga Polski, ale tylko dlatego, że celem było przekonanie, że Hamas zaatakował cały cywilizowany świat. Także media w Polsce przyznały, że polskie obywatelstwo Dancyga jest wątpliwe, a polscy urzędnicy nie znaleźli żadnych dokumentów w tej sprawie. „Sprawa obywatelstwa jest skomplikowana” – przyznał syn Alexa, który w Polsce szukał pomocy w uwolnieniu ojca. „Ale decydujące jest to, co powiedział podczas spotkania ze mną prezydent Andrzej Duda. Że mój ojciec jest takim samym obywatelem Polski jak wszyscy inni. Brakuje tylko formalnego wypełnienia dokumentów, co nastąpi wkrótce. Dla niego mój ojciec jest obywatelem Polski, który został uprowadzony. I chce zrobić wszystko, by pomóc mu się wydostać z niewoli”. „Polska jest szczególnie ważna, tam ma więcej przyjaciół niż w Izraelu – dodał.

Po spotkaniu, ambasador Izraela podziękował prezydentowi „za zaangażowanie i pomoc na rzecz uwolnienia naszych zakładników przetrzymywanych przez Hamas”. Nie omieszkał jednak dorzucić: „Przetaczające się przez różne miasta marsze pro-palestyńskie napełniają smutkiem. Udzielanie wsparcia terrorystom jest totalnym złem. To wyraz głębokiego antysemityzmu”. Na koniec pogroził: „Nie powinno być na świecie miejsca dla ludzi, którzy wspierają mordowanie Żydów”. Innymi słowy – publicznie, przed siedzibą prezydenta RP, wydał wyrok śmierci na uczestników warszawskiego marszu, którzy protestowali przeciw obrzucaniu bombami mieszkańców Gazy, w tym 29 obywateli polskich! A dlaczego użył słowa „naszych”? Ano dlatego, że ambasador Izraela w Warszawie zawsze zabiera głos, jakby był członkiem polskiego rządu.

7 listopada 2023 roku, w synagodze im. Nożyków w Warszawie odbyła się modlitwa żałobna „za ofiary Hamasu”. Poprowadził ją Michael Schudrich (którego media i Duda tytułują – „naczelny rabin Polski”). Udział w ceremonii wziął minister w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski. Na zakończenie odśpiewano hymn państwowy, ale nie Polski, lecz… Izraela, a głos zabrał Yuval Dancyg: Dla mojego taty Polska jest bardziej ojczyzną niż Izrael. I jeszcze jedno – tak, jak po „napadzie Putina na bratnią Ukrainę”, przy wejściu do Senatu RP wywieszono flagę Ukrainy, tak po „napadzie Hamasu na bratni Izrael”, wywieszono flagę Izraela. Podobnego bezeceństwa dopuścili się paulini z Jasnej Góry, którzy podświetlili sanktuarium w Częstochowie na barwy izraelskiej flagi, ignorując, że ci, z którymi się solidaryzują, dokonują ludobójstwa na mieszkańcach Gazy oraz regularnie opluwają i obrzucają kamieniami pielgrzymów z Polski.

I chyba dodawać nie trzeba, że gdy Dancyg już wyląduje w Warszawie na pokładzie prezydenckiego Boeinga, to na płycie lotniska powita go chlebem i solą oraz słowami „Witaj w Polin”, Andrzej Duda w towarzystwie Agaty Kornhauser-Dudy, Jurka Owsiaka i kardynała Rysia z miasta Łódź. A cała akcja ewakuacji Polaków, zakończy się ewakuacją Dancyga. Ale nie tylko o to w tym wszystkim chodzi. Dancyg będzie szpicą w ewakuacji tysięcy Żydów ze stojącej w ogniu Palestyny na terytorium Polin. Będzie początkiem Operacji „Dancyg”, takiej odwróconej Operacji „Most”.

Tu przypomnijmy: Kryptonim „Most” otrzymała operacja polegająca na przerzucie przez warszawskie lotnisko do Tel Awiwu kilkuset tysięcy sowieckich Żydów. Do udział w przedsięwzięciu zobowiązał się Tadeusz Mazowiecki na spotkaniu z szefem Amerykańskiego Kongresu Żydów. Całą operację sfinansowała spółka „Art-B”, założona przez żydowskich „artystów biznesu” (jak sami się nazwali), którzy wyprowadzili z polskiego systemu bankowego miliardy złotych, a pomysł na rabunek został podsunięty przez Mosad, który dał pierwszy milion na rozkręcenie interesu i który interesu pilnował. Innymi słowy – Izrael przeprowadził sobie repatriację ziomków za pieniądze ukradzione Polakom.

Ale to nie wszystko – w Polsce na Dancyga czeka nie tylko Duda, ale tłusta emerytura. Bo okazuje się, że kraj miodem i mlekiem płynący zapewnia nie tylko „uchodźcom” z Ukrainy, ale i „uchodźcom” z Palestyny, warunki, o których rdzenny Polak może tylko pomarzyć. Otóż 22 listopada 2016 zawarto z Izraelem umowę o zabezpieczeniach społecznych stanowiącą, że emerytury i renty wyliczone w Izraela są wypłacane przez ZUS w Polsce. Umowa długo utrzymywana była w tajemnicy. Opublikowano ją dopiero 5 lat po podpisaniu. A mamy w niej takie smaczki: Emerytury i renty, które Izraelczycy pobierają w Polsce, są wyliczane w Izraelu. Strona polska nie ma prawa weryfikować wiarygodności przedkładanych wniosków emerytalnych. Pobierający świadczenia nie muszą przebywać na terenie Polski.

Co w umowie najbardziej poraża? Zasada wzajemności! Bo, jak wiadomo, to Polacy przenoszą się do Izraela i dostają izraelskie paszporty, a do Izraela wybiera się prof. Barbara Engelking, której w Polsce, z konieczności naukowego opisu „antysemityzmu Polaków”, źle się żyje i chce zamieszkać w kibucu, pod gradem rakiet Hamasu. Izrael dokonuje ponadto starannej selekcji żydowskich imigrantów – nie wpuszcza tych, którzy mogliby obciążyć izraelski system emerytalny. Jaki jest zatem ukryty cel umowy i wielkich nadużyć, które stwarza? To proste: Zachęca do osiedlania się w Polsce. Jest mostem finansowym dla uchodźców z Izraela i dopełnia most powietrzny, którym Mazowiecki przerzucił sowieckich Żydów. Innym słowem – umowę zawarto pod kątem ewakuacji Dancygów z Palestyny.

Urodził się w Polsce. Współpracuje z jerozolimskim Instytutem Jad Waszem. Koordynuje polsko-izraelską wymianę młodzieży. Był kierownikiem kursów dla przewodników wycieczek młodzieży izraelskiej po Polsce. Współtworzył raport na temat obrazu Polski w podręcznikach dla uczniów izraelskich szkół średnich – tak ujawniła „Wyborcza”. Nie doniosła natomiast, jak Jad Waszem nastawia do Polski młodych Żydów, i w jaki sposób Dancyg organizował wycieczki do Polski. A tu włos staje na głowie. Na lekcjach historii dowiadują się, że Polska to ojczyzna antysemityzmu i Zagłady, że Polacy współdziałali w Holokauście, że to zawodowi mordercy Żydów. Przed przyjazdem ostrzegani są, że udają do kraju im wrogiego. Na miejscu wmawiają im, że jedyny sposób na przeżycie to ochrona izraelskich agentów, że oddalenie od grupy to pewna śmierć z rąk polskich nazistów, że nie wolno otwierać okien i drzwi pokoi hotelowych, bo wtargną przez nie antysemici i wymordują wszystkich, jak to robią od setek lat. Co jeszcze przewodnicy mówią? Jeden z nich, pokazując pięścią Pałac Kultury w Warszawie, obiecał: „Za 20 lat to wszystko będzie wasze”.

W połowie czerwca 2020 r., ministerstwo edukacji Izraela zawiesiło wyjazdy edukacyjne uczniów do Polski. Uzasadniło to problemami z bezpieczeństwem (a polskie MSZ, że nie może akceptować towarzyszących żydowskiej młodzieży ochroniarzy uzbrojonych w broń palną). Wiceminister Paweł Jabłoński nie krył radości: „Przywróciliśmy normalność w relacjach, bezpieczeństwo w Polsce zapewnia Polska a w Izraelu Izrael”. Jego szef Zbigniew Rau, ni z gruszki ni z pietruszki, oświadczył: „Wzmacniamy polsko-izraelskie relacje, dla wspólnego bezpieczeństwa”. A co do zawieszenia wycieczek – rzeczywistym tego powodem było uchwalenie przez Sejm ustawy mającej zapobiec przestępstwom wyłudzania mienia, którą w Izraelu oceniono, jako „uniemożliwiającą odzyskiwanie majątków utraconych przez Żydów w czasie II wojny światowej”, którą odpowiednik Rau w rządzie izraelskim uznał za „niemoralne, antysemickie prawo”, a izraelski premier za „zawstydzającą i haniebną, pogardzającą pamięcią o Holokauście”.

A co na to „Nasi”? „Polska zadbała o wzajemność i równowagę. Porozumienie gwarantuje także stronie polskiej możliwość organizacji polskich wizyt edukacyjnych w Izraelu na tych samych zasadach. Oczekujemy od strony izraelskiej podobnej otwartości na wizyty młodzieży polskiej w Izraelu” – ogłosił szef polskiej dyplomacji. Problem jednak w tym, że o wizytach polskiej młodzieży w Izraelu nikt nie słyszał, i oświadczenie należy rozumieć tak: Polska młodzież z „Nigdy Więcej”, z Muzeum Polin i ze szkoły Chabad (do której swoje dzieci posyłał Morawiecki), na koszt polskiego podatnika, w towarzystwie opłacanych przez Polskę ochroniarzy izraelskich, będzie zwiedzać Kneset i Instytut Jad Waszem.

Umowa, której treść ujawniła tylko strona izraelska, przewiduje, że izraelskie wycieczki mają być chronione przez polskie prywatne firmy ochroniarskie, ale… dopuszcza obecność agentów ochrony z Izraela, „po uprzednim tego zgłoszeniu i uzasadnieniu”. Wskazuje, że jej celem jest edukacja młodzieży obu krajów „w zakresie ich wspólnej historii” i zawiera rekomendowaną listę miejsc do zwiedzania. Umowa nie zmieniła nic. Stworzyła za to okazję do antypolskich wystąpień. Wg Jad Waszem, wśród zalecanych do zwiedzania instytucji są muzea poświęcone „żołnierzom wyklętym, którzy dopuszczali się mordów na Żydach”, a ekspozycje w rekomendowanych miejscach „ignorują udokumentowane aspekty udziału Polaków w mordowaniu Żydów”. Przedmiotem krytyki stało się nawet Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej.

Po ceremonii podpisania porozumienia, izraelski minister pogroził Polakom: „Nigdy więcej antysemityzmu, nigdy więcej dyskryminacji innych ludzi, nigdy więcej chęci anihilacji Żydów na świecie. Musimy pamiętać, do czego może doprowadzić nienawiść, rasizm i antysemityzm”. Powiedział też, że jego kraj wspierał „Solidarność” i aspiracje Polaków do wolności w okresie reżimu komunistycznego. I rzeczywiście – CIA, poszukując kontaktów z opozycją w Polsce, zwróciła się do Mosadu. Także Ronald Reagan ujawnił, że miliony dolarów przekazał „opozycji demokratycznej” za pomocą siatki Mosadu. Wg Krzysztofa Wyszkowskiego, Amerykanie z CIA do dostarczenia pieniędzy wykorzystali siatkę agenturalną Mosadu w „S”, co spowodowało, że pieniądze docierały głównie do jednej frakcji opozycji i to było widać gołym okiem – ci dofinansowani za pośrednictwem Mosadu odróżniali się od polskiej biedoty. Do niecnych podejrzeń, że tak było, skłania też nadanie honorowego obywatelstwa Polski byłemu szefowi Mosadu Meirowi Daganowi. I nie jest wykluczone, że pewnego dnia szef Mosadu zostanie nie tylko „honorowym”, ale Pierwszym Obywatelem Rzeczypospolitej.

Przyznanie obywatelstwo Dancygowi wpisało się w niezwykle sprawnie przebiegającą akcję rozdawania polskich paszportów Żydom, którzy uciekli z Polski w marcu ‘68. Rąbek tajemnicy uchylił Radek Sikorski, oświadczając w Senacie: Proponujemy nowość, a mianowicie to, aby w miejsce pojęcia Polonia i Polacy za granicą zacząć konsekwentnie stosować nowe pojęcie „diaspora polska” czy „diaspora narodowa”. Gdy zapytano go, o co mu chodzi, wyjaśnił: By być częścią „diaspory polskiej” nie trzeba mieć polskich korzeni. Naszym oddziaływaniem chcemy objąć wszystkich tych, którzy mają sentyment do Polski lub mają związki rodzinne lub historyczne z ziemiami historycznej Rzeczypospolitej. Diaspora polska to wszyscy, którzy Polsce dobrze życzą”. Uściślił też, że dotychczas stosowane określenie „Polonia” było zbyt „plemienne” i „wyznaniowe”, i nawiązał do „żyjącej w USA b. wpływowej, potężnej w mediach diaspory, która dysponuje potężnymi środkami, potrafi wpłynąć na politykę wobec Izraela”.Pochwalił się też osiągnięciami na niwie osiedlania w Polsce tej „potężnej diaspory”. Ja uważam – i wiem, że w marginalnej prasie to, co w tej chwili mówię, będzie odsądzone od czci i wiary, że jeżeli dzisiaj na przykład amerykańscy Żydzi zaczynają się starać o polskie paszporty – wydajemy 25 tysięcy polskich paszportów w USA – to to jest dobrze, a nie źle.

Paszporty „marcowym Żydom” nie rozdawał tylko Sikorski. Akcję rozruszał Aleksander Kwaśniewski, a tempa nabrała za Lecha Kaczyńskiego, który obywatelstwo przywrócił 15 300 „ofiarom polskiego antysemityzmu”, w tym osobiście i ostentacyjnie synom Oskara Szyji Karlinera, szefa stalinowskiego Zarządu Najwyższego Sądu Wojskowego, z którego udziałem ferowane były wszystkie wyroki śmierci na polskich patriotach, i który doprowadził do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego”.

Z nie mniejszą werwą akcję kontynuował rząd Tuska. W lutym 2008, w odpowiedzi na list otwarty Gołdy Tencer, minister Grzegorz Schetyna zadeklarował, że podlegli mu wojewodowie będą potwierdzać obywatelstwo „szybko i bardzo szybko”, a procedura ma być „wręcz błyskawiczna”. A co do Tuska to przypomnijmy, że w tym samym czasie zapowiedział wielki powrót Polaków z emigracji. Ale nie do końca był szczery, bo miał na myśli „Polaków”, którym jego minister rozdawał paszporty in blanco, czyli „Polonię Sikorskiego” z Tel Awiwu. Innym, żywym (chociaż wyglądającym jak wyschnięty trup) tego przykładem jest Lejb Fogelman. Z „Polonii Sikorskiego” rekrutują się też Michael Schudrich i Szalom Dow Ber Stambler, bohaterowie chanukowych ceremonii w Sejmie.

Szewach Weiss mówił o „ciemnych chmurach nad Izraelem”. Hamas zadał cios „najlepszej armii świata”. A Izraelczycy? Uciekają z pola walki, rozglądają się za bezpiecznym schronieniem i wiele wskazuje na to, że wybrali Polskę. „Trwająca dziś operacja przerzutu Żydów była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w Warszawie” – mówił Szmul Szpak z Agencji Żydowskiej. Ale cyferki się nie zgadzają, bo zamiast 200 tysięcy, na lotnisko Ben Gurion pod Tel Awiwem dotarło 35 tysięcy, co może oznaczać tylko jedno – w Warszawie zostali (wyselekcjonowani jak na Umschlagplatz przez Policję Żydowską) starzy, tłuści, niedołężni, nienadający się do służby w wojsku i policji. Potwierdził to Duda, który podczas obchodów Chanuki w Belwederze, „za przyjęcie w Polsce imigrantów” podziękował… Żydom. I czy to właśnie nie było zapowiedzią „Operacji Dancyg”, takiej odwróconej operacji „Most”, sfinansowanej pieniędzmi ukradzionymi Polakom?

Cały świat dziwił się,że w Polsce odbyła się na Wawelu wyjazdowa sesja Knesetu. Cały świat dziwił się, że w polskim parlamencie odprawiane są żydowskie obrządki religijne. Cały świat dziwił się, że jedynym zmartwieniem polskiego prezydenta jest los Dancyga. Tylko Polacy się nie dziwili. A może Polski jużnie ma, a Polacy jeszcze o tym nie wiedzą? A może spełniła się obietnica izraelskiego przewodnika, że za 20 lat to wszystko będzie ich? A może rabini z Chabad Lubawicz już przejęli kontrolę nad Polską, i nie spotkało się to z jakimkolwiek sprzeciwem na arenie międzynarodowej?A może jest jeszcze o co walczyć, i panaceum na Operację „Dancyg” jest Operacja „Gaśnica”? A może ratunkiem jest to, że na gaśnicę – w przeciwieństwie do broni palnej – pozwolenie Policji nie jest wymagane?

Krzysztof Baliński

=================================

mail:

Alex Dancyg – Urodził się w Warszawie jako drugie dziecko Niny (Nychy) i Marcina (Mordechaja) Dancygów. … Jego ojciec, Marcin Dancyg, był stalinowskim sędzią wojskowym. W 1957 roku Alex Dancyg wyjechał wraz z rodzicami do Izraela. Był członkiem młodzieżowej organizacji Ha-Szomer Ha-Cair.
wiecej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Alex_Dancyg

=================================

mail:

Zamieszczone przez pana moje ostatnie dwa artykuły zostały zamieszczone na portalu arabskim (syryjskim) w języku oryginału oraz w języku arabskim i angielskim:

https://almustshar.sy/archives/11382

https://almustshar.sy/archives/11450

Z poważaniem

Krzysztof Baliński

Minister-pułkownik niweluje teren

Stanisław Michalkiewicz: Minister-pułkownik niweluje teren

Jak wynika z bliblijnego opisu stworzenia świata, wszystko, co zostało stworzone, było “dobre”, a nawet “bardzo dobre”. A dlaczego? A dlatego, że przy stworzeniu świata została stworzona również rządząca światem zasada, mianowicie – zasada przyczynowości. Czy zasada przyczynowości, głosząca, że z konkretnych przyczyn muszą wystąpić określone skutki jest dobra, czy nie?  Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy wyobrazić sobie, że żadnej zasady przyczynowości nie ma; z każdej przyczyny może wystąpić dowolny skutek, albo nie wystąpić wcale.

Co moglibyśmy o takim świecie powiedzieć? Nic pewnego. Jawiłby się on nam jako jakieś chaotyczne kłębowisko, niemożliwe do ogarnięcia rozumem, który w związku z tym nie byłby nam, ludziom, do niczego potrzebny, więc jeśli nawet byśmy jakieś jego zaczątki mieli, to z powodu nieużywania go, szybko by zaniknął, upodobniając wszystkich ludzi do mikrocefali, stanowiących środowisko “Gazety Wyborczej”, karmiące się papką przygotowaną przez tamtejszy Judenrat.

Dopiero istnienie zasady przyczynowości sprawia, że możemy świat rozumieć, wyprowadzać prawidłowości rządzące jego funkcjonowaniem, słowem – to dzięki tej zasadzie jesteśmy ludźmi rozumnymi. Zatem jest ona nie tylko “dobra”, ale nawet “bardzo dobra”.

Dlatego, jeśli chcemy zrozumieć świat, ot na przykład, dlaczego walka o przywrócenie praworządności w naszym bantustanie wymaga łamania konstytucji – którą to rewolucyjną teorię, mająca uzasadnić tę rewolucyjną praktykę, w krótkich, żołnierskich słowach sformułował mój faworyt, ozdoba światowej jurysprudencji, czyli pan prof. Wojciech Sadurski – musimy wrócić do praprzyczyny, której skutki właśnie obserwujemy. Przyczyna zaś tkwi w tym, że najtwardszym jądrem systemu komunistycznewgo była bezpieka.

Bezpieka jest zbiorowiskiem ludzi wprawdzie skrajnie zdemoralizowanych, ale inteligentnych, spostrzegaweczych i sprytnych. W tym sensie bezpieczniacy są podobni szatanowi, który też jest skrajnie zdemoralizowany, ale inteligencji, spostrzegawczości i sprytu odmówić mu niepodobna. Wyższy stopień bezwzględności i demoralizacji osiągają tylko kobiety, co znalazło wyraz w mądrości ludowej, że “gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Dlatego właśnie szczyty, na które wspięli się Hitler ze Stalinem, wśród kobiet stanowią zaledwie przeciętną.

Wyciągnęli z tego wnioski promotorzy rewolucji komunistycznej, do której w charakterze proletariatu zastępczego, zaangażowali kobiety. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – o czym świadczą rosnące szeregi feministek, pragnących tylko “wypierdalać” – co świadczy o szalonej redukcji potrzeb – przede wszystkim tych intelektualnych.

Wróćmy jednak do naszych bezpieczniaków. Kiedy po 1986 roku stało się już wiadome, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie, uzgodnionego między Ameryką i Sowietami, będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, każdy z bezpieczniaków  zatroszczył się o jakąś polisę ubezpieczeniową na wypadek zmiany ustroju.

Zorientowali się mianowicie, że w takim razie nastąpi odwrócenie sojuszy politycznych i wojskowych, a w tej sytuacji najlepszą polisą ubezpieczniową będzie jak najszybsze przewerbowanie się na służbę do jakiegoś naszego przyszłego sojusznika, który – jako swemu agentowi – nie da mu zrobić krzywdy. W ten sposób na przełomie lat 80-tych i 90-tych pojawiły się trzy stronnictwa” Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, które za pośrednictwem swoich politycznych ekspozytur, zaczęły rotacyjnie rządzić naszym nieszczęśliwym krajem.

A ponieważ występuje u nas w skali masowej zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, a dzieci konfidentów – konfidentami), to powstałe wtedy zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii.

Mając tedy świadomość tych przyczyn, spróbujmy ocenić poczynania pana pułkownika-ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który właśnie postanowił zlikwidować rządową telewizję i rządowe radio. Wprawdzie jestem pewien, że pan minister-pułkownik by się obraził, gdyby porównać go do kandydującego kiedyś na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, pana Krzysztofa Kononowicza, który przedstawił swój program: “żeby niczego nie było” – ale myślę, że takie porównanie byłoby usprawiedliwione przynajmniej częściowo.

Pamiętamy przecież, jak pan minister – wtedy jeszcze od bezpieki – scharakteryzował nasz nieszczęśliwy kraj – że to “ch…, d… i kamieni kupa”. Czyż ta przenośnia poetycka nie wyraża tej samej myśli, w której swój program polityczny wyrażał pan Kononowicz?

No dobrze – ale dlaczego stojący na czele Volksdeutsche Partei Donald Tusk powierzył to zadanie akurat ministru-pułkowniku Bartłomieju Sienkiewiczu? Pewne światło na tę sprawę rzuca okoliczność, że pan Sienkiewicz, oprócz tego, że jest ministrem – tym razem przypadkowo od kultury – jest również pułkownikiem. Z tego wynika, że musiał służyć w bezpiece, – bo tam właśnie dochrapał się tej rangi.

Kiedy zaczął się dochrapywać? Teoretycznie od roku 1990, kiedy to trafił do Urzędu Ochrony Państwa, stając się podkomendnym pana generała Gromosława Czempińskiego, nie tylko pochodzącego z porządnej, ubeckiej rodziny, ale prawdopodobnie również prowadzącego pana doktora Andrzeja Olechowskiego (pseudo operacyjne “Must”), który w “wolnej Polsce” również dostąpił rozmaitych zaszczytów – między innymi przykładając rękę do utworzenia Volksdeutsche Partei.

Ale korzeni tego dochrapywania możemy doszukiwać się również w ruchu “Wolność i Pokój”, którego uczestnicy w chwili transformacji ustrojowej masowo przeszli do bezpieki. W tym czasie w bezpiece wykształciły się już wspomniane trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Do którego  doszlusował? Z którym się zakolegował młody, bezpieczniacki debiutant Bartłomiej Sienkiewicz? Na trop naprowadza nas okoliczność, że w 2014 roku został nagrany przez kelnerów, co to z poduszczenia pana Marka Falenty podsłuchiwali w knajpie “Sowa i Przyjaciele” dygnitarzy związanych z Volksdeutsche Partei.

Ten spisek kelnerów miał na celu przygotowanie podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu w związku z powrotem Ameryki do aktywnej polityki w naszym zakątku Europy, wskutek czego Polska ponownie przeszła spod kurateli niemieckiej pod kuratelę amerykańską. I taka podmianka nastąpiła w roku 2015, kiedy prezydentem został pan Andrzej Duda, a jesienią rząd utworzyło PiS, jako ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.

No a teraz, kiedy w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją na rzecz strategicznego partnerstwa z Izraelem, prezydent Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, Polska ponownie przechodzi spod kurateli amerykańskiej pod kuratelę niemiecką, więc  na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu znowu nastąpiła podmianka. Wróciła Volksdeutsche Partei z panem pułkownikiem Sienkiewiczem jako ministrem, który najwyraźniej otrzymał zadanie zniwelowania terenu pod Generalne Gubernatorstwo na odcinku kultury. No to niweluje.

Potop i ogień. Prof. Andrzej Nowak o historii zdrady i wojny polsko-polskiej

27 grudnia 2023 pch24.pl/potop-i-ogien

Potop i ogień. Prof. Andrzej Nowak o historii zdrady i wojny polsko-polskiej\

(Obrona Jasnej Góry na obrazie Januarego Suchodolskiego)

Upadek nadziei, upadek wiary w to, że Polska się utrzyma spowodował, że pod sztandary Karola Gustawa w końcu 1655 roku poszła bardzo duża część szlachty. Podam najbardziej przykry przykład: Jan Sobieski, późniejszy bohater, nie tylko przystąpił pod sztandary szwedzkie, ale najdłużej wytrwał pod tymi sztandarami, bo jeszcze w słynnej bitwie pod Gołębiem, w której Czarniecki stawił skuteczny opór Szwedom w lutym 1656 roku Sobieski walczył po stronie Szwedów. Tak więc nie tylko dołączył się do zdrady, ale wytrwał w niej dłużej niż inni – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl prof. Andrzej Nowak, autor serii „Dzieje Polski” (wydawnictwo Biały Kruk).

Szanowny Panie profesorze, szósty tom Pana bestsellerowej serii „Dzieje Polski” nosi podtytuł „Potop i ogień 1632-1673” i jest w dużej mierze poświęcony Potopowi Szwedzkiemu. W szkole podstawowej uczono mnie, że atak Szwedów na Polskę był tak naprawdę wojną religijną. Czy kwestia religii i sporu między katolikami a protestantami faktycznie była kluczowa, jeśli chodzi o wojnę w latach 1655-1660?

Rzeczywiście w interpretacji, jaka rodzi się w XVIII wieku, czyli w wieku oświecenie próbuje się przedstawić wszystko, co było wcześniej, zwłaszcza wiek XVI i XVII, jako chaos i serię klęsk wywołanych przez konflikt religijny. Według „oświeconych” odejście od religii miało być przedstawiane jako nadzieja na ład, na stabilizację, na uniknięcie krwawych konfliktów.

Motyw religijny niewątpliwie od chwili protestanckiej rewolucji, czyli od 1517 roku, był na pewno bardzo istotnym powodem konfliktów. Protestantyzm podniósł sztandar „świętej wojny” przeciwko papiestwu nazywanemu „bestią”, na czole której rogiem najbardziej niebezpiecznym była Rzeczpospolita. „Zetrzeć ten róg bestii, zniszczyć go właśnie dlatego, że służy papistom, że służy łacinnikom”, to było hasło, do którego już w wieku XVII odwoływał się najpierw Karol Gustaw w czasie wojny trzydziestoletniej, a potem Olivier Cromwell – fanatyczny despota, który stanął na czele rewolucji w Anglii. Do tego hasła odwoływał się także przywódca Braci Czeskich przygarnięty w Rzeczpospolitej, w której wciąż przecież trwały podstawowe zasady tolerancji, a mianowicie Jan Ámos Komenský, który z Leszna rozsnuwał swoją korespondencję po całej Europie do przywódców protestanckich m. in. do wywołanego wcześniej Cromwella, czy do Gustawa II Adolfa, króla szwedzkiego. Wzywał on, żeby uderzyć na Rzeczpospolitą, żeby zniszczyć Rzeczpospolitą.

Ten motyw religijny nie może być wobec tego całkiem lekceważony. Motyw ten występował ze szczególną siłą po stronie państw protestanckich i niewątpliwie on także z chwilą, gdy Szwedzi, których armia składała się w bardzo dużej części także z niemieckich najemników, plądrowali polskie kościoły, znieważali Najświętszą Panienkę występował w czasie Potopu i składał się na polski „odruch obronny” nie tylko części polskiej szlachty, ale także katolickiego mieszczaństwa i prawie całego polskiego chłopstwa, ponieważ czynnik religijny był wtedy najsilniejszym. „No jak to?”, pytano, „Skoro niszczą kościoły, niszczą to, co dla nas święte, to musimy bić takiego najeźdźcę, takiego lutra”, odpowiadano.

To bez wątpienia ważny przyczynek swego rodzaju powstania narodowego, jakie wybuchło przeciwko Szwedom w grudniu 1655 roku, zwłaszcza po informacjach, jakie zaczęły krążyć po kraju, że szwedzcy najeźdźcy dokonali zamachu na największą wówczas dla polskich katolików świętość, czyli na klasztor jasnogórski.

W tym sensie rzeczywiście element religijny jest ważny. Był on także ważny, ale instrumentalnie tylko wykorzystywany przez Kozaków (chodzi oczywiście o prawosławie).

Kozacy sami w sobie, mówiąc najdelikatniej, nie byli szczególnie religijni. Żyli po prostu z walki i zabijania. Nawet w ich obrzędowości wewnętrznej związanej z wyborem hetmana, z wyborem pułkowników nie było najmniejszych śladów przywiązania do religii prawosławnej. Natomiast w momencie, kiedy podnieśli wilki bunt pod wodzą Chmielnickiego przeciwko Rzeczypospolitej, to właśnie odwołanie do hasła rzekomego ucisku, prześladowania prawosławia w Rzeczypospolitej (co nie miało żadnego związku z rzeczywistością w roku 1648) w latach 1596 a 1620 – kiedy hierarchia prawosławna przestała legalnie istnieć, ponieważ król Zygmunt III Waza miał nadzieję na wprowadzenie Unii i tylko unicka hierarchia była zaakceptowana – było ważnym czynnikiem, który miał mobilizować, scalać, spajać chłopstwo ukraińskie wykorzystywane jako mięso armatnie przez Kozaków, przez Chmielnickiego.

Motyw antykatolicki w walce z Rzeczpospolitą, Polakami i polskością będzie powracał przez kolejne stulecia. Przypomina mi się w tym miejscu jedna z rozmów, jaką miałem przyjemność z Panem profesorem odbyć kilka lat temu na antenie Niepoprawnego Radia PL. Dotyczyła ona Fiodora Dostojewskiego i jego fenomenalnej powieści „Biesy”, w której to rosyjski pisarz pisał wprost, że zagrożeniem dla świata, zagrożeniem dla imperium nie jest katolicyzm. Tym zagrożeniem jest POLSKI KATOLICYZM – ludowy, lekko naiwny, gdzie wiara jest przekazywana przez babcie i dziadków. Jak to jest, że mijają wieki, a wszyscy wrogowie Polski i Polaków atak na nas i naszą ojczyznę zawsze w pierwszej kolejności podejmują działania antykatolickie, a mimo to wiara w narodzie trwa?

Z jednej strony, tak jak Pan redaktor przypomniał, w tradycji rosyjskiego imperializmu ważne jest podkreślanie katolicyzmu w Polsce jako podstawy wrogości, którą jeśli się zniszczy, to z miejsca Polska przestanie być jakąkolwiek przeszkodą dla dalszej ekspansji imperializmu rosyjskiego w Europie.

Podam dwa przykłady oprócz tego, który Pan przytoczył. Dodam tylko, że dużo obszerniej na ten temat Dostojewski wypowiadał się na ten temat w swoim „Dzienniku pisarza” publikowanym w najpopularniejszej w latach 70. XIX wieku w Petersburgu gazecie, gdzie dużo ostrzej powtarzał tezy przytoczone przez Pana redaktora.

Tak się składa, że 12 grudnia byłem na dużej konferencji w Warszawie poświęconej dziejom różnych form imperializmu rosyjskiego. Podczas tego wydarzenia niezwykle ciekawy referat wygłosił prof. Stanisław Wiech z Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, który drobiazgowo analizował plany przygotowywane przez rząd rosyjski w maju 1914 roku, czyli na niedługo przed wybuchem Wielkiej Wojny. Rząd rosyjski, który chciał jakoś przezwyciężyć skutki ustępstw wobec katolicyzmu, do jakich doszło w skutek rewolucji w 1905 roku, kiedy wprowadzono ukaz o tolerancji; kiedy pozwolono w ograniczonym zakresie budować kościoły katolickie na terenie Imperium Rosyjskiego zwłaszcza na tzw. ziemiach zabranych, czyli dawnych ziemiach Rzeczypospolitej (wcześniej było to całkowicie zakazane). Do dzisiaj w naszym dyskursie pojawia się sugestia: „No, ta Rosja imperialna, zwłaszcza po 1905 roku, kiedy już była Duma, czyli parlament; kiedy zainstalowano tam instytucje normalnego, zachodniego, cywilizowanego państwa była wspaniałym krajem, w którym Polacy mogliby świetnie żyć”.

To jest teza, która zawsze mnie oburza wśród wielbicieli Józefa Mackiewicza – genialnego pisarza, który kompletnie nie rozumiał, nie pamiętał, nie miał świadomości tego, jak straszliwie niszczycielskim wobec Polski, wobec polskości, wobec wszystkich innych narodów niż szowinistyczne, nacjonalistyczne, oparte na systemie zagłady innych narodowości rosyjskie imperium, rzekomo „liberalne” imperium rosyjskie.

Te szczegółowe plany snute przez gubernatorów i ministrów rosyjskich w 1914 roku są aż groteskowe w tej nienawiści, zapiekłości, żeby odebrać znowu jakiekolwiek prawa katolikom. A cel jest ten sam: osłabić, a potem zniszczyć podstawę polskości.

I drugi przykład: w bardzo interesującym wywiadzie udzielonym jeszcze w latach 90. magazynowi „Fronda” przez Aleksandra Dugina, rzecznik najbardziej brutalnego imperializmu rosyjskiego w ostatnich 30 latach powiedział wprost jakie zmiany w Polsce należy wprowadzić, żeby było to dla Rosji korzystne. Na pierwszym miejscu wymienił „zniszczenie katolicyzmu”. Jego zdaniem trzeba zniszczyć katolicyzm, spróbować znaleźć i wyeksponować w polskiej tradycji neo-poganizm; pokazać, że jeśli była jakaś Polska, z którą Rosja może się porozumieć, to była to Polska sprzed chrztu łacińskiego, Polska pogańska. Widać zresztą, że coraz częściej się do tego nawiązuje także w kulturze masowej w Polsce. Ewentualnie, mówił dalej Dugin, mogą być jakiekolwiek sekty, jakiekolwiek ośrodki alternatywnych religii czy wyznań wspierane, byle tylko osłabić katolicyzm. Wtedy Polska przestanie być groźna dla wielkiego imperium rosyjskiego. Taką receptę przedstawił otwarcie, bez ogródek Aleksander Dugin.

Bardzo dziękuję. Wróćmy do szóstego tomu „Dziejów Polski”. Czy to przypadek, że największy szturm na Jasną Górę Szwedzi dokonali w przededniu Bożego Narodzenia?

To zapewne Opatrznościowy zbieg okoliczności. Na pewno nie było to jakoś specjalnie planowane przez Szwedów, ponieważ woleliby oni zdobyć co najmniej 2 tygodnie wcześniej ten „kurnik” jak z pogardą wyrażał się na temat murów klasztoru jasnogórskiego dowodzący oblężeniem generał Burchard Müller. Szwedom jednak się to nie udało i dlatego aż do świąt Bożego Narodzenia kontynuowali swoje wysiłki.

W szkole podstawowej, że jeszcze raz odwołam się do tego czasu, uczono mnie, że Szwedzi zaatakowali Jasną Górę, ponieważ chcieli ukraść stamtąd wszystko, co tylko dało się ukraść…

Historyczne powody ataku na Jasną Górę były dużo bardziej złożone. Oczywiście element łupiestwa, element kradzieży był ważny w każdym posunięciu wojsk szwedzkich, które – podkreślam to z pełną odpowiedzialnością – spustoszyły ziemie polskie tak jak żadna inna armia przed nimi, i żadna armia po nich. Oczywiście innego rodzaju zniszczenia polegające na wywożeniu setek tysięcy ludzi w głąb Rosji spowodowała okupacja moskiewska na wschodnich terenach Rzeczypospolitej w tym samym czasie, ale wracając do Szwedów i ich niszczycielskiej okupacji podkreślam: tak, cele grabieżcze były dla Szwedów pierwszoplanowe, jeśli chodzi o atak na Jasną Górę ale oprócz tego Szwedzi mieli cel strategiczny, czy operacyjny.

Jasna Góra była jedyną niezdobytą twierdzą, jedynym niezdobytym punktem oporu na pograniczu między niemal w całości okupowaną przez wojska szwedzkie Koroną i Śląskiem, gdzie znajdowała się ostatnia baza króla Jana Kazimierza, który właśnie na Śląsku Opolskim się schronił. Stąd właśnie Szwedzi chcieli przeciąć tę komunikację, która mogła iść przez Częstochowę, przez Jasną Górę między królem Janem Kazimierzem, a partyzantami polskiej niepodległości, którzy podnieśliby rebelię przeciwko szwedzkiej okupacji. Zdobycie Jasnej Góry było, powtórzę, bardzo ważnym celem operacyjnym – odciąć możliwość powrotu króla do Polski najkrótszą drogą. Król jak wiadomo wracał okrężną drogą od południa przez Karpaty, ale to co bez wątpienia mu pomogło to ta mobilizacja, olbrzymia mobilizacja społeczna, czy nawet narodowa wywołana echami agresji szwedzkiej na Jasną Górę, bo wtedy zaczyna się próba tworzenia oddolnie odsieczy przez chłopów z Żywiecczyzny, przez oddziały partyzanckie także w dużej mierze chłopskie z Wielkopolski, na odsiecz Najjaśniejszej Królowej Nieba i Ziemi, czyli Matce Boskiej Częstochowskiej. Te tysiące ludzi zaczynają ciągnąć na Jasną Górę. Wśród Polaków wraca poczucie świadomości, że muszą walczyć! Walczyć o wypędzenie wroga, którego wpuszczono wcześniej do Rzeczypospolitej, bo jeśli nie zostanie on wypędzony, to będzie koniec Polski, koniec naszej wiary.

Chłopi zachowali się jak trzeba. Dlaczego w taki sam sposób nie zachowało się wielu przedstawicieli magnaterii i arystokracji? Dlaczego tak wielu z nich krzyczało „Vivat Carolus Gustavus rex”?

Tu znów w szczegółach przyczyny są złożone i bardzo różne. Jedne zasługują wyłącznie na potępienie i pogardę. Mam tu na myśli zachowanie przywódców Wielkopolski na czele z autorem satyr, wojewodą poznańskim Krzysztofem Opalińskim, który wybrał kapitulację przed słabszymi siłami szwedzkimi wkraczającymi do Wielkopolski niż pospolite ruszenie, którym dowodził razem z wojewodą kaliskim Andrzejem Grudzińskim. Stało się tak tylko dlatego, ponieważ Opaliński uznał, że dobrze by było, aby króla Jana Kazimierza, którego Opaliński nie lubi dobrze byłoby usunąć i zlikwidować. Lepiej, żeby rządzili nami Szwedzi, a jeśli nie Szwedzi to ktokolwiek inny, byle tylko pozbyć się znienawidzonego króla, wybranego zaledwie kilka lat wcześniej zupełnie legalnie i prawidłowo.

Ta część magnackiej pychy, która nie uznawała własnego króla i uważała, że ma prawo decydować o tym, kiedy króla strącić i sprzymierzyć się z każdym zewnętrznym wrogiem Polski, byle pokonać tego, którego uważano za wewnętrznego wroga, czyli króla, to bardzo ważna część zdrady, jaka miała miejsce w 1655 roku i tu rzeczywiście kapitulacja pod Ujściem w lipcu 1655 roku jest największą hańbą, jakiej doświadczyła Rzeczpospolita.

Przykładem jeszcze bardziej rażącym jest Hieronim Radziejowski. Ten zdrajca, wyłącznie z powodu osobistych zatargów z królem, sprzymierzył się z każdym wrogiem Rzeczypospolitej byle zniszczyć znienawidzonego króla. To Radziejowski doprowadził do połączenia, do nawiązania kontaktów na rzecz zniszczenia Polski między Chmielnickim a Karolem Gustawem. Starał się on zresztą współpracować, raz jeszcze podkreślam, z każdym wrogiem Polski, byle tylko zniszczyć Jana Kazimierza, byle samemu stać się kimś w rodzaju gubernatora z łaski okupantów Polski. To naprawdę przerażający przykład zdrady i to zdrady nieukaranej.

To są proste rzeczy, jeśli chodzi o ocenę moralną – tu nie ma żadnej wątpliwości, że to było łajdackie, najgorsze z możliwych zachowanie depczące elementarną lojalność wobec Rzeczypospolitej.

Z kolei w przypadku Radziwiłłów sprawa jest bardziej skomplikowana. Kiedy Janusz Radziwiłł kapitulował przed Szwedami, to Litwa, którą uważał za swoją podstawową ojczyznę i miał do tego prawo, była w całości niemal zajęta przez Moskwę pustoszącą ją bezlitośnie. Zniszczenie Wilna przez wojska moskiewskie było czym bezprecedensowym.

W tej sytuacji można powiedzieć, że wybór Szwedów przez bezsilnego wówczas hetmana Janusza Radziwiłła – który oczywiście wcześniej spiskował z protestanckimi przywódcami, czy władcami w Europie, m.in. ze Szwecją, z Siedmiogrodem, gdzie książę był wyznania kalwińskiego, by osłabić wpływy katolicyzmu w Polsce – był w jakimś stopniu racjonalny. Jednak ta granica zdrady została przekroczona w końcu 1655 roku, kiedy Janusz Radziwiłł poddaje Litwę nie mając do tego żadnych uprawnień panowaniu króla szwedzkiego. Jest jednak jedna okoliczność łagodząca w tym akcie oskarżenia przeciwko Januszowi Radziwiłłowi i jego stryjecznemu bratu Bogusławowi – był to rodzaj wyboru mniejszego zła. Moskwa już zajęła Litwę i w tej sytuacji szukanie opieki w królu szwedzkim, skoro Polska chwilowo nie jest w stanie udzielić żadnej opieki Litwinom mogło być uznane za rodzaj rozpaczliwego aktu nadziei w beznadziei czy może nadziei beznadziejności. Nie usprawiedliwiam Radziwiłła, pokazuję tylko okoliczności.

Przypominam również, że ten upadek nadziei, upadek wiary w to, że Polska się utrzyma spowodował, że pod sztandary Karola Gustawa w końcu 1655 roku poszła bardzo duża część szlachty. Podam najbardziej przykry przykład: Jan Sobieski, późniejszy bohater, nie tylko przystąpił pod sztandary szwedzkie, ale najdłużej wytrwał pod tymi sztandarami, bo jeszcze w słynnej bitwie pod Gołębiem, w której Czarniecki stawił skuteczny opór Szwedom w lutym 1656 roku Sobieski walczył po stronie Szwedów. Tak więc nie tylko dołączył się do zdrady, ale wytrwał w niej dłużej niż inni. Inni wcześniej zdecydowali się wypowiedzieć służbę Szwedom i zacząć wielkie polsko-litewskie powstanie w obronie niepodległości. Najpierw Konfederacja Wierzbołowska na Litwie, a potem Konfederacja Tyszowiecka w Koronie.

Czy to wszystko, cały heroiczny bój ze Szwedami musiał zakończyć się bratobójczą, krwiożerczą bitwą pod Mątwami, kiedy to najświetniejsze, dopiero co zwycięskie wojska Rzeczypospolitej wymordowały się nawzajem w jakimś niepojętym szale dzikiej nienawiści?

Nie wiem, czy musiało się zakończyć, ale na pewno warto zastanowić się nad źródłami tego bagna, w którym utonęła szansa na odwojowanie wszystkiego, co Rzeczpospolita straciła w czasie Potopu. Przypomnijmy, że w 1660 roku przyszły największe zwycięstwa militarne Rzeczypospolitej. Nie tylko pokój ze Szwecją w Oliwie bez żadnych strat terytorialnych, ale także niesłychanie błyskotliwe zwycięstwo nad moskiewskimi i kozackimi wojskami na północy pod Połąką i nad Basią oraz najbardziej błyskotliwe zwycięstwo chyba w całej historii polskiego oręża, czyli zmuszenie do kapitulacji całej armii moskiewskiej pod Cudnowem przez hetmana Jerzego Stanisława Lubomirskiego.

Hetman Lubomirski, najbardziej zasłużony ze wszystkich magnatów w czasie Potopu Szwedzkiego dla obrony polskiej niepodległości; człowiek bez którego Jan Kazimierz nie wróciłby do Polski staje w poprzek planom tegoż Jana Kazimierza i jego żony Ludwiki Marii. Planom, które nie miały nic wspólnego z reformą Rzeczypospolitej, jak wmawiają do dzisiaj niektóre podręczniki. Był to po prostu prywatny projekt królowej osadzenia na tronie w Polsce jej siostrzenicy, bo dzieci nie miała, a potem wydania jej za mąż z kandydatem z Francji. Żaden projekt reformy nie był z tym związany, a jedynie chęć wprowadzenia za życia Jana Kazimierza na tron w Polsce francuskiego kandydata ożenionego z siostrzenicą królowej Ludwiki Marii.

Narzucenie szlacheckim obywatelom konieczności wyboru kandydata, którego dyktuje im żyjący król było radykalnie sprzeczne z prawem, z konstytucjami Rzeczypospolitej i z obyczajem politycznym w Polsce, z podstawą wolności jak ją rozumieli obywatele Rzeczypospolitej, jaką była wolność wyboru władcy. „My mamy prawo wybierać sobie władcę. Możemy wybrać źle, możemy wybrać dobrze, ale nikt nie będzie nam dyktował, kto ma być tymże władcą”, mówiono.

To właśnie spowodowało, że kiedy Lubomirski stanął po stronie prawa i niewątpliwie miał rację, wówczas król i królowa postanowili zniszczyć go i dlatego oskarżyli go o zdradę, co było wołającą o pomstę do nieba niesprawiedliwością, bo żaden ze zdrajców z okresu Potopu Szwedzkiego nie został osądzony i nie został skazany, a człowiek najbardziej zasłużony dla zwycięstwa tego wielkiego powstania narodowego w obronie Rzeczypospolitej – hetman Jerzy Stanisław Lubomirski, zwycięzca spod Cudnowa, wyzwoliciel Krakowa, Torunia, Bydgoszczy został skazany w skutek intrygi dworu królewskiego za zdradę, pozbawiony wszystkich stanowisk, wszystkich majętności i zmuszony do emigracji. Żeby tego było mało: królowa dwukrotnie nasłała na niego płatnych zabójców…

To godne ubolewania zacietrzewienie dworu królewskiego, króla i królowej wywołało z kolei po stronie hetmana Lubomirskiego odruch obronny. Odruch, w którym sam Lubomirski przekroczył w pewnym momencie także granicę zdrady. Zrobił to jednak po tym jak został zaszczuty. Nie chcę powiedzieć zmuszony, ale na pewno sprowokowany przez akcję dworu królewskiego, kiedy to żeby się ratować szukał pomocy na dworze cesarskim, czyli w Wiedniu; w Królewcu, czyli u elektora brandenburskiego i wreszcie nawet w Moskwie. Na tym polega tragedia Rzeczypospolitej, że w wojnie domowej, która stąd wynika utopiona została możliwość dokończenia wojny wyzwoleńczej na wschodzie, przywrócenia granic sprzed Potopu i odzyskania Kijowa, bo to była najważniejsza strata, której nie udało się odzyskać, właśnie wskutek wojny domowej w Polsce.

Henryk Sienkiewicz przedstawia króla Jana Kazimierza praktycznie w samych superlatywach, jako ten bez którego Polski by nie było. Z kolei Jacek Komuda – fantastyczny pisarz zakochany w I RP – przedstawia Jana Kazimierza jako źródło wszelkiego zła, spiskowca i człowieka, który dla swoich chorych ambicji podpisałby pakt z samym diabłem. Który z tych dwóch pisarzy jest bliższy prawdy?

Historiografia jest podzielona w ocenie Jana Kazimierza tak jak i literatura piękna. Moja odpowiedź na podstawie najstaranniejszej jaką miałem analizy historiografii i samych źródeł, z jakimi się zapoznałem jest prosta i jednocześnie zachęcająca do bardziej zniuansowanego myślenia.

Jan Kazimierz był prawdziwym bohaterem bez którego Rzeczpospolita nie ocalałaby w tych trudnych czasach. Był takim bohaterem pod Zborowem, kiedy w desperackiej próbie zmusił resztki wojska koronnego do odsieczy dla oblężonych w Zbarażu bohaterów z Jeremim Wiśniowieckim na czele. Był on również bohaterem pod Beresteczkiem – największej bitwie w XVII wieku stoczonej przez wojsko polskie i litewskie, w której osobiste dowodzenie Jana Kazimierza było rozstrzygające. Potem bojkot ze stromy części magnatów, części szlachty, którzy nie chcieli kontynuować tego zwycięstwa sprawił, że nie zostało ono w pełni wykorzystane, ale to niewątpliwie to jedno z najważniejszych i najbardziej błyskotliwych zwycięstw w historii polskiego oręża było zasługą Jana Kazimierza jako naczelnego dowódcy i organizatorem planu walki.

No i wreszcie trzeci tytuł do sławy, o którym nie wolno zapomnieć, to jest właśnie to, że w momencie, kiedy wszystko się zawaliło, kiedy Moskwa zajęła razem z Kozakami trzy piąte Rzeczypospolitej, czyli cały jej wschodni obszar, a Szwedzi zajęli dwie piąte, czyli zachodnią część, czyli cała Rzeczpospolita z wyjątkiem Jasnej Góry, Lwowa, Zamościa i Gdańska znalazła się w rękach obcych okupantów, to Jan Kazimierz zmuszony do emigracji w Opolu jednak nie załamał się.

Niewątpliwie wpływ na to miała jego żona, którą przed chwilą krytykowałem – Ludwika Maria. Odegrała ona razem z mężem kapitalną rolę we wspólnym podbudowaniu się nawzajem do tego by nie skapitulować. Król szwedzki słał bowiem listy do Jana Kazimierza, żeby ten skapitulował, żeby oddał mu Polskę, ale Jan Kazimierz nie zrobił tego, co prawie 150 lat później zrobi Stanisław August Poniatowski, czyli nie podpisał żadnej abdykacji, tylko stanął na czele walki o niepodległość. Gdyby Jan Kazimierz nie stanął na czele tej walki, to nie byłoby Rzeczypospolitej. Sami konfederaci nie wystarczyliby. Król był podstawą legalnego oporu i rzeczywiście Jan Kazimierz taką rolę odegrał w następnych latach walki aż do 1660 roku.

Jednocześnie ten sam król był mały, był podły w wielu swoich posunięciach, był zaślepiony indywidualną nienawiścią, zaciekłością tak jak w sprawie hetmana Lubomirskiego. Trzeba połączyć w jednym obrazie te różne aspekty działania konkretnego króla, tak jak w ocenie każdego człowieka trzeba znaleźć miejsce na pokazanie słabości, bo w każdym z nas na różną skalę są te elementy i elementów wielkości. W Janie Kazimierzu te dwa sprzeczne wątki są połączone jak być może w żadnym innym władcy i stąd budzi on takie kontrowersje, ale wydanie werdyktu potępiającego lub apologizującego jest niehistoryczne. Ma do tego prawo pisarz, ale nie historyk. Historyk powinien pokazać rzeczywistość w całej jej złożoności, bo tylko taka rzeczywistość jest ciekawa.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek