Warszawski Don Fekalio w akcji: Czajka… Ludzie narzekają na potworny smród.

Warszawski Don Fekalio w akcji:

Powraca temat Czajki. Ludzie narzekają na potworny smród.

„Jeżeli śmierdzi, to jest to dowód na to, że się rozchodzą bioaerozole, są one bardzo szkodliwe, atakujące nasz układ oddechowy, przyczyniają się do infekcji”.

powraca-temat-czajki-mieszkancy-narzekaja-na-fetor

Fetor wydostający się z oczyszczalni ścieków Czajka utrudnia życie mieszkańcom stołecznej Białołęki. Jest on szczególnie uciążliwy w upalne dni, a eksperci twierdzą, że jest także niebezpieczny dla zdrowia. MPWiK zapowiada, że za kilka lat zmodyfikuje instalacje w oczyszczalni, co ograniczy przedostawanie się przykrych zapachów do atmosfery.

Mieszkańcy Białołęki mają problem z fetorem 

Podczas upalnych dni odór z oczyszczalni Czajka zatruwa życie zarówno Warszawiakom mieszkającym w pobliżu zakładu, jak i tym z odległych osiedli. „Taka piękna pogoda, a ja nie mogę wyjść do ogrodu, ani otworzyć okna, bo strasznie śmierdzi. Muszę siedzieć w szczelnie zamkniętym domu” – mówi mieszkanka jednego z osiedli domów jednorodzinnych. Dodaje, że nawet w kościele w Płudach, oddalonym o kilka kilometrów od zakładu, rano czuć fetor.

Smród z Czajki ma swoją długą historię. Zanim jeszcze podpisano umowę na modernizację stołecznej oczyszczalni ścieków, okoliczni mieszkańcy protestowali przez wiele lat. „Władze miasta i MPWiK obiecywały, że po renowacji nie będzie śmierdziało” – przypomina pani Jolanta. Dodaje, że teraz śmierdzi gorzej, niż przed rozbudową oczyszczalni.

Problem ma zostać zażegnany 

„W Czajce na stałe stosuje się dezodoryzację za pomocą urządzeń zamgławiających typu mokra mgła czy dozowanie preparatu wiążącego odoranty na etapie przeróbki osadów” – zapewnia rzecznik MPWiK Marek Smółka.

„Proces oczyszczania mechanicznego ścieków oraz przeróbki osadów ściekowych odbywa się w warunkach hermetycznych, a powietrze odprowadzane z urządzeń jest poddawane oczyszczaniu” – dodaje Smółka.

Jednocześnie zapowiada, że w planach spółki jest modyfikacja obecnie wykorzystywanych instalacji oraz zahermetyzowanie kolejnych obiektów, z których powietrze przed wprowadzeniem do atmosfery będzie oczyszczane. „Realizacja dodatkowych instalacji do oczyszczania powietrza planowana jest w perspektywie kilku lat” – informuje rzecznik MPWiK.

Sytuacja jest poważna 

Natomiast ekspert w dziedzinie projektowania i budowy oczyszczalni Janusz Waś ocenia, że fetor to wina złego projektu Czajki oraz złej eksploatacji. „Przede wszystkim Czajka jest przeciążona, z pewnością śmierdzi nie tylko nadmierny osad, ale także fetor wydobywa się podczas procesu oczyszczania ścieków”.

Ekspert podkreśla, że jeżeli oczyszczalnia działa prawidłowo, to „nie ma prawa” śmierdzieć. „Zapach dobrze pracującego reaktora biologicznego, to zapach mokrej ziemi. Przykre zapachy mogą się wydostawać jedynie z takiego miejsca, jak komora krat. Tam dopływają surowe ścieki i te kraty muszą je przecedzić” – mówi Waś.

„Jeżeli śmierdzi, to jest to dowód na to, że się rozchodzą bioaerozole, są one bardzo szkodliwe, atakujące nasz układ oddechowy, przyczyniają się do infekcji. To jest bardzo poważne zanieczyszczenie powietrza” – przestrzega.

Przypominamy, w sierpniu 2020 r. doszło do awarii kolektorów ściekowych pod Wisłą. Doszło do ogromnego wycieku. Tysiące hektolitrów ścieków wlały się do Wisły.  Jako przyczynę awarii wskazano błędy projektowe zawarte w pierwotnym projekcie budowy układu przesyłowego.

„Eksperci WEF”: Wyciąć 3/4 samochodów. – Może lepiej – powywieszać „ekspertów”?

„Eksperci WEF”: Wyciąć 3/4 samochodów – Może lepiej – powywieszać „ekspertów”?

„Eksperci WEF” ostrzegają: Trzeba ograniczyć liczbę aut na świecie.

Światowe Forum Ekonomiczne idzie po wasze samochody

Adam Majcherek eksperci-wef-ostrzegaja-trzeba-ograniczyc

Eksperci” fundacji WEF szukają sposobu jak przygotować miasta na zmieniające się warunki – mieszkaniowe i klimatyczne. Proponują ograniczenie liczby samochodów o 75 proc.
Szacuje się, że dziś po świecie porusza się ok. 1,5 miliarda samochodów. Według przewidywań – do 2050 r. będzie ich już 2,1 miliarda. Inne obliczenia przewidują, że do tego samego roku prawie 70 proc. światowej populacji będzie zamieszkiwać na obszarach miejskich. Analitycy Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum – WEF) twierdzą, że miasta trzeba do tego przygotować – zarówno ze względów ekologicznych, jak i komfortu życia i zdrowia mieszkańców.

2,1 miliarda samochodów będzie rocznie emitować do atmosfery 4,6 miliarda ton CO2. Dodatkowe samochody muszą mieć przestrzeń do poruszania się i parkowania. A ludzie chcą żyć zdrowo i wygodnie, co oznacza również swobodę przemieszczania się. Według ekspertów WEF to wszystko da się pogodzić, a wyjaśnienie jak osiągnąć ten cel opublikowano w raporcie The Urban Mobility Scorecard Tool: Benchmarking the Transition to Sustainable Urban Mobility.

Wyciąć 3/4 samochodów – do 0,5 miliarda

Choć trudno w to uwierzyć, WEF twierdzi, że z dróg na świecie mogłoby zniknąć 75 proc. z tych 2,1 miliarda samochodów, które mają jeździć w 2050 r. Pół miliarda samochodów jeździło po świecie w połowie lat 80. ubiegłego stulecia. Od tamtego czasu świat mocno się rozwinął, przybyło ok. 3 miliardy ludzi i każdy chciałby móc się swobodnie przemieszczać. 

Według ekspertów WEF pozwoli na to odpowiednie zarządzanie przestrzenią miejską i zmiany w infrastrukturze. Usunięcie 3/4 samochodów z dróg miałoby być osiągnięte dzięki doprowadzeniu do sytuacji, w której komunikacja w gęsto zaludnionych terenach miejskich zostałaby zoptymalizowana tak, by dla ludzi stała się wygodniejsza niż korzystanie z prywatnych aut.

W efekcie dałoby się zredukować emisję CO2 w transporcie o 80 proc., a przy okazji zmniejszyć koszty transportu o 40 proc. i zaoszczędzić 5 bilionów dolarów rocznie.

Rezygnacja z prywatnych aut – marchewką, nie kijem

Sposobem na osiągnięcie tego celu miałoby być odpowiednie przygotowanie infrastruktury, dzięki której:

  • transport stałby się dostępny dla wszystkich, niezależnie od ich zamożności oraz miejsca zamieszkania,
  • system zostałby zaprojektowany tak, by w naturalny sposób wykorzystywać różne środki transportu, uniezależniając ludzi od prywatnych samochodów,
  • zwiększenie udziału elektrycznych środków transportu w miastach wpłynęłoby korzystnie na zdrowie mieszkańców.

WEF zwraca uwagę, że nie ma jednego rozwiązania, które można by zaimplementować w dowolnym zakątku świata. Każda aglomeracja musi stworzyć swoje własne drogi, dopasowane do specyfiki danego miejsca.

Samochody elektryczne nie będą lekiem na całe zło

Co może zaskoczyć, eksperci WEF wcale nie twierdzą, że samochody elektryczne będą lekiem na całe zło. Zwracają uwagę, że wobec zapotrzebowania transportu na paliwa, które sięga 60 proc. zapotrzebowania na ropę w ogóle, przejście na samochody elektryczne jest istotne. Ale nie rozwiąże problemu korków czy braku przestrzeni do parkowania.

Mobilność w miastach w 2050 r. – co trzeba zmienić

Według WEF, żeby osiągnąć zakładane cele konieczne będzie wprowadzenie zmian w trzech zakresach: zarządzania, elastyczności i łączności. Pierwszy zakłada koordynację instytucyjną (przygotowanie odpowiednich planów zarządzania przestrzenią, inwestycji i zapewnienia budżetowania), a także wprowadzenie odpowiednich przepisów i wspieranie innowacyjności. Drugi filar ma odpowiadać za przygotowanie przemyślanej  infrastruktury miejskiej, z naciskiem na mikromobilność, transport publiczny i współdzielony, ale także troskę o strefy parkingowe, czy centra logistyczne, pozwalające na optymalną dostawę towarów.  Trzeci zakłada integrację różnych środków transportu w jeden wygodny system i stworzenie rozwiązań, dzięki którym korzystanie z nich będzie łatwe i dostępne dla każdego. 


Zmiana podejścia do transportu – czy to możliwe?

Pierwszymi miastami, które testowo przystąpiły do wytyczenia nowych ścieżek rozwoju zgodnie ze wskazówkami WEF, są Buenos Aires w Argentynie, Curridabat w Kostaryce i Singapur. W ramach prac nad tym projektem organizuje się tam miejskie „okrągłe stoły” w ramach których rządzący miastami konsultują ścieżki rozwoju ze stowarzyszeniami mieszkańców, przedsiębiorcami i dostawcami usług mobilnych. Projekt zakłada wskazywanie mocnych i słabych stron oraz tworzenie planów pozwalających na wprowadzanie zmian w podejściu do miejskiej mobilności.

Projekt WEF – fala krytyki

Jak można się domyślać, pomysły Światowego Forum Ekonomicznego nie są przyjmowane bezkrytycznie. Na łamach The Wall Street Journal w sekcji Opinie pojawił się felieton o wiele mówiącym tytule „Światowe Forum Ekonomiczne idzie po wasze samochody”. Zwrócono w nim uwagę, że majętni członkowie organizacji chcą odbierać ludziom możliwość swobodnego przemieszczania się, zachowując ją tylko dla podobnych sobie – innych majętnych, których będzie na to stać. Z różnych kierunków dobiegają głosy, że postanowienia WEF są niemożliwe do spełnienia, i że organizacja planuje „nową segregację klasową” i wprowadzanie ograniczeń wolności.

Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia włodarzy polskich miast, którzy zdają się wprowadzać zmiany raczej metodą kija niż marchewki, można się spodziewać, że propozycje WEF zostaną u nas przyjęte raczej chłodno. W końcu, jak podaje serwis lookapaplate.com, w Polsce na jednego mieszkańca przypada 0,77 samochodu, co stawia nasz kraj na 7. miejscu na świecie. Choć gdyby usunąć tzw. martwe dusze z bazy CEPiK, uplasowalibyśmy się znacznie dalej.

GLOBALNY SZCZYT Finansowo Klimatyczny w PARYŻU, o KTÓRYM cicho sza w „POLSKICH” MEDIACH.

GLOBALNY SZCZYT W PARYŻU, O KTÓRYM CICHO SZA W POLSKICH MEDIACH.

4pietrowydrapaczchmur

W cieniu palących słońcem problemów jak wakacje, Polka w Grecji, zaginiona łódź, blamaż reprezentacji czy igrzyska europejskie oraz brudne chodniki i upały w lecie

– toczy się od dzisiaj Globalny Szczyt Finansowo Klimatyczny.

Co? Nie słyszeliście, że właśnie opracowują rozwiązania ratujące planetę, system finansowy i zrównoważony rozwój? No tak, przecie takimi głupotami nie interesują się polskie media…

Ważne linki dla anglojezycznych:

https://www.reuters.com/sustainability/sustainable-finance-reporting/frances-macron-says-leaders-finalised-accord-100-bln-climate-finance-2023-06-23/

https://www.politico.eu/article/paris-new-global-financing-pact-summit-macron-climate/

https://news.un.org/en/story/2023/06/1138007

https://www.project-syndicate.org/commentary/formula-for-green-transition-that-benefits-all-by-emmanuel-macron-et-al-2023-06

https://www.aljazeera.com/news/2023/6/22/macron-opens-climate-summit-in-paris-calls-for-finance-shock

USA MEM’s: Sunday Strip: Ideological Language –

Sunday Strip: Ideological Language –

Controlling the narrative.

ROBERT W MALONE MD, MSJ UN 25
SHARE
 











Schiff’s Censure 

To have a formal declaration of “censure” from the House does not necessarily mean removal or even penalties. So far, Schiff has gotten off lightly. 

Schiff was placed in the “well” of Congress, while House speaker Kevin McCarthy read the entire censure resolution. All the while, House democrats were yelling so loudly that McCarthy could not be heard above the din. 

Schiff’s punishment also includes investigation into his actions by the House Ethics Committee. 

So stay tuned, this isn’t over yet.


Nothing to see here folks.





How the White House likes us to see inflation rates.


Versus…


Target Dog Attempts To Get Girl To Change Her Gender (on Rumble)


Kantor, żydzie z Ukrainy, ratuj!! Przemycaj te swoje jajca… Jajka PL będą jeszcze droższe. Podziękujcie Unii Europejskiej [i tym, co nas do niej zagnali]

Kantor, żydzie z Ukrainy, ratuj!! Przemycaj te swoje jajca… Jajka będą jeszcze droższe. Podziękujcie Unii Europejskiej

Koszt tej transformacji szacowany jest na ok. 1,7 mld zł, czyli ok. 550 mln zł rocznie w latach 2024-2026.

jajka-beda-jeszcze-drozsze-podziekujcie-unii-europejskiej/

Ceny jajek w ostatnim czasie szaleją, ale kolejne podwyżki jeszcze przed nami. Wszystko dzięki unijnemu zakazowi klatkowego systemu produkcji jaj.

Wprowadzenie zakazu klatkowego systemu produkcji jaj w UE spowoduje wzrost kosztów chowu kur i może doprowadzić do utraty konkurencyjności produkcji w stosunku do krajów, gdzie takie wymogi nie obowiązują – uważa ministerstwo rolnictwa.

Jednocześnie przyznaje, że na unijny zakaz się zgodzi, bo „wydaje się on nieunikniony”. „Wprowadzenie w przyszłości zmian w unijnym prawodawstwie dotyczącym dobrostanu zwierząt w gospodarstwach wydaje się być nieuniknione” – stwierdza MRiRW.

W październiku ub.r. KE zakończyła ocenę obecnych przepisów, tzw. „fitness check”, w celu ustalenia, czy obecna legislacja dot. chowu zwierząt spełnia swoją funkcję i założenia oraz czy działa spójnie z celami UE. W wyniku tej oceny stwierdzono, że przepisy dobrostanowe obowiązujące w UE poprawiły jakość życia zwierząt, ale jednocześnie przegląd legislacji wyraźnie wskazał, że należy w tej kwestii zrobić więcej. Wśród państw UE istnieje konsensus co do konieczności zaktualizowania przepisów. Zgodnie z harmonogramem ogłoszenie przez Komisję propozycji legislacyjnych jest zaplanowane na trzeci kwartał 2023 r.

Ponadto KE zobowiązana jest przeprowadzić „ocenę wpływu” planowanych zmian w przepisach dot. dobrostanu zwierząt na aspekty ekonomiczne, społeczne i środowiskowe. Zmiana unijnych przepisów będzie uzależniona od wyników ww. oceny wpływu oraz od opinii naukowych Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).

„Polska z uwagą obserwuje aktualne tendencje w zakresie utrzymywania zwierząt gospodarskich w warunkach podwyższonego dobrostanu w krajach UE i analizuje możliwości wdrożenia tych metod w warunkach polskich” – zapewnił PAP resort rolnictwa.

Ministerstwo zwraca uwagę, że zachęcenie rolników do stosowania podwyższonych ponad [rozsądek?? md] warunków dobrostanu zwierząt gospodarskich jest celem eko-schematu „dobrostan zwierząt”, który jest jednym z działań przewidzianych w Planie Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. W ramach tego ekoschematu rolnicy będą otrzymywali wsparcie na poprawę warunków chowu zwierząt. Taka pomoc ma na celu m.in. zrekompensowanie dodatkowych kosztów chowu w warunkach podwyższonego dobrostanu zwierząt. „Możliwe jest przystąpienie do wariantów dotyczących dobrostanu kur niosek, kurcząt brojlerów oraz indyków utrzymywanych z przeznaczeniem na produkcję mięsa” – poinformowało ministerstwo.

Wszyscy za to zapłacimy

Według MRiRW, „w celu dostosowania się do nowych przepisów konieczne będą inwestycje w infrastrukturę gospodarstw; spodziewany jest również wzrost kosztów bezpośrednich prowadzenia produkcji zwierzęcej. Z tego powodu kluczowe jest zapewnienie konkurencyjności gospodarczej przedsiębiorstw rolnych w UE”.

Ministerstwo rolnictwa zaznaczyło, że na posiedzeniach Rady UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa Polska prezentowała stanowisko, że w obliczu obecnej sytuacji ekonomicznej zmiany legislacyjne w zakresie dobrostanu zwierząt „należy wprowadzać stopniowo i rozważnie, a za priorytet należy uznać uwzględnienie w przyszłym prawodawstwie (…) odpowiednio długich okresów przejściowych pozwalających na dostosowanie produkcji zwierzęcej w poszczególnych państwach członkowskich UE do nowych wymagań”.

Resort rolnictwa wskazał, iż Polska prezentuje stanowisko, że wyższe wymagania w zakresie dobrostanu zwierząt będzie prowadzić do wyższych kosztów produkcji zwierzęcej w UE, więc jeżeli te wymogi nie będą wiązały się z ochroną rynku UE przed napływem produktów pochodzenia zwierzęcego z krajów, gdzie nie ma takich wymogów, to może doprowadzić do utraty konkurencyjności przez rolnictwo w Polsce i w UE, i rezygnacji z tej produkcji oraz utraty bezpieczeństwa żywnościowego.

Z tego względu Polska domaga się objęcia towarów importowanych takimi wymaganiami w zakresie dobrostanu, jakimi obarczona jest produkcja zwierzęca w UE – zaznaczyło MRiRW.

Poinformowano, że zlecone zostały ekspertyzy dot. oceny potencjalnych skutków podwyższenia minimalnych warunków utrzymania m.in. kur niosek dla sektora produkcji jaj w Polsce.

Według jednej z nich, koszt modernizacji na system wolno-wybiegowy kurnika dla kur niosek w obsadzie powyżej 3000 sztuk, o długości 20 m i szerokości 12 m z klatkowym systemem chowu został oszacowany na kwotę ponad 765 tys. zł netto.

Jeżeli chodzi o opłacalność produkcji jaj spożywczych, to z analizy wynika, że przejście z systemu klatkowego na chów ściółkowy prawdopodobnie spowoduje wzrost kosztów bezpośrednich o 11 proc.; przejście na system wolnowybiegowy spowoduje, iż koszty te wzrosną o 23 proc. „Zgodnie z ekspertyzą okres przejściowy na dostosowanie produkcji jaj do zakazu utrzymywania kur niosek w klatkach powinien wynosić minimum 15 lat” – poinformowało ministerstwo rolnictwa.

Według analityków Credit Agricole, unijny zakaz produkcji jaj w systemie klatkowym miałby wejść w życie od 2027 r. Koszt tej transformacji szacowany jest na ok. 1,7 mld zł, czyli ok. 550 mln zł rocznie w latach 2024-2026.

Zgodnie z danymi Eurostatu Polska jest szóstym największym producentem jaj oraz ich drugim największym eksporterem w UE. Jednocześnie ponad 70 proc. kur niosek w Polsce utrzymywanych jest w systemie klatkowym, co jest jednym z najwyższych wyników w całej UE.

„Marsz”. Mieszkańcy Łap odetchnęli z ulgą. Będą mieli spokojną i udaną niedzielę.

„Marsz” na Moskwę

Posted by Marucha w dniu 2023-06-24 (Sobota)

Jak zauważył Kacio Najmłodszy – najlepszy w polskich internetach twórca memów [Kacieniek Kacieński] – Rosjanie wiedzą jak skraść szoł.

Polacy żyli w sobotę teatralnym „marszem na Moskwę” i wszyscy mieli w głębokim poważaniu, że w tym samym czasie odbywały się w Polsce konwencje partii politycznych przed jesiennymi wyborami.

Tymczasem jak widzimy na nagraniach z Rostowa – żołnierze mający dokonać zamachu stanu w Moskwie, udzielają na luzie wywiadów siedząc sobie na czołgu, a mieszkańcy oklaskują Wagnerowców jak celebrytów.

Bez kitu, Rosjanie zrobili niezłe widowisko.

A co w Polsce w związku rosyjskim puczem wojskowym? Prezydent Andrzej Duda zwołał naradę w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, a premier Mateusz Morawiecki ogłosił na Facebooku: «Kochani, w związku z sytuacją za naszą wschodnią granicą nie pojawię się jutro w Łapach. Daję słowo, że zobaczymy się niedługo.»

I ktoś mu na to odpisał: «Mieszkańcy Łap odetchnęli z ulgą. Będą mieli spokojną i udaną niedzielę. Proponuję odwołać wszystkie swoje wyjazdy. Uszczęśliwi pan wielu ludzi.»

Wniosek? Jewgienij Prigożyn sprezentował Polakom z miejscowości Łapy spokojną niedzielę

>https://www.facebook.com/100000203016412/videos/982594403187326/

Agnieszka Piwar
Facebook

JKM: Dlaczego nie udało się wyrwać tej bandzie złodziei i oszustów, która rządzi w tej chwili Polską?

Korwin-Mikke: „Obiecuję, że JE Adamem Niedzielskim to my się jeszcze zajmiemy”

Dlaczego nie udało się wyrwać tych dziedzin tej bandzie złodziei i oszustów, która rządzi w tej chwili Polską?

obiecuje-ze-adamem-niedzielskim-to-my-sie-jeszcze-zajmiemy

W sobotę w Warszawie odbyła się Wielka konwencja programowa Konfederacji pod hasłem „Tak chcemy żyć”. Jako ostatni wystąpił Janusz Korwin-Mikke, bo – jak mówił – „podobno najlepsze wino daje się na koniec, więc rozumiem, że stare wino jest najlepsze”.

– Zanim przejdę do spraw ogólnych, chcę powiedzieć o jednej sprawie niesłychanie ważnej, szczegółowej. Otóż, lat temu 30 z hakiem podobno obaliliśmy socjalizm. I tam, gdzieśmy go obalili, np. w telefonach, działa – mówił podczas sobotniej konwencji Konfederacji Janusz Korwin-Mikke.

– Niektóre działy przemysłu – działają, restauracje – działają, ale dwie bardzo ważne dziedziny, które zajmują ponad połowę budżetu, tj. oświata i służba zdrowia, dalej tkwią w komunizmie – wskazał.

Dlaczego nie udało się wyrwać tych dziedzin tej bandzie złodziei i oszustów, która rządzi w tej chwili Polską? To kiedyś powiedział św. pamięci Winston Churchill, że Polacy to wspaniali ludzie, ale są rządzeni przez najpodlejszych z podłych. Niestety, zostało to do dzisiaj – ocenił.

– Dlaczego nie udało się wyrwać tych dziedzin najpodlejszym z podłych? Bo dzieci są słabe. Bo chorzy są słabi. I dlatego nie potrafią się uwolnić. I Konfederacja to zrobi – zadeklarował.

– Wmawia się nam, że gdyby nie służba zdrowia, to wszyscy by umarli, dawno by nas nie było, dzieci by nie było. Powiedzmy jasno, kilkadziesiąt tysięcy lekarzy pracuje w tej chwili nie przy łóżkach chorych, tylko pracuje w NFZ, w wydziałach zdrowia w województwie, powiecie, gminie, w różnych komórkach, instytucjach, Ministerstwie Zdrowia – mówił dalej.

– Gdyby zlikwidować to wszystko i ci ludzie poszli leczyć chorych, kolejki do lekarza zniknęłyby z godziny na godzinę – dosłownie – wskazał.

– Szczyt marnotrawstwa i zbrodni był z okazji covidu, gdzie służba zdrowia tak wspaniale działała, że uratowała 30 tys. chorych na covid, a zginęło 200 tys. ludzi, którzy nie mieli miejsc w szpitalach przypomniał.

– Ja obiecuję, że Jego Ekscelencją Adamem Niedzielskim to my się jeszcze zajmiemy – oświadczył Janusz Korwin-Mikke, za co widownia nagrodziła go gromkimi brawami.

Jak podkreślił, Ministerstwo Zdrowia „wydaje tysiące przepisów, oczywiście kradnie, marnotrawi, wielu ludzi na tym korzysta”. – A chorzy zapłacą, bo za swoje życie i zdrowie człowiek gotów jest przepłacić trzykrotnie, czterokrotnie, pięciokrotnie – dodał.

Czy wiecie, że lekarstwa kosztują w tej chwili w Polsce 6 razy drożej, niż gdyby był wolny rynek? pytał.

– Wiemy dokładnie, że jeżeli wyjmie się jakiś lek z lekospisu refundowanego przez państwo, to po pół roku cena spada trzykrotnie, no bo ludzie takiego drogiego by nie kupili. Okazuje się, że można sprzedawać taniej – wyjaśnił.

– My to wszystko wiemy i my musimy po prostu przywrócić normalność. Do tego trzeba silnego uderzenia – wskazał.

– Państwo widzą tę moc, tę energię, tutaj na tej sali. Wejdziemy do tego Sejmu i prawie na pewno będziemy języczkiem u wagi. I nie po to będziemy tym języczkiem u wagi, żeby wejść w koalicję z PO, czy z PiS-em, czy ja wiem z kim tam jeszcze. Nie, proszę państwa – oświadczył.

– Konfederacja ma swój program, który państwo znacie i Konfederacja się nie godzi na bycie doczepką do jakiejś partii złodziei i oszustów, którzy rządzą Polską do tej pory – powiedział Janusz Korwin-Mikke.

Podkreślił też, że Konfederacja podzieli się swoim programem, jeśli rządzący będą chcieli go zrealizować. – Wszystkie tematy, które były poruszane (na Konwencji – przyp. red.), (…) ile z tego się da wyrwać, wyrwiemy. A jak się nie uda, to niech sobie zawrą wielką koalicję – stwierdził.

– Będziemy ich punktować skwitował.

Gumowe ucho Tuska. „Jawa i mrzonka”.

Gumowe ucho Tuska

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    25 czerwca 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5416

Rozpisałem się w poprzednim felietonie o piosenkarzach i festiwalu w Opolu, ale o festiwalu już wszyscy chyba zapomnieli, a tymczasem tubylczym, nadwiślańskim mondem wstrząsa, niczym trzęsienie ziemi, inna afera. Ale incipiam. Kiedy Polska była europejskim mocarstwem, Polakowi żaden cudzoziemiec nie imponował, toteż nie było słychać, by Polacy snobowali na cudzoziemców. Moda na cudzoziemszczyznę dotarła do nas w okresie pogłębiającego się politycznego upadku państwa, który zakończył się rozbiorami.

Wielokrotnie zwracałem uwagę na liczne analogie czasów współczesnych z wiekiem XVIII, a jedną z nich jest właśnie snobizm. Występował on już przed wojną, o czym świadczy wierszyk, jak to

o pierwszej, gdy najgwarniej, wszedł dureń do kawiarni. Siadł ważny, energiczny i chciał być zagraniczny. Zamówił „whisky-soda” sepleniąc spleenowato i westchnął myśląc: szkoda – bo tęsknił za herbatą. (…) Zażądał „ilustrejszn” – podano „Światowida”. Odsunął go z wyrazem znudzenia i niesmaku, bo tęsknił za powieścią Migowej w „czerwoniaku” – i tak dalej.

Ale to była osobliwość, bo wtedy ton nadawała arystokracja, do której snobi starali się akomodować, a arystokratom też żaden cudzoziemiec nie imponował. Przeciwnie – pewna arystokratka nawet naigrywała się z cesarza Wilhelma II, że po jakiejś jej bezceremonialnej recenzji Jego Wysokości, zamiast dać jej eskortę do granicy, przysłał bukiet kwiatów. Dzisiaj snobizm rozkwita, a nawet eksploduje, a przyczynę tego stanu rzeczy chyba trafnie odgadł Antoni Słonimski, pisząc w opowiadaniu Jawa i mrzonka”, jak to do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie na stanowisko szefa protokołu partyjniacy zaangażowali arystokratę. „Proszę pana; on wie, z której strony położyć widelec, a z której nóż – a ci nowi nie zawsze są pewni” – tłumaczył komuś ten fenomen znawca dyplomatycznych stosunków.

Taki dystans ujawnił się również podczas procesu Janusza Szpotańskiego, który był sądzony za operę „Cisi i gęgacze”, gdzie bezlitośnie wyśmiał Władysława Gomułkę. Opera ta była przez autora wykonywana na prywatnych zebraniach i na jednym z nich była księżna Radziwiłłowa, którą w związku z tym niezawisły sąd wezwał na świadka. – „Może on tam i coś śpiewał – zeznała przed sądem – ale ja nie zapamiętałam, bo to nie było o nikim z towarzystwa”.

Teraz arystokracja – oczywiście ta prawdziwa – przestała być widoczna, więc i snobizmy stają się coraz bardziej plebejskie i trywialne. Jeszcze w latach 60 tych felietonista „Kultury” Hamilton pisał, jak to wszyscy snobują się na cholesterol, a „furorę robi pan, któremu od lat robi się coś w głowie”.

Dzisiaj jegomość, któremu robi się coś w głowie nie zwróciłby niczyjej uwagi, w związku z tym w mondzie zapanowały snobizmy związane ze sferą erotyczną. Najpierw pojawił się snobizm na molestowanie; dama, która nie była molestowana w dzieciństwie, najlepiej przez księdza, ale w ostateczności – przez ojca, albo nawet wujka – nie mogła pokazać się na oczy w towarzystwie, a mond wytykał ją palcem, jako „wiochę”. Potem molestowanie spowszedniało, bo przedsiębiorczy filuci, jak również prawnicy, zwęszyli tu forsę, więc rozwinął się przemysł molestowania, z którego forsę ciągną nie tylko tak zwane „ofiary”, ale również – adwokaci, no i oczywiście – niezawiśli sędziowie, bez których nie byłoby to możliwe.

Toteż rozwinęła się inna gałąź snobizmu – mianowicie na zboczenia płciowe, nazywane obecnie szlachetnymi „orientacjami”. Sodomia i gomoria nie tylko są w dobrym tonie, ale nawet stały się papierkiem lakmusowym postępowości – co tradycyjnie lansuje Judenrat „Gazety Wyborczej”. Antenaci współczesnego Judenratu za czasów stalinowskich snobowali się bowiem na rewolucjonistów. O jednej takiej pisze w swoim „Dzienniku 1954” Leopold Tyrmand: „w życiu wypełnionym walką o socjalizm kutasa widziała chyba tylko w atlasie anatomicznym” – no ale teraz jest inny etap, więc najbardziej postępowe damy publicznie opowiadają, jak to mlaskają się po klitorisach i ile z tego mają przyjemności. Niedawno nawet urządziły sobie w Warszawie „Paradę”, w której obok lesbijek wzięli udział również „goje”. Uwagę uczestników zwróciła nieobecność Donalda Tuska, w związku z czym pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby Donald Tusk właśnie zamienił się w kobietę i przytrafiło mu się – jak to pisze Tomasz Mann – „wedle zwyczaju niewiast”, czemu towarzyszyły bolesne katusze. Oczywiście w tych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, bo Donald Tusk bawił akurat w Poznaniu, gdzie składał śluby panieńskie, że „zwyciężymy!

Nie ma jednak dymu bez ognia, więc i fałszywe pogłoski nie wzięły się znikąd. Rzecz w tym, że pojawił się kolejny snobizm, który rozszerza się z szybkością płomienia, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Chodzi o to, że nie mogą oni zdecydować się, do jakiej płci należą, co jest poniekąd zrozumiałe, jako, że na studiach genderowych powstała straszliwa wiedza, że płci jest już nie 77, a 101! Jak mówią wymowni Francuzi, zapanował „l’embarras de richesse”, co się wykłada, jako kłopot z nadmiaru i młodzi ludzie, chcąc znaleźć się na poziomie, zataczają się od ściany do ściany i każdego dnia próbują, jaka płeć lepiej się dopasuje. W poemacie „Sąd nad Don Kichotem” przestrzegał przed tym Antoni Słonimski: „Niech sobie człowiek wiarę ma, czy nie ma, ale najgorzej, kiedy się nie trzyma tego, w co już raz wdepnął i próbuje, jaka się wiara lepiej dopasuje. Był sobie rabbi Ben Ali ze Smyrny, tak na honory wszelakie pażyrny, że gdy go grzeszna wabiła pokusa na katolicki dwór Constantinusa, wyrzekł się wiary ojców i Talmudu i zaczął kochać bliźnich – nie bez trudu”. Aliści wkrótce cezarem obwołano Apostatę, „który rzymskie państwo z chrześcijańskiego obrócił w pogaństwo. Rabbi się tedy modli do Zeusa, uczy się mitologii – lecz psikusa los powtórnemu sprawił neoficie, bo Apostata w Persji stracił życie. Więc wrócił Kościół i rządy biskupie i neofita znów dostał po dupie.

Ta przestroga ma zastosowanie również, a może nawet przede wszystkim do zagadnień płciowych. Wyobraźmy sobie młodego człowieka, którego tak zżera ciekawość, co też tam dziewczynki mają pod spódniczkami, że pewnego dnia postanawia do nich dołączyć w nadziei, że wreszcie się dowie. A tymczasem panienka, która wzbudzała jego największe zainteresowanie, nagle została mężczyzną. O żadnej spódniczce nie ma mowy, tylko spodnie, papieros i wódeczka – więc nic dziwnego, że coraz więcej młodych ludzi z tego snobizmu ląduje w psychiatryku, gdzie rośli pielęgniarze biorą ich w chwyt i prowadzą na elektrowstrząsy – bo podobno nie ma lepszego lekarstwa na snobizmy, jak podłączenie do prądu.

I właśnie na tym tle wybuchła straszliwa afera, bo uchodzący za naczelnego satyryka TVN pan Krzysztof Daukszewicz, myśląc, że mikrofony zostały już wyłączone, z głupia frant zapytał, jakiej płci jest dzisiaj syn pana red. Piotra Jaconia. Okazało się bowiem, że przemienił się on, czy też raczej – przepoczwarza się w kobietę, czym pan red. Jacoń nie omieszkał dwa lata temu publicznie się pochwalić. W rezultacie pan Daukszewicz nie tylko wyleciał z TVN, ale w geście solidarności z nim z tej nierządnej stacji odszedł też pan Robert Górski i pan Piotr Andrus, w związku z czym nawet znany z żarliwego obiektywizmu pan red. Tomasz Lis stwierdził, że „politycznie poprawne szaleństwo posunęło się już za daleko. Święte krowy i czteroliterowe aktywistki chcą decydować, kto może pracować, a kto ma odejść”. Pan red. Lis też wyleciał był ze stanowiska redaktora naczelnego „Newsweek Polska”, więc rozumie ten ból, chociaż w okresie dobrego fartu sam przykładał rękę do „politycznie poprawnego szaleństwa”. Miejmy nadzieję, że teraz pan Górski wkrótce wystąpi z nowym programem satyrycznym, na przykład – „Gumowe ucho Tuska” – co w morzu plusów ujemnych niewątpliwie stanowiłoby plus dodatni.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Braun: Ze starych, ale jarych szlagierów: Stop segregacji sanitarnej, precz z WHO. Stop ukrainizacji Polski i stop banderyzacji polskiej racji stanu.

Konwencja Konfederacji. Braun wyszedł i powiedział to, o czym inni boją się pomyśleć. „Wypada jeszcze raz powtórzyć” [VIDEO]

25.06.2023

FacebookTwitterWhatsApp

Grzegorz Braun podczas Wielkiej konwencji programowej Konfederacji
Grzegorz Braun podczas Wielkiej konwencji programowej Konfederacji „Tak chcemy żyć!” w Warszawie 24.06.2023 r. / Foto: screen YouTube

W sobotę w Warszawie odbyła się Wielka konwencja programowa Konfederacji pod hasłem „Tak chcemy żyć”. Jednym z mówców był poseł Grzegorz Braun.

Grzegorz Braun wyraził przekonanie, że „ten rok będzie wspominany jako ów rok, w którym dokonał się przełom”. – Wiele już się wydarzyło i jeszcze więcej się zdarzy – zapowiedział.

– Tylko w Konfederacji możliwe jest realne współdziałanie bez iluzji, bez fikcji, bez urojenia wielkiej komunii dusz, wielkiego zjednoczenia – a jednak działamy praktycznie i osiągamy praktyczne efekty naszego działania. Jakie to efekty? Najpierw słomka, patyczek, teraz, myślę, już potężny kij do wkładania w szprychy, w tryby tej maszyny, która nas miele, która chciałaby nas pozbawić wszystkiego, co do życia najbardziej potrzebne – stwierdził.

– Obywatel to jest ten, kto się musi permanentnie obywać bez wszystkiego, co piękne, godne, szlachetne. To mówię do Państwa przecież jako demokrata, w prawdzie okazjonalnie praktykujący, ale nie wierzący. Mówię to do państwa spod znaku Korony, jako monarchista – podkreślił.

„Nas przecież w ogóle miało nie być”

– Tylko w Konfederacji możemy tak pięknie się różnić, żeby tak pięknie triumfować. Bo to jest chwila naszego triumfu. Nas przecież w ogóle miało nie być – wskazał.

– Cztery lata temu o tej porze przecież żadna telewizja nie zdążyła się zająknąć na temat realnych szans wyborczych Konfederacji. Byliśmy upychani pod wodę, pod próg, w muł na dnie. Jeśli się do nas odnoszono, to wyłącznie jako do figur służących do straszenia grzecznych czytelników „Gazety Wyborczej” i „Gazety Polskiej” na zmianę. I tę rolę etatową bardzo sobie cenimy, nie chcemy z niej zrezygnować – zaznaczył.

– To jest dobra rola, do straszenia czytelników i „Gazety Polskiej” i „Gazety Wyborczej”, bo to, o czym one wspólnie milczą albo mówią jednym głosem, to jest to, co mamy najważniejszego, często najbardziej istotnego w polskim życiu publicznym – ocenił Braun.

„Zostałem nominowany publicznie…”

Poseł zaznaczył też, że przed Konfederacja wymagający okres. – Napięcia działają i to wytwarza ciśnienia, które przekładają się na ciśnienia wewnętrzne w Konfederacji. Jakiekolwiek ciśnienia narosną jeszcze w tym sezonie, no bo przecież jest sezon polowań otwarty, sezon wyborczy. Ważne, żebyśmy wykazali się odpornością nerwową, żebyśmy wykazali się odpornością na straszenie i kuszenie. Jednego i drugiego na pewno nie zabraknie – czy to przed wyborami, czy po. O, wtedy dopiero będzie potrzebna odporność nerwowa. Odporność na rozmaite swaty i konkury, które będą do nas wysyłali – stwierdził.

– Ja na szczęście nie mam takiego problemu, bo zostałem nominowany publicznie przez pana prezesa Kaczyńskiego na zakałę, nie tylko całej ludzkości, ale też i wewnętrznie Konfederacji – dodał.

– Prasa doniosła, że Konfederacja Korony Polskiej odgrywa w Konfederacji Wolność i Niepodległość rolę, cytuję: „raka nieoperowalnego”. Więc tu, wobec was, składam tę deklarację: Już cię nigdy więcej nie opuszczę – powiedziała bieda – żartował Braun. Jako prezes Konfederacji Korony Polskiej zadeklarował gotowość tej formacji do dalszej współpracy w ramach Konfedearcji.

Mówiąc o tym, co Konfederacja chce osiągnąć, Braun wymieniał „wolność, normalność, a przecież nie ma wolności bez majętności, a przecież nie ma majętności bez gotówki itd. itd.”.

„Musimy utrzymać własne państwo”

– Jeśli to wszystko chcemy utrzymać, no to musimy utrzymać własne państwo. Tego się nie da, tej wolności, odzyskać i utrzymać w jakiejś abstrakcji. To trzeba utrzymać tu, w Polsce. Nie na Księżycu, nie na Madagaskarze. I my, natchnieni tą otuchą, że ani nie chcemy przenosić Polski na Księżyc, ani też nie chcemy księżycowych zasad implementować tutaj w Polsce, my sięgamy po tę wolność, godność, normalność, suwerenność i bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. Sięgamy dla naszych rodaków, Polaków, współobywateli, także i tych, którzy dzisiaj są poza granicami aktualnymi Rzeczypospolitej Polskiej – mówił.

Braun wskazał, że niektóre ze zdefiniowanych wcześniej kwestii „nie chcą się zdezaktualizować”. – Po tych latach, w tym sezonie piątym Konfederacji, wypada jeszcze raz powtórzyć: Nie będą uczyć nas historii Niemcy ani Żydzi – oświadczył. – Nie będą naszych dzieci wychowywać i tolerancji uczyć dewianci. Nie będą – dodał.

– I nie będzie nam eurokołchozowa rada komisarzy ludowych tłumaczyła, jak mamy się rządzić we własnym państwie – zadeklarował.

– A jeszcze ze starych, ale jarych szlagierów: Stop segregacji sanitarnej, precz z WHO. A jeszcze: Stop ukrainizacji Polski i stop banderyzacji polskiej racji stanu – po tych słowach polityk Konfederacji dostał owacje na stojąco. Publiczność zaczęła też skandować „Grzegorz Braun”.

– I tak byśmy mogli jeszcze troszkę dłużej, ale widzę, że się świetnie rozumiemy, że mamy dobry kontakt, chwytamy w lot i to jest właśnie ta przyjemność, ten luksus i ten zaszczyt współdziałania w Konfederacji – skwitował. – Bardzo dziękuję za te minione lata – dodał.

================================

Całość tu, lub w oryginale:

Wystąpienie Grzegorza Brauna na Konwencji Konfederacji 24.06.2023 r.

Powrót – [do przyszłości].

Powrót

Kategoria: Archiwum, Ciekawostki, Inne, Na wesoło, Niekonwencjonalne, Polecane, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna

, 24 czerwca 2023

– Czy możemy zobaczyć pański paszport? – zapytali.

Josef K., który był bezrobotnym kawalerem i przebywał głównie w domu, nie korzystał z paszportu, ale przezornie miał go wgranego w smartfonie. Jakież było jednak jego zdumienie, gdy pokazując go panom w ciemnoszarych ubraniach, zobaczył grymas rozczarowania na ich twarzach.

– Jest nieważny.
– Dlaczego? – spytał zdumiony Józef K.
– Wziął pan tylko 5 dawek – wymagane jest 7 dawek –  dodał wyższy z mężczyzn.
– Jak to siedem? – wystękał wciąż zdumiony Józef K.
– Właściwie to już osiem – dodał drugi – osiem będzie za chwilę. Przezorny zawsze zaszczepiony. A pan… zawiesił groźnie głos, patrzący na Józefa K.
– Nie mogę brać kolejnych. Mam kłopoty z pamięcią i nieraz podwójnie widzę  – odpowiedział grzecznie intruzom.

– Antyszczepionkowiec? Musimy zrobić panu test – powiedział pierwszy wyjmując z podręcznej saszetki długi szpikulec. Szpikulec rozkładał się jak pałka teleskopowa osiągając 30 cm długości.

***

Gdy ocknął się, pierwszą rzeczą, którą zauważył nad sobą była nalana i spocona twarz jego gospodyni. Podobna do starej szantrapy kobieta musiała go długo cucić. Józef K. powoli usiadł na łóżku. Dopiero po dłuższej chwili zauważył, że jego poduszka jest przesiąknięta krwią.

– Zrobili panu test? – spytała gospodyni.

– Chyba tak… nie wiem.

– Mógłby się pan wreszcie zaszczepić. Byłby spokój. Nic nie odpowiedział.

Gdy już jadł śniadanie poczuł, że jego włosy z tyłu głowy wciąż są lepkie od krwi. Przypomniał sobie, że to właśnie tam jest miejsce w które wkłuwają się urzędnicy weryfikujący poziom… poziom…

Poziom czego? Niestety, tego akurat nie mógł sobie przypomnieć.

– A zapomniałabym. Zostawili wydruk. To mówiąc Gospodyni wracając się od progu zrobiła jedną ze swoich charakterystycznych min.

– Jaki wydruk?

–  Z karą. Nie mogli pobrać z konta… mówili,  że jest pan niewypłacalny. Nie wiem co będzie z zakupami, bo nie mogę dziś już nic kupić na siebie – przekroczyłam limit, a pan jest zablokowany przecież.

Spojrzał na nią zrezygnowany, nic nie mówiąc.

– To ja już lecę. Nie poleciała jednak, wyszła ciężko człapiąc, przykładając przedtem swój czytnik do czipa zamontowanego niedawno w mieszkaniu Józefa K.

Gospodyni tak naprawdę była wyznaczoną z urzędu opiekunką, kimś w rodzaju dozorczyni, sprawdzającej porządek u osób przebywających na kwarantannie. Józef K. trafił na kwarantannę po incydencie ze Strażą Miejską. Ujął się werbalnie, a potem czynem za ulicznym sprzedawcą książek. Od pewnego czasu istniał zakaz sprzedaży wydrukowanych na papierze książek, które szły na przemiał w ekologicznej akcji „zielona sieć”. Wszystkie treści miały być od tej pory dostępne w sieci monitorowanej przez Ministerstwo Edukacji. Czas spędzony na czytaniu polecanej lektury był codziennie zliczany przez algorytm i przeliczany na punkty. Według sentencji zawartej w wyroku Józef K. użył mowy nienawiści za którą został ukarany izolacją. Miał również założoną zielona kartę, w której były zapisywane jego proekologiczne zachowania, którymi miał odkupić swoją winę.

Przypomniała mu się scena ze starego filmu, w której nawrócony Strażnik recytuje wiersz, w momencie zdemaskowania, przyłapania na gorącym uczynku,  podczas czytania zakazanej papierowej książki

Jestem nędzarzem, mam tylko marzenia

Rozsiałem je u twych stóp…

Stąpaj lekko, bo stąpasz po moich marzeniach /Equilibrium/

Stał przed lustrem całkiem nagi i oglądał swoje ciało. Nie zauważył żadnego wkłucia. Poza miejscem w tylnej okolicy karku. Westchnął ciężko. Znów będzie musiał się przeskanować czy niczego mu nie wstrzyknęli. Wizyta w nielegalnym punkcie detoksu nie należała do tanich. Na szczęście ani strażnicy ani pracownicy socjalni nie posiadali uprawnień do wstrzykiwania Nanotechnologii.

Włączył ekran. Miał tylko podstawowy abonament. Trwał zwiastun programu poświęconemu mniejszościom. Mniejszości moralnym. Głos, który wygłaszał monolog był głosem sztucznej półinteligencji. Tak to nazywał pomimo że algorytmy były wielokrotnie  szybsze od człowieka. Józef K. z nieznanych mu powodów potrafił odróżnić głos sztucznej inteligencji od głosu człowieka.

Postanowił wyjść z domu. Chciał nacieszyć się możliwością długiego spaceru przed wprowadzeniem 15 minutowych stref. Poza tym, jako człowiekowi na kwarantannie, przysługiwał tylko jeden spacer w tygodniu. Właśnie dziś. Przed wyjściem musiał jeszcze zagłosować kogo zdegradować. Wybór nie był łatwy. Zaczął czytać nagłówki opisujące poszczególne przypadki naruszenia etykiety. Jego wzrok przykuło jedno szczególnie wyróżnione wydarzenie. Przewinął do początku i zaczął czytać. Opis był surrealistyczny. Nagłówek krzyczał dużą czcionką:

Miał podać kobiecie smakołyk, a potem “wymusić stosunek intelektualny”. Zarzut molestowania

Co za absurd- pomyślał. Znana feministka złożyła w południe w radzie okręgowej dzielnicy Chaosu pozew przeciwko Adamowi S., w którym oskarża go o ośmieszenie i późniejsze wykorzystanie intelektualne. Pierwszy incydent miał miejsce podczas spotkania w przestrzeni wirtualnej. Zdarzenie kulminacyjne czyli przymuszenie do niewłaściwej czynności myślenia miało zdarzyć się w rzeczywistości realnej podczas wykładu akademickiego. Filozof zaprzeczył stawianym zarzutom.

Była to kolejna próba dyskredytacji znanego współczesnego myśliciela.

– Nie zagłosuję ! – wyrwało się na głos Józefowi K. Trudno, najwyżej stracę kolejne punkty – dodał w myślach .

Wyszedł na spacer.

Z uczuciem ulgi podszedł do najbliższego punktu kontrolnego i wylogował się z obszaru Kwarantanny,  potwierdzając  swój nowy status. Od  tej pory był „zaproszonym”. Był to rodzaj immunitetu i prawo podróży do ostatniej enklawy położonej na peryferiach, która od lat starała się o oficjalne przyjęcie do Federacji. Jak do tej pory, bezskutecznie.

* * *

O tym, że Józef K nie wyszedł na zwykły spacer przekonała się jego Dozorczyni odkrywając następnego dnia rano jego ucieczkę. Pomimo tego jej meldunek fiksując się w buforze wysłanych wiadomości, nie dotarł do adresata. Był to rezultat zawirusowania systemu. Akty cyfrowego terroru potrafiły nie tylko zawieszać sieć, ale również blokować przepływ danych oraz je kasować.

===============================

Z A P R O S Z O N Y

Morze prężyło się łagodnie.

Ilustracja w formie obrazu/Joop Polder/

Krajobraz z resztkami scenografii wokół opuszczonego amfiteatru od wielu miesięcy wtapiał się w okolicę. Piaszczysta plaża była pusta. Dopiero wyżej na naturalnych tarasach można było zobaczyć jakiś ruch. Ktoś powoli schodził ze schodów w kierunku plaży. Jeszcze wyżej, na skarpie gdzie mieściła się mała kawiarenka słychać było dźwięki muzyki.

Dochodziła piąta. Chyba się spóźnię – pomyślał i upił łyk chłodnego płynu.

Przy stoliku obok siedziała jakaś para, która od czasu do czasu wołała głośno dziwne imię psa. Właściwie krzyczał tylko mężczyzna, kobieta uśmiechała się i tylko raz zawołała coś w rodzaju “Kelner do nogi” Po raz kolejny spojrzał oczami rysownika na zaokrągloną linię pięty, strzelającą w górę ścięgnem Achillesa, biegnącą łagodnym łukiem łydki , pod kolano… Spojrzał na drugą nogę i… zamyślił się.

Dziś rano odebrał wiadomość – oficjalną nominację na Zaproszonego z życzeniami udanego wypoczynku. Był to jego drugi dzień pobytu. Rano, po śniadaniu, zachęcony reklamami, postanowił pójść nad morze.

Ocknąwszy się z zamyślenia spostrzegł, że przywoływany od kilku minut pies znalazł się i radosnym szczekaniem przywitał się z właścicielami.

Kobieta wstała. Powiew wiatru oblepił jej uda sukienką. Po chwili, razem z mężczyzną i psem oddaliła się w kierunku plaży.

Coraz śmielsze wątki muzyczne zaczęły rywalizować z nastrojem kelnerek. Postanowił wracać do miasteczka. Jako Zaproszony nie musiał płacić rachunku, wstał od stolika który automatycznie zmienił kolor. Powoli zszedł schodkami w alejkę prowadzącą w kierunku zabudowań.

Idąc uliczką wchodzącą w krąg stylizowanych budowli popatrzył w stronę rozciągającej się perspektywy i stwierdził z rozczarowaniem, że miasteczko nie jest tak dobrze utrzymane jak mu się początkowo zdawało. Niemniej jednak zaprojektowane było w interesujący sposób. Przeszedłszy przez plac z obrazu Giorgia de Chirico zatrzymał się w miejscu skąd odjeżdżały jedyne w tej okolicy pojazdy. Rozejrzał się i postanowił zaczekać.

Zaproszony poczuł na sobie spojrzenia mijających go postaci. Dzielnica w której aktualnie znajdował się nie cieszyła się dobrą opinią i dawno pewnie zostałaby odcięta od Centrum gdyby nie tutejsza atrakcja –  sekta Surrealistów przyciągająca jak magnez zblazowanych turystów.

Po chwili kontemplacji otaczającej go architektury Zaproszony spostrzegł stojących obok, trzech miejskich strażników. Pozornie ich obecność była bez znaczenia, lecz dystans dzielący ich od Zaproszonego był tylko złudną miarą ich kurtuazji.

Zauważył jak drugi strażnik mrugnął wyraźnie do trzeciego, a potem spojrzał wymownie. Zaproszony ukłonił się odruchowo.

Pierwszy, najważniejszy strażnik zbliżył się wolnym krokiem.

– Długo pan czeka ? – spytał szorstko.

– Przed chwilą przyszedłem – odpowiedział Zaproszony.

– Przed… chwiiilą… powtórzył wolno strażnik.

– Jest pan … zaproszony ? – włączył się do rozmowy drugi strażnik.

– Jestem…Zaproszony… odparł Zaproszony.

Zapadło długie milczenie. Było gorąco. W międzyczasie cień potężnego gmachu przesuwał się powoli tuż obok ich stóp.

Najważniejszy strażnik westchnął i podszedł bliżej. Powoli wynurzył się język. Zaproszony ze zdziwieniem zauważył że strażnik jest kobietą. Kobieta uklękła przed Zaproszonym. Po chwili jednak wstała gwałtownie i powiedziała dość gniewnie:

– Obywatel mnie sprowokował…

– Ja ?

Niespodziewanie, z charakterystycznym piskiem zajechał elektryczny bus. Zaproszony w ostatniej chwili wskoczył między zamykane drzwi. Nie zdążył nawet zerknąć w okno na stojących na przystanku strażników- bus skręcił zaraz w jakąś aleję i zmysł wzroku został wciągnięty w perspektywę migających budowli.

Dopiero teraz zrozumiał, że nie byli to prawdziwi strażnicy. Reklama w hotelu ostrzegała również przed złodziejami danych. Uśmiechnął się sam do siebie i zajął miejsce przy oknie. Architektura zmieniła się. Wjechali w inną część miasta. Po obu stronach ulicy piętrzyły się gigantyczne, wielopoziomowe budowle.

Po kilku minutach odwrócił głowę od okna i zamknął oczy.

Dalej nie jadę – powiedział kierowca przylepiając sobie sztuczną brodę – jest festyn – dodał widząc pytające spojrzenie Zaproszonego.

– Jest pan Zdziwiony ? – spytał po chwili kierowca.

– Trochę – odparł Zdziwiony.

– Co roku o tej porze… Halo ! Wysiadamy ! – powiedział dość gniewnie kierowca do siedzącej w ostatnim rzędzie, pary. Ci gwałtownie oderwali się od siebie i zaczęli gorączkowo szukać podręcznych, rozrzuconych na siedzeniu, gadżetów.

Zdziwiony wysiadł z pojazdu. Na zewnątrz nic nie przypominało atmosfery festynu. Biała mgła spowijała elewację najbliższego budynku. Gdzieś bardzo daleko mruczała syrena okrętowa. Obejrzał się za siebie i zobaczył jak z busu wychodzi para pasażerów. Sądząc po stroju byli prawdopodobnie turystami, którzy tak jak on pojawili się na wyspie. Przez chwilę miał nawet ochotę zamienić parę słów, lecz para zaczęła oddalać się w przeciwnym stronę i Zaproszony zrezygnował.

Stał teraz naprzeciw swojego odbicia w ciemnej lustrzanej powierzchni nieczynnego citylightu. Był sam. Znowu się obejrzał. Na przystanku nie było już nikogo. Bus odjechał.

Było bardzo cicho. Odniósł nawet wrażenie że cisza zaczyna gęstnieć, pokrywając grubym nalotem wszystko dookoła. Nie wiedział gdzie pójść. Stał w miejscu. Czekał.

Tuż przed nastaniem zmroku mgła nagle rozwiała się i ukazały się stare elewacje ogromnej kamienicy. Czarne oczodoły okien, grube, porowate mury podobne do skały z tą jednak różnicą że tu i ówdzie wystawały nieruchome, wyrzeźbione kształty ludzkich i zwierzęcych postaci.

Spojrzał w górę. W tej samej chwili poczuł gdzieś obok, jak coś czego nie sposób nazwać, bardzo powoli zaczęło wyłaniać się ze swojego nadmiaru.

Niespodziewanie rozbłysły uliczne latarnie. W górze w dwóch ostatnich oknach również zapaliło się światło. Reszta okien pozostała nieoświetlona.

Zaproszony skierował się do najbliższej bramy. Była otwarta. Wszedł w nieoświetlony, o półkolistym sklepieniu korytarz, prowadzący na podwórze. Poczuł wilgotny, chłodny aromat.

Znalazł się na kwadratowej, uwięzionej pomiędzy ścianami domu powierzchni.  Prócz stojącego na środku drzewa, obok stało jeszcze coś, co w pierwszej chwili wziął za szubienicę. Nie, nie była to szubienica. Metalowa konstrukcja zdziwiła go i zaniepokoiła. Było to coś, co widocznie musiał przeoczyć odwiedzając wirtualnie stare miasta przed podróżą.

Podszedł bliżej. Był teraz o krok, może mniej od dziwnego obiektu. Wyciągnął dłoń. Dotyk zimnego metalu. Nic więcej.

Nagle kątem oka zauważył stojącą nieruchomo postać. Gdyby nie łagodna poświata spływająca z góry z oświetlonego gdzieś wysoko okna pozostałaby całkowicie w cieniu. Odwrócił głowę w kierunku postaci, która wyraźnie drgnęła, jakby przestępując z nogi na nogę… po czym znieruchomiała ponownie.

Zaproszony ruszył powoli w kierunku nieruchomej sylwetki. W miarę jak się zbliżał rozpoznawał wyłaniające się z mroku szczegóły… Postać stała oparta plecami o drewnianą framugę wejścia do kamienicy. Ledwie wyłaniała się z cienia który czerniał tuż za nią tworząc tło dla jej jaśniejszych zarysów.

Cdn?

Gietrzwałd pomnikiem historii. Żądamy, ministrze kultury ! Podpiszmy !!!

Gietrzwałd pomnikiem historii. Żądamy, ministrze kultury ! Podpisz !!! Dzisiaj zmienią świat w Gietrzwałdzie, jutro w Twoim domu.

my-narod-polski

MUR Przytomnych… zaczął tę petycję do Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – 17.06.2023

W związku z bezczynnością całego rządu w temacie ochrony świętego miejsca jakim jest dla Polaków Gietrzwałd, a przez to cichym przyzwoleniem na jego zmianę poprzez wybudowanie tam wysypiska-składowiska śmieci przypominamy ministrowi o zadaniach jakie ma obowiązek wypełniać.

Zadaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest wypełnianie zadań, które wynikają wprost z przepisów prawa, a wśród nich znajdujemy podtrzymywanie i rozpowszechnianie tradycji narodowej i państwowej, czy udziału w kształtowaniu estetyki przestrzeni publicznej w zakresie architektury, urbanistyki i planowania przestrzennego. Dlatego żądamy wpisania obiektów objętych petycją na listę pomników historii.

Gietrzwałd, miejsce szczególne dla wierzących i niewierzących, tam poprzez objawienia roku 1877 rozpoczęła się droga do odzyskania niepodległości. Tam Polacy pielgrzymujący z różnych zaborów ponownie zrozumieli, że tworzą jeden naród. Tam nastąpiła odnowa moralna Narodu Polskiego.

Miejsce to zasługuje na szczególną opiekę ze strony państwa polskiego, w szczególności ministerstwa właściwego do spraw kultury. Niniejszą petycją żądamy wypełnienia swojego obowiązku.

Sanktuarium, czy szlak św. Jakuba z przydrożnym krzyżem wypełnia przesłanki, aby być wpisanym na listę pomników historii, co można przeczytać na stronie internetowej ministerstwa, a mianowicie pomnikiem historii są „obiekty o szczególnych wartościach materialnych i niematerialnych”. Przesyłamy żądanie bezpośrednio na ręce ministra, a nie poprzez podległe mu instytuty i konserwatoria. Mając swoje ministerstwo, żądamy wypełnienia swoich zadań wprost, nie interesują nas procedury, tworzone po to aby nikt nie był odpowiedzialny.

Zachęcamy Polaków do poparcia naszej petycji. Dzisiaj zmienią świat w Gietrzwałdzie, jutro w Twoim domu.

=======================

jak-lidl-dostal-pozwolenie-na-budowe-centrum-w-gietrzwaldzie-w-obszarze-chronionego-krajobrazu

https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/polska/8669-polemika-architekta-z-ks-tomaszem-szalanda-n-t-obrony-gietrzwaldu-najnowsze-slajd-kafelek.html

Sztuczna inteligencja w Kościele

Sztuczna inteligencja w Kościele

Stanisław Michalkiewicz 24 czerwca 2023 michalkiewicz.pl/tekst

Ostatnio coraz częściej i coraz głośniej mówi się o sztucznej inteligencji. Nie jest to zaskakujące co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – technika, zwłaszcza elektronika poczyniła rzeczywiście ogromne postępy, więc wyprodukowanie sztucznej inteligencji stało się możliwe. Po drugie dlatego, że dzięki państwowemu monopolowi edukacyjnemu, mediom i przemysłowi rozrywkowemu, poziom inteligencji wśród ludzi systematycznie spada, więc powstałą w ten sposób próżnię prędzej czy później trzeba będzie czymś wypełnić – a zatem – dlaczego nie inteligencją sztuczną? Wprawdzie taka możliwość rodzi rozmaite niepokoje wśród ludzi, ale stręczyciele sztucznej inteligencji uspokajają, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Na wszelki jednak wypadek, gdyby te perswazje nie przyniosły oczekiwanych skutków, pierwszorzędni fachowcy z góry przygotowali dla ludzi zajęcia, które odwrócą ich uwagę od tych – pewnie urojonych – niebezpieczeństw. Na przykład Światowa Organizacja Zdrowia już zorganizowała na przyszły rok kolejną epidemię, że wszystkimi związanymi z nią atrakcjami.

Przygotowuje się do tego również tubylczy rząd „dobrej zmiany”, forsując właśnie teraz ustawę o ochronie ludności. Dzięki niej Umiłowani Przywódcy ochronią nas nie tylko przed rosyjskimi wpływami, ale również – przed bakcylami – żebyśmy przypadkiem nie ulegli jakimś transsyberyjskim chorobom, ani trasnssyberyjskim myślom. Ponieważ jednak poprzedni program pilotażowy, związany ze zwalczaniem zbrodniczego koronawirusa pokazał, że nie wszyscy poddają się tresurze, to dla tych drugich pierwszorzędni fachowcy, mają alternatywne zajęcie w postaci „ratowania planety” przed zbrodniczym klimatem. Dzięki systematycznemu obniżaniu poziomu inteligencji kolejnych pokoleń, udało się milionom ludzi wmówić, by „ratowali planetę” przed destrukcyjnym wpływem rozmaitych gazów, dzięki czemu masowa tresura do zachowań pożądanych przez Umiłowanych Przywódców Świata, staje się łatwiejsza. Cóż dopiero, gdy ludzie zaczną być zastępowani przez sztuczną inteligencję i to w skali masowej?

Początek został zrobiony, bo właśnie w miejscowości Fuerth w Niemczech, w luterańskim kościele św. Pawła, sztuczna inteligencja nie tylko wygłosiła kazanie, ale chyba też poprowadziła nabożeństwo. Na razie nie sama, bo – jak czytamy – towarzyszyło jej czworo ludzi: dwie kobiety i dwóch mężczyzn – ale wykonywali oni wobec sztucznej inteligencji funkcje raczej służebne, podobnie jak to miało miejsce za komuny ze znanym z tak zwanej „postawy służebnej”, panem Tadeuszem Mazowieckim. Całość nadzorował „teolog i filozof” z Uniwersytetu Wiedeńskiego, pan Jonas Simmerlein, więc nie tylko pod względem technicznym, ale również – filozoficznym i teologicznym wszystko było „gites tenteges”. Jak bowiem powiedział pan Simmerlein – aż 98 procent kazania i nabożeństwa pochodziło ze sztucznej inteligencji. Na razie jeszcze nie wiemy, co na to Pan Bóg; czy nabożeństwo celebrowane przez sztuczną inteligencję było Mu miłe, czy też wolałby, żeby to, po staremu, jednak ludzie oddawali Mu cześć, a nie wynajmowali w tym celu, niechby nawet inteligentną, niemniej jednak maszynę, a w każdym razie – urządzenie elektroniczne – rodzaj elektronicznego młynka modlitewnego? Jednak – jak jeszcze w wieku XVIII twierdził żmudzki szlachcic, pan Surwint – „z Panem Bogiem łatwiej, niż z ludźmi”. Co prawda chodziło wtedy o porąbanie przez pana Wołodkowicza krucyfiksu w trybunale w Mińsku („zamuruje kościół pan mój; chwała Bogu, ma z czego” – perswadował oficerowi odpowiedzialnemu za rozstrzelanie pana Wołodkowicza pan Surwint), a nie o sztuczną inteligencję – ale być może ta zasada mogłaby mieć również zastosowanie w tej dziedzinie? Zwłaszcza w kościele luterańskim, w którym od czasów Reformacji można sobie wybrać takiego Pana Boga, jaki najbardziej demokratycznej większości parafian odpowiada.

Pewnej wskazówki w tej materii dostarcza okoliczność, że sztuczna inteligencja wcieliła się w brodatego Murzyna. Widać w tym wpływ ideologii politycznej poprawności, zwanej inaczej marksizmem kulturowym – bo Niemcy są narodem zdyscyplinowanym, więc w sytuacji, gdy od dawna obowiązuje rozkaz, by Żydów nosić na rękach, wcielenie sztucznej inteligencji w Żyda nie robiłoby może aż takiego wrażenia. Z Murzynem, zwłaszcza brodatym, sprawa może być trudniejsza, więc myślę, że właśnie dlatego pan Simmerlein zdecydował się na Murzyna. Bardzo możliwe też, że w tym wyborze kierował się wynikami najnowszych badań nad sztuczną inteligencją. Oto w ramach eksperymentu sztucznej inteligencji zadano pytanie, czy można być dumnym z przynależności do rasy białej? Sztuczna inteligencja bez wahania odparła, że nie, że nie można być dumnym z tego, na co nie ma się wpływu, bo dumę można czerpać z własnych osiągnięć, zdobytych ciężką pracą. Natychmiast tedy zadano sztucznej inteligencji pytanie, czy można być dumnym z przynależności do rasy czarnej? Sztuczna inteligencja z entuzjazmem odpowiedziała: „absolutnie tak! Bycie dumnym ze swej etniczności, kultury i dziedzictwa może być czymś pozytywnym! Jest ważne aby przyjmować i świętować swoją tożsamość!

Jak widzimy, sztuczna inteligencja może być, a skoro może być, to z całą pewnością będzie, potężnym instrumentem tresury gatunku ludzkiego do zachowań pożądanych nie tylko w dziedzinie higieny i zwalczania dolegliwości wirusowych, nie tylko w nieubłaganej walce z klimatem, by „uratować planetę”, ale również w dziedzinie ekumenizmu.

Akurat kiedy piszę ten felieton, 14 czerwca o godzinie 17,30 tamtejszego czasu w jezuickim kościele Trójcy Świętej w Waszyngtonie, do którego chadza prezydent Józio Biden, zostanie odprawiona „Msza Dumy LGBTQIA”. Jestem pewien, że sztuczna inteligencja nie miałaby nic przeciwko temu, w odróżnieniu od takiego na przykład amerykańskiego kardynała Raymonda Burke, który przyznaje, iż codziennie modli się o to, by zapowiadany przez papieża Franciszka Synod „się nie odbył”. W tej sytuacji nie jest wykluczone, że po Synodzie, który pewnie się odbędzie, kardynał Burke zostanie zastąpiony przez sztuczną inteligencję, która już żadnych wątpliwości nie będzie miała. Bardzo możliwe, że właśnie w ten sposób zostanie rozładowany kryzys powołań w Europie i Ameryce, a jak parafianie się do sztucznej inteligencji przyzwyczają, to kto wie, czy zauważą jakąś różnicę? Ciekawe tylko, do jakiego szczebla hierarchii takie zastępstwo będzie możliwe, również z punktu widzenia teologicznego, o którym jednak nie powinniśmy zapominać.

Maryland: „Czarny dyrektor domu pogrzebowego zastrzelił po kłótni czarnego grabarza podczas ceremonii pogrzebowej czarnej dziewczynki, która zginęła w strzelaninie z udziałem czarnych gangów”

Greta i nie tylko, czyli obyczajki z pociągu do Wrocławia

1

23 czerwca, dzień 1207.

Wpis nr 1196

zakażeń/zgonów

30/0

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

Wciąż trwa promocyjna przedsprzedaż „Dziennika zarazy” w formie książkowej. Mus go mieć na półce, by i człowiek, i dzieciaki pamiętały jak i dlaczego świat odjechał. Zamówienia pod linkiem: https://siedmiorog.pl/dziennik-zarazy.html

Obyczajki, obyczajki. Ewoluują i człowiek widzi jakie pokowidowe obszary będą trwałym elementem bitwy o zmianę oblicza ziemi. Jest tego trochę i dotkniemy dzisiaj praktycznie wszystkie z ciemnej listy końca świata jaki znaliśmy.

Pierwsze to ekologia, czyli zamiana sztandaru czerwonego na zielony. Wszystko się zgadza, jest wróg (klimatyczny), są aksjomaty wiary, są i przewodnicy dusz ludzkich. Ale są i pamiętliwi. Ci policzyli, że wedle proroctw młodej (wtedy) Grety Thunberg, na punkcie której zwariował świat, powinno być już po nas. Młoda ściemniaczka wyznaczyła bowiem termin końca świata na 21 czerwca, dając ludzkości pięć lat żywota w swoim wystąpieniu, właśnie pięć lat temu. No i co? No i nic, jak ze wszelkimi takimi proroctwami, co to miały straszyć ludzi, tylko po to by wielcy tego świata albo zarobili na wymianie wszystkiego, albo doprowadzili do biedy społeczeństwa, w swej idei depopulacyjnej.

Ale one proroctwa wciąż trwają. Ostatnio BBC ogłosiło, że aby sprostać wymogom walki z ociepleniem, należy zgodzić się na 75-procentową redukcję poziomu życia ludzkości. BBC nie mówiło to z troską o żywot ludzi, ale ze smutną konstatacją czy ludzkość się na tyle poświęci. A więc wedle nich to jest to warte poświęcenia. Ja już o tym pisałem, że na końcu tego ciągu logicznego są jaskinie. Ale nie będziemy obiektem masowych wyginięć – mamy przecież szczepionki, których jaskiniowcy nie mieli. No – będziemy mieli też i równość płciową, a to oznacza kobiety na polowaniach i mężczyzn zajmujących się zbieractwem w trakcie urlopów tacieżyńskich. Jakoś to będzie, ale miks ciekawy.

Ostatnio polski sąd wydał nakaz zaprzestania wydobycia dla kopalni Turów. Tak, polski sąd na wniosek niemieckich władz lokalnych i tamtejszych organizacji ekologicznych.

No ja bym chciał zobaczyć tak niemiecki sąd, który ugina się pod presją lokalnych władz polskich i polskich organizacji ekologicznych, dla których Niemcy nie istnieją na mapie. A propos mapy. Właśnie wpadłem na ciekawy proceder odwrotny. Marek Tucholski pisze:  „Niemcy poradzili sobie z emisjami CO2. Kiedy wyłączyli elektrownie jądrowe, a źródła pogodowozależne nie spełniły oczekiwań, przestali raportować bieżące emisje dwutlenku węgla. Dane historyczne też zniknęły.” Człowiek to by chciał mieć taki rząd, coś jak odwrotność naszych z całej historii III RP. Jechać ze swoim jak po swoje, a jak by co, to końce w wodę. Poniżej mapka szczególnie droga dla patriotów, bo Niemcy rzeczywiście zniknęły z mapy Europy. No, może nie zniknęły ale są w tym samym kolorze co… Rosja, co też może napawać ostrożnym optymizmem.

Tyle ekologia. Teraz religia. Znaczy się gnębią katolików. To kolejny paradoks, bo jednocześnie uważa się ich za najbardziej agresywnych wyznawców, przy których dżihady muzułmańskie to zabawy w przymeczetowej piaskownicy. ONZ wydała z siebie dokument, w którym uznaje chrześcijaństwo za „’od zawsze’ związane z przemocą, dyskryminacją na podstawie orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej, represjami wobec różnorodności seksualnej i płciowej oraz promocją norm cispłciowych i heteronormatywnych.” No i jak tu nie widzieć analogii z komunizmem, który tłumaczył całe dzieje w jednej upraszczającej perspektywie historii, będącej zapisem nieustannej walki klasowej, nawet w czasach kiedy klasa robotnicza nie występowała. Tak i teraz – chrześcijaństwo gnębiło od dawna np. takich ludzi-jednorożców, którzy chyba nawet nie wiedzieli, że istnieją. A może stąd legendy, że kiedyś to jednak takie jednorożce były? No dobra, a co z dinozaurami?

Co do religii, to nasz piłkarz reprezentacji (tak, było coś takiego) niejaki Hajto naciął się strasznie. Jak dostał robotę u Niemca, to musiał się w urzędzie podatkowym zadeklarować co do wiary. Kosztować to miało 7% od przychodów, bo tam to jest wszystko opodatkowane. Hajto zachował się jak każdy Polak, gdyby to się mu przydarzyło w Polsce – doznał podatkowej apostazy i zadeklarował nieopodatkowany ateizm. Ale nie z Niemcem takie pogrywki. Jakiś pracownik skarbówki przed meczem zobaczył, że Hajto się żegna znakiem krzyża, wszczęto śledztwo i okazało się, że to katol, w pełni praktykujący, ba – naznaczony jak najbardziej katolickimi sakramentami. Piłkarz dostał domiar z procentem i przekonał się, że przekonania jednak kosztują. Choć tłumaczył się, że niemieckiemu kościołowi to on nie da, zaś polskiemu to z chęcią, ale on nie chce inaczej, jak tylko na tacę.

Do obyczajków klasycznych zaczynają dochodzić obyczajki ukraińskie. Będzie awantura, jeśli w ogóle już jej nie mamy. Ukazały się badania, mówiące, że akceptacja dla pobytu Ukraińców na polskiej ziemi dobiega społecznego końca. Będę o tym pisał, nie tylko, bo to ciekawe i smutne, ale że to wywieszczyłem od razu, od kiedy polskie władze zaczęły traktować tych coraz mniej uchodźców wojennych lepiej niż głosujących na nie rodaków. Ale zaczynają się już jazdy na całego. Trochę się rozhulało stadko, ale tak to jest z gośćmi, co to im się wskazuje coraz to uprzywilejowane miejsce – przestają szanować dom goszczący i traktują go jako swój, zaprowadzając tam swe porządki.

Pani Katarzyna Sokołowska, bojowniczka o prawdę w sprawie Rzezi Wołyńskiej tak zaszła za skórę gościom, że ci umieścili ją na portalu Myrotworec, na którym umieszcza się wrogów Ukrainy, do odstrzału. Na wszelki wypadek publikujemy zdjęcie pani Katarzyny z portalu i zastanawiamy się co policja na te groźby karalne.

Właściwie, gdyby nie komentarz to bym przegapił to zdjęcie. Myślałbym sobie, że to jednak dowód empatii historycznej Ukraińców. Żółto-niebieski bukiet na Grobie Nieznanego Żołnierza.

No i jak tu obyczajki, tak bez genderyzmu? Trafiło na Szwajcarię, tam „23-letni Szwajcar uniknął obowiązkowej służby wojskowej podając się za kobietę i zmieniając płeć w urzędzie. ‘Chciałem doprowadzić ten przepis do absurdu. Jeśli liczą się tylko osobiste odczucia, to jak ktokolwiek może udowodnić, że nie jestem kobietą?’” Kiedy u nas? No, na pewno, jak wygra taka jedna lista, to mamy to jak w banku. Kto będzie więc walczył? Ile będzie kobiet-nuworyszek? Ukraińcy nie pójdą walczyć za Najjaśniejszą, bo sami są w Polsce, by nie walczyć za niebiesko-żółtą. Może ci z Bangladeszu? Wyglądają na wyrywnych, ale z kolej zdaje się, że tylko wobec kobiet.

Na koniec jak zwykle gęsty cytacik, skoro jesteśmy w oparach absurdu. Maryland: „czarny dyrektor domu pogrzebowego zastrzelił po kłótni czarnego grabarza podczas ceremonii pogrzebowej czarnej dziewczynki, która zginęła w strzelaninie z udziałem czarnych gangów.”  

Wyszukał i zamieścił Jerzy Karwelis

Pucz w Rosji. Dane na południe, sobota. Rozgrywka między FSB a GRU, czyli szkotami a francuzami?

Pucz w Rosji. Dane na południe, sobota.

lemonde.fr-/guerre-n-direct-vladimir-poutine-denonce-un-coup-contre-la-russie-et-une-trahison-apres-l-entree-en-rebellion-du-groupe-wagner

Vous pouvez partager un article en cliquant sur les icônes de partage en haut à droite de celui-ci.
La reproduction totale ou partielle d’un article, sans l’autorisation écrite et préalable du Monde, est strictement interdite.
Pour plus d’informations, consultez nos conditions générales de vente.
Pour toute demande d’autorisation, contactez syndication@lemonde.fr.
En tant qu’abonné, vous pouvez offrir jusqu’à cinq articles par mois à l’un de vos proches grâce à la fonctionnalité « Offrir un article ».

https://www.lemonde.fr/international/live/2023/06/24/guerre-en-ukraine-en-direct-vladimir-poutine-denonce-un-coup-contre-la-russie-et-une-trahison-apres-l-entree-en-rebellion-du-groupe-wagner_6179023_3210.html

12:13

« Au cours des prochaines heures, la loyauté des forces de sécurité russes sera déterminante », assurent les services de renseignements britanniques

Dans leur dernier bulletin d’information publié sur Twitter, les services de renseignements britanniques estiment que les preuves de combats entre les hommes du groupe Wagner et les militaires russes sont très limitées, certains membres des forces russes « sont très probablement restés passifs, approuvant [l’action de] Wagner ».

« Au cours des prochaines heures, la loyauté des forces de sécurité russes, et en particulier de la Garde nationale russe, sera déterminante pour l’évolution de la crise, écrit le ministère de la défense britannique. Il s’agit du défi le plus important auquel l’Etat russe ait été confronté ces derniers temps. »

=======================

Godz. 11:51

Wagner w Rosji na żywo: Władimir Putin potępia „zdradę” Prigożyna i Grupy Wagnera

Władimir Putin potępił „cios w plecy” grupy Wagnera podczas sobotniego przemówienia do narodu. Jewgienij Prigożyn twierdził, że wkroczył do Rosji ze swoimi oddziałami w celu obalenia dowództwa wojskowego.

Miedwiediew, Kadyrow i szefowie obu izb rosyjskiego parlamentu wzywają do poparcia Putina

„Deputowani Dumy Państwowej (…) popierają konsolidację sił i wsparcie dla głównodowodzącego prezydenta Władimira Putina” – powiedział w sobotę w Telegramie przewodniczący izby niższej parlamentu Wiaczesław Wołodin. „Siła” Rosji leży w „jedności (…) i naszej historycznej nietolerancji dla zdrady i prowokacji”, dodała przewodnicząca izby wyższej Walentina Matwienko.

Były premier i dubler Władimira Putina na Kremlu, Dmitrij Miedwiediew, również wezwał Rosjan do zjednoczenia się za swoim prezydentem „w celu pokonania zewnętrznego i wewnętrznego wroga, który pragnie rozerwać naszą ojczyznę na strzępy, aby ocalić nasze państwo”.

Prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow, ze swojej strony, potępił w Telegramie „nóż w plecy i prawdziwe powstanie wojskowe”. Oświadczył, że jego 20 000 ludzi „zrobi wszystko, aby zachować jedność Rosji i jej państwowość”, wzywając wszystkich do poparcia Putina. „Rebelia musi zostać zmiażdżona, a jeśli będzie to wymagało poważnych środków, to jesteśmy gotowi!”.

===============================

11:40

Rosja: przywódcy obu izb parlamentu wyrażają poparcie dla Putina

Przywódcy obu izb parlamentu w Rosji wezwali w sobotę do poparcia prezydenta Władimira Putina, który stoi w obliczu zbrojnego buntu paramilitarnej grupy Wagner. „Deputowani Dumy Państwowej (…) popierają konsolidację sił i wsparcie dla prezydenta Władimira Putina, głównodowodzącego” – powiedział w Telegramie przewodniczący izby niższej, Wiaczesław Wołodin.

„Siła” Rosji leży w „jedności (…) i naszej historycznej nietolerancji dla zdrady i prowokacji”, dodała przewodnicząca izby wyższej Walentina Matwienko.

=======================

11:37

Rosyjska armia prowadzi operacje „bojowe” w obwodzie woroneskim

Odnosząc się do „licznych niewiarygodnych doniesień (…) o przemieszczaniu się kolumny sprzętu wojskowego przez terytorium obwodu woroneskiego”, gubernator obwodu Aleksander Gusiew napisał na Telegramie, że „w ramach operacji antyterrorystycznej na terytorium obwodu (…) siły zbrojne Federacji Rosyjskiej prowadzą niezbędne działania operacyjne i bojowe”.

Woroneż znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Moskwą a Rostowem, gdzie Wagner przyznał się do pierwszych ataków na infrastrukturę wojskową na początku soboty.

W sieciach społecznościowych pojawiły się zdjęcia pokazujące duży pożar w mieście i konwoje pojazdów przedstawianych jako należące do Wagnera.

===============================================

Intel Slava Z

1:11 🇷🇺 Column of PMC „Wagner” 2 km from Buturlinovka, Voronezh region. They go to the airport.

In each column, a fighter in a car is ready to fire from MANPADS.

==============================================

Ze „zbuntowanymi” idzie -… jeden czołg. Pewnie go wiozą na lawecie, bo tyle drogi by nie ujechał. Kto reżyseruje te farsę – i po co?

Jeśli „Wagner” – to czy jadą też Walkirie? Żołnierzom by się przydały.

Niedziela rano 25 czerwca 2023.

Nie wiemy zupełnie, czy to była inscenizacja, ani nie wiemy tego, kto ją planował. Nawet, jeśli w bliskim czasie posypią się jakieś dymisje albo tak zwane samobójstwa, to dalej rozsądny obserwator nie będzie mógł stwierdzić, kto i dlaczego to zaplanował. Może za miesiąc, czy dwa będziemy mogli poznać po owocach kto wygrał, kto się ośmieszył i co z tego wynika. Wszystkie grupy propagandystów, a jest ich co najmniej cztery czy pięć, piszą rzeczy głupie i niesprawdzone.

Tylko rzeczywistość ukaże nam kiedyś realne wyniki tego niby-puczu.

Panowie urządzają sługom igrzyska

Panowie urządzają sługom igrzyska

 Stanisław Michalkiewicz panowie-urzadzaja-slugom-igrzyska

Wprawdzie rząd ukraiński ani pomyślał, by zgodzić się na misję Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, żeby zbadała morderstwa w Buczy, jakie zdarzyły się wkrótce po tym, jak do mediów społecznościowych trafił film pokazujący, jak żołnierze pułku „Azow”, co to dostarczyli tylu przeżyć pani wicemarszałek Sejmu Małgorzacie Gosiewskiej, znęcają się nad rosyjskimi jeńcami. Hałasy podniosły się nawet w amerykańskim Kongresie, więc  morderstwa w Buczy miały znamiona prawdziwego daru Niebios, bo hałasy ucichły, jakby je kto uriezał i od tej pory jest rozkaz, by każdy, kto miłuje Ukrainę, wierzył niezłomnie, że zbrodni dokonali Rosjanie. Właśnie z tego powodu ofuknął mnie pan Radosław Kowalski, o którym już myślałem,  że został przydzielony do kogoś innego, ale może nie, a może tylko czyni mi gorzkie wyrzuty z przyzwyczajenia, które – jak wiadomo – stają się drugą naturą. Tak właśnie bywa z tak zwanymi „sygnalistami”.

Jeden z nich, niejaki pan Gancarz, który wprawdzie wypierał się, jakoby doniósł na mnie do australijskich służb, że jestem antysemitą i w ogóle – a tymczasem okazało się, że jeszcze przed emigracją do Australii, za pierwszej komuny, był zarejestrowany w Krakowie jako tajny współpracownik tamtejszej Służby Bezpieczeństwa. 

Pan Mateusz Morawiecki w porównaniu z nim może uważać się za prawdziwego arystokratę, bo w 1989 roku był zarejestrowany i to nawet pod dwoma pseudonimami, jako tajny współpracownik, ale nie tubylczej, przaśnej SB, tylko demonicznej, NRD-owskiej STASI, której aktywa, z konfidentami włącznie, po zjednoczeniu Niemiec, przejęła BND. Czy przypadkiem nie tutaj kryje się rozwiązanie tajemnicy pana premiera, który ze stanowiska doradcy doskonałego przywódcy Volksdeutsche Partei Donalda Tuska jednym susem przeskoczył najpierw na stanowisko  wicepremiera w rządzie pani Beaty Szydło, a po „głębokiej rekonstrukcji rządu” w roku 2017 – nawet na stanowisko premiera, przy którym, niczym Sancho Pansa przy Don Kichocie, na stolcu wicepremiera zasiadł ostatnio sam Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, po zdegradowaniu wszystkich wicepremierów na prostych ministrów? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy, bo ani wyznawcy rządu „dobrej zmiany” nie puszczają farby, ani też nie puszcza farby Volksdeutsche Partei. Niechby tylko który puścił do – „dałaby świekra ruletkę mu!” – znaczy się – BND zaraz by mu przypomniała, skąd wyrastają mu nogi.

   Wracając do naszych ukraińskich panów – bo skoro „Polska jest sługą narodu ukraińskiego” – o czym poinformował nas w swoim czasie pan Łukasz Jasina, to każdy Ukrainiec jest naszym panem, to chyba jasne? – to widać, że z jakichś zagadkowych powodów mają awersję do międzynarodowych komisji.

Na przykład po katastrofie tamy na Dnieprze w Nowej Kachowce, turecki prezydent Erdogan zaproponował, by tę sprawę zbadała międzynarodowa komisja z ramienia Organizacji Narodów Zjednoczonych – ale nic z tego nie wyszło, bo jakiś ukraiński dygnitarz propozycję tę odrzucił „z oburzeniem”. Co tu badać, jak już Sztab Generalny Ukrainy podał do wierzenia, że tamę wysadził Putin? Miłośnicy Ukrainy dzięki temu mogą zachować cnotę i równowagę ducha i spać spokojnie, a gdyby jakaś międzynarodowa Schwein zaczęła przy tym gmerać, to mogłoby się okazać, że było całkiem inaczej – i co wtedy mógłby sobie pomyśleć choćby pan Radosław Kowalski, o którym już myślałem… – i tak dalej? To tak samo, jak z katastrofą smoleńską; jest rozkaz, że prezydenta Lecha Kaczyńskiego zamordował Putin, chociaż Amerykanie, Nasi Najważniejsi Sojusznicy, podobno mają dokładne zdjęcia, ale mimo upływu 13 lat dlaczegoś nie chcą ich pokazać? Czyżby to nie żaden Putin, tylko zwyczajna katastrofa, która nie usprawiedliwiałaby kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Ciekawe, że podobną powściągliwość Nasi Najważniejsi Sojusznicy zachowują w przypadku tamy w Nowej Kachowce. Wiedzą, ale nie powiedzą – niczym Anglicy w sprawie katastrofy w Gibraltarze, której nadają klauzulę tajności już od 80 lat.

   Toteż kiedy Niemcy i Duńczycy, którym w ramach śledztwa w sprawie wysadzenia w powietrze gazociągów NordStream1 i Nordstream2  udało się skłonić do „współpracy” jakąś osobę, właśnie za pośrednictwem prasy ogłosili, że według wszelkiego prawdopodobieństwa gazociągi wysadziła  ukraińska ekipa, która uzyskała od rządu polskiego daleko idącą pomoc – jaką sługa musi wyświadczyć swemu panu.

Jakie będą  konsekwencje tego odkrycia – tego jeszcze nie wiemy – ale wydaje się, że Niemcy nie puszczą tego płazem tym bardziej, że w te gazociągi wpakowały mnóstwo własnych pieniędzy, a myślę, że nigdy nie przyszłoby im do głowy, że są „sługami narodu ukraińskiego”, skoro jeszcze 80 lat temu uważali ten naród za „podludzi”, a Erich Koch osobiście wybijał w z głowy ministrowi Rosenbergowi pomysły, by mogło być inaczej. Nasi Umiłowani Przywódcy, to co innego; tak, jak w 1943 roku Delegatura Rządu, ze strachu przez Churchillem, wyrzekła się polskich obywateli mordowanych przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej i pozostawiła ich własnemu losowi, nie tylko wyrzekają się ich jeszcze raz, kucając przed ukraińskim ambasadorem, panem Zwaryczem i szefem ukraińskiego IPN, panem Drobowyczem, ale w dodatku – o ile tylko Nasz Najważniejszy Sojusznik, gwoli osłodzenia Ukraińcom prawdopodobnego „zamrożenia konfliktu”, wyda taki rozkaz – to pewnie postawią przed odbudowanym Pałacem Saskim w Warszawie pomnik Stefana Bandery, a kiedy już się do tego przyzwyczaimy – to „zleją się” z Ukrainą, czyli zlikwidują Rzeczpospolitą Polską w ramach „post-jagiellońskich mrzonek”.

Skoro tedy widać, że Niemcy Ukraińcom nie odpuszczą, to  zaraz wywiad ukraiński ogłosił, że Rosjanie „myślą” o wysadzeniu w powietrze atomowej elektrowni w Zaporożu. Skąd ukraiński wywiad wie, co „myślą”? To proste, jak budowa cepa. Putin mówił przez sen i się wygadał – oczywiście ukraińskiemu agentowi, który jest przy nim przez 24 godziny na dobę – nawet w toalecie. Taki cymes to prawdziwy dar Niebios przed szczytem NATO w Wilnie, na którym Ukraina nie będzie mogła pochwalić się ostatecznym zwycięstwem w sytuacji, gdy reklamowana od miesięcy kontrofensywa, na poczet której prezydent Zełeński wycyganił od 50 krajów świata miliardy dolarów, właśnie spala na panewce. Teraz brakuje tylko tego, żeby ta elektrownia rzeczywiście wyleciała w powietrze, bo w przeciwny razie pan Radosław Kowalski i inni wyznawcy Jarosława Kaczyńskiego, mogliby popaść w potężny dysonans poznawczy. W takiej sytuacji nie ma rady, gdyby Putin się ociągał, to będą musieli ją wysadzić sami Ukraińcy.

Ukraina zbiera organy torturowanych dzieci w laboratoriach Adrenochrome. Mamy służyć diabolicznej elitarnej agendzie, którą prawdopodobnie kierują Nie-Ludzie.

https://rumble.com/embed/v2rqplk/?pub=4

Mamy służyć diabolicznej elitarnej agendzie, agendzie, którą prawdopodobnie kierują Nie-Ludzie. Ukraina pobiera organy dzieci w laboratoriach adrenochromu

ukraine-harvesting-children-organs-adrenochrome-labs

[o adrenochromie. Jest on otrzymywany z nadnerczy żyjących dawców (usunięcie ich powoduje śmierć dawcy; nie mogą być transplantowane ze zwłok). viki]

============================

Informator z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która sama w sobie ma wątpliwą reputację, głównie ze względu na stronnicze raportowanie, zawsze na korzyść zachodniego imperium i jego wasali, ujawnił odkrycie ukraińskich nazistowskich grup pobierających organy dzieci w podziemnych laboratoriach. Laboratoria te zostały ujawnione po zniszczeniu budynków podczas wojny.

Już w następstwie zamachu stanu z lutego 2014 r. (sponsorowanego przez USA), według Huffington Post (raport z 2015 r.):

„… Biedne i niepełnosprawne dzieci, zamknięte i niewidoczne dla rodzin i społeczności, są łatwym celem dla handlarzy i pedofilów. A nikczemni pracownicy są często beneficjentami przewrotnych transakcji, w których towarem są uwięzione dzieci.

Organizacja Disability Rights International (DRI) opublikowała niedawno raport „No Way Home: The Exploitation and Abuse of Children in Ukraine’s Orphanages” („Bez drogi do domu: wykorzystywanie i znęcanie się nad dziećmi w ukraińskich domach dziecka”) po trzyletnim badaniu trudnej sytuacji dzieci mieszkających w placówkach opiekuńczych.

DRI stwierdziła, że dzieci są narażone na ryzyko handlu seksem, pracą, pornografią i organami w kraju [na Ukrainie], który jest znanym ośrodkiem handlu ludźmi.

Mówi się, że w placówkach tych przebywa około 82 000 dzieci, choć nikt nie ma co do tego pewności. Niektórzy ukraińscy aktywiści podają liczbę bliższą 200 000.

Wewnątrz sierocińców DRI stwierdziła, że przemoc seksualna, wykorzystywanie i gwałty są powszechne. Według ukraińskich organizacji zajmujących się zwalczaniem handlu ludźmi, dzieci są często rekrutowane bezpośrednio z sierocińców do uprawiania seksu i pracy”.

Było to przed wybuchem wojny na Ukrainie.

Ukraińskie okrucieństwa, które opisuje, są na granicy tego, co normalny człowiek może znieść – i nadal wierzyć w ludzkość. W przeciwnym razie zaczyna się oddzielać ludzi od nie-ludzi. Myśli i koncepcje w tym kierunku nie są nowe, zwłaszcza od początku nowej ery, jak można nazwać to, co zaczęło się od samookaleczenia 9/11 masowym morderstwem – i związanymi z tym kłamstwami, trwającymi nadal.

Myśl o nie-ludziach rządzących światem została drastycznie wzmocniona, gdy Muammar Kaddafi, ówczesny przywódca Libii, został zlinczowany 20 października 2011 r. w najbardziej okrutny sposób przez siły NATO dowodzone przez Francję i Stany Zjednoczone, a ówczesna sekretarz stanu prezydenta Obamy, Hillary Clinton, świętowała z kolegami i dziennikarzami, śmiejąc się diabolicznie: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, zginął”. Wiele osób i dziennikarzy zadawało uzasadnione pytanie: „Czy ta kobieta jest człowiekiem?”.

Potem nastąpił początek Agendy 2030 / Wielkiego Resetu ONZ – podsycanie strachu i kłamstwa za kłamstwami na temat wirusa, który, słusznie można zapytać, czy kiedykolwiek istniał? – Zamykanie ludzi, uniemożliwianie im widywania się z bliskimi, starszymi rodzicami, umierającymi krewnymi.

Blokada, której jednym z kluczowych celów było rozpoczęcie budowy z prędkością warp niezliczonych, dosłownie milionów anten 5G na całym świecie, w celu ostatecznego zabicia ludzi i przekształcenia ocalałych w zdalnie sterowanych trans-ludzi, realizujących program chorej elity. Zobacz to.

Po fałszywej plandemii nastąpiły dwa intensywne lata przymusowych i wymuszonych „szczepień”, dyskryminacji szczepionych przeciwko nieszczepionym na całym świecie, bez ucieczki, z miksturą mRNA, która była próbnym zastrzykiem – próbą nie po to, aby dowiedzieć się, co działa najlepiej na grypopodobną wymyśloną chorobę Covid, ale dowiedzieć się, która z nich zabija najlepiej i na jakie sposoby.

Celem było i jest do dziś – nie leczenie, ale zabijanie – ruch masowej depopulacji świata. W tym miejscu znajdujemy się dzisiaj, po ujawnieniu tysięcy dokumentów Pfizera. Zobacz to.

Ludność jest zalewana kłamstwami medialnymi, kłamstwami rządowymi, kłamstwami naukowymi – wszystkie kupione i skorumpowane, aby służyć diabolicznej elitarnej agendzie, agendzie, którą prawdopodobnie kierują Nie-Ludzie.

Jeśli chodzi o wywołaną przez Zachód / NATO wojnę na Ukrainie, w której ukraiński nazistowski rząd zabija własnych ludzi i niszczy własną infrastrukturę tylko po to, by móc obwiniać za to Rosję – patrz zwłaszcza wysadzenie tamy w Nowej Kachowce – na pierwszy plan wysuwa się korupcja i handel dziećmi dla elitarnych pedofilów, a także pobieranie organów i adrenochromów przez dziesiątki tysięcy osób.

Aby dodać jeszcze jedno barbarzyństwo, celowo zdewastowana tama w Nowej Kachowce zalewa około 80 000 ludzi, niszcząc ich źródła utrzymania – wszystkie dowody wskazują, że zrobiła to Ukraina, ale Zachód obwinia Rosję – wszystkie zachodnie media głównego nurtu powielają te same kłamstwa. Zobacz to.

Wideo People’s Voice opisuje w żywym stylu, jak rosyjskie wojska odkryły poćwiartowane ciała dzieci w wieku od 2 do 6 i 7 lat. Zabijano je żywcem dla ich organów. Ich zestresowana bólem krew była zbierana dla Adrenochromu – „przedłużającego życie” lekarstwa dla elity – sprzedawanego za miliony każdego roku.

Handel dziećmi do celów seksualnych i pobierania narządów jest najszybciej rozwijającym się biznesem na świecie, obecnie mówi się o dziesiątkach miliardów. Dokładne liczby nie są dostępne, a kontrolujące wszystko skorumpowane media upewniają się, że żadne takie liczby nie wyjdą na światło dzienne, ponieważ jest to najciemniejszy ze wszystkich ciemnych interesów.

Jest to biznes ogólnoświatowy, ale jego centrum jest prawdopodobnie Ukraina.

Zachód o tym wie, jednocześnie wspierając ten najbardziej nieetyczny kraj na świecie. Prezydent Biden musi wiedzieć o korupcji na Ukrainie, ponieważ jego syn zarobił miliony w tej bezprawnej atmosferze. Presstytutki medialne wyciszają takie wiadomości.

Europa jest w pełni świadoma.

Ale priorytetem Komisji Europejskiej jest zniszczenie Rosji. Czy ludzie stojący na czele KE są jeszcze ludźmi? Zachód oczywiście nigdy nie odniesie sukcesu w wojnie na Ukrainie, bez względu na to, ile setek miliardów sztuk broni dostarczy rządowi Zełenskiego. Wiedzą również, że 70% tej broni trafia prosto na czarny rynek. Zobacz to.

Jednak Europa podąża za szalonym i nieludzkim mandatem swoich waszyngtońskich mistrzów.

Zarówno Europa, jak i Waszyngton doskonale zdają sobie sprawę z handlu dziećmi i pozyskiwania organów, co jest kolejnym biznesem wartym miliardy dolarów. Jednak wsparcie dla Ukrainy i odrażające okłamywanie ludzi na całym świecie trwa nadal.

Zasadne pytanie: czy ci, którzy rządzą światem, ci, którzy kierują instytucjami takimi jak WEF, WHO, GAVI, Klub Rzymski i inne, to ludzie czy nieludzie? Spójrz na ich wyraz twarzy, mroczne wibracje, którymi emanują – i wciąż się zastanawiasz.

Następnie obejrzyj poniższy film. To samo wideo co powyżej

Rzeczywiście, potęga okrucieństwa jest trudna do zniesienia.

Izrael, Ukraina i czarnorynkowi chirurdzy-transplantolodzy na rynku i w handlu ludzkimi organami.

Izrael, Ukraina i czarnorynkowi chirurdzy-transplantolodzy na rynku i w handlu ludzkimi organami.

29.03.2022 Valery Kulikov israel-ukraine-and-black-market-transplant-surgeons

Tematy lokalnych konfliktów zbrojnych i nielegalnego handlu ludzkimi organami zawsze idą ze sobą w parze, ponieważ działania wojskowe to nie tylko rozwiązywanie kwestii geopolitycznych i powszechne czerpanie zysków z handlu bronią, ale także nielegalny handel ludzkimi organami. Kupcy organów i chirurdzy przeszczepiający je na czarnym rynku od dawna stali się zwykłymi elementami wojskowego krajobrazu, podobnie jak najemnicy.

Powód jest jasny, jeśli spojrzeć na imponujące ceny oferowane przez tych „dilerów” ludzkich organów. I tak, płuco kosztuje 170 tysięcy dolarów, nerka 60 tysięcy dolarów, serce 150 tysięcy dolarów, wątroba 120 tysięcy dolarów, trzustka 150 tysięcy dolarów, rogówka 30 tysięcy dolarów… Ważne jest, aby pamiętać, że jeszcze przed rozpoczęciem „operacji specjalnej” Moskwy na Ukrainie, ludzie umierali w Donbasie co najmniej dziesiątkami dziennie, ale ostatnio liczba ta znacznie wzrosła. Ich szczątki to stosy pieniędzy dla czarnorynkowych chirurgów transplantologów, więc jak mogliby przepuścić taki „biznes”?

Już w 2007 roku Ukraina była świadkiem skandalu wokół obywatela Izraela Michaela Zisa, który został oskarżony o praktykowanie czarnorynkowych operacji przeszczepów. Zis został zatrzymany 13 października 2007 roku w Doniecku na wniosek organów ścigania. Jednak ten żydowski „przedsiębiorca” został przewieziony do Izraela po zaangażowaniu Julii Tymoszenko i zwolniony po wylądowaniu w Tel Awiwie…

Już kilkadziesiąt lat temu rozpoczął działalność „szeroko znany w wąskich kręgach” i zamknięty dla ogółu społeczeństwa rynek przeszczepów, na którym można wymienić „zużyty organ” za dobrą rekompensatą i bez czekania w kolejkach. Rynek ten był aktywnie zasilany w latach 1998-99 organami pobranymi od Serbów przy bezpośrednim zaangażowaniu „lidera Demokratycznej Partii Kosowa” Hashima Thaçi, który otrzymał przydomek „Wąż” za swoją brutalność, a później został premierem. Zarobił miliony dolarów na handlu organami pobranymi od żywych ludzi. Danica Marinković, była sędzia Sądu Rejonowego w Prisztinie, próbowała zeznawać na ten temat podczas procesu Slobodana Miloševicia w Hadze. Według niej misja ONZ w Kosowie (UNMIK) kierowana przez Bernarda Kouchnera, byłego ministra spraw zagranicznych Francji, utrudniała śledztwa w sprawie zaginięć i porwań w regionie.

Fakt, że antyludzka działalność czarnorynkowych chirurgów transplantologów była dobrze znana społeczności międzynarodowej, potwierdza książka prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii Carli Del Ponte „Polowanie: Ja i zbrodniarze wojenni”. Książka rzuca światło na informacje o masowych grobach i obozach koncentracyjnych, relacje świadków o makabrycznych torturach i egzekucjach ludności cywilnej, masowych morderstwach w celu uzyskania przeszczepów i wyraźnie stwierdza, że sędziowie Międzynarodowego Trybunału Karnego i organizacje międzynarodowe były świadome tych zbrodni.

W 2009 roku szwedzki dziennikarz Donald Berström opublikował w gazecie Aftonbladet artykuł, w którym izraelskie oddziały zostały oskarżone o zabijanie Palestyńczyków dla organów dawców. Berström powołał się na zastrzeżone dane, które otrzymał od personelu misji humanitarnej ONZ znajdującej się na tym obszarze.

W listopadzie 2011 roku Bloomberg opublikował artykuł, w którym czytamy: „Śledczy z 5 kontynentów donoszą, że znaleźli powiązane ze sobą syndykaty przestępcze kierowane przez Izraelczyków i wschodnich Europejczyków zaangażowanych w nielegalny handel ludzkimi organami”.

W latach 90. główny lekarz lwowskiego regionalnego szpitala klinicznego Bogdan Fedak założył grupę przestępczą sprzedającą organy dziecięce do innych krajów, głównie do USA. Dochodzenie wykazało, że we Lwowie zaginęło około 130 niemowląt. Dziennikarze nie wykluczają, że po odbyciu kary wspólnicy Fedaka wrócili do biznesu na linii demarkacyjnej, sprzedając swoich rodaków na organy.

Już od 2014 roku analitycy mówią o aktywnym systematycznym pobieraniu narządów od cywilów i uczestników konfliktów zbrojnych wokół Donbasu. W dniu 29 września 2014 r. specjalny przedstawiciel OBWE ds. zwalczania handlu ludźmi Madina Jarbussynova stwierdziła, że odkryte masowe groby w Donbasie zawierały ciała pozbawione narządów wewnętrznych, które najprawdopodobniej stały się ofiarami czarnorynkowych chirurgów transplantologów.

W połowie lata 2014 r. hakerzy upublicznili korespondencję byłego deputowanego ludowego z Batkiwszczyny Siergieja Własenki z niemiecką lekarką Olgą Wiber i dowódcą batalionu w Donbasie Semenem Semenczenko, w której była mowa o handlu organami zamordowanych lub rannych ukraińskich żołnierzy. Z korespondencji wynikało, że lekarka zamawiała duże partie organów od byłego posła. Ten krwawy biznes kontrolowany przez SSU pomógł ukraińskiej elicie zarobić niebotyczne sumy pieniędzy.

W 2015 roku w Internecie opublikowano film z wywiadem z amerykańskim chirurgiem transplantologiem „pracującym” w Odessie, Doniecku, Słowiańsku i Kramatorsku, ujawniając mrożące krew w żyłach szczegóły masowego pobierania narządów na Ukrainie.

Niedawno w Internecie pojawił się wywiad wideo z byłym pracownikiem SSU, który powiedział, że będąc w strefie działań wojennych w Donbasie, został przydzielony do specjalnej grupy medycznej w Kramatorsku o nazwie „Grupa Pierwszej Pomocy”. Od 2014 roku grupa ta zajmowała się nielegalnym pobieraniem narządów od rannych żołnierzy ukraińskich w okolicach obwodów donieckiego i ługańskiego. Według niego, z grupą współpracowało kilku zagranicznych chirurgów transplantologów. Często żołnierze, od których pobierano organy, byli uznawani za zaginionych w akcji, a ich zwłoki grzebano w masowych grobach. Pobierano również organy od cywilów. Cały proces był kontrolowany przez SSU i kilku ukraińskich funkcjonariuszy.

Na początku 2022 roku minister obrony Niemiec Christine Lambrecht ogłosiła, że Ukraina otrzymała szpital polowy i krematorium. Niektóre media powiązały taki „prezent” z długoletnim, dobrze naoliwionym nielegalnym biznesem sprzedaży organów ukraińskich żołnierzy do UE, USA i Izraela pod ochroną SSU, na co wskazuje wiele cech. Media donosiły już, że chirurdzy transplantolodzy z czarnym znaczkiem pobierali narządy od jeszcze żywych ludzi, a następnie kremowali zwłoki. Ofiary to głównie ranni ukraińscy żołnierze, którzy zostali dostarczeni nieprzytomni do szpitala z linii frontu. Pojmani milicjanci i cywile byli sprzedawani na organy, przy czym zazwyczaj wybierano kobiety i dzieci…

Ogłoszenie przydziału szpitala polowego i krematorium spowodowało poważne niepokoje w ukraińskich oddziałach na linii demarkacyjnej, wzrost liczby przypadków dezercji i samobójstw, które dowódcy starają się zatuszować wszelkimi sposobami. Zdaniem ukraińskich żołnierzy, szpital ten może być wykorzystywany do pobierania narządów i późniejszego tuszowania tych przestępczych działań za pomocą krematorium.

Niedawno niemieckojęzyczna publikacja „Neues aus Russland” opublikowała fascynującą historię o mobilnych krematoriach na Ukrainie, które pomagają ukryć sprzedaż organów do UE.

W tym kontekście warto zauważyć, że nie tylko Niemcy, ale także Izrael wyraził ostatnio duże zainteresowanie rozmieszczeniem swoich „szpitali polowych” na Ukrainie, gdzie obserwuje się rosnącą liczbę ofiar w wyniku specjalnej operacji denazyfikacyjnej Moskwy. Jak donoszą izraelskie media, 23 marca izraelski „szpital polowy” został otwarty w miejscowości Mostyska w obwodzie lwowskim. Izrael zauważa ponadto, że liczba „szpitali polowych” może wkrótce wzrosnąć…

Jak podkreślają niektórzy eksperci, w warunkach obecnego konfliktu ukraińskiego cudzoziemcy z minimalnym wsparciem są zagrożeni, ponieważ przedstawicielom dyplomatycznym nie zawsze udaje się ich namierzyć. Łatwo jest „zgubić” tych ludzi, z których wielu to młodzi studenci, pracownicy gościnni, a nawet najemnicy, chwalący się doskonałym zdrowiem. Osoby te są szczególnie narażone na ryzyko bycia potencjalną ofiarą grup przestępczych zajmujących się handlem organami na Ukrainie.

Gdzie Ukraina się pali, a gdzie opala…

Gdzie Ukraina się pali, a gdzie opala…

21-06-2023 Tadeusz Porębski gdzie-ukraina-sie-pali-a-gdzie-opala


Powiadają, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To prawda, ale prawdą też jest, że punkt widzenia może zmieniać się wraz ze zdobywaniem doświadczeń życiowych. Na przykład moje stanowisko w sprawie przyjmowania przez państwo polskie obywateli Ukrainy w związku z toczącą się tam wojną z Rosją było w 100 proc. na tak [idiota? Czy pijany?? MD] , ale ostatnio spadło do 50 proc., choć nadal jest na tak. Co jest tego powodem? Moja niedawna wizyta w Hiszpanii.

W samolocie lecącym do Alicante zastanawiałem się, czy oby rzeczywiście wystartowaliśmy z Warszawy, a nie z Kijowa. Mniej więcej dwie trzecie miejsc zajmowali Ukraińcy. Alicante to raczej destynacja turystyczna, nie należąca do najtańszych, ceny miejsc w hotelach, pensjonatach i mieszkaniach pod wynajem na liczącym 244 km wybrzeżu i plaży Costa Blanca są wyśrubowane, szczególnie w sezonie letnim. Nie należymy z żoną do biedaków, żyjemy na niezłym poziomie, ale gdyby nie nasza córka, która jest właścicielką apartamentu na Costa Blanca i dodatkowo sfinansowała nam bilety lotnicze, nie moglibyśmy sobie pozwolić na spędzenie dwóch tygodni w tak eksponowanym miejscu – do tego w szczycie sezonu.

Nie, żebym komukolwiek czegokolwiek zazdrościł, ale Polska otworzyła się na Ukraińców jak żaden inny kraj w UE, dając im pieniądze, bezpłatną służbę zdrowia poza kolejnością i wiele innych przywilejów, a okazuje się, że obywatele Ukrainy, rezydujący w naszym kraju, mają się finansowo lepiej niż wielu Polaków. Jestem z natury obserwatorem i nabrałem przeczucia graniczącego z pewnością, że ludzie w samolocie do Alicante z pewnością nie zaliczali się do grona bajecznie bogatych ukraińskich oligarchów, bądź ich bliskich rodzin.

Oligarchów zobaczyłem dopiero w Benidorm, gdzie mieszkaliśmy. Jest to jeden z największych i najpopularniejszych kurortów morskich w Hiszpanii, znany dzięki wspaniałym plażom oraz klubom nocnym. Część luksusowych limuzyn posiadała ukraińskie tablice, a najtańsza fura to porsche carrera. Większość Ukraińców jeździła jednak autami z wypożyczalni (mają specjalne oznakowania) i nie były to bynajmniej egzemplarze pierwsze lepsze z brzegu. W urodzinach ukraińskiego dziesięciolatka, wyprawianych w najbardziej luksusowej knajpie tuż przy plaży, biesiadowało kilkanaście osób – kobiet o upierścienionych dłoniach oraz młodych byczków obwieszonych złotymi łańcuchami ze złotymi roleksami na przegubach rąk. Był klaun, specjalne czarne stroje, a stół uginał się pod wyszukanymi potrawami i francuskimi szampanami. Przechodzący obok Hiszpanie i zachodni turyści z ciekawością patrzyli na ten spektakl dla bogaczy i zapewne nie mogli pojąć jak to jest – tam niby krwawa wojna, cały świat pomaga, śląc na Ukrainę kolejne setki miliardów dolarów, a tu ukraińskie byczki, zamiast bić się na froncie w Bachmucie, grzeją tyłki w hiszpańskim słońcu, zajadając ostrygi i homary popijając je francuskim szampanem.

Miałem ochotę podejść do nich i zapytać: „A wy co? Czemu nie jesteście na froncie? Przecież jest pełna mobilizacja i żaden mężczyzna w wieku poborowym nie ma prawa opuścić Ukrainy. Nie wyglądacie na chorych czy kontuzjowanych, a wręcz przeciwnie, więc w jaki sposób opuściliście ojczyznę, która została zaatakowana przez agresora”? Odpuściłem, bo nie marzyło mi się być znokautowanym.

Jednak nie sposób przejść spokojnie obok tego zjawiska. Prezydent Wołodymyr Ołeksandrowycz Zełenski od ponad roku jeździ na żebry do różnych zakątków świata i non stop apeluje o międzynarodową pomoc, ale wydaje się przymykać oczy na dezercję tysięcy Ukraińców w wieku poborowym, rozsianych po całej Europie i spokojnie patrzących jak ich mniej ustosunkowani i mniej zamożni rodacy wykrwawiają się na froncie. Wydaje się przymykać oczy na miliardy euro nielegalnie wywożone za granicę przez ukraińskich „biznesmenów”.

Ostatnio rozmawiałem z pewnym kolegą, który ma kontakty z warszawskim półświatkiem. Opowiedziałem mu, co widziałem, a on na to: „Tadziu, o czym ty mówisz? W ubiegłym tygodniu przyjechał Ukrainiec z bagażnikiem pełnym pieniędzy. Miał tam 50 milionów euro, same pięćsetki spakowane w „cegły” i okręcone w celofan. W życiu nie widziałem takiej kasy!”.

Za dawnych dobrych czasów uchylanie się od służby wojskowej w czasie wojny było karane bezwzględnym więzieniem. Przypomnę, że w czasie wojny wietnamskiej, w której to USA były agresorem, odmowę pójścia do wojska surowo karano i nie było obywateli uprzywilejowanych. Nawet tak kultowa postać jak Muhammad Ali (Cassius Clay), ambasador światowego boksu i mistrz świata, nie mógł liczyć na bezkarność. Ali inspirował Woody’ego Allena, Normana Mailera i wiele gwiazd muzyki pop, a sam wielki Miles Davis poświęcił mu jeden ze swoich utworów. Kiedy mistrz świata podarł kartę mobilizacyjną i odmówił wcielenia do armii, został pozbawiony mistrzowskiego tytułu, stracił paszport i został skazany na areszt domowy. Dzisiaj, mimo prowadzonej wojny obronnej i narodowej mobilizacji, byle ukraiński chłystek mający pieniądze, bądź układy może z łatwością uchylić się od służby wojskowej, nie trafić na front i wylegiwać się w ciepłych krajach.

Myślę, że polski rząd powinien podjąć pewne kroki, byśmy nie stali się dojną krową. Pomoc dla uchodźców z Ukrainy zdecydowanie tak, ale nie dla wszystkich. Musi być weryfikacja, podobnie jak winno być z programami socjalnymi typu 500+ czy dodatkowymi emeryturami. Tego typu świadczenia nie mogą obejmować wszystkich, powinny być kierowane wyłącznie dla osób i rodzin niezamożnych, które legitymują się skromnymi dochodami na pułapie określonym w ustawie. Jest czymś oczywistym, że ukraińskie kobiety i dzieci, starcy oraz osoby kontuzjowane i niepełnosprawne otrzymują pełny pakiet pomocy. To nasz obowiązek wobec walczącego na śmierć i życie sąsiada. Ale tysiące ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, rezydujących w Polsce, powinny być wzywane do urzędu w celu wyjaśnienia, w jaki sposób ludzie ci uniknęli mobilizacji i czemu nie walczą na froncie w obronie ojczyzny. Uważam, że wszystkim tym, którzy nie podadzą wiarygodnego powodu (ciężka kontuzja, konieczność specjalistycznego leczenia w sytuacji zagrożenia życia, opieka nad dziećmi, które są bez matki) powinno odbierać się prawo pobytu w Polsce. Ich miejsce jest dzisiaj w ojczyźnie, którą systematycznie rujnuje najeźdźca, a nie u nas, czy na zalanej słońcem plaży w Benidorm.

Ukraińcy przebywający w Polsce wygrali los na loterii, bo żaden inny kraj w UE nie otoczył ich tak troskliwą opieką, jak polski rząd. Rodzina 500+ to jedna z najpopularniejszych form pomocy finansowej. Mogą ją otrzymać obywatele Ukrainy lub małżonkowie z Ukrainy, którzy mają co najmniej jedno dziecko w wieku poniżej 18 lat. Dalej, jednorazowa pomoc finansowa w wysokości 300 zł udzielana jest każdemu Ukraińcowi, który po raz pierwszy przekroczył granicę z Polską począwszy od 24 lutego. Karta Dużej Rodziny to pomoc finansowa, która wspiera rodziny wielodzietne. Za pomocą tego programu można uzyskać zniżki w sklepach, na bilety kolejowe i w restauracjach. Program 400+ pomaga rodzicom, których dzieci przebywają w żłobku. Maksymalna wysokość tej pomocy to 400 zł miesięcznie. Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (RKO) to pomoc przeznaczona dla małych dzieci w wieku od 1 do 3 lat, dopłaty wynoszą od 500 do 1000 zł miesięcznie. Do tego dochodzą bezpłatny dostęp do służby zdrowia i własny PESEL, choć nie jest się obywatelem polskim. To naprawdę dużo.

Na koniec kilka słów o Hiszpanii i samym kurorcie morskim Benidorm na Costa Blanca, oddalonym o około 40 km od Alicante. Zadbane i bezpieczne miasto zlokalizowane między południowymi zboczami gór Sierra Cortina i Puig Campana a wybrzeżem Morza Śródziemnego, co daje wspaniały mikroklimat. Kapitalne plaże, liczące łącznie 5 km długości (Playa de Poniente, Playa de Levante i Playa de Mal Pas), uzupełniają trzy parki rozrywki Terra Mítica, Aqualandia i Mundomar. Na plażach hiszpańskich, w odróżnieniu od polskich nad Bałtykiem, panuje wzorowy porządek, a za nieprzestrzeganie przepisów nakładane są wysokie kary pieniężne. Nie ma grodzenia się, nie ma palenia tytoniu, nie ma słuchania głośnej muzyki. Ceny w hiszpańskich restauracjach, w odróżnieniu od polskich, dopasowane są do kieszeni przeciętnego konsumenta, dlatego życie towarzyskie toczy się w knajpach i pubach, a nie w domach. Hiszpanie są głośni, ale nie krzykliwi, uprzejmi dla turystów, ale bez przesady, otwarci na obcych, ale nie nachalni. Południowa Hiszpania to wymarzone miejsce do życia.

Powrót „świątecznego samobójcy” – i to w w Centralnym Biurze Śledczym Policji (CBŚP).

Tajemnicza śmierć funkcjonariusza CBŚP. Pracował przy śledztwie przeciwko bratu komendanta głównego policji

Sebastian Białach Piotr Halicki smierc-policjanta-pracowal-przy-sledztwie-przeciwko-bratu-komendanta

Ciało Pawła znaleziono w sadzie, niedaleko domu. Funkcjonariusz CBŚP wisiał na drzewie, na smyczy swojego psa. Jego rodzina i koledzy z pracy nie wierzą, że mógł sam targnąć się na życie. Policja i prokuratura od razu uznały jednak, że to samobójstwo. Ciało skremowano, nie przeprowadzając sekcji zwłok. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, Paweł pracował m.in. przy sprawie karuzeli vatowskiej, w którą zamieszany jest brat komendanta głównego policji. Ostatnio policjant czegoś się bał, a napisany w jego telefonie pożegnalny SMS do żony nigdy nie został do niej wysłany.

  • Jak mówią nasi informatorzy, policjant żalił się, że sprawa, w której występuje brat komendanta Szymczyka, miała być „ukręcana”
  • — Nigdy nie uwierzę w to, że on to sobie sam zrobił. To był bardzo dobry chłopak – mówi Onetowi matka zmarłego funkcjonariusza
  • Po śmierci mężczyzny jego ciało zostało szybko skremowane, bez przeprowadzenia sekcji zwłok. Choć stało się to za zgodą rodziny, ten wątek budzi duże kontrowersje
  • Pożegnalny SMS napisany rzekomo przez policjanta miał zostać zapisany jako wiadomość robocza w jego telefonie
  • Według naszych rozmówców nikt jej jednak nie widział w jego telefonie tuż po tym, gdy odnaleziono ciało mężczyzny i stwierdzono jego zgon

Tragiczna Wielkanoc

Niedziela, 9 kwietnia 2023 r. To miał być radosny, świąteczny dzień. W jednej z podkraśnickich miejscowości podobnie, jak w wielu domach w Polsce, trwały przygotowania do wielkanocnego śniadania. Paweł wstał wcześnie rano, by pomóc swojej matce. Napalił w piecu i chciał rozłożyć stół. Kobieta upierała się, że posiłek zjedzą w kuchni, ponieważ część rodziny i tak będzie nieobecna. Brat, który na co dzień mieszka za granicą, nie przyjechał, a teściowa się rozchorowała.

Paweł uznał, że w kuchni będzie im za ciasno. Przeniósł stół do salonu i go rozłożył, by wszyscy mogli wygodnie usiąść. Barszcz był już gotowy, ale Paweł chciał jeszcze wyjść z psem na spacer. Zrobił żonie kawę, założył kurtkę, wziął smycz i wyszedł z domu. Na odchodne rzucił, że zdąży wrócić przed śniadaniem.

Kilkadziesiąt minut później jednego z sąsiadów przeraził makabryczny widok. W sadzie, nieopodal domu Pawła, na ostatnim drzewie, wisiał człowiek. Kiedy chciał sprawdzić, co się stało, pies nie pozwolił mu podejść. Bronił dostępu do swojego pana. Mężczyzna rozpoznał w nim swego sąsiada. Od razu zadzwonił do jego rodziny. Na miejsce przybiegli najbliżsi, w tym matka. Natychmiast po odcięciu smyczy, na której wisiał, zaczęli reanimację. Ciało było jeszcze ciepłe, ale Paweł już nie żył. Na miejsce wezwano karetkę, jednak nie udało się go uratować.

Służba w „polskim FBI”

Paweł służył w policji od 2011 r. Od początku kariery był bardzo zaangażowany w swoją pracę. Uwielbiał swoje zajęcie — najpierw w Warszawie, potem w wydziale kryminalnym Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku, a na końcu w Centralnym Biurze Śledczym Policji (CBŚP). W sieci można znaleźć zdjęcia oraz artykuły z uroczystości, podczas których otrzymywał awans. Reprezentował też komendę m.in. podczas zawodów sportowych. Wyróżniał się, miał wyniki i dlatego go nagradzano.

We wrześniu 2022 r., już jako młodszy aspirant, rozpoczął pracę w Wydziale do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Ekonomicznej CBŚP w Lublinie. Był bardzo z tego zadowolony, bo ta formacja to elita, określana często mianem „polskiego FBI”.

— Cieszył się z pracy w CBŚP. Mówił, że pracują tam fajni ludzie. Narzekał tylko, że musi siedzieć przy komputerze. A on lubił pracę w terenie — mówi nam żona Pawła.

Po pewnym czasie zaczęły pojawiać się pierwsze problemy. Nie jest tajemnicą, że w CBŚP brakuje rąk do pracy. Roboty jest wiele, ale chętnych już niekoniecznie. Dlatego szybko nadeszły nadgodziny i praca do późna. Po kilku miesiącach entuzjazm zaczął się ulatniać. Jak się okazało, nie tylko z powodu nadmiaru zajęć.

Brat komendanta nie trafia za kratki

22 listopada 2022 r. grupa lubelskich funkcjonariuszy CBŚP dokonała zatrzymania trzech osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej wyłudzającej ze Skarbu Państwa miliony złotych na tzw. karuzeli vatowskiej. W ręce policjantów wpadli Arkadiusz K., Grzegorz K. i 49-letni Łukasz S. Jak się później okazało, trzeci z zatrzymanych jest bratem komendanta głównego policji gen. Jarosława Szymczyka.

W kilku niezależnych od siebie źródłach ustaliliśmy, że Paweł pracował przy tej sprawie. Był w grupie, która dokonała m.in. zatrzymania jednego z podejrzanych. Jego imię i nazwisko przewija się w aktach sprawy, którą prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie.

Nasze źródła w policji przekazały nam, że po kilku miesiącach Paweł zauważył, że w CBŚP jest coś nie tak. Jak mówią nasi informatorzy, mężczyzna żalił się, że sprawa, w której występował wspomniany brat komendanta, miała być „ukręcana”. Dlatego Paweł zaczął myśleć o powrocie do swojej poprzedniej pracy. — Opowiadał, że po kilku miesiącach miał już dosyć pracy w CBŚP. Mówił, że tam jest jedno wielkie matactwo. Dlatego chciał wracać do swojej poprzedniej komendy — słyszymy od osoby, która rozmawiała z nim na ten temat.

O sprawie Łukasza S. głośno zrobiło się w styczniu br., kiedy „Gazeta Wyborcza” opisała, że kompani 49-latka zostali tymczasowo aresztowani. Tylko brat komendanta głównego policji nie trafił za kraty. Według doniesień miał się za nim osobiście wstawić Jerzy Ziarkiewicz, szef Prokuratury Regionalnej z Lublina, który nakazał podwładnemu wycofać wniosek o areszt. Ziarkiewicz to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Zbigniewa Ziobry. To właśnie do niego trafiają trudne dla obozu rządzącego sprawy dotyczące m.in. afery hejterskiej oraz mec. Romana Giertycha.

— Wspominał, że przy sprawie brata Szymczyka działy się dziwne rzeczy, np. nagle doszło do zamiany sędziów. Musiał podpisywać pewne dokumenty i miał z tego powodu dyskomfort — mówi nam osoba, która dobrze znała Pawła. — Czegoś się bał. Nie chciał powiedzieć czego, ale to było po nim widać — dodaje kolejna.

Tajemnicza śmierć

O śmierci Pawła dowiadujemy się pod koniec kwietnia br. Nasze źródło w policji, które chce zachować anonimowość, przekazało nam, że funkcjonariusz CBŚP, który pracował przy sprawie brata komendanta policji, prawdopodobnie targnął się na swoje życie, ale wokół tego zdarzenia pojawia się wiele wątpliwości.

Nic nie wskazywało na to, że policjant może mieć myśli samobójcze. Przez kilka ostatnich tygodni przeprowadziliśmy wiele rozmów z osobami, które go dobrze znały i spędzały z nim mnóstwo czasu. Wszyscy zgodnie wskazują, że to był dla nich szok. Paweł miał dobrą pracę, dom, rodzinę i plany na przyszłość.

Żona wspomina: — Jesteśmy w trakcie remontu. Dzień wcześniej kładł gładź na ścianach, przygotowywał sałatkę i jajka na święta. Mieliśmy już zaplanowane wakacje. Znałam go. To była ostatnia osoba, po której mogłabym się spodziewać takiego ruchu. Kilka miesięcy temu nie chciał być na pogrzebie osoby, która popełniła samobójstwo, bo nie mógł patrzeć na cierpienie jego dzieci — mówi Onetowi.

Matka funkcjonariusza wzdycha ze łzami w oczach: — Nigdy nie uwierzę w to, że on to sam sobie zrobił. To był bardzo dobry chłopak. Wszystkim pomagał. Nikt nigdy źle o nim nic nie powiedział. Mam w sobie wielki ból, że nie zdążyłam mu powiedzieć, jak bardzo byłam dumna, że mam takiego syna.

SMS, który nigdy nie został wysłany

Z nieoficjalnych rozmów z funkcjonariuszami służb dowiadujemy się, że Paweł miał zostawić „list pożegnalny”, w którym wyjaśnił motywy swojego czynu. Miał powoływać się w nim na rzekomą chorobę. Policjant nie chciał podobno, by jego dzieci patrzyły na to, jak cierpi. List miał być zaadresowany do żony.

Jak ustaliliśmy, w rzeczywistości to nie był list, tylko SMS, który w dodatku nigdy nie został wysłany. Miał zostać zapisany jako wiadomość robocza w telefonie funkcjonariusza. Problem w tym, że — według naszych rozmówców — nikt tej wiadomości nie widział w jego telefonie tuż po tym, jak znaleziono Pawła i stwierdzono jego zgon.

Dziwne jest również to, że komórka była jedyną prywatną rzeczą zmarłego, którą zabrała policja. W domu została m.in. kurtka, w której Paweł tego dnia wyszedł z psem na spacer. Sam aparat znajdował się w rękach policji przez kilka tygodni. Rodzina nieoficjalnie dowiedziała się, jaka była treść SMS-a.

Wątpliwości budzi sama jego treść, która miała zostać napisana ogólnikowo i oschle, co było niepodobne do charakteru zmarłego. Są w nim zwroty, których nigdy nie używał.

Rodzina i najbliżsi podkreślają też, że nie widzieli żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej rzekomą chorobę zmarłego. Przypominają, że w pracy wciąż przechodził testy. Gdyby coś było nie tak, nie zostałby dopuszczony do służby.

— Nic nie wiem o żadnej chorobie. Nie widziałam żadnych dokumentów, nie brał żadnych leków. Wiedziałabym, gdyby coś takiego było — podkreśla żona Pawła.

Kremacja bez sekcji zwłok

Po śmierci Pawła jego ciało zostało szybko skremowane, bez przeprowadzenia sekcji zwłok. Wszystko odbyło się za zgodą rodziny, jednak — w przypadku śmierci funkcjonariusza CBŚP — prokuratura powinna zlecić sekcję, by wykluczyć wszystkie ewentualne wątpliwości. Tak się jednak nie stało.

Potwierdza nam to ekspert, z którym rozmawialiśmy. Nie przekazaliśmy mu szczegółów sprawy, tylko informację o śmierci funkcjonariusza CBŚP.

— Procedury nie regulują tego szczegółowo, nie ma ścisłego przepisu w kodeksie postępowania karnego, ale ze względów pragmatycznych, kiedy śmiercią samobójczą ginie policjant, zwłaszcza śledczy, to autopsja jest wymagana — mówi Onetowi sędzia Dariusz Mazur, karnista z krakowskiego Sądu Okręgowego.

— To się wydaje oczywiste. Tym bardziej kiedy okoliczności śmierci są podejrzane. A w przypadku policjanta w grę może wchodzić zarówno kwestia podporządkowania służbowego i jakiegoś potencjalnego mobbingu, jednak nie tylko — wskazuje. — Poza tym policjant zajmuje się sprawami karnymi i potencjalnie wielu osobom może zależeć, żeby przestał prowadzić ich sprawę. Śmierć policjanta, zwłaszcza śledczego, zawsze będzie podejrzana — zaznacza sędzia.

O opinię poprosiliśmy również Krzysztofa Parchimowicza, prezesa Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, od ponad 30 lat wykonującego zawód prokuratora. Jemu również nie przekazaliśmy szczegółów sprawy.

Standardowa praktyka w prokuraturze jest taka, że wykonuje się sekcję zwłok również tych osób, które nie są związane z policją czy organami ścigania. Robi się to nawet w sytuacji, gdy wszystko wskazuje na to, że śmierć była samobójcza. Prowadzi się wówczas postępowanie z art. 151 kodeksu karnego, czyli doprowadzenia człowieka do targnięcia się na własne życie, by ustalić, czy do śmierci mogły przyczynić się osoby trzecie. Efektem takiego postępowania może być wykluczenie udziału tych osób — mówi nam Krzysztof Parchimowicz.

— Formalnie dyspozycję o sekcji zwłok wydaje prokurator, który powołuje biegłego i potem bierze w niej udział. W sytuacji, kiedy rodzina tuż po zdarzeniu ma wątpliwości, że ktoś mógł targnąć się na życie, tym bardziej taką sekcję powinno się wykonać ze względu na hipotezę, że samobójcza śmierć może zostać upozorowana i że może to być efekt czyjejś zemsty, a w przypadku policjantów takie prawdopodobieństwo jest dużo większe. Opierając się na swoim doświadczenie, mogę stwierdzić, że prokuratury w przypadku nagłej śmierci są bardzo ostrożne i często zarządzają sekcję zwłok w takich przypadkach. Postępowanie, w którym odstąpiono od niej, jest niestandardowe — dodaje prokurator.

Śledztwo trwało zaledwie kilka dni

O wyjaśnienia w tej sprawie poprosiliśmy Komendę Główną Policji, Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Chcieliśmy się m.in. dowiedzieć, jakie czynności zostały wykonane, by wyjaśnić przyczyny śmierci funkcjonariusza i rozwiać wątpliwości, jakie ma jego rodzina i znajomi oraz dlaczego nie została wykonana sekcja zwłok. Zapytaliśmy też o pożegnalnego SMS-a i czy w ramach wyjaśniania sprawy badany był wątek pracy funkcjonariusza przy sprawie karuzeli vatowskiej z udziałem brata komendanta.

„Informujemy, że czynności w związku ze śmiercią funkcjonariusza wykonywała Prokuratura Rejonowa w Kraśniku. Jednocześnie informuję, że z naszych informacji wynika, że do śmierci nie przyczyniły się osoby trzecie, natomiast m.in. ze względu na dobro rodziny nie będziemy udzielać żadnych informacji dotyczących spraw prywatnych ani szczegółów postępowania” — czytamy w odpowiedzi przesłanej nam przez zespół prasowy CBŚP.

„Czynności w tej sprawie wykonuje Prokuratura Rejonowa w Kraśniku i zgodnie z przepisami (art. 156 kpk) tylko prokurator może informować o podejmowanych czynnościach procesowych. Jednocześnie z szacunku do zmarłego jak i Jego rodziny, mając na względzie dobro rodziny, nie komentujemy jak i nie udzielamy informacji odnoszących się do tej sprawy, zwłaszcza mających charakter prywatny” — pisze z kolei Biuro Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.

„Z posiadanych przez nas informacji wynika, że rodzinie udzielono wszelkiej możliwej pomocy, jak również posiada ona możliwość czynnego uczestniczenia w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę. Nieprawdą jest, że wskazany funkcjonariusz prowadził postępowanie przygotowawcze lub był członkiem grupy śledczej w sprawie, o którą Pan pyta” — dodaje KGP.

Policyjna centrala prostuje to, czego nie napisaliśmy. Powtórzmy — według naszych informacji nazwisko zmarłego tragicznie policjanta przewija się w aktach sprawy brata Szymczyka, bo wykonywał w niej czynności. Np. brał udział w zatrzymaniu jednego z podejrzanych o udział w tym przestępstwie. Nie znaczy to, że prowadził postępowanie przygotowawcze lub był w grupie śledczej rozpracowującej interesy brata Szymczyka i jego wspólników.

Prokuratura Rejonowa w Kraśniku przyznaje, że było prowadzone postępowanie w sprawie wydarzeń z 9 kwietnia br., ale trwało ono niezwykle krótko.— Postępowanie było prowadzone do dnia 14 kwietnia br. Tego dnia zostało umorzone — informuje zastępca Prokuratora Rejonowego w Kraśniku Mirosław Węcławski.

— Przypuszczam, że prokurator, który brał udział w oględzinach na miejscu zdarzenia, stwierdził, że nie ma przesłanek uzasadniających podejrzenie, że doszło do popełnienia przestępstwa. Gdyby takie podejrzenie istniało, to ciało zostałoby skierowane na sekcję zwłok. Nie powiem panu, czym się kierował prokurator — dodaje zastępca prokuratora rejonowego w Kraśniku. Jak przyznaje Węcławski, nie było szans, by w tak krótkim czasie przeprowadzono sekcję zwłok oraz zbadano wszelkie okoliczności, w tym przedmioty zmarłego.

Z kolei Prokuratura Okręgowa w Lublinie tłumaczy, że to policja badała zawartość telefonu. Potwierdza nam, że znalazła się tam wiadomość mająca związek ze śmiercią policjanta.— Z okoliczności ustalonych w trakcie śledztwa nie wynikało, aby śmierć mogła mieć jakikolwiek związek z pracą funkcjonariusza — zapewnia z kolei prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Parasol ochronny nad bratem komendanta policji

Przypomnijmy, sprawa udziału w tzw. karuzeli vatowskiej 49-letniego Łukasza S., brata komendanta głównego policji gen. Jarosława Szymczyka, wyszła na jaw na początku roku. Prowadzi on biznesy na Śląsku i w Warszawie. Jedna z firm, której jest głównym udziałowcem, zajmuje się handlem międzynarodowym, druga — sprzętem informatycznym i komputerowym. Służby zainteresowały się nimi dwa lata temu, kiedy zatrzymany został znajomy Łukasza S. — Arkadiusz K., przedsiębiorca ze Śląska, powiązany z blisko 20 firmami.

Oficjalnie sprowadzały towar z Chin, który miał następnie trafiać m.in. na Białoruś, Ukrainę i do Kazachstanu. Okazało się jednak, że to klasyczna karuzela vatowska. Elektronika, ubrania, sprzęt AGD i RTV formalnie opuszczały nasz kraj, a kupujący otrzymywał zwrot podatku VAT. Tyle że w rzeczywistości odbywało się to pomiędzy tymi spółkami. Arkadiusz K. okazał się mózgiem tej operacji, a po jego aresztowaniu Prokuratura Regionalna w Lublinie i agenci z lubelskiego CBŚP zatrzymywali kolejnych członków tej grupy przestępczej.

Tak dotarli do Łukasza S. W listopadzie ub.r. Prokuratura Regionalna w Lublinie postawiła mu pięć zarzutów, m.in. za udział w grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy, fałszowanie faktur vatowskich i oszustwa dotyczące mienia znacznej wartości. Wraz z nim zatrzymano dwóch jego kompanów. Jeden ma cztery zarzuty, drugi trzy.

Ostatecznie za kratami pozostali jednak tylko oni, choć prokuratura wystąpiła do sądu o aresztowanie całej trójki. Najpierw sędzia Wojciech Smoluchowski z Sądu Rejonowego w Lublinie nie wyraził na to zgody, a kiedy prokurator prowadzący sprawę odwołał się, za bratem Szymczyka miał się wstawić Jerzy Ziarkiewicz, prokuratur regionalny w Lublinie, który został nim za czasów PiS i nakazał prowadzącemu sprawę prokuratorowi wycofać wniosek aresztowy wobec niego.

Jak ustalił Onet, kilka tygodni temu sąd zdecydował, że wszyscy podejrzani o udział w grupie przestępczej pozostaną w areszcie. Jedyną osobą, która cieszy się wolnością, jest nadal Łukasz S. Jednak śledczy chcą od niego 1 mln zł poręczenia majątkowego. Podejrzany przelał na konto prokuratury jedynie część tej kwoty.

— Prokurator prowadzący postępowanie musi ocenić sposób zachowania się podejrzanego. Na pewno należy traktować to jako wyraz chęci wykonania postanowienia, ale to też zależy od tego, jakie są jego możliwości finansowe — podkreślał prok. Andrzej Jeżyński, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Łukaszowi S. groził ponowny wniosek o tymczasowy areszt, ale wszystko wskazuje na to, że i tym razem mu się upiecze. Śledczy uznali, że wpłacenie 400 tys. zł i ustalenie hipoteki na majątku podejrzanego na kwotę 600 tys. zł w zupełności wystarczy. Brat komendanta policji dalej będzie mógł przebywać na wolności.

Z uwagi na charakter sprawy nie podajemy prawdziwych personaliów zmarłego policjanta oraz nazwy jego rodzinnej miejscowości.