64 mln zł nagród i premii dano pracownikom oraz funkcjonariuszom MF. Zaś 15 mln zł osobom z kierownictwa.
I to za wprowadzenie m.in. nieudolnego „Polskiego ładu”.
Oczywiście MF tłumaczy się naiwnie, że to nie było za ten „ład”.
Polska i świat jest w kryzie ekonomicznym spowodowanym m.in. wysoką inflacją czy [wspieraniem. MD] wojną na Ukrainie. A władza jak zawsze przyznaje sobie milionowe nagrody. Miliony Polaków żyje w ubóstwie i ledwie wystarcza im pieniędzy na przeżycie, a władza żyje sobie w luksusach! Hańba!
W MSZ urzędnicy przyznali sobie „skromne” nagrody: W samym 2022 roku tych nagród było 27,5 mln zł.
MF – Pracownikom wypłacono premie i nagrody brutto w wysokości:
Flannery O’Connor (1925-1964), popularna amerykańska pisarka, która codziennie przed snem czytała fragment „Sumy teologii”, zwykła mówić, że wielkim problemem współczesności jest to, że myśl św. Tomasza z Akwinu przychodzi do nas „w złym opakowaniu”.
Zapewne nie jest to winą Akwinaty, który od wieków uchodził za wzór otwartości i odwagi myślenia, ale „łatki”, jaką dawniej i dziś próbuje mu się przyszywać, jako zdezaktualizowanemu filozofowi, którego najlepiej się wstydzić, bo przecież żył w rzekomo ciemnym średniowieczu. Dlatego z pewnością dla wielu może zabrzmieć to zaskakująco, ale jak wylicza prof. Enrique Alarcon, najczęściej cytowanym współcześnie myślicielem w tekstach filozoficznych publikowanych w prestiżowych czasopismach na świecie jest… nie Hegel, ani np. Heidegger, ale św. Tomasz z Akwinu i szeroko rozumiana tradycja arystotelesowsko-tomistyczna (to dane na podstawie bazy The Philosopher).
Dziwi zatem nadal podtrzymywany opór w pewnych kręgach przed św. Tomaszem, który to sprzeciw być może nie wypływa z merytorycznych racji, ale obawy przed tym, do czego może doprowadzić dopuszczenie Doktora Anielskiego do kolejnych aspektów życia. Swego czasu był przecież panaceum w największych kłopotach, takich jak choćby kryzys modernizmu na przełomie XIX i XX wieku, gdy lansowano przekonanie, że wszystko jest subiektywne i względne, zależne od „odczucia”, a z obiektywnymi prawdami należy się na zawsze pożegnać. Papież Leon XIII, można by tak powiedzieć, sięgnął wówczas po najgłębsze zasoby i zachęcił do studiowania św. Tomasza, który był ostatnią deską ratunku, że się uda uporządkować myślenie.
Dlaczego jednak ten dominikanin z XIII wieku był i jest nadal tak zwalczanym?
Być może odpowiedź nie kryje się jedynie w samych odpowiedziach na problemy, jakich udzielił w swoich czasach (skądinąd nadal inspirujących i aktualnych), ale nade wszystko w szkole myślenia, jaką zainicjował. Akwinata, autor „Sumy teologii”, komentarzy do Pisma Świętego, Arystotelesa, kwestii dyskutowanych, to człowiek syntezy. Pokazuje, że chrześcijaństwo to nie jest ‘meteoryt’, który nagle pojawia się na niebie, ale wyczekiwana i zbawienna synteza ludzkich poszukiwań i światła Bożego.
Pokazuje, że chrześcijaństwo to nie kwestia arbitralnych decyzji, ale wynikających z siebie konsekwencji. Tymczasem wielu dziś próbuje pokazywać „na wyrywki” doktrynę chrześcijańską: oddzielać obronę życia, wartości od treści wiary, a przecież jedno z drugiego wynika. Nie mogę wziąć z chrześcijaństwa jednego (np. troskę o środowisko naturalne), a pominę drugie (np. szacunek dla życia od poczęcia). Dlatego tworzenie „Sumy teologii” to przedsięwzięcie, które pokazuje, ze chrześcijaństwo jest spójne, wiarygodne, że obejmuje całość życia społecznego, moralnego i że z tego jak wierzysz wynika to jak żyjesz.
W przyswajaniu sobie myśli Tomasza z Akwinu nie chodzi zatem o archeologię, niczym o dawne wykopaliska intelektualne, realizowane po to, aby się przekonać jak to dawniej ludzie myśleli, że była jakaś epoka potęgi i chwały, a teraz to już gorzej. Tomasz z Akwinu, który niestety jest bardziej ceniony poza Polską niż w naszej ojczyźnie, gdzie ciągle jeszcze – nie wiedzieć czemu – musimy uzasadniać, dlaczego zajmować się jego myślą, podczas, gdy cały świat nie ma takich pytań, po prostu docenia jego wielkość, ten św. Tomasz nie daje gotowych odpowiedzi. Jest dla wielu niebezpieczny – tak mi się wydaje – ponieważ uczy myśleć po katolicku, to znaczy według całości. Zachęca, aby uczyć się argumentacji, szukania racji i uzasadnień. Wydaje mi się, że tego naszemu katolicyzmowi dziś bardzo potrzeba. Mówiąc konkretnie: nie tylko przekonania, że trzeba chodzić do kościoła, żyć Ewangelią, ale także dlaczego warto chodzić do kościoła i żyć tą Ewangelią.
Tym bardziej więc cieszy, że zaczyna się projekt wydawania wszystkich dzieł św. Tomasza (www.akwinata.net), jakiego podjęły się Instytut Tomistyczny w Warszawie, Fundacja Pro Futuro Theologiae oraz Wydawnictwo „W drodze”. Warto mieć pod ręką kolejne polskie tłumaczenia (dostępne także w wersji online, bezpłatnie), aby choćby czytać Biblię z Tomaszem i uczyć się kultury intelektualnej, jaką chrześcijaństwo zawsze zostawia: szukania podstaw i racji utrzymywanych poglądów.
To musi być bardzo niebezpieczne dla efemerycznej kultury, która stawia na „wrażenia”, relatywizując wszystko wokół. To inny świat, z którego nie warto dać się wypchnąć, bo to jedyny realny świat (nawet jeśli reklamy czy komentarze na Facebooku mówią inaczej). Warto tam być i tego uczy św. Tomasz z Akwinu.
W najnowszym filmie nagranym ukrytą kamerą, opublikowanym przez organizację Project Veritas, pracownik naukowy firmy Pfizer przyznał, iż firma pracuje nad mutowaniem wirusa SARS-CoV-2, wywołującego COVID-19, aby badać i rozwijać szczepionki pod przyszłe epidemie.
Jordon Trishton Walker, dyrektor ds. badań i rozwoju operacji strategicznych ds. mRNA w firmie Pfizer powiedział „Jedną z rzeczy, które badamy, jest to, dlaczego po prostu sami nie zmutujemy wirusa, abyśmy mogli tworzyć zapobiegawczo i rozwijać nowe szczepionki, prawda? Więc musimy to zrobić. Jeśli jednak mamy to zrobić, należy sobie wyobrazić zaistnienie ryzyka, że nikt nie będzie chciał [tolerować] firmy farmaceutycznej, która będzie mutowała pieprzone wirusy”.
Dalej Walker opisał, iż firma mutuje wirusa a sam COVID-19 powstał prawdopodobnie w laboratorium: „Nie mów nikomu. Obiecaj, że nikomu nie powiesz. Sposób, w jaki [eksperyment] by działał, polegałby na tym, że umieszczamy wirusa w małpach i sukcesywnie powodujemy, że zarażają się nawzajem, i pobieramy od nich seryjne próbki”. „To musi być bardzo kontrolowane, aby upewnić się, że ten wirus, który zmutujesz, nie stworzy czegoś, co po prostu wydostanie się wszędzie. Podejrzewam, że jest to sposób, w jaki wirus zaczął się w Wuhan, szczerze mówiąc. To nie ma sensu, że ten wirus pojawił się znikąd. To bzdura”.
W innym fragmencie nagrania Walker dodaje: „Z tego, co słyszałem, oni [naukowcy Pfizer] optymalizują [proces mutacji koronawirusa], ale posuwają się powoli, ponieważ wszyscy są bardzo ostrożni – oczywiście nie chcą go zbytnio przyspieszać. Myślę, że po prostu próbują to zrobić jako rzecz badawczą, ponieważ oczywiście nie chcesz głosić, że zastanawiasz się nad przyszłymi mutacjami”.
Walker powiedział również dziennikarzowi Projectu Veritas, że COVID-19 odegrał kluczową rolę w niedawnym sukcesie biznesowym firmy Pfizer: „Częścią tego, co oni [naukowcy Pfizera] chcą zrobić, jest do pewnego stopnia próba zrozumienia, jak powstają te wszystkie nowe szczepy i warianty. To tak, jakby próbować je złapać, zanim się pojawią, i możemy opracować szczepionkę profilaktycznie, na przykład dla nowych wariantów. Dlatego lubią robić to pod kontrolą w laboratorium, gdzie mówią, że to nowa determinanta antygenowa, więc jeśli się później pojawi w wiadomości publicznej, to będziemy już mieli działającą szczepionkę”.
W filmie Walker podkreśla, że taki model biznesowy i eksperymenty z nowymi wariantami dadzą firmie zyski jeszcze przez wiele, wiele lat.
Orbán: kraje, które wysyłają Ukrainie broń, stają się uczestnikami konfliktu
Węgry prowadzą mądrą i ostrożną politykę, próbując w miarę możliwości zdystansować się od konfliktu na Ukrainie i ochronić swój kraj przed nadciągającymi katastrofalnymi skutkami wikłania się w konflikt o obce interesy.
W odpowiedzi na wypowiedź niemieckiej minister spraw zagranicznych, Annaleny Burbock, która mówiła, że kraje europejskie „prowadzą wojnę z Rosją”, a jednocześnie z niemieckiego MSZ wyszło zaprzeczające oświadczenie mówiące, że poparcie Ukrainy nie czyni Niemiec jedną ze stron konfliktu, głos zabrał węgierski przywódca.
„Kraje, które wysyłają broń na Ukrainę, stają się stronami konfliktu, bez względu na to, co mówią ich politycy” – powiedział premier Viktor Orbán.
„Kto z kim jest w stanie wojny, nie jest kwestią oświadczeń. Jeśli wysyłasz broń, jeśli finansujesz roczny budżet jednej z walczących stron, w perspektywie wysyłasz nową, jeszcze nowocześniejszą broń, to możesz mówić, co chcesz, ale bierzesz udział w wojnie” – powiedział Orbán na antenie radia Kossuth.
Prowadząc mądrą, stabilizującą i pokojową politykę, Węgry równocześnie stwierdziły, że zawetują unijne sankcje przeciwko rosyjskiej energetyce atomowej.
„Nie pozwolimy na realizację planu objęcia sankcjami energetyki jądrowej. To nie wchodzi w grę” – powiedział węgierski premier.
Według doniesień, dwa najbardziej podburzające do rozszerzenia się konfliktu zbrojnego państwa – Polska i Litwa, chciałyby nałożenia przez Unię Europejską sankcji na rosyjski sektor nuklearny.
Trzeźwo patrząc na globalne przyczyny konfliktu na Ukrainie, premier Orbán powiedział również w radiu Kossuth, że na konflikcie na Ukrainie zdecydowanie skorzystały Stany Zjednoczone, natomiast Europejczycy są głównymi przegranymi w sensie ekonomicznym.
„Ofiarami złej polityki sankcji i wojny są Europejczycy. Ameryka zdecydowanie wygrywa wojnę, Europa zdecydowanie ją przegrywa. Dla Rosji wciąż jest dyskusyjne, czy teraz wygrywają, czy przegrywają, ale jeśli chodzi o pieniądze, to nie tracą aż tak wiele… W ogóle, w sensie ekonomicznym, można śmiało powiedzieć, że jedynym, a raczej największym przegranym w tym całym konflikcie, który się toczy, jest Europa.” – powiedział Orbán.
Poszerzając wypowiedź premiera Orbána o przegrywającej Europie, należy z wielkim bólem, lecz w pełni obiektywnie dodać, że największym przegranym w przegrywającej Europie jest Polska, której kierownictwo – oraz niemal całe zdezorientowane propagandą społeczeństwo – dąży do samozagłady w imię obcych interesów.
Oprac. www.bibula.com 2023-01-27 na podstawie 1, 2, 3
Jeden z kierowników Pfizera wyznał dziennikarzowi w wywiadzie, że jego firma generuje nowe mutanty wirusa covid, żeby potem produkować pseudo szczepionki na tego wirusa. Wyznał cynicznie i nonszalancko (śmiejąc się), że strategia wytwarzania nowych odmian wirusów i wywoływania pandemii to dla Pfizera „dojna krowa”, która przynosi rocznie wielomiliardowe zyski. Przyznał, że to oczywiście nie spodoba się ludziom, ale Pfizera i rząd to nie obchodzi, bo jest to ich najbardziej zyskowny model biznesowy, a urzędnicy rządowi wyznaczeni do kontrolowania firm farmaceutycznych i ich produktów są totalnie skorumpowani, gdyż po skończeniu pracy w rządzie mają zapewnione intratne stanowiska w koncernach wielkiej farmacji. https://www.projectveritas.com/news/pfizer-executive-mutate-covid-via-directed-evolution-for-company-to-continue/
Poniższy wykres ilustruje liczby tygodniowych zgonów w Polsce w latach 2018-2022. W końcu 2022 liczby zgonów znów wzrosły (czerwona linia) z poniżej 8000 do blisko 11000. Prawdopodobnie to skutek pobrania przez kilka milionów ludzi kolejnych „przypominających” dawek ludobójczych zastrzyków covid, często w połączeniu ze szczepionkami grypowymi.
Mamy tu też do czynienia z nasilonym umieraniem w wyniku opóźnionych powikłań i chorób poszczepiennych osób wcześniej zastrzykniętych tymi preparatami. Wygląda, że periodyczne wzrosty zgonów będą się powtarzać tak długo, póki nie wymrą naiwni amatorzy zabójczych covidowych preparatów.
Przeciwko dialektyce. Opanowanie inteligenckich zawodów przez wykształciuchów.
Izabela Brodacka 28. I. 2023.
W czasach realnego socjalizmu popularne były w Polsce „odpowiedzi radia Erewań” czyli anegdoty lepiej opisujące komunistyczną rzeczywistość niż najbardziej wnikliwe analizy socjologiczne. Nie mogę się oprzeć pokusie zacytowania jednej z nich i to po rosyjsku bo tylko w tym języku ma właściwy smak.
Na marginesie. Pisałam ostatnio o formowaniu psychozy tłumu. Stosunek do Rosji i do Putina jest tego najlepszym przykładem. Nikt z nas nie ma i nigdy nie miał wątpliwości co do złowrogiej roli jaką odgrywa ten człowiek we współczesnym świecie. Jednak dopiero gdy zadekretowano nienawiść do Rosji i do Putina szerokie masy ogarnęła autentyczna psychoza. Odwołuje się nawet koncerty muzyki rosyjskiej. Zastanówmy się – czy zbrodnie Hitlera unieważniają muzykę Bacha? Dobrze, że program dokumentalny „Nasz człowiek w Warszawie” pokazał jaki stosunek do Putina mieli nasi prominentni politycy choćby po katastrofie smoleńskiej czy nawet po zajęciu Krymu i rosyjskich zbrodniach popełnianych w Czeczeni. A teraz im się odmieniło i śledzą z gorliwością Inkwizycji odstępstwa od zadekretowanej i powszechnie kultywowanej nienawiści do wszystkiego co rosyjskie.
Wracając do radia Erewań. Słuchacz zadaje pytanie: будут ли при коммунизме деньги? I odpowiedź: югославские ревизионисты утверждают, что будут. Китайские догматики утверждают, что нет. Мы же подходим к вопросу диалектически: у кого будут, а у кого и нет. Dla nie znających języka tłumaczę: czy w komunizmie będą pieniądze? – jugosłowiańscy rewizjoniści twierdzą, że będą. Chińscy dogmatycy twierdzą że nie. Natomiast my podchodzimy do tego problemu dialektycznie: jedni będą mieli pieniądze a inni nie.
Kulturowy marksizm, który zwyciężył prawie na całym świecie uprawomocnił i upowszechnił dialektyczne podejście do wszelkich zagadnień. Na przykład w Niemczech pięć elektrowni węglowych ma obecnie zgodę Unii Europejskiej na eksploatację podczas gdy Polska ma realizować agendę pełnej dekarbonizacji. To przecież proste. Hадо смотреть диалектически.
Jak donoszą media, w Stanach Zjednoczonych już kilkadziesiąt osób zmarło z zimna. Nie ma najmniejszego znaczenia, że tak naprawdę osoby te zamarzły w swoich mieszkaniach i w swoich samochodach. I tak wszystkiemu okazuje się winne globalne ocieplenie. Podobnie jak za śmierć na zawał, rozlany wyrostek, czy krwotok nie wini się lekarzy, którzy pod pretekstem pandemii bezdusznie odmówili chorym pomocy lecz obwinia się wyłącznie przeciwników szczepień i niezaszczepionych. Podobnie jak za spadek mleczności krów w średniowieczu odpowiadały wyłącznie czarownice, w hitlerowskich Niemczech wszystkiemu byli winni Żydzi, a głód na Ukrainie wywołali nie stalinowcy enkawudziści zabierający chłopom ziarno siewne lecz kułacy.
W kwestii globalnego ocieplenia udało się wywołać klasyczną psychozę tłumu. Społeczeństwa ustami swoich przedstawicieli godzą się na takie absurdalne pomysły jak choćby likwidację do 2035 roku samochodów spalinowych. Godzą się również na ETS czyli Emission Trading System (system handlu emisjami dwutlenku węgla) który jest poważnym krokiem na drodze do stworzenia systemu „kredytu społecznego”. System ten jest klasyczną piramidą finansową powodującą drastyczny wzrost cen energii, a pośrednio wszelkich innych cen, zubożenie społeczeństw i inflację.
Nie zwraca się uwagi na fakt, że udowodniona korupcja zatacza w instytucjach UE coraz szersze kręgi. Nikt nie komentuje zjawiska wyjątkowej aktywności w agendach UE lobbystów propagujących samochody elektryczne. Skuteczność zainstalowania w społeczeństwie zarówno psychozy globalnego ocieplenia jak i leku przed pandemią wymaga jednak istnienia w tym społeczeństwie pożytecznych idiotów. Termin pożyteczny idiota (полезный идиот) przypisuje się Leninowi, który określał tym mianem zachodnich dziennikarzy i intelektualistów rozpływających się w zachwytach nad ZSRR. Pożytecznych dla nowych totalitaryzmów idiotów w naszym społeczeństwie też nie brakuje. Wystarczy przypomnieć powielaną przez znaną polityk teorię przyczyn wyginięcia dinozaurów, wprowadzone przez innego polityka święto sześciu króli oraz liczne wypowiedzi aktorek na tematy historiozoficzne, religijne a nawet przyrodnicze. Sama słyszałam pewną damę roztkliwiającą się nad losem białych niedźwiedzi, którym rzekomo brakuje do szczęścia mrozu. Nie rozumie ona, że biały niedźwiedź jako gatunek znalazł sobie w surowych warunkach niszę ekologiczną ale przymarzanie tyłka do gruntu nie jest największą rozkoszą, ani podstawową potrzebą tych zwierząt.
Inwazja powielanych w publicznym dyskursie bredni to rezultat opanowania inteligenckich zawodów przez wykształciuchów. Termin wykształciuch (образованщина) wprowadził Aleksander Sołżenicyn a jego polską wersję zaproponował Romna Zimand. Wykształciuch to człowiek z formalnym wykształceniem lecz słaby intelektualnie oportunista skłonny popierać każdą zadekretowaną przez władze bzdurę. W USA nawet wyjątkowo surowa obecnie zima nie otrzeźwiła głosicieli religii walki z globalnym ociepleniem. Naszych pożytecznych idiotów nie przekonuje rosnąca liczba bezdomnych zamarzniętych na działkach i w piwnicach. Ciekawe czy obecne problemy z ogrzaniem domów i mieszkań spowodowane instalowaniem w kraju zielonego ładu otrzeźwią rodzimych idiotów zatroskanych o białe niedźwiedzie, topniejące lodowce i ginące na Grenlandii porosty.
Pozwolę sobie sformułować następującą tezę. Nawroty totalitaryzmu to zjawisko okresowe, to okresowo pojawiająca się choroba ludzkości. Co kilkadziesiąt lat ludzkość miota się w niszczących wszystko paroksyzmach. Niszczących gospodarkę, substancję materialną a przede wszystkim ludzi, ich relacje, ich etykę i kulturę. Zawsze odbywa się to pod pretekstem walki o lepsze jutro, o czyste powietrze, o równość, sprawiedliwość czy inne szlachetne lecz utopijne cele. Zawsze nowy porządek wdraża się przemocą i tylko nieliczni rozpoznają wczesne symptomy tej groźnej choroby. Jednym z najważniejszych jej symptomów jest dialektyczne traktowanie ludzi i ich praw.
Jak zwalczać mamy zmysłowość, co ma czynić wola aby nabyła cnoty.
Ks. Wawrzyniec Scupoli
Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (5)
Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.
ROZDZIAŁ XII. Dwie są wole w człowieku, co wzajem między sobą walczą
Dwie człowiek ma wole, wyższą i niższą. Pierwszą którą inaczej i powszechnie rozumną zowiemy, drugą która nazwę chuci, ciała, zmysłowości, namiętności nosi. Jednakże, jak człowiekiem jest właściwie ten tylko co rozum posiada, tak wola nie jest jeszcze wolą, kiedy tylko same zmysły uczuwają jakieś wzruszenie i popęd, a wyższa rozumu część na to nie zezwala, owszem, najwyraźniej się opiera.
Cała przeto utarczka duchowa na tym się zasadza, że rozumna wola człowieka ma ponad sobą wolę Boską, pod sobą chuci zmysłowe; znajduje się niby w środku i z dwóch stron jednocześnie pociąganą bywa; z jednej strony Bóg, z drugiej ciało przynęca ją bezustannie do siebie, niczego nie pomijając aby ją pozyskać sobie. Ta właśnie walka rodzi nie do opisania trudności w osobach, które w młodzieńczym wieku zaciągnąwszy występne nałogi, pragną później zmienić życie, poskromić ciało, zerwać węzły z światem i poświęcić się całkowicie Panu: wola ich naraz gwałtownie naciskaną bywa, już przez wolę Boską, już przez chuci zmysłowe; gdziekolwiek się zwrócą, z trudnością oprzeć się im przychodzi porywającym ich ponętom.
Taka walka nie przydarza się tym, co już przez długi czas i powtarzanie nabyły, czy to świętego do cnoty nawyknienia, czy też złego do występku nałogu, którzy w swym nazwyczajeniu się pozostać pragną: dusze albowiem święte zgadzają się we wszystkim z wolą Boga; a nałogowcy występni, nurzają się bezustannie w zmysłowości.
Nie wyobrażaj jednak sobie synu, abyś mógł nabyć cnotę i służyć jak się należy Bogu, jeśli nie masz mocnej, jakby żelaznej woli, zadania sobie wszelkiego gwałtu, pokonania wszelkich trudności, jakie byś napotkał w wyrzeczeniu się wszelkich przyjemności świata wielkich lub małych, do których czujesz jakiś popęd występny.
Stąd pochodzi, że mało jest osób co dosięga znakomitego stopnia doskonałości; przezwyciężywszy bowiem największe trudności, tracą odwagę, przestają zwyciężać się dalej, chociażby już tylko lekkie mieli natarczywości do zwalczenia, słabe resztki własnej woli do pokonania i niektóre wielkie żądze do potłumienia, a które nie zwalczone zupełnie, wzmacniają się z dniem każdym i zawładną na powrót całkowicie duszą.
I tak, jest wielu, którzy nie naruszają dobra cudzego, ale chciwie są przywiązani do swego. Nie używają środków niegodnych do zjednania sobie czci i honorów świata; ale nie tylko od nich nie usuwają się jakby należało, owszem, pragną ich i starają się o nie innymi drogami, które się im godziwe wydają. Zachowują posty nakazane, ale lubią żyć wytwornie, dogadzać sobie w pokarmach. Żyją czysto, wstrzemięźliwie, ale nie odmawiają sobie niektórych przyjemności i zabaw, co im są na przeszkodzie do wielu ćwiczeń duchowych, do zjednoczenia się wnętrznego z Bogiem.
Wszystko to są rzeczy niebezpieczne, a niebezpieczniejsze dla tych, którzy żadnych stąd smutnych nie obawiają się następstw, potrzeba zatem użyć wszelkich możliwych starań aby ich unikać, inaczej zawsze do spraw naszych mieszać się będzie oschłość i niedoskonałość, miłość własna, wzgląd ludzki, wewnętrzne zachcenia, zarozumienie, żądza okazania się i pozyskania poklasku świata. Ci, co mało na to zwracają uwagi, nie tylko żadnego na drodze cnoty nie czynią postępu, ale cofają się jeszcze, wystawiają się na dawniejsze upadki, wyraźnie bowiem nie starają się o gruntowną cnotę, mało sobie ważą łaskę, jaką im Bóg udzielił do zwalczenia panowania szatana, nie poznają nawet złego w jakim zostają stanu, i tak żyją w ułudnym spokoju i w urojonym bezpieczeństwie.
Ułuda takowa tym więcej obawy jest godna, że nie tak łatwo poznać ją można. Ileż jest osób przedsiębiorących życie duchowe, które bardzo siebie miłując, jeżeli to tylko miłością nazwać można, wybierają sobie takie ćwiczenia co im się najwięcej podobają, odrzucają inne które im nie przypadają do smaku, które naruszają, drażnią ich skłonność wrodzoną, które właśnie służą do potłumienia ich zmysłowych namiętności, przeciw którym wszelkie siły w walce duchowej zwrócić winni. O jakże silnej zachęty i pobudki potrzeba, aby takowe osoby nie zrażały się, owszem zamiłowały te pierwsze trudności, jakie napotykają do zwalczenia; bo na tym właśnie wygrana zawisła; im więcej uzbroimy się w odwagę do przełamania tych pierwszych przeszkód, jakie na drodze do cnoty natrafiamy, tym prędsze, tym pewniejsze będzie zwycięstwo. A jeśli tak przygotują się na wszelkie trudy w utarczce i do niej szczerze się wezmą, jeśli nie wyglądając zaraz zwycięstwa i owoców jego, jakimi są cnoty, mężnie walczyć będą, prędzej jeszcze i pewniej pozyskają skutek przedsięwzięcia swego.
ROZDZIAŁ XIII. Jak zwalczać mamy zmysłowość, co ma czynić wola aby nabyła świętego cnoty nałogu
Kiedy uczujesz synu, że Bóg i ciało jakby w walce, pragną wzajem zawładnąć twym sercem, następujących chwytać się masz środków, abyś nakłonił zwycięstwo na stronę Boga.
1. Kiedy pierwsze poruszenia chuci zmysłowych powstają przeciw rozumowi, zaraz usiłuj je potłumić, aby broń Boże, wola na nie nie przyzwoliła.
2. Raz potłumiwszy te poruszenia, możesz pozwolić aby odżyły, odnowiły się w duszy, abyś jeszcze silniej niż poprzednio na nie uderzył i one zupełnie zwalczył.
3. Dobrze by było, abyś i po raz trzeci wywołał je do walki, abyś nawykł z męstwem i pogardą one odrzucać. Uważ jednak dobrze, że tych dwóch sposobów odżywiania w umyśle swoim własnych namiętności, nie masz wcale używać pod względem chuci cielesnych, o których oddzielnie mówić będziemy.
4. Na koniec, ważną jest rzeczą, abyś wzbudzał w sobie akty cnót przeciwnych tym nałogom występnym, których pozbyć się zamierzałeś. Następujący przykład lepiej cię o tym objaśni.
Przypuszczam, że jesteś wzruszony niecierpliwością. Wnijdź zaraz w siebie samego i przypatrz co się wewnątrz ciebie dzieje, ujrzysz, że trapiące cię niezadowolenie, co powstało w niższej części duszy, usiłuje dosięgnąć woli i zawładnąć tą wyższą rozumną częścią duszy. Podług przeto pierwszego wyżej wskazanego prawidła, przyłóż wszelkiego możebnego starania, abyś powstrzymał taki zapęd, aby wola nakłonić się nie dała. I później jeszcze miej się na baczności, nie przestawaj ścierać się z wrogiem dopóki tenże pokonany, niby zamordowany, całkowicie nie podda się, nie ulegnie rozumowi. Zastanów się jednak dobrze nad zdradliwą zasadzką złego ducha. Kiedy postrzeże, że mężnie odpierasz gwałtowne namiętne napady, on sam nie tylko przestanie je rozniecać w sercu, ale nawet rozniecone będzie usiłował na pewien czas przytłumić. Albowiem jego jest zamiarem przeszkodzić, abyśmy przez silny odpór nie nabyli cnoty przeciwnej owemu nałogowi; jego następnie jest zamiarem, natchnąć w nas uczucie próżnej pychy, wprowadzić nas w uprzedzenie, że na kształt dzielnych szermierzy, w krótkim czasie zwalczyliśmy wroga. Potrzeba zatem abyś raz jeszcze wyszedł do walki, abyś przywiódł sobie na pamięć przyczyny które spowodowały niecierpliwość i zamieszanie; a kiedy one zaczną znowu wzruszać niższą część duszy, wtenczas użyj wszelkiej potęgi woli dla ich zupełnego stłumienia.
Ponieważ jednak mimo wielkiego wysilenia na odparcie wroga, z tej nawet pobudki, że to się podoba Bogu, uczynionego, jeszcze nie możesz być zupełnie pewnym zwycięstwa stanowczego, od ułudy wolnego, jeszcze więc raz wystąp do walki przeciw występkowi którego się pragniesz pozbyć, i obudź w sobie przeciw niemu nie tylko niechęć, ale jeszcze cały wstręt i pogardę.
Na koniec, nie dosyć jest zwalczyć wroga, potrzeba jeszcze duszę przezeń napastowaną, przyozdobić cnotą, nabyć świętego cnoty nałogu, a to przez wzbudzenie w sobie aktów przeciwnych swej nieporządnej zwalczonej namiętności. Na przykład: jeśli chcesz nabyć prawdziwej łagodności, słodyczy, w zdarzeniach powodujących naszą niecierpliwość, która stąd pochodzi, że nami gardzą, wówczas nie wystarcza użycie wskazanego dopiero oręża, nie wystarcza wielokrotne potłumienie natarczywej pokusy, ale potrzeba jeszcze umiłować pogardę, którą nam wyrządzają, potrzeba, abyśmy pragnęli często w tenże sam sposób, i przez też same osoby być wzgardzonymi, potrzeba, abyś silnie postanowił daleko większe pogardy znieść w cierpliwości.
Przyczyna zaś dla której bez wzbudzania w sobie takich aktów, przeciwnych występkowi jaki zleczyć pragniemy, nie możemy udoskonalić się w cnocie, jest jasna; wszystkie bowiem inne akty choćby bardzo skuteczne, i w wielkiej czynione liczbie, nie będąc zastosowane, nie wyniszczą zła aż do korzenia; nie zmieniając przeto przykładu, powtarzamy dalej, że chociażbyś nie zezwalał na poruszenia niechęci i gniewu który się obudza gdy ci ubliżają i tobą gardzą, a nawet potłumiał one w sposobie przez nas przywiedzionym, wiedz zawsze, że, jeżeli nie zamiłujesz wzgardy, jeśli ona nie stanie się dla ciebie przedmiotem radości, nigdy nie dojdziesz do wykorzenienia z serca nałogu niecierpliwości, która widocznie stąd powstaje, że się lękasz być wzgardzonym od świata, że masz chętkę niezłomną pozyskiwania jego względów i szacunku.
Tak jest, nie spodziewaj się nigdy posiadać trwałej cnoty, jeśli przez często powtarzane tychże samych cnót akty, nie wyniszczysz w sobie zdrożności im przeciwnych. Powiadam, przez często powtarzane akty, albowiem jako przez częste grzechy nabywamy ich nałogu, tak znowu przez częste tylko powtarzane ćwiczenia cnoty, przychodzimy do nabycia świętego nałogu, któryby był i doskonałym i żadnego nawet cienia nie zostawił występku. A nawet więcej potrzeba dobrych ćwiczeń do nabycia świętego w cnocie nałogu, aniżeli grzechów do złego w występku nawyknienia; bo zepsuta natura nasza więcej jest skłonna do złego, niż do cnoty.
Uważ dalej, ponieważ cnota jakiej pragniesz, nabywa się przez zewnętrzne ćwiczenia odpowiednie wewnętrznemu usposobieniu serca; a tak co się tyczy cierpliwości winieneś nie tylko z całą słodyczą i miłością rozmawiać z osobami, które tobie w jaki bądź sposób zawiniły, ubliżyły, lecz jeszcze czynić im wszystkie możliwe przysługi; a chociaż te zewnętrzne okazy miłości zdadzą się tobie maluczkie i słabe, i chociażby z największym przychodziły ci opieraniem się wewnątrz natury, nie zaniedbuj ich wcale, one bowiem, jakkolwiek wątłe a może i trudne, utrzymają cię w walce, i posłużą do odniesienia zwycięstwa.
Czuwaj pilnie nad wewnętrznym poruszeniem serca, nie przestawaj na potłumieniu najgwałtowniejszych namiętności, wyniszczaj je aż do najdrobniejszego zarodu, bo te na pozór drobne skłonności, są zwykle usposobieniem do innych, z których na koniec sam nałóg powstaje. Ileż osób co zaniedbały poskromić swe namiętności w lekkich i drobnych rzeczach, chociaż mężnie zwalczyły wszelkie wybuchy chuci nieporządnych, w chwili kiedy się najmniej spodziewały, z gwałtownością największą naciśnione zostały przez wrogów co byli na pół tylko pokonanymi.
Jeszcze tu jedną nader ważną dajemy ci synu przestrogę: poskramiaj się nie tylko w rzeczach dozwolonych, lecz nawet i w niezbędnych. Tym bowiem sposobem zyskasz wiele: łatwiej bowiem potrafisz się zwyciężyć w innych niepotrzebnych rzeczach, staniesz się wprawniejszym i silniejszym w pokonaniu pokus, i zarazem milszym w obliczu Pana. Mówimy tu w szczerocie duszy to co myślimy, niech cię nie zrażają synu od pracy święte ćwiczenia które tu podajemy, a które tak są potrzebnymi do dobrego urobienia głębi serca. Spełniając ochotnie i pilnie te ćwiczenia, wkrótce odniesiesz zwycięstwo nad samym sobą, uczynisz olbrzymie kroki na drodze cnoty, staniesz się duchowym nie tylko nazwą, ale skutkiem samym i prawdą.
Jeśli się zaś udasz inną drogą, chociażby ona wydawała się tobie najdoskonalszą, chociażbyś na niej doznawał największych ducha rozkoszy, choćbyś sądził się być w zjednoczeniu z Bogiem, bądź pewny, że ona nie doprowadzi cię do trwałej cnoty, ani poznania co to jest prawdziwa duchowość; bo ta, jakeśmy w pierwszym powiedzieli rozdziale, nie na przyjemnych, schlebiających naturze zasadza się ćwiczeniach, lecz na takich, które i naturę i jej namiętności, jej chuci nieporządne krzyżują.
Tą tylko krzyżową drogą, odnowiony wewnętrznie przez cnoty nabyte, człowiek przychodzi do zespolenia się wewnętrznego z swym Stwórcą i swym Zbawcą do krzyża przybitym. To jest niezawodna, że jak nałogi występne tworzą się w nas przez powtarzane czyny woli, poddającej się chuciom zmysłowym, tak znowu cnoty chrześcijańskie nabywa dusza przez wiele powtarzanych czynów woli, zgodnych zupełnie z wolą Boga, która wiedzie z cnoty do cnoty.
Jako wola człowieka nie jest nigdy występna, mimo całego nacisku jaki nań niższa część duszy czyni, byle tylko przyzwolenia nie udzieliła, podobnież, nie może być świętą i zjednoczoną z Bogiem, mimo całej mocy pociągającej ją łaski, jeżeli współdziałać z łaską nie będzie, nie tylko przez wewnętrzne czyny, ale nawet kiedy potrzeba, przez zewnętrzne.
ROZDZIAŁ XIV. Co czynić należy gdy rozumna wola jest niby zwyciężona i nie może się oprzeć chuci zmysłowej
Zdawać się tobie może niekiedy synu, iż wola twoja jest bardzo słabą, niezdolną oprzeć się chuciom zmysłowym i innym wrogom usiłującym nią zawładnąć, być może, iż nie czujesz dosyć odwagi i postanowienia do wytrzymania ich nacisku; nie przestawaj jednak opierać się stale, nie opuszczaj pola walki; wiedz bowiem, że o tyle jesteś zawsze zwycięzcą o ile okażesz, żeś nie uległ, nie upadł zupełnie. W rzeczy samej, jak rozumna wola nie potrzebuje zezwoleń chuci zmysłowej na wykonanie tego co jej się podoba, tak również, chociażby najgwałtowniejsze znosić musiała napady ze strony tego domowego wroga zmysłów i ciała, zawsze jednak nie przestaje być zupełnie wolą. Stwórca bowiem dał woli taką potęgę i panowanie bezwzględne, że chociażby wszystkie chuci zmysłowe, całe piekło, wszystkie stworzenia razem podnosiły przeciw niej rokosz, nic jej znaglić nie może do czynienia lub nieczynienia tego, co chce lub nie chce, i to tyle razy, tak długo z takiej pobudki i takim sposobem, jaki sama za najlepszy uzna.
Jeśli zaś natarczywość pokusy tak cię naciska, iż twa wola słaba i prawie zwyciężona, zdaje się że nie ma siły do odparcia potrzebnej i już broń składa, wołaj przynajmniej, broń się głosem, mów do kusiciela: Ustąp szatanie, jam po tysiąckroć umrzeć gotów, niż zezwolić na twe ohydne poduszczenia. Postępuj tak jak ów człowiek, który w starciu z swoim zaciekłym, na śmierć jego czyhającym wrogiem, gdy nie zdoła przeszyć go ostrzem szabli, uderza go tam gdzie może, chociaż rękojeścią. Patrz, jak się cofa o kilka kroków i wraca, rzuca się z całą gwałtownością na wroga, aby mu zadał cios śmiertelny. Niech cię to poucza jak masz cofać się, wchodzić w siebie, rozważać, że nic z siebie nie możesz, jak następnie masz rozbudzać w sobie męstwo, wspaniałą ufność w Wszechmoc Boga, i jak wreszcie przy Jego łasce masz natrzeć i zwyciężyć panującą w tobie namiętność. Wtenczas to mówić możesz: Wspieraj mnie Panie: Boże mój ratuj mnie! Jezus, Maryja nie opuszczajcie sługę swego: nie dozwólcie aby natarczywość pokusy wzięła górę nade mną!
A kiedy nieprzyjaciel zostawi tobie nieco odetchnienia, przyzwij rozum na pomoc woli, wzmacniaj ją poddawaniem różnych uwag zdolnych podnieść, dodać jej odwagi, zachęcić do utarczki. Kiedy jesteś niesprawiedliwie prześladowanym, albo jakim bądź innym zmartwiony, uciśniony sposobem, i kiedy w najgłębszym smutku niecierpliwość gwałtownie tobą wstrząsa, tak, że nie możesz już, albo raczej nie chcesz cierpieć, zbieraj jeszcze swe siły, nabieraj serca przez przywiedzenie sobie na pamięć tych, lub podobnych uwag:
1. Przypatrz się dobrze, czyś nie zasłużył na zło, które znosisz, czyś sam onego na siebie nie ściągnął; jeśliś bowiem sam zło spowodował, rozsądek wymaga abyś w cierpliwości znosił i tę ranę, którąś sobie własną zadał ręką.
2. W razie gdyby sumienie nie miało ci nic do wyrzucenia ze względu dopiero wymienionego, zwróćmy uwagę na ubiegłe zdrożności które jeszcze sprawiedliwość Boska w tobie nie ukarała, albo któreś jeszcze dokładnie odpowiednią pokutą nie opłakał, a widząc, że Bóg w nieskończonym miłosierdziu, kaźń zasłużoną, którą byś obowiązany był bardzo długą ponosić w czyśćcu, lub wiecznie w piekle, zmienia w inną daleko lżejszą i krótszą; przyjmuj ją nie tylko cierpliwie, ale jeszcze z podzięką.
3. Gdybyś nawet bez żadnej zasady mniemał, żeś bardzo mało popełnił zdrożności, a wiele już odpokutowałeś, to i w takim razie, wspomnij sobie, że do królestwa Bożego wchodzi się ciasną bramą, drogą utrapień.
4. Uważ dalej, że chociaż mógłbyś wnijść do nieba inną drogą, sama czysta miłość, którą tchnąć w duszy winieneś, taką myśl i pragnienie usunąć z serca powinna; bo Jezus Syn Boga, a za Nim wszyscy Święci tam weszli niosąc krzyż, ścieżką cierniem zasłaną, – miałżeby dla ciebie tylko być jakiś wyjątek?
5. Najgłówniej jednak tu i we wszystkich innych rzeczach, miej na względzie wolę Boga, który nas tyle ukochał, który najwięcej sobie w nas podoba, kiedy wykonywamy czyny heroiczne cnoty, kiedy na uczucie jakie On ma ku nam, odpowiadamy okazami wierności i męstwa. Wiedz wreszcie, że im bardziej prześladowania i uciski ponoszone, będą niesprawiedliwe ze strony osób cię ścigających, im bardziej trudne do zniesienia, tym więcej Pan oceniać będzie twą stałość, że w pośród utrapienia nie przestajesz szanować wyroków Jego, zdawać się na Jego Opatrzność, która z najprzykrzejszych zdarzeń wyprowadzić umie dobre i samą zajadłość wrogów nagiąć ku naszemu zbawieniu.
O sprawie poinformował nas Czytelnik. – Czy to prawda, że na Wildzie został uszkodzony samochód? Wybita szyba przez Ukraińca. Poszkodowaną była kobieta, której w czasie szarpaniny odgryzł ucho- napisał.
Marta Mróz z poznańskiej policji potwierdza, że około drugiej w nocy z czwartku na piątek doszło do takiego zdarzenia na poznańskim Dębcu. – Policjanci zatrzymali agresywnego mężczyznę, który uszkodził kilka samochodów i napadł na kobietę – mówi. Potwierdza, że napastnik to 35-letni Ukrainiec.
– Uszkodził pięć samochodów. Kobietę zaatakował natomiast na skrzyżowaniu. Zatrzymała się przed pasami, by go przepuścić. Wtedy mężczyzna otworzył drzwi wtargnął do środka i odgryzł jej kawałek ucha – opisuje. Następnie wyrzucił kobietę z samochodu i odjechał.
– Daleko nie uciekł, bo wjechał w znak drogowy. Tam porzucił uszkodzony samochód i zaczął uciekać pieszo. Policjantom szybko udało się go namierzyć i zatrzymać.
Mężczyzna przebywa w szpitalu na obserwacji ze względu na swoje irracjonalne zachowanie. – Jeśli mieszkańcy ulic Łozowej, Kasztanowej, Żurawinowej zauważyli uszkodzenia w swoich samochodach, powinni to zgłosić policjantom – kończy Mróz.
W dzisiejszych czasach teoria spiskowa różni się od prawdy tym, że staje się nią po około sześciu miesiącach. Nie inaczej stało się z zapowiadanym od lat przez tak zwanych „szurów” planem pozbawienia ludzi jako pożywienia mięsa – uważanego za ‘nieekologiczne” – i zastąpienia go robakami. Pomysł ten nadal większości ludzi wydaje się fantazją, która nigdy się nie ziści, jednak po ostatnim spotkaniu sabatu globalistów w Davos niemal wszystkie media zaczęły na rozkaz promować jedzenie robali jako nowy wspaniały trend w wykuwającym się właśnie Nowym Porządku Świata (NWO).
Konstruktorzy NWO już nawet nie ukrywają tego jak będzie wyglądał świat jaki dla nas tworzą. Wiadomo, że nie będziemy nic posiadać, nie będziemy jeść mięsa, nie będziemy kupować zbędnych ubrań czy butów. Nie będziemy mieć samochodów, będziemy mieć za to kartki na CO2 z limitem rocznym w wysokości 2000 lub 3000 kg. Będziemy tez mieli pod dostatkiem karaczanów, świerszczy, karaluchów i larw, które globaliści zalecają nam – tłuszczy – jako jej podstawowe jedzenie.
Niektórzy argumentują, że jedzenie owadów może być bardziej ekologiczne i zdrowe niż jedzenie mięsa, ponieważ owady zajmują mniej miejsca, zużywają mniej paszy i emitują mniej gazów cieplarnianych niż tradycyjne zwierzęta hodowlane. Inni mogą twierdzić, że jedzenie owadów jest niehigieniczne lub nieestetyczne i nie chcą tego robić. Ostatecznie, decyzja o tym, czy jeść owady, czy nie, należy jeszcze do indywidualnej osoby, ale wkrótce wszyscy będą jedli insekty w takiej czy innej formie czy tego chcą czy nie.
Świat w którym ludzie będą jeść karaluchy proponuje nam ONZ ze swoją faszystowską Agendą 2030. Jest ona związana z nowożytnym eko-rakiem toczącym zachodnie społeczeństwa zwanym zrównoważonym rozwojem. Wspomniany dokument co prawda nie zawiera bezpośredniego zalecenia dotyczącego jedzenia robaków przez ludzi, jednak zawiera ona cele związane z zrównoważonym rozwojem żywnościowym i walką z głodem, które mogą promować innowacyjne rozwiązania, takie jak rozwój alternatywnych źródeł białka, w tym robaków.
Według globalistów, robaki są jednym z wielu potencjalnych źródeł białka, które mogą być rozważane jako alternatywa dla tradycyjnych źródeł białka pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso. Najczęściej jedzone robaki to larwy mącznika, robaki ziemne, robaki mączne, robaki kompostowe.
Unia Europejska (UE) właśnie uregulowała jedzenie robaków w swoich przepisach dotyczących bezpieczeństwa żywności. W chwili obecnej jedzenie robaków jest dozwolone, jednak produkty te muszą spełniać określone wymagania dotyczące bezpieczeństwa i jakości. Już w 2022 roku Komisja Europejska orzekła, że świerszcz domowy jest pokarmem i jako taki może być wprowadzony do obrotu. Dołączył tym samym do dopuszczonych wcześniej: larwy mącznika młynarka i szarańczy wędrownej.
Od 24 stycznia 2023 r. w obrocie znajduje się także mąka ze świerszcza. Będzie można ją wykorzystywać przy wypieku chleba, ciastek czy pizzy, co wynika z rozporządzenia wykonawczego UE 2023/5 z 3 stycznia tego roku. Według unijnego rozporządzenia, zezwalającego na wprowadzenie do obrotu mąki ze świerszcza domowego (Acheta domesticus) nie będzie trzeba ostrzegać konsumentów, że spożywają produkt z robakami, ale mają być wymieniane w składzie. Mąkę otrzymuje się z suszonych lub pieczonych świerszczy hodowanych na fermach.
W UE, robaki i inne insekty jadalne mogą być sprzedawane jako żywe lub ugotowane, jednakże muszą być przetwarzane w odpowiednich warunkach i zgodnie z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa i jakości żywności. Produkty te muszą również spełniać wymagania dotyczące oznakowania i informacji dla konsumentów.
Klaus Schwab, założyciel i dyrektor generalny World Economic Forum (WEF), niedawno wypowiadał się publicznie wprost na temat jedzenia robaków. WEF jest platformą, która zachęca do debaty na temat aktualnych problemów globalnych i innowacji. WEF zwraca uwagę na konieczność zwiększenia efektywności produkcji żywności i rozwoju alternatywnych źródeł białka, w tym insektów, aby „pomóc rozwiązać problem głodu i niedożywienia na świecie”. W swoich publikacjach WEF zwraca uwagę na potencjał insektów jako źródła białka, które jest bardziej efektywne niż produkcja mięsa zwierząt, i jest bardziej przyjazne dla środowiska.
Zachwalanie spożycia robactwa zaczęło też być promowane na rozkaz w mediach. Spożycie larw zaleca już TVN i TVP co tylko dowodzi, że to jedna banda. Klaus Schwab tylko wspomniał o robalach jako żywności dla plebsu i od razu zaczęła się nachalna promocja tego makabrycznego pomysłu.
Okazuje się, że nie będzie nawet miski ryżą zapowiadanej przez premiera Mateusza Morawieckiego gdy był jeszcze doradcą Tuska, będzie miska larw i robaków.
Bułki, które kupujesz od zawsze, smakują jakoś inaczej? Chleb — pomimo tej samej objętości — waży mniej? A może w sklepie z pieczywem masz same nowe produkty z nowymi nazwami? Poznaj triki, jakie stosuje branża, by zarobić więcej.
Shrinkflacja bywa też nazywana downsizingiem, czyli zmniejszaniem produktów, przy zachowaniu tej samej ceny. Myślisz, że masło po 6 złotych to niezła oferta? Popatrz na wagę — kilkanaście lat temu kostka masła ważyła ćwierć kilo, obecnie standardem jest 200 gramów. Ale coraz częściej możesz natknąć się na takie, które ważą na przykład 175 gramów. Albo i mniej.
– Już teraz możemy dostrzec pieczywo w sklepach, które ma dużo mniejszą gramaturę niż tradycyjny bochenek lub bułka, a jak zaczniemy przeliczać na kilogramy, to cena nie jest niska. Pojawiają się informacje o cenie za 100g….
Wymienia też inne triki piekarzy. Jednym z nich jest zmiana asortymentu. Dotychczasowy zostaje zastąpiony nowym — ale bułki czy bochenki są mniejsze, droższe albo mają inny skład niż poprzednie wypieki.
Część pieczywa zawiera więcej polepszaczy i spulchniaczy. W efekcie — przy zachowaniu tej samej objętości — jest po prostu lżejsza. Za tę samą cenę dostajemy więc mniej jedzenia.
Andrzej Piętka w rozmowie z dlahandlu.pl mówi też o innych sposobach piekarzy na zarobek — całkowicie uczciwych i zrozumiałych. Wiele firm zaczyna sprzedawać coraz więcej pieczywa paczkowanego, które dłużej zachowuje świeżość i nie musi następnego dnia po wypieku trafić na śmietnik lub do produkcji tartej bułki.
Trzeba tu dodać, że piekarnie są obecnie w bardzo trudnej sytuacji — wzrost cen prądu i gazu wywołał już bankructwa w branży, mnóstwo podmiotów walczy o rentowność i przetrwanie.
Inni też kombinują
Opisane zjawiska można też spotkać w innych branżach spożywczych. Coraz częściej na półkach stoją opakowania o pojemności 0,9 litra. To 10 proc. mniej od „standardowego litra” – a cena rzadko spada o jedną dziesiątą w porównaniu do większej butelki. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak bardziej atrakcyjna.
Wiele czekolad waży dziś nie 100 gramów, ale 90. Popularne małpki nie dość, że nie są już wódkami (często mają poniżej 38 proc. alkoholu), również zmniejszyły objętość ze 100 do 90 ml. Półkilowa kiedyś kawa dziś waży najwyżej 450 gramów. Wiele osób lubiących gotować do szału doprowadzają 900-gramowe opakowania mąki. Bo jak w przepisie jest kilogram, to muszą kupić dwa opakowania.
Downsizing produktów wchodzi na nowy poziom. Właśnie okazało się, że znane od dziesięcioleci Ptasie Mleczko znowu się odchudziło. W 1994 roku opakowanie tych frykasów ważyło 500 gramów. Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy jego waga spadła dwukrotnie.
Ile dziś waży Ptasie Mleczko?
Zmniejszanie produktów zwane jest shrinkflacją lub downsizingiem
Po raz kolejny dotknęło ono Ptasiego Mleczka – dziś opakowanie waży 340 gramów
Jeszcze w 1994 roku paczka Ptasiego Mleczka ważyła równe pół kilo
Klienci narzekają, że i smak nie ten, co dawniej
Kolejną zmianę w wadze opakowania Ptasiego Mleczka zauważyła dziennikarka zajmująca się kwestiami zdrowego żywienia, Katarzyna Bosacka. Na swoim profilu na Facebooku napisała, że paczka tych słodyczy waży dziś już tylko 340 gramów.
Sprawdziliśmy to. Faktycznie, w ofercie sklepów internetowych trudno dziś znaleźć Ptasie Mleczko o wadze 360 gramów. Paczka waży 340 gramów. Różnica nie jest niby wielka, ale jeszcze w 2019 roku pisaliśmy w INNPoland.pl, że Ptasie Mleczko standardowo waży 380 gramów. W ciągu tych kilku lat jego waga spadła najpierw do 360, a potem do 340 gramów.
Warto też pamiętać o tym, że w roku 1994 Ptasie Mleczko ważyło równe pół kilo. Przez niecałe 20 lat jego waga spadła aż o 160 gramów. Dzisiejsze opakowanie waży zaledwie 68 procent tego, co w latach 90.
Produkujący Ptasie Mleczko Wedel zapewnia, że wielkość kostek się nie zmieniła i są tak samo smaczne. Przeczą temu opinie zamieszczone pod postem Bosackiej – wiele osób uważa, że obecny smak tego przysmaku Wedla zdecydowanie ustępuje wcześniejszemu.
Zmiany właścicieli nie wyszły Wedlowi na dobre?
Wedel był jedną pierwszych spółek, jakie w 1991 roku trafiły na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Wówczas firma była o wiele większa, produkowała także słynne Delicje Szampańskie, ciastka, słone przekąski. Została jednak przejęta przez koncern PepsiCo. Nowy właściciel rozczłonkował działalność Wedla. Delicje sprzedał Danonowi, a zakłady E.Wedel trafiły do Cadbury. Sam zostawił sobie słone przekąski.
W 2010 roku Cadbury łączyło się z innym koncernem – Kraft Foods. Obawiając się monopolu (Kraft Foods produkowało czekolady Milka), Komisja Europejska nakazała sprzedaż Wedla w inne ręce. I tak trafił do obecnego właściciela, japońskiego koncernu Lotte. Wtedy też zaczęło się zmniejszanie gramatury Ptasiego Mleczka i kombinacje przy jego składzie.
Mniejsze znaczy lepsze?
Ptasie Mleczko nie jest jedynym produktem, który został tak brutalnie zmniejszony. Zjawisko to nazywane jest downsizingiem lub shrinkflacją i dotyka wiele towarów. Wiele czekolad waży dziś nie 100 gramów, ale 90. Popularne małpki nie dość, że nie są już wódkami (często mają poniżej 38 proc. alkoholu), również zmniejszyły objętość ze 100 do 90 ml. Półkilowa kiedyś kawa dziś waży najwyżej 450 gramów. Wiele osób lubiących gotować do szału doprowadzają 900-gramowe opakowania mąki. Bo jak w przepisie jest kilogram, to muszą kupić dwa opakowania…
Jeszcze kilkanaście lat temu kostka masła ważyła ćwierć kilo, obecnie standardem jest 200 gramów. Ale nikt nigdzie nie napisać ile kostka ważyć powinna. Więc coraz częściej możesz natknąć się na takie, które ważą na przykład 175 gramów. Albo i mniej.
Dziś coraz częściej na półkach stoją opakowania czy butelki napojów o pojemności 0,9 litra. To 10 proc. mniej od „standardowego litra” – a cena rzadko spada o jedną dziesiątą w porównaniu do większej butelki. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak bardziej atrakcyjna…
Jedna z prywatnych stacji telewizyjnych operujących w Polsce, umieściła niedawno na swej stronie internetowej informację, że korporacja z USA „zajmująca się analizą danych dla wojska i wywiadu dostarcza oprogramowanie polskiej administracji. Na razie robi to za darmo. Do tej pory wiadomo było o jej współpracy z kancelarią premiera”.
Z artykułu dowiadujemy się, że Palantir, bo taką ma nazwę, współpracująca dotąd z wojskiem i agencjami wywiadu amerykańskiego, szuka dla siebie miejsca w Polsce. Nazwa firmy pochodzi z języka elfów opisanych w książkach J. R. Tolkiena i oznacza „widzący daleko”.
To bardzo pożyteczna wiedza, która niewątpliwie może się nam przydać, ale zakładam, że polski czytelnik wolałby przeczytać o tej korporacji i stojących za nią ludziach więcej, tym bardziej, iż funkcjonuje już ona w bezpośrednim otoczeniu premiera i umacnia się w naszej administracji. Z tego powodu postanowiłem odrobić tę lekcję tak, jak na to zasługuje i przedstawić obraz pełniejszy.
Można przy tej okazji nadmienić, że przytłaczającą większość start-up’ów powoływał w ostatnich dekadach do życia wywiad izraelski, opierając swe działania na wiedzy i umiejętnościach członków elitarnej Jednostki 8200. Konsekwentnie też przejmowano wiele tego typu przedsięwzięć amerykańskich. Cały ten szeroko zakrojony program funkcjonuje od lat pod nazwą Talpiot. Działalność ta wskazuje zresztą na szczególne podejście do wzajemnych relacji między USA i Izraelem, ale ich ocenę pozostawmy samym sojusznikom.
Palantir była jedną z pierwszych inwestycji In-Q-Tel w zakresie analizowania mediów społecznościowych, a informacje o niej upubliczniła w roku 2011 grupa hakerów LulzSec, wskazując ją, jako firmę, która złożyła ofertę w przetargu dotyczącym propozycji śledzenia działaczy związków zawodowych i innych krytyków amerykańskiej Izby Handlowej, największej biznesowej grupy lobbingowej w Waszyngtonie. Firma, którą określano mianem „technologicznego jednorożca” (termin odnosi się do start-up’ów, szacowanych na ponad 1 miliard dolarów) zdystansowała się od tego planu po tym, jak został on ujawniony w mailach nieistniejącej już firmy HBGary Federal.
Oficjalnie, korporacja ta znana jest dzisiaj ze swych trzech projektów – Gotham, Foundry i Apollo. Pierwszy dotyczy szeroko rozumianego wspierania działalności antyterrorystycznej dla ośrodków rządowych, drugi polega na analizowaniu działania ogólnokrajowych programów szczepień, a od 2022 roku stanowi też bazę dla brytyjskiej strategii wspierania Ukrainy. Natomiast trzeci jest po prostu systemem mającym na celu ich łączenie, dostarczanie, wdrażanie i zarządzanie, funkcjonującym w oparciu o tzw. platformy chmurowe. Dla starszego pokolenia termin ten może brzmieć egzotycznie, jednak także Polska ma swoją „Chmurę Krajową”, o czym wspominałem w książce „Covidowe Jeże”, pisząc na temat „Scenariuszy dla przyszłości technologii i rozwoju” opublikowanych już w maju 2010 roku (!) przez Fundację Rockefellera.
Jednym z akcjonariuszy Palantir jest baron Charles Guthrie, były, czołowy oficer brytyjskiej armii, członek Zakonu Maltańskiego, dyrektor NM Rotschild & Sons, a przede wszystkim członek Rady Instytutu Dialogu Strategicznego, który powstał w r. 2006, by prowadzić badania nad ekstremizmem i między-społecznościowymi konfliktami. Instytut współpracuje z takimi firmami, jak Google, Twitter, Microsoft, korporacja Carnegie, Fundacje Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa, z Instytutem Brookingsa, ONZ i licznymi rządami.
Jednak głównym akcjonariuszem i założycielem Palantir jest Peter Thiel, urodzony (1967) w niemieckim Frankfurcie bliski przyjaciel Donalda Trumpa, a przede wszystkim, od roku 2019 związany małżeńskim (!) węzłem z niejakim Mattem Danzeisen’em, wiceprezesem powszechnie już dziś znanego funduszu BlackRock. Węzeł to zresztą nie tylko uczuciowy, ale skutkujący pełną kooperacją przedsiębiorstw pozostających w rękach obu tych osób. To mariaż Big Data i Big Tech!
Thiel pracował w swym, jakże bogatym życiu, jako prawnik specjalizujący się w papierach wartościowych dla amerykańskiej kancelarii Sullivan & Cromwell, giganta w zakresie prawa biznesowego. Ma ona na swym koncie tak wiele „dokonań”, że należałoby jej poświęcić odrębny materiał. Dość powiedzieć, że jest to najpoważniejsza korporacja prawna Wall Street, będąca od początków swego istnienia szczególnym łącznikiem pomiędzy amerykańskimi korporacjami i gabinetami rządowymi.
Nawiasem mówiąc, Thiel, będący hojnym darczyńcą i głównym sternikiem kampanii wyborczej Trumpa, nazywany był przez znawców amerykańskich powiązań „prywatno-publicznych”, po wygranej w roku 2016, prezydentem-cieniem (shadow president).
Już w roku 2010 Thiel uruchomił inicjatywę Thiel Fellowship – przyznania 100 000 dolarów 20 osobom nie mającym jeszcze 20 lat, by zachęcić je do porzucenia szkoły i zajęcia się przedsiębiorczością. Ofertę skierowano do młodzieży z 44 państw i wszystkich stanów USA. Podejrzenie o filantropijnym charakterze tego, międzynarodowego przedsięwzięcia, uważałbym za daleko idącą naiwność.
Tak więc, już wtedy postawiono na młodych, choć w naszym kraju po raz pierwszy zaczęto stosować tę nową metodę obstawiania stołków patyczakami około roku 2018. Dzięki temu pomysłowi Thiel skaptował całe mnóstwo geniuszy, a pośród nich najbardziej znanym jest Vitalij Buterin, który już jako 17-latek opublikował swój pierwszy artykuł w Bitcoin Magazine. W roku 2014, 20-letni Buterin przemawiał przed 400-osobowym audytorium, podczas Światowego Szczytu Bitcoin w… Pekinie. Wkrótce potem tworzył projekt Dark Wallet, KryptoKit i najsłynniejsze swoje dzieło, kryptowalutę Ethereum. Nie mamy niestety miejsca, by opisywać dokonania pozostałych 19 osób, które zerwały związki ze szkolną ławką za namową Petera Thiela.
Wracając na chwilę do tematu międzynarodowych start-up’ów, warto dodać, że Thiel był jednym z udziałowców projektu o nazwie Carbyne911. Nawiązywała ona do amerykańskiego numeru alarmowego (911), a pomysł opierał się na zintegrowaniu specjalnej wtyczki dla centrów obsługi zgłoszeń i aplikacji telefonicznych osób wzywających pomocy. Całość umożliwiała operatorowi natychmiastowy dostęp do kamery i systemu lokalizacji w smartfonie, przy jednoczesnym porównaniu tożsamości użytkownika z wszelkimi danymi na jego temat, zgromadzonymi w bazie danych, z kartoteką kryminalną na pierwszym miejscu. Spółkę tę powołał do życia Ehud Barak, były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela i premier tego państwa w latach 1999-2001 (!). Wspólnikami w tym interesie byli tacy ludzie, jak Pinchas Berkus, były brygadier Jednostki 8200, Amir Elichai z izraelskiego wywiadu wojskowego, Lital Leshem z Sił Obronnych, czy Alex Dizengof zajmujący się ochroną cybernetyczną kancelarii premiera Izraela.
Natomiast w tzw. Radzie Doradczej zasiadał m.in. Michael Chertoff, zarządzający w administracji George’a Busha Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego. To on był autorem słynnego Patriot Act, czyli ustawy wprowadzonej w życie po wypadkach 11 września 2001 roku w Ameryce. Przypominam, że to ten dokument był pierwszym z całej serii kolejnych, które zredukowały do stanu obecnego wolność osobistą ludzi całego, nie tylko amerykańskiego, świata! Obok niego zasiadał w tej radzie członek spółki Palantir, Trae Stephens, który był też szefem tzw. zespołu przejściowego Departamentu Obrony w gabinecie Trumpa oraz Eliot Tawil, biznesman i jeden z głównych sponsorów jego kampanii prezydenckiej. Ale, człowiekiem rzucającym najgorszy cień na tę firmę, był medialnie najgłośniejszy jej członek (!), Jeffrey Epstein, któremu poświęciłem wiele stron w książce „TerraMar Utopia elit”.
Partnerem Thiela w firmie Palantir jest Alex Karp, którego poznał on jeszcze w czasie studiów na Uniwersytecie Stanford w roku 1992, choć Karp w rodzinnym mieście Thiela, czyli Frankfurcie, robił doktorat z neoklasycznej teorii społecznej, 10 lat później. Warto przypomnieć, że Frankfurt, to zarówno kolebka tzw. szkoły frankfurckiej, zakorzenionej w marksizmie i neoheglizmie, jak i siedziba Deutsche Bank, głównego w Europie zaplecza finansowego ciemnej strony Mocy. Tam też przed II Wojną Światową urządziła sobie oddział europejski kancelaria Sullivan & Cromwell, pomagając w budowie niemieckiego zaplecza zbrojeniowego, włączając koncern IG Farben do międzynarodowego kartelu niklowego, obejmującego producentów amerykańskich, kanadyjskich i francuskich.
Jednak związki Karpa z Europą są znacznie bliższe, bo zasiada on w Radach Dyrektorów dwóch niemieckich przedsiębiorstw – koncernu wydawniczego Axel Springer i giganta chemicznego BASF. Oba oddelegowały swych przedstawicieli na tegoroczny sabat w Davos, którego lista uczestników obrazuje najlepiej współtowarzyszy broni dzisiejszej wojny z ludzkością. Karp nie zapomina jednak o Palantir, bo to ponoć dzięki jego staraniom firma pozyskała kontrakt na obsługę Urzędu Imigracyjnego i Celnego USA, podległego Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego. Nawiasem mówiąc, zanim uruchomiono system zbierania danych Palantir w sieci, został on przetestowany na krewnych dzieci imigrantów, które do USA docierały bez opieki. Taki był początek kolekcjonowania przez tę firmę danych na temat potencjalnych przestępstw i przestępców przy wykorzystaniu, tzw. analizy predykcyjnej. Ale, nie tylko z USA i Niemcami właściciele Palantir mają bliskie relacje, bo już 1 kwietnia 2020 roku Bloomberg podawał, że firma po zawarciu umowy z Wielką Brytanią, prowadzi rozmowy z Francją, Austrią i Szwajcarią, by „walczyć z rozprzestrzenianiem się Covid-19 i uczynić obciążone systemy opieki zdrowotnej bardziej wydajnymi”. W USA wdrożyła oprogramowanie Tiberius wspierające system dysponowania szczepionkami na terenie całego kraju. Przypomnę, że pierwszy przypadek Covid-19 pojawił się oficjalnie w Polsce 4 marca, natomiast WHO ogłosiła stan pandemii 11 marca, uznając Europę za jej centrum dwa dni później, 13 marca 2020 roku!
Palantir dostarczała oprogramowanie m.in. dla wywiadu wojskowego USA w Afganistanie i Iraku, ale też, jak podał w maju 2018 roku magazyn Breitbart News, „stanowiła kluczowy element w porozumieniu nuklearnym z Iranem”. Cytując agencję prasową Bloomberg, wyjaśniał związki firmy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (IAEA):
„Palantir poświęciła lata modyfikując swoje oprogramowanie do predykcyjnej kontroli dla inspektorów wiedeńskiej IAEA, która została założona w 1957 roku w celu promowania pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Narzędzie to stanowi analityczny rdzeń nowej, wartej 50 milionów dolarów platformy Mosaic, która przekształca bazy danych informacji niejawnych w mapy pomagające inspektorom w wizualizacji powiązań między ludźmi, miejscami i materiałami związanymi z działalnością jądrową – wynika z dokumentów IAEA.
Ustawia to Palantir, którą Thiel i jego partnerzy zbudowali z funduszy CIA, w charakterze platformy wybranej do oceny dokumentów, na podstawie których, będący w ich posiadaniu Izrael dowodzi kontynuowania wysiłków Iranu w tajnym budowaniu bomby. Premier Izraela Benjamin Netanjahu, główny wróg Iranu, ogłosił to na kilka dni przed upływem terminu (…), w którym Trump musi podjąć decyzję o zerwaniu umowy lub kontynuowaniu łagodzenia sankcji”.
Doradcami Palantir są m. in. takie osoby, jak Condoleezza Rice, czy były dyrektor CIA George Tenet. Niewątpliwie, wszystko to daje jej pozycję „widzącej daleko”, szczególnie w Polsce, która przed swoim najokazalszym sojusznikiem obnaża się na zawołanie, nie pozorując nawet wstydu. („Na razie robi to za darmo”). Podobnie zresztą, nie odczuwają żadnego zakłopotania media głównego nurtu prezentując nam swoiście pojmowaną całą prawdę, przez całą dobę.
Muszę się pochwalić: krytykowałem Jerzego Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy zanim to było modne. Pierwszy tekst, wskazujący na wątpliwe aspekty tej imprezy, umieściłem w Salonie24 w 2007 r. Ponad 15 lat temu. Od tego czasu powiedziano już chyba wszystko, a i sytuacja samego Owsiaka się zmieniła.
Istnieją dwa naczelne nurty krytyki WOŚP i samego jej założyciela. Pierwszy, w który się nie wpisywałem, to zajmowanie się sprawami finansowymi Orkiestry, pana Owsiaka i Przystanku Woodstock, czyli „świeckiej” odnogi WOŚP. Nie żeby nie było tu nic do wyjaśnienia, ale zawsze uznawałem, że ważniejszy jest społeczny i polityczny aspekt sprawy – choć te dwa są ze sobą oczywiście powiązane. Wydaje się jednak, że wątek finansowy bywa nadmiernie eksponowany – pewnie dlatego, że bardziej uderza po oczach. Jednak wówczas umykają imponderabilia, a to one są istotą problemu.
Swoją krytykę mieściłem zawsze przede wszystkim w drugim wątku, zajmując się politycznym usytuowaniem i wykorzystywaniem Jerzego Owsiaka. To może mniej efektowne, ale jednak ważniejsze, bo stąd właściwie pan Owsiak się wziął i jego polityczna użyteczność zdecydowała o jego pozycji w elicie III RP.
W jednym z tekstów wiele już lat temu nazwałem lidera WOŚP „autorytetem ostatniej szansy” (authority of last resort – sformułowanie of last resort nie ma w polskim zgrabnego odpowiednika i oznacza środek, po który sięga się w ostateczności, gdy wszystko inne zawiedzie). Na czym to polegało?
Działał tu jeden z wielu sprawdzonych mechanizmów socjotechnicznych. Mówiąc w uproszczeniu: tworzy się przedsięwzięcie, które będzie skutecznym narzędziem moralnego szantażu, a na jego czele stawia się człowieka z jedynie słusznymi poglądami; następnie sięga się po tego człowieka w momentach potrzeby ostatecznej, aby wówczas zstąpił ze swojego piedestału świeckiego świętego i wygłosił kilka słów potępienia albo poparcia w sprawach doczesnych. Ściśle politycznych. Potem wraca na piedestał, bo taka osoba nie może być wykorzystywana zbyt często.
WOŚP przez wiele lat była bardzo skutecznym narzędziem moralnego szantażowania. Moralny szantaż jest szczególnie łatwy w Polsce, gdzie maksymalizm moralny w wielu sprawach jest wrodzoną postawą, a łączy się z nim tendencja do szybkiego potępiania każdego, kto nie wpisuje się w daną opowieść – w tym wypadku o „chorych dzieciach”. Wystarczy spojrzeć, jak wygląda debata wokół polskiej polityki wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej: aby zostać oskarżonym o prorosyjskość czy „onucyzm” wystarczy choćby w niewielkim stopniu krytykować poziom polskiego zaangażowania. Identycznie wygląda sprawa z WOŚP: każda krytyka Jerzego Owsiaka była automatycznie uznawana za atak na samą ideę pomagania słabszym i potrzebującym. Krytyka Orkiestry zakrawała na zbrodnię. Jerzy Owsiak przez lewicowy salon został wykreowany na skrzyżowanie Mahatmy Gandhiego ze św. Franciszkiem, tylko lepszym, bo niewierzącym.
Z takim zasobem amunicji był wzywany do boju przez lata jedynie w ostateczności. Znakomitym przykładem było jego wystąpienie po opublikowaniu w 2007 r. głośnej książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, która stała się początkiem publicznej dyskusji o przeszłości byłego prezydenta. Jakiś czas później Jerzy Owsiak w następujący sposób skomentował podczas publicznego wystąpienia badania historyków (chodziło wtedy także o Pawła Zyzaka i jego książkę o Lechu Wałęsie): „Dość tego szmaciarstwa. Jak trzeba, mogę przyłożyć z baśki”. Mówiąc o „szmaciarstwie”, lider WOŚP miał na myśli nie tylko konkretne osoby, ale też Instytut Pamięci Narodowej w ogóle, co jakoś zgrabnie konweniuje z jego rodzinnym pochodzeniem. Nawiasem mówiąc, ta wypowiedź, utrzymana w charakterystycznym dla pana Owsiaka knajackim tonie drobnego cwaniaczka, doskonale charakteryzuje jego obejście i maniery.
Był zatem przez lata Jerzy Owsiak wykorzystywany w takim właśnie charakterze, ale z czasem jego użyteczność znacznie się zmniejszyła. Dziś jest już tylko jedną z wielu postaci lewicowego zbioru. Jak to się stało?
Ten proces miał kilka przyczyn. Pierwsza leży w samym charakterze „dyrygenta” WOŚP. Pan Owsiak jest nieuleczalnym egocentrykiem, nawet egotykiem – i nad tym trzeba się przez moment zatrzymać, bo ta jego cecha ma również związek z oceną WOŚP jako całości.
Wielka Orkiestra bywa nazywana imprezą charytatywną – i jest to zasadniczy błąd. Działalność charytatywna bowiem zakłada zdecydowany prymat dzieła nad realizującą je osobą. Ważne jest dzieło, a nie jego realizator. Ten ostatni pozostaje z zasady w cieniu i obowiązuje go skromność. W przypadku WOŚP wygląda to całkiem inaczej: w centrum jest wielki szołmen Jerzy Owsiak. To na nim wszystko się opiera, on bryluje, on jest najważniejszy i przyćmiewa wszystkich innych. Nie ma w tym za grosz skromności. Już samo to może niektórych od WOŚP odrzucać – i to tym bardziej, im wyraźniej „dyrygent” angażuje się politycznie.
A przed tym właśnie pan Owsiak nie umiał się powstrzymać. Hamulce puściły mu całkowicie po 2015 r.: coraz częściej zabierał głos w sprawach ściśle politycznych i światopoglądowych z własnej, jak się wydaje, inicjatywy i z powodu swojego temperamentu. Rozmieniał się na drobne, a wobec generalnego wzmożenia walki politycznej i społecznego pęknięcia jego znaczenie również zaczęło maleć. Postawy antypisowskie były bowiem silne i twarde z innych powodów, pan Owsiak nie był już konieczny jako narzędzie ich pobudzania. Dzisiaj wykorzystywanie go w charakterze autorytetu ostatecznego nie ma większego sensu, bo dla większości jest już całkowicie jasne, że jest po prostu przedstawicielem jednego obozu politycznego. Stało się tak również z powodu wycofania transmisji WOŚP z TVP – dziś Orkiestrę wspiera jedynie TVN, którego stosunek do władzy jest jasny. I to jest druga przyczyna, dla której pan Owsiak nie jest już tak użyteczny jak był.
Kolejna kwestia to fakt, że sekta Jerzego Owsiaka przestała być widoczna jako oddzielna kategoria, niknąc w szerszej sekcie twardych przeciwników PiS. Przez wiele lat jednak była zasobem samego lidera Orkiestry. Sektę charakteryzował bezprzykładny fanatyzm, którego sam wielokrotnie doświadczyłem najpierw w postaci najazdów na mój blog na Salonie24, a później na Twitterze. Abstrahując od chamstwa, agresji, nawet gróźb, jakie się wylewały z kierowanych do mnie – i do każdego krytyka WOŚP – postów, było to na swój sposób zabawne: zwolennicy tolerancji i miłości – a były to przecież oficjalne Owsiakowe hasła – byli gotowi wpić się zębami w gardło każdego, kto ośmielił się nie wielbić świeckiego świętego i jego imprezy.
Sekta Owsiaka w swojej fanatycznej nienawiści wobec jego krytyków kieruje się doskonale znanym mechanizmem socjologicznym, który pan Owsiak wykorzystał po mistrzowsku (on lub ci, mądrzejsi od niego, którzy mają o socjologii jakieś pojęcie, a stali raczej w drugim rzędzie, bo czy ma je sam frontman WOŚP – wątpię). To mechanizm łatwego podbudowywania przekonania o swojej moralnej wyższości. Nie jest to zjawisko unikatowe, pojawia się w bardzo wielu sytuacjach. Działało podczas pandemii covid („jestem za obowiązkiem szczepień, a więc jestem moralnie lepszy od tych »zabójców«, którzy przeciwko niemu protestują”), działa podczas wojny na Ukrainie („najgłośniej krzyczę, że nienawidzę kacapów i Putina, oraz że musimy pomagać Ukrainie do końca, więc jestem moralnie lepszy od tych, którzy w tej sprawie dzielą włos na czworo”).
Człowiek zwykle ma choćby mimowolną świadomość swoich etycznych ułomności, jeśli więc ktoś oferuje mu łatwe odkupienie grzechów – w wypadku WOŚP poprzez niewielki datek składany raz w roku – jest to atrakcyjna dla ludzkiej psychologii propozycja. Na tym samym opierał się jeden z największych problemów w historii Kościoła – handel odpustami. W pewnym sensie Jerzy Owsiak i WOŚP uprawiają właśnie handel świeckimi odpustami. Kupujący je czują się więc nie tylko rozgrzeszeni, lecz również mają poczucie moralnej wyższości nad tymi, którzy udziału w imprezie nie biorą lub odnoszą się do niej krytycznie. Nie ma przy tym kompletnie znaczenia, jakie mają argumenty albo w jakich innych dziedzinach działają na rzecz pomocy potrzebującym. Mogą nawet pracować jako wolontariusze w hospicjum – jeśli tylko skrytykują Orkiestrę, okazują się nic niewartymi moralnymi śmieciami.
Trzeba jeszcze zająć się legendą niezbędności WOŚP, według której bez Orkiestry dziesiątki albo setki tysięcy dzieci i nie tylko zostałyby bez pomocy. To oczywista bzdura. W czasie ostatniego, XXX finału zebrano 224 mln zł (na okulistykę dziecięcą). Tymczasem wydatki na ochronę zdrowia w 2021 r. wyniosły ponad 125 mld zł. Oczywiście tylko część z tej sumy jest przeznaczona na nowy sprzęt, a organem prowadzącym większości szpitali nie jest ministerstwo, tylko samorządy. Ogromna część szpitali jest także potężnie zadłużona. Mimo to skala pomocy WOŚP jest mikroskopijna w relacji do ogólnej sumy. Trzeba też pamiętać, że nawet jeśli zadłużony szpital dostanie do dyspozycji – bo sprzęt nie jest przekazywany na własność – taki czy inny aparat od Orkiestry, musi już sam znaleźć pieniądze na jego utrzymanie, eksploatację, obsługę. A z tym bywa problem, stąd pojawiające się co jakiś czas historie o aparaturze z serduszkiem, która nie jest wykorzystywana. Paradoks polega na tym, że Fundacja WOŚP, która według własnych deklaracji stara się tak dobierać adresatów pomocy, aby sprzęt mógł być używany, tym samym nie dostarcza go do szpitali w najgorszej sytuacji, czyli tam, gdzie opieki brakuje najbardziej.
Inny wątek tej legendy to rzekomo rosnące nieustannie wsparcie finansowe dla Orkiestry Owsiaka. Faktycznie, niemal w każdym kolejnym roku ostateczny rezultat zbiórki jest wyższy niż rok wcześniej (wyjątkiem był 2007 r., gdy zbiórka przyniosła 30 377 335 zł, o ok. 300 tys. mniej niż w 2006 r.). Nie były to jednak zawsze skokowe różnice, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę inflację. Np. różnica między 2012 a 2013 r. wynosiła raptem ok. 19 tys. zł. Kwota zebrana podczas ostatniego finału była natomiast o niespełna 14 mln zł wyższa niż w roku 2021.
Tyle że od wielu już lat do kwoty zbiórki wrzuca się łącznie pieniądze zebrane od ludzi na ulicach oraz wpłaty od firm. A to całkiem inna sprawa. To pieniądze zbierane na ulicach wyznaczają prawdziwą popularność i stosunek do WOŚP, tyle że nie sposób odszukać informacji, ile konkretnie z tego źródła pochodzi. Nie znajdziemy jej ani na stronie Fundacji WOŚP, ani w sprawozdaniach finansowych, gdzie łącznie wyliczane są przychody z danego finału, bez podziału na wpłaty gotówkowe, przelewy oraz wpłaty od osób prywatnych i osób prawnych.
Zakładam, że te informacje – które przecież bez problemy można by zebrać i przedstawić – są ukrywane nie bez powodu, mogłoby się bowiem okazać, że od jakiegoś już czasu większość zbieranych pieniędzy nie pochodzi od zwykłych ludzi, ale od firm. Być może nawet tych największych. Wspieranie Wielkiej Orkiestry jest bowiem dzisiaj elementem korporacyjnej poprawności politycznej, podobnie jak inne zaklęcia: inkluzywność, równe traktowanie, równe szanse, ekologia, społeczna odpowiedzialność biznesu. Za tym bełkotem kryje się zwykle stworzenie jakiejś fasady – odpowiedniego regulaminu postępowania w firmie, jakichś dętych programów, mających na celu np. zwalczanie „dyskryminacji ze względu na orientację seksualną” (do prowadzenia tego ostatniego najlepiej wynająć którąś z dobrze umocowanych fundacji). Przelewanie dużych pieniędzy na Orkiestrę przez firmy jest częścią tego rytuału, ale nijak nie pokazuje to faktycznego społecznego odbioru imprezy.
Muszę jednak przyznać, że ostatnie lata to w przypadku Jerzego Owsiaka zmiana na lepsze – z mojego punktu widzenia. Więcej ostentacyjnie politycznych wypowiedzi, zerwanie z mitem ponadpartyjności, wreszcie degradacja pana Owsiaka w roli ostatecznego autorytetu – wszystko to sprzyja przesunięciu jego samego i stworzonej przez niego imprezy na właściwe miejsce.
Szczególnie zaś ucieszyłoby mnie, gdyby pan Owsiak w końcu poszedł drogą Janiny Ochojskiej i trafił na listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej albo Lewicy, a potem do Sejmu albo jeszcze lepiej – do Parlamentu Europejskiego. To postawiłoby kropkę nad „i”. A przy okazji zapewne wiele osób wreszcie mogłoby się przekonać o jego prawdziwej twarzy, której niektórzy nadal upierają się nie dostrzegać. Tak jak to się stało w przypadku pani Ochojskiej, która cieszyła się szacunkiem za pracę w Polskiej Akcji Humanitarnej (faktycznie robiącej wiele dobrego – kto na przykład pamięta szlachetną akcję „Pajacyk”?), a gdy trafiła do polityki, okazała się osobą, mówiąc najdelikatniej, o umiarkowanych lotności i rozeznaniu.
Obawiam się jednak, że z punktu widzenia pana Owsiaka jakakolwiek oferta polityczna – wiążąca się przecież mimo wszystko z wzięciem na siebie jakiejś odpowiedzialności – nie będzie atrakcyjna. Jej akceptacja oznaczałaby bowiem rezygnację z bardzo komfortowego życia, jakie zorganizował sobie przez lata na fundamencie WOŚP. Wielka szkoda.
Doczekaliśmy czasów gdy chrabąszcze, szarańcza, koniki polne i dotąd pogardzane insekty zagoszczą na naszych talerzach jako pełnowartościowa żywność i alternatywa dla mięsa. Na razie oficjalnie w postaci mączki, która od 24 stycznia może za zgodą Unii Europejskiej pojawiać się już na sklepowych półkach. A mąkę ze świerszczy będzie można wykorzystać przy produkcji chleba, ciastek, herbatników, chipsów, krakersów czy pizzy.
I bez oficjalnego namaszczenia Brukseli smażone owady były już od jakiegoś czasu serwowane np. we francuskich restauracjach, Zajadali się nimi ciekawi odkrycia nowego smaku zwłaszcza ludzie młodzi, gardzący zwierzęcym mięsem. I nawet chwalili, że usmażony świerszcz przypominał im smak pestek dyni. W ojczyźnie zjadaczy ślimaków, żabich udek i łykania żywych małż takie żywieniowe eksperymenty pewnie się przyjmą. Jednak czy w polskiej kulturze kulinarnej, gdzie nadal królują potrawy z wieprzowiny, pieczone szarańcze i larwy mącznika zastąpią schabowego czy grillowanego burgera? Śmiem wątpić. Chociaż na takie ekstremalne doznania na pewno znajdą się amatorzy.
UE od stycznia dopuściła do sprzedaży na swoim obszarze produkty spożywcze, w których wykorzystuje się proszek ze świerszcza domowego. Z takiej mąki można wypiekać chleb, dodawać ją do wyrobu ciastek, pizzy czy pierogów.
Konsumpcję owadów i insektów promują też ekolodzy ze względu na fakt, że produkują one mniej dwutlenku węgla niż krowy. Poza tym do hodowli bydła potrzebne są duże obszary ziemi, podczas gdy insekty czy owady można hodować w niewielkich, zamkniętych pomieszczeniach. Warto nadmienić, że miliarder Bill Gates, który chce nam urządzać lepszy świat, testuje już w Australii aparaturę do niwelowania krowich bąków, czyli metanu. Tak daleko już odlecieli lewicowi zbawcy świata, przy tej okazji robiąc „mimochodem” gigantyczny biznes.
Aby zachęcić konsumentów do zmiany diety, producenci owadów i robaków wyłożyli sporą kasę na reklamę i popularyzację owadożerności, zatrudniając znaną australijską i hollywoodzką aktorkę filmową Nicole Kidman. Na reklamowym filmie Nicole namawia oglądających, aby jedli owady. W ten sposób świat ma sobie poradzić z niedoborem żywności i śladem węglowym. Gwiazda Hollywood dołączyła do elity, która przekonuje ludzkość, by przestała jeść steki a zaczęła konsumować robaki. Nagrywając film promocyjny dla „Vanity Fair”, Nicole błogim wyrazem twarzy pokazała tłumom, że żywność taka jak larwy, świerszcze i koniki polne jest pyszna. Mówi, że rogatki (gatunek chrząszcza), są smakowo „niesamowite” , a świerszcze „tak wspaniałe, że dotąd nic lepszego nie jadłeś” .Nie mówiąc już o smażonych konikach polnych na deser, które są według gwiazdy po prostu wyśmienite.
Pod koniec maja zeszłego roku firma Aspire Food Group ogłosiła , że w Londynie w prowincji Ontario w Kanadzie otworzyła największą na świecie fabrykę żywności „białka alternatywnego” , w której głównym składnikiem są świerszcze. „Nowa fabryka Aspire produkowałaby 9000 ton świerszczy rocznie do spożycia przez ludzi i zwierzęta. Stanowi to około dwóch miliardów owadów, które będą dystrybuowane każdego roku w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych ”- informuje raport firmy. Aspire chwali się, że ma już zamówienia, które zapewnią jej zbyt przez najbliższe kilka lat. Takich firm jak Aspire przybywa jak grzybów po deszczu.
Firma twierdzi, że świerszcze są bogate w białko i powinny być uważane za następną „super-żywność” . To bogate w błonnik źródło żywności można już znaleźć w sklepach spożywczych i restauracjach, i jak podkreśla Aspire, „zostawia mniejszy ślad środowiskowy niż tradycyjne źródła białka ” .
Lewicowy miliarder Bill Gates również namawiał do jedzenia robaków i owadów. Gates próbował również nakierować ludzi na żywność syntetyczną. Dwa lata temu jego apel trafił na nagłówki gazet, kiedy nalegał, aby świat przestał jeść wołowinę i zastąpił ją syntetycznymi produktami mięsnymi.
W Wielkiej Brytanii naukowcy[dlaczego takie brednie żurnaliści przypisują NAUCE? MD] usiłują skłonić brytyjski rząd do rozpoczęcia podawania pochodzącej z owadów żywności uczniom w szkołach publicznych. „Naukowcy planują karmić owadami, takimi jak świerszcze domowe i larwy mącznika, dzieci w wieku od pięciu do jedenastu lat w czterech szkołach podstawowych w Walii ” – donosił kilka miesięcy temu dziennik „The Daily Mail”.
Syntetyczna żywność i owady jako produkty do spożycia przez ludzi to propozycja lewicowych zbawców świata, której celem jest uratowanie planety. Mało kto się zastanawia, że równolegle w tym przedsięwzięciu jednak chodzi o wielki biznes. I wielkie pieniądze, tak wielkie, że w argumentach lewicowi aktywiści powołują się nawet na Ewangelię i zapisaną tam wiadomość, że Jan Chrzciciel też żywił się szarańczą.
Co jeszcze zrobią by zmusić nas do jedzenia robaków dla uratowania planety?
Szanowni Klienci, nasze drukarki was szpiegują. Miłej pracy!! [Unikajcie HP ??]
27 styczeń 2023
Dostaliśmy w biurze taki email od dostawcy tonerów
Oznacza to że nie tylko sprawdza czy tusze są oryg. ale też zapewne może wysłać do „służb” co się drukuje, być może też ma np mikrofon „dla naszej wygody ” do obsługi głosowej….
Szanowni Klienci,
Niedawno do powszechnej sprzedaży trafiły nowe drukarki HP w wersji HP+. Zakup takiej wersji urządzenia wiąże się m.in. ze zobowiązaniem używania wyłącznie oryginalnych materiałów eksploatacyjnych firmy HP do końca życia produktu. Drukarka bowiem po włączeniu prosi o podłączenie do internetu (jest to jeden z wymogów aby ona mogła działać, czyli stałe podłączenie do sieci), później zostaje zarejestrowana na serwerze HP, który każdorazowo sprawdza zainstalowane tonery.
Ostrzegamy więc, że ZAMIENNIKI W TAKICH WERSJACH NIE BĘDĄ DZIAŁAĆ, a ceny oryginalnychtonerów w tych drukarkach są bardzo wysokie. Nie ma również możliwości „obejścia” tych zabezpieczeń. Po prostu żaden dostępny zamiennik nie będzie niestety działał. Na szczęście rozwiązanie to na ten moment nie jest jeszcze stosowane we wszystkich nowych drukarkach HP, jednak pojawia się ono bardzo często.
Jak rozpoznać drukarki, które wyposażone są w wersje HP+?
– na końcu modelu drukarki literka „e” oznacza właśnie wersję HP+. Np.: * HP LaserJet MFP M234sdne – jest to drukarka w wersji HP+ – tutaj zamienniki nie działają * HP LaserJet MFP M234sdn – taka sama drukarka jak wyżej, jednak nie jest ona wyposażona w wersje HP+ i zamienniki będą działać (najczęściej jest ona dostępna w sprzedaży tylko, że w wyżej cenie niż drukarka HP+ – różnica jednak zwraca się przy zakupie 2 tonerów) – na etykiecie produktu powinien widnieć napis wersja HP+
Prof. Bartyzel: Poszli nasi w bój bez broni – komplilacja
https://www.bibula.com/?p=138373
W rocznicę powstania styczniowego przypomina się najczęściej jego najszlachetniejszą postać, czyli ostatniego dyktatora Romualda Traugutta. To zrozumiała taktyka ze strony apologetów tego szaleńczego aktu, jakim było to powstanie, ale jeśli chcemy całej prawdy, to musimy wydobywać także postaci innego kalibru.
Ot, na przykład pierwszy dyktator – Ludwik Mierosławski. „Wzorcowy” przykład międzynarodowego kondotiera rewolucji, propagującego także metody terrorystyczne – taki XIX-wieczny prekursor „Carlosa – Szakala”, wspólnik Garibaldiego, szlajający się po rewolucjach na świecie (na Sycylii, w Badenii- Palatynacie), niemających nic wspólnego ze sprawą polską. Bufon i pyszałek, przy tym nieudolny jako dowódca, więc jest zdumiewające jak mógł cieszyć się sławą wybitnego stratega, któremu powierzano naczelne dowództwo. Na dyktatora powstania właściwie narzucił się rządowi „czerwonych” (tylko Stefan Bobrowski poznał się na nim i głosował przeciwko niemu). Po przybyciu (ze zwłoką) do Królestwa, stanął na czele 500-osobowego oddziału, z którym przegrał dwie potyczki z Rosjanami – pod Krzywosądzem i Nową Wsią – po czym porzucił swoich żołnierzy, wyjeżdżając do Paryża, acz wcale nie składając dyktatury.
Osobliwe jest to, że wywołania powstania styczniowego bronią ludzie uważający się zazwyczaj za prawicowych (choć raczej w sensie „pisowskim”) i katolików, a niezdający sobie sprawy (lub wypierający ten fakt ze świadomości), że wywołała je – a przedtem parła do niego przez dwa lata, eskalując napięcie wszystkimi środkami, od wykorzystywania świątyń do manifestacji politycznych po zamachy terrorystyczne – ówczesna ekstremistyczna lewica („Czerwoni”, albo „Czerwieńcy”), powiązana z ośrodkami rewolucji europejskiej, również rosyjskiej, dążącej do rewolucji politycznej, antyreligijnej i społecznej, która w polskich warunkach oznaczała przede wszystkim likwidację szlachty, a przynajmniej jej pozycji ekonomicznej i roli przywódczej w społeczeństwie (co się niestety, rękami rosyjskimi, powiodło). Dowodzą tego również późniejsze losy autorów powstania, jak Jarosława Dąbrowskiego i Walerego Wróblewskiego jako hersztów Komuny Paryskiej. Nie pierwszy to zresztą i ostatni raz patriotyczna i katolicka większość społeczeństwa daje się wodzić za nos „rewolucjonerom” wykorzystującym te uczucia do własnych celów. Ale pocieszające, że niekiedy instynkt samozachowawczy działa, jak np. w marcu 1982 roku, kiedy społeczeństwo nie dało się sprowokować manifestem Jacka Kuronia wzywającego do powstania, które niewątpliwie zostałoby utopione we krwi przez sowieckie czołgi (bo Jaruzelski by już nie wystarczył).
Najgorszą rzeczą, jaka zdarzyła się w 1863 roku nie był wybuch powstania w styczniu, tylko przystąpienie do niego na wiosnę „Białych” oraz ich odpowiedników w Galicji (konserwatystów krakowskich) i na emigracji (Hotel Lambert). Po pierwsze, nadało to powstaniu legitymizację jako narodowemu, a nie tylko przedsięwzięciu ekstremistycznej partii rewolucyjnej. Po drugie, rozszerzyło zasięg powstania o środowiska ziemiańskie dające „partiom leśnym” oparcie logistyczne. Po trzecie, poprzez kontakty z dworami i gabinetami europejskimi dało złudną nadzieję na wsparcie Zachodu, przynajmniej dyplomatyczne (sławetnie „durez!” Napoleona III). Wszystko to, a zwłaszcza drugie i trzecie, przedłużyło ogromnie agonię powstania, wielokrotnie multiplikując straty, bez czego powstanie „czerwonych” upadłoby po paru miesiącach, pozostając w gruncie rzeczy mało znaczącą „ruchawką”. A co najważniejsze, być może nie doszłoby do dymisji Wielopolskiego i całkowitego zwrotu w polityce rosyjskiej odwracającego proces reform. Dlatego decyzja ta była bardzo wielką winą Białych, za co najrozumniejsi z nich słusznie się kajali. Natomiast prawdziwymi bohaterami, reprezentantami patriotyzmu rozumnego byli wówczas św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński i Ojcowie Zmartwychwstańcy, na czele z ks. Hieronimem Kajsiewiczem autorem „Listu do braci księży grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanych”.
Na sytuację, która doprowadziła do wybuchu w 1863 roku należy spojrzeć również z bardziej pośredniego, bo demograficznego punktu widzenia. Mniej więcej co 25-30 lat społeczeństwo reprodukuje się w kolejnym pokoleniu. W wypadku narodów zniewolonych oznacza to (jeśli reprodukcja ta jest na odpowiednio wysokim poziomie) przypływ nowej energii społecznej, a ponadto dochodzi do dorosłości pokolenie, które nie dźwiga na sobie traumy klęski pokolenia swoich ojców. Tak było też ok. 1860 roku, kiedy ów wybuch nowej energii zaczynał następować (zarazem tłumaczy to dlaczego nic w Królestwie się nie działo w czasie wojny krymskiej, która była okolicznością sprzyjającą: bo to pokolenie było jeszcze niedojrzałe, a starsi byli wciąż sparaliżowani poczuciem niemocy). Rzecz tylko w tym, że ta energia może eksplodować w sposób niekontrolowany i nierozumny – co się niestety stało, a może zostać spożytkowana rozumnie i planowo, tak jak na przykład kolejne 30 lat później, przez obóz narodowy. Trzeba jednak do tego wybitnego przywódcy umiejącego zarówno sformułować cel, jak i przekonać do niego aktywną część społeczeństwa. I tu zawinili obaj kandydaci, choć każdy z innego powodu: „Pan Andrzej” (Zamoyski), który stawiał cel popularny, ale nierealistyczny (niepodległość natychmiast w granicach z 1772 oku) oraz Margrabia, który cel wytyczył realistyczny, ale nie umiał do niego przekonać i stworzyć wokół siebie większość, spychając do narożnika radykałów, grzesząc też pychą, że można coś zrobić dla Polaków, ale nie z Polakami.
Ci, którzy głoszą, że powstanie w 1863 „musiało wybuchnąć”, bo sytuacja była beznadziejna a terror ekstremalny, nie tylko kompletnie nie znają historii, albowiem miesiące poprzedzające przynosiły krok po kroku nową zdobycz (przywrócenie Rady Stanu Królestwa, utworzenie Rządu Cywilnego, polonizacja administracji, ustawa o samorządzie terytorialnym, utworzenie Szkoły Głównej, powiększenie liczby szkół elementarnych i średnich, oczynszowanie chłopów), ale również nie rozumieją elementarnego prawa socjologii i psychologii społecznej, odkrytego dawno temu przez Tocqueville’a: że rewolucje nie wybuchają wtedy, kiedy jest najgorzej, a ucisk największy, tylko wówczas, kiedy system się rozpręża, odsłaniając swoje słabości, zmniejsza nacisk społeczny i inicjuje reformy, ale z punktu widzenia rewolucjonistów są one zbyt wolne i niedostateczne. I to samo dotyczy powstań czy rebelii o charakterze narodowym.
Nazbyt częstym przejawem infantylizmu politycznego jest u nas ocenianie działaczy politycznych – w interesującym nas teraz wypadku podejmujących decyzje o wszczynaniu powstań – li tylko z punktu widzenia ich intencji, a z zupełnym pominięciem skutków, w tym takich, które dają się przewidzieć (w ich wypadku jest to natomiast dowód na kierowanie się tym, co Max Weber nazwał „etyką idei”, w przeciwieństwie do „etyki odpowiedzialności”). Pomijając już to, że sprawa intencji oraz celów wcale nie jest taka prosta we wszystkich przypadkach, a zwłaszcza tych, którzy w cieniu i z zagranicy mogli sterować lub inspirować te działania, mając na oku cele zupełnie inne niż narodowe polskie, to nawet gdyby wszyscy decydenci powstania byli czyści jak łza, powodowała nimi wyłącznie żarliwa miłość do ojczyzny i pragnienie jej niepodległości, i tak ocenianie ich wyłącznie przez pryzmat intencji jest niedojrzałością. „Dobre chęci” nie zwalniają polityków ani od obowiązku rzetelnego obrachunku sił i środków, ani od rozpatrzenia wszelkich alternatywnych scenariuszy, ani przede wszystkim od rozważenia prawdopodobnych skutków podjętego działania.
To jest zresztą dowód na to, że coś niedobrego było i jest nadal w Polsce w wychowaniu religijno-moralnym, bo przecież katolik powinien wiedzieć, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” i moralnej wartości czynu nie można oceniać po zamierzeniach.
A co ze stadami dzikich zwierząt takich jak renifery, karibu, antylopy, zebry, słonie oraz ze stadem setek milionów urzędników na całym świecie, którzy nic nie robią, tylko piją kawę, jedzą pączki i pierdzą w stołki?
Śmierdzący biznes Gatesa. Miliardy dolarów na zmniejszenie krowich bąków.
miliarderzy świata z Billem Gatesem na czele chcą rozwiązać palący problem wydalanych przez krowy gazów. W opracowanie specjalnych suplementów diety, mających ulżyć biednym zwierzętom, oskarżanym o przyczynianie się do katastrofy klimatycznej, płyną grube miliony.
Jak czytamy w przeróżnych opracowaniach klimatologów, hodowla bydła przyczynia się nawet do 15 proc. emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. A kiedy mówimy o technokratycznym podejściu do tego problemu, na myśl przychodzi głównie jedno nazwisko.
Bill Gates, mimo zwyczaju raczenia się najlepszymi hamburgerami, wydał tradycyjnemu mięsu prawdziwą wojnę. Wraz z Jeffem Bezosem, właścicielem Amazona zainwestował w przeróżne start-upy zajmujące się produkcją jego laboratoryjnego odpowiednika. Co więcej, nie dalej jak rok temu otwarcie przyznał, że wysiłek klimatyczny zmusi bogate kraje do przerzucenia się w 100 proc. na wołowinę syntetyczną. A kiedy poszczególne rządy i Unia Europejska już na dobre zakaże sprzedaży mięsa (podobne jak samochodów spalinowych), kto będzie miał patent i monopol na jego zamienniki?
Kolejną odsłoną tej walki jest najwyraźniej zmiana nawyków żywieniowych zwierząt hodowlanych. I tu z pomocą również przychodzi technologia laboratoryjna. Australijska firma Rumin8 opracowała suplement diety, wytwarzany za pomocą syntetycznie rozmnażanych morskich krasnorostów. Pierwsze eksperymenty są obiecujące [—]
Ostatnio firma przekazała, że zebrała ponad 12 milionów dolarów na dalsze rozwinięcie i wprowadzenie swojego produktu na rynek. Największym inwestorem była organizacja Billa Gates’a – założona w 2015 roku Breakthrough Energy. Na liście znalazły się też takie sławy jak szef Amazona Jeff Bezos czy współtwórca chińskiego serwisu Alibaba Jack Ma.
I podobnie jak w przypadku mięsa in vitro, kiedy przepisy kolejnego unijnego pakietu Fit for 55 zmuszą hodowców do stosowania odpowiednich suplementów, kto będzie głównie zarabiał na ich dystrybucji? Być może jednak, cała sprawa ze sztucznym mięsem okaże się zbyt kosztowna, dlatego już urabia się opinię publiczną do upowszechnienia jedzenia robali.
Rozbójnicy tego świata, wyczerpawszy swoją powszechną grabieżą ziemię, ryją głęboko. Jeśli wróg jest bogaty, są pazerni; jeśli jest biedny, pożądają nad nim kontroli; ani wschód, ani zachód nie był w stanie ich zadowolić. Samotni wśród ludzi, pożądają z równą gorliwością ubóstwa i bogactwa. Rabunkowi, rzezi i grabieży nadają kłamliwe miano imperium; tworzą pustkowie i nazywają je pokojem. Kalgakus, AD 84
Wprowadzenie. Babilon i Królestwo Złota
W 5 rozdziale Księgi Daniela czytamy o uczcie króla Baltazara i tajemniczej ręce, która na ścianie jego pałacu napisała następujące słowa: MENE, TEKEL, FARES. Słowa te interpretowano jako: „Bóg policzył dni twego królestwa i doprowadził je do końca; zostałeś zważony na wadze i uznany za niedoskonałego; twoje królestwo jest podzielone i oddane Medom i Persom”.
Był to koniec imperium neo-babilońskiego, Królestwa Złota, ponieważ tej nocy Baltazar, król chaldejski, został zabity. Był rok 539 p.Ch. Koniec Imperium.
Rzym i Królestwo Srebra
Pierwszą osobą, która pojawiła się w historii Szkocji z imienia, był Kalgakus („miecznik”). Był on przywódcą Kaledończyków, zwanych później Szkotami, i jest wspominany w bitwie pod Mons Graupius w 84 roku AD. Odnosi się do niego rzymski historyk Tacyt w swojej Agricoli, przypisując mu mowę przed bitwą, którą zacytowaliśmy powyżej. Współczesny historyk Szkocji ujął to w słowach, które brzmiałyby znajomo, gdyby zastosować je do Afganistanu, Iraku, Libii, Syrii i Ukrainy:
„Prawda jest taka, że gdy Rzymianie przybyli na tereny dzisiejszej Szkocji, wycinali drzewa, palili, zabijali, kradli i czasami wojowali, a następnie zostawiali za sobą ogromny bałagan, likwidując tubylcze osady i pokrywając dobre ziemie uprawne pozostałościami szańców, wałów, dróg i innych rodzajów starożytnych pozostałości wojskowych. Jak większość imperialistów, przybyli, aby zarobić pieniądze, uzyskać przewagę polityczną i wykorzystać zasoby swoich kolonii kosztem podbitych” (2).
Pogańscy Rzymianie mieli hasło: 'Imperium sine fine’, czyli 'Imperium bez końca’. 'Bez końca’ oznaczało zarówno w czasie/historii, jak i w przestrzeni/geografii. Jednakże ich Imperium miało geograficzny koniec stosunkowo wcześnie. Było to w formie masywnej struktury, której budowa zajęła tysiącom ludzi około sześciu lat, a rozpoczęto ją w 122 roku p.Ch. Nazywana jest ona Wałem Hadriana. Mur ten oddzielał rzymską prowincję Britannia, ze stolicą w stworzonym przez Rzymian Londinium/Londynie, od Kaledończyków na północy wyspy. Rzymianie zostali ostatecznie pokonani przez Kaledonię, którą od tego czasu zaczęto nazywać Szkocją. Niektórzy powiedzą, że Rzymianie mieli zbyt wiele problemów w innych częściach swojego imperium, by zawracać sobie głowę pokonywaniem Kaledończyków, albo że nienawidzili ich gór i klimatu, a skąpe zasoby naturalne tych okolic, nie były dla nich wystarczająco atrakcyjne. Nie należy jednak zapominać o oporze tubylców. Faktem jest, że górska Kaledonia nigdy nie została podporządkowana rzymskiej Britanii, podobnie jak, jakieś 1820 lat później, górskie Królestwo Czarnogóry nigdy nie poddało się nazistowskim Niemcom.
Oczywiście zachodnie prowincje Imperium Rzymskiego, błędnie nazywane Cesarstwem Rzymskim (3), nie upadły z powodu Kaledończyków. Upadły w V wieku z powodu „barbarzyńców”, choć również z powody wewnętrznej zdrady i wewnętrznej dekadencji. Rzeczywiście, istnieje około 200 sprzecznych teorii na temat tego, dlaczego Stary Rzym upadł. Niemniej jednak szkoccy „barbarzyńcy” (Rzymianie zawsze nazywali każdego, kto się im sprzeciwiał – „barbarzyńcą” – czy to wam coś przypomina ?) byli pierwszymi, którzy skutecznie stawili opór „cywilizacji”. W ten sposób położyli żenujący kres rzymskiemu kłamstwu propagandowemu, „Imperium sine fine”, „Imperium bez końca”.
Britannia i Królestwo Brązu
Imperium Brytyjskie było bezpośrednio wzorowane na Imperium Rzymskim. Sama nazwa „Brytania” praktycznie zniknęła po tym, jak Rzymianie porzucili swoją „Britannię” w 410 r. po. Ch. Jednakże nazwa ta została przywrócona przez imperialistycznych Normanów w 1066 roku, którzy przenieśli również angielską, królewską, duchową i kulturalną stolicę z Winchesteru z powrotem do starej rzymskiej stolicy politycznej i finansowej, miasta Londinium.
Normanowie i ich żydowscy finansiści stworzyli w ten sposób wielonarodowe imperium pomiędzy północną Francją i Anglią, które wkrótce rozszerzyło się na Walię, Szkocję, zachodnią Francję i Irlandię. Po upadku tego francuskojęzycznego imperium w XIV i XV wieku, częściowo w wyniku „wojny stuletniej”, Britannia odrodziła się ponownie w XVIII wieku. Wraz z królem sprowadzonym z Hanoweru i finansistami sprowadzonymi z Holandii, brytyjski establishment przekupił klasę rządzącą w Szkocji, by ta zjednoczyła się z Anglią i Walią w 1707 roku. Wkrótce uczcili to w wierszu z 1740 r., a później hymnie „Rule Britannia”.https://www.youtube.com/watch?v=v2c5QHtgFxY
Po ostatecznej klęsce Napoleona w 1815 roku, agresywny merkantylny nacjonalizm tego hymnu został w pełni uzasadniony przez szowinistyczny wiktoriański imperializm. Ich tłumaczenie „Imperium sine fine”, „Imperium bez końca” brzmiało „Imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce”. Ich godłem na monetach była rzymska 'Britannia'(baba na wózku- dop. tłumacza), potężna postać pogańskiej bogini, trzymająca (ukraiński?) trójząb.
Dlaczego Imperium Brytyjskie upadło? Znowu, istnieje mnóstwo teorii. Jedną z nich jest to, że brytyjscy imperialiści porzucili nawet pozory, że ich rasistowska misja i krwawy wyzysk miały na celu „ucywilizowanie” reszty świata, niesienie „brzemienia Białego Człowieka”. Wszystkie masakry i zbrodnie na całym świecie były w jakiś tajemniczy sposób uzasadnione tą misją.
Jak powiedział kilka lat temu Desmond Tutu, zmarły afrykański arcybiskup(podający się z arcybiskupa – dop. tłumacza) Kapsztadu: „Kiedy misjonarze przybyli do Afryki, oni mieli Biblię, a my ziemię. Powiedzieli: 'Pomódlmy się’. Zamknęliśmy oczy. Kiedy je otworzyliśmy, my mieliśmy Biblię, a oni mieli ziemię”.
Jak wszystkie imperia, również Imperium Brytyjskie znalazło się, jak to się mówi, na śmietniku historii. Każdy ma swoje pięć minut w życiu.
USA i Królestwo Żelaza i Gliny
Prezydenci Imperium Amerykańskiego mieszkają w neoklasycystycznym „Białym Domu”, lub „siedzibie gubernatora”, jak go kiedyś nazywano. Jest to inspirowany Rzymem, klasyczny pałac. Podobnie jak Britannia, również i Imperium Amerykańskie jest kolejną próbą odrodzenia pogańskiego Rzymu. Po drugiej wojnie światowej, którą wygrał Związek Radziecki, od 1945 roku Ameryka, czyli Stany Zjednoczone, rządziła z tej rezydencji dużą częścią świata. Zachodni dziennikarze piszą o „Białym Domu” jako o centrum ich świata – z pewnością mając na myśli swoje dochody.
W 1992 roku, politolog Francis Fukuyama opublikował książkę „Koniec historii i ostatni człowiek”. Ogłosił w niej, że ludzkość osiągnęła „nie tylko (…) koniec określonego okresu historii powojennej, ale koniec historii jako takiej: to znaczy punkt końcowy ideologicznej ewolucji ludzkości i upowszechnienie zachodniej demokracji liberalnej jako ostatecznej formy rządów ludzkich”. Niewiarygodne, że byli tacy, którzy wierzyli w to nonsensowne powtórzenie hitlerowskiej Tysiącletniej Rzeszy (Imperium). Jego tytuł 'Koniec historii’ był w rzeczywistości tylko powtórzeniem przechwałki o 'Imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce’ i 'Imperium bez końca’. To samo stare kłamstwo 'manifestacji przeznaczenia’, ale wyrażone na nowo.
Koniec Historii Fukuyamy, „Tysiącletnia Rzesza”, też już się skończyła, nie w dwanaście lat (1933-1945), ale w trzydzieści lat (1992-2022). Koniec przyszedł wraz z Ukrainą, czyli dawnymi południowo-zachodnimi prowincjami Rosji. Dlaczego?
Cóż, podaje się wiele powodów, ale ja powiedziałbym, że stało się tak dlatego, że ci w Białym Domu zdecydowali się na prześladowanie „kamienia wyciętego z góry nie ręką ludzką”(Dan 2,34), czyli dlatego, że zdecydowali się prześladowanie Kościoła na Ukrainie. Chociaż zbiry i ateistyczni neokoni w Białym Domu o tym nie wiedzą, my wiemy, że: 'Nie błądźcie: nie da się Bóg z siebie naśmiewać. Albowiem co będzie siał człowiek, to też będzie żął. Bo kto sieje na swym ciele, z ciała też żąć będzie skażenie. A kto sieje na duchu, z ducha żąć będzie żywot wieczny.(Gal 6, 7-8). 'Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym’ (Hbr 12, 29).
Dlaczego koniec imperium amerykańskiego został odłożony w czasie?
Dlaczego amerykańska „Tysiącletnia Rzesza” trwała nie dwanaście, a trzydzieści lat? Dlaczego tak długo? Odpowiedź znajduje się tutaj: Dlatego, że prezydent Putin i cała Federacja Rosyjska pozwolili Białemu Domowi na zajęcie Kijowa, a następnie większości Donbasu w latach 2014-2015. W efekcie, od 2022 roku przed siłami rosyjskimi stoi o wiele trudniejsze zadanie wyzwolenia, demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy. Co gorsza, ponieważ Waszyngton zmusił Kijów do odrzucenia jakichkolwiek negocjacji pokojowych z Moskwą i wysyła na Ukrainę wiele z tego, co posiada, z pomocą swoich natowskich pełnomocników , siły rosyjskie stoją przed jeszcze trudniejszym zadaniem wyzwolenia, demilitaryzacji i denazyfikacji, całego zarządzanego przez USA, NATO. Prezydent Putin sam przyznał, że popełnił błąd nie podejmując działań w 2015 roku. Skąd więc ta zwłoka w stawieniu oporu i doprowadzeniu do upadku amerykańskiej Rzeszy? Istnieją trzy wyraźne powody:
1. W latach 2014-15 Federacja Rosyjska była zdecydowanie zbyt słaba militarnie, gospodarczo i politycznie, aby przeciwstawić się tyranii świata zachodniego. Rozpoczęta wówczas wojna wyzwoleńcza mogłaby się skończyć bardzo źle dla Rosji, która bardzo ucierpiała z powodu zachodnich „sankcji” właśnie za wyzwolenie Krymu.
2. Rząd Federacji Rosyjskiej miał zbyt małe poparcie wewnętrzne, aby stawić opór. Aktywa CIA, w tym zdradzieccy zwolennicy Własowców (5), infiltrowały wszystkie jego instytucje, w tym nawet Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Było to już jasne w 1993 roku podczas przewrotu październikowego, Czarnego Października, w którym tysiące rosyjskich patriotów zostało prawdopodobnie zmasakrowanych przez prozachodni reżim Jelcyna. Pięć lat temu spotkałem byłego żołnierza amerykańskiej piechoty morskiej, który w 1993 roku został wysłany do bazy pod Moskwą, wraz z 4000 innych marines, którzy zostali poinstruowani, że mogą być potrzebni do stłumienia antyamerykańskiej rewolty w Moskwie. (Ostatecznie do tego nie doszło).
Cztery tys. żołnierzy USA w okolicach Moskwy w 1993 roku na zaproszenie jej pijanego władcy? Tak. Piąta kolumna rosyjskich idolatrów Zachodu, puczystów, liberałów, dziennikarzy, aktorów, muzyków, oligarchów, polityków, pedagogów? Tak. Wszystkie rosyjskie instytucje są infiltrowane przez zdrajców? Tak. Dopiero w 2022 roku Federacja Rosyjska była gotowa do przeciwstawienia się amerykańskiej tyranii. Przygotowania przeciągnęły się aż po rok 2022, a nawet wtedy zdrajców było pod dostatkiem, choć szybko uciekli do Izraela, Finlandii, Gruzji i gdzie indziej (6).
3. Zachodni czytelnicy nie powinni lekceważyć niebywałej naiwności Rosjan wobec Zachodu. Rosjanie nie podejrzewali, że Zachód nakaże Kijowowi odrzucić porozumienie pokojowe w marcu/kwietniu 2022 roku, zmuszając tym samym Kijów i gospodarki zachodnie do popełnienia samobójstwa, niczym rozpieszczone dziecko, które krzywdzi się tylko po to, by zrobić na złość rodzicom. W rezultacie, ograniczona operacja wyzwolenia Donbasu musiała zostać przemyślana na nowo. Prezydent Putin całkiem jeszcze niedawno był w szoku, gdy dowiedział się, że został okłamany przez niemiecką Merkel i francuskiego Hollande’a. Dał się nabrać na to, że Zachód był szczery w swoich deklaracjach i że rzeczywiście zamierzał wdrożyć porozumienia mińskie w celu ochrony Donbasu.
Jak tych dwoje zachodnich przywódców niedawno przyznało, porozumienia mińskie były tylko grą na czas, aby umożliwić armii kijowskiej przygotowanie, okopanie się, uzbrojenie, szkolenie, a następnie inwazję. Zachodni przywódcy to kłamcy. To fakt. Źródłem tej niezwykłej rosyjskiej naiwności wydaje się być to, że w latach 1917-1991 Rosja była odcięta od Zachodu, żyła w bańce, tak że nigdy tak naprawdę nie pojęła, jak podstępny i perfidny potrafi być Zachód. Zbyt długo mieszkam w Europie Zachodniej, by tego nie wiedzieć. Dziesięć lat temu pewien moskwianin ujął to bardzo dobrze: „Wiedzieliśmy, że komuniści okłamywali nas w sprawie komunizmu. Nie wiedzieliśmy jednak, że mówią nam prawdę o kapitalizmie”.
Przykład. Znamy tutaj na Zachodzie pewnego Amerykanina, który zajmuje wysokie stanowisko w pewnej rosyjskiej organizacji, o którym od samego początku wiedzieliśmy, że jest szpiegiem CIA. A jednak nawet dzisiaj, w 2023 roku, po zapoznaniu się z jego wywrotową działalnością, wszystkie drzwi w Moskwie są dla niego otwarte i wszystkie jego antyrosyjskie działania są w Moskwie aprobowane! Tymczasem ci, którzy bronią Rosji, jako patrioci, jako najwięksi przyjaciele, jakich Rosja ma na Zachodzie, są przez niego prześladowani! To jest niewiarygodne, ale to prawda. Ta naiwność jest dla Rosji samobójcza.
Wniosek: Nieszczęście wisi w powietrzu
W 2022 roku nastąpiła tektoniczna zmiana świadomości, początek końca dominacji Zachodu po ponad 500 latach niewolnictwa oraz kolonialnej i imperialistycznej eksploatacji. Świat jednobiegunowy należy do przeszłości. Technologia jest uniwersalna. Nikt nie ma monopolu. „Nie pytaj komu bije dzwon”, bo bije dla świata zachodniego. 'Imperium Sine Fine’, Imperium bez końca – najstarsze kłamstwo. MENE, TEKEL, FARES. 'Bóg policzył dni twojego królestwa i doprowadził je do końca; zostałeś zważony na wadze i uznany za niedoskonałego; twoje królestwo jest podzielone i oddane Medom i Persom’. Te słowa są wypisane na Białym Domu Baltazara.
22 stycznia 2023
Batiuszka
tłum. Sławomir Soja
Przypisy
1. Wzmianki o królestwach złota, srebra, brązu oraz żelaza i gliny znajdują się w Księdze Daniela, rozdział 2.
2. 3. Chrześcijańskie Imperium Rzymskie, z siedzibą w Nowym Rzymie czyli Konstantynopolu, upadło dopiero po tysiącleciu. Jego upadek został spowodowany przez połączenie działań zachodnich barbarzyńców („katolików”)- (niestety to prawda dop. tłumacza), którzy splądrowali je w 1204 roku, oraz Osmanów, którzy przejęli jego pozostałości w 1453 roku.
3. 4. Orthodox Bishop Denounces Ukrainian Crimes At UNSC
Orthodox Bishop Denounces Ukrainian Crimes At UNSC Written by Lucas Leiroz, researcher in Social Sciences at the Rural Federal University of Rio de Janeiro; geopol…
5. Własowcy byli pro-faszystowskimi Rosjanami, którzy walczyli wspólnie z Hitlerem przeciwko ZSRR. Niektóre z ich dzieci i wnuków są nadal aktywne, np. w życiu kościelnym Rosji na emigracji i w innych obszarach. W odróżnieniu od prawosławnych wyznają ideologię neokonów, czyli mogą być liberalni i pro-LGBT, ale zawsze politycznie „antysocjalistyczni”, jak sami by się określili, albo szczerze faszystowscy.
My, rosyjscy prawosławni, podobnie jak wszyscy chrześcijanie prawosławni, mamy odwrotne poglądy. Jesteśmy społecznie konserwatywni, ale i odpowiedzialni. Innymi słowy, choć współczujemy ludziom, którzy cierpią na takie choroby jak homoseksualizm, wierzymy w zdrowe, tradycyjne wartości, rodzinę i tożsamość narodową, a także wierzymy w sprawiedliwość społeczną, darmową edukację i opiekę zdrowotną, w to, że bogaci płacą wyższe podatki, aby pomóc biednym, czyli jesteśmy społecznie odpowiedzialni. Nie wierzymy w mit lewicy i prawicy, który prowadzi prosto do dyktatury jednej partii, czyli w wielki mit tzw. demokracji zachodniej.